background image

KATHERINE ARTHUR 

Na zawsze twój 

 

Tytuł oryginału: Keep My Heart Forever 

Przekład: Justyna Kubicka-Daab 

 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Autobus  kołysał  się,  zarzucając  na  każdym  zakręcie  drogi  wiodącej  przez 

łagodne  wzgórza  i  głębokie,  wąskie  doliny  Zachodniej  Wirginii.  Maggie  Preston 
poprawiła  się  na  niewygodnym  siedzeniu  żałując,  że  nie  wynajęła  samochodu. 
Droga  wydawała  jej  się  dłuższa  niż  zwykle.  Za  każdym  zakrętem  pojawiał  się 
następny,  zamykając  jedną,  a  otwierając  kolejną  wąską  dolinę.  Było  tak,  jakby 
jakaś  powracająca  fala  zabierała  ją  ze  sobą  w  głąb  krainy,  która  kiedyś  była  jej 
domem. Na bladozielonych wzgórzach, pod nagimi drzewami leżały jeszcze płaty 
topniejącego śniegu, wyglądające z daleka jak przybrudzone dywany. 

Maggie  wzdrygnęła  się.  Widok  był  znajomy,  a  jednak  czuła  się  obco.  Na 

przystanku autobusowym w Beckley ludzie przyglądali się jej, ale najwyraźniej nie 
poznawali.  Pasażerowie  autobusu  do  Spring  Mountain  nie  czytują  Vogue  ani  nie 
kupują  drogich  kosmetyków,  na  których  mogliby  rozpoznać  charakterystyczną 
twarz  Maggie,  przypominającą  swym  owalem  kształt  serca,  otoczoną  falami 
rudawych włosów. Posyłali jej ciekawskie spojrzenia, zastanawiając się pewnie, co 
ta elegancka kobieta w czarnym płaszczu z futrzanym kołnierzem robi między nimi 
– skromnie ubranymi ludźmi o zmęczonych twarzach. Pewien wysoki mężczyzna z 
czarnymi  jak  węgiel  włosami  przyglądał  się  jej  szczególnie  długo.  Stał  oparty  o 
laskę i mierzył ją wzrokiem od stóp do głów. Szeroko rozstawione oczy patrzyły na 
nią spod gęstych, ciemnych brwi, a na jednej z nich widniała ukośna, biała blizna. 
Mimo  że  miał  na  sobie  przyzwoity  garnitur,  patrzył  na  nią  z  takim  chłodem,  że 
poczuła  się  nieswojo  w  tak  eleganckim  stroju.  Ot,  jeszcze  jeden  zgorzkniały, 
okaleczony  górnik,  pomyślała.  A  jednak  nie  mogła  zapomnieć  tego  spojrzenia, 
które sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej obco. 

Powinnam częściej przyjeżdżać do domu, pomyślała Maggie, osaczona nagle 

przez dojmujące poczucie samotności. Droga od konkursu modelek do zawrotnego 
sukcesu była niczym skok z trampoliny, podczas którego nie ma czasu na oglądanie 
się za siebie. W ciągu ostatnich pięciu lat była w domu tylko dwukrotnie. Raz przy 
okazji  przeprowadzki  rodziców  do  nowego  domu,  który  im  kupiła.  Drugi  raz,  a 
było to rok temu, kiedy przyjechała przedstawić rodzicom Rogera Balfoura. Chcieli 
poznać  owego  przystojnego,  zamożnego  nowojorczyka,  o  którym  tak 
entuzjastycznie  pisała  w  swych  rzadkich  listach.  Roger  wypadł  całkiem  dobrze. 
Maggie  poczuła  się  jednak  nieswojo,  kiedy  ojciec  poruszył  sprawę 
zanieczyszczania środowiska przez  jedną z  fabryk  koncernu  chemicznego  Balfour 
w pobliżu Charlestonu. 

background image

Kiedy lecieli z powrotem do Nowego Jorku, Maggie powiedziała: 

–  Mam  nadzieję,  że  nie  masz  za  złe  pytań  ojca.  To  jego  obsesja  od 

dwudziestu lat, kiedy to zachorował na pylicę. Nowe przepisy o warunkach pracy 
w kopalni pojawiły się za późno, by mu pomóc. 

Roger wzruszył ramionami: 

– Skądże znowu. To całkiem zrozumiałe. Poza tym od kogoś, kto widzi tylko 

jedną  stronę  zagadnienia,  nie  można  oczekiwać,  że  zrozumie  trudne  problemy 
właściciela  fabryki,  rozdartego  między  tym,  co  dobre dla  środowiska,  a  własnym 
zyskiem.  Powiedziałem  to  twemu  ojcu:  u  nas  wszystko  odbywa  się  zgodnie  z 
prawem. 

Potem szybko zmienił temat i zaczął mówić o operze, którą zamierzali tego 

wieczoru obejrzeć. 

Maggie  pomyślała,  że  Roger  tak  naprawdę  unika  kontaktu  z  nieprzyjemną 

stroną życia. Była jednak na tyle uczciwa wobec siebie samej, by przyznać, że i jej 
znacznie  lepiej  jest  w  eleganckim  nowojorskim  apartamencie,  który  kupiła  jako 
lokatę kapitału, zgodnie z radą Rogera. 

Maggie westchnęła ciężko. Nie powinna winić Rogera za to, że taki jest. To 

nie jego wina, że nigdy nie poznał biedy. I choć w jej rodzinie, utrzymującej się z 
renty  ojca  i  dodatkowych  prac  podejmowanych  przez  matkę,  nigdy  niczego  nie 
brakowało, znała i przyjaźniła się z wieloma biednymi dziećmi. 

W autobusie powstało zamieszanie. Pasażerowie zaczęli zdejmować bagaże 

z  półek  i  kierować  się  ku  wyjściu,  z  ulgą  opuszczając  swe  niewygodne  miejsca. 
Maggie  wychyliła  się  i  ujrzała  przed  sobą  mały,  przypominający  konstrukcję  z 
zapałek,  mostek  nad  Spring  River,  w  najwęższym  miejscu  doliny.  W  tej  dolinie, 
otoczonej wzgórzami, leżało miasteczko Spring Mountain. Dom. 

Podniecenie  i  jednocześnie  jakiś  dziwny  lęk  sprawiły,  że  poczuła 

przyspieszone  bicie  serca.  Tylko  spokojnie,  powiedziała  do  siebie  stanowczo. 
Wkrótce wszystko się wyjaśni. W zaproszeniu na trzydziestą piątą rocznicę ślubu 
rodziców,  cel  wizyty  Maggie,  matka  napisała:  „Ojciec  nie  czuje  się  dobrze.  Nie 
wiem,  jak  wiele  rocznic  jest  jeszcze  przed  nami”.  To,  że  matka  tak  otwarcie 
mówiła o złym stanie zdrowia ojca, sprawiło, że Maggie pełna była złych przeczuć, 
a  jednocześnie  czuła  się  winna,  że  w  ostatnich  latach  tak  zaniedbała  rodziców. 
Wiedziała, że są dumni z jej sukcesu, i że doceniają to wszystko, co dla nich robiła. 
A jednak te nieprzyjemne uczucia nie opuszczały jej. 

background image

Autobus zatrzymał się przed niewielkim budyneczkiem, który oprócz dworca 

mieścił też restaurację. Maggie podążyła za pasażerami do wyjścia. Nagle znalazła 
się w górze, poderwana z ziemi silnym, niemal niedźwiedzim uściskiem. 

– Jak się ma moja piękna siostra? – spytał radosny, męski głos. 

– Bruce! – krzyknęła. – Postaw mnie z powrotem! 

Dopiero stojąc na ziemi, wpatrzona w jasnoniebieskie oczy brata, zarzuciła 

mu ręce na szyję i pocałowała. 

–  Wspaniale  wyglądasz  –  powiedziała,  mierząc  go  wzrokiem.  –  Po  prostu 

wspaniale. Ten skórzany płaszcz jest bardzo szykowny. 

Bruce z wyraźnym zadowoleniem wzruszył ramionami. 

–  Nie  narzekam.  Zostałem  właśnie  głównym  księgowym  w  Balfour 

Chemicals. – Maggie otworzyła usta ze zdziwienia i Bruce roześmiał się. 

–  To  cudownie!  –  krzyknęła,  rzucając  mu  się  na  szyję.  –  Roger,  drań,  nie 

wspomniał mi o tym. Nigdy nie wprowadza mnie w swoje interesy, ale to mógł mi 
powiedzieć. 

–  Poprosiłem  go,  by  zostawił  to  mnie  –  powiedział  Bruce,  sięgając  po 

walizki Maggie. Uśmiechnął się triumfująco. – Chodź, zobaczysz moje nowe cacko 
– powiedział, zmierzając w stronę parkingu. 

– O rany! – rzekła Maggie na widok jasnoczerwonego ferrari. – To jest coś – 

powiedziała, dotykając z zachwytem błyszczącej karoserii. 

–  Przyjemny,  prawda?  –  pochwalił  się  Bruce  i  otworzył  drzwi.  –  A  jak 

zobaczysz moje gniazdko…! – dodał, siadając koło niej. – Właśnie wprowadziłem 
się  do  nowego  mieszkania  na  obrzeżach  Charlestonu.  Sztuczne  jeziorko,  basen, 
korty tenisowe. W każdym pokoju wmontowany jest system głośników, jest wanna 
z  biczami  wodnymi  i  kuchnia,  jakiej  sobie  nawet  nie  wyobrażasz.  Idealna 
garsoniera. I jeszcze ten samochód… – Uśmiechnął się i mrugnął do siostry. 

– Musiałeś się nieźle zasłużyć – zauważyła Maggie. 

Zapięła  pasy  i  wstrzymała  oddech,  gdy  wóz  ruszył  i  w  rajdowym  tempie 

przemierzał  wzgórza  miasteczka.  Było  oczywiste,  że  Bruce  z radością korzysta  z 
owoców  swojej  pracy.  Dlaczego  więc  ona  miałaby  czuć  się  winna,  ciesząc  się 
swoimi? 

Bruce  pokonał  ostatni  zakręt  na  wzgórzu  i,  wzbijając  chmurę  żwiru, 

background image

zahamował  ostro  przed  domem,  w  którym  mieszkali  teraz  starzy  Prestonowie. 
Maggie uśmiechnęła się z zadowoleniem. Widok rozłożystego domu z ogromnymi, 
wychodzącymi  na  dolinę  oknami  sprawił,  że  myślała  teraz  o  swym  sukcesie  z 
radością. 

Na  dźwięk  otwieranych  drzwi  samochodu  przerwała  rozmyślania,  a  na  ich 

miejsce wrócił lęk związany z przyjazdem do domu. 

– Poczekaj – zatrzymała brata. – Jak jest naprawdę z tatusiem? 

Bruce  dopiero  po  chwili  spojrzał  na  Maggie.  Jego  chłopięca  twarz  nabrała 

teraz twardego, pełnego złości wyrazu. 

–  Nie  bardzo  wiem,  jak  ci  o  tym  powiedzieć.  Najlepiej  będzie,  jak  sama 

wkroczysz do tego gniazda szerszeni. 

–  Do  gniazda  szerszeni?  Nie  rozumiem  –  powiedziała.  –  Z  tego,  co  pisała 

mama, wywnioskowałam, że z taty zdrowiem jest coraz gorzej. 

–  I  tak,  i  nie  –  powiedział  Bruce,  spuszczając  wzrok  i  marszcząc  brwi.  – 

Potrzebuje  teraz  tlenu  częściej  niż  kiedyś  i  czasami  bywa  apatyczny,  ale  lekarz 
twierdzi, że nowych zmian w płucach nie ma. Prawdziwy problem polega na tym, 
że ojciec nie jest już tak przychylny twojemu małżeństwu z Rogerem Balfourem. 

Spojrzał na Maggie z błyskiem w oku. 

– Jak tam sprawy się mają? Usidliłaś go już? 

– Nie nazwałabym tego w ten sposób, ale Roger zapowiedział, że po moim 

powrocie  wybierzemy  pierścionek  zaręczynowy.  Zamierzam  się  na  to  zgodzić, 
więc właściwie jest usidlony. A o co chodzi? 

Zauważyła, że Bruce wałczy z własną, niezrozumiałą dla niej złością. 

Wybuchł nagle, a w jego oczach pojawiły się złowrogie ogniki. 

–  To  ten  przeklęty  Galen  Kendrick!  Jest  prawnikiem  grupy  ekologów, 

zaciekle  oskarżających  Balfour  Chemicals.  Był  tu  i  rozmawiał  z  ojcem,  który 
oczywiście  wierzy  w  te  wszystkie  głupie  kłamstwa.  Próbowałem  przekonać  ojca, 
ale  on  teraz  uważa,  że  Roger  Balfour  to  taki  sam  nieodpowiedzialny  potwór,  jak 
właściciele  kopalń  sprzed  czterdziestu  lat.  My  wiemy,  jak  jest  naprawdę.  To 
wspaniały facet. 

Maggie zachmurzyła się. 

background image

– To może być poważna przeszkoda, prawda? A co na to mama? 

Bruce skrzywił się. 

– Jest po stronie ojca, jak zwykle. Nie byłoby źle, gdybyś w czasie pobytu w 

domu nie afiszowała się swym związkiem z Rogerem. Staraj się łagodzić sytuację. 

Zimny wyraz twarzy Bruce'a zmienił jego łagodne rysy w kamienną maskę. 

–  Musimy  pozbyć  się  tego  cholernego  Kendricka,  i  to  szybko.  Nie  zdaje 

sobie sprawy, że bawi się kosztem poważnych ludzi. 

–  Będę  ostrożna  –  obiecała  Maggie  mimo  drżenia,  które  ogarnęło  ją,  gdy 

słuchała  gróźb  Bruce'a.  Kiedyś,  dawno  temu,  ona  i  Galen  Kendrick  byli 
serdecznymi  przyjaciółmi.  Był  ciężko  ranny  w  wypadku  samochodowym. 
Dorabiała  sobie  wtedy,  czytając  mu  lektury  szkolne.  Nie  mógł  ruszać 
obandażowanymi rękami, a spod warstwy gipsu na twarzy widoczne były jedynie 
oczy. Nieco później, gdy był już w stanie wrócić do szkoły na wózku inwalidzkim, 
ale  czekał  jeszcze  na  operację  plastyczną  twarzy,  dawni  przyjaciele  opuścili  go. 
Stał  się  cichy  i  poważny,  a  niedawna  walka  ze  śmiercią  uczyniła  go  znacznie 
dojrzalszym. Mimo że był kilka lat starszy od Maggie, spędzał z nią długie godziny 
na  poważnych  dyskusjach  o  sensie  życia.  Nie  zdziwiło  jej,  że  został  gorącym 
orędownikiem sprawy, którą uważał za ważną. 

– Co się z nim teraz dzieje? – zapytała Maggie, wysiadając z samochodu. – 

Mam na myśli jego zdrowie – wyjaśniła w odpowiedzi na ostre spojrzenie Bruce'a. 
– Czy jest jeszcze na wózku? Czy udało się zoperować twarz? 

Bruce wydął wargi. 

–  O,  tak.  Twarz  jest  w  porządku.  Porusza  się  używając  jedynie  laski,  ale 

wątpię, czy jest mu ona naprawdę niezbędna. Myślę, że służy mu na rozprawach, 
zjednując sympatię sądu. 

Maggie  uniosła  brwi,  ale  nic  nie  odpowiedziała.  Olśniło  ją  nagle.  Ten 

człowiek w Beckley, który tak się jej przyglądał, to był Galen Kendrick! Jak mogła 
nie  poznać  tych  szeroko  osadzonych,  szarych  oczu,  blizny  przecinającej  brew, 
twarzy, która była teraz niemal przystojna. Kiedy tak stał, patrząc na nią z pogardą, 
w niczym nie przypominał chłopca, którego zapamiętała. Dlaczego patrzył na nią w 
ten  sposób?  Czy  myślał,  że  ona,  rozpoznając  go,  postanowiła  nie  zniżać  się  do 
rozmowy z dawnym przyjacielem? 

Drzwi domu otworzyły się gwałtownie. 

background image

– Czy macie zamiar stać tutaj i rozmawiać przez cały dzień? – zawołała pani 

Preston i wyciągnęła ręce na powitanie. 

– Cześć, mamo! – Maggie pomachała ręką i uśmiechnęła się z ulgą widząc, 

że  matka  wcale  się  nie  zmieniła.  Mimo  lekkiej  siwizny  była  to  wciąż  ta  sama, 
droga  postać,  do  której  zawsze  przybiegało  się,  gdy  coś  było  nie  tak.  Maggie 
wpadła w objęcia matki i, całując ją w policzek, mocno przytuliła. Poczuła zapach 
róż i ziół, który zawsze znaczył dla niej ciepło i poczucie bezpieczeństwa. 

Pani Preston uwolniła się z uścisku, by lepiej przyjrzeć się córce. 

–  Mój  Boże,  jaka  jesteś  elegancka  –  powiedziała  z  uznaniem.  –  Aż  dziw 

bierze, że to małe miasteczko wydało taki piękny kwiat. 

–  Daj  spokój,  mamo  –  roześmiała  się  Maggie.  Zwróciła  się  w  stronę  ojca, 

lecz ujrzawszy go, z trudem opanowała przerażenie. Postarzał się tak bardzo, jakby 
to  nie  rok,  ale  dziesięć  lat  minęło  od  ich  ostatniego  spotkania.  W  wątłym  ciele 
iskrzyły się tylko jasnoniebieskie oczy, których kolor Maggie i Bruce odziedziczyli 
po  ojcu.  Maggie  obawiała  się,  że  zbyt  mocny  uścisk  może  go  przewrócić. 
Pospiesznie zarzuciła mu ręce na szyję i ukryła twarz w jego ramionach. 

– Tak się cieszę, że cię widzę, tato – powiedziała zdławionym głosem. 

–  Dobrze,  że  przyjechałaś,  kochanie.  –  Ojciec  poklepał  ją  po  plecach.  –  I 

rzekłbym,  że  to  nie  kwiatuszek,  ale  drogocenny  skarb  mamy  tu  wśród  nas.  To 
będzie ogromna frajda pochwalić się tobą na jutrzejszym przyjęciu. 

–  Kochani  jesteście,  ale  oboje  bardzo  przesadzacie  –  odpowiedziała,  już 

opanowana.  Nadstawiła  policzek  do  pocałunku,  z  nadzieją,  że  widoczne  w  jej 
oczach  łzy  uznane  zostaną  przez  ojca  za  łzy  radości.  –  Proszę,  żebyście  nie 
zawstydzali  mnie  jutro  tymi  kwiecistymi  porównaniami.  Jestem  zwykłą  wiejską 
dziewczyną, która miała trochę szczęścia. 

–  Daj  spokój,  Maggie  –  zirytował  się  Bruce.  –  Traktujesz  nas  jak 

niepiśmiennych głupców, którzy żywią się oposami? 

– No właśnie, coś tu cudownie pachnie. Czyżby ciasto z oposów? – zapytała 

Maggie,  mierząc  brata  zimnym  spojrzeniem.  Zachowywał  się  jak  ci  snobistyczni 
przyjaciele  Rogera,  którzy  zawsze  na  wieść  o  pochodzeniu  Maggie  pokrywali 
zdziwienie  nadmiernym  zainteresowaniem:  O  mój  Boże,  Spring  Mountain, 
Zachodnia Wirginia, coś takiego. Czy to gdzieś w pobliżu Charlestonu, czy  może 
Greenbier? 

Kiedy  wyjaśniała  im,  że  jest  córką  górnika  z  małej  górskiej  miejscowości, 

background image

robili  wielkie  oczy.  Roger  sugerował,  że  mogłaby  omijać  te  detale.  Maggie 
czerpała  jednak przewrotną  radość, przyglądając  się  wysiłkowi,  z  jakim  ukrywali 
zmieszanie. 

Pani  Preston  szybko  dostrzegła  rozdrażnienie  swych  dzieci  i  odparła  z 

uśmiechem: 

–  Nie  dzisiaj.  Dziś  będzie  zwykły  gulasz.  Byłam  tak  zajęta,  że  nie  miałam 

czasu przygotować czegoś tak wyrafinowanego. 

– To straszne – odpowiedziała Maggie z udanym rozczarowaniem. 

Bruce roześmiał się z przymusem. 

– Gdzie położyć twoje walizki? A może mam tak z nimi stać przez całą noc? 

– Do sypialni z niebieskimi tapetami – odpowiedziała pani Preston. 

Maggie spytała: 

–  Czy  zdążę  się  przebrać  przed  kolacją?  Czuję  się  nieświeżo  po  tym 

siedzeniu w autobusie. 

– Nie ma pośpiechu – odpowiedziała matka. 

– Możesz nawet wziąć prysznic. 

Maggie wykąpała się szybko i wskoczyła w wygodne szare spodnie i miękki 

niebieski sweter. 

–  Teraz  czuję  się  jak  człowiek  –  powiedziała  wchodząc  do  jadalni.  Matka 

podawała właśnie kolację. – Pomogę ci. Chciałabym się na coś przydać. 

–  Będziesz  miała  mnóstwo  roboty  jutro.  –  Matka  potrząsnęła  odmownie 

głową. – Zawołaj ojca. Drzemie pewno przed telewizorem. 

Rzeczywiście, Maggie znalazła ojca w pokoju. Leżał w wygodnym fotelu z 

głową przechyloną na bok. Obudziła go pocałunkiem. 

– Kolacja na stole. Mogę ci towarzyszyć? 

–  Zawsze,  kochanie  –  odpowiedział,  wstając  powoli.  Oparł  się  o  nią 

ramieniem. – Tak dobrze, że jesteś w domu. Cieszę się, że matka zwabiła cię tutaj, 
choć  przez  to  będę  musiał  znosić  jutro  tę  zgraję  krewnych  i  przyjaciół.  To  co, 
zostajesz na dwa tygodnie? 

background image

Maggie skinęła tylko głową, nie mogła wydobyć słowa przez ściśnięte nagle 

gardło. Będzie teraz musiała wygospodarować więcej czasu na wizyty w domu. 

Wszyscy  czworo  zasiedli  do  gulaszu  wołowego  z  makaronem,  ulubionego 

dania domowników. 

–  Muszę  dać  Annie  ten  przepis  –  powiedziała  Maggie  uśmiechając  się  do 

matki. – Od kiedy posłałam ją na kursy gotowania, zaczęła przedobrzać z sosami. 
Zapomniała chyba, że coś może być jednocześnie proste i pyszne. 

–  Czasami  im  coś  prostsze,  tym  lepsze  –  odpowiedziała  wyraźnie 

zadowolona matka. 

–  To  musi  być  przyjemne  –  mieć  własnego  kucharza  –  zauważył  Bruce  z 

zazdrością. – Męczą mnie już dania na wynos i przepisy z telewizji. 

– Naucz się gotować – poradziła Maggie. – Zanim mogłam sobie pozwolić 

na Annę, robiłam to sama. 

–  Jestem  zbyt  zajęty  –  odparł  Bruce,  a  jego  nieobecny  wzrok  wskazywał 

wyraźnie,  że  oblicza  właśnie,  ile  brakuje  mu  do  pensji  pozwalającej  na 
utrzymywanie  służby.  Maggie  pomyślała  ze  smutkiem,  że  trudno  mu  będzie 
dorównać jej zarobkom. Przykro jej było, że usiłuje z nią rywalizować. 

Gdy matka z wyraźnym wahaniem spytała, jak tam układa się między nią a 

Rogerem, Maggie wzruszyła tylko ramionami i odparła: 

– Wszystko dobrze. – Szybko skierowała rozmowę na temat zbliżającego się 

przyjęcia. 

–  Dom  będzie  otwarty  dla  wszystkich  od  południa.  Będziemy  mieli  zimny 

bufet. Myślę, że część osób przyjdzie od razu po kościele, reszta pojawi się później. 
Jedzenia  starczyłoby  dla  pułku  wojska,  ale  będziemy  musiały  pilnować,  żeby  na 
stole było zawsze pełno. 

– Kogo się spodziewacie? – spytała Maggie. 

– Ojej, poczekaj, niech pomyślę. – Matka zaczęła wymieniać całą gromadę 

ciotek, wujków i krewnych, starych przyjaciół ojca i ludzi z miasta. Kiedy doszła 
do Galena Kendricka, Bruce przerwał gwałtownie. 

– A po jaką cholerę jego zaprosiliście? 

–  No  cóż,  pomyślałam,  że  Maggie  będzie  chciała  się  z  nim  zobaczyć  – 

odparła pani Preston, karcąc syna wzrokiem. – To, że ty jesteś z nim w konflikcie, 

background image

nie oznacza, że nie możemy go zapraszać do siebie. 

–  Wątpię,  aby  Maggie  chciała  się  z  nim  spotkać  –  powiedział  Bruce  i 

spojrzał znacząco na siostrę. – Opowiadałem jej o jego idiotycznych oskarżeniach 
pod adresem Balfour Chemicals. 

–  A  jednak  chcę  go  zobaczyć  –  odparła  Maggie,  widząc  groźny  błysk  w 

oczach ojca. Skrzywiła się do brata. Nie była pewna, czy Galen chciałby się z nią 
spotkać, ona jednak pragnęła się dowiedzieć, dlaczego patrzył wtedy na nią jak na 
osobę godną najwyższej pogardy. 

–  A  widzisz!  –  powiedziała  pani  Preston  i  zwróciła  się  do  Maggie:  –  Tyle 

czasu minęło, prawda? Zdziwisz się, jak dobrze Galen teraz wygląda. Nikt by nie 
przypuścił, że jako chłopiec miał taki straszny wypadek. 

–  Jak  to  dobrze  –  ucieszyła  się  Maggie,  przywołując  jednocześnie  obraz 

Galena, wyrazistą, nieco kanciastą twarz z orlim nosem. Z całą pewnością była to 
twarz,  jakiej  się  nie  zapomina.  Właściwie  nawet  przystojna,  gdyby  nie  to  pełne 
nienawiści spojrzenie. 

–  Opowiedz  nam  o  swoim  pobycie  na  Fidżi  w  zeszłym  miesiącu.  –  Ojciec 

taktownie zmienił temat. – Czy to rzeczywiście raj? 

–  Nieomal  –  odpowiedziała  Maggie.  Zaczęła  opisywać  ze  szczegółami 

piękne  wyspy,  na  których  spędziła  kilka  tygodni,  pozując  do  letniej  kolekcji. 
Widziała  jednak,  że  Bruce  jest  wciąż  jeszcze  wściekły.  Zdziwiło  ją,  że  tak 
bezkrytycznie  przyjmuje  punkt  widzenia  przemysłowca.  Spodziewała  się,  że 
pamiętając o tragedii ojca, zachowa przynajmniej neutralność. Wyglądało na to, że 
błyskotliwa  kariera  w  Balfour  Chemicals,  wsparta  przekonywającym  wdziękiem 
osobistym  Rogera,  zmieniła  radykalnie  jego  poglądy.  Po  kolacji  Maggie 
rozmawiała  jeszcze  trochę  z  ojcem,  ale  szybko  poczuł  się  zmęczony.  Potem  ze 
smutkiem obserwowała, jak matka podaje mu maskę tlenową. 

– Nie jest to przyjemne, ale pomaga zasnąć – wyszeptał i poklepał kołdrę. – 

Siądź tutaj i daj mi całusa na dobranoc. 

Maggie  usiadła  i  ucałowała  go,  a  potem  położyła  mu  głowę  na  ramieniu. 

Pogładził jej bujne włosy i westchnął. 

– Zdaje mi się, jakbym jeszcze wczoraj ja sam układał cię wieczorem do snu. 

–  Tak  –  cicho  potwierdziła  Maggie.  To  rzeczywiście  wydawało  się  tak 

niedawno. Wydarzenia ostatnich lat, które nagle stanęły przed oczami dziewczyny, 
wydały jej się pięknym, ale nierealnym snem. Podniosła głowę i uśmiechnęła się 

background image

do ojca. – Będę teraz spędzać tu znacznie więcej czasu. Tęskniłam za tobą. 

Ojciec zmarszczył nos i spojrzał na nią podejrzliwie. 

– Nie rób wokół mnie takiego zamieszania i nie rezygnuj z niczego z mojego 

powodu. Kocham cię i chciałbym cię mieć przy sobie, ale przede wszystkim pragnę 
twojego szczęścia. – Po chwili, z wyraźnym wahaniem, spytał: – A jak tam sprawy 
między tobą , a tym Balfourem? 

Maggie wzruszyła ramionami, wdzięczna Bruce'owi za jego ostrzeżenie. 

– Jeszcze nic konkretnego – rzuciła niedbale. 

Ojciec z trudem ukrył ulgę, choć starał się, by jego głos brzmiał obojętnie. 

– Cieszę się, że nie podejmujesz pochopnie tak ważnej decyzji – powiedział. 

–  Mama  tłumaczyła  mi  zawsze,  że  co  nagle,  to  po  diable  –  odparła  z 

uśmiechem. – Dobranoc, do jutra. 

Maggie  położyła  się  wcześnie.  Chciała  zostać  sama,  była  zmęczona 

towarzystwem  Bruce'a.  Wyglądał  jak  typowy  karierowicz:  kaszmirowy  sweter, 
szare spodnie z kantem i angielskie mokasyny. Sam strój nie zasługiwał zresztą na 
potępienie.  Najgorsze  było  to  wyraźne  przekonanie  Bruce'a,  że  jest  teraz  kimś 
lepszym od innych. Kiedy komentowała jego stylowy ubiór, robił uwagi na temat 
miejscowych, pozbawionych gustu gburów, a wśród nich wymienił nawet Galena 
Kendricka, który,  mimo że pochodził z najbogatszej rodziny  w Spring Mountain, 
nosił tanie, źle skrojone garnitury. Maggie miała ochotę wypomnieć bratu, że nie 
zaszedłby  tak  wysoko,  gdyby  nie  jej  związek  z  Rogerem  Balfourem,  ale  w  porę 
ugryzła się w język. 

Jeśli zaś chodzi o nią samą, pomyślała leżąc w ciemności, to czuła się jakoś 

dziwnie  wytrącona  z  równowagi,  jak  początkujący  narciarz,  balansujący 
rozpaczliwie  w  przód  i  w  tył  po  to,  by  i  tak  zaraz  upaść.  Kim  była  naprawdę? 
Oszałamiającą dziewczyną z okładek, prezentującą najnowsze osiągnięcia mody i 
wspaniałą  biżuterię?  A  może  wychudzoną  nastolatką  w  wytartych  dżinsach  i 
znoszonych  tenisówkach,  która  spędzała  długie  godziny,  dyskutując  z  biednym 
Galenem  Kendrickiem,  zafascynowana  jego  osobowością  do  tego  stopnia,  że  nie 
zważała na jego oszpeconą twarz? 

–  To  chyba  jakiś  kryzys  tożsamości  –  mruknęła  do  siebie  pod  nosem.  To 

zdarza  się  ludziom  powracającym  po  długiej  przerwie  do  domu  i  dawno 
zapomnianego  stylu  życia.  Czułaby  się  lepiej,  będąc  teraz  w  Nowym  Jorku. 
Tymczasem spróbuje zasnąć, żeby rano móc znów wyglądać jak ukochany skarb i 

background image

kwiatuszek rodziców. 

 

 

Następnego  ranka  nie  miała  zbyt  wiele  czasu  na  rozmyślania.  Trzeba  było 

rozwiesić w salonie serpentyny i udekorować okna balonikami. Potem zaczęło się 
ustawianie na stole półmisków z polędwicą, szynką i indykiem, tac z pieczywem, 
miseczek z korniszonami i przyprawami. Wielka waza z ponczem powędrowała na 
kredens.  Ojciec  wałęsał  się  nie  odstępując  jej,  aż  wreszcie  usadowiła  go  w 
ulubionym fotelu i rozkazała: 

– Siedź tu i zbieraj siły na męczące popołudnie. 

–  Jeśli  nie  zwolnisz  tempa,  wkrótce  sama  będziesz  potrzebowała  mojego 

tlenu – dokuczał. 

– Miej go w pogotowiu – odparła z uśmiechem. 

Niosła  właśnie  olbrzymi,  obficie  udekorowany  tort  rocznicowy,  gdy  zegar 

wybił południe. 

– Przebierz się lepiej – powiedział ojciec. – Część gości może przyjść prosto 

z kościoła. 

–  Oj,  tatusiu,  czy  muszę?  –  Stanęła  przed  nim,  wydymając  wargi  jak  mała 

dziewczynka. 

Ojciec roześmiał się tak serdecznie, że aż zaczął kasłać. 

–  Cholera  –  wysapał  schrypniętym  głosem.  –  Mam  nadzieję,  że  nikt  nie 

będzie mi dziś opowiadał śmiesznych kawałów. 

Maggie zwróciła się do Bruce'a, który właśnie wszedł, żeby sprawdzić, czy 

ojcu nic nie jest. 

–  Zrobimy  tabliczkę  z  przekreślonymi  słowami  „dobre  dowcipy”  i 

powiesimy ją na krześle ojca. 

Gdy znów się rozkaszlał, skrzywiła się z udawaną groźbą. 

– Albo natychmiast przestaniesz, albo się nie przebiorę. 

Pocałowała ojca i pobiegła do siebie, walcząc ze łzami, które przesłoniły jej 

oczy. To musi być straszne – nie móc się śmiać do rozpuku! Nagle, zdejmując już 

background image

ubranie, znieruchomiała. Uświadomiła sobie właśnie, że nigdy nie słyszała Rogera 
śmiejącego  się  swobodnie.  Zawsze  brała  jego  zduszony  chichot  za  znak 
rozbawienia, ale teraz przyszło jej do głowy, że może nic tak naprawdę nie jest w 
stanie go rozśmieszyć. To byłoby jeszcze gorsze. 

Z wprawą, nabytą przez lata doświadczeń, nałożyła makijaż i wskoczyła w 

prostą dżersejową sukienkę koloru bławatków, z długimi rękawami i obcisłą górą. 
Aby  nie  psuć  gładkiej  powierzchni  tkaniny,  zrezygnowała  ze  stanika,  włożyła 
natomiast  najdelikatniejsze  z  możliwych  jedwabne  rajstopy.  Całość  dopełniły 
kolczyki z szafirem i brylantem, brylantowy naszyjnik i szafirowy wisiorek, który 
Roger  zamówił  u  Tiffany'ego  specjalnie  dla  niej.  „To  na  cześć  twych  błękitnych 
oczu” – powiedział wówczas. 

Kiedy wróciła do salonu, pierwsi goście właśnie wchodzili. Maggie wpadła 

w wir powitań. Nie rozpoznając wielu starych przyjaciół, rozpaczliwie starała się to 
ukryć. Najmilej, jak tylko umiała, odpowiadała, gdy gratulowano jej sukcesu. 

– Założę się, że Kendrick się nie pojawi – szepnął Bruce przechodząc obok 

niej. – Już prawie trzecia. 

Maggie  wzruszyła  ramionami,  siląc  się  na  obojętność.  Od  godziny 

niecierpliwie spoglądała w stronę drzwi. 

Wciąż nie mogła uwolnić się od wczorajszego wzroku Galena, tym bardziej 

że  pamiętała  dawne,  ciepłe spojrzenie  jego  szarych  oczu  i  łobuzerski  uśmiech  na 
zniekształconej twarzy. Miała zamiar powitać go najbardziej czarującym ze swych 
uśmiechów i, w nadziei na przełamanie lodów, przeprosić serdecznie za to, że go 
nie rozpoznała. 

Siedziała  właśnie  na  oparciu  ojcowskiego  fotela,  gawędząc  z  nim  i  jego 

dawnym  kolegą,  gdy  poczuła  dziwne  uczucie  gorąca  na  karku,  jak  gdyby  ktoś 
bacznie  jej  się  przyglądał.  Odwracając  wolno  głowę  rozejrzała  się.  W  drzwiach 
jadalni ujrzała Galena Kendricka i jego wielkie, szare oczy patrzące prosto na nią. 
Miał  na  sobie  idealnie  skrojony  ciemnoszary  garnitur,  a  jego  ogorzała,  wyrazista 
twarz emanowała obezwładniającą siłą i pewnością siebie. Maggie poczuła mocne 
bicie serca, uśmiechnęła się serdecznie i spontanicznie. 

–  Galen!  –  zawołała,  podnosząc  się  z  miejsca  i  podchodząc  do  niego  z 

wyciągniętymi rękoma. – Nie poznałam cię wczoraj. Dopiero potem uświadomiłam 
sobie, że to byłeś ty. Wyglądasz po prostu wspaniale. Tak się cieszę, że cię widzę. 

Nadal  się  uśmiechała,  choć  spostrzegła,  że  z  każdym  jej  krokiem  twarz 

Galena  przybiera  coraz  bardziej  nieprzenikniony,  lodowaty  niemal  wyraz.  Uniósł 

background image

głowę i patrzył na nią z góry, bez cienia uśmiechu. 

– Ja też się cieszę, że cię widzę, Maggie – powiedział, zaledwie muskając jej 

dłonie. – Z pewnością nie będę pierwszym, który gratuluje ci pięknego wyglądu i 
wspaniałych sukcesów. 

Uśmiech  znikł  z  twarzy  Maggie  i  przyglądała  się  Galenowi  już  tylko  z 

zainteresowaniem.  W  jego  głosie  wyczuła  ironię.  Miała  wrażenie,  że  próbuje, 
nieudolnie zresztą, ukryć swe prawdziwe emocje. 

–  To  prawda  –  odpowiedziała  –  ale  myślałam,  że  będziesz  bardziej 

oryginalny. Byłeś zawsze taki błyskotliwy, a teraz, jak słyszę, jesteś znakomitym 
prawnikiem. 

Spod ciemnych rzęs Galena, które uniosły się na chwilę, patrzyły na Maggie 

oczy przypominające zimny i szary ocean. 

– Może jestem zbyt oszołomiony, aby wymyślić coś bardziej oryginalnego – 

powiedział na pół drwiąco. – Powinnaś chyba być do tego przyzwyczajona. 

A więc walka na słowa, pomyślała Maggie. Uśmiechnęła się wyzywająco, w 

sposób,  w  jaki  czyniła  to  nieraz,  pozując  do  frywolnych  zdjęć  reklamujących 
kostiumy kąpielowe. 

–  Naturalnie  –  odpowiedziała  z  ironią.  –  Moja  ulubiona  gimnastyka  to 

deptanie męskich ciał ścielących się u mych stóp. 

Galen uniósł brew do góry i ponownie zmierzył Maggie zimnym wzrokiem. 

– Wielka szkoda, że nie podeptałaś w ten sposób Rogera Balfoura. Ale może 

oślepiły cię brylanty rozrzucone pod twymi stopami i potknęłaś się?  –Mówiąc to, 
przesunął wzrok z twarzy Maggie na jej drogocenne ozdoby. 

– O mój Boże – westchnęła Maggie, patrząc na Galena z rezygnacją. To już 

przekraczało  dopuszczalne  granice  słownej  gry,  którą  prowadzili.  Jakim  prawem 
ten  człowiek,  którego  nie  widziała  przez  prawie  dziewięć  lat,  czyni  jej  tego  typu 
uwagi? 

Z  wyrazem  twarzy,  który  zmroziłby  natychmiast  większość  mężczyzn, 

odparła: 

– Nie zniżę się do odpowiedzi na to pytanie. 

Na Galenie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. 

background image

– Czy to dlatego, że nie przychodzi ci do głowy nic, co mogłabyś powiedzieć 

w obronie Balfoura, czy z jakichś innych powodów? Ty przecież też byłaś kiedyś 
bardzo błyskotliwa, ale słyszałem, że życie wypełnione samymi przyjemnościami 
zabija intelekt. 

Maggie otworzyła już usta, by odpowiedzieć, ale minęło jeszcze dobre kilka 

chwil, zanim odzyskała władzę nad swym głosem. 

–  Jesteś  najbardziej  grubiańskim  mężczyzną,  jakiego  kiedykolwiek 

spotkałam!  –  Po  tych  słowach  odwróciła  się  i  odeszła  bojąc  się,  że  kolejna 
niesmaczna  uwaga  Galena  zmusi  ją  do  spoliczkowania  go.  Gdy  odchodziła, 
usłyszała za sobą jego zduszony śmiech. 

Bruce zastał ją przy wazie z ponczem, gdzie próbowała dojść do siebie. 

–  Wyglądasz  jak  chmura  gradowa  –  skomentował.  –  Czy  odnowiłaś  swoją 

przyjaźń z Kendrickiem? 

– Mhm… – mruknęła Maggie nie odrywając ust od filiżanki ponczu. 

– Czyż on nie jest czarujący? Zupełnie jak pyton. 

Pierwszy  raz  od  wyjścia  z  jadalni  Maggie  spojrzała  w  stronę  Galena 

Kendricka.  Podsunął  sobie  krzesło  do  fotela  ojca  i,  usadowiwszy  się  wygodnie, 
mówił  coś,  zamaszyście  gestykulując.  Już  po  raz  kolejny  tego  dnia  Maggie 
pomyślała  o  jego  silnej  osobowości.  Nawet  w  towarzystwie  złożonym  z  samych 
prezesów  wielkich  korporacji,  takich  jak  Roger  Balfour,  musiałby  zostać 
zauważony. Nagle, jakby świadom tego, że Maggie go obserwuje, spojrzał na nią. 
W  kącikach  jego  oczu  błąkał  się  lekki  uśmieszek,  a  Maggie,  zaczerwieniona, 
szybko odwróciła wzrok. 

– Garnitur ma idealny – rzuciła trochę bez związku, zwracając się do brata. 

– Zauważyłem. Pewnie coś nowego – odparł Bruce, a potem, pochylając się 

nad  Maggie,  szepnął  jej  do  ucha:  –  To  niebezpieczny  człowiek.  Myśli,  że  został 
wybrany  przez  Boga  dla  zbawienia  świata  i  ratowania  ludzkości,  a  każdy,  kto 
stanie mu na przeszkodzie, zostanie ukarany. 

– Miałam już próbkę jego możliwości – powiedziała Maggie ozięble. Znów 

zerknęła w stronę Galena i zaczęła mu się przyglądać. Najwyraźniej rozmawiali z 
ojcem  o  czymś  zabawnym,  gdyż  pochyleni  ku  sobie  wymieniali  poufałe, 
porozumiewawcze  uśmiechy.  Odwróciła  się  w  stronę  Bruce'a,  ale  wciąż  miała 
przed  oczami  uśmiech  Galena,  jego  białe,  błyszczące  zęby  i  ciepło,  które 
emanowało teraz z jego twarzy. Taki uśmiech zniewoliłby każdą kobietę, dla której 

background image

byłby przeznaczony. 

– Czy on jest żonaty? – spytała. 

Bruce zaprzeczył i dodał z chytrym uśmieszkiem: 

– Wielka szkoda, że nie jest. Mogłabyś spróbować rozbić jego małżeństwo i 

pogrążyć go doszczętnie. 

– Nie podoba mi się to, co mówisz. – Maggie spojrzała surowo na Bruce'a. – 

Dziwię się, że coś takiego mogło ci w ogóle przyjść do głowy, nie mówiąc już o 
reakcji Rogera. 

– Daj spokój, Maggie – obruszył się Bruce. – Myślałem, że znasz go lepiej. 

Gdyby  go  przekonać,  że  byłoby  to  dobre  dla  jego  interesów,  nie  wahałby  się  ani 
minuty. 

Maggie znów poczuła wzbierającą w niej złość. 

– Chcesz powiedzieć, że Roger jest niemoralny? – spytała. – Bo jeśli tak, to 

głęboko  się  mylisz.  Roger  jest  najbardziej  nieskazitelnym  mężczyzną,  jakiego  w 
życiu spotkałam. Nigdy by nawet… – Przerwała nagle, nie chcąc wchodzić w zbyt 
intymne  szczegóły  swego  związku  z  Rogerem  Balfourem.  Po  spojrzeniu  Bruce'a 
zorientowała się, że i tak posunęła się za daleko. 

–  W  każdym  razie  doskonale  wie,  jak  zdobywać  to,  czego  pragnie  – 

powiedział Bruce. 

Na myśl, że Roger miałby przed nią coś do ukrycia, Maggie poczuła dziwny 

chłód,  jak  gdyby  znalazła  się  w  głębokiej,  ciemnej  jaskini,  pełnej  obcych, 
niewidocznych  istot.  Z  ulgą  odwróciła  uwagę  od  tych  przykrych  rozmyślań,  gdy 
podeszła do niej matka z jedną z przyjaciółek, panią Collins. 

Potoczyła  się  gładka  rozmowa  pełna  wspomnień,  w  czasie  której  Maggie 

uświadomiła sobie, że pani Collins nie jest o niej najlepszego zdania. Było to nawet 
zabawne,  przez  kontrast  z  tymi  wszystkimi  bezkrytycznymi  zachwytami,  które 
docierały  do  niej  zewsząd.  Oczywiście  z  wyjątkiem  Galena  Kendricka,  którego 
osobę udawało jej się na szczęście ignorować. Czasem tylko rozlegał się donośny, 
męski  śmiech,  przypominając  o  jego  obecności  i  dowodząc,  że  innych  ludzi 
traktuje  z  większą  życzliwością.  Za  każdym  razem  gdy  go  słyszała,  czuła  złość. 
Karciła samą siebie za tę niemądrą reakcję. Jeśli postanowił być wobec niej niemiły 
–  jego  sprawa.  Należało  go  traktować  jak  drobną  dolegliwość.  Jak  robaczka  w 
jabłku,  wedle  starego  powiedzonka  matki.  Poza  tym,  gdyby  próbowała  mu  się 
odgryźć, prawdopodobnie złamałaby tylko ząb. 

background image

Towarzystwo powoli przerzedzało się i wkrótce pozostała niewielka grupka, 

złożona w większości z dawno nie widzianych krewnych, którzy zebrali się wokół 
Maggie,  wesoło  wspominając  dawne  czasy.  Tę  przyjemną  pogawędkę  przerwał 
nagle donośny głos dochodzący z sąsiedniego pokoju. 

– Balfour Chemicals uczyniło dla Zachodniej Wirginii więcej dobrego niż ty 

i ta twoja banda zwariowanych ekologów – huczał Bruce. 

– Jakoś dziwnie definiujesz dobro – odpowiedział Galen spokojnym, niskim 

głosem,  w  którym  wyczuwało  się  jednak  narastające  napięcie.  –  Od  kiedy  to 
nowotwory  i  uszkodzenia  systemu  nerwowego  nazywa  się  dobrem?  Ile  jeszcze 
osób musi umrzeć, zanim zaczniecie nazywać rzeczy po imieniu? 

– Możesz mi oszczędzić swoich tragicznych statystyk  – odparł pogardliwie 

Bruce. – To dobre dla tych bezmyślnych głupców wymachujących transparentami. 
Niczego  nie  możesz  udowodnić!  Jesteś  zwykłym…  –  W  tym  miejscu  nastąpił 
potok wyzwisk, tak wulgarnych, że Maggie z trudem wierzyła własnym uszom. 

–  Bruce!  Przestań  natychmiast!  –  krzyknął  ojciec,  po  czym  zaniósł  się 

kaszlem. 

Ellen  Preston  podbiegła  do  męża,  chwytając  po  drodze  maskę  tlenową,  a 

Maggie błyskawicznie znalazła się przy bracie. 

–  Ty  kretynie!  –  warknęła, piorunując  spojrzeniem  Bruce'a, który  patrzył  z 

wściekłością na Galena. – Coś ty narobił? Wynoś się stąd i nie wracaj, dopóki się 
nie uspokoisz. No już, natychmiast! 

Przez chwilę wydawało się, że Bruce odpłaci Maggie pięknym za nadobne, 

ale pod wpływem jej ostrego wzroku i pełnego złości spojrzenia ustąpił i wyszedł 
do saloniku. 

Maggie zwróciła się do Galena: 

– Ty też nie jesteś bez winy – powiedziała ostro. – Doskonale wiedziałeś, co 

będzie,  jak  sprowokujesz  Bruce'a.  Czy  nie  mogłeś  na  to  jedno  popołudnie 
zrezygnować ze swych misjonarskich zapędów? 

–  Nie  –  odpowiedział  Galen,  mierząc  Maggie  wzrokiem,  który  mógłby 

roztopić najbardziej zapiekłą złość. – Ani ja, ani większość ludzi, która widziała to, 
czego ja też byłem świadkiem. 

Przy słowach „większość ludzi” uniósł znacząco brwi. 

background image

–  Większość  ludzi?  –  zdziwiła  się  Maggie.  –  Kogo  wykluczasz?  Czy 

sugerujesz, że Bruce'a nie obchodzi coś, o czym obaj wiecie? 

– Nie. On nic nie widział, bo nie chciał tego dostrzec. To chyba rodzinne. 

Tym razem Maggie nie pozwoliła się zaskoczyć i bez wahania odparła: 

– Myślę, że już najwyższy czas zakończyć te bezpodstawne oskarżenia. Od 

kiedy przekroczyłeś próg tego domu, nieustannie mnie atakujesz i więcej tego nie 
zniosę. Jakim prawem pozwalasz sobie na… 

W  tym  momencie  usłyszała  matczyne  „Małgorzato!”,  które  zawsze,  nie 

wiedzieć czemu, paraliżowało ją. 

– Nie żałuję tego, co powiedziałam i nie zamierzam za nic przepraszać, może 

z wyjątkiem podniesionego głosu – powiedziała już nieco łagodniej, choć jej oczy 
nadal wyrażały oburzenie widocznym rozbawieniem Galena. 

–  Może  powinniśmy  iść  na  spacer?  Będziesz  mogła  pokrzyczeć  sobie  na 

mnie  tak  głośno,  jak  tylko  zechcesz  –  zaproponował.  –  Z  chęcią  dowiem  się,  co 
sprawiło, że tak się zmieniłaś. 

–  Niby  jak?  –  zaczęła  Maggie,  znów  czując  wzbierającą  złość.  Nie 

dokończyła,  przyznając  w  duchu,  że  może  rzeczywiście  lepiej  byłoby  dać 
Galenowi nauczkę gdzieś na osobności, nie gorsząc pozostałych  gości.  Pamiętała 
jednak o czekającym matkę sprzątaniu i nie chciała zostawiać jej samej. – Gorąco 
pragnę powiedzieć ci, co o tobie myślę – powiedziała – ale muszę zostać i pomóc 
matce. A poza tym nie mogłabym spacerować na tych obcasach. 

– Świetnie dam sobie radę – powiedziała pani Preston, która przysłuchiwała 

się rozmowie. – Ciotka Marta i Helen zaproponowały, że zostaną ze mną. Możesz 
iść. 

– Zmień buty – powiedział Galen tonem, który brzmiał bardziej jak rozkaz 

niż propozycja. 

Przecisnęła  się  między  nimi  i  weszła  do  pokoju,  aby  zmienić  pantofle  na 

wygodniejsze buty. Może nie najlepiej pasowały do sukni, ale nie miała już czasu 
na  przebieranie  się.  Postanowiła  też  zdjąć  biżuterię,  która  najwyraźniej  drażniła 
Galena, ale zrezygnowała w ostatniej chwili. To nie jej wina, że Roger uwielbiał 
obdarowywać  ją  takimi  cackami,  ani  że  było  go  na  to  stać.  Prezenty  te  nie 
zobowiązywały jej do niczego. Gdyby zrezygnowała z małżeństwa, zwróciłaby mu 
je. Chwyciła płaszcz z futrzanym kołnierzem, narzuciła go na ramiona i pobiegła 
do salonu. 

background image

–  Jestem  gotowa  –  powiedziała  do  Galena,  który  z  laską  w  dłoniach  stał 

oparty o framugę drzwi i uśmiechał się czarująco do pani Collins. 

Wziął od Maggie płaszcz. 

–  Dostatecznie  wyzwolona,  żeby  nie  zakładać  stanika,  ale  już  nie  na  tyle, 

żeby samej włożyć płaszcz? – szepnął wprost do jej ucha, podając okrycie. 

Maggie  z  trudem  powstrzymała  się,  by  nie  wyszarpnąć  mu  płaszcza  z  rąk. 

Zmierzyła go tylko lodowatym spojrzeniem i odpaliła: 

– Udawanie dżentelmena musi być dla ciebie strasznym zadaniem. 

Otworzyła drzwi i wybiegła na dwór. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Zatrzymała  się  dopiero  na  końcu  ścieżki  i  czekała  na  Galena.  Obserwując, 

jak ciężko wspiera się na swej lasce, zwątpiła w przypuszczenia Bruce'a, że używa 
jej tylko dla efektu. Chyba że usiłuje teraz wzbudzić jej litość. 

Kiedy zrównał się z Maggie, zatrzymał się i przyglądał jej z głową uniesioną 

wysoko, co nadawało jego sylwetce ten specyficzny dumny wyraz, wywołujący u 
Maggie dziwne, niewytłumaczalne drżenie. 

–  Pomyślałaś  już o  miejscu,  gdzie  mogłabyś  się  swobodnie  wykrzyczeć?  – 

spytał. 

– Myślałam o starej przecince na końcu uliczki. – odpowiedziała chłodno. – 

Moglibyśmy tam usiąść na ściętych pniach, ale droga jest dość stroma. 

–  Dam  sobie  radę  – uspokoił  ją  Galen  z rozbawieniem.  –  Większość  życia 

spędzam pnąc się w ten czy inny sposób pod górę. 

–  Ach,  cóż  za symbolika  – odparła  Maggie,  wydymając  usta  w  fałszywym 

uśmiechu. – Chodźmy, bo wkrótce się ściemni. 

–  Nie  przy  takim  księżycu  –  powiedział  Galen  wskazując  na  niebo.  – 

Powietrze jest tak przejrzyste, że można go już dostrzec. 

Maggie nie zamierzała dyskutować o zatruciu atmosfery, więc rozmowa się 

urwała. 

Szli w milczeniu. Nagie gałęzie drzew zamykały się nad nimi w półmroku, 

który ogarnął ich za zakrętem odcinającym od świateł miasteczka. Zwykle spacer 
do  lasu  przynosił  Maggie  ukojenie.  Tym  razem  każda  chwila  wypełniona 
milczeniem  powiększała  tylko  jej  napięcie.  Zaniepokoiła  się,  czy  dobrze  robi, 
zmierzając  na  odludzie  z  mężczyzną,  który  najwyraźniej  jej  nienawidzi,  a 
jednocześnie pozwala  sobie  na uwagi  o  jej  niekompletnej  bieliźnie.  Może tą  całą 
chytrą  grą  chciał  ją  jedynie  zwabić  na  samotną  przechadzkę?  Dawny  Galen 
Kendrick  nigdy  by  jej  nie  skrzywdził,  ale  teraz  był  kimś  zupełnie  innym.  Nagle 
wśród gałęzi rozległ się suchy trzask. Z biciem serca spojrzała na Galena. 

–  To  pewnie  jeleń  –  odparł,  znów  przyglądając  się  jej  z  rozbawieniem.  – 

Krokodyli raczej tu nie ma. 

–  Bardzo  śmieszne.  –  Skrzywiła  się  i  szybko  uciekła  wzrokiem,  coraz 

background image

bardziej wystraszona. Do diabła, nie pamiętała, że tu jest aż tak stromo. I gdzie są 
te  zwalone  pnie?  –  No,  nareszcie  –  westchnęła,  z  trudem  łapiąc  oddech,  gdy  po 
chwili znaleźli się na miejscu. 

– Zastanawiałam się już, czy ktoś ich nie sprzątnął. 

– Wiedziałem, że tu są – powiedział Galen. – Ostatnio byłem tu kilkakrotnie. 

Aha,  pewnie  po  każdorazowym  wygłoszeniu  ojcu  kazań  na  temat  Balfour 

Chemicals,  pomyślała  Maggie.  Mógłby  sobie  darować  te  opowieści.  W  każdym 
razie  ona  przyszła  tu  dowiedzieć  się,  czym  zasłużyła  sobie  na  taką  pogardę. 
Przetarła ręką jeden z pni i usiadła, żałując, że nie zdążyła się przebrać. To nie było 
odpowiednie miejsce dla jej czarnego kaszmirowego płaszcza. 

Czytając w jej myślach, Galen powiedział: 

– Powinnaś była się przebrać. – Usiadł obok. – A może spisałaś ten płaszcz 

na straty? Widziałem cię w nim już dwa razy. 

O  ile  meczący  marsz  uspokoił  ją  nieco,  o  tyle  ta  uwaga  z  powrotem 

podsyciła jej złość do tego stopnia, że czuła, jak krew uderza jej do głowy. 

–  Nie,  pomyślałam  tylko,  że  niszcząc  ten,  szybciej  dostanę  następny  – 

odpaliła. – A właściwie co cię to obchodzi? 

–  Zrobiło  mi  się  tylko  żal  lisów,  które  musiały  zginąć,  aby  ozdabiać  teraz 

twój kołnierz – odparł Galen, gładząc futro dłonią. 

–  Nie  kłam  –  powiedziała  Maggie  i  odsunęła  jego  rękę.  –  Chciałeś  mnie 

rozzłościć  i  doskonale  ci  się  to  udało.  Chcę  wiedzieć,  dlaczego  mnie  tak 
nienawidzisz? Czym zasłużyłam sobie na twą nieustanną krytykę? Tam w Beckley 
patrzyłeś  na  mnie  jak  na  szczególnie  obrzydliwego  przestępcę.  Czy  uważałeś,  że 
powinnam cię była rozpoznać? Że ignoruję cię z rozmysłem? 

Galen przyglądał się jej, po czym, odchylając głowę, roześmiał się szczerze. 

– Ależ skąd. Wiedziałem, że mnie nie poznajesz. 

–  Co  w  tym  śmiesznego?  –  spytała  Maggie  z  oburzeniem.  –  Nie  mogę 

zrozumieć. 

–  Nie?  –  Galen  oparł  brodę  na  dłoni  i  nachylił  się  nad  nią.  –  Pomyśl. 

Zmieniłaś się, Maggie. Widywałem cię na zdjęciach. Myślałem wówczas, że jesteś 
inna tylko w obiektywie, ale to nie tak. Jesteś jakaś nieprawdziwa. Cała, od czubka 
skręconych włosów poczynając, a na delikatnych stopkach kończąc. Nie podoba mi 

background image

się, gdy ktoś, kogo lubiłem i podziwiałem, zmienia się tak bardzo. 

–  Nic  o  mnie  nie  wiesz  –  powiedziała  Maggie  dobitnie.  –  Myślisz,  że 

wystarczy spojrzeć na kogoś, by poznać go dokładnie? 

– To nie jest kwestia jednego spojrzenia. – Galen mówił powoli, wpatrując 

się  w  nią  tak  uważnie,  że  musiała  odwrócić  głowę.  –  To  wynik  zbierania 
informacji.  Twoi  rodzice  opowiadali  mi,  jak  teraz  żyjesz.  Wiem,  że  od  jakiegoś 
czasu  widujesz  się  z  Rogerem  Balfourem  i  że  myślisz  o  poślubieniu  go.  Znam 
źródła jego fortuny i jego bezczelną hipokryzję. Jeśli za niego wyjdziesz, będziesz 
taka sama. Jeśli już nie jesteś. 

Maggie zmrużyła oczy. Z wysiłkiem opanowała złość i odparła zimno: 

– Bezczelna hipokryzja? A ja sądzę, że Roger to bardzo porządny człowiek. 

Jest  dobry,  hojny,  a  przede  wszystkim  –  przerwała  dla  uzyskania  większego 
wrażenia – to prawdziwy dżentelmen. 

–  Właśnie  potwierdziłaś  moje  przypuszczenia.  –  Cichemu  głosowi  Galena 

towarzyszył wściekły wyraz oczu. – Na zewnątrz obnosi się z filantropią na rzecz 
organizacji  młodzieżowych,  podczas  gdy  jego  fabryka  w  Charlestonie  wyrzuca 
złoża toksycznych odpadów na dalekie obszary położone na południu. Przestarzałe 
filtry  przepuszczają odpady  do  źródeł  i  strumieni,  z  których  tysiące  ludzi  czerpią 
wodę  pitną.  Byli  już  wielokrotnie  zmuszani  do  oczyszczenia  tych  ścieków,  ale 
wciąż się ociągają, a w dodatku nie zapłacili ani centa z tytułu odszkodowań, do 
których zobowiązani są przez liczne wyroki sądowe. Brak dowodów, powtarzają i 
wnoszą  odwołanie  za  odwołaniem.  W  tym  czasie  matki  grzebią  kolejne  dzieci  i 
muszą tam żyć. Nie mają pieniędzy, aby przenieść się gdzie indziej. 

Rozmowa  schodzi  na  niebezpieczne  tematy,  dokładnie  te,  przed  którymi 

ostrzegał  Bruce,  pomyślała  Maggie.  W  gruncie  rzeczy  Galena  nie  obchodziło  to, 
czy Maggie zmieniła się, czy też jest taka jak przedtem, ani to, ile  razy  miała na 
sobie  swój  elegancki  płaszcz.  Jedyne,  o  co  dbał,  to  jego  prawnicza  batalia. 
Najwyraźniej nie udało mu się osiągnąć celu środkami prawnymi i próbował teraz 
wpłynąć na Rogera Balfoura za jej pośrednictwem. O nie, ten numer nie przejdzie. 
Nie uda mu się doprowadzić do kolejnej awantury! 

–  To  bardzo  przykre  –  powiedziała,  podnosząc  głowę  i  patrząc  Galenowi 

prosto  w  oczy  –  ale  jestem  pewna,  że  Roger  postępuje  zgodnie  z  prawem,  nie 
zapominając  jednocześnie  o  interesie  firmy.  Jeśli  jesteś  rozczarowany  efektami 
swojej  kampanii,  powinieneś  może  wszcząć  dodatkowe  postępowanie.  Jestem 
przekonana, że Roger nie będzie się przed tym uchylał. 

background image

Galen pokręcił głową i westchnął. 

– Ależ ty jesteś twarda, Maggie. Na zewnątrz blask, a w środku pustka. Co 

stało  się  z  tą  uroczą  dziewczyną,  która  pomagała  kalekiemu,  szpetnemu 
chłopakowi, była jego przyjacielem, gdy wszyscy inni się odwrócili? Której nic nie 
było  obojętne,  troszczyła  się  o  biedne  dzieci,  sama  mając  tak  niewiele?  Która 
wypłakiwała oczy, kiedy nie udało jej się uratować zajęczego niemowlęcia? Co się 
z nią stało, Maggie? Czy ty sama pozwoliłaś jej umrzeć, czy też może stopniowo 
odchodziła w zapomnienie? 

Pytania  te  zawisły  nad  obojgiem,  jakby  wypełniając  j  całą  otaczającą  ich 

przestrzeń. Maggie starała się wytrzymać spojrzenie Galena, ale wyraz gorzkiego 
wyrzutu,  jaki  przybrała  jego  ściągnięta  nagle  twarz,  zmusił  ją  do  spuszczenia 
wzroku.  To  jest  nie  fair,  pomyślała  z  żalem.  Musiała  przyznać,  że  jest  sprytny, 
grając na jej uczuciach – najpierw złości, potem poczuciu winy. Nie zasłużyła na 
to. To nieprawda, że jest twarda jak skała. Spojrzała na Galena. 

–  Mylisz  się  –  powiedziała  łagodnie.  –  Jestem  taka  jak  zawsze.  Nawet 

gdybyś nadal wyglądał tak jak wtedy, byłabym twoim przyjacielem. A kiedy teraz 
słyszę o tych dzieciach, jestem tak samo poruszona, tyle że teraz stać mnie na to, 
by ofiarować im znaczne sumy pieniędzy. I nigdy nie byłabym zdolna do dawania 
jedną ręką, a odbierania drugą. 

Po  tym,  co  usłyszał,  Galen  wpatrywał  się  w  Maggie  tak  długo,  że  miała 

wrażenie,  jakby  czas  stanął  w  miejscu,  a  lata  spędzone  osobno  były  jedynie 
wytworem  wyobraźni.  Jego  oczy  błyszczały  wyraźnie,  mimo  zapadającego 
zmierzchu.  Korony  drzew  poruszyły  się  na  wietrze,  który,  rozwiewając  włosy 
Maggie, pozostawił pojedyncze kosmyki na jej twarzy. Nim zdążyła je odgarnąć, 
Galen  wyciągnął  rękę  i  zrobił  to  za  nią,  a  potem  ujął  w  dłonie  jeden  z  jej 
kolczyków  i  zaczął  się  nim  bawić.  Maggie  znieruchomiała.  Dotyk  jego  dłoni 
zostawił płonący ślad na jej policzku. Delikatnie poruszające się za jej uchem palce 
zdawały się przekazywać jakiś dziwny prąd, od którego mimowolnie zadrżała. Nie 
spuszczał z niej wzroku. 

–  Wciąż  nie  wiem,  czy  to  prawda  –  powiedział  w  końcu.  Dłoń  Galena 

musnęła  jej  szyję  i,  odchylając  futrzany  kołnierz,  sięgnęła  teraz  po  szafirowy 
naszyjnik. – Ile kosztowały te klejnoty? – zastanawiał się głośno, pochylając się, by 
dokładnie obejrzeć naszyjnik. – Wszystko razem pewnie ze sto tysięcy? – Spojrzał 
na Maggie pytającym wzrokiem. 

– Coś koło tego – odpowiedziała ze ściśniętym gardłem. Czuła się nieswojo, 

mając tuż przy sobie jego twarz. Próbowała się cofnąć, ale bała się o naszyjnik. 

background image

– Zostaw, proszę – powiedziała. 

Galen  puścił naszyjnik, przesuwając dłoń  na  jej  kark i  rozczesując  palcami 

włosy. Czuła, że jest bliska omdlenia. Jaką grę prowadził teraz? O co mu chodzi? 

–  Uważasz,  że  to  jest  w  porządku  –  mówił,  muskając  jej  włosy  –  wpłacić 

parę  tysięcy  na  rzecz  UNICEF-u  lub  jakiejś  innej  organizacji,  a  zaraz  potem 
przyjąć taki prezent? Domyślam się, że podarował ci to Roger? 

– Taak – odpowiedziała niepewnie. – Ale to nie ma nic wspólnego ze mną. 

To jego sprawa, na co wydaje swoje pieniądze. 

–  Ach,  rozumiem  –  odparł  Galen,  odchylając  głowę  i  przyglądając  jej  się 

przez zmrużone oczy. – Ty kupujesz za swoje pieniądze to, na czym zależy tobie, a 
on kupuje za swoje pieniądze to, na czym zależy jemu, tak? 

Maggie mocno zaczerpnęła powietrza. 

–  Jak  możesz?!  –  krzyknęła  i,  próbując  się  uwolnić,  mocno  odepchnęła 

Galena. On jednak, zamiast ustąpić, chwycił ją w ramiona. Blady księżyc oświetlał 
nierówno jego twarz, nadając rysom demoniczny wyraz. – Albo mnie puścisz, albo 
zacznę krzyczeć – wykrztusiła przez zaciśnięte zęby. 

Galen objął ją jeszcze mocniej. 

–  Przed  czym  chcesz  uciec,  Maggie?  –  zapytał  cicho.  –  Przed  prawdą?  – 

Mówiąc to, dotknął jej ust swoimi. 

W pierwszej chwili nie czuła nic poza oszołomieniem, które, jak jakiś silny 

narkotyk,  odebrało  jej  władzę  nad  własnym  ciałem.  Stopniowo  docierały  do  niej 
fale  obezwładniającego  ciepła,  płynącego  przez  potężne  i  silne  ciało  Galena. 
Wszędzie,  gdzie  jej  dotknął,  zdawała  się  płonąć.  Z  trudem  łapała  powietrze 
rozpalonymi  przez  gorące  pocałunki  ustami.  Gdy  rozchyliła  je,  nie  zwlekał  ani 
chwili  i  wtargnął  głębiej  z  pasją,  która  obudziła  w  niej  pełne  pożądania  drżenie. 
Straciła grunt pod nogami. Przywarła do Galena i, szukając oparcia, zarzuciła mu 
ręce  na  szyję.  Jej  rozpalone  dłonie  znalazły  ukojenie  w  chłodnych,  jedwabistych 
włosach. 

Galen  rozpiął  płaszcz  Maggie  i  pieścił  teraz  jej  ciało,  wprawiając  je  w 

magiczne drżenie. Przywierając do jego dłoni, jęknęła cicho. Wszystko wydawało 
się  takie  nierealne.  Cały  świat  wirował.  Obejmowała  rękami  twarz  Galena, 
szukając  jego  ust  namiętnymi  pocałunkami.  Kiedy  nagle  cofnął  się  i  odchylił 
głowę, nie mogła oderwać wzroku od jego błyszczących, pełnych pożądania oczu. 
Pragnął  jej.  Nie  musiał  nic  mówić,  było  to  wypisane  w  jego  spojrzeniu.  Maggie 

background image

wzdrygnęła  się  z  lękiem,  gdy  uświadomiła  sobie,  że  jej  oczy  muszą  wyrażać  to 
samo. 

–  Szkoda  takiej  namiętności  dla  Rogera  Balfoura  –  powiedział  Galen, 

gładząc policzek Maggie. 

Kolejny  dreszcz  wstrząsnął  drżącym  ciałem  Maggie.  Wpatrzona  w  miękką 

linię jego ust czekała, aż pochyli się nad nią, a gdy zbliżał się do jej ust, zamknęła 
oczy.  Próbowała  zatrzymać  go  w  tym  pocałunku  na  dłużej,  ale  cofnął  się  i 
uśmiechnął łobuzersko. 

–  Poprzestańmy  na  tym.  Obawiałem  się,  że  nie  będzie  mnie  stać  na 

współzawodnictwo  z  Rogerem,  ale  dałaś  mi  dowód,  że  jest  inaczej.  –  Roześmiał 
się, widząc, jak Maggie gwałtownie odsuwa się od niego. 

– Nie jestem na sprzedaż – powiedziała. – Roger wie o tym doskonale, a ty 

także zapamiętaj to sobie. 

Galen ponownie zaśmiał się cicho. 

– Tak tylko powiedziałem – odparł. Spojrzał w górę. Niebo było już zupełnie 

ciemne, jedynie księżyc widoczny między koronami drzew oświetlał teraz drogę. – 
Wracajmy lepiej, zanim księżyc schowa się za górami. – Wstał i wyciągnął rękę w 
jej stronę… – Chodź. 

Maggie skrzywiła się i podniosła, ignorując podaną dłoń. Kiedy wziął ją pod 

ramię, wysunęła się z jego uścisku, patrząc mu prosto w oczy. Czuła się rozdarta 
między  pragnieniami  swego  umysłu  i  ciała,  którego  niekontrolowane  impulsy 
dodatkowo komplikowały ten trudny wybór. 

– Trudno, jak chcesz  – powiedział Galen wzruszając ramionami.  – Miałem 

nadzieję, że będę mógł się na tobie wesprzeć. 

–  Mówiłeś,  że  przychodziłeś  tu  sam  –  odparła,  obserwując  go  ukradkiem  i 

czując  wzbierające  poczucie  winy  na  widok  jego  niezdarności.  –  Musiałeś  sobie 
jakoś radzić. 

–  Tak,  ale  teraz  jest  ciemno,  a  poza  tym,  nie  wiem  czemu,  łatwiej  mi 

wchodzić na górę niż schodzić w dół. 

Zastanawiała  się,  czy  mówi  prawdę,  czy  tylko  usiłuje  wzbudzić  w  niej 

współczucie.  O  co  tak  naprawdę  mu  chodzi?  Obserwowała  go,  jak  idzie  z 
pochyloną głową, uważnie śledząc drogę. Kiedy potknął się lekko, pokręciła głową 
z rezygnacją i zaoferowała mu pomoc. 

background image

– Dzięki – powiedział Galen z przelotnym uśmiechem i wsparł się mocno na 

jej ramieniu. 

Maggie uniknęła jego wzroku, ale zapamiętała nieskazitelną biel zębów, tym 

wyraźniejszą,  że  reszta  twarzy  ukryta  była  w  ciemności.  Nagle  stanęło  jej  przed 
oczami  wspomnienie  jego  dawnego,  zeszpeconego  świeżymi  bliznami  oblicza,  i 
mimowolnie zaczęła porównywać jego dawny wygląd z dzisiejszym. Uznała, że w 
obu przypadkach jego twarz była piękna, a to dzięki stale tym samym, cudownym 
oczom. Nigdy u nikogo nie widziała oczu tak płomiennych i pełnych żyda. Poczuła 
nagle dławiące ją w gardle wzruszenie. Zauważyła ze smutkiem, że jest bliska łez. 
Co się z nią dzieje? Czyżby Galen miał na nią tak przemożny wpływ? Nie chciała 
ulegać  temu  nastrojowi.  Wszystko  w  jej  życiu  układało  się  tak  wspaniale,  miała 
piękny  własny  dom,  a  niedawna decyzja  spędzania każdej  wolnej chwili  z  ojcem 
miała  uczynić  ją  jeszcze  szczęśliwszą.  Cóż  więcej  mogła  zrobić?  Jeśli 
postępowanie  Rogera  Balfoura  jest  naganne,  nie  do  niej  należy  naprawianie  jego 
błędów. Zresztą wbrew temu, co zdawał się sądzić Galen, jej wpływ na Rogera był 
niewielki, gdyż zawsze starannie oddzielał swe życie zawodowe od prywatnego… 
Uświadomiwszy  to  sobie,  poczuła  dreszcz  niepokoju.  A  jeśli  Roger  był  istotnie 
takim hipokrytą, jak przedstawiał go Galen, czy też oportunistą, jakiego opisywał 
Bruce?  Czy  to  możliwe,  aby  taki  ciepły  i  czarujący  człowiek,  jakim  był  dla niej, 
odkrywał wobec innych swoje drugie, okrutne oblicze? Nie, to niemożliwe. Znała 
go już przeszło pięć lat i nigdy niczego takiego nie dostrzegła. 

Galen potknął się i ciężko opadł na Maggie, cicho przeklinając. 

– Przepraszam – powiedział, spoglądając na nią i ściskając za rękę. 

– Nic nie szkodzi – wyszeptała głosem pełnym przejęcia. Gorąco zapragnęła 

nagle zarzucić mu ręce na szyję i mocno przytulić, nie z litości, ale ze szczerego 
podziwu  dla  jego  odwagi  i  wszystkiego,  co  udało  mu  się  osiągnąć.  Ona  sama 
zawdzięczała  cały  swój  majątek  jedynie  szczodremu  darowi  natury.  Po  chwili 
jednak przypomniała sobie słowa Bruce'a: „To niebezpieczny człowiek, namiesza 
ci w głowie”. Czuła tak straszliwy zamęt, że robiło jej się niedobrze. Drżącą ręką 
nerwowo  odgarniała  opadające  na  czoło  włosy.  Kiedy  dotarli  w  pobliże  domu,  z 
trudem  zapanowała  nad  gwałtowną  chęcią  ucieczki  od  Galena  i  bezpiecznego 
schronienia  się  u  rodziców.  Na  podjeździe  nie  było  już  samochodów,  poza 
podniszczonym buickiem, który widocznie należał do Galena. Nie było już nawet 
nowego sportowego wozu Bruce'a. Maggie domyśliła się, że wyjechał wcześnie, by 
zdążyć jeszcze zaliczyć jakąś randkę – jedyne urozmaicenie nudnego, spędzonego 
w rodzinnym gronie weekendu. 

– Jak długo zamierzasz zostać? – spytał Galen, gdy podchodzili pod dom. 

background image

–  Niezbyt  długo  –  odparła  zaczepnie.  Poczuła,  że  mężczyzna  sztywnieje  i 

kątem  oka  dostrzegła  złość  na  jego  twarzy.  Czując  wzbierające  wzburzenie, 
pomyślała, że będzie musiał zadowolić się taką odpowiedzią. I tak nie zamierzała 
spędzić z nim już ani chwili. Psuł jej nastrój, a poza tym przyjechała tu, aby być z 
rodzicami.  Nie  zamierzała  wdawać  się  w  kolejną  rundę  oskarżeń,  wymówek  i 
seksualnych prowokacji. 

Gdy  dotarli  do  drzwi,  Galen  chwycił  ją  za  rękę  i  obrócił  zdecydowanie  w 

swoją stronę. 

–  A  teraz  powiesz  mi,  jak  długo  zamierzasz  tu  zostać.  I  tak,  jeśli  zechcę, 

dowiem się od matki, więc równie dobrze możesz wyznać mi to sama. 

Maggie uniosła głowę, marszcząc brwi. 

– Dwa tygodnie, ale tobie nic do tego. 

–  Ależ  owszem.  –  Odgarnął  kosmyk  włosów  z  jej  twarzy.  –  Chcę,  żebyś 

któregoś  dnia  wybrała  się  ze  mną  w  góry  i  poznała  kilka  osób,  o  których  ci 
opowiadałem. Może choć przez chwilę poczujesz to, co ja czuję nieustannie. 

–  Nie… nie  mam  czasu.  – Maggie starała  się  za  wszelką  cenę  ukryć  pełne 

oczekiwania  drżenie,  które  ogarnęło  ją  pod  wpływem  jego  bliskości  i  dotyku.  – 
Cały czas zamierzam poświęcić ojcu. 

– Tchórzysz – powiedział Galen. Wpatrywał się w Maggie przymrużonymi 

oczami. – Czego się boisz? Mnie? Tego, co pomyśli Roger? Czy siebie samej? 

– Nie lękam się niczego – odparła z przekonaniem, choć jednocześnie, gdy 

wzrok  Galena  spoczął  na  jej  ustach,  a  na  jego  twarzy  znów  pojawił  się  ów 
rozbawiony uśmieszek, poczuła, że uginają się pod nią nogi. 

– I to jak – dodał już bez uśmiechu, chłodno.  – Chyba że to, co się z tobą 

działo,  kiedy  cię  całowałem,  było  tylko  nieistotnym  epizodem,  a  może  wręcz 
jakimś aktem dobroczynności z twojej strony. Więc jak to było, co? 

– Nie wiem, o czym mówisz. 

– Myślę, że doskonale wiesz. – Puścił ją i odsunął się. – A jeśli nie, to lepiej 

sobie przypomnij. Czas ucieka, skarbie. Pożegnaj ode mnie rodziców.  – Po czym 
odwrócił się i zaczął oddalać szybkim krokiem. W połowie odległości, jaka dzieliła 
go  od uliczki,  raz  jeszcze  zwrócił się do Maggie.  –  Jeśli zmienisz  zdanie, daj  mi 
znać. 

background image

Maggie weszła do domu wycieńczona. 

– Nareszcie jesteś – przywitała ją matka. – Miło ci się gawędziło z Galenem? 

Gawędziło?  To,  co  miało  miejsce,  można  było  nazwać  wszystkim,  ale  na 

pewno nie miłą pogawędką. Skinęła jednak głową. 

– Bardzo miło… mhm, prosił, aby was pożegnać. 

–  On  jest  taki  uroczy  –  uśmiechnęła  się  matka.  –  Z  przyjemnością 

patrzyliśmy  z  ojcem,  jak  z  tego  cichego,  nieśmiałego  chłopca,  jakim  był  po 
wypadku, przeistoczył się w prawdziwego, silnego mężczyznę. Przychodzi do nas 
przynajmniej raz w miesiącu, a często wpada tak tylko, by sprawdzić, czy wszystko 
w porządku. Jest dla nas prawie jak syn.  – Pani Preston spojrzała podejrzliwie na 
Maggie. – Czy coś się stało? 

– Nie, nic – szybko odpowiedziała Maggie. Irytowały ją te pieśni pochwalne 

na  cześć  Galena  i  wiedziała,  że  matka  dostrzeże  to.  –  To  tylko  zmęczenie  – 
uśmiechnęła się przepraszająco. – Wezmę kąpiel i pójdę spać. 

Ucałowała matkę w policzek i obejmując ją, powiedziała: 

– Dobranoc, mamo. Spij dobrze. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Od  rana  padał  deszcz.  Maggie  była  w  paskudnym  nastroju.  Całą  noc 

przewracała się z boku na bok, budząc wielokrotnie, co sprawiło, że wstała rano z 
bólem  głowy  i  takim  zmęczeniem,  jakby  w  ogóle  nie  spała.  Wszystko,  co  się 
wydarzyło,  wydało  jej  się  jednym  wielkim  nonsensem.  Czuła  się  jak  roślina 
wyrwana z korzeniami, zawieszona w powietrzu i rozpaczliwie wołająca o powrót 
do  bezpiecznego  podłoża.  Jednego  tylko  była  całkowicie  pewna:  tego,  że  nie 
zamierza  widywać  już  więcej  Galena  Kendricka.  Roger  nie  był  może  tak 
ekscytujący, ale wniósł w jej życie spokój i porządek. Bardzo tego potrzebowała po 
burzliwych  początkach  swej  kariery,  kiedy  to  przeżyła  pasmo  rozczarowań 
przelotnymi  flirtami  z  młodymi  bogatymi  chłopcami,  którzy  tylko  jedno  mieli  w 
głowie. Niech Roger i Galen ciągają się po sądach, jeśli mają na to ochotę. Jej nic 
do tego. 

–  Oto  moja  córeczka  –  powitał  ją  ojciec,  kiedy  w  kapciach  i  szlafroku 

zwlokła się na śniadanie. Otworzył ramiona, a Maggie objęła go i ucałowała. 

–  Lepiej  dziś  wyglądasz  –  powiedziała  przyglądając  mu  się  z  uwagą.  Jego 

cera wydawała się dziś zdrowsza, a zmarszczki lepiej ukryte. – Widzę, że przyjęcia 
dobrze ci robią. 

– To nie przyjęcia – odpowiedział, poklepując ją z czułością. – To dlatego, 

że moja najpiękniejsza w świecie córeczka jest znów w domu. 

– Daj spokój – powiedziała Maggie karcącym tonem, nalewając sobie kawę z 

ekspresu i siadając przy ojcu. – Jakie plany na dzisiaj? Odpoczynek po przyjęciu? 

– Niezupełnie – odparł. – Mama zaprosiła kilka osób, które nie mogły zjawić 

się wczoraj, na krótką wizytę. A kiedy się wypogodzi, my zamierzamy odwiedzić 
parę  miejsc.  Chciałbym  zobaczyć,  co  słychać  w  okolicy,  wpaść  do  górniczej 
kafejki  i  pogawędzić  z  ludźmi.  A  poza  tym  mamy  odwiedzić  Kendricków.  Są 
wciąż tak wdzięczni za to, co zrobiłaś swego czasu dla Galena, że musieliśmy im 
obiecać, że cię do nich przywieziemy. 

– Jak to miło. – Udawała zadowolenie, marząc w duchu, by lało ciurkiem do 

końca jej pobytu. Nie tylko nie chciała widzieć Galena, nie chciała nawet słyszeć o 
nim,  a  państwo  Kendrick  nie  mówiliby  pewnie  o  niczym  innym  jak  o  swym 
ukochanym jedynaku. 

background image

– Przy okazji – wtrąciła pani Preston, stawiając przed Maggie jajecznicę na 

bekonie.  –  W  przyszłą  sobotę  Bruce  chce  pokazać  ci  swoje  nowe  mieszkanie. 
Planuje niewielkie przyjęcie, co do godziny porozumiecie się jeszcze. 

– Chce pewnie pochwalić się swoim nowym gniazdkiem przed wszystkimi. 

Z tego, co mówił, wynika, że jest bardzo efektowne. 

–  Zbyt  efektowne,  jeśli  o  mnie  chodzi  –  żachnęła  się  pani  Preston.  –  Nie 

wiem, skąd wziął pieniądze na utrzymanie takiego mieszkania i takiego wozu. 

–  Widocznie  dobrze  się  stara  –  powiedziała  Maggie  z  ustami  pełnymi 

jedzenia. W gruncie rzeczy sama się nad tym zastanawiała, ale uznała w końcu, że 
ktoś,  kto  zajmuje  się  księgowością,  wie  chyba,  jak  gospodarować  swymi 
pieniędzmi. 

– Mniam, jakie to pyszne – delektowała się Maggie, chrupiąc przysmażony 

bekon,  na  który  tak  rzadko,  ze  względu  na  figurę,  mogła  sobie  pozwolić.  Mimo 
złego  nastroju  była  wściekle  głodna,  a  poza  tym  postanowiła  sobie  pofolgować  i 
przez jakiś czas nie przejmować się wagą. 

Przez następne dwa dni wciąż padało. Maggie leniła się, od czasu do czasu 

grała z ojcem w karty i przyjmowała gości. W ciągu dnia udawało jej się unikać 
rozmyślań o Galenie Kendricku, nocami jednak nie dawały jej spokoju. 

Im więcej o tym wszystkim myślała, tym bardziej była przekonana, że Galen 

z całą premedytacją postanowił wytrącić ją z równowagi. Ale w jakim celu? 

Najbardziej  zagadkowe  było  jego  zachowanie  na  odchodnym,  kiedy  to 

naciskał  na  Maggie,  by  nie  zwlekała  z  określeniem  swych  uczuć,  gdyż,  jak  się 
wyraził, czas ucieka. Jaki czas? Dlaczego? Czyżby sądził, że jej oddanie było tylko 
jedną  z  wyuczonych  sztuczek,  sposobem  okazania  litości,  takim  samym  jak 
podarowanie centa żebrakowi? Gdybyż tak było! Najbardziej rozstrajało ją właśnie 
to,  że  jej  reakcja  była  całkowicie  spontaniczna.  Co  więcej,  zostawiła  po  sobie 
tęsknotę, jakiej Maggie nigdy przedtem nie znała, tęsknotę, która w miarę upływu 
czasu stawała się coraz silniejsza. 

Gdyby  Roger  wywoływał  w  niej  takie  emocje,  już  dawno  byliby 

kochankami. Być może nawet małżeństwem z kilkorgiem dzieci. Chyba że, co też 
było  możliwe,  to  ona  nie  ekscytowała  go  wystarczająco.  Wyznawał  jej  uczucia, 
gorąco  całował,  nigdy  jednak  nie  przekraczał  granicy  niewinnych  pieszczot. 
Czyżby  nie  był  tak  naprawdę  zainteresowany  jej  ciałem?  Czyżby  to,  co  brała  za 
silne zasady i szlachetny charakter prawdziwego dżentelmena, oznaczało w gruncie 
rzeczy brak namiętności? Może rację mieli Bruce i Galen, którzy opisywali go jako 

background image

zimnego, opanowanego człowieka, który zawsze osiąga to, czego zapragnie? 

– To dopiero byłby pasztet – wymamrotała do siebie Maggie podczas jednej 

ze  swych  bezsennych  nocy.  Próbowała  wmówić  sobie,  że  jest  oszukana  i 
nieszczęśliwa przez Rogera, ale tak naprawdę czuła tylko niewielkie rozdrażnienie. 
Jej myśli natychmiast powróciły do Galena. Można zarzucić mu wszystko, ale na 
pewno nie brak namiętności. Wstrząsnął całym jej istnieniem, obudził w niej pasję. 
Niczego nie pragnęła teraz bardziej, niż znaleźć się z nim sam na sam na jednej z 
tych maleńkich, bezludnych wysp na Fidżi i szaleńczo kochać dniami i nocami. Co 
za chaos! 

Przekręciła się na brzuch i zakryła głowę kołdrą. 

Natychmiast musi przestać myśleć i zmusić się do snu, gdyż w przeciwnym 

razie będzie wyglądała nazajutrz jak zmora. Pogoda właśnie się poprawiła. Był już 
prawie marzec. Matka zadzwoniła tego dnia do Kendricków i zapowiedziała się na 
najbliższe popołudnie. 

 

 

Dopiero  o  dziesiątej  rano  Maggie,  ledwo  patrząc  na  oczy,  wsunęła  się  do 

kuchni, gdzie matka powitała ją z lekką ironią: 

– Dzień dobry, śpiochu. Piękny mamy dziś dzień. Pamiętasz, że po południu 

jedziemy do Kendricków? 

–  Tak,  pamiętam  –  potwierdziła  Maggie.  Nalała  kawę  i  osunęła  się  na 

krzesło, z melancholią wyglądając przez okno na zalane słońcem podwórze. Cała 
była  chaosem.  Życie  było  chaosem.  Jaki  interes  może  mieć  słońce  w  tym,  żeby 
akurat dziś świecić tak jasno? 

– Co byś powiedziała na naleśniki? – zaproponowała i matka. 

– Wspaniale – przytaknęła Maggie. Najwyżej utyje. Było jej wszystko jedno. 

Może przecież lansować modę dla otyłych. 

– Cieszę się, że nie głodzisz się już tak jak ostatnim razem – uśmiechnął się z 

aprobatą ojciec. – Zdrowie jest najważniejsze. 

Słowa ojca wytrąciły Maggie z nastroju użalania się nad sobą. Co za głupota 

i niewdzięczność skupiać się wyłącznie na swych własnych, nieistotnych w gruncie 
rzeczy problemach. Chwyciła ojca za rękę. 

background image

–  Czy  mówiłam  ci  już  dzisiaj,  jak  bardzo  cię  kocham?  –  spytała  ze 

wzruszeniem. 

–  Ja  także  cię  kocham  –  odparł,  przykrywając  dłoń  córki  własną  ręką  i 

mrugając nerwowo załzawionymi ze wzruszenia oczami.  – Mój Boże, jak bardzo 
bym  pragnął…  –  Nie  dokończył,  pokręcił  głową  i  ścisnął  mocno  jej  rękę.  –  Po 
prostu cieszę się, że jesteś. 

–  Ja  też  –  odpowiedziała  Maggie,  wiedząc  dokładnie,  co  miał  na  myśli. 

Chciałby, żeby była w domu, a przynajmniej gdzieś bliżej, przez cały czas. Ale tu 
nie było dla niej pracy, a jeśli poślubi Rogera… Maggie wyparła tę myśl. Wszystko 
w swoim czasie. Na razie musi się przede wszystkim przygotować psychicznie na 
wizytę u Kendricków. 

Kiedy ojciec obudził się z poobiedniej drzemki, zapakowali się wszyscy do 

starego rodzinnego chryslera i udali się, z Maggie jako kierowcą, do Kendricków. 
Maggie miała na sobie beżowe, sportowe spodnie i sweter koloru miedzi, do tego 
terenowe  buty.  Na  sugestię  matki,  że  należałoby  ubrać  się  wytworniej, 
odpowiedziała: 

–  Wiesz  przecież,  że  pani  Kendrick  będzie  chciała  pokazać  mi  stajnie  i  na 

wysokich obcasach wyglądałabym jak głupia. 

Wiedziała,  że  matce  nie  chodzi  tylko  o  to,  żeby  Maggie  jak  najlepiej 

zaprezentowała  swą  figurę  modelki.  Chodziło  o  okazanie  szacunku  Kendrickom, 
którzy,  choć  nie  byli  na  świeczniku,  budzili  jednak  ogromny  respekt  wśród 
mieszkańców miasteczka. Ich piękna stadnina, Haven Hill, zajmująca niemal całą 
północną  stronę  doliny  za  Spring  Mountain,  była  przedmiotem  lokalnej  dumy, 
miejscem, które pokazuje się przyjezdnym. 

–  Nic  się  nie  zmieniło  –  powiedziała,  gdy  dojechali  na  miejsce.  –  Zawsze 

uważałam, że powinni tu kręcić filmy. Tu jest tak pięknie. 

–  Sheila  Kendrick  wkłada  w to ogromną  pracę  –  wyjaśniła  pani  Preston.  – 

Ma pomocników, ale sama nie waha się przed podejmowaniem najcięższych robót. 
To bardzo wytrzymała kobieta. 

Maggie  skinęła  głową.  Najlepszym  tego  dowodem  był  dom,  do  którego 

właśnie podjeżdżali: olbrzymia, wiktoriańska siedziba w kolorze imbiru, z narożną 
wieżyczką i ogromną werandą otoczoną dębami. 

Gdy samochód wjechał na szeroki, owalny podjazd, oboje państwo Kendrick 

wyszli na powitanie. 

background image

– Droga Maggie, tak się cieszę, że cię widzę  – powiedziała pani Kendrick, 

podchodząc  z  otwartymi  ramionami.  –  Jesteśmy  z  ciebie  bardzo  dumni,  ale  też 
tęsknimy za tobą ogromnie. Naprawdę. 

Ucałowały  się  serdecznie.  Maggie  zauważyła,  że  ta  drobna  siwowłosa 

kobieta doskonale zachowała swój wygląd arystokratki z Wirginii, mimo iż na jej 
delikatnej  twarzy  więcej  było  teraz  zmarszczek,  których  przysporzyły  lata 
poświęcone pracy na farmie. Nadal ubierała się w bryczesy i buty do konnej jazdy, 
zawsze gotowa dosiąść któregoś z wierzchowców. Maggie z trudem przypominała 
sobie jedną czy dwie okazje, kiedy widziała ją w sukience. 

– Jesteś dumą i radością całego Spring Mountain – oświadczył pan Kendrick, 

biorąc ją w ramiona. 

Ojciec  Galena  był  wielkim,  jowialnym  mężczyzną,  po  którym  syn 

odziedziczył śniadą cerę i wzrost. Kiedy Maggie była mała, zawsze przypominał jej 
niedźwiedzia. 

–  Jest  i  chłopak  –  powiedziała  pani  Kendrick,  z  zadowoleniem  w  głosie, 

przerywając  wymianę  uprzejmości  między  mężem  a  Maggie.  –  Miał  być  tu  na 
lunch. Spóźnił się tylko dwie godziny. 

Chłopak?  Maggie  poczuła  nagły  skurcz  serca,  które  biło  teraz  w  szalonym 

tempie.  Samochód  „chłopaka”  błyskawicznie  zbliżał  się  do  podjazdu. 
Obserwowała  i  go  nieprzytomnym  wzrokiem,  stojąc  jak  wmurowana  i  czując 
jednocześnie,  jak  robi  jej  się  słabo.  Nawet  gdyby  chciała,  nie  byłaby  w  stanie 
ruszyć  się  z  miejsca.  Czuła  się  jak  w  koszmarnym  śnie,  w którym  ofiara  jest tak 
przerażona zbliżaniem się prześladowcy, że nie może zdobyć się ani na krzyk, ani 
na ucieczkę. 

Galen  zatrzymał  samochód,  wysiadł  z  niego  powoli  i  zwrócił  się  do 

oczekujących. 

– Witam wszystkich! Zatrzymała  mnie długa rozmowa telefoniczna, ale po 

drodze wrzuciłem w siebie hamburgera, więc nie jestem głodny. 

Następnie podszedł do Maggie. 

– Cześć, Maggie – powiedział poważnie. – Dobrze się bawisz na wakacjach? 

Maggie  uświadomiła  sobie  w  tym  momencie,  że  stojąc  tak  z  zaciśniętymi 

rękami,  chłonie  jego  obecność  jak  wyschnięta  gąbka  wodę.  Ubrany  był  w  biały 
golf, obcisłe czarne spodnie i buty do konnej jazdy. Tak bardzo chciała go dotknąć, 
że  poczuła,  jak  zadrżały  jej  palce.  Zanim  zdecydowała  się  przemówić,  wzięto 

background image

głęboki  oddech  w  obawie,  że  jej  głos,  jeśli  w  ogóle  będzie  w  stanie  go  z  siebie 
wydobyć, zabrzmi jak potworny żabi skrzek. 

– Tak, świetnie – odparła w końcu. – Tu jest tak spokojnie. 

–  Pewnie  aż  zanadto  –  wtrącił  się  jej  ojciec.  –  Po  Nowym  Jorku  Spring 

Mountain musi wydawać się strasznie nudne. 

–  Mam  na  to  sposób  –  powiedziała  pani  Kendrick,  uśmiechając  się  do 

Maggie,  a  następnie  do  Galena.  –  Mam  zamiar  wysłać  oboje  młodych  na  konną 
przejażdżkę. Założę się, że Maggie nie ma zbyt wielu okazji, żeby sobie pojeździć, 
a  i  Galen  nie  ćwiczy  jazdy  tak  często,  jak  powinien.  Powiedziałam  Galenowi, że 
dziś go to czeka. Dlatego jest tak ubrany. 

– Och nie – próbowała zaprotestować Maggie, ale nie dokończyła. W oczach 

Galena  pojawiło  się  wyraźne  rozbawienie.  Nie  mogła  dociec,  czy  wszystko  to 
zostało  ukartowane,  ale  wiedziała  jedno  –  dyskutowanie  z  panią  Kendrick  było 
mniej więcej tak samo bezowocne, jak rozmowa z księżycem. 

– Henry, zabierz Prestonów do domu, a ja przedstawię Maggie naszą nową 

klacz – zwróciła się do męża. – Za moment będę z powrotem. 

Podążyli za panią Kendrick do położonych blisko domu, pomalowanych na 

zielono stajni. Maggie tak była przejęta obecnością Galena, że prawie nie słyszała 
jej słów. Oprzytomniała nieco, gdy dotarli do stajni i Galen zaczął siodłać swego 
konia. Pani Kendrick nałożyła ogłowie na pysk pięknej kasztanki z jasną odmianą 
na czole i przyprowadziła ją do Maggie. 

– Oto moje cudo – oznajmiła. – Na imię ma Valentine, ale nazywam ją Val. 

Widzisz kształt tej odmiany? 

–  Chyba  przypomina  serce?  –  zauważyła  Maggie,  biorąc  głęboki  oddech  i 

przełykając ślinę. – Nie wiem, czy dam radę, tak dawno nie jeździłam konno. 

–  Val  jest  łagodna  jak  owieczka  –  zapewniała  pani  Kendrick.  –  W  razie 

czego Galen zrobi ci krótką powtórkę z zasad konnej jazdy i pomoże ci ją osiodłać. 
Ja wracam do gości. Do zobaczenia – pożegnała się z uśmiechem. 

Maggie  skinęła  tylko  głową  i,  oddychając  głęboko,  zwróciła  się  w  stronę 

Galena. Gdy przeszła parę kroków, zauważyła, że skończył właśnie siodłać swego 
wielkiego  rudobrązowego  wałacha  i  odwrócił  w  jej  stronę.  Była  tak  bardzo 
świadoma  jego  spojrzenia,  że  wróciło  to  koszmarne,  charakterystyczne  dla 
początkujących modelek uczucie, iż traci władzę w nogach i w każdej chwili może 
się potknąć. Teraz jeszcze tylko tego brakowało, by Galen znów zaczął ją atakować 

background image

za wszelkie grzechy. Jeśli tak się stanie, prawdopodobnie przewróci się i szlochając 
padnie u jego stóp. 

Na  szczęście  Galen  najwyraźniej  przyjął  tego  dnia  inną  strategię,  może 

dlatego,  że  znajdowali  się  w  domu  jego  rodziców,  a  więc  właściwie  była  jego 
gościem. Kiedy podeszła już całkiem blisko, zapytał cicho: 

– Pomóc ci ją osiodłać? 

– Nie pamiętam,  jak to się robi  – odpowiedziała Maggie słabym głosem.  – 

Tak dawno nie siodłałam konia. 

– Rzeczywiście dawno – zgodził się. – O ile pamiętam, nie mieliśmy nigdy 

okazji jeździć razem? 

–  Nie,  nie  mieliśmy.  –  Stanęło  jej  przed  oczami  wspomnienie  Galena, 

obserwującego  ze  swego  wózka  inwalidzkiego,  jak  jego  matka  uczy  Maggie 
podstaw  ujeżdżania.  –  Tak  się  cieszę,  że  znów  możesz  jeździć  konno  – 
powiedziała. 

– Ja też – przyznał Galen, przyglądając jej się z powagą. – Przyniosę siodło. 

Maggie  czekała  na  niego  z  bijącym  sercem,  ściskając  w  dłoniach  wodze. 

Dobry  Boże,  myślała  z  rozpaczą,  trzeba  będzie  wziąć  się  w  garść.  Nigdy  nie 
przypuszczała,  że  czysto  fizyczne  zauroczenie  drugą  osobą  może  być  tak  silne,  i 
rozstrajało ją to całkowicie. Pomyślała, że może poczuje się lepiej, gdy zacznie się 
ruszać. 

–  Daj  mi  spróbować.  Będziesz  mówił,  co  mam  robić  –  powiedziała,  gdy 

Galen  wrócił  i  położył  na  grzbiecie  klaczy  kocyk,  jaki  kładzie  się  pod  siodło. 
Skinął głową i po chwili siodłała konia zgodnie z jego instrukcjami, modląc się po 
cichu, by nie zauważył, że drżą jej ręce. 

– Czemu jesteś taka zdenerwowana? – zapytał, grzebiąc jej nadzieje. – Boisz 

się jazdy? 

–  Trochę  –  odparła,  z  wdzięcznością  przyjmując  takie  wytłumaczenie.  – 

Przejdzie mi, kiedy ruszymy – dodała, widząc zaniepokojenie Galena. 

Wyprowadzili konie na podwórze. 

– Dokąd? – spytał, obejrzawszy się na nią. 

– Prowadź – odpowiedziała wzruszając ramionami. – Pamiętaj tylko, że moje 

umiejętności są raczej wątpliwe. 

background image

Galen skinął głową. 

– Parę razy objedziemy ring, żebym mógł cię sprawdzić, a potem pojedziesz 

po moich śladach na wzgórza. 

–  W  porządku  –  odrzekła  Maggie,  starając  się  zachować  uśmiech  oraz 

spokojny  i  przyjazny  ton  głosu.  Wolałaby  raczej  krzyczeć,  aby  uwolnić  się  od 
ciężaru  tego  ogromnego  napięcia,  jakie  teraz  czuła  w  sobie.  A  w  dodatku 
wyglądało na to, że Galen planuje dłuższą przejażdżkę. 

Kiedy  Maggie  wykonywała  swe  próbne  okrążenia  na  ringu,  Galen 

obserwował  i  korygował  jej  błędy.  Bardzo  szybko  odzyskała  panowanie  nad 
koniem  i  poczuła  się  wspaniale,  gdy  wiatr,  rozwiewając  jej  włosy,  chłodził 
rozpaloną  twarz.  Rozpięła  kurtkę  i  czekała,  aż  chłodne  powietrze  dotrze  przez 
sweter  do  jej  wilgotnej  od  potu  skóry.  Nie  wiedziała,  że  pożądanie  może 
doprowadzić człowieka do stanu takiego wrzenia. 

– Myślę, że to wystarczy – powiedział Galen, kiedy zrobiła dwa okrążenia, z 

powodzeniem  wykonując  jego  polecenia.  Kiedy  się  zatrzymała,  zaproponował:  – 
Pojedźmy do Bald Knob. Nie byłem tam wieki. 

– Dobrze – zgodziła się Maggie. 

Na szczęście nie był to zbyt długi ani zbyt stromy szlak. Droga wiodła przez 

północną  część  posiadłości  Kendricków,  wspinając  się  serpentynami  na  gęsto 
porośnięte  zbocze  góry,  a  następnie  stromo  docierała  na  odsłonięty  wierzchołek. 
Samotne drzewo cedrowe strzegło niewielkiego źródełka, wybijającego ze skalnej 
szczeliny. Galen zwracał uwagę na mijane po drodze drzewa, uciekającego zająca i 
orła, który wystraszył jego konia. 

Maggie  odpowiadała  monosylabami.  Wiedziała,  że  to  niemądre,  na  nic 

więcej  nie  potrafiła  się  jednak  zdobyć.  Jechała  za  Galenem  i  widok  jego  gęstych 
czarnych  włosów,  unoszących  się  na  wietrze,  jego  szerokich  ramion  i 
umięśnionych nóg wprowadzał ją w stan takiego odurzenia, że niewiele brakowało, 
a zawróciłaby Val i ruszyła galopem w przeciwnym kierunku. Tylko duma i uparte 
pragnienie przezwyciężenia samej siebie uchroniło ją od tego. 

Kiedy dotarli na szczyt, Galen zsiadł z konia. 

– Odsapnijmy chwilkę i dajmy odpocząć koniom  – zaproponował. – Niech 

się napiją wody ze strumienia. 

Uwolniwszy  swego  konia  z  wędzideł,  podprowadził  go  do  wodopoju. 

Maggie  także,  gdy  zsiadła  z  Val,  podeszła  z  nią  do  małego  strumyczka  i  stanęła 

background image

obok.  Kątem  oka  widziała,  jak  Galen  opiera  się  o  stare  drzewo  cedrowe. 
Podejrzewała, że czeka tam na nią, toteż nie zdziwiła się, gdy zawołał: 

– Zostaw ją i chodź tutaj. Piękny stąd widok. Ona nigdzie nie ucieknie. 

–  Mhm…  no  dobrze  –  powiedziała  Maggie.  Uwolniła  wodze  i  poszła  w 

kierunku  Galena.  Było  między  nimi  nie  więcej  niż  dziesięć  metrów,  ale  Maggie 
wydawało się, że dzieli ich co najmniej mila. To niedorzeczne, pomyślała. Galen 
zwabił  ją  tutaj.  Wszystko  ukartował.  Powinna  więc  kipieć  z  wściekłości.  A 
tymczasem wcale tak nie było. Odwróciła się, by spojrzeć w dolinę, ale potknęła 
się i podparła rękami. 

– Nic ci nie jest? – spytał Galen. 

– W porządku – odparła. 

Metr przed nim zatrzymała się i zaczęła udawać, że obserwuje dolinę. Przed 

oczami miała jednak tylko rozmazane plamy kolorów, świateł i cieni. Zamrugała, 
wzięła głęboki oddech i zacisnęła ręce. Na dźwięk głosu Galena podskoczyła jak 
oparzona. 

– Co ci jest, Maggie? – spytał. – Jesteś czymś skrępowana. 

– To nic takiego. – Wzruszyła ramionami. – Mam kiepski dzień. Bez żadnej 

widocznej przyczyny jestem trochę rozstrojona. 

Galen uśmiechnął się. Tym razem, jak zauważyła Maggie, jego uśmiech był 

życzliwy,  a  oczy,  zwykle  drwiące,  promieniowały  serdecznym  ciepłem.  Skinął 
ręką. 

– Chodź tu, Maggie – powiedział miękko. – Wiem, co ci jest. 

–  Wiesz?  –  zdumiała  się.  Szła  do  niego, wpatrzona  w  blask  jego  oczu,  jak 

żeglarz wpatrujący się w światło morskiej latarni. 

– Mhm… – zamruczał z tajemniczym uśmiechem. 

Kiedy  znalazła  się  w  zasięgu  jego  ręki,  ujął  jej  dłoń  i  przyciągnął  bliżej 

siebie. Drugą rękę wsunął w jej włosy i, zgarniając je na kark, wodził oczami po 
twarzy, zatrzymując wyczekujące spojrzenie na ustach. 

Maggie  stała  nieruchomo  i  z  tęsknotą  wpatrywała  się  w  niego.  Rozchyliła 

usta,  które  nabrzmiały  w  oczekiwaniu  na  pocałunek.  Kiedy  objął  ją  ramieniem  i 
przycisnął do swego silnego, gorącego ciała, poczuła, że cała płonie z pożądania, 
że wybuchnie, jeśli Galen nie pocałuje jej natychmiast. Czas stanął w miejscu, a on 

background image

wciąż  wpatrywał  się  w  nią.  Maggie  była  pewna,  że  w  jego  oczach  dostrzega 
lustrzane odbicie własnych pragnień. Przez chwilę tylko miała wrażenie, że przez 
jego twarz przemknął wyraz jakiegoś wewnętrznego rozdarcia, zaraz potem jednak 
z uśmiechem zbliżył do niej swe usta. 

Rozkosz, jaka ogarnęła Maggie, wprawiła ją w drżenie. Zdawało jej się, że 

wierzchołek góry wybucha jak wulkan, a oni, wyrzuceni w powietrze, płyną razem 
w  przestworzach.  Usta  Galena  były  bezwzględne,  żądające  wiele,  nie  więcej 
jednak, niż ona gotowa  była dać.  Zarzuciła  mu  ręce  na szyję  i  przywarła  mocno, 
wsuwając  palce  w  jego  gęste  czarne  włosy  u  nasady  karku,  czerpiąc 
niewypowiedzianą radość z tej pieszczoty. Jej nozdrza wdychały obezwładniający, 
piżmowy  zapach,  mieszaninę  woni  mężczyzny,  cedru,  rozgrzanego  powietrza  i 
koni. Drżała z oczekiwania, gdy chłodne palce Galena wśliznęły się pod jej sweter. 
Powoli  osunęli się  na  ziemię.  Galen podtrzymywał  głowę  Maggie, ochraniając  ją 
przed twardym podłożem. Jego usta wędrowały powoli linią brody i ramion. Dłoń 
Galena  spoczywała  na  jej  piersiach.  Wyobraźnia  podsuwała  jej  obraz  tego,  co 
miało zaraz nastąpić. Ze zdziwieniem uświadomiła sobie, że nie ma nic przeciwko 
temu. Jeśli Galen zechce zdjąć z niej sweter, sama mu w tym pomoże. Tymczasem 
on  powoli  okrył  ją  z  powrotem  i  wspierając  się  na  łokciu  położył  na  boku,  nie 
przestając jednak muskać pocałunkami jej ust. 

–  Czyż  nie  cudownie?  –  wymamrotał  z  uśmiechem,  przytulając  się  do  jej 

policzka. 

–  Tak  –  odpowiedziała  zduszonym  głosem.  A  mogłoby  być  jeszcze 

cudowniej,  gdyby…  Zdławiła  tę  myśl,  starając  się  zwalczyć  ból  pożądania,  gdy 
odczytała  z  jego  wzroku,  że  nie  zamierza  posuwać  się  dalej.  Dała  mu  pełne 
przyzwolenie.  Żaden  inny  mężczyzna  nie  był  dotąd  w  stanie  doprowadzić  jej  do 
takiego stanu. Dlaczego zatrzymał się? Bawił się teraz jej włosami i w przejrzystej 
szarości jego oczu dostrzegła zamyślenie. 

– O czym myślisz? – spytała. 

– O wielu rzeczach – odparł z powagą. Usiadł gwałtownie, po czym wstał i 

wyciągnął rękę, by jej pomóc. Kiedy stanęła obok niego, ujął jej twarz w dłonie i 
delikatnie pocałował. – Jak myślisz, mógłbym cię teraz namówić na spędzenie ze 
mną dnia w przyszłym tygodniu? 

– Czy zawsze w ten sposób próbujesz osiągnąć to, czego chcesz?  – spytała 

ostro. 

– Daj spokój, Maggie – odparł czerwieniejąc. – Nie chwytaj mnie za słówka. 

background image

– Słówka? – wyrzuciła z siebie. – Nie chwytam cię za słówka. To ty zwabiłeś 

mnie  tutaj  i  widząc,  że  naiwnie  odsłaniam  przed  tobą  swoje  pragnienia, 
postanowiłeś  spróbować,  czy  spełniając  je  uda  ci  się  osiągnąć  własny  cel.  W 
porządku,  ale  wiedz,  że  ten  numer  nie  przejdzie,  i  nie  będę  już  tak  głupia,  by 
kiedykolwiek  więcej  pozwolić  ci  się  nawet  dotknąć.  Możesz  zrezygnować  z 
planowania  następnych  przejażdżek!  –  Po  tych  słowach  odwróciła  się  i  poszła  w 
stronę strumienia. 

– Nie wygłupiaj się, Maggie! – krzyknął za nią Galen, ale zignorowała to i 

dosiadła  Val,  zanim  on  zdążył  dobiec  do  swego  konia.  Jadąc  dyszała  ciężko  ze 
złości i przeklinała po cichu samą siebie. Powinna była się domyślić. Czyżby była 
aż tak głupia? Po raz ostatni oddała władzę nad sobą swoim zuchwałym zmysłom. 
To się nigdy więcej nie powtórzy! 

Kiedy  dotarli do  stajni, otaczała ich  aura wzajemnej  wrogości.  Maggie  bez 

słowa rozsiodłała Val i poprowadziła ją do boksu. Podchodziła właśnie do drzwi, 
kiedy poczuła na swym ramieniu mocny uścisk dłoni Galena. 

– Puść mnie – fuknęła. 

–  Nie  –  odparł,  przeszywając  ją  wzrokiem.  –  Jesteś  albo  głupia,  albo 

znacznie twardsza, niż przypuszczałem. Jedno z dwojga. 

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – odparła Maggie – i nie obchodzi mnie 

to.  Zostaw  mnie!  –  Usiłowała  uwolnić  się  od  jego  uścisku.  –  Chcesz,  żebym 
zaczęła krzyczeć? 

–  Nie,  chcę,  żebyś  mnie  wysłuchała  –  odpowiedział  Galen  z  kamienną 

twarzą.  –  Chcę  wierzyć,  że  nie  jesteś  aż  tak  twarda.  Ale  wiem,  że  twój  umysł 
wskazuje ci dwa kierunki, chociaż serce może iść tylko w jednym. Jeśli wybierzesz 
złą drogę, zaprowadzi cię donikąd. Spróbuj posłuchać swego ciała, które usiłuje ci 
coś podpowiedzieć. 

Mówiąc  to,  natarł  na  nią  i  złożył  na  jej  ustach  pocałunek  tak  natarczywy  i 

namiętny, że Maggie nie była w stanie walczyć z ogarniającymi ją uczuciami. Stała 
nieruchomo,  drżąc,  a  kiedy  ją  puścił,  miała  oczy  pełne  łez,  a  jego  płomienne 
spojrzenie kontrastowało z wciąż jeszcze kamiennym wyrazem twarzy. 

–  A  teraz  –  powiedział  szorstko  –  postarajmy  się,  dla  dobra  rodziców, 

wyglądać  w  miarę  normalnie.  W  końcu  byliśmy  tylko  na  uroczej  przejażdżce  w 
górach, prawda? – Spoglądając na Maggie uniósł ironicznie jedną brew, następnie 
podszedł do drzwi i otworzył je przed nią. – Pani pierwsza. 

background image

Reszta popołudnia była dla Maggie jednym wielkim koszmarem. Zgodnie z 

sugestią  Galena  grała  znakomicie.  Słyszała  swój  własny  śmiech,  czując 
jednocześnie, że należy on do kogoś innego. Starała się unikać wzroku Galena, ale 
od  czasu  do  czasu  ich  oczy  spotykały  się.  Każde  z  jego  świdrujących  spojrzeń 
sprawiało,  że  mocniej  zaciskała  ręce  na  oparciu  fotela.  Z  trudem  powstrzymała 
okrzyk  radości,  kiedy  matka  odmówiła  Kendrickom  zaproszenia  na  kolację, 
wymawiając się osłabieniem ojca. 

– Wpadnij jeszcze kiedyś, Maggie – powiedziała Sheila Kendrick ze swym 

miękkim południowym akcentem. 

–  Naturalnie  –  odparła  Maggie,  unikając  wzroku  Galena,  który  otwierał 

przed nią drzwi samochodu. Gdy wsiadała, pochylił się nad nią i szepnął cicho: 

– Daj mi znać, jeśli zmienisz zdanie. 

Już miała powiedzieć, że nigdy w życiu, zrezygnowała jednak, widząc jego 

charakterystyczny  rozbawiony  wzrok.  Zamknął  za  nią  drzwi  i  żartobliwie 
zasalutował. 

–  Kendrickowie  to  cudowni  ludzie  –  powiedziała  matka,  gdy  ruszyli.  –  Ze 

wszystkich znanych mi osób najbardziej podziwiam i zazdroszczę Sheili Kendrick, 
i to nie z powodu jej bogactwa, ale dlatego, że jest taka promienna i pełna życia. 
Bycie z nią działa jak balsam. 

– Wiem, co masz na myśli – odrzekł pan Preston. – To szczęśliwa kobieta. 

Kocha  swój  dom,  męża,  swoje  konie  i  swego  syna.  Czegóż  więcej  potrzeba 
kobiecie? 

No  właśnie,  czegóż  więcej,  pomyślała  Maggie  z  goryczą.  Życie  pani 

Kendrick było jak starannie opakowany, piękny podarunek. Dlaczego jej własnego 
życia nie udawało się tak cudownie poukładać? 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

– Czy coś ci jest? – spytał ojciec następnego dnia, gdy grali w remika. – Od 

wczoraj  jesteś  dziwnie  naburmuszona.  Czy  pokłóciliście  się  z  Galenem?  Coś 
wisiało w powietrzu, kiedy wróciliście z tej przejażdżki. 

–  Istotnie,  mieliśmy  małą  sprzeczkę  –  odpowiedziała  niechętnie  –  ale 

wolałabym o tym nie mówić. 

Pragnęłaby także móc nie myśleć o tym, co się stało, ale nie była w stanie. 

Jeśli w jednej chwili czuła, że jej złość na Galena jest w pełni usprawiedliwiona, to 
już w następnej była z równą siłą przekonana, że się wygłupiła. Czemu nie miałaby 
spędzić  z  nim  dnia?  Czego  się  bała?  Odkrycia,  że  Galen  miał  rację,  że  Roger 
naprawdę jest hipokrytą, czy czegoś jeszcze? 

Następny  dzień  nie  przyniósł  poprawy  do  momentu,  gdy  w  trakcie 

przygotowań do przyjęcia u Bruce'a udało się jej wreszcie wywołać w sobie złość 
na  Galena.  Jakim  prawem  wdarł  się  w  jej  życie  i,  burząc  jego  porządek, 
doprowadził do stanu takiego rozchwiania? Cokolwiek on sądzi, Maggie nie była 
obojętna  na  losy  ludzi  zatrutych  odpadami  z  Balfour  Chemicals  i  zamierzała 
porozmawiać o tym z Rogerem. Osiągnął więc swój cel i teraz należy zapomnieć o 
nim  i  jego  próbach  uwiedzenia  jej  tylko  po  to,  by  zechciała  na  własne  oczy 
zobaczyć  tę  tragedię.  Nie  potrzebowała  tego.  To,  na  co  miała  teraz  ochotę,  to 
rozrywka,  miłe  przyjęcie  w  towarzystwie  błyskotliwych,  interesujących  osób  i 
ciekawe rozmowy. 

Przed nałożeniem makijażu Maggie pochyliła się nad umywalką i przyjrzała 

się  sobie  w  lustrze,  wodząc  rękami  po  zaokrąglonych  policzkach.  Wspaniale,  po 
prostu wspaniale. Do tego wszystkiego zaczyna tyć. Inni tracą w takich sytuacjach 
apetyt, ale nie ona. Stawała się żarłoczna. 

Zdjęła  z  wieszaka  ręcznik  i  usiłowała  zetrzeć  ciemne  smugi  widoczne  pod 

oczami. Sądziła, że jest to być może rozmazany makijaż i da się łatwo zmyć. Nie 
udało się. Cienie pod oczami były spowodowane brakiem snu. 

Powinnam zostać w Nowym Jorku, pomyślała. To wszystko, co się stało, nie 

miałoby  wówczas  miejsca.  Czy  nie  byłoby  to  cudowne?  Ze  złością  rzuciła 
ręcznikiem  przez  pokój,  aż  uderzył  w  wytapetowaną na  niebiesko  ścianę.  Nie, to 
nie byłoby cudowne. Ojciec jej potrzebował. Potrzebował jej obecności i miłości. 
To  było  najważniejsze  na  świecie,  zwłaszcza  teraz,  kiedy  Maggie  zaczynała 

background image

podejrzewać,  że  rodzice  martwią  się  o  Bruce'a  i  są  poważnie  zaniepokojeni  jego 
nowym  stylem  życia  i  poglądami.  Oczywiście  deklarowali  z  uśmiechem,  że  są  z 
niego  bardzo  dumni,  ale  Maggie  trudno  było  zwieść.  O  wiele  bardziej  woleliby, 
aby zachowywał się tak jak Galen. 

Znowu ten Galen. Maggie wykrzywiła się przed lustrem. Szybko dokończyła 

robić  makijaż,  ubrała  się  w  krótką  koktajlową  sukienkę  z  czarnej  satyny  i  żakiet 
ozdobiony  srebrnymi  cekinami.  Do  tego  włożyła  czarne  efektowne  sandałki  na 
wysokich obcasach. Przewyższała w nich większość mężczyzn, ale przywykła już 
do tego. Gdy miała je na sobie, nawet Roger z trudem jej dorównywał. Oczywiście 
Galen… 

Przeklęła cicho, by zdławić tę myśl, i narzuciła futrzaną kurtkę z oposów. Z 

satysfakcją oceniła swój wygląd i wyszła. 

Droga wiodła wśród wzgórz, z których deszcz zmył niedawno resztki śniegu, 

i gdzieniegdzie zaczęła pokazywać się trawa. Przyjęcie miało się rozpocząć dopiero 
o  ósmej,  ale  Bruce  poprosił  ją,  by  przyjechała  wcześniej.  Chciał  jej  dokładnie 
pokazać mieszkanie i zjeść z nią skromną kolację jeszcze przed przybyciem gości. 

–  Z  przyjemnością  ci  pomogę  –  zaproponowała  wówczas,  ale  Bruce 

zapewnił ją, że żadna pomoc nie będzie potrzebna. Zamówił jedzenie w restauracji. 

Kiedy  dojechała  do  autostrady,  miała  przed  sobą  jeszcze  niecałą  godzinę 

jazdy. Zgodnie ze wskazówkami Bruce'a przejechała przez starą część Charlestonu, 
z  dużymi  sześciennymi  domami  piętrowymi,  minęła nowe  centrum  handlowe,  by 
wreszcie dotrzeć do elegancko ozdobionej bramy wjazdowej z dużym, wyrytym w 
brązie napisem „Deer Creek Manor”. 

– Dość pretensjonalne – powiedziała do siebie, wjeżdżając w aleję otoczoną 

supernowoczesnymi  budynkami  o  zaokrąglonych  konturach,  z  efektownie 
podwieszonymi  balkonami.  Odnalazła  dom  Bruce'a  i  zaparkowała  pomiędzy 
dwoma BMW. Witamy w krainie yuppies, pomyślała z krzywym uśmiechem. 

Bruce otworzył drzwi, zanim jeszcze zdążyła zapukać. 

–  O  rany,  ależ  wspaniale  wyglądasz!  –  wykrzyknął  z  aprobatą.  –  Witaj  w 

mym skromnym gniazdku. To będzie coś, móc cię tutaj gościć na przyjęciu. 

Powiesił jej kurtkę do szafy z lustrzanymi drzwiami, a oczarowana Maggie 

rozglądała się w tym czasie po imponującym wnętrzu. 

–  Musiałeś  chyba  wynająć  projektanta  –  zauważyła.  –  To  jest  naprawdę 

cudowne, Bruce. 

background image

–  Dzięki.  Tak,  rzeczywiście  wynająłem  architekta.  Mówiąc  szczerze, 

najlepszego  w  Charlestonie.  Sam  bym  tego  wszystkiego  nie  wymyślił.  –  Wziął  ją 
pod rękę. – Oprowadzę cię. 

Pokazał  jej  kolejno  uroczą  małą  jadalnię,  dwie  luksusowe  sypialnie  i 

ekskluzywne  łazienki,  promieniejąc  ze  szczęścia,  gdy  komentowała  wszystko  z 
zachwytem. Na końcu była kuchnia, gdzie jedna młoda kobieta w białym uniformie 
dekorowała przystawki, a druga stała przy kuchni, coś mieszając. 

–  Wygląda  smakowicie  –  powiedziała  Maggie,  zerkając  na  faszerowane 

grzyby i maleńkie kanapki z krewetkami. 

–  Wszystko,  co  najlepsze,  dla  mojej  pięknej  siostry  –  oświadczył  Bruce, 

wyjmując  z  lodówki  butelkę  drogiego  szampana.  –  Co  powiesz  na  mały  toast, 
zanim coś przekąsimy? Przejdziemy do jadalni? 

–  Czemu  nie?  – odparła  Maggie.  O  ile  już  dawniej  miała  wątpliwości,  czy 

portfel  Bruce'a  jest  w  stanie  pokryć  jego  kosztowne  zachcianki,  o  tyle  teraz  z 
prawdziwym  przerażeniem  myślała  o  jego  poczytalności.  To,  co  zobaczyła, 
absolutnie  nie  było  na  jego  kieszeń.  Nawet  milioner  zastanawiałby  się  nad 
niektórymi z pomysłów architekta – obrazy Leroy Neimanna, obicia z wytłaczanej 
skóry, ściany działowe stawiane na zamówienie. 

Przy  stole  Bruce  rozlał  szampana  do  cienkich  kryształowych  kieliszków  z 

Waterford. 

–  Za  nas  –  powiedział podnosząc swój.  –  Oby  nasza przyszłość nadal była 

tak pomyślna. 

Maggie popatrzyła na niego w zamyśleniu. 

– Mogę coś dodać? Obyśmy jak najdłużej zachowali zdrowie. Sytuacja ojca 

uświadamia mi, że bez tego wszystko inne traci jakikolwiek sens. 

–  Słuszna,  choć  gorzka  uwaga  –  zgodził  się  Bruce  i  uśmiechnął  smutno, 

stukając się z Maggie i pociągając pierwszy łyk szampana. – Naprawdę podziwiam 
cię, że poświęciłaś te dwa tygodnie dla mamy i taty. To musi być dla ciebie dosyć 
nudne. 

–  Nie  uważam  tego  za  nudne  –  zaprzeczyła,  myśląc  z  goryczą,  że  stan 

wewnętrznego  niepokoju,  w  którym  się  znajdowała,  z  trudem  można  by  określić 
jako  nudzenie  się.  –  Wręcz  przeciwnie,  cieszę  się,  że  mogę  uszczęśliwić  ojca. 
Zamierzam teraz częściej bywać w domu. 

background image

– Naprawdę? – zdziwił się Bruce, a następnie przyjrzał się jej podejrzliwie. – 

Czyżby to miało coś wspólnego z Galenem Kendrickiem? 

Maggie była tak zaskoczona, że dopiero po chwili zdobyła się na odpowiedź. 

–  Co  ci  przychodzi  do  głowy?  Przecież  wiesz,  że  ojciec  jest  chory.  Chcę 

spędzać z nim możliwie jak najwięcej czasu. 

– Taak – odparł Bruce, nie spuszczając z niej wzroku – ale widziałem, w jaki 

sposób Kendrick wpatrywał się w ciebie zeszłej niedzieli. Nie podobało mi się to. 
Chciałem nawet poprosić ciebie, abyś szepnęła rodzicom słówko dezaprobaty co do 
jego  ciągłych  wizyt  w  ich  domu.  Nie  byłyby  dobrze  widziane  przez  Rogera 
Balfoura. 

Maggie, słuchając słów Bruce'a, była najpierw zdumiona, potem przerażona, 

a zanim dokończył, po prostu wściekła. 

– Jak śmiesz coś takiego proponować?  – wybuchła. ~ Rodzice  mają prawo 

zapraszać  do  domu,  kogo  tylko  im  się  spodoba,  a  ja,  jeśli  będę  miała  ochotę 
widywać Galena, to będę to robić. To jeden z najwspanialszych ludzi, jakich znam. 

–  Wiedziałem,  że  cię  przekabaci  –  powiedział  Bruce,  wykrzywiając  usta  z 

niesmakiem.  –  Szybki  Bill  z  niego.  To  jest  zwykły  prowokator,  Maggie.  Biedny 
Roger stara się, jak może, by wybrnąć z tej trudnej sytuacji, a Kendrick na każdym 
kroku  stwarza  problemy.  –  Pochylił  się  i  spojrzał  na  Maggie  z  powagą.  –  Nie 
uważasz, że to wszystko zrani uczucia tak wrażliwego mężczyzny, jakim jest Roger 
Balfour? 

– Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób – odparła Maggie marszcząc brwi. 

– A powinnaś – rzucił Bruce z przekonaniem. – Roger bardzo przejmuje się 

takimi rzeczami. 

Coś  tu  się  nie  zgadzało.  Na  przyjęciu  u  rodziców  Bruce  sugerował,  z 

charakterystycznym  dla  mężczyzn  brakiem  delikatności,  że  Roger  nie  miałby  nic 
przeciwko  temu,  aby  używając  swych  wdzięków  wpłynęła  na  Galena.  Teraz 
widząc, że nie akceptuje tego pomysłu, postanowił zmienić strategię. Bruce stawał 
się  oportunistycznym  manipulatorem  i  ta  zmiana  w  jego  charakterze  bardzo  się 
Maggie nie podobała. 

Pociągnęła  łyk  szampana  i  w  zamyśleniu  przyglądała  się  bratu.  Być  może 

prawdą jest to, co mówił, ale ona nie miała okazji, aby się o tym przekonać. Roger 
nawet słowem nie wspomniał o aferze z Galenem Kendrickiem. Co prawda, gdy się 
spotykali, nigdy nie było mowy o sprawach zawodowych, cały wspólnie spędzany 

background image

czas  poświęcali  rozrywkom.  Odpowiadało  jej  to  do  czasu,  gdy  w  jej  życie  tak 
brutalnie  wkroczył  Galen.  Bruce  miał  rację  mówiąc,  że  Galen  nie  traci  czasu. 
Uświadomił  jej  także,  jak  mało  w  gruncie  rzeczy  zna  Rogera  Balfoura.  Jakim 
cudem Bruce wiedział tak wiele? 

– Zdaje mi się, że ty i Roger jesteście ze sobą bardzo blisko – zauważyła. – 

Znacznie bliżej, niż przypuszczałam. 

Bruce wzruszył ramionami. 

–  Roger  jest  perfekcjonistą  w  sprawach  finansowych.  A  najbardziej 

interesuje  go  bilans  wpływów  i  wydatków.  Analizujemy  go  wspólnie  za  każdym 
razem, kiedy jest w fabryce. 

– To znaczy jak często? – spytała Maggie. 

– Regularnie raz w miesiącu – wyjaśnił. Nagle się uśmiechnął. – Pomówmy 

o  czymś  innym.  Interesy  to  nudny  temat.  Widziałaś  ostatnio  coś  ciekawego  w 
teatrach? 

W tej właśnie chwili nadeszła jedna z kelnerek, niosąc gorące danie. Te parę 

minut,  w  czasie  których  serwowano  kolację,  Maggie  poświęciła  rozmyślaniom  o 
relaq'ach  między  Bruce'em  a  Rogerem.  Wszystko  to  robiło  na  niej  złe  wrażenie. 
Pod wpływem Rogera Bruce wyraźnie się zmienił, i to na gorsze. Poza tym czuła, 
że  coś  ukrywa.  Usiłowała  sobie  wytłumaczyć,  że  to  może  tylko  jej  chora 
wyobraźnia, ale podejrzenia jej nie opuszczały. 

Udziec  jagnięcy  okazał  się  pyszny,  a  rozmowa  zeszła  na  tematy  ogólne. 

Dokładnie o ósmej zaczęli się schodzić goście, traktując Maggie z tak wyraźnym 
uniżeniem,  że  poczuła  się  jak  eksponat  w  muzeum  figur  woskowych.  Przeważali 
młodzi  yuppies  i  ludzie  biznesu.  Głównym  tematem  rozmów  stały  się  dochody, 
nowo zakupione samochody, jachty i inne atrybuty dostatniego życia. 

Maggie  udzielała  się  towarzysko,  szybko  jednak  doszła  do  wniosku,  że 

niewiele  ma  z  tymi  ludźmi  wspólnego.  Czuła  się  nieswojo,  ale  wiedziała,  że  z 
powodzeniem tuszuje to swym wdziękiem i błyskotliwością, i że nikt nie domyśla 
się, jak bardzo jest znudzona. Marzyła, aby znaleźć się już w domu, w swobodnym 
stroju i z dobrą książką pod ręką. 

Przed północą bardzo rozbolała ją głowa i doznała uczucia klaustrofobii. W 

pokoju  pełnym  ludzi,  z  którymi  nie  potrafiła  już  rozmawiać  i  poczuła  się  jak  w 
pułapce.  Za  wszelką  cenę  pragnęła  się  stamtąd  wydostać  i  postanowiła  użyć 
wypróbowanego, choć w tym wypadku prawdziwego pretekstu. 

background image

–  Nie  mów  nikomu  –  szepnęła  do  Bruce'a  –  ale  od  tych  butów  straszliwie 

rozbolały mnie stopy. Świetnie się bawiłam. W przyszłym tygodniu chciałabym ci 
się zrewanżować kolacją. 

Miała  nadzieję,  że  przy  tej  okazji  skłoni  go  do  rozmowy  na  temat 

niepokojących ją spraw. 

Bruce podał jej futro, a następnie mocno uścisnął. 

–  Wspaniale,  że  przyszłaś  –  powiedział  wzruszony.  –  Cieszę  się,  że 

zamierzasz częściej bywać w domu. Tęskniłem za tobą. Przecież zawsze byliśmy 
sobie tacy bliscy. 

–  Naprawimy  to  –  odparła,  całkiem  już  teraz  pewna,  że  brata  coś  gnębi.  – 

Zadzwonię do ciebie jutro. 

Wyszła  i  wsiadła  do  starego  samochodu  rodziców,  który  stał  teraz  w 

towarzystwie  corvette  i  porsche'a.  Z  silnym  bólem  głowy  ruszyła  w  drogę 
powrotną. Zamiast oczekiwanej rozrywki, przyjęcie u Bruce'a tylko pogorszyło jej 
nastrój.  Martwiła  się  o  niego,  a  sama  wciąż  czuła  się  rozstrojona.  Dlaczego,  do 
licha, nie jest w stanie się rozluźnić i dobrze bawić w towarzystwie sympatycznych 
rówieśników?  Może gdyby  Bruce nie zrobił  tej  głupiej  uwagi na temat  Galena… 
Zaraz, gdzie była ta przecznica? 

Przejechała przez puste teraz i słabo oświetlone centrum handlowe i skręciła 

w  ulicę  wiodącą  przez  stare,  uśpione  dzielnice  miasta.  Minęła  zaledwie  parę 
przecznic,  kiedy  nagle  kierownica  zaczęła  ściągać  w  prawą  stronę.  O,  Boże, 
pomyślała z rozpaczą, złapałam gumę. Podjechała do krawężnika i zatrzymała wóz. 
Miała rację. Prawe przednie koło było kompletnym flakiem. 

–  Co  teraz  zrobię?  –  powiedziała  głośno,  odgarniając  włosy  z  czoła  i 

rozglądając się. Ulica była pusta. 

Telefon  jest  na  pewno  w  centrum  handlowym,  ale  to  było  o  parę  przecznic 

stąd,  około  mili.  Za nic nie  dojdzie tam  na  tych  cholernych  obcasach.  Co  jednak 
innego jej pozostaje? Może po drodze zatrzyma jakiś przejeżdżający wóz? A jeśli 
w którymś z domów zobaczy światła, zapuka do drzwi. To nie Nowy Jork. 

Ludzie tutaj byli przyjaźni wobec innych znajdujących się w potrzebie. 

Przeszła  przez  kolejną  ulicę,  minęła  parę  domów  i  zatrzymała  się,  by  dać 

odpocząć zmaltretowanym nogom. Oparła się o słup i rozejrzała dokoła. W domu 
naprzeciwko, na pierwszym piętrze, paliło się światło. Ktoś jeszcze się nie położył 
lub spał przy zapalonej lampie, pomyślała. Warto spróbować. Podeszła do domu, 

background image

otworzyła furtkę i zaczęła iść alejką prowadzącą do wejścia. Przeszła zaledwie parę 
kroków, gdy ogromny czarny pies wyskoczył na nią, szczekając wściekle. 

–  Na  pomoc!  –  krzyknęła  Maggie  odskakując  na  bok,  po  czym  straciła 

równowagę i upadła, wciąż krzycząc. W chwilę później pies wskoczył na nią, ale 
zamiast gryźć, zaczął lizać jej twarz. 

W przedsionku domu zapaliło się światło, otwarły drzwi i głęboki męski głos 

rozkazał: – Betsy, do nogi! 

Pies przestał lizać Maggie i oddalił się. Usłyszała nierówne kroki i podniosła 

głowę. Jej serce zamarło. 

– Galen! – krzyknęła. – To ty?! 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

– Maggie! Na miłość boską, co ty tu robisz w środku nocy? Czy nic ci się nie 

stało?  –  zapytał  Galen.  Pochylił  się  i  pomógł  jej  wstać,  a  wtedy  pies  podszedł 
znowu, przyjaźnie machając ogonem. 

–  Wszystko  w  porządku.  Ja…  złapałam  gumę  parę  ulic  stąd  –  odparła 

Maggie  dysząc  i  z  bijącym  sercem  wsparła  się  na  ramieniu  Galena,  z  trudem 
wkładając pantofle. – Szukałam jakiegoś miejsca, skąd mogłabym zadzwonić, a u 
ciebie paliło się światło. Twój pies mnie wystraszył… 

– A więc nawet nie wiedziałaś, gdzie ja mieszkam? – spytał przytłumionym 

głosem. 

Maggie spojrzała na niego. 

– Nie. 

Galen uniósł brew i uśmiechnął się krzywo. 

–  Widząc  twój  strój,  powinienem  domyślić  się,  że  nie  przyszłaś  do  mnie. 

Zapewne byłaś na jednej z tych bibek u Bruce'a? 

– Tak – odparła Maggie – zgadza się. 

Przyjrzała się Galenowi. Mimo mroku dostrzegła wyraz rozbawienia na jego 

twarzy, ale nie udawało mu się ukryć goryczy w głosie. Brzmiała w uszach i raniła 
serce. Cały gniew, który usiłowała w sobie ostatnio wzbudzić, wyparował nagle jak 
mgła. Z trudem powstrzymywała się, by nie rzucić mu się na szyję i nie wyznać, że 
całą duszą pragnęłaby spędzić ten wieczór z nim. W jego obecności jej zmęczone 
ciało zaczynało pulsować życiem. 

–  Żałuję,  że  nie  wiedziałam,  gdzie  mieszkasz  –  powiedziała,  starając  się 

odsłonić choć odrobinę tego, co naprawdę czuła. Chciała, by nie patrzył już na nią 
w ten sposób. – Byłabym tu już dawno. Zanudziłam się tam na śmierć. 

– Naprawdę? – Galen sceptycznie uniósł brwi. – No cóż, może i tak, ale teraz 

zajmijmy  się  lepiej  twoim  zmartwieniem.  Gdzie  samochód?  To  pewnie  wóz 
rodziców? 

– Parę przecznic za tym rogiem – powiedziała Maggie, wskazując palcem. – 

Ale,  prawdę  mówiąc,  nie  jestem  w  stanie  tam  teraz  iść.  Mam  odciski  od  tych 

background image

butów, a jeden z obcasów oderwał się, gdy upadłam. 

– Wejdź lepiej do środka, a ja w tym czasie zmienię koło. Możesz przejść ten 

kawałek? 

– Tak, oczywiście – ucieszyła się Maggie. 

Spojrzała na psa, który jeszcze tak niedawno ją wystraszył, a teraz lizał jej 

rękę. 

– Masz wspaniałego psa obronnego – zauważyła. 

– Zwykle Betsy nie jest taka groźna – odparł Galen – ale właśnie ma młode. 

Nawet mnie jeszcze do nich nie dopuszcza. 

– Ma dobre serce – odrzekła Maggie, gładząc potężny łeb suki. – Nie mam ci 

za złe, suniu. Starasz się po prostu być dobrą mamą, prawda? Czy to labrador? 

–  Częściowo  –  rzucił  Galen,  prowadząc  dziewczynę  po  schodkach  do 

bocznego, kuchennego wejścia. Wszedł za nią. 

–  Poczęstuj  się  kawą  –  zaproponował  wskazując  duży  ekspres,  stojący  na 

blacie. – Jeśli dasz mi klucze, wezmę się do roboty. 

Zauważył, że Maggie stoi w miejscu i patrzy na zawalony papierami stół. 

– Pracowałem nad raportem – dodał. 

–  Ja…  przepraszam,  że  ci  przerwałam  –  powiedziała  Maggie,  starając  się 

zachować spokój.  Doznała  właśnie najdziwniejszego  w  życiu uczucia.  Rozejrzała 
się  po  dużej,  rustykalnej  kuchni  z  białymi  szafkami,  niebieskim  blatem  i 
emaliowanym  zlewozmywakiem,  popatrzyła  na  dębowy  stół  zawalony  papierami 
Galena,  na  proste  dębowe  krzesła  i  nagle  doznała  uczucia  pewności,  że  zna  to 
miejsce doskonale. To było tak, jakby po przebudzeniu z koszmarnego snu znalazła 
się nagle we własnym, bezpiecznym domu. Zakręciło jej się w głowie i, zamykając 
oczy, wsparła się mocno o oparcie krzesła. 

– Co się dzieje, Maggie? – spytał Galen klękając, by przyjrzeć się jej twarzy. 

– Nic – wyszeptała. – Trochę kręci mi się w głowie. 

– Siadaj – rozkazał, odsuwając krzesło i sadzając ją. Nalał filiżankę kawy i 

postawił  przed  nią.  –  To  powinno  ci  pomóc.  Prawdopodobnie  wypiłaś  trochę  za 
dużo u Bruce'a. 

–  To  nieprawda!  –  krzyknęła,  czując  napływające  do  oczu  łzy.  –  Wypiłam 

background image

tylko lampkę szampana parę godzin temu. Nigdy nie piję niczego mocniejszego. 

Nagle  zimne  spojrzenie  Galena  stało  się  dla  niej  nie  do  zniesienia.  Ukryła 

twarz w ramionach, wstrząsanych niemym łkaniem. 

– Mój Boże – westchnął Galen. Zdjął kurtkę z jej bezwładnego ciała i usiadł 

przy niej, obejmując ramieniem. – Przepraszam – powiedział czule. – Nie chciałem 
być taki szorstki. Czy jesteś chora? 

Maggie uniosła głowę i spojrzała na niego przez łzy. Teraz nie wydawał się 

już tak naburmuszony. Zresztą nie zniosłaby tego ani chwili dłużej. 

–  Nie  –  szepnęła.  Chyba  że  chorobą  należałoby  nazwać  pragnienie 

znalezienia się w jego ramionach, tak przemożne, że wprawiało w drżenie całe jej 
ciało. 

Kiedy położył rękę na jej czole, starała się nie poruszyć, choć pod wpływem 

jego dotyku przeszył ją dreszcz. 

–  Gorączki  nie  masz,  ale  drżysz  cała  i  twoje  czoło  jest  wilgotne  od  potu. 

Może powinnaś położyć się na trochę. 

Oczy Galena miały teraz miękki, ciepły wyraz. 

–  Przejdzie  mi  –  powiedziała  Maggie.  Przejdzie  jej,  jeśli  on  nadal  będzie 

patrzył na nią w ten sposób. Uniosła filiżankę z kawą i posłała mu spojrzenie pełne 
wdzięczności. – Kawa powinna postawić mnie na nogi. 

– Skoro tak mówisz…  – Przyjrzał się jej i westchnął.  – Może daj  mi teraz 

klucze, spojrzę na tę oponę. 

– Czy nie można by gdzieś zadzwonić? – spytała, nie chcąc, by wychodził. – 

Nie jestem nawet pewna, czy jest zapasowe koło. 

–  Sprawdzę.  Jeśli  nie,  będziemy  musieli  kogoś  wezwać,  ale  w  sobotni 

wieczór,  o  tej  porze,  nie  można  liczyć  na  szybką  interwencję.  –  Z  wymuszonym 
uśmiechem dodał: – To nie jest New York City. 

Maggie posłusznie wyjęła klucze z torebki. 

– Tam dopiero czekałbyś tydzień, a w końcu znaleźliby jedynie miejsce, w 

którym  kiedyś  był  twój  samochód.  Proszę.  –  Położyła  klucze  na  jego  dłoni.  – 
Gdyby wyglądało to beznadziejnie, nie zawracaj sobie głowy – poprosiła. 

Galen ścisnął kluczyki w ręku. 

background image

–  Myślisz,  że  nie  dam  rady?  –  spytał,  a  na  jego  twarz  powrócił  chłodny 

wyraz. 

– Nie! – Oczy Maggie ponownie zaszły łzami i nerwowo przetarła je ręką. 

Co się z nią dzieje? Pociągnęła nosem i pokręciła głową, mówiąc ze szlochem: – 
Chodzi o to, że… jest środek nocy, a to jest głupia, brudna robota i… i… – Ukryła 
twarz w dłoniach. – Jestem tak rozstrojona. 

Kluczyki z brzękiem upadły na stół. Maggie poczuła silne ramiona Galena, 

który uniósł ją z krzesła i posadził sobie na kolanach. 

–  Nie  płacz,  dziecino  –  wymamrotał  prosto  do  jej  ucha,  gładząc  czule  po 

włosach.  –  Nie  mam  pojęcia,  o  co  chodzi,  ale  porozmawiamy  o  tym  rano.  Jesteś 
wyczerpana.  To,  czego  potrzebujesz  najbardziej,  to  porządny  sen.  Położę  cię  w 
pokoju gościnnym. Obejmij mnie za szyję, dobrze? 

Widząc,  że  Galen  sięga  po  laskę,  zamierzała  powiedzieć  mu,  że  pójdzie 

sama,  ale  się  powstrzymała.  Położyła  ręce  na  jego  ramionach  i  westchnęła  z 
zadowoleniem, kładąc głowę na jego piersi. 

– Przepraszam za cały ten kłopot – mruknęła prawie już uśpiona. 

–  Jeśli  to  ma  być  kłopot,  to  chciałbym  mieć  takich  więcej  –  odpowiedział 

Galen  zduszonym  głosem,  z  wysiłkiem  łapiąc  równowagę  przy  wspinaczce  po 
schodach. 

Kiedy  dotarli  na  górę,  zaniósł  Maggie  do  niewielkiej  sypialni,  skromnie 

wyposażonej  w  ciemne  sosnowe  łóżko  z  białą  narzutą,  toaletkę  z  obrotowym 
krzesłem, jaskrawe, czerwonawe zasłony i wzorzysty dywan. Delikatnie posadził ją 
na brzegu łóżka. 

– Poczekasz chwilkę, aż znajdę ci jakieś ubranie?  – spytał, trzymając ją za 

ramiona i pochylając się, by spojrzeć jej w oczy. 

Maggie  przytaknęła,  uśmiechając  się  nieśmiało.  Kiedy  wyszedł  z  pokoju, 

rozejrzała się dokoła. Po chwili usłyszała jego kroki i zwróciła się w stronę drzwi. 

–  Może  to  będzie  dobre  –  powiedział,  podchodząc  do  niej  z  wielkim 

czerwonym  podkoszulkiem  w  ręku.  –  Nie  mam  niestety  żadnych  damskich 
szlafroczków. 

– To jest idealne – powiedziała, z uśmiechem przykładając do siebie koszulę. 

– Dziękuję. 

background image

Galen usiadł koło niej i pogładził ją po twarzy. 

– Czy matka oczekuje cię na noc? 

–  Tak,  ale  prosiłam  ją,  by  położyła  się  przed  moim  przyjściem  –  odparła 

Maggie. Galen miał najpiękniejsze oczy na świecie. Mogłaby wpatrywać się w nie 
bez końca. 

–  Z  samego  rana  zadzwonię  do  niej  –  powiedział  mężczyzna.  –  Czy 

samochód jest zamknięty? 

–  Tak  –  odpowiedziała  Maggie.  Miał  też  najpiękniejsze  usta.  Miała  ochotę 

dotknąć  ich  i  sprawdzić,  czy  są  rzeczywiście  tak  miękkie  i  ciepłe,  jakimi  się 
wydają. 

– Dobrze. Możesz teraz spać tak długo, jak tylko zechcesz. Gdyby mnie nie 

było, kiedy się obudzisz, to znaczy, że wyszedłem tylko na parę minut w sprawie 
samochodu. W porządku? 

– Tak – odparła Maggie i dotknęła delikatnie dłoni Galena, spoczywającej na 

jej policzku. – Dziękuję ci – wyszeptała. 

Galen uśmiechnął się i potrząsnął głową, a w jego oczach rozbłysły iskierki 

przepełniającej go radości. 

– Nie mogę uwierzyć w to wszystko – powiedział. Pochylił głowę i musnął 

ciepłym pocałunkiem usta Maggie. – Wyglądasz na zmęczoną. Śpij dobrze. 

–  Na  pewno  będę.  –  W  nagłym  odruchu  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i 

przytuliła się do niego. Łzy znów zaczęły napływać jej do oczu. Zakochałam się w 
nim, pomyślała. Mam kompletnego bzika na jego punkcie. 

Zwolniła uścisk i westchnęła głęboko. 

–  Tak,  jestem  zmęczona  –  powiedziała  słabym  głosem.  –  Ostatnio  nie 

sypiałam zbyt dobrze. 

To dlatego, że była taka głupia. Nie uświadamiała sobie, że… 

– Dobranoc, Maggie – usłyszała już z oddali. 

–  Dobranoc,  Galenie  –  odparła.  Z  sercem,  które  omal  nie  pękło,  tak 

przepełnione było miłością, patrzyła, jak wychodzi z pokoju. Potem rozebrała się, 
wsunęła pod ciepły wełniany koc i niemal natychmiast zapadła w głęboki sen. 

 

background image

 

Kiedy  się  obudziła,  było  już  zupełnie  jasno.  Zmrużyła  oczy.  Za  oknem, 

poprzez  gałęzie  dużego  drzewa,  dostrzegła  niebieskie  niebo.  Drzewo?  Jakie 
drzewo? Nie było przecież żadnego drzewa… 

Nagle przypomniała sobie wszystko. Z uśmiechem odwróciła się na plecy i 

przeciągnęła  z  radością.  Było  jej  tak  dobrze,  ciepło  i  była  tak  pogodna,  jakby 
płynęła  w  przestworzach  na  jakiejś  małej,  własnej  chmurce.  Ciekawe,  jak  długo 
spała?  Biedny  Galen.  Myśli  pewnie,  że  straciła  głowę.  Ale  to  nieprawda,  straciła 
tylko  serce.  I  w  dodatku  było  jej  z  tym  dobrze.  Zamknęła  oczy,  wspominając 
czułość,  z  jaką  Galen  wziął  ją  na  ręce,  i  krzepiącą  siłę,  która  promieniowała  od 
niego,  gdy  wnosił  ją  po  schodach  do  tego  pokoju.  Był  tak  bardzo  zmartwiony  jej 
stanem. Jemu chyba też na niej zależy, przynajmniej trochę. Kiedy zobaczył, że źle 
się czuje, skończył ze swoją złośliwością. 

Maggie usłyszała kroki na schodach i otworzyła oczy. Drzwi powoli uchyliły 

się i Galen zajrzał do środka. 

–  Cześć  –  powiedziała  Maggie,  uśmiechając  się  do  niego.  –  Właśnie  się 

obudziłam. 

Galen otworzył drzwi i wszedł do pokoju. 

– Czy jest już bardzo późno? – spytała. 

– Prawie południe – odpowiedział z uśmiechem. – Jesteś głodna? 

–  Wściekle  –  szybko  przytaknęła.  Miała  co  prawda  większy  apetyt  na 

pocałunki  niż  na  jedzenie,  ale  czuła,  że  Galen  nie  zamierza  wykorzystywać  tej 
sytuacji. 

– To dobry znak – powiedział Galen. – Ubierz się, a ja w tym czasie zejdę na 

dół i zabiorę się za śniadanie. Co powiesz na jajka na bekonie i świeże rogaliki z 
cynamonem? 

–  Cudownie  –  ucieszyła  się  Maggie.  –  Za  parę  minut  będę  gotowa  i  z 

przyjemnością ci pomogę. 

Zanim  Galen  wyszedł  z  pokoju,  spojrzała  na  swe  wczorajsze  ubranie, 

ułożone na krześle. Nie mogła przecież włożyć tego na siebie. 

– Zaczekaj! – zawołała. 

– Co takiego? – spytał ze zdziwieniem. 

background image

Maggie usiadła i wskazała na swą powabną czarną sukienkę. 

– Nie mogę włożyć tego rano. Czy nie masz dla mnie czegoś innego? 

Galen podrapał się w głowę. 

– Mój Boże, Maggie, nie wiem, czy… 

– Mam pomysł – przerwała mu. – Zostawię na sobie ten podkoszulek. A ty 

może znajdziesz jakieś spodnie od dresu? Najlepiej ze ściąganym paskiem? 

– Tak. – Odetchnął z ulgą. – To będzie wspaniały strój. Poczekaj. – Po chwili 

wrócił z szarymi dresowymi spodniami i rzucił je w jej kierunku. – Nie rozciągnij 
ich zanadto. 

– Jeśli tak się stanie, kupię ci nowe – obiecała Maggie ze śmiechem. 

Wzięła  szybko  prysznic  i  na  swą  ekskluzywną  bieliznę  nałożyła  wielki 

podkoszulek  i  wypchane  spodnie,  które,  przez  ściągnięte  na  dole  nogawki, 
wyglądały jak strój z haremu. Tak bardzo spieszyła się na dół, by pomóc Galenowi, 
że postanowiła nie tracić czasu na makijaż. Boso zbiegła ze schodów i, mijając po 
drodze salon i jadalnię, weszła do kuchni. 

– Ta dam! – odśpiewała, prezentując swe najlepsze figury z pokazów mody. 

Galen patrzył na nią z uśmiechem, wreszcie potrząsnął głową. 

–  Nie  wiem,  jak  ty  to  robisz,  ale  potrafisz  nawet  w  najgorszych  ciuchach 

wyglądać szykownie. Nie zimno ci w nogi? 

– Nie. Bez przerwy chodzę na bosaka  – odpowiedziała Maggie. – W czym 

mogę pomóc? 

– Wyjmij z lodówki masło i sok pomarańczowy – polecił Galen, zdejmując z 

patelni wielkie plastry bekonu. – Jajka będą gotowe w okamgnieniu. 

–  Czy  można  nalewać  kawę?  –  spytała  spoglądając  na  stojący  na  blacie 

ekspres. 

–  Gdyby  pani  była  tak  łaskawa…  –  Skłonił  się  w  jej  kierunku.  Maggie 

podeszła  z  dzbankiem  do  stołu  i  napełniła  filiżanki,  a  następnie  ustawiła  go  z 
powrotem na podgrzewaczu. Usiadła i, oparłszy się na łokciach, z zadowoleniem 
przyglądała się Galenowi. Co za mężczyzna. Byłaby najszczęśliwsza, gdyby mogła 
tak spędzić życie obserwując, jak przygotowuje śniadanie lub robić to samej, będąc 
obserwowaną przez niego. Gdyby tylko… 

background image

Westchnęła.  Gdyby  tylko  inne  sprawy,  które  tak  komplikują  jej  życie, 

zniknęły bez śladu. 

– Proszę bardzo – powiedział Galen, stawiając przed nią talerz z jajkami na 

bekonie. – Mam nadzieję, że tak przyrządzone będą ci smakowały. Zawsze robię je 
w ten sposób, z rozpędu zapomniałem cię spytać. 

–  Są  dokładnie  takie,  jakie  lubię  –  odparła  z  uśmiechem.  –  Wyglądają 

wspaniale. 

Przez  jakiś  czas  jedli  w  milczeniu,  które  przerwał  dopiero  cichy  gwizd 

Galena.  Kiedy  Maggie  spojrzała  na  niego,  uśmiechnął  się  i  wskazał  palcem  jej 
pusty talerz. 

– Zastanawiam się, jak ty to robisz, że jesteś taka szczupła? 

– Nie w ten sposób – wyjaśniła śmiejąc się. – To tylko tutaj tak się objadam. 

Od przyjazdu do domu przybyło mi chyba ze dwa kilo, ale nie dbam o to. Jestem 
już zmęczona ciągłą dietą. Lubię dobre jedzenie. 

– Zmęczona pracą modelki? – spytał Galen. 

Ton  jego  głosu  był  poważny.  Czyżby  miał  nadzieję,  że  tak?  Maggie 

zastanawiała się nad odpowiedzią. Ze wzrokiem utkwionym w rogalik, powoli i z 
wahaniem zaczęła mówić: 

– Trochę tak. Pierwsza fascynacja minęła. Na początku wszystko było takie 

nowe i ekscytujące, a teraz to już rutyna. Poza tym mam już dwadzieścia siedem 
lat.  Trzydziestka  nie  musi  oznaczać  końca  kariery,  ale  coraz  trudniej  mi  będzie 
konkurować z młodszymi  modelkami, a ja nie mam na to ochoty. Muszę znaleźć 
jakiś nowy, satysfakcjonujący pomysł na resztę życia. 

– Na przykład zamążpójście i założenie rodziny? – wtrącił Galen. 

Nagły  prąd  przeszył  Maggie  i  przyspieszył  bicie  jej  serca.  Zaczyna  się 

słowna szermierka, pomyślała. Żadne z nich nie mówiło tego, co naprawdę  miało 
na myśli. 

–  Chciałabym,  aby  i  na  to  znalazło  się  miejsce  w  mojej  przyszłości  – 

odpowiedziała siląc się na obojętność. 

Galen spuścił wzrok i przełknął kolejny łyk kawy. 

–  Z  przyjemnością  to  słyszę  –  powiedział  schrypniętym  głosem.  – 

Obawiałem  się,  że  zamierzasz  poświęcić  całe  życie  pozowaniu  i  błyszczeniu  u 

background image

boku Rogera Balfoura, aż do czasu, kiedy pewnego dnia ujrzałbym na okładce „Jak 
być kobietą dojrzałą” siwowłosą znajomą z dawnych lat. A więc Roger chce mieć 
rodzinę? – Uniósł pytająco brwi. 

Przygryzła wargi i spuściła wzrok. Dlaczego Galen postanowił zepsuć jej ten 

cudowny  poranek,  przywołując  temat  Rogera?  Jeśli zaś  chodzi  o  jego pytanie,  to 
tak naprawdę nigdy o tym z Rogerem nie rozmawiała. Nagle jednak uświadomiła 
sobie z całkowitą pewnością, że Roger byłby przeciwko dzieciom, a jeśli nawet nie, 
to  ona  nie  chciałaby  mieć  z  nim  dziecka.  Miłość  do  Galena  czyniła  to 
niemożliwym.  Czyniła  także  niemożliwym  poślubienie  Rogera.  Będzie  musiała 
wkrótce mu to powiedzieć. 

–  Przepraszam,  jeśli  to  zbyt  osobiste  pytanie  –  przerwał  jej  zamyślenie 

Galen. – Nie chciałem się wtrącać. 

– To nie to – odparła szybko. Wzruszyła ramionami i zrobiła obojętną minę. 

– Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Myślałam właśnie… – Ugryzła się w język. 

Czy powinna powiedzieć Galenowi, że nie zamierza wychodzić za Rogera? 

Ufała,  że  nikomu  tego  nie  powtórzy,  ale  jednocześnie  była  winna  Rogerowi 
przynajmniej tyle, żeby dowiedział się o tym pierwszy. 

– Myślałam, że… mam przed sobą ważne decyzje do podjęcia – dokończyła, 

wkładając do ust ostatni kawałek rogalika. 

–  Mhm…  –  mruknął  Galen.  –  To  z  tego  powodu  byłaś  wczoraj  taka 

zmartwiona? Mówiłaś, że jesteś rozstrojona. 

– Myślę, że w pewnym sensie tak – wyznała Maggie. Nie myślała wówczas 

o  tym,  ale  przecież  owo  rozchwianie  towarzyszyło  jej  od  samego  przyjazdu  do 
domu.  – Martwię się  też  o  Bruce'a. Z trudem  rozpoznaję  w nim  mojego dawnego 
brata.  I  –  uśmiechnęła  się  z  przymusem  –  naprawdę  fatalnie  bawiłam  się  na  jego 
przyjęciu. Miałam ochotę się rozerwać, ale nic z tego nie wyszło. 

– Znam takie przyjęcia – powiedział Galen z uśmiechem. 

Z podjazdu dotarł do nich dźwięk klaksonu. 

– To pewnie twój samochód wraca z warsztatu. Nie było zapasowego koła, a 

opony były w takim stanie, że kazałem wziąć go na hol i wymienić je wszystkie. 
Powinienem był zwrócić na nie uwagę, gdy odwiedziłem twoich rodziców. 

– Ja też powinnam była to zauważyć – powiedziała Maggie. Uśmiechnęła się 

figlarnie i dodała: – Ale szczerze mówiąc nie żałuję tej złapanej gumy. 

background image

– Ja też – odparł z powagą – ale gdyby zdarzyło ci się to w szczerym polu, 

żałowałabyś bardzo. Mogłaś mieć fatalny wypadek. 

– To prawda – przyznała. Teraz, kiedy samochód był gotów, mogłaby wrócić 

do Spring Mountain, ale zupełnie nie miała na to ochoty. 

–  Powinnam  już  jechać,  ale  może  najpierw  pomogę  ci  sprzątnąć  po 

śniadaniu? – spytała z nadzieją. 

– Byłbym ci bardzo wdzięczny – powiedział Galen. 

Napełnił wodą połowę zlewu i podał Maggie ścierkę do naczyń. Pracowali w 

ciszy, ramię w ramię. Maggie była tak przejęta jego bliskością, że bała się o talerze 
trzymane w drżących rękach. Kiedy wytarła ostatni, powiesiła ścierkę i zwróciła się 
do Galena: 

– To chyba już wszystko. 

– Chyba tak. – Wpatrywał się w nią natarczywie, a mała zmarszczka między 

ciemnymi brwiami nadawała jego twarzy zmartwiony wyraz. 

–  Czy  coś  się  stało?  –  spytała  Maggie.  Czy  to  możliwe,  żeby  on  też  nie 

chciał, by już poszła? 

– Mam nadzieję, że nie. – Zaczerpnął powietrza. 

– Myślałem tylko, czy powinienem się ośmielić i raz jeszcze zaproponować 

ci wyprawę w góry. Jest taki piękny dzień i… 

Maggie uświadomiła sobie nagle, że wstrzymuje oddech, a serce bije jej jak 

oszalałe. 

– Z przyjemnością – powiedziała i spojrzała w dół. – Mój Boże, mogłabym 

wystraszyć ludzi swoim wyglądem. 

–  W  centrum  handlowym  jest  sklep  z  przecenionymi  ubraniami  – 

zasugerował Galen. – Nic specjalnego, ale mogłabyś tam znaleźć coś dla siebie. Ja 
muszę wstąpić do spożywczego po jedzenie, które zawieziemy, i po jakieś zabawki 
dla dzieci. 

–  Włożę  tylko  buty  –  powiedziała  nie  tracąc  czasu.  –  Mam  nadzieję,  że 

wpuszczą mnie do sklepu. 

Wkrótce potem Maggie kupiła dżinsy, niebieski sweter i cienką marynarkę, a 

także  skarpetki  i  tenisówki.  Galen  kupił  dwie  wielkie  torby  jedzenia  i  drobne 

background image

zabawki dla dzieci w różnym wieku. 

– Czy to wszystko dla jednej rodziny? – spytała, gdy wyruszyli. 

Galen przytaknął z powagą. 

–  Nazywają  się  Bryant.  John  od  paru  lat  jest  bezrobotny.  Był  kierowcą 

ciężarówki w kopalni, którą zlikwidowano. Żona, Susan, jest bardzo miłą osóbką, 
ale  teraz  jest  bardzo  załamana.  Z  trudem  udaje  im  się  wyżywić  i  ubrać  czwórkę 
dzieci,  a  także  utrzymać  samochód,  którym  parę  razy  w  miesiącu  wożą  dwoje  z 
nich do szpitala. Najmłodsze ma wadę serca, a najstarsze – tu przerwał i skrzywił 
się – to urocza dziewczynka chora na białaczkę. Była w remisji, ale mniej więcej 
od miesiąca jest znowu na chemioterapii, z raczej beznadziejnym rokowaniem. 

– Jakie to straszne. – Maggie była wzburzona. – To nie jest w porządku, że w 

tak bogatym kraju nie jesteśmy w stanie zapewnić takim ludziom należytej opieki. 

– Są ludzie – powiedział ochryple Galen – którzy uważają, że to nie jest w 

porządku, że Bryantowie i im podobni mają aż czworo dzieci i obarczają nimi nas 
wszystkich  jako  społeczeństwo.  Radzili  sobie  całkiem  dobrze,  dopóki  John  nie 
stracił  pracy.  Wtedy,  w  ciągu  niespełna  roku,  posypało  się:  narodziny  chorego 
dziecka, diagnoza białaczki u Carrie. Toksykolodzy i prokurator byli zgodni co do 
tego,  że  oba  nieszczęścia  mogły  być  spowodowane  ogromną  ilością  trujących 
odpadów, jaka spada na ich ziemię. Niestety, nie sposób tego dowieść, więc ciągle 
czekają cierpliwie, aż sprawiedliwość dosięgnie koncernu Balfour. 

Maggie  wyglądała  przez  okno.  Ze  sposobu,  w  jaki  Galen  powiedział:  „Są 

ludzie,  którzy”,  wyczuła,  że  zaliczał  do  nich  Rogera  Balfoura.  Chciałaby  móc 
wierzyć,  że  Roger  nie  myśli  w  ten  sposób,  ale  nie  udawało  jej  się  to.  Poczuła 
przygnębienie. Nad sprawami takimi jak ta nie należało się zastanawiać, należało 
działać  i  powinna  to  wiedzieć  już  dawno.  Nic  dziwnego,  że  Galen  wątpił  w 
szczerość jej intencji. 

Końcowy odcinek drogi był wąziutką alejką, słabo widoczną na zboczu góry. 

Zamykała ją mała chatka, z której wyskoczył im na powitanie chudy ogar, a kilka 
gdaczących  kur  uciekło  w  stronę  rachitycznego  kurnika.  Dwaj  mali  chłopcy 
podbiegli do nich. 

– Ty weź zabawki – powiedział Galen do Maggie. – Myślę, że poznasz, która 

jest dla kogo. 

Wysiadł  i  pochylił  się,  ściskając  chłopców,  którzy  wołali:  „Cześć,  Galen!” 

Po ich szerokich uśmiechach Maggie zorientowała się, że był tu wyczekiwanym i 

background image

kochanym  przyjacielem.  W  chwilę  później  pojawił  się  szczupły  mężczyzna  i 
kobieta trzymająca na rękach niemowlę. Za nimi podążało kolejne dziecko. 

Na widok małej dziewczynki serce Maggie ścisnęło się z bólu. Była pięknym 

dzieckiem  z  dużymi,  promiennymi  oczami  i  radosnym  uśmiechem,  ale  jej  skóra 
była przezroczyście blada, a głowa kompletnie łysa na skutek chemioterapii. 

– Przyprowadziłem wam nową przyjaciółkę – powiedział Galen do dzieci. – 

To jest Maggie Preston. Maggie, poznaj Carrie i Johnny'ego, i Jeffa. Ten dzidziuś 
to Sara. A rodzice to John i Susan Bryant. 

–  Czołem  wszystkim  –  powiedziała  Maggie,  uśmiechając  się  do  całej 

rodziny, która niemal równocześnie odparła: 

– Miło nam cię poznać. 

Galen  i  John  zanieśli  zakupy  do  domku,  a  Maggie  podążała  za  nimi, 

zachwycając  się  niemowlęciem  i  niosąc  torbę  z  zabawkami.  Dwa  metalowe 
traktory  rozdzieliła  między  chłopców,  pluszowego  królika  dała  niemowlęciu,  a 
zestaw  naczyń  dla  lalek  wręczyła  Carrie.  Chłopcy  powiedzieli  grzecznie: 
„Dziękuję”, natomiast Carrie wykrzyknęła z entuzjazmem: 

– Pamiętał! Powiedziałam Galenowi, że moja lalka nie ma żadnych naczyń – 

wyjaśniła  zwracając  się  do  Maggie.  –  Teraz  mogę  jej  urządzać  prawdziwe 
przyjęcia. Chciałabyś zobaczyć moją lalkę? 

–  Bardzo  –  powiedziała  Maggie,  a  Carrie  odbiegła  szybko.  Maggie 

zauważyła  spojrzenie  matki  skierowane  na  dziewczynkę,  najsmutniejsze 
spojrzenie,  jakie  kiedykolwiek  widziała, i  poczuła,  jak  łzy  napływają  jej  do  oczu. 
Jak  ona  może  to  znieść?  –  zastanawiała  się.  Przełknęła  łzy  i  z  wysiłkiem 
uśmiechnęła  się  szeroko,  kiedy  Carrie  wróciła  z  ukochaną  lalką,  całą  w  jasnych 
lokach. 

– Galen dał mi ją na urodziny – oświadczyła dumnie Carrie, wyciągając lalkę 

w stronę Maggie. – Mama uszyła dla niej szlafroczek i płaszcz. 

–  Jest  piękna.  –  Maggie  wzięła  lalkę  do  ręki  tak,  jak  bierze  się  prawdziwe 

dziecko. – To chyba najpiękniejsza lalka, jaką widziałam. Jak ma na imię? 

– Gale – odparła nieśmiało Carrie. – Nazwałam ją tak na cześć Galena, bo on 

jest taki dobry. 

–  Taki  jest  –  przytaknęła  Maggie.  To  mało  powiedziane,  że  jest  dobry.  To 

prawdopodobnie  najmilszy,  najwrażliwszy  człowiek,  jakiego  znała.  Zastanawiała 

background image

się, jak wielu jeszcze rodzinom pomaga w ten sposób. 

Zostali  jeszcze  prawie  godzinę,  rozmawiając  ze  wszystkimi.  Chłopcy 

wspinali  się  na  Galena  jak  na  ukochanego  wujka.  Maggie  trzymała  na  kolanach 
niemowlę,  a  stojąca  obok  Carrie  dotykała  z  zazdrością  jej  bujnych  włosów, 
obiecując sobie głośno, że jeśli jej własne kiedykolwiek odrosną, będą wyglądały 
dokładnie tak samo. Kiedy odjeżdżali, wszyscy wyszli na drogę, by ich pożegnać. 

– Przyjedziesz jeszcze kiedyś? – Carrie zwróciła się do Maggie. 

–  Tak,  przyjadę  –  obiecała  dziewczyna.  –  Co  chciałabyś  dostać  następnym 

razem? Coś specjalnego? 

– Nie – odparła Carrie żarliwie. – Chciałabym po prostu być tutaj. 

Tym razem Maggie nie była w stanie powstrzymać łez, które wypełniły jej 

oczy. Co, na Boga, można na to odpowiedzieć? Uklękła i wzięła dziewczynkę w 
ramiona, mocno ją przytulając. 

Wsiadła do samochodu, uśmiechając się i machając, ale łzy nie przestawały 

spływać po jej policzkach. Kiedy znaleźli się poza zasięgiem wzroku gospodarzy, 
Galen zatrzymał samochód. 

– Dobrze się czujesz? – spytał, kładąc rękę na dłoni Maggie. 

Maggie pokręciła przecząco głową. 

– Nie – powiedziała schrypniętym głosem – i nie chcę czuć się dobrze. Nie 

zamierzam tego nigdy zapomnieć. Jak wiele jeszcze jest takich jak Carrie? 

Podniosła  wzrok  na  Galena  i  ze  zdziwieniem  przyjęła  jego  promienny 

uśmiech.  Pospiesznie  pochylił  się,  całując  jej  usta  z  taką  słodyczą,  że  Maggie,  z 
sercem przepełnionym miłością, patrzyła na niego w zdumieniu. 

– To jest Maggie Preston, jaką kiedyś znałem – powiedział ze wzruszeniem. 

Odchylił się do tyłu i włączył silnik. 

– Chciałabyś zobaczyć naprawdę piękny, mały wodospad? 

– Tak, chciałabym. Czy to gdzieś blisko? 

–  Niedaleko  –  odparł  Galen.  –  Odkryłem  go,  gdy  jechałem  do  Bryantów 

pierwszy raz i zabłądziłem. 

Na  skrzyżowaniu,  tuż  przed  chwiejącym  się  mostkiem,  skręcili  w  drogę 

background image

szerokości  zaledwie  dwóch  małych  ciężarówek.  Ostro  wspinała  się  w  górę,  a 
kończyła się w miejscu zewsząd otoczonym drzewami. 

–  Jesteśmy  na  miejscu.  Jeszcze  tylko  króciutka  wspinaczka  w  górę  – 

beztrosko oświadczył Galen. 

–  Powiedziałabym,  że  musiałeś  wtedy  nieźle  pobłądzić  –  rzuciła  Maggie 

wysiadając z samochodu. 

Galen roześmiał się. 

– Chodź już. – Ujął ją za rękę. 

Ścieżka,  którą  szli,  była  tak  wąska,  że  z  trudem  mogli  iść  obok  siebie,  ale 

Maggie wolała pochylać się pod najniższymi gałęziami, byle być blisko niego, 

– Czy jesteś pewien, że wiesz, dokąd idziemy? – spytała, kiedy musieli się 

zatrzymać, by wyplątać gałąź z jej włosów. 

– Całkowicie – powiedział Galen. – Słyszę już szum wody. A ty? 

Maggie wsłuchała się z uwagą. 

– Rzeczywiście. 

Z  trudem  mogła  usłyszeć  cokolwiek  poza  głośnym,  pełnym  oczekiwania 

biciem  własnego  serca.  Galen  prowadził  ją  do  szczególnego  miejsca  i  może  na 
końcu tej drogi spotka ją coś bardziej niezwykłego niż wodospad. 

Jeszcze parę kroków i dotarli na skalny występ, niewidoczny zza zarośli do 

momentu, kiedy się już na nim znaleźli. Szare,  pokryte mchem i porostami skały 
tworzyły małe, szerokie zaledwie na trzy metry zagłębienie w kształcie litery U, do 
którego wpadał strumyczek, tworząc tam  małe jeziorko. Otaczał ich ostry zapach 
lasu,  unoszący  się  delikatnie  w  ciepłym  wiosennym  powietrzu.  Wpadające  zza 
drzew  promienie  słońca  tworzyły  na  wodzie  małe  świecące  tęcze,  otoczone 
mgiełką. Niżej, nad dolinką, ujrzeli szkarłatną sylwetkę przelatującego kardynała. 
Gdzieś wyżej, w górach, dało się słyszeć ochrypłe krakanie wrony, po czym znów 
zapanowała cisza, zakłócona jedynie szumem wodospadu. 

– Jest piękny – powiedziała cicho Maggie. 

– Jest tu jeszcze piękniej, gdy zakwitają wiosenne kwiaty – odparł Galen. – 

Najpierw pięciornik, potem przylaszczki i lilie, w końcu rododendrony. Musimy tu 
wtedy wrócić. 

background image

Galen doszedł do końca krawędzi i usiadł, pomagając Maggie usadowić się 

obok. Otoczył ją ramieniem i przyciągnął do siebie. 

– Zawsze przychodzę tutaj po wizycie u Bryantów – powiedział. – Pomaga 

mi  to  nabrać  dystansu  i  zdać  sobie  sprawę,  że  nie  jestem  w  stanie  rozwiązać 
wszystkich problemów tego świata i że ze mną czy bez, będzie się on toczył dalej. 

Spojrzał na Maggie. 

–  To dla  mnie  bardzo  ważne być  tu  z tobą.  Nie  wiem,  czy  zdajesz  sobie z 

tego  sprawę,  ale  po  moim  wypadku  to  właśnie  ty  pomogłaś  mi  w  zdobyciu 
dystansu. Nie sądzę, abym bez ciebie dał sobie wtedy radę. 

– Och, Galenie – wyszeptała Maggie, czując łzy w oczach, i położyła rękę na 

jego  policzku.  –  To  najpiękniejsza  rzecz,  jaką  kiedykolwiek  usłyszałam  od 
drugiego człowieka. 

Wstrzymała  oddech,  widząc  jaskrawe  błyski,  migające  głęboko  w 

przepastnych  szarych  oczach  Galena.  Poczekała,  aż  jego  oczy  powędrują  w  dół  i 
spoczną na jej ustach. Wtedy objęła ręką jego szyję, przyciągając go delikatnie do 
siebie. Ich usta spotkały się, a Maggie poczuła bezmiar szczęścia wypełniającego 
jej  serce.  Kiedy  Galen  przedłużał  pocałunek,  Maggie  poddała  się  silnemu 
uściskowi jego ramion. Potrzebowała go, pragnęła bardziej niż, jak dotąd sądziła, 
można  pragnąć  mężczyzny.  Westchnęła  z  rozmarzeniem  i  wtulona  w  jego  ramię 
położyła  się  na  miękkim  dywanie  z  mchu.  Nad  nimi,  na  bezchmurnym  niebie, 
krążył niedbale jastrząb. Spojrzała na Galena i uśmiechnęła się. 

– Znowu cudownie, prawda? – wymamrotał, delikatnie całując jej usta. 

– Mhm… – Jak zaczarowana chłonęła miękkość jego spojrzenia. Tak bardzo 

chciała przywrzeć do niego mocniej, pokazać mu jeszcze wyraźniej, jak bardzo go 
pragnie,  ale  bała się  poruszyć  w  obawie, że  czar pryśnie.  Niech  Galen  prowadzi, 
ona posłusznie podąży za nim. 

Powiódł palcem po jej podbródku i pieszczotliwie pogładził dłonią policzek. 

– Powinniśmy wracać – powiedział z uśmiechem, odsuwając się. – Robi się 

późno. 

Maggie wstała posłusznie i poszła za Galenem do samochodu. Gdyby tylko 

mogła  zrozumieć,  co  on  wyprawia,  pomyślała.  Zdawało  się,  że  ma  jakiś  własny 
scenariusz, który z całym przekonaniem realizuje. Tylko jaka jest w tym wszystkim 
jej rola? 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Lampy uliczne zapalały się już, gdy Maggie i Galen dotarli do jego domu. 

–  Zadzwonię  lepiej  do  rodziców,  że  spóźnię  się  na  kolację  –  powiedziała 

Maggie. – To był cudowny dzień. Nie wiem, jak podziękować ci za… wszystko. – 
Uśmiechnęła się. – Może najlepszym sposobem będzie prosić cię o wybaczenie, że 
z takim trudem zrozumiałam swoją głupotę. 

– Nigdy nie pomyślałem, że jesteś głupia – powiedział Galen. – Może trochę 

niepewna, zagubiona, ale na pewno nie głupia. 

Otworzył boczne drzwi domu i puścił Maggie przodem. 

–  Może  zamówimy  jakieś  chińskie  jedzenie  –  zaproponował,  widząc,  jak 

Maggie sięga po telefon. – Nie wiem, jak ty, aleja umieram z głodu. Długo nic nie 
jedliśmy, a zanim dotrzesz do domu, minie jeszcze sporo czasu. 

– To byłoby wspaniale – odparła szybko, czując ogarniającą ją falę ciepła na 

myśl, że Galen także nie chciałby się jeszcze rozstawać. 

–  Puść  mnie  do  telefonu.  Zadzwonię  tam  gdzie  zwykle.  Najlepsze 

szanghajskie dania. – Uniósł rękę, by podnieść słuchawkę, gdy telefon zadzwonił. 

–  Halo?  –  W  długiej  ciszy,  która  zapadła,  Maggie  obserwowała  Galena  i 

widziała,  jak  zaciskają  się  jego  usta,  tworząc  teraz  wąską  linię.  Podniósł  notes, 
szybko coś zapisał, po czym schował go do kieszeni. 

– Zrozumiałem – powiedział konspiracyjnie i odłożył słuchawkę. Westchnął 

głęboko, wyraźnie usiłując zapanować nad wzburzeniem. 

–  Coś  nagle  wynikło  –  oznajmił,  a  Maggie  obserwując  jego  rozbiegany 

wzrok domyśliła się, że to coś bardzo ważnego. 

–  Będę  musiał  wyjść  za  jakieś  piętnaście  minut.  Przykro  mi.  Napijemy  się 

jeszcze kawy? 

– Dobrze – zgodziła się. 

Patrzyła, jak Gałen nalewa resztki porannej kawy i podgrzewa je w kuchence 

mikrofalowej. 

– Czy to często się zdarza? – spytała. – Być tak wzywanym w środku nocy 

background image

jak Perry Mason na tropie? 

– Nie, przynajmniej nie tak często, żeby zrobić z tego serial telewizyjny. 

Postawił przed  Maggie  filiżankę  i  zaczął podgrzewać następną.  Był  bardzo 

zdenerwowany. 

– To niebezpieczne, prawda? – spytała. 

–  Raczej  nie  –  odparł  Galen.  Stał,  czekając  na  dzwonek  kuchenki,  wyjął  z 

niej swoją kawę i usiadł obok Maggie. 

– Jest mi naprawdę przykro, że nie możemy zjeść razem kolacji – sięgnął po 

jej  rękę  i  uścisnął  ją  –  ale  zrobimy  to  następnym  razem,  kiedy  przyjedziesz  do 
domu. Obawiam się, że przez cały tydzień będę zajęty. 

– Nawet wieczorami? – spytała z żalem. – Nigdy nie odpoczywasz? 

Galen uśmiechnął się. 

– Nie pracuję całymi nocami, ale po pracy zdecydowanie nie nadaję się na 

kompana. Wolałbym nie narażać cię na spotkanie z wyczerpanym, a więc złym jak 
wściekły pies człowiekiem. Poza tym pracuję nad czymś, o czym nie mogę przez 
jakiś czas z nikim rozmawiać. 

–  Nad  czymś,  co  ma  związek  ze  sprawą  przeciwko  Balfourowi?  – 

zaryzykowała Maggie. 

–  Wybacz,  ale  nie  mogę  odpowiedzieć  –  odparł,  wzruszając  ramionami.  – 

Jak myślisz, kiedy znów przyjedziesz do domu? 

–  Jeszcze  nie  wiem.  –  Maggie  przygryzła  wargi  i  spuściła  wzrok.  Boże, 

dlaczego  jeszcze  mu  nie  powiedziała,  że  zdecydowała  się  nie  wychodzić  za 
Rogera! Gdyby o tym wiedział, jego postawa mogłaby być zupełnie inna. Jak dać 
mu chociaż znak? 

– Ja… Przyszły miesiąc mam bardzo zajęty – powiedziała wolno – ale potem 

być może zdecyduję się wrócić do domu na stałe. 

Spojrzała na Galena, licząc, że jego twarz rozjaśni się uśmiechem. Wyglądał 

jednak na zmartwionego. 

– Lepiej dokładnie się nad tym zastanów – powiedział z powagą. – W końcu 

włożyłaś w swoją karierę tak wiele, a cokolwiek byś robiła w Zachodniej Wirginii, 
musisz  liczyć  się  ze  znacznie  mniejszymi  zarobkami.  Nie  mówiąc  już  o  tym,  że 

background image

ominie cię tu cały blask i splendor. 

Zaskoczona Maggie musiała odwrócić głowę, by Galen nie ujrzał, jak bardzo 

zraniły ją te słowa. Czyżby naprawdę myślał, że jedyne, co ją interesuje, to kariera? 
A może chciał jej dać do zrozumienia, że na nic więcej nie może liczyć? 

–  Nie  martw  się  –  odpowiedziała  przez  zaciśnięte  zęby.  –  Nie  podejmę 

żadnej pochopnej decyzji. A poza tym, jeśli wrócę, to z takim zabezpieczeniem, że 
z pewnością nie będę głodować. 

–  Cieszę  się,  że  dobrze  gospodarujesz  swoimi  pieniędzmi.  –  Spojrzał  na 

zegarek i wstał szybko. – Muszę już iść. Jedź ostrożnie. Będę w kontakcie z twoimi 
rodzicami. Poinformują mnie, kiedy znów przyjeżdżasz. 

– Jak wiesz, ja także mam telefon – powiedziała Maggie, zatrzymując się w 

drzwiach. – Mogę sama do ciebie zadzwonić. 

Galen potrząsnął głową. 

–  Nie  rób  tego.  Mój  telefon  może  być  na  podsłuchu.  Nie  byłoby  dobrze, 

gdybyśmy się komunikowali. 

– Nie rozumiem – zdziwiła się Maggie, schodząc za Galenem po schodkach 

wiodących na podjazd. – Kto miałby to zrobić? Przecież to nielegalne, prawda? 

– Tak, ale niektórych to nie powstrzymuje. – Odwrócił się i położył jej ręce 

na  ramionach.  –  Broń  Boże  nie  wspominaj  nikomu,  że  ci  o  tym  powiedziałem, 
dobrze? –  Kiedy  Maggie przytaknęła, uśmiechnął  się nagle. –  Tak  mi  przykro, że 
ten  wspaniały  dzień  musiał  się  tak  zakończyć.  Nie  martw  się.  To  nie  jest  żadna 
sprawa o morderstwo. Po prostu jestem bardzo ostrożny. – Pochylił się i pocałował 
ją pospiesznie. – Trzymaj się, Maggie – powiedział cicho i szybko poszedł w stronę 
samochodu. 

Popatrzyła,  jak  cofa  go  i  rusza  z  piskiem  opon.  Wróciła  do  domu,  aby 

poskładać swoje rzeczy, a następnie wsiadła do wozu rodziców i ruszyła w długą 
drogę  do  Spring  Mountain.  Poczuła  się  nagle  bardzo  zmęczona  i  przygnębiona. 
Galen  nie  okazał  entuzjazmu  wobec  jej  pomysłu  powrotu  do  domu  na  stałe. 
Sądziła, że ucieszy się z jej planów. Może to tylko dlatego, że nie był pewien, jak 
silne są jej więzi z Rogerem Balfourem? Może myślał, że po powrocie do Nowego 
Jorku zmieni zdanie i chciał oszczędzić sobie samemu rozczarowania? 

– Mam nadzieję, że to o to chodzi – wymamrotała Maggie. O wiele bardziej 

wolałaby,  żeby  zadeklarował  się  jako  adorator  i  włączył  się  do  walki  o  nią,  jak 
dawny  rycerz,  gotów  na  wszystko,  byle  zdobyć  swą  wybrankę.  Tymczasem  on 

background image

nawet nie chciał rozmawiać z nią przez telefon. Sugestia, że telefon może być na 
podsłuchu,  była  tylko  bezsensowną  wymówką.  Jaki  kryminalista,  gotów  na 
nielegalną instalację podsłuchu, dbałby o to, że od czasu do czasu Galen rozmawia 
z nią. Chyba że, wzdrygnęła się na tę myśl, Roger lub któryś z jego wspólników 
stosuje  takie  metody.  Czy  to  możliwe,  że  tak  mało  znała  Rogera?  Czy  Galen 
znalazł  się  w  prawdziwym  niebezpieczeństwie?  Gdyby  cokolwiek  zdarzyło  się 
Galenowi i okazałoby się, że Roger maczał w tym palce… 

Kiedy  dotarła  do  Spring  Mountain,  zastała  matkę  z  niepokojem  czekającą 

przy drzwiach. 

– Dzięki Bogu – powiedziała. – Gdzieś ty była? Próbowałam dodzwonić się 

do  Galena  po  południu,  ale  telefon  milczał.  Godzinę  temu  spróbowałam  jeszcze 
raz. Zadzwoniłam nawet do Bruce'a w nadziei, że może wróciłaś do niego. 

Maggie poczuła nagły ucisk w żołądku. 

– Nie powiedziałaś chyba Bruce'owi, że spędziłam noc u Galena? – spytała 

ostro. 

– No, przecież musiałam – broniła się matka. – Musiałam wyjaśnić, dlaczego 

bałam się o ciebie. Co robiliście z Galenem przez cały dzień? 

– Rozmawialiśmy – odparła Maggie, nakładając jedzenie na talerz. 

– Niezbyt wyczerpująca odpowiedź – powiedziała matka siadając przy stole 

naprzeciwko Maggie i obserwując ją podejrzliwie. 

– Mamo, nie mam zamiaru tego z tobą omawiać. Koniec i kropka. – Maggie 

z trudem powstrzymała irytację. 

Kiedy w jakiś czas później zajęli się z ojcem grą w karty, zadzwonił telefon i 

pani Preston zawołała z kuchni: 

– Maggie! Bruce chce z tobą rozmawiać. 

Maggie wstała z westchnieniem i podeszła do telefonu. 

– Cześć, Bruce – powiedziała. – O co chodzi? 

– O co chodzi?! – usłyszała pełen furii głos Bruce'a. 

–  Co  ty,  do  licha,  sobie  myślisz  spędzając  dzień  i  noc  z  Galenem 

Kendrickiem? Czy  masz pojecie, w jakiej znajdziesz się sytuacji, gdy Roger się o 
tym dowie? 

background image

Maggie z wysiłkiem zapanowała nad sobą. 

– Bruce, jeśli o to ci chodzi, to nie spałam z Galenem, a poza tym nie mam 

pojęcia,  o  czym  ty  mówisz.  Nie  widzę  powodu,  żeby  Roger  miał  się  o  tym 
dowiedzieć. Chyba że ty mu powiesz. Zamierzasz to zrobić? 

–  Oczywiście,  że  nie!  –  żachnął  się  Bruce.  –  Ale  nigdy  nie  wiadomo,  czy 

ktoś nie widział cię z Kendrickiem. Przy okazji, gdzie byliście? 

–  To  nie  twój  interes  –  zmroziła  go  Maggie.  –  Nie  podoba  mi  się  to 

przesłuchanie i nie zamierzam temu ulegać. Myślę, że nadszedł już czas, abyśmy 
poważnie porozmawiali. Zjedzmy razem lunch któregoś dnia w tym tygodniu. 

– Dobrze, ale myślę, że to tobie należy się nauczka – powiedział Bruce. – W 

pobliżu  fabryki  jest  cicha  knajpka  o  nazwie  Red  Duck.  To  powinno  być  dobre 
miejsce. Zarezerwuję stolik. Wtorek ci odpowiada? 

– Tak. 

– W porządku, do zobaczenia. W tym czasie trzymaj się z dala od Galena. 

– Bruce? – powiedziała Maggie cicho. 

– Co? 

– Odczep się! – krzyknęła i rzuciła słuchawkę. 

 

 

Do wtorku, kiedy przypadało spotkanie z Bruce'em, Maggie zdołała się nieco 

uspokoić,  ale  nadal,  gdy  tylko  przypominała  sobie  jego  pouczające  wskazówki, 
wpadała  w  złość.  Pogoda  poprawiła  się  i  Maggie  miała  na  sobie  dopasowany 
beżowy kostium, a pod spodem czarny golf. Zrezygnowała z biżuterii. 

– O, nareszcie jesteś – powiedziała zniecierpliwiona, gdy nadszedł Bruce. – 

Spóźniłeś się. 

– Tylko parę minut. – Bruce spojrzał na zegarek. – Wyglądasz, jakbyś miała 

fatalny nastrój. 

– Bo mam – powiedziała. – Lepiej uważaj. 

Z zadowoleniem zauważyła, że Bruce patrzy na nią z pewnym niepokojem. 

Jak widać, mała siostrzyczka nadal potrafi wprawić go w stan zakłopotania. Mimo 

background image

że Bruce był o trzy lata starszy, zawsze była bardziej błyskotliwa i często udawało 
jej się zapędzać go w kozi róg. 

Kelnerka poprowadziła ich do stolika w kącie restauracji. 

– Czy podać jakiś alkohol? – spytała. 

– Nie, dziękuję – odparła Maggie. 

– Szkocką z lodem – powiedział Bruce, nie zwracając uwagi na Maggie. 

–  To dla odwagi,  czy  też  zawsze  pijasz w  porze lunchu?  –  spytała  Maggie 

ozięble. 

– Posłuchaj, jeżeli zamierzasz się kłócić… 

– Niekoniecznie – przerwała mu – ale jeśli już, to ośmielę się przypomnieć, 

że  to  ty  zacząłeś.  W  każdym  razie  nie  przyszłam  po  to,  żeby  omawiać  moje 
stosunki z Galenem, Rogerem lub kimkolwiek innym. To nie jest twoja sprawa. 

– Akurat – odparł Bruce, pociągając głęboki łyk alkoholu, który właśnie mu 

podano. – Nie zamierzam patrzeć, jak moja jedyna siostra się ośmiesza. 

Maggie przyjrzała mu się spod przymkniętych powiek. 

–  Mam  wątpliwości,  czy  ty  rzeczywiście  troszczysz  się  o  moją  reputację  i 

moje szczęście. Kiedy tak zastanawiam się, jakim cudem stać cię na to luksusowe 
mieszkanie i samochód, zaczynam dochodzić do wniosku, że to raczej utrzymanie 
tych dóbr jest twoją główną troską. 

Trafiłam w dziesiątkę, pomyślała z triumfem. Bruce nie miał nawet odwagi 

spojrzeć jej w twarz. Kiedy stało się jasne, że nic nie odpowie, dodała: 

– Bruce, jeżeli masz problemy, chciałabym, żebyś mi o tym powiedział. Ja 

naprawdę  jestem  dość  bogata.  Zgodnie  z  radą  Rogera  poczyniłam  pewne 
inwestycje,  ale  nie  opierałam  się  tylko  na  jego  zdaniu,  a  od  niego  nie  wzięłam 
nigdy grosza. To, co posiadam, jest wyłącznie moje. 

Bruce zacisnął usta. 

–  Problem  leży  głębiej,  Maggie,  ale  nie  mogę  o  tym  mówić.  Mogę  tylko 

powiedzieć,  że  chcę,  abyś  kontynuowała  ten  związek  i  pozwoliła  kupić  sobie 
pierścionek zaręczynowy. Nie niszcz tego. 

–  A  jeśli  zdecyduję  inaczej?  –  spytała  Maggie,  przyglądając  się  bratu  z 

uwagą. Na te słowa zbladł, a w jego oczach pojawił się prawdziwy lęk. 

background image

– Myślisz o zmianie decyzji? – spytał zduszonym głosem. 

–  Bruce,  nigdy  niczego  mu  nie  obiecywałam  –  odparła  Maggie.  –  A  jeśli 

chodzi  o  moją  przyszłość,  to  jest  to  wyłącznie  moja  sprawa.  Radziłabym  ci  tak 
poukładać  swoje  sprawy,  abyś  nie  był  zależny  ode  mnie.  Nie  masz  prawa  żądać, 
abym poświęciła resztę mojego życia po to, by twoje przebiegało pomyślnie. 

Bruce wydął usta i zaprzeczył ruchem głowy. 

– Nic nie rozumiesz, Maggie – powiedział – ale sądzę, że masz rację. 

Kelnerka  przyniosła  lunch,  ale  Maggie  po  raz  pierwszy  od  wielu  dni  nie 

miała  apetytu.  Wyraz  przestrachu  na  twarzy  Bruce'a  zaniepokoił  ją  nie  na  żarty. 
Jakiego haka miał na niego Roger i dlaczego tak wiele zależało od jej małżeństwa z 
nim? Pomyślała, że wkrótce się dowie. Jak tylko spotka się z Rogerem, powie mu, 
że nie zamierza za niego wyjść. 

Udało jej się zjeść trochę sałatki z krewetek, natomiast Bruce swojej nawet 

nie tknął, wypił natomiast następną szkocką. 

– Bruce – powiedziała sięgając nad stołem i dotykając jego ręki – naprawdę 

martwię się o ciebie. Czy nie zdajesz sobie sprawy, że te wszystkie piękne rzeczy, 
którymi  się  otaczasz,  nie  mają  żadnego  znaczenia,  jeśli  nie  towarzyszy  temu 
poczucie  szczęścia?  Czy  nie  lepiej  by  było  zrzucić  ciężar  z  serca  i,  jeśli  trzeba, 
pozbierać manatki i zacząć wszystko choćby od zera? 

Bruce spojrzał na szczupłą dłoń Maggie i gwałtownie zabrał swą rękę. 

– Nie, nie byłoby lepiej – powiedział. 

– Ale dlaczego? 

–  Myślę,  że  wkrótce  się  dowiesz  –  odparł  Bruce.  Spojrzał  na  Maggie 

zamglonym wzrokiem i potrząsnął głową. – Proszę cię tylko, cokolwiek się stanie, 
abyś nie zaczęła mnie nienawidzić. 

–  Nigdy  nie  mogłabym  cię  znienawidzić  –  powiedziała  Maggie,  poruszona 

tragicznym wyrazem twarzy Bruce'a. Coś było nie w porządku i to coś gnębiło jej 
brata, a on rezygnował z jej pomocy. 

–  Bruce  –  zaczęła  łagodnie.  –  Czemu  Roger  zawdzięcza  taką  władzę  nad 

tobą? Zrobiłeś coś? 

Bruce  spojrzał  na  nią,  a  jego  twarz  zmieniła  się  gwałtownie,  przybierając 

gniewny wyraz. 

background image

–  Nie  próbuj  nawet  tak  myśleć,  Maggie  –  powiedział  pochylając  się  i 

wpatrując  w  nią  przenikliwym  wzrokiem.  –  I,  na  miłość  boską,  nie  wspominaj 
Rogerowi o niczym. Dobrze? 

Maggie  przytaknęła  skinieniem  głowy,  starając  się  jednocześnie  odgadnąć, 

co tak bardzo rozzłościło Bruce'a. 

– Dobrze, ale wolałabym, żebyś mi powiedział… 

– Powiem ci wkrótce. – Bruce spojrzał na zegarek i wstał. – Muszę wracać 

do pracy. Cieszę się, że porozmawialiśmy. Nie martw się. Nic mi nie będzie. 

Maggie usiłowała uśmiechnąć się promiennie. 

– Na pewno – powiedziała, ale w jej głosie nie było przekonania. 

Poszła  do  swego  samochodu,  przygnębiona  jak  nigdy  dotąd.  Co  takiego 

dzieje się między Bruce'em i Rogerem, że brat obawia się jej nienawiści? To musi 
być coś sprzecznego z prawem, ale co? Gdyby tylko miała kogoś, kto pomógłby jej 
rozwiązać tę zagadkę. 

Tak  bardzo  pragnęła  zobaczyć  teraz  Galena  i  przekonać  się,  że  jest  na  tym 

świecie  ktoś,  na  kim  może  bezgranicznie  polegać.  Mogłaby  wstąpić  do  niego  do 
biura.  Może  poświęciłby  jej  parę  minut.  Znała  adres  jego  kancelarii  prawniczej. 
Jeśli na następnych światłach skręci w prawo, znajdzie się w jej pobliżu. 

W  kilka  minut  później  odnalazła  budynek  z  napisem  na  drzwiach  „Galen 

Kendrick, adwokat”. 

Gdy  weszła  do środka,  siwa  kobieta,  uczesana  w  tradycyjny  kok,  spojrzała 

znad komputera i uniosła brwi. 

– Czym mogę służyć? – spytała. 

–  Ja…  chciałabym  się  widzieć  z  panem  Kendrickiem,  jeśli  jest  –  wyjąkała 

Maggie,  a  pod  wpływem  groźnego  spojrzenia  kobiety  poczuła  się  nagle  jak 
uczennica, która zachowuje się niegrzecznie za plecami nauczyciela. 

– Pan Kendrick ma teraz klienta – powiedziała kobieta – i ma już zajęte całe 

popołudnie. Czy chciałaby się pani umówić na wizytę? 

–  A  czy  nie  mogłabym  zaczekać  i  zająć  go  przez  chwilę  miedzy 

spotkaniami?  –  Maggie  czuła  się  głupio,  ale  nie  było  już  odwrotu.  –  To  bardzo 
ważne. 

background image

Kobieta zacisnęła usta. 

– Jeśli poda mi pani swoje nazwisko, to spytam. 

– Maggie Preston. 

–  Och!  –  kobieta  wyglądała  na  zdziwioną.  –  Czy  pani  należy  do  rodziny 

Prestonów  ze  Spring  Mountain?  –  Kiedy  Maggie  przytaknęła,  twarz  kobiety 
złagodniała.  –  Proszę  usiąść  –  powiedziała,  wskazując  fotel.  –  Za  parę  minut 
powinien być wolny. 

Maggie usiadła, myśląc z rozbawieniem, że miło jest być rozpoznawaną jako 

jedna  z  Prestonów,  nie  jako  „sławna  modelka”.  Dawało  jej  to  poczucie 
przynależności do czegoś, w miejsce samotnej, nietykalnej pozycji na piedestale. 

Po piętnastu minutach, kiedy Maggie zaczynała już żałować całej tej wizyty, 

usłyszała  po  lewej  stronie  odgłos  otwieranych  drzwi  i  głos  Galena.  W  chwilę 
później  pojawił  się  w  poczekalni,  otaczając  ramieniem  młodego  mężczyznę  o 
wystraszonym wyglądzie. 

–  Skontaktuję  się  z  panem,  jak  tylko  sąd  wyznaczy  datę  rozprawy  – 

powiedział Galen. 

– Dziękuję. Dziękuję bardzo za zajęcie się moją sprawą – powiedział młody 

człowiek, uśmiechając się do Galena. Mężczyźni podali sobie ręce i klient opuścił 
pokój. Galen odwrócił się w stronę poczekalni. 

– Maggie, na Boga, co ty tu robisz? – spytał zaskoczony. 

Niedbałym gestem objął jej ramiona i poprowadził do swego gabinetu. 

– Usiądź. Co cię tu sprowadza? Potrzebujesz dobrego prawnika? 

Maggie zaprzeczyła ruchem głowy i roześmiała się. 

–  Może  tak,  tylko  nic  o  tym  nie  wiem.  Nie,  po  prostu  byłam  w  pobliżu  i 

chciałam  cię  zobaczyć,  aby  się  upewnić,  że  nie  miałeś  żadnych  kłopotów  w 
niedzielę. Martwiłam się. 

– Dzięki. – Uśmiech Galena był pełen ciepła. – Nie przywykłem do tego, aby 

się o mnie martwiono. Chyba to lubię. – Odchylił głowę i przyjrzał się Maggie z 
uwagą. – Ale wciąż wyglądasz na zmartwioną. Czy to ma coś wspólnego z celem 
twojego przyjazdu do Charlestonu? 

Maggie spuściła głowę i zaczęła bawić się paskiem od torebki. Galen umiał 

background image

czytać  w  jej  myślach.  Czy  powinna  zwierzyć  mu  się  ze  swoich  problemów? 
Westchnęła głęboko. 

– Tak – wyszeptała – ale nie możesz mi w tym pomóc. Cały czas martwię się 

o Bruce'a. 

Galen skinął głową. 

– Powiedz mi wszystko. 

– A więc… Obawiam się, że Bruce ma jakieś poważne kłopoty. – W skrócie 

opowiedziała  Galenowi  przebieg  rozmowy  z  bratem.  –  Co  on  mógł  takiego 
uczynić, że myśli, iż mogłabym go znienawidzić? – spytała, usiłując jednocześnie 
w  myślach znaleźć odpowiedź na to pytanie. – Czy to możliwe, że zdefraudował 
jakieś pieniądze na to wszystko, co posiada? Czy Roger wykrył to i zrezygnował z 
oskarżenia  go  tylko  dlatego,  że  Bruce  jest  moim  bratem?  To  wyjaśniałoby, 
dlaczego Bruce tak bardzo obawia się, że mogłabym nie wyjść za Rogera. 

Galen rzucił Maggie krótkie, ale bardzo uważne spojrzenie, następnie oparł 

się na łokciach i splótł dłonie. 

– Maggie – powiedział wolno – chciałbym móc uspokoić cię, że Bruce nie 

ma żadnych kłopotów, ale nie jestem w stanie. Jednak nie wyciągałbym wniosków 
zbyt pochopnie. Po prostu przygotuj się na coś nieoczekiwanego. To i tak wyjdzie 
na jaw, niezależnie od tego, czy poślubisz Rogera Balfoura, czy też nie. 

–  O  Boże!  –  jęknęła  Maggie,  zaciskając  dłonie.  –  Trudno  mi  sobie 

wyobrazić,  by  Bruce  mógł  popełnić  przestępstwo.  Gdyby  tak  było,  czułabym  się 
winna, że być może wpoiłam mu przekonanie, iż pieniądze są tak bardzo ważne. 

–  Nie  myśl  tak  –  powiedział  Galen,  patrząc  na  nią  z  powagą.  –  Bruce  jest 

dorosłym  mężczyzną,  zdolnym  do  samodzielnego  podejmowania  decyzji.  Myślę, 
że wyjdzie z tego bez szwanku. 

– Czy ty wiesz coś, czego ja nie wiem? – spytała ostro. 

Galen zaprzeczył ruchem głowy. 

– Nie. Ale znam Bruce'a wystarczająco dobrze. 

–  Ja  też  tak  sądziłam  –  odparła  Maggie  z  westchnieniem.  –  Powinien 

wiedzieć, że cokolwiek by zrobił, nie mogłabym go znienawidzić. 

– Sądzę, że on w głębi ducha jest o tym przekonany – uspokoił ją Galen. – 

Po prostu obawia się… czegoś. 

background image

– Myślę, że masz rację. Gdybyś dowiedział się czegokolwiek, proszę, daj mi 

znać.  Chciałabym  przygotować  na  to  moich  rodziców.  Byłoby  straszne,  gdyby 
nagle przeczytali o tym wszystkim w gazetach. 

– Będę czujny – powiedział Galen. Spojrzał na zegarek. – Muszę już iść. – 

Podniósł się z krzesła i sięgnął po marynarkę. – Mam nadzieję, że nie pogorszyłem 
twojego nastroju. 

– Nie – odparła, patrząc z bólem serca, jak wsuwa swe szerokie ramiona w 

brązową tweedową marynarkę. Tak bardzo chciała go dotknąć. Pochylił się i wziął 
aktówkę. 

– Jestem gotowy – powiedział spoglądając na rozłożone na biurku papiery. – 

Chyba  nie  zapomniałem  niczego.  –  Uśmiechnął się  do  Maggie.  –  Czasami  jestem 
gorszy niż najbardziej roztargniony profesor. 

– Mogę to sobie wyobrazić. – Maggie uśmiechnęła się. Wyglądał wspaniale, 

poza tym, że zapomniał poprawić krawat, który rozluźnił podczas rozmowy z nią. 
Podeszła  do  niego  szybko.  –  Zapomniałeś  o  jednej  rzeczy  –  powiedziała,  biorąc 
krawat w ręce. – Teraz dobrze. Wyglądasz bardzo dostojnie. 

– Dziękuję. Moja sekretarka zwykle przypomina mi o tym. Będzie wiedziała, 

że zrobił to już ktoś inny. 

– Czy należy do tych zazdrosnych? – spytała Maggie z rozbawieniem. 

Galen roześmiał się. 

–  Zbyt  dobrze  mnie  zna.  Szczerze  mówiąc,  powtarza  mi,  że  taki 

zapracowany typ jak ja powinien oddać rodzajowi żeńskiemu przysługę i pozostać 
kawalerem. Myślę, że ma rację. 

Maggie  zamarła.  Tylko  tego  jeszcze  brakowało,  aby  na  zakończenie  tak 

koszmarnego dnia usłyszeć od Galena te słowa. Poszła za nim do drzwi, z trudem 
powstrzymując napływające do oczu łzy. 

Kiedy dotarli do jej wozu, Galen zatrzymał się. 

– Trzymaj się, Maggie. Do zobaczenia wkrótce – powiedział. 

–  Tak,  tak,  do  widzenia  –  wymamrotała  nie  patrząc  w  jego  stronę. 

Odchodziła już, gdy poczuła na sobie jego mocny uścisk. 

– Maggie, spójrz na mnie – zażądał Galen. 

background image

Maggie  powoli  uniosła  głowę.  Gorąca  łza  pojawiła  się  w  kąciku  jej  oka  i 

spłynęła  po  twarzy.  Galen  natychmiast  odłożył  teczkę  i  objął  dziewczynę 
ramionami. 

– Biedne maleństwo – powiedział, poklepując ją uspokajająco po plecach. – 

Co się dzieje? Czy jest coś jeszcze, o czym powinniśmy porozmawiać? Nie muszę 
się tak spieszyć. 

– N-nie. – Maggie wtuliła się w niego. Nic poza tym, że go kocha, a on zadał 

jej  kolejny  cios,  na  jaki  sobie  nie  zasłużyła.  Odchyliła  głowę.  –  Chyba  nie 
powinniśmy tego robić na ulicy? – spróbowała zażartować. 

– O ile mi wiadomo, nie ma w tym nic sprzecznego z prawem – uśmiechnął 

się Galen. – Czy na pewno już wszystko w porządku? 

– Tak, po prostu za dużo tego wszystkiego – powiedziała pociągając nosem. 

– Już dobrze. 

–  Nie,  nie  jest  dobrze.  –  Szare  oczy  Galena  wyrażały  zmartwienie  i 

wydawały  się  teraz  ciemniejsze.  Wpatrywał  się  w  nią  uważnie.  –  Cholera, 
chciałbym  móc  okazać  ci  większą  pomoc,  ale  teraz…  Zobaczę,  co  się  da  zrobić. 
Nie  mogę  porozmawiać  z  Bruce'em,  ale  może  użyję  do  tego  celu  jakichś 
pośredników. 

–  Och,  Galenie,  dziękuję  ci,  ale  masz-  już  wystarczająco  dużo  roboty  – 

sprzeciwiła się Maggie. – Jest tyle osób, które potrzebują twojej pomocy bardziej 
niż ja. 

–  To  nieprawda.  –  Galen  był  stanowczy.  –  Jeśli  ty  masz  zmartwienie  –  ja 

także je mam. A teraz głowa do góry i nie bierz na siebie zbyt wiele. Dobrze? 

Maggie przytaknęła i uśmiechnęła się lekko. 

– Raz jeszcze dziękuję – powiedziała. 

–  Nie  musisz  mi  za  nic  dziękować  –  odparł  Galen.  Uścisnął  ją  delikatnie, 

potem  puścił  i  podniósł  teczkę.  –  Przekaż  serdeczności  rodzicom  i  staraj  się  nie 
martwić. – Mówiąc to, odszedł. 

–  Spróbuję  –  wyszeptała  Maggie,  obserwując  go  ze  ściśniętym  gardłem. 

Ciekawe, czy  miałby coś przeciwko temu, żeby skradła po drodze choć odrobinę 
tych serdeczności, jakie przesyłał rodzicom. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Reszta tygodnia w Spring Mountain dłużyła się. Pogoda była dobra i Maggie 

wędrowała  po  górach,  tłumacząc  rodzicom,  że  musi  zrzucić  nadmierny  przyrost 
wagi. Prawda zaś była taka, że chciała w samotności i spokoju spróbować dojść do 
ładu z samą sobą. Chodziło o Galena, ale także o Bruce'a. Chciała przygotować się 
na każdą możliwą niespodziankę, jaką mógł im wszystkim zgotować. 

Starała się, jak mogła, ale niewiele wynikało z tych rozważań. Wiedziała, że 

Galen  traktuje  ją  jak  przyjaciela,  dawną  Maggie  Preston,  lecz  ta  rola  nie 
wystarczała  jej.  Przypuszczała,  że  rodzice  będą  zdruzgotani,  gdy  okaże  się,  że 
Bruce  zszedł  z  uczciwej  drogi.  Miała  jeszcze  słabą  nadzieję,  że  nie  zrobił  nic 
naprawdę  złego,  a  tylko  wyolbrzymiał  jakąś  drobną  rzecz.  Jednego  była  pewna: 
niech się dzieje co chce, ale nie wyjdzie za mąż za Rogera i wkrótce porzuci pracę 
modelki.  Co  jednak  zrobi,  jeśli  okaże  się,  że  Galen  nie  chce  jej  za  żonę?  Nie 
wiedziała.  Może pójdzie  na studia  prawnicze i  będzie  mogła przynajmniej  zostać 
jego współpracownikiem. 

W  piątek  wieczorem  zadzwonił  Roger  i  z  irytacją  przyjął  odmowę  Maggie 

skorzystania z jego służbowego samolotu w drodze powrotnej w niedzielę. 

–  Będziesz  musiała  się  przyzwyczaić  do  tych  drobnych  przywilejów  – 

powiedział. 

Maggie  z  trudem  opanowała  pokusę,  by  od  razu  powiedzieć  mu,  że  nie 

będzie  musiała.  Jednak  o  tak  ważnych  rzeczach  należy  rozmawiać  osobiście. 
Zamiast  tego  oznajmiła,  że  nie  zamierza  marnować  już  kupionego  biletu 
lotniczego. 

– Musiałaś się tam strasznie wynudzić – stwierdził Roger oschle. 

–  Wręcz  przeciwnie  –  powiedziała  Maggie,  starając  się  ukryć  niechęć.  – 

Było cudownie. Nie mam ochoty wracać. 

–  Mhm.  Wszędzie dobrze,  ale  w  domu  najlepiej,  tak?  –  odparł  Roger.  –  A 

więc do zobaczenia na lotnisku, kochanie. Tęsknię za tobą. 

–  Och,  muszę  kończyć,  bo  coś  mi  się  przypali  –  skłamała  Maggie.  –  Do 

niedzieli. 

Podczas  lotu  do  Nowego  Jorku  starała  się  przygotować  psychicznie  na  z 

background image

pewnością  entuzjastyczne  powitanie  Rogera,  ale  nie  mogła  wymyślić  żadnego 
idealnego sposobu zachowania wobec niego, tak aby nie być ani zbyt chłodną, ani 
zbyt  wylewną.  Będzie  musiała  improwizować  i  miała  nadzieję,  że  wypadnie 
dobrze.  Jednak  gdy  pełna  niepokoju  weszła  do  sali  przylotów,  zobaczyła  jedynie 
Silvertona, kierowcę Rogera. 

–  Jakieś  komplikacje  za  granicą  –  wyjaśnił  Silverton.  –  Jest  teraz  chyba  w 

Niemczech. Ma nadzieję, że uda mu się jutro wrócić. 

W  ten  sposób,  pomyślała  z  goryczą,  po  raz  pierwszy  dowiedziała  się,  że 

Roger  prowadzi  jakieś  interesy  w  Niemczech.  Jak  to  możliwe,  że  tak  niewiele 
wiedziała  o  jego  życiu  zawodowym?  Sama  była  bardzo  zajęta,  ale  to  nie  było 
żadnym wytłumaczeniem. Powinna wiedzieć coś więcej. 

Było już bardzo późno, kiedy Roger zadzwonił, pełen skruchy, że nie mógł 

powitać jej osobiście. 

– Teraz jest tu rano – powiedział  – i już wkrótce będę leciał do ciebie. To 

była koszmarna podróż i nie mogę się doczekać, kiedy znów wezmę cię w ramiona. 
Wyjdziesz po mnie, prawda? 

– Tak, oczywiście – odparła Maggie. 

Była zrozpaczona. Nie może zaskoczyć Rogera złymi wiadomościami, kiedy 

jest tak przygnębiony. Przynajmniej tyle była mu winna. 

Kiedy  tego  poniedziałkowego  popołudnia  ujrzała  jego  zmęczoną  twarz, 

powiedziała serdecznie: 

– Przykro mi, że miałeś takie trudności. Opowiedz mi, co się stało. 

Roger potrząsnął głową. 

– Nie chcę o tym mówić. – Z galanterią ucałował jej rękę i uśmiechnął się. – 

To ty opowiedz mi o swoich wakacjach. To z pewnością bardziej przyjemne. 

Gdy relacjonowała mu wycieczki ze „starym przyjacielem” i „fenomenalne” 

przyjęcie u Bruce'a, myślała jednocześnie, że to nic dziwnego, iż tak mało wie o 
jego pracy. Po prostu nigdy nie chciał o tym mówić. Z drugiej jednak strony, kiedy 
po kilku dniach zaczęła na nowo przyzwyczajać się do swego luksusowego życia w 
pięknym  mieszkaniu,  z  Anną traktującą  ją  jak  królewnę,  zaczęła  się  zastanawiać, 
czy lekkomyślne porzucenie tego wszystkiego nie byłoby jednak błędem. Życie z 
Rogerem  zapewne  nie  byłoby  łatwe,  ale  czy  inne  będzie  bardziej 
satysfakcjonujące?  Może  czeka  ją  wielkie  rozczarowanie?  Może  Galen  nie 

background image

oczekuje  od  niej  niczego  więcej  poza  przyjaźnią?  Czy  umiałaby  bez  reszty 
poświęcić się sprawom, które często z góry skazane były na niepowodzenie? Czy 
jej  zasady  rzeczywiście  były  na  tyle  silne,  czy  też  może  Galen  miał  rację, 
ostrzegając  ją  przed  zbyt  pochopnymi  decyzjami?  Była  pełna  wątpliwości,  aż  do 
pewnego  popołudnia,  kiedy  to  w  zupełnie  nieoczekiwany  sposób  znalazła 
odpowiedź na swe rozterki. 

Wracała  do  domu  w  czasie  wiosennej  ulewy,  tak  intensywnej,  że  samo 

przejście od taksówki do drzwi domu wystarczyło, by była kompletnie mokra. W 
dodatku zapomniała kluczy, a Anna nie od razu zareagowała na jej dzwonek. Już 
miała  powiedzieć  parę  cierpkich  słów,  gdy  zauważyła,  że  oczy  Anny  są 
zaczerwienione od łez, a ruchy rąk pełne nerwowości. 

–  Co  się  stało,  Anno?  –  spytała  Maggie,  zrzucając  w  pośpiechu  płaszcz  i 

parasol na podłogę i biorąc w ramiona drobną jamajską kobietę. 

–  Chodzi  o  Silvertona,  panno  Maggie  –  zaszlochała  Anna.  –  Pan  Roger 

zwolnił go dzisiaj. 

–  Och,  Anno,  tak  mi  przykro  –  powiedziała  Maggie  ze  współczuciem. 

Wiedziała,  że  Silverton,  wdowiec  z  dwójką  dzieci,  zakochał  się  w  Annie  i 
zamierzali się pobrać. 

–  Czy  porozmawia  pani  z  nim?  –  błagała  Anna.  –  Jest  w  kuchni.  Jest  taki 

załamany. I taki zły. 

–  Oczywiście  –  odparła  Maggie,  rozmyślając  po  drodze,  co  też  mogło 

popchnąć Rogera do takiego kroku. Silverton był bardzo Rogerowi oddany, a jego 
praca  bez  zarzutu.  Już  po  chwili  poznała  całą  historię.  Otóż  Roger  dojrzał  w 
migawce  telewizyjnej  charakterystyczną,  potężną  sylwetkę  Silvertona  w  grupie 
protestującej przeciwko łamaniu praw obywatelskich. 

–  Powiedział,  że  żaden  z  jego  służących  nie  będzie  nigdy  mącicielem 

porządku publicznego  – dokończył  Silverton,  a na  jego  zwykle  uprzejmej  twarzy 
malowała  się  wściekłość.  –  To  nie  jest  w  porządku,  panno  Maggie.  To  nie  po 
amerykańsku. 

– Oczywiście, że nie jest – odparła Maggie z sympatią, jednocześnie myśląc 

intensywnie.  Z  całą  pewnością  sprawa  nadawała  się  do  sądu,  ale  wydawała  się 
beznadziejna. Sąd uwierzy Rogerowi, który jest zbyt sprytny na to, by przyznać się 
do tak błahego powodu zwolnienia. – Oczywiście, kiedy wyrzucał cię z pracy, nie 
było przy tym świadków? 

background image

–  Ależ  byli,  proszę  pani.  Zawołał  Frenchie  i  Berniego,  aby  na  moim 

przykładzie nauczyli się, czego nie wolno im robić. – Silverton pokręcił głową. –W 
jaki sposób mój Joseph ukończy teraz college? Mogę znaleźć pracę, ale na pewno 
gorzej płatną od tej u pana Rogera. On nie da mi dobrych referencji. 

– Pozwij go – powiedziała Maggie. – Znajdę ci dobrego, taniego adwokata i 

nie  martw  się  o  czesne.  Jeśli  będzie  trzeba,  pokryję  je.  Idę  teraz  do  siebie 
zadzwonić. Nie odchodź. 

– Panno Maggie, nie mogę na to pozwolić… – zaczął Silverton, ale Maggie 

uciszyła go ruchem ręki. 

– Owszem, możesz. To dla mnie bardzo ważne, może nawet bardziej niż dla 

ciebie. 

Wbiegła  na  schody,  a  wszystkie  wątpliwości  opuściły  ją  nagle.  Nie  mogła 

pozwolić,  aby  ludzie  pokroju  Rogera  Balfoura  upokarzali  takich  jak  Silverton. 
Przynajmniej dopóki ona może coś w tej sprawie uczynić. 

Udało jej się złapać zaskoczonego telefonem Galena i szybko wyjaśniła mu, 

o  co  chodzi.  Zgodnie  z  jej  przypuszczeniem,  miał  w  Nowym  Jorku  znajomego, 
który z pewnością pomoże Silvertonowi. 

Kiedy Maggie podziękowała mu, Galen spytał: 

– Nie zamierzasz chyba informować Rogera o tym, co zrobiłaś? 

– Owszem, zamierzam – zmarszczyła brwi. – A co? 

– Nie rób tego. Może sprawić twoim przyjaciołom poważne kłopoty – odparł 

Galen. – Nie byłby to pierwszy raz, kiedy szantażuje świadków. 

– Ach tak. W porządku, załatwione. Ale miałabym ochotę dać mu po głowie. 

Galen zakrztusił się ze śmiechu. 

–  Udam,  że  nie  słyszałem  tego,  co  powiedziałaś,  gdyby  mnie  o  to  pytał. 

Dobrze,  że  zadzwoniłaś.  Mam  nadzieję,  że  Silverton  wygra.  Ma  szczęście 
znajdując w tobie przyjaciółkę. 

Ciepły ton Galena wlał nadzieję w serce Maggie. Kiedy zbiegała na dół do 

Silvertona, uderzyło ją coś jeszcze i zaczęła się śmiać. Jeśli Galen jest tak bystry, 
za  jakiego  go  uważała,  z  pewnością  zorientował  się,  że  nie  zamierza  poślubić 
Rogera. Może to da mu wiele do myślenia? 

background image

Tego wieczora Maggie miała w planach wyjście z Rogerem na przyjęcie w 

domu  pewnego  dyrektora  korporacji.  Zdecydowała,  że  już  najwyższy  czas 
poinformować go o rezygnacji z małżeństwa. 

Tuż  przed  jego  przyjściem  przebrała  się  w  prostą  czarną  sukienkę.  Do 

welwetowej sakiewki włożyła całą biżuterię, jaką od niego dostała, i zeszła na dół. 
Kiedy odezwał się dzwonek, otworzyła natychmiast. 

– Witaj, Roger – powiedziała nadstawiając się do pocałunku w taki sposób, 

by dotknął jej policzka, a nie ust. – Wejdź. Muszę z tobą porozmawiać. 

Wzięła go za rękę i posadziła obok siebie na sofie. 

–  Czy  coś  się  stało?  –  spytał  Roger  dociekliwie.  –  Czy  jesteś  chora? 

Oczekiwałem, że włożysz dziś nieco inny strój. 

– Nie, Roger, nie jestem chora – powiedziała powoli. – Nic mi nie jest. Ale, 

widzisz,  podjęłam  decyzję,  którą…  powinnam  była  podjąć  już  dawno  temu. 
Niełatwo to powiedzieć, więc nie będę niczego owijała w bawełnę. Ostatnio wiele 
myślałam i postanowiłam, że, mimo iż serdecznie cię lubię, nie wyjdę za ciebie za 
mąż. 

Roger patrzył na nią z wyrazem niedowierzania na twarzy. 

– Nie mówisz tego poważnie. 

Maggie ujęła jego dłoń i poklepała ją delikatnie. 

– Wiem, że to dla ciebie duże zaskoczenie – powiedziała drżącym głosem. – 

Zastanawiałam się, jak uczynić to łatwiejszym dla nas obojga, ale nie udało mi się. 
Tak, mówię poważnie. 

– Coś się stało, kiedy byłaś w Zachodniej Wirginii. – Roger obserwował ją 

zmrużonymi  oczami.  –  Czułem  to,  od  kiedy  wróciłaś.  Czy  poznałaś  tam  kogoś 
innego? Czy o to chodzi? 

–  Nie,  nie  o  to  –  odparła  Maggie  z  nadzieją,  że  to  kłamstwo  nie  jest  zbyt 

widoczne  w  wyrazie  jej  twarzy.  –  Wkrótce  zamierzam  zrezygnować  z  pracy 
modelki. A jeśli wyjdę za mąż, to będzie to ktoś, kto podzieli ze mną całe swoje 
życie. Nigdy nie mogłabym osiągnąć szczęścia, będąc tylko ozdobą twojego. 

Najpierw  Roger  ze  złością  wyraził  swe  wątpliwości  co  do  tego,  że 

dotychczasowe luksusowe życie Maggie nie przynosiło jej satysfakcji. Potem, już 
czarujący, zaczął przekonywać, że ją uwielbia i że potrzebuje kogoś tak kochanego 

background image

i  słodkiego,  aby  odrywał  go  od  problemów  życia  zawodowego,  zamiast  w  nim 
uczestniczyć. 

– Poza tym – dodał – dla osoby nie zorientowanej w szczegółach wszystko to 

musi wydawać się nudne i zbyt skomplikowane. 

–  Nie,  jeśli  jest  wystarczająco  inteligentna  i  zainteresowana  –  odrzekła 

Maggie, starając się zachować spokój. Bała się, że wpadnie w pułapkę i niechcący 
wyrzuci z siebie coś na temat Galena lub Silvertona. 

– Czym mianowicie jesteś tak zainteresowana? – spytał Roger podejrzliwie. 

Maggie wzruszyła ramionami. 

– Po pierwsze, Bruce wspomniał mi, że masz jakieś kłopoty z ekologami z 

Zachodniej  Wirginii.  Mogłeś  się  domyślić,  że,  zważywszy  na  stan  mojego  ojca, 
mogłoby mnie to interesować. 

–  Ci  ludzie  to banda  głupich idealistów  –  zasyczał  Roger,  wstając  nagle.  – 

Zrobiłem  wszystko,  czego  wymaga  prawo,  aby  moja  fabryka  była  bezpieczna. 
Gdybym zrobił więcej, splajtowałbym, tysiące ludzi zostałoby bez pracy, a sytuacja 
ekonomiczna  Zachodniej  Wirginii  byłaby  jeszcze  gorsza.  Ci  cholerni  ekolodzy 
powinni  zapoznać  się  z  podstawowymi  faktami.  Pewna  ilość  trujących  odpadów 
jest  nie  do  uniknienia  i  jest  konieczna,  jeśli  chce  się  mieć  zysk  i  nie  wypaść  z 
kursu. 

Nagle mała Carrie Bryant stanęła Maggie przed oczami. 

–  A  co  z  trucizną,  która  zniszczyła  strumienie  i  wodę  źródlaną?  –  spytała 

cicho. – To też jest konieczne? 

Roger nie spuszczał z niej wzroku. 

– Mówisz dokładnie tak samo jak ten demagogiczny adwokat stamtąd, Galen 

Kendrick.  –  Z  pogardą  rzucił  nazwisko.  –  Ten  drań  to  nic  innego  jak  cholerny 
mąciciel. 

Dodał  jeszcze  parę  obraźliwych  komentarzy  na  temat  charakteru  i 

kompetencji  Galena,  czego  Maggie  wysłuchała  patrząc  na  niego  z  otwartymi 
ustami.  Taka  pogarda  ze  strony  Rogera  znaczyła,  że  Galen  nieźle  zalazł  mu  za 
skórę, z pewnością dlatego, że miał rację. Ugryzła się w język, by nie powiedzieć 
Rogerowi dosadnie, co myśli o jego opinii. Nie pomogłoby to ani jej, ani Galenowi. 

Wzruszyła ramionami. 

background image

– Nic o tym nie wiem, ale to nie ma teraz żadnego znaczenia. Nie mogę za 

ciebie wyjść. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi. 

Roger przemierzył nerwowo pokój. 

– Nie zamierzam traktować tego jako ostatecznej decyzji, Maggie. – Mówiąc 

to,  stanął  przed  nią.  –  Myślę,  że  twój  pobyt  w  domu  wytrącił  cię  przejściowo  z 
równowagi, ale to minie i znów dostrzeżesz, że ze mną będzie ci najlepiej. Pomyśl 
jeszcze o tym. 

Maggie pokręciła głową. Podniosła sakiewkę z biżuterią i wstała. 

–  Nie,  Roger  –  powiedziała  stanowczo.  –  Nie  mam  zamiaru.  Moja  decyzja 

jest  ostateczna.  Proszę.  –  Podała  mu  pakunek.  –  Myślę,  że  nie  powinnam 
zatrzymywać tych kosztowności. Byłoby to nie w porządku. 

Nie spuszczając z niej wzroku, Roger odepchnął jej rękę. 

– Zatrzymaj je! – krzyknął tak głośno, jak nigdy dotąd. – Twoja decyzja nie 

jest ostateczna. Nie przyjmę tego. 

Maggie nie wytrzymała już dłużej. 

–  Obawiam  się,  że  będziesz  musiał  –  powiedziała  także  podnosząc  głos. 

Wcisnęła  sakiewkę  do  kieszeni  płaszcza  Rogera.  –  Chciałam,  aby  to  przebiegało 
spokojnie,  ale  skoro  ty  się  o  to  nie  starasz,  ja  także  nie  będę.  Nie  chcę  już  nawet 
przyjaźni z tobą. Nie chcę cię już nigdy widzieć. A teraz wynoś się! – Podeszła do 
drzwi i otworzyła je na oścież. – Już! 

Kiedy  Roger  podszedł  do  drzwi,  zatrzymał  się  i  spojrzał  na  nią  zimnym 

wzrokiem.  Jego  niebieskie  oczy  przepełnione  były  nienawistnym  chłodem,  który 
nie pasował do słodkawego uśmiechu na jego ustach. 

– Wygłupiasz się, Maggie – powiedział matowym głosem. – Mam nadzieję, 

że dla twojego własnego dobra twój brat przemówi ci do rozsądku. 

– Możesz na to nie liczyć – wypaliła Maggie. 

Kiedy  z  hukiem  zamknęła  za  nim  drzwi,  poczuła  nagłe  dreszcze.  Powinna 

ostrzec Bruce'a, że lada moment może się spodziewać wizyty Rogera. 

Kiedy dzwoniła do brata, była przygotowana na długą tyradę z jego strony, 

ale ku jej zaskoczeniu był całkiem spokojny. 

– Nie przejmuj się tym, Maggie – powiedział. – Poradzę sobie. – Po chwili 

background image

milczenia zapytał niepewnie: – Kochasz Galena, prawda? 

Teraz  z  kolei  Maggie  zawahała  się.  Czy  powinna  powiedzieć  Bruce'owi 

prawdę?  Gdyby  powtórzył  to  Rogerowi,  sprawy  skomplikowałyby  się  jeszcze 
bardziej. 

– No cóż… tak… rzeczywiście bardzo go lubię – wyjąkała wreszcie. 

Zdziwiła się, gdy usłyszała serdeczny śmiech Bruce’a. 

–  Nie  oszukuj,  siostrzyczko  –  powiedział.  –  To  jasne  jak  słońce,  że  go 

kochasz i nie martw się, nie zaszkodzę ci. Jest jednak jedna rzecz, o którą muszę 
cię  prosić.  To  bardzo  ważne.  Jeśli  Roger  zwróci  się  do  mnie  z  prośbą  o 
pośrednictwo, spełnię jego żądanie. Potrzebuję jeszcze czasu, aby przygotować się 
na… nieuniknione. Byłoby bardzo pomocne, gdybyś przez jakiś czas udawała, że 
naprawdę zastanawiasz się nad tym, co ci powiem. Czy możesz to zrobić? Jak tylko 
będziesz mogła przestać grać, dam ci znać. 

–  Dobrze  –  przytaknęła  Maggie,  zdezorientowana,  ale  przyjemnie 

zaskoczona  zmianą  nastawienia  Bruce'a.  Czyżby  Galen  rozmawiał  z  nim?  –  Czy 
jest jeszcze coś, co mogłabym dla ciebie zrobić? 

– Nie – odparł Bruce. – Po prostu trzymaj się. Kocham cię. 

– Ja też cię kocham – powiedziała Maggie i odłożyła słuchawkę. 

Była  oszołomiona,  ale  szczęśliwa.  Największe  zmartwienie  ma  za  sobą.  A 

kiedy  już  wreszcie  dowie  się,  co  takiego  Roger  uczynił  Bruce'owi,  pożałuje,  że 
kiedykolwiek  ją  spotkał.  Teraz  powinna  zająć  się  przygotowaniami  do  zmiany 
zawodu. Po sprawie Silvertona kariera prawnicza wydawała jej się jeszcze bardziej 
pociągająca. 

Po tygodniu zadzwonił Bruce i powiedział, że kontaktował się z Rogerem. 

–  Chce,  abym  poinformował  go,  czy  już  się  opanowałaś.  Czy  masz  jakiś 

pomysł, co mógłbym mu odpowiedzieć, aby uśpić jego czujność? 

Maggie myślała intensywnie. 

– Już wiem. Powiedz mu, że byłam rozhisteryzowana i rzuciłam słuchawką, 

ale  że  wspomniałam  ci  o  planowanej  wizycie  w  domu,  w  przyszłym  tygodniu. 
Powiedz,  że  spotkasz  się  ze  mną  tam  na  miejscu  i  wybijesz  mi  to  wszystko  z 
głowy. Zobaczymy się za tydzień. 

 

background image

 

Minął  miesiąc  od  jej  pobytu  w  Zachodniej  Wirginii.  Nareszcie  mogła 

opuścić  Nowy  Jork  po  raz  drugi.  Za  dwa  tygodnie  będzie  musiała  wrócić  tu  raz 
jeszcze,  na  ostatni  pokaz  kolekcji  wiosennej.  Wtedy  też  zajmie  się  sprzedażą 
mieszkania  i  od  tej  pory  będzie  zjawiała  się  w  Nowym  Jorku  jedynie  po  to,  aby 
zakończyć wszelkie urzędowe sprawy. 

Lecąc samolotem do domu miała mieszane uczucia: szczęścia i jednocześnie 

niepewności.  Dobrze  było  wreszcie  wiedzieć,  jaki  kierunek  chce  się  obrać  w 
przyszłości, z drugiej strony jednak, wielką niewiadomą pozostawał Galen. Skoro 
miłość Maggie była tak oczywista dla Bruce'a, musiała być też dostrzeżona przez 
Galena. A tymczasem on w swoich uwagach sugeruje, że małżeństwo nie leży w 
jego planach. No cóż, będzie musiała zaakceptować go jako przyjaciela, zbyt wiele 
wspólnych  spraw  ich  łączyło.  Tyle  mogła  się  od  niego  nauczyć.  Tymczasem 
jednak,  zanim  uda  jej  się  stłumić  uczucie,  będzie  unikać  romantycznych  sytuacji 
sam  na  sam.  Galen,  mimo  że  nie  dąży  do  małżeństwa,  najwyraźniej  uważa  ją  za 
atrakcyjną kobietę, a pełne oddanie z jej strony jest tylko kwestią czasu. 

Tym razem leciała przez Charleston, gdzie miał ją odebrać Bruce. Kiedy nie 

dostrzegła go w tłumie oczekujących, usiadła, by zaczekać. Po chwili zobaczyła w 
oddali  znajomą  sylwetkę  ciemnowłosego  mężczyzny.  Poczuła  silne  ukłucie  w 
sercu, które zaczęło bić jak oszalałe. 

– Tylko spokojnie – mruknęła pod nosem. – Galen z pewnością przyszedł po 

kogoś  innego.  –  Obserwowała,  jak  zbliża  się  w  jej  kierunku,  a  jego  szeroko 
rozstawione szare oczy prześlizgują się po twarzach pasażerów. Maggie zacisnęła 
usta. Siedziała bez ruchu, marząc tylko o tym, by wstać, rzucić mu się na szyję i 
razem z nim wrócić do domu. Wtedy ich oczy spotkały się. Galen uśmiechnął się i 
przebijając się przez tłum dotarł do niej. 

– Przepraszam za spóźnienie. Dopiero przed pół godziną dowiedziałem się, 

że mam cię odebrać. – Widząc oszołomienie na twarzy Maggie zmarszczył brwi. – 
Czy jesteś aż tak rozczarowana, widząc mnie zamiast Bruce'a? 

– Na Boga, nie! – uśmiechnęła się promiennie. – Jestem tylko… zaskoczona. 

Jak to się stało, że to ty przyjechałeś po mnie? – spytała. Czyżby stosunki Galena z 
Bruce'em poprawiły się na tyle? – Czy to on prosił cię o to? Czy coś mu się stało? 

Galen roześmiał się. 

–  Nie,  ale  z  tego  co  zrozumiałem,  ma  awarię  samochodu.  Zadzwonił  do 

twojej matki, a ona do mnie. Miała szczęście, że mnie złapała. Właśnie wyruszałem 

background image

do Spring Mountain. 

–  Naprawdę?  –  spytała  Maggie  podejrzliwie.  –  Wyglądasz  raczej,  jakby 

oderwano cię od pracy. 

Dostrzegłszy  wzrok  Maggie  utkwiony  w  jego  brodzie,  Galen  przesunął  po 

niej ręką. 

–  O  cholera,  zapomniałem  się  ogolić,  tak?  Mówiłem  ci,  że  jestem 

roztargniony.  Chodźmy  stąd.  Mamy  tu  piękną  wiosenną  pogodę.  Jak  tylko 
przywitasz się z rodzicami, pojedziemy do Haven Hill na konną przejażdżkę. Mam 
ze sobą strój do jazdy. 

Sama  z  Galenem.  Romantyczna  sceneria.  Dokładnie  to,  czego  należało 

unikać, pomyślała Maggie. 

–  Nie  mogę  –  wysapała,  starając  się  za  nim  nadążyć.  –  Muszę  się 

rozpakować. Nie mogę pozwolić, abyś tak długo czekał. 

Galen popatrzył na nią z uniesionymi brwiami. 

– Nie musisz się od razu rozpakowywać – powiedział tonem nie znoszącym 

sprzeciwu. 

– Ale ja wciąż nie mam stroju do konnej jazdy – zaprotestowała słabo. 

– To, co miałaś na sobie ostatnio, będzie w sam raz. 

Maggie  westchnęła.  Zanim  dojadą  do  Spring  Mountain,  będzie  musiała 

wymyślić  jakiś  inny  pretekst.  Rodzice  na  pewno  nie  pomogą  jej.  Wysłaliby  ją  z 
Galenem nawet na koniec świata, gdyby mieli gwarancję, że to ich połączy. 

–  Co  słychać  w  Nowym  Jorku?  –  spytał  w  drodze  Galen.  –  Czy  Silverton 

skontaktował się z prawnikiem? 

– Tak, ale nie znam dalszego ciągu. 

– Na pewno dowiesz się od Rogera, jeśli coś się wydarzy – odparł szorstko. 

–  Mhm…  Tak  myślę.  –  Maggie  poczuła  nagle  lęk.  Przypomniała  sobie,  że 

Galen nic nie wie o jej zerwaniu z Rogerem. Skoro Bruce prosił ją, by zachowała 
na razie dyskrecję, uznała, że Galen nie powinien się o tym dowiedzieć. Nie, żeby 
miało to dla niego jakiekolwiek znaczenie, ale… 

Zmieniła temat i spytała: 

background image

– Jak tam Carrie? 

–  Niedobrze  –  skrzywił  się.  –  Znów  jest  w  szpitalu.  Właściwie  nie  ma 

nadziei, ale trzyma się jeszcze. Bardzo chce cię zobaczyć. 

–  Och,  powinniśmy  byli  pojechać  tam  prosto  z  lotniska.  –  Maggie  była 

wstrząśnięta. – Biedne maleństwo. Odwiedzę ją jutro. 

Galen ścisnął jej rękę. 

– Musisz być silna. Tracimy ją. 

Oczy Maggie wypełniły się łzami. Skinęła głową i powiedziała: 

– Rozumiem. 

Wiedziała, że Galen podziela jej uczucia, że oboje przeżywają to tak, jakby 

odchodziło ich własne dziecko. 

Kiedy dotarli do Spring Mountain, Galen natychmiast oświadczył, że porywa 

ją  na  przejażdżkę,  a  Maggie  z  przerażeniem  uświadomiła  sobie,  że  nie  zdoła 
wymyślić  żadnej  wymówki.  Kiedy  już  przebierała  się  w  swoim  pokoju, 
przemknęło  jej  przez  myśl,  że  może  podświadomie  nie  chciała  uniknąć  tej 
wyprawy. No cóż, tak, czy inaczej, będzie musiała na siebie uważać. 

Sheila  Kendrick  powitała  ich  z  właściwym  sobie  entuzjazmem.  Skarciła 

Galena za nie ogoloną twarz, a gdy tylko doprowadził się do porządku, wysłała ich 
w drogę. 

Już na koniu Galen spytał: 

– Jedziemy znów do Bald Knob? 

Na myśl o tym pięknym odosobnionym miejscu Maggie ogarnęła panika. 

– Mhm, a może pojedziemy w jakieś nowe miejsce?  – spytała, czerwieniąc 

się pod wpływem lekko ironicznego, pełnego zrozumienia uśmiechu Galena. 

– W porządku. Jedź za mną. 

Maggie  wzięła  głęboki  oddech  i  ruszyła  za  nim,  powtarzając  sobie  w 

myślach, że będzie spokojna, chłodna i opanowana. Nawet gdyby miało ją to zabić, 
a  czuła,  że  mogłoby  z  łatwością.  Była  tak  bardzo  skoncentrowana  na  swoim 
niepokoju, że omal nie umknęło jej uwagi widoczne zdenerwowanie Galena. Był w 
nim jakiś pośpiech, jakby nie mógł doczekać się, kiedy już dotrą na miejsce. 

background image

Gdy znaleźli się na szczycie wzniesienia, Galen zeskoczył z konia i sięgnął 

po wodze Val. 

–  Zeskakuj.  Przywiążę  je  do  drzewa.  Usiądziemy  sobie,  pogrzejemy  na 

słońcu i nacieszymy się widokiem. 

Galen wyjął kocyk spod siodła konia, rozłożył go na ziemi i podał Maggie 

rękę. 

–  Usiądźmy.  –  Pociągnął  ją  za  sobą,  potem  objął  ramieniem  i  wtulił  się 

policzkiem w jej włosy. 

– No, powiedz sama, czy to nie lepsze niż rozpakowywanie się? 

– O, tak – Maggie z trudem panowała nad drżeniem głosu. Mogłaby jeszcze 

teraz  odsunąć  się,  ale  czy  naprawdę  ma  na  to  siłę?  Była  w  pułapce,  zupełnie 
bezsilna. 

Jak we śnie, Galen ocierał się policzkiem o jej włosy, objął ją drugą ręką i 

przyciągnął bliżej. Czuła, jak pochyla głowę i po chwili dotyka jej policzka ustami. 
Zadrżała,  a  jej  twarz  sama  zwróciła  się  w  jego  stronę.  Utopiła  wzrok  w  szarości 
oczu  Galena.  Jego  miękkie  wargi  obiecywały  słodycz.  Jej  usta  rozchyliły  się. 
Czuła, jak odpływa gdzieś, nie mogąc znieść oczekiwania na ich połączenie. 

I  wtedy  to  nastąpiło.  Westchnęła  z  zachwytu  i,  mimo  zamkniętych  oczu, 

ujrzała nagle strumień jasnych ogników, przypominających iskry. Zarzuciła ręce na 
ramiona Galena i objęła go łapczywie. Język Galena wypełnił jej usta, a jego dłoń 
znalazła się pod jej swetrem. Rzeka pożądania porwała Maggie ze sobą, aż jęknęła 
z rozkoszy. Wtedy Galen przywarł do niej całym ciałem, a po chwili zdarł z niej 
sweter  i  rzucił  go  za  siebie.  Porwał  ją  w  ramiona  i  odnalazł  jej  usta  swoimi.  Po 
chwili wargi mężczyzny rozpoczęły powolną wędrówkę w dół, znacząc swą drogę 
delikatnymi pocałunkami. Jego ruchliwe palce zdawały się razić prądem rozpaloną 
skórę  Maggie.  Pragnie  go,  och,  jak  bardzo  go  pragnie,  zdołała  pomyśleć,  bliska 
ekstazy. 

Galen rozpiął guzik jej spodni i rozsunął suwak. Głęboki, gardłowy okrzyk 

wydobył się z ust Maggie. 

–  Nie!  –  krzyknęła.  Wyrwała  się  spod  jego  ciężaru  i  usiadła,  podkurczając 

kolana i chowając w nich twarz. – Nie mogę – zaszlochała potrząsając głową. 

– Maggie, co z tobą? – spytał Galen ochrypłym z pożądania głosem. 

–  Nie  chcę  –  wydusiła  z  siebie,  podnosząc  zalaną  łzami  twarz.  Był 

background image

zdezorientowany.  –  Ja…  ja  sama  nie  wiem,  czego  chcę  –  powiedziała.  –  To  nie 
jest… Nie jestem gotowa. Nie jestem pewna… Przepraszam. – Pochyliła się na bok 
i  chwyciła  sweter.  Drżącymi  rękami  wciągnęła  go  na  siebie  i  wstała.  –  Nie 
powinnam  była  tu  przyjeżdżać.  Wiedziałam,  o  co  ci  chodzi.  To  pomyłka.  Nigdy 
więcej tego nie zrobię. 

Twarz Galena pociemniała. 

–  Do  cholery,  Maggie,  pragnęłaś  tego  tak  samo  jak  ja  –  powiedział  przez 

ściśnięte gardło. – Co to za żałosna gra? To do ciebie niepodobne. 

–  Wszystko  jest  takie  pogmatwane  –  odparła  Maggie  kręcąc  głową.  –  Nie 

wiem, czego chcę. 

Dobry Boże, jak mogła tak kłamać? Cierpienie i złość w oczach Galena były 

dla niej nie do zniesienia. 

–  Chciałabym  już  wrócić  do  domu  –  powiedziała  i  podeszła  do  swojego 

konia. 

Droga  powrotna  była  jedną  wielką  torturą.  Galen  milczał  z  zaciśniętymi 

ustami.  Na  jej  powściągliwe  zaproszenie,  by  wstąpił  do  rodziców,  odmówił 
kurtuazyjnym  „nie,  dziękuję”  i  odjechał  tak  szybko,  że  ledwo  zdążyła  zamknąć 
drzwi samochodu. 

– Galen nie wstąpił? – spytała matka, gdy Maggie stanęła w progu. 

– Nie, jest zajęty – odrzekła, mijając ją szybko, tak aby nie zdążyła zauważyć 

łez napływających do oczu. 

– Rozpakuję się – rzuciła przez ramię. 

Weszła do swego pokoju, zamknęła drzwi i usiadła na łóżku. Tak dalej być 

nie może. Nie wytrzyma tego. 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Maggie  nie  zmrużyła  oka  tej nocy,  przeznaczając  ją  na  rozmyślania.  Myśli 

jej  krążyły  wokół  różnych  spraw,  ale  zawsze  wracały  do  punktu  wyjścia.  Musi 
wyjaśnić  wszystko  Galenowi,  powiedzieć mu  o  swojej  decyzji  i  zacząć  wszystko 
od nowa. Dość już kłamstw. A gdyby rozmowa zeszła na tematy zasadnicze, powie 
mu, że choć wolałaby małżeństwo, zgodzi się na każdy rodzaj związku, jaki będzie 

background image

odpowiadał Galenowi. Jedno było dla niej oczywiste. Nie może bez niego żyć. 

Następnego  ranka  Maggie  ubrała  się  w  kolorową  sukienkę  w  turkusowe 

wzory,  włożyła  ozdobne  kolczyki  i  naszyjnik  z  wyrytymi  małymi  słonikami 
pośrodku. Chciała, by jej strój był jaskrawy i wesoły, by spodobał się Carrie. 

W  drodze  do  szpitala  Maggie  wstąpiła  do  sklepu  z  zabawkami  i  wybrała 

miękkiego brązowego misia. 

Carrie  leżała  w  łóżku  w  dużym,  pełnym  słońca  pokoju,  który  oprócz  niej 

zajmowała jeszcze jedna chora na raka dziewczynka. 

John i Susan Bryant byli na miejscu i Susan grała z córką w karty. Na widok 

Maggie twarz Carrie rozpromieniła się. 

– Wiedziałam, że do mnie przyjdziesz – powiedziała wyciągając ręce. 

–  Witaj,  kochanie  –  zawołała  Maggie,  tłumiąc  łzy.  –  Miałaś  rację. 

Przywiozłam ci małego przyjaciela do przytulania. 

–  Dziękuję  ci,  Maggie.  –  Carrie  przyciskała  misia  do  policzka.  –  Jest  taki 

mięciutki. 

Potem  zaproponowała  Maggie  grę  w  słówka,  którą  przerwało  nadejście 

lekarza. 

Przedstawił  się  jako  doktor  Grant.  Przejrzał  kartę  Carrie  i  rozmawiał  z  nią 

chwilę.  Był  mężczyzną  w  średnim  wieku  i  z  wyrazu  jego  twarzy  Maggie 
zorientowała się, że niezależnie od tego, z iloma podobnymi przypadkami miał do 
czynienia, nie zobojętniał na ich los. Dogoniła go na korytarzu. 

– Czy mógłby mi pan powiedzieć, jaki jest stan Carrie? Jestem przyjaciółką 

Galena Kendricka. 

Lekarz potrząsnął głową. 

– Szczerze mówiąc, możemy jedynie liczyć na cud. – Spojrzał na Maggie z 

zainteresowaniem. – Czy ja pani skądś nie znam? 

– Możliwe – odparła wymijająco. – Czy na pewno zrobiono już wszystko, co 

było możliwe? Nie sugeruję, że coś zostało zaniedbane, ale może są jeszcze jakieś 
dostępne metody, które można by było wypróbować? 

Doktor Grant uśmiechnął się. 

– Już wiem, pani jest modelką. Widziałem pani twarz na stoliku kuchennym 

background image

u siebie w domu. Moja żona kolekcjonuje wszystkie pisma kobiece. 

– To ja – westchnęła Maggie. – A więc co z Carrie? 

–  Jest  pewna  nowa  terapia  eksperymentalna.  Rezultaty  są  obiecujące. 

Problem  leży  w  tym,  że  Carrie  musiałaby  być  przeniesiona  do  szpitala  w 
Pensylwanii.  Gdyby  ją  tam  zaakceptowano,  główną  część  kosztów  leczenia 
pokryłby rząd. Tymczasem rodziców nie stać na te wstępne starania, a nie mają już 
odwagi zwracać się do Galena. On deklarował się, że chętnie pokryje koszty tego 
przedsięwzięcia, ale nie mogę ich do niczego zmuszać. 

– Może zgodzą się na moją pomoc – odparła Maggie. – Gdyby tak się stało, 

czy sądzi pan, że Carrie byłaby przyjęta? 

– Tak mi się zdaje. Lekarz, który się tym zajmuje, to mój syn. 

– Zobaczę, co się da zrobić. 

– Proszę informować mnie na bieżąco – powiedział doktor z powagą. – Nie 

mamy zbyt wiele czasu. 

– Oczywiście – obiecała Maggie. 

Zacisnęła  usta  i  poszła  w  stronę  pokoju  Carrie.  Jak  przekonać  Bryantów, 

żeby  przyjęli  jej  pomoc?  Przecież  prawie  jej  nie  znają.  Nagle  przyszedł  jej  do 
głowy  pewien  pomysł  i  uśmiechnęła  się.  Weszła  do  pokoju  Carrie  i  po  kolejnej 
partyjce gry z dziewczynką poprosiła Johna i Susan na stronę. Zrelacjonowała im 
swoją rozmowę z doktorem Grantem i wystąpiła ze swym pomysłem. 

–  Mam  fundację  –  powiedziała  –  która  pomaga  ubogim  rodzinom  w 

finansowaniu  leczenia  dzieci  z  dala  od  domu.  Jeśli  chcielibyście  spróbować 
nowego leczenia w przypadku Carrie, chętnie pomożemy. 

Wyraz  wdzięczności  na  twarzy  Bryantów  był  dla  niej  największą  możliwą 

nagrodą. W niespełna godzinę ustalili z doktorem Grantem plan działania. 

Maggie  wracała  szczęśliwa,  choć  nieco  oszołomiona.  Jak  tu,  na  Boga, 

utworzyć teraz fundację? Potrzebowała prawnika. Wybór nie sprawił jej trudności. 

Parę minut po pierwszej znalazła się w biurze Galena. 

– Bardzo mi przykro, panno Preston, ale właśnie minęła się pani z nim. Całe 

popołudnie będzie w sądzie. 

– Szkoda – odparła Maggie. – Czy potem wróci tutaj? 

background image

– Wątpię. Czy chciałaby pani zostawić wiadomość? 

– Nie, skontaktuję się z nim później. 

Zbliżała się piąta, gdy dotarła do domu Galena. Na podjeździe nie było jego 

samochodu.  Kiedy  tylko  wysiadła  z  wozu,  Betsy  podbiegła  do  niej,  szczekając  i 
machając  ogonem,  wiodąc  za  sobą  cztery  puchate  szczeniaczki  na  krótkich 
nóżkach. 

Maggie  usiadła  na  werandzie,  a  szczeniaki  obskoczyły  ją,  starając  się 

wdrapać na jej kolana. 

Kiedy wybiła szósta, a Galena wciąż nie było, Maggie zaczęła się martwić, 

że  może  postanowił  zjeść  kolację  na  mieście.  Miała  ze  sobą  trochę  jedzenia 
kupionego z nadzieją, że Galen pozwoli jej ugotować posiłek. Podeszła do drzwi. 
Były zamknięte. 

Przypomniała  sobie  wówczas,  że  w  filmach  telewizyjnych  bohaterowie 

często otwierają drzwi za pomocą karty kredytowej. Szybko wyjęła swoją. Jak to 
się robi? Wsunąć do środka, przyciągnąć lekko do siebie i… 

– No i co? – powiedziała, uśmiechając się do siebie, gdy drzwi puściły. – Oto 

wkroczyłam na drogę przestępstwa. 

Wniosła  do  kuchni  torbę  z  zakupami,  zapaliła  światło  i  zaczęła  chować 

produkty  do  lodówki.  Skończyła  w  momencie,  gdy  zza  okna  doleciał  warkot 
motoru,  a  w  chwilę  później  głos  Galena  witającego  się  z  Betsy.  Usłyszała  na 
schodach jego kroki. Serce łomotało jej w piersi i musiała oprzeć się o blat. Drzwi 
otworzyły  się  z  hukiem  i  wkroczył  Galen,  rzucając  swą  teczkę  na  środek  pokoju. 
Zatrzasnął drzwi i oparł się o nie, miotając wściekłe spojrzenia. 

Maggie  zaniemówiła  z  przerażenia.  Galen  najwyraźniej  zauważył  jej 

samochód  i stąd  ta wściekłość.  Powoli uniósł głowę  i na  jego  twarzy  pojawił się 
wyraz kompletnego zdumienia. 

– Maggie, na Boga, co ty tutaj robisz? 

Uczucie ulgi sprawiło, że ugięły się pod nią kolana. A więc nie widział, że 

przyjechała. 

– Czy to jedyny znany ci sposób powitania? – spytała. 

Galen przejechał dłonią po i tak już potarganych włosach. 

–  Nie,  ale  myślałem,  że  zamknąłem  drzwi.  Jeśli  zapominam  już  o  takich 

background image

rzeczach… 

–  Nie  zapomniałeś  –  pospieszyła  z  odpowiedzią.  –  Sama  włamałam  się  do 

twojego  domu  za  pomocą  karty  kredytowej.  Myślę,  że  potrzebujesz  lepszych 
zamków. 

– Pewnie tak. – Galen opadł na krzesło. – Mam ochotę na drinka. Napijesz 

się ze mną? 

– Tak, oczywiście. Gdzie są alkohole i czego byś się napił?  – spytała. – Ja 

jestem barmanem. 

– W szafce nad lodówką. Dla mnie szkocka z lodem. 

Maggie nalała Galenowi mocną whisky, do swojej zaś dodała wody. 

–  Dziękuję  –  powiedział  ze  słabym  uśmiechem,  gdy  postawiła  przed  nim 

szklankę.  Pociągnął  łyk  i  patrzył  na  nią,  gdy  siadała  przy  stole  naprzeciwko.  – 
Wyglądasz dziś prześlicznie. Czy odwiedziłaś Carrie? 

–  Tak.  To  jeden  z  powodów,  dla  których  jestem  tutaj.  Potrzebuję  dobrego 

prawnika. 

Gdy uniósł brwi w wyrazie zdziwienia, wyjaśniła mu wszystko. 

– Nigdy nie przestaniesz mnie zdumiewać, Maggie. – Galen pokręcił głową. 

–  Po  wczorajszym  dniu  nie  byłem  pewien,  czego  jeszcze  można  się  po  tobie 
spodziewać. 

– Wiem – powiedziała Maggie czerwieniąc się i unikając jego wzroku. – To 

drugi  powód  mojej  wizyty.  Ale  co  powiesz  o  tej  fundacji?  Czy  to  będzie  bardzo 
trudne? Pieniądze potrzebne są Bryantom natychmiast. 

– Będziemy starali się działać jak najszybciej – odparł Galen – ale to może 

być skomplikowane. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale wiem, do kogo się 
udać.  W  tym  czasie  musisz  zdecydować,  jaki  rodzaj  działalności  charytatywnej 
będziesz prowadzić i  ile pieniędzy  zainwestujesz.  Powinnaś mieć  także kogoś do 
pomocy. Chyba że chcesz się tym zająć osobiście. 

Oczy Maggie rozjaśniły się. 

– Czemu nie? Z niewielką pomocą powinnam sobie poradzić. Po sprzedaży 

mieszkania  będę  miała  do  dyspozycji  parę  milionów,  mogę  także  wystawić  moje 
akcje. Zamierzam też zbierać fundusze. 

background image

– Czy poważnie myślisz o sprzedaży swojego mieszkania? – zapytał Galen, 

patrząc na nią z uwagą. 

– To już postanowione – odrzekła zadowolona, że rozmowa schodzi na temat 

jej  najnowszych  decyzji.  –  Okłamałam  cię  wczoraj.  Już  wiem,  czego  chcę. 
Dokładnie wiem. 

Opowiedziała  mu  wszystko,  co  się  ostatnio  wydarzyło,  łącznie  z  prośbami 

Bruce'a, by przez jakiś czas zwlekała z ostatecznym porzuceniem Rogera. 

–  To  jedyne  usprawiedliwienie  mojego  wczorajszego  kłamstwa;  wiem,  że 

niewystarczające.  Powinnam  była  ci  to  od  razu  powiedzieć.  Nie  wiem,  do  czego 
zmierza  Bruce,  ale  chcę,  by  wyjaśnił  mi  to  jak  najprędzej,  bo  pragnę  pozbyć  się 
Rogera na zawsze. Koniec i kropka. 

–  Rozumiem  to  –  powiedział  Galen  ze  wzrokiem  utkwionym  w  swojej 

szklance, którą obracał  w  ręku,  mieszając  lód.  –  Dałbym  jednak  Bruce'owi nieco 
więcej  czasu.  Wygląda  na  to,  że  naprawdę  ciężko  pracuje  nad  rozwiązaniem 
swojego problemu. 

Maggie westchnęła. 

–  Dobrze.  To  już  wszystko,  co  chciałam  ci  powiedzieć,  ale  przywiozłam 

również  trochę  mięsa  i  grzybów,  gdybyś  miał  ochotę  na  kolację.  Wyglądasz  na 
bardzo zmęczonego. 

–  Bo  jestem.  Steki  to dobry  pomysł.  W  czasie, gdy  będziesz je  szykowała, 

napiję się jeszcze i przejrzę gazety. 

Nalał  sobie  kolejnego  drinka  i  poszedł  do  salonu,  zostawiając  Maggie  w 

kuchni.  Pomyślała  z  uśmiechem,  że  tak  pewnie  wyglądałoby  ich  wspólne  życie. 
Nie zanudzając go pytaniami, znalazła wszystkie potrzebne naczynia i w niespełna 
godzinę później zawołała Galena na kolację. 

– Bardzo dobre – powiedział, kosztując jedzenie. 

Jadł  w  milczeniu  z takim  apetytem,  że  Maggie  zaczęła podejrzewać,  iż  nie 

miał  nic  w  ustach  od  śniadania.  Z  jego  zmęczonych  oczu  zorientowała  się,  że 
prawdopodobnie  nie  spał  tej  nocy.  Prawie  zapomniała,  że  ona  także  nie  zaznała 
snu. 

–  Jesteś  wycieńczony  –  powiedziała,  gdy  skończył  jeść.  –  Jeśli  chcesz, 

posprzątam w kuchni i pojadę do domu, żebyś mógł jak najszybciej się położyć. 

background image

Galen zwrócił na nią swe szare oczy i przyjrzał się jej uważnie. 

–  Maggie,  jestem  zmęczony  i  raczej  małomówny.  Zwłaszcza  wtedy,  gdy 

przegrywam sprawę. Jeśli cię nudzę, jedź do domu, kiedy tylko zechcesz. 

Maggie poczuła się tak, jakby oblano ją nagle zimnym prysznicem. 

–  Och,  Galen  –  szepnęła.  –  Tak  mi  przykro.  Jakie  to  bezmyślne  z  mojej 

strony.  Siedzę  tu  i  opowiadam  ci  o  jakichś  bzdurach,  podczas  gdy  ty  masz  takie 
zmartwienie.  –  Uśmiechnęła  się  nieśmiało.  –  Nie  mieści  mi  się  w  głowie,  że 
kiedykolwiek przegrywasz. 

– Nigdy tego nie zakładam, ale zdarza się. 

– Chciałbyś o tym porozmawiać? 

– Nie teraz – zaprzeczył ruchem głowy. – Najpierw muszę uporać się sam ze 

sobą.  –  Wstał  i  przeciągnął  się.  –  Wezmę  prysznic,  pójdę  do  łóżka  i  popatrzę 
chwilę  na  jakieś  głupoty  w  telewizji.  Jak  chcesz,  przyjdź  do  mnie.  Jest  tam 
wygodny fotel. Albo, jeśli wolisz, jedź do domu. Żaden ze mnie dzisiaj kompan. 

– Przyjdę, jak tylko sprzątnę w kuchni – powiedziała natychmiast. 

Szybko  uporała  się  z  robotą  w  kuchni.  Już  miała  wchodzić  po  schodach, 

kiedy Gałen poprosił ją jeszcze o przyniesienie aspiryny. Gdy dotarła na górę, był 
w  łóżku.  Siedział  oparty  wysoko  na  poduszkach,  by  móc  oglądać  telewizję,  ale 
wyglądało na to, że nie jest w stanie skoncentrować się na programie. 

Widok leżącego w pościeli, tak zmęczonego i bezbronnego Galena sprawił, 

że  miała ochotę  wziąć  go  w  ramiona  i pocieszyć,  a  kiedy  jej  wzrok padł  na  jego 
szerokie ramiona i obnażony, owłosiony tors, poczuła, że drży. Czyżby nic na sobie 
nie miał? Tylko spokojnie, ostrzegła samą siebie, zbliżając się do niego z tacą. 

–  Proszę  szanownego  pana  –  powiedziała.  –  Boli  cię  głowa?  –  Nalała  mu 

szklankę wody i podała aspirynę. 

– Dziękuję. Czuję się tak, jakby ktoś rozwalał moją głowę siekierą i wiązał 

mi ciężarek na karku. To powinno pomóc. 

– Biedne maleństwo – wyszeptała Maggie ze współczuciem, po czym, pod 

wpływem jego spojrzenia, zaczerwieniła się po same uszy. 

– Maleństwo? – spytał unosząc brwi. 

–  Tak tylko  powiedziałam  –  odparła sztywno.  – Pamiętam,  że  kiedyś  mnie 

background image

tak nazwałeś, a poza tym zwracałam się w ten sposób do Bruce'a, gdy był chory. – 
Wykrzywiła twarz. – On też tego nie lubił. 

Galen uśmiechnął się z rozbawieniem. 

– Ależ nie było w tym nic złego. 

Zachęcona taką odpowiedzią zaproponowała: 

– Jeśli chcesz, zrobię ci masaż pleców i szyi. Kiedyś robiłam taki Bruce'owi, 

gdy był zmęczony rąbaniem drzewa lub innymi pracami. Mówił, że to pomaga. 

– Dobrze – powiedział Galen po chwili, wpatrując się tępo w jakąś reklamę. 

– Nienawidzę tej reklamy – powiedział z niechęcią, po czym przekręcił się 

na brzuch, unikając wzroku Maggie. – Robi mi się niedobrze, gdy na nią patrzę. 

Maggie zaśmiała się. 

– Nie dziwię się teraz, że twoja sekretarka nazywa cię gburem. Odpręż się. 

Położyła dłoń na granicy szyi i ramion Galena i zaczęła ugniatać jego plecy. 

Mięśnie  były  napięte  i  twarde  jak  stal,  ale  jego  skóra  była  ciepła  i  gładka,  jakby 
obiecując Maggie, że już wkrótce uda jej się także rozmasować sztywne muskuły 
Galena. Z przykrością uświadomiła sobie nagłe, jak bardzo napięta jest ona sama – 
tak  bardzo,  że  żaden  masaż  nie  przyniósłby  jej  ulgi.  Móc  go  dotykać,  pieścić, 
masować  potężne  ramiona,  wszystko  to  wywoływało  rzekę  nie  spełnionych 
pragnień… Tak chciała przytulić się do niego policzkiem, całować jego plecy i to 
miejsce  w  zagłębieniu  szyi,  gdzie  mokre  jeszcze  po  kąpieli  włosy  skręciły  się 
delikatnie. Tymczasem jej palce uciskały jedynie jego kręgi powolnymi ruchami w 
przód i w tył, w górę i w dół. Kilka razy Gałen cicho westchnął z ulgą, a Maggie 
zastanawiała się, czy były to tylko oznaki ustępowania bólu, czy też może on także 
czuł przepływające między nimi fale. 

Maggie poczuła, jak twarde ramiona Galena stopniowo miękną. Leżał teraz 

cicho,  a  jego  oddech  był  głęboki  i  regularny.  Spał.  Dziewczyna  ostrożnie  zdjęła 
ręce z jego ramion. Zaczęła okrywać go kołdrą, lecz zatrzymała się nagle. Pochyliła 
głowę i delikatnie pocałowała jego ramię. 

– Kocham cię, Galenie – wyszeptała. 

Podniosła się i usiadła powoli, tak aby nie poruszyć łóżkiem. Oparła głowę 

na  poduszce  obok  i,  patrząc  na  jego  ciemne  włosy  tak  blisko  swej  głowy, 
westchnęła głęboko. Nie było to, oczywiście, „bycie razem w łóżku”, ale musiała 

background image

się tym zadowolić. Czując przyjemne ciepło, zamknęła oczy i szczęśliwa zasnęła. 
Zerwała się nagle, słysząc dźwięk telefonu na stoliczku obok. 

–  Halo?  –  Odebrała  już  po  pierwszym  dzwonku.  W  odpowiedzi  usłyszała 

jedynie dźwięk odkładanej słuchawki. W tej samej chwili poczuła na sobie ramię 
Galena. 

– Kto to był? – spytał zwracając w jej kierunku zaspane oczy. 

– Nie wiem. Ktoś się rozłączył – odparła. – Pewnie pomyłka. 

Galen otworzył szerzej oczy. 

– Ciągle tu jesteś. – Cofnął ramię. – Która to godzina? – Spojrzał na stojący 

przy telefonie budzik. 

– Prawie północ. Nie zamierzałem przespać całego wieczoru. 

– Byłeś potwornie zmęczony – powiedziała Maggie, powstrzymując się, by 

nie odgarnąć włosów opadających mu na czoło. – Jak twoja głowa? 

–  Już  mi  przeszło.  To  chyba  twój  masaż  tak  mnie  zwalił  z  nóg.  –  Powoli 

otrząsał się ze snu i patrzył na Maggie z ciekawością. – Czy chciałabyś zostać na 
noc? – zapytał. 

Maggie  poczuła  nagle  zawrót  głowy.  Schrypnięty  głos  Galena  i  srebrzysty 

blask w szarych oczach sprawiły, że przeszył ją dreszcz. Wyciągnęła rękę i czule 
odgarnęła z jego czoła niesforny kosmyk czarnych włosów. 

– A chciałbyś? 

– Usiądź na chwilę – poprosił. 

Zastanawiając  się, do  czego  zmierza,  Maggie uniosła się posłusznie.  Galen 

poprawił  poduszki,  potem  otoczył  ją  ramieniem  i,  układając  się  wygodnie, 
przyciągnął ją do siebie. 

– Opowiedz mi o swojej sypialni w Nowym Jorku. – Mówiąc to, delikatnie 

gładził ją po twarzy. – Często próbowałem ją sobie wyobrazić. 

– Co takiego? – wyjąkała Maggie. 

Była  bardzo  zmieszana  leżąc  tak  w  ramionach  Galena,  w  jego  łóżku, 

oddzielona od jego ciała jedynie cienką pościelą. Z jednej strony gorąco pragnęła 
pozbyć się dzielącego ich materiału, z drugiej zaś drżała z irracjonalnego strachu, 
że  stanie  się  to,  zanim  będzie  gotowa,  zanim  powie  mu  to  wszystko,  o  czym 

background image

pragnęła mu powiedzieć. 

–  Mhm…  –  zamruczał  Galen,  całując  lekko  jej  usta.  –  Zastanawiałem  się, 

czy  twoje  ściany  są  złocone  i  ozdobione  lustrami  tak,  że  możesz  widzieć  się  ze 
wszystkich stron. 

– Broń Boże, nie! – krzyknęła Maggie. – Myślisz, że jestem aż tak próżna? 

To po prostu duży, przestronny pokój. Dom jest stary, więc sklepienia są wysokie. 
Architekt  musiał  przechodzić  wtedy  przez  okres  brzoskwiniowy,  czy  jak  to  tam 
nazwać, bo wszystko jest utrzymane w tej tonacji. 

–  To  brzmi  interesująco.  –  Galen  wodził  oczami  po  twarzy  dziewczyny, 

potem  zatrzymał  wzrok  na  jej  ustach.  Znów  pocałował  je  delikatnie.  –  Czy  twój 
dom jest duży? 

– Jest… niech pomyślę. – Tak bardzo kręciło jej się w głowie, że z trudem 

mogła się skupić. Prowadził z nią jakąś grę. Co go mogło obchodzić, jak duży jest 
jej  dom?  Jakie  to  w  końcu  miało  znaczenie?  –  Nie  pamiętam  –  powiedziała 
marszcząc brwi. – Galen, chcę z tobą o czymś porozmawiać. 

Galen przyciągnął Maggie bliżej, objął ją drugim ramieniem i z ustami na jej 

czole zapytał: 

– Tak? A o czym? 

O  czym?  O  Boże,  co  ona  właściwie  chciała  powiedzieć?  Maggie  uniosła 

lekko głowę, potem pogładziła ręką policzek Galena, przesuwając palec po jednej z 
jego  ciemnych  brwi.  Jej  dłoń  przeniosła  się  dalej  ku  nasadzie  nosa,  badając  jego 
kształt,  wreszcie  spoczęła  na  ustach,  obrysowując  ich  linię.  Przez  cały  ten  czas 
czuła na sobie uważny wzrok mężczyzny. 

–  O…  nas  –  powiedziała  wreszcie  z  trudem,  podnosząc  wzrok.  –  Chcę 

wiedzieć,  dokąd  zmierzamy.  Dopóki  jesteś  przy  mnie,  nie  dbam  o  to,  ale  chcę 
wiedzieć, co będzie dalej. 

Galen uśmiechnął się. 

– Maggie, nikt nigdy nie istniał dla mnie oprócz ciebie. Nigdy nie istniał i 

nigdy nie będzie istnieć. Zdaje mi się, że wiem, dokąd zmierzamy, ale chciałbym 
zostawić ci czas do namysłu. Czy to jest jakaś odpowiedź? 

Maggie skinęła głową, przepełniona szczęściem. Zarzuciła Galenowi ręce na 

szyję  i  przywarła  do  niego.  Nie  była  to  dokładnie  taka  odpowiedź,  jaką  sobie 
wymarzyła, ale prawie taka. Nie potrzebowała już czasu do namysłu, ale nie mogła 

background image

winić  Galena  za  ostrożność,  zważywszy  choćby  jej  własne,  wczorajsze 
zachowanie. 

– Maggie? – Galen szepnął prosto do jej ucha. 

– Tak? 

– Udusisz mnie. 

Natychmiast rozluźniła uścisk i oderwała się od Galena. Roześmiał się. 

– Chciałabyś zdjąć ubranie i wskoczyć pod kołdrę? 

– Tak – odpowiedziała, uśmiechając się nieśmiało. 

– Pomogę ci – zaproponował Galen. 

W  parę  chwil  później,  sycąc  wzrok  odsłoniętym  przez  siebie  widokiem, 

westchnął z głębokim zadowoleniem. 

– Cudownie – powiedział. Jedną ręką wysunął spod Maggie pościel i okrył ją 

niedbale. Poprawił się na poduszce i opierając na łokciu przyglądał się 

Maggie, która właśnie zwróciła wzrok w jego stronę. 

– A teraz, albo będziesz tu leżała bez ruchu jak myszka, albo wiesz, co się 

stanie. 

– Myślę, że to nic nie da – odpowiedziała Maggie. 

Czuła, że ciepłe ciało Galena czeka na nią i drżała z pragnienia. Odwróciła 

się  na  bok  i  przysunęła  bliżej,  nie  mogąc  oderwać  oczu  od  gorącego  spojrzenia 
mężczyzny. Znów wodziła dłonią po jego twarzy, liniach oczu i podbródka, małej 
ciemnej plamce w kąciku ust. 

Wziął ją w ramiona i przyciągnął do siebie tak, że zabrakło jej tchu. Odkryła 

wówczas, że Galen niczego na sobie nie ma i że pożąda jej równie silnie jak ona 
jego.  Radość  i  pragnienie  zawładnęły  jej  ciałem.  Już  za  chwilę  pozna  szczęście 
pełnego oddania. Lecz właśnie wtedy Galen przestał się spieszyć i, patrząc na nią 
oczami przepełnionymi szczęściem i radością, połaskotał ją lekko. Zachichotała w 
odpowiedzi. 

– Przestań – powiedziała, a on, roześmiany, przyciągnął ją mocniej. 

Złączeni  uściskiem  obracali  się  na  łóżku  jak  rozbawione  szczenięta,  raz 

jedno, raz drugie na górze. Wreszcie Galen zatrzymał Maggie pod sobą. 

background image

– Och, Maggie, najdroższa, tak bardzo cię pragnę  – powiedział zduszonym 

głosem, obsypując jej twarz deszczem pocałunków. 

–  Ja  też  cię  pragnę  –  odpowiedziała,  kołysząc  jego  twarz  w  dłoniach.  – 

Jestem tylko twoja – wyszeptała. 

–  Wiem.  –  Bardzo powoli,  nadal trzymając  ją  w  ramionach, położył  się  na 

boku.  –  Ale  myślę,  że  powinniśmy  się  zatrzymać.  –  Odgarnął  włosy  z  jej 
rozpalonej twarzy i uśmiechnął się w odpowiedzi na jej zdumione spojrzenie. 

–  Dlaczego?  –  spytała  nieprzytomna  z  pragnienia.  –  Dlaczego?  Nie  jesteś 

chyba sadystą? A może mścisz się za wczoraj? 

– Nie. I przepraszam za to, co stało się wczoraj. Pragnąłem cię tak bardzo, że 

nie panowałem nad sobą. Całą noc nie spałem, myśląc o tym, że potraktowałem cię 
jak  brutal.  Chcę  tylko,  żeby  wszystko  między  nami  było  idealnie  czyste.  Jeśli 
zostaniemy  kochankami,  nie  będzie  już  nigdy  odwrotu  –  powiedział  poważnie.  – 
Nie będzie odwrotu, rozumiesz? 

–  Oczywiście,  że  tak  –  odpowiedziała  niecierpliwie.  –  Ale  dlaczego  nie 

teraz? Dlaczego myślisz, że chciałabym się wycofać? 

– Powiedz mi – spytał, wciąż pieszcząc jej twarz delikatnymi pocałunkami – 

czy  gdybym  pojawił  się  w  twoim  życiu  powiedzmy  rok  temu  i  błagał  cię,  abyś 
wszystko rzuciła i została ze mną, zrobiłabyś to? 

– Przestań, Galen. – Maggie usiadła i odepchnęła go. – To nie czas na głupie 

pytania.  Skąd  mogę  wiedzieć,  co  bym  zrobiła.  Przede  wszystkim  ty  byś  nie 
przyszedł. To nie w twoim stylu. 

–  Mylisz  się.  Myślałem  o  tym.  Wiele  razy.  Więc  odpowiedz  mi.  Co  byś 

zrobiła? 

Maggie patrzyła na niego. Boże, skąd mogłaby wiedzieć? 

– Nie wiem, Galen, naprawdę. Byłam wtedy taka głupia. Nie wiem. 

– Nie głupia, Maggie – powiedział Galen biorąc ją w ramiona. – Nie ty. Tak 

czy  inaczej,  poczekajmy  jeszcze  trochę,  dobrze?  Na  szczęście  nie  grozi  nam 
rozłąka, chyba że ty tego będziesz chciała. 

– Dobrze, ale ja już się zdecydowałam. Jestem gotowa przejść z tobą przez 

wszystkie etapy, jakie wymyślisz, ale to niczego nie zmieni. 

Galen uśmiechnął się. 

background image

–  Walczmy  w  konstruktywny  sposób.  Co  byś  powiedziała  na  jajka  na 

bekonie? Umieram z głodu. 

–  W  środku  nocy?  –  spytała  Maggie,  zdumiona  łatwością,  z  jaką  Galen 

oprzytomniał i zaczął myśleć o jedzeniu. 

– A co w tym złego? Jestem dużym chłopcem i potrzebuję dużo zjeść. Ten 

mały  stek  na  kolację  to  dla  mnie  nic.  Nie  jadłem  lunchu.  –  Mówiąc  to,  wstał  z 
łóżka. 

Maggie  usiadła  i  obserwowała,  jak  się  ubiera.  Cóż  za  wspaniałe  ciało, 

pomyślała.  Tak  bardzo  chciała  znów  go  dotknąć,  że  drżały  jej  ręce.  Te  szerokie 
ramiona, płaski brzuch i wąskie biodra. 

Wkładając dżinsy Galen odwrócił się do niej i przekrzywił głowę. 

–  Czyżby  to,  co  widzę  w  tych  cudownych  niebieskich  oczach,  było 

pożądaniem? – spytał. 

–  A  żebyś  wiedział  –  uśmiechnęła  się  w  odpowiedzi  na  jego  radosne 

spojrzenie.  –  Myślę,  że  jesteś  najbardziej  seksownym  mężczyzną  na  świecie  – 
dodała. 

–  A  ja  sądzę  –  powiedział  Galen,  zapinając  pasek  –  że  ty  umiesz 

rozmasowywać nie tylko moje ramiona, ale również moje próżne ego.  – Podał jej 
ubranie. – Ubieraj się. Ja w tym czasie zacznę gotować. 

– Co za mężczyzna – mruknęła pod nosem, patrząc, jak odchodzi. Ubrała się 

szybko, ale kiedy zeszła do kuchni, wstawił już kawę i podsmażał bekon na patelni. 

– Dla mnie tylko kawa – powiedziała zbliżając się do niego. – Jestem jeszcze 

najedzona po kolacji. 

Galen objął ją i przytulił do siebie. 

– W porządku, chociaż zamierzam cię trochę podtuczyć – uśmiechnął się. – 

Parę kilogramów więcej dobrze ci zrobi. 

– Mówisz jak moja matka – powiedziała robiąc zagniewaną minkę. 

Kiedy jednak usiedli do stołu, zaczęła skubać grzanki z dżemem i zjadła dwa 

kawałki bekonu Galena. Rozmawiali wesoło o wszystkim, co przychodziło im do 
głowy, aż w końcu Galen opowiedział Maggie o sprawie, którą właśnie przegrał. 
Chodziło  o  smutny  przypadek  przyznania  opieki  nad  dziećmi  w  rozwiedzionym 
małżeństwie.  Galen  reprezentował  ojca,  którego  uważał  za  znacznie  lepiej 

background image

przygotowanego do swej roli. 

– Niestety sędzia miał inne zdanie. Szkoda mi tych dzieci. 

–  Jakoś  sobie  poradzą.  –  Maggie  próbowała  go  pocieszyć.  –  Dzieci  są 

zaskakująco dzielne. Pomyśl o małej Carrie. 

– Obyś miała rację – westchnął Galen. 

Świtało już, gdy Maggie zaczęła ziewać. 

– Zdrzemnij się lepiej, zanim ruszysz w drogę powrotną. Wstąpię do biura i 

powinienem  wrócić  około  południa.  Potem  muszę  pojechać  do  Spring  Mountain. 
Jeśli chcesz, wyruszymy razem. 

– Mógłbyś przyjść do nas na kolację – powiedziała Maggie. – Zadzwonię do 

matki i uprzedzę ją. 

– Dobry pomysł – odparł. 

Maggie podeszła do telefonu i wykręciła numer. Kiedy w parę minut później 

odłożyła słuchawkę, wyglądała na zaniepokojoną. 

–  To  dziwne  –  popatrzyła  na  Galena.  –  Matka  miała  właśnie  do  mnie 

dzwonić. Telefonował Bruce i chce, bym spotkała się z nim w Balfour Chemicals o 
pierwszej. O co może mu chodzić? 

Galen wzruszył ramionami. 

– Prawdopodobnie chce zwalczyć mój wpływ na ciebie – powiedział. – Idź 

teraz i przyłóż się na trochę do poduszki. Obudzę cię o właściwej porze. 

– Chyba tak zrobię. Obudź mnie około południa. 

Kiedy  w  jakiś  czas  potem  przypominała  sobie  tę  historię,  pomyślała,  że 

gdyby wówczas wiedziała, co ma nastąpić, nikt nie byłby w stanie zmusić jej do 
pójścia na to spotkanie. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Kilka  minut  przed  pierwszą  podjechała  pod  otoczoną  drutami  kolczastymi 

siedzibę Balfour Chemicals. Podała swe nazwisko strażnikowi w bramie. Skierował 
ją do głównego budynku administracyjnego. 

Zgodnie  z  instrukcją  Bruce'a  wjechała  na  pierwsze  piętro  i  długim 

korytarzem doszła do obszernej poczekalni. Siedząca przy komputerze przystojna 
sekretarka podniosła głowę i uśmiechnęła się. 

–  Pani  jest  z  pewnością  panną  Preston?  –  Gdy  Maggie  skinęła  głową, 

powiedziała  do  interkomu:  –  Panie  Preston,  pańska  siostra  już  przybyła.  Proszę 
wejść – wskazała drzwi obok. 

Bruce otworzył drzwi. 

– Cześć, siostrzyczko. Wejdź. 

Otoczył  ją  ramieniem  i  poprowadził  do  krzesła,  stojącego  za  ogromnym, 

dębowym biurkiem. 

Usiadł, wziął do ręki ołówek i odruchowo stukając nim o blat biurka, patrzył 

przed siebie. 

–  Czy  coś  się  stało?  –  spytała  Maggie.  Bruce  nie  wyglądał  na 

przestraszonego, ale z pewnością był zdenerwowany. 

Brat spojrzał na nią. 

– Mamy problem – powiedział. 

– My? 

–  Tak.  Dziś  rano  przyleciał  Roger.  Wciąż  ma  ochotę  uderzać  na  oślep,  bo 

powiedziałaś mu, że za niego nie wyjdziesz. Potrzeba mi jeszcze trochę czasu, a on 
rzuca  pogróżkami,  co  się  stanie,  jeśli  nie  wpłynę  jakoś  na  ciebie.  Musiałem  mu 
obiecać, że porozmawiam z tobą i skłonię cię przynajmniej do tego, że przemyślisz 
swą decyzję jeszcze raz. 

Bruce  uniósł  brwi  i,  próbując  się  uśmiechnąć,  nerwowo  poruszył  kącikiem 

ust. 

–  Tak  więc  proszę  cię,  obiecaj  mu,  że  to  zrobisz,  bo  jeśli  nie  –  westchnął 

background image

głęboko – możesz stracić brata. 

– Daj spokój, Bruce – powiedziała Maggie z dezaprobatą.  – Roger nie jest 

mordercą. 

– Maggie, nie zdajesz sobie sprawy, w jakim on jest stanie. Nie sądzę, żeby 

zrobił to sam, ale może kogoś wynająć. 

Maggie patrzyła na brata. Nagle przypomniała sobie spojrzenie, jakie rzucił 

Roger opuszczając jej mieszkanie. Tak, wtedy wyglądał jak człowiek, który jest w 
stanie zabić i to nie w afekcie, ale właśnie na zimno i z premedytacją. Przeszył ją 
dreszcz  i  zaczęła  rozmasowywać  palce,  które  nagle  zdrętwiały.  Nadal  nie 
rozumiała,  co  Bruce  ma  z  tym  wszystkim  wspólnego.  Na  co  potrzebował  czasu? 
Zanim przemyśli jego prośbę, musi znać prawdę, choćby najgorszą. W zamyśleniu 
przygryzła wargi i pochyliła się w jego stronę. 

– Przykro mi, Bruce, ale nie będę tego nawet rozważać, dopóki nie powiesz 

mi, o co tu chodzi i dlaczego zwłoka ma rozwiązać twój problem. Wyjdę za Galena 
i ta decyzja jest ostateczna. Nie podoba mi się to całe udawanie. Już wolę wynająć 
ci ochronę lub wysłać cię w jakieś bezpieczne miejsce. 

Bruce przyglądał się jej. Potem wstał, cicho podszedł do drzwi i zamknął je 

na klucz. Kiedy się odwrócił, był uśmiechnięty i otworzył szeroko ramiona. 

Zaskoczona Maggie podniosła się i poddała jego serdecznemu uściskowi. 

– Nadal niczego nie rozumiem – powiedziała. 

– Ciii… – wyszeptał Bruce. – Mów jak najciszej. O Boże, co za wspaniała 

wiadomość. Czy Galen oświadczył ci się tej nocy? 

– Tak. No… w pewnym sensie – odpowiedziała Maggie, kompletnie zbita z 

tropu. – Skąd wiedziałeś? 

– Mam szpiegów – oznajmił Bruce mrugając porozumiewawczo. Posadził ją 

na krześle. – Siedź, a ja opowiem ci wszystko w największym skrócie. 

Pochylił się nad mikrofonem i powiedział do sekretarki: 

– Żadnych telefonów, żadnych spraw, od nikogo. 

Przysunął się do Maggie i wziął ją za rękę. 

–  Oto  cała  historia  w  paru  słowach.  Pamiętaj,  że  jest  to  nadal  ścisła 

tajemnica.  Mniej  więcej  rok  temu  natrafiłem  w  księgach  na  ślady  oszustwa 

background image

podatkowego,  dotyczącego  zarówno  całej  korporacji,  jak  i  Rogera  osobiście. 
Pokazałem  to  Galenowi.  Powiedział  mi,  jakie  materiały  będą  potrzebne,  aby 
wytoczyć obie sprawy. Postanowiliśmy pracować wspólnie, a ponieważ niektórzy 
wiedzieli o naszej starej przyjaźni, zaczęliśmy przy każdej okazji udawać wrogów. 
Zanim ktokolwiek mógł nabrać podejrzeń, że węszę w tej sprawie, chwyciłem byka 
za rogi i powiedziałem Rogerowi, że mam na niego haka, ale zatuszuję sprawę z 
uwagi  na  wasze  planowane  małżeństwo.  Myślałem  wówczas,  że  naprawdę  tego 
chcesz,  a  nie  czułem  się  uprawniony  do  ingerowania  w  twoje  sprawy,  chociaż 
Galen  cały  czas  naciskał,  abyśmy  odwodzili  cię  od  tej  decyzji.  Aby  utwierdzić 
Rogera w przekonaniu, że jestem tylko miernym karierowiczem, który nie zawaha 
się przed nieuczciwością, poprosiłem go o parę przysług, między innymi o tę pracę. 
Kilka razy zwymyślałem Galena, a Rogerowi powiedziałem, że w gruncie rzeczy 
jest wspaniałym facetem i idealnym mężem dla ciebie. Kupił to. Zresztą miałem go 
w garści, więc w zasadzie nie miał wyboru. W tym czasie Galen, ja i jeszcze parę 
innych  osób  zajmowaliśmy  się  tą  sprawą,  a  kiedy  wyszło  na  jaw  jeszcze  więcej, 
postanowiliśmy z Galenem za wszelką cenę powstrzymać cię od fatalnej pomyłki, 
jaką byłoby małżeństwo z Rogerem. 

Bruce przerwał na chwilę i uśmiechnął się. 

– Mniej więcej wtedy zorientowałem się, że troska Galena o ciebie nie bierze 

się tylko stąd, że jesteś moją siostrą… Z drugiej strony jednak, musieliśmy starać 
się odwlekać twoje ostateczne zerwanie z Rogerem do czasu zakończenia śledztwa 
i  wyroku  sądu.  Gdyby  wiedział,  że  mogę  sypnąć  i  że  nie  ma  już  u  ciebie  szans, 
mógłby  prysnąć  z  kraju.  Ma  miliony  ulokowane  na  Karaibach.  Tak  więc  Galen 
naciskał na ciebie z jednej, a ja z drugiej strony. Niestety, Galenowi lepiej się to 
udało  i  podjęłaś  decyzję  troszkę  za  wcześnie.  Specjalnie  powołana  ława 
przysięgłych analizuje teraz dowody i gdyby Roger zniknął przed werdyktem, cała 
nasza praca poszłaby na marne. Myślę, że na razie niczego się nie domyśla, ale jest 
zaniepokojony.  Zwłaszcza  od  kiedy  jesteś  bliżej  z  Galenem.  Najwidoczniej  ktoś 
zobaczył  cię  u  niego  wczorajszego  wieczora,  jak  bawiłaś  się  ze  szczeniakami,  i 
twierdzi, że byłaś tam jeszcze o północy. 

– Ten telefon! – wykrzyknęła Maggie. 

Na  pytające  spojrzenie  Bruce'a  opowiedziała  historię  o  głuchym  telefonie, 

który uznała za pomyłkę. 

– Czy Roger kazał mnie śledzić? 

Na tę myśl zimny dreszcz przeszył jej ciało. 

– Nie zdziwiłbym się – odpowiedział Bruce. – Roger jest tak zazdrosny, że 

background image

należałoby  go  związać.  Niezwykle  obrazowo  przedstawiał  mi  swoje  zamiary 
wobec Galena. Nie mogę go przekonać, że byłbym po jego stronie, nawet gdybyś 
nie wyszła za niego, zresztą nie wiem, czy ma to dla niego jakieś znaczenie. Twoje 
odejście było silnym ciosem w jego „ja” i myślę, że on na swój sposób cię kocha. 
Sądzę,  że  nic  ci  z  jego  strony  nie  grozi,  inaczej  nie  prosiłbym  o  tę  zwłokę.  Jeśli 
dasz  mu  choć  cień  nadziei,  to  nie  zdecyduje  się  na  ucieczkę,  mimo  że  pewnie 
przeczuwa już koniec swej kariery… A więc, czy pomożesz nam? 

–  O  mój  Boże  –  powiedziała  Maggie,  zaszokowana  tym,  co  usłyszała.  Nie 

dość, że Bruce oszukiwał Rogera, to jeszcze wraz z Galenem wyprowadzili w pole 
ją samą. – Niezły z ciebie aktor – mruknęła. 

Bruce uśmiechnął się i potrząsnął głową. 

–  Nie  do  końca.  Moje  prośby,  byś  została  jeszcze  z  Rogerem,  nie  były  w 

stanie powstrzymać twojej prawdziwej miłości do Galena. Teraz twoja kolej. Dasz 
radę? 

Maggie westchnęła ciężko. 

–  Chyba  nie  mam  innego  wyjścia.  Dam  mu  do  zrozumienia, że  jeszcze się 

zastanawiam, ale to wszystko, co mogę zrobić. Jasne? 

– Oczywiście – odparł szybko Bruce. – Galen nie będzie mógł znieść tego, 

że w ogóle rozmawiasz z Rogerem, ale kiedy mu wyjaśnisz, że to konieczne, jakoś 
to wytrzyma. 

– Ty mu wyjaśnij. Nie chcę poruszać z nim tego tematu, by nie pomyślał, że 

to akceptuję. Musisz mu wprost powiedzieć, że właściwie zmusiłeś mnie do tego. 

– Dobrze – zgodził się Bruce, patrząc z powagą w jej oczy. – Całe imperium 

Rogera  Balfoura  legnie  w  gruzach.  To  niewesołe  i  nawet  współczuję  mu.  – 
Uścisnął jej ręce. – Ale cholernie się cieszę, że doznałaś olśnienia w samą porę. 

– Ja też – wzdrygnęła się Maggie. – Choć w pewnym sensie też mi szkoda 

Rogera. W porównaniu z Galenem jest taką żałosną postacią. To powinno ułatwić 
mi całe to udawanie. Gdzie jest Roger? 

– Czeka w sali konferencyjnej na dole. Jesteś gotowa, żeby tam pójść? 

– Chyba tak, choć trudno być gotowym na coś takiego. 

– Rozumiem – powiedział Bruce. – Dzięki, siostrzyczko. Jesteś wspaniała. 

Kiedy  weszli  do  luksusowej  sali  konferencyjnej,  Roger  odwrócił  się  w  ich 

background image

stronę  i  wstał,  próbując  uśmiechnąć  się  do  Maggie.  Jego  usta  skrzywiły  się,  ale 
oczy pozostały uważne. 

– Witaj, Maggie – powiedział cicho. 

–  Cześć,  Roger  –  uśmiechnęła  się  z  wysiłkiem.  –  Z  przykrością 

dowiedziałam  się,  że  jesteś  taki  przygnębiony.  Bruce  przekonał  mnie,  że 
powinnam… dać ci jeszcze jedną szansę. Nie jestem gotowa, aby zmienić decyzję, 
ale przemyślę ją raz jeszcze. 

Szczery uśmiech rozjaśnił twarz Rogera. 

– To cudownie. To więcej, niż  mogłem  się spodziewać. Bruce, dokonujesz 

cudów. 

Wyciągnął ramiona, a Maggie pozwoliła mu się objąć i przytulić. Zarzuciła 

mu  ręce  na  szyję  i  nadstawiła policzek,  czując  znajomy  zapach  wody  kolońskiej. 
Jak żałosna i skomplikowana jest ta cała historia. A najsmutniejsze w niej jest to, 
że Roger naprawdę myśli, że ją kocha. 

– Zostawię was samych – powiedział Bruce i zamknął za sobą drzwi. 

– Usiądziemy i porozmawiamy chwilę? – spytała Maggie. – Niedługo muszę 

być w domu, ale nie spieszę się aż tak bardzo. 

W  trakcie  rozmowy  Roger opowiadał  jej  ze  szczegółami  o  swojej  ostatniej 

podróży  w  interesach  do  Holandii,  najwyraźniej  starając  się  wyjść  naprzeciw  jej 
życzeniom. Pomyślała ze smutkiem, że kto wie, jak by się to wszystko potoczyło, 
gdyby  dawniej  włączał  ją  w swe zawodowe  sprawy.  Kiedy  w  końcu  powiedziała 
mu, że musi już iść, zareagował złością, lecz po chwili jego twarz rozjaśniła się. 

– Pojadę z tobą – zaproponował. – Spróbuję zmienić zdanie twoich rodziców 

na mój temat. Mam ze sobą wóz, a samolot zamówię na później do Beckley. 

– To… chyba niezbyt dobry pomysł – powiedziała Maggie. Na miłość boską, 

jeśli pojedzie z nią i zastanie tam Galena, wszystko przepadnie. Nie mówiąc już o 
tym,  co  pomyśli  sobie  Galen,  gdy  zobaczy  ją  z  Rogerem,  zanim  Bruce  zdąży  go 
uprzedzić. – Moja matka nie znosi nie zapowiedzianych wizyt. 

Bruce przyjrzał jej się zmrużonymi oczami. 

–  Czyżbyś  planowała  na  dzisiejszy  wieczór  ponowne  spotkanie  z 

Kendrickiem? 

– Na Boga, nie! – odparła błyskawicznie. 

background image

–  To  dobrze.  Nie  zniósłbym  myśli,  że  zwodzisz  mnie  tylko,  by  zadowolić 

brata, a sama kombinujesz coś z Kendrickiem na boku. W takim razie czemu nie 
zadzwonisz  do  matki  i  nie  uprzedzisz  jej,  że  przychodzę?  Zanim  tam  dotrzemy, 
będzie miała mnóstwo czasu na sprzątanie. 

– Dobrze – zgodziła się Maggie. Wstąpi po drodze do Bruce'a i powie mu, 

żeby natychmiast uprzedził Galena, by nie jechał do rodziców. 

Roger  odprowadził  ją  do  biura  Bruce'a.  Gdy  tylko  zamknęły  się  za  nim 

drzwi, Maggie szeptem opowiedziała Bruce'owi o wszystkim. 

– Nie martw się, zajmę się tym – odparł cicho. – Nie powinniśmy wzbudzać 

podejrzeń Rogera, że zanadto interesujesz się Galenem. Bóg jeden raczy wiedzieć, 
co przyszłoby mu do głowy, gdyby znał prawdę o was. 

– Dzięki – uśmiechnęła się. – A więc sza. 

Wyszła do Rogera, który stał pod samymi drzwiami. 

–  Nie  słyszałem,  żebyś  rozmawiała  przez  telefon  –  powiedział  zimnym, 

podejrzliwym tonem. 

–  Było  zajęte  i  nie  chciało  mi  się  czekać  –  odpowiedziała  bez  wahania.  – 

Matka gada czasem godzinami. 

Z  goryczą  pomyślała,  jak  łatwo  zostaje  się  kłamcą.  Ale  cóż,  to  dla  dobra 

sprawy. 

W drodze do Spring Mountain Maggie prowadziła jak najwolniej po to, by 

Galen  zdążył  pojawić  się  w  domu  rodziców  i  odebrać  wiadomość  od  Bruce'a. 
Jednocześnie przez ten cały czas trawiła wiadomość o współpracy brata z Galenem. 
Że też nigdy się nie zorientowała! 

Kiedy  dotarli  do  Spring  Mountain,  Maggie  spojrzała  na  zegarek.  Droga 

zajęła  im  dwie  godziny.  Wystarczająco  dużo,  aby  Bruce  zdążył  porozmawiać  z 
Galenem.  Zobaczyła  jednak  na  podjeździe  jego  samochód  i  ogarnęła  ją  panika. 
Czyżby  Bruce  nie  złapał  Galena,  czy  też  Galen  postanowił,  na  przekór 
wszystkiemu,  stanąć  twarzą  w  twarz  z  Rogerem  Balfourem?  To  nie  miało  sensu. 
Nie w grze o tak wielką stawkę. A jeśli nie rozmawiał z Bruce'em, w jaki sposób 
będzie mogła odwołać go na bok i wyjaśnić, dlaczego jest z nią Roger? I w jaki, na 
Boga,  sposób będzie  mogła uniknąć  sceny,  jaką  może  zgotować  jej  Roger, kiedy 
ujrzy Galena? 

Wysiadała z samochodu bardzo powoli, uciekając myślami w jakiś bajkowy 

background image

świat, gdzie wszystko było czyste i jasne, czując jednocześnie, że ciało odmawia jej 
posłuszeństwa.  Kiedy  Roger  wysiadł  ze  swego  mercedesa,  szybko  podeszła  do 
niego. 

– Roger – powiedziała, chwytając go  mocno i patrząc mu prosto w oczy  – 

muszę  ci  coś  wyjaśnić.  To  jest  samochód  Galena  Kendncka.  Wiem,  że  go 
nienawidzisz, ale to serdeczny przyjaciel moich rodziców. Traktują go jak drugiego 
syna.  A  więc  jeśli  chcesz  zyskać  w  oczach  matki  i  ojca,  bądź  dla  niego  miły, 
dobrze? – Widziała, jak wyraz twarzy Rogera zmienia się, przechodząc od dzikiej 
wściekłości do kompletnego zobojętnienia. Zrozumiał. 

–  Dobrze  –  powiedział  przez  zaciśnięte  zęby  –  ale  mam  nadzieję,  że  nie 

zamierza  tu  zostać.  Nie  wiem,  jak  długo  mógłbym  udawać  wobec  niego 
uprzejmość. 

– Wątpię, aby został – rzuciła oschle. Naprawdę sądziła, że Galen wyjedzie 

natychmiast. Wówczas pozostawała tylko nadzieja, że Bruce skontaktuje się z nim 
wkrótce i wyjaśni całą sytuację. 

Wspierając się na ramieniu Rogera, Maggie zapukała do drzwi. 

– O!… witam – zaczęła pani Preston zaskoczona, marszcząc brwi. – Ja… to 

znaczy, my… 

–  Wiem,  mamo.  –  Maggie  ucałowała  ją  w  policzek.  –  Roger  był  akurat  w 

Balfour  Chemicals, kiedy  poszłam  tam  spotkać się  z Bruce'em, i  przed  wyjazdem 
do Nowego Jorku chciał wstąpić do was. 

–  Piękny  dzień  na  przejażdżkę  po  górach  –  powiedział  Roger  uprzejmie, 

wchodząc za Maggie. 

W pokoju ujrzała znany sobie obrazek. Ojciec siedział w ulubionym fotelu, 

obok niego Galen rozparty wygodnie na krześle. Chwila, w której zobaczył Rogera, 
wystarczyła Maggie, by zrozumieć, że nie miał kontaktu z Bruce'em. Początkowo 
serdeczna,  jego  twarz  w  ułamku  sekundy  przybrała lodowaty  wyraz,  a  spojrzenie 
wyrażało mieszankę kipiącej złości i rozdzierającego cierpienia. 

– Co on, do cholery, tutaj robi?! – Zerwał się na równe nogi, nie spuszczając 

z Maggie wzroku. 

–  Otóż…  kiedy  poszłam  na  spotkanie  z  Bruce'em  –  zaczęła  niepewnie. 

Przerwała, czując że robi jej się słabo na widok dzikiego wzroku Galena. Przywarła 
do ramienia Rogera, próbując za wszelką cenę utrzymać się na nogach. 

background image

–  Maggie  i  ja  rozmawialiśmy  dzisiaj  –  wtrącił  się  Roger.  –  Doszła  do 

wniosku,  że  może  nie  jestem  jeszcze  taki  najgorszy.  Byłoby  wskazane,  abyś  nie 
używał  wobec  niej  takiego  tonu.  Może  poczuć  się  dotknięta.  –  Otoczył  ją 
opiekuńczym ramieniem. 

– Dotknięta? Przeze mnie? – powiedział Galen z gorzkim wyrzutem. 

Wodził wzrokiem po ich twarzach: Maggie  – pełnej przerażenia i Rogera – 

zupełnie spokojnej. Roześmiał się. 

–  Tworzycie  czarującą  parę.  Dwoje  mistrzów  fałszywej  gry.  Lepiej będzie, 

jeśli  już  sobie  pójdę.  Z  pewnością  nie  jestem  mile  widziany.  –  Uprzejmie  skinął 
głową w stronę Maggie i Rogera. – Życzę przyjemnego wieczoru – dodał z ironią. 
Zdawkowo pożegnał się z rodzicami i wyszedł nie oglądając się. 

Uczepiona  ramienia  Rogera,  Maggie  z  całej  siły  powstrzymywała  szloch. 

Było jasne, że Galen stracił do niej całe zaufanie. Poczuła na sobie wzrok Rogera i 
zwróciła się do niego. 

–  Przepraszam  za  Galena  –  powiedziała  przez  ściśnięte  gardło.  –  Jest  tak 

zaangażowany w swoją pracę, że stał się nietolerancyjny. 

Roger przyjrzał jej się w zamyśleniu. 

– Rozumiem. To stawia cię w bardzo trudnej sytuacji. Przykro mi. 

Łzy  napłynęły  do  oczu  dziewczyny.  Nigdy  przedtem  nie  czuła  do  Rogera 

większej sympatii niż w tej właśnie chwili i tym większy smutek ogarnął ją na myśl 
o  jego  nieuniknionym  losie.  Gdyby  tylko  wiedział,  jak  naprawdę  trudna  była  jej 
sytuacja. 

–  To  miło  z  twojej  strony  –  wyjąkała  zduszonym  głosem.  –  Pójdę  pomóc 

matce przy kolacji. A ty porozmawiaj z ojcem. 

W kuchni matka natychmiast rzuciła się do niej, pytając szeptem: 

– Co cię opętało, że przyprowadziłaś tu dziś tego człowieka? 

– Cii – ostrzegła ją Maggie. – Nie życzę sobie, abyś obrażała Rogera. Nadal 

jest  moim  przyjacielem.  –  Przytknęła  wargi  do  ucha  matki  i  spytała.  –  Czy  to  ty 
blokowałaś telefon całe popołudnie? 

Pani Preston zmarszczyła brwi. 

– Nie, telefon nie działa. Mają go zreperować do jutra rana. A o co chodzi? 

background image

– Nic już – odpowiedziała zrozpaczona Maggie. 

A więc nie dość, że Galen nie dostał od Bruce'a informacji, to jeszcze ona nie 

będzie  w  stanie  po  wyjściu  Rogera  nawiązać  z  Galenem  kontaktu.  Chyba  że 
pojedzie  do  pobliskiego  miasteczka  lub  bezpośrednio  do  niego,  do  Charlestonu. 
Tak będzie najlepiej, zdecydowała. 

Zanim  kolacja  dobiegła  końca,  cały  ten  plan  spalił  na  panewce.  Roger, 

czarujący  jak  nigdy  dotąd,  wyraźnie  zaczynał  podobać  się  ojcu,  także  matka 
uśmiechnęła się do niego parę razy, gdy chwalił jej jedzenie. Nagle zorientował się, 
że  zapomniał  zadzwonić  do  Charlestonu  i  zawiadomić  pilota,  aby  przyleciał  po 
niego  do  Beckley.  Pani  Preston  powiedziała  mu,  że  telefon  nie  działa  i 
zaproponowała, by został na noc. 

Roger rozpromienił się. 

– O, dziękuję, bardzo chętnie. – Spojrzał na Maggie. 

– Los bywa czasem taki łaskawy, prawda? 

–  Tak,  na  pewno  –  odparła  Maggie,  czując  jednocześnie  rozdzierające 

poczucie winy. 

Współczuła Rogerowi, Galenowi i sobie samej. Galen nazwał ją mistrzynią 

fałszu.  Tak,  udawało  jej  się  to,  ale  jak  bardzo  tego  nienawidziła.  Jedyne,  co  ją 
pocieszało, to myśl, że Roger ćwiczył się w sztuce udawania przez tyle lat i jakoś 
nigdy nie wstrząsnęło to jego sumieniem. 

 

 

Następnego  ranka  Roger  był  tak  przygnębiony  koniecznością  wyjazdu,  że 

Maggie  musiała  podwoić  wysiłki,  by  zapewnić  go,  iż  nie  planuje  podczas  jego 
nieobecności romansu z Galenem. 

– Wiesz dobrze, że nie należę do tego typu kobiet – powiedziała poważnie. – 

Do  zobaczenia  w  Nowym  Jorku  za  tydzień.  Po drodze odwiedzę  córeczkę  moich 
przyjaciół  w  Filadelfii,  gdzie  przechodzi  kurację  z  powodu  białaczki.  Jeśli  już 
musisz się o coś martwić, martw się o nią. Lekarze mówią, że może liczyć tylko na 
cud. 

Roger westchnął. 

– Chyba powinienem częściej dziękować Bogu, nie uważasz? Miałem więcej 

background image

szczęścia, niż na to zasługuję. – Przysunął się bliżej, patrząc jej prosto w oczy.  – 
Cokolwiek się stanie, Maggie, pamiętaj, że cię kocham. 

Maggie  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i  przytuliła  policzek  do  jego  twarzy. 

Najwyraźniej  miał  złe  przeczucia.  Może  w  głębi  duszy  wiedział,  że  nigdy  nie 
zmieni zdania i nie poślubi go. 

– Wracaj szczęśliwie – powiedziała cicho. – Do zobaczenia. 

Po wyjściu Rogera Maggie pobiegła do kuchni zadzwonić do Galena. 

–  Pan  Kendrick  wyjechał  z  miasta  i  nie  będzie  go  do  końca  tygodnia  – 

powiedziała  dobitnie  sekretarka.  –  Zostawił  wiadomość,  że  w  sprawie  fundacji 
powinna  się  pani  skontaktować  z  mecenasem  Walterem  Prattem.  Przesłał  mu 
papiery. 

– Dokąd pojechał pan Kendrick? – spytała Maggie. 

–  Nie  wiem  dokładnie.  Powiedział,  że  będzie  łowić  ryby  z  przyjaciółmi 

gdzieś na Florydzie. Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? 

– Nie, dziękuję – odparła Maggie. 

Cholera!  Wszystko  wskazuje  na  to,  że  Bruce  nie  złapał  już  Galena.  Czy 

rzeczywiście  wyjechał,  czy  też  nie  chciał  z  nią  rozmawiać?  Musi  natychmiast 
skontaktować się z Bruce'em. 

Gdy dodzwoniła się do jego sekretarki, zdała sobie sprawę, że nie powinna 

chyba wymieniać imienia Galena, na wypadek gdyby ktoś podsłuchiwał rozmowę. 
Powiedziała więc: 

–  Cześć  Bruce,  czy  udało  ci  się  dotrzeć  do  osoby,  o  której  mówiliśmy 

wczoraj? 

– Niestety nie. Próbowałem kilkakrotnie, ale nie było go. Nie martwiłbym się 

jednak. Jest wystarczająco bystry, by domyślić się, o co chodziło. 

– Z tego, co widziałam, to chyba nie udało mu się to. 

Zapadło milczenie przerwane westchnieniem Bruce'a. 

– Mogę tylko powtórzyć: nie martw się. 

– Nie martw się! Gdybyś tu był… – Zabrakło jej tchu. 

– Przestań, Maggie – przerwał ostro. – Kiedy wracasz do Nowego Jorku? 

background image

– Za tydzień. A co? – zdziwiła się. 

–  Uważam,  że  powinnaś  znaleźć  się  tam  najpóźniej  w  piątek.  To  dobrze 

wpłynie na Rogera. Może zadzwonisz do niego i poprosisz, by przysłał po ciebie 
samolot? 

Niecierpliwym  ruchem  otarła  łzy,  które  napłynęły  jej  do  oczu.  Tego  tylko 

brakowało! Prośba, aby w dalszym ciągu oszukiwać Rogera. Już miała powiedzieć, 
że prędzej umrze, niż się na to zdobędzie, kiedy przyszło jej do głowy, że być może 
Bruce  ma  jakiś  ważny  powód,  dla  którego  ją  o  to  prosi.  Jego  ton  był  bardzo 
poważny. 

– Dlaczego akurat piątek? – spytała ostro. 

– Mógłbym jechać z tobą – odparł Bruce. – Należy mi się odpoczynek i parę 

dni w wielkim mieście dobrze mi zrobi. 

–  Dobrze  –  westchnęła.  –  Zobaczę, co  uda  mi  się  załatwić  i  oddzwonię do 

ciebie. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Następnego  dnia,  po  wizycie  u  Waltera  Pratta  i  poczynieniu  wstępnych 

ustaleń  dotyczących  fundacji,  Maggie  zaczęła  się  poważnie  zastanawiać  nad 
prawdziwymi przyczynami zniknięcia Galena. Kiedy rozważała sposób organizacji 
funduszy,  zdała  sobie  sprawę,  że  i  tak,  do  czasu  skazania  Rogera  i  zakończenia 
całej  tej  gry,  nie  będzie  mogła  sprzedać  swojego  mieszkania.  Galen  z  pewnością 
był  uwikłany  w  zbieranie  materiałów  przeciwko  Rogerowi  i  jego 
współpracownikom.  To  może  być  przyczyna  jego  nagłej  nieobecności.  Nie  miała 
pojęcia,  gdzie  mogą  mieć  miejsce  obrady  rady  przysięgłych,  ale  poczuła  ulgę  na 
myśl,  że  może  wyjechał  nie  po  to,  by  rozmyślać  w  samotności  nad  jej 
dwulicowością.  Przypuszczała,  że  także  Bruce  może  być  wzywany  na 
przesłuchania,  niekoniecznie  w  tym  samym  terminie  co  Galen.  Obaj  byli  zbyt 
przebiegli, by planować podejrzane wyjazdy za miasto w tym samym terminie. 

Kiedy  jechała  z  Bruce'em  na  lotnisko  w  piątkowy  poranek,  zapytała  go 

wprost, czy Galen rzeczywiście jest na Florydzie. 

– Z każdym dniem robisz się mądrzejsza – odparł z uśmiechem Bruce. 

– A czy ty nie będziesz również musiał zeznawać przed sądem? – spytała. 

– Już zeznawałem – odparł Bruce. 

– Już? Kiedy? Gdzie? 

Bruce pokiwał głową. 

– Nie mogę powiedzieć. Mogę cię jedynie zapewnić, że jeśli rząd chce, aby 

coś było tajne, to naprawdę wie, jak to zrobić. Nie zobaczysz Galena, dopóki cała 
sprawa się nie zakończy, ale gdyby ktokolwiek interesował się nim, będą dowody 
na to, że łowi ryby na Florydzie. 

Maggie uśmiechnęła się. 

– Słyszałam, że tego typu sprawy ciągną się nieraz miesiącami. Sądzę, że nie 

wytrzymam tak długo. 

–  To  inny  przypadek.  Wszystkie  materiały  oraz  zeznania  świadków  są  już 

przygotowane.  Akt oskarżenia  jest  już  sformułowany.  Jedyne, co pozostało ławie 
przysięgłych,  to  ocena  dowodów,  a  to  nie  powinno  trwać  długo.  Prokurator 
federalny, który pracuje z Galenem, mówi, że nie ma żadnych niejasności i wątpię, 

background image

by ława przysięgłych miała inne zdanie. Galen jest znakomity. – Wyciągnął rękę i 
ścisnął jej dłoń. – Niezły facet ci się trafił. 

–  Mam  nadzieję,  że  nadal  jest  mój  –  powiedziała  Maggie  ze  smutkiem.  – 

Obawiam  się,  że  nawet  jeśli  zorientował  się,  o  co  chodzi,  mógł  uznać,  że  byłam 
nieco zbyt miła dla Rogera. 

– Na pewno nie – odparł Bruce. – Zna cię. Zrozumie. 

Oczy Maggie wypełniły się łzami. 

– Może masz rację. Ale to nie zmienia faktu, że biorąc w tym udział czuję się 

fatalnie. 

– Nikt nie oczekiwał, że to polubisz. Ty masz sumienie, którego głos nigdy 

w tobie nie milknie. Roger używa swojego tylko wtedy, kiedy jest mu wygodnie. – 
Raz jeszcze uścisnął jej dłoń. – Daj już spokój, rozchmurz się. Zanim dojedziemy 
do Filadelfii, musisz ze względu na Carrie wyglądać na wesołą, prawda? 

– Nie martw się, poradzę sobie – obiecała Maggie. – Nie zawiodę jej. 

Kiedy jednak Maggie i Bruce przekroczyli próg oddziału intensywnej terapii, 

z  trudnością  udawało  się  jej  zachować  pogodę  ducha.  Oddział  robił  wrażenie 
miejsca, do którego ludzie przybywają, ale z którego rzadko wracają. 

– Jak ona się czuje? – spytała pielęgniarkę, która powitała ich u wejścia do 

pokoju Carrie. Pielęgniarka zacisnęła usta i popatrzyła w kartę. 

–  Wydaje  mi  się  –  powiedziała  ostrożnie  –  że  zaobserwowałam  dzisiaj 

pierwsze symptomy poprawy. Muszę powiadomić doktora Granta. 

– Cudownie! – wykrzyknęła Maggie. 

Nareszcie  miała  ochotę  się  uśmiechnąć.  Weszła  do  pokoju,  gdzie  zastała 

Bryantów  i  zanim  pochyliła  się  nad  Carrie,  uściskała  ich  serdecznie.  Na  widok 
bladej i ukrytej w plątaninie tub i monitorów dziewczynki radość zaczęła znikać z 
jej twarzy, ale promienny uśmiech Carrie dodał jej otuchy. 

–  Wspaniale  się  spisujesz,  kochanie  –  powiedziała,  ujmując  małą,  chłodną 

rączkę dziecka. 

– Czuję się dziś lepiej – powiedziała Carrie. – Wiem, że wyglądam strasznie, 

ale naprawdę jest mi lepiej. 

–  To  najlepsza  wiadomość,  jaką  kiedykolwiek  usłyszałam.  Galen  byłby 

background image

zachwycony. Nie mogłam go tu dziś ze sobą przywieźć, ale jest ze mną mój brat, 
Bruce. – Przywołała go ruchem ręki. – Bruce, poznaj Carrie. 

Pozwolono  im  zostać  tylko  parę  minut.  Młody  doktor  Grant  poinformował 

ich,  że  stan  Carrie  naprawdę  wydaje  się  poprawiać,  ale  jeszcze  za  wcześnie  na 
bardziej precyzyjną ocenę wyników leczenia. 

– Nie zrobię panu kłopotu, gdy będę dzwoniła codziennie? – spytała Maggie. 

– Proszę dzwonić, kiedy tylko pani zechce – odparł doktor Grant. – Ma to dla 

Carrie ogromne znaczenie. 

W  czasie  krótkiego  lotu do  Nowego Jorku  Maggie  milczała,  rozmyślając o 

tych  wszystkich  dziwnych  wydarzeniach,  które  tak  bardzo  zmieniły  ostatnio  jej 
życie.  Jeszcze  pół  roku  temu  zmierzała  w  zupełnie  innym  kierunku.  Miała 
wrażenie,  że  to  wszystko  jest  jakimś  nierealnym  przedstawieniem,  które  wkrótce 
się  skończy  i  wszystko  będzie  jak  dawniej.  Roger  wyszedł  po  nich  na  lotnisko, 
powitał  Maggie  czułym  pocałunkiem  i  natychmiast  zapytał  o  dziewczynkę,  którą 
odwiedzała. 

–  Tak się  cieszę  –  powiedział,  gdy  usłyszał od Maggie,  że  jest  nadzieja na 

poprawę. Maggie zastanawiała się, jak by zareagował, gdyby znał całą prawdę. 

Ku  zaskoczeniu  Maggie,  Silverton  nadal  pełnił  swą  funkcję.  Widocznie 

groźba  procesu  dała  Rogerowi  do  myślenia,  choć  nic  przecież  nie  wiedział  o  jej 
zaangażowaniu  w  tę  sprawę.  Nic  dziwnego,  że  czuła  się  jak  w  jakimś  dziwnym 
śnie! Prowadziła przecież właściwie podwójne życie. Żeby to wszystko skończyło 
się już i żeby mogła znów zobaczyć Galena. Jedno, czego chciała, to być z nim. 

Poczucie nierealności nie opuszczało jej. Z jednej strony miło spędzała czas 

z  Rogerem,  jadając  i  tańcząc  w  znajomych  miejscach,  których  ekskluzywna 
elegancja  szczelnie  broniła  dostępu smutnym,  przyziemnym  sprawom  z  zewnątrz, 
Z drugiej zaś strony czuła wyraźnie, jak z każdym dniem coraz bardziej dusi się w 
tym zamkniętym świecie. Po wyjeździe Bruce'a we wtorek, mimo jego zapewnień, 
że  nie  musi  się  martwić  o  Galena,  z  trudem  powstrzymywała  łzy.  Skąd  ta  jego 
pewność? Nie widział przecież twarzy Galena, gdy ten ujrzał ją u boku Rogera. 

Minęła środa, potem czwartek. W piątek Roger miał przyjechać po Maggie o 

czwartej i zabrać  ją do  Connecticut, do domu  jego  przyjaciół i spędzić  tam  kilka 
dni. Maggie nie miała ochoty na ten wyjazd, mimo to spakowała się i o umówionej 
godzinie czekała na niego w nowym sportowym komplecie koloru kości słoniowej. 
Kiedy do wpół do piątej Roger nie zjawił się, poczuła irytację. Gdy minęła piąta, a 
jego wciąż nie było, kipiała z wściekłości. Zawsze, gdy miał się spóźnić, uprzedzał 

background image

ją telefonicznie. Rzuciła żakiet na krzesło, usiadła na sofie i włączyła telewizor. Jak 
na złość, nadawano właśnie tę reklamę, której Galen tak bardzo nienawidził. 

– Ja też tego nie znoszę – mruknęła pod nosem. 

Reklama skończyła się i pojawiła się uśmiechnięta prezenterka wiadomości. 

– Dobry wieczór. Prawdziwą sensacją dzisiejszego wieczoru jest zaskakująca 

wiadomość ze świata wielkiego biznesu. Specjalnie powołana rada przysięgłych na 
szczeblu  federalnym  przedstawiła  dziś  popołudniu  w  Nowym  Jorku 
dwudziestopunktowy  akt  oskarżenia  przeciwko  Rogerowi  Balfourowi  z  Balfour 
Chemicals.  Widzimy  go  właśnie  w  eskorcie  prokuratora  federalnego.  Inni  wyżsi 
urzędnicy tej wielkiej korporacji także są aresztowani… 

Maggie  zamarła.  Oto  widziała  na  ekranie  Rogera,  skutego  w  kajdanki, 

wyprowadzanego  ze  swego  biura  przez  policjantów.  Patrzył  wprost  do  kamery, 
wzrokiem  tak  pełnym  zaskoczenia,  jakby  i  on  znalazł  się  nagłe  w  świecie 
imaginacji.  Łzy  spłynęły  po  policzkach  Maggie.  Było  po  wszystkim.  Z  głębokim 
westchnieniem ulgi oparła się o sofę i zamknęła oczy. Gdyby tylko mogła odnaleźć 
teraz Galena, i gdyby on zechciał zrozumieć… 

Usłyszała dzwonek do drzwi i otworzyła oczy. Czyżby już dziennikarze? – 

pomyślała ze smutkiem. 

– Anno! – zawołała. – Ktokolwiek to jest, powiedz, że nie… 

Przerwała spoglądając na drzwi i czując, jak serce nieomal wyskakuje jej z 

piersi. W progu salonu, wymięty i zmęczony, stał Galen. 

–  Galen!  –  Skoczyła  na  równe  nogi  i  śmiejąc  się  przez  by,  podbiegła  do 

niego.  Wyglądał  na  wycieńczonego,  a  rysy  jego  twarzy  były  tak  napięte,  że  nie 
była pewna, czy cieszy się na jej widok. Uczynił zaledwie jeden krok w jej stronę, 
po czym zatrzymał się, nie spuszczając z niej wzroku. Otworzył ramiona, a Maggie 
rzuciła się w nie, przywierając do niego, śmiejąc się i płacząc równocześnie. 

–  Maggie,  kochanie,  dzięki  Bogu!  –  Obsypał  jej  twarz  pocałunkami.  Z 

trudem powstrzymywał łzy, które wypełniły jego oczy. – A więc wszystko jest jak 
dawniej? Nadal jesteś moja? 

– Oczywiście! – krzyknęła Maggie pochylając go ku sobie i całując w usta. – 

Mhm. Jak dobrze czuć znowu ich smak. Czy naprawdę już po wszystkim? Czy na 
pewno? 

– Naprawdę – odparł czule. 

background image

Maggie ujęła go pod ramię. 

– Chodź, usiądziemy i opowiesz mi o wszystkim. – Usiadła obok i wtuliła się 

w niego. – Czuję się tak, jakby nagle zdjęto ze mnie ogromny ciężar, który nosiłam 
na sobie przez tyle tygodni – powiedziała, patrząc z uśmiechem w jego pełne ciepła 
oczy. 

– Ja też. – Galen westchnął głęboko. – Sądziłem, że kiedy już to się stanie, 

będę o wiele szczęśliwszy, niż naprawdę jestem. 

– Rozumiem to – odparła Maggie, gładząc palcami jego podbródek. – Czuję 

to samo. Wiedziałam, co się stanie, a jednak kiedy zobaczyłam go prowadzonego w 
kajdankach, był to dla mnie prawdziwy szok. 

– Wiem. – Usłyszała jego głęboki i czuły głos tuż przy uchu, które delikatnie 

pieścił  ustami,  otaczając  ją  jednocześnie  ramieniem.  –  Usiłowałem  być  tu 
wcześniej, zanim dowiesz się z komunikatu. Mimo że nie byłem pewien, co o mnie 
myślisz, nie chciałem, byś była sama, kiedy dotrze do ciebie ta wiadomość. 

Maggie podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego. 

– Nie sądzisz, że to dziwne? Były chwile, kiedy myślałam, że widok Rogera 

idącego do więzienia sprawi, że będę skakała z radości, ale kiedy Bruce powiedział 
mi, że to naprawdę nieuniknione, zaczęłam mu współczuć. 

– Ja w pewnym sensie też. Nie jest przyjemne zniszczyć człowieka, żadnego 

człowieka.  Co  gorsza,  wiedziałem,  o  co  byłaś  proszona,  i  bałem  się,  że  z  twoim 
otwartym,  dobrym  sercem  zaczniesz  współczuć  mu  coraz  bardziej.  Wyobrażałem 
sobie nawet, że uznasz, iż to on potrzebuje cię bardziej niż ja, zwłaszcza po tym, w 
jaki sposób zostawiłem cię z nim u twoich rodziców. 

Położył rękę na policzku Maggie i delikatnie odgarnął jej włosy. 

–  Przeklinałem  się  za  to  bez  końca.  Już  po  paru  minutach  od  twojego 

przyjścia z Rogerem zrozumiałem, co się stało, ale nie wiedziałem, jak dać ci to do 
zrozumienia.  To  właśnie  miałem  na  myśli,  kiedy  mówiłem,  że  wszystkich 
potraficie oszukać, ale wiedziałem, że nie zrozumiałaś tego właściwie. Potem tego 
samego  wieczoru  dostałem  wiadomość,  że  mam  wyjechać  i  od  tego  czasu  nie 
miałem  żadnych  możliwości  wyjaśnienia  ci  czegokolwiek.  Bruce  i  ja  mieliśmy 
zakaz kontaktowania się. 

– Bruce powtarzał mi, że na pewno wszystko zrozumiesz – odparła Maggie – 

ale nie byłam tego pewna. Cały czas zamartwiałam się, że mnie znienawidzisz za to 
upokorzenie. Nigdy nie umiałabym tego zrobić, nigdy, Galenie. 

background image

Galen  uśmiechnął  się,  a  wyraz  napięcia  na  jego  twarzy  znikł  całkowicie, 

zastąpiony przez radosny błysk w oczach. 

–  O,  Boże,  jak  to  cudownie  trzymać  cię  znów  w  ramionach  –  powiedział, 

obsypując jej twarz pocałunkami. – Przysięgam, że w czasie tego tygodnia czułem 
bóle ramion, nie mogąc obejmować cię nimi i być pewnym, że nadal należysz do 
mnie. 

– Całe moje ciało tęskniło za tobą aż do bólu. – Maggie wtuliła się w niego. 

– Tylko przy tobie mogę czuć się całkiem szczęśliwa. 

–  Och,  Maggie,  najdroższa.  –  Schrypnięty  głos  Galena  był  przepełniony 

uczuciem.  Uniósł  delikatnie  jej  podbródek  i  patrzył  na  nią  wzrokiem  pełnym 
szczęścia. – Tak bardzo cię kocham. Powinienem powiedzieć ci to już wcześniej, 
ale bałem się, że moje marzenia mogą się nigdy nie spełnić. 

– Ja też cię kocham – wyszeptała Maggie. 

Gdy  poczuła  jego  usta  na  swoich,  przywarła  do  niego  i,  poddając  się  jego 

namiętności,  w  okamgnieniu  zapomniała  o  trudnych,  nieszczęśliwych  chwilach 
ostatnich, dni. Nie miała teraz najmniejszych wątpliwości, że on należy do niej na 
zawsze. 

Podniósł głowę i powiedział urywanym głosem: 

– Czy jest tu miejsce, gdzie moglibyśmy porozmawiać o moich marzeniach? 

– spytał. – Miejsce, gdzie mógłbym kochać cię tak, jak tego chciałem od czasu… 
Nieważne, ta opowieść może poczekać. 

Uśmiechnął się widząc, jak Maggie wstaje i bierze go za rękę. Poprowadziła 

go w stronę schodów. 

– Znam takie miejsce – powiedziała rozpromieniona. – Ta sypialnia, o którą 

pytałeś pewnej nocy nie tak dawno temu. 

Galen zatrzymał się przed wejściem na schody. 

– No właśnie. – Odwrócił się i rozejrzał po luksusowym salonie Maggie. –Tu 

jest  naprawdę  pięknie.  Nie  zauważyłem  wcześniej,  bo  od  kiedy  tu  wszedłem, 
patrzyłem tylko na ciebie. Ale jest tu dokładnie tak, jak sobie to wyobrażałem.  – 
Uśmiechnął się. – Widzisz, mam takie jedno marzenie. Czy zgodziłabyś się, żebym 
wniósł cię po schodach? To nie są dokładnie takie schody, jakie sobie wyśniłem, 
ale mogą być. 

background image

– Oczywiście, że nie mam nic przeciwko temu – odparła Maggie, chwytając 

go za szyję, kiedy wziął ją na ręce. 

–  Idziemy.  –  Spojrzał  na  nią  łobuzersko.  –  Ćwiczyłem  nawet  wnoszenie 

rzeczy po schodach, żeby mieć pewność, że cię nie upuszczę. Oczywiście do czasu, 
kiedy przyszłaś do mnie tamtej nocy, nie wierzyłem, że to marzenie kiedykolwiek 
się spełni. Tak czy inaczej, było to dla mnie dobre ćwiczenie. 

Maggie roześmiała się i pocałowała go w policzek. 

–  O  co  w  tym  wszystkim  chodzi?  Brzmi  to  tak,  jakbyś  wszystko  planował 

przez lata. 

– Bo tak było. Powiedziałem ci już, że nigdy nie istniał dla mnie nikt poza 

tobą – odparł Galen. 

– Bądź teraz cicho i słuchaj mojej historii. 

– Tak, mój najdroższy. 

Galen roześmiał się. 

– Tak jest o wiele lepiej. A więc pewnego razu, dawno temu, kiedy byłem 

brzydkim  kalekim  chłopcem,  zjawiła  się  w  moim  życiu  piękna  księżniczka. 
Sprawiła, że znów zaświeciło dla mnie słońce i rozkwitły kwiaty. I pokochałem ją z 
całego serca. Ale ona, jak to księżniczka, odpłynęła do swych królewskich spraw, 
zostawiając  za  sobą  brzydkiego  kalekiego  chłopca.  Lekarze  dokonali  cudów  i  po 
pewnym czasie nie był już brzydkim kalekim chłopcem. W tym czasie księżniczka 
mieszkała bardzo daleko w pięknym pałacu, a ludzie kłaniali się jej i ubóstwiali ją. 
Zabrała ze sobą serce chłopca. Należało do niej już na zawsze i chociaż wyrósł on 
na mężczyznę i wiedział, że to głupie, to jednak ciągle wierzył, że pewnego dnia 
księżniczka powróci. Spojrzy na niego i od razu pokocha. A wtedy on porwie ją na 
swym  wspaniałym  rumaku,  powiezie  do  swego  zamku  i  wniesie  ją  na  rękach  do 
wypełnionej kwiatami alkowy. Potem pobiorą się i będą żyli długo i szczęśliwie. 

Galen zatrzymał się na szczycie schodów. 

– Nigdy tak naprawdę nie wierzyłem, że ten sen stanie się jawą – powiedział, 

patrząc na Maggie z uwielbieniem. 

– A jednak tak się stało – wyszeptała Maggie przez łzy szczęścia i miłości. – 

To  taka  piękna  bajka,  Galenie.  Tylko  że  ja  nie  jestem  żadną  księżniczką.  Jestem 
zwykłą  dziewczyną,  która  zawsze  cię  kochała,  tylko  nie  wiedziała  o  tym,  zajęta 
udawaniem kogoś innego. 

background image

–  Zawsze  będziesz  moją  księżniczką  –  powiedział  Galen,  a  w  jego  oczach 

pojawiły się przewrotne ogniki. – A teraz, moje kochanie, najwyższa pora nadrobić 
stracony  czas.  Mamy  sobie  mnóstwo  do  opowiedzenia,  ale  ja  już  wariuję  z 
pożądania,  a  zanim  nasze  rodziny  przygotują  nam  królewskie  wesele,  na  jakie 
zasługujemy,  minie  parę  tygodni.  Jeśli  chcesz,  zaczekam,  ale  pod  warunkiem  że 
zamkniesz mnie w głuchej celi. 

– Uchowaj Boże – roześmiała się Maggie. 

– W takim razie, którędy do alkowy? 

–  Te  białe  podwójne  drzwi  na  wprost  –  odparła  Maggie  z  radością, 

przywierając do ramienia Galena, gdy przenosił ją przez próg. 

Nieco  później,  gdy  Maggie,  wreszcie  nasycona,  leżała  w  cieple  ramion 

Galena, westchnęła nagle i powiedziała z rozmarzeniem: 

–  Myślę,  że  powinniśmy  spędzić  tu  resztę  życia.  Anna  mogłaby  nam 

przynosić coś do jedzenia, a całą resztę czasu kochalibyśmy się. Czy mogłoby być 
coś wspanialszego? 

Galen roześmiał się i przyciągnął ją bliżej. 

–  Nie,  nie  mogłoby.  Szkoda  tylko,  że  rzeczywistość  i  tak,  prędzej  czy 

później, dopadłaby nas, prawda? 

Maggie westchnęła. 

– Tak, ostatnio miałam jej po uszy. Aczkolwiek wiele razy czułam się tak, 

jakby to wszystko nie działo się naprawdę. Prowadzenie podwójnego życia nie jest 
zbyt przyjemne, gdy marzy się tylko o jednym, być razem z tobą. 

– Biedne maleństwo – powiedział czule Galen, całując ją w czoło. – Wiem, 

że nie było to łatwe, ale bez twojej pomocy moglibyśmy nie dać sobie rady. Gdyby 
nie  ty,  Roger  mógłby  wyjechać,  wiedząc,  że  Bruce  odkrył  wszystko.  Najbardziej 
jednak  obawialiśmy  się,  że  zrobi  coś  nieobliczalnego.  Przypuszczam,  że  kiedy 
dałaś mu kosza, stanął w obliczu wygnania z kraju, bez szansy powrotu, i był tym 
załamany. W takich okolicznościach człowiek o takiej władzy jak Roger mógł być 
znacznie bardziej niebezpieczny, niż mogłabyś sobie wyobrazić. 

–  To  właśnie  powiedział  mi  Bruce  –  odparła  Maggie.  Potrząsnęła  głową  i 

uśmiechnęła  się  lekko.  –  Ciekawe,  czy  Roger  uwierzyłby  mi,  że  oszukiwanie  go 
było dla mnie takie straszne? Jestem prawie pewna, że i tak cały czas domyślał się 
wszystkiego.  Czy  miałbyś  coś  przeciwko  temu,  gdybym  napisała  do  niego  list  z 

background image

wyjaśnieniami? 

–  Oczywiście,  że  nie  –  powiedział  miękko  Galen.  –  Nie  byłabyś  sobą, 

gdybyś nie miała ochoty tego zrobić. 

Przesunął dłonią po jej plecach. 

– Długie i szczęśliwe życie przed nami, Maggie. Nie będziemy mieli wiele. 

Zawsze będzie tyle spraw, które wymagają pieniędzy, i to znacznie większych niż 
moje,  najlepsze  nawet  wynagrodzenie.  Martwiłem  się  nieraz,  że  po  tym  luksusie 
życie  ze  mną  wyda  ci  się  bezbarwne,  ale  twoja  idea  założenia  fundacji  rozwiała 
moje obawy. 

– Życie z tobą bezbarwne? – Maggie uniosła głowę i pocałowała go w brodę. 

– Nigdy. Jest tyle rzeczy do zrobienia, rzeczy, które interesują nas oboje. Ja zajmę 
się fundacją. A później, kiedy dzieci będą już w szkole, może wróciłabym na studia 
i została prawnikiem. Przyjąłbyś mnie do współpracy? 

Galen roześmiał się. 

–  Chwileczkę,  chwileczkę.  Ile  będziemy  mieli  dzieci?  Moje  marzenia  nie 

sięgały tak daleko. 

– Troje, a może czworo? 

–  W  porządku  –  zgodził  się  Galen.  –  A  gdybyś  znalazła  czas,  by  zrobić 

dyplom, niczego nie pragnąłbym bardziej, niż mieć ciebie za partnera. 

Znów przyciągnął Maggie do siebie, przywierając do niej całym ciałem. 

– Dzieci już teraz? – szepnął jej do ucha. 

–  Jak  najbardziej  –  odparła,  a  on,  odpowiadając  na  jej  pieszczoty,  jęknął  z 

rozkoszy.  –  Kochajmy  się  raz  jeszcze,  a  potem  zadzwonimy  do  naszych  rodzin  i 
powiemy im, że mogą przygotowywać wesele. 

 

 

Ciepłego,  czerwcowego  popołudnia  Maggie  i  Galen  powtórzyli  słowa 

przysięgi małżeńskiej, stojąc w cieniu ogromnego klonu na zielonej łące w Haven 
Hill.  Setki  krzeseł  rozstawione  były  dokoła  ukwieconego  ołtarza.  Zebrało  się 
niemal  całe  Spring  Mountain.  Przyjechali  przyjaciele  z  Zachodniej  Wirginii,  z 
Nowego  Jorku  i  z  wielu  innych  stanów.  Kiedy  Maggie,  promienna,  ubrana  w 

background image

tradycyjną  suknię  ślubną  z  delikatnego  szyfonu  i  koronek,  szła  między  rzędami 
krzeseł do ołtarza, myślała, że jej serce pęknie ze szczęścia. Byli wszyscy, których 
kochała. Ojciec czuł się na tyle dobrze, by poprowadzić ją do ołtarza, gdzie czekał 
Galen,  zabójczo  przystojny  w  swym  eleganckim  garniturze,  niczym  najbardziej 
wymarzony książę z bajki. U jego boku jako drużba stał uśmiechnięty od ucha do 
ucha Bruce.