background image

Dušan Makavejev – Trauma po hipnozie
Rafał Osiński

Twórczość Dušana Makavejeva utrzymuje namiętny związek z historią XX wieku. Autor jest 

niczym bohater swojego ostatniego pełnometrażowego filmu "Goryle kąpią się w południe" – 

żołnierz wojsk radzieckich, infantylnie wierny ideom Lenina, który po upadku muru berlińskiego 

zostaje w Niemczech, aby dawać świadectwo lojalności wobec swojego autorytetu. Jego filmy 

wydają się być owocem niezrealizowanej nadziei bądź niespełnionego przez socjalizm uczucia, czy 

też bardziej ogólnie przez projekty utopijne czasów, w których przyszło mu żyć i artystycznie 

działać. Osobiste doświadczenie totalitaryzmów sprawiło, że zawsze czuł się w obowiązku 

dociekać efektów rewolucji. A te ujawniały zwykle degenerację leżących u ich podstaw koncepcji 

społecznego dobrobytu i szczęścia.

Poznawanie twórczości Makavejeva oznacza przesyconą ironią, melancholijną refleksję nad 

totalitarnymi procesami ubiegłego stulecia. Zjawiskami, które pozbawiają ekranowe postaci 

dziewictwa, czyniąc z cnoty kolektywną własność bądź towar. Przekora reżysera polega na tym, że 

jego symbole niewinności i czystości są w jakiś sposób zdeprawowane już przed tym, gdy 

rewolucja sięga po to, co w nich rzekomo nieskalane. Przypomina to sytuację z "Lolity" Nabokova, 

w której główny bohater Humbert Humbert odkrywa, że nie jest pierwszym mężczyzną w życiu 

swojej wyidealizowanej nimfetki. Odpowiednikiem Lolity u Makavejeva jest choćby postać 

młodziutkiej sprzedawczyni lodów z filmu "Manifesto", która z wyrachowaniem potrafi wycenić 

dostęp do każdej części swojego ciała. W "Dziecku Coca-Coli" specjalny wysłannik napojowego 

koncernu dociera do Australii z misją zwielokrotnienia sprzedaży produktu. W tym celu planuje 

zakrojoną na szeroką skalę promocję odwołującą się do "głosu Australii", czyli wartości budujących

narodową tożsamość. Na miejscu okazuje się jednak, że nawet takie symbole kulturowej 

pierwotności, jak Aborygeni skomercjalizowali już własny wizerunek. Aborygeński uliczny grajek 

ma wizytówkę i doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego "potencjału handlowego".

Filmy reżysera realizują przeważnie formułę eseju, mnożącego dygresje dla wszechstronniejszego 

opisu podjętego tematu. Charakterystyczny dla Makavejeva jest prowokacyjny styl łączący fabułę z

dokumentem (także partiami stylizowanymi na dokument), operujący techniką kolażu 

"przypadkowych" materiałów. Są nimi np. fragmenty starych propagandowych filmów ze Stalinem,

archiwalne kroniki, faszystowskie reportaże. Widz oczekujący od kina linearnej, czytelnej narracji 

może uznać zwłaszcza wczesne, a więc najdonioślejsze artystycznie dzieła Makavejeva za 

nieprzystępne. Opowiadane w nich historie są częścią polifonicznej konstrukcji.

background image

Pierwsze pełnometrażowe filmy Makavejeva – "Człowiek nie jest ptakiem" oraz "Sprawa miłosna 

albo tragedia telefonistki" zawierają partie rodem z produkcji edukacyjnych. Zaczynają się od 

kierowanych wprost do kamery miniwykładów autorytetów tłumaczących zachowania społeczne. 

W przypadku "Człowieka…" jest to hipnotyzer, w "Sprawie miłosnej" rolę fachowców pełnią 

seksuolog i kryminolog. Wszyscy ci realnie istniejący specjaliści w swoich dziedzinach podsuwają 

widzowi klucze interpretacyjne do zrozumienia przedstawionych na ekranie fikcyjnych wydarzeń 

osnutych wokół wątku tragicznego romansu. Wątek ten napędza dramaturgię prawie wszystkich 

filmów reżysera. I jedynie w "Dziecku Coca-Coli" losy kochanków kończą się pozytywnie, choć 

zaraz po scenie przypieczętowującej finał w duchu bajkowo-hollywoodzkiego "żyli długo i 

szczęśliwie" na ekranie pojawia się nieumotywowany akcją komunikat, że "Tydzień później. Kiedy 

wiśnie zakwitły w Japonii, rozpoczęła się kolejna wojna światowa".

Stronami niefortunnych romansów w filmach "Człowiek nie jest ptakiem" oraz "Sprawie miłosnej" 

są mężczyźni reprezentujący typ dojrzałych służbistów komunistycznej idei oraz kobiety bliskie 

wizerunkowo nimfetkom – nieco dziecinne, wyemancypowane, świadome własnej seksualności. 

Związki tych postaci są krótkotrwałe i traumatyczne. Zdradzony przez kochankę bohater 

"Człowieka…" uświadamia sobie, że został zdradzony także przez ideologię, którą wiernie i 

przykładnie starał się urzeczywistniać, realizując przed czasem plany produkcyjne kolejnych 

zakładów. W ostatnich ujęciach widzimy, jak opuszcza wspólnotę towarzyszy i oddala się samotnie 

w pustkę. Budzi się zarówno z "hipnozy idei", jak i "hipnozy pożądania", podczas gdy pozostałe 

postaci oddają się "hipnozie rozrywki", niczym w transie oglądając cyrkowy występ.

Makavejev uświadamia widzom, że narzędziem wprowadzania w stan hipnozy, ideologicznej bądź 

erotycznej, może być też sztuka. W swoich filmach wielokrotnie umieszcza fragmenty radzieckich 

propagandowych kiczów. Nowy kontekst uwydatnia ich perswazyjną funkcję, a wręcz falliczną 

metaforykę. Materiał o niszczeniu przez rewolucjonistów cerkwi i wznoszeniu na ich kopułach 

czerwonych sztandarów w "Sprawie miłosnej" rodzi skojarzenia z ustanawianiem nowego symbolu 

potencji. Poetyka filmów Makavejeva wymierzona jest przeciwko sztuce używanej do 

"hipnotyzowania" odbiorców, do wprowadzania ich w światopoglądowe transy i manipulowania ich

pożądaniem (niemniej dzieła jugosłowiańskiego reżysera silnie stymulują zmysły zarówno swoją 

formą, jak i treścią).

Reżyser, zafascynowany pismami Freuda, Fromma, a przede wszystkim Wilhelma Reicha, XX-

wieczne rewolucje ideowe ukazuje dosłownie i metaforycznie jako perwersyjne przyjemności, 

background image

oferujące erotyczną rozkosz, kuszące i zapładniające swoim nasieniem tych, którzy im ulegną. 

Spektakularny, kontrowersyjny, a momentami wręcz obsceniczny wyraz znajdują te wizje w dwóch 

najsłynniejszych filmach Makavejeva "WR - Tajemnicach organizmu" (1971) oraz "Słodkim 

filmie" (1974).

"WR - Tajemnice organizmu" obrazują fenomen rewolucji w skali globalnej. Na ekranie, obok 

nawiązań do realiów jugosłowiańskich i projektu demokracji ludowej, a szerzej państw 

komunistycznych (ZSRR, Chiny), pojawiają się odniesienia do amerykańskiego ruchu 

kontestacyjnego i środowisk kontrkulturowych. Przykazaniem dla rewolucjonistów wszystkich 

krajów jest swoista seks-misja.

Kult erotyki i ciała jest motywem przewodnim także "Słodkiego filmu". Obrazują go losy laureatki 

tytułu Miss Świata – zwyciężczyni w kategorii najpiękniejszej łechtaczki. Jej atrybut sprowadza na 

bohaterkę pasmo upokorzeń i cierpień. Jako uosobienie pożądania jest bowiem psychicznie bądź 

fizycznie gwałcona przez osobników karykaturalnie personifikujących samczą potencję: bogatego 

kapitalistę ze złotym penisem, czarnoskórego kulturystę, latynoskiego uwodziciela i komunę 

performerów, dokonujących szokujących eksperymentów z happeningami mającymi na celu 

wyzwolenie w człowieku pierwotnych odruchów. Ostateczny, śmiertelny gwałt zadaje Miss, w 

sensie metaforycznym, obiektyw kamery filmującej piękność na potrzeby reklamówki w basenie 

wypełnionym płynną czekoladą. Miss pełni rolę ofiary, ale jest w "Słodkim filmie" również druga, 

pierwszoplanowa postać kobieca, która z kolei przejawia cechy kata. To Anna Planeta (grana przez 

polską aktorkę Annę Prucnal), przybyszka z komunistycznego państwa na statku z artykułami 

cukierniczymi i obliczem Karola Marksa na rufie. W jednej ze scen, która zresztą wzbudziła 

gwałtowne protesty cenzury i przyczyniła się do długotrwałego zakazu wyświetlania "Słodkiego 

filmu" w wielu miejscach świata, widzimy, jak Planeta wykorzystuje swoje prawie nagie ciało, aby 

prowokować erotycznie młodziutkich chłopców.

"Słodki film"

Kino Makavejeva, zwłaszcza ze współczesnej perspektywy, ma w sobie jakiś pierwiastek 

postapokaliptyczny. Stanowi refleksję nad ideologiami, które upadły bądź chylą się ku upadkowi. I 

jakkolwiek koniec jest tutaj zawsze początkiem nowego, sygnałem wiary w lepszą przyszłość, to 

uderzający jest dziś w filmach jugosłowiańskiego reżysera pesymizm wizji procesu dziejowego. Jak

melancholijnie wyznaje w autobiograficznym dokumencie "Hole in the Sky", w Jugosławii stracił 

duszę. Od razu jednak z ironią dodaje, że nie wie, czy ten kraj w ogóle kiedykolwiek istniał. Film 

background image

zamyka scena, w której Makavejev majestatycznie pokazuje muzykantów grających na mijanym 

przez siebie moście. Czyżby reżyser dyskretnie sugerował, że bycie artystą i uprawianie tak 

krytykowanej przez niego sztuki może być drogą do zachowania lub odzyskania owej duszy?