background image

 

                           Tłumaczenie nieoficjalne: Tril076 

Korekta: dominque91 

  
                            ROZDZIAŁ 8 

                                   DO BANI 
 

Justin  nigdy  nie  wierzył  w  piekło  jak  Huan,  ale  kiedy  wkroczył  do  RUNA,  niemal 

uwierzył w niebo. 

Wszystko  sobie  przypomniał.  Jasność.  Uporządkowanie.  Wydajność.  Czystość.  I 

zaawansowanie.  Żadnych  uzbrojonych  bandytów  albo  zniszczonych  budynków.  Brak 
technologii na prowincji zawsze mu doskwierał podczas wygnania, ale tak naprawdę odczuł to, 
gdy  ponownie  zderzył  się  z  nowoczesnością.  Czytniki  chipów.  Ekrany.  Ega.  Świat  tutaj  był 
taki, jaki być powinien. Ten kraj przetrwał Upadek, podniósł się i stał się jeszcze wspanialszy, 
niż wcześniej. Jego ojczyzna. Miejsce do którego należał. 

Przestań się ślinić – rzucił Horatio. – Dziewczyna zaraz zemdleje
Justin spojrzał na Tessę i zobaczył, że słowa kruka nie były dalekie od prawdy. Nadal 

była blada i niespokojna. Uścisnął jej rękę. 

– Wszystko dobrze. Zostań ze mną. 
Przeżywała ciężkie chwile, ale Justin nie zmieniłby decyzji o sprowadzeniu Tessy. Była 

zdolna  i  zasługiwała  na  to.  Sergio  bez  zastrzeżeń  przygarnął  Justina,  kiedy  pojawił  się  w 
Panamie, bez środków do życia. Marta Cruz zawsze uważała Justina za pasożyta, ale on żywił 
silne przekonanie, że należy spłacać długi. Wybór, gdzie pójść po wygnaniu, był największą 
loterią, w jakiej Justin kiedykolwiek brał udział, ponieważ stawką było jego życie. Gemmańskie 
władze odeskortowały go z biura na najbliższe lotnisko, mówiąc, że może wyruszyć „wszędzie, 
byle po za granice kraju”. Miał tylko kilka minut na podjęcie decyzji. Środkowa lub Południowa 
Ameryka były oczywistym wyborem. Ich populacje były zróżnicowane, co zapewniało lepsze 
przetrwanie, niż gdziekolwiek indziej, i sytuacja w nich była bardziej stabilna niż w innych 
prowincjach.  

Widzisz siebie w niej - powiedział Horatio. 
Justin nie zaprzeczył, bo to prawda. Na chwilę twarz Tessy rozmazała się i w umyśle 

zobaczył inną, starszą twarz, która wydawała się ładniejsza  dla niego, gdy miał dziesięć lat.  
Otaczały ich krzyki i zapachy rynku  Anchorage, a jego szef wołał za nim, by  wrócił.  Jak to 
zrobiłeś?
 - spytała piękna kobieta. To proste - odpowiedział Justin. - Wystarczy spojrzeć na ich 
twarze
. I wraz z tymi słowami zmieniło się jego życie.  

Obserwując teraz Tessę, uderzyło go, jak boleśnie wyglądała w tym miejscu. Z sięgającą 

do kostek spódnicą i gęstymi włosami, mogłaby być podróżniczką w czasie, która przybyła z 
innego wieku. Przyciągała wiele spojrzeń, więc może to i lepiej, że miała zaszklone oczy. To, 
że szła obok Mae, tak doskonałej i eleganckiej w dopasowanym stroju, nie poprawiało wyglądu 
Tessy, choć od czasu do czasu Justin zauważał współczucie na twarzy Mae, kiedy sądziła, że 
nikt  nie  patrzy.  Żołnierz  zabójca,  wyniosła  księżniczka,  gorzka  przygoda  na  jedną  noc… 
kimkolwiek była, Mae miała słabość do przestraszonej, prowincjonalnej dziewczyny.  

– Nie możemy jechać autem? – spytał, kiedy zdał sobie sprawę, że zmierzają w kierunku 

metra. 

Mae pokręciła głową. 
– Musimy założyć jej chip i najszybciej zrobimy to w Ministerstwie Obywatelskim.  

background image

 

– Nie chcę chipu – powtórzyła Tessa, porzucając jedną obawę dla innej. 
– To nic takiego – powiedział. – I ułatwi ci życie. 
Spojrzała  sceptycznie,  pewnie  dlatego,  że  jej  dziwaczna  matka  naopowiadała  jej 

wszelkiego rodzaju głupot o chipach, którymi diabeł pieczętuje Gemmanów. 

Jakby  na  jego  słowa,  Tessa  wywołała  alarm,  przechodząc  przez  wejście  tranzytowe. 

Strażnik machnął na nich, jak tylko Mae zatrzymała się, by pokazać dokumenty i kartę Tessy, 
choć  Justin  był  całkiem  pewny,  że  mogłaby  osiągnąć  ten  sam  efekt  machając  bronią,  tym 
śmiesznym  nożem  albo  rzucając  to  samo  spojrzenie,  które  rzuciła  Justinowi  ostatniego 
wieczora, gdy dowiedziała się, że nie jest Huanem Korokovem. 

– Jeśli nie masz chipu, to się dzieje za każdym razem, kiedy przechodzisz przez punkt 

kontrolny – powiedział Tessie. – Czujniki takie jak ten są rozsiane po całym mieście. 

– Śledzą nas – odparła ponuro. 
–  To  nie  jest  nagrywane.  Większość  z  nich  po  prostu  sprawdza,  czy  wszyscy  mają 

aktualne  chipy  albo  żeby  wyjaśnić,  dlaczego  nie  mają.  Chipy  wysyłają  nazwisko  osoby  do 
skanera, ale tylko po to by dopasować je do zaległych nakazów aresztowania. Większość imion 
jest potem usuwana.  

– Większość? – spytała Tessa.  
Bystra dziewczyna, wychwytuje drobne szczegóły, które uwielbiał. 
– Większość – potwierdził. Zatrzymali się w pobliżu żółtej linii na peronie kolejowym. 

–  Miejsca  takie,  jak  lotniska,  które  znajdują  się  pod  podwyższoną  ochroną,  mają  skanery 
zsynchronizowane  z  Krajowym  Rejestrem.  Wszyscy  ludzie  są  przez  nie  sprawdzani,  by 
upewnić się, że posiadają pasujący, urzędowy zapis.  

–  Wciąż  brzmi,  jakby  mnie  śledzili.  Nikt  nie  może  nigdzie  przejść  niezauważony.  – 

Przynajmniej rozmyślanie nad teoriami spiskowymi odwracały uwagę Tessy od zatłoczonego 
tunelu metra. – I w rejestrze nie ma kontroli nazwisk? 

Zastanowił się nad tym. 
–  „Kontrola”  nie  jest  dobrym  słowem.  To  tylko  sposób  na  wzmocnienie  jedności 

narodowej. – Zgodnie z polityką RUNA, wszyscy obywatele musieli mieć nazwisko greckiego 
lub łacińskiego pochodzenia, by znaleźć się w bazie danych Krajowego Rejestru.  Na swoich 
ziemiach  arystokraci  mogli  zwracać  się  do  siebie,  używając  swych  etnicznych  imion,  ale  w 
oczach  państwa  ich  imiona  musiały  spełniać  te  same  kryteria,  jak  plebejuszy.  –  Poza  tym 
istnieje tysiące możliwości.  

– To wciąż ograniczenie. 
– Cokolwiek powiesz, Teresa. Twój ojciec nie jest głupi. Dał wam wszystkim imiona 

przyjazne RUNA, na wypadek, gdybyście tutaj wrócili. 

Tessa wyglądała na zaskoczoną tą rewelacją, a następnie na lekko obrażoną, że została 

nazwana  bez  jej  zgody  oraz  wiedzy,  zgodnie  z  tutejszym  systemem.  To  ją  uciszyło.  A  gdy 
jechali  pociągiem  przez  miasto,  mimo  wstrzymania  przez  nią  oddechu,  kiedy  wjechali  na 
bardzo jasno oświetlony peron, nie dostała załamania nerwowego, co Justin wziął za pomyślny 
znak, że potrafi się przystosować. W każdej chwili może stać się częścią tego świata. 

Kiedy  wysiedli  z  pociągu  i  wyszli  z  podziemia,  Justin  poczuł  się  oślepiony  i 

przytłoczony.  Strzeliste  budynki  mieniące  się  w  zachodzącym  słońcu,  rzucające  cienie  na 
poruszających się pieszych. Tory kolei miejskiej zakręcały pomiędzy budynkami, podczas gdy 
poniżej zautomatyzowany ruch uliczny biegł płynnie i efektywnie. Okna sklepów i restauracji 
wypełniały ekrany z ciągle zmieniającymi się obrazami. Inne, większe ekrany zamontowane na 
budynkach wyświetlały najnowsze ogłoszenia, polityczne programy i reklamy wszelkiej maści 
produktów i usług, jakie można sobie wyobrazić. To było dalekie od brudnych ulic Panamy za 
zlepkiem  podejrzanych  pieszych,  aut  napędzanych  gazem,  sprzedawców  wozów,  a  czasami 
także koni.  

background image

 

Ich przestanek znajdował się dwie przecznice od Hale Square.  Plac był szeroki, park 

pokryty  bujną  zielenią  otoczony  przez  trzy  wspaniałe  marmurowych  budynków  z  filarami: 
Ministerstwo  Obywatelskie,  Ministerstwo  Bezpieczeństwa  Wewnętrznego  i  Ministerstwo 
Dyplomacji. Na każdym wisiała gemmańska flaga i nie było tam żadnych reklam ani ekranów. 
Ministerstwo  Obywatelskie  nadzorowało  chipy  oraz  Krajowy  Rejestr  i  kiedy  się  do  niego 
zbliżyli, Justin zatrzymał się, by rzucić okiem na Ministerstwo Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 
To budynek, w którym pracował, w nim mieściło się jego stare biuro. Wydaje się, że minęły 
wieki, odkąd każdego ranka szedł do pracy, dumny z bycia na szczycie swej kariery. Miał świat 
u swoich stóp i nigdy nawet nie śnił o tym, że zostanie z niego wyrwany.  

Kilka osób wychodziło z Ministerstwa Bezpieczeństwa Wewnętrznego, niosąc znaki, 

których nie rozumiał. 

– Co się dzieje? – spytał Mae. 
–  Ostatnio  jest  dużo  szumu  na  temat  wolności  religijnej  –  wyjaśniła.  –  Protestujący 

codziennie tu przesiadują. 

– Nie mówisz poważnie. 
Istniało  kilka  podstawowych  zasad,  które  od  powstania  RUNA  nigdy  nie  zostały 

zmienione. Niebezpieczeństwo, jakim była religia i wiar w siły nadprzyrodzone, było jednym 
z nich.  

– Nic z tego nie wyniknie. Po prostu robią dużo hałasu. 
Było po godzinach i foyer Ministerstwa Obywatelskiego było puste, wyjąwszy dwóch 

wojskowych ochroniarzy, którzy stali na warcie. Zasalutowali Mae, kiedy się przedstawiła, ale 
ledwie zaszczyciła ich spojrzeniem, od razu ruszając w stronę wind.  

Oprócz  jednego  technika,  który  kulił  się  ze  strachu  przy  Mae,  biuro  z  chipami  było 

puste. Wyglądało na to, że Tessę uspokoiło ciche otoczenie i nie protestowała więcej w sprawie 
chipu.  Technik  poprowadził  ją  do  krzesła  i  stołu  ze  stali  nierdzewnej.  Siadając,  posłała 
Justinowi odważny uśmiech. 

Usiadł  obok,  na tyle  blisko,  by  dodać  otuchy  Tessie,  ale  wystarczająco  daleko,  żeby 

pozwolić  technikowi  pracować.  Mae  zajęła  miejsce  obok  i  natychmiast  zaczęła  pisać 
wiadomość  na  ego,  prawdopodobnie  rekwirując  więcej  pistoletów  i  noży,  czy  co  tam 
pretorianie  robią  w  wolnym  czasie.  Justin  miał  oko  na  Tessę,  patrząc  jak  jej  profil  powoli 
tworzy się na ekranie. 

– Sześć – powiedział z aprobatą, gdy pojawił się jej wynik genetyczny. – Nieźle jak na 

prowincjusza. – Uwaga Mae wciąż skupiała się na ego, więc dodał: – Ale to nie dziewięć, jak 
u niektórych. – Zapamiętał każdy szczegół z jej ekranu, kiedy byli w urzędzie celnym. 

To sprawiło, że uniosła wzrok.  
– Więc? 
Wskazał Tessę. 
– Więc pięć albo sześć jest dokładnie tym, czego można oczekiwać od niej. Ale od ary… 

patrycjuszów?  Powiedziałbym,  że  gdzieś  od  dwóch  do  czterech.  Może  pięć  w  rzadkich 
przypadkach. – Przerwał dla efektu. – Nie, dziewięć. To plebejski wynik. 

– Najwyraźniej nie – powiedziała Mae. 
– To zbyt wysoko. Ja mam dziewięć.  
– Czujesz się przez to zagrożony? 
– Oczywiście, że nie. To po prostu dziwne, to wszystko. A dla ciebie, nie? 
– Nie bardzo – odparła. – Miałam go przez całe życie. 
Pochylił głowę, przyglądając się nieskazitelnej skórze i włosom z nowym uznaniem. 
–  Robiłaś coś ze sobą? Nie widzę śladu Kaina. 
– Nie. – Spuściła wzrok znów na ego. 
Kiedy  wirus  Mefistofeles  rozprzestrzenił  się  na  świecie  i  dopadł  połowę  populacji 

podczas Upadku, wywołał reprodukcyjne szkody wśród wielu ocalałych, wywołując mutacje, 

background image

 

które doprowadziły do słabej płodności, astmy oraz uszkodzenia skóry i włosów. Mutacja miała 
długą, skomplikowaną naukową nazwę, lecz fanatycy, którzy już uwierzyli, że Mefistofeles był 
jakąś  karą  boską,  nazwali  tę  mutację  Znakiem  Kaina.  Ta  nazwa  się  przyjęła.  Do  czasu 
powstania szczepionki na Mefistofelesa, program zróżnicowanego genetycznego rozmnażania, 
który stworzyły RUNA i EA, miał oferować odporność na wirus, który wykazywał tendencję 
do atakowania jednorodnych środowisk. Heterogeniczne geny miały również pomóc pozbycia 
się  znaku  Kaina  i  prawie  nigdy  więcej  nie  pojawiał  się  u  plebejuszy.  Arystokraci  ze  swoją 
węższą  pulą  genów  wciąż  na  niego  cierpieli,  choć  istniało  wiele  zabiegów  kosmetycznych, 
które  tuszowały  zewnętrzne  oznaki.  Niewiele  można  było  zrobić  z  astmą  i  niepłodnością. 
Sądząc  po  tym  jak  zachowywała  się  w  łóżku,  Mae  nie  miała  żadnych  problemów  z 
oddychaniem i wytrzymałością. 

Brak  problemów  z  płodnością,  powiedział  Horatio  pomocnie.  Zmartwiony?  Tak 

naprawdę nie pomyślałeś o żadnym zabezpieczeniu

Nie. Cywilizowane kobiety w wojsku dostają szczepionki i implanty antykoncepcyjne
Justin zniżył głos: 
– Czy porozmawiamy o tym, co się wydarzyło? 
Nie podniosła wzroku, ale wiedział z całą pewnością, że nie skupiała się już na ego. 
– Wydarzyło się dużo rzeczy, doktorze March. 
– Mówię o tym, co wydarzyło się w nocy, kiedy ty i ja wylądowaliśmy w łóżku i ja… 
– …udawałeś dyplomatę EA, by mnie uwieść? Czy to masz na myśli? 
Skrzywił się. 
– Nie trzeba było jakoś bardzo uwodzić. I to nie tak, że to była jakaś część wielkiego 

planu. To po prostu… stało się przez przypadek. 

Teraz przynajmniej zagwarantował sobie więcej uwagi. 
– Jak można przez przypadek mieć fałszywy mundur dyplomaty i podać nieprawdziwe 

nazwisko? 

– Nic z tego nie było kłamstwem – przekonywał. – Huan jest prawdziwym facetem. 
– Nie jestem pewna, czy to lepiej brzmi. – Morskie oczy zwęziły się w namyśle. – W 

rzeczywistości jestem pewna, że wręcz gorzej. 

– Hej, ty pomyliłaś i uznałaś, że jestem kimś, kim nie jestem i skończyło się na tym, że 

to  pociągnąłem.  Poza  tym…  –  Wciąż  miał  tutaj  atut.  –  Przyprowadziłem  do  mojego  lokum 
wojskowego adiutanta, nie pretorianina. 

Przynajmniej miała na tyle przyzwoitości, by wyglądać na zawstydzoną.  
–  Przyprowadziłbyś  pretorianina?  –  Pokręciła  głową,  wysunęła  się  do  przodu,  nie 

czekając na odpowiedź. – Tak, oczywiście. Oczywiście, że byś przyprowadził. 

– Co to ma znaczyć? 
–  To  znaczy,  że  wiem  wszystko  na  twój  temat.  Dużo  słyszałam  od  Corneli  podczas 

podróży.  

Cholera, wspaniale. Cornelia Kimora jako źródło informacji o jego charakterze. Piękna 

twarz Mae była pełna pogardy, gdy kontynuowała: 

–  Wiem  wszystko  o  tym,  jak  dobrze  manipulujesz  ludźmi  i  jak  szybko  urabiasz 

kobiety… 

– To nie tak, że szybko… 
–  …i  jeśli  twoim  celem  było  upolowanie  patrycjuszowskiego  żołnierza  poprzez 

kłamstwa i manipulację, to gratulacje. Posłucham moich rozkazów, i będę cię chronić. Nikt nie 
położy na tobie swoich łap. Ale to, co wydarzyło się w Panamie, tam też się skończyło. I więcej 
się nie wydarzy. Nigdy. Przenigdy. 

Justinowi odebrało mowę z kilku powodów. Po pierwsze zwykle to on był osobą, która 

zrywa. Po drugie rozmowa nie poszła zgodnie z jego przewidywaniami. Chciał, żeby pewne 
sprawy  zostały  ucięte,  w  celu  zmniejszenia  przyszłej  pokusy,  ale  nie  w  ten  sposób.  Nie 

background image

 

przywykł  do  odmowy.  Słuchanie  tak  stanowczego  odrzucenia  było  ciosem  dla  jego  dumy  i 
sprawiło, że chciał ją znów do siebie przyciągnąć.  

Nie mogę, przypomniał sobie. Jeśli ona jest tą jedyną, nie mogę ryzykować odkrycia, 

jak wiążący jest ten interes. Nie zdołam znów tego uniknąć. Czas zadać ostateczny cios. Jeśli 
była  na  niego  wkurzona,  to  tym  lepiej.  Zrobił  minę,  która  miał  nadzieję,  że  wyglądała  na 
zawiadacką. 

–  Oczywiście,  że  się  nie  powtórzy  –  powiedział  wyniośle.  –  Nie  chodzę  na  drugie 

randki, chociaż „randka” jest zbyt mocnym słowem dla określenia tamtej nocy. Nie musiałem 
stawiać ci kolacji. Ani nawet prosić. 

Nawet nie mrugnęła. 
– Nie chodzę na randki z plebejuszami. Ciekawią cię nordyckie dziewiątki? Wiec, że 

nie poświęcają nawet drugiej myśli szybkim numerkom. 

– Nie było tak szybko – powtórzył. – Szybko opadło jedynie twoje ubranie. 
Jej  protekcjonalny  ton  i  wyniosły  wyraz  twarzy  były  niczym  wyjęte  z  podręcznika 

arystokratycznych  debiutantek,  wywołało  to  w  nim  nieoczekiwaną  złość.  Zachowywała  się, 
jakby  skrzywdził  ją  swoim  kłamstwem,  jednak  on  też  czuł  się  oszukany.  Urok,  wdzięk, 
dowcip…  nawet  ten  chwytający  za  serce  smutek,  który  myślał,  że  w  niej  widział.  To  była 
zwykła gra tej cholernej, zimnej księżniczki z plebejuszem. 

–  I  –  dodała  sztywno.  –  Jeśli  będziesz  próbował  się  tym  chwalić,  nikt  ci  nawet  nie 

uwierzy. Nikt nie uwierzy, że ktoś taki jak ja, mógłby przespać się z kimś takim jak ty. 

To był prawdziwy cios. A także ostatnie słowo, ponieważ nie mógł zebrać się na żadną 

odpowiedź. Jeśli chciał upewnić się, że nigdy nawet nie będą trzymać się za ręce, to zrealizował 
tę misję idealnie. 

Technik skończył profil Tessy i zsynchronizował go zarówno z chipem, jak i Krajowym 

Rejestrem.  Justin  odciągnął  spojrzenie  od  Mae  i  spróbował  skupić  swój  umysł  na  ekranie. 
Zawierał to, czego się spodziewał: obywatelstwo Tessy, podstawowe informacje i szczegóły 
wizowe. Potem nie pozostało już nic do zrobienia, jak zamontować chip pomiędzy jej kciukiem 
a  palcem  wskazującym  u  lewej  ręki.  Tessa  skrzywiła  się,  jakby  ją  to  zabolało,  ale  miał 
przeczucie,  że  było  to  złudne  wrażenie,  a  nie  prawdziwy  ból.  Zgięła  palce  i  wydawała  się 
zaskoczona tym, że wciąż funkcjonowały. 

– Witamy w cywilizowanym świecie – powiedział wesoło Justin. Nie pokazał po sobie, 

że był strapiony ani nawet, że przejął się ostrą rozmową z Mae. Po tym wszystkim, był teraz w 
cywilizowanym państwie i wśród o wiele bardziej rozsądnych kobiet. Mae nie była już dłużej 
wrogo nastawiona i zmieniła się w to, co uznał za jej normalny tryb, formalny i bez emocji.  

– W takim razie, nadszedł czas byśmy wszyscy udali się do domu. 
Podziękowała technikowi za pracę o późnej porze, a następnie skierowała się do drzwi, 

zakładając,  że  Justin  i  Tessa  za  nią  podążą.  Zrobił  to  bez  pytań,  czując  nagłe  zmęczenie. 
Początkowe podekscytowanie, wywołane powrotem, zaczęło blednąć, a wczorajszy brak snu w 
połączeniu z dzisiejszą podróżą zaczął zbierać swoje żniwo. Tessa praktycznie spała na stojąco, 
bądź co bądź efekt leków uspokajających, które dał jej wcześniej, mógł być równie mocny jak 
zmęczenie po podróży. 

Mae  poprowadziła  ich  z  powrotem  do  metra  i  we  trójkę  jechali  w  milczeniu.  Tessa 

oparła głowę na ramieniu Justina i spała, podczas gdy on patrzył przez okno i starał się otwarcie 
nie przyglądać Mae. Była pogrążona w czytaniu czegoś na ego. Mógł powiedzieć, że tym razem 
nie udawała, ponieważ z roztargnieniem nawijała kosmyk cudownie jasnych, złotych włosów 
na palec. Ludzie, którzy udają, że cię ignorują, nie wykonują podświadomych nawyków jak 
ten.  

Cóż - powiedział Horatio z ciężkim westchnieniem. Naprawdę to spartaczyłeś
Justin zignorował ptaka i zmusił się do myślenia o powierzonym zadaniu, które kupiło 

mu bilet do domu: morderstwach patrycjuszy i cieniu zabójcy z filmu Corneli. W jego głowie 

background image

 

już kłębiło się od pomysłów, jak rozwiązać tę sprawę. Znał istotne dane misji i wiedział jakie 
pytania zada, kiedy będzie robił wizje w terenie. Zaniesienie materiału filmowego do Leo było 
kluczowe.  Udowodnienie,  że  wideo  zostało  zmodyfikowane,  usunęłoby  większą  część 
tajemnicy wokół tego.  

Jeśli  jest  fałszywe,  mogą  więcej  nie  potrzebować  twojej  „unikalnej  perspektywy”

ostrzegł go Horatio. Przynajmniej nie ględził już o Mae. 

Tak, wiem. Jednak teraz jestem bardziej skupiony na tym, że za cztery tygodnie mija 

termin

Pociąg zwolnił na stacji i wtedy Justin naprawdę rozejrzał się po okolicy. Znajdowali 

się na przedmieściach. 

– Dlaczego tutaj jesteśmy? 
Mae  udzieliła  niejasnej  odpowiedzi,  gdy  wyprowadziła  ich  z  pociągu  i  wynajęła  na 

stacji samochód. Odległość, którą przejechali była właściwie dość krótka i prawdopodobnie 
mogli iść pieszo, ale Mae uznała, że auto będzie lepsze dla Tessy. W rzeczywistości skończyło 
się na panice dziewczyny, kiedy zauważyła, że nie ma kierowcy. Podrzucono ich pod elegancki 
dom, który znajdował się w wyraźnie bogatej dzielnicy. Uliczne latarnie oświetlały ciemność 
w taki sposób, że czuło się bezpiecznie, ale nie były męczące dla  tych, którzy próbują spać. 
Zakorzenione drzewa tworzyły zadaszenie ulicy, a Tessa wydawała się tutaj znacznie bardziej 
wyluzowana,  w  otoczeniu  cichych  domów  i  szerokich,  zielonych  trawników.  Dopiero,  gdy 
podeszli do drzwi, Justin w końcu porzucił nocne tajemnice i skupił się na tym, co robią. 

– Dlaczego tutaj jesteśmy? – spytał ponownie, kiedy Mae zapukała do drzwi. 
Otworzyły  się  niemal  natychmiast.  Justin  miał  tylko  pół  sekundy,  aby  zarejestrować 

twarz siostry, zanim na niego naskoczyła i sprawiła, że zaskoczony zrobił kilka kroków do tyłu. 

– Masz tupet! – krzyknęła, ruszając groźnie do przodu. 
Justin wycofał się pospiesznie, zastanawiając gorzko, co się stało z Mae, która miała 

pilnować, żeby nikt go nie tknął. 

–  Co  ja  dokładnie  zrobiłem?  –  zapytał.  Wspominając  ich  wspólne  życie, 

prawdopodobnie mogło to być dużo rzeczy. 

Cynthia nie odpowiedziała. Wściekłość zniknęła z jej twarzy i nagle wyglądała, jakby 

zamierzała wybuchnąć płaczem. Rzuciła mu się w ramiona. 

– Myślałam, że jesteś martwy. 
Poklepał ją niezgrabnie po plecach. 
– Jeszcze nie. Chodź, hm, wejdźmy do środka. 
Dom w środku był równie piękny, jak na zewnątrz, urządzony na poziomie, nawet on 

to przyznawał, ale miał mało czasu, by go podziwiać. Do chwili, gdy znaleźli się w kuchni, 
złość Cynthi wróciła. Justin dorastał, maskując swoje emocje i manipulując innymi. Cynthia 
nie bawiła się w takie gierki. Jej uczucia zawsze były na wierzchu.  

–  Co  sobie,  do  cholery  myślałeś,  robiąc  to?  –  spytała.  –  Kazałeś  im  mnie  tutaj 

przyprowadzić? 

Wspomnienie negocjacji z ostatniej nocy wróciło do Justina i wszystko zaczynało mieć 

więcej sensu. Musiał przyznać, że naprawdę przeszli samych siebie, kiedy poprosił ich o ładne 
mieszkanie dla niej. I nie tracili czasu. 

– Co w tym złego? To miejsce jest wspaniałe. Nie wmawiaj mi, że mieszkasz w czymś 

podobnym w Anchorage. Nadal byłaś w Anchorage, prawda? 

Cynthia położyła ręce na biodrach. 
– Grupa żołnierzy przyszła i uprowadziła mnie z pracy! Bez ostrzeżenia. Nie było czasu, 

aby  się  przygotować.  Po  prostu  powiedzieli,  że  mam  z  nimi  iść.  Wiesz,  jakie  to  było 
upokarzające? 

To  brzmiało  podobnie  do  tego,  co  Justin  doświadczył  na  wygnaniu.  Rzucił  Mae 

zaciekawione spojrzenie. 

background image

 

– Co się stało? 
Oparła się o ladę, całkowicie swobodnie. 
– Powiedziałeś, że chcesz ją tutaj natychmiast. 
– Więc wzięli to dosłownie? 
– A jak inaczej mieli to wziąć? 
Cynthia patrzyła na nich w tę i z powrotem, jej oczy rozszerzyły się, gdy zauważyła 

Tessę. 

– Kim są ci ludzie? 
– To pretorianin Mae Koskinen – powiedział. Cynthia nawet nie miała czasu na bycie 

zaskoczoną, kiedy wyłożył swoją atutową kartą. – A to Tessa Cruz. Pochodzi z Panamy. 

– Panama? 
Sądząc  po  minie  Cynthi,  Justin  równie  dobrze  mógł  powiedzieć,  że  Tessa  jest  z 

księżyca. 

–  To  miejsce,  w  którym  byłem  –  wyjaśnił,  jakby  był  na  dłuższych  wakacjach.  – 

Przywiozłem Tessę tutaj na studia. 

Cynthia  zmarszczyła  brwi,  przetrawiła  wszystko,  a  potem  na  jej  twarzy  pojawił  się 

wyraz przerażenia. 

– Wy nie jesteście… 
– Nie – powiedział z irytacją. Sądząc po niewinnym wyrazie twarzy Tessy,  nie załapała 

insynuacji. – Dlaczego wszyscy ciągle tak myślą? 

– Prawdopodobnie dlatego, że wiem, jaki jesteś – odparowała Cynthia. 
– Mam granice – mruknął, starając się ignorować spojrzenie Mae: Mówiłam ci, że tak 

wyglądasz. – Ojciec Tessy jest moim przyjacielem, a ja im pomagam. Ona zostanie tutaj z tobą. 

Twarz Cynthi znieruchomiała. 
– Wiedziałam. I zakładam, że nie pomyślałeś o tym, żeby mniej najpierw zapytać? Tak 

samo jak nie mogłeś pohamować się przed poniżeniem mnie przed moimi współpracownikami? 

–  W  czym,  do  cholery,  jest  problem?  –  To  spotkanie  wcale  nie  było  takie,  jak  się 

spodziewał. – Powinnaś być wdzięczna. To miejsce jest niczym pałac. 

– Wdzięczna? Wdzięczna? – Justin bał się, że Cynthia może go znów uderzyć, a jeśli 

wcześniejsze wydarzenia były jakąś wskazówką, jego wielka obrończyni zamierzała dalej po 
prostu opierać się o ladę. – Justin, byłam o krok od dostania grantu i powrotu do szkoły. Dzisiaj 
była moja rozmowa kwalifikacyjna. 

Nieco się uspokoił. 
– Tak? Teraz nie potrzebujesz grantu. Ja to pokryję. Zresztą, tutejsze uniwersytety są 

lepsze. 

Gniew Cynthi trochę przygasł. Wyglądała na zmęczoną i nieco smutną. 
–  Naprawdę  nie  łapiesz,  nie?  Jesteś  taki  sam  jak  kiedyś,  nadal  nietaktowny  i  tak 

cholernie pewny, że… – przerwała, a jej oczy skupiły się na czymś za Justinem. Odwrócił się i 
zobaczył chłopca stojącego w kuchennych drzwiach. 

– Quentin – powiedział Justin, zaskoczony jak bardzo jego bratanek urósł. Ile miał teraz 

lat? Osiem. – Pamiętasz mnie? 

Mina Quentina mówiła, że nie. 
– To twój wujek Justin – wyjaśniła Cynthia. 
Twarz chłopca pojaśniała, gdy go rozpoznał. 
– Arogancki drań, który od nas uciekł. 
– Ten sam – powiedziała. Wydawała się bardzo dumna z doskonałej pamięci syna. 
Justin zadrwił: 
– Żadnych wątpliwości, że jesteś częścią tej rodziny, nie? 
To prawda, rysy twarzy Quentina mówiły wystarczająco o tym do której rodziny należy. 

Wyglądał  ja  Cynthia,  począwszy  od  wystających  kości  policzkowych,  a  skończywszy  na 

background image

 

migdałowych oczach. U obojga piwne nakrapiane zielenią, niezwykłe recesywne odchylenie. 
Chociaż  jego  włosy  były  całkowicie  plebejskie:  ciemny,  prawie  czarny  odcień  brązu,  który 
dzielili Justin, Cynthia i ich matka.  

– Powinnam iść – powiedziała Mae. – Wygląda na to, że masz do uporządkowania kilka 

rzeczy.  

Udało jej się zachować kamienną twarz, kiedy to mówiła. 
– Kiedy dostanę od ciebie wiadomość? – spytał. 
Wyprostowała się, wykazując znakomitą postawę, którą nabyła w swojej kaście albo w 

wojsku, albo może w obydwu tych miejscach. 

– Kiedy tylko SCI wszystko zacznie. Miło było cię poznać. Was wszystkich. 
Mae zrobiła dwa kroki w kierunku drzwi, kiedy Justin zdał sobie z czegoś sprawę. 
– Zaczekaj. Gdzie ja mam się zatrzymać? 
Twarz Mae była perfekcyjnie neutralna. 
– Tutaj, jak sądzę. To jedyny adres, jaki mi podali. 
– Tutaj? – Rozejrzał się wokół, jakby widział je pierwszy raz.  – To miejsce Cynthi, 

Cornelia obiecała mi moje własne lokum. 

– Hej, nie patrz tak na mnie. Nie ja to ustawiałam. – Mae obróciła się zamyślona, jakby 

się nad czym zastanawiała. – Prosiłeś o ładne miejsce. I chciałeś ładne miejsce dla siostry. Nie 
określiłeś, że mają być różne. 

Ma rację - powiedział Horatio. I taką interpretację Cornelia z chęcią wykorzystała
Justin nie od razu mógł sformułować odpowiedź. 
–  Ale  ja…  nie!  Nie  mogę  mieszkać  z  siostrą.  Wiesz,  jakie  to  do  bani?  Nie  mogę 

mieszkać na przedmieściu. Przypuszczałem, że mam mieszkanie w mieście. 

Mae wcale nie była sympatyczna i chociaż z powrotem przybrała pokerową twarz, był 

pewien, że w środku się z niego śmiała. 

– Powinieneś być bardziej klarowny. Poza tym stąd jest łatwy dojazd fioletową linią. 
–  Powinieneś  być  wdzięczny.  To  miejsce  jest  niczym  pałac  –  powiedziała  Cynthia, 

przedrzeźniając go.  

Sądząc  po  jej  wesołym  spojrzeniu,  cieszyła  się  z  takiego  obrotu  spraw,  znacznie 

bardziej, niż z jego rzeczywistego powrotu. Po tygodniu wspólnego mieszkania, pewnie zmieni 
zdanie. 

– Porozmawiaj z kimś w Ministerstwie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, kiedy wrócisz 

i działaj – powiedziała mu Mae. – Jestem pewna, że możesz być wystarczająco uparty, żeby to 
naprawić. 

Justin skinął, wiedząc że tak czy owak ona nie może nic zrobić. Mógł składać u jej stóp 

inne zażalenia, ale nie to jedno. Być może to dobrze, że ta mała przeszkoda się pojawiła. Dostał 
szansę, by wybrać sobie lokum i nie musiał tego robić żaden administracyjny asystent. Bez 
dalszych skarg podziękował niechętnie Mae i pozwolił jej odejść. Obserwował, jak odchodzi, 
a następnie szybko się odwrócił, kiedy uświadomił sobie, że podziwia jej nogi.  

– W pewnym sensie ją lubię – stwierdziła Cynthia, gdy usłyszeli, że frontowe drzwi się 

zamknęły. 

–  Jest  arystokratką  –  powiedział,  wiedząc,  że  Cynthi  się  to  nie  spodoba.  Spojrzał  na 

chwiejącą  się  Tessę.  –  Och,  kochanie.  –  Objął  ją  ramieniem.  –  Musi  iść  do  łóżka,  Cyn.  – 
Niepokojąca myśl przyszła mu do głowy. – Ten dom jest umeblowany? 

Salon, który mijali, wydawał się taki być, ale po głupich wydarzeniach krążących wokół 

jego zakwaterowania, wolał niczego nie zakładać. 

–  W  najdrobniejszych  szczegółach  –  odpowiedziała  Cynthia.  Jej  wyraz  twarzy  się 

zmienił, gdy przyglądała się Tessie. Chwilami mogła być arogancka i nieokrzesana, ale przez 
osiem lat Cynthia była matką i wiele z jej zachowań  przesiąkło tą naturą. Podniosła walizkę 

background image

 

Tessy.  –  Chodź,  mam  dla  ciebie  idealny  pokój.  –  A  do  Justina  rzuciła  ostro:  –  Nigdzie  nie 
odchodź.  

Jakby miał wybór.  
– Sprawdzę, co u ciebie, kiedy się ulokujesz – powiedział Tessie.  
Obie kobiety zniknęły, pozostawiając Justina samego z Quentinem. 
– Wino jest w szafce w spiżarni – oznajmił Quentin. 
– Skąd pomysł, że tego chcę? – zapytał Justin. 
Tak naprawdę uznał to za doskonały pomysł i zmierzał prosto do tych drzwi. 
– Ponieważ kiedy mama otwierała wszystkie szafki, zobaczyła je i powiedziała: „Cóż, 

myślę, że jesteśmy przygotowani, jeśli któryś z rodzinnych pijaków tu wpadnie”. 

Wyciągnął pierwszą lepszą butelkę. Było to Syrah. 
– Twoja mama jest damą z klasą. 
– Dlaczego odnoszę wrażenie, że „klasa” nie było pierwszym słowem, jakie przyszło ci 

do  głowy?  –  powiedziała,  gdy  wróciła  do  kuchni  i  błyskawicznie  znalazła  mu  szklankę  i 
korkociąg.  

– Ponieważ każdy w naszej rodzinie jest błyskotliwy i przebiegły. – Napełnił szklankę 

do takiego poziomu, jakiego się tylko dało. – To było szybkie. 

Uśmiech pojawił się na ustach Cynthi.  
– Biedny dzieciak, poszła prosto do łóżka i zasnęła. – Skinęła na Quentina. – Idź do 

swojego pokoju. Muszę porozmawiać z wujkiem. 

Wydawał się rozczarowany, że przegapi rodzinny dramat, ale ostre polecenie sprawiło, 

że pobiegł.  

Justin uniósł butelkę. 
– Chcesz trochę? 
– Nie chcę cię opijać. – Oparła łokcie na kuchennej wyspie i pochyliła się do przodu. – 

Wiesz, cieszę się, że jesteś z powrotem. I prawie za tobą tęskniłam. Jednak nadal jestem na 
ciebie zła. 

– Wiem – powiedział. – Też za tobą tęskniłem. 
Do tej chwili nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo te słowa były prawdziwe.  Cynthia 

czasami  doprowadzała  go  do  szału,  ale  zawsze  była  względem  niego  uczciwa.  Była  jego 
pierwszą, najlepszą przyjaciółką i znajdowanie się z dala od niej tak długo, stworzyło w nim 
poczucie  pustki.  Odstawił  wino  i  objął  ją  ramieniem,  pozwalając  sobie  wreszcie  na  chwilę 
słabości. Zbyt wiele się między nimi wydarzyło, by przyjmować swoją zwykłą postawę. 

– I przepraszam. Wiem w jak złym położeniu zostałaś postawiona. 
Oparła głowę na jego piersi. 
–  Powinnam  się  już  do  tego  przyzwyczaić.  Ale  Justin…  Dlaczego  wyjechałeś? 

Dlaczego,  do  cholery,  byłeś  w  Panamie?  Wiesz,  jakie  to  dziwne,  że  po  czterech  latach 
pokazujesz się pretorianką i dziewczyną z prowincji? 

– Tak – powiedział, w końcu ją wypuszczając. – Wierz mi, jestem w pełni świadomy 

tego, jakie to dziwne. 

– Nie odpowiedziałeś na pytanie, dlaczego odszedłeś. 
–  Ponieważ  nie  mogę  ci  powiedzieć,  Cyn.  –  Mógł  odgadnąć  jej  kolejne  pytanie.  – 

Mówię  poważnie,  tak  jest  bezpieczniej.  I  nie  mogę  powiedzieć,  dlaczego  wróciłem.  Ale 
zamierzam natychmiast uporządkować sprawy. Nie wkręcę cię ponownie. 

Jej brwi się złączyły. 
– Zamierzasz znów odejść. 
Justin chciał wiedzieć. Francis z pewnością sądził, że RUNA nie może sobie poradzić 

bez Justina, ale Magnus miał rację co do tego, że jego wartość prawdopodobnie zmaleje, jeśli 
znalezione  wideo  zostało  zmodyfikowane.  I  oczywiście,  jeśli  niczego  nie  znajdzie  w  ciągu 

background image

10 

 

czterech tygodni, wszystko pójdzie na marne. Nie mniej, Justin zebrał się na uśmiech przed 
siostrą i uzupełnił swój kieliszek. 

– Oczywiście, że nie. 
W głowie usłyszał Horatio: Nie składaj obietnic, których nie możesz spełnić