background image

Aleksandra Śląska: rudy diament

wtorek, 22 luty 2011 Źródło: Onet.pl 

"Tę aktorkę? W sensie ogólnym na pewno tak. (…) Zaraz, zaraz… Przecież ona grała w serialu "Królowa Bona"! 
Nie wiedziałem, że ona jest z Katowic" – przyznawał w 2008 roku jeden z katowickich radnych, zapytany czy lubi 
Aleksandrę Śląską. Inny wtórował: "A dlaczego miałbym nie lubić? Każdy wie, że to wybitna aktorka. Wybitna i 
koniec. Była z Katowic? Nie wiedziałem". 

Aleksandra Śląska zdecydowanie różniła się od stereotypowej Ślązaczki. Pochodziła z zamożnego, 
niegórniczego domu. Była szczupłą, zamkniętą w sobie rudawą blondynką. Na pozór w niczym nie przypominała 
apetycznie zaokrąglonych, hożych, serdecznych kobiet z Górnego Śląska. Ale to właśnie – zgodnie ze słowami 
Andrzeja Łapickiego - "ta królewska uroda, ten niepowtarzalny kolor włosów, jakiś różowozłoty, predestynował 
Olę do ról tych wyniosłych królowych, tych wszystkich okrutnych i tajemniczych uwodzicielek Czechowa czy 
Strindberga".

W STARYM POLSKIM KINIE

Uwielbiasz stare polskie kino? Gorąco polecamy! 

Eugeniusz Bodo: idol pensjonarek, kobiet i starszych pań

 

Swojska i dziarska Jadzia Smosarska! 

Aleksander Żabczyński – pierwszy polski bon vivant

 

Pola Negri: femme fatale z polskiego miasteczka 

Polskie kino kontra II wojna światowa: przerwane ujęcia 

Ikony polskiego aktorstwa 

Zakochana Ordonka: miłość Ci wszystko wybaczy, bo miłość mój miły to ja! 

Pani Miecia (Ćwiklińska) 

Niepowtarzalny pan Dymsza

 

Aleksandra Śląska: rudy diament

Władczyni Polski 

Swojemu rodzimemu regionowi aktorka zawdzięcza przede wszystkim sceniczny przydomek. Jako córka 
Edmunda Wąsika, pracownika kolei, posła i działacza niepodległościowego, nosiła oczywiście nazwisko po ojcu. 
Kiedy w 1946 roku rozpoczęła studia w krakowskiej Szkole Dramatycznej przy Teatrze im. Słowackiego była 
jedyną Ślązaczką na roku. Wtedy to Wiesław Gorecki, wykładowca, zauważył, że nazwisko Wąsik zupełnie nie 
nadaje się na afisz. I wymyśli pseudonim dla swojej młodej studentki. Już jako Śląska Aleksandra wyruszyła w 

1

background image

1949 roku na podbój Warszawy. Do Katowic przyjeżdżała rzadko. Do Krakowa – głównie z powodów 
zawodowych; na Wawelu mieszkała przecież Bona Sforza.

cytat 
Tym, którzy znają aktorkę tylko z ekranu, trudno zrozumieć sceniczny fenomen Śląskiej. Oglądana na żywo po 
prostu przykuwała wzrok. Miała w sobie trudną do zdefiniowania magnetyczną kobiecość, która w zestawieniu z 
barwą głosu i opanowanym gestem dodawała jej postaciom wieloznaczności. 

Ta praca przez rok wymagała hartu ducha, wstawania o świcie, kilkugodzinnej charakteryzacji, trefienia włosów... 
Znam aktorki, które pozornie są miłe, a na zapleczu piekło, fryzjerki by je zabiły. Ola taka nie była" – wspominał 
aktorkę Janusz Majewski, reżyser serialu "Królowa Bona" i filmu kinowego "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówy". 
Śląska miała pięćdziesiąt pięć lat, gdy zagrała dwudziestokilkuletnią Bonę Sforzę w pierwszym odcinku serialu. 
Eugenia Herman, która wcieliła się w Izabellę Sforzę, matkę Bony, miała wówczas lat pięćdziesiąt jeden! I choć 
po twarzy Śląskiej widać, że aktorka nie jest młodziutką kobietą – co sprytnie próbował ukryć autor zdjęć Zygmunt 
Samosiuk – to jednak dzięki świetnej figurze i znakomitej grze aktorskiej, artystka wiarygodnie sportretowała 
kobietę młodszą od siebie o lat trzydzieści. Wraz z kolejnymi odcinkami serialu, a później w filmie fabularnym 
królowa dojrzewała, starzała się, lecz Śląska jako aktorka po prostu promieniała w swojej ostatniej roli zagranej 
przed kamerami filmowymi.

Konteksty

Aleksandra Śląska: królewski chłód

Głos Brytanii

"Inną wielką królewską rolę stworzyła przy pomocy… głosu. W 1972 roku aktorka pracowała przy dubbingu 
doskonałego brytyjskiego serialu "Elżbieta, królowa Anglii" Rodericka Grahama. Użyczyła głosu odtwórczyni 
tytułowej roli, Glendzie Jackson. A "głos Śląskiej był równie (a może jeszcze bardziej) fascynujący, co jej twarz. 
Charakteryzował się całym bogactwem barw i tonów; był wyrazisty, lekko nosowy, z biegiem czasu poszerzyła się 
jego dolna skala, doszła lekka chrypka. (…) To był głos o perfekcyjnej dykcji, choć jednocześnie nie narzucał 
wrażenia jakiejś sztuczności czy archaiczności" – pisał Marek Pałka filmoznawca. Wokalną kreację Śląskiej 
uznano w ubiegłym stuleciu za największe osiągnięcie polskiego dubbingu. Glenda Jackson na wieść o tak 
ciekawym i perfekcyjnie zrealizowanym projekcie, wysłała do swojej polskiej koleżanki list z gratulacjami.

Wielkie sławy w Onet FILM - oglądaj Aleję sław!

Caryca teatru

"Tym, którzy znają aktorkę tylko z ekranu, trudno zrozumieć sceniczny fenomen Śląskiej. Oglądana na żywo po 
prostu przykuwała wzrok. Miała w sobie trudną do zdefiniowania magnetyczną kobiecość, która w zestawieniu z 
barwą głosu i opanowanym gestem dodawała jej postaciom wieloznaczności" – zauważyła Henryka Wach-
Malicka krytyk teatralna. Śląska była prawdziwym zwierzęciem scenicznym. Miała przy tym wiele szczęścia do 
współpracowników. Po przyjeździe do stolicy znalazła się w zespole Teatru Współczesnego. Zadebiutowała w 
"Niemcach" Leona Kruczkowskiego, spektaklu reżyserowanym przez dyrektora Erwina Axera. Zastępowała 
Halinę Kossobudzką w roli Liesel, zwolenniczki Hitlera. Okazało się wówczas, że Śląska idealnie sprawdza się w 
rolach skomplikowanych, rozedrganych wewnętrznie lub wręcz przeciwnie bardzo stanowczych kobiet. Nie 
zagrzała jednakże miejsca w Teatrze Współczesnym. Spod skrzydeł Axera wyrwał ją Janusz Warmiński.

Na przełomie lat 40. i 50. Warmiński pracował w Łodzi przy tworzeniu Teatru Nowego. W rodzimej Warszawie 
bywał jednak częstym gościem. Tu stracił głowę dla utalentowanej aktorki o intrygującej, nordyckiej urodzie. Jerzy 
Kryszak, aktor i przyjaciel pary wspominał: "Pamiętam Janusza jak takiego zakochanego chłopca, który przy Oli 
robił się strasznie mały i taki uczniowski". W 1952 roku Warmiński został dyrektorem stołecznego Teatru 
Ateneum, lecz wiele osób zastanawiało się, kto tak naprawdę rządzi tą sceną. Współpracownicy, a także studenci 
z warszawskiej szkoły teatralnej, w której Śląska prowadziła zajęcia, nie nazywali aktorki "dyrektorową". 
Dyrektorowa to przecież tylko dodatek do dyrektora, taki kwiatek do kożucha. Śląska była "królową" bądź 
"carycą", lub też… "świętym potworem". Aktorka miała bowiem niezwykle silny charakter. Nie pozwalała sobą 
rządzić, ale była sprawiedliwa we własnych osądach. "Nie zabierała ról innym aktorkom. – opowiada Katarzyna 
Ostrowska teatrolog. Mając taką dyrektorową, czekało się w dołkach startowych na swój czas. Nigdy krzywdy nie 
robiła."

Obozowy potwór 

Tego samego oczekiwała od innych, tymczasem bywała oceniana niesprawiedliwie. Zwłaszcza przez 
nieznajomych. Tuż po wojnie, w 1947 roku reżyserka Wanda Jakubowska rozpoczęła przygotowania do realizacji 
filmu "Ostatni etap". Scenariusz oparty na wspomnieniach więźniarek hitlerowskiego obozu śmierci w Auschwitz-

2

background image

Birkenau, wśród nich samej reżyserki, spotkał się z nieprzychylną opinią polskich decydentów. Produkcja filmu 
ruszyła dopiero po zatwierdzeniu scenariusza przez samego Józefa Stalina! Jedną z ważniejszych postaci 
dramatu miała być bezwzględna Oberaufseherin (obozowa nadzorczyni). Jakubowska poszukiwała do tej roli 
rudej aktorki, która dobrze mówiła po  niemiecku. Śląska doskonale pasowała do tego opisu. Po niemiecku 
mówiła płynnie, gdyż wojnę spędziła w Wiedniu u znajomych rodziców. Matka wysłała ją tam w obawie, że 
nastoletnia Ola zostanie wywieziona do pracy przymusowej w Niemczech. Ruda - aktorka była z natury.

"Trudno mówić o roli pierwszoplanowej, chodzi raczej o postać samodzielną dramaturgicznie. W "Ostatnim 
etapie" Wandy Jakubowskiej grałam właśnie taką postać – Lagerführerin. Miała ona zasadniczy wpływ na akcję, 
sama była jak gdyby uosobieniem jakiejś szerszej idei – faszyzmu" – mówiła Śląska o swoim debiucie filmowym 
w wywiadzie dla magazynu "Film". W roli kolejnej esesmanki, także nadzorczyni w Auschwitz, wystąpiła również 
w filmie Andrzeja Munka "Pasażerka". "Niestety, [Śląska] grała realistycznie, bo kiedy jako Liza waliła mnie w 
twarz (a 15 razy powtarzano ujęcie), to tak, że cała twarz mi spuchła. Ola była jednak wspaniała w pracy na 
planie, w spięciu artystycznym" – wspominała partnerująca Anna Ciepielewska. Po tych rolach Śląska zaczęła 
dostawać nieprzyjemne anonimy. Zdarzało się nawet, że publicznie wyzywano ją od nazistek. Aktorka sprawiała 
wrażenie osoby, która nic sobie z tego nie robi, lecz bliscy wiedzieli, jak bardzo przeżywała tego rodzaju 
niesprawiedliwość. Choć sama się nie broniła, mogła liczyć na rodzinę. Pewnego razu brat aktorki wdał się w 
pociągu w przepychankę z pasażerem, który przekonywał towarzyszy podróży, że w czasie wojny Śląska 
paradowała po Katowicach w niemieckim mundurze. 

Ślązaczka

Dziś już wiadomo, że stolica Górnego Śląska pięknie uhonorowała aktorkę, która w tym mieście spędziła 
szczęśliwe lata dzieciństwa. Bo przecież katowickie ulice pamiętają, jak przed wojną drobna, piegowata 
dziewczynka śmigała po nich na hulajnodze. Katowicki teatr często gościł nastoletnią Aleksandrę i jej rodziców na 
niedzielnych spektaklach. Tuż po wojnie na tej właśnie scenie przyszła aktorka odniosła swój pierwszy sukces; 
przystąpiła do konkursu recytatorskiego i zachwyciła jurorów, w tym Karola Adwentowicza, interpretacją wiersza 
Kazimierza Przerwy-Tetmajera. W 2008 roku popiersie Aleksandry Śląskiej znalazło się wśród innych rzeźb 
przedstawiających artystów związanych z regionem Górnego Śląska, które można oglądać w katowickiej Galerii 
Artystycznej. Na kamienicy przy ul. Poniatowskiego 34, gdzie mieszkała rodzina Wąsików, wisi dziś odpowiednia 
tabliczka, po to, by katowiczanie zawsze pamiętali o wspaniałym, śląskim klejnocie, jakim była Aleksandra  
Śląska. A wraz z nimi i my, widzowie.

Autorka korzystała m.in. z artykułów: "Aleksandra Śląska. Portret" Katarzyny Bielas ("Gazeta Wyborcza –  
Wysokie Obcasy" 1999), "Aleksandra Śląska zapomniana w Katowicach" Anny Malinowskiej ("Gazeta Wyborcza  
– Katowice" 2008), "Królowa Aleksandra" Henryki Wach-Malickiej ("Polska Dziennik Zachodni" 2008), "Królewski 
chłód. O aktorstwie Aleksandry Śląskiej" Marka Palki ("Kino" 2006), "Z Aleksandrą Śląską o aktorstwie" J.D. 
("Film" 1960). Wypowiedzi Jerzego Kryszaka i Katarzyny Ostrowskiej pochodzą z program z cyku "Taka miłość  
się nie zdarza: Aleksandra Śląska" w reż. Dagmary Kossak (2008).

Onet.pl SA 

3


Document Outline