background image

Piotr Zaremba: Mój bilans roku 2010. Pięć 
zdarzeń najbardziej przecenianych w Polsce. 
Rysuje Krauze  

opublikowano: 2010-12-29 16:35:44 | ostatnia zmiana: 2010-12-29 20:43:39  

Rys. 

Andrzej Krauze  

Przeceniali wszyscy: sami politycy, czasem i zwykli Polacy, ale przede wszystkim media. Niekiedy ci co 
popełniali błąd w ocenach,  mylili się naprawdę, a czasem przestrzeliwali się w ocenach, bo tego 
wymagał ich zbiorowy interes. 

Piotr Semka porównał kiedyś polski świat medialny do murzyńskich plemion bijących w tam tamy. 
Jednym bębniarzom odpowiadają inni, tym jeszcze inni, aż wreszcie powstaje zamknięty obieg. Przy 
zamkniętym obiegu fundamentalnym zdarzeniem albo zjawiskiem można łatwo obwołać coś, o czym w 
dwa dni później nikt nie będzie pamiętać. Zobaczmy jak to wyglądało w roku 2010: 

  

1. Prezydenckie prawybory w Platformie Obywatelskiej 

Miały dla PO znaczenie propagandowe, dzięki nim partia ta wypełniła na kilka tygodni nieomal bez 
reszty medialną przestrzeń.  Niewątpliwie dowiodły jej wyższości nad PiS - u Kaczyńskiego taka 
operacja byłaby z wielu powodów niemożliwa. Ale wielu komentatorów obwołało te prawybory 
początkiem politycznej rewolucji. A żadnej rewolucji nie było. 

Created with novaPDF Printer (

www.novaPDF.com

). Please register to remove this message.

background image

USA prawybory przynoszą zderzenie różnych wizji rządzenia. W pluszowych potyczkach między 
Bronisławem Komorowskim i Radkiem Sikorskim różnice trzeba było wyciskać nieomal na siłę 

- już 

choćby dlatego, że urząd prezydencki nie daje realnej możliwości rządzenia. Był to głównie spektakl. Nie 
zdemokratyzował ani samej Platformy, ani polskiej polityki. A takie znaczenie mu przypisywano. 

W jednej tylko dziedzinie te prawybory odegrały znaczenie  przełomowe. Ale tego akurat nikt nie 
zauważył. Oto prawyborcze debaty kandydatów organizowane były wprawdzie w sensie technicznym 
przez TVN, ale prowadzone przez ówczesnego posła Platformy Sławomira Nowaka. W ten sposób 
został uczyniony kolejny krok  do komunikowania się  polityków bezpośrednio z wyborcami ponad 
głowami dziennikarzy. W szczególności polityków Platformy. 

  

2. Antyklerykalna manifestacja Dominika Tarasa na Krakowskim Przedmieściu  

To w pewnym sensie część większej całości. Przez kilka tygodni czołowe media próbowały nas 
przekonać, że bitwy zwolenników i przeciwników krzyża na Krakowskim Przedmieściu to oś polskiej 
polityki. Tymczasem był to ciąg zdarzeń spektakularnych, ale bynajmniej nie przełomowych. Stały się 
przełomowe, gdy w pobliżu postawiono kamery TVN 24 i Polsat News. 

Kiedy w pewną ciepłą sierpniową noc Krakowskie Przedmieście zaroiło się od antyklerykałów 
skrzykniętych przez kucharza Tarasa, establishment zareagował entuzjazmem. Młodych ludzi 
pokazujących modlącym się kobietom gest "fuck", opisywano jako radosnych ambasadorów 
nowoczesnej Polski (naczelna Przekroju Katarzyna Janowska), ale też jako prekursorów przełomu, po 
którym nic już w polskiej polityce nie będzie takie samo. 

Jakiś przełom to był - w dziedzinie obyczajów. Dawne antyklerykalne manifestacje lewicy unikały jednak 
akcentów antyreligijnych. A ci nowi poganie przybili misia do krzyża i obnosili się z nim dumnie. 
Zmienił się więc język, przesunęły granice. Ale do żadnej politycznej rewolucji nie doszło. 

Symbolizuje to w szczególności los Ruchu Poparcia Janusza Palikota, ideologa dokazującej młódzi, 
który dogrywał w polskiej polityce znaczną rolę jako harcownik obozu Platformy. Kiedy spróbował 
stanąć na własnych  nogach, nie skupił wielkiego poparcia (około 1 procenta głosów), a jego kolejne hece 
(manifestacje przed siedzibami biskupów) przyciągnęły już tylko ledwie garstkę.  A tyle napisano o 
nowej jakości. Polacy okazali się zadziwiająco przywiązani do dotychczasowych etykietek i tematów. 

  

3 Jesienna legislacyjna ofensywa rządu ze szczególnym uwzględnieniem przeprowadzki premiera 
do Sejmu 
 

Trzeba przyznać, że do zapowiedzi kolejnej rewolucji ustawodawczej animowanej przez rząd 
komentatorzy podeszli z większą powściągliwością niż w poprzednich latach. Ale sama zapowiedź, że 
premier Tusk będzie urzędował w parlamencie aż do grudnia, była żywo komentowana. Sam 
napisałem komentarz w którym przypuszczałem, że Tusk może chcieć być bliżej posłów swojej partii. Że  
będzie patrzył na ręce marszałkowi Grzegorzowi Schetynie na wypadek, gdyby ten chciał przekształcić 
parlament w bastion swoich wpływów. 

Jeśli coś takiego chodziło nawet Tuskowi po głowie, przestało chodzić po kilku dniach. Wystarczyło 
trochę niewygód i zwłaszcza konieczność przeciskania się na korytarzach przez tłum reporterów. 
Wszyscy o obietnicach premiera szybko zapomnieli, a z zapowiadanych projektów do Sejmu napłynęła 
ledwie połowa, w tym niewiele istotnych. 

  

Created with novaPDF Printer (

www.novaPDF.com

). Please register to remove this message.

background image

4. Prace nad konstytucją w ogóle, a powołanie sejmowej Komisji Konstytucyjnej w szczególności

 

Jarosław Flis napisał w podsumowaniach roku 2010 na Salonie 24, że nadal wierzy w debatę nad 
ustrojem Polski z prawdziwego zdarzenia. I przypomniał, że w tym roku udało się wreszcie powołać w 
Sejmie Komisję Konstytucyjną. Ja nie wierzę i zresztą za bardzo nad swoją niewiarą nie ubolewam. 

Po prostu gdy rząd Tuska odczuwał szczególnie boleśnie pustkę własnego rządzenia, sięgał po ten temat - 
jako ostatnią nadzieję.  Zrobił to na początku roku, a potem po wielu miesiącach przerwy jesienią - w 
następstwie czego powstała komisja Jarosława Gowina. W rzeczywistości ustrojowe pomysły Platformy 
są mało istotną kosmetyką i chyba tylko poseł Gowin wierzy w możliwość ich uzgodnienia z innymi 
partiami. 

Ale tak naprawdę czy istnieje pilna potrzeba konstytucyjnego kompromisu? Choć polski ustrój zacinał się 
lekko w sytuacji cohabitation prezydenta i premiera z przeciwnych obozów (po ostatnich prezydenckich 
wyborach ten problem zniknął), to nie on był powodem rozlicznych  polskich bolączek. To nie z powodu 
wadliwego podziału władz sądy były powolne, administracja niewydajna, a policja znów zaczęła żądać 
od nas łapówek "jak za III RP". To nie dlatego polskie państwo obcięło nakłady na drogi, a polska kolej 
okazała się niezdolna do uzgodnienia w terminie nowego rozkładu jazdy. Nie z tego powodu 
przedsiębiorcy wyglądali jak kania dżdżu swobód w prowadzeniu biznesu. 

Polsce potrzeba dziś pilnie naprawy państwa, ale niekoniecznie nowej konstytucji. To ostatnie jest co 
najwyżej niekoniecznym luksusem, rodzajem ozdóbki na torcie. 

 
5. Wszelkiego typu przemiany polityków w następstwie smoleńskiej katastrofy

 

Od przemiany Jarosława Kaczyńskiego po zamilknięcie Janusza Palikota, wszystkie okazywały się 
nietrwałe. Miały wpływ na szczegóły polityki (blisko 47 procent Kaczyńskiego to w znacznej mierze 
skutek jego chwilowo zmienionego wizerunku), ale nie na jej naturę. W ostateczności u schyłku roku 
polityka jest taka jak u schyłku roku zeszłego, tylko "jeszcze bardziej". 

Nadzieje komentatorów na nowy, łagodniejszy język, czy tym bardziej nowe standardy, okazały się 
całkowicie płonne. Nawet jeśli kampania prezydencka była spokojniejsza, to co działo się po niej, zatarło 
to wrażenie z naddatkiem. Wyjątkiem okazał się platformerski minister kultury Bogdan Zdrojewski, 
który podczas mszy żałobnej za duszę prezesa IPN Janusza Kurtykę potrafił powiedzieć: 
"Przepraszam". Nie znalazł jednak naśladowców. 

 

Created with novaPDF Printer (

www.novaPDF.com

). Please register to remove this message.