background image

Rozdział 13 

 

Tego wieczora wysiedli w Atlancie w Georgii i „zameldowali się” w hotelu, w stylu Adama 

Blacka. 

Tylko na te noc, powiedział, ponieważ musieli pozostawać w ruchu. Ale dziś w nocy wezmą 

prysznic, odpoczną i zjedzą „prawdziwe” jedzenie (zgadywała, że miał przez to na myśli swój 
zwykły posiłek: pięciogwiazdkowy obiad). 

Z  pewnością  miał  doskonały  gust,  pomyślała  Gabby,  gdy  owinęła  długie,  mokre  włosy 

puszystym  ręcznikiem  i  wyszła  spod  prysznica.  Razem  z  brakiem  absolutnie  żadnych 
skrupułów, jeśli chodziło o branie najlepszego. Łazienka, w której stała, była prawie wielkości 
jej sypialni w wieżyczce, w domu i była marzeniem designera. Kremowy marmur, przecinany 
różem  i  zdobiony  złotym  wyposażeniem,  łazienka  miała  otwarty,  marmurowy  prysznic  z 
wbudowaną  półką,  na  której  stały  najwyższej  klasy  przybory  toaletowe,  jak  również 
dekadencką wannę. 

Prychnęła,  przypomniawszy  sobie  jak  bez  wysiłku  „przywłaszczył  sobie”  ich  luksusowy 

apartament. Z pewnością wiedział jak poruszać się w ludzkim królestwie. Zostawił ją, stojącą 
w kopulastym wejściu hotelu, gapiącą się na mnogość połyskującego kryształu, antyczne meble 
i  elegancję  Starego  Świata,  czując  się  —  pomimo  próby  odświeżenia  się  w  pociągu  —  jak 
uosobienie  menela  topiącego  się  w  jeziorze,  a  potem    śpiącego  w  śmierdzących  ubraniach. 
Pomaszerował do biurka rezerwacji, podczas, gdy odźwierni z niechęcią krzywili na nią nosy i 
zabrał się do pracy, niewidzialny i niewykrywalny, przy niezajętym komputerze. 

Kilka chwil później wrócił z wydrukowanymi rezerwacjami w ręce. Chwycił ją za ramię (co 

spowodowało, że odźwierni zesztywnieli i zamrugali podejrzliwie w przestrzeń, która jeszcze 
moment wcześniej była zajęta) i poprowadził ją obok nich, do windy i na dwudzieste trzecie 
pięto. 

Wziąłbym penthouse, powiedział jej niejasno przepraszająco, ale jest zajęty. Ten jest po nim 

najlepszy. Jeśli chcesz, możemy pójść do innego hotelu

Tak, jakby. Nigdy wcześniej nie widziała tak wspaniałych pokoi. Apartament składał się z 

trzech, urządzonych z przepychem pokoi, wielkiej, wystawnej sypialni z ozdobnymi lustrami, 
bogato krytymi brokatem krzesłami, tapetą z wzorzystego jedwabiu, prawdziwym kominkiem 
i wspaniałym, królewskim łożem z baldachimem. Jadalni z eleganckim stołem i skórzanymi 
krzesłami,  ustawionymi  przed luksusową ścianą z okien, dającą widok na  miasto  i  salonu z 
wielką, rozciąganą sofą-łóżkiem, telewizorem plazmowym, dwiema alkowami do siedzenia i 
małym barem/kuchenką. 

Po co zawracałeś sobie głowę rezerwacją? Zapytała. Dlaczego, po prostu nie zakradliśmy 

się do pokoju? 

background image

Gdybym był sam, tak bym zrobił, ale skoro nie będę przez cały czas trzymał cię za rękę — 

chyba,  żebyś  oczywiście  chciała  —  wymruczał  z  seksownym  uśmiechem  i  spojrzeniem  w 
kierunku prysznica, w ten sposób jest łatwiej. Bardziej dogodnie dla ciebie

Popchnął ją w kierunku łazienki, powiedział, że wróci za godzinę, a potem zniknął. 

Po jego odejściu, dostała chwilowego, prawie unieruchamiającego błysku paniki — co, jeśli 

Łowcom uda się ją znaleźć, gdy go nie będzie? — ale panika szybko ustąpiła, pozostawiając ją 
oszołomioną, gdy zrozumiała, że naprawdę ufała, że on utrzyma ją bezpieczną, przynajmniej 
przed wszystkim, poza samym sobą. 

Po najechaniu baru w poszukiwaniu jakiejś przekąski, ciekawie zajrzała do łazienki i zaczęła 

rozbierać się tam, gdzie stała, zostawiając ubrania w brudnej stercie przed drzwiami łazienki. 
Pozostała pod marmurowym prysznicem przez cudowne dwadzieścia minut, pozwalając trzem 
parującym, tryskającym strumieniom — jednemu u góry i dwoma po bokach — działać swoją 
magią na jej zmęczone, obolałe mięśnie. 

Teraz, narzucając gruby, mięciutki, biały szlafrok, wyszła do sypialni. 

Jej wzrok padł na łóżko. Tylko jedno łóżko. Wyglądało na to, że będzie spała na rozciąganej 

sofie. 

Wcześniej ją pocałował. 

Ni z tego, ni z owego i bez ostrzeżenia. Chwycił ją za bluzkę, przyciągnął bliżej i opuścił te 

grzesznie seksowne usta na jej. A gdy to zrobił, jej wargi były lekko uchylone. (No dobrze, 
więc  może  w  ostatniej  chwili  uchyliła  je  odrobinkę  bardziej).  Spodziewała  się,  że  z  tego 
skorzysta, wepchnie język głęboko, weźmie ją w wymagającym, głodnym, gorącym i śliskim 
pocałunku. Oczekiwała pełnego ataku na jej zmysły. Oczekiwała, że ten pocałunek spowoduje 
gorącą, namiętną sesję całowania. 

Nie

Lekki, cnotliwy całus. Ledwie w ogóle pocałunek. Nie, żeby ona zapraszała jego pocałunki 

ale — skoro już ruszył naprzód i wziął jeden, a ona już była potępiona, bo na niego pozwoliła 
— czy to zbyt wiele, prosić, żeby się do tego przyłożył? Dokończył to, co zaczął? 

Ale nie, po prostu tam stał, tak naprawdę nawet jej nie dotykając, poza garścią jej bluzki, za 

którą trzymał (i nie próbował nawet dotknąć jej piersi, gdy jego dłoń była tuż nad nią, a jaki 
mężczyzna  przegapiłby  taką  okazję?

47

)  owijając  ją  tym,  erotycznym  zapachem  jaśminu  i 

drzewa  sandałowego,  muskając  swoimi  pełnymi,  seksownymi  wargami  jej,  tak  lekko,  że 
chciała krzyczeć. Albo go ugryźć. 

Ten lekki, maleńki dotyk, ta rzecz, która ledwie w ogóle kwalifikowała się, jako pocałunek, 

pozostawiła ją gorącą, spragnioną i czującą się żałośnie. 

                                                           

47

 Z kobietą nie wygra. Gdyby tak zrobił, byłaby tym oburzona, a jak nie dotknął, to jest oburzona, jak mógł nie 

chcieć tego zrobić. 

background image

Po  prostu  stała  tam,  oszołomiona,  patrząc  na  niego,  wiedząc,  że  powinna  stawić 

przynajmniej symboliczny opór, na miłość boską! 

Pragnąc, żeby znowu to zrobił. We właściwy sposób. 

I  cholera,  dokładnie  wiedział,  jaki  miał  na  nią  wpływ,  czysta,  męska  satysfakcja  w  jego 

oczach była nie do pomylenia. 

Z lekkim warknięciem irytacji, otarła usta wierzchem dłoni i zmusiła umysł do odsunięcia 

od tego bezdennego, irytującego, upokarzającego pocałunku, do tego, czego dowiedziała się 
przy podkradzionym lunchu w pociągu. 

Czego nie było dużo. Nikt nigdy nie mógłby oskarżyć Adama Blacka o bycie nadmiernie 

wylewnym. Albo nie lubił rozmawiać z ludźmi o Świecie Wróżek, albo nie lubił rozmawiać z 
nią o Świecie Wróżek, ponieważ musiała namęczyć się, żeby wydobyć z niego cokolwiek. A 
to, co uzyskała, jak przypuszczała, nie było nawet wierzchołkiem góry lodowej. 

Piękną,  miedzianowłosą  Wróżką  z  blizną,  którą  widziała,  był  Darroc,  Starszy  Wysokiej 

Rady i starożytny wróg Adama. Adam wierzył, że Darroc uzbroił Łowców w ludzką broń, żeby 
jego  śmierć  wyglądała  na  wypadek,  jakby  mimowolnie  trafił  w  środek  zabójczej  wymiany 
ognia. Wierzył, że Darroc planował zagarnięcie władzy królowej, a ponieważ zawsze byli po 
przeciwnych stronach, wykorzystywał okazję, żeby raz na zawsze pozbyć się Adama. 

I to była całkowita suma tego, czego udało jej się dowiedzieć. Odmówił powiedzenia jej, 

jaki miał plan, żeby ich uratować, stwierdził tylko, że rzeczywiście jakiś ma. Odmówił dyskusji, 
dlaczego on i  Darroc tak bardzo się nienawidzili, choć gdy o nim mówił, jego głęboki głos 
rezonował furią, zmuszając ją do przyznania w końcu, że ta część tego, co nauczono ją wierzyć, 
była zwyczajnie błędna: Wróżki odczuwały emocje

Nie  mogła  temu  dłużej  zaprzeczać.  Dowód  był  dokładnie  tutaj,  tuż  przed  jej  oczami,  a 

brehon w niej nie mógł zignorować dowodów, nie ważne jak bardzo by tego chciała. Nie mogła 
dłużej  wmawiać  sobie,  że  doświadczał  emocji,  ponieważ  był  w  ludzkiej  formie  i  podlegał 
ludzkim  stanom.  Nie.  Adam  i  Darroc  nienawidzili  się  przez  tysiąclecia,  słyszała  to  w  jego 
głosie, a nienawiść była emocją. Silną, głęboką emocją. Emocją której doświadczył w postaci 
Tuatha Dé. 

Księgi O’Callaghan wyraźnie mówiły, a babcia potwierdziła, że Wróżki były niezdolne do 

jakiejkolwiek emocji. Dużej czy małej. Że były zimne, lodowate, aroganckie, nieczułe. Ani nie 
było żadnej wzmianki o polityce albo sporach, albo dowolnej z tych ludzko brzmiących rzeczy, 
mających miejsce w Świecie Wróżek — jakby Wróżki naprawdę były bardzo podobne do ludzi. 
Jak te książki mogły się tak mylić? 

O rany, może dlatego, że zostały napisane przez O’Callaganów, którzy uciekli Wróżkom. 

Przez przodków, którzy nigdy się z żadną nie zetknęli, nigdy nawet  z żadną nie rozmawiali. 
Uwierzyłabyś  w  raport  śledczego,  który  nigdy  nawet  nie  przesłuchał  podejrzanego? 
Przedstawiłabyś tak żałosny „dowód” w sprawie? Rozwaliłby cały proces! 

background image

Och, takie myśli do głębi wstrząsały jej fundamentami. Westchnęła ciężko. 

Mogłabyś spróbować patrzeć poza swoje uprzedzenia, Irlandko? Powiedział. 

Niech to wszystko diabli. Przebijał się przez nie jedno po drugim. 

 

***** 

 

Po wysuszeniu włosów Gabby użyła hotelowego telefonu, żeby sprawdzić wiadomości w 

domu.  Jej  mama  dzwoniła  cztery  razy,  żeby  przypomnieć  jej,  że  obiecała  przylecieć  do 
Kalifornii na ukończenie szkoły jej przyrodniej siostry i że naprawdę chciała z nią przedtem 
porozmawiać. 

Gabby westchnęła. Ledwie znała swoje przyrodnie rodzeństwo. W rzeczywistości była w 

Kalifornii tylko dwa razy w ciągu ostatnich pięciu lat i nie mogła zrozumieć, dlaczego nagle 
dla jej matki było tak ważne, żeby wzięła udział w głupim zakończeniu szkoły średniej. Ale 
ostatnio jej mama wydawała się wymyślać każdego rodzaju wymówki, żeby skłonić Gabby do 
przylecenia z wizytą. 

Może nie być idealna, ale to jedyna matka, jaką kiedykolwiek będziesz mieć. Musisz dać jej 

szansę. Mówiła babcia setki razy. 

Dałam jej szansę. Urodziłam się jej. To jest szansa. A ona odeszła. 

Gabby, musisz spróbować zobaczyć — 

Nie

Siedząc w pokoju hotelowym w Atlancie, nadal  mogła słyszeć głos swojej mamy sprzed 

tych wszystkich lat, tak wyraźnie, jakby znów miała siedem lat. Obudzona potrzebą pójścia do 
łazienki, stała w koszuli nocnej na szczycie schodów w pełnym przeciągów i zimowego chłodu 
domu,  ściskając  obdartego,  wypchanego  jednorożca,  trzymając  się  w  ciemnościach  słupka 
poręczy. 

Jest nimi zafascynowana! Myśli, że są piękni i chce z nimi zamieszkać! 

To dziecko, Jilly. Wyrośnie z tego. 

Więc ty będziesz musiała pomóc jej z tego wyrosnąć, bo ja nie mogę! Nie dam sobie z tym 

rady

Tej nocy, gdyby jej widzenie było kończyną, mogłaby odciąć je sobie nożem, zrobiłaby to. 

Zostań. Mamusiu. Będę grzeczna. Obiecuję. Nie chcę ich widzieć

Gabby mocno zamknęła oczy. Głęboko wciągnęła powietrze, wypuściła je powoli. 

background image

Potem popatrzyła na zegarek i podniosła telefon. W Kalifornii był czas obiadu, jej mama 

będzie w pracy, w Trio’s, restauracji, którą zarządzała. 

Wybrała domowy numer, żeby nagrać się na automatyczną sekretarkę. Zostawiła zwięzłą 

wiadomość, wyjaśniając, że coś jej wypadło i nie będzie w stanie wziąć udziału w zakończeniu, 
ale przyśle prezent i zadzwoni za parę tygodni. Czując się winna, jak zawsze, gdy chodziło o 
jej  matkę,  dodała.  —  Może  będę  mogła  przylecieć  w  tym  roku  na  Boże  Narodzenie,  w 
porządku? 

Zakładając, że nadal będzie żyła. 

 

***** 

 

Na zewnątrz apartamentu, Adam siedział plecami do drzwi, przesuwając się niespokojnie, 

niecierpliwy by samemu wziąć prysznic i dalej uwodzić Gabrielle. 

Mogli  spać  w  pociągu,  w  przedziale  pasażerskim  z  łóżkiem  i  łazienką,  ale  chciał,  żeby 

spróbowała  więcej  życia,  które  mógł  jej  dać,  nawet  bez  pełni  swoich  mocy.  Uwodzenie 
wymagało odpowiedniej scenerii, a luksus zawsze tworzył wspaniałą. Poza tym chciał zrobić 
odrobinę „zakupów.” Ciężko będzie zdobyć jej zaufanie, ale mógłby i zacznie wiązać ją do 
siebie tej nocy seksem i prezentami — to były jego mocne strony, rzeczy, które mógł dać jej 
lepiej niż jakikolwiek inny mężczyzna. 

Wiedział,  że  spodobał  jej  się  apartament.  Widział  to  w  jej  oczach.  Widział  też  jej 

natychmiastową ostrożność, gdy jej spojrzenie padło na jedyne łóżko. Usunął się na jakiś czas, 
żeby dać jej szansę na zaaklimatyzowanie się, chcąc jej umytej i odprężonej, niepilnującej się 
(na ile kiedykolwiek się nie pilnowała), gdy wróci. 

Spojrzenie w głąb korytarza, na zegar nad windami, powiedziało mu, że to będzie niedługo: 

pięćdziesiąt dwie minuty minęły, zostało osiem. 

Choć był pewny, że byli bezpieczni, zatrzymując się — czterech Łowców, których widziała 

Gabby,  będzie  miało  trudności  z  tropieniem  ich  w  nowoczesnych  miastach  z  milionami 
mieszkańców  i  mylącymi,  tworzonymi  przez  ludzi  zapachami,  a  poza  tym  mogli  sprawdzić 
tylko ograniczony obszar — nie zamierzał zostawiać jej samej. 

Teraz,  gdy  znów  przenikał  miejsce  —  pomimo  plątaniny,  którą  zostawił  w  Kentucky  i 

wszystkich pozostałości Wróżek w Cincinnati — zgadywał, że znalezienie się w pobliżu zajmie 
Darrocowi cały dzień, góra dwa. Co było akceptowalnym ryzykiem, gdyż odejdą stąd do rana. 
Ale ta noc, ta jedna, ukradziona noc będzie jego. 

Potem zastosuje plan, który opracował w pociągu. 

Zdobycie audiencji u Aoibheal było teraz kluczową sprawą. Musiała być poinformowana, 

że Darroc sprowadził jej Łowców z królestwa Unseelie, coś, co było nie tylko zakazane, ale i 

background image

kosztowne,  gdyż  Łowcy  byli  najemnikami  do  szpiku  kości  i  pozostawiali  przy  Aoibheal  w 
zamian za moce i przywileje. 

Adam wiedział o tylko jednej rzeczy, którą mógłby obiecać im Darroc, żeby porzucili służbę 

u królowej. Jedyna rzecz, której, jak wiedzieli Łowcy, Aoibheal nigdy im nie da: wolność od 
ich królestwa cienia i lodu. I powrót do dawnych zwyczajów. 

Co oznaczało, że Darroc planował próbę obalenia królowej i to wkrótce. A Adam nie miał 

wątpliwości,  że  gdyby  Darroc  doszedł  do  władzy,  nie  tylko  Porozumienia  zostałyby 
natychmiast porzucone, Unseelie zostaliby uwolnieni i nastąpiłaby wojna między królestwami. 
Ludzie zostaliby wrzuceni w Mroczny Wiek, jakiego nie widzieli od tysiącleci. 

Nie mógł pozwolić sobie dłużej na stratę czasu, czekając, aż Circenn znów się pojawi. To 

już  nie  była  kwestia  chęci  uzyskania  posłuchania,  ponieważ  był  zirytowany  swoją  karą. 
Królowa  była  w  niebezpieczeństwie,  jego  sidhe-seer  była  w  niebezpieczeństwie,  przyszłość 
wszystkich królestw była zagrożona i będzie musiał zmusić Aoibheal, żeby się pojawiła. 

Gdy uczyniła  go człowiekiem,  początkowo bawił  się tym  pomysłem,  ale zdecydował,  że 

tego nie zrobi. Nie tylko brakowało mu pośrednika, koniecznego by to zadziałało, wiedział, że 
furia królowej nie będzie znać granic, jeśli zrobi coś tak niesłychanego. 

Ale teraz, pomyślał ponuro, miał powód. Świat Wróżek robił dokładnie to, co jak zawsze 

podejrzewał, zrobi bez niego — rozpadał się. 

Rano polecą do Szkocji. 

A tam, pierwszego dnia sierpnia, w czasie uczty Lughnassadh, jedynie dziesięć dni od dziś, 

w ten czy inny sposób, uczciwymi czy podłymi środkami, Adam zrobi coś nie do pomyślenia. 

Rzecz, której zrobienia żaden inny istniejący Tuatha Dé nigdy nawet by nie rozważał. 

Początkowo królowa będzie wściekła, ale  gdy zrozumie, dlaczego to  zrobił, gdy odkryje 

zdradę  Darroca,  będzie  zadowolona  i  wdzięczna.  Szybko  odda  mu  moce  i  przywróci 
nieśmiertelność. Prawdopodobnie nie będzie nawet musiał przepraszać (za rzeczy, za które i 
tak nie powinien musieć przepraszać). I znowu wszystko będzie dobrze. 

Ale  jutro  będzie  wystarczająco  szybko  na  rozważanie  takich  spraw.  Jutro  całe  będzie 

poświęcone staniu się znów nieśmiertelnym i odzyskaniu mocy. 

Dzisiejsza noc — rzucił kolejne spojrzenie na zegar, jego ponura twarz rozjaśniła się, gdy 

zobaczył, że godzina minęła — dzisiejsza noc będzie w całości poświęcona byciu tak ludzkim, 
jak można być. 

 

***** 

 

background image

— Gotowa na zakupy, ka-lyrra? 

Gabby zamrugała i obróciła się w kierunku drzwi. Adam stał w wejściu do salonu, opierając 

się o futrynę, mając na sobie tylko ręcznik. Pospiesznie odwróciła wzrok. Ale było za późno, 
obraz  wypalił  się  w  jej  umyśle.  Mokre,  połyskująco  czarne  włosy  odgarnięte  z  twarzy, 
wspaniała  klatka  piersiowa  i  ramiona,  potężne  nogi.  Maleńki  ręczniczek.  Wiecznie  obecna, 
ciężka wypukłość, unosząca wspomniany, maleńki ręczniczek. 

Uciekło jej lekkie, rozmarzone westchnienie. Pospiesznie ukryła je kaszlnięciem. 

— Nie słyszałam jak wróciłeś. — Powiedziała sztywno, patrząc w telewizor. Siedziała w 

salonie, przerzucając kanały, czekając, aż wróci. Nie mogąc znieść myśli o założeniu brudnych, 
śmierdzących jeansów na czystą skórę, ręcznie wyprała ubrania w wannie, mając nadzieję, że 
do rana wyschną. Teraz  poważnie tego żałowała. Przy nim potrzebowała  czegoś więcej  niż 
szlafroka. Potrzebowała pełnego pancerza. Tak samo, jak on, pomyślała zrzędliwie. Jak śmiał 
paradować, popisując się całą tą męską, umięśnioną wspaniałością? 

— Przeniknąłem prosto pod prysznic. 

— W łazience jest jeszcze jeden szlafrok. — Poinformowała go sztywno. 

— Wiem. Rozerwałem go na plecach, gdy spróbowałem go założyć. mężczyźni w twoim 

stuleciu nie są zbudowani jak ja, czyż nie? 

Och, na miłość Boską, greccy bogowie nie są tak zbudowani, pomyślała z irytacją. 

— Rusz się. — Powtórzył, dołączając do niej koło sofy i szarpiąc ja za rękę. — Chodźmy. 

Biorąc głęboki oddech, wstała i  zmusiła się by patrzeć prosto w jego twarz, odmawiając 

sobie najmniejszego przesunięcia spojrzeniem po jego ciele. Jego spojrzenie napotkało jej, a 
potem opadło do zagłębienia między jej piersiami. Oblizał wargi i posłał jej powolny uśmiech, 
białe  zęby  błysnęły  na  ciemnej  twarzy.  Różowy  czubek  języka  tańczył  przez  moment  na 
zębach, seksownie i figlarnie zapraszająco. 

— Co będziemy kupować? — O Boże. Pomyślała z rozdrażnieniem. Czy to był jej zdyszany 

głos? Czy czternastoletnia część jej psychiki przejęła kontrolę nad jej strunami głosowymi? 

—  Ubrania.  Chyba,  że  będziesz  czuć  się  komfortowo,  nie  mając  na  sobie  nic  poza 

szlafrokiem, przez następnych kilka dni. — Powiedział jedwabiście. — Dla mnie to absolutnie 
w porządku. 

Chrząknęła. — Sklep. Ubrania. Teraz. 

Zaborczo zamknął ręce wokół jej talii. Ciemna głowa opadła naprzód i z wargami o oddech 

od jej, powiedział. — Gdzie? Gucci? Versace? Macy’s? Czego byś chciała, Gabrielle? Co mogę 
ci dać? Nie odmówię ci niczego. 

Jego dotyk palił nawet przez materiał szlafroka i czuła jego palce, bawiące się jej paskiem. 

Pachniał też dobrze, mydłem i przyprawami, i seksownym mężczyzną. Była boleśnie świadoma 

background image

swojej nagości pod szlafrokiem. I jego. Jej serce zaczęło dudnić gorączkowo. — Macy’s jest w 
porządku. — Powiedziała pospiesznie. 

— Czy jeszcze czegoś chcesz? — Powiedział miękko. — Czegokolwiek? 

Zamknęła oczy. — Jezu, zobaczmy, czy mógłbyś wynieść się z mojego życia i naprawić 

wszystko, co spieprzyłeś? 

Zaśmiał się i przeniknął miejsce. 

Pomyślała,  że  usłyszała  „nigdy”  tuż  przed  tym  jak  zniknęła.  W  następnej  chwili  stała  w 

szlafroku i boso w ciemnym, zamkniętym biurze Macy’s. 

—  Co  tu  robimy?  —  Zapytała,  wpatrując  się  pusto  w  tuziny  komputerów  i  ekranów 

monitoringu. 

—  O  ile  nie  chcesz  trzymać  mnie  za  rękę,  gdy  będziesz  przymierzać  rzeczy,  ka-lyrra

wyłączam kamery ochrony, żebyś się na nich nie pojawiła. Ja mogę nie musieć się o to martwić, 
ale ty tak. 

Boże, pomyślał o wszystkim, podejmując działania, chroniące jej przyszłość, jakby nie miał 

wątpliwości, że ona przetrwa obecny koszmar i  będzie  miała przyszłość. Zakładając, że tak 
będzie,  ostatnią  rzeczą,  jakiej  chciał  a,  było  zostać  złapaną  przez  kamery  ochrony  Macy’s. 
Przetrwanie Wróżek tylko po to, żeby skończyć z wyrokiem za kradzież sklepową byłoby zbyt 
ironiczne.  Nie  wspominając  o  chaosie,  jaki  kryminalna  przeszłość  spowodowałaby  w  jej 
planach kariery. 

Kilka minut później, najwyraźniej zadowolony ze swojej pracy, przeniósł ich do głównej 

części sklepu. Doznała ulgi, odkrywszy, że ich unikalna metoda podróży nie wywoływała już 
u niej takich mdłości. 

—  Zostań  tu.  —  Powiedział  i  zniknął.  Wrócił  chwile  później,  trzymając  dwie  durze, 

skórzane torby. I to od Gucci’ego. — Będę w pobliżu. Jutro wyjeżdżamy do Szkocji. Zbierz to, 
czego będziesz potrzebować. I Gabrielle, tam pogoda jest inna, o tej porze roku na Pogórzu 
Szkocji robi się chłodno. 

—  Sz-Sz-Sz  —  Zająknęła  się,  ale  on  znów  zniknął.  Szkocja?  Pogórze  Szkocji?  Po  co,  u 

licha? Co on planował, do cholery? I dlaczego jej nie powiedział? Jak śmiał po prostu ciągać ja 
po całym świecie bez wtajemniczenia jej w ich plany. Kluczowym wyrażeniem było tu „ich 
plany.” To było też jej życie. 

Przez chwilę stała skonsternowana i wkurwiona, a potem z szybkim potrząśnięciem głową 

zdecydowała,  że  skupi  się  na  aktualnym  zadaniu.  Później  się  z  nim  skonfrontuje  i  będzie 
nalegać, żeby powiedział jej wszystko. W tej chwili chciała po prostu więcej ubrań na sobie. 
Szybko. Te kilka chwil bycia w jego ramionach, gdy oboje byli tak bliscy nagości, było testem 
samodyscypliny, który prawie oblała. Każda uncja jej ciała boleśnie pragnęła wtopić się w te 
silne  ramiona.  Przeciągnąć  językiem  po  tej  twardej,  umięśnionej  klatce  i  tych  seksownych, 

background image

wyrzeźbionych mięśniach brzucha. Może nawet wsunąć dłoń pod jego ręcznik i przekonać się 
czy naprawdę był ogromny — ooch — musiała przestać myśleć w ten sposób! 

Rozejrzała  się  dookoła,  próbując  przyswoić  fakt,  że  była  w  Macy’s  po  godzinach, 

niewykrywalna i najwyraźniej z carte blanche. Odlegle, zawstydzająco odlegle, zapiszczało jej 
sumienie. Uciszyła je, rozumując, że jeśli później będzie czuła się winna, zawsze może wysłać 
anonimowy datek i ruszyła obejrzeć wszystkie style, na które nigdy nie była w stanie sobie 
pozwolić. 

W końcu jednak porzuciła drogą modę i zadowoliła się rzeczami, które miały sens. Obcisła 

designerska  sukienka  z  seksownymi  szpilkami,  która  sprawiała,  że  tak  tęsknie  wzdychała, 
byłaby tylko uznana przez niego za zaproszenie. I naprawdę, kto wiedział w ilu jeziorach może 
się jeszcze topić? 

Więc  zamiast  tego,  do  jej  torby  powędrował  tuzin  majtek,  trzy  staniki,  jeansy,  dresy  do 

spania,  koszulki,  skarpety,  swetry,  kosmetyki  i  inne  przybory  toaletowe,  dwa  paski  i  —  jej 
jedyne  ustępstwo  wobec  pokusy  —  wspaniała,  obrzeżona  futrem,  zamszowa  kurtka,  która 
wydawała jej się bardzo szkocka. 

Ale poza tym jednym, drogim przedmiotem, trzymała się z dala od wieszaków z cennymi 

rzeczami. Luksus był dobry i w porządku dla księcia Wróżek, ale co ona zrobiłaby z parą butów 
za sześćset dolców, od Gucci’ego? Bałaby się w nich chodzić. Prawdopodobnie potknęłaby się 
i zwichnęła kostkę czy coś. I czy nie było jakiejś, starej bajki  o ukradzionych butach, które 
ukarały  złodzieja?  Wiedziała  lepiej  niż  większość  ludzi,  że  bajki  miały  pokręcony  zwyczaj 
stawania się prawdą. 

Nasunęła jeansy i zasznurowała tenisówki. Solidna para turystycznych butów powędrowała 

do torby. 

Skończyła przed nim. Oczywiście. Gdy wrócił, miał na sobie ciemne, tatuowane jeansy od 

Armaniego z cienkim, białym t-shirtem z jedwabiu i buty od Gucci’ego za sześćset dolarów. 

Także oczywiście. 

 

 

 

 

 

 


Document Outline