background image

LASS SMALL 

 

Lemon 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Lemon Covington w ogóle nie zdawał sobie sprawy, Ŝe jest istotą śmiertelną. Ci, którzy 

urodzili  się  i  wychowali  w  Teksasie,  zawsze  tak  czują.  Udało  im  się  jakoś  przeŜyć,  myślą 

więc, Ŝe są niepokonani.  

Lemon  miał  prawie  metr  osiemdziesiąt  osiem  centymetrów  wzrostu.  Jego  jasne  włosy 

wybieliło  ostre  teksańskie  słońce.  Włoski,  które  pokrywały  jego  ciało,  były  złociste  i  na  ich 

widok kobiety stawały się niespokojne.  

Zachodnia  część Teksasu, gdzie  wychowywał się  Lemon, jest bardzo słabo zaludniona i 

pozbawiona  bogactw  naturalnych.  Kiedy  Lemon  był  mały,  nikt  nie  domyślał  się  nawet,  jak 

bardzo jest upośledzony, potrafił bowiem znakomicie udawać.  

Kiedy  w  końcu  poddano  go  odpowiednim  testom,  rodzice  ze  zdziwieniem  dowiedzieli 

się, Ŝe ich jedyne dziecko nie jest wcale zbuntowanym urwisem, lecz dyslektykiem.  

W szkole nie był w stanie nadąŜyć za innymi dziećmi. Widział litery zupełnie inaczej niŜ 

one. Nie mógł zrozumieć, skąd inne dzieci wiedzą to, czego on nie wie.  

Nie  potrafił  czytać,  wobec  tego  po  prostu  się  buntował.  Był  do  wszystkich  wrogo 

nastawiony,  nauczyciele  uwaŜali  więc  go  za  upartego  i  złośliwego.  Za  rozpieszczonego 

jedynaka.  

Dopiero kiedy prawidłowo zdiagnozowano jego przypadek, zaczęto go inaczej traktować.  

Jako  człowiek  dorosły  Lemon  był  uprzejmy,  lecz  przebiegły.  Nigdy  nikomu  nie 

rozkazywał,  tylko  bardzo  grzecznie  prosił.  Był  bardzo  delikatny,  ale  praktycznie  potrafił 

zawsze  postawić  na  swoim.  Fakt,  Ŝe  nie  wykorzystywał  tej  umiejętności  przeciwko 

porządnym  ludziom,  bardzo  dobrze  o  nim  świadczył.  Był  naprawdę  niezwykle  kulturalnym 

człowiekiem.  

Mieszkał na odludziu w wielkim, starym domu otoczonym krzewami i kaktusami.  

Ten ogromny dom był podarunkiem od mamy.  

Majątek zawdzięczał tacie.  

W zaawansowanym wieku trzydziestu pięciu lat był o pięć centymetrów wyŜszy od Johna 

Browna,  swego  doradcy  finansowego.  OŜywiony  i  rozmowny,  był  takŜe  przeciwieństwem 

tego cichego obserwatora.  

Liczna  grupa  pochodzących  z  Ohio  Brownów  łatwo  przyjęła  Lemona  do  swego  grona. 

Oprócz Johna Browna, w San Antonio mieszkała Susanne z Crayem, na ranczu Sama Fullera 

Tweed  i  Connie,  Tom  i  Susan  Lee  u  Petersonów,  zaś  Mike  i  Sara  w  bazie  wojskowej  w 

ś

rodkowym Teksasie.  

Właśnie  minęło  pięć  lat  od  dnia,  w  którym  John  Brown  został  doradcą  finansowym 

Lemona.  Obojętny  przez  długi  czas  na  urok  pewnej  Margot,  John  zwrócił  w  końcu  na  nią 

uwagę,  kiedy  w  minionego  sylwestra  zamknęła  się  z  nim  w  bibliotece  Lemona.  Dopiero 

wtedy naprawdę ją zauwaŜył.  

Posiadłość  Lemona  leŜała  daleko  od  wszelkich  ludzkich  siedzib,  Johnowi  było  więc 

wygodniej  po  prostu  tam  zamieszkać.  Lemon  był  tym  zachwycony.  John  bowiem, 

background image

wychowany  w  pełnym  dzieciaków  domu  w  Tempie  w  stanie  Ohio,  umiał  znakomicie 

współŜyć z innymi.  

PoniewaŜ  tyłu  Brownów  mieszkało  w  tej  części  Teksasu,  nikt  się  nie  zdziwił,  kiedy 

pewnego dnia w posiadłości Lemona zjawił się Tom i Susan Lee. Zdziwienie wywołał tylko 

towarzyszący im ogromny, Ŝółty pies.  

–  Tom,  skąd  wytrzasnąłeś  to  paskudztwo?!  –  wykrzyknął  Lemon.  –  Nie  wiedziałem,  Ŝe 

masz takiego psa.  

W drzwiach stanęła przebywająca akurat w odwiedzinach u Johna Margot. Popatrzyła na 

psa i uśmiechnęła się. Tom w powitalnym geście uniósł kapelusz.  

– Ja teŜ nie wiedziałem, Ŝe mam psa – wyjaśnił Lemonowi. – Od pewnego czasu błąkał 

się sam po okolicy. Trwało to tak długo, Ŝe stał się wyjątkowo czujny i ostroŜny. Zostawiałem 

mu wodę i jedzenie. Pewnego razu, kiedy  razem z Susan  Lee przywieźliśmy mu jedzenie, z 

krzaków wyskoczył dzik i pognał za mną do auta. Ten pies ocalił mi Ŝycie. Wskoczyłem na 

samochód, a Susan Lee przez cały czas strzelała do tego cholernego dzika, ale on nic sobie z 

tego nie robił.  

Lemon z powagą kiwał głową, słuchając tej mroŜącej krew w Ŝyłach opowieści.  

– Nie wiem, co by się stało, gdyby nie nadjechał pan Tiller, listonosz – mówił dalej Tom. 

–  Potrącił  biegnącego  za  psem  dzika.  Ale  pies  juŜ  wcześniej  właściwie  ocalił  mi  Ŝycie,  bo 

dzik na nim skupił swoją uwagę.  

– To bardzo piękne zwierzę – rzekł Lemon, patrząc na psa.  

Hunter podszedł do niego i przez chwilę mu się przyglądał.  Był tak duŜy, Ŝe prawie nie 

musiał unosić głowy. Traktował ludzi jak równych sobie.  

Lemon  powiedział  coś  do  niego,  ale  nawet  nie  próbował  go  dotknąć.  Pies  przez  chwilę 

nad czymś się zastanawiał, potem po prostu usiadł obok Lemona.  

– Nie wierzę własnym oczom – szepnął z niedowierzaniem Tom.  

– Ja teŜ – zgodził się z bratem John.  

– Lemon, wygląda na to, Ŝe Hunter chce z tobą zostać – rzekł z lekkim Ŝalem Tom.  

– Co mu przyszło do głowy? 

– Nie mam pojęcia, ale przecieŜ sam widzisz. Jestem rozczarowany. Zacząłem się juŜ do 

niego przyzwyczajać, ale on cały czas szukał tego, komu się zgubił. Teraz postanowił zostać 

tutaj. Nie zechce ze mną wrócić.  

Lemon z lekcewaŜeniem machnął ręką.  

Kiedy  jednak  Tom  i  Susan  Lee  zakończyli  swą  wizytę  u  Lemona  i  szykowali  się  do 

odjazdu,  Hunter  stanął  przy  Lemonie  i  wolniutko  machał  ogonem.  Patrzył,  jak  Tom 

podchodzi do auta, ale nie ruszył się z miejsca.  

Dla  Toma  był  to  bardzo  trudny  moment.  Podszedł  do  psa,  przykucnął,  głaskał  go  po 

głowie i coś do niego mówił. Hunter polizał twarz Toma, ale nie odszedł od Lemona.  

Była to bardzo dziwna i wzruszająca scena.  

–  Widzisz?  –  Tom  wstał  i  spojrzał  na  Lemona.  –  Tak  oto  zyskałeś  wspaniałe  zwierzę. 

Hunter  miewał  juŜ  do  czynienia  z  bydłem.  Geo  twierdzi,  Ŝe  znakomicie  dawał  sobie  radę. 

Opiekuj się nim.  

background image

– MoŜesz być spokojny – rzekł z powagą Lemon.  

Tom  usiadł  za  kierownicą  i  pomachał  trójce  Ŝegnających  go  ludzi.  Potem  z  ogromnym 

Ŝ

alem spojrzał na psa. Włączył silnik i ruszył bardzo, bardzo wolniutko, jakby z nadzieją, Ŝe 

pies zaszczeka i pobiegnie za nim. Hunter jednak nie opuścił Lemona.  

– Nigdy bym nie uwierzyła, Ŝe Hunter jednak cię zostawi – powiedziała Susan Lee.  

– Myślałem, Ŝe juŜ jest mój. – Tom smutno pokiwał głową.  

– Cieszę się, Ŝe nie nalegałeś.  

Tom z uśmiechem spojrzał na swoją ukochaną.  

– Jest tak samo uparty jak ty. Czy nadal szukasz właściwego męŜczyzny? 

Susan Lee przysunęła się do niego i połoŜyła mu głowę na ramieniu.  

– JuŜ go znalazłam.  

–  No,  cóŜ,  kiedy  męŜczyzna  ma  kobietę  i  psa,  moŜe  pozwolić  psu  odejść,  jeśli  wie,  Ŝe 

zostanie przy nim kobieta.  

Susan Lee roześmiała się i lekko uderzyła go w ramię. Tom teŜ się roześmiał.  

 

–  Chcesz  dobrego  psa?  –  zwrócił  się  Lemon  do  Johna,  kiedy  zostali  tylko  we  trójkę  z 

Margot.  

– To nie jest pies, którego moŜna ot, tak sobie oddać – zauwaŜył nie bez racji John. – To 

on ciebie wybrał.  

–  Ciekawe,  kim  był  człowiek,  który  go  wyszkolił.  Musieli  być  w  dobrej  komitywie  – 

rzekł w zadumie Lemon.  

– Taak.  

– Ciekawe, dlaczego błąkał się na pustkowiu? – wtrąciła się Margot.  

– Czasami lepiej, Ŝe zwierzęta nie mówią.  

Przez chwilę wszyscy stali zadumani. Pies nie spuszczał z nich wzroku.  

– PomoŜesz mi przepędzić to stado do innej zagrody? 

– zwrócił się po chwili do Johna Lemon.  

– Nie, to nie naleŜy do moich obowiązków i...  

– Ja chętnie pomogę! – zgłosiła się Margot.  

– Nie ma mowy – jęknął Lemon. – To nie jest zajęcie dla kobiety.  

– JeŜdŜę na koniu równie dobrze, jak...  

– Kiedy wracają pracownicy? – spytał John.  

– To ty nalegałeś, by dać im urlop – zauwaŜył Lemon.  

–  Ja  miałbym  zajmować  się  krowami!  Czy  ty  wiesz,  ile  zapłacił  Salty,  by  mnie 

wykształcić, Ŝebym mógł teraz pilnować twoich finansów? 

–  śółtodzioby  chętnie  płacą  kupę  forsy  za  coś  takiego  –  poinformował  go  Lemon.  – 

Popatrz na Margot, jaką ma ochotę. Zgódź się. Potraktuj to jako zabawę.  

Margot parsknęła śmiechem.  

– Ona pierwsza przesunęła listek figowy Adama – przypomniał John. – To świadczy o jej 

zdolnościach do oceny sytuacji.  

– No, tak, mogłem się tego spodziewać. Jeśli będziesz miał szczęście, to moŜe...  

background image

– UwaŜaj. – W głosie Johna zabrzmiała groźba.  

– To moŜe co? – dopytywała się Margot.  

– Jesteś za młoda – rzekł John.  

– Na co? 

–  Na  prawie  wszystko.  Pokieruję  tobą,  aŜ  zrozumiesz,  co  znaczy  Ŝycie,  miłość  i 

odpowiedzialność.  

– No, nie! Znowu to samo.  

– Co znowu? – zainteresował się Lemon.  

– Nie twoja sprawa – poinformował szefa John. – Jesteś za młody.  

– Jestem o rok starszy od ciebie! 

– Ale nie w sprawach uczuć.  

– Naprawdę próbowałem. Ale nawet Margot mnie odtrąciła.  

– Próbowałeś z Margot? 

– Kiedy ty byłeś zajęty Lu...  

– Na imię miała Priscilla – nie mogła powstrzymać się od sprostowania Margot.  

– Straszna z ciebie pedantka – zauwaŜył z rozbawieniem Lemon. – John, zgadzasz się ze 

mną? 

– Wyrośnie z tego, Margot wydała z siebie odgłos, jaki absolutnie nie przystoi damom.  

 

Tak więc tego dnia Hunter postanowił zamieszkać w domu Lemona. W zaganianiu bydła 

okazał  się  duŜo  lepszy  od  Johna,  który  przecieŜ  był  w  tym  całkiem  niezły.  Margot,  mimo 

najlepszych chęci, tylko im przeszkadzała.  

– To było całkiem nowe doświadczenie – zauwaŜyła po zakończeniu pracy.  

MęŜczyźni wymienili pełne rozbawienia spojrzenia.  

Rodzina  nie  pozwalała  Margot  na  razie  zamieszkać  z  Johnem i  choć  do  ślubu  pozostały 

tylko dwa miesiące, musiała wrócić do siebie.  

– To są zasady z zupełnie innej epoki – rzekł John. – Dzisiaj wszyscy mieszkają ze sobą 

przed ślubem.  

– Ale nie dzieci moich rodziców. Nawet chłopcy nie mogą o tym marzyć! 

PoniewaŜ  Salty  i  Felicja  byli  dokładnie  tacy  sami,  John  nie  powinien  właściwie 

dyskutować, nie mógł się jednak powstrzymać.  

– Jesteś dorosła. MoŜesz robić, co chcesz – spróbował po raz nie wiadomo który.  

– Chcesz pojechać do mojego domu i połoŜyć się ze mną do łóŜka? – spytała Margot. – 

Tata jest od ciebie silniejszy, a Sam i Phil wciąŜ jeszcze są w domu.  

– Jesteś paskudna, wiesz o tym? 

Margot  zupełnie  się  tym  nie  przejęła,  poklepał  więc  ją  po  pupie  i  stwierdził,  Ŝe 

przydałaby się jej twarda, męska ręka.  

– Naprawdę? – zainteresowała się Margot. – Gdzie? John spojrzał w niebo i jęknął.  

Choć  była  dopiero  trzecia  po  południu,  kiedy  Margot  odjechała,  John  miał  wraŜenie,  Ŝe 

słońce zaszło.  

– BoŜe, chroń mnie od kobiet – skomentował z rozbawieniem Lemon.  

background image

John tylko westchnął.  

Hunter,  oczywiście,  musiał  zapoznać  się  z  mieszkającymi  w  posiadłości  psami.  Ich 

przywódcą  był  Dutch.  A  poniewaŜ  Hunterowi  wcale  nie  zaleŜało  na  rządzeniu,  wszystko 

zostało po staremu.  

 

Był lipiec i w posiadłości Lemona odbywał się doroczny letni turniej brydŜowy. Komitet 

organizacyjny  wybrał  jego  dom,  bo  w  okolicy  niewiele  było  miejsc,  w  których  zmieścić  się 

mogło tyle osób. Na dodatek Lemon zatrudniał u siebie liczną słuŜbę.  

Posiadłość leŜała na odludziu, goście więc musieli nocować na miejscu. Był to weekend 

brydŜa sportowego, ale i rozrywek, zabawy i wystawnych posiłków.  

Jako gorliwi brydŜyści,  Lemon i John znali prawie wszystkich  gości.  Zdziwiła ich tylko 

obecność  jednego  z  nich.  Nie,  nie  Priscilli,  znanej  jako  Lucilla.  Jej  akurat  się  spodziewali. 

Wszyscy juŜ wiedzieli, Ŝe interesuje się  Lemonem i Ŝe nie ma to nic wspólnego z brydŜem. 

Lemon po prostu jej unikał.  

Kiedy  zjawiła  się  Beatrice,  Lemon  akurat  schodził  po  schodach  do  głównego  holu.  Od 

razu  pomyślał,  Ŝe  to  ona  powinna  schodzić,  kiedy  w  drzwiach  pojawiłby  się  on.  Kim  jest? 

Lemon  natychmiast  stworzył  sobie  tarczę  obronną.  Stała  się  ona  jeszcze  grubsza,  kiedy  z 

biblioteki wyszła Lucilla i wesoło przywitała się z nowo przybyłą.  

A  więc  to  ktoś  podobny  do  Lucilli?  Jakaś  kolejna  czarownica  –  sprytna,  cudowna  i 

niebezpieczna? Lemon postanowił być ostroŜny. Przybrał uprzejmy, ale nie nazbyt serdeczny 

wyraz twarzy.  

– Jestem tu gospodarzem – zwrócił się do Beatrice. – Nazywam się...  

Jej głos był cudownie miękki i delikatny. Dokończyła za niego.  

– Lemon Covington. Miło mi cię poznać.  

– Na górze na ścianie wisi mapka, na której zobaczysz, gdzie będziesz...  

– Ja jej wszystko pokaŜę, kochanie – przerwała mu Lucilla.  

Zrobiła to celowo, by zaznaczyć, Ŝe czuje się tu gospodynią.  

–  Nie  będzie  miała  z  tym  trudności,  tak  samo  jak  ty  –  rzekł,  obrzucając  ją  chłodnym 

spojrzeniem.  

Chciał przez to powiedzieć, Ŝe Lucilla teŜ powinna odszukać na mapce swój pokój.  

– Tymi schodami na górę i w lewo – zwrócił się do nowo przybyłej. – Wszystkie pokoje 

dla gości są zaznaczone. Czy mogę ci Ŝyczyć samych asów i króli? 

– Dziękuję – powiedziała z uśmiechem Beatrice.  

– Pod mapką są wyjaśnienia dotyczące znaczenia gongów – dodał. – Nie reaguj na Ŝadne 

inne  dźwięki.  Przeznaczone  są  dla  słuŜby  w  przypadku  jakichś  kłopotów.  W  razie  poŜaru 

włączy  się  alarm.  Wszystko  jest  wyjaśnione  na  tablicy.  śyczę  ci  przyjemnego  pobytu  – 

zakończył i zostawił je same.  

Jaka szkoda, Ŝe Lucilla jest taką wspaniałą brydŜystką, pomyślał. Beatrice... A czemuŜ to 

o  niej  myśli?  Postanowił  nie  brać  udziału  w  grze.  Nie  miał  ochoty  na  taki  maraton.  W 

dogrywce na pewno miałby za partnerkę Lucillę, a jej przede wszystkim powinien unikać.  

Był  gospodarzem  całej  imprezy,  bo  miał  duŜy  dom.  To  jedyny  powód.  Plus  posiadanie 

background image

licznej słuŜby. Choć wiedział, Ŝe jest wykorzystywany, wcale mu to nie przeszkadzało. Lubił 

towarzystwo.  Szkoda  tylko,  Ŝe  nie  miał  Ŝadnego  wpływu  na  działalność  komitetu 

organizacyjnego.  

Ruszył ku bibliotece, ale kiedy usłyszał głos wołającej go Lucilli, skręcił w bok i zniknął.  

Dom Lemona był wymarzonym miejscem do zabawy. Było w nim mnóstwo schowków, 

zakamarków  i  pomieszczeń  o  dwóch  wyjściach.  Ci,  którzy  dawno  temu  go  budowali,  mieli 

najwyraźniej duŜe poczucie humoru.  

Albo  teŜ  duŜo  niesfornych  dzieci,  które  w  brzydką  pogodę  nie  wiedziały,  co  ze  sobą 

zrobić, więc rodzice musieli jakoś się od nich izolować.  

Lemon  postanowił  unikać  towarzystwa.  W  końcu  to  tylko  trzy  dni.  Jakoś  sobie  poradzi. 

Ostatecznie moŜe nawet spać w stajni.  

CzyŜby nie lubił przesadnie hałaśliwych gości? Ma przecieŜ prawie trzydzieści sześć lat. 

Zbyt  długo  pozostaje  w  stanie  kawalerskim.  No,  nie  jest  z  nim  tak  źle.  Nie  narzeka  na  brak 

formy.  

Szybkim,  zdecydowanym  krokiem  szedł  przez  pokoje,  naśladując  pewne  siebie  ruchy 

swego  nowego  psa.  Jaki  uprzejmy  i  tolerancyjny  był  Hunter  wobec  domowej  sfory!  Uznał 

przywództwo Dutcha, ale i zaznaczył swoją pozycję.  

Lemon wyszedł na dwór i ruszył ku stajni. Wkrótce u jego boku pojawił się Hunter. Jak 

go znalazł? CzyŜby tak szybko zadomowił się w nowym miejscu? Ciekawe.  

A dlaczego on sam opuszcza swój własny dom? Dzięki Bogu, zostali tam John i Margot, 

którzy znakomicie zajmą się gośćmi.  

Po dłuŜszym spacerze w towarzystwie psa Lemon uznał, Ŝe moŜe juŜ wracać do domu.  

Wszedł na górę i otworzył drzwi do swego pokoju. Kiedy w domu było tyle ludzi, Lemon 

zamykał  drzwi  na  klucz.  Doradził  mu  to  wiele  lat  temu  ojciec,  a  Lemon  uznał,  Ŝe  jest  to 

bardzo  rozsądne.  Kobiety  nie  są  jedynymi  słabymi  istotami  na  świecie.  Jak  twierdził  ojciec, 

Ŝ

aden męŜczyzna nie lubi, gdy kobieta go zaskakuje. Lemon wszedł do środka, wpuścił psa i 

zamknął za sobą drzwi na klucz.  

Pies stanął na środku pokoju i rozejrzał się dokoła.  

Co  zobaczył?  DuŜo  cennych,  starych  mebli.  Jeden  z  nich  przetrwał  nawet  najazd 

Komanczów.  

Kilka sztuk przybyło wraz z przodkami Lemona z Europy. Wśród nich solidna, niemiecka 

komoda i mniejsza, bogato rzeźbiona, holenderska.  

Patrząc na te meble, Lemon uświadomił sobie ze smutkiem, Ŝe jest ostatni z rodu. Z całej, 

bardzo  kiedyś  licznej,  rodziny  pozostał  tylko  on  i  jego  kuzyn  Pots,  mieszkający  w  San 

Antonio.  

Pots  był  wysoki,  dobrze  zbudowany,  inteligentny.  Często  udawał  głupiego,  ale  była  to 

tylko  gra. W ten sposób  testował ludzi. Był przystojny i, o dziwo, nieŜonaty. To dlatego, Ŝe 

jego ukochana, Becky, zginęła podczas swego pierwszego samotnego lotu.  

Był o cztery lata starszy od Lemona i równie obojętny na wdzięki kobiet.  

PoniewaŜ  w  domu  Lemona  znajdowały  się  akurat  dwie  szukające  zdobyczy  kobiety, 

Lemon  uznał,  Ŝe  Pots  powinien  dzielić  z  nim  niebezpieczeństwo.  Wystukał  numer  telefonu 

background image

kuzyna.  

– No? – Pots zawsze w ten sposób zaczynał rozmowę.  

– Mówi Lemon... – zaczął. – Dzwonię, Ŝeby zaprosić cię na weekend. Komitet postanowił 

zorganizować u mnie turniej brydŜowy. Nie wszyscy są maniakami brydŜa, będą więc szukać 

innych  rozrywek.  Mam  na  myśli  kobiety.  Mógłbyś  wpaść  i  rozejrzeć  się.  Lucilla  i  kilka 

innych ślicznotek juŜ jest na miejscu. Co ty na to? 

– Znowu na ciebie poluje – zauwaŜył Pots.  

– Kto? – spytał z udawanym zaciekawieniem Lemon.  

– Lucilla – odparł Pots. – Rzuciła Johna, Ŝeby zająć się tobą.  

– Bzdura. Jesteś wobec niej bardzo niesprawiedliwy.  

– I kogo ty chcesz nabrać? Mnie, skromnego, biednego Teksańczyka? 

–  Wcale  nie.  Przyjedź.  Mama  mówi,  Ŝe  jeśli  chcę  mieć  spokój,  powinienem  cię  oŜenić. 

Jesteś ostatni z rodu.  

– Ty teŜ. Planujesz ś-ś-ś-ślub? 

Pots zawsze w ten sposób wymawiał to słowo, bo był na nie uczulony.  

– Nie ma mowy, stary. śyję sobie sam, wolny i swobodny, przynajmniej przez większość 

czasu.  

– To czemu chcesz mnie wrobić? Co ja ci takiego zrobiłem? 

– Nasi rodzice są kuzynami, tak? Ty jesteś starszy. OŜeń się i postaraj się o dzieci.  

– Jak moŜesz tak mówić do młodego, niedoświadczonego męŜczyzny? Nawet nie wiem, 

jak się to robi.  

– OŜeń się.  

– Z Lucillą? JuŜ tak długo poluje na męŜa, Ŝe pewnie nawet nie nadaje się do małŜeństwa.  

– Nie bądź tchórzem. Spełnij swój obowiązek.  

– Niech ci będzie, przyjadę. Ale niczego nie obiecuję, nie ma mowy.  

–  Twoja  mama  będzie  zachwycona,  Ŝe  chociaŜ  spróbowałeś  –  zapewnił  go  Lemon.  – 

PrzyjeŜdŜaj natychmiast. Czeka na ciebie znakomita, stara whisky.  

– Jadę! – krzyknął Pots i odłoŜył słuchawkę.  

W  towarzystwie  Potsa  Lemon  będzie  miał  więcej  swobody.  Pots  lubi  flirtować.  Nic 

powaŜnego, tylko odrobinę. Lemon spojrzał na zegarek. Da Potsowi... dokładnie... godzinę i 

trzydzieści  pięć  minut.  Kuzyn  wyląduje  na  polnej  drodze  na  skraju  posiadłości,  potem 

podjedzie przed dom. Zawsze tak robi. Nie znosi dŜipów i ma wstręt do koni.  

Lemon  postanowił  więc  sprzedać  Potsowi  swego  ogiera,  z  którym  tylko  Lucilla  umie 

sobie poradzić. Albo... jeśli Pots przekona się do Lucilli, dostanie go w prezencie ślubnym.  

Lemon  udał  się  na  poszukiwanie  Lucilli.  Znalazł  ją  rozmawiającą  z  Beatrice.  Lucilla 

zauwaŜyła  go  pierwsza  i  obrzuciła  dziwnym  spojrzeniem.  Beatrice  zorientowała  się,  Ŝe  ktoś 

nadchodzi, i teŜ odwróciła głowę. Spojrzenie, jakim go obdarzyła, było dokładnie takie samo, 

jak Lucilli.  

Co mu to przypomina? Gdzieś, kiedyś juŜ widział takie spojrzenie.  

– Mój kuzyn, Pots, przyjeŜdŜa – poinformował Lucillę.  

Czy  ucieszyła  się?  Nie.  Przechyliła  głowę  i  znacząco  opuściła  powieki.  Wiedziała,  Ŝe 

background image

Lemon  stchórzył  i  wezwał  Potsa  na  pomoc.  Wiedziała.  Beatrice  pewnie...  teŜ.  Było  w  jej 

twarzy coś dziwnego.  

Obie kobiety przypominały mu wilki obserwujące jagnięta.  

Lemon  przeprosił  panie  i  wmieszał  się  w  tłum  przyszłych  graczy.  Witał  wesoło 

przyjaciół,  kiwał  głową  znajomym.  Wśród  gości  byli  zarówno  brydŜyści,  jak  i  tacy,  którzy 

szukali innych rozrywek.  

Lemon  znał  prawie  wszystkich,  bo  towarzystwo  spotykało  się  co  najmniej  trzy  razy  w 

roku. Miał nadzieję, Ŝe zjawi się ktoś nowy, oczywiście płci Ŝeńskiej.  

Znowu  był  rozczarowany.  Spośród  obecnych  podobała  mu  się  właściwie  tylko  Margot, 

która unikała go nawet wtedy, kiedy John przez dwa lata uganiał się za Lucillą.  

Minęła juŜ godzina i trzydzieści pięć minut, czas, który dał Potsowi, Lemon wyszedł więc 

na dwór. W samą porę. WzdłuŜ płotu szedł Pots... ale nie sam.  

Obok  niego  szedł  ktoś  niŜszy  i  jeszcze  szczuplejszy.  Pots  dostosowywał  swe  kroki  do 

tempa towarzyszącej mu osoby. Nigdy nie był taki uprzejmy. Kto to jest? śeby tylko umiała 

grać w brydŜa.  

Jeśli nie umie, zajmie się Potsem, a wtedy Lemon znajdzie się w szponach Lucilli...  

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

– Cześć, kuzynku – zawołał Pots, zbliŜając się do Lemona.  

– No, jesteś nareszcie. Wygląda na to, Ŝe niezbyt się spieszyłeś – skarcił go Lemon.  

Mówił, co prawda, do Potsa, ale nie spuszczał wzroku z towarzyszącej mu kobiety. Skąd 

kuzyn wytrzasnął coś tak cudownego? 

Ze zdziwieniem spojrzał na dwóch swych pracowników, dźwigających walizki Potsa.  

– BagaŜ? Myślałem, Ŝe zwykle podróŜujesz tylko ze zmianą bielizny i brzytwą.  

–  PrzecieŜ  pamiętasz,  Ŝe  nasi  ojcowie  uczyli  nas,  byśmy  na  wszelki  wypadek  zawsze 

mieli  spakowaną  walizkę.  Zadzwoniłeś  i  kazałeś  mi  natychmiast  przyjeŜdŜać.  Więc  ja, 

najlepszy kuzyn, jakiego masz, chwyciłem mą awaryjną walizkę i oto jestem.  

– Jak długo u mnie zostaniesz? 

–  Zrozumiałem,  Ŝe  potrzebujesz  przyzwoitki.  Jesteś  taki  delikatny.  Musisz  mieć  jakieś 

wsparcie. To cudo obok mnie to Renata Gunther. Jest pełnoletnia, ale równie skomplikowana, 

jak jej nazwisko. Nie mogę jej rozgryźć, szczególnie...  

– Daj sobie spokój – przerwała mu dziewczyna i wyciągnęła rękę do Lemona. – Miło mi 

cię poznać. DuŜo o tobie słyszałam.  

Lemon spojrzał w jej przejrzyste, przepastne oczy i trochę się speszył. Uświadomił sobie 

jednak, jak bardzo jest fascynująca.  

– Dobrze czy źle? 

Renata wzruszyła ramionami.  

– I tak, i tak – odparła.  

Lemon  kiwnął  głową.  Czuł,  Ŝe  ogarnia  go  coś  dziwnego.  Zmarszczył  brwi  i  spojrzał  na 

kuzyna.  

Na twarzy Potsa malowało się wyraźne zadowolenie.  

Lemon  znowu  spojrzał  na  stojącą  przed  nim  nimfę.  Choć  Pots  powiedział,  Ŝe  jest 

pełnoletnia, nie mogła mieć jeszcze dwudziestu lat. Jej ciało było szczupłe i bardzo kobiece. 

Taki „ chłopak ze wsi”, jak on, mógł się jej przestraszyć.  

– Jak to się stało, Ŝe przyjechałeś? – zwrócił się Lemon do kuzyna.  

– Zaprosiłeś mnie. Lemon zmarszczył brwi.  

–  Nie  pamiętam,  Ŝebym  wysyłał  ci  zaproszenie  –  rzekł  z  wahaniem.  –  To  w  gruncie 

rzeczy wcale nie jest moja impreza.  

– Improwizowałem – odparł rozbawiony Pots. – Mój pokój jest wciąŜ wolny, czy juŜ go 

wynająłeś? 

– Jest wolny – odparł, potem, wbrew własnej woli, spojrzał znów na dziewczynę.  

– Masz łóŜko dla mojej przyjaciółki? Bo chyba nie zgodzisz się, by spała razem ze mną? 

Lemon i Renata równocześnie wydali pełne oburzenia okrzyki.  

–  Pots  zachowuje  się,  jakby  miał  dziewięćdziesiąt  lat,  mógł  powiedzieć  wszystko  i 

jeszcze wydawać się oryginalny – zwróciła się do Lemona Renata.  

– ZauwaŜyłem – odparł Lemon. Pots wybuchnął śmiechem.  

background image

– Dziękuję wam, chłopcy – rzekł Lemon, biorąc od pomocników walizki. – Do domu juŜ 

sam je wniosę.  

Renata  ostroŜnie  wzięła  swoją  zaprojektowaną  przez  Verę  Bradley  miękką  i  delikatną 

walizkę. Pots pozwolił Lemonowi zająć się swoim bagaŜem.  

– Skąd masz tę skórzaną? – spytał Lemon. – Coś mi przypomina.  

– NaleŜy do mego ojca. Chyba pamiętasz, Ŝe to rodzinny skarb? 

– Oddaj ją do muzeum.  

– Nie ma za grosz sentymentu – poskarŜył się Renacie Pots. – Za grosz.  

Renata najwyraźniej podzielała jego uczucia.  

–  WciąŜ  jeździsz  pierwszym  autem  swego  ojca?  –  spytała.  –  Słyszałam,  Ŝe  Ford  nadal 

produkuje części do tych drogocennych antyków.  

Pots zdecydowanym gestem wsunął ręce do kieszeni i rozejrzał się dokoła.  

– No, cóŜ, są sentymenty i sentymenty. Ojciec trzyma ten model u siebie w garaŜu, razem 

z  róŜnymi  innymi  automobilami.  Zainstalował  tam  specjalny  system  alarmowy  i  postawił 

straŜ. Ta walizka zaś wciąŜ pełni swoją rolę, a w dodatku nikt nie będzie taki głupi, by kraść 

coś tak nieporęcznego.  

– Pomyśl o ramionach powyciąganych przez ten cholerny antyk.  

– UwaŜaj, co mówisz. Jesteśmy w towarzystwie damy.  

– Taak – dodała Renata. – UwaŜaj na swój cholerny język, stary.  

Lemon wybuchnął śmiechem.  

– Skąd wytrzasnąłeś tego podejrzanie wyglądającego psa? – zainteresował się Pots.  

– To bardzo ciekawa historia.  

Idąc  w  kierunku  domu,  Lemon  opowiedział  im  o  tym,  jak  brat  Johna  Browna,  Tom, 

znalazł psa i przez pewien czas go dokarmiał, a potem pies ocalił mu Ŝycie.  

– To bardzo mądre zwierzę. Pytali wszędzie w okolicy, ale nikt nie wie, do kogo naleŜał.  

– Ja teŜ popytam – rzekł Pots.  

– Zrób to, zanim się do niego przywiąŜę. To on postanowił tu zostać.  

–  MęŜczyzna  nie  moŜe  pozostać  obojętny,  kiedy  przywiązuje  się  do  niego  jakieś 

stworzenie – skomentował Pots.  

– To zaleŜy od tego, kto dokonuje takiego wyboru – rzekł z przekonaniem Lemon.  

Pots  po  raz  kolejny  pozwolił  sobie  na  wybuch  śmiechu.  KaŜdy,  kto  go  usłyszał,  teŜ 

musiał się roześmiać.  

Weszli do domu i przedzierając, się przez tłum, witali z gośćmi. Przedstawiali im Renatę, 

którą szczególnie zainteresowali się męŜczyźni. Znalazło się wielu chętnych do dźwigania jej 

walizki.  

Renata  znowu  wyjaśniła,  Ŝe  to  wyrób  Very  Bradley  i  Ŝe  nikt  nie  moŜe  jej  dotykać.  Nie 

wspomniała, Ŝe Lemon niesie juŜ tę większą. Był gospodarzem i dlatego nie podlegał krytyce.  

Na  górze,  na  ścianie  po  lewej,  Lemon,  Pots  i  Renata  przyjrzeli  się  mapce  i  odszukali 

pokoje  przeznaczone  dla  dwójki  nowo  przybyłych.  Gości  było  ponad  pięćdziesięciu  i  tylko 

niewielu  miało  samodzielne  pokoje.  Mały,  pojedynczy  pokój  Renaty  znajdował  się 

naprzeciwko pokoju Lemona. Gospodarz nie wspomniał o tym, ale Pots wiedział swoje.  

background image

– Masz być grzeczny. Słyszysz? – rzekł groźnie.  

Lemon  spojrzał  na  niego  bez  niepokoju.  Nie  miał  zamiaru  flirtować  z  Ŝadną  kobietą. 

Chodziło  mu  tylko  o  to,  by  przeŜyć  jakoś  ten  weekend  i  nie  poddać  się  zachłannym 

damulkom.  

Zastanawiał  się,  czy  byłby  tak  samo  interesujący  dla  kobiet,  gdyby  nie  miał  tych 

wszystkich  rzeczy,  które  odziedziczył  lub  dostał  od  swych  bezdzietnych  krewnych.  Czy 

tropiłyby  go tak samo,  gdyby był sam na świecie, bez Ŝadnych środków  do Ŝycia? Nie.  Bez 

tych  nabytych  bogactw  i  nieruchomości  byłby  tylko  zwyczajnym  człowiekiem.  KaŜda 

kobieta,  pragnąca  usidlić  Lemona,  interesowała  się  w  gruncie  rzeczy  jego  majątkiem  i 

pozycją.  

Przy  Potsie  Lemon  nie  czuł  tego  całego  napięcia.  Kuzyn  był  taki  towarzyski  i 

bezpretensjonalny,  Ŝe  ludzie  nie  zdawali  sobie  sprawy,  Ŝe  to  on  wszystkim  rządzi.  Miał  do 

tego prawdziwy talent.  

Lemon  zaś  miał  talent  organizacyjny.  Umiał  przewidzieć,  załagodzić  i  rozwiązać  kaŜdy 

ewentualny problem. ZauwaŜał potrzeby ludzi i starał sieje zaspokoić.  

Pots  zaś  umiejętnie  manipulował  ludźmi.  Przyjrzawszy  się  tłumowi  brydŜystów, 

zadzwonił  do  pewnego  człowieka  i  kazał  mu  natychmiast  przyjechać.  Potem  radośnie 

domagał  się  umieszczenia  na  planszy  trzech  dodatkowych  nazwisk...  wiedząc  doskonale,  Ŝe 

opóźni to rozpoczęcie gry na tyle, by jego przyjaciel zdąŜył przyjechać.  

Opóźnienie zostało, przyjęte prawie bez sprzeciwu, co znakomicie świadczyło o talencie 

Potsa. Nikt właściwie nie protestował.  

Lemon obserwował kuzyna, Ŝałując, Ŝe nie ma odrobiny jego genów.  

TuŜ  przed  obiadem  w  duŜej  sali  na  dole  zjawiła  się  Renata.  Miała  na  sobie  powiewną 

popołudniową  suknię  w  róŜnych  odcieniach  brązu,  znakomicie  podkreślających  karnację  jej 

skóry.  

Lemon podszedł do niej, przedzierając się przez czekający na obiad tłum gości.  

– Będzie to weekend całkowicie poświęcony intensywnej grze w brydŜa – powiedział. – 

MoŜe więc powinnaś wrócić do domu? 

– Mam zamiar grać – odparła spokojnie.  

– Potrafisz? – zdziwił się Lemon.  

– Oczywiście.  

Odwróciła się od niego i patrzyła na twarze rozmawiających ludzi.  

CzyŜby  kogoś  szukała?  CzyŜby  szukała...  Potsa?  Stał  tuŜ  obok.  Był  duszą  całego 

zgromadzenia. A więc Renata nie szuka Potsa. Kogo zatem? 

W pokoju zjawił się Hunter i snuł się wśród gości, strasząc niektóre kobiety. Nie był na 

pewno pieszczoszkiem. Podjął najwyraźniej decyzję, bo podszedł do Renaty. Co za głupiec z 

niego.  Nie  zachwycała  się  nim  i  nie  przywoływała  do  siebie  jak  inni.  Bezwiednym  gestem 

połoŜyła mu tylko rękę na łbie.  

Lemon przyglądał się tej ręce i marzył, by spoczęła na jego głowie. Dlaczego? Dlaczego 

coś  takiego  przyszło  mu  na  myśl?  Poszukał  wzrokiem  Lucilli  i  zobaczył,  Ŝe  rozmawia  z 

jakimś  męŜczyzną.  Widok  tej  damskiej  pułapki  na  męŜczyzn  wzmocnił  jeszcze  jego 

background image

postanowienie.  

ś

yczył  Renacie  powodzenia,  ale  nie  potrafił  odejść.  Nie  miał  teŜ  najmniejszej  ochoty 

przedstawiać jej komukolwiek. Dlaczego? 

Chciał, by była z nim sam na sam i znała tylko jego.  

AŜ nie mógł w to uwierzyć. PrzecieŜ to głupie. Spojrzał na nią wrogo i zobaczył uroczą, 

piękną i bardzo młodą dziewczynę.  

– Ile masz lat? – spytał.  

– Wydawało mi się, Ŝe męŜczyźni nie powinni zadawać takich pytań damom.  

– To mój dom. Muszę wiedzieć, czy jesteś pełnoletnia.  

– Jestem.  

Wzrokiem dała mu wyraźnie do zrozumienia, Ŝe chce, by odszedł. Odsunęła się nawet, by 

podkreślić  to  polecenie.  Nie  była  to,  co  prawda,  niegrzeczna,  ale  za  to  bardzo  wyraźna 

odprawa. Chciała, Ŝeby zostawił ją samą.  

Lemon  stał  w  milczeniu  i  zastanawiał  się,  jak  ma  to  zrobić.  Czuł,  Ŝe  musi  jej  strzec. 

Strzec? Tutaj? Coś z nim jest chyba nie tak.  

Spojrzał na Huntera, jakby wyczuwał w nim konkurenta. CzyŜby chciał, jak on, opaść na 

cztery łapy, by Renata połoŜyła rękę na jego głowie? Oczywiście, Ŝe nie.  

Czuł,  jak  natrętne  myśli  kłębią  się  w  jego  mózgu.  Skąd  się  tam  wzięły  i  co  z  nich 

wyniknie? 

Rozejrzał  się  po  pokoju  i  napotkał  rozbawione  spojrzenie  kuzyna.  Spuścił  wzrok  i 

przybrał obojętny wyraz twarzy.  

Mijający  go ludzie mówili coś do niego, ale on  kiwał tylko lekko  głową, nie zachęcając 

nikogo  do  rozmowy.  Goście  jednak  przystawali  i  rozmawiali  z  Renatą.  PoniewaŜ  gospodarz 

nawet  o  tym  nie  pomyślał,  musiała  przedstawiać  się  sama.  Wśród  zatrzymujących  się 

przewaŜali męŜczyźni.  

Lemon  wyciągnął  rękę  i  chwycił  ją  za  ramię.  Nie  poddała  mu  się,  lecz  stawiła  wyraźny 

opór. Choć było mu głupio, nie puścił jej, lecz mamrocząc „wybaczcie nam”, pociągnął ją za 

sobą, jakby byli parą i dokądś się razem wybierali.  

Uprzejmie,  lecz  zdecydowanie  wyprowadził  ją  do  korytarza,  ciągnącego  się  przez  cały 

dom, od sali balowej, gdzie rozstawiono stoliki do brydŜa, po bibliotekę.  

Renata milczała. Lemon takŜe. Za nimi dreptał Hunter. Lemon zwolnił nieco, by Renata 

nie musiała biec.  

– Wcale nie chciałam wychodzić – powiedziała.  

– Wiem – odparł.  

– Skoro wiesz, to czemu mnie wyciągnąłeś? 

– Sam nie wiem – odparł szczerze.  

Obrzucił ją łagodnym spojrzeniem i nie zwalniając uścisku, pociągnął za sobą.  

–  Chciałam  porozmawiać  z  moim  pierwszym  partnerem  –  powiedziała,  próbując 

rozewrzeć zaciśnięte na swym ramieniu palce Lemona. – Ledwo zdąŜył mi się przedstawić.  

– Przebija asy.  

– Słyszałam o jego grze i wiem, Ŝe niczego takiego nie robi! 

background image

– A jak ja gram? – spytał.  

–  Całkiem  nieźle,  ale  do  mistrzostwa  ci  daleko.  Lemon  nie  wiedział,  czy  to  dobrze,  czy 

ź

le.  

– Dokąd idziemy? – spytała. Przynajmniej nie wołała o pomoc.  

– Do biblioteki. Chcę, Ŝebyś zobaczyła obraz przedstawiający Adama i Ewę.  

– Widziałam juŜ niejeden taki obraz. Nadzy ludzie rzadko mnie interesują.  

– A jacy ci się podobają? 

– Na przykład moja kuzynka. Uwielbiam ją rysować.  

– Rysujesz akty? 

– Oczywiście.  

– Czyje? – spytał z rozdraŜnieniem.  

– Modeli. Moja kuzynka...  

– A mnie byś narysowała? 

– Nie.  

– Dlaczego? – Lemon poczuł się uraŜony. – Mam niezłe ciało.  

– Nie rysuję nagich męŜczyzn nie wynajętych przez szkołę sztuk plastycznych.  

– Jesteś jeszcze w szkole? 

–  Zrobiłam  magisterium  z  zarządzania,  a  kurs  rysowania  zaczęłam  dla  własnej 

przyjemności.  Artyści  nie  mają  łatwego  Ŝycia.  Biznes  to  zajęcie  lukratywne.  Sztuka  rzadko. 

Pieniądze  przychodzą  zazwyczaj  dopiero  po  śmierci  artysty,  kiedy  nie  moŜe  juŜ  z  nich 

korzystać. Ale czy to w ogóle twoja sprawa? – spytała tak, jak czasem dorośli pytają dzieci.  

Lemon nadal musiał ciągnąć ją za sobą, a ona nadal stawiała opór.  

– Dlaczego stamtąd wyszliśmy? – spytała.  

– Nie wiem.  

Myślał  jednak  o  tym,  Ŝe  podczas  minionego  sylwestra  Margot  zamknęła  Johna  w 

bibliotece  i  Ŝe  jej  plan  się  udał.  Dlaczego  więc  nie  zamknąć  się  tam  razem  z  Renatą? 

Dlaczego  w  ogóle  się  nad  tym  zastanawia?  PrzecieŜ  to  szaleństwo.  Margot  znała  Johna  od 

dwóch  lat.  On  zaś  tę  dziewczynę  poznał  dopiero  przed  chwilą.  Przystanął,  spojrzał  na  nią  i 

uznał, Ŝe szaleństwo to nie taka zła rzecz.  

–  Pots  nigdy  nie  wspominał,  Ŝe  jest  coś  z  tobą  nie  tak.  UwaŜa  cię  za  zrównowaŜonego, 

normalnego  człowieka,  a  nie  kogoś,  kto  bez  Ŝadnego  powodu  ciągnie  kobietę  przez  cały 

korytarz, z dala od pozostałych gości.  

Lemon  kiwał  głową,  słuchał  i  patrzył  na  Renatę.  Cały  czas  towarzyszył  im  Hunter. 

Przysiadł  teraz  i  wpatrywał  się  w  nich  jakby  uśmiechnięty  –  z  otwartym  pyskiem  i 

zwisającym  językiem.  Jego  zdaniem  Lemon  był  niezrównowaŜony.  Nie  niebezpieczny,  lecz 

raczej zabawny.  

Lemon rozluźnił uścisk i puścił ramię Renaty.  

Dziewczyna  dotknęła  uwolnionego  ramienia.  Masowała  i  je,  by  przywrócić  krąŜenie. 

Uznała Lemona za niezrównowaŜonego. Za kogoś, kogo naleŜy unikać.  

– Chyba wrócę do Potsa – powiedziała.  

– Nie zrobię ci krzywdy – zapewnił ją Lemon.  

background image

– Wiem – odparła.  

– Nie obejrzałaś jeszcze Adama i Ewy.  

– Obejrzę innym razem. Chcę odnaleźć mego pierwszego partnera. Musimy porozmawiać 

i uzgodnić sygnały.  

– Sygnały? 

– Do brydŜa. Jeśli zmienię pozycję i skrzyŜuję nogi, ma jzagrać w kiery.  

– To bardzo podstępne i niegodziwe – zauwaŜył Lemon i zmarszczył brwi.  

– Takie sygnały? 

– KrzyŜowanie nóg dla innego męŜczyzny – odparł z powagą.  

Renata przez chwilę rozwaŜała jego słowa.  

Lemon  w  myślach  prowadził  rozmowę  z  samym  sobą.  Była  to  dziwaczna  rozmowa.  Na 

miłość  boską,  mówił  jego  mózg,  przecieŜ  ta  dziewczyna  ma  prawo  krzyŜować  nogi  –  pod 

stołem – jako sygnał brydŜowy! To lubieŜne! odpowiadał sobie natychmiast.  

–  Pots  mówił,  Ŝe  jesteś  najbardziej  zrównowaŜonym  człowiekiem,  jakiego  zna  – 

powiedziała  Renata.  –  Ciekawe  wobec  tego,  jacy  są  ci  pozostali  jego  znajomi,  prawda?  – 

dodała i odwróciła się, by odejść.  

– Nie odchodź.  

– Jeśli o mnie chodzi, nie ma mowy o Ŝadnym romansie ani o małŜeństwie – powiedziała 

stanowczo. – Zostaw mnie w spokoju.  

– Wcale o tym nie... – zaczął, ale nie dokończył.  

– To dobrze. Dzięki za wycieczkę – dodała znacząco, odwróciła się i odeszła.  

Lemon spojrzał na Huntera. Nawet pies wiedział, Ŝe zachował się jak idiota.  

Czy powinien wstąpić do Legii Cudzoziemskiej? Nie. Jakoś przeŜyje ten weekend i swoją 

klęskę.  Dlaczego  tak  się  zachował?  To  zupełnie  do  niego  niepodobne!  Musi  być 

ostroŜniejszy. Musi jeszcze raz przyjrzeć się Beatrice.  

Dlaczego  Beatrice,  którą  dopiero  niedawno  poznał,  a  nie  Lucilli,  tak  bardzo  chętnej? 

Lucilla  go  przeraŜa.  Naprawdę.  To  przez  nią  tak  się  zachował  wobec  nieznajomej.  Nie.  Te 

nieudane  zaloty  do  Renaty  to  wyłącznie  jego  własna  wina.  śeby  trzydziestopięcioletni 

męŜczyzna zachowywał się jak trzynastoletni Ŝółtodziób...  

Kręcąc głową, Lemon przechadzał się po holu. Hunter teŜ kręcił głową, bo nie spuszczał 

z niego wzroku.  

– śałujesz, Ŝe nie wróciłeś z Tomem? – spytał go Lemon. Pies szczeknął. Raz, ale za to z 

rozbawieniem.  

Najwyraźniej bardzo dobrze zrozumiał pytanie Lemona.  

Jak to dobrze, Ŝe Hunter nie mówi i nie rozpowie wszystkim dokoła o jego poraŜce. AleŜ 

by to była sensacyjna plotka! Spokojny, stary Lemon Covington zachował się wobec kobiety 

jak sztubak.  

–  Daj  mi  jeszcze  jedną  szansę  –  zwrócił  się  do  psa.  Zwierzę  podrapało  się  za  uchem. 

Powstrzymało się od komentarza, bo i co by tu moŜna powiedzieć? 

– Naprawdę jestem dorosły – przekonywał go dalej Lemon.  

Pies  machnął  ogonem  i  wyciągnął  się  na  cennym  perskim  dywanie.  UwaŜał  to 

background image

najwyraźniej za swój przywilej.  

– Nie ma sposobu, byś rozpuścił tę plotkę. Nie moŜesz mnie szantaŜować. Zachowuj się 

kulturalnie. Złaź z tego dywanu.  

Pies przetoczył się na bok i ziewnął. Potem wstał, przeciągnął się i zszedł z dywanu.  

– Rozmawiasz z psami? 

Z bocznego korytarza wyłoniła się Lucilla. Co ona tam robiła? 

– Zwiedzałaś moją siedzibę? – spytał Lemon.  

– To naprawdę wspaniały dom.  

Lemon  spojrzał  na  nią  chłodno.  Nigdy  jej  nie  wybaczy,  Ŝe  wykorzystała  i  skrzywdziła 

Johna.  

– Powinieneś zorganizować zabawę w chowanego. Tyle tu wspaniałych zakamarków.  

Doprowadzała go do wściekłości. Patrzył na nią gniewnie, nie odpowiadał i nie zachęcał 

do rozmowy.  

Prawdę mówiąc, Lucilla nie zrobiła niczego złego. Zaciekawił ją jego dom i po prostu go 

sobie oglądała. Było to trochę wścibskie, ale takie juŜ są kobiety.  

A  poza  tym  Lucilla,  jak  nikt  inny,  potrafiła  jeździć  na  jego  ogierze.  Była  ponętna  dla 

męŜczyzn.  Nie  dla  Lemona,  ale  dla  większości  pozostałych:  tak.  Wyzwolenie  się  spod  jej 

uroku zabrało Johnowi Brownowi dwa lata. Porzuciła Johna, a teraz próbuje zastawić sidła na 

Lemona.  

Podeszła  do  niego  i  połoŜyła  mu  rękę  na  piersi.  Lemon  zesztywniał,  a  pies  szczeknął 

ostrzegawczo! 

– Widzisz, męŜczyzna, a nie dał się omotać. Niesamowite – skomentował jej poczynania 

Lemon i trochę się odsunął.  

– Ale tylko jeden – nie dała się zbić z tropu Lucilla.  

– No, tak, nie moŜna zdobyć kaŜdego.  

– A co trzeba zrobić, Ŝeby zdobyć ciebie? 

– Nie jestem nagrodą, którą moŜna zdobyć – odparł z powagą Lemon.  

Lucilla uśmiechnęła się. Wcale nie zdziwiła jej jego odpowiedź.  

– Nie zwlekaj zbyt długo z dokonaniem wyboru.  

– CzyŜby był jakiś limit czasowy? 

–  Rynek  się  kurczy.  –  Lucilla  w  wystudiowany  sposób  wzruszyła  ramionami.  KaŜdy 

musiał  zauwaŜyć  ruch  jej  piersi  pod  delikatną  materią  sukni.  –  Wybór  jest  istotnie  coraz 

mniejszy. Straciłam prawie dwa lata na Johna.  

– Nigdy ci na Johnie nie zaleŜało.  

– Bardzo go lubiłam.  

– Nieprawda. Wykorzystałaś go.  

– MoŜe masz rację – odparła po chwili. – To był wielki . błąd, Ŝe pozwoliłam mu na... tę 

bliskość.  

–  Dałaś  w  gruncie  rzeczy  dobrą  nauczkę  Johnowi  i  wielu  innym  męŜczyznom,  którzy 

kiedykolwiek do ciebie wzdychali.  

– A tobie? 

background image

– Nie.  

– Zawsze marzyłam, by z tobą spróbować.  

– To brzmi bardzo zachęcająco, ale zimna z ciebie kobieta.  

– Skąd wiesz? 

– MęŜczyźni mówią sobie róŜne rzeczy.  

– John? 

– Nie. Nie John. Jeśli go podejrzewasz, to najlepszy dowód, jak bardzo jesteś samolubna. 

Był wobec ciebie bardzo lojalny, Priscillo.  

– Mam na imię Lucilla – przypomniała mu delikatnie.  

– To bardzo wytworne imię. Imię dla kobiety eleganckiej. Nie pasuje do ciebie. Dlaczego 

nie potrafisz być elegancka? 

– Czemu jesteś wobec mnie taki krytyczny? 

– Chyba dlatego, Ŝe interesuje mnie, co się z tobą stanie.  

– Lubisz mnie? – Uśmiechnęła się leciutko.  

–  Podziwiam  twoją  odwagę.  Nikt  tak  jak  ty  nie  potrafi  radzić  sobie  z  moim  ogierem. 

Gdybyś była klaczą, na pewno by cię pokrył.  

– Wy, męŜczyźni, tylko o tym myślicie.  

– MoŜe i tak. Skoro jesteś taka zimna, to czemu nie zwrócisz się gdzieś po pomoc, Ŝebyś 

mogła naprawdę cieszyć się seksem? 

– Czemu ty mi nie pomoŜesz? 

– Nie poŜądam ciebie.  

– Podobno męŜczyźni twierdzą, Ŝe w nocy wszystkie koty są czarne.  

–  Niektórym  męŜczyznom  rzeczywiście  jest  wszystko  jedno,  ale  są  i  tacy,  którzy,  by  to 

robić, muszą kobietę kochać, i to z wzajemnością.  

– Mogłabym cię pokochać, Lemon.  

– Straciłem cały majątek przez nie przemyślaną transakcję – skłamał. – Spytaj Johna. Idź 

i spytaj go. On ci powie prawdę. Jestem spłukany. Ten dom i wszystko, co mam, pójdzie pod 

młotek.  

Jej zdziwienie było aŜ nadto wyraźne. Zdobyła się jednak na odrobinę współczucia.  

– Tak mi przykro.  

Komu tak naprawdę współczuje? Jemu czy sobie? 

– Nie mam Ŝadnych zobowiązań – uspokoił ją. – Jakoś dam sobie radę. Szkoda mi będzie 

tego  domu.  Od  prawie  trzystu  lat  naleŜy  do  mojej  rodziny.  MoŜe  uda  mi  się  ocalić  kilka 

akrów  ziemi  na  skraju  posiadłości.  Jest  tam  mały,  drewniany  domek.  Chcesz  tam  ze  mną 

zamieszkać? 

Lucilla była zaskoczona. Kilka razy potrząsnęła głową.  

– I beze mnie będziesz miał dość kłopotów. Czy mogę ci jakoś pomóc? Mam naszyjnik, 

za który moŜna sporo dostać.  

– Dam ci w zamian ogiera.  

–  Dziękuję,  ale  go  nie  chcę.  Jeździłam  na  nim  tylko  dlatego,  Ŝe  uwielbiałam  nad  nim 

panować.  

background image

– Jak nad męŜczyznami? 

– MoŜe – uśmiechnęła się. – Z męŜczyznami jednak nie poradzę sobie za pomocą cugli. 

Bardzo przyzwoity z ciebie człowiek, Lemon. Na pewno wszystko odzyskasz. Czy jest jakaś 

szansa? 

–  Nic  mi  o  tym  nie  wiadomo.  Jeśli  moŜna  będzie  ocalić  choć  część  mojego  majątku,  to 

tylko John znajdzie na to sposób. Nie znam nikogo równie zdolnego jak on.  

W uśmiechu Lucilli pojawiła się szczypta goryczy.  

– John – powtórzyła miękko.  

Lemon  nie  miał  najmniejszych  wyrzutów  sumienia,  Ŝe  kłamie  tak  obcesowo.  Po  raz 

pierwszy czuł się przy tej kobiecie bezpieczny.  

– Wrócimy do towarzystwa? – spytał.  

–  Chyba  tak.  Bardzo  mnie  zaskoczyło  to  twoje  wyznanie.  Jesteś  niezwykle  dzielny,  Ŝe 

mimo wszystko zaprosiłeś gości na weekend.  

– Moi rodzice na pewno by tego chcieli.  

– Czy... ich majątek teŜ jest zagroŜony? 

– Mam nadzieję, Ŝe nie.  

Po  chwili  Lucilla  zostawiła  go  samego.  Lemon  usiadł  na  starym,  bogato  rzeźbionym 

krześle i czekał. Wiedział, co nastąpi.  

Wkrótce pojawił się przed nim John.  

– Słyszałem, Ŝe masz kłopoty.  

– Lucilla oświadczyła mi się.  

– PodwaŜyłeś moje kwalifikacje jako doradcy finansowego.  

– AleŜ nie, w ostatniej chwili mnie uratujesz.  

–  Zaproponowała  swój  naszyjnik.  Powiedziałem,  Ŝe  to  kropla  w  morzu  potrzeb  i  Ŝe 

powinna go zatrzymać. – John spojrzał na Lemona ze smutkiem. – Zapomniała, Ŝe dostała ten 

naszyjnik ode mnie.  

' – Nie miałem o tym pojęcia – jęknął Lemon. – Tak mi przykro.  

– Zawsze wiedziałem, Ŝe niezbyt jej na mnie zaleŜy. Ale tak naprawdę dopiero niedawno 

przejrzałem na oczy.  

– To dobrze.  

– Następnym razem, kiedy jakaś kobieta zastawi na ciebie pułapkę, wymyśl coś innego. 

Będę  miał  mnóstwo  roboty,  pocieszając  twoich  przyjaciół  i  zapewniając  wspólników,  Ŝe 

wszystko jest w porządku.  

– Prosiłem ją, Ŝeby nikomu nie powtarzała naszej rozmowy. Przepraszam cię, John, za te 

kłopoty.  Naprawdę  przeraziłem  się,  kiedy  powiedziała,  Ŝe  chce  za  mnie  wyjść.  Nie  mogłem 

wymyślić nic innego.  

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Późnym popołudniem przybył przyjaciel Potsa, Silas Miner. Jego samolot wylądował na 

polnej  drodze.  Silas  był  zwalistym  męŜczyzną  po  czterdziestce.  Miał  ciemne  włosy, 

krzaczaste brwi i ogromne dłonie.  

– Widziałem juŜ lepsze lądowiska – mruknął, wysiadając z samolotu.  

WłoŜył  na  głowę  kapelusz,  palce  wsunął  w  szlufki  spodni  od  garnituru  i  rozejrzał  się 

dokoła.  

–  Ja  teŜ  się  cieszę,  Ŝe  cię  widzę  –  odparł  Pots.  –  Przyprowadziłem  dŜipa,  Ŝebyś  nie 

zabrudził  sobie  swych  pięknych  botków.  Wiesz,  jak  nie  znoszę  dŜipów.  Doceń  moje 

poświęcenie.  

SłuŜący Silasa wziął bagaŜe i włoŜył je do auta.  

– Jest tu jakiś koń? – zainteresował się Silas.  

– O tym dowiesz się później – wyjaśnił Pots i wskazał na czekającego dŜipa.  

Silas wsiadł do auta, z tyłu usadowił się jego słuŜący, Pots zasiadł za kierownicą.  

Silas  rozglądał  się  dokoła,  słuchał  wyjaśnień  Potsa,  podziwiał  stan  budynków  i  ziemi. 

Kiedy minęli płot, jego oczom ukazał się dom. Piękny, ze znakomitego drewna. Skąd wzięli 

tyle drewna w takim gatunku? Mieli pieniądze.  

Silas  i  Pots  wysiedli  z  dŜipa  i  weszli  do  domu.  SłuŜący  Silasa  miał  zająć  się  bagaŜem, 

znaleźć pokój swego chlebodawcy i zaznajomić się z personelem.  

Wewnątrz  Silas  nadal  się  rozglądał.  Podziwiał  meble,  obrazy,  niewymuszoną  elegancję 

wystroju.  

Kiedy  w  holu  natknęli  się  na  grupę  gości,  Silas  zdjął  kapelusz  i  skinął  głową  na 

powitanie.  

– No i o co tu chodzi? – zwrócił się do Potsa. – Która to ta zalotnica? 

–  Jest  oziębła  –  wyjaśnił  Pots.  –  Będzie  zadowolona,  Ŝe  masz  juŜ  dzieci.  Czasami 

łaskawie zgadza się na seks, ale tak naprawdę go nienawidzi. Ma jednak wiele zalet, poradzi 

sobie z tobą i twoim gospodarstwem.  

– Rozumiem – uśmiechnął się Silas.  

– Nie tylko będzie tolerować Margaritę, ale i zgodzi się, by miała pokój w twoim domu i 

miejsce przy stole.  

– śartujesz. – Uśmiech Silasa stał się jeszcze szerszy. Oczy mu błyszczały.  

–  Ani  trochę.  –  Pots  pokręcił  głową.  –  Jest  taka  moŜliwość.  Muszę  ci  powiedzieć,  Ŝe 

Lucilla  na  pewno  namówi  Margaritę,  by  poszła  do  szkoły,  i  moŜe  czasem  weźmie  ją  na 

zakupy. 

– No, no.  

–  Decyzja  naleŜy  do  ciebie.  Ja  tylko  przedstawiam  ci  sytuację.  –  Pots  wsunął  palce  pod 

pasek spodni i przybrał obojętny wyraz twarzy.  

– Wiesz chyba, jak się nazywają ludzie, którzy robią takie rzeczy.  

– Ja jestem subtelniejszy i w dodatku nie pobieram Ŝadnych opłat.  

background image

Silas uznał, Ŝe pora zmienić temat.  

– Zdaje się, Ŝe zaplanowaliście turniej brydŜowy. Ja teŜ gram? 

– To brydŜ sportowy. śadnych zakładów.  

– O, kurczę. Widzę, Ŝe nie zanosi się na zabawę.  

– Hazard szkodzi zdrowiu.  

Silas zdusił w ustach przekleństwo, za które jeszcze w wieku lat piętnastu naraziłby się na 

umycie twarzy szarym mydłem. ZmruŜył oczy i spojrzał na zalotnicę.  

– Muszę się jej bliŜej przyjrzeć – uznał.  

–  Koniecznie.  Poznaj  naszego  gospodarza  –  powiedział  Pots,  kiedy  zbliŜył  się  do  nich 

Lemon. – Lemon Covington.  

– Zdaje się, Ŝe znasz moich rodziców – rzekł, wyciągając rękę, Lemon.  

– Próbowałem zaprzyjaźnić się z twoją matką, ale pan Covington jest bardzo samolubny.  

– Jest rzeczywiście trochę zaborczy – zgodził się Lemon. – A co mama na to? 

– Widzisz tę bliznę? 

– To dzieło mego ojca? – uśmiechnął się Lemon.  

–  Jak  najbardziej.  Mam  nadzieję,  Ŝe  twój  ojciec  przejrzy  na  oczy  i  pozbędzie  się 

zazdrości.  

– Nie ma mowy. – Lemon poklepał Silasa po ramieniu.  

– Zarejestrowałeś się? 

– Pots juŜ to załatwił. Kto jest moim pierwszym partnerem? 

– Sprawdź na tablicy.  

– O, cześć! – zawołał Silas, kiedy zbliŜyła się do nich Renata.  

– Nie – ostrzegł go ledwie słyszalnym szeptem Lemon.  

– Masz jakiś problem? – zwrócił się do Renaty.  

– ZauwaŜyłam pewne zmiany w przydziale partnerów.  

– Naprawdę? – zainteresował się Lemon.  

– Gram z tobą.  

– Zabawne, prawda? 

– Wydawało mi się, Ŝe gospodarz nie gra – zauwaŜyła sucho Renata.  

– Zjawiło się kilku dodatkowych gości i potrzebny był jeszcze jeden gracz.  

–  Mhm  –  skomentowała,  przyglądając  mu  się  uwaŜnie.  Lemon  wziął  ją  za  łokieć  i,  nie 

przedstawiając nawet Silasowi, odprowadził na bok.  

– Jakie sygnały będziesz mi dawać? – spytał.  

– Nigdy nie daję partnerowi Ŝadnych sygnałów. Gram uczciwie.  

– Ale...  

– Próbowałam trzymać się od ciebie Ŝ daleka.  

– O! – ucieszył się Lemon. W jego oczach malowało się niedowierzanie.  

Miała ochotę go kopnąć.  

–  Przykro  mi  z  powodu  twoich  kłopotów  finansowych  –  powiedziała  zamiast  tego.  – 

Niektórzy z gości gotowi są nawet zapłacić za pobyt. Widzę jednak, Ŝe ta katastrofa wcale cię 

nie załamała. To moŜe być dobra okazja, by kontynuować naukę. By...  

background image

– Jestem dyslektykiem. Szkoła była dla mnie męczarnią.  

– Chodziło o kolory? – spytała autentycznie zainteresowana.  

– Skąd wiesz? 

– Niektóre oczy wymagają szkieł w specjalnym kolorze, Ŝeby mogły czytać. Jaki był twój 

kolor? 

– Czerwony.  

– Czemu ich nie nosisz, skoro masz zamiar grać w brydŜa? 

– Karty jakoś rozpoznaję. Okulary noszę tylko do gry w kości. – UŜywał ich tylko wtedy, 

gdy uprawiał hazard.  

– śeby ukryć oczy.  

Uspokajającym gestem połoŜyła mu swoją małą dłoń na ramieniu.  

– Jeśli ktoś moŜe cię uratować, to na pewno John – powiedziała z przekonaniem.  

– On teŜ gra? 

–  Jest  twoim  doradcą  finansowym,  a  mój  adwokat  twierdzi,  Ŝe  jest  znakomity.  Jestem 

pewna, Ŝe go nie posłuchałeś i dlatego wpakowałeś się w te tarapaty.  

– Lucilla ci to powiedziała? 

–  Nie,  Mary  June.  Tak  mi  przykro.  Zwłaszcza  Ŝe  dowiedziałeś  się  o  tym  w  czasie 

turniejowego weekendu. Czy jesteś w nastroju, Ŝeby... grać w brydŜa? 

– Wszystko będzie dobrze – odparł z uśmiechem Lemon. – John Brown to geniusz.  

– Chyba  rzeczywiście, skoro radzi sobie z takim postrzeleńcem jak ty. Przepraszam, nie 

powinnam tak mówić. Masz i bez tego dość kłopotów.  

– Lubię mieć z tobą kłopoty.  

– Kłopoty? Nie ma we mnie nic takiego, co mogłoby sprawić ci kłopot.  

– Jeśli skrzyŜujesz nogi, to mam wyjść w kiery? 

–  Wielkie  nieba.  Jak  moŜesz  pytać!  Nie  będzie  Ŝadnych  sygnałów.  śadnych.  Czy  to 

jasne? 

Lemon  kilka  razy  pokiwał  głową,  jakby  szukał  w  swym  mózgu  śladu  jakichkolwiek 

wątpliwości.  

–  Nie  ma  nic  bardziej  irytującego  niŜ  męŜczyzna,  który  udaje,  Ŝe  jest  szczery  – 

powiedziała.  

– AleŜ ja jestem szczery! 

– Akurat. – Renata z trudem ukrywała oburzenie. Lemon był zachwycony.  

 

Pojawienie się trojga nowych gości i włączenie się Lemona do gry wymagało dostawienia 

dodatkowego  stolika,  ale  opóźnienie  było  niewielkie.  Rozpoczął  się  turniej  i  Lemon 

zmuszony  był  grać  jak  najlepiej,  bo  chciał,  by  Renata  wygrała.  Chwilami  zdawała  sobie  z 

tego sprawę i spoglądała na niego z zadowoleniem, a jemu serce topniało. Czy kiedykolwiek 

w  Ŝyciu  zaleŜało  mu  na  czyjejś  aprobacie?  Całe  Ŝycie  starał  się  tylko  osiągnąć  to,  na  czym 

jemu samemu zaleŜało. Przez długi czas taką sprawą było czytanie. Po prostu czytanie.  

Matka bardzo wcześnie  przestała się nim zajmować.  Dobrych manier nauczył  go ojciec, 

który był nie tylko silny, ale i potrafił rozumować logicznie.  

background image

Logika  jest  –  logiczna.  Takie  prawdy  takŜe.  Lemon  potrafił  zrozumieć,  co  daje 

posłuszeństwo i umiejętność logicznego myślenia.  

Ale  kiedy  juŜ  sam  przejął  kontrolę  nad  swoim  Ŝyciem,  skoncentrował  się  tylko  na 

własnych przyjemnościach.  

Zatrudnienie  Johna  Browna  było  kolejną  bardzo  logiczną  decyzją.  To,  Ŝe  oprócz  tego 

lubił  Johna,  nie  miało  nic  wspólnego  z  zaangaŜowaniem  go.  Gdyby  John  był  skończonym 

draniem, Lemon i tak by go zatrudnił, a to dowodziło, jak bardzo John jest kompetentny.  

Lemon  od  tak  dawna  wiódł  Ŝycie  w  sposób,  jaki  odpowiadał  tylko  jemu,  Ŝe  sam  był 

zdziwiony,  Ŝe  stara  się  sprawić  przyjemność  jakiejś  drugiej  osobie.  Renacie.  Kobiecie. 

Dlaczego akurat jej? 

Dlaczego  jej,  zamiast  tak  bardzo  zalotnej  Lucilli?  Ile  czasu  musiałby  spędzać  z  Lucillą? 

Nawet  przyjmując  gości,  siedzieliby  po  przeciwnych  stronach  stołu.  Nigdy  nie  musiałby 

wymieniać  z  nią  Ŝadnych  mniej  lub  bardziej  znaczących  komentarzy.  Mieliby  oddzielne 

sypialnie, inne pory posiłków, rzadkie kontakty. Lucilla posiadałaby własne konto bankowe i 

własne auta. W ogóle byliby dla siebie obcy.  

I  Lemon  w  końcu  zrozumiał  dokładnie,  czemu  silni  męŜczyźni  Ŝenią  się  z 

nieodpowiednimi  partnerkami,  zamiast  z  kimś,  kogo  kochają  i  kto  odrywałby  ich  uwagę  od 

interesów. Zrozumiał teŜ, dlaczego Pots zaprosił Silasa, by poznał Lucillę. Dla Silasa byłaby 

idealną Ŝoną. Znakomita gospodyni. Zna wszystkich, wie, co wypada, a co nie.  

Lemon  był  akurat  dziadkiem  i  połoŜył  karty  na  stół,  by  Renata  mogła  je  dobierać.  Nie 

odszedł  jednak  od  stołu,  by  się  przejść,  ani  nie  usiadł  obok  niej,  by  patrzeć,  jak  gra.  Nie. 

Usiadł wygodnie na swoim krześle, splótł ręce na piersiach i po prostu obserwował jej twarz.  

Była całkowicie pochłonięta grą. Przygryzała wargę, odrzucała włosy, poprawiała się na 

krześle i doprowadzała Lemona do szaleństwa.  

Zrozumiał,  jak  bardzo  to  zauroczenie  moŜe  być  dla  niego  niebezpieczne.  Wręcz  fatalne 

dla  jego  interesów,  bo  ona  zawsze  będzie  najwaŜniejsza.  Zapragnie  być  tylko  z  nią, 

rozmawiać,  Ŝartować  i  kochać  się.  Tak.  Ona  będzie  na  pierwszym  miejscu,  a  interesy 

podupadną.  

ChociaŜ moŜe nie. John mu pomoŜe.  

Ale John kocha Margot. To go będzie rozpraszać. MoŜliwe. Lemon nadal przyglądał się 

grającej  Renacie.  Czy  zechce,  by  rozpraszała  ją  miłość  do  męŜczyzny?  Cała  była 

skoncentrowana  na  grze.  Na  brydŜu.  BrydŜ,  jak  wszystko  inne,  ma  swoich  gorących 

zwolenników.  

Prawdziwi  brydŜyści  nie  sięgają  po  przekąski  ani  nie  dyskutują,  lecz  po  prostu  grają.  I 

pamiętają karty z kaŜdego rozdania kaŜdej gry. BrydŜ bywa nałogiem.  

Polo takŜe. Stolarka. Biznes. Jeśli Renata pozwoli Lemonowi się do siebie zbliŜyć, to czy 

stanie się jego... nałogiem? Dobrze byłoby się o tym przekonać.  

A  gdyby  nigdy  nie  wstawał  z  łóŜka?  Gdyby  nigdy  nie  wypuścił  jej  ze  swoich  objęć? 

Posiłki  dostarczano  by  im  do  pokoju.  Telefon  stałby  przy  łóŜku.  Miałby  Renatę  przez  cały 

czas na wyciągnięcie ręki.  

Co w niej takiego jest, Ŝe cały dzień myśli tylko o niej? Nigdy jeszcze tak nie reagował na 

background image

Ŝ

adną kobietę. Musi się strzec.  

Słyszał opowieści o męŜczyznach, którzy stali się niewolnikami kobiet. Na przykład John 

i Lucilla. Biedny John. Pozwoliła mu łaskawie być ze sobą, ale na jej warunkach.  

Kiedy  Lemon  w  końcu  powiedział  jej,  Ŝeby  zostawiła  Johna  w  spokoju,  Ŝe  Margot  go 

kocha i będzie dla niego dobrą Ŝoną, nie była wcale zadowolona.  

Musiał zaoferować jej parę groszy jako rekompensatę. Musiał teŜ słuchać, gdy mówiła, Ŝe 

John to dobry człowiek. Wśród wymienianych przez nią zalet Johna nie znalazło się miejsce 

dla  słowa:  „miłość”.  Powiedziała,  Ŝe  John  nie  jest  szczególnie  absorbujący.  Umie  grać  w 

brydŜa,  znakomicie  tańczy,  dobrze  jeździ  konno  i  jest  inteligentny.  Idealny  towarzysz  dla 

mądrej kobiety.  

Lemon  zastanawiał  się,  czy  Renata  umie  prowadzić  inteligentną  rozmowę  i  czy  byłaby 

dobrą towarzyszką Ŝycia dla mądrego męŜczyzny. Nie musiałaby jeździć na ogierze.  

Gra się skończyła. Renata triumfowała. Wielki szlem! 

– Widziałeś? – dzieliła się radością z Lemonem. – Myślałam, Ŝe nie wyjdzie! 

Lemon w milczeniu przyglądał się oznakom jej radości. Gra w ogóle go  nie obchodziła. 

Tyle tylko, Ŝe dzięki niej mógł patrzeć na Renatę.  

– Jak moŜesz być taki opanowany? – dziwiła się roześmiana Renata. – Wygraliśmy! 

– Ty wygrałaś – przyznał uczciwie Lemon. – Byłaś znakomita.  

Uznałby ją za znakomitą, nawet gdyby nie odróŜniała kar od kierów.  

–  Zaufałeś  mi.  Siedziałeś  taki  spokojny  i  pewny,  Ŝe  wszystko  się  uda,  Ŝe  po  prostu 

musiało się udać. Byłeś cudowny! 

Lemon mrugał powiekami. Uprzejmie kiwał głową. Gratulował jej. Robił i mówił to, co 

w  takiej  sytuacji  powinien.  Zrozumiał,  Ŝe  uznała,  iŜ  jego  wyraz  twarzy,  skrywający  myśli 

dozwolone  tylko  od  lat  osiemnastu,  świadczy  o  zaufaniu  do  jej  karcianych  umiejętności. 

Ciekawe, jakby zareagowała, gdyby wiedziała, o czym myślał.  

–  Nie  dawałeś  mi  Ŝadnych  rad,  nie  podchodziłeś  i  nie  zaglądałeś  mi  przez  ramię  – 

powiedziała, kiedy wstali, by zmienić partnerów. – Dziękuję ci za zaufanie.  

– Nie byłem ci potrzebny.  

– Nie pogardziłabym twoją radą. To bardzo miłe z twojej strony, Ŝe mi zaufałeś.  

Myślała,  Ŝe  jej  ufał,  a  jemu  było  dokładnie  wszystko  jedno.  Chciał  być  szczery  i 

przyznać, jak mało obchodziła go ta gra. Nie mógł. Zepsułoby to jej radość.  

–  Sukces  jest  wyłącznie  twój  –  zapewnił  ją  jeszcze  raz.  Z  kolejnymi  dwoma  partnerami 

Lemon teŜ wygrywał, ale była to zasługa znakomitych kart.  

– Widzisz? – powiedziała Renata. – Potrzebne mi było twoje szczęście.  

–  Nie  potrzebujesz  niczyjego  szczęścia  –  zapewnił  ją  z  przekonaniem.  –  Ze  wszystkim 

znakomicie dajesz sobie radę.  

– Ze... wszystkim? – Rozbawiona Renata z niedowierzaniem pokręciła głową.  

Lucilla  oczywiście  zauwaŜyła  zainteresowanie  Lemona  Renatą  Gunther.  Próbowała 

zwrócić na siebie jej uwagę, ale Renata była wobec niej zaledwie uprzejma, a nawet chłodna.  

Lemon  starał  się  zaobserwować,  do  jakich  ludzi  Renata  odnosi  się  z  sympatią.  Okazało 

się, Ŝe ci, którzy zwrócili jej uwagę, byli raczej^ konserwatywni. Czy to moŜliwe, Ŝe Lemon 

background image

Covington dał się oczarować kobiecie konserwatywnej i trzymającej się zasad? 

Nie, przecieŜ nie dał się oczarować.  

Kiedy jego partnerką w grze była Beatrice Martin, był dla niej bardzo miły. To przecieŜ 

urocza  istota.  Ma  wszystko,  czego  potrzeba  kobiecie,  jeśli  chodzi  o  ciało  lub  umysł,  i  z  obu 

tych rzeczy umie korzystać. Flirtowała i uśmiechała się.  

Była dla niego bardzo miła. MoŜe nie aŜ tak, jak wcześniej, kiedy uwaŜała go za bogacza. 

Znaczyło  to,  Ŝe  rozgłoszona  przez  Lucillę  plotka  o  jego  bankructwie  przyćmiła  nieco  jej 

entuzjazm. Nadal jednak przyglądała mu się zaintrygowana.  

Jako  biedak,  Lemon  nie  mógł  być  brany  pod  uwagę  jako  kandydat  na  męŜa.  Beatrice 

jednak, kobieta dojrzała i doświadczona, na pewno chętnie by go pocieszyła.  

Była  wobec  niego  niezwykle  serdeczna,  bo  najwidoczniej  uznała,  Ŝe  człowiek,  który 

nagle  stracił  wszystko,  musi  bardzo  cierpieć.  Rozpadł  się  jego  domek  z  kart.  A  ona  moŜe 

sobie pozwolić na serdeczność. To przecieŜ takie ludzkie.  

Lemonowi wcale to nie przeszkadzało.  

Pots jednak dał mu do zrozumienia, Ŝęto on interesuje się Beatrice i Ŝe Lemon powinien 

trzymać się od niej z daleka. By to podkreślić, kiedy był dziadkiem, podszedł do ich stolika i 

doradzał Beatrice, jak grać przeciw Lemonowi. Jego rady okazały się skuteczne.  

Pots włoŜył do ust cygaro.  

– Nie! – wykrzyknęli prawie równocześnie Beatrice i Lemon.  

– Tu są damy – dodał ostrzegawczo Lemon.  

– Nie znoszę cygar – powiedziała Beatrice i dopiero to podziałało.  

Pots przez chwilę przyglądał się cygaru, potem pochylił się i wsunął je pomiędzy piękne, 

okrągłe piersi Beatrice.  

– To znakomite przeciwko molom – powiedział.  

Beatrice nie wyjęła cygara. Zachowanie Potsa było rozmyślne i zrobiło na Lemonie duŜe 

wraŜenie. A więc w tę stronę wieje wiatr? Pots startuje do Beatrice? 

Czemu  nie?  Silas  zastanawia  się  nad  Lucillą,  John  ma  Margot,  a  Lemon  Covington  w 

ogóle jest dziwny.  

Ale  ten  dziwak  ma  szczęście  w  kartach.  Chcąc  nie  chcąc,  wygrał  w  swoim  własnym 

domu grę, którą tylko dlatego tolerował, Ŝe inni się nią pasjonowali.  

Dla męŜczyzn zazwyczaj największy urok mają  gry sportowe, polowanie i poker. Kiedy 

w towarzystwie są kobiety, liczy się jeszcze brydŜ.  

ś

eby  zabawić  kobiety,  gra  się  w  brydŜa  lub  organizuje  tańce.  U  Lemona  teŜ  będą  – 

następnego wieczora. SłuŜba usunie krzesła i stoły, a orkiestra będzie grać do północy.  

Kobiety wystroją się i będą wyglądać pięknie, błyszczeć klejnotami i flirtować.  

Według Lemona to bezsensowna strata czasu. śycie, zarabianie na Ŝycie, zabawa.  

Czemu  siedzi  przy  stole  z  ludźmi,  którzy  nie  mają  nic  innego  do  roboty,  tylko  spotykać 

się, by jakoś spędzić czas? 

Tak.  No  cóŜ.  Czego  tak  naprawdę  chce  Lemon  Covington?  Czemu  w  wieku  trzydziestu 

pięciu lat jest taki niespokojny i niezadowolony? Czemu jest taki krytyczny i zgorzkniały? 

Lemon  nie  miał  zielonego  pojęcia.  Jego  goście  to  przecieŜ  w  większości  porządni 

background image

obywatele, pracujący  cięŜko nad tworzeniem nowych organizacji i firm, by zatrudnić więcej 

ludzi za większe pieniądze.  

Siedział przy stoliku i grał w brydŜa. JakieŜ to nudne.  

Odchylił  się  do  tyłu  i  załoŜył  ręce  na  piersiach.  Gracze  podziwiali  go  i  gratulowali 

wygranej.  Wygranej,  z  której  wcale  nie  był  dumny.  To  tylko  wygrana.  Coś  łatwego.  Rzecz 

błaha dla kogoś, kto umie ją zdobyć.  

Nie było to nic wyjątkowego. Wielu ludzi lekcewaŜy swe naturalne talenty.  

Lemon wygrał pierwszą rundę. Grzecznie dziękował za gratulacje.  

Renata  miała  zarumienioną  twarz  i  błyszczące  oczy.  Lemon  uznał,  Ŝe  była  pewnie  zbyt 

surowo wychowana, by zgodzić się na romans. Jest teŜ prawdopodobnie samolubna.  

Goście  wyszli  przed  dom,  przechadzali  się,  sączyli  wino  i  odpoczywali  po  pierwszej 

randzie turnieju. Niektórzy rozebrali się i pływali w basenie.  

Lemon  teŜ  wyszedł  na  dwór,  ale  nie  przyłączył  się  do  Ŝadnej  grapy.  Rozglądał  się  za 

Renatą.  Stała  przy  płocie  i  mówiła  coś  do  ogiera.  WciąŜ  miała  na  sobie  tę  beŜowo-brązową 

popołudniową suknię. Wyglądała jak leśna nimfa.  

Lemon ruszył w jej kierunku. Nie biegł. Szedł wolnym krokiem.  

– UwaŜaj, moŜe cię ugryźć – rzekł.  

–  Bzdura  –  odrzekła,  uśmiechając  się  do  konia.  Lemon  zauwaŜył,  Ŝe  ma  zaróŜowione 

policzki. Z powodu konia? A moŜe dlatego, Ŝe on, Lemon, jest obok niej? 

Na  samą  myśl  poczuł,  jak  twardnieje  jego  męskość.  Niedobrze  z  nim,  skoro  reaguje  tak 

na rumieniec na twarzy kobiety. Wsunął ręce w kieszenie i uśmiechnął się do swoich myśli.  

– Jest słodki.  

Kobiety  często  uŜywają  tego  określenia.  Ogier  parsknął  i  potrząsnął  głową.  Błysnęły 

białka jego oczu.  

–  To  nie  zabawka  –  rzekł  Lemon,  ujmując  zwierzę  pod  brodę.  –  Jest  naprawdę 

niebezpieczny.  Potrafi  ugryźć,  zaatakować,  stratować  i  zrobić  jeszcze  wiele  innych  złych 

rzeczy. Tylko Lucilla umie na nim jeździć i zmusić go do posłuszeństwa.  

– O.  

– Zapłaciłem za tego konia kupę forsy i trzymam go tylko dlatego, by przypominał mi, Ŝe 

wygląd to nie wszystko.  

– O – powiedziała znowu Renata.  

– Zabiłbym go, gdyby zrobił ci krzywdę – rzekł z powagą Lemon.  

Policzki Renaty znowu się zaróŜowiły. Uśmiechnęła się i oczy jej rozbłysły.  

Miała szczęście, Ŝe Lemon był na tyle cywilizowany, Ŝe nie puścił konia, nie rzucił jej na 

ziemię i nie posiadł. Na jego twarzy malowała się powaga. Puścił konia, odsunął dziewczynę 

poza zasięg jego zębów i z powrotem włoŜył ręce do kieszeni.  

– Naprawdę jest uroczy – powtórzyła Renata i poprawiła potargane wiatrem włosy.  

– W obecności pięknej kobiety wszystkie istoty płci męskiej są takie.  

– Ty teŜ? 

– Tak – odparł absolutnie powaŜnie.  

Renata  nie  odpowiedziała  ani  nie  próbowała  flirtować.  Z  zaróŜowionymi  policzkami  po 

background image

prostu mu się przyglądała.  

Lemon  jeszcze  nigdy  nie  doświadczył  czegoś  tak  podniecającego.  AŜ  nie  mógł  w  to 

uwierzyć.  Nieraz  kobiety  robiły  róŜne  dziwne  rzeczy,  by  zwrócić  jego  uwagę.  Jak  mógł 

rumieniec  na  twarzy  spokojnej,  milczącej  dziewczyny  doprowadzić  go  do  takiego  stanu?  A 

jednak.  

– Chciałabyś zobaczyć stajnię? – spytał.  

Dlaczego  to  zaproponował?  Stajnia  jak  stajnia.  Kiedy  pracownicy  zobaczą,  Ŝe  pokazuje 

kobiecie stajnię, pomyślą, Ŝe stracił głowę.  

– Jasne – odparła.  

– Byłaś kiedyś w stajni w deszczowy dzień? Renata spojrzała na bezchmurne niebo.  

– Eee – odparła.  

Typowa odpowiedź bardzo młodych dziewcząt. Lemon do tej pory miewał do czynienia 

tylko z dojrzałymi kobietami. On teŜ nie jest najmłodszy. Młode dziewczyny to zupełnie nie 

znany Lemonowi gatunek człowieka.  

– Którędy? – spytała Renata, rozglądając się dokoła. Którędy... co? Aha. Stajnia.  

– Tędy.  

W tej właśnie chwili postanowił, Ŝe ją pocałuje. Wkrótce ją pocałuje. Na pewno.  

Oddychał  coraz  głośniej.  Rozchylił  usta,  by  wyrównać  oddech.  Nie  chciał  jej 

przestraszyć. Ciało, co prawda, odmawiało mu posłuszeństwa, ale postanowił się opanować.  

Renata była bardzo oŜywiona, poruszała się szybko i Ŝywo gestykulowała. Lemon uznał, 

Ŝ

e znaczy to, iŜ nie jest jej obojętny.  

Zaprowadził  ją  do  stajni,  gdzie,  oczywiście,  nie  byli  sami.  Zajęci  naprawą  dachu 

pracownicy nie zdawali sobie sprawy, Ŝe mogą im przeszkadzać.  

–  W  czym  problem?  –  spytał  Lemon.  Przyzwyczajeni  wyłącznie  do  męskiego 

towarzystwa, robotnicy nie byli pewni, czy ich język nadaje się dla uszu damy, ograniczyli się 

więc do gestów.  

Lemon odprowadził Renatę w bezpieczny  kąt i  wraz z dwoma pracownikami wszedł po 

drabinie na górę. Naprawa zajęła im trochę czasu, ale Lemon ani na moment nie zapomniał o 

obecności dziewczyny.  

Kiedy  kolejne  deski  zaczęły  wjeŜdŜać  na  górę,  Lemon  zszedł  do  Renaty.  Wiedział 

dokładnie, gdzie stoi.  

– Skąd wiedziałeś, jak to naprawić? – spytała.  

– Miałem wymagającego ojca.  

– A co to ma do rzeczy? 

Wreszcie na nią spojrzał. Wyglądała uroczo. Wiedział, Ŝe wkrótce ją pocałuj e.  

– Uczył mnie wszystkiego, co sam umiał. Zapoznawał z kaŜdym narzędziem.  

– Musieliście być bardzo zaprzyjaźnieni.  

– Nie od razu. Zazwyczaj wszystko psułem. Renata roześmiała się.  

Co za skarb, pomyślał Lemon. Co za skarb! Myśl ta przeraziła go.  

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Kiedy  Lemon  uświadomił  sobie,  Ŝe  Renata  jest  prawdziwym  skarbem,  stał  się 

ostroŜniejszy. Rozpatrzył na nowo pomysł pocałowania jej. Nie zrezygnował jednak z niego 

całkowicie, tylko odłoŜył na później.  

Przez całe Ŝycie ojciec uczył go, by zwracał uwagę na pary małŜeńskie. Miał obserwować 

tych ludzi i słuchać ich. Zdaniem ojca, oŜenić się wcale nie jest trudno. Tylko wówczas, kiedy 

znajdzie się odpowiednią kobietę, moŜna Ŝyć pełnią Ŝycia.  

Kobieta,  której  zaleŜy  tylko  na  tym,  by  męŜczyzna  był  bogaty,  nie  jest  tą,  której  moŜna 

pragnąć.  

Zdarzają  się  męŜczyźni,  którzy  celowo  wybierają  kobiety  tylko  po  to,  by  rodziły  im 

dzieci. Osiągnięcie tego celu nie zabiera im wiele czasu.  

Taki  mąŜ  będzie  potem  ulegał  swojej  Ŝonie,  byle  tylko  mógł  robić  to,  na  co  ma  ochotę. 

Taka  Ŝona  nie  będzie  odciągała  go  od  pracy,  męskich  spotkań,  polityki  czy  innych  kobiet. 

MęŜczyzna, obojętny wobec kobiety, będzie ją wykorzystywał jako zasłonę lub wymówkę.  

Niestety,  niektóre  kobiety  kochają  takich  męŜczyzn  i  dopiero  po  pewnym  czasie  zdają 

sobie sprawę, Ŝe w ich związku nigdy nie było miłości. Obojętny mąŜ widzi w takiej kobiecie 

tylko wspaniałą matkę, działaczkę charytatywną czy idealną gospodynię.  

Najbardziej  godna  poŜałowania  jest  Ŝona,  która  takiego  męŜa  usprawiedliwia  –  przed 

samą sobą czy wobec innych. Jest zajęty, ma mnóstwo obowiązków, za duŜo bierze na swoje 

barki – tłumaczy.  

Ufna kobieta dopiero po długim czasie zdaje sobie sprawę, Ŝe jest wykorzystywana. Zbyt 

długo  czeka  z  nadzieją,  Ŝe  mąŜ  się  zmieni.  Potem  pozostaje  tylko  smutek  i  cierpienie  w 

milczeniu.  Taka  kobieta  zazwyczaj  wyszła  za  mąŜ  wcześnie  i  nie  zdobyła  odpowiedniego 

wykształcenia. W dzisiejszym, tak szybko zmieniającym się świecie nie potrafiłaby się sama 

utrzymać.  Trwa  więc  w  małŜeństwie,  nie  zdając  sobie  sprawy,  Ŝe  ma  jednak  pewną 

alternatywę.  

Lemon znał takie kobiety.  

Przypomniał  sobie  małŜeństwo  swoich  rodziców  i  uznał,  Ŝe  byli  nie  tylko  kochankami, 

ale i dobrymi przyjaciółmi. Mieli wspólne cele.  

– Skąd wiedziałaś, Ŝe kochasz tatę? – zapytał kiedyś matkę.  

–  Zadawałam  sobie  to  samo  pytanie,  kiedy  poznawałam  jakiegoś  nowego  chłopaka  – 

odparła. – Babcia mówiła mi, Ŝe po prostu... będę wiedziała, Ŝe nie będę musiała pytać. Takie 

pytanie zadaje się tylko wtedy – mówiła – kiedy ktoś ci się podoba, ale go nie kochasz. Kiedy 

poznałam twego ojca, nie musiałam pytać.  

– Naprawdę w to wierzysz? 

–  Potem  pozostaje  juŜ  tylko  jeden  problem  –  odparła  matka.  –  Musisz  spróbować 

zrozumieć,  dlaczego  ona  cię  kocha  i  czy  w  ogóle  darzy  cię  uczuciem.  MoŜesz  być  pewien 

tylko swego własnego serca. Nie pozwól, by cię zaślepiło na tyle, byś nie dostrzegł, Ŝe twoja 

wybranka jest chciwa, nudna lub oziębła.  

background image

To właśnie powiedziała mu wiele lat temu matka. Nagle przypomniał sobie czasy, kiedy 

John Brown kochał Lucillę.  

Przynajmniej Lucilla nie wyszła za Johna za mąŜ.  

A  Renata?  Dopiero  ją  poznał.  Ile  słów  ze  sobą  zamienili?  I  On  zachowywał  się  jak 

czternastoletni  smarkacz,  a  ona  I  reagowała  jak  dojrzała  kobieta.  Pewnie  stracił  u  niej 

wszelkie szanse.  

Ucieszyła  się  jednak,  Ŝe  mogła  być  jego  partnerką  «  w  brydŜu  i  Ŝe  jej  zaufał  i  pozwolił 

grać samej. Tyle tylko, Ŝe jemu chodziło o to, by mógł po prostu swobodnie na nią patrzeć i 

oddawać się swym dozwolonym od osiemnastu lat marzeniom.  

Lemon nie potrafił zdobyć takiego skarbu jak Renata. Nie miał dość czasu, by miłować ją 

tak,  jak  na  to  zasługuje.  No,  tak...  ma  to  swoje  magisterium.  Jest  niezaleŜna.  Pełna  Ŝycia. 

Mógłby mieć z nią romans.  

Taak.  

Czy  naprawdę  Renata  tak  go  pociąga?  Jeśli  dobrze  pamięta,  to  rano,  schodząc  po 

schodach, zwrócił uwagę na... Beatrice.  

Fakt,  Ŝe  dwie  kobiety  oczarowały  go  tak  szybko,  jedna  po  drugiej,  powinien  go  trochę 

otrzeźwić.  

Gdyby  były  kartami  w  grze,  mógłby  wybrać  tę  wyŜszą.  W  Ŝyciu  o  wszystkim  decyduje 

przypadek.  Trzeba  tylko  uświadomić  sobie,  co  jest  naprawdę  waŜne,  i  pozbyć  się  tego,  co 

nieistotne. Na tym wszystko polega.  

Zaczyna  się  juŜ  pewnie  trochę  niepokoić,  bo  ma  trzydzieści  pięć  lat  i  wciąŜ  jest 

kawalerem.  Pots  i  on  są  ostatnimi  z  rodu.  MoŜe  rodzina  Covingtonów  powinna  przestać 

istnieć. Pewnych genów nie warto przekazywać.  

Czy Renata  go zechce? Na pewno nie zechce. Stoi w tej stajni, głaszcząc łeb jego psa, i 

przygląda się, jak dwaj męŜczyźni popisują się siłą swych mięśni i brakiem lęku wysokości.  

Tak, niewiele trzeba, by ją zabawić.  

Gdyby  związał  się  z  tym  skarbem,  spędziłby  resztę  Ŝycia,  wynajdując  rzeczy,  o  których 

powinna  pomyśleć,  obejrzeć  czy  spróbować.  To  bardzo  wyczerpująca  praca.  Byłoby  bardzo 

ciekawe obserwować jej reakcje i... poznawać.  

– Lubisz surowe ostrygi? – spytał.  

– E-e-e – mruknęła, rozchylając wargi.  

Nie  lubi  surowych  ostryg.  Jak  by  się  czuł,  gdyby  wśród  szarozielonych,  wzburzonych 

morskich fal szukał dla niej ostryg, potem wrócił z nimi do domu, a ona nawet by na nie nie 

spojrzała, tylko mruknęła „e-e-e”. Pewnie by mu się odechciało sprawiać jej przyjemność.  

– Wsuń mi swoje ramię pod głowę. Boli mnie szyja – powiedziała. 

No  cóŜ,  moŜe  męŜczyzna  nie  musi  wybierać  się  na  wzburzone  morze.  MoŜe  wystarczy 

objąć wybrankę. Lemon właśnie to zrobił. Głowa Renaty idealnie mieściła się w zagłębieniu 

jego  ramienia.  Jej  włosy  cudownie  pachniały.  Na  prawym  policzku  miała  plamkę.  Lemon 

oczywiście dotknął znamienia.  

Renata przesunęła nieco głowę i nie odrywała wzroku od unoszącej się ku górze belce.  

– Masz tu maleńką plamkę – szepnął cicho Lemon, – Bzdura.  

background image

A co to za odpowiedź? Ani krzty romantyzmu.  

–  Podobają  mi  się  te loczki  –  mówił  dalej,  wodząc  palcem  wzdłuŜ  linii jej  włosów  przy 

uchu.  

– Boję się, Ŝe ta belka zaraz spadnie. UwaŜaj, Ŝeby pies się do niej nie zbliŜał.  

Gdyby  byli  razem  w  domu,  a  on  rozpaliłby  ogień  na  kominku  i  zgasił  światła,  to  ona 

pewnie,  wchodząc  do  pokoju,  zawołałaby,  Ŝe  jest  ciemno,  i  zapaliła  światło.  Taki  to  juŜ  typ 

kobiety. Powiedziałaby, Ŝe jest zbyt zimno, by siedzieć z nim na podłodze przed kominkiem.  

– Dobrze mi z tobą – powiedziała. Poruszyła lekko głową, pocierając policzkiem o jego 

ramię.  

Jego serce napełniło się radością, mięśnie stęŜały, a na twarzy pojawił się uśmiech.  

– Patrz, udało się – powiedziała i przesunęła głowę, by na niego spojrzeć. – Strasznie się 

bałam. Byłam pewna, Ŝe się nie uda. Gdyby ta belka spadła, rozpadłaby się na kawałki.  

Mając  ją  tak  blisko  siebie,  patrzącą  mu  w  oczy,  Lemon  nie  był  w  stanie  wymówić  ani 

słowa. Miał ochotę ją pocałować. Zacisnął wargi i uśmiechnął się.  

Jego  męskość  tęŜała.  Lemon  drŜał  i  oddychał  urywanie.  Ostatni  raz  tak  się  czuł,  kiedy 

miał dziesięć lat i Sally Lou Phillips zdjęła majtki.  

Ukrywał się przed Potsem na wydmach na Padre  Island. Sally  Lou rozbierała się, by po 

raz pierwszy popływać nago, a on stał w ukryciu jak zahipnotyzowany i obserwował ją. Sally 

Lou była od niego cztery lata starsza i taka... inna.  

Spojrzał  w  dół,  na  pokrytą  cienkim,  brązowym  materiałem  krągłą  pierś  Renaty.  PołoŜył 

dłoń na jej talii i nie zrobił niczego więcej.  

Spojrzał na robotników, którzy znowu zmagali się z dźwigiem.  

– Chyba im pomogę – szepnął do Renaty.  

–  Nie  –  zaprotestowała,  kiedy  próbował  wypuścić  ją  z  objęć.  –  Muszą  sami  dać  sobie 

radę.  

– A moŜe to nasza obecność sprawia, Ŝe się tak guzdrzą? Pewnie cieszą się, Ŝe tu jesteś, 

bo mają się przed kim popisywać.  

Ta myśl najwyraźniej nie wpadła jej do głowy.  

–  Oczywiście,  Ŝe  nie.  MoŜe  po  prostu  powinieneś  im  częściej  pozwalać  na  wyprawy  do 

miasta? 

Lemon oblizał wargi, by ukryć uśmiech.  

– A czemu mieliby jeździć do miasta? – spytał i czekał na jej odpowiedź.  

– MoŜe czują się tu samotni? 

– Samotni? 

– Brak im ludzi. Nowych znajomych. PrzecieŜ teraz, kiedy pozostali wyjechali na urlop, 

zostali tu tylko we czterech.  

– Jest jeszcze słuŜba domowa.  

–  Ci  zatrudnieni  w  domu  nigdy  nie  przyjaźnią  się  z  tymi,  którzy  zajmują  się  stajnią  czy 

bydłem. I vice versa! Nawet nie masz pojęcia, jacy z nich snobi.  

– Mnie się wydają bardzo uprzejmi.  

– Bo im płacisz.  

background image

–  Są  wobec  siebie  bardzo  solidarni.  Kiedyś  w  którejś  z  odległych  stajni  wybuchł  poŜar. 

Natychmiast przybiegli robotnicy z całej okolicy i pracowali ramię w ramię. Stajnia naprawdę 

była w niebezpieczeństwie, a oni ją ocalili! To było wielkie osiągnięcie!  A potem ci brudni, 

spoceni  ludzie  cieszyli  się,  śmiali,  padali  sobie  w  objęcia  i  klepali  po  ramionach.  To  był 

naprawdę wspaniały widok.  

Dwóm robotnikom udało się wciągnąć na górę kolejną belkę. Wybrali jeszcze grubszą niŜ 

poprzednia i to zupełnie bez powodu. Chcieli się popisać. Lemon od razu to zauwaŜył, ale nie 

interweniował. Chciał, by jak najdłuŜej Renata była z nim w tej stajni, z głową opartą na jego 

ramieniu.  

–  Chciałabyś  zobaczyć  nasze  oczko  wodne?  –  spytał.  –  To  tam  głównie  pływamy.  Jest 

duŜo ciekawsze niŜ basen.  

– Czemu... ciekawsze? – zadała logiczne pytanie.  

–  Nie  trzeba  go  czyścić  ani  dolewać  Ŝadnych  chemikaliów,  liście  nie  zatykają  filtra...  i 

moŜna kąpać się nago.  

– Ja nigdy...  

– Nigdy: co? – uśmiechnął się domyślnie.  

– Zawsze – poprawiła się – kąpię się w kostiumie.  

– Musisz spróbować popływać nago – rzekł z przekonaniem. – Poczujesz się taka wolna, 

Ŝ

e na całe Ŝycie zapamiętasz, gdzie byłaś i kiedy zrobiłaś to po raz pierwszy. Pójdziemy tam 

wieczorem, kiedy nikogo nie będzie w pobliŜu. Noc zapowiada się bezksięŜycowa. Będziesz 

mogła się chlapać do woli. A ja stanę na straŜy – dodał wspaniałomyślnie.  

Renata uśmiechnęła się i przygryzła dolną wargę.  

– Dziś wieczorem? 

– Tak – odparł głosem jakby zduszonym.  

Gdzieś w oddali rozległ się gong wzywający na kolację.  

– Nie zdąŜyłam się przebrać! – krzyknęła.  

– Biegnijmy.  

Lemon pociągnął Renatę za sobą. Pies bez trudu dotrzymywał im kroku.  

Weszli tylnymi drzwiami, a potem pobiegli schodami prosto na górę.  

–  Muszę  wziąć  prysznic  –  powiedziała  Renata.  Lemon  przystanął  z  udawanym 

zdziwieniem.  

– Dlaczego? 

– Cała pachnę stajnią.  

Lemon połoŜył rękę na jej plecach i powąchał włosy dziewczyny.  

– Pachniesz cudownie – zapewnił ją. Renata nie była przekonana.  

– śyjesz w otoczeniu bydła, koni i psów. Twój nos nie jest wiarygodny.  

Weszła do swego pokoju i zamknęła za sobą drzwi. CóŜ za samolubna istota. Nawet nie 

miał okazji, by zaproponować, Ŝe umyje jej plecy... lub coś innego.  

Wszedł do siebie, rozebrał się, wziął szybki prysznic, by wrócić na korytarz w porę, by... 

czekać.  

W  końcu  zastukał  delikatnie  do  jej  drzwi.  Cisza.  Nacisnął  klamkę.  Drzwi  nie  były 

background image

zamknięte.  

–  Renato?  – zawołał  przez  lekko  uchylone  drzwi.  Cisza.  Lemon  zmarszczył  brwi.  MoŜe 

upadła pod prysznicem, uderzyła się w głowę i leŜy nieprzytomna.  

Otworzył szerzej drzwi i zawołał głośniej: 

– Renato? Cisza.  

Nie  Ŝyje.  A  on  spędzi  resztę  Ŝycia,  Ŝałując,  Ŝe  jej  nie  ma,  bez  najmniejszej  nadziei,  Ŝe 

kiedykolwiek  jeszcze  ją  zobaczy.  AŜ  sam  się  zdziwił,  Ŝe  coś  takiego  tkwi  w  jego 

podświadomości. To straszne.  

Rozejrzał  się  szybko  po  pokoju  i  wszedł  do  łazienki.  Pusto.  Pokój  był  pusty.  Łazienka 

równieŜ. Wszystko we wzorowym porządku. Renata zniknęła! 

Zszedł na dół i zastał ją stojącą przy stole. Szukała kartki ze swoim nazwiskiem.  

– Siedzisz obok mnie – rzekł, podchodząc bliŜej.  

– Skąd wiesz? 

Wyglądała, jakby nigdy w Ŝyciu nie była w stajni. Góra jej sukni opinała ramiona. KaŜdy 

męŜczyzna  mógł  zobaczyć  pełne  piersi  Renaty  pod  delikatną  materią.  Dekolt  teŜ  był  zbyt 

wycięty. W miejscu, gdzie piersi się stykały, widział głęboki rowek.  

– Powinnaś włoŜyć Ŝakiet – powiedział Lemon. – O tej porze roku jest zimno.  

–  Jest  lipiec.  Dzień  był  upalny.  Twój  dom  ma  znakomitą  klimatyzację.  Nie  będzie  mi 

zimno.  

Skinął głową i wskazał jej miejsce na prawo od siebie.  

–  Czy  wymyśliłaś  juŜ  tematy  do  rozmowy,  Ŝebym  się  zbytnio  nie  nudził?  –  spytał, 

podsuwając jej krzesło.  

– ZauwaŜyłam, Ŝe po drugiej stronie będziesz miał Beatrice. Ona na pewno coś wymyśli. 

Odkąd ją znam, nigdy jeszcze nie zabrakło jej tematu do rozmowy, a poznałyśmy się, kiedy ja 

byłam dzieckiem, a ona kończyła college.  

Przygryzł wargę, by stłumić śmiech.  

Wziął kartkę z nazwiskiem Beatrice i zamienił ją na inną. Kobieta, która potem siedziała 

obok niego, była osobą powaŜną, zainteresowaną polityką. Znalazła idealnych rozmówców w 

męŜczyźnie siedzącym po swojej lewej stronie, męŜczyźnie naprzeciwko, który siedział obok 

Renaty,  i  w  kilku  kobietach  z  sąsiedztwa.  Było  juŜ  bardzo  późno,  kiedy  milczący  Lemon  i 

Renata mogli odejść od stołu.  

Kiedy im się to w końcu udało, Lemon podprowadził ją do schodów.  

– Idź na górę po ręcznik, oczywiście dyskretnie. Poczekam tu na ciebie. Dobrze? 

– Po co mam brać ręcznik? 

– śeby popływać! 

– Zimno mi.  

–  To  przez  klimatyzację.  Jakiś  idiota...  za  bardzo  obniŜył  temperaturę.  Na  zewnątrz  jest 

parna lipcowa noc.  

–  Nie  wiem,  czy  mam  dość  odwagi  na  taki  eksperyment.  Chyba  najpierw  powinnam 

obejrzeć ten staw, zanim zdecyduję się na nocne pływanie.  

–  Nie  bój  się.  Pójdziemy  tam  i  wszystko  dokładnie  zobaczysz.  A  ja  będę  stał  na  straŜy. 

background image

Skończyłem kurs dla ratowników. Będziesz bezpieczna.  

Renata  nadal  się  wahała.  Lemon  przesłał  jej  uśmiech  zazwyczaj  przeznaczony  dla 

rozjuszonych byków, wściekłych psów lub niezdecydowanych kobiet.  

– Dobrze. Zobaczymy – powiedziała.  

Odwróciła się i ruszyła na górę. Nie widziała więc, w co zmienił się jego uśmiech. Gdyby 

zobaczyła, nie zeszłaby na dół.  

Ale zeszła.  

Lemon czekał niecierpliwie pełen obaw i niepokoju.  

–  O,  więc  jednak  będziesz  pływać  –  rzekł  z  udawaną  swobodą,  kiedy  Renata  zeszła  na 

dół.  

–  Zobaczę  –  odparła,  przyglądając  mu  się  uwaŜnie.  Kiedy  cicho  wymknęli  się  na  dwór, 

natychmiast odnalazł ich Hunter.  

– Cześć, stary – powitał go Lemon.  

Hunter  obdarzył  go  pełnym  zrozumienia  spojrzeniem,  a  potem  „uśmiechnął  się”  do 

Renaty.  

Dziewczyna  na  moment  połoŜyła  rękę  na  łbie  psa,  a  potem  przestała  zwracać  na  niego 

uwagę.  

Zwierzę dreptało przed, za lub obok nich.  

Lemon trzymał się blisko Renaty. Patrzył na nią i uśmiechał się.  

Renata zastanawiała się  nad  Lemonem.  Był jakiś inny. MoŜe podobny do swego ogiera. 

Lucilla  twierdzi,  Ŝe  koń  nauczył  się  pokonywać  płoty,  kiedy  dowiedział  się,  po  co  istnieją 

klacze.  Kiedy  zdarzyło  się  to  po  raz  pierwszy,  dosiadał  go  akurat  John  i  to  jego  uznano  za 

winnego.  

Był  to  prawdziwy,  wysoki  płot.  John  mówił,  Ŝe  próbował  konia  powstrzymać,  ale  nie 

zdołał. Tak więc ogier przesadził płot, a John był dumny, Ŝe udało mu się utrzymać w siodle.  

Lucilla  potrafiła  zmusić  konia,  by  pokonywał  przeszkody  tak,  jak  chciała.  Tylko  ona. 

KaŜdy samiec poddawał się jej woli.  

Renata kątem oka spojrzała na Lemona. Lucilla chciała go zdobyć. No, przynajmniej do 

czasu, kiedy okazało się, Ŝe prawdopodobnie jest bez grosza. Jego domek z kart się rozpada. 

Jakie  to  dziwne,  Ŝe  zupełnie  go  nie  martwi,  Ŝe  moŜe  stracić  ten  dom,  ziemię  i  całą  resztę. 

MoŜe  ten  fakt  tak  na  dobre  jeszcze  do  niego  nie  dotarł  albo  teŜ  jest  niezwykle  odporny 

psychicznie.  

Czy  skoro  stracił  wszystko,  będzie  się  przyzwoicie  zachowywał?  MęŜczyzna  w  takiej 

sytuacji  moŜe  zrobić  coś,  czego  normalnie  by  nie  zrobił. Co  jeszcze  ma  do  stracenia?  MoŜe 

mu być wszystko jedno. MoŜe być bardziej agresywny i nie zwaŜać na jej protesty.  

Przystanęła i rozejrzała się dokoła.  

Lemon poszedł o krok dalej, odwrócił się i spojrzał na Renatę.  

– W nocy wszystko wydaje się inne – rzekł z uśmiechem. – Posłuchaj.  

Słychać było jakieś dźwięki. Gdzieś w oddali szczekał pies.  

–  To  stary  ogar  –  wyjaśnił  cicho  Lemon.  –  Po  prostu  coś  zwyczajnie  mówi  do  swych 

kolegów.  Kiedy  jest  zły,  szczeka  inaczej.  Mówiłem  ci,  jak  było,  kiedy  poznali  się  z 

background image

Hunterem? śaden nie chciał się poddać. Bardzo to było ciekawe.  

– Co... by ten ogar zrobił, gdyby stracił pozycję przywódcy? 

Lemon nawet się nie domyślił, Ŝe Renata porównuje go z psem.  

–  Przypuszczam,  Ŝe  pogodziłby  się  z  faktem,  Ŝe  zajmuje  teraz  drugą  pozycję  –  odparł 

szczerze.  –  To  mądry  pies,  ale  nie  chorobliwie  ambitny.  Zgodziłby  się  być  drugim,  gdyby 

jakiś inny pies udowodnił, Ŝe jest lepszy. To zwierzę łatwe we współŜyciu.  

–  A  ty?  Czy  pogodzisz  się  z  tym,  Ŝe  jesteś  biedny?.  śe  twój  majątek  zniknął?  Czy  ty  i 

John wymyślicie jakiś sposób, Ŝeby zatrzymać tę posiadłość? 

Przez moment Lemon nie bardzo wiedział, o co jej chodzi. Ciągle zapominał, Ŝe rzekomo 

stracił majątek.  

– Damy sobie radę – odparł. – Nie będzie problemu.  

– Taka postawa nic nie pomoŜe.  

Lemon  potarł  twarz,  by  ukryć  uśmiech.  Zrozumiał,  Ŝe  to  przez  tę  rzekomą  katastrofę 

Renata tak swobodnie się z nim czuje. Współczuje mu. Jak ma ją uspokoić, jednocześnie nie 

kłamiąc? 

– Nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze.  

– Mam nadzieję. Masz do swoich kłopotów wspaniałe podejście. Większość męŜczyzn by 

szalała. Czy dlatego jesteś taki spokojny, Ŝe zdarza ci się to po raz pierwszy? 

– John jest znakomity. Znajdzie jakiś sposób. Twierdzi, Ŝe nie jest tak źle, jak myślałem.  

– Cieszę się. – Współczująco połoŜyła mu rękę na ramieniu.  

Po raz kolejny dotknęła go z własnej woli. Ledwo się powstrzymał, by nie chwycić jej w 

ramiona i nie pocałować.  

– Słodka jesteś – rzekł ochrypłym głosem.  

– Widzę cię bardzo dokładnie – zauwaŜyła.  

– Ja ciebie teŜ – odparł z uśmiechem.  

–  Mówiłeś,  Ŝe  tej  nocy  nikt  nie  zobaczy,  kiedy  będę  się  kąpać  nago.  –  Odwróciła  się  i 

rozejrzała  dokoła.  –  A  ja  widzę  dokładnie  dom,  stajnię  i  nawet  kawałek  stawu.  Jego 

powierzchnia jest  gładka. KaŜdy, kto by się  w nim kąpał, będzie widoczny. PrzecieŜ świecą 

gwiazdy. Nie mogę się dziś kąpać nago.  

– Szkoda...  

Renata odwróciła się i ruszyła w kierunku domu. Pies posłusznie poszedł za nią.  

– To dobrze, Ŝe świecą gwiazdy – powstrzymał ją Lemon. – Dzięki temu zobaczysz, jeśli 

ktoś będzie nadchodził, i zdąŜysz zanurzyć się w wodzie. W ogóle i tak głównie będziesz pod 

wodą, ale wszystko będziesz widziała. Nikt cię nie zaskoczy.  

_ Renata przystanęła i rozwaŜała jego słowa.  

–  Cała  radość  z  kąpieli  nago  polega  na  pływaniu  –  przekonywał  ją  dalej  Lemon.  – 

Będziesz cała pod wodą. Nie po kolana, ale calutka, aŜ po czubek nosa. Dotyk wody na nagiej 

skórze jest... – Musiał przerwać i przełknąć ślinę. – Taki przyjemny.  

– Nie jestem...  

–  Chodź  i  zobacz.  Widać  wszystko  dokoła.  Zawróciła  więc  i  szła  obok  niego. 

Obserwował  ją  kątem  oka.  Chciał  zobaczyć,  na  ile  jest  zdecydowana.  Pies  oczywiście  teŜ 

background image

zawrócił i biegał wokół nich.  

– Czy Hunter zna komendę „pilnuj!”? – spytała.  

–  Nie  wiem.  Jest  u  mnie  za  krótko.  Zaakceptował  po  prostu  fakt,  Ŝe  Hunter  z  nim 

zostanie... na jakiś czas.  

– Ciekawe, czemu postanowił tu z tobą zostać? 

– CzyŜbyś nie zauwaŜyła, jaki jestem wyjątkowy? – zdziwił się Lemon. – Skoro pies nie 

miał co do tego najmniejszych wątpliwości, ty teŜ ich mieć nie powinnaś.  

– Ty chwalipięto.  

–  Kiedy  Hunter  postanowił  ze  mną  zostać,  poczułem  się  malutki,  ale  równocześnie  i 

bardzo wielki, ale wiesz, Renato, on ze mną nie zostanie. Cały czas kogoś szuka. Widziałaś, 

jak podchodzi do ludzi i patrzy? Najwyraźniej kogoś zgubił.  

Renata wydała jakiś dziwny odgłos. Był to odgłos pełen współczucia. Dźwięk, który miał 

ukoić  męską  duszę.  Jak  Lemon  miał  ją  przekonać,  Ŝe  on  teŜ  potrzebuje  ukojenia?  Nie.  Nie 

ukojenia... Jak to się mogło stać tak szybko? 

Renata  stanęła  nad  wodą  i  rozejrzała  się  dokoła.  Staw  osłonięty  był  krzakami  i  kępami 

kaktusów. WyŜsze drzewa przesłaniały księŜyc.  

Pies chłeptał wodę ze stawu.  

– Jeszcze nigdy nie pływałam w psiej misce – powiedziała Renata.  

– To najlepszy dowód, Ŝe woda jest czysta.  

– To prawda.  

Lemon  uświadomił  sobie,  jak  w  gruncie  rzeczy  silna  jest  ta  delikatna  istota.  Gdyby  nie 

chciała spróbować czegoś nowego, nie przy szłaby tu z nim.  

Jest moŜe ostroŜna, ale lubi przygody. I jest ciekawa.  

Jest zupełnie niepodobna do Ŝadnej ze znanych mu kobiet.  

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Renata przyglądała się tworzącemu jakby zatoczkę stawowi. Odbijało się w nim światło 

gwiazd. Miał jakieś trzydzieści metrów średnicy i nieregularny kształt. Rosnące wokół niego 

drzewa były wysokie, jak to zwykle bywa nad wodą.  

Wśród  drzew  zauwaŜyła  kilka  przecinek,  przez  które  przygodny  przechodzień  mógł 

zauwaŜyć kąpiących się. Wystarczyło, Ŝe spostrzegłby wzburzoną powierzchnię wody.  

– To, Ŝe pies pije z tego stawu, jeszcze nie dowodzi, Ŝe woda jest czysta  – powiedziała, 

spoglądając na Lemona.  

– Widziałam nieraz, jak psy tarzają się w najprzeróŜniejszych świństwach.  

–  To  były  zapewne  psy  myśliwskie  –  odparł.  –  Robią  to  celowo,  by  zgubić  własny 

zapach. Tarzają się w wymiocinach lub odchodach tego, którego ścigają.  

– O.  

Lemon  uznał  jej  słownictwo  za  mało  urozmaicone.  Chętnie  nauczyłby  ją  nowych  słów. 

Tych czułych.  

– MęŜczyźni teŜ tak robią, kiedy polują – powiedział.  

– Starają się zamaskować lub zmienić swój zapach. Podoba ci się moja woda po goleniu? 

– Jest tak mocna, Ŝe jej zapach wręcz zwala mnie z nóg – odparła natychmiast.  

Lemon  uśmiechnął  się  przebiegle.  Po  chwili  uświadomił  sobie  jednak,  Ŝe  gdzieś  w 

podświadomości  ma  wątpliwości,  czy  jest  w  stosunku  do  Renaty  uczciwy.  MoŜe  ona  wcale 

nie chce, by ją posiadł. Cholera. Będzie musiał spędzić z nią trochę czasu, by upewnić się, Ŝe 

ma na to ochotę. Renata nie jest szybka, nie działa pod wpływem impulsu.  

ChociaŜ... moŜe! 

Poznała go przecieŜ dopiero w południe – zaledwie przed jedenastoma godzinami – i oto 

teraz  jest  z  nim  tu  w  zaroślach,  w  środku  nocy,  z  daleka  od  ludzi.  MoŜe  ma  do  niego... 

zaufanie?  Cholera.  Kobiety  nie  powinny  obciąŜać  męŜczyzn  takim  cięŜarem.  Jest  nie  tylko 

naiwna, ale i głupia. Skąd wie, Ŝe moŜe mu ufać? 

– Czemu zgodziłaś się na nocny spacer z męŜczyzną, którego prawie nie znasz? – spytał.  

– Wiem o tobie wszystko. Poza tym obiecałeś, Ŝe dopilnujesz, by nikt nie podglądał, gdy 

będę kąpać się nago. Powiedziałeś, Ŝe kaŜdy powinien doświadczyć tej przyjemności.  

Przez cały czas, kiedy mówiła, Lemon potakująco kiwał głową.  

–  Nie  wspomniałeś  nic  o  gwiazdach  –  dodała.  Lemon  spojrzał  na  niezliczone  miliony 

teksańskich gwiazd. Gwiazdy w Teksasie zawsze wydawały się bliŜsze i większe. Wyglądały 

jak miliony płonących świec. Idealna noc do pływania nago. Rozejrzał się dokoła.  

–  Sama  widzisz,  Ŝe  nie  ma  tu  nikogo.  Absolutnie  nikogo.  MoŜesz  zrzucić  wszystkie 

ciuchy i wskoczyć do wody.  

– Masz coś przeciwko mojemu ubraniu? 

– Jeśli moŜna to nazwać ubraniem. Renata przyjrzała się swojej sukni.  

– To bardzo przyzwoity strój.  

– W którym miejscu? 

background image

– Cały.  

– PrzecieŜ ty praktycznie nie masz nic na górze! 

– Nikt się na mnie nie gapił.  

– Skąd wiesz? 

Wzruszyła tak cudownie ramionami, Ŝe Lemona przeniknął dreszcz.  

– Skąd wiem? – powtórzyła. – Rozglądałam się.  

– Eee, tam. Byłaś skupiona na rozmowie o polityce i innych powaŜnych sprawach.  

–  To  prawda.  Moi  rozmówcy  pytali  mnie  o  konkrety  –  dodała,  oblizując  wargi.  – 

Musiałam śledzić rozmowę.  

– I prawie w ogóle nie patrzyłaś na mnie – poskarŜył się.  

– Oczywiście, Ŝe na ciebie patrzyłam.  

– Za rzadko.  

– Iiii tam.  

– Masz bardzo ograniczony zestaw odpowiedzi. Powinnaś go nieco wzbogacić.  

– Na przykład... – Uniosła brwi.  

Jej reakcja była tak urocza, Ŝe prawie pozbawiła go tchu.  

– „Kochanie, oczywiście, tak, natychmiast”. Takie na przykład słowa.  

– Bzdura.  

– Sama widzisz! 

– Co? Gdzie? – Przestraszona rozejrzała się dokoła.  

– Nie, nic. To tylko znowu ty i te twoje odpowiedzi, „liii tam”, „eee tam”, „bzdura” i tym 

podobne. Doprowadzają mnie do szału. Powinnaś być wobec mnie miła i uprzejma. Powinnaś 

otwierać szeroko oczy i zachwycać się wszystkim, co powiem.  

– Bo straciłeś majątek? 

– Bo jesteś kobietą! – oznajmił z irytacją.  

– Masz dość staroświeckie poglądy.  

– Wcale nie.  

–  Mówisz  tak,  jakbyśmy  Ŝyli  w  piętnastym  wieku  –  powiedziała  z  uśmiechem,  stosując 

się  do  jego  instrukcji.  –  Wiele  się  zmieniło  od  czasów,  kiedy  kobiety  demonstrowały  przed 

parlamentem, domagając się dla siebie równych praw.  

– Jesteś za młoda, byś mogła w tym uczestniczyć – zauwaŜył w zamyśleniu.  

–  Antonia  Fraser  napisała  o  tym  ksiąŜkę,  wykorzystując  listy  z  tamtych  czasów  – 

wyjaśniła.  

– Najwyraźniej lubi wtykać nos w męskie sprawy – skrytykował pisarkę Lemon.  

– Taak. Mogłam się tego spodziewać.  

– Czego? – spytał ostroŜnie.  

W blasku gwiazd Renata wyglądała przepięknie. Cudownie. Idealnie. Jak to moŜliwe, Ŝe 

od razu to zauwaŜył? No, tak, przecieŜ zna ją juŜ jedenaście godzin.  

– Jesteś męskim szowinistą – kontynuowała temat Renata.  

Lemon pokręcił głową.  

– To niemodne określenie. Nikt go juŜ nie uŜywa, nawet kobiety.  

background image

– Wielkie nieba.  

– Nie przejmuj się – uspokoił ją Lemon. – I ja uŜywam czasem nietrafnych określeń. Ale 

nie  jestem  męskim  szowinistą.  Jestem  męŜczyzną  współczesnym.  Lubię  się  dzielić.  Na 

przykład przyjemnością pływania nago w stawie. Zdejmij ubranie i...  

Renata czekała.  

– Odwrócę się i schowam w tamtych krzakach – namawiał  Lemon. –  Będę czuwał, a ty 

doznasz jednej z największych przyjemności.  

– A... jakie są te pozostałe? – spytała odwaŜnie Renata.  

– Powiem ci innym razem. Nie w tej chwili. Jest jednak... kilka innych rzeczy... których 

powinnaś doświadczyć.. . razem ze mną.  

Jak  często  zdarzało  jej  się  słyszeć  podobne  słowa?  Właściwie  ciągle  –  odkąd  skończyła 

czternaście lat. Nie. Był przecieŜ Joe D., kiedy miała dziesięć lat.  

MęŜczyźni zazwyczaj uwaŜają za swój obowiązek edukowanie kaŜdej poznanej kobiety. 

Czasami tylko sprawdzają, co juŜ potrafi.  

Renata  rozejrzała  się  dokoła.  MoŜe  rozsądniej  byłoby  wrócić  do  domu  i  zapomnieć 

chwilowo  o  kąpieli?  Jutro  wieczorem  namówi  całą  grupę  kobiet  i  przyjdzie  tu  z  nimi 

popływać.  

MoŜe nie. O ileŜ bardziej ekscytujące byłoby zrobić to samotnie i dyskretnie, wiedząc, Ŝe 

jest ktoś, kto słyszy, jak pluska się w tym stawie... zupełnie naga.  

– Zawołaj, kiedy skończysz się kąpać –  rzekł, odchodząc kawałek,  Lemon. – Wolałbym 

nie zostać tutaj sam, pilnując pustego stawu. – Tak właśnie powiedział. A ludzie uwaŜają, Ŝe 

to lisy są szczwane. – Nie chciałbym wszczynać  alarmu, budzić ludzi i przeszukiwać stawu, 

podczas gdy ty będziesz juŜ dawno w łóŜku.  

Renata nie roześmiała się.  

– Dziękuję ci za opiekę. Jesteś naprawdę bardzo uprzejmy.  

–  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie  –  odparł  skromnie.  –  Bądź  ostroŜna,  bo  nie  znasz 

tego stawu. Wchodź do wody powoli – dorzucił przez ramię.  

Rozglądając się wcześniej po okolicy, Renata zauwaŜyła idealne zejście. Na brzegu rosły 

tylko jagody. śadnych kolców czy korzeni.  

– Weszłaś juŜ do wody? – zawołał cicho Lemon.  

– Prawie.  

Renata  zsunęła  pantofle.  Wysokie  obcasy  są  dobre  do  spacerów  po  płaskim  terenie,  na 

nocne wyprawy zupełnie się nie nadają.  

Suknia była bardzo obcisła, więc Renata nie miała pod nią majtek. Zsunęła ją z ramion i 

powiesiła na krzaku. Bardzo przejęta ruszyła w kierunku wody. Za chwilę się w niej zanurzy.  

Zaskoczył ją błotnisty muł.  

OstroŜnie  postawiła  bosą  stopę.  Noga  zanurzyła  się  tylko  po  kostkę.  A  jeśli  woda  w 

stawie sięga tylko... do kostek? Cofnęła się na brzeg.  

– Lemon, którędy mogę wejść do wody? 

–  A  gdzie  jesteś?  –  spytał,  mimo  Ŝe  przed  chwilą  widział  suknię  zsuwającą  się  z 

oświetlonego blaskiem gwiazd cudownego ciała.  

background image

– Wśród jagód.  

– W którym miejscu? Machnij ręką, bo cię nie widzę – skłamał.  

– Nie musisz mnie widzieć całej. Wysunę ramię. – Machnęła ręką. – Lemon? 

– Nigdy nie nurkujemy z boku stawu. Zapomniałem ci o tym powiedzieć. MoŜna pływać 

swobodnie dopiero daleko od brzegu.  

Jego  głos  dochodził  z  bliska,  ale  moŜe  było  to  złudzenie.  Woda  tak  dziwnie  przenosi 

dźwięki.  

– Którędy najlepiej wejść? – spytała.  

– Tutaj.  

Spojrzała przez ramię. Stał tuŜ obok niej, zupełnie nagi! Piękny.  

Renata pisnęła i rzuciła się do wody, wiedząc od razu, Ŝe nie powinna tego robić.  

Wynurzyła się na środku stawu i spojrzała za siebie. Lemona nigdzie nie było.  

Roześmiany wynurzył się tuŜ przy niej.  

– Lemon, ty wstręciuchu! – krzyknęła i ochlapała go wodą.  

– To nie Lemon. Jestem Potworem z Czarnej Laguny. Ten idiota, Lemon, zawdzięcza mi 

Ŝ

ycie  i  za  to  co  roku  musi  dostarczać  swemu  wybawcy  kobietę,  Ŝeby  mógł  zaspokoić  swe 

dzikie Ŝądze.  

– Co roku? W lipcu? 

–  Tak.  Tylko  o  tej  porze  roku  ogarnia  mnie  chuć.  To  dlatego  zgodził  się  na  turniej 

brydŜowy w swoim domu. Musiał jakoś zwabić tu te nic nie podejrzewające kobiety.  

–  Chyba  nie  najlepiej  się  spisał.  Powinien  ściągnąć  niejaką  Lucillę.  Byłaby  dla  ciebie 

idealna.  

– W jakim sensie? – spytał Potwór.  

– Jest tak samo dziwna, jak ty. Znakomicie byście się rozumieli. Oddałaby ci się z ochotą 

dla skarbu, który od wieków spoczywa w głębinie tego stawu.  

– A więc i ty słyszałaś o skarbie.  

Z  mokrymi,  zwiniętymi  w  pierścionki  włosami  opadającymi  na  ramiona,  z  kropelkami 

wody  połyskującymi  na  rzęsach  Renata  wyglądała  przecudnie.  I  w  ogóle  nie  była 

skrępowana.  

–  PrzecieŜ  moŜna  się  było  tego  domyślić  –  wyjaśniła  Potworowi.  –  Musisz  mieć  coś  na 

przynętę. Jak mogę się wykupić? 

– A więc i o tym słyszałaś.  

– Wszyscy o tobie wiedzą. Kobiety plotkują.  

– Przeklęte gaduły. Renata roześmiała się.  

– Idź sobie i pozwól mi pływać, bo inaczej gospodarz zrobi ci krzywdę.  

– Ja jestem tu gospodarzem.  

– Nie, jest nim Hunter. Czuwa tuŜ obok i wszystko obserwuje. Wystarczy, Ŝe go zawołam 

i  zje  cię  Ŝywcem.  Ja  umknę  z  twoim  skarbem,  a  z  ciebie  zostaną  tylko  kosteczki.  Pomyśl  o 

tym i lepiej zostaw mnie w spokoju. Jak tylko wrócę do domu, przyślę ci Lucillę. • 

– Czy widziałaś kiedyś film o mnie? 

– Tak. I dlatego wiem, Ŝe potrafisz być takŜe bardzo miły i nie zrobisz mi nic złego.  

background image

– Cholera, chyba masz rację.  

– Masz bujną wyobraźnię – powiedziała z uśmiechem Renata.  

–  Moja  matka  w  młodości  czytała  wszystkie  wychodzące  komiksy  i  w  dodatku  je 

zbierała. Najwidoczniej nawet nie zauwaŜyła, Ŝe niektóre rysunki były pornograficzne.  

– Ukrywała je gdzieś? 

–  Babcia  pozwalała  jej  je  zatrzymać.  Nikt  nigdy  nie  cenzurował  lektur  mojej  matki. 

Potem  przekazała  je  mnie.  Uwielbiała  te  rysunki.  To  pewnie  dlatego  w  szkolnych 

przedstawieniach często grałem smoki i potwory.  

– Słyszałam, Ŝe komiksy hamują rozwój wyobraźni.  

– Wprost przeciwnie. Kiedy pojawiły się pierwsze komputery, absolutnie na ich punkcie 

zwariowałem.  Włączyłem  się  nawet  do  sieci.  Do  dziś  mam  kolegów  z  tamtych  czasów.  Są 

nieco  dziwni  i  kiedy  z  nimi  zbyt  długo  przebywam,  czuję  się  niewyraźnie.  Ale  są  to 

niezwykle inteligentni ludzie.  

Renata zaśmiała się cicho. Leniwie poruszała rękami, unosząc się na wodzie.  

Lemon pływał obok niej, obserwując jednak przez cały czas okolicę.  

– Kazałem Hunterowi cię pilnować. Widzisz, Ŝe nie spuszcza z ciebie oka.  

– Rzeczywiście.  

Renata uniosła ramiona i przechyliła głowę do tyłu, by przygładzić włosy.  

Na ułamek sekundy wynurzył się sam czubek jej piersi. Lemon znieruchomiał.  

Trzydziestopięciolatek  zahipnotyzowany  widokiem  kobiecego  ciała?  Właściwie  nawet 

nie ciała, lecz zaledwie jego fragmentu. Co się z nim dzieje? To przecieŜ tylko ciało.  

Nie zawsze.  

Renata jest inna.  

Jest rącza i śmiała, ale nie wobec niego. Nie flirtuje. Po prostu z nim... jest. Traktuje to, 

jakby... jakby...  

Jakby wiedziała, jak sobie z nim poradzić.  

Dla doświadczonego męŜczyzny w jego wieku było to bardzo irytujące.  

– Nie boisz się być tu tylko ze mną? – spytał.  

–  Nie.  Doświadczam  jednej  z  nie  znanych  dotąd  przyjemności.  Ty  mnie  do  tego 

namówiłeś. Obiecałeś mnie pilnować. Trzymam cię za słowo.  

– Dlaczego przez cały czas trzymasz się ode mnie z daleka? 

–  Zawsze  unikałam  zdecydowanych  męŜczyzn.  Ja  teŜ  jestem  ostatnia  z  rodu.  Ty 

przynajmniej masz Potsa. Ja nikogo. śadnych kuzynów, nikogo.  

Lemon westchnął Ŝ przesadnym Ŝalem. Najwyraźniej się poddał.  

–  Wolałabyś  zatem,  Ŝebyśmy  zalegalizowali  nasz  związek  i  mieli  tuzin  dzieci,  dzięki 

którym przetrwają dwa ginące rody? 

– Nie. Nie stać cię przecieŜ na utrzymanie rodziny.  

– A jeśli John mi pomoŜe i znowu będę bogaty? – spytał cichutko.  

–  Mogłabym  to...  rozwaŜyć  –  odparła  z  uśmiechem.  Wodna  nimfa.  Nieziemska  istota 

zesłana przez bogów, by go uwiodła i wykorzystała jego ciało i Ŝeby potem, kiedy  wróci na 

Olimp, mogła im wszystko opowiedzieć. Oczywiście.  

background image

Naprawdę jest boginią.  

Płynąc  Ŝabką,  z  lekko  rozchylonymi  kolanami,  unosiła  się  na  powierzchni  wody  i 

spoglądała  na  swego  towarzysza.  Jego  bujna  wyobraźnia  była  dla  niej  niespodzianką.  śe 

potrafi się z nią draŜnić, ale jej nie dotykać i Ŝe mimo iŜ nagi, wydaje się taki rycerski. Choć z 

drugiej strony jest pewnie sprytny i niebezpieczny.  

–  Kiedy  juŜ  wszystko  wyprzedasz,  to  czy  zostanie  ci  dość  pieniędzy,  by  wykształcić 

dwanaścioro dzieci, o których wspomniałeś? – zainteresowała się.  

– John znajdzie jakiś sposób.  

– Dwanaścioro to za duŜo.  

– Dziesięcioro? 

Renata wybuchnęła cichutkim śmiechem. Ciekawe, czy zawsze się tak śmieje, czy tylko 

teraz, w ciemnościach, Ŝeby nie zwracać niczyjej uwagi? 

Gdyby ktoś usłyszał jej śmiech, od razu bardzo by się nim zainteresował.  

Lemon  spojrzał  na  Huntera.  Pies  rozglądał  się  i  nasłuchiwał.  Wyjątkowe  zwierzę. 

Przeniósł wzrok na swoją boginię. Ona teŜ rozglądała się i nasłuchiwała.  

–  Jest  dokładnie  tak,  jak  mówiłeś  –  powiedziała  z  rozmarzeniem.  –  Cudownie.  Choć 

prawdę mówiąc, wolałabym być tu sama.  

–  To  bardzo  waŜne,  jeśli  moŜna  się  z  kimś  dzielić  swoją  radością  –  odparł  Lemon.  – 

Dostrzegasz  wtedy  więcej  rzeczy.  Chcesz  udowodnić,  Ŝe  zauwaŜyłaś  więcej.  A  ty  lubisz 

przecieŜ współzawodnictwo.  

– Skąd wiesz? 

– Przyglądałem ci się, kiedy zrobiłaś wielkiego szlema.  

– Chciałam tylko udowodnić, Ŝe umiem grać w brydŜa.  

– I tak o tym wiedziałem.  

– Skąd? 

– Nie tylko kobiety lubią wymieniać opinie. MęŜczyźni teŜ.  

– O... mnie? – wyjąkała z trudem Renata.  

– Tak.  

– I czego się dowiedziałeś? 

– śe potajemnie nosisz pas do pończoch i to szkarłatny! Renata omal się nie utopiła.  

– Kto ci o tym powiedział? – wykrztusiła.  

Lemon  wyciągnął  rękę  i  pomógł  jej  utrzymać  się  na  powierzchni.  A  ona  zauwaŜyła,  Ŝe 

bez trudu znalazł jej dłoń, nie dotykając przedtem ciała.  

–  Umiem  dochować  tajemnicy  –  zapewnił  ją.  Renata  znowu  parsknęła  śmiechem, 

połykając  przy  tym  potęŜną  porcję  wody.  Zaprotestowała  jednak,  kiedy  chciał  klepnąć  ją  w 

plecy.  

– Widzisz, jak to dobrze, Ŝe jestem tu z tobą – rzekł, kiedy juŜ się uspokoiła. – Na pewno 

byś utonęła.  

–  Nie  bądź  głupi.  Nie  zachłysnęłabym  się,  gdybyś  nie  wspomniał  o  moim  szkarłatnym 

pasie do pończoch.  

– Dlaczego jest akurat... szkarłatny? Ja wolałbym czerwony.  

background image

– To naprawdę wszystko jedno – zapewniła go wyniośle.  

– Domyślam się, Ŝe pas w kaŜdym kolorze przytrzyma twoje pończochy, ale ja wolałbym 

czerwony.  

– Zapewniam cię, Ŝe dla ciebie to zupełnie wszystko jedno. I tak go nie zobaczysz.  

– Zbytnia pewność siebie moŜe być zgubna – ostrzegł ją Lemon.  

Renata wybuchnęła gardłowym śmiechem.  

Ten  śmiech  sprawił,  Ŝe  skurczyły  mu  się  palce  u  nóg  i  rak,  a  wyprostowały  inne  części 

ciała. Kiedy męŜczyzna usłyszy taki śmiech, musi w ten sposób reagować – Zaczynam stawać 

się suszoną śliwką w tym... – zaczął.  

– Suszoną śliwką? W wodzie? 

–  Zapominasz,  Ŝe  to  wysuszająca,  teksańska  woda!  Od  razu  zaczynasz  się  w  mej 

marszczyć. ZałoŜę się, Ŝe po tej kąpieli będziesz wyglądała o dziesięć lat starzej.  

– Wielkie nieba! – krzyknęła.  

Kiedy  Lemon  roześmiał  się,  poczuła  jakieś  dziwne  drętwienie  w  dole  brzucha. 

Przestraszyła się. CzyŜby sygnalizowało to niebezpieczeństwo? Nie. To było coś innego. To 

było poŜądanie.  

–  Zgadzam  się  z  tobą,  Ŝe  za  długo  tu  pływamy  –  powiedziała.  –  Wyjdź  pierwszy,  a  ja 

jeszcze chwilę zostanę.  

– Czujesz się w wodzie jak kijanka.  

– Mhm.  

Renata uśmiechnęła się jak Lorelei.  

– Jeśli chcesz poczuć się częścią wszechświata, powinnaś połoŜyć się na plecach i unosić 

na wodzie, patrząc na gwiazdy. Zrozumiesz wtedy, co czują astronauci.  

Prawie  go  posłuchała.  W  ostatniej  chwili  uświadomiła  sobie,  Ŝe  woda  jest  jej  jedynym 

okryciem.  

– Zrobię to, ale dopiero jak wyjdziesz na brzeg.  

– Obserwuj Huntera – rzekł po chwili Lemon. – Zawołam go, jak będę odchodził. Kiedy 

zobaczysz, Ŝe go juŜ nie ma, połóŜ się na plecach i ciesz się chwilą. To naprawdę będzie coś 

wyjątkowego.  

Szybko ruszył ku brzegowi. Nagle zatrzymał się.  

– Hej, kobieto, coś mi się wydaje, Ŝe na mnie patrzysz! – zawołał.  

Był tak wspaniale zbudowany. Mięśnie i całe ciało opromienione blaskiem gwiazd. Jego 

oczy, włosy, usta. Cudowne. .  

Renata bez komentarza odwróciła się do niego plecami.  

– Cholera – mruknął pod nosem Lemon. Bezskutecznie próbowała powstrzymać śmiech. 

Wsłuchiwała  się  w  plusk  wody  towarzyszący  oddalającemu  się  męŜczyźnie.  Potem  zapadła 

cisza.  

Renata wypłynęła na środek stawu i rozejrzała się dokoła.  

Kępy krzewów, kaktusy, ścieŜki. Tylko przyroda i ona. I Hunter.  

Gdzieś za drzewami na moment mignął jej Lemon. Hunter odwrócił głowę, potem znowu 

spojrzał na Renatę i rozejrzał się dookoła. Najwidoczniej uznał, Ŝe jest bezpieczna, bo ruszył 

background image

za Lemonem.  

Renata została sama.  

Przewróciła się na plecy i znieruchomiała. Słyszała tylko cichy szum wody. Spojrzała w 

niebo. Cud. Była w kosmosie. Tyle słońc. Muszą tam być jakieś rozumne istoty. Czy wiedzą, 

Ŝ

e na nich patrzy? 

Na nią teŜ ktoś patrzył. TuŜ obok, za którymś z drzew stał ten przebiegły Lemon i patrzył.  

Jest  wśród  gwiazd.  Jest  jedną  z  nich.  Skąd  się  tu  wzięła?  Jak  mógłby  ją  zatrzymać? 

Zatrzymać... przy sobie? 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

O dziwo,  Lemon nie pocałował Renaty na dobranoc. Przez całą drogę do domu i potem 

na schodach bardzo skrupulatnie rozwaŜał tę sprawę. Nawet go rozbawiło, Ŝe cieszy się na tę 

moŜliwość. JuŜ nie pamiętał, kiedy tak się czuł.  

Właściwie  to  nigdy  nie  musiał  o  nic  zabiegać.  Kobiety  całowały  go  z  własnej  i 

nieprzymuszonej woli. Musiał się bardzo pilnować. Niektóre były bardzo agresywne. Biorąc 

pod  uwagę  majątek  Covingtonów,  nie  było  to  dziwne.  Pocałunek  stawał  się  automatyczną 

reakcją.  

Czy  ona  teŜ  myśli  o  pocałunku?  Lemon  pomagał  Renacie  wchodzić  po  schodach, 

delikatnie podtrzymując ją za łokieć. Był bardzo szczęśliwy, mogąc jej dotykać. To teŜ było 

co najmniej dziwne. Co tak ekscytującego jest w jej łokciu, Ŝe dotykając go, Lemon czuje się 

szczęśliwy? 

–  Ten  staw  był  dokładnie  taki,  jak  mówiłeś  –  powiedziała  z  uśmiechem  Renata,  juŜ  na 

korytarzu. – Dziękuję ci za wspaniałą wyprawę.  

A więc jej zdaniem pływanie w stawie to wspaniała rzecz. Co by powiedziała o...  

Podeszli do drzwi. Czy będzie miała wątpliwości, do którego pokoju powinni wejść? Czy 

uzna, Ŝe jego sypialnia będzie lepsza, bo większa? 

– Śniadanie jest o ósmej – rzekł, by dać jej pretekst do opóźnienia rozsiania.  

Z uśmiechem skinęła głową.  

– Dobranoc.  

Bez cienia wahania, zupełnie naturalnie, otworzyła drzwi do swego pokoju. Uśmiechnęła 

się do Lemona, jakby był po prostu zwyczajnym męŜczyzną. Weszła do pokoju... i zamknęła 

drzwi... delikatnie... zwyczajnie.  

Lemon, stał pośrodku korytarza jak wmurowany.  

Mimo  Ŝe  przed  chwilą  byli  ze  sobą  tak  blisko,  pływali  razem  nago,  Renata  nie  –  miała 

ochoty  go  pocałować.  Nie  zatrzymała  się  w  drzwiach,  nie  odwróciła  i  nie  podała  mu  ust. 

PrzecieŜ byłaby to zupełnie naturalna rzecz.  

Potraktowała go jak znajomego. Uśmiechnęła się przez ramię i była po prostu... uprzejma.  

Mimo  Ŝe  wspólnie  odbyli  tak  intymną  kąpiel,  Lemon  nawet  jej  nie  dotknął.  Mógł  to 

zrobić bez problemu, a przecieŜ się. powstrzymał.  

Powinna  wiedzieć,  Ŝe  mu  się  podoba.  W  domu  jest  tyle  chętnych  kobiet,  a  on  wyszedł 

akurat z nią.  

Czy  spodziewała  się,  Ŝe  gospodarz  poświęci  jej  tyle  uwagi.  Praktycznie  całą  uwagę? 

Przez  cały  wieczór?  Widziała,  jak  zamienił  kartkę  z  nazwiskiem  Beatrice,  by  ją,  Renatę, 

umieścić obok siebie, na głównym miejscu.  

MoŜe uznała to za nagrodę za wielkiego szlema i cudowną grę.  

Cudowną  grę?  Nawet  nie  zauwaŜył,  czy  Renata  dobrze  gra.  Obserwował  jej  twarz,  a  w 

głowie kłębiły mu się myśli dozwolone co najmniej od osiemnastu lat.  

Mogła  przecieŜ  zapytać:  „Twój  pokój  czy  mój?”  Nie,  ona  po  prostu  weszła  do  siebie  i 

background image

zostawiła go samego na korytarzu, wśród tłumu ludzi.  

Dopiero  wtedy  Lemon  uświadomił  sobie,  Ŝe  przez  cały  czas  korytarz  pełen  był  ludzi. 

Niektórym nawet się ukłonił.  

Nic dziwnego, Ŝe Renata go nie pocałowała. Jest bardzo zasadnicza.  

Ale  i  tak  kaŜdy,  kto  ich  widział,  wiedział,  Ŝe  się  kąpali.  Jej  włosy  były  rozpuszczone  i 

mokre. Po makijaŜu nie został nawet ślad. W ręku trzymała pantofle. Nie, włoŜyła je na dole.  

Ale jej włosy bez wątpienia były mokre. Po pływaniu. Z nim. Wszyscy to wiedzą.  

Wiadomość o tym rozejdzie się pewnie tak szybko jak ta o jego bankructwie. No, moŜe 

nie tak szybko.  

A więc pływała. I przez cały ten czas była z nim. Swobodna, naturalna, fascynująca.  

Oczywiście  przy  domu  jest  teŜ  prawdziwy  basen.  Goście  moŜe  pomyślą,  Ŝe  to  w  nim 

pływali.  Oboje  jednak  byli  wciąŜ  w  strojach  wieczorowych.  Gdyby  kąpali  się  w  basenie, 

włoŜyliby kostiumy kąpielowe i szlafroki.  

Stał w rozpiętej koszuli i półprzytomnym wzrokiem wpatrywał się w kąt  swego pokoju. 

Co  jest  w  Renacie  takiego  fascynującego?  Rozpamiętywał  na  nowo  kaŜdą  spędzoną  z  nią 

sekundę.  

Miał podzielną uwagę, mógł więc równocześnie rozbierać się, kąpać i myć zęby.  

PołoŜył się do łóŜka i dozwolone od osiemnastu lat myśli powróciły.  

 

Kiedy rano zadzwonił budzik, Lemon wciąŜ jeszcze był oszołomiony. Uśmiechnął się bez 

powodu i wstał z łóŜka. Przeciągnął się, dumny ze swego ciała, i spojrzał na zmiętą pościel.  

Zdjął poszewki i prześcieradła. Wrzucił je do kosza na brudną bieliznę. W domu było tylu 

gości,  Ŝe  sam  musiał  słać  swoje  łóŜko.  Mimo  zatrudnienia  kilku  dodatkowych  osób  słuŜba 

miała aŜ nadto roboty.  

Potem  wziął  prysznic,  ogolił  się  i  ubrał.  Przyjrzał  się  sobie  w  lustrze.  Jego  blond  włosy 

były  bardzo  gęste  i  tak  jasne,  Ŝe  nie  będzie  miał  problemu  z  siwizną.  Kiedy  przyjdzie  czas. 

Jeszcze nieprędko.  

Ciemnoniebieskie oczy ocieniały spłowiałe od słońca rzęsy. W sumie nic specjalnego.  

Mogło być lepiej. Dla Renaty wolałby być podobny do któregoś z bogów olimpijskich, a 

nie do Potwora z Czarnej Laguny.  

Jest człowiekiem doświadczonym. Zna się na Ŝyciu, ludziach, interesach. Umie rozpoznać 

fałsz. Wie, co to rozczarowanie. Jeszcze raz w myślach podziękował Johnowi Brownowi.  

Ktoś lekko zapukał do drzwi.  

– Proszę! – zawołał Lemon. CzyŜby to była Renata? Nie. To John.  

– Co cię sprowadza tak wcześnie? – spytał Lemon, zawiązując krawat.  

–  Kiedy  następnym  razem  będziesz  chciał  zniechęcić  jakąś  kobietę,  skonsultuj  się 

najpierw ze mną, dobrze? 

– Jakieś kłopoty? – Lemon ciepło spojrzał na przyjaciela.  

–  MoŜe  trzeba  będzie  wykorzystać  wszystkie  rezerwy,  Ŝeby  ocalić  twoją  firmę.  Ludzie 

wycofują udziały! 

– Pots? 

background image

–  Nie.  Znasz  Potsa.  Głównie  drobni  inwestorzy.  Chcą  ocalić  swoje  pieniądze,  dopóki 

jeszcze dysponujesz gotówką.  

– Co im powiedziałeś? 

– śeby poczekali na półroczne sprawozdanie.  

–  To  dobrze  –  Lemon  skinął  głową.  –  O  ile  pamiętam,  w  umowie  jest  klauzula,  Ŝe  w 

pierwszym roku nie wypłacamy dywidendy? 

– Zgadza się. Mamy specjalną rezerwę, Ŝeby spłacać tych, którzy chcieliby się wycofać w 

pierwszym roku.  

– Bardzo mi przykro, John, Ŝe sprawiłem ci tyle kłopotu. Ja tylko...  

–  Nie  ma  mowy  o  kłopotach.  Fundusz  rezerwowy  powinien  pokryć  Ŝądania  tych 

nerwowych.  Mamy  teŜ  jeszcze  trochę  gotówki  z  tego  szybu  naftowego,  który  jakimś  cudem 

uruchomiłeś. Do dziś nie rozumiem, skąd wiedziałeś, Ŝe w tym starym, zardzewiałym szybie 

jeszcze cokolwiek jest.  

– Przeczucie – wzruszył ramionami Lemon.  

– Tych wszystkich drobnych inwestorów pewnie uda się spłacić z funduszu rezerwowego. 

Jeśli  ktoś  z  powaŜniejszych  udziałowców  zacznie  się  denerwować,  będziemy  musieli  się 

trochę pogimnastykować, ale chyba nie trzeba będzie prosić o pomoc banku.  

– Jeśli jest coś, co mogę zrobić, Ŝeby pomóc w tych kłopotach, to powiedz.  

–  Jakie  tam  kłopoty  –  uśmiechnął  się  John.  –  To  wyzwanie.  Drobna  niewygoda.  Firma 

jest bezpieczna. Nie zapominaj, Ŝe dałeś mi sto udziałów.  

–  Zapracowałeś  na  nie.  Bardzo  mi  przykro,  Ŝe  ta  plotka  moŜe  ci  trochę  zepsuć  opinię. 

Dałem  kilku  przyjaciołom  okazję  zarobienia  paru  groszy.  Szkoda,  Ŝe  to  akurat  oni  się 

wycofują. Powinni najpierw skonsultować się z tobą.  

John pokręcił głową.  

–  Jeśli  juŜ  musiałeś  kłamać,  wolałbym,  Ŝebyś  powiedział  tej  dziewczynie,  Ŝe  jesteś 

ś

miertelnie chory.  

–  Nie!  Natychmiast  chciałaby  trzymać  mnie  za  rękę  i  pielęgnować,  by  potem  zostać 

bogatą wdową.  

– Masz rację – roześmiał się John.  

–  PoniewaŜ  jestem  spłukany,  Lucilla  straciła  zainteresowanie  moją  osobą.  Muszę  ci 

jednak powiedzieć, John, Ŝe Renata Gunther nie chciała mieć ze mną nic wspólnego, dopóki 

nie dowiedziała się o moim bankructwie.  

– Mmmm.  

– Tylko tyle masz do powiedzenia? śadnego komentarza? 

– Jest bardzo poczciwa. Lemon się roześmiał.  

–  No  tak.  MoŜe  chciałbyś  zwołać  naradę  i  uspokoić  zdenerwowanych  udziałowców?  – 

spytał John.  

– Nie – oznajmił Lemon.  

– I będziesz czekał, aŜ ja wszystko naprawię? 

–  Zawsze  mówiłem,  Ŝe  jesteś  bardzo  domyślny.  ■  –  To  moŜe  nieco  zaszargać  twoją 

reputację.  

background image

– Ale poprawić twoją.  

– Nie masz nic przeciwko temu? – zdziwił się John.  

– Czasem udawanie głupiego popłaca.  

John przypomniał sobie parę cwaniaków w San Antonio, którzy mieli ochotę na pieniądze 

Lemona.  Ten  ani  przez  chwilę  nie  dał  się  nabrać,  ale  fascynowała  go  ich  misterna  intryga. 

Udawał naiwnego.  

Lemon jest lepszym człowiekiem niŜ John Brown.  

– Nie bój się – zapewnił przyjaciela. – Nikomu nie powiem, Ŝe w gruncie rzeczy chodziło 

ci o to, by zbliŜyć się do Renaty.  

– Zrobiłem to takŜe po to, Ŝeby uniknąć szponów tej wiedźmy, która bawiła się tobą przez 

całe dwa lata! 

–  EjŜe,  ejŜe!  –  John  machnął  rękami,  jakby  oganiał  się  od  roju  os.  Uśmiechnął  się  do 

Lemona.  –  Tak  się  składa,  Ŝe  przeglądałem  papiery  i  natknąłem  się  na  ślad  umowy,  którą 

zawarłeś z Lucillą. Przekupiłeś ją, Ŝeby się ode mnie odczepiła.  

– Dokładniej mówiąc, uwolniłem ją od pewnej obsesji – poprawił go Lemon.  

– Przekupstwem? 

– Namawiając ją, by dała ci spokój – odparł Lemon.  

– Jestem twoim dłuŜnikiem.  

Była to bardzo interesująca wymiana zdań.  

– Będziemy kwita, jeśli wybawisz mnie z tego kłopotu.  

– I tak bym to zrobił.  

– Ale jako zawodowiec uwaŜałbyś to za swój obowiązek. Ale wiesz co, John? 

John z uwagą spojrzał na przyjaciela.  

–  Zrobiłbym  to  jeszcze  raz  tylko  po  to,  Ŝeby  Renata  dobrze  się  ze  mną  czuła.  Dla 

niektórych kobiet pieniądze nie mają znaczenia.  

– Nie dla wielu.  

– I dlatego chcę zrozumieć tę konkretną. Renatę Gunther. Jest wyjątkowa.  

– Pływała z tobą w stawie.  

–  Nie  dotykaliśmy  się.  To  nie  był  jej  pomysł,  Ŝebym  i  ja  się  kąpał.  Traktuje  mnie  jak 

kumpla.  

– A ty czujesz do niej poŜądanie – stwierdził bez wahania John.  

– Od lat tak bardzo nie czekałem na... pocałunek. Jeszcze w tej chwili Lemon nie mógł w 

to uwierzyć.  

– Pocałowałeś ją – domyślił się John.  

– Jeszcze nie.  

– Margot mówi, Ŝe to cudowna kobieta. Inteligentna i z poczuciem humoru.  

– Jest bardzo tolerancyjna. Nie rozczula się nad Hunterem, a on i tak jej pilnuje.  

– Przed tobą? 

– Niczego jeszcze nie próbowałem – rzekł bardzo cicho Lemon. – Mówiłem ci, Ŝe nawet 

jej nie pocałowałem.  

– Jeszcze.  

background image

– Jeszcze.  

– Powodzenia.  

– Zobaczymy. MoŜesz dać mi listę udziałowców, którzy chcą się wycofać? MoŜe uda mi 

się niektórych namówić, by zmienili zdanie.  

 

Przy  śniadaniu  Renata  znowu  siedziała  obok  Lemona.  Uśmiechała  się  do  niego  sennie. 

Uczesała się niezbyt starannie i jeden długi lok wił się po jej szyi. Lemon uznał to za bardzo 

podniecające.  

Oprócz  tego  podniecający  wydał  się  mu  jej  senny  uśmiech  i  usta  otwierające  się  na 

przyjęcie  widelca.  Oddychała  teŜ  w  sposób  niezwykły.  Odwróciła  głowę  i  to  było 

podniecające. Lemon był w tarapatach.  

Zaprosił  do  jadalni  słuŜbę,  by  goście  mogli  podziękować  za  wspaniałe  jedzenie. 

BrydŜyści obawiali się nawet, Ŝe zbyt rozleniwieni trawieniem tych wszystkich smakołyków 

nie będą w stanie odróŜnić asa od dwójki.  

Gratulując w kuchni słuŜbie, Lemon juŜ nieco podjadł, przy stole więc zadowolił się tylko 

kawałkiem grzanki z miodem.  

Kiedy goście rozchodzili się do stolików, gdzie czekały na nich świeŜe talie kart, Lemon 

znalazł  czas,  by  niektórych  z  nich  namówić,  aby  nie  wycofywali  pieniędzy  i  zaczekali  na 

półroczny raport.  

Lucilla teŜ poprosiła go o chwilę rozmowy.  

– Widzę, Ŝe optymistycznie patrzysz w przyszłość – powiedziała z podziwem.  

– Pracujemy nad tym. Jego spojrzenie było chłodne; twarz powaŜna.  

–  Cieszę  się.  Lemon  nie  odpowiedział.  Wszyscy  zasiedli  do  kart.  Zapanowała  pełna 

napięcia cisza. Przy stolikach siedzieli przecieŜ prawdziwi brydŜyści.  

–  Chętnie  pomogę  ci  ocalić  twoją  firmę  –  zwrócił  się  do  Lemona  w  czasie  południowej 

przerwy przyjaciel Potsa, Silas. – To dobra inwestycja. Chętnie się do niej włączę i wykupię 

wszystkich tych panikarzy, którzy się wycofują.  

–  To  rzeczywiście  dobra  inwestycja  –  odparł  z  uśmiechem  Lemon.  –  Dziękuję  ci  za 

zaufanie. Jestem pewien, Ŝe wszystko będzie dobrze.  

– W razie czego chętnie pomogę – zapewnił go jeszcze raz Silas.  

– Jestem ci zobowiązany. Zagadnął go takŜe Pots.  

– Gdybyś był w kłopotach, to pamiętaj, Ŝe mam trochę gotówki.  

– Wiesz co, Pots? Ile razy myślę, Ŝe do niczego się nie nadajesz, ty występujesz z czymś 

takim.  

–  Jesteś  moim  jedynym  kuzynem,  zaleŜy  mi  więc  na  reputacji  i  wypłacalności  naszej 

rodziny – rzekł z uśmiechem Pots. – Ale mówię serio. MoŜesz na mnie liczyć – zakończył.  

– Dwie osoby zaoferowały mi pomoc – poinformował później Johna Lemon.  

– Silas i Pots – rzekł bez wahania John.  

– Tak.  

– Dali mi czeki in blanco.  

– Nie! 

background image

–  Tak.  Nie  wykorzystam  ich,  nie  bój  się.  Masz  dobrych  przyjaciół.  Renata  teŜ 

zaoferowała  pomoc.  Nie  chce,  Ŝebyś  o  tym  wiedział.  Kazała  mi  przysiąc,  Ŝe  ci  nie  powiem. 

Dałem jej słowo honoru.  

–  Lubię  ludzi  o  długim  języku,  którzy  zwierzają  się  tylko  mnie.  Dzięki,  Ŝe  mi  o  tym 

powiedziałeś.  

– Pewne rzeczy męŜczyzna po prostu powinien wiedzieć.  

– Lucilla wycofała się? 

– Ona pierwsza.  

– Spłaciłeś ją. – Było to bardziej stwierdzenie niŜ pytanie.  

– Oczywiście.  

Lemon  z  zadowoleniem  skinął  głową.  Były  to  słowa  wypowiedziane  przez  męŜczyznę, 

którego ta kobieta wykorzystała. John dopiero teraz miał okazję do zemsty.  

Do zemsty.  

KaŜdy z nas ma swoją piętę Achillesa.  

Kiedy  palacze  wyszli  na  dwór,  by  oddać  się  swemu  zgubnemu  nałogowi,  Lemon 

zauwaŜył, Ŝe Hunter znowu jest wśród nich. Takie zwierzę to skarb. Jaka szkoda, Ŝe zaledwie 

toleruje swego nowego pana.  

Pies najwyraźniej kogoś szukał. Czy człowiek, który wychował Huntera, zginął w jakimś 

wypadku,  jak  podejrzewał  Tom?  W  ciągu  ostatnich  dwóch  lat  nie  odnotowano  jednak  w 

okolicy  śmierci  Ŝadnego  obcego.  Nikt  nie  szukał  teŜ  psa.  Gdyby  jego  pan  zmarł  śmiercią 

naturalną – w szpitalu lub w domu – pies by się nie błąkał.  

Kiedy  pies  u  niego  zamieszkał,  Lemon  zarządził  dodatkowe  poszukiwania.  Nie 

znaleziono Ŝadnych ogłoszeń ludzi poszukujących takiego psa. Nikt teŜ nie odpowiedział na 

ogłoszenia Toma i Lemona.  

Lemonowi  było  przykro,  Ŝe  nowym  panem  Huntera  najwyraźniej  nie  jest  Lemon 

Covington. Czego mu brak? 

Nagle w drzwiach pojawiła się Renata. Wyszła na taras i rozglądała się dokoła.  

Odpowiadała z uśmiechem, kiedy ktoś ją zagadnął, ale cały czas dyskretnie obserwowała 

tłum.  Było  jasne,  Ŝe  kogoś  szuka.  MęŜczyzny.  Lemon  od  razu  wrogo  spojrzał  na  swoich 

gości.  

Wraz  z  pojawieniem  się  Renaty  męŜczyźni  wyraźnie  się  oŜywili.  Głośniej  się  śmiali  i 

Ŝ

ywiej gestykulowali. Lemon był zdegustowany. Ale i on chciał zwrócić na siebie jej uwagę.  

Kiedy Renata go zauwaŜyła, zarumieniła się i... juŜ się więcej nie rozglądała.  

A więc to jego szukała! 

Myśl ta uradowała jego serce, które mocniej zabiło. Renata chce z nim być.  

Albo...  

Chce ocalić go od bankructwa? Cholera. Czy to dlatego go szuka? 

Pierwszy  podszedł  do  niej  Hunter.  Poklepała  go  po  łbie  i  z  uśmiechem  patrzyła  na 

zbliŜającego się Lemona. Pies nosem trącił jej udo.  

O kurczę, Lemon teŜ chętnie by to zrobił.  

– Wyszłaś na papieroska? – zaŜartował.  

background image

Renata jeszcze bardziej się zarumieniła i pokręciła głową.  

–  Ludzie  mówią,  Ŝe  podobno  w  nocy  staw  zapadł  się  pod  ziemię.  Muszę  to  sprawdzić. 

Chcesz pójść ze mną jako świadek? 

– Oczywiście. Czy mam wziąć aparat albo notatnik? 

– Nie – odparł z powagą Lemon. – Dokładna obserwacja powinna wystarczyć.  

Obeszli więc dom i zniknęli w wysadzanej leszczyną alei.  

Szli obok siebie. Są... przyjaciółmi. Renata czuła się bezpieczna.  

– Staw wcale nie zniknął! – krzyknęła nagle.  

–  To  najlepszy  dowód,  Ŝe  nie  naleŜy  wierzyć  plotkom  –  odparł,  patrząc  jej  głęboko  w 

oczy.  

Zaczerwieniła się jeszcze bardziej.  

–  Wiesz,  dziś  uŜyłem  wody  kolońskiej  o  łagodniejszym  zapachu  –  powiedział.  – 

Powąchaj i powiedz mi, co o niej sądzisz.  

Nie uŜył Ŝadnej wody.  

Nachylił się ku niej, a ona połoŜyła mu rękę na ramieniu. Zaczęła wąchać.  

Zrobił  więc  jedyną  rzecz,  jaka  mu  wpadła  do  głowy.  Pocałował  ją.  Było  to  coś 

cudownego. Niesamowicie podniecającego.  

Wypuścił  ją  z  objęć,  wsunął  palce  we  włosy,  odchylił  głowę  do  tyłu  i  zamknął  oczy.  – 

Oddychał tak dziwnie, Ŝe aŜ się zaniepokoiła.  

– Dobrze się czujesz? – spytała, kładąc mu rękę na ramieniu.  

– Dlaczego nie nosisz znaku ostrzegawczego? – spytał ze złością.  

Wzruszyła ramionami przyobleczonymi w jakiś szkarłatny, cienki materiał.  

– Nigdy jeszcze na nikogo tak nie działałam – przyznała szczerze.  

– A więc i ty to zauwaŜyłaś.  

– Wczoraj wieczorem zachowywałeś się inaczej.  

– Wczoraj wieczorem mnie nie całowałaś – przypomniał.  

– Ale byliśmy razem w wodzie. Całkiem... nadzy i wcale ci to nie przeszkadzało.  

– A skąd ty moŜesz wiedzieć? 

Oczy Renaty zrobiły się ogromne jak spodki.  

– Czy pod tą szkarłatną suknią masz swój szkarłatny pas do pończoch? – spytał.  

– To nie jest temat do rozmowy – odparła zarumieniona.  

Lemon wybuchnął śmiechem. A potem po prostu przyciągnął ją do siebie.  

–  To  moŜe  być  coś  bardzo  powaŜnego  –  rzekł.  –  Jeśli  nie  jesteś  mną  naprawdę 

zainteresowana, pozwól mi odejść.  

– Jeszcze nie – odparła z powagą.  

–  Co  to  znaczy?  śe  jeszcze  nie  jesteś  pewna,  iŜ  potrzebujesz  więcej  czasu,  Ŝeby 

przekonać się, czy do siebie pasujemy? Czy teŜ moŜe na razie nie chcesz pozwolić mi odejść, 

ale później tak? 

– Potrzebuję więcej czasu.  

– Nie wiem, czy wytrzymam.  

– Czy kobiety to twój nałóg? Jesteś bardzo podatny...  

background image

– A ty nie? 

– Na... kobiety? – spytała zaskoczona.  

– Na męŜczyzn. Na mnie. Nawet Hunter cały czas kogoś szuka, mimo Ŝe zdecydował się 

zostać ze mną. Czy ty teŜ tak zrobisz? Trzy kosze w ciągu jednego weekendu to dla mnie za 

duŜo.  

– Trzy? 

– Pewna kobieta, która zaproponowała mi małŜeństwo, rozgląda się za innym, pies szuka 

swego dawnego pana i teraz ty. Coś mnie bez wątpienia do ciebie ciągnie. Czy to poŜądanie? 

Chyba nie. Myślę, Ŝe to coś wyjątkowego.  

– To wszystko dzieje się za szybko. Lemon odchrząknął.  

– Nie powiedziałaś, czy podoba ci się zapach mojej nowej wody po goleniu – zauwaŜył.  

– Jest doskonała.  

Nawet  mydło,  którym  się  umył,  nie  miało  zapachu.  Pachniał  tylko  sobą.  Podobał  się  jej 

jego zapach? 

–  MoŜe  chcesz  mnie  jeszcze  trochę...  powąchać?  MoŜesz  wybrać  kaŜde  miejsce.  Mam 

nadzieję, Ŝe to wytrzymam.  

– Masz jakiś problem? 

Mówiła szczerze. Najwyraźniej się nie rozumieli.  

– Będę się poprawnie zachowywał. Chyba potrafię.  

– Ten problem to ja.  

– MęŜczyzna nie tak łatwo zniesie bliskość wąchającej go kobiety.  

– Nie martwiłam się o ciebie. Ty znakomicie nad sobą panujesz. Myślałam o sobie. Przy 

tobie kręci mi się w głowie.  

Lemon z trudem panował nad swoim oddechem.  

– Taak. To coś powaŜnego.  

– Zgadzam się. Nigdy jeszcze nie musiałam radzić sobie z taką reakcją i  to mnie trochę 

przeraŜa.  

– Dlaczego cięto... przeraŜa? 

Mówił wolno i ostroŜnie. Nie chciał jej przestraszyć.  

– Pocałuj mnie, ale bardzo delikatnie – powiedziała nagle.  

Doprowadzał  ją  do  szaleństwa.  Wziął  ją  w  ramiona,  przycisnął  do  swego  silnego  ciała, 

pocałował, a ona osunęła się na ziemię.  

Poczuła zawrót głowy.  

Wziął  ją  w  ramiona  i  zaczął  spacerować.  Tak  po  prostu  spacerować  bez  celu.  Podobało 

mu się, Ŝe moŜe ją tak nosić.  

– Jeśli kiedykolwiek będziesz musiała gdzieś iść, powiedz mi, to cię zaniosę jak teraz.  

Spoczywała w jego ramionach i z trudem formułowała słowa.  

– Ludzie będą mówić.  

– O czym? śe jesteśmy razem? 

– śe mnie nosisz na rękach.  

– Zasłabłaś.  

background image

– Widzę, Ŝe na wszystko znajdziesz argument. Lemon roześmiał się.  

– Kocham cię – rzekł.  

– Nie jest na to za wcześnie? 

–  No,  wiesz.  Znam  cię  juŜ  prawie  od  dwudziestu  czterech  godzin.  To  prawie  miesiąc, 

gdybyśmy widywali się codziennie przez godzinę.  

– Trochę teŜ spaliśmy.  

– Racja.  

– Nie przez cały ten czas byliśmy razem.  

–  UwaŜasz,  Ŝe  powinniśmy  spać  w  tym  samym  łóŜku?  –  zapytał  z  niedowierzaniem 

Lemon.  

– Jesteś niemoŜliwy.  

– Kąpałaś się ze mną nago – przypomniał.  

– Będziesz mi to wypominał do końca Ŝycia.  

– Chcesz przez to powiedzieć, Ŝe do końca Ŝycia będziemy razem? 

Renata przechyliła głowę i spojrzała na niego uwaŜnie.  

– Tak myślisz? 

– To bardziej niŜ prawdopodobne.  

Upłynęło  trochę  czasu,  zanim  byli  w  stanie  pokazać  się  gościom.  BrydŜyści  prawie  juŜ 

kończyli swą poranną sesję. ZauwaŜyli zarumienione policzki Renaty Gunther i zmierzwione 

włosy Lemona Covingtona, kiedy jakby nigdy nic zjawili się w sali.  

– Gdzieście się podziewali? – spytał ktoś. – Tak długo was nie było, Ŝe zaprosiliśmy do 

gry kucharkę i stajennego.  

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Renata i Lemon podeszli do stołu, przy którym grała kucharka. Była tak pochłonięta grą, 

Ŝ

e nawet nie próbowali jej przerywać.  

ZauwaŜyli  teŜ  pełen  ciepłej  ironii  stosunek  do  gry  Dana,  chłopaka  ze  stajni.  Lemon 

kiwnął  mu  głową,  dziękując  za  zastępstwo.  Dan  uśmiechnął  się  i  podziękował  dyskretnym 

ukłonem.  

Był  dokładnie  wymyty  i  najwyraźniej  dobrze  się  czuł  w  eleganckim  towarzystwie. 

BrydŜysta to zawsze brydŜysta. Jak artysta czy pisarz.  

Dan  był  znakomitym  hodowcą  bydła.  Tylko  raz  miał  kłopoty  ze  stadem,  ale  doskonale 

sobie poradził.  

Jako  gracz  teŜ  był  dobry.  Clint  go  nauczył.  Clint,  praktycznie  kierujący  całym  ranczem, 

dostał  kilka  dni  wolnego  i  jak  zwykle  pospieszył  komuś  z  pomocą.  Nie  potrafił  ani  chwili 

usiedzieć na miejscu. Mówił, Ŝe to dlatego, poniewaŜ Ŝycie na ranczu jest takie monotonne.  

Renata  i  Lemon  wywiązali  się  ze  swych  towarzyskich  zobowiązań,  wyrazili  uznanie 

zastępcom i trzymając się za ręce, wyszli przez taras do parku.  

Przy  obiedzie  na  ich  miejscach  siedzieli  kucharka  i  Dan.  Nikt  nie  wspominał  o 

nieobecnych, przynajmniej nie mówiono o tym głośno. Czasem tylko ktoś szeptem wymieniał 

jakieś uwagi.  

Zakochanym  wydawało  się,  Ŝe  są  bardzo  dyskretni.  śyli  w  jakimś  innym,  własnym 

ś

wiecie.  Fakt,  Ŝe  poprzedniego  wieczora  Lemon  nie  zauwaŜył  tłumu  ludzi  na  korytarzu,  był 

najlepszym dowodem, jak bardzo byli skoncentrowani na sobie.  

Renata  ubrana  była  w  powiewną,  cieniutką  suknię  w  kolorze  lawendy.  Z  ciemnymi, 

wysoko  upiętymi  włosami,  spiętymi  szylkretową  spinką,  wyglądała  jak  postać  z  jakiejś 

dziewiętnastowiecznej powieści.  

Uwagę Lemona przyciągał szczególnie jeden luźny pukiel, wijący się na jej szyi.  

–  Czy  chciałabyś  mnie  o  coś  zapytać?  –  spytał  w  pewnej  chwili  Lemon.  Wiedział,  Ŝe 

zgłosiła się do Johna i zaoferowała pomoc w tej „trudnej” sytuacji.  

– Czy w dzieciństwie brakowało ci rodzeństwa? Było to ostatnie pytanie, jakiego mógł się 

spodziewać.  

– Tak.  

Renata westchnęła, a on patrzył na nią z zachwytem.  

–  To  pytanie  miało  cię  skłonić  do  zastanowienia  się,  jak  bardzo  posiadanie  rodzeństwa 

pomaga w doskonaleniu własnego charakteru – wyjaśniła.  

–  Miałem  Potsa.  Był  starszy,  miał  szalone  pomysły  i  twardy  charakter.  Bałem  się  go. 

Nigdy nie byłem taki jak on.  

– Ja nie miałam nikogo. Nawet kuzyna. Rodzice zginęli w katastrofie samolotowej, kiedy 

nie  skończyłam  jeszcze  ośmiu  lat.  Miałam  tylko  starą,  zasuszoną  ciotkę,  która  pozwoliła  mi 

zamieszkać w swym ponurym, zakurzonym, cichym domu.  

– Nienawidziłaś go – domyślił się.  

background image

–  Uwielbiałam.  Spędzałam  mnóstwo  czasu  w  bezruchu,  czekając  na  duchy.  Byłam 

rozczarowana,  kiedy  Ŝaden  się  nie  pojawiał.  Nikt  mi  nie  przeszkadzał.  Przeczytałam 

wszystkie  ksiąŜki  z  biblioteki  ciotki.  No,  moŜe  nie  wszystkie.  Zadziwiał  mnie  jej  literacki 

gust.  Pozwalała  mi  brać  to,  co  chciałam,  niczego  nie  cenzurowała.  Przeczytałam  kilka 

ksiąŜek, które mnie poruszyły.  

– Nieprzyzwoitych? – spytał z uśmiechem.  

– Być moŜe. Wielu z nich nie rozumiałam. Uśmiech zniknął z twarzy Lemona.  

– Do kiedy? 

– Pewnych rzeczy nie rozumiem do dziś. Lemon uniósł ich złączone dłonie i uśmiechnął 

się.  

– Trafiłaś pod dobry adres. Wszystko ci wytłumaczę. Renata zamilkła..  

Lemon  był  bardzo  szczęśliwy.  No,  moŜe  trochę  niepewny,  ale  obecność  Renaty  i  dotyk 

jej  dłoni  bardzo  mu  pomagały.  Nie,  była  to  raczej  tortura.  Słodka  tortura.  Na  pewien  czas 

gotów był się nawet na nią zgodzić. Jego ciało płonęło. Długo tak nie wytrzyma.  

Patrzył na Renatę i dziwił się, jak bardzo jest niewinna. Gdyby miała choć trochę litości...  

– Oglądałam kilka filmów dla dorosłych. Lemon uśmiechnął się od ucha do ucha.  

– I co? 

– WciąŜ nie rozumiem, jak to się robi.  

– Chodzi ci o seks? Renata kiwnęła głową.  

– Umiesz nad sobą panować. Chyba mógłbyś mi to wyjaśnić, nie czując skrępowania.  

Skrępowania! 

– A pytałaś juŜ kiedyś kogoś? 

– Matkę, która po prostu się roześmiała. To było tuŜ przed tym, jak rodzice zginęli. Przez 

pewien  czas  nie  miałam  nikogo.  Później  zagadnęłam  ciotkę,  ale  ona  uwaŜała,  Ŝe  na  takie 

tematy  się  nie  rozmawia.  Pytałam  teŜ  w  dzieciństwie  pewnego  kolegę,  który  równieŜ  o 

niczym nie wiedział i martwił się, Ŝe będzie musiał to robić.  

– śadnego dorosłego męŜczyzny? 

–  Właściwie  nikogo  nie  znałam.  Chodziłam  do  Ŝeńskiego  college’u.  Dziewczyny 

tworzyły  grupy,  ale mnie nie zapraszały.  Byłam  niezauwaŜalna. Wychowana w klasztorze.  I 

jako metodystka uwaŜałam, Ŝe skończę w piekle.  

– Bałaś się? 

– Pogodziłam się z tym faktem. Uznałam, Ŝe taki mój los.  

– Powiedziałaś o tym komuś? 

–  Ciotce,  która  uznała  to  za  bzdurę.  Była  jednak  wolnomyślicielką,  według  mnie  i  tak 

potępioną, a więc jej opinia się dla mnie nie liczyła.  

Lemon parsknął śmiechem.  

Renata przyglądała mu się badawczo.  

– Skoro straciłeś cały majątek i nawet ten dom, to moŜe chciałbyś zamieszkać ze mną? – 

spytała. – W zamian za mieszkanie uczyłbyś mnie tych wszystkich rzeczy, których nie znam.  

– Zgodziłabyś się na to? 

– Gdybym to ja straciła wszystko – co oczywiście jest niemoŜliwe, bo mam depozyt – to 

background image

bym...  No  tak,  ty  przecieŜ  masz  rodziców.  Zamieszkasz  z  nimi.  Zapominam,  Ŝe  ludzie  mają 

rodziny.  

Lemon był wzruszony. Jaka ona jest samotna. Jak to moŜliwe? 

– Masz jakąś pracę? 

–  Redaguję  wiersze  dla  pewnego  wydawnictwa.  Wydają  je  w  eleganckich  okładkach, 

ręcznie zszywane, z pięknymi ilustracjami. Oczywiście, takie ksiąŜki nie przynoszą zysku.  

Lemon  był  zupełnie  wytrącony  z  równowagi.  Z  kim  on  ma  do  czynienia?  Z  biednym, 

samotnym  kurczaczkiem,  pukającym  od  środka  w  skorupkę?  Czy  to  on  ma  poprowadzić  ją 

ś

cieŜką wiodącą ku zmysłowej rzeczywistości? 

–  Oglądałam  teŜ  popołudniowe  seriale  –  wróciła  do  poprzedniego  tematu  Renata.  – 

Aktorom  najwyraźniej  sprawia  to  przyjemność.  Mam  na  myśli  seks.  Ale...  mam  takie 

wraŜenie, Ŝe oni robią to na pokaz.  

Spojrzała na niego, by sprawdzić, czy ją rozumie.  

Lemon  zrozumiał  w  końcu  zachowanie  Renaty  w  czasie  ich  nocnej  kąpieli.  Nie  była 

obojętna czy powściągliwa. Po prostu zachowywała się naturalnie. Nikt nigdy się do niej nie 

zalecał, nie uwodził.  

–  W  pocałunkach  jesteś  bardzo  doświadczona  –  zauwaŜył,  obrzucając  ją  szybkim 

spojrzeniem.  

Renata oblała się szkarłatnym rumieńcem. Poczuła się dumna! 

– Tak sądzisz? 

Spojrzał na nią zaskoczony.  

–  Z  kim  ćwiczyłaś?  Nie  musisz  podawać  nazwisk.  Wystarczy  przybliŜona  liczba 

nauczycieli.  

–  Jesteś  czwarty.  Pierwszy  to  ten  nieśmiały  chłopiec,  który  bał  się,  Ŝe  będzie  musiał  t o 

zrobić. Potem chłopak w szkole tańca panny Genevidve. Przyłapał mnie w korytarzu. To było 

straszne.  Obślinił  mi  brodę  i  policzki.  Fu!  I  wreszcie  pewien  wydawca  w  Nowym  Jorku. 

Zdaje  się,  Ŝe  chciał  się  ze  mną  zaprzyjaźnić.  Ale  ćwiczyłam,  uŜywając  własnej  ręki.  I  było 

to...  

– Własnej ręki? 

– TakUkładałam kciuk wzdłuŜ dłoni i wyobraŜałam sobie, Ŝe to męskie usta.  

– To... wszystko? Z własną ręką? 

– Nie znałam nikogo, kogo mogłabym poprosić o pomoc, więc jakoś sobie poradziłam! – 

odparła zniecierpliwiona juŜ trochę Renata.  

–  Nigdy  bym  nie  przypuścił,  Ŝe  ktoś  bez  Ŝadnego  doświadczenia  moŜe  tak  całować.  AŜ 

mi dech zaparło.  

Spodobał jej się ten komplement.  

– Naprawdę? – spytała i głos jej się załamał. Musiała się uśmiechnąć.  

–  Nie  powinnaś  juŜ  więcej  całować  Ŝadnych  męŜczyzn.  Jesteś  zbyt  niebezpieczna.  Jeśli 

będziesz miała ochotę kogoś pocałować, przyjdź do mnie. J a jakoś to zniosę. Inny męŜczyzna 

moŜe nie być w stanie ci się oprzeć i ani się obejrzysz, a znajdziesz się na plecach.  

– Znokautowana? 

background image

– Uwiedziona.  

– A dlaczego ty nie moŜesz tego zrobić? 

– Chcesz, Ŝebym cię uwiódł? 

– Oczywiście. O ile wiem, wszyscy to robią, tylko ja nie. Mam juŜ dwadzieścia pięć lat i 

nigdy jeszcze tego nie robiłam.  

– Ja mam trzydzieści pięć – rzekł Lemon.  

– I juŜ nie moŜesz? – spytała z przeraŜeniem.  

– AleŜ mogę! – zapewnił ją gorąco. – Teraz? Renata rozejrzała się dokoła.  

– Gdzie moŜemy to zrobić? 

Choć powiedziała to zupełnie normalnym tonem, jej słowa zabrzmiały w jego mózgu jak 

huk wystrzału.  

Poczuł, Ŝe drŜą mu kolana. I choć jego libido szalało, mózg zrozumiał, Ŝe Renata chce od 

niego  tylko  seksu.  Nie  jest  nim  tak  oczarowana,  jak  on  nią.  Wykorzystuje  go.  Jego!  Lemon 

Covington, taka znakomita partia, wykorzystywany przez kobietę, która jest... tylko ciekawa.  

Był załamany. Jest dla Renaty wyłącznie kimś, kto jej umoŜliwi zaspokojenie ciekawości.  

Jak moŜe mu to robić? 

Spojrzał na nią, a ona nie spuściła wzroku. Uśmiechnęła się.  

– Mam nadzieję, Ŝe jakoś dam sobie radę. Powiesz mi, co mam robić? 

Oczy jej błyszczały. Była podekscytowana.  

Nie.  Jest  tylko  ciekawa.  Lemon  był  tak  rozczarowany,  Ŝe  stracił  pewność,  Ŝe  będzie  w 

stanie cokolwiek... zrobić.  

Ujęła  go  za  łokieć  i  przytuliła  do  swego  miękkiego,  delikatnego  ciała.  Flirtuje  czy 

namawia? Pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, Ŝe poczuł jej pierś.  

–  Pomyślałam  sobie,  Ŝe...  mógłbyś  mnie...  pocałować,  skoro  juŜ  wiesz,  Ŝe  mi  to  nie... 

przeszkadza.  

Nie przeszkadza! AŜ jęknął w duchu.  

Przyciągnął  ją  delikatnie  do  siebie  i  bardzo  czule  pocałował.  Jego  ciało  nie  było  tak 

zniechęcone jak jego umysł. Lemon był wręcz na nie zły.  

Renata jęknęła. Oddychała urywanie.  

Jego ciało było rozpalone. DrŜało z poŜądania i nie mógł nad nim zapanować.  

Lemon był pewien, Ŝe potrafi siebie kontrolować. I Ŝe nad nią teŜ zapanuje. śe wszystko 

między nimi będzie piękne. A potem przypomniał sobie ich pocałunki. Nieopanowane, dzikie, 

gorączkowe.  

– Musimy trochę zwolnić tempo, Ŝebyś wszystko dokładnie zrozumiała.  

–  Tak.  –  Oblizała  zaczerwienione  od  pocałunków  wargi.  W  jej  oczach  migotały  wesołe 

iskierki. – Gdzie? – spytała z uśmiechem.  

Lemon  przypomniał  sobie,  Ŝe  w  portfelu  ma  prezerwatywy,  nie  chciał  jednak  zrazić 

Renaty.  

–  Muszę  iść  do  pokoju  po  prezerwatywę.  –  Spojrzał  na  nią,  by  wypowiedziane  słowa 

dobrze zapadły w jej świadomość.  

Renata jeszcze bardziej poczerwieniała i znowu oblizała wargi.  

background image

– Ja mam – powiedziała.  

– Skąd? 

– Kupiłam przed przyjazdem tutaj.  

– Dlaczego? – wyszeptał z trudem, bo tak był wstrząśnięty.  

– Znam twoją reputację. Chciałam spróbować.  

– Masz ją przy sobie? 

Obrzucił Renatę uwaŜnym spojrzeniem.  

– Gdzie? 

–  W  moim  pasie  do  pończoch  jest  taka  dyskretna  kieszonka...  –  odparła,  rumieniąc  się 

jeszcze bardziej.  

– Masz na sobie ten pas? 

– Tak.  

Lemonowi zakręciło się w głowie. Nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa.  

– MoŜe w tych krzakach? – zaproponowała. – Są tak gęste, Ŝe nikt nas nie zobaczy.  

Nikt nie zobaczy? Taak. Oczywiście.  

– Weźmiemy auto – rzekł, kiedy odzyskał nad sobą panowanie.  

–  Zrobimy  to  w  samochodzie?  –  ucieszyła  się.  śartuje  z  niego?  Czy  to  jakaś  zemsta 

feministek? Czy to dzieje się naprawdę? Czy Renata jest prawdziwa? 

Musi to wiedzieć.  

Odkaszlnął kilka razy, by przywrócić swemu głosowi normalne brzmienie.  

– Chodź ze mną.  

– Z przyjemnością! Ale nie będziesz zbyt gwałtowny, prawda? Słyszałam, Ŝe męŜczyźni 

bywają czasem zbyt... szybcy. To chyba odpowiednie słowo. MoŜe będę potrzebowała więcej 

czasu.  

– Ilu męŜczyznom juŜ to mówiłaś? Spojrzała na niego zdziwiona.  

– śadnemu... No, nie, przecieŜ ty Ŝartujesz! Wybuchnęła głośnym, gardłowym śmiechem. 

Lemon  był  przeraŜony.  Chciała  kochać  się  z  nim  po  tak  krótkiej  znajomości.  Poczuł  się... 

wykorzystany.  Przypomniał  sobie  kilka  sytuacji,  w  których  to  on  przejawiał  taki  stosunek,  i 

reakcje kobiet.  

No cóŜ, posiadane przez niego pieniądze na pewno były nie bez znaczenia.  

Otworzył drzwi do garaŜu i wprowadził ją do środka.  

W milczeniu rozglądała się dokoła.  

Pod  lawendową  sukienką,  w  sekretnej  kieszonce  szkarłatnego  pasa  do  pończoch  była 

prezerwatywa.  

Nie wygląda na kobietę posiadającą takie rzeczy.  

Pomógł jej wsiąść do auta. Był to elegancki, sportowy wóz. Lemon właściwie juŜ dawno 

wyrósł z takich samochodów. Renata jest taka młoda. Czy Lemon czuje się stary? 

Niedokładnie.  Jest  po  prostu...  rozczarowany.  Spodziewał  się  prawdziwego  romansu,  z 

czułością  i  długotrwałym  namawianiem.  Zdziwił  się,  Ŝe  od  początku  była  przygotowana.  W 

kieszonce pasa do pończoch miała prezerwatywę.  

Prawdę mówiąc, on teŜ prawie zawsze miał przy sobie prezerwatywy. MęŜczyzna nigdy 

background image

nie  wie,  kiedy  będzie  musiał  bronić  swego  honoru  i  swego  wraŜliwego  ciała  przed  jakąś 

wygłodniałą kobietą. Zawsze miał na to nadzieję.  

A teraz jest właśnie z taką kobietą. Tyle Ŝe ją interesuje wyłącznie jego ciało.  

Czy  wykorzystywane  przez  męŜczyzn  kobiety  teŜ  czują  się  rozczarowane?  MęŜczyzna 

często musi sobie po prostu ulŜyć i wtedy kaŜda kobieta jest dobra.  

Lemon  chciał  jednak,  by  Renata  naprawdę  go  chciała.  Nie  tylko  po  to,  Ŝeby  zdobyć 

doświadczenie. Chciał, by jej na nim zaleŜało. By mogli się kochać.  

A ona prosiła tylko, by się zanadto nie spieszył.  

Zawiózł  ją  w  swe  ulubione  miejsce  wśród  pagórków.  Do  starego  gospodarstwa  na 

zupełnym odludziu.  

Renata  z  zainteresowaniem  rozglądała  się  dokoła.  Nawet  wiatr  nie  mógł  się  od  niej 

oderwać. Burzył jej włosy, ze szczególnym upodobaniem ten jeden luźny lok przylegający do 

szyi; podwiewał sukienkę.  

Była niewypowiedzianie urocza. JuŜ na sam jej widok Lemon miał wraŜenie, Ŝe serce mu 

pęknie. Znał ją juŜ od dwudziestu czterech godzin.  

Kiedy w końcu na niego spojrzała, zrozumiał, Ŝe nie wie, co zrobić ani jak zacząć. Czeka 

na jakiś znak.  

Podszedł  do  niej  i  pocałował  ją.  Znowu  ten  sam  chaos.  By  opanować  jakoś  sytuację, 

starał  się,  by  ich  wargi  ledwo  się  zetknęły.  PróŜny  wysiłek.  Ten  pocałunek  był  taki  sam  jak 

poprzednie.  Dokładnie  taki  sam.  Totalna  katastrofa.  Chciał  przycisnąć  ją  do  boku  auta  i 

posiąść.  

Choć spodziewała się tego, a nawet chciała, prosiła go wyraźnie, by się nie spieszył, Ŝeby 

mogła przeŜyć to w pełni i z przyjemnością.  

Będzie musiał zwolnić tempo. Samodyscyplina. Cały ten kłopot tylko po to, Ŝeby sprawić 

jej przyjemność. Dobrze.  

Przynajmniej nie wybrała Dana. Ten na pewno by nie czekał. Raz, dwa i po wszystkim.  

Wybrała męŜczyznę, który jest cierpliwy i delikatny.  

– Wejdźmy do środka – zaprosił z uśmiechem swą podnieconą uczennicę.  

Baraczek  składał  się  tylko  z  jednego  pomieszczenia,  prawie  całkowicie  wypełnionego 

przez duŜe, podwójne łoŜe. LeŜał na nim tylko goły materac, bynajmniej nie nowy.  

W brudnych oknach, umieszczonych na wysokości łóŜka, nie było zasłon. Podłoga teŜ nie 

była czysta.  

Ś

ciany gołe, bez obrazów, na stoliku telefon. Oczywiście komórkowy.  

Czy to po to, Ŝeby mógł odbyć parę słuŜbowych rozmów, czekając, aŜ ona... Renata była 

trochę  rozczarowana.  Zastanawiała  się  nawet,  czy  w  aucie  nie  byłoby  lepiej.  Nie,  teŜ  zbyt 

brudne i jeszcze te wędki na tylnym siedzeniu.  

W baraczku z kolei nie było nawet gdzie się... rozebrać. Kątem oka spojrzała na Lemona. 

Chodził od okna do okna i obserwował horyzont.  

Jak często tu bywał? Jak często przywoził tu kobiety, by kochać się z nimi na tym gołym 

materacu? Zazdrość? 

Poruszyła się, kiedy przechodził do kolejnego okna. Spojrzał na nią i juŜ nie miał ochoty 

background image

przez nie wyglądać.  

–  Mój  praprapradziadek  zbudował  tę  chatę  –  powiedział.  –  Była  dla  nas  azylem,  kiedy 

mieliśmy  dość  cywilizacji.  Dostał  tę  ziemię  od  Komanczów.  Wygnali  go  kiedyś  na  to 

odludzie  i  zdziwili  się,  Ŝe  przeŜył.  Nie  wiedzieli  o  źródełku.  Sprzedali  mu  tę  ziemię  jako 

bezuŜyteczną.  

Natychmiast zbudował ten domek. Miał po temu powód. Źródełko jest pod nim. Widzisz? 

Tujest  klapa.  Gdyby  chata  płonęła,  ludzie  mogą  zejść  na  dół  i  ocaleją.  Ziemia  jest 

nieurodzajna. Nie hodujemy tu bydła. Dla Covingtonów to bardzo waŜne miejsce.  

Renata innym okiem spojrzała na chatę, zauwaŜyła jej stare belki. Wiek i susza nadały im 

twardość  kamienia.  Spojrzała  na  stosunkowo  nowy  materac  i  zastanawiała  się,  czy  w  ogóle 

ma spręŜyny.  

Myśl o tych wszystkich ludziach, którzy tu kiedyś byli, onieśmieliła ją. To wnętrze było 

zupełnie niepodobne do pokoju hotelowego, gdzie wszystko wydaje się nowe i nie myśli się o 

tych tysiącach ludzi, którzy tam kiedyś spali.  

Chatka  miała  w  sobie  coś  ludzkiego,  historię  rodziny.  MoŜe  są  w  niej  duchy  ,  które  nie 

pochwalą Lemona za to, Ŝe przyprowadził tu kobietę dla zmysłowych rozkoszy.  

Lemon stał juŜ przy ostatnim oknie.  

Potem podszedł do skrzyni i wyjął czyste prześcieradła i poduszki.  

Renata  pochyliła  się  i  przesunęła  ręką  po  materacu.  Nie  było  na  nim  kurzu.  Przy  tak 

brudnych oknach było to dziwne.  

–  Czasami  pozwalamy  naszym  ludziom  spędzić  tu  w  samotności  trzy  dni,  pojedynczo. 

Nie myjemy okien, bo nie chcemy, by ktokolwiek wiedział, Ŝe chata jest uŜywana.  

Renata  zamyśliła  się,  ale  pomogła  mu  posłać  łóŜko.  Wydało  jej  się  to  takie  dziwne,  Ŝe 

pomaga przygotować miejsce, w którym straci dziewictwo.  

– O ile wiem, od lat nie spała tu Ŝadna para – rzekł cicho Lemon.  

– Nigdy nie przywiozłeś tu Ŝadnej...  

–  Nie.  I  męŜczyźni,  którzy  tu  bywają,  teŜ  nikogo  nie  przywoŜą.  Nie  pozwalamy  im.  To 

szczególne miejsce. Nie chcemy, by ktokolwiek wiedział, Ŝe jest tu woda. Widzisz tę beczkę? 

Jest  zawsze  pełna,  na  wypadek  gdyby  ktoś  zabłądził  i  znalazł  to  miejsce.  Ale  klapa  jest 

zawsze zasłonięta i ma specjalnie nieregularny kształt.  

– Mnie ją pokazałeś.  

– Mam do ciebie zaufanie.  

Spojrzała na niego i dojrzała malującą się na jego twarzy powagę.  

To  wtedy  dostrzegła  w  nim  człowieka,  który  czuje,  myśli  i  ma  honor.  Zrozumiała,  Ŝe 

łatwo go zranić. Podoba mu się. A ona go wykorzystuje.  

–  Chciałabym  wyjść  na  dwór  i  obejrzeć  okolicę  –  powiedziała,  kiedy  łóŜko  było  juŜ 

posłane. – Uwielbiam otwartą przestrzeń.  

Lemon od razu poznał, Ŝe Renata się boi.  

– Zniszczysz sobie buty – rzekł z uśmiechem. – O ile się znam, to drogie pantofle.  

– Kupię sobie nowe.  

– Gdzie? We Włoszech? 

background image

– Tak – odparła i uśmiechnęła się.  

– Musisz uwaŜać. MoŜesz teŜ pójść boso.  

Nie  była  taka  odwaŜna,  jaką  udawała.  Z  ochotą  skorzystała  z  pierwszego  pretekstu,  jaki 

jej przyszedł do głowy, by opóźnić tę przygodę w jego łóŜku.  

Okazało się, Ŝe Lemon ma jakiś płot do naprawienia.  

Pokazał  jej  sławojkę  i  wyjaśnił,  jak  działa.  Zaprowadził  do  szopy  pełnej  siana.  Było 

ś

wieŜe. Pilnował, by nie obtarła sobie stóp. śartował, a ona się śmiała.  

–  Czy  nie  moglibyśmy  kochać  się  na  sianie?  –  spytała,  kiedy  wracali  do  chatki.  – 

Wygląda bardziej zachęcająco niŜ tamto łóŜko. Mam wraŜenie, Ŝe wszyscy twoi przodkowie 

patrzą na nas z niesmakiem.  

– Moich przodków nic nie było w stanie zadziwić. Kiedy będziesz starsza, opowiem ci o 

nich takie historie, Ŝe oniemiejesz ze zgrozy.  

– O ile starsza? O godzinę? 

– Pani Renato Gunther, pani jest niesamowita.  

– Zgadza się.  

– Zawsze lubiłem siano. Jako mały chłopiec ukrywałem się w nim, kiedy pokłóciłem się z 

ojcem.  Ma  taki  cudowny  zapach.  Jest  miękkie.  I  zawsze  moŜna  się  w  nim  schować. 

Chciałbym leŜeć z tobą na sianie.  

– Jeszcze nigdy nie chowałam się w stogu siana.  

– Zrobię go dla ciebie. O, tutaj. Taki malutki. Abyś zawsze, kiedy poczujesz zapach siana, 

myślała o mnie.  

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Renata stała i patrzyła, jak Lemon widłami zgarnia siano. Była zdecydowaną^ ale brakło 

jej odwagi. DrŜącymi rękami zaczęła rozpinać bluzkę.  

–  Pozwól,  ja  to  zrobię  –  powiedział  czule  Lemon.  Opuściła  ręce  i  znieruchomiała. 

Spuściła głowę, oczy przykryła rzęsami.  

Jego ręce teŜ trochę drŜały. Ciało Renaty było niepodobne do ciała jakiejkolwiek kobiety. 

Jak to moŜliwe? Ogólnie rzecz biorąc, kobiece ciała są przecieŜ takie same. Nie. Jej jest inne. 

Piękne. Kruche.  

– MoŜe... nie powinniśmy... jeszcze – szepnęła, kiedy walczył z marynarskim węzłem jej 

paska.  

Serce mu zamarło. Znieruchomiał i otworzył usta, by zaprotestować.  

– Zaczynać tak od razu... MoŜe powinno... być coś przedtem? 

Podniosła wzrok i ich oczy się spotkały.  

Jej źrenice były ogromne. Policzki płonęły rumieńcem. Oddychała urywanie. Bała się. To 

normalne, Ŝe chce jakiegoś wstępu. Większość kobiet tego chce. MęŜczyźni nie.  

Lemon  westchnął.  Zwłoka  była  czymś,  czego  nigdy  nie  doświadczył.  Słyszał  tylko  o 

takim problemie, kiedy rozpalony męŜczyzna ma do czynienia z chłodną kobietą.  

Faceci twierdzą, Ŝe najlepszą rzeczą w takiej sytuacji jest recytowanie tabliczki mnoŜenia. 

Dobrze.  W  tym  jest  nawet  niezły,  bo  w  czasach  szkolnych,  mając  kłopoty  z  czytaniem, 

właśnie na lekcjach matematyki udowadniał, Ŝe jego mózgowi niczego nie brakuje.  

Bardzo delikatnie przytulił Renatę do siebie i westchnął głęboko.  

– Jesteś nadzwyczajna – powiedział.  

Takie  sobie  stwierdzenie.  Zdarzyło  mu  się  juŜ  kilka  razy  mówić  to  róŜnym  kobietom  i 

zawsze  brzmiało  to  prawdziwie.  Tym  razem  było  inaczej.  Renata  naprawdę  jest 

nadzwyczajna. Inna.  

Pocałował  ją  za  uchem  i  w  szyję.  Jego  gorący  oddech  palił  jej  szyję.  Przytulił  ją  i 

znieruchomiał.  

Pozwoliło  mu  to  skoncentrować  się  na  jej  ciele.  Jak  bardzo  ciało  kobiety  róŜni  się  od 

kościstego, prawie płaskiego ciała męŜczyzny.  

Oddychał  chrapliwie,  ale  pieścił  ją  delikatnie.  Kiedy  się  nieco  rozluźniła,  połoŜyła  mu 

ręce na ramionach. Wiedział jednak, Ŝe jeszcze nie jest gotowa.  

Pocałował  ją  znowu  i  powiedział  to,  co  musiał  powiedzieć.  Powiedział  jej,  jaka  jest 

wspaniała, piękna i rozkoszna. Jak cudownie zbudowana. I jak podnieca go jej ciało.  

Słowa  te  nie  bardzo  do  niej  docierały.  Wyczuwała  poŜądanie  w  jego  głosie  i  nie  mogła 

skupić się na treści zdań, bo jego dłonie badały najintymniejsze części jej ciała.  

Czuła jego twardą męskość, napierającą na jej biodro, i wydało jej się to zbyt... śmiałe... 

trochę za mało subtelne.  

Wiedziała,  Ŝe  pocałunki  są  rodzajem  wstępu.  Czuła  na  sobie  jego  drŜące  ręce.  Był  taki 

spocony i rozpalony! Skoncentrował na niej całą uwagę, ale juŜ nic nie mówił. Przyciskał ją 

background image

tak mocno do siebie, Ŝe brakło jej tchu.  

Rozchylił jej ubranie i jego dłonie poznawały ją coraz dokładniej. Były  gorące i twarde. 

Podobało jej się to, co robiły z jej piersiami i... niŜej. Szczególnie, kiedy dotykały... niŜej.  

Kiedy  gorące  usta  Lemona  zamknęły  się  na  jej  sutce,  a  ręka  zsunęła  na  wilgotną 

kobiecość,  zadrŜała  i  przywarła  do  niego  całą  sobą.  Usłyszała  bolesny  jęk.  Zdziwiła  się 

stwierdziwszy, Ŝe wyrwał się z jej własnych ust.  

PołoŜył  ją  na  sianie  i  nie  musiał  juŜ  koncentrować  się  na  utrzymywaniu  ich  w  pozycji 

stojącej. Mógł swobodniej badać i smakować ten kąsek, który miał w ustach i pod ręką.  

– Ostre to siano – mruknęła.  

– W ogóle nie powinnaś tego czuć – odparł, na moment przerywając ssanie. – Powinnaś 

juŜ tak bardzo mnie pragnąć, by nie myśleć o czymkolwiek poza tym.  

– No tak, ale ty jesteś na górze – zauwaŜyła.  

– Lubię być na górze. – Nie zwaŜając na jej niemy protest, wypuścił ją na chwilę z objęć. 

Zdjął koszulę i połoŜył ją na sianie. – Spróbuj teraz.  

Renata połoŜyła się na delikatnym materiale.  

– WciąŜ kłuje.  

– Zaraz połoŜę spodnie – rzekł, unosząc do góry swe piękne, spłowiałe od słońca brwi.  

Oczywiście podglądała, kiedy wstał i rozbierał się. PodłoŜył spodnie pod koszulę.  

– Spróbuj teraz.  

Posadził ją i pomógł jej zdjąć sukienkę. Zgubiła w sianie kilka szpilek i od razu zaczęła 

ich szukać.  

– Są bardzo stare. Mam je po prababce. Prawdziwy szylkret.  

– I nie wstyd ci je nosić? – spytał, kładąc na swych spodniach jej sukienkę.  

– Ten Ŝółw zmarł bardzo dawno temu.  

– DołoŜymy jeszcze twoją halkę i powinno być w sam raz – rzekł z uśmiechem.  

–  Właściwie  to  nie  chciałam  jej  zdejmować.  W  ogóle.  śeby  nie  odsłaniać  pępka.  To 

głupio tak się całkiem rozebrać.  

– Nie wstydź się – powiedział. – PokaŜę ci swój pępek i zobaczysz, Ŝe jest zupełnie taki 

sam jak twój.  

Podciągnął  podkoszulek  i  zsunął  nieco  gumkę  swych  slipów.  W  gęstwinie  kręconych 

blond włosów tkwił pępek.  

– Jesteś cudowny – powiedziała z uśmiechem Renata. – Pozwól, Ŝe cię obejrzę.  

Lemon znieruchomiał z podniecenia, a ona wsunęła głowę pod jego podkoszulek. Pomógł 

jej go zdjąć.  

– Jesteś piękny – powiedziała z zachwytem i pogładziła go po piersi.  

–  Ja  teŜ  lubię  to  robić,  ale  ty  jesteś  odwaŜniejsza  –  rzekł  i  skopiował  dokładnie  ruch  jej 

wędrującej dłoni. Jej pierś była jednak całkiem inna – wypukła i delikatna.  

Renata nachyliła się i polizała jego sutkę.  

– Jesteś włochaty.  

– Ogolę się, jeśli ci to przeszkadza.  

– Nie! – zaprotestowała  gwałtownie. – To mi się podoba.  Lemon wybuchnął śmiechem. 

background image

Jego podniecona męskość wypychała cienki materiał slipów.  

– Mam ci jeszcze coś do pokazania – powiedział.  

–  Wygląda  na  coś  bardzo  niebezpiecznego.  Popatrz,  jak  drga.  Skąd  mogę  wiedzieć,  Ŝe 

mnie nie zaatakuje.  

–  Nie  zaatakuje.  Ogromnie  delikatnie  da  ci  wielką  przyjemność.  Zdejmij  halkę,  Ŝebym 

mógł zobaczyć ten niesamowity szkarłatny pas do pończoch... i kieszonkę na prezerwatywę.  

–  Moim  zdaniem  zrobiono  ją  po  to,  Ŝeby  kobieta  mogła  schować  tam  pieniądze  na 

taksówkę, gdyby jej towarzysz okazał się nieposłuszny.  

–  Aha.  Myślisz,  Ŝe  znajdziesz  tu  taksówkę,  gdy  okaŜę  się  „nieposłuszny”?  PróŜna 

nadzieja, moja piękna. Jesteś całkowicie w moich rękach.  

–  Ty  wstręciuchu  –  powiedziała,  bezwiednym  ruchem  masując  miejsce  między  swymi 

piersiami.  

– Więcej uczucia włóŜ w to ostatnie słowo! Spróbuj jeszcze raz. Światło! Kamera! Start! 

Ujął rąbek jej halki, a ona uklękła, uniosła ramiona i pozwoliła mu zsunąć ją sobie przez 

głowę.  

Opadła na posłanie i mocno zacisnęła kolana. Miała na sobie juŜ tylko szkarłatny pas do 

pończoch, pończochy i włoskie pantofle.  

Zgubiła  szpilki,  więc  włosy  opadały  jej  teraz  na  ramiona.  Wyglądała  jak  syrena.  I 

najwidoczniej była gotowa.  

–  Gdzie  jest  ta  kieszonka?  –  spytał  Lemon.  Pokazała  mu.  Palcem  wskazała  frontową 

część pasa, ale jej wzrok przez cały czas spoczywał na jego twarzy.  

Obserwowała,  jak  opuszcza  spłowiałe  od  słońca  rzęsy  i  patrzy  tam,  gdzie  wskazuje  jej 

palec.  

TuŜ  poniŜej  kryła  się  jej  kobieca  tajemnica.  Odwracało  to  jego  uwagę  od  pasa.  PołoŜył 

rękę na jedwabistych włosach skrywających ową tajemnicę.  

– Jesteś taka piękna – wyszeptał.  

– Ty teŜ – odparła cichutko. Wyciągnęła nieśmiało rękę i pogładziła delikatnie niewielką 

bliznę na jego piersi. – Jak to się stało? 

Wiedział,  Ŝe  Renata  pragnie  zwłoki.  Rozumiał  to.  Gotów  był  mówić  długo,  czule  i 

spokojnie.  

– Drut kolczasty.  

– Drut kolczasty? – z ulgą kontynuowała rozmowę Renata.  

– Sprawdzałem, czy płoty są całe. Jakiś pies spłoszył mego konia.  

– Bolało cię, prawda? 

–  Nie  bardzo.  Mogę  ci  pokazać  jeszcze  kilka  innych  blizn.  Na  pewno  ci  się  spodobają. 

Cieszy mnie twoje współczucie. Tutaj na przykład dostałem batem...  

– Batem? 

– Tak. Znalazłem się zbyt blisko faceta, która ćwiczył strzelanie z bata.  

– A to? 

– To nóŜ.  

– Czyj? Dlaczego? – przeraziła się.  

background image

– Byłem młody. Wybrałem się w pewne miejsce, bo wydawało mi się, Ŝe dzieją się tam 

róŜne  ciekawe  rzeczy,  i  nadziałem  się  na  nóŜ.  Nieco  mnie  to  zaskoczyło  –  dodał  w 

zamyśleniu.  

– Nie wątpię! 

– Zemdlałem i bójka się skończyła.  

Zamilkł  na  chwilę,  by  dotarły  do  niej  jego  słowa.  Potem  pokazał  kolejną  bliznę  –  na 

czole, tuŜ przy nasadzie włosów.  

–  Tę  zarobiłem,  mając  lat  dwanaście.  Spadłem  z  roweru.  Zagapiłem  się  i  wpadłem  na 

parkujące  auto.  Zdziwiła  mnie  wściekłość  kierowcy.  Dopiero  kiedy  byłem  starszy, 

zrozumiałem, o co mu chodziło. Nauczyłem się odpowiedzialności za innych ludzi.  

– I zrozumiałeś, Ŝe nie jesteś nieśmiertelny? 

– To akurat stało się niedawno. Odkąd cię poznałem, chciałbym Ŝyć wiecznie.  

Przysunął się bliŜej i wziął ją w swe drŜące ramiona. Obsypał jej twarz pocałunkami.  

– Nago jesteś jeszcze piękniejsza niŜ w ubraniu. Prawdziwe dzieło sztuki.  

– To nie będę juŜ nigdy nic nosiła – obiecała.  

–  Tylko  wówczas,  kiedy  jesteśmy  sam  na  sam.  Poza  tym  musisz  być  zawsze  ubrana. 

Rozumiesz? Ale kiedy jesteś ze mną, masz być tylko w tym pasie.  

– Co takiego szczególnego jest w tym pasie? – nie mogła zrozumieć Renata.  

–  Sam  nie  wiem.  Jesteś  w  nim  prawie  naga,  ale  niezupełnie  –  co  sprawia,  Ŝe  za  chwilę 

zwariuję. Czy ty nigdy nie poprosisz, Ŝebym zdjął te slipy? 

Przechyliła głowę i uniosła wzrok, wiedząc, Ŝe na nią patrzy. Zastanawiała się nad czymś. 

Potem nachyliła się ku niemu, jakby chciała się zwierzyć z czegoś bardzo waŜnego.  

–  Nie  wiem,  co  tam  się  chowa,  ale  widzę,  Ŝe  bardzo  chce  wyjść.  Boję  się.  Lepiej  nie 

zdejmuj slipek.  

Lemon wybuchnął śmiechem.  

–  Nie  bądź  takim  tchórzem.  To  coś  jest  bardzo  sympatyczne.  Wczoraj,  podczas  kąpieli, 

było blisko ciebie i nic się nie stało. Myślę, Ŝe powinniście się poznać bliŜej.  

Renata przygryzła obrzmiałą od pocałunków wargę.  

– AŜ się boję zapytać, w jaki sposób mam mu podać rękę – powiedziała po chwili.  

– NajdroŜsza moja, jestem taki podniecony, Ŝe muszę natychmiast włoŜyć prezerwatywę. 

Chcesz, Ŝebym zrobił to tutaj, czy mam odejść? 

– Ja to zrobię.  

Zesztywniał na samą myśl, Ŝe mogłaby go dotknąć.  

– Nie tym razem – odparł z powagą.  

–  PrzecieŜ  powinnam  się  tego  nauczyć  –  zauwaŜyła  Renata.  –  To  znakomita  pora,  Ŝeby 

zacząć.  

– Jeszcze nie. – Lemon nie miał najmniejszych wątpliwości. – Mógłbym nie wytrzymać i 

potem musiałabyś siedzieć, wzdychać, palić stare pety i czekać, aŜ napełnię się na nowo.  

Wspomniał o czymś, co bardzo ją zainteresowało. O czymś, o czym przedtem nawet nie 

myślała.  

– Nie moŜesz robić tego... bez przerwy? 

background image

– A ty? 

– Nie wiem – wzruszyła ramionami.  

– Naprawdę muszę włoŜyć tę prezerwatywę.  

– Będę patrzyła.  

Lemon przez chwilę wahał się i zastanawiał.  

– Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek ktoś patrzył, jak... to robię.  

– Ty teŜ jesteś zdenerwowany? – spytała zdziwiona.  

– Trochę tak.  

– Oj, Lemon, nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Dobrze, niech wierzy, Ŝe to nerwy. 

On jednak wiedział, Ŝe to dlatego, iŜ tak bardzo jej pragnie.  

Patrzyła więc. Usiadła i złoŜyła ręce na swym nagim łonie, a on zsunął szorty do kolan. 

Otworzył opakowanie i zaczął nakładać prezerwatywę na swój sztywny członek. Było to coś 

fascynującego. Renata co chwila wyciągała rękę, by mu pomóc, a on omal nie wyskoczył ze 

skóry.  

– Naprawdę bardzo dobrze to robisz – powiedziała. – Masz duŜą praktykę? 

Wytarł dłonie o na wpół zsunięte slipy i spojrzał w jej szeroko otwarte oczy.  

– To mój pierwszy raz z tobą.  

– Tak, to wiem, ale chodzi mi o to, czy miałeś przedtem całe mnóstwo kobiet? 

– O ile pamiętam, to nie.  

– Podniecenie rzuciło ci się na pamięć – domyśliła się.  

– To prawdopodobne.  

Zsunął  do  końca  slipy  i  odłoŜył  je  na  bok.  Wziął  Renatę  w  ramiona  i  pocałował.  Tym 

razem było to coś innego. JuŜ nie Ŝartował.  

– Kochaj mnie – szepnął.  

Była  to  szczera  prośba.  Przywarł  do  niej  całym  ciałem.  Jego  owłosiony  tors  pieścił  jej 

delikatne piersi.  

Dla  niej  była  to  najbardziej  niezwykła  rzecz,  jakiej  w  Ŝyciu  doświadczyła.  Jej  wraŜliwe 

sutki  pulsowały,  dziwiły  się  tym  pierwszym  kontaktem  z  męskim  ciałem.  Przełykała  głośno 

ś

linę i oddychała przez usta.  

Wtedy  zrozumiał,  Ŝe  juŜ  ją  zdobył.  Był  na  skraju  wyczerpania,  tyle  kosztowały  go  te 

wszystkie  wstępy.  Wiedział  jednak,  Ŝe  nie  moŜe  się  spieszyć.  Musiał  zaczekać,  aŜ  i  ona 

będzie gotowa. Wstydził się, Ŝe jego męskość tak otwarcie zdradza poŜądanie, więc przywarł 

do niej jeszcze mocniej.  

Wolniutko  opuścił  ją  na  posłanie.  Wyciągnął  się  obok  niej  i  był  taki  zajęty,  Ŝe  nic  nie 

mówił. Pojękiwał tylko z rozkoszy.  

Jego ręce juŜ ją znały i z przyjemnością odkrywały nowe terytorium.  

–  Czemu  jesteś  taka  wilgotna?  –  spytał.  Zaskoczyło  ją,  Ŝe  Lemon  pyta  o  coś  tak 

intymnego.  

– Jesteś taka piękna – mówił dalej. – Lubisz, jak to robię? 

Poruszyła  się  zachęcająco,  zapraszając  do  jeszcze  intymniej  szych  pieszczot.  Zamknęła 

oczy.  

background image

– A to? ZadrŜała.  

– I to? Jęknęła.  

Całował ją, a ona wpijała mu paznokcie w plecy, nawet nie zdając sobie  z tego sprawy. 

Nie  przerywając  pocałunku,  opuścił  się  wolno  w  jej  wilgotną,  zapraszającą  kobiecość.  Była 

tak zdecydowaną Ŝe prawie go w siebie wciągnęła.  

– Ty zwierzaku – szepnął.  

A ona zaśmiała się i rozluźniła. Bez trudu pokonał więc cieniutką barierę i dostał się do 

ś

rodka. Otworzyła szeroko oczy i znieruchomiała.  

Lemon wsparł się na łokciach i czekał, aŜ Renata pogodzi się z jego obecnością w sobie. 

Cały spocony i rozedrgany całował jej ucho.  

Wiedział,  Ŝe  kobiety  nie  zdają  sobie  sprawy,  co  czuje  męŜczyzna,  kiedy  musi  nad  sobą 

panować, bo po raz pierwszy ma do czynienia z nieśmiałą i niedoświadczoną kobietą. UwaŜa 

się,  Ŝe  męŜczyzna  zawsze  robi  to  tylko  dla  własnej  przyjemności.  Nikt  nie  wie,  ile  go  to 

kosztuje.  

Kiedy się lepiej poznają, będzie jej musiał to wytłumaczyć.  

DrŜał, z jego ciała spadały krople gorącego potu. Był u kresu wytrzymałości. Poruszył się 

lekko, a oczy Renaty stały się jeszcze większe. Czekał tylko przez chwilę. Potem juŜ nie mógł 

wytrzymać.  Poruszał  się  rytmicznie  i  cięŜko  oddychał.  Rozczarował  go  własny  brak 

samokontroli.  

Ruszył naprzód. Wiedział, Ŝe Renata nie jest jeszcze całkiem gotowa, ale on przekroczył 

juŜ granicę. Orgazm, który przeŜył, zmącił jego umysł, osłabił ciało, ale zaspokoił poŜądanie.  

Opadł na Renatę ostroŜnie, by nie przygnieść jej cudownego, kruchego ciała. Tych kilka 

zdolnych jeszcze do pracy komórek jego mózgu przypomniało mu o ostroŜności.  

Był przeraŜony. PrzecieŜ męŜczyzna musi umieć nad sobą panować. Czy jest moŜliwe, Ŝe 

to  wszystko  przez  nią? śe  stała  się  jego  nałogiem?  A  on  jej  niewolnikiem?  Słyszał  o  takich 

przypadkach. Wystarczy popatrzeć na Johna Browna i Lucillę.  

WciąŜ ociekając potem, Lemon półprzytomnie uniósł się na łokciach i spojrzał na piękną 

czarodziejkę.  

LeŜała  spięta  i  z  jakimś  dziwnym  grymasem  na  twarzy  oblizywała  opuchnięte, 

zaczerwienione wargi. Jej oczy były ogromne.  

Jęknął i zsunął się na bok. Zrozumiał, co mają na myśli ludzie mówiąc, Ŝe dla męŜczyzny 

robota nigdy się nie kończy. Potarł ręką czoło i westchnął.  

Renata nachyliła się nad nim jak wampir, szykujący się, by wyssać resztę jego krwi.  

– Dobrze się czujesz? – spytała z niepokojem.  

– Jestem wykończony. – To było wszystko, co mógł z siebie wydobyć, oprócz kolejnego 

jęku.  

Upłynęło sporo czasu, zanim nabrał trochę sił, mógł zdjąć prezerwatywę i schować ją do 

kieszeni leŜących obok spodni.  

Wsparta  na  łokciu  Renata  obserwowała  to  z  zainteresowaniem.  Zaskakujący  obraz 

kobiecej  piękności.  Piersi  lekko  zaczerwienione  po  kontakcie  z  jego  owłosioną  piersią.  Usta 

obrzmiałe i czerwone.  

background image

– Popatrz, jaki stał się mały i miękki. On teŜ jest wykończony – powiedziała.  

– Nie mów tak. Nawet nie mam siły się śmiać – jęknął. Zamilkli.  

Lemon  zastanawiał  się,  co  za  chwilę  zrobi  i  powie  Renata.  Ciągle  pamiętał,  Ŝe  był  jej 

pierwszym męŜczyzną i Ŝe powinien być bardzo delikatny. Ale moŜe ona jest kolejną Lucillą 

i zaleŜy jej tylko na zlikwidowaniu jego konta w banku? W głowie mu zawirowało.  

Renata była nadal zaniepokojona jego stanem.  

– Widzę, Ŝe cię to całkiem wykończyło.  

– Taak.  

Lemon zamknął oczy i leŜał nieruchomo.  

– Jesteś zupełnie bez sił.  

Drgnął, kiedy spoczęła na nim jej delikatna dłoń.  

– To dla faceta naprawdę cięŜka robota. Renata roześmiała się.  

On teŜ musiał się uśmiechnąć i jakoś mu się to udało.  

–  Kiedy  będziesz  mógł  to  zrobić  znowu?  –  spytała.  –  Widzę,  Ŝe  jeszcze  nie  teraz,  ale 

chciałabym zobaczyć, jak wygląda Ŝeński odpowiednik tego, co stało się z tobą.  

– Mogę ci to pokazać w kaŜdej chwili. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.  

– Wejdzie z powrotem? 

Lemon z trudem powstrzymał się, by nie parsknąć śmiechem. Ograniczył się do lekkiego 

uśmiechu.  

– Mogę cię tak specjalnie popieścić i będziesz zachwycona.  

– Chy... chyba nie. Zaczekam..  

' Otworzył jedno oko, by obserwować jej reakcję. Wyjrzała przez okno, na ziemię, która 

nigdy nie miała rodzić. Lemon roześmiał się i przytulił ją do siebie.  

– Ty syreno.  

– Chodzi ci o mój głos? 

– Nie, o zdolność uwodzenia. Renata rozpromieniła się.  

– JuŜ jesteś gotowy? 

– Jeszcze nie.  

– Jak długo jeszcze? – spytała.  

–  Chcesz  mnie  chyba  wykończyć  –  westchnął.  –  Ty  nienasycona  kobieto.  Natrętna 

mucho.  

– Naprawdę jestem tym wszystkim? – zachwyciła się.  

– Moja biedna męskość jest przeraŜona.  

– Czy mogę ją jakoś uspokoić? 

– Spróbuj – zgodził się.  

Delikatnie  ułoŜyła  go  z  powrotem  ną  plecach.  Nachyliła  się  i  przytuliła  do  niego  swój 

zaróŜowiony policzek.  

–  Nie  bój  się.  Nie  zrobię  ci  krzywdy  –  szepnęła.  Lemon  znieruchomiał.  Wstrzymał 

oddech i wpatrywał się w nią z zachwytem.  

Renata podniosła wzrok, spojrzała mu w oczy i pocałowała go.  

Lemon głośno wciągnął powietrze.  

background image

– Chyba dzieje się jakiś cud rzekł.  

Renata roześmiała się. Pieściła jego owłosioną pierś! Szczególnie fascynowała ją okolica 

jego pępka. Lemon był zachwycony jej pieszczotami.  

– Lepiej juŜ chyba nie będzie – zauwaŜył.  

– Jesteś leniwy i lubisz, kiedy ktoś się tobą zajmuje.  

– Oczywiście. Mógłbym zostać twoim niewolnikiem. – Mówił to z powagą i nie odrywał 

od niej wzroku.  

– Chyba dostałabym szału, gdyby jakiś facet cały czas wisiał mi u spódnicy.  

– A u czego by mógł wisieć, gdybyś miała na sobie szorty albo dŜinsy? 

Uśmiechnęła  się  i  wzruszyła  ramionami.  A  to  z  kolei  zwróciło  uwagę  Lemona  na  jej 

ciało. Eee, nieprawda. Przez cały czas zwracał uwagę na nie.  

A teraz ona skoncentrowała się na badaniu jego ciała. Było to co najmniej podniecające. 

Jej  ciekawość  nie  miała  granic.  Jakie  to  szczęście,  Ŝe  za  pierwszym  razem  zbytnio  się 

pospieszył. Teraz będzie mógł panować nad sobą duŜo dłuŜej. MoŜe.  

– Aj! – jęknął. – Jak ty chcesz, Ŝebym przetrwał ten dzień? 

– Mam przestać? – spytała zupełnie serio. – Naprawdę byłam ciekawa...  

– Nie, nie przestawaj. I moŜesz być tak ciekawa, jak chcesz. Nie krępuj się. Dotknij mnie 

tam znowu. Taak. Jak dobrze. Lubię teŜ, jak mnie całujesz. Jeszcze mnie nie pocałowałaś.  

– Pocałowałam.  

– To było za pierwszym razem. Teraz zaczęliśmy przecieŜ wszystko od nowa.  

– Tak.  

Powolutku złoŜyła na nim nagie, delikatne ciało, a on, zaskoczony, nawet jej w tym nie 

pomógł.  Kiedy  dotknęła  jego  ust,  okazało  się,  Ŝe  jest  tak  samo  spragniony,  jak  wcześniej.  I 

juŜ  wcale  nie  wyczerpany.  Znalazł  w  kieszeni  prezerwatywę  i  Renata  poznała,  co  znaczy 

igranie  z  ogniem.  PrzeŜyła  coś,  czego  zupełnie  sienie  spodziewała,  Nie  domyślała.  O  czym 

nawet nie mogła marzyć.  

Była szczęśliwa, Ŝe czekała na Lemona.  

LeŜeli  potem  zmęczeni  i  zadowoleni.  Serce  Lemona  po  raz  pierwszy  drŜało  na  widok 

ś

piącej kobiety. Renaty. Jego syreny.  

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Renata  i  Lemon  nie  wrócili  do  domu  na  obiad.  Napili  się  wody  z  ukrytej  studni.  Zjedli 

kilka ciasteczek ze stojącej na półce puszki.  

LeŜeli  potem  na  sianie  i  rozmawiali.  W  najbardziej  intymny  sposób  poznali  juŜ  swoje 

ciała. Teraz przyszła pora na dusze i umysły.  

Wysłuchiwali  wzajemnie  swych  opinii  i  czasem  się  nawet  zgadzali.  Wspominali  róŜne 

zabawne zdarzenia. Tu akurat Renata nie miała wiele do opowiedzenia.  

– Jak nauczyłaś się grać w brydŜa? – spytał.  

– Kiedy ciotka jeszcze Ŝyła, często musiałam zastępować którąś z jej przyjaciółek. Odkąd 

skończyłam dziesięć lat, uznały, Ŝe się do tego nadaję. Były wobec mnie bardzo wymagające. 

Nie ma nic gorszego niŜ surowe, oceniające spojrzenie pomarszczonej staruszki. KaŜda z nich 

była oczywiście „damą”.  

To akurat mógł zrozumieć, bo jako jedynak teŜ wychował się wśród dorosłych.  

–  Ja  najpierw  nauczyłem  się  grać  w  pokera.  Stosunek  pokerzystów  do  młodszych  jest 

podobny.  

– Bezlitosny – uściśliła.  

– Moimi nauczycielami byli głównie starzy robotnicy z farmy. W czasie gry zawsze duŜo 

rozmawiali. Z zachwytem słuchałem o dawnych sprawach i problemach. Mnóstwo się od nich 

nauczyłem.  

Kiedy  z  jakiegoś  powodu  byłem  potrzebny  na  miejscu  i  nie  mogłem  uganiać  się  po 

ranczu, co najbardziej lubiłem, pozwalano mi wówczas grać w karty albo układać pasjansa.  

– Ja z kolei bardzo rzadko bywałam sama, chyba Ŝe w bibliotece. Marzyłam, siedząc nad 

otwartą ksiąŜką.  

– O czym? – spytał.  

– O tobie – odparła, spoglądając na niego tymi swoimi ogromnymi oczami.  

To słowo podziałało na niego jak afrodyzjak.  

PoniewaŜ zuŜyli juŜ obie jego prezerwatywy, musieli skorzystać z tej ukrytej w pasie do 

pończoch  Renaty.  Wyjmowanie  jej  z  ukrytej  kieszonki  Lemon  uznał  za  niesamowicie 

podniecające.  

Kiedy wszedł w nią po raz trzeci, skrzywiła się lekko, ale przyciągnęła go tak mocno do 

siebie,  Ŝe  nawet  tego  nie  zauwaŜył.  Spędzili  długi  czas  eksperymentując,  śmiejąc  się  i 

Ŝ

artując. Była to miłość zupełnie innego rodzaju.  

 

Było juŜ po piątej, kiedy wrócili do domu. Udało im się wśliznąć niepostrzeŜenie tylnymi 

drzwiami  i  wejść  bocznymi  schodami  do  swoich  pokoi,  by  wziąć  prysznic  i  przebrać  się. 

Renata pokryła kremem i pudrem policzki podraŜnione przez jego zarost.  

Spotkali się na korytarzu i przez chwilę po prostu się do siebie uśmiechali. Wiedzieli, Ŝe 

upłynie sporo czasu, zanim uświadomią sobie, Ŝe są częścią realnego świata.  

Kolację podano na trawniku przed domem, Ŝeby słuŜba mogła przygotować salę balową 

background image

do wieczornych tańców.  

Nikt  nawet  nie  zauwaŜył  pełnego  rozmarzenia  spokoju  zakochanych.  Goście  wciąŜ 

jeszcze  pochłonięci  byli  popołudniowymi  grami.  Omawiali  poszczególne  rozdania  i  kłócili 

się, co ich partnerzy powinni zrobić.  

Chyba  jedynymi,  którzy  w  ogóle  zwrócili  uwagę  na  wagarowiczów  byli,  oczywiście, 

John, Lucilla i Dan.  

Spędziwszy dla przyzwoitości trochę czasu z gośćmi, zakochani znowu się ulotnili. Tym 

razem po to, by się trochę przespać.  

Kiedy  Renata  juŜ  wygodnie  leŜała  w  łóŜku,  usłyszała  zgrzyt  klucza  w  zamku.  Usiadła 

natychmiast i sięgnęła po telefon.  

Do  pokoju  wszedł  Lemon,  zamknął  z  powrotem  drzwi  na  klucz  i  podszedł  do  łóŜka.  W 

zupełnie naturalny sposób podniósł koc, by wśliznąć się pod niego.  Zrobił to, przyciągnął ją 

do siebie i ułoŜył wygodnie. Potem leŜał nieruchomy i milczący.  

– Co ty tutaj robisz? – spytała.  

– Szszsz.  

Renata  uśmiechnęła  się  i  stwierdziła,  Ŝe  jest  jej  bardzo  wygodnie.  MoŜe  by  jeszcze 

odrobinę pobaraszkować? 

Zasnęła, słuchając cichej muzyki, dobiegającej z sali balowej.  

Gdzieś w środku nocy zakochani obudzili się, przytulili do siebie i byli tym zachwyceni.  

Na szczęście Lemon miał w kieszeni piŜamy kilka prezerwatyw. Jedna z nich bardzo im 

się przydała.  

ŁóŜko okazało się lepsze niŜ tamto legowisko na sianie.  

Następnego  dnia  kucharka  i  Dan  znowu  musieli  zastąpić  wciąŜ  niezbyt  przytomną  parę. 

Zakochani  chodzili  po  domu,  ,  trzymali  się  za  ręce,  rozmawiali  o  byle  czym  i  cały  czas  się 

uśmiechali.  

W pewnej chwili do Lemona podszedł John.  

– Musimy porozmawiać – stwierdził, pocierając brodę. – Wiadomość o twojej finansowej 

klęsce rozchodzi się juŜ po całym Teksasie... i wkrótce obiegnie inne stany i zagranicę.  

– To juŜ twoja sprawa – odparł z uprzejmym uśmiechem Lemon.  

– Musimy obmyślić jakąś strategię – rzekł spokojnie i stanowczo John.  

– JuŜ ty coś wymyślisz.  

John był rozgoryczony. Lemon nigdy nie był niezdecydowany. To znakomity organizator, 

trzymający  zawsze  wszystkie  sznurki  w  Ŝelaznym  uścisku.  John  spojrzał  uwaŜnie  na 

przyjaciela  i  chyba  zrozumiał.  On  naprawdę  oszalał  na  punkcie  tej  Renaty  Gunther.  Po  raz 

pierwszy w Ŝyciu Lemona coś jest waŜniejsze niŜ interesy! 

Lemon zawsze miał wzgląd na innych ludzi. Pilnował, by jego pracownicy byli doceniani 

i  zadowoleni,  ale  równocześnie  nie  nazbyt  pewni  siebie.  Nie  chciał,  by  stali  się  zbyt 

skoncentrowani  na  jednej  rzeczy  i  ograniczeni.  Starał  się,  by  zdobywali  jak  największe 

Ŝ

yciowe doświadczenie.  

Fakt, Ŝe kucharka mogła uczestniczyć w turnieju, był tego najlepszym dowodem. I to, Ŝe 

namówił Margot, by przyjechała na sylwestra i wciągnęła Johna w pułapkę. Lemon troszczył 

background image

się o innych ludzi.  

Obecne zachowanie Lemona było zupełnie nietypowe.  

Czy  wypytuje  Johna,  co  dzieje  się  na  świecie?  Nie.  Czy  pyta,  kto  dzwonił?  Nie.  Czy 

przegląda papiery na jego biurku? Nie.  

Lemon  stał  przy  oknie  w  gabinecie  Johna,  całkiem  zrelaksowany,  obojętny,  z  rękami  w 

kieszeniach. Obok niego leŜał Hunter.  

– Lemon – zaczął swój wykład John.  

Lemon uśmiechnął się do swego doradcy finansowego i poklepał go po ramieniu.  

– Zajmij się tym, proszę – powiedział i poszedł szukać Renaty.  

Hunter  spojrzał  na  Johna  i  szczeknął.  John  otworzył  drzwi  na  taras  i  wypuścił  go.  John 

uznał, Ŝe musi skonsultować się z Margot.  

– Czy ta Renata Gunther jest odpowiednia dla Lemona? – spytał.  

– Tak – odparła bez najmniejszego wahania Margot.  

–  Słyszałaś  plotki  o  sytuacji  finansowej  Lemona?  Margot  nie  okazała  szczególnego 

zainteresowania.  

– Jasne. Chwilę po tym, jak uŜył tej wymówki, by nie stać się kolejną ofiarą Lucilli.  

–  No  wiesz,  Margot,  Lucilla  wcale  nie  jest  mściwa.  Margot  obrzuciła  go  ironicznym, 

niedowierzającym spojrzeniem.  

– Zazdrość nie przystoi takiej kobiecie, jak ty – skarcił ją czule.  

– Phi! – parsknęła z niedowierzaniem Margot. John powstrzymał się od śmiechu.  

–  Kiedy  Lucilla  poprosiła,  by  wycofać  jej  udziały  z  firmy  Lemona,  powiedziała,  Ŝe  taki 

porządny człowiek jak on moŜe potrzebować pomocy przyjaciela.  

Margot przymknęła oczy i zacisnęła usta. John wziął ją w ramiona, choć stawiała opór.  

–  Nie  ma  w  tobie  Ŝadnej  tajemniczości,  Margot.  Jesteś  nieskomplikowana,  szczera  i 

uczciwa – rzekł z przekonaniem. – Nie umiesz grać ani udawać.  

– Jestem uwodzicielska i wspaniała – zaprotestowała.  

– Taak – odparł po chwili zastanowienia John. – Chyba masz rację.  

– Jestem takŜe genialna, czuła i kochająca – kontynuowała Margot.  

Po chwili spowaŜniała. Przytuliła się do Johna i pogłaskała go po szorstkim policzku.  

–  John,  Lemon  złamie  Renacie  serce.  ZauwaŜyłeś,  Ŝe  przez  cały  weekend  zajmuje  się 

tylko nią? Na nic innego nie zwraca uwagi. Czy on kiedykolwiek miał czas dla kobiety? 

John przypomniał sobie, jak bardzo długo pewnej soboty przed sylwestrem Lemon stał na 

ganku  domu  Margot  i  namawiał  ją,  by  przyjechała  do  niego  na  przyjęcie...  i  to  w  tej 

prowokującej, czerwonej sukni.  

I  jak  przez  cały  weekend  pilnował,  by  Margot  dobrze  się  bawiła.  Kiedy  Lemon  chciał, 

znajdował czas na wiele spraw i dla wielu ludzi.  

–  Czy  uwierzyłbyś,  Ŝe  Lemon  zrezygnuje  z  turnieju  brydŜowego  dla  kobiety?  –  mówiła 

dalej Margot.  

– Lemon tak naprawdę nie przepada za brydŜem – zauwaŜył John.  

–  Bzdura  –  Ŝachnęła  się  Margot.  Była  naprawdę  zaniepokojona.  –  Jego  zachowanie  w 

stosunku do Renaty jest zwodnicze. Zachowuje się jak normalny człowiek.  

background image

– Bo on przecieŜ jest normalny – odparł po chwili namysłu John.  

–  To  typowe  zaloty.  Spędził  z  nią  cały  wieczór  w  piątek,  cały  dzień  wczoraj  i  dzisiaj 

znowu. A ona jest jak zahipnotyzowana.  

– Tak – uśmiechnął się z rozmarzeniem John. – Tak jak ty będąc ze mną.  

–  Ja  nie  muszę  cię  mieć  przez  cały  dzień  u  swego  boku.  Renata  potrzebuje  męŜczyzny, 

który będzie się nią opiekował.  Lemon tylko sprawia wraŜenie opiekuńczego kochanka,  a w 

gruncie rzeczy nim nie jest.  

– Jest nią wyraźnie zainteresowany. Troszczy się o nią.  

– To tylko zaloty. Chce zaciągnąć ją do łóŜka i by to osiągnąć, jest opiekuńczy. Później 

natychmiast przestanie się nią interesować. MęŜczyźni juŜ tacy są.  

– No tak, męŜczyźnie trudno by było plątać się cały dzień u boku kobiety czy klęczeć u 

jej stóp.  

– To by było nie do zniesienia i dobrze o tym wiesz. John przyciągnął Margot mocno do 

siebie.  

–  Gdybym  tylko  zauwaŜył  z  twojej  strony  choćby  ślad  niechęci,  natychmiast 

przykleiłbym się do twego boku i klęknął na kolana.  

–  Nie  ma  mowy  –  powiedziała  i  połoŜyła  mu  głowę  na  ramieniu.  –  Gdybyś  lepił  się  do 

mnie cały czas, dostałabym szału.  

– Choć jesteś mądra i piękna i...  

–  Nieskomplikowana,  szczera  i  uczciwa  –  poprawiła  go–  Uwodzicielska,  piękna  i 

genialna – dodał.  

– Serdeczna i kochająca – dorzuciła.  

– Serdeczna i kochająca? Naprawdę? 

– Ty wstręciuchu! 

John wybuchnął śmiechem.  

–  Lemon jest typowym  męŜczyzną –  wróciła do poprzedniego tematu Margot. – Ugania 

się za kobietą, uwodzi ją i zdobywa, poświęcając tej biedaczce całą uwagę. A potem, kiedy ją 

juŜ usidli, porzuca i wraca do swoich spraw.  

– Ostatnio trochę cię zaniedbywałem – rzekł John. Najwyraźniej słuchał tego, co mówiła.  

– Nie mówię o nas. Mówię o kobiecie, która tak długo Ŝyła w swoim własnym świecie, Ŝe 

będzie się od Lemona spodziewała zbyt wiele. Jest spragniona miłości. Widziałeś ją? Jej oczy 

błyszczą. Uśmiecha się bez Ŝadnego powodu.  

– On teŜ nie wygląda normalnie. Moim zdaniem jest w niej zakochany.  

Margot była bardzo przejęta.  

– Nie będzie miał dla niej czasu. Wiesz o tym. Renata bardzo to przeŜyje. Będzie myślała, 

Ŝ

e  została  oszukana.  Miną  całe  lata,  zanim zrozumie,  Ŝe  on  przez  cały  czas  miał  zamiar Ŝyć 

wyłącznie po swojemu. Dla niego będzie to zupełnie normalne, ale jej złamie serce.  

– No tak, muszę przyznać, Ŝe to wszystko między nimi stało się zbyt szybko. On...  

– Musisz powiedzieć Lemonowi, Ŝeby się tak nie spieszył. Niech Renata zrozumie, jakie 

Ŝ

ycie ją z nim czeka.  

–  AleŜ  Margot,  przecieŜ  oni  się  dopiero  w  piątek  poznali.  Zbyt  czarno  to  wszystko 

background image

widzisz.  

– Ale od tamtej chwili przez cały czas są razem. Dla Lemona to moŜe zabawa, ale nie dla 

kobiety takiej jak Renata.  

–  Porozmawiam  z  Lemonem.  –  John  powiedział  to,  co  Margot  chciała  usłyszeć.  –  Ale 

Renata  jest  inna,  nie  potrzebuje  bez  przerwy  obecności  drugiej  osoby,  Ŝeby  czuć  się 

szczęśliwą  i  kochaną.  Ona  naprawdę  jest  zupełnie  do  ciebie  niepodobna.  Ale  skoro  chcesz, 

porozmawiam z Lemonem.  

– Dziękuję ci. To naprawdę konieczne. Nie robisz tego dli mnie, lecz dla Renaty. Lepiej, 

Ŝ

eby  wiedziała  prawdę  o  Lemonie  teraz,  niŜ  Ŝeby  potem  miała  tęsknić  i  cierpieć  przez  cała 

lata.  

–  Moi  rodzice  wciąŜ  się  kochają,  a  są  ze  sobą  cały  czas.  Co  prawda  ojciec  jest  juŜ  na 

emeryturze.  

–  Wiesz,  jak  jest  z  moimi  rodzicami,  ale  nie  kaŜdemu  małŜeństwu  udaje  się  pozostać 

przyjaciółmi i kochankami. Jeśli ktoś w to wierzy, popełnia powaŜny błąd.  

– Czy proponujesz, Ŝebyśmy zamieszkali razem i przekonali się, jak nam się ułoŜy? 

Margot westchnęła i uniosła brwi.  

– A ty znowu to samo.  

– Jeszcze nie przywykłem do ciebie na tyle, by móc prowadzić takie powaŜne rozmowy.  

– Przyzwyczaisz się. Jak tylko się pobierzemy, cały czas będziesz siedział w biurze, a ja 

w domu z dziećmi.  

–  Ze  swoją  rodziną,  przyjaciółmi,  członkiniami  rozmaitych  stowarzyszeń,  nowym 

samochodem – zaczął wyliczać John.  

– Jakim nowym samochodem? – zainteresowała się Margot.  

–  Tym,  który  ci  kupię.  Będąc  zmotoryzowana  i  niezaleŜna,  pozwolisz  mi  pracować  i 

zarabiać na dom.  

– Jesteś bardzo wyrachowany.  

– Mam magisterium z prawa finansowego.  

 

BrydŜyści  grali  całą  niedzielę.  Kucharka,  którą  w  zastępstwie  posadzono  przy  stoliku, 

krytycznie  oceniła  podane  przez  słuŜbę  jedzenie,  ale  powstrzymała  się  od  komentarzy. 

Wszyscy inni byli zachwyceni, choć na wyraŜanie podziwu mieli niewiele czasu. Rozmawiali 

bowiem  głównie  o  brydŜu,  ostatnim  rozdaniu,  o  jakiejś  grze  z  poprzedniego  dnia  czy  nawet 

sprzed piętnastu lat.  

Po obiedzie goście wyszli na dwór rozprostować nogi, a słuŜba wietrzyła salę, ustawiała 

stoliki i krzesła, rozkładała świeŜe talie kart, notatniki i ołówki.  

Lemon  zauwaŜył,  Ŝe  Lucilla  wdzięczy  się  do  przyjaciela  Potsa.  Uznał  jednak,  Ŝe  taki 

męŜczyzna jak Silas da sobie z nią radę.  

A Pots? Roześmiany Pots snuł się cały czas za nie mającą nic przeciwko temu Beatrice. 

To  na  nią  Lemon  zwrócił  uwagę  pierwszego  dnia.  Czy  to  było  zaledwie  przed  dwoma 

dniami? Tyle się od tamtej pory wydarzyło, Ŝe wydawało mu się, iŜ upłynęły całe tygodnie.  

Co  takiego  się  wydarzyło?  Renata.  Musi  obserwować  jej  zachowanie  teraz,  zanim 

background image

dziewczyna dowie się, Ŝe plotki o jego kłopotach finansowych są nieprawdziwe. Przypomniał 

sobie ich wspólną noc w jej łóŜku i uśmiechnął się.  

– Chodź, pokaŜę ci mojego ogiera – powiedział.  

– Dobrze, ale przecieŜ juŜ go widziałam. Wygląda na narowistego.  

– Bo taki jest.  

– CzyŜbyś postanowił pozwolić mi się na nim przejechać? 

– Nie.  

– Mogę patrzeć, ale nie dotykać? Oczy jej błyszczały, policzki pałały.  

– Patrz tak na mnie dalej, a wszyscy zauwaŜą, Ŝe się we mnie zabujałaś.  

– Nie. – Przybrała niewinny wyraz twarzy i obojętnym wzrokiem rozejrzała się dokoła. – 

Jestem po prostu uprzejma – miała czelność dodać.  

– Czy tak nazywasz to, co robimy? – spytał oburzony Lemon.  

Renata roześmiała się, ale i oblała rumieńcem. Lemon był zachwycony. To było dla niego 

coś nowego. On teŜ czuł się jakis odmieniony. Z trudem powstrzymywał się, by nie dotknąć 

jej ciała, policzka czy choćby ręki. Był nią absolutnie oczarowany.  

A ona? Spojrzał na nią i uznał, Ŝe to najpiękniejsza kobieta na świecie.  

– Dziś w nocy wejdziemy na dach i pokaŜesz mi swoją gwiazdę – szepnął.  

– To ta, która właśnie świeci nad nami – odparła krótko.  

– Jesteś zwykłą śmiertelnicą? 

– Nie zauwaŜyłeś? – spytała z udawanym oburzeniem.  

– No, co prawda dziś rano miałaś czkawkę, ale...  

–  Wcale  nie  miałam  czkawki!  –  krzyknęła,  ale  roześmiała  się  i  skarciła  go  delikatnym 

klapsem.  

Lemon  chwycił  jej  dłoń  i  pocałował.  Wszyscy  to  widzieli.  No,  prawie  wszyscy.  I  jak 

plotka o jego problemach finansowych, wśród gości rozeszła się wieść, Ŝe Lemon Covington 

interesuje  się  tą  Gunther,  sierotą,  praprawnuczką  Minervy  Gunther.  Określenie  zaleŜało  od 

wieku mówiącego. Dodawano jednak od razu, Ŝe Renata teŜ ma pewien majątek.  

Byli takŜe tacy, którzy dopytywali się, o kogo chodzi, bo panna Gunther  nie była osobą 

zbyt znaną w towarzystwie.  

Majątek? Słysząc to, jeden z męŜczyzn nastawił uszu. Spojrzał na tę, o której mówiono, i 

zdziwił  się.  Opuścił  plotkującą  grupę  i,  udając  obojętność,  przechadzał  się  wśród  gości. 

Wyraźnie chciał zwrócić na siebie uwagę Renaty.  

Widział  japo  raz  pierwszy  i  uznał  za  bardzo  atrakcyjną.  Zdziwił  się.  Większość  kobiet, 

które posiadały jakiś majątek, była zamęŜna, za stara, za młoda albo brzydka.  

– Nazywam się Theo Waggoner, jestem wnukiem Charlotte Waggoner – przedstawił się 

w końcu z uśmiechem Renacie. – Zdaje się, Ŝe grywałaś z nią w brydŜa. Pamiętam, Ŝe o tobie 

wspominała. Nie grasz dzisiaj? 

– Ona woli kąpać się nago – odparł grzecznie Lemon. Theo był trochę zgorszony, ale jego 

wyobraźnia od razu podsunęła mu obraz nagiej, kąpiącej się Renaty. MoŜe wcale nie będzie 

trudno ją usidlić? 

Renata jednak aŜ pobladła z oburzenia.  

background image

–  W  stawie  –  kontynuował  nie  zraŜony  Lemon.  –  Hunter,  mój  wstrętny,  Ŝółty  pies  i  ja 

pilnowaliśmy, by nikomu nie wpadło do głowy podglądać czy wykąpać się razem z nią.  

Theo uznał, Ŝe Lemon jest równie wstrętny jak jego pies. I ma kłopoty finansowe, a Theo 

nie.  I  w  dodatku  w  porę  wycofał  udziały  z  jego  firmy.  Postanowił  zignorować  Lemona.  To 

przecieŜ Ŝadna konkurencja dla takiego wspaniałego męŜczyzny jak on.  

– Grasz dzisiaj? – zwrócił się do Renaty.  

– Ze mną – odparł Lemon.  

Nie był wrogi ani napastliwy. Starał się traktować intruza jak najuprzejmiej.  

Renata  była  zachwycona.  Całe  Ŝycie  była  szarą  myszką.  A  teraz  oto  stoi  ubrana  w 

cudowną,  szmaragdową  jedwabną  suknię,  włosy  ma  upięte  wysoko  i  ozdobione 

szylkretowymi spinkami, w uszach zaś lśnią kolczyki z pereł.  

Obok  niej  stoją  dwaj  męŜczyźni,  nastroszeni  jak  walczące  koguty,  z  oczami  nabiegłymi 

krwią.  A  z  jakiego  powodu?  Z  powodu  Renaty  Gunther.  Takie  rzeczy  zdarzają  się  tylko  w 

ksiąŜkach! 

To naprawdę robi wraŜenie! 

–  O,  pora  wracać  –  zauwaŜył  Lemon,  spoglądając  na  zegarek.  W  tej  chwili  zabrzmiał 

gong.  

–  Zrobiłaś  wielkiego  szlema  w  pierwszym  rozdaniu  –  Theo  zwrócił  się  do  Renaty.  – 

MoŜe będziesz moją partnerką? Przydałby mi się twój talent.  

– Przepraszam – rzekł do niego Lemon. Ujął dłoń Renaty i połoŜył ją sobie na ramieniu. 

Nie odrywając wzroku od intruza, skinął głową i stanął między nim a Renatą.  

Theo  nie  dał  się  tak  łatwo  zbić  z  tropu.  Obszedł  stojących  i  znalazł  się  z  drugiej  strony 

Renaty.  

– Zagraj ze mną – poprosił i śmiało chwycił ją za drugie ramię.  

– Przepraszamy – odparła z uśmiechem Renata i odeszła od stolika wraz z Lemonem.  

Lemon był zachwycony i na tyle nierozwaŜny, by odwrócić się i z wyŜszością spojrzeć na 

Theo. Zobaczył, Ŝe konkurent z zachwytem wpatruje się w pośladki Renaty.  

Lemonowi  pociemniało  w  oczach.  Zazdrość.  Główny  motyw  pobudzający  męŜczyzn  do 

działania.  

Spojrzał  przed siebie,  by  sprawdzić,  czy  droga  jest  wolna,  a  potem  jeszcze  raz  odwrócił 

się do Theo. MęŜczyzna nadal przyglądał się Renacie. Tego juŜ było za wiele.  

– Powiedz Theo Waggonerowi, Ŝe matka go potrzebuje – rzekł do napotkanego Johna.  

– Obawiam się, Ŝe jego matka nie Ŝyje – zauwaŜył przytomnie John.  

– Namów Theo, by ją odwiedził – rzucił przez ramię Lemon.  

Tylko  przez  kilka  kroków  Renata  była  w  stanie  powstrzymywać  śmiech.  Spojrzała  na 

Lemona z zachwytem.  

– To było niezbyt grzeczne – zauwaŜyła.  

– Wcale nie.  

– AleŜ tak. PrzecieŜ jesteś gospodarzem.  

– Gdybym naprawdę był dobrym gospodarzem, grałbym z gośćmi w brydŜa.  

– PrzecieŜ grałeś.  

background image

– Grałem, ale... z tobą.  

– Chodziło mi o brydŜa – uściśliła Renata.  

– Mnie teŜ, z początku. Kiedy nie graliśmy w brydŜa, graliśmy ze sobą.  

– Pływałam sama.  

– Z początku – poprawił tym razem Lemon.  

– Czy chcesz mi zepsuć reputację? 

– MoŜe.  

– To oburzające.  

Powiedziała  to  przez  celowo  zaciśnięte  usta,  ale  jej  policzki  płonęły,  a  oczy  błyszczały. 

Lemon nie mógł się nie roześmiać.  

– Masz ze sobą jakiś strój do konnej jazdy? ChociaŜ dŜinsy? 

– Tak. Czy mogę przejechać się na ogierze? 

– Nie. Bardzo mi przykro. Tylko ja mogę go dosiąść. Nikt nie jest w stanie go opanować. 

Jest złośliwy i wydaje mu się, Ŝe jest panem samego siebie. Nawet ja nie zawsze daję sobie z 

nim radę.  

– Ale Lucilla tak.  

– Znakomicie – przyznał.  

– Czemu go jej nie podarujesz? – spytała logicznie.  

– Dać jej mojego ogiera? – Głos Lemona był pełen oburzenia. – Chyba zwariowałaś! 

–  To  przecieŜ  logiczne.  Ona  dobrze  sobie  z  nim  radzi,  a  on  jej  słucha.  Daj  Lucilli  tego 

konia.  

– Pomyśli, Ŝe próbuję ją zdobyć – mruknął Lemon.  

– Wyprowadzę ją z błędu – zapewniła z cudowną pewnością siebie Renata.  

– Więc uwaŜasz, Ŝe próbuję zdobyć ciebie? 

– Nie. JuŜ nie.  

– AleŜ tak – przekonywał ją Lemon. Renata wzruszyła ramionami.  

– JuŜ mnie masz.  

– Rennie...  

– Rennie? 

– Tak cię nazywam w myślach.  

– Podoba mi się.  

– I ty mi się podobasz – rzekł Lemon z powagą.  

–  To  bardzo  dobrze  –  powiedziała  i  przyjrzała  mu  się  uwaŜnie.  –  Bo  mam  zamiar  cię 

zdobyć – wyjaśniła.  

– JuŜ zbyt wiele razy mnie miałaś – poskarŜył się szeptem. – Dziś rano pod prysznicem 

zauwaŜyłem, Ŝe mi odpadł...  

Renata roześmiała się. Potrząsała głową i po prostu się śmiała. Była cudowna.  

– To nic śmiesznego – zapewnił ją Lemon, z trudem zachowując powagę.  

– MoŜe uda nam się go przykleić.  

– Chodźmy spróbować – zaproponował ochoczo. – Tym razem w moim pokoju.  

– PrzecieŜ mieliśmy obejrzeć konia. Spojrzał na nią z niesmakiem.  

background image

– Jesteś niemoŜliwa. Nie chcesz wiedzieć, co mi się stało? Chodź na górę, to ci pokaŜę.  

– Muszę włoŜyć dŜinsy, jeśli mamy pojeździć.  

– MoŜemy pojeździć bez dŜinsów – zauwaŜył z uśmiechem.  

– Tylko dziewczyny z „Playboya” robią to nago.  

– Skąd wiesz? – zaniepokoił się Lemon.  

– Oglądam filmy.  

– Panno Gunther, pani naprawdę jest zadziwiająca! 

Przebrali się i poszli do stajni. Lemon wziął ze sobą pistolet.  

– Musisz go mieć? – zaniepokoiła się Renata.  

–  Lepiej  go  mieć  i  nie  potrzebować,  niŜ  potrzebować  i  nie  mieć.  W  tej  okolicy  zawsze 

mamy przy sobie broń. Nigdy nic nie wiadomo.  

– Mówisz, jakbyśmy Ŝyli w średniowieczu. PrzecieŜ teraz powinno juŜ być inaczej. Skąd 

się bierze tyle przemocy? Co się dzieje z tym krajem? 

– Wszędzie moŜna spotkać ludzi chciwych i bezwzględnych. Łamią wszelkie zasady. Nie 

chcą  się  uczyć  i  zdobywać  majątku  własną  pracą.  Interesuje  ich  tylko  łatwe  Ŝycie,  bez 

najmniejszego wysiłku.  

–  Tak,  wiem,  Ŝe  tak  jest  w  miastach.  Wielu  ludzi  trzyma  pistolety  w  domu  i  aucie.  Są 

napady. Myślałam, Ŝe tutaj, na wsi, wszystko jest inne.  

– śycie, obowiązki, walka o przetrwanie i współzawodnictwo są wszędzie. Chodźmy do 

koni. Opieka nad nimi to teŜ obowiązek.  

Renata  milczała.  Prawdziwy  świat  jest  taki  przeraŜający.  Kto  by  pomyślał,  Ŝe  taka 

cudowna okolica moŜe być niebezpieczna. ZauwaŜyła, Ŝe Lemon przez cały czas się rozgląda. 

Jakie będzie to ich wspólne Ŝycie? 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Lemon  i  Renata  szli  w  kierunku  stajni.  Z  radością  wdychali  świeŜe  letnie  powietrze 

Teksasu. Wiał leciutki, suchy wietrzyk.  

Klacz  dla  Renaty  była  juŜ  osiodłana,  bo  Lemon  telefonicznie  uprzedził  stajennych  o 

swoich planach.  

– Niech pani wsiada i rusza przed siebie. Ogier zaczyna się juŜ niecierpliwić – zwrócił się 

do Renaty Peanuts, ulubiony stajenny Lemona.  

Renata była dobrym jeźdźcem. W dzieciństwie jazda konna była dla niej formą ucieczki 

od gry w brydŜa z ciotką i jej zasuszonymi przyjaciółkami.  

Wsiadła  na  konia  pod  czujnym  okiem  wszystkich  stajennych,  obserwowanych  z  kolei 

przez bardzo przejętego i zdenerwowanego Lemona.  

Wyprowadziła konia z obejścia i ruszyła przed siebie.  

Dwaj  pracownicy  przyprowadzili  wtedy  ogiera.  Stojący  z  Hunterem  u  boku  Lemon 

zwrócił się do stajennych z nie skrywaną złością: 

– Dlaczego wy, do cholery, nigdy nie ujeŜdŜacie tego konia? – warknął.  

–  śeby  połamać  sobie  kości?  –  oburzył  się  Peanuts.  –  To  byłoby  samobójstwo.  Nie 

jesteśmy na tyle głupi, by wsiadać na to zwariowane zwierzę.  

Wszyscy stajenni trzymali się z daleka, kiedy Lemon wsiadał na ogiera.  

W towarzystwie Huntera Lemon ruszył przed siebie. Wybrał kierunek przeciwny do tego, 

w  którym  pojechała  Renata.  Ogier  musiał  się  porządnie  wybiegać,  by  stracić  nadmiar 

rozsadzającej  go  energii.  Koń  i  jeździec  byli  w  znakomitej  komitywie.  Lemon  podziwiał 

swego rumaka. Był to naprawdę znakomity wierzchowiec.  

Ogier i jego jeździec spotkali się z Renatą i jej klaczą. Niestety, klacz była akurat w swym 

szczególnym  okresie.  Ogier  chciał  ją  pokryć  i  Lemon  musiał  z  nim  ostro  walczyć.  Renata  i 

klacz  przyglądały  się  temu  przeraŜone.  W  pewnej  chwili  Lemon  krzyknął  do  Renaty,  by 

zsiadła z konia.  

Ogier był zdeterminowany.  

Hunter,  mądre  zwierzę,  stanął  między  ogierem  i  klaczą  i  zaczął  szczekać.  Wyglądał 

groźnie.  Ogier  spojrzał  na  niego  zdziwiony,  a  Renata  tymczasem  zdąŜyła  zsiąść  ze  swego 

konia.  

Potem pies zbliŜył się do ogiera i odwrócił jego uwagę na tyle, by i Lemon mógł zsiąść. 

Nie było czasu, by zdjąć choć jedno siodło. Lemon zresztą nawet tego nie próbował. Szybko 

podszedł do przeraŜonej Renaty.  

– Przepraszam... – zaczął.  

– Ale numer! 

Lemon roześmiał się i przytulił dziewczynę.  

Stajenni usłyszeli wrzawę i pędzili juŜ na pomoc. Ogier chwilowo się uspokoił, a Lemon 

wciąŜ obejmował Renatę.  

Jeden  ze  stajennych  poprawił  siodło  ogierowi,  a  inny  rozsiodłał  rozbrykaną  klacz. 

background image

Przyprowadzili ze sobą wałacha i pomogli Renacie go dosiąść.  

–  Trzeba  mi  było  powiedzieć,  Ŝe  z  tą  klaczą  jest  coś  nie  tak  –  rzekł,  z  trudem  nad  sobą 

panując, Lemon.  

–  Jak  Boga  kocham,  Lemon,  nie  miałem  pojęcia,  Ŝe  wybieracie  się  na  wspólną 

przejaŜdŜkę.  Myślałem,  Ŝe  pani  pojechała  sama.  Tej  klaczy  musiało  się  to  dopiero  zacząć. 

RóŜne rzeczy moŜna o mnie powiedzieć, ale na pewno nie skrzywdziłbym Ŝadnej damy.  

Co do tego Lemon nie miał najmniejszych wątpliwości.  

– Jakie to typowe, Ŝe ukaraliście klacz, podczas gdy winien był tylko ogier – zauwaŜyła 

Renata, kiedy jej konia odprowadzono do stajni.  

– Ale przynajmniej źrebię będzie rasowe – uśmiechnął się Lemon.  

Jechali obok siebie. Lemon na zaspokojonym ogierze, Renata na spokojnym i łatwym do 

prowadzenia wałachu.  

– Jestem naprawdę wściekły, Ŝe naraŜono cię na niebezpieczeństwo, ale rozumiem mego 

ogiera  –  rzekł  w  pewnej  chwili  Lemon  do  Renaty.  –  Kiedy  patrzę  na  ciebie,  rozumiem,  co 

czuł na widok tej klaczy.  

– Ty jednak lepiej nad sobą panujesz.  

Lemon odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem.  

–  Mam  nadzieję,  Ŝe  nigdy  się  nie  dowiesz,  jak  trudno  mi  się  czasem  opanować  – 

powiedział, kiedy juŜ przestał się śmiać.  

Renata uniosła jedną brew i przyjrzała mu się uwaŜnie.  

– Mnie teŜ.  

Odbyli bardzo długą przejaŜdŜkę. Rozmawiali i śmiali się. Ich konie z zainteresowaniem 

rozglądały się dokoła i teŜ rozmawiały ze sobą – podrzucając głowy, prychając i parskając.  

– Dobry z ciebie jeździec – rzekł Lemon do Renaty.  

–  Dziękuję.  –  Renata  uśmiechnęła  się  i  spojrzała  na  niego.  –  W  dzieciństwie  duŜo 

jeździłam, Ŝeby uniknąć choć kilku spotkań brydŜowych mojej ciotki.  

–  W  brydŜa  teŜ  grasz  znakomicie.  Jedyny  problem  w  tym,  Ŝe  kręcisz  się  na  krześle, 

oblizujesz usta, przygryzasz wargę, poprawiasz włosy i doprowadzasz mnie do szaleństwa.  

– Gra w brydŜa cię podnieca? 

– Twoje zachowanie mnie podnieca.  

– To było dla mnie bardzo waŜne, Ŝe zaufałeś mi, kiedy robiłam wielkiego szlema i wcale 

się nie wtrącałeś – powiedziała całkiem powaŜnie. – Czułam się naprawdę doceniona.  

Jak mógł jej powiedzieć, Ŝe było mu wszystko jedno, czy wygra, czy nie? 

– JuŜ ci mówiłem, Ŝe jesteś znakomitą brydŜystką. Świetnie teŜ jeździsz konno.  

Uśmiechnęła się do niego, uniosła twarz i odetchnęła głęboko.  

– Jak to wspaniale móc tak obcować z koniem. Gdzieś na polach, z dala od wszystkiego. 

W  parku  ciotki  niewiele  było  miejsca.  Galop  nie  wchodził  w  grę.  Czasem  mogliśmy 

pokłusować. Konie ciotki teŜ na pewno bardzo się nudziły. One teŜ lubiły przygody.  

– Tak – mruknął ze zrozumieniem Lemon.  

– Widzę, Ŝe nie jest to zwykła przejaŜdŜka. Dokąd jedziemy? 

Nawet sienie zdziwił, Ŝe to zauwaŜyła.  

background image

–  Muszę  sprawdzić,  czy  obora,  w  której  niedługo  będziemy  kryli  nasze  bydło,  jest  juŜ 

gotowa,  i  czy  dość  tam  wody.  Wkrótce  chcemy  przenieść  do  niej  całe  stado.  Od  pewnego 

czasu  ziemia  leŜy  tam  odłogiem.  To  nasz  specjalny  eksperyment,  pod  ścisłym  nadzorem 

zarządcy.  Parę  lat  temu  zwieźliśmy  tam  kilka  wagonów  specjalnego  szlamu  ściekowego. 

Zmieszaliśmy  go  z  tą  jałową  ziemią  i  nasionami  bardzo  dobrej  gatunkowo  trawy.  Nawozu 

zwierzęcego  uŜywa  się  wszędzie  i  od  dawna,  na  Dalekim  Wschodzie  zaś  stosują  nawóz 

ludzki. Nie przetwarza się go i co chwila wybuchają jakieś epidemie.  

Jak wszyscy wiedzą, odpady to powaŜny problem wszystkich miast. Zanieczyszczone są 

rzeki i nawet oceany, ale jeśli uda nam się te odpady przetworzyć, mogą się stać znakomitym 

nawozem.  

Szlamowanie  to  najnowszy  eksperyment.  Metodę  tę  stosuje  się  juŜ  w  kilku 

gospodarstwach.  Na  początku  tylko  w  miejscach  wypasu  bydła.  Niektórzy  farmerzy  tylko 

pokryli glebę szlamem, bez mieszania jej z gruntem. My zmieszaliśmy, choć było to droŜsze 

rozwiązanie.  Jeśli  plan  się  powiedzie  i  nie  będzie  Ŝadnych  skutków  ubocznych,  rolnicy  i 

hodowcy bydła rozwiąŜą wszystkie problemy miast. Na razie nie uprawiamy na tym szlamie 

niczego przeznaczonego na sprzedaŜ, wypasamy tylko bydło.  

Byli juŜ prawie na szczycie wzgórza. Hunter dotarł tam pierwszy i rozejrzał się dokoła. W 

dole rozciągało się ogromne morze trawy. Lemon i Renata zatrzymali konie i patrzyli na nie z 

zachwytem.  

– Czy jest tu jakiś system irygacyjny? – spytała Renata.  

–  Nie.  To  teŜ  część  eksperymentu.  Gatunki  traw,  które  tu  zasialiśmy,  dobrze  rosną  na 

tutejszej jałowej ziemi.  

– Popatrz, jaka róŜnica! – Renata była pod ogromnym wraŜeniem.  

– Tak bujna trawa porastała tę okolicę trzysta lat temu, kiedy przybyli tu moi przodkowie. 

Człowiek z chciwości wszystko niszczy, nie robiąc Ŝadnych planów, nie myśląc o przyszłości. 

Przypomnij  sobie  te  straszne  zniszczenia,  jakich  dokonali  poszukiwacze  złota  w  zachodnich 

stanach. Tamtejsza ziemia juŜ pewnie nigdy nie będzie rodzić.  

Zawsze  nam  się  wydawało,  Ŝe  ziemia  jest  niezniszczalna.  Na  świecie  Ŝyje  jednak  zbyt 

wielu ludzi. Jesteśmy o  krok od zniszczenia naszej planety. To byłby cud, gdyby udało nam 

się  uŜyźnić  glebę  dzięki  pozostawianym  przez  nas  odpadom.  Gdyby  wszystko  dało  się 

wykorzystywać ponownie.  

– Czaszki rozkładają się najdłuŜej – powiedziała w zamyśleniu Renata.  

Spojrzał na nią jak na urocze zjawisko, które takŜe zniszczy upływ czasu. Ból, jaki poczuł 

w sercu, zaskoczył go. Czy naprawdę ją kocha? Tak szybko? Tak bardzo? 

Dwie  ludzkie  istoty,  które  w  całym  czasie  trwania  tego  świata  pojawiły  się  tylko  na 

ułamek  sekundy,  zeszły  z  koni  i  prowadząc  je  za  uzdy,  wolno  spacerowały  po  bujnej, 

szmaragdowej  trawie.  Konie,  choć  przecieŜ  nie  głodne,  poskubywały  z  przyjemnością 

soczyste źdźbła i z zachwytem rozglądały się dokoła.  

Lemon przykucnął, wyrwał garść trawy i uwaŜnie przyglądał się korzeniom.  

– AŜ trudno uwierzyć! To cud! Mieliśmy jednak sprzyjającą pogodę. Boję się, co będzie, 

kiedy przyjdzie prawdziwa susza.  

background image

–  Jeśli  w  ziemi  zgromadzi  się  dość  wilgoci,  wszystko  będzie  dobrze  –  pocieszyła  go 

Renata. – Trawa jest silna, przetrwa i suszę.  

Uśmiechnął się, słysząc to zapewnienie.  

– Taak – przyznał jej rację.  

–  Kiedyś  moja  ciotka  skorzystała  z  oferty  pewnej  przetwórni,  która  za  darmo  pozwoliła 

zabrać  swoje  odpady.  Miałam  wtedy  jakieś  dziewięć,  dziesięć  lat.  Powiedzieli,  Ŝeby 

wykorzystać  je  tylko  pod  trawę  lub  kwiaty,  broń  BoŜe  pod  warzywa.  Wzięłyśmy  kilka 

pełnych koszy. Ku zdziwieniu ciotki wyhodowałyśmy marihuanę! Jej nasiona były juŜ w tej 

ziemi.  Moja  ciotka  myślała,  Ŝe  to  jakieś  chwasty,  ale  kiedy  zajrzałyśmy  do  atlasu  roślin, 

okazało się, Ŝe to marihuana! 

– Zjawili się w waszym ogrodzie jacyś dziwni goście? 

– Nie zdąŜyli. Ciotka wszystko zniszczyła. Spaliła w kominku.  

– A ptaki? Czy zachowywały się dziwnie? Renata spojrzała na chmury i uśmiechnęła się.  

–  Nie  przypominam  sobie  –  odparła.  –  Nie  znam  się  przecieŜ  na  zachowaniu  ptaków  – 

dodała.  

Wtedy roześmiał się Lemon.  

Ziemia  była  porowata  i  sucha,  nie  zostawiła  więc  śladów  na  ich  butach.  Wsiedli  z 

powrotem  na  konie  i  przejechali  jeszcze  kawałek.  Na  szczycie  wzgórza  znowu  przystanęli  i 

podziwiali rozciągający się przed nimi cudowny widok.  

– Mam nadzieję, Ŝe eksperyment się uda – powiedziała Renata. – Lubię, jak coś się udaje.  

– Taak. Musimy jeszcze zajrzeć do nowej stajni i obejrzeć studnię – przypomniał.  

Nie protestowała, więc wskazał jej drogę i wolno ruszyli w tym kierunku.  

Konie  były  bardzo  zainteresowane  tym,  co  się  dzieje.  Pies  biegł  przed  nimi.  Co  chwila 

oglądał  się  i  sprawdzał,  czy  Renata  i  Lemon  za  nim  jadą.  Biegał,  poszczekiwał,  wyraźnie 

cieszył się zabawą na świeŜym powietrzu, z dala od ludzkich siedzib.  

Jechali teraz wzdłuŜ jakiegoś płotu. Zgromadzone za nim konie przyglądały się jeźdźcom 

z zainteresowaniem, choć trzymały się z daleka. Wołały coś do nadjeŜdŜających kolegów, ale 

ci milczeli, strzygąc tylko uszami.  

Nagle ogier Lemona powiedział coś niegrzecznego do stojącego za ogrodzeniem rumaka. 

Ten  przechylił  głowę,  chyba  z  rozbawieniem,  i  coś  mu  odpowiedział.  Lemon  miał  znowu 

okazję pokazać Renacie, jak dobrze panuje nad swoim wierzchowcem.  

– Lepiej się nie zbliŜaj – rzekł jednak.  

Walka między ogierem i Lemonem trwała dość długo. Koń tańczył i próbował pozbyć się 

jeźdźca. PoniewaŜ w pobliŜu była Renata, Lemon w swojej z nim rozmowie bardzo liczył się 

ze słowami.  

Biegający wolno za ogrodzeniem koń cały czas towarzyszył im po drugiej stronie płotu i 

zaczepiał  ogiera.  Ten  był  oczywiście  wściekły,  więc  kiedy  dotarli  do  końca  ogrodzenia, 

Lemon był spocony i wykończony.  

Ogier  próbował  nawet  zawrócić,  ale  Lemon  zdecydowanie  prowadził  go  w  kierunku 

baraku.  

Dopiero  kiedy  wjechali  za  wzgórze  i  konie  zza  ogrodzenia  zniknęły  im  z  oczu,  ogier 

background image

trochę się uspokoił. Lemon miał ochotę udusić go gołymi rękami.  

Oczywiście to, Ŝe martwy koń nie byłby do niczego przydatny i Lemon musiałby pokonać 

taki  szmat  drogi  piechotą,  takŜe  nie  było  bez  znaczenia.  Kilkukilometrowy  spacer  w 

kowbojskich butach zniechęciłby kaŜdego do myśli o zemście nawet na najdzikszym koniu.  

Za  barakiem  był  wiatrak  i  staw.  TuŜ  obok  bocznica  kolejowa  z  pochylnią  i  obory, 

rozstawione jednak tak przemyślnie, Ŝe nikt nie mógł dostać się tam niepostrzeŜenie.  

Za barakiem była stajnia i, w odpowiedniej odległości od stawu, sławojka.  

– Popływajmy – zaproponował Lemon, zdejmując siodło z ogiera. – Ten staw jest równie 

dobry jak ten przy domu.  

Renata spojrzała na mulisty brzeg i nie okazała szczególnego entuzjazmu. Powoli jednak 

rozsiodłała swego wałacha.  

– Musimy wymoczyć w zimnej wodzie nasze ciała po szaleństwach minionej nocy – rzekł 

Lemon, wieszając siodło na płocie.  

Renata rozwiesiła obok końskie derki, by wyschły i wywietrzyły się.  

– Moje ciało nie potrzebuje ochłody – powiedziała.  

– Typowa egoistka.  

Lemon  aŜ  pokręcił  głową  z  niedowierzaniem.  Wziął  siodło  Renaty  i  teŜ  powiesił  je  na 

płocie.  

Chwycili konie za uzdy i zaprowadzili do niewielkiej, ocienionej drzewami zagrody.  

Lemon przyniósł zwierzętom porcję świeŜego siana i napełnił wodą koryto.  

Kiedy skończył, wsunął ręce do kieszeni dŜinsów i spojrzał na Renatę.  

– Zdejmij ubranie i pozwól mi ocenić, czy potrzebuje ochłody – powiedział.  

– Mam... się... rozebrać w biały dzień? 

– Tak.  

– To trochę nierozwaŜne robić coś takiego, kiedy w pobliŜu nie ma nikogo.  

Lemon był co najmniej zdziwiony.  

– Potrzebna ci publiczność? 

–  Rozbieranie  wydaje  mi  się  dość  ryzykowne.  ZauwaŜyłam,  Ŝe  nagie  kobiety  bardzo  na 

ciebie działają. Ubrane zresztą teŜ.  

Lemon, jak zwykle, był bardzo przekonujący.  

– Mam tu pewne zabezpieczenie – rzekł. – Tym razem nie jest zwyczajne. Zielone.  

–  Zielone  –  powtórzyła  Renata,  z  trudem  powstrzymując  śmiech.  –  Słyszałam,  Ŝe 

produkują takŜe gumy w kropki.  

Lemon skinął głową.  

– I w paski, Ŝeby wielcy faceci wydawali się mniejsi.  

– Fiuuu – gwizdnęła z podziwem.  

– MęŜczyźni teŜ bywają subtelni.  

– Tak? Kiedy? 

– Kiedy jest to konieczne – odparł z przekonaniem.  

– Zielone prezerwatywy nie są szczególnie subtelne – zauwaŜyła.  

–  Wiesz,  innych  akurat  nie  było.  Wypróbujemy  je  i  wyślemy  firmie  naszą  opinię. 

background image

Napiszemy,  czy  taki  kolor  bardziej  podnieca,  czy  nie.  Zrobimy  to  anonimowo.  Nie  musimy 

podawać naszych nazwisk.  

– No, moŜe jeśli zamknę oczy – powiedziała po chwili namysłu Renata.  

– Ja będę miał otwarte. Poprzednio za kaŜdym razem atakowałaś mnie tak szybko, Ŝe nie 

miałem  okazji  sprawdzić,  czy  jesteś  odpowiednio  zbudowana.  I  czy  naprawdę  jesteś  z  tej 

planety. Wiesz, Ŝe mam pewne podejrzenia? 

– Nie.  

Renata wzruszyła ramionami i czekała na wyjaśnienie.  

– Pamiętasz, Ŝe po naszej nocnej kąpieli w stawie zapytałem, z jakiej pochodzisz planety? 

– Powiedziałam ci, Ŝe z Ziemi. Lemon przecząco pokręcił głową.  

–  Ale  moŜe  chciałaś  mnie  nabrać,  przekonać,  Ŝe  jesteś  zwyczajnym  człowiekiem,  a  nie 

istotą z innej planety.  

– Pewnie. To była pierwsza lekcja.  

– No, właśnie! Wiedziałem! PokaŜ mi, jak wy się tam, skąd pochodzisz, całujecie.  

Wyciągnęła ku niemu ręce.  

Oboje byli spoceni i przesiąknięci końskim zapachem. Nawet tego nie zauwaŜyli. Weszli 

do  stajni,  rozbierając  się  po  drodze.  LeŜące  na  ziemi  części  ich  garderoby  znaczyły  drogę, 

jaką przebyli.  

Renata  nawet  nie  zwróciła  uwagi,  Ŝe  na  sianie  nie  ma  Ŝadnego  przykrycia.  W  ostatniej 

chwili Lemon wsunął pod nią swą koszulę.  

– AleŜ z ciebie zwierzątko – rzekł z uśmiechem.  

– Znowu jestem pod spodem – zauwaŜyła.  

– Tak. Byłaś szybsza i oczywiście zajęłaś najlepsze miejsce.  

Renata szeroko otworzyła oczy.  

– Wolisz być pod spodem? 

– A jak myślisz? Cały czas o to walczę, Ŝebyś pozwoliła mi leŜeć pod sobą.  

Renata zaczęła wić się i kręcić.  

– O co chodzi? – spytał Lemon. Był zaniepokojony. Wypuścił ją nawet z objęć. – Nic ci 

nie jest? 

– Zgadzam się. Mogę leŜeć na tobie – uśmiechnęła się przebiegle.  

– Ratujcie mnie – szepnął. – Ratujcie mnie przed tą nienasyconą, dziką kobietą.  

–  Nikogo  tu  nie  ma.  Jesteś  w  moich  rękach.  Nikt  ci  nie  pomoŜe.  PołóŜ  się  płasko. 

Nareszcie  cię  mam.  Przyszedłeś  tu,  niczego  się  nie  spodziewając.  Nie  wiedziałeś,  Ŝe 

będziemy tu tylko we dwoje i nikt cię nie uratuje. Jesteś tu sam, tylko ze mną.  

– Ratunku. Pomocy – jęczał Lemon i zasłonił sobie... pierś.  

Renata wybuchnęła śmiechem. AŜ musiała usiąść, Ŝeby się opanować.  

– Kiepski z ciebie aktor – zauwaŜyła.  

–  KaŜde  twoje  Ŝyczenie  jest  dla  mnie  rozkazem.  Nie  krępuj  się.  Zaspokój  swoje  Ŝądze. 

Nie. Nie tutaj. NiŜej. Jeszcze... trochę... niŜej. Taak. Tutaj...  

Całe  powietrze  opuściło  jego  płuca.  Wciągał  je  potem  z  powrotem,  wolniutko,  wydając 

gamę najrozmaitszych dźwięków.  

background image

DrŜał,  wił  się,  kręcił,  pojękiwał  i  śmiał  się.  Jego  oczy  wpatrywały  się  w  Renatę  z 

uwielbieniem, a ręce dotykały, ściskały to i owo, muskały i pocierały.  

Próbowała włoŜyć mu prezerwatywę, więc niemal natychmiast musieli wziąć drugą.  

–  Gdybyś  pozwoliła  mnie  samemu  to  zrobić,  mielibyśmy  jeszcze  jedną  w  zapasie  – 

powiedział.  

Renata spuściła oczy.  

– Mam jeszcze dwie – powiedziała odwaŜnie. Lemon udał, Ŝe mdleje.  

– Zemdlałeś? Ale przecieŜ wcale nie zbladłeś. To przez tę prezerwatywę tak się wydaje. 

Pod nią jesteś zupełnie taki sam, róŜowiutki.  

– Bogu dzięki. Pamiętasz, Ŝe wczoraj pod prysznicem odpadł mi członek? 

–  Pamiętam  –  odparła  uspokajająco.  –  Ale  widzę,  Ŝe  udało  się  go  przymocować. 

Wszystko będzie w porządku. Mogę ci to udowodnić.  

– Ale ostroŜnie, dobrze? 

– Chętnie, tylko się tak nie spiesz. Pozwól mi to zrobić samej! 

– Ociągasz się – poskarŜył się.  

– Wcale nie! Dam sobie radę! 

– Powinniśmy wrócić do domu przed zmierzchem.  

– Dlaczego? 

– Muszę poŜegnać gości. Renata znalazła wyjście.  

– Jest tam John i Margot – przypomniała.  

Lemon znieruchomiał. Na jego twarzy pojawił się pełen zadowolenia uśmiech.  

– Taak.  

Poprawił się na tym niby posłaniu i uniósł lekko biodra, unosząc tym samym i Renatę.  

– Czyń swoją powinność. Renata z ochotą wykonała rozkaz.  

Zielona prezerwatywa wcale jej w tym nie przeszkodziła.  

 

Kochankowie wyszli na dwór i kąpali się  w stawie. Wbrew temu, co mówił  Lemon, nie 

było  w  nim  Ŝadnych  aligatorów.  Renata  dokładnie  to  sprawdziła.  Pływała,  ale  zachowywała 

ostroŜność. Hunter teŜ na wszelki wypadek cały czas obserwował brzeg.  

Kiedy zobaczyła, Ŝe Lemon nawet nurkuje, prawie zupełnie się uspokoiła.  

– MęŜczyźni są dziwni – powiedziała, kiedy spotkali się pośrodku stawu.  

– Bo noszą zielone prezerwatywy? 

– Nie, to, jak się okazało, nie jest problemem. Czy inni męŜczyźni są do ciebie podobni? 

– Znam lepiej zbudowanych facetów – odparł skromnie, choć wcale tak nie było.  

Renata oczywiście nie dała się nabrać.  

–  Jeśli  mogę  sądzić  po  tobie,  męŜczyźni  są  naprawdę  dziwni.  Zupełnie  inaczej  myślą. 

Współzawodnictwo jest dla nich najwaŜniejsze. Ciągle coś kombinują, spiskują, planują. I są 

cudownymi zabawkami.  

– To prawda, Ŝe lubimy kolekcjonować róŜne mechanizmy. Rzeczy. Kobiety.  

–  Nie  mówiłam,  Ŝe  zbieracie  zabawki.  Powiedziałam,  Ŝe  to  wy  jesteście  zabawkami. 

KaŜdy męŜczyzna to zabawka.  

background image

Lemon był oburzony.  

–  PrzecieŜ  to  my  rządzimy  całym  tym  kramem!  Co  masz  na  myśli,  nazywając  nas 

zabawkami? 

– śe my, kobiety, się wami bawimy.  

– To ciekawe. Wydaje mi się, Ŝe większość męŜczyzn chętnie pozwala kobietom się sobą 

bawić.  

– Pozwala? Czy ściągnąłeś mnie tutaj, Ŝeby mi na to pozwolić? 

Lemon poczuł się uraŜony takimi niedorzecznymi podejrzeniami.  

–  Nie.  Myślałem,  Ŝe  moŜe...  zainteresuje  cię  wyhodowana  przez  nas  trawa  i  sposób 

wykorzystania odpadów. Miałem nadzieję, Ŝe będziesz się dobrze bawiła.  

– Odpady nigdy nie wydawały mi się szczególnie interesujące.  

–  Nigdy  nie  byłaś  na  plaŜy,  którą  trzeba  było  zamknąć,  bo  prądy  morskie  przynoszą  na 

nią jakieś świństwa – rzekł zagniewany.  

–  To  prawda.  Widziałam  kilka  programów  telewizyjnych  poświęconych  ekologii. 

Pokazywali  róŜne  przepiękne,  czasem  nawet  dzikie  zakątki  świata  i  nagle  –  śmietnisko.  To 

niesamowite, ile śmieci ludzie potrafią po sobie zostawić.  

–  Masz  rację.  Dlatego  sądzę,  Ŝe  powinniśmy  produkować  rzeczy,  które  łatwo  się 

rozkładają.  Telewizory,  auta,  miksery,  gazety.  Wszystko.  Chciałem  teŜ  pokazać  ci  naszą 

bocznicę kolejową.  

– A więc nie chodziło ci o to, Ŝeby wymknąć się z domu i uprawiać ze mną seks? 

– O to teŜ! – przyznał. – Popatrz, jak mnie wykończyłaś. W środku jestem zupełnie pusty. 

Unoszę się jak balon.  

PołoŜył się na wodzie i leŜał nieruchomo.  

Renata roześmiała się i próbowała go utopić. Lemon bronił się, ale ostroŜnie. Nie chciał 

zrobić jej krzywdy. Bawił się z nią, przytulał, pieścił najintymniejsze miejsca jej ciała – pod 

wodą. Był odwaŜny, bezceremonialny i zmysłowy, ale bardzo ostroŜny.  

Renata była tego świadoma.  

Kiedy  w  końcu  wykończeni  wyszli  z  wody  i  nadzy  jak  Adam  i  Ewa  poszli  po  ubrania, 

okazało się, Ŝe Lemon ma w przytroczonej do siodła torbie jedzenie.  

– A więc od początku wiedziałeś, Ŝe spędzimy tu cały dzień – powiedziała.  

Lemon uśmiechnął się.  

– ZauwaŜyłem te rzeczy dopiero wówczas, kiedy zdejmowałem siodło z konia. Chłopcy 

po prostu, siodłając konie, automatycznie  wkładają do toreb jedzenie. Jedzenie i pojemnik z 

wodą.  Facet  nigdy  nie  wie,  kiedy  na  jego  drodze  pojawi  się  jakaś  syrena  i  zwabi  go  na 

pustkowie. Musi się ubezpieczyć.  

Renata  leŜała  na  sianie  w  samej  tylko  koszuli.  Włosy  jej  schły  i  skręcały  się  w 

pierścionki. Była naprawdę wyjątkowa.  

– Te ogromne kanapki są zupełnie niepodobne do tych cudeniek, które w piątek podano 

brydŜystom – zauwaŜyła, przełykając kęs chleba.  

– Miałem nadzieję, Ŝe w piątek oprócz mnie niczego nie widziałaś.  

– Widziałam. Jestem praktyczna, prozaiczna, odporna na pokusy i...  

background image

– Tego ostatniego nie byłbym taki pewien. Cały weekend cięŜko nad tobą pracowałem i 

chyba mi się udało.  

–  Nikt  ci  nie  uwierzy,  nawet  wówczas,  jeśli  zobaczy  nas  razem.  Wyglądam  na  zupełnie 

czystą i niewinną. Czego o tobie powiedzieć nie moŜna.  

–  Obiecuję,  Ŝe  opowiem  o  tym  naszym  dzieciom,  choć  pewnie  będę  miał  na  to  wielką 

ochotę.  

– Myślałam, Ŝe za kaŜdym razem miałeś prezerwatywę.  

–  Owszem.  Ale  chcę,  Ŝebyś  została  tu  jeszcze  przez  jakiś  czas,  abyśmy  mogli  się 

przekonać, czy to, co jest między nami, jest naprawdę tak powaŜne, jak mi się wydaje.  

Patrzył na nią, uśmiechał się lekko, ale mówił z przekonaniem.  

– Chyba nie pozwolę ci odejść – dodał.  

–  Rozumiem  cię,  bo  ja  czuję  to  samo.  Zostanę  z tobą.  Powinniśmy  jednak  spać  osobno, 

zobaczyć, czy to, co nas łączy, to tylko seks, czy teŜ prawdziwe uczucie.  

– My nie uprawiamy seksu, tylko miłość – poprawił ją Lemon.  

– Specjalnie uŜyłam słów, które pomogą nam spojrzeć na całą rzecz z dystansu.  

Ubrali się w końcu i wrócili po konie. Lemon osiodłał je i wyprowadził z zagrody.  

Jeźdźcy dosiedli swoich rumaków i jeszcze raz rozejrzeli się wokoło. Zawołali Huntera i 

z pewnym Ŝalem ruszyli ku domowi.  

Zmierzchało.  Większość  gości  juŜ  wyjechała,  ale  nie  Theo.  Wyszedł  przed  dom  wraz  z 

Johnem  i  Margot.  Nie  był  jednak  ślepy  i  od  razu  zauwaŜył,  co  jest  między  Lemonem  i  tą 

cudowną Renatą. Było to aŜ nadto jasne.  

PoŜegnał się więc, choć nie bez pewnego Ŝalu.  

–  Dziękuję  wam  za  zastępstwo  –  zwrócił  się  Lemon  do  kucharki  i  Dana  po  odjeździe 

ostatniego gościa. – Graliście znakomicie. Jestem z was dumny.  

–  Dzwonili  z  CNN  –  rzekł  nagle  John,  patrząc  na  odchodzącą  parę.  –  Chcieli  wiedzieć, 

czy naprawdę jesteś spłukany.  

– Ted dzwonił? 

– Tak – odparła Margot. – Pytał, czy chcesz osobiście przedstawić swoją sytuację.  

– To bardzo ładnie z jego strony. AŜ trudno mi w to uwierzyć.  

– W swoich programach gospodarczych zawsze stosują tę zasadę.  

– No to zrób to, John. Wystąp przed kamerami i wszystko wyjaśnij.  

– To znaczy? 

–  No,  wiesz  –  Ŝe  jesteśmy  wypłacalni.  Ci,  którzy  w  to  wątpią,  powinni  poczekać  do 

półrocznego  sprawozdania.  śe  wszystko  jest  w  najlepszym  porządku.  I  choć  są  tacy,  którzy 

wyprzedają  swoje  akcje,  inni  powinni  je  kupować,  bo  to  dobra  inwestycja,  która  na  pewno 

przyniesie zyski.  

–  Nie  musisz  mi  tego  mówić.  Ale  moim  zdaniem  to  ty,  Lemon  Covington,  powinieneś 

wystąpić przed kamerami.  

–  PrzecieŜ  to  znakomita  okazja,  Ŝeby  zdobyć  popularność  –  przekonywał  Lemon.  – 

Dostaniesz mnóstwo propozycji i będziesz mógł Ŝądać ode mnie podwyŜki.  

John słuchał cierpliwie.  

background image

–  Naprawdę  jesteś  w  tym  dobry  –  mówił  dalej  Lemon.  –  Jesteś  moim  doradcą 

finansowym. Zrób to. WłóŜ granatowy...  

–  Garnitur,  białą  koszulę  i  czerwony  krawat  –  przerwał  mu  John.  –  Wiem,  wiem. Jesteś 

pewien, Ŝe nie chcesz tego zrobić osobiście? 

Lemon uśmiechnął się.  

– Jestem skromnym, nieśmiałym człowiekiem. Nie potrzebuję reklamy. Wystąp w moim 

imieniu.  Weź  ze  sobą  Margot.  Usiądzie  obok  i  będzie  patrzeć  z  zachwytem,  jak  się 

popisujesz.  

–  Pamiętaj,  kiedy  następnym  razem  będziesz  chciał  się  pozbyć  jakiejś  natrętnej  kobiety, 

wybierz inny sposób – poradził mu jeszcze raz John.  

– Przypuszczam, Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie będę miał tego problemu – odparł z uśmiechem 

Lemon.  

–  CóŜ  za  głupota  –  zwróciła  się  do  Johna  Margot.  –  Taki  męŜczyzna  jak  on  nigdy  nie 

uwolni się od kobiet.  

– Zobaczymy – odparł Lemon i uśmiechnął się do Renaty.  

– JuŜ? – Margot znowu zwróciła się do Johna.  

– Nam wystarczył jeden wieczór w bibliotece.  

– W tym domu musi być jakaś szczególna atmosfera.  

–  Moglibyśmy  zaprosić  kilka  zupełnie  nie  pasujących  do  siebie  par  i  sprawdzić  jego 

magiczne właściwości.  

– Czy jesteś pewien, Ŝe chcesz, by reprezentował cię taki ktoś? – zwróciła się do Lemona 

Margot.  

– Ty nie masz magisterium. To musi być on.  

 

John  pojechał  do  miasta,  spotkał  się  z  ekipą  CNN  i  nagrał  program.  Miał  na  sobie 

granatowy garnitur, białą koszulę i czerwony krawat.  

Powiedział  wszystko,  co  naleŜało.  Wszystko,  co  sugerował  Lemon.  Wspomniał  teŜ,  Ŝe 

posiadacze akcji firmy Lemona nie powinni wpadać w panikę.  

–  Zbadaliśmy  wyniki  finansowe  firmy  w  ostatnich  trzech  miesiącach  i  wszystko  jest  w 

najlepszym porządku. Jedne akcje przynoszą większe zyski, inne mniejsze. Na dłuŜszą metę 

wszystko się wyrówna. Nasze akcje naprawdę warto kupować.  

 

Następne dni były równie cudowne. Renacie nie udało się przekonać Lemona, Ŝe powinni 

sypiać w oddzielnych łóŜkach. Nikt i nic nie zakłócało idylli.  

 

Wakacje  pracowników  się  skończyły  i  robotnicy  jeden  po  drugim  zaczęli  wracać.  I  to  z 

ochotą do pracy, co najlepiej świadczyło, jakim idealnym szefem był Lemon.  

Wrócił teŜ Clint Terrell.  

–  A  więc  jesteś  cały  i  zdrowy  –  powitał  go  z  radością  Lemon.  –  Jak  było?  Usiądź  i 

opowiedz mi o wszystkim. To jest Renata Gunthef, moja dziewczyna.  

–  O,  kurczę,  więc  ón  był  szybszy.  Nigdy  sobie  tego  nie  daruję  –  uśmiechnął  się  do 

background image

Renaty-Clint.  

– Nie zwracaj na niego, uwagi. Od takich jak on lepiej się trzymać z daleka – ostrzegł ją 

Lemon.  

Nagle w drzwiach pokoju stanął Hunter. Spojrzał na Clinta i szczeknął – tylko jeden raz, 

ale głośno i nagląco.  

– Ej, stary, w domu się tak nie szczeka – rzekł Clint. – Milczeć.  

Pies podszedł do niego i zawył. Brzmiało to prawie jak płacz.  

– Zgubiłeś się? 

Pies wsunął pysk pomiędzy dłonie męŜczyzny i spojrzał mu w twarz.  

–  Brat  Johna  znalazł  go  gdzieś  na  bezludziu.  Zwierzę  włóczyło  się  tam  od  dłuŜszego 

czasu. Przez cały czas wyraźnie kogoś szuka.  

–  Jest  bardzo  podobny  do  szczeniaka,  którego  miał  mój  kuzyn.  Charlie  zginął  trzy  lata 

temu  w  wypadku  samochodowym.  Psa  nigdy  nie  odnaleźliśmy.  Myślicie,  Ŝe  to  moŜe  być 

Leo? 

Na dźwięk swego imienia pies szczeknął radośnie i machnął ogonem.  

W oczach Clinta pojawiły się łzy.  

– Leo – szepnął. – Mój BoŜe. Leo. Znów jesteś z nami. Szkoda tylko, Ŝe Charlie nigdy nie 

wróci.  

Pies znowu zaszczekał.  

– To naprawdę Leo!