background image

Ryszard Kurylczyk 
Niezłomny z Nazaretu 

background image

Hora prima 
Sam powiedz, Poncjuszu Piłacie, czy mogę ot tak wprost napisać do Tyberiusza: „Proku-

rator  Judei  zasługuje  na  to,  by  pobierać  więcej  niż  sześćdziesiąt  tysięcy  sestercji  rocznie"? 
Czymże dla cezara jest ta prowincja? Co z niej ma - poza kłopotami? Zresztą, kim ty, Poncju-
szu Piłacie, jesteś dla cezara?! 

Mój  raport  dokonanego  przeglądu  prowincji  podległych  syryjskiemu  namiestnikowi 

mówił będzie, jak się za chwilę o tym przekonasz, i o tobie, ale - na Jowisza - nic o należnych 
ci pieniądzach! Wprawdzie raport swój oddaję bezpośrednio Tyberiuszowi, ale wcześniej czy 
później  trafi  on  do  Sejana,  który  ustala  wysokość  należności  dla  namiestników  i 
prokuratorów,  stąd  wzmianka  o  podwyżce,.  zamiast  pomóc,  mogłaby  zaszkodzić  i  tobie,  i 
mnie!  Bo  i  cóż  takie  napomknięcie  mogłoby  oznaczać  ?  Ano  tylko  jedno:  że  Sejan  cię  nie 
docenia  i  ustalił  ci  niewłaściwą  zapłatę.  Mnie  by  on  takiej  uwagi  nie  darował,  a  ciebie 
najpewniej nakazałby skreślić z grona prokuratorów. Wierzaj  mi, przyjacielu, że Tyberiusz, 
od  kiedy  usunął  się  z  Rzymu  w  zacisze  kapryjskiego  pałacu,  czyta  niezwykle  uważnie 
wszystkie  raporty,  zaś  uwagi  na  nich  jego  ręką  sporządzane  przeznaczone  są  wyłącznie  dla 
Sejana,  który  dzięki  temu  rzeczywistą  sprawuje  władzę  nie  tylko  w  Rzymie,  ale  i  całym 
imperium. 

Wracając zaś do treści mego raportu dla Tyberiusza. Jak pomnisz, skończyłem na tym, że 

Herod Antypas nie dość że czerpie wysokie korzyści z podległych mu krain, to i z Rzymu - za 
sprawą  swego  przyjaciela  Klaudiusza  -  pobiera  wcale  niemałą  sumkę  stu  tysięcy  sestercji 
rocznie. Nie o to mi w sprawozdaniu idzie, byś pobierał takie sumy, jakie otrzymuje Herod 
Antypas, to znaczy, byś miał więcej niż obecnie - zmierzam do tego, by dochody galilejskiego 
tetrarchy zostały znacznie obniżone i zbliżyły się do twoich. Zresztą, wybacz, nie będę ci te-
raz  tłumaczył  każdego  fragmentu  raportu,  słuchaj  po  prostu  uważnie,  a  pytaj,  jak  skończę 
czytać cały tekst. Zaczynam więc od przerwanego wątku: 

„Nie ganię Heroda Antypasa za to, że rozbudował nadmiernie swój dwór i że wprowadził 

służby,  które  na  wzór  pretorian  są  uzbrojone  i  ubrane,  mam  mu  jeno  za  złe  to,  że  gorliwie 
zajmuje się zbieraniem danych o tym, co dzieje się w Rzymie, a nie o tym, jakie są nastroje 
pośród podległej mu ludności. A z tym bywa różnie, o czym ci, o panie, napiszę w części dal-
szej  raportu.  Zastanowiło  mnie  również  to,  że  Herod  tak  wiele  wie  o  Rzymie,  i  skąd  on  tę 
wiedzę czerpie? 

Sprawa  nie  jest  prosta,  choć  sądzę,  żem  ją  dość  dokładnie  rozwikłał.  Oto,  cezarze,  w 

jedenastym roku panowania boskiego Augusta, w czasie jego nieobecności w Rzymie - plebs 
poważył  się  swego  zaproponować  kandydata  na  stanowisko  konsula.  Owym  wybrańcem 
motłochu  był  Egnacjusz  Rufus,  który  będąc  edylem  chciał  najwyraźniej  znaleźć  pośród 
pospólstwa poklask i uznanie, on to bowiem na swój koszt wystawił niewolników do gaszenia 
pożarów wybuchających najczęściej bądź to  w czynszowych kamienicach przez pospólstwo 
zamieszkanych,  bądź  w  przedmiejskich  dzielnicach  biedoty.  Rzecz  oczywista,  senat  takiej, 
wyniesionej  przez  motłoch,  kandydatury  zatwierdzić  nie  chciał.  Za  przyczyną  urażonej 
ambicji  owego  Rufusa  doszło  w  Rzymie  do  gorszących  zamieszek.  Boski  August, 
uwiadomiony  o  owych  faktach,  rychło  wrócił  z  podróży,  motłoch  nakazał  uśmierzyć,  a 
butnego edyla wtrącić do lochu. 


Wszelako  boski  August,  wykazując  wspaniałomyślność  ogromną  -  nakazał  powołać  w 

Rzymie kohorty strażnicze, przysposobione i utrzymywane na jego koszt, czym zyskał uzna-
nie wszystkich obywateli wiecznego miasta. Senat później powziął jedynie słuszne rozwiąza-
nie, uznając za zaszczyt dla państwa łożenie na utrzymanie owych kohort, bez uszczuplenia 
funduszy dostojnego Augusta. Tak oto dzięki wspaniałomyślnym poleceniom twego, cezarze, 
boskiego protoplasty - godnie zakończono sprawę. Rzecz jednak w tym,  że od chwili, kiedy 
kohorty  strażnicze  zostały  przez  senat  podporządkowane  prefektowi  pretorian,  spełniać  za-

background image

częły  one  również  rolę  najpierw  służb  porządkowych,  a  potem  nawet  i  pomocniczych  od-
działów  pretoriańskich.  Do  tych  właśnie  służb  najliczniej  garnęli  się  Żydzi  zamieszkujący 
Wieczne Miasto. Wiem, panie, żeś już w piątym roku swego panowania ukrócił rozrost nie-
uzasadniony  kolonii  żydowskiej,  wysyłając  większość  Judejczyków  na  Sardynię.  Jednak 
śmiem zwrócić uwagę twoją, cezarze, na to, że owo polecenie nie obejmowało członków ko-
hort  podległych  prefektowi  pretorian,  a  w  tym  i  kohort  strażniczych.  Spośród  tych  właśnie, 
pozostałych  w  Rzymie,  Żydów  -  Herod  Antypas  ma  swoich  licznych  i  z  racji  spełnianych 
zadań dobrze zorientowanych donosicieli. 

W  trakcie  nakazanego  przez  siebie  przeglądu  krain  nadzorowanych  przez  Poncjusza 

Piłata,  Filipa  Herodosa  i  Heroda  Antypasa  -  zastanawiałem  się,  dlaczego  dwaj  pierwsi 
spełniają  gorliwie  twoje,  panie,  polecenie,  a  z  jakich  powodów  tak  właśnie  nie  postępuje 
Herod  Antypas?  Uważam,  że  chce  on  być  czymś  więcej  niż  poślednim  tetrarchą  Galilei  i 
Perei. Marzy mu się podporządkowanie sobie krain dawnej etnarchii swego brata Archelausa 
-  Judei,  Samarii  i  Idumei  -  które  rzymskiemu  prokuratorowi  podlegają.  Z  tego  powodu 
nienawidzi Poncjusza Piłata, uważając go za przeszkodę do władzy nad wszystkimi Żydami. 
Bo  przecie  Żydami  ten  rządzi,  kto  ma  pieczę  nad  Jerozolimą  i  całą  Judea.  Herod  Antypas 
szkodzić  chce  Sanhedrynowi  jerozolimskiemu,  który  spokój  w  Jerozolimie  utrzymuje,  i 
Poncjuszowi  Piłatowi,  który  całą  judejską  prowincją  zarządza.  Galilejski  tetrarcha  chce  i 
może  zburzyć  równowagę  sił,  którą  swoim  rozważnym  i  sprawiedliwym  zarządzaniem 
stworzył Poncjusz Piłat. 

Dowiodę tego w części dalszej raportu, teraz zaś chciałbym ukazać ci, dostojny Tyberiu-

szu, w jak nieprostej sytuacji znalazł się Poncjusz Piłat. Rezyduje on w Cezarei Nadmorskiej, 
z dala od Jerozolimy. Wprawdzie w Jerozolimie ma swego prefekta, ale cóż ten wiedzieć mo-
że o sytuacji w prowincji, zajmując się szkoleniem żołnierzy swego garnizonu i na tym jedy-
nie się znając?! 

Z pozoru sądzić można, że Judea i Samaria to spokojne krainy, a i cały naród żydowski 

takim się wydaje. Kto jednak - tak jak ja - zna te krainy nie z pobieżnego ich oglądu, ten wie, 
że  inaczej  ma  się  sprawa.  Jak  sięgnąć  pamięcią,  zawsze  tutaj  coś  się  kotłowało  i  wrzało. 
Łatwo  tu  spokój  w  krwawe  widowisko  zamienić!  Co  więc  teraz  gotuje  się  w  tym  kotle 
judejskim?... 

Przypomnieć ci muszę, cezarze, odległe już czasy, kiedy to, przed blisko dwustu laty, za 

greckich jeszcze rządów - Antioch Epifanes zabronił Żydom czcić ich boga Jahwe. Zrodziła 
ta  decyzja  wojnę  długotrwałą.  Na  czele  walczących  żydowskich  oddziałów  stanęli  ludzie, 
których zwano «chasidim», a więc «pobożnymi». Od nich swój początek bierze kilka wpły-
wowych dziś ugrupowań żydowskich, z których każde stanowi dla spokoju prowincji znaczną 
groźbę. 

«Chasidim» to dzisiejsi «peruszim» - «oddzieleni». W naszych kancelariach zwą ich «fa-

ryzeuszami». Właściwie to nam sprzyjają, choć głoszą poglądy, które w przypadku buntu stać 
się mogą niebezpieczne. Twierdzą oni; że w ich religii wszyscy są równi, ale też i to, że Ja-
hwe Żydom dał przywileje szczególne, bo spośród nich ma powstać ten, który założy nowe 
królestwo  izraelskie  i  wszystkie  narody  obejmie  swoim  panowaniem.  Nie  dziwota  więc,  że 
sprzyja faryzeuszom większość Żydów, którzy chcą widzieć się owym wybranym narodem. 
Do  faryzeuszy  należą  wszyscy  zwierzchnicy  synagog,  a  też  i  «soferim»,  a  więc  ci,  którzy 
obowiązujące  w  Judei  religijne  prawo  z  ich  świętej  księgi  wywiedzione  -  tłumaczą  innym. 
Jedni i drudzy są za spokojem i z ludźmi namiestnika współpracują, choć też i pamiętać trze- 


ba,  że  czynić  tak  będą  dopóty,  dopóki  nie  pojawi  się  pośród  Żydów  ów  zapowiadany 

Mesjasz - «pomazaniec» boga Jahwe, który ma im nowe królestwo zapewnić. 

Faryzeusze połączeni są w organizacji swojej w niewielkie grupy, skupione przy synago-

gach i nazywane przez nich «chawura», a też i do siebie zwracają się słowem «chawer», które 

background image

to słowo można jako «towarzysz» przetłumaczyć. 

Ze wspomnianych wcześniej chasidim, poza faryzeuszami, wywodzi się też nieliczna, ale 

moim  zdaniem  niebezpieczna  .  wielce,  grupa  «esseńczyków»,  która  swoją  nazwę  bierze  od 
ara-mejskiego słowa «asaja» - co znaczy «leczyć». Uważają oni, że żydowska religia jest cho-
ra, że inne zasady niż te, które faryzeusze głoszą, winny być pośród Żydów przestrzegane. 

Jeden z oddanych mi Żydów był w najniebezpieczniejszym miejscu w Judei - na Pustyni 

Judzkiej i natknął się tam na kilka ich sekt, pośród których najgroźniejsza znajduje się w ja-
skiniach położonych w stromych skalnych zboczach na zachodnim brzegu Morza Martwego, 
nie opodal biednego miasteczka Qumran. Miejsce owo to istna twierdza i gdyby trzeba było je 
dobywać, garnizon nasz musiałby być znacznie wzmocniony. 

Owi esseńczycy żyją we wspólnocie, nie mają prywatnych rzeczy żadnych, jeśli broni i 

ksiąg nie liczyć. Myślę, że jeśli nie zostaną czy to wprost zaatakowani, czy podrażnieni ina-
czej,  nie  stanowią  wielkiego  zagrożenia,  głównie  zajmując  się  religijnymi  obrzędami.  Ów 
Żyd będąc u nich widział, że raz dziennie spożywają posiłek, w którym główne miejsce zaj-
muje specjalnie przyrządzony  chleb i  wino. Żyją bardzo skromnie, ale przez to  wiele mogą 
znieść wyrzeczeń. Najgorsze jest jednak to, że esseńczycy sprzyjają tym wszystkim, którzy na 
Pustynię  Judzką  uchodzą  bądź  to  przed  Sanhedrynem  jerozolimskim,  kiedy  religijne  prawa 
naruszą, bądź to wówczas, kiedy mogłaby dosięgnąć ich nasza jurysdykcja. 

Najbardziej dla nas groźnym ugrupowaniem są «zeloci». Nie godzą się oni mieć innych 

władców prócz swego boga Jahwe i przeciw rzymskiej władzy zagorzale występują. Ci fana-
tycy mają zbójecką organizację, która skrytych mordów na przedstawicielach Rzymu  doko-
nuje. Ową zgraję skrytobójców w kancelariach Poncjusza Piłata nazywa się «sykariuszami», 
jako że zazwyczaj narzędziem ich wrednego procederu jest sica - sztylet. 

Natomiast  przeciw  nam  w  żadnym  możliwym  razie  nie  wystąpią  Żydzi,  których  się 

nazywa «saduceuszami». Nie sprzyjają oni żadnej z poprzednio w raporcie opisanych grup, a 
w  tym  nawet  i  faryzeuszom.  Przestrzegają  saduceusze  prawa  zawartego  w  świętej  księdze 
Żydów,  choć  tego,  co  na  jej  podstawie  wywodzą  faryzeusze,  nie  uważają  za  słuszne. 
Saduceusze  to  najbogatsi  spośród  kapłanów  i  kupców,  a  więc  ci,  którzy  na  co  dzień 
współpracują  wiernie  z  ludźmi  Poncjusza  Piłata.  Lojalni  to  i  oddani  sojusznicy  Rzymu, 
dbający  o  porządek  i  spokój  w  Jerozolimie  i  całej  Judei.  Oni  stanowią  lwią  część  składu 
jerozolimskiego  Sanhedrynu,  który  nad  wszystkimi  Żydami  ma  religijną  pieczę  i 
przestrzegania  ich  prawa  pilnuje.  Sanhedryn  tworzy  nieodmiennie  siedemdziesięciu  jeden 
Żydów.  Przewodzi  im  arcykapłan,  którym  teraz  jest  Kajfasz  -  zięć  Annasza.  Pisałem  ci, 
cezarze,  o  Annaszu  w  poprzednim  raporcie  jako  o  oddanym  wielce  Rzymowi.  Jest  to 
człowiek,  który  w  Sanhedrynie  mir  ma  najwyższy  i  łatwo  może  potrzebne  nam  decyzje 
przeprowadzać, bowiem poza zięciem - Kajfaszem ma tam wielu oddanych sobie ludzi, że o 
trzech Jego synach w Sanhedrynie zasiadających tylko wspomnę. 

Wprawdzie  w  Sanhedrynie  zasiadają  niektórzy  «soferim»  -  prawo  tłumaczący  ludowi  -

przedstawiciele faryzeuszy, ale i oni, jeśli do Sanhedrynu obrad zasiądą, są pod przemożnym 
wpływem  wiernego  nam  ugrupowania  saduceuszy.  Dzięki  takiemu  stanowi  rzeczy  spokój 
panuje w Jerozolimie, a Sanhedryn lepiej dba o ściąganie podatków nam należnych niż celni-
cy Heroda lub brata jego, Filipa. 

We wszystkich tych zawiłościach religijnych i  politycznych pośród Żydów istniejących 

dobrze, a nawet bardzo dobrze, wyznaje się Poncjusz Piłat. Do współpracy ze sobą dopuszcza 
cały  Sanhedryn,  na  saduceuszy  i  faryzeuszy  stawiając.  Zelotów  tępi,  a  przyłapanych  na  ra-
bunku lub zabójstwie - bezlitośnie karze. Esseńczyków nie zaczepia. O korzyści dla Rzymu 


dba,  postępując  tak,  jak  zalecasz,  cezarze;  «Owce  strzyc  trzeba,  a  nie  zarzynać».  Jak 

jednak wspomniałem, tę równowagę sił"... 

Wybacz,  przyjacielu,  że  ci  przerwę,  czynię  to  jednak  nie  dla  zadawania  ci 

background image

przedwczesnych  pytań  -  ot,  proszę,  skosztuj  wina,  które  przyniesiono.  Przy  tej  okazji 
dopowiem tylko, że wiel-ceś dla mnie łaskaw. Mówiąc szczerze, aż za bardzo, bo ja o owych 
esseńczykach nic do tej chwili nie wiedziałem, a już w żadnym razie anim sądził, że mają oni 
jakąś  wręcz  twierdzę  niedaleko  Qumran.  Może  po  tym,  co  mówię,  uznasz,  że  za  mało 
interesuję się podległymi mi prowincjami, liczę jednak na twoją przyjaźń i wyrozumiałość. 

Wino rzeczywiście przednie. Tym razem nie mam ci za złe, drogi Poncjuszu, żeś mi prze-

rwał, bo zaiste w gardle mi zaschło. A to, że nic nie wiedziałeś o esseńczykach, niech cię nie 
niepokoi,  od  tego  właśnie  ja  jestem  -  Tyberiusza  „oczy  i  uszy"  we  wschodnich  krainach. 
Przecież moich sestercji nie otrzymuję za darmo. Swoją zaś drogą, może to i dobrze, że o es-
seńczykach nic nie wiedziałeś, bo mógłbyś na przykład zechcieć dobywać ich siedzibę podle-
głym ci garnizonem... Najpewniej nie wiesz i o innych sprawach, o których Tyberiuszowi w 
raporcie napisałem, stąd zapytam - chcesz usłyszeć ciąg dalszy mego raportu? 

Na litość - przyjacielu, ależ ciekawym każdego dalszego słowa i wręcz proszę cię, czytaj 

dalej, pamiętając tylko o tym, że puchar stoi przed tobą i że będę go dopełniał... 

Tak więc skończyłem na zdaniu o równowadze sił... 
„Ale przecie tę równowagę sił zburzyć może ktoś, kto ma podobną do Poncjusza Piłata 

orientację,  ale  inne  zamiary.  Napisałem,  że  owym  «kimś»  jest  Herod  Antypas,  i  teraz  tego 
twierdzenia zamierzam dowieść. Pozwolę sobie przypomnieć, że równowagę dzisiejszą zbu-
rzyć może ktoś, kto zelotów do walki zbrojnej podjudzi, albo też pojawienie się wspomniane-
go już Mesjasza, na którego ogół faryzeuszów i większość Żydów oczekuje. Jeśli pokazałby 
się  jeden  lub  drugi  -  spokój  w  prowincji  byłby  już  tylko  marzeniem,  albo  inaczej  mówiąc, 
wielu trzeba by wysiłków z naszej strony, by do niepokojów i zamieszek zbrojnych nie dopu-
ścić!  I  tu,  cezarze,  zamierzam  wyjawić  powód  główny,  dla  którego  długim  raportem  twój 
spokój przerywam. 

Dostojny  Tyberiuszu,  oto  obaj  oni,  to  jest  i  podburzyciel,  i  Mesjasz  -  pojawili  się  w 

Judei! Zważ, proszę, wagę tych słów... Nie pojawił się buntownik osobno i osobno Mesjasz, 
pojawili  się  obaj  prawie  w  tym  samym  czasie  i  miejscu.  Sam  już  ten  fakt  nie  może  być 
dziełem zwykłego przypadku. Rzecz jednak w tym, że i z innych powodów o przypadku nie 
może być mowy. A sprawa ta rozwinęła się następująco: 

Minionej jesieni, nad brzegiem Jordanu, u ujścia tej rzeki do Morza Martwego, na teryto-

rium  podległym  Herodowi  Antypasowi,  pojawił  się  człowiek,  który  chrzcił  mieszkańców 
okolicznych  miast.  Cały  czas  kręcił  się  w  pobliżu  Qumran  i  Betami.  Podburzał  miejscową 
ludność  przeciw  bogatym,  wyszydzał  celników  i  żołnierzy,  a  chwilami  wręcz  namawiał  do 
wrogich przeciw Rzymowi wystąpień. Przy tym  wszystkim  dość długo trzymał  się tego sa-
mego skraju Pustyni Judzkiej, jakby tam właśnie czuł się najbezpieczniej. Trwało to podbu-
rzanie prawie dwa tygodnie, więc dostatecznie długo, bym mógł się dowiedzieć. Z początku 
sądziłem, że jest to pustynny zelota albo i nawet esseńczyk, który na szaleńczą, bo buntowni-
czą, wkroczył drogę. Znajomi mi Żydzi z Jerozolimy pomogli bliżej poznać tego pod burzy-
ciela. Sanhedryn wysłał do Betanii, gdzie ów przebywał, kilku faryzeuszy, którzy wywiedzieli 
się, że odcina się on zupełnie, i do tego głośno, od posądzenia, że jest czy to prorokiem, czy 
Mesjaszem. Twierdził, że jest «głosem wołającego na pustyni», a więc zelotą. 

Przy  czym  nie  takim  sobie  zwykłym  zelotą,  ale  tym,  który  ma  wskazać  -  właśnie... 

Mesjasza. W tym momencie znaczyło to dla mnie jedno: zeloci połączyli się z esseńczykami, 
podburzając  ludność  w  pobliżu  Jerozolimy  -  wskażą  następnie  Mesjasza  i  zarzewie  buntu 
goto- 


we!  Z  Betanii  ruszą  do  Qumran,  przechodząc  przez  Pustynię  Judzką  dotrą  do  Jerycha, 

szybko  urosną  w  siłę  łącząc  się  z  oddziałami  sykariuszy  i  pójdą  sporą  armią  w  kierunku 
Jerozolimy. 

Uwiadomiłem  o  tych  wydarzeniach  Poncjusza  Piłata,  który  postawił  w  stan  pogotowia 

background image

jerozolimski  garnizon.  Muszę  tu  wyznać,  o  panie,  że  prokurator  Judei,  jak  wspomniałem, 
doskonale  wyznając  się  na  nastrojach  Żydów,  namówił  mnie  do  nieczynienia  żadnych 
dalszych kroków i oczekiwania chwili, kiedy oto ów podburzyciel wskaże Mesjasza. Zdaniem 
Poncju-sza  Piłata  sprawa  ta  ważyła  na  tym,  czy  dalsze  wydarzenia  mogą  być  szkodliwe  dla 
interesów Rzymu. Jeśliby wskazany przez podburzy cielą Mesjasz okazał się esseńczykiem, 
ja miałbym rację i wówczas zamierzaliśmy szybko powiadomić zarządcę prowincji syryjskiej 
po to, by z Tyru ściągnąć dodatkowe oddziały. Gdyby jednak owym Mesjaszem okazał się ani 
nie esseńczyk, ani nie zelota, rozmiar buntu miałby znacznie mniejszy zasięg i na pewno siły 
jerozolimskiego garnizonu byłyby wystarczające! 

Spowalniające podpowiedzi Poncjusza Piłata okazały się niezwykle trafne. Oto po tygo-

dniu dalszym wyszło na jaw, że ów niby zelota, choć przybył z pustym i mienił się «jej gło-
sem», w rzeczywistości nie był zelotą. 

Podburzycielem okazał się podwładny Heroda Antypasa - Jan . zwany Chrzcicielem. W 

Galilei uważany był  za  proroka i  cieszył  się nie tylko  pośród ludu,  ale i na dworze  Heroda 
Antypasa, a nawet u niego samego, znacznym mirem i uznaniem. Herod traktował go wręcz 
jako sumienie swego dworu. Często zapraszał go na rozmowy i wielce mu schlebiał. I właśnie 
po uzyskaniu tych danych, sytuacja jawiła się w zupełnie nowym świetle! 

Jeśli ów zaufany Heroda Antypasa pojawia się na skraju Pustyni Judzkiej i podburza lud-

ność podległej nam prowincji, to nie może rzecz taka dziać się bez tajnego udziału lub choćby 
wiedzy samego Heroda Antypasa. 

Od tego momentu zaczęło nas zastanawiać głównie to, kogo ów prorok galilejski wskaże 

jako  Mesjasza.  Czekaliśmy...  I  stało  się  tak,  jak  spodziewaliśmy  się  z  Poncjuszem  Piłatem. 
Jan Chrzciciel wskazał owego wybrańca. 

Był nim, tak jak i tenże Jan, mieszkaniec Galilei, podwładny Heroda - Jezus. Wszystko to 

działo się nadal nad brzegami Jordanu w pobliżu Qumran i Pustyni Judzkiej. 

Ów  Jezus,  zaraz  po  wskazaniu  go  przez  Jana  Chrzciciela,  otoczony  został  przez  kilku 

mężczyzn, którzy stanowili jego ochronę. I oto szybko ludzie moi wywiedzieli się, że ochrona 
owa to Żydzi z graniczącego z Galileą miasta Betsaidy. Aż trudno uwierzyć, że Herod mógł 
uznać nas za tak naiwnych i sądzić, iż nie będziemy zdziwieni faktem raptownego zarojenia 
się Galilejczyków w Judei, miejscu odległym o tydzień drogi od granic ich krainy. Nie mogło 
to  też  ujść  uwagi  jerozolimskiego  Sanhedrynu.  Postanowiliśmy  więc  cierpliwie  czekać  na 
dalszy rozwój zdarzeń, bo już w tym momencie sprawa wydała się nam mniej groźna, niż to 
oceniałem na początku. 

W  kilka  dni  później  Jezus  skrył  się  na  Pustyni  Judzkiej,  a  Jan  Chrzciciel  ruszył  w 

kierunku Galilei, wzdłuż brzegu Jordanu, nadal podburzając ludność. Uznaliśmy wspólnie z 
Poncju-szem  Piłatem,  że  Herod  Antypas  celowo  skierował  swoich  ludzi  w  pobliże 
Jerozolimy.  Próbował  stworzyć  tam  zarzewie  niepokojów,  a  też  doprowadzić  do  wskazania 
Mesjasza, który mógłby poderwać Żydów do walki przeciw nam! 

Herod  wyraźnie,  choć  skrycie,  dążył  do  stworzenia  oderwanego  od  Rzymu  państwa 

żydowskiego.  Rzecz  jasna  w  państwie  takim  Mesjasz  byłby  religijnym  przywódcą,  a 
administrować  prowincjami  mógł  -  na  chłodno  oceniając  sprawę  -  jedynie  właśnie  Herod 
Antypas. Chcąc zapobiec takim zdarzeniom, mój człowiek dotarł do Jezusa przebywającego 
na pustyni i usiłował namówić go do współpracy z nami, ale zamiar ten się nie powiódł. 

Wiosną,  przed  żydowskim  świętem  Paschy  -  Jezus  pojawił  się  w  Jerozolimie  i 

spowodował w ich świątyni zajście, dzięki któremu pośród przybyłych tu ze wszystkich krain 
Żydów zasłynął z odwagi i nieustępliwości; a przede wszystkim został przez nich zauważony. 
Oto wygonił on ze świątyni jerozolimskiej kupców i handlarzy, urągając im, że kalają miejsce 
świę- 


te!  I  choć  czynił  to  sam,  nabruździł  za  dziesięciu,  robiąc  spore  spustoszenie  pośród 

background image

kupieckiego dobytku. Nikt, nawet Sanhedryn, nie wystąpił przeciw niemu, bo też po prawdzie 
i nas samych dziwiło, że można tak ważyć sobie lekce religijny przybytek. 

Postępek  Jezusa  przysporzył  mu  wielu  sojuszników,  nie  tylko  pośród  pospólstwa,  W 

kilka dni po owym zdarzeniu Jezus ze swoimi ludźmi udał się w kierunku Galilei i jeszcze na 
terenie  podległym  Poncjuszowi  Piłatowi,  w  granicach  Samarii,  spotkał  się  nad  Jordanem  z 
Janem  Chrzcicielem.  Było  to  w  pobliżu  miast  Enon  i  Salim,  a  więc  w  miejscu  niezbyt 
odległym od granicy Galilei. I tutaj Jan Chrzciciel przekonywał wszystkich, że ważniejszym 
od  niego,  bo  Mesjaszem,  jest  chrzczący  nie  opodal  Jezus,  tak  że  po  niedługim  czasie 
większość Żydów szła do Jezusa. Coraz więcej Judejczyków mówiło o nim jako o Mesjaszu, 
a  też  przekazywano  z  ust  do  ust  wieść  o  wydarzeniu,  jakie  miało  miejsce  w  Świątyni 
jerozolimskiej.  Tak  że  kiedy  z  początkiem  lata  Jezus  przeszedł  granicę  Galilei,  przyjęto  go 
tam właśnie jako Mesjasza! 

Widzisz  więc,  dostojny  cezarze,  że  w  takiej  sytuacji  musiałem  sporządzić  ten 

szczegółowy  raport  i  prosząc  o  jego  zatwierdzenie  proszę  zarazem  o  przyjęcie  moich 
wniosków, jakie na koniec sprawozdania ośmielam się tobie przedłożyć. 

Wnioski  moje,  które  zbieżne  są  z  oceną  Poncjusza  Piłata,  sprowadzają  się  do 

stwierdzenia,  że  Herod  Antypas  podjął  wrogą  i  burzycielską  przeciw  Rzymowi  działalność. 
Chce  on  doprowadzić  do  żydowskiego  powstania  przeciw  nam,  kierując  jednocześnie 
podejrzenia  o  pod-burzycielskie  zamysły  na  oddziały  zelotów  i  esseńczyków  z  Pustyni 
Judzkiej.  Cały  ten  jego  wrogi  nam  zamysł  jeden  ma  cel:  chce  oto  Herod  Antypas  przejąć 
rządy  nad  Judea  i  Samarią,  a  w  przyszłości,  jak  mniemam,  nad  wszystkimi  żydowskimi 
krainami. Dlatego też uznaję go za buntownika szkodzącego interesom Rzymu! Podejmując 
taki oto wniosek, nie mam, niestety, cezarze, uprawnień, by Heroda, który jest przyjacielem 
Klaudiusza,  ukarać  tak,  jak  na  to  zasługuje  -  rychłym  wtrąceniem  do  lochu!  Zamierzam 
jednak  cię  prosić,  byś  przyjął  moją  chęć  udania  się  do  zarządcy  prowincji  syryjskiej  i 
przywołania tam Heroda Antypasa. I albo, za twoją zgodą, uwięzić go w Tyrze, albo obwinić 
za to, że podlegli mu Galilejczycy podburzają ludność innych prowincji przeciw Rzymowi. 

Przy  tym  wspólnie  z  Poncjuszem  Piłatem  uważamy,  że  z  całej  tej  sytuacji  złożonej 

można wyprowadzić korzyści dla naszych interesów. Oto oskarżenie, nawet poufne, Heroda 
Antypa-sa dowodnie przekona go, że wiemy o jego zamyśle i wszystko, co dalej się wydarzy i 
ku  rozeznanym  celom  zmierzać  będzie,  przeciw  niemu  może  się  obrócić.  Dlatego  w  Tyrze 
dobrze byłoby zażądać od Heroda Antypasa ukarania podburzycieli galilejskich. Jeśliby tego 
nie wykonał, znaczyłoby, że zdradzieckie zamiary Heroda zaszły tak daleko, że nie może on 
już  zawrócić  z  tej  buntowniczej  wobec  Rzymu  drogi!  Wówczas  proszę  cię,  o  dostojny 
cezarze, byś właśnie mnie zezwolił być karzącą ręką Rzymu!" 

Na  tym  chcę  zakończyć  swój  raport  do  Tyberiusza.  Co  sądzisz  o  wnioskach  w  nim 

zawartych, drogi Poncjuszu Piłacie? Śpisz?! Jak mi Rzym miły, ty nigdy nie będziesz niczym 
więcej niż tylko marnym nadzorcą biednych krain. Pij dalej to swoje przykwaśniałe wino, a 
otrzymasz na pewno znaczącą podwyżkę, ale we śnie!... 


Hora secunda 
I 
Plotki  to  były  zwykłe.  Jam  nie  osadził  Jana  Chrzciciela  w  więzieniu!  Jest  prawdą,  że 

Herod Antypas, otrzymawszy od legata Syrii Witeliusza wezwanie do Tyru, nakazał mi Jana 
Chrzciciela zabrać z Galilei w miejsce odleglejsze od Jerozolimy. I chcecie mi wierzyć albo i 
nie - Herod uczynił to z myślą o jego bezpieczeństwie. Wiedział bowiem, jak wrogo był Jan 
Chrzciciel  do Rzymu  nastawiony, i  że będąc w  pobliżu Jerozolimy, tym samym  narażał  się 
Rzymianom. 

Król polecił mi, bym Jana z należnym mu szacunkiem o zagrożeniu uwiadomił i wraz z 

jego uczniami do Perei odprowadził, gdzie też Herod Antypas w swoim pałacu macherońskim 

background image

pokoje dla całego towarzystwa nakazał przygotować. 

Jest też plotką, że Herodiana w Macheroncie źle Jana Chrzciciela traktowała. Nie lubili 

się ze sobą - to prawda, ale też i wielu innym dworzanom i najbliższym króla nie podobało 
się, że Herod żyje z żoną swego brata. Stąd też i dziwić się nie można, że skoro Jan Chrzciciel 
-  czystość  moralną  stawiający  wyżej  cnót  innych  -głośno  nad  tym  faktem  bolał,  a  nawet  i 
pomstował  -  owo  pomstowanie  mogło  nie  spodobać  się  Herodianie.  Nie  lubili  się  więc! 
Jednak  kiedym  Jana  Chrzciciela  z  jego  kompanią  przywiódł  do  Macherontu  -  Herodiana 
zajęła się nimi serdecznie, wielokroć rozmawiając z Janem, a nawet zezwoliła jego uczniom, 
by do Jezusa się udali, bowiem Chrzciciel ją o to prosił. 

Dlatego, kiedy mi dziś powiadacie: „Chuzo, tyś Jana Chrzciciela osadził w więzieniu, a 

więc wiesz, czemu Herod jest taki rozgniewany na niego, i wiesz pewno, o czym od tylu go-
dzin rozmawiają..." - odpowiadam wam, że nie pozbawiłem Jana Chrzciciela wolności, a je-
nom go do Macherontu przywiódł. O czym zaś rozmawiają, nie wiem, bowiem król nakazał, 
by  przy  jego  rozmowie  z  Janem  Chrzcicielem  obecna  była  tylko  Herodiana.  Pewien  zaś  je-
stem, że w czas uczty wieczornej król nas uwiadomi o tym, co mu Rzymianin w Tyrze po-
wiedział, a też i o tym, jaki jest powód jego gniewu na Jana Chrzciciela... Wiecie, że od lat 
wielu będąc zarządcą Heroda, nie miałem nigdy kłopotów, bom zawsze umiał słuchać i być 
na  tyle  cierpliwym,  by  o  tym,  co  król  myśli  -  od  niego  się  dowiadywać,  a  nie  łamać  sobie 
głowę  zbędnymi  domysłami.  Stąd,  drodzy  przyjaciele,  bądźcie,  tak  jak  ja,  cierpliwi,  a  naj-
pewniej niezadługo wszystkiego się dowiemy... 

II 
Wiesz, jak bardzo cię szanuję. I wiesz, że tylko tobie powierzyć mogłem zadanie, którego 

spełnienie było  dla mnie ważnym  wielce. Podjąłeś się tego zadania. Dziękuję! Chcę jednak 
teraz  wiedzieć,  możliwie  najdokładniej,  jak  zadanie  to  zostało  wykonane.  Sądzę  też,  że  nie 
będziesz miał nic przeciw temu, by w rozmowie naszej uczestniczyła Herodiana - zdanie jej 
wysoko sobie cenię. 


Królu, Herodiana mi nie wadzi, a nawet, kiedym tu w Macheroncie na ciebie oczekiwał -

troskliwość okazywała i pomocną mi była. Zaś do rzeczy zasadniczej przechodząc, cieszę się, 
że mogę zdać ci dokładne sprawozdanie z wypełnienia zadania, bo powiedzieć ci muszę, że 
właśnie Herodiana posiała we mnie zwątpienie, czym do końca właściwie wywiązał się z nie-
go. Tak więc nad Jordanem oczekiwałem dość długo na przybycie człowieka, który miał po-
dejść  do  mnie.  Wreszcie  pojawił  się!  I  kiedym  tylko  spojrzał  na  niego,  kiedy  wzrok  nasz 
skrzyżował się, wiedziałem, że to był on! 

Czyś wtedy, tak jak to było umówione, wymienił hasło i otrzymał stosowną odpowiedź? 
Otóż to, królu. Takem był rad, że przybył człowiek, który zada klęskę rzymskiej pysze i 

naród nasz uwolni, że tego nie uczyniłem. Mówiłem o tym Herodianie i ona właśnie umożli-
wiła moim uczniom odszukanie wskazanego człowieka, a ci przekazali treść hasła i uzyskali 
odpowiedź na nie. 

Czy wszystko zgodne było z umową? 
Nie, królu! Moi dwaj uczniowie znaleźli Jezusa na drodze pomiędzy Nain i Kafarnaum. 

Powiedzieli mu w moim imieniu tak, jak ja to miałem uczynić: „Czy ty jesteś tym, który ma 
przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" - a on miast odpowiedzieć tak, jak było umówio-
ne: „Jeślim rodakiem Gaulomity, jestem tym, którego szukasz!" - odpowiedział zupełnie ina-
czej, a to: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzysku-
ją,  chromi  chodzą,  trędowaci  doznaj  ą  oczyszczenia,  głusi  słyszą,  umarli  zmartwychwstają. 
Błogosławiony jest ten, kto we mnie nie zwątpił"... Tak więc, jak słyszysz, nie dał on prawi-
dłowej odpowiedzi, choć przecie jest chyba tym, o którym rozmawialiśmy wcześniej. Pocho-
dzi, jak się dowiedziałem, z Galilei, i to z Nazaretu, a w proroctwie Izajasza jest powiedziane, 
że wybawiciel to „nazer", co wprawdzie jako „zalążek" określić można, ale też i jako wska-

background image

zanie, że będzie on nazaretczykiem. 

Dosyć,  Janie!  Przed  twoim  wyjściem  nad  Jordan  długo  rozmawialiśmy  i  o  religii,  i  o 

moich  celach,  z  którymi  się  godziłeś.  Uzgodniliśmy  wówczas  bardzo  ściśle,  co  ja,  a  co  ty 
masz uczynić, by znalazł się ktoś, kto w narodzie gniew i zapał rozbudzi. Ja miałem kogoś 
takiego  znaleźć  i  znalazłem.  Był  nim  potomek  Judasza  Gaulomity,  tego,  który  przed 
dziewiętnastu  laty  długo  z  Rzymianami  walczył.  Ów  człowiek  w  umówione  miejsce  nad 
Jordanem dotarł i ciebie tam nie zastał... Co gorsza, okazało się, że jużeś wcześniej wskazał 
kogoś innego. 

Królu!  Człowiek  ów,  którego  wskazałem  -  podszedł  do  mnie...  A  podałeś  mu  hasło 

umówione? 

Nie uczyniłem tego, alem był święcie przekonany, że to on właśnie. Gdybyś ty na niego 

spojrzał... Szedł do mnie pewnie - wiedział, że na niego czekam! 

Człowieku! Przestań w kółko o tym samym mówić, i to w sposób, który zaczyna zaprze-

czać twojej mądrości. Powiadasz, że szedł pewnie, jakby wiedząc, że na niego oczekujesz. A 
jeśli ktoś dowiedział się o naszym zamiarze, to czy nie mógł tak właśnie uczynić - iść pewnie 
w  twoim  kierunku?  Gdyby  był  jednak  tym  człowiekiem,  którego  winieneś  wskazać,  znałby 
odpowiedź na hasło. A ty owego hasła nawet nie wypowiedziałeś. I teraz tylko powtarzasz to 
swoje: „Byłem przekonany, byłem przekonany". Ty musiałeś być pewnym, pewnym bez żad-
nej wątpliwości, że człowiek, którego wskażesz, jest tym właśnie, o jakiego mi chodziło. Mu-
siałeś, winieneś być pewnym, a nie przekonanym jeno. Czy zdajesz sobie sprawę, jakie twój 
brak czujności może mieć następstwa? 

10 
Królu! Sam miałem wątpliwości: Herodiana wiedziała o nich... 
Daj pokój. Nie mieszaj w swoje postępowanie Herodiany. Postąpiła ona niezwykle przy-

tomnie, wysyłając twoich uczniów do wskazanego, bo przynajmniej przed przybyciem tutaj 
mogłem się wywiedzieć, kim on jest, bo że nie jest tym, na którym mi zależało, wiedziałem 
już wcześniej. Zostawmy więc na razie ocenę sprawy - na to przyjdzie czas stosowny. Teraz 
zastanówmy  się  wspólnie,  jak  mamy  postąpić,  by  zdarzenia  nie  stały  się  groźne  dla  moich 
zamysłów. 

Drogi  mój.  Ponieważ  chciałabym  być  ci  przydatną,  zechciej  powiedzieć,  kim  jest  ów 

wskazany przez Jana, którego on nazwał Jezusem, a też i to, po co wzywano cię do Tyru? 

Widzisz,  Herodiano,  przebieg  zdarzeń  wprowadza  wystarczająco  dużo  zamieszania  w 

naszych  zamysłach,  a  właściwie  potwierdza  kłopoty,  których  się  spodziewałem  od  chwili 
powrotu  do  Ty-beriady  potomka  Gaulomity.  Podejrzewam,  że  ktoś  w  nie  znany  mi  sposób 
posiadł wiedzę o naszych zamysłach, wiedział, że Jan udał się w pobliże Judei, by wskazać 
Mesjasza. 

I  jeśli  do  Jana  zgłosił  się  człowiek,  który  wiedział,  jakie  ma  posiadać  znaki 

rozpoznawcze,  sądzić  mogę,  że  chciano  w  ten  sposób  naszym  zamysłom  przeciwdziałać. 
Myślałem  więc, że to  człowiek bądź to  Rzymian, bądź jerozolimskiego Sanhedrynu, bo dla 
jednych i drugich możliwość przejęcia władzy w Judei przeze mnie - oznacza zagrożenie ich 
władztwa. Dzisiaj, wiedząc więcej o owym Jezusie, tak naprawdę nie potrafię odpowiedzieć, 
kim on jest rzeczywiście. Zresztą, oceńcie to sami, zamierzam bowiem przekazać wam teraz 
wszystko to, czego m się dotychczas o nim wywiedział... 

Królu! Jeśli jednak powiadasz, że ów Jezus znał znaki rozpoznawcze, to i najpewniej mu-

siał znać również hasło, a też i odpowiedź na nie, a więc nie możesz mieć do mnie żalu, że 
zadanie swoje wykonałem niezbyt dokładnie. 

Oto ów Jezus mieszka - jak wspomniał Jan - w Nazarecie. Ojcem jego jest Józef, a matką 

Maria. Wraz z ojcem zajmował się ciesielską robotą, prowadząc mały warsztat. Rzecz w tym, 
że  jak  dowiedzieli  się  moi  ludzie, Jezus  wielokroć  znikał  na  dłużej  z  Nazaretu,  a  po  czasie 
pewnym  pojawiał  się  ponownie.  Bywało  i  tak,  że  nie  widziano  go  w  warsztacie  ojca  przez 

background image

rok, a czasami dłużej. Gdzie wówczas bywał - nikt nie wie, nawet najbliżsi... Mógł być wszę-
dzie! Inna rzecz jest równie ważna. Oto ojciec Jezusa pochodzi z rodu Dawida, a Jezus uro-
dził się w Betlejem, mieście Dawidowym. Co to może oznaczać, nie muszę wam tłumaczyć. 
Kiedym się o tym dowiedział, pomyślałem, że Jezus jest człowiekiem jerozolimskiego San-
hedrynu. Sanhedryn wie bowiem, że naród oczekuje na przyjście Mesjasza. Gdyby zaś owym 
wybranym  okazał  się  człowiek  z  domu  Józefa  lub  Aarona-Lewiego,  wówczas  stałby  się 
przywódcą religijnym, odbierając arcykapłanowi i Sanhedrynowi przywództwo nad narodem. 
A temu najpewniej Sanhedryn byłby przeciwny! Bo oni z jednej strony oczekują na Mesjasza, 
a z drugiej się go boją... Jeśliby jednak ów Mesjasz pochodził z domu Dawida, byłby przezna-
czony na tron królewski, a wówczas bardziej niż Sanhedrynowi zagrażałby mojej pozycji ii 
moim celom. I jeśliby od Sanhedrynu zależało, jakiego Mesjasza wskazać, wskazaliby raczej 
na  potomka  Dawida.  Stąd  też  sądziłem,  że  Sanhedryn  poprzez  swoich  ludzi  przejrzał  nasze 
zamysły i swego podstawił człowieka do wskazania Janowi. Ba! Sądziłem nawet, że Jan był 
w zmowie z Sanhedrynem... 

Królu, co ty mówisz! 
Czyniłem to z bólem, ale czyż nie miałem, Janie, ku temu podstaw?... Wracając zaś do 

przerwanego wątku. Oto później opowiedziano mi o zachowaniu się Jezusa w czas Paschy, a 
też i 

11 
o tym, że Sanhedryn wielekroć wysyłał swoich przedstawicieli na rozmowy z Jezusem, a 

ten  stale  się  im  sprzeciwiał,  ganiać  cały  Sanhedryn,  a  nawet  arcykapłanów  i  faryzeuszy 
ośmieszał.  Pomyślałem  więc,  że  nie  może  to  być  ich  człowiek!  Nadto,  najwyraźniej  przed 
gniewem  Sanhedrynu  z  Judei  uciekł  i,  o  dziwo,  na  terenie  Galilei  się  schronił.  Najpierw  w 
Kanie, a później w Kafarnaum, zaś kiedy w Paschę kupców ze świątyni wypędził, ponownie 
uszedł  do Galilei. A więc u mnie czuje się bezpiecznym,  zatem nie może być  człowiekiem 
Sanhedrynu!  Sądziłem  z  kolei,  że  to  Rzymianie  zamysły  nasze  rozpoznali  i  dla 
przeciwdziałania - swego podstawili człowieka. Rzecz jednak w tym,  że w Tyrze Witeliusz 
dał  mi  do  zrozumienia,  że  wie  coś  o  moich  zamysłach  w  sprawie  stworzenia  państwa 
żydowskiego i uważa, że Jezus jest tym, który może powstanie przeciw Rzymowi wywołać. 
Więcej,  był  u  Witeliusza  zaufany  z  Rzymu,  który  wywiedziawszy  się  o  działaniu  Jana  nad 
Jordanem  i  wskazaniu  przez  niego  Mesjasza  -  odnalazł  Jezusa  na  pustyni  i  wielce  ciekawe 
obietnice  mu  czynił  w  zamian  za  przystąpienie  do  współpracy  z  Rzymem.  Jezus  obietnice 
owe odrzucił i  współpracy odmówił! Nie jest więc to  człowiek Rzymian! Ja zaś Witeliusza 
solennie zapewniałem, że z Jezusem nie mam nic wspólnego, co tym łatwiej mi przyszło, że 
była to po prostu - prawda. Wyjaśniłem mu też, że rozmowy na temat państwa żydowskiego 
prowadziłem  wcześniej  z  dostojnym  Klaudiuszem,  który  na  pewno  to  potwierdzi,  bo 
rzeczywiście  on  właśnie,  kiedym  był  w  Rzymie,  zastanawiał  się  nad  tym,  czy  powstanie 
naszego  silnego  państwa  w  sojuszu  z  Rzymem,  a  przeciw  Arabom,  nie  niosłoby  pożytków 
rzymskiemu  imperium.  Witeliusz  uważa  także,  że  ty,  Janie,  poszedłeś  za  daleko,  jawnie 
wykazując  wrogą  postawę  wobec  Rzymu,  co  więcej  -  głośno  lud  przeciw  cezarowi  i  jego 
przedstawicielom podburzając. Nalegał, bym ukarał cię za to! 

Królu  mój,  sam  przecież  mówiłeś,  że  czas  to  najsposobniejszy,  by  zrzucić  jarzmo 

rzymskiej niewoli! 

Prawda  to,  prawda!  Ale  chyba  nie  sądzisz  naiwnie,  że  da  się  to  osiągnąć  samym 

gardłowaniem?  Czy  myślisz,  że  narodowe  powstanie,  bez  przygotowania  dokładnego, 
mogłoby się powieść? Otóż nie byłoby to możliwe! Ponieważ jednak zamysł mój nie doszedł 
do skutku, dziś mogę tobie wyjawić jego szczegóły, które od dawna już zna Herodiana. Nie 
mówiłem ci wcześniej o nich, byś mógł bez zbędnej ci wiedzy swoje zadanie wykonać. I choć 
tak się nie stało, a może właśnie dlatego, mogę dziś owe szczegóły wyjawić... Oto wiedzieć ci 
trzeba,  że  od  kiedy  Tyberiusz  wyjechał  na  Capri  i  zarządzanie  państwem  przekazał  w  ręce 

background image

Sejana, wielu w Rzymie nie pogodziło się z takim obrotem rzeczy, no, bo są dziesiątki, jeśli 
nie  setki,  dostojniej  szych  od  Sejana.  Niewiele  więc  trzeba,  żeby  bunt  przeciw  Sejanowi 
został  podjęty.  Wystarczy  drobna  iskra,  by  płomień  w  Rzymie  rozniecić.  Tą  iskrą  mogłaby 
być  Judea!  Tu  prokuratorem  jest  Poncjusz  Piłat.  Wszyscy  w  Rzymie  wiedzą,  że  zarówno 
swoje stanowisko,  jak i  uprawnienia, aż nazbyt  szerokie, otrzymał  za przyczyną nie swoich 
zasług i umiejętności, a zalet i koneksji swej żony - Klaudii Prokli. Wprawdzie ród Pontich, 
który  z  Samnium  pochodzi,  do  znaczniejszych  należał  w  przeszłości,  że  wspomnę  o 
Horemiusie, który był przyjacielem samego Platona, czy Kajusie, który w odległych czasach 
wodzem był znamienitym. Dziś jednak owa świetność rodu Pontich bardzo zblakła: oto, nie 
tak dawno krewniak Piłata - Fragellanus - został przez Tyberiusza z senatu usunięty. Jeśliby 
więc  przypadkowo  prokurator  został  skompromitowany,  wówczas  szybko  by  sobie 
przypomniano w senacie, że to Sejan właśnie mianował onego - tylko dlatego, że jego żoną 
była  kobieta  spokrewniona  z  rodem  Klaudiuszów.  Wiedz  jednak,  że  Poncjusz  Piłat  nie 
mógłby  mieć  kłopotów  tylko  dlatego,  że  nastąpiło  powstanie  w  podległej  mu  prowincji, 
bowiem owo powstanie z łatwością mógłby w krwi utopić. 

Na rozkazy Piłata stoi w Cezarei Nadmorskiej dwunasty legion rzymski, który nie z przy-

padku zwą „fulminatus"... „piorunujący"... A co za siłę sobą przedstawia legion rzymski - ty, 
Janie, nawet nie możesz mieć wyobrażenia, jeśliś w Jerozolimie w czas Paschy mógł wyłącz- 

12 
nie  małą  część  owego  legionu  oglądać,  bowiem  w  Jerozolimie  nie  było  oddziału 

większego  niż  kohorta.  Ale  też  i  owa  kohorta  stanowi  dostateczną  moc,  by  ktoś,  kto  w 
sprawach wojskowych się wyznaje - poniechał szybko myśli o zbrojnym powstaniu. Z tych to 
powodów nie chodziło mi o rzucenie naprzeciw wyćwiczonym legionistom - zbieraniny lada 
jak uzbrojonej... Powstanie, przewodzone przez tego, którego naprawdę powinieneś wskazać, 
wybuchłoby, tak jak przed dziewiętnastu laty, nie w Judei, a w Galilei. I to sterowane przeze 
mnie zarzewie buntu przeciw Rzymowi ja z moimi wojskami miałem ugasić, co by mi też, ze 
zrozumiałych względów, bez trudności wielkich przyszło wykonać. 

Do tego nie byłby potrzebny Poncjusz Piłat z jego legionem. Właśnie Poncjusz Piłat w 

ogóle nie byłby w Judei  potrzebny, gdybym  ja  w tych stronach pilnował  interesów Rzymu. 
Wówczas  też  nie  trzeba  by  było  marnować  złota  na  utrzymanie  legionu.  Złoto  to  mogłoby 
wpływać do skarbca cesarza. Mam w Rzymie wielu przyjaciół, którzy podpowiedzieliby, kto 
najlepiej interesów Wiecznego Miasta w Judei i Samarii może pilnować. A i Witeliusz, któ-
remu dzisiaj Poncjusz Piłat nie podlega, byłby - dla tej przyczyny - po mojej stronie. Mieć zaś 
za sojusznika namiestnika syryjskiego, to znaczy nie obawiać się zbytnio legionu, nawet pio-
runującego. Tylko że ty, Janie, tych zawiłości nie zrozumiesz do końca, boś nigdy nie był w 
Rzymie i nie wiesz, że czasami więcej znaczy żona prokuratora - Klaudia Prokla niż sam niby 
to  wszechmocny prokurator, tak jak też i nie chciałeś, i  nie chcesz zrozumieć, że Herodiana 
jest dla mnie ważniejszym doradcą i powiernikiem niż cały legion równie jak ty uczonych, ale 
też i nic nie rozumiejących mężów. 

Obrażasz mnie, królu! Wcalem na takie traktowanie nie zasłużył... 
Nie  unoś  się,  Janie!  Herod  ma  rację!  Otrzymałeś  oto  proste  zadanie.  Miałeś  wskazać 

człowieka, który objawi ci znak umówiony i odpowie na znane ci hasło. A cóżeś ty uczynił? 
Dałeś się ponieść uczuciom i tylko spojrzawszy na kogoś, być może wrogiego naszej sprawie, 
jużeś go wskazał. Naiwnyś, Janie, jak dziecię i jeśli mam być szczera, dziwię się Herodowi, 
że jeszcze ciebie z takim spokojem traktuje. Dlatego nie obrażaj się, pomyśl raczej, kim oto 
może być ów wskazany przez ciebie człowiek? 

Ty zawsze byłaś, Herodiano, przeciw mnie! Nie w smak ci, że mówiłem otwarcie, iż król 

nie powinien uwodzić, a co gorsza - brać za żonę kobiety poślubionej wcześniej przez jego 
brata... 

O czym ty mówisz, Janie?! Ja namawiałem ciebie do spokojnej oceny sprawy, do próby, 

background image

być może, i naprawienia twego błędu, a ty ciągle buńczuczne wygłaszasz tyrady... Czy ty na-
prawdę sądzisz, że w moich decyzjach,  a też w  tym,  co  czynię  - kieruję się tylko  własnym 
osądem?  Otóż  wiedz,  że  kiedym  przyjechał  z  Rzymu  do  Galilei,  to  właśnie  nie  kto  inny,  a 
Tyberiusz nakazał mi poślubić córkę króla Arabii, bo tak było korzystnie nie dla mnie, a dla 
rzymskich interesów. A  potem, kiedy związek ten stał się dla Rzymu  uciążliwy, bo nie po-
zwalał na skarcenie Aretosa, nakazano mi odesłanie Arabki. A zawarcie związku z Herodianą 
nie stało się bez zgody brata mego, Filipa. Czyś słyszał, by Filip zgłaszał jakiekolwiek preten-
sje?! Inna sprawa, że Herodianą okazała się wymarzoną dla mnie żoną, ale jak powiadam  -
inna to sprawa... A ty ciągle o moralności. A kto i na jakim dworze zwraca na takie rzeczy 
uwagę?! Trzeba by ci było pobyć czas jakiś w Rzymie, dopiero miałbyś na^ co narzekać!... 

Królu, nie uwierzę, iż Filip nie ma pretensji do ciebie za porwanie jego żony! Sądzę, że 

on  właśnie  może  chcieć  przeciwdziałać  twoim  zamysłom,  nawet  z  samej  zemsty  za  owo 
porwanie. 

Człowieku, naiwnością jest sądzić, że zamiar scalenia ziem naszych wszystkich mógłbym 

powziąć bez wiedzy i przyzwolenia Filipa! Więc kończmy już to gadanie o Filipie, Zasta- 

13 
nówmy  się  raczej  nad  wskazanym  przez  ciebie,  Janie,  Jezusem.  Herodiano,  jak  ty 

myślisz, kim może być ów Jezus? 

Mój drogi! Z tego, czego się dowiedziałam od uczniów Jana i od niego samego, wiem, że 

jest to ktoś, kto sprawia wielkie wrażenie na innych. Kiedy ludzie Jana dotarli do niego, oto-
czony był niemałą gromadą uczniów, a i tłum znaczny postępował za nim. On rzeczywiście 
uzdrawia i czyni cuda. Zwróć też uwagę na jego imię. Czyż Jezus to nie „jeho-szua", a więc 
ten, który w imieniu Jahwe wybawia innych? Urodził się, jak powiedziałeś, w Betlejem, mie-
ście Dawidowym, i pochodzi z rodu Dawida. Może to być rzeczywiście prorok, który przy-
padkiem zupełnym pojawił się na drodze Jana, może nawet myśli jego przejrzał, bo to przecie 
są władni czynić prorocy. A mówi to, co naród chce usłyszeć!... Występuje przeciw celnikom, 
kto zaś celników może lubić, jeśli ci nawet biednym ostatniego zabiorą miedziaka?! Mówi też 
źle o faryzeuszach. A czy to właśnie nie pośród ludu powiada się, że są faryzeusze nie „day-
ane-gezereth" - sędziami najwyższymi, a „dayane-gezeloth" - sędziami rozbójnikami?... Może 
więc to być prorok, a kto wie, czy i nie ów oczekiwany Mesjasz? Czas to tylko pokazać może, 
ale to już inna sprawa, która w żadnym, zaiste żadnym stopniu nie umniejsza winy Jana, który 
zadania, jakie mu dałeś - nie wypełnił! 

Wspólnie prawidłowo rozumujecie o ziemskich myśląc sprawach.  I ty,  Herodiano, i  ty, 

Herodzie, osądzać mnie chcecie za to, com na wasze, jak słyszę, zlecenie wykonać powinien. 

Na myśl wam jednak nie przychodzi, że wskazałem nie z przypadku, a z przekonania - 

właśnie  Mesjasza.  Sądziłem,  że  nie  mnie  objawiać  wam,  ziemskim  władcom,  to,  co  przez 
władcę  wyższego  od  was  poruczone  mi  zostało,  ale  przecie  chcę  to  uczynić,  byście  nie 
próbowali sądzić mnie niesprawiedliwie. 

Od dawien dawna wiedziałem, iż chwila taka nadejdzie, kiedy szaty pustelnicze przyjdzie 

mi wdziać i zaszczytu dostąpić wskazania Mesjasza, Czas taki nadszedł i wypełniłem powin-
ność swoją. W chwili, kiedym Jezusa wskazał, nieważne dla mnie były twoje, Herodzie, za-
mysły... 

14 
Hora tertia 
Przyjmij,  że  dzisiejsza  nasza  rozmowa  jest  egzaminem  ostatecznym  przed  twoim 

wyruszeniem do żydowskich krain. Wyobraź sobie, że zostałeś zatrzymany przez podległych 
Poncju-szowi  Piłatowi  albo  Herodowi  Antypasowi,  albo  Sanhedrynowi  jerozolimskiemu. 
Wszystkim  tym  przesłuchaniom  winieneś  sprostać!  Przypuśćmy,  że  przepytuje  cię  ktoś  z 
wiedzy  o  judej-skich  sprawach.  Niech  to  będzie  ot  -  takie  pozornie  niewinne  pytanie:  jak 
doszło do tego, że Judea i Samarią zarządza rzymski prokurator? 

background image

W  tej  sprawie  wiedza  moja  powinna  być  rozległa,  jeśli  mam  uchodzić  za  człowieka, 

któremu  na  równi  dobrze  są  znane  sprawy  i  judejskie,  i  rzymskie.  Tak  więc,  dostojny 
Witeliuszu... 

Bądź  łaskaw,  bez  wstępów.  Jesteś  już  przepytywany,  a  więc  zatrzymujący  cię  wiedzą

czego od ciebie spodziewać się mogą. 

Wielka jawnogrzesznica - Roma - od najdawniejszych czasów nam nie sprzyja... 
Na  litość,  nie  przesadzaj  w  rozmowie  ze  mną.  Każdy  z  nas  usłyszawszy,  że  Wieczne 

nasze  Miasto  jakiś  barbarzyńca  jawnogrzesznicą  nazywa,  może  albo  śmiechem  wybuchnąć, 
albo wydobyć miecz z pochwy. 

To wiem, o panie, ale przecie sameś powiedział, że pyta mnie ktoś obeznany z judejskimi 

sprawami, zakładam  więc, że jest to ktoś, kto  Żydom sprzyja, a wówczas określenie, które-
gom użył, wcale niezły stanowi początek. 

DobrzeMasz rację! Mów, proszę... 
Herod Wielki był stronnikiem Antoniusza. Jednak po klęsce tego ostatniego przeszedł na 

stronę  Oktawiana.  Wszystkimi  sposobami  chciał  przychylność  nowego  cezara  pozyskać,  co 
mu się też i udało. Nawet miasto nowo budowane, w którym dziś jak na ironię losu Poncjusz 
Piłat rezyduje, nazwał na cześć Oktawiana - „Cezareą"... 

Choć  się  nie  mylisz,  to  przecie  wyprzedzasz  zdarzenia,  a  nadto  jakby  rzymski  punkt 

widzenia stawiasz wyżej, a przecie zakładamy, że przepytuje cię ktoś, kto Judejczykom, a nie 
nam, dobrze życzy. 

A sądzisz, panie, że Heroda Judejczycy dobrze wspominają, jeśli, właśnie Oktawianowi 

sprzyjając, nakładał coraz to wyższe podatki? 

Najpewniej dziś już nikt o podatkach Heroda nie pamięta, tym bardziej że nasze nie są 

wcale niższe. Wiesz, jakie rozruchy były w czas wprowadzenia cenzusu, który ustalał podatek 
wpłacany do kasy rzymskiej z tej prowincji?! Stąd też i solą w oku Judejczykom nasza obec-
ność w owej Cezarei i w Jerozolimie... Tak czy owak, to ty będziesz sam musiał oceniać, z 
kim  rozmawiasz  i  komu  jaką  winieneś  dawać  odpowiedź.  Ty  ryzykujesz!  Mnie  ostatecznie 
interesuje to, co wiesz o zdarzeniach, a więc od uwagi swojej odstępuję... 

Tak więc Herod zdobył przychylność Oktawiana Augusta, przez co umocnił się znacznie 

na  swoim  tronie.  Kiedy  zmarł  w  trzydziestym  czwartym  roku  panowania  Augusta,  jego 
synowie 

15 
udali  się  do  Rzymu,  by  cesarz  testament  ich  ojca  uznał  i  zatwierdził.  Wtedy  to  kraj 

podzielony został między trzech synów Heroda. Archelausowi, jako najstarszemu, przypadły 
najważniejsze ziemie: W jego etnarchacie znalazły się: Judea, Samaria i Idumea. Kto zaś ma 
Judeę, a więc i Jerozolimę, ten na wszystkich Żydów, nawet tych żyjących w innych krainach, 
wpływ  ma  największy!  Pozostałe  ziemie  rozdzielono  między  młodszych  synów  Heroda 
Wielkiego.  Tetrarchia  z  Galileą  i  Pereą  przypadła  Herodowi  Antypasowi,  zaś  Iturea  i  kraj 
Trachon stały się tetrarchią Filipa. W dwa lata od tych zarządzeń Rzymu wiadomym się stało, 
że dla interesów imperium byłoby najlepiej, gdyby Jerozolima była w bezpośrednich rękach 
naszych... 

Stop!  Jakich  naszych  rękach?  Przecież  nie  zechcesz  w  rozmowie  z  kimś,  kto  sprzyja 

Judejczykom albo sam nim jest - użyć zwrotu „w rękach naszych" - mówiąc o Rzymie?! 

Dostojny  Witeliuszu!  Nie  dałeś  mi  dokończyć  zdania.  Powiedzieć  wszak  chciałem,  że 

Judea byłaby w rękach naszych; wrogów... 

Chytryś, przyjacielu. Ciągnij dalej. 
Wykorzystali więc Rzymianie niezadowolenie, jakie z rządów Archelausa i saduceusze, i 

faryzeusze, i zeloci wyrażali, a że jeszcze do tego na Pustyni Judzkiej ginęli obywatele Rzy-
mu z rąk sykariuszy, Archelausa przywołano do Wiecznego Miasta, a stamtąd zesłano do od-
ległej  północnej  krainy  zwanej  Galią.  Na  miejsce  zaś  usuniętego  wprowadzono  rzymskich 

background image

namiestników w wysokiej randze prokuratorów... 

Tu chciałbym ja westchnąć, że w tamtych czasach byli oni podlegli syryjskiemu legatowi 

Rzymu, zresztą, nim prokuratorzy nastali, sam Herod Wielki u Kwiryniusza klamki w Tyrze 
często  wisiał.  Mam  nadzieję,  że  -  być  może,  przy  twojej  pomocy  -  ten  słuszny  stan  rzeczy 
powróci niebawem. No, mów dalej. 

Pierwszym  prokuratorem  był  Koponiusz,  po  nim  zaś  Ambiwi-cjusz  i  następnie  Rufus. 

Tego  ostatniego  odwołał  z  prokuratorskiego  stolca  cezar  Tyberiusz  i  na  jego  miejsce 
mianował  Waleriusa Gratusa. Byłby on najpewniej  do dzisiaj  na swoim miejscu, gdyby nie 
Klaudia  Prokla.  W  Rzymie  powiada  się,  że  nie  pochodzi  ona  z  rodu  Klaudiuszów,  a  jeno 
przez nich wyzwolona została. 

A nawet gdyby i tak było, cóż z tego, skoro Tyberiusz łaskami ją darzy i za jej przyczyną 

Poncjusza Piłata na stolec prokuratorski osadził. Ale  czy  oto  pomnisz, skąd Klaudia Prokla 
pochodzi, a nadto, jakie otrzymał mąż jej przywileje odmienne od swoich poprzedników na 
prokuratorskiej funkcji? 

Panie  mój,  jeśli  sądzisz,  że  złapiesz  mnie  nawet  na  najdrobniejszej  niewiedzy  o 

Poncjuszu  Piłacie  -  jesteś  w  błędzie.  Prokla  pochodzi  z  Narbony,  a  owe  dodatkowe 
plenipotencje jej męża to przede wszystkim dowództwo nad dwunastą legią pod jego rozkazy 
przydzieloną, a też niezależność od legatów syryjskich. 

Mam cię, przyjacielu! Nie wymieniłeś oto,  że Poncjusz Piłat jako jedyny  ma prawo do 

wydawania  wyroków  śmierci,  bo  przedtem  owe  wyroki  mógł  samodzielnie  ferować 
jerozolimski Sanhedryn. 

Wybacz,  panie,  ale  to  ty  nie  masz  racji  zupełnie.  Przywilej  ten  nie  był  przydany 

Poncjuszo-wi  Piłatowi.  Stało  się  to  wprawdzie  już  za  rządów  Tyberiusza,  ale  wówczas 
prokuratorem  w  Judei  był  jeszcze  Walerius  Gratus.  To  on  właśnie  w  dziesiątym  roku 
panowania Tyberiusza 

16 
wymógł na nim cofnięcie Sanhedrynowi jerozolimskiemu tego przywileju i przekazanie 

owego  uprawnienia  rzymskiemu  prokuratorowi.  Tak  więc  Poncjusz  Piłat  to  uprawnienie 
zawdzięcza  Waleriusowi,  a  nie  sobie  czy  też  żonie  -  Klaudii  Prokli.  Nawiasem  mówiąc, 
cofnięcie  wspomnianego  przywileju  Sanhedrynowi  jerozolimskiemu  wcale  nie  umniejszyło 
władzy Sanhedrynu, a nawet i niezupełnie uniemożliwia mu wydawanie wyroków śmierci. 

Zadziwiasz mnie. Mówisz rzeczy, o których wiem niewiele. Co do Waleriusa Gratusa, w 

jednym  przyznaję  ci  rację:  przypominam  sobie,  że  to  on  właśnie  wywalczył  dla  siebie  ów 
przywilej, ale wątpię, by był na tyle hojny, by dzielić się nim z Sanhedrynem. 

Rzecz  w  tym,  panie,  żeś  Rzymianinem,  a  ja  Judejczykiem,  więc  też  i  nie  dziwota,  że 

wiem więcej niż ty o sprawach judejskich. Oto od czasu, kiedy Walerius Gratus wprowadził 
zmianę w obowiązującym prawie. Sanhedryn jerozolimski ferując wyroki śmierci zasiadał w 
synagodze  w  miejscu  zwanym  salą  ociosanych  kamieni,  po  naszemu  „Lischat-ha-Gazith". 
Trzeba ci też wiedzieć, że według naszych przepisów wyrok śmierci wydany poza tą salą nie 
jest  prawomocnym  wyrokiem,  chyba  że  nie  jest  wydany  z  woli  Sanhedrynu.  Dość,  że  od 
czasów  Waleriusa  Gratusa  Sanhedryn  nie  obraduje  w  tej  sali,  bo  przeniósł  się  do  Dolnego 
Miasta,  do  gmachu  stojącego  na  skraju  urwiska  przy  zachodnim  wejściu  do  synagogi. 
Gdziekolwiek  by  jednak  Sanhedryn  zasiadał,  każdy  Żyd,  na  którego  zostanie  skierowany 
wyrok - podda się jego mocy. A wierzaj mi, panie, że gdyby ostateczny wyrok kary śmierci 
zapadł, też byłby, może i nie bezpośrednio, ale jednak wykonany! Mimo że wydano by go w 
niewłaściwej sali, a więc niezupełnie zgodnie z prawem... 

Powiadasz oto, że mimo decyzji Rzymu - Sanhedryn byłby władny nałożyć karę śmierci? 
Jak powiedziałem, może nie bezpośrednio, ale jednak... Sanhedryn może postanowić karę 

stopnia pierwszego, która u nas „nidduj” się nazywa, co tłumaczyć można jako „odłączenie". 
Kara ta nakłada pieniężną grzywnę, a jeśli podsądny nie może je uiścić, musi przez dni trzy-

background image

dzieści nie golić się ani nie myć. Sam więc rozumiesz, że przez wszystkich jest nie tylko za-
uważony, ale też i czuje się takiego odłączonego już z daleka. I wierzaj mi, że żaden Żyd - ani 
syn, ani ojciec - nie podejdzie do odłączonego bliżej niż na cztery łokcie. Jeśli zaś ta kara nie 
przemówi do rozsądku temu, któremu ją wymierzono, bywa ona przedłużona w czasie dwu- i 
trzykrotnie-  Myślisz,  panie,  że  łatwo  -  nawet  samemu  -  wytrzymać  smród  nie  mytego  tygo-
dniami  ciała?  Zdarza  się  jednak  ktoś  zatwardziały,  wówczas  Sanhedryn  zastosować  może 
sroższą jeszcze karę zwaną „cherem", czyli „opuszczenie". Dotknięty taką karą nie może ani 
to  publicznie  nauk  słuchać,  ani  to  sam  ich  głosić.  Nie  może  też  ani  nic  kupować,  ani  nic 
sprzedawać. Co taka kara może dla Żyda znaczyćty, panie, nie jesteś w stanie pojąć... 

Nie  powiesz  przecie,  że  kara  taka  jest  równoważna  ze  śmiercią?  Można  przecie  bez 

Świątyni i targowiska wcale znośnie żyć. 

Właśnie,  panie,  mówisz  jak  Rzymianin,  któremu  i  synagoga,  i  handel  jest  obcy.  Żyd 

jednak bez obu tych rzeczy nie potrafi sobie radzić. Ale rację masz, że „opuszczenie" nie jest 
jeszcze karą śmierci i choć z piętnem „cherem" żyć trudno, ale jednak żyć można. Sanhedryn 
wszak może nałożyć na opornych jeszcze i karę stopnia trzeciego, zwaną u nas „skammatas". 
Nazwa  ta  od  dwu  słów  pochodzi:  „skam",  które  skazanie  oznacza,  i  „mithah"  -  śmierć. 
Człowiek, którego taki wyrok dotyczy, wyjęty jest spod j prawa i przed Waleriusem Gratusem 
każdy  mógł  go  zabić,  a  teraz  każdy  tak  naznaczonego  może  Rzymianom  wydać.  Jeśli 
Sanhedryn uchwali więc wyrok „skammaty", to wierzaj mi, że żaden Żyd nie przyłoży ręki w 
obronie  napiętnowanego  tą  karą.  A  co  w  sumie  za  różnica,  czy  poniesie  on  śmierć  z  rąk 
pojedynczego człowieka, tłumu, policji Sanhedrynu, czy też katów rzymskich?! „Skammata" 
to  „skamma-ta".  Wyrok  ten  bardzo  rzadko  jest  podejmowany  i  to  w  obecności  najmniej 
połowy Sanhedrynu, bo kara „cherem" może być nałożona przez zaledwie jego siódmą część. 

17 
Nie wątpię, że zwyczaje swoich stron znasz dobrze, ale też i nie sądzę, by to, o czym mó-

wiłeś, mogło ci pomóc w spełnieniu zadania, jakie ci postawię. Rzecz oczywista, to dobrze, że 
wiesz o tym, ale w misji twojej liczyć się będzie rozeznanie, na przykład, w samym składzie 
jerozolimskiego Sanhedrynu. Jeśli bowiem będziesz chciał w ramach zadania swego załatwić 
coś w Jerozolimieto do kogo z Sanhedrynu się udasz? 

Panie, po pierwsze, dotąd nie powiedziałeś, jakie oto zadanie mam spełnić. Nie wiedząc 

zaś nic o nim, nie mogę mówić, do kogo się udam,  bo to  przecież zależy  od tego,  co będę 
chciał  załatwić.  Jeśli  bowiem  chciał  będę  dotrzeć  do  Poncjusza  Piłata,  to  albo  z  Kajfaszem 
rozmawiał będę, albo z Józefem, który z nim w dobrych jest stosunkach, jeśli zaś... 

Przerwę ci, bo też i masz rację, że bez znajomości swego zadania trudno ci będzie na tak 

postawione  pytanie  odpowiedzieć.  Powinność,  jaką  chcę  tobie  poruczyć,  za  chwilę  ci  wyja-
wię,  ale  przedtem  odpowiedz  na  moje  poprzednie  pytanie,  choć  nieco  inaczej  postawione: 
powiedz, kto i w jakiej kolejności ma w jerozolimskim Sanhedrynie najwięcej do powiedze-
nia? 

Dostojny Witeliuszu, ależ to bardzo trudne pytanie! 
Zadania też nie będziesz miał łatwego, ale przecie wiem, do licha, komu i, co ważniejsze, 

za jaką cenę poruczam spełnienie owego zadania, stąd też nie mogłeś się chyba spodziewać 
łatwych pytań?! 

Prawda,  alem  już  od  dłuższego  czasu  nie  był  w  Judei  i  wiedza  moja  może  być 

niezupełnie prawdziwa... 

No, chyba nie powiesz mi, żeś nie mógł jej uzupełnić, czytając raporty, jakie od swoich 

ludzi z żydowskich krain otrzymuję? Czemu więc umykasz od odpowiedzi na to pytanie? 

Obawiam się po prostu, że zechcesz mnie, panie, przeciw Sanhedrynowi jerozolimskiemu 

skierować, a takiego zadania nie mogę się podjąć. To tak, jakby ktoś ciebie, o dostojny, do 
wystąpienia przeciw Tyberiuszowi namawiał!... 

Za dużo sobie pozwalasz! Czy sądzisz, że śmiałby ktoś syryjskiemu legatowi Tyberiusza 

background image

proponować wystąpienie przeciw boskiemu cezarowi? 

Oczywiście,  że  nie,  dostojny  Witeliuszu.  Cóż  bowiem  mógłby  syryjski  legat  zdziałać 

przeciw cezarowi? Takie misje, jeżeli mnie pamięć nie myli - podejmują się wypełniać tylko 
najbliżsi cezara albo prefekt pretorianów. 

Zamilcz,  zuchwalcze!  Pewnyś  siebie,  a  i  pobyt  w  Rzymie  sporo  cię  nauczył.  Innym 

razem najpewniej za takie słowa spotkałaby cię kara, teraz zaś twoje zuchwalstwo nawet mi 
pochlebia,  bowiem  sądzę,  żem  niezły  w  twojej  osobie  znalazł  materiał  do  spełnienia  misji 
specjalnej. Wszelako zadanie to nie dotyczy Rzymu, więc twoich spostrzeżeń na temat dworu 
Tyberiusza  nie  jestem  ciekaw,  bardziej  interesuje  mnie  to,  co  wiesz  o  Jerozolimskim 
Sanhedrynie.  Nie  chcę  też  ciebie  przeciw  niemu  stawiać,  choć  gdybym  się  uparł,  pewno 
musiałbyś  podjąć  się  takiej  misji,  ale  nie  mam  zamiaru  wypróbowywać  aż  tak  szczególnie 
twego dla mnie oddania. Zadanie twoje znacznie jest prostsze. Masz oto dotrzeć do miejsca, 
gdzie  znajduje  się  Judejczyk  o  imieniu  Jezus,  i  masz  doprowadzić  do  tego,  by  ów  prorok 
żydowski przybył do Tyru; chcę z nim rozmawiać! 

Panie,  Jezus  nie  jest  Judejczykiem.  Pochodzi  z  Nazaretu,  a  więc  jest  Galilejczykiem, 

poddanym Heroda Antypasa. 

18 
Może jest i Galilejczykiem, Nie jest to dla mnie takie ważne.' Istotne jest to, by moje z 

nim  spotkanie  miało  poufny  charakter.  Nie  chciałbym,  by  ktoś  -  czy  to  Piłat  Poncjusz,  czy 
Herod Anty-pas - wysłał raport do Rzymu o tym, że legat syryjski spotkał się z, żydowskim 
prorokiem... 

Nieproste to zadanie, dostojny Witeliuszu! Jak oto mam skierować kroki owego proroka, 

o którym u nas powiadają, że jest Mesjaszem - w odwrotnym od Jerozolimy kierunku? Każdy 
nasz prorok, a już Mesjasz na pewno - podążał będzie do świętego miasta, a nie do Tyru! 

Nie  narzekaj,  przyjacielu.  Jak  widzisz,  nie  stawiam  cię  przeciw  jerozolimskiemu 

Sanhedrynowi, przed czym się wzdragałeś. Misja twoja nie jest taka znowu trudna. A jak ją 
wypełnić? Twoja w tym głowa. Spełnisz misję, otrzymasz złoto, jeśli jej nie spełnisz, nic nie 
dostaniesz! 

Zaraz,  zaraz  !  Mówiłeś,  panie,  że  po  podjęciu  zadania  otrzymam  połowę  należnej  mi 

sumy, a po jego spełnieniu - resztę. Teraz zaś miałbym nic nie otrzymać? 

Za krętacza mnie uważasz? Jasne, że dam ci sakiewkę z polową umówionej kwoty, ale ta 

ma ci służyć w utorowaniu drogi do celu. Jeśli nic nie wydasz w trakcie spełniania zadania -
złoto będzie twoje. Sądzę jednak, że bez owego złota niewiele będziesz mógł zdziałać, dlate-
go zakładam, że nic ci nie daję. Jeśli zaś zadanie spełnisz, czekać cię będą w Tyrze dwie sa-
kiewki zawierające po tyle złota, ile teraz otrzymasz. Masz więc sporo do zyskania! 

Miło słyszeć, dostojny Witeliuszu, tak głęboko przemyślane rozstrzygnięcie. A jużem są-

dził, że będzie ono we mnie godzić. Skoro zaś jest inaczej, tym skrzętniej zabiegał będę, by 
spełnić poruczoną mi misję, choć nie .jest ona tak łatwa, jak na pozór wygląda... 

Nie  martw  się,  jeszcze  ci  ją  nieco  utrudnię.  Chcę  bowiem,  byś  od  czasu  odnalezienia 

owego Jezusa aż do chwili, w której kroki jego do Tyru skierujesz - słał do mnie meldunki, 
bym był poinformowany, jak prowadzisz zlecone ci dzieło. I nie próbuj mnie zwodzić! Znasz 
bowiem moją dewizę?! Lubię wierzyć, zwykłem jednak nie tylko wierzyć, ale i sprawdzać! A 
jeśli  o  sprawdzaniu  mowa,  miałeś  mi  odpowiedzieć  na  pytanie  tyczące  jerozolimskiego 
Sanhedrynu. 

Skoro przeciw niemu nie występuję, tym łatwiej mogę na owo pytanie odpowiedzieć. 
Swobodnyś wielce. Możesz odpowiedzieć! Paradne! Musisz i odpowiedzieć, jeśli chcesz 

mnie przekonać, żeś zasłużył na pierwszą sakiewkę ze złotem. 

Kiedy o złocie mowa, dostojny Witeliuszu, już dodatkowych zachęt mi nie trzeba, nawet-

zamiany  słowa  „mógłbym"  na  „muszę"...  Oto  „Nacim",  a  więc  „księciem"  jerozolimskiego 
Sanhedrynu  jest  Józef  Kajafa  zwany  Kajfaszem.  Jeśli  jednak  chciałbym  coś  ważnego  zała-

background image

twić,  nie  poszedłbym  do  niego,  a  do  jego  zastępcy,  Annasza.  Pełni  on  w  Sanhedrynie  za-
szczytne stanowisko „Ab-Beth-Dina", a więc „ojca trybunału". I choć jest zastępcą, to jednak 
Kajfasz jest zięciem Annasza, a nie odwrotnie. Po nich w dostojeństwie najważniejsi są żyją-
cy byli arcykapłani: 

Eleazar  -  starszy  syn  Annasza,  Joazar  i  Eleazar  -  synowie  Szymona  Boetusa,  a  dalej: 

Jozue-ben-Sie,  Izmael-ben-Fabi  i  Szy-mon-ben-Kamit.  Po  nich  najbezsporniej  najwięcej  w 
Sanhedrynie  mogą:  Jonatan,  Teofil  i  Maciej  -  synowie  Annasza,  którzy  jeszcze  nie  byli 
arcykapłanami,  ale  jak  znam  Sanhedryn  -  najpewniej  nimi  będą.  Dalej  stoją  ci,  którzy  nad 
skarbcem  mają  pieczę,  a  to  Helkiasz  -  podskarbi  jerozolimski  -  i  Szymon  Kantor,  który  do 
ubogich  nie  należy.  Silną  pozycję  mają  dwaj  kapłani:  Jan  i  Aleksander  z  rodu  Lewiego, 
którzy  głosem  doradczym  i  Kajfaszowi,  i  Annaszowi  służą.  Mógłbym  dopowiedzieć,  że 
pośród saduceuszy w Sanhedrynie zasiadających mają ponadto uważanie: Józef z Arymatei, 
Nikodem-ben-Gorion,  Ben-Tsitrit-Hakka-sate  i  Ben-Kalba-Szebuota.  Tak  więc,  gdybym 
chciał  dotrzeć  do  Sanhedrynu,  zwróciłbym  się  do  jednego  z  wymienionych,  ale  przede 
wszystkim do Annasza 

19 
albo  do  Helkiasza.  Jeśli  zaś  chciałbym  przez  Sanhedryn  dotrzeć  do  Poncjusza  Piłata, 

rozmawiałbym albo z Józefem, albo z Nikodemem... 

Niezłą masz pamięć, przyjacielu, i jak widzę - dobrześ wykorzystał wiedzę z danych ci 

do przeczytania raportów... Jednak pominąłeś skrybów w Sanhedrynie zasiadających, a przez 
skrybów zawsze wiele załatwić można. 

Ani mi przez myśl nie przeszło, bym skrybów ważył sobie lekce. Po prostu znowu mi, 

panie, przerwałeś to, com zamierzał powiedzieć. Oto bowiem, jeśli chciałbym cały Sanhedryn 
zjednać,  a  nie  tylko  sprawę  jakąś  załatwić,  wówczas  w  rzeczy  samej  ~  zwróciłbym  się  do 
skrybów,  pamiętając  o  danej  mi  przez  ciebie  sakiewce.  W  takim  przypadku  skierowałbym 
swoje kroki do sofe rim: Gamaliela albo  Onkelosa, albo Symeona, albo Amuela. Nie ponie-
chałbym  też  Jonathana-ben-Uziela,  Hananiasza-ben-His-kiasza,  Izmaela-ben-Eliasza  ani  też 
rabbiego Zadoki czy rabbiego Nahumo. Miałbym więc wielu do wyboru! A najpewniej, dla 
dobra zadania, jakie mi postawiłeś, nie ominąłbym żadnego z owych soferim. 

I  słusznie,  i  słusznie!  Nie  powinieneś  poniechać  niczego,  co  mogłoby  Galilejczyka 

skierować  do  Tyru  lub  choćby  w  jego  pobliże.  Miej  to  na  względzie,  cokolwiek  będziesz 
czynił w żydowskich krainach... 

II 
Dostojny  Witeliuszul  Ten  oto  meldunek  z  opóźnieniem  zna|  cznym  d  wysyłam,  ale 

Jezusa  nie  znalazłem  ani  w  Kafamaum,  ani  w  Tyberiadzie;  sporo  jeszcze  wędrować 
musiałem,  ni-mem  go  odszukał.  Po  drodze  wielem  się  o  nim  dowiedział.  Anim  się 
spodziewał,  że Jezus tym,  co mówi  i  czyni  - taką aż sławę w żydowskich zdobył  krainach. 
Teraz,  kiedym  go  już  poznał,  a  co  więcej:  zostałem  do  towarzystwa  jego  przyjęty  -  okazję 
mam  bliżej  mu  się  przyjrzeć.  To  nawiedzony  prorok.  Słusznego  jest  wzrostu,  dostojnej 
postawy i jasnego spojrzenia. Uzdrawia chorych, dziwy opowiada, a czyni to tak mądrze, że 
aż  -  dla  mnie  -niezrozumiale.  Tym  jednak  nie  przejmuję  się  zbytnio,  bo  inni  słuchają  go 
uważnie,  ja  zaś  korzystając  szczodrze  z  twojej  sakiewki  -  zabezpieczam  w  miarę  sytą 
codzienność  dla  całej  naszej  grupy,  zjednując  tym  dla  siebie  ich  przychylność,  co,  jak 
mniemam, przybliża mnie do celu. 

Za dostarczenie poufne listu tego do wartowni w Tyrze sporo musiałem zapłacić. Po tym 

kolejne  meldunki  swoje,  mimo  woli,  wysyłał  będę  nieczęsto,  bo  sakiewka  musi  mi  wystar-
czyć na opłacenie podróży nie tylko do Tyru, ale i przedtem do Jerozolimy, jako że tam wła-
śnie Jezus się na czas Paschy wybiera i nie chcę go od tego zamiaru odwodzić, jeśli nie mam 
przedwcześnie zdradzić swoich zamiarów. 

III 

background image

W  podróży  do  Jerozolimy  towarzyszyło  Jezusowi  wielu  mu  najbliższych.  Później  ci  o 

nich  napiszę.  Teraz  chciałbym  ci  najpierw  donieść,  że  wracamy  już  -  rzec  by  można: 
uciekamy - z Jerozolimy, i że powód tego spiesznego uchodzenia z Jerozolimy przybliża, jak 
sądzę, spełnienie poruczonego mi zadania. 

W Jerozolimie Jezus zupełnie nie przestrzegał przyjętych zwyczajów. Uzdrowił chorego 

w szabat,  faryzeuszom  urągał,  a siebie nazwał  Synem  Bożym.  Pewno niewiele ci  to  powie, 
ale  już  to,  o  czym  napisałem,  wystarcza,  by  go  jerozolimski  Sanhedryn  wszystkimi 
możliwymi  karami  obłożył.  Na  dotarcie  do  najważniejszych  członków  Sanhedrynu  nie 
miałem  już  dostatecznych  środków,  jako  że  sporom  złota  wydał  w  czas  podróży  do 
Jerozolimy.  Dowiedziałem  się  jednak,  że  Sanhedryn,  jeszcze  w  minionym  foku,  nałożył  na 
Jezusa dwie kary mniejsze, a 

20 
to  „nidduj"  i  "cherem",  a  teraz  już  i  „skammatę"!  Kary  tej  wcale  nie  próbowano 

zatwierdzać  u  Poncjusza  Piłata,  jeno  policja  Sanhedrynu  Pilnie  zaczęła  naszej  grupy 
poszukiwać. Jezus dowiedział się o tym  od sanhedrynity Nikodema-ben-Goriana, który mu, 
jak się zdążyłem zorientować, sprzyja wielce. Dość, że z Jerozolimy musieliśmy najspieszniej 
uchodzić, do cze-gom sam też przynaglał, złota na zorganizowanie podróży nie żałując, bom 
się  obawiać  zaczął,  że  zadania  mogę  nie  wykonać  nigdy,  jeśli  policja  jerozolimska  pojmą 
Jezusa!  Faryzeusze  taką  zajadłość  Judejczyków  przeciw  niemu  wywołali,  że  tylko  spieszna 
ucieczka  mogła  nas  uratować!  Swoją  drogą,  odważny  to  prorok,  bo  bez  żadnego  strachu 
faryzeuszom  się  przeciwstawiał,  a  jeszcze  ich  sądem  Mojżeszowym  straszył.  Mówił  też,  że 
jest  Synem  Człowieczym.  Popełnił  więc  bluźnierstwo,  które  w  oczach  Judejczyków 
usprawiedliwia  „skam-matę",  jaką  Sanhedryn  jerozolimski  na  niego  nałożył.  Tobie 
najpewniej, dostojny Witeliuszu, określenie „Syn Człowieczy" nic nie mówi. A nam. Żydom - 
wiele! Oto w świętych księgach naszych jest zapisane proroctwo Daniela o tym, że od Boga 
naszego przybędzie Syn Człowieczy, któremu dana jest władza nad królestwami i narodami. 
Tak  więc  Jezus  powiedział  faryzeuszom,  że  jest  właśnie  tym  wybranym!  Czy  jest  nim 
rzeczywiście,  trudno  mi  powiedzieć,  nie  jestem  „uczonym  w  Piśmie".  Wiem  jednak 
najbezsporniej coś zupełnie innego, a to, że jeśli nas dopadną w granicach Judei - mimo iż od 
ogłoszenia „skammaty" nie minął czas prawem wyznaczony, i mimo że wyrok ów nie został 
zatwierdzony przez Poncjusza Piłata - to najpewniej Jezus zabity zostanie, a kto wie, czy nie i 
ci,  którzy  go  otaczają.  W  tej  liczbie  i  ja  -niestety!  Stąd  też  złota  nie  żałuję  na  dostarczenie 
rychłe  tego  listu  do  ciebie,  panie,  bo  gdyby  nas  pojmano,  glejt,  jaki  od  ciebie  otrzymałem, 
zamierzam zużytkować i liczyć na twoje wstawiennictwo! 

IV 
Dostojny Witeliuszu! Zdołaliśmy szczęśliwie przebić się do Galilei. W trakcie spiesznej 

podróży naszej - wprost powiedziałem Jezusowi, że jestem twoim, o panie, posłańcem i że ży-
czenie masz spotkać się z prorokiem. Przekonałem go, że rozsądnie będzie, po tym, co w Je-
rozolimie się zdarzyło - usunąć się na czas jakiś z żydowskich krain. Zapewniłem Jezusa, że 
może czuć się bezpiecznym zupełnie w podległych ci stronach. Jutro wyruszamy o świtaniu, 
tak  że  w  dzień  po  posłańcu,  który  list  odda,  stawimy  się  w  umówionym  miejscu  pomiędzy 
Tyrem a Sydonem. Będzie nas liczna dość i wcale dobrze uzbrojona grupa, stąd nie wyklu-
czam, iż jeśli jakoweś straże zatrzymywać nas będą - zmuszony zostanę z glejtu skorzystać, 
by do nie zamierzonej potyczki nie doszło. Poza prorokiem i moją osobą w grupie znajdować 
się będą: Szymon i brat jego Andrzej - synowie Jony, Jakub z bratem swoim Janem - synowie 
Zebedeusza. Ci czterej są podwładnymi Filipa i z Betsaidy pochodzą. Pozostali to Galilejczy-
cy, poddani Heroda Antypasa, są to: Filip, Bartłomiej, Tomasz, Mateusz, Jakub, Juda i Szy-
mon  zwany  Gorliwym.  Większość  z  nich  to  rybacy,  choć  mieczem  władać  nieźle  umieją. 
Najlepszym w tej sztuce jest Szymon, który podług mnie z zelotami ma związek. W takiej oto 
grupie przybędziemy. Uczynię wszystko, by do umówionego domu na spotkanie z tobą jeno 

background image

Jezus się udał. Liczę też, o panie, że umówione dwie sakiewki otrzymam, poruczone zadanie 
wypełniwszy. 

V 
Dzięki ci, panie, za to, żeś właściwie trud mój ocenił, rozumiem bowiem, że te cztery sa-

kiewki do mnie należą! 

Nie spiesz się tak, przyjacielu. Ja słowa dotrzymuję. Umówiliśmy się, że otrzymasz dwie 

za  spełnienie  zadania.  Dwie  sakiewki,  proszę,  są  twoje.  Dwie  zaś  dalsze  otrzymasz  za 
wykona- 

21 
nie nowego zadania, jakie zamierzam ci poruczyć. Chcę oto, byś udał się dalej z grupą 

Jezusa  i  cały  czas  przy  nim  będąc  ochraniał  go  przed  niebezpieczeństwami.  Ale  też  i  o  co 
innego  jeszcze  mi  chodzi.  Może  oto  Jezus  działać  podług  uznania  swego  w  krainach 
podległych  Herodowi  Antypasowi  i  Filipowi,  nie  może  jednak  już  nigdy  pojawić  się  na 
terytorium podległym Poncjuszowi Piłatowi... 

Nie jest to możliwe, dostojny Witeliuszu! Nie masz chyba, tak jak i ja, wątpliwości, że 

Jezus jest prorokiem, a może i nawet Mesjaszem, stąd miejsce jego w Jerozolimie! Tam tylko, 
zgodnie z księgami naszymi, może Mesjasz misję swoją dopełnić, naród nasz z niewoli wy-
prowadzając. 

Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że mówisz teraz bardziej jak uczeń owego Jezusa czy 

też  jak  apostoł  -  tak  bowiem  was  ów  prorok  nazywa,  nieprawdaż?  -  a  nie  jak  człowiek  na 
moich  będący  usługach  i  rzymski  żołd  pobierający!  Wziąłeś  dwie,  a  nawet  i  trzy  już 
sakiewki?  Musisz  się  więc  zdecydować,  kim  jesteś.  Judaszu  z  Kariot,  synu  Szymona?!  Czy 
jesteś uczniem Jezusa, czy człowiekiem na usługach moich? Mam ci przypomnieć, kim byłeś 
wcześniej, nim ciebie na rzymskie usługi najęto? 

Wybacz,  dostojny  panie,  ale  to  nowe  zadanie,  które  chcesz  mi  postawić,  jest  wręcz 

niespeł-nialne. Po pierwsze, Jezus już wie, żem jest twoim człowiekiem, a więc najpewniej za 
zdrajcę spraw żydowskich mnie uważa. Jak więc mam na powrót  do niego dołączyć, skoro 
już ufać mi nie będzie? Po drugie, przywiązałem się do tych ludzi. Poprzez wspólnie przeżyte 
niebezpieczeństwa  bliskimi  mi  się  stali.  Nadto  Jezusa,  jak  już  wspomniałem,  za  proroka 
uważam,  bo  przecie  na  oczach  moich  chorych  uzdrawiał,  a  i  inne  cuda  czynił,  które  jeno 
prorok  zdziałać  może.  Jak  więc  mam  uniemożliwić  mu  jego  podróż  ewentualną  do 
Jerozolimy, skoro sam uważam, że tam jest właśnie jego miejsce?... 

To  ty  tak  uważasz.  Judaszu.  Mnie  ów  prorok,  który  dzięki  posłannictwu  swemu 

poważanie  ma  wielkie  i  z  wieloma  ludźmi  się  styka,  a  też  i  u  Żydów  posłuch  ma  -  tu,  w 
krainach podległych Herodowi Anty pasowi i Filipowi, jest potrzebny! Czy oto zrozumieć nie 
możesz,  że  powinnością  moją  jest  zabezpieczenie  interesów  w  krainach,  za  które  jestem 
współodpowiedzialny? Czy nie widzisz, że to nie Piłat Poncjusz insurekcję przeciw Rzymowi 
szykuje, a właśnie Herod Antypas?! Ważnym dla mnie jest to, czy czyni to sam - bez wiedzy i 
współpracy z bratem swoim Filipem -czy też jest to zmowa ogarniająca wszystkie żydowskie 
krainy? Jeśliby insurekcja wydarzyła się w Judei lub Samarii, jest to sprawa Poncjusza Piłata i 
jeśli nie potrafi się z opresji wykaraskać, zawsze mogę udzielić mu pomocy i pożytki z tego 
dla  siebie  wywieść.  Gorzej  dla  mnie  byłoby,  gdyby  insurekcja  żydowska  miała  miejsce  w 
krainach Heroda Antypasa bądź brata jego, Filipa... Wówczas Piłat Poncjusz chętnie wysłałby 
mi na pomoc kohorty jemu podległe, ale ze zdarzeń takich on, a nie ja, miałby pożytek! Tak 
więc. Judaszu, zostaw mnie ocenę zdarzeń i osąd nad właściwym wykorzystaniem ludzi. Do-
mniemać mogę, że Herod Antypas dąży do wywołania buntu w Galilei i temu właśnie zapo-
biec muszę, nie wchodząc z nim w konflikt bezpośredni. Wiesz przecie dobrze, że ma on do-
stojnie j  szych niż ja protektorów w Rzymie! Spełniaj  więc swoją powinność... Myślisz, że 
mogę pozwolić sobie na to, by Jezus jako Mesjasz pojawił się w Jerozolimie, nawet gdyby był 
owym Mesjaszem rzeczywiście?! Pochodzi z Galilei, zaś wieści o tym, że był w podległych 

background image

mi  stronach,  nie  da  się  utrzymać  w  tajemnicy.  Jeśli  więc  pojawi  się  w  Jerozolimie  i  nawet 
bezwiednie do rozruchów doprowadzi, łatwo Piłat Poncjusz może w Rzymie nie tylko Heroda 
Antypasa,  ale  i  mnie  oskarżyć  o  sprzyjanie  buntownikom.  Jezus  może  więc  działać 
swobodnie w krainach żydowskich, z dala jednak od Judei. Wiem już, że uważa się za proro-
ka i Mesjasza - jego to sprawa. Byleby uzgodnień naszych przestrzegał. Prosto stąd do Ceza-
rei Filipowej się uda, zatem rozeznaj tam, czy Filip działa w zmowie z Herodem Antypasem. 

22 
Jezus  z  nimi  związków  nie  ma  żadnych,  a  więc  z  mojej  strony  nic  mu  w  Cezarei  czy 

Galilei nie grozi, chyba że skierowałby swe kroki ku Jerozolimie... 

Nie polecisz mi chyba -  zabić proroka, gdyby do Judei się udał?! Nie uczyniłbym tego! 

Nie umiem, nie chcę!... 

Nie gorączkuj się. Judaszu! Jezus wie, iż moim jesteś człowiekiem, stąd też zapowiedzia-

łem mu, że jeśli do Jerozolimy się uda, zostanie przez ciebie w ręce Sanhedrynu jerozolim-
skiego wydany! 

Jakże ja mam być przy jego boku, skoroś mu to, panie, powiedział? Przecie, jeśli jest Me-

sjaszem - pójdzie do Jerozolimy nawet wiedząc, że go wydam w ręce Sanhedrynu! 

Mądry  to  człowiek,  Judaszu!  I  myślę,  że  błędnych  nie  podejmie  kroków.  Jeśli  zaś  jest 

Mesjaszem,  wówczas  idąc  do  Jerozolimy  -przeciw  Rzymowi  wystąpi,  bo  czyż  nie  taka  jest 
misja Mesjasza przez was rozumiana? Sameś mi o tym mówił! Mesjasz miałby ukarać Romę 
- jawnogrzesznicę. Paradne doprawdy! Myślisz, że mógłbym spokojnie patrzeć na to, jak staje 
się jakieś, choćby i mało niebezpieczne dla Rzymu, wydarzenie? Judaszu z Kariot -wypełniaj 
swoją powinność, bo chociażeś Żydem, jesteś na usługach Romy; pamiętaj o tym, cokolwiek 
będziesz zamierzał uczynić po naszej rozmowie. Bierz złoto i wiedz, że ręce Rzymu są długie, 
a  ty  nie  jesteś  jedynym  na  moich  usługach.  Oddanych  mi  ludzi  umiem  nagradzać,  ale  też 
zdrajców potrafię karać! 

23 
Hora quarta 
Przywołałem was dzisiaj na posiedzenie Rady, by jeszcze przed spotkaniem Sanhedrynu 

całego zastanowić się wspólnie nad tym, co każdy z osobna miał wcześniej przemyśleć. Twój 
pogląd,  Nikodemie,  znamy  już  z  tego,  co  poprzednio  powiedziałeś.  Czy  chcesz  coś  jeszcze 
dodać? 

W zasadzie nie, Kajfaszu. Pozostaję przy swoim, że Jezus jest prorokiem, a czas okaże, 

czy  jest  też  Mesjaszem.  Stąd  nie  uważam  za  słuszne  tego,  coś  na  czele  części  Sanhedrynu 
uczynił, ferując - bez stosownej zgody większości - karę „skammaty" dla Jezusa! 

Niby nic nie masz do powiedzenia, a jednak przeciwstawiasz się naszej decyzji... 
Wybacz, Kajfaszu, że opowiem się za Nikodemem, choć on mnie o to nie prosił. Czynię 

tak,  bo  jak  i  on,  usilnie  dopominam  się  o  praworządność.  Czyżeś  i  nie  mnie  właśnie  zlecił 
sprawdzenie, jak Jezus wykonywał kary wcześniej postanowione? Powtarzam wam dla przy-
pomnienia:  Jezus  karę  „nidduj"  wykonał,  a  także  i  zasad  „cherem"  przestrzegał.  Kiedy  moi 
ludzie chcieli go podejść podstępem, by w czas kary „cherem" nauki głosił - nie uczynił tego, 
odpowiadał  im  kreśląc  słowa  na  piasku,  a  więc  zasad  postanowionych  Prawem  nie  złamał! 
Jeśli więc tak się stało, jak można było nałożyć karę główną, łamiąc przy tym wszystkie pra-
wa? Czy oto „skammata" podjęta została w stosownej sali synagogi, przy najszerszym sanhe-
dry nitów udziale? Nie sądzę, by dom twój zmienił nazwę z „Djebel-el-Kubar" na „Lischat-
no-Gazith",  a  kilkunastu  sanhedrynitów  stanowiło  większą  część  wszystkich  członków  San-
hedrynu: siedemdziesięciu jeden! 

Ależ, Józefie, czyś aby nie za bardzo przejął się rolą, jaką ci powierzyłem? Czyżbyś też 

był popędliwy jak Galilejczycy? 

Nie  próbuj  mnie,  Kajfaszu,  obrazić!  Wiesz,  że  ważę  każde  słowo,  stąd  dosłuchaj  do 

końca tego, co powiedzieć zamierzam -nie do ciebie tylko, a do wszystkich członków Rady. 

background image

A tych moich zastrzeżeń w sprawie kary „skammaty" dla Galilejczyka jest jeszcze więcej. Ni 
on mi krajanem, ni znajomym, ale nie zdzierżę łamania Prawa! Dziś bowiem małe w Prawie 
wyłomy - jutro lawiną stać się mogą! Po kolei: czy przesłuchano dwu świadków w obecności 
oskarżonego, czy zarzuty ich były zgodne ze sobą? Czy ogłoszenia o wyroku podane były w 
synagogach, nim zbrojnych w pościg za Jezusem wypuszczono? On zna - jak już powiedzia-
łem - Prawo i przestrzega jego zasad. Czemu zaś ci, którzy je tworzą, nie czynią tego? Popie-
ram więc Nikodema, nawet jeśli Jezus nie jest ani Mesjaszem, ani choćby prorokiem! Bo czyż 
przy takim postępowaniu nie robimy sobie w owym Galilejczyku wroga? Czy nie stawiamy 
przeciw sobie wszystkich Galilejczyków, a że są popędliwi, tyś sam, Kajfaszu, powiedział! 

Dziwię się tobie, Józefie, rozumujesz jak faryzeusz, a przecie nie tylko przyjaciele, ale i 

wrogowie  w  szeregach  saduceuszy  cię  poważają.  Ty  zaś  tylko  o  przestrzeganiu  Prawa  mi 
mówisz, nie zastanawiając się zupełnie nad tym, jakie oto ów Jezus niebezpieczne dla narodu 
naszego wygłasza poglądy. 

24 
Kajfaszu!  Daj  pokój  faryzeuszom  -  proszę.  Tak,  jesteśmy  za  przestrzeganiem  Prawa,  a 

więc  masz  nas  czterech  faryzeuszy  przeciw  sobie,  bo,  jak  widzisz,  Nikodem  i  Józef  są  też 
przeciw,  i  jeśli  dalej  w zacietrzewieniu  jeno  mówił  będziesz  -  to  zostaniesz  sam  ze  swoimi 
racjami... 

Izmaelu, Józefie - na litość, przestańcie Kajfasza do muru przypierać, bo za niedługo dom 

ten w targowisko zamienimy, a wówczas już tylko będzie nam tu Jezus potrzebny - dla roz-
gonienia  towarzystwa  całego!...  Nie  obraź  się,  Kajfaszu,  ale  ponieważ  protesty  głównie  w 
ciebie  godzą,  stąd  może  ja  przejmę  przewodnictwo  dalsze  obrad,  jeśli  nic  przeciwko  temu 
mieć.  nie  będziecie.  Sprzeciwów  nie  słyszę.  Uważam,  że  nasamprzód  wysłuchać  winniśmy 
racji  Kajfasza,  które  go  do  nagłego  zwołania  Sanhedrynu  zmusiły.  Ostawmy  więc  na  razie 
temat słuszności kary Galilejczykowi nałożonej, skoro nie wszyscy słyszeć mogli to, z czym 
Kajfasz w Sanhedrynie wystąpił. 

Dziękuję ci, Annaszu, i z radością przekazuję ci przewodnictwo, bo zaatakowano umie, 

jakbym to ja był winien zamieszania, a nie ów Galilejczyk! I choć część z was zna moje racje, 
powtórzę je raz jeszcze. Oto doniesiono mi, że w czas ostatniej Paschy Jezus na powrót przy-
był  do  Jerozolimy.  Ostrzeżony  tym,  co  poprzednio  w  Jerozolimie  uczynił  -  nakazałem  go 
skrzętnie  pilnować.  Wnet  mnie  uwiadomiono,  że  w  szabat  uzdrowił  człowieka,  co  przecież 
trudno  uznać  za  postępek  zgodny  z  Prawem.  Mimo  to  postanowiłem  zdarzenie  owo  puścić 
płazem, bo uzdrowiony wskazał go dopiero w świątyni. Ale tam właśnie ów Galilejczyk po-
wiedział, że jest nie tylko Synem  Bożym,  ale i  Synem  Człowieczym, a więc popełnił  bluź-
nierstwo, którego ukaranie ani świadków nie wymaga, ani też pełnego składu Sanhedrynu. Za 
bluźnierstwo został więc skazany na „skammatę". Toś ty, Józefie, powiedział, że Sanhedryn 
winien Prawa przestrzegać. Tak też i uczyniłem, osądzając bluźnierstwo zgodnie z Prawem! 
Może ów Jezus być prorokiem, może być i Mesjaszem - jest jednak przede wszystkim Żydem 
i Prawo go równie jak innych obowiązuje! Jeśli zaś bluźnił, mógł jeden tylko otrzymać wyrok 
- „skammaty"! - i to niezależnie od tego, czy wcześniej mu nałożone kary wykonał. 

Nie jest to takie pewne, Kajfaszu, że w świątyni bluźnierstwo miało miejsce. Czyś je sam 

słyszał? Czy  świadkowie  je  potwierdzili?  Z  tego,  co  do  mnie  dotarło,  ów  Galilejczyk  rzekł 
jeno, iż Ojciec jego działa aż do tej chwili i że on też działa, co trudno aż tak jednoznacznie 
jako bluźnierstwo rozumieć. Mówił wprawdzie później o Synu Bożym i Synu Człowieczym, 
ale przecie, że nadchodzi dopiero godzina, kiedy wszyscy usłyszą głos Syna Bożego, jak więc 
można było sądzić, że o sobie mówi? Znam wielu, którzy to, co mówił, uznali jeno za pro-
roctwo.  Powoływał  się  przecie  na  świadectwo  o  nim  jako  o  proroku,  które  wydał  znany 
wszystkim Jan Chrzciciel... 

Tyle  tylko,  Józefie,  że  Jan  Chrzciciel  nie  żyje,  a  kiedy  żył,  to  -jak  mi  wiadomo  - 

wątpliwości miał co do Galilejczyka, skoro uczniów swoich pod Nain do Jezusa posłał, a ci 

background image

pytali go: „Czy ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" 

Ależ, Kajfaszu, teraz przesadzasz stanowczo. Wiesz przecież o tym, że pytanie dotyczyło 

tego, czy jest on Mesjaszem, a nie, czy jest prorokiem, przecie Jan Chrzciciel sam go wska-
zał... 

Słuchajcie,  co  do  tego,  że  jest  prorokiem,  nie  ma  wątpliwości,  bowiem  wiele  miałem 

doniesień  o  tym,  że  ludzi  uzdrawia,  a  nie  tak  dawno  przełożony  synagogi  w  Kafarnaum 
opowiadał  mi  o  tym,  jak  Jezus  uzdrowił  jego  córkę.  A  chyba  w  wątpliwość  podawać  nie 
można słów przełożonego synagogi?! 

Przyjaciele!  Znowu  zaczynacie  o  czym  innym  mówić,  niż  zamierzaliśmy.  Nie  mamy 

przecie  dzisiaj  rozstrzygać,  czy  Galilejczyk  jest  prorokiem,  czy  też  Mesjaszem.  Mamy  oto 
rozstrzygnąć, czy słusznie uczyniono podejmując karę „skammaty" w zmniejszonym składzie 

25 
Sanhedrynu.  Nie  oszukujmy  się,  każdy  w  tej  sprawie  zebrał  najpewniej  wieści,  a  też  i 

czas  miał  na  przygotowanie  swojego  zdania.  Odpowiedzmy  więc  wprost  na  to,  czy 
powinniśmy jako rada z wyroku „skammaty" się wycofać? 

Zaraz, zaraz, Annaszu! Nie po to was zwołałem do swego domu, byście sąd nad moimi 

decyzjami czynili. Było to rozstrzygnięcie, jakie było! Nie sądzę, byśmy teraz, tak jak ja po-
przednio, w gorączce mieli coś postanowić, nie zważywszy wszystkich za i przeciw! Zgodzić 
się mogę z tym, że formalnościom stosownym nie stało się zadość, ale przecie wówczas, kie-
dy o bluźnierstwie była mowa, kiedym otrzymał zbiór meldunków od faryzeuszy o tym, jak 
Jezus usiłuje w gruzy religię naszą zburzyć - musiałem działać szybko, tym bardziej, że gdy-
bym się go z Jerozolimy nie pozbył, mógłby w czas Paschy przekonać do swoich pomysłów 
wielu ludzi, a ci rozwlekliby to po naszych krainach. Przepraszam was, że odwodzę od odpo-
wiedzi na pytanie, jakie do nas Annasz skierował, ale wysłuchajcie, proszę, zdania Aleksan-
dra albo rabbiego Zadoki, którzy wspólnie ze mną meldunki czytali. Nie chcę, byście posą-
dzili mnie akurat o złość zapieczoną wobec Galilejczyka... 

To rzeczywiście poważna sprawa, Annaszu! I uważam, że zanim zaczniemy na jakiekol-

wiek pytania odpowiadać, powinniśmy wszyscy poznać to, co ów Jezus głosi i na ile jest to 
zgodne z Prawem i Zakonem, bo gdybyśmy ocenili, że przeciw Prawu ów Galilejczyk wystę-
puje, to wówczas, kto wie, czy nie należałoby uznać owej kary za słuszną, nawet jeśli została 
postanowiona bez zachowania formalności stosownych. A ponieważ chodzi o odstępstwa od 
Prawa, proponuję, by o tym rabbi Zadoka powiedział... 

Nie będę wiele rozwodził się nad sprawą, bo kto chce, może przeczytać uważnie wspo-

mniane  przez  Kajfasza  meldunki  od  przełożonych  synagog.  Powiedzieć  jednak  muszę,  że 
Galilejczyk Prawa nie przestrzega:  w szabat  uzdrawia, a też i  nie pości, ba  -nie przestrzega 
czystości pokarmów twierdząc, że nieczystość i grzech nie od żołądka, a od umysłu ludzkiego 
pochodzą.  Nadto  na  rozejście  się  małżeństwa  nie  zezwala  i  do  miłości  bliźniego  nawołuje 
wbrew prawom przyjętym. Czyż nie jest powiedziane, że "będziesz miał w nienawiści wroga 
swego"? Albo czy można dozwolić na nauki Galilejczyka, podług których dobre uczynki nie 
powinny być opłacane w synagogach? Jak więc widzicie, Galilejczyk lekce sobie waży Prawo 
i w naukach głoszonych przeciw niemu występuje... 

Wybacz,  że  ci  przerwę,  rabbi  Zadoko,  ale  jako  arcykapłan  winienem  radę  i  o  innych 

jeszcze rzeczach uwiadomić, które już nie tylko w Prawo, ale i w Zakon godzą! Powiada oto 
ów  Galilejczyk,  że  każdy  może  w  Boga  naszego  wierzyć,  nawet  Żyd  nieobrzezany,  nawet 
poganie.  Podług  niego  może  to  być  Arab,  Chaldejczyk,  Egipcjanin,  co  gorsza  -  nawet  i 
Rzymianin!  Więcej,  naucza  on,  że  jerozolimska  Świątynia  Jahu  nie  jest  najważniejsza,  że 
Świątynię można w dowolnym miejscu ustanowić, a nawet może jej nie być! Rozumiecie, do 
czego  nauki  takie  mogą  doprowadzić?  Oto  wystarczy,  że  wierni  przestaną  w  święta  do 
Jerozolimy  przybywać,  a  Świątynia  szybko  zbiednieje,  stracą  na  tym  kapłani,  kupcy  i 
rzemieślnicy ;- straci całe miasto. Czyż nie widzicie, że najwięcej uzyskuje Świątynia i miasto 

background image

całe właśnie w święta, kiedy ze wszech stron naród do Jerozolimy ciągnie?! A co może się 
stać,  jeśli  nie  będzie  tego  czynił  -  chyba  wam  odpowiadać  nie  muszę?...  A  do  tego 
wszystkiego, już przed rokiem, kiedy w Jerozolimie Galilejczyk był, czyż nie powiedział, że 
może Świątynię jerozolimską zburzyć? Ten człowiek przeciw Jerozolimie, przeciw Świątyni, 
przeciw nam, przeciw Prawu, przeciw Żydom występuje! I co - sądzicie, że jako arcykapłan 
mam się z tym godzić? Galilejczyk naucza, jak powiedział rabbi Zadoka, że w Boga naszego 
wierzyć  może  każdy,  a  nie  tylko  Żyd  obrzezany  -czy  rozumiecie,  do  czego  to  może 
prowadzić?  Przecie  rozpłyniemy  się  w  morzu  narodów  innych,  jeśli  odrębności  plemiennej 
przestrzegać  nie  będziemy.  Jesteśmy  narodem  wybranym  przez  Jahu,  a  jak  oto  się 
rozpoznamy, kiedy czas naszego wyniesie- 

26 
nia  przyjdzie,  skoro  podług  Galilejczyka  wyznawcą  Jahu  mienić  się  może  i  Arab,  i 

Rzymianin?! Czy może tego chcieć Mesjasz, który nas jako wybrańców winien poprowadzić? 
Czy  oto  chcieć  on  może,  byśmy  więzi  plemienne  rozerwali,  innych  na  równi  z  Żydami 
uznając?! Jeśli dziś powiadamy, że i Samarytanie, i Galilejczycy nie są wiernymi na równi z 
Judejczykami,  to  jutro  powiedzieć  mamy,  że  są  nam  równi  nie  tylko  oni,  ale  i  pogańscy 
Negrowie,  a  może  i  wrogowie  nasi  odwieczni  -  Rzymianie?  Nie  -  moi  drodzy!  Nauki 
Galilejczyka wymierzone są przeciw Prawu, przeciw Zakonowi, przeciw plemieniu naszemu! 
Może i jest on prorokiem, może i jest Mesjaszem - ale w takim razie przyszedł do nas nie w 
czas  do  proroctw  i  nauk  takich  przeznaczony!  Wolę,  by  mnie  oskarżono  o  omyłkę,  o 
niezgodne  z  zasadami  Prawa  ukaranie  proroka,  czy  nawet  Mesjasza  -  niż  by  Zakon  nasz  i 
plemię całe na zatracenie skazać! Dziś trzyma nas w jedności Świątynia jerozolimska i Prawo 
Mojżeszowe  -  a  co  z  nami  będzie,  jeśli  więzi  tych  zabraknie?  Nie!  Jako  arcykapłan  na  to 
zezwolić nie mogę i nie zezwolę! Czyż nie chcecie zrozumieć, czyż nie chcecie przyjąć, że 
lepiej, gdy jeden człowiek umrze za swój naród, niż miałby zginąć cały naród przez jednego 
człowieka?!  Stąd  wolę  przyjąć  na  siebie,  że  popełniłem  omyłkę  i  skazałem  na  „skammatę" 
proroka  czy,  być  może.  Mesjasza  -  niż  uśmierzyć  w  sobie  obawę,  że  ów  człowiek  na 
zatracenie może wydać Świątynię, Zakon i plemię nasze... Bez wahania skażę każdego, przez 
kogo to mogłoby się wydarzyć, I baczył nie będę na to, kim on jest czy kim może być! 

Żarliwieś,  Kajfaszu,  wywód  swój  prowadził  i  zaiste  to,  coś  powiedział,  nie  może  być 

zlekceważone, ale przecie ma rację i Nikodem, i Józef, że w rozstrzygnięciach naszych Prawa 
winniśmy  przestrzegać.  Pełniej  teraz  pojmuję  powód,  dla  którego  Sanhedryn  w  niepełnym 
składzie zwołałeś. Pełniej też pojmuję, czemuś tego, co mówisz dzisiaj - wówczas nie powie-
dział!  Dobrze  się  więc  stało,  że  Galilejczyk  ze  swymi  uczniami  Judeę  opuścił,  ale  przecie 
winniśmy dokładnie wiedzieć, gdzie przebywa, co głosi i czy kara „skammaty" do przemy-
śleń i poprawy go zmusiła. Prowadzenie tej sprawy proponuję zlecić, jak poprzednio - Niko-
demowi. Idzie o to, byśmy błędu jakiegoś nie popełnili, który przeciw Świątyni, narodowi lub 
też przeciw nam się obróci. Musimy, jeszcze przed posiedzeniem Sanhedrynu, zastanowić się, 
jak postąpimy, gdyby Jezus pojawił się w Jerozolimie. Czy będziemy „skammatę" u Poncju-
sza Piłata zatwierdzać? 

Annaszu! Ja nadal nie wierzę, że Galilejczyk bluźnił i że przeciw Świątyni i Zakonowi 

występuje!  Jeślibym  miał  być  za  „skammatą",  to  tylko  wówczas,  kiedy  świadków  mu  się 
przedstawi  lub  kiedy  bluźnierstwo  swoje  -  że  jest  Synem  Człowieczym  -  w  przytomności 
naszej  powtórzy!  Prawo  powinno  być  Prawem!  Nadto  nie  sądzę,  że  mógłby  jeden  tylko 
człowiek  aż  tak  wielkie  zagrożenie  sobą  przedstawiać,  iżby  zdolen  był  zmienić  nawet  losy 
całego narodu. 

A czyż nie uczynił tego, Józefie - Mojżesz? Powiesz, że był prorokiem, ale przecie Niko-

dem powiada, iż nie ma wątpliwości, że Jezus też jest prorokiem, a może nawet i Mesjaszem? 
Mógłby przecie ktoś taki do wstrząsów i zmian doprowadzić! Jeśli tak, to doprawdy istotnym 
jest,  co  naucza,  do  czego  prowadzi,  ku  czemu  zmierza?  I  na  ile  to  wszystko  zgodne  jest  z 

background image

Prawem, Zakonem, i na ile interesom plemienia naszego służy? Temu chyba nie zaprzeczysz, 
Józefie? 

Nie! Zaprzeczyć nie mogę, Kajfaszu, ale co do przestrzegania Prawa... 
No właśnie. Niechaj - jak Annasz radził - Nikodem skrzętnie wieści o działalności Jezusa 

zbiera i pod naszą wspólną ocenę poddaje, a kiedy już rozeznanie będziemy mieć pełne - po-
stawmy sprawę pod ocenę całego Sanhedrynu. Może rzeczywiście trzeba będzie Galilejczy-
kowi - jeśli się pojawi w Jerozolimie  - przedstawić i zarzuty, i świadków, a może też trzeba 
będzie wyrok nasz u Poncjusza Piłata zatwierdzić? Na razie to, co zrobiłem, zagrożenie odda-
liło, a być może, że wraz z odejściem Galilejczyka z Jerozolimy i z Judei zagrożenie to zma- 

27 
lało... Ale  gdzie teraz jest  Jezus, co robi? To powinniśmy wiedzieć dokładnie, jeśli  nie 

chcecie na wiarę przyjąć, iż mam rację, że przeciw Świątyni, Zakonowi i narodowi naszemu 
on  występuje!  Obyśmy  przez  nadmierne  poszanowanie  Prawa  nie  dopuścili  do  tego,  przed 
czym  przestrzegam!  Dlatego  raz  jeszcze  i  z  mocą  całą  powtórzę,  com  powiedział:  niechaj 
raczej  umrze  jeden  człowiek  za  naród,  aniżeli  zginąć  miałby  naród  cały  przez  jednego 
człowieka!... 

28 
Hora quinta 
I 
Wybacz, Korneliuszu, doprawdy nie masz racji sądząc, że odsunięcie ciebie od oddziału, 

którym dowodzisz, stanowi bądź to umniejszenie twoich zasług, bądź to  zwykłą niechęć do 
twojej osoby. Tak nie jest! Traktuję swoją decyzję jako wyróżnienie ciebie. Teraz oto, kiedy 
nadchodzą chwile szczególne dla mnie, kiedy, jak podejrzewam, wydarzyć się może nazbyt 
wiele przeciw mnie skierowanych intryg - potrzebuję ciebie właśnie, nie tylko jako dowódcy 
najlepszego z oddziałów, ale przede wszystkim jako mojego zaufanego człowieka, który wraz 
ze mną oceniał będzie zdarzenia, a wnioski z tej oceny wyprowadzone - zamieni w czyny. By 
tak się stało, nie możesz przecie zajmować się i oddziałem, i powierzonym zadaniem. Możesz 
jeno wybrać najbardziej ci sprzyjających legionistów, i to w niewielkiej liczbie. Gdybyś zaś 
potrzebował silnego wsparcia, możesz liczyć na kohortę stacjonującą w Jerozolimie. 

Nie mam więc, jak słyszę, wielkiego wyboru, dostojny Poncjuszu. 
Jeśliś z dotychczasowych zadań wywiązywał się znakomicie, mogę sądzić, że i dalej bę-

dziesz równie dobrym wykonawcą moich zleceń. Co więcej, nie tylko dobrym, ale i mądrym 
wykonawcą, z tego bowiem, co już mi przedtem powiedziałeś, wynika, że właściwe postępo-
wanie z naszej strony wymagać będzie wielkiej mądrości... Mówisz więc, że Witeliusz jakie-
goś Żyda znacząco wynagrodził? 

Tak, panie. Znajomy mi setnik - stojący ze swym oddziałem w Tyrze - przekazał wiado-

mość, że Witeliusz spotkał się gdzieś nie opodal tego miasta z grupą poddanych Heroda An-
typasa.  Podług  jego  wiedzy  o  sprawie,  byli  to  Galilejczycy.  Jeden  z  nich  otrzymał  znaczną 
sumę złota... 

I najpewniej wziął to złoto! Rzeczywiście musiał być to Żyd, a nie Rzymianin, bowiem 

czy ty - nawet i z ważnych powodów - wziąłbyś ode mnie sakiewkę złota? 

Dostojny Poncjuszu Piłacie - za swoją służbę otrzymuję żołd, który choć nie jest zbyt wy-

soki  -  wystarcza  mi  na  moje  potrzeby.  Służę  pod  twoimi  rozkazami  dla  dobra  rzymskiego 
imperium  i  pochwała,  jaką  wypowiedziałeś,  jest  dla  mnie  ważniejsza  niż  złoto.  Czyż  to  nie 
Fedrus powiedział, że „nagła hojność człowieka podoba się głupim, lecz wobec mądrych -jest 
złudną pułapką"?... 

Najskromniejszy  to  ty,  Korneliuszu,  nie  jesteś,  ale  przecie  masz  rację,  a  twój  wywód 

utwierdza  mnie  w  przekonaniu,  iż  wybrałem  właściwego  człowieka  do  zadań,  jakie  chcę 
przed tobą postawić. Wracając zaś do Witeliusza- Z dawna już podejrzewam, że chciałby on 
uczynić wszystko, by skompromitować mnie w oczach Sejana, a jeszcze lepiej samego Tybe-

background image

riusza. Jak mniemam, zależy mu wielce na tym, by przyporządkować prokuratorów legatowi 
syryjskiemu. I do spełnienia takiego zamysłu niewiele już mu przecie brakuje. Chciałby pew-
nie,  bym  ja  jemu,  a  nie  Tyberiuszowi,  meldunki  i  stosowną  część  podatku  wysyłał.  Swoją 
drogą, niezłe ma rozeznanie, skoro z Galilejczykami wchodzi w układy. Ci zawsze są skorzy 
do  szybkiego  wyciągania  miecza,  choć  też  i  szybko  stygną  w  swoich  zapałach.  I  właśnie 
ostudzenia owych zapałów od ciebie oczekuję. Mam oto pewne wiadomości, że pątnicy gali- 

29 
lejscy wwożą potajemnie broń do Jerozolimy. Jak więc widzisz, szykują się do zbrojnego 

wystąpienia,  i  to  właśnie  nie  u  siebie,  a  w  Jerozolimie.  Zadałem  sobie  pytanie:  czemu  tak 
czynią?  Ano  właśnie,  mogą  być  do  tego  zachęceni  przez  Witeliusza  lub  Heroda  Antypasa. 
Jeden chciałby mnie podporządkować, a drugi chętnie połączyłby stolec tetrarchy z prokura-
torskim!  Jeśliby  wywołali  znaczące  zamieszki  w  Jerozolimie,  mogliby  mnie  pogrążyć,  bo-
wiem Tyberiusz wyraźnie nie toleruje tych swoich urzędników, którzy nie potrafią porządku 
w prowincjach utrzymać. 

Mogę  się  zresztą  mylić,  wprawdzie  nie  co  do  tego,  że  Witeliusz  i  Herod  nie  życzą  mi 

najlepiej, ale co do ich związków z owymi Galilejczykami. Nie chce mi się bowiem wierzyć, 
żeby Rzymianin  z lada jakim  narodem  trzymał  i  przeciw Rzymianinowi  występował.  Może 
więc  te  Galilejczyków  przygotowania  związane  są  z  Jezusem,  który  jest  jednym  z  nich. 
Powiadają przecie w Jerozolimie, wbrew zapewnieniom Sanhedrynu, że jest on Mesjaszem, a 
więc i przywódcą Żydów władnym prowadzić ich do insurekcji... 

Wybacz, panie - czym dobrze zrozumiał? Nazwałeś Heroda Antypasa - Rzymianinem? 
A czy sądzisz, że jest Żydem? Tyle lat spędził w Rzymie, że gdyby nie rozkaz Tyberiusz 

a, najpewniej w ogóle nie zajrzałby do podległych mu prowincji. Czemu jednak pytasz o to? 

Bo  widzisz,  dostojny  Poncjuszu,  od  kiedy  obarczyłeś  mnie  obowiązkiem  bacznego 

śledzenia  wrogich  tobie  osób,  coraz  bardziej  nabieram  przekonania,  że  to  właśnie  Herod 
Antypas  knowa  jakiś  spisek.  Ludzie  Heroda  w  znacznej  liczbie  znajdują  się  w  jego 
jerozolimskiej posiadłości. Przygotowują tam pokaźne zapasy jadła i napojów, a także i broni. 
Ponadto ruchliwość i innego typu wykazują, docierając do sanhedrynitów, ale też i zelotów, a 
nawet i esseńczyków. Jakby się do czegoś szykowali. Przy tym cały czas chodzą ślad w ślad 
za owym Jezusem, prawie się z tym nie kryjąc... 

Może masz rację, Korneliuszu. Czas to najbliższy pokaże. Teraz jednak mniej dbam o to, 

kto wznieca niepokoje - dowiemy się o tym wcześniej czy później. Bardziej zależy mi na tym, 
by  zapobiec  jakiemukolwiek  zbrojnemu  wystąpieniu  w  Jerozolimie.  W  szczególności  oba-
wiam się momentu, kiedy pojawi się w tym mieście ćma Żydów ze wszystkich krain. Wtedy 
łatwo  iskrę  w  ognisko  zamienić.  Chwilą  taką  może  być  ich  najbliższe  święto  Paschy,  a  do 
niego  zostało  zaledwie  kilka  miesięcy.  Bezzwłocznie  więc  należy  rozhuśtane  -  obojętnie 
przez  kogo  -  nastroje  uśmierzyć,  przede  wszystkim  zaś  popędliwym  Galilejczykom  ich  roz-
grzane głowy ostudzić. Nie podoba mi się to przywożenie broni do Jerozolimy. Rzecz jasna, 
że na czas Paschy przybędę do miasta, a wcześniej wzmocnię garnizon. Zanim jednak to zro-
bię, wolę pozostać w Cezarei. Niech wszyscy sądzą, że niczego się nie domyślam, a jeśli już -
to niewiele. Stąd też mam następujący plan. Zbliża się oto żydowskie święto Kippur. Na uro-
czystą dla nich chwilę wejścia arcykapłana do miejsca świątyni, które oni nazywają „świętym 
świętych"  -  ściągnie  najpewniej  wielu  Galilejczyków...  Czy  wiesz,  Korneliuszu,  że  kiedym 
rozmawiał  w  swoim  czasie  z  Kajfaszem  i  wyraziłem  życzenie  dokładnego  obejrzenia  ich 
świątyni wraz z owym miejscem, ten mi zuchwale odmówił tego?! 

Te ich zwyczaje, o dostojny Poncjuszu, gdyby zostały przeniesione do Rzymu, doprowa-

dziłyby do tego, że Wieczne Miasto stałoby się zupełnie nudne. A tak... 

Daj  spokój,  Korneliuszu!  Wystarczająco  mi  tęskno  do  Rzymu,  bym  jeszcze  chciał 

wspominać o uciechach, które tu nie są nam dane. Wracając zaś do przerwanego wątku. Oto 
chciałbym,  byś  z  wybranymi  przez  siebie  legionistami  pojawił  się  w  Jerozolimie  jeszcze 

background image

przed  tym  świętem.  Niech  ludzie  twoi  rozgłaszają  po  gospodach,  w  których  stoją 
Galilejczycy,  że  poleciłem  w  święto  Kippur  przeprowadzić  przeszukania  we  wszystkich 
miejscach  zajmowanych  przez  nich  w  Jerozolimie,  szukając  skrywających  się  tam 
buntowników i zwiezionej przez 

30 
nich broni. Pewno nie od razu w to uwierzą. Zarządź więc, by dziesiątego tiszri według 

ich  kalendarza  -  rzeczywiście  rozpoczęto  takie  przeszukania.  Co  wtedy  zrobią?  Ci,  którzy 
mają coś na sumieniu  albo naprawdę przechowują w Jerozolimie broń, będą chcieli  uciec z 
miasta.  Obstaw  bramy,  a  szczególnie  tę,  z  której  prowadzi  droga  do  Galilei.  Wysiecz  tych, 
którzy będą mieli ze sobą więcej niż jeden miecz, i tych, którzy będą niesforni. Resztę masz 
rozbroić i puścić wolno. Niech rozgłaszają sami o tym, co się wydarzyło, ale też i o tym, że 
nikomu,  kto  zachował  się  zgodnie  z  naszymi  poleceniami  -włos  nie  spadł  z  głowy.  To,  co 
zrobisz,  nie  może  być  masakrą,  ma  tylko  ostudzić  ich  zapały  do  rebelii  i  stanowić  dla  nich 
nauczkę, nie zaś ich rozwścieczyć i pobudzić do odwetu. Jestem pewien, że łatwo poradzisz 
sobie z takim zadaniem. 

Dostojny prokuratorze! Dostojny Poncjuszu Piłacie! Zawsze wykonywałem godnie to, co 

mi poleciłeś. Dowodziłem swoim oddziałem w wielu bitwach, w których naprzeciw naszych 
szeregów stawali zaprawieni w bojach przeciwnicy i zawsze oddział mój miażdżył w starciu 
wrogów.  Dlaczego  teraz  ma  być  inaczej?  Cóż  za  siłę  może  stanowić  i  kilkuset  Galilejczy-
ków?... 

Spokojnie, Korneliuszu! Wiem, żeś waleczny, ale, jak powiedziałem, wcale nie chcę, byś 

w Jerozolimie dokonał pogromu Galilejczyków. Zabijesz kilkuset, wrócić mogą tysiące! Nie 
o to chodzi! Żądam, by zadanie zostało spełnione dokładnie tak, jak je wcześniej przedstawi-
łem. Możesz więc usiec tylko kilku, tylko kilku  - Korneliuszu! Pozostali zaś, ba  - nie tylko 
oni,  ale  wszyscy  Żydzi,  którzy  dotrą  tego  dnia  do  Jerozolimy,  wiedzieć  muszą,  że  ukarano 
krnąbrnych Galilejczyków za gromadzenie broni i tajne knowania przeciw Rzymowi. Czyśmy 
się zrozumieli, Korneliuszu? 

Tak, o dostojny, ale chciałbym mieć pod rozkazami cały swój oddział... 
Doprawdy,  zaczynasz  mnie  irytować.  W  Jerozolimie  stacjonuje,  zgodnie  z  moim 

rozkazem,  jedna  kohorta.  Sądzisz,  że  dla  kilku  Galilejczyków  mam  posyłać  tam  dalsze 
oddziały? Wybierz więc kilkunastu ludzi z mądrym dziesiętnikiem i to ma ci wystarczyć. Do 
obstawienia  bram  wykorzystasz,  jak  rzekłem,  stacjonującą  w  Jerozolimie  kohortę:  dam  ci 
stosowne pisma... 

Dostojny  Poncjuszu.  Naprawdę  dokładnie  zrozumiałem  swoje  zadanie  i  potrafię  je 

wypełnić podług twego zamysłu, tylko - tak nie lubię rozstawać się ze swoim oddziałem... 

Korneliuszu, Korneliuszu - gdyby każdy mógł czynić tylko to, co lubi! Wówczas i ja nie 

siedziałbym w tej dziurze, a jednak jestem w Cezarei, a nie w Rzymie! Sposób się do drogi, 
na  której  nie  marzenia,  a  wypoczęte  konie  i  dobry  miecz  będą  ci  potrzebne.  Ruszaj...  Aha! 
Przyślij posłańca z meldunkiem o wykonaniu zadania, sam zaś pozostań w Jerozolimie i miej 
pilne baczenie na ludzi Heroda Antypasa, a także owego galilejskiego proroka. Jeśli jeden lub 
drugi pojawi się w mieście, uwiadom mnie najrychlej, jak to będzie możliwe... 

II 
Dostojny Poncjuszu Piłacie! Wszystko przebiegło podług twoich zamysłów i rozkazów. 

Ujęliśmy  sześćdziesięciu  dwóch  Galilejczyków,  a  ośmiu  poległo  w  czasie  próby  ucieczki  z 
miasta.  Z  naszych  nikt  nie  zginął  ani  nawet  nie  został  ranny.  Zatrzymanych  umieściłem  w 
lochach. W czasie ich przesłuchań okazało się, że jeden z nich ukrył sztylet tak zmyślnie, iż 
mimo wcześniejszego przeszukania wniósł go do twierdzy. Poznaliśmy to niestety za późno. 

31 
Kiedy  moi  żołnierze  prowadzili  go  na  przesłuchanie,  jednego  z  nich  zabił,  a  drugiego 

ranił. Zbrodzień ów został pojmany jeszcze w twierdzy, tak że wieść ta nie wyszla poza nasz 

background image

garnizon.  Zatrzymany  nazywa  się  Jezus  Barabasz  i  podejrzewam,  że  jest  owym  galilejskim 
niby  to  prorokiem,  a  najpewniej  -  przywódcą  szykowanej  przeciw  nam  rebelii.  Pojmanych 
wszystkich trzymam do czasu twego, panie, przyjazdu do Jerozolimy, Wywiedziałem się też, 
że  niezadługo  Herod  Antypas  z  częścią  swego  dworu  ściąga  do  Jerozolimy,  chce  bowiem 
uczestniczyć  w  nadchodzących  żydowskich  świętach.  Oczekuję  więc  ciebie,  panie,  z 
niecierpliwością, tym bardziej że trzymam w lochu ważnego przestępcę... 

32 
Hora sexta 
Nie, Symeonie, tak postąpić nie możemy! Zważcie, proszę, na to, że zarówno arcykapłan 

Kajfasz, jak i większość saduceuszy jest przeciwko Jezusowi. Może i uznają go jako proroka, 
wszak wiele uczynił już dowodnych znaków za tym przemawiających, ale by mieli go za Me-
sjasza  - nie, tak nie jest! Przedstawiłem  wam,  co na ostatniej  radzie powiedział Kajfasz. On 
naprawdę zrobi wszystko, by doprowadzić do procesu Nazaretczyka i przemiany swego wy-
roku „skammaty" w rzeczywiste ukamienowanie lub i gorszą śmierć proroka... 

A więc i ty, rabbi Nahumo, przyznajesz, że Jezus jest co najmniej prorokiem? 
Jest  nim  najpewniej.  Kto  wie,  może  jest  on  i  Mesjaszem,  ale  czy  mamy  go  za  takiego 

uznać  i  ogłosić  to  ludowi  przyziemnemu  -trzeba  się  głęboko  zastanowić.  Czy  nie  nas  - 
faryzeuszy -naród uważa za swoich przywódców? A więc wszystko przemyśleć musimy, by 
działaniem opacznym owego przywództwa nie stracić, a przeciwnie: umocnić je i przewagę 
zyskać  nad  saduceuszami.  Dlatego  też  mówię  ci,  Symeonie,  nie  możemy  tak  postąpić,  jak 
radzisz. Czy wiesz, jak możemy się narazić i w Sanhedrynie, i Rzymianom, gdyby zwiedzieli 
się  oni,  że  zamierzamy  z  zelotami  wchodzić  w  przymierze?  To  pachnie  buntem  przeciw 
Rzymowi,  to  pachnie  krwią!  Wiecie  przecież,  co  Piłat  Poncjusz  nakazał  uczynić,  kiedy 
Galilejczycy  zaczęli  nazbyt  pewnie  o  powstaniu  mówić.  Nie,  drodzy  moi  -  musimy  się  nad 
tym  wszystkim  zastanowić  i  wybrać  na  j  rozważniejszą  dla  nas  drogę.  Podług  mnie 
spiskowanie  przeciw  Rzymowi,  usiłowanie  dokonania  przewrotu  do  niczego  nas  nie 
zaprowadzi.  Bo  czy ostatnie powstania coś nam  dały? Nic zgoła! A rządy  Heroda oparte na 
sojuszu  z  Rzymem  pozwoliły  do  świetności  doprowadzić  Świątynię,  nowe  synagogi  w 
miastach postawić i majątki pomnożyć. Dla nas najlepiej, jeśli z tymi, którzy są przy władzy - 
trzymać  będziemy...  Powiadasz,  Syme-onie,  że  Jezus  Nazaretczyk  jest  prorokiem,  a 
najpewniej i Mesjaszem. Powiedziałem ci, że w tym względzie może i masz rację, ale podaj 
mi choć jeden przykład, kiedy to prorok miał spokojne życie, a wraz z nim takowe ci, którzy 
go popierali?.' Tak się nie zdarzyło. Prorocy częściej musieli uchodzić z kraju albo w lochach 
siedzieć. Bo to, co mówili, sprawdzić się miało najczęściej w przyszłości odległej. A którego 
z władców obchodzi  jakiś  czas daleki? Najczęściej zabiegają o poklask tłumów na dzisiaj  i 
takież dostatnie i spokojne życie. Jeśli zaś któryś nadmierną energię w wojnach rozładowuje, 
to i tak tylko bądź dla zabezpieczenia swoich interesów, bądź wietrząc w wyprawach łatwo 
przychodzące  łupy.  Każdy  prorok,  choćby  i  był  nawet  Mesjaszem,  przegra  z  władcą,  ba,  z 
lada jakim politykiem, który jeno o dniu dzisiejszym myśli. Bo i lud przyziemny woli dziś żyć 
spokojnie i dostatnio, niż o takowe życie swoich praprawnuków zabiegać... A i mnie co oni 
obchodzą? A może wy się o nich martwicie? 

Wybacz, że ci przerwę, rabbi Nahumo, choć przecie z wywodem twoim zgadzam się w 

pełni, jest jednak jedno „ale"... Oto miałbyś rację, gdyby Nazaretczyk okazał się Mesjaszem z 
domu  Lewiego.  Wtedy  mógłby  zagrozić  naszym  interesom,  przyjmując  przywództwo  nad 
Zakonem i Świątynią. Ale przecie pochodzi on z rodu Dawida, a więc stać się może jego wła-
śnie następcą i mieczem z niewoli rzymskiej nas wyprowadzić, granice kraju rozszerzyć, Je-
ruzalem i Świątynię do jeszcze większej świetności przywieść! Czy z takich korzyści mieli-
byśmy - dla samej ostrożności - rezygnować? 

33 
Rabbi  Zadoko  -  za  mądryś,  by  takie  słowa  wygłaszać,  nie  mając  ku  temu  podstaw. 

background image

Słucham więc cię, przekonaj nas, że na to, co mówisz - masz dowody. 

Mówią o Jezusie jako Galilejczyku, w rzeczywistości, podług sprawdzonych przez moich 

ludzi  wieści,  urodził  się  on  w  Betlejem  -  mieście  Dawidowym  i  pochodzi  z  rodu  Dawida. 
Mówią, że nie może być Mesjaszem, bo go znają ludzie z Nazaretu, a ja dla odmiany wiem, 
że stale w mieście tym przebywał tylko jako pacholę, potem zaś nie było go tam przez długie 
lata. Pojawił się przed trzema laty jakby znikąd - tak jak to proroctwo przepowiadało. Nie ma 
naturalnego  ojca;  Józef,  cieśla  z  Nazaretu,  jest  tylko  jego  ojcem  przybranym.  Wiele  więc 
przemawia za tym, że Jezus -niby to Nazaretczyk - jest w księgach przepowiadanym Mesja-
szem?  Znaki  czyni,  jakich  już  dawno  nikt  nie  potrafił.  Chorych  uzdrawia,  uczniów  za  sobą 
wiedzie, tłumy do siebie z łatwością wielką przekonuje. Czy mógłby tego dokonać syn cieśli, 
tylko w tym fachu kształcony? Jeśli zaś jest Mesjaszem, i to z Dawidowego rodu, może stanąć 
na czele powstania ogarniającego wszystkie nasze krainy, ba - może doprowadzić do ugięcia 
Rzymu i odtworzenia państwa naszego w granicach z czasów Herodowych. Tyberiusz wszak 
usunął się na jakąś wyspę i tylko o spokój w imperium zabiega, więc jeśli za Jezusem staną 
wszystkie krainy nasze, jeśli jest Mesjaszem miecza - może państwo nasze szybko nad inne 
wywyższyć narody. Myślicie, że Rzym  miałby coś przeciw, gdybyśmy zbrojnie na Arabów 
wystąpili?  Stąd  też  nie  powinniśmy  tak  łatwo  od  poparcia  Jezusa  odstępować.  Jeśli  wygra, 
możemy znaleźć się jako ci, którzy w swój czas nie wsparli zwycięzcy. Możemy więc znaleźć 
się i poza Sanhedrynem, i poza Świątynią, albo nawet w lochach. 

Przekonująco to wywiodłeś, rabbi Zadoko, ale co będzie, jeśli mimo wszystko nie masz 

racji zupełnie lub choćby tylko w części? Jeśli Galilejczyk nie jest prorokiem i Mesjaszem, a, 
my go wesprzemy, wówczas narazimy się saduceuszom i radzie Sanhedrynu. Jeśli zaś nawet i 
nim jest, ale powstanie pod jego przywództwem zostanie przegrane  - narazimy się Rzymia-
nom, a to może nas kosztować już nie tylko ewentualną stratę majątków, ale i życia... Chciał-
byś ryzykować aż tak bardzo? 

Inni  ryzykują. Wiem, że znaczna część przyziemnego ludu  jest za nim.  Herod Antypas 

mu  sprzyja,  a  jak  się  wywiedziałem  Nazaretczyk  spotkał  się  nawet  z  samym  rzymskim 
legatem  syryjskim,  a  więc  kto  wie,  czy  on  na  swoje  działanie  nie  ma  już  dziś  rzymskiego 
przyzwolenia?! 

Symeonie! Bądźmy rozsądni! Co nas obchodzi postawa ludu przyziemnego? Ten pójdzie 

za siłą, za tymi, którzy zwyciężą. Jak zaś można powoływać się na poparcie Jezusa ze strony 
Heroda Antypasa, skoro, jak wiem, jego wysłannicy wielekroć na życie Nazaretczyka nasta-
wali! A rzymskie przyzwolenie można było niedawno pod murami miasta oglądać w postaci 
strzał w plecach Galilejczyków. Naprawdę bądźmy rozsądni... 

Rabbi Nahumo! Jest w tym, co powiedział Symeon, coś, nad czym warto się zastanowić. 

Rzeczywiście i ja wiem, że Jezus spotkał się z legatem syryjskim. Nadto twój argument, że 
Herod  Antypas  na  życie  Nazaretczyka  nastaje,  wcale  nie  musi  być  prawdziwy.  Z  tego,  co 
mnie jest wiadomym, raczej  jestem  za poglądem Symeona. Mógł  oto  Herod pojmać i  ściąć 
nie tylko Jana Chrzciciela, ale i Jezusa, przebywali przecie nie opodal siebie. Jednak tego nie 
uczynił.  Można  by  powiedzieć,  że  później  chciał  go  zgładzić,  sęk  jednak  w  tym,  że  ludzie, 
których ty nazywasz wysłannikami Heroda Antypasa  - choć z jego dworu pochodzą  -wcale 
nie przez niego są wysyłani... 

Tajemniczo  mówisz,  rabbi  Zadoko.  Przychodzą  z  Tyberiady,  a  nie  są  wysyłani  przez 

Heroda Antypasa, więc przez kogo? 

34 
Otóż to! Czy wiesz o tym, że do grupy Jezusa, którą „chabu-roth" oni zowią - dołączyło 

kilka  kobiet,  które  usługują  prorokowi  i  jego  uczniom  czerpiąc  ze  swego  majątku?  Pośród 
tych kobiet jest Joanna, żona Chuzy - zarządcy dworu Heroda Antypasa. Odeszła od Chuzy, 
znaczny ze sobą unosząc dobytek. Masz więc teraz odpowiedź, czyi oto ludzie nastają na ży-
cie  Jezusa.  I  tak  jak  powiedziałem,  choć  można  ich  nazwać  ludźmi  Heroda  Antypasa,  nie 

background image

działają oni w jego imieniu. 

Co więc radzisz, rabbi Zadoko? 
Podług  mego  mniemania,  stowarzyszenie  nasze  nie  powinno  zaniedbać  związku  z 

Jezusem. Jeśli jest prorokiem i Mesjaszem z rodu Dawida i do tego zechce wystąpić przeciw 
Rzymowi  -  nasze poparcie jest  wręcz konieczne.  Czyż my,  faryzeusze, nie mówimy zawsze 
ludowi przyziemnemu, że świetność i wyższość Judei jest naszym celem najważniejszym?!... 
Jeśli  zaś  nie  jest  Nazaretczyk  tym,  za  kogo  się  podaje  i  za  kogo  go  bierzemy,  łatwo  ze 
związku  z  nim  możemy  zrezygnować,  jeśli  będzie  to  związek  niejawny.  Dlatego  też  nasi 
ludzie  powinni  spotkać  się  z  Jezusem  i  zyskać  jego  przychylność,  choćby  ostrzegając  go 
przed ludźmi z dworu Heroda Antypasa. Co nam szkodzi powiedzieć, by odesłał Joannę, żonę 
Chuzy  -  zmniejszając  tym  grożące  mu  niebezpieczeństwo?  Moi  ludzie,  którzy  mają  za 
zadanie obserwować jego ruchy, donoszą mi, że podąża Nazaretczyk do Jerozolimy. Pewno 
chce się pojawić w mieście w Święto Namiotów. A ponieważ z przezorności podróżuje tylko 
nocą i tylko ze swymi uczniami najbliższymi, najpewniej podążał będzie do miasta skrajem 
pustyni, a więc przez Efraim i Jerycho. Stąd też proponuję, by nasi ludzie czekali na niego w 
Efraim i tam go ostrzegli... 

Sądzisz, że takie ostrzeżenie może być wystarczające dla zdobycia przychylności Jezusa? 

Tak myślę! Ą ty, Symeonie?, 

Ja uważam, że może być to za mało. Czyż nasi ludzie w każdej z synagog, gdzie Jezus się 

pojawił, nie usiłowali wykazać, że nie zna on Prawa ni mądrości w księgach zawartych? Czyż 
przełożeni synagog nie otrzymali twego, rabbi Nahumo, zalecenia, by mówić o Nazaretczyku 
do  ludu  przyziemnego  jak  o  nawiedzonym  szaleńcu?  Ostrzeżenie  to  za  mało!  By  zdobyć 
przychylność  proroka,  musimy  zrobić  coś  więcej.  To,  by  nasi  ludzie  czekali  na  niego  w 
Efraim i ostrzegli go przed ludźmi z dworu Heroda Antypasa  -uważam za dobry pomysł. A 
ściślej, za dobry początek. Rabbi Zadoka powiedział, że z Efraim Jezus powinien podążać do 
Jerozolimy przez Jerycho. Byłoby to dla nas niezwykle korzystne. Czy pamiętacie, kto zabrał 
z Macherontu szczątki Jana Chrzciciela? 

Oczywiście, Symeonie. Sam prosiłem Zacheusza... Zaraz, zaraz, myślę, że cię już rozu-

miem. Wyśmienity pomysł! 

Tak,  rabbi  Nahumo.  Szczątki  Jana  Chrzciciela  zabrała  Weronika,  żona  Zacheusza  -

zwierzchnika celników z Jerycha. Myślicie, że Jezus nie zajdzie do domu człowieka, którego 
żona  zabrała  z  macherońskiego  pałacu  szczątki  Jana  Chrzciciela?  Nawet  jeśli  ów  człowiek 
jest zwierzchnikiem celników. Niech więc Zacheusz zaprosi go do domu, a wówczas jeden z 
nas może tam czekać i zaproponować Jezusowi coś więcej niż tylko ostrzeżenie przed ludźmi 
Heroda. 

Spotkanie w Jerychu jest  łatwe do przeprowadzenia, Symeonie. Ale co  mielibyśmy oto 

zaproponować Jezusowi? 

Nazaretczyk zmierza do Jerozolimy w sposób nie rzucający się w oczy - skrycie, a więc 

można mniemać, że obawia się o swoje bezpieczeństwo. Cóż zatem jest dla niego teraz naj- 

35 
ważniejsze?  -właśnie  to:  osobiste  bezpieczeństwo.  A  czy  my,  nie  trzej,  ale  jako  całe 

stronnictwo, nie jesteśmy w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa w Jerozolimie? I czy nie to 
właśnie winniśmy zaproponować Jezusowi, by zyskać jego przychylność? 

Wiesz, Symeonie, to naprawdę dobra rada! Problem jednak w tym, że Kajfasz nałożył na 

Nazaretczyka karę „skammaty". Chcemy się oto narażać Kajfaszowi, jeśli zechce on pojmać 
Jezusa? 

Rabbi Zadoko! A czyż Nahumo nie powiedział, że rada Sanhedrynu miała Kajfaszowi za 

złe postanowienie wyroku „skammaty" bez spełnienia wymaganych przez Prawo powinności? 
Czyż przeciw niemu nie wystąpili nawet saduceusze?! Rada wyroku nie potwierdziła, w sy-
nagogach nie był on ogłaszany. Jeśli więc zapewnimy Jezusowi bezpieczeństwo, może i nara-

background image

zimy się Kajfaszowi, ale zyskamy wdzięczność Nikodema i Józefa, a kto wie, czy i nie same-
go Annasza, który zawsze był za przestrzeganiem Prawem wymaganych poczynań. 

No cóż, przyjaciele - czas na wspólne postanowienie. Ciebie, rabbi Zadoko, pytam, czy 

jesteś  za  zamysłem  Symeona,  bo  Symeon  -  skoro  go  powziął  -  z  pewnością  za  nim  się 
opowiada. 

W jakiś sposób i ja do tego zamysłu się przyczyniłem, więc go popieram. 
I ja jestem za nim! 
36 
Hora septima 
Zaprosiłem  cię,  Herodzie,  do  zamku  Antoniusza,  bom  dawno  już  chciał  z  tobą 

porozmawiać. Przedtem chciałem rozmawiać z tobą jak równy z równym. Teraz warunki się 
zmieniły i muszę ci uprzytomnić, że rozmawiasz z prokuratorem rzymskim i w zamku, który 
twój ojciec wzniósł na cześć Marka Antoniusza, a ściślej - na cześć Rzymu, któremu - jak i ty 
- podlegał. 

Nie  musisz  mi  przypominać,  Poncjuszu  Piłacie,  ani  o  swojej  funkcji,  ani  też  o  mojej 

podległości  Rzymowi.  Są  to  dla  mnie  rzeczy  oczywiste.  Nie  rozumiem  natomiast  twojej 
wrogiej wobec mnie postawy. Czym na twój gniew się naraziłem? 

Zanim ci na to odpowiem, muszę uwiadomić cię, w jakim znajdujesz się położeniu. Oto 

zaraz po twoim wejściu do zamku Antoniusza - podwoiłem straże. Twoi przyboczni znajdują 
się w kwaterach jerozolimskiej kohorty, wprawdzie nie rozbrojeni, ale jeśli zechcą być przez 
chwilę nieposłuszni lub jeśli pojawi się z twego pałacu reszta zostawionych tam zbrojnych -
natychmiast  zostaną  usieczeni.  Tu  w  sąsiednich  salach  rozmieściłem  oddanych  mi  ludzi.  A 
spójrz w górę, tam na galeryjkę. Ci łucznicy przeszyją cię strzałami, jeśli wykonasz choćby 
najmniejszy  ruch,  by  sięgnąć  po  miecz.  Rozmawiamy  więc  ze  sobą,  ale  jednak  nie  tak,  jak 
pierwotnie zamierzałem, nie jak równy z równym. 

Musisz się mnie obawiać, Poncjuszu Piłacie, jeśli tak mnie właśnie przyjmujesz. 
Obawiać?! Żartujesz chyba. Czego miałbym się obawiać? To ty powinieneś zastanowić 

się nad swoim położeniem. 

Ja,  dlaczego?  Nie  żywię  ku  tobie  złych  zamiarów,  nie  zamierzam  nastawać  na  twoje 

życie ani też próbować atakować jerozolimskiego garnizonu. Jestem najzupełniej spokojny. 

Oby tak było, Herodzie Antypasie. Oby tak było! 
Czym więc ci się aż tak naraziłem, że przyjmujesz mnie nie jak tetrarchę, a jak jakiegoś 

prowodyra sykariuszy? 

Wiesz o tym lepiej niż ja, że podlegli ci Galilejczycy wnosili broń do Jerozolimy, że naj-

bezsporniej czynili przygotowania do zbrojnych wystąpień. 

Nie!  Wiem  tylko  o  tym,  że  poddanych  mi  ludzi,  którzy  przyszli  na  nasze  święto, 

nakazałeś przed bramami pojmać, przy czym kilku postradało życie. Zamierzam w tej sprawie 
skierować skargę do Sejana. 

Nie  dlatego,  że  mnie  straszysz  -  powiem  ci,  że  wcale  nie  tak  było,  Herodzie.  Znosili 

Galilejczycy broń do Jerozolimy, mam na to bezsporne dowody. Kiedy legioniści rozpoczęli 
poszukiwanie  tej  broni  po  gospodach  zajmowanych  przez  twoich  poddanych,  ci  zaczęli 
umykać  jak  wypłoszone  z  nory  lisy.  Zaś  przy  próbie  zatrzymania  niektórzy  stawiali  orężny 
opór, więc tak czyniąc -musieli ponieść śmierć! 

O  tym  nie  wiedziałem,  dostojny  Poncjuszu!  I  wierzaj  mi,  nie  mam  nic  wspólnego  z  tą 

rebelią! 

37 
Mam  ci  wierzyć,  skoro  pośród  nich  właśnie  zatrzymano  owego  galilejskiego  proroka, 

który zupełnie swobodnie po podległych ci krainach się porusza, ba - którego działanie wręcz 
ochraniałeś. A ów prorok tak jak szybki jest w słowach, tak i w czynach, i to czynach zbrod-
niczych. Kto wie, czy nie jest głównym przywódcą grupy rebeliantów, jaką legioniści zatrzy-

background image

mali.  W  areszcie,  posiadając  ukryty  sztylet,  zabił  mi  jednego  człowieka,  a  drugiego  ranił. 
Wiesz, co to znaczy? Ów prorok to najpewniej sykariusz, a wówczas nie dziw się, że i ciebie 
przyjmuję jak przywódcę sykariuszy, skoro Galilejczycy ci podlegają. 

Czy aby mówisz o Jezusie z Nazaretu? Jeśli o nim, to jest nieprawdopodobne, by mógł 

użyć broni. Podług mego rozeznania, do innych on zmierza celów niż skrytobójcze zamachy. 
Czyś nakazał go przesłuchać? 

Tak.  Nawet  na  torturach.  Niewiele  mówi»,ani  me  przytakuje,  ani  nie  zaprzecza,  że  jest 

sy-kariuszem, Najbezsporniej jednak nazywa się Jezus Barabasz. 

Jak go zwą? 
Nie podnoś się tak gwałtownie, bo nie zdążę powstrzymać swoich bieżników i będziesz 

miał strzałę w gardle... Przecie ci powiadam, że nazywa się Jezus Barabasz. 

To jest jedno wielkie nieporozumienie, dostojny Poncjuszu! Nie mam ja nic wspólnego 

ani z rebelią Galilejczyków w Jerozolimie, ani tym bardziej z jakimś sykariuszem, a jeszcze 
do  tego  ów  sykariusz  najbezsporniej  nie  może  być  owym  prorokiem,  o  którym  mówimy. 
Musiałeś zlecić prowadzenie przesłuchania komuś, kto słabo zna nasz język i obyczaje... Sam 
słyszałem,  że  Jezus  z  Nazaretu  często  mówi  o  sobie  „Bar-Abbas",  ale  przecie  nigdy  -
„Barabasz". 

A jaka w tym różnica? 
Zasadnicza! Jezus z Nazaretu jako prorok powiada o sobie słowami naszych ksiąg staro-

dawnych,  że  jest  synem  Ojca,  a  więc  synem  Boga,  za  to  też  -  bo  jeśli  nie  jest  Mesjaszem, 
można to uznać za bluźnierstwo - ściga go Sanhedryn. Zwrot „syn - ojca" w naszym języku 
wymawia  się  właśnie  jako  „Bar-Abbas".  Natomiast  przydomek  „Barabasz"  wywodzi  się  od 
słów innych, a to „Barabba", co oznacza; syn doktora. Tak więc pewien jestem, że zatrzyma-
łeś innego człowieka niż Jezus z Nazaretu, o którym mówią, że jest prorokiem, a nawet Me-
sjaszem.  Jest  więc  dwu  ludzi  o  podobnych  imionach:  Nazaretczyk,  który  zwie  siebie  „Bar-
Abbas", i jakiś inny Jezus o przydomku „Barabasz", który może i jest też Galilejczykiem, ale 
przecie nie może być brany za Jezusa z Nazaretu, a to  tym  bardziej że  - jak doniesiono mi 
wczoraj,  kiedym  przybył  do Jerozolimy  -  Jezus z  Nazaretu  najzupełniej  swobodnie  porusza 
się po Jerozolimie w towarzystwie faryzeuszy i wcale niemałego tłumu. Ba - naucza w Świą-
tyni! 

Doprawdy, przestaję już pojmować to, co dzieje się rzeczywiście w Jerozolimie! 
Ja zaś myślę, że rozumiem to zupełnie dobrze... Podziel się więc ze mną swoim rozezna-

niem. 

Przyjąłeś mnie tak, że teraz najchętniej wyszedłbym od ciebie. Ale przecież nie uczynię 

tego, bo to zaszkodziłoby i tobie, i mnie. Mam tylko jedną prośbę, jeśli chcesz, bym pozostał. 
Nie aż taką, byś traktował mnie tak, jak kiedyś zamierzałeś - jak równego sobie, ale proszę cię 
tylko, byś odesłał straże i łuczników, których oczy ciągłe czuję na karku. Jeśli zaś uznasz na 
dodatek, że możesz mnie uraczyć jakimś dobrym winem - nie będę się opierał zupełnie. 

38 
Rozbroiłeś  mnie,  Herodzie.  A  i  cała  moja  niedawna  ocena  twojej  osoby  nagle  -  za 

przyczyną  jednej  litery  w  przydomku  jakiegoś  Galilejczyka  -  rozsypała  się  w  gruzy.  Na 
Jowisza, spełnię wszystkie twoje życzenia, o których mówiłeś, a potrzebuję na to jeno małą 
chwilę, po czym słucham cię uważnie... 

Zanim  jednak  powiem,  co,  moim  zdaniem,  dzieje  się  w  Jerozolimie  na  kilka  dni  przed 

świętem  Paschy  -  bo  myślę,  że  i  ciebie  uroczystość  ta  przywiodła  wraz  z  dodatkowym  od-
działem legionistów do miasta - chciałbym postawić jeszcze jeden warunek... 

Żadnych warunków! Mogą być tylko prośby, a jak widzisz, poprzednie zostały spełnione. 
Dobrze,  mam  więc  jeszcze  jedną  prośbę.  Bądź  łaskaw,  dostojny  Poncjuszu  Piłacie, 

powiedzieć, jaka to ocena mojej osoby rozsypała ci się w gruzy - jak sam rzekłeś... 

Sporo  wymagasz  ode  mnie,  Herodzie.  Prawie  już  za  dużo.  Tajemnice  dlatego  są  tak 

background image

nazwane, by ich właśnie nie zdradzać przed innymi. 

A więc opinia Rzymu o mojej osobie jest aż tajemnicą? 
Rzymu - to może za wiele powiedziane, jednak... Wiesz, Herodzie, że po tym, co przed 

chwilą się wydarzyło, nabieram do ciebie zaufania, stąd chciałbym ci zaproponować, byśmy 
rozmawiali  tak,  jak  pierwotnie  zamierzałem,  a  więc  jak  równy  z  równym,  jak  Rzymianie. 
Wówczas i mnie, i tobie łatwiej będzie ostrożność nadmierną w szczerość zamienić. Jeśli zaś 
szczerość zamieni się w coś więcej - będę rad, ale to zależy przede wszystkim od ciebie. 

I ja rad byłbym wielce, gdyby tak się stało. 
Tak  więc,  Herodzie,  wywiedziałem  się,  że  nie  czyniąc  knowań  przeciw  Rzymowi  - 

spiskujesz  przeciw  mnie,  widząc  w  mojej  osobie  przeszkodę  na  drodze  do  władzy  nad 
żydowskimi  krainami.  Władzy  przynajmniej  takiej,  jaką  miał  twój  ojciec,  a  więc  bez 
rzymskich prokuratorów i podziału kraju między innych tetrarchów. 

Zacząłeś,  Poncjuszu,  tak  szczerze,  że  aż  bezlitośnie'  Będę  za  chwilę  żałować,  że 

zgodziłem się na takie, niby to swobodne i przyjacielskie, warunki rozmowy. 

Czyżby w tym, co powiedziałem, była tylko prawda? Wówczas ja zacznę żałować, że od-

prawiłem łuczników! 

Jest w tym, co powiedziałeś, sporo prawdy, ale przecie nie jest to prawdziwe do końca. 
Co więc jest prawdą, a co .fałszem? 
Oho!  Zaczyna  się  przesłuchanie,  a  myślałem,  że  rozmawiasz  ze  mną  jak  równy  z 

równym. 

Dotrzymuję słowa, ale też chcę znać twoje wobec mnie zamiary! 
Dobrze. Szczerość więc za szczerość. Mam w Rzymie nielichych protektorów... 
Znowu straszysz mnie, Herodzie?! 
Poncjuszu,  bardzo  cię  proszę,  daj  mi  wypowiedzieć  do  końca  to,  co  myślę,  a  później 

dopiero oceniaj... Mam więc w Rzymie protektorów, od których spodziewać się mogłem, że 
po zesłaniu brata mego do Galii - jego krainy oddadzą w moje władanie. Tak się jednak nie 
stało. Powołano rzymskich prokuratorów - przecie na początek nie ciebie, Poncjuszu Piłacie. I 
choć  byłem  wówczas  młokosem,  do  tych  pierwszych  miałem  żal  ukryty  i  do  niejednej 
przyczyniłem się ich porażki.  Ale kiedy wydoroślałem,  ani  mi w głowie było  wracać czy to 
do Jerozo- 

39 
limy, czy do Tyberiady  -dobrze mi było w Rzymie. Dopiero rozkaz cezara zmusił mnie 

do ożenku z arabską królewną, więc i do przybycia tutaj... Pomysł Tyberiusza nie był dobry, 
bo mnie ów ożenek nie służył, a i Aretas wcale nie zamierzał, po zawarciu tego związku, iść 
na  żadne  wobec  Rzymu  ustępstwa  i  nadal  pobierał  olbrzymi  haracz  za  przejście  karawan 
przez jego terytorium... 

Bacz, Herodzie, na to, co mówisz o Tyberiuszu, bo chcąc nie chcąc - staję się nie tylko 

twoim powiernikiem, ale i nosicielem nienazbyt pochlebnych opinii o cezarze. 

Powiedziałem, że będę szczery do końca i dotrzymuję po prostu słowa. I ja nabieram do 

ciebie zaufania... Szczególnie po tym, jak odesłałeś łuczników! Tak więc, gdyby nie Herodia-
na, żona mego brata Filipa - nudziłbym się setnie, choć związek ten nie zjednał' mi braterskiej 
miłości. Ale jeśli już mogłem wybierać - wolałem miłość Herodiany. Zaś co do moich zamy-
słów...  Przecie  zaprzeczał  nie  będę,  że  chętnie  widziałbym  wszystkie  nasze  krainy  zje-
dnoczone pod jedną ręką i berłem. Musiałoby to być jednak berło przez Tyberiusza dane, a 
więc  zdobyte  nie  wbrew  Rzymowi.  Sądzisz,  że  mógłbym  być  samobójcą,  by  nawet  ze 
wszystkimi Galilejczykami na twój  legion  się porywać? Ani mi to  w głowie! Mam wystar-
czająco innych zmartwień. Jak oto sprowadzić nową partię wina z Syrakuz albo zakupić nowy 
naszyjnik dla Herodiany?... 

Czy  aby  nie  zaczynasz,  Herodzie,  umykać  w  bok  od  rozumowania,  które  nazwałeś  do 

końca szczerym? A ta historia z Janem Chrzcicielem i owym Jezusem z przydomkiem „Bar-

background image

Abbas"? 

Co  do  Jana  Chrzciciela  -  nie  przeczę.  Był  mi  powiernikiem,  a  często  i  sumieniem, 

niemniej jednak musiałem się z nim rozstać, ale to jest dla mnie bolesna i odległa historia, do 
której nie chciałbym wracać, jeśli ci mocno nie będzie na tym zależało. 

Dobrze! Nie zależy. Martwy przeciwnik Rzymu - a takim był podług mnie Jan Chrzciciel 

-najdokładniej przestaje być moim wrogiem. A poddany ci Jezus? 

Wierzaj  mi, Poncjuszu, nie mam z nim i  jego działalnością nic wspólnego. Wprawdzie 

mówisz  do  mnie  jak  do  Rzymianina,  ale  przecie  dzieciństwo  spędziłem  w  Jerozolimie  i 
dlatego jestem przede wszystkim Żydem. Przez swój długi pobyt w Rzymie nie jestem dość 
gorliwym Żydem - przestrzegającym wszystkich zasad, jakie Prawo nasze narzuca - to jednak 
proroków  darzę  szacunkiem,  w  tym  i  Jezusa.  A  nawet,  jak  widzisz,  w  główne  święta 
pojawiam  się  w  Jerozolimie.  Po  prawdzie,  z  początku  sądziłem,  że  ów  Jezus  jest  twoim, 
Poncjuszu,  człowiekiem  na  sekretnych  usługach,  stąd  też  nie  kazałem  go  pojmać  razem  z 
Janem Chrzcicielem. 

A czemu sądziłeś, że jest to mój człowiek? Nadto, co z tym Mesjaszem? O ile wiem. Me-

sjasz  ma  wasz  naród  wyprowadzić  z  niewoli,  a  więc  działać  przeciw  Rzymowi,  wówczas 
obowiązkiem twoim, a dziś moim, byłoby jego pojmanie. Szczerze mówiąc, jużem sądził, że 
siedzi w lochu zamku Antoniusza. 

Uważałem, że skoro mnie podejrzewasz o nielojalność, to i jeśli coś lub ktoś pokrzyżuje 

moje plany, wówczas ty, Poncjuszu, kryjesz się za czymś takim... 

A więc Jezus pokrzyżował ci jakieś plany? 
Właśnie! 
Coraz  bardziej  nabieram  do  ciebie  zaufania.  Co  więc  z  tym  Mesjaszem?  Działa  on 

przeciw Rzymowi czy nie? 

40 
To,  Poncjuszu,  trudna  sprawa.  Oto  jeśliby  ów  Mesjasz  był  z  rodu  Dawida,  wówczas 

mógłby wystąpić przeciwko Rzymowi. 

A ów Jezus Galilejczyk z jakiego jest rodu? 
Otóż to! Jezus ten pochodzi z rodu Dawida, bo urodził się w Betlejem - mieście Dawido-

wym, i jeśliby był oczekiwanym Mesjaszem, powinien wystąpić przeciwko Rzymowi. A tego 
właśnie  nie  czyni!  Przeciwnie,  jest  lojalny  wobec  zwierzchności  i  tej  jerozolimskiej.  i  tej 
rzymskiej.  A  jednocześnie  doniesiono  mi,  że  nauczając  w  synagogach  i  w  Świątyni  jerozo-
limskiej,  mówi  me  tylko  jak  prorok,  ale  i  jak  Mesjasz,  tyle  że  z  rodu  kapłańskiego,  z  rodu 
Lewiego. 

Mówiłeś wszak, że pochodzi z rodu Dawida?! 
W tym problem. Dlatego powiedziałem, że to trudna sprawa. Jeśliby zaś bvł Mesjaszem-

kapłanem,  wówczas  zagrażałby  nie  tyle  interesom  Rzymu,  ile  Sanhedrynowi,  a  przede 
wszystkim arcykapłanowi Świątyni jerozolimskiej - Kajfaszowi, bo ten winien wówczas od-
stąpić  Mesjaszowi  przewodnictwo  nad  Zakonem.  Dlatego  Kajfasz  chce  się  pozbyć  Jezusa. 
Niedawno nałożył na niego karę „skammaty", która równoważna jest z karą śmierci. 

Zaraz,  zaraz.  Bez  mego  zatwierdzenia  owego  wyroku,  kara  śmierci  nie  może  być 

wykonana. 

I  pewno  dlatego  Jezus  żyje...  A  co  będzie,  jeśli  Sanhedryn  zwróci  się  do  ciebie, 

Poncjuszu, o zatwierdzenie tej kary? 

Czemu  się  jednak  mają  do  mnie  zwracać,  skoro  sami  nie  są  pewni,  czy  ów  Jezus  jest 

Mesjaszem?  Jeśli  nie  pochodzi  z  rodu  Lewiego,  jak  sam  powiedziałeś  -  nie  zagraża 
Kajfaszowi,  więc  czemu  Kajfasz  miałby  się  go  obawiać  do  tego  aż  stopnia,  by  chcieć 
wykonać na nim wyrok śmierci? 

A  czemu  ty,  Poncjuszu,  nakazałeś  ująć,  ba  -  zabić  Galilejczyków,  skoro  nawet 

kilkadziesiąt  dodatkowych  mieczy  w  Jerozolimie  w  najmniejszym  nawet  stopniu  nie 

background image

zagrażało ani twojemu bezpieczeństwu w Cezarei Nadmorskiej, ani też rzymskim interesom? 

Z  małej  iskry  można  rozpalić  ognisko,  a  każde,  nawet  drobne  zarzewie  buntu  bywa 

zaraźliwe. 

Ot i masz odpowiedź - swoją własną - dlaczego Kajfasz chce tę - może i nieistotną dla 

bezpieczeństwa jego i Zakonu - iskrę zgasić. 

Myślisz  więc,  że  może  Sanhedryn  zgłosić  się  do  mnie  po  zatwierdzenie  wyroku 

Kajfasza? 

Jest  to  możliwe.  Ja  w  każdym  razie  na  twoim  miejscu  podwoiłbym  straże,  szczególnie 

zaś po święcie Paschy, bo w czas święta nikt nie zechce pojmać Jezusa, skoro mnogi tłum go 
słucha i uważa za proroka, a wielu nawet za Mesjasza. Jezus zaś mówi do nich to,  co chcą 
usłyszeć, że każdy człowiek wobec Boga jest równy, więcej, że ubodzy są lepsi od bogatych... 

Ale przecie zupełnie podobne wywody  - już od lat  -  głosi  w Rzymie Seneka i  nikt nie 

tylko nie żąda dla niego wyroku śmierci, ale jakiejkolwiek kary. Seneka - a sam to słyszałem - 
powiada,  że  niewolnicy  są  równi  ludziom  wolnym,  i  nikt  się  tym  nie  przejął,  nawet 
podejrzliwy  Sejan.  Słaba  to  musi  być  władza,  która  obawia  się  wywodów  filozofów  czy 
proroków! 

41 
A cóż za władzę ma Sanhedryn, jeśli jego wyroki zatwierdzasz? A jaką ja mam władzę, 

skoro twoi łucznicy łacno mogą moją szyję strzałami przewiercić? Jeśli, jak powiadasz, słaba 
władza się boi... Właśnie z tym masz do czynienia. 

To, co powiedziałeś - dotyczy i mnie, Herodzie? 
Nie,  ty  się  obawiasz  buntu  zbrojnego,  obawiasz  się  mieczy,  a  Sanhedryn  -  a  też i  ja w 

jakiejś  mierze  -  obawia  się  nie  tyle  miecza,  ile  -  słowa!  Wyobraź  oto  sobie,  że  w  naszych 
krainach zapanuje równość taka, jaką  głosi Jezus... A byłby władny to  przeprowadzić będąc 
Mesjaszem.  Nie  dziwię  się  więc  obawom  Kajfasza,  powiem  więcej:  sam  je  mam.  Stąd 
powiadam  ci,  Poncjuszu,  że  należy  podwoić  straże,  a  i  swoich  ludzi  stawiam  pod  twoje 
rozkazy, gdyby była taka potrzeba. 

Mam więc skazać niewinnego człowieka tylko dlatego, że boicie się jego słów? 
A jeśli Jezus tylko udaje łagodnego wobec Rzymu, a jest w rzeczywistości tym, kogo i ty 

się obawiasz, a więc Mesjaszem z rodu Dawida  - władnym mieczem upomnieć się o swoje 
prawa? 

Kim więc on jest, na Jowisza? 
Chciałbym to też wiedzieć. Alem przecie nawet go nie widział na oczy, anim też z nim 

nie rozmawiał, trudno mi więc odpowiedzieć na twoje pytanie. Sam je sobie stawiam. A i moi 
ludzie głowią się nad tym od dawna. 

Załóżmy, Herodzie, że jednak masz rację w tym, co poprzednio mówiłeś, i że w dniach 

najbliższych Sanhedryn przyprowadzi mi owego Jezusa, prosząc, bym zatwierdził ich wyrok. 
Mam osądzić srogo człowieka, nie wiedząc nawet, z kim rzeczywiście mam do czynienia? 

Możesz go przecie przesłuchać. A ty nie chciałbyś tego uczynić wówczas - wraz ze mną? 
Jak to sobie wyobrażasz, Poncjuszu? Ty zasiądziesz na tronie postawionym na litostratos, 

a ja będę stał obok ciebie? Moi współziomkowie nigdy by mi tego nie darowali! 

Co więc proponujesz? 
Jeśli  już  przywiodą  Jezusa  do  ciebie  -  choć  wolałbym,  by  tak  się  nie  stało  -  wówczas 

oddadzą  go  pod  jurysdykcję  Rzymu.  A  jak  pamiętasz,  winowajca  może  być  sądzony  w 
różnych miejscach... 

Myślisz o zasadzie „forum delicti commissi" albo „forum originis aut domicilli"? 
Właśnie.  Winny  może  być  odesłany  pod  sąd  bądź  to  na  miejsce  popełnienia  występku, 

bądź  do  miejsca  pochodzenia.  Ponieważ  zaś  jest  moim  poddanym,  możesz  go  wysłać  do 
mego  pałacu.  Przesłucham  go.  I  szczerze  ci  przyrzekam,  jeśli  okaże  się  groźny  dla  Rzymu, 
dam  ci  jakiś  umówiony  znak,  że  należy  wyrok  potwierdzić  lub  też  się  z  nim  nie  zgodzić..- 

background image

Jakiż  mógłby  to  być  znak?  Oto,  gdybym  osądził,  że  jest  rzeczywiście  Mesjaszem  z  rodu 
Dawida, który chce rebelię przeciw obowiązującym prawom i Rzymowi wywołać, wówczas 
mógłbym nakazać nałożyć  mu  biały  płaszcz, taki,  jaki noszą wschodni  władcy. Jeśliby  był, 
moim zdaniem, niegroźny - wróciłby ode mnie bez okrycia. 

Pomysł  to  zaiste  bardzo  dobry,  choć  biały  płaszcz  mnie  co  innego  przypomina.  W 

Rzymie  zakładają  go  prośćcy  ubiegający  się  o  stanowiska.  Sam  wchodziłem  do  Sejana  w 
takim  płaszczu przed swoim wyjazdem  do Cezarei.  A jak pamiętasz, płaszcz taki noszą też 
uniewinnieni przed trybunałem... 

42 
Jeśli  będziesz  miał  nadmierne  skrupuły  przed  zatwierdzeniem  wyroku  Sanhedrynu, 

zawsze możesz - dla własnego czystego sumienia - dwa jeszcze uczynić pociągnięcia. 

Jakie to? Nic mi na myśl nie przychodzi. 
Widzisz, że jednak byłem ci potrzebny nie jako wróg, a wręcz... przyjaciel. Zapomniałeś 

pewno, że od czasów pierwszego rzymskiego prokuratora w czas Paschy namiestnik Rzymu 
może uwolnić jednego więźnia. Możesz więc dać Sanhedrynowi do wyboru jednego z dwóch 
Jezusów: „Bar-Abbasa" lub „Baraba-sza". Uwolnią najpewniej Jezusa z Nazaretu, bo jednak 
ten drugi  zabił człowieka, a to  jest zbrodnia innego rzędu niż bluźnierstwo. Jeślibyś jednak 
musiał zatwierdzić wyrok śmierci, możesz na oczach tłumu umyć ręce, wówczas choć wyrok 
zatwierdzisz, podług naszych tradycji - odcinasz się od niego. Gestem tym dajesz . znak, żeś 
został  do  tego  zmuszony,  wówczas  w  ocenie  ludu  przyziemnego  nie  ty,  a  Sanhedryn  wyda 
wyrok... 

Słucham  cię,  Herodzie,  z  uwagą  i  zadowoleniem.  Dobre  to  są  rady  -  przyjacielskie.  I 

myślę,  że  o  iłem  sądził  przed  spotkaniem  z  tobą,  że  mam  dwu  śmiertelnych  wrogów,  teraz 
pewien jestem, że został mi jeden wróg, a przybył nowy przyjaciel! 

Kim jest ów drugi? 
To Witeliusz - legat syryjski... 
Masz rację, jest twoim wrogiem... 
Jeśli tak oceniasz Witeliusza, tym bardziej chętnie uścisnę twoją rękę - przyjacielu! 
43 
Hora octava 
Zwołałem cały Sanhedryn na dwa dni przed Paschą, bom uznał, że chwila jest szczególna 

i ważą się losy Zakonu, Prawa i Jerozolimy. W takiej chwili nie mogę jako arcykapłan - a też 
sądzę;, że nie mogą wszyscy dostojni członkowie Sanhedrynu -bezradnie przyglądać się jeno 
rozwojowi wydarzeń. Winniśmy zdarzenia te kształtować i wpływać na nie tak, by przebiegły 
najkorzystniej  dla  Świątyni  i  całego  ludu  żydowskiego.  Jest  to  naszym  najświętszym  obo-
wiązkiem! 

Zwołałem  was i  z innej przyczyny. Przeprowadziliśmy oto  niedawno posiedzenie Rady 

Sanhedrynu, która to rada, wbrew mojej woli, nie chciała uznać wydanego wcześniej wyroku 
„skam-maty" na Jezusa Galilejczyka... 

Bo trzeba, Kajfaszu, przestrzegać wymogów Prawa. 
Nie  przerywaj  mi,  Nikodemie!  Będziesz  miał  czas  się  wypowiedzieć.  Zwołałem  was  i 

dlatego, że przestałem ufać członkom rady, którzy nie tylko nie podporządkowują się mojemu 
przewodnictwu, ale wręcz nie wykonują ustalonych poleceń, ba, są ...zdrajcami! 

Tego już za wiele! Protestuję! Daj mu mówić, Annaszu! 
Cicho! Cicho! Kajfasz ma głos! 
Wiem, że zarzut zdrady jest niebagatelny. Mam jednak nie tylko powody, ale i dowody - 

jeśli o tym mówię! Milczycie teraz wszyscy, to dobrze! Chcę, byście w ciszy i milczeniu, bez 
przerywania, wysłuchali mnie, a później sami zdecydujecie, mam czy tez nie mam racji. Mó-
wili  członkowie  Rady,  że  wydając  wyrok  „skammaty"  nie  postawiłem  obwinionego  przed 
trybunałem, że nie było dwu świadków oskarżenia. Dobrze - jeśli zajdzie taka potrzeba, może 

background image

stać się i jedno, i drugie. Mówi się również, że wyrok nie został ogłoszony w synagogach. I to 
też można zrobić, pod warunkiem, że wszyscy jednako oceniamy obwinionego, lub jeśli jest 
to ocena większości, a inni się jej zgodnie z Prawem podporządkują. Stąd też nie chcę dzisiaj 
roztrząsać  sprawy  zasadności  wyroku,  który  proponowałem,  przyjmijmy,  że  był  przepro-
wadzony niezgodnie z wymogami Prawa, a więc, że jest nieważny. Jak widzicie, nie o wyrok 
mi idzie, a o wspólną ocenę działania Jezusa z Nazaretu. Wszyscyśmy się zgodzili, że czyni 
znaki, które pozwalają go mieć za proroka, ale też nikt nie zaprzeczy, że jeśliby był oczeki-
wanym  Mesjaszem  z  rodu  Dawida,  powinien  wystąpić  przeciw  Rzymianom,  a  nie  przeciw 
nam.  Czyż  nie  raz  i  nie  dziesięć  lżył  on  po  synagogach  faryzeuszy,  a  i  nawet  saduceuszy? 
Czyż nie głosił świętokradczych nauk sprzecznych z Prawem? Czyż nie uzdrawiał w szabat? 
Czyż nie mówił, że jest starszy od Abrahama? Czyż nie rzekł o sobie słowa „jestem", zastrze-
żonego, jak księgi nakazują, dla Boga?! Stale, w każdym miejscu przekraczał Prawo, a mimo 
to, wbrew moim rozkazom - swobodny chodzi po Jerozolimie, naucza Świątyni. A kto go 
ochrania? - faryzeusze! Nie, nie zaprzeczajcie - proszę. Wiem i mam na to dowody, że rabbi 
Nahumo spotkał się potajemnie z Galilejczykiem w domu zwierzchnika celników w Jerychu. 
A może się mylę, że było to spotkanie tajemne? Może Sanhedryn albo Rada zaleciła mu do-
mówienie się z Nazaretczykiem, tylko mnie nie zaproszono? Czy takiej niekarności nie mogę 
nazwać zdradą?! 

44 
Kiedy Jezus powiedział w Świątyni  - o czym przecież wszyscy dobrze wiecie  - „Zanim 

Abraham stał się, Ja jestem!" - nakazałem go za to bluźnierstwo pojmać. I co się wydarzyło? 
Zbrojni,  podlegli  synowi  Annasza,  nie  wykonali  mego  rozkazu.  Nie  pojmali  bluźniercy,  A 
może znowu się mylę, może arcykapłanowi nie podlegają zbrojni Sanhedrynu, może Prawo 
się  zmieniło?  Milczycie?  A  ja  to  uważam  za  sprzeniewierzenie  się  Prawu,  za  zdradę!  Tym 
bardziej, że nie ujęty, a jeno ostrzeżony, Nazaretczyk skrył się nad Jordanem w krainie podle-
głej Herodowi  Anty pasowi, a więc był już nieosiągalny dla nas, nawet  gdybyśmy tego po-
społu chcieli. Skrył się, miał więc czas przygotować coś, co mogłoby zmienić jego sytuację. 
Oto wespół ze swoim przyjacielem Łazarzem z Betanii i siostrami tego ostatniego - Marią i 
Martą  -urządzili  wspaniały  pokaz.  Łazarz  jakoby  zmarł  i  aż  cztery  dni  leżał  w zamkniętym 
kamieniem  grobie.  Jezus  przyszedł  do  niego  i  Łazarz  zmartwychwstał.  Czy  zna  ktoś  z  was 
przypadek  zmartwychwstania  w  całej  historii  naszego  ludu?  Może  i  byłby  władny  zmar-
twychwstać Mesjasz, ale kimże jest Łazarz? Też jest Mesjaszem? Lud przyziemny jednak w 
to wierzy, coraz więcej pospólstwa staje za Jezusem. A zbliża się przecie Pascha. Przyjdą do 
Świątyni i mnie, i wam zadadzą pytanie: „Jestże ten, za którego przyczyną zmartwychwstał 
Łazarz, prorokiem i Mesjaszem, czy nie jest?" Co wówczas odpowiemy? Musimy być wszak-
że  gotowi!  Dziś  jedni  uważają  go  za  proroka,  inni  za  Mesjasza  i  tak  jest  nie  tylko  pośród 
przyziemnego ludu. Czyż mam dalej, podając wszystkie imiona, dowodzić, że część faryze-
uszy sprzyja Jezusowi?! Czyż nie jest tak, Nikodemie? Czyż nie jest tak, Józefie? Niektórzy z 
was popierają go, ostrzegają... Czynią to jak ślepcy, którzy chcą uzyskać chwilowy poklask 
przyziemnego tłumu. Nie widzicie zagrożenia w tym, co głosi Galilejczyk, dla Świątyni i Za-
konu?! Jeśli nie widzicie i nie słyszycie, to bądźcie przynajmniej teraz uważni. Powiada Je-
zus, że wszyscy należeć mogą do Zakonu i wystarczy, że wierzą w naszego Boga. Może więc 
do Zakonu należeć również Samarytanin, gorzej, może należeć poganin Arab, jeszcze gorzej -
może należeć nawet Rzymianin! Zgroza, zgroza i jeszcze raz zgroza! Wybierzcie owego Ga-
lilejczyka na arcykapłana. Niech zjadą do Jerozolimy ci wszyscy poganie. Wpuścicie ich do 
Świątyni - faryzeusze? Nie na dziedziniec pogan - do Świątyni?! A może do miejsca „święte-
go świętych", wszak podług nauk Jezusa są oni wam równi w wierze... Już nie będzie w Jero-
zolimie jednego prokuratora rzymskiego z oddziałem legionistów, będą tu zjeżdżać całe tabu-
ny  „wiernych"  pogan.  A  my,  co?  -będziemy  im  sprzedawać  na  straganach  świecidełka?  Bo 
przecie  oni  nie  będą  podporządkowywali  się  naszemu  Prawu,  nie  muszą  -są  Rzymianami! 

background image

Chcecie  tego  naprawdę?  Jeśli  chcecie,  to  powtórzę,  co  powiedziałem  Radzie:  „Wy  nic  nie 
rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze 
za lud, niż miałby zginąć cały naród ". Skończyłem i nawet gdybyście mnie prosili, nie dopo-
wiem nic nadto. Chcę jeno wiedzieć i pod tajne postawić głosowanie, czy Jezus z Nazaretu 
winien umrzeć, czy nie? Jeśli tak - mnie zostawcie pojmanie go i cały proces. Obiecuję, że 
będzie zgodny najzupełniej z wymogami Prawa. Jeśli nie - wybierzcie Jezusa na arcykapłana! 
Annaszu - jesteś ojcem trybunału, przeprowadź więc  głosowanie i uwiadom, jaki Sanhedryn 
podjął werdykt... 

.... 
Było  nas  siedemdziesięciu  jeden.  Wszyscy  oddali  swo?e  głosy.  Za  śmiercią  Jezusa  z 

Nazaretu  było  sześćdziesięciu  ośmiu,  trzech  wypowiedziało  się  przeciw  temu.  Ogłaszam, 
ogłaszam, że wszyst-kich nas obowiązuje dziś podjęte postanowienie i ktokolwiek byłby mu 
przeciwny,  winien  być  z  synagogi  wykluczony.  Polecam,  by  wyrok  Sanhedrynu  został 
narodowi ogłoszony! 

45 
Hora nona 
Wybacz, Annaszu, że nachodzimy cię o tak późnej porze, ale też i sprawa, która nas do 

ciebie przywiodła, jest szczególna. Oto przyszedł do mnie jeden z uczniów Jezusa i wskazał 
miejsce, w którym on przebywa. 

Gdzie jest i kto go wydał, Helkiaszu? 
Jest wraz z uczniami w ogrodzie Getsemani, nie opodal domu swojej krewniaczki Marii -

żony  Kleofasa,  która  jest  matką  Jakuba  Judy.  A  wydał  go  Judasz  z  Kariot.  Opłaciłem  go  z 
kasy Sanhedrynu, podług tradycji. Dałem mu trzydzieści srebrników, jak za nieumyślne zabi-
cie niewolnika. Sam nie chciałem rozstrzygać, kiedy należy pojmać oskarżonego, stąd uwia-
domiłem dowódcę zbrojnych Sanhedrynu i oto jesteśmy z synem twoim - uciebie. 

Czyście już uwiadomili Kajfasza? 
Bez twojej woli? 
Dobrze zrobiliście. Zastanówmy się teraz wspólnie, jak naj-właściwiej postąpić. Jeśli za-

czekamy do świtu, mogą nam umknąć w inne miejsce. Należy więc Jezusa pojmać w środku 
nocy; tego nie będzie się spodziewał. 

A co, ojcze, z pozostałymi, którzy są z nim? 
Wyrok Sanhedrynu tyczy jeno Jezusa i tylko jego należy pojmać, pozostałych zaś trzeba 

rozproszyć, chyba że będą stawiali opór. Wówczas wiesz, co robić należy. Nam jest potrzeb-
ny Nazaretczyk. Ile czasu zajmie ci, synu, zebranie zbrojnych? 

Nie więcej niż godzinę. 
A możesz dotrzeć do twoich znajomych pośród legionistów, by było ich kilku z wami? 
Ależ sam sobie poradzę ze swoimi zbrojnymi, legioniści nie są mi potrzebni! 
Nie  unoś  się  ambicją.  Wierzę,  że  sobie  doskonale  poradzisz,  idzie  jednak  o  to,  że 

obecność  legionistów  przy  pojmaniu  Jezusa  pozwoli  nam  powiedzieć  prokuratorowi 
rzymskiemu, żeśmy dokonali tego wspólnie... 

Właśnie, Annaszu, też o tym myślałem, ale - jeśli Piłat Poncjusz nie zatwierdzi wyroku 

Sanhedrynu? 

Sprawa ta i mnie spędzała sen z powiek od ostatniego posiedzenia Sanhedrynu. Ale mam 

rozwiązanie, w którym ty, synu, będziesz miał niepośledni udział. O tym jednak później, teraz 
domówimy sprawę pojmania Jezusa. Będziesz więc gotowy ze zbrojnymi i legionistami, po-
wiedzmy, za mniej więcej dwie godziny, a więc około północy. I wówczas właśnie pojmacie 
Galilejczyka. Ty, Helkiaszu, prosto ode mnie udaj się do Kajfasza, rozbudź go i powiedz, by 

46 
uwiadomił  sprzyjającą  nam  część  Sanhedrynu,  a  także  zadbał  o  świadków  i  właściwe, 

zgodne  z  Prawem,  przeprowadzenie  przesłuchania  obwinionego.  By  miał  on  na  to  czas 

background image

dostatecznie  długi,  przyprowadź,  synu,  pojmanego  najpierw  do  mnie,  na  wstępne 
przesłuchanie.  Chcę  wpierw  sam  się  upewnić  raz  jeszcze,  że  Nazaretczyk  nie  jest  z  domu 
Lewiegol  O  tym,  Helkia-szu,  nie  mów  Kajfaszowi.  Powiedz  jeno,  że  chcę  mu  .zapewnić 
dostatecznie  długi  czas  na  przygotowanie  wszystkiego,  jak  należy.  Co  zaś  do  Piłata,  to 
zrobimy  tak.  Kiedy  po  procesie  pójdziemy  ławą  do  zamku  Antoniusza,  ty,  synu,  zbierz 
zaufanych ci ludzi i jeśli Piłat nie będzie chciał zatwierdzić wyroku - krzyczcie głośno, że nie 
jest  on  przyjacielem  cezara'  Przecie  Jezus  pochodzi  z  rodu  Dawidowego,  a  więc  chcąc  być 
Mesjaszem, chce być zarazem królem Judei i wszystkich naszych krain.  Krzyczcie więc, że 
my  mamy  jednego  króla  i  jest  nim  tylko  cezar  -  Tyberiusz,  jeśli  zaś  Piłat  nie  chce  skazać 
buntownika, nie jest przyjacielem cezara'. To go musi przestraszyć. Bo też, gdybyśmy z takim 
zarzutem  udali  się  ze  skargą  do  Rzymu  -miałby  Piłat  rzeczywiście  niemałe  kłopoty. 
Wyszukaj, synu, kilku ludzi, którzy znają ich język, niech krzyczą: „Nie jesteś przyjacielem 
cezara!" - legioniści muszą to słyszeć i rozumieć... Piłat musi zatwierdzić wyrok'. Wówczas to 
Jezus  umrze  tak,  jak  nakazuje  i  nasze  Prawo.  Przecież  Piłat  nie  może  nakazać  go  ściąć,  bo 
Galilejczyk  nie  jest  Rzymianinem.  Może  jeno  go  ukrzyżować  jak  niewolnika  lub 
cudzoziemca, a czyż nie jest w Prawie powiedziane, że karą za bluźnierstwo jest powieszenie 
na drzewie?! Lud przyziemny nie będzie więc mógł wynosić Jezusa po śmierci, bowiem zna 
Prawo  i  pamięta,  że  przeklęty  na  wieki  jest  każdy  ten,  kogo  powieszono  na  drzewie!  Czy 
mylę się, Helkiaszu? 

Nie. Widać, żeś przemyślał sprawę, skoro tak jesteś przygotowany do tej właśnie chwili... 
Rację  masz,  Helkiaszu.  Wiedziałem,  że  chwila  taka  nastąpi  wcześniej  czy  później,  i 

wolałem być do niej przysposobiony... Znacie więc swoje zadania?! Ty, synu, będziesz miał 
szczególnie trudną i noc dzisiejszą, i dzień jutrzejszy. Spraw się dobrze! Zależy mi na tym. 
Czas Kajfasza niedługo się kończy i stolec arcykapłana będzie wolny. Myślę, Helkiaszu, że i 
ty będziesz na mego syna głosował, skoroś go w tej trudnej chwili, bez wahania żadnego, do 
mnie przywiódł?! 

Rzekłeś, Annaszu! 
Niech więc Adonaj was prowadzi... 
47 
Hora decima 
Krzyż został położony na skalnym rumoszu wzniesienia. Jezus słaniał się z wyczerpania 

po przesłuchaniach, torturach, biczowaniu i męce długiej drogi z brzemieniem krzyża, naigra-
wań, szyderstw, upokorzeń. 

Całe wzgórze - przypominające łysą czaszkę olbrzyma i z tych zapewne powodów zwane 

przez  Żydów  od  pradawna  Golgotą,  a  przez  Rzymian  Kalwarią  -  wypełnione  było  ludźmi. 
Stali tu i saduceusze, i faryzeusze, i legioniści, i skrybowie, i lud przyziemny, tak iż zdawać 
by się mogło, że stanęła tu cała Jerozolima. Zebrany tłum, z początku hałaśliwy, rozwrzesz-
czany, w miarę upływu czasu ucichał, milkł i posępniał. 

Kaci  legionowi  z  wprawą  energicznie  pociągnęli  Jezusa  i  położyli  wznak  na  leżącym 

krzyżu. Jeden z nich rozpościerając Jego prawą rękę na poprzecznicy krzyża szarpnął ją tak, 
aż zatrzeszczały wyrywane stawy, po czym przycisnął do belki i kilkoma uderzeniami młota 
wbił w nadgarstek długi gwóźdź. Krew zrazu wypełniła niszę dłoni, a potem trysnęła ku górze 
barwiąc purpurowo wbijane żelazo. Palce kurczyły się i rozwierały. Jezus jęczał, choć oczy 
miał szeroko, boleśnie otwarte, wpatrzone w niebo... Kiedy szarpnięto lewą rękę, by ułożyć ją 
równo po drugiej stronie poprzecznicy, krew z zadanej wcześniej rany wylewać się zaczęła po 
dłoni na drewno krzyża. Drugi gwóźdź zachrzęścił na kościach i ścięgnach, krwi wypłynęło 
mniej, jakby uszła już z prawej dłoni. Z bólu Jezus aż się wzdrygnął i gwałtownie skulił nogi. 
Dwaj kaci podwiązywali powrozem ręce do poprzecznicy. Pewno czynili to nie po raz pierw-
szy, wiedząc, że na postawionym krzyżu ciało nie utrzyma się długo jeno na samych gwoź-
dziach wbitych w ręce. Ciężar uwieszonego na krzyżu ciała mógłby łacno rozerwać ścięgna i 

background image

kości  rąk.  Zaciskali  mocno  powrozy,  owijając  je  kilkakroć  wokół  poprzecznicy.  Ten,  który 
przybijał ręce, zebrał nogi Jezusa, rozprostował je i przycisnął do odziomka, a potem podgiąl 
lekko, ułożył jedną na drugą i jął przebijać je na wylot grubym gwoździem. Kiedy żelazo do-
tarło do drewna, stopy przeginać się poczęły, a całym ciałem Jezusa wstrząsały bolesne dresz-
cze. Palce rąk obejmowały krwawe gwoździe. Omdlał, stąd może nie czuł bólu i nie słyszał 
uderzeń  młota  i  chrzęstu  kości,  kiedy  wbijano  Mu  drugi  bretnal  w  górną  część  stóp.  Kaci 
jeszcze podwiązali Mu nogi do odziomka i srali teraz w kilku przy poprzecznicy, czekając, aż 
ocknie się z omdlenia. 

Cicho  było...  Tak  jak  w  drodze  na  Golgotę  szydzili  z  Niego  i  plwali  nań,  tak  teraz 

posępnie milczeli. Słyszało się tylko przejmujący jęk Matki Jezusa... 

Ocknął  się  i  powiódł  oczyma  po  stojących  nad  Nim  legionistach.  Wtedy  ci  wprawnie 

chwycili  za  poprzecznicę  krzyża,  jeden  zaś  nacelował  koniec  odziomka  w  przygotowany 
niegłębo-ki otwór. 

Szybko  unosili  krzyż,  podpierając  go  rękoma  i  popychając  zaparte  w  dziurze  drzewce. 

Ciało  Jezusa  wraz  z  podnoszeniem  osuwało  się  wzdłuż  krzyża,  zaogniając  zadane  przy  bi-
czowaniu rany. Głową zaczął miotać na wsze strony. Ból narastający z każdą chwilą podno-
szenia stawał się nie do wytrzymania. Jezus ostatkiem sił wyprężył się i na moment wsparł się 
na przygwożdżonych nogach, tak że krew z ran trysnęła na najbliżej stojących. A kiedy wy-
czerpany bólem obwisł na rękach, widać było, jak gwoździe, mimo powrozów, rwą, rozszar-
pują ciało. Znów omdlał... Legioniści wyprostowali krzyż i obkładali odziomek skalnym ru-
moszem i ziemią... 

48 
Ten krzyż, który leżąc na ziemi wydawał się mały po podniesieniu  - nagle zogromniał, 

rozpostarł się na całym niebie... Ten krzyż wraz z umęczonym ciałem stał milcząco nad całym 
wzgórzem, tłumem, nad Jerozolimą. Zda się zajmował nieboskłon... 

49 
Hora undecima 
I 
Herodzie, drogi mi przyjacielu! Wysyłam za tobą posłańca do Tyberiady, bom winien ci 

wytłumaczenie,  dlaczego  oto  mimo  twego  sygnału  w  postaci  białego  płaszcza  -  walczyłem 
jednak o życie Jezusa. Oto, kiedy już wiedziałem, jakeś ocenił Galilejczyka, żona moja przy-
słała list  uwiadamiający, że Witeliusz skierował  do mnie dwu tajnych posłańców, którzy w 
imieniu legata syryjskiego życzyli sobie, ba, polecali, bym skazał Jezusa na śmierć. Klaudia 
Prokla rozmawiała z nimi, a że jest kobietą rozważną, uwiadomiła mnie o tym, ale też i prze-
strzegła, że w owym  stanowisku Witeliusza musi się coś kryć. Jeśli legat  chce, bym  skazał 
Galilejczyka, jasnym było dla mnie, że winienem uczynić odwrotnie. Sam potwierdziłeś, że 
Witeliusz jest moim wrogiem! 

Próbowałem więc - z tego właśnie względu, a nie z powodu lekceważenia twego sygnału 

- o życie podsądnego walczyć. Jednak sanhedrynie! są przebiegli. Pewno już wiesz o tym, że 
zagrozili mi, iż udadzą się na skargę do cezara. Czy to rozumiesz? Żydzi ze skargą w Rzymie 
na to, że prokurator broni buntownika, który chciał zostać królem Żydów! Ja im tego nie da-
ruję! - wierzaj mi. Tak mnie podejść! Stąd też, na złość im - nakazałem umieścić na krzyżu 
Jezusa napis: „Jesus Nasarenus Rex Judeorum"!, mimo iż prosili, bym tego nie czynił. A że 
prosili, napis powtórzono i po grecku, i w ich języku... „Jezus Nazareński, Król Żydowski"!... 

To  jednak  niewielka  zemsta,  jeszcze  mnie  popamiętają!  O  tym  też  chciałbym  z  tobą 

rozmawiać,  stąd  chcę,  byś  najrychlej  do  Jerozolimy  przybył.  Tym  bardziej  że  coraz 
powszechniej  mówi  się,  że  ów  ukrzyżowany  Jezus  -  zmartwychwstał.  Podobno  wielu  go 
widziało  po  ukrzyżowaniu.  Sanhedrynie!  powiadają,  że  został  wykradziony  przez  uczniów. 
Nie  wiem  doprawdy,  co  o  tym  sądzić?  Wywiedz  się  pośród  swoich,  jak  jest  z  tą  sprawą... 
Wysłanników Wite-liusza nakazałem śledzić. Pozostali oni w Jerozolimie aż do ukrzyżowania 

background image

Jezusa, a później szukali niejakiego Judasza z Kariot. Oczekuję ciebie w Jerozolimie, byśmy 
mogli wszystkie te sprawy omówić... 

II 
Najdostojniejszy  Tyberiuszu  l  Boski  cezarze!  Szczegółowy  meldunek  z  tego,  co  dzieje 

się  w  podległych  mi  krainach,  zabrał  ze  sobą  twój  wysłannik.  Ja  zaś  chciałem  tylko 
dopowiedzieć,  że  spokój  u  mnie  panuje  i  porządek  -  choć  kilku  Galilejczyków  musiałem 
skarcić, by tak właśnie było. 

Przesyłam do ciebie, dostojny cezarze, ten meldunek z nadzwyczajnego wręcz powodu. 

Oto  w  dniu  dzisiejszym  ukończono  w  Cezarei  Nadmorskiej  świątynię,  na  której  frontonie 
nakazałem wykuć napis: „Tę świątynię ku czci Tyberiusza - Poncjusz Piłat - prokurator Judei 
-ofiaruje"... 

50 
Hora duodecima. 
Zamysł: jesień 1969 Zapis: 1973-1987 
51 
Spis treści 
Hora prima 1 
Hora secunda 8 
Hora tertia 14 
Hora q uarta 23 
Hora umta 28 
Hora sexta 32 
Hora septima 36 
Hora octava 43 
Hora nona 46 
Hora decima 48 
Hora undecima 50 
Hora duodecima 51 
52