background image

Darcy Maguire

Miłosne igraszki

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

- Nie uwierzysz! - Kath rzuciła czasopismo na bar. Ot-

warty magazyn wylądował tuż pod nosem Jess Thompson.

Jess  odstawiła   koktajl   i   podejrzliwie   przyglądała   się 

zdjęciu.

Niesamowite...

To nie może być prawda.

Ostrożnie przesunęła palcem po lśniącej kartce, czytając 

nazwisko   wydrukowane   półgrubą   czcionką.   Nie   mogła 
uwierzyć   własnym   oczom.   Jak   długo   jeszcze   ten   facet 
będzie ją torturował?

- Alexander Calahan - mruknęła Kath.

Co  do   tego   nie   było   żadnych   wątpliwości.   Na   rozkła-

dówce widniało właśnie zdjęcie mężczyzny,  o którym  od 
czterech lat bezustannie myślała.

Ponownie   spojrzała   na   fotografię.   Wydawał   się   lepiej 

zbudowany i znacznie przystojniejszy, niż sobie wyobrażała.

Nie   ma   sprawiedliwości   na   tym   świecie,   pomyślała, 

przygryzając dolną wargę.

Możliwe oczywiście, że fotograf wyretuszował wszystkie 

brodawki, pryszcze i dzioby. Żadna przecież odpowie

background image

dzialna firma nie zatrudniłaby go do reklamowania swojego 
produktu,   gdyby   wyglądał   na   padalca,   jakim   w   gruncie 
rzeczy był.

-

To nowy numer. - Kath usiadła na wysokim  stołku i 
wygładziła   krwistoczerwoną   sukienkę,   która   ściśle 
otulała jej obfite kształty. - Stwierdziłam, że muszę ci 
go kupić.

-

Dzięki   -   szepnęła   Jess   niechętnie.   Podniosła   rękę   i 
wsunęła za ucho niesforny kosmyk brązowych włosów. 
Oglądanie tego faceta w kobiecym piśmie było ostatnią 
rzeczą, na jakiej jej zależało. A mimo to nie mogła ode-
rwać oczu od fotografii.

Zegarek widoczny na przegubie ręki wydawał się złoty, 

krawat z pewnością był z włoskiego jedwabiu, a szyty na 
miarę   garnitur   prawdopodobnie   kosztował   więcej   niż 
samochód jej ojca.

Tylko przenikliwe spojrzenie jego niebieskich oczu psuło 

trochę wrażenie.

Ciałem Jess wstrząsnął dreszcz. Ten młody człowiek o 

gładko   wygolonej   twarzy   wyglądał   całkiem   ludzko,   ale 
przecież wiedziała, jak jest naprawdę. To diabeł w elegan-
ckim czarnym smokingu...

- Dobrze wiem, że masz wystarczająco dużo problemów 

z Deanem i w ogóle... - Kath uniosła dłoń, poprawiła krótkie 
czarne włosy i dała znak barmanowi. - Jednak nie możemy 
sobie pozwolić, żeby zignorować  coś takiego.  W gruncie 
rzeczy chodzi przecież o być albo nie być naszej firmy. - 
Uderzyła ręką w magazyn, aż zadzwoniły jej bransoletki. - 
A to jest kompletna katastrofa.

background image

Jess zlekceważyła panikę w głosie wspólniczki.

- Z pewnością nie jest taki przystojny,  jak próbują nam 

udowodnić.

Kath z westchnieniem oparła się o bar.

- Czemu sama mu tego nie powiesz? - Postukała palcem 

w   twarz  Alexandra  Całahana,   który   patrzył   na   nie   z 
uwodzicielskim uśmiechem ze strony magazynu dla pań.
- Założę się, że nieczęsto słyszy takie uwagi.

-Mogłabym powiedzieć. - Jess buńczucznie uniosła brodę.
- Więc zrób to. Właśnie masz sposobność poinformować 

króla świata reklamy, co tak naprawdę o nim myślisz.

-

Kath machnęła ręką, jakby odganiała natrętną muchę.

-

Byłoby jeszcze lepiej, gdyby przy okazji udało ci się trochę 
mu przyłożyć.

Chyba   faktycznie   powinna   tej   aroganckiej   kanalii   po-

wiedzieć,   co   o   nim   myśli.   Tylko   co   przez   to   osiągnie? 
Przecież nawet nie wiedział o jej istnieniu, a tym bardziej nie 
miał  pojęcia  o  małej  agencji  reklamowej,  jaką   założyły  z 
Kath. Firma Kingston i spółka usilnie próbowała przebić się 
w   świecie   biznesu,   walcząc   z   imperium   Całahana,   które 
zdominowało cały rynek.

Kath zamówiła drinka i odwróciła się do Jess.

- Nie możesz pozwolić, żeby uszło mu to na sucho. To 

ewidentny   chwyt   reklamowy,   którym   próbuje   zwrócić   na 
siebie uwagę.

Jess się wzdrygnęła. Co takiego? Czy to znaczy, że chodzi 

o coś więcej niż tylko promocję jego agencji? Z tru

background image

dem   oderwała   wzrok   od   twarzy   mężczyzny   i   przeniosła 
spojrzenie na tekst pod fotografią.

-

„Kawaler do wzięcia szuka żony" - przeczytała wolno. - 
Czy to znaczy, że reklamuje tu samego siebie?

-

Nie, do diabła! - Kath stuknęła palcem  w artykuł  na 
stronie obok. - To po prostu sposób, żeby przyciągnąć 
jeszcze   więcej   kobiet,   które   zamówiłyby   u   niego 
kampanię reklamową. - Pokręciła głową. - A przy okazji 
doprowadzić nas do ruiny.

Jess otworzyła usta, ale nie mogła wydobyć słowa. Krew 

zawrzała jej w żyłach. Pod żadnym  pozorem nie powinny 
pozwolić, żeby bezkarnie robił takie numery. Miała już dość 
jego oszukańczych metod.

Zerwała się na nogi. Odruchowo poprawiła brązowo-szary 

żakiet   i   białą   jedwabną   kamizelkę.   Zacisnęła   pięści.   Będą 
musiały coś wymyślić.

- No i co z tym zrobimy? - Kath przełożyła do drugiej rę-

ki szklankę z koktajlem Jess. - Zadzwonimy do jakiejś gazety 
i  spróbujemy  sprzedać  im   plotki   na  temat  Całahana?   Czy 
może publicznie zakwestionujemy jego postępowanie?

Jess   rzuciła   okiem   na   zdjęcie,   próbując   uporządkować 

myśli.

Czego właściwie chciała?

Ponownie wspięła się na barowy stołek. Najbardziej 

pragnęła unieszkodliwić tego faceta i odebrać mu najlep-
szych klientów. Dostałby to, na co zasłużył, a świat dowie-
działby się, jaki z niego podstępny łgarz.

- A może oskarżyć go o fałszywą reklamę? - ciągnęła

background image

Kath. - Co oni tu wypisują? Nie wierzę, żeby ten facet kie-
dykolwiek zamierzał się ustatkować i założyć rodzinę.

-

Wszystkie pomysły są dobre - powiedziała Jess, starając 
się opanować emocje. Przez chwilę zastanawiała się nad 
sugestiami   przyjaciółki.   -   Jednak   niewiele   możemy 
zrobić - dodała, przebiegając wzrokiem artykuł.

-

Chyba nie chcesz powiedzieć, że kolejny raz zamierzasz 
mu darować? - Kath wypiła resztę koktajlu i z trzaskiem 
odstawiła   szklankę.   -   Może   powinnaś   mu   wreszcie 
odpłacić pięknym za nadobne?

Jess pokręciła głową. Nie była jeszcze gotowa, żeby się 

odgrywać. Pragnęła zobaczyć, jak jego firma rozsypuje się u 
jej   stóp,   zniszczyć   jej   właściciela,   wdeptać   go   w   ziemię 
obcasem swoich pantofli od Prądy...

Podniosła wzrok i spojrzała w lustro nad barem. Na to 

jednak trzeba będzie poczekać. A znając ich pecha, może to 
potrwać nieskończenie długo.

Spojrzała na gości, którzy za jej plecami  wchodzili do 

baru i nagle zamarła.

- Czy to nie jest...?

Kath odwróciła się na stołku.

- Owszem.  Alexander  Calahan we własnej osobie - za-

szczebiotała, szczerząc zęby w uśmiechu.

- Wiedziałaś, że tu przyjdzie? - syknęła Jess.

- Oczywiście.   Pomyślałam,   że   najwyższy   czas,   byś 

wreszcie zrzuciła z siebie ten ciężar. - Kath podniosła cza-
sopismo i zamachała nim przed nosem przyjaciółki.

Jess wpatrywała się w odbicie w lustrze. Facet, który

background image

prześladował ją od lat, był w tym samym pomieszczeniu co 
ona,   oddychał   tym   samym   powietrzem,   słuchał   tej   samej 
muzyki, miał przeczytać taką samą kartę dań.

Serce waliło jej jak młotem, gdy nagle dotarły do niej 

słowa Kath.
- Co takiego? Porozmawiać z nim?

Kath uśmiechnęła się, przyciskając magazyn do piersi.

- Daj mu to, na co zasłużył, skarbie. Wyładuj się. Zrzuć 

ten kamień z serca. Niezdrowo jest powstrzymywać  takie 
emocje. Co masz do stracenia?

Jess odwróciła się w stronę sali i spojrzała na obiekt ich 

rozważań. Zatopiony w rozmowie z kilkoma mężczyznami 
w   wytwornych   garniturach,   szedł   w   stronę   części   re-
stauracyjnej.

W   rzeczywistości   wydawał   się   jeszcze   bardziej   atrak-

cyjny. Policzki miał gładko wygolone, regularne rysy twa-
rzy podkreślał podłużny dołeczek w brodzie, usta określi-
łaby jako zdecydowane, kuszące... Nawet nie zamierzała się 
zastanawiać, jakie obietnice mogłyby spełnić.

Przełknęła   nerwowo.   Widziała,   jak   obecne   w   lokalu 

kobiety   rzucają   w   jego   kierunku   kokieteryjne   spojrzenia, 
uśmiechając się zachęcająco.

- No już. Powiedz mu, co o nim myślisz - ponagliła Kath, 

popychając ją lekko.

Jess wzięła z baru szklankę z drinkiem Kath. Czy na-

prawdę jest w stanie to zrobić? Upiła łyk koktajlu i wojow-
niczo uniosła brodę. Właściwie czemu nie?

Zsunęła się ze stołka i wstrzymując powietrze, zrobiła

background image

krok do przodu. Krew szumiała jej w uszach, rozgrzewała 
żołądek i zarumieniła policzki.

Kath nie miała pojęcia, jak trudne wyznaczyła jej zada-

nie. Nawet do głowy jej nie przyszło, ile razy Jess wyobra-
żała sobie tę chwilę, ile miała mu do powiedzenia i ile to dla 
niej znaczyło...

A  jednak   przyjaciółka   postąpiła   słusznie.  Dlaczego   nie 

załatwić tego od razu?

Facet   sprzątnął   im   sprzed   nosa   wiodącą   firmę   kosme-

tyczną. Otumanił jej szefów, pojąc ich szampanem i obsy-
pując podarunkami. A teraz wszedł do restauracji, w której 
siedziała,   obnosząc   się   ze   swoim   sukcesem,   afiszując   się 
szmalem i szpanerskim garniturem. Wprost się prosił, żeby 
mu wygarnąć całą prawdę.

No bo ile upokorzeń można znieść?

Ruszyła  przed   siebie,   torując   sobie   drogę  między  jego 

znajomymi. Stał w drzwiach do sali restauracyjnej, olśnie-
wająco wytworny w garniturze od Armaniego.

Był   o   wiele   wyższy,   niż   sądziła   i   niż   to   wynikało   ze 

zdjęcia.   Przewyższał   ją   co   najmniej   o   głowę,   a   przecież 
miała buty na wysokich obcasach.

- Calahan! - warknęła, unosząc głowę. Palce zacisnęła na 

szklance. Serce waliło jej tak mocno, że prawie nie słyszała 
własnych myśli.

Boże, co ja wyprawiam? - przeraziła się nagle.

Odwrócił się w jej stronę, a jego przenikliwe niebieskie 

oczy odszukały jej spojrzenie. Miała wrażenie, że przykuwa 
ją wzrokiem do miejsca.

background image

Poczuła, jak zapiera jej dech w piersiach.
Był niewiarygodny... Wspaniały i... rzeczywisty.

Zmrużyła   oczy   i   zmusiła   się   do   zrobienia   tych   kilku 

ostatnich   kroków.  Teraz  była  w  stanie   zrozumieć,  czemu 
mimo   swoich   licznych   wad   tak   łatwo   odnosił   sukcesy, 
pracując z kobietami.

Spojrzenie Całahana  przesunęło się po jej sylwetce  od 

wielkich zielonych oczu, które - jak miała nadzieję - ciskały 
gromy,   poprzez   czerwone   usta,   w   tej   chwili   mocno 
zaciśnięte, żeby powstrzymać grad  wyzwisk, jakimi prag-
nęła go obsypać, aż do stroju i ładnie zaokrąglonej figury.

- Wydaje mi się, że jestem w niezręcznej sytuacji, pan-

no...?   -   powiedział.   Jego   łagodny,   głęboki   i   ciepły   głos 
przyprawił ją o dreszcz.

Poczuła,   że  jej   ciało  pokryło   się   gęsią   skórką,   ale   nie 

zważając   na   zdradziecką   reakcję   organizmu,   odważnie 
podniosła wzrok. Na ten moment zawsze czekała. Wyob-
rażała sobie tę chwilę, planowała szczegóły, przepowiadała 
ją sobie setki razy...

Otworzyła usta, lecz słowa prawdy nie popłynęły.

To nie tak powinno wyglądać... Słowa tu nie wystarczą. 

Potrzeba   czegoś   więcej.   Bo   czyż   kilka   wybranych 
przekleństw zrekompensuje krzywdy,  jakie wyrządził jej i 
jej rodzinie?

Kąciki zmysłowych ust mężczyzny wygięły się lekko ku 

górze, w niebieskich oczach pojawił się uśmiech.
- Słucham?

Próbując odzyskać spokój, na chwilę oderwała od nie

background image

go  wzrok  i  wzniosła oczy do nieba. Kiedy wróciła  spoj-
rzeniem na jego twarz, dostrzegła, że uśmiecha się z roz-
bawieniem.

Poczuła się, jakby dostała cios w żołądek. Jakim prawem 

się   z   niej   śmieje?   Pewnie   wyobraża   sobie,   że   ma   do 
czynienia  z  następną   panienką,  która  jest   gotowa   wielbić 
ziemię, po której stąpał...

Mocno   wzburzona   zrobiła   krok   do   przodu   i   nagle   się 

zachwiała. Koktajl Kath, który ściskała w dłoni, polał się na 
jego koszulę i ochlapał mu twarz.

Jess odetchnęła gwałtownie.

- Ty... ty podły, samolubny, złośliwy, kłamliwy, arogan-

cki dupku!

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Alex  patrzył w osłupieniu na młodą kobietę, która stała 

tuż przed nim. Krople koktajlu spływały mu po twarzy, na 
piersi utworzyła się mokra plama.

Czy   faktycznie   na   to   zasłużyłem?   -   zastanawiał   się. 

Prawdopodobnie tak.

Czy ją znam? Najwidoczniej.

Potarł   szczękę,   próbując   sobie   coś   przypomnieć,   lecz 

zupełnie nie potrafił  jej  umiejscowić. Był  przekonany,  że 
taką dziewczynę z pewnością by zapamiętał. Była za ładna, 
za energiczna i zbyt zuchwała, żeby mógł ją zapomnieć.

Długie kasztanowe włosy przetykane złotymi pasemkami 

świadczyły   o   tym,   że   dużo   czasu   spędzała   na   słońcu. 
Opadały luźno na ramiona i wydawały się nieujarzmione, 
zupełnie jak słowa, które płynęły z jej ust. A co to były za 
usta! Pełne, kuszące... budzące pożądanie.

Wyglądała jak pracownica jakiegoś biura, chociaż mógł 

się mylić. Pod białą kamizelką o dziwo nie miała bluzki, a 
spódnica ciasno opinała się na biodrach i udach, co jeszcze 
bardziej rozbudziło jego wyobraźnię.

background image

Podniósł   wzrok   i   napotkał   spojrzenie   wielkich   szma-

ragdowozielonych, groźnie patrzących oczu.

Gdyby ją znał, zrobiłby dużo, żeby naprawić wszystkie 

swoje błędy... Jeżeli zaś nie spotkali się wcześniej, chętnie 
by sprawił, żeby zmieniła o nim zdanie. A wtedy mógłby 
nieco bliżej zapoznać się z jej ciętym języczkiem i namiętną 
naturą.

- Czy   my   się   znamy?   -   spytał,   ignorując   swoje   towa-

rzystwo.

- Ja... - zachłysnęła się, spuszczając wzrok. - Ja nie...

- zaczęła jeszcze raz - .. .przepraszam.

- Jeśli zrobiłem coś, co wyprowadziło panią z równowagi, 

chciałbym   to   naprawić.   -   Przechylił   głowę,   próbując 
pochwycić płomienne spojrzenie zielonych oczu.

Nigdy jeszcze nie widział tak dzikiego wzroku. Wyglą-

dała, jakby zamierzała rzucić się w jego ramiona... albo go 
zabić. Tak czy inaczej, była znacznie bardziej intrygująca niż 
kolejny piątkowy obiad z dyrektorami jego firmy.

Kobieta  gwałtownie   podniosła  głowę  i  spojrzała  mu w 

oczy.

-

Naprawdę? Chciałby pan rozwiązać moje 

problemy?

Nie   był   w   stanie   ukryć   uśmiechu.   Lubił   pomagać   ko-

bietom, rozwiązywać ich kłopoty, ułatwiać im życie. Zwykle 
chętnie przyjmowały jego kurtuazyjne gesty.

- Oczywiście.   Nie   każdego   dnia   piękne   kobiety   pod-

chodzą do mnie i w ten sposób rozpoczynają rozmowę.
- Wsunął ręce do kieszeni i zakołysał się na piętach.- Mogę 
postawić pani następnego drinka?

background image

Wyprostowała się, a jej czerwone wargi zacisnęły się w 

wąską linię.

-

Raczej nie. - Cofnęła się trochę, obciągając żakiet.

-

Kim pani jest? - spytał.

W głowie miał  kompletny zamęt. To nie może się tak 

skończyć, pomyślał. Ostatecznie to ona go zaczepiła...

-

O co właściwie chodzi?

-

Ja... - zaczęła znowu. Przez jej  twarz  nieoczekiwanie 
przeleciał cień.

Podszedł bliżej. Za wszelką cenę chciał poznać lepiej tę 

tajemniczą   kobietę.   Coś   go   do   niej   pchało,   sprawiało,   że 
jego nogi same się poruszały.

- Usiądźmy   w   jakimś   spokojnym   miejscu   i   porozma-

wiajmy o tym... o nas.

Uniosła gwałtownie głowę, a w jej oczach znów pojawił 

się błysk gniewu.

- Jestem działaczką ruchu Kobiety przeciw Donżua-nom 

- powiedziała, ściągając usta. - Po prostu wykonuję swoją 
robotę.

Aleksowi odebrało głos. Stał bez ruchu i patrzył na nią 

jak oniemiały. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, odwró-
ciła na pięcie i odeszła.

-

O co jej, na Boga, chodziło? - spytał Lucas, kładąc rękę 
na ramieniu przyjaciela.

-

Nie mam pojęcia. - Z trudem ruszył się z miejsca. -Ale 
jedno  wiem  na   pewno.  Ona   jest   tą  osobą,  której  po-
trzebuję.

background image

Jess szła w stronę Kath, całą siłą woli powstrzymując się 

od przyspieszenia kroku. Z trudem łapała oddech, w głowie 
miała mętlik, policzki ją paliły, a w uszach szumiało.

Co ją opętało, żeby ulec podszeptom Kath i podejść do 

tego faceta? Do jedynego mężczyzny na świecie, z którym 
nie chciała mieć w ogóle nic wspólnego?

Kath obróciła się na stołku. Jej szeroko otwarte oczy i 

uniesione brwi wyrażały całkowitą niewinność.

- No i jak poszło?

Jess   uniosła   bezradnie   ręce.   Zrobiło   jej   się   słabo,   gdy 

sobie uświadomiła, jak wyglądała ta rozmowa, jej zwario-
wana,   bezładna   paplanina   w   zderzeniu   ze   spokojnym   za-
chowaniem Calahana.

-

Nawet nie pytaj.

-

Wyglądałaś całkiem dobrze.

Pokręciła z niedowierzaniem głową. Stchórzyła w obliczu 

człowieka, do którego od czterech lat czuła nienawiść. Jak 
mogła w takiej chwili wyglądać dobrze?

Zrobiło jej się gorąco. Jak ma z godnością zemścić się na 

facecie   teraz,   gdy   się   dowiedział,   że   jest   kompletną   kre-
tynką, która najpierw oblała go swoim koktajlem, a później 
plotła coś bez sensu?

Kobiety   przeciw   Donżuanom...   Skąd   jej   przyszła   do 

głowy taka bzdura? Fakt, gdyby taki ruch istniał, od razu by 
do niego przystąpiła. Mogłaby przynajmniej wspierać inne 
kobiety oszukiwane przez mężczyzn. Nie miała wątpliwości, 
że jest ich bardzo wiele.

background image

Cóż, należało mieć nadzieję, że uwierzył w tę organizację 

i nie zaprzątał sobie głowy jej osobą.

Koniec z tym, pomyślała, poprawiając żakiet. Koniec...

- Chodźmy stąd - odezwała się.

-

No i co? Spadł ci kamień z serca? - Kath uważnie stu-
diowała twarz przyjaciółki. - Chyba czujesz się lepiej, 
gdy już jest po wszystkim?

-

Jasne - mruknęła Jess. Miała nadzieję, że jej głos wy-
raża więcej pewności, niż w rzeczywistości czuła. - Po-
wiedziałam mu.

Kath   zarzuciła   torbę   na   ramię,   patrząc   gdzieś   ponad 

głową Jess.

- No nie wiem... Chyba nie byłaś zbyt przekonująca. Jess 
nabrała powietrza.

- Nie było cię przy tym. Skąd możesz wiedzieć? - Zda-

wała sobie doskonale sprawę, że niewiele zdziałała. Ledwie 
zrobiła   pierwszy   krok.   Jednak   teraz   nie   była   pora,   żeby 
ciągnąć  to dalej.  Musiała  najpierw  obmyślić  strategię,   by 
podjąć grę z silnym  przeciwnikiem i zdobyć klientów, na 
których czyhał  Alex  Calahan. A potem doprowadzą go do 
ruiny... Bo na to właśnie zasługiwał.

- A więc jeśli ponownie spotkasz się z Calahanem...

Podniosła głowę. Za żadne skarby nie powie Kath praw-

dy   o   ich   rozmowie.   Lepiej   będzie,   jeśli   wspólniczka 
uwierzy,   że   akcja   „Zniszczyć   Calahana"   zakończyła   się 
sukcesem.   Nie   powinna  się   dowiedzieć,   że  jak   wszystkie 
inne kobiety, ona również uległa szatańskiemu urokowi tej 
kanalii.

- To żaden problem - odparła swobodnie, pewna, że

background image

nigdy więcej nie będzie miała okazji go oglądać. No chyba 
żeby brać pod uwagę przypadkowe spotkanie na ulicy, gdy 
już zrobi z niego żebraka.
- To dobrze. Bo on właśnie tu idzie.

Zamarła na moment, ale zaraz się rozluźniła. Kath z pew-

nością żartuje. Niemożliwe przecież, żeby Calahan chciał 
jeszcze raz mieć do czynienia z idiotką, jaką z siebie zrobiła.

-

Nie   żartuję,   Jess  -   powiedziała   Kath   przez   zaciśnięte 
zęby, z nieszczerym  uśmiechem patrząc ponad ramie-
niem przyjaciółki.

-

Jess... - Dobiegł ją z tyłu niewątpliwie męski, głęboki, 
ciepły głos. - Ładne imię. To zdrobnienie od...

Serce podeszło jej do gardła. Zaciskając palce, patrzyła 

na Kath, podczas gdy jej ciało w przedziwny sposób rea-
gowało na jego ciepły głos.

Chętnie   odwróciłaby   się   i   przegoniła   tego   faceta   na 

cztery wiatry, ale nie była w stanie się poruszyć. Stała jak 
skamieniała, z trudem łapiąc powietrze.

- Jestem  Katherine  -   odezwała   się   jej   wspólniczka,   z 

uśmiechem   wyciągając   rękę.   I   pomyśleć,   że   do   tej   pory 
miała ją za swoją przyjaciółkę!

Kątem oka widziała, jak dłoń dziewczyny znika w jego 

wielkiej ręce. Przemknęło jej przez myśl, że z pewnością 
jego dłonie muszą być silne, delikatne i czułe.

- Alex  - przedstawił się swobodnie. - Domyślam się, że 

już wiesz.

Kath kiwnęła energicznie głową.

- No więc... - zaczęła niepewnie, wpatrując się w Jess.

background image

Czego on może chcieć? - zastanawiała się gorączkowo. 

Może zamierza przedstawić jej rachunek za pranie koszuli? 
Czy raczej postanowił umówić się z nią na randkę? W takim 
razie   lepiej   niech   się   przygotuje   na   rozczarowanie, 
pomyślała z rozdrażnieniem.

Obróciła się w jego stronę i dech zaparło jej w piersiach, 

gdy zobaczyła, jak blisko stoi i jak intensywnie wpatruje się 
w nią tymi  niesamowitymi  niebieskimi  oczami. Zupełnie, 
jakby chciał zajrzeć w głąb jej duszy.
- Cześć. - Uśmiechnął się.

- Cześć   -   szepnęła,   z   trudem   odzyskując   głos.   -   Prze-

praszam... jeśli sprawiłam wrażenie, że czegoś od pana chcę. 
Zapewniam, że tak nie jest.

Patrzył na nią błyszczącym wzrokiem.

- To dobrze.

Wpatrywała się w jego usta, jakby nie mogła zrozumieć 

znaczenia tych słów, jego obecności, dziwnego łaskotania w 
żołądku.

- Mam wrażenie, że pani może mi zaoferować coś wy-

jątkowego, z czego chętnie bym skorzystał.

-Naprawdę? - Skrzyżowała ramiona na piersiach i przez 

zmrużone powieki przyglądała mu się uważnie. Czy to jakaś 
nowa metoda podrywania? Prawdę mówiąc, spodziewała się 
czegoś więcej po mężczyźnie, który miał opinię wytrawnego 
uwodziciela.
- Interesuje mnie pani punkt widzenia.

- Nie mam pojęcia, o czym pan mówi i z pewnością nie 

zamierzam tracić czasu, żeby się tego dowiedzieć. - Ener

background image

gicznym   ruchem   ściągnęła   swoją   torbę   z   baru.   -   Powie-
działam już wszystko, co zamierzałam. - Rzuciła okiem na 
Kath. - Nie będę strzępić sobie języka ani tracić czasu dla 
samolubnych kobieciarzy, którzy wykorzystują każdego, kto 
im się nawinie. Dobranoc.

Chwyciła Kath za rękę i ruszyła w stronę wyjścia.

- Jess?

Zachwiała się jak od uderzenia, słysząc swoje imię w je-

go ustach. Był ostatnią osobą, która miała prawo tak się do 
niej zwracać.

- Właśnie   takie   spojrzenie   jest   mi   potrzebne.   Pragnę 

zmienić swój wizerunek... i dlatego zależy mi na uczciwej 
opinii.

Odetchnęła głęboko.

- Zapłacę za czas, który mi pani poświęci.

- To oczywiste - wtrąciła Kath, podchodząc bliżej. - Ro-

zumiem, że powinna brać udział w twoich codziennych za-
jęciach. Dopiero wówczas będzie mogła udzielić ci dokład-
nych wskazówek.

Zamrugał   niepewnie,   ale   już   po   chwili   skwapliwie 

przytaknął.

- Tak,   to   chyba   dobry   pomysł.   Nie   przyszło   mi   to   do 

głowy. Pomyślałem tylko, że przydałaby mi się pomoc wa-
szej działaczki w sprawach mojego podejścia do kobiet.
Kath spojrzała pytająco na przyjaciółkę. Jess nerwowo 
przełknęła ślinę. Kath nie miała przecież pojęcia o 
zmyślonej naprędce bajeczce.
- Poinformowałam go o naszym ruchu Kobiety przeciw

background image

Donżuanom. No i zrobiłam to, co zwykle. Na pierwszy rzut 
oka widać, że jest aroganckim kobieciarzem. Powiedziałam 
mu dokładnie, co o nim myślę.

W rozszerzonych ze zdumienia oczach Kath pojawił się 

błysk.

- Rozumiem.   -   Odwróciła   się   do   Calahana.   -   Mam 

wrażenie, że próbujesz uwodzić kobiety nie tylko na rand-
kach. Zgadza się?

Alex Zmarszczył brwi.

- Nie wiem. Możliwe.

- A więc jeśli obecna tu członkini naszej organizacji po-

święci swój cenny czas, żeby wskazać właściwą drogę, jaką 
powinien pójść wrażliwy mężczyzna nowej ery...
Jess zamarła. Kath gładko weszła w nową rolę i postanowiła 
natychmiast wykorzystać nadarzającą się okazję. Calahan z 
uśmiechem patrzył na swoją rozmówczynię.

- Właśnie  na   tym   mi   zależy  -   powiedział,  poprawiając 

krawat.

Na   miłość   boską,   w   co   ona   mnie   ładuje?   -   myślała 

przerażona Jess. Niby dlaczego miałaby cały dzień łazić za 
Calahanem i tłumaczyć mu, gdzie popełnił błąd?

Chociaż... Mogłaby się nieźle ubawić, dając mu dobrze 

popalić. Nie, nawet to nie wydawało się zbyt kuszące. Mu-
siała zająć się firmą, powinna zadbać o klientów, zaplano-
wać kampanię przeciw imperium Calahana.

-

Nie ma mowy. Jest pan aroganckim skurczy... Kath 
entuzjastycznie potrząsnęła dłonią mężczyzny.

-

Z przyjemnością ci pomoże.

background image

Jess poczuła, że serce ma w gardle.

- Kath?

- Jesteś jedną z najaktywniejszych  działaczek - mówiła 

przyjaciółka, patrząc na nią znacząco. - Jestem przekonana, 
że zgodzisz się poświęcić trochę czasu, żeby wskazać panu 
Calahanowi   właściwą   ścieżkę.   Na   Boga,   Jess.   Wiesz 
przecież, że  trzeba   wyciągnąć   pomocną  dłoń do  każdego 
mężczyzny, który stara się uwrażliwić na potrzeby kobiet.
Jess z niedowierzaniem patrzyła na swoją wspólniczkę. 
Otworzyła usta, ale słowa utkwiły jej w gardle. Kath 
odciągnęła ją na stronę.

-

Pomyśl  tylko. Będziesz mogła siedzieć na wszystkich 
zebraniach - zachęcała ją - uczestniczyć w rozmowach z 
klientami... Naprawdę nie chcesz?

-

A chcę? - Zawahała się. Nagle dotarło do niej, co Kath 
sugeruje.

To   faktycznie   miało  sens.   Jeśli  kiedykolwiek   trafi  się 

okazja,  żeby konkurować  z imperium  Całahana,  powinny 
wiedzieć, jak ich największy wróg prowadzi swoje interesy. 
Gdyby   przy   okazji   udało   się   dowiedzieć,   jakie   przedsię-
biorstwa   szukają   agencji   reklamowej,   chyba   nie   miałaby 
wątpliwości, jak wykorzystać tę informację.

Przygryzła   wargę,   żeby   powstrzymać   uśmiech,   który 

cisnął   się   jej   na   usta.   Calahan   na   pewno   nie   miałby   nic 
przeciwko temu... Chodziło przecież o interesy, a gdy w grę 
wchodził biznes, każda metoda była dobra. Odwróciła się 
do mężczyzny.

- Będę bardzo wdzięczny - powiedział, wręczając jej

background image

swoją wizytówkę. - Jeśli będzie pani mogła oderwać się od 
swoich zajęć  i przyjść  do mnie do biura...  powiedzmy w 
środę... będziemy mogli zacząć.

Kath   chwyciła   wizytówkę   i   z   entuzjazmem   kiwnęła 

głową.
- Przyjdzie na pewno.

Jess patrzyła, jak ten najbardziej arogancki mężczyzna w 

Sydney idzie w stronę swoich znajomych. Głowę trzymał 
wysoko podniesioną, ramiona wyprostowane. Jego wygląd i 
każdy gest znamionowały irytującą pewność siebie.

- O   mój   Boże!   -   Sztywno   ruszyła   do   wyjścia.   -   Nie 

mogę...

Kath szła tuż za nią.

- Możesz.

Jess zatrzymała się i popatrzyła przyjaciółce w oczy.

-

Coś ty zrobiła? Założyłaś sobie dzisiaj, że zrujnujesz mi 
życie?

-

Nie dramatyzuj. To przecież może nas uratować. -Kath 
wzięła ją pod ramię. - Mam wrażenie, że to odpowiedź 
na nasze modlitwy.

Jess westchnęła ciężko.

-

Chyba   nie   potrafiłabym   tak   na   zimno   podkradać   mu 
klientów... - W ten sposób nie różniłaby się przecież od 
Alexandra  Calahana. A na niczym tak jej nie zależało, 
jak na tym, żeby w żaden sposób go nie przypominać.

-

Może w takim razie zbierzesz o nim jakieś informacje? 
- Kath pochyliła głowę w jej stronę. - Sama mówiłaś,

background image

że ten artykuł  to stek kłamstw. Postaraj się zdobyć  na to 
dowód.

- Faktycznie można by mu pokrzyżować szyki - powie-

działa wolno, zastanawiając się nad tym pomysłem. Na myśl 
o tym, że jej działanie przyniesie jakiś pożytek, zrobiło jej 
się lżej na duszy.
- Nie ma innego sposobu, żeby kogoś tam umieścić.

I co na to powiedzieć? Przecież Kath miała rację. To było 

jak zbawienie. Gdyby tylko w związku z tym nie musiała 
zbliżać się do faceta, którego z całego serca nie cierpiała.

-

Zobaczysz,   wszystko   będzie   dobrze.   Spodoba   ci   się. 
Możesz   mu   wytykać   wszystkie   błędy,   a   on   jeszcze 
będzie ci za to płacił.

-

Ale to by znaczyło, że artykuł nie kłamie, prawda? No 
bo skoro on chce się zmienić...

- Mógł to wymyślić dla rozgłosu, nie sądzisz?

- No   tak...   -   Kath   z   pewnością   ma   słuszność.   Po   Ca-

lahanie mogły się spodziewać samych najgorszych rzeczy. 
Powinna o tym pamiętać, skoro miała przebywać w towa-
rzystwie tego przystojnego łajdaka.

Wystarczająco dużo czasu spędziła na podliczaniu strat. 

Najwyższa pora, żeby teraz sama zaczęła zdobywać punkty.

Alexander Calahan nawet się nie spodziewa, skąd padnie 

cios.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

- Co to ma być, do diabła? - Lucas cisnął magazyn  na 

biurko.   -   Postradałeś   zmysły?   Masz   wszystko.   A   teraz 
chcesz to zmarnować, żeniąc się?

Alex wzruszył ramionami.

- Może ty jesteś szczęśliwy, żyjąc jako kawaler. Mnie to 

już zmęczyło.

Lucas nagłym ruchem pochylił się do przodu, opierając 

się ciężko o biurko.

-

Po   co   ci   to?   Jesteś   bogaty,   przystojny,   możesz   mieć 
każdą   kobietę   w   mieście.   Skąd   to   nagłe   dążenie   do 
ideału?

-

Trzeba mi czegoś więcej - upierał się. - Zaczyna mnie 
nudzić dotychczasowy styl życia. - Punktem zwrotnym 
okazały się trzydzieste trzecie urodziny. Jego ojciec w 
tym wieku był już żonaty. Najwyższa pora, żeby zrobić 
następny krok w życiu.

Przesunął czasopismo w swoją stronę. Był  przekonany, 

że deklaracja, którą złożył w tym wywiadzie, zapewni mu 
fory. Teraz wszystkie kobiety w mieście dowiedzą się, że 
myśli poważnie o założeniu rodziny. Jeśli trafi na tę jedy

background image

ną, która poruszy jego serce, bez trudu ją przekona, że ma 
poważne zamiary.

A na razie trafił na Jess.

Usiadł   w   fotelu   naprzeciwko   Lucasa   i   odchylił   się   na 

oparcie.   Jego   wzrok   wędrował   po   gabinecie   przyjaciela, 
podczas gdy myśli poszybowały do Jess.

Wydawała się bardzo kobieca. Uparta, szalenie seksow-

na,   z   długimi   włosami,   które   nosiła   rozpuszczone,   jakby 
chciała pokazać, że nie uznaje żadnych ograniczeń. Przyszło 
mu do głowy, że pod jej odrobinę konserwatywnym strojem 
kryje się namiętna kobieta, która tylko czeka na właściwego 
mężczyznę.

To dopiero wyzwanie.

No ale nie dla niego. Miała tu przyjść wyłącznie po to, 

żeby pokazać mu, jak powinien zachowywać się mężczyzna, 
który szuka prawdziwej miłości.

Ogarnęło go ciepło, gdy pomyślał, że niedługo znów ją 

zobaczy.   Ciekawe,   jaka   będzie   tym   razem?   Czy   równie 
przekonująca jak tamtego wieczoru? A może teraz, gdy już 
przyjęła do wiadomości, że postanowił się zmienić, będzie 
bardziej wyrozumiała?

Założył  ręce  za głowę.  Ostatecznie  nie miała powodu, 

żeby go nienawidzić. Nawet go nie znała. Przynajmniej na 
razie. Temu z pewnością szybko uda się zaradzić. A przy 
okazji będzie musiał się dowiedzieć, co ją tak wkurzyło.

Nie mógł  się doczekać tego spotkania. Chciał ją ocza-

rować, zmiękczyć jej serce...

Nie, skarcił się w myślach. Przecież nie o to chodzi.

background image

Rzucił okiem na zegarek. Czas dzisiaj płynął wyjątkowo 

wolno. Prawdę mówiąc, miał wrażenie, że już od pięciu dni 
wydawał się stać w miejscu. Dlaczego przedtem wydawało 
mu się, że może tak długo czekać na rozpoczęcie lekcji z 
Jess?

Lucas podniósł się z fotela i zaczął krążyć po gabinecie, 

machinalnie gładząc swoją hiszpańską bródkę.

-

Nie   łudź   się.   Małżeństwo   jest   ostatnią   rzeczą,   jakiej 
potrzebujesz.

-

Nie masz racji. -  Alex  pokręcił głową. Odsunął się z 
krzesłem do tyłu i położył nogi na biurku. - Potrzebna 
mi   kobieta.   Kochanka,   towarzyszka   życia.   Budowie 
związku   muszę   poświęcić   tyle   samo   czasu   i 
zaangażowania, ile włożyłem w budowanie firmy.

-

Nieprawda. Miałeś wiele dziewczyn i zobacz, co z tego 
wyszło. Wciąż jesteś sam. - Lucas przechylił głowę. -Za 
to wciąż masz dobry humor.

Alex zsunął nogi z biurka. Podniósł się, wygładził spod-

nie i zapiął marynarkę.

- Nie   jest   mi   do   śmiechu,   kiedy   wracam   do   pustego 

mieszkania.
- Kup sobie psa.

- Mam psa. Nadszedł czas, żebym się ożenił - powtórzył 

z uporem i ruszył w stronę drzwi.

Nadeszła także pora, by udowodnić ojcu, że potrafi lepiej 

niż on zadbać o swoje prywatne sprawy. Już mu pokazał, 
jak dobrze umiał zorganizować interesy. Jego rodzicom nie 
udało się ułożyć życia, on zaś postanowił, że

background image

jego będzie idealne. Swoim dzieciom  zamierzał  zapewnić 
stabilizację, jakiej sam nigdy nie zaznał.

Trzymając rękę na klamce, spojrzał na przyjaciela. Byłby 

szczęśliwy,   gdyby   w   domu   czekał   na   niego   ktoś,   kogo 
będzie   interesowało,   jak   spędził   dzień,   jakie   ma   cele   i 
marzenia.

- Nie, nie wierzę. - Lucas wskazał czasopismo na biurku. 

- Powiedz mi, że to tylko jakiś wybieg.

Alex pokręcił głową.

-

Zapewniam   cię,   że   jestem   zdecydowany.   W   żadnym 
wypadku nie zamierzam przez następne kilkanaście lat 
kontynuować   krótkotrwałych,   płytkich   romansów.   W 
gruncie   rzeczy  nic   mi  nie   dają  poza  jeszcze   większą 
pustką.

-

Może więc znajdź sobie dziewczynę, taką na stałe, która 
nie będzie myśleć wyłącznie o miłym spędzeniu czasu i 
twoim koncie w banku.

-

Właśnie o to mi chodzi. Jeśli wszystko ułoży się dobrze, 
wtedy zostanę z nią na zawsze.

Lucas   bezradnym   gestem   przeczesał   palcami   swoje 

krótkie włosy.

-

Zdaje się, że masz już opracowany plan, jak osiągnąć 
ten wariacki cel. Zgadza się?

-

Oczywiście. - Alex ruszył korytarzem w stronę swojego 
gabinetu. - Jak w każdej dziedzinie, lubię mieć wszyst-
ko   pod   kontrolą.   Wykorzystam   wszelkie   możliwe 
środki,   żeby   urządzić   swoje   życie   tak,   jak 
zaplanowałem.

-

A dokładnie co właściwie planujesz? Wolę wiedzieć z 
góry, czego się spodziewać.

Nie sposób było nie lubić Lucasa. Był najlepszym przy

background image

jacielem   Aleksa,   wiceprezesem   i   radcą   prawnym   firmy. 
Zawsze też dbał o jego interesy.

-

Wszystkie działania zmierzają do jednego celu. Wiem, 
co powinienem zrobić.

-

Czuję, że masz jakąś niespodziankę w zanadrzu. -Lucas 
przyglądał się Aleksowi przez zmrużone powieki.

- Widzę, że już coś wymyśliłeś.

Alex nie mógł powstrzymać uśmiechu.

-

Właściwie rozwiązałem ten problem.

-

Jak to?

Zatrzymał się i wsunął ręce do kieszeni.

-

Wiesz, że mam opinię playboya?

-

W piątek potwierdziła to ta nieznajoma dziewczyna

- mruknął Lucas, skubiąc dolną wargę. - Dużo bym dał, żeby 
taka   kobieta   zechciała   mnie   zaczepić...   Oczywiście, 
pomijając oblewanie drinkiem. A ten jej wybuch...

-

Była znakomita.

-

Raczej szalona. Nie zawracaj sobie nią głowy.

-

Chyba żartujesz. Właśnie ci mówię, że jest znakomita

- powtórzył   wolno.   Na   wspomnienie   ognia   w   jej   oczach 
poczuł dziwną słodycz.

-

Cóż,  z   pewnością   była   piękna   -   zgodził   się   Lucas.   -I 
bardzo przebojowa. Mogłaby ci urodzić piękne dzieci... 
gdyby nie to, że cię nienawidzi.

-

Z   tym   nie   będzie   problemu   -   uśmiechnął   się.   -   Tym 
bardziej że potrzebuję od niej wyłącznie porady, jak po-
zbyć się swoich manier playboya.

- Mam rozumieć, że chcesz ją skłonić, aby się w tobie

background image

zakochała? - Lucas oparł się o ścianę. - Jeśli z nią się uda, 
powiedzie ci się z każdą inną. O to ci chodzi? Alex 
zmarszczył czoło.
- To mi nie przyszło do głowy.

- Zastanów się nad tym. - Lucas założył ręce na piersiach 

i patrzył na przyjaciela z błyskiem w oku. - Po takim ekspe-
rymencie będziesz mógł zająć się kimś ważniejszym.

Alex przymknął oczy.

- Natashą Bradford-Jones - powiedział wolno. Pomyślał
okobiecie, która była całkiem odporna na jego wdzięk i za-
loty. Wciąż pokazywała się z jakimś nowym narzeczonym
i wydawała się wręcz kusząco nieosiągalna. Aż do tej pory.
Tyle że w jakiś dziwny sposób nagle przestał się zachwycać 
Natashą, a jego umysł i zmysły zajęła Jess. Jess i on...

Myśl   o   romansie   z   Jess   całkiem   mu   się   podobała. 

Natomiast   pomysł,   że   mógłby   dzięki   temu   zdobyć   każdą 
kobietę  -  może  nawet   Natashę  Bradford-Jones  ze  słynnej 
rodziny   Bradford-Jonesów   -   wydawał   się   dość   nie-
dorzeczny.

-

Natashą jest do zdobycia - powiedział Lucas spokojnie.

-

Teraz ty wydajesz się szalony.

-Ale mam rację. Zresztą dobrze cię znam... Nie oprzesz 

się takiemu wyzwaniu.

Alex nie zamierzał spierać się z przyjacielem. Lucas wy-

słuchał   go,   przedstawił   swój   punkt   widzenia,   lecz   to   on 
musiał podjąć decyzję, nawet gdyby miała być błędna.

- Na razie spróbuj zrobić pierwszy krok - mruknął Lu

background image

cas, odsuwając się, żeby przyjaciel mógł zobaczyć  dziew-
czynę, która stała w holu. - Cholera, jest na co popatrzeć.

Faktycznie   była   zachwycająca.   I   z   pewnością   bardzo 

namiętna. A sądząc ze sposobu, w jaki na niego patrzyła - ze 
zmrużonymi oczami i ustami zaciśniętymi w wąską linię - 
będzie   musiał   użyć   wielu   pochlebstw,   aby   zyskać   jej 
sympatię,   a   co   dopiero   mówić   o   tym,   żeby   wzbudzić   jej 
miłość.

Ruszył w jej kierunku.

-

Jess.

-

Witaj, Calahan.

Postanowił zignorować jej chłodny ton. Ostatecznie nie 

spodziewał się niczego innego. A może jednak? Czy przy-
padkiem  nie liczył  na to, że kiedy zobaczy go  ponownie, 
nagle zmieni zdanie?  Albo że jego uprzedzająco grzeczne 
zachowanie i urok osobisty stopią tę lodową barierę,  jaką 
między nimi ustawiła?

Nie, to nie było ważne. Najważniejsze jest to, że w końcu 

przecież przyszła tutaj. Czas, jaki ze sobą spędzą, pozwoli jej 
spojrzeć  na niego  z innej perspektywy  i pokaże, ile traci, 
nienawidząc mężczyzn.

-

To Lucas, mój przyjaciel i współpracownik - przedstawił 
kolegę Alex.

-

Bardzo mi przyjemnie - powiedziała, wyciągając rękę.

Lucas uśmiechnął się szeroko i wypiął pierś.

- Słyszałem,   że   chcesz   skierować   tego   faceta   na   dobrą 

drogę i powściągnąć jego rozwiązłe zachowanie.

background image

Wzruszyła ramionami.

- Jeśli tylko będę potrafiła - odparła bez entuzjazmu.

Alex  uśmiechnął się pod nosem. Udowodni jej, że trak-

tuje sprawę  poważnie, a wówczas jej nastawienie z pew-
nością się zmieni.

Lucas klepnął go w plecy, jednak oczu nie spuszczał z 

dziewczyny i cały rozpływał się w uśmiechach.
- Zostawiam was dla tej straconej sprawy.

Jess skinęła głową i odprowadziła go spojrzeniem. Miała 

minę, jakby wolała, żeby został z nimi.

Alex  poczuł, jak chłód przenika jego serce. Czy to zna-

czy, że Lucas jej się spodobał? To byłoby wielkie rozcza-
rowanie.   Przede   wszystkim   dla   niej.   Lucas   miał   jeszcze 
większe problemy ze znalezieniem miłości i na pewno nie 
próbował nic zmieniać w swoim zachowaniu.

Wzruszył   ramionami   i   zwrócił   spojrzenie   na   kobietę, 

którą   zatrudnił.   Była   ubrana   zwyczajnie,   jakby   swoim 
strojem   chciała   podkreślić,  że  nie  zamierza  się  dla   niego 
specjalnie starać. Miała na sobie kremowe spodnie, tunikę i 
ten sam żakiet, w którym widział ją w zeszłym tygodniu.
- Wcale nie chcesz tu być, prawda? - spytał.

- Nie. - Pokręciła głową. - Mam tylko nadzieję, że będzie 

mi się to opłacało.

Poczuł irytację, że mówi o pieniądzach, chociaż właści-

wie nie wiedział, czemu go to zaskoczyło. Przecież to pie-
niądze rządzą światem, a kobiety zawsze myślą o tym, jak 
sfinansować swoje następne wyjście na zakupy.

background image

Wyciągnął złote pióro z kieszeni marynarki i na kartce 

napisał jakąś liczbę.
- Czym się zajmujesz zawodowo?

- Mniej więcej właśnie czymś takim - skłamała. Jej głos 

był  niski  i  melodyjny.   -  Ale   dość  już  o  mnie.  Porozma-
wiajmy raczej o tobie.

Wyprostował się i podał jej kartkę papieru. Ktokolwiek ją 

doprowadził   do   takiego   stanu,   wykonał   swoje   zadanie 
najlepiej jak potrafił. Wstręt, jaki czuła do swojego zadania i 
do niego, był aż nadto widoczny. Lucas miał rację. Na myśl 
o takim wyzwaniu rzeczywiście poczuł dreszcz podniecenia.

Ile czasu może zająć nauka zasad poważnego związku? 

Ciekawe,   czy   nauczenie   Jess,   że   powinna   znów   polubić 
mężczyzn, trwałoby o wiele dłużej?

- Czy taka kwota wystarczy, żeby zrekompensować spę-

dzenie ze mną całego dnia? - spytał.

Rzuciła okiem na kartkę.

-

Czy to możliwe, że jesteś aż takim draniem? Nie zdołał 
powstrzymać uśmiechu.

-

Naprawdę musisz o to pytać?

Uśmiechnęła   się   z   wysiłkiem,   a   jej   płomienne   zielone 

oczy napotkały jego spojrzenie.

- No jasne, że jesteś. Głupio pytam. Jesteś przecież naj-

bardziej aroganckim typem w mieście. Powinnam się raczej 
zainteresować, czy została jeszcze jakaś kobieta, której nie 
próbowałeś zawrócić w głowie.

Alex podrapał się po brodzie.

background image

- Prawdę mówiąc, jest kilka, które mam na oku... Jednak 

pochodzą z dobrych domów i mają szanse znakomicie wyjść 
za   mąż,   więc   tym   razem   nie   chciałbym   nic   popsuć. 
Rozumiesz...

Odsłoniła zęby w wymuszonym uśmiechu.

- Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc ci do-

strzec błędy w postępowaniu.
- Świetnie! - Widocznie zadowolony klasnął w dłonie.

A więc pierwszy krok został zrobiony. Usłyszał potwier-

dzenie, że dziewczyna podejmie się zadania i poświęci się, 
spędzając z nim czas.

Jednym słowem nie musiał się martwić.

Z pewnością  nie  będzie  miał  problemów  z  przyswoje-

niem   zasad   długiego,   trwałego   związku.   Nauczy   się,   jak 
zdobyć i zatrzymać przy sobie kobietę marzeń i stworzyć 
sobie idealne życie.

A  wtedy niczego  już  nie będzie mu brakować.  Będzie 

szczęśliwy. I nawet jego ojciec nie zdoła mu tego odebrać.

Jess   ruszyła   za   Alexandrem   Calahanem   w   stronę   jego 

gabinetu.   Musiała   się   uszczypnąć,   aby   uwierzyć,   że   to 
wszystko dzieje się naprawdę. Jej najgorsze koszmary stały 
się rzeczywistością.

Jeszcze dziś rano zastanawiała się, czy nie wystawić go 

do   wiatru.   Przyszło   jej   nawet   do   głowy,   że   mogłaby   się 
gdzieś ukryć, wyjechać z kraju albo przynajmniej zostać w 
cieplutkim   łóżku.   Jednak   nie   mogła   przecież   sprawić 
zawodu Kath, która święcie wierzyła, że przyjaciółka bę

background image

dzie   potrafiła   zniszczyć   Calahana,   nawet   jeśli   nikt   inny 
dotąd nie mógł tego zrobić.

Na myśl o tym, że będzie musiała spędzać czas z Atyl-lą 

świata reklamy, krew jej krzepła. Prawdę mówiąc, sam fakt, 
że   przebywała   w   jego   towarzystwie,   wydawał   się   ab-
surdalny.

Zadrżała   z   przerażenia   już   w   pierwszej   chwili,   kiedy 

zobaczyła   go   na   korytarzu,   w   tym   zabójczym   garniturze, 
który podkreślał   jego  szerokie  ramiona  i   umięśnioną   syl-
wetkę, z gładko wygolonymi policzkami, zmysłowymi us-
tami i utkwionymi w niej niebieskimi oczami.

Ręką wymacała kartkę, którą włożyła do kieszeni spodni. 

Przynajmniej   zostanie   dobrze   wynagrodzona   za   to,   że 
będzie musiała znosić jego towarzystwo.

Była pewna, że da sobie radę. W gruncie rzeczy nie po-

winno jej to zająć dużo czasu, zdoła wydobyć z Calahana 
prawdę na temat jego najnowszego chwytu reklamowego i 
udaremnić mu ten głupi pomysł z szukaniem żony.

Kath będzie musiała mi za to zapłacić, myślała, idąc za 

Calahanem.

- Jess   będzie   dziś   ze   mną   pracować   -   oznajmił  Alex 

starszej   kobiecie,   która   zajmowała   biurko   w   pobliżu  sze-
rokich podwójnych drzwi do gabinetu. - Pani Samuels jest 
moją sekretarką  - wyjaśnił  dziewczynie.  - Możesz się do 
niej zwrócić z każdym pytaniem czy problemem.

Jess kiwnęła głową na powitanie.

- Jest  jednym  z   cudów  świata   -  dodał,  kierując  się  do 

drzwi. - Ma pięciu synów, dwie wnuczki i nadal daje so

background image

bie radę z prowadzeniem biura i zajmowaniem się wszyst-
kimi moimi sprawami.

Jess rzuciła okiem na sekretarkę, po czym przeniosła 

spojrzenie na Calahana. To co mówił, zabrzmiało bardzo 
sympatycznie. Najwyraźniej zależało mu na tej kobiecie... 
Można by nawet uznać, że jest miły.

Gabinet był wielkości sali konferencyjnej. Ogromne 

mahoniowe biurko ustawiono w pobliżu okna na całą ścianę, 
ze wspaniałym widokiem na miasto. Po jednej stronie stała 
ciemnobrązowa skórzana kanapa, po drugiej były rośliny, 
obrazy i barek.

Calahan wszedł do pokoju i odwrócił się z uśmiechem do 

Jess.
- Podoba ci się?

Przygryzła  wargę, próbując nie zwracać uwagi  na jego 

zbyt niebieskie oczy i wolno przeszła się po pokoju.

W najśmielszych snach nie wyobrażała sobie, że mogłaby 

kiedyś   pracować   w   tak   pięknym   pomieszczeniu   -   ze 
wspaniałym  widokiem,  eleganckimi   meblami  i  taką   prze-
strzenią.

Stłumiła ogarniające ją podekscytowanie, licząc w my-

ślach,   ile   nieuczciwych   numerów   musiał   wykręcić,   ilu 
klientów okraść, ilu ludzi zrujnować, żeby zdobyć to, co tu 
zobaczyła.
- Próbujesz sobie coś zrekompensować, jak widzę? 
Przymknął oczy i przyłożył rękę do twarzy, jakby go
spoliczkowała.

- Co właściwie chcesz powiedzieć, prezentując ten ga

background image

binet? - ciągnęła, idąc w stronę okna. Z trudem powstrzy-
mała okrzyk  zachwytu,  gdy spojrzała z góry na miasto. - 
Chyba tylko to, że brak ci talentu i osobowości. Że właś-
ciwie nie masz  nic do zaoferowania  poza mnóstwem  pie-
niędzy.

Calahan skrzyżował ręce na piersiach.

- Wiem, że jesteś tu po to, aby mówić wszystko szczerze, 

ale...

Poczuła   podniecenie   na   myśl,   że   dobrze   zrozumiał,   co 

chciała powiedzieć.

- Czujesz się zagrożony? - spytała, mrużąc oczy.

- Skądże znowu - odparł swobodnie, rozkładając ramiona. 

- To przecież dla klientów - ma im pokazać, jaka wzięta jest 
nasza   firma   i   podkreślić   mój   dorobek.   Gdyby   chodziło 
wyłącznie o mnie, mógłbym pracować w malutkim boksie.

Akurat, pomyślała, zaciskając usta. I ona ma w to uwie-

rzyć? Stała przy oknie, patrząc na panoramę Sydney. Miała 
przerażające   wrażenie,   że   próbuje   walczyć   z   tygrysem   na 
jego własnym terenie.

Nabrała powietrza i odwróciła się do Aleksa.

-

Może   w   takim   razie   zaczniemy?   Masz   teraz   jakieś 
spotkanie?   A   może   będziesz   rozmawiał   z 
pracownikami? Myślę, że najlepiej byłoby, gdybym cię 
obserwowała podczas pracy.

-

Sądziłem, że zaczniemy tutaj. - Calahan podszedł bliżej. 
-   Może   opowiem   ci,   jak   zwykle   postępuję,   gdy   chcę 
zdobyć   kobietę,   a   ty   mi   wyjaśnisz,   gdzie   popełniam 
błąd.

background image

Zrobiła krok do tyłu i oparła się plecami o chłodną szybę. 

Czuła, że serce podchodzi jej do gardła.

- Mam wrażenie, że moje metody są złe i dlatego nie je-

stem   w   stanie   stworzyć   poważnego   związku.   -   Wzruszył 
ramionami, jakby sam nie wierzył, że to prawda. - Ale może 
spróbujemy i wtedy mi powiesz, co jest nie tak.

Otworzyła  usta, lecz nie zdołała wydobyć  słowa. Jego 

gniewne   spojrzenie   wydawało   się   za   bardzo   płomienne, 
pięknie wykrojone usta wprost zachęcały do pocałunków, w 
zachowaniu   było   za   dużo   pewności   siebie.   A   przede 
wszystkim zdecydowanie za bardzo się zbliżył.

- Masz   przepiękne   oczy   -   mruknął,   przysuwając   się 

jeszcze bardziej.

Z bijącym   sercem   obserwowała,   jak  zmniejsza  się  dy-

stans między nimi. Co znaczyła ta scena? Czyżby chciał jej 
zademonstrować   swój   urok   i   metody   podrywania?   I   ona 
miała to cierpliwie znosić... O rany!

- Odniosłem wrażenie, że mnie przyciągają - mówił ci-

cho, pochylając się nad nią.
Czuła korzenny zapach jego wody kolońskiej, ciepło bijące 
od jego ciała, oddech muskający jej szyję. -Ja...

Oparł rękę nad jej głową i zajrzał w oczy tak głęboko, 

jakby chciał się w nich pogrążyć.

Głos   uwiązł   jej   w   gardle,   serce   waliło   w   piersi.   Na 

miłość   boską,   co   on   ze   mną   wyprawia?   -   myślała 
przerażona.

Nienawidziła mężczyzn, playboyów, jego...
Oczy Aleksa spoczęły na jej ustach.

background image

- Powiedz to, co chcę usłyszeć - szepnął. Wzięła głęboki 
oddech, zmuszając umysł do trzeźwego myślenia.

Jego spojrzenie znów powędrowało do jej ust, a oczy nie-

bezpiecznie pociemniały. Boże, on stanowi zagrożenie dla 
każdej kobiety na kuli ziemskiej, przeniknęło jej przez myśl.

Machinalnie zwilżyła wargi, czując, że w głowie jej się 

kręci.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Alex  wdychał zapach jej perfum. Aromat wanilii i cy-

namonu działał na jego zmysły równie mocno, jak jej ku-
szące usta.

Tak łatwo byłoby pochylić się jeszcze niżej i sięgnąć do 

jej czerwonych, pełnych warg, które wręcz prosiły, żeby je 
pocałować.  Czuł  to wyraźnie,  tak jak wyczuwał  bicie jej 
serca, krótki, urywany oddech, płomień w jej oczach.

Czy faktycznie tak łatwo można obudzić serce członkini 

ruchu Kobiety przeciw Donżuanom? Czy to możliwe, że go 
pragnie?

Na myśl o tym ogarnęło go podniecenie. Może nigdy nie 

uwodził jej znawca kobiecych wdzięków... Może on właśnie 
uosabia wszystko, co chciałaby widzieć w mężczyźnie, a z 
czego do tej pory nie zdawała sobie sprawy...

-   Powiedz   -   powtórzył,   prawie   dotykając   ustami   kre-

mowej skóry na jej policzku.

Słyszał, jak z trudem nabiera powietrza.

Uśmiechnął się do swoich myśli. Czy naprawdę musiał 

się jeszcze czegoś uczyć? Sztukę uwodzenia opanował do

background image

perfekcji. A jeśli chodzi o miłość, to prawdopodobnie wy-
łącznie sprawa szczęścia...

- Powiem ci to, co chcesz usłyszeć - szepnęła, podnosząc 

oczy i opierając dłonie na jego piersi. - Trzymaj się z dala 
ode mnie z tymi bezczelnymi sztuczkami.

Mówiąc to, odepchnęła go od siebie.
Poczuł się, jakby oblała go zimną wodą. Był taki pewien, 

że ją zdobył. Widział przecież wyraźne sygnały... A może 
tylko chciał je dostrzec i oszukiwał samego siebie?

-

W którym  miejscu popełniłem błąd? - spytał, starając 
się opanować drżenie.

-

Spytaj   raczej,   gdzie   go   nie   popełniłeś.   -   Wygładziła 
ubranie. - Myślałeś wyłącznie o seksie. Zachowywałeś 
się,   jakby   zaproszenie   do   sypialni   było   dla   kobiety 
największym darem niebios.

-1 co? - Prawdę mówiąc, nie mógł przestać myśleć o tym, 

jak by to było, gdyby znalazł się tam z nią...

- Wszystko w porządku, jeśli masz ochotę na seks. Ale 

jeśli chcesz, żeby kobieta nie myślała o tobie wyłącznie jako 
o gorącym samcu, musisz zmienić swoje metody.

Jak zafascynowany przyglądał się, jak przesuwa dłonią 

po spodniach, rozprostowując niewidoczne zagniecenia.

-

Uważasz, że jestem gorący? 
Spojrzała na niego z przyganą.

-

Moim   zdaniem   poza   seksem   niczego   w   tobie   nie   ma. 
Poruszył się niespokojnie.

- Myślisz, że nie powinienem patrzeć na kobiety, jakbym 

chciał zabrać je do łóżka? W takim razie co mam im

background image

zaoferować? - Uśmiechnął się w duchu. Czy to nie kpina, 
żeby pouczała go w sprawach, na których znał się lepiej niż 
ktokolwiek inny?

-

Siebie.

-

Siebie? - Zmarszczył  brwi. Przecież zawsze oferował 
siebie. Swój czas, koneksje, pieniądze...

-

Tak. Hej, słuchasz mnie? - Podeszła bliżej i kostkami 
palców stuknęła go w głowę, po czym szybko cofnęła 
rękę, jakby zdała sobie sprawę, że się zapomniała. - Co 
masz do zaproponowania poza seksem?

-

Może gorący seks? - Uśmiechnął się. Patrzyła na niego 
niechętnym wzrokiem.

-

A poza gorącym seksem?
- A niby co jeszcze można zaproponować? - Boże, jak 

bardzo chciał ją przekonać, że seks jest najważniejszy. Jak 
wspaniałe jest uczucie, gdy dwa ciała poruszają się w rytmie 
życia.

Pokręciła głową z niedowierzaniem.

- W takim razie może ty mi powiesz, czego oczekujesz 

po   poważnym   związku,   czego   nie   znajdujesz   w   tych 
powierzchownych romansach, w które wdajesz się na prawo 
i lewo.
Znowu się uśmiechnął. Łatwo było ją wyprowadzić z 
równowagi, a tak pięknie wyglądała, gdy była wściekła. 
Wzruszył ramionami.

- Chyba  szukam  kogoś,  z  kim  mógłbym  porozmawiać. 

Zaprzyjaźnić się. Kogoś, kto byłby moim kumplem.

Przygryzła wargę.

- Co w takim razie powinieneś przede wszystkim za

background image

oferować  kobiecie, gdy ją poznasz? Poza jakimś komple-
mentem w dobrym guście.

- Rozumiem, że nie chodzi o seks?

Poderwała się jak oparzona i ruszyła w stronę drzwi.

- Słuchaj,   Calahan.   Kiedy   zaczniesz   zachowywać   się 

poważnie i przestaniesz marnować mój czas...

Podszedł szybko i przytrzymał drzwi.

- No   już...   Przepraszam   -   powiedział.   -   Po   prostu   nie-

zręcznie mi o tym rozmawiać.

Przymknął powieki, próbując przypomnieć sobie kobiety, 

które przechodziły przez jego życie, biorąc, co tylko chciały.

- Myślę, że pragnąłbym jej zaoferować coś, co mogłoby 

nas łączyć. - Zawahał się, obserwując jej reakcję.

Jess miała minę, jakby w myślach liczyła do dziesięciu. 

W końcu podniosła spojrzenie.

- Czyli powiedziałbyś na przykład, że... ? Spojrzał w jej 
szmaragdowe oczy.

- Cześć,   jestem  Alex.  Chyba  widziałem   cię  wczoraj  w 

operze.

Uśmiechnęła   się   słodko,   sprawiając,   że   krew   zawrzała 

mu w żyłach.

-

Och   tak,   pamiętam.   Jesteś   tym   irytującym   facetem   z 
trzeciego rzędu, któremu wciąż dzwoniła komórka?

-

Nie.   Jestem   mężczyzną,   który   siedział   dwa   rzędy   za 
tobą i nie był w stanie oglądać przedstawienia... - pod-
szedł bliżej - bo nie mógł oderwać oczu od ciebie.

Jess uniosła brwi.

background image

- Znów   bajerujesz   jak   facet,   który   szuka   panienki   do 

łóżka.
- To odnosi skutek. Wsparła 
dłonie na biodrach.

-

Albo zaczniesz mnie słuchać, albo się zastanowię, czy 
powinnam tracić czas i wysłuchiwać tych twoich...

-

No   dobrze.   Nie   będę   przesadzał   z   komplementami. 
-Odsunął   się   trochę.   Najwyraźniej   jego   repertuar   nie 
przypadł jej do gustu. - Co teraz?

-

Teraz przejdziemy się i sprawdzimy, czy starasz się za-
proponować seks każdej nieszczęsnej kobiecie - rzuciła 
chłodno.

- Uważasz, że jest w tym coś złego?

- Co specjalnego miałbyś do zaoferowania kobiecie swo-

ich marzeń, jeśli jesteś chodzącą reklamą seksu? - spytała, 
wydymając wargi. - Będziesz zdradzał ją z każdą mijaną ko-
bietą. Jaką miałaby szansę, że pozostaniesz jej wierny?
- Jednak namiętny samotny kawaler...

- Ktoś może być samotny z konieczności, a inny pozo-

staje samotnym na własne życzenie.

Boże,   czy   kobiety   naprawdę   na   wszystko   mają   jakieś 

regułki? - zastanowił się, marszcząc czoło.
- A jaka jest różnica?

- Można   być   osobą   samotną,   której   jednak   zależy   na 

miłości i poważnym związku, albo też zdecydować się na 
pozostanie samotnym  mężczyzną, którego interesuje tylko 
przygodny seks.
- Oho! Zaczerwieniłaś się.

background image

Jej wzrok był lodowaty.

-

Jest mi gorąco.

-

Mnie również.

-

Wydaje mi się, że powinniśmy ustalić pewne zasady. - 
Jess odgarnęła z twarzy pasmo włosów. - Gorące spoj-
rzenia   i   uwagi   o   seksualnym   zabarwieniu   zachowasz 
dla swoich kobiet. Ja nie chcę mieć z tym do czynienia. 
Stoi?

Uniósł dłonie w obronnym geście.

- W porządku. Żadnych erotycznych wątków. 
Uśmiechnęła się z wyraźną satysfakcją.

-

No   to   teraz   zobaczymy,   jak   się   zachowujesz   wobec 
swoich pracownic - powiedziała.

-

To musi poczekać. Mam umówione spotkanie. - Kiedy 
otwierał drzwi, dostrzegł, że przez twarz Jess przeleciał 
cień. - Zabieram cię ze sobą.

-

A czy to ma coś wspólnego z twoją pracą? - 

spytała.

Spojrzał na nią zdumiony. Dlaczego tak jej zależy, żeby 

spędzać   z   nim   czas   akurat   w   pracy?   To   chyba   niezbyt 
właściwe miejsce, żeby myśleć o romansach?

Poprawił krawat i obciągnął marynarkę. Myślał o celu ich 

podróży.   Tam   wreszcie   będzie   mógł   sprawdzić,   czy   Jess 
rzeczywiście jest tak odporna na jego urok i tak zasadnicza, 
jaką udaje.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

- Jakieś uwagi?

Jess z całej siły przyciskała komórkę do ucha, próbując 

skupić się na słowach Kath.

O tak, miała uwagi. Nie słuchaj swoich przyjaciółek. Nie 

stawiaj   czoła   wrogowi,   jeśli   nie   przygotowałaś   planu 
ucieczki. A przede wszystkim pod żadnym pozorem nie daj 
się   uwikłać   w   sprawy   sercowe   swojego   największego 
nieprzyjaciela.

Rzuciła okiem na Alexandra Calahana, z którym jechała 

na tylnym siedzeniu eleganckiej czarnej limuzyny. Starała 
się   nie   wdychać   zapachu   wytwornej   skórzanej   tapicerki 
zmieszanego   z   oszałamiającym   aromatem   jego   wody 
toaletowej.

Nie   bardzo   rozumiała,   co   się   z   nią   dzieje,   wiedziała 

jednak, że bezpieczniej byłoby spotkać go gdzieś w miejscu 
publicznym, niż siedzieć z nim w zamkniętym biurze, gdzie 
nie sposób było uciec od jego ciała, oczu, ust...

Calahan   był   ulubieńcem   kobiet.   Dobrze   wiedział,   jak 

wykorzystać   swój   wygląd,   uśmiech   i   głęboki   aksamitny 
głos, żeby doprowadzić kobietę do stanu, w jakim wcale nie 
zamierzała się znaleźć.

background image

Mimo wszystko udało mi się jakoś przeżyć, pomyślała, 

gryząc wargę. W każdym razie jasne było, że miłość jest dla 
tego faceta zjawiskiem zupełnie obcym. Potrafił wyłącznie 
uwodzić.

Opuściła wzrok na czerwoną różę, która leżała między 

nimi na siedzeniu.

Ona również nie znała miłości, tyle że nie zamierzała mu 

o tym mówić. W każdym razie nie teraz, gdy wiele zależało 
od   tego,   czy   pozostanie   przy   nim,   próbując   odkryć   jego 
ciemne sprawki. Albo - co byłoby znacznie korzystniejsze - 
usiłując skaptować i odebrać mu jakiegoś dobrego klienta. 
Oczywiście,   gdyby   zdecydowała   się   działać   równie 
nieuczciwie jak jej konkurent...

Doleciał ją słodki zapach kwiatu. Calahan twierdził, że 

zwykle   ma   w   samochodzie   jedną   różę...   Wcale   nie   była 
pewna,   czy   mówił   serio.   Patrzył   na   nią   bowiem   w   tym 
momencie tak, że mógł to być równie dobrze komplement 
pod   jej   adresem,   jak   informacja   o   jego   uwodzicielskich 
podbojach.

Limuzyna była wielka i bardzo luksusowa. Nawet jazda 

w   niej   wydawała   się   nieetyczna.   Prawdę   mówiąc,   gdyby 
auto należało do niej, z pewnością pogodziłaby się z tym 
bez oporu, jednak Calahana nienawidziła za to, że afiszował 
się ze swoim bogactwem, wielkopańskim stylem życia oraz 
irytująco dobrą prezencją.
- Jess? - Głos Kath zaświdrował jej w uchu.

- Wszystko w porządku - powiedziała rzeczowym tonem. 

- Dziękuję, że dzwonisz. - Zawahała się. Nie by

background image

ło nic, co mogłaby przekazać przyjaciółce. - Na razie nie. 
Mam pełne ręce roboty.

-

Zadzwoń,   jak   tylko   czegoś   się   dowiesz   -   poprosiła 
Kath, kończąc rozmowę.

-

Jasne - powiedziała do milczącego telefonu. Chyba jest 
jakaś szybsza metoda, żeby zdobyć to, na czym jej za-
leżało   i   pozbyć   się   niebezpiecznego   towarzysza. 
Niestety nie miała bladego pojęcia, co by to mogło być.

Spod oka spojrzała na mężczyznę, który siedział obok, na 

jego   wytworny   garnitur   i   niebieski   jedwabny   krawat, 
którego kolor tak idealnie pasował do jego oczu.

Mocniej zacisnęła dłoń na aparacie.

- W tej chwili nie mogę - mruknęła, zniżając głos. - Je-

stem w pracy.

Przekręciła się, żeby odsunąć się bardziej od Calahana.

- Nie, głuptasku - szeptała. - Później, dobrze? - Zrobiła 

przerwę, jakby czekała na odpowiedź. - Kocham cię. Pa.

Wyłączyła   komórkę   i   z   uśmiechem   odchyliła   się   na 

oparcie. Jeśli wcześniej miał jakieś wątpliwości, teraz chyba 
dała mu jasno do zrozumienia, że nie dla wszystkich jest 
nieosiągalna.
- Chłopak?

Z obojętną miną założyła nogę na nogę.

-

Może.

-

Chcesz powiedzieć, że to nie mój interes?

- Właśnie. - Podniosła  różę  i  delikatnie  głaskała  płatki 

kwiatu. Poczuła się bezpieczniej i uznała, że może wrócić

background image

do swojego zadania. - Chciałabym móc powiedzieć, że je-
stem pod wrażeniem twojej limuzyny i tej róży...
- Ale nie możesz, tak? Dlaczego?

Wzruszyła ramionami, ucieszona, że tak łatwo wpadł w 

pułapkę. Miała nadzieję, że atakując go, przestanie myśleć
o zdradzieckiej reakcji swoich zmysłów na jego bliskość.

-

Przede wszystkim  dlatego,  że służą ci  najzwyczajniej 
po to, by pochwalić się bogactwem i umiejętnościami w 
sztuce uwodzenia.

-

Bogactwem rzeczywiście. Taki samochód istotnie może 
dawać do zrozumienia, że jestem zamożny i odniosłem 
sukces...

- To samo należałoby powiedzieć o twoim gabinecie

1 stroju. Na Boga, wszystko wokół ciebie mówi o twoich 
pieniądzach.   -   Impulsywnie   odwróciła   się   w   jego   stronę. 
Uniosła jedną brew z miną, którą podkreślała swoją dez-
aprobatę.

- Ale o róży nie sposób powiedzieć, że ma coś wspólnego 

z umiejętnością uwodzenia. Róża... - wyjął kwiat z jej ręki - 
jest po prostu romantyczna.

Może nawet miał rację, ale nie zamierzała ustąpić. Ani 

jemu,   ani   swojemu   sercu,   które   niespokojnie   biło   w   jej 
piersi. Nerwowo przełknęła ślinę.

- Nie poznałbyś, że coś jest romantyczne, nawet gdyby ci 

to podtykano pod nos. - Przekręciła się na siedzeniu, żeby 
widzieć jego twarz. - Przecież to nie ty ją zerwałeś. To nie 
jest spontaniczne działanie, które miałoby przekonać kobie-
tę o twoim uczuciu, tylko zaplanowana manipulacja.

background image

Wyrwała mu kwiat i zamachała nim, jakby chciała mu 

pogrozić.

-

Jesteś leniwy - rzuciła oskarżycielsko. - Jak większość 
takich   flirciarzy.   Popadacie   w   rutynę   i   traktujecie 
kobietę   jak   zdobycz   czy   cel,   a   nie   osobę,   która   ma 
uczucia   i   pragnie   być   zdobywana   przez   mężczyznę, 
który zdołałby poruszyć   jej  serce  i  sprawić,  że życie 
stanie się więcej warte.

-

Nie jestem pewien, czy to co słyszę, to romantyzm... 
czy raczej cynizm?

Zmarszczyła   brwi.   Zdaje   się,   że   powiedziała   za   dużo. 

Znowu...

Ze wzruszeniem ramion odwróciła się do okna. Wjechali 

właśnie do portu jachtowego.

- Rozum   to,   jak   chcesz.   Uważam   jednak,   że   zrobiłbyś 

mądrzej, przyznając, że w gruncie rzeczy wcale nie chcesz 
zmieniać swojego postępowania.

Zapatrzyła się na zacumowane w porcie jachty. Nie mo-

gła przestać myśleć o tym, jak działa na nią bliskość Cala-
hana, jak trudno jej przy nim swobodnie oddychać...

- Ja naprawdę staram się, jak mogę. A ty? - Głos Cala-

hana był cichy i łagodny. - Bo to, co mówisz, brzmi, jakbyś 
odnosiła się do własnych doświadczeń.

Energicznie pokręciła głową. Mylił się, jeżeli sądził, że ją 

zmusi   do   wyjaśnienia,   skąd   wziął   się   ten   nagły   wybuch 
gniewu. W żadnym razie nie opowie, jak Dean wpłynął na 
jej życie.

Calahan był ostatnim mężczyzną na ziemi, któremu by to 

zdradziła.

background image

Jess siedziała przy burcie motorówki, wdychając świeże 

morskie powietrze.
- To tu masz spotkanie? - spytała.

Luksusowy   jacht,   do   którego   podpłynęli,   miał   co   naj-

mniej trzydzieści metrów długości. Połyskliwy biały kadłub 
piętrzył się ponad nimi jak wielka ściana.

Serce   podeszło   jej   do   gardła.   Wzięła   głęboki   oddech, 

próbując się uspokoić.

Miała nadzieję, że przynajmniej z tej wyprawy wyjdzie 

coś pożytecznego. Może człowiek, z którym miał się spot-
kać, szuka właśnie firmy, która zaproponuje mu jakiś nowy 
pomysł marketingowy...

W myślach  zacisnęła kciuki. Byłoby wspaniale, gdyby 

udało się zdobyć  coś, co  pozwoli  Kath wyprowadzić  ich 
agencję na właściwą drogę. Potem ze spokojnym sumieniem 
będzie mogła opuścić jacht i oddalić się od Calahana.

W interesach wszystkie chwyty są dozwolone.

Alex  rzucił linę stewardowi, który stał na pomoście na 

rufie jachtu.

Kiedy po wejściu na pokład odsunął się i przepuścił ją 

przodem,   przemknęło   jej   przez   myśl,   że   zupełnie 
niepotrzebnie przypomniał sobie o dobrych manierach. Nie 
chciała   od   niego   uprzejmości   ani   żadnych   względów. 
Pragnęła wyłącznie sprawiedliwości.

Gorzko pożałujesz dnia, w którym  zadarłeś z moją ro-

dziną, obiecała mu w duchu.

Podniosła wzrok na Calahana i zacisnęła zęby. Zdaje się, 

że nieźle się bawi, pomyślała ze złością, widząc jego

background image

uśmiech. Zdawał sobie sprawę, że ciekawi ją, do kogo na-
leży jacht i specjalnie się z nią drażnił.

Salon, do którego ją wprowadził, był  wprost niewiary-

godnie luksusowy. Na podłodze leżał puszysty dywan, w ro-
gu stał fortepian, a z wielkich okien, wychodzących na obie 
burty, roztaczały się zachwycające widoki na zatokę.

Kilku mężczyzn i tęga kobieta stali w szeregu po jednej 

stronie pokoju tuż za ustawionymi  w pobliżu baru klubo-
wymi fotelami.

- Cieszę się, że tu jestem. - Calahan opadł na miękkie 

siedzenie.   -   Może   najpierw   wypijemy   drinka?   A   potem 
weźmiemy się do pracy.

Steward skłonił się i podszedł do baru. Pozostali nadal 

stali bez ruchu.

- Na co masz ochotę? - zwrócił się Calahan do Jess. 
Przeniosła spojrzenie ze stojących bez ruchu osób na

Aleksa. Rozpaczliwie próbowała zebrać myśli, starając się 
pojąć znaczenie jego zażyłości z załogą jachtu.

- Przede wszystkim chciałabym się dowiedzieć, co tu się 

dzieje. Z kim masz się tu spotkać?

Calahan wskazał dłonią zebranych ludzi.

Na miłość boską! Kto wybrałby się w taką podróż tylko 

po to, żeby zobaczyć się z czyimś personelem? Podniosła 
gwałtownie głowę, gdy wreszcie dotarło do niej, co miał na 
myśli.

- To twój jacht - krzyknęła, czując, że serce w niej za-

miera.

Przytaknął, uśmiechając się szeroko.

background image

-

Przyciągnąłeś mnie aż tutaj, żeby pochwalić się swoją 
wielką łodzią? - Jej mordęga, nadzieja na odegranie się 
na potężnym konkurencie i marzenia o podebraniu mu 
dobrego klienta okazały się złudne.

-

Nie wszystko robię z myślą o tobie. Przyjechałem tu, 
żeby wydać dyspozycje dotyczące sobotniego przyjęcia.

-

Chodzi o interesy?

-

Też, lecz również o przyjemność.

Kiwnęła głową. Kath z pewnością zgodziłaby się wziąć 

na   siebie   rolę   muchy   na   ścianie,   żeby   móc   wejść   na   to 
przyjęcie.

- Czy moglibyśmy na chwilę zostać sami z panną Thom-

pson? - Jego głos był miękki, głęboki i jak na jej gust zbyt 
seksowny. - Dziękuję.

Jess przyglądała się, jak służący opuszczają salon. Ucisk 

w piersi utrudniał jej oddychanie. Przecież to absurdalne! 
Uciekła z biura, w którym pracowały setki ludzi, żeby zna-
leźć się pośrodku zatoki, na jachcie,  gdzie było  zaledwie 
pięć osób załogi.

Rozejrzała się wokół. Musiała wymyślić coś, czym mo-

głaby   go   wkurzyć...   Cokolwiek,   żeby   z   jego   spojrzenia 
zniknął ten niepokojący błysk.

- Przepraszam   za   wyciąganie   pochopnych   wniosków 

-powiedziała, składając  ręce.  Przestronny salon nagle  wy-
dawał  się zmniejszać, jej płuca były  ściśnięte, w żołądku 
czuła dziwne łaskotanie. - Powiedz mi, czy przywozisz tu 
swoje dziewczyny?

Skinął głową potakująco i odebrał drinka od stewarda.

background image

-

Nie   pomyśl   tylko,   że   nie   doceniam   twojego   gestu. 
-Także   wzięła   swojego   drinka,   nie   zastanawiając   się 
nawet,   co   jest   w   szklance.   Wypiła   duży   haust   i   na 
chwilę straciła oddech. Nie przestawaj mówić, nakazała 
sobie w duchu. - Jestem przekonana, że tak samo jak na 
mnie, na twoich kobietach ogromne wrażenie robi twój 
majątek   i   wystawny   styl   życia...   szkoda,   że   to   tylko 
rekompensata.

-

Za co?

-

Skąd mam wiedzieć? - Uniosła brwi i podeszła do okna. 
- Chociaż mogłabym się założyć, że starasz się w ten 
sposób ukryć jakieś braki osobowości.

Zerwał się na nogi.

- Co takiego?

Odwróciła się twarzą do niego.

- Nie masz nic do zaoferowania poza pieniędzmi i pozy-

cją społeczną. To oczywiście wystarczy, gdy chodzi o krót-
kotrwałe   romanse,   ale   nie   wtedy,   gdy   przychodzi   do   po-
ważnego związku.

Stał bez słowa, patrząc na nią uważnie.

-

Dlatego   właśnie   nie   możesz   zatrzymać   kobiety   i   tak 
szybko je zmieniasz. Dlatego też zamiast pomyśleć o 
uczuciu,   musisz   uciekać   się   do   wywiadów   w 
czasopismach, żeby znaleźć żonę.

-

Naprawdę? - warknął, podchodząc bliżej. - Co daje ci 
prawo... ?

Uśmiechnęła się szeroko, ignorując niebezpieczeństwo. 
-Ty.

Zatrzymał się gwałtownie i przeczesał palcami włosy.

background image

- Jak to ja?

- Przecież sam utrzymujesz, że to z twojej winy wszyst-

kie związki są płytkie i bez znaczenia.
- A gdybym poważnie potraktował jakąś kobietę... ?

Patrzyła na niego zdumiona. Na miłość boską! Czyżby 

rozmawiała z idiotą? Czy możliwe, że naprawdę tego nie 
rozumie?

Podeszła bliżej i stuknęła go palcem w pierś.

- Powinieneś ją uwodzić. Nie za pomocą jachtów, limu-

zyn i szastania pieniędzmi. Musisz spędzać z nią czas, roz-
mawiać, chodzić na długie spacery i spokojne kolacje, bez 
wymyślnych   rekwizytów.   Ważne   jest,   żebyś   dzielił   z   nią 
tyle, ile tylko możesz.
-1 to wszystko?

- Nie. Do diabła, Calahan! Czy ty nigdy nie dopuściłeś 

żadnej kobiety do swoich spraw? Nie zabrałeś do domu na 
romantyczną kolację? Nie przedstawiłeś rodzicom? Nie po-
kazałeś, że w twoim życiu jest dla niej miejsce i że jest ci 
potrzebna?

Jego wargi rozciągnęły się w uśmiechu.

- Widzę, że jesteś romantyczna.

Pokręciła głową, czując, że jeszcze chwila, a serce wy-

skoczy jej z piersi.

-

Nie mówimy o mnie. Calahan 
oparł się o fotel.

-

Ale jesteś kobietą, więc chyba wiesz, o czym mówisz.

-

O rety, dzięki.

-

No to chyba już rozumiem. - Calahan zatarł ręce.

background image

Spojrzała   na   niego   niepewnie,   czując,   że   robi   jej   się 

zimno. Czy to znaczy, że nie będzie jej już potrzebował? 
Boże, przecież jeszcze nie zdobyłam tego, co zamierzałam, 
pomyślała przerażona.

Tylko jak po tym, co mu nagadała, ma go przekonać, że 

powinna przy nim zostać?

Chociaż, czy na pewno tego chciała?

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Ten   wydatek   bez   wątpienia   bardzo   mu   się   opłacił. 

Dziewczyna   okazała   się   niesamowita,   chociaż   też 
niewiarygodnie   irytująca.   Od   lat   nie   spędził   tak 
przyjemnych chwil.

Może tylko trochę za bardzo dał się ponieść emocjom, 

zbyt na nią naciskał, ale efekt mówił sam za siebie. Przez 
ostatnie pięć minut dowiedział się o niej więcej niż w ciągu 
całej godziny.

Już wcześniej dostrzegł, że była inna od wszystkich jego 

przyjaciółek i jego wysiłki, by za pomocą limuzyny i jachtu 
osłabić jej opory, okazały się daremne.

Machinalnie pogładził się po brodzie. Kobiety, z którymi 

spotykał się do tej pory, jakoś nie miały nic przeciwko jego 
majątkowi... Ale też żadna z nich nie była tą, której szukał.

Wiedział, że w jego postępowaniu tkwi jakiś błąd, któ-

rego nie potrafił uchwycić. Jednak czy Jess rzeczywiście ma 
rację?   Czy   dlatego   jego   związki   z   kobietami   były   takie 
powierzchowne, bo tylko to im oferował?

Niemożliwe, żeby to było takie proste.
Zresztą... To przecież nie jego wina, że wszystko, co

background image

miał, było takie imponujące i robiło wrażenie na kobietach, 
które go pociągały.

Spuścił   wzrok   na   swoje   dłonie,   czując,   jak   ogarnia   go 

smutek. Zdaje się, że niepotrzebnie jej przerwałem, pomyślał 
z   żalem.   Gdyby   pozwolił   jej   mówić   dalej,   mógłby   się 
dowiedzieć   znacznie   więcej.   Tyle   że   każdą   jej   uwagę 
odbierał jak cios w serce.

Podniósł wzrok na Jess, która wciąż stała przy oknie. Po-

czuł zażenowanie, gdy napotkał jej szacujące spojrzenie.

O czym myślała?

Niespokojnie przestąpił  z nogi  na nogę.  Może zastana-

wiała się, jak mu powiedzieć, że jest płytkim człowiekiem? 
Albo nad kolejną kąśliwą uwagą?

- Mam wrażenie, że mogłabym ci jeszcze trochę pomóc - 

odezwała się. Jej głos był słodki jak miód.

Założył ręce na piersiach, szykując się do odparcia ataku. 

Ta słodycz wydała mu się podejrzana. Co ona kombinuje?

-

Tak sądzisz? - spytał  ostrożnie. A jeśli uznała, że on 
także mógłby jej pomóc? Z pewnością przydałoby jej 
się jakieś lekarstwo, żeby poradzić sobie z awersją do 
mężczyzn...

-

Bez wątpienia - odparła stanowczo. - Nie ma powodu, 
żeby teraz przerywać. Możemy się zastanowić nad róż-
nymi   scenariuszami   randek,   przećwiczyć   twoje 
rozmowy z partnerką... Podpowiem ci, co zrobić, żeby 
to brzmiało szczerze.

Kiwnął głową, czując dreszcz podniecenia. Najwyraźniej 

Jess pomyślała, że już nie będzie chciał korzystać z jej

background image

pomocy. Nawet do głowy jej nie przyszło, że jej potrzebu-
je... to znaczy jej porad... wręcz rozpaczliwie.

-

Chyba masz rację - rzucił od niechcenia, choć jego ciało 
ogarnął płomień.

-

Skoro już tu jestem... Nie zaszkodzi chyba, jeśli zostanę 
z tobą jeszcze kilka godzin? - mówiła z przejęciem. - 
Wydaje mi się, że będę w stanie ci pomóc. Zresztą i tak 
zamierzałam poświęcić ci cały dzień...

-

Bardzo miło z twojej strony - zakpił. Opuścił głowę, 
żeby ukryć uśmiech. Zastanawiał się, o co jej chodzi. 
Może   potrzebuje   pieniędzy?   Albo   jej   również 
spodobało się takie wyzwanie. - Tylko nie chciałbym ci 
sprawiać kłopotu.

-

To żaden kłopot. - Posłała mu sztywny uśmiech. -Dla 
mnie to niezła próba charakteru.

No tak, pomyślał. Jasne. Usiadł w fotelu, odchylił się na 

oparcie i przymknął oczy. On też może potraktować to jako 
próbę...   Sprawdzi,   czy   uda   mu   się   pomóc   Jess   w   życiu 
uczuciowym w takim samym stopniu, w jakim ona pomoże 
jemu.

Poczuł   rozdrażnienie   na   myśl   o   tym,   że   Jess   mogłaby 

mieć   chłopaka.   Wciąż   nie   umiał   zapomnieć   o   rozmowie, 
jaką   prowadziła,   gdy   jechali   w   stronę   portu.   Tylko   czy 
dziewczyna   pracująca   dla   ruchu   Kobiety   przeciw   Donżu-
anom mogła się związać z mężczyzną?

Podejrzewał, że był  to wybieg,  aby trzymać go na dy-

stans. Jednak musiał mieć całkowitą pewność. No bo jaki 
sens próbować jej pomóc, jeśli tego nie potrzebowa

background image

ła? Albo, co gorsza, jeżeli w domu ma mężczyznę, który 
wręcz potęguje jej gorycz?

Mimowolnie   zacisnął   pięści.   Jess   zasługiwała   na   coś 

lepszego.   W   jej   życiu   powinien   pojawić   się   mężczyzna, 
który ją będzie kochał. Tak jak on zaplanował, że pojawi się 
w życiu Natashy Bradford-Jones.

Natasha była piękna, utalentowana i miała klasę. Uznał, 

że jest dla niego stworzona i dlatego postanowił, że zostanie 
jego żoną.

Od chwili, gdy ogłosiła swoje zaręczyny z Carlem Tan-

nersonem, nie mógł przestać o niej myśleć. Byli razem na 
studiach i z pewnością zaczęliby się spotykać, gdyby nie to, 
że jego były kumpel sprzątnął mu ją sprzed nosa...

Natasha uosabiała wszystko, czego mężczyzna oczekiwał 

od żony.

Kiedy w zeszłym miesiącu zerwała zaręczyny z trzecim 

już   od   czasów   Carla   narzeczonym,  Alex  nagle   dostrzegł 
swoją szansę. Teraz wreszcie mogła należeć do niego. Jed-
nak bał się, że ją straci, jeżeli będzie się zachowywał jak 
niepoprawny   donżuan.   Musiał   mieć   pewność,   że   ją   zdo-
będzie. I właśnie Jess mogła mu to zagwarantować.

Uwodzenie Natashy jawiło mu się jak piękna romantycz-

na muzyka. Szczere uczucie, wystawne kolacje, spacery...

Będzie się musiał zorientować, jakie są ich wspólne za-

interesowania, zastanowić, co może jej zaoferować. Z po-
mocą Jess zdoła nad tym zapanować... Tak jak panował nad 
innymi dziedzinami swojego życia.

Jess... Uniósł powieki i zmierzył spojrzeniem swoją na

background image

uczycielkę.   Ktokolwiek   ją   tak   wkurzył,   wyświadczył   mu 
ogromną przysługę. W tym momencie przyda mu się każda 
uwaga   krytyczna.   Musiał   konsekwentnie   dążyć   do   celu, 
wykorzystując   wszystko,   co   możliwe,   żeby   przekonać   do 
siebie tę jedną jedyną kobietę.

-

No to zaczynamy.  - Nacisnął  dzwonek przy fotelu. - 
Postanowiliśmy   z   panną   Thompson   zostać   na   lunchu 
-zwrócił   się   do   stewarda,   który   stanął   w   drzwiach.   - 
Możesz wszystko przygotować, John?

-

Zostać tutaj? - W głosie Jess dało się słyszeć napięcie.

-

Tak.   -   Podszedł   do   okna   i   zapatrzył   się   na   zatokę. 
Przyszło mu do głowy, że mógłby pozbyć się swojej za-
łogi, podnieść kotwicę i wypłynąć na pełne morze. Wte-
dy naprawdę byliby sami. - To chyba idealne miejsce do 
nauki?

Uśmiechnął   się   uspokajająco,   gdy   pokręciła   niepewnie 

głową. Z pewnością nie podejrzewała, co wymyślił... Prawdę 
mówiąc,   sam   nie   bardzo   rozumiał,   skąd   się   wzięło   to 
pragnienie, żeby jej pomóc.

Do   tej  pory  podejmował  się  tylko   tych   zadań,  których 

wyniku był całkiem pewien. Nie znosił porażek. Teraz też, 
żeby odnieść sukces, gotów był zrobić wszystko.

Absolutnie wszystko.

Jess nagle  ogarnęła panika. Została nauczycielką  sztuki 

uwodzenia, a jej uczniem miał być  człowiek, którego nie-
nawidziła najbardziej na świecie.

Już samo przebywanie w towarzystwie Calahana wyda

background image

wało się koszmarne, a co dopiero instruowanie go w spra-
wach życia uczuciowego.

Całkiem  łatwo było  mu wygarnąć,  że jest  aroganckim 

playboyem,   ale   uczyć   go,   jak   ma   uwodzić   kobietę...   Po 
diabła się z tym wyrwała?

Przycisnęła dłonie do brzucha i oparła się o szybę. Do-

brze wiedziała, dlaczego...

Pomyślała o błyszczących niebieskich oczach Calahana, 

które zdawały się tyle obiecywać... O jego głębokim aksa-
mitnym głosie... O silnych dłoniach...

Poczuła, że robi się jej gorąco. Jego dotyk był taki przy-

jemny. ..

-

Nie   mogę   tu   zostać   -   powiedziała   pospiesznie,   trzy-
mając rękę na żołądku.

-

Źle się czujesz? - Calahan natychmiast znalazł się przy 
niej.

Pokręciła   głową.   Zamiast   skupiać   się   na   wadach, 

zwracam   uwagę   wyłącznie   na   jego   zalety,   pomyślała 
zażenowana.

Przecież  to  człowiek,   który  zrujnował   jej   rodzinę.   Za-

służył na wszystko, co najgorsze - tortury, ból, cierpienie. 
Nieważne są jego ładne oczy, ani to, jak się czuła, gdy się 
do niej uśmiechał.
- Chcę zejść na ląd - wybuchnęła.

- Przeszkadza ci kołysanie jachtu? - spytał, kładąc rękę na 

jej   ramieniu.   -   John,   przynieś   pannie   Thompson   wody   i 
może jakieś herbatniki.

Ciepło jego dłoni zdawało się rozchodzić po całym jej 

ciele. I jak miała sobie z tym poradzić?

background image

Zesztywniała,  próbując się opanować.  Czemu jej zdra-

dzieckie ciało nie reagowało zgodnie z jej odczuciami i nie 
chciało pamiętać,  kim on jest?  Czy świadomość tego, co 
zrobił i przeświadczenie o tym, co ona powinna teraz zro-
bić, żeby mu odpłacić, nie były dostatecznie silne?

- Moja mama też tak reagowała na huśtanie - powiedział 

Alex.  Jego głos brzmiał ciepło i łagodnie. - Czasami była 
naprawdę chora...

Choroba morska? Dobrze by było. Ale jacht był ogrom-

ny, a ruch wody w zatoce prawie niezauważalny. Widywała 
większe   fale,   gdy   łowiła   ryby   z   łódki   wielkości   puszki 
sardynek.

Calahan delikatnie głaskał ją po ramieniu, co pogłębiło 

jej niepokój.

Podniosła   rękę,   powstrzymując   stewarda   przed   wyko-

naniem prośby Aleksa. Na myśl  o tym,  że miałaby zjeść 
cokolwiek - choćby tylko herbatniki - kiedy on będzie na 
nią   patrzył   tymi   zmysłowymi   niebieskimi   oczami,   znów 
poczuła nieprzyjemne łaskotanie w żołądku.
- Czy moglibyśmy po prostu wrócić do biura?

- Jasne.   -   Calahan   zabrał   rękę   i   machinalnie   poprawił 

krawat. - Oczywiście. Nie zdawałem sobie sprawy...

Podniosła głowę.

- Będę się tam czuła swobodniej. - Z pewnością też ła-

twiej będzie opanować niepokój, jaki ją trawił.

W   dodatku   w   biurze   zdoła   znaleźć   dla   siebie   jakiś 

smaczny kąsek. Jeśli nie dowie się niczego  od Calahana, 
poszuka kogoś, kto jej w tym pomoże.

background image

Alex kiwnął głową.

- Muszę jeszcze porozmawiać z załogą o sobocie. Zajmie 

mi to tylko kilka minut. Może lepiej ci będzie na świeżym 
powietrzu? - zaproponował, patrząc na nią z niepokojem.

No właśnie, pomyślała. Przecież spokojnie mógłby wy-

dać wszystkie instrukcje dotyczące przyjęcia przez telefon, 
ale   nie...   Za   wszelką   cenę   próbował   jej   zaimponować. 
Chyba  faktycznie  chciał  się zmienić, ale czy w tym  celu 
musiał wpakować ją do limuzyny i wieźć na jacht?

Wyszła na zalany słońcem pokład, w zadumie przygry-

zając wargę. Czy naprawdę sądził, że nie ma nic innego, co 
mógłby zaoferować kobiecie?

Stanęła przy relingu i zapatrzyła się na łodzie. To smut-

ne, że nie udało mu się stworzyć prawdziwego związku.

Kath   chyba   nie   miała   racji,   twierdząc,   że   to   całe   po-

szukiwanie   narzeczonej   jest   wyłącznie   chwytem   rekla-
mowym. Wszystko, co Calahan robił i mówił, świadczyło o 
tym, że naprawdę zamierza się zmienić, choć dość opornie 
przyjmował jej uwagi.

Zresztą,   co   ją   to   obchodzi?   Nie   będzie   mu   przecież 

współczuć.   Tym   bardziej   że   wobec   niej   też   próbował 
stosować   swoje   uwodzicielskie   sztuczki.   Robił   to   z 
drażniącą   pewnością   siebie,   zupełnie   jakby   sądził,   że 
wywrze na niej wrażenie.

Nie   miał   na   to   szans...   Wiedziała   przecież,   że   w 

kobietach   widział   tylko   eleganckie   uzupełnienie   stroju, 
dodatek,   który   wykorzystywał,   żeby   lepiej   wyglądać   i 
dobrze się poczuć.

Odsunęła myśl, że jego dziewczyny również go wyko-

rzystywały, dokładnie w tym samym celu.

background image

Przechyliła się nad barierką, patrząc na niebieskie wody 

zatoki. Trzeba przyznać, że był niesamowity. Tyle że zbyt 
bezczelny.

Uśmiechnęła się do swoich myśli. W tym będzie mogła 

mu   pomóc.   Do   wieczora   Calahan   zrozumie,   że   nie   jest 
pępkiem  świata i dostrzeże, że kobiety to coś więcej  niż 
tylko piękne trofea...

A także to, że jedna z nich wystawi go do wiatru!

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

- Jaki był  najbardziej romantyczny gest, który wykonał 

dla   ciebie   mężczyzna?   -   spytał   Calahan,   gdy   wsiedli   do 
windy, która zdaniem Jess była o wiele za mała i na pewno 
zbyt powolna. - Myślę, że to mogłoby mi pomóc...

I co teraz? - pomyślała z niepokojem. Z pewnością nie 

miała ochoty dzielić się z nim intymnymi  szczegółami ze 
swojego życia. I tak już za bardzo się zdradziła, gdy byli na 
jachcie, może nawet  dała mu do zrozumienia, jak na nią 
działa. W żadnym wypadku nie powinna sobie pozwolić na 
coś takiego. I bez tego był  wystarczająco zarozumiały. A 
poza tym miała go przecież nienawidzić.

Dostrzegła, jak błyszczą jego oczy, a kąciki ust unoszą 

się w zachęcającym uśmiechu.

Gdyby zależało jej na intymności, pozwoliłaby się uwo-

dzić podczas lunchu na tym głupim jachcie.

Spojrzała   na   drzwi   windy,   starając   się   zlekceważyć 

zniewalający zapach jego wody toaletowej. Czuła się nie-
zręcznie, bo od chwili zejścia z jachtu był dla niej uprze-
dzająco grzeczny. Ale co z tego? I tak nie zamierzała się

background image

poddać. Zrobi, co tylko będzie trzeba, żeby spełnić swoje 
zamierzenia.

-

Myślę, że powinniśmy raczej skoncentrować się na tym, 
co ty robisz, zamiast zajmować się mną - powiedziała 
zdecydowanie.

-

Nie uważasz, że to, co działa na ciebie, może też po-
dobać się innym kobietom? Co robi mężczyzna twojego 
życia, żeby cię chwycić za serce?

-

Mężczyzna   mojego   życia?   -   powtórzyła,   marszcząc 
brwi. Co on znowu wymyślił?

-

No... Ten, z którym rozmawiałaś przez telefon. - Patrzył 
na nią, mrużąc oczy. - Domyślam się, że musiał dołożyć 
starań, żeby cię zdobyć. Jesteś piękną kobietą.

Spojrzała  na  niego   nieufnie.   Zaniepokoiło  ją,  że kom-

plement sprawił jej taką przyjemność. O nie! Trzeba zdusić 
tę reakcję w zarodku.

- Zachowaj   komplementy   dla   kogoś,   komu   sprawią 

przyjemność.

Patrzył na nią z uśmiechem.

- Nawet   jeśli   w   przeszłości   jakiś   skończony   idiota   cię 

skrzywdził, jestem pewien, że...

Serce   zaczęło  mocniej   bić  w  piersi,  krew  odpłynęła   z 

twarzy. Czyżby kazał ją sprawdzić? Czy możliwe, że do-
wiedział się, co Dean jej zrobił? Odkrył, czyją jest córką i 
bawił się z nią w kotka i myszkę?

-

Skąd ci to przyszło do głowy? Alex 
wzruszył ramionami.

-

Ta organizacja, do której należysz, nazywa się Kobie

background image

ty przeciw  Donżuanom, prawda?  To chyba  oczywiste,  że 
musiałaś mieć jakieś złe doświadczenia?

Uff! Odetchnęła z ulgą. Na szczęście jej sekret był bez-

pieczny.

- Jednak nie wierzę, że nic nie czujesz, gdy mężczyzna 

mówi ci, jak oszałamiająco piękne są twoje szmaragdowe 
oczy... jak słodko wyglądają twoje usta, które wydają się 
prosić o pocałunki...

Zrobiło jej się gorąco. Jak by to było przytulić się do 

niego   i   poczuć   jego   zmysłowe   usta   na   swoich   wargach? 
Pospiesznie odsunęła te niepokojące myśli.

-

Zapewniam cię, że o nic nie proszą.

-

Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym...

Czuła, że policzki ją palą. Czy naprawdę jej uroda zrobiła 

na nim takie wrażenie, że nie mógł nad sobą zapanować?

-

Aż tak ci zależy na tym, by przyciągnąć uwagę - po-
wiedziała najbardziej lodowatym tonem, na jaki było ją 
stać - że musisz uwodzić każdą kobietę, która znajdzie 
się w pobliżu?

-

Skądże znowu. Chciałem tylko poćwiczyć, tak jak mi 
radziłaś.

Z trudem powstrzymała przekleństwa, które cisnęły się 

jej na usta. Co za bezczelny typ! Jakby nie wystarczyło, że 
musiała wytrzymać z nim przez cały dzień, to jeszcze miała 
znosić jego idiotyczne żarty.

- No to nie rób tego. Zresztą ja próbuję cię nauczyć, że-

byś przestał uwodzić kobiety bez sensu.

background image

- Zgadza się. - Drzwi się rozsunęły i Calahan wyszedł z 

windy. - Ale czy jesteś pewna, że twoje usta o nic nie pro-
szą? - rzucił, po czym odwrócił się i ruszył korytarzem.

Szła   za   nim,   zmuszając   nogi   do   posłuszeństwa.   Żeby 

jeszcze krew nie burzyła się tak w żyłach, pięści trochę się 
rozluźniły, zęby przestały się zaciskać...

Ten facet nie był człowiekiem. To diabeł przysłany, żeby 

ją dręczyć. Ale, na Boga, ona wcale nie musiała okazać się 
aniołem!

W gabinecie czekał na niego Lucas. Po jego minie można 

było poznać, że przedpołudnie nie minęło mu ani w połowie 
tak przyjemnie, jak Aleksowi.
- Co się dzieje? - spytał Calahan.

Lucas bez słowa patrzył ponad ramieniem przyjaciela.

Alex odwrócił się i spojrzał na Jess. Była najbardziej 

intrygującą kobietą na świecie. I jego największym wy-
zwaniem...

- Z pewnością masz ochotę na kawę, Jess - odezwał się, 

próbując zignorować uczucie, jakie budziły w nim jej pew-
ność siebie, oszałamiająca uroda i te błyszczące szmaragdo-
we oczy. - Tu niedaleko jest kuchenka. Trzecie drzwi po le-
wej stronie.

O czym tak rozmyśla? - zastanawiał się, patrząc na nią ze 

zdumieniem. Jeszcze przed chwilą przysięgała, że w ogóle 
nie zwraca na niego uwagi, a teraz sprawia wrażenie, jakby 
nie miała ochoty go zostawiać...

- Jeżeli się zgubisz, poproś panią Samuels. Muszę kilka

background image

minut poświęcić pracy, a potem będziemy mogli znów zająć 
się moją osobą.

Uśmiechnęła się z wyraźnym wysiłkiem.

- Nie mogę się doczekać.

Sarkazm w jej głosie pomógł mu się opamiętać. Trud-

no. .. Trzeba będzie oderwać od niej wzrok i pogodzić się z 
rym,   że   musi   wytrwać   kilka   minut   bez   jej   kąśliwego   ję-
zyczka i przenikliwych oczu.

- Ludzie   z   CG&A   zwlekają   z   podpisaniem   kontraktu 

-powiedział Lucas, gdy drzwi zamknęły się za Jess.

Alex opadł na krzesło.

- W ogóle nie rozumiem tej kobiety.

- Najpierw mówią, że chodzi o jeden punkt, zaraz potem, 

że   o   jakiś   inny.   Obawiam   się,   że   mimo   naszych   zna-
komitych pomysłów na ich kampanię, szukają innego roz-
wiązania.   Jakiejś  tańszej   firmy,   która   nie   naciskałaby  tak 
bardzo na klauzulę lojalności.

Alex podniósł ręce i przeciągnął palcami po włosach.

-

Przez nią kompletnie mąci mi się w głowie. W jednej 
chwili mówi mi, co robię źle, a minutę później wymyśla 
mi, że jestem sobą...

-

Wydaje mi się, że powinniśmy dorzucić jakąś specjalną 
zachętę - ciągnął Lucas.

-

Zachętę, żeby mnie polubiła? -  Alex  zmarszczył brwi. 
Czym jeszcze mógł ją zachęcić? Nie zaimponował jej 
pieniędzmi, limuzyną,  jachtem  ani  pozycją  w świecie 
biznesu, więc  jak, na  Boga,  miał  się przedrzeć  przez 
mur, jakim się otoczyła?

background image

A   tylko   tak   mógł   ją   zmusić,   by   wreszcie   zaczęła   do-

strzegać mężczyzn.

- Mówiłem o bodźcach, które mogłyby zachęcić CG&A 

do podpisania z nami umowy.

-Bodźce...   tak...   -   mruknął  Alex,  zastanawiając   się   nad 

możliwymi rozwiązaniami. Może Jess miała rację w tym, co 
mówiła. Może faktycznie był zbyt płytki. A może niektóre z 
jej rad dałoby się wykorzystać przy niej...

Gdyby je zastosować, żeby obudzić jej serce...

- Właśnie - przytaknął Lucas. - Sobotnie przyjęcie to zna-

komity pomysł... Wszyscy lubią być rozpieszczani. Jednak 
przede wszystkim musimy włożyć więcej pracy w tę kampa-
nię. Dodać coś zaskakującego, jakieś nowatorskie pomysły, 
które porwą ich tak, że będą się bić o ten kontrakt.

Alex podniósł wzrok na przyjaciela.

- Świetny pomysł, Lucas. Każ ludziom siadać do pracy.

- Przesunął papiery na biurku. - Jakieś nowatorskie pomysły. 
..   Coś,   co   sprawi,   że   zacznie   zabiegać   o   mężczyzn...   że 
zrezygnuje z tej lodowej bariery, odtaje. - A najlepiej, gdyby 
odtajała w jego ramionach. Zrobiło mu się gorąco na myśl o 
tym, jak smakowałyby jej usta, jak dobrze byłoby przytulić 
jej miękkie, zmysłowo zaokrąglone ciało, przesunąć po nim 
dłonie.

Otrząsnął się z zamyślenia.

- Muszę   się   o   niej   dowiedzieć   wszystkiego,   co   tylko 

możliwe. Także to, czy w jej życiu jest jakiś mężczyzna.
- Nie chciał popełnić błędu. I w żadnym wypadku nie życzył 
sobie jakiegoś faceta na scenie.

background image

To   wcale   nie   znaczy,   że   mnie   to   obchodzi,   pomyślał, 

starając się stłumić ogarniający go niepokój. Te wszystkie 
informacje   były   mu   potrzebne,   żeby   wykonać   swoje 
zadanie...

Lucas zapisał coś w notesie.

- Zajmę   się   tym.   Chciałbym   tylko   sprawdzić,   czy 

wszystko dobrze rozumiem. Wynająłeś tę dziewczynę, bo 
miała ci  powiedzieć, jakich błędów powinieneś unikać w 
związkach   z   kobietami,   żeby   przestały   cię   traktować   jak 
chodzący portfel.  Więc  dlaczego  teraz  zamierzasz  dowie-
dzieć się wszystkiego o niej? Chcesz się z nią przespać?
- Nie - warknął Alex, porządkując biurko. Lucas 
przygładził brodę.

- Nawet przez chwilę o tym nie pomyślałeś? Cholera, po 

tej królowej lodu mógłbyś zdobyć każdą kobietę.

Alex  się zadumał. Nie sposób było nie zauważyć, że to 

ma sens.

- Natasha byłaby znakomitą partnerką na sobotę - mówił 

Lucas.   -   Wśród   tej   hałastry   z   CG&A   wyglądałbyś   zna-
komicie z taką kobietą u boku. Najpierw jednak musiałbyś 
zakończyć sprawę z Jess.

Alex zacisnął zęby, czując, jak oblewa go fala gorąca.

- Nie. To chyba nie jest dobry pomysł.

-

Jeśli ty nie chcesz podjąć się tego wyzwania... - Lucas 
pochylił  się do przodu, patrząc z napięciem  na przy-
jaciela.

-

Nie - rzucił szorstko, próbując zrozumieć, czemu jego 
ciałem wstrząsnął lodowaty dreszcz. W końcu wzruszył

background image

ramionami. - Ja zajmę się panną Jess Thompson i jej nie-
chęcią do mężczyzn, a ty skoncentruj się na CG&A.

Podszedł do okna i zapatrzył się na panoramę Sydney, 

walcząc z ogarniającym go podnieceniem.

Nie, to nie była kobieta dla niego.

Wybrał już doskonałą partnerkę i nie zamierzał poświęcić 

idealnego życia, jakie planował z Natashą. Za nic w świecie.

To dziwne uczucie, jakie go ogarniało, wynikało po pro-

stu z tego,  że Jess stanowiła wielkie wyzwanie...  Z pew-
nością   nie   miało   nic   wspólnego   z   jej   szmaragdowymi 
oczami, uśmiechem, pasją, jaką słyszał w jej głosie.

Odwrócił się w stronę pokoju.

Lucas stał przy drzwiach. Jego usta rozciągnięte były w 

uśmiechu, w oczach pojawił się błysk, jakby już wyobrażał 
sobie, co zrobiłby z Jess, gdyby dano mu szansę.

- Tylko bądź ostrożny - poradził Aleksowi. - Rozumiesz, 

wzgardzona kobieta może być niebezpieczna.

Alex  kiwnął  głową.   Z  pewnością  była  bardzo  żarliwa. 

Ale jeśli skieruje swoją namiętność w niewłaściwym  kie-
runku. .. Niech Bóg ma w opiece mężczyznę, który stanie na 
jej drodze.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Jess   stała   oparta   plecami   o   drzwi   gabinetu,   próbując 

odzyskać oddech. Chciało jej się wyć.

Dlaczego   nie   mogli   jej   zignorować?   Potraktować   jak 

fragment umeblowania? Gdyby nie zwracali na nią uwagi, 
mogłaby   zdobyć   informacje,   których   potrzebowała,   i 
uwolnić się od Alexandra Calahana.

Po powrocie do domu przygotuję sobie kąpiel w pianie, 

zapalę wszystkie świeczki i jakieś kadzidełko i spróbuję za-
pomnieć o dzisiejszym dniu, obiecała sobie, patrząc w sufit.

To był  zaledwie jeden dzień. Tylko tyle musiała prze-

trwać. Dla Kath, dla siebie i dla swojego ojca.

Kawa...   Potrzebna   jej   była   dawka   kofeiny   i   krótki 

odpoczynek od dręczącego napięcia. Wcale nie musiała tam 
z   nim   siedzieć.   Z   pewnością   nie   tęskniła   za   jego 
towarzystwem,   dociekliwymi   pytaniami   czy   zmysłowymi 
ustami.

Był najbardziej denerwującym dra...

- Jess? Przykro mi, że pan Calahan jest zajęty - odezwała 

się   pani  Samuels  zza   biurka.   -   Przez   kilka   ostatnich   dni 
przygotowywał wszystko, żeby dziś nikt wam nie prze

background image

szkadzał, ale Lucas nie mógł z tym czekać. Masz ochotę na 
filiżankę kawy?

Jess   nie   zdołała   powstrzymać   uśmiechu.   Skoro   Cala-

hanowi tak bardzo zależało na jej radach i poświęcił tyle 
czasu,   żeby   zorganizować   ten   dzień,   ona   również   mogła 
dokończyć swoje zadanie.
- Ogromną!

Starsza kobieta uśmiechnęła się łagodnie.

- Jest bardzo wymagający. Ale za to właśnie tak go lu-

bimy.
- To ktoś go lubi? - wyrwało jej się. Pani 
Samuels zmarszczyła brwi.

-

Pewnie zrobił na tobie złe wrażenie. Bardzo poważnie 
traktuje   interesy.   Wiele   wymaga   od   siebie   i   od 
wszystkich wokół.

-

Czy   to   ostrzeżenie?   -   spytała,   widząc,   że   sekretarka 
podnosi  się   zza  biurka  z   miną,   jakby  chciała   skarcić 
krnąbrną uczennicę.

-

Tak. Bez względu na to, w jakim celu cię tu sprowa-
dzono, będzie od ciebie wymagał najlepszych wyników.

-

Hmm... -  Biedny,  przystojny  Calahan.  Zanim   się  zo-
rientuje,   że   jej   rady,   chociaż   do   bólu   szczere,   to 
wyłącznie   jej   prywatna   opinia,   pewno   nie   zawsze 
słuszna, ona będzie daleko stąd. A w dodatku zabierze 
przynajmniej jednego z jego klientów. A może więcej...

-

Nie bądź dla niego zbyt  surowa. To wszystko  wynik 
jego stosunków z ojcem.

Oby ekspres do kawy nie był zbyt daleko, modliła się

background image

w duchu. Nie miała ochoty słuchać, jak urodzony w czepku 
facet   musiał   cierpieć,   gdy   zmuszono   go,   żeby   poszedł   w 
ślady ojca.

- Rozumiem - mruknęła drwiąco. Pani 
Samuels cmoknęła z dezaprobatą.

- Nic nie rozumiesz. Jego ojciec, odchodząc z inną ko-

bietą, odcisnął na życiu syna trwały ślad.  Alex  postanowił, 
że   do   wszystkiego   dojdzie   samodzielnie   i   dorówna   ojcu 
majątkiem i osiągnięciami. Chyba chciał mu udowodnić, że 
potrafi być niezależny i nic od niego nie potrzebuje.

Jess poczuła, jak w jej gardle rośnie wielka gula. A więc 

dzieciństwo   Calahana   wcale   nie   było   usłane   różami.   Do 
wszystkiego   musiał   dojść   o   własnych   siłach.   No,   ale   to 
przecież niczego nie tłumaczy ani nie zmienia...

Telefon na biurku nagle zadzwonił i sekretarka obejrzała 

się niespokojnie.

- Fred?   -   zawołała   w   stronę   korytarza.   -   Mógłbyś   za-

prowadzić pannę Thompson do kuchenki?

Jess obróciła się na pięcie. Za nią stał wysoki, przystojny 

człowiek   o   modnie   obciętych   jasnobrązowych   włosach. 
Mógł mieć jakieś dwadzieścia kilka lat.

-

Jasne - mruknął, mierząc  ją uważnym  spojrzeniem. - 
Proszę tędy.

-

Pracuje pan tutaj? - spytała.

-

Tak, należę do kierownictwa niższego stopnia. - Wy-
gładził marynarkę, chociaż wyglądała, jakby dopiero ją 
zdjął z wieszaka. - A pani jest...

- Ciekawa, czym się pan zajmuje - wpadła mu w słowo,

background image

patrząc na niego zalotnie. Kath nawet się nie domyśla, ile 
jest jej winna za ten koszmar...

Młody człowiek zatrzymał się przy jakichś drzwiach.

- Tu jest kuchenka.

- Na imię mam Jess - powiedziała miękko, podając mu 

rękę. - Jestem konsultantką pana Calahana.
- Naprawdę? W jakiej sprawie?

Z uśmiechem oparła się o drzwi.

- Nie mam prawa o tym mówić, ale jeśli wymieni pan 

właściwe nazwisko, mogę przytaknąć.
- Chodzi o firmę Taylors?

Serce zabiło jej mocniej. A więc postanowił przystąpić 

do zabawy... Wiedziała, że Taylors szukali przedstawicieli 
reklamowych. Byli firmą zabiegającą o pozycję na rynku. 
Kath umówiła się już z ich pracownikiem, żeby przedstawić 
projekt kampanii reklamowej dla ich najnowszego produktu.
- Sawtell i Collins? Bramton? Cowly?

Patrzyła obojętnie na chłopaka, powstrzymując uśmiech. 

O   to   właśnie   chodziło.   Wymieniał   nazwy   firm,   które 
szukały agencji reklamowych.

- Nie? - Fred zmarszczył czoło. Po chwili jego twarz się 

rozpromieniła. - W takim razie to musi być...

Jess wstrzymała oddech.

Nadchodziło   wybawienie.   Od   Aleksa,   miernych   wyni-

ków, przekroczonego budżetu, debetu na koncie, cierpkich 
uwag ojca o zawodzie, jaki wybrała...
- Cześć, Fred.

background image

Drgnęła, słysząc głos Calahana.

- Dziękuję, że zająłeś się panną Thompson. Możesz już 

wracać do pracy.

Jego ton przyprawił ją o dreszcz. Czy wiedział, co pla-

nowała?  Wydawał  się niezadowolony,  że rozmawia z tym 
chłopakiem.

Fred odchrząknął niepewnie.

- Oczywiście. Właśnie miałem się pożegnać. - Pospiesz-

nie ruszył korytarzem.

Patrzyła   za   nim,   powstrzymując   pragnienie,   by   go   do-

gonić i wydusić z niego nazwę firmy.

-

Jeszcze nie wzięłaś sobie kawy? - Calahan zdawał się 
pieścić ją wzrokiem. - Pozwól więc, że ci ją przygotuję.

-

Ty? - Zadrżała pod wpływem jego spojrzenia.

-

Oczywiście. - Wszedł do kuchennego pomieszczenia. - 
Potrafię zaparzyć kawę i herbatę, przyrządzić makaron i 
różne mrożone dania w mikrofalówce.

-Co   za   różnorodność   talentów.   -   Uśmiechnęła   się   z 

wysiłkiem.

- Lepiej, żebyś była tego świadoma - odparł.

Pod wpływem jego ciepłego uśmiechu krew uderzyła jej 

do głowy. Zagryzła wargi. Już to, jak się poruszał, działało 
na nią podniecająco... A jednocześnie rosło pragnienie, żeby 
dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

Zamarła z przerażenia. Nie może go polubić. Nie teraz, 

gdy prawie udało jej się zdobyć nazwę firmy...

Gdyby tylko mogła pozbyć się tej dręczącej myśli, że nie 

miał wcale idealnego dzieciństwa i jest skłócony z ojcem...

background image

- Twoja sekretarka mówi, że w pewnym  sensie rywali-

zujesz z ojcem - wypaliła.

Z twarzy Calahana zniknął uśmiech.

-

Myślę, że nie powinnaś wtrącać się do spraw, które cię 
nie dotyczą.

-

Dotknęłam czułego punktu, co? - zadrwiła. Boże, jak 
bardzo się w tej chwili nienawidziła! Jednak nie mogła 
pozwolić,   żeby   znów   zaczął   ją   czarować.   To   jego 
powinna nienawidzić. - Ale wiesz, kobiety lubią słuchać 
takich historii.

-

No dobra. - Podszedł do czajnika i przesunął włącznik. - 
To żadna tajemnica, że nie łączy nas miłość i że od 
dwóch   lat   z   nim   nie   rozmawiałem.   Pijesz   kawę   z 
cukrem czy z mlekiem?

Zrobiło jej się przykro. Jej ojciec, chociaż był cyniczny i 

wciąż ją krytykował, przynajmniej z nią rozmawiał. Boże, 
ile   kłótni   wywołała,   decydując   się   pójść   w   jego   ślady. 
Przepowiadał, że tak jak on wpadnie w pułapkę, powtarzał, 
że   są   lepsze   zajęcia   dla   kobiet,   krzyczał,   że   nie   poradzi 
sobie z takim wyzwaniem.

Zamierzała mu pokazać, że może być z niej dumny, 

nawet gdyby miało ją to zabić. Boże, jak bardzo chciała, by 
wróciły dawne czasy, gdy jeszcze żyła mama. Czasy, gdy 
ojciec zabierał ją ze sobą do pracy, grał z nią w piłkę, 
zbudował dla niej domek dla lalek... Kiedy coś dla niego 
znaczyła.

Jednak   mimo   wszystko   takie   kłótnie   były   lepsze   niż 

lekceważenie.
- Zrozumiałam, że czujesz żal do ojca po tym, jak opuś

background image

cił twoją mamę. - Przełknęła nerwowo ślinę. - Ale co zy-
skasz, robiąc z siebie większego drania niż on?

Widziała, jak poruszyły się mięśnie jego twarzy, a dłonie 

zacisnęły w pięści. Jego oczy zdawały się przewiercać ją na 
wylot.

- Tylko tak pytam. - Machnięciem ręki dała znać, że jej 

słowa nie mają żadnego znaczenia.

Boże, co ja wyprawiam? - skarciła się w duchu. Miała 

przecież nastawić go przychylnie, a tymczasem  zaraz do-
prowadzi do tego, że ją stąd wyrzuci.

Wciąż stał jak skamieniały, jakby zabrakło mu słów.

- Przepraszam - powiedziała. - Pomyślałam tylko, że jest 

pewne   podobieństwo.   Zostawił   ciebie   i   twoją   mamę, 
unikając odpowiedzialności, koniecznej w stałym związku, 
a ty...

- Ja chcę się ożenić i założyć rodzinę.

- Ale czy naprawdę chcesz mieć żonę? Czy tylko kogoś, 

kto będzie grał taką rolę?

Zmarszczył brwi.

- Pragniesz kochanki, przyjaciółki, partnerki? Czy żony 

na pokaz? - Potrząsnęła głową, starając się wrócić myślami 
do klienta, którego chciała zdobyć. Sądząc z miny Freda, 
musiała   to   być   wielka   firma.   Ogromna.   Bogata.   Nie-
wiarygodnie zyskowna...

Lepiej było myśleć o celu, z jakim tu przyszła, niż o bólu 

w oczach Calahana.

Wyprostowała się gwałtownie, podeszła do szafki i wy-

jęła dwa kubki.

background image

- To moja robota - usłyszała tuż za sobą.

- W porządku - odparła pospiesznie. Jej mięśnie napięły 

się, gdy poczuła ciepło płynące od jego ciała. - Jestem w 
tym całkiem dobra. Od siódmego roku życia parzyłam kawę 
ojcu, gdy brał mnie ze sobą do pracy. Zawsze pił czarną z 
trzema łyżeczkami cukru.

-

Twój   ojciec   nie   żyje? 
Napełniła kubki kawą.

-

Bardzo się zmienił. Teraz woli białą i bez cukru.

-

Dlaczego?

Łzy napłynęły jej do oczu. Chyba wolałaby, żeby przy-

czyną był zły stan zdrowia. Wtedy z pewnością łatwiej by-
łoby mu pomóc.

- Zapewne uważa, że nie zasługuje na wspaniały aromat 

kawy i nie powinien sobie osładzać życia.
- Dlaczego?

- Bo stracił wszystko, co się dla niego liczyło. Żonę, fir-

mę, godność...
- Miał przecież ciebie - powiedział Calahan miękko.

Bezwiednie przesunęła kubeczki. Jego słowa wywołały 

w niej przyjemne uczucie ciepła. Gdyby tylko tata też tak 
myślał!
- Ja mu nie wystarczałam.

Delikatnie   dotknął   jej   ramienia.   To   niesprawiedliwe, 

pomyślał   ze   smutkiem.   Jak   ojciec   mógł   ją   ignorować? 
Przecież ona także straciła wszystko.

Ja będę inny, przyrzekł sobie w duchu. Będę doskonałym 

tatą. Nie takim jak jej ojciec.

background image

Wciąż brzmiało mu w uszach oskarżenie, że przypomina 

swojego   ojca.   Przez   te   wszystkie   łata   uważał,   że   jest 
całkiem inny, ale Jess miała rację. Tak samo jak ojciec nie-
poważnie traktował kobiety... i tak samo jak on płacił za to 
bezwartościowymi związkami.

Ale teraz poznał Jess i zamierzał się zmienić.

Czy ona też miała pretensję do swojego ojca? Czy znie-

nawidziła go za to, że ją opuścił? Czy to z jego powodu 
znalazła się w tym feministycznym ruchu?

-

A   twoja   mama?   -   spytał   łagodnie,   powstrzymując 
pragnienie, by otoczyć ją ramionami.

-

Umarła,   gdy   miałam   czternaście   lat   -   odparła   cicho, 
zupełnie   jakby   mówiła   do   siebie.   -   Po   jej   śmierci 
zamieszkałam u ciotki.

- Twój ojciec...

- Nie chciał  mieć  mnie w pobliżu. Ale  ja to wszystko 

naprawię. - Strząsnęła z ramion jego ręce. - Moja ciocia była 
bardzo   miła,   ale   odwiedzanie   taty   co   drugi   tydzień   było 
równie straszne jak życie bez mamy.

Potrafił  sobie wyobrazić, jakie tortury musiała przeży-

wać, zastanawiając się, co takiego zrobiła, że ojciec oddał ją 
na wychowanie ciotce.

Jess wzięła głęboki oddech.

- Jaką kawę pijesz?

Odsunął się trochę, nie spuszczając z niej wzroku. Była 

podobna   do   niego   -   chciała   wszystko   naprawić,   pokazać 
ojcu, że popełnił błąd, że go wcale nie potrzebuje. To samo 
zamierzał udowodnić swojemu ojcu.

background image

- To chyba niezbyt trudne pytanie - ponagliła go. Jej głos 

brzmiał znacznie swobodniej.

Uśmiechnął się, szczęśliwy, że podzieliła się z nim swo-

imi smutnymi wspomnieniami.

-

Czarną z jedną łyżeczką cukru.

-

To tak jak ja - powiedziała ostrożnie.

Przechylił głowę, próbując zajrzeć jej w oczy. Mieli ze 

sobą więcej wspólnego, niż przypuszczał... Rozmawiała z 
nim jak z człowiekiem, nie jak z symbolem sukcesu... 
Słuchała go, widziała, jaki jest naprawdę.

Nagle poczuł, że chciałby ją zdobyć. Potrzebował jej.

Ta  świadomość  poraziła  go  jak  grom.   Już nie  pragnął 

lekcji. Nie tego, by zburzyć otaczający ją mur. I z pewnoś-
cią nie Natashy Bradford-Jones.

Lucas miał rację. Przyjęcie na jachcie znakomicie nadaje 

się  na   pierwszą  randkę  z   kobietą,  z   którą  postanowił   się 
ożenić.

Poczuł   dreszcz   emocji.   Nie   mógł   się  doczekać   chwili, 

gdy ta idealna dziewczyna stanie u jego boku...

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

- Kobiety   oczekują   szczerości,   a   nie   pustych   komple-

mentów,   które   rozdajesz   jak   cukierki   -   powtórzyła   Jess. 
Objęła   kubek   dłońmi   i   wyzywająco   spojrzała   na   Aleksa, 
który siedział naprzeciwko niej.

Chyba   padłaby   trupem,   gdyby   w   jakikolwiek   sposób 

nawiązał do zwierzeń, z którymi w chwili słabości tak głu-
pio wyskoczyła. Nawet Kath nie zdradziła, że ojciec jej nie 
akceptował, więc tym bardziej ją drażniło, że opowiedziała 
o tym największemu wrogowi.

Calahan pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana.

- Akurat   -   rzucił   drwiąco.   -   Ciekawe,   jak   miałbym 

szczerze   poinformować   ukochaną   kobietę,   że   włożyła   na 
siebie coś, w czym wygląda jak hipopotam.

Uśmiechnęła się. Podobało jej się, że nie wziął tak bar-

dzo do serca niczego, co powiedziała... Zupełnie jakby był 
miłym, rozważnym człowiekiem.

Nie, z pewnością nie był miły. Był jej nieprzyjacielem, a 

wrogowie nie mają serca ani uczuć i z nikim się nie liczą.

Calahan   nie  okazał  serca,   gdy  pnąc  się   po  szczeblach 

kariery, zniszczył firmę jej ojca.

background image

Kiedy już się dowie, kim naprawdę jest, zrozumie, dlaczego 
tak bardzo jej zależało, żeby go zniszczyć... Upiła łyk kawy.

-

Oczywiście, że dla kobiety szczerość liczy się przede 
wszystkim. Chyba nie wyobrażasz sobie, że chciałaby 
wyglądać jak szafa - powiedziała z poważną miną. - Ja 
wolałabym znać prawdę.

-

Ale   przecież   poczułaby   się   urażona.   Ty   też   byś   się 
obraziła,   gdybym   ci   powiedział,   że   twój   zgrabny 
tyłeczek wygląda w tych spodniach jak słoniowy zad.

Wykręciła się, żeby spojrzeć na swoją pupę.

- Wcale nie. - Przynajmniej miała taką nadzieję. W jej 

szafie wisiały trzy pary identycznych czarnych spodni.

Calahan wolno pokręcił głową.

-

No widzisz? Niewiele brakuje, żebyśmy się pokłócili. 
Czy   nie   lepiej,   jeśli   powiem   ci   jakieś   niewinne 
kłamstwo?

-

Najpierw jest niewinne, potem robi się już mniej nie-
winne,   a   w   końcu   ohydne.   -   Dobrze   pamiętała,   jak 
raniły   ją   kłamstwa   Deana.   -   Jeśli   będziesz   szczery, 
zrozumie,   że   może   ci   ufać   -   kontynuowała   z 
uśmiechem.   -   Będzie   też   wiedziała,   że   dbasz   o   nią, 
skoro chcesz jej udzielić życzliwej rady.

-

Jesteś pewna?  - spytał.  - Ty chciałabyś  słyszeć  takie 
bezpośrednie uwagi?

-

Oczywiście. - Zemsta wydawała się taka słodka. Skoro 
chce, żeby nauczyła go różnych sztuczek, które potem 
wypróbuje   na   jakiejś   niczego   nie   podejrzewającej 
kobiecie, chętnie udzieli mu paru porad. Przynajmniej 
da tym

background image

dziewczynom szansę, żeby zobaczyły, jakim jest kretynem. - 
Możesz sam sprawdzić.

- W porządku. - Usta Calahana rozciągnęły się w uśmie-

chu, a jego oczy prześlizgnęły się po jej sylwetce. - Tyle że 
ty wyglądasz znakomicie.

Założyła ręce, czując, jak robi jej się ciepło na sercu.

- Nawet moja pupa?
- Przede wszystkim twoja pupa. Nie 
zdołała powstrzymać uśmiechu.

-

Dzięki. Jednak myślę, że potrafisz zdobyć się na jakąś 
szczerą uwagę.

-

Powiedziałem  to szczerze. - Odchylił  się na krześle i 
odstawił kubek na stół. Jego krótkie sterczące włosy by-
ły trochę zmierzwione, a twarz wyglądała niewinnie, jak 
buzia chłopca. - Jesteś piękna.

Próbowała nie zwracać uwagi na dreszcz, który ją nagle 

przeszył.

Wypiła ostatni łyk mocnej czarnej kawy.

- Daj spokój, nawet nie chcesz spróbować. Z pewnością 

jest coś takiego, co chciałbyś mi powiedzieć.

Calahan powoli pokiwał głową.

- Więc wykrztuś to wreszcie. Daj mi jakiś sygnał, że to, 

co mówię, dociera do ciebie. - Marzyła, żeby powiedział coś 
bezczelnego, szokującego i podłego. Wtedy może wróciłoby 
uczucie nienawiści, jaką czuła do niego dziś rano.

Calahan podrapał się po brodzie.

-

Nie masz chłopaka, prawda?

-

Nie o takie uwagi mi chodziło.

background image

- Będę szczery, ale ty też musisz być ze mną uczciwa.

Przełknęła nerwowo ślinę. Nie było powodu, żeby pod-

trzymywać   tę   farsę.   Zresztą   obserwując   jej   stosunek   do 
mężczyzn, musiał się zorientować, że nie ma partnera.

-

W porządku. Nie mam. 
Uśmiechnął się szeroko.

-

Masz za długie włosy.

Mimowolnie sięgnęła ręką do włosów, które miękką falą 

opadały wzdłuż jej twarzy. Prawdę mówiąc, zapuszczała je 
od czasu studiów.

- Już lepiej, ale ta uwaga jest zbyt ogólnikowa. - Potrze-

bowała czegoś ostrego, co podsyci jej niechęć. - Powiedz, Że 
ci się nie podobają i dlaczego - zażądała, patrząc na niego z 
góry. - Może dlatego, że przypominają mysi ogon? Albo są 
zbyt nieporządne?

Zawahał się, patrząc na nią spod zmrużonych powiek.

Może za bardzo naciskam? - pomyślała, biprąc głęboki 

oddech. Miał taką minę, jakby się zastanawiał, czemu chce, 
żeby był taki bezpośredni i domaga się ostrzejszych uwag. 
Czy przypadkiem nie zaczął czegoś podejrzewać?

-

Po prostu bądź szczery - dodała miękko.

-

Dobrze. - Podniósł się na nogi, przechylił głowę, spoj-
rzał w dół na jej twarz i wsunął pasmo włosów za jej 
ucho. - Moim zdaniem zasłaniają twoją piękną twarz.

Serce gwałtownie załomotało jej w piersi.

-Jesteś taka piękna... Czemu ukrywasz się przed światem? 

-   Podniósł   rękę,   a   gdy   odsuwał   włosy   z   drugiej   strony, 
kostkami palców dotknął jej policzka.

background image

Odniosła wrażenie, że każdy nerw w jej ciele zareagował 

na jego dotyk, czułe spojrzenie, głęboki ciepły głos...
- Nie taką szczerość miałam na myśli - wykrztusiła. 
Spojrzenie Calahana spoczęło na jej ustach.

-

Wcale nie jesteś uczciwy - mówiła pospiesznie, zwil-
żając   wargi.   -   Znów   wracasz   do   swoich   nawyków. 
Oczekuję,   że   będziesz   bezpośredni   i 
bezkompromisowy.

-

Ależ to były autentycznie szczere słowa. Mam mówić 
dalej?

Kiwnęła głową. Miała nadzieję, że Calahan ćwiczy to, 

czego próbowała go nauczyć i że to niesamowite spojrzenie 
i obiecujący uśmiech nie są przeznaczone dla niej.

- Chciałbym cię pocałować, Jess Thompson. Bezwiednie 
otworzyła usta. Jego słowa odbijały się echem

w jej głowie, drażniąc ciało zmysłowymi wizjami, a umysł 
obawą przed ryzykiem, że mogłoby jej się to spodobać.

Zamknęła oczy, gdy przesunął kciukiem po jej wargach.

To nie mogło się przydarzyć. Nie jej. Przecież wszystko 

starannie obmyśliła, a to nie było częścią planu.

Miała być jak skała, która zmiażdży go tak, jak on zdła-

wił nadzieje i marzenia jej ojca. A także jej własne.

Musiał za to zapłacić.

Alex pogładził jej policzek, objął dłonią jej szyję i przy-

ciągnął do siebie.

Kiedy   znalazła   się   blisko,  poczuł   dreszcz   podniecenia. 

Palące uczucie przepełniało każdy skrawek jego ciała.

Nie rozumiał, co się z nim dzieje, ale mało go to ob

background image

chodziło.   Liczyło   się   tylko   pragnienie,   żeby   przytulić   ją 
mocno i poczuć, jak rośnie w niej pożądanie.

Pochylił  się i dotknął jej ust, smakując ich niewyobra-

żalną słodycz.

Była taka delikatna... Czy nie działał za szybko? Jeszcze 

mógł się cofnąć, pozwolić jej odejść... W żadnym wypadku 
nie  chciał,   żeby  jego   zachowanie   było   dla   niej   kolejnym 
ciosem.

Ukrył uśmiech, widząc, jak łapie drżący oddech i próbuje 

ukryć pożądanie.
- Skończył pan już, panie Calahan?

Ze zdziwieniem spostrzegł lodowaty błysk w jej oczach.

-

Wiem, że jestem kobietą, i w dodatku samotną - po-
wiedziała   surowo   -   ale   czy   naprawdę   nie   możesz 
opanować swojej zwierzęcej żądzy przez kilka minut?

-

Ja...   -  Alex  odskoczył   od   niej   i   z   niepewną   miną 
przeczesał  włosy.  Jak to możliwe?  Przecież wyraźnie 
widział, że go pragnie.

Jess podeszła do zlewu i wypłukała kubek po kawie.

-

No dobrze... - Obróciła się gwałtownie,  aż  jej włosy 
zawirowały. - Jeśli skończyłeś, możemy ruszać na prze-
chadzkę po biurze.

-

Po co? - wykrztusił, nie przestając myśleć o sygnałach, 
które   z   pewnością   rozpoznał.   Czy   to   możliwe,   że 
nieświadomie   przypomniał   jej   o   byłym   facecie?   A 
może   ten   związek   jeszcze   się   nie   skończył?   - 
zaniepokoił się.

-

Sądzę, że powinnam się zorientować, co tu robisz, żeby 
połapać   się,   o   czym   rozmawiasz   podczas   randek.   - 
Wytarła

background image

kubek i odwiesiła go na stojak. - Chcę, żebyś był w tej spra-
wie uczciwy... To znaczy, żebyś nic nie upiększał i nie 
przedstawiał swojej pozycji w niezasłużenie korzystnym 
świetle. Alex machinalnie wyprostował ramiona.

-

Ta firma to moja własność.

-

A więc jesteś właścicielem firmy? - Wzruszyła ramio-
nami. - Ja czy ktokolwiek inny również może to o sobie 
powiedzieć.

Stał oparty o szafkę, starając się nie okazać, jak bardzo 

jest poruszony. Może potrzebowała więcej czasu? Gotów był 
czekać tak długo, jak zażąda. Można posuwać się powoli, 
krok po kroku...

-

To jest największa agencja reklamowa w mieście - od-
powiedział w końcu.

-

Ty tak twierdzisz - rzuciła przez ramię niedowierzająco 
i ruszyła do drzwi. Patrzył  na jej rozkołysane biodra, 
myśląc z rozdrażnieniem, że niełatwo będzie ją zdobyć. 
- Udowodnij mi to.

Zacisnął zęby. Co za niesamowita dziewczyna! Podobało 

mu się, jak wykorzystuje gniew, żeby się bronić.

Nie bardzo wiedział, jak zdoła ją do siebie przekonać. Je-

go metody uwodzenia naprawdę były niedoskonałe. Jednak 
to ona właśnie była dla niego najlepszym lekarstwem.

Wykorzystam  jej lekcje, postanowił. Jej własne porady, 

którymi tak chętnie szafowała.

Wtedy nie będzie miała żadnej szansy.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Calahan całował wprost bosko.

Jess dotknęła warg,  na których  wciąż czuła smak jego 

ust. Ale to nie wystarczyło, żeby zamierzała wycofać się z 
walki.

To  fakt,   że   jego   pocałunek   poruszył   w   niej   wszystkie 

zmysły,   lecz   na   szczęście   zdołała   nad   sobą   zapanować. 
Musiała przyznać, że sprawiało jej przyjemność, gdy jego 
wargi objęły jej usta. Sam pocałunek też jej się podobał... 
trochę. A teraz pora, by wrócić do rzeczywistości.

Alexander Calahan z pewnością nie był dla niej.

Był diabłem w eleganckim granatowym garniturze i za-

mierzała wskazać mu jego miejsce.

Modliła się tylko, żeby nastąpiło to dość szybko. Czas, 

jaki musiała z nim spędzać, mógł przynieść więcej szkody 
niż pożytku.

Powinna zdobyć nazwę tej wielkiej firmy, na którą po-

lował, i brać nogi za pas. Zanim zapomni, kim jest Calahan i 
naprawdę go polubi.
- Co powiesz na lunch? - zapytał Alex.

Spojrzała na niego, mrużąc oczy. O nie! Znowu jakiś

background image

wybieg!  Pewno chce  pochwalić się kasą i znajomościami. 
Lub zabrać ją do romantycznego lokalu i dręczyć uwodzi-
cielskimi sztuczkami.

- To  nie ma być  próba uwiedzenia, lecz wyłącznie po-

trzeba utrzymania ciała przy życiu i dostarczenia pożywki 
umysłowi.

Uśmiechnęła się, widząc, jak łatwo pojął jej wahanie.

-

Pod warunkiem, że to na pewno jest jasne.

-

Jak kryształ - powiedział, kierując się w stronę windy. - 
Parę ulic stąd jest sympatyczna restauracja.

-

Droga? Kiwnął 
głową.

-

Ale warta swojej ceny.

- Równie dobrze mogę zjeść pizzę lub hamburgera. -W 

żadnym wypadku nie chciała zaciągać jakichś zobowiązań.

- Odliczę sobie koszty.

Spojrzała   na   niego   z   ukosa,   a   przy   okazji   obrzuciła 

wzrokiem korytarz. Gdyby tylko miała szansę spotkać po-
nownie Freda!  To  byłoby z pewnością lepsze niż siedzenie 
sam na sam z Calahanem.

- Możesz   odliczyć   koszty   za   zatrudnianie   niezależnych 

instruktorów sztuki uwodzenia?

-

A ty jesteś taką instruktorką?

-

A co w tej chwili robię?

- Fakt. No to, pani trener, o czym będzie następna lekcja?

Przyłożyła palce do warg, udając, że się zastanawia.

background image

-

Cóż...   Z   mojego   doświadczenia   wynika,   że   najważ-
niejsza jest uczciwość. I chociaż już o tym mówiliśmy...

-

Jak zostałaś takim ekspertem od uczciwości w stosun-
kach między partnerami? - spytał od niechcenia, opiera-
jąc się o ścianę.

-

Jestem przecież  kobietą - parsknęła.  - Możesz  spytać 
jakąkolwiek   dziewczynę,   a   na   pewno   opowie   ci   o 
facecie, który ją okłamał i zniszczył jej marzenia.

-

Więc ty także byłaś przez kogoś okłamywana? Czy on 
cię zdradził?

-

Nie. Tak. To znaczy nie... - Policzki ją paliły. Tłumiąc 
uczucie bólu, uniosła brodę. - Druga lekcja będzie doty-
czyć   komunikacji.   Powiedz   mi   teraz,   czym   się 
właściwie zajmujesz.

Miała nadzieję, że Calahan zechce się pochwalić jakimś 

znakomitym klientem.

- Czy nie radziłaś mi, że należy raczej mówić o kobiecie, 

którą chcę zdobyć, a nie o sobie?

Zignorowała jego pytanie. Była tak blisko upragnionego 

celu!

- Później. Na razie ona chciałaby się dowiedzieć czegoś o 

tobie.

Spojrzał jej w oczy.

- Jestem prezesem i naczelnym dyrektorem wziętej agen-

cji reklamowej w Sydney. A ty?

Zacisnęła   zęby.   Chyba   popełniła   błąd,   tłumiąc   jego 

skłonność do przechwalania się...
- A jakie są twoje marzenia i cele?

background image

To powinno wystarczyć. Z pewnością marzył o dobrym 

kliencie. Tak jak ona.

Rozległ się sygnał oznajmiający nadjeżdżającą windę.

-

Znaleźć kobietę, którą pokocham, ożenić się i żyć długo 
i szczęśliwie.

-

Takie zakończenia zdarzają się wyłącznie w bajkach. - 
Jess weszła do windy. Miała ochotę zamknąć drzwi i 
zostawić go na korytarzu.

-

Znam   bardzo   szczęśliwe   małżeństwa   -   powiedział 
niepewnie.

-

Takie, które są ze sobą na dobre i złe, w zdrowiu i cho-
robie i zostaną ze sobą aż do śmierci?

-

Możliwe. - Wcisnął guzik parteru. - Moi rodzice roz-
wiedli się, kiedy miałem osiem lat, ale to nie znaczy, że 
ja   nie   będę   chciał   dla   siebie   czegoś   lepszego. 
Postanowiłem,   że   nie   powtórzę   błędów   rodziców. 
Ożenię się tylko z kobietą, którą naprawdę pokocham.

Z niepokojem pomyślała, że może gdzieś w mieście jakaś 

kobieta przeczytała ten głupi wywiad i postanowiła przeko-
nać Calahana, że to właśnie ona będzie idealną wybranką.

-

Skąd to będziesz wiedział?

-

Będę - odparł z przekonaniem. - Zorientuję się po tym, 
jak będzie wyglądała, prowadziła rozmowę, jak sprawi, 
że serce zabije mi mocniej, jak rozpali moje zmysły.

Spojrzała   na   sufit,   starając   się   nie   zwracać   uwagi   na 

uczucie łaskotania w żołądku.

-

Bardzo romantyczne.

-

Nie zależy mi na pospiesznym małżeństwie z kimkol

background image

wiek.   Wyobrażam   sobie,   że   ta   kobieta   będzie   rozumiała 
mnie lepiej, niż ja sam siebie. Będzie chciała mieć ze mną 
dzieci, będzie miała własne marzenia, którymi zechce się ze 
mną dzielić.

Jess uniosła brwi. Można by go pokochać za te naiwne 

mrzonki. Kiedyś  miała podobne  pragnienia...  Ale to było 
dawno   temu,   zanim   Dean   zmarnował   najlepsze   lata   jej 
życia...

-No i nie będzie podejrzliwą zrzędą, która musi

0wszystko wypytywać.

No tak, pomyślała. Zapomniała przez moment, że jest ka-

walerem, który nigdy nie był w żadnym trwałym związku.

- Wierzysz w świętego Mikołaja?

Winda się zatrzymała. Calahan wyszedł na korytarz

i odwrócił się do Jess ze zmieszaną miną.

- Dlaczego? - spytał.

- Bo   taka   kobieta   nie   istnieje,   a   nawet   gdyby   jakimś 

zrządzeniem losu ta wymyślona istota ożyła, z pewnością 
byś jej nie polubił.

- Niby dlaczego?

Minęła   go   ze   wzruszeniem   ramion.   Dobrze   pamiętała, 

jak niechętnie Dean dzielił się z nią swoimi sprawami.

-

Jeżeli nie będzie jej interesować, gdzie i z kim byłeś, to 
znaczy, że cię nie kocha.

-

No dobrze. Jednak to chyba  oczywiste,  że na  miłość 
powinniśmy zapracować równie ciężko jak pracujemy 
nad dobrym kontraktem?

-No nie wiem... - Westchnęła. - Miłość nie byłaby

background image

miłością,  gdyby  trzeba  było  tak ciężko pracować.  Zwykle 
zresztą   pojawia   się   znienacka.   Żadne   plany   ani   praca   nie 
mają na to wpływu.

Wpatrywał się w nią bez słowa. Jego oczy wydawały się 

nienaturalnie niebieskie i błyszczące.

Jess   odetchnęła   głęboko.   A   niech   to!   Znowu   się   za-

pomniała i wdała się w szczerą rozmowę. W ten sposób do 
niczego nie dojdę, zdenerwowała się. Najwyżej mogę wpaść 
w tarapaty.

Powinna zabrać się poważnie do roboty, wziąć to, po co 

przyszła i znikać. Zanim utonie na dobre w tym niebieskim 
spojrzeniu.

- Staram się dzielić z tobą swoją wiedzą, i to wszystko - 

prychnęła. - A na wypadek, gdyby przyszło ci do głowy coś 
szalonego, uprzedzam, że wciąż cię nienawidzę.

„Athena"   była   małą,   sympatyczną   grecką   restauracją. 

Trochę czasu zajęło im, zanim tam dotarli, ale na szczęście 
podróż minęła... w milczeniu.

Calahan prowadził auto zatopiony w myślach. Jess stłu-

miła poczucie winy, które ją ogarnęło i nie spytała, czemu 
się nie odzywa.

Zdawała sobie sprawę, że zachowała się okrutnie i głupio. 

Nie   musiała   mu   ciągle   przypominać,   że   nienawidzi 
wszystkiego, co sobą reprezentuje.

Rzuciła okiem na zegarek. Jeszcze tylko trzy godziny i na 

dobre się od niego uwolni. Nie pozostało jej wiele czasu, 
żeby wydobyć z niego potrzebną informację, teraz

background image

jednak najważniejsze było, żeby z godnością wycofać się z 
tej potyczki.

Nie   zamierzała   zostać   kolejną   ofiarą   uroku  Alexandra 

Calahana   ani   ponownie   stracić   kontroli   nad   sobą.   Musi 
zachowywać się chłodno, z rezerwą, profesjonalnie.

- Co byś chciała? - Ciepły głos Calahan zmącił spokój, 

który odzyskała z takim trudem.

Co   by   chciała?   Chyba...   chwycić   rękami   jego   szyję   i 

mocno nim potrząsnąć.

-

Przede wszystkim chciałabym, żebyś przestał torturować 
mnie   swoim   urokiem   osobistym   i   przesadną   uprzej-
mością - mruknęła.

-

Pytałem, co chcesz zjeść. Ale pochlebia mi, że zatwar-
działa feministka obdarzyła mnie komplementem, cho-
ciaż sama nie potrafi przyjąć żadnej przychylnej uwagi.

Jess otworzyła i zaraz zamknęła usta.

- Zjem sałatkę grecką z fetą i oliwkami, kurczaka na os-

tro, a na deser... Nie wiem, czy zmieszczę ciastko kataifi. 
Prawdę mówiąc, mam ogromną ochotę spróbować go tutaj - 
z orzechami i syropem.

Calahan odchylił się na krześle.

- Jeśli chcesz, możemy sałatkę i deser wziąć na spółkę.

- Świetnie. - Kiwnęła głową. Gdyby tylko zdobycie na-

zwy firmy było takie proste...

Uśmiechnął się do niej, jego oczy błyszczały jak morze w 

letni dzień.

Odwróciła wzrok. Boże, czemu moje ciało mi to robi? - 

myślała przerażona, walcząc z przyspieszonym pulsem.

background image

Przecież to wróg. Ostatni na świecie człowiek, na którego 
powinny reagować jej zmysły.

Gdy podano im zamówione dania, w milczeniu zabrali 

się   do   jedzenia.   Jess   starała   się   nie   podnosić   oczu   i   nie 
spoglądać na swojego towarzysza.

- Jaki   mężczyzna   tak   cię   wkurzył,   że   postanowiłaś 

przystąpić   do   feministek?   -   spytał   w   pewnym   momencie 
Calahan.

Jess otarła usta serwetką, zastanawiając się jednocześnie, 

czy powinna wyznać, że ruch Kobiety przeciw Don-żuanom 
nie istnieje.

- A   kto   ciebie   tak   wkurzył,   że   bez   mojej   pomocy   nie 

możesz znaleźć kobiety, która chciałaby z tobą założyć ro-
dzinę?
- Touche. Punkt dla ciebie.

Ułożyła sztućce na talerzu i odszukała wzrokiem kelnera. 

Miała   nadzieję,   że   zrozumie   jej   spojrzenie   i   szybko 
przyniesie rachunek.
- Nie chcesz mi odpowiedzieć?

-

A ty mi odpowiesz? - odpaliła, patrząc mu wyzywająco 
w oczy.

-

No   dobrze.   -   Odłożył   sztućce.   -   Jak   już   wiesz,   moi 
rodzice   nie   dali   mi   najlepszego   przykładu.   Ale   w 
gruncie rzeczy, ja sam nie czułem potrzeby, żeby się z 
kimś   związać.   Dopiero   podczas   ostatnich   urodzin 
uświadomiłem sobie, że mój zegar biologiczny tyka.

Patrzyła na niego jak oniemiała.

- Nie... Z pewnością jest coś jeszcze...

Odsunął się z krzesłem i odrzucił serwetkę na talerz.

background image

- A co złego w tym, że poczułem się samotny, gdy moi 

koledzy pożenili się i mają dzieci?

Oparła łokcie na stole i pochyliła się do przodu.

- Znalezienie kogoś, z kim chciałbyś założyć rodzinę, to 

nie   kampania   reklamowa.   To   musi   przyjść   w   naturalny 
sposób. Spotykasz kobietę i wiesz, że to ta, z którą chciałbyś 
mieć   dzieci,   przy   której   chciałbyś   się   starzeć,   która   wi-
działaby w  tobie  to, czego  nikt  inny nie  dostrzega.   A  ty 
pragniesz, żeby zawsze była przy tobie i zawsze tak na cie-
bie patrzyła.

Wzrok Calahana przesunął się na jej usta.

-

Rozumiem...   No   cóż...   ta   kobieta   jest...   -   Odwrócił 
spojrzenie od Jess i zerwał się na nogi.

-

Co się dzieje? - spytała zdumiona. Serce nadal waliło jej 
jak młotem.

- Ona tu jest - rzucił zduszonym głosem.

Obróciła się na krześle, podążając za jego spojrzeniem. 

Kobieta była ubrana na biało, od pantofli na szpilkach, po-
przez markowy kostium aż po perły,  które nosiła na szyi 
oraz w uszach. Miała zwinięte w węzeł kruczoczarne włosy, 
nieskazitelny makijaż i prawie nienaganne maniery... gdyby 
nie liczyć sporej dawki snobizmu.

-

Ładna - odezwała się Jess. Odrzuciła włosy do tyłu i 
poprawiła bluzkę, starając się nie zastanawiać nad zim-
nym dreszczem, który wstrząsnął jej ciałem.

-

Natasha   Bradford-Jones   -   mruknął   Calahan.   -   Prag-
nąłem jej, odkąd tylko pamiętam.

Z trudem pozbyła się guli, jaka utworzyła jej się w 
gardle.

background image

- Czemu   nie   pójdziesz   się   z   nią   przywitać?   -   spytała. 

Mimo   niepokoju,   jaki   czuła,   starała   się,   żeby   jej   głos 
brzmiał naturalnie. - Świetnie dasz sobie radę. Wiesz już, 
jak być szczerym, a swoje uwodzicielskie sztuczki bardzo 
stonowałeś. Spróbuj to teraz zastosować w praktyce...

A ja będę mogła pozbyć się tej myśli, która krąży mi po 

głowie za każdym razem, gdy na ciebie spojrzę! - dokoń-
czyła w duchu.

Calahan był jej wrogiem. Zasłużył sobie, żeby Natasha 

została jego żoną.
- Chyba nie - powiedział spokojnie, kręcąc głową.

- Jeżeli jest taka wyjątkowa, musisz to zrobić - oświad-

czyła. Podniosła się i lekko go popchnęła.

Nie mógł należeć do niej. Nigdy. W żadnym razie. Tak 

będzie lepiej...

-Daj   spokój...   Czego   się   boisz?   Jesteś   zamożnym 

biznesmenem i masz wiele do zaoferowania - zachęcała go.

Stał jak skamieniały, nie spuszczając z niej oczu.

- Na przykład co? 
Jess zwilżyła wargi.

- No... przejażdżki limuzyną, przyjęcia na jachcie, urok 

osobisty, twoje znakomite maniery - wyliczała. Śmiać jej się 
chciało,   bo   wymieniała   wszystkie   rzeczy,   które   przedtem 
ganiła.

-1  to wszystko? - spytał łagodnie. - Tylko to mogę dać 

kobiecie?

- Oczywiście, że nie - odpowiedziała szeptem, bo głos

background image

ją zawiódł. - Ale na razie nie widziałam cię z dziećmi ani 
zwierzętarni.

- Lubię dzieci i mam psa - odparł z uśmiechem. - Wabi 

się Pete.

Uśmiechnęła się w odpowiedzi. Mogła sobie wyobrazić, 

jak bawi się z psem, dużym  i kudłatym, który patrzył  na 
niego z uwielbieniem, jak zresztą wszyscy wokół...

Otrząsnęła się z zamyślenia. No i co z tego, że ma psa, 

który go kocha? W tej chwili ważne było tylko to, żeby po-
pchnąć go w ramiona Natashy i mieć go wreszcie z głowy.

Podniosła wzrok.

- Jesteś miły, uprzejmy i masz wielkie serce, które tylko 

czeka na to, żeby kogoś pokochać. - Popchnęła go lekko w 
stronę kobiety, która siedziała po drugiej stronie sali. -Idź i 
porozmawiaj z nią... Pokaż jej, że jest tą kobietą, która 
zawładnęła twoim sercem i dla niej gotów jesteś zrezyg-
nować ze swojego stylu życia.
Z wahaniem ruszył do przodu. Serce jej się ścisnęło, lecz 
mimo to potrząsnęła zaciśniętą pięścią, żeby dodać mu 
otuchy.

- Naprawdę jesteś już gotowy.
- No   tak...   -   Poprawił   jedwabny   krawat   i   obciągnął 

marynarkę.

Jess opadła na krzesło i uśmiechnęła się z satysfakcją. 

Wreszcie   zniknęło   uczucie   łaskotania   w   żołądku   i   spadł 
ciężar z piersi.

To już chyba wszystko. Lada moment będzie mogła się 

go pozbyć. Pannę Elegantkę zachwyci jego wdzięk osobi

background image

sty,  Calahan uzna, że już się wszystkiego nauczył, a ona 
znów będzie mogła go nienawidzić.

Czy aby na pewno?
Już nic nie będzie takie samo.
Ze wstrzymanym oddechem odprowadzała go wzrokiem, 

czując, że zaczyna ogarniać ją smutek.

Wiedziała, że jej życie znów ulegnie zmianie. Tylko nie 

była pewna, czy powinna się z tego cieszyć...

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Alex  szedł w stronę Natashy  Bradford-Jones, odmierza-

jąc kroki w rytm uderzeń serca.

To wszystko wydawało się zupełnie nierealne. Od wielu 

lat z krótkimi przerwami marzył o tej dziewczynie. Często 
żałował,   że   powstrzymywał   się   z   wyznaniem   jej   uczuć, 
czekając, aż będzie mógł jej zaoferować poważny, znaczący 
związek.

A teraz nie umiał przestać myśleć o Jess.

Odpowiedziała na jego pytania w taki sposób, jak tego 

oczekiwał...   Potrafiła   nawet   znaleźć   w   nim   jakieś   dobre 
strony. Jednak w tym momencie jego myśli nie zaprzątało 
już zdobycie Natashy, lecz marzenie, by podbić serce Jess.

Cóż... Chyba muszę przynajmniej spróbować, pomyślał, 

wsuwając ręce do kieszeni. Choćby przez wzgląd na Jess.
- Natasha?
Odwróciła głowę i obrzuciła go spojrzeniem piwnych oczu. 
-Tak?

Położył rękę na piersi i odetchnął głęboko, starając się 

pamiętać o tym, że ma być szczery.

background image

- Alexander Calahan  - przedstawił się. - Byliśmy razem 

na studiach.

Twarz jej się rozjaśniła.

-

A tak, pamiętam cię. - Jej wąskie różowe wargi roz-
ciągnęły się w uśmiechu. - Wiele się o tobie mówi.

-

Tak? - W ich środowisku plotki były wszechobecne. Z 
pewnością   informacja   o   tym,   że   pragnie   poważnego 
związku, stanowiła powód do niewybrednych żartów. - 
Mam nadzieję, że dobrze?

-

Cóż...   -   Machnęła   lekceważąco   ręką.   -   Miło   mi   cię 
widzieć.

A więc nie było to nic pochlebnego, pomyślał. Jess miała 

rację. Poważne kobiety, szukające poważnego związku, nie 
były zainteresowane  takim kobieciarzem  jak on. Musiałby 
najpierw udowodnić, że jest coś wart, zanim jakaś dziewczy-
na zechciałaby uznać, że jest dobrym materiałem na męża.

Ciekawe, co musiałby zrobić, żeby przekonać o tym 
Jess?

Im   prędzej   zmieni   swój   wizerunek,   tym   lepiej.   Chyba 

teraz właśnie był najlepszy moment, żeby to zrobić.

-

Zastanawiałem   się...   W   sobotę   organizuję   na   swoim 
jachcie przyjęcie dla kilku klientów i przyjaciół. Bardzo 
bym się cieszył, gdybyś przyszła.

-

Naprawdę?

-

Oczywiście.  - Powstrzymał  się przed prawieniem  pu-
stych komplementów.

Rzucił okiem w stronę Jess i nagle uświadomił sobie, jak 

niewiele czasu w jej towarzystwie mu pozostało. Czy można 
coś zrobić, żeby zatrzymać ją dłużej? - zastanawiał się.

background image

Natasha z namysłem dotknęła ust idealnie umalowanym 

paznokciem.
- No może...

- Przez wzgląd na dawne czasy - podpowiedział, starając 

się, żeby zabrzmiało to beztrosko. - Pomyślałem sobie, że 
miło będzie spotkać się znowu.

Jess potrzebowała jakiejś gwarancji, że nie zostanie po-

traktowana jak ofiara łowów - zdobyta, a potem odrzucona. 
Musiała   czuć   się   bezpiecznie.   Pewnie   dlatego   właśnie 
pozorowała rozmowę z nieistniejącym partnerem...

Ogarnęła   go   rozpacz.   I   nagle   przyszedł   mu   do   głowy 

szalony pomysł. Odwrócił się trochę i przywołał ręką sie-
dzącą przy stoliku Jess.

- Chciałbym   się   dowiedzieć,   co   robiłaś   przez   te   lata... 

Dobrze ci się układa?
- Owszem - odparła Natasha ostrożnie.

Wiedział,   że   Jess   podeszła,   bo   poczuł   delikatną   woń 

perfum i ciepło, jakie od niej biło. I raptem wróciły mu siły i 
pewność siebie.

Wziął ją za rękę i pociągnął do przodu.

-

Jess,   poznaj   moją   dawną   dobrą   koleżankę   ze   studiów. 
Spojrzenie Natashy przesunęło się na Jess.

-

A to jest... ?

Słyszał w jej głosie arogancję i złośliwy zarzut, że to z 

pewnością   jeszcze   jedna   z   jego   licznych   dziewczyn.   Wi-
dział,   jak   mierzy   Jess   chłodnym   spojrzeniem,   jak   ocenia 
skromne ubranie. Jej oczy nagle się zwęziły, gdy dotarło do 
niej, że towarzysząca mu kobieta jest piękna i doskonała.

background image

Objął Jess w pasie i poczuł satysfakcję, gdy uświadomił 

sobie, że przynajmniej raz w życiu podjął właściwą decyzję.
- Moja dziewczyna.

Poczuł, że Jess zesztywniała. Natasha lekko uniosła gło-

wę. Niemal widział, jak przetrawia tę informację.

Ciekawe,   czy   to,   co   powiedział,   miało   dla   Jess   jakieś 

znaczenie?   Na   pewno...   Tyle   że   ona   potrzebowała   więk-
szego zaangażowania, czegoś solidniejszego, co nie pozo-
stawiałoby wątpliwości, że naprawdę się zmienił.

Właściwie pozostało mu tylko jedno wyjście. Potrzebna 

mu była jakaś wiarygodna historyjka, która potwierdzałaby, 
że   naprawdę   gotów   jest   się   zaangażować   i   nie   zamierza 
wyciąć następnego karbu na ramie łóżka. Jednym słowem 
konieczny był niezbity dowód, że jest innym człowiekiem.

Rzucił okiem na Jess. Wydawała się spokojna i opano-

wana. Tylko jedna brew uniosła się trochę...

Wyprostował plecy i zdecydowanie wysunął brodę. Dla 

niej   warto   zaryzykować,   uznał.   Odetchnął   głęboko,   przy-
ciągnął Jess bliżej do siebie i spojrzał w chłodne oczy Na-
tashy Bradford- Jones.

- Chyba   źle   mnie   zrozumiałaś   -   powiedział   spokojnie. 

Miał  nadzieję, że jego głos brzmi pewnie. - Jess nie jest 
jedną z moich znajomych... tylko moją narzeczoną.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

- Narzeczoną?

Alex uśmiechnął się z zażenowaniem.

- Przepraszam, nic innego nie przyszło mi do głowy, a 

chciałem,   by   zrozumiała,   że   poważnie   myślę   o...   mał-
żeństwie.

Jess zdecydowanym ruchem popchnęła drzwi i wyszła na 

świeże   powietrze.   Zamknęła   oczy   i   odetchnęła   głęboko. 
Przecież   to   kompletna   katastrofa,   myślała   zrozpaczona. 
Jakby mało było, że muszę patrzeć, jak staje na głowie, by 
zdobyć tę kobietę! A teraz jeszcze to!

Kiedy ją przedstawiał, miała ochotę zapaść się pod zie-

mię. Zabrakło jej tchu, gdy nazwał ją swoją dziewczyną, ale 
gdy oświadczył, że są zaręczeni, omal nie umarła.

Ściskała palcami skronie, próbując pozbyć się przejmu-

jącego bólu. Może to jej rady spowodowały, że zachował się 
tak beznadziejnie głupio?

Prawdopodobnie.
Uniosła powieki i dostrzegła, że Alex z uwagą się w nią 

wpatruje, jakby sądził, że za chwilę rozwiąże wszystkie jego 
problemy.

background image

-

Jak twoim zdaniem miało pomóc przedstawienie mnie 
jako swojej narzeczonej?

-

No... Pokazało, że mam poważne zamiary.
Jego opanowanie działało jej na nerwy. Jak to się dzieje, 

że jest taki spokojny? Czy naprawdę nie zdaje sobie sprawy, 
co narobił?

- A   kiedy   zamierzasz   ją   poinformować,   że   właściwie 

chodziło ci o nią?

Odwróciła się, czując, jak przechodzi ją dreszcz. Nie była 

w stanie znieść błagalnego spojrzenia jego niebieskich oczu. 
Jak   miała   mu   pomóc   w   rozwiązaniu   problemu,   którego 
wcale nie chciała rozwiązywać?

Ta kobieta była dla niego idealna. To fakt, była snobką, 

ale jednocześnie miała zachwycającą urodę, klasę, a również 
- sądząc z wyglądu - tę samą pozycję społeczną co Calahan.

-

Która część tej transakcji ma twoim zdaniem przekonać 
ją, że jesteś dobrym materiałem na męża?

-

Przecież jestem zaręczony...

-

Ze mną! - Wzniosła oczy, licząc na pomoc niebios. - 
Gdzie tu miejsce dla niej?

-

W takim razie będę  chyba  musiał  przez  pewien czas 
zostać z tobą.

Serce podskoczyło jej do gardła.

- Nie   jestem   do   wzięcia.   -   Nie   wyobrażała   sobie,   jak 

miałaby   spędzić   z   nim   jeszcze   jeden   dzień.   Co   dopiero 
mówić o tygodniach?

- Postaram się, żeby ci się to opłaciło - powiedział ła

background image

godnie. - Z pewnością będziesz się dobrze bawić. Mógłbym 
ci   pokazać   parę   interesujących   miejsc...   Moglibyśmy   też 
chodzić   wszędzie   tam,   gdzie   uznamy,   że   dzieje   się   coś 
ciekawego.

-1  jak długo miałoby to trwać?  - Jej głos zdradzał  na-

pięcie.

Calahan z namysłem potarł dłonią twarz.

- Myślę, że w ciągu miesiąca powinniśmy parę razy po-

kazać   się   razem.   To   chyba   wystarczy.   Zerwę   z   tobą,   bo 
mnie zdradzisz. Ponieważ złamiesz mi serce, będę szukał 
miłości i czułej opieki.

Jess zrobiła krok do tyłu, kręcąc głową.

- Mowy nie ma.

- Musimy   kupić   jakiś   wielki   kamień...   Może   różowy 

brylant? Mogłabyś też zacząć rozglądać się za suknią ślub-
ną. - Spojrzał jej w oczy.
Nie przestawała kręcić głową. 
-Nie.

Podszedł bliżej i odsunął włosy z jej twarzy.

-

Co masz przeciwko mojemu planowi? 
Patrzyła na niego jak oniemiała.

-

Ja... nienawidzę cię. -1 co 
z tego?

-

To, że nie chcę spędzać z tobą czasu, abyś mógł wmó-
wić tej biednej kobiecie, że jesteś gotów do założenia 
rodziny - wybuchnęła.

-

Ależ ja jestem gotów - oznajmił poważnie. - Zresztą 
możesz mnie nadal uczyć.

background image

Podeszła   do   krawężnika   i   próbowała   zatrzymać   prze-

jeżdżającą taksówkę.
- Przecież ty mnie nawet nie słuchasz.

- Słucham... A w każdym razie obiecuję, że będę - po-

wiedział   ciepło.   -   Właściwie   byłem   szczery...   No   dobra, 
może nie całkiem... Ale musisz przyznać, że nie stosowałem 
swoich uwodzicielskich sztuczek.
- Zauważyłam. Za to kłamałeś.

- Musisz mi pomóc. - Calahan chwycił jej dłoń i przy-

ciągnął ją do swojej piersi. - Proszę.

Spojrzała na niego z ukosa. Było dla niej jasne, że bardzo 

zależało mu na Natashy. Zachował się jak ostatni dureń, ale 
trzymał   na   wodzy   swoje   zbyt   swobodne   maniery   i   był 
wyjątkowo spontaniczny.

-

Myślę, że zrobiłam już dosyć.  Ty zresztą także. Naj-
wyższy czas, żebym wróciła do domu.

-

Zostań   -   szepnął.   -   Spróbujmy   porozmawiać.   Na 
przykład  możesz  mi  powiedzieć,  jakim  jestem  idiotą. 
Proszę, Jess...

Walczyła ze sobą. Niech to diabli! Zdaje się, że poczuła 

sympatię do tego typa. Co prawda był strasznie pokręcony, 
ale czego innego można się spodziewać, gdy ktoś ma takich 
rodziców, a w dodatku nadmiernie wybujałe ego?

Potrząsnęła głową i zmusiła się do ruszenia z miejsca.

Musiała stąd odejść.

Nie mogła zostać.
Zrobiła   się   za   miękka,   zaczęła   współczuć   swojemu 

wrogowi, dostrzegać, że miał serce.

background image

Nie, nic z tego nie będzie. Musi wracać do domu, z czy-

stym sumieniem pomścić ojca i wdeptać w ziemię Aleksa 
Calahana razem z jego imperium...

Tak, właśnie tak musi postąpić. Obiecała to sobie wiele 

lat temu. Może wówczas tata "wreszcie ją dostrzeże.

I już nigdy więcej nie będzie sama...

- Rezygnuję.

- Jess, co ty tu robisz? - Kath podniosła wzrok znad za-

rzuconego papierami biurka. - Zdaje się, że miałaś spędzić z 
Calahanem cały dzień? - Nagle twarz jej się rozjaśniła. - 
Zdobyłaś   jakieś   informacje,   które   nas   ustawią,   tak? 
Powiedz...

Jess westchnęła i z ciężkim sercem wyrecytowała nazwy 

firm, które wymienił Fred.

-

To   wszystko?   -   Kath   pokręciła   głową.   -   Nieźle,   ale 
spodziewałam się czegoś więcej. - Rzuciła okiem na ze-
garek. - Dlaczego nie jesteś z nim?

-

Pracuje   teraz   nad   jakimś   ważnym   kontraktem   na 
kampanię reklamową.

- Dla kogo?

- Nie wiem i prawdę mówiąc, mało mnie to obchodzi. 

Uważam, że sukces odniesiemy tylko wówczas, gdy to bę-
dzie nasza własna zasługa.  Do niczego  nie dojdziemy za 
pomocą brudnych chwytów.

Kath   spojrzała   na   nią   z   szerokim   uśmiechem   i   oparła 

łokcie na biurku.
- Polubiłaś go.

background image

Na czole mam to wypisane, czy co? - zdenerwowała się 

Jess.

Zresztą nie, nie lubiła Calahana. Rozumiała go, i tyle. A 

to nie ma nic wspólnego z sympatią.

-

Musi być nie lada facetem, skoro nawet tobie zawrócił 
w głowie.

-

Głupia jesteś - parsknęła Jess. - Wróciłam, bo miałam 
dość   tego   podstępnego,   kłamliwego   kretyna.   Nie 
uwierzyłabyś, co on zrobił.

Kath machnęła ręką.

-

Jesteś   kobietą.   Dziwisz   się,   że   próbuje   się   do   ciebie 
przystawiać?

-

Nie   o   to   chodzi.   -   Wspomnienie   pocałunku   znów 
wróciło. - To niewiarygodne, ale uznał, że zamiast od-
grywać rolę instruktorki w sztuce uwodzenia, będę uda-
wać jego narzeczoną.

Kath odchyliła się na krześle i z uśmiechem wysłuchała 

relacji Jess.

- Wspaniale.

-

Co takiego? - Jess opadła na krzesło. A tak liczyła na 
poparcie,  że powinna uwolnić się od tego diabła. Na 
współczucie, że musiała go znosić...

-

Mogłabyś zbierać informacje przez wiele dni, a nawet 
tygodni... Dopóki nie znudzi mu się ta gra.

-

Nie zamierzam brać udziału w żadnej grze. Nie chcę w 
ogóle mieć z nim do czynienia.

-

Daj spokój... - powiedziała Kath. - Jesteś wyczerpana. 
Odpocznij od niego przez resztę dnia. Jeśli rano uznasz,

background image

że nie czujesz się na siłach, zrezygnujesz i powiesz mu, że-
by się wypchał.

No, wreszcie! - Jess odetchnęła z ulgą.

-

Boję się tylko, że zmarnujemy naszą największą szansę. 
Mogłybyśmy wreszcie zrobić coś naprawdę poważnego, 
i to szybko!

-

Nie ma co, bardzo mi ułatwiasz decyzję.  - Jess pod-
niosła   się,   zabierając   torebkę.   Myślała   o   marzeniach, 
które chciały razem zrealizować, o pomszczeniu ojca i... 
o Ca-lahanie.

-

W czym tu problem? Przecież nie chodzi o to, że mu się 
spodobałaś czy coś takiego... Zależy mu na tym, żeby 
zdobyć tamtą kobietę. Zgadza się?

- No tak. Ale...

- W takim razie problem leży w tym, że nie chcesz, aby 

był szczęśliwy. A może jesteś po prostu zazdrosna?

Jess odwróciła się gwałtownie. Policzki ją paliły.

- On mnie nic nie obchodzi! - syknęła przez ramię.

- Miałam na myśli zazdrość o to, że taki facet pragnie się 

ustatkować, podczas gdy Dean...

Jess zawróciła w miejscu.

- Dean... to już skończona sprawa - oznajmiła, patrząc na 

przyjaciółkę płonącym wzrokiem.

Dean w ogóle już dla niej nie istniał. Usunęła z miesz-

kania   wszelkie   ślady,   które   mogłyby   jej   przypominać   o 
mężczyźnie,   który   bawił   się   jej   sercem   i   marzeniami,   a 
potem zostawił ją z niczym.

Ruszyła w stronę wyjścia.

background image

- Zadzwonię do ciebie - rzuciła na pożegnanie. Jednego 
była pewna. Musi zapomnieć o Calahanie

przynajmniej na chwilę. Dopiero potem podejmie decyzję, 
co   dalej.   A   przede   wszystkim,   czy   ma   grać   rolę   jego 
narzeczonej...

- Muszę ją odnaleźć. -  Alex  nerwowo chodził po gabi-

necie Lucasa.

Co mnie napadło? - zastanawiał się, myśląc o zaskaku-

jącej propozycji, którą znienacka złożył Jess.

Pragnął przecież zatrzymać tę dziewczynę przy sobie, a 

nie śmiertelnie ją wystraszyć.

W pierwszej chwili plan wydawał się znakomity. Gdyby 

Jess została przy nim, grając rolę jego narzeczonej, mogłaby 
go lepiej poznać. A i on miałby okazję, żeby poznać ją.

Okazało   się   jednak,   że   jej   ten   pomysł   nie   zachwycił. 

Trudno się dziwić. Z pewnością  odniosła wrażenie, że to 
jakiś nowy wybieg, by zdobyć... Natashę.

Sądził, że poczuje się bezpieczniej, jeśli nie domyśli się, 

że  chodzi  mu  tylko  o  nią,   o  zburzenie  muru,  którym  się 
otoczyła, o to, by znów dostrzegła miłość i umiała poko-
chać... jego.

Nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Pragnął 

ponownie   zobaczyć   jej   zielone   oczy   i   zmysłowe   usta. 
Chciał, żeby zapragnęła go równie mocno, jak on pragnął 
jej.

Oparł   się   plecami   o   drzwi.   Byłoby   wspaniale,   gdyby 

udało się nakłonić Jess, aby zechciała grać rolę jego narze

background image

czonej. Ileż radości sprawiłoby mu wybieranie pierścionka, 
sukni ślubnej i tych wszystkich drobiazgów, które kobiety 
pragną mieć w dniu ślubu.

Wyobraził   sobie,   jak   wyglądałaby   w   białej   sukni,   jak 

wirowałby z nią po parkiecie, mógłby ją całować...

Będę musiał przeprowadzić swój plan do końca, posta-

nowił. Tylko jak Jess to zniesie? I czy na pewno wystarczą 
gorące   pocałunki,   by   roztopić   ścianę   lodu,   za   którą   się 
schroniła?

Nie mógł się doczekać, żeby to sprawdzić.

- Masz przecież jej numer - odezwał się Lucas. Alex 
wcisnął dłonie do kieszeni.

- Nie odbiera telefonu. Wciąż włącza się poczta głosowa. 

- Jej słodki głos, który przepraszał, że nie może odebrać 
telefonu, doprowadzał go do rozpaczy.
- Wcale się nie dziwię.

-

Myślałem, że jesteś po mojej stronie. - Chyba wystar-
czająco   dużo   ci   płacę,   żeby   zdobyć   twoje   poparcie, 
dodał w myśli. Nawet jeśli moje pomysły są szalone.

-

A jak ty byś się czuł na jej miejscu? - Lucas machi-
nalnie dotknął brody. - Wyobraź to sobie: złe doświad-
czenia z mężczyznami popychają cię do wstąpienia do 
jakiejś   dziwacznej   organizacji,   gdzie   prawdopodobnie 
wszyscy   zajmują   się   wyłącznie   biadoleniem   nad 
doznanymi   krzywdami.   Potem   spędzasz   czas   z 
największym   z   tych   łajdaków   i   odkrywasz,   że 
lekceważy wszystko, co próbujesz mu przekazać.

Alex wzruszył ramionami.

background image

- Nie nadużywałem komplementów...

-

Ale skłamałeś, mówiąc, że jesteś zaręczony! W dodatku 
wciągnąłeś ją w to oszustwo po to, żeby przekonać inną 
kobietę o swojej szczerości.

-

Może masz rację. - Podrapał się po karku. - Tak czy 
inaczej,   trzeba   ją   teraz   odnaleźć   i   przekonać,   żeby 
zgodziła się zrobić to dla mnie.

Bezwiednie   przestawiał   ramki   ze   zdjęciami   na   biurku 

przyjaciela. Nie miał zamiaru zdradzić, że zależało mu na 
Jess. Niepotrzebny mu był rozgłos, jaki zwykle towarzyszył 
pojawieniu się nowej dziewczyny.
- Możliwe, że będą z tym kłopoty.

- Każdy   ma   swoją   cenę   -   powiedział,   kręcąc   głową. 

Musiał   się   tylko   dowiedzieć,   co   zdołałoby   ją   skłonić   do 
podjęcia korzystnej dla niego decyzji.
- Ta cena może być zbyt wysoka.

Nonsens, pomyślał. Miał wystarczająco dużo pieniędzy, 

żeby jej kupić, czego tylko zapragnie... Jeśli trzeba będzie, 
kupi jej nawet dom... Uśmiechnął się na myśl, jak proponuje 
jej dom w zamian za czas, jaki mu poświęci. Warto byłoby 
zobaczyć jej minę. Albo posłuchać, co mu wtedy powie...

No   tak,   z   pewnością   miałaby   wiele   do   powiedzenia. 

Chętnie   dowiedziałby   się,   jakich   argumentów   użyłaby, 
odrzucając jego ofertę. Tym bardziej, że miał doświadczenie 
w prowadzeniu negocjacji. Z pewnością pokonałby jej opór.

Poczuł, że robi mu się gorąco.

background image

- Wiesz,   gdzie   mam   jej   szukać?   -   spytał,   odzyskując 

kontrolę nad swoimi zmysłami.

Lucas westchnął ciężko.

- Poleciłem   Bobowi   z   działu   badawczo-rozwojowego, 

żeby się rozejrzał. - Podszedł do faksu i z uwagą przejrzał 
jakieś kartki. - Trochę tego jest. Tak... - mruknął, czytając 
przesłane   informacje.   -   Wstępne   badanie   wskazuje,   że 
numer   telefonu   pasuje   do   niejakiej   panny   J.   Thompson 
zamieszkałej na Thomas Street. Pracuje w firmie Kingston i 
spółka. - Lucas przechylił głowę na bok. - Ta nazwa coś mi 
mówi.

Alex  patrzył   na   niego   z   namysłem.   Rzeczywiście,   on 

także skądś znał nazwę firmy.
- Mam wrażenie, że to agencja reklamowa. Przyjaciel 
gwałtownie podniósł głowę.

- Myślisz,   że   to   wtyczka?   To   by   wyjaśniało,   dlaczego 

wolała zostać z tobą w miejscu pracy.

-

To ja ją wynająłem.

-

A mógłbyś się jej oprzeć? - zakpił Lucas.

Alex  poczuł nieprzyjemny dreszcz. To jakiś absurd. Nie 

jego  Jess. Kobieta,  która  podziałała   na  jego  zmysły,   roz-
paliła jego wyobraźnię, obudziła pragnienie, żeby spędzić z 
nią resztę życia...

Nie...

Chociaż... Nic tak go nie pociągało, jak wyzwanie rzu-

cone   przez   piękną   kobietę.   Nie,   to   niemożliwe.   Jess   za-
chowywała  się zbyt  lekceważąco,  mówiła zbyt  otwarcie... 
Nie mogła być wtyczką. Kobieta szpieg byłaby ugrzecz

background image

niona, uwodzicielska, chowałaby się w cieniu, obserwując 
wszystko z ukrycia.

To nie pasowało do Jess.

- To zaczyna być interesujące - powiedział Lucas. - Będę 

szukał dalej. Może faktycznie dobrze byłoby dowiedzieć się 
czegoś więcej o tej tak zwanej narzeczonej.

Alex  poruszył   się   niespokojnie.   Znów   pojawiło   się   to 

nieprzyjemne uczucie, że został zdradzony.

-

Tak, koniecznie. - Odepchnął niepokojące myśli. -Dam 
ci znać, jak mi z nią idzie.

-

Chyba nie mówisz poważnie? Zamierzasz to ciągnąć? - 
Lucas zmarszczył brwi.

-

Nie mam innego wyjścia.

-

Natasha uważa, że jesteś zaręczony,  i boisz się, żeby 
czegoś nie zepsuć, tak?

-

Zgadza się. - Podniósł kartki wyjęte z faksu i przebiegł 
je wzrokiem, jednak niewiele widział.

-

A skoro ta przeciwniczka mężczyzn może ci pomóc ją 
zdobyć, nieistotne chyba, jaki sama ma cel.

Alex  kiwnął   głową.   Ale   zaczyna   mieć   znaczenie,   jeśli 

celem   jest   ta   właśnie   przeciwniczka   mężczyzn.   Nie...   Nie 
chciał nawet o tym myśleć.

Lucas z niedowierzaniem pokręcił głową.

-

A wyglądała tak sympatycznie...

-

Bo jest sympatyczna - odparł spokojnie. Mimo tych ust, 
które   ciągle   z   niego   drwiły   i   nie   przestawały   rzucać 
krytycznych   uwag.   Chciał   je   zamknąć   pocałunkiem   i 
wymazać z jej umysłu wszystkie złe myśli. - To może 
być

background image

po prostu zbieg okoliczności. - Wrócił do biurka i zabrał 
kartki   z   przefaksowanymi   informacjami.   -   Będzie   mi   to 
potrzebne.
- Co zamierzasz?

Uśmiechnął się z trudem i ruszył w stronę drzwi.

- Idę odwiedzić swoją narzeczoną. I 
odkryć prawdę, dodał w duchu.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Jess   owinęła   się   szlafrokiem,   wtuliła   się   w   poduszki, 

którymi   wyłożyła   wiklinowy   fotel   i   rozglądając   się   po 
mieszkaniu, słuchała nagranych  wiadomości od Calahana. 
Jednej po drugiej...

Mimo   wielu   bibelotów   i   kolorowych   obrazków   dziś 

brakowało   w   jej   mieszkaniu   ciepła,   którego   tak   bardzo 
potrzebowała.

Stare meble z drewna tekowego były naprawdę wyjąt-

kowe. Ściany w ciepłym żółtym kolorze stanowiły świetne 
tło dla jaskrawych  obrazów. Ale nad wszystkim, co było 
miłe w tym  wnętrzu, zdawał  się panować  głos Calahana. 
Jego natarczywość i upór przyprawiały ją o ból głowy.

Jakim prawem zakładał, że zgodzi się odegrać rolę, którą 

dla niej wymyślił? Czy możliwe, że wyczytał w jej oczach 
słabość, jaką do niego miała?

W obronnym geście otoczyła się ramionami. Boże, zdaje 

się, że za wiele o tym myślę.
- Panie Darcy? - zawołała cicho.

Czarny kot wkroczył do pokoju. Poruszał się powoli, z 

pewnością siebie... zupełnie jak Calahan.

background image

Podniosła go z podłogi i wtuliła twarz w jego futro. - Jesteś 
jedynym facetem, którego rozumiem. Wiesz o tym?

Odchyliła się na fotelu i przymknęła oczy. Zwariuje, jeśli 

spędzi jeszcze trochę czasu z Calahanem. W dodatku jako 
jego narzeczona.

Nie   warto   tak   się   narażać,   pomyślała,   przygryzając 

wargę. Szansa, żeby zdobyła jakieś ważne informacje, była 
naprawdę niewielka. Z pewnością nie zrekompensuje nawet 
tego czasu, jaki musiała dziś spędzić w jego towarzystwie.

Jutro powie o tym Kath...

Musi  mu odmówić, a to znaczy,  że więcej  go nie zo-

baczy. ..

Mocniej przytuliła  Pana Darcy'ego.  Właściwie, jakie to 

ma   znaczenie,   czy   go   jeszcze   spotka?   To   prawda,   że   ją 
podniecał, ale to znaczyło  jedynie,  że bardzo dużo czasu 
minęło od chwili, gdy się ostatni raz całowała.

Nie interesowało jej, co Calahan z tym zrobi. Musi być 

szczery,   i   tyle.   Wtedy   być   może   uda   mu   się   stworzyć   z 
tamtą kobietą stały związek.

Natasha i  Alex... Zacisnęła powieki, czując przeszywa-

jący ból. Nie... Wcale jej nie przeszkadza, że pragnął tamtej 
kobiety.

Dla niej był nikim.

Zresztą już przenigdy nie zaufa żadnemu mężczyźnie, a z 

pewnością   nie   takiemu   uwodzicielowi   jak   on.   Za   bardzo 
przypominał Deana.

background image

Dean   Pearce   wydawał   się   idealny   pod   każdym 

względem. Wiedział, jak oczarować kobietę, jak zdobyć jej 
serce.

Pamiętał o wszystkich rocznicach i urodzinach, nie za-

pominał   nawet   o   walentynkach.   Co   prawda   zwykle   był 
bardzo zajęty i prawie wszystkie weekendy i święta spędzała 
samotnie, ale wcale jej to nie przeszkadzało.

Coś zaczęło się psuć, gdy wspomniała o zamieszkaniu 

razem.

Zapominał   o spotkaniach,   nie  oddzwaniał,  gdy nagrała 

się   na   sekretarkę,   rzadko   zdarzało   mu   się   zrobić   jej   nie-
spodziankę jakimś miłym podarunkiem.

Nie rozumiała, gdzie popełniła błąd. Byli ze sobą prawie 

dwa lata. To prawda, że miała sporo pracy w firmie, którą 
prowadziły   z   Kath,   ale   przecież   zawsze   udawało   jej   się 
zorganizować   swoje   zajęcia   tak,   żeby   dopasować   się   do 
niego.

Miesiące niepewności dały jej się mocno we znaki. Nie 

mogła spać, prawie przestała jeść, bez przerwy próbowała 
zrozumieć,   czemu   Dean   sprawia   wrażenie,   że   już   jej   nie 
kocha.

A potem zobaczyła go z inną kobietą i straciła wszelką 

nadzieję. Nie była w stanie stanąć z nim twarzą w twarz od 
razu   w   tamtej   restauracji,   więc   poszła   za   nimi.   Później 
odkryła, że poszedł do następnej kobiety.

Nie dowiedziała się, czy miał ich więcej. Nie chciała tego 

wiedzieć. Zobaczyła wystarczająco dużo.

Kochała mężczyznę, który należał do innej, a może do 

wielu innych...

Gdyby naprawdę istniała jakaś organizacja walcząca

background image

z   takimi   oszustami,   zapewne   przystąpiłaby   do   niej.   Za-
chowała się jak ostatnia idiotka, ale nie zamierzała powtó-
rzyć swojego błędu. Już nigdy nie zakocha się w żadnym 
mężczyźnie. A przynajmniej do czasu, gdy się upewni, że 
jest uczciwym człowiekiem.

Nie pozwoli  się więcej  wykorzystać  i porzucić.  Wciąż 

czuła rany, jakie zadał jej Dean. Gardło jej się ściskało za 
każdym  razem,  gdy mijała  ich ulubioną  restaurację,  oczy 
wypełniały się łzami, kiedy słyszała piosenkę, przy której 
tańczyli. Przez cały ten czas dawała mu z siebie wszystko. A 
on to chętnie przyjmował...

Dzwonek   przy   drzwiach   odbił   się   echem   o   ściany 

mieszkania.

Jess podniosła się z fotela. Na ręku wciąż trzymała Pana 

Darcyego.   Czyżby   Kath   postanowiła   ją   przekonać,   że 
powinna poświęcić resztki swojej godności?

Gwałtownie otworzyła drzwi.

- Nie ma takiej siły, żebym dała się namówić... - Słowa 

uwięzły jej w gardle.

Na progu stał  Alex  w czarnym smokingu i ciemnosza-

firowym krawacie, doskonale dobranym pod kolor oczu.

-

To zabrzmiało jak wyzwanie. W 
głowie jej się zakręciło.

-

Calahan...

- Jess - powiedział miękko, wodząc spojrzeniem po jej 

szlafroku,   czarnym   kocie   i   zaczesanych   do  tyłu   włosach, 
wciąż jeszcze wilgotnych po kąpieli. - Myślę, że powinnaś 
mówić do mnie po imieniu, skoro jesteśmy zaręczeni.

background image

-

Chyba masz jakieś urojenia.

-

Uważasz,   że   powinniśmy   o   tym   rozmawiać   przy   ot-
wartych drzwiach?

Serce waliło jej jak młotem. Miała go wpuścić do domu? 

Przecież to niedorzeczne.

Czy mogła mu zaufać? A sobie? Wyglądał olśniewająco, 

a jej ciało tak bardzo domagało się pieszczoty. I jak się to 
miało do ślubowania, że będzie żyła w abstynencji?

Wydawał  się niewzruszony jej wahaniem, jakby gotów 

był stać całą noc pod jej drzwiami.

-

No dobrze - powiedziała, odsuwając się trochę, żeby 
zrobić mu przejście. - Tylko się pospiesz.

-

Jesteś zajęta?

-

Nawet bardzo.

Wszedł   do   salonu,   rozpiął   marynarkę   i   opadł   na   jej 

ulubiony fotel pod oknem.

-

Mamy sporo do omówienia.

-

Naprawdę? Wydawało mi się, że pozostała tylko spra-
wa wynagrodzenia za dzień pracy.

-

Wyszłaś podczas lunchu - przypomniał. Powiódł spoj-
rzeniem   od   małego   stolika,   na   którym   leżały   jakieś 
kobiece magazyny, do kanapy zarzuconej kwiecistymi 
poduszkami.

Czyżby zamierzał wymigać się od zapłacenia? Ma facet 

tupet, pomyślała.

-

To był dość późny lunch.

-

Prawdę mówiąc, nie o tym chciałem rozmawiać - po-
wiedział,   wciąż   rozglądając   się   po   pokoju.   -   W   tej 
chwili najbardziej interesujesz mnie ty sama.

background image

- Ja? - szepnęła, czując, jak wstrząsa nią dreszcz. Cofnęła 

się trochę, mocniej przytulając kota. Pan Darcy wyrwał się z 
jej objęć i zeskoczył na podłogę.
-Jesteś mi potrzebna - mówił Calahan. Jego głos brzmiał 
głęboko i miękko. Jess zwilżyła wargi.

- Ja? - powtórzyła niepewnie. Ciaśniej owinęła się szlaf-

rokiem i spojrzała w stronę drzwi.

W   lśniących   oczach   Calahana   dostrzegła   obietnice,   z 

których jej zdradzieckie ciało tak bardzo chciało skorzystać.

- Ty. Chcę, żebyś wyszła ze mną dziś wieczorem, spę-

dziła ze mną kilka dni... Chcę, by całe Sydney wiedziało, że 
znalazłem prawdziwą miłość.

Uciekła   spojrzeniem   w   bok   i   z   płonącymi   policzkami 

pochyliła się, żeby poprawić poduszki na sofie.
- A znalazłeś?

-

Oczywiście. Przynajmniej na kilka tygodni... póki nie 
złamiesz mi serca - odparł wolno.

-

No tak, jasne. - Czego innego mogła się po nim spo-
dziewać?   Przecież   po   jednym   dniu,   który   z   nim 
spędziła, nie mógł zmienić swoich zwyczajów. Albo się 
w niej zakochać...

Boże, co mi przyszło do głowy! - przeraziła się. Wcale 

nie chciała, żeby się w niej zakochał. Chociaż w ten sposób 
odniosłaby podwójne zwycięstwo - nie tylko zniszczyłaby 
jego   firmę,   ale   także   złamała   mu   serce.   Jednak   nagle 
stwierdziła, że nie czuje już takiego dreszczu emo

background image

cji, gdy się okazało, że tak samo jak wszyscy inni ludzie 
stara się, żeby jego życie nabrało sensu.

Wysunęła  buńczucznie  brodę. Calahan  nic dla niej  nie 

znaczył. Najwyżej mógł posłużyć za katalizator po to, żeby 
znów zaczęła myśleć o miłości.

Była   romantyczką,   ale   co   z   tego?   Chciała   mieć   takie 

samo życie, jakie wiedli jej rodzice przed chorobą mamy. 
Marzyła o zamkach na lodzie, płatkach róży na poduszce, 
czułych   słówkach   szeptanych   do   ucha,   poczuciu   wspól-
noty. ..

-

Już   ci   dziś   mówiłam   -   odezwała   się   zdecydowanym 
tonem - że nie chcę mieć nic wspólnego z oszustwem.

-

Mówisz, jakbyś była świętą... Nigdy nie zdarza ci się 
kłamać?

Jess strzepnęła poduszkę.

-

Jeśli wymaga tego sytuacja...

-

Moim zdaniem tak właśnie było. Jess 
pokręciła głową.

Calahan potarł ręką twarz, jego oczy się zwęziły.

- Zdaję   sobie   sprawę,   że   przebywanie   w   moim   towa-

rzystwie jest dość nudne. Przede wszystkim będą to spot-
kania z klientami i przyjęcia. Ale postaram się, żeby ci się 
opłaciło.
Serce zabiło jej mocniej. Przyjęcia? Klienci? Przygryzła 
wargę, myśląc o tym, co mówiła Kath. Musiała pamiętać, 
jakie korzyści przyniosłoby to ich agencji.

- Mogę nawet kupić ci odpowiednią garderobę na przy-

jęcia - mruknął.

background image

- Mam własne ubrania.

Gestem wskazał drzwi do jej sypialni.

- W takim razie włóż coś na siebie. Zaraz wychodzimy.

-

Nie powiedziałam, że się zgadzam - wycedziła wolno. 
Wciąż jeszcze ze sobą walczyła.

-

Przecież wiesz, że to zrobisz. - Oczy Calahana łudziły 
obietnicą.

Otworzyła   usta,   ale   zaraz   ponownie   je   zamknęła.   Nad 

czym   tu   się   zastanawiać?   Podawał   jej   na   tacy   wszystko, 
czego potrzebowała. Czy aby na pewno? A może tkwił w 
tym jakiś haczyk?
- Najlepiej gdyby to było coś czarnego i seksownego.

Uniosła brwi, ale nie była już w stanie wzbudzić w sobie 

złości.   Zdaje   się,   że   naprawdę   go   polubiłam,   pomyślała. 
Niech to diabli!

- Nie mogę pozwolić, żeby moi goście czekali zbyt długo 

- dodał Alex, zaniepokojony jej wahaniem.

Patrzyła   na   niego   z   bijącym   sercem.   W   tym   czarnym 

smokingu   wyglądał   jeszcze   bardziej   seksownie   i   niebez-
piecznie. Boże, czy uda mi się znieść cały wieczór? - za-
stanawiała się.

Nie miała wątpliwości, że nie zdoła mu się oprzeć. Mo-

głaby się co prawda dowiedzieć, na jakich klientów poluje, 
ale nie chciałaby tego robić za cenę własnego ciała, które aż 
się rwało do niego.

- Przykro mi, Calahan. Powiedziałam ci przecież, że je-

stem zajęta.

Rozejrzał się po pokoju, marszcząc brwi.

background image

Jess milczała, nie dodając żadnych wyjaśnień. Zdawała 

sobie sprawę, że nie znajdzie argumentów, które oparłyby 
się jego determinacji. Zresztą jej również zabrakłoby silnej 
woli, gdyby poczuła dotyk jego rąk i ust.

Alex  podniósł się z fotela, wygładził spodnie i poprawił 

krawat. Przyglądał się jej badawczo, jakby chciał zajrzeć w 
głąb jej duszy.

- Ustąpię tylko pod warunkiem, że przez następne trzy 

tygodnie zgodzisz się grać rolę mojej narzeczonej.

Jak miała to zrobić, skoro ledwie wytrzymywała napię-

cie, siedząc z nim w jednym pokoju?

Chociaż... On wcale nie myślał o niej. Pragnął przecież 

Natashy. I bardzo dobrze.

- Bardzo proszę - dodał, biorąc ją za ręce. Jego dłonie 

były duże i ciepłe. - Pomóż mi.

Pokręciła głową. Nie mogła się na to zgodzić. Nie była 

wystarczająco   odporna   na   jego   wdzięki,   spojrzenia,   po-
całunki. ..

-

Obiecuję, że będę solennie stosował się do wszystkich 
twoich rad.

-

Nie wiem... - Musiała zyskać trochę czasu, żeby się nad 
tym zastanowić. - Dam ci czas do soboty. Musisz mi 
udowodnić, że starasz się zmienić swoje nastawienie do 
kobiet.

-

Umowa stoi. - Spojrzał w dół na ich splecione dłonie. - 
Może w takim  razie weźmiesz  udział  w przyjęciu  na 
jachcie?

- Dobrze. Myślę, że nie będzie z tym problemu.

background image

A   potem   zakończy   całą   sprawę.   Do   tej   pory   odzyska 

rozsądek,   poradzi   sobie   z   zauroczeniem   i   zdobędzie   dla 
Kath nazwy jakichś firm.

Zagra rolę jego narzeczonej, z wielką przyjemnością się 

z nim rozstanie, a potem zajmie własnymi sprawami.

Wszystko się skończy i życie znów będzie normalne.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

-

Co mam z tym zrobić, do diabła? - Jess cisnęła gazetę 
na biurko przyjaciółki. Litery wciąż tańczyły jej przed 
oczami.

-

Co to takiego? - Kath podniosła wzrok.

-

Zawiadomienie  o naszych  zaręczynach  - odparła głu-
cho.   -   W   dzisiejszej   gazecie.   Tak   wyraźne,   że   nie 
sposób go przegapić.

-

No   cóż.   Przecież   wczoraj   zgodziłaś   się   odegrać   rolę 
jego narzeczonej.

-

Tak. To znaczy nie. - Opadła na krzesło. - Zgodziłam 
się na krótką próbę. A teraz wszyscy się dowiedzą, że 
zaręczyłam się z największym podrywaczem w mieście.

-

Na to wygląda. - Kath wzruszyła ramionami.

-

Nie wierzę mu ani trochę. Wciąż mówi i robi rzeczy, 
które wprawiają  mnie w osłupienie. Proszę bardzo! - 
Dziobnęła palcem w gazetę.

Kath upiła łyk kawy z kubka, który stał na brzegu biurka.

- Jest  bogaty i  przyzwyczaił  się, że zawsze dostaje to, 

czego pragnie, i to na warunkach, jakie sam ustala.

background image

- No   to   niech   się   przygotuje   na   niespodziankę,   bo   po 

przyjęciu  kończę z tym  wszystkim.  Wycofam  się natych-
miast, kiedy zdobędę nazwy paru firm. Bez względu na to, 
jak na jego  nowy wizerunek wpłynie  fakt, że narzeczona 
ucieka po dwóch dniach.

-

Bardzo rozsądnie.

-

Więc dlaczego czuję się tak podle?

-

To nie twoja wina, że facet jest nałogowym  kłamcą i 
sam  się zapędził w kozi  róg, wybierając  niewłaściwą 
kobietę.

-

Ja mam być tą niewłaściwą kobietą? - Poderwała głowę.

-

To chyba oczywiste - odparła Kath gładko, uśmiechając 
się szeroko. - Jesteś sekutnicą a nie potulnym i słodkim 
kociątkiem.

Kath  ma rację,  pomyślała.   Aleksowi   wydawało  się,  że 

trafił na słodką idiotkę, która przystąpi do jego fanklubu i 
będzie robić wszystko, żeby ją tylko zechciał zauważyć. Ale 
grubo się mylił.

- Nienawidzisz go, prawda?

- Oczywiście.   -   Lecz   jednocześnie   podobał   jej   się   i   w 

dodatku tak bardzo pragnęła  poczuć na swoim  ciele jego 
dłonie. Chociaż jej pragnienia nie miały tu nic do rzeczy.

Kath podniosła pióro i przez chwilę jeszcze patrzyła na 

gazetę.

- Więc chyba nie masz czym się martwić.

Kręcąc z dezaprobatą głową, Jess wyszła z pokoju i ru

background image

szyła   po  schodach   w   dół.   Potrzebowała   czegoś   solidniej-
szego   niż   kubek   kawy   i   mały   pierniczek.   Takie   kłopoty 
wymagały   porządnego   kawałka   czekoladowego   tortu... 
Tylko nieprzyzwoicie tuczące ciastko z łyżką lodów i porcją 
bitej śmietany mogło ukoić jej zmysły i ostudzić rosnące w 
niej pożądanie.

- Jess?

Stanęła jak wryta, słysząc głęboki głos Aleksa Calaha-na. 

On?   Tutaj?   Niemożliwe.   Gdyby   się   dowiedział,   gdzie 
pracuje i co robi...

- Tak?   -   Miała   nadzieję,   że   zabrzmiało   to   absolutnie 

niewinnie.

Alex  uśmiechnął się i natychmiast  poczuła, że się roz-

pływa.

- A więc tutaj pracujesz? - Podniósł głowę i spojrzał na 

budynek, z którego wyszła.

Kiwnęła głową, czując, że brak jej tchu. Nie wyglądał na 

osobę, która właśnie spotkała nieprzyjaciela. Czy to znaczy, 
że nic nie wie? A może ma taką wesołą minę, bo już wie i 
właśnie zamierza pożreć ją żywcem?

- Nie znam firmy Kingston i spółka. Czym się właściwie 

zajmujesz?

Otworzyła  usta, ale nie była  w stanie wydobyć  słowa. 

Nie mogła przecież powiedzieć mu prawdy.

- Właściwie wszystkim po trochu... No, wiesz.

-

Chodziło mi o to, czym zajmuje się firma. Przechyliła 

głowę na bok i z namysłem dotknęła palcem warg.

background image

- A co ty tu robisz?

Przeniósł spojrzenie na jej wargi, w jego oczach pojawił 

się błysk.

-

Przyszedłem zobaczyć się z tobą. Nie 
zdołała ukryć uśmiechu.

-

Wydawało mi się, że umówiliśmy się na wieczór?

-

To prawda, ale nie mogłem się doczekać.

Poczuła, jak ciepło rozchodzi się po jej ciele. Zadrżała na 

myśl, że może lubi ją nie tylko jako swoją instruktorkę i 
fałszywą narzeczoną.
- Coś takiego! Alex padł na 
kolana.

Krew burzyła się jej w żyłach, policzki pałały.

- Co ty wyprawiasz?

- Jess, czy mogłabyś zrobić mi ten zaszczyt i zostać moją 

narzeczoną   przez   następne   dwa   tygodnie?   -   mówiąc   to, 
wsunął jej na palec pierścionek.

Oderwała wzrok od jego uśmiechniętych oczu i spojrzała 

na błyszczący w słońcu brylant. Musiał ważyć co najmniej 
dwa karaty,  był  różowy,  owalny,  w delikatnej  platynowej 
oprawie.

Serce   waliło   jej   jak   młotem.   Boże...   Gdyby   to   tylko 

działo   się   naprawdę...   Gdyby   to   tylko   był   miły,   szczery, 
rzetelny mężczyzna, który ją rzeczywiście kocha...

- Mówiłam ci przecież, że najpierw musisz przejść próbę 

-   prychnęła.   -   Co   cię   podkusiło,   żeby   ogłosić   nasze   za-
ręczyny? A teraz to...

- Chyba dlatego, że jestem ogromnie podekscytowany

background image

- odparł, podnosząc się z ziemi i otrzepując kolana. - Nie 
mogłem się już wprost doczekać, żeby zaczął się okres na-
rzeczeński.

- Mogę się wycofać do soboty wieczorem - ostrzegła.

- Mam nadzieję, że tego nie zrobisz - odparł, przysuwając 

się bliżej.

- Muszę już iść - powiedziała, pospiesznie się cofając.

- Mam dużo pracy.

- Jasne.   -   Pochylił   się   i   delikatnie   musnął   wargami   jej 

usta.

- A to po co? - szepnęła.

-Na   wszelki   wypadek.   Ktoś   może   nas   obserwować. 

Trzeba zachować pozory.

I chwilę później już go nie było. Została sama, z rozsza-

lałym sercem i ciałem, które płonęło z pożądania...

Jednego była pewna. W chwili, gdy skończy się ta sprawa 

z Alexandrem Calahanem, będzie gotowa na nowy związek. 
A mężczyzna, którego wybierze, będzie musiał dobrze się 
starać, żeby spełnić jej oczekiwania.

Słuchając dźwięku dzwonka do drzwi,  Alex  czuł się jak 

nastolatek na pierwszej randce.

Może to niemądre, ale Jess sprawiła, że myślał i odczu-

wał, jakby miał najwyżej osiemnaście lat. Czyżby to dlatego, 
że bez przerwy go oceniała?

Nie miał pojęcia, co knuła. Po tym, jak ostatniego wie-

czoru nie zgodziła się wyjść z nim na spotkanie z klientami, 
przypomniał sobie o podejrzeniach Lucasa.

background image

Gdyby była wtyczką, nie zrezygnowałaby z takiej okazji. 

Ale   dlaczego   w   takim   razie   unikała   rozmowy   na   temat 
swojej   pracy?   Albo   była   wyjątkowo   sprytna,   a   przy   tym 
miała anielską cierpliwość, albo też faktycznie działała w 
ruchu   feministycznym   i   tylko   przypadek   sprawił,   że 
zawodowo zajmowała się reklamą.

W   tym   momencie   właściwie   nie   miało   to   znaczenia. 

Zresztą prawdopodobieństwo, że Jess może go wykorzystać, 
było znikome.

Wyraz jej twarzy, gdy włożył  na jej palec pierścionek, 

był nieoczekiwanie zachęcający, jakby przychylny dla jego 
zamierzeń. Gdy patrzył w jej błyszczące oczy, miał wraże-
nie, że nie zdoła dłużej ciągnąć tej farsy.

Tak bardzo chciał wyznać, że to jej pragnął, a nie Na-

tashy, ale z tym trzeba poczekać.

Nie mógł przestać o niej myśleć ani doczekać się, kiedy 

ją znów zobaczy. Zachowuję się jak masochista, pomyślał, 
przeczesując palcami włosy.

Czy to jest właśnie miłość?

Jess   otworzyła   drzwi.   Długa,   sięgająca   kostek   czarna 

sukienka otulała jej ponętne kształty. Dekolt opadał nisko, 
odsłaniając   rowek   między   piersiami.   Poczuł   dreszcz 
podniecenia na widok jej kremowej skóry.

Włosy upięła wysoko, ale kilka kosmyków wysunęło się 

z fryzury i zdawało się pieścić jej twarz. Jej usta były ciem-
noczerwone, a szmaragdowe oczy patrzyły na niego w taki 
sposób, że zapierało mu dech.

Miał nadzieję, że to jego widok, a nie elegancki smo

background image

king robił na niej takie wrażenie. Boże, jeszcze chwila, a 
utonie w jej oczach. Najchętniej zostałby z nią tutaj, grzejąc 
się w jej cieple...

-

No co? - mruknął zmieszany.

-

Wyglądasz rewelacyjnie - odparła swobodnie.

-

Ty również. Gotowa na próbną randkę?

-

Jasne.   Gdzie   idziemy?   -   Wyszła   na   korytarz,   jakby 
chciała jak najszybciej rozpocząć wspólny wieczór.

-

Na  kolację  do  „Bondi  Icebergs".  -  Objął   ją w  pasie, 
czekając, aż zamknie drzwi. Kiedy jego dłoń trafiła na 
nagą skórę, miał wrażenie, że się oparzył. Na Boga, co 
to takiego?

-

No, no... Szpanerski lokal. - Wysunęła się z jego ob-
jęcia i ruszyła  przodem, a wówczas zobaczył  głęboki 
dekolt z tyłu sukienki.

Całe plecy miała odkryte. Po prostu nie było tu ani śladu 

po   sukience,   która   jakimś   cudem   zaczynała   się   dopiero 
poniżej talii, skąd spływała aż do ziemi.

Przełknął nerwowo ślinę. Jeśli Jess zamierzała go uwieść, 

zrobiła dobry początek, wkładając tę suknię.

- Jakoś niewiele mówisz. - Spojrzała na niego przez ra-

mię. - Czy to ze strachu, żeby nie palnąć jakiegoś głupstwa, 
które da mi pretekst do wycofania się?

Uśmiechnął się mimo woli.

- Może... A może po prostu twoja uroda pozbawiła mnie 

głosu.

Odwróciła się gwałtownie.

- Znowu próbujesz mi pochlebiać?

background image

- Troszeczkę   -   odparł   swobodnie,   starając   się   skupić 

uwagę na rozmowie, a nie na Jess ani pożądaniu, które go 
ogarnęło. - Choć mam nadzieję, że nie za bardzo. Chciałem 
wyrazić, jak bardzo poruszył mnie twój widok, ale boję się, 
czy nie zabrzmiało to zbyt ckliwie.
-

No dobrze. - Skinęła głową z aprobatą. Uśmiechnął się z 

satysfakcją. Chyba był na dobrej drodze, skoro tak łatwo 
przyjęła komplement.

Nagle Jess się zatrzymała.

-

Niech to diabli, zapomniałam torebki. - Zawróciła do 
drzwi. - Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. Jestem 
dziś zupełnie bez głowy.

-

Wiem, jak to jest - powiedział, idąc za nią. Wiedziałaby, 
jak to jest stracić głowę, gdyby jej myśli choć w poło-
wie   były   tak   zajęte   nim,   jak   jego   nią...   Tyle   że   ona 
chyba nawet go nie lubiła.

Zaczął rozważać, jak skłonić ją, by dała mu choćby mały 

znak, czy ma u niej szanse.

- Przepraszam,   że   zwaliłem   ci   to   wszystko   na   głowę. 

Wiem, że niespecjalnie lubisz spędzać ze mną czas.

Wzruszyła lekko ramionami.

- Przeżyję. - Otworzyła drzwi i poszła do sypialni. Alex 
wszedł do salonu.

- Mam nadzieję, że ogłoszenie naszych zaręczyn nie 

popsuje ci stosunków w tej feministycznej organizacji? 
-spytał, wchodząc do salonu.

-

Nie pomyślałam o tym - odkrzyknęła.

-

Jak sądzisz, co powie na to twój ojciec? - ciągnął, gła

background image

dząc ręką patchworkową narzutę na sofie. - Chyba poświęci 
ci   wreszcie   trochę   uwagi,   prawda?   -   Przez   chwilę 
zastanawiał   się  nad  tym,  jak  ojciec  może  zareagować   na 
niespodziewane zaręczyny córki. - Pewnie trudno mu bę-
dzie to wytłumaczyć  - podjął, patrząc w stronę drzwi do 
sypialni. - Chętnie ci pomogę porozmawiać z nim o tym. O 
nas.

Zastanowił go brak odpowiedzi. Podniósł głowę. Z sy-

pialni nie docierał żaden dźwięk. Boże, czyżbym powiedział 
coś niewłaściwego? - zaniepokoił się.

Podniósł się z kanapy i z bijącym mocno sercem pod-

szedł do drzwi pokoju Jess.

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Jess zadrżała. Słowa Aleksa odebrała jak cios. Głęboki 

żal ścisnął jej serce.

Tata...   Nie   pomyślała,   jak   może   zareagować   na   to 

wszystko...

Łzy napłynęły jej do oczu. Jak przyjmie wiadomość, że 

postanowiła wyjść za mąż za jego największego wroga? Za 
mężczyznę, który zrujnował jego firmę? Który odebrał mu 
chęć do życia?

Ciężko usiadła na łóżku. O Boże...

- Jess?

Podniosła wzrok na mężczyznę, który stał w drzwiach. 

Gdyby ojciec poznał go bliżej...

Co ja wymyśliłam? - zganiła się natychmiast. Przecież to 

tylko farsa. Cała ta sprawa potrwa zaledwie kilka dni. Nie 
było żadnego powodu, by jej ojciec miał się dowiedzieć, że 
zarozumiały z pozoru Calahan jest uprzejmy i delikatny.

Poczuła   ból   w   piersi.   To   wszystko   nie   dzieje   się   na-

prawdę.  Nic z tego  nie jest  prawdziwe.  To tylko  szalone 
zwidy... no i marzenia...

background image

Zdawała   sobie   sprawę,   że   wszystko   się   skończy,   gdy 

tylko  Alex  zdobędzie to, czego  pragnie.  Wtedy znów zo-
stanie  sama.  Lecz  niestety musiała  przebrnąć  przez  to do 
końca.

Choćby dla siebie samej.

Gardło jej się ścisnęło, z oczu natychmiast popłynęły łzy. 

A   ojciec   i   tak   będzie   się   zachowywał   jak   zawsze.   Może 
nawet gorzej.

Jak zdoła wytłumaczyć mu to całe zamieszanie?

- Hej - szepnął Alex. Podszedł bliżej, uklęknął przy łóżku 

i położył ręce na jej dłoniach. - Tak mi przykro...

Jej również było przykro. Dlatego, że bez względu na to, 

co robiła, dla ojca nie miało to żadnego znaczenia... Że jej 
agencja nie odnosiła takich sukcesów, jak firma ojca... Że 
nie umarła zamiast mamy...

Zakryła ręką usta, ale nie mogła powstrzymać szlochu.

- Chcę tylko, żeby mnie dostrzegał. To, co robię. Ale jego 

to nic nie obchodzi. W ogóle.

Alex  odwrócił jej lewą rękę i kciukiem pogładził pier-

ścionek.

- To może pomóc.

Rzuciła okiem na piękny różowy brylant. Wiadomość o 

jej   zaręczynach   mogła   jednak   jeszcze   bardziej   pogorszyć 
sytuację. No, chyba że wyzna ojcu całą prawdę. Tylko jaka 
właściwie   jest   prawda?   Ma   powiedzieć,   że   próbowała 
osłabić pozycję wroga? Czy może, że chciała mu pomóc? A 
może o tym, że oczarował ją jego piękny uśmiech i zmy-
słowe usta?

background image

-

Myśli wyłącznie o tym, jak stracił swoją firmę i o tym, 
że   kiedyś   sprawiedliwości   stanie   się   zadość.   - 
Przełknęła łzy. - Co sobie teraz o mnie pomyśli?

-

O tym, że zostałaś moją narzeczoną? - Alex uśmiechnął 
się łagodnie. - Może ci po prostu pogratuluje?

Pokręciła głową. Gdyby tylko mogła szczerze o wszyst-

kim mu opowiedzieć!

-

Myśli  tylko  o tym,  w jaki  sposób stracił  firmę  - po-
wtórzyła. Tak bardzo chciała, żeby zrozumiał znaczenie 
tych słów.

-

Całkiem możliwe, że obwinia się o śmierć twojej ma-
my. Pewnie uważa, że nie zasłużył na to, aby odnosić 
sukcesy w interesach...

-

Co? - Podniosła gwałtownie głowę i spojrzała na niego 
pytająco.

-

Prawdopodobnie   sam   sobie   utrudniał   wykonywanie 
pracy. - Zaczął rozcierać jej ręce. Jess poczuła, jak prze-
nika ją ciepło bijące od jego ciała. - Gdybym ja miał ko-
goś,   na   kim   zależałoby   mi   najbardziej   na   świecie, 
pomyślałbym, że powinienem zrobić coś więcej... dużo 
więcej. Pewno żałowałbym, że tyle czasu poświęcałem 
pracy, zamiast ukochanej osobie...

-

A co ze mną? - Przygryzła wargę, czując, jak żal ściska 
jej serce, gdy uświadomiła sobie, że tą ukochaną osobą 
jest dla niego Natasha. - Dlaczego mnie ignoruje?

-

Prawdopodobnie dlatego, że mu o niej przypominasz - 
powiedział  miękko, patrząc   jej  w  oczy.  -  Jak  sądzę,\ 
czuje się winny.

background image

Słuchała   go   zaszokowana.   Czy   to   może   być   prawda? 

Wyjaśnienie wydawało się takie proste i oczywiste...

Wysunęła ręce z dłoni Aleksa, uniosła ramiona i mocno 

go uścisnęła. Wydawał się taki silny i ciepły, a przy tym tak 
pięknie pachniał...

Nie miało już znaczenia, kim jest. Dzięki niemu znów 

zaświtała jej  nadzieja, że naprawi  stosunki  z ojcem  i nie 
będzie   musiała   w   tym   celu   poświęcić   mężczyzny,   który 
przyczynił się do upadku jego firmy.

Objął ją ramionami i przytulił do siebie.

- Za jakiś czas sam ci to powie - szepnął. - Musisz tylko 

wierzyć, że cię kocha.

Jess odsunęła się trochę, z jej oczu znów popłynęły łzy. 

Miał   przecież   być   samolubny   i   płytki.   Bezczelny   i   nik-
czemny. .. Jak to możliwe, że jest taki cudowny?

- Alex...  -   szepnęła,   podnosząc   rękę   do   jego   twarzy. 

Kiedy pogłaskała jego gładki policzek, poczuła radość, że 
wreszcie może go dotknąć. - Dziękuję.

Chwycił jej dłoń i zajrzał głęboko w oczy.

- Powiedz to jeszcze raz.

-

Dziękuję - powtórzyła cicho. Pod wpływem jego spoj-
rzenia i dotyku dłoni, którą trzymał jej nadgarstek, głos 
odmówił jej posłuszeństwa.

-

Nie - powiedział stanowczo, uwalniając jej rękę. - Nie 
to. Chodzi mi o moje imię.

- Alex.  -   Uśmiechnęła   się,   przesuwając   palec   po   jego 
szyi.   Przytrzymał   jej   dłoń,   przeniósł   spojrzenie   na   jej 
usta,

po czym podniósł się z kolan, pociągając ją za sobą.

background image

Nie mogła się powstrzymać ani odpowiedzieć przecząco 

na jego pytające spojrzenie, w którym dostrzegła pożądanie. 
Pochyliła się do przodu i delikatnie musnęła wargami jego 
usta.

Przez chwilę powoli je smakował, po czym pogłębił po-

całunek,  wzbudzając   w  niej  pragnienia,   o których  dawno 
zapomniała.
- Myślałam, że chcesz... - szepnęła.

- Ciebie. - Przesunął dłonie wzdłuż jej pleców i mocno 

przycisnął do siebie.
-Ale...

Nie odrywając oczu od jej twarzy, obwiódł kciukiem jej 

wargi i znów ją pocałował.

- Boże, jak ja cię pragnę! Jesteś piękna, zachwycająca, 

niesamowita...

Powstrzymała go, kładąc dłoń na jego ustach.

- Co ci mówiłam na temat przesadnych komplementów?

- Zdawało   mi   się,   że   mówiłaś   o   wszelkich   pochleb-

stwach? - zakpił.

Wzruszyła ramionami, patrząc mu z uśmiechem w oczy.

- Odrobina adoracji ucieszy każdą dziewczynę.

- To znaczy ile? - mruknął łamiącym  się głosem, przy-

ciągając ją bliżej.

Jess nie mogła się nim nasycić. Jego gorące pocałunki 

wprawiły   jej   ciało   w   drżenie   i   wypierały   z   jej   umysłu 
wszelkie myśli.

Zsunęła marynarkę z jego ramion, rozpięła guziki koszuli 

i położyła dłonie na jego torsie, napawając się cie

background image

płem skóry. Płonęła na myśl o ustach Aleksa błądzących po 
jej skórze, o dłoniach pieszczących jej ciało.

Gdy zaczął całować jej szyję, chwyciła gwałtownie po-

wietrze,  zrobiła  krok  do tyłu  i  pociągnęła  go   za  sobą  na 
łóżko.

Alex zawahał się, po czym zastygł nad nią, jak drapieżny 

ptak   nad   swoją   zdobyczą.   Jego   oczy   błyszczały   niebez-
piecznie.

Serce Jess zadrżało. Zdawała sobie sprawę, że powinna 

to przerwać. Jednak wówczas nie będzie go miała nigdy... 
nawet na krótko. I do końca życia będzie tego żałować.

Objęła go ręką za szyję i przyciągnęła do siebie. Cało-

wała jego nagie ramiona, z radością słuchając pomruku, jaki 
wydobył mu się z gardła.

Alex przycisnął usta do jej szyi, jego dłoń wędrowała od 

jej talii do biodra i znów do góry, póki nie zatrzymała się na 
piersi. Jess wygięła plecy, poddając się pieszczotom. Jeszcze 
żaden   mężczyzna   nie   wzbudzał   w   niej   takiej   żądzy. 
Odwróciła głowę, odnalazła jego usta i przywarła do nich z 
jękiem.

Zaczęła wić się z rozkoszy,  gdy  Alex  pieścił jej pierś, 

drażniąc kciukiem sutek. O Boże... To niesamowite. On jest 
niesamowity...

Mimowolnie napięła mięśnie.

- Wszystko w porządku? - spytał Alex.
-Tak   -   szepnęła.   Tak,   wszystko   było   w   porządku.   W 

namiętności i pożądaniu nie było nic niewłaściwego. To z 
miłością nie chciała mieć do czynienia...

background image

Oczekiwanie   na   spełnienie   było   boskie.   Wystarczyły 

pocałunki Aleksa, żeby doprowadzić ją do szaleństwa, żeby 
poczuła żar.

Alex  sięgnął   do   klamerki   na   karku,   zsunął   jedwabną 

tkaninę w dół i położył rękę na rozgrzanej skórze Jess.

- Och... - westchnęła, gdy chłodne powietrze owionęło jej 

piersi.

Alex upajał się jej widokiem, jego szafirowe oczy płonęły 

namiętnością.   Wreszcie   pochylił   głowę   i   objął   ustami   jej 
sutek.

Miała wrażenie, że zaraz straci zmysły. Drżąc z podnie-

cenia, wpiła palce w jego plecy.

Odsunął   się   od   niej,   wpatrując   się   w   nią,   jakby   była 

cennym klejnotem... Jakby nie zamierzał nic zrobić... Jakby 
zastygł...

-

Alex... - szepnęła. Wszystko w niej stopniało w chwili, 
gdy wszedł do tego pokoju. Miała wrażenie, że otacza 
ją   coś   ciepłego   i   pięknego,   co   stępiło   jej   umysł, 
spowijając ją w złotym  świetle. Musiała podzielić się 
tym uczuciem z Aleksem...

-

Boże, Jess, jesteś taka piękna - mruknął. Znów przy-
ciągnął ją do siebie i zaczął całować drugą pierś.

Wygięła plecy, nie potrafiąc już walczyć z pożądaniem.

-

Alex - jęknęła, przesuwając dłoń w dół.

-

Nie powinniśmy...

Pod wpływem impulsu rozpięła zamek w jego spodniach.

- Właśnie że powinniśmy.

background image

-Ale...

- Żadnych wątpliwości. Tylko to - szeptała, całując go w 

szyję i wsuwając palce we włosy.
- Jess... jesteś pewna?

- Tak, do diabła. - Pragnęła tego bardziej niż czegokol-

wiek w życiu. Nie chciała się zastanawiać, dlaczego tak się 
dzieje. W ogóle nie chciała myśleć. Tylko być z nim. Tu i 
teraz.

Alex z jękiem zacisnął palce na brzegu jej majteczek.

Przycisnęła   usta   do   jego   warg.   Namiętny   pocałunek 

jeszcze bardziej ich rozpalił. Po chwili ubranie Jess leżało na 
podłodze.

-

Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę - szep-
nęła, gdy przykrył jej ciało swoim.

-

Zaraz   uwierzysz.   -   Przesunął   rękę   wzdłuż   jej   nogi, 
głaskał ją i pieścił, ucząc się jej ciała.

Przestała oddychać, dygocząc z pożądania.

- Alex - szepnęła błagalnie. 
Teraz już się nie wahał.

Zadrżała, gdy wstrzymując oddech, wszedł w nią głęboko, 
wycofał się, wślizgnął znowu... Krzyk wyrwał się jej z 
gardła.

Alex  pochylił się do jej ust, spijając jej pożądanie. Jess 

czuła, jak unosi ją ze sobą, zabiera w ciemną pustkę i znów 
rzuca w płomienny żar, przepełniając  ją przejmującą roz-
koszą.

Oddychając   ciężko,   opadł   na   posłanie.   Tulił   ją   w   ra-

mionach, całując jej czoło, policzki i powieki.

background image

Jess leżała bez sił, zupełnie wyczerpana.

Wiedziała, że dla obojga był to wyłącznie seks. Alex po-

został uwodzicielem. Nie będę musiała ciągnąć tego dłużej 
niż do soboty, pomyślała, tłumiąc ból w piersi.

-1 jaka jest twoja odpowiedź? - spytał Alex szeptem.

Wzięła głęboki oddech i położyła dłoń na jego brzuchu. 

Wciąż go pragnęła...

- A jakie było pytanie? - Uśmiechnęła się.

Palcem wodził po jej ciele, obrysowując wszystkie za-

okrąglenia, jakby chciał nauczyć się jej na pamięć.

- Hmm... Niech się zastanowię...

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Jess przekręciła się na łóżku, powieki jej zadrżały. Przez 

okno   do   pokoju   wlewało   się   słońce.   Dzisiejszy   ranek 
wydawał   się   niezwykły,   całkiem   inny   od   wszystkich 
poprzednich.

Ostatnia   noc   była   cudowna.   Rozmawiali,   kochali   się, 

potem zamówili pizzę, znowu się kochali, rozmawiali, ko-
chali się i wreszcie zasnęli.

Przeciągnęła   się   z   rozkoszą.   W   całym   ciele   poczuła 

przyjemne mrowienie, gdy pomyślała o Aleksie i o tym, że 
dzisiejszej   nocy   znów   będzie   tak   samo.   A   może   jeszcze 
następnej...

Cóż z tego, że nigdy nie zje kolacji w „Bondi"? Pragnęła 

wyłącznie Aleksa... Tak długo, jak tylko będzie mogła go 
mieć dla siebie.

To szaleństwo, jak wspaniale do siebie pasowali... Wie-

działa, że to coś zupełnie wyjątkowego. Była pewna, że od 
tej nocy wszystko musi się zmienić.

Wyciągnęła rękę, ale łóżko obok niej było puste. Na po-

duszce, gdzie wcześniej leżała głowa Aleksa, znalazła kart-
kę papieru.

background image

„Do zobaczenia wieczorem".

Zagryzając wargę, wpatrywała się w lakoniczne słowa. 

Czemu nie napisał jakiegoś komplementu, nie napomknął o 
wspaniałej nocy? O tym, jak było im cudownie?

Dlaczego wyszedł tak wcześnie, nawet nie próbując jej 

obudzić?

Marzyła, że obudzi się w jego ramionach, usłyszy,  jak 

szepcze jej czułe słówka, poczuje, że to, co przeżyli, ma dla 
niego jakieś znaczenie.

Chociaż... Czemu nagle przyszło jej do głowy, że ta noc 

będzie znaczyła dla niego więcej niż którakolwiek inna?

Przycisnęła poduszkę do twarzy i głęboko odetchnęła. To 

był   wyłącznie   seks,   nic   poza   tym.   Wspaniały   seks   z 
przystojnym, uroczym mężczyzną.

Wiedziała już o tym tej nocy. Wiedziała, że to nie będzie 

nic więcej...

Usiadła na łóżku, zmuszając się do uśmiechu. Powinna 

była dać mu parę wskazówek na temat dobrych manier w 
sypialni   i   oduczyć   go   typowych   dla   kawalera   zachowań. 
Być może nie czułaby się wtedy tak okropnie...

No, cóż... Przynajmniej  Natasha  trochę  skorzysta,  jeśli 

mu powiem, że takie postępowanie  jest  niewłaściwe,  po-
myślała, czując, że smutek ściska jej gardło.

A sama muszę przyjąć do wiadomości, że nie jestem dla 

niego nikim szczególnym. Po prostu jedną z wielu kobiet...

Ponownie opadła na posłanie. Zdawała sobie sprawę,

background image

że zachowuje  się  jak  skończona  kretynka,   ale  tak bardzo 
pragnęła, żeby Alex ją lubił, pożądał jej...

Boże, ja go kocham! - uświadomiła sobie nagle z prze-

rażeniem.

Zerwała się na nogi i sztywno ruszyła do łazienki, stara-

jąc się opanować ból. Jeśli dzisiaj Alex zechce gdzieś ją za-
brać, z pewnością go nie zawiedzie. Postara się wyglądać re-
welacyjnie i będzie robić wszystko, czego od niej oczekuje.

A   zerwanie   zaręczyn   też   nie   będzie   trudne.  Alexander 

Calahan był jej wrogiem i kochał inną kobietę. Z pewnością 
lepiej jej będzie bez niego...

To musiała być jakaś nieprzyjemna wiadomość.
Od razu poznał po minie Lucasa. Tyle że w ogóle nie 

budziło to jego niepokoju. Wciąż nie mógł przestać myśleć 
o Jess i nocy, jaką ze sobą spędzili.

Była niezrównana.

Dobrze zgadywał,  że drzemie w niej  ogromna  namięt-

ność. Wciąż czuł na ustach jej delikatny waniliowy smak, 
przed oczami miał obraz jej nagiego ciała na bladoróżowym 
prześcieradle.

Musiał wyjść od niej, zanim się obudziła, zanim skusiło 

go, by znów ją pocałować, dotknąć jej i kochać się z nią bez 
końca.

Jess była jak narkotyk. Zdawał sobie sprawę, że nie po-

trafiłby ukryć swoich uczuć. Pragnął jej wszystko wyznać. 
A to nie byłoby mądre...

Dla jej dobra nie powinien się spieszyć. Również tej

background image

nocy powinien był nad sobą zapanować. Jednak gdy Jess go 
przytuliła, puściły wszystkie hamulce. Pragnęła go...

Sięgnął   po   szklankę   z   sokiem   pomarańczowym,   którą 

postawił   przed   nim   steward   i   rozejrzał   się   po   pokładzie. 
Chińskie lampiony były już rozwieszone, później dołączą do 
nich girlandy z kwiatów.

- Wyglądasz na zadowolonego z siebie. - Lucas usiadł w 

fotelu. - Zrobiłeś to, tak? A mówiłeś, że nie posuniesz się z 
nią za daleko.

-

Chyba się zakochałem.

-

Oczywiście. W Natashy.

Alex energicznie pokręcił głową.

- Nie, w Jess. - Zadziwiało go, że czuje podniecenie na 

samą myśl o niej.
- Nawet jej nie znasz.

-

Poznałem ją wystarczająco dobrze. Jest najmilszą, naj-
cieplejszą i najpiękniejszą kobietą, jaką spotkałem. A 
przy   tym   nie   patrzy   na   mnie   z   nabożną   czcią...   Po 
prostu mnie lubi.

-

Lubi cię, bo możesz jej dać to, czego pragnie - prych-
nął Lucas.

Alex  z pobłażliwym uśmiechem odchylił się na krześle. 

O tak, z pewnością, pomyślał. Ona jemu również dawała to, 
czego pragnął.

Lucas pochylił się nad przyjacielem i chwycił go za rękę.

- Twoja   nowa   miłość   załatwiała   przy   okazji   własne 

sprawy. Piękna instruktorka węszyła w twojej firmie.

background image

- Co takiego? - Zmarszczył brwi.

- Pamiętasz   tę   agencję,   w   której   pracuje?   Jess   jest   jej 

współwłaścicielką.

-1 co z tego?

-

A to, że ta maleńka agencja właśnie podprowadziła nam 
takie firmy jak Sawtell i Collins czy Bramton, a nawet 
Cowly.

-

To   pewnie   zbieg   okoliczności   -   mruknął,   próbując 
przezwyciężyć ból, który ścisnął mu serce. Nie, to nie 
mogło   mu   się   przydarzyć.   Niemożliwe,   żeby   znowu 
spotkał kobietę, która planuje go wykorzystać.

-

Nie bądź głupcem. Przecież ona próbuje wpuścić cię w 
maliny. Chciała jedynie zdobyć odpowiednich klientów, 
dzięki którym mogłaby się dostać do wyższej ligi.

-

To nie są znowu takie znaczące firmy - zauważył głu-
cho. Słowa Lucasa odbierał jak dźgnięcia sztyletem.

-

Ale CG&A  to już  co innego.  I jeszcze  kilka  innych, 
które będą tu dziś wieczorem. Ona nie może przyjść na 
przyjęcie. Musisz się jej pozbyć.

Alex  kręcił z niedowierzaniem głową, próbując rozpro-

szyć  niepokój, jaki  wkradł  się do jego  serca.  Tak bardzo 
chciał ją zatrzymać.
- To z pewnością jakaś pomyłka.

- Taa... A ty jesteś jej największą miłością. Bądź poważ-

ny, chłopie! Ta organizacja Kobiety przeciw Donżuanom w 
ogóle nie istnieje. Sprawdziłem to. Jess jest wtyczką i robi 
cię w konia.

Alex podniósł się i podszedł do relingu. Pochylił się

background image

nad barierką i zapatrzył w wodę prawie tak zieloną jak oczy 
Jess... jej zdradzieckie, podstępne oczy.

Czy to możliwe, że była taka jak inne? Czy faktycznie 

zależało jej na tym, żeby coś zdobyć? Coś... ale nie jego. 
Właściwie żadnej z jego kobiet nie chodziło o niego. Był dla 
nich   właścicielem   firmy,   synem   majętnych   Calahanów, 
bogatym playboyem... Nierealną postacią bez serca.

Jednak tym razem było inaczej. Jess go znała. Mówił jej 

o sprawach, o których nie rozmawiał z nikim innym.

Lucas klepnął go po ramieniu.

-   Pozbądź  się   tej  dziewczyny  i   skoncentruj  się   na  Na-

tashy   Bradford-Jones.   Ona   pasuje   do   ciebie   pod   każdym 
względem.

Znów pokręcił głową, zastanawiając się, jakie ma moż-

liwości.   Właściwie   był   tylko   jeden   sposób,   żeby   poznać 
prawdę. I będzie musiał go zastosować.

background image

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Jess trzymała się na uboczu, przyglądając się, jak Lucas i 

stojący obok niego mężczyzna witają przybywających gości.

Nadal na skórze czuła jego dotyk, po tym, gdy chwycił ją 

za ręce i musnął pocałunkiem usta, kiedy weszła na pokład. 
W   uszach   wciąż   słyszała   obietnicę,   że   wkrótce   do   niej 
dołączy.

Czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy Alex po prostu 

dobrze gra swoją rolę? Uniosła wysoko głowę, odsuwając 
natrętną myśl o tym, że jej marzenie mogłoby się spełnić.

Czy   faktycznie   powinna   uznać,   że   dobrze   poznała 

Aleksa? Przez te ostatnie dni zrozumiała, że ludzie nie za-
wsze są tacy, jacy wydają się z pozoru.  Alex  wydał jej się 
wspaniały, ale możliwe przecież, że się myliła...

Nie   potrafiła   zlekceważyć   niepokoju,   który   dręczył   jej 

serce. Jak miała uwierzyć, że właśnie przy niej się zmieni? 
Mało   prawdopodobne,   że   wybierze   ją   spośród   tych 
wszystkich piękności, z którymi się spotykał. Przecież na-
wet jej własny ojciec nie uważał, że jest warta miłości...

Co z tego, że lepiej jej się rozmawiało z nim niż z Kath,

background image

z tatą, czy nawet z Deanem?  Alex  nigdy nie wymówi tych 
dwóch słów i marzenie o tym było wyłącznie stratą czasu i 
energii.

- Uśmiechnij  się - szepnął  Alex,  obejmując jej talię ra-

mieniem.

Podniosła wzrok i zadrżała, widząc jego błyszczące oczy. 

Może powinna dać mu szansę? Deanowi dawała ją nie jeden 
raz, a tymczasem on zawiódł jej zaufanie. Tyle że on był 
łajdakiem.   Jednak   Aleksowi   mogła   zaufać.   Przecież   się 
zmienił. Chyba...

Czas, który ze sobą spędzili, ich rozmowy, ta cudowna 

noc... to wszystko musiało mieć dla niego znaczenie. Jedno 
było pewne: nie zamierzała niczego żałować.

-

Pozwolisz, że przedstawię cię moim gościom? Kiwnęła 
głową potakująco.

-

Oczywiście.

-

To Doug Charleston, Harry Greerson i Gary Anderson z 
firmy CG&A - wyjaśnił, pochylając się do jej ucha. - 
Sama śmietanka, przynajmniej wśród klientów.

-

T...   tak   -  wyjąkała.   O   Boże!   Kath   chyba   by  umarła, 
gdyby wiedziała, że oni tu będą. Jednak nie dowie się o 
tym nigdy. Nie od niej. W miłości i na wojnie wszystkie 
chwyty są dozwolone, ale to już nie była wojna. - To 
twoi klienci, jak rozumiem?

Ręka Aleksa opadła.

- Nie,   jeszcze   nie.   Na   razie   prowadzimy   negocjacje. 

Chociaż podobają im się nasze propozycje, jeszcze ich nie 
złowiliśmy.

background image

I co teraz? Czy powinna popędzić do telefonu i powie-

dzieć o tym Kath? Podniosła oczy na Aleksa, ale w przy-
tłumionym świetle nie widziała jego twarzy.
- Chcesz ich poznać? - upewnił się.

-

Prawdę mówiąc, mam ochotę na drinka - odparła, nie 
spuszczając oczu z mężczyzn, którzy stali w pobliżu. 
Kusiło ją, żeby z nimi porozmawiać... to przecież nic 
złego.   ..   Teraz,   gdy   wiedziała,   jak   bardzo   Aleksowi 
zależy na podpisaniu kontraktu, i tak nic nie zdradziłaby 
Kath.

-

Oczywiście. O czym ja myślę...? - Alex  odwrócił się i 
odszedł.

Patrzyła za nim zdziwiona. Co mu się stało? Może zo-

baczył kogoś, z kim musiał porozmawiać? Nawet nie spytał, 
czego chce się napić...

Przysunęła się do gości.

- Dobry wieczór. Jestem Jess Thompson. - Zwróciła się 

do kobiety w długiej czerwonej  sukni. - Muszę panią za-
pytać, gdzie pani kupiła tę sukienkę... Jest boska.

Alex rzucił okiem w stronę, gdzie Jess stała wśród ludzi z 

CG&A. Suknia miękko otulała jej kobiece kształty, a każdy 
centymetr jej ciała, które tak dobrze poznał, zdawał się z 
niego drwić.

Była boginią w brzoskwiniowej jedwabnej kreacji. Nie-

ziemskim zjawiskiem...

Wszystko skończone, pomyślał.

Odwrócił głowę. Nie był  w stanie na to patrzeć. Przy-

glądać   się,   jak   odbiera   nagrodę,   na   którą   tak   ciężko 
zapracowała. Pragnęła jej tak bardzo, że zdecydowała

background image

się poświęcić dla niej swoje zasady... A nawet samą siebie.

Przynajmniej będzie teraz szczęśliwa.

- Stało się coś złego? - Natasha Bradford-Jones położyła 

rękę na jego ramieniu.

Zesztywniał. Złego? Czy coś złego jest w tym, że został 

przebudzony,  zanim  zrobił z siebie piramidalnego  durnia, 
wyznając  miłość  kobiecie,   która  chciała  go  wykorzystać? 
Jess interesowało tylko to, co mogła od niego dostać... Jak 
wszystkie inne kobiety w jego życiu, nie wyłączając jego 
matki.

Matka   całkiem   wyraźnie   mówiła,   że   zdecydowała   się 

poświęcić swoją figurę tylko dlatego, aby zatrzymać ojca. 
Dużo jej to dało, pomyślał drwiąco. Jemu zresztą też.
- Kłopoty z narzeczoną?

Spojrzał na kobietę, o której wszyscy mówili, że będzie 

dla niego idealną partnerką.

-

Tak... - Przeczesał palcami włosy, zaciskając zęby. Ni-
gdy dotąd nie czuł się tak, jak z Jess. I nie wyobrażał 
sobie,   że   kiedykolwiek   jeszcze   będzie   mógł   się   tak 
czuć.   Po   raz   pierwszy   w   życiu   rozpaczliwie   pragnął 
zatrzymać kobietę, zdobyć jej miłość. - Łamie mi serce 
- wyszeptał.

-

Właśnie widzę. - Natasha usiadła na stołku i kiwnęła na 
barmana.

Alex oparł się o bar. Postąpił jak ostatni dureń, otwierając 

się przed Jess. Prawdopodobnie teraz wykorzysta przeciwko 
niemu wszystko, co jej powiedział... i dzięki temu wzbije się 
na sam szczyt. Tak jak kiedyś sam zrobił.

background image

- Whisky... czystą - zamówił.

Miał tylko nadzieję, że znajdzie tam więcej szczęścia niż 

on.   Bo   kariera   to   nie   wszystko.   Nie   wtedy,   gdy   się   jest 
samotnym.

Jednym haustem wypił zawartość szklanki. Zabije mnie 

to uczucie, pomyślał. Bo mimo zdrady nie mógł przestać jej 
kochać.

Obserwował wynajętych kelnerów, którzy częstowali go-

ści szampanem. Zdawał sobie sprawę, że powinien wstać i 
włączyć  się do rozmów, przywołać  na  twarz  uśmiech  i... 
patrzeć, jak kobieta, którą kocha, próbuje go oszukać.

Odwrócił się do Natashy. Jej brązowe oczy wydawały się 

zupełnie nijakie w porównaniu z oczami Jess.
- Mógłbym z tobą porozmawiać?

- Jasne. Może pójdziemy gdzieś, gdzie jest ciszej? - za-

szczebiotała.

Skinął głową. I tak nie był w stanie patrzeć na Jess. Nie 

teraz, gdy poznał prawdę, gdy się zorientował, że wysłała go 
po   drinka,   by   móc   swobodnie   zebrać   informacje   o 
klientach...

A więc jednak miała rację.

Nie istnieją szczęśliwe zakończenia...

- Jak się masz, Lucas? - Jess wyciągnęła rękę do przy-

jaciela   Aleksa.   Rozglądała   się   wokół,   próbując   odnaleźć 
mężczyznę, który sprawiał, że kolana robiły się miękkie, a 
serce waliło jak młotem.

Pragnęła być blisko niego, powiedzieć mu, że będzie

background image

grała rolę narzeczonej, jeśli tego właśnie od niej oczekuje, 
czepiając się nadziei, że z czasem stanie się dla niego kimś 
więcej niż tylko kolejną przygodą.

- O to ci  właśnie chodziło, co?  - Głos Lucasa  brzmiał 

ponuro. - Alex ma się z tobą wszystkim podzielić?

Zacisnęła palce na kieliszku z szampanem.

- Nie   rozumiem.   -   Czyżby   Lucas   był   zazdrosny?   Czy 

uważał, że odciąga Aleksa od pracy?

-

Już wystarczająco dużo zrobiłaś.

-

Słucham? - Patrzyła na niego niepewnie.

- Pan   Calahan...   jest   niezwykle   zadowolony   z   twoich 

usług. Prosił mnie, żebym się z tobą rozliczył. - Sięgnął do 
kieszeni i wyciągnął kopertę. - Myślę, że to wystarczająca 
rekompensata za twój czas.

Ogarnęło ją przenikliwe zimno, ból ścisnął jej serce, w 

gardle poczuła dławienie.
- Chcę rozmawiać z Aleksem.

- Alex docenia twój wysiłek i rady, jakich mu udzieliłaś. 

Teraz jednak jest zajęty.
- Czym? - Przycisnęła rękę do piersi.

- Jest... na konferencji - odparł Lucas. - Nie można mu 

przeszkadzać.

Obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę dziobu.

Pod powiekami czuła piekące łzy. A więc postanowił, że 

nie będą dłużej udawać narzeczonych? I bardzo dobrze. .. 
Tylko czemu sam jej tego nie powiedział?

Czy nic dla niego nie znaczyła?
Nie chciał, żeby zrobiła mu scenę, jak to wcześniej pia

background image

nowali? Może wyznał Natashy całą prawdę? To by znaczy-
ło, że rzeczywiście się zmienił... że się jednak czegoś na-
uczył. .. Dla innej kobiety.

Gwałtownie otworzyła drzwi do części mieszkalnej.

Alex i Natasha siedzieli na łóżku.

Natasha miała na sobie czerwoną suknię, która opinała 

jej szczupłe ciało. Brylanty, które nosiła na szyi, w uszach i 
na   ręku   mieniły   się   olśniewającym   blaskiem.   Wyglądała 
dokładnie tak, jak tego oczekiwał od swojej przyszłej żony.

Jess stanęła nieruchomo, wpatrując się w jego niebieskie 

oczy i zmysłowe usta. Zdawała sobie sprawę, że nie zobaczy 
go nigdy więcej.

- Alex?  - powiedziała cicho. Ciarki przeszły jej po ple-

cach, gdy napotkała jego chłodne spojrzenie.

Powinna przecież wiedzieć, że to nie będzie dłużej trwać, 

że nie ma nadziei, by dotarła do jego serca. Była dla niego 
tylko kolejną zdobyczą.
- Jess. - Alex podniósł gwałtownie głowę.

Z pewnością cieszy się, że plan się powiódł, że zdołał 

zdobyć Natashę...

- Nie wstawaj - powstrzymała go, unosząc ręce. - Przy-

szłam ci tylko powiedzieć, że wszystko skończone - wypali-
ła. - Tak jak podejrzewałeś, spotkałam kogoś innego, tylko 
nie miałam serca powiedzieć ci o tym... Było nam dobrze ze 
sobą, ale musimy pogodzić się z tym, że to koniec.

Wpatrywał  się w nią bez słowa ze zmarszczonym czo-

łem, wyraźnie zdziwiony.
- Żegnaj, Alex - powiedziała, czując, że serce zaraz jej

background image

pęknie. Ściągnęła z palca pierścionek z brylantem i położyła 
go na półce. - Życzę ci wszystkiego dobrego.

Wiele trudu ją kosztowało, żeby się odwrócić i zostawić 

go z kobietą, o którą tak walczył. Zmusiła się do tego, żeby 
poruszać się spokojnie i utrzymać w stojącej pozycji, mimo 
że nogi uginały się pod nią.

Była dla niego tylko kolejną zabawką... kolejną dziew-

czyną, która miała uprzyjemnić mu czas, póki nie dostał tej, 
której naprawdę pragnął.

Lawirując między gośćmi, przemknęła się w stronę rufy, 

gdzie czekał na nią Lucas.

-

Przekaż   mu   moje   podziękowania   -   poprosiła.   -   Fak-
tycznie jest trochę zajęty.

-

Znasz  Aleksa - zaśmiał  się drwiąco. - Kiedy już  coś 
zacznie, zwykle bywa zajęty całą noc.

Miała wrażenie, że jej świat rozsypuje się na drobne ka-

wałki. Słowa Lucasa odebrały jej resztkę godności.

Alex opowiedział mu o spędzonej z nią nocy...
Zeszła do motorówki i nawet się nie obejrzała, gdy od-

płynęli w stronę portu. Boże, ależ była głupia! Znów oddała 
serce tylko po to, żeby zostało złamane.

Tyle że teraz życie już nigdy nie będzie takie samo.

background image

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Jess leżała na łóżku i palcami przeczesywała futerko Pa-

na   Darcyego.   Oczy   miała   opuchnięte,   ciało   obolałe.   Na 
łóżku walały się stosy zmiętych chusteczek, podłoga zasy-
pana była papierkami po batonach.

Budzik znów zaczął dzwonić, ale nawet nie wyciągnęła 

ręki.

Nic jej nie obchodziło, a już najmniej pójście do pracy. 

Zresztą wzięła tydzień wolnego, tłumacząc Kath, że będzie 
zbyt zajęta z Aleksem.

Nie miała ochoty wyznać przyjaciółce prawdy.
Straciła wszystko, nawet swojego wroga. Od tak dawna 

myślała o tym, by się na nim zemścić, że bez niego nagle 
zabrakło jej celu w życiu.

Była załamana i zagubiona.
Dowiedziała   się   co   prawda   o   CG&A,   lecz   mimo 

wszystko nie chciała zaszkodzić Aleksowi. Nie chodziło już 
o pomszczenie ojca, ani o to, że została wykorzystana jako 
rozrywka i fałszywa narzeczona, czy czym tam miała być...

Chodziło o nią samą. To nie wina Aleksa, że się w nim

background image

zakochała. To ona niemal błagała go, żeby się z nią kochał. 
Problemem była jej samoocena.

Otarła łzy z policzków. Na razie musiało jej wystarczyć 

to, że zachowała się z godnością i chociaż wybrał Natashę, 
zrobiła wszystko według pierwotnego planu.

Czuła   się   lepszą   osobą,   bo   go   poznała,   kochała   i... 

straciła.

Ukryła twarz w następnej chusteczce. Gdyby to tylko tak 

bardzo nie bolało.

Znacznie łatwiej byłoby jej to znieść, gdyby Alex okazał 

się tak płytki, jakiego udawał. Ale on pod tą wilczą skórą 
okazał   się   miły   i   serdeczny.   Opiekował   się   matką,   był 
zmuszony   do   konkurowania   z   ojcem,   każdy   miał   wobec 
niego jakieś oczekiwania...

Wiedziała, że pił czarną kawę z jedną łyżeczką cukru i 

miał psa, który wabił się Pete. Poznała jego dobre serce, gdy 
zadbał   o   nią,   myśląc,   że   jest   chora   i   pomógł   jej,   gdy 
wspomniała o ojcu.

Na   sekretarce   było   kilkanaście   wiadomości   nagranych 

przez ojca. Alex miał rację. Tata przestał ją ignorować, gdy 
dowiedział   się   o   jej   zaręczynach   z   człowiekiem,   którego 
nienawidził. A więc jednak zależało mu na niej.

Powinna   do   niego   zadzwonić,   nacieszyć   się   tym,   że 

martwił się błędem, jaki popełniła.

Uciszyła dzwonek, zrzucając budzik z szafki nocnej.

No a poza tym... Zdobyła  nazwę wielkiej  firmy,  która 

akurat   szukała   nowej   agencji   reklamowej.   Tyle   że   nie 
skorzystała z tej wiedzy. Dzięki temu pozostawała

background image

w zgodzie z samą sobą. Nie z ojcem ani z Kath, ale ze sobą.

Przynajmniej będzie mogła spokojnie spać... w każdym 

razie wtedy, gdy już uwolni się od prześladujących ją oczu 
Aleksa,   wspomnienia   jego   zmysłowych   ust,   silnych, 
ciepłych dłoni i bezpiecznych ramion.

Wstała z łóżka, powłócząc nogami przeszła do kuchni i 

włączyła czajnik. Może powinnam obstawać przy tym, że 
nienawidzę   mężczyzn?   -   przemknęło   jej   przez   myśl. 
Trzymałabym   ich   na   dystans   i   nie   narażałabym   serca   na 
takie ryzyko.

Jednak wówczas nie żyłaby w pełni. A przecież zasługi-

wała na coś lepszego.

Gdyby tak ziemia zechciała się rozstąpić. Zniknąłby ten 

przeraźliwy ból w piersi, pustka w sercu, niekończące się 
łzy...

Drgnęła zaskoczona, gdy rozległ się dzwonek do drzwi.

Niechętnie powlokła się do wejścia, odgarniając włosy z 

twarzy i obciągając stary podkoszulek, który nosiła wraz ze 
spodniami od dresu.

Czyżby   ojciec   postanowił   udzielić   jej   paru   rad?   Albo 

Kath chce wyciągnąć z niej prawdę, a potem zawlec ją do 
pracy. A może to pizza?

Otworzyła drzwi.

Na progu stał Alex. Spojrzała na ciemną marynarkę opi-

nającą  ramiona, które  tak dobrze znała, na  białą  koszulę, 
okrywającą jego pierś, do której tak niedawno się tuliła, na 
jasnoniebieski krawat, który podkreślał kolor jego oczu.

background image

-

Co ty tu robisz?

-

Przyszedłem się z tobą zobaczyć.

-

To widzę... Po co? - Chciał mieć ostatnie słowo? Czy 
postanowił ją torturować, opowiadając o tym, jak mu 
się powiodło z Natasha?

-

Po pierwsze, aby powiedzieć, że CG&A bez problemu 
podpisało z nami kontrakt. Najwyraźniej nikt nie próbo-
wał ich nam sprzątnąć sprzed nosa.

Zmarszczyła brwi. 
-Jak to?
- Wiem, że pracujesz w konkurencyjnej agencji reklamo-

wej - powiedział. Uciekł spojrzeniem wbok i wcisnął dłonie 
do kieszeni. - Wiem też, że poświęciłaś swój czas dla mnie, 
aby się dowiedzieć, z kim chcemy nawiązać współpracę.

Poczuła, że policzki zaczynają ją pałić. Od jak dawna to 

wiedział? Czy przez cały ten czas grał?

- Po   drugie   zastanawiało   mnie,   czemu   kobieta,   która 

tolerowała moje towarzystwo tylko dlatego, żeby zdobyć te 
informacje, nie wykorzystała najlepszej z nich.

Opuściła wzrok. Boże! Pewno odkrył, że się w nim za-

kochała i postanowił zmusić ją do wyznania uczuć...

- A po trzecie, dlaczego ta właśnie kobieta, która jasno 

mówiła,   że   mnie   nienawidzi,   zdecydowała   się   trzymać 
umowy   i   zerwała   fałszywe   zaręczyny,   abym   miał   szansę 
zdobyć Natashę?

Zrobiła krok do tyłu, przytrzymując się drzwi. To już nie 

tylko tortury, to męczarnie... Alex chciał usłyszeć prawdę... 
tylko czy będzie potrafił ją znieść?

background image

Uniosła głowę i odgarnęła włosy.

-

Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi.

-

To nie jest odpowiedź.

- W porządku - warknęła, cofając się do holu. - Niena-

widziłam cię, bo pnąc się na szczyt, zniszczyłeś firmę mo-
jego ojca. Miałam powody, żeby cię nie cierpieć.
- Nie wiedziałem...

- Kiedy znalazłam wspólniczkę, równie szaloną jak ja, by 

uwierzyć,   że   potrafimy   poradzić   sobie   z   imperium   Ca-
lahana, chwyciłam się tej szansy. A gdy Kath zaaranżowała 
nasze   przypadkowe   spotkanie,   uznałam,   że   to   świetna 
okazja, aby przytrzeć ci rogów.
- A Kobiety przeciw Donżuanom?

- Przebłysk geniuszu. Nienawidziłam ciebie i podobnych 

tobie   mężczyzn.   Kiedy  oszukał  mnie  mój   ostatni  partner, 
dobrze to sobie wbiłam do głowy.
-

Jess

...

Nie dała sobie przerwać. Raptem odzyskała siły, jakich 

nabrała przez ostatni tydzień.

- Od tego się zaczęło, ale potem poznawałam cię coraz 

lepiej   i   nagle   spostrzegłam,   że   także   jesteś   człowiekiem. 
Poza tym nie chciałam cię zranić.
- Dlaczego? - spytał, wchodząc za nią do środka.

- Ponieważ...   No   dobrze...   Dlaczego   mam   ci   tego   nie 

powiedzieć? Zresztą i tak już pewno wiesz, że zakochałam 
się w tobie po uszy.

Z niedowierzaniem pokręcił głową. Na jego ustach po-

jawił się uśmiech.

background image

- Ty mnie kochasz?

-Tak,   ty   arogancki,   zarozumiały,   bezczelny   donżua-nie. 

Kocham   cię.  I   wcale   nie  dlatego,  że  masz   piękny  jacht  i 
elegancką limuzynę ani że jesteś właścicielem firmy, która 
odniosła wielki sukces i pławi się w forsie... Tylko dlatego, 
że przy tobie mogę się śmiać. Zawsze słuchasz, co do ciebie 
mówię i przejmujesz się mną... A przynajmniej tak mi się 
zdawało...

Alex chwycił jej dłonie.

- Bo tak jest.

Przełknęła nerwowo ślinę.

-

A poza tym tęskniłam za tobą. Brakowało mi twojego 

dotyku, pocałunków... - Wyrwała ręce z jego uścisku. - To 

wszystko. Jesteś zadowolony? Możesz teraz wrócić do 

swojej Natashy Bradford-jakiejś tam i zaproponować jej 

idealne małżeństwo oraz wspaniałe życie.

-

Wcale jej nie chcę.

-

Dlaczego? Przecież mówiłeś, że jest wszystkim, czego 
pragniesz.

-

Ona nie jest kobietą dla mnie. - Podszedł bliżej, patrząc 
na  Jess  błyszczącym   wzrokiem.  -  Nie   mogę   przestać 
myśleć o tobie. O tym,  jakim byłem  durniem, że tak 
długo   nie   potrafiłem   zrozumieć,   co   jest   dla   mnie 
najważniejsze. Na przyjęciu zamiast wyznać ci  swoje 
uczucia, poszedłem rozmawiać z Natasha.

-Nie   przeszkadza   ci   to,   że   próbowałam   odebrać   ci 

klientów? - wyszeptała przez łzy.

Ponownie wziął ją za ręce i zajrzał jej w twarz.

background image

- Jakie to ma znaczenie? Klientów jest wielu, ale ty jesteś 

tylko jedna...
- Alex... - szepnęła.

- Pragnę twojej miłości - mówił cicho, przytulając ją do 

siebie. - Chcę, żebyś kochała mnie do końca życia. Proszę, 
powiedz,   że   mam   szansę...   Zrobię   wszystko,   żeby   się 
zmienić.
Odetchnęła głęboko, próbując opanować łaskotanie w 
żołądku. -Nie.
- Nie? - Pochylił nad nią głowę.

- Nie chcę, żebyś się zmieniał - wyszeptała. - Kocham cię 

takim, jakim jesteś.

Alex opadł na kolana.

- Boże, Jess. Nie mogę uwierzyć, że mam takie szczęś-

cie... Ty. My.
- Co ty wyprawiasz?

-

Chcę   cię   poprosić,   żebyś   przyjęła   ten   pierścionek 
-powiedział   wolno,   wsuwając   różowy   brylant   na 
serdeczny palec jej lewej ręki.

-

Jako  kto?   -   spytała   ostrożnie,  patrząc   na   pierścionek, 
który dał jej przed tygodniem, żeby mogła udawać jego 
narzeczoną.

-

Jako kobieta, która dotarła do mojej duszy i zabrała mi 
serce. Jako moja przyszła żona. Czy zgodzisz się wyjść 
za mnie?

-

Może - odparła z uśmiechem. Wcale nie chodziło o to, 
by go zmienić. Wystarczyło odnaleźć go pod wieloma 
war

background image

stwami, którymi się otoczył, żeby chronić się przed swoją 
rodziną i przeżyć w świecie biznesu. - Ale najpierw powin-
niśmy lepiej się poznać.

-

Możemy poznawać się każdego dnia. - Podniósł na nią 
swoje piękne oczy. - Zrobię dla ciebie wszystko.

-

W   takim   razie   podnieś   się   z   kolan   i   pocałuj   mnie. 
-Pociągnęła go za marynarkę.

-

To  mogę zrobić natychmiast. - Wstał  i otoczył  ją ra-
mionami.

-

Lucas mnie nie lubi - szepnęła, wtulając twarz w jego 
pierś. - Chciał, żebym zobaczyła cię z Natasha.

Alex oparł brodę o jej czoło.

- Próbował mnie chronić. Nie zdawał sobie sprawy, ile 

dla mnie znaczysz.

Oparła się o niego, czując, że może się rozluźnić. Zna-

lazła mężczyznę, którego kochała całym sercem, a on zna-
lazł w sobie siłę, żeby pozostać sobą i nie upodobnić się do 
własnego ojca...

Odsunęła się gwałtownie.

- A mój ojciec? Na miłość boską, jak on przyjmie taką 

wiadomość?

Przyciągnął ją z powrotem i z uśmiechem zajrzał jej w 

oczy.

- Nic  mu nie  będzie,  gdy zrozumie,  że znalazłaś  męż-

czyznę, który będzie cię zawsze kochał.
- Zawsze?

- Zawsze i nieustannie. Dam ci całą miłość, na jaką za-

sługujesz i jeszcze trochę - zapewnił, całując ją.

background image

Oddała mu pocałunek, wkładając w to całą namiętność, 

jaka   w   niej   wzbierała.   A   więc   jednak   była   na   świecie 
sprawiedliwość. Jej wróg okazał się cudownym, troskliwym 
człowiekiem.

No i nie był już wrogiem. Należał teraz do niej. Mogła go 

zatrzymać i kochać. Zawsze...

background image

EPILOG

- Szkoda, że jej matka nie może tego zobaczyć. - Ojciec 

Jess uniósł  kieliszek, patrząc na córkę  i Aleksa. - Byłaby 
równie dumna jak ja, że Jess znalazła kogoś, z kim  chce 
dzielić życie.

Jess zacisnęła dłoń na ręce Aleksa. Łzy napłynęły jej do 

oczu. Jeśli tata kochał jej mamę choćby w części tak mocno, 
jak ona kochała tego mężczyznę, mogła zrozumieć jego ból i 
to, dlaczego po jej śmierci życie przestało go interesować.

- Życzę wam obojgu największego na świecie szczęścia - 

dodał głośno, podnosząc do ust szampana.
-

Dziękuję, tatusiu - powiedziała przez ściśnięte gardło. 

Cały ten dzień był wprost niesamowity: kościół, obietnica 
miłości, jaką sobie złożyli, a teraz to przyjęcie.

Ojciec usiadł i pochylił się do córki.

- Nie potrafię wyrazić, jak się cieszę, że widzę cię tak 

szczęśliwą.

Poczuła pod powiekami piekące łzy. Tak długo czekała, 

żeby to usłyszeć... Dowiedzieć się, że zawsze go obchodziła.

background image

Alex wyciągnął rękę.

-

Będę się nią opiekował.

-

Wiem   -   odpowiedział   ojciec   Jess,   ściskając   jego   dłoń. 
Jess poczuła wzruszenie, widząc, ile ciepła i uczucia

wyraża ten gest. Trochę trwało, nim tata zaakceptował fakt, 
że pokochała mężczyznę, którego tak nie znosił, ale teraz już 
wszystkie urazy zostały zapomniane. Zresztą to było dawno 
temu   i   chodziło   o   interesy.   Natomiast   ta   sprawa   była 
osobista.

Dotknęła obrączki na palcu i pierścionka zaręczynowego, 

który Alex dał jej w dniu, gdy miała grać rolę jego narzeczo-
nej. A dziś znalazła się wśród przyjaciół  i rodziny,  obok 
swojego męża... Właśnie rozpoczynali wspólne życie.

-

Twoja mama wydaje się szczęśliwa. Twój ojciec także 
przyszedł   -   szepnęła   do   Aleksa,   spoglądając   na 
krzepkiego mężczyznę z młodą blondynką u boku.

-

Z nową dziewczyną  uwieszoną u ramienia - mruknął 
Alex. - Chodźmy z nim pogadać.

Rzuciła mu niespokojne spojrzenie.

- Po co?

Odsunął z jej twarzy kosmyk włosów, który wymknął się 

z jej wytwornej fryzury.

-

Żeby się dowiedzieć, ilu wnuków od nas oczekuje.

-

A więc koniec z rywalizacją?

-

Oczywiście.   Teraz   zamierzam   zająć   się   własnym 
życiem.

Pochyliła się, żeby zajrzeć mu w oczy.

- Ze mną?

background image

- Pod warunkiem że powiesz mi, co do mnie czujesz - 

oświadczył. - Pamiętaj tylko, że masz być szczera.

Musnęła   jego   wargi   lekkim   pocałunkiem.   Od   ich 

pierwszego spotkania  Alex  nauczył  się wiele o szczerości. 
Ona zresztą także.

- W porządku. - Odsunęła się trochę. - Jesteś bogatym, 

bezczelnym,   elegancko   ubranym   przedsiębiorcą. 
-Uśmiechnęła się do niego. - Ale mimo wszystko naprawdę 
cię kocham.

-I ja panią kocham, pani Calahan. - Ze śmiechem pochylił 

się i złożył na ustach żony gorący pocałunek, który wprawił 
jej ciało w drżenie.

Nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie wyrwą się z tego 

przyjęcia i rozpoczną miesiąc miodowy...