background image

 

 

 

Somers Suzanne   

 

Namiętności 09 

 

Druga miłość 

 

 

background image

 

 

Rozdział pierwszy 

Wieczór był szczególny, można powiedzieć przełomowy. 

Dziewięćset pięćdziesiąty spektakl "Złotej sylfidy", jednego z 

najbardziej wziętych musicali ostatniego dziesięciolecia. 

Wystawiany od dwóch lat, dwa razy w tygodniu, wciąż jeszcze 
cieszył się ogromnym powodzeniem. 

Recenzje dziennikarzy były zgodne co do tego, że była to dobra 

sztuka ze wspaniałą muzyką; jednak gwarancją sukcesów była tylko 

i wyłącznie osobowość Diany Keith. 

Zaczęła właśnie lekki, eteryczny taniec, który miał zakończyć 

pierwszy akt. Jeffry Keith przychodził zazwyczaj dopiero po 

opuszczeniu kurtyny, dziś jednak okazja była wyjątkowa. 

Po przedstawieniu miało odbyć się przyjęcie z jego żoną jako 

gwiazdą wieczoru. Sam Jeff był równie lubiany jak ona. Znajdował 

się na najlepszej drodze do sławy, chociaż w zupełnie innej 

dziedzinie. Był bowiem młodym i obiecującym chirurgiem. 

Dyrektor przedstawienia stał wraz z Jeffem za kulisami. Wspólnie 

obserwowali taniec wdzięcznej, uroczej, obdarzonej wielkim 
talentem istoty. 

Starsi widzowie porównywali Dianę do Marilyn Miller. Posiadała 

wdzięk i powab oraz czar, pod którego działaniem znajdowały się 

nawet najdalsze rzędy widowni. Diana urzekała także tych, którzy 

przyszli jedynie po to, aby wyświadczyć komuś przysługę. Nie trzeba 

było kochać muzyki i tańca, by przyznać, że była ulubienicą 
wszystkich. 

Odpowiednio do roli, włosy miała obcięte krótko, po chłopięcemu, 

a ich oryginalny złoty kolor był nieporównywalny z żadną barwą. Jej 

oczy miały odcień głębokiego, lśniącego błękitu. 

Jeff był w pewien sposób dumny ze swej żony, poślubionej przed 

trzema laty. Już setki razy widział ją tańcząca, jednak potrafiła 

background image

 

tworzyć wciąż na nowo i niepowtarzalnie. 

W pewnej chwili Jeff spostrzegł, że dyrektor zmarszczył czoło. 
- To dziwne - powiedział. - Wygląda, że wypadła nieco z rytmu, jak 

gdyby była zmęczona... 

Nagle tańcząca postać zatrzymała się w samym środku sceny. 

Szczupłe ramiona Diany tak wdzięcznie wzniesione, opadły jak 

skrzydła motyla. Usiłowała je podnieść, wejść znów w rytm muzyki. 

Jednak jej lewa noga ugięła się i... Diana upadła. 

Jeff rzucił się na środek sceny. Muzyka umilkła, a przy opadającej 

kurtynie dało się słyszeć długie, głębokie westchnienie. 

- Ja... Nie wiem, co... - wyszeptała Diana. Potem uniosła szczupły 

podbródek. - Pomóż mi, kochany! Teraz dam sobie radę. 

Jeffry wziął ją na ręce, podniósł ostrożnie i zniósł ze sceny. Nie 

widział i nie słyszał nic, kiedy przechodził między aktorami i 

pracownikami sceny kierując się do garderoby. Tam położył ją na 
sofie i poprosił pokojową, aby absolutnie nikogo nie wpuszczała. 

- Wspaniały wieczór na upadek - powiedziała Diana ze słabym 

uśmiechem. - Dwa lata, a ja muszę dać za wygraną. Dziękuję ci, że 

jesteś tu ze mną. 

Tymczasem Jeff odnalazł jej puls. Był szybki, ale to normalne po 

wysiłku. Nie widział wprawdzie żadnych oznak gorączki, ale wolałby 
mieć teraz przy sobie swą podręczną torbę. 

- Co się stało, Diano? - zapytał. 

- Nie wiem. Moja noga... Nagle okulałam. Straciłam w niej czucie. 

- Pozwól, że zobaczę - poprosił, po czym uszczypnął jej lewe udo. 

Krzyknęła, a on odetchnął z ulgą. - Jesteś przemęczona i 

wycieńczona. Mówię to jako lekarz. Natomiast jako mąż, stwierdzam, 

że musisz zrobić sobie przynajmniej miesiąc urlopu, najlepiej od 
jutra. 

Diana natychmiast usiadła. 

- Jeff, to niemożliwe! 

- Jak najbardziej możliwe - sprzeciwił się. - Diano, twoja dublerka 

czeka na swoją szansę już dwa lata. Daj ją temu dziecku. Nie 

zapominaj również o sobie. Ten show jest bardzo męczący, a ten 

RS

background image

 

ciągły taniec... 

- To czysta bzdura - stwierdziła, lecz widział po jej twarzy, że 

zastanawia się i nie zamierza się upierać. - Tak, może wezmę kilka 

wolnych dni... 

- Zostań tu teraz i odpoczywaj - powiedział. - Zadzwonię do 

szpitala i odmelduję się. Potem połączę się z moją sekretarką, aby 

odwołała wszystkie terminowe wizyty. Gdy ty będziesz przeglądać 

mapy, spakuje nasze rzeczy. Wyjedziemy jutro rano, żeby żadne z 

nas nie miało szansy zmienić swego zdania. Zdamy się na los i 
będziemy zatrzymywać tylko tam, gdzie się nam spodoba. Przez cały 

miesiąc będziemy żyć jak prawdziwi włóczędzy. 

Powinien zacząć coś podejrzewać, gdyż się w ogóle nie 

sprzeciwiała. 

Kiedy dotarli do apartamentu, blisko Park Avenue, była już bardzo 

zmęczona. Miał zamiar zbadać ją przynajmniej pobieżnie, ale nie 
miał sumienia tego uczynić. Tym bardziej, że wszystko wskazywało 

na przemęczenie. Przez pewien czas spokój i tylko spokój, i Diana 

będzie znów w formie. 

Siedział przy jej łóżku i obserwował jak zapada w sen. Gdy na nią 

patrzył, musiał po raz kolejny przyznać, że nie było na świecie 

piękniejszej kobiety. 

Zgodnie z instrukcjami, które dała mu przed zaśnięciem, pakował 

bagaże. Cztery walizki zostały wypełnione delikatną bielizną, 

szortami, długimi spodniami, kostiumami bikini i kąpielowymi oraz 

prostymi, lekkimi sukienkami. Na wypadek, gdyby przyszło im 

nocować w jakimś ekskluzywnym hotelu, zapakował jeszcze 

powiewną suknię w kolorze bladego błękitu, w której szczególnie 

uwielbiał swą żonę. 

Jeff był w uroczystym nastroju, myśląc o tym, że rozpoczną 

wkrótce urlop, pierwszy od miodowego miesiąca, spędzonego trzy 

lata temu. 

Zbyt podniecony, aby długo spać, zerwał się przed świtem i zabrał 

za załatwianie najróżniejszych drobnych spraw. Opuścił żaluzje, 

umył lodówkę i napisał kartkę dla gazeciarza. W sklepie odwołał 

RS

background image

 

codzienne dostawy mleka. Z zarządcą domu ustalił, że ten będzie od 

czasu do czasu zaglądał do ich mieszkania, a stróż obiecał znieść ich 
bagaż, jak tylko będą gotowi do wyjazdu. 

Teraz musiał obudzić Dianę, co było wprawdzie niezwykłe, ale 

zrozumiałe ze względu na jej ogólne wyczerpanie. 

Natychmiast wyskoczyła z łóżka, objęła go i pocałowała, wydając 

się być zachwyconą pomysłem spędzenia wspólnie urlopu. 

- Tobie również wakacje dobrze zrobią, najdroższy - powiedziała. 

- Też musiałeś ciężko pracować. Wezmę teraz prysznic, potem 
możesz mnie nakarmić kawą i tostem, i już nas nie ma! Jeff, to 

rzeczywiście cudowny pomysł! 

Pod natryskiem wyśpiewywała główny numer musicalu i Jeff, 

posyłając bagaże na dół do samochodu, uśmiechał się do siebie. 

Do śniadania założyła spodnie i jasnożółtą bluzkę, a na nogi 

wsunęła sandałki. Z apetytem jadła jajecznicę z trzema tostami i 
popijała je kawą. 

- Wszystko w porządku - stwierdził Jeff przed kolejnym obchodem 

mieszkania. - Te brudne naczynia zostaw sprzątaczce. Nasze wakacje 

zaczynają się od tego momentu! 

Gdy ponownie wszedł do bawialni, Diana siedziała w dużym 

bujanym fotelu. Spojrzała na niego zaniepokojonym wzrokiem. 

- Nie wiem, co to jest - powiedziała wolno. - Nie czuję bólu, tylko... 

Nie umiem tego opisać. Kochanie, boję się... 

- Nie ruszaj się - nakazał i wybiegł, aby przynieść ze swej torby 

oftalmoskop. Po chwili był znów przy żonie. 

Promień instrumentu przenikał przez źrenicę, docierając do 

wewnętrznej części oka. Nie udało mu się wystarczająco wyraźnie 

zlokalizować nerwu wzrokowego, który mieszał się z otaczającą go 
tkanką. Stanowiło to jednoznaczne, często fatalne w skutkach, 

ostrzeżenie przed istniejącym silnym uciskiem w czaszce. 

Jeff miał nadzieję, że uda mu się ukryć swe przerażenie. 

- Diano - rzekł spokojnie - chciałbym zrobić kontrolę. To sprawa 

rutynowa, lecz przeprowadzana w warunkach szpitalnych. Nie ma 

powodu do niepokoju, ale zdarza się, że duże zmęczenie jest 

RS

background image

 

przyczyną choroby. 

- Czy to coś poważnego, Jeff? 
- Och, nie! - zaprzeczył szybko. - Chodzi o to, że mamy wędrować 

jak Cyganie, nie informując nikogo, gdzie się znajdujemy. Porównaj 

to do przeglądu samochodu. Chcemy mieć pewność, że nie będzie 

miał po drodze żadnej awarii, gdy nie będzie można oddać go do 

reperacji. To tylko małe zabezpieczenie dla nas samych, kochanie. 

Wyruszymy zaraz po badaniu. 

Diana skinęła głową. 
- Jeśli uważasz to za konieczne... - zgodziła się. - Za nic w świecie 

nie chcę narażać na niebezpieczeństwo naszych wakacji. 

- W takim razie chodźmy. Wszystko jest już gotowe. 

Troskliwie pomógł jej wyjść z mieszkania i zejść na dół do 

samochodu. 

Jechał szerokimi ulicami, mając pewność, że tam będzie się 

rzadziej zatrzymywać. W głębi ducha modlił się, aby nie spostrzegła 

potu na jego czole i zrozpaczonego wyrazu w jego oczach. Diana 

miała śmiertelny ucisk w mózgu, co mogło mieć związek z 

czymkolwiek, lecz Jeff specjalizował się w neurochirurgii i był 

pewien, że w tym wypadku chodziło o guz. 

- To nie potrwa dłużej niż godzinę lub dwie - powiedział wesoło, 

co nawet w jego uszach zabrzmiało całkowicie nieszczerze. 

Diana odparła coś, czego nie zrozumiał, rzucił więc w jej stronę 

szybkie spojrzenie. Krzyknął; nie było potrzeby ukrywania 

przerażenia. Lewa strona jej twarzy była ściągnięta, a wypowiadane 

słowa zniekształcone. Zaczęła drżeć na całym ciele. 

Na następnym rogu ulicy spostrzegł wóz policyjny. Włączył sygnał 

ciągły, aby zwrócić na siebie ich uwagę. Gdy podjechali dostatecznie 
blisko, wykrzyknął nazwę szpitala. Syrena zawyła, a samochód 

policyjny wyprzedził auto Jeffa, torując mu w ten sposób drogę. 

Dziesięć minut później Diana leżała już na stole operacyjnym. 

Dr Peter Lawlor, chirurg mieszkający w tym samym domu, 

przybiegł wraz z Jeffem, wyjął oftalmoskop z jego drżącej ręki i 

pochylił się nad nieprzytomną Dianą. Skierował światło na źrenicę 

RS

background image

 

jej oka. 

- Nie ma wątpliwości, Jeff. Poważny ucisk wewnątrz mózgu. 

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to guz w prawym płacie 

mózgowym. 

- Przygotować wszystko do rentgena! - krzyknął Jeff do 

pielęgniarki. - Tylko szybko! 

- Moglibyśmy również... - zaczął Dr Lawlor. Chciał coś 

zaproponować, ale Jeff mu przerwał: 

- Nie mamy czasu, jeśli operacja jest konieczna. Pete, dlaczego 

musiało się to przytrafić właśnie mojej Dianie? 

- Wiem, stary, wiem. Taka urocza istota. Ale powiem ci coś 

pocieszającego: doktor Klee jest na miejscu. 

- Nie cierpię tego zarozumiałego, napuszonego typa! 

- Jednak to prawdziwy as w tej dziedzinie. Porozmawiaj z nim, a ja 

przygotuję Dianę. 

- Pete - powiedział Jeff cicho i poważnie - troszcz się o nią, proszę. 

Jest wszystkim, co mam. 

- Rozumiem cię, Jeff. Idź i pogadaj z nim. Niedługo będą gotowe 

zdjęcia. 

Godzinę później, podczas gdy pielęgniarki przygotowywały już 

Dianę do operacji, dr Lawlor pokazywał Jeffowi zdjęcia. 

Widać było złowrogi cień guza; jeżeli złośliwy, mógł stanowić 

koniec życia Diany. 

- Jeff, Klee obejrzał już Dianę - powiedział Lawlor. - Teraz 

przygotowuje się. No to jak będzie? 

- Co "jak"? - zapytał Jeff, który wydawał się nic nie pojmować. 

Nagle ocknął się i powiedział szorstko. - Tak, tak. Zaczynajcie. Cóż 

innego pozostało? 

- Musisz wyrazić pisemną zgodę. Tu nie ma żadnych przywilejów, 

Jeff. Widziałeś dziesiątki podobnych operacji. To się musi udać. 

Przypomnij sobie, całkiem niedawno uspokajałeś męża jednej z 

pacjentek. Wierzyłeś w to, co mu mówiłeś. Teraz przyszedł czas na 

ciebie. 

- Chcę przy tym być. 

RS

background image

 

- Za nic na świecie! - sprzeciwił się dr Lawlor. 

- Mimo to będę. Na galerii. Pete, Pete, dlaczego musiało to spotkać 

Dianę? Akurat ją... 

Nie czekając na odpowiedź, wsiadł do windy, pojechał na 

pierwsze piętro i odszukał biuro przyjęć. Bezbarwnym głosem podał 

niezbędne dane i podpisał zgodę na operację. 

Podczas gdy wjeżdżał na najwyższe piętro, zastanawiał się, czy 

nie powinien spędzać każdej drogocennej minuty przy Dianie, lecz 

jednocześnie wiedział, iż byłoby to bezcelowe. 

Wyjął ze swej szafy biały kitel, przebrał się, założył nawet fartuch 

operacyjny. Maskę zawiesił na szyi, założył tylko swoją czapeczkę. 

Nie było potrzeby szorowania rąk, gdyż miał nie wchodzić do sali 

operacyjnej. Wszystkie środki ostrożności, których przestrzegał, 

były podyktowane doświadczeniem i mądrością. 

Diana leżała już na stole operacyjnym. Skóra na jej ogolonej 

głowie błyszczała od środków dezynfekujących. Wyglądała jak 

dziesięcioletnie dziecko. Jego serce było przepełnione miłością i 

współczuciem. 

Mieli zastosować pentothal sodium, gdyż przeprowadzenie 

anestezji oddechowej byłoby zbyt niebezpieczne. Była to trudna, 

męcząca operacja, która wymagała wielu instrumentów, 
cierpliwości, zręcznego działania i wiedzy, więcej niż jakikolwiek 

inny rodzaj chirurgii. 

Dr Lawlor wszedł do sali operacyjnej, gotowy, z maską na twarzy. 

Instrumentariuszki stały na wyznaczonych miejscach. Anestezjolog 

zaczął wstrzykiwać środek usypiający. 

Pojawił się dr Klee, wysoki i imponujący. Spojrzał na galerię na 

samotnie siedzącego Jeffa i podniósł rękę, aby dodać mu otuchy. 
Potem dał znak dr Lawlorowi i operacja rozpoczęła się. 

Anestezjolog zgłosił, że Diana jest w pełnej narkozie i dr Lawlor 

posmarował skórę głowy fioletowoczerwoną substancją. 

Tuż potem dr Klee zrobił wstępne nacięcie skóry głowy. Przerwał, 

aby umożliwić swemu koledze zabezpieczenie brzegów rany, 

odsunięcie tkanki i zatamowanie krwawienia. Było to powtarzane 

RS

background image

 

tak długo, aż pole operacji zostało oczyszczone. 

Dr Klee zażądał wiertła, którym zrobił ostrożnie kilka otworów w 

czaszce, zebrał skrupulatnie każdy odłamek kości i włożył je do 

przeznaczonego w tym celu sterylnego naczynia. Później wszystkie 

zostaną wstawione. 

Gdy kontur nacięcia był już ustalony, dr Klee wziął do ręki piłę 

Gilgiego, nieprawdopodobny instrument, który przecinał kości od 

otworu do otworu, aby mogła zostać zdjęta część pokrywy czaszki. 

Zewnętrzna osłona czaszki została otwarta. 
Jeff oparł się o poręcz, marząc o tym, żeby pozwolono mu pomóc. 

Chciał trzymać dłoń Diany i dać jej poczucie swej obecności. Był 

jednak skazany na bierną obserwację. Mógł jedynie śledzić to, co się 

działo na stole operacyjnym. 

Następne posunięcie miało być bardzo niebezpieczne. Rana cięta 

uszkodziłaby poważnie tkankę mózgu. Spokojna dłoń była teraz 
równie potrzebna jak ostry nóż. 

Dr Klee zrobił próbne nacięcie, po czym pewnie i jednocześnie 

delikatnie zagłębił skalpel. Strzęp twardej opony mózgowej został 

odsunięty i oczom wszystkich ukazała się szara masa mózgu oraz 

guz, głęboko zanurzona, odrażająca tkanka, źródło ucisku i paraliżu, 

które mogło przynieść śmierć. Nadmiar płynu otaczającego mózg 
powiększał jeszcze nacisk. 

W tkankę wprowadzono igłę i odciągnięto ciecz, żeby guz stał się 

bardziej widoczny. 

Był to gliom, postrach wszystkich chirurgów. Zbyt często jego 

usunięcie kończyło się uszkodzeniem otaczającej go tkanki. Jednak 

gdy go nie usunięto, pacjent miał przed sobą kilka godzin życia. 

Palce dra Klee zanurzyły się głębiej i sondowały. Jeff, stojąc na 

galerii, mógł śledzić każde poruszenie jego ręki. Bez względu na to, 

czy był to guz złośliwy czy łagodny, pozostawał miękką i 

niebezpieczną masą, która powodowała upływ cennej krwi, jeżeli 

tylko została przecięta. Lecz żeby ją usunąć, cięcie było konieczne. 

Chirurg przeciął boki guza, aby odnaleźć mały rdzeń, od którego 

wszystko się zaczęło. Spojrzał na anestezjologa, który powiedział ze 

RS

background image

10 

 

spokojem: 

- Odkąd ucisk został zmniejszony, czuje się lepiej. Może pan 

spokojnie kontynuować. 

Chirurg skinął tylko głową i powrócił do wycieńczającej nerwy 

pracy. 

Nagle dr Klee cofnął się z wyrazem rezygnacji. Potem 

zasygnalizował dr Lawlorowi, aby zamknął ranę. 

- Klee, Klee! Proszę nie przerywać! - krzyknął Jeff, wychylając się 

niebezpiecznie. 

- To niemożliwe! - słowa chirurga były zduszone przez maskę. - 

Nie można przeciąć łodygi. Wywołałoby to śmiertelny krwotok. 

- Błagam! - krzyczał Jeff jak oszalały. - Błagam, niech pan nie traci 

tej szansy! 

- Zamykać! - rozkazał dr Klee i dr Lawlor pracował spokojnie 

dalej, jak gdyby operacja była pełnym sukcesem. 

Ani razu nie spojrzał w górę. Nie mógł teraz spojrzeć w twarz 

Jeffowi. 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

11 

 

Rozdział drugi 

O ósmej trzydzieści rano Jeff i Diana chcieli wyruszyć na urlop. 

Oboje cieszyli się jak dzieci z perspektywy wakacji. 

Wieczorem o dziewiątej dwadzieścia Jeff siedział u boku Diany i 

obserwował, jak powoli uchodzi z niej życie. 

W łóżku szpitalnym, z głową w bandażach, wydawała się zupełnie 

nierzeczywista. Była nieprzytomna, a jeżeli nawet słyszała jego głos 

lub czuła uścisk jego ręki, to nie była w stanie dać mu tego do 

zrozumienia. 

Gdy weszła pielęgniarka, aby wypełnić swoje obowiązki, Jeff 

opuścił pokój. 

W korytarzu czekał na niego Pete Lawlor. Wziął Jeffa za ramię, 

pociągnął za sobą do przyległego, wolnego pokoju i zamknął drzwi. 

- Pete, byłeś przy tym - powiedział Jeff urywanym głosem. - Klee 

w ogóle nie próbował wyjąć guza. Po prostu przestał. 

- Jeff, musisz być sprawiedliwy! Klee jest dobrym człowiekiem... 

- Jak dotąd nie miał żadnej porażki - powiedział gorzko Jeff. - Jest 

tak dumny ze swojego rekordu! Nikt nie umiera pod jego nożem! 

Teraz wiem dlaczego! Teraz już rozumiem, czemu jego sława jest tak 

wielka. Kiedy zauważa, że pacjent musi umrzeć, przerywa operację. 

Pete, istniała szansa! Mogłeś obserwować to z bliska. Była szansa! 

- Szczerze mówiąc, nie wiem, Jeff. A jeśli nawet, to jest już za 

późno. 

- Nie dla mnie! Złożę na tego wytwornego ważniaka oficjalne 

zażalenie. Najmilszej istocie na ziemi pozwolił umrzeć, nie dając jej 

żadnej szansy. A dlaczego? Nie chciał podejmować ryzyka. Pete, jeśli 

Diana i tak musiała umrzeć, dlaczego nie pracował dalej? Odsłonił 

guz i nie było żadnego silnego krwotoku. Być może, wystąpiłoby... 

- Tak, wystąpiłoby silne krwawienie - zapewnił go Pete Lawlor. - 

Masa była mocno zakotwiczona. 

- Miał przecież swoje przyrządy! Może mógłby zatamować 

krwotok... 

RS

background image

12 

 

Żaden nie patrzył na drzwi i żaden nie usłyszał ich cichego 

otwierania. Dr Klee stał w progu. Usłyszał wystarczająco dużo i jego 
twarz poczerwieniała z gniewu. Zrobił kilka kroków i znalazł się w 

środku pokoju. 

- Byłoby dobrze, aby odwołał pan wypowiedziane słowa, doktorze 

Keith. Zrobiłem dla pańskiej żony wszystko, co mogłem. 

Jeff obrócił się gwałtownie ku niemu. 

- Och, pracował pan dobrze, ale nie zrobił pan wszystkiego! 

Nabrał pan wątpliwości! Przestraszył się pan, że umrze na stole 
operacyjnym i zniszczy pański cudowny rekord... 

- Dosyć! - krzyknął dr Klee. 

Gdyby swojej wykrzywionej grymasem twarzy nie przysunął tak 

blisko do twarzy Jeffa, być może, nic by się nie stało. Lecz Jeff patrzył 

na nią z bliska i jego nienawiść wzrosła. Zamachnął się i pięścią 

uderzył dr Klee w brodę. Chirurg upadł na podłogę. 

Pete Lawlor pochylił się nad nim i powiedział: 

- Złamałeś mu szczękę, Jeff. 

- Jeśli zostanę tu dłużej, zabiję go - wycedził Jeff. Rzucił jeszcze 

spojrzenie na dr Klee i opuścił pokój. 

Godzina za godziną Jeff szedł, nie wiedząc w jakim kierunku. Nie 

miał również pojęcia, gdzie się znajduje. 

W końcu zaczął nad sobą panować i zatrzymał taksówkę, która 

akurat przejeżdżała. Podał taksówkarzowi swój adres i zapatrzył się 

przed siebie. 

Samochód przejeżdżał również przez Times Square, gdzie 

znajdował się teatr, w którym występowała Diana. Gigantycznie 

powiększone zdjęcie przedstawiało ją w jednym z kostiumów - 

wdzięcznie wzniesione ramiona, piękne nogi, śliczna twarz, 
doskonałe linie. Jeff krzyknął z bólu i zawołał do kierowcy, żeby 

zmienił kierunek. 

Potem znalazł się u siebie w apartamencie, gdzie przezornie 

wszystkie żaluzje były spuszczone a szafy zamknięte; wszystko z 

powodu długiej wakacyjnej podróży. 

Był sam. 

RS

background image

13 

 

Na całym świecie nie było człowieka, który byłby tak samotny jak 

on. 

W sypialni unosił się jeszcze zapach perfum, których używała 

Diana. Była wszędzie i zarazem nigdzie. 

Udało mu się opanować pierwszy szok i przeszywający ból. 

Odurzenie, które go ogarnęło, stłumiło miażdżącą rozpacz. 

Zadzwonił telefon, lecz Jeff nie poświęcił mu cienia uwagi, a gdy 

nie mógł już wytrzymać dźwięku dzwonka zdjął słuchawkę z 

widełek i położył obok aparatu. 

Powrócił na swoje krzesło i patrzył przed siebie, aż w końcu 

zapadł w sen. Nie był to sen naturalny i gdy się obudził, męczyły go 

potworny ból głowy i straszne wspomnienie tego, co się wydarzyło. 

Ktoś pukał od dłuższego czasu do drzwi. 

- Idę! - krzyknął Jeff. 

Przechodząc koło wysokiego lustra, zobaczył swe zaczerwienione 

oczy i zmierzwione włosy; ból ogarnął go na nowo. 

Dopiero po kilku minutach mógł wpuścić Pete'a Lawlora. 

- Wziąłem wszystkie sprawy w swoje ręce. Ktoś musiał to zrobić - 

relacjonował Pete. - Czy tego chcesz, czy nie, to będzie uroczysty 

pogrzeb. Nie możesz przed tym uciec. Jeff, chłopie, piszą o tym 

wszystkie gazety. Była przecież tak popularna i tak cudowna. Zresztą 
jest jeszcze kilka ważnych informacji, które muszę dostać... 

Jeff tylko skinął głową i spokojnie odpowiadał na wszystkie 

związane z pogrzebem pytania. 

- Musisz wiedzieć o czymś jeszcze, Jeff - ciągnął Pete Lawlor. - 

Doktor Klee chce cię postawić przed kolegium. Teraz słuchaj mnie 

uważnie... 

- Klee nic mi nie może zrobić - przerwał mu Jeff. - Zaś pomysł, aby 

stanąć przed szpitalnym kolegium, to sama przyjemność. Sam bym 

tego zażądał. 

- Jeff, nie możesz mu stawiać oporu. 

- Czy coś mu się stało? - spytał Jeff. 

- Mój Boże, Jeff, nieźle go poturbowałeś. Musieli go operować i 

unieruchomić szczękę. 

RS

background image

14 

 

- Powinienem był go zabić, takie jest moje zdanie. 

- Poczekaj, aż sprawa się uspokoi, aż wszystko minie. Jeff, spójrz 

prawdzie w oczy. Doktor Klee jest doświadczonym i kompetentnym 

neurochirurgiem. 

- Jest skorumpowanym tchórzem, któremu jest obojętne, czy 

pacjent umrze, czy nie, byle tylko nie podczas operacji. 

- Jeff, ty też jesteś lekarzem, i to bardzo obiecującym, ale stoisz 

jeszcze na samym początku. W szpitalu darzą cię szacunkiem i 

pewnego dnia będziesz rzeczywiście wielki... 

- Jesteś pewien? Pewnego dnia będę wielkim człowiekiem - i 

wtedy ja również będę mógł kazać wywieźć z sali operacyjnej 

jakiegoś biedaka, tylko z powodu strachu, że może pozbawić mnie 

dobrej sławy. Jeżeli to ma być chirurgia, którą się zajmujemy, to 

niech ją diabli wezmą. Opowiem przed kolegium, co myślę o 

doktorze Klee... 

- Zdyskredytują cię, tego możesz być pewien. 

- Nie, tego nie zrobią. Wierz mi, Pete, tego nie. To jest mój problem 

i pozostaw to mnie. 

- Dobrze, jeśli tak sądzisz - odrzekł Pete. - Ale, jeśli będziesz 

potrzebował pomocy, możesz na mnie liczyć. 

- O, nie! Nie będę cię w to mieszał, to jest wyłącznie moja sprawa. 
Wieczorem po pogrzebie poszedł do swego biura. Wynajął 

apartament na Park Avenue. Nie był to luksus, lecz to mu 

wystarczało. Fakt, że w ogóle był w stanie opłacać mieszkanie na 

dobrej ulicy, był związany z wysokimi dochodami Diany. 

Siedział przy swoim biurku i zastanawiał się nad tym, jakim 

właściwie był lekarzem. Na pewno nie najlepszym, jeżeli dał się tak 

po prostu podejść doktorowi Klee. Powinien był się domyśleć, co ten 
przeceniany, zarozumiały człowiek uczyni. Powinien był sprawdzić 

jego karierę i już wcześniej stracić do niego zaufanie. 

W neurochirurgii są przypadki, kiedy pacjent musi umrzeć. 

Dzieje się to na stole operacyjnym, gdy chirurg próbuje uratować 

czyjeś życie. Ale lekarz nigdy nie ma prawa dawać za wygraną! 

Nigdy, jeśli istnieje szansa, choćby najmniejsza. 

RS

background image

15 

 

A u Diany taka szansa istniała. Analiza stwierdziła, że guz nie był 

złośliwy. Być może Diana mogłaby żyć... 

Jutro miało odbyć się kolegium. Dr Klee nie będzie chciał 

marnować czasu. Jeff siedział i rozważał fakty świadczące na jego 

korzyść. W myślach formułował swą mowę obrończą dla członków 

kolegium. Jednak w gruncie rzeczy miał to być atak, co bardzo mu 

odpowiadało. 

Jeśli zwrócą się przeciw niemu, wtedy całe kolegium zgodzi się ze 

sposobem praktyki dr Klee. Jeff nie chciał przedstawiać go jako 
szarlatana, doktor był jednak tchórzem, który poświęcał czyjeś życie, 

aby nie narażać na szwank swej sławy. 

Gdy wielki dr Klee operował, nie było przypadków śmiertelnych. 

Oczywiście, nic nie było pewne i niektórzy zoperowani pacjenci 

mogli później umrzeć, żaden jednak w trakcie operacji. Nie, to nie 

wchodziło w rachubę! 

Jeff nie miał wielu przyjaciół. Ludzie, którzy przychodzili do nich 

na przyjęcia, byli przyjaciółmi Diany. Akceptowali go, ponieważ był 

jej mężem. Lecz Diana odeszła, w ten sposób odeszli również jej 

przyjaciele. 

Miał dużo czasu do zastanowienia, bardzo dużo. Było to wszystko, 

co mógł zrobić. Nie był w stanie przyjmować teraz pacjentów; nie 
chciał widzieć nikogo. 

Byłoby na pewno dobrodziejstwem, gdyby miał przyjaciela, który 

mógłby dzielić z nim cierpienie, lecz nikogo takiego nie było. 

Nie miał również rodziny. 

Czuł się całkiem samotny. 

Naturalnie, miał wielu znajomych, do których mógł zadzwonić, i 

którzy natychmiast przyjechaliby do niego; nie było jednak wśród 
nich takich, którym mógłby zaufać i zwierzyć się ze swych 

najbardziej osobistych myśli. 

Nawet Pete Lawlor nie był mu teraz wystarczająco bliski. 

Kiedy będzie już miał za sobą tę obrzydliwą sprawę, powróci do 

swej praktyki i będzie specjalizował się wyłącznie w neurochirurgii, 

skoncentruje się na niej i stanie się w tej dziedzinie jednym z 

RS

background image

16 

 

najlepszych. Chciał uczynić wszystko, aby uniknąć błędów i 

zaniedbań. Będzie walczyć, jeśli będzie istnieć choć najmniejsza 
szansa. 

Było więcej niż grzechem otworzyć ranę, operować, a potem 

wszystko zostawić. Było to równoznaczne z nieumyślnym 

zabójstwem. Człowiek, który pozwalał sobie na coś takiego, nie miał 

prawa praktykować. 

Gdy kładł się do łóżka, był spokojny i szybko zapadł w sen 

pozbawiony marzeń, toteż następnego dnia wstał wypoczęty i 
zdecydowany na wszystko. 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

17 

 

Rozdział trzeci 

Komisja składała się z pięciu osób. 

Wszyscy starsi panowie, wysoko cenieni jako lekarze i równie 

poważani jako obywatele. Gdy patrzył na nich, czuł się spokojniejszy. 
Byli to mężczyźni, którzy go wysłuchają, zgodzą się z nim, i którzy w 

obliczu prawdy będą musieli przyznać, że jego atak na dra Klee był 

uzasadniony. 

Dr Klee wszedł do sali i zaczął mówić z widoczną trudnością, 

ponieważ wciąż jeszcze miał obandażowaną szczękę. Jego zeznania 

były krótkie. Dr Jeffry Keith przypisywał mu winę za niewłaściwy 

sposób postępowania podczas operacji jego żony. On jednak 
twierdził, że guz nie nadawał się do operowania i że Diana Keith 

wykrwawiłaby się, gdyby go przeciął. 

Jeff zerwał się z miejsca. 

- Jedną minutę, doktorze! Musiała umrzeć, gdyż przerwał pan 

operację! Mogłaby jeszcze żyć, ale tylko wtedy, jeśli pracowałby pan 

dalej. 

- Z tym nie mogę się zgodzić - powiedział dr Klee napuszonym 

głosem. 

- Odpowiednimi instrumentami, a pan je posiadał, można było 

zatamować każdy krwotok - głos Jeffa stawał się coraz głośniejszy z 

gniewu. - Nie było nic do stracenia, a wszystko do wygrania. Tak to 

widzi każdy z nas z wyjątkiem dra Klee. Nie życzył sobie, aby jeden z 
jego pacjentów umarł na stole operacyjnym. Wolał przepuścić tę 

jedną szanse niż narazić na szwank swą opinię; do diabła z życiem 

jakiegoś pacjenta. Oskarżam doktora Klee o potworną 

lekkomyślność. 

Przewodniczący komisji i główny intendent szpitala poprosił Jeffa, 

aby zniżył ton wypowiedzi, gdy zwraca się do kolegium, oraz 

poczekał, aż zostanie wezwany do zabrania głosu. 

Jeff powinien był się na to zgodzić, lecz w jego sercu zebrało się 

zbyt wiele nienawiści do dra Klee, a do tego ogarnęła go znów 

RS

background image

18 

 

bolesna tęsknota za zmarłą żoną. Wzbraniał się przed zajęciem 

miejsca i wypowiedział to wszystko, co chciał z siebie wyrzucić. 

Bez ogródek poinformował komisję, że jeśli dr Klee nie dostanie 

nagany, będzie zmuszony przyjąć, że koledzy aprobują fakt śmierci 

Diany tylko dlatego, aby sława szpitala została tak samo nietknięta, 

jak opinia dra Klee. 

Jeff usiadł zdyszany. Po chwili razem z drem Klee został 

poproszony o opuszczenie pomieszczenia, na czas, gdy komisja 

będzie odbywać naradę. 

Spotkanie ich obu na korytarzu było nie do uniknięcia. 

Doktor Klee wymamrotał: 

- To, co pan zrobił, było po prostu straszne. Niech pan spojrzy na 

moją twarz, doktorze! Mogłem zostać kaleką. 

- Rzeczywiście, to było zbyt okropne - powiedział szyderczo Jeff. - 

Moja żona nie żyje! Niech pan pomyśli o tym, doktorze. Pan ma tylko 
złamaną brodę. Niech pan się do mnie nie zbliża, mógłbym zrobić 

coś znacznie gorszego. 

- Dobrze - powiedział dr Klee. - Żaden z nas nie musi się martwić 

tym, że będziemy się z sobą spotykać. Od jutra nie będzie pan już 

pracował w tym szpitalu; w tym, ani w żadnym innym, gdzie ja 

operuje. Zobaczymy, kto ma rację. 

Jeff naigrawał się z pewności siebie swego przeciwnika. Szydził z 

jego przepowiedni i, gdy został wezwany, pewnie wszedł do sali 

obrad. 

Przewodniczący, dr Parker, odczytał jednomyślny wyrok całej 

komisji: 

- Dr Klee cieszy się niezawodną sławą, jest nadzwyczaj zdolnym 

chirurgiem z wieloletnim doświadczeniem. Nigdy jeszcze nikt nie 
skrytykował jego metod i jesteśmy zdania, że pańska krytyka jest 

absolutnie niesprawiedliwa, doktorze Keith. 

Jesteśmy przekonani, że doktor Klee przeprowadził operację 

pańskiej żony w oparciu o wybitną wiedzę i jego rzetelność nie ulega 

wątpliwości. Kolegium bierze pod uwagę, że oskarżenie wniósł pan 

pod wpływem bólu po śmierci żony i wyrażamy nasze głębokie 

RS

background image

19 

 

współczucie. 

Nie mniej jednak, fizycznego ataku na doktora Klee nie można 

niczym usprawiedliwić, jaka by nie była jego przyczyna. Stąd 

kolegium postanowiło, że nie możemy dłużej pozwalać na to, aby 

należał pan do naszego medycznego sztabu. Radzimy kontynuować 

pańską pracę w innym szpitalu. Ta decyzja, doktorze Keith, jest 

ostateczna. 

- Czy mogę coś powiedzieć? - zapytał Jeff skonsternowany. 

- Nie - brzmiała krótka odpowiedź dr Parkera, który podniósł się i 

opuścił wraz z kolegami salę. 

Jeff ponownie usiadł, tak zaskoczony wyrokiem, że przez kilka 

chwil nie był w stanie zebrać myśli. Potem, kiedy zdał sobie sprawę z 

podjętej decyzji, wjechał na najwyższe piętro i zabrał rzeczy ze 

swojej szafki. 

Z nikim nie rozmawiając, opuścił głównym wejściem szpital i 

skierował się do swojego samochodu. Otworzył drzwi i wsiadł do 

środka. 

Przez kilka minut siedział zamyślony, potem pojechał prosto do 

swojego prywatnego gabinetu. Zapłacił czynsz za dwa miesiące, 

spakował sporo instrumentów i część wyposażenia medycznego, 

które wydawało mu się niezbędne, a do przechowania reszty rzeczy 
zobowiązał telefonicznie pewną firmę. 

Wypisał czeki swojej pielęgniarce i sekretarce, przeprosił za swój 

nieoczekiwany wyjazd i dał obu najlepsze referencje na wypadek 

podjęcia przez nie nowej pracy. 

Wkrótce znalazł się w swoim mieszkaniu, które było teraz dla 

niego najbardziej opuszczonym miejscem. Początkowo brał pod 

uwagę możliwość sprzedania wszystkiego, jednak zrezygnował z 
tego i umówił się z zarządca, aby ten opiekował się jego domem. 

Spakował wszystkie swoje ubrania i bieliznę i umieścił je na 

tylnym siedzeniu wozu. Zatrzymał się przed swoim bankiem, aby 

naradzić się z jednym z prawników. Podpisał różne dokumenty, a w 

końcu pozostawił pełnomocnictwo powiernikowi, żeby ten mógł 

zająć się majątkiem Diany. 

RS

background image

20 

 

Przed wyjściem wymienił dużą sumę pieniędzy na czeki podróżne 

i kilka minut później był już w drodze. Przejechał tunel Lincolna i 
pomknął dalej -wprost przed siebie, bez żadnego konkretnego celu. 

Chciał uciec od wszystkiego: pacjentów i lekarzy, i olbrzymich 

reklam, które znów budziły bolesne wspomnienia. 

Jechał do momentu, aż ogarnęło go prawdziwe zmęczenie, i 

zatrzymał się gdzieś w New Jersey, aby przenocować w jakimś 

motelu. Następnego dnia wjechał na estakadę nad Great Smokies. 

Wieczorem, a było już bardzo późno, mając wreszcie dosyć wijących 
się dróg i wyludnionej okolicy zaczął marzyć o miejscu, gdzie mógłby 

się zatrzymać, odpocząć i zapomnieć. Gdziekolwiek się nie 

skierował, Diana wciąż była w jego myślach. 

Niedaleko przed nim przyczepiono znaki informujące o bocznej 

drodze. Wiedziony impulsem skręcił w tym kierunku. Wydawała się 

prowadzić donikąd. Jechał tak około godziny, wolno i ostrożnie, 
ponieważ zrobiło się już ciemno. U podnóża skarpy droga zdawała 

się skręcać na wschód. Pogarszała się coraz bardziej, aż w końcu 

stała się tak wąska, że mógł się na niej zmieścić tylko jeden 

samochód. Jak dotąd Jeff nie napotkał żadnego auta i żadnej istoty 

ludzkiej. 

Było około dziesiątej i jego niepokój wzrósł. Już dawno stracił 

poczucie kierunku. Czasem miał wrażenie, że droga prowadzi pod 

górę, ale nagle poczuł wyraźnie, jak przód samochodu nachylił się. 

Zahamował więc ostro. Zaciągnął także hamulec ręczny, wysiadł z 

wozu i szedł wzdłuż strumienia światła rzucanego przez reflektor. 

Droga jakby się urywała. Nie miał przy sobie latarki, więc podniósł z 

ziemi kamień i cisnął go przed siebie. 

Minęło kilka sekund, zanim usłyszał odgłos uderzenia. 

Rzeczywiście znajdował się więc na skraju przepaści i gdyby 

pojechał dalej, roztrzaskałby się razem z samochodem na skałach i 

drzewach. 

Powoli i w zamyśleniu wrócił do wozu i usiadł za kierownicą. 

Tylko włączyć silnik, zwolnić hamulec, wcisnąć pedał gazu i po 

kilku sekundach byłoby po wszystkim. Wszystko skończone - 

RS

background image

21 

 

ostatnie troski, zmartwienia, rozczarowanie i gniew. Nie musiałby 

już głowić się nad tym, jak lub gdzie otworzyć praktykę. 

Cały dzień myślał o Dianie i gorąco pragnął znaleźć się przy niej. 

Ale byłoby to tchórzliwe wyjście, a dla tchórzostwa pozostało mu od 

czasu operacji prowadzonej przed dra Klee jedynie uczucie 

największej pogardy. 

- "Musisz wziąć się w garść" - napomniał się i wycofał samochód 

w bezpieczne, oddalone od krawędzi miejsce. Potem skulony zapadł 

w sen. 

O świcie obudził się. Wysiadł z samochodu, by rozprostować 

zdrętwiałe nogi i podszedł do miejsca, gdzie ślady opon zdradzały, że 

tu właśnie się zatrzymał. Gdy spojrzał poza krawędź, zadrżał. Przed 

jego oczami znajdował się stromy stok, pełen olbrzymich bloków 

skalnych. 

Gdy podniósł wzrok, zobaczył przed sobą niepowtarzalnie piękny 

krajobraz. 

Dokładnie naprzeciwko głębokiej doliny znajdowały się szczyty 

górskie. Ich wspaniałość upiększało jeszcze poranne słońce, 

podkreślające zarówno głęboką zieleń drzew, jak i jasnożółty kolor 

kwiatów, które z tej odległości sprawiały wrażenie dywanu. 

"Diana rozkoszowałaby się tym wszystkim" - pomyślał i 

zapragnął, żeby znalazła się przy nim. Było niemalże bluźnierstwem 

widzieć to piękno i nim oddychać, a potem myśleć choć przez chwilę 

o śmierci. 

Po raz pierwszy odkąd Diana odeszła, Jeff poczuł, że wypełnia go 

spokój. 

Przypomniał sobie, że wczoraj wieczorem nic nie jadł. Papieros 

zupełnie mu nie smakował. Jego organizm domagał się filiżanki 
dobrej kawy i czegoś solidnego do zjedzenia. Godzinę później był na 

końcu wijącej się drogi, skąd mógł spoglądać na oba górskie szczyty. 

Przed nim rozciągała sic ciemnozielona dolina; niemal w tym samym 

miejscu droga stała się trochę lepsza. Potem odkrył przy 

skrzyżowaniu jakiś sklep i kilka małych domów i miał uczucie, że w 

końcu powrócił do cywilizacji. 

RS

background image

22 

 

Zaparkował samochód przed sklepem. Stado kur gniewnie 

protestowało, gdyż przeszkodził im w poszukiwaniu pożywienia. 
Wszedł do sklepu świadomy tego, iż ktoś obserwuje go przez niezbyt 

czyste szyby. 

- Halo! - zawołał Jeff. 

Człowiek ze sklepu był chudy, miał zapadnięte policzki i dziką 

grzywę czarnych włosów. Stał boso, w znoszonych dżinsach i 

przepoconej koszuli. 

- Halo! - odpowiedział. - Chyba nie wjechał pan na te góry nocą? 
- Dlaczego pan tak sądzi? 

- Bo jest jeszcze bardzo wcześnie, a pan nie mógł przejechać 

wszystkich tych mil od wschodu słońca. 

- Zatrzymałem się gdzieś na wzgórzu - wyjaśnił Jeff - i przespałem 

w samochodzie. 

- Niejeden, który nie znał okolicy, przejechał już poza skały - 

stwierdził właściciel sklepu. - A to, co pozostało, nie było już wiele 

warte. 

- Rzuciłem kamień w ciemność i to skłoniło mnie do zmiany 

kierunku jazdy. Ale gdzie ja w ogóle jestem? 

- To miejsce znane jest jako "Białe rozdroże". 

- A jaki to stan? 
- Tennessee. 

- Czy dostanę u pana coś do jedzenia? 

- Mam gotowaną szynkę, tłustą i soczystą. 

Jeff wyobraził sobie, co znaczy "tłusta i soczysta". Pokręcił głową. 

- Nie, dziękuję. Może trochę sera i chleb albo herbatniki i kawa. 

- Mam kilka herbatników i trochę sera, ale nie kawę. To nie jest 

restauracja. Ale mam za to wyśmienity jabłecznik, będzie smakował 
z serem jak trzeba. Czy ma pan tutaj jakieś interesy do załatwienia, 

czy też pan po prostu zabłądził? 

- Zabłądziłem. Ale to nie jest ważne. Przez jakiś czas nie będę miał 

domu. 

- Myślę, że mógłby pan może zamieszkać tutaj. Jeff patrzył, jak 

właściciel sklepu odcinał kawałek cheddara. Czekając na paczkę 

RS

background image

23 

 

herbatników, spróbował ostrożnie sera. Był smaczny, tak samo jak 

jabłecznik. 

- Dlaczego miałbym się tu osiedlić? - zapytał. 

- Nie ma pan tego zamiaru, więc nie ma sensu o tym mówić. 

Jeff uśmiechnął się, słysząc tak lakoniczną odpowiedź i jadł dalej 

ser, rozglądając się po sklepie. Przypominaj mu dokładnie pewien 

program telewizyjny o jakimś starym sklepie na którejś z granic. 

Pomyślał: "Życie tutaj mogłoby być przyjemne. Nie wszędzie 

znajdzie się piękno tych gór i aromatyczną świeżość powietrza". 

- Mógłbym to zrobić - powiedział po chwili. 

- Co? Żyć tutaj? 

- Tak. to jest zupełnie możliwe. 

- Dlaczego? - zapytał szorstko mężczyzna.   

- Chciałbym mieszkać z dala od ludzi i mieć święty spokój. 

- Spokój mamy tu w dużych ilościach. Powiem panu, co mam na 

myśli. Osiem lub dziewięć miesięcy temu żył tu człowiek o nazwisku 

Hunecker. Miał dość samotności i spokoju. Dwie mile stąd, w górę 

drogi, zbudował sobie domek myśliwski. Czasem w zimie jest to 

nieco uciążliwe, wejść tam lub zejść, ale poza tym nie ma tu na 

wzgórzu lepiej położonego zakątka. Jest też umeblowany, wszystkie 

rzeczy zostały przywiezione z Chattanooga. Któregoś dnia przyszedł 
do mnie i powiedział, że mógłbym sprzedać w jego imieniu to 

miejsce - oddałby je tanio, lub też wynająć. Dałby mi dobrą prowizję. 

Dlatego byłem taki ciekawy, co pan zresztą zauważył. Nie dociera tu 

wielu obcych - śmiał się właściciel sklepu. 

- Domek myśliwski - powiedział Jeff z namysłem. - To niezły 

pomysł. 

- Ma niezłą studnię, a niedaleko również źródło. Toaleta ze 

spłuczką, wanna i elektryczność także są na miejscu. Gdzie indziej 

mógłby pan trafić gorzej i w dodatku nie tak tanio. 

Jeff zdecydował się, nie namyślając się długo. . 

- Napisze pan do właściciela - powiedział - i zapyta, ile chciałby 

dostać i co jeszcze trzeba załatwić. Tymczasem chcę mieć pisemną 

zgodę, że przekazuje mi pan to miejsce na sześć miesięcy i wlicza 

RS

background image

24 

 

czynsz, jeśli zdecyduję się na kupno. Oczywiście muszę to najpierw 

zobaczyć. 

- W porządku, proszę pana. Następną pocztą wyśle list do pana 

Huneckera. Może mógłbym sprzedać panu teraz trochę zapasów "na 

górę". Jest u mnie wszystko, nie tylko artykuły spożywcze i napoje. 

Rezultatem tego zadziwiającego poranka stała się dla Jeffa realna 

możliwość zostania właścicielem myśliwskiego domku. Tylne 

siedzenie jego wozu było już załadowane wszelkimi możliwymi 

zapasami. 

Nie było trudno jechać według wskazówek. McA-lister, właściciel 

sklepu, wytłumaczył, jak ma tam dotrzeć. 

- Kieruje się pan według drzew i skał; dużych, skarłowaciałych i 

takich, które były trawione przez płomienie. Nie pomyli pan drogi. 

Pojedzie pan tą, która rozpoczyna się przy dużej pinii. To największe 

drzewo, jakie pan zobaczy. Stoi tam, jakby Bóg stworzył ją dla 
wieczności. 

Jeff musiał przyznać mu rację. Była to najbardziej zadziwiająca 

pinia, jaką kiedykolwiek widział, i doskonale oznaczała kierunek. 

Boczna droga nie była niczym innym, jak tylko ścieżką dla jednego 

samochodu, ale była zadziwiająco równa. Potem pojawił się przed 

nim domek i Jeff zwolnił, aby móc go podziwiać. 

Od pierwszego spojrzenia wiedział, że go kupi. Jeżeli jego wnętrze 

odpowiadało pierwszemu wrażeniu. to byłby skłonny zapłacić 

nawet znaczną kwotę. 

Od chłopięcych lat marzył o tym, aby mieć wolno stojący, 

otoczony drzewami dom. Dom musiał być duży, posiadać w miarę 

możności werandę, na której wieczorem można byłoby usiąść i 

marzyć. 

I oto stał przed nim domek, jaki widział w swoich marzeniach. Jak 

bardzo spodobałoby się to miejsce Dianie! Podjechał bliżej i wysiadł 

z samochodu. 

Podchodząc do drzwi, odetchnął czystym powietrzem. Dom nie 

był zamknięty. Był obszerniejszy, niż można było przypuszczać. Nie 

mógł się spodziewać, że został zbudowany na stoku i w 

RS

background image

25 

 

rzeczywistości składał się z dwóch pięter. 

Pomieszczenie mieszkalne było bardzo długie i otoczone 

balkonem na długość całego pokoju. Poręcz była z kutego żelaza, a 

na obu końcach znajdowały się schody. Na górze były dwie sypialnie, 

każda z oddzielną łazienką. 

Wyposażenie sprawiało wrażenie nieco ciężkie, ale to już mu nie 

przeszkadzało. Dom był urządzony dla jednego człowieka, a on miał 

w nim mieszkać jako kawaler. Bóg jeden wiedział, ile miesięcy czy lat 

miał tutaj wytrzymać. Jednego był pewien: nie istniało nic, co 
mogłoby ściągnąć go z powrotem do miasta. Diana wypełniała całe 

jego życie. Teraz, gdy odeszła, nic mu już nie pozostało. To miejsce, 

dokładnie takie jak jest, wystarczy mu w zupełności. 

Potem, ze zdziwienia, zapomniał o swoich kłopotach. Zadawał 

sobie pytanie, dlaczego domek wyglądał tak czysto. Nigdzie nie było 

śladu kurzu, meble błyszczały, jakby ktoś je niedawno polerował. Na 
tylnej ścianie odkrył kuchnię, która także była czysta i wysprzątana. 

Wiszący na ścianie rząd miedzianych garnków i patelni był 

uporządkowany jak narzędzia chirurga. Zlew i kran lśniły. Cała 

porcelana w szafkach była czysta, a szklanki błyszczące. 

Poszedł z powrotem do samochodu, aby przynieść zapasy i obie 

walizki. Gdy sprawdzał przełączniki, okazało się, że wszystkie są w 
porządku. Nie było oczywiście ciepłej wody, ale zauważył termę 

więc natychmiast ją włączył. 

Za domem znajdował się garaż z dodatkowym pokojem na górze, 

przeznaczonym prawdopodobnie na magazyn. Wprowadził 

samochód do garażu i nagle przypomniał sobie o tym, co dotąd 

wylatywało mu z pamięci. W bagażniku znajdowały się wciąż rzeczy 

Diany i jego, które mieli zabrać z sobą na nigdy nie rozpoczęty urlop. 

Trzykrotnie musiał wracać do samochodu, aby w końcu przenieść 

wszystkie walizki, które były duże i ciężkie, i móc znów zamknąć 

drzwi garażu. 

Wniósł bagaż do większej sypialni, z której chciał korzystać. 

Najpierw opróżnił swoja walizkę i uporządkował jej zawartość, 

układając ja w szafie i na pólkach. Potem otworzył pierwsza walizkę 

RS

background image

26 

 

Diany, aby natychmiast ją zamknąć. Zapadł jej perfum przywołał 

bolesne wspomnienia... 

Był zmęczony, jednak wciąż chciał obejrzeć cały dom. do którego 

wprowadził się tak bez namysłu. Przeszedł raz jeszcze przez 

wszystkie pomieszczenia i utwierdził się w przekonaniu, że nie 

popełnił błędu. 

Na dużej skórzanej sofie leżała torba, której do tej pory nie 

zauważył. Zaniósł ją na górę i zdumiał się, widząc, że zabrał z sobą 

wszystkie swoje narzędzia, większość narkotyków i lekarstw. 

W końcu lekarz pozostaje lekarzem, a pewnego dnia mógł zdarzyć 

się jakiś wypadek, wtedy będzie musiał użyć swych narzędzi. Do 

tego momentu mógł jednak o nich zapomnieć. Odłożył więc torbę do 

bagażu Diany. 

Gdy przygotowywał się do snu przypomniał sobie, że nie zamknął 

żadnych drzwi, uśmiechnął się jednak na myśl o swych starych, 
miejskich przyzwyczajeniach. 

Lekko i szybko zapadł w głęboki sen. 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

27 

 

Rozdział czwarty 

Gdy następnego ranka Jeff otworzył oczy, uderzył go blask słońca, 

oślepiając na chwilę. Nie był w stanie zorientować się, gdzie jest, 

dopóki nie przyzwyczaił się do jasności i nie zobaczył belkowanego 
sufitu. Przez otwarte okno docierało czyste, górskie powietrze, 

przynosząc z sobą wspaniały zapach drzew. 

Jeff nie pogodził się jeszcze z tragedia, którą przeżył, czuł się 

jednak znacznie lepiej niż w ostatnich dniach. 

Nagle usłyszał coś, jakby muzykę. 

Ktoś śpiewał... Nie, to nie byt śpiew, raczej nieokreślona 

mieszanka dźwięków, z których nie wypływał żaden muzyczny sens. 
a jednak słuchało się jej z przyjemnością. Ktokolwiek to był w jego 

sercu na pewno mieszkała muzyka.     

Diana też tak czasem nuciła, lecz jej głos był jasny i uroczy. 

Improwizowała i nuciła. i nawet kiedy nie miało to większego sensu. 

to jednak sprawiało mu radość. 

Nagle usiadł na łóżku. 
Ktoś był na dole. Dźwięki docierały do niego na górę. Wyskoczył z 

łóżka, wsunął kapcie, odnalazł na krześle szlafrok i zarzucił go aa 

siebie. Otworzył drzwi sypialni i wyszedł na balkon, poruszając się 

tak, aby nie wydawać najlżejszego szmeru. 

Na dole w pokoju była jakaś dziewczyna, która odkurzała meble. 

Co jakiś czas odsuwała się nieco, aby ocenić swą pracę. Całą uwagę 
skoncentrowała na tym, co robiła, nie wyczuła więc obecności Jeffa. 

Nieznajoma była bardzo delikatna i bardzo szczupła. Gdyby 

okazało się, że waży ponad sto funtów, Jeff byłby zdziwiony. Miała 

krótkie, delikatne, jasne włosy, tak rozczochrane, że tylko 

pierwszorzędny fryzjer mógłby taką fryzurę uważać za szczególny 

styl. Jednak włosy nieznajomej były naturalne, jak ona sama. Na 

gołych nogach miała buty na niskim obcasie, a na sobie różową 
bawełnianą sukienkę. 

Jeff wychylił się przez barierkę. 

RS

background image

28 

 

- Halo! - zawołał cicho. 

Odrzuciła w tył głowę i spojrzała na niego swymi ogromnymi 

oczami o zdziwionym i trochę przestraszonym wyrazie. 

"Śliczna dziewczyna - pomyślał. - Ma nie więcej niż siedemnaście, 

może osiemnaście lat i nie stała się jeszcze w pełni kobietą." 

- Przykro mi, że panią przestraszyłem - powiedział. - Czy przysłał 

panią człowiek z rozdroża? 

Zrobiła kilka kroków w tył, aby się upewnić, czy znajduje się 

blisko drzwi. 

- Wszystko w porządku - dodał Jeff. - Nie musi pani uciekać. 

Obróciła się nagle i dopadła drzwi, przez które wybiegła jak 

szalona na zewnątrz. 

Jeff zaśmiał się i zdziwił, słysząc brzmienie swego głosu. To 

dziwne, ale ta dziewczyna zdawała się prowokować do uśmiechu. 

Zszedł na dół i wyszedł na zewnątrz, ale już jej nie było. Nieco 
rozczarowany wszedł z powrotem do domu. 

Najwyraźniej w świecie dziewczyna nie wiedziała, że ktoś tu 

mieszka. Być może potrzebowała po prostu jakiegoś miejsca, aby 

bawić się w panią domu. 

Chciałby bardzo, aby nieznajoma została. Chętnie by z nią 

porozmawiał. Chciałby się dowiedzieć, kim jest i powiedzieć jej, że 
jest bardzo zmartwiony tym, że ją przestraszył. 

Pozostawił otwarte drzwi, aby świeże, aromatyczne powietrze 

mogło wpływać do środka. Przeszedł do kuchni, aby zaparzyć kawę. 

Podczas gdy ekspres pracował, Jeff szybko wziął prysznic i, 

pozwalając sobie na luksus, zrezygnował z golenia. Gdy wrócił na 

dół, zdążył jeszcze uratować kawę przed tym, żeby zrobiła się czarna 

jak smoła. 

W jednej z torebek znalazł duże, brązowe jajka, kostkę masła i 

gruby plaster boczku. Boczek był trochę za tłusty ale odciął kilka 

plastrów, usmażył je i odlał rozpuszczony tłuszcz. Potem wbił cztery 

jajka, napoczął bochenek chleba i usiadł, aby zjeść śniadanie. 

Nigdy jeszcze nic mu tak nie smakowało. Filet mignon tournedos z 

pieczarkami, pieczone przepiórki, nic nie mogło równać się z tym 

RS

background image

29 

 

prostym, zdrowym śniadaniem. Jeff jadł, aż poczuł, że ma 

rzeczywiście dosyć i wypił całą kawę, jaka była w ekspresie. Potem 
oparł się wygodnie i zastanowił, czy powinien zmywać naczynia po 

każdym posiłku, czy też wszystkie wieczorem. W końcu było to 

obojętne, więc zaczął rozmyślać nad tym, jak spędzić dzień. 

Na pewno znajdowały się w pobliżu strumienie pełne ryb. Mógłby 

pojechać do rozdroża, kupić wyposażenie i dowiedzieć się, gdzie 

można porządnie poleniuchować. Odsunął krzesło i chciał wstać, gdy 

wtem ujrzał skierowaną w swą stronę lufę karabinu, trzymanego 
przez starszą kobietę o energicznym wyrazie twarzy. Nagle, jakby 

chcąc wytłumaczyć swój pobyt tutaj, zza ramienia kobiety wyjrzała 

płochliwa dziewczyna. 

Jeff opadł ż powrotem na krzesło. 

- W porządku - powiedział spokojnie. - Przypuszczam, że sądzi 

pani, iż wybrałem sobie to miejsce na camping. Jednak nie. 
Mieszkam tutaj. Wczoraj wieczorem wynająłem ten dom i mam 

zamiar go kupić. Nazywam się Jeff Keith i żałuję, że przestraszyłem 

tę dziewczynę. 

- Moją wnuczkę Fern - odrzekła stara kobieta. -Być może mówi 

pan prawdę, być może nie. 

- W takim razie proszę zapytać McAllistera z rozdroża. 
- To też mam zamiar zrobić. Czy powiedział pan, z czego się 

utrzymuje? 

- Oddycham i jem. Teraz niech pani odłoży strzelbę. Może 

mógłbym wtedy zrobić pani filiżankę kawy. 

- Kiedy się siada i je z jakimś człowiekiem, to potem, jeśli się to 

okaże konieczne, trudno go zastrzelić. Wolę więc odmówić. 

- Dobrze, ale proszę mi powiedzieć, co robiła tutaj pani wnuczka? 
- To nie powinno pana w ogóle obchodzić - odparła kobieta. 

- Chodź Fern i niech cię Bóg broni przyjść tutaj znowu, słyszysz, co 

do ciebie mówię? 

Jeff chciał wstać, aby porozmawiać o ich odejściu, ale starsza 

kobieta natychmiast poderwała strzelbę. 

- Niech pan z powrotem siada! - ostrzegła. - Nie szukamy 

RS

background image

30 

 

nieprzyjemności, ale też od nich nie stronimy. No, idź w końcu, Fern! 

Pospiesz się trochę! 

Dziewczyna z niezwykle dużymi oczami odwróciła się i pobiegła. 

Zaraz potem kobieta też zabrała się do odejścia. Jeff śmiał się z tego 

zdarzenia, zdecydowany zapytać McAllistera, kim są te osobliwe 

kobiety. W żadnym razie nie zamierzał się z tego powodu gniewać na 

nie. 

Jakiś czas później wyprowadził samochód z garażu i pojechał do 

McAllistera. 

- Dziś rano miałem wizytę. Starsza kobieta z dziewczyną, lat około 

szesnastu. Wydaje mi się, że nazywa się Fern. 

- To musiały być babka Foster z córką swojego syna. 

- Dobrze, tylko że ta babcia nosi z sobą strzelbę i sprawia 

wrażenie, jakby mogła jej użyć - powiedział Jeff dobitnie. 

McAllister skinął głową. 
- Sądzę, że może, panie Keith. A co powie pan o domu? 

- Kupuję go, jeśli tylko cena nie będzie zbyt wysoka. Z powodu 

babci i Fern... 

- Cena będzie taka, jaką pan sobie zażyczy. Człowiek, do którego 

ten dom należy, już się o to postara. 

- W porządku - powiedział Jeff. - Pan wszystko załatwia. A 

dlaczego nie chce pan mówić o pani Foster i o Fern? 

McAllister potarł brodę. 

- Hm! to nie zupełnie tak, że nie chcę mówić. Nie, proszę pana, to 

nie tak. Ja rozmawiam chętnie. Lecz niestety nie ma zbyt wiele do 

powiedzenia na ten temat. Moja żona mówi zawsze, że jestem 

największym gadułą, jakiego znała... 

Jeff zniósł w milczeniu tyradę McAllistera, myśląc o tym, żeby 

powiedzieć mu, aby zapomniał o tym pytaniu. Zadecydował, że 

zaczeka lub znajdzie kogoś innego, który mu o wszystkim opowie. 

Tak więc pozwolił właścicielowi mówić, podczas gdy sam 

przechadzał się po sklepie, szukając tego, co mogłoby mu się 

przydać. Był zdziwiony, widząc, jak dobry sprzęt wędkarski można 

tu było dostać. 

RS

background image

31 

 

Gdy spytał o cenę, McAllister przerwał swój monolog, nie 

zmieniając tonu wypowiedzi. 

- Tak - stwierdził. - Mamy tu wiele strumieni, a w nich mnóstwo 

ryb. 

Po czym przeszedł do ich opisu. Po umieszczeniu zakupów w 

bagażniku Jeff usiadł za kierownicą. Przedtem dał jeszcze 

sklepikarzowi sto dolarów, jako zadatek a conto domku 

myśliwskiego. 

Ruszając w drogę powrotną, czuł się wyśmienicie. Rata zdawała 

się być zasłoną oddzielającą przeszłość od przyszłości. Chciał 

zapomnieć o przeszłości, oczywiście, za wyjątkiem wszystkiego, co 

dotyczyło Diany. 

Później, gdy zdjął buty i skarpetki i wszedł w lodowatą wodę 

bystrego strumienia, zaczął zastanawiać się nad swą karierą. Sam 

zadawał sobie teraz pytanie: czy jego zachowanie w stosunku do 
doktora Klee było w porządku? Wiedział przecież, że Klee był 

słynnym neurochirurgiem, cieszącym się dobrą opinią. Mogło się 

okazać, że to on właśnie zrobił fatalną pomyłkę, którą można było 

wytłumaczyć jedynie tragizmem jego sytuacji. 

Siedział na galerii i obserwował wszystko z dużej odległości. 

Doktor Klee był blisko Diany i na pewno odkrył o wiele więcej, niż 
było to możliwe w przypadku Jeffa. Dlatego też werdykt doktora 

Klee musiał zostać przyjęty. 

Było oczywiste, że kuratorium szpitala uważało wypowiedź 

doktora Klee za słuszną. Teraz, gdy przygnębiająca go strata i gorący 

gniew przygasły, Jeff zobaczył całą sytuację od innej strony i przestał 

oskarżać członków kolegium za ich zachowanie w stosunku do 

niego. To, że zaatakował doktora Klee było niewybaczalne; nie 
istniało żadne wytłumaczenie. 

Już od jakiegoś czasu brodził w dół strumienia, nie złapawszy ani 

jednej ryby. Odtąd jednak był zbyt zajęty, aby dalej rozmyślać. Po 

godzinie miał już w koszyku cztery duże, cętkowane pstrągi, co 

stanowiło wystarczającą zdobycz. Wolno wrócił do brzegu, założył 

skarpetki i buty. Czuł przyjemne zmęczenie. Nie spiesząc się, 

RS

background image

32 

 

powędrował do domu. 

Każdy odnoszący sukcesy lekarz śpieszy się właściwie zawsze, a 

on nie chciał wpaść znów w kierat. Przez długi czas będzie mógł 

pozwolić sobie finansowo na spokojne i proste życie tutaj. Szczęście, 

przypadek, przeznaczenie - jakkolwiek by tego nie nazwać, coś 

przywiodło go do tego miejsca w górach i był za to wdzięczny 

losowi. Wracając do domku, myślał również o swej lekarskiej 

karierze. 

Był przecież uzdolnionym lekarzem. Nie można było zaprzeczyć. 

Prowadził dużą i przynoszącą finansowe korzyści praktykę. Gdy tak 

rozważał to beznamiętnie, dochodził do wniosku, że do jego 

pacjentów należeli przede wszystkim ludzie związani z teatrem, 

którzy go znali, a kochali Dianę. Być może stałby się z czasem bardzo 

przeciętnym chirurgiem. Teraz nie przekona się o tym już nigdy. 

Pragnął tego, co było tutaj. Drzew i aromatycznego, 

orzeźwiającego powietrza, zimnych strumieni, żywych, wciąż 

zmieniających się barw natury - komfortowego domu. Nikt poza 

pracownikami banku nie wiedział, dokąd się udał. Bankowi zaś mógł 

zawierzyć, tam jego życzenie życia w odosobnieniu będzie 

respektowane. 

Oczyścił pstrągi, usmażył je na maśle, aż stały się złotobrązowe i 

zjadł z kilkoma kromkami świeżego chleba, który dał mu McAllister. 

Do posiłku wypił trzy duże filiżanki kawy. 

Gdyby czuł teraz taką potrzebę, mógłby położyć się i przespać do 

wieczora, lub na odwrót - nie spać aż do rana. Zastanawiał się, czy 

nie byłoby dobrze zaprenumerować magazyny i książki. Być może 

mógłby, od czasu do czasu, jeździć do najbliższego dużego miasta i 

zaopatrywać się tam w materiały do czytania. 

Przez chwilę myślał o Dianie, a później, zupełnie nieświadomie, 

jego myśli powędrowały do krótkiego spotkania z Fern. Uśmiechnął 

się, przypominając sobie jej zdziwiony wyraz twarzy, a gdy 

uprzytomnił sobie sposób, w jaki jej babcia trzymała strzelbę, musiał 

roześmiać się na głos. 

Minęło około trzech miesięcy. 

RS

background image

33 

 

Jeff po raz pierwszy w tej osamotnionej okolicy znalazł się pod 

wrażeniem piękna barw jesieni. W miejskim otoczeniu nigdy nie 
mógł ich dostrzec. Odpiłowując i przycinając gałęzie drzew 

rosnących na jego terenie, przyszykował sobie duży zapas opału do 

kominka. 

Tymczasem kupił ten dom i dowiedział się, że należy do niego 

także spory kawałek ziemi. 

Doszedł do wniosku, że jest to jedyny sposób życia, jaki potrafi 

wieść bez Diany. 

Gdyby spadł śnieg i, jeśli tylko byłoby to konieczne, mógł 

zagrzebać się na całe tygodnie w swym domu. Miał dużą lodówkę 

wypełnioną jedzeniem i spiżarnię, której regały zastawione były 

konserwami. W duchu już widział siebie w roli pustelnika. 

Miał właśnie zamiar rąbać drzewo, gdy usłyszał samochód na 

ścieżce prowadzącej do jego chaty. Zsunął swój stary filcowy 
kapelusz na tył głowy, oparł się o siekierę i zastanawiał, czego 

znowu może życzyć sobie McAllister? 

Odkąd Jeff dał do zrozumienia, że nie dba o gości i nie zamierza 

też widywać przyjaciół, sklepikarz był jedynym, który go odwiedzał. 

Jednak nie był to stary, klekoczący samochód McAllistera, tylko 

nowiutki wóz. Na jednym z drzwi było umieszczone coś w rodzaju 
pieczęci, jednak Jeff nie mógł jej jeszcze dobrze rozpoznać. 

Potem otworzyły się drzwiczki i wysiadła jakaś dziewczyna. 

Jeff jęknął i przymknął oczy w geście rezygnacji. Było mu 

obojętne, czy odwiedzająca go kobieta była młoda czy stara, jasno 

czy ciemnowłosa, szczupła czy otyła. Jedyne, co natychmiast 

rozpoznał w swym gościu, to był strój pielęgniarski - biała sukienka i 

podbita czerwoną podszewką ciemnoniebieska peleryna na 
ramionach. Miał przed sobą pielęgniarkę w pełnym rynsztunku, 

która zbliżała się do niego z wyraźnym zdecydowaniem. 

- Halo! - zawołała, znajdując się w połowie ścieżki. 

Teraz Jeff spostrzegł, że była młoda, nie miała więcej niż 

dwadzieścia cztery lub dwadzieścia pięć lat. Miała ciemne włosy i 

wielkie brązowe oczy, które zdawały się odbijać słoneczne światło. 

RS

background image

34 

 

Była szczupła i wysoka, i niezaprzeczalnie interesująca. Oczywiście 

nie mogła równać się z Dianą, ale to dotyczyło tylko nielicznych 
kobiet. 

Twarz miała owalną i zdradzającą zdecydowanie. Jej pełne usta 

były lekko umalowane. Nos był nieco za duży w stosunku do twarzy, 

lecz dosyć kształtny. 

- Czym mogę pani służyć? - zapytał głosem wyraźnie 

niesympatycznym. 

- Już w sklepie powiedziano mi, że może pan być trudny, doktorze 

- uśmiechnęła się. 

- Nikomu nie mówiłem, że jestem lekarzem - odparł sztywno Jeff. 

- Lecz na pańskim samochodzie znajduje się lekarski symbol, 

doktorze. 

Rzeczywiście, zupełnie o tym zapomniał. Prawdopodobnie 

wszyscy już wiedzieli, że jest lekarzem. 

- Rozumiem - powiedział chłodno. - Nie sądziłem, że w tym stanie 

emblematy na samochodzie bierze się za dyplom. - Na znak 

pożegnania oparł się na swej siekierze. 

- To bezcelowe, że chce pan się mnie pozbyć, doktorze - 

powiedziała. - Nie odejdę, dopóki nie dowie się pan, dlaczego tu 

przyjechałam. 

Już zbyt długo mieszkał sam i, zapominając o manierach, pozwolił 

sobie na sarkazm. Natychmiast więc przeprosił.   

- Proszę mi wybaczyć, siostro. Nie mam żadnego powodu, aby 

traktować panią w ten sposób. Chodzi tylko o to... Nie praktykuję już 

i nie mam najmniejszej ochoty znów z tym zaczynać. Mam 

wystarczająco dużo pieniędzy i wszelkie luksusy, jakich pragnę, a 

jeśli potrzebuję przyjaciół, mam również i ich. - To cudownie, 
doktorze - odrzekła. - Teraz chciałabym jednak wytłumaczyć... 

- Nie! O co by pani nie prosiła, nie zrobię tego -przerwał jej Jeff. 

- Również, gdy poproszę o ratowanie życia? 

- Nawet wtedy. 

- Czy śmierć pańskiej żony wzbudziła w panu nienawiść do ludzi, 

czy też stracił pan zaufanie do siebie, doktorze Keith? 

RS

background image

35 

 

- Widzę, że wie pani o mnie więcej niż to, że na moim 

samochodzie jest lekarski znak. Będę szczery, siostro. Nie lubię, gdy 
ktoś wsadza nos w moje życie i moje sprawy. 

- Doktorze, musiałam to zrobić! Jestem zrozpaczona. Proszę 

pozwolić mi porozmawiać z panem przez kilka minut. Jeśli w 

dalszym ciągu nie będzie chciał pan mi pomóc, to przynajmniej 

będzie pan mógł udzielić mi jakiejś rady. Proszę mi wierzyć, wcale 

nie chcę wdzierać się w pańskie życie, ale to jest niezmiernie ważne. 

- Kim pani w ogóle jest? - spytał. - Tu w okolicy na pewno nie ma 

żadnego szpitala. 

- Odpowiem panu na wszystkie pytania, jeśli tylko zechce mnie 

pan wysłuchać. 

- Dobrze - powiedział Jeff po krótkim zastanowieniu. - Mam 

pewien respekt przed tym strojem i wszystkimi, którzy go noszą. 

Wysłucham, co pani ma do powiedzenia, ale moja odpowiedź jest 
negatywna. 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

36 

 

Rozdział piąty 

Zajęła miejsce w jednym z głębokich, krytych skórą foteli. Dopiero 

teraz, gdy zdjęła pelerynę, mógł zobaczyć, jak bardzo była szczupła. 

Już od dawna nie był tak blisko nowoczesnej, atrakcyjnej 
dziewczyny. Była niepokojąca i podniecająca, i marzył o tym, żeby w 

ogóle nie przyszła. 

- Nazywam się Amy Coates - zaczęła. - Zdałam egzamin w 

Memphis General i pracuję obecnie dla stanowego departamentu 

zdrowia. 

- Rozumiem - odpowiedział bez zainteresowania. 

- Urodziłam się w tych górach - kontynuowała z uśmiechem.- 

Wyrosłam tutaj, znienawidziłam je i musiałam odejść, aby przekonać 

się, jakie są piękne. 

- Proszę przejść do sedna sprawy - powiedział. 

- Ależ pan niecierpliwy, doktorze. Ale dobrze. Mamy tutaj 

pełnomocnika służby zdrowia o nazwisku Paul Gilden. Zdał swój 

egzamin bardzo dawno temu, w jakimś małym college'u, który nie 
cieszył się najlepszą opinią. Gilden jest tu jedynym lekarzem i nie 

mamy wyboru. Musimy zwracać się do niego, mimo że nie jest 

kompetentny. 

- Jeśli jest lekarzem, nie będę w żadnym wypadku interweniował, 

panno Coates. 

- Proszę pozwolić mi kontynuować, doktorze. Nie proszę pana o 

to, aby zaczął pan znów praktykować, choć wiem, że jest pan 

świetnym chirurgiem. Widzi pan, zanim tu przyszłam, dokładnie 

wzięliśmy pana pod lupę. 

Jeff zmarszczył czoło. 

- My? - zapytał. 

- Doktor Mike Darrin i ja. Mike również pracuje dla stanowego 

departamentu zdrowia. Któregoś dnia opowiem panu o nim 
dokładniej, oczywiście, jeśli będę mogła tu wrócić. 

- Pani chce ode mnie czegoś bardzo określonego? - zapytał Jeff. 

RS

background image

37 

 

- Tak - przyznała Amy Coates. - Jest tutaj człowiek, góral, który 

nigdy nie mógłby zapłacić najniższego pańskiego rachunku, nawet, 
gdyby zależało od tego jego życie. A tak właśnie jest. Doktor Gilden 

operował go przed dwoma dniami. Jego diagnoza brzmiała: cysta na 

trzustce, jednak zamiast cysty znalazł guz. 

- Jak mógł wydać tak błędne orzeczenie? Czy pacjent był chory na 

żółtaczkę? 

Amy Coates skinęła głową. 

- Tak, sama zdawałam sobie sprawę, że to musi być guz, który 

naciska na przewód żółciowy, ale doktor Gilden nikogo nie słuchał. 

Rozpoczął operacje, nie znalazł cysty, za to duży guz, który usunął. 

Asystowałam. To był prosty zabieg. Potem doktor Gilden zamknął 

ranę. 

- Czy guz był łagodny? 

- Tego nie wiem. Powiedział, że wyśle go na biopsję. Ale nie 

wierzę, żeby to uczynił. 

- Ależ musiał to zrobić! Chyba że jest w stanie sam ją 

przeprowadzić. 

- Nie zna pan doktora Gildena! 

- Istotnie. Nie znam go, ale co uzyska, jeśli tego nie zrobi? 

- Mogę to panu dokładnie wytłumaczyć, doktorze. Jeśli guz 

okazałby się złośliwy, doktor Gilden nie umiałby przeprowadzić 

radykalnej operacji. A do tego nigdy się nie przyzna, prędzej 

pozostawi sprawę własnemu biegowi. Sam będzie się łudził, że to i 

tak niczego by nie zmieniło, że pacjent umarłby w każdym wypadku. 

- Ależ nie w każdym wypadku! Byłoby to bardzo ryzykowne 

posunięcie, lecz jedyne, jakie można zrobić przy guzie złośliwym. 

Człowiek, który tego nie pojmuje, winny jest najgorszego 
zaniedbania i nie powinno mu się pozwolić na praktykę lekarską. 

- Absolutnie się z panem zgadzam. Już od lat doktor Gilden nie 

przeczytał medycznego czasopisma ani nie przyjął wizyty 

przedstawiciela departamentu leków. Odkąd przybył w te góry, nie 

wziął też udziału w żadnym kursie. Jest człowiekiem starej szkoły i 

wzbrania się przed stosowaniem nowych metod. Odmawiał również 

RS

background image

38 

 

użycia penicyliny, aż do momentu, kiedy Mike, doktor Darrin, zaczął 

mu grozić i dokładnie wytłumaczył, że stosowanie tego leku 
wszystko upraszcza. Potem doktor Gilden popadł ze skrajności w 

skrajność i zaczął aplikować ją na każdym kroku. 

- Chce więc pani mojej rady - powiedział Jeff. -To całkiem proste. 

Musi pani go zmusić, aby przesłał tkankę. Ja sam nie mogę teraz nic 

przedsięwziąć. 

Amy Coates musiała się tym zadowolić. Zanim odjechała, zapytała 

jeszcze: 

- Czy przyjdzie pan, gdybym pana potrzebowała? 

- Tak - odparł niechętnie. 

Do czasu odwiedzin siostry Amy wszystko szło tak dobrze i po 

jego myśli. Właściwie powinien był ją znienawidzić za wtrącanie się 

w jego prywatne tycie. 

Jednak nie potrafił tego zrobić. Musiał przyznać, że pielęgniarka 

miała godną szacunku odwagę. Poza tym sumienie i przysięga, którą 

złożył zdając egzamin, sprawiały mu dużo kłopotu. 

Nie namyślając się długo, wszedł na górę, pospiesznie się ubrał i 

wyjął swą walizkę z szafy. Dużą torbę z instrumentami pozostawił 

na razie na miejscu. Wytłumaczył sobie, że nie zaszkodziłoby, gdyby 

obejrzał tego mężczyznę. Mogło być przecież i tak, że dr Gilden, 
mimo całej pogardy jaką żywiła dla niego siostra Amy, zachował się 

w czasie operacji zupełnie poprawnie. Biopsja była potrzeba, lecz nie 

bezwarunkowo wymagana. Trzeba zakładać, że chirurg 

wykorzystuje swój rozsądek i zręczność, podejmując decyzje na 

miejscu. 

Już na schodach sprawdził raz jeszcze zawartość torby, aby 

upewnić się, czy zawiera wszystko, czego mógłby ewentualnie 
potrzebować. 

Jeff nie miał pojęcia, gdzie mieszkał ów góral ani jak mógłby 

znaleźć siostrę Amy. Pojechał więc prosto do skrzyżowania i wysiadł 

przed sklepem McAllistera. Był przekonany, że nie istniało nic, o 

czym sklepikarz by nie wiedział. 

Nie mylił się. McAllister miał dokładne informajce i wskazał mu 

RS

background image

39 

 

drogę. 

Godzinę później, po przebyciu drogi położonej tuż przy stoku, Jeff 

odkrył barak, w którym mieszkał Len Turner ze swoją żoną. Była to 

jednoizbowa chata. Gdy podjechał i wysiadł z samochodu, chudy, 

żółty pies obszczekał go, a kury rozgrzebujące błoto przed chatą, 

odleciały, głośno protestując. Pies warczał i obserwował go 

wzrokiem, który najwyraźniej miał pouczać o tym, że poza 

warczeniem jest zdolny do czegoś znacznie gorszego. 

Jeff podszedł do drzwi chaty i zapukał. 
Pani Turner była potężną, mniej więcej czterdziestoletnią kobietą, 

po której widać było ślady ciężkiej pracy. Była schludnie ubrana. 

Płakała, jej oczy miały czerwone obwódki. 

- Jestem doktor Keith - przedstawił się Jeff. - Mieszkam niedaleko 

dużej pinii i słyszałem, że mąż pani był operowany. Pomyślałem 

więc, że mógłbym zajrzeć, żeby dowiedzieć się, jak się czuje. 

Pani Turner nie patrzyła na niego zbyt uprzejmie. 

- To bardzo miło z pańskiej strony, doktorze -powiedziała. Jej 

wysoki, śpiewny głos był charakterystyczny dla mieszkańców tych 

gór. - Ale ten, kto pana przysłał... 

Jeff natychmiast jej przerwał. 

- Nikt mnie tutaj nie przysłał. Przyszedłem jedynie jako sąsiad. 
- Doktorowi Gildenowi nie będzie się do podobało - powiedziała 

kobieta zatroskanym głosem. - Denerwuje się już wtedy, gdy 

jedziemy do miasta, by sprawdzić nasze okulary. Nie wiem, 

doktorze, po prostu nie wiem... 

Z chaty dobiegło ciche wołanie. 

- Wpuść go do środka! - Głos Lena Turnera był tak słaby, że 

prawie nie było go słychać. - Wpuść go. Kto się przejmuje Gildenem? 
Kto się nim jeszcze przejmuje, po tym, co ze mną zrobił? 

Nie mówiąc słowa, pani Turner odsunęła się na bok i Jeff wszedł 

do pomieszczenia. 

Jedynie część używana jako sypialnia miała drewnianą podłogę. 

Resztę chaty stanowiła kuchnia o glinianej polepie. Wszystko było 

zadziwiająco czyste, ale jednocześnie bardzo prymitywne. 

RS

background image

40 

 

Robiło się już ciemno i izbę oświetlała olejowa lampa. Jeff usiadł 

przy żelaznym łóżku. Leżący na nim mężczyzna miał gorączkę i był 
bardzo chory. 

- Kiedyś już pana widziałem u McAllistera na dole - powiedział 

Jeff. - Słyszałem, że ma pan za sobą ciężki okres. 

- Nie wiem, doktorze. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy zostałem 

uratowany, czy dorżnięty. Doktor Gilden powiedział, że muszę być 

operowany. Długo mnie nie pytał, czy tego chcę i kiedy ma się to 

odbyć. Po prostu wrócił z całym mnóstwem rzeczy i z pielęgniarką i 
zrobił operację. Czuję się po prostu okropnie. Być może nie gorzej 

niż wcześniej, ale to również było straszne. 

- Nie będę pana badał - powiedział Jeff. - Zadam jedynie kilka 

pytań. Proszę mi tylko opowiedzieć o wszystkim, o czym muszę 

wiedzieć. 

- Ach, doktorze, jestem wdzięczny już za to, że nie będzie mnie 

pan badał. Jestem na to jeszcze zbyt wrażliwy. 

- Bolał pana żołądek, jak długo? 

- Od jakichś sześciu miesięcy. Przewoziłem drzewo, gdy poczułem 

to po raz pierwszy. Omal nie oszalałem. Potem bóle zniknęły, ale 

wróciły i to już na dobre. Gdy w końcu nie mogłem ich już znieść, 

wezwałem doktora Gildena. Minął cały dzień, zanim przyszedł. 
Ponieważ myślał, że i tak nie mam czym zapłacić, nie spieszył się. 

Jednak tym razem mogłem to zrobić. Porąbałem całe drzewo na 

opał, a on w zimie zawsze go sporo używa. 

- Czy w ciągu tych sześciu miesięcy, gdy miał pan bóle, a może 

nawet wcześniej, pogorszył się panu apetyt? 

- Doktorze - wtrąciła pani Turner - ten chłop pożerał niemal cały 

dom, dlatego też myślałam, że nic mu nie może dolegać. Z takim 
apetytem, jaki miał, musiał być zdrowy. 

- Czy zdarzyło się panu zemdleć? Len Turner potrząsnął głową. 

- Ja? Nie jestem z tych. 

- Kilkakrotnie miałeś niezłe zawroty głowy -przypomniała mu 

żona. 

- Tak, ale to nie były omdlenia. 

RS

background image

41 

 

- Czy nie zauważył pan u siebie czasem drżenia rąk? 

Len Turner podniósł wzrok i spojrzał na Jeffa z osłupieniem, jak 

gdyby miał przed sobą jasnowidza opowiadającego mu coś z jego 

przeszłości. 

- Skąd pan o tym wie, doktorze? Czasami trząsłem się tak, że nie 

mogłem utrzymać swej siekiery. 

- Czy to ma jakieś znaczenie, doktorze? - chciała dowiedzieć się 

pani Turner, która była obecna przy rozmowie. 

- To znaczy, że doktor Gilden miał słuszność, nalegając na 

natychmiastową operację, panie Turner. 

Turner westchnął i zamknął oczy. 

- A ja się tak martwiłem tą całą krajaniną, bo nie było nikogo, kto 

mógłby go od tego odwieść. 

Jeff ujął nadgarstek Turnera. Jego puls był w porządku. Potem 

zmierzył mu temperaturę, która również nie była tak wysoka, jak 
można by było oczekiwać tuż po ciężkiej operacji. Pytanie brzmiało: 

czy guz, który usunął doktor Gilden, był złośliwy? Jeśliby tak było, to 

czy rozsiał swoim cięciem śmiercionośne komórki? Czy też był na 

tyle przezorny, by ochronić otaczającą go tkankę? 

Jeff próbował wyobrazić sobie sposób myślenia Gildena, gdy ów 

spodziewał się znaleźć na trzustce zwyczajną cystę, trudną do 
usunięcia, ale którą można unieszkodliwić, gdy zostawi się ją do 

wysuszenia.   

Nie znalazł jednak cysty, lecz guz uciskający duży gruczoł, co 

wywoływało zator żółci. To z kolei wpływało na zbyt dużą produkcję 

insuliny. I w ten sposób nadzwyczajnie duży apetyt, omdlenia i 

drżenie rąk znajdowały swe wytłumaczenie. 

Wykwalifikowany lekarz domyśliłby się, czy był to guz złośliwy, 

czy łagodny, lecz w przypadku człowieka zacofanego, który z 

pewnością nie widział i nie przeżył zbyt wielu operacji tego typu, 

było to trudne. Jego orzeczenie mogło być błędne. Bez przyrządów 

do biopsji guza miał niewielkie szanse. Musiał usunąć całą trzustkę i 

dwunastnicę, a był to długi i bardzo trudny zabieg. 

Gdybym był na miejscu Gildena, podjąłbym się takiej operacji, 

RS

background image

42 

 

pomyślał Jeff. 

Zdawał sobie sprawę, że gdyby poszedł teraz do doktora Gildena, 

zostałby zapewne natychmiast wyrzucony. Gilden mógł zażądać, aby 

Jeff nie mieszał się w jego sprawy. Jednak stan Turnera był 

najwyraźniej krytyczny i niebezpieczny. Jedynym wyjściem, aby się 

tego dowiedzieć, byłaby powtórna operacja. 

Jeff nie zastanawiał się dłużej nad tym, co pomyśli doktor Gilden. 

Rozważał ten problem jak nowoczesny i kompetentny chirurg. 

Co do odpowiedzi nie miał ani cienia wątpliwości. Sprawdź! 

Przekonaj się, co zostało zrobione! Zrób to szybko, najlepiej już 

jutro! W tym wypadku, jeśli guz był złośliwy, stracony czas był 

jedynie ubezpieczeniem dla śmierci. 

- Wrócę tu jutro - powiedział Jeff po kilku minutach. - Czy będzie 

to państwu odpowiadać? 

- Dobrze. Po zapłaceniu doktorowi Gildenowi, wciąż jeszcze 

pozostało dużo drewna dla pana. 

Jeff potrząsnął głową. 

- Nie wystawię panu żadnego rachunku. To zwykły sąsiedzki gest. 

Być może postawimy pana szybciej na nogi. 

Len Turner uśmiechnął się z trudem. 

- Dziękuję, doktorze. Cieszę się, że pan tu zajrzał. Cały czas, gdy 

tak leżę, myślę sobie, że doktor Gilden to stary głupiec. 

- Zobaczymy. Przywiozę z sobą Amy Coates. Jeff podziękował za 

propozycję wypicia kawy z panią Turner. Wsiadł do samochodu i 

wolno odjechał. Dokładnie tak jak Turner miał uczucie, że doktor 

Gilden jest starym głupcem. Jeśli tak było, należało oczekiwać wielu 

kłopotów. W zasadzie nie powinien się wtrącać, lecz był przecież 

lekarzem, a pewien człowiek znajdował się w biedzie i potrzebował 
pomocy. Nad czym więc było się zastanawiać? 

Jeff, raz za razem, zadawał sobie pytanie, czy potrafi 

przeprowadzić taką operację. Może był tak nieudolny, jak 

przypuszcza dr Klee i w co wierzyło kolegium szpitala? 

Teraz nie miało to już znaczenia. Operacja musiała się odbyć. 

Zatrzymał samochód przed sklepem McAllistera i uzgodnił, że 

RS

background image

43 

 

ktoś przekaże Amy Coates, że zamierza przyjść następnego ranka do 

Turnerów. 

Potem pojechał do domu i dosypał drzewa do kominka. Chciał 

posiedzieć przy ogniu i raz jeszcze, w pełnym spokoju zastanowić się 

nad całą sprawą. Zgodnie z etyką powinien być w tym wypadku 

wezwany przez Gildena, lub też, jeśli nie był tak skrupulatny, mógłby 

go odszukać jeszcze teraz. Ale szybko odrzucił tę myśl. Po tym 

wszystkim, co usłyszał o dr Gildenie, był pewien, że ów nie 

ścierpiałby, gdyby jakiś inny lekarz przejął jego przypadek. Tutaj zaś 
wskazany był pośpiech. 

Nie i jeszcze raz nie! Nie mógł zostawić teraz Lena Turnera na 

lodzie. Po podjęciu decyzji odszukał najnowsze książki medyczne, 

aby raz jeszcze znaleźć gruntowe informacje na temat tej szczególnej 

operacji. Potem rozpakował swą wielką torbę z instrumentami i 

oczyścił wszystkie zgodnie z obowiązującymi przepisami. Około 
północy był gotów na nadchodzący dzień. 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

44 

 

Rozdział szósty 

 

Następnego ranka, gdy dotarł do Turnerów, masywny samochód 

siostry Amy był już zaparkowany niedaleko domu. Wyszła na 
zewnątrz, aby go przywitać. 

- Jakoś się trzyma - relacjonowała. - Ma, oczywiście silne bóle, ale 

jak dotąd bez gorączki. Poinformowałam go już o tym, że zastosuje 

pan narkozę. 

- Siostro, muszę panią ostrzec, że wszystko to może przynieść z 

sobą pewne nieprzyjemności - powiedział Jeff. - Nie powinienem 

prosić pani o asystowanie, ale potrzebuję tej pomocy. 

- Jeśli chodzi o mnie, to może pan być spokojny. Od dawna już 

jesteśmy wrogami z doktorem Gildenem. Pan się z nim nie 

kosnultował? 

Jeff machnął ręką. 

- Uważałem, że będzie rozsądniej tego nie robić. 

- I miał pan rację. Zrobiłby niezły teatr. Dobrze więc. 

Przygotowałyśmy już z panią Turner "salę operacyjną". Stół jest 

wyszorowany, a kociołek na pańskie instrumenty wysterylizowany 

tak dobrze, jak tylko może to zrobić gotująca się woda. Sterylne 

ręczniki i świeże prześcieradło przywiozłam z sobą. Chodźmy, 

doktorze. 

Zaprowadziła go na drugą stronę chaty, wprost pod gałęzie 

jabłoni, gdzie ziemia była bardziej równa. Stały tu dwa kozły do 

piłowania drzewa, przykryte szerokimi deskami, które miały służyć 

za stół operacyjny. Stół kuchenny był przygotowany na instrumenty. 

Dwa duże wiadra, wydzielające ostry zapach środków 

dezynfekujących, zawierały parującą wodę. Wszystko przykryte było 

czystymi ręcznikami. 

Jeff uśmiechnął się i powiedział: 
- Zastanawiałem się już, jak mielibyśmy dokonać tego w chacie. 

Przygotowała to pani wspaniale. 

RS

background image

45 

 

W odpowiedzi Amy Coates uśmiechnęła się. 

- To musi wystarczyć - zawsze wystarczało, odkąd ludzie zjawili 

się w tej okolicy. Nikomu nie opowiadaliśmy o tych operacjach, w 

przeciwnym razie mielibyśmy wokół pełno ciekawskich. 

Jeff zdjął płaszcz i koszulę i założył biały, lekarski kitel. 

Okazało się jednak, że Amy Coates zatroszczyła się również i o to, 

przygotowując sterylny fartuch operacyjny. 

Jeff skinął głową w podziękowaniu. 

- Rzeczywiście pomyślała pani o wszystkim, Amy - godne to 

najwyższego podziwu. 

Jej szare oczy zabłysły z satysfakcji. 

Jeff wszedł do chaty, aby zobaczyć Lena Turnera. Znalazł go w 

dobrym nastroju. Po wstrzyknięciu morfiny pomógł mu dojść do 

stołu operacyjnego i położył go na nim z pomocą siostry Amy. 

Czekając na działanie morfiny, zaczęli myć ręce. 
- Powiedziałam pani Turner, żeby miała w pogotowiu wrzącą 

wodę - powiedziała Amy. - Będzie dla niej najlepiej, jeśli będzie cały 

czas zajęta. 

- Pani naprawdę o wszystkim pomyślała - pochwalił ją raz jeszcze 

Jeff. 

Małą, twardą szczotką szorował ręce, aż skóra stała się czerwona i 

zaczęła piec. Amy przytrzymała mu rękawice, aby mógł je nałożyć. 

Len Turner znajdował się na granicy świadomości i snu, gdy Amy 

na znak Jeffa, zwilżyła maskę eterem. Po chwili Len Turner był 

gotów do operacji. 

Jeff pracował szybko. Pierwszym cięciem otworzył jamę brzuszną, 

odsłonił trzustkę i nie potrzebował zbyt wiele wysiłku, aby dojść do 

chorej tkanki. 

- Proszę przygotować się na długie posiedzenie, Amy - 

poinformował siostrę Jeff. - Gilden nie wykonał ani połowy swojej 

roboty. Zostawił nawet część guza. Teraz nie stracimy żadnej szansy, 

usunę wszystko. 

- Tak, doktorze - powiedziała. - Operacja Whipple'a. 

- Przynajmniej pani czytała o nowych technikach - powiedział. 

RS

background image

46 

 

Gilden na pewno nigdy o tym nie słyszał. 

- Jakie szanse ma teraz Turner? - spytała cicho. 
- Nawet w idealnych warunkach istnieje zawsze pewien odsetek 

umieralności. Około dwudziestu pięciu procent. Musimy teraz 

pracować, biorąc pod uwagę jego stan, a to sprawia, że wolę nie 

prognozować. Gdyby było pewne, że umrze, nie zajmowalibyśmy się 

nim. Być może uda nam się go uratować. 

Była to długa operacja, przeprowadzona z wielką dokładnością, 

szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę warunki, w jakich się odbywała. 

W końcu Jeff mógł założyć ostatni szew. Gdy skończył, odetchnął 

głęboko. Podszedł do sterty drewna, osunął się na nią, otarł twarz i 

ściągnął z palców gumowe rękawice. 

W tym czasie Amy Coates stała przy pacjencie i za pomocą 

stetoskopu słuchała pracy jego serca. Po chwili podeszła do Jeffa i 

powiedziała: 

- Nigdy nie pracowałam długo w żadnym dużym szpitalu, nie 

uczestniczyłam też w zbyt wielu trudnych operacjach. Ale 

wyzwałabym na pojedynek każdego, żeby spróbował przeprowadzić 

zabieg tak dobrze, jak pan to uczynił. 

- Tak, to było ciężkie przedsięwzięcie - odrzekł Jeff. - Teraz nie 

kuśmy losu i przenieśmy go do środka. 

Podniósł się zmęczony. Amy Coates chwyciła jeden, a Jeff drugi 

koniec deski. Len Turner był ciężkim mężczyzną, a oni oboje byli 

wycieńczeni. Jednak Amy zachowywała się tak, jakby to wszystko 

było najprostszą rzeczą na świecie. Ułożyli swego pacjenta tak 

wygodnie, jak tylko było to możliwe, a potem Jeff próbował dodać 

otuchy pani Turner. 

Pozostał w chacie przez cały dzień. Amy miała jeszcze do odbycia 

kilka uprzednio zaplanowanych wizyt. Dlatego też musiała wyjść po 

południu. Obiecała jednak wrócić i wziąć na siebie część nocnego 

czuwania. 

Jeff siedział przy łóżku Lena Turnera i przemawiał do niego 

uspokajająco, gdy ten obudził się z narkozy. Potem zrobił mu jeszcze 

jeden zastrzyk, tym razem na uspokojenie, gdyż było ważne, aby spał 

RS

background image

47 

 

jak najdłużej. 

Po powrocie Amy Coates, Jeff spreparował wyciętą tkankę i zabrał 

ją do domu. Nie miał wprawdzie potrzebnego do tej pracy 

mikroskopu, lecz mimo wszystko mógł sprawdzić część tkanki. Był 

pewien, że udało mu się zobaczyć komórki rakowe. Resztę tkanki 

przygotował do następnego testu, na wypadek, gdyby dr Gilden 

stawiał jakieś pytania. 

Przez cały czas Jeff czekał na to, że dr Gilden odwiedzi swojego 

pacjenta. Jednak nic takiego się nie stało. 

Później, gdy Jeff wrócił do Turnerów, Amy czekała na niego już w 

drzwiach. 

- Był tutaj Gilden. Powiedziałam mu o tym, co się stało. 

Zrobił w tył zwrot i bez słowa wyszedł z domu. Myślę, że to jeden 

z nielicznych przypadków, kiedy ktoś mu się sprzeciwił, a on tego 

bardzo nie lubi. 

- Do diabła z Gildenem! Im więcej myślę o niedbalstwie tego 

człowieka, tym bardziej jestem wściekły. Jak się czuje Turner? 

- Cały czas śpi. Ma trochę gorączkę, ale nie tak wysoką, żeby się 

tym niepokoić. Oddech w porządku. Sądzę, że sobie z tym poradzi. 

- Tak, ale na jak długo? Jeśli umrze, Gilden będzie rozpowiadał, że 

to myśmy go zabili. 

- Wiem o tym, ale jest mi to obojętne. Czy pan się tym martwi, 

doktorze Keith? 

- Jest mi równie obojętne jak pani, co powie Gilden. Mogę 

udowodnić, jak błędnie postąpił, a także to, kto go rzeczywiście zabił. 

Nie mam zamiaru pozwolić Turnerowi umrzeć, bez walki o jego 

życie. A poza tym, Amy, mam na imię Jeff. 

Położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się. 
- Dziękuję, Jeff. To wspaniale, że mamy teraz przynajmniej 

jednego porządnego lekarza w okolicy. 

- To jest sprawa, o której porozmawiamy jeszcze później - odparł 

Jeff z kamienną twarzą. 

Turner spał spokojnie i Amy z Jeffem wykorzystali tę okazję, aby 

chwilę odpocząć na zewnątrz. 

RS

background image

48 

 

Noc była cicha i wypełniona blaskiem księżyca. Czarodziejskie, 

srebrne błyski światła muskały gałęzie, jakby chciały wnieść nowe 
życie w stare, obumarłe przed kilkoma dniami liście. 

Szli wolno w dół wąską drogą; szczupła, zgrabna dziewczyna w 

bieli i silny mężczyzna. 

Ktoś palił niedaleko drzewo pinii, którego przyjemny zapach, 

przypominający unikalne perfumy, docierał do nich na górę. 

Panująca wokół cisza i spokój udzieliły się Jeffowi i Amy Coates. 

Żadne z nich nie czuło potrzeby rozmowy, aż do chwili, gdy odkryli 
w pewnym miejscu zwalone przez piorun drzewo, które, zgięte 

silnymi wiatrami, tworzyło ławkę. Usiedli na nim. 

- Musiała być wspaniałą kobietą - powiedziała nagle Amy Coates z 

cieniem uśmiechu. 

Jeff wzdrygnął się. 

- Kto? Ach, zgadła pani, że myślałem o swojej żonie. 
- Nie zgadłam tego. Wyczytałam to z pańskiej twarzy. 

- Czy słyszała pani o niej? O tym, kim była? 

- Tak. Chcę być z panem całkiem szczera. Gdy zobaczyłam znak na 

pana samochodzie, poprosiłam Mike'a Darrina, aby wykorzystał 

swoje znajomości. Potem przeczytałam kilkanaście nowojorskich 

gazet. Wybrałam wszystko o pańskiej żonie. Musiała być równie 
utalentowana jak piękna. Musiał to być dla pana straszny szok... 

Jeff milczał przez pewien czas, zanim odpowiedział. 

- Tak, rzeczywiście tak było. Ale jeszcze bardziej niż śmierć mojej 

żony... Czy do tego również pani doszła? 

Skinęła głową. 

- Rozmawialiśmy z kimś ze szpitala. Jego głos był zimny jak lód. 

- Rozumiem. Byli państwo... 
- Proszę, Jeff. Niech pan nie będzie na mnie zły. Nie wchodziliśmy 

w nic osobistego, chcieliśmy tylko wiedzieć, czy nie stracił pan swej 

lekarskiej licencji. 

- Powiedziałem pewnemu słynnemu chirurgowi, co myślę o jego 

postępowaniu i o jego sławie, a także, co smutne, o jego etyce. Potem 

bardzo mocno go uderzyłem. Jest sławny, ja taki nie byłem. Był o 

RS

background image

49 

 

wiele starszy i, być może, mądrzejszy, ale zapominał o pacjentach. 

Dokładnie tak samo jak Gilden nie dokończył operacji. Moja żona 
zmarła... 

- Mike Darrin uważa, że został pan okrutnie potraktowany, ja też 

tak myślę. Oboje jesteśmy przekonani, że doktor Klee jest 

napuszonym ważniakiem. 

Jeff zaśmiał się krótko. 

- Z pewnością. Lecz poza tym jest wszechstronnie uzdolniony, a ja 

w niczym nie miałem racji. Upierałem się przy tym, że mógł usunąć 
guz. On powiedział, że Diana umarłaby na stole. Wolałbym, żeby 

umarła w takich okolicznościach niż to, że przerwano operację, nie 

dając jej najmniejszej szansy. 

- Jednak kolegium szpitala nie zgadzało się z pańskim zdaniem? 

Jeff potrząsnął ze smutkiem głową. 

- Oni byli w stu procentach przeciwko mnie. I oczywiście byli w 

porządku. Tak samo jak Klee. To główna przyczyna tego, że nie chcę 

już praktykować. Na pewno nie w Nowym Jorku. Tu także nie chcę 

brać w tym udziału. Nie mam już zaufania do swej diagnozy. Gdybym 

choć raz błędnie postąpił, nigdy bym sobie tego nie wybaczył. 

- Wydaje mi się, że u Turnera znalazł pan wyjście. 

- Niezupełnie. I nie będziemy za bardzo ganić Gildena. Nie ma zbyt 

wielu chirurgów, którzy posługują się techniką Whipple'a. 

Przypadkowo ja byłem jednym z nich - a Gilden jej nie znał. 

- Nigdy dotąd nie widziałam czegoś takiego. Gdy wróciłam po 

operacji do domu, od razu zadzwoniłam do Mike'a Danina i wszystko 

mu opowiedziałam. Prawie nie chciał w to uwierzyć. Pod jabłonią, 

bez pomocy... 

- Nigdy nie miałem zręczniejszej i bardziej doświadczonej pomocy 

i to może pani również powiedzieć swojemu doktorowi Mike'owi. 

- Dziękuję, Jeff! - spojrzała na niego promiennym wzrokiem. - Nie 

mogliśmy mu zrobić transfuzji krwi, ale wierzę, że sobie poradzi. 

- Turner to twardy góral, z zadziwiająco mocnym sercem i dużą 

siłą wewnętrzną, Amy. To jest to, co pozwoli mu przeżyć, jeśli rak nie 

zdążył się rozprzestrzenić. 

RS

background image

50 

 

- Czy zrobił pan biopsję? 

- Tylko powierzchowną, ale tu wszystko jest w porządku. Być 

może dostaniemy ostateczną od-powiedź na czas. 

- Też mam taką nadzieję, Jeff. Czy mogę zapytać pana o coś 

osobistego? 

- Oczywiście. Niech pani wali. 

- Czy zostanie pan tu w górach, Jeff? Wzruszył ramionami. 

- Nie wiem. Jeszcze nie podjąłem decyzji. Jedno mogę pani 

powiedzieć już teraz, Amy. Nie otworzę praktyki. Ten przypadek był 
wyjątkiem. Jako lekarz, musiałem pomóc temu człowiekowi. 

- Szkoda! To była rzeczywista przyczyna mojego pytania. Lecz to 

pan wie najlepiej, co robić i ja będę respektować pańską decyzję. 

- Dziękuję, Amy. Będę dbał o Turnera i zajmę się nim. Jeśli wyjadę 

stąd dziś wieczorem, to pojadę do miasta, żeby przywieźć trochę 

antybiotyków. Te, które miałem, zdążyłem wykorzystać. 

- Ależ, Jeff! Pracował pan tak długo, a to daleka droga. 

- Wiem o tym, ale cóż mogę zrobić? 

- Zadzwonię do Mike'a Darrina. On skompletuje wszystko, czego 

pan potrzebuje, przekaże rzeczy do autobusu, który przejeżdża 

siedem mil stąd na północ. Pojadę tam i przywiozę panu te rzeczy. 

Tak będzie szybciej i prościej. 

- To wspaniale. Zrobię listę, ale nalegam, żebym to ja poszedł na 

przystanek. 

Wolno wracali do chaty. Światło księżyca zbladło, a droga była 

nierówna. Gdy Amy potknęła się, Jeffowi udało się ją podtrzymać. 

Tylko przez chwilę opierała się na jego piersi, jednak wystarczająco 

długo, aby zaniepokoiły go jej szare oczy. 

Nagle wspięła się na czubki palców i pocałowała go. 
- To jedyny sposób, w jaki mogę panu podziękować, Jeff. Pomógł 

pan mi i biednemu człowiekowi, który tak bardzo potrzebował 

pańskiej pomocy. 

- Honorarium było hojne - uśmiechnął się Jeff. -Jest pani bardzo 

miła, Amy, i mam nadzieję, że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi. 

- Och, ja natomiast wierzę, że już nimi jesteśmy, Jeff. 

RS

background image

51 

 

Uścisnął jej dłoń. Przez chwilę szli w milczeniu obok siebie. Potem 

Jeff zaczął nagle mówić o czymś innym: 

- Gdy tu przyjechałem, następnego ranka po przybyciu, zastałem u 

siebie jakąś dziewczynę - śliczną, nieśmiałą, mniej więcej szesnasto - 

siedemnastolatkę. Była tam, żeby posprzątać. 

- To z pewnością Fern Foster. 

- Tak, to imię, które wymienił McAllister. 

- Fern mieszka ze swą babką niezły kawałek drogi stąd. To 

samotna dziewczyna. Jej rodzice zginęli w pożarze, gdy Fern miała 
dwa lata. Babka wzięła ją do siebie. 

- Babcię też spotkałem - uśmiechnął się Jeff. -Trzymała mnie w 

szachu swą strzelbą. 

- Babka Foster jest osobą godną uwagi. Sposób, w jaki 

wychowywała Fern, to skandal. Fern chodziła do szkoły na rozdrożu. 

Nauczycielka wiedziała, za mała ma czternaście lat i umieściła ją w 
klasie z rówieśnikami. Nie wiedziała jednak, że Fern nie uczęszczała 

wcześniej do żadnej szkoły. Nic dziwnego, że dostawała złe oceny. 

Gdy babcia o tym usłyszała, złapała strzelbę ze ściany i zagroziła, że 

zaatakuje szkołę, a przede wszystkim nauczycielkę. Potem Fern 

przestała chodzić do szkoły. 

- A z czego się utrzymują? 
- Babcia Foster szmugluje alkohol. Jeff zaśmiał się. 

- Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie przemytnika alkoholu. 

- Tu w górach żyją ich setki. Dla wielu z nich to jedyny sposób 

zarobienia pieniędzy. Nienawidzą, gdy ktoś miesza się w ich sprawy. 

- W takim razie powinienem być szczęśliwy, że nie zostałem 

zastrzelony podczas swych samotnych spacerów. 

Amy potrząsnęła głową. 
- Nie, teraz może być pan pewien, że wszyscy wiedzą, kim pan jest 

i nie wezmą pana za szpiega. - Spojrzenie, które rzuciła przy tym 

Jeffowi, zaniepokoiło go jeszcze bardziej niż poprzednie. 

 

 

 

RS

background image

52 

 

Rozdział siódmy 

Jeff pojechał na przystanek do południowego autobusu i otrzymał 

dużą paczkę, którą wysłał dla niego Mike Darrin. Położył ją na 

siedzeniu obok i zaczął rozpakowywać. 

Znalazł pudełko antybiotyków, które mogły wystarczyć na długi 

okres. Wydawało się, że doktor Darrin pomyślał w wszystkim, nie 

brakowało nawet najnowszych numerów medycznych czasopism. 

Zanim Jeff zdał sobie z tego sprawę, zagłębił się już w lekturze 

jednego z artykułów opisującego uwieńczony sukcesem przypadek 

zastosowania hormonów. 

Nagle, zagniewany, odłożył zeszyt i ruszył do chaty Lena Turnera, 

gdzie czekała na niego Amy. Była zmęczona i bardzo potrzebowała 

spokoju. Jeff wysłał ją natychmiast do domu, a sam zabrał się za 

dokładne przebadanie swojego pacjenta. Był zdziwiony rezultatem. 

Mimo dużego upływu krwi i szoku, jaki Len Turner przeżył, jego stan 

rokował duże nadzieje. 

- Amy powiedziała mi, że miał pan rację, doktorze - wychrypiał. - 

Jak tylko stanę na nogi, zacznę uzupełniać pański zapas drewna i 

będę to robił tak długo, dopóki będzie pan żył. 

- Nie, panie Turner - sprzeciwił się poważnie Jeff. 

- Nie mogę wystawić panu żadnego rachunku, nie przyjmę też 

żadnego drewna. Nie mam licencji na Tennesee, a panu pomogłem, 

bo nie było czasu do stracenia. Niech pan tylko szybko wyzdrowieje, 
a będzie to cała zapłata, jakiej potrzebuję. 

- Wydaje mi się, że nie jest to sposób na robienie interesów, 

doktorze. Za pomoc, której mi pan udzielił, musi się człowiek w ten 

czy inny sposób odwdzięczyć. Zobaczymy. Czuję się już zupełnie 

dobrze.. 

Jeff uśmiechnął się. 

Po cóż miałby przygnębiać Turnera czy jego żonę tym, że daleko 

mu jeszcze było do zdrowia. Jeśli Len Turner nie będzie wiedział, że 

ma raka, będzie mu o wiele łatwiej. I tak miał wystarczająco dużo 

RS

background image

53 

 

kłopotów. Jego życie, jako jednego z niewielu, którzy przeżyli taką 

operację musiało się zmienić. Przynajmniej przez osiem lat nie 
będzie mógł wykonywać żadnej ciężkiej pracy, a jego dieta powinna 

się radykalnie zmienić, jeśli nie chciał nabawić się poważnych 

kłopotów trawiennych. Lecz będzie żył. Ponieważ będzie musiał 

znajdować się pod stałą opieką lekarską, a Gilden będzie się 

najprawdopodobniej przed nią wzbraniał, sam będzie do tego 

zobowiązany. 

Następnego ranka, tuż po wschodzie słońca, obudziło Jeffa głośne 

pukanie do drzwi. Wsunął na nogi kapcie, narzucił szlafrok i 

pospiesznie zbiegł na dół po schodach. 

Za drzwiami stała jakaś kobieta. Wyglądała na pięćdziesiąt lat, 

lecz nie miała więcej niż dwadzieścia pięć. Na ręku trzymała mniej 

więcej trzyletnią dziewczynkę, która żałośnie płakała. 

- Przychodzę tak wcześnie - przeprosiła pokornie - ale Maybelle 

zraniła sobie grzbiet dłoni i tak ją to bolało, że nie spała zbyt wiele 

przez ostatni tydzień. 

- Proszę posłuchać. Nie prowadzę praktyki... 

- Jest pan doskonałym lekarzem. Pani Turner mówi, że cofnął pan 

jej męża spod bram śmierci, gdzie zostawił go doktor Gilden. Teraz 

Turner czuje się już dobrze. 

- Tak, wiem, to bardzo miło ze strony pani Turner, że tak mówi, 

ale ja tu nie praktykuję. 

- Czy jest pan lekarzem? 

Tak bezpośrednie pytanie wymagało konkretnej odpowiedzi. Albo 

był lekarzem, albo nim nie był. A jeśli był, lekarska przysięga 

wymagała, aby leczył chorych. 

- Niech pani wejdzie - powiedział. 
Podniósł małą dziewczynkę i posadził ją w pokoju na długim 

stole, gdzie od razu zaczęła wymachiwać swymi chudymi nóżkami. 

- Teraz pokaż mi rękę - poprosił Jeff. 

Była to infekcja, i to daleko posunięta. Kciuk był tak napuchnięty, 

że stał się dwa razy grubszy niż normalnie. Pod mocno napiętą skórą 

widać było słabą linię ciała obcego, które powodowało infekcję. 

RS

background image

54 

 

Cokolwiek to było, mogło nosić w sobie śmiertelne zarazki tężca. 

Jeff przyniósł swą torbę, wyszukał igłę i poszedł do kuchni, by 

wygotować ją w małym garnku. Miało to potrwać około dwudziestu 

minut, wrócił więc z powrotem do pokoju i poprosił kobietę o 

rozpięcie bluzki. Zrobiła to tak skwapliwie, że od razu zorientował 

się, iż od początku miała nadzieję, że ją zbada. 

- Nabawiłam się małego przeziębienia, doktorze. Mam je już od 

dawna. Wchodzi coraz głębiej i głębiej. Czy myśli pan, że Maybelle 

wyzdrowieje? 

- Oczywiście - odpowiedział i szczerze wierzył, że była to prawda. 

Kobieta miała chroniczną astmę i była przemęczona. Wręczył jej 

lekarstwo, które miało jej trochę ulżyć oraz dużą butelkę z 

kapsułkami witamin. 

- Proszę brać jedną dziennie. Butelka starczy na trzy miesiące. 

Jeśli opuści pani chociaż jeden dzień, przyjdę i zmuszę panią do 
połknięcia oleju rycynowego, i to na największej łyżce, jaką u pani 

znajdę. Zbyt mało pani je. Po tych tabletkach powinno być lepiej, a ja 

zrobię wszystko, żeby uporać się z pani astmą. 

Po tych słowach poszedł do kuchni, aby przynieść wygotowane 

instrumenty. Mała dziewczynka cierpliwie dała sobie wstrzyknąć 

szczepionkę przeciwko tężcowi i Jeff pochwalił ją za to. Duże, 
poważne oczy patrzyły na niego, gdy mówił, żeby mała położyła się 

na stole, aby mógł opatrzyć jej rękę. 

Również bez zmrużenia oka dała sobie wstrzyknąć nowokainę. Na 

szczęście kawałek metalu, który tkwił w jej dłoni, nie był 

zardzewiały, tak więc Jeff oczyścił ranę i mógł ją zabandażować. 

- Byłaś tak odważna, Maybelle, że dam ci teraz kawałek czekolady 

- powiedział Jeff do małej, ale nawet perspektywa tej na pewno od 
dawna nie widzianej wspaniałości nie spędziła z maleńkiej 

twarzyczki wyrazu apatii. 

"O to chodzi - pomyślał - że ci górale przyjmują każde nieszczęście 

i każdy przykry wypadek ze stoickim spokojem. Przyzwyczaili się do 

tak biednego życia i wydawali się być z niego zadowoleni. Siostra 

Amy należała do wyjątków. Nie godziła się bezwolnie na wszystko. 

RS

background image

55 

 

Wprawdzie powiedziała, że zatrzymało ją tu piękno gór, lecz 

wiedział, że chodziło o ludzi. Zdała sobie sprawę, że potrzebowali jej 
pomocy." 

Jeff zobaczył, jak matka Maybelle rozwija tanią, obszytą zwykłą 

koronką, chusteczkę. Pojawił się banknot dolarowy i dwie srebrne 

monety. 

- Nie! - z uśmiechem odmówił ruchem ręki. - Nie jest mi pani nic 

winna. Jak już powiedziałem, nie prowadzę praktyki i dlatego nie 

pobieram honorarium. 

- Jednak doktor Gilden wziąłby pieniądze - stwierdziła. 

- To zupełnie coś innego. On, jako tutejszy lekarz, może żądać 

zapłaty, ja jednak nie. Proszę przyjść pojutrze, żebym mógł obejrzeć 

rękę Maybelle. Gdyby jednak miała wysoką gorączkę, proszę przyjść 

natychmiast. Zrozumiała pani? 

Skinęła głową i Jeff wypuścił ją z domu. Gdy doszły już do połowy 

ścieżki, dziewczynka odwróciła się i pomachała do niego. 

Uśmiechnął się i również pomachał w odpowiedzi. 

Doprowadził do porządku stół i wrócił na górę, aby ogolić się i 

wziąć prysznic. Ubierał się właśnie, gdy usłyszał kaszlący motor 

starego auta wspinającego się pod górę. Przez okno zobaczył wolno 

zbliżającego się mężczyznę. 

Jemu także próbował wytłumaczyć, że nie prowadzi praktyki, w 

końcu jednak dał za wygraną i zbadał tego człowieka, który jak się 

okazało, cierpiał na wrzód żołądka. Automatycznie poprosił go o 

powtórną wizytę za tydzień. 

W ciągu tych siedmiu dni Jeff zdał sobie sprawę z tego, że znów 

praktykuje. 

Ludzie przychodzili i cierpliwie czekali, i żaden z nich nie 

wykazywał najmniejszej ochoty do odwiedzin u doktora Gildena. Jeff 

od nikogo nie żądał honorarium, lecz wiedział, że wkrótce będzie 

musiał coś przedsięwziąć. 

Na początku przyszłego tygodnia przyszła do niego siostra Amy. 

Musiała poczekać, ponieważ bandażował akurat nadgarstek 

kobiecie, która skręciła go, próbując urwać gałąź z drzewa. 

RS

background image

56 

 

- Jeff - powiedziała Amy - obawiam się, że obwinia mnie pan za 

tych wszystkich pacjentów, po tym, jak namówiłam pana na 
operowanie Turnera. Powinnam była wiedzieć, co się stanie i zdaję 

sobie sprawę z własnej winy. Większość z tych ludzi jest dłużna 

doktorowi Gildenowi pieniądze i nie chce do niego wracać. Poza tym 

już od lat nie mają do niego zaufania. Ale cóż mogli zrobić, był 

jedynym lekarzem w okolicy. 

Jeff miał gniewny wyraz twarzy. 

- Jeśli Gilden badał kogoś z tych ludzi, to powinien się wstydzić. Są 

wśród nich chronicznie chorzy, którzy doskonale mogli być 

wyleczeni. Ale o ile zdążyłem się zorientować, nie zrobił nic, żeby im 

pomóc poza zaaplikowaniem kilku tabletek aspiryny. 

- Nie życzył pan sobie, żeby coś takiego miało miejsce, prawda, 

Jeff? 

- Ma pani rację. 
- Spróbuję wytłumaczyć wszystkim, czemu nie może ich pan 

leczyć. Niektórzy na pewno to zrozumieją i będą się trzymać z 

daleka, chociaż... Jeśli wrócą teraz do Gildena, potraktuje ich 

prawdopodobnie bardzo oschle. 

- Czy Gilden wie, że ich leczyłem? 

- Może pan być pewien, że wie o każdej pigułce, jaką pan 

przepisał. Schodzi mi z drogi. Wcześniej spotykaliśmy się często, 

teraz mnie unika. 

- Nie jest to przyjemne, ale nie widzę sposobu, jak mógłbym teraz 

przestać. Jest kilku pacjentów, których muszę jeszcze parę razy 

zobaczyć. Tacy jak Turner, który właśnie dochodzi do siebie. Muszą 

być wciąż pod opieką, lecz jeśli będę ich leczył, przyjdą i inni. 

- Och, Jeff, to wszystko moja wina - powiedziała Amy. 
- Owszem - odpowiedział szczerze. 

- Jest pan lekarzem i pewnego dnia znów otworzy pan praktykę. 

- To mała różnica, Amy. Jeśli będę jeszcze kiedyś praktykował, to 

nie w tych górach. 

Skinęła głową i powiedziała chłodno: 

- Dobrze, doktorze, rozumiem... 

RS

background image

57 

 

- Przecież sama pani stąd odeszła, Amy. 

- Ale wróciłam. Teraz jestem tutaj. 
- I dlatego mam dla pani szacunek. Jednak jesteśmy całkiem 

innymi ludźmi. 

Odwróciła się gwałtownie z gniewnym wyrazem twarzy. 

- Nie ma między nami żadnej różnicy, Jeff. Mamy pokrewne 

zawody, które wykonujemy z miłością, uważając, że robimy coś 

dobrego. Nie ma różnicy czy w górach, czy na Park Avenue. 

Składamy połamane kości i leczymy chorych. Pomagamy w przyjściu 
dzieci na świat, a śmierć innych czynimy lżejszą. Nie jesteśmy inni, 

pan i ja. 

- A jednak tak. 

- Czy takie nastawienie spowodowała śmierć pańskiej żony? To 

było tragiczne, przyznaję, ale jest pan w wyjątkowej sytuacji, mogąc 

sprawić, że takich strat będzie o wiele mniej. 

- Mogę pogodzić się ze śmiercią mojej żony, chociaż myśl o niej 

pozostanie we mnie na zawsze. Znalazłem tu spokój. Każdy z nas 

musi w pewnej chwili uporać się ze swoimi problemami. Czas na 

mnie przyszedł wcześniej - zbyt wcześnie. Jednak przestałem z tym 

walczyć. 

Wiedziona impulsem dotknęła jego dłoni. 
- Och, Jeff, w takim razie chodzi o to, że zranił pan tego chirurga i 

został usunięty przez kolegium... 

- Słusznie - przyznał - jeśli musi pani koniecznie tak pieczołowicie 

troszczyć się o moje uczucia. Tak, o to chodzi i tak szybko nie dam 

sobie z tym rady. 

- W takim razie jest jeszcze gorzej, niż myślałam - powiedziała 

poważnie. - Pan się boi. Żyje pan w strachu, że popełni pan błąd, jeśli 
będzie pan praktykował. A jeżeliby tak się stało, byłby to dowód na 

to, że doktor Klee i kolegium szpitala mieli rację. Być może, tak było. 

Jednak, czy pan miał rację, czy nie, nie ma takiego przywileju, aby 

zapomnieć o pańskim wychowaniu i zawodzie, gdy potrzebują pana 

chorzy ludzie. Możliwe, że nigdy więcej nie będzie pan chciał mnie 

widzieć, po tym, co teraz mówię, jednak muszę zaryzykować. Nie 

RS

background image

58 

 

zauważyłam żadnego wahania ani strachu, gdy operował pan 

Turnera. Opowiadałam o tym Mike'owi Darrinowi. Stwierdził, że 
przeprowadzenie tej ciężkiej operacji pod jabłonią było pańskim 

wkładem w historię. Nie było tam tchórzostwa. Lecz jeśli pokazuje 

pan je teraz... 

Trzasnęły drzwi i Amy odeszła szybkim krokiem w dół ścieżki, nie 

oglądając się za siebie. 

Jeff znalazł się przy drzwiach frontowych, zanim jeszcze dotarło 

do nich dwóch ludzi, wolno wspinających się ścieżką. Nie miał 
zamiaru im pomagać. Jeśli siostra Amy Coates i dr Mike Darrin tak 

bardzo troszczyli się o tych górali, to czemu nie starali się o 

znalezienie nowego lekarza?   

Jeff pozostał w domu i nie zwracał uwagi na ludzi szukających 

jego pomocy. Wszedł na górę do sypialni i ze złością zaczął wyciągać 

cały bagaż. Walizki z rzeczami Diany nieomal rozdarły mu serce, 
jednak z pełnym zdecydowaniem zabrał się za pakowanie. 

Nie można było powstrzymać ludzi przed tym, żeby go 

odwiedzali. Będą przychodzili zawsze. Jedynym rozwiązaniem była 

ucieczka. Tym razem będzie jednak pamiętał, żeby zdjąć lekarski 

emblemat. Tego przynajmniej nauczył się tutaj. 

McAllister mógł sobie sprzedać lub wynająć to miejsce, jemu było 

to obojętne. 

Część walizek stała już na dole, gotowa do zniesienia do 

samochodu, gdy po raz pierwszy od trzech godzin spojrzał przez 

okno. Pogoda zmieniła się. Temperatura w domu zdecydowanie 

spadła. Gdy wyszedł na zewnątrz, zadrżał z zimna. 

Niebo było ponurą, ciemną szarością, a wiatr zawodził w 

czubkach drzew całkiem inną melodię niż jesienna. Brzmiało to jak 
ostrzeżenie. Gdy stał tak przed domem, zaczęły spadać pierwsze 

płatki śniegu, a gdy wszedł do środka, śnieg zaczął sypać coraz 

gęściej i gęściej. 

Przypomniał sobie wijące się ścieżki w tych górach i śmiertelne 

przepaście, które się tu znajdowały. Gdyby wyruszył dwie godziny 

wcześniej, być może mogło się udać, ale nie teraz. Tylko głupiec 

RS

background image

59 

 

mógłby jechać w taką pogodę po tak niebezpiecznych drogach. 

Zmienił garnitur i założył do grubych spodni dwa ciepłe swetry. 

Potem zaczął krążyć między szopą na drewno a domem. Już kilka dni 

temu powinien był to uczynić. 

Gdy miał już pod ręką wystarczającą ilość drewna, zamknął 

wszystkie drzwi, sprawdził okna i zapasy jedzenia. Gdyby śnieg nie 

przestał padać, mógłby siedzieć bezczynnie całymi dniami. Było to 

prawie tak samo dobre jak wyjazd. Może nawet lepsze, ponieważ 

teraz miał czas i był zmuszony, żeby zastanowić się nad wszystkim, a 
potem podjąć decyzję, gdzie się teraz skierować. 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

60 

 

Rozdział ósmy 

W ciągu dwudziestu czterech godzin ścieżka zupełnie zniknęła, a 

śnieg dosięgał na północnej stronie domu aż do parapetów. Potem 

nagle słońce zaświeciło białym promieniem i wypełniło wnętrze 
domu oślepiającym światłem, tak że na dworze trzeba było zakładać 

ciemne okulary. Po chwili słońce zniknęło i ponownie zaczął padać 

śnieg, czemu towarzyszyła przerażająca cisza, charakterystyczna dla 

burzy. 

Jeff złościł się coraz bardziej, że stąd w porę nie wyjechał. Mógłby 

leżeć teraz na ciepłej, słonecznej plaży: może na Miami lub w Santa 

Barbara? Nienawidził całkowitej samotności i pod koniec trzeciego 
dnia był gotów każdego, ale to każdego człowieka, który do niego 

przyjdzie, gorąco przywitać. 

Jednak nikt się nie pojawił. Zadawał sobie pytanie, jak czuł się Len 

Turner, jak mała dziewczynka z zainfekowaną dłonią i jej 

przepracowana, chora na astmę matka? 

Myślał o Dianie i czasem czuł się tak bardzo przygnębiony, jak w 

pierwszych dniach po jej śmierci. 

Myślał też o Amy Coates i zastanawiał się, czy podczas zamieci 

śnieżnych nie namęczyła się ponad siły? W duchu wiedział 

doskonale, że tak było. Co zastanawiające, również Fern pojawiła się 

w jego myślach: płochliwa, śliczna dziewczyna, którą dzień po 

przyjeździe śmiertelnie przestraszył. 

Często zastanawiał się dokąd powinien pójść, gdy drogi znów 

będą przejezdne. Rozmyślał, czy gdzie indziej czekają go inne 

warunki? 

Wszędzie mieszkali ludzie, a ludzie potrzebują lekarzy. Nawet jeśli 

zachowa swój zawód w tajemnicy, pewnego dnia znajdzie się 

człowiek, który będzie potrzebował pomocy i on nie będzie umiał 

odmówić. 

Być może Amy miała rację ze swym sądem na jego temat. Dla 

niego również zaczęło to tak wyglądać, jakby był tchórzem, 

RS

background image

61 

 

wiedzionym tylko pragnieniem znalezienia samotności. Jednak 

nawet ciągnące się bez końca dni i prawie nie dająca się wytrzymać 
monotonia egzystencji, nie wpłynęły na podjęcie żadnych decyzji. 

Milczenie i samotność stały się jedynie przyczyną jego jeszcze 

większej konsternacji. 

W południe ósmego dnia po tym, jak spadły pierwsze płatki 

śniegu, przestraszyło go silne pukanie do drzwi, które kazało mu 

pospiesznie otworzyć. Jeszcze krótko przedtem myślał, że przywita z 

radością każdego, jednak pojawienie się babki Foster nieźle go 
zaskoczyło. 

Pod pachą miała swą strzelbę. Jej oczy były zaczerwienione. 

Dłonie wsunęła pod wełniany płaszcz, aby rozgrzać je ciepłem 

własnego ciała. Całkiem bezwiednie wzrok Jeffa powędrował poza 

ramię starej kobiety, jakby chcąc znaleźć oznaki obecności Fern. 

- Niech pan weźmie swą torbę - powiedziała ostro. - Fern jest 

bardzo chora. 

- Grzbiet północnego wzgórza? - zapytał Jeff, a niedowierzanie 

objawiło się w jego ruchach. 

- Tak, tam mam swą chatę. 

- Co jej dolega? 

- Przypuszczam, że to zapalenie płuc. Mój mąż na to umarł, stąd 

znam symptomy. A więc jak, idzie pan? 

Jeff zawahał się. 

- Nie wiem - wymamrotał. - Ja... 

- Powiedziano mi już na skrzyżowaniu, że być może pan nie 

pójdzie, ale Fern jest naprawdę tak chora, że musi pan to zrobić! - 

powiedziała z naciskiem stara kobieta. 

Jeff spojrzał w jej zmęczone oczy. 
- Dobrze, pójdę z panią. To ostatni raz, ale pójdę. Jak się tam 

dostaniemy? Pieszo? 

- Droga jest częściowo wolna. Jeśli mógłby pan dojechać tam 

swym samochodem...? 

Zanim Jeff skompletował swoje wyposażenie, poszedł do kuchni, 

gdzie miał jeszcze kawę w termosie. Napełnił filiżankę do połowy, 

RS

background image

62 

 

dolał trochę brandy i przyniósł starej kobiecie. 

- Proszę to wypić - powiedział. - W przeciwnym razie i pani 

dostanie zapalenia płuc po tak długiej drodze przez śnieg. 

Wypiła bez słowa, a Jeff wszedł na górę, aby się przebrać. Wyjął z 

szafy dwa komplety bielizny, jeden z długimi kalesonami. Pod 

koszulą miał ciepły podkoszulek. Nogawki grubych wełnianych 

spodni owinął ciasno wokół łydek, aby wsunąć na skarpety wysokie 

buty. 

Stara kobieta siedziała przed kominkiem drzemiąc. Pustą filiżankę 

mocno trzymała w dłoni. Jeff pozostawił ją tak i poszedł do garażu, 

by odśnieżyć drzwi. 

Zapalenie silnika było ciężką pracą. Łańcuchy i opony przecinały 

oblodzoną nawierzchnię, wydając odgłosy tłuczonego szkła. 

Babka Foster czekała na niego i bez słowa wsiadła do samochodu. 

Pojechał do skrzyżowania i stamtąd rozpoczął mozolną wspinaczkę 
na północny grzbiet. Do pokonania odległości, którą w normalnych 

warunkach przejechałby w dziesięć minut, potrzebował teraz całej 

godziny. 

Gdy wreszcie wysiedli z samochodu, ponieważ droga była już 

dalej nieprzejezdna, musieli brnąć przez dolinę i pokonać zbocze 

góry, by w końcu dotrzeć do chaty. 

Jeff nie stawiał dalszych pytań, jednak był zaniepokojony. Już 

sama droga, którą przebyli samochodem, zajęła sporo czasu. Babka 

Foster musiała przejść na piechotę długą trasę, a to oznaczało, że 

Fern pozostawała, być może, zbyt długo sama. 

Stara kobieta powoli, ale konsekwentnie brnęła do przodu. Nie 

liczyła się ze swymi słabymi siłami. Jeff odczytywał z jej twarzy, jak 

bardzo martwiła się o swą wnuczkę. W końcu dotarli do chaty, 
prawie do połowy zagrzebanej w zwałach śniegu.   

Chata była zbudowana z desek pokrytych smołowaną papą, okna 

zaś udawały osłonięte szmatami otwory. 

Jeff otworzył drzwi i wszedł do izby, gdzie Fern leżała na 

mosiężnym łóżku. 

Była przytomna, ale oczy błyszczały od gorączki, a kaszel 

RS

background image

63 

 

wstrząsał jej szczupłym ciałem. Odsłonił pościel tak daleko, jak było 

to konieczne i przyłożył słuchawkę. Słyszał, jak grało powietrze przy 
oddychaniu. Termometr wskazał ponad 39 stopni. Natychmiast 

napełnił strzykawkę i zrobił zastrzyk penicyliny, nie zastanawiając 

się nad możliwością, iż Fern mogła być na nią uczulona. W tym 

wypadku musiał zaryzykować. 

Starą kobietę poprosił o zagotowanie wody i przygotował filtr, 

który, wypełniony lekarstwem, trzymał przed ustami i nosem Fern, 

aby przynajmniej trochę ułatwić jej oddychanie. Fern, która 
wyglądała jak dwunastolatka, mogła wyrazić mu wdzięczność tylko 

wzrokiem. 

- Widzisz, Fern, teraz mogę ci podziękować za to, że utrzymywałaś 

moje domostwo w czystości - powiedział z uśmiechem. - Jestem ci to 

winien. Nie próbuj mówić. Odpoczywaj. Niedługo poczujesz się 

lepiej. 

Zamknęła oczy, a jemu zdawało się, że widzi, jak ustępuje 

wewnętrzne napięcie. Nie powiedział prawdy. Nie był wcale pewien, 

czy jej stan się poprawi, zbyt wiele czasu już zmarnowano. 

Gdy dzień zaczął chylić się ku końcowi i słońce zaszło za góry, do 

chaty zaczął wciskać się zimny wiatr. Nawet rozpalony ogień nie 

dawał wystarczającego ciepła. 

Babka Foster dała mu do jedzenia tłusty boczek i smażone jajka. 

Był tak głodny, że wszystko pochłonął. Przy tym, ani na moment nie 

spuszczał oka z chorej. Nie przyjął propozycji starej kobiety, że ta 

będzie czuwać przy Fern. Tego nie mógł od niej po prostu wymagać. 

Chciałby, żeby Amy była przy nim: tylko ona mogła mu teraz pomóc. 

Potem przyszedł ranek i zrobiło się jaśniej, lecz Fern wciąż 

walczyła o każdy oddech. Najbardziej przydatny byłby teraz zbiornik 
tlenu, lecz musieli się bez niego obejść. W tych górach ludzie dawali 

sobie radę bez większości udogodnień i jego nienawiść do tej okolicy 

na nowo rozgorzała. 

W południe wiedział już, co musi zrobić. Dał Fern drugi zastrzyk i 

zaczął nakłaniać jej babkę: 

- To konieczne, żebym przeniósł ją do siebie do domu, i to 

RS

background image

64 

 

natychmiast, póki nie stanie się za zimno. Czy istnieje jakiś sposób, 

żeby przetransportować ją po stoku w dół, do samochodu? 

- Mam w szopie małe sanki na drewno - powiedziała pani Foster. - 

Używam ich do transportu. Nie są zbyt wiele warte, ale powinny ją 

unieść. Waży w końcu mniej niż pół worka mąki. 

- Niech pani przyciągnie sanki pod drzwi - powiedział. - 

Wyruszamy jak najszybciej. 

- Źle z nią, czy tak?   

Jeff skinął poważnie głową. 
- Tak. Ale uratujemy ją, gdy tylko przeniosę ją do mojego domu. 

- Wezmę sanki. 

Po niecałym kwadransie wszystko było gotowe. 

Jeff ciągnął sanki z pomocą babki Foster, w oślepiającym słońcu, 

pod gryzący wiatr i przez wysokie zwały śniegu. Musieli iść wciąż 

naprzód. Każdy moment, który przybliżał ich do jego myśliwskiego 
domu, był teraz bezcenny. Oddech Jeffa był urywany, a jego brwi 

białe od mrozu. 

Babka Foster musiała być bliska załamania. Nie spała i była zbyt 

stara i słaba, aby jeszcze długo pchać sanki. 

W końcu dotarli do samochodu. 

Jeff pomógł najpierw starej kobiecie, gdyż zobaczył, jak ze 

zmęczenia przymyka oczy. Ostrożnie przeniósł Fern na siedzenie 

obok kierowcy, aby mógł ją lepiej obserwować i żeby była bliżej 

ogrzewania. 

Powoli samochód stawał się cieplejszy, a sztywność 

spowodowana zimnem ustępowała, tak że mógł sprawniej jechać. 

Oddech Fern wydawał się lżejszy, ale ona sama nie miała pojęcia, co 

się wokół niej dzieje. 

Podjechał tak blisko wejścia, jak tylko to było możliwe. Wniósł 

Fern do środka i po schodach do drugiej sypialni na górze. Ostrożnie 

położył ją na łóżku i zaczął rozbierać. Odczuwał potrzebę uwolnienia 

jej z przepoconego ubrania. Pomyślał o rzeczach Diany. 

Wyjął z szafy walizkę z jej bielizną i długo szukał, aż znalazł coś 

odpowiedniego do przebrania Fern. Przykrył ją troskliwie. 

RS

background image

65 

 

Poszedł zmienić własne ubranie, a potem chciał na nowo rozpalić 

ogień. Ku jego zdziwieniu, pani Foster zdążyła już to zrobić. W 
kominku płonął jasny ogień. Zrobiła również kawę. Wydawało się, że 

zadomowiła się już w obcej sobie kuchni. 

- Jak się czuje Fern? - spytała, nie przerywając pracy. 

- Sądzę, że udało się nam. Mam tutaj bardziej stosowne 

wyposażenie, które może mi się przydać. 

- I nie ma takich przeciągów - powiedziała. 

- Właśnie. Proszę mi opowiedzieć o rodzicach Fern. 
- Dlaczego? - zapytała i spojrzała na niego. 

- To pomaga, gdy lekarz wie coś o swoim pacjencie. Zginęli w 

wypadku, czy mam rację? 

- To był pożar. Nie zdążyli uciec. Rodzina Fern była zawsze 

zdrowa. Mój ojciec dożył prawie stu lat. Myślę, że tak samo będzie ze 

mną. 

- Mam nadzieje. Nikt nie miał zapalenia płuc? 

- Tylko mój mąż. Sądzę, że był trochę wątły. Ale twardo walczył ze 

śmiercią. 

- W takim razie Fern jest do niego podobna. Będzie musiała zostać 

tu przez jakiś czas. 

- Nie mogę dużo zapłacić. 
- Nie ma za co płacić. Przez trzy lub cztery dni musimy czuwać na 

zmianę. Pani też potrzebuje spokoju. Może pani korzystać z mojej 

sypialni lub spać na dole na sofie. 

Stara kobieta skinęła tylko głową. Jeff pomyślał, że stanowiła dla 

niego takie samo towarzystwo jak duchy, z którymi żył w tej 

myśliwskiej chacie. Zaraz potem poszedł na górę, aby czuwać przy 

Fern. 

Tej nocy potrzebował całej swojej wiedzy, aby ułatwić jej 

oddychanie. Stało się dla niego jasne, że mieszkańcy tych gór 

potrzebowali lekarza tak samo pilnie, jak szpitala. 

Trzeciego dnia Amy Coates w końcu przebrnęła swym masywnym 

samochodem przez śnieg. 

- Modliłem się, żeby pani przyjechała - powiedział Jeff, 

RS

background image

66 

 

uśmiechając się do niej na powitanie. -Będę mógł wykorzystać anioła 

miłosierdzia. 

- To miłe, ale oklepane - zauważyła Amy. 

- Jestem zbyt zmęczony, aby błyskać jeszcze inteligencją - 

przyznał Jeff. 

- Wiem. Już w sklepie zostałam poinformowana o tym, co pan 

zrobił. Proszę podać mi potrzebne informacje, a przejmę ten 

przypadek. 

Jeff opowiedział jej o wszystkim, a potem poszedł do łóżka, 

spokojny o to, że Fern znajduje się w najlepszych rękach. 

Nadszedł ranek. Jeff wszedł do sypialni, a Fern przywitała go 

uśmiechem. Siedziała podparta poduszkami i spoglądała na niego 

swymi dużymi oczyma. 

- Ma pan znowu swą dziewczynę zdrową i rześką, doktorze - 

powiedziała Amy. 

- Och, Amy! Czegoś takiego nie powinnaś mówić - zawstydziła się 

Fern. 

- Pozwól mi sobie powiedzieć tylko to, że nawet gdybyś była jego 

dziewczyną, nie mógłby o ciebie lepiej dbać. 

- Wiem, ale mimo to nie jestem nią. 

Policzki Fern zrobiły się ciemnoczerwone z zakłopotania. Jeff 

zaśmiał się. 

- Jeżeli nie jesteś moją dziewczyną, to tylko dlatego, że byłaś zbyt 

zajęta, aby to pojąć. Wkrótce będziesz już zupełnie zdrowa, Fern. 

- Dziękuję panu - powiedziała. - Jak tylko będzie pan chciał, 

przeniesiemy się z babcią do domu. 

- Nie, nie tej zimy. Nie możesz ryzykować najmniejszego 

przeziębienia po tym, co przeszłaś. 

- Ale babcia i ja nie mamy innego miejsca... 

- Doskonale o tym wiem. Wasza chata nie jest wystarczająco 

ciepła i leży za bardzo na uboczu. Dobry Boże, dziecko, czy 

oczekujesz ode mnie, że po raz kolejny zrobię taką trasę w tym 

śniegu? 

Uśmiech Amy był po prostu promienny. 

RS

background image

67 

 

- W takim razie obie zostają tutaj? Dziękuję, Jeff. Na pewno się 

przydadzą. 

Jeff wysunął do przodu brodę. 

- Amy, Amy, nie powiedziałem, że zostanę tu na zawsze. Nie wiem 

jeszcze, co chciałbym teraz zrobić, ale wkrótce o tym zadecyduję. 

- Czy chce pan wyjechać? - spytała Fern. -Tak. 

- Z mojego powodu? 

- Ależ nie, Fern. Na pewno nie z twojego powodu. 

- Jak długo chce pan zostać? 
- Nie jestem pewien. Poza tym nie ma to przecież żadnego 

znaczenia, jeśli będziesz już w końcu zupełnie zdrowa. Ty i twoja 

babcia możecie zostać tu tak długo, jak chcecie. Miejsca jest przecież 

dość. 

- Ale pana tu nie będzie? 

- Nie, Fern, nie mogę. Pewnego dnia zrozumiesz, dlaczego. A teraz 

wślizgnij się znowu pod kołdrę i odpoczywaj. Mówię to jako twój 

lekarz. 

Wyszedł z pokoju i pozostawił Fern jej marzeniom, które 

wyczarowały na jej twarzy szczęśliwy uśmiech. 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

68 

 

Rozdział dziewiąty 

Mieli właśnie zamiar wypić kawę przygotowaną przez Amy, gdy 

zadała pytanie: 

- Jak pan to sobie właściwie wyobraża, Jeff. Fern nie może 

przecież mieszkać z panem sama. Być może nie stało się to dla pana 

całkiem jasne, ale górale bardzo dbają o moralność. 

- Jest tu przecież - zaczął Jeff jej babka. Ona... 

- Czy widział ją pan w ciągu ostatnich godzin? -przerwała mu 

Amy. - Produkuje nielegalnie alkohol. Na całkiem dużą skalę. 

Nauczyła się fachu od swojego ojca, bo nie było żadnego mężczyzny 

w rodzinie. 

- Babunia wróciła więc do swojej aparatury - roześmiał się Jeff. - 

To godne uwagi. 

- Proszę nie śmiać się z tego zbyt głośno - ostrzegła go Amy. - Jak 

długo będziemy mieć przemytników alkoholu, tak długo będą istnieć 

również poborcy podatków, którzy depczą im po piętach. Rząd 

narobił niezłej wrzawy o ten teren w górach i nie ma urzędnika, 
który by sobie nie przysiągł, że pewnego dnia dopadnie babcię 

Foster. 

- Aż tak źle to wygląda? - spytał Jeff. - Nie chciałbym mieć żadnych 

trudności z urzędnikami podatkowymi. I w ogóle żadnych trudności. 

Ale być może znam rozwiązanie tego problemu. Nad garażem jest 

możliwość urządzenia lokum, które mógłbym oddać Fern i jej babce. 

- To by rzeczywiście pomogło - przyznała Amy. - Ale pewni ludzie 

będą bardzo, bardzo ciekawi 

- Niech sobie będą - odrzekł szorstko. - Zakochanie się jest 

ostatnią rzeczą, na którą mam ochotę. 

Oczy Amy były poważne, gdy na niego spojrzała. 

- Tak, na nieszczęście. 

- Amy, jest pani cudowną dziewczyną i jest pani podobna do 

Diany. Tak samo liczy się pani z innymi ludźmi. To bardzo rzadka 

cecha. Toteż jest to bardzo pocieszające. 

RS

background image

69 

 

- Dziękuję panu. 

- Naprawdę tak uważam. Podziwiam panią bardzo, ale Amy... Jak 

mógłbym jeszcze raz kochać? 

- Może pan będzie - powiedziała. - Nie jest pan mężczyzną, który 

chce być zawsze sam. W tej chwili myśli pan, że to niemożliwe. Zbyt 

boleśnie zraniła pana śmierć Diany, a także ten wyniosły 

neurochirurg i szpitalne kolegium. Ale czas leczy rany, nieszczęśliwe 

wspomnienia zaczynają blednąć i raz jeszcze zaczynamy od nowa. 

Jeff podniósł dłoń. 
- Amy, wolałbym o tym nie mówić. 

- W porządku, Jeff. Pańskie rany są jeszcze zbyt świeże, ale kiedy 

się zagoją, będę tutaj. Mogę nie mieć najmniejszej szansy, ale będę 

tutaj. Powinien pan o tym wiedzieć - kocham pana. Nie mogę sobie w 

żaden sposób pomóc. Nie jestem natrętna ani zuchwała, stwierdzam 

tylko fakt, aby zrozumiał pan choć część z szalonych rzeczy, które 
robię. 

Jeff sięgnął przez stół i ujął jej rękę między swoje dłonie. 

- Jeśli jakiś mężczyzna miałby się znów zakochać, byłby bardziej 

szczęśliwy, niż na to zasłużył, gdyby znalazł taką dziewczynę jak ty. 

Westchnęła głęboko i uśmiechnęła się do niego. 

- Teraz, gdy omówiliśmy stronę romantyczną i nie zrobiłam z 

siebie kompletnej idiotki, powróćmy do Fern. Jeśli zamieszka nad 

garażem, a babka będzie od czasu do czasu doglądać swej destylacji, 

nie będzie to tak źle wyglądało. Ale nie jest to również idealne 

rozwiązanie. 

Jeff przytaknął. 

- Jest jednak najlepsze, jakie mogłem znaleźć -powiedział. - Ja 

osobiście nie przejmuję się w najmniejszym stopniu tym, co myślą 
ludzie. Wystarcza mi, jeśli ty rozumiesz tę sytuację. 

- Na to możesz liczyć, Jeff. Czy zastanowiłeś się tymczasem nad 

tym, czy chcesz otworzyć praktykę? 

- Nie chciałbym stracić kontaktu z zawodem, ale tak samo boję się 

powrotu do pracy w swojej specjalności. Nie chce więcej o tym 

mówić, Amy. Bardzo byłbym wdzięczny, gdybyśmy całkowicie o tym 

RS

background image

70 

 

temacie zapomnieli. 

Amy uśmiechnęła się. 
- Gdy dorasta się w górach, Jeff, silnie rozwija się krnąbrność i 

upór. Nigdy nie ma tu niczego w bród i dlatego też niczego się nigdy 

nie wyrzuca.   

Teraz zajrzyj do Fern, a ja zmyję tymczasem tę górę naczyń. 

Jeff wyszedł na zewnątrz, aby odetchnąć świeżym powietrzem i 

rozjaśnić swe myśli. Wyznanie Amy wytrąciło go z równowagi. Nie 

mógł ofiarować jej teraz swej miłości i być może nigdy nie będzie 
mógł tego zrobić. Diana będzie w nim żyć do końca jego dni, a to nie 

pozostawiało miejsca dla innej kobiety. 

Musi stąd odejść, jak tylko Fern będzie zdrowa. To jedyna droga 

uniknięcia komplikacji w stosunkach z Amy. 

Chciał już wejść z powrotem do domu, gdy usłyszał zbliżający się 

ciężki samochód. Mężczyzna, który z niego wysiadł, był masywnej 
postury. Miał spory brzuch i dużą twarz, w której niepodzielnie 

rządził duży nochal. Plamy na jego zębach świadczyły o tym, że żuł 

tytoń. 

Jego płaszcz był w doskonałym gatunku. Na nogach miał wysokie 

skórzane buty. W oczach Jeffa wyglądał na odnoszącego sukcesy, 

zimnokrwistego, despotycznego człowieka, kochającego luksus. 

Wyciągnął rękę i powiedział: 

- Nazywam się doktor Gilden. Najwyższy czas, żebyśmy się 

poznali. 

Jeff uścisnął podaną rękę, jako że nie pozostało mu nic innego, 

jeśli nie chciał urazić swego vis a vis. 

- Tak bym to właśnie ujął, najwyższy czas - ciągnął Gilden, nie 

dając Jeffowi szansy dojścia do głosu. - Przechodziłem wczoraj obok 
chaty Turnerów. Turner przychodzi do siebie, chociaż operował go 

pan z dużym rozmachem, doktorze, z dużym rozmachem. 

- To był nowotwór złośliwy - powiedział Jeff zimno. - Usunął pan 

jego część. 

- Co pan tu mówi o raku? Skąd może pan to wiedzieć, co? Widział 

pan tak wiele nowotworów, że wystarczy panu spojrzeć, aby 

RS

background image

71 

 

postawić diagnozę? 

Jeff zmrużył oczy. 
- Wysłałem tkankę do laboratorium i test był pozytywny. 

Turnerowi musiałem usunąć całą trzustkę. 

- Mógł pan zrobić to, co było konieczne z medycznego punktu 

widzenia. Mam na myśli miasto. Ale jednocześnie zrobił pan z 

mężczyzny kalekę na całe życie, doktorze. Bez trzustki nie jest więcej 

wart. niż stary pies drzemiący w słońcu. To wszystko do czego 

będzie zdolny. 

- Będzie żył. 

Doktor Gilden pokręcił głową. 

- Nie dla mieszkańców tych gór, doktorze. Ten człowiek nie będzie 

w stanie przepracować dnia. Turner w ogóle nie będzie już 

pracować. Przy okazji: kto zapłaci za całą insulinę, którą musi 

przyjmować? Nie ma ani centa, a pan usunął mu wraz z trzustką 
wszelkie szanse na pracę. Czy sądzi pan, że wyświadczył mu 

przysługę, doktorze? 

- Pan dałby mu umrzeć - odrzekł Jeff. - Ja nie wykonuję mojego 

zawodu w ten sposób. 

- Och, ja też tego tak nie robię! Ale on czułby się    o wiele lepiej, 

gdyby mu pan o wszystkim nie powiedział. 

- Dlaczego nie przyzna pan, że po rozpoczęciu operacji nie był pan 

w stanie kontynuować? - odpowiedział Jeff ostro. - To była operacja 

Whipple'a i wątpię, żeby pan kiedykolwiek słyszał o tym rodzaju 

chirurgii. 

- Dobrze, dobrze, nie ma sensu, żebyśmy się teraz sprzeczali. I tak 

nikt nam nie zapłaci. Słyszałem, że Fern Foster jest u pana w domu. 

- Ktoś musiał się o nią zatroszczyć. 
- Jasne, to fakt. I oczywiście, jeśli ktoś by do mnie z tym przyszedł, 

zrobiłbym dla niej wszystko, co tylko w mojej mocy. Naturalnie, nie 

przyjąłbym jej do siebie do domu. Moja żona nie ścierpiałaby tego. 

Poza tym to nie najlepiej wygląda. Jej babka prowadzi nielegalną 

gorzelnię i w ogóle ta cała reszta... 

Zanim Jeff zdążył odpowiedzieć, wyszła Amy. Miała założony 

RS

background image

72 

 

czepek pielęgniarski i wyglądała nienagannie. Na chwilę Jeff 

zapomniał o swym gniewie i najchętniej by ją teraz pocałował. 

- Oo! Doktor Gilden! - zdziwiła się. - Fern śpi teraz, proszę więc 

mówić trochę ciszej! - uśmiechnęła się i weszła z powrotem do 

domu. 

- Zdaje się, że pomyślał pan o wszystkim, doktorze - powiedział 

Gilden z widocznym rozczarowaniem. 

- Amy to dobra pielęgniarka. Tak, nawet bardzo dobra, dopóki 

trzyma język za zębami. Nie można tego powiedzieć o jej rodzinie. 
Małowartościowi ludzie -zawsze tacy byli. 

- Życzę dobrego dnia! - powiedział krótko Jeff i odwrócił się. 

- Proszę zaczekać - powiedział Gilden. - Zauważyłem, że nie 

zaprosił mnie pan do domu, ale to nic nie szkodzi. Jestem 

przyzwyczajony do złego traktowania, wszyscy w tych górach są w 

najwyższym stopniu niewdzięczni. Ale są sprawy, o których muszę 
wiedzieć. To nie jest społeczna wizyta. Kiedy spędzam czas na 

rozmowie z kimś, oczekuję za to zapłaty, jak każdy inny lekarz. 

Jeffowi udało się z najwyższa trudnością ukryć gniew. 

- Niech pan słucha, Gilden. Zoperowałem Turnera, ponieważ 

gdybym tego nie zrobił, już by nie żył. Zrobiłem to bez 

wynagrodzenia, bo nie prowadzę praktyki. Ale to nie znaczy, że 
może mu pan teraz posłać rachunek za swoje znachorstwo. Jeśli pan 

to zrobi, poradzę Turnerowi, aby panu nie płacił, a jeśli to konieczne, 

zeznawał przed sądem jako świadek. 

- Dobrze, odpowiedział pan na pytanie, które chciałem zadać. Tak 

długo, jak nie zamierza pan praktykować, jest mi obojętne to, co pan 

robi. 

- Leczyłem ludzi, którzy do mnie przychodzili, bo pan nie chciał im 

pomóc. Albo byli panu winni pieniądze, albo mieszkali od pana za 

daleko, albo też wpisywał ich pan po prostu na listę oczekujących. W 

niektórych przypadkach nie można było czekać, mogliby umrzeć. 

Ale, jak już powiedziałem, nie przybyłem tu, aby otworzyć praktykę. 

Wkrótce opuszczę te góry, a pan może mieć z powrotem wszystkich 

swoich pacjentów. Niech Bóg ma ich w swojej opiece! 

RS

background image

73 

 

Gilden wyglądał na rozwścieczonego. Ale opanował się i 

powiedział: 

- Do widzenia, doktorze! Jest pan bardzo rozsądny. Tu, na górze, 

nie ma miejsca dla dwóch lekarzy, a ja mam po trzydziestu latach 

pierwszeństwo, żeby troszczyć się o tych ludzi. 

Gdy Gilden wracał do swego samochodu, Jeff poczuł nieprzepartą 

ochotę, aby rzucić w jego głowę twardą śnieżką, tylko po to, żeby 

zobaczyć, czy straciłby coś ze swej śmiesznej wyniosłości. Zamiast 

tego wszedł do domu i stanął przy kominku, rozkoszując się ciepłem 
buzującego w nim ognia. 

Amy wyszła z kuchni. 

- No i, Jeff, co sądzisz teraz o naszym górskim doktorze, gdy go już 

spotkałeś? 

- To nieudolny, napuszony głupiec, ale żeby to stwierdzić, nie 

musiałem go zobaczyć. Siady swej nieudolności pozostawia na 
każdym, kogo leczy. Ale dziękuję, że wyszłaś i mógł cię zobaczyć. 

Jego myśli są tak samo brudne jak duża jest jego nieudolność. Zaczął 

mówić o Fern ze złośliwym spojrzeniem. 

- Wiedziałam, że to zrobi, Jeff, i będzie dalej plótł na ten temat. 

- O czym tu pleść, Amy? Na górze jest biedna, chora dziewczyna. 

Nie było żadnego innego miejsca, gdzie mógłbym ją umieścić. Jeśli 
ludzie w górach chcą o tym plotkować - dobrze! Byłoby jednak lepiej, 

gdyby rozmawiali o możliwości urządzenia tu małego szpitala. 

Gilden nie ma najmniejszego powodu, aby o czymkolwiek mówić i 

wątpię, żeby ktoś go słuchał. 

Wyraźnie było widać, że Amy jest innego zdania. 

- I to właśnie jest przyczyną wszystkich kłopotów, Jeff. Nie znasz 

wystarczająco tych ludzi. Czasem całymi tygodniami nie widzą żywej 
duszy i kiedy potem przychodzi doktor, są skłonni uwierzyć we 

wszystko, co im mówi, z samej tylko przyjemności, jaką sprawia im 

słuchanie czyjegoś głosu. Gilden ich zna i umie ich ująć. 

Jeff odrzekł z pogardą: 

- Nie będę tutaj wystarczająco długo, aby dotknęły mnie plotki, a 

Fern może sama doskonale dbać o swą własną opinię. Przynajmniej 

RS

background image

74 

 

do czasu, gdy jest przy niej babka. Obie mogą mieszkać tu tak długo, 

jak tylko zechcą. Najgorsze mamy już za sobą. 

- Tak - powiedziała Amy z kamienną twarzą. -Wszystko mamy za 

sobą. Myślę, że będzie lepiej dla nas wszystkich, jeśli jak najszybciej 

pan stąd wyjedzie, doktorze Keith. - Dosłownie wleciała na schody i 

zamknęła za sobą drzwi. 

Jeff usiadł i zaczął się zastanawiać, czy nie powinien pojechać do 

Nowego Jorku, ale w głębi duszy wiedział, że nie był jeszcze do tego 

gotów. Jeśli znalazłby się w starym mieszkaniu, jego życie z Dianą 
stanęłoby mu znów żywo przed oczami. Jeśli przeszedłby znów 

przez Broadway, spotkałby jej starych przyjaciół i zobaczył miejsca, 

które wspólnie odwiedzali. 

Pewnego dnia wróci na pewno, jeśli tylko nie znajdzie nic 

interesującego, czemu będzie chciał się poświęcić. To jednak nie 

stanie się na pewno w tych górach. Wiosną i latem były wspaniałe, 
ale teraz, zimą, tak samo jak ludzie wywoływały przygnębienie. 

Trudno było sobie wyobrazić, że ktoś może się oburzać dlatego, że 

miał u siebie w domu Fern. Tutejsi ludzie żyli jeszcze jak w ubiegłym 

stuleciu. 

Wszedł na górę i cicho otworzył drzwi do sypialni Fern. Amy dała 

mu znak, że dziewczyna jeszcze śpi, więc poprosił, aby wyszła z nim 
na balkon. 

- Amy, nie chciałbym, żebyś zostawała tu przez cały czas - 

powiedział. - Musisz zająć się przecież jeszcze innymi pacjentami. 

Jeśli ci głupi ludzie uważają, że nie godzi się, aby lekarz troszczył się 

o chorą dziewczynę, to daj im tak myśleć. Nie sądzę, żeby Fern 

zdenerwowała się tym, a reszta mnie nie obchodzi. Tym bardziej 

więc doktor Gilden i jego sprośne przypuszczenia. 

- Ależ to nie robi żadnej różnicy, Jeff, że tutaj zostaję. 

- Ale nie życzę sobie tego. Czuję się, jakbym ulegał Gildenowi. Nie, 

Amy. Zrób swój zwykły obchód. Zajrzyj też do Turnera i przekonaj 

się, czy robi sobie zastrzyki insuliny i o żadnym nie zapomina. 

Spróbuj się dowiedzieć, czy Gilden pytał go już o pieniądze. 

Amy skinęła głową. 

RS

background image

75 

 

- Dobrze, zrobię to. Zresztą i tak dałam Fern środek uspokajający. 

To biedne dziecko słyszało część rozmowy z Gildenem i bardzo się 
tym zdenerwowało. 

- Za kilka dni wyjadę i wszystko się skończy -powiedział. 

Zszedł razem z Amy na dół i pomógł jej założyć ciężki płaszcz. 

Przez chwilę trzymał ją miękko pod ramię. 

- Żebyś wiedziała, jaką wspaniałą osobą jesteś, Amy! Będę tęsknił 

za tobą. Za tobą i za tym dzieckiem na górze. Ale nie mogę zostać. Nie 

mogę się jeszcze raz zakochać. Nie mam już nic, żeby dać. Kiedyś 
oddałem wszystko. Nie umiem się już dzielić. Być może to głupie jak 

na zachowanie dorosłego mężczyzny, szczególnie w tych 

gorączkowych czasach. Nie mogę sobie pomóc, tak to po prostu teraz 

odczuwam. 

Uśmiechnęła się z trudem. 

- Doskonale cię rozumiem. Widzisz, ja też jestem kochana przez 

kogoś, czyjej miłości nie potrafię odwzajemnić... 

- Mike Darrin? 

- Tak, to Mike. Jest wspaniałym człowiekiem o takich samych 

ideałach jak twoje - powiedziała cicho. 

- Wkrótce o mnie zapomnisz. Nie będziesz miała zbyt wiele do 

wspominania. Potem zbliżysz się do Danina i przekonasz się, że jest 
lepszym człowiekiem. 

- Może... - brzmiała jej cicha odpowiedź. 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

76 

 

Rozdział dziesiąty 

Z wielką starannością Jeff przygotowywał dla Fern pierwszy 

obfity posiłek, który składał się z kurczaka, fasoli, ziemniaków i 

kremowego sosu. Idąc na górę, postawił na tacy także swój talerz, 
aby zjeść razem z nią. 

Jej maniery były nienaganne. Śmiał się do siebie, gdy chciała 

zostawić na talerzu pół porcji i tylko dzięki jego perswazji jadła 

dalej. 

- Byłoby to dla mnie zniewagą, jeśli nie zjadłabyś wszystkiego. 

Zawsze uważałem, że jestem dobrym kucharzem. 

- Och, doktorze Keith, to po prostu wspaniałe. Naprawdę, po 

prostu wspaniałe. 

- Miałaś szczęście, Fern, że twoja babcia była tak rozsądna, żeby 

sprowadzić pomoc. Jest godną uwagi kobietą, aczkolwiek 

przemytniczką - śmiał się Jeff. 

- Babcia uprawiała przemyt przez całe swoje życie. Mówiono mi, 

że robi najlepszy bimber. 

- Nie miałbym nic przeciwko, gdybym mógł go kiedyś spróbować. 

- Też go raz spróbowałam, ale mi nie smakował. Babcia zbiłaby 

mnie, gdyby tak było, a dotąd jeszcze nigdy mnie nie ukarała. 

Przez chwilę oboje milczeli, po czym Jeff zapytał: 

- Powiedz mi, Fern, czy chciałabyś stąd wyjechać? 

- Tak, doktorze, chciałabym i zastanawiałam się nad tym. 

Oczywiście nie wyjadę, dopóki żyje babcia, ale to nie będzie trwało 

wiecznie... Nie wiem dokąd i kto mi pomoże, ale myślę o tym. Sądzę, 

że w taki sposób niektóre dziewczęta zastanawiają się nad 

zamążpójściem. 

Jeff przyjrzał się jej. Choć zbyt szczupła, wyraźnie można było 

zobaczyć, jak piękną byłaby dziewczyną, gdyby przezwyciężyła 

chorobę. 

- Jedno chcę ci powiedzieć, Fern. Gdy opuścisz góry i przyjedziesz 

do miasta, staniesz się sensacją. Jesteś bardzo ładna, wiesz o tym? 

RS

background image

77 

 

- Mówi pan tak tylko po to, aby zrobić mi przyjemność - 

powiedziała ze swym zachwycającym, nieśmiałym uśmiechem. 

- Jesteś nie tylko ładna - kontynuował Jeff. - Masz również wdzięk. 

U kobiety to bardzo ważne. 

Fern mocno się zaczerwieniła. 

- Jest pan taki miły, doktorze Keith. Dziękuję. Serdecznie dziękuję, 

że przywrócił mi pan zdrowie. 

- Po to są lekarze - uśmiechnął się. - Czy naprawdę myślisz, że 

daleko stąd mogłabyś być szczęśliwa? 

- Tego jestem całkiem pewna, doktorze. 

- Jednak Amy wróciła - przypomniał jej. 

- Amy jest cudowną dziewczyną. Nie ma tu nikogo, kto by jej nie 

kochał. Nie mogę być taka jak Amy i jeśli mogłabym się stąd wyrwać, 

nigdy nie chciałabym wrócić. 

- Pewnego dnia wyjedziesz. Ale teraz już najwyższy czas, żebyś 

odpoczęła. Czy chcesz proszek nasenny?   

- Nie, dziękuję. Jestem zmęczona i usnę bez problemu. 

- Dobranoc, Fern. - Wiedziony impulsem pochylił się nad nią i 

pocałował lekko w policzek. 

Fern wtuliła się pod koc i zamknęła oczy. 

Jeff wziął obie tace, zaniósł je do kuchni i zabrał się do zmywania. 

Gdy doprowadził wszystko do porządku, przeszedł do pokoju i nabił 

fajkę. Zapach tytoniu był przyjemny i łagodny. Jeff usiadł przed 

kominkiem. Gdy odjedzie, wszystko, co tu posiadał, przekaże na 

własność Fern. Amy to zrozumie, tak jak zrozumiała, że Jeff musi 

stąd odejść. 

Szczęściem było już to, że nie musiał kłopotać się o swoje finanse. 

Z czasem trafi na miejsce, gdzie odnajdzie poszukiwaną samotność. 

Jednak wiedział aż za dobrze, że musi się to pewnego dnia 

skończyć. Był przecież jeszcze młodym mężczyzną i miał swój 

zawód, aczkolwiek brakowało mu w tej chwili zaufania do samego 

siebie, tak bardzo potrzebnego przy wykonywaniu takich 

obowiązków. 

Być może mógłby znaleźć coś w rodzaju pracy Mike'a Darrina, 

RS

background image

78 

 

który działał w lecznictwie. Nie będzie wtedy w bezpośrednim 

kontakcie z pacjentami. Przyznanie się do własnej niedoskonałości 
było bolesne. Czy mylił się tak również co do operacji Diany? Jakby 

się zachował, gdyby stanął przed tak zwaną szybką decyzją, jak 

doktor Klee? Na pewno posunąłby się dalej i próbował usunąć guz, a 

to było zupełnym przeciwieństwem metody doktora Klee. Klee 

wzbraniał się przed kontynuowaniem operacji, a miał więcej 

doświadczenia niż Jeff. 

Jednak wciąż jeszcze nie mógł się pogodzić z tym faktem. Czasem 

miał uczucie, że traci grunt pod nogami. 

W półśnie usłyszał odgłos samochodu zbliżającego się po lodzie, 

który utworzył się na podjeździe. Potem odgłos silnika umilkł i ktoś 

zaczął zbliżać się w kierunku domu. 

Wydawało się, że były to kroki tylko jednego mężczyzny. Jeff nie 

chciał, aby sen Fern został zakłócony, pospieszył więc do drzwi i 
otworzył je zanim gość zdążył zapukać. 

Patrzył na niego mężczyzna około czterdziestki, najwyraźniej nikt 

z tutejszych górali. Coś w jego wyglądzie świadczyło o tym, że 

posiadał określony autorytet. 

- Doktor Keith? - zapytał i wyciągnął swą dłoń. - Nazywam się 

Robert Curtis. Jestem z urzędu skarbowego, a dokładniej celnego. 

- Proszę, niech pan wejdzie. Tego wieczoru moja destylownia nie 

pracuje - powiedział Jeff. 

Curtis nie śmiał się. 

- Potrzebujemy pańskiej pomocy, doktorze. Mamy w samochodzie 

młodego człowieka, którego nakryliśmy przy pędzeniu wódki. Chciał 

uciekać, więc jeden z moich ludzi oddał strzał ostrzegawczy, który 

na nieszczęście trafił tego chłopaka. Zapewniam pana, że nie kręcimy 
się tu po to, aby strzelać do ludzi. To był wypadek. 

- Musi się pan zwrócić do doktora Gildena. Nie prowadzę praktyki. 

- To już wiemy. Ale Gilden jest około dwudziestu mil stąd, a tego 

chłopaka trzeba opatrzyć natychmiast. 

- W takim razie niech pan go wniesie do środka, panie Curtis. 

- Dziękuję, doktorze. To naprawdę konieczność. - Curtis poszedł z 

RS

background image

79 

 

powrotem do samochodu. 

- Jeśli potrzebuje pan pomocy... - krzyknął za nim Jeff, gdy Curtis 

zbliżał się już do swojego auta. 

- Nie, dziękuję! Poradzimy sobie. 

Jeff pospieszył do kuchni, gdzie nastawił wodę do gotowania. Gdy 

wrócił do pokoju, zastał pana Curtisa z kolegą, trzymających między 

sobą młodego mężczyznę. Jeff rozpoznał jednym spojrzeniem, że 

chłopak był poważniej ranny, niż sądził na początku. Miał 

podkrążone oczy, szarą twarz i najwyraźniej znajdował się w szoku. 

Minęło zaledwie kilka minut i stół był już przygotowany. Jeff 

rozpostarł na nim czyste prześcieradło i pomógł chłopcu położyć się. 

Poprosił obu celników, aby przytrzymali rannego, gdy będzie 

przecinał koszulę i podkoszulek. 

Potem obejrzał ranę. Nie krwawiła mocno i była umiejscowiona 

dość wysoko w piersi. Otwór wlotowy po kuli był oddalony od serca 
o kilka zaledwie centymetrów. 

- Połóż się na boku, chłopcze - poprosił Jeff spokojnie. - Nie będę 

cię męczył i dam ci coś, żebyś nie czuł żadnego bólu. 

Curtis wymamrotał: 

- Wysłaliśmy wiadomość do doktora Gildena. Ale myśleliśmy, że 

będzie lepiej, jeśli przywieziemy go szybko do pana. 

- Dobrze, że panowie to zrobili - powiedział Jeff poważnie. - Zrobię 

mu teraz zastrzyk morfiny. Czy są jakieś zastrzeżenia? 

- Oczywiście nie, doktorze. Proszę robić, co tylko w pańskiej mocy. 

Nie chcieliśmy, żeby został ranny. To był wypadek. 

Jeff przygotował strzykawkę i zrobił zastrzyk. 

- Wkrótce przestaniesz czuć i wtedy zobaczymy, gdzie tkwi kula - 

powiedział do rannego. - Nie denerwuj się, wyciągniemy ją nie 
naruszając skóry. 

Jeff zaaplikował chłopcu silną dawkę morfiny, musiał jednak 

odczekać, zanim zaczęła działać. Po kilku minutach chłopiec był już 

zatopiony w głębokim śnie. Jeff wziął sondę i ostrożnie zbadał ślad, 

jaki pozostawiła kula. Mimo jego umiejętności chłopak jęknął i jego 

twarz wykrzywiła się z bólu. 

RS

background image

80 

 

- Czy znalazł pan kulę, doktorze? - zapytał Curtis. Jeff potrząsnął 

głową. 

- Nie, ta sonda nie jest wystarczająco długa. Miałem nadzieje, że 

kula odbiła się od kości i utkwiła bliżej powierzchni, ale to założenie 

było błędne. 

- Nie sądziłem, że jest tak ciężko ranny - powiedział Curtis. - Nie 

skarżył się. 

- Ci górale nie skarżą się - zauważył Jeff. - A już na pewno nie 

celnikom. 

- Tak, wiem. Jaka jest pańska opinia, doktorze? 

- Nie można tego stwierdzić już teraz. Muszę się najpierw 

dowiedzieć, gdzie tkwi kula. Sonda wskazuje, że pocisk wszedł pod 

kątem. 

- Tak musiało być - powiedział Stoddard, towarzysz Curtisa. - 

Zbiegał z góry i odwrócił się nagle. 

- Muszę operować - powiedział Jeff po przemyśleniu wszystkiego - 

ale potrzebuję do tego pomocy. Jeden z panów musi jechać do 

McAllistera i dowiedzieć się, gdzie mieszka Amy Coates. To 

pielęgniarka; jest mi potrzebna jak najszybciej. 

- Zrobię to tak prędko, jak tylko to możliwe -powiedział Stoddard. 

- Czy jest bardzo źle? - spytał Curtis. 
- Nie jest dobrze - zaczął Jeff, lecz przerwał mu ostry krzyk. 

Była to Fern, która wolno podeszła bliżej. 

- To Petey Harwin... - pochyliła się nad nieprzytomnym chłopcem. 

- Petey, Petey... 

Jeff otoczył ją ramieniem. 

- Dałem mu coś na sen, Fern. Wszystko będzie w porządku. Znasz 

go? 

- Bawiliśmy się razem, to miły chłopak - powiedziała i spojrzała 

na Jeffa swymi dużymi oczami. 

Usłyszeli szybkie kroki na zewnątrz. Pierwszy wszedł celnik 

Stoddard. 

- Znalazłem kogoś lepszego niż pielęgniarkę. Doktor Gilden 

usłyszał o tym, co się stało i przyszedł razem ze mną. 

RS

background image

81 

 

Gilden wszedł do pokoju. Jego wzrok był skierowany na Fern, 

którą Jeff wciąż jeszcze przytulał do siebie. Potem podszedł do stołu, 
rzucił spojrzenie na chłopca i zarządził: 

- Zabieramy go do miasta, do szpitala. 

- Chwileczkę, doktorze Gilden! Jest parę spraw, o których pan nie 

wie - poinformował go spokojnie Jeff. 

- Jest ranny. Zrobił mu pan zastrzyk przeciwbólowy, a więc można 

go przetransportować. 

- Właśnie, że nie! Nie można go teraz ruszać. 
- Chciałbym wiedzieć, dlaczego? - wtrącił butnie Gilden. - Musimy 

go ruszyć, aby wydostać kulę, nieprawdaż? 

- Mogę operować na miejscu. 

- Zabiłby go pan - wrzasnął Gilden i spojrzał na Curtisa. - 

Słyszałem, że złapali go przy pędzeniu bimbru. 

Curtis machnął ręką. 
- O to niech się pan nie martwi. Chciałbym, żeby uratowano mu 

życie. 

- Nie da rady, jeśli da pan operować temu człowiekowi. Gdzie tu 

światło, a stół operacyjny? Mówię panu, że ten chłopak musi znaleźć 

się w szpitalu, i to tak szybko, jak to tylko możliwe. 

- Jeśli ruszy pan chłopca, doktor Gilden ponosi całą 

odpowiedzialność - powiedział Jeff, lecz Gilden natychmiast 

odparował: 

- Czy myśli pan, że nie mam pojęcia o ranach postrzałowych? Tu w 

okolicy zdarzają się one bezustannie. Chyba widzi pan, że chłopak 

nie krwawi. Jest silny jak byk. Wszystko można odpowiednio 

przeprowadzić w szpitalu. Niech pan go zabiera, Curtis! 

Celnik był niezdecydowany. 
- Sam nie wiem - nie mamy ambulansu. Czy mamy go położyć tak 

po prostu na tylnym siedzeniu? 

- Wiem, co robię - odrzekł Gilden. - Zresztą jestem jego domowym 

lekarzem i od lat jest pod moją opieką. Przypuszczam, że pomogłem 

mu nawet przyjść na świat. 

- A ja powtarzam, że jestem przeciw ruszaniu go z miejsca - 

RS

background image

82 

 

przypomniał ponownie Jeff. 

- Jeśli będziemy o tym jeszcze długo rozmawiać, to stanie się to 

niebezpieczne. Curtis, przejmuję odpowiedzialność. Niech pan go 

kładzie do samochodu i niech się pan pospieszy! 

Curtis wzruszył ramionami. 

- Doktorze Keith, muszę posłuchać doktora Gildena. 

Wystarczająco długo troszczył się o tych ludzi, żeby wiedzieć, co 

robi. 

- Doktorze Keith, doktorze Keith! Niech pan nie pozwoli go 

zabrać! Inaczej Petey umrze, jestem tego pewna - wtrąciła 

trwożliwie Fern. 

- Wystarczy, młoda damo - powiedział twardo Gilden. - Byłoby 

lepiej, gdybyś zatroszczyła się trochę bardziej o swą własną pozycję 

w tym domu. 

- Nie mogę temu zapobiec - powiedział Jeff. -Ale, gdyby coś mu się 

stało, nie będę się temu bezczynnie przyglądał. 

- Nonsens! - odrzekł dr Gilden. - Puls jest w porządku, gorączki nie 

ma, oddech w normie. Lecz jeśli poczekamy dłużej... 

Curtis wziął chłopca ostrożnie na ręce, a Stoddard poszedł 

pierwszy, aby otworzyć drzwi samochodu. 

Doktor Gilden pozwolił sobie na drwiący uśmiech. 
- Jedno można panu przyznać, doktorze Keith -powiedział. - Daje 

pan swym pacjentom wyśmienitą opiekę. Szczególnie, jeśli są młodzi 

i ładni. Dobranoc, doktorze! Do widzenia, Fern. 

Gdy usłyszeli oddalający się samochód pana Curtisa, Jeff pomógł 

Fern wejść na górę do jej pokoju. 

- Powinien był mu pan w tym przeszkodzić - powiedziała cicho. 

- Nie mogłem, Fern. Doktor Gilden jest tutejszym lekarzem. 
Spojrzała na niego wielkimi, pełnymi łez oczami. 

- Lecz nie jest dobrym lekarzem. Czasem pozwala ludziom 

umrzeć. Jeśli nie mogą mu zapłacić, po prostu nie przychodzi, gdy go 

wzywają. To, czy Petey umrze, jest mu obojętne. Nikt się tym nie 

przejmuje. 

- Fern, nie rozumiesz tego. W szpitalu nie pozwoliliby mi go 

RS

background image

83 

 

operować. Pełna odpowiedzialność spoczywałaby na doktorze 

Gildenie. 

- To nie zmienia sprawy - rozpłakała się. - Jeśli ktoś jest tak ciężko 

ranny, że musi umrzeć, nie ma znaczenia, który lekarz przyjdzie 

pierwszy. Dopóki może mu pomóc, jest dobrym lekarzem. Lecz nie 

doktor Gilden. 

Jeff westchnął ciężko. 

- Nie mogę nic zrobić. Nie denerwuj się niepotrzebnie, to szkodzi 

tylko tobie samej. Kula może równie dobrze tkwić w mięśniu i jeśli 
się ją szybko wyjmie, nie będzie stanowić niebezpieczeństwa. 

- Czy naprawdę tak pan sądzi? 

- Jeśli o czymś ci mówię, to znaczy, że również tak myślę, Fern. Nie 

kłamałbym umyślnie. 

Nagle znów się uśmiechnęła. 

- Chyba się wygłupiłam. 
- Nie, nic z tych rzeczy. To ładnie, że troszczysz się o Peteya, ale 

teraz spróbuj zasnąć, żebyś była szybko zdrowa. 

- Żeby mógł pan stąd wyjechać? Skinął głową. 

- Tak, wkrótce wyjadę, ale nie wcześniej, niż będziesz całkiem 

zdrowa. Dobranoc, Fern. 

Gdy opuszczał pokój, usłyszał jeszcze głębokie westchnienie, ale 

nie odwrócił się, gdyż ogarnął go snach, że mógłby obiecać coś, czego 

nie był w stanie dotrzymać. 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

84 

 

Rozdział jedenasty 

Następnego dnia poszedł do sklepu McAlistera, by zrobić zakupy. 

Nie zdążył jeszcze zamknąć za sobą drzwi, gdy zagadnął go 

właściciel. 

- Martwiłem się już, myśląc, że będę musiał wejść na górę, żeby 

pana zobaczyć. Zapewne nie słyszał pan jeszcze, że Petey umarł w 

czasie transportu do szpitala. 

Jeff oparł się o kontuar. Dwie kobiety, które były w sklepie, 

przyglądały mu się z zaciekawieniem. 

- Ja - ja mogłem go uratować, a nie zrobiłem tego. Był u mnie... 

Wiedziałem, że jego stan jest krytyczny. 

- Przecież nie był to pański błąd. Doktor Gilden przejął ten 

przypadek. Jeśli to czyjaś wina, to tylko Gildena. Cała sprawa woła o 

pomstę do nieba i spowodowała tu duży niepokój. Nie zdziwię się 

ani trochę, jeśli celnicy przeczeszą całe góry. 

- A jaki to ma związek z tym wypadkiem? 

- Nie z tym co zaszło między panem a doktorem Gildenem, ale 

celnicy wolą strzec sami siebie. Będą mówić, że jest tu zbyt wielu 

przemytników, a kiedy jakiś chłopak sam się zabija, bo pędził 

bimber, to najwyższy czas, aby zlikwidować wszystkie destylownie. 

Ludzie są mocno zaniepokojeni. 

- Wszyscy powinni zrozumieć pewną ważną rzecz - powiedział 

Jeff. - To był wypadek, że postrzelono Peteya. Celnicy nie kręcą się 
tutaj, żeby zabijać chłopców. 

Po raz kolejny Jeff poczuł rozczarowanie, jakiego doświadczył 

przy śmierci Diany. 

Nie był pewien, czy mógł uratować Peteya, ale stracono cenny 

czas. Chłopca poruszono, a w dodatku zrobił to nieudolny lekarz. 

Doktor Gilden wydał błędną diagnozę, a ludzie tutaj byli zdani na 

jego niewłaściwe metody leczenia. Tak nie mogło być dalej. Trzeba 
było coś przedsięwziąć. Nieudolność Gildena musiała zostać 

zdemaskowana; dopiero wtedy będzie mógł stąd odejść. 

RS

background image

85 

 

Jeff powiedział: 

- Nie chciałbym, aby ktokolwiek atakował na oślep celników. Mają 

do wykonania swą pracę i mogliby być o wiele bardziej surowi i 

twardzi niż są. Ale to nie wszystko. Czy ma pan kawałek drewna, 

zwykły kawałek drewna, na którym mógłbym zrobić znak? 

McAllister skinął głową. 

- Znajdę coś dla pana, doktorze. 

- Napiszę na nim moje nazwisko i gdzieś go powieszę. Może na tej 

dużej pinii, w miejscu, gdzie rozwidla się droga. Tak, przybiję go na 
dużej pinii, wtedy każdy będzie wiedział, że otworzyłem swą 

praktykę. 

- Chce pan więc zostać tutaj i leczyć ludzi? 

- Na krótki czas. Nie miałem takiego zamiaru do momentu, gdy 

usłyszałem o śmierci Peteya. Gilden go zabił. To tak pewne, jak to, że 

tu stoję. Zbyt wielu ludzi umarło z powodu jego niedbalstwa i 
braków w wykształceniu. Zostanę tu dotąd, aż go usunę, a potem 

zobaczę, czy nie będę mógł sprowadzić w te góry młodego lekarza. 

McAllister poczłapał do swego magazynu, aby poszukać 

odpowiedniego kawałka drewna, a Jeff stawał się coraz bardziej 

niecierpliwy. Nie mógł się teraz doczekać, kiedy zawiesi swój szyld. 

Było przecież jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia. 

Po jakimś czasie McAllister wrócił z dużym, czworokątnym 

kawałkiem drewna i dodatkowo z pojemnikiem farby plakatowej. 

- Oczywiście za to nie wystawię panu rachunku, doktorze - 

powiedział. 

- Ja również nie będę wystawiał rachunków. Wszystko, o czym 

marzę, to pokazać temu oszustowi, jaki naprawdę jest. 

- Wielu ludzi nie umie czytać - powiedział McAllister z 

powątpiewaniem. - W każdym razie nie nazwiska. 

- W porządku. W takim razie narysuje ten szyld, McAllister. Niech 

pan patrzy. 

Szybkimi, zręcznymi pociągnięciami namalował zieloną farbą 

laskę, symbol lekarskiego fachu. 

- Widzi pan, to laska Eskulapa. Ten znak oznacza, że ktoś 

RS

background image

86 

 

prowadzi tu praktykę. Jeśli ludzie nie umieją przeczytać mego 

nazwiska, to przecież wkrótce będą wiedzieć, z czym wiąże się ten 
symbol. Przyczepię go do dużej pinii. 

- Przypuszczam, że to drzewo nie będzie się już nazywać "dużą 

pinią" - stwierdził McAllister z uśmiechem. - Niedługo zostanie 

obwołane "drzewem życia". 

- Tak, to dobrze. Niech pan mówi ludziom, gdy będą potrzebować 

lekarza, żeby szli do pinii a potem skręcali w prawo. Jeśli zjawi się 

Amy Coates, to proszę jej przekazać, że pilnie muszę się z nią 
zobaczyć. Bardzo pilnie! 

McAllister kiwnął głową. 

- Zrobi się, doktorze. Nie chciał pan zrobić zakupów? 

Jeff machnął ręką. 

- Później, później! Teraz nie mam czasu. Niech pan nie zapomni o 

Amy. 

- Jasne, że nie! Czy mam powiedzieć o tym doktorowi Gildenowi, 

jeśli się zjawi? 

- Wyświadczy mi pan wielką przysługę, McAllister. Dziękuję za 

drewno. 

Jeff pospieszył do samochodu. Dawno już nie czuł się tak 

uskrzydlony. Dotarłszy do domu, wprowadził samochód do garażu, 
wszedł na górę i zrobił przegląd wszystkich swoich instrumentów, 

których dotąd nie potrzebował. Miał jeszcze dużo do zrobienia, gdyż 

wszystko trzeba było dokładnie oczyścić. Ale być może mogła mu w 

tym pomóc Fern. 

Wygospodarowanie dodatkowego pomieszczenia jako pokoju 

przyjęć nie było możliwe. Musiał się bez tego obejść. Fern czuła się 

już wystarczająco dobrze, aby spędzić kilka godzin poza łóżkiem i 
chętnie pomagała Jeffowi przy czyszczeniu instrumentów. Stawiała 

mu niezliczone pytania o nazwy i zastosowanie wszystkich 

przyrządów. 

Jeff oczekiwał Amy już wczesnym popołudniem. Wraz z nią 

przyszedł wysoki, szczupły mężczyzna w workowatym garniturze, w 

starym kapeluszu na głowie i okularach w czarnej oprawce. 

RS

background image

87 

 

- Pan musi być doktorem Darrinem! - Jeff uścisnął podaną mu 

dłoń i od razu poczuł do swego vis a vis sympatię. 

- Dokładnie. Nazywam się Mike. Amy zadzwoniła do mnie i 

powiedziała, że chce pan wykurzyć stąd doktora Gildena. 

Przyszedłem więc, aby panu pomóc. 

- To dobrze. Mogę potrzebować całej pomocy, jaką tylko znajdę - 

odparł Jeff. 

Amy powiedziała: 

- Mike nie będzie jedynie stał u twego boku, Jeff. Będziesz 

zaskoczony tym, co zamierza uczynić! -usiadła obok Fern, która 

pracowicie porządkowała skalpele. - Widzę, że masz już asystentkę. 

Fern spojrzała z taką dumą, jakby właśnie wróciła z medycznego 

colege'u, po zdaniu egzaminu z najwyższą pochwałą. 

- Dużo nie mogę pomóc - stwierdziła - ale robię, co mogę. 

Mike Darrin rozglądał się po dużym pokoju. 
- To wprawdzie wystarczyłoby, ale możemy zrobić więcej, Jeff. W 

naszym budżecie zdrowia pozostało jeszcze trochę dolarów na ten 

rok, a ja przeprowadziłem już informacyjną rozmowę z dyrektorem. 

W urzędzie zdali sobie sprawę, że istnieje pilna potrzeba, aby 

powstała tu lecznica. Amy naciskała na to od dawna. Będziemy tu 

budować mały szpital, przyjacielu. 

- Wspaniale! - wykrzyknął Jeff, jednak w głębi ducha nie był wcale 

tak zachwycony. Szpital oznaczałby, że oczekuje się od niego, że tu 

zostanie. A tego absolutnie nie zamierzał robić. "Ale - pomyślał - mój 

następca mógłby go dobrze wykorzystywać." Wszystko czego 

pragnął, to pokazać Gildenowi, jak bardzo był nieudolny, a musiało 

się to stać szybko, żeby nie zdążył zabić następnego człowieka. 

- Czy nie miałby pan tu miejsca na aparat rentgenowski, zanim nie 

wybudujemy szpitala? - zapytał Mike Darrin. 

- Przygotuję miejsce. 

- O wszystko się zatroszczymy. To zasługuje na uwagę, Jeff, cztery 

łóżka! 

- To znaczy o cztery więcej niż obecnie - uśmiechnął się Jeff. - Lecz 

sala operacyjna jest sprawą najważniejszą. 

RS

background image

88 

 

Darrin uśmiechnął się w odpowiedzi. 

- To przecież zasadniczy powód budowy szpitala. Koniec z 

operacjami pod jabłonią! A teraz pójdę do rozdroża, na spotkanie z 

kilkoma inżynierami, którzy mają zacząć pracę. 

- Dziękuję, Mike. - Jeff uścisnął dłoń Danina. -Nie uwierzyłby pan, 

ile to znaczy dla tych ludzi; dla mnie także. Mam tutaj jeszcze duży 

kawałek ziemi. Nie potrzebuje pan wiec łamać sobie głowy nad tym, 

gdzie ma stanąć ten mały szpitalik. Pańscy inżynierowie powinni 

zobaczyć to miejsce. Dom i całą resztę przepiszę stałemu lekarzowi. 

Jeff był tak poruszony i zajęty rozmową z Mike'iem, że nie 

zauważył zaskoczonych i rozczarowanych spojrzeń, jakie wymieniły 

Amy i Fern. 

Darrin powiedział: 

- Najpierw musimy zadbać o aparat rentgenowski. W trzy, cztery 

dni da się to zrobić. Mamy dobry aparat w mieście. Wszystko, co jest 
do zrobienia, to przywieźć i umieścić go tutaj. Doktorze, rozpoczął 

pan praktykę! 

Jeff skinął głową z dużym zadowoleniem. Ale Darrin 

kontynuował: 

- Jeff, niech pan uważa na Gildena! Jest niebezpieczny i podstępny. 

- Jest głupcem - sprzeciwił się Jeff. 
Gdy Mike Darrin wyszedł, Jeff zwrócił się do Fern i poprosił, aby 

teraz odpoczęła. 

- Wiem, że chcesz mi pomagać, ale chwilowo nie ma dla ciebie 

jeszcze zbyt wiele do zrobienia -stwierdził. 

- Ale mogę przecież zostać i pomóc? - poprosiła. 

- Zobaczymy! Idź teraz do łóżka, potem będziesz mogła wstać do 

kolacji. 

Gdy usiadł obok, Amy ukazała mu swą troskę. 

- Mike ma rację, ostrzegając cię przed doktorem Gildenem - 

powiedziała. 

- Amy, zapomnij o Gildenie! Cóż mógłby mi zrobić? 

- Nie wiem, ale mogę się założyć, że już się nad tym zastanawia. 

Gilden nie będzie tu spokojnie siedział i czekał, aż po prostu 

RS

background image

89 

 

wszystko przejmiesz. Na to jest zbyt dumny i zbyt zachłanny na 

pieniądze. Miej się więc na baczności, Jeff. 

- Będę na wszystko przygotowany. Teraz chciałbym ci serdecznie, 

bardzo serdecznie podziękować za wszystko, co zrobiłaś. Twój Mike 

Darrin jest bardzo sympatyczny. Tego rodzaju pomocy, jaką mi 

dajecie, naprawdę nie oczekiwałem. 

- Och, ta walka przeciw Gildenowi ciągnie się już od dawna. Dotąd 

nie mieliśmy nikogo, kogo moglibyśmy bronić. Jeff, czy nie ma tu 

babki Foster? 

Jeff pokręcił głową. 

- Ostatnio nie. Pewno jest zajęta swoją destylownią. 

- Czy nie chciałeś przenieść jej do pokoju nad garażem? 

- Ależ Amy! - uśmiechnął się pobłażliwie. - Nie żyjemy w 

średniowieczu! 

- W tych górach tak. To ludzie jedyni w swoim rodzaju. Chociaż 

zajmują się przemytem, płatają figle prawu, jednak normy moralne 

mają bardzo surowe. 

- Fern jest jeszcze prawie dzieckiem, do tego jeszcze chorym. 

Jestem jej lekarzem. Nie ma miejsca, gdzie mogłaby przyjść do siebie 

po ciężkim zapaleniu płuc. Między nami nie ma nic, jedynie 

wzajemna przyjaźń. 

- Fern jest kobietą, ty mężczyzną. To wszystko, na co zwracają 

uwagę ci ludzie i dlatego babka Foster musi zapomnieć o swej 

przeklętej bimbrowni, żeby zamieszkać tu z Fern. 

Ustąpił jej. 

- A więc dobrze! Czy możesz dotrzeć do starszej pani? 

- Natychmiast każę ją zawiadomić. Szczerze mówiąc, Jeff, nie 

chciałabym być jak stara panna, ale takie są tutaj zwyczaje. 

- Zapomnijmy o tym - powiedział, wciąż jeszcze podenerwowany. 

- Jak sądzisz, jaki będzie skutek mojej praktyki w tych górach? 

- Będziesz mógł zrobić dużo dobrego, Jeff. Z czasem zaczniesz to 

lubić, i nas także, mam nadzieję. 

- Lubię ciebie, Fern i Mike'a Darrina. Uważam was za moich 

najlepszych przyjaciół. Być może, nawet jedynych. Ale, Amy, raz 

RS

background image

90 

 

jeszcze chcę ci dać do zrozumienia, że robię to tylko tymczasowo, do 

zwycięstwa nad doktorem Gildenem i znalezienia kogoś, kto obejmie 
to miejsce na stałe. 

- Wciąż jeszcze nie jesteś siebie pewien. To cały twój problem, Jeff. 

- Tak, w pewien sposób chodzi o to. Nie jestem tchórzliwy i wiem 

też, że jestem utalentowany jako lekarz i chirurg. Ale powątpiewam 

w moją umiejętność diagnozowania. Wyjaśnił mi to doktor Klee, a 

kolegium szpitala uczyniło to, jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze 

jaśniej. Dobremu chirurgowi potrzebna jest przede wszystkim 
pewność wyrokowania, a tego, zdaje się, nie posiadam. 

- W obu aspektach sprawdziłeś się w przypadku Turnera. 

- Jeśli chodzi o talent - tak. Ale jeśli o werdykt? Gdy człowiek 

znajduje się w tak złym stanie ja Turner, trzeba po prostu brnąć 

dalej. To są decyzje, które zapadają w krytycznym momencie. 

- Tak samo, gdy pacjent znajduje się w środku operacji i trzeba 

nagle zdecydować, czy wyjąć guz, czy go zostawić? 

- Tak - odparł Jeff krótko. 

- Nie możesz zapominać, że wątpliwości, które cię wtedy opadły, 

dotyczyły bardzo kochanego człowieka. W takiej sytuacji nie można 

zachować jasności umysłu. 

Jeff uniósł brodę. 
- Ja bym kontynuował. Usunąłbym guz, nawet gdybym wiedział, 

że Diana może umrzeć na stole operacyjnym. Tak uważam i taka 

byłaby moja decyzja. Może jestem zbyt młody, być może, za bardzo 

ryzykuję. Kontynuowałbym operację mojej własnej żony i ona by 

umarła. Wszystko wskazuje na to, że nie przeżyłaby usunięcia guza, 

a jednak bym to zrobił. Mój werdykt był więc błędny. 

- Któż może wiedzieć, czy nie miałeś racji? 
- Ja wiem. Jeśli nie weźmiesz mi tego za złe, nie chciałbym więcej o 

tym mówić. 

- Co zrobisz, jeśli tutaj trafi ci w ręce tak poważny przypadek? - 

spytała Amy. 

- Jeśli będzie wyglądał bardzo poważnie, wyślę pacjenta do miasta 

i powierzę odpowiedzialność komuś innemu. To jedyne, co mogę 

RS

background image

91 

 

zrobić. Dam ludziom z siebie wszystko to, co najlepsze i zrobię to za 

darmo. 

Amy skinęła głową. 

- Gdy będziesz pomagać tym ludziom, zapomnisz o tym, co 

wydarzyło się w przeszłości. Nie twierdzę, że powinieneś zapomnieć 

o Dianie. Ale zwątpienie co do umiejętności podejmowania decyzji i 

to, co uczynili ci w szpitalu doktor Klee i twoi koledzy, zblednie. Im 

więcej będziesz miał pracy, tym szybciej się od tego uwolnisz. Teraz 

będzie lepiej, jak udam się w drogę, aby zawiadomić babcię Foster. 

Gdy wstała, Jeff wziął ją miękko w ramiona. 

- Może pewnego dnia odnajdę mądrość, którą ty posiadasz już 

dzisiaj, Amy. 

- Tak, Jeff. Tak jak ci już kiedyś powiedziałam: cokolwiek się 

stanie, będę tutaj. Wiesz, co czuję i jaką jestem dziewczyną. Nie mogę 

cię zmienić, siebie również nie, ale będę tu zawsze i będę czekać. 

- Dziękuję ci, Amy. 

Przez chwilę trzymał swój policzek tuż przy jej twarzy, potem dał 

jej odejść. 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

92 

 

Rozdział dwunasty 

Babcia Foster wróciła jeszcze tego samego wieczoru, trochę 

urażona, że właściwie kazano jej, by przyszła. Była za to zachwycona 

dobrym stanem Fern. 

- Przygotowywałam właśnie coś wyśmienitego i musiałam to 

zostawić Gabe Mitchellowi - powiedziała. - On nie ma cierpliwości i 

smaku, żeby zrobić coś naprawdę dobrego, ale człowiek nie może 

być w dwóch miejscach naraz. 

Położyła się do snu na podłodze w pokoju Fern, wzbraniając się 

przed skorzystaniem z łóżka Jeffa lub sofy. 

Następnego ranka Jeff wysprzątał pokój nad garażem i wniósł do 

niego meble, które wystarczyły, by stał się przytulny i wygodny. 

- Czy to dla mnie i Fern? - pytała z niedowierzaniem babcina. - 

Naprawdę wszystko? Nigdy nie było nam tak dobrze, doktorze Keith. 

Ja nie jestem wymagająca, ale cieszę się ze względu na Fern. 

Jeff skinął głową. 

- Tak, zakwaterujemy ją tu już dzisiaj. Wszystko jest dla was obu i 

możecie się panie urządzić tak, jak wam się tylko podoba. 

Pierwsi pacjenci zjawili się po południu i do wieczora Jeff 

przebadał dwanaście osób. Były to proste przypadki i we wszystkich 

mógł pomóc natychmiast. Ale potem przyjechał chłopiec na rowerze, 

aby mu powiedzieć, że bardzo źle czuje się pani Milo. 

Zaraz po kolacji Jeff pojechał do jej rodziny, właścicieli małej 

farmy, położonej w połowie drogi na północne zbocze. 

Pani Milo miała ponad dziewięćdziesiąt lat, była obłożnie chora i 

nerwowa, ponieważ zmuszona do bezczynności, dorobiła się 

odleżyn. Jeff dowiedział się od jej rodziny, że Gilden przyjeżdżał tu 

raz w miesiącu, chwilę z nią rozmawiał i nigdy nie zostawiał nic 

oprócz aspiryny. 

Jeff zrobił starszej pani zastrzyk, aby nieco ją wzmocnić i pokazał 

jej bliskim, jak mogą zmieniać pościel", nie sprawiając pacjentce 

bólu. Wszyscy byli pod wrażeniem tego, że poświęcił starszej pani 

RS

background image

93 

 

tak wiele wysiłku i, gdy opuszczał ich dom, dosłownie wcisnęli mu 

młodego, przygotowanego do pieczenia kurczaka. 

Był porządnie zmęczony i czuł błogie zadowolenie z wykonania 

dobrej pracy. Powróciwszy do domu, zastał babcię Foster i Fern w 

kuchni, gdzie rozmawiały z chudym taternikiem. Na jego ręce 

widniała brzydka rana, zadana potłuczonym szkłem. Jeff oczyścił ją, 

zamknął kilkoma szwami i zrobił opatrunek. 

Potem sprawdził swój zapas lekarstw i sporządził listę 

wszystkiego, czego mógł potrzebować w przyszłości. Następnie 
napisał do magazynu na Manhattanie i poprosił, aby przysłano mu 

jak najszybciej wyposażenie gabinetu, złożone tam wcześniej. 

Otworzył wiec teraz swą praktykę i zastanawiał się tylko, jak dużo 

czasu potrzebuje doktor Gilden, aby go z tego powodu zaatakować. 

Zaledwie kilka dni później, dwoma dużymi ciężarówkami, zjawili 

się ludzie, którzy zaczęli montować dom z gotowych elementów. 
Dom ów miał służyć jako szpital. Robotnicy potrzebowali na jego 

złożenie czterech dni, a gdy opuścili okolicę, przysłane zostały łóżka 

i wyposażenie sali operacyjnej. 

W ciągu dwóch tygodni wszystko było gotowe. Cztery łóżka stały 

w jednym pomieszczeniu, tuż obok znajdowało się wąskie, lecz 

funkcjonalne laboratorium. Gabinet przyjęć był urządzony niemal 
wyłącznie własnym wyposażeniem Jeffa. Jego największą dumą była 

jednak sala operacyjna; wszystkie instrumenty znajdowały się w 

zasięgu ręki, a pomieszczenie było wygodne do sprzątania. 

Ciśnieniowy sterylizator nie był wbudowany w ścianę, ale 

funkcjonował bardzo dobrze, a jego lśniąca chromem płyta robiła 

duże wrażenie. 

Oprócz prac kontrolnych, których nie chciał nikomu powierzyć, 

do jego obowiązków należało także leczenie swoich pacjentów. 

Amy tak ustawiła swe godziny pracy, żeby móc asystować Jeffowi 

przy ewentualnych operacjach, a Fern stała się "dziewczyną do 

wszystkiego". Obsługiwała pacjentów i rozweselała ciężej chorych. 

Mike Darrin przysłał wystarczającą ilość narkotyków i środków 

opatrunkowych, materiałów do szycia i strzykawek - czyli 

RS

background image

94 

 

wszystkiego, co jak sądził, może się przydać Jeffowi. Z jego własnego 

biura dotarły jeszcze szafki na instrumenty, fluoroskop i 
inteligentnie wymyślony aparat, który odebrał Jeffowi na kilka minut 

oddech. Aparaty tego rodzaju były używane w chirurgii mózgu i 

posługiwał się nimi doktor Klee. 

Fern wszędzie znajdowała coś do zrobienia. Była bardzo żądna 

wiedzy i chciała dokładnie wiedzieć, do czego wszystko służy. 

Jeff uświadomił sobie, że pod tą kruchą istotą skrywała się żelazna 

wola. Była szczęśliwa, gdy mogła cokolwiek rozpakować i gdy Jeff 
wyjaśniał jej działanie obcych dotychczas instrumentów. 

Wiedziała dobrze kiedy przeszkadza i, gdy Jeff zaczął pierwszą 

operacje, sama odmówiła sobie wejścia na salę operacyjną. 

Jeff czuł się jak nowo narodzony, jak gdyby zdjęto mu z pleców 

jakiś bardzo duży ciężar. Bycie użytecznym było dla niego niezwykłą 

siłą napędową. Szybko stwierdził, że jego technika nie była wcale 
zaśniedziała. Jedynym, co go w głębi ducha niepokoiło, była 

możliwość, że w jego poczynania może wkraść się jakiś błąd. Jeśli 

musiałby się zająć przypadkiem, w którym każda pomyłka mogłaby 

skończyć się fatalnie, jego niepewność i niezdecydowanie na pewno 

by wróciły. 

Tymczasem pracował bez wytchnienia, zawsze gdy była taka 

potrzeba. Od czasu do czasu miał dni, kiedy nie zdarzało się nic poza 

skaleczeniem dłoni lub stopy, czasem przypadek odry. Potem znów 

musiał pracować bardzo intensywnie. Wszystkie cztery łóżka 

szpitalne były zajęte, a ponadto doszły jeszcze wizyty domowe. 

Wydatki, które miał szpital, miały być zwracane tylko w 

niewielkiej części. Ci z pacjentów, którzy mogli zapłacić swe 

rachunki oddawali należność Amy, jako przedstawicielce wydziału 
zdrowia. Na to nalegał Jeff, który sam nie otrzymywał honorariów. 

Czasem przyjmował kurę, małą szynkę lub trochę warzyw, ale i do 

tego pacjenci musieli go zmuszać. 

Amy miała pełne ręce roboty. Jej obowiązki podwoiły się, gdyż 

wciąż musiała odbywać swoje codzienne wizyty w okolicy. Fern, 

dzięki uregulowanemu trybowi życia i regularnym posiłkom, 

RS

background image

95 

 

przybrała na wadze, z czym było jej bardzo do twarzy. Babcia Foster 

przebywała najczęściej w pokoju nad garażem, cały ruch w szpitalu 
uważając za nonsensowny. 

Jeff miał mało czasu dla Amy i niewiele więcej dla Fern. Zazwyczaj 

byli wieczorem tak zmęczeni, że szli od razu spać, tym bardziej, że z 

wyjątkiem radia nie było żadnych rozrywek. 

Jeff słyszał od Amy, że doktor Gilden reagował teraz szybciej na 

wezwania swoich pacjentów. Również jego surowy dotychczas 

sposób badania miał się jakoby zmienić. Jedno było jednak pewne: 
powodzenie, jakim cieszyła się jego praktyka, musiało szybko się 

zmniejszać. 

Jak dotąd nie przedsięwziął jeszcze nic przeciw Jeffowi, co 

wydawało się dziwne. Jeff myślał, że Gilden będzie stosował środki 

odwetowe, ale być może nie zrobił tego tylko dlatego, że nie umiał 

poradzić sobie z uprzejmym sposobem, w jaki Jeff traktował 
pacjentów. 

Potem przyszła noc, kiedy Jeff nie mógł usnąć. Czy było to 

przepracowanie, czy też wspomnienia, które znów go dopadły? 

Praca sprawiała mu ogromne zadowolenie, lubił też swoich 

pacjentów, ale kiedyś postanowił, że opuści tę okolicę. Może w 

następnym tygodniu uda mu się zdobyć wolny dzień, pojechać do 
miasta i poprosić Mike'a Darrina, aby zaczaj intensywnie rozglądać 

się za zastępstwem dla niego. 

Pacjentom przyniosłoby to wprawdzie jakąś zmianę, ale wątpił, 

czy wiązałyby się z nią jakiekolwiek trudności. 

Raz czy dwa nakrył babcię Foster, gdy wracała z wędrówki w 

góry. Jak często zostawiała Fern samą w pokoju nad garażem, 

oczywiście nie wiedział i nie chciał wypytywać, gdyż z pewnością 
uraziłoby to Fern. 

Celnicy przeczesywali wszystkie wzgórza i doliny, i od czasu do 

czasu, przy odnalezieniu którejś z destylowni, zdarzało im się kogoś 

aresztować. Gra w chowanego między góralami a celnikami trwała. 

Tym, który przy zakupach przekazał Jeffowi nowinę, był 

McAllister. 

RS

background image

96 

 

- Babka Foster została wczoraj w nocy aresztowana. 

- O Boże! - krzyknął Jeff. - Jeszcze tego nam brakowało. 
- Całymi latami naigrawała się z celników. W końcu ją złapali. 

Pracowała w swojej bimbrowni, kiedy weszli i ją zabrali. 

- W takim razie bardzo się zaniedbała. Była przecież tak 

pomysłowa i umiała zawsze ukryć swą działalność. 

- Wszyscy się temu dziwią. Nikt nie przypuszcza, żeby babcia 

Foster popełniła jakiś błąd. 

- Czy ktoś zdradził celnikom, gdzie miała swą de-stylownię? 
- Miejsce, gdzie pracowała, było tak dobrze ukryte, że ktoś mógł 

się o nie potknąć i też go nie zauważyć. 

- Ale kto mógł ją wydać? 

- Wkrótce się tego dowiemy, pan również, gdyż on potrzebuje 

lekarza. 

Jeff zaczął się nagle tak spieszyć, jak nigdy dotąd. 
- Niech pan przygotuje szybko moje sprawunki, McAllister. 

Chciałbym pojechać do domu, żeby powiedzieć o tym Fern, zanim 

zrobi to ktoś inny. Potem pojadę do miasta i zwolnię babcię za 

poręką. Co za bałagan! - odebrał swoje pakunki. - Za każdym razem, 

gdy sprawy zaczynają iść lepiej, musi się znowu coś wydarzyć. 

Jeff pojechał natychmiast do domu, chociaż miał do odbycia 

jeszcze dwie wizyty. Fern była zajęta myciem okien. 

- Mam dla ciebie złe wiadomości - zaczął. - Będzie lepiej, jeśli 

usłyszysz je od razu. 

- Babcia została zatrzymana przez celników - powiedziała bez 

namysłu. 

- Kto ci o tym powiedział? 

- Nikt! Domyśliłam się. Mówiłam jej, że gdyby jej przy mnie nie 

było, musiałabym mieszkać w chacie i właśnie tej nocy wyszła z 

domu. 

- A więc wiedziałaś o tym? 

- Tak - przyznała Fern. - Babcia bardzo chciała, żebym tu została, 

poszła do swej destylowni nocą. 

- O jeden raz za dużo. 

RS

background image

97 

 

- Czy myśli pan, że wsadzą ją do więzienia? 

- Nie wiem. Czy to pierwszy raz? 
- Oczywiście. 

- W takim razie będą dla niej łaskawi. Jest już przecież stara i do 

tego kobietą. 

Fern spojrzała na Jeffa pytająco. 

- Nie mogę zrozumieć, jak ją schwytali. Była tak pomysłowa w 

ukrywaniu się. 

- Teraz jednak została złapana, a kiedy wyjdzie, będzie musiała z 

tym skończyć. 

- Babcia i tak będzie dalej próbować. Nic innego nie przyjdzie jej 

do głowy. 

- Przeczekamy to. Nie martw się o nią, Fern. Nikt nie uczyni jej 

krzywdy. 

- Och, wcale nie jestem zaniepokojona. Liczyła się z tym, że 

pewnego dnia ją złapią, tylko ja zawsze myślałam, że to się nigdy nie 

stanie. Czy sądzi pan, że ktoś na nią doniósł? 

- Prawdopodobnie. W każdym razie McAllister tak twierdzi. 

Fern potrząsnęła głową. 

- Jak wyjdzie, będą kłopoty. Kiedy się dowie, kto ją wydał 

celnikom, będzie na niego polować. 

- Powinna się wstydzić! Tak, to właśnie powinna zrobić. A z 

przemytem powinna dać sobie spokój. Nie zarabia tym nawet na 

swoje utrzymanie, nie mówiąc o tym, że nie troszczy się o ciebie w 

wystarczającym stopniu. 

- Myślę, że powinnam wrócić do chaty - wymamrotała Fern. 

Jeff chwycił ją za ramiona i lekko potrząsnął. 

- Nie ma ku temu najmniejszego powodu - powiedział. 
- Nie lubi pan babci, i myślę, że mnie też niespecjalnie. Ale to nie 

jedyny powód, dla którego nie chcę tu zostać. 

Spojrzał jej głęboko w oczy i zobaczył w nich lśniące łzy. Nagle 

zdał sobie sprawę, że trzyma w ramionach młodą kobietę, gotową 

już do miłości. 

- Chciałbym jednak, żebyś została, Fern - poprosił miękko. 

RS

background image

98 

 

- Nie mogę! Nie teraz, kiedy nie ma babci i ludzie będą gadać. Będą 

mówić rzeczy, które pana rozgniewają - i wtedy pan odejdzie. 

Chciał ją tylko lekko pocałować, aby zapewnić, że wszystko jest w 

porządku. Nagle poczuł jej drżące usta pod swoimi, a Fern otoczyła 

ramionami jego szyję i odwzajemniła pocałunek. 

Potem odsunęła się od niego, ciężko oddychając. Patrzyła na niego 

z wyrazem nagłego zrozumienia, w jej oczach była także lekka 

niepewność. Stali tak, patrząc na siebie i żadne nie umiało 

powiedzieć słowa. 

Odwróciła się i wybiegła z domu w kierunku garażu. Jeff patrzył 

za nią i wykrzyknął jej imię, lecz nie odpowiedziała. 

Co skłoniło go do tego, żeby ją w ten sposób pocałować? O to 

musiał pytać teraz samego siebie. To, co miało być jedynie 

ojcowskim pocałunkiem, było pocałunkiem o zupełnie innym 

znaczeniu. Była tak miękka, tak zachwycająco kobieca, a on dotąd 
traktował ją jedynie jak dziecko. Szybko wyrosła - bardzo 

niespodziewanie. Jej jedwabiste, złote włosy, jej czarowny wdzięk i 

ujmujący sposób bycia - wszystko było takie jak u Diany. Bez 

wątpienia, jak usprawiedliwiał samego siebie, tym, co sprawiło, że 

się zapomniał, było podobieństwo do jego zmarłej żony. 

Nie miał prawa jej całować - także nie w sposób braterski. Fern 

była młodą, niewinną dziewczyną, a on należał do Diany, nawet jeśli 

zostało mu tylko wspomnienie. Na pewno wydawało jej się teraz, że 

go kocha, ale w istocie tak nie było. Była to prawda w tym samym 

stopniu, jak to, że on ją kochał. Sama Amy, która w niczym nie 

przypominała Diany, była bardziej w jego typie, niż ta słodka, mała 

dziewczynka z gór. 

Nagle roześmiał się i zaraz poczuł się lepiej. Zamienił miłość na 

współczucie. Natychmiast ruszył do garażu, wspiął się na kilka 

stopni i zastukał do drzwi. 

Otworzyły się od razu. Fern stała w nich i spokojnie na niego 

patrzyła. Odzyskała panowanie nad sobą, chociaż jej zaczerwienione 

oczy zdradzały, że płakała. 

- Nie odejdziesz stąd - powiedział Jeff. - Nie ma żadnego powodu 

RS

background image

99 

 

dla głupich plotek. A nawet jeśli będą, to oboje wiemy, że to same 

brednie. Jeśli twoja babka pójdzie do więzienia, ty zostaniesz tutaj. 

- Tak - powiedziała w zwykły dla siebie, trwożliwy sposób. - Nie 

powiedział mi pan jednak, dlaczego mam zostać. 

- Bo cię potrzebuję, Fern. Bez twojej pomocy nie umiem uporać się 

z tym miejscem. 

Naraz się uśmiechnęła. 

- Miałam nadzieję, że pan to powie. 

- Zawsze mówię to, co myślę. I obiecuję, Ferii, że nie będę cię już 

tak całował. Masz moje przyrzeczenie. 

Powoli uśmiech na jej twarzy stawał się coraz promienniejszy. 

- Nie sądził pan, że jestem już tak dorosła, prawda, doktorze? 

- Nie - przyznał. - Na pewno nie. Zostaniesz teraz? 

- Zostanę, bo pan mnie potrzebuje. Wcześniej nikt mnie nigdy nie 

potrzebował. I ludzie wiedzą, że dla pana pracuję. Codziennie uczę 
się czegoś nowego. Amy dużo mi pomogła. 

- Teraz mam jeszcze kilka wizyt. Musisz tu zostać, na wypadek, 

gdyby ktoś przyszedł. 

Skinęła głową, a Jeff idąc do samochodu, gwizdał jakąś melodię. 

Potem wrócił jednak do domu, aby się cieplej ubrać. 

W sklepie McAllistera kilku mężczyzn zebrało się wokół pieca. 

Pozdrowili Jeffa ze swą spokojną uprzejmością. McAllister 

natychmiast go zagadnął. 

- Babka Foster przyznała się do winy. Musi iść na cztery miesiące 

do więzienia. 

- Cztery miesiące! - przeraził się Jeff. - Taka stara kobieta jak ona? 

- Ona jeszcze wierzy, że dobrze na tym wyjdzie. Nie niepokoi jej to 

tak bardzo, jak strata destylowni. Robiła najlepszą "rosę gór", której 
wszystkim będzie brakowało. 

- Jak przyjadę do domu, powiem o tym Fern. Może zrobię jeszcze 

mały wypad do miasta i zobaczę, może uda mi się uwolnić starszą 

panią. 

- Nie ma żadnej szansy, doktorze, nawet najmniejszej! 

Przypuszczam, że możemy za to podziękować doktorowi Gildenowi! 

RS

background image

100 

 

Wzmianka o doktorze Gildenie dała Jeffowi dużo do myślenia, gdy 

już przyjechał do domu. Gilden był zbyt spokojny, jak gdyby cały 
swój czas spożytkował na to, by obmyślić plan zemsty i wyczekać 

stosownej chwili. 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

101 

 

Rozdział trzynasty 

Następnego ranka Amy przyjechała wcześniej, aby asystować przy 

operacji przepukliny. Fern siedziała przy pacjencie, dopóki Jeff nie 

poprosił jej o opuszczenie sali. Amy i Jeff byli teraz sami w maleńkim 
przedpokoju, gdzie mieli wyszorować ręce. 

- To dobrze, że mamy jeszcze kilka minut na rozmowę - zaczęła 

Amy. - Nie chciałam, żeby Fern to słyszała. Gdy celnicy aresztowali 

jej babkę, wcale nie potrzebowali jej szukać. Zostali dokładnie 

poinformowani, dokąd mają się udać. 

- Od razu tak pomyślałem. 

- Ale mogę się założyć, że nie przyszło ci do głowy, że doktor 

Gilden był tym, który dał im wskazówkę. 

Zaskoczenie Jeffa było wystarczające, aby mógł je wyrazić. 

- To podłość z jego strony, odpłacać pięknym za nadobne. 

- Tu chodzi o coś więcej. Nie wiem dokładnie o co, ale musi mieć 

związek z tym, co on knuje. Mike mi powiedział. Sam wie o tym od 

jednego z agentów. 

- Dlaczego wybrał sobie akurat tę starą kobietę? Może rozpoczyna 

kampanię przeciwko każdemu, kto jest mi przyjazny? 

- Być może, ale jestem pewna, że kryje się za tym coś więcej. 

Jeff przez chwilę patrzył na nią poważnie. 

- Wyglądasz na zmęczoną, Amy. Zbyt dużo pracujesz i najwyższy 

czas, abyś zaczęła się oszczędzać. 

- Ale wybrałeś chwilę, żeby mi to powiedzieć -zadrwiła z niego. - 

Myślę, że się starzeję. Słowo daję, potrzebuję już okularów, 

wyobrażasz to sobie? 

- Gdy następnym razem pojedziesz do miasta, musisz zbadać 

sobie oczy - poradził Jeff. - Jeśli spotkałabyś któregoś z naszych 

wrażliwych górali, nie pozdrawiając go, prawdopodobnie 

natychmiast skreśliłby cię z listy swych przyjaciół. Teraz jednak 
zaczynajmy. 

Jeff operował szybko, z dużą zręcznością. Wydawało mu się, jakby 

RS

background image

102 

 

nigdy nie przestawał tego robić. Był to prosty przypadek i wkrótce 

mógł zamknąć ranę. 

W pewnym momencie Amy zrobiła błąd, lecz szybko go 

naprawiła. Gdy operacja była już zakończona, a pacjent mógł zostać 

wreszcie przekazany pod jej opiekę, Amy wyglądała na mocno 

zmęczoną. 

Jeff wiedział, że przekonywanie jej, by przez dzień lub dwa 

zrezygnowała z wizyt domowych, było bezcelowe. Zamiast tego 

zaparzył kawę w dzbanku i usiedli w pokoju. Uciszył się widząc, jak 
Amy dochodzi do siebie. 

- Miej uszy otwarte na wszystkie plotki, szczególnie te dotyczące 

aresztowania babki Fern - zaproponował. 

- Może ktoś odgadł powód, dla którego doktor Gilden skierował 

władze na ślad jej destylowni. 

- Będę się dowiadywać, ale wątpię, czy cokolwiek usłyszę. 
- Gdy ludzie się dowiedzą, że to Gilden przekazał tę informację, 

wypędzą go stąd. Oo - to jest myśl! 

- Nie! - Jeff odrzucił ten pomysł. - Wolę, żeby był tu. Wtedy mam 

na niego oko. 

- Co się stanie z Fern? 

- Oczywiście zostaje tutaj. Gdzie miałaby pójść w przeciwnym 

razie? 

- Chcielibyśmy przecież unikać tego tematu - powiedziała Amy. - 

Ale ponieważ jej babcia jest w więzieniu, ludzie będą w pełni za tym, 

żeby mieszkała sama nad garażem. Poza tym przebywa najczęściej w 

szpitalu. 

- Jeśli są tak skrupulatni, to w ogóle nie będę się tym przejmować. 

- W głosie Jeffa słychać było wyraźne zniecierpliwienie. 

- A co z samą Fern? Nagle rozkwitła. Zauważyłeś, jaką cudowną 

dziewczyną się stała? 

- Nie miałem na to czasu - skłamał. - Wiem, że brakowałoby mi jej, 

gdyby nie była przy mnie, tak samo jak tęskniłbym za tobą. Dobrze, 

teraz wracaj do domu i uważaj na siebie! Przez kilka dni powinnaś 

się dłużej wysypiać. Albo bierz od czasu do czasu wolny dzień. 

RS

background image

103 

 

- Nawzajem - zaśmiała się Amy. - I dziękuję za kawę. 

Jeff miał jeszcze odbyć kilka wizyt, więc po skontrolowaniu 

wszystkiego wspólnie z Fern, opuścił dom. Gdy wrócił po kilku 

godzinach, pacjent spał, a Fern siedziała przy jego łóżku i czytała 

jakaś medyczną książkę. Odłożyła ją pospiesznie, jak gdyby Jeff 

przyłapał ją na robieniu czegoś zdrożnego. 

- Ty naprawdę interesujesz się tym, co robisz, prawda? - zapytał, 

po czym wziął ją za rękę i zaprowadził do małego biura. 

- O tak, bardzo. Interesuje mnie wszystko, co pan robi. 
- Uważam, że musimy cię awansować. Poczekaj chwilę - poszedł 

do przyległego pokoju, otworzył szafę Amy i wyjął z niej nowy strój 

pielęgniarski. Zabrał go z sobą i poszedł z powrotem do biura. 

- To dla ciebie, Fern. Teraz będziesz wyglądać jak prawdziwa 

pielęgniarka. 

Przez chwilę trzymała kostium przed sobą, po czym wybiegła z 

pokoju. Po niecałych dziesięciu minutach wróciła pełna dumy i 

pewności siebie, mając na sobie sukienkę, fartuch i czepek. 

Po kilku chwilach spojrzała z napięciem na Jeffa. 

- Czy - czy tak jest dobrze? - spytała nerwowo. 

- Tak. Ale "dobrze" to niewystarczające słowo dla twojego 

wyglądu, Fern. 

- Ale czy dobrze wyglądam? Chodzi mi o to, czy w taki sposób 

powinno się nosić ten strój? 

- Tak. I myślę, że wiele, wiele pielęgniarek, które widziałem, 

chciałoby... Dobrze, zapomnij o tym. Wyglądasz wspaniale. 

- Czy jestem ładna? - zapytała z drażniącą otwartością. 

- Bardzo ładna, Fern - odpowiedział powoli. - Jesteś śliczną, pełną 

wdzięku dziewczyną. 

Podeszła do niego, wspięła się na palce i pocałowała leciutko w 

usta. 

- To jedyny sposób, w jaki mogę panu podziękować. Czy myśli 

pan, że mogłabym zostać pielęgniarką? Gdybym ciężko pracowała i 

wróciła do szkoły? 

- Będziesz dobrą pielęgniarką, Fern. Jak tylko twoja babcia 

RS

background image

104 

 

wyjdzie z więzienia, porozmawiamy o tym. 

Ściągnęła z zaniepokojeniem brwi. 
- Czy myśli pan, że to będzie sprawiało różnicę, że babcia była w 

więzieniu? 

- Na pewno nie. Ale nie wbij sobie do swojej ślicznej główki, że 

będzie łatwo. I pamiętaj o tym, że pielęgniarka powinna zawsze 

doglądać swoich pacjentów. 

Gdy Amy wróciła późnym popołudniem, trzęsła się z zimna. 

Jeff natychmiast przygotował dla niej talerz zupy. Amy 

powiedziała: 

- Widziałam Fern. O mały włos byłabym na nią wpadła. Strój 

zrobił na niej wrażenie. 

- Zachowywała się jak małe dziecko. 

- Pamiętaj o tym, że Fern nie jest już małą dziewczynką. I sama 

wie o tym całkiem dokładnie, więc nie traktuj jej więcej jak małe 
dziecko. 

- Wyobraź sobie, Amy - zażartował - że do tego wniosku 

doszedłem całkiem sam. Aha, słyszałaś coś o Gildenie? 

Chociaż wyczuła, jak Jeff nagle zmienił temat, nie dała tego po 

sobie poznać. 

- Wszędzie się dowiadywałam, ale nie otrzymałam właściwych 

informacji. Praktycznie każdy oczekuje nieprzyjemności. 

- Ja również - przyznał z wściekłością Jeff. -Chciałbym być na nie 

przygotowany, ale nie wiem, z której strony się pojawią. 

Nagle Amy przerwała jedzenie, chociaż zostało jeszcze pół talerza 

zupy, wciągnęła grube rękawiczki, postawiła kołnierz ciężkiego 

płaszcza i podeszła do drzwi. 

- Zastosuję się do twej rady, Jeff, i zrobię sobie dodatkową 

przerwę. Daj mi znać, jak będziesz mnie potrzebował. 

Stał przy oknie i obserwował, jak powoli szła do samochodu. Było 

to tak bardzo nie w jej stylu, że zdecydował się nalegać, aby poddała 

się gruntownemu badaniu. 

Wszystkie cztery łóżka małego szpitala były zajęte, nieustannie 

przychodzili też pacjenci z zewnątrz. Amy pojawiła się o ustalonym 

RS

background image

105 

 

czasie i gdy Jeff obserwował, z jakim zapałem zabiera się do pracy, 

pomyślał, że niepotrzebnie się o nią niepokoił. 

Fern, która nosiła swój nowy strój z wielką dumą, była bez 

przerwy zajęta. Mieli dużo przeziębień i zapaleń płuc, a nagły 

wybuch grypy przyniósł dodatkową pracę. 

Jak dotąd wszystko przebiegało bez zakłóceń i z zadziwiającą 

dokładnością. Fern spędzała część wieczorów, co traktowała jak 

swój czas wolny, nad medycznymi czasopismami, które dali jej Jeff i 

Amy. Jeff wiedział jednak w głębi ducha, że wszystko to musi 
wkrótce się skończyć. Dotychczas miał szczęście, przypadki były 

codzienne i nie wymagały ani nadzwyczajnej techniki, ani talentu. 

Ale jego szczęście nie będzie trwało wiecznie, nawet tu, w górach, w 

odosobnieniu. 

Bez względu na to, Jeff czuł, że jego zadanie zostało wykonane. 

Maleńki szpital mógł objąć każdy zdolny lekarz. Nowy pracownik 
będzie miał współpracę Mike'a Darrina, fachową pomoc Amy i 

gorliwe ręce Fern. 

Jeff zapomniał już prawie o doktorze Gildenie. Tymczasem stało 

się powszechnie wiadome, że praktyka Gildena nie miała już 

żadnego powodzenia. A Gilden nie był człowiekiem, który 

przeszedłby nad tym do porządku dziennego. 

Podstępne uderzenie padło w środku tygodnia, gdy Jeff 

zdecydował się właśnie poprosić doktora Mike'a Darrina o podjęcie 

wszelkich starań znalezienia dla niego zastępcy. 

Gość, który odwiedził szpital, nosił mundur w kolorze khaki i pas, 

przy którym tkwił rewolwer. Ten miło wyglądający, potężny 

mężczyzna położył swoje dokumenty na biurko Jeffa gestem 

wskazującym na niechęć do wypełnienia tego obowiązku. 

- Jestem szeryfem tego okręgu, doktorze. Moje nazwisko Griffith. 

Oto pełnomocnictwo w sprawie aresztowania pana za prowadzenie 

praktyki bez stosownej licencji. 

- Oskarżycielem jest doktor Gilden, jak przypuszczam? 

- To prawda. Jestem upoważniony do zapytania pana, czy posiada 

pan licencję. 

RS

background image

106 

 

- Nie na ten stan, o czym Gilden wie doskonale. Szeryfie, ja po 

prostu zapomniałem, chociaż myślałem o tym często. Widzi pan, 
nigdy nie miałem zamiaru otwierać tu praktyki. Tak się tylko złożyło. 

Szeryf Griffith kiwnął głową. 

- Tak, słyszałem, jak to wszystko wyszło, ale Gilden wniósł 

oskarżenie i musimy je rozpatrzyć. 

- To chyba oznacza, że trzeba zamknąć szpital -powiedział Jeff. 

- Nie widzę innego wyjścia. 

- Gilden mści się teraz na tutejszych góralach. Czy chce przejąć 

szpital? 

Szeryf wzruszył ramionami. 

- Tego nie mogę panu powiedzieć, doktorze. Teraz musi pan 

niestety pójść ze mną. To tylko formalność. W urzędzie zostanie pan 

zwolniony za kaucją. Nikt nie będzie pana wieszał - zaśmiał się. 

Jenak Jeff nie śmiał się razem z nim. 
- Może nie - ale kilku ludzi będzie musiało z tego powodu cierpieć. 

Zaraz z panem idę, ale najpierw muszę zajrzeć do dwóch pacjentów. 

Szeryf pokręcił odmownie głową. 

- Aby mieć w granicach tego stanu pacjentów, musi pan 

przedłożyć licencję. 

Jeff uparł się, aby zawołać Fern i poinformować ją o wszystkim. 

Fern obiecała przekazać wiadomość Amy, a do czasu, gdy otrzyma 

pomoc, tak dobrze, jak to tylko możliwe, doglądać pacjentów. 

Zaraz potem Jeff pojechał swym własnym samochodem w ślad za 

wozem szeryfa do budynku administracji, który okazał się być 

nadspodziewanie duży. Urzędnicy byli oficjalni i uprzejmi. Gdy go 

przesłuchali Jeff mógł natychmiast opuścić budynek. Pojechał zaraz 

do biura Mike'a Danina. 

Mike ucieszył się, widząc go, i zamknął drzwi, aby mogli w 

spokoju porozmawiać. 

- Jeff, jest mi przykro, ale przypuszczałem, że od razu złożył pan 

wniosek o licencję. 

- Bo też powinienem był to zrobić - przyznał Jeff. - Co teraz 

będzie? 

RS

background image

107 

 

- Ma pan jakiś pomysł? 

- Wiem tylko, że nie mogę teraz nikogo leczyć. Szpital jest 

stanowy, ale znajduje się na mojej ziemi i w ten sposób mam nad 

nim pewną kontrolę. Dlatego też przyszedłem tutaj. Nie życzę sobie, 

aby Gil-den w nim pracował. 

- I nie będzie, Jeff. 

- To wielka ulga. Czy ma pan już kogoś, kto przejmie szpital? 

Mike Darrin skinął głową. 

- Tak - sam go przez pewien czas poprowadzę. Jeff ujął dłoń 

Mieke'a i uścisnął ją serdecznie. 

- Powinienem był się domyślić, że pan to zrobi. Dziękuję! Mike, 

jestem bardziej wdzięczny, niż umiem to wyrazić. 

- Ale bardzo wyszedłem z wprawy. Może nie mieć pan licencji, ale 

nie ma takiego prawa, które zabraniałoby panu, udzielać czasami rad 

koledze, który nigdy nie prowadził praktyki. 

- Będzie pan miał całą pomoc, jakiej potrafię udzielić. Ale, Mike, 

jest coś, o czym już wcześniej chciałem z panem porozmawiać. Długo 

nie mogę tu pozostać. Oczywiście nie odejdę, dopóki mój następca 

nie zostanie we wszystko wtajemniczony. 

- A więc rzeczywiście zamierza pan nas opuścić? 

- Cóż mi pozostaje? Szczególnie w tej sytuacji. 
- Aż tak źle nie będzie. Wlepią panu małą sumkę i zaraz może pan 

wnieść wniosek o licencję. Kiedy poznają już wszystkie okoliczności, 

nie odmówią panu. 

- Nie, nie mogę tego zrobić. Jak to wszystko wreszcie się skończy, 

chciałbym odejść. Kiedy pan przyjedzie, Mike? 

- Już jutro. Będę potrzebował Amy i tej małej dziewczynki, która 

mieszka na górze. 

- "Mała dziewczynka" gruntownie się zmieniła -powiedział Jeff z 

uśmiechem. - Niech pan poczeka, aż pan zobaczy Fern! 

- Tak, one dorastają. Jeff, jeśli to zbyt osobiste, proszę nie 

odpowiadać. Co jest między panem a Amy? 

- Nic! Tylko to, że ją podziwiam i szanuję, bardziej niż jakąkolwiek 

inną kobietę. Widzi pan, Mike, straciłem żonę, którą kochałem. Nikt 

RS

background image

108 

 

nie może zająć jej miejsca, nawet Amy. Nie jestem ani zimnokrwisty, 

ani samolubny. Jestem jedynie mężczyzną, który zaznał całkowitego 
szczęścia i nie znajdzie w żadnej innej kobiecie tego, co stracił. 

- Dziękuję, Jeff. 

- Pan kocha Amy, czy tak? 

- Źle to ukrywałem. Zanim pan się zjawił, miałem dużą szansę. 

-Nie zachęcałem jej... 

- Wiem o tym, Jeff. 

- Mam nadzieję, że Amy powróci do pana, Mike. Oboje jesteście 

cudownymi ludźmi. - Jeff zmienił temat. - Czy sądzi pan, że Gilden ma 

coś jeszcze w zanadrzu? 

- Tak się w każdym razie zachowuje. Ale dowiemy się tego już 

wkrótce. Postępowanie przeciw panu wyznaczą na najbliższą środę. 

- Im wcześniej, tym lepiej! - Jeff wstał i raz jeszcze uścisnął dłoń 

Mike'owi. - W takim razie zobaczymy się jutro. Najprawdopodobniej 
zastanie pan wszystkie łóżka w szpitalu zajęte. Należy mieć nadzieję, 

że nie zapomniał pan wszystkiego z położnictwa. Na następne dwa 

tygodnie przypada termin dla kilku kobiet. 

- W takim razie będę musiał szybko się uczyć -głos Mike'a stał się 

poważny. - Jeff, co pana tak gna? Wspomnienie żony, którą pan 

stracił? Czy chce pan przed nim uciec? 

- Nie, Mike. 

- To dobrze. Sam pan wie, że tego nie można zrobić. Jest to więc 

coś innego. Czy nie chciałby mi pan o tym powiedzieć? Może 

mógłbym panu pomóc? 

- Nie mógłby pan, Mike, sam muszę sobie z tym poradzić. Ale 

wątpię, czy to się kiedyś stanie. Dziękuję raz jeszcze i czekam na 

pana jutro. Mam dla pana dodatkowy pokój! Kiedy odejdę, może pan 
zatrzymać dom. 

- Jest pan bardzo szczodry, Jeff - a my tu tak pana 

potraktowaliśmy. 

Prosto od Mike'a Jeff pojechał do małej restauracji, gdzie zjadł coś 

lekkiego. Cieszył się, że doktor Gil-den mimo wszystkich swych 

sztuczek nie przejmie szpitala. Był również zadowolony, że nie żądał 

RS

background image

109 

 

honorarium od swych pacjentów i nikt nie mógł powiedzieć, że robił 

to wszystko dla pieniędzy. 

Przypomniał sobie pierwszą noc, gdy przyjechał w te góry - 

wytrącony z równowagi i tak przygnębiony, jak tylko może być 

przygnębiony człowiek po doznaniu wielkiego bólu. W ciągu tego 

krótkiego czasu, jaki tu spędził, góry przyniosły mu zbawienny 

spokój i teraz rozumiał ludzi powracających tu mimo ciężkich 

warunków. 

Jeff wiedział, że nie znajdzie żadnego zadowolenia, jeśli odejdzie. 

Tu miał przyjaciół, których będzie mu brakowało, drogich przyjaciół, 

jak Amy i Mike, a najbardziej Fern. Zadawał sobie pytanie, co się 

będzie z nią działo? 

Szukał odpowiedzi, lecz żadnej nie znalazł, rozgniewało go to i 

pomknął w kierunku domu. 

 
 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

 
 

 

 

 

 

 

RS

background image

110 

 

Rozdział czternasty 

Podczas przesłuchania stanowej komisji, doktor Gilden był 

pierwszym świadkiem wezwanym przeciwko Jeffowi. Rezultat 

dochodzenia miał rozstrzygnąć, czy Jeff będzie musiał odpowiadać 
przed prokuratorem. 

Gilden mówił wyraźnie, przekonany o własnej ważności. 

- Musiałem podjąć się operacji na niejakim panu Turnerze. Przez 

dwadzieścia lat byłem jego domowym lekarzem i nigdy nie było 

skarg. Nie płacili regularnie swoich rachunków, ale nie miałem im 

tego za złe. Potem przyjechał ten młody doktor z wielkiego miasta i 

zaczął się panoszyć. Nazajutrz po tym, jak operowałem Turnera, co 
poświadczy lekarski raport, doktor Keith przeprowadził ponowną 

operację. 

Jeff zdał sobie nagle sprawę, że popełnił błąd. Powinien był wziąć 

sobie adwokata, podjął jednak odwrotną decyzję. 

Wstał szybko. 

- Trzeba tu jeszcze coś dodać! - krzyknął. - Pacjent umarłby, 

gdybym nie usunął mu trzustki... 

Mąż zaufania lekarskiego zespołu, siwowłosy, dystyngowany i 

spokojny mężczyzna, podniósł dłoń. 

- Przykro mi, doktorze Keith, ale wysłuchamy najpierw doktora 

Gildena. Jesteśmy zdania, że wszystko powinno odbywać się zgodnie 

z przepisami. 

Jeff usiadł i słuchał Gildena, który mówił z triumfem o tym, że 

przeprowadzona przez Keitha operacja Whipple'a była całkowicie 

zbędna, że Turner wprawdzie żyje, ale znajduje się w godnym 

pożałowania stanie, gdyż wycięcie trzustki miało liczne, szkodliwe 

skutki uboczne. Ani słowem nie wspomniał, że bez drugiej operacji 

Jeffa, pacjent od dawna by już nie żył. 

Potem pozwolono doktorowi Gildenowi odczytać zeznanie 

zaprzysiężonego świadka, które potwierdziło, że Jeff został 

zwolniony ze swego nowojorskiego szpitala. Nie dosyć tego, Gilden 

RS

background image

111 

 

odczytał jeszcze oświadczenie doktora Klee, które ten osobiście 

podpisał. 

Im dłużej Gilden mówił, tym czarniej dla Jeffa zaczynały wyglądać 

sprawy. Był sam przeciwko wszystkim, gdyż nalegał, aby Mike 

Darrin, Amy i Fern pozostali w szpitalu. 

Uświadamiał sobie wprawdzie, że wszystkie zarzuty, które Gilden 

wysuwał przeciwko niemu, mogły zostać obalone, ale tymczasem 

coraz bardziej pojawiał się przed słuchaczami jako pozbawiony 

skrupułów, porywczy i występny człowiek. 

Przygotowywał się na coś w tym rodzaju, ale nie na to, że zostanie 

zmuszony do siedzenia tu i wysłuchiwania Gildena, bez możliwości 

wtrącenia słowa protestu. Dwukrotnie próbował się podnieść, ale za 

drugim razem przywołujący go do porządku głos przewodniczącego 

zabrzmiał gniewnie. 

Doktor Gilden miał jeszcze wiele do powiedzenia. 
- Nie chcę twierdzić, że doktor Keith nie jest dobrym lekarzem. 

Nie jest to zresztą tematem dyskusji. Chodzi o to, czy ma licencję, aby 

tu praktykować. Sam przyznał, że nie. Sprawa ta jest więc załatwiona 

i możemy przejść dalej. Keith stara się o otrzymanie pozwolenia, a ja 

oświadczam, że nie jest człowiekiem, któremu można nadać taki 

przywilej. Nie tylko dlatego, że nie wiemy dokładnie, jakim jest 
lekarzem - są jeszcze inne aspekty, które musimy wziąć pod uwagę. 

Siwowłosy przewodniczący uprzedził Jeffa, który chciał się 

zerwać. 

- Wysłuchamy pana, jak tylko doktor Gilden wszystko opowie. - A 

zwracając się do Gildena, powiedział: - To nie jest sąd, doktorze 

Gilden. Jesteśmy tu tylko po to, aby zaopiniować o zdolności doktora 

Keitha do prowadzenia praktyki... 

- Dokładnie o to chodzi! - zawołał Gilden. - Moim zdaniem, a 

jestem pewien, że także zdaniem komisji, lekarz w tej okolicy musi 

mieć coś więcej niż wielkomiejskie wychowanie i doświadczenie. 

Być może w wielkim mieście nikt nie przejmuje się tym, co lekarz 

robi, czy też jak żyje, ale my tutaj nie jesteśmy w mieście i lekarz 

winien wieść przykładne, moralne życie... 

RS

background image

112 

 

Teraz Jeff nie mógł się już dłużej powstrzymać. 

- Jedną chwileczkę - przerwał podniesionym głosem. - Posuwamy 

się za daleko. To nie ma nic wspólnego z moimi lekarskimi 

umiejętnościami. Doktor Gilden wkracza teraz w sferę osobistą i 

mam prawo do tego, żeby się bronić. 

Mąż zaufania ostro polecił mu usiąść. 

- Gdy zostanie pan wezwany, może pan mówić. Nie chciałbym 

przypominać panu o tym bez przerwy. 

Triumf Gildena nie miał granic. 
- Doktor Keith mieszkał w swym domu - i w szpitalu, który 

powstał za stanowe pieniądze - z pewną dziewczyną. To jeszcze 

prawie dziecko. Babka dziewczyny jest z powodu przemytu alkoholu 

w więzieniu. To niemoralne, mieszkać tam razem z dzieckiem. I 

jestem pewien, że każdy przyzna mi rację. - Gilden usiadł, rzucając 

spojrzenie przez salę. 

Jeff miał ogromną ochotę rzucić się na swego przeciwnika i 

uderzyć go w twarz, ale w porę przypomniał sobie, co wydarzyło się, 

gdy stracił panowanie w stosunku do doktora Klee. I tak miał 

wystarczająco dużo kłopotów, zmusił się więc do opanowania. 

- Będę wyrażał się tak zwięźle, jak to tylko możliwe - zaczął. - Aby 

oddać sprawę zgodnie z chronologią, chciałbym powiedzieć, że 
badałem pana Turnera nazajutrz po operacji doktora Gildena. 

Oceniłem jego stan jako poważny. Z jego i jego żony pozwoleniem 

zoperowałem go raz jeszcze. To co zrobił Gilden, było raczej operacją 

eksperymentalną.   

Pacjent cierpiał na raka trzustki i wskazywały na to wszystkie 

objawy. Przeprowadziłem operację Whip-ple'a, a potem wysłałem 

tkankę do stanowego laboratorium zdrowia. Potwierdzono 
złośliwość guza. 

Mówiąc, Jeff obserwował czterech lekarzy komisji. Dotąd nie 

wydawało mu się ważne, jakie sprawiali wrażenie, lecz Gilden 

wytoczył przeciw niemu ciężkie działa, co wywołało reakcję komisji. 

Widać było, że przewodniczący, doktor Royal, lekarz na 

emeryturze, to człowiek o nienagannych manierach. Doktor Hines 

RS

background image

113 

 

był w średnim wieku, nowoczesny i z pewnością tolerancyjny. James 

Cohern, aptekarz, był chudym, brzydkim mężczyzną, który bez 
przerwy obserwował Jeffa. Czwarty członek komisji był kimś, kto 

wewnętrznie Jeffa niepokoił. Niefachowiec, piastował polityczny 

urząd i niewiele, lub też w ogóle nic, nie rozumiał ze strony 

zawodowej. Kanciasta broda i posępne rysy mogły należeć tylko do 

człowieka, który wybaczy prawie wszystko - za wyjątkiem 

uchybienia kodeksowi moralnemu. 

Doktor Royal zwrócił się do Jeffa. 
- Przeprowadził pan więc operację, chociaż zdawał pan sobie 

sprawę, że nie ma pan licencji ważnej w granicach tego stanu. 

- W ogóle o tym nie pomyślałem - przyznał Jeff. 

- Przyjechałem tutaj, gdyż potrzebowałem spokoju i odpoczynku. 

Moja żona właśnie umarła, a miałem także kłopoty w szpitalu, w 

którym pracowałem. Miałem zamiar nie zajmować się już więcej 
medycyną, ani tu ani, gdziekolwiek indziej. 

- Dlaczego więc pan to uczynił? - zapytał pan Clayburne, 

niefachowiec. 

- Uważałem ten przypadek za ostateczność. Tak samo, jeśli 

uczestniczyłbym w wypadku samochodowym. 

- Proszę kontynuować - poprosił go przewodniczący. 
- Turner żyje i najprawdopodobniej będzie żył jeszcze długo. Z 

pewnością wiedzą państwo, jak się coś takiego roznosi po górach. 

Wkrótce zaczęli przychodzić do mnie ludzie. Najpierw było to 

dziecko z zainfekowaną ręką, które znajdowało się w 

niebezpieczeństwie, więc się nim zająłem. Zresztą doktor Gilden był 

wzywany do tego przypadku - nie pojawił się jednak. Dlaczego, nie 

wiem, ale opowiadano mi zewsząd... 

- Niech pan się nie zajmuje tym, co panu opowiadano - ostro 

zwrócił mu uwagę pan Clayburne. - Proszę mówić o tym, co pan wie. 

- Chętnie to zrobię, ale powinno to obowiązywać obie strony. 

Gilden obwiniał mnie o moralną rozwiązłość - lecz jest to tylko jego 

własna opinia. Nie ma żadnego dowodu... 

- On mieszka tam, na górze, z dzieckiem! - wrzasnął Gilden. 

RS

background image

114 

 

- Czy mogę kontynuować? - zapytał Jeff. 

- Proszę - powiedział przewodniczący, a zwróciwszy się do 

Gildena, rzekł: - Powiedział pan wszystko, co pan chciał, a teraz głos 

ma doktor Keith. 

- Robiłem wszystko, co w mojej mocy, aby zniechęcić tych ludzi. 

Często wzbraniałem się nawet przed otwieraniem drzwi. Potem 

przyniesiono mi do domu tego chłopca, którego postrzelili celnicy. Z 

tego, co opowiedzieli, wynikało, że kula musiała wejść w ciało pod 

dużym kątem i utkwić tuż przy sercu. Zamierzałem operować. 

- Tam, na górze, w pańskim domu? - zapytał pan Clayburne. 

- Przeprowadziłem operacje Wipple'a pod jabłonią - powiedział 

spokojnie Jeff. - Oczywiście zna pan skalę tego rodzaju operacji, 

panie Clayburne. 

Pan Clayburne nie umiał na ten temat nic powiedzieć, trząsł się 

tylko na myśl o tym, że operacja została przeprowadzona w takich 
warunkach. 

- Jakkolwiek by się rzecz miała - ciągnął Jeff -doktor Gilden 

pojawił się w moim domu i przejął przypadek. Chciał, aby pacjent 

został przewieziony do szpitala, który znajduje się bardzo daleko. 

Chłopca musiano więc transportować na tylnym siedzeniu 

samochodu. Ostrzegałem celników, że chłopak tego nie przeżyje, 
jednak Gilden zlekceważył to. Naturalnie celnicy posłuchali doktora 

Gildena, gdyż wcześniej też zawsze tak robili. Chłopiec umarł. 

- I tak by umarł - wtrącił Gilden z gniewem. 

- Uratowałbym go - powiedział Jeff. 

- Nie ma pan prawa tak mówić, jeśli nie wie pan o tym przypadku 

nic poza pobieżnym badaniem, jakiemu poddał pan chłopaka. 

- Czy uczestniczył pan w sekcji zwłok? - zapytał Jeff. 
- Nie. Nie miałem czasu. 

- Czy przeczytał pan z niej raport? 

- Nikt nie uważał za konieczne, przysłać mi kopii. 

- Widziałem sekcję, mam również kopię raportu - powiedział Jeff 

ze spokojem, zwrócony do członków komisji. - Moja diagnoza była 

prawidłowa. Ponieważ pacjent został poruszony, powstał silny 

RS

background image

115 

 

krwotok. Kulę można było usunąć operacyjnie. Polecenie doktora 

Gildena, aby transportować pacjenta, graniczyło z nieumyślnym 
zabójstwem. 

- To tylko pańskie zdanie - wtrącił pan Clayburne. 

- Zajmował się pan jednak opinią doktora Gildena! 

- Wystarczy! Niech pan kontynuuje, doktorze Ke-ith! - zażądał 

mąż zaufania. 

- Byłem tak wściekły na niedbalstwo doktora Gildena, jego 

arogancję i jego metody, że postanowiłem skończyć z jego 
monopolem w górach. 

- Przed chwilą powiedział pan, że nie miał pan zamiaru znowu 

praktykować, a jednak pan to uczynił, doktorze Keith. 

- Tylko dlatego, że doktor Gilden zaniedbał tak wielu ludzi. 

Zamierzałem przedstawić go jako człowieka, który jest tak zacofany, 

że nie może dłużej pracować jako lekarz, który byłby gotów 
praktykować w tych górach. Złożyłem takie podanie w stanowym 

departamencie zdrowia i jest ono częścią mojego raportu. 

Pan Clayburne wciąż jeszcze nie wydawał się być zadowolony. 

- Wy, ludzie medycyny, możecie dyskutować o operacjach i 

medycznym talencie. Ja jednak jestem zainteresowany tym, aby 

dowiedzieć się czegoś więcej o dziewczynie, która z panem mieszka. 
Czy to prawda? 

- Mieszka w pokoju nad garażem, który stoi za domem. 

Przywiozłem Fern Foster, razem z jej babką, dlatego, że była chora 

na zapalenie płuc. Teraz pomaga mi w szpitalu i dba o mój dom, a 

między nami nie ma absolutnie nic - za wyjątkiem mojego podziwu 

dla niej. 

- Ale mieszkają państwo sami? 
- Tak, mieszkamy sami - przyznał Jeff - w warunkach, które 

podałem. Dziewczyna jest niewinną, ufną nastolatką... 

- Ma dziewiętnaście lat! - zawołał Gilden. - Wiem o tym dobrze, 

gdyż pomagałem jej przyjść na świat. 

- Myślę, że wystarczy nam to, co usłyszeliśmy -powiedział 

Clayburne. - Zostało wykazane, że sława doktora Keith'a nie była w 

RS

background image

116 

 

Nowym Jorku najlepsza, a mnie nie podoba się myśl, że mieszka on 

na górze z dziewczyną. Ale chodzi głównie o to, że nie ma prawa 
praktykować w tym stanie jako lekarz. Głosuję za tym, aby nie 

wydano mu licencji i żeby został ukarany za nielegalne 

wykonywanie swego zawodu. 

Pół godziny później Jeff wyszedł z sali posiedzeń. Zatrzymał się 

przed sądem i zapłacił karę w wysokości pięciuset dolarów. Potem, 

tak szybko, jak tylko mógł, pojechał do domu. Zaparkował przed 

małym szpitalem i wszedł do biura, gdzie ku jego zdziwieniu czekali 
na niego Mike i Amy. 

- Nasi pacjenci zwiali - powiedział Mike. - Złe nowiny roznoszą się 

szybko. 

- Po prostu sobie poszli? - zapytał Jeff. 

- Wciąż jeszcze nie znasz tych ludzi - powiedziała Amy. - Wiedzą, 

że jesteś doskonałym lekarzem, ale uraziłeś ich uczucia moralne. 

- Myślą więc, że - że Fern i ja... 

- Tak, tak myślą. Gilden umiał szeptać właściwe słowa do 

właściwych uszu - powiedział Mike ze złością. 

- Czy Fern już o tym wie? 

- Jest w domu. Przypuszczam, że się pakuje, aby wrócić do chaty 

swojej babki. 

Jeff rozgniewany potrząsnął głową. 

- Nigdzie nie pójdzie! Wszystko to przecież bzdura. Natychmiast 

wyszedł z biura i poszedł do Fern. 

Siedziała bezmyślnie w swej sypialni. Miała na sobie zwykłą, 

bawełnianą sukienkę, którą wcześniej z sobą przywiozła. Biały strój, 

dokładnie uprasowany, wisiał na wieszaku. Wszystko było starannie 

wysprzątane. 

Jeff zamknął za sobą drzwi i podszedł do niej. Wyciągnął swą dłoń, 

lecz Fern się nie poruszyła. Podniósł ją więc z krzesła i przytulił do 

siebie. 

- Żałuję, że to się musiało stać, Fern. Mnie to nie dotknie, lecz 

ciebie może zranić. Jak tylko będę mógł, odejdę, lecz chciałbym, 

żebyś ty tu została. 

RS

background image

117 

 

- Dziękuję panu, doktorze. Ale mimo wszystko nie mogę tu zostać. 

I proszę nie pytać, dlaczego. 

- Jednak zapytam. Jeśli teraz odejdziesz, przyznasz w ten sposób, 

że Gilden miał rację. Rozumiesz? Jeśli odejdziesz, wszyscy powiedzą, 

że czujesz się winna. 

- Nie patrzyłam na to z tej strony. Jeśli więc pan chce, zostanę. 

- To dobrze, Fern. 

Zeszli razem na dół, gdzie czekali na nich Mike i Amy. Jeff wyszedł 

zaraz potem z biura. 

- Nie chciałabyś przeprowadzić się na jakiś czas do mnie, Fern? - 

spytała Amy. 

- Nie, dziękuję, Amy. Doktor Keith mówił, że będzie lepiej, jeśli 

zostanę, więc tak zrobię. 

- Ale wszystko, co przez to osiągnie, to fakt, że narobi sobie pełno 

wrogów - powiedziała Amy z niepokojem. 

- Wątpię, żeby coś sobie z tego robił - wtrącił Mike Darrin. - Teraz 

będzie najlepiej, jeśli na tym skończymy. Gilden wskoczył znów na 

siodło i przez chwilę tam zostanie. 

- Przez chwilę? Czy coś zamierzasz, Mike? 

- Tak, nie mogę dać spokoju Gildenowi i tej przeklętej komisji. 

Muszę walczyć dla Jeffa. Widziałaś przecież, jak wpłynęła na niego 
cała ta sprawa. To już drugi raz, gdy przeżywa coś takiego. Jak ma 

więc zachować zaufanie do samego siebie? 

- Ale jak może to teraz zmienić? - zapytała Amy. Fern odwróciła 

się gwałtownie i opuściła pokój. 

Mike i Amy spojrzeli za nią. 

- Ona go kocha, Mike - powiedziała Amy. - A on nawet o tym nie 

wie. 

Mike Danin skinął głową. 

- Jest głupcem. Kochają go dwie cudowne dziewczyny, a on ich nie 

widzi, bo jest ślepy. Amy, chciałbym być tak ślepy w stosunku do 

ciebie. 

- Wiem, Mike - powiedziała miękko. - Ja też jestem niemądra, gdyż 

wiem, że mnie kochasz. Och, chciałabym odwzajemniać tę miłość. I 

RS

background image

118 

 

było tak, Mike, zanim przyszedł Jeff. Powiedziałam mu, że go 

kocham, lecz mnie odrzucił - w miły sposób, lecz przecież 
definitywnie. Fern będzie jednak bardziej zraniona niż ja, a nie ma 

nikogo, kogo mogłaby się trzymać. 

- Ty masz kogoś takiego - powiedział Mike poważnie. 

- Tak, i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa - odparła i 

położyła głowę na ramieniu Mike'a. 

Jeff długo rozmyślał i podjął w końcu decyzję. W chwilę potem 

zawołał do siebie Fern, gdyż słyszał, jak chodziła po swojej sypialni. 

- Rozmyśliłem się - zaczął, gdy stanęła przed nim. 

- Nie zostaniesz tutaj. Mnie jest to obojętne, ale ty, być może, 

musiałabyś cierpieć przez resztę swojego życia przez plotki, a ja tego 

nie zniosę. Pojedziemy oboje do miasta i zamieszkamy w hotelu - ty 

w jednym, a ja w jakimś innym. 

- Nigdy w życiu nie byłam w hotelu. 
- I nie będzie ci się to bardzo podobało, po wolności, jaką się dotąd 

cieszyłaś. To ja jestem winien temu całemu gadaniu i ja ci to w 

przyszłości wynagrodzę. 

- Przecież nie mogę jechać z panem do miasta... - jej głos stawał się 

coraz cichszy. - Nie mam się w co ubrać. Jeśli pojadę tak, jak 

wyglądam teraz, tylko pana skompromituję. 

Jakąż była słodką istotą! Ona miałaby go skompromitować! O 

sobie nie myślała. Chwycił ją za rękę i pociągnął na górę do swej 

sypialni. Wyjął z szafy walizkę Diany, otworzył ją i wskazał na jej 

zawartość. 

- Wybierz więc sobie to, co jest ci potrzebne na nasz pobyt w 

mieście i zapakuj. Daję ci na to godzinę. Będziesz gotowa? 

-Tak. 
Wyszedł na zewnątrz i czekał. Zaparło mu dech, a jego serce 

skurczyło się, gdy po godzinie ujrzał Fern schodzącą po schodach. 

Szła do niego całkowicie odmieniona. Poruszała się ze 

zdumiewającym wdziękiem, a jej usta uśmiechały się miękko. 

- Podobam się panu? - zapytała cicho. 

- Jesteś fascynująca, Fern. Nie miałem pojęcia, że jesteś tak 

RS

background image

119 

 

podobna do Diany. Jesteś piękna - niezwykle piękna! 

- Cieszę się. 
- Nigdy nie myślałem, że ktoś mógłby mierzyć się z pięknością 

Diany. Ale ty możesz. Jesteś taka młoda, taka świeża... i tak 

wzruszająca. Jestem szczęśliwy, że jesteś tu, Fern - kochanie. 

Wyciągnął do niej ramiona, w które popłynęła. 

Dzień, w którym miała się odbyć właściwa rozprawa sądowa 

przeciwko Jeffowi, nadszedł szybko. Mike Darrin był już zawczasu u 

Fern i Jeffa i razem pojechali do siedziby sądu. 

Ku zdziwieniu wszystkich przesłuchanie zaczęło się od 

oświadczenia prokuratora. 

- Wysoki Sądzie - zaczął - sprawa stanu przeciwko Jeffowi 

Keith'owi doktorowi medycyny. Jest oskarżony o pracę bez licencji i 

przyznaje się do tego. Ale w warunkach, które spowodowały, że 

wykonywał swój zawód, jako lekarz, nie mógłby postąpić inaczej. Z 
jego wcześniejszej działalności w Nowym Jorku, gdzie prowadził 

praktykę, przedłożono poświadczone raporty, z których wynika, że 

doktor Keith nie zrobił nic, co miałoby zniszczyć jego opinię dobrego 

lekarza. Tutaj, w naszych górach, leczył ludzi, którzy pilnie 

potrzebowali jego pomocy. Robiąc to, wywołał gniew lekarza, który 

praktykował tu od wielu lat. Doktor Gilden powinien być do 
dyspozycji na każde wezwanie. Chciałbym teraz wnieść do 

protokołu, że nie wezwałbym doktora Gildena, nawet gdyby tutaj 

był. 

Jeff siedział osłupiały, nie mogąc pojąć, że uwierzono w jego 

zeznania i był niewinny. 

Prokurator spojrzał z uśmiechem na Fern i Jeffa, po czym znów 

zwrócił się do trybunału. 

- Ze względu na to, że stawką jest zawodowa i osobista reputacja 

doktora Keith'a, chcę powołać na świadka tylko jedną osobę. Zanim 

to zrobię, chciałbym powiadomić wysoki sąd, że doktor Keith i Fern 

Foster, która siedzi obok niego, zostali oskarżeni przez doktora 

Gildena o niemoralne prowadzenie się. Oboje temu zaprzeczyli. 

Powołuje Fern Foster na świadka! 

RS

background image

120 

 

Fern podniosła się i spokojnym krokiem podeszła do ławy 

świadków. Na prośbę prokuratora złożyła krótkie sprawozdanie. 

- Podczas silnej burzy śnieżnej doktor Keith przybył do chaty 

mojej babci i stwierdził u mnie ciężkie zapalenie płuc. Zimno i 

przeciągi w chacie sprawiły, że zdecydował się przewieźć mnie do 

swojego domu. Gdy tam przebywałam, mieszkała ze mną również 

moja babcia. Doktor Keith zaproponował jej, że jak tylko 

wyzdrowieję, możemy korzystać z pokoju nad garażem. 

- Czy - zapytał prokurator - wezwano panią do składania tutaj 

zeznań? 

- Nie - odpowiedziała Fern natychmiast. - Pytałam pana, czy mogę 

to zrobić, gdyż wszystko, co o doktorze Keitsie powiedział doktor 

Gilden, jest nieprawdą, i każdy w górach wie, że doktor Gilden wydał 

moją babcię, która została ujęta i aresztowana. Dlatego potem mógł 

powiedzieć to, co powiedział o mnie i doktorze Keitsie. 

- Mieszkała więc pani w pokoju nad garażem? I, jako 

odszkodowanie za opiekę, którą dał pani doktor Keith, służyła mu 

pani pomocą? 

- Tak, tak było. 

Nawet ci, których trudno było przekonać, bez cienia wątpliwości 

uwierzyli, że Fern powiedziała prawdę i w ten sposób sprawa 
została zamknięta. 

- Dziękuję ci, Fern - powiedział Jeff, gdy razem opuszczali budynek 

sądu. - Nie tylko pomogłaś uwolnić moje imię od podejrzeń. Nie, ty, 

kochanie, dałaś mi znów odwagę na przyszłe życie. W dwóch 

sprawach zasadniczo się myliłem. Zbyt długo byłem w żałobie. Było 

to zrozumiałe, ale Diana nie życzyłaby sobie tego. Myślałem też, że 

mężczyzna nie może kochać dwa razy. I to był mój drugi błąd. 
Kocham cię, Fern, i proszę o to, abyś dzieliła ze mną dalsze życie. 

Czasem tylko będziesz musiała okazywać mi cierpliwość, kochanie... 

W odpowiedzi Fern odszukała jego dłoń i przytuliła ją do swojego 

policzka. Jej promienny uśmiech obiecywał mu radosne, szczęśliwe 

chwile. 

RS