background image

15 maja 2008

Barbara Pietkiewicz

Czytaj także

Znów spór o seks

Pedofilia i edukacja seksualna to pola bitewne 

wielkiej wojny kulturowej w dzisiejszym 

świecie.

Zły los molestowanych dzieci

Nigdzie nie ma dla niej miejsca. Co innego 

gdyby była upośledzona, była przestępczynią. 

Ale nie...

Tata się tylko tak wygłupia

Czas seksualnego wykorzystywania dzieci przez ojców wynosi, zdaniem badaczy 

problemu, nie dłużej niż nieco ponad pięć lat.

73-letni Josef Fritzl jest w tym względzie ponurym 

rekordzistą. Żył z córką 31 lat, w tym 24 lata w piwnicy.

Jego 11-letnia córka Elisabeth, obecnie 42-letnia, była 

w szczególnie pociągającym dla kazirodców wieku do 

rozpoczęcia współżycia. To najczęściej dziewczynki między 

10 i 13, a także 14 i 17 rokiem życia. Kiedy Josef zgwałcił 

po raz pierwszy córkę, był już po czterdziestce. Diana 

Russel, amerykańska psycholog, która badała rodziny 

kazirodcze, donosi, że do tego czynu posuwają się 

najczęściej mężczyźni w średnim wieku. O połowę rzadziej 

– ojcowie do 35 roku życia. Russel wykazała, że siły 

fizycznej używa jedna trzecia sprawców. Ale nie tylko 

niewolą. Używają także innych technik – zaskoczenia, napaści w czasie snu, groźby, przekupstwa, 

oszustwa, manipulacji.

Ojczym wcale nie jest częstszym sprawcą niż ojciec biologiczny. Maria Beisert, autorka znakomitej 

książki o kazirodztwie, podaje, że córki zgłaszają się po latach na terapię częściej niż pasierbice, choć 

może to stanowić także dowód, że trauma spowodowana przez rodzonego ojca jest głębsza od każdej 

innej. Pochodzą z różnych sfer społecznych – z dołu drabiny społecznej (jak skłonni jesteśmy 

przypuszczać), ale i z górnych warstw także. Kazirodztwo to sprawiedliwy podział patologii.

Pisałam przed sześciu laty w „Polityce” o rodzinie z urokliwego miasteczka na ziemi białostockiej, 

utrzymującej się z opieki społecznej i zasiłków na pięcioro dzieci. Ojciec żył z nimi wszystkimi po kolei. 

Przy robocie kazał matce wychodzić z pokoju, a pozostałym dzieciom patrzeć, jak to się odbywa. Żona 

była zadowolona. Dzieci zdjęły z niej część uciążliwych obowiązków małżeńskich. Ale równie dobrze 

mógł być to profesor uniwersytetu. Dyrektorka domu dziecka w miejscowości Krasne, do którego 

zabrano dzieci, powiedziała, że pracuje w tym domu od 30 lat, ale z taką masą tego paskudztwa, jak 

w ostatnich latach, nie miała dotąd do czynienia. Tata z córką, brat z siostrą, tata i brat z córką –

wszelkie możliwe konfiguracje.

Ale paskudztwa przedtem było chyba tyle ile teraz. Z badań Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 

dopuszcza się go około 1 proc. rodziców (wobec 23 proc. dzieci wykorzystywanych seksualnie przez 

różnych sprawców ogółem). Podobne wyniki uzyskali naukowcy w innych krajach europejskich, a także 

w Ameryce. Przedtem jednak kazirodztwo było jeszcze rzadziej wykrywane niż obecnie, gdy ujawnia 

się od 3 do 5 proc. przypadków.

Sprawę spod Białegostoku odkryła sąsiadka, która zajrzała przez okno i zobaczyła, co zobaczyła. Poszła 

na policję. Nikt z mieszkańców małego miasteczka niczego przed nią nie spostrzegł. Albo nie chciał. 

Ludzi to muruje. Jak może taka straszna rzecz przejść w ogóle przez gardło? Po odkryciu trupka 

dziecka na śmietniku natychmiast biegnie się do komendy policji. Ale ojciec spółkujący z córką? 

Ciemne, straszne, potworne, nieludzkie – tabu we wszystkich kulturach świata.

Kluczową sprawą jest postawa żony Fritzla. Dlaczego tak łatwo uwierzyła w zaginięcie córki, nie 

szukała jej, wiedząc przecież, że żyje, bo wysyła do niej listy i podsyła swoje dzieci? Należy 

przypuszczać, że odkryła seksualną skłonność męża do Elisabeth. Kto jak kto, ale matka, tak sądzimy, 

powinna biec do prokuratora, kazirodcę wyrzucić natychmiast za próg albo uciec od niego, gdzie oczy 

poniosą.

Ale żony kazirodców postępują inaczej. Media podały, że żona i dzieciownuki śmiertelnie bały się 

Josefa. To typ kazirodczej rodziny z psychopatycznym mężczyzną, właścicielem. Należy do niego żona-

przedmiot i dzieci-przedmioty. Ma nad nimi pełną władzę. Nie znosi sprzeciwu, wymusza poddańcze 

posłuszeństwo. Rodzina jest dla niego zbiorem puzzli, z którego może układać obrazki, jakie mu się 

podobają.

Żona kazirodcy, pisze Maria Beisert, wywodzi się z rodziny o podobnym podziale ról. Miała ojca 

satrapę. Mąż jest jakby jego kontynuacją. Weszła przez małżeństwo w znane sobie buty 

i podświadomie takiego partnera szukała. Jest przekonana, że poddanie się władzy i woli męża jest 

jedynym sposobem na utrzymanie rodziny i zapewnienie sobie bezpieczeństwa.

Kiedy dowiaduje się o kazirodztwie, albo tylko nabiera takich podejrzeń, ukrywa je sama przed sobą, 

wypiera, udaje, że nie widzi. Albo, jeśli córka mówi o praktykach ojca, nakazuje milczenie. – Jeśli 

komuś o tym powiesz, tata pójdzie do więzienia i to będzie twoja wina, co wtedy zrobimy? Lub też 

stara się nadać inne znaczenie praktykom ojca: on się tylko tak wygłupia. Było mu gorąco, więc się 

rozebrał. Dotykał cię palcem, a ty pomyślałaś, że czymś innym. Na pewno ci się przyśniło.

Strona 1 z 2

Tata się tylko tak wygłupia - Polityka.pl

2010-12-21

http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/255273,1,tata-sie-tylko-tak-wyglupia....

background image

Kiedy matkę pięciorga dzieci z Białostocczyzny, z którymi żył ojciec, spytano, jak mogła to tolerować, 

powiedziała: przysięgałam przed Bogiem, że go nie opuszczę, cokolwiek by się stało. Zresztą cóż on 

takiego znów zrobił? Wkładał córkom nawet nie cały członek do pochwy, a tylko kawałek.

Jeszcze jeden typ reakcji: matka wpiera w siebie i dziecko, że mała kłamie, stara się zemścić na ojcu, 

który dla jej dobra surowo ją wychowuje, jest złośliwa, wredna i zła. W sądzie broni męża. Jest wroga 

wobec córki. Często wspiera ją rodzina: to przecież niemożliwe, żeby ojciec jej to robił. Tak szkalować 

własnego ojca, wystawiać rodzinę na taki wstyd? Gdyby matka spojrzała prawdzie w oczy, groziłoby jej 

nie tylko rozbicie rodziny, czego się panicznie boi, ale także dotkliwe obniżenie własnej wartości jako 

kobiety.

Któryś z obronnych mechanizmów żon kazirodców stosowała zapewne żona Josefa Fritzla do czasu 

zniknięcia córki. Być może „ucieczkę do sekty”, jak tłumaczył jej mąż, powitała z ulgą: bolesna dla 

córki i matki sytuacja rozwiązała się bez udziału i winy tej drugiej. Decyzję podjęła sama Elisabeth. 

I spotkało się to ze zrozumieniem matki. Nie szukała jej, nie starała się nawet ustalić, jaka to sekta 

i czy córka jest w niej szczęśliwa. Dzieci córki rzekomo przysyłane z miejsca ucieczki (w istocie 

spłodzone z jej mężem w piwnicy) stanowiły tej ulgi ciąg dalszy. Oto córka współżyje wreszcie z obcym 

mężczyzną. I nawet jeśli odkryła prawdę, co prawie pewne, że to nie sekta, a piwnica pod jej własnym 

domem, prawda była dla niej zbyt potworna, żeby jej nie zaprzeczać, nie wypierać ze wszystkich sił. 

Zaprzeczenie i wyparcie było dla matki kołem ratunkowym.

Zdumiewające, że wszystkie te kamuflaże, kłamstwa i zaprzeczenia w diadzie matka–córka nie 

wykluczają istnienia głębokiej między nimi więzi. Lecz bywa ona dla córki niebezpieczna. Córka nie 

chcąc matki ranić, zachowuje rzecz w tajemnicy: nikt nie może się dowiedzieć. Jeśli nawet podejrzewa, 

że matka się czegoś domyśla, unika rozmów na ten temat, podobnie, jak to się dzieje w rodzinach, 

w których ktoś choruje na raka. Chory udaje, że nie wie, co mu jest, a domownicy postępują tak samo.

Córki kazirodców mniej się boją okrutnego ojca, niż obawiają się narazić matkę na rozpacz i cierpienie. 

Zostają bez wsparcia ze swą tajemnicą. Nie powiedzą o niej już nikomu. Uratują rodzinę. Wezmą na 

siebie i poniosą krzyż. Rodzina tkwi w specyficznym klinczu psychicznym. Izoluje się coraz bardziej. 

I konsoliduje. Paradoksalnie mocno ją cementuje ponura tajemnica. Świat zewnętrzny zaczyna widzieć 

jako wrogi i groźny, choć ojciec poświęca wiele wysiłku, żeby sprawiała na zewnątrz wrażenie, że żyje 

jednak jak inne i niczym szczególnym się nie wyróżnia.

Inny częsty typ rodziny kazirodczej z pewnością nie był przypadkiem Fritzlów. To odwrotność ich 

modelu: matka hetera i mąż fajtłapa. Hetera jest córką hetery – miała władczą matkę i ojca bez jaj 

i ten wzorzec powiela w swym małżeństwie – opisuje Maria Beisert. Seks służy jej do utrzymywania 

kontroli nad mężczyzną. Pobrali się po krótkiej znajomości. On chciał jak najszybciej przerwać 

ograniczającą go więź z matką, ona również pragnęła się wyrwać spod kurateli władczej matki 

i uzyskać ją nad mężem, co miało podnieść jej samoocenę i sprawić, by wreszcie poczuła się na 

właściwym miejscu. To manipulatorka – wredna i agresywna. Fajtłapa spełnia jej nakazy i rozkazy. Ale 

w życiu seksualnym nie potrafi stanąć na wysokości zadania, wycofuje się więc ze współżycia, co ją 

frustruje.

Fajtłapie brak jest czułości, bliskości i oddania żony. Zwraca się więc ku córce. To on ją pielęgnuje, 

myje, całuje, tuli do snu. Stopniowo ojciec z córką zawiązują koalicję przeciw matce. Szczególna więź 

przeradza się w seksualną. Któregoś dnia tata kąpiąc córkę, wchodzi nago do wanny. Uległości córki 

nie wymusza siłą ani groźbami. Stosuje nagrody i zachęty. Córka przyjmuje je z wdzięcznością. W swej 

niewinności traktuje ojca jako osobę aseksualną. Praktyki taty nie są przyjemne, ale wizyta u dentysty 

też do przyjemności nie należy, córka wie jednak, że jest ona konieczna i służy jej dobru. Więc to ich 

tajemnica, córka nie powinna nikomu o tym mówić, trzymają sztamę z tatusiem. Ten model 

kazirodczej rodziny nie trwa zbyt długo. Odkrywając prawdę, matka rozbija małżeństwo nie tyle dla 

dobra córki, co powodowana urazem i nienawiścią do męża, którego nęka i ciąga po sądach, nie 

zważając na kolejne traumy zadawane dziecku.

To córka płaci najwyższą cenę. Jeśli już dorosła, będzie miała silną osobowość i uzyska mądre wsparcie 

swego mężczyzny, ma szansę wygrzebać się z traumy i złapać trochę szczęścia. Jeśli nie – powieli 

w związku znane sobie relacje. Kazirodczych nie wykluczając.

Strona 2 z 2

Tata się tylko tak wygłupia - Polityka.pl

2010-12-21

http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/255273,1,tata-sie-tylko-tak-wyglupia....