background image

NOTAWYDAWNICTWA„AYCASNES-

Vdaco605.3776c.

Książka,którąoddajemydziśwręcenaszych

czytelników,jestjeszczejednąpróbąwyjaśnieniapewnychzagadekzwiązanychz
pamiętnymi

wydarzeniamiroku3016,którezainicjowałytzw.

TrzeciąRewolucję.Rzeczjasna,jestwtymutworzebardzowielefikcjiijeszczewięcej
spekulacji.Autorniepokusiłsiętuodokładneodtworzenieowych

wypadków,niestarałsięnamrównieżukazać

skomplikowanejsytuacjianiprawdziwegowkażdymszczególeobrazutamtych,
odległychprzecieżczasów.

Historia,jakąprzedstawiadotyczylosówludziwpląta-nychmimowolniewowe
wydarzenia,jednostek

posuwającychsięzichnurtemniejakowbrewswejwoli,aczęściowo(dopewnego
momentu)

takżeiwbrewswoimprzekonaniom.Dotychczas

wydanowielepractraktującychoTrzeciejRe-wolucjiiokolicznościach,jakie
doprowadziłydojejwybuchu.

Wśródtychbardziejlubmniejudanaychpozycjibyłyścisłe,niemalżena-kowe
opracowania,aletrafiałysięicałkowi-tefantazje,sprzecznenawetzpodstawowymi
faktamiznanyminamznielicznychzachowanych

dokumetówczyfilmow.

Wieluwypadkówdodzisniewyswietlono,ajeszczewiększaczęśćzdarzeń—
otoczonychwowym.czasieścisłątajemnicąitworzonymicelowopogłoskamio
sprzecznejnieraztreści—Wogóleniejestznana.Takwięcwszystkieopracowania,jakie
dotejporypowstały,opierałysięgłównienawyobraźniichtwórców,

skłonnychdoróżnychspekulacjiiinterpretacji.

Wydawnictwo,wychodzączzałożenia,żeprzytakiejmnogościhipoteznicjużniejestw
staniezaciemnićobrazuminionychzdarzeń,postanowiłodopuścić

jeszczejednąichwersjęwnadziei,żebyćmożewłaśnieonazbliżynaswszystkich
najbardziejdoprawdy.Ijakkolwiekhipotezaprzedstawionawtejksiążcesprawia
wrażeniejeszczemniej

prawdopodobnejniżwszystkiedotychczasowe,niepowinnotojejdyskredytować.Wręcz
odwrotnie.Nowespojrzenieiodwagakoncepcjimogączasamipomócwodkryciuczegoś,
cowinnychokolicznościach

pozostałobyniezauważone.

„Próbainwazji”niejestwszakżecałkowitąfikcją.

background image

Zawierawielefaktówznanychnamipołączonychwlogicznyciąg,któremuniemożna
odmówićsiły

przekonywania.Wyjaśnienie,czemutak

nierównomierniepodwzględemtechno

logicznymrozwijałasięnaszaplaneta,jakdoszłodoniespodziewanejkatastrofy
kosmolotu,atakżecałejseriitajemniczychzgonów,jakiemiałymiejscew

związkuzaferąInL-uiTajnejRady,zadziwialogikąmimoniesamowitościhipotezy,
którejwsparciusłuży.

Przytymwszystkimmamydoczynieniazpowieścią,awięcutworemfabularnym—co
pozwalamocniejniżwwypadkusuchychdokumentalnychzapisków,

rozbudzićuczucia,bardziejemocjonalniepodejśćdotematu—poprostusilniejgo
przeżyć.

Napewnopozycjaprzedstawianaprzeznasdzisiajniejestfajewerkiemaniteżniestanie
siębestsellerem,aledożadnejztychrólniepretenduje.Chropawośćwarsztatuw
znacznymstopniurekompensujewtejpowieścinawarstwienieemocjonującychsytuacjii
wydarzeń,którepozwalajązapomniećodrobnych

nieścisłościachczysłabościachtwórcynaszejpublika-cji.Zpunktuwidzeniaedytora
największązaletątejpracyjestjejodkrywczość.Niechcącjużdłużejzanudzać
czytelnikówswymiwywodamikończę,

życzącwimieniudyrekcjiwydawnictwaiswoim

własnymwielumiłychwrażeń;

GeanderMorarecenzentAycanes-AltalTerytRepublikiBoydTrawyfalowaływe
wszystkichkierunkach.Całełanykłoniłysię,przychylanelekkimwiatrem,towjedną,to
wdrugąstronę.Koronydrzewtrwałyzupełnie

nieporuszenie.MałyKwertleżałzaczajonywtrawie,przypatrującsięzodległościkilku
krokówwielkiemumotylowi.Motyloskrzydłachwiększychniżtalerzwirowałnad
kwiatem,niemogącsięzdecydowaćczyopaść.Kwiatprzechylałsięnawietrzei
wzbudzał

niepokójmotyla.Kwertczekałcierpliwie,ściskającwdłonidrążekodskonstruowanej
własnoręczniesiatki.

Kwertbyłzawszecierpliwy.Niektórzykoledzy

zazdrościlimutejcechy,innisięzniegonaśmiewali,aleonitakwiedziałswoje.
Wiedział,żebeztegoniezłapał-

bynigdyżadnegomotyla.Motylesąnadzwyczaj

płochliwe,aKwertmożesięposzczycićwswoim

domowym,motylariumnajpiękniejszymiokazami.Tenbyłwyjątkowyidlategomalec
starałsiębyć

szczególnieostrożny.

background image

Motylopadłwreszcienakwiat,któryzgiąłsiępodjegociężarem.Owadrozpostarł
szerokoskrzydła,łapiącrównowagę.Oczomchłopcaukazałsięwcałejokazałości
przepięknyrysunek.

Pomarańczowobrązoweplamyprzechodziływ

czerwoneipotemwfioletowe,odciętenaskrajuskrzydełjasnoniebieskimobrzeżem.
Kwertodczekał

jeszczechwilęi,starającsięniepotrącićżadnejtrawy,gwałtowniezarzuciłsiatkę.
Zdobyczszamotałasięwjejwnętrzu.Polowaniezostałouwieńczonesukcesem.

Chłopiecnaczworakachzbliżyłsiędotrzepoczącegoowada.Odwewnątrz,przezsiatkę
wziąłgowpalce;delikatnie,żebynieuszkodzićkruchegostworzenia.

Musiałprzecieżfruwaćwjegomotylarium.Uniósłsięzklęczekispojrzałnaniebo.
Raptowniewypuściłmotylazdłoni,ajegooczyrozszerzyłysięwprzerażeniu.

Owadodtruwałszczęśliwyzdarowanejmuprzypadkiemwolności.Alechłopiecnie
zwracałnaniego

uwagi.Naniebie,wprostnadnim,wisiałanieruchoma,większamożezdziesięćrazyod
tarczysłońca

seledynowa,opalizującakula.NogiodmówiłyKwertowiposłuszeństwa,alegdykula
zaczęłaopadać,nieczekałjużdłużej.Zkrzykiem,wielkimisusamipędził

przezłąkę.Biegłdomamy.

Nocbyłapogodnaiciepła.Niebopokrytejasnymipunktamimiałokolorciemnozielony.

OtejporzeInstytutLotów,pogrążonyjakzwyklewciemności,rysowałsięczarnąbryłą
natleprzyćmionejzieleniotaczającegogoparku.Strażnikwyszedłzbudki,przylepionej
dofrontowegobudynku,nawprostkratowanejfurty,nacisnąłklawiszautomatuiusiadłna
ławce,rozkoszującsięciepłemwieczoruizapachemświeżych,mokrychliści.Po
południuwcałymmieściepadałdeszcz,oczyszczającsenną,parnąatmosferę.

StrażnikRedanbyłwłaśniezcórkąnakaruzeli,kiedyspadłypierwszegorącekrople.Icie
kroplarozbiłasięonos.Musiałotobyćdlaniejdużymzaskoczeniem.

Dziewczynkarozbeczałasię.

—Niepłacz,Ita—uspokajałjąRedan.—Przecieżniejesteśzcukru.

Akiedysłowaniepomagały,zaproponowałporcjęognistychlodów.Bardzokochałtę
małą.Choćbył

osamotnionymmężczyzną,radziłsobiedoskonalewichwspólnymmałymgospodarstwie.
WychowałItę

samodniemowlęcia.Alkerazarazpoporodzie

powiedziała:

—Możeszsobiezabraćtodziecko,któretak

chciałeś,irazemznimniepokazywaćmisięnaoczy.

background image

Wkilkadnipóźniejspakowałaswojerzeczyijużsięniewidzieli.Prawdopodobnie
zamieszkaławtym

zwariowanymobozieprzyLiniiWielkichJezior.Odchwilirozstaniaupłynęłyczterylatai
przezcałyczasjakośsobiezItaradzili.Dzisiajrównież—ognistelodypozwoliływ
końcuzapomniećoprzykrymincydenciezkroplą,anawetpolubićdeszcz,któryzresztą
padałażdowieczora.Nieborozpogodziłosięnadobredopieroprzedchwilą.Wyjrzały
gwiazdyizrobiłosiębardzoprzyjemnie.Ciepłe,nasyconeświeżąwilgociąpowietrze,
lekkiepowiewywiatru,niosącezapachwiosnyidymuznadbrzegówTermi,cisza
przerywananieśmiałymigwizdaminocnych

ptaków.Redanodpoczywał.Jegorozmarzeniei

wspomnieniaprzerwałonagłeuczuciestrachu.Sercezakołatałomumocniej,krew
gwałtownienapłynęładoskroni.Oderwałwzrokodkrzaka,wktórywpatrywałsięw
zamyśleniu,irozejrzałsięwokoło.Należałdobardzoczujnychstrażników,fachowców
najwyższejklasy.

Tylkotakichzatrudniałinstytut.Byłatozresztąjedynaplacówkanacałymkontynencie,
któraoprócz

elektronowychsystemówochronnychzatrudniałatakżestrażników.Itoażczterdziestu.
Dyżurypełnilinazmiany.Naterenieinstytutuwkażdejchwiliznajdowałosięichco
najmniejdziesięciu.Jednakprzybramiezawszeczuwałtylkojeden.Bramamiałaswoją
załogę.

Czteryosobyzmieniającesięcosześćgodzin.Czteryosobyospecjalnychkwalifikacjach.
Redannależałdonichijegozawodowyinstynktnakazałmuskoncentrowaćsię.
Rozglądałsiędługoibardzouważnie,przeczesującwzrokiemterenwokółbramy,metrpo
metrze.Słuchwyczuliłsięnakażdyszmer.Redansłyszałdokładniekroplespadającez
gałęzi.

Pochwiliuspokoiłsięjednak.Musiałomusięprzedtemzdawać…Jegozmysłynie
znalazłynicpodejrzanegownormalnymszumiemiastaiw

dźwiękachzwyklezwiązanychztakąpogodąiporąroku.Zachwilęskończysłużbę,
przekażeobowiązkidrugiemuzobsadybramy,Artresowi.

Tak.Niełatwobyłootępracę…Kiedyogłosili,żepotrzebująstrażników,jużnatrzeci
dzieńzjawiłosię6000kandydatów.BylitonietylkoBoydańczycy,zjechalituwtedy
ludziezcałegoVollu,anawetkilkusetzinnychkontynentów.Wśródchętnych—obok

zwolnionychzpowodupostępującejautomatyzacjistrażników—znalazłosięwielu
wykidajłów,hoch-sztaplerów,uczniówjakichśdziwacznychszkółwalkiwręcz,mistrzów
tepsth-mzumo,kufow-cówiinnychpodejrzanychtypów.Przyszłoimstoczyćciężki

pojedynekoteczterdzieścimiejsc.Właściwietodziwne,żetakichcościąglepchałodo
tegozajęcia,żeniemogliwytrzymaćsiedzącbezczynnie,bawiącsięitrwoniącuzyskane
przedwcześnieemerytury.Nie

musielipracować.Niktprzecieżniemusiałpracować.

Jednaktych,którzypragnęlipracować,byłozawszewięcejniżzajęciadlanich.Pracowali

background image

tylkoci,którzychcieli,aleniedlawszystkichchętnychznajdowanopracę.

Przedziwnezjawisko—snułswąmyślRedan.—

Kiedymożnaniepracowaćzawodowo,nagle

wszystkimprzestajeodpowiadaćamator-stwo,leczkiedytrzebaregularniebywaćw
pracy,każdytęsknidodniniewypełnionychżadnymiobowiązkami.Nieważne.

Grunt,żetoonjestjednymzowychczterdziestuijednymztychczterech.Potestach
odpadłowieluzgry-wusów,aleteżiwieluświetnychstrażnikówz

prawdziwegozdarzenia.Redanbyłwłaściwiedumnyzsiebie.

Ulicąprzemknąłjakiśprzechodzień.Pamięć

strażnikazanotowałaówfakt.InstytutLotówznajdował

sięnauboczu.Położonywdzielnicy

willowej,zdalaodgwaruiruchucentrum,zdalaodsklepów,wielkichmagazynów,
wiecznietętniącychklubówilokali,zdalaodinnychinstytutówimiejskiejkomunikacji,
usamegowylotucichejulicyXeletnaplacIpesut.

Budynekwyglądałtakjakwszystkieinnewtej

okolicy.Byłniewielewiększyodnichiniczym

specjalnymsięniewyróżniał.Zgrabny,choćniecoprzysadzisty,zzaokrąglonymi
narożnikami,ostromym,brudnożółtymdachuiowalnychoknach.Bezżadnychozdób,iz
lekkofosforyzującyminazielonogzymsamiorazrzeźbionymiwkształciegłów
drapieżnychous,wylotamirynien.WsumietypowafasadazokresuDrugiejRewolucji.
Prostaifunkcjonalna.Wstydzącasięzdobieńepokaitakasamaarchitektura.Niemalże
pół

dzielnicy,ażdobulwaruEclestakwłaśniewyglądało.

Dalejciągnęłysięjużdomyinnewkształcieiinnewwyrazie,znaczniestarsze,małych
rozmiarówpałacyki,zameczkiirezydencjedawnejtsyrokracji,zbudowanejeszczeza
panowaniaostatnichOstapi-dówniedalekoówczesnejstolicyksięstwaVa-lirs,jakąbyło
tomiasto,zanimwrazzcałymksięstwemijegowładcamiległow

gruzachpodnaporemskonfederowanychwojskkrólestwaBolsiYdag.KsięstwoValirs
przestałoistniećkilkanaściewiekówtemu,wcielonewskładpaństwaBoydu,leczjego
stolica,Valaco,przetrwałairozrosłasiędziśwtrudnydoopanowaniaizrozumienia

olbrzymiorganizm.Jedynynowybudynekwtej

dzielnicytokinoOplurri,jakbyniewielkabulwawyrastającaspośródklombów.
Wszystkiedomyw

pobliżuinstytutuleżaływogrodachiniczymforteceotoczonebyływysokimimuramilub
kratąowiniętątuiówdziejakimśpnączem.Ichwłaścicie-le,przeważnieznane
osobistości,dośćmielinacodzieńzgiełkuihałasuinigdynienasyconychreporterów.
Pragnęliprzynajmniejtutaj,wswychwłasnychdomach,

odgrodzićsięodspołeczeństwa,któreichuwielbiałodotegostopnia,żeniepozwalałoim

background image

żyćwspokoju.

Rzadkoprzejeżdżałulicąjakiśstrad,zcichym

szelestemkryjącsięzamuremktórejśzposiadłości.

Jeśli,trafiłsięstradinnyniżcopeus-kiejwytwórniEndeo,najdroższej,najelegantszeji
najmodniejszejobecniefirmynaświecie,odrazuprzykuwałuwagęprzechodniów,
krzywiącychsięzniesmakiem.Częśćmieszkającychtutajbogatychsnobówchętnie
zamknę-

łabydzielnicędlainnychniżEndeopojazdówicizachowywalisiętak,jakbypodobny
zakazjuż

obowiązywał.Naszczęściedotegojeszczeniedoszło,choćniektórzybardzocierpieliz
tegopowodu,

doznającnieomalszokunawidokzwykłegoMaidersasunącegoprzezbulwarEciesczy
placIpesut.

Prawdziwąsensacją,rozbijającąmonotonięcodziennejsłużbystałbysiętuprzechodzień,
któregotwarzyniezapamiętałosięzostatniegoprogramuholoramyczypierwszej,co
najwyżejdrugiejstronydziennikówboydańskich.Czasaminocespędzonewbudceprzy
bramieinstytutuurozmaicałyRedanowizapachy

niesioneznadrzekiprzezwiatr;możnasiębyłodoszukaćwnich,czegoktochciał—w
dowolnejilości.

Itenwieczórzapowiadałsięspokojnie,lecz

bezbarwniejaksetkipodobnychwieczorów.Redanwstałzławkiijużkierowałsięw
stronę

oszklonegopomieszczenia,gdyznówpoczułnawróttegodziwacznego,bezpodstawnego
strachu

ściskającegogozaserce,paraliżującegoruchy.Niemiałpojęcia,cotomożebyć,gdyż
niczego

podejrzanegoniezauważył,jednakczułwyraźnie,żecośsięwotoczeniuzmieniło.
Niepokójwzrastał,

—Chybasięstarzeję—zauważyłnagłos,drapiącsiępogłowie.

Rozejrzałsięuważnie.Natrawnikusiedziałtupang.

Maskotkaiulubieniecwszystkichpracowników,

dokarmianyprzeznichnakażdymkroku.

—Tystarypieszczochu—rzekłdozwierzęcia,

nachylającsięnadjegolśniącym,tłustymcielskiem.—

Chodźtutaj.Pogłaszczęcię.Wiem,żetolubisz,jakniktinny.

Podniósłtupangazziemiiposadziłsobienakolanach.Znówsiedziałnaławce,wpatrując
sięwkrzaki.Mierzwiłgładkąsierść.Zwierzęwydawałocichepomrukiiwestchnienia.

background image

Byłozadowolone.Strachpowoliustępował.

Chybasięstarzeję—myślałRedan.—Niedługo

trzebabędzieporzucićtozajęcie.Anużzdarzysięcośzłego…Cowtedystaniesięzmałą
Ita…Eee,skądwogóleprzychodząmitakiemyśli.

Tupangprzebywałnaterenieinstytutuchybaod

samegopoczątkujegoistnienia.Jeszczewtrakcieprzeprowadzkiprzyplątałsięskądś,
możeznadrzeki,gdzieniemógłznaleźćodpowiedniejilościżarcia?

Tutajniemusiałsiętymprzejmować.Terazniejadał

byleczego,najlepszekąskiczasemmuniesmakowały.

Zadomowiłsięwinstytucienadobre,anawetzdążył

zestarzeć.Falaniepokojupowróciłagwałtownie.

Przecież—przemknęłoRedanowiprzezmyśl—

pogodajestzupełniezwyczajna,aciągleodzywasiętodiabelneserce.Nigdyminicnie
dolegało.Więcdlaczegodzisiaj…

Niedokończył.Dojrzałgo.Człowiekleżałopartyomur.Przezkratęwidaćbyłotylko
czarnykształtdłonispoczywającejnachodniku.Strażnikzastanowiłsięchwilę.
Odbezpieczyłkufę.Możemusiętylkowydaje?

Wtamtymmiejscupanowałpółmrok.Nie,niepomylił

się,tamnapewnoleżyczłowiek.Wdolnymrogu

bramkiwidziludzkądłoń.Spuściłtupanganaziemię.

Trzebatosprawdzić.Ruszyłwtamtąstronę.

Nachodnikuleżałmężczyzna.Oczynawierzchu,

twarzprawiesina.Łapałpowietrzezchar-kotem.

Strażniknachyliłsięnadnim.

Nie—pomyślał.—Tennieudaje.Znówkłopot.

—Cojest?—zagadnąłleżącego.—Słabopanu?

Oczytamtegospoczęłynatwarzystrażnika.Redancofnąłsięokrok,podniesamowitym
spojrzeniemczłowieka.Nieznajomyprzewierci)’gonimwjednejchwilinawylot,
jednocześniecośzakłułowsercumocniejniżpoprzednio,strażnikpoczułznówstrach,
leczjużnietakijakprzedtem.Tobyłstrach

skondensowany.Nieustępliwy.Strachbliski

szaleństwa.Leżącyniespuszczałoczuzpochylonegonadnimczłowieka.Inaglecośsię
wRedanie

załamało.Zalałogogorąco.Jużsięniezastanawiał,jużniemyślałoniczym.Odwróciłsię
napięcieipobiegł

background image

wstronębudki.Bezbłędnie,jednymru-

chamwyłączyłdźwigniępola.Nacisnąłbrzę-czyk.

Furtazostałaotwarta.Znieruchomiał,patrzącwjejjasnyprostokąt.Powietrzeprzeszył
tylkobezgłośnybłyskiRedannaglezrozumiał,żezrobił

nieprawdopodobnegłupstwo.Zarazpotemosunąłsięnanawilgłątrawę.

Wola—przemknęłomuprzezmyślwostatnim

momencieświadomości.—Pozbawiłmnie…—Oczyznieruchomiały,szerokorozwarte,
wpatrzonew

brudnoczarne,migocąceniebo.

Nieznajomyzamknąłzasobąfurtkęischowałdo

kieszenipromiennik.Przyjrzałsięleżącemu

strażnikowi.Głowaprzebitazprecyzją.Nadciałemtłustytupang.

Żebytylkoniehałasował—pomyślał.—Wokoło

ciszaibezruch.Doskonale—bezszelestniewsunąłsiędobudki.

Znałtukażdyprzycisk,każdądźwignię.Ponownieuruchomiłpole.Rzuciłokiemna
zegarek.Czasnaglił.

Wierzchemdłoniokrytejpapi-larkąwytarłpotzczoła.

Terazniemalautomatycznieznalazłnajważniejszyprzyciskiwepchnąłgodooporu.Tutaj
niemiałjużnicdoroboty.Wiedziałdoskonale,żeniemożeunieruchomićcałegosystemu.
Zarazodezwałybysię

wszystkierezerwyialarmgotowy.Jegodłońominęłabezwahaniakuszącygłówny
wyłączniko

oksydowanej,błyszczącejrękojeści.

Przybyszwyszedłzbudkiibacznierozejrzałsiępoparku.Nicpodejrzanego.Przemierzył
chyłkiemwąskichodnikiprzystanąłprzedfrontowymwejściem.

Jedynieczęściowewłączanieiwyłączanie—

pomyślał.Zastanowiłsię.Jegochłodneoczyspoczęłyteraznapłytkach.Macałwzrokiem

szczeliny.Nic.toniedało.Odliczył.Siódmaodproguwlewo.Stąpnąłnaniątrzyrazy.
Przyframudzedrzwizapłonęłozielonkawe,ledwowidoczneświatełko.

Nacisnąłklamkę.Światełkozgasło.Posuwałsięterazprostymkorytarzembezokien,z
kolumienkami

wywietrznikówwsuficie.Codziennatrasastrażników.

Zegarekwskazywał23.54.Przyśpieszyłkroku.„Spieszsiępowoli.”—przypomniałomu
się.Złapałsięnatym,żejestrozgorączkowany,żezaczynagoponosić.

Przednimcałedługiesześćminut.Długieikrótkiezarazem.Zasześćminutstrażnik
powiniennacisnąćsobietylkoznanyprzedłużacz.Niezrobitego,bojużniepodniesiesię

background image

zwilgotnejtrawy.Jemuzkoleiniepotrzebawięcejczasupodwarunkiem,żewszystko
znajdziewmiejscach,wktórychsięspodziewa..Zaza-krętemprzybysznacisnąłczwarty
klawiszwskrzynceelektrycznej.Tylkotenklawiszmógłmuotworzyćdrogęwiodącądo
schowka.Schody,któreprowadziłynapierwszypoziompodziemią,zostaływyłączone.
Minął

je,znowuwłączyłautomatistanąłniezdecydowanywokrągłympomieszczeniuo
trzydziestuparudrzwiach.

Sięgnąłdokieszeni.Sunąłterazwzdłużkolejnychdrzwi,niosącprzedsobąna
wyciągniętejdłoni

„pudełko”.Przyktórychśzrzęduzatrzymałsię.

„Pudełko”dałoznać.Drzwirozsunęłysięcicho.

Nacisnąłframugę.Równiecichozamknęłysięzanim.

Znalazłsięwbiałymhallu.Nawprostkuszącawinda.

Uśmiechnąłsiękwaśno.Wiedział,żetegosystemumedasięwyłączyć.Skręciłwlewo.
Terazkrętymischodamiwdół.

Ciemnykorytarz.Przyćmioneświatłoosino-

fioletowymodcieniu.Konturyprzedmiotówizałomymurówzlewałysięwłagodne,
pozbawionekanciastościlinie.Stąpałbardzoostrożnie.Całeciałosprężone,ledwo
dosłyszalnyoddech.Zaszybąkolejnejbudki,plecamidoniego,siedziałstrażnik.
Pochylony,jakbyczytałksiążkęrozłożonąnakolanach.Człowieksprężył

sięizatrzymał.Chwilawahania.Promiennikniewchodziłwrachubę.Takjasnybłyskto
pewnyalarm.

Trzebastrażnikawjakiśsposóbwywabić.Wiedziałotymodpoczątku,jednakteraz,
kiedymusiałtozrobić,wahałsię.Jeżelitenczłowiekzareagujeinaczej?…

Szurnąłlekkonogą.Strażnikwyprostowałsię,lecznieodwrócił.Mężczyznastałzanimo
krok.Teraz

wszystkosięzdecyduje.Jeślipodniesiealarmnimpomyśli?…Bojeślipomyśli?…
Pomyślał!Rękabłyskawiczniepowędrowaładokieszeni.Poczułwdłonichłódlagownicy.
Strażnikodwróciłsię.Wtymmomencie

krótkicioslagownicązwaliłgoznóg.Człowiekzłapał

osuwającesięciałopodpachyiłagodnieopuściłnaposadzkę.Czas-płynął.Nicsięnie
działo.Toznaczy,żewszystkozostałowykonaneprawidłowo.

Mikrokomórkaniezarejestrowałaszelestówani

dźwiękównietypowych.

Dalejznówschody.Niebiegł,szedłrównymkrokiemstrażnika.Korytarzurywałsię
ślepo.Nieślepo.Jegokoniecprzegradzałażelaznakonstrukcjagłównegosejfu.Wtym
miejscukończyłacięspokojnadroga.

Pozostałamujedynieminutaczasu.Terazopanował

background image

siędogranicmożliwości.Skoncentrowanynajednym.

Bezszelestny.Najczulszeurządzeniarejestrowałytutajkażdyszmer,nieznaczny,
przypadkowygłę

bszyoddechczyszelestpłaszczamogłyuruchomićsystem.

Wyciągnąłpromiennik.Przytknąłgodogłównego

zamkaruchemciągłymigładkim,żebyniewzbudzićnagłejfalipowietrza.Wylotlufy
zatrzymałomilimetrodpowierzchnichropawegometalu.Ułożyłpod

odpowiednimkątem.Tygodniamitrenowałtakie

właśnieułożenielufy.Rzuciłokiemnazegarek.Siedemsekund.Zasiedemsekund
strażnikmiałnacisnąćprzedłużacz.Gdytonienastąpi,automatycznymechanizm
przesuniegłównąkasęsejfunainny,znanytylkokonstruktorompoziom.Tosamostanie
się,jeżelionteraznietrafiwumieszczonynaprzeciwległejścianiemikronadajnik,
reagującynauszkodzeniedrzwi.Czterysekundy.Błyskawicznymruchemnasunąłnaoczy

okulary.Uderzeniemusibyćbardzosilne.Trzy-

dziestocentymetrowąpłytępromieńmusipokonać

szybciejniżimpuls,którypopłyniewmomencie

dotknięciapierwszejwarstwydrzwigorącymliźnięciem.

Zegarek.Sekunda.Strzał!Cisza.

Alarm!Światłozaczynapulsować.

Uderzałpromieniempunktkołopunktu,wycinającgłównyzamek.

Alarm!Przybyszprzekraczałdrzwi,wsunąwszysięwokrągłądziurępowstałąwmiejscu
zamka,wchwiligdystrażnicyzwartowniwbiegaliwprostykorytarzbezokien,z
kolumienkamiwywietrznikówwsuficie.

AlarmdocieradorejonowejgrupyStraporu.

Człowiekodcinabokgłownejkasyjakkromkęchleba.

Strażnicysąjużwokrągłympomieszczeniuo

trzydziestuparudrzwiach.Trzystrady

Straporukierująsięwkwadratinstytutu.Wtymmomenciemężczyznadrżącymirękami
przewracaw

sejfiepapiery,potpokrywamuczoło.Wąskastrużkaściekakołonosa.Znalazł.Są!!!
Bierzejepodpachę.

Jeszczejakieśdwieteczki.

Strażnicyzbiegliposchodach.Jedenzatrzymałsięprzycieleobezwładnionegokolegi.
Trzydalszestradyrejonowejgrupyisześćzkomendysubdzielnicy

wjechałowkwadrat.Rzutoka,czyniezostawiłjakichśśladów.Aleniemajużczasu.Od
przebiciadrzwiminęłoosiemnaściesekund.Zaplecamisłyszytupot

background image

nóg.Dwastrady,którepierwszeotrzymałyrozkazha-mujązgwizdempodinstytutem.

—Okrążyćiobstawićteren—zaskrzeczałgłoswsieci.

Jedenzestradówruszył.Człowiekwyciąłotwórwtylnejścianiesejfuizniknąłwnimw
momencie,gdypierwszystrażnikprzesadziłprógpomieszczenia,odbezpieczająckufę.
Człowiek,niemyśląconiczym,rwiedoprzodu,byleszybciej.Słyszyzasobąoddechy,
aleniemożeprzyśpieszyć,zapasowykorytarzjestkręty.Wostatniejchwilizauważył
wnękę.Wpadłwnią.

Dłońujęłapromiennikniemalzpieszczotą.Spokój!…

—upomniałsięwmyśli.

Jużsą.Naposadzcesłychaćcorazbliższystukotbutów.Dłoniewilgotnieją.Falagorąca
uderzadogłowy.

Potściekakrzywymistrużkami,skroniepulsują.Każdymięsieńboleśnienapięty.Trzy
kroki,dwakroki,jeden!!!…Wyskoczyłnaciskającspust.Promieńzamiótł

nawysokościpasaprzestrzeńodścianydościany.

Błyskbyłzajasny,

Zabiłemich—pomyślał.Pocięciudrzwizapomniał

przełączyćnaogieńogłuszający.Trudno.Strażnicyleżelinieruchomo.Kończyny
porozrzucane.Popalone,miejscamizwęgloneciała.

Korytarzkończyłsiępionowąścianą.Ściganyw

bieguwsunąłpromiennikdokieszeniibłyskawiczniewindowałsięnapowierzchnię,
podważającprzykrytyziemiąluk.Stałterazwogrodzie.Otaczałago

ciemnośćgęstajaklegu-mina.Nieprzenikniona.Zerwał

ztwarzyokulary.Pojaśniało.Sykibłyskawiceprzecięłypowietrze.Momentalniepadłna
ziemię.Zauważył

kierunek.Jeszczeniekoniec.Zjawilisięszybciej,niżmyślał.Znówwyszarpnął
promiennik.Przeczołgałsiękilkametrów,starającsięnierobićhałasu.Tamtenukrywał
sięgdzieśpoddrzewem.Wmiejscu,gdzieprzedchwiląspoczywałczłowiek,leżałakula
żaru.

Działo?!—pomyślałprzerażony.Ziemiabyła

wypalonanakamień.—Przecieżniewolnoim

używać…—niedokończył.Kolejnyokrągżarupolizał

mustopy.

Zerwałsięiskulonysunął,nailemutylkostarczyłotchu,wstronęciemnejplamymuru.
Powietrze

przecięłokilkabłyskawicjednocześnie.Jedenzpromienirozerwałmurękaw.Skóra
zapiekła.Zatrzymał

siępodsamąścianą,odwróciłinacisnąłspust.

background image

Podciągnąłsięnarękachiwywindowałnagórę.

Promiennikleżałporzuconypodmurem.Zaplecamisłyszałchrzęstpadających,ściętych
wpołowiedrzewipoczułżar,jakimwypełniłsięogród.Wśródtrawypopełzłyjęzyki
płomieni.Trafiającnagałęzie,obejmowałyjei,wzmocnione,pełzły

dalejcorazpewniejszeijaśniejsze,bardziejżółte.Murstanowiłaktywnąbarierę.Sarnmur
iwszystkowodległościjednegometrapojegostronach.Wiedziałotym.Naterenie
barieryprzebywałdłużej,niżzamierzał

zpoczątku.Odstronyulicyznajdowałasięfosa.Lo-dowatawoda,wymarła,jakby
destylowana,porażonaaktywnością.Wypełzłwreszcienachodnik.Obejrzał

sięzasiebie.Niktgostamtądnieścigał.

Przykrawężnikustałjegostrad.Właśnienachylałsiędoklamki,gdyzzazakrętuwypadł
stradStraporubłyskającniebieskimświatłem.Ściganypobiegłwkierunkudrugiegomuru,
ciągnącegosiępoprzeciwnej

stronieulicy.Przeciąłjezdnięiwczepiwszysięwdrewnianąfurtkę,szarpnąłjązcałejsiły.
WózStroporuznajdowałsiętuż,tuż—jakieśdwadzieściametrówzanim.Bramka
ustąpiła.Człowiekwpadłdoogrodu.

Powietrzemszarpnęłasalwa.Obokniegodwiekuleżarurozpłaszczyłysięnatrawie.

Przerzucilizdziała—pomyślał.—Sukinsyny!

Zatoczyłsię.Żarszedłwjegostronę.Zamroczyłogo.Poczuł,żesiędusi.Zrobiłz
wysiłkiemdwakroki.

Tutajbyłojużtrochętlenu.Jeszczekilkakrokówidopadłprzeciwległychdrzwi.

Wychyliłgłowęnaulicę.Cisza.Nikogo.Pośrodkujezdnizauważyłokrągłążelazną
pokrywę.Podbiegłdoniej.Sprężyłsię.Płytaustąpiła.Dwomasusamiznalazł

sięwewnątrzpionowejstudni.Zasunąłzasobąklapę.

Podrabiniezacząłschodzićwgłąb,ażwreszciezatrzymałsięnadniekanału.Usłyszał
szumpojazduijęksyreny,którewkrótceoddaliłysięiumilkły.

Dobrze!—pomyślał.Jeszczeniewiedzą,gdzieimsięwymknąłem.

Sprawdził,czyniezgubiłcennejzdobyczy.Miał

wszystkopróczpromiennika.Aletonic.Itakszybkozorientowalibysię,skądten
promiennik.Przeszedł

kilkanaściekrokówniskimtunelemkanałuizatrzymał

się.

Będąiśćmoimśladem—myślałgorączkowo.Wyjdęgdzieśdalekoipojeżdżętekarem.

Zaświeciłlatarkę.Położyłjąnawilgotnejkamiennejpółeczce,kierującświatłowdół.W
korytarzupanował

stęchłyzaduch.Ziemiste,przesyconewoniąodpadkówpowietrzepomieszanebyłoz
zapachempleśnii

background image

zgnilizny.Naziemistarannierozpostarłkawałekfolii,naniąrzuciłzwiniętywkulkę
kawałekpapieru.Ścią-

gnąłzdłonipapilarki.Położyłjenapapierze.Podpalił.

Nikłyobłoczekdymusunąłprzypodłożukanału.Z

latarkąwrękuszedł,lekkozgarbiony,ciemnym

korytarzem.

NagórzenadjegogłowąszalałStrapor,prze-

trząsająckażdymetrterenu,rewidując,kogosięda,istrzelającwpowietrzedziesiątki
rozświetlającychpocisków.NadcichądzielnicąValaco,pogrążonąwnocnymśnie,od
dobrejchwilipanowałdzień.Dzieńbiałegoogniapromienników,niebieskichświateł

patrolowców,czerwonegoblaskuświetlnychrac.

Tymczasemczłowiekzkażdąchwiląoddalałsięcorazbardziejodtegomiejscaizbliżał
sięwłaśniedokordonuotaczającegodzielnicę.

InspektorOffoddłuższejchwiliwpatrywałsięwrozprutąkasę.

—Todziwne—powiedział—żetakisystemniezdał

egzaminu.

Jegowzrokspocząłnaodciętejpłaszczyźniebocznejściany.

—Mocny—stwierdziłwskazującprawierówną

krawędźpłatametalu.

—Mocny—potwierdziłjegonajbliższy

współpracownikDager,spodsufitu,gdzieszukałniewiadomoczego.

Starszygrubawypanstałprzedkasą,nerwowomiętoszącpołęmarynarki.Siwewłosy
przykrywałymuuszyidalejbiegłyrównąliniąjakstalowyhełm.

Ruchliwepalceprzypominałykiełbaski.

—Nicnierozumiem—mamrotałpodnosem,

wpatrującsięwrozcięteżelaznepłaszczyzny.

—Apanjakmyśli?—zwróciłsiędoniegoOff.

Starszypanbyłprzedstawicielemfirmymontującejigwarantującejtensystem.Głosmu
drżał,oczykrążyłyniespokojnie.

—Nigdy—za’czął—nigdybymnieprzypuszczał…

Czypanzdajesobiesprawę,cotobyłzasystem—

mówiłpatrząckolejnonainspektora,nakasę,wreszcienaczubkiswychlśniącychbutów.
—Człowiek,którytutajsięwłamał,wykorzystałułamekszansy,jakąnaszsystem
pozostawiał.Technikajegodziałaniawskazuje,żemusiałprzynajmniejtrochętensystem
znać…

background image

—Nieotopytam—przerwałInsOff.—Czybył

mocny?

—Cóż—zastanowiłsięszpakowatygrubasek,

niechętnieodrywającsięodinteresującegotematu,wdodatkutakbrutalnieuciętego.—
Napewnomocny—

wycedziłwreszcie.—Otakmocnymiprzenośnym

promiennikujeszczeniesłyszałem—westchnął.—Nocóż,coprawdaniesłyszałem,ale
niewykluczone,żetakiistniejeitonawetwnaszymmieście.Niestetyinformacjanateni
nainnetematyjestzawsze…

—Niepełnainiewystarczająca—przerwałznówinspektor.Byłtrochęzły.—
Oczywiście,żetakipromiennikistnieje,skorozostałużyty.

Dagernadalszperałprzylampie.Inspektor

zażartował:

—Zpewnościązarazznajdzieszodciskipalców

należącedofaceta,którytęlampęzakładał.

—Niczegoniemożnazaniedbać—odpowiedział

mutamten,aninamomentnieprzerywającswoichczynności.

DageruchodziłwcałejKomendzieSłużby

Nadzwyczajnejzanajwiększegopedantainadgorliwca.

Codojegonadgorliwościwpracyinspektormiałswojezdanie,jednakpedantembył
Dagernieprzeciętnym.Natentematkrążyłypokomendzienajróżniejsze

anegdoty.Nieulegałowątpliwości,żedziękijegodrobiazgowejdokładnościnieraz
udawałosięwpaśćnajakiśważnytrop.Inspektornatomiastniedość,żenienależałdo
pedantów,tojeszczenadodatekposiadał

bałaganiarskiezacięcie,tzw.artystycznąduszę,cowpołączeniuzcechamiDage-ra
stwarzałojedynąwswymrodzajumieszankę,połączenieniezastąpionejwśledztwiepe-
danteriizartyzmemipolotem,równieżwśledztwienadzwyczajprzydatnym.Stanowili
oniobecnieniewątpliwienajniebezpieczniejsządlawszystkichprzestępcówkontynentu
paręfunkcjonariuszy

Straporu.NatomiastpanHeirbyłwtejchwilichyba

najnieszczęśliwszymczłowiekiemnaPhasangu,ponieważjakzwyklepoleconomumisję
ratowaniaopiniifirmy,którejniezawodnysystemzawiódłporazkolejny.PanHeirmusiał
terazdelikatniezbaczaćztematuiświecącoczamiwyjaśniaćwszystkimwkoło,żestała
sięrzeczniemożliwa.Innarzecz,żetymrazemwydarzyłosięcośnaprawdęniemal
niemożliwego.Alepotyluwypadkach,kiedyzwyklizłodziejerozbrajalisystemyACO,
opiniapublicznajużnieuwierzy,żezaszłocośniewiarygodnegoijegofirmastaniewob-
liczuplajty,no,możeniezarazplajty,alezpewnościąpoważnychfinansowychtrudności.

background image

—Więctwierdzipan—zwróciłsiędoniego

inspektor—żelukisąminimalneimałyjestprocentszansyichwykorzystania?

—Alecóżpanmówi?—obruszyłsięHeir

wymachującdłonią.—Tobyłpromil,nieprocent,promil,rozumiepan.

—Niechsiępanniegorączkuje—powiedział

inspektorprzypatrującsięguzikomnienagannej

zielonejkoszuligrubasa.—Jakatomogłabyćmarka?

—Markaczego—niezrozumiałHeir.

—Promiennika.

—Hm…—przedstawicielACOpodrapałsięw

brodę.—Najbardziejprzypominajakiśpro-mienikACO

Nord.

—Niewiepan,którafirmazaopatrywałastrażnikówwpromienniki?

—Strażnicyniemielipromienników,tylkokufy.

—Tak,aktoichzaopatrywałwkufy?

—Niewiem,powietopanudyrektorinstytutu.

—Naraziedziękuję—rzekłinspektor.Heirlekkosięskłoniłiskierowałwstronę

drzwizwyciętym,osmolonymotworemw

kształciejajka.

—Jeszczejedno—zatrzymałgoinspektor.—Ktoopróczpanawiedział,jaktensystem
funkcjonuje?

—Ktowiedział?—Heirzatrzymałsię.—Dyrektorijegodwajzastępcyzinstytutu,
głównyprojektantACO,specjalistazfirmyubezpieczeń,dowództwoOddziałów
SpecjalnychipełnomocnikTajnejRady—przerwał

—…noija,oczywiście,jakozastępcadyrektoraACO.

—Dziękujępanu—powtórzyłinspektor.—Jeśli

będziemysięchcieliczegościekawegodowiedzieć,towpadniemydopańskiejfirmy.

—Proszębardzo—starszypanopuściłpo-

mieszczeniezgodnościąipochwiliucichływkorytarzujegokroki.

—Zdajesię—odezwałsięDager—żepanHeirniejestspecjalniezachwycony
współpracąznami.

—Natowygląda—odrzekłinspektor.Dagerzebrał

właśnieostatnieodciskizżarówkiizszedłnadół.

background image

Starannieułożyłwszystkiepróbkiwniedużej

walizeczce,będącejjegopodręcznymlaboratoriumi,strzepnąwszykurzzubrania,
zatrzasnąłwieko.

—Wiadomojuż,cozginęło?—zapytał.

—Właśniesamiwielcyzinstytutugrzebiąterazwpapierach.Czuję,żenieudałoimsię
jeszczedociec,cojest,aczegoniema.To,widać,nietakieprostedlanaszych
cudotwórców—powiedziałinspektori

zapatrzyłsięwowalnyotwóroprzekroju70

centymetrówwmiejscu,gdziedawniejtkwiłwdrzwiachzamek.—Cootymmyślisz,
Dager?

—Przypuszczam,żenictutajnieznajdziemy,tobył

fachowiec.

—Iwdodatku—dodałInsOff—zniknąłjak

kamfora.TecymbałyzPorządkowejzawszemuszą

cośprzegapićalboprzepuścić.Wszystko,bałwany,spartaczą!!!

Dagerpokiwałgłową.

—Zdajesię—powiedział—żenietylkopanu

Heirowicałasprawaiwspółpracaznamisięniepodoba.

—Wiadomo.Porządkowejnigdysięniepodobała

współpracaznami.

—NieoPorządkowejmówię—rzekłDagerz

szelmowskimuśmieszkiemizniknąłzadrzwiami.

Inspektorzpasjącisnąłzanimnotesemiosunąłsięnakrzesło.Notesupadłtak,że
pozagi-nałysięwnimkartki.

—Dokądidziesz?—krzyknąłzaDagerem.Nie

doczekawszysięodpowiedzi,wstałzfotela,podniósł

notesi,cierpliwierozprostowującwnimkartki,wyszedł

przezdziuręwścianienakorytarz,którymuciekł

napastnik.Panowałtuprzedziwnyzapach.Coś

pośredniegomiędzyzjonizowanympowietrzema

przegrzanymkauczukiem.Inspektorkroczyłpowoli,pogrążonywrozmyślaniach.
Faktycznienie

miałnajmniejszejochotyzajmowaćsiętąsprawą,którawdodatkuwypadłaakuratw
momencie,kiedy

background image

obiecanomuurlop.Niedługi,botylkopięciodniowy,aleInsczułsiędosyćzmęczony…
MarzyłowieczniezielonychpołudniowychbrzegachVollu.ZwłaszczaoFlorey.Otej
porze,nawiosnęweFloreyjestjużciepło.

Nabiałychplażachdoskonalemożnabyłosięopalać,wdychajączapachsłonejwody,
piasku,namokniętychkorzenihalceiryb.Floreykojarzyłomusięjeszczezczymśinnym,
zczymśbardzomiłym…zpewną

kobietą,którąpoznałpodczaspolowaniapodwodnegowciepłejzatocemorzaPtieex…
Ocknąłsięz

zamyślenia.PrzednimstałAgis.PodinsAgis,prawarękaInsOffa.

—Zamyśliłeśsiętak,żemożnabystrzelaćzdziałka,atybyśszedłdalej,niezwróciwszy
natonajmniejszejuwagi.

—Jestnadczym—uśmiechnąłsięIns.

—Tak,tak—rzekłAgis.Sprawaniebędzieprosta.

Nawetwyglądapaskudnie,mówiącszczerze.Nie

znamyjeszczeszczegółów,ajużtowszystkojakośnieczystopachnie.Potwornie
nieczysto.

—Coświesz?—zapytałgoOffiprzypatrzyłmusięuważnie.—Wiesz,tylkoniechcesz
takzmiejscapowiedzieć.Musiszsiępodelektować?Co?

Obajroześmialisię.

—Rzeczywiście—powiedziałPodins.—Znalazłemślad.

—Gdzie?Czekaj!Nicniemów,samzgadnę…Uciekł

dachami?

—Nie,alecośwtymrodzaju.Uciekłkanałempodnastępnąprzecznicą.

—Fantastyczne.

Inspektorstanąłpodparłszybrodędłonią.Brwimiał

zmarszczone,acałajegomłoda,wysportowana

sylwetkaprzykurczyłasię,jakbyodintensywnegomyślenia.

—Dlaczegopowiedziałeś—zwróciłsiędoAgisa—

żetobrzydkasprawa?Mniesięonatakżeniepodoba.

Aledlaczegotobie?…

—WidziałemstradOSprzedinstytutem.Jeżelioniczegośtuszukają,tomożeszbyć
pewien,żesp’rawawiążesięzTajnąRadą,ajeślitakjest,tobędzienapewnocuchnącą
sprawą,którąwolałbymsięnie

zajmować.

—Racja—potwierdziłinspektor.—Prowadzićtakieśledztwotoznaczyznaleźćsię
międzymłotema

background image

kowadłem.

Zamyśliłsięznów.Szlikorytarzem,trzymającręcewkieszeniach.

—Więcmówisz,żeonijużtusą.

—Tak,niestety—westchnąłAgis.Sprawa

zaczynaławyglądaćcorazbardziejnieprzyjemnie.

Zatrzymalisięnachwilęwmiejscu,gdzieścianykorytarzaprzecinałaczarnapoprzeczna
pręga.

Technicykończylitutajpracę.

—Ico,Watir?—rzuciłPodinsAgis.

—Zaczaiłsięwtejwnęce,apotemwygarnął.Chybapełnąmocą—odpowiedziałmu
chudy,tyczkowaty

młodzieniecobladejcerzeijasnychwłosach.—

Strasznamiazga—dodałjeszczeizabrałsiędoswojejroboty.

—Iluichbyło?—zapytałOffAgisa.

—Czterech—rzekłtamtenwspinającsięna

drabinkę.

Zwłazuwyszlidoogrodu.Przypominałtenogródruinę.Dwaspalonenakamieńokrągłe
plackigruntu,porozcinane,poopalanedrzewaikrzaki,spalonamiejscamitrawa.Słowem
pogorzelisko.

—Ogniogasze—powiedziałAgis—mieli

trochęroboty.

—Rzeczywiście—przytaknąłinspektor.—Tutaj

zastawilipułapkę?

—Tak.Strażnicywskazalimitomiejscejako

możliwe,ponieważtukończysiękorytarzrezerwowyodgłównegosejfu.

—Tak,aleporządkowinienadająsięnawetdo

utrzymywaniaporządku,acodopieromówićorobieniuzasadzek.Tobyłobeznadziejne
—inspektorz

niezadowoleniempokręciłgłową.—Gdybymielichoćodrobinęwięcejodwagi…Ale
żadenznichnie

zaryzykujejednegokrokuwpogonizabandytą,jeżeliwie,żetamtenmożemudaćkopa.

—No.Trochęzabardzonanichnajeżdżasz.

Chłopcysięstarali.Zdemolowalijeszczedrugiogródzapomocądziałek.

—Apropos.Ktoimpozwoliłużyćdziałek?Przecieżniewolnotegorobić.Oczywiściez

background image

pewnymiwyjątkami.

—Dostalirozkaz—rzekłAgis.

—Rozkaz—inspektorpopatrzyłnaniegospodełba.—Widzę,żemaszwięcej
powodów,bymówić,żetocuchnącasprawa.Więcej,niżchceszpowiedzieć.

Agiszmieszałsiętrochę.

—Przecieżwiesz,że…—zaczął.

—Tak,tak—przerwałinspektorklepiącgopo

plecach.—Obejrzymysobietopobojowisko.

WichstronęnadchodziłwłaśnieDager.

—Znalazłemmiejsce,zktóregotamtentakstraszniewygarnął—powiedział.

—Widzę,żejesteśnatropie—rzekłAgis.Dagerskłoniłsiędwornie.

—Takjest,jaśniepaniePodins.

—No,no—Agisprzymrużyłlekkooczy.—Nie

pajacuj.

—Słowodaję.Chodźciezemną.Razemposzlipodmur.

—Możeciesięnieobawiać—powiedziałDager.—

Barieraniedziała.Spójrzcietutaj—wskazałlekkowgniecionątrawę.—Stałwtym
miejscu.Atutaj…

znalazłempromiennik.Niewątpliwietojego.

—Co?—krzyknęlirównocześnieInsiPodins.—

Pokażnatychmiast!

Dagerotworzyłwalizeczkęiwyciągnąłmałyczarnypromiennikzdrewnianąrękojeścią.

—Brawo!—Agisażręcezatarłzzadowolenia.Tojestcoś!Cackonieseryjne!Jak
zwykledziękitobierozwijasięśledztwo.

—Chodźmynagórę,możenaukowcyskończyli

obliczaćstratyiczegośsięodnichdowiemy—

powiedziałinspektor.

—Atyznalazłeścoś—zapytałAgisaDager.

—Tak.Wkanale.Tostarynieużywanykanał.Dwieprzecznicestąd.Wodległości
dwudziestukrokówodwejściadokanałunaposadzcezwęgloneszczątki.

Prawdopodobniegittino-wepapilarki.

—Tak…-westchnąłDager.—Niepotrzeb

nytrud.Niemacoszukaćśladów.Nicwięcejnieznajdziemy.Puściłeśkogośtropem
bariery?

background image

—Japuściłem—powiedziałinspektorzmęczonym

głosem.—Siadjestraczejmocny.

—Dosyćdługoprzebywałnatereniebariery.

—Nieźlesięuaktywnił—zaśmiałsięAgis.—Byleniewykorkował.

Weszlidobudynku.Inspektorpomyślał,żeskorodziałałatuprzednimiOS,toniewiele
siędowiedzą.Amożenawettamciodbiorąimsprawęibędziemógł

jednakpojechaćdoFlorey,zobaczyć,Ennanę?

CorazbardziejnużyłogoVallaco.Parki,

przypominającelasy,wktórychmożnasięzgubić,wielkieitłoczneknajpy,
wielopoziomowyruch,wiecznyszum,słyszalnyokażdejporzedniainocykilka
kilometrówodmetropolii,ciągłakakofoniabarwizapachów,budynkiprzypominające
całemiasta,wktórychrównieżmożnasiębyłozgubić,wrzaskliwereklamy,niedające
odpoczynkustukolorowefontannyibasenyzzimną,powodującągęsiąskórkęisztyw-
nieniemięśni,wodą.

Offowibardziejodpowiadałklimatwcześniejszejepokiniżta,wktórejprzyszłomużyć,i
niecocieplejszepowietrze.MałeparkiFloreyiciepłofloeryskiejzatoki…

Inspektorchciałby,żebyimodebranotęsprawę,był

jednakprzekonany,żetaksięniestanie.Choćbydlatego,żenieprzypadkiemichwłaśnie
ściągniętonawistępnerozpoznanie.

Weszlipowolinapiętrogmachu.Korytarzebyły

przeszkloneijasne.Kolorścian—świe-cąco-

pomarańczowy—dodawałimblasku.Przypominałotocośnakształtzamkniętegow

farbiesłonecznegoświatła.Watirstałpoddrzwiamigabinetu.

—Mądregłowyczekają—powiedziałotwierając

przednimistalowe,obiteskórądrzwi.

WeszlidogabinetudyrektoraFoya.Wbrew

panującymobecniezwyczajomniebyłotukom-

puterowejsekretarki,tylkomłodapanienkao

zgrabnychnogachimiłychdlaokawypukłościach.

—Wstyluepoki—zawyrokowałDagerzcicha

pogwizdując.

Dziewczynaniezaszczyciłagonawetprzelotnym

spojrzeniem.Niecosięspeszył.Chrząknąłizmierzwił

włosy.

—Rzeczywiściewstylu—powiedziałAgis

background image

krztuszącsięześmiechunawidokzakłopotaniakolegi.

—Dośćtego—uciąłinspektor.—Niepototu

przyszliśmy.CzydyrektorFoyjestusiebie?—zwrócił

siędosekretarki.

—Tak.Czekanapanów—powiedziałasekretarka,nieodrywającoczuodpapierów.

Skierowalisiędokolejnychskórzanychdrzwi,którerozwarłysięprzednimijakbramy
Sezamu.Wstępowaliwnieskupieni,zpełnymnamaszczeniemiszacunkiemdlawiedzy,
wszechmocnejzapewneipotężnej,któratenwłaśniegabinetupatrzyłasobiezasiedlisko.

Dziewczynaterazdopierorzuciłazanimidługie,zaciekawionespojrzenie.Gabinettakże
byłklasyczny.

Wszystkozepoki.Prostedrewnianebiurkozciemnegodrewna,blatplastikowy.Za
biurkiemfotelzeskórywkolorzedrzwi,napodłodzepurpurowydywanzdługimwłosem,
Poprzeciwnejstroniebiurkakilkaidentycznychfoteli,wdonicachkarłowatedrzewkasur
oceglastychzbordowymliściach.Dwieściany

obstawionedokładniepółkami,naktórychspoczywałygrubetomyrozprawnaukowych,
równieżwskórzanychobwolutachkolorudrzwi.Nanajniższejpółce

historycznejużdziśinstrumentyastronomiczneistatuetki,zapewnepamiątkizróżnych

okolicznościowychzjazdówiuroczystości.WreszcienasamkoniecdyrektorFoywe
własnejosobieijegowspółtowarzysze.Dyrektorwszafirowymfrakuw

błyszczącymkołnierzemijasnoniebieskąchusteczkąwbutonierce.Wysokieszafirowe
butyzeskóryararga,zokrągłyminoskami,donichwpuszczoneobcisłe

spodniewcienkieprążki.Oczywiściewjeszczeinnymodcieniuniebieskiego.Na
przegubiedłonibransoletkazfutraimuszelek.Pozostalidwajfaceciubieralisięmniej
więcejtaksamo,zmałymimodyfikacjamiwkolorachiwdodatkach.

—Tomoinajbliżsiwspółpracownicy—rzekłdo

inspektoraFoyiwskazałpalcemopaznokciu

pomalowanymnaniebieskodwóchłysawych,

tyczkowatychjegomościów,którzywtymmomencie

uśmiechnęlisiębladoilekkoskłonilisweduże,mądregłowy.

—Ato—powiedziałinspektorwskazującnaDageraiAgisa—moidwajnajbliżsi
współpracownicy.

Agisobdarzyłzebranychkrzywymuśmiechem.

—Proszę.Niechpanowiesiadają—zachęciłich

dyrektor.

Rozsiedlisięwygodnie,wpadającgłębokow

przepastnątońzwałówgąbki.

background image

Siedzącwtensposóbmożnachybatylkozasnąć—

pomyślałinspektor,anagłospowiedział:

—Myślę,żeudałosiępanomzorientowaćw

papierach?

Dagermanipulowałprzyswejwalizce.Chyba

mocowałsięzwieczkiem.Włożyłwreszciejakiś

drobiazgdokieszeniiodsapnął.Dyrektorchwilęgoobserwował,poczymprzeniósł
pytającespojrzenienainspektora.

—Inspektorpytałopapiery—podsunąłmuusłużniewyższyibledszyzjego
współpracowników.

—Acha.Tak,tak.Oczywiście.Ustaliliśmybrak

trzechteczekzdokumentami.Niebyłotoproste.

Ustaliliśmyteż,októryplangłówniechodziłosprawcy.

Towynikazespecyfiki…—zamilkł,potarłczołoikontynuował:—Krótkomówiąc,
skradzionopewienważnyplan,któregotreśćpodżadnympozoremniepowinnasię
przedostaćdowiadomościpublicznej.

—Czymamprzeztorozumieć,żeTajnaRada

ukrywacośprzed…—zacząłOff.

—Możepanrozumieć,cosiępanużywniepodoba

—przerwałmuFoy.—Maciepanowieprowadzić

śledztwoniezależnieodOSimożecieliczyćnanaszeinformacje,coprawdawnieco
zawężonymzakresie,alewystarczającymdoprowadzeniaśledztwa.

—Zabawawciuciubabkę—szepnąłdośćgłośno

DagerdoAgisa.

Foyudał,żetegoniesłyszy.Nieprzerywałsobie.

—Mogępowiedziećtylkotyle,żesprawadotyczylotu,którywnajbliższymczasiemasię
rozpocząć.Jesttolotoficjalny,leczpewneza

dania,którychniewolnowtymmomencieujawniaćzewzględówspołecznychiinnych
ważnychpowodów,

trzymanesądoostatniegomomentuw.ścisłej

tajemnicy.Przedwczesnejejzdradzenie

spowodowałobyniepowetowanestratydlacałej

ludzkości.Dlategoteżrolapanówsprowadzasiędoznalezieniategoczłowieka,aprzede
wszystkimniewolnodopuścić,abyrozpowszechniłposiadaną

tajemnicę.Terazsłuchamipostaramsięjaknajściślejodpowiedziećnapytania,jakiemi

background image

panowiezadacie.

Cóżzakwiecistośćielokwencja—pomyśleli

równocześnietrzejfunkcjonariuszeSłużby

NadzwyczajnejStraporu.

—Czystrażnicyinstytutuznalicałośćsystemu

ochrony?

—Nie.Każdyznichznałjedynieswójwycinek.

—Aczyniemoglisięonizesobąporozumiewać?—

naiwniezapytałAgis.

—Oczywiście,że…—dyrektorzawahałsię—…niesąizolowani,żyjąnormalnie…
Słowemteoretycznieto

możliwepomimozakazuprowadzeniarozmównatematysłużboweiczasowych
obserwacji.

—Ktoprowadziłteobserwacje?—Dager-przestał

sięinteresowaćswoj.ąkieszeniąitym,cowniejmiał.

—Rzeczjasna,oficerowieOS.

—Czyktośostatniozwalniałsięzpracy?

—Tak,zwolniliśmytrzyosobyzobsługitechnicznejkosmodromuidwiezobsługi
naukowej—zabrałgłosniższyzpomocnikówdyrektora.

Wydawałsięonznacznieżywszyiruchliwszy

odswegowspółtowarzysza.Stalekręciłsięnafoteluiskubałbrodę,przystrzyżonątuż
przyskórze,podczasgdytenwyższypatrzyłnieruchomogdzieśwkątpokojuizpozoru
wogólenieinteresowałsięrozmową.

—Tak—skonstatowałinspektor.—Więcjużcoś

mamy.Możemipanpodaćnazwiskatych

zwolnionych?

—Czterech,panieinspektorze—odezwałsiętenwyższy,jakbywytrąconyzeswych
rozmyślań.

—Wydawałomisię,żepanzastępcawyliczył…

—Poddyrektorsiępomylił.Wiemotym,ponieważprowadziłemtesprawy.Piątegoz
powrotemprzyjęto.

—Zgoda—powiedziałinspektor.Kątemoka

spostrzegłlekkiezakłopotanienatwarzyFoya.Zresztąniebyłtegocałkowiciepewien.—
Wobectego

czterech.

background image

—Nazwiskapodapanumojasekretarka—rzekł

dyrektor.

—Jakmocnajestbariera?—zapytałAgis.

—Dostateczniemocna,byzabićkogoś,kto

przebywawniejdłużejniżminutę.

—Kolejnaszansa—mruknąłDagerpodnosem.

—Czydużomaciewinstytuciepromienników?—

zadałpytanieInsOff.

—Sześć—odpowiedziałmałyjegomość.

—Czyzniknięcieplanówmożeodstronytechnicznejuniemożliwićzamierzone
przedsięwzięcie?—

inspektorpytałnadalwedługswegosystemu.

—Nie.Kradzieżdokumentacjiniepowinna

miećznaczeniadlatechnicznejrealizacjiplanu.

—Ktomiałdostępdogittinu?

—Praktyczniewszyscy,inspektorze,nawetstrażnicy.

Inspektorwestchnął:

—Nocóż—wydusiłpodnoszącsięztrudemz

fotela.—Wobectegonaraziedziękujemypanom.

DageriAgiswstalirównież.

—Mamnadzieję,żejeślibymiprzyszłocośnamyśl,tomogęsięzpanamiskontaktować?

—Oczywiście,inspektorze—powiedziałFoy.—

Tylkojeszczejedno.

—Słucham?

—Niechpanowiedobrzepamiętająotym,doczegoichzobowiązujeprzysięgaskładana
przedlaty.

Wolałbym,żebyniktniemusiałpanomtego

przypominać.

—Nieładnie,paniedyrektorze—rzekłinspektorwspierającsięnaoparciufotela,na
którymsiedział.—

Znamydobrzeobowiązkiinietrzebanaswcale

straszyć.Apozatymjeżeliniezasługujemyna

zaufanie,toniechpanskieruje,przypomocyswoichwszechmocnychznajomych,sprawę

background image

winneręceinieobrażawszystkichbezpowodów.

Inspektorodwróciłsięizamaszystymkrokiemopuściłgabinet.Azanimjegodwa
nieodłącznecienie.

—Agis!—rzuciłostroprzechodzącprzezpo-

mieszczenie,gdziesiedziałasekretarka.—Zajmijsiępanienką!!!

—Takjest,szefie.

InsOffbyłwściekły.Ośmielilisięotwarciemugrozić!

Jemu,InsOffowi,któryzrobiłna

pewnowięcejdlategozakichanegokontynentuniżniejedenztamtych,terazgrożono
konsekwencjamiitoniebylejakimi.Offwiedziałdobrze,oczymFoymógł

myśleć.Nieczasnażarty.DosamegoFoyaniemiał

pretensji.Temubub-kowiprzezgardłobytakiesłowanieprzeszłyzwłasnejwoli.Zanim
stalktoświększy.Topewne.Ktoś,ktoliczyłsięwOS.Terozbijmor-dywielebydały,
żebyznim,InsOffem,porozmawiaćna

osobności.Niestetyjestdlanichnietykalny,oczywiścietylkodotąd,dokądniepotkniesię
porazpierwszy.

—Narobiliśmysobiekłopotów—wycedziłDager.—

Możeudasięjeszczeztegowycofać.

—Wątpię—odpowiedziałzamyślonyOff.Ocknął

sięgwałtownie.—AlezadzownimydoTaquanary.Anóż?

SpojrzałnaDagera.Chłopakbyłporządnie

wystraszony.

—Niemartwsię,Dager—Inspoklepałgopo

ramieniu.—Nieztakiegogównażeśmyjużnierazwychodzili.

—Nie,Off—Dagersmutnospojrzałmuwoczy.—

Wtakiejeszcześmyniewdepnęli.NadszedłAgis.

—Trzymajsię,chłopie—powiedziałinspektordoDagera,alewgruncierzeczyjemu
samemuprzydałobysięterazjakieśpocieszenie.

Agisrównieżbyłskwaszony.Szedłoboknich,mcniemówiąc.Uparciepatrzyłpodnogi.
Mogłosięwydawać,żecałąuwagęskupiatylkonatym,żebysięniepotknąćinie
wywrócić.Wponurymmilczeniu

opuszczalimuryinstytutu.Wyszliwłaśniezbramygłównejiminęlimiejsce,gdzie
wczorajzostałporażonystrażnikRe

dan.Inspektornawiązałdowydarzeńubiegłejnocy.

—Pięćtrupów—zastanawiałsięnagłos.—Pięćtrupówdlamarnegoświstka.

background image

—ItenRedan…—dodałDager.Dotądnieodzyskał

przytomności.

—Pięćtrupów,chociażpapierynieuniemożliwiałystarturakiety.Mimotobyłyoneisą
dlategofacetatakważne,żeniewahałsięmordować!Corazciekawiej—

zastanawiałsięOff.

—Cozałatwiłeśzsekretarką?—zwróciłsiędo

Agisa.

—Nazwiskaiadresytychczterechosóbinazwiskamającychdostępdopromiennikówi
sejfu.

—Wydajemisię—powiedziałDager—żetonie

wszyscyludzie,którzymoglibynampowiedziećcośinteresującego…

Offpokiwałpotakującogłową.Wyszlinaulicę.

BulwarXeletjeszczeotejporzespał.Chodnikiziałynieprawdopodobnąpustką,
ogrodzonepoobustronachmuramiikratami.Tutajżyciezaczynałosiękołodziesiątej.

—Chybasięprzejdziemy—zaproponowałAgis.

—Ijaniemamochotyjechać—zgodziłsięDager.

—Więcchodźmy—rzuciłinspektor.RuszyliprzedsiebiewstronęulicyOpaya.

Szliwolno.Oświcieprzeważnierobiłosięchłodno.

Agispostawiłkołnierz.Offwłożyłręcegłębokowkieszenie.Odmorzawiatrniósłcałą
masęsłonej,przenikliwejwilgoci.Wpołudniebędzietakiupał,żemożnabychodzićz
krótkimirękawkami.

Paskudnyklimat—pomyślałinspektor.NaroguOpayakwiaciarzerozkładalikramy.
Przecięlidwupoziomoweskrzyżowanie,poktórymsunęłynielicznejeszcze,dostawcze
transstrady,iweszlinabulwarSantala,głównąulicęwylotowąnawschód.ZAltalu,
stolicydawnegopaństwa,aobecniejednostkiadmini-stracyjno-gospodarczejBoydu,
określonejnazwą

TerytoriumDawnegoYdag,wskrócieTe-DeY,

nadciągałabulwaremfalaciężkichtran-sstradówwielkichfirmprzemysłowych,altal-
skichportówoceanicznychimiędzynarodowychsuperkoncernów.

Wszystkotomknęło,wzbudzająclokalnywiatrbądźdosamegoValaco,bądźdoPixii,
PersevczyNorsgealboteżnabiegnącąniedalekohiperstradostradękonty-nentalną,która
łączyłanajwiększyoceanicznyportwschodniegowybrzeżaBurm-mumbzwysuniętymi

najdalejnazachódmiastamigizyj-skimiisillańskimi.

Potok,awłaściwierzekazaczynaławzbieraćwłaśnieteraziokresowowysychałaokoło
północy,abyznówpopłynąćnastępnegoranka.

MinęliwidocznezdalekadźwigiportuCar-dia,

background image

bocznicetowarowychtekarów,składowiska,hale

magazynówportowych,potemsuchedoki.Polewejstroniewniewielkiejkotliniewidać
byłolądowiskobobonsówisterowców.Malutkie,stąd,aw

rzeczywistościolbrzymiebrzuchywypełnionegazemwyglądałyjakkolorowejajkana
zielonymobrusiesoczystejtrawy.Międzyzalesionymipagórkamipotejstroniebłyskała
odczasudoczasuzielonkawawstążkaNami.

Wmiejscu,wktórymsięznajdowali,bulwar

Santalaciągnąłsięgrzbietemnajwyższychpagórkówiwidokstąd—zarównonalewo,na
lasFormenter,przeciętyprzezNamiipłaszczyznęlądowiska,azamkniętynahoryzoncie
kompleksemnajstarszej

dzielnicyDelan,zjejperłąBel-gazNolda(ZagłębienieDłoni),jakinaprawo,nazatokę
morzaMafafa,gdziewłaśniewschodziłosłońce,odbijającsięw

burozielonychfalach—byłzaistekrólewski.

Architektomudałosiętrafićwdziesiątkę.Dalejtrasabulwaruobniżałasięiwreszcie
wpadałonmiędzydwawzgórza.Najednymznichumieściłsięprzysadzisty,giętkiwlinii
komplekswytwórnifilmowych.

Produkowanowniejodczasudoczasu,próczwieluczystorozrywkowychfilmików,
takżejakieśwybitnedzieło.

Tutajnarodziłsięrewolucyjnywswychzałożeniachdramat„HwarowyLas”zGilirią
Am-cinwroligłównej.

Reżyserporazpierwszyoperowałefektamitworzącymipodświadomienastrójwidzów.Z
premierywpałacuPolidorHemiglenludziwynoszono,inniuciekaliprzerażenijużpo
kilkunastuminutach.Nazajutrzwybuchł

skandal.Wieluspośródtych,którzywtedybylinapremierze,dodzisiajleczysięz
ciężkiejnerwicy.

ValacańskieWytwórnieFilmów(V.A.M.)zawsze

przyciągaływybitnychtwórcówiaktorów.Wichpobliżu

rozciągałosięosiedlezamieszkaneprzezosobyznane,uznaneibędąceaktualnienafali.
Domy

niewielkieiraczejniepozornewewnątrz,byłyjednakostatnimkrzykiemtechniki.Istne
maszynydomieszkania!Możnapowiedzieć—szaleństwofilmowego

światka.Gwiazdyigwiazdkikonkurowałyze

sobą,wprowadzającdoswychmieszkańcoraztonoweicorazdziwniejszemechanizmy.

Tugdzieśwswejwilli,wśródskomplikowa-nych

mechanizmówimaszynerii,dobiegałaswychostatnichdnisławnaGiliriaAmcin.
ZniedołężniałaizdziecinniałaGiliria—nietakdawnoczarującaswymciałem

dziesiątkimężczyzn…Potygodniuwyświatlania

background image

„Hwarowe-goLasu”przedjejdomemkoczowałojużkilkusetmężczyzn,aponastępnych
dwóchtygodniacharesztudomowegozaistniałakonieczność

ewakuowaniaaktorkiwmiejsceznanetylkoszefowiStraporu.Takibyłwynik
eksperymentówLinraAmcina,jejbrata,zdziałaniemwizjinapodświadomość.SamLinr
ukrywasiędodziś.Straporścigałgodotąd,dokądnieokazałosię,żewidzianogowSov
naSalvirze.Pró-

bapertraktacjiowydaniezbieganiemogłasię

powieść.NaSalvirze,azwłaszczawSovlubPhlora,każdymógłznaleźćazylibyłmile
widziany.Natomiastnapewnonietraktowanorówniemiłokogoś,ktochciał

stamtądwyjechaćiłatwobypoliczyćnapalcachosoby,którymudałosięwydostać
stamtądwciąguostatnichlat.Linrbyłściganyzaspowodowanierozstrojunerwówstu
trzydziestuczterechosób,którewniosłydotejchwiliskargę.Filmwyświetlasiędaleji
codziennieprzybywaskarg.Jedynymszczęśliwymzbiegiem

okolicznościjestfakt,żewyłącznośćnaeksploatacjętegodziełaposiadaHemiglen.Film
niemożebyćzatemrozpowszechniany.WyświetlasięgoterazwmałejsalceCenter
PilidorHemiglen,wielkiegopałacurozrywkiprzyrondzieHiar.

PowolizbliżalisiędoColoi,tegosuperwęzła

komunikacjiiusług.Corazczęściejczkającegoidławiącegosiętłokiemimasątowarową.
Jużzdalekawitałyichżywiołowe,ruchomereklamybiurpodróżywędrującewzdłuż
chodników,nachalnieszepczącedoucha,kuszącezapachemfloreyskiegolataczy
mrozówLagarenu.Woczynatrętniepchałysięsetkimetrówwystaw,kolorowych,
świecących,błyszczących,

mieniącychsię,agresywnychiprzepysznych,obłudniedelikatnych,interesownie
przystrojonychwnajlepszepiórka.Wniebobiłgwarizapachstłoczonychciał.

Nieprzerwanyciągstradówsunącychprzez

wielopoziomowywęzełnawszystkichwysokościachiwewszystkichkierunkach,wiszące
chodniki,pomnikidźwiękoweiuliczneorkiestry—towszystkostanowiłoatmosferę
Coloi.Restauracjiikawiarnispotykałosiętutajniewiele.Tuprzedewszystkim
sprzedawałosięikupowało.Przeważałygiełdyróżnegoautoramentuiróżnejklasy.Tutaj
możnabyłowciągumaksimum,dwudziestuminutnabyćkażdąrzecz,jaka

komukolwiekprzyszładogłowy,jeślitylkoistniałanatymświecieorazjeślioczywiście,
miałosiłęczymzapłacić.

WcześnieranopanowałwColoiwzględnyspokój.

Dopierocootworzonosklepyzżywnością,owocamiikwiatami.Rozpoczynaływłaśnie
sprzedażbudkizognistymilodamiisłodkimipatykamiorazsklepyzgazetami.
Sprzedawcyerbasaterozpalaliogieńwpaleniskach.Automatycznesklepyżywnościowei
bary

funkcjonowałyoczywiściecałądobę.Taksamostacjepaliwowe,biurapodróżyihoteliki,
któresłużyłyjakomiejscekrótkich,trwającychjednąnoclubkilkagodzinpostojów.Jeśli
ktośzamierżałzatrzymaćsiędłużej,przenosiłsiędohoteluwstarymDelanie,

background image

rozrywkowejDasinielubrekreacyjnychdzielnicachHocompeczywcentrumfinansowo-
administracyjnymAminis.

—Chybacośzjemy?—zaproponowałinspektor.

—Inapijemysięnapocieszenie—wzbogacił

propozycjęDager.

—Znamtutakimałybarek—zachęcałAgis.

—Automatyczny?—spytałDager.

—Tak,automatyczny.

—Toświetnie.Prowadź!—Dagerzatarłskostniałedłonie.

Barekmieściłsięmiędzydwomabiurowcami,łączył

budynkizesobą.Wyglądałotodośćoryginalnie.

Jednopiętrowakamieniczkawplecionamiędzydwa

potężnewieżowce.BareknazywałsięCzerwony

Brzdąc.Weszlidośrodka,staranniezamykajączasobądrzwi.Panowałotuprzyjemne
ciepło.Rząd

skrzynek-pojemnikówzapewniałdośćswobodny

wybór.

—Japrzedewszystkimzjemprzyzwoitąkanapkęzeszczypiorkiemibaczkiem—
powiedziałInsOff.

—Dlamnie—odezwałsięAgis—gorącybralionzkamowymirurkami.

—Jasiętylkonapiję—zakończyłDager.—Żółtecopeauskieizielonebroglijskie.Aco
dlawas?

—Dlanastosamo—zarządziłAgis.—Potrzy

gorąceszklaneczki.

Sprawnieoperującguzikamiwydobylizeskrzynekto,cochcieli,iprzenieślisięwgłąb
salki.Usiedliwrogunawysokichkrzesłach.Wbarzeprócznichsiedziałatylkojakaś
pyzata

dziewczynaoprawiepurpurowejskórze,awięcnapewnonieVollanka.Mogłapochodzić
zpołudniowegoPiu.Napychaławłaśniepyzate,purpurowepoliczkibułkązshanką,
zapijająctowszystkoobficie

skwaśniałymmlekiemousy.Odkądweszlijużtrzecirazkursowałapotennapójdo
pojemnika.

Inspektorskrzywiłsięzniesmakiem.Niecierpiał

kwaśnegomlekousaku,zresztąsłodkiegotakże.Namyślotymświństwierobiłomusię
niedobrze.NawszelkiwypadekusadowiłsiętyłemdoPiunelijki.

background image

Agisowitonieprzeszkadzało.

—Alepurpurowa—skonstatował.—Uuhmm—

cmoknąłzachwyconyiłyknąłżółtegozCopeau.

Ciepłotrunkurozlałomusiępopiersiachizarazpotemuderzyłodogłowy.Dagerłyknął

także.

—Wspaniałe—mruknąłOffprzechylając

szklanicę.

Przezchwilęjedliwmilczeniu,dokładnie

przeżuwająckęsy.Inspektorskończyłkanapkę

zakropionąobficieczerwonymsosemiwytarł

usta.

—SpróbujędodzwonićsiędoTaquanary—

powiedziałwstającodstolika.

—Ikupgazetę—rzuciłzanimDager.InsOffenergiczniezatrzasnąłzasobądrzwibarku
i

natychmiastrozpiąłpłaszcz.Naulicyzrobiłosięjużgorąco.Wiatrsięzmieniłipowietrze
byłozupełniesuche,ciepłe.Automatstałnarogu.Powiedziałnumericzekałchwilę,
miętoszącjakieśśmieciwkieszeni.W

słuchawcerozległsięsygnałpołączenia.

—ChciałemrozmawiaćzTaquanarą.MówiOff.

—Jużłączę.

—Halo,tuTaquanara.Cosłychać,stary?

—Nicspecjalnego.Mamdociebieprośbę.

—Słucham.

—Moichłopcyobawiająsiętejsprawy.Nie

przekazałbyśjejkomuśinnemu?

—Niestety,Off.Niedamnikomuinnemutejsprawy.

—Dlaczego?PrzecieżwłaściweśledztwoprowadziOS,będziechybaobojętne,kto
zajmiesiętymdrugim,oficjalnym,którejesttylkoformalnością?

—Tymrazempomyliłeśsię,stary—rzekł

Taquanara,wjegogłosiewyczuwałosięlekkie

napięcie.—Oczywiście,wolnocizrzecsiętejsprawy,alegrozitopoważnymi
konsekwencjami.Wiesz,oczymmówię—ciągnąłdalej,nieczekającna

potwierdzenie.—Niebędęwstaniewtedypomóc,botosprawabardziejpaskudna,niżci

background image

sięzdaje,ajużwtejchwiliwieszoniejzadużo.

—Cholernyświat—syknąłinspektor.—Nie

myślałem,żemogęwiedziećzadużojużwtejchwili?!

—Przedewszystkimtwojeśledztwoniejest

formalnością.Prowadzonebędądwarównoległe—

twojeiGulmazOS.Takpostanowionowyżej,Off.

—Rozumiem.Zaczynamsiędomyślaćwcosię

wplątałem.

—Jestjeszczejedenaspektcałejsprawy,OSwiewięcej.Jasne?

—Tak.Niemartwsię,Taquanara,niedamyim

wygrać.

—Więctrzymajsię—odłożyłsłuchawkę.Inspektorwyszedłzautomatu.Nachwilę
przystanął,oślepionysłońcem.Jegosmukłasylwetkapochyliłasięteraz,jakbynieco
przygniecionaniewidzialnymciężarem.

Zapomniałogazecie.Kiedywszedłdobarusiedziałotamjużwięcejludzi.Chłopcy
czekali,wpatrującsięwniegownapięciu.

—Żartysięskończyły—powiedziałOff,błądzącwzrokiempotwarzach
współpracowników.Starałsięjednakniepatrzećimwoczy.—Zabieramysiędoroboty.
Musimydalejciągnąćśledztwoitocałkiemserio.Taquanaraniemógłmnieochronić.

—Wiecnieformalne?—zapytałzdziwonyDager.

—Nie—odpowiedziałInsOff.Dwaniezależnew

jednejsprawie.

—Szlagbyto…—Agiszagryzłwargi.

—Naśmierćiżycie—powiedziałcichoinspektor.

—Nie!—żachnąłsięDager.—Ażtak…—szepnąłizbladł.

—Kiedyśznalazłemsięwpodobnejsytuacji—rzekł

inspektor.—Chodźmystąd.Niedługoprzyjdąstrażnicynaprzesłuchanie.Niemamy
wyjścia.Rozwiążemyto.

TylkotrzebasięobronićprzedTajnąRadą.Nie

przypadkiemwybórpadłnamnie.Dajęwamczasdojutra.Zastanówciesięnad
wszystkimijutrorano,jeślisięzdecydujecie,przyjdźciedomegodomu.Niemamprawa
waswciągać.Terazidźciedosiebie.Jesteściedziśwolni.Samprzesłuchamstrażników.

—Ależinspektorze…—zaprotestowałDager.

—Nieprzerywaj—ciągnąłspokojnieOff.—Mas?,zastosowaćsiędomoichpoleceń.
Jeżeli

background image

zdecydowalibyściesięnieprzyjść,tomusiciesprytniezniknąćJasne?

—Tak—odpowiedzieliobaj,krzywiącsięwymownie

—Notocześć—rzekłinspektoriodwróciwszysięodszedłwstronęnajbliższegopostoju
ixarów.

AgiszDageremwrócilitymczasemdobaru.

Inspektorczekałnaixarmożezminę.Wsiadłipodał

adreskomendyIxarmknąłprzezmiasto,któretętniłoterazżyciem.WAminiswpadłw
niewielkikorek,aledalejjechałjużpłynnie.Wkrótcezatrzymałsięprzedkomendą.
Zauważyłniewielkitłumekizarazzrozumiał.

Nastroszyłsięwewnętrznie..Wysiadłzixarspodsa-mymiprawiedrzwiamiDoprzejścia
miałtylkokilkaschodówAleonibylitakczujnijakzwykle.Nimzrobił

krok,jużgootoczyli.Naparlizewszystkichstron.

Wyciągnęłysięręce,błysnęłyflesze,posypałsięgradpytań.Inspektorrozpychałsię
łokciami,wbijającjeboleśniewbokinajbliższychreporterów,kopiącpokostkachi
depczącponogachzprzemiłymuśmiechemijednąjedynąodpowiedziąpowtarzanąbez
końca

—Ktotozrobił?

—Czybędziepanprowadziłśledztwosamczyz

Dagerem?

—Niewiem!

—Ilustrażnikówzabito?

—Coskradziono?

—Niewiem!

—Myślipan,żeudasiępanuzłapaćsprawcę?

—Niemyślęjeszcze,dopierocowisiałem!

—Wjakisposóbdokonanowłamaniado.instytutu?

—Nicniewiem!Nierozumiecietego?!!!

—JeśliStraporniewie,ktomawiedzieć?!—zeźlił

sięjakiśgrubydziennikarz.

Offwsadziłmułokiećwbrzuch.Woczach

grubasaodmalowałsięból.

—Przepraszam,niemamczasu!!!—krzyczał

inspektorwiosłująccorazenergiczniejrękami.Poniosłygonerwy,wylałasięzniegocała
złośćnatencholernyświat,wściekłość,jakawzbieraławnimodranadotejchwili.
Wyrżnąłkogośboleśniezaciśniętąpięścią,szarpnąłsiędoprzodu,ktośupadł,innyzaś

background image

syczałzbólu.Strażnikbiegłodbramy,gwiżdżącprzeraźliwie.

Tłumpowolisięprzerzedziłiinspektor,całyspoconyiwymięty,dopadłwreszcieklamki
drzwi,którenaszczęścieotwierałysiędośrodka.Tłumdalejjużnienapierał,wszyscy
wiedzieli,żezatymidrzwiamistosuneksiłsię

zmienia.

Inspektoroparłsięościanęiprzezchwilęoddychał

ciężko.Potemskierowałsiędoswegogabinetu.

Sekretarkapowitałagozżyczliwościąitroską.Ion,wbrewzwyczajom,miałżywą
sekretarkę,szczupłą,wysokądziewczynęoprostychidługichrudych

włosach.Włosywtymkolorzeniezmiernierzadkospotykałosię

naVollu.Teriabyłacórkąemigranta-ucieki-nierazHynaSalvirze.Offniewiedział,jak
temuczłowiekowiudałosięstamtąduciec,anikimbył.MimowszystkoTeriabardzomu
siępodobała,choćmiałzrozumiałeuprzedzeniawzwiązkuzjejpochodzeniem.Pracowali
zesobąodkilkumiesięcy.DopieroniedawnojednakinspektordostrzegłJąnaprawdęi
zauważył,żeTeriajestpiękną,interesującądziewczyną.

—Ależmiałpanprzeprawę—zaśmiałasię

zdejmującmuzramionwygniecionypłaszczzoddartąkieszenią.

—Myślałem,żejeszczeniewiedzą—tłumaczył

się.—Iwziąłemixar.

—Strażnicyzinstytutuczekają—powiedziałaTeriaizoczuzniknąłjejtenfiglarny,
wesołybłysk.

Przyjrzałasięuważniejtwarzyinspektora.Odwrócił

wzrok.

—Proszęichwprowadzić—rzuciłniemaloschleiskierowałsiędogabinetuprzesłuchań.

Usiadłzabiurkiem.Wyciągnąłzszufladylusterko.

Cóżtasmarkulaspostrzegła?—myślałnie-

zadowolony.—Przecieżnicwmoichrysachniemogłojejzaniepokoić?

Pokręciłgłową.Schowałprędkolusterko.WłaśnieTeriawprowadzałapierwszego
strażnika.Potem

szybkowróciładoswegopomieszczenia.

Przesłuchanienietrwałodługo.Offzadawałpytaniawedługstereotypulubwprostz
formularza.Zakończył

wpięćminutiwłaśniemiałprosićTerię,byzawołałanastępnego,gdysamaWeszłado
pokoju.Spojrzałnaniąwyczekująco.

—Czyniemógłbysiępanobejśćbezemniew

czasieprzesłuchań?—zapytałanieśmiało.Stałaniecoskruszona,zespuszczonągłową.

background image

—Chcepaniwyjśćcośzałatwić?

—Nie,ale…—zawahałasię.

—Aleco?…—podchwycił.

—Źleznoszęprzesłuchania,krzykii…—popatrzyłananiego.

Offsiedziałjakzamurowany,zoczymaszeroko

otwartymizezdziwienia.Myślpracowałagorączkowo.

—Czyżbyśniebyłajeszczenigdyprzyprze-

słuchaniuzemną?—zapytał.

—Nie,niebyłam,ale…

—…Alepowiedznomi—wpadłjejwsłowo—zkimtydotejporypracowałaśigdzie?

Urwał.Zorientowałsięraptem,jakmałowieo

ludziachzeswegootoczenia.Oniej,oAgisie,oDagerze,czyinnych.Czymsięprzedtem
zajmowali,jakiemielą,dzieciństwo,jakąskończyliszkołę,zkimsięprzyjaźnili.

Kilkalatsłużbytakgozmieniło…Nauczyłsięmilczećiniepytaćonic,czegozabraniał
regulamin.Doszedł

downiosku,żewłaściwiejestoschłymsłużbistą.Nigdyzpodwładnymiczyprzełożonymi
niemówiło

prywatnychsprawach,nigdyniestarałsiępoza

miejscempracynawiązywaćznimikontaktu,nieszukał

ichtowarzystwainigdyteżniewtajemniczałnikogowswojekoncepcjeczy
spostrzeżenia.

Ocknąłsię.SłowaTeriidocierałydoniegojakprzezgrubąścianę.

—Cosięzpanemdzieje?—zaniepokoiłasię

widząc,żeinspektorbezsłowawstaje.

Kiedyjejdotknął,szarpnęłasię,jakbychciałasiębronić.

—Niechmniepan…!

—Zrozumie—dokończył.—Tak?

—Tak—szepnęła,ztrudempanującnadgłosem.

—Cościpowiem—zaczął.Zawahałsię.Puś-ciłjejramię.

—Cojarobię?—zastanowiłsię.—Czykompletniezwariowałem?

Byłjużzupełniespokojny.

—TonieOS,senioritaTeria!Tutajsięnietorturuje!

Niechsiępaninieobawia.Nikttakżeniemazamiarupaniterroryzować!Panireakcjadaje
midużodomyślenia.Proszędoprowadzićsiędoporządkuimożepaniwyjśćnatak

background image

długo,jakpanichce!

Stanąłprzyoknieiprzezchwilęwyglądałnaulicę.

Cośtakiegojeszczenigdymusięnieprzydarzyło.Niedziwiłsiędziewczynie.Skoro
pracowałauGulmawOS…Jejreakcjaświadczyłajednakotym,żealbosamGulm,albo
któryśzjegoinspektorówzmuszałjądooglądaniaichrozbijmordzkichprzesłuchań.

Jakonasiętuznalazła?—zastanawiałsięOff.—

Kimwłaściwiejest?

Czułsięwyraźnierozstrojony.Znówmusiałdziałaćwbrewswejwoli,godzićsięz
sytuacjąbudzącąwnimwstręt,walczyćoswojeżycie.Niezłatobyłaintryga,jeślitak
gładkoTaqua-narapozwoliłgowpakowaćwowąbeznadziejnąrozgrywkę.Wiedział,że
TajnaRadaniewypuścigopotamtejdawnejsprawie.Terazwłaś-

nieprzyszedłwidocznieczasnazałatwieniepo-

rachunków.Trudno.Trzebawalczyćosiebie

przynajmniej…Wracajmydoprzesłuchania.Podszedł

dobiurkaiprzypomniałsobieodziewczynie.Stałajeszczewpokoju.

—Nacopaniczeka?—zapytałostro.Jegogłosbył

opryskliwy.

—Niechpaniwprowadzinastępnegoiidziedo

diabła!

Czułsięzawiedziony.Myślał,żedziewczynamaonimniecolepszemniemanie.Ioto
złapałsięnatym,żezaczynamuzależećnaopiniitejsmarkatej…

—Cholera—zakląłgłośno.—Jeżelisięnatychmiastniewezmęwgarść,toniedługo
będęmiał

pięknypogrzeb.PomyślałterazoFlorey,alejużzupełnieinaczejniżwnocy,kiedynie
wiedziałjeszcze,zczymmadoczynienia.TerazFloreymogłoodegraćwjegoplanach
zupełnieinnąrolę.

Wszedłnastępnyzestrażników.Inspektornie

spodziewałsięwielepoichzeznaniach.Przesłuchiwał

wszystkichkrótkoizwięźle,wedługschematu.Wrazieczegomogąbyćzawszewezwani.
Mimowszystko

przesłuchaniaprzeciągnęłysięażdopołudnia.Potemzanalizowałwszystkieodpowiedzi.
Nicnieudałosięznichwycisnąć.Żadnegopunktuzaczepienia.Sprawdził

ilośćzeznań.Ojednozamało.Jeszczerazdokładnieprzeliczył.Tak.Brakowałojednego.
Sprawdził

nazwiska.NiebyłonaprzesłuchaniuArtresa.Nakręcił

numerinstytutu.Wsłuchawceusłyszałgłossekretarki:

background image

—Słucham,InstytutLotów.

—MówiOffzeStraporu.—Jużłączępanaz

dyrektoremFoyem.

—Nietrzeba—zapewniłjąszybko.—Chcę

porozmawiaćzpanią.Potamtejstroniezapadłacisza.

—Janicniewiem—odezwałasiępochwili

sekretarka.

—Rozumiem—odpowiedziałOff—alechodzimiorzeczniezwiązanąbezpośrednioze
sprawą.Myślę,żenieotrzymałapanizakazuinformowaniamnieo

rozkładziedyżurówzeszłejnocy?

—Tomogępanupowiedzieć.

—Świetnie.Niechpanimijaknajszybciejprzyśletenrozkład.

—Zagodzinęgopanotrzyma.

Inspektorodłożyłsłuchawkę.GdzieikiedyArtresmiałlubmógłmiećsłużbę?Tutaj
otwierasiętrzeciafurtka.

Aswojądrogą—pomyślał—trzebabędzie

przycisnąćsekretareczkęFoya.Powinnacoświedziećnatemat,któryodsamegopoczątku
interesowałOffanajbardziej.Kimjest,jeżelioczywiścieprzypuszczeniaInsasię
potwierdzą,ówpiątyzwolniony?Czytoczłowiekzobsługinaukowej?Dlaczego
usiłowalitakniezgrabnieprzemilczećistnienietegopiątego?Musionniewątpliwiedużo
wiedziećoprogramie.Jeślichcielizataićtenfakt,toznaczy,żeobawialisię,żeby
inspektorniedotarłdoniepożądanychinformacji.

Wynikałoztego,żealboniemoglitemuczłowiekowiniczrobić,wcoraczejwątpił,albo
żezniknąłimsprytniezoczuisaminie.wiedzieli,gdziejest.Tamtychczterechbyli
pewni.Insniczegosięodnichniedowie.

Albonaprawdęnicniewiedzą,albobędąmilczećzestrachu…Trzebasiękonieczniezoba

czyćztąsekretareczką.Onamusicoświedzieć,skorotaksięzarzekała.Reporterzymają
racjęatakująctych,którzytwierdzązbytgorliwie,żenicimniejestwiadome.Botosą
ludzienajbardziejkompetentniwsprawach,októrechodzi.Dziennikarzeodznaczająsię
nietylkozawodowowyczulonymnosem,lecztakżeodrobinąpojęciaopsychologii
wyuczonejprzezlatazabieganiaonajbardziejsensacyjne,awięcniechętnierozgłaszane
wiadomości.

Siedziałwpokojuzapalającpapierosaodpapierosa.

Mafafadrapałagowgardle,napełniałapłuca,

rozchodziłasięzkrwiąirozśmieszała.Offwypaliłjużprawiecałąpaczkę.Niebyłjednak
wesołynaprawdę.

Myślał.Intensywniemyślał.Jegoumysłpracowałnanajwyższychobrotach.Niedługo

background image

powinnybyć

informacjeztropubariery,analizatreścimózgowejzastrzelonychstrażników.Najwięcej
wietenczuwającyprzybramie,aonżyje.Jestnieprzytomnyidopókiniezdecydujesięw
tęalbowtamtąstronę,nicsięodniegoniewydobędzie.

Strad.Skądwziąłsiętenstrad?Skądpromiennik?

Gittin.Gittinowepapilarki.Iwreszciezagadkowypiąty.

PorachunkizTajnąRadą.Tadziewczyna.Florey.

Wszystkomieszałosięwgłowieinspektoraiplątałownierozwią-zalnywęzeł.

Cotozawyprawa?Nieczytałostatniogazetinicniewieojakiejśbardzobliskiej
wyprawie.Tylezadańprzednim,aonsiedzitutajbezczynnie,kurzącmafafę.

Potarłskroniezwilgotniałądłonią.

Zapadałaciemność.Dochodziłapiąta.Ktoś

bezszelestniewsunąłsiędopokoju.Offkątemokazauważyłtylkokształt.

—Czystałosięcośbardzozłego—usłyszałgłosTerii.

Stałalekkopochylonadoprzodu,włosyopadałyjejnapiersi.Wpółmrokudostrzegłoczy
pełneniepokoju.

Czyżby?…—pomyślał.—Nie,tośmieszne.

Staławpoziewyczekującej.Niebieskieoczynadalbyływnimutkwione.Ależtak.
Roześmiałsięmimowoli.

—Teria—powiedziałprzezśmiech.—Teria?Tysięomnieboisz?Czyty
przypadkiem…—niedokończył,jejdłońopachnącychwąskichpalcachzamknęłamu
usta.

—Nicniemów.Niemów—szeptała.—Nic,nic.

Inagleprzytuliłasiędoniegomocno.Przywarłacałymciałem.Głowęwtuliłamuw
ramię.Byłapięknaijednocześniebezbronna.Tadziewczynawyzwoliławnimczułośći
jeszczecoś,czegoniepotrafiłdokładnieokreślić.Chciałzniąpozostać,nierozstawaćsię
jużoddziś.Położyłjejpalecpodbrodęipodniósłgłowę.Spojrzałamuwoczy.Wzrok
miałaszklisty.Napoliczkachmokrestrużki.

—Niepłacz—powiedział,jaktylkoumiał

najłagodniej.—Niepłacz,Teria.Niemogęnatopatrzeć.

Ipoczuł,jakcośściskagowgardle.Dławi.

Dziewczynadrżałacała.Opanowałasięjednak.

Wyciągnęłaskądśchusteczkęiwytarłaoczy.

—Przepraszam—szepnęłaiwyszłazpokoju.

Inspektorstałchwilęosłupiały,wreszcieruszyłzanią.Wsekretariacieniebyłonikogo.

—Teria—zawołałwybiegającnakorytarz.—

background image

Teria!!!

Kilkaosóbprzystanęło,przypatrującmusięciekawie.Nigdzieniemógłjejznaleźć.
Zrezygnowanywróciłdosiebie.Szaleństwo—pomyślał.—

Kompletneszaleństwo!Itowłaśnieteraz!Tylebyłochwilodpowiedniejszych,tyle
bezbarwnychdni

spędzonychwsamotności.Wtedynicsięniezdarzało.

WtedybawiłsięuHemiglena.Amożetoprzyszłowłaśniedlatego,żejestażtak
wytrąconyzrównowagi?

Napewno.Usiłowałutwierdzićsięwprzekonaniu,żeniespodziewaneuczucietotylko
chwilowystan

zachwianejrównowagipsychicznej.Wgłębiduszyczuł

jednak,żeoszukujesamegosiebie.Wstał,włożył

płaszcz.NastolezostawiłpoleceniadlaTerii,spisanenakartce.Postanowił,żejeszczeraz
odwiedziinstytut,aściślejmówiącpewnąosobęwnimpracującą.

Nakorytarzuaninadoleprzedbudynkiemnie

spotkałdziewczyny,choćmiałnadzieję,żetakwłaśniesięstanie.Zszedłdogarażu.Stary
Dolan,byłyzapaśnikwagisuperciężkiej,apotemwykidajłowniejednejvalakańskiej
knajpie,dopasowałmunapoczekaniujakiśprywatny,zużytystrado

nieokreślonymkolorze.Inspektorwsiadł,zrozmachemzatrzaskującdrzwiczki.Strad
zafalowałłagodnie.Offniewłączyłautomatu.Chciałsamprowadzić.Lekkoizpewnym
mistrzostwemwyjechałnaulicę.Potemz

łatwościąwplótsięwdługisznursunącychalejąstradówiposuwałsięwrazztąrzekąw
stronęrondaHlar.Zpewnątrudnością

przepchnąłsięprzezCoka,zatłoczonejużporządnieotejporze,iskręciłwstronę
instytutuzbulwaruSantala.

Zatrzymałstradtrochędalejiczekałodpalającznówpapierosaodpapierosa.Powinni
niedługoskończyćpracę.Zbramyinstytutuwychodzililudzie.Sekretarkijednakwciąż
niebyłowidać.Wkońcupojawiłasię.Naszczęściesama.Uruchomiłsilnik.Sunąłzanią
wolno.

Krokwkrok.Postanowił,żezaczeka,ażzarogiemzniknieostatnieoknoinstytutu.Musiał
miećpewność,żeniktgoniewidzi.Naulicyruchpanowałniewielki.

Kilkaosóbspieszyłogdzieśdoswoichspraw,niezwracającnajmniejszejuwaginato,co
sięwokółnichdzieje.

Offruszyłgwałtowniej.Zjechałnalewąstronę.

Zahamowałtużprzedidącądziewczynąiotwarł

drzwiczki.

—Proszęwsiadać!—rzuciłrozkazująco.Niewahałasięanichwili.Trudnopowiedzieć,

background image

czyzdawałasobiesprawę,żeopórniemasensu,czyteżprzestraszyłasiępoprostu.
Zatrzasnąłdrzwiczkiidodałgazu.Stradrunąłdoprzoduzimpetemijużpochwilinie
byłogowidać.PostanowiłominąćColoi.PojechaliLiniąOgniakołolądowiskabobonsów
ipotemprzezmostNasturcji,skądbocznymiuliczkamidotarlidoNordici.TutajIns
zwolnił.Przezcałytenczasniepadłomiędzynimijednosłowo.

—Chybapan.wie,corobi—odezwałasięwreszciekobieta.

—Bezwątpienia—odpowiedział.

—Wieziemniepandokomendy—ztrudem.

usiłowałaukryćzdenerwowanie.

—Jeszczeniewiem—postanowiłtrochęją

nastraszyć.—Wielezależyodpani.Odtego,jaksiępanizachowa.Wolałbymuniknąć
wizytywStraporze.

—Czegopanchce?!—sekretarkawyraźnietraciłapanowanienadsobą.

Zatrzymałstradwjednejzbocznychuliczek,poddrzewemogęstejkoronie,osłaniającej
odświatłalatarni.Wtejsytuacjimogliuchodzićzaparę

ukrywającychsiękochanków.

—Narazietutajbędzienajlepiej—powiedział,odwracającsiędoniejprzodem.—
Wyglądamyna

zakochanych.

—Czegopanchce?!—zapytałaporazdrugi.

—Niewiepani?

—Nie.Niemampojęcia!

—Chodzimionazwiskoiadres.

—Przecieżwysłałampanuzestawieniedyżurów!

—Czypanizemniekpi?—zdenerwowałsię.—Paniwiewięcej!

—Przecieżniemogę…

—Musipani.Musipanipowiedziećwszystkoi

najlepiej,żebypaniprzełożeniniedowiedzielisięonaszymspotkaniu!

—Czypanzdajesobiesprawę,żezarazjaktylkopanmniewypuści,zameldujęotym
nadużyciu,komutrzeba?

—Ajeżelipaniniewypuszczę?—wjegogłosieniebyłogroźby.

—Panoszalał?!

—Tak!Właśnie!Oszalałem!Azemnącały

zakichanyświat!Dośćżartów.Czypaninierozumie,kobieto—mówiłpochylającsięnad
niązcoraz

background image

większymzdenerwowaniem—żegratoczysięocoświększegoniżkilkadrobnych

formalności?Czypaninierozumie,żejesttylkotrybikiem,pyłkiemnadrodze
ścierającychsię

olbrzymichmachin?Czypaninicnierozumie?

—Niewiem,oczympanmówi—głosjejzadrżał.

—Alepanijestuparta—powiedziałkręcącgłową.

—Będąsięmusielipaniązająćmoichłopcy.

Zapewniam,żetonicprzyjemnego.

—Moiprzełożeniniepozwoląmnieskrzywdzić—

wyrzucałasłowaszybkojakkatarynka.Tak.Miałastracha.—I…Iii…pozatympoliczą
sięzpanem-

—Będziepanimówić?—inspektorsięgnąłdo

rozrusznika.

—Panpostępujebezsensownieinielegalnie!—

zacietrzewiłasię.

—Guzikmnieobchodzilegalnośćczynielegalność!

—wycedzałinspektorzezłością.—Iniechpaniwreszciezrozumie,żeniktsięniedowie,
cosięzpaniąstało,anawetjeślisiędowie,toprzemilczytenfakt,bopanijesttylko
pionkiem,atutajrozgrywa,sięgłównabitwa!Jasne?—krzyknąłOff,szarpiącjąza
kołnierzbluzki.

—Tak—wyszeptałanienaturalnym,zduszonymz

przerażeniagłosem.

—Więcnazwiskopiątegozwolnionegoczłowiekaiadres!

—GirRewapar.Adresunieznam.

—Bezżartów—inspektorścisnąłjązaprzegub

dłoni,ażsyknęłazbólu.

—Toprawda!—krzyknęłaprzezłzy.

—Adres—powiedziałspokojnieOff,ściskającjejprzegubjeszczemocniej.

—Naprawdęnieznam!—wybuchnęłapłaczem.

Puściłją.Byłpewien,żeniekłamie.Niewiedziała,gdzietamtegoszukać.

—Dobrze—powiedział.—TerazodwiozępaniądoColoi.

Stradruszyłbezszelestnieiznówwłączyłsięwpotoknaruchliwejarterii.Tymrazem
drogaprowadziłaprzezLinięSurminga.ProstojakstrzeliłdoColoi.

Kobietasiedziałacichoirozcierałaboląceręce.

background image

—Niechmipaniwierzy,żenajbardziejnielubiętakichwłaśniemetod—mówiłOff
wymijającwlokącesiębeznadziejniepojazdy.

—Sadysta—rzuciłaspojrzawszynaniegoz

nienawiścią.

—Swojądrogą—myślałnagłos—togłupichma

paniprzełożonych.Lepiejbydlanichbyło,gdybymieliautomatycznąsekretarkę.
Przynajmniejmoglibyspaćspokojnie.Atak…Przecieżwiadomo,żekobietysąznatury
ciekawskieidlategozawszewiedząwięcejniżbysięchciało.Noinapewnoniesątak
odpornejakmaszyny.

—Łotr!—syknęłaprzezzęby..—Bandyta!

—Widzę,żeprzychodzipanidosiebie—po-

wiedział,kwaśnosiędoniejuśmiechając.—Tobardzodobrze,bowłaśniejesteśmyna
miejscu.

ZatrzymałsiępodBiuremPodróży„Byledalej”.

—Tutajpaniwysiądzie—rzekł.—Iniechpani

pamięta,żedopókiotym,comipanipowiedziała,wiemytylkomydwoje,dopótyjest-
panibezpieczna.Aterazdowidzeniaiproszęnaprawdęomnieźleniemyśleć.
Zapewniam

panią,żezowielegorszymi,bardziejantypa-.tycznymitypamispotykasiępaninaco
dzień,nicotymniewiedząc.Iwłaśniezichstronygrozipani

niebezpieczeństwio.

Kobietanieodpowiedziała.Wysiadłazobrażoną

miną.

Trudnosiędziwićtakiejreakcji—myślałinspektor.—

Byletylkochciałatrzymaćjęzykzazębami.Wystarczymidwa,trzydni,aledlaniej
byłobylepiej,żebyniedomyślilisię,żetoonamipowiedziała.

Wtemuderzyłagopewnamyśl.Dotejporysiętymnieprzejmował,aleteraz…Przecież,
wcaleniejestmądrzejszyodjejszefów.Takżezaangażowałżywąsekretarkę.Coza
nieostrożność.Trzebająbędziezwolnić.Taquanaranapewnosięzgodzi.Namyśl,coby
sięstało,gdybyTeriawpadławłapyOSowców,ażciarkigoprzeszły.

Stradznówruszyłłagodniespodbiurapodróżyi,zatoczywszyłukprzezcentralnywęzeł,
zjechałwpodziemneczteropoziomoweskrzyżowanie.Pokilkuminutachwydostałsięz
tuneluwAminisidalejposuwałsięwstronęNordici,wzdłużliniimiejskiegotekara.

Aminisbyłojużjakbywymarłe.Otejporzewszystkiebiurowcestałyciemne.Niktnie
pracował.Czasemtylkoświeciłosięwktórymśoknie,gdzieśwysokopodchmurami.Na
dachachzrzadkabłyskałyrozsianestonowanereklamy.Zakrętwlewo,potemjeszcze
trzystametrówwprawoijużgmachkomendy.Aleco

background image

to?Przedgmachemznówtłum.Inspektorostrowziął

zakrętdogarażu.

Dolanczyściłwłaśniejakiśniewielkistrad.

Pucowałzpadaa-iteraąkaroserię.Maskaiszybybłyszczałyjakświeżolakierowane.Strad
przypominał

spłaszczonegomocnożuka,zesterczą-,cymiogonamistateczników.Byłwyposażonyw
jednostronneszyby,nieprzezroczystedowewnątrz.

—Cotozacacko,Dolan?

—Ślicznarobota.Prawda?—powiedziałzdumą.—

WyczynowyzKifis.

DolansambyłKifisjańczykLem.Słynnysu-permistrziwykidajłowjednejosobie,do
dzisiajmówiłmieszaninąwyrazówswegorodzinnegokrajuiinterjęzykaLinia.

—Słuchaj,Dolan—rzekłinspektor.—Gdybyś

chciałopuścićmiastoalboukryćsięwnimtak,żebynieznalazłocięnawetOS,todo
kogobyśsięzwrócił?

Zapaśnikmiałswegoczasurozległeznajomościwnocnymświecie,niejednegosamsię
domyślał,ainiejednozobaczyłpodczasswojejciągłejwędrówkiwdółdocoraz
podrzędniej-szych,zakazanychknajpimelin.Terazsięzastanawiał.

—Drogiinspektor—powiedziałwreszcieswoim

łamanyminterem.—Yes.Wiem,ocochodzi.Yes.

Znamludzie,którzylepiszukaczodBoziBarany,aniemogumznajść.Jesttakiczłowik,
Inspektor.Dolangozna—wystękałiroześmiałsięszeroko,zadowolonyzsiebie.

—Mógłbyśmnieznimskontaktować?

—Yes.Mógłbym.Alewtajemnica.Ipozato,tynczłowikniczadarmoniepisną.

—Dobra.Zapłacę.Imożeszbyćpewien,żeniktsięniedowie.

—Tobarmanzknajpy„CzarnyMotyl”.Śle-

piecBajo.Powiszmu,inspektor,żeprzychodziszodDolanidaszto.

Staryzanurzyłolbrzymiąłapęwkieszeniiwyciągnął

mały,srebrzystyznaczek.Inspektornigdyniewidział

podobnegoznaczka.

—Robiątodlaciebie,dobryinspektor,bośmniewyciągnołzgnoju.Aterazczasnare-
wanż.

—Dziękujęci—inspektorpoklepałstaregopo

olbrzymimbarkuiskierowałsiędowindy.

Dolanstałnieruchomoiwpatrywałsięwplecy

background image

odchodzącego.Kręciłsmutnogłową.

—Szkodaciebie,inspektor—mamrotałpodnosem.

—Szkodaciebie.Tydobry,inspektor.Jakbyśchciał

uciekać?Aletytuzostaniesz,inspektor,inienatocipotrzebaślepiecBajo.

Inspektorwychodzączwindynatknąłsięna

Taquanarę.Niezatrzymałsię.Chciałgominąć,leczTaquanarazłapałgozaramię.

—Maszdomnieżal?—zapytałzniepokojem.

—Odczepsię—inspektorwyrwałmurękawz

zaciśniętejkurczowodłoniizamierzałodejść.

—Zaczekaj!—krzyknąłrozpaczliwie.Inspektor

stanął.Uśmiechnąłsiędrwiąco.

—Taquanara—powiedziałtwardo.Jesteśmoim

szefem,więczachowujsięjakszef.

Tamtenopanowałsięnatychmiast.Strzepnąłjakiśpyłekzmarynarkiiwycedził:

—Off,wiemżeniebędziemyjużprzyjaciółmi,alechybaniepotrzebnycijeszczejeden
wróg?!—patrzył

nainspektoradosyćwyniośle,leczwtejwyniosłościniebyłogroźbyanidumy,była
raczejobawa.

—Posłuchaj—inspektorzbliżyłswątwarzdojegotwarzytak,żeniemalsięstykały.Ta-
quanaranawetniemrugnąłpowiekami.—Myślałem,żejesteśsilniejszy.

Aleokazałeśsięgnojkiem.Rozumiesz?Iniewchodź

miwdrogę,bojeszczejedenwrógwięcejwcaleminiezaszkodzianinieprzerazi.Ateraz
żegnam,seniorTaquanara.•

—Dobrze—powiedziałtamten.—Rozumiemcię.

Niemogłeminaczejipamiętaj,żeniemaszwemnieprzyjaciela,alenigdyniebędę

twoimwrogiem.

Inspektorodwróciłsięiwolnymkrokiem.skierował

sięwstronęswegogabinetu.Terazdopierozauważył,żeobserwowałoichkilkaosób,
którerozstępowałysięschodzącmuzdrogi.Szedłnaładowanyjakchmuraburzowa,
gotówstratowaćkażdego.Wchodząc

trzasnąłdrzwiami,ażtynksięposypał.Wpierwszym,przechodnimpomieszczeniustało
biurkoTerii.Niebyłojej.

Tolepiej—pomyślałOff—jestemzabardzo

zdenerwowany.Pchnąłnogądrzwidodrugiegopokoju,zdejmującjednocześniepalto.
Uniósłgłowęizamarł.

background image

ZajegobiurkiemsiedziałaTeria.Głowęmiałaopartąnablacie.Wpierwszejchwili
pomyślał,żenieżyje,przeraziłsię.Podbiegł,nachyliłsięnaddziewczyną.

Dopieroterazzauważyłrównomiernefalowaniejejpleców.Usnęłaczekającnaniego.
Spojrzałna

zegarek.Jużwieczór.Godzinaósma.Notak,przeżyciadzisiejszegodniadająznaćo
sobie.Nietylkoonpadazezmęczenia.Usiadłciężkowfotelunaprzeciw

śpiącej.Czułpiasekpodpowiekamiizmęczenie

każdegomięśnia.Widaćnapięcielekkoustąpiło.

PrzypatrywałsięTeriizrozczulena.eim-Bardzochciałzniązostać.Chociażtrochępożyć
życiemnormalnychludzi.Wiedział,żetozupełnienierealneiżepozakilkomawspólnie
spędzonymichwilami,jakiemożeprzynieśćimdziślubjutro,niezdarzysięmiędzynimi
jużnicwięcej.Idiotyzmembyłobyliczyć,żeudamusięjakośwszystkorozwiązać.
Niedługosięrozstaną.Takbędzienajlepiej.Trzebająjeszczeza-

bezpieczyćprzedOS.Rude,lśniącepuklewłosówdziewczyny,rozsypanepoblacie
biurka,połyskiwałyjakmatowedruciki.Inspektorwróciłnapalcachdopierwszego
pomieszczenia.Nakręciłnumer.

—Taquanara?—rzuciłwsłuchawkę.—TuOff.

—Słucham.

—MusiszwydaćnakazzwolnieniazpracyTerii.

—Dlaczego?

—Niepytajonic,tylkowydajrozkaz.

—Dobrze.

—Ijeszczejedno.CoonarobiławOS?Niewieszprzypadkiem?

—Wiem.Pracowałatamprzezrokwzamianzauwolnieniejejojcaiprzeszmuglowanie
gozSalviry.

Możnapowiedzieć,żebyłaosobistąsekretarką

Gulma…doróżnychcelów.Gulmo-wiwpadłakiedyśw

oko,aledziewczynanienależaładołatwych,więczawarliukład.Jeżelionuwolnijejojca,
toonazostanienarokjegoniewolnicą.Itaksięstało.Porokuodeszłaiprzyszładonas.
PrawiewszyscywOSznajątęhistorię.Swegoczasunarobiłasporuszumu.Jeszczecoś
chceszwiedzieć?

Nie.Awłaściwie…owszem.Rozumiem,żeniemogłeśinaczejpostąpićzemną,
Taquanara,dlategonieuważamcięzawroga.Niegniewaj,sięzamójwybuch.

—Cieszęsię,Off,żemnierozumiesz.Zbytwielemamdostracenia.

Inspektorodłożyłsłuchawkęiodwróciłsię.W

drzwiachstałaTeria.

—Dlaczegotozrobiłeś?—zapytała.Jejoczy

background image

ciskałyterazbłyskawice.—Dlaczego,dodiabła,wyrzuciłeśmniezpracy?Off,przecież
wiesz,żejanaprawdę…—załamałasię.—Cojatakiego

zrobiłam?Czytomojawina,żebyłamszmatąu

Gulma?Przecieżnienasłałmnietutaj!Przyszłamsama!Tegosięobawiałeś?

Offsłuchałspokojnie,jaksłuchasięnicnie

rozumiejącego,ufnegobezwzględunaokoliczności,dziecka.Byłacudowna.

—Znówmnieniedoceniłaś,dziecko—odezwałsięwreszcie.—Niemamcinicdo
zarzucenia.Aleniemożeszzemnąpracować.Będzieszmniesłuchać?—

zapytał.—Przyrzeknij,żebędzieszmniewewszystkimsłuchać!

—Nie!

—Musisz—powiedziałzprzekonaniem.—Musisz!

—powtórzyłjeszczeraz.

Milczała.Starałasiędostrzeccośwjegooczach,leczunikałjejwzroku.

—Wrócimydotegopóźniej—rzekłprzecho-dząc

kołoniejdoswegopokoju.—Aterazzabieramysiędoanalizytego,conamprzysłali.
Załatwiłaśwszystko?

.—•Tak—wróciłajużdorolisekretarki.—

Załatwiłam.

—Przynieśmitepapieryijesteśwolna.Dziśbyłaśostatnirazwpracy.

—Off!Proszęcię…—niedawałazawygraną.

—Niemaoczymmówić,seniorita.TodecyzjaszefaStraporu.Nicniemogęzmienić.

Zacisnęłaustaiposzłapodokumenty.Kiedyznimiwróciła,wyglądałajakrozwścieczone
zwierzątko.

Raczejzabawneniżstraszne.Rozzłoszczonykudłatytupang.Cisnęłapapieryna

stółzdumnąminą.Inspektorsięgnąłdokieszeni.

—Weźteklucze—powiedziałdoniej.—Czekajnamnieinieotwierajnikomu.Wrazie
czegowbiurkujestkufa.Tokluczodbiurka—wskazałnahaczykowatydrucik.—Bez
trudująznajdziesz.Strzelajdokażdego,ktootworzydrzwi,aniebędziemną.

—Dobrze,Off—szepnęłaiwyszła.Zostałsam.

Zapaliłmałąlampęprzybiurkuizacząłprzeglądaćdokumenty.Wszystko,cownich
znajdzie,oddawna

jestjużwiadomeOS.Oninapewnowcześniejtodostali.Sprawastraduipapilarekna
razienieposunęłasięnaprzód.Jutroranopowinnybyćinformacjeopo-chodzeniu
pojazdu.Pewnejest,żeniebyłtostradvalacański.Rejestracjafikcyjna.Numerysilnikai
podwoziarozesłanopocałymkontynencie.Zagadkazpewnościąrozwiążesiędorana.

background image

Gorzejzgittinem.

Wszędziegopełno.Awbylemeliniemożnadostaćpapilarki.Nawetniemapewności,
czypopiół

rzeczywiściepochodzizpapilarek.Tentropnicnieda.

Inspektor

spróbowałwyobrazićsobieprzebiegwłamania.

Niewątpliwiefacetniechciałzabijaćtychczterech.

Przecieżnieuśmierciłstrażnikaprzybramie.Atobyłorówniekonieczne‘(.czyteż
obojętne)dlakogoś,ktozabija,byniepozostawićśladów.Najwyraźniejwstrażnika
Redanaskierowanobłyskogłuszającydużejmocy.Tamcizginęlizapewneprzez
przypadek.PounieszkodliwieniuRedanafacetwszedłdobudynku.

Drugistrażnikrównieżżyje.Precyzyjneuderzenielagownicą.Tylkolagownicąmogła
uszkodzićośrodekpamięci.Przezkilkamiesięcylekarzebędąuczylistrażnikakażdej
czynnościodnowa.Dokładna

amnezja,rzadkiwypadek.Bardzoprecyzyjne

uderzenie.

Napastnikniemusiałmordować.Znałdoskonale

metody,któreuniemożliwiałyroz.poznaniei

jednocześnieunieszkodliwiałytak,abybyłnie

zagrożony.Potemzamek.Doskonałaznajomość

systemu…Ktomógłtakdoskonaleznaćsystem?CzyktośnazlecenieTajnejRady?
Bzdura.TajnejRadzieniezależałobywtedynarozwiązaniuzagadki.Chyba,żetoktóryśz
jejczłonkówpotajemniezaaranżowałtęcałąrozróbę,żebyupiecjakąśwłasnąpieczeń?

Możliwe.OSwieotymbardzodobrze,bozna

tajemnice.MożebypogadaćzGulmem?Nie,to

beznadziejne.Pchaćimsiępodnositozbardzowątpliwąnadziejąnawyświetlenie
zagadki?Inspektordoskonalezdawałsobiesprawę,żenictuniedapostępowanie
klasyczne.Niemożeprawidłowo

prowadzićśledztwa,sprawdzićwszystkichhipotezibawićsięwszczegóły.Końcowy
sukcesudasię

uzyskaćjedyniedziękiwyczuciuiszczę-

śliwemuprzypadkowi,jeżelitakisukcesrzeczywiściebędziemiałmiejsce.Trzebabrnąć
naprzełaj,

wspierającsiętylkointuicjąiniewielkąnaraziewiedząnatematowegozdarzenia.

Inspektorzauważył,żesięrozprasza.Zapalił

papierosa,copomagałomuzawszewskupieniu

background image

uwagi,idalejstarałsięodtworzyćtamtenwieczór.

Facetzwprawąotworzyłdrzwi.Wiedział,czego

szuka.Niezastanawiałsię.Całośćakcjinietrwaładłużej,wrazzwalkąiucieczkądo
kanału,niżdziewięćminut.Bierzedokumenty.Słyszykroki.Wycinadziuręiucieka.
Strażnicydepcząmupopiętach.Zaczajasię.

Strzela.No,tak.Zapomniałprzełączyćzdużejmocy.

Strażnicyginą.Biegniedalej.Wypadadoogroduidostajesiępodobstrzał.Terazjużtraci
panowanienadsobą.Wygarniapełnymogniem,stojącwbarierze.

Porządkowi,otwierającydoniegoogień,tylkocudemuniknęliśmierci.Rysopis,jaki
podająioni,izałogapatrolowca,któragowidziaławmomencie,kiedywpadł

wfurtkęogrodu—prawiebezwartości…Natychulicachniebyłojeszcze
zamontowanychkamer

wielkiegomózguStraporuiBezpieczeństwa.Nie

sfilmowanonapastnika.Wedługsłówporządkowych,byłtomężczyznaraczejwysoki,
raczejsmukły,raczejwdługimpłaszczu.Wszystko„raczej”.Beznadziejniciporządkowi.
Jakzwykle.Analizamózgówzabitychstrażnikówtakżeniewnosiłanicnowego.Śmierć
wmomenciekompletnegozaskoczenia.Niewidzielitegoczłowieka.Ichmózginie
utrwaliłyobrazu,którymógłbypomócśledztwu.

Dalejwynikitropubariery.Możnasiębyło

tegospodziewać.Tropprowadziłsieciąkanałówwjakieśpodwórko.Tamfacetmusiał
opuścićkanałidalejszedłbocznymi”uliczkami.Oczywiściejużdalekopozakordonem
zamykającymdzielnicę.Potemwsiadłdotekara,bowiemtropurwałsięnaprzystanku.

RozpoczętoposzukiwaniawewszystkichmożliwychkierunkachwzdłużMmitekara,
odnalezionowzajezdniskład,którymjechał.Tropodnawiałsięnaprzystankuwkierunku
zachodnim,wodległościkilkukilometrówodmiejscapoprzedniegośladu.Tutaj
prawdopodobnietajemniczyosobnikwsiadłwówodnalezionyw

zajezdniskład,bowiemskładtenkursowałtęgodnianalinii„8”,którejtrasabiegław
pobliżuInstytutuAktywności.Tamtotroipsięurywał,zmieszanyzinnymiśladamii
zakłóceniamipowodowanymiprzez

wzmożonecentraaktywne,znajdującesięwinstytucie.

Inspektorowiwydawałosięwątpliwe,abyposzukiwanypracowałwinstytucie.

Terazsprawapromiennika.Zostałskradzionyz

prywatnegolaboratorium.Pochodziłzserii

doświadczalnejnowychpromienników,nadktórymipracowałLater.Laterbyłzdolnym
naukowcemi

prowadziłniewielkieprywatnelaboratorium,skądodczasudoczasuwychodziłjakiś
nowyrewelacyjnywynalazek,niezawszeprawniedozwolony.Teraz

właśniepromiennikL-106.Dużamoc,zmiennośćjejużycia,niewielkiewymiary.Later

background image

zgłosiłlokalnemuposterunkowizgubę,szukano,alebezrezultatu.Zginęłydwa
promienniki.Dlategościganyzostawiłjedenznichuciekając.Wiedziałdoskonale,że
znajdziemytakczytakźródło,zktóregoone

pochodzą.Widaćwtejsprawneniezależałomunatajemnicy.Jestpewnysiebie.Wobec
tegoniemaczegoszukaćuLatera.Skorotamtenjesttakim

fachowcemtoraczejniezostawiłśladów.

Offniesłyszałjeszczeotakdoskonałymfachowcuwichmieście.MożetoktośzOS.Na
pewnotak,jeślidziałanazleceniejednejzosóbwchodzącychwskładTajnejRady.Alei
wOSniebyłodotejporynikogotakbezbłędnego.Moglioczywiściesprowadzić
specjalistę

zOS…np.Duadinga,mieszkającegonadrugimkrańcukontynentu,albo…kogośz
innegokontynentunawet.

Tądrogąnigdziesięniezajdzie.Promiennikbędziejeszczepotrzebnynapastnikowi,a
więctrzebaczekaćnanastępnywypadek.

Miastojestzamknięte.Tozamknięcieproble-

matyczne.Trudnozupełnieuniemożliwićprzeciekizczterdziestomilionowegokolosa,
jakimjestValaco.Napewnocośsięwkrótcezdarzyiprzyodrobinie

szczęściamożeudasiętamtegozłapać.Offwiedział,żetowłaśnieonmusigoschwytać.
Tylkooniniktinny.

Jedyniejeśligozłapie,maszansęwyjśćzcałejhistoriizżyciem.Wtedybędziemógł
podyktowaćwarunki,jakiezechce.Apotemzobaczymy.Możegołaskawieoddatym
bestiom,amożepoprostuwypuści?Narazietropsięurywał.

Inspektorspojrzałnazegarek.Zadwadzieścia

jedenasta.Tak.Terazmożnajużzajrzećpod

„CzarnegoMotyla”.Oddziesiątejknajpajestotwarta,ojedenastejzaczynasięruch.Pora
byławięc

odpowiednia.,,CzarnyMotyl”mieściłsięniedalekowśrodkukwadratuuliczeko
podejrzanejreputacji.Tutajskupiałysięfirmyukrytepodprzeróżnymi

płaszczykami,azaj

mującesięniewiadomoczym.Firmy,którezatruwałyStraporowiżycie,knajpyz
obskurnymwystrojemirównieobskurnąklientelą.Pozmrokuniktz

przyzwoitychludziniezapuszczałsięwtenponurykwadraciknaskrajuNordici,zwanym
Czarnym

KwadratemValaco.Kręciłosiętutajpełno

podejrzanychtypówozakazanymspojrzeniuiprofesji.

Pokątnihandlarzenarkotykówonajstraszliwszymdziałaniuitruciznpiorunującychw
skutkach.Kinasado-masochistyczne,podrzędneburdele,wktórychmożnasięco
najwyżejporządniezarazić.Ciemnezaułki,gdzierówniełatwospotkaćtaniądziwkęjaki

background image

śmierćzrękijakiegośłama-cza.Słowembezwzględnyświatekbezwzględnychludzio
wytartychdocna

sumieniach,zwichniętychcharakterach,pozbawionychjakiejkolwiekludzkiejcechy.

Inspektorzszedłnadół.Postanowiłiśćnapiechotę.

Knajpęznalazłbeztrudu.Jużwproguodrapanychzlakierudrzwiuderzyłgoostryzapach
potu,alkoholuimafafy.Wkąciejakiśgrubasrżnąłnapiamonii,ażsięścianytrzęsły.
Człowiekwmarynarskichportkachtańczyłwtaktmuzykinastolepomiędzybutelkamii
szklankami.Nablaciespoczywałagłowakogoś,ktospałupojonyzapewneżółtymcope-
auskimichrapał.

Nicniezmienitegotypuludzi—pomyślałOff.—Setkilatżylijakświnieiprzetrwaliw

tejpostacidodziś.

Innigoście„CzarnegoMotyla”pili,klepalisię,ryczelizpłaskichdowcipów,zaciągalisię
mafafąażposam

pępek,takżeoczyimłzawiłyiwychodziłynawierzch.

Kaszleliwtedyohyd-

nie,plującnawłasnebrodyinaswoichwspół-

towarzyszy,którzybrudnymiłapamiwtykalidoczerwionych,nabrzmiałychgąbkawały
targanegoirwanegonastrzępy,ledwoprzyrumienionegomięsa.

Winaciekłyimpobrodzie.Pia-moniarżnęła

ogłuszająco.OdbarusunąłchwiejniewstronęOffajakiśbladydrągalzpokiereszowanym
policzkiem.

Inspektorchciałgoominąć,lecztamtenspecjalniewpadłnaniegoizcałejsiłyodepchnął,
takżeOffupadł

podbarem.Całaknajparżałazuciechy.

—Zabiłemkapownika!—wrzeszczałdrągal

pokazującbezzębneusta.

Salatrzęsłasięodskondensowanegorechotu.

Inspektorwstał.Drągalprzypadłdoniegonapowrótijużzamierzałsiędonastępnego
ciosu,gdy

błyskawicznykopniakpowaliłgonapodłogę.Próbował

sięjeszczerazzerwać,alerównieszybkieuderzenieznówrozpłaszczyłogonaziemi.
ŚlepiecBajopoprawił

patrzydłananosieipodrasowałzłotymkółeczkiem,żebys\ąlepiejprzyjrzeć
przybyszowi.Knajpaumilkła.

ToćtenobcyzałatwiałterazBorsaTykę.Tosięniemieściłowgłowie.

—Tykapowniku!—wycharczałBorszrywającsię

background image

narównenogi.

Błysnęłakrótkalanca.Inspektorskupiłsię.Jedenruchilancaodrzuconawtyłspada
przedgrubasem,wbitawstolik.Grubasspływapotem.Borszaniemówił.

ŚlepiecBajo,niewidomyodurodzenia,niewierzyswoimpatrzydłom.Borsznówrzuca
sięnaOffa,aleitymrazemlądujenaziemibezprzytomności.Ktośgozbierazwielką
ostrożnością.BorsTykajużotwieraoczy.

—Niedarujęci,ścierwo—syczy.—PopamiętaszBorsa,gnido!

Offodwracasiędobaru.Wyciągaznaczekipodajegoślepcowi.Ślepieczamykaznaczek
wjegodłoni.

—Nietrzeba—mówi.Widzębardzodobrze.Znam

tenznaczekiwszyscygotuznają.

Posaliprzeszedłszmer.Toważnaszycha,jakmaSrebrnegoWyoiora.TylkoBorssyczyi
mamroczepodnosem.Powoliknajpawraca

donormalnegostanu.

—Cociędomniesprowadza?—pytaBajoszorującbrudnąścierkąpoliturowanądechę
baru,pokrytąlicznyminaciekami.

—Chciałbymsięzobaczyćzpewtnymgościem

—mówiInsOff.

—Synu—odpowiadaBajo.—Niebronięciznikimrozmawiać.Alechybaniepotrzebny
ciświadekwmojejosobie.

—Potrzebnymitwójwęch,

—Skorotak,towal.

—Pewienjajogłowyzniknął.Mamdoniego

interes.

Ślepiecznówpodrasowałpatrzydła.Chrząknął.

—Widzimisię,żetotensam,któregowysłałem.Tocholerneświństwo,synu.

—Wiem,Bajo,idlategoonmusimipomóc.

—Cośtyzabardzochcesz,żebyciinnipomagali.

Aledobrze.MaszSrebrnegoWyciera,pomogęci.DasztrzysetkaŁzałatwionepod
najcięższymsekretem.Anipary,boszrama.Asprawajestnakilometr

śmierdziawa.

—Zgodazadwieściepięćdziesiąt.

-»-Synu,tylkodlaciebietrzystalunów;

—Dajkredytnatydzień,azapłacętrzysta

pięćdziesiąt.

background image

—Zgoda.—Przybili.

—Aterazjeszczejednasprawa.Dziewczynęmi

schowajweFlorey.Ile?

—Drugietrzysta.

—Dobra.Razemzatydzieńsiedemsetlunów.Sam

cituprzyniosę.Gdziefacet?

—WeFlorey—szeptałmudouchaślepiec.—Aleonsięnieruszy.Musiszty.Zadużo
niuchaczywkołosprawy.DziewczynęprzyprowadźjutrokołopołudnianaŚwiętegoNer-
ga35.TumaszadresweFlorey—

wetknąłmupapierekdokieszeni.

—Będętamnapewno—powiedziałOff.—Anipary

—przytknąłznaczącopalecdoustiprzymrużyłoko.

—Słuchajjeszcze—ślepiecBajoprzyciągnąłgozaklapy.—UważajnategoBorsa
Tykę,boonnikomuniedaruje,nawetjakmaszSrebrnegoWyciera.

—Niemartwsięomnie.

—Nieociebiesięmartwię,tylkooswójzarobek.

Miękkiesercemam.

—Zatydzieńsięspotkamy—rzuciłinspektorodprogu,przekrzykującwrzawę.

BorsniespuszczałgozokaiOffzauważył,żenaskinięcietamtegoodstolikaodrywasię
mały

człowieczek.Inspektorzatrzasnąłzasobądrzwi.

Powinienterazjechaćdosiebie,najpierwjednakmusizgubićtegoczłowieka.Bez
przerwyczuł‘zasobąkroki.Przyspieszył.Tenztyłunadążałjednak.

Inspektorzacząłbiecizatrzymał

sięraptemzazakrętem.Człowieczekstanął

kilkanaściekrokówprzedwinkleminieruszałdoprzodu.Off,cicho,napalcach,wszedł
napiasekwpiaskownicyistamtądnatrawnik.Parękrokówbiegł

trawnikiem.Stądśmignąłzanastępnywinkiel.Przywarł

plecamidomuru.Wyjrzał.Cisza.Odwróciłsię.Z

drugiejstronynarogustałczłowieczek.

—Cholera—zakląłinspektor.—Spryciarz?Iniezrażonyzacząłwracaćwkierunku,z
któregoprzyszedł.

Wbramiezaczaiłsięnaczworaka,przypłaszczywszysiętak,bynierzucaćcienia.Po
chwilirozległysięotrożnekroki.lNagleświst.Nawysokościbrzucha,gdybystał;

|krótkalancaprzeorałamur.Offskoczyłwciem-|

background image

ność,gdylancaniezdążyłajeszczepowrócić.Krótkieplaśnięcieililiput,trafionymiędzy
oczy,zwaliłsięjakkłoda.Inspektorotrzepałubranie.Będzietuleżałdorana—pomyślał
olilipucie.—Dobrzemutozrobi,gagatkowi.

Poszedłterazwstronęprzystankutekara.Zadziesięćminutpowinienbyćwdomu.Czuł

obezwładniającezmęczenie.Perspektywakąpieliidobrejkolacjiprzywracałamuchęćdo
życia.I

oczywiściemyślospotkaniuzTeria.Miałnadzieję,żenikomunie‘przyszłojeszczedo
głowy,byichłączyć.

Choć,ktowie…Pracująjużrazemkilkadobrychtygodniidziewczynapewnienieod
dzisiajpatrzynaniegowtensposób.Każdygłupibysięzorientował.

Każdy—tylkonieonoczywiście.

Tekarnadjechałprawiezaraziniebyłwcale

przepełniony.Inspektoropadłnamiękkifotel.Naprzystankuniktniewsiadłpróczniego.
Uspokoiłsięzupełnie.Wynikałoztego,żenie

jestśledzony.Pojazdruszyłzrazupowoli,potemcorazszybciejiwreszciemknąłjak
strzałaposwojejszynie,takprędko,żeniemożnabyłozupełnieodróżnićszczegółówza
oknami.

NazegarkuOffadochodziłapółnoc.Jegomieszkaniebyłoniewielkie,dwupokojowei
mieściłosięna

poddaszujednejzestarychkamienicwDelanie.Kupił

jeniedawoza60lunówodjakieśprawnuczkioficerazczasówPierwszejWojny
Zachodniej,wktórejówwa-lecznydziadekzginąłpodczasszturmunaWyspę

ŚwiętegoSpokoju,ugodzonylancą.Mieszkanietocoprawdanieposiadałotakichwygód
jaknowo

budowane,choćbywdzielnicyPlom-sów,jednakOffchwaliłsobiebardziejwygodę,styl
tegodomuijegootoczenie.Tekarzwolniłistanął.

—PrzystanekTransal—zabrzmiałpodsufitemmiłygłos.

—Wsiadłokilkaosób.Drzwizasunęłysię

bezszelestnieipojazdznówpomknąłprzeznakrytepłaszczemzmrokumiasto.Tysiące
rozjarzonych

światełzlałosięzaszybąwrozjarzonesmugi.

WdziesięćminOffbyłnamiejscu.Wkoło

starodawnebudowle.Kunsztowne,zwieńczone

bezlikiemozdób.DomyKultu,wzdłużprawie

wszystkichulickamienneławy,chłodnenawetw

środkulatapodcienia,gankiibalkonyoalabastrowychbalustradach,masaschodkówi
rzeźbignychulicznychkranów,studzienekzomszałymicembrowinami,

background image

przypory,zrudegopiaskowca,nadkażdąmasywnąbramąportalzkolorowychmorskich
kamieni.Tutaj,ukrytewcieniuarkad,znalazłysweschronienieróżnedziwaczne
stowarzyszeniaikluby,stylowekawiarnie,doktórychwpuszczanotylkowstrojachz
określonejepoki,StowarzyszenieBalówiBalowaniaNieskończonego,wydającebalez
pompądwarazywtygodniuprzyulicyRad-żuritrzyrazywtygodniuprzystarejalei
Szan-gr,KlubInstrumentówStarovalirskich,codzienniedającykoncertynawolnym
powietrzubezwzględunapogodę,idziesiątkiinnyhmniejczybardziejzwariowanych
klubów—towszystko

zapełniałocałyDolanpobrzegi,stwarzałoatmosferęciągłegoświęta.

Poddaszaprzeważniewykupywalibogacim?-

cenasowie,dlaktórychpunktemhonorubyło

popieraniejaknajbardziejkontrowersyjnychartystów.

Wtejdziedziniedochodziłodozupełnychabsurdów.

Kilkalattemumiałomiejscesamobójstwo

oblatywaczaEiroMagule,któregouważanoza

najbogatszegoczłowiekakontynentu.Okazałosię,że

Magulepopełniłsamobójstwo,chcącwyjśćzhonoremzkabały,wjakąsamsięwpędził.
WykupiłonzabajońskiesumywszystkiepoddaszawaleiRadżurioddałjedodyspozycji,
wrazzkompletnym

wyposażeniemiutrzymaniem,trzystumalarzom

koczującymdotejporyprzyLiniiWielkichJezior.Pokilkulatach,wczasiektórychowi
malarzemogliczerpaćzjegokontabezograniczeń,okazałosię,żekasamilionera
zaczynasięwyczerpywać.Malarzeurządzalisobienakosztswegomecenasaistne

fajerwerki,możnabypowiedziećorgiedrogo

kosztującychfiglów.Itakjedenznichurządziłnastadioniegluchmyprzyjęciena100000
osób,‘

serwującnajdroższepotrawy,innyzarazpo

sprzedaniuswychobrazównadorocznejaukcjiwPlxiizebrałjewszystkienakupęi.
podpalił.Wartośćsprzedanychobrazówwynosiła14000lunów,ale

wartośćodszkodowańzastratymoralneiinne

przekroczyła114000lunów.

EiroMagulewidziałcosiędzieje,jednaknie

sprzeciwiałsięniczemu.Byłprzecieżnajbardziejpoważanymzmecenasów,awogóle
me-cenasimieliwysokąpozycjęwtowarzystwie.Magulegoodwiedzaliteraz
najsławniejsizesławnychinajbogatsizbogatych,wreszcienazjeździeMecenasów
Światawybranogokrólem,copraktycznieoznaczało,żezostałuznanyzanajwyższegoz
wysokichsfer.Maguleniekrólował

background image

długo.OpróżniłdlaswoichpodopiecznychcałąkiesęStowarzyszeniaMecenatu,
potajemniesprzedałteżoddanymudodyspozycjinaczterylatakrólowania,PałacBraci
GonaiEtalaOstapów.Ztegopokrywał

wzrastającezadłużenia.

Wreszcienadszedłkrach.CzarnyRynekLichwiarskizamknąłmukredyt.Jedynym
wyjściemokazałosięsamobójstwo.DlaStowarzyszeniaMecenatu

rozpoczęłysięczarnedni.Przestałobyćtakbardzopoważane,akłopotyfinansowe,w
jakiejewpędziłeks-król,ciągnąsiędodzisiaj.

OffprzypomniałsobietęhistorięprzechodząckołoPałacuBraci,gdzieurządziłteraz
muzeumpewienbogatygerunelczyk,którywłaśniewtedykupiłtenpałacodMagulego.
Niezgodziłsięgopotemodsprzedaćpomimopróśbigróźbzestronystowarzyszenia.
StąddodomuOffabyłojużbardzoblisko.Inswszedłwwąskąprzecznicę.Ztegomiejsca
mógłwidzieć‘

swojeokna.Wcałymmieszkaniujarzyłysięświatła.

Przyśpieszyłkroku.Pchnąłmasywnąbramęz

portalemprzypominającymsurmingaizagłębiłsięwchłodnąsień.Sklepieniepięłosię
ostrowgórę,awmiejscułączeniawytryskałzniegokandelabro

niebieskichświatłach,przepuszczonychprzezfiltrującekryształki.Kandelabrmieniłsię
jaktęcza.Dalejzaczynałysiękamienneschody,kręcącesię

ślimakowatoażnasamszczyt,napiątepiętro,czylipoddaszezdwomamieszkaniami.
JednozajmowałOff,drugiepewienmłody,aczkolwiekjużuznanymalarzbezmecenasa,
nazwiskiemYerdna,którystworzyłcoś,czymsięwszyscybezkońcazachwycaliico—
wrazzcałąobstawą,jakazregułytowarzyszybezcennymdziełom—wozilipoświecie.

Obraznazywałsię,,Wszechświat”ibyłotokilkaprzypadkowopacniętychróżowych
kropeknabiałympłótnie.Kropkiteukładałysięjednakwpewienwzór,októrymlaicy
mówiliżejestmagiczny,anaukowcy,że

poprostuhipnotyczny.Pozostawałofaktem,żedziękitemuYerdnawybiłsięiznędzarza
przedzierzgnąłwzwariowanegomilionera(jakwiększośćtwierdziła),gdyżżyłtakjak
przedtemimieszkałtakjakprzedtem,prawiewogóleniepodejmujączarobionych

niespodziewaniebogactw.

Offznałgomało.Widziałtylkorieraz,jakdo

mieszkaniaYerdnywchodziłaaktorkazrtaetuGriffsa,ponoćjednaznajpiękniejszych
boyda-nek,OlyaCesor.

Wspinaniesiępotychkrętychschodachniebyłolekkąpracą,więcgdyinspektorstanął
wreszciepodswymidrzwiami,był

lekkozasapanyiniecospocony.Nacisnąłdzwonek.

Niktnieodpowiadał.Nacisnąłjeszczeraz,mocniejidłużej.Usłyszałlekkiekrokii
dźwięcznygłosTerii:

background image

—Ktotam?

—Toja,Off.Otwórz…

Zgrzytnąłzamekidrzwiuchyliłysięostrożnie.

Inspektorzamknąłzasobądrzwibardzodokładnie,naobazanikiizdjąłpłaszcz.Dopiero
terazpopatrzyłnadziewczynę.Oniemiał.Teriastałaprzednimubranawpółprzeźroczysty
szlafrokEnnany.Byłabardzopiękna.

Stalidobrąchwilęnaprzeciwsiebiewzupełnymbezruchu.Offpatrzyłjakzaczarowany.
Podświatłowidział

doskonalekonturyjejciała.Cudowna,proporcjonalnasylwetka.Wydawałomusię,żema
przedsobą

ucieleśnionyideałkobiety,boginięElluswewłasnejosobie.Terięrozbawiłotrochęjego
osłupienieisurminżywzrok.

—Cosiętakwpatrujesz—zaśmiałasię—jakbyśzobaczyłbatalionciężkiejjazdyna
pancernych

surmingach?

—Cozarozkosz—odzyskałwkońcumowę—

zetrzećsięztakąjazdą!

Roześmialisięoboje.Inspektorzamilkłnagleispoważniał.

—Jesteśnieostrożna—powiedział.—Skąd

wiedziałaś,żetojastojęzadrzwiami?

—Wiedziałam—odparłakrótko.

—Mógłtobyćrówniedobrzektoinny!

—Kochany—lekkoprzekrzywiłazgrabnągłowę.—

Niktinnyniemógłstąpaćposchodachjakpancernysurmingigrzmiećzadrzwiamitakim
strasznym

głosem.Twójbarytonpoznałabymnakońcuświataitopokilkulatach…

możemiesiącach…—zastanowiłasięzabawnie

marszczącnos.—No,może…godzinachtwojej

nieobecności—dokończyłamachnąwszyręką.

Roześmialisięznowu.

—Żartynabok—inspektorwszedłdopokoju.—

Sytuacjaniejestwcalewesołainiebyłobypowodudozabawy,gdyby…

—Wiem,wiem—przerwałamu.CałyStraporjuż

mówiotym,jaktoTaquanarawpakowałInsOffawpaskudnąkabałęzTajnąRadąiże
chybakarierategoostatniegonatymsięzakończy.

background image

—Ico—zapytałzdejmującbuty.—Nieprzerażacięperspektywautratykochanka,nim
zdążyłnimzostać?

Teriaposmutniałanagle.Nieodpowiedziałana

pytanie.Offtrochęsięzmieszałiuśmiechspełzłmuztwarzy.

—Przepraszam—wymamrotał—jeżelicięczymśdotknąłem.

—Tonic—szepnęła.—Tylkoniemówmydziś

więcejnatemattejponurejhistorii.

—Dobrze—zapewniłjąpośpiesznie.—Nie

będziemyotymmówili.

Teriawzięładorękijegopłaszcz,którypowiesiłnaklamceipokręciłagłowąz
dezaprobatą.

—Czytostałemiejscetegopłaszcza?

—Nie—powiedziałOffwcaleniespeszony.—

Stałemiejscemawszafie.

—Wogóle,powiemci,zastałamtutypowo

kawalerskibałagan.

—Niepróbujmnieuczyćporządkunastarość.

—Ooo—wyrzuciłazsiebierobiącokrągłe

oczy.—Jesteśtakistary,żenatwójwidoksłabomisięrobi…Cudowniesięreklamujesz
—pokazaław

uśmiechurówniutkiebiałezęby.

—Czujęsięzmęczony—usprawiedliwiłsię.—A

kiedyjestemzmęczony,tonaprawdęczujęsięstary.

—Jużjasiętobązajmę.Najpierwkąpielczy

kolacja?

—Najlepiejjednoidrugienaraz.

—Amożeitrzecie?—dobiegłgojejgłoszłazienki,gdziepuszczaławodędowanny.Z
kuchnirozległosięgwizdaniepiecyka.

—Widać,żeokolacjipomyślałaśwcześniej.

—Tak—stanęłanaprogułazienkiopierającsięoframugę.—Mojamamazawsze
mówiła,żemężczyznzdobywasięprzypomocyzapiekanychpeforów,aniesztuczekze
zbytodkrytymdekoltem.

—Twojamama—powiedziałpoważnie—była

niewątpliwiebardzomądrąkobietą.Jeślidotejporypostępowałaśwtensposób,todziwię

background image

się,żenaszychdrzwinieszturmujązastępytwoichkochanków.

—Samajestemzdziwiona—odparłazudaną

powagą.Roześmiałsię.

—Wtobiejestcośtakradosnegoinieco”

dziennego,żebezprzerwymuszęcięcieszyć.

—Tysięniecieszysz,tylkonaśmiewaszzemnie—

pogroziłamusmukłympalcem.—Aleminacizrzednie,kiedyskosztujesztego
smakołykuiwtedynapewnowyrzuciszmniezadrzwi.Powiemciwsekrecie,żeja
pierwszyrazdzisiajspróbowałamsamaprzyrządzićkolację.

—Jesteśjednakodważna.Próbowaćnamnieswojeeksperymentalnedanie.No,no.To
dużeryzyko.

—Niemówtyle,tylkowłaźdowanny.Jestjużpełnaciepłejimiłej,odprężającej…

—…iczarodziejskiej—wpadłjejwsłowo—cieczy,którapozbawicięwoli,azada
uroku—znówsięśmiał.

—Niedługotonaśmiewaniesięzemniewejdzieciwkrew.Szorujdowannyinieważsię
oniczymmyślećwkąpieli.Maszodpoczywać.

Wodabyłarzeczywiścieciepłaimiła.Kiedy

wyciągnąłsięwniejzrozkoszą,ogarnęłogodziwneuczucie.Takchybamusząwyglądać
wszystkie

wieczorywdomachspokojnych,ustabilizowanych

ludzi,którychdzieńinocmająswójustalonyporządekirytm—niezmienny,
niezachwiany.Zkuchnisłychać

byłoszczekgarnkówisztućców,zpokojułagodnąmuzykę,wodastaławbezruchu,
nagrzaneciało

spoczywałoleniwiewwannie,myślbłądziławokół

czegośnieokreślonegoiprzyjemnegozarazem.Tylkogdzieśwpodświadomości,w
zakamarkachmózgu

kołatałysięsprawymającedecydować,sprawy

toczącesiępozatąnierealnąsytuacją,jakamiałaterazmiejsce.Koń,cewłosówwpadływ
pianę.Cochwilęzniedosłyszalnymtrzaskiempękałydziesiątki

pieniastychbąbli.Offzamknąłoczy.Głowęwypełniałamupustkaicisza.Mógłbytak
pozostaćdorana.

Usłyszałszmerzadrzwiamiłazienki.Otworzyłoczyiodwróciłgłowęwtamtym
kierunku.

—Czymogęwejść?—usłyszał.

—Wejdź—powiedziałibyłowtym

background image

cośzupełnienaturalnego,niewymuszonego.—Wejdź

iposiedźzemną.

Teriabyłajakbyniecozakłopotanajegonagością.Z

początkustarałasiępatrzećgdzieśwbok.Usiadładosyćsztywnonabrzeżkuwanny
wypatrującczegośpilnienapodłodzełazienki.Offowiwydawałosię,żetrochę
posmutniała.Szlafrokprzywarłdociała,dokładnieobryso-wującsmukłąsylwetkę.Off
wyciągnął

mokrądłońwkierunkuzagłębienia,jakietworzyłłukplecówibioder.Momentsię
zawahał,leczdłońruszyładalejipoczułdotykśliskiegomateriałunakońcachpalców.

Teriawyprężyłasięnagle.Odwróciłagłowęwjegokierunku,strząsającnabokirude
pukle.Patrzyłamuwoczydługoijakośbardzopoważnie.Potem

uśmiechnęłasięlekko.DłońOffaoparłasięjużmocnonataliidziewczyny.Byłajak
zahipnotyzowana,

skupionatylkonajegooczach,jakbyniezauważając,doczegozmierzadłońcoraz
mocniejjąoplatająca.

—Chodź—szepnął.

—Dokąd?—zapytałarównieższeptem.

—Chodźdomnie—powiedziałiprzyciągnałją

mocniej.

Teriaprzechyliasięgwałtownie,zobaczyłjeszczejejokrągłeoczy,poczymzatrzepotała
rozpaczliwierękamiitracącostatecznierównowagęrunęładowanny.Napodłogę
chlusnęłafontannawody,azarazzaniąfontannaśmiechutrysnęłazłazienkidopokojui
pomieszałasięzmuzyką.Spletlisięwuścisku,przedzielenitylkoatomamiwodyiwąską
warstwąpółprzeźroczystegomateriału.Ustaprzywarłydoust,piersidopiersi.

Trwalimomentwbezruchu.Teriapierwsea

oprzytomniała.

—Wychodzimy?—zapytałaześmiechem.

—Jakchcesz…

—Chciałamzupełnieinaczej—parsknęła,udajączagniewaną.Wyglądałajakzmoknięta
kura.Zwłosówsączyłysięcieniutkiestrumyczki;—Jesteśzupełnieniemożliwy.

—Awydawałomisię—stwierdził—żedobrze

wiedziałaś,doczegozmierzam.

—Niedemaskujmnietakbezlitośnie.Może

troszeczkęchciałam.

—Przyrzekamci,żeodtejchwiliściślebędziemysiętrzymaćplanu.

—Więcterazzjeszkolację…

background image

—Sam?

—Nieprzerywaj,zemną,jeżeliprzeztenczasniewymyśliszznówjakiejśatrakcji,która
mogłabymniekosztowaćżycie.Potemspokojniewypaliszsobiepapierosaidopiero
wtedy…

—…od24.45do24.57będziemy…

—…znówmiprzerwałeś.Jesteśniepoważnyi‘wogóleokropny!

—Atynieskończeniepiękna,kiedysięzłościsz.

Teriazdjęłazsiebiemokryszlafrokiweszładokabiny,zatrzaskujączasobąnawpół
przezroczystedrzwi.Ciemnozielonekaflepokrytebyłyparąwodną.

Dużelustronaścianieodbijałojejpostać.Stałazaskoczonarumieńcemnawłasnejtwarzy.
Zdziwiłoją,żewyglądadzisiajtakładnie.Odkręciłakurki.Zsufitutrysnęłapachnąca
woda.Długostałaztwarząunie-sionądogóry,czującnarastająceciepłoinie-

pokojącebicieserca.Czekałaniezdającsobiesprawy,nacoczeka.Iwtedyusłyszałago.
Zrozumiałaodrazu,żeontakżeczekał.Cofnęłasięokrok,robiącmumiejsce.

—Czywiesz,dlaczegomusiałemzostaćztobą

dzisiaj?—szeptałjejdoucha,podczasgdy

niecierpliwedłonieprzygarniałycorazgwałtownejsmukłeciałodziewczyny.—Bo
dzisiajwłaśnieotwarłymisięoczy.Zrozumiałem,żeczasuciekaniewiadomogdzieijak,
niewiadomokiedy.Jesteś…

—Jestemcipotrzebna—powiedziałatozdziwnąintonacją.

Robiłomusięcorazbardziejgorąco.

—Jesteśmikoniecznadożyciaisamniewiem,jakdotegodoszło.

Lekkokręciłomusięwgłowie.Niebytpewien

dlaczego.Zdarzyłomusiętoporazpierwszy.Możetowzbierającapara.

—Off—wyszeptała.—NiemyślonicKym…—jejgłosbyłniebywalemiękki,jednak
władczy.

Poczuł,żeniepowinienjużmyśleć.Powinien

zapomniećsię,zagubićwniej,wtymcomanadejść,bezżadnychhamulców.

—Niemyśl—powtórzyła.Imyślizgasły.

Byłojeszczeciemno,kiedynaschodachrozległysiękroki.Powolne,ledwosłyszalne
stąpanie.Wchwilępotemprzezskrzynkęnadrzwiachwpadłado

mieszkaniakartkabrefuispłynęłanapodłogę

przedpokoju,odwracającsięcharakterystycznym

znaczkiemdog(?ry.

Ktośdelikatniezastukał.Offocknąłsięiotworzyłoczy.

background image

Poruszyłsięniespokojnie.Pukaniedotarłodojegoświadomości.Uniósłgwałtownie
głowę.Wpozornymchaosiestukotuobowiązywałpewien

charakterystycznyrytm,niedopuszczający

najmniejszegodysonansu,najmniejszejdysharmonii.

InspektorwyciągnąłostrożniedłońspodgłowyTerii;odsunąłbrzegkołdry.Czymprędzej
narzuciłnaplecyciepłyszlafrok.Wyszedłdoprzedpokoju,zamykającza

sobądrzwi.Jeszczetylkoostatnirazrzuciłokiemnaśpiącą,żebyupewnićsię,czynie
zbudziłjej

przypadkiem.Porazniewiadomoktórystwierdziłprzytejokazji,żejestnadzwyczaj
piękna.

Schyliłsięipodniósłżółtąkartkę.Pokrytabyłaregularnymiliteramiszyfru.Tak.Iten
szyfrbyłwzupełnymporządku.Jednączęśćkartkisklejonozdwóchwarstwidokładnie
sprasowano.Pośliniłtomiejsceipołożywszybrafnablaciepodlustrem,począł

systematyczniepocierać.Zadrzwiamiktośporuszyłsięniecierpliwie.Inspektorusłyszał
westchnienie.Spodpierwszejwarstwypowoliwychynęładruga,ananiejówznaczek,
ostatecznepotwierdzenie.Inspektorwyprostowałsięiodetchnął.Twarzmupojaśniała.

—Jesteśtam?—zapytałniemalszeptemprzez

skrzynkęwdrzwiach.

—Tak.Zaczekamnadole—odpowiedziałznajomy

głos.

—Nie—zaoponowałOff.—Bądźcieobajza

godzinęwbarze.TymsamymcoostatniowColoi.

—Inspektorze—rozległosięzzadrzwi.

—Co?

—Przeddomemstoichybajakiślancetnik.

—TaJdmałykarzeł?

—Tak.

—Musiciegozałatwić.Odwczorajdepczemipopiętach.

—Dobra—usłyszał.

IzarazpotemponownierozległysięnaschodachledwosłyszalnestąpnięciaAgisa.Off
wszedłdopokoju.Stanąłprzyoknieispojrzałwdół.Karłaniebyłonigdziewidać.Może
sięulotnił?Dlakogo

naprawdępracujetenczłowieczek?ChybaniedlaBorsaTyki?Nawetnajodważniejszynie
rzucałbysięnaposiadaczaSrebrzystychWyciorów,wprawiającychcałąknajpęw
osłupienieiniemyzachwyt.DlakogopracujeBorsTyka?Nieważne.Zaoknemjeszcze

szaro.Któramogłabyćgodzina?Czwarta?Wpółdopiątej?Murydomówwrazz

background image

chodnikami,zielenią

krzewówidrzeworazszarosele-dynowymniebem

zlewałysięwjednąpłaszczyznę.Terianieobudziłasięjeszcze.Tejnocyniespaławiele,
alebędziemusiałajużwstać.Musidzisiajopuścićmiasto.

Inspektornakręciłnumerbiurawynajmuizamówił

bobons.Miałprzyleciećzapółgodziny.Nachyliłsięnadniąidelikatniepocałowałwe
włosy.Poruszyłasię.

Długierzęsyzafalowały.Dotknąłwierzchemdłonijejpoliczka.

—Wstawaj—szepnąłtak,żepoczułaciepłe

powietrzewuchu.—Wstawaj.

Otwarłaoczyilekkosięuśmiechnęła.

—Wstawaj—powtórzył.—Zakilkanaściemin

jesteśmyumówieninaulicyNergaikoniecznietrzebatamiść.Wstawaj.

—Takwspaniale…—Takwspanialebudzisz,że

mamochotęjeszczezasnąć.Przeciągnęłasię

podkurczającnogi.

—Naprawdętrzeba?—zapytała.

—Tak—odrzekł.—Chcę,żebyśwyjechała.

—Coo?—zerwałasię.—Animisięśni!

—Wyjedziesz—zabrzmiałototwardoinieprzyjemnie.

Spojrzałananiegozaskoczona.

—Zrozummnie—zmieniłton.—Zrozum,że

muszębyćpewny,żenicciniegrozi.Dlatego

wyjedzieszibędziesztamczekać,ażwszystkosięwyjaśni.

Spojrzałnaniąwyczekująco.

—Zgadzaszsię?!

Teriajakbyprzygasła.Opuściłagłowęiramiona.

—Jeślicitutajprzeszkadzam,towyjadę.

—Teria—przytuliłjądopiersi.—Wyjedziesz.Alenietylkodlatego,żemi
przeszkadzasz.Wyjedziesz,żebymmógłcięjeszczekiedyśzobaczyćzdrowąicałą.

Wyjedziesz,żebyśmymoglipotymwszystkim…

—Wiem,wiem…Maszrację…Wyjadę—tobyło

westchnienie.—Wyjadę…

background image

Wstałaiposzładołazienkiwziąćprysznic.Inspektorpatrzyłchwilęzanią,podziwiającto
sprężyste,gładkieciało,takróżneodjegowłasnego,azarazemtakbliskiejakjego
własne.Ubrałsięprędkowjakieśspodnie,pierwsze,którewpadłymuwrękę,w

pośpiechuzapinałkoszulę.Teriawróciłazłazienkiiwciągnęłaprzeznogiopięty
zielonkawylunis.Kręciłaprzytymbiodrami,usiłującjeprzepchnąćprzezmateriał.
Wreszciesiętoudało.Przezchwilęstałanieruchomo.

—Oczymmyślisz?—zapytałmiękko.Spojrzałananiego,jużporazdrugidzisiaj
zaskoczonajegotonem.

—Oniczym—powiedziałazroztargnieniem.—O

niczymważnym.

—Wszystko,comyślisz,jestdlamnieważne.

Powiedz.

—Nie.Zresztą…—zarumieniłasię.Nienalegał.

Wiedział,żecośjąnurtuje,żenadczymś,się

zastanawiaodmomentu,wktórympowiedziałjejowyjeździe.Widaćnienadeszłajeszcze
chwilanapodzieleniesięznimtąmyślą.

—Gotowa?—zapytał.

—Tak.Możemyiść.

Inspektorpowkładałdokieszenipłaszczawszystkiepotrzebnedrobiazgi.Teriatakże
narzuciłalekkąwiosennąsergę.Inspektorzamknąłmieszkaniei

włączyłsystem.

Bobonsujeszczeniebyło.Niebopowolijaśniało.

Nabierałocorazostrzejszych,czystychbarw.NadTermi,naddachamistrzelistych,
dziwacznychw

kształcieinstytutów,tonącychpodstawamiwciemnejzieleni,zamajaczyłczarnypunkcik.
Punkcikpowiększał

sięsystematycznie.Rósłwciszy,zawieszonyprawienieruchomo.Zatoczyłnadich
domemdwakołaiwy-lądował.Połyskującaoksydowanakulaodbijała

promieniewschodzącegosłońca,ślącwzmrożonąponocyprzestrzeńdługie,rude
refleksy.

Wtłoczylisięwfotele.Automatczekałnarozkazy.

—ULicaNerga—rzuciłOff.

Pojazdbezszelestnieuniósłsięwpowietrze,

zatoczyłłukiwziąłkursnapołudniowyzachód,wstronęSąSout.Zanim,niemal
niewidoczny,oderwał

sięodulicysmukłycień.Inspektorspojrzałwdół.Naowielemniejszejwysokościpędził

background image

zhałasemniewielki

sitrad.Przezprzezroczystąkopułkęinspektordostrzegł

skurczonązasterempostaćkarłowategolancetnika.

Zdenerwowałsię.Cozaprzebiegłykarzeł!Zbyt

przebiegłyjaknazwykłegorzezimieszka.Znów

powróciłopytanie—dlakogoonpracuje?Inspektorwyłączyłautomat.Musigozgubić.
Bobonswzniósłsięgwałtownie.Wdolezmalałaniecosylwetka

nieruchawegowpowietrzustradu.Offdobrzewiedział,żetylkozwrotnoś-ciąmożego
wywieśćwpole.Ostryzakrętwlewowtłoczyłichwfotele.

Terianicniemówiła.Śledziłaznapięciemmknącyzanimiuparcieczerwonystrad.Teraz
byłontrochęzboku.Wykręcałwichkierunkuszerokimłukiem,napełnymgazie.Off
zastanawiałsięprzezmoment,corobićdalej.Karzełczułsiębezkarnyiniemaljawnieich
atakował.Stradbyłnapewnoszybszyodbobonsa,leczmniejzwrotny.Tojednaknie
dawałozbytdużychszansnazgubieniegowotwartejprzestrzeninieba.

Pozostawałodowykorzystaniatylkoto,żebobonsmógłsięwznosićbardzowysoko,a
stradnajwyżejna50—60metrównadziemię.Gdybybyłociemno,albogdybyzasłoniły
ichobłokilubgęstechmury,zgubilibygobezboleśnie,jednakniebopozostawałozupełnie
czyste,seledynowe.

—Lećnadinstytuty—zaproponowałaTe-

ria.—Onjestmałozwrotny.Zmusimygodokluczenianadużychprędkościach.

Miałarację.Instytutybędązawysokiedlastradu.

Czerwonasmugajużichdopędzała.Wyraźnie

zobaczyłtwarzkarła.Nabiegłekrwiąmałeoczka.

Dłoniezaciśniętenakole.Dłonieozbielałychkostkach,kurczowowczepionewgładki
ster.ZtejodległościOffbeztrudurozpoznałmarkępojazduizacząłmiećwątpliwości,
czytakłatwoudamusiępozbyćnatręta.

ByłtosportowyGallixSuper.Jegopaszczarosłaztyłubobonsazkażdąsekundą.Walił
pełnąmocąprostonanich.

Offnacisnąłreduktor.Bobonszachwiałsięirunąłwdół.Gallixomalnieotarłsięodach
oksydowanejkuliijakpociskpomknąłdalej.Uderzonyfalągazówbobonsgwałtownie
zawirował.Stabilizatorztrudempochwycił

równowagę.Stradhamowałzpotwornymjazgotem

wstecznegoprzyspieszacza.Wykonywałszerokąpętlę.

—Off!—krzyknęłaprzerażonaTeria.;—Oncię

chcezabić!!!

—Wiem—wyrzuciłprzezzaciśnięteszczęki.

Nacisnąłpedał.Kularuszyłapionowowgórę.Gallixostrymślizgiemusiłowałprzeciąć

background image

ichlinięwznoszenia.

Znówwymmęlisięocentymetry.Rozgrzanepowietrzezadrgałowkołokabiny.Bobons
straciłoparciepodsobąirunąłwdziuręrozrzedzonegopowietrza.Inspektordocisnąłgaz
iwyrwalidoprzoduwstronęwidocznychnahoryzoncieinstytutów.

—Niebezpieczeństwo!Niebezpieczeństwo—

szeptałniemalczuleautomatimigotałczerwonymilampkaminapulpicie,gdydwukrotnie

przekroczylidozwolonąnatereniemiastaprędkość.

Mimotostradpędziłzanimi,stalesięprzybliżając.

—Niezłapienasprzedrzeką?—zapytałaz

nadziejąwgłosieTeria.

—Chybanie—odpowiedział.

Szliskosemwgórę.Straduparcieichgonił.Trzymał

sięnadzwyczajnie.Przekroczylijuż70metrówiwznosilisięwyżej.CzerwonyGallix
znówbyłtuż,tuż.

—Cholera!Chybaprzerabiany—zakląłinspektor.

Wznieślisięjeszczewyżej.Tamtenwyraźnie

zostawałwdole.Nieborozbłysłonaułameksekundy.

Offodruchowowykonałmanewrizredukował

wysokość.Następnybłysk.Inszadarłwgóręprawieświecą,czerwoneświatełkajarzyły
sięterazbezprzerwyiautomatbezprzerwybełkotałpieszczotliwie.

Znówbłysk!Itymrazemnietrafił.Gallixostrzeliwałichzpromiennika.Inspektormiał
wprawdziewkieszenikufę,aleniemogłasięnanicwtymwypadkuprzydać.

Wtem.niebopojaśniałonadłużej.Trzystrzałypodrządzwaliłysięnabobonsniczym
lawina.Offwyrwał

jeszczedoprzodu,leczpowstrzymałichautomatycznybezpiecznik.Tyłkulizniknął
zmiecionysalwą.Boki,nadtopionewysokątemperaturą,pofalowałysięibobonsstracił
równowagę.Krajobrazzawirowałimprzedoczami.Pojazdprzekoziołkowałkilkarazyi
bezwładnierunąłwdół.WiatrpęduwyłwJego

porozrywanejpowłoce.Offszarpałwszystkieuchwyty,usiłującwydobyćpojazdz

pionowegowiru.Silnikzaskakiwałodczasudoczasuizbezkształtnymrykiemzamierał.
Insjeszczeraznacisnąłstarter.

Nagleolśniłogo.Włączyłautomat.Bobonszadrżałijęknął.Silnikzacząłpracować.
Ciągnąłpełnąmocąwgórę.Pojazdspadałjednakzbytszybko.Silnikniecowyhamował
tenpęd,leczzaraztrzasnęływszystkiebezpieczniki;niemógłwytrzymaćtakiego
obciążenia.

—Pasy”—wrzasnąłinspektor,

background image

Rozgorączkowanedłonieodruchowoodnalazły

zatrzaski.Teriajużbyłazapięta.Wostatnim

-momenciespojrzałnaniebo.Postradzieniepozostałoniśladu.

Chybaktośtowszystkowidział—przemknęłomu

przezmyśl.

Potemzdążyłtylkorzucićwzrokiempodsiebie.

Zobaczyłzbliżającąsięzbłyskawicznąprędkościąpłaszczyznęwody.ObjąłTerię.
Przytulilisięipotwornyciosniemalspłaszczyłoksydowanąkulę.Podskoczyłajak
kamień,kilkarazyodbijającsięodfal.Zaryławzimnąochłańiposzłapodpowierzchnię
nabierającwody.

NanabrzeżachstałjużzaalarmowanyStrapori

jednostkiratunkowe.Steraxynatychmiastruszyłydomiejsca,wktórymzanurzyłsię
bobons.Nurkowiezaciągalizamkiloistrów.Nadpunktem,wktórym,jakwyliczono,
bobonsspocznienadnie,zawisłyczterybobonsyzpodwieszonymipłaszczyznami.
Bezbłędniewstrzelonopionoweścianywdno,tworzączamkniętysześcian.Steraxyjuż
tambyły.Podłączonossa-wy.

Sprężarkizassałypierwsząpartięwody.Ubywałojejwzaskakującymtempie.Tymczasem
wzmacniano

konstrukcję,wstrzeliwując

drugiochronnysześcian.Wkrótceratownicyujrzelispłaszczonydachzarytegowmułpo
sam

czubekbobonsa.

Dotejchwiliupłynęłotrzydzieścisekundod

momentu,gdykulazetknęłasięporazpierwszyzlustremwody.Nadnozeszlinurkowie
wobcisłychczarnychlostrach,zapiętychpodbrodę.Opuszczanoichzesteraxówna
linach,zplatformumieszczonychprzyścianach.Oplatała.bobonssiatkąstalowej
konstrukcji.Terazpodpiętolinydowszystkichczterechbobonsów,któreniecouniosły
kulę,wydobywającjązmułu.Wyciągniętodwadała.Oplecionewkokon,

wędrowałydosanitarnegosteraxa.Wewnętrzu

pojazduotwartokokon.Ułożonorannychnakojach.

Lekarzespoglądalinapodłączonestymulatoryi

manometry.Elektronicznydiagnostykbadałpokoleikażdąkość,każdymięsień.Wróciło
tętnoioddech.Offotworzyłoczy.

—Alemieliszczęście—powiedziałjedenzlekarzy.

—Uratowałaichwodaipasy.Sątylkolekko

potłuczeni.Adziewczynatrochęzszokowana.

—Cotozabandziorichostrzelał?—zaciekawiłsięinny.

background image

—NapewnoStraporgozłapie.Pewnietensam,

któryrozwaliłInstytutLotów.

Teriatakżesięporuszyła.Inspektorpodniósłgłowę.

—Cosięstało?—zapytał.

Wydawałomusię,żejegoczaszkarozpadniesię

zaraznatysiąckawałków.Pozatymprzeszywałgonieznośnybólwprawejręce.

—Nictakiego—odpowiedziałjedenzlekarzy.—

Trochęzagwałtownielądowaliściena

Termi.Alemieliścieszczęście.Obeszłosięnawetbezzwichnięciakostki.Lekkiwstrząs.
Zachwilęwyjdzieciezuniwermedu,potemprzesłuchawasStrapori

możecieiśćdodomu.

NanabrzeżuczekałinspektorUnder.Kiedy,jeszczelekkosięchwiejąc,wyszlizwnętrza
steraxa,

natychmiastsięnanichrozwrzeszczał.

—Sportowcy,psiakrew!—ryczał.—Akro-baci

zasmarkani!

Offwyciągnąłzkieszenisuchegoubraniale-

gitymacjęitylkomachnąłniąprzednosemtamtego,niezatrzymującsięnawet.Taquanara
wiedziałjuż

oczywiścieocałymzajściuichciałsięzOffemnatychmiastwidzieć.Offmyślałjednak,
żetoraczejformalnezainteresowaniezestronyzwierzchnika,zagrywkamającamu
wyrobićdobrąmarkęwśród

pracowników,aniefaktycznatroskaolosOffa.Pozatyminspektorniemiałczasu.Teraz
zwłaszczamiałgoniewiele.NaspotkanienaulicyŚwiętegoNerga

spóźnilisięjużdziesięćminut,azanimtamdojdą,miniedalszychdziesięć.Powiedział
więcTaquanarze,żezjawisięuniegopóźniej.

—Azłapaliścietego,którydomniestrzelał?—rzucił

wmikrofon.

Podrugiejstroniezapanowałacisza.

—Nie—odezwałsięwreszcieTaquanara.—Mam

meldunek,żeodnaleźlistrad,alefacetzniknął.

—PewniestradstałwuliczcebezkameryMózgu.

—Tak—odpowiedziałTaquanara.—Wrejoniebezkamer.

—Tonaraziedziękujęci—zakończyłOff.—Mamterazpilnąsprawę.

background image

Wezwaliixar.Zjawiłsięnatychmiast.—NaŚwiętegoNerga—rzuciłinspektoriixar
ruszył.

TymczasemkarzełzatrzymałsięnaroguEfa-nalwwielkiejcienistejbramie,pośród
dziesiątekbiegnącychodpoczątkudokońcatejulicy,jakwszędziewColoi,wystaw
sklepowych.Stanąłtak,abydobrzewŁidziećsczepiają-cąwpewnym,miejscuna
wysokości

pierwszegopiętraobiestronyulicy,klairnrę

elektrycznejgazety.Pojejpłaszczyźniemknęłyszeregiliter.Coraztonoweinformacje
przesuwałysięnadzatłoczonąulicą,pełnąsunącychpojazdów,tętniącągwaremi
krzykaminatrętnychsprzedawców.

Karzełstałopartyomur,wlpatrującsięznapięciem.

wpłaszczyznęgazety.Czekał.Wreszciebarwaliterzmieniłasięzbiałejnaczerwonąi
popłynęłysłowainformacjizostatniejchwili.„PRZEDPółGODZINĄW

POBLIŻULINIIZEROPLUSOSTRZELANYZOSTAŁ

background image

PRZEZNIEZNANEGOOSOBNIKAINSPEKTOR

STRAPORUOFFPROWADZĄCYSPRAWĘNAPADU

NAINSTYTUTLOTÓW.ŻYCIUINSPEKTORAI

PASAŻERKINIEZAGRAŻANIEBEZPIECZEŃSTWO.

STRAPORPRO…”

Człowieczeknieczekałdalej.Zezłościązgniótłtutkęmafafy.Roztarłjąochodniki
zniknąłwciemnościbramy.

IxarzatrzymałsięprzyŚwiętegoNerga35.Wysiedliiweszlidoniezbytwytwornejbramy
zaniedbanego

budynku.Napiętrozaprowadzi-

łyichdrewnianeskrzypiąceschody.Offprzypuszczał,żebyłyonespecjalnieskrzypiące.
Właścicielmusiał

widaćsłyszeć,czyktośnadchodzi.Gdydoszlidopiętra,otworzyłysięnawprostnich
drzwi.Stanąłwnichniechlujnieubrany,krostowatyczłowiek.

—Proszędośrodka—powiedziałiskłoniłsięzwprawązawodowegolokaja.

Weszli.Korytarzyk,wąskiiciemny,całyzagracony,zaprowadziłichdoponurego
staromodnegopokoju.Zabiurkiem,rzeźbionymbogato,leczmocno

zniszczonym,siedziałpalącfajkęsamślepiecBajo.

—Spóźniłeśsię…—zacząłpodrasowującpatrzydłaizciekawościąprzypatrującsię
Terii.

—Małykłopot.KtośchciałustrzelićmojeSrebrzysteWyciory.

Offzauważył,żeTeriarozglądasiępopomieszczeniuzestrachem.Bajotakżeto
spostrzegł.

—Niebójsię,panienko.Jesteśw”dobrychrękachmimozłychpozorów.Niktcięnie
skrzywdzi.Chyba….

—zawahałsię.

—Chybażeco?—zaatakowałtwardoinspektor.

—Chybażetwójpaniwładca—zwracałsiędalejdoniejzcorazszerszymuśmiechem
—niezapłaciwumówionymczasieumówionejsumy—zarechotał.

—Oto—Offrozluźniłsię—bądźspokojny.

—Jestem.Choćnastępnymrazemktośmożeci

ustrzelićWyciory.

—Byleniebyłtoktoś,okimtywiesz.

—Podejrzewaszmnieodziałanienawłasnąszkodę?

background image

—Taksobietylkomówię.Popatrzylinasiebie.

—Mamcośdlaciebie—zmieniłtematślepiec.

—Co?

—Informacjęzatysiąclunów.Inspektorażgwizdnął.

—Niemamtyleiniedamtyle.

—Tosporo,aleopłacisię.WiadomośćzSov.Teriadrgnęłanadźwięktejnazwy.

—Dotyczypewnegodziwnegowypadkuwdrukarni

—kontynuowałBajostalekręcąctrybikamipatrzydeł.

Zdawałosię,żeprzewiercanimiczłowiekanawylot.—

Zapłacisz?—popatrzyłnaOffazwyczekiwaniem.

Inspektorwahałsięchwilę.

—Adomyślaszsię,jakiecenięinformacje?—

zapytałzniedowierzaniem.

—Inspektorze!—obruszyłsięBajo.—Wiemkim

jesteśiwiemtakżeotylewięcej,żemogęcipomóclubzaszkodzić.

—Toidobrze.Wobectegowieszrównież,czego

chcesz.Więcwal.Dajęteluny.

—Zdarzyłsiętajemniczywypadek.Jakiśfacet

napadłnadrukarnięiwdziwnysposóbsterroryzował

pracowników.Samisiępowiązaliizakneblowali,aonzjednymtylkoredaktorem
drukowalicałąnocnie

wiadomoco.MusiszjechaćdoSov,inspektorze.

—Jesteśpewien,żetainformacjajestdla

mnie?

—Widzę,żewiemwięcejotwojejsprawieodciebiesamego.Kiedyśtozrozumiesz.Już

niedługozresztą.Narazietyle.Płacisztysiąclunów.Iwracamydotematu.Z
człowiekiem,októregośpytałeś,zobaczyszsięwPomnikuNiewidzialnych—znów

zarechotał.—Araczejusłyszyszgo.Dziś,zapółtorejgodziny.Zadwadzieściaminut
maciepróżniowieczColoi.Ją—ciągnąłwskazującpalcemTerię—

odbierzenadworcumójczłowiekzeSrebrzystym

Wyciorem,takimjaktwój.Możeszsięnieobawiać.Towszystko.

Bajozadzwoniłidopokojuwszedłkrostowaty.

Wskazałimdrzwizlekkimukłonem.

background image

—Jeszczejedno—zatrzymałOffaBajo.—Nie

żałujtegotysiąca,zrobiłeśnaprawdęcudownyinteres.

Offprzytaknął,leczmiałpoważnewątpliwości.

Weszliwznanyjużkorytarz,skądkrostowaty

zaprowadziłichprzezprzechodniepodwórzena

sąsiedniąulicęiprzywołałixar.

IxarzatrzymałsięwColoipodautomatycznymbarem,gdziejedlitamtegopamiętnego
ranka.Ranka,odktóregozacząłsiędlaOffainnyświat.

—Zostańtutaj—powiedziałdoTeriiwysiadajączpojazdu.

Wmilczeniuskinęłagłową.Widział,żejest

niezadowolonailekkowystraszonaplanowanym

wyjazdem.NajbardziejzłościłjąupórOffa,alenatonieumiałajużnicporadzić.Ins
wiedział,corobiiTeriaczuła,żemaonrację.Mimowszystkobyłananiegozła.Któż
pojmiekobietę?

Wewnątrzbarusiedziałojedyniekilkanaś

cieosób.AgisiDagerwsamymrogu,usadowieninawysokichkrzesłach,wywijali
nogamiwpowietrzu,sącząccopeauskie.NawidokinspektoraDager

machnąłręką.

—Witaj—powiedziałniemalwesoło.Nutkanapięciaprzedarłasięjednakprzezten

wesołytoniOffzrozumiał,żechłopcomjest

wtejchwiliciążko.

—Cześć—rzekłsiadającoboknich.

—MożeżółtgozCopeau?—zapytałAgis.

—Nie,nie—zaprotestowałgwałtownieOff.—Mambardzomałoczasu.Zadziesięć
min—spojrzałnaświatełkazegarka—zadziesięćminmam

próżniowiec.Potym,żewaswidzę,wnioskuję,żejesteściegotowinawszystko.

Obajpodinspektorzyskinęlitylkogłowami.

—Posłuchajciewięc—zacząłOff.—JadęzobaczyćsięzRevaparem,tymzwolnionym,
któregotakukrywaliwInLu.Dostałemjegoadresza300lunów.

—Skądweźmiesztakąforsę?—zdziwiłsięDager.

—ZkasyStraporupozakończeniusprawy,alenieototerazchodzi.Niepowinnomito
zająćdużoczasu.

Tymczasemprowadźcieśledztwozgodniezprzyjętymizasadami,klasycznie,starajciesię
niczegoniepominąć.Tojedyne,comożeciedlamniezrobić.

Pewnienacośsięprzyda.No,tocześć.

background image

PrzyostatnichsłowachOffjużstał.Terazodwrócił

siętylkoizniknąłwdrzwiachbaru.Wyszedłszyzatrzymałsięnamomentispojrzałw
słońce,

przysłaniającoczydłonią.Wspaniałapogoda.WeFloreynapewnojestpodobna.Jeszcze
razspojrzałnasłońce,lecznatychmiastodwró-

ciłwzrok.Naniebie,przedoczamipojawiłasięmuzielona,Olkrągłaplamka.

Wzdrygnąłsię.Coto?Pewnieefektporażenia

ostrymświatłem.Ruszyłwstronęixara.Niemaczasunadomysły.Otwierającdrzwiczki
pojazduznowu

popatrzyłwgórę.Plamkaprzesunęłasięnazachód.

Wsiadł.Widaćźrenicajeszczenieprzyszładosiebie.

Ixarruszył.Offobróciłsię,spojrzałwtylnąszybę.

Zielonaplamaprzesunęłasięjakbyniżejnadhoryzont,niecourosła.

—Cotamwidzisz?—zaciekawiłasięTeria.

—Nic—odpowiedziałwracającdonormalnej

pozycji.—Zadługopatrzyłemwsłońceiterazlatająmipłatkiprzedoczami.

Jednakznowusięobejrzał.Niebobyłoczyste.

—Jużmiprzeszło—uspokoiłsię.

—Tonormalne—stwierdziłaTeria.Ixardojeżdżałdodworca,któregobiałekopuły
raziływzrok.

.Szesnastegokomara.Floreyotejporzeroku…

Bezchmurne,niemaljaskrawe,zieloneniebo.Kwiaty,wktórychtonąwszystkieulicei
place.Białepłatki,gdziespojrzysz.Dachydomówrozrzuconychnieregularniena
wzgórzach.Anijednejpoziomejpłaszczyzny.

Wszystkiealejeibulwarywwiększymlubmniejszympochyleniu.Posrebrzanewieżyczki
centrum,błyskającejużzdalekaniczymlatarniemorskie.Floreyotejporzerokuto
przepojonaświeżościąfontannperłapodzwrotnikowa.

Próżniowiec,sunącyterazwewnątrzprzezroczystejruryzgigantycznąprędkością,
zwolnił,

przemykająckolejnymiśluzami,rozrządugłównegodworcaimożnabyłoprzezpodwójne
szkłoiplastykoglądaćkrajobraz.

Offwpiąłwklapęmigoczącyznaczek.Ludzie

wstawalizmiejsc,pompyniecowolniejprzetłaczałyrozrzedzonygaz,smukły,rybikształt
próżniowcacorazmajestatyczniejsunąłpoprzezkolejnestawidła.Zaścianamisłychać
byłosykwypełniającegorurę

powietrza.Zkażdąnastępnąśluząruchpomp

background image

zamierał,ażwreszcieucichłzupełnieissanieprzejęłypompystacji.Pojazdtoczyłs&ęjuż
niewieleszybciejodstraduizbliżałsiędopodziemnegoperonudworcaFlorey-Vylla.

Wkrótcezzaokienzniknęłybudynkiiprzepojonezieleniąulicemiasta,azastąpiłajeszara
czerńtunelu.

Zapojazdemzamknęłasięostatniaśluzaizcichymsapnięciemszarpnąłnimsprężysty
buforodpychający.

Światłaprzygasłynasekundę,nimzdążyłjeprzejąćzasilaczstacji.Przezperony,odbity
wielokrotnymechem,popłynąłgłosspikera,oczywiścieautomatycz-nego:ANIZORPS
VALACOAOTFLOREY.AN

NEROPUSEDZiwsekundępóźniejwin-terze:

PRÓŻNIOWIECZVALACODOFLOREYNA

PERONIESZÓSTYM.

Ciśnieniedoszłojużdonormyizapłonęłyzieloneświatła.Ludziewysypalisięjakziarnka
erbasatenabłyszcząceposadzkiperonu,wktórychodbijałysięlustrasufitów.Rozległsię
gwarpowitań.Śmiechiłzymieszałysięzesobą—samotnośćibliskość.Ktośoczekiwał
—niktnieoczekiwał.Nowewieścize

starychmiejsc.Starewieścizestarychmiejsc.Jakzwykle.Odwieków.

TerazdopieroOffzaczynałdoceniaćtakąat-

mosferę….Nie,niedoceniać…Odkilkudnizaczął

zauważaćistnienietakichsytuacji,jakietowarzysząpowitaniuporozłąceidługiej
nieobecności,cowięcej

—zacząłjerozumieć,atopociągałozasobąfakt,żecorazbardziejichpotrzebował.
Wydawałomusięodwczoraj,żestałsięjakiśinny,ludzki,poprostunormalny.

—Miałemsięzgłosić—przerwałrozważaniaOffawysokiczłowiekwbłyszczącym
garniturze.WklapęmiałwpięteidentyczneWyciory.

—Zgadzasię—odpowiedziałinspektor.

—Gdzietowar?

—Tu—OffwskazałgłowąTerię.

—Idziemy—skinąłnaniąmężczyznairuszył

przodem.

Teriazawahałasię.Otworzyłausta,jakbychciałacośpowiedzieć,leczzrezygnowała.
Przytulilisiętylko,krócejniżtozwyklebywaprzypożegnaniu

ustabilizowanychparipobiegłazaswoim

przewodnikiem,znikającymjużwtłumiepasażerówpodążającychwstronęeskalatora.

—Pamiętaj!—krzyknąłOff.—MożeszsięruszyćtylkonaosobistezezwolenieŚlepca!

—Pamiętam!—odkrzyknęłapoprzezszum

background image

wypompowywanegopowietrza.

Wkrótcezniknęła,zginęławtłumieróżnobarwnych,różnojęzycznychprzybyszów.
Zastanowiłsię,co

chciałamupowiedzieć.Czyto,oczymmyślaładzisiajrano,czyteżzupełniecośinnego?
Przezcałądrogęprawienierozmawializesobą.Byłwichrozstaniujakiśnieokreślony
smutek,możeżal,amożetylkoniepokój.

Zostałterazsam.Peron.pustoszał.Otwarta

śluzaziałaciemnąpustką.Próżniowiecjużodjechał.

Offnieusłyszałnawetzapowiedzi.Skierowałwzrokkuprzeciwległejścianie.Poszedłza
wędrującą,jaskrawopulsującąstrzałką,którawskazywałakierunekdocentrum.Strzałka
wprowadziłagonaeskalatorwijącysięostropodgórę.

„Przypominamy—rozległosięzgłośników—że

temperaturawynosidzisiaj33°,jestbez-chmumieiniemalbezwietrznie”.

„…Wietrznie”—powtórzyłhalieskalatora,„…etrznie”

—niosłosięprzezopustoszałyperon,„…nie”—

westchnąłgłoszciemnegotunelu.

Nagórzejaskrawe,białeświatłosłońcaniemal

poraziłomuoczy.Przypomniałsobie,żejestw

płaszczuizdjąłgonatychmiast.Wsłońcubyłogorąco.

TakieupałyzdarzałysięwVala-cotylkoprzezkilkadniwśrodkulata.Spojrzałna
zegarekiprzyspieszyłkroku.

Dospotkaniapozostałozaledwiedwadzieściamin.Naszczęściedopomnikastąd
niedaleko.

Wciągnąłwpłucapowietrzeprzepojonezapachem

białychliliowcówzapełniającychrabaty.Zapach,którytakdobrzezapamiętałwzupełnie
innych

okolicznościach.Floreyniekojarzyłomusięwtejchwilizbłoigimspokojem.Kolornieba
byłjakbybardziejostry,płaszczyznybiałychścianbudynkówmniejstabilne,ruchigłosy
bardziejagresywnie,zapachulicynieprzyjemny.

Minąłprzyspieszonymkrokiemkilkaniedużych

uliczekiznalazłsięnaplacuNiewidzialnych.Podkolorowymiparasolamigracy-ami
siedzieliludzie,popijającgrac.Dziecisączyły

przezsłomkipastelowepłyny,skrzącesiębąblamigazu,lizaływielkieczerwonelizaki.

Pomnikzzewnątrzwyglądałnienadzwyczajnie.Kilkakamiennychsłupków
wyznaczającychokrąg.Wewnątrzokręguniedostrzegałosięniczego.Normalnypejzażpo
drugiejstronieplacu.Pomniksprawiałwrażenie,żejestprzezroczysty.Wrzeczywistości
jegownętrzebyłopoprostuniewidzialne.Offprzezchwilęobserwował

background image

wejściedopomnika.Leczniktsiędoniegoniezbliżał.

Wreszciewsunąłsiędośrodka.Otoczyłagopustka.

Kiedyśjużtubył,jednakwrażenie,jakiegoobecniedoznał,byłoniesamowite.Wkoło
kompletnanicość.

Pustaprzestrzeńbezkoloru,cisza,brakteżjakiego-kolwiekzapachu.To,conajmocniej
utkwiłomuw

pamięcizwrażeńjakichdoznałwówczaswchodzącdopomnika,todziwneuczucie
rozpłynięciasięw

przestrzeni.Kiedyspojrzałnaswojedłonie,niezobaczyłich!Anogi?Takżeichniebyło!
Czułje.

Tymrazemnienastąpiłooworo’zprzestrze-nieniesię.Widocznietenfenomen
występowałtylkoprzypierwszejwizyciewewnętrzupomnika.

Nagle,tużnaduchem,usłyszałgłos:

—JestemRevapar.

Niebardzowiedział,coodpowiedzieć,takpoczułsięzaskoczony.Wyręczyłgo
niewidzialnyrozmówca.

—Czekamnapanaoddobrejchwili.Chciałpanzemnąrozmawiać?

—Tak.

—Usiądźmynaławce.

Inspektorporuszyłsięniezdecydowanie.Nie

miałpojęcia,gdzieznajdujesiętaławka.Poczułdotykczyjejśdłoni.Tamtendelikatnie
pociągnąłgozasobąiposadził.Offusiadłzezbytwielkimimpetemnakamiennejławie.

—Słucham—odezwałsięznówRevapar.

—Znalazłemsięwtrudnejsytuacji.PowierzonomisprawęnapadunaInstytutLotóww

Valaco.

—Icojamamztymwspólnego?

—Skradzionodokumentydotycząceprzygo-

towywanegolotudoAchinorawSol.Panuczestniczył

wustalaniuprogramu.

—Icoztego?

—Potempanzniknął,adyrektorzyinstytutuukryliprzedemnątenfakt.JednocześnieOS
prowadzi

śledztwo.Zostałemzapomocąsprytnejintrygi

wplątanywcałąsprawęimuszęjąciągnąćniejakowbrewswojejwoli.

background image

—Niechpanradzisobiebezemnie.

—Panmnieniecałkiemzrozumiał.Jamamna

pieńkuzTajnąRadąiteraz,powierzającmito

śledztwo,chcąmniewykończyć.DlategojednocześnieprowadzijeOS.Oniwiedząo
wielewięcejodemnie,boudostępnionoimtajne’dokumentyzawierająceprogramlotu.
Wtensposóbpostawionomnienazgóryprzegranejpozycji.Wiemjednaktakdużo,że
będąmusielimnieusunąć,jeżelitooniznajdąnapastnika.

Pozostajemitylkojednowyjście.Muszęgoznaleźćpierwszy.

—Widzęjeszczejednowyjście,inspektorze.

,—Nierozumiem.

—Możepanzrobićto,coja.

—Onie.Tobyłobyzbytpasywneposunię-

cię.Zupełnieminieodpowiada.Jakiepanmawtejchwiliperspektywy?

—No,cóż.Nienajlepsze,istotnie.Czekamna

przerzutnaSalvirę.

—Awidzipan—powiedziałOff.—NiechcęresztyżyciaspędzićnaSalvirze.Zresztąsą
ludzie,którzynawettamniezdołająsięukryć.Panwłaśniedotakichnależy.Bajomoże
panaukryćrok,dwa,możedaćpanunowenazwisko,papiery,nawettwarz,alenieusunie
ludzi,którzybraliwtymudział,adopókiichnieusunie,niebędziepanmiałchwili
spokoju.

—Ajakiepanmaperspektywy?,

—Naraziezbytmałoorientujęsięwzagadnieniu.Wiem,żemogęwygraćdochodzącdo
sednanaprzełaj,ajeżeliprzegram…

—Toco?

—Toprzynajmniejnieprzejdęprzezetap

oczekiwanianadzień,którymusinadejść,niebędęsiętrząsłponocachsłysząc
skrzypienieschodówczyuderzeniaframugioknapotrącanejwiatrem.Mojaśmierćbędzie
nieporównanielżejszaodpańskiej.

Uprzedzęich.

Przezchwilępanowałomilczenie.Pustkanabrałaprzytłaczającegociężaru.Wreszcie
Reva-parodezwał

się.

—Chętniebympanupomógł.Alewydajemisię,żetonicnieda.Pozatymcałymsercem
solidaryzujęsięzczłowiekiem,którynapadłnainstytut.Tamtasprawatobagno.Pan
równieżwpewiensposóbchceznimi

walczyć,choćzzupełnieosobistychpobudek.Dlategochciałbympanupomóc.

background image

—Niechpanposłucha—przerwałmuinspektor.—

Jeżeliwygram,zrobiętakiszumwo

kółtejsprawy,żecałąTajnąRadęiOSdiabliwezmą.

Tylkotomnieuratuje.Mnieipana.

—Panchybasięporywazmotykąnasłońce.

—Tenczłowiekwmoichrękachtoklucz.Klucz,którypozwolimiotworzyćdlaświata
walizeczkęTajnejRady.

Tajnąwalizeczkęztajnymiwiadomościami.

.Znówzapanowałomilczenie.Revaparwyraźniewahał

się.

—Dobrze—westchnąłciążko.—Powiempanu,co

wiem,alepodjednymwarunkiem.

—Tak?

—Żeniepoświęcipantegoczłowieka,którydokonał

napadu.

—Mogętylkoprzyrzec,żepoświęcęgowos-

tateczności.

—Niechitakbędzie—zgodziłsięniespodziewaniełatwo.—Niechpansłucha.Wiepan
napewnoo

zwiadzie,jakiprzeprowadziłysondyautomatycznewukładzieAchinora.Otóżopinię
publiczną

poinformowanooniektórychtylkofaktach.Częśćdanychzostałazatrzymanawyłącznie
dodyspozycjiRady.Jejczłonkami,jakpanwie,sąrównież

dyrektorzyinstytutu,FoyiHargis.Przekładdanychzautomatówodbywałsięwścisłej
tajemnicy.Brałowtymudziałzaledwiekilkaosób.Międzyinnymija.Przezpewienczas
byłemprawąrękąHargisa,darzyłmniecałkowitymzaufaniem-Wpewnymsensieuważał
mniezakontynuatoraswojejidei,zaswegonastępcę.

Faktemjest,żeulegałemwówczasjegowpływom,

widziałemwnimniedościgłyideałnaukowca.Podobałomisięwnimnajbardziejto,że
potrafiłwszystkopodporządkowaćnadrzędnemucelowi—wynikowiek-sperymentu.
Wkrótcejednakspostrzegłem,żeta

zasadaniezawszesłużyszlachetnymcelom.Co

prawdaniemojąrzecząbyłosięnadtymzastanawiać,amożewłaśniemoją…Wkażdym
raziewpewnym

momencie,zwłaszczaodchwili,gdynieco

background image

samodzielniejstanąłemnanogachiwyzwoliłemsiędziękiwynikomwpracyspod
kurateliHargisa,

zacząłemmudelikatniedawaćdozrozumienia,żezpewnymijegometodamisięnie
zgadzamiżeniemożenamnieliczyćjakonaswegonastępcę.Myślałemprzytymcoraz
częściejipoważniejoprzeniesieniusiędoinnejpracy.Niestety.Mojeplanypokrzyżował
lotsonddoAchinora.Zostałemwciągniętywwiranalizdanych,systematyzowania,
gorączkowegoopracowania

hipotez.Samsięnawetniespostrzegłem,jakzostałanasnielicznagarstka.Niewiedziałem
jeszczewtedy,doczegoFoyzHargisemzmierzają.Foywłaściwieniejestortsenikiem.
Maczęściowewykształcenie

ortsenicznezoycostyłyądemograficzną.Znapandoskonalenasząsytuację
demograficzną.Pełnotegowgazetach.Możepannawetpamięta,copisanoprzyokazji
założeniain-stytutu.Międzyinnymiwyrażanonadzieję,żeinstytutprzyczynisięwalnie
do

rozwiązanianaszychludnościowychproblemów.

SpecjalistąodtychsprawbyłFoy.Jużoddawnaprowadzonopodtymkątem
poszukiwania.

IwreszciezdecydowanosięnaAchinor.Achi-norwydawałsięimobudoskonałym
miejscem.WspólniezinnymiczłonkamiRadyprzedyskutowalisprawęidoszlido
wniosku,żeprojekt,któryopracowali,należywprowadzićwży

cie.Przyzachowaniuodpowiedniejostrożnościcałaludnośćżyłabywprzekonaniu,że
sprawabyłaczysta,kryształowa.

Naczympolegałtenplan?OtóżchcieliprzesiedlićczęśćludnościPhasangunatrzecią
planetęwukładzieSol.Idealnewarunki.Prawietakiejakunas.Zielonaroślinność,
niebieskawoda,dużowody,całeoceany,odpowiedniprzedziałtemperatur,niecotylko
niższyniżunas.Wszystkograło.Zapisalibysięzłotymizgłoskamiwhistoriiludzkości.
Gdybytylkosięudałoutrzymaćwtajemnicyjedenniewielkiszczegół…Przyprojekcie
obecnejwyprawyzatrudnionosamychpewnychludzi.

Jeślinieoddanych,towjakiśsposóbodnich

uzależnionych.Jestemjedynym,któremuudałosięzniknąćitodopierotydzieńtemu.
Zapewmesąnamoimtropie.Początkowojarównieżzachwycałemsiętymprojektem.
Planetarzeczywiściewspaniała,

myślałem,inadajesięidealnie.Alektóregośdniazkolejnejsondyodebranosygnał
tamtejszejradiostacji.

Rozumiepan?Nienaszej,leczich.Tamtenukładiplanetaokazałysięzamieszkałe.

Czasamizastanawiamsię,jakmogłodojśćdo

podobnegoabsurdu.Tainnacywilizacjawkosmosietocoś,nacousiłowaliśmynatrafić
bardzodługo,nacocałyPhasangczekał.Ażtuokazujesię,żeistniejegrupka
wszechwładnych,którzypotrafiąutrzymaćtakąwiadomośćwtajemnicy,okłamać
wszystkichina

background image

dodatekzniszczyćowąodnalezionącywilizacjęwimięnadrzędnegocelu,jakimjest
swobodnyiniczymnie

ograniczonyrozrostnaszejrasy.Okazujesię,żeszczęścieludziwedługniektórychgodne
jestkażdej,nawetnajkrwawszej,ceny.Nie,proszępana.Janiemogłemsięzgodzićz
takimstawianiemsprawy,niemogęsiępogodzićzpodobnymi

kontrastami.Supertechnikaiptasimóżdżek.

Przerażającymariaż.Zadwamiesiąceoficjalnie,azadwatygodnienieoficjalniemiała
wyruszyć

niszczycielskaekspedycja.Wśródjejczłonków

przeważnieuciekinierzyzSalvtryimętyz

valacańskiegoCzarnegoKwadratu.Niechpansobiewyobraziowychemisariuszy,
szczytowypułapnaszychmożliwościkulturowych.Gdybyniepowagasytuacji,mógbym
sięnajwyżejśmiaćzpodobnegopomysłu.

Inspektorsłuchałtegowszystkiegobeznaj-

mniejszegoruchu.Czuł,żewzbierawnimwściekłość.

Powoliostatniewypadkizaczynałyukładaćsięwjeszczedośćmgliściezarysowaną,
Jednaklogicznącałość.NiesłuchałjużReva-para.Wstałiskierowałsiędowyjścia.Teraz
informacjaBajoowydarzeniachwSovnabierałarzeczywiściewartości.Dałbydużo
więcejniż1000lunówzato,żebybyćwSov.Tak,musitampojechać.

Promieniesłońcaporaziłygoniemaliprawiezezdziwieniemstwierdził,żeznowuma
ciało.

Energicznymkrokiemruszyłwstronędworca.Szedł

niezwracającuwaginaprzechodniówipojazdy,

skoncentrowanynajednymzagadnieniu.Jakzwyklewtakichwypadkachzdawałomusię,
żeocierasięoostatecznerozwiązanie,jesttuż,tuż.Nibywszystkowydajesięjasne,a
jednakniepasujedosiebie,nieprzylegaztądoskonałościątypowądlaprawdziwego
sedna,jeszczeniejestcałkowiciegładkieijasne.

Karzełzatrzymałsiępodłukiem,przywielkim

kamiennymsłupiewspornikowym.Rozluźniłkołnierzyk.

Byłomugorąco.Oczywciążniemogłyprzywyknąćdobieli,ostregoblaskusłońcawtym
mieście.Zobaczył

Offa,gdyporazkolejnysięgałdokieszeni,bywyjąćchusteczkę,którąocierałpotzczoła.

—Inspektorwyszedł—szepnąłdoumieszczonego

wklapiefonu.

—Czekajnadrugiego—odezwałsięgłoszklapy.

Czekał.Zpomnikaniktniewychodził.Słońcelałożarznieba.Anijednejchmurki.Plac
naglezaroiłsięodmłodzieży.Jakaśszkolnawycieczkakierowałasięwstronępomnika.

background image

Zaniepokoiłsię.Czyżbyzamierzaliwejśćdośrodka?

Podszedłmimowolniekilkakrokówdoprzodu,

wpatrzonywtamtomiejsce.Naglepo-czułuderzenie.

—Przepraszam—wyjąkałjakiśdrągal.—Bardzo

przepraszam,niechciałem.

—Odczepsiępan!—ryknął.

—Ależnie…—drągalzastąpiłmudrogę.—Niemogępozwolić,abypantakodszedł,
muszętojakośpanuwynagrodzić.Pobrudziłemtakąśliczną,białąkoszulętym
przeklętymsokiem—paplał.

Wtymmomenciekarzełzauważyłczłowieka

wymykającegosięzwnętrzapomnikaiszybkim

krokiemruszyłwstronęprzecznicypoprzeciwległejstronieplacu.Chciałominąćdrągala,
aleten

uporczywiezastępowałmudrogę.

—Niechpanpodamiswojenazwiskoalboadres,anatychmiastprzyślępanudziesięć
białych,ślicznychkoszul.

—Zjeżdżaj!—warknął.

Jużzdawałomusię,żeumknienatrętowi,leczgdymijałdrągala,tenzłapałgozaklapy.

—Onie—powiedział.—Niemożemytaksię

rozstać.Karzełznieruchomiał.

Czyżby—pomyślał—tedwakrokidoprzodubyłybłędem?

—Czego?—pogardliwiewydąłwargipatrzącw

góręspodlekkoprzymrużonychpowiek.—Czego7!—

powitórzyłwrogo.

—Wymieńmyadresy.

—Niewidzisz,żeniemamczasu?

Człowiek,któryopuściłpomnik,dochodziłjużdoroguikarzełzrozumiał,żezachwilę
stracigozoczubezpowrotnie.Drągaltakżeobejrzałsięwtamtąstronę.

Jegomocnedłonieniewypuszczałyaninamomentklapymarynarki.

Muszęcośzrobić—pomyślałkarzełikopnął

tamtegozcałejsiływkostkę.Drągalzawył,rozluźnił

chwyt.Małyszarpnąłsięijużkłusowałprzezpłytęplacu,roztrącajączdziwionychludzi.
Drągalbiegłtużzanim.

—Proszępana,proszępana—wołał—panzgubił

background image

jaJdśpapier!

Bylinarogu.Człowiekzpomnikajakbyrozpłynąłsięwpowietrzu.Karzełobejrzałsięiw
tymmomencieżelaznepalcewczepiłysięwjegokołnierz.

-—Nietrzebasiębyłotakrzucać—wysapałmudouchadrągalwykręcającrękę.

Natwarzymałegomalowałosięprzerażenie.Drągalpopychałgowstronęnajbliższej
bramy.Karzeł

szarpnąłsięjeszczeraz,leczbezskutecznie.Chciał

krzyknąć.Ludzieprzechodzilikołonichobojętnie.

Czarnaczeluśćbramyzbli

żałasięnieuchronnie.Głosuwiązłmuwkrtani.Powiałochłodemkorytarza.Długaigłaze
świstemprzecięłapowietrze.Karzełskurczyłsięioklapł.Drągalprzytrzymałgochwilę,
poczymopuściłbezwładneciałonachłodnąposadzkę.Rozprostowałpoły

marynarkiiprzygładziłwłosy.Wyszedłnarozgrzanąpłytęplacu,mrużącoczyprzed
oślepiającymi

promieniamisłońca.

Ależdziśgorąco—pomyślałizmieszałsięztłumemróżnobarwnychprzechodniów.

PiątkowepopołudniaEraspędzałazwyklewdomu.

NiemalkażdegotygodniawtendzieńprzychodziłdoniejFoy.Wiedziała,żemabardzo
pilnezajęciawjakimśtaminstytucieiżewzwiązkuztymniemogąsięwidywaćczęściej.
Byłojejtonarękę.Nieprzepadałazaowymstarszymgrubawymfacetem,nudnymażdo
mdłości.Wolałamłodszetowarzystwo.Alerówieśnicyniezapewnilibyjejprowadzenia
taklekkiegoi

przyjemnegotrybużycia.Trzebabyzrezygnowaćzluksusówiwygód,najakiestaćją
byłodzięki

podstarzałemuadoratorowi.Czasamiczuładosiebiewstrętimiaławyrzutysumienia.Na
szczęścietakiechwilezdarzałysięrzadkoidośćłatwowracaładonormy.

WostatnichczasachcoraztrudniejzdobywałasięnamiłetraktowanieFoya,którystałsię
jakbybardziejskąpyichybajeszczenudniej-szy.Wiedziałajednakdoskonale,żemusiw
stosunkachznimpozostaćzawszelkącenęprzyjemnym,uległymkociakiem.

Płaszczyznałączą-

caich,byłabowiemzbytkrucha,abyEramogłasobiepozwolićnaprzeciąganiestruny.

Cóż,kiedyten.związekzaczynałjąprawdziwie

męczyćipowolistawałosięjasne,żeniedługo

nadejdziechwila,kiedydłużejniewytrzyma:będąmusielisięrozstać,awrazztym
momentemprzestaniedlaniejistniećZagłębienieDłonizjejobecnymmieszkaniem,
cudownymapartamentem,wyściełanymdraperiamiidywanami,wypełnionym
najdroższymiub-raniamiibiżuterią.

background image

Terazsiedziaławgłębokim,samoukładającymsięfotelu,którymiękkooplatałciało,i
czekała:DospotkaniazFoyemmiałajeszczesporoczasu.

Zastanawiałasię,dlaczegotakłatwoprzyszłojejznimzostać.Byłaprzecieżwtedy
zupełnieinną

dziewczyną.Momentyrozterki,któredziśodczasudoczasuprzeżywała,byłyjakby
pozostałościąpotamtej,dawniejszejErze,młodej,pełnejzarównorozterek,jakiwielu
złudzeń.

PoznałaFoyawdelańskimInbulcu.Razemz

Hyalem,miłymwiecznierozczochranymchłopakiem,któremutakbardzosiępodobała,a
którydotegostopniabyłnieśmiały,żenawetnieprzytuliłjejmocniejwtańcuprzezcały
okresichznajomości.

Hyal,Hyal.Wybuchnąłdopierowtedy,kiedyktośmupowiedział,żeonazamieszkaław
ZagłębiuDłonizapieniądzejakiegośfagasa.Biednychłopakniemógłsięztymwżaden
sposóbpogodzić.

Wtedywydawałsięjejobojętny,terazjużbygotaknietraktowała.Możejeszczecośdo
niejczuje?Możepomógłbysięstądwyrwać?Tylko

gdziegoszukać?Wyjechałwówczasdojednegoz

obserwatoriównaLagarenie.Szczeniackiepomysły!

Zachciałomusięlodówikrajobrazów

podbiegunowych.Potwornyszczeniak.Gdybychoć

trochęznalkobiety,wiedziałby,żeona,Era,chceznimzostać.Alecm,pełenjakichś
zabobonnychzasadiprzesądów,miałwyidealizowanyobrazkobietypodtąswioją
wiecznierozwichrzonączuprynąiniewytrzymał

zderzeniamarzeńzrzeczywistością.Gdybyokazałsię

trochędoroślejszy…Gdybyobojechoćbytrochę…

Ech…Gdyby!Gdyby!!!Brałajązłośćnasamąsiebie.

Kanapki„przyrządzonewłasnoręcznie”czekałyjuż,misternieułożonenastole.Całe
przedpołudniepaprałasięnimi.Foyuważał,żewdobie,kiedywszysitkomożnadostać
gotowe,wdobrymtoniejestprzyrządzaćwszystkowłasnoręcznie.Tojegosnobistyczne

upodobanieprzypominałostylżyciasprzedIIRewolucji,zresztąoncałyopętanybył
przeztamtąepokęipozowałnaeleganckiego,uprzejmego,lecztwardegofaceta.W
rzeczywistościokazałsięsłabyimały,aletowiedziaładopieroteraz.Wmomencie,kiedy
go

poznała,wydawałjejsięfaktyczniebardzomęski.

Szybkozorientowałasię,żetakniejest.Jednakwtedyczułasięjużomotanaprzepychemi
wygodami,którymijąotoczył.

Zerwałastosunkizdawnymiznajomymi,przestałastudiować.Poprostubawiłasię.Jej
życiestałosiępasmemzabawiszaleństw.Jakośniepotrafiła,niechciałategooddać,

background image

mimożewiedziała,jakiFoyjestnaprawdę.Wolałapoświęcićswojeideały.Jakiżw
Inbukubyłeleganckiirycerski!Tojąujęło.Niktdotychczasjej-wtensposóbnie
traktował.

Pamięta—wdośćdużejsali,wpodziemiach,

szalałaawangardowagrupaturboakustykówzNenamMidlachemnaczele.Kompletna
ciemność.SiedzielizHyalemnapodłodze.Hyaljakzwyklewprzyzwoitejodległości.
Dźwiękipełzałypopomieszczeniu,więzłynaglegdzieśwśrodkusali,milkły,gasły,znów
sięrozpalaływpromieniachreflektorówpodsufitem,rozpędzałysię,nabierałyszybkości
iintensywności,wibracjizatykającejuszy,rozpędzonedogranicmożliwościzderzałysię
ześcianami,jakbymuzycychcieliteścianystaranować,przebićnawylotizdawałosię,że
rzeczywiściewzgiełkuigrzmotachścianywaląsięnasłuchaczy,rozbitezfuriąprzez
zmaterializowanedźwięki.Raptemzezgiełkuwyłaniałasięspokojnamelodiao
przedziwnejkonstrukcji,melancholijna,sentymentalna,wyciskającazoczułzy.Tony
osypywałysięterazpościanach,poubraniachsłuchaczy,więzływpołowiedrogi,
natrafiającnaniemalwidoczneelektronicznebariery,zapadałysię,melodiazaczynałasię
dławićiginąć,umieraćpdnaporemnarastającej,fizycznejciszy.Wkońcusłyszałosięjuż
tylkoją,dobie-gającązdaleka,jakbyzjakiejśnieskończonejgłębi,zzaświatów.I
wreszcieostatniakord,cichewestchnienieagonii,skurcz,wibracja,którapopłynęłaze
wszystkichkątówzkażdegopunktupomieszczenia.

Obezwładniającacisza.

Zapaliłysięświatła,ludzieszuralikrzesłami,rozlegałysięwestchnienia.Opuszczanosalę.

PokłóciłasięwtedyzHyalem,któryuważałMidlachazamiernegokompozytora,acały
wy

stępzanieudany.Tenbałwanzepsułzupełniecałynastrój,toteżgdyFoyzacząłją
adorowaćmiał

ułatwionezadanie.Przezresztęwieczorubawiłasiętylkoznimiwkońcuwymknęlisię
razemdo

ekskluzywnejrestauracji,wktórejEraczułasięjakkopciuszek.Niezabawilitamzresztą
długo.Zatańczylikilkarazy.Eramimozawrotówgłowypiłanadal,dooporu.Zupełniesię
rozkleiłaprzy„PozwólmidotrzećdoTristin”iprzylepiłasiędoFoyana

dobre.

Potempojechalidoniego.Zdalszejczęściwieczoruniepamiętaławiele.Ranozbudziła
sięwjegołóżku.

Byłojejtrochęwstyd.Okazałosięjednak,żejużmawynajętemieszkaniewZagłębieniu.
Przyjęłatendarzniedowierza-rzaniemipostanowiłakontynuować

rozpoczętyromans,żebyprzekonaćsię,cojejdalejprzyniesie.

WtenprostysposóbzostałazFoyemdodzisiaj.Naszczęściewidywalisięrzadko.Inaczej
byłobytoniedozniesienia.Rzadkiespotkaniatraktowałajakoniezbytwysokącenęza
luksus.Nigdyonicgoniepytałaanionjej.Całytydzieńzwyjątkiempiątkużyłaswoim
własnymżyciem.Tyleżewniczymnieprzypominałoonożycia,jakieprowadziła

background image

przedtem.Aleitodałosięwytrzymać.Pragnieniewygodygórowałonad

wszystkiminiedogodnościami.

Włączyładyskretneoświetlenie,muzykęiposzłasiękąpać.Przeglądałasiędługow
lustrze.Jasnewłosyozielonkawymodcieniuspadałynaplecyipiersi.

Wiedziaładoskonale,żejestpięknaimożezFoyemzrobićprawiewszystko,cozechce.
Prawiewszystko.

Spięławłosy

naczubkugłowyiweszładowanny.Letniawodaozapachuaykrukanguobjęłaciało.
Miałaochotę

popływać,alewkrótcezmieniłazamiar.Wannabyłazbytkrótka,abyporządniesięwniej
rozpędzić.JużdawnoprosiłaFoya,abyprzebudowałłazienkę,aledotądtegoniezro-triŁ
Towłaśniebyłprzykładowejbariery,októrąrozbijałysięniektórejejkaprysy.Wysz-

łazwodyotrząsającsięjakzwierzątko.Szybkopodbiegładosuszarki,pozostaiwiającna
posadzcemokreślady.Falaciepł»gopowietrzaopasałająnatychmiastukładającsięw
powyginanelinieo

kształtachkobiecejgłowy,ramion,brzuchainóg.Skóraprzestałajużbyćwilgotna.
Ubrałazłocisty,długiszlafrok.Wpokojupołożyłasięwygodniena

olbrzymim,wpuszczonymwpodłogętapczaniei

zaczęłaprzeglądaćdzisiejszemagazyny.Dochodziładziewiąta.Wkrótcezadudniłbas
dzwonka.Ależpunktu-alny…—pomyślałainastroszyłasięwewnętrznie.

Spojrzałajeszczerazwlustroizerknęłaprzezwizjer.ZadrzwiamistałFoyprzysłonięty
odpasawgórębukietemoyabońskichlilii.

—Jaksięmasz,kochanie!—rzuciłwesoło

wtłaczającsięwwąskiedrzwi.

—Bardzodobrze—odpowiedziałauśmiechnięta

niecozbytsztucznie.

Przeczuwałajuż,żebędzietopiekielnienudny

wieczór.Jakwkażdypiątekusłyszałakolejne,niezbytwyszukanekomplementy,całą
seriępochwałdla

swego,wiedziałatodobrze,niezbytwysokiegokunsztukulinarnego,kilkamało
znaczącychzwierzeń,paręmałoznaczącychrad.

—Stalemyślęopewnychsprawach—zacząłpochwiliFoy.—Wydajemisię…

Dalejniesłuchała.Jegogłospłynąłgdzieśobok,to,comówił,zlewałosięwbezkształtną
masę.Nie

interesowałyjejproblemykochanka.

—Możewłączymyholo?—przerwałamu.Zająknął

background image

się,urywającwpołowierozpoozętymonolog.

—Dobrze—zgodziłsięnatychmiast.Kiedy

podeszładoodbiornika,podsufitemrozległsięponowniebasdzwonka.Foyzamarł.

—Spodziewaszsiękogoś?—zapytał.Byłanie

mniejzaskoczonaodniego.

—Nie—wyszeptała.—Wieszdobrze,żeten

wieczórzawszenależytylkodociebie,nawetjeżelinieprzychodzisz.

—Mniejszaztym—rzekł.—Idź,zobacz,ktotoiodprawgojaknajszybciej.

Weszładohallu.Zerknęłaprzezwizjer.Przed

drzwiamistałmężczyznadośćwysoki,oprawiebiałychwłosach,wąskichustachioczach
mających

nieokreślonąszarąbarwę.KiedyEraotworzyłastałosięcośdziwnego.Mężczyzna
nakazałjejiśćprzedsobą.Poczułanagłyzawrótgłowy,przypływstrachu,niebyła“w
stanie

sprzeciwićsięjegowoli.

Bezsłowaruszyłaprzednimdopokoju.Wiedziała,żemusitakzrobić,mimożeniepadło
anijednosłowo.

Apotemzaczęłapaplać.Ustajejsięniezamykały.Z

potokuwykrzyknikówzapamiętałatylkokilkaurywków.

Mówiłaojakimśmorzu,owspólnychwakacjach,otym,jakszaleniesięcieszy,że
wreszcieprzyszedł.Niemogłaprzestaćiniemogła,niestarałasięniczrozumieć.

Niebyławstaniepojąćtego,cosięzniądzieje.

Takdoszlidopokoju.Foysiedziałwfotelu.Naichwidokzerwałsię.Niezdążyłanawet
otworzyćust,kiedyjużbyłopowszystkim.

Mężczyznawyjąłcośzkieszeni,Foyruszyłwjegostronę.GośćprzycisnąłgłowęErydo
swegoramienia.

Poczułaprzedziwnyzapachmateriałujegopłaszcza.

Przypominałspalonedrewno.Krótkibłyskzatrzymał

Foyapopierwszymkroku.Zatoczyłsięiupadł.

Nieznajomyodepchnąłjąodsiebiei,odwróciwszysię,wybiegłzmieszkania.Usłyszała
tylkbstukotdrzwi.

Foyleżałnieporuszonyzrozcapierzonymirękamiobokprzewróconegofotela.

Pochyliłasięnadnim.Niewyczuwałapulsu.Terazdopierowpadławhisterię.Corobić,
corobić?!W

końcurzuciłasiędofonu.DrżącymipalcaminakręciłakodStraporu.

background image

—Słucham—odezwałsiędyżurny.

—Popełnionomorderstwo!BelgazNolda645.

ZamordowanodyrektoraFoya!

—Ktomówi?

—EraHater.

—Jużjedziemy.

Szczęknąłprzełącznik.Wfoniezapanowałacisza,wpokojurównież.Central
przeselekcjo-nowałdaneipokilkusękachodezwałsięfonuAgisa.

—ZamordowanoFoya.ZagłębienieDłoni645.

—Przyjąłem—rzuciłAgisiskinąłnaDagera.—

Słyszałeś?

—Tak,słyszałem.Zdajesię,żenaszuciekinierznówszaleje.

—Skoczępoinspektora,atyzadzwońdo

DrugiegoDyrektoraInsytutu.

Wyszedłtrzasnąwszyzamaszyściedrzwiami.Dagerłączyłsięprzezwewnątrznąlinię
bezpieczeństwa:

—DyrektorHargis?

—Słucham.

—MówiDagerzeStraporu.Zamordowano

Foya.

Wsłuchawcedobrąminutępanowałacisza.

Dagerrzuciłokiemnaekran.TwarzHargisatkwiłatamnieporuszona,zupełniejakwykuta
zmarmuru.W

końcuprzedłużającesięmilczeniezaczęłoDageraniecierpliwić.

—Zrozumiałmniepan?

—Tak—wydusiłzsiebieHargis.Wydawałosię,żezachwilęzemdleje.

—Niechpanposłucha—mówiłDager.—Proszę

wsiąśćwstrad,spotkamysięwBelgazNolda.Numer645.Totakiniedużyplacykw

ZachodniejKwaterze.

—Dobrze—wyszeptałtamteniwyłączyłsię.WtejsamejchwiliDagerzobaczyłw
drzwiachinspektorazAgisemibezsłowa,chwyciwszywlociekurtkę,

podążyłzanimi.Zbiegaliposchodachjakza

najmłodszychlat.Agisczęściowozjechałpoporęczy.

background image

Nieczekalinawindę.Zbytmałomieliczasu.Każdaminuta

mogłabyćterazbardzocenna.

JużwstradzieOffwydałpolecenieblokadydzielnicy.

WszystkieoczySupermózguStraporuskierowałysięnaZagłębienieDłoni.Większość
patrolowcówzterenucałegomiastablokowałapotrójnympierścieniem,nieliczneuliczki
wyjazdowe.Patrolekrążyływ

najbliższychsekto-

rach,gotowewkażdejsekundziedoakcji.Eskadrabobonsówtaktycznychmiałalada
momentwyruszyćzlądowiskaMem-Kahar.Porządkowirozpoczynali

przetrząsainiekażdegodomuodobrzeżydzielnicy.

Stradsunąłścinajączakrętyirazporazwznosiłsięwpowietrze.Rzekępokonaliniemal
wpław.ZanimikilkastradówzNadzwyczajnej,zdosyćprzypadkowąobsadą.
Przeciążonesilnikiwyłyniemiłosiernie.

—CzyOSjużwie?—rzuciłOffdodyżurnego.

—Nie,nicniewie—głosdyżurnegowydałmusięznajomy.

Spojrzałnaekran.Ach,toWatir.

—Słuchaj,Watir—inspektormówiłniemal

spokojnie.

Byłopanowanyizdecydowanyjużcomarobić.—

Pamiętaj!Niechniewiedząjaknajdłużej!Jasne?

—Zrozumiałem!

Zwyciemwstecznychzajechalinaniedużyplacyk,zabudowanyzwszystkichczterech
stron.Wjeżdżałosięnańtylkoodtej,odktórejwpadli.Pozostałaczęśćplacuotoczona
byłaschodami.Szerokieiwąskie,zdobionebogatoimniejbogato,czasamiwręcz

surowe,ascetyczne,zgrubych,prymitywnychblokówlubzmisternychmurów.Schody
prowadziływróżnychkierunkach,biegłynaróżnychpłaszczyznach,

wielopoziomowe,łączącesięzinnymischodami,przezpodwórkadomówwśródzawiłych
nierazpasażyi

tunelików.

Anijednejpoziomejulicy.Wyjątekstanowiło

trzydzieściulicdojazdowych,którekoń

czyłysięnaobrzeżudzielnicymałymiplacykami.

Otaczałyjezczterechstrondomyprawieidentycznejaktetutaj,nowe,leczstylizowane
nastare,istnecacka.Każdywydawałsięinny,ajednakwszystkiemiałypodobny
charakter.ByłyonenowszeodcałegoDelanu,jednaknawettenajpóźniejzbudowanena
pewnopowstałydobredwawiekitemu.Zczasemprze-robionoichwnętrzanamieszkania

background image

luksusowe.

Najdroższadzielnicamiasta.

Napierwszympiętrzespostrzegliuchylone

drzwi.

Totutaj…—pomyślałOffiskierowałsięwtamtąstronę.Agispowstrzymałgow
ostatniej

chwili.

—Uważaj—syknął—nawycieraczkę!Istne

cudo.

—Nicwniejniewidzęszczególnego—Off

pochyliłsię.,—Ostatnikrzykmody—mówił

właściwie

dosiebieDager,podnoszącostrożniewycieraczkę.—

Postąpnięciuzachowujeodciskbuta.

Iotogomamy.

Weszlidalej.Przedpokójmalowniczy,utkany

nafioletowo.Wewszystkichpomieszczeniachpuchyiboazerie,tapety,woale,miękkie
meble.Powietrzeprzesyconeaykrukangiem.

NapodłodzeFoy.Ręcerozrzucone.Włączoneholo.

Natalerzuniedojedzonekanapki.Pozornieżadnegośladunacielezabitego.Twarz
stężała.Bezwyrazu.

Wiadomo.

—Trup—mruknąłinspektor.—Flesze!Operatorzyzrobilikonwencjonalneujęcia-Teraz
inspektorzająłsięresztąszczegółów.Dziewczynasiedziałanakanapieczytapczanie,

diabliwiedzą,niewątpliwieówmebelsłużyłdospania.

NieruchomaniczymFoy.Jakbytojązabito,niejego.

Wpatrzonawtwarzzmarłego.

—Czypanijestwstanierozmawiać?—zwróciłsiędoniejAgis.

Niezareagowałanawetmrugnięciempowiek.

—Zostawją—powiedziałOff—lepiejwezwij

pogotowie.Typowyszok.Doktorze!—zawołałdo

lekarza.—Możepandajejnaraziecośna

wzmocnienie.Zarazbędziepogotowie.

background image

Offruszyłnaobchódmieszkania.Technicyzajęlisięodciskami,zbieraniempróbekitym
podobnych

bzdurek.Nieraznawetważnych,aleniedecydującychprzecież.

Dzielnicętymrazemszczelniezablokowano—

myślał.—Jeżelinieuciekłdotejpory,tojużsięnieprześliźnie.Chybajednakzdążył
zniknąćnaczas.Taki

przewidującyfachowiec—niepodobne,żebysięniezabezpieczył.Kimjest?…

NieporazpierwszyOffmyślałnadtym,-kimjestnieuchwytnyprzeciwnik?Zrozumieć
wrogatoniemalpokonaćgo.Tenwymykałsięzwykłymregułomgry.Był

zbytwielowarstwowy.Coś,czegoOffjeszczeSobiewpełninieuświadamiał,kazałomu
strzecsiętegoprzeciwnika.Tkwiławnimjakaśobca,nieznanasiła,niezwykła
aktywność,genialnewprostszczęścieiniesamowiteopanowaniesztuki.Operowałdużą

wiedząiznajomościąnarzędziobezwładniających.

Offzbliżyłsiędooknaiwychyliłnaulicę.SześćstradówStraporustałowrówniutkim
szyku,błyszczącniebieskimilakierami.Zzaza

krętuwypadłydwainnestradyiwyhamowały

zjękiem.

JednymznichprzyjechałzapewneHargis—

pomyślałOff.

Ludziekręcilisięjeszczepomieszkaniu,nadolestaliinni,skupieniwpobliżupojazdów.
PierwszymznowoprzybyłychokazałsięrzeczywiścieHargis,zdrugiegostradu
natomiast…Nie!!Nonie!!Offmyślał,żekrewgozaleje.ZdrugiegowysiadłGulm.To
cholerneOSjużwiedziało.

Kto?—zastanawiałsięOff.—Ktoimdałznać?

Watir?Nie.NapewnonieWatir.Hargis?

No,jasne.

HargisstałprzyswoimluksusowymEndeo,

wycierającwchusteczkęspoconedłonie.CzekałnaGulma.Razem,podeszlidogrupki
ludziipytaliocoś.

Pokazanoimokna.WjednymznichzobaczyliOffa.

WzrokGulmawędrowałzadłoniąwskazującego

człowieka.ItrafiłwprostnazimnejakostrzalancoczyOffa.Gulmnachwilęstracił
fason,alebardzoszybkogoodzyskał.

Niespuszczalizsiebieoczu.

Gulm—pomyślałOff.—Typadlino.Jeszczedzisiajmuszęsięztobąliczyć.Jeszcze
dzisiaj.No,możeijutro.Jeszczekilkadni.

background image

Gulmuśmiechnąłsięszeroko,jakbyczytałw

myślachinspektora,jakbyznałkażdejegoodczuciezwiązanezeswojąosobą.Doskonale
pamiętał

,,Banderę”.Dodzisiajsyciłsiętamtym.

ZdemaskowanieOffaito,copotemznimzrobił,dotądbyłodlaniegoźródłemradości.
Terazdoszła

satysfakcja,żesiedzimusiępodnosem,imożnakpić.

Kpićpotym,cosięuczyniło,znie-

go,Offa,stróżasprawiedliwościzbożejłaskiiwogólezcałejjakiejśtam
sprawiedliwości.

Trzebawiedzieć,jaksiędalejustawić.Istniejąwyższeracjeniżnormalnaludzka
sprawiedliwość.

Iwtedywłaśnietosięstało.Byłototaknagłe,żeOffdopieroposekundziezrozumiałi
ogarnąłcałośćsytuacji.Krótkibłysktrafiłwgrupę.Nie.Wjednegoczłowiekaztejgrupy.
WHargi-sa!Hargisleżałbezruchu.Resztazwijałasię.Obraznędzyirozpaczy.

Skądstrzelał?—Offpowlókłwzrokiempościanieprzeciwległegodomu.Nic.Aniruchu.
Aletopewne,żeciospadłstamtąd.Offzrobiłkrokwlewoiwtymmomenciedrugibłysk
rozjaśniłniebo.Framugazostałaprzebitanawylot,aścianaporządnienadtopiona.

Inspektorzbladł,potzrosiłmuczoło.Pobledlirównieżpozostaliludzieznajdującysięw
tympokoju.

—Nietrafił—powiedziałAgis.

—Nie—odparłOffprzezzaciśniętegardło.—

Oszczędziłmnie.Tobyłoostrzeżenie.

Zrobiłomusięgorącoipoczuł,żenogisiępodnimuginają.Uratowałgoporządkowy,
którywpadłz

wrzaskiem!

—Doktora!!Szybciej!!

Lekarzjużzbiegłnadółzeswojąnieodłączną

walizeczką.Akuratnadjechałoteżpogotowie.

—Pościg!!!—ryknąłzupełniebezpotrzebyOff.

RazemzDageremiAgisempopędzilinadół.

Lekarzekrążylimiędzyrannymi.

—Nicgroźnego,lekkieudary,oparzenia,

przygłuszenia.

—Aten?—OffwskazałnawijącegosięGulma.

background image

—Tenstałnajbliżej.Trochęgorzej,alewyjdzieztego.

—Szkoda—mruknąłdosiebieinspektor.

Zebrałpozostałychludzi.Rozdzielilisięna

dwaskrzydła.

—Odbezpieczyćkufy!—wydzierałsięAgisbardziejdladodaniasobieanimuszuniżz
fak-tycznejpotrzeby.

Wpadliwbramę.Offniósłprzedsobąchwy-tacz

aktywności.DrugimiałDagerprowadzącynastępnągrupę.Posuwalisięostrożnie.

—Eskadrawdrodze—usłyszałOffznadajnika

umieszczonegowklapie.Cośsobieprzypomniał.

—Uwagawszyscyporządkowi!Zablokować

dokładniekanałyiinnepodziemneprzejścia!

Niedobrze—pomyślał.—Napastnikzapewne

pamiętałokanałach.Jeślinieskorzystał,toznaczy,żebawisięzemnąwousęiontellę.

Wsłuchawkachzachrobotało.Podniósłrękę.

Zatrzymalisię.Złapałtrop.Terazszlijuższybciej.

Przezpasażnawysokościpierwszegopiętrawyszlinasąsiedniąulicę.Stądśladbiegł
prostodonastępnejkamienicy,przezpodwórzeikrótkitunelnatrzeciepiętronad
następną

przecznicą.

Insowisercebiłomocniej.Wdłoniściskałkufę.

Jeszczejedenzakręt.Niedużepodwórko.Bo-bonsunosiłsięwłaśniezmurawy.

Offprzyklęknął.Wycelował.Nacisnąłspust.Bobonsodbiłsięodziemijakpiłka,poczym
zwielkąchyżościązacząłwznosićsiędogóry.Pociskplasnąłomurawę,opryskującją
jakbysmolistączarnącieczą.

—Padnij!—wrzasnąłOffisamprzypadłostatni.

Zarazbędąwióry—przemknęłomuprzezmyśl.

Ibyły.Powietrzemtylkotargnęło.Fontannagorącejziemiwzniosłasięnakilkametrówi.
opadła.Offzerwał

się.Naniebiewidaćtylkoniewielkioksydowanypunkt.

—Eskadra!—ryczałOff.—Gdziejesteście!

—Widzęgo!Widzęgo!—wgłosiedowódcy

brzmiałopodniecenie.

—Atakuj!

background image

GdybyOffniebyłzdenerwowanywtejchwili,niewydałbytakiegorozkazu.Terazto
sobieuświadomiłipojął,żewszystkozależyodtamtego,odnapastnika,którymusi
precyzyjniedziałać.Jeżeliprzegra,przegrająobaj.

—Bierzemygowsferę!—informowałdowódca

eskadry.—Terazniewyjdzie!

—Bierzcie—mruknąłOffbezzachwytu.Wszystkorozegrałosięwkilkasekund.To
wyglądało

niesamowicie,wprostniewiarygodnie.Bobonszbiegalawirowałmiędzypociskami
niczymakrobataw

slalomie.Przytymniepozostawałmilczący.Niebopoczerniało,potemzżółkło,wreszcie
zbielałoodkondensatuwybuchów,leczwtejbielidalejlawirował

nie-chwytnybobons.Jegostrzałybudziłygrozę.Niedlatego,żeczyniłyażtakolbrzymie
szkody.Byłystraszne,botrafiałytam,gdzieonchciał.

Unieruchomiwszyostatniegobobonsaeskadry,zbiegodleciał.

Nieboporóżowiało.Bojowebobonsyztrud

nościąlądowały.naplacykachZagłębieniaDłoni.

—Wracamydostradów!—zakomenderowałOff.—

ProwadzigoterazSupermózg.—Irzuciłdofonu:

—Uwaga,wszystkiezdolnedoruchupojazdy!

KierowaćsięwedługwskazówekSupera.Super

przejmujedowództwo.

Pochwilidowleklisiędoswoichstradów.

—Dager—odezwałsięInsdoidącegoobok

współpracownika.—Comasztakąponurąminę?

PojedzieszdoInL-uiwyciągnieszchoćbyspodziemiĘstora.Zamknieszgo.

—Co—Dagerstanąłjakwryty.

—Aresztujeszizamkniesznanajwyższympoziomiepodcałodobowąstrażą.Nikogodo
niegonie

wpuszczaj.Niemożemuspaśćwłos^głowy!

DagerzAgisemwsiadalijużdopojazdu.

—Staryzwariował—wysapałDager,gramolącsięprzezniskiewejście.—Kazałmi
zamknąćipilnowaćTrzeciegoDyrektoraInL-u.

—InL,InL,InstytutLotów—mamrotałAgis.—Cozadźwięcznyskrót.

Dagerpopatrzyłnaniegoniemalzezgrozą,poczymgwałtowniewłączyłdociskacz.
Ruszylijakzprocy.Agisażsięprzestraszył,żeniezakręcąprzedmurem.

background image

Pokiwałgłowązezrozumieniem.

Offusiadłnaprzednimfoteluwswoimstra-dzieiwłączyłrozrusznik.

—Niechsiępanodsunie!—wrzasnąłnajakiegośgapia,którymustałnadrodze.

Siwyczłowieczek,bardzostary,skwapliwie

skorzystałztaknietypowonawiązanejznajomości.

—Toćwiczenia,paniekomendancie?!—zapytał

biorącsiępodboki.

—Tak—odpowiedziałOffzmęczonymgłosem.—

Bardzoostrećwiczenia.

Iruszył.Jechałdokomendy,byśledzićdalsząakcjęprowadzonąprzezSupera.Czuł,że

ściganyznowuimsięwymknie.Prawiewiedziałto.

Bardzoostreiniezbytudanećwiczenia…—pomyślał

jeszcze.

Superprowadziłuciekającybobons,śledzącgobezprzerwytysiącemswychoczu.Zbieg
aninachwilęnieumknąłkamerom.Wzdłużtrasyprzelotuzaalarmowanowszystkie
posterunki.TylkoodczasudoczasuSuperinformowałodotychczasowychposunięciach.
Pozatymdziałałzupełniesamodzielnie.Wewszystkichsektorachtrwałgorączkowyruch.
Pojazdyipatrolenieustannieprzemieszczałysięicorazmocniej,corazpewniejwzdłuż
trasyucieczkizacieśniałsiępierścieńobławy.AgiszOffem

siedzieliwcentrali,przyglądającsiętemuwszystkiemuwciszy.

Bobonszaczynałkrążyć.Zbiegwidziałdoskonale,cosiępodnimdzieje.Zrozumiał,że
nieznajdzietumiejsca,naktórymmógłbywylą-wacbezpiecznie.Nachwilęzawisł,
widoczniezastanawiającsię,codalej.

Offobserwowałistarałsięrozumowaćjaktamten.

Jakiemiejscemożnawybrać,abylądowaćz

najmniejszymryzykiem?Jestjednaktakiemiejsce.

Bobonsruszyłterazzdecydowanie.Bezwahania

ciągnąłprostowstronęaleiLim.

Tak.Offsięznimzgadzał.Todoskonałewyjście.Onpostąpiłbytaksamo.Tylkoaleja
Lim.Jejhotelewieczniepełnegości,domytowarowe,centrarozrywki,gigantyczne
parkingistradów,ixarówibobonsów.Offwiedziałotym.Super

chybatakże.

Patrolowce,wysłaneprzezMózg,ruszyłyna-

tychmiastzauciekającym.Lokalneoddziałkikrążyływokółcowiększychhoteli.Ludzie
rozglądalisięniespokojnie,jedniprzypatrywalisiędrugim,jakbyczuli,żeoboknich
dziejesięcoś

background image

niezwykłego.

Bobonsnaglezawrócił.Wykonałgwałtowny

skrętiobniżyłlot.

Więcjednakniezdecydowałsię—pomyślał

inspektor.—Jednaknietu.Uznałtopewnieza

zbytryzykowne.

Uciekinierleciałterazniemaltużnaddachami,wkierunkupółnocno-zachodnim.Agis
rzuciłokiemnaświetlnyplanmiasta.Offrównieżpopatrzyłwtamtąstronę.Chyba
osiedlePlomsówalbomożeLinia?

Znówspojrzałnaekran.Ściganybobonswylądował

przyLiniiWielkichJezior!Torejonbezpatrolilokalnych.StradyStraporublokowały
właśnieostatniewylotyztegokwadratu.

NagleekranrozpłynąłsięiSuperdałzbliżenie.

WśróddziesiątekpostaciidącychulicąRe-derinajednabyłaprowadzonawczerwonym

kółku.

ToOn.Porazpierwszyudałoimsięujrzećczłowieka,któregoszukali.Obrazzodległej
kamery,alemocnezbliżeniepozwalałorozróżnićważniejszeszczegółysylwetki.
Człowiektenporuszałsię

niezgrabnie.Byłwysoki.Ubranyna

szaro.Kameraujmowałagotylkoz‘tyłu,dlategowogóleniewidzielitwarzy.

—Super!Dane!

—Wzrost194,ubranieszare86°/ocornis—14%

lunis,butymiękkie,wytwórniprywatnejspozaValaco,numer43,budowaszczupła,włosy
siwe,waga

przypuszczalna78kg,lekkaniezborność,lekkiepochylenie.

TyleMózg.Zrobił,comógł.Uciekinierznajdowałsięjużpozajegozasięgiem,jednak
dziękiniemuzostał

osaczony.Resztęmusieliwykonaćludzie.Sądzączrozgromieniaeskadry,nieprzyjdzieto
łatwo.

Offniewierzył,żeudasięunieszkodliwićtegoczłowieka.Zaczynałrozumiećcoraz
więcejrniebyłjużtakpewien,czychcegounieszkodliwić.Zobecnegopunktuwidzenia
Offaunieszkodliwienieowego

człowiekabyłowtejchwiliniekorzystne.Od

rozpoczęciacałegopojedynkuInsprzeszedłbardzodługądrogę.Nie.Nienależyteraz
tamtego

unieszkodliwiać.Kimkolwiekbył,działająctak,jakdziałał,miałrację.Żadna,inna

background image

metodanieprzyniosłabyskutków,jakichoczekiwał.Jakichoczekiwaliobaj!Nawetjeżeli
okazałobysię,żejestosaczonyostatecznieiniepotrafisięwyrwać.Offwiedział,żew
końcutamtensięwyrwie.Ktośmupomoże;Iwiedziałnawet,kto.

Uśmiechnąłsięspoglądającnarozświetlonyplanmiasta.

Agissiedziałnieruchomo.Przypominałgumową

zabawkę,zktórejwypuszczonopowietrze.Może

zastanawiałsię,czytymrazemzłapiązwierzynę.

BelgazNoldatakżebyłootoczone,ajednaksię

wymknął.Toprawda,żeniecałkowicie;Teraz,przezswojąnierozważnąakcjęna

pastnikzostałzlokalizowany,niemaluwięziony.

Wprawdzietrudnogozłapać,aleniktgoprzecieżniepróbowałzniszczyć.Zniszczyć
możnawkażdejchwili.

Zniszczyćcośzawszejestłatwo.Tonigdynie

nastręczałozbytdużych

trudności…

—Uwaga!—rozległasiękomendainspektora.—

Uwagawszystkiepatroleoperacyjne!SkierowaćsięwkwadratE1367.Rozpocząć

przeszukiwanie!

Agispopatrzyłnaniegolekkozdziwiony,ale

nicniepowiedział.

—Takmusibyć—powiedziałOff,jakby

próbującsięusprawiedliwić.

—Wiesz,corobisz—odrzekłAgis.—Widocznie

maszinneplany.

—Tak.Maminneplany.

Świadomiepozostawiłściganemufurtkę.Terazterencałegomiastabyłwolnyodpatroli.

Zazakrętemrzekistałytrzyczarnedrzewa.Takolbrzymie,żeledwo.możnajebyłoobjąć
wzrokiem.

Łódźkołysałasięnierówno.Wiosłazledwouchwytnympluskiemzanurzałysięw
ciemnejtoni.Popowierzchnipływałytłuste

plamyjakichśsmarów.

Płynęliwabsolutnejciszy.Nadziobie,pochylonynadwodą,prawieciągnącponiej
nosem,przewodnik.

Napięty.Czujniewsłuchanywotoczenie.Łowiącykażdyszmer,innyodpluskuwioseł,w

background image

sweniezawodneucho.Hebanowaskóralśni,grubonamaszczona

olejkamihevoi.

Dwajpozostaliwioślarzetotubylcy.Purpuro-woskórzy,zprzepaskaminabiodrach.
Mocne

mięśniezwprawąobracajądrągi,pchającełódźdoprzoduposzerokiejrzece.Tubylcy
mająbłyszcząceoczyilekki,drwiącyuśmieszeknaustach.Chcątymuśmieszkiemdodać
sobieotuchy.Aletonietakiełatwe.

Sytuacjanawetdlanichjestniecodzienna.Niebojąsię.

Toniestrachwyzierazichruchów,toniestrachspoglądazzachmurzonychczół.Onisą
zbytprymitywni.

Niewiedzą,cotostrach.Potrafiązatodobrzewiosłować.Wiosłująrzeczywiściedobrze.
Najlepiej,jak

.potrafią.Takjakprzypodchodzeniudo

rozwścieczonegodurandoka,kiedygryzieziemięiłamiepotężnym,łuskowatymogonem
drzewasur.

Urodzeniłowcy.

Przewodniktozbieg.Jegoskóraświadczyotym

najlepiej.Niebieskawo-czarnyleżyterazwyprężonyjakstruna,zuchemnadwodą…
Życienauczyłogosztukinasłuchiwania.Tylkodziękiniejjeszczeżyjeipłynieznimiw
łodzi.Brzegjestporośniętygęstoidziko.Możnabypowiedziećbujnie.Aletojakaś
dziwnabujność.Anijednejbarwy,dojakiejwzrokprzyzwyczajasięwdżungli.Nic
żółtego,pomarańczowegoczy

czerwonego,anijednegozielonegokielicha.Niemarównieżtapuszczaniczkniej
północnychregionówVollu.Nijednegozielonegoliściaczygramabłękitu.

Ciągletylkoczerń.Czerńiszarość.Trochę

popielatego,zwłaszczawtrawach,trochę

przyprószanegobrunatu.

Ajednakwtejczerni,pozorującejśmierć,taisiężycie.Nawetnietai.Onofaktyczniekipi
bujnie,leczjakośniezauważalniedlaniewprawnegowtympejzażuoka.Łódźprzezornie
trzymasiębliskobrzegu.Niemalocierajągłowamioskrzypiące,spopielałowitki
arbelozu.Nieba

złodziprawieniewidać.Przezgęste,zbitekoronypoprzerastaneepifitamiprzezieratui
ówdzie

jasnoszaryprzestwór.Niebotutajjestzawszetakie.

Wioślarzezwprawąutrzymujądrewnianąskorupkęprzybrzegu.Wkołoabsolutnacisza.
Niesłychaćwtejdżunglinormalnegogwaru,gwizdówaktacamów,

pomrukówous,zawodzeńkinteifów,nerwowego

background image

tupaniaagu-czamówczyposapywania

przedzierającegosięzłopotemprzezzbitekczerwienidrzewsurba-ssolbassa.Tutaj
panujecisza.Bezludna,nieprzyjazna.Dzisiajnawetniewiejewiatr.Tooczywiste.
Przewodnikwie,corobi.Niewypłynąłbywwiatr.Jeszczemugłowamiła.Niepoto
uciekałzHy,żebywpadaćnapatrolzbylepowodu.Każdygłupiwie:

„Niewypływajwwiatr,choćbywżagle”.Przysłowianiekłamią.Tworzyłyjepokolenia.

—Czytutajkiedykolwiekświecisłońce?—zapytał

Off.

Przewodnikzbyłgomilczeniem.Wioślarze

wyszczerzylizębywbezrozumnymuśmiechu.Muskułygrałyimpodskórą.Wiosłatonęły
wciemnejotchłaniz

ledwosłyszalnymszmerem.Zbliżalisiędokolejnegozakola.Offwierciłsięniespokojnie
nasękatejławce.

Uwierałygosprzączkiszarogranatowego

kombinezonu,uwierałskórzanyberet.Przebraniepiekielnieniewygodne,alekonieczne.
Pomyślanonawetooryginalnejbieliźnie.

—Nawszelkiwypadek—powiedziałDager.Teraz

Offwierciłsięjaknaszpilkach.Gryzłygololronowekalesony,całeciałoswędziało.
Pilnowałsię,żebyniedrapaćpodrażnionej.skóry.

Gdzieśnabrzegutrzasnęłagałązka.Offrozejrzałsięniespokojnie.Przewodniknie
zareagował.Łódźpłynęładalej.Równo,miarowymrytmem,rytmemoddechów

purpurowoskórych.Trzaskipowtórzyłysię,tymrazembliżej.Offnerwowoprzygryzł
wargę.Niechciałmyślećowpadce.Takawizjamogłaprzyprawićodreszcze.Tozresztą
niemożliwe.Manajlepszegoprzewodnikainajlepszychwioślarzy.Trzebatrzymaćna
wodzy

rozdygotanenerwy.

Czyjeszczedaleko?Jakdługomożnawytrzymać

takienapięcie?Skoroprzewodnikniereaguje,widaćnicsięniedzieje.Tymrazemtrzaski
powtórzyłysiętuż,tuż.Offczuł,jakoblewagopotidrętwiejąkoniuszkipalców,
kurczowozaciśniętychnadługiejkufie.Wpatrzyłsięwzarośla,leczprzezsiećszarych
witeknicniedojrzał.Naskarpie,prawienadichgłowami,rozległosięterazgłuche
stęknię-cieiktośjakbysapnąłczywestchnął.

—Coto?—Offniewytrzymał.

Czuł,żewymówiłpytaniedrżącymgłosem.

Przewodniknieodpowiedział.Tubylcyszcze-rzylisięjeszczeszerzej.

—Coto?!—powtórzyłnatarczywiej.Czarny

uciekinier,dawnyniewolnikzwielkiejodkrywkowejkopalniololanu,zaszczyciłgo

background image

krótkimspojrzeniemiznówskupiłsięnamętnej,“zaolejonejpowierzchnirzeki.Wtemo
jakieśpięćmetrównadnimicośstoczyłosięzpagórkaizgłośnympluskiemwpadłow
głębięjakkamień.Nawodziepozostałytylkokręgi.

—Zapóźnionyrurk—stwierdziłprzewodniknie

odwracającnawetgłowy.

Offpowoliprzychodziłdosiebiepotymincy

dencie.Widaćudzieliłmusięnastrójotoczenia.Musisiękonieczniewziąćwgarść.To
dopieropoczątek.Cobędziedalej?Niewystarczybezpieczniedotrzećdocelu.Trzeba
jeszczedziałać.Musiałprzyznać,żewszystkowyglądałoowieleprościejwzaciszu

gabinetuwValaco.Sądził,żeprzygotowałsię

dostatecznie.Planwydawałsięjasnyiłatwy.Niewziął

jednakpoprawkinakrajobrazaninaludzi.Tonietenpejzaż,którysięzna,którysięczuje,
bezpiecznyirealny.Nieciludzieonormalnych,jasnychizrozumia-

łychreakcjach,dającychsięzgóry,wmniejszymlubwiększymstopniu,przewidzieć,o
normalnychi

oczywistychproblemach,onormalnych

doświadczeniach.Doświadczenia,któretychtutajkształtowały,leżałygdzieśpoza
przepaścią,pozaprzeciętnymobszarempojmowania.

BocóżznaczydlanassłowoHy.Pustydźwięk.Iwcalegonieożywimydodając,żejest
strasznymmiastem.Trzebaprzeżyćjegokoszmar.WtedynigdyniepomylisięSovzHy,
czyHyzPiorą.Życiew

każdymztychmiaststanowiodrębnąudrękę,odmienne,realnedoświadczenie.

Offadziwiładawniejmałomównośćtych,którym

udałosięstądwyrwać,rozbieganywzrok,służalczapostawa.Spotkałichzresztąwswoim
życiuniewielu.

Możedwóch,możenajwyżejtrzech,aitonie

wiadomo,czytylkosięniepodszywalipodbyłychmieszkańcówHy,chcącuchodzićza
bohaterów.Potemtrochęlepiejichzrozumiał,oilemożnatozrozumiećnieprzeżywszy.
Przestałsiędziwić.Wielesię

nasłuchał.Alecoinnegosłyszeć,acoinnegoczućnawłasnejskórze.

Przewodnikuniósłrękę.Wiosłazamarływpółruchu.

Łódźsunęłabezszelestnie.Offwytężyłsłuch.

Przewodnikwyprężonyjakstrunadramindyusiłował

rozszyfrowaćto,cosłyszy.Offniesłyszałnicmimowielkiegowysiłku.Wioślarze
wpatrywalisięwgłowętamtegooposkręcanych,twardychjakdruty,siwychwłosach,
prawiebezmyślnie.Ztępąpustkąwoczachoczekiwalirozkazu.Jakdobrzewytresowane

człekopodobneobbibony.

background image

—Dobrzegu—rzuciłszeptemprzewodnik,

wpatrującsięwpustąpowierzchnięwodyprzedsobą.

—Tylkoostrożnie—dodałpochwili.

Tubylcysprawniewyciągnęliłódkęnabrzeg.Bezjednegozbędnegoruchu,bez
przypadkowego

stąpnięcianasuchągałązkęzawlekliskorupęwkrzaki.

Przewodnikprzyjrzałsiękrytyczniemaskowaniu,poutykałszpary,gałęziązakryłmokre
śladynatrawieoostrychjaklanceźdźbłach.

—Terazschowaćsięianipary,boszrama!Wpadliwniewielkąnieckę.Wgęstwinie
przewodnikutorował

lufcik.Widaćprzezeńbyłomaływycinekrzeki.Mniejwięcejmiejsce,doktórego
dopłynęli.

—Gdziejatojużsłyszałem?—zastanawiałsięOff.

—„Anipary,boszrama?”Ależtak—przypomniał

sobie.SłowaślepcaBajo.—Iraptemspelunka

przepełnionatłumempotencjalnychmieszkańców

Salvirywydałamusięczymśbliskiminiemalmiłym,aponuretwarzerzezimieszków
nawetsympatyczne.—

Tak,toprzepaść—pomyślał.

—Nicniewidać—szepnąłdoprzewodnika.

Purpurowoskórzyleżeliprzyklejenidodnawądołu,zewzrokiemwbitymwkoronydrzew.

—Stulpysk!—warknąłprzewoźnik.—Stulpysk,bodługoniepożyjesz!

Offwpatrzyłsięwpowierzchnięwody.Teraz

doleciałygojakieśszmeryzzazakrętu.

—Patrol?—zapytał.

—Stulpysk.Patrol.

Nawodziepojawiłsięnajpierwnieznacznywir,potemdługi,spiczastycień.Offmiał
ochotępowiedzieć,żetożaglowiec,alewporęugryzłsięwjęzyk.Zacieniemukazałsię
stateczek.Niewielkiżaglowiecpatrolowyporuszającysięwzupełnejciszy.Pod
warunkiemoczywiście,żejestwiatr.Dzisiajwiatruniebyło.

„Służbawbezwietrznydzieńtotupanżygrosz”mawialipod—inadkomendnizPatrolu.

Rzeczywiście.Kilkupodkomendnychwszarychmaskującychdrelichachobracało
wiosłamiwtaktznakówdawanychprzez„starszego”pałeczką.

Sflaczałyżagielwisiałbezużyteczniejakniepotrzebnadekoracja.Nadziobieponad
nadbudówką,na

background image

niewielkimmostku,awłaściwieżelaznejkładce,stał

„wzrokowy”.Uważnieprzeczesywałkażdymetrterenu,wpatrującsięwwodęiposzycie.
Obok„lunetowy”

badałwskazaneprzez„wzrokowego”szczegółyiwątpliwemiejsca.„Wzrokowy”rzucił
okiemnazegarek.

Przewodniktakże.

—Mamyszczęście—szepnąłprzewodnik.—

Dawnoniemiałzmiany.

Rzeczywiście.„Wzrokowy”robiłwrażenie

zmęczonego.Przypatrywałsięterenowizwyraźnymznudzenieminiechęcią.

—Terazsza—ledwowyszeptałprzewodnik.

Przepływaliobokichkryjówki.Spojrzenie

„wzrokowego”spoczęłonamaskującymślady

konarze.

—Cośmisiętuniepodoba—powiedziałdo

„lunetowego”.

Offaprzeszłyciarki.„Lunetowy”skierowałlunetęwichstronę.Zamarli.Przestalinawet
oddychać.Zdawaćbysięmogło,żeprzemienilisięnaglewkamienielubulecielijak
obłoczkipary.„Lunetowy”zatrzymałsięnamomentnaichkryjówce,leczzarazoderwał
wzrokodokularuimachnąłpodenerwowanyręką.

—Zdajecisię,Łypst.Maszjużprzywidzenia.Czasnazmianę.

—Mówię,żecośtujestinaczej—upierałsię

tamten.

—Przestańmniewkurzać!Jazdadalej!,,

Wzrokowy”jeszczerazprzyjrzałsięzaroślom.

—’—Damgłowę—powiedział—żetekrzaki

inaczejwyglądały,kiedypłynęliśmywtamtąstronę.

.—Touważajnagłowę—wypalił„lunetowy”.;••

..

Żaglowiecpopłynąłdalej.Przezchwilęsłychać

jeszczebyłocichypluskzanurzonychwwodziewioseł,ażucichł.

Offodetchnąłzulgą.Przewodnikrównież.Taksięmusiałchybaczućuciekającypo
napadzienaInL

człowiek,wmomenciekiedydopadłkanałuistradStraporu,przejechałnadjegogło-

background image

wą‘niezatrzymawszysię.Offtakżeczułsięjużrazpodobnie.Byłotowtedy,gdyudało
musięumknąćz„Bandery”.Leżelijeszczedługąchwi

lę,zanimprzewodnikpozwoliłwyciągnąćłódźiznówwiosłazanurzyłysięwciemnej
czeluściwody.Lekki

\viatrzakręciłgałęziami,zaszeleściłlancetowatymiźdźbłami,pochyliłwiotkiepnie.
‘Woda,zmarszczonapowiewem,zchlupo-temuderzyłaomarglowatybrzeg.

Pociemniałojeszczebardziej.Wioślarzerozglądalisięniespokojnie.Nieminąłnastrój
przygnębienia,choćminęłoniebezpieczeństwo.

Offrównieżczułsięnieswojo.Mimowszystko

postanowił,żeniedazawygraną.Najpierwbyłakrótkaleczmęczącapodróżprzezocean.
Pełnyluksus,ajednakczułsięzmęczony.Zpróż-niowca,któregotrasaprzechodziław
pobliżuSalviry,wysiadłna

pełnomorskiejstacjipaliwowej,gdziepróżniowce

sunącewkierunkuTropsuzatrzymywałysięzawszedlauzupełnieniapaliwa,aludziom
pozwalanowyjśćdoniewielkiejkawiarninacośmocniejszegoniżserwowanepodczas
jazdylekkiemusującesoki.Tutajmusiałsięwsprytnysposóbprzeszmuglo-wać.‘Jego
akcjamiałacharaktercałkowicietajny.Nie•wolnobyłoryzykować.Ktowie,czyjakimś
dziwnymsposobemniewypatrzylibygocelnicy,gdybywspomniałchoćjednym
niepowołanymsłowemozamierzonejpodróży.

Wszystkoudałosiędosyćgładko.Niezauważony

‘przezobsługę,dostałsięnapokładwielkiego

‘ólolanowcazdążającegodoTransgextLUlók’owałsięwopróżnionymluku.Transgexnie
byłmu’specjalniepodrodze,aleOffniemiałwyboru.Wciemnościoświetlająclatarką
mapę,ustali’!1,gdzienajlepiejopuścićololanowiec.Wybrał’okolicewyspyGlarleżącej
niedalekoPuszczyWschodniejimiejsca,którewskazał

jakopunktkontaktowyBajo.Miałnadzieję,żedopłynątamnocą.Wszystkoszłotak,jak
mówiłBajo.ByłatoponoćnajprostszadrogadobrzegówSalviry.Czasemurządzanona
niejobławy.Jednakślepiecnieotrzymał

żadnychsygnałówostrzegawczych.

Okołopółnocyolbrzymiololanowiecwszedłw

sztorm.Offczułlekkiechwianienaboiki.Obawiałsię,czyniepokrzyżujemutoplanów,
alełajbaniezwolniłaaninachwilę.Widaćszyperspieszyłsiędorodzinnegoportu.

Offprzebrałsięwprzygotowanejeszczew

komendziełachy.Wszystkopiłogoiuwierało.Czekał.

Wzakręcanymzbiorniczkumiałtlen.Sprawdziłzawory.

Poprawiłbusolę.Luknaszczęściepozostawiono

uchylony.Dotrzeciejmiałsporoczasu.Terazopadłygowątpliwości.Zmęczeniei
niewyspaniedawałyznaćosobie.Chwilamidrzemał,alezawszebudziłsię,nimjeszcze

background image

głowazdążyłamuopaśćnakolana,czujniespoglądającnafosforyzującewskazówki.

WmajakachwidziałTerię.Zastanawiałsię,nawpół

przebudzony,coterazrobi,gdziejest.Czyjestbezpieczna?Usiłowałsobiewyobrazićjej
pokój,jąsamą,alewszystkosięrwałoiznikała.Niemógłsięnaniczymskupić.Nerwowo
liczyłminy.

Wreszcienadszedłtenmoment.Dochodziłatrzecia.

Zawyłasyrenaobwieszczającskraweklądu,którymijali.TowyspaGlar.Offzręcznie
niczymtupang,amożejeszczezwinniej,pocienkiejlinieregularniezasupłanejwwęzły
wdrapywałsiękuotworowiluku.

Niebobezgwiazdzlewałosięzlądemiwodąwjednączarnąpłaszczyznę.Popatrzyłna
busolę.

Machwilęskryłsięzawęgłemmessy.Szłazmian-awachty.Minęligo,skuciwstalowe
kamizelki,tłukącwpokładciężkimibutamiozbrojonychpodeszwach.W

powietrzuzapachniałoololanem,araczejludzkąskórąprzesiąkniętątymmotałem,
ololanowympotem.Omalgoniezemdliło,myślałjuż,żeniepowstrzyma

nadchodzącejzżołądkafali.

Przewiesiłbagażnapiersiach,jeszczerazspojrzał

nabusolęi,przechyliwszysięprzezburtę,dałsusawwodę.Morzebyłolodowate.
Właściwietylkoprzezchwilętakmusięzdawało.Napokładziepowstałozamieszanie.
Zatu-potałyokutebuty,zapłonęłyświatła,przeciągłygwizdekisyrenawyrwałymajtków
zesnu.

Klęliisarkali.Dopinaliwbiegugacie.Oficerrobił

zbiórkę.Nawodępuszczonoreflektory.Offzanurzyłsięiprzekręciwszyzawórpopłynął
wkierunkuwyspy,naktórejmiałspotkaćprzewodnika.

Przewodnikznówdałznak.Natychmiastwiosła

uniosłysięnadwodę,apurpurowoskórzywpatrzylisięwzwichrzonączuprynęswego

opiekuna.

—Tutajpuszczasięurywa—powiedziałten

doOffa.

—Tak.Icodalej?—Offocknąłsięzzamyślenia.

—Dalejprzydałabysięburza.

—Niezamawiałemjej.

—Wracajmy—zwróciłsięprzewodnikdo

niecierpliwieprzestępującychznoginanogę

Wioślarzy.

—Łódźodbiłaiwyruszyławdrogępowrotną.

background image

Przewodnikstałteraznarufie.Pomachałinspektorowiręką.

—Pamiętaj!—krzyczałjeszczezdaleka.—Prostodokrawędzizarośli,staryczarny
strad,“Yerayherzezłotymnapisem„SkładTrantona”będziestałnawprostmiejsca,w
którymwyjdziesz…

—Pamiętam!

—Powodzenia!

Offwzniósłdłońwgeściepożegnania.Stałchwilę,poczymnamierzyłkierunekiruszył
przezzarośla.Byłylepkieiszorstkie.Zbliżałsięzmierzch.Wszarościzmrokuotoczenie
zdawałosiębyćbardziejprzyjazne,nieraziłotakswyminiecodziennymikształtamii
barwami.Tylkotalepkośćpozostawałanadalobcaiprzypominała,żeniejestsięu
siebie…

WkrótceOffprzekonałsię,żewysadzonogoniemalnawprostumówionegomiejsca.Na
szosiestałz

wygaszonymiświatłamiVerayher.Insodczekałkilkaminut.Niezauważyłniczego
podejrzanego.Postanowił

jednaknawszelkiwypadekjeszczepoczekać.W

stradzieniespostrzegłnikogo.Naszosienadalspokój.

Zdecydowałsię.Ruszyłprzezpłaską,porośniętączymśgąbczastymłąkęwkierunku
pojazdu.Naniebiezawisłyciężkiechmuryispadłypierwszegrubekropledeszczu.
Padałoichzkażdąsekundącorazwięcej.Z

cichympoczątkowo,potemcorazintensywniejszymplaskaniem,przechodzącymw
dziwaczny,rytmicznyszum,rozbijałysięogąbczastepodłoże.

Nocpochłaniałaszczegółykrajobrazuista

piałarzeczywjednąwielką,czarnąmasę.Zlepiałaliście,trawyipniewjednolitąciemną
plamęlasu,zagarniałają,łączączłąką,czarnąwtymmomenciejaksmoła,obejmowała
wszechogarniającymobszaremkrólującejciemnościwstęgęszosyimajaczącycień
Verayhera,anektowaławszystko,ażponajdalej

widzialnyhoryzont,gdziebłąkałasięjeszczejasnaszramapobitegoprzeznocdnia.
Szparka,przezktórąsłońceusiłowałowetknąćsweoko,zmniejszałasięciągle,bardzo
szybko,ażwreszciezniknęłazupełnieiwokolicyzapanowałapustaciemność,
wypełnianajedyniedudnieniemimlaskaniemkropliciepłegodeszczu.

Wszystkotostałosiętaknagle,żeOffprzystanął

zaskoczony,zapominającnamoment,gdziejestijakiegrożąmuniebezpieczeństwa.Było
coś

zachwycającegowtejgroźnej,pustej,salvirańskiejnocy.Takiejnocy,takiego
intensywnego,krótkiegozachoduInsniewidziałnigdyinigdzie,ipewniejużnie
zobaczy.

Absolutną,lepkąciemnośćrozświetliłnaglebiałyognik.TokierowcaVerayherapodpalał
widoczniekolejnąfajkę,zniecierpliwionyprzedłużającymsięoczekiwaniem.Offdobrnął

background image

wreszciedopojazdu,

przechylonegonaprawekoła,którymiwryłsięwmiękkiepobocze.Kierowcago
zauważył,drzwiuchyliłysięlekko.Zwnętrzabuchnąłciepłystrumień

skondensowanegozapachumafafyirozgrzanychkabli.

Nadrzwiczkachzamajaczyłdużymi,pochyłymiliteramiwyciśniętynapis„Tranton,Skład
iWyprzedaż”.

Inswtłoczyłsiędośrodkaizapadłwmiękkiefotele.

Spojrzałnanastępnegoprzewodnikaw

swejniecodziennejpodróży.Praca,którąwykonywał

odlat,przyzwyczaiłagodoniejednego.Wiele

zaskakującychprzeżyćmiałzasobą,jednaknawetniezwykłośćposiadaswojeskalei
odcienie.Tapodróżbyłanajniezwyklejszązniezwykłych.Człowiekprzykierownicy
baczniemusięprzypatrywał.Odnosiłosięwrażenie,żepatrzyłwzrokiemzimnymi
obojętnym.Amożenie.Możewydawałsiętakiprzezoświetleniezielonkawymblaskiem
szybkościomierza.Rysydosyćdelikatne.Dłonieosmukłych,wiotkichpalcach

spoczywałynasterze.Wzębachtrzymałfajkę,którąssałrytmicznie,wypuszczająckłęby
dymu.

—Cozadziwnespotkanie—powiedział.

—Wistociemiałemszczęście.Właśniezapada

zmrok.

—Niechsiępanniemartwi—przewodnikmówił

miłym,melodyjnymgłosem.—Tenstradniejesttakistary,najakawygląda.

—Aleczybędzieszwmieścieprzedświtem?

—Panpierwszyrazwtychstronach?

—Zupełniemożliwe.

—Widać.Domiastaniewięcejniżgodzinajazdy,awliczającstrażenajwyżejpięć.

—Czywyglądamnakogoś,ktomógłbysiętu

znajdowaćnielegalnie?

—Wporządku—przewodnikskinąłgłową.—Hasłobezzarzutu.InsOff.Prawda?

—Zgadzasię.

Człowiekzbrzękiemzamocowanychnaprzegubie

bransoletwłączyłstarter.Warknąłsilnik.Przewodnikmocniejnasunąłnaczołokapeluszz
szerokim,

sombrerowymrondemizwolniłzłą-czniki.Stradrunąłwczarnąprzestrzeńzhu

kiemijazgotem.Szybkościomierzzmiejscazanotował

background image

20y,aposekundziejuż22y.Kierowcamusiałbyćraeczywiścieniezłymfachowcem.To
stwierdzeniepodtrzymywałotrochęOffanaduchu.

—JestemOrdez—przedstawiłsię,niewy-

puszczająccybuchazzębów.

—Widzę,żedawnoprzewodzisz?

—Nanocnychtrasachznamkażdywybójikażdą

pułapkę.Trzebasunąć,pókisięda.Potemtotylkociężkaharówka.

—Spotkanieprzygotowane?

—Tak.

PędziliprzezsalviriańskąnocdoSov.Stradciął

ciemność,wgryzałsięwniąsmukłympyskiem,

przerabiałprzypomocyswychsilnikównagęstąpapkęiwyrzucałzasiebiewpostaci
szarejsmugi.Jechaliciągleprzywygaszonychświatłach,sunącprawietużprzy
nawierzchni.Ordezmilczał,nonszalanckowspartynasterach.Wydawałosię,żenie
patrzyprzedsiebie,ajegoumysłzajętyjestczymśzupełnieinnym,

nieporównanieważniejszymniżgłupiaprzejażdżkadoSovzjakimś„niewiadomokim”
napokładzie.Lekkopodrzuciłoichnapagórkuizarazukazałysięcałkiemniedaleko
wysepkiświateł—małe,jasneatolewciemnościach,rozlewającesięwcorazwiększe

skupiska,jednakbardzosłabeitlącesięjakbyostatkiemsił,drżącewzmaganiachz
czernią,

wyczerpane.

Ordezzwolniłteraz.Zapaliłkrótkieświatła.Jechalijużtylkoczternastką.Światła
przybliżyłysięispotężniały.Możnabyłorozróżnićzarysykominów,wyciągów,ponurych
halbezokien,zktórych

wentylatorywieczniewysy-

sałytrującewyziewy,rozpylającjepookolicy.Pompystaletłoczyłytlen,abypracujący
tamludziemogliprzetrwaćwymierzonązprecyzjądawkężycia,anidłużejani‘krócej,
20-25latikropka.

Poobustronachdrogizaczęłypojawiaćsię

parteroweokrąglakizmałymi,owalnymijakdziurywserze,okienkami.Naulicyani
jednegoprzechodnia.

Okienkaświeciłyzrzadka,przeważniedomybyłyciemne.Tu,naprzedmieściach,
mieszkalijakzwykleiwszędziecipracującynajciężej,wnajgorszych

warunkach.Przewodnikzwolniłjeszczebardziej.Terazposuwalisięjużledwiesiódemką.

GdzieśnakońcuprostejbłysnęłyzielonereflektoryiOrdezzastopowałgwałtownie.Strad
zaryłzcichympiskiemiprawierównocześniezacząłcofaćsięzwysiłkiemisapaniem.
Zielonereflektoryprzybliżałysię.

background image

Offspojrzałnaprzewodnika.Naczoletamtego

rysowałasięwąskazmarszczkamiędzybrwiami.

Wycofalisięwprzecznicęicałyczasjadąctyłemwjechalizazakręt.TutajOrdezrozejrzał
sięnerwowo.

Międzyszopąakulistymbudyneczkiemznalazłtrochęmiejsca.Wtłoczylisięwtę
szczelinęiwyłączyliświatła.

Przezmomentpanowałazupełnacisza.Wchwilępotem,niedłuższąniżmrugnięcie
powieką,usłyszelichrzęstkółpatrolowca.Obła,ciężkamaszynawtaczałasięw
przecznicę.

—Spokojnie,spokojnie—uspokajałszeptemnie

wiadomokogoOrdez.Zwilżałprzytymnieustanniewargi,oczymubłyszczały.Ręka
drżała,zaciśniętanastarterze.—Spokojnie—powtarzał.—Tylkoniezaszybko.

Wyglądałnaskupionego.Patrolowiecbyłtuż,tuż.

Rozbłysłaścianaprzeciwległegobudynkuomiecionazielonymreflektorem.Zzarogu
ukazałsiędługiprzódpancernegostradu.

Terazwypadkipotoczyłysięjakgrom.Zanimjeszczezielonyreflektorskierowałsięwich
stronę,ajużwmomenciegdykabinapatrolowcawyłoniłasięzzamuru,Ordezwłączył
pełne,białeświatłabłyskoweijednoczesnymruchemwcisnąłstarter.Reflektorjakbysię
zawahał,przezułameksekundynicsięniezdarzyło.Strażnicybylijeszczelekko
zaskoczeni,aYerayhernienabrałodpowiedniejmocy.Wsekundępotemrozległsię
szczękdługiejseriiirównocześniestradOrdeza,spiętysterami,ruszyłzmiejsca26yi
wzbiłsięnatylewpowietrze,żemógłsięwedrzećiprześlizgnąćpodachukabiny
patrolowcanajegodrugąstronę.Będącnadpojazdemstrażników

uniemożliwiałimotwarcieciągłegoognia.

Serianamomentumilkłalubutonęławzgiełku

trącychposobieblach.Verayherprzetoczyłsiępokabiniepatrolowca,lekkoją
wgniatając,iostrozadarłszydogóryprzeszedłwbalansującyzygzak.

Serierozległysięterazzezdwojonąsiłą.Płaskamaskadrgnęłaiprzekrzywiłasięwdół.

Jakwicherwypadlinagłównąszosę,walącprawymreflektoremwrógbudynku.
Dopędzi-łaichjakaśseriazciężkiejbroni.Rozbębniłysiętylneblachyiszyba.Off
skurczyłsięodruchowo,Ordezanidrgnął.

—Szybysązbrojone—rzuciłnieodwracającgłowy.

—Terazstracątrochęczasu,żebysię

wycofaćztejprzecznicy,amytymczasemwy-

dostaniemysiępozaichstrefę.

—Aleprzecieżdadząznaćinnym.

—Dotegosięniekwapią.Tokonkurencja.Jeżeliniezłapiąnaswswojejstrefie,niepisną

background image

anisłówkiem,niebędąchcieliinnymułatwiaćzdobycianagrody.Coinnego,gdyby
ogłoszonoobławę.Wtedyjużgorzej.

Trudnobyłobywyjść.

Przewodnikrozgadałsię,najwyraźniejwyłaziłzniegowtejchwilistrach.Jasnewłosy
wysunęłymusięspodprzekrzywionegonabokkapeluszaispłynęłyna

ramiona.Wyglądałterazzupełniejakdziewczyna.

Gładkatwarzbezzarostu,delikatnerysy.Gdybyniecharakter,typowomęski,hartowany
wdługichlatachsamotnej„walkiobyt”,możnabypomyśleć,żerzeczywiściezasterami
stradusiedzikobieta,którawyjechałananocnyspacerczyzabawę.Alespokóji
zdecydowanie,malującesięwoczachtegoczłowieka,niemiałynicwspólnegoz
kobiecością.Byłtochłódipewnośćsiebieczłowieka,przygotowanegoabsolutniena
wszystko.

Offobejrzałsię.Nakońcuprostejsunęły,maleńkieztejodległości,zielonereflektory.

—Niezłapiąnas—zdzikąsytysfakcjąstwierdził

Ordez.Wargirozsunęłymusięwszerokimuśmiechu.

—Togranicaichstrefy!Gra-nicaaa!!—wrzasnął.

Reflektoryzbliżałysięjeszczeczasjakiś,leczrzeczywiściewpewnejchwili
znieruchomiały,zatoprzednimipojawiłysięnastępne.Ordezzacisnąłustaidocisnął
przyspieszacz.Niemiałwyjścia.Dlazmyleniawyłączyłzieloneświatła.Offpatrzyłz
przerażeniemnalicznik:26y,26-5,26-8,27!!!

Patrolowiecsunąłjednakśrodkiem.Ordezposłałmukilkabłyskówwspecjalnym
systemie.Nic.Powtórzyłzniewielkąmodyfikacją.Tamtenjakbysięzastanawiał.

Ordezzmniej-szyłniecoprędkość.Pędziliwprostnasiebieniczymdwahuragany.W
wylotachświstałorozbijanepowietrze,maszynywyły,hałasburzyłciszęnocyiroznosił
sięechempookolicy.

Patrolowiecbyłmożez300-400metronówodnich,kiedykierowcatamtychnie
wytrzymałirękadrgnęłamuwlewo.Przewodnikpodkręciłlekkowprawo.

Tamtenrunąłwtymkierunku,świadompozostawionejluki,awtedyOrdezzarzucił
wozemnalewąstronęidocisnąwszydomaksimummożliwegonapowierzchni28y
wyminąłześwistemciężkipancernywóz.

—Dlaczegoniestrzelali?—myślałgłośnoOff.

—Gdybyśmysięwnichwładowali,nicbyimniepomogłypancerze.Moglinastylko
straszyć,aterazbędąnasgonić.Napewnosąprzygotowaninatakimanewr.Aleoni
zawszealbokogośniedoceniają,albozrobiąjakiśbłądinieporadząsobie.

—Możebysięwzbićwyżej?

—Nie.Tobyłbykoniec.Verayherjestnajlepszytużnadpowierzchnią,apozatymlepiej
kluczyć,niżuciekaćpootwartejprzestrzeni.Mamymoclotuniewyższąod45yitona
krótkimdystansie.Onimają60y,65y,alezatokosztemprędkościnaziemnej.Mamy1-2y
przewagiiwiększązwrotność—Ordezaznówopanowałafalaodprężającejgadatliwości.

background image

Zielonereflektorysunęłyrównozanimi.Wjechaliwterenowyższejniecozabudowie.

Budynkismuklejsze,przyulicznelatarnie.Corazwięcejwyboistychprzecznicnadających
siędokluczenia.

Ordeztylkonatoczekał.Gdyzbliżalisiędokolejnejznich,szarpnąłgwałtowniesteryi
wjechaliwwąskąuliczkębezchodników.Wznieślisięniecowyżej,gdyżwjezdni
widniałygłębokiedziuryiwyrwy.Off

zastanawiałsięprzezchwilę,dlaczegoich

prześladowcyniewzbijąsięwpowietrze,abyichzłapaćzgóry.Sątamszybsi,apozatym
mielibywidoknacałyswójsektor.NiepytałjednakotoOrdeza,bowłaśnieskręcaliw
następną,jeszczewęższą

przecznicę,aztyłupojawiłsiępatrolowiec.

Ulica,naktórejsięznaleźli,okazałasiętakwąska,żeztrudemmieścilisięmiędzy
stojącymipoobustronachsłupamilatarni.Światło,jakieonedawały,byłodosyćnikłe,
żółtawe,większośćlamprozbita.

Musieliporuszaćsiębardzoostrożnie.Offoglądałsięnieustannie,wypatrującścigających
ichstrażników.Naszczęścieztejkrótkiejuliczkiwypadlinatrochęszersząigładszą,
krętąaleję,przyktórejznajdowałosięparęsklepików,przyozdobionychwyblakłymi

nitkowatymineonami.Zabudowanadalparterowa,alejakbysmuklejsza,wyższa,wstylu
bardziejklasycznym,przypominałastarebudynkiOhoy.

Strademkołysałonawszystkiebokizpowodu

nierównegopodłoża,mimotoOrdezniezwalniał.

Płynęliterazdosyćszybko.Takimsięprzynajmniejwydawałodochwili,gdyrozległasię
krótkaseriaiotył

Verayheraznówzabę-bniiyodbijającesięodpancerzapociski.Ordezzakląłpodnosem.
Docisnął

przyspieszacz.

—Tutajniedalekojestkryjówka,musimywniej

przeczekać—powiedział.

Pędziliprzezchwilęnazłamaniekarku.Mijaliprawieidentycznebudynki,którezlewały
sięwdługie,szarepasmo.Wreszciezatrzymalisiękołojednegoznich.

Przewodnikcofnąłpojazdnaplatformęumieszczonąwzdłużścianyiwygasiłsilniki.
Platformazsykiemwypuszczanegopowietrzazjeżdżaławdół.Gdysięzatrzymałana
dniewąskiegowykopu,Ordezzjechał

strademdotyłuiplatformarozpoczęłapowrótnaswojestalemiejsce.

Mężczyznaotworzyłdrzwiczki.Wstałciskając

kapelusznatylnesiedzenie.Długie,białewłosyrozsypałymusiępoplecachitwarzy.
Odgarnąłjedłoniąbrzęczącąbransoletamiipodbiegłdo

background image

peryskopu.Offstanąłobok.

—Niechpanpatrzy—odezwałsiępochwiliOrdez.

—Mamnadzieję,żetoprzypadek.

Offprzylgnąłdochłodnegookularu.Nazewnątrz,przychodniku,nawprostplatformy
zatrzymałsiępatrolowiec.Wewnątrzsiedziałtylkokierowca.

Pozostałychpięciuniebyłowidać.

—Przeczesują?—zapytałOff.

—Może…—Ordezstałopartyościanęinabijałswąnieodłącznąfajkę.

Offznówprzyłożyłokulardooczu.Ujrzałteraztrzechstrażników.Częstowalisię
cukierkami

gumowymi.

—Mapanbroń?—zapytałnagleprzewodnik.

—Mamkufę.

Ordezskrzywiłsięzdezaprobatą.

—Nienajlepszatobrońwtychwarunkach.Podszedł

dostradu,otworzyłbagażnikizaczął

wnimgrzebać.Przezmomentszamotałsięzjakimśprzedmiotem,wreszciewydobyłgoi
oparłobłotnik.

—Atymumiesiępanposługiwać?—zawołał

potrząsającdługą,błyszczącalaską,zakończonątrójkulistymbąblem.

—Acóżtojest?

—Myślałem,żepansięnatymzna.

—Niczegotakiegojeszczeniewidziałem.

—Proszętoobejrzećdokładnie—powiedział

Ordez,rzucajączwprawąwkierunkuOffatrzymanyprzedmiot;Offzłapałgoniezbyt
zręcznie.Chwilęprzyglądałmusięuważnie.Obracałwdłonichłodnymetal.Podrugiej
stronietrójkulistejpowierzchni,nakońcuowalnejlaski,znajdowałsięprzyciskipokrętło.

—Niechpannaciśnie—zachęcałOrdez.—Tylko

ostrożnie,najlepiejwścianę.

Offnacisnął.Trójkulistagłowicarozżarzyłasięiwytrysnąłzniejprostowścianężółty,
skondensowanypromień.

—Tolagownicą!—wykrzyknąłzdumionyinspektor.

—Jakżyję,takiejniewidziałem!

—Ostatnianowość—pochwaliłsięOrdez.—

background image

Pokrętłoregulujemocuderzeniaizasięgzmian.

—Zjakądokładnościąmożnaniąoperować?

—Zależnieodumiejętności.Janaprzykład—mówił

przewodnikobracającsprawnie

wpalcachlaskę—operujęzdokładnościądo30

minut.

—Niemożliwe!—Offbyłzaskoczony.—Dużojesttakichegzemplarzy?

—Wiemodwóch.Jedenmamja.Drugipowinien

byćnakontynencie,aledokładnieniemogę

powiedzieć,ukogo.

Ordezznównachyliłsiędoperyskopu.

—Pięciu…—mamrotałdosiebie.—Stojąipalą…

—Oderwałsięodlśniącejtubyichwilępatrzyłgdzieśprzedsiebie.Westchnąłciężko.—
Poszukamytu

czegośdlapana—rzekłzanurzającrękęwbagażniku.

Pochwiliwyciągnąłstamtąduniwersalnądwururkę.

—Powinnapasowaćdokufy.

Offnakręciłjąnakońcubroni.Pasowała.

—Aterazpozostajetylkosiąśćprzyperyskopieiczekać.

—Iletomożetrwać?

—Godzinę,dwie,jeżelioczywiścienieidzieimonas.Jeżelinanasczekają,potrwa
znaczniedłużej.

Wreszciewpadnąnaśladidotrątutaj.

—Dlategotabroń?

OrdezspojrzałnaOffaniecozirytowany.Widać

nieczęstozdarzałymusiętakiesytuacje.

—Panraczejprzyzwyczajonyjestdołatwych

sukcesów—zauważyłOff.

Ordeznieodpowiedział.Poprostucałąuwagęskupił

nawypuszczaniukłębówczarnegoniczymsalvirańskanocdymuizdawałosię,żeświat
przestałdlaniegowtymmomencieistnieć.Offusiadłkołoperyskopuiodczasudoczasu
rzucałokiemwchłodnyokular.

Nazewnątrznicsięniezmieniło.Gdzieśwkąciesłychaćbyłospadająceregularniena
posadzkękroplewody.Dymrównieregularniewydobywałsięzpłucprzewodnika.Off

background image

regularnieprzeczesywałciemnośćnazewnątrz.Istrażnicywpatrolowcuregularnieżuli
gumowecukierki.

Taktrwałotoprzeznajbliższegodziny.

Pokójdoktóregoweszli,zaskoczyłOffa.Byłpiękny.

Szaryiodrapanyzewszystkichstronbudynek,zwyzierającymispododpadającegotynku
cegłami,niezapowiadałtakiegocuduwewnątrz.

Ścianyróżowobrązowe,wewnęceszafyopół-

okrągłychdrzwiach,wtymsamymkolorzecościany.

Lustrowprostych,ciemnobrązowychramachwisiałonawysokościwzroku,poniż-ejz
prawejstrony,nanocnymstolikuwspartymnazłotej,kolumniastejnodzestałalampaz
ażurowymkloszem,zdobionymżółtymiesami.Wrogu,kołoszafy,wczerwonejdonicy
palmaobrązowozielonychliściach,a;międzyniąilustrem,namiękkimpuchowym
dywaniewodcieniuintensywnejczerwieni,stałfotelplecionyzesłomy.Przezokno
zasłoniętefirankamiwpadałypromienieporannegosłońcaiłączyływszystkowtak
harmonijną,jednolitącałość,żewydawałosię,iżpatrzymynaobrazfaloplas-tyczny,gdzie
wszystkieszczegółyrozmywająsięiwyłaniająjednezdrugich,dziękifalistościstruktur.
Byłatojednakrzeczywistość,aniefaloplastyka…

Przedlustrem,odwróconaodnichplecami,stałakobieta.Jejróżowyszlafrokleżałna
plecionymfotelu,aonasama,posągowonaga,jedyniewturbanie,którego

zawójopadałzmieszanyzbrązowymiwłosaminaplecy,wzdłużliniikręgosłupa,
wpatrzonawsweodbicie,wydawałasięnadczymśzastanawiać.Możenadwłasnąurodą?
BokogośtakpięknegoOffniewidziałJeszczenigdy.

Stanęliobajjakwryci.Ordezuśmiechnąłsiędosiebie.OffmomentalniepomyślałoTerii.
Jejciałonapewnoniebyłostworzoneztakregularnychimiłychdlaokalinii,jednakta
dziewczyna,choćpiękna,niewzbudzaławnimowegonieopanowanegopożądania,nie
mówiącjużoemocjachinnego,wyższegorzędu.Iznów,porazktóryśodrozstania,Teria
powróciławjegomyślachjakoosobaupragniona,jedyna,dlaktórejmógłbyzrobićwięcej
niżdlasiebiesamego.

—Hej,Behe!—zawołałradośnieOrdez.—Nad

czymtakdumasz?

Odwróciłasię,wcaleniezaskoczona,

—Czekamnaciebieoddobrychczterechgodzin.

Gdziesięwłóczysz?

Terazcałepięknozniejwyparowało.Głosmiałamatowy,lekkoochrypły,brwizawysoko
zadarte,policzkizbytwypukłe,ustazbytwąskie,piersizbytspiczaste.Przestaławogóle
robićnaOffiewrażenie.

Możedlatego,żewniczymnieprzypominałajużTerii.

—Miałemmałąrobotę.Toczłowiek,zktórym

background image

pójdziemydodrukarenki.NazywasięOffipochodzizValaco,Boyd,kontynentVoll.

Behepopatrzyłananieznajomegoznieukry-waną

antypatiądająctymdozrozumienia,żezepsułjejwieczórzOrdezemisięgnęłapo
szlafrok.

—Zarazbędęgotowa—powiedziałazmienionym

głosem.—Zaczekajcienadole.

Czarpokoikuprysł.Słońceoświetlałogojużinaczejisprzętyjakośnieprzyjemniezesobą
kontrastowały.AmożetylkotaksięOffowiwydawało?

Zeszlipokręconychschodach.Pochwiliwrazz

Behe,ubranąwtypowy,nierzucającysięwoczykombinezonowyblakłych,niebieskich
mankietach,wsiedlijużdostraduijechaliwkierunkucentrum.

Wpowietrzuunosiłsięprzykryzapach,który

wydobywającsięzkominówpobliskichfabrykzatruwał

całąokolicę.Gruntpodnogamidrżałnieustannieitętnił

rytmempracującychmaszyn.Niebo,zasnutenacałejpowierzchnirdzawąmgiełką,
sprawiałowrażenie

ciężkiego,ztrudemutrzymującegosięnaswoim

miejscukawałkaololanu.

Ruchnaulicachpanowałniewielki.Więcejwidziałosięstrażnikówipatroli,niżzwykłych
przechodniów.

Ludziesprawialiwrażenieprzygnębionych.

Tomiastonieprzypominałomiastinnychkon-

tynentów.Tutajpracowanonadobrobyttamtych.Niewszystkiepracedałosię
zautomatyzować.Niektórecelowopozostawionoludziom.Byłojeszczewieleczynności,
któremusieliwykonywaćwłasnymirękami.

Przezpewienczasprzestępcówskazanychna

więzienieprzywożonowłaśnietutaj.Tu,wciężkim

zaduchufabryk,wykonującswąpracęnadludzkimwysiłkiem,powoliwymierali.

Młasta-fabryki,otoczonezzewnątrzszczelnym

kordonem,niewypuszczaływessanychinie

wpuszczałynikogobezzezwolenia.Alerozrastałysię.

Potrzebowaływciążnowychludzi.Sytuacjazaczynałasięodwracać.Korzystającz
silnegokordonu,

przestępcyprzedzieralisięnaSalvirę.Uciekającprzedścigającymichprawem,tutaj
pozostawalipodochronąorgani

background image

zacjiwyspecjalizowanychwzmianachnazwisk,

dokumentów,twarzy,liniipapilarnych.Wszystkietezabiegichroniłyichprzedpościgiem.
Jednocześnieorganizacjewzamianzatożądałyharaczuwpostaciznacznejczęści
zarobionychpieniędzy.Sumy,jakichwymaganowzamianzaukrywaniezbiegów,były
takwielkie,żeporozłożeniunaratyspłacanojeprzezcałeżycie.

Wśróduczestnikówpatrolipojawiłosięcorazwięcejczłonkówtychorganizacji.
Organizacjeżądałyjużwtedyodkażdego,ktozjawiłsięwmieścieobjętymich
działaniem,pieniędzyzaprzejazd,zaprawopobytuorazprawozakupużywności.Wtej
sytuacjidopływsiłyroboczejnawyspęzmniejszyłsię.Wówczas

organizacjeprzestałyspecjalizowaćsięwochroniebyłychprzestępców,azajęłysię
całkieminnymintere-sem.

Zaczęłysięporwania.Niemasowe,coprawda,leczzatosystematyczne.Rocznieznikało
zinnych

kontynentówokołotysiącaosób.Zakażdymrazem,kiedyusiłowanoukrócićpoczynanie
bandy,miejscowegangidoprowadzałydotego,żestawałysalvirańskiefabryki.
Organizacjetemiałyprzemożnywpływnacałeżycieowegodziwnegokontynetu.Patrole
Rady

zlikwidowanopodichnaciskiem.

Rozpoczęłasięzłotaeradla„władców”Sal-viry,trwającadodziś.Wpewnymmomencie
owe

organizacjewpadłybowiemnaintratny,choćhaniebnypomysł.Przestanoporywaćludzi.
Zaoferowanoimwysokiezarobki,wspaniałewarunki,pełnykomfort,rozrywki,
wypoczynekimożliwośćpowrotuwkażdejchwilido

rodzinnychstron.Niestety,taktylkozapewnianowreklamach.Wrzeczywistościniewielu
ztychdziesiątektysięcyludzi,którzydalisięnatonabrać,powróciłododomów.
Większośćgangsterskieorganizacje,przypomocynielegalnychipółlegalnychśrodków
orazszczelnychkordonów,uwięziłynawyspie.

Obecnieporwaniazdarzałysiętylkosporadycznie,aleOffbyłprzekonany,żejeżeliza-
szłabypotrzeba,natychmiastpowróconobydoprzerwanegoprzedlatyprocederu.

ReklamyzSalvirystalepokazywanowholo,laerachlubwświetlnychulicznych
gazetach,leczjużniktniedawałsięnanienabrać,aStraporniepotrafiłporadzićsobie
przedewszystkimzezdobyciemdowodów

przeciwkoporuszającymsięswobodnieibezkarnieprzestępcom.

IstniejącanaSalvirzeodlatsytuacjazbyt

odpowiadałasilnymiliczącymsięosobom,abymożnająbyłoradykalnierozwiązać.Off
niewiedział

dokładnie,coprodukowałysalvi-rańskiefabryki,alesądzącztego,żeTajnaRadaiOSna
wieletutejszych

sprawekprzymykałyoko,przypuszczał,żemiałotocośwspólnegozTnL-em,Galaxemi

background image

innymikosmicznymiorganizacjami,rozwiązującymiobecnieproblemy

przeludnienia,czylizagospodarowaniainnychplanet,eksploatacjikosmosuitp.

Sytuacjarzeczywiściebyłakrytyczna,alewedługOffaizapewnewielujeszczeinnychnic
nie

usprawiedliwiałostosowaniawobecludzimetod,jakimitutajsięposługiwano.Opornych
zmuszanodopracytorturami,posłuszeństwowymuszanorównież

torturami.Próbyopo

rugroziłyutratąstanowiska,rodzinybyłyprze-

śladowane,dziecibite,żonygwałcone,domy

podpalane.Organizacja,wtejchwilijużjednaiwszechpotężna,organizowałażycietych
ludzinaswójwłasnysposób,wedługswojegouznania.

BeheiOrdezbylioczywiścieczłonkamiorganizacji,otymświadczyłpoziomichżycia,
tyleżewtym

momenciedziałalinawłasnąrękę,bezwiedzyszefówiorganizacji,przedktórąmusieli
uciekać.

ZatrzymalisięprzedbudynkiemznapisemDRUKIPIECZĘCIEDOUŻYTKU
POWSZECHNEGO—A.

DELISONSA.

Wysiedli.Offwyciągnąłzkieszeninapiersifoniwłączyłgo.Otworzylidrzwi,dawniej
zapewne

oszklone,aterazzabitepomalowanąnabiałodyktą.

Wśrodkupanowałniemiłyodór.Zapachfarby

mieszałsięzwoniąświeżegobrafuilulecu.Jakaśskomplikowanamaszynasprzedco
najmniejpółwieku,zkręcącymisięnazewnątrzwałkamiikółkami,

hałasowałanieprzeciętnie.Długi,metalowywałsunął

dokońcakrętejprowadnicy,wzniecająckurzprzykażdymuderzeniuwzamykający
prowadnicęblok.Nadmaszyną,skulonyiwpatrzonywwędrującywał,ślęczał

niemłodyjuż,piegowatyczłowieczekwgranatowymfartuchu.Byłtakskupiony,żenie
zauważyłnawetichwejścia.

—Toon—powiedziałodwracającsiędoOffaOrdez.

—PanDelison?—wrzasnąłdoczłowieczka

przekrzykująchałas.

Mężczyznanawetniedrgnął,wpatrzonynadalw

wałek.Ordezszarpnąłgozaramię.

—PanDelison?!!!

background image

Delisonpopatrzyłnaniegonieprzytomnym

wzrokiem.

—PanjestDelison?—warknąłpoirytowanyOrdez.

—Tak—wyszeptałtamten,przecierającnerwowymruchem,okulary.

Przyglądałsięnowoprzybyłymbadawczo,zuwagą,jakbychciałichprześwidrowaćna
wylotswymi

wyblakłymi,niebieskimioczkami.

—Tak.Delisontoja—powtórzyłwyłączając

maszynę,którawygasałazdźwięcznymświergotem.

—Czymmogęsłużyć?

—Tenpan—OrdezwskazałOffa—makilkapytań.

—Słucham?

Offzwlekałmałąchwilę.Zasadniczoniebyłpewny,czymożezupełniebezpiecznie
mówićzdrukarzemwobecnościtamtychdwojga.Tacyludziejakonizawszemogli
zagraćnadwiestrony.Wkońcujednakniewidziałinnegowyjścia,niepodobnaprzecież
wyprosić

przewodnika.Tamtenstanąłpodścianąwspierającsięniedbaleometalowecielsko
maszynyizdawałsięniezwracaćuwaginatoczącąsięrozmowę.Offwiedział

jednak,żepilnienotujewpamięcikażdesłowoibyćmożerobitowłaśniedlatego,żema
nadziejęcośnatymzarobić.

Postanowiłmówićjasno.Owijaniewlunisnicbymuniedało.Przyjechałtutaj,żeby
dowiedziećsięjednegoistotnegoszczegółu:czytotensamezłowiekwłamał

siędodrukarni,którynapadłnaInL?

.

—Zdarzyłsiętutajdośćdziwnynapad…

—Tutaj,toznaczywSov,wszystkienapady

sąbardzodziwne—przerwałmudrukarz,zwracającwstronęrozmówcybardzobladą
twarz,naktórejpiegirysowałysięztakąostrością,żewydawałysięprawieczarne.

—Wiem—rzekłOff.—Wiem.Aletennapadbył

najważniejszyztych,ojakichsłyszałem.Interesujemniejeden,no,możedwaszczegóły.
Jakwyglądał

człowiek,którygodokonał?

—Jakwyglądał?Widzipan,niejesteśmyzgodniwopiniachnatentemat.Wczasie
napadupracowaliśmytuwszyscy,czyliwpiątkę.Otóżkażdyznaszapamiętał

innyszczegółrysopisutegoczłowieka.Zgadzamysięotyle,żebyłmężczyznąito
wysokim.Napewnomiał

background image

więcejniż170j.

—Zaraz,zaraz—Offpowstrzymałgogestem

dłoni.—Przecieżmusząistniećjakieśstałepunktyjegorysopisu.Naprzykładkolor
włosów,oczu,barwaskóry,timbregłosuczycośwtymrodzaju…Noichociażby
ubranie,rękawiczkilubichbrakwłaśnie.

—Widzipan—człowieczekbyłwyraźnie

zakłopotany.—Niechpanniepomyśli,brońWielkiPanie,żesobiekpięalboże
zwariowałem.^Nicnieporadzęnato,żezdarzyłosiętak,anieinaczej.Widzipan…

—Proszęsięstreszczać—Offuciąłtłumaczenia,apiegowatyjakuczniak,który
rozgniewałprofesora,międlącwpalcachgranatowyrękaw,popatrując

bojaźliwienaOrdeza,wiłsięwukłonachi

przeprosinach.

—Najmocniej,najmocniejprzepraszam.Jużmówięwszystkopokolei.Ztymwidzeniem
tobyłotak,żedwojguznaswydawałosię,żeczłowiek,którytuwtargnął,miałskórę
niebieskawą,bardzojasną,cowskazywałobynajegomieszanetropsjańsko-vollańskie
pochodzenie,

natomiastpozostałejtrójcewydawałsiębardziejfioletowy,wkażdymraziemocno
niebieski;więcalboczystytropsjańczyk,albomieszaniectropsjańsko-piunelijski.Dalej,
wedługczworgaznas,oczymiał

granatowe,aLi-bliju,mójzastępca,twierdzi,żewyraźnieciemnożółte.Jeślichodzio
włosytorównieżniebyłozgodności.Każdywidziałwtymwypadkucoinnego—
drukarzprzerwał,próbującwyczytaćcośznieprzeniknionegowyrazutwarzyInsOffa.

Ordezżułgumowegocukierkaprzypatrującsię

piegowatemuzrozbawieniem.Offbyłwtejchwiliprzekonany,żedrukarzniekłamie.
Miałpewność,że

niekłamie,ajednocześnieto,comówił,niepasowałojakośdostworzonejuprzednio,tuż
przedwyjazdem,hipotezy.Powoliprzestawałrozumieć.Imdłużejsłuchał,tymmniej
rozumiał.

—Tenczłowiek—ciągnąłdrukarz—nieodezwał

siędonasanisłowem.Wyciągnąłkartkę,naktórejcośbyłonapisane,ijużwiedziałem,że
trzebamutopowielićitonatychmiast,odkładająccałąswojąrobotęnabok.Wtym
momenciezauważyłem,żeLiblijujużrozkręcaprasę,ałbaderrozkładawarsztatizabiera
siędoskładaniatekstu.Emazdejmowałaledworozpoczętydrukzmaszynyi
przygotowywałanowylulec,Leisocięłabraf.Cośsięwtedywemniezbuntowało.

Pomyślałem,żeniemożnapozwalaćbylejakiemu

facetowisobierozkazywać,botodoniczegoniejestpodobne.Iwtedyzauważyłem,żeon
patrzynamnie.

Serceza

background image

biłomigwałtowniejipodeszłoprawiedogardła,zrobiłomisiętakzimno,żeażzacząłem
szczękaćzębamiipoczułem,żeniesposóbcokolwiekzrobić.Trzebasiębraćza
drukowanieitoczymprędzej.Wzrokmiał

nieludzki.Kierowałnamibezprzerwy.Pracowaliśmydosamegoranaiwyczerpaliśmy
całyzapasbrafu.Ulotkabyłaniewielka.

—Wiluegzemplarzachodbiliścietęulotkę?

—Dokładnieniepowiem,boniepamiętam,jaki

mieliśmywtedyzapasbrafu.Napewnoponad50000.

—Icodalej?

—Dalejkazałnamsiępowiązaćsznuramido

pakowania.

—Nicniemówił?

—Kierowałwzrokiem.

—Czyzgłosiliścietokomukolwiek?

—Nie.

Dlaczego?

—Widzę,żepantuniemieszka.Panprzyjechałzzewnątrz?

—Może.

—Mójdrogipanie—zpiegowategodrukarza

wyparowałacałanieśmiałość.—Mójpaniekochany.

Tam,nawolności,jestnaGisger-vantos…

Ordezznieruchomiał.CzłowieczekprzylgnąłdoOffacałymciałemiszarpałgozaklapy
kombinezonu.

…—Mójpanie,jedźdoniej,tamnaGisger-vantos…

jestmojażona.Powiedzjej…

Offpróbowałsięodsunąć.Oczydrukarzazaszły

mgłą,apoliczkizapłonęłynaglerumieńcem.Zjegoustwydobywałsiępotok,lawina,

nieprzerwanakaskadasłów,nieskładnychipozornieniepowiązanych.

—MojażonawVesteanaGisgervantos…Powiedz

—krzyczałmuniemaldoucha.—Musiszpowiedzieć,żeja…jatutaj—Offowi
wydawałosię,żedrukarzzarazsięudusi,oczywyszłymunawierzch.—Mójpanie,
musisz…jatutajodszesnastulat…powiedzjej,żeżyję,żyjęwSov…por…—potężny
ciosdrobnej,ale

zatowprawnejdłoniOrdezawbiłDelisonaw.

background image

betonowąpodłogę.

Drukarzuderzyłgłowąoziemięzdużąsiłą,aleniestałomusięnicpoważnego.Nie
dawałzawygraną.

Zakrywającdłoniąrozbiteusta,pełzłwstronęOffaipowtarzałbezprzerwytosamo.
OrdezpociągnąłInsazarękę.

—Chodźmy—powiedział.—Jużniczegosiętutajniedowiesz.

Behe,którejdotejporyniebyłowidaćanisłychać,oderwałasięodścianyikopniakiem
powaliłaDelisonanaposadzkę.

—Milcz,ścierwo—wycedziła.

Offtakbyłtąscenązaszokowany,żenieza-

prostestował,gdywyprowadziligonaulicę.Biegłzanimicharkotibłagalnewycie
Delisonabełkoczącegozzapamiętaniem.Ordezotworzyłdrzwiczki.Kiedyjezatrzaskiwał
zaOffem,Delisońukazałsięnaprogu.

—Panie!!—krzyczał.—Musiszjej!…Ordezwłączył

silnik.Warkotzagłuszyłsłowa.Delisońuczepiłsiędrzwiczek.Stradruszyłgwałtownie.
Drukarzem

trzepnęłoochodnik.Offobejrzałsięzasiebie.

Piegowatyczłowieczekbiegłzastradem,krzycząccośimachajączakrwawionymi
rękami.Niktz

przechodniów

sięniezatrzymałaniniezainteresowałrozgrywającąsięsceną.Wchwilępóźniejbyliza
zakrętem.

—Towariat—powiedziałzniemalautentycznym

przekonaniemOrdez.—Niemożnawierzyćanijednemujegosłowu.

—Wydawałomisię,żeto,comówi,brzmilogicznie—

zaoponowałOff,któryzdążyłjużprzyjśćdosiebie.

—Logicznie?—zaśmiałsięprzewodnik.—•Tacałapaplaninaoróżnychkolorachskóry
inakazywaniuoczami?

Chybapanniebierzepoważnietakichbzdur?

—Zastanawiamsię.

—Dobresobie.Tutajniemanadczymsięzastanawiać.

Oczywistenonsensy.

—Aocomuszłonakońcu?

—Chybadostałjakiegośataku.

—Owszem.Jateżmyślę,żedostałataku,aleniebyłtoatakchorobyumysłowej.

background image

—Aczego?

—Histeriabywareakcjąnaróżneprzeżycia.Wjegosytuacjimożebyćzupełne
uzasadniona.

—Cotampanwienatentemat!Nic.Mówiępanu,żetowariat.

—Zabardzochcesz,Ordez,żebymwtouwierzył.

Jakimaszwtymcel?

—Ależskąd—przewodnikgwałtowniezaprzeczył.

—Comnietozresztąobchodzi.Niemójinteres.Możemupanwierzyć,jeślisiępanutak
podoba.

Prowadziłdalejwmilczeniu,uśmiechającsięzlekkadosiebie.Offczułjednak,że
przewodnikgra.Wsobietylkoznanymcelustarasięzbić

Offaztropu.Byłytoprymitywneinieudanepróby.

Behesiedziałasztywnonatylnymsiedzeniu.Offujrzałwlusterkujejtwarz.Malowałasię
naniejztrudemtłumionapasja.Takobietanaprawdęwyglądała

wtejchwiliodpychającoi,Pobladłaskóra,zaciśnięteażdobóluwąskiejakszramaustai
oczyciskającenawszystkiestronywściekłespojrzenia.Offpostanowił

miećsięnabaczności.

OdmomentuzatrzymaniaTrzeciegoDyrektora

InstytutuLotów,Estora,Straporprzeżywałistnąnawałnicę.Najpierwzwalilisię
dziennikarzewietrzącywtymoczywiściesensację,następniepracownicyInLu,którzy
zresztąjakopierwsipoinformowaliwścibskąprasęoincydencie,potem,zaniepokojeni
wyżsi

funkcjonariuszeStraporu,naczelezTaquanarą,wreszciektośzOS,zwielkimi
pretensjami.

AgisiDagermieliwedługpoleceńOffazażadneskarbyniewypuszczaćEstoraażdo
powrotuInsazSalviry.Niebyłotoprostezadanie.Agisnawszelkiwypadekopuścił
posterunek,ruszającdomiasta

rzekomowposzukiwaniujakichśśladówtajemniczegonapastnika.Dagerwytrzymał
jakośsamnapórpytańiinterwencji,choćzwielkimtrudemipoświęceniem.

NieocenioneusługioddawałmuWatir,uprzedzającyDageraokażdymnadejściuszefa
Straporu,którywfuriausiłowałznaleźćkogokolwiek,ktonaważyłtegobigosu.W
gabinecieTa-quanarytoczyłasięburzliwadyskusjazudziałemOS,aspodziewanosię
takżekogośzTajnejRady.

Dagerzastanawiałsię,awłaściwiepróbowałsięzastanawiaćwnielicznychwolnych
chwilach,ocowłaściwiechodziłoOffowi,gdywydawałtennakazzatrzymania.Estorz
pozorupasowałdoskonal®doroligłównegopodejrzanego,lecznapewnonimniebył.

Czyżzdolnybyłbydozorganizowanianapadui

background image

popełnieniatylumorderstw?Możemiałbynatoimożliwościczasowe,natomiastzupełnie
nieprzylegał

cha-rakterologiczniedoowychzdarzeń.Zwłaszczażemusiałbymiećzleceniodawcęiw
takimwypadkutonieoniegobychodziło,tylkowłaśnieoowego

zleceniodawcę.Estorniepodjąłbysięnawłasnąrękęrozgrywkiztakpotężnymisiłami.
Albowięcniemaczał

wtymwogólepalców,albojestjedyniepionkiem.

PosunięcieInsOffastawałosiętymbardziej

niezrozumiałe.

Dagersiedziałwswympokojuczujny,wpostawieustawicznejgotowościdoskokuprzez
tajnedrzwi,nanajlżejszydźwiękzapowiadają-cyszefaStraporu.Jaknarazieprzezpełne
dwadniudawałomusięunikaćkontaktu.Watirzasłaniałsięniewiedzą.Taquanara,nie
orientującsię,czymdysponujeiczegochceOff,wolał

dojegoprzybycianiepodejmowaćdecyzji.OScismęło,jakmogło,dziennikarze
wzmagaliogólnezamieszanie,wkolorowychulicznychgazetachpojawiałysięich
wyssanezpalca,corazbardziejdrastycznei

dramatycznewersjezatrzymanieEstora,corazwięcejwizofonówodludnościdocierałodo
komendy.Personelbiegałzkątawkąt,powtarzającsobienaucho,żeOffznowu
narozrabiał.Taquanara,tymrazemprzekonany,żeOffmiałpoważnepowody,żeby
zatrzymaćEstora,występowałtwardowobronie

uprawnieńStraporuiwymyślałcoraztonowe

formalności,stająceniespodziewanienaprzeszkodziezwolnieniu.Zdrugiejstronyczuł,
żejeśliokażesię,iżOffniemanicnadzwyczajnegowzanadrzu,togrozimudymisjai
jegokarierajestjużskończona.

PrzerzucałwięcczęściowowinęnaOffa.

Agisudawał,żenicniewie.Plątałsiępomieście,rozwiązującrysopis„Nieuchwytnego”,
jakgowmyślachnazywał,wstacjachwynajmubobonsówinaparkingachstradów,gdzie
w

każdejchwilimożnawypożyczyćpojazdpokrótkiejprzymiarce.

OdwiedziłteżwszpitalustrażnikaRedana,którypowoliprzychodziłdosiebie.Okazało
sdęjednak,żepamięćzostatnichtygodnimadokładanie

wyczyszczoną.FragmentyretroskopówpozostałychofiarNieuchwytnegonieprzynosiły
nicnowego.

Wielokrotneprzesłuchiwaniataśmspowodowały

jedynieichszybszezdarcie,nieprzyczyniającsiędorozszyfrowaniazagadki.

CozagorzalsirewolucjoniścizLiniiWielkichJeziornawoływalidoobaleniaStraporusiłą
irozpoczynaliorganizowaniewieców,coutrudniało„Porządkowej”

zamykaniestrzeżonegowtamtymrejoniesektora.

background image

CzęśćsiłskierowanodopilnowaniademonstrantówwNordica,którychtrzebabyło
chronićprzedinnymidemonstrantamiztakzwanejLIGIBYŁYCH
FUNKCJONARIUSZY,coznacznieosłabiałokordoni

opóźniałoakcjędokładnegoprzeszukiwaniaLiniiWielkichJezior,przyktórejteraz
wrzało.

NatowszystkonapatoczyłsięOffpopowrociezSalviry.Rzeczjasna,takjak
przypuszczał,nieobeszłosiębezpojedynkuzprzewodnikiem.

Udałomusięztegowyjśćcałowłaściwietylkodziękisprytnejmistyfikacji.Offudał
bowiem,żezgadzasięnawspółpracęzOrdezem,alewinteresieichobu

odpowiednieporęczeniedamuwostatniejchwili.

Ordez,przeceniającswojemożliwościiniedoceniającOffa,zgodziłsięnato.W
pojedynkunaszosie,wpobliżumiejscaspotkaniazprzewoźnikiemOrdezstraciłpamięć,
aOffzyskałlagownicę,którąwiózłwłaś-

niezesobą.Szczęśliwieudałomusiędotrzećdoswegogabinetu.Dagerpowitałgo
westchnieniemulgi.

—Myślałemjuż,żenieżyjesz—zaczął,ale

Offniepozwoliłmuskończyć.

—Cosłychaćwśledztwie?

—ProwadzijeAgis,odniegodowieszsię

szczegółów.JatoczęwyłączniewalkęoutrzymaniewareszcieEstora.Musiszwiedzieć,
żerozpętałasiętutajbatalianiegorszaniżwczasieDrugiejRewolucji.

—Zwalniamygo—powiedziałOff.Powoliwracałymusiły.Byłjednakporządnie
niewyspany.Przetrząsnął

kieszeniewposzukiwaniupastylkiaspanoluiszybkojąpołknął,popijającwodąze
szklankiDagera.Dagerotworzyłjużusta,żebymuwygarnąć,cootym

wszystkimmyśli,alezrezygnowałiosunąwszy

sięnafotelu,pogrążyłwzadumie.

—Niechciałbymbyćwtwojejskórze,atymbardziejwskórzeTaquanary.Będziecie
mielinakarkuniejednągrubąrybę,zwłaszczaOS…

—IdędoOSporozmawiaćznimi.

—Co?!—Dagerwydawałsiętakzaskoczony,

jakbyzobaczyłducha.—Poco?

—Naszprzeciwnik,awłaściwiesojusznik

okazałsiękimś,okimnawetprzezsekundęniepomyśleliśmywswychrozważaniach.

—Któżtotaki?

—Jeszczezawcześnienamówieniezcałkowitą

background image

pewnością.Wkażdymrazie…

—Wkażdymrazieniejesteśmywstanieschwytaćtegoczłowieka…

—Tak,botoprawdopodobnienieczłowiek…Ciszapotymstwierdzeniutrwałabardzo
długo.Rozlegałosiętylkobzyczeniekręcącejsię

podsufitemzłotejmuchy.Przedłużającesięmilczenieprzerwałdzwonek

fonu.NaekraniepojawiłsięWatir.

—StarychcerozmawiaćzInsOffem—powiedział.

—Łącz—zdecydowanierzekłinspektor.

—Dostanieszzaswoje—burknąłdosiebieDager.

Błysnęłozielonkawetłoiwyłoniłsięzniego

Taquanara.Minęmiałposępną,oczyzaczerwienione.

Musiałniespaćzedwienoce.Zmiejscazacząłostro.

—Czywiesz,cowyprawiasz!!—wrzeszczał.

Obwisłepoliczkinadymałymusięprzytymi

purpurowiały,agłosdrżałniebezpiecznie.

—Czytynigdyniebędzieszsiękonsultowałw

sprawieswoich,zwłaszczatakich,posunięć?!Robiszznasbłaznówinarażaszna
nieprzyjemności!Czy

przynajmniejmaszcośnaswojeusprawiedliwienie?!

—WłaśniepoleciłemwypuścićEstora.Przezchwilęzdawałosię,żeTaquanarawyzionie
ducha.Ze

zdenerwowaniazabrakłomutchuiniebyłwstaniewykrztusićsłowa.Offwykorzystałten
moment.

—Zasadniczo—powiedziałspokojnymirzeczowym

tonem—zamknąłemEstora,ponieważwpierwszej

chwiliwydawałmisiębardzo,najbardziejpodejrzany.

Aletutajnietrzebazbytdużejwnikliwości,żebystwierdzić,żeprędzejmógłbyzostać
ofiarą.Dlategoteżzamknąłemgodlajegowłasnegodobra:aby

uchronićprzedzamachem.Spodziewałemsię,że

nastąpizamachinaniego.Terazwiem,żeniepotrzeb-niebrałemtakąewentualnośćpod
uwagę,aletowiemdopieroteraz.

—Aczywiesz—Taquanaraniestarałsiępanowaćnadswymgłosem,któryzmieniłsię
wpłaczliwyfalset.

—Czywyobrażaszsobie,co

background image

nasterazczeka?

—Nic.Najdalejjutrootejporzejużbędzie

powszystkimibędziemymoglispaćspokojnie.

—AOS?

—Właśniechcęznimiporozmawiać,tylkojeszczeniewtejchwili.Wcześniejmuszę
załatwićinnąsprawę,znacznieważniejszą.Nakiedy

przygotowanostartstatku?

—Niewiem.DowieszsięodtegofacetazTajnejRady,któryprzyjdzietuzagodzinę,
będzieteżumniedwóchzOS,noity.Maszjedną

godzinęnatęswojąsprawę.

SzefStraporuwyłączyłsiętaknagle,jaknaglesięwłączył,

—Dager!—powiedziałniecozbyturoczyścieOff.—

Zbliżamysiędofinału.WydajrozkazzwolnieniaEstora.

CzyAgisrozmawiałzErą?

—Niewiem.Wogólesiętuniepokazywał.Pewniejestterazwdomunaobiedzie.

—Połączmnieznim.

Połączenieuzyskalibłyskawicznie,poraobiadowabyłanajbardziejodpowiedniądo
rozmówfonicznychchybanacałymświecieiwewszechświecie.Agisnapychałsię
lasurisemijakzwyklepopijałżółtymcopeauskim.

—CzyrozmawiałeśzErą?

—Cieszęsię,żecięwidzę,jużmyś…

—Odpowiadajprędzej,zamiastsięrozczulać.Niemamczasu!

—Chwileczkę—Agisodsunąłodsiebieniemal

opróżnionykielich.—ZjakąErą?

—ZtąodFoya.Widzę,żewypadłacizpamięci.

—Rzeczywiście—Agispuknąłsięwczoło.—Jużtamlecę—zamierzałwstać.

—Nietrzeba—powstrzymałgoOff.—Samto

załatwię,atymasztubyćnajdalejzadwadzieściamin,żebyzdaćmirelacjęztego,co
zrobiłeśwśledztwiedotejpory.

Nimktórykolwiekzjegowspółpracownikówzdążył

otworzyćusta,jużgoniebyłowpokoju.Wyfrunąłzniegoniczymduch,porywającze
sobąciemnąsmugępapierosowegodymu.

—Tak,tak,stary—powiedziałwzamyśleniuDager.

—Zadwadzieściamin,dekowni-ku,odpowieszza

background image

pozostawieniemniesamotnegonapoluwalki.

—Możeodpowiem,amożesięprzysłużę—odparł

tajemniczoAgis.

—Widaćmaszcośwzanadrzu—Dageruśmiechnął

siękwaśno.—Wiesz,żestarykazałwypuścićtegoEstora?

—Właściwiespodziewałemsiętego.

—Wieszwięcej,wieszdużowięcej—stwierdził

Dager.

Agiswyłączyłsię.Dagerwyciągnąłsięwfoteluizapaliłpapierosa.Porazpierwszyod
wielulatznowuzapaliłpapierosa.Wnosiłztego,żejestzdenerwowanyinapiętydo
ostateczności.Tylkotakistanmógłgosprowadzićnadrogęstłumionegooddawna
nałogu.

Naulicypanowałruch.Offwłączyłautomatstradu,ponieważwtłokujedynietąmetodą
możnasiębyłoposuwaćwmiarębezkolizyjnieiszybko.,,Mknął”,awłaściwiepełzałw
ciżbieinnychpojazdów,

background image

naziemnych,podziemnych,powietrznych,

podwodnych,nawodnychiJasnyPanwiejeszcze

jakich,kuLiniiWielkichJezior,gdziemieściłsięszpital,wktórymprzebywałaEra.

Drogadoszpitalabiegławpobliżuhotelu

Trilf;wieczniekręcilisiętuprzeróżniludzieszukającykontaktuzcudzoziemcami.Dalej
prowadziłaprzeznasłonecznioneotejporzerondoHlar,zolbrzymimpomnikiemGhelara
pośrodku,kołomonumentalnej

fasadyMuzeumWnętrzHistorycznych,wreszcie

bulwaremNutpen,któryprzecinałnadwierówne

częściwieczniezielonyCrapMinar,uchodzącyzaletnieartystycznecentrummiasta.
Pozostawało

jeszczeprzejechaćsześciopoziomowymmostemnadTermina

jejdrugąstronę.

Tutajrozpoczynałasięjużinnadzielnica,awrazzniązupełnieinnepejzaże.Niewidziało
siętakwielkiegorozmachuwarchitekturzebudowlii

stradostrad,ulicestałysięwęższe,choćwcaleniebyłystarsze,znikłyinstytucje
kulturalne,pojawiłysięnatomiastzabudowaniabiuriorganizacji

ekonomicznych,produkcyjnych.

Mimowęższychulic,panowałturuchnawetwiększyniżpodrugiejstronierzeki.W
miaręposuwaniasięwzdłużtejliniicorazwięcejbyłosiedzibpoważnychorganizacjii
instytucji,ażpodkoniecaleidojeżdżałosiędoskupiskalokaliliczącychsięisilnych
koncernów,fundacji,zjednoczeń,czyministerstw,zZarządemGospodarczymPhasangu
naczele.

TutajstradOffaskręciłwwąskąuliczkęwiodącąpodgórę.Nawzniesieniuusadowiłosię
olbrzymieosiedlemieszkanioweEldeisoPlomse-sa(OsiedlePlomsów).

Otrafnościnazwymożnasiębyłoprzekonać

podjeżdżającpodosiedlewłaśnieodtejstrony—ostrowznoszącymsiębulwaremBools.
Nawisie,baniastekonstrukcje,zawieszonenasmukłychwalcowatychpodporach,
wyglądałyidentyczniejakdojrzałeowoc-nikiplomsaHarmala.

Inspektorprzejechałdosyćszybkomiędzybu-

dynkamiosiedlaiskręciłw.przecznicę,wąskąizarośniętąpoobustronachpnączami.
Ulicata

krzyżowałasięzLiniąWielkichJezior.Straciłokołopięciuminutnawłączeniesięw
trójpozio-mowywęzeł.

WkońcuudałomusiętoijechałwzdłużbajeczniekolorowejLinii.Tutaj,międzyLiniąa
Główną,mieściłosięolbrzymiezbiorowiskoipółkoczowniczeosiedlerzecznikówNowej
Ofensywy.

background image

Wdomachzdyktyczyfalistejblachy,wróż-

nobarwnychnamiotachlubwprostpodgołymniebem,osłonięciczasemtylkokocamii
rzadkimigałęziamizagajnikówsurihaloe,przynieustającymśpiewieizabawie,w
ciągłymruchupędziliżywotnajdziwniejsiludzie,jakichwydałataziemia,ludzie
odtrąceniprzezspołeczeń

stwo,niezrozumiani,nieszczęśliwizjakichś

niejasnychpowodów.

Zapomnianigeniuszewbajecznychstrojach,

kontestatorzyzbylepowoduirównieżzważnychpowodów,aoboknichmętyi
kanciarze,robiącynatejcałejzbieraninieinteresy;wieszczowie,którzyniemoglinic
napisać,atakżetacy,którzyniepotrafilisamizrozumiećtego,copiszą,muzycy,których
niktniechciałsłuchaćimuzycy,którychsłuchaniesprawiałotylkoból;

rzeźbiarzepozbawieniśrodkównarealizacjęswoichrzeźb,malarzepozbawieni
niezbędnychmecenasówswejsztuki,ponieważwniczyichoczachnieznajdowali
uznania.

Ludzie,uparcietrzymającysięzasaddziwacznejsztukiifilozofii,mistycyzmu,badania
zjawisknieujętychżadnymprogramemnaukowym,którzyswejprawdyniechcieli
dowieśćinaczej,jaktylkozapomocątychwłaśniedziwacznychdyscyplin,zajmującsię
niminieustannie,bezpędzliiinstrumentów,bez

laboratoriówiczasemzwykłegonotatnika,tutaj,pod

gołymniebem,wrzadkichzagajnikachLiniiWielkichJezior.

Niktimtegoniezabraniał,niktsięniminiezajmował.

To,corobili,byłozawszetylkoichsprawą.MałoktosięzastanawiałnadLiniąNowej
Ofensywy,jaksami

nazywalitęstradostra-

dę.

Offniemiałpewności,czytodobrze,żeniktsięniezajmujemieszkańcamiosiedlaprzy
LiniiWielkichJezior,myślał,żeczasemdobrzebyłobyichposłuchać.

WyznawcyNowejOfensywystanowilijednak

zdecydowanąmniejszośćinieliczonosiępoważniezichzdaniem,niemogliwięcmieć
prawieżadnegowpływunaważniejszezdarzenia,żylibezwątpienianamarginesie.

Mimowszystkostądwyszedłnaprzykładtaki

Yerdna.To,czegodokonał,uznanezostałozawybitne.

Czydlatego,żeobiektywnienaprawdębyłowybitne,czyteżdlatego,żezostało
świadomienagięte,

spłaszczonedo.uznawanychformiwymiarów?

Niełatweproblemy.Nieprosteiniejednoznaczne

background image

pytania,naktóretrudnoznaleźćproste,jednoznaczneodpowiedzi.

Phasangwyrósłjużzprostotyczasówprymitywnych,przerósłjezasięgiemwiedzy.Ale
czyjegosileintelektutowarzyszyłarówniewielkasiłamoralności,etykitakże?

Świadomośćjednostek—taksięOffowizdawało—

jakośnienadążałazazmieniającąsięwszalonymtempiecywilizacjąiwmiaręupływu
czasu,imdalejtechnikaszłanaprzód,tymbardziejwtylepozostawiałazasobą
świadomość.Świadomośćniekształtowałasięwswejzasadniczejczęścinabazie
materialnychosiągnięć,leczwsferzeoddziaływańduchowych,indywidualnie,z
indywidualnąprędkością,charakterystycznądlakażdejjednostkiizależnąprzede
wszystkimodsposobunastawieniatejjednostkidootaczającejjąrzeczywistości.Im
bardziejnastawieniebyłokonsumpcyjne,tym.bardziejrozwójświadomościpowolny.

Dlaczegotaksiędziało?Offzastanawiałsięnadtymidawniej,aleterazjegowłasne
problemyetyczne,problemyindywidualnegowidzenia,stosowaniasiędoprzyjętych
norm,skłaniałygoczęściejdorefleksji.Odmomentu,kiedyzachwiałsięświathierarchii
służbowejiregulaminów,kiedypoznałkogoś,zkimchciałsiędzielićwszystkim,cobyło
oczywiściezabronio

neistawiałogoautomatyczniepozanawiasem,zaczął

instynktownieczućsympatiędotychkolorowych

dziwaków.

Dlaczegowięcrozwójświadomościbyłodwrotnie

proporcjonalnydostopniakonsumowania?—

rozważał.—Czyżbysamfaktkonsumpcji?Nie.Napewnonie.Rzecz—wedługOffa—
nietkwiławsamejpotrzebiekonsumpcji,lecz

wmetodziejejzaspokajania.

Jaktowygląda?Większośćludzi,itoprzytłaczającawiększość,jestbezkrytycznie
nastawionanabranieitowzakresiejaknajszerszym,tyle,iletylkomożeznieść
umęczoneciało.Bezżadnejselekcji,stałego

ukierunkowaniapotrzeb.Wtakimczłowiekumieszająsiężółtecopeauskiezfilmami
Kezara,filozofiaAykrucanguzwyścigamisurmingów,wycieczkiw

CienisteGóryzrozebranymikobietamiczy

mężczyznami,owocelasurisztupangami,wrażeniawyniesionezpobieżnieobejrzanych
rzeźbczy

przeczytanejliteraturyzjakimiśpogłoskami

naukowymi,strzępamiinformacji,szczątkamiprzeżyć,kawałkamikotletów.

Takapostawamogłabysięzdawaćpożądaną

wszechstronnością.Wszechstronność!Bardzopięknie.

Aletawszechstronność,pozbawionakoniecznej

background image

harmonii,jestbezmyślnymwysysaniemkażdegosoku,aprzecieżniekażdysokmusibyć
konieczniezdrowydladanegoorganizmu.

Środkitechnicznerozwiniętedoniewyobrażalnychgraniciśrodkiwyrazurozbudowanei
zróżnicowanewwalcekonkurencyjnejstworzyłytakszerokiwachlarzmożliwości,tak
wielowarstwowąłzłożoną

rzeczywistośćwzbyt

wczesnymstadiumrozwojupsychicznegoczłowieka,żespowodowałytylkowjego
umyślegalimatias.

Człowiekzachowywałsięjakdzieckowsklepiezzabawkami.Chciałmiećwszystko,co
mogłamu

dostarczyćmama-technika.Niepotrafiłwybrać,brałto,cowpadłomuwrękę.

Dlarozwojuświadomościmusiałtobyćhamulec,niezaśbodziec,boświadomośćnie
kształtujesięzgalimatiasu,leczzestaranniedobranych,

wyizolowanychzrzeczywistościmomentów,którewumyślewiążąsięwharmonijną
całość,mogącą

dopierostanowićbazędojejrozbudowywania.

Otodlaczegoświadomośćpozostawaławtyle,otodlaczegoczasamikierowianosię
średniowieczną

moralnością,ciasnymizaściankowymiambicjami,bomoralnośćnierozwijałasię,ambicje
niezmieniałyswegocharakteruwsytuacjinastawieniana

niekierunkowanąkonsumpcję.

Leczprzecieżrzeczywistośćniedlategojesttakwieloraka,żekażdypowinienbyć
wielorakipodobniejakona.Rzeczywistośćjestwielorakatylkodlatego,żebykażdymógł
dobraćzniejodpowiedniedlasiebiebudulce,czynnikipierwszedlabudowyswego
wnętrzaipotem,wwynikurozbudowyswychwewnętrznych

wartości,odczućizdolności,daćrzeczywistościcośnowego,cojeszczebardziejbyją
urozmaiciło,daćjejcoś,naczymktośinnybędziesięmógłoprzećjakonaczynniku
postawowymwbudowaniuwłasnychwartościwyjściowych.

Niestety,naobecnymetapiewiększość,itobardzoznaczna,chciałazdziecinnymuporem
budowaćz

niewłaściwychbudulców.Dobudo

wydomów(wprzenośni,oczywiście)chcianoużywaćpapieruisłodkichcukierków,do
wyrobuczekolady,

gipsuibrązowejfarby,dopodróżykosmicznychprzykładanomiarkęśredniowiecznego

phasangocentryzmuipostawywojownikówprostozpunelijskichbuszów.

Stradsamoczynniewykołowałprzedszpitalemi

zatrzymałsięnaparkingu.Offwysiadłipopatrzyłnaczarny,wysokimur.Naokoło

background image

panowałharmiderjakwogrodziezoologicznym.

—Oni—pomyślałokoczownikach—są

przynajmniejbardziejkrytycznienastawienido

cywilizacji,dlategonieczerpiązniejbyleczego,atojużjestcoś,choćichbuntmaformy
takżedziecinne.

Ważniejsze,żezauważają,jeślinieświadomie,toprzynajmniejinstynktownie,hamulce
działającenaichrozwój.Chybaodeszlijużdaleko.Możetoonisąprzyszłościątejziemi,
anieichbezkrytyczni

równieśnicy,przykładniewpatrzeniwswych

profesorów.Ktowie?—Offuśmiechnąłsiędotejprzewrotnej

myśli.—Ktowie?

Szpitalbyłoczywiścieostatnimkrzykiem.techniki.

Nowocześnieskonstruowanymurneutralizowałhałas.

Chociażnazewnątrzpanowaławrzawatrudnado

zniesienia,podrugiejstronie,naterenieszpitalnym,byłozupełniecicho.Park,doktórego
wchodziłosięprzezgłównewejście,wypełniałyintensywne,kojącezapachy.Kolorroślin,
śpiewptakówibrzęczenieowadówwydawałysiębyćdoskonalezsynchro-nizowanez
otoczeniem.Pewniebardzostarannie

dobranofloręifaunętegomikrorezerwatu.

Sambudynekmieściłsięwgłębi,między

orzeźwiającymifontannamiisadzawkami,roz-

mieszczonyminawielupoziomach.Wokółsadzawekibasenikówurządzonoklombyi
ustawionokamiennneławeczkidlaodwiedzających.Wkażdymmiejscu,wewszystkich
zakątkachparkuiwewnątrzbudynku,

rozlegałasięprzedziwnamuzyka;dalekiepoświsty,odległedzwonienia,niknącefrazy
piamoni,dramindy,głucheodgłosyperaków.

Ścianyszpitalnegobudynkuzbudowanoz

przezroczystegotworzywa.Widaćbyłozzewnątrzposzczególnesaleiporuszającychsię
wnichludzi.Dlacelówterapeutycznychzastosowanotuproste

odwrócenie:zzewnątrzdosaldocierałyobrazy

wytłumione,rozmyte,natomiastto,cosiędziałowśrodku,byłodoskonalewidocznez
ogrodu.Dawałototakiefekt,żewiększośćchorychstarałasięuaktywnić,wychodziła,
przebywałaczęściejwparku.Byłatoprzedziwnareakcjapsychologiczna.Możekryłsię
wtymjakiśsens,wkażdymrazieOffowiniewydałosiętorewelacyjne.Budynek
wyglądałjakprzeciętepoziomojajko,któregopołówkawystawałanadziemię,adruga,
niewidzialnaspoczywałapodziemią.Wszystkie

gabinetyisalezabiegowemieściłysięzpewnościąwpodziemiach.Kiedyinspektor

background image

przekroczyłpróg,zarazprzyczepiłsiędoniegochoinjsowatyparasolinforu.

—Czymmogęsłużyć?—mówiłmiłymbarytonem.

—Czymmogęsłużyć?

Byłowtymbarytoniecośzkobiecejuległości,

prośba,którejniesposóbodmówić,niemalbłaganieoskorzystaniezusługi.

—ChciałemrozmawiaćzpaniąErą…—zawahał

się,zapomniałnazwiska.

——Era?—powtórzyłautomat.—Jesttylkojednapacjentkaotakimimieniu.Wtej
chwilizałatwiaformalnościzwiązanezwypisaniem.

—Gdziemogęjąznaleźć?

—Napierwszympoziomie.

—Dziękuję—Offzawszesięwzdrygałprzed

dziękowaniemelektronicznympudłom,obojętne,jakiebyniebyłymądre,alewkońcu
robiłtoodruchowo.

Inforpokłoniłsięioklapł,oczekując,ażbędzieznówkomuśpotrzebny.

—Jeszczejedno—zatrzymałsięwpółkroku.

—Czymmogęsłużyć?—inforwyprostowałsięi

rozbłysłkolorem.

—Jakąpostawionodiagnozę?

—Uraz,szokpsychiczny,lekki.Jużwszystkow

porządku.

Offskierowałsaęnapierwszypoziom.Przezchwilęmyślał,jakdługotakiautomat
przechowujewpamięcirozmowę.Przecieżniepowiedział,okogomuchodzi,aotrzymał
odpowiedź.Dałsobiespokój.Jużdawnoprzestałsięinteresowaćtechnicznymi
nowinkami.Byłymuobojętnedotegostopnia,żeniebardzowiedział,jaktosiędzieje,że
tylkoonmożewsiąśćdowłasnegostraduiniktinnybezjegozezwolenia.Wiedział,że
chodzituoodciskipalców,alewjakisposóbodbywasięichzbieranieiselekcjaw
automacie,niemiał

pojęcia.ZErązderzyłsięwdrzwiach.Rzeczjasnaniepamiętałago.

—PanimanaimięEra?—nazwiskadalejniemógł

sobieprzypomnieć,amożenieznałgowogóle?

—Tak.Ocochodzi?

—Panimniesobienieprzypomina?

—Rzeczywiście—wyglądałaterazowiele

poważniejniżwtedy,kiedywidziałjąpierwszyraz.

background image

—JestemInsOffzeStraporu.

—Moglibyściedaćmispokójpotym,coprzeżyłam…

—całasięzjeżyła.

—Niestety,niemożemydaćpanispokoju—

przerwał.—NiechcęzresztąmówićzpaniąosamymFoyu—wypowiedziałtonazwisko
zlekkąobawą.

Niechciałjejurazić,alemusiałwrócićdo

rozpoczętejrozmowy.

—Chcęmówićoczłowieku,którygozamordował.

Niezareagowałatak,jaksięspodziewał.

—Dobrze—powiedziała.—ZFoyembyłam

związanaraczejfinansowoniżuczuciowo,aletakiezdarzenie,rozumiepan…—
popatrzyłananiegowyczekująco.

—Tak,rozumiem—przytaknął.

—Więcocochodzi?

—Orysopisnapastnikaiprzebiegwydarzeń.Jestpanijedynymbezpośrednim
świadkiem.

—Chybaniepodejrzewamniepan…

—Nie,nie—uśmiechnąłsię.—Aniprzezchwilęniepomyślałemotym.

—Odczegomamzacząć?—byłatrochęnapiętai

zdenerwowana.

—Odmomentu,kiedygopanizobaczyła.

—Dobrze.Kiedywłączyłamholo,zadzwoniłktośdodrzwi.Poszłamotworzyć.Wprogu
stałwysoki

mężczyzna,włosymiałprawiebiałe.

—Zjakimodcieniem?

—Wydawałomisię,żeżółtym.

—Askóra?

—Nierozumiem?

—Jakibyłkolorjegoskóry?

—Normalny.Białokremowy.

—Napewno?Przypadkiemnieniebieski?

—Napewnonie.

background image

—Dobrze.Proszędalej.

—Ustawąskie,oczyszare,niebieskoszare..:

Zresztąniewiem,czytegoniedopowiedziałamsobiejużpóźniej.Kiedyotworzyłam,
drzwi,stałosięcośtakdziwnego,żewłaściwieniepotrafiętegonazwaćsłowami…

—Opanowałpaniwolę?Tak?

—Skądpanwie?Czyjużgozłapaliście?

—Nie.Mniejszaztym.Proszęmówićdalej.—Kazał

miiśćdopokojuprzedsobąimówićprzytym.osprawach,októrychniemiałampojęcia.
Mówiłamoplażach,wycieczkach,wspólniespędzonychdniach,omorzu,wakacjachi
takichrzeczach.Nigdyniebyłamznimnigdzie,atymbardziejnadmorzem,bomorze
mniemęczyinudzi.Nielubięjeździćnaplażęanisięopalać.Takdoszliśmydopokojui
onwtedywyciągnął

zkieszenijakiśprzedmiot.Wtuliłmojągłowęwsweramię…Straszniesiębałam.Teraz
trudnomitowytłumaczyć,aleprzeczuwałamcośokropnego.Tenczłowiekmiałbardzo
dziwnyzapach,tojedyne

odczucie,jakiemipozostało.Materiałjegopłaszczabył

przesyconyczymś,comogłoprzypominaćmafafę,

aspanol,goierdimę,samajużniewiem…Wkażdymraziezapachwsumienieprzyjemnyi
przejmujący.

Potemodepchnąłmnieiwyszedł.Wszystkostałosiętaknagle…Zobaczyłamwtedy
Foya,opanowałmniezwierzęcylęk,skądświedziałam,żeonnieżyjeizawiadomiłam
Strapor.Towszystkopamiętamjakbyzesnu,zdużejodległości…

—Dziękuję—powiedziałOff.—Dziękuję,pani

Hater—wreszcieprzypomniałsobiejejnazwisko.—

Tylkotylechciałemwiedzieć.

—Wszystkotobyłotakokropne,żedodzisiaj

jeszczenamyślotamtymwieczorzedostajęgęsiejskórkiiczasemczujętensamstrach…
—mówiławłaściwiedosiebie,ajejoczybłądziłygdzieśpozastojącymnaprzeciwko
Offem.

—Czypaniąpodwieźć?—zapytał.

—Nie—ocknęłasię.—Damsobiesamaradę.

Skierowałsiędowyjścia.Wcaleniebyłprzekonany,żecałkowiciewyleczonotę
dziewczynę.

Najważniejsze,żeuzyskałpotwierdzenieswoich

domysłów.EraHaterjeszczeinaczejwidziała

napastnika.InaczejniżwszyscywspółpracownicyDeliswnaiinaczejniżMózgStraporu.
Byłyto

background image

niewątpliwienajważniejszeinformacje,jakieudałomusięwtrakcietegoszaleńczego
„śledztwanaprzełaj”

zdobyć.

StradOffastałobwieszonyprzezczłonkówNowejOfensywy.Grubaszpotężnączarną
brodą,którąsobieprzydeptywał,kończyłwłaśnie„fresk”naprzedniejszybie.Kilku
innychsiedziałonamascezprzoduiztyłu.Nieprzejęlisięjegonadejściem.

—Możepozwoliciemiodjechać?—zapytał.

—Poczekaj,przyjacielu—zacząłłagodniegrubas.

—Poczekaj.Jużkończędzieło.

Drugi,wspodniachmajtającychsięnadkolanamiizpióropuszemwetkniętymzaopaskę

nawłosach,zsunąłsięzmaskiistanąłprzednimwrozkroku.

—ZłotyInspektor?—rzekłwsłuchującsię’we

własnesłowazezdziwieniem.—ZłotyInspektorzeZłotegoMiasta?

—Skończone—odezwałsięwtymmomencie

grubas.Stanąłoboktamtego.—Możeszmi

przyjacielu…—zawahałsięnadceną—dać5truksówzamojąrobotę?—powiedziałto
tonemwielkiejłaski.

—Mogę—odparłOff.—Mogę,aleniechcę.

—Trudno—rzekłgrubas.—Amożezechceszmi

przyrzec,żeniezmyjesztegodojutra?

—Niezechcę.

—Trudno.Żegnajprzyjacielu.Lubięszczerość.

—Jatakże—powiedziałOffzatrzaskującdrzwiczki.

Dostradupodbiegłtendrugi.

—Maszodemnietenpióropusz—patrzyłOffowi

prostowoczy.—Weźiniewyrzucaj.Tosymbolnaszejprzyjaźni,weźipowieśna
ścianie.Bardzocię

polubiłem.

—Jawastakże—Offwziąłodniegopióropusziwłączyłprzyspieszacz.—Możeszbyć
pewny,że

będziewisiałnacentralnymmiejscu.Chybasięjeszczenierazspotkamy.

—Czyżbyśmiałzamiarprzyłączyćsiędonas,

przyjacielu?

—Niezupełnie,alechciałbymwaslepiejpoznać.Dowidzenia.

background image

AutomatprzejąłprowadzenieizlekkimfalowaniemwyprowadziłstradnaLinię.Tym
razemniepotrzebował

naprzebrnięcieprzez

skrzyżowanieażpięciumin.Offspojrzałna

czasomierz.Jegoprostokątnapowierzchnia,po-

dzielonana90czarnoobramowanychkwadracików,podziesięćwrzędzie,byłajużprawie
zupełnieniebieska,ostatniesześćprostokątówsączyłojeszczenikłyzielonyblask.
Dochodziłazasześćminpiętnasta.

Kolejnykwadracikzmieniłkolorzzielonegona

niebieski.Zapięć.Przerwaobiadowadziesięćmintemudobiegłakońcaizachwilęminie
wyznaczonymuczas.Zaczniesiębataliawswejostatecznejfazie.Dlaniegobędzieto
końcowajejfaza,jużwtejchwiliwalkanieowłasneżycie,leczożyciewszystkich
innych.

Nigdybynieprzypuszczał,żewtakkrótkimczasietakradykalniezmienisięjego
spojrzenie,żeztakpozorniemałejsprawyzrobisięsprawaolbrzymia,któraspowoduje
generalnezmiany.Byłtegopewien.

SzykowałsiędozwycięskiejbitwyzOSiTajnąRadą.

Niedziałałsamotnie.Rolęinformatoraspo-

łeczeństwawziąłnasiebieNieuchwytny,wziąłrównieżnasiebiedrugąowiele
ważniejsząsprawę—samągeneralnąbitwę.RolaOffaograniczałasięterazdo
oczyszczaniapola,dezorganizacjipoczynań

przeciwnika,ochronyswobodnegodziałania

Nieuchwytnego.

Jedno,czegopragnął,tozobaczyćgo.Dowiedziećsię,kimjest,skądprzybywa,jak
naprawdęwygląda.

Czuł,żewygrajątębitwę.OnicałespołeczeństwoPhasangu,któreterazbędziemusiało
pokazać,żeniejestcałkiembezradneitrzebasięznimiliczyć…

StradzjeżdżałzewzgórzaosiedlaPlomsów.Na

czasomierzuzgasłkolejnyzielonykwadra

cik.OffciąglemyślałoNieuchwytnym,chciałgozobaczyć.Czybędziemutodane?W
tejchwili

wiedzfał,żeniezależytoaniodjegowoli,aniodmożliwości.ZależytotylkoodNICHi
możesię

zdarzyć.PrzejeżdżałnadTermi.Zaminępiętnasta.

GabinetTaquanarytonąłwdymie.Siwy

przedstawicielTajnejRady,zupełnienieznanyOffowi,obokniegodwajludziezOS,
Taqu-anarazaswoimbiurkiem.Offnaprzeciwniego.ZacząłtenzTajnejRady.

background image

—Comanamdopowiedzeniainspektor?—zapytał

tonemrozkazuinagany.

Offuśmiechnąłsiępodnosemisplótłręce.

—Raczejoczekujępytań—powiedziałtonemdozłudzeniaprzypominającymton
tamtego.

Taquanaralekkosięzmieszał.GośćzTajnejRadydrgnął.Takiestawianiesprawy
graniczyłojużzniesubordynacją.OficerowieOSjaknakomendę

skrzywilisięzniesmakiem.

—Inspektorze—powiedziałczłonekTR—czyniezechciałbysiępanzastosowaćdo
przyjętych

zwyczajów?—widocznieobawiałsięwypaśćzroli.

Byłtoniewątpliwiejedenztych—bardzoczułychnapunkciewłasnegohonorui
regulaminów.Górnawarga,wąskajakrysanaskórze,drgałamulekko,aoczystarałysię
unicestwićOffa,któryjegozaufaniuwewłasnąważnośćtaknagleośmieliłsiękłaśćkres.

Offniemiałnicdostracenia,awieledowygrania.

Musiałpostępowaćwtakisposób,abywypadkitoczyłysiępojegomyśli.Liczyłnato,

żeOSwiemniejiżejegowiedzajestwtejchwiliTajnejRadziebardzopotrzebna,nicmu
więcniezrobią,dopókiniepowienajważniejszego,ao.nprzecieżtegoniezrobinigdy.

—Czypan—zwróciłsiędostarca—niezechciałbywbrewzwyczajomprzedstawićsię
marnemu

inspektorowi?—pytanietowymówiłzabsolutnymspokojem,najakitylkomożnasobie
pozwolićwtakiejsytuacji.CzłonekTR,zapewnezwieloletniąpraktyką,niespotkałsięw
swejbogatejkarierzezpodobnymtonemiabsolutnymbrakiemszacunku.Zerwałsięz
fotelazupełnieczerwony,zwargąlatającąjakskrzydłoćmyizrobiłdwakrokiwstronę
Offa.

Taquanarapobladł.DwajzOSzwrócilinaniego

identyczne,chłodneitajemniczespojrzenia,możenietylezresztątajemnicze,cojak
zwyklepuste.

—PanieOff—rzekłstarzecledwopanującnad

głosem.—Dotejporytobyłotylkonieznaczne

uchybienieregulaminowe,alemojacierpliwośćmagranice,określoneprzepisami,a
przepisyzostałyprzedchwiląprzezpanawyraźnieprzekroczone.Niechpanusięnie
wydaje,żetowszystko,copanrobi,ujdziepanunasucho.

—Niechsiępanuniezdaje—odparowałOff,patrzącnieruchomoprzedsiebie—że
możemniepanbyleczymprzestraszyć.

Reakcjastarcazaskoczyłago.Opadłnafotel.Iniemalżenormalnymtonemzapytał:

—CoustaliłodochodzeniewsprawienapadunaInL,inspektorze?

background image

Przezchwilęwisiaławpowietrzuciężkacisza.

WreszcieOffsięodezwał:

—Mam.prośbę,panie…ee,panieradco—zawiesił

głos.

—Słucham?

—Wolałbymnapierwwysłuchać,comajądo

powiedzeniaobecnitutajoficerowieOS,wprzeciwnymrazieniebędęsięmógłpodzielić
zpanamiwiedząwinteresującejnaswszystkichkwestii.

Starzeczniósłtobezzmrużeniaoka.

—Zgoda—powiedział.—Rozumiempana.Niech

panowiemówią—zwtóciłsiędodwóchposępnie

zamyślonych„bliźniaków”zOS.

—OS—zacząłjedenznich—zawsześciśle

wypełniającpoleceniaTajnejRady,którąreprezentujetutaj…

—Wiemy,kogoreprezentuje—przerwałmuna

wszelkiwypadekradca.—Apozatymczasnagli,proszęsięstreszczać.

—Takjest—oficerwyprężyłsię,jakbystawałnabaczność.—Ustaliliśmy,żestrad
zostałwynajętywbiurzeAWERT.Zamachowiecbyłspecjalistą.

Zanotowanetam,toznaczywAWERT,odciskijegopalcówniesąjednakznaneOSani—
podkreśliłtoznaciskiemizwidocznąnapierwszyrzutoka

przyjemnością—Straporowi.Prawdopodobnie

pochodzizpozaVollu.Przypuszczaćnależy,żejesttropsjań-czykiem,bonalicznych,
wykonanychprzeznaspóźniejfotografiach,coprawdaniewyraźnychidalekich,
robionychzukrytychkamerTK64oraz

TK2345,widaćwyraźnieniebieskąskóręibiałezniebieskawymodcieniemwłosy.

Potwierdzajątotakżeiinneźródła.UdałosięprzyLinniWielkichJezioruchwycićobraz
twarzynapastnikazarejestrowanyprzeztajnąkameręTK2347.Sporządzonynapodstawie
zdjęć

rysopisporównanozinformacjamizarejestrowanymiwcentralnejkartotece,wktórej
znajdująsiędanewszystkichmieszkańcówPhasangu.

Tutajnastąpiłapewnakomplikacja.Okazałosię,żesfotografowanyczłowiekrysopisem
odpowiada

nadkomendnemuBiktennowizOS.Biktennto

oczywiścieczłowiekpozawszelkimpodejrzeniem.W

momencieakcjiwBelgazNol-dakierowałobserwacjąiprzezcałyczasznajdowałsięw

background image

zasięgusprzężonychznimpodob-serwatorówiwizyjnych.Przecieżwszyscyznamy
nadkomendnegoBiktenna,anaszaparat

sprawdzającywspółpracownikówniezgłaszałpodjegoadresemżadnychzarzutów.Nie
mógłtobyćon,

jednymsłowemstanęliśmywmartwympunkcie.

Istniałokilkamożliwości.Albomamydoczynieniazosobąnieobjętąrejestrem,cojest
zupełnie

nieprawdopodobne,albozosobą,którapoddałasięoperacjitwarzy,jednakoperacjata
musiałabybyć

przeprowadzonanielegalnieprzezfacjologa,nienotowanegowwykazachspecjalistów
wykonującychtezabiegi.

PrzezbardzozłystrategicznymanewrStraporu

podczasoblężeniaLiniiWielkichJezior,którebyłoprzeznasobserwowane,straciliśmy
śladtegoczłowieka.Podczascałejakcjiobserwacyjnejgubiliśmyjegośladwielokrotnie,
nienależywięcsiętymzbytnioprzejmować.Wtejchwilizapadłsięgdzieś,leczakcja
toczysiębezprzerwyiniedługouchwycimyzapewnezerwanąnić.Towszystko.

—Czyniesądzipan,żemożesięonujawnić

wmomencie,kiedybędziezapóźnonainterwencję?

—zauważyłstarzec.

—Nie!—odpowiedziałzuśmiechemoficer.—To

znaczywydajemisię,żenie.

—Czyterazzaczniepanjużwreszciemówić,

Off?

—Tak.Dotego,coustalililudziezOS,mogędodaćniewiele,zwłaszczażeniejestem
dokładniei

szczegółowopoinformowanyotreścizagubionych

dokumentów—kiedypadłytesłowa,wydałomusię,żeOS-owcyskrzywilisię,jakby
wyczulijegokłamstwo.

Obojętne.Najprawdopodobniejwiedzieliokażdymjegokroku,przynajmniejod
momentu,kiedychodziłzanimtenkarzeł,któregowidziałwknajpieCzarnyMotyl.

—Wiemtylko,żedotyczyłyonezbliżającegosięlotudogwiazdyperyferyjnejSol.
Wiem,żegwiazdataposiadadziewięcioplanetowyukład,wktórymTrzeciajestplanetą
spełniającąwarunkizaludnieniowe.

Dokumentytezostałyprzezposzukiwanegoosobnikapowielone.

—Coo?!—wrzasnąłradca,podrywającsięzfotela.

ZawisłnadOffemjakdrapieżnyptakzrozwiniętymiskrzydłamirąk.—Comówisz,
człowieku?Gdzie?

background image

Kiedy?Jak?!

—MateriałyzostałypowielonenaSalvirze,wSov,wilościokoło50000odbitekw
DrukarniiPieczęciamiDelisonSA.

—Skądtawiadomość?

—Mniejszaoto.Grunt,żejestpewna—Offnieodmówiłsobieprzyjemności
wprowadzaniaoficerówOSwstanosłupienia.—Niewiem,cozamierzaonzrobićztymi
dokumentami,aleprzypuszczam,żebędziechciałjewjakiśsposóbrozpowszechnić,z
pewnościąposłużysię

metodaminiekonwencjonalnymi.Niewiemyrównież,czymamydoczynieniatylkoz
jednąosobą,czyteżzdwomalubwięcej.

—Nierozumiem…—niemalwyszeptałradca.

TaquanarazdawałsięwracaćdosiebieijakbycorazufniejspoglądałnatwarzeOS-
owców.Oninatomiast,utraciwszyswójstoickispokój,przeszliwstanstarannie
skrywanegozdenerwowaniainiepewności.

—Toproste—ciągnąłdalejOff.—Nie

przypuszczam,żebyobecnitutajoficerowiezaniedbaliprzesłuchaniapaniEry,tojest
dziewczynydyrektora

Foya.MimożeichszefGulmzostałunieszkodliwionyprzeznapastnika,toprzecieżnie
stracilichybagłowy

—Offmówiłtozwyraźnąironią.

Oficerowiezapatrzylisięwczubkiswoichbutów,odczasudoczasurzucającspodełba
przeszywającespojrzeniawstronęOffa.Chybatylkoudawali

przyłapanychnazaniedbaniu.Offbyłpewien;żeprzesłuchiwaliEręiprzemilczającten
faktorazpłynącezniegownioskichcąsprawdzićjegoprawdomówność.

Wnioski,jakiełatwoztegofaktuwyciągnąć,byłybowiemwiażneiOffmógłniechcieć
dzielićsięznimiwiadomościami,którepozornieprowadziłydo

prawdziwegofinału.Skorosięjednakdzielił,powinnotoichuspokoićnatyle,żebymu
choćtrochęzaufali.

—Dorzeczy,dorzeczy,inspektorze—radca

zdawałsięniedostrzegaćniczegospecjalnegowtympojedynkusłownym.

Byłtakzafrapowanyrozwojemwypadkówi

takintensywnienadczymśmyślał,żenicpoza

interesującymigowywodaminiedocierałodojegoświadomości.

—Takwięczzeznaniatejpaniwynika,żenapastnik,człowiek,któryzabiłFoya,niebył
napewno

tropsjańczykiem.Wysoki,miałbiałąskóręijasne,leczżółtawewłosy.Idziwniepachniał.
Niemożemyzcałąpewnościąpowie-dzić,czytotensamczłowiekzabił

background image

FoyaiHar-gisa,apotemzbiegł,czyteżdziałałoichdwóch.Niesposóbtymczasemnawet
ustalić,czytotensamczłowiekzabiłFoya,którypowieliłmateriałynaSalvirzeiktóry
napadłnaInL.Możetobyćcałagrupadobrzezorganizowanychzamachowców.Jeden

napadanaInL,drugipowielamateriały,trzecistrzeladoFoya,czwartydoHargisa,a
jeszczeinnyzostajesfotografowanywczasieucieczki,którastanowitylkoosłonędla
tamtych.Takwięcsytuacjawydajesiębardziejskomplikowana.

—Inspektorze—przemówiłjedenzoficerów.—

Otrzymaliśmyrysopisrównieżzinnychźródeł.Niechpanotympamięta.

—Oczywiście.Pamiętanibezprzerwy.Coprawda

byłbytomałoprawdopodobnyzbiegokoliczności,aleniechmipanpowie,czywobu
przypadkachwidzianotwarzdokładnie?

OficerniecosiĄ.zmieszał.

—Nie—przyznałniechętnie.—Wjednymwypadkuudałosięzauważyćtylkoprofil,i
tozpewnejodległości,alewystarczyło,abyokreślićkolorskóry.

—Rozumiem…Kolorskóry.Alejedyniekolor.Czybyłniebieski?

—Takjest.

—Wobectegowiemy,żejedenzposzukiwanych—

lub,więcejnapastników—toniebieski,jedenzaśbiały.

Należałobysięzastanowić,jakibędziejego,czyichnastępnykrok.Zawszelkącenę,z
nieznanychmibliżejpowodówstarająsięniedopuścićdostartustatku.

MożedlaTajnejRadyczyOSmotywyichpo-

stępowaniasąjaśniejsze.Jakizatembędzieichnastępnykrok?Zdajesię,żesię
domyślam.

—Jakiżtokrok?—zapytałradca.

—Naraziepowiemtylkotyle.Codoreszty,jestjeszczezawcześnie.Niechciałbym,aby
niesprawdzonewiadomości,jakimidysponuję,okazałysięniewypałemidlatego
potrzebujęjednegodnianaupewnieniesięosłusznościmychhipotez.

—PanieOff—zacząłrad”a.—Widzę,żeniemapandonaszaufania.Niechodziterazo
prestiżirozgrywki.Sytuacjajestowielepoważniejsza,niżpanprzypuszcza.Jeżelinasza
dokumentacjadostaniesięwniepowołaneręce,plantrzebabędzieporzucić,aporzucenie
gooznaczakolejną,ktowieczynie

ostatnią,kapitulację,bomożemyjużnieznaleźćczasunaprzygotowanienastępnej
wyprawy.Porzućmywięcurazyimówmyotwarcie.

—Dobrze—podchwyciłOff.—CoTajnaRada

zamierzazrobićzmoimizwłokamipozakończeniutejsprawy?Amożejużteraz?Tylko
proszęotwarcie!

Milczenie,jakiewtymmomenciezapadło,

background image

przypominałotechwileprzedburzą,kiedypowłokiciężkichchmurwpadająwstrefę
ujemnychznaków..1

niewątpliwieposypałybysię

pioruny,gdybymilczącydotejporyTaquanaranierozładowałatmosfery.

—Inspektorżartowałoczywiście.Znamynieoddziśjegopoczuciehumoruiskłonność
doefektownychmetafor.Chodziłopanuodzieleniesięczymś,czegoniema?Czytak?—
zwróciłsiędoOffa.

ChoćOffnicnieodpowiedział,wszyscywykorzystalimożliwośćwycofaniasięz
niewygodnejsytuacji.

—Jednojestpewne—stwierdziłOff.—Następnymichcelembędziekosmoport.

—Imnieteżtaksięwydaje—rzekłwzamyśleniustarzec.

—Nakiedyzaplanowanostart?

—Nadwudziestegoszóstego.

—Czylizatydzień.Proponujęprzełożeniestartunajutrowieczór.

—Ależtoniemożliwe!ZwłaszczażeprzetrzymałpanbezuzasadnieniaEstora,tasprawa
będziezresztąrozpatrywanaprzeznas,kiedyskończysiętocałezamieszanie.

—Możemynieczekać,ażburzaucichnie.Moim

postępowaniemkierowaławyłącznietroskao

bezpieczeństwoEstora,acozatymidzie,o

bezpieczeństwoprzygotowańdolotu.Niktminieudowodni,żebyłoinaczej,acodo
terminuekspedycji,należygokoniecznieprzy-śpieszyć.Przedstawięterazpanomplan
działania.JakwielutropsJończykówmożebyćwnaszymmieście?Niewięcejniżmilion.
Oczywiściewtakiejmasieniepodobnagrzebaćsys-

tematycznie,ponieważniemamynatoczasu.Chcęjednakzorganizowaćwielkąobławę:
zatrzymaćnacałe48godzinkażdegospotkanego

tropsjańczyka.którytylkowydasiępodejrzany.Tozadaniedlasłużbyporządkowej.
Zmusimynaszym

postępowaniemprzeciwnikadoprzedwczesnego

ujawnieniaplanów.Zapewnejestmudoskonaleznanadatastartu.Zamaksymalnym
przyspieszeniemjejprzemawiafaktpowieleniamateriałów,których

rozpowszechnieniunapewnonieudanam.się

zapobiec.Niewiadomo,czystaniesiętodziś,czydopierojutro.Naszaakcjaporządkowa
utrudniwięcewentualnerozlepienienamurachowychulotek.Przydziałaniunachybił
trafiłmożnarównieżzidentyfikowaćiaresztowaćktóregośznapastników.Nie

zapobiegniemyzcałąpewnościątylkojednemu:

poinformowaniuopiniipublicznejotreścidokumentów.

background image

Należyprzypuszczać,żeitakwieleegzemplarzydotrzedoludzi.Wskazanybyłbywięc
szybkistartstatkuprzyzastosowaniupoważnychśrodków

ochronnych,blokadykosmoportu,skróceniu

uroczystościpożegnalnychdominimum,ograniczeniuliczbyodprowadzającychdo
najbliższychkrewnych,bezwzględnejiścisłejkontrolidokumentów,anawetrewizjiosób
przebywającychwmomenciestartuwkosmoporcie.Przyspieszenieniepozwolili
naszemuprzeciwnikowinadokładnedopracowanie,

zsynchronizowanieiprzemyśleniedokońca

najdrobniejszychszczegółówplanu.Naczymśmusisiępotknąć.Wiadomo:„Najłatwiej
siępotknąćnaznanejdrodze,którejnawierzchniazostałazmienionapodnaszą
nieobecność”—jakpowiadaprzysłowie.Takwyglądawzarysiemójplan,aterazod
panówzależy,czygoprzyjmiecie,czynie.^Maonjednaksamezaletyinieprzyjąćgo,
byłobylek

komyślnością.Dodamjeszcze,żefakty,októrychniechciałemmówić,dotycząmiejsca
pobytu

poszukiwanychisąjakdotądniesprawdzone.

Sprawdzeniamamzamiardokonaćwciągu

najbliższychgodzininiebezpoważnychpodstawsądzę,żewtedynaszaakcjaprzebiegnie
dużołatwiejimożeudasięzapobiecpoinformowaniuprzez

napastnikówopiniipublicznej.Towszystko,comiałemdopowiedzenia.

Offwyciągnąłzkieszenichusteczkęiotarłniąpotzczoła.Właściwieniebyłpewien
•wrażenia,jakiezrobił

nazebranych.Jegoplanrzeczywiściemógłwydawaćsiędobrymkażdemu,ktonieznał
tajemnicy,jakąonpoznałlubraczejktórejsiędomyślał.Zdawałsobiesprawęztego,że
mocnonaciągnąłjużstrunęinaderłatwojednymsłowemprzekreślićcałyplan.Teraz
siedziałnapięty,woczekiwaniunato,copowieprzedstawicielTajnejRadyioficerowie
OS.

—OSmiałotosamonamyśli—oznajmiłjedenz

oficerów,usiłującpomniejszyćzasługiOffa.—

Rzeczywiście,jeżeliwtensposóbpostąpimy,

zwiększymyszansęnazakończenietegopojedynkunanasząkorzyść.Podwarunkiem
oczywiście,że

napastnicyzamierzająnapaśćnakosmoport.

—Tak…—radcakiwałgłową.Offowisięzdawało,żeusiłujeukryćpodziwdlajego
planu,alewłaśniejestzdecydowanygopoprzeć.—Tak—powtórzył.—

Musimyjednakzastanowićsięwspólniezinnymi

członkamiTRnadcałąsprawą.

background image

Offstarałsięniepokazywaćposobiezadowoleniazpodjęciatakiejdecyzji,właściwie

równoznacznejzakceptacją,byłtegopewien.

—Kiedyotrzymamodpowiedź?

—Zapółgodziny.Połączęsięspecjalnąliniązinnymiradcami.Adotejporyniechpan
łaskawienieopuszczagmachu.Możliwebowiem,żedecyzjaRadybędzieinna.Tona
raziewszystko.Dziękujępanom—

zakończyłstarzec,podnoszącsięzfotela.GórnaWargaprzestałamujużdrgać.Widocznie
sięuspokoił.

Podnieślisięterazwszyscy.Offskinąłgłowąiskierowałsiękuwyjściu,zanimOS-owcy.
Taquanarastałnaśrodkupokojuwniezdecydowanejpozie,którawyrażałatylkojedno—
wyczerpanie.

—Pantakżeniechwyjdzie—usłyszałjeszczeOffsłowaskierowanedoswego
zwierzchnika.—Muszęzostaćsamzfonami.

DageriAgiswyszli,wysłaniprzezswojegoszefadogarażu.Nawszelkiwypadekmieli
przygotowaćstraddodrogi.Offsiedziałwfoteluzmęczonyibardzonapięty.Mimo
wszystko,choćbyłprawiepewny,żezaakceptująjegoplan,obawiałsięzdemaskowania.

PrzecieżjeżeliprzesłuchiwaliEręczyteżDe-lisona,moglizacząćcośpodejrzewać.
Przemilczałniektórefakty.Możenierozegrałtegonajlepiej?Wystarczyłocośwspomnieć
iodpowiednionaświetlić,leczwolał,żebyniewiedzieliwszystkiegodokońca,jeślinie
wiedzielidotejpory,

Akoniecbyłniedaleko.Statekszykującysiędoskokuprzezhiperprzestrzeńnigdygonie
wykona.Jeśliterazmusiępowiedzie,toionbędzieżyłspokojnie.

Dłońtrzymałwkieszeni,

czulwniejciężarkufy.Ciężardającyzłudzeniebezpieczeństwaiwszechmocy.Cóż
zresztąpomożekufa,jeślidecyzjaRadybędzieinna?

Wstał.Zaoknamizapadałzmierzch.Wpatrywałsięwniebo.Czarnozielonkawe,gładkie,
bezjednej

zmarszczki.Wdole,wzdłużalei,kołysałysięszpaleryhenofarów,anadnimipłonęły
gwiazdy.Prawie

jednakowe.Nie.Niektórebyływiększeijaśniejsze,inneodległe,małe,słabiut-kie.Co
gnałojego

pobratymcówwteodległestrony,wtęobcąpustkę?

Czyrzeczywiściekonieczność?

Offowiwydałosięnagle,żeumiejętnośćdo-

konywaniaskokuprzezhiperprzestrzeńzostałanaPhasanguopanowałazbytwcześnie.
Gdybynie

słabościtechnicznemożnabyopanowaći

background image

skolonizowaćwłasnyukładsłoneczny.Uświadomił

sobienagle,żezdolnośćpodróżowaniawczasoprzestrzenirozwinęłasięwdużym
odosobnieniuodinnychdyscyplin.Problemodwiecznegonadążaniajednejdyscypliny
naukowejzadrugą,technikizanauką,świadomościzatechniką.Towszystkona

Phasanaguzdawałosiębyćjakieśnieproporcjonalne,dysharmoniczne,prawieże
samobójczewswych

niebezpiecznychrozdźwiękach.

Czycośpodobnegomogłopowstaćwsposób

naturalny?Skokwhiperprzestrzeń,arównocześnie,kopalnieifabrykiSalviry.Tedwa
etapyewolucjispołeczno-cywilizacyjnejdzieliprzecieżotchłań.Czyżmożnawnaturalny
sposóbprzekroczyćtakąprzepaść?

OffniepamiętałDrugiejRewolucji.Byłwtedy

jaszczedzieckiem,aletozajegożycianastąpiłaowaeksplozjawynalazków,eksplozja
tech-nologii,aprzecieżPierwszaRewolucja,ocharakterzespołecznym,miałamiejsce
zaledwiekilkadziesiątlattemu.Pozatymnietrafiaładoprzekonanialudziomnawetteraz.
Żyliwdobrobycie,leczichpsychikadziwniepozostawaławtyle.Wcodziennymżyciu
niewidaćbyłozbytniorealizacjizasadtamtej,stosunkowodawnejrewolucji.Wyrosłojuż
czwartepokolenie,ajednaknieprzestawiłosięnainnysposóbmyślenia.

Tamteideewyglądałynatledniadzisiejszegozupełnienierealnie,jakbyspadłyskądśz
nieba,awrazznimicałaobecnatechnika,będącatworemdziwacznym,
nierównomiernym,jakbywyrywkowym.Czyżbyrzeczywiścieprocestenrealizowałsięw
sposób

nienaturalny?

Cóż…Niewieleprzemawiazajegonaturalnością,niewielewskazujenato,żecywilizacja
phasangańskaidziebezprzerwyoptymalnądrogąrozwoju,przypisanąprzecieżkażdej
ewolucji.Czuł,żejestokrokodjakiejświelkiejtajemnicy.Jednocześnieuświadomił
sobie,żeprzecieżnigdydotejporynieprzychodziłymudogłowytakfantastycznei
przerażającezarazemmyśli.

Czytoabynapewnojegomyśli?…

Wtymmomencieraptownieotwarłysiędrzwiistanął

wnichDager.

—Stradgotowy—powiedziałizamilkłnawidok

Offa.

Inspektorbyłbiałyjakkartabrafu.

,—Czycośsięstało?—zapytałDagerniepewnie.

—Nie—odpowiedziałOff.—Nic.Pojął.Pojął

właśniecoś,coprzekraczałojegowyobraźnię.

background image

Towszystkobyłoinaczej!Phasangjestsztucznymtworem!Phasangniesobiezawdzięcza
postęp,jakiosiągnął.Terazwymknąłsięspodpotężnejkontroliimusinastąpić
interwencja.Musi!Zakręciłomusięwgłowie.Myślałprzezchwilę,żenieutrzyma
równowagi.

Czyzwariował?Dlaczegoon?Dlaczegowłaśnieontozrozumiał?Czyjestnajlepszy?!
Czylepszyod

innych?!!Wczymjestlepszy!!Amożegorszy?!!

Nie,nie!!!

DagerzprzerażeniempatrzyłnaOffa.Oczy

inspektoraniemalwychodziłyzorbit.WczepiłsięwrękawDageraspoconymidłońmi.

—Panie—wycharczał.—JasnyPanieee!!!—i

osunąłsięnapodłogęprzezręceoniemiałegoDagera.

Dagerrzuciłsiędofonu.

—Pogotowie!—ryczał.—Pogotowie!!!Szybko!InsOffzostałchybaotruty!!

Naniebiespokojniebłyskałydalejgwiazdy.Mieniłysięróżnobarwnymiświatełkami,
pulsowaływ

kosmicznejpustce,niemeipiękne.Wśródnich,awłaściwienaichtle,płonęłajedna,
niecomocniejsza,wydawałasięjaskraw-szaiwiększa.Nie,toniebyłagwiazda.Nadaleją
Boder,wzdłuższereguhenofarów,szybowaładalekaróżowakula.Terazoddalałasię
corazszybciejwkierunkupółnocnymiwchwilępóźniejzniknęłazahoryzontem.

Tochybajakiśsatelita?—myślałAgiswpatrującsięwniebo.

—Jakdługototrwało?…Gdziejajestem?…—Offmiałoddechnierównyiświszczący.

—Proszęsięniedenerwowaćistaraćsięnie

myśleć.

Tak…tak…Przedewszystkimniemyśleć.Zwłaszczataostatniamyśl…—Kiedyimu
sięprzypomniałtenprzebłyskświadomości,ogarniałagopanika,aleniemógłniemyśleć.
—Tojasne…Przecież

hiperprzestrzeńmasiętakdoichepoki,jakstraddośredniowiecza….przestaćmyśleć?…

—Jakdługo?…—wysapał.

—Odgodziny.Tolekkiatak.Zadwiegodzinybędziepanzdrów.Jestpanpodłączonydo
uniwermedu.

Proszęodpoczywać.

Awięcmiałatak.Nieważne.

—GdzieTeria?

—Okimpanmówi?—dziewczynawzielonym

fartuchunachyliłasi^nadnimztroskąwoczach.—

background image

Jeszczebredzi—zwróciłasiędomłodegomężczyznywtakimsamymkitlu.—Za
piętnaścieminwyjdzieztegostanu.Procesleczniczy,regeneracja

uszkodzonegosercapostępujenormalnie.Możemygozostawićsamego.Zadwiegodziny
ipiętnaściemin—

powiedziałapodchodzącdodrzwi—odłączygopanoduniwermedu.

—Takjest—mężczyznaskłoniłsięlekkona

pożegnanie.

PostałjeszczechwilępatrzącnaOffaiwyszedł

także.

Teria?!—myślałOff.—Mogłemtowcześniej

przewidzieć.

Siwyradcazastanawiałsięgłęboko.Czyrze-

czywiścietennieokrzesanyinarwanyczłowiekatencałyInsOff,marację?

—Przedstawiłemwamfakty—mówiłdofonu.—

Teraz,oczcigodni,musiciezadecydowaćodalszympostępowaniu.Przypominamtylko,
żesytuacjajestnaprawdętrudna.Głosujcie.

—Zezwolić.

—Odsunąć.

—Zezwolić.

—Zezwolić.

—Odsunąć.

—Awięc3:2imójgłos.UsunąćOffa,wedługmnie,nienadeszłajeszczepora,awięc
zezwalani.4:2.

Dziękujęwam,czcigodni.Byćmożesytuacja

wyglądałabyinaczej,gdybybyliznamipozostalidwajczłonkowienaszejTajnejRady,ale
niestetyjużnigdy

wśródnasniezasiądą.RadcaHargisiradcaFoypoleglipeł-niącswojeobowiązki.
Trudno.Naszapracapełnajestpoświęceńiniebezpieczeństw.Musimysięznimiliczyćw
każdejchwiliiwiem,żemożemynasobiepolegać.

CodosprawyInsOffa,toustaliliśmy,żewrozmowieznamiprzemilczałjedenfakt.
Właściwieniejeden,więcej.Otóżznanamujesttreśćdokumentów.Został

poinformowanyprzezRe-vaparawpomniku

NiewidzialnychweFloreyotreściskradzionych

papierówizapewneocałymprogramielotu.Toraz.Nieujawniłrównież,żekontaktował
sięześlepcemBajo,dziękiktóremuprawdopodobniezdobyłinformacjepochodzącez

background image

Salviryiukryłtamswojąsekretarkę.Todwa.Trzecimzatajonym,przezniegofaktemjest
informacja,którąmusiałotrzymaćodEryHater.

Dotyczyłaonapewnejniebezpiecznejumiejętnościnapastnikaczynapastników,
umiejętnościkierowaniawoląin-

nychosób.Informacjętępotwierdzilipilocieskadrybobonsów.WczasieatakunaBelgaz
Noldaodczuwalimomentamizanikwłasnejwoli,natomiastczulisięjakbysterowaniwolą
cudzą.Wiemyprzecież,żeżadenczłowieknieposiadłtakiejumiejętnościaniżenie
zostałozbudowaneżadneurządzeniewytwarzającepolaotakichwłaściwościach.Należy
więctraktowaćichodczuciaraczejjakohalucynacje—zbioroweczyindywidualne,
mniejszazresztąoszczegóły.InstytutNasłuchówiPenetracjiPrzestrzeniniezanotował

żadnychwahańpola.Przestrzeńwokółplanetyniezostałanaruszona,nicwięcniestoina
przeszkodzie,ażebystartodbyłsię,jakbyłoplanowane.Równieżwszystkiestacje
naziemneInNaPePrniestwierdziłyzakłóceń.

Wiem,żefakttrzykrotnegonaruszeniazasad

regulaminu,jakisposób,wjakiInsOfftraktujeTR,musibudzićwaszezastrzeżeniai
zaniepokojenie.Jestrzeczązupełnieoczywistążenależygousunąć.Jegowiedzasięga
zbytdaleko.Pamiętajmyjednakotym,żenikttakdobrzeniepokierujeakcjąjakwłaśnie
on.Roz-prawićsięznimzdążymypóźniej.Oczywiścienaszaakcjabędziepostępowała
niezależnieodprowadzonejprzezniego.Tyle,oczcigodni,mogępowiedziećodsiebie,
niejakowuzasadnieniunaszejdecyzji.Czyktośzwaschciałzabraćjeszczegłos?

—Nie.

—Nie.

—Nie.

—Nie.

—Nie.

—Dziękujęwamwięcispotkamysięwieczorem.

Starzecwyłączyłfoniczasjakiśsiedziałnie-

ruchomo,niezdejmującdłonizprzycisku.Nacisnął

guzikponownieiwykręciłnumer.NaekranieukazałsięsekretariatInL-u,dobrzeznany
członkowiTajnejRady.

Przybiurkusiedziaładziewczyna.Nadźwiękgłosupłynącego

ztonudrgnęła.

—NiechmipanidaEstora—usłyszała.

—Takjest.

PokrótkiejchwilizjawiłsięEstor.Twarzmiał

wychudłą,aubranieniezmienianeconajmniejo’dkilkudni.Widaćniezdążyłsięnawet

background image

przebraćpo

opuszczeniuceli.Radcanieodczuwałwspółczucia.Był

nawetzadowolonyzwygląduswegopodwładnegoi

podopiecznegozarazem,któregozaniedbanyubiórświadczyłponiekądodużym
zaangażowaniuEstorawsprawę.Tenmłodymiałszansęwkrótceosiągnąć

stanowisko,naktóreradcaEtolSafczekałdługiesześćdziesiątlat:stanowiskoradcy
TajnejRadyPhasangu.SafpomagałmłodemuEstoro-wi,jaktylkoumiał,iterazoto
otwierasięprzedjegowychowankiemdługooczekiwanaperspektywa,awrazz

wprowadzeniemrzutkiegoioddanegomuczłowiekadoTajnejRady,pozycjaradcySafa
uległaby,rzeczjasna,wzmocnieniu.

—Słucham,oczcigodny—odezwałsięEstor.

—Mójdrogi—powiedziałradca.—Musiszza

wszelkącenęprzygotowaćstartstatkunajutro

wieczór…

—Toniemożliwe!

—Nieprzerywaj!!—rzuciłradcaostro.—

Stawajnagłowie,aledoprowadźdostartujutrowieczór.Wprzeciwnymraziemożejuż
doniegoniedojśćnigdy.DniTajnejRadysąpoliczone.Wiemyotymidlatego
podejmujemyniezbędnekrokina

przyszłość.Pamiętaj,żeodtwojejsprawności,odtego,czymsięwykażeszteraz,zależy
“twojejutro.

—Rozumiem,radco.

—Azatem…?

—Przypełnejmobilizacjiudasięzorganizowaćstartnajwcześniejnapojutrzerano.

—‘Zgoda.Towszystko—rzekiradcaiwyłączyłfonponownie.

Offpotrzechgodzinachbyłjużnanogach,we

własnymgabinecie.Nieczułżadnychfizycznych

dolegliwości,anawetjakbyprzybyłomusił.

Rozpoczynałswąwielkąakcję.Przeszkadzałymu

jedynienawracająceuporczywiewspomnienia.Niemógłsięichwżadensposóbpozbyć.
Stłumione,

kołatałysięgdzieśnadnieświadomości.NiedawałamuspokojuzwłaszczamyśloTerii.
Terazuświadamiał

sobiedoskonalewszystko,comiędzynimizaszło.Toodspotkaniazniązaczęłygo
nawiedzaćdziwne,niepokojącerefleksjeimieszaneodczuciawstosunkudowłasnego
świata.WciążpowracałamyśloLiniiWielkichJezior.Dlaczegoniktniepotrafił

background image

zrozumiećtamtychludzi?Czyzastosowanowobecnichtakisamzabieg,jakiwykonano
nanim?Wtymmomencieniebyłojednakczasunazajmowaniesiętakimisprawami.

Przednimwielkaakcja!Czułraczej,niżrozu

miał,żerobidobrzepomagającNieuchwytnemu.

—Dowszystkichbrygad!—rzuciłwfon.—Mówi

kierującyakcjąInsOff.Począwszyodtejchwilinależyaresztowaćbezwzględuna
wszystkokażdego

człowieka,któryodpowiadałbypodanemurysopisowi,

niezależnieodkoloruskóry!Zakończenieakcjinastąpinamójrozkaz!Dziękuję!

Miastostopniowoogarniałoszaleństwo.Uliczne

gazetysunącemiędzyścianamidomów,rozpostarteswymikolorowymistronicaminad
pędzącympotokiemstradów,widocznewlekkiejmgiełce,podawałybezjednejprzerwy
rysopisyposzukiwanych.Ruchjeszczefunkcjonowałnormalnie,aleitomiałosię
niedługoskończyć.Porządkowizatrzymywalijużpierwszychpodejrzanych.Jednaknie
wszystkiepatrolezostaływprowadzonedoakcji.Częśćpatrolowcówznajdowałasięw
garażu,gdziedokonywanoostatniegoprzeglądutechnicznego,ładowanododatkowe
pojemnikiz

paliwem,włączonowobiegspecjalnesystemy

zasilania.Wczasietrwaniaakcjiprzestawał

obowiązywaćzakazużywaniakomórpowietrznego

spalania.Przedmuchiwanodysze,próbowano

sprawnościzastałychoddawnegonieużywania

mechanizmów.

Ludziestaliwgrupkach,żywogestykulując,

najwyraźniejpodnieceniakcją,któradlanichciąglesięjeszczenierozpoczęła.Palilitutki
ma-fafyi

zastanawialisięnadtym,cowłaściwiemanastąpić.

Jednicieszylisięzakcji,gdyżbyłaokazjądowykazaniasię,inniklęliją.

wduchuinietylkowduchu,gdyżstawiałapod

znakiemzapytaniaichwszelkieplany,nietylkonadzisiejszywieczórczynoc,lecztakże
najutroipojutrze,amożecałytydzień.Starsipamiętalitakieakcje,któreciągnęłysię
tygodniamibezprzerwy,niekończącesięzasadzkiiobławy,wktórychniejedenznajomy
czykolegarozstałsięzniminazawsze.

DowielkiegomagazynuTrantona,gmachuo

dwudziestupiętrach,wpadłagrupaoperacyjnainarozkazdowódcy,wodciętymprzy
pomocyszczypiecizamkówtolerowychbudynku,przeprowadziłaprzegląd.

background image

Podejrzanych,zbitychwciasnągrupę,zapędzonodomagazynu.Wsalispożywczej
wszczęłasiępanika.

Porządkowychciałaresztowaćkogoś,ktowidaćmógł

sobiepozwolićnazlekceważeniebyleporządkowego.

Podejrzanyuderzyłfunkcjonariuszatwardągłówkąsałatybabongatrzymanąwręce.Na
widok

zaatakowanegokolegiinnyczłowiekbrygadyStraporurzuciłsięnapodejrzanego,
zahaczającprzytympojemnikiemzgazemobez-władnającymopółkęz

jarzynami.Ulatniającysięgazsparaliżowałnajbliżejstojącychludzi.Upadłrównież
porządkowyinapastnik.

Ktośogarniętyszaleństwemdemolowałpółkiiwyrywał

ześcianpojemniki.Automatyostrzegawczewyłyikręciłynawszystkiestrony
czerwonymiczułkami,wzywającpomoctechniczną,Automatynaprawcze

zderzyłysięwprzejściuznapierającąfaląludzi.

BrygadaStraporuszalała.Wcałymgmachu

rozlegałysiękrzykiitupotnóg,przerywanywyciemsyrenautomatów,wyciem
straporskichgwizdków,

hukiemsalwobezwładniających.

Najedenastympiętrzegrupatropsjańczyków

zabarykadowałasięwoddzialesprzętusportowego.

Porządkowiobawialisiępodejśćblisko,gdyżprzykażdejtakiejpróbiesypałsięnanich
gradpocisków,wktórezamienionokulehopitrowe,wyrzucającjezdużąsiłąz
automatycznychszybkostrzelniłuczniczych.

Próbowanogazu,leczustawionaprzedbarykadąba-

teriawentylatorówskuteczniechroniłaatakowanych.

Wreszciektośwpadłnapomysłzaopatrzeniasięwpokrywyodwielkichkotłówwa-
rzelniczych.

Rozgrabionestoiskoautomatycznepodniosłowrzask,dołączającsiędoogólnego
harmidru.Dziękiosłoniezpokrywudałosięjednakwedrzećdopomieszczeniai
obezwładnićwalczących,zktórychażpięciuokazałosięodpowiadaćrysopisowi.

Chybanajwiększymnieszczęściembyłaogól-

nikowośćtegorysopisu.Tłumwmagazyniestopnioworósł,wezwanowięcbobons,aby
zabrałwszystkichdoaresztu.

Wtymczasiestłoczeniwciemnympokoikuludzierozpoczęliszturm.Używającdrągów
domarkiz

wyważylidrzwiirozpędzilistrażników,poczymruszyliwdół,prowadzącnarastającą
wciążfalę.

background image

Brygadazostałateżzmuszonadorozpaczliwej

obronyipokoleiopuszczałapiętra,pnącsiędogóry.

RadiostacjebliskiegozasięguodbierałyzTrantonawezwaniaoposiłki.

Podgmachzajechałyczterynastępnestrady

wypełnioneludźmi.Indywidualnezamkizamontowanewdrzwiachniechciałyich
wpuścićdowewnątrz.

Rozbitowięcwielkieszybywysokościdziesięciumetrówiszerokościdwudzies-tupięciu.
Tworzywoposypałosięnachodnikiijezdnie.

Przechodniezatrzymywalisię,niedowierzając

własnymoczom.Stradyzpiskiemhamowałyprzed

wałemostrychodłamków.Tymczasembrygada

Straporu,którejdowódcyniechcielidoprowadzićdozastosowaniaostatecznychśrodków,
wycofywałasięnasegmentyschodówprowadzącychdoostatniego

stoiska,umieszczonegowprzeszklonym,jednospado-wymdachubudynku.Wyjściena
powierzchniętak

stromegoszklanegodachuniewchodziłowrachubę.

Tłumnapierał.Naszczęściekręcącesięschodyniecosięwtymmiejscuzwężały.Zanimi
znajdowałsięjużtylkorządpółekiściana.Dowódcazatrzymałsięzdenerwowany.

—Staaać!!—wrzeszczał.—Staaaać!!!

Odpowiedziałmugniewnypomruk.Niebyłonaco

czekać.Pomocwdzierałasięnaczternastepiętro.

Namiarowyprowadziłnerwowąwymianęzdańz

namiarowymzaatakowanejbrygady.

—Pocholeręunieruchamialiściewindy?—ryczałwfon.

Naulicęprzezwybiteszybywysypywałsię,

uwięzionydotejporytłum,kupujących.Rozbiegalisięnawszystkiestronyniezwracając
uwaginaświatłaipędzącychstrumieńpojazdów.Wzasypanymmasą

plastycznązwężeniujezdnipowstałstraszliwychaos.

Stradyhamowałyzpiskiem,ludzieuskakiwalisprzedrozpędzonychpojazdówsunących
tużnadziemią.

Niektórestradywzlatywałycorazwyżej.

Nadleciałbobons,którymiałzabraćuwięzionych.

Skierowanogokuoszklonejścianie

.dacłiu.Dowódcawyszarpnąłkufę.Błysnęła

background image

•złowieszczym,blaskiem..—Staać!!!Bpstrzelam!”.

Nasapmenttłumsięzatrzymał.Pierwszyszereg

uległpanice.Łamałsięicofał.Ludzieztyłupopychaligojednakznównaprzód.Teraz
czołocałąsiłastarałosiępowstrzymaćtennapór.

Trzebabyłodziałaćnatychmiast.Bobonszimpetemwłamałsięwdach.Trzask
miażdżonej.konstrukcji,widokrozpędzonejmachiny,którawjeżdżaław

budynek,odebrałatakującymwo-.lęwalki.Posypałysięnanichodłamki.Uciekalina
niższypoziom,gdziezostaliwzięcijakbywdwaognie:zdrugiejstronyzaatakowałyich
oddziałyprzysłanenapomoc

Straporowi.Bataliabyłarozstrzygnięta.NaposadzkachichodnikachprzedTrantonem
leżałokilkurannych.

PomocyudzielałoimPogotowieMedyczne.Otwartetransstradypodjeżdżałypoddrzwi.
Wyprowadzanopodejrzanych,którychładowanodopojazdów.

WkrótcegmachTrantonaopustoszał.Popustychicichychhalach,wśródzdemolowanych
stoisk,krążyłyzcichymszelestemjedynieautomatynaprawcze.Z

niektórychsaldocierałypojedyncze,czerwonebłyskidomagającychsięnaprawy
pojemników.Ze

zdemolowanejkopułydachusypałysięodłamki.

Ozmierzchunormalnie,jakzawszerozjarzył.sięnaprawionysufit.Popłynęłazgłośników
muzyka.Tylkogórnepiętrazostaływyłączonezesprzedaży.Jednakzabrakłokupujących.

WmieścieniepodzielniepanowałjużrozpętanyprzezOffaszal.Aresztbyłprzepełniony.

Zbulwersowanawieczornaprasapodawała

niewiarygodnewiadomości:„Miastowewładaniu

Straporu”,„Zbirynaulicach”,„Skandalicznemetody”—

totylkoniektórezkilkudziesięciunagłówków.

WieczornespotkanieTajnejRadyrozpoczęłosię

dopieroopierwszejwnocy,wdodatkunieprzybył

jedenzczłonkówRady.Przedgracyar-niamii

jadalniamizatrzymywanowychodzących.

Porządkowiposuwalisięwswychpoczynaniach

corazdalej.Wieczorneartykułyspowodowały,żerozpoczętokontrolęredakcjii
wydawnictw.

Zdziesiątkowałyoneobsadydrukarni.Przerywanoseansewonikachilaerach.Zapalały
sięświatłairozpoczynanoprzeczesywanierzędów,zktórychbezskrupułówwyciągano
każdego,ktosięniespodobał.

Aresztbyłjużprzeciążonyponadmiarę.

background image

Alenajgorszedopieronadchodziło.Zamknięto

miastoiodciętojeodświata.Centralefenoweobsadził

Straporiwyłączyłjezobiegu.OSwobawieprzedStraporem,wyraźnieopanowującym
coraztonowe

kluczowepunkty,zajęłorozgłośnieradia,awstacjiHOLOdoszłoniemaldootwartej
bójki.TowkraczaładoakcjispecjalniedobranaprzezOffabrygadapoddo-wództwem
Dagera.Pogodzinnychzmaganiach

podzielonoholostacjemiędzywalczących.OSmiałoterazwswychrękachnadajnikii
korektory,Straporstudiaitransmiterywewnętrzne.Takwięcdziałalnośćstacjizostała
wstrzymana.

DrugabrygadapoddowództwemAgisaopanowałalądowiskoiportsterowcowy.OS
zajęłowcześniejwytwórniefilmówiwytwórnie

laeranów.WaleiLimporządkowyusiłowałzatrzymaćstrad,chcącsprawdzać,ktonim
jedzie.Mimorozkazustradniezatrzymałsię.Szaleńczapogoń,wjakąrzucił

siępatrolowiec,skończyłasięwnurtachTermiiznówPMmusiałoodwołaćsiędo
pomocyswoich

uniwermedów.

ZablokowanoLinięZeroPlus.Zaporapatrolowcówprzepuszczałapojednympojeździe,
starannie

uprzednioskontrolowanym.Tworzyłsięolbrzymikorek,którysięgnąłwkrótcedosamego
Coloi.TutajzkoleiunieruchomiłstradypędzącezLiniiOgnia,LiniiWielkichJezior,
LiniiSurmingaibulwaruSantala.

Miastowkrótcezostałosparaliżowane.Doskonalefuncjonującywydolnywnormalnych
warunkach

organizmzaczynałsiędławić.Płynęływezwaniaozdjęcieblokady.Pokrótkimoporze
brygadiera

zdecydowanosięwkońcunato.

PogodzinieznówruszyłnormalnypotokstradówwstronęSąVilley,NordiciiDelanu.Po
dalszejgodziniezmalałniecokorekwColoi.

Wtedyktośwpadłnapomysłunieruchomienia

swobodniekursującychdotądbobonsów.Wyłączonowszystkiepostojewzdobytej
szturmemcentrali

przedsiębiorstwaMiejskiejKomunikacji.

WchwilępotemnapętliwDorgoErefesaza-

trzymanotekar.Straporniepuściłgo,blokującpatrolowcemtor,automatniemógł
otworzyćdrzwi,ponieważjużruszyłiunieruchomiłagoprzeszkoda,którawedługjego
programupowinnasięusunąć.Niktwewnątrzniechciałuruchomićmechanizmu

background image

niezależnieotwierającego.Początkowotrwałytamdyskusje,potem,wmiaręjakStrapor
corazbardziejpodniecony

oporemszturmowałzpasją,wystraszeniludziezdobylisięnagestsolidarności.Nie
pozwolononikomu

otworzyćdrzwiodwewnątrzwobawieprzed

rozjuszonymiporządkowymi,czającymisiędoskoku,gdytylkopojawisięwjasnej
pokrywienajmniejszaszparka.

Tymczasemdopętlinadjeżdżałykolejnete-kary.

Straporrewidowałjesystematycznie.Podejrzanych,wyciągniętychzpozostałych
pojazdów,ładowanodotransstradów.Ponieważaresztpękałjużwszwach,transstrady
pełneludzikierowanodoportuCardia,gdzieoddziałpoddowództwemOffatoczyłwalkę
nanabrzeżach.Wjeżdżałyonedoolbrzymich,przygo-towanychnaprędcehal
przeładunkowych,brudnychodgittinuispevry.Tuwysadzanoludzi,pojazdykierowano
znówdocentrum,zatrzaskiwanopotężnebramy.WtymczasieLiniaDorgoErefesa-
Centrumzostałazupełniezablokowana.Tekarniepoddawałsię.

Wreszciektóryśzbardziejrozgarniętychposterunkowychwpadłnapomysłodblokowania
toruizłapaniatekarananajbliższymprzystanku,kiedydrzwi

samoczynniesięotworzą.

Tekarruszył.Zanimwyjącibłyskajączielonymi,ostrzegawczymiświatłamipomknął
patrolowiec.Naprzystankurozpętałasięregularnabitwa.Zewzględunadzieciznajdujące
sięwewnątrzpojazdu,niemożnabyłoużywaćgazówobezwładniających.Szturmna

wąskiedrzwisprawiałwięcwieletrudności.

Pociężkiejwalceopanowanojednaktekar.Dwóchporządkowychodniosłorany,
pasażerowieuniknęlipoważniejszychobrażeń,ponieważwdecydującym

momenciezastosowalibierny

opór.Wyniesionoichzwnętrzaprostodotran-

sportowców,któreznówruszyływstronęCar-dii.

Mimowszystkotobyłdopieropoczątek.Miastoniezostałojeszczewpełnizablokowane.
OS,chcącniechcąc,włączyłosiędowalkiogmachypubliczne,jednaktrochęzapóźno.
GrupaAgisarozdzieliłasięnatrzymniejsze.Bobonsywysadziłyichnadworcach
próżniowców.WyłączonorozrządstacjiHuxla.

Wszystkiepojazdy,kursującenatejtrasiewwielorurze,stanęływmiejscu.Przewody
próżniowcawypełniałysiępowietrzem.Rozchyliłysięnieprzyssaneśluzy.Możnabyło
przejśćruramidonajbliższejstacji,jednakniktnieodważyłsiętegozrobić.Sygnalizację
wyłączono.

Siedzącywpociskachludzieniewiedzieli,kiedyzacznieznówfunkcjonować
komunikacja.Gdyby

ktokolwiekzostałwrurzenazewnątrzpojazduwmomencieuruchomienia,poprostu
rozprysłbysięjakbańkamydlana,zostałbyrozessanyprzezpróżnię.

background image

Napierwszymperoniejakaśkobietatrzymającanarękachtupangarozpaczliwiebroniła
sięprzed

porządkowym.Wokółzebrałsięzaraztłumek,

porządkowegozaczętoszarpaćipopychaćna

wszystkiestrony.Zdenerwowany,wywijałnahajkąnalewoiprawo,wodpowiedzi
poleciaływjegokierunkuróżneciężkieprzedmioty.Wszystkotodziałosięnawprost
szybyolbrzymiegoakwarium,którewkońcuuderzonezbytmocno,prysłowyrzucając
fontannęszlamowejwodyiszlamowychryb.Peronwjednejchwilipokryłsięszarym
nalotem;

wktórymtaplalisiępodróżniiporządkowi,

Unosiłsięnadtymkłębowiskiempiekielnyodór.Woń,jakiejsięniezapomina.

Natrzecimipiątymperoniewybuchłybójki.Na

czwartymtłumrzuciłsiękuwyjściu,leczokazałosięonozablokowane.Wybuchłapanika.
Ktośpodpalił

pojemnikinabilety.Pochłaniaczeodpadków,

uruchomionejakimśprzedziwnymsposobemw

przeciwnymkierunkuwyrzucałyterazzgromadzoneśmieci,zasypującnimiperony,
poczekalnie,kasy,zakładyusługowe,kawiarnieilaerydworcowe,wnętrzarur
podróżnych,wnętrzaunieruchomionychwnichpocisków.Całysprzężonysystemzaczął
nagle

doskonalefunkcjonować,tyleżewodwrotnym

kierunku.Najdziwniejszebyłoto,żeprzecież

wyłączonorozrząd.Widoczniejakieśtlącesięprądywyładowałysięwtymprocesie.Po
dziesięciuminachbombardowanieodpadkamiustało.StacjaHuxlaidwieinnezostały
zdobyteprzezStrapor.

JaknarazieOffowiszłonieźle.Wjegorękach

znajdowałysiękluczowepunktymiasta.OSobsadziłojednakColoiiGłównyDworzec
Próżniowca,zktóregoStraporopanowałwylotywtrzechkierunkach.

Reporterzyidziennikarzezuporemplątalisiępoulicach,obwieszenikasetonami,z
oczkamikamerwpiętymiwklapy,nałożonyminadłonie,opasanyminagłowachi
rejestrowalikażdynajdrobniejszyincydent,każdestarcie,każdearesztowanie.

Niewiadomoprzezkogopoinformowanio

zagrożeniutropsjańczycyschronilisięwprzed-

stawicielstwachgospodarczychswegokontynentu.

CzarnyKwadratValacorozprysnąłsię

pocałymmieście.Wpierwszejchwiliskryłsięwmelinachikryjówkach,potemcoraz
swobodniej

background image

wychodzącznor,włączałsiędoakcji,siejącwmiaręupływuczasuogromne
spustoszenie.

Gościezagranicznizprzerażeniemspoglądalinaulicezhotelowychokienibarykadowali
sięwpokojachwnadziei,żeichtowszystkoniedotyczy.Niestety.W

kilkaminpoopanowaniustacjiHuxlaStrapor

zainteresowałsięmieszkańcamihoteli.Przetrząsanojepiętropopiętrze,wyciągając
opornychzpomieszczeń,wyważajączabarykadowanedrzwi,bezwzględuna

różnojęzyczneczyinterjęzyczneprotesty.

Potemmiałaprzyjśćkolejnabudynkimieszkalnewielkichdzielnic.Gdybyktośznałplan
działaniaStraporu,łatwobysięwymknąłztakiejłapanki,alebył

toplandziwny.Torzucaniesięnaoślep,toznówsystematycznedziałanie,drobiazgowość
pomieszanazrażącąniedokładnościąiniesumiennością.Raz

aresztowanowszystkichzjakiejśgracyarni,całyhotel,codojednegomieszkańca
spędzanodohalwCardii,byzkoleipotembraćtylkoodpowiadających

rysopisowiposzukiwanych,mimożeogół

zaatakowanychbroniłsięczynnie,nawetraniąc

porządkowych.

Naraziewszystkosprawiałowrażenie,żeOSi

Strapordziałająwspólnie.Funkcjonariuszeobu

instytucjistarlisięwprawdziewkilkupunktach,aleincydentymiałyraczejprzypadkowy
charakter.

SzefowieakcjiOSiTRniemoglisięporozumiećzOffem,pozostawałdlanich
nieuchwytny.

Offwahałsię.CzywypowiedziećOSotwartą

wojnę,takjaksobiezaplanował?Jegosiłybyłyconajmniejdwanaściedopiętnasturazy
mniejszeniżsiłyOS.To,żeposiadałwtejchwiliprzewagę,zawdzięczał

zaskoczeniu.Miałpokierowaćakcjąprzeszukiwaniaikierował.Jakdotądniemoglimu
nicwielkiego

zarzucić.Nic.Chybaniepodobnapodejmowaćwalkizprzeciwnikiemdysponującym
potężnymiśrodkami,

choćnaraziejestzabezpieczonyistworzyłsobielepsząpozycjędoprzetargów.Niewolno
tegostracić.

Tymczasemwkilkupunktach“miastazaczęły•sięwtejsamejchwilidziaćdziwnerzeczy.
Wieści,jakiedotarłydoOffa,trochęgozaniepokoiły.Nieplanowałzpewnościątakiego
przebieguwydarzeń.CzyżbyOS

zaczynałosamowojnę?Nie!Toniewyglądałotakżeinanich.WaleiGuałprzewracano
strady,ktośwybił

background image

szybywewszystkichsklepachprzyulicyDur-man,ktośwtargnąłdomuzeumII
Rewolucjiizdemolowałje,ktośinnyrozmontowałgłowicepostojowenawszystkich
postojachixarówwcałejSout,ktośotworzyłwybiegi.iwypuściłnaulicemiastadzikie
zwierzętazD-Erefesa,ktośrozłączyłiuszkodziłpomnikdźwięku,którytakgłośnoryczał
izawodziłnaprzemian,żemogłypopękaćbębenkiwuszach.Totylkoczęśćfaktówz
ogromnejilościinformacji,jakienapływałyzróżnychpunktówmiastaniemalwtejsamej
sekundzie.

DobiegałyonedziesiątkamiprzewodówdowielkiegoMózguStraporuiosobnymi
czujnikamidoOS.WOS

równieżzapanowałakonsternacja,alejużpochwiliioni,iStrapormielidokładne
rozeznaniesytuacji.

Off.domyśliłsięniecowcześniejodinnych,żenaulicewyszlistronnicyNowej
Ofensywy,niosączasobą

falęzniszczenia.ZdezorientowanaOfensywawłączyłasięnaślepownurtwypadkównie
wiedząc,cosięświęci,leczniechcącstracićewentualnejszansyzwycięstwa.Offczuł,
czułprzezskórę,żetonatejgrupieNieuchwytnyopierasweplany,żetowniąwierzy.
Offtakżewnichuwierzył.Poczuł,żeniejestsamotny.Wferworzedziałaniaodsuwałod
siebiepoprzedniemyśli,którejeżyłymuwłosynagłowie.

Terazwróciłyonenamomentiznówodeszły,

zepchniętenadalszyplan.Niezastanawiałsię,najakiejzasadzieNieuchwytnyprzekonał
Nową

Ofensywę,możezresztądziałałasamazsiebie,

mniejszaztym,ważne,żedziałała.

TymczasemoddziałOffaruszyłwstronęNordici.

Mieliprzeszukiwaćdompodomuwkwadracietrzymilemetronynatrzy.Offzrezygnował
ztego.

Postanowiłwybieraćbudynkinachybiłtrafił.Najpierwcopiąty,potemcodziesiąty.
Domyprzeszukiwanodokładnieodpiwnicażpostrychy,penetrująckażdyzakamarek,
przetrząsająckażdemieszkanie.Omalnieposuniętosiędozrywaniapodłógirozpruwania
łóżek.

OffstałnaprogupokojuwjednymzbudynkówprzyAlsies,kiedyprzyszłamudogłowy
pewnamyśl.Niebył

pewien,cowynikniezjegowykalkulowanychna

poczekaniuplanów.OSmożegouznaćza

prowokatora.Czytolepiej,czygorzej?Wahałsięjeszczeparęsekund,leczwiedział,że
sprawajestjużprzesądzona.ZnajdowalisięwNordica,orzestrzasalidompodo-mu.
Dlaczegowięctegojednegodomumielibynieprzeszukać?

—Kończcie—odezwałsiędoswoichludzi.—

JedziemydoEldeisoPlomsesa.

background image

—Panieinspektorze—gospodarzlokaluniemal

rzuciłsięnaniego.—Aktomójdomdoprowadzidoporządku?

Wjegogłosiezabrzmiałocoś,cowzbudziłolitość.

MimostrachuprzedStraporemiobawyprzed

rozdrażnieniemwobecnejnapiętejsytuacjijegoprzedstawicieli,comogłoskończyćsię
dlaniegogroźnie,człowiektenzdecydowałsięnaprotest.Widokzdemolowanego
mieszkaniadoprowadziłgodo

ostateczności.Offowizrobiłosięnaprawdężaltegoczłowieka.

—Niechsiępannieprzejmuje—powiedział.—

Proszęwezwaćrobotyporządkowe,oilejeszcze

istniejąifunkcjonująwtympotwornymbałaganie,izlecićimprzywróceniewszystkiego
doładuna

rachunekStraporu.

Człowieknajwyraźniejuspokoiłsię.

—Wychodzimy!—rozkazałOff.

Spodbudynkuruszyłakawalkadapatrolowców,

wyzwalajączapewnelicznewestchnieniaulgi

okolicznychmieszkańców.Off,choćniepatrzyłnaoknabudynku,wktórymprzedchwilą
przebywali,aninaoknasąsiednichdomów,wiedział,żedyskretnieukrycizafirankami,
takżebyprzypadkiemniezwrócićzabardzoniczyjejuwagi,staliludziewpatrującsięz
napięciemwrozpalone,spoconetwarzepo-rządkowych,wichbiałemunduryikolorowe

pióropusze.Terazzcałąpewnościąodetchnęli.Straporodjeżdżał.Oznaczałotospokój.

Znówinspektorzastanawiałsięnadtym,ilu

niewinnychludziponosiwdzisiejszymdniu,wciągupopołudniainocykonsekwencje
podjętychprzezniego

kroków.Przezniego?Jegokrokistanowiłyprzecieżjedyniekontynuacjędziałańinnych
ludzi,całegosplotuwypadków.Byłtobiegnącygdzieśzniewiadomegopunktuw
przeszłościlogicznyciągtylkopozornieprzypominającysplotprzypadkowychzdarzeń.
Niktniepotrafiokreślić,zjakiegopowodu,zjakiejfaktycznieprzyczynysetkiludziw
tymmieścieprzeżywachwilestrachu,rozpaczyiwściekłości.Wszelkieuczucia,wszelkie
nadziejeiplany,wszystkieobecnewypadkimiałyswojekorzeniewtymwłaśnie
nieokreślonympunkcie,zagubionymwczasie.To,corobiłOff,coro-biłaTajnaRadaczy
OS,wynikałoztegosamego

źródła,ztejsamejprzyczyny.

TymczasemstradyStraporuzwyciemspa-laczy

powietrzagnałyprzezwyludnionealejeNordici,wzbijająckurzirozbudzajączastygłew
bezruchukoronydrzew.Byłanoc,awłaściwiechybajużporanek.

background image

Wczesnyświt,zupełniezimny,nierealny.

Offpoznałstromąuliczkę,wktórąterazskręcali.Tużprzednimiinadnimirozciągałosię
osiedlePlomsów.

NiepamiętałdokładnieadresuBiktenna,więcłączyłsięszybkozkomendą.WielkiMózg
podałmudaneniemalnatychmiast.Zatrzymalisięprzednajwiększym

plomsowcem.Numermieszkania,2346,sugerował

wysokiejegopołożenie,gdzieśnaszczyciebudowli.

—Pojedziemywindą—zwróciłsięInsdoswychludzi.

Kulistaklatkawindywciągukilkusekundwyniosłaichnażądanypoziom.Wysiedli.
Długikorytarz

oświetlonybyłnie

wiadomoskądpłynącym,seledynowymświatłem.

Offpatrzynazegarek.Jeszczetylkoszesnaścieseledynowychkwadracików,resztatarczy
jarzysięcytrynowe.Światłotakżezaczynasięmieszaćzjasnążółcią.Mieszkaniatutaj
musząbyćdrogie.Spoglądananajbliższedrzwi:

2349.Awięctrzebasięcofnąć.Stąpającicho.Tozawodowe,możnarzec,
przyzwyczajenie.Nakorytarzuzupełnapustka.Zadrzwiamimijanychpomieszczeńani
jednegoszmeru,choćwszyscyzapewnewiedząoichprzyjeździe.

Słusznie—myśliOff.—Pocosięwychylać,anużprzymkną?CzyBiktenntakżewie?

Wreszcieprzednimiwłaściwynumer.Offnaciskadzownek.Wysokibasgongudocieraze
środka.

Jeszczeraz.Niktnieotwiera.

—Wyłamujemy!—rzucaOff.

Nadrzwinapierająmocnebarki.Plastiktrzeszczy.

Jedenciostoporemidrzwirozlatująsięnasetkiostrychprostokącików,zaśmiecających
korytarz.

Pierwszywbiegaporządkowy,zanimOff.

PrzekraczającyprógOffzauważa,żelekkouchylająsiędrzwipodrugiejstronie
korytarza.

—Watir!—krzyczydoidącegozanimchłopaka.—

Tamtedrzwi’!

Watirjednymsusemdopadaich,mocnym

szarpnięciemwgniatadośrodkaniedomkniętą

płaszczyznę.Zadrzwiami,wdziwnejpoziespo-

wodowanejutratąrównowagi,znajdująprzestraszonąkobietę.Nikogowięcej.Wchodzą
więc

background image

domieszkania.Nicspecjalnego,pierwszypokójpusty.

Błyskawicznierzucająsiędoszaf,przeszukująwnęki,jakbyobawialisięzaskoczenia
przezukrytegogdzieśtutajprzeciwnika.Zresztączyontuwogólejest?—

zastanawiasięOff,przechodzącdodrugiegopokoju.

Jest!!!

Offzatrzymujesięwproguniczymrażonygromem.

Wfotelupodoknem,zwróconytwarządodrzwi,wktórychstoiterazOff,siedziBiktenn.

Zaraz,zaraz?!!—Offchwytaterazszczegóły.—

Siedziczyspoczywa?—inspektorpodbiegabliżej.—

Tak,oczywiście.

ZanimwpadaWatir,zaWatirempozostali.

Nieruchomiejąwprogu.

—Nieżyje—stwierdzaWatir.

Nastolenawprostnieboszczykastoipromiennik.

Drugiidentycznypromiennik.WycelowanyprostowgłowęBiktenna.

—Samobójstwo—mówiWatir.

Czyżby?—myśliOff.—Przecieżtonieonizresztąjakitomiałobysens.Nie,
niemożliwe.—Obchodzidookołafotel.Starasięzajrzećwrozwarte,martweźrenice.—
Trzebasięskupić—Offmyślicoraz

bardziejgorączkowo—tucośprzecieżniegra.

Jegozmarszczoneczołorozjaśniasięnagle.

—Nie—oznajmia.—Tomorderstwo.Czymożecie

sobiewyobrazić,żenieboszczyksamwyłączył

promiennik?

—Rzeczywiście—przyznajeWatir,strapiony

pochopnościąswegosąduibrakiemwłasnej

przenikliwości.

AleOffniezwracajużuwaginato,cosięwokół

niegodzieje.

—Prowadźcienormalnepostępowanie—mówidoswychludzi

Właściwiedobrzesięstało.CotknęłoOffa,żebysiętuwybrać?Terazmadostateczny
powód,by

porozmawiaćporazdrugizOS.Musizażądać

background image

przydzieleniamupomocniczejekipydlaochrony

kosmoportu.Wsytuacji,dojakiejdoprowadziłwmieście,byłotoraczejrealne.Dzięki
swoim

poczynaniomuzyskałterazmocnąipewnąpozycjęprzetargową.TajnaRadazapewnejuż
plujesobiewbrodę.Terazniewątpliwieprzestanieistnieć.Jeżeliniebędąchcielisię
zgodzićnajegowarunki,zagroziwypowiedzeniemotwartejwojny,sprowadzeniem

Revaparaiopublikowaniem,wopanowanychprzez

Strapordrukarniach,informacjioichtajnych

zamiarach.RównocześnieOffzdajesobiesprawęztego,żejegoprzeciwnicynie
zawahająsięizlikwidujągo,korzystajączpierwszejnadarzającejsięokazji.

Trzebasięmiećnabaczności.

—Wracamdodomu—mówidoWatira.—

ZawiadomOSiniechsięzemnąpołączą.Chcęznimirozmawiać.

OpuszczałmieszkanieBiktennaczującpotworne

zmęczenie.Właściwiepocochciałsiędostaćdokosmoportu?Jegofaktycznarola
skończyłasię.Niebył

nawetpewien,czycałetozamieszanie,któresobienierazuzasadniałitłumaczył,miało
jakiśsens.

Właściwieczemumiałosłużyć?Wyglądałotodosyć

bezsensownie.Przecieżrozpętująctakigalimatias,narażałNieuchwytnegonaryzyko
przypadkowegospotkania.Niechodziłooto,żemoglibygozłapaćiuniemożliwićmu
wykonaniezadania.Off

wiedział,araczejczułbardzowyraźnie,żenictakiegoniegroziNieuchwytnemu,jednak
działaniewtakimzamieszaniu,wogólechoćbyswobodneporuszaniesię,jestutrudnione.

Chybaże—skonstatował—zrobiłemtowyłączniedlasiebie.Pototylko,żeby
udowodnićswojąsiłęTRiOS,byimpokazać,żedoostatniejchwilipowinnisięzemną
liczyć.Żebyimpokazać,żeniepotrafiąmniewykończyć,choćbynawetmielitakizamiar.

Pozatymczuł,żemusidostaćsiędokosmoportu.

Niechodziłoojakąśjegoakcję,poprostuchciałprzytymbyć.Wiedział,żetamrozegra
siędecydującabitwa,wiedziałdoskonale,żetylkotammożespotkaćNieuchwytnego.
Zobaczyćgo.Miećjakąśpewność.

Pewnośćczego?Śmieszne.Ajednak?

Napoczątkucałejakcjibyłpewienjejsłuszności.

Amożetoniejemuocośchodziło?Czuł,jakwłosyznówstająmudęba.Nie.Nie!
Odpędziłtęmyśl.Starał

sięodpędzićjązawszelkącenę.Chociażbyłotooczywiste,narzucającesięrozwiązanie,
niechciał

background image

dopuścićgowpełnidoswejświadomości.Mimo

wszystkobałsię.Bałsiępanicznie,aprzecieżjużniepowinien.Dziwne.Wolał,abyw
momentachgdyjegomyślniejestzaprzątniętaczyminnym,tamomentalnienadchodząca,
druga,przerażającatkwiłanagranicyświadomości.Oczywiścienajlepiejbyłoby,gdybyw
ogólesięniepojawiała,aleonawracałazuporemiOffwiedział,żesięjejniepozbędzie.
Możetylko

zmniejszyćjejintensywność,ból,strach.

Strachprzedczym?Przedzagrożeniem?Nie,

przecieżtojakośniemieściłosięwschemacie,którysobieułożył.Strachprzed
niewiadomąprzyszłością?

Jużprędzej,alejeszczeniecałkiem.

Strachprzednieznanym.Tak!Zwykłystrachprzednieznanym,przedpostępem,przed
czyjąś

nieokreślonąpotęgą,przewagę.Bezbronność.Dość!

Stop!Dalejlepiejjużniemyśleć.Przerwaćto.

Zapomniećchociażnakilkachwil.

Zmrużyłpowieki.WstęgastratostradyaleiLim

rozmazywałamusięprzedoczami.Skupiłsięna

sunącychzlewejstronyczerwonychliniach

kierunkowychpasów,nabiałomalowanych

krawężnikach.

ZachwilębędzieTermi.Granatowatoń.Spokojna,łagodniesfalowana,nicniewiedząca.
Nadnie

bezgłośnekołysaneprądamikroczoanykryjąwswychpienistychzakamarkachkolorowe
jaktęczeryby.

Kroczoany.Wolałbybyćkroczoanem.Roześmiałsięmimowoli.

Stradmknąłterazprzezmost.Ciekawe,dokądtowszystkomożegozaprowadzić?Dokąd
może,adokądzechce?Offnacisnąłprzyspieszacz.Czuł,żezarazsięrozleci,jeżelinie
odpocznie.Prędzej.Prędzejdodomu.

JużwidaćcharakterystycznestrzelistewieżyczkiDelanu,spiczastedachy,smukłe
prostokątystarychkamienic.Jeszczekilkazakrętów,kilkawąskichuliczek.Już.

Stradzatrzymałsięcicho.Offzatrzasnąłdrzwiczkiizprzyzwyczajeniazerknąłnaszczyt
kamienicy.Robił

tozawsze.Machinalnie.Jakbyzaktórymśrazemmógł

gotam.nieznaleźć.Skierowałswójwzrokgdzieindziej,kiedyuś

wiadomiłsobie,żewjegooknachpalisięświatło.

background image

—Dodiabła!—wycedził.

Odbezpieczyłkufę.Pomyślał,żemarzeniaochwilispokojunarazienieudasię
zrealizować.Musisięskupić.Ktowie,czynieporazostatni.Byćmożetodecydującyraz.
Rękaniepowinnazadrżeć,a

świadomośćireflekszawieść.Powolizacząłwchodzićnaschody.Tymrazemprzepiękna
sień,którazawszerobiłananimwrażenie,jakbywidziałjąporazpierwszy,wogólenie
przykułajegouwagi.Stąpałposchodachbezszelestnie,zmiękkościątupanga.Zawodowy
krok—przemknęłomuprzezmyśl.

Kiedyznalazłsięnaostatnimpiętrze,zauważył,żedrzwijegomieszkaniasą
niedomknięte.Sączyłasięprzezniesmugajaśniejszegoświatłazprzedpokoju.

Stanąwszyzboku,plecamiprzyścianie,pchnął

drzwinogą.Rozwarłysiębezszmeru,nacałą

szerokość.Terazświatłowylewałosięnaklatkęszerokimpotokiem.Wewnątrzcisza.Ani
jednego

dźwięku.Przykucnął.Ztejpozycji,ostrożnie

wychyliwszygłowęzaframugę,zlustrowałwidocznefragmentypomieszczenia.

Wstał.Schowałkufędokieszeni.Wszedłdo

mieszkaniapewnymkrokiem,choćwidok,jakisięprzednimroztoczył,przyprawiłgoo
drżeniekolan.

Niezastałtunikogo,topewne,bozrobionojuż,comianozrobić.Mieszkaniebyło
doszczętnie

zdemolowane.Łóżkorozprute.Strzępymateraca

walałysiępopodłodze.Pociętezasłonyzwisałyspodsufitu.Podnogamichrzęściłoszkło
zporozbijanychszybipółek.Stertyksią-

żekoporozdzieranychjakbywfuriigrzbietach,zpowyrywanymi,zgniecionymiwkulki
kartkamiwalałysiępokątach.Przewróconynaśrodkupokojufotelniemiałnóg.W
powietrzuunosiłosiępierzezpościeli,przekrzywionyżyrandolsączyłrównomiernei
ciepłejakzawszeświatło.

Rozgniatającbutamiszkło,wszedłdokuchni.Szafkipozrywaneześciantarasowały
wejście.Wszystkieprodukty,dokładniezesobązmieszane,zaścielałyrównomierną
warstwąpodłogę,malowidłonaścianiebyłopodziurawioneczymśostrym.Możenożem?

Łazienka,zalanawodąpokostki,tonęławpianiesupaloru.Pęcherzesupalorufruwałypod
sufitem.

Przyborytoaletoweipłynytworzyływwanniekolorowąmiazgę,któramalowniczym
zaciekiemsączyłasiędokanału.

Zamknąłdrzwiłazienkiiwróciłdopokoju.Usiadłnarozprutymłóżku.Narastaławnim
wściekłość.Niczymnieskrępowana,wypełniającakażdynerw,tępai

^bezmyślna.Wściekłość,którarozwierałamuprzedoczamiczerwonąotchłań.Skronie

background image

pulsowały.Ajednakczułsięuspokojony!To,cozastał,byłomuprzynajmniejznane.To
nieNieuchwytnyzdemolowałjego

dom.AwięcOffmógłsięcałkowicieprzestaćgoobawiać.Czułtooddawna,niemalod
początkutejponurejhistorii.Czuł,żeczłowiek,któregopoczątkowościgał,niemożebyć
naprawdęjegowrogiem.MoglitozrobićtylkoludziezOSizpewnościązrobilitona
zlecenieTR.Offbyłotymprzekonany.

Położyłsię.Wyciągnąłręcenadgłowąizamknął

oczy.Nadchodziłoodprężenie.Rzucił

okiemnabiurkostojąceprzedoknemizamarł.

Wstałraptownie,ażzatrzeszczałymustawy.

Podbiegłdobiurkaichwyciłłapczywieleżącynanimprzedmiot.Przezchwilęwpatrywał
sięwniego

uważnie,zastanawiającsię,coteżmożewtymmiejscuoznaczać.

—Proporzecz„Bandery”…—wyszeptał.Tylkojedenczłowiekmógłgotutajzostawić.
Chybażepowierzyłgokomuśinnemu.Nie.Niepostąpiłbywtensposób.Ówproporzec
todlaniegoniewątpliwienajważniejszazdobycz,największetrofeumwcałejkarierze.
Gulmnieoddałbygonikomu,nawetnałożuśmierci.

Więcskądsiętuwziął?Gulmleżyprzecieżw

uniwennedzieipozostanietamjeszczeprzezjakiśczas.Obrażenia,jakichdoznał,okazały
siępoważne.

Oczywiściewyjdzieztego,alenietakprędko.Anawetjeżelitoonwewłasnejosobie,czy
teżjakiśjego’

pełnomocnik,czyktokolwiekinny,topocowetknął

proporzecwstertępapierównabiurku?Coto,dodiabła,oznacza?Kolejnałamiglówika.

Offniemiałjużzupełniesiły.Bezprzerwytkwiłwłamigłówkach.Zakażdymrazem,
kiedyudawałosięcośwyjaśnić,automatycznie—jakbyjednowypływałozdrugiego—
pociągało•tozasobąkolejneogniwozagadki,ukazująckrętelabiryntynowych,

niekończącychsiępytańbezodpowiedzi,rodzącychsięwątpliwości,którewiodłygow
ciemnośćbezdna.

Wprostfizyczniepoczuł,żesiędusi.Rozluźnił

kołnierzykizaciskającproporzecwręce,osunąłsięnapoduszki,wzniecającnowązamieć
pierza.Leżałbezruchu,czującżelaznąobręczściskającąmugardło.Niemógłzłapać

tchu.Wgłowieszumniespokojnych,skłębionychmyśli.

Iraptemcisza.Jużwiedział!Nieodważyłsię

zastanawiać,skądijakprzyszłataświadomość,alewiedział,żeGulmnieżyje.Czułtakże
bardzowyraźnieijednoznaczniegrożącemuzestronyTajnejRadyniebezpieczeństwo.
Naczymonopolegadowiesięwewłaściwymczasie.

background image

Tymrazemjakoślżejprzeszedłówkontakt.Botobył

kontakt!CzytoOnizniszczylitendom?Chybatak.Poco?Jasne,musieligowprowadzić
wodpowiednistan.

Poprzednimrazemtakżezostałwprowadzonyw

odpowiednistan.Teraznaszczęścienieskończyłosięwuniwer-medzie.

Nieoczekiwaniedlasamegosiebieprzypomniał

sobie,jakwmakabrycznymśnie,scenęz„Bandery”.

Uciekadługimkorytarzem.Biegnie,ilesiłwnogach,amaichwnogachniewiele.Kolana
miękkie.Grzbietpieczepotorturach.Rękazwisabezwładnie,w

zaciśniętejpięściściskatakjakwtejchwili—

proporzec.Mijasztolnie,biegniezawiłymlabiryntembocznychkorytarzy,gdzieś
niedalekojestbarykada.

Przedbarykadą,niewiadomowktórymmiejscu,skryteczujki.Corazbardziejzbliżasię
miarowyłomotprzodka.Wprzodkachbezprzerwytrwapraca.Upał

sięwzmaga.

Offnieprzerywabiegu.Łomotrośnie.Między

barykadąaczujkamijesitkomora.Offmusisiędoniejdostać.Wdłonizwilgotniały
proporzec.Sytuacja

-wyglądatak,żenajpierwtrzebapokonaćprzodek,tamkujesiębarierę,choćodczasudo
czasudochodzidoja

kiegośstarcia,bądźcobądźtojestsamfront,potemdopierobarykadybroniącesegmentu
wraziegdybytamcidoszliażtakdaleko.Tutajmusielibysięzatrzymać.Barykada
dysponowałaniezłąsiłąogniaimogłasiębronićmiesiącami.Potemkomora.Następny
etap.Nie,innyetap.Zupełnieinnemiejsceniżwszystkiena„Banderze”.Każdysegment
miałswojąkomorę.Wstępdoniejmielitylkozwiadowcyitonapisemnyrozkazztrzema
pieczęciami.Teraz,kiedywtrzechSystemachtoczyłysięwalki,wszelkiewejściado
komórzostałyzaniechane.

Offniebyłnawetzwiadowcąichoćmiałprzepustkę,nikomunieprzyszłobydogłowy
wpuścićgodokomory.

Wreszcieczujniki.Całyteren:Przodek,Barykada,KomoraiCzujki,byłwydzielonyz
cywilnych

pomieszczeńSegmentuiniewszyscyCzarniBraciamielitutajprawowstępu.Wchodzić
moglitylkoci,którzyotrzymaliproporzec.

Offmiałproporzec,alenieotrzymałgoodDowódcy.

OffukradłgopodstrażnikowiGulmo-wi,którypilnował

go,znęcającsięnadjeńcemwwyszukanysposób.

Offbiegłteraz,zawszelkącenęusiłującuciecprześladowcom,uciecidoprowadzićdo

background image

końcaswojąmisję,ucieciuratowaćżycie.Wybiegłzzazakrętuwnowyprostykorytarz.
NieznałtegoSegmentu,został

tuprzywiezionypozdemaskowaniugojakoszpiega.

DotejporybyłkandydatemnapodzwiadowcęI

Kategorii,jaktosiętunazywałowVIISystemie.Nieuzmysławiałsobiezupełnie,w
którymmiejscumogąbyćczujki.WswoimSegmencienauczyłsięje

jużrozpoznawaćpojakichśbliżejnieokreślonychsymptomach,aletutajzupełnieobcy
pej-zażcałkowicieuniemożliwiałrozpoznanie.Zatrzymaligowpołowiekorytarza.

—StójCzarnyBracie!!!—huknęłozewszechstron.

ZauważyłwejściedoKomory,alejeżelisię

natychmiastniewytłumaczy,niezdążyzrobićjużżadnegoruchuręką.

Iwówczasmachnąłproporcem.

—MamrozkazdonieśćpoleceniedlaCzołowego

Wichcha.

NagłydzownekprzerwałOffowijegorozmyślania,obrazzprzeszłościulotniłsięinie
zostałozniegonicpróczwspomnieniagwałtownychskurczysercaw

nagłychprzypływachstrachu.

Dzwonekpowtórzyłsię.Tofon.PewnieOSchciałosięznimrozmówić,amożenawet
TajnaRada?

Podszedłdofonuijużmiałgoprzełączyć,gdyprzypomniałsobieowyglądziepokoju.
Prędkonakrył

obiektywstrzępemfirankiidopierowówczas

przełączył.Naekranierównieżbyłapustka,widoczniejegorozmówcytakżepozasłanaali
swojekamery.

—TumówiOSiTajnaRada.CzyInsOff?

—Tak.

—Chcemyzaprosićciędowzięciaudziałuw

naradzie,alemusimymiećpewność,żetotyiżeniemaprzytobienikogo.Odsłoń
obiektyw!

—Ajeżeliniezrobiętego?

—Toniemamyoczymmówić!!Offzawahałsię.

Właściwiemógłimprzecieżpokazaćwkażdejchwilito,oczymdobrzewie

dzieli,bonieulegałowątpliwości,żetoonizdemolowalitakjegomieszkanie,choćnie
oniwetknęliproporzec.

Nieuchwytnymusiałbyćtutajponich.

background image

—Zgoda—powiedziałOff.—Czyinniczłonkowietejnaradyzrobiątaksamo?

—Nie.Niemożeszpoznaćichtwarzy!Jeżelichceszwziąćwniejudział,musisz
podporządkowaćsiętymwarunkom!

Inszdawałsobiesprawę,żetakiestawianiesprawymanacelu.poniżeniego,leczgodził
sięnato,abyuderzyćtymdotkliwiej.Chęćponiżeniagoświadczyłazresztądobitnieo
strachuprzednim.

—Zgoda—oznajmiłzdejmujączobiektywuszmatę.

—Terazdobrze!—odezwałsięgłoszfonu.—

Musiszwykonaćjeszczekilkapoleceń,nim

rozpoczniemynaradę.

—Jakich?

—Najpierwprzyrzeknij…

—…Niejestemidiotą—przerwałtamtemu.—Niemamzamiaruniczegonikomu
przyrzekać!!!

—Dobrze.Przełączwięcwizjęnaposzczególne

pomieszczenia.—Głosniezdradzałżadnego

zdenerwowania,raczejpobłażliwość.

Offprzełączałfonpokolei,najpierwnakuchnię,potemnałazienkęiwreszcie
przedpokój,poczymustawiłpokrętłowpierwotnympołożeniu.

—Doskonale—powiedziałgłosbezżadnej

wyraźnejintonacji.—Musieliśmymiećpewność,żejesteśsam,Ins.

—Skorojąjużmacie,tocodalej?—Offza-

czynałsięniecierpliwićtymprzeciągającymsięceremoniałem.

—Terazwyłóżprzedokokamerywszystkie

urządzeniarejestrujące,jakieposiadaszprzysobieiwmieszkaniu.

—Przysobieniemamnic!

—Wyjmijwięcwszystkozkieszeniiwywróćjenawierzch.

Offukładałróżneprzedmiotynapulpicieprzed

okiemkamery.Nasamymszczyciepiramidkispoczęłakufa.Stałzewzrokiemwlepionym
wekran,naśrodkupokoju,zwybebe-szonymikieszeniami.Czuł,żerobizsiebiepajaca.
Musiałwyglądaćwtejchwiliidiotycznie.

—Terazdomowerejestratory—powiedziałgłosiOffusłyszałwnimcałkiemwyraźny
tłumionyuśmieszek.

—Wszystkierejestratorywdomusązniszczone!—

wyrzuciłzpasją.—Idobrzeotymwiecie,ajeślinie,toprzełączyłemwasnakolejne

background image

pomieszczenia,mogliściesobiejeobejrzeć!—Miałjużdosyć.

—Zgadzasię—rzekłniewidocznyrozmówca.—

Musieliśmyprzygotowaćtwójdomdotejważnej

rozmowy.

—Skądwiedzieliście,żebędęchciałjąodbyć?!

—Tonajmniejistotnewtejchwili.

—Askądpewność,żebędęchciałrozmawiaćz

wamiztegomiejsca,mogłemtozrobićgdziekolwiekindziej?!

—Niedociebie,InsOff,należałwybórmiejsca—

poinformowałgospokojniegłos.—Aterazskończmyjużpogawędkę.Włączająsię
członkowieTajnejRadyidowództwaOS.

Dźwiękgongubędziesygnałemrozpoczęcianarady.

Zaległacisza.Pochwilirozległsięwysokigongistarczy,trzęsącysiętenorekotworzył
posiedzenieodpowitania.Tradycyjnie.

—Oczcigodni.

Offowiomalnieprzewracałysięflaki.

—TematemdzisiejszegoposiedzeniajestsprawaInsOffa—kontynuował.

NazwiskoOffawymawiałniczymsyk,przedłużającgłoskę„f”iwyładowującnaniejcałą
nienawiść.ZresztąmożesiętaktylkoOffowizdawało,byłnapiętyipodekscytowany.
Przygotowanywpełnidopodjęciawalkiwbitwiesprowokowanejprzezsiebiesamego.

—InsOff—mówiłktośinnybasem—dopuściłsięwieluwykroczeń,zaktóremusi
zostaćukaranyzcałąsurowością.

—Tofakt—powiedziałtenorek.—OddługiegojużczasuTajnaRadazniepokojeni
obserwujepoczynaniategoczłowieka,którenietylkogodząwnią,aleiwewszystkich
obywateliiwspółmieszkańcównaszegokontynentu,anawetplanety.

—Niezajmujmysięzbytdługotąbzdurą—odezwał

sięjakiśnowy,nieznanyinspektorowigłos.—Wiemy,czegosiędopuścił,listajego
przestępstwskładasięzkilkunastupunktów,treśćoskarżeniadoskonaleznamy,więc
tylkoprzegłosujmy.Ikoniec.

—NaMiłośćPana—zaintonowałktośnosowo.—

Niemamyprzecieżczasunabzdury.Spieszmysię.

Pozostałyzaledwieczterygodziny.

Awięctotak—pomyślałOff.—Startza

czterygodziny.Takznaczniegoprzyśpieszyli.

Wydawałosię,żeniezdążąwcześniejniżnajutrorano.Cikretynichcąmnieosądzićipo

background image

prostuskreślićzlisty.Załatwićsprawęodręki.Nietakłatwo.Nietakłatwo,dziadkowie,
pozbyćsięOffa.

Głosyzekranu,splątanewdyspucie,niedocierałydoniego,araczejdocierałyjakoszum,
brzęczenieniewidzialnej,ciężkiejjaksurmingmuchy.—Coimpowiedzieć?Jaksię
zabezpieczyć?

—InsOff—ciągnąłtenorek—naszczęściezostał

przezpanaTaquanaręodsuniętyodkierowaniaakcją,oddziałyStraporusprowadzonodo
swoichkomend.W

mieściepanujewzględnyspokój.Takwięcpodejmijmydecyzję.

—SugestieOSsąpodobne.Myślę,żemożemy

przystąpićdogłosowania.

Offowizdawałosięprzezchwilę,żecałyświatrunął

munagłowę.Czytomożliwe?Ta-quanaragozdradził?

Zrobiłtoświństwo!Insukryłtwarzwdłoniach.Awięctotak…Jegosytuacjazmieniłasię
teraz.Zmieniłasiębardzo.

Czyktośpozostałprzynim?Napewnotrzy

skompletowaneprzezniegodoborowebrygady.

Jeszczeniewszystkostracone.

—Możeprzedpodjęciemdecyzjiwysłuchamy

oskarżonego?—zaproponowałzekranubas,—Niechpowieostatniesłowo.

—InsOff—głosbyłskierowanydoniego.—Co

masznamdozakomunikowania?

Zebrałwsobieresztkitlącejsięenergiiizaczął

powoli,ściszonymtonem,leczwmiaręmówienia

rozpalałsięcorazbardziej:

—Czcigodni.Mimożesamisiebiezwieciewten

sposóbinakazujecieinnymtaksiebienazywać,zakażdymrazem,kiedywymawiamw
stosunkudowastęformułę,przechodzimniedreszczobrzydzenia.

Odezwałysięprotestyiżądaniaodebraniamugłosu,aleOffniekrępowałsięzupełnie
niczym.

—Nieprzerywać!!!—ryknąłztakąpasją,żezaległacisza.—Wybezmyślnetruchła—
wycedził.—Wy,którzysamimaciesplamionekrwiąręcechceciemniesądzići
skazywać?Wy!Zawodowimordercymieniciesiębyćsędziami?!Tośmieszne.Wydawało
sięwam,żejesteściechytrzyiprzebiegli,żezwyciężyliście.

Zgubiławaspewnośćsiebie.Zdradzęwamtę

background image

tajemnicę—godzinywaszejwładzysąjużpoliczone.

Powinniściejasnozdaćsobieztegosprawę.Alezapewnewtonieuwierzycie.Mniejszaz
tym!Ja,InsOff,dotrędokosmoportuitak.Jaimojebrygady.Awtedyżadensta-tek
hiperprzestrzennyniewystartujejużnigdy.Inietraktujcietegojakożart.BrygadyWatira,
Dagera,AgisaicałaNowaOfensywapójdązamną,atekstwaszychdokumentów
wypuszczonyzzajętychprzeznasdrukarńobiegnieświat!Wszystkie

kontynentyiwszystkieprowincjedowiedząsię,jaksięsprawowałaTajnaRada,awtedy
porozmawiamyjużinaczej!

Zapadładługa,kłopotliwachwilaciszy.Wreszciezabrałgłostenorek.

—Pomyliłeśsię,synu—rzekł.—Pomyliłeśsięnieporazpierwszy.Tonienasze
godzinysąpoliczone,lecztwojeminy.Wczasieswojejprzemowyzostałeśjednogłośnie
skazany.Nie

możebyćlitościdlaciebie,InsOff.Twojemyślisąjednąwielkąherezją.Totyle.

Ekranzgasł.Wszystkowydawałosięjasne.Nie

przeraziłRady,niebalisię.Czyżbybyliażtaksilni?

Wykonawcywyrokusąjużnapewnowdrodze.Myśl

biegłaterazgorączkowo.Spojrzałprzezokno.Światło.

Nieboczyste.Tylkojednachmuragnanawiatrem

pędziławkierunkujegodomuprzykuwającuwagę.

Patrzyłnaniąjakurzeczony.Chmurazniżyłasięipo-większyła.Jejbrzegiprzestałybyć
strzępiaste,wyokrągliłysię,barwanabraławyrazistości.Chmuracorazbardziej
przekształcałasięw…tak,wkulę.

Zielonąkulę.

Offstraciłprzytomność.Osunąłsięnapodłogę,zrywającpociętązasłonę.Podpowiekami
pozostałmuobrazcałkowicieprzekształconej,opalizującej

zielonkawokuli.Potemzapadłazupełnanoc.

Kosmoportprzypominałbeczkęprochu.Przy-

śpieszeniestartuspowodowałoniebywałezamieszanieiwprowadziłonapięcietrudnedo
opanowania.Każdedrobnenieporozumienieprzeradzałosięzarazw

incydent.Ludziepotrącalisię,przeklinaliipatrzylinasiebiekrzywo.Technicy,zajęci
ostatnimiprzeglądami,zwijalisięjakwukropie.Kosmonauciprzebywaliwbudynku
głównym,żegnającsiętylkoznajbliższymi,którychwpuszczanopostarannejkontroli.
Czas

pożegnańzostałskróconydojednejgodziny.Terencałegokosmoportuotoczonybyłprzez
Brygady

Bezpieczeństwanietylkovalacańskie,aleiściągniętezinnychmiast

Boydu,CopeauiOrratyai.Ładowaczetowarzyszyliciągniętymprzezautomatywózkom,

background image

załadowanym

ostatnimipotrzebnymipakunkamizesprzętem.

Pożegnaniatakżemiałycharakternerwowy,

nienaturalnewtakiejsytuacjisłowa,sztywnegesty.Jakmożnasięswobodnieczućpod
czujnymispojrzeniamiśledzącymikażdygest,każdyruch.Offniedziwiłsiętemu.
Obserwowałwszystkobardzodokładnie.Narazieniedziałosięnicspecjalnego.

OficjalnakronikakręciłaoficjalnylaeraninagleOffzobaczyłsiebie.Stałwkącie,
niedalekowejścia,wktórymsprawdzanopersonalia.Czytomożliwe?

Obserwowałsiebie,jaknerwowoobgryzazapałki,rzucającjednąpodrugiejnabłyszczącą
posadzkę.

Jakośniktniezwracałnaniegouwagi,niktgonierozpoznawał.Możetozresztąnieon,a
tylkoktośpodobny,aleprzecieżinapodobnegozwrócilibynatychmiastuwagę.

Naglepojął.Pojąłwmomencie,gdyjegosobowtóroderwałsięodściany.Oniniewidzieli
tego,cowidział

Off.Niewidzielijego,leczkogośzupełnieinnego.

SobowtórszedłwstronędrzwiiOffniebardzomógłsięzorientować,ocomumoże
chodzićipocoidziewtęstronę.

Wszystkowyjaśniłosięwsekundę…Sobowtór

zamieniłkilkasłówzOS-owcemsprawdzającym

przybyłych,którykontrolowałwłaśniemłodą

dziewczynę.OS-owiecmrugnąłdoniegoijuż

dziewczynazawisłaOffowinaszyi.Przyszłasię

pożegnać.Tulilisiędługo,ażktośodepchnąłichzprzejścia,wygłaszającjakąśnerwową
uwagę.

Sobowtórzdziewczynąwrócili

donarożnika.Niedalekobyływejściadotoalet.

Naglezobaczyłpolakosmodromu.Płynąłnad

gładkimplacemzbudowanymzezłotawychpłyt.Zbliżał

sięwstronęstatku.Zjegowyżynyludziesunącywautomatycznychtransportowcach
wyglądalijakszeregskrzętnychszarychmrowiców,ciągnącychcopopadniedoswego
gniazda.Statekkształtemprzypominałziemniak.Ziemniak?Cotojestziemniak?Ach…
Już

.rozumiał,bulwagerua.Statekmiałkształtgo-rua.

Nieregularny,pękaty,zlicznymiwyrostkami

sterczącymiwróżnychpunktachniczymkiełkikorzeniledwocowyklutych.

Obrazzbliżyłsięterazidokładniewidaćbyłojedenztransporterów,wnimsiedział

background image

ładowacz.Offskierował

swójwzrokwstronęsztolni,wktórąwjechałakolumnapojazdów.

Wewnątrzpanowałpółmrok.Namostku,gdzieśpodsufitemstałskryba.Notowałkażdy
przedmiot.Nadolepoganiaczeponaglalitych,którzypozostawilijużtowar,abyopuścili
statek.Ładowniabyłaolbrzymiaizgromadzonewniejzapasyiprzedmiotynie
zajmowały

chropowatejpłaszczyznypodłogi.NiewiadomoskądOffrozumiałwszystko,cosiętu
działo.

Ujrzałterazkorytarz,poktórymkręcilisiętechnicy.

Kieszenieichkombinezonówwypełniałynajróżniejszeprzedmioty,krany,kraniki,klucze,
rurki,wałki,światłowody.Kręcilisięnieustanniewewszystkichmożliwychkierunkach,
wponurejciszy,conajwyżejmiotającodczasudoczasuprzekleństwa.

Dotarłydoniegoznajbliższejkabinyfragmentyrozmowyoficerów.

—Najedenobrótprzedukładem.

—Tak.DojdziemytamprzezHiper.

—Potemnormalnie.

—Tak,potemnormalnie.

ObrazprzeniósłOffadoładowni.Skrybazamykał

notatnik.Zatrzaskiwałśluzyzaostatnimiładowaczamiopuszczającymipokład.Z
głuchymłomotemopadłaśluza.Echotegołomotuprzetoczyłosięprzezpuste,rude
płaszczyzny,rozpostartedalekojakokiem

sięgnąćnazewnątrzstatku.Tylkopojednejstroniewidaćbyłoniskibiałybudyneczeki
gęstezarośla.

Widokoddaliłsięznowu.Tymrazemogarniał

wszystkozjeszczewiększejwysokościniżna

początku.Ogarniałwzrokiemcałąwyspę,naktórejleżałkosmoport.

NależałaonakiedyśdoBoydu,potemdoOr-ratyaiijeszczekilkarazynazmianędokogo
innego,ażwreszcie,nakrótkoprzedPierwsząRewolucjądostałasięwwynikuukładów
Orra-tyaiitakjużzostało.

WtemOffujrzałnapełnymmorzutratwę.Niewielką,seledynową,dmuchanątratwę,aw
niejkilkuludzi.Narazieniepotrafiłokreślićiluichbyło.Chybaczterech.

Naglezobaczyłichjakprzezlornetkę,zbardzobliska,nienatyle,byrozpoznaćrysy,ale
wystarczającoblisko,bypoliczyć,żejestichpięciuiżewszyscysąmężczyznami.Za
nimi,dopołowyzanurzonawwodzie,chwiałasięnafalachgigantycznaniczym
zachodzącesłońce,zielonakula.

Offrozejrzałsiędookoła.Wyspęotaczałyin-

ne,rozkołysanenadużychprzypływowychfalach,kule!!Byłoichsześć.Sześćzielonych

background image

kuł,które,wiedziałtodoskonale,mogłytuprzybyć

niepostrzeżenietylkodziękiwywołanemuprzezniegozamieszaniuwValaco.Mogły
przybyć,byotoczyćwyspępierścieniemswychpól,nałożyćnajej

powierzchnięiniebosiatkęswychfalonieznanychiniesamowitychwłaściwościach.

Wtejchwilikuletraciłycorazwyraźniejswą

charakterystycznąbarwę.Zatracałsięniepokojącyiprzerażający,jakgoOffokreślał,
odcieńzieleni,zupełnienieznanejnaPhasangu.Powoliodbarwiałysięcorazbardzieji
miejscamiprzenikałjużprzezniekrajobraz,odległyhoryzont,nieboimorze.Wkrótce
znikłyzupełnieiOffniemógłdalejobserwowaćichzgrabnych,lekkichsylwetek.

Zatotratwadobiładobrzegu.Dobrzegupo-

łudniowego.Tęczęśćwyspypokrywałotrochę

brudnozielonejroślinności,wśródktórejstał,skrytyjednymrogiem,białybudynek
kosmoportu.Off

popatrzyłnapołudnie.Dalej,gdziemajaczyła

niewyraźnieszarawasmuga,niemalidentycznazesmugąmorzainieba,łączącymisięna
horyzoncie,widniałbrzegBoydu.Morzeniosłodochodzące

stamtądpomruki.

Offzrozumiał.TonadValacoiAltalemunosiłysięsmugidymów,toczyłysięciężkie
walki.Nowa

Ofensywatymrazempoważniezorganizowałaswojewystąpienia.Tamgdzieś,nie
wiadomopoczyjej

stronie,walczyliDageriAgis.Miałnadzieję,żepowłaściwejstronie.Sentymentalizm.
Sentymentalizmuniego?Nieznałtegouczuciainieznałtegopojęcia.

Zadawałsobienadaljednodręczącepyta

nie.Dlaczegowłaśnieon?Wiedział,żenieuzyskananieodpowiedzi.Nigdy.Totak,
jakbypytać,dlaczegodrzewo,którenazywamysur,maczerwoneliście,choćmogłoby
miećniebieskie,dlaczegotropsjańczycysąniebieskoskó-rzy,apiunelijczycymająciała
zabarwioneczerwono,niezaśnaodwrót.Albodlaczegovol-

łańczykównazywasięvollańczykami,anienaprzykładtrakidami.Pytaniabez
odpowiedzi.Niewytłumaczalne,nierozwiązame.

Tymczasemludziewyszlinapolanęświecącąjak

małałysinawkępielasu.Zatrzymalisię.Dyskutowalinadczymś.

Offwytężyłwzrokiprzyjrzałimsiędokładniej.

Bardzodokładnie.Obrazprzybliżyłmu

obserwowanych.Jeszczeniepotrafiłwprawnie

kierowaćzapomocąwolizmniejszaniemizwię-

background image

kszaniempolawidzenia,przybliżeniami.Przezchwilęzastanawiałsię,jaksiętodzieje,
lecznatychmiastdał

sobiespokój.Jakonipomniejszająipowiększająobraz?Jakżeżon,przeciętny
phasangańczykmożetozrozumieć?

Terazprzyglądałsięwięcpięciumężczyznomz

całkiembliska.To,cozobaczył,rozśmieszyłogoniemal.AleżtopięciuOffów!!

Pięciuplusjedenwbudynkutosześciu—pomyślał.

—Trzebazobaczyć,codziejesiętam,wśrodku.

Przestałobserwowaćmężczyznwmomencie,gdy

przywarowaliwtrawie,tużzagranicznąkępądrzew.

Patrole,krącącesięnaokołoiniemalocierającesięonich,jakośichniezauważały.

Kawalkadatransporterówdotarłajużdobia-

łegobudynku.Właśnieznikaływbrzuchuprzy-

cumowanegodokotwicznegosłupkaolbrzymiego

sterowca.ZanimobrazprzeniósłOffado

pomieszczeniapożegnalnego,sterowiecwzniósłsięizatoczywszyłuk,pożeglowałw
stronębrzegu

orratyaiskiego,turkocząckolorowąflagą.

Wewnątrzbudynkupanowałnieopisanygwar.

Pożegnaniadobiegałykońca.Offniezauważył

dziewczyny,któraprzyszłaodprowadzićjego

sobowtóra,niemógłtakżeodszukaćjejtowarzysza.

Tymczasemnazewnątrzpowstałnaglejakiśruch.

Rozmowyumilkły,ludzietłoczącsięicisnąc,przezoszklonedrzwiwylegliprzed
budynek.Pozłocistejpłaszczyźnie,szerokątyralierąmknęłowstronęstatku,cosiłw
nogach,pięciuOffów.OS-owcy,ustawieniwrzędzie,mierzylidonichzdługichkufipo
sekundzieseriarozrywającychsiępociskówrozprułapłytyiwznieciłakurz,któryzasłonił
uciekających.Oficerpieklił

sięiwzywałnapokładstatku.

—Halo!Statek?!Halostatek?!Zamknąćwłazy!

Pięciunieznanychosobnikówzamierzadostaćsiędośrodka!Wystawciestrzelców!

Kufownicyniepotrafilijednakzatrzymaćbiegnących.

—Dawaćpatrolowiec!!—wrzeszczałoficer.

Zachowywałsięjaknaliniifrontu,choćnigdyniewidziałwswymżyciuprawdziwego
frontu,conajwyżejwlaerzeczyoniku.Patrolowieczajechałzimpetem.

background image

Ledwozdążyłwyhamowaćprzedoficerem,ajużruszył

wmomenciekiedytamtenwchodziłdośrodka.Oficerporwanynagłympędemstracił
równowagę,alezłapał

sięlistwyiutrzymałwewnątrzpojazdu.

Sobowtórymiałydostatkujakieś1000metro-nów.

Patrolowiecgnałzanimizdzikimwyciemsyreny.Podlukamistatkuustawiałasięlinia
kufowników.

Biegnącychwziętoterazwpotrójnyogień.Odstronybudynku,odlukówstatkuiz
wnętrzapatrolowcasypał

sięnanichgradpocisków.Jakośnieudawałosięichtrafić.

Nagleodstojącejprzedbudynkiemgrupyludzi

oderwałosiętrzechmężczyzniruszyłowśladzasobowtórami.Przemierzalipłaszczyznę
wielkimi

skokami,niemalżemuskająctylkojejpowierzchnię.

Wśródnichbyłodwóchkosmonautówijedenz

kufowników.Przerwanoogień.Zapanowała

konsternacja.Jakiśoficernawoływałludziiwydawał

gorączkowerozkazy.Niemożnabyłoterazatakować.

Tymczasemsobowtórydobiegałyjużdostatku.Bylinawprostlukówistojących*niżej
strzelców.Tużzaichplecamipędziłpatrolowiec.Patrolowieczrównałsięzuciekającymi.
Miałichterazpoprawejstronieiwyrzucił

gęstąsieć.Siećzatoczyławysokiłukiopadłanapędzącesylwetkiplątaninąsznurów.

Pojazdzahamowałgwałtownie,strzelcyotwarli

szerokooczy,oficerwosłupieniuotworzyłnawetusta.

Wszyscyzniedowierzaniemwpatrywalisięw

spoczywającąnazłotejpłaszczyźniepustąsieć.

Sobowtóryznikły!Rozpłynęłysiępoprostu.

Zanastępnątrójkąpodążałjużkolejnypatrolowiec,turkoczącwpowietrzuprzygotowaną
zawczasusiecią.

Dogoniłbiegnących,nimprze-mierzyli200metronówiwystrzelonasiećztrzaskiem
spoczęłananich,

zapętliłasię,ścisnęła,powodująckłębowisko.Biegaczeciskalisię

wniejjakiśczas,ażwreszciedalispokój.Patrolowiecwracał,ciągnącichzasobą.Zanim
sunąłdrugipojazdzgłównymoficerem.

Wydawałosię,żezapanowałspokój.Odstrony

background image

statkupodjechałydwadużeixarywioząceekipy

techników.Zbliżałasięchwilastartu.Podścianąrozplątywanosiećiwydobywanozniej
biegaczy,którzypoprzebytymszokuzwolnawracalidosiebie.Byłaprzynichgrupka
oficerów.Odpędzanorodzinydwóchkosmonautów.Głównyoficerwprowadził
kosmonautówdoniewielkiejdyżurkiprzylepionejjaknarośldobokubudynku,żeby
przeprowadzićprzesłuchanie.Nie

siadającnawetzaokrągłymstolikiem,tużpo

zamknięciudrzwioficerrzuciłsięniemalnabliżejstojącegokosmonautę.

—Nazwisko!!—wycharczał.

Zdawałosię,żesłowawyrzucaneprzezwąskieusta,zadławiągo.Poczerwieniałijeszcze
razzaintonował,agłoszjechałmufalsetemdotenoru.

—Mównazwisko,kreaturo!!!

Oszołomienibiegacze,którzynieumieliwytłumaczyćsobie,cowłaściwiezaszło,
milczeli.Oficerzmiękł

nagle.Odwróciłsięnapięcieistałchwilę,wpatrzonywokno.Nowywybuchjegopasji
był,jeżelitowogólemożliwe,jeszczegwałtowniejszy.

—Niechceszsięodzywać,ścierwo!—krzyczał.

—RoyPololan—powiedziałcichostojącybliżejoficeraczłowiek.

—RoyPololan!PowiedzminatychmiastPololan,pocobiegłeśwkierunkustatku?!No,
odpowiadać!

—Niewiem.

—Niesądziszchyba,żeciuwierzę?!Przecieżnierobiłeśtegodlazdrowia!Ococi
chodziło?’.!

—No,nie—odpowiedziałstrapionyczłowiek.—Niebyłtobiegpozdrowie.

—Więcco?!…

—Niemampojęcia.Naglepoczułem…żemuszębiec.Poprostumuszę!Nicwięcejnie
wiem—

kosmonautanerwowokręciłsięnaboki,przekładająctonaprzód,todotyłuwielkie
dłonie.

—Aty?!—tymsamym,tonemoficerzwróciłsiędodrugiego.

—Mogęjedyniepowiedzieć—odparłtamten—że

poczułemtosamocoRoy.Nieprzepartąchęćbiegu.

Tylkotyle.Todziwne.Cośtakiegonigdydotądmnieniespotkało—zdawałsiębyć
autentyczniezdziwionycałymtymwydarzeniem.

Oficerzastanowiłsię.Niebyłgłupimpracownikiem,choćmożetrochęimpulsywnymi
nieopanowanym.W

background image

głosachbadanychkosmonautówniewyczułfałszu.

Zdarzenieto,wpołączeniuzraptownymzniknięciempięciuludzi,wyglądających
identyczniejakInsOffzeStraporu,którytymczasemgdzieśprzepadł,

wymykającsięzsidełOS,należałouznaćzawysocealarmujące.Tamcibiegacze,podobni
doOffa,bylizatemtylkozłudzeniem.Należałoterazposzukaćsprawcyrzekomegocudu,
którymusiałtutajgdzieśbyćimusiałzostaćprzezkogośnasłany.Znaczyłotopozatym,
żekordonbyłnieszczelny,askorotak,toiktośinnymógłsiętutajdostać.

Oficerpodrapałsiępogłowie.

Jaktomożliwe,żebynaszkordonniebyłszczelny?

—myślał.—Nie,toprzecieżzupełniewykluczone.Ajednak?Musianoczegośniedo-
pilnować.Dobra.Stop.

Tymtrzebasięzająć,aletojedna,araczejdwiesprawy.Atatrzecia?Wjakimceluci
ludzie—spojrzał

naprzesłuchiwanych—biegliwkierunkustatku,skorozakilkaminmoglisięznaleźćw
jegownętrzuwnajzwyklejszysposób,takjaktobyłozaplanowane?

Wyglądałotonajakieśotumanienie,zaćmienieumysłualbocośpodobnego.Chybaże?…
Tak!Ongdzieśtujest!Gdzieśtutajkryjesięnieuchwytnynapastnik!

—Wystarczy—rzekłoficergłosemjużopa-

nowanym.—Zostanieciezatrzymani.Oczywiście,żenigdzieniepolecicie.

—Szeregowy!!—zwróciłsiędostojącegoprzy

drzwiachOS-owca.—Będziecieichpilnować!Aleprzedtemdajciemituliniowych.

—Takjest—szeregowyzasalutowałisprężystymkrokiemwyszedłzpomieszczenia.

Pokilkusekundachwpadlidodyżurkidwajliniowi,zdyszaniispoceni.Wyprężylisię
przedoficerem,ichczerwonebutynawysokichcieniutkichkoturnachtrzasnęłyosiebie
przepi-sowfo.

—Panowie—powiedziałoficer.—Maciedwa

zadania.Należyszukaćprojektoraitego,ktogouruchomił.Toraz.Niewiem,gdziemoże
byćanijakmożewyglądać.Todwa.Cosłychaćnastatku?Iledostartu?

—Kosmonaucisąjużwewnątrz.Zachwilępróbny

rozruch.Dostartu20min.

—Więcbraćsiędoroboty!

—Takjest—zasalutowaliiwybieglinazewnątrz.

Wszystkichludzipróczczłonkówochronyikordonuspędzonodopomieszczenia
pożegnalnego.Zaczętoichnanowosprawdzać.Częśćkordonurozproszyłasiępocałym
terenie,przeszukiwałazakamarkiwyspy.

Wzbiłysięwpowietrzebojowebobonsyilustrowałyteren.

background image

TymczasemCzłowiekskupiłsię.Skupiłsiębardzo.

Musiałsiędoprowadzićdomaksymalnejkoncentracji.

Czuł,jakfalejeszczeniezbor-ne,gaszącesię

nawzajem,przepływająprzezszarąmasęjegomózgu.

Skupiałje.Byłgotów.Wstrzymałichpęd,tworzączaporę.Jeszczechwila.Czuł,jak
napierają,chcącrozsadzićmuczaszkę.Tosprawiłonajwiększą

trudność.Niemógłbyćbliżej.Niemógłbyćbliżej,anatęodległośćfalapotrzebowała
dużejmocyiolbrzymiejintensywności.

Długotoobliczaliizastanawialisię.Przeka-źnik-fatamorgmożnabyłoumieścićjedynie
wbudynku

kosmoportu.Stąddostatkupozostawałojeszcze2000

metronów.Koncentratypolaumieszczonowodległości600-800metronówodbrzegu
wyspy.Odnajbliższejkuli-koncen-tratybyłodofatamorga3000metronów.W

sumie5000metronówplusdzielącaCzłowiekaod

miejscaakcjiprzestrzeńkosmiczna.Ulokowalisięnaorbiciesąsiedniejplanety.

Alestop.Fatamorgdałznak,żejestgotówiwszystkiemanewryodciążającesąwpełnym

toku.

Człowiekodliczałwtejchwiliwmyślach.Fala

sączyłasięcienkąstrugą,całajejmocdrzemałajeszczezanapiętąbarierą.Mózg
przeciążonyw9/10.Faladocieraładofatamorgasłabiutkairozmyta,mimowzmocnienia
przezkoncentraty.

EnergianapływaładomózguCzłowiekaiwzbierałaniczympowodziowafala.Burzyłasię
zasztucznątamą,którejkruchośćbyłajednaktylkopozorna.Prędzejrozerwałobymu
czaszkę,niżbytakruchazaporapuści-

łafale.Iczuł,żezachwilętosięstanie.Czuł,żejeszczemoment,aczaszkapopękamuw
tysiącu

miejscach,mózgwystrzelijakpetardairozmażesięnamiękkimoparciufotela.Myślałjuż
tylkoojednym.

Powtarzałjednosłowo.Magiczne.Koncentrujące,jednoczącewszystkieprądywspójny,
półżywy,

półrozumnytwór.

—Już!!!Jęknął.Zaporaotwarłasię.Wjednym

ułamkusekundyprzedoczamiCzłowiekaprzewinąłsięcałyrozkazzewszystkimi
szczegółami,całaakcja,którazachwilęsięrozegra,przemknęłajakna

przyspieszonymfilmie.Wypuszczonanaglefala

przecięłaprzestrzeńniczymlancailekkorozproszonaprzezstarciezatmosferąplanety

background image

dotarłado

koncentratów.Koncentratyprzechwyciłyją.Oczyściłyrozproszenia,przezwielkie
mechanizmyprzebiegał

dreszcz.Falazostałaspowolniona.Odbitaprzezfalowezwierciadłasączyłasięterazz
mocąrówną

mocywypromieniowaniazmózguCzłowiekadomózgufatamorga.Fatamorgnadał
sygnałizacząłdziałać.

Technikpokładowy,któregowybranozewzględunaniecosłabszeparametrynerwowei
prądowe,coprzytejodległościmiałodużeznaczenie,siedziałwswoimfotelu.Spoglądał
naekranipilnieśledziłwskaźnikmiarowoporuszającysiępopłaskiejtarczy.Zaczynał

się

próbnyrozruch,wktórymjegorolaograniczałasiędojednegosłowa.Słowototrzeba
byłopowiedziećwodpowiednimmomencie.Czekałwłaśnienaten

momentimiałjużwszystkiegopowyżejuszu,choćnicsięjeszczeniezaczęło.

Naglepoczułcośdziwnego.Sercezałomotałomu

gwałtownie.Przestraszyłsię.Całyażskurczyłsięwfoteluzestrachu.Iraptemdziwne
uczucieminęło.

Technikrozprężyłsię.

Cosięstało?—niemógłsięskupić.—Skądtamtenstrachinagłełomotanieserca?

—Rozruchanalizatora—usłyszałzgłośnika.

—Jest!—wyrzuciłzsiebieinacisnąłbiałyguzikpolewejstroniepulpitu.

—Dobra—popłynęłozgłośnika.

Odetchnął.

Iwtedynadeszładrugafala!Tabyłaowiele

potężniejsza.Technikowiwydawałosię,żeoszalejezestrachu,żeprzykażdymuderzeniu
sercawyskakujemuonoażdokrtani.Skroniepulsowały.

Fatamorgstałwrogujednejztoaletzupełnie

zesztywniały.Przezjegokwantomózgpłynęły

kierowanefale-rozkazy.Byłterazbezpośrednio

połączonyznaturalnymmózgiemCzłowiekawstatku.

Technikwstał.Działałjakweśnie.Wyszedłprzeznawpółuchylonedrzwinakorytarz.
Zszedłdoładowni.

Niezastałtamnikogo.Starającsięprzypomniećsobie,gdziemożebyćmłot,lustrował
pomieszczenie.Jegozmysły,wyostrzonedogranicmożldwości,nastawionebyłyna
jedno.Wreszcieprzypomniałsobie.Odgrzebał

młotspodwarstwypojemników.Wziąłgowrękęiruszyłwstronękomorygeneratora

background image

hiperprzestrzeni.

Tampowinienzastaćtylkojednegoczłowieka.Wszedł

dogeneratorawchwili,gdytamtenodwróconybył

plecami.Młotschowałzasiebie.Tamtenzerknąłprzezramię.

—A,toty—rzucił.—Poczekajchwilę,mamtu

przewóddozłączenia.Rozlutowałsię,zawszejestznimkłopot.

Techniknicnieodpowiedział.Zrobiłkrokdoprzodui,wydającdzikicharkot,zamachnął
sięmłotem,któryrozłupałczaszkękucającegonadprzewodami

człowieka.

Terazniebyłojużżadnychprzeszkód.Podszedłdobocznegopulpituikilkomaciosami
skruszyłopornąpowłokę.Odrzuciłmłot.Jegoręcesprawnieszukałynieznanych
drucików.Fatamorgskoncentrowałsię.

Technikznalazł.Właśnietedwa.Złączyłjezesobą.Namomentprzygasłoświatłoizaraz
potemrozległsięostrzegawczygwizd.

Silnywybuchtargnąłsiódmympokładem.Generatorwrazzcałympomieszczeniem
przestałistnieć.ObrazzachwiałsięnamomentwoczachOffaiprzekształciłwwidok
toaletkosmoportu.

Oficerwpadałdoposzczególnychkabin,prze-

szukującjekolejno.Czemudopieroterazprzyszłomutonamyśl?!Niewiedział,żenie
mogłobyćinaczej.

Dotarłwreszciedoostatniej.Offwidziałwszystkodokładnie.Oficerszarpnąłdrzwi.
Zamknięte.Naparłnaniebarkiemiustąpiły.

Zamarł.Wewnątrzstałwyprężonyjakstruna

sobowtórOffa.Oficeruniósłkufę.Padłstrzał.Fatamorgzbladł,zafalowałinagleOff
zauważył,żezaczynasięprzekształcać—najpierwwjakiegośmężczyznę,

potemskórajegozrobiłasięniebieska,rysyupodobniłysiędorysówBiktenna,skóra
zbielała.NagleBiktennowizaczęływyrastaćzczaszkirudewłosy.Ichdługość
powiększałasięwprzerażającymtempie,ażprzestałyrosnąć,zakręciwszysięna
wysokościpiersi.

Jednocześnieztwarząizcałąresztąciałazaczęłosiędziaćcośdziwnego.Przezkorpus
przebiegały

regularnedrgnienia.Oficerwpatrywałsięwtozjawiskozupełnieosłupiały.Wreszcie
zmianyprzestały

zachodzić.PrzedOffemstaławcałejswejokazałościTeria.

Awięctotak—pomyślałInsiniezdążyłjeszczetejmyślidokończyć,gdywpatrzonaw
przestrzeń,

uśmiechniętatwarzdziewczynyrozpłynęłasię,

background image

rozmazała.Całasylwetkastawałasięprzezroczystaipochwilizniknęłajużzupełnie.

AwięctotakjestztobąTeria?—pomyślałOff.—

Podejrzewałto.Imiałrację.

Człowieknaodległymokręciehiperprze-strzennymopadłnapoduszkifotelazupełnie
wyczerpany.Nigdydotądniewydawałpoleceńfatamorgowi,

umieszczonemuwtakiejodległościodcentrumakcji.

Przeważniefatamorgporuszałsięwsamymjejśrodku.

Nadchodziłlekarz.

—Douniwermedu!—rzuciłtylko,spojrzawszynaczłowiekawfotelu.—Wyczerpałago
zu-pełnietaprojekcja.Pozwoliłemnacośtakiegopierwszyiostatniraz!

Lekarzbyłzły,aleCzłowiekwiedział,żejest—

podobniejakion—zadowolony.Akcjaudałasię.

Kilkanaścieosóbnaplaneciebędziesobiecośmgliściewyobrażać,resztapozostaniew
przekonaniu,żetoonisamiuniemożliwiliinwazjęnaichplanetę.Gazetynapiszą:„Próba
inwazjinieudałasiędziękinamwszystkim”.Tak.„Dziękinamwszystkim”.

Offocknąłsięnapodłodzeswegopokoju.Potoczył

jeszczeniezbytprzytomnymspojrzeniempo

zdemolowanymwnętrzu.

Czyżbytowszystkomusięśniło?Nie.Przypominał

sobiekażdy,szczegółdokładnie.Icośjeszcze.W

dziesięćminpóźniejwieleczołowychosobistościiludnośćwielkichimałychmiast
wszystkich

kontynentówwiedziałojużonieudanejPróbieInwazji.

ZieloneKule—koncentratypola—zniknęłyzpowierzchniPhasangu.Terazjego
mieszkańcymoglijużposługiwaćsięhiperprzestrzenią.Terazjużdoniejdorośli.

Offsiedziałnadbrzegiemmorza.Piasekbył

wilgotny.Faleodpływałyukazująckamienistedno.

Odpływdopierosięzaczynał.Offczułsięprzytłoczonytym,cozaszło.Terazodpoczywał.
Pozostałownimjednaksporoniepokoju.

Zdawałsobiesprawę,żejestpróczniegojeszczekilkunastu,którzyprzeczuwająprawdę.
Niemiał

pewności,czyorientująsięrównież,skądpochodząNieuchwytni.Onwiedział,żesondę
phasangańskąnasączonojakgąbkęfałszywymi

obrazamisprzedseteklatcywilizacjiSol,Byłatoprowokacja.Test.

Amożezastrzykpostępu?Zastrzykdlaświadomości,botechnikaPhasanguotrzymałajuż

background image

niejedenzastrzykodsolańczyków.

Wydawałomusię,żeNieuchwytnipozostawilina

swójtematwumyślekażdego„wybranego”równiemglistewyobrażenieosobie.Musi
koniecznie

przekazaćto,cosamwie,innym.Musiodnaleźćtych,którzywiedzą.

Niebędzietotrudne.Przypuszczalnieionijużgoszukają.

JakaśzabłąkanamocniejszafalaspieniałasięnakamieniachiliznęłabutOffabiałą
grzywą.

Zapadłzmrok.Walkimulicachmiastwygasłyjużkilkagodzintemu.Sprawabyła
przesądzona.TajnaRadaiOS,atakżeStraporniemoglisiędługo

utrzymać.Kapitulowaływciągugodzinpowiadościach,jakienadeszłyzkosmoportu.
Kapitulowały

bezpowrotnie,awrazznimikapitulowałdawnysystem,myśle-nią.Phasangwdzierałsię
nanastępnyszczebelwkosmicznejdrabinienarodów.

BrzegiemnadchodziłaTeria.NaszczęściedlaOffazawzórfatamorga,którykierował
jegomyślami

posłużyłaNieuchwytnymphasangan-ka.OdszukaniejejbyłopierwszymzajęciemInsapo
powrociedoświadomości.Trochęsobiewyrzucał,żezamiastzająćsięnajpierw
działaniemnakorzyśćogółu,zaczął

załatwiaćswojeprywatnesprawy,aleprzyrzekłsobie,żetojużostatniukłonwstronę
staregosposobubyciaimyślenia.

—Dokądidziemy?—zapytał.

—Popatrzećnagwiazdy?

—Nie!Nie!Tylkonieto.Naraziemamzupełniedośćgwiazd.Lepiejchodźmydo
InbukkDelanposłuchaćipopatrzyćnamuzykę.

Zaichplecaminaulicachrozbłyskałyświatła.Valacowracałodonormalnegożycia.


Document Outline