background image

 

 Joan Elliott Pickart 

 

Cynamonowy wirus 

background image

Rozdział 1 

 
– Poruczniku Santini, co pan będzie robił po odejściu z 

policji? Jakie ma pan plany? 

– Żadnych wyjaśnień, proszę mnie przepuścić. 
– Poruczniku, ponad sześć miesięcy temu powrócił pan 

z  Włoch,  gdzie  odbywał  pan  staż  w  ramach  programu 
wymiany  policjantów.  Czy  rozważa  pan  możliwość 
powrotu do Italii? 

– Żadnych wyjaśnień – powtórzył Vince Santini. Szedł 

szerokim,  jasno  oświetlonym  korytarzem  kwatery 
głównej, z trudem przeciskając się przez tłum reporterów. 

–  Ludzie,  czy  nie  macie  nic  ciekawszego  do  roboty? 

Często się zdarza, że gliniarze rezygnują z pracy w policji. 
To żadna rewelacja. 

–  Pana  przypadek  to  sensacja  –  powiedziała  jakaś 

kobieta.  –  Wytypowano  pana  na  praktykę  do  Italii, 
rozwiązał  pan  większość  prowadzonych  przez  siebie 
spraw,  od  pierwszego  dnia  ożywił  działania  kwatery 
głównej  i  odnosił  pan  sukcesy.  Teraz  pan  odchodzi. 
Dlaczego? Jakie są pana plany na przyszłość? 

Vince potrząsnął głową, marszcząc brwi. 
– Żadnych wyjaśnień. 
– No, poruczniku, niechże się pan złamie. 
– Nie mam nic do powiedzenia. 
Vince popchnął drzwi i opuścił budynek. Na schodach 

prowadzących  w  stronę  chodnika  reporterzy  wręcz 

background image

przepychali  się,  by  dotrzymać  mu  kroku.  Listopadowe 
niebo  nad  Los  Angeles  było  zachmurzone,  a  chłodny, 
ponury  i  szary  dzień  nie  wpływał  na  poprawę  coraz 
gorszego nastroju Vince'a. 

„To  oczywiste  –  pomyślał.  –  Musiał  być  przeciek  w 

departamencie".  Reporterzy  dowiedzieli  się,  że  tego 
popołudnia  porucznik-detektyw  Vincent  Santini  spotkał 
się  z  komisarzem  i  wręczył  mu  swoją  oficjalną 
rezygnację.  Nie  spodziewał  się  jednak  ataku  prasy  na 
swoją  osobę.  Gdyby  tylko  mógł  zwiać  tym  błaznom,  w 
ciągu  godziny  zapomnieliby,  kim  był.  Faktem  jest,  że 
przez kilka lat jego nazwisko wielokrotnie pojawiało się w 
gazetach  w  związku  ze  sprawami,  które  prowadził.  Ale 
emerytowany  policjant  dla  reporterów  jest  tylko  nudnym 
gliniarzem  i  gdyby  zniknąć  im  z  oczu,  to  przestaliby  się 
nim zajmować. 

–  Poruczniku,  pracował  pan  w  wywiadzie,  zanim 

przeszedł pan do policji. Czy myśli pan o pracy w jednej 
ze specjalnych agend rządowych? 

–  Żadnych  wyjaśnień.  –  Vince  zatrzymał  się  na  dole 

schodów. Nie miał ochoty ciągnąć ich za sobą do miejsca, 
gdzie  zaparkował  samochód.  –  Słuchajcie  –  powiedział, 
odwracając się twarzą do tłumu. – Nie próbuję utrudniać 
współpracy.  Po  prostu  nie  mam  nic  do  powiedzenia. 
Zamierzam  na  kilka  tygodni  wziąć  urlop,  odpocząć, 
przemyśleć sprawy i podjąć decyzję. 

–  Urlop?!  Gdzie  pan  wyjeżdża?  Vince  potrząsnął 

głową. 

background image

– Nie dajecie mi odetchnąć, a ja naprawdę mogę tylko 

powtórzyć  –  żadnych  wyjaśnień.  Teraz  ustąpcie  mi  z 
drogi. Mam dość... 

Przerwał mu pisk opon i wszystkie głowy odwróciły się 

w  kierunku  pobocza.  Mały  jasnoczerwony  samochód 
zatrzymał  się  gwałtownie  przy  komisariacie.  Nie 
wyłączając  silnika,  młoda  kobieta  otworzyła  energicznie 
drzwi  i  podbiegła  w  kierunku  grupy  zgromadzonej  na 
chodniku. 

Jej  szybkie  i  zdecydowane  ruchy  sprawiły,  że  tłumek 

zdezorientowanych  reporterów  rozstąpił  się  jak  Morze 
Czerwone.  Runęła  w  kierunku  Vince'a,  przylgnęła  do 
niego całym ciałem i zarzuciła mu ręce na szyję. 

Vince 

zachwiał 

się 

lekko 

pod 

wpływem 

nieoczekiwanego  zderzenia,  po  czym  instynktownie 
przygarnął obejmującą go kobietę. 

–  Kochanie  – powiedziała  wystarczająco  głośno,  by ją 

wszyscy  słyszeli.  –  Jest  mi  tak  okropnie  przykro,  że  się 
spóźniłam. Wybaczysz mi? 

Patrzyła  na  niego  przesadnie  błagalnym  wzrokiem  i 

przewracała kokieteryjnie oczami. 

Vince  nie  mógł  powstrzymać  uśmiechu,  który  cisnął 

mu się na usta. Zielone oczy kobiety iskrzyły się figlarnie 
i  wesoło.  Krótkie  kasztanowate  włosy  okalały  bardzo 
ładną  twarzyczkę  z  zawadiackim  piegowatym  noskiem  i 
miękkimi zmysłowymi ustami. 

Nie  miał  najmniejszego  pojęcia,  kim  była  ta  kobieta  i 

dlaczego  rzuciła  mu  się  na  szyję,  odczuwał  natomiast 

background image

zupełnie  wyraźnie  ucisk  jej  małych  jędrnych  piersi, 
obciągniętych  jedynie  bladozielonym  podkoszulkiem,  i 
smukłych,  odzianych  w  dżinsy  nóg.  Uświadomił  sobie 
także, że jej bliskość wyzwala w nim pożądanie. 

– Wybaczam ci – powiedział, wciąż się uśmiechając. 
– To wspaniale – powiedział słodko. – Ruszajmy więc, 

kochanie. 

Jestem pewna, że ci wspaniali ludzie nam to wybaczą. 

Wskoczymy po prostu do autka i ruszamy. Dobrze? 

„Ratuje  mnie  od  reporterów"  –  pomyślał  nie 

dowierzając.  Chyba  że  sama  jest  reporterką  i  ma  więcej 
sprytu niż inni. Jeżeli tak jest, zajmie się tym później. Na 
razie... 

– Chodźmy stąd – powiedział. Złapał ją za rękę i ruszył 

w  kierunku  czerwonego  samochodu.  –  Do  zobaczenia!  – 
krzyknął  przez  ramię  do  zaskoczonych  takim  obrotem 
sprawy dziennikarzy. 

–  Będę  prowadziła  –  oznajmiła.  –  Mój  samochód  jest 

kapryśny. 

– Świetnie. 
Gdy tylko zdołał wcisnąć swoje metr dziewięćdziesiąt i 

z trudem zamknął drzwi, samochód wystrzelił do przodu. 
Oparł się ręką o tablicę rozdzielczą i spojrzał uważniej na 
kobietę. 

Kimkolwiek  była,  w  pełni  zasługiwała  na  miano 

kobiety  atrakcyjnej  w  całym  tego  słowa  znaczeniu. 
Prowadziła  przy  tym  jak  szaleniec  i  cud,  że  nie  owinęła 
swojego „autka" wokół słupa telefonicznego. 

background image

–  Mogłabyś  troszkę  zwolnić.  Nie  jedziemy  przecież 

obrabować  banku.  Ci  reporterzy  na  pewno  nie  zdążyli 
wsiąść do swoich samochodów, aby nas ścigać. 

Skinęła głową i trochę zwolniła. 
– Proszę bardzo. 
Vince westchnął głęboko i spojrzał na nią znowu. 
–  Nienawidzę  być  wścibski,  ale  kim  jesteś  i  dlaczego 

uratowałaś mnie przed reporterami? 

– Trzymaj się – powiedziała i przejechała ze świstem na 

żółtym świetle. 

– Gdzie się podziewają policjanci, gdy są potrzebni? – 

mruknął. 

– To dowcipne – zauważyła i rozparła się w fotelu. 
„Do  licha!  –  pomyślała  Katha  Logan.  –  Co  ja 

zrobiłam?"  Zgarnęła  Vince'a  Santiniego  z  chodnika  i 
wiozła go ze sobą, oto czego dokonała. 

Jego  zdjęcia  widziała  w  gazetach  kilka  razy,  ale 

rzeczywistość  ją  zaskoczyła.  Był  niesamowity  –  wysoki, 
dobrze  zbudowany,  o  oliwkowej  skórze  i  czarnych  jak 
węgiel włosach i oczach. 

Miał długie muskularne nogi i szerokie ramiona, a jego 

surowe  męskie  rysy  były  absolutnie  wspaniałe.  W 
obcisłych, wyblakłych dżinsach i jasnoniebieskiej koszuli 
prezentował się jak współczesny bóg romański. A ona go 
porwała. No, niekoniecznie porwała. Mimo wszystko był 
bardzo szczęśliwy, gdy odjechali. 

–  Hej!  –  powiedział.  –  Zanim  spotkam  Stwórcę,  gdy 

wjedziesz  w  boczną  ścianę  budynku,  czy  mógłbym  się 

background image

przynajmniej dowiedzieć, kim jesteś? 

– Tak, oczywiście. Katha Logan. – Uśmiechnęła się, a 

po chwili ponownie zaczęła obserwować ruch uliczny. 

– Katha Logan – powtórzył. – Katha, niezwykłe imię i 

podoba mi się... A więc, Katho Logan, o co tu chodzi? 

–  Potrzebuję  twojej  pomocy.  Przyjechałam  do 

śródmieścia  i  dowiedziałam  się,  że  jesteś  w  kwaterze 
głównej, bo akurat składasz rezygnację. Muszę przyznać, 
że, jak dla mnie, wybrałeś zły moment. 

Czytałam  o  tobie  tyle  dobrego  w  gazetach.  Jedna  z 

moich  przyjaciółek  mówiła,  że  niedawno  prowadziłeś 
sprawę serii napadów rabunkowych na składy alkoholowe 
–  wiesz,  jej  ojciec  jest  właścicielem  jednego  z  tych 
składów  –  no,  i  złapałeś  facetów  w  kilka  dni.  To  mnie 
przekonało. 

Zrozumiałam, że jesteś odpowiednim człowiekiem, aby 

załatwić tę sprawę. 

Odetchnęła głęboko. 
–  Ale  zrezygnowałeś  właśnie  teraz,  gdy  jesteś  mi 

potrzebny. Do licha! 

Mimo  to  zdecydowałam,  że  mógłbyś  chociaż 

przedstawić swoją opinię o całym tym bałaganie, mimo że 
nie jesteś już w policji. Dlaczego odszedłeś? 

Zresztą  mniejsza  o  to,  nie  moja  sprawa.  Gdy 

dojechałam  do  komisariatu  i  zobaczyłam  stłoczonych 
wokół  ciebie  reporterów,  pomyślałam,  że  nigdy  nie 
zdołam do ciebie dotrzeć. Pobiegłam po swój samochód, 
podjechałam  pod  wejście  i,  jak  mówią,  reszta  to  już 

background image

historia.  –  Wzięła  głęboki  oddech,  jakby  zabrakło  jej 
powietrza. – Rozumiesz? 

Vince przytaknął z rozmysłem. 
– 

Tak. 

Myślę, 

że 

dokładnie 

zrozumiałem. 

Przypuszczam,  że  ma  pani  kłopoty  i  potrzebny  pani 
detektyw.  Nie  jestem  już  jednak  oficerem  policji,  panno 
Logan. 

– Ech, mów do mnie Katha, a ja też będę mówić ci po 

imieniu. 

Dobrze?  Zdaję  sobie  sprawę,  że  nie  jesteś  już 

gliniarzem,  Vince,  ale  nie  oddałeś  przecież  swojego 
rozumu razem z rewolwerem i odznaką. Czy nie mógłbyś 
po  prostu  wysłuchać  mnie  do  końca  i  powiedzieć,  co  o 
tym sądzisz? – Nagle zmarszczyła brwi. – Do licha! To na 
nic. 

– Dlaczego? 
– Ponieważ nie jesteś już opłacany z moich podatków. 

Domyślam  się,  że  prowadząc  dochodzenie,  robiłbyś  to 
jako  prywatny  detektyw,  a  ci  faceci  biorą  krocie.  – 
Westchnęła.  –  W  takim  razie  to  wszystko,  jeśli  chodzi  o 
moją  sprawę.  Gdzie  mam  cię  wysadzić?  Sądzę,  że 
chciałbyś wrócić po swój samochód, mam rację? 

–  Wolnego  –  powiedział,  podnosząc  rękę.  –  Za 

wcześnie  jeszcze,  by  wracać  pod  komisariat.  Jestem 
pewien, że reporterzy nadal się tam kręcą. 

Tak  naprawdę,  to  Vince  wiedział,  że  prasa  dawno  już 

sobie poszła. Po prostu nie chciał jeszcze rozstawać się z 
czarującą, choć trochę zwariowaną Kathą Logan. Była tak 

background image

orzeźwiająca  jak  powiew  wiosennego  powietrza.  Co 
prawda nie jego typ, tym niemniej interesująca. 

Może  wysłuchać  jej  historyjki  i  wskazać  kogoś  z 

policji, kto mógłby pomóc. Był jej ostatecznie coś winien 
za uwolnienie od pismaków. 

–  Słuchaj  –  powiedział.  –  Dlaczego  nie  mielibyśmy 

napić  się  kawy  w  tamtej  kafejce  na  górze.  Nogi  mi  już 
zdrętwiały, tak jestem tutaj wciśnięty. 

– Zgoda. 
Vince  zamknął  oczy,  gdy  Katha  przecinała  dwa  pasy 

ruchu, by wepchnąć się na parking obok kafejki. Wcisnęła 
hamulce i westchnęła. 

– No, jesteśmy. 
– Żyjemy – wymamrotał. – To doprawdy zadziwiające. 

– Otworzył drzwi i wygramolił się z auta. 

W kawiarni zamówili kawę i ciastka. Vince odchylił się 

do tyłu, luźno założył ręce na piersiach. 

– Twoja kolej, Katho. Cały zamieniam się w słuch. 
„Gadaj  zdrów"  –  pomyślała.  Był  mężczyzną 

wspaniałym  w  każdym  calu.  Przypomniała  sobie  przez 
moment, jak czuła się w mocnych ramionach Vince'a, gdy 
tuliła się do niego przed kwaterą główną. Ekstaza, ot co. 
Sprawiał  wrażenie  takiego  dobrego  i  mocnego.  Była 
wtedy  świadoma  swej  witalnej  kobiecości,  czuła  się 
bezpieczna, zamknięta w uścisku bardzo męskiego faceta. 

„Kobiety  muszą  chodzić  za  nim  stadami"  –  dumała. 

Atrakcyjne  kobiety  w  szałowych  strojach,  z  długimi 
zadbanymi paznokciami. Blondynki. Najprawdopodobniej 

background image

przepada za blondynkami, które wyglądają przebojowo w 
jego  ramionach.  Z  pewnością  nie  była  w  jego  typie... 
Myśli te przygnębiły ją. Ma wystarczająco dużo kłopotów 
i  niepotrzebne  to  smutne  wzdychanie  nad  mężczyzną, 
który nie zaszczyciłby jej dwukrotnym spojrzeniem. 

– Katha? 
– Ach, przepraszam, przez minutkę śniłam na jawie!  – 

Wyprostowała się, uniosła podbródek, co sprawiło, że ich 
spojrzenia się spotkały. 

–  Prowadzę  firmę  Logan  &  Logan  –  przepisywanie  i 

redagowanie tekstów – która... 

– Przepraszam – powiedział, podnosząc rękę. – Jest was 

dwoje Loganów. – Był ciekaw, czy tamten to jej mąż. Nie 
nosiła  wprawdzie  obrączki,  ale  to  nie  dowód,  że  nie  jest 
zamężna.  Ten  drugi  Logan  był  prawdopodobnie  jej 
mężem. 

– Tak, dwoje Loganów – powiedziała Katha. – Ja i... – 

Przerwała,  bowiem  kelnerka  stawiała  właśnie  na  stoliku 
ich kawę i ciastka. 

„I?" –  Vince ponaglił  ją  w  myśli,  po  czym  zwymyślał 

sam siebie. Właściwie co to za różnica, kim był ten drugi 
Logan. 

–  ...  mój  ojciec  –  powiedziała  Katha,  gdy  kelnerka 

odeszła. 

Zanim się zorientował, jego twarz rozjaśnił uśmiech. 
– Ach, twój ojciec! Prowadzisz firmę z ojcem. Miło mi. 

Kontynuuj więc swoją opowieść. 

– Nie, to nie ma sensu – powiedziała. – Nie jesteś już 

background image

policjantem. Twój intelekt tak, ale ty nie, a mnie nie stać 
na jego opłacenie. 

– Nie martw się o to. Gdy poznam fakty, będę cię mógł 

polecić właściwej osobie w odpowiednim wydziale. 

– Rozumiem. Dobrze, powiem ci w czym rzecz. Pracuję 

poza domem. 

Mieszkam  zresztą  w  domu  ojca.  Moimi  klientami  są 

głównie  studenci  uczelni  w  rejonie  Los  Angeles  i  kilka 
małych  firm.  Nanoszą  swoje  prace  na  dyskietki,  zwykle 
bez  ładu  i  składu,  i  przesyłają  je  do  mojego  komputera 
przez  modem.  Otrzymuję  wydruk  komputerowy  w  tej 
pierwotnej formie, przeredagowuję go i przepisuję. Tekst 
w  końcowym  kształcie  dostarczany  jest  zamawiającemu 
przez posłańca. Jest wielu ludzi, którzy nie potrafią dobrze 
pisać, a ja ze swoimi usługami wychodzę im naprzeciw. 

–  Pomysłowe.  Ja  sam  piszę  na  maszynie  dwoma 

palcami,  a  moje  prace  na  uczelni  nie  należały  do  tych, 
którym przyznawano nagrody. 

–  Dzięki  bezbłędnym  pracom  rośnie  renoma  naszej 

firmy  i  otrzymujemy  coraz  to  nowe  zamówienia.  Mam 
sekretarkę, ale gdy przychodzi nawał prac semestralnych, 
muszę wynajmować dodatkową maszynistkę, aby podołać 
zamówieniom.  Kod  umożliwiający  połączenie  z  moim 
modemem  wysyłany  jest  do  szkół  i  firm.  Klient  może 
zakodować  swoje  nazwisko  i  umieścić  je  w 
harmonogramie, aby w określonym czasie otrzymać swoją 
pracę.  Wszystko  to  przebiega  niesamowicie  sprawnie, 
zobaczysz, gdy już się w tym zorientujesz. Uczelnie mają 

background image

pracownie  komputerowe  z  wyposażeniem,  które  jest 
potrzebne studentom do przesłania mi swoich prac. 

Vince szybko spałaszował swoje ciastko, wypił kawę i 

skinął głową. 

–  W  porządku,  wiem  o  co  chodzi.  W  czym  więc 

problem? 

Katha  rozejrzała  się  i  pochyliła  w  jego  kierunku. 

Mówiła cichym głosem. 

–  Vince,  wczoraj  przez  mój  modem  przeszła 

wiadomość, która nie była dla mnie przeznaczona. To był 
błąd  w  przekazywaniu.  Znalazła  się  nagle  w  moim 
„koszyku przedruków". 

– I co? 
Otworzyła  portfel  i  wyciągnęła  złożony  kawałek 

papieru. Ponownie się rozejrzała i postukała lekko jednym 
palcem w kartkę papieru. 

– Przeczytaj to – powiedziała. 
Vince  zauważył  zakłopotanie  na  jej  twarzy,  po  czym 

skierował swoją uwagę na kartkę. 

– 

Wprowadzono  wirus,  by  zmienić  wykaz  opieki 

społecznej  pod  koniec  miesiąca  –  przeczytał  cicha  – 
Przygotuj się na przestawienie adresów przed pierwszym. 
– Spojrzał w oczy Kathy.

 

–  Mam  nadzieję,  że  wiesz,  co  to  znaczy.  Dla  mnie  to 

bełkot. 

–  Rzeczywiście  wiem,  co  to  znaczy.  W  żargonie 

komputerowym, wirus, czasami nazywany „łobuzem", jest 
kodem  ukrytym  w  oprogramowaniu,  który  wydaje 

background image

określone polecenie w ustalonym czasie. 

Wirus jest nielegalny, został wpisany przez kogoś, kto 

zdołał złamać kod programu. To poważne przestępstwo. 

– Rozumiem cię, mów dalej. 
–  Ta  wiadomość  mówi,  że  wirus  umożliwia  zmianę 

wykazu  adresów  opieki  społecznej,  co  oznacza,  że  czeki 
nie  zostaną  doręczone  właściwym  ludziom.  Instruuje  on 
drugą stronę, by wpisała nową, fałszywą listę adresów w 
dokładnie  określonym  czasie.  Myślę,  że  czeki  zostaną 
wysłane  pod  te  adresy  i  będą  zrealizowane,  zanim 
właściwi  adresaci  zgłoszą,  że  ich  nie  otrzymali.  Jest  to 
operacja,  która  za  jednym  posunięciem  przyniesie 
przestępcom  ogromny  zysk,  nieprawdopodobną  sumę 
pieniędzy. 

Vince  wpatrywał  się  w  nią,  w  wiadomość,  znowu  w 

nią.  Tak,  to  możliwe,  ale  jak  ktoś  zdołał  wymyślić  coś 
podobnego?  Wydawało  się  to  niepojęte  i  śmieszne. 
Przypomniał sobie jednak historyjkę, którą usłyszał chyba 
rok  temu,  o  uczniu,  który  zdołał  zakłócić  pracę  kilku 
tysięcy  komputerów  rządowych  przy  pomocy  psotliwie 
wprowadzonego wirusa. Wysiłek, jaki należałoby włożyć 
w  ten  rodzaj  przestępstwa,  był  zniechęcający  –  co  Katha 
zasugerowała  –  ale  skoro  ktoś  naprawdę  znał  swoje 
komputery... 

– Nie wierzysz mi, prawda? – powiedziała miękko. 
Zmrużył oczy, bacznie przyglądając się jej twarzy. Była 

tak  piękna  i  malowała  się  na  niej  taka  szczerość,  że 
chociaż wieloletnia praktyka nakazywała mu sceptycyzm, 

background image

to wiedział, że nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby tak po 
prostu od niej odszedł. Zaczął mówić, ale mu przerwała. 

– Vince, musisz mi wierzyć. System opieki społecznej 

w  tym  mieście  za  dwa  tygodnie  przestanie  nagle 
funkcjonować, jeżeli nie odnajdziemy tego wirusa. Ludzie 
będą  głodni,  pozbawieni  środków  na  utrzymanie,  na 
opłacenie mieszkań... Lista ciągnie się i ciągnie. 

– Ale wiemy, że wirus tam jest. „Zakładając – pomyślał 

– że ta wiadomość jest prawdziwa". 

–  Nie  rozumiesz?  Jeżeli  nie  znajdziemy  wirusa, 

przestanie  działać  program  drukujący  adresy  ściśle 
według ustalonego harmonogramu. 

Zostanie  on  całkowicie  wymazany.  Jeżeli  nawet 

zaczęliby  w  tej  minucie  wpisywanie  nazwisk  zgodnie  z 
nowym  programem,  nie  skończyliby  w  terminie,  by 
uzyskać czeki do pierwszego. 

– Jak zamienią właściwie adresy na fałszywe? 
–  Widocznie  mają  hasło  do  głównego  systemu. 

Wymazuje  się  oryginalną  listę  adresów  i  na  jej  miejsce 
wpisuje  fałszywą.  Źródło  transmisji  jest  Bóg  wie  gdzie. 
Czeki  i  koperty  są  drukowane  z  nowymi  adresami  i 
wysyłane.  Nikt  nie  zauważy  nic  złego,  ponieważ  ta 
procedura powtarza się co miesiąc Potrząsnął głową. 

– Nie do wiary. – Ale zaczynał w to wierzyć. 
–  Prawie  nie  zmrużyłam  oka  ostatniej  nocy,  myśląc  o 

tym przez cały czas. Można wykryć wirusy w programie, 
chociaż  jest  to  niesamowicie  trudne.  To  długie  godziny 
nudnej pracy, ale może się udać. Rzecz w tym, że oszuści 

background image

zaprzestaną  działania  w  tym  mieście,  gdy  uświadomią 
sobie,  że  ich  plan  został  zablokowany.  Pojadą  do  innego 
dużego miasta i zaczną znowu. 

Trzeba ich koniecznie złapać, Vince. 
–  Ejże!  –  powiedział,  przykrywając  jej  rękę  swoją.  – 

Nie  przejmuj  się  tak  bardzo.  Jesteś  naprawdę 
zdenerwowana. – Uderzył ją kciukiem w nadgarstek. 

„Ma taką  małą dłoń  – pomyślał. – Delikatną, ze skórą 

miękką jak płatek róży". Katha Logan naprawdę myślała o 
ludziach.  Autentycznie  martwiła  się  o  otrzymujących 
zasiłki  z  opieki  społecznej,  których  czeki  mogły  być  w 
niebezpieczeństwie. 

– Przypuszczam, że powiedziałaś o tym ojcu. 
– Nie – odrzekła, wyciągając rękę. – Nie powiedziałam 

ojcu. On jest... 

Nie powiedziałam i już. Tylko ty wiesz. 
– 

Wiadomość 

przeszła 

przez 

twój 

modem 

przypadkowo.  Jak  sądzisz,  czy  spostrzegli  już,  że  źle 
trafiła? 

– Być może, ale niekoniecznie. Jeżeli nastąpi obniżenie 

mocy,  wiadomość  może  zagubić  się  całkiem  i  musi  być 
ponownie  wysłana.  Byli  nierozważni,  że  przesyłali  coś 
takiego  przez  modem.  Znają  się  z  pewnością  bardzo 
dobrze na komputerach, ale są mało przewidujący. 

–  I  będzie  to  pracowało  na  ich  niekorzyść.  Muszę 

stwierdzić,  Katho  Logan,  że  prawdopodobnie  trafiłaś  na 
prawdziwe gniazdo os. 

– Czy to oznacza, że mi wierzysz? Miałam nadzieję, że 

background image

ty...  Och,  możesz  przynajmniej  powiedzieć  mi,  z  kim 
powinnam porozmawiać w policji. 

Vince  odwrócił  głowę,  by  popatrzeć  przez  okno.  W 

skupieniu przymrużył oczy. 

Zainteresowanie 

Kathy 

wirusem 

osłabło, 

gdy 

obserwowała jego profil. Miał rysy jakby wyrzeźbione w 
kamieniu:  prosty  nos,  wystające  kości  policzkowe  i 
prostokątne szczęki. Był wspaniały. 

– Vince? 
Odwrócił się, by na nią spojrzeć. 
– Nie powinnam cię porywać z chodnika w taki sposób, 

jak  to  zrobiłam.  Musi  to  być  męczący  dzień  dla  ciebie. 
Nie sądzę, aby decyzja o odejściu z policji była łatwa do 
podjęcia. 

–  Nie,  nie  była  łatwa,  ale  dojrzewała  od  dłuższego 

czasu  i  była  spóźniona.  Nie  zraziłem  się  do  pracy  w 
policji.  To  polityka  dobrała  się  do  mnie,  biurokracja, 
piętnaście  przepisów  w  najprostszej  sprawie.  Nie 
odpowiadałem na pytania reporterów, ponieważ nie lubię 
być  przyciskany  do  muru  w  ten  sposób.  Sedno  sprawy 
polega  na  tym,  że  wiem  dokładnie,  jakie  są  moje  plany. 
Otwieram  swoją  własną  agencję  detektywistyczną.  Od 
teraz, Katho Logan, jesteś moim pierwszym klientem. Jak 
to brzmi? 

–  Nie,  nie.  Nie  mogę  się  zgodzić,  ponieważ  nie 

mogłabym ci zapłacić. 

Poza  tym  program  opieki  społecznej  nie  jest  mój, 

należy  do  miasta.  Ja  przypadkiem  jestem  świadoma,  w 

background image

jakim niebezpieczeństwie znalazł się ten system. 

–  Prawda,  ale  pomyśl  i  o  tym,  że  jeżeli  przekażemy 

sprawę policji i będzie jakiś przeciek informacji, stracimy 
jakąkolwiek  szansę  złapania  tych  facetów.  Pomyszkuję 
trochę  na  własną  rękę,  zobaczę,  do  czego  się  dogrzebię, 
zanim  zdecydujemy  się  iść  na  policję.  –  Uśmiechnął  się 
do  niej.  –  To  będzie  dobry  trening  dla  mnie,  pozwoli  mi 
przekonać  się,  jakim  będę  detektywem.  Bez  opłat. 
Wszystko na koszt firmy. Co o tym myślisz? 

–  To  brzmi  rozsądnie,  oprócz  jednej  małej  zmiany, 

którą muszę uczynić w twoim planie. 

– To znaczy? 
–  My  będziemy  myszkować.  Jako  wspólnicy. 

Zobaczymy,  do  czego  uda  się  nam  dobrać.  Jestem  w  to 
wciągnięta z własnej woli, Vincento Santini, i zamierzam 
doprowadzić  sprawę  do  końca.  Poza  tym  potrzebujesz 
mojego doświadczenia w obsłudze komputerów. Jesteśmy 
więc wspólnikami? 

Patrzył na nią przez chwilę, potem pojawił się na jego 

twarzy  uśmiech.  –  Panno  Logan,  będziemy  rzeczywiście 
nierozłączni.  Przeszył  ją  dreszcz,  gdy  zobaczyła  błysk  w 
ciemnych  oczach  Vince'a.  „Och!  Do  licha!  –  pomyślała 
drugi raz tego dnia. – Co ja zrobiłam?" 

background image

Rozdział 2 

 
O  północy  Vince  odrzucił  koce  i  nagi  wstał  z  łóżka. 

Przeszedł  przez  pokój  do  dużego  okna.  Zasłony  były 
odsunięte,  co  umożliwiło  mu  podziwianie  efektownych 
świateł,  które  zdawały  się  ciągnąć  w  nieskończoność.  Z 
wysokości  dwudziestu  pięter  widział  samochody  na 
drogach, pojazdy pojawiające się jak mrówki maszerujące 
w szeregu. 

Jedną  ręką  ścisnął  framugę  okna,  a  drugą  masował 

kark, chcąc rozluźnić spięte mięśnie. Denerwowało go, że 
nie  może  się  odprężyć,  uspokoić  myśli  i  spać.  Miał 
świadomość,  że  przegrał  bitwę  z  myślami  o 
niespokojnych wydarzeniach dnia. 

Pierwszy  raz  od  wielu  lat  poczuł  się  całkowicie, 

przygnębiająco samotny. 

– Cholera! – wymamrotał, potrząsając głową. 
Decyzja  o  odejściu  z  policji  dojrzewała  długo. 

Frustracja  i  złość  zbierały  w  nim  w  związku  z  wciąż 
piętrzącymi  się  przepisami,  zasadami  i  polityką, 
wstrzymującymi  postęp  przy  każdym  posunięciu, 
utrudniającymi  każde  śledztwo.  Nie  chcąc  zepsuć  swojej 
reputacji, musiał odejść. 

Ale  teraz  w  ciszy  nocy  decyzja  ta  ciążyła  mu  bardzo. 

Czuł  się  jak  rozbitek  unoszony  przez  fale,  płynący  bez 
celu, samotny, bezradny. 

„Głupota"  –  strofował  sam  siebie.  Przecież  starannie 

background image

zaplanował  każdy  następny  krok,  zanim  jeszcze  zamknął 
tamtą  sprawę.  Podanie  o  pozwolenie  na  pracę  w 
charakterze  prywatnego  detektywa  zostało  przyjęte  i 
nowiutka  karta  identyfikacyjna  spoczywa  bezpiecznie  w 
portfelu.  Broń  i  pozwolenie  na  nią  leżą  w  szufladzie 
stolika. Oficjalnie jest już prywatnym detektywem. 

Sądził,  że  narastające  tej  nocy  zniecierpliwienie  jest 

zrozumiałe. W jego życiu zachodziły zasadnicze zmiany, 
ale skąd  to uczucie, że stracił coś, czego nowa praca mu 
nie da? 

Vince  odwrócił  się  od  okna,  mamrocząc  następne 

przekleństwo.  „Szalony"  –  powiedział  o  sobie.  Czuł  się 
wyczerpany  z  powodu  braku  snu.  Oto  stał  całkiem 
rozbudzony,  podczas  gdy  Katha  spała  prawdopodobnie 
smacznie jak niemowlę. 

Katha Logan. 
Wrócił  do  łóżka,  przeciągnął  się,  założył  ręce  pod 

głowę  i  gapił  się  w  sufit.  Opanowała  wszystkie  jego 
myśli. 

Ładna,  zdrowa  Katha  z  puszystymi  rudymi  lokami, 

dużymi,  zielonymi  oczami  i  kilkoma  piegami  na  nosie. 
Katha,  która  wskoczyła  w  jego  ramiona,  była  jakby 
stworzona  właśnie  dla  niego.  Katha,  jego  wspólnik  w 
śledztwie, które prowadzi jako prywatny detektyw. 

Ogarnęła go senność. Śliczna... śliczna Katha. 
Katha usiadła sztywno na łóżku, całkiem przebudzona, 

jakby  nią  ktoś  potrząsnął.  Spojrzała  na  zegar,  zobaczyła, 
że było prawie wpół do pierwszej i zakłopotana zamrugała 

background image

kilka razy oczyma. 

Dlaczego  się  obudziła?  Czy  coś  usłyszała?  Nie, 

wszędzie było cicho, a jednak zerwała się ze snu, jakby to 
był ranek, a nie chwila po północy. Jakie to dziwne. 

Ułożyła  się  znowu  na  poduszce  i  złożyła  ręce  na 

brzuchu.  „Śpijże"  –  nakazywała  sobie.  Miała  zbyt  wiele 
pracy  następnego  dnia,  by  pozwolić  sobie  na  nie 
przespaną  noc.  Rozsądni  ludzie  śpią.  Vince  Santini 
najprawdopodobniej śpi. 

Vince Santini. 
„Ale  facet"  –  pomyślała  uśmiechając  się.  Nie  była 

ekspertem  w  męskich  sprawach,  ale  nawet  ona,  gdy 
patrzyła,  wpatrywała  się...  no  dobrze,  gapiła  się  na  ten 
nieprawdopodobny okaz męskiego gatunku, wiedziała, że 
jest  wspaniały.  Duży,  silny,  śniady  i  piękny.  Gdy  jej 
dotykał,  uśmiechał  się  i  mówił  do  niej  swoim  głębokim, 
przejmującym głosem, topiła się jak masło w słońcu. 

Zaczynają  jutro  i  musi  przestać  zachowywać  się  przy 

nim  jak  ciamajda.  Jest  jego  wspólnikiem  w  bardzo 
ważnym  dochodzeniu.  Tak,  jutro  nada  właściwy  kształt 
swoim działaniom. 

A  dzisiaj?  Dzisiejszy  wieczór  należał  do  niej.  Był 

opromieniony kuszącymi myślami o Vincencie. 

Vince... Ziewnęła. Nadchodził sen. 
Vince Santini. 
Następnego  dnia  o  pierwszej  Katha  usadowiła  się  w 

foteliku  naprzeciw  Vince'a  i  uśmiechnęła  do  niego. 
Wmawiała sobie, że jej serce stuka gwałtownie, ponieważ 

background image

przebiegła  parking  obok  restauracji  i  że  śmieszne 
poruszenie  w  żołądku  było  spowodowane  głodem.  Ale 
patrząc  na  ładną  twarz  Vince'a,  na  jego  uśmiech, 
wiedziała,  że  się  okłamuje.  Trzy  sekundy  w  jego 
obecności  i  cała  była  roztrzęsiona.  Jeszcze  nigdy  tak  się 
nie czuła. Gdy rozsądek zawodzi, należy to ukryć. Nigdy 
nie będzie wiedział, że działa na jej zmysły. 

–  Cześć!  –  powiedziała  wesoło.  –  Przepraszam  za 

spóźnienie.  Musiałam  czekać  na  posłańca,  by  zabrał 
przepisane teksty, potem ruch uliczny był srogi i... Ale już 
jestem, gotowa do pracy, wspólniku. 

– Nie jesteś aż tak spóźniona – powiedział, dając sygnał 

kelnerce. – Zamówmy lunch. Na co masz ochotę? 

– Obojętne co, byle coś wrzucić na ruszt, poruczniku. 
– Co? – zapytał, wybuchając śmiechem. 
–  To  żargon  policjantów.  Słyszałam  w  telewizji.  Jak 

widzisz, nie jestem całkowitą nowicjuszką, jeżeli chodzi o 
pracę w policji. 

–  To  budujące  –  powiedział,  wciąż  chichocząc.  –  Co 

chcesz jeść, asie? 

Zamówili  hamburgery,  frytki  i  koktajl  czekoladowy. 

Vince  obserwował,  jak  Katha  rozkładała  serwetkę  na 
kolanach. 

Wyglądała niesamowicie w słonecznie żółtym swetrze i 

ciemnych marynarskich, jak mu się wydawało, spodniach; 
rzucił  okiem  na  jej  smukłe  nogi  i  zgrabną  pupcię,  gdy 
ulokowała się na kanapie. Policzki miała zarumienione, a 
jej  oczy  wyglądały  jak  szmaragdy. Gdy  uśmiechnęła  się, 

background image

jej twarz promieniała, a ciepło spływało w dół jego ciała. 
Była  taka...  realna.  Tak,  to  dobre  słowo.  Poczuł  nagłe 
pragnienie  pociągnięcia  jej  przez  stół  w  swoje  ramiona  i 
całowania  aż  do  utraty  tchu.  Na  to  z  pewnością  miałby 
ochotę. 

– No więc – powiedziała, odrywając go od niesfornych 

myśli. – Kiedy zaczynamy? I od czego? 

–  Wolnego,  Katho.  Lepiej  będzie,  jeżeli  coś  wyjaśnię. 

Ty  będziesz  w  tle  jako  doradca.  Jesteś  ekspertem  od 
komputerów.  Ja  będę  prowadził  dochodzenie  i 
przychodził  do  ciebie  z  każdym  problemem.  Co  o  tym 
sądzisz? 

Uniosła się i pochyliła w jego kierunku, zmrużyła oczy. 
–  To  nie  fair.  To  moja  sprawa,  panie  Sanitni.  Ja  ją 

odkryłam  i  jesteśmy  wspólnikami  w  śledztwie.  Nie 
będziesz  miał  całej  przyjemności  czajenia  się  w 
ciemności, podczas gdy ja będę odstawiona na półkę. To 
jest  po  prostu  nie  w  porządku.  –  Usiadła  z  powrotem  i 
zdecydowanie skinęła głową. 

Przez moment Vince wpatrywał się w sufit, potem ich 

spojrzenia się skrzyżowały. 

–  Po  pierwsze,  panno  Logan,  nikt  nie  mówił  o 

czatowaniu w ciemności. 

– Ale ty stoisz na czatach. Wszyscy policjanci to robią. 

Widziałam to... 

–  W  telewizji.  Wspominałaś  już.  Policjanci  spędzają 

więcej  czasu  na  wypełnianiu  raportów  w  trzech 
egzemplarzach każdy niż na czatowaniu. A po drugie, nie 

background image

chcę,  abyś  w  widoczny  sposób  brała  w  tym  udział.  To 
niemałe  przedsięwzięcie.  Mówimy  o  ohydzie,  w  której 
chodzi o dużą sumę pieniędzy, i ci ludzie nie pozwolą się 
tak  po prostu  powstrzymać.  Gdyby  to policja prowadziła 
dochodzenie, 

prawdopodobnie 

wycofaliby 

się 

po 

usłyszeniu pierwszych pogłosek o jej zainteresowaniu się 
wydziałem opieki społecznej. W przypadku mojej osoby, 
jeżeli  nawet  mają  kogoś  wewnątrz,  kto  udziela  im 
wskazówek,  uznają,  że  jeden  człowiek  nie  stanowi  dla 
nich zagrożenia. 

–  Słowo  daję  –  powiedziała  złośliwie  –  mówisz 

żargonem policyjnym jak na zamówienie. Mała operacja, 
ktoś wewnątrz... Straszne. 

Zaczął się śmiać. 
– Po prostu słuchaj uważnie, dobrze? 
„Jest  naprawdę  jak  oddech  świeżego  powietrza  – 

pomyślał. – Absolutnie zachwycająca". 

– Czas minął. Oto nasz lunch. Uśmiechnęła się. 
–  Nie pasuje  do  ciebie  ten  koktajl  czekoladowy. Duzi, 

twardzi policjanci powinni pić kawę... czarną. 

–  Piję  –  powiedział,  uśmiechając  się  również  –  jeżeli 

nie  ma  możliwości  zamówienia  koktajlu  czekoladowego. 
–  Uświadomił  sobie,  że  przez  ostatnie  dziesięć  minut 
więcej się uśmiechał i śmiał głośno, niż prawdopodobnie 
w  ciągu  ostatnich  dwóch  tygodni.  Energia  Kathy  była 
zaraźliwa.  Było  wspaniale  tak  długo,  jak  zapominał,  że 
musi  się  koncentrować  na  poważnej  sprawie.  –  Jedz, 
Katho. 

background image

Przez  kilka  minut  jedli  w  ciszy,  po  czym  Katha 

zapytała: 

– Masz rodzinę, Vince? 
–  Skąd  takie  pytanie?  Myślałem,  że  cała  jesteś  zajęta 

tym potencjalnym przestępstwem. 

–  Nie  jestem  pewna  –  powiedziała  poważnie  –  czy 

dyskutowanie o takich sprawach podczas jedzenia dobrze 
wpływa na trawienie. Dlatego pytam, czy masz rodzinę. 

– Policjanci nie przestają rozmawiać o swoich sprawach 

nawet  podczas  jedzenia,  bo  nigdy  by  nic  nie  rozwiązali. 
Ale  niech  będzie,  jak  chcesz.  Nie,  nie  mam  żadnej 
rodziny. 

– Żadnej? 
– Nie. Moi rodzice zginęli w wypadku drogowym, gdy 

miałem  siedem  lat.  Wychowywał  mnie  dziadek.  Zmarł 
dziesięć lat temu. 

– Nie byłeś nigdy żonaty? 
–  Nigdy.  Sądzę,  że  praca  w  policji  nie  sprzyja 

poważnym  związkom,  nie  mówiąc  już  o  małżeństwie.  A 
koszty rozwodu, są zbyt wygórowane. 

Podjąłem  taką  decyzję  wiele  lat  temu  i  teraz  jako 

prywatny detektyw nie zmienię zdania. 

– Och! 
–  Och?  Zdziwiona?  Większość  ludzi  traktuje  tę  opinię 

jako wyzwanie do dyskusji. 

–  Każdy  ma  prawo  dokonać  własnego  wyboru  – 

powiedziała,  lekko  wzruszając  ramionami.  –  Nigdy  nie 
zamierzasz  się  żenić.  W  porządku.  –  To,  co  ścisnęło  jej 

background image

serce,  absolutnie  nie  było  rozczarowaniem.  –  Czy  mogę 
prosić o ketchup? 

Wręczył jej butelkę. 
– A ty? Logan & Logan to ty i twój ojciec. Czy jest was 

więcej Loganów? 

– Nie. Tylko nas dwoje. Moja matka zmarła cztery lata 

temu.  Ja  już  skończyłam  studia  i  rozpoczęłam  pracę. 
Prowadziłam  usługi  przepisywania  na  maszynie  w  moim 
mieszkaniu. 

–  A  teraz  połączyłaś  się  z  ojcem  i  mieszkasz  w  jego 

domu? 

– Tak. Z ojcem... Można tak powiedzieć. 
–  Dlaczego?  –  zaciekawił  się  Vince.  –  Czy  jest  jakiś 

szczególny  mężczyzna  w  twoim  życiu?  –  Pytał  nie 
dlatego,  żeby  go  to  obchodziło,  oczywiście.  Prowadził 
właśnie  jałową  rozmowę,  ponieważ  dyskusja  o  pracy  w 
policji podczas jedzenia nie  wpływa dobrze na  trawienie. 
–  Wiesz,  mężczyzna,  który  myśli  po  linii  małżeństwa, 
dzieci, hipoteki. 

–  Byłam  zaręczona  z  chłopcem,  którego  poznałam  na 

uczelni. 

Mieliśmy  się  pobrać  po  jego  obronie  pracy 

magisterskiej z matematyki, ale gdy przeprowadziłam się 
do domu  mojego ojca, on... – Przerwała. – No, po prostu 
nie  wyszło.  Naprawdę  nie  miałam  czasu  na  poważny 
związek,  ponieważ...  ponieważ  byłam  bardzo  zajęta 
rozwijaniem firmy Logan & Logan. 

–  Rozumiem  –  powiedział  Vince,  choć  tak  naprawdę 

background image

nie rozumiał. 

„Czegoś  tu  brakuje  –  pomyślał  –  czegoś  mi  nie 

powiedziała".  Jej  oczy  przestały  się  iskrzyć.  Boże,  jej 
oczy  były  pełne  wyrazu.  Lepiej,  żeby  nigdy  nie  grała  w 
pokera. 

–  Hmm,  zgaduję,  że  chciałabyś  wyjść  kiedyś  za  mąż, 

mieć dzieci... 

Patrzyła na niego dłuższą chwilę. 
–  Tak  –  powiedziała  cicho.  –  Może  kiedyś.  Był 

niezadowolony  z  jej  melancholijnego  tonu  i  posiłek 
skończyli w ciszy. Gdy kelnerka zabrała talerze, poprosił 
o czarną... kawę. Katha oświadczyła, że nic więcej już nie 
przełknie. 

– Mam pytanie – powiedział, gdy kawa stała już przed 

nim.  –  Ten  „łobuz",  jak  go  nazwałaś,  który  sprawił,  że 
wiadomość  przeszła  przez  twój  modem,  to  tylko 
przypadek, czyż nie? 

–  Tak  przypuszczam.  Nie  mieliby  powodu  celowo 

przesyłać mi tej wiadomości. 

– Jakie są szanse na jej powtórzenie? 
– Nie mam pojęcia. Skinął głową. 
–  Warto  byłoby  to  sprawdzić.  Czy  jesteś  wolna  przez 

kilka godzin? 

– Tak. Moja sekretarka jest w domu i pracuje nad tym, 

co ma być gotowe na dziś po południu. 

j  Mogę  się  skoncentrować  na  naszej  sprawie.  – 

Zauważył, że jej oczy iskrzyły się znowu. 

–  A  więc  zabierajmy  się  do  pracy.  Ja  prowadzę. 

background image

Zdumienie  jej  było  ogromne,  gdy  okazało  się,  że  celem 
był wspaniały jacht, stojący w ekskluzywnej przystani. 

Na  pokładzie  powitał  ich  wysoki,  dobrze  zbudowany 

mężczyzna  trochę  po  trzydziestce.  Katha  spostrzegła,  że 
był  bardzo  przystojny,  miał  jasno-brązowe  włosy  o 
słonecznych  smugach,  ciemną  opaleniznę  i  promienny 
uśmiech.  Ale  nie  był  tak  przystojny  jak  Vince,  nie  tak 
dobrze  zbudowany,  nie  miał  też  brązowych  oczu  z 
bursztynowymi  plamkami,  takich  jak  zniewalające  oczy 
Vince'a.  Był  urzekającym  mężczyzną  ubranym  w  wąskie 
dżinsy i rybacki sweter, ale nie mógł nawet próbować się 
równać z siłą męskości Vincenta. 

– Jak się masz, do diabła, Vince? – zapytał, potrząsając 

ręką Vincenta i uderzając go w ramię. – To wspaniale, że 
cię widzę. 

– Katho – powiedział Vince – poznaj Tandera Ellisa. 
– Cześć! – Katha uśmiechnęła się. 
–  Witam  na  pokładzie,  piękna  damo.  Dzięki  tobie  to 

skromne i trochę lepkie otoczenie nabiera blasku. 

– Zignoruj go. – Vince roześmiał się. – On jest znanym 

pochlebcą. 

Tander, kontroluj się, Katha przyszła ze mną i ze mną 

odejdzie. 

– Tak? – zdziwił się Tander. 
– Właśnie, Pojmujesz? 
–  Tak  jest,  sir  –  powiedział  Tander.  –  Ranisz 

oczywiście moje wrażliwe serce, ale to nie pierwszy raz. 
Jeżeli mówisz, że Katha jest twoją damą, Vince, więc tak 

background image

jest. Nie ma problemu. 

– Ale... – niepewnie zaczęła Katha. 
– Dobrze – powiedział Vince. 
„Wielkie  nieba"  –  pomyślała.  Czuła  się  jak  kość,  o 

którą ktoś się targuje. Ale czuła też, że jest bardzo kobieca 
i  piękna.  Dama  Vincenta?  To  nie  była  prawda, 
oczywiście,  ale  to  ślicznie  brzmiało.  „Nie...  Zapomnij  o 
tym. Po prostu zapomnij!" 

– A więc, Vince, odszedłeś z policji. Nie zdziwiło mnie 

to, ty buntowniku. Byłem zdumiony, że tak długo tkwiłeś 
w  tym  systemie.  Jakie  masz  plany?  Czy  zamierzasz  w 
końcu żyć z pieniędzy po dziadku i korzystać z uciech? 

Katha  spojrzała  szybko  na  Vince'a.  Spadek?  Czyżby 

Tander Ellis sugerował, że Vince jest zamożny? 

–  Nie  –  odpowiedział  Vince.  –  Te  pieniądze  są  w 

rękach pośrednika od lokaty kapitału. 

– Nudne – jęknął Tander. – Wiązałem z tobą nadzieje, 

gdy  kupiłeś  mieszkanie  w  drapaczu  chmur,  ale  ty 
kontynuowałeś zabawę w policjantów i złodziei. 

– Dalej to robię. Jestem teraz prywatnym detektywem. 
Tander machnął ręką. 
–  Przepadłaś,  Katho.  Jak  na  tak  piękną  kobietę,  masz 

wstrętny  gust,  jeśli  chodzi  o  mężczyzn.  Ja  wiem,  jak  się 
bawić  i  korzystać  z  milionów, które  są w  moim  zasięgu. 
Popłyń  ze  mną,  moja  księżniczko,  do  egzotycznych 
krajów. 

–  Nie  mogę  dzisiaj.  –  Roześmiała  się.  –  Mam  tysiące 

rzeczy do zrobienia. 

background image

– Niech to cholera! 
– Tander – powiedział Vince – chciałbym wykorzystać 

troszkę  twój  mały  móżdżek.  Katha  i  ja  pracujemy  nad 
sprawą, którą mi przedstawiła. 

– Poważnie? 
– Poważnie. 
– Zejdźmy więc na dół i usiądźmy wygodnie. Ten wiatr 

od  wody  jest  chłodny.  –  Tander  z  radości  zatarł  ręce.  – 
Poważnie.  Ech!  Santini, jesteś  tym,  czego  potrzebuję, by 
przerwać nudę bezczynnego bogacza. 

Dech  jej  zaparło,  gdy  zobaczyła  wspaniały  pokój,  do 

którego  Tander  ich  zaprowadził.  Dominowały  królewski 
błękit  i  złoto,  ciemne  drzewo  i  błyszczący  mahoń,  a 
krzesła  i  sofy  obciągnięte  były  skórą.  Na  podłodze  leżał 
gruby niebieski dywan. 

Katha usiadła na środku sofy i rozglądała się dookoła. 
Tander skierował się w jej kierunku, ale zatrzymało go 

spojrzenie  Vince'a.  Zaśmiał  się  i  potrząsnął  głową, 
podnosząc ręce do góry na znak pokoju. 

–  Dobrze,  dobrze.  Po  prostu  sprawdzam  podwójnie.  I 

tyle.  –  Opadł  niezdarnie  na  ogromny  fotel.  –  Katha  jest 
twoja, rozumiem. Rozumiem. 

„Znowu  zaczynają"  –  pomyślała  Katha  wzdychając. 

Ktoś  obserwujący  to  wszystko  wywnioskowałby,  że 
Katha  Logan  jest  wyłączną  własnością  Vincenta 
Santiniego. 

Patrzyła,  jak  odwrócił  się  od  popielatej  zasłony.  Nie 

należała  przecież  do  niego.  On  nie  chciał  żadnego 

background image

poważnego związku. Nawet gdyby chciał, nie była w jego 
typie, nie używała też tego rodzaju sztuczek, do których, 
jak jej się wydawało, był przyzwyczajony. Nie wolno jej 
przywiązywać wagi do ogarniającego ją ciepła, które było 
spowodowane  zachowaniem  Vince'a  demonstrującym,  że 
„ta kobieta jest moja". 

Odwrócił się, by położyć marynarkę na oparciu krzesła, 

a  jej  oczy  zrobiły  się  okrągłe  na  widok  pistoletu 
zatkniętego z tyłu za pasem. 

Podnosząc oczy, zauważył jej zdziwienie. 
–  Nawyk  –  powiedział.  –  Z  przyzwyczajenia  noszę 

pistolet. Dzisiaj nie jest potrzebny. 

–  Pamiętam,  że  kilka  razy  w  dawnych  czasach  byłem 

bardzo zadowolony, że go miałeś – powiedział Tander. – 
Wyciągnąłeś nas z potrzasku, Vince. 

– Ty zrobiłeś to samo dla mnie. 
– Byłeś oficerem policji, Tander? – zapytała Katha. 
– Ja? Mój Boże, nie. Wiele lat temu razem załatwiliśmy 

kilka szalonych i niezbyt czystych spraw dla CIA. To było 
w  czasach  naszej  beztroskiej  młodości.  Byliśmy  nawet 
bliscy  kupienia  domku  na  wsi.  Do  tej  pory  mile 
wspominam ten nonsens. Nasz problem polegał na tym, że 
rzeczywiście  wierzyliśmy,  iż  jesteśmy  niezniszczalni.  I, 
co najważniejsze, okazało się, że jesteśmy. 

Vince roześmiał się i usiadł obok Kathy, kładąc rękę na 

oparciu za jej plecami. 

„Też  coś!"  –  pomyślała  oburzona.  Było  tyle  innych 

miejsc, gdzie mógł usiąść, ale usadowił się tuż obok niej. 

background image

Czuła  jego  ciepło,  lekki  zapach  piżmowej  wody  po 
goleniu,  widziała  wspaniałe  mięśnie  ud  rysujące  się  pod 
miękkim materiałem dżinsów. Do cholery z nim. Posuwał 
się w tej grze za daleko. 

Odchrząknęła głośno. 
– Z pewnością  mieliście wiele fascynujących  przygód, 

ale  myślę,  że  teraz  powinniśmy  się  skoncentrować  na 
obecnej sprawie. 

– 

Tak,  madame  –  powiedział  Vince  uroczyście,  udając, 

że nie widzi jej pochmurnego spojrzenia. – Oto szczegóły, 
Tander.

 

O niczym nie zapominając, Vince złożył sprawozdanie 

z tego, co zaszło. 

–  Czy  to,  co  zacytowałeś,  brzmi  dokładnie  jak  słowa 

przesyłki, którą Katha odebrała na swoim modemie? 

–  Tak  –  potwierdziła.  Otworzyła  portfel  i  wyciągnęła 

kartkę papieru. – Chciałbyś to zobaczyć? 

Ze zmarszczonymi brwiami, przemierzając pokój w tę i 

z  powrotem  kilkakrotnie,  czytał  w  skupieniu  zapisaną 
informację. 

Katha  obserwowała  go.  Ten  wysoki,  muskularny 

mężczyzna  o  włosach  w  słoneczne pasma  przywodził  jej 
na  myśl  uwięzionego  w  klatce  lwa.  Instynktownie 
wyczuwała,  że  jest  równie  silny  jak  Vince.  Beztroska  i 
niefrasobliwość  są  tylko  pozą.  W  rzeczywistości  Tander 
to silna osobowość. 

– W czym problem, Ellis? – zapytał w końcu Vince. – 

Przeczytałeś to co najmniej tuzin razy. Fakty są, jakie są. 

background image

Ktoś  podszywa  się  pod  wydział  opieki  społecznej,  by 
obrabować wielu ludzi, których na nic nie stać, a ja chcę 
go mieć. 

Tander zatrzymał się i spojrzał na Vince'a. 
–  Do  licha,  Santini!  –  powiedział,  targając  jeszcze 

bardziej  zmierzwione  już  przez  wiatr  włosy.  –  Nie 
pamiętam,  abyś  kiedykolwiek  postępował  pochopnie,  a 
teraz widzę, że gotów jesteś skoczyć na łeb, nie wiedząc, 
jak głęboka jest woda. 

Vince zmrużył oczy. 
–  O  czym,  do  cholery,  mówisz?  Czyż  nie  umiesz 

przeczytać tego, co masz przed oczami? Katha wyjaśniła 
mi, co to jest wirus. 

–  Świetnie  –  powiedział  Tander.  –  Miło  wiedzieć,  że 

nie jesteś za stary, by nauczyć się czegoś nowego. Moim 
jednak zdaniem... – Zawahał się i spojrzał na Kathę. – Nie 
oburzaj się, Katho, dobrze? Ale bądźmy rozsądni. 

Tę informację można wytłumaczyć na wiele sposobów. 
–  Ach  tak...  !  –  zaczęła  Katha,  bo  jakoś  nie  mogła 

wymyślić nic inteligentnego. – Ach... 

– Co z tobą, Tander? – zapytał Vince niezbyt cicho. 
–  Zaskakujesz  mnie,  Vince  –  powiedział  Tander, 

podnosząc  głos.  –  Jesteś  cholernie  dobrym  gliniarzem, 
zawsze  postępujesz  metodycznie  i  ostrożnie.  Zbierasz 
fakty  i  składasz  je  w  całość  jak  zawiłą  zagadkę.  Gdy 
czegoś  brakuje,  wychodzisz  i  znajdujesz  to.  Ale  to?  – 
Pomachał kartką w powietrzu. – Prujesz przez fale pełną 
parą,  byle  do  przodu.  Czy  nie  mógłbyś  zwolnić  na 

background image

minutę? 

– Nie ma czasu! 
–  To  co,  że  nie  ma.  Przypuszczasz,  że  ta  wiadomość 

dotyczy systemu opieki społecznej w mieście. A jeśli się 
mylisz? To może być... Cholera, nie wiem. Kod imion dla 
gry  komputerowej,  w  którą  grają  jakieś  dzieci  i  używają 
modemów  do  przeniesienia  ostatniego  posunięcia,  lub 
cokolwiek innego. 

Vince  wymamrotał  przekleństwo.  Obaj,  zdenerwowani 

do  granic  wytrzymałości,  nie  odrywali  od  siebie  oczu. 
Napięcie z każdą sekundą narastało. 

„Panowie  –  pomyślała  Katha  –  pistolety  i  dystans 

dziesięciu kroków. Proszę, nie poplamcie dywanu krwią". 

– Czy Katha wygląda na idiotkę?! – wrzasnął Vince. – 

Rozszyfrowała  tę  wiadomość  dla  mnie  i  rozumiem  ją 
dokładnie  tak,  jak  powiedziała.  Jeśli  nie  chcesz  się 
włączyć  w  to,  powiedz  od  razu,  a  Katha  i  ja  pójdziemy 
sobie. 

Tander  otworzył  usta  i  szybko  zamknął  je  znowu. 

Popatrzył  na  Kathę,  na  Vince'a,  znowu  na  Kathę,  a  jego 
spojrzenie  spotkało  się  z  pochmurnym  wyrazem  twarzy 
Vince'a.  Skrzywił  usta  w  lekkim  uśmiechu,  błysk 
przekory pojawił się w jego oczach. 

– Dobrze, Santini – powiedział, uśmiechając się szerzej. 

– Wygrałeś. 

Zrobimy,  jak  chcesz.  Przyłączam  się.  –  W  gruncie 

rzeczy  nie  zrezygnowałby  za  żadne  skarby.  –  Rzekłbym, 
że to może być bardzo, bardzo interesujące. – Zachichotał 

background image

„Co to znaczy?" – zastanawiała się Katha. 

– Co to znaczy? – zapytał Vince, prawie warcząc. 
–  Nic.  Po  prostu  nic  nic.  –  powiedział  Tander 

niewinnie. Wręczył kartkę Kathy i znowu usiadł niedbale 
w fotelu. – Mów dalej. 

Vince  gapił  się  na  Tandera  przez  chwilę,  jakby  chciał 

odgadnąć  jego  myśli.  Napięcie  osłabło,  powoli  się 
uspokoili. 

„A jeśli Tander  ma rację?  – pomyślała Katha. – Jeżeli 

robię wiele hałasu o nic?" 

–  Dobrze  –  odezwał  się  Vince.  –  Pytanie.  Jakie  są 

szanse,  aby  następna  wiadomość  przeszła  przez  modem 
Kathy? 

–  Trudno  wywnioskować.  –  Tander  wzruszył 

ramionami. – Nagły wzrost mocy mógł wcisnąć to w rejon 
Kathy, ale prawdopodobieństwo powtórzenia się tego jest 
niewielkie.  Jeśli  będziecie  mieć  szczęście,  zdarzy  się  to 
znowu  bez  żadnej  rozsądnej  przyczyny.  Oczywiście, 
musieliby  całkiem  zgłupieć,  by  przesyłać  znowu  coś 
takiego  przez  modem.  Szanse  nie  są  duże,  ale  warto 
sprawdzić. 

– Jak? – zapytał Vince. 
– Drukarka śledząca. Mam szykowne małe urządzenie, 

które prześledzi każde połączenie odbierane przez modem 
Kathy aż do źródła, z którego zostało nadane. 

–  Czy  to  jest  legalne?  –  Katha  była  ostrożna.  Tander 

spojrzał na nią zdziwiony. 

– Oczywiście, że nie, serduszko. 

background image

– Aha. – Uśmiech pojawił się na jej twarzy. 
– Zacznijmy więc od tego – postanowił Vince. – Katha, 

a twój ojciec? 

Czy chcesz poinformować go o tym, co się dzieje? 
– Ja... przemyślę to – powiedziała, bawiąc się paskiem 

od swetra. 

Vince  i  Tander  wymienili  szybkie  spojrzenia,  a  Vince 

zapytał: 

–  Czy  możesz  dostać  się  do  programu  w  wydziale 

opieki  społecznej,  tego,  który  zawiera  adresy  odbiorców, 
by poszukać wirusa? 

– Nie ma sprawy. Dam wam to urządzenie i podłączcie 

go  do  modemu  Kathy,  ale  miejcie  się  na  baczności.  Ci 
faceci  na  pewno  znają  swoje  komputery,  a  my  działamy 
zgodnie z założeniem, że rzeczywiście spartaczyli robotę. 
Jest  mała  szansa,  że  doszli  do  tego,  gdzie  trafiła  źle 
nadana  wiadomość.  Mówiłeś,  że  Katha  pracuje  w  domu 
swojego ojca. 

Proponuję,  abyś  złożył  jej  dyskretną  wizytę  w  nocy, 

aby podłączyć drukarkę do modemu. 

–  Dobry  pomysł  –  rzekł  Vince.  –  Katha  nie  powinna 

być kojarzona ze mną, zanim nie będziemy pewni swoich 
racji. – Położył rękę na jej ramieniu. 

– Poinformuję o rym policję, ale jeszcze nie teraz. 
Nie wiedziała, czy nie chciał informować policji, bo tak 

jak  Tander  miał  wątpliwości,  czy  nie  zinterpretowała  źle 
tej  wiadomości.  Czy  dlatego  położył  rękę,  tę  mocną, 
ciepłą, uspokajającą rękę na jej ramieniu? Doprowadzał ją 

background image

do szaleństwa. I denerwował. Miała już dość tej gry, którą 
prowadził z Tanderem. 

– Byłabym wdzięczna, panowie – powiedziała sztywno 

–  gdybyście  przestali  rozmawiać  o  mnie  tak,  jakby  mnie 
tu nie było. Mam głos i chcę, by mnie słuchano. Nikt nie 
przychodzi  do  mojego  domu  w  środku  nocy  bez  mojego 
pozwolenia.  Będziecie  mnie  traktować  w  tej  sprawie  jak 
równego partnera lub... – Podniosła podbródek. – Pójdę z 
tym gdzie indziej. 

Vince  poruszał  ustami  jak  ryba  wyrzucona  na  brzeg, 

wreszcie  machnął  ręką  i  nic  nie  powiedział.  Tander 
wybuchnął śmiechem. 

–  Santini,  drogi  przyjacielu,  trafiła  kosa  na  kamień. 

Będziesz miał pełne ręce roboty. 

background image

Rozdział 3 

 
Vince skradał się bezszelestnie w kierunku alejki. Noc 

była czarna jak atrament, chmury skryły księżyc i srebrne 
gwiazdy,  nie  przepuszczając  najmniejszego  promyczka 
światła. 

Jego  oczy  szybko  przywykły  do  ciemności.  Mijał 

ciemne  i  ciche  o  tej  porze  domy  i  tylko  psy  szczekały, 
wyczuwając go z daleka. 

Dom Kathy znajdował się na osiedlu starszych, dobrze 

utrzymanych, pojedynczych, piętrowych domów. Mówiła 
mu, że jest czwarty od rogu i teraz idąc liczył. 

A  jednak  czaił  się  w  cieniu,  chociaż  Kathy  twierdziła, 

że  nie  ma  o  tym  mowy.  Czeka  na  niego,  tak  jak 
zaplanowali, by go wpuścić tylnymi drzwiami do domu. 

Katha czeka, by przyszedł do jej domu. 
„Na  litość  boską!  –  złajał  sam  siebie.  –  Cóż  za 

idiotyczna myśl". Przekręcał w myślach fakty, wyciągając 
fałszywe wnioski. Dlaczego więc brzmiało to... tak miło? 
Dlaczego  uśmiechał  się  jak  idiota,  skradając  się  alejką 
pełną kubłów na śmieci? Czy Katha Logan nie przestanie 
zaprzątać jego umysłu chociaż na dziesięć minut? 

Nawet  pod  prysznicem  nie  przestawał  wyobrażać  jej 

sobie.  Gdy  w  myślach  zobaczył  ją  stojącą  obok,  poczuł, 
jak  ogarnia  go  palące  pożądanie.  Tulił  ją  nagą  w  swoich 
ramionach, całował delikatnie, później bardziej namiętnie, 
aż... 

background image

Potrząsnął głową zły na samego siebie. Nagle usłyszał 

jakiś  hałas.  To  tylko  kot  przebiegł  mu  drogę  i  z 
przejmującym  miauczeniem  zniknął  w  ciemności.  Szedł 
dalej, kierując  się  do  drewnianej  furtki,  która  prowadziła 
na  podwórze  domu  Kathy.  Zatrzymał  się  i  obserwował 
ciemny dom. Miał tam wejść, podłączyć drukarkę i wyjść. 
„Ściśle określone zadanie" – powiedział sobie stanowczo. 
Obojętnie  jaki  to  czar  rzuciła  Katha  na  niego,  miał  tego 
dość. Prowadził samotne życie. 

Ale Katha czeka na niego. 
– Santini – wymamrotał – zamknij się. 
W ciemnej kuchni przy stole siedziała Katha.  Była tak 

napięta, że zaczynały już ją boleć mięśnie. 

Doszła  do  wniosku,  że  czajenie  się  w  ciemności 

zupełnie  jej  nie  odpowiadało.  Było  wyczerpujące 
nerwowo  i  sprawiało,  że  człowiek  czuł  się  we  własnym 
domu jak złodziej. Nie będzie więcej tego robić. Zostawi 
to Vincentowi. 

Westchnęła.  Od  czasu,  gdy  rozstali  się  z  Vince'em  po 

opuszczeniu  jachtu  Tandera,  wzdychała  już  wiele  razy. 
Wzdychała,  ilekroć  jego  postać  pojawiała  się  przed  jej 
oczyma, a zdarzało się to niestety często. 

Znowu  westchnęła.  Po  raz  kolejny  nakazała  sobie 

spokój  i  przesunęła  się  na  krześle,  by  znaleźć 
dogodniejszą  pozycję.  Od  czasu,  gdy  opuścili  jacht 
Tandera,  biła  się  z  myślami.  Z  jednej  strony  odczuwała 
ciepłe,  drażniące  pożądanie,  które  ją  przeszywało,  gdy 
Vince  był  w  pobliżu,  z  drugiej  jednak  strony  coś  jej 

background image

szeptało, że demonstracyjna zaborczość Vince'a jest tylko 
aktorstwem. 

A ona chciała, by pragnął jej naprawdę! 
Wcale nie. Absolutnie nie. W jej życiu nie ma miejsca 

dla  mężczyzny,  dla  poważnego  związku.  A  nawet  gdyby 
było, Vince nie jest odpowiednim kandydatem. Traci więc 
czas, myśląc o nim i wzdychając. Dlatego zrezygnuje. To 
jest wystarczająco proste. 

Westchnęła. 
–  Ach,  gdyby  można  się  głośno  wykrzyczeć  – 

powiedziała,  potrząsając  głową.  W  tym  momencie 
usłyszała ciche pukanie do tylnych drzwi. 

Skoczyła na równe nogi, prawie przewracając krzesło. 
–  Wielkie  nieba  –  wyszeptała,  przyciskając  rękę  do 

łomocącego  serca.  Cholerny  Vince  przestraszył  ją  na 
śmierć.  I  co  z  tego,  że  wiedziała,  iż  miał  nadejść  lada 
chwila. I tak ją przestraszył. 

Przeszła  przez  kuchnię  i  energicznie  otworzyła  drzwi. 

Vince  wszedł,  zamknął  drzwi  z  lekkim  skrzypnięciem  i 
oparł ręce na biodrach. 

– Nawet nie zapytałaś, kto tam. 
– Cii... A któż inny mógł to być? – zapytała. – Nie mam 

zwyczaju przyjmować gości, którzy czają się  w ogrodzie 
w ciemnościach nocy. 

– To mógł być ktokolwiek. Powinnaś sprawdzić, zanim 

otworzyłaś drzwi. 

– Ci... To moje drzwi, panie Santini, i będę je otwierać, 

gdy będzie trzeba. 

background image

– Do diabła, ostra jesteś, ale pamiętaj, że to, co robimy, 

to nie zabawa. 

– Nie? No właśnie, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna 

rzeczywistość? Czy możesz mi odpowiedzieć? 

– O czym ty mówisz? 
Po  ripoście  przyszła  refleksja.  „Co  za  głupota,  że  to 

powiedziałam".  Nie  zamierzała  mu  mówić,  jak 
denerwujące było przedstawienie, które miało miejsce na 
jachcie Tandera. Kiedy wreszcie nauczy się trzymać język 
za zębami? 

– I? – zapytał Vince. 
Cofnęła się o krok. Vince nagle wydał się za duży, za 

silny  i  zbyt  masywny,  gdy  górował  nad  jej  drobną, 
odzianą  w  czerń  sylwetką.  Był  potężny,  piękny  i 
przyjemnie pachniał, i... 

– Nie – wyszeptała. – Zapomnij o tej rozmowie. Pokażę 

ci  moje  biuro,  byś  mógł  podłączyć  to  urządzenie  do 
modemu. 

Vince  spojrzał  na  nią  z  ukosa.  Wydawała  się  taka 

drobna,  taka  krucha  i  wrażliwa.  Przyjęła  go  gotowa  do 
działania,  teraz  cofa  się,  zaczyna  skupiać  na  sobie.  Nie 
powinien  na  nią  wrzeszczeć,  wejść  nagle,  nie  mówiąc 
nawet  „cześć".  Nie  była  wyszkolonym  oficerem  policji, 
przygotowanym 

do 

potajemnych 

spotkań. 

Była 

prawdopodobnie  niesamowicie  zdenerwowana,  może 
nawet przerażona. Cholera, był czasem taki wstrętny. 

–  Hej!  –  powiedział  delikatnie.  Uniósł  ręce  i  ujął  jej 

twarz,  kciukami  pocierał  jej  miękkie  policzki.  –  Słuchaj, 

background image

ja... Ach, do licha... 

Pochylił głowę i pocałował ją. 
Katha  zdrętwiała  zaskoczona.  Oparła  ręce  na  twardej 

klatce  piersiowej  Vince'a,  zdecydowana  odepchnąć  go  i 
powiedzieć,  że  jest  arogancki,  skoro  sądzi,  że  może  ją 
całować  tylko  dlatego,  że  ma  na  to  ochotę.  Ale  gdy 
poczuła smak jego ust, puściła tę myśl w niepamięć. 

Przesunęła  ręce  do  góry,  poczuła  jego  silne  mięśnie  i 

wsunęła końce palców w gęste czarne włosy. Wziął ją w 
ramiona i przyciągnął do siebie. 

„Właśnie  na  to  czekałem"  –  pomyślał  pośpiesznie. 

Czekał  wieczność  na  ten  pocałunek,  na  to,  by  tulić  jej 
ciało,  ale,  Boże,  warto  było  czekać!  Jej  usta  smakowały 
jak  słodki  nektar.  Kołysała  się  obok  niego,  mocno 
przytulona,  a  krew  łomotała  w  jej  żyłach.  Namiętność 
rozgorzała w szalony ogień. 

Przewidział ekstazę pocałunku, ale teraz chciał więcej. 

Chciał mieć ją całą. Wybiegł myślami naprzód, widząc ją 
nagą  obok  siebie;  jej  rude  loki,  ożywioną  twarz,  oczy 
przyćmione pożądaniem dla niego, tylko dla niego. Objął 
ją jeszcze mocniej, w stałym rytmie sięgając coraz głębiej 
językiem. Jęk wydobył się z jego piersi. 

Katha  doznała  pożądania,  jakiego  nigdy  jeszcze  nie 

doświadczyła. Gdy nabrzmiałe piersi przyciskała do jego 
torsu,  czuła  słodki  ból,  który  tylko  on  mógł  złagodzić 
dotykiem  swych  silnych,  ale  delikatnych  rąk.  Czuła 
drżenie nóg, a ciało pulsowało w rytmie pocałunku. Była 
całkowicie  świadoma  każdego  milimetra  swego  ciała  i 

background image

nawet  skóra  doznawała  uczucia  mrowienia  z  powodu 
pożądania.  Wszystko  było  wzniosłe  –  smak  ust  Vince'a, 
jego imponująca siła, zapach jego mydła, wody toaletowej 
i  ten  najważniejszy,  niepowtarzalny  zapach  męskości. 
Miał  sprężyste  ciało,  podczas  gdy  jej  było  miękko 
ukształtowane;  byli  jak  dwie  części  układanki,  które 
wspaniale  pasują  do  siebie.  I  to,  że  przyciskał  ją  mocno, 
było dowodem, że jej pragnął. 

„Czy  rzeczywiście  on  cię  pragnie,  Katho  Logan?" 

Przypomniała  sobie,  jak  na  jachcie  Tandera  przyrzekała, 
że nie stanie się ofiarą jego sztuczek. 

Opuściła  ręce  na  jego  piersi  i  odepchnęła  mocno. 

Uwolnił ją z uścisku, a ona cofnęła się i oparła o szafkę. 
Wciągnęła  niespokojnie  powietrze,  ale  nie  próbowała 
mówić.  Chciała,  aby  rozpalone  drżeniem  ciało  uspokoiło 
się. 

Vince  zamrugał,  otrząsnął  się  i  wrócił  do 

rzeczywistości. Czuł się tak, jakby dostał czymś w głowę. 
Palący  go  żar  osłabł,  zostawiając  mieszane  uczucia. 
Wpatrywał  się  w  Kathę  i  widział  ją  w  ciemności  tak 
wyraźnie,  jakby  kuchnia  była  doskonale  oświetlona. 
Powoli spojrzała mu w oczy, wyraz jej twarzy był smutny. 
Miała  lekko  rozchylone  usta,  proszące  wręcz  o  dalsze 
pocałunki.  Zacisnął  dłonie,  z  trudem  opanowując  chęć 
ponownego jej objęcia. 

–  Co...  –  Jego  głos  był  zachrypnięty  od  pożądania, 

odchrząknął. – O co chodzi? 

– To nie powinno się zdarzyć – wyszeptała. 

background image

– Do diabła, dlaczego nie? – zapytał głośno. – To było 

nieuniknione  i  ty  o  tym  wiesz.  Coś  się  pojawiło  między 
nami  od  początku.  Narastało  i  groziło  wybuchem. 
Pragnęłaś tego pocałunku tak samo jak ja. 

– Nie... 
– I pragnęłaś mnie. Czułem to, czułem, że dawałaś całą 

siebie.  I  Bóg  wie  –  kontynuował,  przeciągając  ręką  po 
włosach  –  jak  bardzo  cię  pragnąłem.  –  Przerwał.  –  Do 
licha,  przestań  patrzeć  na  mnie,  jakbyś  bała  się  mnie 
śmiertelnie.  Nie  wziąłem  nic,  czego  nie  dawałaś.  Ten 
pocałunek  był  odwzajemniony.  Jeszcze  trochę,  a 
kochalibyśmy się. 

–  Nieprawda!  Ten  pocałunek  nie  powinien  mieć 

miejsca i nigdy się nie powtórzy. 

Przesunął się do przodu, położył ręce na blacie szafki, 

łapiąc ją w zasadzkę. Dzieliły ich tylko centymetry, a on 
mówił głosem cichym i starannie modulowanym, patrząc 
jej prosto w oczy. 

–  Nie  powtórzy  się?  Jesteś  tego  tak  bardzo  pewna? 

Gdybym  cię  pocałował  właśnie  teraz,  czy  nie 
odwzajemniłabyś pocałunku tak jak przedtem? 

– Nie. Ja... – Nie. Powinien koniecznie odsunąć się od 

niej! Czuła nie tylko ciepło  emanujące z jego ciała, ale i 
wciąż pulsujące w niej pragnienie. 

– Nie ma mowy – powiedział i przycisnął swe usta do 

jej ust. 

Pocałunek  był  brutalny,  jakby  Vince  chciał  ukraść 

każdy  jej  oddech,  każdą  jej  myśl.  To  był  jakiś  urok. 

background image

Pragnęła  Vince'a  Santiniego.  Dotykała  go  językiem, 
przytulała  do  niego  swe  ciało,  a  namiętność  potężniała 
tak,  jak  nigdy  dotąd.  Jęknęła  cicho,  dając  więcej,  biorąc 
więcej i chcąc więcej. 

Pocałunek  stał się delikatniejszy, a Vince rozkoszował 

się  jej  słodyczą.  Napełniony  nią  po  brzegi  poczuł 
narastające  aż  do  bólu  pożądanie.  Pulsujące,  tętniące  w 
najintymniejszych zakamarkach jego ciała. 

Po  chwili  w  dalekich  zakątkach  stłamszonego 

namiętnością  umysłu  odezwały  się  echem  wcześniejsze 
słowa.  Było  to  pytanie  Kathy,  gdzie  kończy  się  gra,  a 
zaczyna  rzeczywistość.  Jaka  gra?  O  czym,  do  licha, 
mówiła? Nie prowadził tutaj żadnej gry. 

Podniósł  głowę  i  plasnął  w  przełącznik  na  ścianie. 

Kuchnia  ożywiła  się  jasnym  światłem.  Zamrugał  kilka 
razy,  zmarszczył  brwi  i  popatrzył  na  Kathę.  Powoli 
otworzyła oczy i przymrużyła je z powodu blasku. 

– Dlaczego włączyłeś światło? – szepnęła. 
– Udawaj, że wstałaś po szklankę mleka – odburknął. – 

Nie będzie nic dziwnego w tym, że poszłaś do kuchni w 
środku  nocy.  –  Boże,  była  taka  piękna.  Miała  usta 
wilgotne,  jakby  nabrzmiałe...  jego  pocałunkami  i  tak 
właśnie  powinno  być.  Włosy  opadały  na  ramiona  w 
wyzywającym  nieładzie,  gdyż  błądził  w  nich  palcami. 
Wypieki na policzkach i błędny wzrok mówiły mu, że go 
pragnie. Tylko jego. 

–  Chciałbym,  abyś  wyjaśniła  mi  to,  co  mówiłaś 

wcześniej. 

background image

–  Co  mówiłam?  –  zapytała,  wpatrując  się  w  niego 

rozmarzona. 

– Katho, dalejże, wygadaj się. To bardzo ważne. 
– Jeszcze jak! – powiedziała, kiwając głową. 
– Wspaniale – wymamrotał. – Katho, proszę, posłuchaj 

mnie.  Co  miałaś  na  myśli,  gdy  pytałaś,  gdzie  skończyła 
się gra, a zaczyna rzeczywistość? 

– Ach to. – Machnęła energicznie ręką w powietrzu. – 

Po  prostu  wygłupiałam  się.  Nie  przypisuj  temu  żadnego 
znaczenia. – „Nie mam ochoty nic wyjaśniać" – dodała w 
myśli. Takie słowa nie przeszłyby jej przez usta. 

Wyłączyła  światło.  –  Tyle  właśnie  czasu  potrzeba  na 

wypicie  szklanki  mleka.  Straszne,  nic  teraz  nie  widzę. 
Będziemy  musieli  poczekać,  aż  moje  oczy  przyzwyczają 
się do ciemności, zanim zabiorę cię do biura. 

Potykałabym  się  o  meble,  jeśli  teraz  spróbowałabym 

iść. 

–  Moje oczy  szybko  przyzwyczajają  się do  ciemności, 

gdybyś  więc  powiedziała  mi,  gdzie  jest  twoje  biuro...  – 
Przerwał i uderzył ją lekko kciukiem po ustach.  – Ale ty 
naprawdę  to  powiedziałaś,  Katho  –  kontynuował 
cieplejszym  tonem.  –  O  prowadzeniu  gry.  Naprawdę  nie 
wiem,  co  miałaś  na  myśli,  ale  jestem  przekonany,  że 
między nami nie może być mowy o grze. Porozmawiaj ze 
mną i nie udawaj, że nigdy nie wypowiedziałaś tych słów. 

Katha westchnęła mimo danego sobie przyrzeczenia, że 

nie będzie tego robić. 

– Vince, jestem zmęczona. To był bardzo długi dzień, a 

background image

teraz  marnujemy  noc.  Potrzebuję  trochę  snu.  Może  po 
prostu  podłączymy  drukarkę  do  modemu  i  damy  sobie 
spokój? Jestem naprawdę wyczerpana. 

„Cholera! – pomyślał. – Nie ma zamiaru powiedzieć, o 

co  jej  chodziło".  Przynajmniej  nie  teraz.  Ale  nic  nie 
zostało wyjaśnione i nie wolno o tym zapominać. Odłoży 
to, ale z pewnością wkrótce wyjaśni dokładnie. 

–  Dobrze,  Katho.  Tak  zróbmy.  Wkrótce  odejdę,  abyś 

mogła się przespać. Za kilka minut nie będzie mnie tutaj. 

„Nie  musiał  mówić  tego  tak  radośnie"  –  pomyślała 

Katha. To, że był tu, nie było dla niej wcale przykre. Te 
pocałunki  były...  Och,  Boże,  po  prostu  niesamowite! 
Przerażenie  ją  ogarnęło,  gdy  uświadomiła  sobie,  jak  je 
odwzajemniała,  ale  były  podniecające  i...  Lepiej  będzie, 
jeżeli zacznie myśleć o czymś innym. 

– W porządku, widzę już. Chodź za mną. 
–  Twój  tato  musi  być  niezłym  śpiochem.  Czy  jesteś 

pewna, że mu nie przeszkadzamy? A może wytłumaczyłaś 
mu, że tu będę? 

– Nic mu nie mówiłam. Nie obudzi się. – Przeszła przez 

kuchnię. 

Idziemy? 
– Tak. – To następna sprawa, którą musi wyjaśnić. Było 

coś  dziwnego  w  niechęci  Kathy  do  mówienia  o  ojcu. 
Jeżeli byli wspólnikami w firmie Logan & Logan, czy nie 
powinien  on  wiedzieć,  co  się  działo?  Były  to  jednak 
prywatne  sprawy  Kathy  i  na  ten  teren  wstęp  był  surowo 
wzbroniony. 

background image

„Wszystko w swoim czasie, Santini – powiedział sobie. 

– Nie bierz tego tak poważnie". 

–  Jestem  zaraz  za  tobą,  Katho.  Niełatwo  się  mnie 

pozbyć. Przylepiam się do ciebie jak klej. 

„Jaka  słodka  myśl  –  marzyła.  –  Są  jak  dwa  groszki  w 

strączku. Ach, daj spokój, Katho". 

Jej biuro znajdowało się w końcu holu i Vince domyślał 

się,  że  duży  pokój,  który  minęli,  był  sypialnią.  Wyjął  z 
marynarki  mały  czytnik  i  zgodnie  z  instrukcjami,  które 
otrzymał  od  Tandera,  włożył  srebrny  dysk  wielkości 
monety dwudziestopięciocentowej do wejścia modemu. 

– Zrobione – powiedział. 
– To tyle? Równie dobrze ja mogłam to podłączyć. 
Vince potrząsnął głową. 
– Ja za to odpowiadam. Zaczynając od jutra, zatrzymuj 

wszystkie wydruki, które przejdą przez twój modem. 

–  Dobrze,  Vince.  Czy  zastanawiałeś  się  jeszcze  nad 

tym, co powiedział Tander? Że może to być zabawa dzieci 
lub coś równie nieszkodliwego? 

–  Nie,  on  przedstawił  swój  punkt  widzenia.  Ja  to 

odrzuciłem. Na tym koniec. – Vince udał, że nie pamięta, 
jak  na  początku  również  nie  wierzył  w  to,  co  Katha 
mówiła. 

– Ale co będzie, jeżeli... 
– Nie. – Odwrócił się i opuścił biuro, a ona podążała za 

nim.  Zatrzymał  się  przy  drzwiach  kuchennych  i  włożył 
ręce do kieszeni marynarki. – Teraz możesz się przespać. 
Aha!  Masz  tutaj  mój  numer  telefonu  domowego  i  numer 

background image

Tandera na jachcie, gdybyś nie mogła skontaktować się ze 
mną. 

– Dobrze. 
– Katho, ja... – Zesztywniał. – Ciii... Wydaje mi się, że 

coś słyszę. 

– Ja nic nie słyszę. 
– Zostań tu, rozejrzę się na zewnątrz. 
– Ale... – Zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć, Vince 

wymknął  się  przez  tylne  drzwi.  Wytężała  słuch,  ale  nie 
słyszała nic poza echem bijącego serca. 

Nagle głos Vince'a zagrzmiał nieopodal. 
– Hej! Zostań tam. Mam broń. Nie bądź głupi. 
„Och, Boże! – pomyślała oszołomiona. – Proszę, bądź 

ostrożny,  Vince.  Ma  broń.  Czy  ta  druga  osoba  ma  ją 
również? Vince... " 

Usłyszała  głośny  huk,  później  wycie  motoroweru, 

odjeżdżającego szybko w górę alejki. 

Dość tego, nie zostanie w domu nawet sekundy dłużej, 

martwiąc się, co stało się z Vince'em. 

Otworzyła drzwi i wybiegła właśnie wtedy, gdy Vince 

wracał  i  przechodził  przez  furtkę.  Spotkali  się  na  środku 
trawiastego  podwórka.  Vince  wyciągnął  chusteczkę  z 
kieszeni i przyłożył do skroni. 

– Kto to był? – zapytała. – Co się stało? Ty krwawisz? 

Czy mam wezwać lekarza? Zabrać cię do szpitala? 

–  Skądże.  Jestem  skaleczony,  to  wszystko.  Rzucił  we 

mnie  kubłem  ze  śmieciami,  pokrywa  odpadła  i  uderzyła 
mnie.  Nie  wiem,  kim  był,  i  czy  to  ma  coś  wspólnego  z 

background image

tym, czym się zajmujemy. To mógł być dzieciak jeżdżący 
dla  zabawy,  który  zatrzymał  się,  by  coś  poprawić  przy 
motorowerze. Do licha, nie wiem! 

–  Wejdź,  popatrzę  na  twoją  głowę.  Teraz  cały  świat 

wie,  że  czatujesz  w  okolicy.  Nie  ma  powodu,  abym  nie 
mogła zapalić świateł i opatrzyć ci rany. 

–  Myślę,  że  masz  rację.  –  Vince  wpatrywał  się  w 

ciemność,  w  kierunku,  gdzie  odjechał  motorower.  – 
Zbiegi  okoliczności  denerwują  mnie.  Nie  podoba  mi  się 
to, Katho. Ani trochę. 

background image

Rozdział 4 

 
Vince przechadzał się po pustym biurze i kiwał głową, 

rozglądając się wokół. Zajrzał za drzwi, później podszedł 
do  ściany  z  błyszczącymi  oknami,  z  których  miał 
wspaniały  widok  na  miasto.  Ciężki  smog  wisiał  w 
powietrzu i Vince mógł tylko domyślać się, że tam, osiem 
pięter  niżej,  naprawdę  są  ruchliwe  ulice.  Odwrócił  się, 
wsunął  ręce  do  tylnych  kieszeni  dżinsów  i  obserwował 
pokój  wyłożony  dywanem.  Z  uśmiechem  na  ustach 
pomyślał,  że  to  właśnie  jest  biuro  Vincenta  Santiniego  – 
prywatnego  detektywa.  Było  to  piekielnie  szykowne 
miejsce, a właściwie będzie, gdy wstawi tu meble. 

Wyraz  troski  zastąpił  uśmiech.  Nie  miał  pojęcia  o 

urządzaniu  wnętrz.  Mieszkanie  kupił  razem  z  meblami, 
wprowadził się i to by było tyle. Nigdy nie rozważał, czy 
wystrój  jest  zgodny  z  jego  upodobaniami,  ale  to  biuro 
musi  być  odpowiednie.  Musi  wzbudzać  zaufanie  w 
potencjalnych  klientach,  nie  może  być  surowe,  bo  ich 
odstraszy. Muszą czuć się wygodnie, swobodnie, by móc 
się otworzyć i powiedzieć mu, o co im chodzi. 

– Halo? – z biura obok zawołał jakiś głos. 
– Tak – odpowiedział Vince. 
–  Agencja  telefoniczna  –  odrzekł  mężczyzna,  który 

zjawił się w drzwiach. – Mam zlecenie, aby sprawdzić tu 
gniazdka telefoniczne. Czy może... – Spojrzał na kartkę w 
ręce. – Pan Vincent Santini? 

background image

– Tak. 
–  Dobrze.  Zabieramy  się  do  pracy.  Dopatrzę 

wszystkiego. 

„On  zabiera  się  do  pracy  –  pomyślał  Vince  –  ale 

Vincent  Santini,  prywatny  detektyw,  nie  jest  jeszcze  z 
pewnością  człowiekiem,  o  którym  mówią,  że  pracuje". 
Czego  brak?  Ot,  drobiazgów,  takich  jak  umeblowanie 
pokoju,  sekretarka  odbierająca  telefony,  tabliczka  na 
drzwiach, no i klienci. 

Chociaż nie. Ma jedną klientkę – Kathę Logan. 
Uśmiechnął  się,  gdy  przejechał  końcem  palca  po 

małym  rozcięciu  na  skroni.  Poprzedniej  nocy 
nadskakiwała  mu  i  trzęsła  się  nad  nim,  gdy  wrócili  do 
domu.  Przyniosła  taką  ilość  środków  pierwszej  pomocy, 
że można by opatrzyć cały pluton, posadziła go na krześle 
i rozpoczęła rytuał opatrywania z godną podziwu powagą. 
Uwielbiał każdą minutę tamtej nocy. 

Od dłuższego czasu nikt się nie interesował nim w ten 

sposób, nikt nie traktował go, jakby był najważniejszy na 
świecie. Musiał zacisnąć ręce, aby nie pochwycić jej, nie 
posadzić na kolanach i nie ucałować jeszcze raz miękkich, 
słodkich ust. 

Ich  pocałunki  były  zmysłowe.  Boże,  jak  jej  pragnął! 

Natychmiast.  Myśl  o  tych  pocałunkach,  o  jej  smukłych 
kształtach  w  jego  objęciach  sprawiła,  że  ogarniało  go 
rosnące pożądanie. 

„Spokojnie, Santini" – powiedział sobie. Nie chciał, aby 

facet od telefonów był świadkiem jego podniecenia. 

background image

Starał  się  pamiętać,  że  jest  przecież  jego  klientką. 

Usilnie próbował kontrolować swe myśli. 

Wprawdzie  nie  płaci,  ale  przecież  to  klientka  i  nic 

więcej. Prawda, że nie zachował się całkiem odpowiednio 
w  stosunku  do  niej  –  winien  postępować  bezosobowo, 
rzetelnie  i  skrupulatnie  –  ale  to  było  zrozumiałe.  Sprawa 
Kathy  była  jego  pierwszym  zadaniem  jako  prywatnego 
detektywa.  Musi  po  prostu  się  przystosować  do  nowej 
roli. Da sobie z tym radę. Bez problemu. – Vince? 

Podniósł  gwałtownie  głowę,  a  serce  zaczęło  mu  walić 

jak  bęben.  Katha.  Stała  w  drzwiach  ubrana  w  beżowy 
sweter i rozkloszowaną tweedową spódnicę. Była piękna. 
Jej  włosy  tworzyły  miękką  aureolę  wokół  twarzy,  jej 
usta... Ach, Katho... 

–  Przepraszam.  –  Uśmiechnęła  się.  –  Czy 

przestraszyłam cię? 

Wyglądasz jak trochę kontuzjowany. 
„Poza  tym  cudownie  –  pomyślała  –  i  jak  zawsze 

wspaniale".  W  dżinsach,  perłowopopielatym  swetrze  i 
bladopopielatej  koszuli  był  wspaniały.  Gdyby  Vince 
wiedział  o  zmysłowych,  swawolnych  marzeniach,  jakie 
snuła, gdy opuścił ją poprzedniej nocy, zapadłaby się pod 
ziemię. 

– Czy mogę wejść? Zaproponowałeś przecież spotkanie 

w twoim nowym biurze. 

– Co? – potrząsnął głową. – Oczywiście, wchodź. 
Weszła wolno, rozglądając się wokół. 
– Będzie śliczne, Vince. Jest takie duże, a okna sprawią, 

background image

że  będzie  słoneczne  i  jasne...  Naturalnie  nie  w  takie 
mgliste dni jak dzisiejszy. 

–  Przepraszam  –  odezwał  się  facet  od  telefonów.  – 

Wszystko  w  porządku.  Ma  pan  potrzebne  gniazdka. 
Wystarczy  przynieść  telefony  i  włączyć  je.  Proszę 
podpisać tutaj, a ja wydam polecenie, żeby włączyli prąd. 

Vince  podpisał  się  na  podanej  kartce,  podziękował 

mężczyźnie i patrzył, jak tamten wychodzi z biura. Cisza 
zapanowała  w  pokoju.  Powoli  przesuwał  wzrok,  by 
spojrzeć w oczy Kathy. 

„Och, wielkie nieba!" – pomyślała, czując przenikające 

ją  gorąco.  Ciemne  oczy  Vince'a  płonęły  pożądaniem, 
czystym,  nienasyconym  pragnieniem.  A  cóż  on  zobaczył 
w jej oczach? To przecież szaleństwo. Kilka pocałunków, 
które zdarzyły się głęboką nocą, nie powinny aż tak wiele 
znaczyć w ciągu dnia. Ale cóż ona mogła wiedzieć. Miała 
tylko  jednego  kochanka  i  była  niedoświadczona  aż  do 
śmieszności. 

Nie  powinna  odwzajemniać  pocałunków,  ale  były  tak 

cudowne.  Nie  powinna  reagować  tak  żywiołowo,  ale 
czuła  się  pełna  życia,  gdy  trzymał  ją  w  ramionach.  Nie 
powinna  stać  tam,  pragnąc,  by  ją  przyciągnął  znowu  w 
swoje ramiona i zacałowywał na śmierć. 

Nie powinna pozwolić, aby takie myśli błądziły jej  po 

głowie.  A  jednak  dlaczego  stał  tak,  nawet  z  daleka 
hipnotyzując ją wprost oczami. 

– Katho – powiedział szorstko. – Ja... 
– Tak? – Miała nadzieję, że głos jej nie drżał. 

background image

– Ja... Co myślisz o akwariach? – Gapił się w  miejsce 

na ścianie, gdzieś powyżej jej głowy. 

–  Akwaria?  –  Czy  to  pytanie  mające  seksualny 

podtekst?  Czy  narobi  sobie  kłopotu,  gdy  da  mu  złą 
odpowiedź? – Akwaria? – powtórzyła. 

–  Właśnie.  Mam  przyjaciół,  Joya  i  Declan  Harrisów. 

Joy  jest  psychologiem  i  ma  wspaniale  prezentujący  się 
zbiornik na ryby wbudowany w ścianę biura. Myślałem... 
Chociaż, nie... Przecież nie mam najmniejszego pojęcia o 
pielęgnowaniu  ryb.  Zapomnij  o  tym.  –  Rozejrzał  się.  – 
Muszę urządzić to pomieszczenie. 

Katha zachichotała. 
–  Rozmawiamy  o  urządzaniu?  Więc  spróbujmy 

wyobrazić to sobie. 

Akwaria  są  ładne.  Przypuszczam,  że  liczba  znawców 

ryb jest trochę ograniczona, ale... – Wzruszyła ramionami. 
– Czy to dlatego prosiłeś mnie, abyśmy się tutaj spotkali? 
By porozmawiać o akwariach? 

– Nie. Chciałem pogadać z tobą i ponieważ nikt nie wie 

o  tym  biurze,  pomyślałem,  że  jest  to  wystarczająco 
bezpieczne miejsce. Dużo rozmyślałem o naszej sytuacji. 
Nie  sądzę,  aby  któreś  z  nas  lubiło  spotkania  w  środku 
nocy. Poza tym, obawiam się, że ci potencjalni przestępcy 
odkryli,  dokąd  dotarła  ich  wiadomość  i  być  może  cię 
śledzą.  Pomyślałem  więc,  że  moglibyśmy  spotykać  się 
towarzysko...  Wiesz,  wychodzić,  umawiać  się  i  to 
sprawiłoby,  że  przychodzenie  do  twojego  domu  nie 
byłoby  podejrzane.  W  ten  sposób  będę  mógł  lepiej 

background image

dopatrzyć  tego,  co  się  dzieje.  A  po  incydencie,  jaki  miał 
miejsce  ostatniej  nocy,  jestem  przekonany,  że  to  dobry 
plan. 

–  Vince,  ten  chłopiec  na  motorowerze  ma  czternaście 

lat. 

– Co? 
–  Jego  ojciec  przyprowadził  go  do  mnie  dzisiaj  rano. 

Dzieciak  był  roztrzęsiony,  ponieważ  wrzeszczałeś,  że 
masz  broń.  Wyznał  wszystko,  gdy  wrócił  do  domu. 
Mieszka  na  następnej  ulicy.  Motorower  należy  do  jego 
osiemnastoletniego  brata  i  młodszy  chłopak  zabrał  go  na 
przejażdżkę  bez  pozwolenia.  Ojciec  nakłonił  go,  by 
przeprosił za kłopot, który sprawił, i obiecał, że nie zrobi 
tego  więcej.  Widzisz  więc,  że  nie  było  to  nic  godnego 
uwagi. 

Vince zmarszczył brwi. 
–  No  cóż,  to  dobra  wiadomość.  –  Naturalnie. 

Postanowił  jednak  nie  rezygnować  ze  swojego  planu.  – 
Ale  mimo  to  czuję,  że  moja  propozycja  jest  najlepsza. 
Łatwo  będzie  mnie  dostrzec.  Zaczniemy  działać  dzisiaj 
wieczorem,  idąc  razem  na  kolację.  Ubierz  coś 
wytwornego,  a  ja  posunę  się  aż  do  włożenia  garnituru  i 
krawata. Jeżeli ktoś cię obserwuje, okaże się, że jestem po 
prostu aktualnym mężczyzną w twoim życiu. 

„Jaki ekscytujący, wyborny scenariusz – dumała Katha. 

–  Vince  jej  mężczyzną,  jej  doniosłą  połowicą,  jej 
kochankiem – dość, Katho". To tylko interesy, konkretne 
interesy. I tak się poświęcała w imię sprawiedliwości. 

background image

– Skąd ten uśmiech? – zapytał Vince. 
–  Co?  Ach,  nic.  Myślałam  o  tym,  co  mówiłeś. 

Będziemy więc grać swoje role, prawda? Ciąg dalszy tego 
porwania  sprzed  kwatery  głównej,  gdy  zabrałam  cię  od 
reporterów, udając, że jestem twoją... no, kimkolwiek. 

– Tak, jak sądzę, możemy powiedzieć, iż jesteśmy jak 

aktorzy w sztuce. – To był jego pomysł, ale już nie był z 
niego  zadowolony.  To  brzmiało  dziwnie.  Miała  włożyć 
ładną  sukienkę,  uśmiechać  się,  ale  to  nie  miało  być  dla 
niego. Boże, co za głupi plan! Wściekły na siebie samego 
rzucił: – Zabiorę cię o ósmej. 

– Świetnie – odrzekła. Uznała ten ton za potwierdzenie, 

że  to  tylko  gra,  w  której  zgodziła  się  brać  udział.  Vince 
nie  będzie  miał  trudności  ze  swoją  rolą  ugrzecznionego 
kochanka. Widziała go w akcji na jachcie Tandera. 

Scenariusz  gwałtownie  stracił  swój  urok.  W  gruncie 

rzeczy nienawidziła go. 

Zajęła się wyciąganiem rzekomej nitki ze swetra. 
– W porządku. Posłuchaj, powinniśmy zająć się jeszcze 

jedną sprawą. 

Chodzi o ostatnią noc i pocałunki. 
– Nie – odrzekła ostro, patrząc mu prosto w oczy. – Nie 

chcę rozmawiać o tym, co się stało. Było i koniec. 

– Czyżby? 
–  Tak,  oczywiście.  Był  środek  nocy,  sytuacja  trochę 

nietypowa,  nawet  niesamowita.  Ja...  Byliśmy  ofiarami 
okoliczności  nie  całkiem  normalnych.  –  Uśmiechnęła  się 
promiennie.  –  Dokładnie  tak.  Oto,  co  się  stało.  Nie  ma 

background image

potrzeby rozwodzić się nad tym dłużej. Przyjmijmy, że to 
jedna ze spraw, o których najlepiej zapomnieć. Dobrze? 

Ruszył wolno w jej kierunku. Absurd. 
–  Ech,  tego  się  obawiałam!  –  Patrzyła,  jak  podchodzi 

coraz bliżej, podniosła rękę. – Stój! 

– Nie wolno ci tak mówić – rzekł, wciąż zbliżając się. – 

Jestem gliniarzem, pamiętasz? 

–  Dobrze,  spróbuj.  Radzę  ci,  nie  właź  na  moje 

terytorium.  W  żargonie  wielkomiejskich  mądrali  znaczy 
to: „Jeżeli podejdziesz do mnie, rozkwaszę ci nos". 

Roześmiał się cicho i zrobił następny krok. 
–  Och,  pomocy!  –  wymamrotała  Katha.  Zatrzymał  się 

przed nią, ani śladu uśmiechu. 

Musnął  ją  ręką  po  szyi,  kciukiem  rysował  delikatnie 

linię jej ust, gładził po gładkiej skórze policzka. Zadrżała. 

– Proszę, Vince, przestań – mówiła, patrząc mu w oczy. 

–  Nie  jestem  stworzona  do  tego  rodzaju  gierek.  Nie 
widzisz  tego?  Czy  nie  rozumiesz,  że  nie  jestem  taka  jak 
kobiety, które znasz? Kolacja z tobą i udawanie, że jestem 
zaangażowana, to jedna sprawa, ale gdy jesteśmy sami jak 
teraz,  nie  mogę  wciąż  grać.  Owszem,  byłam  zaręczona, 
ale to było dawno temu, i nie było... Chcę powiedzieć, że 
ja nie... 

–  Że  nie  sypiasz  z  mężczyznami?  –  Dalej  pieścił  ją 

kciukiem.  –  Nigdy  nie  wydawało  mi  się,  że  to  robisz. 
Jeżeli mówisz, że miałaś tylko jednego kochanka, faceta, 
z którym byłaś zaręczona, to mnie ani trochę nie dziwi. A 
jeżeli  chodzi  o  gierki...  Wciąż  do  tego  wracasz,  ale  nie 

background image

chcesz  wyjaśnić,  o  co  ci  chodzi.  Odnoszę  wrażenie,  że 
podejrzewasz mnie o chęć zabawienia się z tobą, a tak nie 
jest – Być może to subiektywne odczucie. Twoja definicja 
gierek  pochodzi  prawdopodobnie  z  przeciwległego 
bieguna.  Vince,  działamy  na  różnych  płaszczyznach,  to 
wszystko.  Mężczyźni  tacy  jak  ty  i  Tander  maszerują  w 
rytmie  perkusji,  która  wybija  melodię,  jakiej  nigdy  nie 
słyszałam. 

–  Tander?  Co  on  ma  z  tym  wspólnego?  Myślałem,  że 

rozmawiamy o nas. – Zacisnął usta. – Wolałabyś pogadać 
o Tanderze, czy o to chodzi? 

–  Ależ  skąd.  Nie  chcę  rozmawiać  o  tym  wcale.  Może 

jeszcze  coś  należałoby  omówić  w  związku  z  naszym 
śledztwem?  –  Przeskoczyła  na  miły,  bezpieczny  temat. 
Odkryła  się  bardziej  niż  zamierzała,  ale  przynajmniej 
teraz  wróciła  na  twardy  grunt  Jakże  upokarzające  jest 
przyznanie się do tego, że miała tylko jednego kochanka. 
Gdy  była  obok  Vince'a  Santiniego,  stawała  się  „panną 
pleciugą". – Czy chciałeś jeszcze coś? 

–  Złe  pytanie  –  rzekł,  po  czym  pochylił  głowę  i  jego 

spragnione usta odnalazły jej drżące wargi. 

„Wreszcie  –  pomyślała  rozmarzona  Katha.  –  Długo  to 

trwało,  zanim  się  zdecydował.  Och,  Boże,  cóż  on  robi?" 
Nie  powinna  całować  się  z  tym  mężczyzną.  Ale... 
mniejsza  o  to.  To  przecież  Vince,  a  pocałunek  jest 
wspaniały,  o  resztę  będzie  martwić  się  później.  O  wiele 
później. 

Podniosła  ręce,  aby  objąć  go  za  szyję.  Przyciągnął  ją 

background image

bliżej,  obejmował.  Przywarła  do  niego  piersiami,  a  on 
sięgał  po  jej  usta,  trącając  jej  język,  tańcząc  i 
pojedynkując się z nim. Paliło ich pożądanie. 

„Do licha! – przemknęło przez głowę Vince'a. – Co ja 

robię?"  Przecież  obiecał  sobie,  że  zmieni  swój  stosunek 
do  Kathy.  Jest  detektywem,  a  Katha  jego  klientką. 
Dlaczego  ją  całuje?  Dlaczego?  Ponieważ  nie  mógłby 
powstrzymać się, nawet gdyby ktoś przyłożył mu pistolet 
do skroni. Potrzebował tych pocałunków, musiał trzymać 
ją  w  ramionach  i  delektować  się  jej  miękkim,  delikatnie 
rzeźbionym ciałem. 

Podniósł głowę, by złapać oddech i znów wziął jej usta, 

czując,  jak  odwzajemnia  pocałunki,  jak  daje  siebie,  jak 
mu ulega... 

Wyprostował  się  i  opuścił  ręce.  Podszedł  do  okna  i 

zapatrzył  się  w  pożółkłą  mgłę.  Chociaż  serce  wciąż 
mocno waliło, chciał, aby podniecone ciało dało nad sobą 
znów panować. Pomieszane myśli i emocje nakładały się 
na siebie, zaskakiwały go i dezorientowały sprawiając, że 
cały drżał. 

Katha wpatrywała się w napięte plecy i ramiona Vince'a 

i  wciągała  wolno  powietrze.  Zastanawiała  się,  co  było 
przyczyną,  że  przed  chwilą  całował  ją,  jakby  nie  miało 
być jutra, a teraz stał z dala od niej, wyraźnie zły. Cóż za 
skomplikowany mężczyzna. Mógłby chociaż wyjaśnić jej 
swe 

zachowanie. 

Miała 

dość 

problemów 

ze 

zrozumieniem, dlaczego ona robiła to, co robiła, gdy tylko 
znalazła się obok niego. 

background image

–  Vince  –  odezwała  się  zadowolona,  że  jej  głos 

zabrzmiał  normalnie.  –  To  oczywiste,  że  o  coś  się 
złościsz, a ja nie mam najmniejszego pojęcia o co. Wiem 
natomiast, że jestem okropnie zakłopotana. 

Odwrócił  się  błyskawicznie,  oczy  mu  błyszczały,  puls 

na  skroni  uderzał  gwałtownie.  Bezwiednie  cofnęła  się  o 
krok. 

–  Jesteś  zakłopotana?  –  Jego  śmiech  był  ostry, 

nieprzyjemny.  –  Pozwól,  że  coś  ci  powiem,  moja  damo. 
Ty nie wiesz, co to zakłopotanie. Robisz sztuczki z moim 
umysłem,  roztaczasz  dookoła  jakiś  urok,  sprawiając,  że 
gdy  jestem  przy  tobie,  tracę  rozum.  I,  do  diabła,  chcę 
położyć temu kres. 

W zamroczonym umyśle Kathy zaświtała jakaś myśl. – 

Ejże? 

Vince  wymamrotał  przekleństwo  i  gapił  się  w  sufit 

Katha  wpatrywała  się  w  niego  i  usiłowała  nie  drgnąć 
nawet, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. 

– Nie mów mi „ej że" – powiedział sztywno. – Dobrze 

wiesz, o czym mówię. Wciąż insynuujesz, że prowadzi się 
tutaj  jakiś  rodzaj  gry.  Zaczynam  sądzić,  że  to  ty  jesteś 
osobą, która gra, panno Logan. – Co za głupota to mówić. 
Katha  nie  ma  pojęcia  o  gierkach  pomiędzy  kobietą  i 
mężczyzną. Był zły na siebie i odegrał się na niej. – Nie, 
poczekaj chwilę. Ja... 

–  To  pan  niech  poczeka  –  powiedziała  podniesionym 

głosem. – Mam dość tych nastrojów zmieniających się jak 
żywe srebro i wstrętnych oskarżeń. 

background image

– Ja... 
–  Dość  –  powiedziała,  machając  ręką  w  powietrzu.  – 

Teraz ja mówię i lepiej będzie, jak posłuchasz. 

No tak, doigrał się. Była piekielnie wściekła. I piękna, 

tak  cholernie  piękna.  Jej  oczy  były  jak  promienie  lasera, 
policzki zarumienione, a usta wciąż wilgotne i obrzmiałe 
od pocałunków. 

– Santini – mówiła dalej – nie zabawiam się w gierki, 

ponieważ  nie  znam  tych,  w  które  ty  grasz.  Byłam  tam, 
pamiętasz? Na jachcie Tandera. 

Byłam  pionkiem,  którym  obaj  zabawialiście  się  dla 

rozrywki. „Ona jest moja, Tander". „Ty stawiasz warunki, 
Vince.  Nie  ma  problemu".  Kręciłeś  się  koło  mnie  z  tą 
swoją  zaborczością  na  pokaz  jak  dzieciak  ochraniający 
swą  piłkę.  Gierki?  Masz  do  nich  skłonności,  zresztą  tak 
samo Tander, ale mnie z tego wyłączcie. I zostaw mnie w 
spokoju. 

–  Czy  o  to  chodziło?  Sądzisz,  że  prowadziłem  grę  na 

jachcie Tandera? 

– Oczywiście, że tak było. Wiedziałam to wtedy i wiem 

teraz. Jestem wściekła na siebie, że całuję cię za każdym 
razem,  gdy  zaświta  ci  myśl,  aby  mnie  pocałować.  Boję 
się, że nie umiem tego powstrzymać. Po prostu to robię i 
jest  to  wspaniałe,  i  czuję  się  tak.  Ale  nie!  Nigdy  więcej. 
Jesteś prywatnym detektywem, a ja twoją klientką, nawet 
jeżeli ci nie płacę. Nie liczy się ani trochę to, że myślę o 
tobie, gdy nie jesteśmy razem, że marzę o tobie tak, że nie 
uwierzyłbyś  i...  –  Złapała  oddech  i  rozłożyła  ręce.  –  I 

background image

jestem  ciekawa,  czy  będę  umiała  trzymać  język  za 
zębami,  gdy  dojrzeję,  czy  też  zawsze  będę  skończoną 
idiotką, nawet wtedy, gdy będę siwa i stara. 

– Katho... 
–  Bądź  cicho  –  powiedziała,  pociągając  nosem. 

Skrzyżowała  ręce  na  piersiach,  podniosła  podbródek  i 
ponownie pociągnęła nosem. 

–  Proszę,  posłuchaj  mnie,  Katho.  Nie  to  miałem  na 

myśli,  mówiąc,  że  zabawiasz  się  w  gierki.  Wiem,  że  nie 
postąpiłabyś  tak.  Byłem  zły  na  siebie,  ponieważ 
udzieliłem  sobie  nagany  za  brak  profesjonalnego 
zachowania  względem  ciebie,  a  później  zacząłem 
zapominać o wszystkim, co sobie obiecałem. 

Katha  zacisnęła  usta  i  zamrugała  kilka  razy,  by 

powstrzymać cisnące się łzy. 

–  Nie  wiem,  jak  to  jest  z  tobą  –  mówił  dalej.  –  Ja 

również  myślę  o  tobie,  gdy  nie  jesteśmy  razem,  ale  gdy 
jesteś obok, moje dobre intencje ulatują w powietrze. Gdy 
jestem  blisko  ciebie,  pożera  mnie  potrzeba  obejmowania 
cię i całowania. Pragnę cię, Katho Logan. Pragnę kochać 
się  z  tobą  godzinami  leniwie  i  rozkosznie.  Nie  wiem,  co 
się  dzieje,  ale  obawiam  się,  że  mogłoby  doprowadzić  do 
czegoś  poważnego.  Nie  zabawiałem  się  na  jachcie 
Tandera. 

Wszystko,  co  robiłem  i  mówiłem,  było  uczciwe  i  to 

mnie piekielnie zdziwiło. 

Przeciągnął ręką po karku. 
–  Mówiłem  ci,  Katho,  że  nie  chcę  angażować  się  w 

background image

żaden  poważny  związek  i  to  właśnie  miałem  na  myśli. 
Pragnę się z tobą kochać, ale wolałbym nie zakochać się 
w  tobie.  Los  nie  przewidział  nic  takiego  dla  mnie  ani 
teraz,  ani  nigdy.  Jestem  z  tobą  tak  szczery,  jak  tylko 
można  wyrazić  to  słowami.  Jestem  samotny  i  planuję 
pozostać samotnym. 

Nie wiem, dlaczego przy tobie tracę kontrolę nad sobą, 

ale  zamierzam  się  opanować.  Daję  ci  słowo,  że  nic,  co 
zrobiłem lub powiedziałem, nie było nieprawdą. Nie była 
to też żadna gra. 

Katha kiwnęła głową. Nie odważyła się mówić z obawy 

przed  łzami,  które  cisnęły  się  do  oczu.  Nie  wiedziała, 
dlaczego czuła się tak przygnębiona. Jej sytuacja również 
nie  pozwalała  na  zawarcie  poważnego  związku.  Była 
pewna,  że  Vince  był  szczery,  gdy  zapewniał  ją,  że  nie 
prowadził żadnej gry. Przynajmniej jej sponiewierane ego 
zostało  trochę  ułagodzone.  Mimo  wszystko  wtedy  na 
jachcie  Tandera  nie  była  pionkiem.  Dlaczego  więc  tak 
bardzo chciało jej się płakać? 

–  Czy  wolałbyś  –  podjęła  ryzyko  mówienia  –  abym 

poszła z informacją o wirusie na policję? 

– Nie, tkwię w tym i nie zamierzam się wycofać. Sądzę, 

że rozumiemy się teraz lepiej. Wspólnie zdecydujemy, jak 
daleko możemy się posunąć, i żadne nie będzie czuło się 
zranione, dobrze? 

– Ależ tak, świetnie. Porozumienie jest wszystkim, jak 

powiadają,  prawda?  Wyjaśniliśmy  sobie  wszystko.  –  A 
jednak  nigdy  jeszcze  nie  czuła  się  taka  pusta  i 

background image

nieszczęśliwa. 

– Wspaniale – rzekł. – Wszystko ustaliliśmy. 
„Powinienem  udać  się  do  najbliższego  szpitala 

psychiatrycznego – pomyślał – ponieważ to oczywiste, że 
postradałem zmysły". 

background image

Rozdział 5 

 
–  Powinieneś  koniecznie  zmienić  to  umeblowanie  – 

powiedział Tander. 

–  Ten  supernowoczesny  chromowy  i  szklany  wystrój 

nie  pasuje  do  ciebie,  jeżeli  nawet  są  to  rzeczy  z 
artystyczną pompą. Zgadza się, Declan? 

Declan Harris rozejrzał się po przestronnym pokoju. 
– Tak, oczywiście. Niezbyt mocne robi wrażenie. Vince 

nosi raczej pomięty sztruks lub wyblakłe dżinsy. 

Vince zaśmiał się, wręczając każdemu puszkę zimnego 

piwa. 

–  Rozumiesz,  o  co  mi  chodzi?  –  zapytał  Declan.  – 

Słabe, Santini, bardzo słabe. 

Vince wzruszył ramionami. 
– Nie pij więc. 
Opadł  na  duże  skórzane  krzesło,  rozprostował  nogi,  a 

potem skrzyżował. 

–  Nie  jest  aż  takie  słabe  –  rzekł  Declan.  –  Po  naszym 

treningu  w  klubie  zdrowotnym  to  „niebo  w  gębie".  – 
Nawet  jeżeli  nie  jest  podane  w  ochłodzonej,  matowej 
szklance. 

– Wypchaj się – powiedział Vince uprzejmie. 
Ci  trzej  wspaniale  zbudowani  i  przystojni  mężczyźni 

byli  przyjaciółmi.  Declan,  tak  jak  Vince  miał  ciemne 
włosy,  ale  oczy  jego  były  jasnozielone.  Włosy  Tandera, 
jasnobrązowe  ze  słonecznymi  pasmami,  pozwalały  już  z 

background image

daleka go odróżnić od przyjaciół. 

Vince i Tander znali się od ponad piętnastu lat, Declan 

dołączył  do  nich  później.  Gdy  po  śmierci  wspólnika  z 
firmy  architektonicznej  grożono  mu  śmiercią,  sprawą  tą 
zajmował  się  właśnie  Vince.  Przedstawił  Declana 
Tanderowi i wszyscy trzej natychmiast przypadli sobie do 
gustu. Spotykali się zawsze wtedy, gdy Tander dokował w 
Lon Angeles. 

Ostatnio  widzieli  się  sześć  miesięcy  temu.  Tander  i 

Vince byli drużbami Declana, gdy żenił się z Joy Barlow. 

–  Joy  prosiła,  aby  przekazać  jej  pozdrowienia  dla  obu 

„kochanych  panów"  –  powiedział  Declan  leniwie,  gdy 
usadowił  się  na  sofie.  –  Mówiłem  jej,  że  wystarczy,  jak 
powiem:  „dla  drogich  panów",  jako  że  jestem 
zainteresowany, 

komu 

przekazuje 

czułości, 

ale 

powiedziała, że jednak „dla kochanych". 

Odmówiłem  przekazania  każdemu  z  was  uścisku  i 

całusa. 

– Nie martw się – rzekł Tander, mrugając do Vince'a. – 

Weźmiemy  osobiście  następnym  razem,  gdy  ją 
zobaczymy. 

–  Najwyżej  uścisk  rąk  –  powiedział  Declan  z  pozorną 

srogością  po  czym  uśmiechnął  się.  –  Joy  życzy  ci 
powodzenia  na  nowej  drodze  i  zaproponowała,  abyśmy 
poszli wszyscy na kolację i uczcili twoje nowe wcielenie. 
A  ja  ci  radzę,  obserwuj  swój  poziom  stresu,  przyjacielu. 
Zasadnicze  zmiany  w  twoim  życiu  mogą  spowodować 
solidny stres, gdy nie będziesz ostrożny. 

background image

–  Och,  Boże!  –  odezwał  się  Tander.  –  Znowu  się 

zaczyna.  Kolejny  wykład  Declana  Harrisa,  jak  radzić 
sobie  ze  stresem.  Dlaczego  nie  zostawiasz  tych  spraw 
swojej pięknej żonie? To ona jest ekspertem. 

–  Nauczyłem  się  dużo  od  Joy.  Ale  dzisiaj  dam  wam 

spokój.  Chciałbym  usłyszeć  o  tej  sprawie,  nad  którą 
pracujesz,  Vince.  Mówiłeś  w  klubie,  że  poinformujesz 
mnie,  gdy  tylko  wrócimy.  I  wiem  oczywiście,  że  ma  to 
pozostać między nami. 

–  Dobrze  –  odparł  Vince.  Zwięźle  opowiedział  o 

wszystkim,  co  zdarzyło  się  od  czasu,  gdy  przypadkowa 
wiadomość przeszła przez modem Kathy. – Rozumiesz? – 
zakończył. 

Declan przytaknął. 
– Istne cudo. Ta Katha Logan rzeczywiście wdepnęła w 

gniazdo szerszeni. 

Niezgorsza  operacja  I  chcą  położyć  rękę  na  diabelnie 

dużych  pieniądzach.  Wielu  ludzi  będzie  w  kłopocie,  gdy 
te czeki nie przyjdą w określonym terminie. 

–  Hmm  –  odezwał  się  Tander  i  opróżnił  puszkę  z 

piwem. 

–  Nie  wspominaj  o  tym,  Tander.  –  Vince  spojrzał 

groźnie. 

– O czym? – zapytał Declan, patrząc na obu mężczyzn. 

– Czego nie wiem? 

–  Pan  Ellis  –  zaczął  Vince,  obrzucając  Tandera 

następnym  chmurnym  spojrzeniem  –  uważa,  że 
wiadomość  Kathy  może  być  interpretowana  na  różne 

background image

sposoby, nawet że to sprawka dzieci bawiących się w gry 
komputerowe. 

Całkowicie się z tym nie zgadzam. 
– Nie ma żartów – odezwał się Tander. – Szarżujesz do 

przodu  jak  byk  za  czerwoną  płachtą.  I  co  masz?  Nic. 
Sprawdziłem  ludzi  z  wydziału  opieki  społecznej  i  są 
czyści  jak  łza.  Jeden  wielki  oszust  na  liście  płac  dostał 
mandat za przekroczenie prędkości kilka lat temu, a inny 
został  złapany  z  przedawnionymi  napisami  na  tablicach 
rejestracyjnych.  Rozmawiamy  tutaj  o  poważnych 
przestępcach, panowie. O dalekosiężnym przestępstwie. 

– Obejdę się bez twojego sarkazmu, Tander – stwierdził 

Vince. – Ta wiadomość jest jasna jak słońce. 

– Hmm, podoba mi się ten kawałek o „niebezpiecznym 

przestępcy"  w  alejce,  który  okazał  się  dzieciakiem 
podbierającym motorower brata. Smakowite. 

– Daj temu  spokój – powiedział Vince. – Masz prawo 

do swojego zdania, ale zatrzymaj je dla siebie. 

–  Fascynujące  –  włączył  się  Declan.  –  Obaj  patrzycie 

na to z całkiem różnych punktów widzenia. 

Tander wzruszył ramionami. 
–  To  sprawa  Vince'a.  Ja  się  tylko  przyłączyłem, 

pomagam,  jak  mogę,  robię,  co  mi  kazano.  Co  dalej, 
Santini? 

– Muszę pomyśleć, jak szukać wirusa w programie, nie 

wzbudzając  podejrzeń.  Nie  chciałbym,  aby  ci  głupcy 
wystraszyli  się,  jako  że  robią  się  nerwowi,  gdy  ktoś 
przychodzi  węszyć.  Na  wypadek  gdyby  odkryli,  gdzie 

background image

poszła  ich  wiadomość,  trzymam  się  blisko  Kathy.  Dziś 
wieczorem zabieram ją na kolację, całkiem oficjalnie, tak 
aby to było widoczne. Mam  nadzieję, że jeżeli ją śledzą, 
po prostu  pomyślą,  iż  jestem  jej  aktualną  sympatią,  i  nie 
będą przywiązywać wagi do tego, że jestem detektywem, 
gdy  będą  deptać  mi  po  piętach.  Tander  wybuchnął 
śmiechem. 

–  Zamierzasz  trzymać  się  blisko  Kathy  dla  dobra 

śledztwa? Santini, kogo chcesz nabrać? 

–  Aha  –  odezwał  się  Declan  –  przeczuwam,  że  Katha 

Logan jest piękną kobietą. 

–  Trafiłeś  w  dziesiątkę  –  potwierdził  Tander  śmiejąc 

się.  –  A  nasz  przyjaciel  przez  nią  doprowadził  się  do 
obłędu. 

Declan roześmiał się. 
– Wszystko zaczyna być jasne. 
–  Nazywam  rzeczy  po  imieniu  –  stwierdził  Tander 

wstając.  –  Chodźmy,  Declan.  Zostawimy  Vince'a,  aby 
wyszorował  i  wypolerował  swoje  zramolałe  ciało,  by 
pachniał  i  lśnił  czystością  dla  Kathy.  Włożysz  krawat, 
Vince?  Od  dawna  nie  bawiłeś  się  w  lalusia.  Czy  chcesz, 
abym był w pobliżu i pomógł go zawiązać? 

Prawdopodobnie zapomniałeś, jak się to robi. 
– Dobranoc, Ellis! – powiedział Vince. – Nie dzwoń do 

mnie. Ja zadzwonię. 

– Informuj mnie na bieżąco, Vince. – rzekł Declan, idąc 

za  Tanderem  przez  pokój.  –  To  duża  sprawa.  I  pamiętaj, 
uważaj na każdy sygnał stresu. 

background image

Vince  pokiwał  głową,  gdy  koledzy  zniknęli  za 

drzwiami. 

„Do  diabła  z  Tanderem  –  pomyślał.  –  Jest  jak  pies, 

który  znalazł  kość  i  trzyma  ją.  Uparty  człowiek. 
Wiadomość,  która  przeszła  przez  modem  znaczyła 
dokładnie to, co Katha przypuszczała". Będzie się trzymał 
tego,  bo  ma  rację,  do  cholery.  Nie  ma  czasu  zawracać 
sobie  głowy  jakimś  „być  może".  Ma  rozpocząć  nową 
pracę, urządzić biuro i... A Tander jest pełen sprzeczności 
z  szalonymi  pomysłami  o  dzieciach  grających  na 
komputerach. 

– Do diabła – wymamrotał. 
Wstał  i  poszedł  do  sypialni.  „Wyszorować  i 

wypolerować swoje zramolałe ciało". 

– Przystopuj, Ellis. 
Niezbyt  wesoły  nastrój  Vince'a  nie  polepszył  się  do 

czasu,  gdy  zaparkował  wóz  przed  domem  Kathy. 
Niezadowolenie pogłębiło się, gdy wysiadł z samochodu. 
Tuż  obok  stał  zaparkowany  stary  pojazd.  Był  prawie 
pozbawiony  farby,  miejscami  zardzewiały  i  musiał  mieć 
co  najmniej  trzydzieści  lat.  Zanotował  w  pamięci  numer 
rejestracyjny i poszedł w kierunku drzwi wejściowych. 

Na  werandzie  poprawił  krawat  i  przesłał  w  myśli 

filisterską wiadomość Tanderowi, że Vincent Santini umie 
w  dalszym  ciągu  doskonale  wiązać  krawat,  i  zapukał  do 
drzwi. 

W  otwartych  drzwiach,  oświetlona  delikatnym 

światłem sączącym się z pokoju, stanęła Katha. 

background image

– Cześć, Vince! Wejdź. 
„Wejdź  koniecznie"  –  pomyślała  natychmiast  W 

czarnym eleganckim garniturze, białej cienkiej koszuli i... 
krawacie,  z  chusteczką  w  górnej  kieszonce  był 
mężczyzną,  z  którym  chciała  wejść  do  swojego  domu. 
„Ten facet zapiera dech w piersiach". 

– Jesteś punktualny. 
–  Cześć!  –  powiedział  Vince  wchodząc.  –  Nie  wiesz 

przypadkiem, kto jest właścicielem samochodu, który... – 
Spojrzał na Kathę zamykającą drzwi, a gdy odwróciła się 
twarzą  do  niego,  obraz  rozklekotanego  samochodu 
rozpłynął się i pojawił się obraz pięknej kobiety. 

Miała  na  sobie  dopasowany  czarny  żakiet  i  wąską 

spódnicę  sięgającą  do  kolan.  Żakiet  miał  poduszki  na 
ramionach,  szerokie  białe  klapy  i  biały  pasek,  który 
podkreślał  jej  wąską  talię.  Z  biżuterii  miała  jedynie 
dyskretne  złote  kolczyki  i  medalik  w  kształcie  serca  na 
złotym łańcuszku. 

„Jest  piękna  –  pomyślał,  wpatrując  się  w  nią.  – 

Zmysłowa.  I  wie,  że  nie  ma  mowy  o  trzymaniu  rąk  z 
daleka od niej". 

–  Ty  jesteś...  –  Głos  uwiązł  mu  w  krtani,  spróbował 

ponownie.  –  Jesteś  piękna,  Katho.  Wyglądasz...  Nigdy... 
Ta sukienka jest... Ech, do diabła. 

–  Dziękuję.  –  Uśmiechnęła  się.  –  Odczytuję  to 

wszystko jako komplement. 

Ty również wyglądasz bardzo... elegancko. Dotychczas 

widziałam  cię  tylko  w  dżinsach.  Jesteś  wspaniały  w 

background image

garniturze.  I  podoba  mi  się  twój  krawat.  Oczywiście, 
wspaniale go wiążesz. Niektórzy robią to niedbale i psują 
cały efekt. 

„Przestań  blefować,  Katho  Logan  –  pomyślała.  –  Nie 

rzucaj się temu facetowi w ramiona i nie pleć bzdur". 

– No cóż, jesteś bardzo przystojny. 
Jakże  chciał  ją  pocałować!  Potrzebował  tego 

pocałunku. Do licha! Pocałuje ją. Teraz. Zrobił krok w jej 
kierunku. 

–  Co  mówiłeś  o  samochodzie?  –  zapytała, 

powstrzymując go. 

– Samochód? – powtórzył. – Jaki samochód? – Patrzył 

na  nią  przez  moment  bezmyślnie.  –  Samochód,  aha, 
samochód. 

–  Odchrząknął.  –  Na  poboczu  jest 

zaparkowany  stary  grat.  Jestem  ciekaw,  czy  wiesz,  do 
kogo  należy.  –  Wcale  go  to  nie  obchodziło.  Chciał  ją 
pocałować. 

– Stary grat! – odezwał się jakiś głos za nim. Odwrócił 

się zdziwiony. – Młody człowieku, musisz wiedzieć, że to 
automobil  z  dobrych  lat.  Nie  rozpoznajesz  klasycznego 
studebakera, gdy widzisz taki samochód? 

Vince otworzył usta ze zdziwienia. Nie miał pojęcia, co 

powiedzieć.  Przyglądał  się  badawczo  drobnej  kobiecie, 
która przemierzała pokój. 

Miała  najwyżej  sto  pięćdziesiąt  centymetrów  wzrostu, 

fryzurę  z  kręconych  śnieżnobiałych  włosów  i  wyglądała 
na  około  osiemdziesiąt  lat.  Była  ubrana  w  koronkową 
suknię, która – tego był pewien – nie była naturalnie żółta, 

background image

ale  pożółkła  ze  starości,  i  mogła  służyć  równie  dobrze 
jako obrus. 

Na  głowę  włożyła  dziwny  kwadratowy  kapelusz, 

jaskrawoczerwony,  przybrany  wysokim  purpurowym 
tulipanem,  który  kiwał  się  przy  każdym  ruchu  raz  w 
jedną,  raz  w  drugą  stronę.  Pomyślał,  że  wygląda,  jakby 
przybyła  z  całkiem  innej  epoki.  Dopełnieniem 
wszystkiego  mogło  być  imię  takie  jak  Mabel,  Ethel  lub 
Gertruda. 

– Marto... – zaczęła Katha. 
Aha,  Marta.  Całkiem  blisko.  Punkt  dla  włoskiego 

dzieciaka z Los Angeles. 

–  ...  Vince  nie  chciał  wyśmiewać  się  z  twojego 

samochodu  –  mówiła  dalej  Katha.  –  Prawda,  Vince? 
Oczywiście,  że  nie.  Marto  Turnbull,  chciałabym,  abyś 
poznała  Vincenta  Santiniego.  Vince,  przedstawiam  ci 
Martę  Turnbull,  długoletnią  i  kochaną  przyjaciółkę 
mojego ojca. 

–  Madame  –  powiedział  Vince,  pochylając  głowę.  – 

Bardzo  mi  miło.  Proszę  wybaczyć  mi  te  uwłaczające 
uwagi  o  pani...  klasycznym  pojeździe.  Jest  ciemno  i  nie 
widziałem go wyraźnie. 

–  No  cóż  –  odparła  Marta,  pociągając  nosem.  – 

Wybaczam panu, ponieważ jest pan z pewnością sympatią 
Kathy. – Uśmiechnęła się. – Może nie jesteś już, Katho, w 
kwiecie  wieku,  ale  jestem  przekonana,  że  nadrobiłaś 
wspaniale stracony czas. – Dokładnie obejrzała Vince'a od 
stóp do głów i z zadowoleniem pokiwała głową. – Ładne 

background image

kształty. 

Vince  zachichotał,  a  na  policzkach  Kathy  pojawiły  się 

różowe wypieki. 

–  Wielkie  nieba  –  odezwała  się,  wznosząc  oczy  do 

góry. 

–  Dziękuję  pani  –  powiedział  Vince  uroczyście  do 

Marty.  –  Czuję  się  uspokojony,  wiedząc,  że  moja  osoba 
zadowala panią. 

– Oczywiście, że zadowala – odrzekła rozpromieniona 

Marta.  Poprawiła  loki  i  trzasnęła  mocno  w  czubek 
kapelusza.  Tulipan  zatrząsł  się  niebezpiecznie.  – 
Wychodzę,  Katho.  Robert  dobrze  dzisiaj  wygląda.  Jane 
mówiła, że lepiej je i śpi jak kłoda. Ubrałam ten kapelusz, 
ponieważ  Robert  zawsze  go  lubił.  Bywajcie,  dzieci. 
Bawcie się dobrze. 

Marta ucałowała Kathę w policzek, uśmiechnęła się do 

Vince'a  i  ponownie  nań  spojrzała  badawczo,  po  czym 
wyszła pośpiesznie. 

Cisza  zapanowała  w  pokoju.  Katha  zajęła  się 

spulchnianiem  i  prostowaniem  dwóch  poduszek  leżących 
na  sofie.  Vince  obserwował  ją,  spoglądając  z  ukosa.  W 
końcu odezwał się: 

– Katha? 
Wzięła oddech i odwróciła się do niego. 
–  Masz  pytania?  – powiedziała  cicho.  –  Robert  Logan 

to  mój  ojciec,  ta  druga  połowa  Logan  &  Logan. 
Przepisywanie...  Ja...  Ja  przeprowadziłam  się  do  domu  i 
dodałam nazwisko do mojej firmy, gdy on... miał wylew. 

background image

Jest  przykuty  do  łóżka,  gdyż  jest  w  połowie 
sparaliżowany. 

–  Do  licha,  Katho,  przepraszam.  Dlaczego  nie 

powiedziałaś mi wcześniej? 

Podniosła podbródek i spojrzała mu prosto w oczy. 
–  Kocham  ojca,  Vince.  Był  moim  idolem,  moim 

bohaterem,  gdy  dorastałam.  Jest  dumnym  mężczyzną, 
który pracował ciężko przez całe życie. Zawsze mi mówił, 
że  duma  mężczyzny,  jego  poczucie  własnej  wartości  jest 
drogocenną  rzeczą  i  że  zawsze  będzie  tak  żył,  aby  nie 
stracić tej dumy, którą miał w sobie. Vince kiwnął głową. 

– Mów dalej. 
–  Gdy  się  tu  wprowadziłam,  mężczyzna  z  którym 

byłam  zaręczona  stwierdził,  że  mój  ojciec  i  jego  stan 
zdrowia  są  odpychające.  Nie  mógł  znieść  przebywania  z 
tatą  w  tym  samym  pokoju.  Powiedział  mi,  że  zanim  się 
pobierzemy,  będę  musiała  umieścić  ojca  w  lecznicy. 
Odmówiłam,  a  on  zerwał  zaręczyny.  To  koniec  tej 
historii. 

Łzy  napłynęły  jej  do  oczu,  ale  mówiła  dalej  drżącym 

głosem: 

–  Zdecydowałam,  że  będę  ochraniać  ojca,  opiekować 

się nim tak, jak on to robił dla mnie. Zrobię wszystko, co 
w  mojej  mocy,  aby  ocalić  choćby  resztki  jego dumy.  To 
wszystko, co mu zostało. 

–  Nie  wszystko.  –  powiedział  Vince  delikatnie.  –  Ma 

jeszcze ciebie, Katho. 

–  Nie  mogę  cofnąć  zegara,  uczynić  go  silnym  i 

background image

zdrowym,  jakim  był  przed  wylewem.  Mogę  go  tylko 
kochać.  Umieszczenie  jego  nazwiska  obok  mojego  na 
tablicy firmy... nie wiem... to rodzaj posunięcia, które ma 
uświadomić mu, jaka jestem dumna, że jestem jego córką. 
Ochraniam go, bardzo ostrożnie dobieram ludzi, którzy go 
odwiedzają, którzy wiedzą, jaki jest niedołężny. Nigdy go 
nie zostawię, jak długo będzie żył i mnie potrzebował. 

Mrugała, chcąc powstrzymać łzy. 
–  Teraz  już  wiesz,  kto  to  jest  Robert  Logan,  druga 

połowa  Logan  &  Logan  –  Przepisywanie  tekstów.  Jane 
jest jego pielęgniarką. Mieszka tu, bo nie ma rodziny. 

Jest  wspaniała  dla  mojego  ojca.  Tak  jak  ja,  rozumie 

jego  dumę.  Robert  Logan  jest  i  zawsze  będzie 
najwspanialszym mężczyzną, jakiego znałam. 

„A  Katha  Logan  –  pomyślał  Vince  –  jest  najbardziej 

niezwykłą kobietą, jaką miałem zaszczyt znać". 

Jakby  instynktownie  podszedł  do  niej  i  wziął  ją  w 

ramiona.  Trzymał  ją  blisko,  kobiecy  zapach  kwiatów 
wiosennych wypełniał mu zmysły, unosił się nad nim. W 
jego  ramionach  była  taka  mała  i  krucha.  Ochraniała 
swojego  ojca  z  miłości,  a  on,  Vince  Santini,  będzie 
ochraniał  ją  z...  Do  diabła!  Nie  wiedział  dlaczego,  ale 
teraz  to  nie  miało  znaczenia.  Liczyło  się  tylko  to,  że  już 
nigdy nie będzie sama. 

Katha  przytuliła  się  do  Vince'a,  by  poczuć  jego  siłę, 

moc  jego  ramion.  „Tylko  na  chwilkę"  –  mówiła  sobie. 
Tylko  przez  chwilę  chciała  czuć,  że  ktoś  ją  ochrania, 
oddziela  od  bólu,  zmartwienia,  rzeczywistości.  Tylko  na 

background image

chwilę, tu w niebiańskim uścisku Vince'a. 

Po  kilku  minutach  Katha  wolno,  niechętnie  wyśliznęła 

się z jego ramion, zdobyła na uśmiech i powiedziała: 

– Teraz już wiesz. Mam nadzieję, że nie przygnębiłam 

cię zbytnio. Idziemy na kolację? 

– Jeszcze nie. Czy mój krawat dobrze leży? 
– Wspaniale. 
–  Dobrze.  Nie  chciałbym  poznać  twojego  ojca  w 

rozmemłanym krawacie. 

To psuje pierwsze wrażenie. 
– Co takiego? 
– 

Jestem 

staromodnym 

włoskim 

chłopcem. 

Powinienem przywitać się z rodziną dziewczyny, z którą 
idę  na  randkę,  zanim  ją  zabiorę.  Jestem,  aby  cię  zabrać, 
więc chcę przywitać Roberta Logana. 

– Vince, nie musisz tego robić. Doceniam twoje chęci, 

ale to nie jest konieczne. Poza tym, nie idziemy przecież 
na prawdziwą randkę, tylko tak udajemy, pamiętasz? 

–  Zapomnij  o  tym.  Czy  chcesz  powiedzieć  Jane,  że 

przyjdę poznać twojego ojca? 

– Dlaczego nalegasz? 
–  Ponieważ...  –  Zawahał  się,  przeciągając  ręką  po 

karku. – Ponieważ nalegam. To wszystko. No, idź, zapytaj 
Jane, czy będę mógł wejść. 

–  No  cóż,  dobrze.  –  Przeszła  przez  pokój,  zatrzymała 

się, by ponownie na niego spojrzeć, i wyszła na korytarz. 

Vince  zacisnął  na  chwilę  mocno  powieki.  Kipiały  w 

nim  nieznane  dotąd  uczucia,  których  nie  umiał  nawet 

background image

nazwać.  Potrząsnął  głową,  próbując  uspokoić  kakofonię 
głosów huczących w głowie. 

Poczuł się nagle tak, jakby rozdwoił się i z boku oglądał 

kogoś jakby znajomego, choć nie całkiem. Był jakiś inny, 
odmieniony. 

„Mój Boże – pomyślał – co się ze mną dzieje?" Jedna 

jego  połowa  była  wypełniona  ciepłem,  jakiego  nigdy 
wcześniej  nie  znał,  drugą  opanował  lodowaty  strach. 
Strach  przed  czym?  Ciepło,  ale  skąd?  Cholera,  tracił 
zmysły. Musi zrozumieć, co się dzieje, co się z nim dzieje. 
Musi wiedzieć, co Katha Logan z nim robi. 

– Vince? – Stała właśnie w drzwiach. – Możesz wejść 

tam... Jeżeli jeszcze chcesz. 

Przytaknął  i  przeszedł  przez  pokój.  Prowadziła  go 

korytarzem,  tą  samą  drogą,  którą  szli  tamtej  nocy,  gdy 
zakładał  drukarkę  śledzącą  jej  modem.  Zauważył,  że  są 
jeszcze  trzy  małe  sypialnie  oprócz  tej,  którą  Katha 
przekształciła  w  biuro.  Zatrzymała  się  przy  otwartych 
drzwiach i popatrzyła na niego. 

– Vince... 
– Zaufaj mi. – Patrzył jej prosto w oczy. – Proszę. 
Pomyślała,  że  ufa  mu  naprawdę.  Pozwala  mu  wejść 

poza mur, który zbudowała wokół kochanego ojca. A mur 
otaczający  jej  serce?  Czy  Vince  powoli,  ale 
zdecydowanie,  pokona  go  również?  Nie  może  myśleć  o 
tym teraz. Nie teraz. 

–  Oto  Katha  i  jej  przyjaciel,  Robercie.  Czy  to  nie 

wspaniałe, że tyle osób odwiedza cię dzisiaj wieczorem? – 

background image

rozległ się głos Jane. 

Katha przez dłuższą chwilę patrzyła na Vince'a. Było to 

spokojne spojrzenie, bardzo głębokie, mówiące o pełnym 
zrozumieniu.  Ten  moment  zbliżył  ich  jeszcze  bardziej. 
Odwróciła się wreszcie i weszła do pokoju, a Vince zaraz 
za nią. 

Robert  Logan  musiał  być  kiedyś  dużym  i  krzepkim 

mężczyzną.  Ten  szczupły,  blady,  siwowłosy  człowiek  w 
łóżku szpitalnym miał szerokie ramiona i duże dłonie. Pół 
leżał, pół siedział oparty wysoko o poduszki i zakryty do 
pasa  kocami.  Klatka  piersiowa,  z  której  dawniej 
wydobywał  się  prawdopodobnie  głośny  śmiech  i  głęboki 
głos, była teraz zapadnięta. Przechylił się lekko w prawo, 
jakby  brakowało  mu  sił,  aby  siedzieć  prosto.  Cała  prawa 
strona jego twarzy opadała w dół, oczy były przymknięte, 
usta  dziwnie,  nienaturalnie  wykrzywione  i  częściowo 
otwarte. Prawa ręka była przykryta kocem. 

Katha stanęła u wezgłowia łóżka. 
–  Tato,  to  jest  Vincent  Santini.  Vince,  mój  ojciec, 

Robert Logan. 

Robert  podniósł  lewą  rękę,  a  Vince  podał mu  również 

lewą i był zdziwiony siłą tych suchych, sękatych palców. 

– Cieszę się, że mogę pana poznać – powiedział Vince. 
–  Cieszę  się  –  rzekł  Robert.  Jego  głos  był  stłumiony, 

jakby usta miał wypełnione watą. 

Vince  skierował  swój  wzrok  na  Jane.  Wyglądała  jak 

klasyczna  babcia:  tęga,  z  siwymi  włosami,  rumianymi 
policzkami i ciepłym uśmiechem. 

background image

–  Wychodzicie?  –  zapytał  Robert.  –  Wyglądasz... 

ładnie, Katho. 

–  Dziękuję.  Założę  się,  że  zaczynałeś  myśleć,  iż 

zapomniałam,  jak  należy  się  dobrze  ubrać.  Vince  i  ja 
wychodzimy na kolację. 

Jane całkiem naturalnym gestem pochyliła się i wytarła 

ślinę z brody Roberta, po czym wyprostowała kołnierzyk 
jego piżamy. Zrobiła to szybko i zręcznie. 

–  Opiekuj  się...  moim  skarbem  –  powiedział  Robert, 

kierując swoją uwagę na Vince'a. 

–  Może  pan  na  mnie  liczyć  –  obiecał  Vince  z 

uśmiechem. – Gwarantuję. 

Robert bacznie patrzył na Vince'a, a gdy ten wytrzymał 

spojrzenie starszego człowieka, pokiwał głową. 

– Dobrze, dobrze. 
–  Pora  na  lekarstwo,  Robercie  –  powiedziała  Jane.  – I 

powinieneś się trochę przespać. Sądzę, że ci młodzi ludzie 
aż  palą  się  do  wyjścia.  My,  starsi,  potrzebujemy 
odpoczynku.  Jestem  gotowa  zrobić  sobie  ciepłą  kąpiel  i 
położyć się na miękkiej poduszce. 

Katha pochyliła się i pocałowała ojca w policzek. 
–  Dobranoc,  tatusiu.  Śpij  dobrze  i  pamiętaj,  że  cię 

kocham. 

–  Kocham  cię  –  powiedział  Robert.  –  Przyjdź  znowu, 

Vince. Lubisz... futbol? 

–  Zgadł  pan.  Zawsze  chętnie  patrzę,  jak  drużyna 

Ramsów wygrywa. 

–  Absurd.  –  Nie  zgodził  się  Robert.  –  Ramsowie  są 

background image

okropni. 

– Tatusiu – odezwała się Katha. – Na litość boską. 
– Tak? – zdziwił się Vince. – Stawiam pięć dolarów, że 

Ramsowie wygrają następny mecz. 

– Zgoda – powiedział Robert. 
–  Wchodzę  za  pięć  –  dodała  Jane.  –  Ramsowie  są  do 

niczego. 

Vince przytaknął. 
– Forsa z nieba. Obyście oboje byli gotowi zapłacić. 
Robert wydał bulgoczący dźwięk, a lewa część jego ust 

uniosła się, gdy chichot wydostał się z gardła. 

„Dziękuję, Vince – pomyślała Katha. – Tato śmieje się 

w  swój  charakterystyczny  sposób,  a  jego  zielone  oko, 
które wciąż widzi, połyskuje z uciechy i radości. Ależ ten 
Vince jest wspaniałym i serdecznym facetem". 

– Świetnie – powiedziała Katha. – Zakładamy tu punkt 

hazardowy.  Idę  z  wami  w  zawody.  Myślę,  że  Ramsowie 
wywyższają się. 

Vince zaśmiał się, Robert podniósł lewą rękę kciukiem 

do góry. 

–  Dosyć  na  dzisiaj  –  rzekła  Jane.  –  Idźcie  już,  wy 

dwoje. 

–  Dobranoc  –  powiedzieli  Vince  i  Katha  razem  i 

skierowali się do drzwi. 

– Katho – zawołał Robert. 
Zatrzymali  się,  a  Katha  odwróciła  głowę,  by  na  niego 

popatrzeć. 

– Tak? 

background image

–  Pofruń  w  przestworza...  jak  anioły.  Tak  dawno  tego 

nie robiłaś. 

Katha  zamrugała,  by  powstrzymać  cisnące  się  łzy,  i 

uśmiechnęła ciepło do ojca. 

– Dobrze, tatusiu. Pofrunę w przestworza... jak anioły. 
– Dobrze. Idźcie. 
Noc  była  czysta  i  zimna,  ale  Katha  zdecydowała,  że 

weźmie  tylko  miękki,  szeleszczący  kremowy  szal,  a  nie 
ciężki  płaszcz.  Gwiazdy  migotały  na  niebie  jak  srebrne 
światła  świąteczne.  Vince  pomógł  jej  wsiąść  do 
samochodu i po chwili ruszył. 

– Dziękuję – powiedziała cicho. 
– Za co? – zapytał, spoglądając na nią. 
–  Za  to,  że  byłeś  taki  miły  dla  mojego  ojca.  Za  to,  że 

traktowałeś go jak równego, że założyłeś się z nim o pięć 
dolarów o mecz piłkarski. Za to, że rozśmieszyłeś go i nie 
zwracałeś uwagi na to, jak wygląda, i rozmawiałeś z nim 
jak mężczyzna z mężczyzną. 

– Katho, on jest mężczyzną. Nie jest tym samym ojcem 

u  boku  którego  rosłaś,  jeśli  chodzi  o  jego  wygląd 
zewnętrzny, ale wewnątrz jest tą samą osobą. 

Szkoda  słów,  jeśli  chodzi  o  tego  typa,  z  którym  byłaś 

zaręczona. Wystarczy, jak powiem, te to był typ. Wydaje 
mi się, że zapominasz, jak długo byłem policjantem, gdzie 
bywałem  i  co  widziałem.  Na  litość  boską,  widok 
człowieka,  który  miał  wylew,  nie  skłoni  mnie  do 
przerwania sprawy I ucieczki! 

– Ja... 

background image

–  I  jeszcze  jedno.  Zapominasz  też,  że  wychowywał 

mnie  dziadek.  Widziałem,  jak  się  starzał,  tracił  siły,  jak 
zmarł. Nie osłabiło to mojej miłości i szacunku dla niego. 

– Ja... 
Uśmiechnął się pośpiesznie. 
– Poza tym, że słabo zna się na drużynach piłkarskich, 

myślę...  –  Tu  spoważniał.  że  Robert  Logan  jest 
niebywałym  wprost  facetem.  Nie  dziękuj  mi  więc, 
ponieważ  to  brzmi,  jakbym  odegrał  jakąś  scenkę  w  jego 
pokoju. Nie zrobiłem tego. Naprawdę, Katho. 

Chciała  rzucić  mu  się  na  szyję  i  uścisnąć  go.  Chciała 

mu  powiedzieć,  jaki  jest  inny  i  wspaniały.  Chciała,  aby 
wiedział,  że  jej  uczucia  dla  niego  wzmacniają  się  z 
każdym uderzeniem jej oszalałego serca. 

Ale nie powiedziała nic. 
– Wspominałaś, że Jane mieszka z wami. Czy słyszała 

coś  tej  nocy,  gdy  przyszedłem  podłączyć  drukarkę 
śledzącą? 

–  Nie.  Ma  jedną  wolną  noc  w  tygodniu  i  na  szczęście 

wtedy właśnie odwiedzała swoją córkę i wnuki. 

Vince skinął głową i jechali w ciszy przez kilka minut. 
–  Co  twój  tato  miał  na  myśli  –  zapytał  Vince  nagle  – 

gdy mówił, abyś „pofrunęła w przestworza jak anioły"? 

Uśmiechnęła się. 
–  Gdy  byłam  małą  dziewczynką,  zapytałam  go,  skąd 

anioły potrafią latać. 

Odpowiedział mi, że dzieje się tak dlatego, iż są bardzo 

mądre  i  odkładają  swoje  zmartwienia  i  niedole,  swoje 

background image

wewnętrzne  poważne  obciążenia.  Od  tego  czasu,  gdy 
tylko mój ojciec czuł, że pracuję za ciężko lub że jestem 
zbyt  smutna  i  zmartwiona,  mówił  mi,  abym  pofrunęła  w 
przestworza  jak  anioły.  Po  tych  wszystkich  latach  jego 
powiedzonko  skłania  mnie  do  zatrzymania  się,  złapania 
oddechu i uregulowania najważniejszych spraw. 

Vince pokiwał głową. 
–  Podoba  mi  się.  Pofrunąć  jak  anioły.  Rzeczywiście 

wspaniałe.  Powiedziałaś  mu,  że  tak  będzie.  Dzisiaj  więc 
nie  będzie  przyciężkich  rozmów  o  sprawie,  o  opiece 
społecznej,  wydrukach  z  modemów...  nic  z  tego.  Dzisiaj 
wieczorem, Katho, „oderwiemy się od ziemi". 

– Świetnie – powiedziała. – Tak będzie świetnie. 
I tak było. 
Kilka godzin później, gdy leżała już w łóżku, a mgiełka 

snu unosiła się nad nią, doszła do wniosku, że wieczór z 
Vince'em  był  rzeczywiście  tak  bliski  doskonałości,  jak 
tylko mógł być. 

Restauracja,  którą  wybrał,  była  droga  i  pięknie 

urządzona,  co  tworzyło  romantyczną  intymną  atmosferę. 
Jedzenie  było  wspaniałe,  ale  ledwo  to  zauważyła. 
Wielokrotnie  była  zaskoczona  tym,  jak  niesamowicie 
męski  i  przystojny  jest  Vince.  Czuła  się  piękna  i 
wyjątkowa,  jako  że  przywiązywał  wagę  do  wszystkiego, 
co mówiła i robiła. 

Rozmawiali godzinami o sprawach tych przyziemnych i 

tych  ważniejszych,  o  ulubionych  książkach  i  filmach,  o 
polityce,  najlepszych  lodach,  zaletach  Ramsów  i  o  wielu 

background image

innych  sprawach.  Odłożyli  stresy  i  zmartwienia  życia 
codziennego  i  skoncentrowali  się  na  sobie.  Pofrunęli  w 
przestworza jak anioły. 

Od  momentu  gdy  Vince  zdecydował,  jaki  ten  wieczór 

powinien  być,  aż  do  wspaniałych  zapierających  dech 
pocałunków  w  jej  pokoju,  gdy  przywiózł  ją  do  domu, 
wszystko było doskonałe. 

Vince  w  samych  tylko  spodniach  stał  w  ciemnej 

sypialni i gapił się na rozległe miasto. 

Zaczął  przygotowywać  się  do  snu,  ale  zrezygnował, 

wiedząc,  że  i  tak  nie  zaśnie.  Wątpliwości,  które  zdołał 
odeprzeć, gdy był z Kathą, znów wróciły. Przeplatały się 
one  z  szalejącym  gorącym  pragnieniem,  które  pojawiło 
się, gdy przytulał ją i całował w jej pokoju. 

Nie  miał  ochoty  jechać  do  domu,  do  pustego 

mieszkania i dużego, pustego łóżka. Pragnął Kathy Logan. 
Paliła  go  potrzeba  kochania  się  z  nią.  Po  wspaniałym 
wieczorze  w  jej  towarzystwie,  gdy  dzielił  z  nią  śmiech  i 
rozmowę, teraz czuł się strasznie opuszczony i... samotny. 

–  Cholera!  –  zaklął  i  uderzył  kantem  dłoni  o  framugę 

okna. 

Czy  fizyczne  zbliżenie  z  Kathą  zmniejszyłoby 

narastającą  w  nim  wrzawę?  Czy  zapanuje  nad  tymi 
dziwnymi, 

nieznanymi 

emocjami, 

gdy 

zostanie 

zaspokojone jego fizyczne pragnienie? Sądził, że nie. 

To, że zdał sobie z tego sprawę, rozzłościło go jeszcze 

bardziej. 

Nagle poczuł się całkowicie wyczerpany. I wiedział, że 

background image

będzie  musiał  poradzić  sobie  z  tymi  wątpliwościami, 
jeżeli chciałby jeszcze kiedyś pofrunąć w przestworza jak 
anioły. 

background image

Rozdział 6 

 
–  Chodź  dalej,  Vince  –  powiedział  Tander.  –  Nie 

oszczędzaj  mojego  dywanu.  Po  prostu  zmienię  go  i 
obciążę cię rachunkiem. 

Tander  siedział  niedbale  w  skórzanym  fotelu  w 

głównym  pomieszczeniu  na  swoim  jachcie.  Długie  nogi 
miał  wyprostowane  i  skrzyżowane.  Palce  rozłożył  luźno 
na  piersiach  i  obserwował,  jak  Vince  chodzi  ciężkimi 
krokami tam i z powrotem. 

–  Czy  to  będzie  śmieszne,  jak  powiem,  że  kiwasz 

łódką? 

– Nie. 
Tander wzruszył ramionami. 
–  Nie  będę  więc  wysilał  się,  by  to  mówić.  Mógłbyś 

opaść gdzieś, Santini? 

Doprowadzasz  mnie do szału. Mówię ci przez telefon, 

że  złamię  kod,  aby  dostać  się  do  programu 
komputerowego  opieki  społecznej  do  jutra,  po  czym  ty 
zjawiasz się w moich drzwiach, raczej w drzwiach jachtu, 
godzinę  później.  Jesteś  tu  piętnaście  minut  i  nie  zrobiłeś 
nic  poza  tym,  że  wydeptujesz  rów  w  mojej  podłodze. 
Vince, co cię gryzie? 

Vince zatrzymał się, rzucił gniewne spojrzenie w stronę 

Tandera i usiadł na jednej z sof. – Nic. 

– Cieszę się, że to słyszę. Mógłbym przysiąc, że chodzi 

ci coś po głowie. – Przerwał. – Co u Kathy? Zobaczymy. 

background image

Byliście  razem  na  kolacji  przedwczoraj  wieczorem. 
Rozmawiałeś z nią od tego czasu? 

– Nie. – Vince odchylił głowę i zamknął oczy. Widział 

ją  w  swoich  snach,  a  to  sprawiło,  że  spał  niespokojnie. 
Obudził się i złapał na tym, że szukał jej w pustym łóżku. 
„Cholera, jestem wrakiem" – pomyślał. 

– Nie. 
Tander  zmarszczył  brwi,  pochylił  się,  oparł  łokcie  na 

kolanach. 

–  Poważnie,  Vince,  chciałbyś  coś  z  siebie  wyrzucić? 

Wyglądasz  jak  diabeł,  a  mój  wydeptany  dywan  jest 
dowodem,  że  nie  jesteś  w  pogodnym  nastroju.  Niech 
zacytuję  znanego  wszystkim  Declana  Harrisa:  „Są  to 
objawy maksymalnego zestresowania". 

Vince  otworzył  oczy  i  przez  dłuższy  czas  patrzył  w 

sufit,  następnie  podniósł  głowę,  aby  spojrzeć  w  oczy 
Tandera. 

– Poradzę sobie – rzekł. – Było ostatnio wiele zmian w 

moim  życiu.  No  wiesz,  odejście  z  policji,  otwarcie 
własnej agencji detektywistycznej, poznanie... – Jego głos 
urwał się. 

– Kathy? – powiedział Tander cicho. 
Oczy Vince'a zwężyły się ze złości. Tander nie drgnął. 

Wciąż patrzył prosto w oczy Vince'a z twarzą bez wyrazu. 
Vince wziął głęboki oddech, wypuścił wolno powietrze i 
złość minęła tak szybko, jak przyszła. 

– Katha jest inna – powiedział. Wstał i zaczął chodzić 

znowu. – Nigdy nie znałem takiej kobiety. 

background image

Tander przytaknął. 
–  Dokończę  za  ciebie.  Spotykałeś  się  zawsze  z 

doświadczonymi  kobietami,  które  pragną  dużo  uciechy 
bez zobowiązań. Katha nie jest taka. Ona... 

–  Ona  jest  uczciwa  i  szczera,  i...  i  tak  cholernie  inna! 

Zasługuje  na  mężczyznę,  który  gotów  jest  podjąć  jakieś 
zobowiązania. Nie jest w moim typie, ani trochę. – Znowu 
opadł na sofę. – Ale... Ach, do diabła, dość tego! 

– Moim zdaniem... 
–  Powiedziałem:  „dość  tego"  –  burknął  Vince.  Tander 

podniósł obie ręce. 

– Dobrze, świetnie, skoro tak mówisz. Nie będziemy o 

niej rozmawiać. 

–  Ona  wyzwala  w  mężczyźnie  instynkty  opiekuńcze. 

Wiesz, co mam na myśli? 

– Tak. 
–  Mimo  że  jest  silna  i  ma  dużo  obowiązków.  Jej 

ojciec...  Nie,  nie  mam  prawa  o  tym  mówić.  Jest  bardzo 
wrażliwa  na  tym  punkcie.  Jej  ojciec  jest  wspaniałym 
człowiekiem. Polubiłem go od razu. Wyczuwa się miłość 
pomiędzy Kathą a Robertem Loganem. To wzniosłe. 

– Tak. 
– Jeśli chodzi o Kathę, to... do diabła, sprawia, że tracę 

rozum. Myślałem, że jeśli nie będę jej widział przez kilka 
dni, to... Ale zadomowiła się w moich myślach i... I co, do 
licha,  mam  z  nią  zrobić?  Cholera,  Tander,  przestań 
ciągnąć mnie za język! Mówiłem, że nie chcę rozmawiać 
o niej. 

background image

–  Ojej!  Bracie,  przepraszam.  –  Tander  zakaszlał,  aby 

zakamuflować  nie  kontrolowany  wybuch  śmiechu.  – 
Mówiąc  szczerze,  cieszę  się,  Vince,  że  przyszedłeś. 
Miałem zamiar dzwonić do ciebie ponownie. – Tak? 

– Zawiadomiono mnie, że są jakieś problemy z szybami 

ropy na Alasce, których jestem właścicielem. Muszę tam 
jechać. 

– Teraz? 
– Powiedziałem im, że będę tam tak szybko, jak tylko 

zdołam.  Mamy  więc  nowy  plan.  Rozszyfruję  ten  kod 
komputerowy w nocy i odlecę wcześnie rano. 

Miałem zamiar szukać wirusa, ale Katha będzie musiała 

wpaść i zrobić to. 

– Ech, zaczekaj. 
–  Nie  panikuj.  Może  to  robić  tutaj,  na  jachcie.  Nie 

będzie  musiała  być  blisko  wydziału  opieki  społecznej. 
Zostawię  jej  instrukcje  i  będzie  mogła  rzucić  na  nie 
okiem. Przywieź ją tutaj jutro rano – masz klucz i czujcie 
się jak u siebie w domu. 

Moja  załoga  ma  wolne,  nikt  więc  nie  będzie  wam 

przeszkadzał. 

– Ale... 
–  Postanowione.  Nie  kupuj  nigdy  szybów.  Są  jak  ból 

karku. 

Zadzwonił  telefon.  Tander  przeszedł  przez  pokój  i 

poniósł słuchawkę. 

– Halo?... Witam, piękna damo. Jak leci?... Ach tak?... 

Byłbym przeklęty... 

background image

Tak, jest tutaj...  Z pewnością to zrobię, słodziutka. On 

to zbada natychmiast... 

Uważaj na siebie... Do widzenia! – Odłożył słuchawkę i 

zwrócił się do Vince'a. – To była Katha. 

–  Co?  Dzwoniła  do  ciebie?  Dlaczego,  do  diabła, 

dzwoniła do ciebie? 

– Dlaczego? Co się stało? Co mówiła? 
–  Santini,  zamknij  się.  Zbyt  łatwo  wpadasz  w  złość. 

Zapominasz tak szybko, że to przestępstwo. Katha prosiła, 
by  ci  przekazać,  że  właśnie  dostała  przez  swój  modem 
następną  wiadomość,  która  nie  była  dla  niej.  Wydruk, 
dzięki  mojej  szykownej  drukarce  siedzącej,  pokazuje 
numer telefonu nadawcy. 

–  Świetny  numer  –  powiedział  Vince,  kierując  się  do 

drzwi. 

–  Skontaktuję  się  z  tobą,  gdy  wrócę  z  Alaski!  – 

krzyknął za nim Tander. 

– Dobrze. Do zobaczenia! 
Tander  zaśmiał  się  i  potrząsnął  głową.  „Jesteś 

skończony, Santini. Czeka cię końcowe odliczanie, ale nie 
rozszyfrowałeś  tego  jeszcze".  Nagle  spoważniał.  „Gdzie 
mam jechać? Nie posiadam żadnych szybów na Alasce". 

Katha  stała  w  pokoju  przy  frontowym  oknie,  ręce 

ciasno założone, kartka papieru zaciśnięta w dłoni. 

Vince  jest  w  drodze  do  niej.  Zobaczy  go  wkrótce... 

Nędznik.  Była  pewna,  że  wpadnie  lub  zadzwoni 
następnego  dnia  po  tym,  jak  spędzili  razem  wspaniały 
wieczór, ale on nie pojawił się... Szczur. Zgubiła różowe 

background image

okulary i zrozumiała, że przywiązywała zbyt wielką wagę 
do  tych  przepięknych  godzin  spędzonych  z  nim.  Z 
pewnością dla pana Santiniego nie znaczyły nic... Gad. 

Stanowczo  sobie  nakazała,  że  należy  zapomnieć  o 

pocałunkach  i  oddalić  wspomnienie  pożądania,  które 
przenikało  ją  do  głębi.  Postara  się  zapomnieć  o  tym,  co 
czuła,  gdy  przytulała  się  do  jego  muskularnego  ciała. 
Potraktuje jako nieważny fakt, że krążył w jej myślach w 
ciągu  dnia  i  szedł  za  nią  w  jej  sny  nocą.  Będzie  działać 
dokładnie,  nie  wychodząc  poza  sprawę,  tak  jak  on  to 
najwyraźniej zamierzał robić... Wesz. 

Miała  nadzieję,  że  gdy  będę  razem,  będzie  zdolna 

postępować  w  sposób  zimny,  profesjonalny.  Ale  co  ma 
robić,  gdy  jest  sama?  Co  ma  robić  z  przerażającym 
pytaniem, które szydziło z niej dzień i noc? Czy zakochała 
się  w  Vincencie  Santinim?  Czy  właśnie  to  działo  się  z 
nią?  Dlaczego  nie  potrafi  odpowiedzieć?  Była  już 
przecież  raz  zaręczona,  była  wtedy  taka  pewna,  że 
znalazła właściwego mężczyznę. Ale tamto to przeszłość, 
a  Vince  to  teraźniejszość.  Nie  jest  podobny  do  żadnego 
znanego  jej  mężczyzny.  Wyzwolił  w  niej  typowe  dla 
kobiety  uczucia  i  teraz  wie,  że  tamto  uczucie  to  była  po 
prostu dziecinada. 

„Och,  nie!"  –  pomyślała.  Nie  można  zakochać  się  w 

Vincencie.  Po  prostu  jest  niewłaściwym  mężczyzną. 
Złamie jej serce i odejdzie z jej życia, zostawiając samą, 
we łzach. 

Vince  nie  chciał  żadnego  poważnego  związku  i 

background image

wiedziała,  że  nie  miał  zamiaru  zmienić  zdania  w  tej 
kwestii. 

Czyż jest aż taką kompletną idiotką, że zakochała się w 

nim mimo wszystko? 

– Ech, Katho! – powiedziała głośno. – Czy jesteś aż tak 

głupia? 

Zesztywniała, gdy zobaczyła jego samochód parkujący 

przed domem. Wysiadł i szedł szybko w kierunku drzwi. 

„Odejdź!"  –  pomyślała  szalona,  mimo  że  jej  serce  go 

witało. 

Zapukał  do  drzwi.  Wzięła  głęboki  oddech,  zanim 

ruszyła z miejsca. 

„Ściśle  zgodnie  z  interesami"  –  przypomniała  sobie. 

Musi  chronić  swoją  dumę.  Jest  córką  Roberta  Logana  i 
nauczono ją, jak ważna jest własna duma. 

Podniosła głowę i otworzyła drzwi. 

– 

Cześć,  Vince!  –  powitała  go.  Witaj  moja  miłości  – 

Szybko się tu dostałeś. – I szybko ukradłeś moje serce. – 
Proszę,  wejdź.  –  I  proszę,  wyjdź  szybko,  zanim  się 
rozkleję. Ponieważ... ponieważ.

 

Kochała go. 
W  tej  sekundzie  uświadomiła  to  sobie.  Była  tego 

pewna,  bo  serce  jej  tajało  już  na  jego  widok.  Wszystkie 
wspaniałe wspomnienia razem spędzonego czasu przeszły 
nad nią jak druzgocąca fala i teraz wiedziała, że go kocha. 

Jest zakochana w Vincencie Santinim. 
Zamknęła  drzwi,  gdy  wszedł  do  pokoju,  i  modliła  się, 

by żaden grymas na jej twarzy, by żadne spojrzenie lub jej 

background image

głos nie zdradziły, co przeżywa. 

– Cześć, Katho! – powiedział, odwracając się do niej. – 

Tander  mówił,  że  odebrałaś  następną  wiadomość  na 
swoim modemie. 

– Tak, mam tutaj. – Wyciągnęła pomięty papier. 
Vince zabrał go, wyprostował i skupił swoją uwagę na 

tekście. 

„Zbierz to w całość, Santini – mówił sobie. – Nie wolno 

ci  myśleć  o  całowaniu  Kathy  i  przytulaniu  jej  do  swego 
rozpalonego  ciała.  Czytaj  tę  cholerną  wiadomość!" 
Wydawało  się,  że  upłynęła  wieczność  od  czasu,  gdy  stał 
tutaj i całował Kathę po wspólnym wyjściu na kolację. To 
było  tak  cholernie  dawno  temu...  Chciał...  Potrzebował 
jej... 

–  Co  o  tym  sądzisz?  –  zapytała  Katha.  „Całkiem 

postradałem zmysły" – pomyślał ponuro. Szept tej kobiety 
doprowadzał go niemal do szaleństwa. 

Odchrząknął i zmusił się do skoncentrowania uwagi na 

wydruku. 

– 

Zobaczymy.  –  Dlaczego  brak  potwierdzenia 

wiadomości?  Czy  wychodzisz  z  tej  operacji?  Wykazy 
opieki  społecznej  wchodzą  w  grę.  
Interesujące.  Bardzo 
interesujące.

 

–  Co  to  znaczy?  Domyślam  się,  że  ta  osoba  nie  zdaje 

sobie  sprawy  z  tego,  że  tamta  przesyłka  zbłądziła  i  nie 
może zrozumieć, dlaczego jego wspólnik nie odpowiada. 
Ale co to jest to wychodzenie z operacji? 

–  To  slang  określający  rezygnację,  wyjście.  Jest 

background image

używany na różne sposoby, ale oznacza to samo. 

Facet może „dostać wyjście" z baru, gdy wypił za dużo 

i robi się awanturniczy. 

–  Aha,  rozumiem.  Pyta  więc  wspólnika,  czy  nie 

wchodzi już w tę sprawę. 

–  Tak  właśnie  to  odczytuję.  Nie  wiem,  dlaczego  to 

przeszło  przez  twój  modem,  ale  mamy  szczęście,  że  tak 
się stało. Numer telefonu, z którego zostało to nadane, jest 
tutaj,  na  górze  kartki.  Wkrótce  zakończymy  sprawę, 
Katho. 

Zadziałam,  gdzie  trzeba,  dostanę  adres  tego  numeru 

telefonu  i  będziemy  mieć  naszego  chłopca.  Jestem 
pewien,  że  nie  on  sam  zostanie  o  to  oskarżony.  Będzie 
sypał  nazwisko  partnera,  aż  nałożymy  mu  kajdanki.  To 
właśnie jest zawarte pod tym małym numerem. 

–  Czyż  to  nie  wspaniałe?  –  powiedziała  Katha, 

zmuszając się do uśmiechu. 

Potem Vince odejdzie, wyjdzie z jej domu i z jej życia. 

– Tak, to wspaniałe. 

– Tak – odburknął. – Kto jest w domu? 
– Tato śpi. Jane wyszła do biblioteki, a moja sekretarka 

wyszła godzinę temu. 

–  Dobrze.  Chodźmy  do  twojego  biura,  abym  mógł 

skorzystać z telefonu. 

Potem zdecyduję, jak zabrać się za tego faceta. 
– W porządku. 
Vince  obserwował,  jak  przeszła  przez  pokój  w  stronę 

holu,  czuł  szarpiący  jego  wnętrzności  ból, gdy  palące go 

background image

pragnienie  narastało.  Szedł  za  nią  wolno,  zastanawiając 
się, co, do licha, ma zrobić! 

Pół  godziny  później,  gdy  zmierzch  zmienił  się  w 

ciemność,  Katha  zasłoniła  okno  w  biurze,  po  czym 
włączyła gwałtownie lampkę na biurku. Vince siedział w 
skórzanym  fotelu  za  biurkiem,  gapiąc  się  w  telefon  i 
niecierpliwie stukał palcami po blacie. 

Prawie nie rozmawiali ze sobą, odkąd weszli do biura. 

Vince  zadzwonił  do  oficera  policji,  przedstawił  prośbę  i 
obiecano mu odpowiedź tak szybko, jak to możliwe. 

Teraz czekali. 
Katha  była  świadoma  narastającego  napięcia. 

Wydawało  się,  że  rośnie  ono  z  każdą  sekundą. 
Obserwowanie  telefonu,  który  nie  chciał  dzwonić, 
oczywiście niszczyło nerwy, ale było jeszcze coś  więcej. 
Atmosfera zmysłowości, jaka zapanowała między nimi, a 
przede  wszystkim  świadomość  tego,  była  nie  do 
zniesienia. 

„Chociaż –  pomyślała  –  być  może  jest  inaczej".  Może 

tylko  ona  jest  tak  poruszona  bliskością  Vince'a,  podczas 
gdy cała jego uwaga jest skupiona na telefonie. 

– Ktoś jest przy drzwiach  wejściowych  – odezwał się. 

Prawie  podskoczyła  na  niespodziewany  dźwięk  jego 
głębokiego głosu. – Sądzę, że to Jane. 

– Halo! Halo! – wołał jakiś głos. – Wróciłam. 
–  Tak,  to  Jane  –  potwierdziła  Katha.  –  Pójdę  jej 

powiedzieć,  że  jesteś  tutaj  i  poinformuję  ją,  że  tato  spał, 
gdy ostatni raz zaglądałam do niego. 

background image

Vince oparł się w fotelu, gdy opuściła pokój, i wypuścił 

zdławiony oddech, czując się tak, jakby przetrzymywał go 
przez rok. 

„Boże!  –  pomyślał.  –  Jestem  tak  zdenerwowany,  że 

chyba  mój  bezpiecznik  w  mózgu  nie  wytrzyma".  Miał 
nadzieję,  że  na  Kathy  sprawiał  wrażenie  Supermana, 
Prywatnego  Detektywa  myślącego  tylko  o  telefonie  i 
planie  działania,  który  wprowadzi  w  życie,  gdy  tylko 
otrzyma adres. 

Gdy dostanie już adres, zmusi się do skoncentrowania i 

rozpoczęcia działalności detektywa. Tymczasem nie mógł 
myśleć o niczym innym, tylko o niej. 

Wstał  i  podszedł  do  drzwi,  słysząc  w  oddali  szmer 

głosów.  Przeciągnął  niecierpliwie  ręką  po  włosach, 
odwrócił  się  i  podszedł  do  jednego  z  okien.  Odsunął 
zasłonę i patrzył w ciemność. 

„Katha,  oczywiście,  wydaje  się  spokojna,  zimna  i 

pozbierana"  –  pomyślał  posępnie.  Najwyraźniej  nie 
obchodziło  jej  ani  trochę  to,  że  nie  zadzwonił  i  nie 
przyszedł  od  tego  wyjątkowego  wieczoru,  który  razem 
spędzili. Czyż nic dla niej tamto spotkanie nie znaczyło? 
Być  może  nie.  Może  jedynie  on  był  emocjonalnie  i 
nerwowo wykończony. 

„Wspaniale"  –  dumał.  Myśli  o  niej  i  wspomnienia 

każdej  wspólnie  spędzonej  chwili  uniemożliwiają  mu 
normalną  egzystencję,  podczas  gdy  ona  zajmuje  się 
zwyczajnie  biznesem,  nie  zwracając  uwagi  na  świat.  Z 
pewnością,  do  diabła,  nie  robiła  wrażenia,  że  jest  nim 

background image

zajęta! Wielkie dzięki, Katho Logan. 

–  Vince?  –  zawołała,  wchodząc  do  pokoju.  –  Jane  i 

ojciec będą jeść kolację. Gotuje się właśnie domowa zupa. 
Możemy dostać trochę, jeśli tylko zechcemy. 

Zaciągnął zasłonę z powrotem i odwrócił się do niej. 
– Nie jestem głodny. Wzruszyła ramionami. 
–  Dobrze.  Po  prostu  chciałam  ci  powiedzieć,  że  jest 

zupa. Nieważne. 

W trzech dużych krokach podskoczył do niej i złapał ją 

za ramiona. 

–  A  co  jest  ważne,  Katho?  Dlaczego  nie  dasz  mi 

wskazówki? Co, u diabła, jest dla ciebie ważne? 

Otworzyła szeroko oczy. 
– Co? Nie rozumiem. 
– Do diabła z tym – wymamrotał i mocno pocałował ją 

w usta. 

Zaskoczona  jego  słowami  i  czynami  Katha  dosłownie 

zesztywniała.  Po  chwili,  gdy  atak  jego  ust  ustał,  a  wargi 
delikatnie  i  pieszczotliwie  dotykały  jej  warg,  podniosła 
ręce, aby go objąć za szyję i przymknęła oczy. Rozchyliła 
usta,  by  przyjąć  jego  poszukujący  język  i  przytuliła  się, 
gdy przyciągnął ją do siebie. 

„To  właśnie  Vince"  –  pomyślała  szczęśliwa,  gdy 

odwzajemniła pocałunek całkowicie mu oddana. Kochała 
go.  Czy  to  był  ich  ostatni  pocałunek?  Koniec  raju,  w 
którym była, gdy trzymał ją w mocnym uścisku? Czy był 
to  koniec,  będący  jednocześnie  początkiem  bólu  serca, 
samotności  i  łez?  Ach,  nie,  jeszcze  nie!  Nie  wolno  tego 

background image

kończyć tak szybko. Ale dlaczego Vince wydawał się taki 
zły, taki... 

Myśli te gdzieś odpłynęły, gdy pocałunek się pogłębił. 

Vince  przesunął  ręce  w  dół  jej  pleców  do  pośladków, 
przytulając ją do bioder. Uciskał ją wzwiedziony członek, 
pełny, ciężki, namacalny dowód jego pożądania. 

„Ja  także  pragnę"  –  pomyślała  pośpiesznie.  Chciała 

kochać  się  z  Vincentem  Santinim,  ponieważ  była  w  nim 
zakochana.  Było  właśnie  tak,  jak  powinno  być.  Tak,  jak 
będzie... zanim ją opuści. 

Krew  łomotała  w  żyłach  Vince'a,  pragnienie  rosło,  a 

ogień  pożądania  palił  się  w  nim.  Usłyszała  jego  jęk,  jęk 
rozkoszy, gdy pieścił jej ciało, a ich języki tańczyły. 

Pragnął tej kobiety! Ona pragnęła go również. Czuł, jak 

mu  ulegała,  dając  siebie,  swoje  usta,  całe  ciało,  mówiąc 
mu, że jest jego. Będzie ją miał i zakończy bolesną agonię 
podniecenia.  Nie  będą  go  dręczyły  wyrzuty  sumienia, 
ponieważ Katha dawała mu do zrozumienia, że go chce. 

Dlaczego? Był ciekaw. Dlaczego go pragnie? Czy było 

to  zwykłe  pożądanie,  czysto  fizyczna  reakcja  na  jego 
próbę  uwiedzenia?  Czy  jej  serce  czuło  to  samo  co  jej 
ciało?  Ale  co  to  za  różnica,  do  diabła!  To  nie  ma 
znaczenia. 

Nieprawda, to ma znaczenie. Do cholery, ma! 
Podniósł  głowę,  uwolnił  ją  i  odsunął.  Zachwiała  się 

nieznacznie  i  otworzyła  oczy,  by  spotkać  jego  badawcze 
spojrzenie. 

– Pragnę cię, Katho – powiedział głosem ochrypłym od 

background image

uniesienia. 

– Tak – wyszeptała. – Ja również cię pragnę, Vince. 
– Dlaczego? 
Katha zamrugała, chcąc uspokoić wewnętrzne drżenie. 
– Dlaczego? 
–  To  rozsądne  pytanie.  Dlaczego  chcesz  się  ze  mną 

kochać? 

„Ponieważ cię kocham, ty głupku"  – pomyślała. Boże, 

nigdy  by  sobie  nie  wybaczyła,  gdyby  powiedziała  te 
słowa, gdyby zniszczyła ostatnią nitkę dumy. 

–  Myślę,  że  lepsze  byłoby  pytanie  –  powiedziała, 

prostując ramiona – dlaczego jesteś taki zły i... i dlaczego 
nalegasz, abym odpowiedziała na to, które moim zdaniem 
wcale nie jest rozsądne. 

– Do licha, nie jest. 
–  Dobrze,  panie  Santini,  ty  więc  na  nie  odpowiedz. 

Dlaczego chcesz się ze mną kochać? 

–  Ponieważ  ja...  –  Przerwał.  Ponieważ  paliła  go  żądza 

posiadania jej. 

Ponieważ  zamęt  i  chaos  kipiały  w  nim  i  pożerały  go 

żywcem.  Ponieważ  nigdy  wcześniej  nie  przeszedł  przez 
takie  piekło  i  musiał  przezwyciężyć  czar,  jaki  na  niego 
rzucała,  wyzwolić  się  spod  jej  panowania.  I  nie  miał 
zamiaru mówić jej o żadnej z tych rzeczy.  – Zapomnij o 
tym.  Pragnę  cię,  ty  pragniesz  mnie,  to  wystarczająco 
jasne. 

–  Tak?  A  co  się  stało  z  twoim  rozsądnym  pytaniem 

„dlaczego", Vince? 

background image

– Powiedziałem: „zapomnij o tym" – powtórzył głośno. 
Zadzwonił telefon. 
–  Tak,  tak  –  powiedziała  Katha,  patrząc  na  niego.  – 

Dokładnie tak, jak na filmie... uratowany przez telefon. 

Rzucił jej ponure spojrzenie, po czym złapał słuchawkę. 
– Mieszkanie Loganów... Tak, tu Santini. Mów. 
– Usiadł za biurkiem i napisał coś na kartce papieru. – 

Cholera, paskudniej już nie mogło być. Jesteś pewny... ? 
W porządku. Dziękuję  za pomoc.  – Odłożył  słuchawkę  i 
wymamrotał kilka przekleństw. 

– Coś nie tak? – zapytała Katha. 
–  Telefon  pochodził  z  budki  telefonicznej  w  dzielnicy 

handlowej. Innymi słowy, nie mamy nic. 

–  To  nie  ma  sensu.  Ta  osoba  spodziewała  się 

odpowiedzi,  musi  więc  mieć  komputer  i  modem.  Nadaje 
wiadomość  przez  zły  modem,  czyli  mój,  ale  można  się 
domyślić, że ci ludzie mają skomplikowane wyposażenie. 

–  Tak  może  być  naprawdę,  ale  ten  konkretny  telefon 

był  nadawany  z  budki  telefonicznej.  –  Przejechał  dłonią 
po  blacie  biurka.  –  Cholera,  jesteśmy  z  powrotem  w 
punkcie  zerowym.  Pojadę  do  dzielnicy  handlowej  i 
rozejrzę się, chociaż mógłbym się założyć, że ten facet już 
dawno sobie poszedł. 

– Więc co teraz? Vince wstał. 
– Tander łamie szyfr, by dostać się do komputera działu 

opieki społecznej. 

Zamierzał  szukać  wirusa,  ale  ma  pilną  sprawę  na 

Alasce. – Przerwał. 

background image

– Nie wiedziałem, że posiada szyby naftowe. 
W każdym razie, czy możesz przygotować się do akcji i 

być wolna jutro? 

– Tak, ale... 
– Pojedziemy na jacht Tandera i będziesz mogła szukać 

wirusa,  używając  jego  komputerów.  Myślałem,  że 
złapiemy tego faceta dzisiaj wieczorem i on mógłby nam 
powiedzieć, gdzie jest wirus, ale... Cholera! Zabiorę cię o 
siódmej  rano.  Załoga  Tandera  wyjechała,  nikt  więc  nie 
będzie  nam  przeszkadzał,  a  ty  będziesz  z  daleka  od 
wydziału opieki społecznej. To całkowicie bezpieczne. 

„Aha!"  –  pomyślała  Katha.  Przebywanie  tylko  z 

Vince'em  na  luksusowym  jachcie  nie  kojarzyło  się  z 
bezpieczeństwem.  Po  ich  pocałunku  i  myślach,  jakie 
błądziły jej wtedy po głowie, mimo że ojciec i Jane byli za 
ścianą...  To  nie  jest  wcale  bezpieczne  miejsce,  ten  jacht 
Tandera. Cały scenariusz krzyczał: „niebezpieczeństwo"! 

A  najbardziej  przygnębiające  było  to,  że  bardziej 

obawiała się siebie i tego, co mogłaby zrobić, niż Vince'a. 

– Katho? 
–  Co?  Ależ  tak,  świetnie.  Będę  gotowa,  by  wyruszyć 

jutro o siódmej. 

–  Dobrze.  Pożegnam  się  z  twoim  ojcem  i  wyruszę  do 

dzielnicy  handlowej.  –  Przerwał  znowu,  potem  wyszedł 
zza  biurka  i  stanął  przed  nią.  –  Katho,  ja...  Słuchaj, 
przepraszam  za  to,  co  się  stało  kilka  minut  temu.  Jestem 
zmęczony  i  sądzę,  że  jestem  u  kresu  wytrzymałości.  To 
nie  usprawiedliwia  mnie,  że  odegrałem  się  na  tobie,  i 

background image

przepraszam. Naprawdę mi przykro, Katho. 

– Za co przepraszasz? – zapytała cicho. – Za to, że mnie 

pocałowałeś? 

Przykro ci, że mnie pocałowałeś, Vince? 
Przeciągnął kciukiem po jej ustach. 
–  Nie  to  miałem  na  myśli  i  sądzę,  że  wiesz  o  tym. 

Całowanie,  przytulanie  i  dotykanie  ciebie  jest...  – 
Przesunął  wzrok  na  jej  rozchylone  usta,  potem  z 
powrotem  na  oczy.  –  Lepiej  będzie,  jak  stąd  pójdę. 
Zobaczymy się rano. 

Kiwnęła  głową,  ale  nie  ruszyła  się,  gdy  Vince  opuścił 

biuro.  Wiedziała,  że  dobre  maniery  nakazują,  aby 
towarzyszyła  mu  do  pokoju  ojca,  a  potem  odprowadziła 
go do drzwi, ale nie mogła. Nie teraz. Nie teraz, gdy miała 
ściśnięte gardło od wstrzymywania łez. 

Była  pewna,  że  uczucia  Vince'a  względem  niej 

narastają  i  że  jest  zły  z  tego  powodu.  Miał  swoje 
ugruntowane  poglądy  na  temat  poważnego  związku. 
Walczył  ze  swoimi  emocjami  i  pewnie  zwycięży, 
ponieważ  jest  silny,  silniejszy  od  niej.  Ona  przegrała 
swoją bitwę i zakochała się w nim. 

Dumała,  jak  miło  byłoby  pozbyć  się  wewnętrznego 

napięcia  choć  na  kilka  godzin  i  pofrunąć  w  przestworza 
jak anioły, bez trosk i niepokojów. Ale nie potrafi, smutne 
wspomnienia  przeszłości  ciążą  zbyt  mocno,  by  mogła 
unieść się na krótką chwilę, poszybować z lekkim sercem. 

Wyłączyła  pośpiesznie  lampę  na  biurku,  a  zasłona 

ciemności  okryła  pokój.  Światła  świeciły  się  w  holu,  a  z 

background image

oddali słyszała wesoły śmiech Jane. 

Czuła  się  samotna.  Tu,  w  ciemnym  pokoju,  unosił  się 

wciąż  męski  zapach  Vince'a,  wciąż  czuła  jego  obecność, 
słyszała jego głos odbijający się echem w ciszy. Zobaczy 
go  jutro.  Jeszcze  nie  wszystko  skończone,  ale  już  teraz 
tęskniła  za  nim,  wyobrażając  sobie  ostatnie  pożegnanie, 
które musi wkrótce nadejść. 

Pojedyncza łza stoczyła się po jej policzku. 

background image

Rozdział 7 

 
Następnego 

ranka 

Katha 

włożyła 

dżinsy 

jasnoniebieski sweter. Wesoły kolor ubioru pozostawał w 
kontraście z jej ponurym nastrojem. 

Obiecała sobie, że nie da Vince'owi poznać, iż jest tak 

bardzo  przygnębiona.  Miała  nadzieję,  że  jej  duma 
Loganów utrzyma ją w dobrej formie. 

Gdy  sączyła  herbatę  przy  stole  kuchennym,  obiecała 

sobie,  że  skupi  uwagę  na  zadaniu,  które  czekało  ją  tego 
dnia. 

Stanie przed ogromnym wyzwaniem, gdy będzie starała 

się  odnaleźć  wirus  ukryty  w  programie  komputerowym 
list opieki społecznej. Na jachcie Tandera wykorzysta swą 
inteligencję  i  rozległą  praktykę  w  obsłudze  komputerów, 
którą zdobyła na uczelni. Ekscytowała ją świadomość, że 
udaremnienie  tego  nikczemnego  przestępstwa  zależy 
tylko od niej. 

„A  jeśli  –  pomyślała  nagle  –  Tander  miał  rację  i  nie 

było  żadnego  nikczemnego  przestępstwa?"  A  jeżeli  ten 
cały kram nie był niczym więcej, tylko niewinną zabawą 
dzieciarni grającej na komputerach? 

„Nie  –  rozważała.  –  Vince  jest  doświadczonym 

oficerem  policji.  Jest  wysokiej  klasy  detektywem,  który 
umie  rozpoznać  rzeczywiste  przestępstwo.  Nie  na  darmo 
nosił broń i odznakę przez wszystkie lata". 

Wieczorem  wyjaśniła  ojcu  i  Jane,  że  wyjdzie  z 

background image

Vince'em wcześnie rano. Powiedziała, że potrzebuje jego 
pomocy  w  skomplikowanej  sprawie  komputerowej,  i  nie 
jest pewna, o której wróci. Fakt, że słuchający obdarzyli ją 
znaczącymi  uśmiechami,  świadczył  o  tym,  że  starała  się 
bardzo podczas wyjaśnienia. 

Umyła  kubek,  postawiła  go  na  suszarce  do  naczyń  i 

weszła  do  pokoju  właśnie  wtedy,  gdy  dało  się  słyszeć 
delikatne  pukanie  do  drzwi.  Zignorowała  przyśpieszone 
bicie  serca,  wysiliła  się  na  sztuczny  uśmiech  i  otworzyła 
drzwi. 

– Cześć, Katha! – powitał ją Vince. – Jesteś gotowa? 
Popatrzyła na jego tors obciągnięty białym swetrem. 
–  Tak,  wszystko  w  porządku.  Tylko  wezmę 

portmonetkę. 

Kilka  minut  później  wyszła  na  werandę,  zamknęła  za 

sobą  drzwi  i  przeszła  obok  Vince'a  z  nic  nie  znaczącą 
uwagą  o  wspaniałym,  rześkim,  porannym  powietrzu. 
Wsiadła  do  jego  samochodu  i  zajęła  się  wyciąganiem 
rzekomej nitki z dżinsów. 

Vince  podszedł  wolno  do  samochodu.  Zmrużył  oczy. 

„Czy  Katha  dziwnie  się  zachowuje?"  –  zastanawiał  się. 
Jest  wesoła  i  bezpośrednia, ale  nie  spojrzała  mu  w  oczy. 
Chyba  że  nie  lubi  białych  swetrów  i  celowo  unika  jego 
spojrzenia. 

Sam  przyznał,  że  nie  chce  jej  obwiniać  za  to,  że  jest 

przy  nim  rozważna.  Jego  zachowanie  poprzedniego 
wieczoru  było  do  niczego,  a  dzisiaj  nie  był  w  lepszej 
kondycji  psychicznej.  Spędził  kolejną  niespokojną  noc  i 

background image

zbudził się z pulsującym bólem głowy. 

Przysiągł sobie jednak, gdy pił trzecią filiżankę gorzkiej 

kawy,  że  jakoś  odsunie  od  siebie  całe  rozmemłanie,  gdy 
będzie dzisiaj z Kathą, i zachowa się w sposób właściwy. 
Będzie 

stuprocentowym, 

twardym 

prywatnym 

detektywem. Będzie tym, kim był, zanim spotkał Kathę – 
detektywem, mężczyzną, samotnikiem. 

Droga  do  przystani  upłynęła  w  całkowitej  ciszy.  Jacht 

Tandera  błyszczał  w  porannym  słońcu,  a  jego  mosiężne 
balustrady  odbijały  promienie.  Gdy  Katha  weszła  na 
pokład,  poczuła  jeszcze  raz,  jakby  przenoszono  ją  do 
innego  świata.  Oto  jak  żyła  ta  iluzyjna  „druga  połowa". 
Zabawka dla milionera. To było miejsce, gdzie Vince czuł 
się  wygodnie.  To  było  miejsce,  gdzie  można  prowadzić 
gierki według reguł, których nie rozumiała. 

Vince  otworzył  drzwi  i  puścił  ją  pierwszą.  Zeszli  po 

schodach, a Vince skierował się w kierunku przeciwnym 
do głównego pomieszczenia. Dalej w  korytarzu otworzył 
następne drzwi. 

– Ależ to niesamowite – powiedziała Katha, gdy weszła 

do pokoju. – Patrz na ten sprzęt. 

Vince  rozejrzał  się  po  dużym  pomieszczeniu.  Z  mebli 

było tam tylko kilka krzeseł i kilka dużych stołów. Stały 
na  nich  różne  komputery  i  inne  skomplikowane 
urządzenia. 

–  Tander  rzeczywiście  lubuje  się  w  komputerach  – 

powiedział.  –  Ma  wrodzony  talent  i  gdy  tylko  coś 
postanowi zrobić, nie rezygnuje, aż osiągnie cel. 

background image

„Tak  jak  ty"  –  pomyślała  Katha.  Vince  jest  tak  samo 

uparty jak Tander. Ale podczas gdy Tander koncentrował 
swą energię na łamaniu kodu programu opieki społecznej, 
Vince zatrzymał się na tłumieniu lub ignorowaniu swych 
uczuć  względem  niej.  Do  diabła  z  nim!  Kochała  go, 
chciała  spędzić  z  nim  resztę  życia,  urodzić  mu  dziecko, 
być jego wspólniczką, jego najlepszym przyjacielem. 

„Katho, pamiętaj o swojej dumie". 
– Lepiej będzie, jak zacznę – oznajmiła wesoło. 
–  Zobaczymy.  Tander  musiał  zostawić  mi  jakieś 

wskazówki. Gdybym była Tanderem, gdzie zostawiłabym 
wiadomość? 

–  Katha...  –  Vince  zmarszczył  brwi  i  kiwnął  głową. 

Podniósł  skoroszyt  ze  stołu.  –  Proszę,  tu  jest  napisane 
twoje imię. 

–  Dobrze,  dziękuję.  –  Otworzyła  skoroszyt  i  zaczęła 

czytać. 

„Niech  to"  –  pomyślał  Vince.  Nawet  na  niego  jeszcze 

nie  spojrzała.  Świetnie.  Łatwiej  mu  było  przysięgać,  że 
nie  dotknie  jej,  jeżeli  nie  spojrzy  na  niego  swymi 
pięknymi  zielonymi  oczami.  Łatwiej  mu  będzie 
kontrolować siebie, gdy nie będzie patrzył na jej miękkie, 
domagające  się  pocałunku  usta  i  przypominać  sobie,  jak 
to było, gdy... „Opanuj się, Santini. Uspokój się". 

–  To  ten  komputer,  na  którym  będę  pracować  – 

powiedziała  Katha,  przechodząc  przez  pokój.  Usadowiła 
się na krześle naprzeciw urządzenia. – Tander zanotował, 
że  odnalazł  trzy  oddzielne programy  w  programie  opieki 

background image

społecznej.  Jeden  na  drukowane  czeki,  drugi  na  koperty 
na  czeki,  a  trzeci  na  kwity  żywnościowe,  które 
przychodzą do wydziału co miesiąc. 

– Kwity żywnościowe? – zapytał Vince. 
– Tak. Kwity są co miesiąc inne, najwidoczniej zależą 

od  tego,  ile  mogą  otrzymać  od  dużych  firm.  Wiesz, 
produkty  mleczne,  chleb,  ciasta,  owoce  i  warzywa,  takie 
właśnie  rzeczy.  Tander  pisze  tu,  że  rynki  zbytu  są  w 
całym mieście. Ludzie biorą kwit do sklepu wpisanego na 
ich  kopercie i otrzymują to, co wybrano dla nich danego 
miesiąca. 

–  Nas  to  nie  interesuje  –  powiedział  Vince.  – 

Skoncentruj  się  na  programie,  który  drukuje  koperty  na 
czeki. 

Katha spojrzała na niego przez ramię. 
–  Zdaję  sobie  z  tego  sprawę,  Vince.  –  Ponownie 

skierowała  uwagę  na  skoroszyt.  –  Przepraszam,  nie 
powinnam cię strofować. 

Włożył  ręce  do  tylnych  kieszeni  i  wolno  przemierzył 

pokój, by stanąć obok niej. 

– Rzeczywiście, miałaś do tego prawo – rzekł. Pragnął, 

potrzebował,  by  spojrzała  na  niego.  Nagle  stało  się  to 
bardzo  ważne.  –  Wiem,  że  jesteś  dość  inteligentna,  by 
umieć wybrać program, który należy rozpracować. 

Pomyślał,  że  czuje  się  dziwnie...  Tak  samotnie. 

Niewidoczna  ściana  otaczająca  Kathę  była  wyższa  i 
solidniejsza,  niż  kiedykolwiek  i  nie  wiedział,  co 
powiedzieć, aby móc wejść do jej schronienia, jej ciepła. 

background image

– Ja... uhm. – Odchrząknął. – Pójdę zrobić kawę. 
– Dobrze. Ja zaczynam.  – Katha zaśmiała  się.  – Jeżeli 

uda  mi  się  zgromadzić  wystarczającą  ilość  werwy,  by 
zabrać się za tę sprawę. 

Wciąż  się  uśmiechając,  podniosła  oczy,  by  na  niego 

spojrzeć. 

Ich  spojrzenia  spotkały  się  i  wszystko  stanęło  w 

miejscu.  Oprócz  gwałtownego  bicia  serca  Kathy  i 
pulsowania gorącej krwi w żyłach Vince'a. 

„Wielki  Boże"  –  pomyślał,  gdy  kropelki  potu  toczyły 

się  po  jego  plecach.  Kocha  ją.  W  tej  chwili  wszystkie 
głupie  wątpliwości,  jakie  miał,  gdzieś  zniknęły,  a  ich 
miejsce  zajęła  prawda  tak  jasna,  jak  jasne  są  promienie 
słońca w letni dzień. Kocha Kathę Logan. 

Właśnie  tak  należało  to  wszystko  rozumieć.  To  tam 

prowadziła  go  nieznana  ścieżka,  usłana  nie  znanymi  mu 
dotychczas emocjami. Oddał swe serce Kathe Logan. Jak 
to się stało? Dawno temu postanowił, że nigdy nie będzie 
kochał,  nie  będzie  próbował  głupiego  i  beznadziejnego 
zadania  łączenia  swej  kariery  z  poważnym  związkiem. 
Był  wierny  swym  przekonaniom  tyle  czasu  mimo 
wszystkich kobiet, z jakimi się spotykał przez te lata. Aż 
do teraz. Do czasu Kathy. Cholera, jak to się stało? 

"Nieważne,  jak  to  się  stało"  –  odpowiadało  mu  serce. 

Liczy się tylko to, że patrzy na tę kobietę, jedyną kobietę, 
którą kocha. 

„Co mam zrobić?" 
–  Kawa  –  odezwał  się  szorstkim  głosem.  –  Zrobię 

background image

trochę kawy. – Odwrócił się i wyszedł z pokoju. 

Katha  zamrugała,  uśmiech  zniknął,  gdy  wciągała  duży 

haust powietrza do płuc. Popatrzyła na drzwi, za którymi 
zniknął Vince, potem odwróciła się w stronę komputera. 

Z  pewnością  minęła  tylko  chwila,  ale  dla  niej  czas 

zatrzymał  się,  gdy  spojrzała  Vince'owi  w  oczy.  Nie  było 
komputera,  jachtu,  nic...  tylko  Vince.  Ależ  go  kochała, 
och, jakże chciała, by tak nie było. Przez to, że była słaba, 
że  nie  potrafiła  opanować  swoich  emocji,  zbyt  wcześnie 
skazała się na samotność i ból serca. 

–  Ech,  do  diabła  z  tym,  Katho!  –  powiedziała  i 

pociągnęła  nosem.  –  Przestań  i  włącz  tę  cholerną 
maszynę. 

Nacisnęła  przycisk  i  poderwała  się,  gdy  komputer 

zabrzęczał  i  zielony  ekran  ożywił  się.  Linie  symboli 
pojawiały się jedna za drugą, potem zniknęły. Na środku 
ekranu pojawiło się słowo „cześć". 

– Nie bądź taki ochoczy – powiedziała do komputera i 

wsadziła  nos  do  skoroszytu,  by  prześledzić  wskazówki, 
które zostawił jej Tander. 

Vince  stał  i  obserwował  ciemny  płyn  ściekający  z 

automatu  do  szklanego  dzbanka.  Rosnący  ból  w  rękach 
uświadomił  mu,  że  ściskał  brzeg  blatu  tak  mocno,  aż 
kostki  dłoni  stały  się  białe.  Zwolnił  uścisk  i  przyciągnął 
ręce do twarzy. 

Był do głębi poruszony i wściekał się na to. 
Wielki Vincent Santini, twardy policjant, rozklejał się. 

Potężny  Vince,  który  występował  przeciw  najbardziej 

background image

zatwardziałym  przestępcom,  okrutnym  zbirom,  który 
zwyciężał  brutalną  siłą  i  podstępem,  został  rozłożony  na 
łopatki  przez  kobietę,  która  prawdopodobnie  nie  ważyła 
więcej niż czterdzieści dwa kilogramy. 

Co  teraz?  Teraz...  nic.  Nie  pozwoli  sobie  brnąć  dalej. 

Katha  nie  może  nigdy  poznać  głębi  jego  uczuć.  Był  w 
dalszym ciągu detektywem, nic się nie zmieniło. Miłość i 
zobowiązania  to  nie  karty  dla  niego.  Widział,  jak  życie 
wielu gliniarzy było zdruzgotane przez małżeństwa, które 
nie sprawdziły się, które nie mogły przeżyć miażdżącego 
ciężaru kariery oficera policji. 

Gdy zamknie sprawę, odejdzie od Kathy. Nigdy więcej 

jej  nie  zobaczy,  nigdy  nie  weźmie  w  ramiona,  nie 
pocałuje,  nie  dotknie.  Spędzi  pozostałe  dni  jak  zawsze 
samotny. 

Ale  przyszłość  bez  Kathy  była  przerażająca.  Taka 

pusta, zimna, tak cholernie samotna. 

Nalał  sobie  do  kubka  zaparzonej  kawy  i  zaczął  ją 

sączyć. 

Świadomie  odkładał  powrót  do  pokoju,  w  którym 

pracowała Katha. Nie był jeszcze gotów, by ją zobaczyć. 
To  kobieta,  którą  kocha.  Kocha  ją.  Zakochał  się  w  niej. 
Nieważne, jak układał to w słowa, wciąż nie mógł jednak 
w to uwierzyć. Jak, na Boga, do tego doszło? 

Co więcej, był tak narwany, że zakochał się w kobiecie, 

która  go  nie  kochała.  Nie,  żeby  to  się  uczyło,  nie  miał 
przecież zamiaru ciągnąć tej całej historii, a jednak... 

Nie  był  jej  obojętny,  tego  był  pewien.  To  było 

background image

oczywiste  za  każdym  razem,  gdy  brał  ją  w  ramiona  i 
całował. Mówiła, że go pragnie, że chce się z nim kochać, 
ale  nigdy  nie  powiedziała,  że  go  kocha.  Oczywiście,  to 
niewielka  sprawa,  ponieważ  sam  nie  zamierzał  jej 
powiedzieć, że kocha ją, a jednak... 

Mamrocząc różne przekleństwa po angielsku i włosku, 

Vince  dolał  sobie  kawy,  napełnił  kubek  dla  Kathy  i 
postawił  obydwa  na  tacy.  Znalazł  paczkę  słodkich 
placuszków  i  także  je  wziął.  „Pewnie  porozlewam  kawę 
po placuszkach" – pomyślał, gdy podnosił tacę i opuszczał 
pokój.  Ponieważ  życie  toczyło  się  taką  a  nie  inną  drogą, 
nie  był  w  stanie  nic  robić  dobrze.  Zatrzymał  się  przy 
wejściu  do  pomieszczenia  z  komputerami.  Katha  była 
odwrócona  plecami  do  niego,  pochylona  do  przodu, 
skoncentrowana  na  symbolach,  które  pokrywały  ekran 
monitora. 

Serce waliło mu głucho, a ciepło rozlewało się po jego 

ciele.  „Kocham  tę  kobietę"  –  pomyślał.  Piękna  Katha  z 
jedwabistymi rudymi lokami i kilkoma piegami na  nosie, 
ze  smukłym  ciałem,  które  doskonale  współgrało  z  jego 
ciałem, z miękkimi, słodkimi ustami ukradła jego serce. 

Chciał je odzyskać. 
„Dobre  sobie  –  pomyślał  z  ironią.  –  Katha,  ciężki 

orzech  do  zgryzienia.  Nie  ruszaj  się,  póki  nie  oddasz  mi 
mojego serca". 

Vince  pokiwał  głową  z  obrzydzenia  do  siebie, 

przemierzył pokój i postawił tacę obok komputera. 

– Kawa i placuszki – powiedział. 

background image

–  Dobrze  – odrzekła. Jej  wzrok  penetrował  monitor.  – 

Dziękuję. 

Podniósł  kubek  i  stanął  przed  nią.  Rzucił  okiem  na 

ekran i rzędy symboli, do których nie umiałby się zabrać, 
potem  obejrzał  Kathę  od  czubka  głowy  po  obciągnięte 
dżinsem pośladki. 

Odniósł wrażenie, że jego ręka bez jego woli sięgnęła w 

kierunku jej jedwabistych loków. 

Opanował  się,  cofnął  rękę  gwałtownie,  zakręcił  się  w 

koło  i  mało  co  nie  rozchlapał  kawy.  Wybrał  jedno  z 
krzeseł  w  odległej  części  pokoju  i  usadowił  się  na  nim. 
Wziął kubek w dłonie, położył łokcie na oparciu krzesła i 
wpatrywał się w Kathę. Zmarszczył brwi. 

Obiecał  sobie,  że  nie  będzie  rozmyślał.  Boże,  ależ  ją 

kocha!  „Zapomnij  o  tym".  Chciał  pozbyć  się  wszelkich 
myśli  związanych  z  nią.  Aż  trudno  uwierzyć,  jak  bardzo 
kocha, pragnie, potrzebuje tej kobiety. Piłka nożna. Skupi 
się  na  drużynie  Ramsów.  To  wielka  drużyna,  twarda 
drużyna,  z  którą  należało  się  liczyć,  pomimo  tego  co 
Robert  Logan  mówił  na  jej  temat.  Robert  Logan  jest 
ojcem Kathy. A Katha jest wyjątkową, wspaniałą, piękną 
kobietą, którą kocha. 

Postawił swój kubek na stolik obok krzesła i złożył ręce 

na  piersiach.  W  pokoju  słychać  było  tylko  równomierny 
powolny  klekot  klawiatury  komputera,  którą  Katha 
przyciskała, by rozpracować program. 

Vince  ziewnął,  poczuł,  że  mięśnie  tracą  napięcie, 

zamknął  oczy.  Natrętne  myśli  i  wyobrażenia  zaczęły 

background image

przygasać, dały o sobie znać nie przespane noce. 

Zasypiał. 
– Och! 
Vince obudził się nagle, zerwał na równe nogi i zaczął 

szukać  swego  rewolweru.  Zachwiał  się,  zamrugał  i 
wreszcie zrozumiał, gdzie jest. 

– Coś nie gra, Katho? – zapytał głosem ochrypłym  od 

snu. 

Wstała i zaczęła rozcierać bolący kręgosłup. 
–  Jestem  zdrętwiała.  Nie  ruszałam  się  przez  trzy 

godziny. 

–  Trzy...  –  Spojrzał  na  zegarek.  –  Boże,  solidnie  się 

zdrzemnąłem. 

Odwróciła się do niego z uśmiechem. 
–  Wiem,  zapomniałeś  o  bożym  świecie.  Mogę 

zaświadczyć, że nie chrapiesz. 

–  Pokrzepiające  –  rzekł,  również  się  uśmiechając.  – 

Każdy obawia się tego, że gdy śpi, hałasuje jak zarzynana 
krowa. 

Katha kręciła przecząco głową. 
– Zdecydowanie nie. Byłeś cichutki jak niemowlę. 
Przeszedł  przez  pokój,  by  stanąć  za  nią,  po  czym 

położył ręce na jej ramionach. – Co... 

– Pozwól, że zrobię ci masaż. Trzeba było zrobić sobie 

przerwę,  Katho.  –  „Delikatnie,  Santini.  Nie  wolno  ci  jej 
zranić.  Jest  taka  mała  i  krucha".  Gdyby  się  z  nią kochał, 
byłby taki ostrożny i... nie! – Czy miałaś szczęście z tym 
programem? 

background image

–  Nie  –  odpowiedziała  z  na  wpół  przymkniętymi 

oczyma. – Ależ wspaniałe uczucie. 

Ma takie silne ręce, ale masował ją delikatnie, tak jak to 

robił, gdy ją obejmował i całował. I byłby taki, gdyby się 
kochali. Nie! 

–  Przejrzałam  program  trzy  razy,  Vince.  Pierwszy  raz 

uczyłam  się  go  czytać,  jest  bardzo  jasny.  Nie  jest 
skomplikowany,  bo  wykonuje  proste  funkcje.  Istnieje 
powód, cel dla każdego symbolu, który tam jest. 

– Rozumiem – odparł, kontynuując masaż ramion. 
– Będę dalej szukać. – Ciepło z rąk Vince'a emanowało, 

przedzierało  się  niżej,  sprawiało,  że  jej  piersi  robiły  się 
ciężkie  i  wrażliwe,  bolesne  i  spragnione  łagodnego 
dotyku.  I  niżej...  głęboko  w  niej...  narastało  wraz  ze 
stałym rytmem jego palców pulsowanie. 

– Wrócę do pracy. 
– Nie, zrelaksuj się trochę. 
– Ale... – Odwróciła się, by na niego spojrzeć. Podniósł 

ręce i znowu  położył je na jej ramionach. Nie wiedziała, 
że byli tak blisko siebie, zorientowała się dopiero gdy się 
odwróciła,  by  spojrzeć  na  niego.  Tak  blisko,  tak  bardzo 
blisko. 

Chciała  położyć  ręce  na  jego  piersiach,  dotknąć 

miękkiego  swetra  i  napiętych  mięśni.  Chciała  przytulić 
swe  ciało  do  jego  ciała,  rozchylić  usta,  by  przyjąć  jego 
pocałunek,  jego  język.  Chciała  kochać  się  z  Vince'em 
Santinim. 

– Vince, ja... – Jej głos urwał się. 

background image

Zacisnął palce na jej ramionach i spojrzał jej prosto w 

oczy.  Zrozumiał,  że  te  oczy  mówią  mu,  że  go  pragnie. 
Jego  serce  zabiło  mocno  i  ogarnęło  go  pożądanie 
przenikające aż do głębi. 

„Odejdź od niej!" – zażądał rozum. 
„Nie ma szans" – odpowiedziało serce. 
„Nie rób tego, Santini" – ostrzegał rozum. 
„Idź do diabła" – mówiło serce. 
– Katho – wyszeptał Vince z jękiem, który wydawał się 

pochodzić z samego dna duszy. 

Zniżył głowę i pocałował ją. 
Gdy spotkały się ich usta, gdy dotknęły się ich języki, 

byli  zgubieni,  porwani  przez  podmuch  pożądania,  które 
wzbierało  w  nich  przez  tak  długi  czas.  Katha  podniosła 
ręce,  by  objąć  go  za  szyję,  a  on  pieścił  jej  plecy  i 
przyciągał do siebie. Miękki szloch złapał ją za gardło. 

Pocałunek  stał  się  intensywniejszy.  On  dawał,  ona 

przyjmowała. Ona dawała, on przyjmował. To był głód i 
nienasycenie, potrzeba i pragnienie. To byli Katha i Vince 
kochający się, ale nie wypowiadający słów. Katha i Vince 
pragnący  siebie,  ich  ciała  mówiły  to  za  nich.  Katha  i 
Vince, którzy wiedzieli, że nadszedł czas, by pofrunąć w 
przestworza z aniołami. 

–  Pragnę  cię,  Katho  –  wyszeptał  Vince  w  jej  usta.  – 

Chcę się z tobą kochać. 

– Tak – szepnęła. 
–  Posłuchaj.  Proszę  cię,  Katho,  musisz  być  pewna,  że 

tak  jest  w  porządku.  Nie  mógłbym  znieść,  gdybyś  tego 

background image

żałowała  później.  Zostawię  cię,  pójdę  z  powrotem  – 
usiądę  na  tamtym  krześle  i  nie  dotknę  cię.  Muszę 
wiedzieć, że pragniesz tak bardzo jak ja. To jest takie... To 
jest cholernie ważne. 

„Ależ,  Vince"  –  pomyślała.  Odkrywał  się  przed  nią 

zupełnie,  stał  bezbronny  i  mogłaby  go  tak  łatwo 
zniszczyć, odmawiając mu połączenia się z nim. Jakie to 
musi  być  trudne  dla  mężczyzny  takiego  jak  on, 
mężczyzny  niesamowicie  silnego,  który  umiał  doskonale 
kontrolować siebie i swoje emocje. Jaki szczególny skarb 
kładł w jej ręce. 

„A  co  z  moją  dumą?"  –  zadała  sobie  pytanie.  Czy 

zbliżenie  z  Vince'em  Santinim  pozbawi  ją  dumy? 
Rozerwie ją na strzępy? Nie. Ich połączenie będzie czymś 
oddzielnym  i  odrębnym  od  deklaracji  miłości,  która 
pozostanie bezpiecznie ukryta w jej sercu. 

– Katho? 
– Chcę się z tobą kochać, Vince. Obiecuję, że nie będę 

żałować.  Tak  jest  dobrze  i  nadszedł  odpowiedni  czas. 
Wiem to. Wiem to, Vincencie. 

Wtopił swe usta w  jej usta, posunął język głęboko, by 

dotknąć  jej  języka.  Mgiełka  zmysłowości  zakręciła  się 
wokół nich, zamykając ich  w czarownym kokonie, gdzie 
nic  nie  mogło  im  przeszkodzić.  Byli  sami,  świat  na 
zewnątrz przestał istnieć. 

Vince  podniósł  głowę  i  w  następnym  momencie  wziął 

Kathę na ręce. Ciasno objęła go za szyję, wdychając jego 
zapach, rozkoszując się jego ciepłem i siłą. 

background image

Niósł  ją  przez  korytarz  do  dużej  sypialni.  Postawił  ją 

obok ogromnego łóżka i znów pocałował. 

Ogarnięta  pożądaniem  i  oczekiwaniem,  Katha  ledwie 

uświadamiała  sobie,  że  rozbierał  ją,  potem  siebie. 
Odrzucił  pościel  z  łóżka  i  położył  ją  na  zimnym 
jasnoniebieskim prześcieradle. 

–  Katho  –  odezwał  się  chropawym  głosem.  Stał  obok 

łóżka, wznosząc się nad nią. – Katho, proszę, powiedz to 
jeszcze raz. Powiedz, że tego właśnie chcesz. 

Z  wysiłkiem  wróciła  do  rzeczywistości.  Jej  wzrok 

prześliznął się po nim, aż jej dech zaparło. Był wspaniały. 
Miał  piękne  i  mocne  ciało.  Ciemne  kręcone  włosy 
pokrywały  umięśnioną  klatkę  piersiową  i  sięgały  aż  do 
płaskiego  brzucha.  A  trochę  niżej  prawdziwa  istota  jego 
męskości,  obnażony  dowód  jego  pragnienia  i  obietnica 
rozkoszy. 

Miękki  uśmiech  przemknął  po  jej  ustach,  podniosła 

ręce, by  go  zachęcić. Nie  czuła  drżenia, ponieważ  to  był 
Vince. Kochała go. 

Vince na moment przymknął oczy, chcąc zebrać myśli, 

potem ułożył się obok niej. Z ręką na brzuchu całował jej 
usta,  policzki,  przeciągał  kąsające  pocałunki  wzdłuż  jej 
szyi.  Wolno,  wolno  posuwał  się  do  brodawek  jej  piersi. 
Katha zadrżała. 

– Piękna – wyszeptał. – Jesteś taka piękna. Objął ustami 

naprężoną  brodawkę  i  pieścił  ją  językiem,  zanim 
pociągnął ją głębiej w usta, ssąc i ciągnąc. 

Jęk  rozkoszy  wymknął  się  z  jej  ust.  Nigdy  wcześniej 

background image

nie  czuła  tego,  co  teraz  –  słodkiego  bólu,  palącego  ją 
ciepła,  pulsującego  pragnienia.  Wczepiła  palce  w  gęste 
włosy  Vince'a,  ponaglając  go,  gdy  przyciskał  swe  usta 
mocniej do jej miękkiej skóry. 

Uciskał  ją  nabrzmiałym  członkiem,  a  ręką  muskał 

zroszoną  skórę  jej  uda,  podążając  do  kasztanowego 
gniazda, które przykrywało jej kobiecość. 

– Ach, Vince! – Jej głos brzmiał dziwnie nawet dla jej 

własnych  uszu.  –  Czuję  się  taka...  Proszę.  Pragnę  cię. 
Potrzebuję. Teraz. 

Przesuwał  się  nad  nią,  utrzymując  ciężar  na 

przedramionach. Podniósł głowę, by spojrzeć jej w oczy, 
mięśnie zadrgały mu od powściągliwości, ciało błyszczało 
od potu. 

– Chodź, Vince – powiedziała. – Kocham cię. 
– Tak, Katho. Kocham cię. 
Wszedł  w  nią,  naciskając  delikatnie,  obserwując  jej 

twarz,  czy  nie  przejawia  jakiegoś  bólu  czy  strachu.  Nie 
widział  nic  takiego.  Zawinęła  ręce  wokół  jego  pleców, 
przyciskając  go  mocno,  jakby  nie  chciała  mu  pozwolić 
nigdy  odejść.  Posuwał  się  głębiej,  zaciskając  zęby,  by 
utrzymać kontrolę, i wypełnił ją wszystkim, czym był. 

– Tak – wyszeptała Katha bez tchu. – Ach, tak! 
Zaczął  taniec  miłości,  posuwając  się  w  niej  wolno, 

potem  szybciej,  gdy  uniosła  biodra,  by  współdziałać. 
Wszedł  głębiej,  mocniej,  miotając  się  w  niej,  a  cała 
ostrożność  odpłynęła,  gdy  dał  upust  swej  namiętności, 
która go pożerała. 

background image

– Pofruń... ze mną... Katho... jak anioły. 
– Jak... anioły. Tak. Ach tak, Vince! 
– Tak, to właśnie to. Właśnie to. 
Ogarnęły  ją  falujące  skurcze,  przytuliła  się  do  niego 

jeszcze  mocniej,  gdy  huśtała  się  na  skraju  nieznanej 
przepaści.  Czuła  jak  jej  ciało  zaciskało  się  wokół  niego, 
przyciągając  go  głębiej.  Potem  popadła  w  całkowitą 
uległość,  osiągając  ekstazę,  jakiej  nigdy  wcześniej  nie 
doświadczyła. 

– Vincent! – Ach, Katho! 
Odwrócił  głowę  i  jęczał  z  czystej  męskiej 

przyjemności,  gdyż  znalazł  ukojenie,  łącząc  się  z  nią  w 
tym zachwycającym miejscu, gdy drżał, wtryskując w nią 
swą życiową siłę, unosząc się z nią w przestworza jak dwa 
anioły. 

Upadł obok niej zmęczony. Przylgnęła do niego, czując 

jego mocno uderzające serce. Unieśli się w przestworza, a 
potem wrócili tu, gdzie wszystko się zaczęło. 

Vince ponownie uniósł się na przedramionach. 
– Dziękuję – powiedział cicho. 
Łzy  pojawiły  się  w  oczach  Kathy,  a  jej  serce  prawie 

eksplodowało miłością. „Takie proste słowo  – pomyślała 
– ale powiedziane tak szczerze, z taką czcią, jakbym dała 
mu  najbardziej  drogocenny  dar,  jaki  kiedykolwiek 
otrzymał". 

–  Nie,  Vince,  to  ja  dziękuję.  Nigdy  nie  doznałam 

czegoś  tak  niewiarygodnie  pięknego.  Nie  wiedziałam,  że 
tak  może  być.  Pofrunęliśmy  w  przestworza  jak  anioły, 

background image

prawda? Uśmiechnął się. 

– Z pewnością. – Jego uśmiech przybladł. – To było... 

niesamowite, Katho. 

Bardzo, bardzo niesamowite. 
– Tak. 
Pocałował ją namiętnie, odsunął się od niej, podciągnął 

koce,  by  przykryć  ochładzające  się  ciała.  Przytuliła  się 
mocno  do  niego  i  położyła  rękę  na  jego  wilgotnych 
piersiach. 

– Program komputerowy. Powinnam... 
– Potem. – Przerwał. Pocałował ją delikatnie w skroń. – 

Możesz to rozpracować później. 

Westchnęła  z  zadowolenia.  Zasnęli,  a  ich  głowy 

spoczywały blisko siebie, na jednej poduszce. 

background image

Rozdział 8 

 
Obudził  ją  deszcz  stukający  w  szyby  i  dochodzący 

gdzieś  z  oddali  grzmot.  W  pokoju  panował  półmrok  i 
musiała minąć chwila, zanim zrozumiała, gdzie jest. 

Gdy  rozbudziła  się  na  dobre,  odwróciła  głowę  i 

zmarszczyła  brwi,  widząc  puste  łóżko.  W  chwilę  potem 
spojrzała na zegar na stoliku. 

Trzecia?  Po  południu?  Tak  przypuszczała.  Półmrok  w 

pokoju  nie  oznaczał  nocy,  tylko  zbliżającą  się  burzę. 
Drzemka  nie  była  taka  krótka,  a  burczenie  w  brzuchu 
oznajmiało, że jest głodna. 

„Niezłe  doświadczenie,  panno  Logan"  –  pomyślała 

smętnie. Oceniła w myśli pogodę, porę dnia i narzekanie 
pustego żołądka. Przeszła do zasadniczej, bliskiej jej sercu 
sprawy i zdecydowała nie mitrężyć więcej czasu. „Dobrze 
więc  –  pomyślała.  –  Jestem  gotowa,  by  rozprawić  się  z 
sobą". 

Kochała się z Vincentem Santinim. 
Nie,  zdecydowała,  to  było  coś  więcej.  Kochała  się  z 

Vincentem  Santinim,  mężczyzną,  którego  uwielbiała 
każdym milimetrem swego ciała. 

A  gdzie  poczucie  winy?  Zastanawiała  się.  Gdzie 

wcześniejsze  wątpliwości?  Dlaczego  nie  czuje  wyrzutów 
sumienia? Przecież zdecydowała się na ten krok, wiedząc, 
że nie ma dla nich wspólnej przyszłości. 

Poruszyła  się  niespokojnie,  uświadomiwszy  sobie,  że 

background image

może  się  będzie  czuć  nieswojo  w  obcym  miejscu.  Ale 
potem 

uśmiechnęła 

się 

miękkim, 

szczęśliwym 

uśmiechem, bo przecież kochała się z mężczyzną swojego 
serca  i  zrozumiała  nagle,  że  wcale  nie  będzie  poczucia 
winy ani łez. Wśród jej wspomnień, gdy Vince ją opuści, 
pozostanie pamięć o doskonałym połączeniu się z nim i o 
tym, że pofrunęli w przestworza jak anioły. 

"  A  ten  wspaniały  mężczyzna  –  pomyślała  –  gdzie  on 

jest? Co więcej – o czym myśli? Co powie i co zrobi, gdy 
mnie zobaczy?" 

Zmarszczyła brwi, gdy zdała sobie sprawę, że wolałaby 

zasnąć  z  powrotem  i  odłożyć  spotkanie  z  Vince'em  na 
później,  ale  nazwała  się  tchórzem,  używając  wielu 
obrazowych  określeń.  Zdecydowanym  ruchem  odrzuciła 
koce i poszła pod prysznic. Jacht kołysał się, a za oknem 
szalał deszcz i wiatr. 

Vince wszedł do  sypialni  z  tacą  i  zdumiony  zatrzymał 

się,  gdy  zobaczył  puste  łóżko.  Szum  wody  w  łazience 
zdradził, gdzie zginęła Katha. Zaświecił lampę, usiadł na 
brzegu łóżka i nie mógł oderwać wzroku od zamkniętych 
drzwi do łazienki. 

Tam, za nimi jest Katha. Nie śpi już i pewnie rozmyśla. 

Zdrzemnął się tylko na krótko, bo przespał się wcześniej 
w  pracowni  komputerowej,  potem  leżał  obok  niej  i 
patrzył, jak śpi. Gdy gorące pragnienie uczyniło go znów 
niebezpiecznie  podnieconym,  opuścił  łóżko,  wziął 
prysznic  i  ubrał  się.  Próbował  nie  myśleć  tak  długo,  jak 
tylko mógł to odkładać. 

background image

Ale  gdy  skończył  robić  kanapki,  zrozumiał,  że  musi 

przemyśleć  wiele  spraw.  Wiedział,  że  jest  chodzącą 
sprzecznością.  Z  jednej  strony  był  wystraszony, 
całkowicie  oszołomiony  tym,  że  kochał  się  z  Kathą,  a 
było to uczucie piękne i wzruszające. To było coś więcej 
niż  fizyczne  zadowolenie,  którego  zwykle  doznawał. 
Czuł, jakby jego prawdziwa dusza została poruszona, gdy 
połączyli swe ciała. 

Przesuwał ręką po karku. Istniała druga strona medalu. 

Był  w  niej  zakochany,  chociaż  nie  chciał  zakochać  się  i 
nie miał pojęcia, co dalej z tym począć. 

– Cholera! – rzekł. 
Zza  drzwi  nie  dobiegał  już  szum  wody.  W  każdej 

minucie  Katha  może  wrócić  do  sypialni.  Co  ma  jej 
powiedzieć,  co  ma  zrobić?  Nigdy  przedtem  nie  był  w 
takiej  sytuacji,  ponieważ  nigdy  przedtem  nie  był 
zakochany.  Ma  oznajmić,  że  miłość  jest  bezcelowa, 
ponieważ  on  nie  ma  zamiaru  ciągnąć  tego  dłużej?  No 
więc,  co  ma  powiedzieć?  „Dzięki  za  baraszkowanie  na 
sianku, serduszko?" Och, Boże! 

Gdy  drzwi  łazienki  otworzyły  się,  każdy  mięsień 

Vince'a zesztywniał. Pojawiła się Katha zawinięta w duży, 
niebieski  ręcznik.  Serce  mu  mocno  uderzało,  a  dobrze 
teraz już znane ciepło przeniknęło go do głębi. 

–  Och!  –  powiedziała,  zatrzymując  się,  gdy  go 

zobaczyła. – Ja, och... 

–  Przyniosłem  kanapki  i  mleko.  Katho,  czy  ci  nic  nie 

jest?  Czy  nie  zraniłem  cię  lub...  To  jest...  –  Niech  to, 

background image

niszczył  wszystko.  Jego  głos  brzmiał  zimno  i  klinicznie 
jak  głos  lekarza  pytającego  o  aktualne  samopoczucie 
pacjenta.  A  co  z  jej  umysłem?  Czy  żałowała,  że  się 
kochali?  Czy  płakała,  gdy  była  sama?  –  Do  licha,  czy 
wszystko w porządku? 

Katha  przymrużyła  oczy,  zdziwiona  nagłą  oziębłością 

Vince'a.  Dlaczego jest  taki? O  co  mu  chodzi? Wcześniej 
też  nalegał,  by  powiedziała,  że  nie  będzie  niczego 
żałować.  Okazuje  się,  że  to  sobie  pan  Santini  powinien 
zadać takie właśnie pytanie, zanim przeszli do... no, zanim 
zaczęli robić to, co robili. 

– Czuję się świetnie – powiedziała sztywno. – Dlaczego 

miałoby  być  inaczej?  Z pewnością wiesz,  że  nie  zraniłeś 
mnie. 

– Dobrze, dobrze. – Przeciągnął ręką po włosach. – Ale 

co z twoimi... twoimi uczuciami, emocjami? – Do diabła! 
Zachowywał  się  jak  kompletny  idiota.  Przecież  chciał 
porwać ją w ramiona, odrzucić ręcznik i słodko kochać się 
z  nią  godzinami,  dlaczego  więc  mówił  jak  gliniarz, 
wymuszający zeznanie od podejrzanego o zbrodnię? 

„Widocznie żałuje, że doszło do zbliżenia" – pomyślała 

i  poczuła  łzy  zbierające  się  w  kącikach  oczu.  Jest  taki 
napięty  i  być  może  drży  z  obawy,  że  ona  rozklei  się, 
rozpłynie  we  łzach  lub  jeszcze  gorzej,  rzuci  się  w  jego 
ramiona i wyzna mu dozgonną miłość. No tak! 

Podniosła podbródek. 
– Vincent, mówiłam ci, że nie będę mieć poczucia żalu 

ani winy z powodu kochania się z tobą. 

background image

I  nie  czuję  nic  takiego.  To,  co  przeżyliśmy,  było 

bardzo... miłe. 

Miłe! Dotknęło to Vince'a do żywego. To, co przeżyli, 

było 

najpiękniejszym, 

najbardziej 

fantastycznym, 

niewyobrażalnym  zbliżeniem  stulecia,  a  ona  nazywa  to 
miłym? Tylko tyle znaczyło to dla niej? 

Założył ręce na piersiach i przymknął oczy. 
–  Miłe  –  powtórzył,  aż  zadrgał  mu  jeden  z  mięśni  w 

zaciśniętych  ustach.  –  Dobrze,  wydaje  mi  się,  że  to 
wystarczająco jasne. 

–  Tak,  sądzę,  że  wszystko  jest  jasne  –  powiedziała, 

mając nadzieję, że jej głos nie zadrżał. Pozbierała ubrania 
z podłogi, trzymając ręcznik jedną ręką. – Pozwól, że się 
ubiorę.  –  Pośpiesznie  udała  się  do  łazienki  i  zamknęła 
drzwi. 

Vince poczuł, że boli go serce, gdy przyciskał rękę do 

klatki  piersiowej.  Bluźniercza  opinia  Kathy  o  ich 
zbliżeniu, wywołała autentyczny fizyczny ból. Nie chciał, 
aby żałowała. Nie chciał, aby płakała. Ale, do diabła, nie 
spodziewał się, że ona tak podsumuje całą sprawę. Było – 
było miło. Cholera, kocha ją! Oczywiście, ona o tym nie 
wie, ale... 

– Groch z kapustą – wymamrotał, krocząc po pokoju. – 

Mam  jakby  groch  z  kapustą  w  głowie.  –  Wyszedł  z 
sypialni,  zamykając  drzwi  za  sobą  z  większą  siłą  niż 
należało. 

Gdy Katha wyszła z łazienki i zobaczyła, że Vince'a nie 

ma,  doznała  mieszanego  uczucia  ulgi  i  rozczarowania.  Z 

background image

jednej  strony  to  dobrze,  bo  nie  okazuje  demonstracyjnie, 
że nie żałuje tego, iż zostali kochankami. Z drugiej jednak 
strony jej czysto kobieca połowa pragnęła, aby był, czekał 
na  nią,  by  wyjaśnił,  że  źle  interpretowała  jego  słowa  i 
czyny, by wziął ją w ramiona i zaniósł do łóżka, gdzie... 

–  Cii...  –  powiedziała,  machając  ręką  w  powietrzu.  – 

Katho, cii... 

Usiadła  na  brzegu  łóżka  i  wzięła  z  tacy  kanapkę. 

Ugryzła  i  odniosła  wrażenie,  że  było  to  najgorsze  masło 
orzechowe i najgorsza kanapka, jaką kiedykolwiek jadła. 

Skierowała  wzrok  na  pogniecione  prześcieradła. 

Radosne  wspomnienie  ich  zbliżenia  zatańczyło  przed  jej 
oczami,  a  pragnienie,  które  w  niej  nagle  zapulsowało, 
zaróżowiło jej policzki. 

Ugryzła porządnie kanapkę i westchnęła. 
„Zasługuję na to, aby wzdychać" – pomyślała. 
Miała  prawo,  by  choć  raz  westchnąć  głęboko,  ze 

smutkiem, i to wszystko, na co sobie mogła pozwolić. 

Jeżeli pan Santini chce się pieklić jak kapryśne dziecko 

z tego powodu, że posunęli się tak daleko, to jego sprawa. 

Zachowanie Vince'a nie zmusi jej do cofnięcia zegara i 

wymazania pięknych scen ich miłości. Jej duma, chociaż 
zadraśnięta  przez  Vince'a,  nie  doznała  większego 
uszczerbku.  Zignoruje  go  i  jego  gburowate  zachowanie. 
Skryje  wspomnienie  o  połączeniu  z  nim  w  swoim  sercu, 
umyśle i duszy. 

Skończyła kanapkę i mleko, odstawiła szklankę na tacę 

i  wstała.  Przeszła  przez  pokój,  zawahała  się  przy 

background image

drzwiach,  ponownie  spojrzała  na  łóżko,  odwróciła  się  i 
wyszła. 

Vince siedzący w pracowni komputerowej poprawił się 

w  fotelu  tak,  by  pistolet  nie  uwierał  go  w  plecy,  założył 
ręce na piersiach i wlepił wzrok w czubek buta. 

„Czy wyglądam jak naburmuszony dzieciak? Cholera, a 

jeżeli nawet tak, to co?" Był wrakiem, czuł totalny zamęt 
w  głowie.  Nie  powinien  dotykać  Kathy,  nie  powinien 
kochać się z nią, nawet jeżeli był w niej zakochany. 

„Do  diabła!  –  pomyślał  smętnie.  –  Kogo  oszukuję?" 

Jeżeli  dostałby  szansę  cofnięcia  się  do  momentu,  w 
którym  podjął  decyzję,  zrobiłby  to  wszystko  raz  jeszcze. 
Dzięki  niej  dostrzegł  różnicę  pomiędzy  prawdziwym 
zbliżeniem  a  uprawianiem  seksu.  Nigdy  nie  zapomni 
wspólnych doznań i gdy opuści ją po zakończeniu sprawy 
z opieką społeczną (wiedział, iż musi tak zrobić), również 
jej nigdy nie zapomni. 

Wśliznęła  się  do  pokoju,  a  on  wyprostował  się 

gwałtownie. 

–  Pora  wracać  do  pracy  –  oznajmiła  melodyjnym 

głosem. – Nie da się nadrobić straconego czasu. 

Rzuciła  mu  olśniewający  uśmiech  i  usiadła  naprzeciw 

komputera. 

Jednostajne 

uderzenia 

klawiaturę 

towarzyszyły  kroplom  deszczu  uderzającym  silnie  w 
jacht. 

Vince  zmrużył  oczy  i  obserwował  ją.  Miał  ochotę 

urwać jej głowę za to, że była taka wesoła, i za gadkę, że 
ich  zbliżenie  było  miłe.  Nie,  to  nieprawda.  Nie  chciał 

background image

ukręcić  jej  głowy,  ale  chciał  kochać  się  z  nią  znowu, 
właśnie teraz, podczas deszczu, wygrywającego wspaniałą 
muzykę  ich  miłości.  Chciał  całować  i  dotykać  każdego 
milimetra  jej  miękkiej,  wilgotnej  skóry,  słuchać  jej 
okrzyków zadowolenia, czuć jej delikatne ręce na swoim 
ciele, czuć jej smaki... 

„Wystarczy" – powiedział do siebie czując, jak napręża 

się  jego  ciało  i  budzi  jego  męskość.  Wystarczająco 
przykry był ból w sercu, nie mówiąc już o bólu w innych 
częściach ciała. 

–  Poszukam  odpowiedniej  stacji,  by  posłuchać 

prognozy na krótkofalówce. 

– Uhm. – Katha kiwnęła ręką, ale dalej wpatrywała się 

w ekran monitora. 

Vince  wyszedł  a  ona  natychmiast  rozluźniła  ramiona. 

Wciągnęła  powietrze  i  próbowała  powstrzymać  nie 
chciane łzy. „Poradzę sobie z tym" – postanowiła. 

Odsunęła  przykre  myśli  w  najciemniejszy  zakamarek 

swej  pamięci  i  skoncentrowała  się  na  symbolach 
programu komputerowego. 

Ponad dwie godziny później Vince wrócił do pracowni. 
– Katho? 
– Tak? – zapytała, nie patrząc na niego. 
–  Przez  cały  czas  słuchałem  prognozy  na 

krótkofalówce. 

–  Aha,  przypuszczam,  że  pogoda  jest  interesująca, 

skoro  tak  cię  wciągnęła  prognoza!  –  Wcisnęła  przycisk 
komputera. 

background image

–  Czy  mogłabyś  posłuchać  przez  chwilę?  –  zapytał, 

opierając ręce na biodrach. 

–  Słucham.  Przez  ponad  dwie  godziny  słuchałeś,  jak 

ktoś paple o pogodzie. 

Pada, sama do tego doszłam. 
Vince  spojrzał  w  sufit  z  zamiarem  policzenia  do 

dziesięciu. Policzył do czterech. 

–  Do  licha,  Katho!  Przestań  gapić  się  w  to  pudło. 

Posłuchaj mnie. 

Podskoczyła i zakręciła się wokół, jej oczy iskrzyły się. 
–  To  pudło,  mój  drogi,  ukrywa  informację,  której 

potrzebujemy,  by  uniemożliwić  przestępcom  kradzież 
pieniędzy, na które ludzie z niecierpliwością czekają. 

Podniósł obie ręce. 
– Dobrze, dobrze, uspokój się. Wiem, jak ważne jest to, 

co  robisz,  ale  równie  ważne  jest  to,  co  ja  mam  do 
powiedzenia. 

– Mów więc. 
– Ulice w  tym rejonie miasta  są zatopione. Nie jest to 

zwykła  ulewa,  ale  ogon  nawałnicy,  która  zmieniła 
kierunek.  Spodziewano  się,  że  zostanie  nad  morzem.  Na 
razie linie telefoniczne w tej dzielnicy nie działają, a ulice 
są zamykane z powodu zalania wodą. Mówi się ludziom, 
aby  nie  opuszczali  mieszkań.  Nie  grozi  nam  żadne 
niebezpieczeństwo,  ponieważ  jacht  Tandera  przetrwał 
poważniejsze  burze,  ale...  –  Przerwał.  –  Nie  możemy 
jechać do domu. 

Otworzyła szeroko oczy. 

background image

– Co takiego? 
–  Musimy  tkwić  tutaj  do  czasu  otwarcia  ulic. 

Telegrafowałem  do  mojego  kumpla,  on  dzwoni  do  Jane, 
by 

jej 

przekazać, 

że 

jesteś 

bezpieczna, 

ale 

unieruchomiona. Wiedziałem, że nie chciałabyś, aby ona i 
twój ojciec się martwili. 

–  Och!  –  Złapała  się  za  głowę  i  wpatrywała  w  sufit, 

jakby  chciała  zobaczyć  na  własne  oczy  szalejącą  burzę. 
Ponownie spojrzała na Vince'a. – Czy mój ojciec i Jane są 
bezpieczni?  Tego  nie  wiesz,  prawda?  Jestem  pewna,  że 
nic im nie jest. 

Dom  ma  solidną  konstrukcję,  a  Jane  wie,  gdzie  są 

latarki i świece, gdyby zgasło światło. Jest im wygodnie, 
prawda? Z pewnością. Nam nic nie grozi, bo ten jacht jest 
solidny jak statek wojenny. Czyż nie? I... 

– Ej! – przerwał Vince delikatnie. Zbliżył się do niej i 

ujął jej twarz w dłonie. 

–  Denerwujesz  się,  Katho,  a  nie  ma  powodu  się 

martwić. Wszystko jest pod ścisłą kontrolą. 

„Oprócz mnie" – dodała w myśli. 
Nie zamierzał dotykać jej, czy nawet się do niej zbliżać, 

ale była taka przestraszona, mała, bezbronna, a jej piękne 
oczy szeroko otwarte z przerażenia. Kochał ją i nie mógł 
odwrócić  się  od  niej  plecami,  wyjść  tak  po  prostu  z 
pokoju, gdy ona czuła lęk. 

– Nie ma się czym denerwować. Zaufaj mi. 
„Tego  już  za  wiele  –  pomyślała  Katha  –  naprawdę  za 

wiele".  Tak  bardzo  starała  się  nie  zaangażować  i 

background image

zachować  dystans,  ale  tyle  wydarzyło  się  w  czasie  ich 
pobytu na jachcie, że nie miała kiedy zebrać myśli. Teraz 
ulewa...  A  Vince  jest  taki  silny,  spokojny  i  sprawia,  że 
czuje się bezpieczna i ochraniana, i... Tego było za wiele. 

Dwie łzy spłynęły jej po policzkach. 
–  Katho,  nie  płacz.  Proszę,  nie  płacz...  –  wykrztusił 

Vince. 

–  Nie  będę  –  obiecała  i  dwie  następne  łzy  spłynęły  w 

dół. – Nie płaczę. 

– Chodź! – Wziął ją w ramiona, przyciągając do siebie. 

Objęła  go  w  pasie  i  położyła  głowę  na  jego  piersiach 
ciesząc się, że jest taki silny, ciepły i troskliwy. 

Stali  tak  w  bezruchu,  każde  zatopione  we  własnych 

myślach  o  miłości,  której  nie  chcieli  wyrażać  słowami. 
Przytuleni  do  siebie,  czuli  pulsujące  ciepło  pożądania, 
które w nich wzbierało i drażniło ich ciała. 

– Ach, Vince! – powiedziała Katha, walcząc ze łzami. 
Zamknął  oczy  i  przytulił  ją  mocniej,  nie  chcąc,  aby 

odeszła,  pragnąc  powiedzieć  jej,  że  jest  bezpieczna, 
ponieważ on zawsze z nią będzie. Pragnąc powiedzieć jej, 
że ją kocha. 

Ale  nie  mówił  nic.  Ukrył  twarz  w  jej  pachnących 

lokach  i  głęboko  oddychał,  jakby  chciał  wchłonąć  to,  co 
stanowiło  jej  istotę.  Za  wszelką  cenę  chciał  kontrolować 
wzrastające pożądanie. 

–  Przepraszam  –  powiedziała,  nie  próbując  nawet  się 

odsunąć.  –  Jestem  dziecinna.  Ulewy  z  reguły  nie 
przerażają  mnie.  To  dlatego...  Wszystko  w  porządku. 

background image

Czuję się świetnie. 

– Dobrze. W porządku. 
Sekundy  zbierały  się  w  minuty,  a  oni  ciągle  stali  w 

bezruchu. 

–  Być  może  będziemy  musieli  spędzić  tutaj  noc  – 

odezwał  się  w  końcu.  –  Będę  trzymał  rękę  na  pulsie, 
słuchając radia. Kołysanie jachtu nie szkodzi ci, prawda? 

– Nie. Naprawdę sądzisz, że będziemy tutaj przez całą 

noc? 

– To raczej pewne. 
– Ten jacht, nie wiem... Jest tak, jakbyśmy znaleźli się 

w  innym  świecie,  wyizolowanym  i  dalekim  od 
rzeczywistości.  Jakbyśmy  zostali  przeniesieni  gdzieś 
daleko. Kusi mnie, aby powiedzieć, że nie jesteśmy już w 
Kansas. 

Zaśmiał się, ale moment później był znowu poważny. 
– Masz rację – powiedział cicho. – Tu jest rzeczywiście 

tak,  jakbyśmy  byli  z  dala  od  realnego  świata.  To  nasze 
miejsce,  Katho,  gdzie  nikt  nie  może  wtargnąć,  chyba  że 
będziemy  tego  chcieli.  Jesteśmy  tylko  my  dwoje.  Nikt 
inny i nic innego. 

– Tak, właśnie to miałam na myśli. 
– Czy to niepokoi cię, przeraża? 
– Nie – wyszeptała. 
„Ależ to głupie" – pomyślała. Tam, na zewnątrz, czeka 

na  nią  szorstka,  prawdziwa  rzeczywistość,  ale  jej  to  nie 
obchodziło,  nie  teraz,  gdy  czuje  się  taka  bezpieczna  w 
ramionach Vincenta Santiniego. 

background image

– Nie jestem przerażona. 
–  W  tym  miejscu,  w  naszym  świecie,  Katho,  możemy 

pofrunąć w przestworza jak anioły. 

„Cóż ja, do diabła, opowiadam?" Powinien odsunąć ją 

od siebie, wyjść z tego pokoju i trzymać się na  możliwie 
duży  dystans.  Ale  nie  zamierzał  tego  robić.  W  tym 
momencie  nie  przeszłoby  mu  przez  myśl,  że  coś  jest  nie 
tak, nieprawidłowo, całkiem źle. Na razie Katha znajduje 
się w jego ramionach, gdzie jest jej miejsce i nie zamierza 
pozwolić jej odejść. Jeszcze nie. 

Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. 
– Pocałuj mnie, Vince, proszę. 
Pochylił  głowę  i  dotknął  jej  ust,  myszkując  w 

poszukiwaniu jej języka. Każde z nich piło słodki nektar, 
a ich pragnienie wzbierało, osiągając siłę huraganu. Serca 
galopowały,  a  oddechy  stały  się  spazmatyczne,  gdy 
pocałunek przybrał na sile. Żar namiętności rozpalił się w 
szalejący pożar miłości i pożądania. 

Vince  wsunął  ręce  pod  jej  sweter,  później  wyżej,  by 

dotknąć  jej  nabrzmiałych  piersi.  Czuł,  jak  narastające  z 
każdą  sekundą  pożądanie  wypełnia  jego  członek 
ocierający się boleśnie o dżinsy. 

Pomyślał, że nigdy nie będzie miał jej dość. Kochanie 

się z Kathą nie było podobne do niczego, czego wcześniej 
doświadczył.  Wypełniła  pustkę,  w  której  tkwił,  ogrzała 
jego  samotność.  Tutaj  w  ich  prywatnym  świecie,  należy 
do niego. Tutaj nie musi pozwalać jej odejść. 

–  Kochajmy  się,  Vince  –  wyszeptała.  –  To  nasze 

background image

miejsce, nasz świat. Pragnę cię. 

Niespokojnym ruchem podciągnął jej sweter i rzucił na 

podłogę. To samo zrobił ze stanikiem. Pieścił jej piersi w 
swoich  dłoniach,  potem  pochylił  się,  by  objąć  ustami 
jeden  różowy  pączek.  Katha  przylgnęła  do  jego  ramion, 
odchylając głowę i przymknęła oczy w ekstazie. 

Vince  pieścił  językiem  jej  pierś,  później  lekko  ssał, 

wciągając  głęboko  w  usta  miękką  brodawkę,  a  ręce 
posuwały  się  w  kierunku  jej  dżinsów.  Rozpiął  je  i 
przyklęknąwszy  na  jedno  kolano,  rozbierał  ją,  trzymając 
figi  kciukami.  Gdy  jej  wilgotna  i  błyszcząca  skóra 
pojawiła  się  przed  jego  oczami,  całował  ją,  delikatnie 
chwytał zębami, kreśląc powoli kółka końcem języka. 

Katha stała naga i drżąca. Przyklękła, nie mogąc ustać 

już  chwili  dłużej,  i  sięgnęła  do  swetra  Vince'a.  Podniósł 
ręce,  aby  ułatwić  rozbieranie  go,  po  czym  zadrżał,  gdy 
pochyliła się i całowała go delikatnie po piersiach. Ujął ją 
za  ręce  i  ostrożnie  położył  na  puszystym  dywanie. 
Patrzyła, jak zrzucał pozostałe części ubrania i kładł obok 
jej  ciuszków.  Nachylił  się  nad  nią,  położył  nogę  na  jej 
nogach,  poszukiwał  jej  ust,  jej  języka.  Drażnił  ręką  jej 
brodawki,  gładził  ją,  wzniecając  płomienie  wszędzie, 
gdzie jej tylko dotykał. Czuła głęboko we wnętrzu swego 
ciała  pulsujące  ciepło.  Jej  ręce  również  wędrowały  po 
wilgotnej  skórze  Vince'a,  pieszcząc  go,  wywołując 
podniecenie.  Jego  mięśnie  drżały  pod  jej  miękkim 
dotykiem i czuła pulsowanie jego męskości. 

–  Proszę,  Vince  –  westchnęła.  –  Vince,  proszę.  Pękła 

background image

ostatnia nić samokontroli, przesunął się nad nią i wypełnił 
ją jednym głębokim posunięciem, potem zaczął ją kochać, 
a  jego  ruchy  były  szybkie  jak  błyskawica.  Owinęła  nogi 
wokół  jego  mocnych  bioder  i  poddała  się  pulsującemu 
rytmowi, przywarła mocno do jego ramion, szepcząc jego 
imię. 

Gdy ogarnęła ich ekstaza, unieśli się w przestworza jak 

anioły.  Mijały  sekundy,  a  oni  dotarli  na  szczyt 
niewyobrażalnych  przeżyć,  gdyż  ich  ciała  dawały  i 
otrzymywały  miłość. Resztką sił Vince przewrócił się na 
plecy, razem z Kathą, bo ciała ich wciąż były połączone. 
Trzymał  ją  mocno,  łomot  krwi  cichł,  zmęczeni  wracali  z 
przestworzy.  Położyła  głowę  na  jego  ramieniu  i 
wzdychała nasycona szczęściem. 

Leżeli  w  bezruchu,  w  ciszy,  nie  chcąc  przerwać 

zmysłowego uroku, który ich otaczał. 

– Wspaniale – odezwał się Vince w końcu. 
–  Och,  tak...  !  Z  pewnością  nie  jesteśmy  w  Kansas, 

Toto. – Uśmiechnęła się. – Nie. 

– Boże, Katho, ja... ! 
– Sza... Nie! Było wspaniale, Vince, i oboje tak bardzo 

tego pragnęliśmy. Nie mów nic, dobrze? Byliśmy razem, 
w naszym, tylko naszym świecie. Tylko to liczy się teraz. 
Proszę! 

– Dobrze. – Przerwał jej. – Czy czujesz mnie? 
Wewnątrz siebie? Boże, jest świetnie, tak niesamowicie 

dobrze! 

– Tak. 

background image

Przez kilka minut leżeli w ciszy. 
–  Czy  miałeś  kiedyś  psa  o  imieniu  Toto?  –  zapytała 

Katha. 

– Nie, mój dziadek miał alergię na psy i koty. Zawsze 

chciałem  mieć  angielskiego  owczarka.  Nazwałbym  go 
Oliwer. 

–  Świetnie.  Ja  chcę  pieska  chow-chow,  ponieważ 

wyglądają one jak misie. 

Nazwę go Chow-Lee-Chan. 
Vince roześmiał się. 
– To okropne imię. 
–  Wiem.  Ale  uwielbiam  go.  –  Uwielbiała  też  Vince'a 

Santiniego. Wielkie  nieba, jak  bardzo  go  kochała!  –  Czy 
jestem za ciężka? – Poruszyła się nieznacznie. 

– Nie, jesteś lekka jak piórko, ale... Katho, nie kręć się 

tak. 

–  Dlaczego?  Próbuję  znaleźć  wygodniejszą  pozycję.  – 

Znowu  się  poruszyła.  –  Nie  chcę  odsuwać  się  od  ciebie, 
ale jesteś raczej twardą poduszką. 

–  Dobrze  to  ujęłaś  –  powiedział  uśmiechając  się.  – 

Właśnie  o  to  mi  chodziło,  gdy  mówiłem,  że  powinnaś 
leżeć spokojnie. 

–  Co...  Ach!  –  westchnęła,  bo  poczuła,  jak  w  jej 

wnętrzu narasta jego pożądanie. 

– Tak. 
Poruszyła się. Zajęczał. 
Katha wolno uniosła się, by objąć jego biodra. 
– Katho, czy jesteś pewna, że chcesz... 

background image

– Cii... Pofruniemy, Vince. Anioły czekają na nas. 
I pofrunęli. 
Minęło  jeszcze  wiele  czasu,  zanim  wzięli  prysznic  i 

ubrali  się.  Katha  zrobiła  omlety,  a  Vince  przygotował 
tosty  z  masłem.  Gawędzili  sobie  podczas  jedzenia,  a 
rozmowa była lekka i beztroska. 

–  Za  kilka  dni  mój  ojciec  będzie  miał  urodziny  – 

oznajmiła Katha, gdy skończyła już omlet. 

– Czy ma jakiś ulubiony rodzaj tortu? – zapytał Vince, 

zerkając na ostatni tost. 

– Nie, lubi rożki cynamonowe. Możesz zjeść ten tost. Ja 

mam już dosyć. 

–  Rożki  cynamonowe  zamiast  tortu  urodzinowego?  – 

Vince roześmiał się. 

– Właśnie rożki, odkąd pamiętam. Zrobię je naprędce i 

zatknę świeczki urodzinowe na środku tych list. Właśnie! 
Rozsądek  podpowiada  mi,  że  lepiej  będzie,  jak  pójdę 
popracować z komputerem. 

Vince  zaśmiał  się,  ale  gdy  zobaczył,  jak  usiadła 

sztywno z szeroko otwartymi oczami, spoważniał. 

– Katho, co jest? O co chodzi? 
– Do licha! Och, do diabła, Vince! – Poderwała się na 

nogi. 

Wstał również, zaniepokojony coraz bardziej. 
–  Vincent,  słyszałeś,  co  powiedziałam?  Listy  opieki 

społecznej,  rożki  cynamonowe.  Przeglądałam  program  w 
kółko,  ten,  który  drukuje  koperty  na  czeki  i  przysięgam, 
że  wirusa  tam  nie  ma.  A  jeżeli  sprawdzam  niewłaściwy 

background image

program? 

Vince,  a  jeżeli  przestępcom  nie  chodzi  wcale  o  czeki? 

Jeżeli  chcą  kwity  żywnościowe  na  mleko,  ser,  rożki 
cynamonowe i takie rzeczy? 

– Katho, to nie ma sensu. 
– Czyżby? – Wybiegła z pokoju. 
–  Hej!  Katho!  –  zawołał  za  nią.  –  Wysokiej  klasy 

przestępcy nie kradną rożków cynamonowych. 

background image

Rozdział 9 

 
A jednak robili to. 
Po godzinie zaciskania zębów, szukania na oślep Katha 

pisnęła radośnie. 

–  Mam!  Znalazłam!  –  Wstała  i  objęła  Vince'a, 

uśmiechając  się  do  niego.  –  Dokonaliśmy  tego!  Wirus 
tkwi w programie jasny jak słońce. 

Pocałował ją pośpiesznie w usta. – Ty tego dokonałaś, 

geniuszu  od  komputerów.  Zrobiło  to  na  mnie  ogromne 
wrażenie. 

–  Nie  powinno  –  zauważyła  niedbale,  odsuwając  się 

nieznacznie  od  niego.  –  To  bardzo  prosty  wirus  i  nie 
próbowano  go  umieścić  pod  innymi  symbolami  lub 
zamaskować  w  jakikolwiek  sposób.  To  może  dziwić,  że 
komputer  instruuje,  by  ponownie  zaadresować  określoną 
liczbę  kopert,  nie  wszystkie.  Wirus  pojawia  się  tylko  na 
liniach 

programu 

dotyczących 

jednego 

sklepu 

piekarniczego mającego nadwyżkę. 

– Tylko jednego? – Zmarszczył brwi. – I tylko produkty 

piekarnicze? 

Usiadła znowu naprzeciw komputera. 
–  Tutaj.  –  Pokazała  mu  końcem  palca  na  zielonym 

ekranie. – Widzisz to? 

Kombinacja  tych  pięciu  symboli  daje  instrukcje,  by 

wymazać  adresy,  które  po  nich  następują.  Zgodnie  z 
wiadomością,  która  przeszła  przez  mój  modem,  nowy 

background image

adres  będzie  umieszczony  tutaj  przed  pierwszym 
następnego miesiąca, co nastąpi w przyszłym tygodniu. 

Kwity na produkty piekarnicze dla jednego rynku zbytu 

zostaną przesłane. Vince przytaknął. 

– Masz rację, to dziwne. Gdzie jest ten sklep, w który 

wymierzono? 

– Tutaj, spójrz. Oto adres, ale ja nie wiem, gdzie to jest. 
– Ja wiem. W dzielnicy handlowej. Poderwała głowę i 

spojrzała na Vince'a. 

–  Telefon,  który  sprawdzaliśmy,  pochodził  z  tego 

rejonu. 

– Tak. 
Vince  znowu  zaczął  chodzić  w  kółko,  w  skupieniu 

zmrużył  oczy.  Patrzyła,  jak  krążył  tam  i  z  powrotem. 
Gdzieś  w  dali  słychać  było  grzmoty,  a  deszcz  uderzał  w 
szyby.  W  końcu  zatrzymał  się  i  spojrzał  przez  ramię 
Kathy na ekran monitora. Wyprostował ręce i złożył je na 
piersiach. 

–  Interesujące  –  powiedział.  –  I  bardzo  dziwne. 

Dlaczego zadają sobie tyle trudu, by oszukać tylko jeden 
sklep? I dlaczego tylko produkty piekarnicze? 

–  Mają  bzika  na  punkcie  chleba  pszennego  – 

powiedziała i roześmiała się. 

Vince spojrzał na nią. – Przepraszam. Co robimy dalej? 

Czy zamierzasz iść z tym na policję i przedstawić im całą 
sprawę? 

„Proszę,  jeszcze  nie"  –  pomyślała.  Jeżeli  on  to  zrobi, 

ich rola będzie skończona, a Vince odejdzie z jej życia na 

background image

zawsze. – A więc? 

– Nie – odpowiedział namyślając się. – Nie sądzę. 
„Hurra!" – ucieszyła się w duchu. 
– Dlaczego nie? 
„Dobre  pytanie"  –  pomyślał  Vince  oschle.  Mógł 

sprezentować  ten  adres  jednemu  ze  swoich  kumpli  z 
policji  w  eleganckiej  małej  paczuszce  z  dużą  czerwoną 
kokardą. Wystarczyło, by gliny obstawiły sklep  i złapały 
złodziei  bułeczek,  gdy  tam  przybędą.  Dlaczego  więc  nie 
zamierzał  postąpić  w  ten  sposób?  Ponieważ...  Ponieważ, 
cholera,  ich  rola  się  skończy!  Będzie  musiał  opuścić  ją, 
pożegnać na dobre, a nie był gotowy, by to zrobić. Jeszcze 
nie teraz. 

–  Hmm,  pomyśl,  Katho  –  powiedział.  –  Czułbym  się 

jak głupek, idąc z tym do glin. Vincent Santini – prywatny 
detektyw  –  rozwikłał  poważną  sprawę,  chłopcy.  Te  męty 
rozwalą paczkę bułek z hamburgerami. – „Nieźle, Santini 
–  pomyślał.  –  To  zabrzmiało  prawie  rozsądnie".  –  Będą 
śmiać się do rozpuku. 

– Ojej! 
– Nie sugeruję, że ci faceci powinni umknąć bezkarnie, 

rozumiesz to chyba. 

Grzebanie  w  miejskim  komputerze,  włamanie  do 

programu 

opieki 

społecznej 

nie 

jest 

małym 

przestępstwem.  Ale  to,  o  co  zabiegają,  czyni  sprawę 
śmieszną.  Nie,  sądzę,  że  najlepiej  będzie  dopatrzyć 
wszystkiego do końca. 

– Co masz na myśli? 

background image

– 

Będziemy  obserwować  program.  Gdy  nowe  adresy 

wślizną  się  tam,  pójdę  i  złapię  ich,  gdy  pojawią  się  w 
piekarni  z  kwitami.  Udam  się  na  policję,  gdy  założę 
kajdanki tym typom. Katha zerwała się na równe nogi.

 

– Wolnego, mój panie. Słyszę o działaniu jednej tylko 

osoby.  M  y  otoczymy  piekarnię  i  razem  doprowadzimy 
sprawę do końca. 

–  Nie  ma  mowy.  Mogą  rabować  chleb,  Bóg  wie  z 

jakiego powodu, ale zadali sobie wiele trudu, by to zrobić. 
Nie sądzę, aby spokojnie przyjęli to, że w ostatniej chwili 
wpadli  w  pułapkę.  Mogą  być  brutalni,  Katho,  i  nie  chcę 
cię w to wciągać. 

– To nie fair, Vince. Tkwię w tym od samego początku 

i  zasłużyłam  na  to,  by  tam  być.  Obiecuję,  że  nie  będę 
wchodzić  ci  w  drogę.  Będę  cicha  jak  mysz  pod  miotłą. 
Możesz  zakładać  im  kajdanki,  tarmosić  za  kołnierz  lub 
robić  cokolwiek  innego,  ale  chcę  tam  być,  gdy  to  się 
będzie działo. 

Obserwował  ją  przez  dłuższą  chwilę.  Patrzyła  mu 

prosto w oczy, z podniesioną głową i zaciśniętymi ustami. 

–  W  porządku,  wygrałaś.  To  jest  niezgodne  z  moją 

oceną  sytuacji,  ale  wygrałaś.  Chcę,  abyś  dała  słowo,  że 
będziesz robić to, co ci każę, gdy sprawy będą mieć się ku 
końcowi. Nie mógłbym się z tym uporać, gdyby tobie coś 
się stało. 

Zabiorę się za sprawę, a ty rób dokładnie, co ci każę. 
Katha uśmiechnęła się. 
–  Dobrze,  poruczniku.  Chcesz,  abym  ci  salutowała, 

background image

uderzała obcasami lub coś w tym rodzaju? 

Zaśmiał się i wziął ją w ramiona. 
–  To  nie  będzie  potrzebne,  panno  Logan. 

Przypieczętujemy naszą umowę w taki oto sposób. 

Zatopił  w  jej  ustach  swoje,  a  Katha  odwzajemniła 

namiętny  pocałunek,  całkiem  mu  oddana.  Czuła,  jak 
dosięgają  ją  płomienie  pożądania,  które  w  niej  znowu 
szaleją. 

– Zgoda? – zapytał, gdy podniósł głowę. 
– Zgoda. 
W ciszy, bez słów  wyszli z pokoju na korytarz i udali 

się  w  kierunku  sypialni.  Tej  nocy  kochali  się  raz  po  raz. 
Zasypiali,  a  po  przebudzeniu  sięgali  po  siebie.  Nie 
znajdowali  zaspokojenia  dla  swej  namiętności,  byli  jak 
wędrowcy,  których  pragnienie  nie  ma  kresu.  W  swoim 
prywatnym  świecie,  prywatnym  miejscu,  unosili  się  w 
przestworza jak anioły. 

Następne  dni  były  dla  Kathy  jakby  skąpane  w 

płomieniach  ekstazy.  Burza  wyrzuciła  całą  swą  złość. 
Jane  i  ojciec  powitali  ją  w  domu  z  domyślnymi, 
znaczącymi  uśmiechami,  a  oni  działali  zgodnie  ze 
wspaniale ustaloną procedurą. 

Przyjeżdżał  po  nią  wieczorem  i  jechali  na  jacht 

Tandera,  by  sprawdzić  program  komputerowy.  Vince 
mówił,  że  Tander  dzwonił  z  Alaski,  że  dalej  jest  tam 
uwięziony,  starając  się  uporządkować  bałagan,  w  jakim 
znalazły się jego szyby naftowe. 

–  Jestem  ciekaw,  dlaczego  nigdy  nie  mówił  mi,  że 

background image

posiada  szyby  naftowe  –  niejednokrotnie  powtarzał  w 
zamyśleniu. – Zwykle aż się pali, by opowiadać o tym, w 
czym macza palce. 

–  Nie  rozumiem  tego  –  odpowiedziała  Katha, 

wzruszając ramionami. 

Były  to  magiczne  dni  i  pełne  miłości  noce.  Vince 

odwoził  Kathę  do  domu  około  północy  i  dopiero  wtedy, 
gdy  leżała  sama  w  łóżku,  rzeczywistość  próbowała 
pokazać  jej  swą  brzydką  twarz.  Nie  chciała  słuchać 
szydzących  z  niej  szeptów  jej  własnej  podświadomości, 
nie chciała przyznać, że każdy następny dzień przyczynia 
się do tego, iż rozstanie z Vince'em będzie dla niej jeszcze 
bardziej bolesne. 

„Później  będę  ponosić  konsekwencje"  –  zdecydowała, 

gdy powoli z uśmiechem na ustach odpływała w sen. 

W ostatnim dniu miesiąca, tydzień po wykryciu wirusa, 

Katha włączyła polecenia, by przywołać program. 

– Och... Mój... Boże! – wykrzyknęła. 
– O co chodzi? – zapytał Vince. 
–  Zrobili  to,  mój  Boże,  zrobili  to.  Patrz,  Vince,  to  są 

nowe adresy na koperty, w których będą kwity do sklepu 
w  dzielnicy  handlowej.  Zapamiętałam  poprzednie, 
ponieważ  tak  wiele  razy  je  widziałam.  Tamte  są 
wymazane, na ich miejsce wpisano nowe. 

–  No  właśnie!  Czeki  i  kwity  wychodzą  jutro, 

pierwszego. Sprowadzają czasową pomoc raz w miesiącu, 
by  napełnić  koperty.  Komputer  drukuje  adresy  w 
dokładnej  kolejności,  a  kwity  przychodzą  z  centrum 

background image

rozdziału  nadwyżek  w  odpowiednim  porządku.  Koperty 
są  napełniane  rutynowo.  Ci  ludzie  nie  mają  powodu,  by 
coś podejrzewać. Robią, co do nich należy, i idą do domu. 
To  właśnie  to.  Jutro  będą  wysłane.  Pojutrze  powinny 
dotrzeć  na  miejsce  przeznaczenia  lub  najpóźniej  za  dwa 
dni. 

–  Vince,  kwity  do  tego  sklepu  idą  pod  trzy  różne 

adresy.  Jest  ich  troje.  Nie  sądzisz,  że  potrzebujesz 
pomocy? 

– Tander ma wrócić dziś wieczorem. Może iść z nami. 

Dzwonił do mnie do domu wcześnie rano. 

– O której spodziewasz się go dziś wieczorem? 
– Późno. Bardzo późno. Chodź tutaj, moja Katho. 
– Tak jest, panie poruczniku. 
Następnego  dnia  wczesnym  popołudniem  Vince 

siedział w miękkim fotelu na pokładzie jachtu patrząc, jak 
Tander rozpływa się w głośnym, długim śmiechu. 

–  Chleb,  ciastka,  rożki  cynamonowe  –  powiedział 

Tander,  łapiąc  powietrze.  –  Ach,  uwielbiam  to, 
uwielbiam!  Słyszałem  o  kradzieży  forsy,  a  tu  chodzi  o 
ciastka. Co za dowcip. Santini, dostarczyłeś mi uciechy. 

– Skończyłeś, panie Ellis? – zapytał Vince uprzejmie. – 

Czy  też  potrzebujesz  następnych  dwudziestu  minut,  by 
całkiem zwariować? 

–  Zamknę  się  –  powiedział  Tander,  szczerząc  zęby  – 

ponieważ  ty,  oczywiście,  jesteś  naburmuszony.  Ale 
musisz przyznać, Vince, że to by była niezła komedia. 

Zacznę  się  kontrolować  i  nie  będę  obrzucać  cię 

background image

stwierdzeniem „a przecież ci mówiłem". 

–  Jesteś  bardzo  wspaniałomyślny.  Rozmawiałem  z 

kierownikiem  sklepu,  w  którym  są  nadwyżki,  i  obiecał 
współpracę.  Użyjemy  zaplecza,  by  obserwować 
wchodzących  i  wychodzących.  Chcesz  się  włączyć,  czy 
nie? 

–  Ależ  oczywiście,  że  chcę  tam  być.  Za  żadne  skarby 

nie  chciałbym,  by  mnie  to ominęło.  Ty  i ja  możemy  dać 
sobie  radę  z  trzema  facetami  bez  większego  wysiłku. 
Dziwię  się,  że  pozwalasz,  by  Katha  była  tak  blisko, 
chociaż... 

– Będzie trzymać się z daleka. Mówi, że ma prawo tam 

być  i  ma  słuszne  argumenty.  Obiecała  stosować  się  do 
moich  poleceń  co  do  joty.  Boże,  gdyby  coś  się  jej 
przytrafiło, ja... 

Tander spoważniał. 
–  Vince,  chwila  szczerości.  Co  z  tobą  i  Kathą?  Co  do 

niej czujesz? Jest wyjątkową kobietą i... 

–  Kocham  ją  –  odpowiedział  Vince.  Zamrugał 

zdziwiony, że to wyznał. 

– Tak podejrzewałem od początku – powiedział Tander 

spokojnie.  –  Byłem  ciekaw,  czy  już  sam  do  tego 
doszedłeś. Czy mówiłeś jej, co do niej czujesz? 

Vince westchnął głęboko i powoli wypuścił powietrze. 
– Nie, i nie zamierzam tego robić. 
Tander  pochylił  się  do  przodu,  by  położyć  łokcie  na 

kolanach, luźno złączył palce rąk. 

– Dlaczego nie, do cholery? 

background image

–  Co  to  miałoby  dać?  „Kocham  cię,  Katho,  do 

zobaczenia".  Brednie.  Nie  będę  się  z  nią  spotykał,  gdy 
zakończymy tę sprawę z opieką społeczną. 

– Zważyłeś wszystko w myślach i pozbywasz się tego, 

co ciąży. Jesteś wariat. 

–  Jestem  całkiem  świadomy  tego,  co  robię.  Moje 

poglądy  na  temat  małżeństwa  i  pracy  detektywa  nie 
zmieniły się. Nie łączą się, nie współgrają, koniec historii. 

Tander usiadł wygodnie i zanim zaczął mówić, patrzył 

na Vince'a przez długą chwilę. 

–  Masz  rację  –  rzekł.  –  Powinieneś  uwolnić  się  od  tej 

sprawy tak szybko, jak to możliwe. 

– Wiem. 
– Ponieważ nie zasługujesz na nią. Vince zesztywniał. 
– Co? 
–  Nie  zasługujesz  na  Kathę  Logan.  Obsypałeś  ją  całą 

masą  statystyk,  które  mówią,  że  gliny  mają  wysoki 
wskaźnik  rozwodów.  Nieważne,  że  miała  rację, 
rozszyfrowując  ten  numer  z  opieką  społeczną  i  od 
początku  będąc  wspólnikiem  w  odkryciu  przestępstwa. 
Jest  z  pewnością  zbyt  krucha,  by  żyć  z  prywatnym 
detektywem, by go kochać. Nie dałaby sobie z tym rady. – 
Potrząsnął  głową.  –  Jesteś  taki  pełen  absurdów,  Santini. 
Jesteś niedorzeczny. 

Vince poderwał się na nogi. 
–  Dość  tego,  Ellis.  Pleciesz  bzdury.  Wiesz  o  tym? 

Gadasz,  bo  lubisz  słuchać  brzmienia  swojego  głosu, 
ignorujesz fakt, że nie masz pojęcia, o czym mówisz. 

background image

–  Czyżby,  Vince?  –  Tander  wstał  i  spojrzał  na 

rozgniewanego  Vince'a.  –  Odkąd  cię  znam,  stosujesz  to 
swoje  nędzne  i  nadużyte  wytłumaczenie,  by  uniknąć 
poważnego związku, zobowiązań względem kobiety. Ale 
tym  razem,  przyjacielu,  pozwalasz,  by  najlepsze,  co 
kiedykolwiek ci się przydarzyło, przeciekło ci przez palce. 

– Słuchaj, Tander... 
–  Dosyć.  Nie  interesuje  mnie  twoja  pusta  gadanina. 

Wynoś  się  z  mojego  jachtu,  Santini,  i  pozwól  mi  się 
zdrzemnąć.  Jestem  wypompowany  przedzieraniem  się 
przez  śniegi  Alaski.  Zobaczymy  się  jutro.  –  Minął 
Vince'a, spojrzał na niego przez ramię. – Aha, Vince. Czy 
zastanowiłeś się kiedyś, czego naprawdę się boisz? 

Vince zrobił jeden długi krok w jego kierunku i złapał 

mocno muskularne ramię Tandera. 

–  Tym  razem  posuwasz  się  zbyt  daleko,  Tander  – 

powiedział  przez  zaciśnięte  zęby.  –  W  mgnieniu  oka... 
bym... 

– Powalił mnie na ziemię? – przerwał Tander. 
– No, już, jeżeli to poprawi twoje samopoczucie. Jeżeli 

nawet rozwalisz mi głowę, fakty pozostaną faktami. 

Vince  zaklął  po  włosku  i  uwolnił  jego  ramię. 

Przygładził ręką włosy i potrząsnął głową. 

– W moim umyśle panuje chaos. 
– Wiem – rzekł Tander spokojniejszym głosem. 
–  Wiem.  Wyglądasz  jak  podgrzane  nieszczęście. 

Pomyśl o tym, co mówiłem, dobrze? Stracisz Kathę, jeżeli 
się  nie  pozbierasz.  Idę  spać.  –  Odwrócił  się  i  opuścił 

background image

pokład. 

–  Do  zobaczenia  –  powiedział  Vince  cicho,  po  czym 

ruszył  w  kierunku  doku.  Tander  stał  w  cieniu  wyjścia  i 
patrzył,  jak  Vince  odchodzi.  „Pomyśl,  Santini  – 
powiedział mu cicho. – Na litość boską, pomyśl". 

W zamyśleniu potarł palcem policzek. 
– Niezłe, zapierające dech w piersiach przedstawienie – 

powiedział  głośno.  –  Niemal  się  wściekłeś  –  szczerzył 
zęby.  –  Ach,  cóż  za  pierwszorzędną  robotę  robię. 
Amorku,  jesteś  mi  winien  jeden  strzał,  ty  leniwy 
próżniaku. 

Vince  wyjechał  z  przystani,  mocno  ściskając 

kierownicę.  Słowa  Tandera  jak  szalone  chodziły  mu  po 
głowie. 

„Czy  zastanawiałeś  się  kiedyś,  czego  naprawdę  się 

boisz?" 

–  Cholera!  –  zaklął.  –  Tander  jest  szalony,  kompletny 

wariat. 

Spojrzał  na  zegarek  i  mocniej  nacisnął  pedał  gazu. 

Przypomniał  sobie  nagle,  że  miał  spotkać  się  z 
dekoratorem  w  swoim  nowym  biurze.  Wiedział,  jaką 
atmosferę  chciał  wykreować,  była  więc  to  kwestia  rady, 
jak to wszystko połączyć w całość. Później zobaczy Kathę 
i... 

Zaklął ponownie, a jego mina stała się jeszcze bardziej 

naburmuszona.  Nie  spotka  się  z  nią  tego  wieczoru, 
ponieważ  brała  udział  w  zebraniu  dla  kobiet  biznesu. 
Doszedł  do  wniosku,  że  świetnie  się  składa.  Spędzi 

background image

spokojny  wieczór  w  domu,  sam,  bez  Kathy,  która 
napełniała  jego  pokój  kipiącym  śmiechem,  wesołą 
pogawędką.  Nie  ma  sprawy.  Poczyta  książkę  lub  będzie 
oglądał telewizję, lub... 

„Czy  zastanawiałeś  się  kiedyś,  czego  naprawdę  się 

boisz?" 

– Cholera. 
Następnego  ranka  Katha,  Vince  i  Tander  stali  na 

zapleczu piekarni, która dysponowała nadwyżką. 

–  Znacie  fakty  –  powiedział  Vince.  –  Ludzie  mogą 

wchodzić tutaj prosto z ulicy i płacić gotówką za towary. 
Kierownik sklepu ma na oddzielnej półce produkty, które 
można otrzymać za kwity z opieki społecznej. Jeżeli ktoś 
wręczy  mu  kwit  on  zapyta:  „Czy  sądzi  pani,  że  spadnie 
deszcz?"  Tander,  to  sygnał  dla  nas,  aby  wkroczyć.  Ty, 
Katho, zostajesz tutaj. Rozumiecie? 

– Owszem – odrzekł Tander. 
–  Tak,  rozumiem  –  powiedziała  Katha  cicho.  Vince 

prawie  dziś  z  nią  nie  rozmawiał.  Być  może  tak 
zachowywał się, gdy był w akcji, ale nawet nie pocałował 
jej, nie uśmiechnął się do niej. – Nie będę wchodzić wam 
w drogę. 

– Dobrze. 
„Boże, ależ ona jest piękna" – pomyślał. Nie do wiary, 

jak  zielony  sweter  pasował  do  jej  wspaniałych  oczu. 
Pragnął porwać ją w ramiona i całować aż do utraty tchu. 
Spędził  samotny,  smętny  wieczór  w  domu  i  niespokojną 
noc w dużym, pustym łóżku. A niemądre pytanie Tandera 

background image

nie dawało mu chwili spokoju. Być może mimo wszystko 
powali z nóg pyskatego pana Ellis. 

– Stanę na warcie pierwszy. Wy możecie się rozgościć. 
Przesunął  się  do  drzwi.  Otworzył  je  z  trzaskiem,  po 

czym wsparł się jednym ramieniem o ścianę. Założył ręce 
na piersiach, zmarszczył brwi, patrzył przez wąski otwór. 

–  Partyjkę  remika?  –  zapytał  Tander,  wyciągając  talię 

kart z kieszonki koszuli. – Tysiąc dolarów za punkt. 

Katha przeniosła wzrok z Vince'a na Tandera. 
–  Słucham?  Przepraszam,  nie  słyszałam,  co 

powiedziałeś. 

Tander uśmiechnął się do niej. 
–  Wiele  dzieje  się  wokół.  Zagrajmy  w  karty.  Czas 

wolno płynął. 

Nikt  nie  przychodził  do  sklepu  z  kwitami  opieki 

społecznej. 

W  południe  Tander  wymknął  się  tylnym  wyj  ściem  i 

wrócił z kanapkami i zimnymi napojami. 

– Jedz i rozdaj karty – powiedział do Kathy. – Jestem ci 

winien  pięćdziesiąt  siedem  tysięcy  dolarów.  Wyciągasz 
moją podręczną gotówkę. 

–  Cii...  –  odezwał  się  Vince  ze  swojego  dogodnego 

punktu przy drzwiach. – Mówcie ciszej. 

–  Robi  się,  panie  Promyku  Słońca  –  rzekł  Tander.  – 

Zagrasz w pokera, Katho? 

– Ej! – zakrzyknął Vince. 
– Panie Santini, proszę – powiedział Tander szyderczo. 

– Mów ciszej. Chcesz narobić hałasu? 

background image

Vince wymamrotał coś, czego Katha wolała nie słyszeć, 

po czym zajęła się kartami. 

Czas znowu wolno płynął. 
Vince nie skorzystał z propozycji Tandera, że zmieni go 

przy  drzwiach.  Ciemna  zasłona  smutku  zawisła  nad 
Kathą.  Dwanaście  po  czwartej  Vince  wyprostował  się  i 
odsunął od ściany. Przymrużył oczy i patrzył przez otwór 
przy drzwiach. 

– Cholera jasna! – wyszeptał. Katha i Tander wstali. 
– Co... – zaczął Tander. 
Vince  podniósł  rękę,  by  go  uciszyć,  po  czym  dał  im 

znak,  by  podeszli  do  drzwi.  Usłyszeli  głos  kierownika 
sklepu. 

– Czy sądzi pani, że będzie padać? 
Tander  sięgnął  po  rewolwer  zatknięty  z  tyłu  za  pas, 

potem  poruszył  głową  zmieszany,  gdyż  Vince  dał  mu 
znak, że nie trzeba. Vince wziął Kathę za rękę i przesunął 
ją przed siebie, aby mogła patrzyć przez otwór. Otworzyła 
szeroko  oczy  ze  zdumienia,  a  jej  usta  wyszeptały  cichy 
okrzyk.  Vince  położył  ręce  na  jej  ramionach  i  delikatnie 
odsunął  ją  z  drogi.  Kiwając  głową  na  Tandera,  otworzył 
drzwi i wszedł do sklepu. 

–  Dobry  wieczór,  moje  panie  –  powiedział.  –  Witaj, 

Marto  Turnbull.  Jak  jeździ  twój  klasyczny  studebaker? 
Wszystko gra? 

Marta  westchnęła,  machając  ręką  przed  ustami. 

Purpurowy  tulipan  na  jej  czerwonym  kapeluszu  zahuśtał 
się  gwałtownie.  Dwie  starsze  kobiety,  które  z  nią  były, 

background image

wpatrywały się w Vince'a szeroko otwartymi oczami. Na 
ich bladych, pomarszczonych twarzach czaił się strach. 

– Och, psiakrew! – powiedziała Marta. – Koniec pieśni. 

To  Vincent  Santini,  dziewczyny,  detektyw.  Jest 
małodusznym, twardym gliniarzem. On nie traci czasu. Po 
prostu  przyłapuje  i  zapisuje  nazwiska.  Jedziemy  do 
więzienia. 

– Przyłapuje i... – Tander wybuchnął śmiechem. 
–  Cześć,  Katho,  kochanie!  –  powiedziała  Marta, 

uśmiechając  się  wesoło,  gdy  Katha  weszła  do  sklepu.  – 
Twój  młody  człowiek  ma  właśnie  zaciągnąć  mnie  i 
dziewczęta do ciupy. 

–  Marto  –  odezwała  się  Katha.  –  O  co,  do  licha,  tu 

chodzi? 

– Chcę adwokata – zawołała jedna z kobiet. 
– Ciszej, Gladys – powiedziała Marta. – Nie stać cię na 

adwokata. 

–  A  jednak  chcę  adwokata  –  powtórzyła  Gladys.  – 

Wystarczy  bystry  młody  obrońca  z  urzędu.  Oczywiście 
mężczyzna. 

–  Dość  tego  –  powiedziała  Katha  surowo.  –  Marto, 

musisz mi coś wyjaśnić. 

Czy  włamałaś  się  do  programu  komputerowego  w 

wydziale opieki społecznej? 

– Oczywiście, że tak – odrzekła Marta, nadymając się z 

dumy.  –  W  przytułku  dla  starszych,  tam  gdzie  chodzimy 
na  bezpłatny  lunch  na  gorąco,  jest  komputer  i  modem. 
Zobaczysz,  że  jestem  czarodziejem  komputerów.  Mario 

background image

Małgorzato... 

Przywitaj się, Mario Małgorzato. 
– Witaj – powiedziała Maria Małgorzata trzęsącym się 

głosem. – Bardzo mi miło poznać was wszystkich. 

– Maria Małgorzata – mówiła Marta dalej – mieszka w 

przeciwległym  zakątku  miasta  i  w  jej  przytułku  dla 
starszych również jest komputer. 

Przesyłałyśmy  wiadomości  tam  i  z  powrotem  przez 

modemy.  –  Zmarszczyła  brwi,  patrząc  na  Marię 
Małgorzatę.  –  Ale  ona  nie  odpowiedziała  nawet  na 
połowę z nich. 

–  Ponieważ  niektóre  z  twoich  wiadomości  przeszły 

przez mój modem – poinformowała Katha. 

– Co też powiesz? – Marta mlasnęła językiem.  – Ależ 

jestem  głupia.  Moja  pamięć  nie  jest  już  taka  jak  kiedyś. 
Musiałam  przez  pomyłkę  wykręcić  numer  twojego 
modemu, pomylić twój numer z tym od Marii Małgorzaty. 
Och,  starość  to  koszmar!  Dzięki  Bogu,  mam  Piotra  do 
pomocy. – Nagle zamilkła. 

–  Piotr?  –  zapytała  Katha.  –  Czy  twój  wnuk  jest  w  to 

wciągnięty? 

Marta rzuciła zakłopotane spojrzenie w stronę Vince'a. 
–  Nie  całkiem,  kochana.  Chcę  powiedzieć,  że  nieźle 

umiem obchodzić się z komputerami. Zaczęłam uczyć się 
ich  obsługi  kilka  lat  temu,  gdy  Piotr  tak  bardzo  się  nimi 
zainteresował. I jestem w tym dobra, ale nie tak jak Piotr. 
No, wiesz, on robi doktorat z informatyki, Katho. 

–  Wiem.  Ale  co  on  ma  wspólnego  z  waszym 

background image

włamaniem do komputerów opieki społecznej? 

–  Ech,  pomógł  nam  troszkę!  Nie,  żeby  chciał, 

zapamiętaj.  Babcie  dobrze  wiedzą,  jak  odpowiednio 
przycisnąć swoich wnuków. – Spojrzała Vince'owi prosto 
w  oczy.  –  Nie  myśl  więc,  że  możesz  oskarżyć  Piotra. 
Robił  wszystko  wbrew  swojej  woli.  Gladys,  Maria 
Małgorzata  i  ja  bierzemy  pełną  odpowiedzialność  za  to, 
co zrobiłyśmy, nieprawdaż, moje panie? 

–  Bezwzględnie  –  powiedziała  Gladys.  –  Najwięcej 

uciechy  sprawiło  mi  wprowadzenie  danych  personalnych 
do... 

–  Ale  dlaczego?  –  przerwał  Vince.  –  To  jest  zagadka. 

Dlaczego  sprawiłyście  sobie  tyle  kłopotu,  by  obrabować 
nadwyżki piekarnicze akurat w tym sklepie? 

–  Gladys  i  ja  –  wyjaśniła  Marta  –  mieszkamy  w 

pobliżu,  w  domach  kwaterunkowych.  Maria  Małgorzata 
mieszka również w domu kwaterunkowym, ale po drugiej 
stronie miasta. Wszystkie jesteśmy wdowami i dostajemy 
stałe  marne  renty;  po  prostu  nie  miałyśmy  funduszy,  by 
kupić  to,  co  nam  było  potrzebne.  Nie  zrozum  mnie  źle, 
młody  człowieku.  Już  odesłałyśmy  kwity,  które  nie  były 
nam  potrzebne,  do  opieki  społecznej,  tak,  aby  właściwi 
ludzie mogli otrzymać należne im produkty. Przyszłyśmy 
tutaj tylko po... 

–  Po  co?  –  Katha,  Vince  i  Tander  zapytali  zgodnym 

chórem. 

–  Po  rożki  cynamonowe,  by  uczcić  urodziny  Roberta. 

Mogłyśmy  zrzucić  się  i  kupić  mu  pudełko  rożków  w 

background image

supermarkecie, ale one nie są tak dobre jak te z piekarni, a 
Robert zasługuje na najlepsze. I nie na jeden lub dwa, ale 
na całe tuziny. 

Mogłabyś  je  zamrozić,  Katho,  a  on  mógłby  obchodzić 

urodziny miesiącami. Ale... 

– westchnęła. – Złapaliście nas i biedny Robert nic nie 

będzie miał. 

–  Marto!  –  krzyknęła  Katha.  –  Zrobiłyście  to  dla 

mojego  ojca?  Zrobiłyście  to,  by  wydać  mojemu  ojcu 
przyjęcie urodzinowe? 

Vince potarł czoło. 
– Do licha. 
– To mi się podoba – powiedział Tander śmiejąc się. – 

Co  za  szwindel.  To  przestępstwo  stulecia.  Gang  „Spoza 
Wzgórz" w zmasowanym natarciu. 

– My nie jesteśmy – rzekła poirytowana Gladys – spoza 

wzgórz.  Może  huśtamy  się  na  wierzchołkach,  ale  z 
pewnością  nie  spoza  nich.  Uważaj  na  swoje  maniery, 
młody człowieku. 

– 

Przepraszam, madame. Nie chciałem pani obrazić.

 

–  Mam  nadzieję,  że  nie.  Wszyscy  młodzi  ludzie  są 

podobni.  Myślicie,  że  jak  komuś  stuknie  sześćdziesiąt 
pięć  lat,  to  mógłby  równie  dobrze  już  umrzeć.  Marta, 
Maria  Małgorzata  i  ja  nie  chcemy  być  przerzucane  do 
domów  starców,  gdzie  można  tylko  wegetować.  Spójrz, 
co  zrobiłyśmy,  by  otrzymać  te  kwity.  Kto  mówi,  że  nie 
można  nauczyć  starego  psa  nowych  trików?  Prawda, 
Marto? 

background image

– Oczywiście, że tak – rzekła Marta. Zmierzyła Kathę, 

Vince'a i Tandera chmurnym spojrzeniem. – Założę się, że 
upłynie wiele czasu, zanim powiecie, że życie człowieka 
kończy się po sześćdziesiątce. 

Wszyscy  posłusznie  przytaknęli,  a  Vince  gwałtownie 

potrząsnął głową. 

–  Przestańcie  już  –  powiedział.  –  Skończcie  na  tym. 

Marto,  zgadzam  się,  że  często  nie  wierzymy,  że  starsi 
ludzie mogą jeszcze wiele zdziałać, ale czy macie pojęcie, 
co  zrobiłyście?  Popełniłyście  przestępstwo.  Poważny 
występek.  Jesteście  winne  włamania  do  programu 
komputerowego,  które  przynosi  szkodę,  i  to  mogłoby 
wam dać wyrok do dziesięciu lat więzienia i pięć tysięcy 
dolarów grzywny. 

– Czy pan – zapytała Marta lekko trzęsącym się głosem 

– ma pojęcie, jak żyje się z jałmużny, którą dostajemy co 
miesiąc?  Jak  trzeba  wciąż  się  martwić,  że  pojawi  się 
nieoczekiwany  wydatek?  Że  musimy  uciekać  się  do 
przyjmowania  bezpłatnych  posiłków  w  przytułku  dla 
starszych?  Mieć  tak  kochanego  przyjaciela  jak  Robert 
Logan i nie mieć pieniędzy, by dać mu zamiast tortu rożki 
cynamonowe w jego uroczystym dniu? 

– Och, Marto! – odezwała się Katha ze łzami w oczach. 

–  Robiłyście  to,  co  dyktowało  wam  serce,  ale  Vince  ma 
rację. To, co zrobiłyście, jest bardzo złe. 

Marta westchnęła. 
–  Teraz  rozumiem,  kochana.  –  Wyciągnęła  ręce.  – 

Panie Santini. Załóż nam kajdanki i zabierz nas do kicia. 

background image

Kierownik sklepu przyłożył chusteczkę do oczu, potem 

wytarł nos. 

–  Nic  nie  widziałem  ani  nie  słyszałem.  Nie  będę 

przeciwko nim zeznawał. 

– Vince – odezwała  się  Katha,  patrząc na  niego.  –  Co 

zamierzasz z nimi zrobić? 

– Zamierza wsadzić je do ciupy – powiedział Tander. – 

Wiecie, on jest gliniarzem o twardym sercu. 

– Chcę bystrego adwokata – pisnęła Gladys. 
–  Zamknijcie  się  wszyscy!  –  zażądał  Vince.  Całe 

zgromadzenie w sklepie ucichło. 

– Dziękuję. 
Wolno  pocierał  ręką  brodę  i  gapił  się  na  trzy 

przestępczynie. Zrobiło się cicho jak makiem zasiał. 

– Marto Turnbull – odezwał się w końcu. – Czy mogę 

dostać twoje słowo honoru, że nigdy, ale to nigdy w życiu 
nie zrobisz czegoś podobnego? 

–  Ależ  tak,  kochanie.  Naprawdę  nie  sądzę,  abym  była 

stworzona  do  życia  w  przestępstwie  z  moim  głupim 
brakiem pamięci, partaczącym każde działanie. 

– Świetnie – Vince pozbierał kwity leżące na ladzie. – 

Dopilnuję, aby to wróciło do wydziału opieki społecznej, i 
powiem kierownikowi, że trzeba wprowadzić poprawki w 
programie. Tymczasem... 

Wszystkie  oczy  były  w  niego  wlepione.  Sięgnął  do 

kieszeni  i  wyjął  kilka  banknotów,  kładąc  pieniądze  na 
ladzie. 

–  ...  kupcie  Robertowi  Loganowi  wystarczającą  ilość 

background image

rożków  cynamonowych,  by  zrobić  największy  tort 
urodzinowy, jaki kiedykolwiek widział. 

Katha  czuła  się  tak,  jakby  jej  serce  miało  pęknąć  z 

miłości do Vince'a Santiniego. 

– Dziękuję, Vince – wyszeptała. 
– Na ciebie postawiłem, Santini – powiedział Tander. – 

Wiedziałem,  że  wyjdziesz  z  tego  z  twarzą.  Teraz  idę  do 
domu. Damy, poznanie was było dla mnie zaszczytem. 

– Do zobaczenia, Tander – rzekł Vince. 
–  Do  widzenia,  Tander!  –  zawołała  Katha,  gdy 

wychodził frontowymi drzwiami. 

Tander odwrócił głowę w kierunku sklepu. 
– A propos, Vince, nie mam żadnych szybów na Alasce 

– powiedział i zniknął. 

Vince zamyślił się przez chwilę, po czym odwrócił się 

do kierownika sklepu. 

– Proszę podać paniom, co sobie życzą. Chodź, Katho. 

Chodźmy już stąd. 

Gdy  Vince  i  Katha  wyszli  zza  lady,  Marta  stanęła 

naprzeciw Vince'a, wspięła się na palce i pocałowała go w 
policzek, a purpurowy tulipan uderzył go w czoło. 

–  Niech  cię  Bóg  błogosławi,  kochany  chłopcze  – 

powiedziała wzruszona. – Katha dobrze wybrała. 

Vince  próbował  się  uśmiechnąć,  ale  bez  rezultatu. 

Złapał  lekko  łokieć  Kathy  i  wyprowadził  ją  ze  sklepu. 
Zagubieni  w  swoich  własnych  myślach  nie  odzywali  się 
do siebie, jadąc do jej domu. 

background image

Rozdział 10 

 
Vince  zaparkował  samochód  przed  domem,  wyłączył 

silnik,  skrzyżował  ręce  na  kierownicy  i  gapił  się  przez 
przednią szybę. 

Katha  spojrzała  na  niego  nie  wiedząc,  czy  powinna 

wysiąść  z  auta,  powiedzieć  coś  lub  czekać,  aż  on  coś 
powie. 

–  Sądzę,  że  okropna  trójca  wkrótce  się  tu  pojawi,  aby 

urządzić  przyjęcie  urodzinowe  twojemu  ojcu  –  odezwał 
się wreszcie. 

– Chciały dobrze, Vince. To, co zrobiłeś dla nich, było 

wspaniałe. 

– W porządku – powiedział trochę sarkastycznie. – To 

ja,  Pan  Wspaniały.  –  Spojrzał  na  nią.  –  Sprawa  jest 
zamknięta. Przestępstwo zostało wyjaśnione. 

„A  to  jest  pożegnanie"  –  pomyślała  Katha,  pełna 

smutku.  Wiedziała,  że  to  nadejdzie,  ale  czuła  nienawiść 
do tej chwili. Prawdziwą nienawiść. Musi z godnością, z 
dumą przebrnąć przez następne minuty. 

–  Tak,  wszystko,  wszystko  skończone,  prawda?  – 

powiedziała miękko, patrząc mu w oczy. – Rozumiem. 

Vince  wiedział,  że  Katha  nie  mówiła  o  ciągnącym  się 

śledztwie,  robiła  aluzję  do  nich,  do  tego,  co  ich  łączyło. 
Skończyło się. I tak musiało być. 

„Czy  zastanawiałeś  się  kiedyś,  czego  naprawdę  się 

boisz?  Przeklęty  Tander  –  dumał  Vince.  –  Nie  wiedział, 

background image

co  mówi".  To  było  śmieszne  pytanie  i  on  je  zignorował. 
Cholera,  nie  ma  w  jego  życiu  miejsca  dla  Kathy  Logan, 
ogniska  domowego,  dzieci,  szczeniąt  i  spotkań 
towarzyskich. Tak właśnie jest. I tak właśnie będzie. 

–  Słuchaj,  Katho,  czas,  który  razem  spędziliśmy  był 

bardzo... miły. 

„Miły,  Boże,  czy  faktycznie  powiedziałem  to  okropne 

słowo?"  Było  fantastycznie,  pięknie  nie  do  wyobrażenia. 
Unosili się w przestworza jak anioły do miejsc, o których 
istnieniu nawet nie wiedział. 

– Ja... 
Podniosła rękę. 
–  Vince,  proszę.  Przydługie  wyjaśnienia  nie  są 

potrzebne.  –  Jej  głos  był  spokojny.  Nie  zobaczy  łez 
zbierających  się  w  jej  oczach.  Opuści  scenę  z  klasą.  – 
Znam  twoje  zdanie  o  łączeniu  pracy  detektywa  z 
zobowiązaniami  względem  kobiety.  Wiedziałam  to  od 
początku, ponieważ postawiłeś sprawę bardzo uczciwie. 

Z wysiłkiem połykała ślinę i mrugała, by powstrzymać 

łzy. 

– Chcę, abyś wiedział – dodała, a jej głos zaczął drżeć – 

że  gdybym  miała  możliwość  cofnąć  czas  i  przemyśleć 
ponownie  moje  decyzje,  postąpiłabym  tak  samo,  nawet 
wiedząc,  że  tak  to  się  skończy.  To,  co  nas  łączyło,  było 
nadzwyczajne,  niespotykane  i  wspaniałe.  Nigdy  cię  nie 
zapomnę, Vince, ale rozumiem, dlaczego musisz odejść. 

– Ale... 
Sięgnęła do klamki w drzwiach, odwracając głowę, by 

background image

ukryć  łzy.  –  Dziękuję,  Vince,  za...  Po  prostu  dziękuję. 
Mam nadzieję, że będziesz bardzo szczęśliwy i odniesiesz 
sukces w nowej pracy. Pamiętaj, że gdy sprawy osaczają 
cię,  jest  ciężko...  Pamiętaj...  –  Załkała  aby  pofrunąć  w 
przestworza jak anioły. Do widzenia. 

– Katho, poczekaj. 
Odwróciła się, łzy płynęły po jej bladych policzkach. 
–  Nie  chciałam  płakać.  Obiecałam  sobie,  że  nie  będę 

płakać. Rozmieniłam na drobne dumę Loganów. Więc... – 
Odetchnęła  głęboko,  starając  się  powstrzymać  szloch.  – 
Więc mogę równie dobrze iść na piwo. Vince, chcę, abyś 
wiedział,  jak  wiele  to  wszystko  znaczyło  dla  mnie,  co 
dzieliliśmy,  co  nas  łączyło.  Jesteś  pełnym  ciepła, 
troskliwym,  przystojnym  mężczyzną  i  tak  się  cieszę,  że 
byłeś chociaż przez chwilę w moim życiu. Naprawdę cię 
kocham.  –  Wyśliznęła  się  z  samochodu  i  pobiegła 
chodnikiem, znikając w domu. 

–  Katho!  –  krzyknął  Vince.  Pochylił  się  na  siedzeniu 

auta. – Katho, wróć tutaj! Chcę ci powiedzieć... Cholera! 

Zamknął  drzwi  z  trzaskiem.  Przekręcił  kluczyk  w 

stacyjce i z hukiem odjechał z pobocza. 

Powiedzieć  jej?  Co?  Że  ją  kocha?  Nie  może  tego 

zrobić,  ponieważ  słowa  niczego  nie  zmienią.  Katha  go 
kocha? Piękna, doskonała, jedyna w swoim rodzaju Katha 
kocha go? To nie ma znaczenia, ponieważ on nie może jej 
mieć. 

Jest  samotnym  prywatnym  detektywem.  A  Katha,  gdy 

brał ją w ramiona, była w każdym calu kobietą. 

background image

–  Cholera,  Santini,  daj  temu  spokój!  –  wymamrotał.  – 

To skończone. Tak musi być. 

„Czy  kiedyś  zastanawiałeś  się,  czego  naprawdę  się 

boisz?" 

– Ellis, rozwalę cię! – warknął Vince. 
Nocą  pytanie  Tandera  atakowało  Vince'a  bez  litości. 

Siedział w fotelu w swoim salonie, nie dbając o włączenie 
światła i gapił się w pustkę. Siedział i myślał, aż światło 
jutrzenki oznajmiło mu początek nowego dnia. 

W  nocy  Katha  płakała.  Wykorzystała  ostatni  zapas 

energii  i  wzięła  udział  w  przyjęciu  urodzinowym  ojca  z 
Martą  i  jej  starowinkami.  Wiedziała,  że  nie  oszuka 
ukochanego  ojca  i  widziała  jego  zmartwione  spojrzenia, 
ale  udawała,  że  wszystko  jest  dobrze.  Gdy  tylko  mogła 
pozwolić  sobie  na  ucieczkę,  zamknęła  się  w  swoim 
pokoju. 

Świtało.  Wytarła  oczy,  wyprostowała  ramiona  i 

podniosła głowę. 

„Nieważne"  –  pomyślała.  Płakała  jak  każda  myśląca 

kobieta w takich okolicznościach, znając kojącą moc łez. 
Płakała,  ale  teraz  przestanie  i  pójdzie  dalej  w  życie.  Bez 
Vince'a. 

A  co  z  bólem  jej  zranionego  serca?  Co  z  jej 

zdruzgotaną dumą? 

Zmarszczyła  brwi  i  potrząsnęła  głową.  Nie,  do  licha... 

Nie utraciła swej dumy, mówiąc Vince'owi, że go kocha. 
Powiedziała mu prawdę i nie żałuje tego. To były ostatnie 
słowa  tego  rozdziału  w  jej  życiu  i  będzie  zawsze 

background image

pielęgnować wspomnienia o nim. Wspomnienia należą do 
niej. Na zawsze. 

Mijały  dni,  a  Katha  rzuciła  się  w  wir  pracy.  Spędzała 

długie godziny, pisząc na maszynie i robiąc korekty. Gdy 
padała w nocy na łóżko, zasypiała wyczerpana, ale zawsze 
towarzyszył jej obraz Vincenta. 

Tydzień  po  pożegnaniu  z  Vince'em,  ojciec  wziął  ją  za 

rękę i mocno uścisnął. 

–  Porozmawiaj...  z  ojcem  –  poprosił.  –  Gdzie...  jest 

Vince? 

–  Odszedł,  tatusiu  –  odrzekła  spokojnie.  –  Wszystko 

między nami skończone. 

– Kochasz... go? 
–  Tak,  ależ  tak,  ale  wiedziałam,  że  to  się  skończy. 

Nigdy  nie  kłamał.  Jest  bardzo  stanowczy  w  sprawie  nie 
mieszania  pracy  z  poważnym  związkiem.  Sądzę,  że  nie 
ma  racji,  ale  szanuję  jego  prawo  do  własnego  zdania  na 
ten temat. Dojdę do siebie po pewnym czasie. Potrzebuję 
po prostu trochę więcej czasu. 

–  Może...  fruwanie...  w  przestworza  jak  anioły...  ulży 

twemu bólowi. 

– Nie, tatusiu. Anioły nic tu nie pomogą. – Pocałowała 

go  w  policzek.  –  Kocham  cię.  Proszę,  nie  martw  się  o 
mnie. – Uśmiechnęła się do niego I wyszła. 

Robert spoważniał i potrząsnął głową. 
–  Głupi  człowiek...  ten  Santini.  I...  nie  ma  pojęcia  o 

drużynach piłkarskich. 

Dwa tygodnie później zdecydowała, że pora rozpocząć 

background image

nowy etap w życiu. 

Koniec  ze  smutkami.  Założyła  ciemnoniebieskie 

spodnie  i  jasny  sweter  w  białe,  czerwone  i  niebieskie 
paski  i  skierowała  się  do  biura.  Postanowiła,  że  będzie 
pełna werwy i radości życia i była zdecydowana odsunąć 
od siebie wspomnienia związane z Vince'em. 

Gdy  przechodziła  przez  salon,  kierując  się  do  biura, 

usłyszała  pukanie  do  drzwi.  Odwróciła  się,  otworzyła 
drzwi energicznie, z uśmiechem. 

– Cześć, Katho! – powitał ją Vince. 
Uśmiech zniknął z jej ust, zamrugała raz, potem drugi. 

To pewne, że Vince Santini stoi na jej werandzie. Wysoki, 
silny i wspaniały Vince, odziany w dżinsy i sweter koloru 
karmelowego,  sprawiający  wrażenie  wyczerpanego,  ale 
mimo  to  wspaniały.  „Och,  Boże,  dlaczego  Vince  stoi  na 
mojej werandzie?!" 

– Dlaczego stoisz na mojej werandzie? – zapytała. 
– Czy naprawdę o  tym teraz  myślałaś? Kochasz mnie, 

Katho? 

– Vince, proszę, przestań. To nie ma sensu. 
– Czy właśnie to miałaś na myśli? – powtórzył. 
– Tak – odpowiedziała z westchnieniem. 
–  Katho,  czy  mogłabyś  wybrać  się  ze  mną  na 

przejażdżkę? Proszę cię. 

– Po co? 
– To ważne. Wiem, że nie mam prawa prosić cię o nic, 

ale proszę, zrób to dla mnie. 

„Nigdy w życiu, mój panie" – pomyślała. 

background image

–  Tak.  –  Zdziwiona  usłyszała  swoją  odpowiedź.  – 

Pozwól, że powiem Jane, iż wychodzę, chociaż to absurd. 

– Ależ nie. To ważne. 
Minęło dwadzieścia minut od chwili, gdy opuścili dom 

i  przez  ten  czas  Katha  zauważyła  coś  zadziwiającego. 
Vince Santini był nerwowy. Nie mówił do niej ani na nią 
nie patrzył, ale uderzał palcami o kierownicę i majstrował 
przy radiu. „Ten człowiek to kłębek nerwów". 

Lecz  to  właśnie  on,  przyznała,  sprawiał,  że  jej  serce 

łomotało.  Dwa  tygodnie  od  ostatniego  spotkania  nie 
zmniejszyły płomienia miłości i pożądania. 

– Dokąd jedziemy? – zapytała w końcu. Nie spojrzał na 

nią. 

– Zaufaj mi. 
– Hmm – mruknęła. Założyła ręce i gapiła się w boczną 

szybę. 

Vince przejechał kilka mil na południe miasta, później 

skręcił w ulicę prowadzącą na jakieś wzgórze. Zauważyła, 
że  droga  prowadzi  do  dzielnicy  ogromnych,  drogich 
domów, które były zbudowane na dużych działkach poza 
miastem. 

Minęło  następne  dziesięć  minut.  Vince  zwolnił.  Minął 

dwa  betonowe  słupy  i  skierował  się  na  podjazd 
prowadzący  do  białego,  ogromnego,  dwupiętrowego 
domu, który lśnił w słońcu. 

–  Ale  piękny  dom!  –  krzyknęła  Katha.  –  Czyj 

samochód stoi przed nim? 

–  Tandera.  –  Vince  zatrzymał  się  za  lśniącym 

background image

srebrzystym jaguarem i wyłączył silnik. 

– Tander tu mieszka? 
– Nie. – Wysiadł z samochodu. Katha otworzyła drzwi i 

stanęła obok. 

– Kto więc tu mieszka? – zapytała. 
– Zaufaj mi. Chodź. 
Szli szerokimi schodami w kierunku rozległej werandy. 

Vince  otworzył  drzwi  i  zrobił  krok  do  tyłu,  by  ją 
przepuścić. 

– Nie zapukałeś – zauważyła. 
– Zaufaj mi. 
–  Uparcie  powtarzasz  to  samo  –  powiedziała  i 

wkroczyła do domu. 

Zatrzymała się zdziwiona, bo w domu nie było żadnych 

mebli. Ogromne frontowe foyer było wyłożone różowym 
marmurem, drewniane podłogi w przestronnych pokojach 
błyszczały, ale nie było żadnych mebli. 

W  połowie  długiego  korytarza  otworzyły  się  drzwi  i 

pojawił się Tander. 

–  Witaj,  serduszko  –  powiedział,  uśmiechając  się  do 

Kathy. 

–  Cześć,  Tander!  –  powitała  go,  odwzajemniając 

uśmiech. 

–  Już  mnie  nie  ma,  Vince.  Dostaniesz  rachunek. 

Pobieram tysiące za opiekę nad maluchami. 

–  Jestem  ci  winien  coś  więcej  –  powiedział  Vince 

poważnie. 

Tander  otworzył  drzwi  i  odwrócił  się,  by  spojrzeć  na 

background image

Vince'a. 

– Nie dopuść, by diabli to wzięli, po prostu nie dopuść 

– rzekł stanowczo. 

Opuścił  dom,  a  kilka  chwil  potem  rozległ  się  warkot 

potężnego silnika. 

– Opieka nad maluchami? – zapytała Katha. 
– Wejdź do salonu – powiedział Vince i przeszedł przez 

korytarz. 

Katha  wpatrywała  się  w  niego  przez  chwilę,  potem 

wolno poszła za nim. 

W  salonie  był  kominek  z  płyt  kamiennych,  okna 

sięgające  od  podłogi  do  sufitu,  wspaniały  orientalny 
dywanik,  ale  nie  było  mebli.  Słońce  wlewało  się  przez 
okna, błyszcząc na białych ścianach. 

Vince  wsunął  ręce  do  kieszeni,  wyciągnął,  założył  na 

piersiach, po czym z powrotem włożył je do kieszeni. 

„Kłębek nerwów" – pomyślała Katha ponownie. 
– Piękny dywanik – powiedziała, by przerwać ciszę. 
–  Co?  –  Bezmyślnie  wpatrywał  się  w  dywan.  –  Tak, 

owszem. Należał do mojego dziadka. To jedna z niewielu 
rzeczy, które zachowałem, gdy zmarł. 

– Aha. Dywanik dziadka. Co on tutaj robi? 
– Katho, ja... – zaczął, odchrząknął i spróbował znowu. 

– Zostawiłem cię dwa tygodnie temu wierząc, że nie mam 
innego wyboru. Przekonałem się wiele lat temu, że moja 
praca nie może iść w parze z poważnym związkiem. 

– Wiem – powiedziała cicho. 
– Potem ty zjawiłaś się w moim życiu; zrozumiałem, że 

background image

wypełniłaś coś pustego i zimnego, co tkwiło we mnie. To, 
co nas łączyło, było piękne, bardzo piękne. 

– Tak. 
– Ale ja dalej utrzymywałem, że nigdy nie zwiążę się z 

kobietą na całe życie. 

Tak  było,  tak  musiało  być.  Potem  Tander  nakłonił 

mnie,  abym  stanął  twarzą  w  twarz  z  bardzo  trudnym 
pytaniem.  Zapytał  mnie,  czy  zastanawiałem  się  kiedyś, 
czego naprawdę się obawiam. 

– Czego się obawiasz? Wyjaśniłeś mi to. Powiedziałeś, 

że  statystycznie  procent  rozwodów  w  małżeństwach,  w 
których  mężczyzna  jest  oficerem  policji,  jest  bardzo 
wysoki. 

Potrząsnął głową. 
– To było usprawiedliwienie, które powtarzałem przez 

całe  lata,  by  uniknąć  związku,  by  upewnić  się,  że  nigdy 
nie  kochałem.  Tak  długo  to  stosowałem,  że  faktycznie 
uwierzyłem, iż tak właśnie czuję. 

– Nie rozumiem. 
– Ja nie rozumiałbym również, gdyby nie Tander i jego 

pytanie.  Katho,  kochałem  rodziców,  a  oni  zginęli. 
Zostawili mnie, gdy byłem małym chłopcem. 

Kochałem  dziadka,  ale  on  miał  duszę  wędrowca,  i  za 

każdym  razem,  gdy  tylko  z  kimś  się  zaprzyjaźniłem, 
pakował  mnie  i  przeprowadzał  się  do  innego  miasta  czy 
innego kraju. Potem postarzał się i zmarł. Zostawił mnie. 
Przyjaźnię  się  z  Tanderem  i  Declanem  Harrisem,  ale 
zawsze trzymałem na dystans kobiety i innych mężczyzn, 

background image

ponieważ  się  obawiałem.  Troszczyć  się,  Katho,  kochać 
oznaczało dla mnie być opuszczonym i samotnym. 

– Ależ, Vince – wyszeptała. 
–  Spojrzałem  w  oczy  duchom,  spojrzałem  w  oczy 

prawdzie o sobie, w te rany, w ten strach. Zmierzyłem się 
z tym wszystkim, stoczyłem bitwę i wygrałem. 

Była  to  najcięższa  bitwa  mojego  życia,  ale  musiałem 

wygrać,  ponieważ  przegrana  oznaczała,  że  utracę  ciebie. 
Moje  obawy  nie  pozwalały  mi  powiedzieć,  jak  bardzo... 
do licha... Katho, kocham cię. 

–  Kochasz  mnie?  –  powtórzyła,  a  głos  uwiązł  jej  w 

gardle. 

– Przysięgam na Boga, że cię kocham – wyznał głosem 

ochrypłym  ze  wzruszenia.  –  Katho,  jestem  gliną,  teraz 
prywatnym  detektywem,  ale  jednak  gliną,  i  zawsze  nim 
będę. 

– Tak, oczywiście, to część tego, kim jesteś. Przytaknął. 
–  Jestem  policjantem,  ale  także  mężczyzną,  samotnym 

mężczyzną,  który  cię  kocha  i  uwielbia  ciepło,  które 
wnosisz  w  jego  życie.  Lepiej  chyba  nie  umiałbym  tego 
wyrazić. Kupiłem ten dom... dla nas, taką mam nadzieję. 
Możesz 

pracować 

tutaj, 

jeżeli 

zechcesz. 

Jest 

wystarczająco  duży  dla  nas  wszystkich...  dla  ciebie,  dla 
mnie, dla Jane i twojego ojca. Wiem, że nie jesteś sama, i 
oni to część tego, kim jesteś. Założymy rodzinę, będziemy 
mieszkać  wszyscy  razem,  razem  z  naszymi  dziećmi. 
Katho,  proszę,  powiedz,  że  wyjdziesz  za  mnie.  Nie  chcę 
być  już  dłużej  samotny  i  kocham  cię  naprawdę,  tak 

background image

cholernie mocno. Katho, proszę. 

Rzuciła  się  w  jego  ramiona,  obejmując  go  za  szyję. 

Mocno ją przytulił. 

– Katho? 
– Tak! Tak, tak, tak! – Odchyliła głowę, by uśmiechnąć 

się do niego przez łzy szczęścia.  – Tak, wyjdę za ciebie, 
urodzę  ci  dzieci  i  zamieszkam  z  tobą  w  tym  pięknym 
domu.  Ach,  Vince,  kocham  cię!  Tęskniłam  za  tobą, 
cierpiałam, bardzo płakałam, gdy myślałam o tobie. Tak, 
mój Vincencie, jesteś moim życiem. 

Łzy  błysnęły  w  ich  oczach.  Vince  zniżył  głowę  i 

delikatnie,  z  czcią  pocałował  Kathę.  Pocałunek  mówił  o 
bólu  i  rozterkach  ostatnich  dwóch  tygodni,  o  stoczonych 
bitwach i o zwycięstwie. Mówił o pragnieniu rosnącym z 
każdym  uderzeniem  pulsujących  serc.  Mówił  o  miłości  i 
spełnieniu na zawsze. 

–  Kocham  cię,  Katho  Logan  –  powiedział  Vince,  gdy 

podniósł głowę. 

–  I  ja  cię  kocham,  Vincencie  Santini  –  wyszeptała.  – 

Vince, kim opiekował się Tander? 

– Boże, zapomniałem o nich. 
– O nich? 
Wziął  ją  za  rękę  i  ruszył  przez  salon.  Katha  musiała 

prawie biec, by dotrzymać mu kroku. Otworzył drzwi do 
pokoju, z którego wyszedł Tander i wprowadził Kathę. 

Na środku pomieszczenia, które z pewnością miało być 

biblioteką, stał kojec. W kojcu wierciły się dwie puszyste 
kuleczki – biała i brązowa. 

background image

– 

Madame – powiedział Vince, wznosząc rękę. – Poznaj 

resztę  naszej  rodziny.  Owczarek  angielski  o  imieniu 
Oliver i chow-chow o imieniu Chow-Lee-Chan.

 

Katha  klasnęła  z  radości  i  podbiegła,  by  zagarnąć 

szczenięta  w  swoje  ramiona.  Lizały  ją  po  twarzy  i 
machały ogonkami. 

– Witaj w domu, pani Santini – powiedział Vince. 
– Wspaniale jest tutaj, panie Santini – odrzekła, śmiejąc 

się do niego z błyskiem miłości w oczach. 

Bawili  się  ze  szczeniętami,  ale  wkrótce  puszyste 

maluchy  zaczęły  ziewać  i  chciały  tylko  udać  się  na 
drzemkę do kojca. 

Vince  objął  Kathę  i  razem  wrócili  do  salonu.  Kochali 

się na orientalnym dywaniku w promieniach słońca. 

W  domu,  który  miał  stać  się  ich  domem,  który  miał 

rozbrzmiewać  miłością  i  śmiechem,  Katha  i  Vince 
pofrunęli w przestworza jak anioły.