background image

Czesław Rajca
Głód na Ukrainie
Głód na Ukrainie
i
Czesław Rajca
Głód na Ukrainie
luwd*
Wydawnictwo
WERSET Lublin 2005
Polski Fundusz
Wydawniczy w Kanadzie
Toronto 2005
Redakcja naukowa: Hubert Łaszkiewicz Projekt okładki: Agata 
Pieńkowska Korekta: Maria Łaszkiewicz Skład: Artur Wojteczko
© Wydawnictwo Werset, Lublin 2005
© Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Toronto 2005
© Czesław Rajca
Książka została wydana we współpracy
z Polskim Funduszem Wydawniczym w Kanadzie
ISBN 83-6OI33-O4-2
Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie P.O. Box 173, Postał Station 
„B" Toronto, Ontario, Canada M5T 2T3
Wydawnictwo „Werset"
tel. (+48 81) 524 16 52, fax (+48 81) 524 16 53
www.werset.pl; e-mail: biuro@werset.pl
Druk:
Opole, ul. Niedziałkowskiego 8-12
„Jakby wy znały panyczi
De ludy płaczut' żywuczi
To wy b ełehij ne tworyły
Ta marne Boha b ne chwałyły
Na naszi slozy smijuczyś."1
Taras Szewczenko

Zawiedzione nadzieje
W połowie XIX wieku, kiedy w różnych częściach Europy nasiliły się 
ruchy narodowowyzwoleńcze, na Ukrainie nie odnotowano narodowego 
zrywu. W tym czasie około 80% ziem ukraińskich należało do Rosji, 
a blisko 20% do Austrii. Poddanymi Romanowów i Habsburgów byli w 
ponad 90% chłopi, w ogromnej większości pańszczyźniani. Ich 
pierwszoplanowym celem było wyzwolenie się ze szlacheckiego 
poddaństwa. Ziemianie, od których byli zależni, z reguły nie byli 
Ukraińcami. W imperium rosyjskim byli to Rosjanie i Polacy. W 
monarchii Habsburgów, na terenie Galicji Wschodniej ziemie były 
własnością polskich właścicieli ziemskich, na Bukowinie - 
rumuńskich, a na Zakarpaciu - węgierskich. Stąd też chłopi, 
domagając się uwłaszczenia, walczyli o ograniczenie prawa obcych 
do dysponowania ukraińską ziemią.
Poddani wiedeńskiej monarchii byli w znacznie korzystniejszej 
sytuacji niż ich ziomkowie zależni od carów moskiewskich. Już w 
końcu XVIII wieku objęci zostali korzystnymi reformami józe-

background image

fińskimi. Zakazano bezzasadnego rugowania włościan, zabroniono 
włączania do folwarków chłopskiej ziemi i ograniczono pańszczyznę 
do 3 dni w tygodniu. Chociaż na początku XIX wieku zostało 
zahamowane reformowanie stosunków wiejskich, chłopi byli 
przekonani, że cesarz ochraniał ich przed pańską samowolą, 
doprowadzając w połowie XIX wieku (1848 r.) do uwłaszczenia, 
dzięki czemu otrzymali na własność uprawianą dotychczas ziemię.
Kiedy wieś w cesarstwie austro-węgierskim wchodziła na drogę 
nowoczesnych przemian, w imperium rosyjskim panowała stagnacja, a 
nawet zmieniało się na gorsze. Doszło do tego, że na lewobrzeżnej 
[częs'ć Ukrainy położona na lewym brzegu Dniepru - red.] i 
południowej Ukrainie w końcu XVIII wieku zmuszono do odrabiania 
pańszczyzny wolnych do tego czasu Kozaków. Taras Szewczenko, który 
w wieku 24 lat został wykupiony z poddaństwa od właściciela jego 
rodzinnej wsi, w niejednym swym utworze wspomina o doli wsi 
pańszczyźnianej. W poemacie z 1850 roku czytamy:
„Ja baczyw pękło...Tam newola Robota tiaszkaja, nikoły I pomołytyś 
ne dajut' Tam matir dobruju moju, Szcze mołoduju - u mohyłu, Nużda 
ta prącia położyła. Tam bat'ko, płaczuczy z dit'my (A my mali buły 
i holi) Ne wyterpił łychoji doli, Umer na panszczyni... A my 
Rozlisłysia meży lud'my, Mow myszeniata. Ja do szkoły — Nosyty 
wodu szkolaram."2
W imperium rosyjskim chłopi zostali uwłaszczeni przez Aleksandra 
II w 1861 r. na warunkach mniej korzystnych niż w monarchii 
austro-węgierskiej, bo nie uzyskali wszystkich użytkowanych 
gruntów. W guberniach na wschodzie utracili na rzecz folwarków 
ponad milion hektarów ziemi.
Na prawobrzeżnej Ukrainie [część Ukrainy położona na prawym brzegu 
Dniepru - red.] w pierwszej połowie 1863 r. wprowadzanie reformy 
uwłaszczeniowej zbiegło się z wybuchem polskiego powsta-
nia, które większych sukcesów nie odniosło, ponieważ chłopów 
ukraińskich nie zdołano nakłonić do jego poparcia, a odwieczne 
zatargi ze szlachtą sprawiły, że dali się oni namówić Rosjanom do 
zwalczania powstańców. Po powstaniu skonfiskowanych zostało około 
150 polskich majątków, a ponadto ziemianie zostali obciążeni 
podatkami, co przyczyniało się do ich bankructwa. Na początku XX 
wieku w rękach polskich posiadaczy pozostało już tylko około 50% 
majątków ziemskich na Ukrainie.
Po uwłaszczeniu zmieniała się wieś ukraińska. Wzrastająca 
sukcesywnie warstwa chłopska coraz dotkliwiej odczuwała brak 
ziemi. Powiększała się liczba ludności bezrolnej, a słabo 
rozwinięty przemysł hamował jej odchodzenie do miast. W 
poszukiwaniu chleba chłopi wyprawiali się na wschodnie tereny 
imperium - w zagospodarowaniu azjatyckich odległych ziem wzięło 
udział ponad dwa miliony ukraińskich chłopów.
Głód ziemi sprawiał, że dla mieszkańców wsi solą w oku były 
pozostające w rękach rosyjskich i polskich właścicieli ziemskich 
dworskie łany, na których chłopi chętnie byli widziani jedynie 
jako tania siła robocza. Niezadowolenie wsi przejawiało się w 
antydwor-skich wystąpieniach, szczególnie częstych w latach 1905-

background image

1906, co w znaczący sposób wzmacniało rewolucyjne wrzenie w 
miastach.
Władze carskie z niepokojem odnosiły się do chłopskich wystąpień 
na Ukrainie, ponieważ ziemie te zabezpieczały stabilność 
żywnościową imperium. W końcu XIX wieku 25% produkcji zbóż, przy 
czym pszenicy około 50%, pochodziło z Ukrainy. Właśnie stąd w 
latach 1895-1898 do krajów Europy Zachodniej wyeksportowano około 
1,5 tysiąca ton zboża.
Carat zaniepokojony nasilającymi się wystąpieniami rewolucyjnymi 
czynił starania zmierzające do zneutralizowania niezadowolenia 
ludności wiejskiej. Temu celowi miał służyć wydany 9 listopada 
1906 r. dekret zezwalający chłopom na występowanie ze wspólnot 
gminnych i zakładanie indywidualnych gospodarstw. Reforma ta, od 
nazwiska odpowiedzialnego za jej realizację, zwana była stołypi-
nowską. Na Ukrainie, gdzie cieszyła się powodzeniem, do 1912 r. 
skorzystało z niej 226,5 tys. chłopów. Opuszczali wieś i tworzyli 
gospodarstwa kolonijne, zwane chutorami. Ze wspólnot uzyskali oni 
około 2 miliony hektarów ziemi, czyli jeden gospodarz posiadał 
średnio około 8 hektarowe gospodarstwo. Tak naprawdę były to 
gospodarstwa większe, ponieważ ożywił się obrót ziemią i 
zamożniejsi przyłączali do chutorów grunta biedniejszych sąsiadów. 
Kupowano również ziemię dworską, co ułatwiały kredyty Banku 
Włościańskiego. W wyniku parcelacji do rąk chłopskich przeszło na 
Ukrainie ponad 1,2 miliona ha ziemi dworskiej. Pod względem 
gospodarczym reformę Stołypina należy oceniać pozytywnie. 
Zwiększył się stan posiadania chłopskiego, ziemia stawała się 
towarem, umocniła i zwiększyła się warstwa zamożnych i 
przedsiębiorczych rolników, którzy podjęli trud unowocześniania 
zacofanego gospodarstwa wiejskiego.
Zaplanowana przez Moskwę reforma stołypinowska spowodowała również 
wiele złego. Zakazano sprzedawania książek w języku ukraińskim, 
nie wyłączając religijnych. Likwidowano ukraińskie organizacje 
polityczne, społeczno-gospodarcze i oświatowe. Zabroniono 
organizowania imprez kulturalnych itp. Piotr Stołypin uważał 
bowiem, że „historycznym zadaniem państwowości rosyjskiej jest 
walka z ruchem obecnie nazwanym ukraińskim, który dąży do 
odrodzenia starej Ukrainy"3.
Zapowiedzi rosyjskiego dygnitarza mimo wysiłków nie zostały 
zrealizowane. Nie sposób było całkowicie zahamować ukraińskiego 
odrodzenia. W utrudnionych warunkach prowadziły działalność 
ugrupowania polityczne i wzrastało przekonanie, że niezależna 
Ukraina spełni oczekiwania swych obywateli. Wprawdzie na I wojnę 
światową wyruszyli Ukraińcy, podobnie jak Polacy, w różnych 
mundurach wrogich sobie armii, to jednak u boku wojsk austro-
węgierskich przeciwko wojskom carskim wystąpił 7 tysięczny legion 
Siczowych Strzelców z nadzieją wywalczenia ukraińskiej 
niepodległości.
io
Po upadku caratu, 16 marca 1917 r. powołano w Kijowie Centralną 
Radę. Miała ona reprezentować wobec Rządu Tymczasowego z 
Piotrogrodu ukraińskie interesy narodowe. Ważnym wydarzeniem było 

background image

powołanie w końcu czerwca 1917 r. Sekretariatu Generalnego 
Centralnej Rady, który zajął się tworzeniem administracji 
terenowej i organizowaniem wojska. Pracami Centralnej Rady 
kierował wybitny historyk Mychajło Hruszewśkyj, na stanowisku 
premiera stanął Wołodymyr Wynnyczenko — literat, a sprawy wojskowe 
powierzone zostały Symonowi Petlurze.
Burzliwe przemiany sprawiły, że zmieniały się plany co do 
przyszłości Ukrainy, a ogłaszano je w specjalnych uniwersałach. W 
czwartym uniwersale z 22 stycznia 1918 r. proklamowano Ukraińską 
Republikę Ludową państwem niezależnym.
W ciągu niespełna roku Centralna Rada przeprowadziła Ukrainę z 
podporządkowanej rosyjskiemu imperium prowincji do niezależności. 
Było to jednak dopiero rozpoczęcie budowy własnej państwowości. 
Największym zagrożeniem dla niepodległej Ukrainy byli bolszewicy, 
którzy nasilili swoją działalność.
Niebezpieczeństwo bolszewizmu zostało zepchnięte na dalszy plan po 
podpisaniu w Brześciu 9 lutego 1918 r. traktatu pokojowego z 
państwami centralnymi. Zgodnie z nim Niemcy i Austro-Węgry 
zobowiązały się do pomocy wojskowej, a Ukraina do dostarczenia tym 
państwom żywności.
Na Ukrainę wkroczyły wojska niemieckie oraz austriackie i 
bolszewicy zostali zepchnięci na obrzeża państwa. W 
przeciwieństwie do innych części carskiego imperium nad Dnieprem 
panował względny spokój, ale wojska niemieckie zachowały się jak 
okupanci. Niechętnie odnosiły się do Centralnej Rady i wspierały 
jej konserwatywnych przeciwników. W końcu kwietnia 1918 r. 
wspomagane przez Niemców siły konserwatywne dokonały przewrotu. 
Obradująca w Kijowie Partia Włościańska, skupiająca ziemian i 
bogatych chłopów, okrzyknęła Pawło Skoropadśkiego hetmanem 
Ukrainy.
ii
Pawło Skoropadśkyj - ziemianin i były carski generał - ogłosił się 
jedynowładcą i przemianował Ukraińską Ludową Republikę na 
Ukraińskie Państwo, a okres jego rządów określany jest mianem 
hetmanatu. Wstrzymano wprowadzone przez Centralną Radę reformy 
socjalne. Przedłużono dzień pracy w zakładach przemysłowych, 
zaprzestano reformy rolnej, a nawet z rąk chłopskich do 
ziemiańskich wracała ziemia rozparcelowanych majątków. Na wsiach 
dotkniętych rabunkowym ściąganiem płodów rolnych oraz w większych 
ośrodkach przemysłowych wybuchały bunty, do spacyfikowania których 
kierowano niemiecko-austriackie oddziały wojskowe i ukraińską 
policję, zwaną Hetmańską Wartą. Kiedy wojska niemieckie i 
austriackie w grudniu 1918 r. opuszczały Ukrainę, hetman 
Skoropadśkyj również wyjechał z Kijowa.
Po blisko ośmiu miesiącach rządów hetmańszczyzny lewicowi 
działacze ukraińskiego odrodzenia, znani z działalności w 
Centralnej Radzie, przystąpili do odbudowy ludowej republiki. W 
połowie listopada 1918 r. powołany został w Białej Cerkwi 
Dyrektoriat, w którym W. Wynnyczenko objął kierownictwo, a S. 
Petlura stanął na czele wojska. Rozpoczęło się powstanie przeciwko 

background image

Niemcom i het-mańczykom. Kampania została zakończona 14 grudnia 
1918 r. wkroczeniem Petlury do Kijowa.
26 grudnia 1918 r. Dyrektoriat ogłosił deklarację ideowo-progra-
mową. Podano w niej do wiadomości, że Ukraińska Republika Ludowa 
jest krajem wolnym od karnych ekspedycji, a wszystkie zarządzenia 
hetmańskie niekorzystne dla chłopów i robotników tracą swą 
ważność.
Nadzieje Dyrektoriatu na uzyskanie szerokiego poparcia nie zostały 
niestety spełnione. Ludziom niełatwo było zdecydować, komu 
uwierzyć i udzielić poparcia, bo chętnych do rządzenia krajem nie 
brakowało. Dla Dyrektoriatu najgroźniejszym przeciwnikiem byli 
bolszewicy, arcymistrzowie w przekonywaniu ludzi pracy do 
wspaniałych planów powszechnego dobrobytu. Zapewniali o szybkiej
12
realizacji nawet nierealnych postulatów. Oprócz spełnienia takich 
powszechnych żądań, jak ziemia dla chłopów, fabryki dla robotników 
czy szkoły dla wszystkich dzieci, u bolszewików robotnikowi 
powierzano kierownictwo fabryki, prosty żołnierz zostawał dowódcą, 
woźny sędzią, i tak można by mnożyć zapewniane przez władzę 
radziecką możliwości awansu.
Spełniając marzenia Ukraińców o własnym państwie, bolszewicy po 
zajęciu na początku 1919 r. Charkowa utworzyli Ukraińską 
Socjalistyczną Republikę Radziecką, ale o tym, że była ona 
całkowicie zależna od Moskwy, nie wspomniano. Po umocnieniu się w 
Charkowie Armia Czerwona ruszyła na Kijów. Wojska Dyrektoriatu nie 
zdołały powstrzymać bolszewików, ponieważ na ich stronę przeszedł 
Matwij Hryhoriew z wieloma tysiącami żołnierzy oraz sporo atama-
nów, w tym tak znaczących, jak Zełenyj i Nestor Machno.
Po utracie Kijowa władze Dyrektoriatu przeniosły się do Winnicy, 
skąd po pewnym czasie udały się do Kamieńca Podolskiego. 
Niepowodzenia frontowe pogłębiły rozbieżności wewnątrz 
Dyrektoriatu. Wynnyczenko był zdania, że dla dalszych losów 
Ukrainy korzystne będzie zawarcie porozumienia z bolszewikami. 
Innego zdania był Petlura postulujący szukanie pomocy u państw 
Ententy, której wojska interwencyjne, głównie francuskie i 
greckie, opanowały południowe tereny kraju. Zwyciężyła koncepcja 
Petlury i on objął stanowisko przewodniczącego.
W dążeniu do uzyskania niepodległości Ukraina nie była monolitem. 
W Galicji Wschodniej jesienią 1918 r. przystąpiono do budowy 
niepodległego państwa na ziemiach wchodzących w skład monarchii 
austro-węgierskiej. 19 października 1918 r. we Lwowie Jewhen 
Petruszewycz obwieścił powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki 
Ludowej. 1 listopada 1918 r. po opanowaniu przez Ukraińców Lwowa 
rozpoczęła się wojna ukraińsko-polska. Po kilku tygodniach Polacy 
wyparli wojska ukraińskie ze Lwowa i odnosili coraz większe 
sukcesy w terenie. Zawarte 22 stycznia 1919 r. porozumienie rzą-
dów ukraińskich miało symboliczne znaczenie. S. Petlura zagrożony 
przez Rosjan czerwonych i białych nie mógł nawet myśleć o wsparciu 
zachodnich rodaków. Odwrotnie, to dzięki ich pomocy prze-trwał 
Dyrektoriat, którego wojska w połowie 1919 r. zostały zagrożone 
przez bolszewików. Uratowała je z opresji Ukraińska Galicyjska 

background image

Armia, która, uciekając przed Polakami, uderzyła na bolszewików, 
zmuszając ich do odwrotu.
Na niewielkim terenie w rejonie Kamieńca Podolskiego rezydowały 
dwa rządy i rozlokowane były dwie armie niepodległej Ukrainy. O 
powołaniu jednolitej władzy nie było mowy. Dla przybyłych z 
Galicji największym wrogiem Ukrainy byli Polacy, tymczasem to z 
nimi S. Petlura podpisał we Lwowie 16 czerwca 1919 r. zawieszenie 
broni, bo według niego zagrożeniem dla niepodległości byli 
Rosjanie — obu kolorów.
Zgrupowani w dwu obozach zwolennicy niezależnej Ukrainy znaleźli 
się na marginesie wydarzeń. Nie mieli większego wpływu na przebieg 
walk bolszewików z białą armią rosyjskiego generała Antona 
Denikina, który wspomagany przez państwa Ententy rozpoczął wiosną 
1919 r. ofensywę przeciw bolszewikom. Dążąc do odbudowy 
rosyjskiego imperium, zwalczał też niepodległościowe poczynania 
Ukraińców. Nie wyzwalali oni ludności od czerwonego terroru. Wręcz 
odwrotnie terror białych Rosjan był znacznie bardziej masowy i 
krwawy. Rozstrzeliwanie zwolenników rewolucji i niepodległej 
Ukrainy, puszczanie z dymem pacyfikowanych wsi i odbieranie 
chłopom ziemi było na porządku dziennym. Zwalczając wszelkie 
przejawy odrodzenia narodowego denikinowcy palili ukraińskie 
księgozbiory, a w Kijowie zburzyli niedawno wzniesiony pomnik 
Tarasa Szewczenki. Takie postępowanie było na rękę bolszewikom, bo 
kiedy późną jesienią przeciwko wojskom Denikina ruszyła ofensywa 
Armii Czerwonej, to otrzymała ona poważne wsparcie licznych 
oddziałów chłopskiej partyzantki. Atamani, nie wyłączając N. 
Machno, pomogli w rozbiciu białogwardzistów. Docenił to 
Włodzimierz Lenin, który
w specjalnym liście zapewniał robotników i chłopów ukraińskich, że 
ich dążenia społeczno-gospodarcze, kulturalne i polityczne zostaną 
zrealizowane.
W drugiej połowie 1919 r. brakowało powodów do optymizmu w obydwu 
obozach niepodległościowych. Zgrupowane nad Zbru-czem armie 
niszczone były nie na polu walki, a przez epidemię tyfusu. Na 
skutek braku lekarstw śmiertelność była ogromna, powodując straty 
sięgające 70%. Na domiar złego pogłębiły się rozbieżności 
polityczne. Ostatecznie drogi obu formacji rozeszły się, kiedy 19 
listopada 1919 r. Armia Galicyjska odeszła pod rozkazy Denikina. Z 
tyfusowej stagnacji zostali też wyrwani na początku grudnia 
żołnierze Ukraińskiej Republiki Ludowej. Na rozkaz S. Petlury 
ponad 4 tysięczna armia dowodzona przez M. Omelianowycza-Pawłenkę 
i J. Tjutjunnyka wyruszyła w pochód zimowy, aby walczyć z białymi 
Rosjanami, a kiedy Denikin został pobity, walczyła z Armią 
Czerwoną. Natomiast Armia Galicyjska po klęsce białych starała się 
przejść do Rumunii, a gdy to się nie udało, podporządkowała się 
Armii Czerwonej.
W końcu 1919 r. z Ukrainy wyjechali przywódcy obu rządów. J. 
Petruszewycz udał się do Wiednia, a S. Petlura do Warszawy, gdzie 
prowadził rozmowy z Polakami dotyczące wspólnego wystąpienia 
przeciwko bolszewikom. Polsko-ukraińskie rozmowy przeciągały się. 
Niełatwo było pogodzić się i ustalić wspólne stanowisko stronom, 

background image

które nie tak dawno walczyły ze sobą, a nie bez znaczenia też były 
wzajemne wiekowe animozje. W trudniejszej sytuacji była strona 
ukraińska, która zabiegała o pomoc w odzyskaniu władzy. Dlatego 
Petlura zgodził się na warunki polskie w sprawie granic, narażając 
się na liczne słowa krytyki. Doprowadzono jednak do tego, że 25 
kwietnia 1920 r. pod dowództwem Józefa Piłsudskiego wyruszyła 
przeciwko bolszewikom polsko-ukraińska ofensywa. W natarciu wzięło 
udział ponad 50 000 żołnierzy, w tym ponad 10 000 ukraińskich, ale 
liczono na znaczne zwielokrotnienie wojsk Petlury w trakcie 
działań
wojennych. Szybko, bo już 7 maja, wojska sprzymierzone wkroczyły 
do Kijowa, ale Armia Czerwona nie została rozbita - unikając 
decydującego starcia, wycofała się za Dniepr. W odezwie 
skierowanej 26 kwietnia do narodu ukraińskiego główny ataman Symon 
Petlura zaapelował o poparcie walki o niepodległość. Odzew był 
niewielki. Nowy sprzymierzeniec niepodległej Ukrainy nie wzbudzał 
zaufania. Nie przebrzmiały jeszcze echa walk polsko-ukraiń-skich. 
Pamiętano samowolę polskich ziemian, obawiano się ich powrotu i 
odbudowywania majątków. Nie brak było przykładów, które 
wskazywały, że Polacy wobec miejscowych zachowują się jak 
okupanci. Antypolskie animozje wyolbrzymiała propaganda 
bolszewicka nawołująca do obrony niepodległej radzieckiej 
republiki ukraińskiej. To wszystko sprawiło, że pod rozkazy 
Petlury, miast spodziewanych dziesiątków tysięcy, zgłosiło się 
niespełna 3 tysiące ochotników. Szczęśliwie na początku maja 
powrócili z rajdu na tyłach Armii Czerwonej Pawłenko i Tjutjunnyk 
wzbogacając armię ukraińską o dalsze 6 tysięcy zaprawionych w boju 
żołnierzy. Swoją gotowość do walki zgłosiła też kilkutysięczna 
Armia Galicyjska, która opuściła szeregi bolszewików. Mimo braku 
chętnych do wojowania nie skorzystano z jej oferty. Została 
otoczona przez Polaków, rozbrojona i osadzona w obozie.
Zabrakło czasu na budowanie polsko-ukraińskiego zaufania. Na 
początku czerwca 1920 r. rozpoczęła się ofensywa Armii Czerwonej 
wstrzymana dopiero w połowie sierpnia pod Warszawą. Z Armią 
Czerwoną obok Polaków walczyli też Ukraińcy, a jednym z nich był 
płk Marko Bezruczko dowodzący z powodzeniem obroną Zamościa. Po 
zwycięskiej bitwie warszawskiej na wschód ruszyła polska ofensywa 
wspomagana przez Ukraińców. Mimo dużych szans powodzenia Polska 
przerwała działania wojenne, zawierając z władzami radzieckimi 
umowę o zawieszeniu broni, a 18 marca 1921 r. w Rydze został 
podpisany pokój. Polska, układając się z radzieckimi republikami, 
nie dotrzymała umowy zawartej z niepodległą Ukrainą i po-
16
stawiła niedawnych towarzyszy broni w kłopotliwej sytuacji, bo 
skierowano ich do obozu w Szczypiornie koło Kalisza. Kiedy 
internowanych tam oficerów ukraińskich odwiedził J. Piłsudski, 
usłyszał od nich wiele gorzkich słów pod adresem Polski. Przyznał 
im rację, mówiąc: „ja was panowie przepraszam, bardzo 
przepraszam". Wielu z nich opuściło Polskę, udając się na 
emigrację. Do Paryża wyjechał S. Petlura i tam w 1926 r. został 
zamordowany przez radzieckiego agenta.

background image

Zaprzestanie działań wojennych już w październiku 1920 r. było dla 
władzy radzieckiej bardzo cenne. W tym czasie na południowej 
Ukrainie coraz większe sukcesy odnosiły białe wojska gen. Piotra 
Wrangla, który w czerwcu rozpoczął walkę z czerwonymi. Był 
groźniejszy od Denikina, bo nie uciekał się do terroru i mógł 
liczyć na poparcie miejscowej ludności. Armia Czerwona uwolniona 
od kłopotów w zachodniej części kraju, skierowała swe siły na 
południe, a uzyskawszy poparcie N. Machny, zmusiła Wrangla do 
opuszczenia Ukrainy.
Po wycofaniu się wojsk Denikina, Piłsudskiego, Petlury i Wrangla 
Armia Czerwona nie mogła jednak spocząć na laurach. Jak to trafnie 
ujął lwowski historyk Jarosław Hrycak: „przeciwko nim nadal 
działała na Ukrainie najliczniejsza armia, która nie miała dokąd 
wyemigrować — ukraińscy chłopi"4.
Chłopi od początku rewolucyjnych przemian w carskim imperium mieli 
znaczący wpływ na przebieg wydarzeń. Powstało setki chłopskich 
oddziałów, na czele których stanęli atamani, zwani familiarnie 
ojcami. W połowie 1919 r. dysponowali oni około 250 tysiącami 
ludzi. Siły te były rozczłonkowane bardzo nierównomiernie od 
oddziałów jednowioskowych do wielotysięcznej armii. Trudno było o 
mobilizację do wspólnego działania, a wzajemne animozje 
doprowadzały nawet do krwawych porachunków. Na poparcie chłopskich 
oddziałów mogły liczyć ugrupowania realizujące postulaty 
mieszkańców wsi. W początkowym okresie chłopi udzielili szerokiego 
poparcia władzy radzieckiej, która najgłośniej mówiła o reformie
rolnej, z marszu przystępowała do likwidowania majątków ziemskich 
i przekazywania ziemi chłopom. Na Ukrainie małorolnym i bezrolnym 
przekazano około 22 milionów hektarów ziemi i około 1,4 miliona 
koni i bydła. Szybko okazało się, że kiedy bolszewicy jedną ręką 
dają, to drugą wyciągają i odbierają. Chłopi wprawdzie otrzymali 
ziemię, ale zgodnie z leninowską zasadą komunizmu wojennego, 
obowiązani byli do oddawania plonów i handel nimi był zabroniony. 
W celu zmuszenia do bezpłatnego odstawiania wyznaczonych 
kontyngentów na wieś skierowano brygady zbożowe, w skład których 
wchodzili robotnicy z ośrodków przemysłowych, w dużej mierze spoza 
Ukrainy. W 1919 r. znalazło się w nich 2700 osób. Współdziałali 
oni z miejscowymi władzami radzieckimi i wspomagani byli przez 
powoływane we wsiach komitety biedoty. Formalnie miano zabierać 
tylko nadwyżki, ale często brygady zabierały wszystko, co chłopi 
zdołali wyprodukować. Na wsi podniosły się głosy, że to, co chłopi 
uzyskali od dobrych bolszewików, zabierają im źli komuniści. 
Partyzantka chłopska podjęła z nimi walkę, co nie oznacza, że raz 
na zawsze zerwała z Armią Czerwoną.
Największym atamanem chłopskim na Ukrainie był Nestor Mach-no, 
zwany powszechnie ojcem. Urodził się w 1884 roku w rodzinie 
chłopskiej we wsi Hulajpole w guberni jekatyrynosławskiej. Za 
udział w rewolucji 1905 roku dostał dożywocie, ale wyszedł z 
Butyrek w 1917 roku. Przystąpił do gromadzenia wokół siebie 
chłopów, zdobywając w rodzinnych stronach popularność, w dużej 
mierze dzięki zaangażowaniu się w parcelacje pańskich majątków. Na 
początku 1919 roku „ojciec" Machno, dysponujący 20 000 

background image

partyzantów, działał w składzie Armii Czerwonej jako samodzielny 
dowódca dywizji partyzanckiej. Szybko doszło do zerwania, bo 
wiosną oddziały Machny zabrały się do likwidacji brygad zbożowych 
i ochraniania chłopów przed grabieżcami. Popularność „ojca" Machny 
zataczała coraz szersze kręgi. Szacuje się, iż pod jego rozkazami 
w połowie 1919 roku było 50-80 tysięcy ludzi. Większość sił 
zbrojnych zgru-
18
powana była w oddziałach piechoty, ale dysponowano też jazdą, 
artylerią i bronią szybkostrzelną na taczankach. Rewolucyjna 
Powstańcza Armia Ukrainy (machnowców), bo tak oficjalnie się 
określała, miała dobrze przygotowanych dowódców umiejących nie 
tylko kierować walką, ale również utrzymać dyscyplinę w czasie 
biwaków. To ostatnie godne jest podkreślenia, bo Machno i jego 
najbliższe otoczenie zaliczali się do anarchistów, a ich kozacko-
hajdamackie korzenie raczej nie kojarzą się z dyscypliną. Zgodnie 
z nazwą wojsko N. Machny prowadziło działania bojowe na sposób 
partyzancki. Działali głównie na tyłach wroga, niszczyli jego 
punkty oparcia, rozbijali oddziały szykujące się do odpoczynku. 
Sposób prowadzenia walki oraz atmosferę i organizację największej 
chłopskiej armii dobrze ukazuje dziennik prowadzony w I połowie 
1920 r. przez L. Hołyka, naczelnika machnowskiego kontrwywiadu, 
którego obszerne fragmenty zacytujemy.
„8 luty 1920 r. Rano od strony Połoh podszedł 522 pułk i przegnał 
nas z Hulaj pola. Niektórzy towarzysze z Luzanowem nie zdążyli 
uskoczyć i dostali się do niewoli. Przeklęci hulajpolanie nie chcą 
wojować - boją się o rodziny.[...]
20 lutego. W Woskresence czerwoni przed kilku dniami rozstrzelali 
12 machnowców i spalili 2 chaty [...].
21  lutego. Nalecieliśmy na Hulajpole i wzięliśmy 500 jeńców, dwa 
kulomioty i trochę uzbrojenia. Czerwonoarmiejcy przechodzą na 
naszą stronę, ale sztab, bojąc się, wstrzymał się od ich 
przyjmowania. Z kasy Czerwonej Armii wzięliśmy dwa miliony i 
rozdaliśmy powstańcom po 500, a dowódcom po 1000 rubli. Staliśmy 
tam 3-4 godziny. Nagle z Połoh podeszła czerwona konnica i 
wypchnięto nas z Hulajpola [...]
26 luty. W Swiatoduchowce zorganizowaliśmy wiec. Potem Machno się 
upił i z głupoty rozrzucał chłopom pieniądze, a w sztabie kłócił 
się z Karatnikowem. Chciał rozstrzelać Popowa za to, że ten zaleca 
się do Haliny. Związali go i ułożyli na taczance.[...]
1  marca. O 12 godzinie wyszliśmy do wsi Warwarowka. Po drodze 
zatrzymaliśmy pociąg, w którym rozbroiliśmy kompanię czerwonych. 
Komendanta rozstrzelaliśmy, a 30 ochotników przyjęliśmy [do 
oddziału]. Pod wieczór zorganizowaliśmy nalot na Hulajpole i 
rozbiliśmy 6 sowiecki pułk. Wzięliśmy do niewoli 75 
czerwonoarmiejców w tym komendanta pułku Fiediuchina ciężko 
ranionego w walce. Prosił, aby go zastrzelić i Kałasznikow spełnił 
jego prośbę. 15 jeńców przystąpiło do naszego oddziału. Wyszliśmy 
na Nowosełowkę.
12 marca. Przyjechaliśmy do Uspienowki. U chłopów było dużo 
samogonu, wszyscy byliśmy pijani. Wieczorem przyjechał Taranowski 

background image

z 20 połohowcami. Opowiadają, że w Połohach czerwoni aresztują i 
roz-strzeliwują wszystkich machnowców, biorą zakładników, nie ma 
życia.
16 marca. Wyjechaliśmy do St- Andrianowia i z zaskoczenia 
wzięliśmy 3 kompanię 22 pułku karnego. Wczoraj ta kompania 
rozstrzelała 15 machnowców i spaliła 5 zabudowań. Chłopi byli 
zastraszeni. Kiedyśmy się zjawili okazali się bohaterami w 
rozprawianiu się z jeńcami. Było ich 120 z przywódcami 
komunistami, których chłopi bili pałkami, kłuli widłami i 
rozstrzeliwali po jednemu i grupami. Jeńców rozebranych do naga, 
ze związanymi do tyłu rękami rozstrzeliwali karabinem maszynowym 
[...].
2 kwietnia. Zajęliśmy wieś Mariewka i rozstrzelali 
przewodniczącego Rewkomu oraz 3 z brygady zbożowej, jak również 
jednego mach-nowca, który został milicjantem. Staliśmy tam do 8 
kwietnia i wiecowaliśmy. Byli machnowcy nie chcieli przyłączyć się 
do oddziału, a Machno na nich krzyczał i złościł się.[...]
23 kwietnia. Wyruszyliśmy do wsi W. Janisol, gdzie wyrąbaliśmy 
pluton z 22 pułku i rozstrzelaliśmy dwóch Greków - machnowców, 
którzy przeszli na stronę czerwonych i zaczęli organizować 
komitety biedoty.
1 maja. W walce zajęliśmy Swiatoduchowkę zabierając do niewoli 
kompanię czerwonych, komendantów rozstrzelaliśmy, a czerwonoarmi-
stów uwolnili.
20
2 maja. Wyszliśmy na Hajczuł, gdzie ujęliśmy batalion czerwonoar-
mistów, komendantów rozstrzelaliśmy, szeregowych rozpuścili. Tu 
czerwoni rozstrzelali 13 machnowców, ale Machno był zachwycony, 
ponieważ terror czerwonych zmuszał powstańców do napływania do 
naszych oddziałów. Odbył się wiec, po którym 50 ludzi przyłączyło 
się do nas.
3  maj. Nalecieliśmy na wieś Carekonstantynowkę i przystąpiliśmy 
do walki z czerwonym pułkiem i pociągiem pancernym, który w 
przeddzień rozstrzelał 30 machnowców, spalił 10 domów i ujął wielu 
zakładników. Nalot był tak niespodziewany, że pułk w całości 
wzięty był do niewoli, z wyjątkiem komendantów zbiegłych na pociąg 
pancerny. Odbył się wiec i batalion czerwonych przeszedł na naszą 
stronę, wchodząc do oddziału."5
Dla pełniejszego obrazu warto zapoznać się z opinią bolszewików o 
N. Machnie ze stycznia 1920 r., na ponad miesiąc przed 
rozpoczęciem przedstawionych zdarzeń. Obradujący wtedy w 
Charkowie, pod przewodnictwem H. Petrowskiego, Ukraiński 
Rewolucyjny Komitet poinformował, że machnowcy byli wezwani do 
wspólnej walki z polskimi panami. „Lecz Machno nie podporządkował 
się postanowieniom Armii Czerwonej. Odmówił wystąpienia przeciwko 
Polakom, wypowiedział wojnę naszej wyzwolicielce robotniczo-
chłopskiej Armii Czerwonej. W taki sposób Machno i jego grupa 
sprzedali naród ukraiński polskim panom, podobnie do Hryhoriewa, 
Petlury i innych sprzedawców ukraińskiego narodu."6 Mimo takiej 
krytyki chłopskiego przywódcy, kiedy czerwoni nie mogli 
powstrzymać ofensywy Wrangla, zawarty został 16 października 1920 

background image

r. w Charkowie wojskowo-polityczny układ radzieckiej Ukrainy z 
Rewolucyjną Powstańczą Armią Ukrainy. Widocznie N. Machno, 
podobnie jak J. Piłsudski, uważał, że dla Ukrainy groźniejsi od 
czerwonych są biali Rosjanie. Bezpośrednio po podpisaniu układu 
około 20 tysięczna armia Machny wyruszyła przeciwko Wranglowi i 
walnie przyczyniła się do jego pokonania, tracąc około 6 tysięcy 
żołnierzy.
21
Machnowcy jeszcze nie odpoczęli po walkach, a już przekonali się o 
wartości umów z bolszewikami. Już 23 listopada 1920 r. radziecki 
dowódca frontu południowego, Michaił Frunze, polecił N. Machnie 
natychmiastową demobilizację partyzanckiej armii. Rozkaz nie 
został wykonany i rozpoczęła się kolejna tura walk chłopskiego 
wojska z bolszewikami. Do połowy marca 1921 r. machnowcy 
zorganizowali ogromny rajd na łącznej trasie około 3 tysięcy 
kilometrów. Nasiliły się jednak antypartyzanckie operacje wojsk 
czerwonych. Stosowany terror przy jednoczesnym kuszeniu amnestią 
powodował kurczenie się bojowych oddziałów. Latem 1921 r. przy 
„ojcu" pozostali tylko najwierniejsi, dla których partyzantka 
stała się tres'cią życia. Z nimi Machno walczył przez całe lato 
przeciwko oddziałom Armii Czerwonej, tracąc wielu oddanych mu 
towarzyszy. W końcu sierpnia 1921 r., nie widząc dalszych 
perspektyw działania, z niewielką grupą przedostał się do Rumunii. 
Osadzony w obozie dla internowanych, obawiając się przekazania 
władzom radzieckim, uciekł na wiosnę 1922 roku do Polski, gdzie 
trafił do więzienia w Warszawie. W 1927 r. został deportowany do 
Francji i zamieszkał w Paryżu, gdzie w 1934 r. popełnił 
samobójstwo.
Nie zostały spełnione nadzieje na powstanie niezależnej Ukrainy, o 
której marzono od wieków, modląc się w cerkwiach, przelewając krew 
i śpiewając kozackie dumki. Szybko pryskały złudzenia co do 
wartości bolszewickich programów dobrobytu i wolności.
22
.'¦¦
Głód 1921-1923
Burzliwy okres lat 1917-1920 największe szkody spowodował w 
rolnictwie. Bolszewicy, którzy stali się panami sytuacji, 
tłumaczyli tak sobie, jak i innym, że wszystkiemu winni są 
przeciwnicy - inter-wenci, panowie, a nade wszystko bogaci chłopi, 
zwani kułakami. Tylko jakoś dziwnie się składało, że w tych 
częściach Ukrainy, na których toczyły się największe zmagania 
wojenne, odsetek zasianych pól był większy niż tam, gdzie 
bolszewikom nie sprawiano większego kłopotu w zaprowadzaniu nowych 
porządków. Na tych spokojniejszych terenach, przeciwstawiając się 
rabunkowemu komunizmowi wojennemu, większą wagę przykładano do 
ekonomicznych sposobów walki. Znacznie bardziej opłacało się 
skutecznie ukryć płody rolne niż zwiększać ich produkcję. A 
zdarzało się i tak, że nie było czym obsiać pola, bo przy siłowym 
ściąganiu kontyngentu, zabierano również ziarno siewne. Na 
Ukrainie od 1916 r. do 1922 r. powierzchnia zasiewów zmniejszyła 
się o około 40%. Podobna sytuacja miała miejsce i w innych 

background image

regionach radzieckiego imperium. Na domiar złego wiosną 1921 r. 
ogromna susza w centralnych i południowych guberniach Federacji 
Rosyjskiej oraz w południowej Ukrainie zapowiadała nadchodzenie 
głodu.
Groźba głodu ostatecznie zadecydowała o zerwaniu przez W. Le-nina 
z represyjną gospodarką komunizmu i nieśmiałym przeproszeniem się 
z gospodarką rynkową. Ostateczną decyzję podjęto 15 marca I 921 r. 
na X Zjeździe Partii. Od tej pory obowiązywać miała Nowa Polityka 
Ekonomiczna (NEP), która zezwalała chłopom, po uisz-
2-3
czeniu w naturze podatku żywnościowego, odprowadzać nadwyżki na 
wolny rynek. Niepotrzebne już miały być karne ekspedycje 
ściągające kontyngenty, często znacznie wyższe niż podatek 
żywnościowy. W całym Związku Radzieckim w ramach podatku 
żywnościowego chłopi mieli dostarczyć ze zbiorów 1921 roku około 
3,9 miliona ton zboża, mniej więcej tyle, ile zdołano od nich 
ściągnąć poprzedniego roku w ramach kontyngentu. Na Ukrainie 
wprowadzone zmiany były znacznie mniej korzystne dla chłopów. 
Mieli oni oddać podatek ze zbiorów 1921 r. w wysokości 1,9 miliona 
ton, podczas kiedy w ubiegłym roku zmuszono ich do oddania 1,2 
miliona ton. Blisko 50% podatku zbożowego w Kraju Rad miało 
pochodzić z Ukrainy. Przytoczone zamierzenia nie zostały 
zrealizowane, bo do władz zaczęły napływać alarmujące wieści o 
skutkach suszy. Plany zaczęto korygować, ale Ukraina, chociaż 
również dotknięta klęską suszy, nadal była uważana za radziecki 
spichlerz, gdzie do końca 1921 r. posługiwano się metodami 
wojennego komunizmu. Zaczęła się walka o chleb, w której przeciwko 
wsi skierowano wszystkie siły radzieckiego państwa. W celu 
złamania chłopskiego oporu zastosowano bogaty wachlarz kar tak 
indywidualnych, jak i zbiorowych. Podwyższano wymiary podatku 
żywnościowego, kierowano do przymusowych robót, osadzano w 
aresztach i więzieniach, konfiskowano dobytek, wywłaszczano z 
gospodarstwa, osadzano na wsi wojsko, które musiano karmić, bito, 
a nawet rozstrzeliwano. Ściąganiem płodów rolnych zajmowała się 
lokalna administracja i milicja, korzystając ze wsparcia 
miejscowego aktywu partyjnego i komitetów biedoty („kombiedów"). 
Aby zainteresować „kombie-dy" współdziałaniem, centralne władze 
Ukrainy zapewniały 29 marca 1921 r., iż „z części zebranych 
produktów rolnych utworzone zostaną zapasy, które służyć będą 
zaopatrzeniu w żywność niezamożnych chłopów"1. Tam, gdzie biedni 
nie pomagali w grabieniu kułaków, co nie należało do wyjątków, 
przestawano udzielać im jakiejkolwiek pomocy.

W zmuszaniu do posłuszeństwa niepokornych chłopów władze cywilne 
zawsze mogły liczyć na pomoc Armii Czerwonej. W sierpniu 1921 r. 
wydano polecenie, aby do 10 września skierować 8 tysięcy ludzi do 
wojskowych drużyn żywnościowych. Wojsko to zostało podzielone na 
oddziały liczące po 150 żołnierzy — czyli było ich ponad 50. Warto 
zaznaczyć, że do służby w wojskowych drużynach na Ukrainie ponad 
2000 ludzi przysłano z Rosji. Jak tych drużyn nie wystarczało, 
sięgano po inne oddziały wojskowe. W końcu grudnia 1921 r. dowódca 

background image

kijowskiego okręgu wojskowego, Jona Jakir, informował, że do 
pomocy przy ściąganiu podatku żywnościowego skierowano 5500 
czerwonoarmistów. Skierowani zostali do pięciu guberni, a 
najwięcej do kijowskiej - 2500 bagnetów i szabel oraz połtawskiej
2000 bagnetów. Zapewne właśnie tam władza miała kłopoty z chłopami 
przy ściąganiu zboża znacznie większe niż w guberni krzemień-i 
zuskiej, dokąd udało się tylko 200 czerwonoarmistów.
Wojsko było szczególnie przydatne władzy radzieckiej w tych 
okolicach, gdzie nadal operowały oddziały partyzanckie. O takiej 
sytuacji w guberni donieckiej informowano w pierwszej połowie 
listopada 1921 r. „W wielu powiatach - czytamy- bandy terroryzują 
ściągających podatek żywnościowy, niszczą spisy podatników, 
prowadzą agitację przeciwko podatkowi, rozbijają punkty zsypu. W 
powiecie ługańskim ujawniono agitację petlurowską [...] Bandy 
odziane są w małoruskie ubiory [dawniej w Rosji nazywano 
Ukrainę ..Małorusią" - red.], mówią po ukraińsku. W całej guberni 
obserwuje się wśród chłopów zadziwiającą znajomość przepisów 
podatkowych [...] Siła zbrojna okazuje się pomocna [...]"2. Wojsko 
nie i vlko zwalczało bandy. Oddziały zbrojne kierowano do 
szczególnie upornych wsi, w których chłopi musieli ich 
zakwaterować i żywić /f.odnie z normami frontowymi do czasu 
przekazania podatku bez odliczenia jednak tego, co zjedli 
żołnierze. W rejonie lityńskim, na Podolu, ściąganie podatku 
żywnościowego poprawiło się na początku lutego 1922 r., kiedy 
przybył siedemdziesięciosobowy oddział
24
uderzeniowy. Nie trwało to długo. W końcu lutego we wsi Stasiewo 
Majdan zabito 2 i raniono 3 ludzi wspierających grupę uderzeniową. 
W odwecie rozstrzelano 8 zamożnych gospodarzy. „Mieszkańcy wsi, 
sterroryzowani rozbiegli się. W takich warunkach prowadzona jest 
cała żywnościowa robota". Meldując o tym zapewniano, że „nadal 
stosowane będą wszystkie sposoby szybkiej i większej ściągalności, 
nie zrażając się trudnościami"3. Dowódca sił zbrojnych Republiki 
Ukraińskiej, M. Frunze, pisał 19 marca 1922 r. o ściąganiu zboża 
następująco: „Podatek żywnościowy zabiera się otwartą siłą. Wojska 
okrążają wsie i obchodzą wszystkie domy. Z tego powodu było już 
szereg otwartych wystąpień całych wsi, głównie kobiet i dzieci. 
Wyciskanie nie oddanych należności [...] prowadzi do zerwania 
kampanii siewnej"4.
Przy zastosowaniu takich metod zmuszania chłopów do posłuszeństwa, 
a przykłady można by mnożyć, ściągnięto ze wsi wl921/1922r. blisko 
1,2 miliona ton zboża, o około 83 tys. ton więcej niż ubiegłego 
roku, w którym nie było klęski nieurodzaju. Mimo że zboża zebrano 
więcej, w południowej Ukrainie z każdym miesiącem coraz więcej 
ludzi przymierało głodem. Na Zaporożu, gdzie nieurodzaj był 
szczególnie dotkliwy, w listopadzie 1921 r. około 300 tysięcy 
chłopów cierpiało głód i nie brak było przypadków śmiertelnych. W 
grudniu zaprzestano zabierania zboża, ale do tego czasu zmuszono 
do oddania kolejne około 4 tysiące ton. Zaporoski Komitet Pomocy 
Głodującym 15 grudnia 1921 r. donosił, że w Żerbecu szpital jest 
bardzo przepełniony „chorymi, w większości przypadków z powodu 

background image

głodu. Przywożone są dzieci i porzucane na dziedzińcu szpitala. 
Takie wiadomości nadchodzą codziennie z różnych gmin i po-
wiatow  .
Wstrząsającą wiadomość nadesłano 25 stycznia 1922 r. do Centralnej 
Komisji Pomocy Głodującym z Hulajpola, gdzie jeszcze niedawno 
organizował chłopskich powstańców Nestor Machno. „W głodujących 
gminach powiatu hulajpolskiego ludność wymiera.
26
Setki umierających, tysiące chorych. Z powodu głodu zdarzają się 
przypadki, że matki zjadają dzieci, a też przypadki duszenia 
dzieci. Koty, psy i padlina służą jako pokarm. Masowe porzucanie 
rodzin przez ojców, którzy udają się nie wiadomo gdzie. Ludzie 
ogarnięci paniką. Przysyłana litościwie jałmużna nikogo nie zbawi 
od śmierci, tylko wywołuje rozdrażnienie. Konieczne jest szybkie 
powołanie lekarsko-żywnościowych punktów, które mogą przyjąć 
codziennie po 2 tysiące ludzi"6. W końcu stycznia 1922 r. z 
guberni jekatery-nosławskiej informowano, że „z każdym dniem 
zwiększa się przybywanie do miast głodujących dzieci z powiatów." 
W styczniu przybyło ich 3588, ale napływa ich coraz więcej i 
postanowiono zorganizować punkt żywnościowy jeszcze dla tysiąca 
dzieci, którym dziennie zapewni się „Vi funta chleba i Va funta 
gotowanego makuchu"7. Alarmowano, że na takie wyżywienie 
głodujących dzieci wystarczy środków tylko do 20 lutego.
Zbożodajna Ukraina nie miałaby z każdym dniem powiększających się 
trudności w dostarczeniu ludziom chleba, gdyby nie pomoc, którą 
musiała wysyłać do Federacji Rosyjskiej. O tym, jakie miały być 
rozmiary tej pomocy, ostateczne decyzje nie zapadały w Kijowie, 
tylko w Moskwie. Zresztą dla władz Republiki Ukraińskiej znacznie 
ważniejszy był interes Związku Radzieckiego niż Ukrainy. Znalazło 
to swój wyraz w piśmie do W. Lenina premiera Ukrainy Christiana 
Rakowskiego z 28 stycznia 1922 r. „Nikomu nie przyjdzie do głowy — 
czytamy w nim — porównywać ciężkie położenie głodujących guberni 
ukraińskich z koszmarnym położeniem guberni na Powołżu"8. O 
udzieleniu pomocy dla Rosji zdecydowano jeszcze przed żniwami 4 
lipca 1921 r. na posiedzeniu Biura Politycznego (Centralnego 
Komitetu Komunistycznej Partii Bolszewików Ukrainy (CK KPBU). 
Wpłynął na to wysłany przez W. Lenina do władz ukraińskich 
telegram z 28 czerwca 1921 r. Biuro Polityczne postanowiło, że z 
Ukrainy do Rosji codziennie odchodzić będzie 45 wagonów zboża. 
Wśród guberni, które zostały do tego zobowiązane, znalazła się
27
i zaporoska (7 wagonów), gdzie urodzaj zapowiadał się nie lepszy 
niż na Powołżu. Kiedy 3 września 1921 r. Biuro Polityczne CK KPBU 
zastanawiało się, jak rozdzielić ściągnięty od chłopów podatek 
zbożowy, uznano, że do Rosji można wysłać z Ukrainy tylko 130 tys. 
ton zboża ze żniw 1921 r. Zaprotestował Frumkin, domagając się, 
aby plan dostaw do Rosji wynosił blisko 500 tys. ton. Ostatecznie 
postanowiono „dać Rosji minimum 30 milionów pudów z uszczerbkiem 
własnego zabezpieczenia"9. Pod koniec stycznia 1922 r. % planu 
zrealizowano i ponad 300 tys. ton zboża, głównie pszenicy i żyta, 
przekazano Federacji Rosyjskiej. Informując o tym Lenina 

background image

zaznaczono, że w tym czasie nie wywiązano się z zaplanowanej 
pomocy dla głodującego Zaporoża. Gubernia ta miała otrzymywać 
miesięcznie, począwszy od 1 listopada, po 90 wagonów zboża. 
Niestety, w ciągu 3 miesięcy wysłano im nie 270 wagonów, a tylko 
44. „Wyszło tak dlatego - pisano - że w pierwszym rzędzie mieliśmy 
na uwadze radziecką Rosję i Donbas"10. Wspomniano, że Rosja w 
zamian za dostarczone zboże przysłała znacznie mniej towarów 
przemysłowych, niż należało. Do Rosji nadal jednak odprawiano 
pociągi załadowane zbożem, chociaż zdawano sobie sprawę z 
głodowego niebezpieczeństwa na Ukrainie.
Aby uspokoić mieszkańców i zachęcić ich do dalszych wysiłków w 
organizacji pomocy dla głodującej Rosji, z inicjatywy W. Lenina z 
Moskwy na Ukrainę wyruszył specjalny pociąg propagandowy 
„Rewolucyjny Październik". Jechała nim grupa partyjnego aktywu 
kierowana przez Michaiła Kalinina, przewodniczącego Centralnego 
Komitetu Pomocy Głodującym. Już na Ukrainie 8 lutego 1922 r. 
zespół propagandowy został znacznie wzmocniony przez liczną grupę 
ukraińskiego aktywu centralnego i terenowego na czele z H. Pe-
trowskim. Objechali oni kilka guberni zapoznając się ze ściąganiem 
produktów rolnych i agitując za dostarczaniem ich do Rosji. Należy 
wątpić, czy ta kolejowa agitacja na rzecz wysyłania zboża do Rosji 
zdołała przekonać mieszkańców odwiedzanych miejscowości; za-
28
pewne wielu agitatorów, przynajmniej tych z Ukrainy, uprawiało ją 
z przymrużeniem oka. A może i sam Lenin nie podchodził poważnie do 
tego pomysłu.
Pod pozorem pozyskiwania funduszy dla ratowania ludzi od głodu 
przystąpiono w Związku Radzieckim w marcu 1922 r. do konfiskowania 
kosztowności cerkiewnych. Sugerowano, że z taką propozycją 
wystąpiły organizacje cerkiewne i niektórzy duchowni, aby ratować 
ludzi od śmierci głodowej. Dopiero w 1990 r. wyszło na jaw, że 
autorem tego pomysłu był W. Lenin. W liście skierowanym przez 
niego do członków Biura Politycznego czytamy: „[...] właśnie 
obecny moment jest nadzwyczaj sprzyjający, ale i jedyny, w którym 
możemy liczyć, co najmniej w 99 procentach na pełny sukces, 
pobicie nieprzyjaciela na głowę i zapewnienie sobie niezbędnej 
pozycji na wiele dziesięcioleci. Właśnie teraz i tylko teraz, gdy 
w głodujących miejscowościach dochodzi do ataków ludożerstwa, a na 
drogach leżą setki, jeśli nie tysiące trupów, możemy i dlatego 
musimy skonfiskować kosztowności znajdujące się w cerkwiach, 
wkładając w to najbardziej zaciekłą energię i działając w sposób 
bezlitosny, nie cofając się przed zdławieniem wszelkiego 
sprzeciwu. Właśnie teraz i tylko teraz zdecydowana większość masy 
chłopskiej albo stanie po naszej stronie, albo też nie będzie w 
stanie udzielić jakiejkolwiek pomocy tej garstce czarnosecińskiego 
duchowieństwa i drobno-mieszczaństwa. Za wszelką cenę musimy 
przeprowadzić konfiskatę majątku cerkiewnego i to w sposób jak 
najbardziej zdecydowany, i jak najszybciej, dzięki czemu będziemy 
mogli zapewnić sobie fundusz wynoszący kilkaset milionów rubli w 
złocie (należy pamiętać

background image

0 gigantycznych bogactwach nagromadzonych w niektórych klasz-t 
orach i ławrach). Bez tego funduszu nie do pomyślenia jest 
jakakolwiek praca państwowa, w szczególności w zakresie budowania 
gospodarki [...]. Wszystko wskazuje na to, że później nie uda się 
nam
1 ego dokonać, ponieważ żaden inny moment poza straszliwym głodem 
nie spowoduje takiego nastroju wśród szerokich mas chłop-
29
skich, który zapewni nam pozytywny oddźwięk, [...] lub też ich 
zneutralizowanie [...]. Ponadto znaczna część naszych 
zagranicznych przeciwników spośród emigrantów rosyjskich [...] 
będzie miała utrudnioną walkę z nami, jeżeli my właśnie w związku 
z głodem maksymalnie szybko i bezlitośnie zdławimy reakcyjne 
duchowieństwo. Dlatego też dochodzę do ostatecznego wniosku, że 
powinniśmy właśnie teraz wydać najbardziej zdecydowany i 
bezlitosny bój duchowieństwu czarnosecińskiemu i zdławić jego opór 
z takim okrucieństwem, aby nie zapomniało ono o tym w ciągu kilku 
dziesięcioleci"11. W obszernym piśmie Lenina nie znalazła się 
nawet wzmianka o potrzebie pomocy ginącym z głodu. Zalecenia 
przywódcy zaczęto realizować z marszu. Wydano specjalny dekret i 
już w kwietniu zabrano się za odbieranie kosztowności cerkwiom. 
Akcja przeprowadzana zgodnie z instrukcją z Moskwy trwała tylko 
kilka miesięcy i wzięli w niej udział czekiści, wojsko i aktyw 
partyjny. Podobnie jak do chłopskich zagród po zboże, tak do 
cerkwi i monastyrów wybierano się po drogocenne religijne 
precjoza. Z Ukrainy wysłano do Moskwy, bo tam były przechowywane, 
3 pudy 3 funty złota, ponad 3105 pudów srebra, 858 diamentów o 
wadze 1469 karatów, 125 złotych rubli, 8615 srebrnych rubli oraz 
inne cenne kamienie i metale. „Zebrane cerkiewne bogactwo zostało 
ocenione na sumę ponad 834 tysięcy złotych rubli"12. Władze 
ukraińskie prosiły Moskwę, aby na walkę z głodem przyznano im 15% 
odsetek od tej sumy, ale nie zostało to uwzględnione.
W połowie 1922 r. sytuacja żywnościowa Ukrainy była szczególnie 
ciężka. W wielu guberniach po wiosennych siewach chłopskie komory 
i schowki świeciły pustkami. W wielu gospodarstwach niedostatek 
ziarna siewnego zmusił do pozostawienia ugorem żyznej ziemi. 
Brakowało też inwentarza do należytej jej uprawy. Nie wróżyło to 
nic dobrego na najbliższą przyszłość. W guberni mikołajew-skiej, 
gdzie w 1920 r. obsiewano ponad 1335 tys. hektarów, w 1922 r. 
obsiano już tylko 670 tys. ha. Na 206,2 tys. gospodarstw 78 tys. 
nie
miało koni, a 74,5 tys. krów. W 1922 r. nie uzyskało żadnych 
plonów 21,8 tys. gospodarzy, a w 10,9 tys. zapewniały one 
wyżywienie tylko do 1 grudnia 1922 r. Na przetrwanie do nowych 
zbiorów w 1923 r. liczyło 117,3 tys. mikołajewskich gospodarzy. Na 
pewno nie lepiej było i w innych dotkniętych klęską nieurodzaju 
guberniach.
Według ustaleń władz ukraińskich z maja 1922 r. w pełni 
głodującymi były gubernie: zaporoska, doniecka i 
jekaterynosławska, częściowo klęska ta dotknęła mikołajewską i 
odeską, a w trzech guberniach: i harkowskiej, połtawskiej i 

background image

krzemieńczuskiej wystąpiły duże trudności w zaopatrzeniu. Nie 
dotarł głód tylko na Podole, Wołyń i Ki-lowszczyznę. W pięciu 
pierwszych wymienionych guberniach głodowało ponad 3,5 miliona 
ludzi, co stanowiło około 35% ogółu mieszkańców, przy czym 
najwięcej, bo aż ponad 75%, głodowało na /aporożu. H. Petrowski w 
liście wysłanym 24 maja 1922 r. do ML Kalinina informował, że na 
Ukrainie występują przypadki handlowania ludzkim mięsem, a w 
ośrodkach przemysłowych wymierają robotnicy i tylko 15% 
potrzebujących pomocy może liczyć na Va funta chleba. Chociaż 
sytuacja żywnościowa na Ukrainie nie była lepsza od tej na 
Powołżu, to do 1 maja do głodujących guberni rosyjskich wysłano 
960 wagonów zboża, a głodującym na Ukrainie 232 wagony. Petrowski 
prosił o pomoc pieniężną i o wstrzymanie wysyłki zboża do Rosji.
Być może w celu sprawdzenia otrzymanych informacji w połowie 
czerwca przybył na Ukrainę M. Kalinin i wspólnie z H. Petrowskim 
odwiedzili kilka gmin w powiecie mikołajewskim. W sprawozdaniu z 
tej wizji terenowej odnotowano: „Nie ma słów dla ukazania 
strasznego, niesłychanego nieszczęścia ogarniającego mieszkańców. 
Wsie wyglądają jak cmentarze, wymarłe całymi ulicami i częściami. 
W Bohojawlensku na 2700 zagród zostało 100, pozostałe doszczętnie 
zrujnowane, domy bez dachów, gospodarstwa bez inwentarza, wszystko 
sprzedane, zamienione na chleb. Ocaleli mieszkańcy - żywe trupy. 
Dopiero w tych dniach uruchomiono stołówki Czer-
30
wonego Krzyża. Spowodowało to przełom. Ludzie nie padają na ulicy 
jak wcześniej, ale to za mało. W gminie Bohojawlensk z 6 tys. 
głodujących w 3 stołówkach karmią tylko 150 osób, pozostali jedzą 
makuch i wymierają. Na 20 tys. ha ornej ziemi w gminie bohojaw-
lenskiej obsiano tylko 1 tys., awwodopojskiej z 19 tys. obsiano 2 
tys. Wszystka pszenica ozima wymarzła, a 700 dziesięcin kukurydzy 
zniszczyły ptaki.[...] Nie było, jak z nimi walczyć, tak jak nie 
ma czym wozić wody. Z 2500 koni zostało tylko 100, a i te, do 
czasu podrzucenia im paszy, leżały zagłodzone. Potrzebna jest 
pomoc od państwa, bo inaczej nie będzie komu zbierać dobrego 
urodzaju na obsianych polach. Chłopi opuchli od głodu leżą i 
oczekują śmierci" 13. Podobnie ciemny obraz głodowej 
rzeczywistości ukazany został w sierpniowym sprawozdaniu Komisji 
Pomocy Głodującym guberni odeskiej. W guberni tej głód najbardziej 
dotknął trzy powiaty, na które spadła klęska suszy - odeski, 
tyraspolski i wozniesienski. W 1921 r. w powiatach tych zebrano 
mniej zboża, niż wysiano, a ziemniaki wyschły prawie doszczętnie. 
Po zbiorach zabrakło pożywienia tak dla ludzi, jak i dla zwierząt. 
Zabrakło też ziarna siewnego. W celu zdobycia pożywienia ludzie 
sięgali po zwierzęta domowe i spadek pogłowia zapowiadał 
pogorszenie się gospodarki rolnej. Ludzie wyniszczeni głodem 
łatwiej zapadali na różnego rodzaju choroby. Szczególnie groźna 
była epidemia tyfusu, która w 1921 r. spowodowała w guberni śmierć 
ponad 66 tysięcy ludzi. Już we wrześniu 1921 r. odnotowano 
pojedyncze przypadki śmierci głodowej na przedmieściu Odessy. Z 
każdym dniem powiększała się liczba głodujących. W trzech 
wspomnianych powiatach 1 stycznia 1922 r. oficjalnie odnotowano 

background image

około 200 tysięcy głodujących, 1 marca około 350 tysięcy, 1 
kwietnia około 400 tys. Stwierdzono też, że około 50% głodujących 
stanowią dzieci. Ze wzrostem liczby głodujących zwiększała się 
śmiertelność i zmniejszała liczba urodzin. W Odessie w 1914 r. 
urodziło się 14 293 osoby, a umarło 10 973 osoby. Tylko w dwóch 
pierwszych miesiącach 1922 r. w mieście tym urodziło się
32
327 osób, a pożegnało się z tym światem 4384 ludzi. W marcu w 
Odessie zabrano z ulic ponad 1300 trupów, a tylko w ciągu jednego 
tygodnia kwietnia 270 trupów. „Nie pogrzebane zwłoki leżą na 
ulicach Odessy, często po kilka dni i rozciągane są przez psy. 
Umarli w domu leżą tygodniami [...]. Ludzie przewożą trupy na 
taczkach, na których przewozi się też żywność. Na cmentarzach 
również długo zwłoki są nie pogrzebane z braku miejsca. Zwalone na 
stosie rozwlekane są przez psy. Śmiertelność w guberni wzrasta, 
przypadki głodowej śmierci we wszystkich gminach głodujących 
regionów liczy się na dziesiątki. Głodujący, ogólnie osłabieni, 
chorobliwie obrzękli, męczeni szkorbutem, ogarnięci byli apatią i 
zanikami pamięci. Z rozpaczy wyzbywają się wszystkiego. Sprzedają 
nawet drewno z wyrąbywanych sadów. Organizacja pomocy prowadzona 
jest prawie wyłącznie miejscowymi środkami i jest 
niewystarczająca"14.
Tak odeska Komisja Pomocy Głodującym oceniała sytuację na urzędowy 
użytek w sierpniu, a w wydanej 1 września jednodniówce pisano o 
pomocy, jaką gubernia odeska udzielała głodującej ludności na 
Powołżu. „Wysłano tam 58 000 pudów żywności oraz zajęto się 
organizacją punktów lekarsko-żywnościowych i żłobków dla dzieci 
[...]. Dzięki temu głodujący mieszkańcy Powołża odczuli braterską 
pomoc ludu pracującego"15. Słowa te czytali mieszkańcy tego 
portowego miasta pozbawieni pomocy w borykaniu się z coraz 
bardziej groźnym głodem i na pewno krew ich zalewała, że przyszło 
im żyć w kraju rządzonym przez bolszewików.
Władze Zaporoża 26 września 1922 r. oceniały, że w guberni 
głodowało już około 121 tys. ludzi, a z każdym miesiącem będzie 
ich coraz więcej, ponieważ nawet bogatym brakować będzie zboża. 
Przewidywano, że klęską głodu na wiosnę 1923 r. objętych zostanie 
około pół miliona mieszkańców, głównie ludności wiejskiej. 
Wynikało to z głębokiej degradacji rolnictwa tej części Ukrainy. W 
latach 1920/1921 - 1921/1922 powierzchnia zasiewów zmniej-
33
szyła się z 1291 tys. dziesięcin do 708 tys. dziesięcin, pogłowie 
krów z 435 tys. sztuk do 281 tys. sztuk, a koni roboczych z 420 
tys. sztuk do 390 tys. sztuk. Od tych średnich danych dla całego 
Zaporoża upadek rolnictwa był znacznie większy w sześciu 
powiatach, w których susza dała się szczególnie we znaki. Były to: 
hulajpolski, zaporoski, mełytopolski, berdianski, henyczewski i 
tokmakski. Odnotowano, że w tych rejonach z powodu „powtórnego 
nieurodzaju, przedłuża się likwidacja gospodarstw, sprzedaż żywego 
i martwego inwentarza, przechodzenie do urodzajnych guberni. W 
niektórych rejonach wyjazdy do innych guberni przybierają znaczne 
rozmiary, na przykład w gminie pokrowskiej 30% mieszkańców. 

background image

Mennonici wybierają się grupami wyjeżdżać do Kanady [...]. 
Powstrzymanie likwidatorskich nastrojów w głodujących rejonach 
jest możliwe tylko poprzez niezwłoczną pomoc żywnościową"16.
Niemal we wszystkich materiałach traktujących o głodzie wiele 
miejsca poświęca się dzieciom, których egzystencja była znacznie 
bardziej zagrożona niż dorosłych. Małe dzieci do lat 5-6 były 
zupełnie bezbronne, zdane na łaskę i niełaskę równie wygłodzonych 
rodziców i opiekunów. Często rodzice oddający ostatni kęs chleba 
potomstwu umierali z głodu, a ich dzieci dołączały do wzrastającej 
gromady sierot. Podobny skutek miało porzucanie dzieci przez 
dorosłych albo odwrotnie zostawiano starych rodziców i powiększano 
liczbę bezdomnych. Tysiące zdanych na siebie wygłodzonych 
wyrostków wędrowało po Ukrainie w poszukiwaniu czegoś do 
zjedzenia. Łączyli się w konkurujące ze sobą grupy i walczyli z 
bezdomnymi dorosłymi, których również nie brakowało. Dla 
„bezprytulnych" zdobycie pożywienia usprawiedliwiało wszelkie 
przestępstwa, ze zbrodniami włącznie. Na pomoc organizacji 
charytatywnych mogli liczyć tylko nieliczni. Jeszcze trudniej było 
znaleźć miejsce w domach dziecka. Już jesienią 1921 r. zostały one 
zapełnione do granic możliwości. Znalazły w nich bowiem 
schronienie dzieci z Rosji, bo na Ukrainie oficjalnie nie było 
głodu. W sumie z Powołża przybyło
ponad 50 tys. dzieci i stanowiły one większość podopiecznych 
ukraińskich domów dziecka. Oprócz oficjalnych transportów własnymi 
drogami ściągnęło na Ukrainę blisko 30 tys. „bezprizornych" 
dzieci, ;i także wiele tysięcy głodujących dorosłych.
Domy dziecka nie zapewniały swym podopiecznym należytego 
schronienia. Głodowe normy żywnościowe, niedostatek odzieży, 
środków sanitarnych i lekarstw sprawiały, że w tych miejscach 
opieki szerzyły się choroby, przeradzające się często w groźne 
epidemie.
0  podopiecznych domów dziecka w Mikołajewie w maju 1922 r. 
pisano: „odzież na nich to po prostu łachmany. O pościeli nawet 
mówić nie można. W następstwie tego po dzieciach pełzało mnóstwo 
pasożytów roznoszących zarazy. Obuwia nie ma i dzieci nawet w 
zimie chodzą na bosaka. Na domiar złego dzieci kradną swoim 
opiekunom wszystko, co się da. Były przypadki, że dzieci napadały
1 grabiły inne domy dziecka"17.
Podobnie jak w guberni mikołajewskiej było i w innych regionach 
Ukrainy. Świadczy o tym chociażby wystąpienie H. Petrowskiego na 
VII Ogólnoukraińskim Zjeździe Rad Delegatów w połowie grudnia 1922 
r. „Nasza kolejna bieda — mówił on — to bezdomni i tułacze dzieci. 
Z ich powodu zacznie się teraz u nas wiele problemów i czeka nas 
praca. Oto mamy 1100 tys. głodującej ludności w tym 40%, czyli 440 
tys. to dzieci, z czego 145 tys. znajduje się aktualnie w naszych 
domach dziecka, a 150 tys., i może więcej, karmi się w naszych 
stołówkach. Teraz wyobraźcie sobie tę masę dzieci, które się 
nigdzie nie karmią. Towarzysze, to są dzieci nie tylko głodujących 
guberni [...] przedstawiciel sytej guberni, jak my określamy 
kijowską, opowiadał mi dzisiaj, że 6 tys. dzieci bez nadzoru błąka 
się po ulicach w Kijowie — i tak będzie wszędzie [...]. Co możemy 

background image

zrobić dla dzieci ulicy? Zwiększyliśmy sieć domów dziecka, do 
których przyjęliśmy około 50 tys. dzieci z Powołża. Co się dzieje 
w domach dziecka? Widzieliście, że tam wśród chorych na gruźlicę 
śmiertelność sięga 77-86% [...]. Mam wiadomości z dostatniej i 
urodzajnej guberni -
34
35
Połtawszczyzny. Czy wiecie, że tam w szkołach gorzej niż w domach 
dziecka. To znaczy, że dzieci, które mieszkają w domach biednych 
rodziców, jeszcze bardziej cierpią niż te, które żyją w domach 
dziecka. Czy wiecie, że tam 50% dzieci jest anemicznych i 
osłabionych"18. Jeżeli tak źle przedstawiała się sytuacja dzieci 
szkolnych w „urodzajnej" guberni, to co dopiero mówić o 
głodujących. Tam szkolnictwo w dużej mierze zamierało razem z 
ludźmi. Szkoły były zamykane, bo dzieci nie miały sił chodzić, a 
nauczyciele uczyć. Na Zaporożu z około 4 tys. nauczycieli 
pozostało niewiele ponad tysiąc, a czynnych szkół wiejskich było 
tylko 1-2 na gminę.
Głodne, obdarte, w dużej mierze bezdomne i pozbawione możliwości 
uczenia się dzieci miały tylko tę przewagę nad dorosłymi, że 
bardziej mogły liczyć na pomoc, jaką głodującej ludności udzielały 
organizacje charytatywne.
Kiedy w 1921 r. z każdym miesiącem wzrastała liczba głodujących, 
na wszystkich szczeblach władzy radzieckiej zostały powołane 
Komisje Pomocy Głodującym. Z powodu braku odpowiednich funduszy i 
małego autorytetu społecznego nie rokowały większego powodzenia. Z 
inicjatywy Maksyma Gorkiego powołany został Komitet Pomocy 
skupiający ludzi o znanych nazwiskach, apolitycznych, a nawet 
antykomunistów. W połowie lipca 1921 r. Lenin zgodził się na 
prowadzenie rozmów z filantropijnymi organizacjami zachodnimi. 
Bolszewicy byli przekonani, że skończy się na niczym, bo 
imperialiści nie udzielą pomocy swoim wrogom. Szybko przekonali 
się, że ocena ludzi według własnych wzorców ideowych jest zawodna. 
Już 21 sierpnia 1921 r. podpisany został w Rydze układ o pomocy 
europejskich i amerykańskich organizacji głodującym w Federacji 
Rosyjskiej. Podpisali go Maksym Litwinów ze strony radzieckiej i 
Herbert Hoover - przewodniczący Amerykańskiej Administracji Pomocy 
{American Relief Administration — ARA), w ramach której działały 
dziesiątki innych organizacji. Już w końcu sierpnia do Piotrogrodu 
przybył pierwszy transport żywności i odtąd drogą mor-
ską i lądową nieustannie płynęła pomoc dla głodujących, głównie na 
Powołże i do większych ośrodków robotniczych w Rosji. W grudniu 
senat amerykański przyznał ARA na ten cel 20 milionów dolarów i 
zwrócił się do organizacji oraz do osób indywidualnych o wsparcie 
tego zbożnego zadania. Zagraniczne organizacje, zazwyczaj 
występujące pod nazwą ARA, w maju 1922 r. udzieliły pomocy 
żywnościowej ponad 6 milionom osób.
Przez ponad pół roku głodujący na Ukrainie byli tej pomocy 
pozbawieni, bo oficjalnie głodu tam nie było. Amerykański autor G. 
Fisher w 1927 r. pisał: „Moskiewski rząd nie tylko nie zdobył się 
na powiadomienie amerykańskiej organizacji pomocy o sytuacji na 

background image

Ukrainie, tak jak to zrobiono z rejonami położonymi znacznie 
dalej, ale przeszkadzał Amerykanom w jakiejkolwiek próbie wejścia 
w kontakt z Ukrainą."19 Do podpisania umowy między Amerykańską 
Administracją Pomocy a radziecką Ukrainą doszło 10 stycznia 1922 
r. Podpisali ją: przewodniczący ARA, H. Hoover, a ze strony władz 
Ukrainy - Christian Rakowski. Dokument ten był w istocie aneksem 
do umowy ryskiej z sierpnia 1921 r. Na początku stwierdzono, że 
ARA może wspomagać ludność Ukrainy „chociaż ta poświęciła 
wszystkie swoje zapasy dla pomocy głodującym Powołża"20. Pod 
koniec stycznia Ch. Rakowski w sprawozdaniu o sytuacji nad Dnie-p 
rem przekazanym W. Leninowi wspominał o porozumieniu z 
Amerykanami. „Ukraina — usprawiedliwiał się on - nie czyniła 
żadnych zabiegów o pomoc tak w Rosji, jak i zagranicą, a rozliczne 
międzynarodowe komitety pomocy głodującym były dopuszczone na 
Ukrainę dopiero w styczniu i dopiero po tym, jak oni wleźli tutaj 
za zgodą RSFSR"21. Wynika z tego, że głodujący na Ukrainie 
uzyskali pomoc z zagranicy nie dzięki staraniom władz republiki, a 
na skutek natręctwa „innostranców". Pomoc ta zaczęła napływać na 
Ukrainę począwszy od marca 1922 r. Jak wielu ludzi korzystało z 
niej i kto ją udzielał pokazuje następujące zestawienie:
37
I
Tabela 1. Organizacje zachodnie udzielające pomocy głodującej 
Ukrainie
Nazwa organizacji

Rozpoczęcie działalności Korzystało osób w tys.

Amerykańska Administracja Pomocy

III 1922 421,5

Amerykańska Pomoc Mennonitów III 1922 16,5
Misja Nansena III 1922 28,5
Warelief MII 1922 3,4
Szwajcarski Czerwony Krzyż

VIII 1922 1,9

Międzynarodowy Związek Pomocy Dzieciom X1922

14,2

Misja Czechosłowacka

X1922

14,2

Międzynarodowa Pomoc Robotnikom

XI 1922

2,2

Szwedzki Czerwony Krzyż XII 1922 4,1
Europejski Komitet Pomocy Studentom

II 1923

3,0

Baptyści II 1923

15,0

Razem

520,6

Źródło: Hołod 1921-1923 rokiw na Ukrajini, s. 190-197.
Oprócz przydzielania głodującej ludności codziennych racji 
żywnościowych niektóre z wymienionych wyżej organizacji służyły 
innego rodzaju pomocą. ARA dostarczyła szpitalom i domom dziecka 
na Ukrainie lekarstw na sumę około 4 milionów rubli. Przypomnijmy, 
że kosztowności zrabowane w cerkwiach zostały ocenione na mniej 
niż milion rubli. Organizacja Warelief dostarczyła lekarstw i 
odzieży na sumę ponad 60 tys. rubli. Potrzeby farmaceutyczne i 
odzieżowe starała się zaspokoić Misja Nansena, która ponadto 
organizowała na zachodzie wysyłkę paczek żywnościowych na Ukrainę. 
Baptyści część funduszy, około 70 tys. dolarów, postanowili 
przeznaczyć na odbudowę rolnictwa — zakupując traktory, ziarno 
siewne. W wykazie nie został uwzględniony żydowsko-amerykański 
Komitet „Joint", który nie wsparł potrzebujących żywnością. Z 

background image

pokaźnej kwoty 4 240 000 rubli tylko 250 000 rubli przeznaczył on 
na
zakup odzieży i obuwia, a całą resztę wydano na odbudowę 
rolnictwa. Wieś otrzymała ziarno siewne, inwentarz żywy (m.in. 911 
koni), traktory, maszyny i narzędzia rolnicze, zakłady 
przetwórstwa rolnego itp. Nie zapomniano nawet o bibliotekach dla 
rolników. Podobnie postąpił Niemiecki Czerwony Krzyż, ale 
dysponował on tylko kilkunastoma tysiącami rubli. Dla pełnego 
obrazu wspomnijmy jeszcze kilka organizacji, które brały udział w 
niesieniu pomocy, ale nie znane są jej szczegóły. Były to: Komitet 
Serbo-Chorwacko-Słoweński, Duński Czerwony Krzyż, Szwajcarski 
Komitet z Zurychu, Szwajcarski Komitet z Berna i Komitet Maldmey. 
W sumie głodująca Ukraina otrzymała pomoc od 18 organizacji z 
Europy i Ameryki.
Licząc tylko pomoc żywnościową zagraniczne organizacje 
charytatywne udzieliły wsparcia ponad pół miliona ludziom z czego 
% stanowiły dzieci. Niestety, trudno jest ustalić, jaki to stanowi 
procent ogółu potrzebujących. Statystyk takich w zasadzie nie 
prowadzono, a wyrywkowe informacje dotyczą tylko pięciu z 
głodujących guberni, i to nie za cały okres klęski. Centralna 
Komisja do Walki z Następstwami Głodu odnotowała, że w pierwszej 
połowie 1922 r. głodowało w nich w styczniu 1,9 miliona, w 
kwietniu 3,2 miliona, w lipcu 3,8 miliona osób. A przecież głód na 
Ukrainie trwał jeszcze do żniw 1923 r. i na przednówku był 
bardziej dotkliwy niż ubiegłego roku, bo spadał na tych samych, 
ale jeszcze bardziej osłabionych ludzi. Nie brakowało też 
borykających się z głodem ludzi w innych guberniach, a tych w 
ogóle nie brano pod uwagę.
Pełniejsze informacje dostarcza list H. Petrowskiego do Michaiła 
Kalinina z 24 maja 1922 r. Informuje w nim, że w pięciu głodują-1 
vch guberniach na pomoc oczekuje 3,7 miliona, a w całej Ukrainie 
(1 milionów ludzi. Pomoc udzielana przez organizacje państwowe nie 
przekraczała 7,5% głodującej ludności. Natomiast pomoc udzielana 
przez organizacje zagraniczne zaspakaja 8% głodującej ludności 22. 
W sumie na pomoc mogło liczyć niewiele ponad 15%
39
potrzebujących, przy czym ponad połowa uzyskiwała ją z zagranicy. 
Jak małe były możliwos'ci Ukrainy wysyłającej zboże do Rosji, może 
świadczyć fakt, że gubernia jekatarynosławska za okres od 1 
listopada do 1 maja 1923 r. otrzymała średnio na każdego 
głodującego tylko około 50 kg zboża. Wypadało, że w ramach 
oficjalnej pomocy głodujący mógł otrzymać nie więcej jak 20 dkg 
zboża dziennie. Podczas kiedy ARA dostarczała głodującym około 421 
tysięcy posiłków dziennie, to Ukraiński Czerwony Krzyż stać było 
tylko na 70 tysięcy posiłków, nie biorąc pod uwagę ich jakości. 
Pomoc organizacji zagranicznych na Ukrainie była znacznie 
skromniejsza od udzielanej Federacji Rosyjskiej. Podczas kiedy w 
Rosji głodowało około pięciokrotnie więcej ludzi niż na Ukrainie, 
to ARA dostarczała tam trzynastokrotnie więcej, Międzynarodowy 
Związek Pomocy Dzieciom osiemnastokrotnie, Międzynarodowa Pomoc 
Robotnikom trzydziestosześciokrotnie więcej pomocy niż na Ukrainę. 

background image

Tylko pomoc Misji Nansena rozdzielana była proporcjonalnie do 
liczby głodujących. Wynikało to niewątpliwie z faktu, że 
organizacje te weszły do Rosji znacznie wcześniej i tam 
zaangażowały większość swoich środków finansowych. Nie bez 
znaczenia też było to, że władze radzieckiej Ukrainy przyjęły ową 
pomoc powściągliwie, nie kryjąc faktu udzielania pomocy Rosji. 
Wpłynęła na to przynależność Ukrainy do Związku Radzieckiego, a 
władzom tego państwa wyraźnie zależało, aby pomoc kierowana była 
do Rosji z uprzywilejowaniem ośrodków robotniczych. A w końcu, czy 
dla przybyłych z Europy i Ameryki ofiarnych ludzi dobrej woli 
miało to jakieś znaczenie, jakiej narodowości są ludzie ratowani 
od głodu, a także jakie mają poglądy religijne i polityczne. Ważne 
było pomaganie ludziom.
Pomoc, jaka napływała do Rosji i na Ukrainę, ułatwiła przeżycie 
klęski głodu milionom ludzi, ratując znaczną ich część od śmierci 
głodowej. Pomimo starań organizacji charytatywnych oraz 
oficjalnych instytucji straty ludzkie były ogromne. Niestety nie 
zostały
one w należyty sposób policzone, bo statystycznymi danymi na ten 
temat, tak w czasie głodu, a już tym bardziej później, nie wiele 
się zajmowano, bo nie wypadało w Związku Radzieckim przypominać 
ludziom tragedii śmierci głodowej, kiedy liczyła się świetlana 
przyszłość. W Kraju Rad nieważne było, ilu ludzi traci życie, 
tylko czy są to ci, którzy powinni zginąć, bo przeszkadzają w 
budowie lepszego jutra. Wypowiadając się na temat głodu, Maksym 
Górki stwierdzał: „Sądzę, że z 35 milionów głodnych większość 
umrze, [...] wymrą półdzicy, głupi, ponurzy osobnicy rosyjskich 
wsi i zaścianków i na ich miejsce przyjdzie nowe plemię"23. Dzięki 
Bogu tak wielkich strat, jakie przewidywał znany pisarz, nie było. 
W całym Związku Radzieckim klęska głodu lat 1921-1923 spowodowała 
śmierć około 5 milionów ludzi, w 80% pochodzących z Federacji 
Rosyjskiej. Na Ukrainie, gdzie mniej ludzi spotkało się z głodem, 
straciło życie z tego powodu około miliona osób. W tej sprawie 
historycy nie są jednak zgodni i szacują liczbę ofiar głodu od 800 
tysięcy do 1500 tysięcy osób. Przyjmuje się, że na Ukrainie w 
wyniku walk w czasie I wojny światowej, rewolucji bolszewickiej, 
powstań chłopskich i głodu, w ciągu niespełna 10 lat straciło 
życie około 3 200 000 ludzi. Blisko Vi ofiar pociągnęła za sobą 
beznadziejna walka z głodem, w której, jak w żadnej innej, na 
pierwszej linii znalazły się dzieci i to ic pochodzące ze wsi, bo 
tam o chleb było najtrudniej.
Wyciągając wnioski z dramatycznej sytuacji na Ukrainie, członek 
rządowej Komisji Pomocy Głodującym, M. Syrota, w kwietniu 1922 r. 
poświęcił więcej uwagi gospodarce wiejskiej. „Chłopskie 
gospodarstwa — pisał on — przy aktualnym położeniu ekonomicznym 
kraju okazują się najważniejszym czynnikiem rozwoju sił 
wytwórczych. Dlatego powinno się zwrócić maksimum uwagi na ochronę 
i odbudowę chłopskiego gospodarstwa. Stwierdzając znaczne 
zniszczenie gospodarstw w miejscowościach porażonych głodem, 
musimy sobie uświadomić, że tam wyrasta groza przyszłych głodówek. 

background image

W pierwszym rzędzie państwo powinno przydzielić odpowiednie 
fundusze
40
na odbudowę chłopskiej gospodarki. Powinno się utworzyć organ 
zaopatrzony w nadzwyczajne pełnomocnictwa, dysponujący specjalnymi 
środkami ekonomicznymi do odbudowy chłopskich gospodarstw"24.
Zaledwie kilka lat upłynęło od postulatów M. Syroty, jak w Związku 
Radzieckim uznano, że gospodarka chłopska to kłoda na drodze do 
lepszego jutra. Przystąpiono, szczególnie zajadle na Ukrainie, do 
niszczenia chłopskich gospodarstw i na ponowny głód nie trzeba 
było długo czekać.
Kolektywizacja
I 'o przejściach okresu głodowego chłopi, wykorzystując możliwości 
I to rynkowej polityki ekonomicznej, powoli stawali na nogi. 
Powiększali powierzchnię zasiewów, odbudowywali pogłowie 
inwentarza żywego. Wzrastała towarowość gospodarstwa wiejskiego i 
zamożność rolników produkujących na rynek. Jak wspomina W. Tachtaj 
z Chmieliwa na Połtawszczyźnie, wieś „zaczęła się znowu ożywiać, 
goić niedawno zadane rany i żyć normalnie. Chłopi znowu zaczęli 
wytrwale gospodarować. Siew, koszenie i omłoty przeprowadzano w 
swoim czasie i wszystkie zboża oraz okopowe dojrzewały należy-
rie"1. Widmo głodu znikało.
Do chłopów w niewielkim stopniu docierały toczone w Moskwie spory 
komunistycznych polityków o przyszłość gospodarstwa wiejskiego. 
Ścierały się tam dwie koncepcje — LwaTrockiego i Mikołaja 
Bucharina. Pierwszy uważał, że bogaci chłopi to groźba powrotu 
kapitalizmu i dlatego występował przeciwko kułakom oraz domagał 
się kolektywizacji. Dla drugiego bogacenie się wsi nie było 
zagrożeniem. Uważał, że walka z kułakami szkodzi nie tylko wsi, 
ale całej i.idzieckiej gospodarce. W kwietniu 1925 r. Bucharin 
zaapelował: „wszystkim chłopom trzeba powiedzieć: bogaćcie się, 
rozwijajcie swe gospodarstwa, nie bójcie się restrykcji"2. 
Wszystko zależało od u-go, jaką drogę obierze Stalin, którego 
stronnikiem był M. Bu-i liarin, a przeciwnikiem L. Trocki. 
Nadzieje zwolenników NEP-u nic spełniły się. Wprawdzie Trocki 
został usunięty z kierownictwa (i.utii i wydalony ze Związku 
Radzieckiego, ale jego poglądy na go-
43
spodarkę Stalin uznał za swoje i szybko przystąpił do ich 
realizacji. W miejsce NEP-u wracał do Kraju Rad złowrogi dla wsi 
wojenny komunizm.
Nieurodzaj w 1927 r. spowodował mniejsze dostawy zboża na rynek i 
aby temu zaradzić, nastąpił powrót do przymusowego skupu. 
Wprowadzone zostały kartki na chleb, a w roku następnym i na inne 
towary. Występując 22 kwietnia 1929 r. na naradzie poświęconej 
ściąganiu zboża, Józef Stalin za wszystkie niepowodzenia oskarżył 
kułaków i zapowiedział walkę z nimi. „Dlaczego można - mówił on - 
aresztować setkami spekulantów w miastach i wysyłać ich do 
Turuchańskiego Kraju, a od kułaków, którzy spekulują zbożem [...], 
nie można zabrać nadwyżek zboża [...]. Chyba nie brak nam praw 
przeciwko spekulantom"3.

background image

Wszystkie gospodarcze i społeczno-polityczne mankamenty Związku 
Radzieckiego miały zniknąć już w toku realizacji pierwszej 
pięciolatki, której rozpoczęcie ogłoszono w kwietniu 1929 r. 
Zakładała ona rozwój ośrodków przemysłowych oraz zasadniczą 
przebudowę gospodarstwa wiejskiego. W miejsce likwidowanych 
gospodarstw indywidualnych powstawać miały kolektywne, potocznie 
zwane kołchozami. W celu ukazania ludziom radzieckim, jakich to 
doniosłych wydarzeń są uczestnikami, J. Stalin w listopadzie 1929 
r. zamieścił w „Prawdzie" artykuł „Rok wielkiego przełomu". 
Czytamy w nim, że „chłopi poszli do kołchozów, poszli całymi 
wsiami, gminami i powiatami [...]. Masowy ruch kołchozowy nie 
osłabia się, a wzmacnia [...]. Dzięki wzrostowi kołchozowo-
sowchozowego ruchu ostatecznie wychodzimy, albo już wyszliśmy, z 
kryzysu zbożowego [...] nasze państwo za jakieś trzy lata stanie 
się jednym z najbardziej zbożowych krajów, jak nie najbardziej 
zbożowym krajem
świata
"4
Zgodnie z centralnymi postanowieniami zakończenie kolektywizacji 
na Ukrainie miało nastąpić na wiosnę 1932 r., o rok wcześniej niż 
w innych częściach Związku Radzieckiego. Lokalne władze re-
publiki ukraińskiej ambitnie skróciły ten termin. Postanowiono 
zakończyć przebudowę wsi jesienią 1930 roku, w rocznicę rewolucji 
październikowej.
Likwidacja prywatnej własności rolnej najboleśniej uderzała w 
kułaków, zwanych na Ukrainie kurkulami, którzy uznawani byli za 
sztandarowych wrogów nowego ładu. Władze ukraińskie poleciły 13 
sierpnia 1929 r. radom wiejskim spisanie wszystkich kurkuli 
mieszkających na ich terenie. Wykaz objął: zatrudniających 
pracowników najemnych, posiadających w gospodarstwie urządzenia do 
przetwórstwa rolnego (młyn, olejarnia, suszarnia itp.), 
wynajmujących maszyny rolnicze i pomieszczenia oraz trudniących 
się handlem, spekulacją, pośrednictwem, aktyw cerkiewny i tym 
podobnych „pasożytów". Przy tak bogatym wachlarzu do grona kułaków 
mógł być zaliczony w zasadzie każdy bardziej zaradny gospodarz. 
Przed rozpoczęciem masowej kolektywizacji szacowano, że na 
Ukrainie było około 4-5% gospodarstw kułackich, które dysponowały 
około 20% użytków rolnych. Kiedy przystąpiono do ich spisywania 
według powyższych zaleceń na pewno znajdowano ich znacznie więcej.
Jako nieuleczalnych wrogów socjalizmu nie wolno było ich 
przyjmować do kołchozów, a o dalszym losie tej grupy zadecydowano, 
wydając 30 stycznia 1930 r. ustawę o likwidacji kułactwa jako 
klasy. Podzieleni zostali oni na trzy grupy: 1. Aktywnych 
uczestników antyradzieckich wystąpień - tych kierowano do więzień 
i obozów; 2. Mało aktywnych przeciwników ustroju — ich wysyłano na 
osiedlenie w północnych częściach Kraju Rad; 3. Pozostałych - 
takie osoby wyrzucano ze wsi i przydzielano im do zagospodarowania 
nieużytki na obrzeżach pól kołchozowych.
W pierwszym kwartale 1930 roku na Ukrainie zlikwidowano blisko 62 
tysiące gospodarstw kułackich o powierzchni ponad 581 tysięcy 

background image

hektarów, z czego wynika, że średnio kurkul dysponował mniej niż 
dziesięcioma hektarami. W informacji Ludowego Komitetu
44
45
Rolnictwa Ukrainy z lutego 1930 r. odnotowano: „zniszczenie 
kułactwa jako klasy staje się bojowym hasłem kolektywizacji wsi". 
Z wielu okręgów napływały wiadomości, „że wsie przechodzące na 
całkowitą kolektywizację uchwalają konfiskatę mienia wyzyskiwaczy, 
przekazywanie go do kołchozów i wysiedlanie kułaków poza granicę 
wsi, okręgu, a nawet za granicę Ukrainy"5.
Strach przed rozkułaczaniem przyspieszał kolektywizację. Zdawano 
sobie sprawę, jak łatwo można zostać wpisanym na listę 
wyzyskiwaczy i stracić cały swój dorobek. „Kiedy zaczęła się 
kolektywizacja — wspomina Wiera Łozenko ze wsi Rubaniwka na 
Czerkawszczyźnie - po zagrodach chodzili grupami aktywiści jak 
czarna śmierć [...]. Wszystko zabierali i opisywali, to za 
podatki, to za dostawy, to jeszcze za coś. Ci antychryści 
wyłamywali drzwi, wyganiali rodzinę w nocy na mróz, rzucali senne 
dzieci na furmanki i wieźli w ciemny, goły step. Niektórzy z 
powrotem dobrnęli do Rubaniwki, a niektórzy tam zamarzali. We wsi 
ludzie bali się wpuszczać rozkułaczonych, chociaż żałowali ich. 
Bali się, żeby ich też nie wygnali z chaty w step"6. Był to 
najczęściej spotykany sposób postępowania z zamożnymi 
gospodarzami. Nie mieli oni żadnych praw i nawet nazywano ich 
„bezgłosowymi", ponieważ pozbawieni byli prawa wyborczego do 
wszystkich instancji radzieckiej władzy. Mogli tylko patrzeć i 
utrwalać w swej pamięci, jak niszczono i grabiono ich dorobek. We 
wspomnieniach Pawła Bałaca ze wsi Kołybabynci w obwodzie winnickim 
odnotowano: „Zjawiła się brygada ściągająca. Kilka furmanek 
podjechało do chaty. Ja z bratem siedziałem na leżance. Źli 
wykonawcy wynieśli skrzynię i rzucili na furę. Łóżka u nas nie 
było, tylko 4 czy 5 szerokich desek, na nich leżały poduszki, 
sukmany i kożuchy. Wszystko to pochwycili oprawcy i zanieśli na 
podwody. Nagle jeden z nich wziął na ręce mnie i brata, bosych w 
płóciennych koszulach i spodenkach. Wyprowadzili z chaty na drogę, 
nie mówili, gdzie iść. Słychać było ich krzyki, że kto będzie 
śmiał przyjąć tych smarkaczy, będzie ukarany. Mama mdlała, ktoś z 
rodzi-
46
ny podawał jej wodę, żeby doszła do siebie [...] Cały nasz dobytek 
zawieźli do czytelni i zaczęli sprzedawać jak na jarmarku. Trochę 
I udzie kupili, a część naszego dobra stała pod śniegiem i 
deszczem, dopóki go nie rozbili i nie spalili"7. Na wiosnę 
pozwolono im zamieszkać w opuszczonej chacie na drugim końcu wsi.
W nieporównanie gorszej sytuacji byli kułacy, których deportowano 
do obozów na północy ZSRR. A było ich niemało. Spośród około 350 
tysięcy rozkułaczonych rodzin na Sybir wysłano około 200 tysięcy. 
Wśród nich znalazł się Mychajło Szurka ze wsi Dmy-triwka w 
obwodzie charkowskim. W lutym 1930 r. w kilka dni po ograbieniu z 
dobytku i wyrzuceniu z domu, został on wraz z żoną i 6 dzieci 
aresztowany i włączony do transportu deportacyjnego. „Po jedenastu 

background image

dniach — wspomina - przywieźli nas do stacji Makarycha koło miasta 
Kotłas w ASRR Korni [...]. Wybrali zdatnych jeszcze do pracy i 
odprawili z biegiem rzeki Wyczerda do tajgi. Wśród nich poszedłem 
i ja z rodziną. Przeszliśmy zgłodniali i wymęczeni 350 km. 
Trzymali nas na śniegu pod gołym niebem przy 40 stopniowym mrozie. 
Po kilku godzinach pozwolili wejść do jakiejś zrujnowanej stajni, 
którą pokryliśmy gałęziami i ziemią [...]. Na drugi dzień wysłali 
nas wszystkich do wyrębu lasu"8. Po śmierci trójki młodszych 
dzieci i odesłaniu pozostałych do domu dziecka na Ukrainę M. 
Szurka z żoną postanowili uciekać. Po nieudanych próbach udało im 
się w końcu zbiec z zesłania. Również w końcu lutego 1930 r. 
włączono ilo transportu syberyjskiego kułackie rodziny z chutoru 
Hanno-Tomatiwka w obwodzie dniepropietrowskim. W połowie marca 
deportowani dotarli do Wołogdy w obwodzie archangielskim. Jeden / 
uwięzionych, 16-letni wówczas P. Wołohodski wspomina, że wszys-1 
kich mężczyzn w wieku od 17 do 60 lat gdzieś popędzili. „Jak się 
później okazało odprawili ich do wyrębu lasu w oddalonym o około 
230 km rejonie Totiemsk. Nasz element niezdatny do pracy osiedli-
li w samym centrum miasta, w cerkwi św. Andrzeja Perwozwanoho
gdzie były już zamontowane trzypiętrowe nary. Osłabieni ludzie
47
z trudem na nie włazili. Żywność, którą komuś z sobą udało się 
przywieźć, zabierali i gotowali raz dziennie „bałandu" i dawali po 
200 g chleba. Dzieciom dawali taki sam przydział i przez 2-3 
miesiące połowa dzieci wymarła. 20 maja 1930 r. resztę ludzi, 
którzy do tej pory nie umarli i rozbiegli się, załadowali na barki 
i odprawili wodą do Tot'my. Stamtąd uciekłem i dotarłem aż na 
Ukrainę, ale mnie złapali [...]. Znowu mnie odesłali do Tot'my do 
rodziców. Ojca już nie zastałem, umarł. Żyliśmy w lesie, w 
ziemiankach wymoszczonych mchem i obłożonych ziemią. Każdego dnia 
gonili do pracy przy wyrębie lasu [...]. Postanowiłem znowu 
uciekać. Jednej nocy mama pobłogosławiła mnie i jeszcze dwóch 
chłopców i powiedziała: idźcie, może choć wy uratujecie swoje 
życie, bo nam widocznie przyjdzie zginąć. Tutaj nikt nam nie 
dopomoże, bo wszyscy bezsilni. Idźcie chłopcy, nie zapominajcie o 
nas"9. Tym razem się udało. Przybyli kolejni świadkowie 
zbrodniczego niszczenia ukraińskich chłopów, a tych zamożnych ze 
szczególną bezwzględnością. Uznanie za kułaka z reguły przesądzało 
o losie człowieka. Prośby i zapewnienia o swojej sympatii do 
nowych porządków nie odnosiły skutku.
Jednym ze sposobów ratowania się od zagłady było samorozkuła-
czenie. Zamożni gospodarze łudzili się, że jak pozbędą się części 
dobytku, coś im tam jeszcze pozostanie, a najważniejsze, że 
zaliczeni zostaną do średniaków, którym nie zagrażała totalna 
likwidacja. W obwodzie czernihowskim jeden z pszczelarzy oddał 
kołchozowi „Czerwony Oracz" pasiekę i zaapelował, by inni 
pasiecznicy zrobili podobnie. Inny w liście do gazety „Czerwony 
Sztandar" pisał „oddaję do artelu im. Szewczenki młockarnię z 
oprzyrządowaniem i wzywam wszystkich wyzyskiwaczy 
Czernihowszczyzny, aby poszli za moim przykładem". We wsi 
Musijenkow w obwodzie dniepropie-trowskim grupa kułaków przekazała 

background image

do wspólnego użytkowania pięć wiatraków. Wymieniając te przykłady 
samolikwidacji Ludowy Komitet Rolnictwa Ukrainy wyraził 
zdziwienie, że „miejscowe organizacje, zamiast wykryć kułackie 
machinacje, uradowały się i po-
dziękowały wyzyskiwaczom. Rozkułaczony wyzyskiwacz przyłazi do 
produkcji i to całkiem zrozumiałe z jednym celem, prowadzić tam 
swoją szkodliwą robotę"10.
Podczas kiedy zamożnych gospodarzy zagrożonych likwidacją od 
wspólnot rolnych odpędzano, to średniorolni wcale się tam nie 
pchali, a od ich uczestnictwa zależało powodzenie kolektywizacji 
rolnictwa. Aby ich zachęcić do wspólnego gospodarowania, nie 
przebierano w środkach, fizycznego przymusu nie wyłączając. Olga 
Szewczuk ze wsi Olisnyna w obwodzie czerkaskim wspomina: „Do tak 
zwanej komisji wchodzili wiejscy próżniacy, pijanice, kobiety, 
które się nie szanowały, i obowiązkowo przedstawiciel z rejonu. 
Chodzili po domach szukając zboża i innych produktów. Na noc do 
sztabu nagna-li oni niemało ludzi, którzy nie chcieli wstąpić do 
kołchozu. Co tam z nimi robili, to strach pisać. Kowalenko 
Jewdokię rozbuli i namoczyli w przerębli, a potem wrzucili w jamę 
i do pasa zasypali ziemią. Było to w miesiącu lutym. Kobieta ta 
szybko zmarła. Staruszków Kramamerenko Semena i Matenko Marfę, 
którzy mieli po 75 lat zmuszali do tańczenia, grając im na 
grzebieniu i klaszcząc w dłonie. Niemało starych ludzi poumierało, 
a młodzi uciekali do Donbasu do Krzywego Rogu, gdzie kto mógł"11. 
Chłopi ze wsi Somastyryszcze koło Humania wiosną 1930 r. skarżyli 
się, że miejscowe władze prześladują indywidualnych rolników. 
Chociaż „tysiące hektarów ziemi nie obsiane — pisano — to, kto 
posiał pojedynczo, przeorywują ich zasiewy, biją ludzi, aresztują, 
gospodarzom indywidualnym nie wydzielają ziemi"12. Podobne 
postępowanie, jak powyższych przykładach, było na Ukrainie 
powszechne. Siłą zapędzano do kołchozów. Podzielone one były na 
trzy kategorie, z których najpowszechniejsza była trzecia — 
Towarzystwo Wspólnej Uprawy Ziemi zwane powszechnie SOZ. Siłowe 
metody kolektywizacji dokonywane w drastyczny sposób pozornie 
zdały egzamin. Do marca 1930 r. blisko 65% ukraińskich gospodarzy 
znalazło się w kołchozach i niewielu kułaków pozostało do 
likwidacji.
48
49
Władze radzieckie nie mogły jednak być w pełni zadowolone, bo na 
wsi w ogromnej większości niezadowolonej z przemian narastał opór. 
Przybierał on różne formy, od ośmieszania władzy radzieckiej do 
wystąpień z bronią. Najpowszechniej podważano autorytet władzy w 
pieśniach ludowych, które ukazywały aktualną sytuację na wsi. 
Śpiewane przez kobziarzy i dziadów proszalnych rozchodziły się 
szeroko, na trwałe zostając w wiejskich chatach. Jednym z 
bohaterów pieśni były SOZ-y. Wielu pamiętnikarzy przytacza 
następującą:
„Bat'ko w SOZ-i, mama w SOZ-i Dity holi na dorozi. Nema chliba, 
nema sała, Bo miscewa włast' zabrała"13.

background image

Często w tych pieśniach przywoływano Lenina, żaląc się na 
złowrogiego Stalina:
„Wstawaj Lenin podywysia, Jak my w SOZ-i rozżyłysia. Chata rakom, 
kłunia bokom Troje konej z odnym okom, A na chati serp i mołot, A 
u chati smert' i hołod. Ni korowy, ni swyni, Tilky Stalin na 
stini"14.
Przeciwstawiano też dobrego Lenina złemu Stalinowi:
„Lenin zemlu ludiam daw — Stalin jeju widibraw. Stalin zemlu 
widibraw,
nacze ruky widirwaw. Pislia leninskoho nepu, załyszyłyś my bez 
stepu. Lenin wolu ludiam daw, Stalin wsich u SOZ zahnaw. Wstań 
Lenin, podywysia, my bez chliba łyszyłysia"15.
Pouczano również chłopów o beznadziejnej sytuacji:
„Ty chocz płacz, chocz rydaj, a zajawu w SOZ podaj. Kołyb Lenin z 
namy żyw, win selian by zachystyw. Stalin chliba zachotiw taj 
prydumaw kurkuliw. Wsiudy płaczut', wsiudy kryki, selian uczat', 
jak im żyty"16.
Nie ograniczano się do układania antykołchozowych wierszy i. 
przywoływaniem Lenina. Niszczono substancję gospodarstw wiejskich. 
Zaprzestano zasiewów, sprzedano sprzęt i inwentarz żywy. 
Przekazywano do znienawidzonych SOZ-ów zniszczone maszyny 
rolnicze. Rozbijano maszyny i sprzedawano na złom. W jednym 
punkcie skupu złomu na początku 1930 r. w miesiącu zakupiono 20 
wagonów złomu, o 10 razy więcej niż kilka miesięcy wcześniej. W 
kołchozach ociągano się w pracy, czekano na koniec dnia i my-
slano, jakby tu przynieść coś do domu. Konfiskata płodów rolnych 
¦.prawiła, że niedożywiony inwentarz, pokładał się po stajniach, 
y/.czególnie u rolników indywidualnych, chociaż i w kołchozach nie 
bardzo było czym karmić, bo pasza była rozkradana. Wypędzano więc 
zwierzęta z gospodarstw. I tu spotkamy się z ludową twórczo-
ścią. W rejonie Pawłohrad na błąkającym się koniu, przyczepiony 
był plakat z takim oto wierszem:
„Chodżu błukaju-chaziajina szukaju,
Chaziajina ne znajdu, na kowbasy roboczym pidu"17.
Z podobną konną popularyzacją twórczości ludowej spotkali się 
mieszkańcy wsi Wereszczaki obwodu czerkaskiego. Do ogona 
zdychającej kobyły przyczepiono kartkę z wierszem:
„Upała tutaj łeżu,
Ożydaju furażu.
Chto namy keruje,
Nechaj mene w sraku pociłuje"18.
W wyniku niechęci do wspólnego gospodarowania, licznych sabotaży, 
a także nie przyjmowania do kołchozów gospodarzy najlepiej 
obeznanych z tajnikami rolnictwa, już w pierwszym roku 
kolektywizacji ujawnił się spadek produkcji tak roślinnej, jak i 
zwierzęcej. Pogłębiły się trudności zaopatrzenia w żywność.
Na pisaniu antykołchozowych wierszy i sabotażu gospodarczym nie 
kończyło się niezadowolenie chłopów. Dochodziło, i to coraz 
częściej, do zorganizowanych wystąpień bardziej zdecydowanych i 
groźniejszych dla władzy radzieckiej. Przepędzano ze wsi nasłanych 
aktywistów, palono zabudowania kołchozów i domy szczególnie 

background image

gorliwych działaczy partyjnych. Dochodziło do zabójstw i wystąpień 
z bronią w ręku. W biuletynie Ludowego Komitetu Rolnictwa z lutego 
1930 r. odnotowano: „Klasa wymierająca stara się wszystkimi 
sposobami, jak może, idzie na całość, aby zastraszyć biedotę i 
średniaków. [...] W tych dniach na Bohoduchiwszczźynie kułacy 
napadli w lesie na wiejską aktywistkę, Panczenko, i próbowali ją 
zadusić. We wsi Smorszczypy na Szepetowszczyźnie wyzyskiwacz 
Kaminski
podpalił chałupę przewodniczącego silrady [silskoji rady - 'rady 
wiejskiej'], a w czasie pożaru strzelał, nie dopuszczając do 
gaszenia. Szczególnie widoczne są wystąpienia wyzyskiwaczy w 
rejonie nowo-buskim na Mykołajiwszczyźnie. Tu w krótkim okresie 
zarejestrowano 15 podpaleń, kilka zamachów na przedstawicieli 
władzy. We wsi Szamaniwka w regionie Odessy kułacy podpalili 
budynek zarządu SOZ-u i starali się też zniszczyć kołchozową 
stajnię"19. W wielu rejonach Ukrainy pojawiły się 
kilkudziesięcioosobowe oddziały, w których przeciwko 
kolektywizacji występowali ramię w ramię dawni przeciwnicy, 
czerwonoarmiści i partyzanci od atamanów. Do zwalczania tych 
oddziałów zaniepokojone władze kierowały formacje wojskowe. Realna 
stała się groźba ogólnonarodowego powstania, nie tylko 
antykołchozowego, ale skierowanego przeciwko władzy radzieckiej.
W partii zaniepokojonej sytuacją na wsi rozpoczęły się narady. 
Dyskutowano, jak wyjść z opresji i kto ponosi winę za niemały w 
końcu kłopot. Już 2 marca 1930 r. J. Stalin opublikował w 
„Prawdzie" artykuł pt. „Zawrót głowy od sukcesów". Jego ocena 
sytuacji znalazła odbicie w uchwale KC WKP(b) z 15 marca pod mniej 
optymistycznym tytułem „O walce z wypaczeniami linii partyjnej w 
ruchu kołchozowym". Wskazywano w niej, że „praktyka lewicowych 
wypaczeń jest bezpośrednią pomocą dla wroga klasowego". W artykule 
skierowanym do kołchoźników 3 kwietnia 1930 r. J. Stalin jeszcze 
raz potępił „naruszanie leninowskiej zasady dobrowolności przy 
budowaniu kołchozów"20.
Publiczne potępienie przez najwyższe władze ZSRR stosowania 
przymusu w czasie zakładania kołchozów rozładowało rewolucyjne 
nastroje na wsi. Dało też podstawę do opuszczania kolektywnych 
gospodarstw i powracania na swoje. Na Ukrainie już w marcu 
rozpoczął się zakrojony na szeroką skalę ruch wychodzenia z 
kołchozów, które z dnia na dzień traciły na znaczeniu. Chłopi 
opuszczając kołchozy, zabierali, co się dało i niszczyli często 
to, czego nie mogli
52.
53
zabrać. Tak było we wsi Hornań na Szewczenkowszczyźnie, gdzie 9 
kwietnia 1930 r. chłopi zabrali ziarno i przystąpili do niszczenia 
zabudowań. Do wsi skierowano 4 milicjantów, 19 uzbrojonych 
aktywistów i przedstawicieli GPU. Kiedy wezwano tłum do rozejścia 
się, posypały się kamienie „zraniono 2 milicjantów, [...] strzały 
towarzyszy do góry nie dały rezultatu, przedstawiciel GPU rozkazał 
strzelać w tłum. Zabito trzy i raniono osiem osób". W wielu 
miejscowościach miały miejsce spory o ziemię, bo nie chciano 

background image

chłopom zwrócić tej, która do nich tak niedawno należała. „Te 
spory w całym szeregu wsi przemieniły się w czynne wystąpienia 
przeciwko kołchozom"21. Rozpadanie się kołchozów utrwaliło się też 
w piosence:
„Pytajetsia snih morozu, Czy je czoboty dla SOZ-u. Nema czobit, 
sami łapti Rozłetiwsia SOZ na kłapti"22.
Straty gospodarki kolektywnej były ogromne. W czasie od 10 marca 
do 20 czerwca 1930 r. z ukraińskich kołchozów wystąpiło 1 493 800 
gospodarzy, a odejścia jeszcze się nie zakończyły. Podczas kiedy 
na początku marca w kołchozach znalazło się 64,4% gospodarstw 
Ukrainy, to do 1 października 1930 r. wiernymi kolektywizacji 
pozostało tylko 28,7% rolników. Przypomnijmy, że komuniści na 
Ukrainie podjęli zobowiązanie zakończenia kolektywizacji na 
rocznicę rewolucji.
Bolszewikom udało się jednak opanować sytuację i od jesieni 1930 
r. zaczęto odzyskiwać w kolektywizacji stracone pozycje. Aktywiści 
partyjni zamiast świętować zakończenie kolektywizacji, musieli 
więcej czasu poświęcić tłumaczeniu chłopom, jak to dobrze będzie 
się żyło w kołchozie. Nie zaprzestano jednak przymusu, ale był to 
prawie wyłącznie przymus ekonomiczny. Od gospodarstw 
indywidualnych domagano się wysokich kontyngentów rolnych,
których ściąganiem zajmowały się już wcześniej powołane brygady. 
Oprócz dostaw w naturze gospodarze musieli wywiązywać się też z 
opłacania wysokich podatków i kar pieniężnych za nieprzestrzega-
nie terminów.
W dalszym ciągu winnymi wszelkich niepowodzeń byli najczęściej 
kułacy, nawet w tych miejscowościach, w których wcześniej zostali 
zlikwidowani. Na plenum CK KPBU w grudniu 1930 r., w czasie 
dyskusji o kolektywizacji, jeden z sekretarzy, Panas Lub-czenko, 
pouczał dyskutantów, którzy mówili: „Nasi kułacy na Soło-wkach i 
na wsi u nas ich nie ma", że trudno będzie aktywistom zajmować się 
kolektywizacją, jak „nie uświadomią sobie, iż kułak wyrasta na 
bazie drobnoburżuazyjnego żywiołu, każdego dnia i co godzinę, bo 
kułacy się nie wyczerpują"23. Bezwzględna walka z nimi - w dalszym 
ciągu miała mobilizować chłopów, aby wstępowali do kołchozów. W 
przeciwnym razie musieli się liczyć, że każdy indywidualny 
gospodarz, nawet biedniak, może być zaliczony do tej wrogiej 
warstwy.
Dla ilustracji posłużymy się przykładami: F. Połosko ze wsi Uste-
niwka w obwodzie odeskim był członkiem kołchozu „Niezamożny". 
Kiedy w 1930 r. kołchoz się rozleciał, wrócił na swoje małorolne 
gospodarstwo. Chociaż nie miał jeszcze żadnych zasiewów, 
zobowiązany został do odstawienia 650 kg zbóż i zapłacenia podatku 
w wysokości 120 rb. Chłop zboża nie miał, a na podatek wpłacił 
tylko 80 rb. W skardze wniesionej do władz pisał: „zlikwidowali 
mój majątek z chaty, jak też krowę oraz produkty ser, masło i 
mąkę... ta brygada, która mnie likwidowała, z moich produktów 
porobiła pierogi i inne pożywienie". Zwrócono mu rzeczy zabrane z 
domu, ale dalej był bez krowy, prosił więc, aby ją zwrócono: „bo 
ser, masło, mąkę, to wiadomo, nie zwrócą, bo zjedli"24. Z tej 
samej wsi o pomoc prosił też H. Kofan, gospodarz średniorolny. 

background image

Odstawił on wyznaczony kontyngent, ale nie opłacił podatku w 
wysokości 900 rb. Wypędzono go z domu i sprzedano cały jego 
dobytek. W listopa-
54
I
55
dzie 1932 r. w rejonie Starobielska silrada w Szulhinsku zajmowała 
się ukaraniem indywidualnych rolników za niewywiązanie się z 
nałożonych kontygentów. Za każde nie oddane 100 kg zboża 
wymierzano karę w wysokości 300 rb. Takich gospodarstw było pięć i 
podzielono je na dwie grupy. Do pierwszej zaliczono trzech 
rolników, którzy częściowo wywiązali się z dostaw. Nałożono na 
nich kary, ale pozostawiono im czas na uregulowanie należności. 
Surowiej ukarano dwie kobiet, które nie oddały ani kilograma. 
Chrystia Piznik miała zapłacić 2175 rb. kary, a Wiekła Hryhoriewa 
1350 rb. Pozostawiono im 24 godziny na zapłacenie kar i 
odstawienie zboża. Odnotowano, że w razie niewykonania tego 
„zostaną pozbawione prawa do korzystania z zabudowań i ziemi 
uprawnej, a dobytek zostanie jutro sprzedany" 25. Pozostawało im 
tylko pisanie podań o łaskę. W takiej sytuacji znalazła się też M. 
Wychtorowa ze wsi Smiłow na Szym-szczyźnie. W 1931 r. jej 
czterohektarowe gospodarstwo miało oddać 4 tony zboża. W liście 
skierowanym do Hryhorija Petrowskiego z 3 lutego 1932 r. pisała 
„za niewykonanie nałożonych na moje gospodarstwo nadmiernie 
wysokich kontyngentów silrada Smiłowa zabrała nam dobytek i prawie 
w jednych koszulach wygnała z chaty. Niemal 
osiemdziesięcioletniego starca, naszego chorego ojca, ściągnęli z 
pieca i wyrzucili półgołego na dwór, umarł po tygodniu w cudzej 
cha-cie.[...] Szczerze ze łzami w oczach proszę Was, Ojcze naszej 
Ukrainy, ochroń nas nieszczęsnych i bólem dotkniętych... aby nam 
chociaż chatę zwrócili, żebyśmy nie spotykali się na ulicy głodni 
i ubezwłasnowolnieni jak dzieci. Ja biedna z dziećmi nie mam, 
gdzie głowy przyłożyć. Gdzie przyjdzie się chociażby ogrzać, jak 
stamtąd brygada wygania na ulicę"26.
Na drodze do kolektywizacji brygady aktywistów spotykały nie tylko 
niedołężnych starców, kobiety i dzieci. Zawsze musieli być gotowi 
do walki z ciągle odradzającymi się kułakami i ich zwolennikami, 
których również nie brakowało. W sprawozdaniu Ludowego Komitetu 
Rolnictwa republiki ukraińskiej z końca stycznia 1931 r.
wiele miejsca poświęcono antykołchozowej działalności związków 
religijnych. Pisano, że we wsi Wowkowynci w rejonie Szepetówka 
przeciwko kołchozom wystąpili baptyści, natomiast we wsi Kamia-
nuware w rejonie Sawransk sztundyści utworzyli gospodarstwo 
kolektywne pod nazwą „Ewangelista nr 3". Z zamiarem zorganizowania 
katolickiego kołchozu wystąpili natomiast mieszkańcy wsi Stara 
Ostrówka w tymże rejonie. Grupa kułaków kierowana przez 
cerkiewnego starostę wtargnęła do kancelarii SOZ-u im. „Rewolucji 
Październikowej" w rejonie Berdiansk i zniszczyła portrety Lenina 
i Stalina. Informowano, że po wsiach chodzą zakonnice udające że-
braczki, które opowiadały, że do dziadowania doprowadzone zostały 
przynależnością do kołchozu. Powody takich i podobnych wystąpień 

background image

skierowanych przeciwko kolektywizacji Komitet Rolnictwa ilumaczył 
następująco: „Kułak widzi w rozwoju ruchu kołchozowego swoją 
nieuniknioną zagładę. Dlatego kurkule i wrogie elementy rozpętały 
szaloną agitację przeciwko kolektywizacji, zastraszając biedotę i 
średniaków"27.
Na wiosnę 1931 r. w Ludowym Komitecie Rolnictwa zebrano wiadomości 
o stosunku do kolektywizacji mniejszości narodowych na Ukrainie. 
Mieszkali oni w tzw. narodowych rejonach. Byli to: Bułgarzy, 
Grecy, Niemcy, Polacy, Rosjanie i Żydzi. Podczas gdy w całej 
Ukrainie w tym czasie skolektywizowanych było 54,7%, to w rejonach 
narodowych nieznacznie więcej, bo 58,8% gospodarstw. Najlepsze 
rezultaty osiągnięto w rejonach żydowskich, w których było 
skolektywizowanych 86,5% gospodarstw. Najgorzej wypadli Polacy. W 
ich rejonie do kołchozów wstąpiło tylko 16,8% gospodarzy. Żydzi 
zajmujący pierwsze miejsce w kolektywizacji przechytrzy-li władze 
radzieckiej Ukrainy. Wprawdzie szybko pozakładali kołchozy, ale 
zaraz potem młodzi wyjechali do miast, „pozostawiając gospodarstwa 
bez żadnej siły roboczej". W sprawozdaniu wiele miejsca poświęcono 
niechęci Polaków do wspólnego gospodarowania. A stało się tak 
dlatego, „że nie było należytego odporu kułackiej,
57
kontrrewolucyjnej propagandzie i zabrakło masowej działalności 
bolszewickiej". To ułatwiło wyzyskiwaczom straszenie wojną i 
terrorem. Rozgłaszali oni „nie wstępujcie do kolektywów, bo jak 
przyjdzie Piłsudski, to wszystkich powywiesza", albo dokładniej 
„drugiego kwietnia przyjdzie Piłsudski i jak należy postąpi z 
kolektywizatora-mi". W walce z kołchozami kułacy nie byli 
osamotnieni. „Jawnie zorganizowaną działalność kontrrewolucyjną 
prowadzą różne religijne kręgi katolickie: tercjarze, kółka 
różańcowe itp. Wielkim powodzeniem cieszy się tam religijna 
literatura, a w szczególności tzw. proroctwa Sybilli. Książkę tę 
czytają grupami po pięć osób, a następnie przekazują kolejnej 
grupce". Opowiada się, że w proroctwach Sybilli „napisano czarno 
na białym, że ten, kto złoży podanie o przyjęcie do kołchozu, ten 
sprzedaje swoją duszę diabłu i że po jakimś czasie wszystkich 
skolektywizowanych będą stemplować ognistą pieczęcią". W 
niektórych wsiach (np. w Wołkach) znaczącą kontrrewolucyjną 
działalność antykolektywizacyjną rozwinęła sekta baptystów, której 
wpływy ciągle się rozprzestrzeniają. „Baptyści w swojej 
działalności agitacyjnej [...] przerzucają agitatorów z jednej wsi 
do drugiej"28. Tak się złożyło, że kiedy Polacy na 
Marchlewszczyźnie zajęli pierwsze miejsce wśród wrogów 
kolektywizacji, to sekretarzem generalnym CK KPBU był Stanisław 
Kosior, ich rodak pochodzący z Łodzi. Nie wykluczone, że się 
zmartwił słabym uświadomieniem współziomków i skierował do tego 
rejonu grupę odpowiednich agitatorów.
Po tej dygresji przejdźmy do ukazywania przebiegu kolektywizacji w 
całej Ukrainie, bo nie rolnicy należący do mniejszości narodowych, 
a chłopi ukraińscy mieli decydujący głos w sprawie kolektywizacji 
wsi. Miejscowy aktyw partyjny, wspomagany przez doświadczonych 
bolszewików z zewnątrz, dwoił się i troił, aby dobrnąć do celu i 

background image

ogłosić, że rolnictwu ukraińskiemu nie grozi już powrót do 
wstecznych sposobów gospodarowania. Do końca jednak należało 
patrzeć na ręce kułaków i ich popleczników, którzy
robili wszystko, aby zawrócić wieś z drogi do socjalizmu. O tym, 
jak ważna była rewolucyjna czujność, świadczą wydarzenia z wiosny 
1932 roku. Władze centralne zajęły się tą sprawą dopiero we 
wrześniu i wzięły pod uwagę tylko trzy obwody, w których podania o 
wychodzeniu z kołchozów złożyło ponad 27 tysięcy rolników: z win-
nickiego 10 300, charkowskiego 9 970 i kijowskiego 6 870. Na pewno 
i w innych obwodach takie przypadki, może w mniejszej skali, miały 
miejsce i nie popełnimy większego błędu przyjmując, że w 1932 r. 
zamierzało zrezygnować z kolektywnej gospodarki ponad 50 tysięcy 
chłopów.
Analizując sytuację w trzech obwodach, władze stwierdziły, że w 
dużej mierze winny był miejscowy aktyw. Obciążano go 
odpowiedzialnością za złą organizację pracy, lekceważenie zasad 
agrotechni-ki, biurokrację, marnotrawstwo, dopuszczanie do 
kradzieży, brak pracy polityczno-wychowawczej itd. Podkreślono, że 
wykorzystują to wrogowie ludu „kułacy, popi, księża, rabini, byli 
białogwardziści, petlurowcy, włóczędzy, mnisi, byli żandarmi itp., 
jacy w kołchozie i poza jego obrębem rozprzestrzenili straszną 
agitację przeciwko budowaniu kołchozów, przeciwko linii partii na 
wsi". Najwięcej wystąpień antyradzieckich ujawnionych zostało w 
obwodzie win-nickim. Agitację antykołchozową prowadzili tam m.in. 
trzej księża prawosławni, zięć księdza z dwoma mnichami, zastępca 
kierownika szkoły, przewodniczący adwentystów i „wyzyskiwacz" 
Majewski. Namawiali oni do wyjścia z kołchozów. Pisali podania i 
rozpowszechniali takie oto wiadomości: „Jest uchwała CK partii i 
rządu, żeby nam zwrócić ziemię z zasiewami, ale miejscowe władze 
ukrywają ją przed nami.[...] Stalin i Woroszyłow strasznie się 
pokłócili, bo Woroszyłow opowiedział się za chłopami. Woroszyłow 
zabił Stalina, ale to ukrywają. [...] Wszędzie na całej Ukrainie 
ziemia leży nie obsiana, wszystko stoi nie obrobione i wszędzie 
wychodzą z kołchozów"29. Wiadomości, jak się zakończyło porzucanie 
kolektywizacji w 1932 r., są niepełne. W obwodzie charkowskim już 
we
59
wrześniu 1932 r. około 24 % gospodarzy zostało powtórnie 
przekazanych do kołchozów. W obwodzie kijowskim w rejonach dnie-
prowskim, iwanickim i iczniańskim „ze złej drogi" udało się 
zawrócić około 17 % chłopów, a w rejonie Białej Cerkwi ponad 50%. 
Można przyjąć, że do końca 1932 r. większość uciekinierów została 
w różny sposób nakłoniona do ponownego związania swego losu z 
gospodarstwem kolektywnym.
W jesieni 1933 r. uznano, że przeobrażenie rolnictwa zostało 
zakończone. Jakie wyniki osiągnięto w ciągu 5 lat, pokazuje 
poniższa tabela.
Tabela 2. Kolektywizacja rolnictwa na Ukrainie w latach 1928-1933
Lata 1928 1933
Liczba kołchozów

9 533

24 191

Ziemia orna w kołchozach (w tys. ha)

390,5

18 922,0

background image

Ziemia orna w kołchozach (% całego areału)

4,1

86,9

Gospodarstwa chłopskie w kołchozach (% wszystkich gospodarstw)

3,3

74,4

Zasiewy w kołchozach (% wszystkich zasiewów) 1,3

80,3

Konie w kołchozach (% wszystkich koni) 0,5

72,7

Bydło w kołchozach (% całego pogłowia) 0,2

55,1

Źródło: Kolektywizacja i hołod na Ukrajini, s. 636
Wprawdzie liczba gospodarstw skolektywizowanych zwiększyła się 
tylko dwu i półkrotnie, ale ich powierzchnia uprawna blisko 50-
krotnie. Jeszcze większe zmiany wystąpiły w hodowli zwierząt. 
Ilość koni w kołchozach wzrosła ponad 140-krotnie, a bydła 
rogatego ponad 270-krotnie.
Skolektywizowane gospodarstwa agrarne uległy przemianom. Miejsce 
SOZ-ów, w których dochód zależał od ilości włączonej do wspólnego 
użytkowania ziemi, zajęły artele, gdzie brano pod uwagę tylko 
przepracowane dniówki. Zlikwidowano podział na biednia-
iów i średniaków. Na marginesie znalazły się chłopskie 
gospodarstwa indywidualne, wśród których doszczętnie zlikwidowano 
zamożnych i zaradnych. Kułacy odradzali się tylko na zawołanie 
partii, kiedy pojawiało się zapotrzebowanie na wroga klasowego. (-
liłopi, ostoja narodu ukraińskiego, przemienieni w kołchoźników w 
mniejszym stopniu decydowali o swoim losie niż za czasów 
pańszczyźnianych.
W czasie gdy dokonywała się likwidacja warstwy chłopskiej, 
bolszewicy zabrali się również za niszczenie i zastraszanie 
ukraińskiej inteligencji, o czym warto tu pokrótce wspomnieć. 
Pierwsze większe aresztowania dotknęły ukraińską inteligencję 
techniczną związaną z przemysłem węglowym. W połowie 1928 r. 53 z 
nich sądzono na procesie w Moskwie. Zarzucano im sabotaż 
gospodarczy. Znacznie szersze kręgi objęły aresztowania w 1929 r. 
Pozbawiono wówczas wolności setki ludzi, których wcześniej agenci 
GPU zachęcali do wstąpienia w szeregi rzekomych tajnych 
organizacji Związku Wyzwolenia Ukrainy i Związku Młodzieży 
Ukraińskiej. Pokazowy proces odbył się w kwietniu 1930 r. w 
Charkowie. Przed sądem stanęło 45 wybitnych ukraińskich 
intelektualistów na czele z prof. Serii i jem Jefremowem z 
Ukraińskiej Akademii Nauk, który w czasie wojny był działaczem 
niepodległościowym i członkiem Dyrektoriatu. Do masowych 
aresztowań przystąpiono w 1931 r. pod pozorem przynależności do 
organizacji o nazwie Ukraińskie Centrum Narodowe. Uwięziono 
wówczas między innymi Mychajła Hrusze-wśkiego, wybitnego 
historyka, przewodniczącego ukraińskiej Cen-iralnej Rady w czasie 
wojny, który w 1924 r. wrócił z emigracji na IJ krainę. Na tym 
prześladowanie inteligencji się nie skończyło i w latach 1932-1933 
do więzień trafili następni. W większości przypadków nie zarzucano 
im już przynależności do tajnych związków, tylko innego rodzaju 
przewinienia: szkodnictwo gospodarcze, poglądy nacjonalistyczne, 
propagowanie wrogich informacji, nakłanianie do antyradzieckich 
wystąpień itp. W masowych akcjach represyjnych
6o
6i

background image

obok ludzi nauki, literatów, dziennikarzy, artystów i wojskowych 
do więzień trafiali również przedstawiciele inteligencji 
wiejskiej. Byli to nauczyciele, księża, agronomowie, aktywiści 
partyjni, ludowi pieśniarze oraz oczywiście kułacy i im podobni. 
Większość aresztowanych osadzano na długie lata w więzieniach, 
wysyłano do łagrów, a w najlepszym razie deportowano z Ukrainy. 
Nasilenie sowieckiego zwalczania wszelkich przejawów ukrainizacji 
było tak wielkie, że znany i liczący się prozaik Mykoła Chwylowyj, 
postulujący uniezależnienie kultury ukraińskiej od wpływów 
rosyjskich i zwrócenie się na zachód Europy, w maju 1933 r. 
popełnił samobójstwo. Represje, jakie spadły na inteligencję 
ukraińską, spowodowały między innymi to, że zniewalana ukraińska 
wieś nie mogła liczyć na wystąpienie w jej obronie swoich 
duchowych przywódców i autorytetów moralnych. Opór chłopów 
zamkniętych w opłotkach wsi łatwiej było władzy radzieckiej 
pokonać, a zwalczając go podcinano korzenie groźnego dla 
komunistów ukraińskiego odrodzenia narodowego.
Nakreślony w 1929 r. przez Józefa Stalina cel skolektywizowania 
rolnictwa został w zasadzie osiągnięty. W miejsce gospodarstw 
chłopskich na wsi zapanowały kołchozy. Zupełne fiasko poniosła 
natomiast zapowiedź Stalina, że w wyniku kolektywizacji Kraj Rad 
stanie się „najbardziej zbożowym krajem świata". Stało się wprost 
przeciwnie. Na Ukrainie, a w innych republikach nie było inaczej, 
wraz ze wzrostem liczby kołchozów spadała produkcja rolna i coraz 
wyraźniej uwidoczniły się niedostatki żywności. Kołchozami, do 
których nie dopuszczono najbardziej doświadczonych rolników, w 
większości kierowali ludzie niewiele mający do tej pory wspólnego 
z organizacją produkcji rolnej. Ich ocena często nie zależała od 
tego, jak pracowano, tylko od tego, jak wykonywano nawet 
bezsensowne polecenia. Przypomnieć tu można powieściowego Lejzorka 
Rojtsz-wanca, który wysoko oceniony był przez władze za hodowlę 
królików, których w ogóle nie było.
62
li
Chłopi, zarówno ci, którzy wstąpili do kołchozu, jak i 
gospodarujący jeszcze na swoim, coraz bardziej tracili wrodzone 
nawyki myślenia o gospodarowaniu i powiększaniu dobytku. 
Kołchoźnicy stawali się wykonawcami odgórnych poleceń, często 
kłócących się ze zdrowym rozsądkiem. Korzystniej było, zamiast 
przykładać się do pracy, pomyśleć, w jaki sposób coś ze wspólnej 
własności przynieść do domu. Indywidualni rolnicy przestawali 
myśleć o powiększaniu produkcji, ponieważ wszystko, co zdołali 
zebrać, odbierano im na poczet obowiązkowych dostaw. Nie ważne 
było, ile zebrano / pola, ale ile skutecznie ukryto przed 
brygadami ściągającymi. Nie sprzyjało też gospodarce rolnej 
wstępowanie do kołchozów i powra-1 .inie z nich na swoje, po czym 
zaczynanie wszystkiego od nowa. ( ihłopi miotali się jak w klatce, 
z której nie było wyjścia. Bardziej /aradni i odważni szukali 
miejsca poza rolnictwem, przenosząc się do miast, do przemysłu. Na 
wsi, gdzie produkowano żywność, /. każdym rokiem coraz trudniej 
było się wyżywić.

background image

Na temat produkcji rolnej w okresie kolektywizacji brak w miarę 
wyczerpujących informacji. W czasie kiedy na każdym kroku szukano 
wroga, sporządzanie wykazów o zmniejszaniu się powierzchni 
zasiewów i pogłowia inwentarza mogło być uznane za sabotaż. Nie do 
pomyślenia było kojarzenie wspaniałego postępu kolektywizacji 1 
krachem gospodarki rolnej, a co gorsza z głodem. Zajmujący się tą 
problematyką ukraiński historyk Stanisław Kulczyćkyj nadmienia: 
„Wpływ kolektywizacji na stan sił produkcyjnych gospodarstwa 
wiejskiego to temat odrębnych badań. Ze zrozumiałych względów 
należy go zaliczyć do białych plam"30. Z fragmentarycznych danych 
wyłania się czarny obraz. Szczególnie dotkliwe straty poniosła 
hodowla zwierząt. Przy chronicznym braku pożywienia musiały one 
ustąpić miejsca ludziom i trafiać do garnka swoich gospodarzy. W 
re-ionie zinowiewskim gospodarstwa rolne dysponowały 231 tys. hek-
larów ziemi ornej i w 1932 r. w 96% były skolektywizowane. W re-l< 
mię tym w czasie od 1 stycznia 1928 r. do 1 czerwca 1932 r. miał
63
miejsce następujący spadek pogłowia: koni roboczych z 24 243 do 8 
680 (35,8%), krów z 18 149 do 8 206 (45,2%). Dla rolnictwa 
najbardziej odczuwalny był spadek liczby koni, bo miało to fatalne 
skutki dla produkcji roślinnej. W tym przypadku bardziej od liczby 
sprzężaju liczyła się jego przydatność do ciężkich robót polowych, 
a z tym było jak najgorzej. Wiele miejsca sile pociągowej 
poświecił nawet sekretarz generalny CK KPBU S. Kosior w liście do 
J. Stalina z 26 kwietnia 1932 r. Pisał, że w tych rejonach, które 
ostatnio odwiedził „około Vi koni padło, pozostałe z reguły 
znajdują się w bardzo ciężkim stanie — skóra i kości"31. Barwniej 
ukazano ten problem w informacji z rejonu Humania wysłanej 16 maja 
1932 r. do CK KPBU. Dowiadujemy się, że w tej części obwodu 
winnickiego do 4 maja zasiewy wiosenne przeprowadzono zaledwie w 
niecałych 19% na skutek katastrofalnego stanu siły pociągowej. Z 9 
744 koni w rejonie 50% jest nieprzydatnych do żadnej pracy [...]. 
Ale i te konie, które pracują, wykonują od 40 do 10% normy. W 
wielu wsiach trudno znaleźć nawet parę koni zdatnych do 
przywiezienia paliwa do traktorów. We wsi Horodnycia zaprzęgają do 
kultywatora parę koni i dochodzą one do połowy zagonu, wtedy są 
wyprzęgane i do pracy brana jest druga para itd. Tak pracują konie 
niemal we wszystkich wsiach. We wsi Ryżawka do orki pod buraki 
zaprzęgają do pługa cztery pary koni, ale i one ledwo go ciągną 
[...]. Indywidualni też nie mają sprzężaju. We wsi Herżeniwka 84 
gospodarstwa mają 16 koni i te w części do pracy nieprzydatne. 
Traktory na skutek szkodliwego remontu i opóźnionej dostawy części 
zamiennych rozpoczęły pracę dopiero 4 maja"32. Należy dodać, że 
traktorów oraz wielu maszyn i narzędzi w kołchozach chronicznie 
brakowało.
Przy takiej uprawie ziemi siewami wiosennymi zajmowano się ] 
jeszcze w czerwcu, a jesiennymi w grudniu. Niedostatecznie 
pielęgnowane uprawy zarastały chwastami, co w znacznym stopniu 
obniżało plony. Nie mniejsze kłopoty występowały również przy 
zbio-

background image

plonów. Po zakończeniu żniw w obwodzie dniepropietrowskirn \a 
łamach „Prawdy" z 14 sierpnia 1932 r. można było m.in. przeczytać: 
„Zboża powiązanego w snopy mało. Ogromna większość leży na polu 
nie powiązana, w wałkach. Wiatr tarmosi je, roznosi po polu. W 
szeregu kołchozów zboża mokną i przerastają. W obwodzie /.łożono w 
sterty 20% skoszonego zboża. Składają świeże, nie posuszone zboże. 
Ziarno zagrzewa się, pali, psuje się"33. Dalszy proces zniszczenia 
miał miejsce po wymłóceniu. Z powodu braku wystarczającej ilości 
magazynów i innych odpowiednich pomieszczeń składowano je w 
ogromnych stosach pod gołym niebem. Stosy te niczym nie 
zabezpieczone, pokrywały się kilkudziesięciocentyrne-trową warstwą 
porośniętego zboża. Pod tym samorzutnie powstałym zabezpieczeniem 
ziarno było w miarę bezpieczne, bo na jego jakość nie zwracano 
uwagi. Niegospodarność od uprawy ziemi po omłoty przynosiła 
ogromne straty. Szacuje się, iż wynosiły one nawet do 3,2 miliona 
ton, co stanowiło około 50% zapotrzebowania na wyżywienie ludności 
wiejskiej, której coraz trudniej było zdobyć niezbędne środki do 
życia.
Bezhołowie w kierowaniu kolektywnymi gospodarstwami pociągające za 
sobą postępujący spadek produkcji i marnotrawienie teg0, co 
zdołano osiągnąć, było bacznie obserwowane i oceniane przez 
wiejską społeczność. Niestety, była ona bezsilna i nie mogła 
powiedzieć „basta, nasza chata z krają", ponieważ los zostania 
kołchoźnikiem przypisany był wszystkim chłopom, bo tak zdecydowali 
wszechmocni władcy z moskiewskiego Kremla. Po nieudanych próbach 
sprzeciwu zanikły czynne wystąpienia przeciwko kolektywiza-c ji, 
narastał ruch biernego oporu, który przede wszystkim był 
ukierunkowany na zdobywanie i ukrywanie żywności. Ludność wiejską 
ogarniała coraz powszechniejsza apatia i oczekiwanie na najgorsze 
od czego nie było ucieczki. Jak wspomina Anastazja Kuczeruk ze wsi 
Subacziwka na Żytomierszczyźnie, starzy ludzie mówili „Bóg ludzi 
karze, bo zaczęli wyśmiewać się z Boga, krzyże z cerkwi zrzucać,
64
świątynie Boże plugawić i rozwalać, dzieci chować bez chrztu. I 
tak Pan Bóg karze wszystkich pomorem"34. Przekonanie o karze 
boskiej nie było odosobnione. Ministerstwo Rolnictwa w marcu 1931 
r. informowało, że w rejonie krasnołuckim szeroko rozpowszechniane 
było „Złote Pismo". Opowiadano, że dwóch pastuszków było 
świadkami, jak spływało ono z nieba. Ludzie, do których to pismo 
dotarło, byli zobowiązani, aby po przeczytaniu przepisali je w 
siedmiu egzemplarzach i rozsyłali do znajomych. Treść „Złotego 
Pisma" znana jest w minimalnym stopniu, ale należy mieć nadzieję, 
że odnalezione zostanie w jakichś poradzieckich zbiorach 
archiwalnych, tak jak przed laty „Złota Książeczka" ks. Piotra 
Ściegiennego skierowana do polskich chłopów w roku 1840 XIX wieku. 
W „Złotym Piśmie" ukraińskim chłopom przypomniano, że „Bóg 
istnieje i ześle na ludzi ciężką karę, ale cierpcie i oczekujcie 
strasznego sądu"35. Na zapowiadaną w 1931 r. ciężką karę nie 
trzeba było długo czekać, stała już za progiem chłopskich chat. 
Gorzej było z pojawieniem się sądu.

background image

W końcu lat 20., przed siłowym rozpoczęciem kolektywizacji, w 
prasie radzieckiej ukazywały się informacje o skutkach braku 
żywności. Tą drogą do awangardowego poety, Józefa Czechowicza 
dotarła wiadomość, że tysiące bezdomnych dzieci w poszukiwaniu 
pożywienia przybywa do miast. Zainspirowało to poetę do napisania 
wiersza, który został opublikowany na łamach „Głosu Literackiego" 
w 1930 r. na trzy lata przed głodowym pomorem. Poniżej przytaczamy 
jego fragment:
„GŁÓD
«W Rostowie nad Donem osiem tysięcy głodnych, bezdomnych dzieci ze 
stepu zrabowało magazyny żywnościowe*.
„Krasnaja Zwiezda", 23 sierpnial928 r.
Piach—
Nie znasz—nie wołaj—
Stepy tonące czółna—
Upał soki uwarzył w ziołach—
I strach—
Na północ, na północ—
Stepem—
Żarów taniec—
Bezdrożne—bezbożne—
Niebios miedziany przepych—
Groźnie—
Głos głodny w krtani—
Dźwigają się ręce na pomoc krokom-Wytęża się oddech zwęglony nędzą
— Srogo— Popędzaj !
I jak nisko—
I głód bije młotem—
Step jak szkło w oczacfi prysnął—
Pali ołowiem—
Chude żebra spłynęły potem—
Ale powiedz,
czy naprawdę o sto wiorst prosto
da jeść białokamienny Rostow?—"36
M
66
67
Zagłada głodowa
W czasie zbiorów zboża w 1931 r. ponad 50 procent ukraińskich 
chłopów było członkami kołchozów. Dla znacznej ich części były to 
pierwsze żniwa we wspólnocie i na pewno ciągnęło ich na te zagony, 
które obsiewali jako samodzielni gospodarze. Dla większości 
rolników indywidualnych były to ostatnie zbiory na swoim. W ciągu 
roku zostaną oni przemienieni z gospodarzy w kołchoźników. Tak 
jedni, jak i drudzy borykali się z otaczającą biedą, ale nawet 
najwięksi pesymiści spośród nich nie przewidywali, że nadciągają 
czasy, jakich Ukraina jeszcze nie doświadczyła.
Nikt nie przypuszczał, że już w następnym roku niedojadanie 
przemieni się w głód, a ten w straszny pomór głodowy. Ta periody-
zacja ostatnich lat pierwszej radzieckiej pięciolatki znalazła 
odbicie w ludowej piosence śpiewanej w obwodzie charkowskim:

background image

„W trydciat'perszomu hodu Wże piznały my bidu.
W trydciat' druhomu hodu
Jiły ludy łobodu. W trydciat' tretiomu hodu Pomarajut' na chodu"1.
Kolektywizacja i wynikła na skutek tego degradacja gospodarki 
rolnej w znacznym stopniu przyczyniły się do głodu na Ukrainie, 
ale bezpośrednią jego przyczyną było przymusowe ściąganie płodów
rolnych. Przy wyznaczaniu wymiaru dostaw władze radzieckie tak 
centralne, jak i republikańskie lekceważąco odnosiły się do stanu 
rolnictwa i potrzeb zatrudnionych w nim ludzi. Podczas kiedy ze 
zbiorów w 1930 r. ściągnięto 6,4 miliona ton zboża, w następnym 
zaplanowano, że wieś ukraińska odda państwu 7,1 miliona ton, 
chociaż zbiory były niższe niż w 1930 r. Plan wykonany został w 
91,5%, rolnicy zostali zmuszeni do oddania 6,5 miliona ton zboża.
Osiągnięcie takiego wyniku bez zaostrzenia środków przymusu było 
niemożliwe. Ledwo zakończyły się żniwa, jak do pracy zabrały się 
brygady ściągające. Do niedawna były one groźne tylko dla rolników 
samodzielnych, głównie dla tych zaliczanych do kułaków. W 1931 r. 
z ich działalnością zapoznali się kołchoźnicy, szczególnie z tych 
wspólnot, które nie wywiązywały się z dostaw zboża. Z inicjatywy 
pisma „Prawda" jesienią 1931 r. powstają nawet międzyrejo-nowe 
brygady ściągające, w skład których wchodzili też aktywiści z 
kołchozów. Przy lokalnych pismach powstawały sztaby koordynujące 
działalność tych brygad, które mobilizowały kołchozy do 
odstawiania zboża, organizowały zbiorowe uroczyste dostawy, 
wyszukiwały ukryte zapasy, zwalczały antyradziecką działalność. W 
końcu października 1931 r. w 184 rejonach zorganizowano 1492 
brygady zajmujące się kołchozami oraz 1420 brygad skierowanych do 
„pomocy" rolnikom indywidualnym. W informacji o brygadach podano 
szereg faktów dotyczących ich działalności.
We wsi Hałki rejon Skwyrsk wykryto 1000 kop zboża. W kołchozie „1 
sierpień" w rejonie Znamiensk twierdzono, że u nich nie ma zboża, 
a brygada wykryła ziarno w plewach. W artelu „Zorza Wolności" w 
rejonie Mełytopol przewodniczący starał się ukryć 16,4 ton /boża. 
W kołchozie „Budionny" w tym rejonie wykryto 16,4 ton pszenicy pod 
plewami. W rejonie Sołoniańsk w wielu kołchozach znaleziono szereg 
schowków na ziarno, a w nich ponad 164 tony zboża. Brygady 
przyczyniły się do wykrywania wielu przypadków kradzieży zboża, 
nawet bezpośrednio spod młockarń. Podkreślano,
68
69
że aktyw zaangażowany w ściąganie kontyngentów narażony jest na 
wrogie wystąpienia, takie jak podpalenia, pobicia i zabójstwa. 
„Brygady ściągające — czytamy w informacji — aktualnie okazują się 
zasadniczym ogniwem masowej pracy w ramach realizacji planów 
dostawy zboża. Ale w niektórych rejonach nie podchwycono 
entuzjazmu kołchoźników, którzy przyjechali z innych rejonów na 
pomoc w ściąganiu zboża. To świadczy, że nie potrafili wykorzystać 
doświadczenia przodujących kołchozów w szybkiej realizacji dostaw 
zboża"2.
Działalność brygad przybyłych z innych rejonów była znacznie 
bardziej bezwzględna, ponieważ nie mieli powiązań rodzinnych i 

background image

towarzyskich z ludźmi, którym rekwirowano zboże. Chwaleni i 
stawiani za wzór aktywiści pozostawiali całe wsie bez środków do 
życia i nic dziwnego, że nawet lokalny aktyw partyjny, nie zawsze 
przyjmował ich z otwartymi rękami. Po odjeździe tych karnych 
ekspedycji zbożowych niełatwo było pracować z ludźmi, którzy nie 
mieli, co włożyć do garnka. Przed utworzeniem kołchozów brygady 
aktywistów od lat grasowały na ukraińskiej wsi, doprowadzając 
tysiące gospodarstw do ruiny. W skolektywizowanej wsi brygady 
nadal były niezbędne, a rezultaty ich pracy były bardziej okazałe. 
Podczas kiedy u gospodarzy wynajdywano po kilkanaście pudów zboża, 
to w kołchozach po kilka tysięcy, ale wzrastała też nienawiść 
wobec zbożowych aktywistów, bo byli oni bezpośrednio najbardziej 
widocznymi sprawcami nieszczęść. Szukając w kołchozach ukrytych 
skarbów, nie zaprzestali odwiedzania chłopskich chałup i wtedy, 
nawet ci, co mieli żywność otrzymaną z kołchozów, nie mogli czuć 
się bezpiecznie. O pracy tych aktywistów śpiewano:
„Buksyr chodyt' popid chaty, Szczob u ludej chlib zabraty. Buksyr 
chlib weś zabyraje, Chaj lud z hołodu wmyraje.
Buksyr chlib uweś zabraw Szczob muzyk skorisz zdychaw"3.
Dzięki aktywności brygad „holowniczych", bo tak dosłownie 
należałoby przetłumaczyć ich nazwę, w wielu rejonach Ukrainy już 
na początku 1932 r. ściągnięto wyznaczony kontyngent dostaw. Od 
tej pory u coraz większej liczby ludzi niedojadanie przeradza się 
w głód. Szukając wyjścia z głodowych matni informowano władze o 
sytuacji w terenie i proszono o pomoc. W końcu kwietnia 1932 r. 
Stanisław Kosior został poinformowany, że do CK KPBU i CK WKP(b) 
od 1 stycznia do 22 kwietnia wpłynęło 116 listów na temat 
ściągania zboża i głodu na Ukrainie. Listy o podobnej treści 
wysyłano też do władz niższych szczebli oraz do H. Petrowskiego i 
redakcji gazet, m.in. do „Kołchozoho Seła".
Do przewodniczącego Komitetu Niezamożnych Chłopów 2 stycznia 1932 
r. zwrócili się o pomoc rolnicy z kołchozów: „Czerwona Gwiazda", 
„Czerwony Oracz" „Droga Illicza", „Woroszyłow" i „Górki" z obwodu 
charkowskiego. „Drogi nasz Ojcze - pisali - zwracamy się do Was z 
prośbą, żebyście zwrócili na nas uwagę. To, co zrobili z nami 
partyjni przedstawiciele rejonu, to po prostu straszne. Czy władza 
radziecka i partia wydają takie prawa, żeby ostatni pud, ;i nawet 
20 funtów zboża, które wydał zarząd za dniówki robocze odbierać?. 
Co zrobili z członkami kołchozu i biedakami, zostawili na pastwę 
losu głodne kobiety i dzieci. Łamią drzwi, rozbijają skrzynie, 
grożą naganami i mówią «my partyjni, my jesteśmy władzą, zechcemy 
to wystrzelamy jako pasożytów, my wam pokażemy, oddawaj zboże, a 
sam zdychaj, choćby dziś czy jutro, nie nasza sprawa». Dlatego my 
biedacy, członkowie arteli postanowiliśmy wysłać do Was pismo, 
żebyście chociaż Wy zwrócili na nas uwagę i ochronili od takiej 
męki i głodu"4. Mieszkańcy wsi Horby z rejonu Hłobynsk wysłali 
list do generalnego sekretarza CK WKP(b): „Szanowny Tow. Stalin - 
pisali - czy jest zgodne z prawem radzieckiej władzy, aby chło-
70
pi siedzieli głodni, tak jak my kołchoźnicy, nie mający w swoim 
kołchozie już od 1 stycznia 1932 r. ani funta zboża [...]. My 

background image

kołchoźnicy postanowiliśmy zapytać - co będzie dalej? Nasuwa się 
pytanie, jak my możemy rozwijać socjalistyczne budownictwo ludowej 
gospodarki, kiedy jesteśmy przygotowani na śmierć głodową, bo do 
zbiorów jeszcze cztery miesiące. Pytamy, za co biliśmy się na 
frontach, czy za to, żebyśmy siedzieli głodni i patrzyli jak 
dzieci w skurczach wymierają z głodu"5. Do J. Stalina 10 lutego 
1932 r. wysłał list komsomolec Pastuszenko, pisząc o głodzie w 
skolektywizowanej wsi Połonyste w obwodzie winnickim. „Dzień dobry 
Szanowny Towarzyszu Stalin! Do Was piszę list z Ukrainy, ze wsi w 
głuchym zakątku [...]. Wieś wykonała plan w 65%. Kołchoz wywiózł 
do funta wszystko zboże, wszystkie [inne] produkty [...]. 
Przewiduje się, że w ciągu dwu miesięcy zginie cały inwentarz. I 
zaczynają wymierać z głodu ludzie, puchną dzieci, wołają chleba, 
chleba [...]. Obecnie aktywista koło aktywisty, brygada 86 osobowa 
chodzi trzy miesiące, dzień w dzień pod każdą chatę. Od początku 
kampanii już przeszpe-rali każdą chałupę 60 razy. Zabrali do 
funta, wszystkie warzywa [...]. Nie przewidziano żadnych nasion na 
wiosenne siewy [...]. I tak to jest Towarzyszu Stalin"6. 
Dramatyczny list do CK WKP(b) 13 kwietnia 1932 r. wysłał 
kołchoźnik F. Musijenka ze wsi Kumari w obwodzie odeskim. „Czy CK 
WKP(b) wiadomo - zapytuje autor listu - że w czasie surowej zimy 
kołchoźnicy wychodzili na pole szukać porzuconych w czasie zbiorów 
kaczanów kukurydzy [...]. Że kołchoźnik pracuje cały dzień przy 
kołchozowym bydle za sto gramów hrecza-nego chleba [...]. Że w 
przeddzień kampanii siewnej postanowiono zabrać z kołchozów ziarno 
siewne [...], że w szeregu punktów skupu ziarno zgniło, a nie 
patrząc na to w szeregu kolektywnych gospodarstwach zabrano 
ostatnie cetnary nasion. Wróg klasowy j est zadowolony, że 
kołchoźnicy puchną z głodu [...] siedzą bez chleba i nasion"7.
Podobne listy, jak cytowane wyżej, napływały do władz ze 
wszystkich stron Ukrainy, ale niewiele zrobiono, aby 
przeciwdziałać nara-
72
stającej klęsce głodu. W oficjalnych wystąpieniach ludzi z różnych 
szczebli władzy, niedostatek żywności oceniano jako rezultat 
wrogiej działalności i nagannego wykonywania partyjnych 
postanowień. A już nie do pomyślenia była krytyka decyzji 
centralnych władz partii podejmowanych pod przewodnictwem 
nieomylnego Józefa Stalina. To on firmował ściąganie zboża ze wsi 
i głodem wynikłym / tego powodu starano się mu nie zawracać głowy. 
Dlatego też pierwszy sekretarz CK KPBU Stanisław Kosior pisząc 26 
kwietnia
I 932 r. do J. Stalina o trudnościach żywnościowych, więcej 
miejsca poświecił koniom niż ludziom. „U nas zdarzają się 
pojedyncze przypadki głodu, a nawet wsie głodujące, jednak to 
tylko rezultat bezho-lowia, przegięć, szczególnie w stosunku do 
kołchozów. Wszystkie rozhowory o «głodzie» na Ukrainie należy 
kategorycznie odrzu-c ić[...]. Problem żywności w większej części 
kołchozów stepowych nie wygląda najlepiej. Ale liczne kołchozy 
mimo to żyją nieźle. Wszędzie najbardziej ciężko ze zbożem. Brak 
zboża i głód okazują się tematami, w oparciu o które kułak i jego 

background image

agenci rozwijają wściekłą kampanię, uciekając się do wszelkich 
możliwych prowokacji. W okolicach Kijowa, Białej  Cerkwi i Humania 
nieoczekiwanie ujawniły się wrogie nastroje, a w rejonie Płyskowsk 
miało miejsce otwarte wystąpienie kontrrewolucyjne o jawnie 
petlurowskim charakterze, które zdołano szybko zlikwidować"8. Po 
otrzymaniu takich wiadomości Stalin utwierdzał się w przekonaniu, 
że z Ukraińcami
I1 udno jest budować komunistyczną wspólnotę, bo oni do tej pory 
nie zapomnieli Atamana.
W czasie kiedy S. Kosior uspokajał swego zwierzchnika, w kraju nad 
Dnieprem z każdym dniem wzrastała liczba ofiar głodu. Do w radź 
centralnych Ukrainy napływały na ten temat meldunki z te-
icnu.
Z obwodów, rejonów i wsi lokalne władze, aktywiści oraz chłopi 1 
kołchoźnicy pisali o potęgującym się głodzie, coraz częściej 
powodującym śmierć, o braku zbóż na siew, polach przeznaczonych na
73
ugór i chwastach niszczących uprawy, o zdychaniu zwierząt domowych 
i wybijaniu ich na mięso, o poszukiwaniu żywności na miejscu i 
wyjeżdżaniu po nią do miast i do Rosji, o rabunkowej działalności 
brygad ściągających, o braku pomocy ze strony władz i wielu innych 
problemach nurtujących udręczonych głodem ludzi.
Na wiosnę, kiedy rozpoczęły się prace polowe, kołchoźnicy 
otrzymywali niewielkie ilości pożywienia, ale nawet na minimalną 
pomoc nie mogły liczyć wszystkie kołchozy. Chociaż kontyngent 
ściągnięto w ponad 90%, na Ukrainie zboża nie było. Dysponowały 
nim władze centralne w Moskwie. Dopiero po telegramie S. Ko-siora, 
Biuro Polityczne WKP(b) postanowiło wysłać na Ukrainę 115 tys. ton 
zboża i 75 wagonów ryb. Była to kropla w morzu. Kiedy zwrócono się 
o dodatkową pomoc, 23 czerwca postanowiono w Moskwie, aby 
„dodatkowej dostawy zboża na Ukrainę nie dokO-nywac   .
Ludzie wychodzący do pracy w kołchozie dostawali jakieś minimalne 
pożywienie, wracali do domu głodni, a tam czekały na nich 
wynędzniałe dzieci. Pomimo stosowanych represji dochodziło do 
krytyki władzy radzieckiej. W informacji z rejonu Humania z połowy 
maja 1932 r. pisano: „polityczne nastroje kołchoźników, a niekiedy 
i aktywistów nie są zadawalające, a w niektórych wsiach mają 
charakter kontrrewolucyjny. We wsi Ksiendzowka jednego dnia nie 
dali kołchoźnikom jeść, a tego dnia przyjechała do wsi sztafeta 
kultury. Postawiono głośnik radiowy i rozpoczęto realizację 
wieczoru kultury, ale kołchoźnicy niezadowoleni z tego, że nie 
dostali jedzenia, zaczęli kląć na władzę radziecką, kierownictwo, 
a szczególnie na towarzysza Stalina, którego portret wisiał na 
platformie sztafety kultury. Wieczór kultury zerwano [...]. Ludzie 
wychodzą do roboty tylko w zależności od zadawalającego jedzenia. 
Rejonowy komitet partii starał się zmienić nastroje ludności, do 
każdej wsi wyjechało po 2-3 członków partii [...]. Daje się 
stanowczy odpór kułackim próbom wykorzystania sytuacji dla swoich 
celów. Wydaje się wielo-
nakładowe gazety, dwie ruchome redakcje rozsyłają gazety po 
polach. Są wielkie osiągnięcia w organizacji pracy, [...] ale bez 

background image

niezbędnej pomocy żywnościowej rejon nie może się obejść" — 
donosił sekretarz Heraszenko10.
Pomocy żywnościowej jednak prawie nie było, a kołchoźnicy zamiast 
zadowolić się wieczorami kultury i artykułami w prasie, ulegali 
podszeptom kułaków. Nie dość, że nie rwali się do pracy bez 
jedzenia, to jeszcze obrażali samego Józefa Wissarionowicza 
Stalina i układali złośliwe przyśpiewki:
„Nema chliba, nema muky
Tilko kino i muzyky.
My hołodni i sumni
Z namy Stalin na stini. k>          Ciłe liteczko robyła,
Ił         Kiło hreczki zarobyła,
fr         Kiło hreczki, dwa jaczmeniu
Taj żuriusia, de ja zmelu"11.
Na wieś w celu uświadamiania chłopów wysyłano aktywistów 
partyjnych i komsomolskich. Wiosną 1932 r. również na tym odcinku 
ujawniły się trudności. Wśród tych, którzy mieli pouczać chłopów, 
pojawiali się ludzie tracący wiarę w socjalistyczne przemiany. 
Jednym z nich był kijowski student, H. Tkaczenko, działacz 
komsomołu od 1927 r. W połowie czerwca 1932 r. wysłał on list do 
sekretarza CK KPBU, Kosiora. „Ja bez przerwy i uparcie - czytamy w 
nim - prowadziłem robotę wyjaśniającą, z przekonaniem dowodziłem, 
że cele partii są słuszne i ważne, nie raz występowałem w 
dyskusjach różnie uzasadniając, przekonywałem nie raz odsyłając na 
koniec pięciolatki i jej osiągnięć społeczno-kulturalnych. A teraz 
wanowny Stanisławie Wincentowiczu, przekonajcie mnie, jak wyja-
tnić występujące dzisiaj niedorzeczności i wreszcie, kiedy 
osiągnie-
74
75
my cel i jakimi metodami [...]. Czy wyobrażacie sobie, co teraz 
się dzieje na Białocerkiewszczyźnie, Humańszczyźnie, 
Kijowszczyźnie i innych. Wielkie połacie nie obsianej ziemi, a 
urodzaj zasiewów nie większy niż 20% tego z lat 1925-1928 [...]. 
Ludność strasznie głoduje. Jak by mi kto w latach 1927-1928 
powiedział, że przy radzieckiej władzy ludzie mogą umierać z głodu 
w czasie pracy, ja nie uwierzyłbym i wyśmiał, albo odegnał precz, 
uważając go za idiotę, kontrrewolucjonistę. A co my mamy teraz? 
Dziesiątki i setki przypadków, że kołchoźnicy wychodzą w pole i 
znikają, a za jakieś kilka dni znajdują trupy — umierają z 
głodu"12. Zapewne po tym liście komsomolec Tkaczenko nie został 
członkiem partii, bo w tym czasie miała miejsce wielka czystka. Z 
szeregów KPBU usuwano ludzi samodzielnie, inaczej myślących niż 
nakazywały to płynące z góry dyrektywy, niepokornych krytyków 
partyjnych zaleceń, a szczególną uwagę zwracano na aktywistów, 
którzy z różnych powodów, nie zdali egzaminu przy ściąganiu 
nałożonych kontyngentów. Najdotkliwiej odbiło się to na wiejskich 
organizacjach partyjnych, bo one były najczęściej oskarżane o złą 
realizację dostaw zboża po żniwach 1932 r.
Decyzja o wysokości dostaw zboża ze wsi ukraińskiej zapadła 
jeszcze przed żniwami. Kiedy głodujący ludzie z nadzieją patrzyli 

background image

na dojrzewające zboże, w Moskwie 6 lipca 1932 r. zdecydowano o 
wysokości dostaw zbożowych z Ukrainy. Zaplanowano, że w tej 
republice ściągniętych zostanie 5,9 miliona ton zboża, niewiele 
mniej niż w roku ubiegłym. W dalekiej Moskwie nie wzięto pod 
uwagę, że więcej niż rok temu gruntów ugorowało, zasiewy bardziej 
zarosły chwastami, a głód zataczał coraz szersze kręgi. Plan 
moskiewski zarekomendowany 8 lipca przez Wiaczesława Mołotowa w CK 
KPBU został przyjęty bez zastrzeżeń, a ostatecznie zatwierdzony 22 
lipca przez centralne władze republiki ukraińskiej. W podobny 
sposób, odgórnie i bez protestów poprzez obwody i rejony, wymiary 
dostaw dotarły do kołchozów. Tam nieraz przecierano oczy, bo 
nakazywano
im oddać więcej, niż spodziewali się zebrać. Plan był 
niewykonalny. Po kilku miesiącach pomimo wzmożonego przymusu do 
sukcesu było daleko. W listopadzie 1932 r. władze zdecydowały się 
na obniżenie planu. Tak jak w lipcu postanowienia zapadły w 
Moskwie i znowu W. Mołotow poinformował o tym 18 listopada 1932 r. 
władze ukraińskie. Plan został zmniejszony do 4,6 miliona ton. 
Znacznie obniżony kontyngent (o 1,3 miliona ton) nadal przekraczał 
możliwości ukraińskiego rolnictwa. Stąd też, pomimo spotęgowania i 
pomnożenia represji, do 1 lutego 1933 r. ściągnięto 3,6 miliona 
ton zboża. Jednak pozostałego 1 miliona ton wymierającej z głodu 
wsi nie darowano.
Mając doświadczenia z realizacji planu dostaw zboża ze zbiorów 
ubiegłego roku, władza radziecka słusznie przewidywała, że wieś 
zagrożona głodowym wymieraniem wykorzysta wszystkie swoje 
możliwości w pozyskiwaniu pożywienia. Aby złamać opór rolników, 
zdecydowano się zastosować nowe, ostrzejsze formy represji, a 
także zmieniono system nadzoru nad organizacją ściągania zboża. 
Bez tych innowacji skutki głodu nie byłyby tak straszne, nie 
doszłoby do masowego pomoru głodowego.
Komisja Mołotowa. Biuro Polityczne WKP(b) ze Stalinem na czele 
miało wątpliwości, czy przywódcy partyjni na Ukrainie z całym 
oddaniem realizować będą nakreślone w Moskwie plany spotykając się 
na co dzień z tragedią ludności wiejskiej. W. Mołotow, współau-i 
or moskiewskich planów, był osobiście zainteresowany ich 
realizacją, a śmierć głodowa ukraińskich chłopów stanowiła część 
składową tych zamierzeń. Nie wiadomo, kiedy Mołotow został 
powołany na to stanowisko, ale od połowy 1932 r. wszystkie 
najważniejsze decyzje związane ze ściąganiem zboża na Ukrainie 
zapadały przy jego udziale, a bardzo często z jego inicjatywy. S. 
Kosior, pozostając nadal szefem CK KPBU, miał znacznie mniej do 
powiedzenia. W końcu stycznia 1933 r. po odwołaniu W. Mołotowa 
pełnomoc-
76
77
nikiem Kremla do spraw ściągania zboża na Ukrainie został Pawło 
Postyszew, który po przybyciu z Moskwy został szefem organizacji 
partyjnej w Charkowie i jednym z sekretarzy CK KPBU. Wprawdzie 
podlegał formalnie S. Kosiorowi, ale to on koordynował organizację 
dostaw zboża. Kiedy kierował Komisją, straty wsi były największe, 

background image

bo z każdym tygodniem coraz więcej miejscowości wymierało na 
skutek głodu. Delegując nad Dniepr swoich pełnomocników, Kreml 
wpisał się na listę bezpośrednich sprawców zbrodniczych wydarzeń. 
W niczym nie usprawiedliwia to miejscowych władz, do grona których 
zresztą wszedł P. Postyszew. One były gorliwymi wykonawcami, a 
także inicjatorami wielu poczynań, które pogłębiły ukraiński 
dramat.
Prawo pięciu kłosów — tak potocznie określano uchwalony przez 
władze ZSRR 7 sierpnia 1932 r. dekret o karze śmierci i więzienia 
za rozkradanie majątku kołchozowego. Na karę tę narażali się 
ludzie, którzy z pól kołchozowych wynosili nawet niewielkie ilości 
zboża w kłosach. Na Ukrainie prokuratorzy i sędziowie z możliwości 
surowego karania korzystali w sposób masowy. 14 września 1932 r. 
Ministerstwo Sprawiedliwości Ukrainy wysłało do podległych 
jednostek w obwodach ściśle tajne pismo w sprawie stosowania 
dekretu z 7 sierpnia. Dowiadujemy się z niego, że w ciągu miesiąca 
zostało wydanych 250 wyroków kary śmierci za kradzież mienia 
kołchozowego, a przecież spraw było wielokrotnie więcej, bo oprócz 
rozstrzeliwań, osadzano w więzieniach i obozach pracy. O masowym 
stosowaniu dekretu z 7 sierpnia może świadczyć fakt, że w obwodzie 
kijowskim na sesjach wyjazdowych rozpatrywano blisko 400 spraw. 
Prokuratorom i sędziom polecano zwracać większą uwagę na stan 
socjalny oskarżonych i szkodliwość czynu. Wśród osądzonych w 
pierwszym miesiącu za dużo było biedniaków i średniaków, a za mało 
kułaków. „Dekret z 7 sierpnia — pouczano pracowników sądownictwa — 
trzeba obowiązkowo stosować w zależności od sytuacji socjalnej 
oskarżonego i charakteru popełnianej szkody [...]. Mechaniczne
I
zastosowanie tego dekretu jest szkodliwe i niedopuszczalne"^ 
Podano też przykłady formalnego i nadgorliwego wyrokowania. W 
rejonie carokonstantynowskim skazano na 10 lat łagru 19-letnie-go 
chłopca za kradzież 5 kopie siana, a w rejonie łochwyckim karę 5 
lat pozbawienia wolności dostała starsza już kołchoźnica za 
wyprowadzenie z kołchozu konia. Widocznie po tych krytycznych 
uwagach sędziowie pracowali z mniejszym zapałem i do więzień 
trafiało mniej „złodziei" kołchozowego mienia, bo 9 listopada 
skierowano do obwodów kolejne pismo w sprawie funkcjonowania 
sądownictwa. Zwracano w nim uwagę, że służby wymiaru 
sprawiedliwości „nie osiągnęły widocznych efektów swojej 
działalności". W związku z tym m.in. zalecono „używać 
natychmiastowych i rzetelnych środków do walki z trwonieniem, 
rozkradaniem i ukrywaniem zboża. Sądowe procesy w tych sprawach 
należy przeprowadzać 1. bezwzględną szybkością i bezwzględnie 
karać przestępczy element z zarządów kołchozów, stosując wobec 
tych, którzy rozkradają zboże, postanowienia [...] o ochronie 
własności społecznej. Śledztwu i procesy sądowe takich spraw winny 
być zakończone w ciągu 10 dni [...]. Należy niezwłocznie 
organizować po 5-10 sesji sądu ludowego w celu rozwiązania spraw w 
rejonach, które za bardzo zalegają w dostawach [...]. Organa 
sprawiedliwości powinny stanowczo wyrugować zgniły liberalizm w 
podchodzeniu do tych najniebezpieczniejszych zjawisk, tak u 

background image

siebie, jak i u miejscowych władz. Prokuratury mają zorganizować 
aktyw do wykrywania przypadków trwonienia i rozkradania zboża w 
kołchozach. Pracę należy iik zorganizować, ażeby żaden taki 
przypadek nie pozostał bez na-1 ychmiastowej i surowej reakcji"14. 
Władze sądowe w obwodach /ostały zobowiązane do nadesłania 
statystycznych informacji o sprawach związanych z dostawami zboża.
Dysponujemy jednym takim sprawozdaniem. Zostało ono przysłane do 
władz w Charkowie w początku grudnia 1932 r. z obwodu 
Iniepropietrowskiego. Ukazuje ono sądowe represje związane ze
79
ściąganiem zboża od końca lipca do 5 grudnia 1932 r., przy czym 
bardziej szczegółowo zaprezentowano sprawy z ostatniego miesiąca. 
W sumie od początku kampanii zbożowej do 5 grudnia ukaranych 
zostało 8656 osób, w tym 3480 osób, czyli 40,2 % w ostatnim 
miesiącu, co świadczy o nasileniu represji. Było to zgodne z 
przedstawionymi wyżej zaleceniami Ministerstwa Sprawiedliwości z 6 
listopada. Wszyscy represjonowani podzieleni byli na trzy 
następujące grupy: 1. Nie oddający kontyngentów; 2. Kradnący 
zboże; 3. Odpowiedzialni za nadużycia w kołchozach. Jak liczne 
były to grupy i jak zostali ukarani ukazuje tabela:
Tab. 3. Represje sądowe w obwodzie dniepropietrowskim od lipca do 
grudnia 1932 r.
Powody represji

Ogółem osób

Rozstrzelanie Uwięzienie

Nieoddawanie zboża 2379 -

2379

Kradzież zboża 5215 174

5041

Bałagan w kołchozie 1062 59

1003

Razem

8656 233

8423

Źródło: Hotod 1932-1933 rokiw na Ukrajini, s. 280-281.
Najlepsza była sytuacja oskarżonych z pierwszej grupy. W stosunku 
do nich nie zapadały wyroki śmierci, a do więzienia trafiali na 
okres od 3 do 4 lat.
W drugiej, najliczniejszej grupie „złodziei", około V-» skazanych 
na więzienie traciła wolność na okres od 5 do 10 lat. Grupa ta 
dzieliła się na cztery podgrupy: kułaków, zamożnych średniaków, 
śred-niaków i biedaków. Ten podział był nie tylko formalny, bo 
miał znaczenie przy ustalaniu wyroku. W listopadzie spośród 475 
sądzonych biedaków tylko jednego rozstrzelano, a z 204 kułaków na 
karę śmierci skazano 56 osób (27 %).
Trzecia grupa była najbardziej zróżnicowana. Wśród podsądnych 
najwięcej było przewodniczących kołchozów i członków zarządów,
ale na ławie oskarżonych zasiadali obok nich księgowi, 
magazynierzy, wagowi, stróże, młynarze, brygadziści, polowi oraz 
aktywiści społeczni. Karani byli za ukrywanie zboża, fikcyjne 
zapisy, przywłaszczanie mienia, podwójne omłoty, nielegalne 
przemiały itp.
Poświęciliśmy więcej miejsca informacji z Dniepropietrowska, bo 
ukazuje ona, jak szerokie zastosowanie miał dekret o ochronie 
mienia kołchozowego. Niestety, nie zostało ujawnione, za jakie 
przewinienia zapadały tak surowe kary. Przy bolszewickiej 
interpretacji prawa, mogły one spaść na każdego, u kogo znaleziono 
zboże lub inną żywność. Nie na darmo ustawa z 7 sierpnia zasłużyła 

background image

na miano „prawa pięciu kłosów". Doświadczyła tego 55-letnia Nastia 
Klimenko, którą sąd w Dniepropietrowsku 15 października 1933 r. 
skazał na 10 lat łagru i konfiskatę mienia, zgodnie z ustawą z 7 
sierpnia. Spotkało ją to „za to, że zajmowała się kradzieżami na 
kołchozowych polach, na których ścinała kłosy i została zatrzymana 
na miejscu kradzieży z jednym workiem kłosów"15.
W sądach w oparciu o „prawo pięciu kłosów" zapadały wyroki, ale 
wydawano je, opierając się na materiałach zebranych przez policję. 
Zajmowały się tym wszystkie piony służb milicyjnych, głównie tych 
specjalizujących się w zwalczaniu kontrrewolucji. Znalazło to 
odbicie w uchwale Biura Politycznego KPBU z 18 listopada 1932 r. 
Zgodnie z nią służby GPU, oprócz zwalczania i likwidacji ognisk 
„kułacko-petlurowskich", miały się również zająć dostawami 
kontyngentów. Zobowiązano GPU do zajęcia się „rachmistrzami i 
księgowymi kołchozów nie wywiązujących się z planowych dostaw 
/.boża i organizujących jego roztrwonienie"16.
Wieże strażnicze, które w połowie 1932 r. zakłóciły wiejski 
krajobraz, były najbardziej widocznym elementem systemu strzeżenia 
kołchozowych łanów. Już z daleka przypominały głodnym amatorom 
zbożowych kłosów, że za wyciąganie ręki po kołchozowe mienie 
spotkać się mogą z surowymi represjami.
8o
8i
Na odkrytej przestrzeni zadaszone pomosty umieszczano na wkopanych 
w ziemię słupach, a gdy pola graniczyły z lasami, wykorzystywano w 
tym celu drzewa. Na wieżach tych przez całą dobę czuwali uzbrojeni 
strażnicy, pilnując, aby wygłodzeni „złodzieje" nie dobierali się 
do plonów. Tych siedzących na wieżach uzupełniali wartownicy 
naziemni krążący wokół kołchozowych upraw w celu zastraszenia 
ludności i zmobilizowania czujności aktywu.
Przed żniwami 1933 r., kiedy głód zbierał największe ofiary i 
ludzie przestali się liczyć z represjami, wydano specjalną odezwę, 
którą w połowie czerwca opublikowano w prasie. Czytamy w niej: „Do 
plonów już obecnie wyciąga się ręka kurkulsko-petlurowska [...] i 
my rady wiejskie, mobilizujemy klasową pilność kołchoźników do 
ochrony świętej własności socjalistycznej. Na łanach we dnie i w 
nocy już stoją patrole, a lepsze oddziały objeżdżają pola. 
Niestrudzenie kontrolują pracę patroli. Po zakończeniu pracy w 
polu nikt nie może przejść przez łany bez hasła"17. Działania te 
upodobniały wsie ukraińskie do łagrów radzieckich i nie było to 
podobieństwo tylko symboliczne.
Czarne tablice — tak określano wykazy wsi i kołchozów, które 
uznane zostały za szczególnie oporne w dostawach wyznaczonego 
kontyngentu. Po raz pierwszy ten rodzaj represji zastosowano po 
podpisaniu 16 grudnia 1932 r. przez premiera Ukrainy Własa Czubara 
i pierwszego sekretarza S. Kosiora specjalnego zarządzenia. We 
wstępie zaznaczono, że jego wydanie spowodowane zostało „wyjątkowo 
haniebnym załamaniem się dostaw zboża w poszczególnych rejonach 
Ukrainy" i miało pomóc w „złamaniu sabotażu dostaw, organizowanego 
przez kurkuli i kontrrewolucyjne elementy oraz w zniszczeniu oporu 
części wiejskich komunistów, którzy stali się organizatorami tego 

background image

sabotażu"18. Pierwszymi ofiarami „czarnych tablic" byli mieszkańcy 
sześciu wsi: Werbka i Hawryliwka z obwodu dniepropietrow-skiego, 
Luteńka i Kamianyj Potok z obwodu charkowskiego oraz
S wiato trój ićk i Pisky z obwodu Odessa. Wobec tych wsi 
zastosowano następujące represje: wstrzymano dowożenie towarów i 
zabrano wszystkie artykuły, z miejscowych sklepów. Zabroniono 
zajmować się handlem tak kołchozom, jak i kołchoźnikom, wstrzymano 
udzielanie kredytów i ściągano udzielone wcześniej z państwowych 
urzędów i instytucji spółdzielczych, z tych kołchozów usuwano 
ludzi uznanych za wrogów socjalizmu. Kiedy na czarne tablice 
wpisywano kolejne miejscowości, wachlarz kar się poszerzał. Tak 
stało się w rejonie berdianskim, którego władze w końcu grudnia 
1932 r. wpisały na czarną tablicę kołchozy: „Czerwony Sztandar" i 
„T. Szew-czenki". Oprócz wspomnianych kar wsie te zostały 
obciążone dodatkowymi dostawami mięsa, zakazano im dokonywania 
przemiału zboża i skierowano tam karne brygady. Nie dysponujemy 
danymi, ile wsi i kołchozów zostało objętych tą formą represji, 
ale biorąc pod uwagę, że decyzje zapadały również w obwodach i 
rejonach, można przyjąć, że było ich kilkaset.
Sytuację wsi, na które spadło to nieszczęście, obrazowo 
przedstawiają relacje świadków. W korespondencji skierowanej do 
gazety „Radianśkie Seło" z kołchozu „Sierp i Młot" w rejonie 
odeskim czytamy: „Od kiedy jesteśmy na «czarnej tablicy» brygada 
ściągająca chodzi do kołchoźników i szuka zboża. Jak u kogoś 
znajdzie, oddaje do sądu jako złodzieja. Niedawno na wyjazdowej 
sesji sądzono u nas cztery kobiety [...], które przed wstąpieniem 
do kołchozu i teraz (też] nie mają niczego oprócz chaty. Te cztery 
kobiety żyją w nędzy, żadna z nich, ani Kapisze Maria, ani Kapisze 
Paraska, jak też Tka-czenko Tatiana i Pajda Wustia nie umieją się 
podpisać, ani przeczytać gazety, bo niepiśmienne, a trafiły na 
ławę sądową przez nieświadomość. Znaleziono u nich kilka pudów 
zboża [...] wszystkie sąd pozbawił wolności na 4-5 lat [...]. Ta 
brygada chodzi po chatach i bierze, co chce, a co się z tym 
dzieje, nie wiadomo. Są wypadki, że zabierają zboże, ile jest, a 
jak nie dajesz z chaty zabrać, to aresztują i zabierają cały 
dobytek [...], a jak nie puścisz do chaty, to drzwi
82
rozwalają. Brak pracy kulturalno-oświatowej [...], jak 
przeprowadzono ogólne zebranie kołchozowe, zjawiły się na nim 
tylko dzieci. Dom kołchoźnika się rozwala, a w «czerwonym kąciku» 
siedzą aresztowani"19. Na inne skutki represji zwrócił uwagę Wasyl 
Szum-ka, który w latach 30. był nauczycielem we wsi Werbki, jednej 
z pierwszych umieszczonych na „czarnej tablicy". W jego 
wspomnieniach czytamy: „Werbki były otoczone, ani do wsi, ani ze 
wsi. Przy wjeździe postawili słup z napisem «Bojkot». Niektórzy 
wyłamywali się z tej izolacji i wybierali się do Pawłohradu 
[odległego] o 5 km, coś kupić. Ale we wszystkich sklepach wymagali 
okazania dokumentów, skąd jesteś. Jak z Werbek - nie sprzedawali. 
Kiedy wyczerpało się jedzenie, chłopi zaczęli coraz bardziej 
wymierać. Z siedmiu tysięcy mieszkańców wymarło trzy tysiące. 
Ciężko było chować i trupy się poniewierały. Przyjechał 

background image

Chatajewicz [sekretarz KPBU z obwodu] i zalecił rzucać 
nieboszczyków do studni, a potem je zasypywać"20. Mychajło 
Sawczenko ze wsi Luteńka pisze, że po znalezieniu się na „czarnej 
tablicy", „przyjechały brygady, w których byli ludzie z Połtawy, 
Kijowa, Charkowa. Pełno obcych ludzi w całej wsi. Zwołali zebranie 
i ogłosili, że kołchoźnicy powinni zwrócić natychmiast nieprawnie 
otrzymane zboże [...]. Wyznaczyli każdej rodzinie wysoki podatek i 
podali termin zapłaty". Potem chodzili po obejściu w poszukiwaniu 
żywności. „Zabierali znalezione zboże, ziemniaki, nawet buraki 
wynosili. Młynki, żarna, stępy rozbijali. Nie pomagały ani płacze, 
ani prośby [...]. Ta trąba powietrzna hulała po wsi dwa tygodnie. 
Sądzili zarząd kołchozu i czterech ludzi skazano na rozstrzelanie, 
ale po apelacji zamieniono [im wyrok] na dziesiątki lat obozu. 
Wszystkich ludzi wygonili w pole do wymłócenia stert słomy [...]. 
Znaleźli 30 rodzin «podkurkuli» i wywieźli gdzieś [...]; wśród 
nich byli i tacy, którzy nie mieli ani kawałeczka ziemi, dawni 
najmici, a nawet cerkiewny dzwonnik. Ich dobytek rozebrali «buk-
syry»     .
Zakaz sprzedaży płodów rolnych. Do czasu rozpoczęcia kampanii 
ściągania wyznaczonych kontyngentów funkcjonował rynek produktami 
rolnymi, w którym uczestniczyły też kołchozy. Podobnie jak w całym 
Związku Radzieckim, również na Ukrainie, ten sposób obrotu został 
zakazany. Dopiero po 15 stycznia 1933 r. te obwody, w których plan 
dostaw był wykonany w 100%, mogły otrzymać zgodę na wznowienie 
wolnego rynku. Kołchoźnicy złapani na sprzedaży żywności, jak i 
nieliczni już rolnicy indywidualni, naraża-I i się, oprócz utraty 
towaru, na wieloletnie więzienie i zesłanie do (>bozu. Podobnie 
traktowani byli pośredniczący w tym obrocie handlowym, których 
jako spekulantów uważano za wrogów nie mniej groźnych od kułaków. 
Kołchozy, które odstawiły wszystko, co im nakazano, musiały 
czekać, aż plan dostaw zostanie zrealizowany w całym obwodzie, co 
w większości przypadków było nierealne. Zarządzenia te mimo całej 
surowości nie były w pełni przestrzegane. Nielegalny handel nęcił 
sprzedających możliwością uzyskania wysokiej ceny, a kupujących, 
którym głód zaglądał w oczy, nie brakowało. Zakaz handlu w 
połączeniu z prawem pięciu kłosów ułatwiał represyjną działalność 
brygadom ściągającym. Jego uzupełnieniem było ograniczenie swobody 
poruszania się po Ukrainie. Od grudnia należało posiadać specjalne 
pozwolenie na opuszczenie swego miejsca zamieszkania na ponad 48 
godzin. W połowie stycznia 1933 r. obwody kijowski i winnicki 
miały nadzieję na zniesienie zakazu handlu żywnością, ponieważ w 
ponad 100% wykonywały plan dostaw. Zwrócono się w tej sprawie do 
Moskwy, ale pozytywnej odpowiedzi się nie doczekano. Jest to 
kolejny dowód na dyskryminację Ukrainy, rym bardziej, że w 
obwodzie moskiewskim na wolny rynek zezwolono już w grudniu, a na 
Białorusi w drugiej połowie stycznia.
Szukanie zboża. Z nadejściem wiosny z wielu kołchozów zaczęły 
napływać meldunki, że brak im ziarna do przeprowadzenia zasiewów 
jarych. Wcześniej, aby wykonać plan nierealnych dostaw, za-
84
i

background image

bierano również zboże przeznaczone na siew, zapewniając, że jak 
przyjdzie pora, to się znajdzie. Na plenum CK KPBU zalecono 
rozpocząć od 1 lutego poszukiwanie ziarna na siew w kołchozowych 
magazynach i chłopskich komorach, wcześniej doszczętnie 
wymiecionych. Brakowało ponad 50% materiału siewnego, a 
zapowiedziano, że na pomoc państwa nie ma co liczyć. Polecono 
„zwracać uwagę głównie na ujawnianie i uzyskiwanie zboża 
rozkradzionego, schowanego i nieprawnie rozdanego"22. Ułatwić to 
miała nagroda za donosicielstwo. 17 lutego 1932 r. premier USRR, 
Czubar podpisał zarządzenie, że każdy, kto wskaże, gdzie zostało 
ukryte zboże, otrzyma 10-15% ujawnionych zapasów. Działo się to w 
czasie, kiedy pomór głodowy stawał się zjawiskiem powszednim na 
ukraińskiej wsi, a jego skutki widoczne były i w ośrodkach 
miejskich. Aktywista partyjny F. Kybalnyk był wówczas studentem w 
Charkowie i w grupie studentów aktywistów brał udział w 
zorganizowanej przez Postyszewa wyprawie po ziarno siewne. 
Pouczeni przez S. Kosiora, w jakich przemyślnych schowkach mają 
szukać zboża, pojechali w teren do rejonu kołomskiego. Kybalnyk 
został wysłany do podmiejskiego kołchozu i w towarzystwie 
przewodniczącego wyruszył na poszukiwanie ukrytego zboża w chatach 
kołchoźników. „Obydwaj - wspomina on - stukaliśmy, ale nikt nie 
otwierał. On otworzył drzwi, weszliśmy i zobaczyliśmy taki obraz. 
Na łóżku leżała spuchnięta kobieta, na innym dwoje opuchłych 
dzieci. Mąż już umarł. Przewodniczący spytał, czy będziemy szukać 
zboża. Odpowiedzieliśmy, że nie i wyszliśmy. Przechodziliśmy ulicą 
w żałobnym nastroju. Po jakimś czasie pokazałem na inną chatę 
[...]. Zobaczyliśmy podobny obraz. Cała rodzina leżała opuchła, 
mąż umarł. Przewodniczący spytał, no co, będziemy szukać, 
odpowiedziałem -nie [...]. Zaszliśmy do kolejnej chaty i 
zobaczyliśmy ludożerstwo. Na podłodze leżały trupy [...], a stara 
kobieta wycinała z nich mięso. Oto jaki obraz zobaczyłem pierwszy 
raz w życiu, zamiast zboża, po które przyjechałem"23.
Zakaz wyjazdu z Ukrainy. Narastanie głodu na radzieckiej Ukrainie 
powodowało, że kraj był coraz bardziej izolowany przez ZSRR od 
reszty świata. Na granicy z Polską i Rumunią wzmocnione zostały 
posterunki, a milicja nie dopuszczała głodujących do strefy 
przygranicznej. Ludzie, którzy podejmowali próby przekroczenia 
Zbrucza czy Dniestru, narażali się na zastrzelenie. Początkowo bez 
problemu można było jednak wyjechać do innych radzieckich 
republik. Korzystano z tego, udając się za chlebem do Rosji i na 
Białoruś, gdzie żywność była bardziej dostępna i o wiele tańsza. 
Od 1932 r. na tych wewnętrznych radzieckich granicach mieszkańcy 
Ukrainy z dużym bagażem natrafiali na coraz większe trudności. 
Pojawiły się patrole milicyjne i wojskowe, rewidowano bagaże i 
konfiskowano przewożoną w większej ilości żywność, nawet tym, co 
wracali z pracy w Moskwie czy Leningradzie. Pomimo tych trudności 
wyjazdy do sąsiednich republik stawały się coraz powszechniejsze, 
bo po wsiach i kołchozach opowiadano, jak tani jest tam chleb i 
jak łatwo jest tam najeść się do syta. Władze USRR zamiast 
wspomagać obrotnych obywateli przywożących do kraju żywność, 
wystąpiły przeciwko nim. Być może dopingowani przez W. Mołotowa 23 

background image

stycznia 1933 i. W. Czubar i M. Chatajewicz polecili władzom 
obwodowym ukró-i cnie masowych wyjazdów chłopów do Rosji i na 
Białoruś za chle-
I >em: „Mają miejsce przypadki, kiedy wsie porzucają prawie 
wszyscy i ndywidualni i część kołchoźników. Nie ma żadnych 
wątpliwości, że masowe wyjazdy organizowane są przez wrogów władzy 
radzieckiej, cscrów i polskich agentów, w celu szerzenia (za 
pośrednictwem i li topów) w północnych rejonach ZSRR sprzeciwu 
wobec kołchozów,  sprzeciwu wobec radzieckiej władzy"24. Po tym 
przemia-
I1 (>waniu głodujących na polskich agentów zobowiązano władze 
tere-nowe do podjęcia kroków w celu zahamowania tych wyjazdów. i 
'prócz korzystania z pomocy GPU miano uświadamiać chłopów
straszyć aresztowaniem w rejonach, do których się wybierają. Na 
acjach kolejowych polecono zaprzestać sprzedawania biletów poza
86
granice Ukrainy chłopom, którzy nie mieli zezwolenia na wyjazd. W 
ten sposób wyprawy za chlebem zostały ukrócone, ale nie 
zlikwidowane. Bardziej śmiali wybierali się do stolicy Kraju Rad 
nielegalnie.
Zamykając granice władze radzieckie, od Kremla poczynając, 
ostatecznie zdecydowały o wpisaniu Ukrainy na czarną listę, co 
oznaczało głodowe wymieranie ludności chłopskiej. Tylko jeden 
człowiek, Józef Stalin, mógł spowodować wstrzymanie pochodu 
śmierci przez ukraińskie wsie. Było to jednak niemożliwe, bo to 
właśnie on poprzez swoich pełnomocników, m. in. Łazara Kaga-
nowicza, W. Mołotowa i P. Postyszewa, wszystkim kierował, udając, 
że nic strasznego się nie dzieje. Ludzie przekonani o jego 
wszechmocy słali rozpaczliwe listy, których treść znali tylko 
urzędnicy kancelarii upychający korespondencję w archiwalnych 
teczkach, skąd wydobyto je kilkadziesiąt lat po śmierci adresata. 
Poznajmy przykładowo ich treść. I. Wowczenko 12 grudnia 1932 r. 
pisał: „Drogi, prześwietny wodzu, tow. Stalin. Zwracam się do 
ciebie z prośbą, do której cierpienia i męczarnie zmuszają. Jestem 
najnieszczęśliwszy w świecie, leżę chory i piszę, nie mam sił. 
Pokrzep mnie, przyślij wina i słoniny. Podtrzymajcie towarzyszu 
moje siły. Niech nie umieram z głodu w wywalczonym kraju. Śmierć 
nie nadchodzi, a chce się jeść"25. Również w grudniu 1932 r. z 
kołchozu „Czerwony Rolnik" pisał do Stalina I. Kuczma, być może 
dziadek byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. W jego liście 
czytamy: „Jesteśmy teraz tacy głodni, że już część nie chodzi do 
pracy, a nas gonią pałkami. Grożą «my ciebie wyrzucimy z 
kołchozu». Dzieci kołchoźników chodzą żebrać, a zarząd na to nie 
zwraca uwagi, jeszcze się naśmiewają, mówią: «czemu u mnie jest, a 
u ciebie nie ma». Żebyśmy to otrzymali podobnie, ale kołchoźnicy 
dostali od 5 do 20 kg, a zarząd dostał do 100 kg i chce, aby z 
nimi porównywać się pożywieniem. Ogarnęło nas pełne głodowanie. Co 
z nami będzie, bo my widzimy przed sobą zagładę"26.
Odpowiedzi od Stalina zapewne nie oczekiwali, a z prasy mogli się 
dowiedzieć, co generalny sekretarz sądzi o trudnej sytuacji na 
wsi. Wypowiadając się na ten temat szerzej w styczniu i w lutym 

background image

1933 r., Stalin mówił wiele o trudnościach w uzyskiwaniu zboża ze 
wsi, wrogach klasowych, o brakach w pracy uświadamiającej itp. -
0 głodzie jednak nie wspomniał. Wystąpienie Stalina z 11 stycznia 
zmobilizowało do napisania listu członka kołchozu „Nowe życie" w 
rejonie Kahapłyl. W korespondencji tej wysłanej do gazety 
„Kołchozne Seło" czytamy: „Oto co ja rozpowiem w odpowiedzi na 
przemówienie tow. Stalina. Już drugi rok ciężko głoduje wieś 
Suszany. Zarażają się od wszelkiej nieczystości, którą jedzą i 
wymierają ludzie jak muchy w jesieni. Chodzą słuchy, że radziecka 
władza zagnała do kołchozu, żeby eksploatować ludność roboczą. Nie 
ma chleba, chociaż tego 1932 r. państwo nie wzięło w ramach dostaw 
ani cetnara. Koni
1 świń też raptem zabrakło"27. Podobne opisy o sytuacji na wsi, a 
jest ich wiele, napływały do redakcji gazet z różnych stron 
Ukrainy i chowane były w archiwalnych teczkach. Ta swoista 
opozycja traktowana była jak kontrrewolucja i stąd na żądania 
poprawy sytuacji z reguły patrzono podejrzliwie. Starano się 
bowiem korygować poczynania władz, ale tylko te, które zostały 
wskazane do potępienia na samej górze partyjnej.
Spójrzmy na wieś ukraińską z czasów pomoru głodowego poprzez 
relacje świadków, którzy odczuli to zło na własnej skórze, 
patrzyli, jak ginie ich świat, jak wymierają najbliżsi i sąsiedzi.
Dmytro Kałenyk ur. w 1918 r. we wsi Rożawka w okolicy Hu-mania 
wspomina: „Na skutek totalnej grabieży już w jesieni 1931 r. we 
wsiach zaczęli głodować, a w zimie 1932 r. przerosło to w głód 
straszny. Ludzie wyglądali jak szkielety obciągnięte skórą albo 
byli opuchnięci jak kłody. Zaczęło się masowe wymieranie. Jeszcze 
straszniejszym był 1933 r. Głód objął wszystkie rodziny [...]. We 
wsi było niezwykle cicho, nie szczekały psy, nie piały koguty. 
Nawet wrony nie latały"28.
89
Maria Krawec ur. w 1924 r. w Małej Kruszłynce koło Winnicy 
relacjonuje: „Wczesną wiosną ludzie zaczęli głodować. Z początku 
starali się jeden drugiemu pomagać, podtrzymać. Ale następowały 
dnie jeden straszniejszy od drugiego [...]. Ludzie chodzili 
czarni, strasznie zezwierzęceni. Puchły nogi, ręce i twarze. 
Pękała skóra. Wymierały całe rodziny. Wozili ich jak drewno. Nikt 
ich nie opłakiwał, nie odprowadzał na ostatnią drogę, nikt nie 
żegnał. Nad mogiłami staliśmy tylko my pastuchy"29.
W jednej z takich wymierających rodzin ocalała Marfa Honczaruk ur. 
w 1924 r. we wsi Bondariwka w obwodzie winnickim. „Całe zło 
zaczęło się, jak rodzice popuchli i nie mogli chodzić, a my dzieci 
-pisze Marfa — popuchliśmy jeszcze wcześniej. Prosiliśmy mamę o 
jedzenie, tak prosiliśmy. Śmielszy brat płakał i płakał, a nad 
ranem umarł. Rankiem umarł drugi mój brat, starszy z 20 roku. 
Leżeli obydwaj martwi, mama płakała. Tego dnia wieczorem umiera i 
siostra. Już troje leżało opuchłych, aż strach było patrzeć [...]. 
Zabrali braciszków i siostrzyczkę w płachcie na furmankę i 
powieźli. Po dwóch dniach umarł ojciec. Było to w sobotę wieczorem 
i ja koło niego umarłego spałam. W niedzielę rano mama 
powiedziała: podaj mi dziecko ubranie, wszystko czyste ze skrzyni. 

background image

Podałam, ona się ubrała, położyła i umarła. Leżeli tato i mama do 
poniedziałku. W poniedziałek przyszedł nasz krewny - wujek, 
zawiadomił wiejską radę, że umarli. Przyjechali i zabrali ich. 
Zawieźli za wieś do grobu. Było to w miesiącu maju trzydziestego 
trzeciego roku"30.
Najtrudniej było przeżyć wiosenne ataki głodu w okolicach, gdzie 
gleby były żyzne, a większość obszaru zajmowały użytki rolne. W 
takich rejonach kontyngenty nakładano wysokie, a do ich ściągania 
zabierano się z całą bezwzględnością. W znacznie lepszej sytuacji 
znajdowali się mieszkańcy terenów mało urodzajnych, rolniczo 
zaniedbanych. Tam dostawy płodów rolnych były mniejsze, a lasy, 
wody i nieużytki stwarzały możliwość zdobycia wielu produktów 
żywnościowych. Łatwiej też było uratować się od śmierci głodowej
w pobliżu większych ośrodków miejskich i zakładów przemysłowych, 
do których dowożono żywność wydawaną na kartki i kierowaną do 
stołówek.
Ludzie, którym udało się przetrwać okres pomoru głodowego, w 
swoich opisach wiele miejsca poświęcają sposobom zdobywania 
żywności. W podejmowanych wysiłkach z reguły skazani byli na 
własne siły i pomysłowość, bo szczęśliwy przypadek spotykali na 
swej drodze tylko nieliczni. Mychtod Wołynec ur. we wsi Iwaniwka w 
okolicy Żytomierza odnotował: „Jak tylko śnieg zeszedł z pola i 
można było po nim chodzić, ze starszym bratem Kostiem szliśmy w 
pole na nasze zeszłoroczne kartoflisko. Zbieraliśmy wymarzłe przez 
zimę kartofle. Niektóre już całkiem przemarznięte, suche, sam 
krochmal. Inne jeszcze zgniłe, mokre i śmierdzące. Wszystkie szły 
do torby. W domu do tej zgnilizny dodawano owsianej mąki, którą 
ojciec gdzieś dostał, rozmieszano na wodzie i pieczono bliny. 
Wychodziły śmierdzące, aż dech zapierało. Nazywaliśmy je wymiotne, 
ale jedliśmy, co było robić [...]. A w polu, choć i nie bardzo 
bujne rosło tymczasem żyto i pszenica. Pojawiały się kłosy. Ludzie 
nocami, kryjąc się jedni przed drugimi, wychodzili w pole i żeli 
niedojrzałe zboże. [...] Kogo złapali szedł na Sołowki, bezpowrot-
nie.[...] A w gazetach już ukazywały się zwycięskie relacje o 
przedterminowym zakończeniu pierwszej pięciolatki. O jej sukcesach 
całemu światu opowiadał najmędrszy z mądrych, wódz wszystkich 
czasów i narodów, nauczyciel światowego proletariatu, ojciec 
Stalin"31.
Maria Harasymenko ur. w 1901 r. we wsi Polianeńko w obwodzie 
odeskim wspomina: „Wiosną 1933 roku nie było zupełnie jedzenia, bo 
wszystko zabrali, [...] żęłam łobodę. Gotowałam ją (soli nie 
było), wyciskałam w dłoniach i na podstawkach w piec. Sąsiadka 
doradziła mi dodawać mchu, który rośnie na drzewach w lesie, a las 
u nas blisko. Nie myjąc go, drobno rozcierałam suchy mech w 
dłoniach i dodawałam do gotowanej łobody, pomieszałam i w piec. 
Wtedy te placuszki stawały się puszyste, podobnie jak na 
sodzie"32.
90
Mykoła Kowtun ze wsi Denyszi w obwodzie kijowskim pisał: „Nie było 
co jeść już w jesieni, a z nastaniem zimy rozpoczął się ciężki 
głód. Ludzie jedli żołędzie, łupiny fasoli, pączki lipy, na grze-

background image

bowisku wykopywali zdechłe konie, koty, psy, zabierali i jedli.
[...] Wiosną wydobywali różne korzenie łopuchów, dzikich buraków. 
Jedli pokrzywy, mokrzycę, łobodę, liście końskiego szczawiu. 
Chwytali krety, a w rzece łowili żółwie. Było ich bardzo dużo, 
całe dno gęsto zasłane żółwiami i wybrali je całkowicie. Żółwie 
ocaliły w naszej wsi dużo ludzi"33.
Iwan Drejew z Niżnobarankiwki w donieckim wymienia jeszcze inne 
rodzaje pożywienia. „Zmordowani głodem sięgali po kwiaty wierzby i 
wiązów, pędy trzcin, mlecz, grzyby. Wszystko na jedzenie. 
Powyłaziły bobaki, susły, jeże i inne drobne stworzenia. Ludzie 
łowili je, jak kto mógł, zalewali wodą, bili i jedli. [...] Bydło 
umierało razem z ludźmi. Koło zdychających zwierząt zawsze tłoczył 
się tłum opuchniętych, głodnych ludzi. Nikt nie miał siły ich 
odpędzić. Jak tylko zwierzę zdechło, rzucali się na nie siekierami 
i nożami rozdzielali na kawałki i spieszyli do domu, aby nakarmić 
dzieci i samemu się pożywić"34.
Serhij Suzariewur. w 1925 r. we wsi Peczyny na Charkowszczyźnie, 
tak jak inni szukał jedzenia wszędzie. „W szkole plakaty były 
przylepiane ciastem. Ja to ciasto po kryjomu odłupywałem i jadłem. 
Rwałem i jadłem też wszystkie trawy i liście. Brzuch miałem 
nadęty, a nogi jak patyczki. Czemu ja wtedy nie umarłem, jaka siła 
trzymała mnie na tym świecie, do tej pory nie rozumiem. Bo nasza 
rodzina w tym 1933 roku wymarła prawie wszystka [...]. Rodzinami 
ludzie schodzili do grobu"35.
Przytoczone fragmenty głodowych jadłospisów świadczą, że 
pomysłowość ludzi w zdobywaniu pożywienia była nieograniczona. 
Jedzono wszystko, co popadło, chociaż nie zawsze było to 
bezpieczne, bo nie należały do rzadkości przypadki śmiertelnych 
zatruć. Nie mogło to jednak odstraszać ludzi, którym śmierć 
głodowa zaglądała w oczy.
92
I
no
Jak wspomniano, pomimo zakazów i nakładanych kar wyprawia-się po 
żywność do miast i nie tylko na terenie Ukrainy. Nadzieje 1 ui 
uratowanie gdzieś w świecie nie zawsze się sprawdzały. Wielu 
potrzebujących pomocy przybyłych ze wsi umarło na miejskim bruku. 
W połowie marca 1933 r. CK KPBU został poinformowany, że na 
ulicach Kijowa umiera coraz więcej bezdomnych. W styczniu zabrano 
z ulicy 400 trupów, w lutym 518, a do 10 marca 249 zwłok.
I )orośli, udając się do miast, zabierali często dzieci. Porzucano 
je na ulicach z nadzieją, że od śmierci głodowej zostaną uratowane 
w domach dziecka, ale nie dla wszystkich starczało miejsc. W 
Charkowie do marca 1933 r. dysponowano 540 miejscami. Kiedy coraz 
bardziej masowo pozostawiano dzieci na ulicach przygotowano w 
kwiet-
II iu dodatkowe pomieszczenia dla ponad 1600 dzieci. Nie 
zaspakajało to wzrastających potrzeb i do 10 maja wysłano ponad 
1200 dzieci do terenowych ośrodków. W Charkowie pozostały 
niemowlęta i dzieci chore. W meldunku na ten temat z 14 maja 
czytamy: „większość z nich ma dolegliwości żołądkowo-jelitowe na 

background image

skutek niedostatecznego odżywiania. Wiele było przypadków 
zachorowań na odrę. Jeżeli do tego dodamy, że znaczna część dzieci 
to niemowlęta do jednego miesiąca, to zrozumiała jest śmiertelność 
dzieci do W%, którą obserwujemy w miesiącu maju"36. W informacji 
tej nie /aznaczono, od jakiego wieku dzieciom nie udzielano 
pomocy, ale wiadomo, że starsze zaliczano do dorosłych i 
pozostawiano własnemu losowi. Jedną z uratowanych w mieście była 
Lidia Herhycz ze wsi Czerwona Motowyliwka w okolicy Kijowa. Po 
śmierci ojca do pracy w kołchozie chodziła tylko jej matka, a w 
domu zostawało s/eścioro dzieci, którym przynosiła trochę jedzenia 
„ukradzionego" w kołchozie. Z głodu umarli dwaj młodsi bracia, a 
po przeszukaniu 1 haty przez komsomolski aktyw do jedzenia 
pozostały kukurydziane kaczany bez ziarna i plewy z prosa. Z 
nadejściem wiosny i tego zabrakło. Kiedy w domu pozostał tylko 
woreczek soli i wszyscy po-puchli, wspomina Lidia „mama 
powiedziała starszemu bratu, od-
93
wieź je do Kijowa, może zabiorą do przytułku, może przeżyją, a 
nie, to niech umierają, ale żebym nie patrzyła na to swoimi oczami 
[...]. Starszy brat odwiózł nas do Kijowa, ubrał w matczyną odzież 
i poszedł. Powiedział, wy tu posiedźcie, a ja pójdę kupić chleba. 
Długo czekaliśmy na niego. Ja na oczy nie widziałam, byłam cała 
opuchnięta jak kłoda. Kiedy rozchyliłam palcami powieki, 
zobaczyłam słońce chowające się za horyzontem, a brata nie ma. 
Domyśliliśmy się, że nas porzucił i zaczęliśmy płakać. Koło nas 
zbierali się ludzie, podjechała ciężarówka i zabrali nas do 
przytułku. Ja już nie pamiętam, jak mnie położyli w szpitalu, ale 
pamiętam, jak dawali nie solone jedzenie. Ze szpitala trafiłam do 
przytułku i dowiedziałam się, że moja siostra Ola już umarła. Do 
dziś płaczę za ojcem, braćmi, siostrami. Z ośmiu osób cudem wyżyło 
tylko troje, mama, starszy brat i ja"37. Z głodujących wsi w 
pobliżu stacji kolejowych podrzucano małe dzieci do pociągów. 
Liczono, że pasażerowie i kolejarze zaopiekują się nimi, nie 
pozwolą umrzeć z głodu. Pawło Katczenko z Połtawszczyzny pisze: 
„Znam ludzi, którzy wsadzali, ukrywając to przed konduktorem, 
swoje dzieci do pociągu, niech jadą gdzieś na wieki, może 
przeżyją"38.
Starsze dzieci, a w tamtym czasie szybko zaliczano je do tej 
grupy, w niewielkim stopniu mogły liczyć na pomoc bliźnich. 
Musiały sobie radzić same, wspomagać, a często i zastępować 
rodziców w zdobywaniu pożywienia. Te, które miały oparcie w domu, 
nawet w warunkach skrajnie ciężkich, nie wyzbywały się resztek 
norm moralnych. W znacznie gorszej sytuacji była młodzież skazana 
na brak jakiejkolwiek opieki. „Bezprytulnych" z każdym dniem 
przybywało, a szczególnie widoczni byli w większych miastach, bo 
tam łatwiej było utrzymać się przy życiu niż na wsi. Jednak brak 
danych o liczebności tej grupy. W meldunkach milicyjnych 1933 r. 
odnotowywano, że coraz częściej z tego powodu wzrasta ilość 
kradzieży żywności, połączonych nawet z zabójstwami. Za te 
rozbójnicze poczynania większą odpowiedzialność niż bezpośredni 
sprawcy ponosi

background image

władza radziecka, która w teorii i praktyce uczyła rabunku mienia 
i mordowania ludzi.
Kanibalizm to najbardziej ponury sposób zdobywania żywności przez 
ludzi zagrożonych śmiercią głodową. Przejawiał się on w dwu 
formach trupożerstwa i ludożerstwa. W pierwszym przypadku miało 
miejsce pozyskiwanie pożywienia ze zwłok ludzi, często bardzo 
bliskich zmarłych śmiercią głodową, w drugim - w celu zdobycia 
pożywienia dokonywano zabójstwa. Podczas kiedy w 1923 r. oraz w 
1931 r. odnotowywano sporadyczne przypadki kanibalizmu, to 
poczynając od jesieni 1932 r. ten groźny proceder z każdym 
miesiącem się nasilał. W obwodzie charkowskim do 1 marca 1933 r. 
GPU odnotowało 9 przypadków kanibalizmu, do kwietnia— 58, do 1 
maja - 134, a do 1 czerwca - 221 przypadków. W obwodzie kijowskim 
do połowy marca zarejestrowano 123 przypadki spożywania ludzkiego 
mięsa i zapewne ten złowrogi proceder się rozszerzał podobnie jak 
na Charkowszczyźnie. Ponieważ część przestępstw nie została w 
ogóle ujawniona, można przyjąć, że na Ukrainie w okresie pomoru 
głodowego miało miejsce około 3500 przypadków kanibalizmu, vv 
około połowie w postaci ludożerstwa. W wielu relacjach traktują-'. 
ych o tym okresie znaleźć można przekazy naocznych świadków, uik 
doszło do wykrycia tego procederu i wstrząsające opisy anty-
udzkich praktyk. Opowieści o tym krążyły po okolicy i prawdopo-
lobnie były wyolbrzymiane. Zostały też utrwalone w ludowych 
rymowankach, jak te zanotowane we wsiach Stepankiwka w obwodzie 
winnickim i Łysa Hora w odeskim:
„Ne szukaj te domowynu, Bat'ko zjiw swoju dytynu. Nasz susid uże 
zduriw I ditej swoich pojiw"39.
94
95
Ludzie, którzy przeżyli te straszne lata, ze zgrozą wspominają 
spożywanie bliźnich. Petro Humeniukur. w 1923 r. we wsi Mizłynci w 
obwodzie winnickim był świadkiem, jak ze stawu chłopcy wyłowili 
ludzką głowę. Pobiegli ludzie i zamarli ze strachu. To była głowa 
dziecka niesłychanie opuchnięta. Ktoś przemówił: „to głowa Pawła 
Hawryluka. [...] Wszyscy wiedzieli, że chłopiec przepadł, [...] 
nikt go nie szukał. Nie było komu. Na początku roku wymarła cała 
rodzina. Najpierw ojciec, a po nim brat, siostra i matka"40. 
Bezpośrednio z kanibalizmem zetknął się w tym obwodzie Wasyl 
Franczuk ur. w 1908 r. we wsi Horodyszcze. Na wiosnę 1933 r. 
towarzyszył on przewodniczącemu rady wiejskiej, Pecowi, w 
sprawdzaniu, co dzieje się u sąsiada podejrzanego o ludożerstwo. 
„Kiedy wchodziliśmy na podwórze, to z chaty wybiegła naprzeciw nas 
z obłędem w oczach starsza córka gospodarza, Adela, coś trzymając 
za pazuchą [...]. Jak weszliśmy do chaty, to, co zobaczyliśmy, 
wstrząsnęło nawet Pecem, który wówczas u wszystkich wzbudzał lęk. 
W chacie było pusto, na łóżku żadnej odzieży. W piecu palił się 
ogień, w kociołku gotowało się mięso. Na ławie stał garnek z 
mięsem. Zwłoki dziecka, a dokładniej to, co z niego zostało, 
leżały na zapiecku. [...] Matka siedziała w kącie i jadła"41. 
Podobne przykłady pochodzące z różnych okolic Ukrainy można by 
mnożyć. Wynika z nich, że ofiarami zabójstw dokonywanych przez 

background image

ludożerców były w większości dzieci. Potwierdzaj ą to doniesienia 
urzędowe. W połowie lutego 1933 r. władze centralne Ukrainy 
powiadomiono, że w obwodzie kijowskim podjętych zostało osiem 
spraw związanych z kanibalizmem. W sześciu przypadkach dopuszczono 
się morderstwa. Zabitych zostało pięcioro dzieci w wieku od 5 do 
10 lat, a czworo z nich straciło życie z rąk najbliższych. W 
piśmie zaznaczono, że „przytoczone fakty nie wyczerpują wszystkich 
przypadków ludożerstwa, jakie miały miejsce w obwodzie kijowskim w 
ostatnim czasie"42.
Doprowadzenie na Ukrainie do kanibalizmu, do tego, że matki 
zabijały i zjadały własne dzieci, to najohydniejsza zbrodnia 
stali-
nowskiego panowania. Dokonana została przez ludzi w pełni 
świadomych jej okrucieństwa, o rozmiarach niewyobrażalnych dla 
współczesnego Europejczyka. Na pytanie, czy można było temu 
zapobiec, należy odpowiedzieć twierdząco. Wystarczyło, by Stalin 
na początku 1933 r. zgodził się zaprzestać ograbiania Ukrainy z 
żywności i miejsce pomoru głodowego zająłby głód, a kanibalizm 
zostałby zepchnięty na margines.
Władze lokalne, na co dzień obcujące ze skutkami pomoru głodowego, 
w miarę swoich ograniczonych możliwości, podejmowały próby 
łagodzenia sytuacji. O takich poczynaniach można znaleźć 
informacje zarówno w oficjalnych dokumentach, jak i w relacjach 
świadków. Starano się organizować punkty dożywiania dzieci i 
kołchoźników przystępujących do wiosennych prac polowych. 
Wprawdzie z powodu braku odpowiednich środków była to pomoc daleko 
niewystarczająca, ale dla tych, którzy ją otrzymali, znaczyła 
wiele.
Heorhij Jeżełow z Wołodymyriwki w obwodzie odeskim pisze: 
„Zgrzeszyłbym, gdybym powiedział, że nas uczniów nie próbowali 
podkarmiać. Po lekcjach prowadzili nas do jadalni i stawiali po 
talerzu zacierki lub kapuśniaku, ale z czasem przeszli na same 
słone ogórki. Skończyły się zapasy. Epizod szkolnej jadalni trwał 
bardzo niedługo. Ani ja, ani moi ziomkowie nie pamiętają, żeby 
gdzieś w naszym kraju karmili konających z głodu ludzi"43.
Olha Prijmak ze wsi Matwijiwka w obwodzie odeskim zapamiętała, że 
„w kołchozie była kormuszka, gdzie dawali jeść dzieciom, które już 
popuchły, ale dla wszystkich nie wystarczyło i wiele dzieci 
poumierało"44.
W archiwum charkowskim zachowały się podania o pomoc nadsyłane 
przez kołchozy i wiejskie rady, ale brak informacji o ich 
pozytywnym załatwieniu. Rada wiejska ze wsi Bryhadyr prosiła o 
wsparcie żywnościowe dla żłobków przy kołchozach, ponieważ grozi 
im rozwiązanie, bo „zupełnie nie mamy pożywienia i jak nie 
otrzyma-
96
97
my, będziemy zmuszeni żłobki zamknąć". Zarząd kołchozu „Droga do 
nowego życia" prosił o pomoc przy organizowaniu zbiorowego 
żywienia dla 134 pracujących kołchoźników i 53 dzieci w żłobku. 
Zapewniano, że dłużej niż do 15 czerwca nie mogą prowadzić 

background image

zbiorowego żywienia „po tym czasie będziemy zmuszeni zaprzestać 
rozpoczętych robót oraz zamknąć żłobek dziecięcy"45.
Zwracanie uwagi władz lokalnych na wiosenne prace polowe było 
zasadne, ponieważ miało to wpływ na sytuację żywnościową w 
najbliższym czasie. Do tych prac nie mogli się jednak zabrać 
ludzie skrajnie wyniszczeni wielomiesięcznym głodem. Z informacji 
ministerstwa rolnictwa Ukrainy z 14 czerwca 1933 r. dowiadujemy 
się, że w tym czasie głodujący kołchoźnicy mogli korzystać z 21195 
ruchomych i 3735 stałych punktów zbiorowego żywienia. Zaznaczono, 
iż plan w tym zakresie został wykonany tylko w 54%. Na domiar 
złego nie wszystkie punkty dysponowały wystarczającą ilością 
żywności. W obwodzie czernihowskim tylko w 11 rejonach 
zabezpieczono punktom żywność w powyżej 50%. W kolejnych 11 
rejonach w 30-50%, w 9 rejonach poniżej 30%, a w 5 rejonach w 
punktach nie było w ogóle żywności. W punktach dożywiania 
brakowało często podstawowych sprzętów, kotłów, misek i łyżek. W 
kołchozie „Szeroki Step" w okolicy Czernihowa punkty dysponowały 
tylko 15 łyżkami, a potrzebowały ich dziesięciokrotnie więcej. W 
czasie rozdzielania sprzętu jednym przydzielano same miski, a 
drugim wyłącznie łyżki. Zwrócono również uwagę na wrogą 
działalność kułaków, którzy, jak tylko mogli, to czynili szkody. 
„W rejonie chrystynowskim w kołchozie im. Stalina, kurkul Morhanyk 
przyłączył się do kołchozowej stołówki, gdzie rozkradał chleb, nie 
dodając po 200 g traktorzystom"46.
W sposób bardziej obrazowy ukazują kołchozowe punkty ludzie, 
którzy z nich korzystali. Dla ilustracji przytoczymy jedną z 
relacji. Hnat Myroniuk ur. w 1910 r. we wsi Tymoszówka w obwodzie 
kijowskim pisze: „Dla ludzi, którzy mogli chodzić i jakoś tam 
praco-
wać, otworzyli stołówkę. Wmurowali w ziemię kotły i gotowali raz 
na dzień obiad. [...] Dla tych, którzy lepiej pracowali, był gęsty 
kocioł, a dla opuchniętych, którzy nie mogli pracować — rzadki 
kocioł. Bili w szynę i to był sygnał na obiad. Każdy miał w ręku 
wiaderko, bańkę lub garnek, łyżek większość nie miała. Lurę 
wypijano, nachylając się. Każdy pracujący wiedział, z jakiego 
kotła otrzymuje jedzenie. Rozdzielali je brygadziści Myroniuk, 
Horyszczenko i Trychu-benko, którzy też byli głodni. Kiedy 
kołchoźnicy przychodzili z pola i podchodzili do kotłów, nikt nie 
mógł zaprowadzić porządku. Kucharki prosiły: ludzie nie pchajcie 
się, do kolejki, dla wszystkich wystarczy. Ale na widok jedzenia 
nic nie mogło powstrzymać głodnych ludzi. [...] Choroba głodowa 
tak wyniszczyła ludzi, że i po dokarmianiu umierali. Czyste, 
wiosenne powietrze nie podnosiło, a osłabiało ludzi, organizm 
jeszcze bardziej domagał się jedzenia. Zdawało się, że nigdy się 
nie najemy, szczególnie chleba, którego nie było, ale my czuliśmy 
jego zapach. Słońce zginało do ziemi, nie dawało się podnieść. 
[...] Głód przeistaczał ludzi w bezlitosne stwory. Jedna myśl, 
najeść się samemu, przeżyć. Wszystko inne nie dochodziło do 
głodowej świadomości. [...] W czasie całej wielkiej wojny 
ojczyźnianej w naszej wsi zginęło 35 ludzi, a w czasie wiosny 1933 
roku zginęło 300 osób, starców, mężczyzn, kobiet i dzieci"47. Do 

background image

cytowanych wspomnień został dołożony imienny wykaz 283 mieszkańców 
Fymoszówki umarłych z głodu, bo nie udało się ustalić nazwisk 
wszystkich zmarłych dzieci.
Podobny obszerny wykaz dla wsi Torhan w rejonie wołdarskim na 
Kijowszczyźnie sporządziły Aleksandra Owdijuk i Alisa Masło 
wspomagane przez starszych mieszkańców. Na liście tej zostały 
utrwalone nazwiska, a w większości również imiona 360 mieszkańców 
Torhan zmarłych w czasie pomoru głodowego. Stanowiło to około 65% 
ogółu mieszkańców tej miejscowości (z której w czasie drugiej 
wojny zginęło 52 ludzi). "W ten straszny czas, piszą autorki 
wykazu, „byli wyznaczeni woźnice [...], którzy codziennie 
objeżdża-
98
99
li wieś, ładowali na wozy zmarłych, odwozili na cmentarz i kładli 
do braterskich mogił"48.
Spisy mieszkańców wsi, którzy zostali zamordowani głodem w 
tragicznym 1933 r. w wielu miejscowościach Ukrainy, ujawniane są 
począwszy od końca lat 80. U schyłku Związku Radzieckiego 
świadkowie śmierci swoich bliskich i sąsiadów wyzbywali się 
strachu. Utrwalanie dla przyszłych pokoleń nazwisk, to swego 
rodzaju pogrzeby ofiar głodu. W czasie kiedy wymierały całe 
rodziny, pustoszały wsie, a żywi słaniali się na nogach, zabrakło 
ludzi do zajmowania się grzebaniem w sposób godny i uświęcony 
tradycją. Ludzie którzy przeżyli, mimo upływu lat, ze zgrozą 
wspominają ostatnią drogę zmarłych.
Hawryło Prokopenko ur. w 1922 r. we wsi Żdaniwka w obwodzie 
dniepropetrowskim pisze: „we wsi i okolicy powstała Apokalipsa. 
Prawie każdego dnia obok naszej chaty wieźli na cmentarz pomarłych 
z głodu. Niektórych na furmankach, a niektórych po prostu ciągnęli 
na wielkich blachach. Chowali w większości bez trumien, we 
wspólnych mogiłach. Wśród opuchłych, spotworniałych głodem 
zmarłych, trafiali się i żywi. Mogiły nie codziennie zasypywali i 
niektórzy oprzy-tamniali w nocy, wołali o pomoc albo sami wyłazili 
z grobu"49.
Wstrząsająca jest oszczędna w słowach relacja Marii Tytorczuk z 
Charlijewki na Żytomierszczyźnie. „Umarła z głodu mama, umarli 
brat i siostra, a ja jeszcze się poruszałam. Przyjechała podwoda. 
Zabrali mamę, brata i siostrę, a i mnie z nimi zabrali. Wrzucili 
mnie razem z martwymi do silosowej jamy. Przechodził sąsiad, 
furman i chciał zobaczyć, ile tam przez dzień narzucili. Poznał 
mnie, wyciągnął i zabrał do siebie. I ja do dzisiaj żyję, nosząc 
straszny wyrok Stalina. Piszę i płaczę, bo serce się rwie, że ten 
despota i morderca moje dzieciństwo w mogile zakopał"50.
Maria Macko ze wsi Iwaniwka w obwodzie winnickim wspomina: 
„Każdego dnia specjalna brygada zbierała po 15-17 zmarłych. 
Pochowali wszystkich w jednym grobie. Chowali jak z utrapieniem.
Jeździła specjalna furmanka i członkowie komisji pogrzebowej nie 
nieśli zmarłych, a ciągnęli po ziemi do podwody, tak jakby to nie 
byli ludzie. Na cmentarzu podwodę przewracali i opuchłe z głodu 
ciała leciały do grobu"51.

background image

W latach oficjalnego milczenia o pomorze głodowym i jego skutkach 
bano się nawet zajmować mogiłami bliskich. Pozbawione opieki 
nagrobki znikały z powierzchni ziemi same, a często były 
likwidowane przez lokalne władze.
Dmytro Kałun ze wsi Ryżawka na Czerkawszczyźnie wspomina: „Na 
bolesnym miejscu, które zajmuje spory kawałek wiejskiego 
cmentarza, w bezimiennych mogiłach, spoczywają prochy mieszkańców 
wsi zgładzonych głodem. Tu leżą ojcowie, bracia, siostry, znaczna 
część chłopskich rodów z mojej wsi. Nad nimi nie ma żadnego krzyża 
czy pomnika. Tylko niewielkie kopczyki porosłe darnią i młodą 
akacją. [...] Nikt nie przychodzi tutaj, aby je porządkować, 
wspomnieć krewnych, położyć kwiaty. Nie przychodzą dlatego, bo nie 
ma komu przychodzić, wszakże tu pochowane są całe rodziny, w 
których do samych korzeni sięgnęła niemiłosierna kosa głodu. Nikt 
też z żywych nie wie, w której mogile leżą jego rodzice. Ileż tu 
tych braterskich mogił, ileż w nich spoczywa ludzi, też nikt nie 
wie. Nie było komu liczyć w te straszne lata"52.
Lidia Kowałenko — publicystka, która w końcu lat osiemdziesiątych, 
zbierając relacje o głodzie, objechała wzdłuż i wszerz Ukrainę 
podaje: „Pod Czerkasami i na Charkowszczyźnie, na Polesiu, na 
Podolu i na Połtawszczyźnie oraz w południowo-ukraińskim stepie, 
starzy ludzie prowadzili nas za wieś, na porosłe osiczyną i 
gorzkimi piołunami pustkowia, mówili: - Tu — i zdejmowali czapki, 
a kobiety przykładały do oczu końce swych chustek. I mało gdzie w 
tym miejscu stał krzyż albo jakiś inny znak, że tutaj znaleźli 
swoją ostatnią przystań nasi rodacy. [...] Mało gdzie były 
nagrobne kopczyki — nie czas, a czyjaś zła wola zrównały je z 
ziemią, żeby i znaku po tej zbrodni nie pozostało. Niekiedy na 
tych pustkowiach nie ścieliły się
ioo
IOI
pod nogi siwe piołuny, a wznosiły się budowle — farmy zwierząt czy 
warsztaty [...]. A w Iczni, w sławnym miasteczku na Czerniho-
wszczyźnie, pośród takiego cmentarza, po prostu postawili 
współczesnej konstrukcji wesoły budynek o nazwie «Brzózka». 
Handlowe centrum, kawiarnia i tym podobne. Graj muzyko. Tańczcie 
ludzie. Zmarłych nie boli"53.
Wymarłym wsiom ukraińskim poświęcić można poemat Tarasa Szewczenki 
z 1848 r.:
„Czuma z łopatoju chodyła, Ta hrobowyszcza ryła, ryła, Ta trupom, 
trupom naczyniała,
I «so swiatymy» ne spiwała,
[...]
Sumuj ut' komyny bez dymu
A za horodamy, za tynom,
Mohyły czorniji rostut'
Pid chatamy, po miż sadamy,
Zaszyti w szkuru i w smoli
Hrobokopateli w seli
Wołoczat' trupy łanciuhamy
Za carynu — i zasypajut'

background image

Bez domowyny. Dni mynajut',
Mynajut' misiaci. — Seło
Nawik zamowkło onimiło
I kropywoju porosło.
Hrobokopateli chodyły,
Taj ti pid chatamy lahły
Nichto ne wyjszow wranci z chaty,
Szczob jich, serdecznych, pochowaty.
Pid chatamy i pohnyły [...]"54
102
Od pierwszych miesięcy pomoru głodowego władze radzieckie
dbały, aby nie powstawały oficjalne wykazy strat z tego powodu.
prawdzie brak pisemnego dowodu, że został wydany zakaz 
sporządzania wykazów zmarłych na skutek głodu, ale świadczą o tym 
relacje świadków. Jednym z nich jest Mykoła Kowrun, sekretarz rady 
wiejskiej we wsi Denyszi koło Żytomierza. Informuje on, że od 
władz zwierzchnich otrzymał polecenie, aby w księgach nie 
odnotowywać śmierci z głodu, tylko jakąś inną chorobę. „W tym 
czasie zapisałem już 248 osób umarłych z głodu. Wezwali mnie do 
NKWD w Trojanowie. Dostałem polecenie zabrania ze sobą ksiąg / 
metrykalnymi zapisami. Zaniosłem, księgę urodzin i ślubów mi 
/wrócili, a księgę zgonów zabrali, przy czym kazali oddać 
polecenie. Spytałem, co ja będę mówił, jak mnie spytają, gdzie 
podziałem księgę zgonów. Odpowiedzieli mi, takie zarządzenie, nikt 
ciebie oprócz nas nie będzie pytał"55.
O ingerencji policji bezpieczeństwa w dokumentację śmiertelności 
wspomina też Pantalejmon Wasylewski, którego ojciec był felczerem 
we wsi Masiwci koło Proskirowa i do jego obowiązku należało 
wystawianie akt zgonu. Kiedy ludzie zaczęli umierać z głodu, 
przedstawiciel GPU polecił nie wykazywać tego w dokumentach i do 
akt zgonu wpisywać różne choroby, z wyjątkiem zakaźnych, a 
dzieciom poniżej roku aktów zgonu w ogóle nie wystawiano. 
Oryginały dokumentów „co pięć dni zabierał do Proskirowa czekista 
z GPU, a kopie pozostawały u przewodniczącego silrady. Od marca 
1933 r., kiedy śmiertelność coraz bardziej się nasilała, tych akt 
więcej nie sporządzano, a trupy wywozili do byle jakich jam"56. W 
sposób bardziej ogólny o fałszowaniu dokumentacji wspomina Iwan 
Drejew ze wsi Nyżnia Baranykiwka w obwodzie donieckim. Pisze on: 
„Nigdzie nie ma danych o liczbie zmarłych z głodu. W księgach 
stanu cywilnego było zabronione pisać — umarł z głodu. W 
większości pisali wybył albo wymyślali jakąś diagnozę"57.
103
Takie praktyki w terenie zgodne były z dyrektywą Stalina, że 
problem głodu na Ukrainie należy traktować jako zjawisko nie 
istniejące. Stąd też nawet w ściśle utajnionych dokumentach 
państwowych i partyjnych, dotychczas ujawnionych, które w znaczny 
sposób poszerzają naszą wiedzę o głodzie, rozmiary strat są 
traktowane po macoszemu, fragmentarycznie lub w ogóle pomijane. 
Ich ujawnianie, po rozpadzie Związku Radzieckiego, w znaczny 
sposób jednak ułatwiło dokonywanie szacunku strat.

background image

Pierwsze informacje o stratach wsi ukraińskiej w czasie głodu 
wiatach 1932-1933 zawdzięczamy dziennikarzom i politykom 
zachodnim. Dzięki nim znane są wypowiedzi czołowych dygnitarzy 
sowieckich na ten temat. Józef Stalin pytany w czasie wojny przez 
Winstona Churchilla stwierdził, że w ZSRR w czasie kolektywizacji 
zginęło około 10 milionów ludzi. Szef GPU na Ukrainie W. Balicki w 
rozmowie z dziennikarzem amerykańskim oceniał straty Ukrainy na 8-
9 milionów. Odnotowano też ocenę strat H. Petrowskiego, który 
twierdził, że głód na Ukrainie spowodował śmierć około 5 milionów 
osób. Natomiast N. Chruszczow w swych pamiętnikach odnotował: „ja 
nie mogę przytoczyć dokładnie liczby, dlatego że nikt nie 
prowadził ewidencji. Jedyne cośmy wiedzieli to to, że ludzie 
wymierali w ogromnych ilościach"58.
Autorzy monografii poświęconych głodowi nad Dnieprem, Robert 
Conąuest z Anglii (1986) i Stanisław Kulczyćkyj z Ukrainy (1991), 
w obliczeniach szacunkowych strat uzyskali podobne wyniki.
Badacz angielski swoje obliczenia oparł na niezwykle skąpej 
podstawie źródłowej, ponieważ zbiory archiwalne dotyczące tego 
zagadnienia, nawet pośrednio, były chronione i niedostępne. R. 
Conąuest dysponował wprawdzie spisami ludności w ZSRR z lat 1926 i 
1938, bo utajniony spis z 1937 r. znał tylko z relacji świadków. 
Pomocne mu były wspomniane wyżej relacje dygnitarzy radzieckich, 
wspomnienia ludzi, którzy przeżyli wymieranie wsi, oraz wyniki 
wcześniejszych badań. Według jego szacunkowych ustaleń „zginęło z 
głodu
wiatach 1932-1933 na Ukrainie 5 milionów osób, co stanowiło 18,9% 
ogółu ludności Ukrainy i około jednej czwartej jej ludności 
chłopskiej"59.
W znacznie korzystniejszej sytuacji był badacz ukraiński. Dzięki 
„pierestrojce" S. Kulczyćkyj wykorzystał niedostępne przez 50 lat 
materiały archiwalne. Z ważniejszych, do których dotarł, to spis 
ludności ZSRR z 1937 r. wraz z informacjami, w jakim stopniu 
został on sfałszowany; rejestry narodzeń i zgonów na Ukrainie w 
latach 1927--1936, roczne i miesięczne informacje o ruchu ludności 
Centralnego Urzędu Statystycznego, a także wiele materiałów 
ułatwiających korygowanie często poważnych rozbieżności 
liczbowych. S. Kulczyćkyj ustalił, że głód spowodował straty 
„wynoszące dla 1933 roku 4 207 tys. osób, a z poprawką na 
niedokładność rachunku do 4,5 miliona osób maksymalnie. Wyliczenie 
ofiar głodu z 1932 r. podwyższa ich liczebność do 4 649 tys., a z 
poprawką na niedokładność obliczeń do 5 milionów osób"60.
Wysokością strat zajmowała się też Międzynarodowa Komisja Badania 
Głodu na Ukrainie, która powstała z inicjatywy Światowego Kongresu 
Wolnych Ukraińców w 1988 r., a jej członkami było siedmiu 
profesorów prawa z Europy Zachodniej i Ameryki. W komunikacie 
końcowym tej Komisji z połowy listopada 1989 r. czytamy: 
„następstwem głodu na Ukrainie w latach 1932-1933 były ogromne 
straty poniesione we wcześniej zamożnych rejonach i straszne 
cierpienie narodu ukraińskiego. Potwierdzają to niezliczone zgony. 
Ich liczbę trudno określić, tym niemniej nie była mniejsza niż 4,5 
miliona"61.

background image

Na skutek pomoru głodowego zagładzie uległa głównie ludność 
wiejska, pośród której zdecydowaną przewagę mieli Ukraińcy. Dla 1 
554 tys. zmarłych w 1933 r. mieszkańców wsi znana jest 
przynależność narodowa. Byli wśród nich: Ukraińcy 92,8%, Rosjanie 
3,3%, Polacy 1,2%, Mołdawianie 1,0%, Niemcy 0,7%, Bułgarzy 0,5%, 
Żydzi 0,4% i Grecy 0,1%. W polskiej pamięci narodowej na
104
105
I'......:
r
trwałe zapisał się mord katyński, w wyniku którego około 22 000 
polskich obywateli straciło życie. Nie zapominajmy, że ich 
poprzednikami było około 60 000 polskich chłopów skazanych na 
śmierć głodową w 1933 r. Umierając z głodu obok swych sąsiadów 
Ukraińców, wpisali się na trwałe w historię tak Ukrainy, jak i 
Polski.
Po likwidacji znaczącej części ukraińskiej inteligencji w 
więzieniach i łagrach, reżim sowiecki rozprawił się z chłopami. 
Uznając, że rozkułaczenie i kolektywizacja to środki nie w pełni 
skuteczne, do zagłady chłopów wykorzystano głód, przekształcając 
go w pomór głodowy. Chłopi, którzy skutecznie oparli się 
rusyfikacji i byli gwarantem odrodzenia narodowego, uznani zostali 
za niebezpiecznych dla spoistości Kraju Rad. Józef Stalin, nie bez 
podstaw, obawiał się, że na Ukrainie wzrastać będzie potrzeba 
autonomii, a nawet wyodrębniania się z radzieckiej wspólnoty. W 
celu skutecznej likwidacji tego zagrożenia przeprowadzona została 
głodowa zagłada ukraińskich chłopów. Nie było to pierwsze 
wykorzystanie głodu do celów ideo-wo-politycznych. Pionierem był 
W. Lenin, który, jak już wspomniano, wykorzystał głód do 
ograbienia cerkwi. Stalin poszedł dalej, uśmiercił głodem około 5 
milionów potencjalnych przeciwników. Pomór głodowy sprawił, że 
wieś ukraińska wyludniła się, a po wymarłych w całości rodzinach 
straszyły pustką zabudowania. Do wymarłych ukraińskich wsi już w 
drugiej połowie 1933 r. skierowano kolonistów z sąsiednich 
republik związkowych. Do 28 grudnia do obwodów: charkowskiego, 
dniepropietrowskiego, donieckiego i odeskiego przybyło z Rosji 
268, a z Białorusi 51 transportów. W sumie w 329 transportach „21 
856 rodzin kołchoźników, liczących 117 149 osób"62.
Zagładę społeczności chłopskiej na Ukrainie umożliwiał reżim 
komunistyczny i ludzie, którzy ten sposób rządzenia wprowadzali w 
życie. Zalecenia władz centralnych ZSRR ponoszących największą 
odpowiedzialność realizowane były przez władze republiki i podle-
106
jęły im aparat w obwodach, rejonach i wsiach. Szczególnie złą 
sławą zapisali się w ludzkiej pamięci aktywiści partyjni 
skierowani na Ukrainę z innych republik radzieckich do 
sowietyzacji kraju. Było ich tysiące i trafiali do każdej wsi. 
Mobilizowali miejscowy aktyw do skrupulatnego wypełniania 
antyludzkich odgórnych zaleceń.
Głównym winowajcą śmierci około 5 milionów ludzi był Józef Stalin, 
a z jego najbliższego otoczenia W. Mołotow, Ł. Kaganowicz i P. 

background image

Postyszew, którzy jako pełnomocnicy generalnego sekretarza 
nadzorowali tragiczne wydarzenia na Ukrainie.
Z miejscowych dygnitarzy pierwsze miejsca na listach zbrodnia-i/.y 
należą się: S. Kosiorowi - I sekretarzowi CK KPBU, W. Czu-liarowi 
— przewodniczącemu Rady Komisarzy Ludowych, W. Bali-i kiemu — 
szefowi GPU i H. Petrowskiemu - przewodniczącemu Rady Najwyższej 
oraz ich współpracownikom i podległemu apara-11 >wi terenowemu. 
Ludzie, którzy wprowadzali w życie postanowie-nia Kremla na 
Ukrainie, na co dzień spotykali się z tragicznym położeniem 
ludności wiejskiej, docierały do nich meldunki z terenu, na ich 
oczach ginęły miliony ludzi. Trudno uwierzyć, aby wszyscy byli w 
pełni przekonani o słuszności stalinowskich poczynań wobec wsi i 
całej ukraińskiej społeczności, a mimo to posłusznie, a często /. 
nadmierną gorliwością, podporządkowywali się dyrektywom 
nadchodzącym z Moskwy. Tylko nieliczni mieli odwagę 
przeciwdziałać, ryzykując utratą stanowiska, zesłaniem do łagru, a 
nawet życiem, przy czym wraz ze wzrostem stanowisk, odważnych 
ubywało. W czasach pierwszej pięciolatki w ZSRR coraz powszechniej 
obawiano się wyrażać poglądy odmienne od oficjalnych, bo 
nasilający się strach przed represjami paraliżował ludzkie 
odruchy. Do takich odważnych ludzi należał Mykoła Skrypnyk, 
wicepremier USRR, który nie mogąc przeciwdziałać zbrodni i czując 
się za nią współodpowiedzialny, w połowie 1933 r. popełnił 
samobójstwo.
Nikt nie mógł się czuć bezpiecznie, bo ani ideowe przekonania, ani 
gorliwość nie dawały gwarancji bezpieczeństwa. Wszyscy wy-
107
mienieni wyżej dygnitarze z Ukrainy, i wielu im podobnych, w końcu 
lat 30. zostali uwięzieni i jako wrogowie ustroju — straceni. Nie 
była to kara za organizowanie pomoru głodowego. Była to kolejna 
czystka partyjnego aparatu, sięgająca szczytu sowieckiej władzy. 
Likwidując wyimaginowanych przeciwników na Ukrainie, Stalin przy 
okazji usunął organizatorów zbrodniczego pomoru głodowego, którzy 
mogli stać się koronnymi świadkami tego holocaustu.
Podczas gdy o głodzie z lat 1922-1923 można się było dowiedzieć ! 
z ukazujących się w ZSRR publikacji, w tym i z podręczników' 
szkolnych, to o głodzie z początków lat 30., który przekształcony 
został w pomór głodowy, niebezpiecznie było nawet rozmawiać. Była 
to jedna z większych tajemnic stalinowskiego reżimu i chroniona 
była nawet po śmierci generalissimusa, niemal do ostatnich lat 
ZSRR. Co gorsza, również w wolnym świecie, gdzie nie sięgała moc 
Kremla, tragiczne losy wsi ukraińskiej w piśmiennictwie 
historycznym podjęto dopiero w latach 80.
Prawda nieujawniana
W miarę przekształcania się niedojadania w głód i głodowe 
ludobójstwo władze radzieckie, od góry poczynając, nasilały 
wysiłki w celu ukrycia tego zjawiska. Starano się, aby informacje 
o masowym wymieraniu z głodu na Ukrainie, Kubaniu i północnym 
Kaukazie nie docierały do opinii publicznej w innych regionach 
Kraju Rad, a już, nie daj Boże, za granicę Związku Radzieckiego. Z 
mediami krajowymi nie było kłopotu. Wystarczyła decyzja CK WKP(b), 

background image

aby słowo głód redaktorzy wykreślili ze swego słownika dla potrzeb 
krajowych, bo o głodzie w Londynie czy Wiedniu mogli rozpisywać 
się do woli. Gorzej było z układaczami piosenek i pieśni ludowych, 
bo ci pomimo groźby zesłania do łagru prosili Lenina, by przyjrzał 
się, co też i ego następca wyprawia z chłopami. Te wiadomości nie 
rozchodziły się K'dnak daleko poza opłotki wsi. Największy kłopot 
sprawiali przybyłe z innych krajów, dociekliwi żurnaliści oraz 
mniej lub bardziej kry-1 vczne zachodnie delegacje różnych branż. 
W kontaktach z cudzoziem-imi nie szczędzono wysiłków, aby ukryć 
czarne strony radzieckiej 'oczywistości i pokazać, do jakiej 
świetlanej przyszłości ten kraj mierzą i jakie już na tej drodze 
ma osiągnięcia. Niemałym sukcesem propagandy radzieckiej było, że 
wśród zachodnich gości, nie zabrakło i takich, którzy w jasnych 
barwach prezentowali Kraj Rad.
Wypowiedzi zagranicznych dziennikarzy, tak złe, jak i dobre, były 
pilnie śledzone i wykorzystywane w działalności politycznej. 
Zostały <>ne uwzględnione przez J- Stalina w referacie wygłoszonym 
7 stycznia 1933 r. na plenum CK WKP(b), na którym omawiano wyniki
108
109
pierwszej pięciolatki. Mówiąc o dużym zainteresowaniu 
międzynarodowym przemianami zachodzącymi w ZSRR, Stalin powołał 
się na teksty kilkunastu publicystów prasy zachodniej. Najpierw 
wymienił  czasopisma  krytycznie  oceniające  radzieckie 
przemiany. Wśród tych pism znalazła się też „Gazeta Polska", z 
której Stalin zacytował następujący fragment: „Sytuacja jak gdyby 
wskazuje na to, że rząd Rad znalazł się ze swoją polityką 
kolektywizacji wsi w ślepym zaułku". Podobnie krótkie i ogólnikowe 
są fragmenty krytycznych wypowiedzi z sześciu innych czasopism. 
Spreparowane opinie publiczne, Stalin skwitował słowami: „Taka 
jest opinia jednej części prasy burżuazyjnej. Nie warto chyba 
krytykować autorów tych opinii. Sądzę, że nie warto. Nie warto, 
albowiem dla tych zakutych głów z gatunku średniowiecznych 
wykopalisk fakty są bez znaczenia". Generalny sekretarz nie musiał 
ich wymieniać, bo zrobili to za niego dziennikarze zachodni 
zachwyceni osiągnięciami pięciolatki. Dla ich twórczości nie 
pożałowano miejsca w referacie. W liberalnym amerykańskim piśmie 
„Nation" w listopadzie 1932 r. między innymi pisano: 
„Drogowskazami na równinie radzieckiej nie są już krzyże i kopuły 
cerkiewne, lecz elewatory zbożowe i wieże silosowe. Kołchozy 
budują domy, obory, chlewy. Elektryczność przenika do wsi, radio i 
gazety już ją zdobyły. Młodzież chłopska produkuje i obsługuje 
maszyny rolnicze większe i bardziej skomplikowane niż te, które 
kiedykolwiek widziała Ameryka". Podobnie zachwyconych było Krajem 
Rad sześciu innych cytowanych w referacie dziennikarzy z Anglii, 
Francji i Austrii. Przytoczone w referacie cytaty z zagranicznych 
gazet pozwoliły Stalinowi na stwierdzenie: „Wystarczyło byśmy w 
ciągu 2-3 lat rozwinęli pracę nad budownictwem, wystarczyło 
pokazać pierwsze sukcesy pięciolatki, by cały świat podzielił się 
na dwa obozy, obóz ludzi, którzy obszczekują nas niezmordowanie, i 
obóz ludzi zdumionych sukcesami pięciolatki"1. O głodzie n; wsi w 

background image

referacie nie było mowy, ale zebrani uczestnicy dowiedzieli si< o 
trudnościach w rolnictwie krajów zachodnich.
W drugiej połowie lutego 1933 r. Józef Stalin zaszczycił swoją 
obecnością odbywający się w Moskwie ogólnoradziecki zjazd 
kołchoźników przodowników pracy. Zabierając głos w trakcie obrad 
zapewniał zebranych, że chłopi postąpili słusznie, wstępując do 
kołchozów. „Oczywiście na tej drodze istnieją trudności. Dobre 
życie nie przychodzi darmo. Ale rzecz polega na tym, że główne 
trudności już są pokonane, te zaś trudności, które stoją przed 
wami, nie są nawet warte tego, żeby poważnie o nich mówić. W 
każdym razie w porównaniu z trudnościami, które przeżyli robotnicy 
przed 10-15 laty, wasze trudności obecne, towarzysze kołchoźnicy, 
wydają się zabawką dziecinną. [...] Rozwinąwszy budownictwo 
kołchozowe, osiągnęliśmy to [...], że co najmniej 20 milionów 
ludności chłopskiej, co najmniej 20 milionów biedoty, uratowaliśmy 
od nędzy i ruiny, ura-rowaliśmy od jarzma kułackiego i dzięki 
kołchozom przeistoczyliśmy ich w ludzi mających byt zabezpieczony. 
Jest to wielkie osiągnięcie, jakiego świat nie widział [...]. I 
jeżeli będziemy pracowali uczciwie, będziemy pracowali dla siebie, 
dla swoich kołchozów, osiągniemy to, że w ciągu jakiś 2-3 lat 
podniesiemy wszystkich kołchoźników do poziomu ludzi zamożnych, do 
poziomu ludzi korzystających z obfitości produktów i prowadzących 
życie w pełni kulturalne [...]. Dopięliśmy tego, że większość 
kołchoźników posiada po krowie na zagrodę. Minie jeszcze rok-dwa, 
a nie znajdziecie ani jednego kołchoźnika, który by nie miał 
własnej krowy. Już my bolszewicy postaramy się, żeby wszyscy 
kołchoźnicy mieli u nas po krowie". Stalin mówił jeszcze o roli 
kobiet, o młodzieży, o rolnikach indywidu-.ilnych, o pracy 
partyjnej na wsi. Kiedy skończył rozległy się „długo-t rwałe, nie 
milknące oklaski, przechodzące w owację. Wszyscy wstają i wiwatują 
na cześć tow. Stalina. Okrzyki hura ! Z sali słychać: niech żyje 
towarzysz Stalin, hura ! Niech żyje pierwszy kołchoźnik ! Niech 
ż.yje nasz wódz towarzysz Stalin"2.
Niewątpliwie uczestnikami moskiewskiej narady przodujących 
kołchoźników byli też przedstawiciele kolektywnych gospodarstw
no
iii
z Ukrainy, świadkowie wymierania ludności wiejskiej z powodu 
pomoru głodowego, a Stalin ani słowem nie wspomniał o głodzie, 
tylko opowiadał, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej w 
najbliższym czasie. Słuchacze tych horrendalnych kłamstw 
zachowywali się jak aktorzy absurdalnego teatru, oklaskiwali 
głównego bohatera i krzyczeli „niech żyje pierwszy kołchoźnik". 
Zagranicznym korespondentom, obserwatorom takich spektakli coraz 
trudniej było rozeznać się, gdzie w ZSRR przebiega granica 
pomiędzy rzeczywistością a wielką inscenizacją kłamstwa.
Wypowiedzi J. Stalina, jak również innych radzieckich dygnitarzy, 
że głodu nie ma, stawały się coraz bardziej kłamliwe wraz z 
narastaniem na Ukrainie, Kubaniu i północnym Kaukazie głodowego 
ludobójstwa. Tymczasem działacze ukraińscy coraz powszechniej 
mówili to, co podawano oficjalnie do wierzenia. Wyjaśnianie, że 

background image

jest inaczej, było niewskazane. Przekonał się o tym II sekretarz 
CK! KPBU R. Terechow, który na początku 1933 r. spotkał się ze 
Stalinem | i opowiadał o wymieraniu z głodu ukraińskich chłopów. 
Jak relacjo- j nował po latach, Stalin, nie wysłuchując do końca 
jego wypowiedzi i odezwał się gniewnie: „Opowiadali towarzyszu 
Terechow, że jeste- ! ście dobrym oratorem. Okazało się, że wy 
jako dobry gawędziarz wymyśliliście jakąś bajkę o głodzie i 
myślicie nas zastraszyć, ale nic z tego. Czy nie lepiej byłoby, 
abyście zrezygnowali ze stanowiska sekretarza obwodowego komitetu 
oraz CK KPBU i poszli do pracy w związku pisarzy — będziecie bajki 
pisać, a durnie będą czytać"3. Niedługo potem Terechow odwołany 
został ze stanowiska partyjnego na Ukrainie i wezwany do Moskwy.
Za przykładem J. Stalina o głodzie na Ukrainie nie wypowiadali się 
pomniejsi centralni partyjni działacze. Ludzie dobrej woli z 
zagranicy byli pouczani, że radzieckiemu społeczeństwu nie zagraża 
żadne niebezpieczeństwo i pomoc z zewnątrz nie jest potrzebna. 
Spotkało to w 1933 r. obradujący w Wiedniu pod przewodnictwem 
miejscowego arcybiskupa Teodora Innitzera utworzony z jego ini-
112
cjatywy Międzynarodowy Komitet Pomocy Głodującym. Kiedy Czerwony 
Krzyż zwrócił się do władz radzieckich o wyrażenie zgody na 
dostarczanie żywności, rozpętała się burza. Rząd nie wyraził 
takiej zgody, a w prasie pojawiły się listy „prostych chłopów" z 
Ukrainy oburzonych taką propozycją. Stosowny artykuł o braku 
głodnych ludzi w Kraju Rad ukazał się w „Izwiesti", a w gmdniu 
tematem tym zajął się Michaił Kalinin. Występując w czasie sesji 
Centralnego Komitetu Wykonawczego ZSRR, powiedział między innymi: 
„Zbierają się polityczni oszuści i proponują, że będą zbierać 
ofiary dla głodujących na Ukrainie. A gdzie się zbierają? W 
Wiedniu, gdzie proletariat dosłownie umiera z głodu"4. Już po 
nawiązaniu stosunków dyplomatycznych ZSRR z USA senator Herman 
Kopelman poprosił listownie ministra spraw zagranicznych Maksyma 
Litwinowa, aby rząd radziecki zajął się sprawą głodu na Ukrainie. 
Powołał się przy tym na informacje opublikowane w USA. Odpowiedź 
nadeszła szybko. Litwinów pisał: „pragnę podziękować tyam, ze 
wspomnieliście tę ukraińską broszurę. Istnieje niezliczona ilość 
takich broszur zapełnionych kłamstwami rozpowszechnianymi przez 
organizacje kontrrewolucyjne za granicą, które wyrażają się w 
ta^k-} działalności. Im już nic nie pozostało, jak tylko 
fabrykować informacje i podrabiać dokumenty"5. W ślad za pismem 
ujawniąjąCym „fafczerstwa ukraińskich emigrantów" nadesłano 
informację i radzieckiej ambasady. Senatorzy USA zostali zapoznani 
z „prawdą", że w ostatnich latach na Ukrainie roczny przyrost 
wynosi 2%, a śmiertelność nad Dnieprem jest mniejsza niż w innych 
radzieckiej republikach.
Łatwo było w piśmie dyplomatycznym lub z mównicy zjazdowej 
informować o sytuacji w ZSRR - kraju, w którym obywatele są syci i 
zadowoleni. Pouczać było tym łatwiej, że uświadamiani nie znali 
spraw z autopsji. Niepomiernie więcej wysiłku Wymagało ukazanie 
szczęśliwego życia licznym delegacjom zagranicznym zapraszanym do 

background image

ZSRR. Wprawdzie niektórym oficjalne spotkania i rozmowy w czasie 
bankietów wystarczały, ale inni domągali się wyjazdów
113
w teren, do fabryk i kołchozów. Pracochłonnym majstersztyki było 
przygotowanie na przełomie sierpnia i września 1933 r. kilki 
dniowej   wizyty   delegacji   francuskiej   na   głodującej 
Ukrainl Przewodniczył jej Eduard Herriot — przewodniczący komisji 
spra1 zagranicznych i były premier Francji. Rozpoczął on swą 
wizytę Ukrainy. Był w Odessie, Kijowie, Charkowie, na Dnieprobudc 
i przez Rostów nad Donem pojechał do Moskwy. Spotykał sii z 
wieloma ludźmi, kołchoźnikami, robotnikami i uczonymi. Chci; 
naocznie poznać tragiczną sytuację Ukrainy, ale nie zdawał sobii 
sprawy, jak wielkie są w Związku Radzieckim możliwości w organi 
zowaniu kłamstwa. Herriot głodujących ludzi nie widział i nie & 
szał o nich, a pokazywano mu wszystko, co chciał zobaczyć.
Spójrzmy, jakie prace podejmowano oczekując na przyjazd dostoj 
nego gościa. Z informacji konsula niemieckiego z Kijowa z 31 
sierp> nia dowiadujemy się, że wizytę przygotowano wzorując się na 
księcii Potiomkinie. Z ulic, którymi przechodził francuski gość, 
usunięć zostali żebracy i bezdomne dzieci. Dozorcy domów 
poubierani w bia-łe kitle stali przy bramach udekorowanych 
kamienic. Z dobrze za> opatrzonych na ten dzień sklepów, 
specjalnie dobrani ludzie wyno> sili chleb w sposób rzucający się 
w oczy. Aby przebiegało to sprawniej dzień wcześniej z dozorcami i 
nosicielami chleba przeprowadzons została próba generalna. W 
trakcie przygotowań do spotkania w Akademii Nauk zostali wysłani 
na urlop pracownicy znający obce języki. Pozostawiono tylko kilku 
w pełni zaufanych oraz tych uczonych, z którymi w czasie spotkania 
trudno się było porozumieć. „Po wyjeździe z Ukrainy francuskiego 
gościa wszystko wróciło do nor-
\i    i
r"6
my
Więcej interesujących szczegółów podaje cytowany przez Roberta 
Conquesta naoczny świadek przygotowań do wizyty Herriota w 
kołchozie „Rewolucja Październikowa" pod Kijowem. „Wszystko 
starannie pomyto i wyczyszczono, do czego zmobilizowali 
komunistów, komsomolców i aktywistów. Z kijowskiego teatru 
przywieźli
meble i wstawiono je do miejscowego klubu. Przywieziono też 
firanki, portiery, serwety. Jedną część budynku przekształcono na 
jadalnię, stoły upiększyli kwiatami. [...] Zabili kilka byczków i 
świń, dostarczyli zapas piwa. Wszystkich martwych i umierających 
pozbierano z okolicznych szlaków. Zwołali ogólne zebranie 
kołchoźników i ogłosili, że odeskie studio filmowe wykonywać tu 
będzie uję-i i a filmowe. Ci, którzy zostaną wybrani do 
statystowania, wyjdą do pracy, a pozostali powinni siedzieć w 
domu. Świeżo upieczonym .iktorom wydali nową odzież: ubrania, 
sukienki, kapelusze, skarpe-i \, chustki, obuwie. Wszystko to 
przywieźli z Kijowa. Maskaradą kierował przedstawiciel kijowskiego 
okręgowego komitetu partii, S/.arapow, któremu pomagał jakiś 

background image

Denysenko (ludziom powiedzieli, że to reżyser filmu i jego 
pomocnik). Ostatecznie organizatorzy zadecydowali, że panu 
Herriotowi będzie przyjemniej spotkać się i kołchoźnikami w 
jadalni. Następnego dnia, kiedy Herriot miał przyjechać, 
kołchoźnicy już siedzieli za stołami. Zjadali ogromne kęsy mięsa, 
zapijając piwem i nie bardzo się z tym ociągali. Zdenerwowany 
„reżyser" wzywał ludzi do wolniejszego jedzenia, ażeby i zcigodny 
gość zobaczył ich za stołem. Ale właśnie wtedy zadzwonił iclefon z 
Kijowa. «Wizyta ulega zmianie. Wszystko wstrzymać». Zaraz potem 
Szarapow szybciutko podziękował kołchoźnikom za dobre odegranie 
swoich ról, a Denysenko nakazał im ściągać z siebie wszystko i 
oddawać z wyjątkiem skarpetek i chustek"7.
Widocznie w podobnie okazały sposób przygotowywano E. Herriotowi 
przyjęcie w stołówce przy fabryce traktorów w Charkowie, bo wpisał 
się do księgi następująco: „Mogłem się osobiście przekonać, że 
jedzenie jest tu wyśmienite. Jeśli wszystko jest tak dobre, to 
lestauracja ta mogłaby się znaleźć w Lyonie, które to miasto 
słynie y.e swoich smakoszy"8.
Należyte przygotowywanie miejsc, odwiedzanych lub też 
przygotowywanych na wszelki wypadek, wymagało niemałych nakładów 
pracy i pieniędzy. Nie szczędząc wysiłków przy ukrywaniu prawdy,
114
władze radzieckie liczyły na uzyskanie korzyści politycznych. Tak 
też często i było. Już 13 września 1933 r. „Prawda" poinformowała, 
że E. Herriot po wyjeździe z ZSRR, w czasie spotkania z 
dziennikarzami w Rydze zdecydowanie przeciwstawił się „kłamliwym 
wypowiedziom prasy burżuazyjnej o głodzie w Związku Radzieckim"9. 
Prasa radziecka przytaczała też wypowiedzi innych gości, m.in. 
laureata nagrody Nobla, znanego pisarza Bernarda Shawa, który j w 
1933 r. odwiedził ZSRR. Powiedział on: „nie widziałem absolutnie' 
nikogo, kto by w Rosji cierpiał od niedojadania, tak z młodych, 
jak i starych ludzi. Czy ich zapadłe policzki rozciągnęli od 
środka kauczukiem"10. Członkowie oficjalnych delegacji 
odwiedzających ZSRR nie mieli natomiast zwyczaju szerszego 
upowszechniania dostrzeżonych w tym kraju mankamentów. Nie 
wypadało wytykać błędów gospodarzowi, przez którego byli tak 
wylewnie i z przepychem podejmowani.
Takich skrupułów nie mieli dziennikarze. Do ich obowiązków 
należało wszechstronne informowanie opinii publicznej i docieranie 
do tematów, które starano się ukrywać przed światem. Z takimi 
wścibskimi przybyszami z zewnątrz władze radzieckie miały sporo 
kłopotu. Zamiast radzić się towarzyszy, jakie to problemy godne są 
opisania i korzystać z pomocy aktywu przy wyjeździe w teren, oni 
unikali zarówno doradców, jak i pomocników. Musieli się jednak 
liczyć z tym, że za publikacje ukazujące negatywne strony 
sowieckiej rzeczywistości rozkażą im opuścić Kraj Rad. Poważnym 
utrudnieniem w dochodzeniu do prawdy była też bariera językowa. 
Tylko nieliczni dziennikarze z Zachodu mogli samodzielnie 
porozumieć się z miejscową ludnością.
Pomimo różnorakich utrudnień informacje o głodzie na Ukrainie, 
Kubaniu i północnym Kaukazie już w 1932 r. przenikały do szeregu 

background image

zachodnich pism. Jednym z poszukiwaczy prawdy o głodzie był 
angielski dziennikarz John Garret, który na przełomie lat 
1932/1933 wybrał się z Moskwy na Ukrainę, a znając rosyjski nie 
potrzebował
tłumaczy. Przemierzył on na piechotę obwód charkowski, a nocując w 
chłopskich chatach, zapoznał się z losem mieszkańców wielu wsi. 
Swoje obserwacje opublikował po wyjeździe z ZSRR na łamach 
„Manchester Guardian" w marcu 1933 r., zapoznając czytelników z 
chłopskim lamentem „nie ma chleba. My wymieramy"11.
Na wiosnę 1933 r., kiedy pomór głodowy czynił największe szkody, 
takie samowolne wędrowanie było niemożliwe, bo władze zakazały 
zagranicznym dziennikarzom wyjeżdżać na Ukrainę bez specjalnie 
zatwierdzonej trasy. Nie było też zbyt wielu chętnych do zamiany 
moskiewskich hoteli na ukraińskie wiejskie chaty.
J. Garret nie był jedynym dziennikarzem, który nie szczędząc trudu 
w dochodzeniu do prawdy, wyruszył w teren. Na wiosnę 1933 r. M. 
Maggeridt po pobycie w północnym Kaukazie i na Ukrainie 
opublikował na łamach „Manchester Guardian" cykl reportaży, w 
których przytacza fakty umierania ludzi na skutek głodu i to w 
skali masowej, obejmującej miliony osób. Podobnej treści artykuły 
na łamach wspomnianego pisma opublikował we wrześniu 1933 r. W. 
Chamberlin. Ten angielski korespondent, uważany za sympatyka 
radzieckich przemian, za zgodą władz odbył we wrześniu 
dziesięciodniową podróż po północnym Kaukazie, Kubaniu i Ukrainie. 
Towarzyszyła mu żona Rosjanka, dzięki czemu miał ułatwiony kontakt 
z miejscowymi ludźmi. Na Ukrainie zbierał materiały o głodzie w 
rejonach Połtawy i Białej Cerkwi. Czytelnicy „Manchester Guardian" 
zostali poinformowani „o wymieraniu z głodu chłopskich rodzin, o 
wymarłych wsiach, upadającym rolnictwie, bezdomnych dzieciach, o 
ludziach opanowanych chorobliwą beznadzieją"12. Po publikacji 
ujawniającej tragedię głodowego pomoru W. Chamberlin wyjechał z 
Kraju Rad i prawdy ukazane w czasopiśmie udostępnił szerszej 
opinii publicznej, wydając w 1934 r. w Bostonie książkę „Żelazny 
wiek Rosji" (Russias Iron Age). Była to pierwsza książkowa 
publikacja ułatwiająca poznanie prawdy o Związku Radzieckim.
Obok korespondentów zagranicznych, ukazujących prawdziwy obraz 
radzieckiego „wielkiego przełomu", nie brak było i takich, którzy 
patrzyli na rzeczywistość przez okulary sowieckiej propagandy. 
Jednym z nich był znany amerykański dziennikarz Walther Duranty z 
„New York Times'a", laureat nagrody Pulitzera z 1932 r. W 
listopadzie 1932 r., kiedy głód pochłaniał z każdym dniem coraz 
więcej ofiar, Duranty pisał: „nie ma żadnego głodu, ani śmierci 
głodowej i wątpię, czy to w ogóle jest możliwe"13. Kilka miesięcy 
później, 31 marca 1933 r. już po reportażach Maggeridta, w 
artykule na łamach „New York Times'a" Duranty pisał: „Rosjanie 
głodują, ale nie umierają z głodu"14. We wrześniu 1933 r. odbył on 
podróż po północnym Kaukazie i Kubaniu. Powstają reportaże, z 
których wynika, że nie było tam żadnego głodu. Nic też dziwnego, 
że dziennikarzowi, który w ten sposób pisał o ZSRR, wywiadu 
udzielił sam Józef Stalin, co było niemałym wyróżnieniem. Był on 
też pozytywnie oceniany przez polityków amerykańskich. Natomiast 

background image

dziennikarze uważali go za kłamcę. Opowiadano, że w prywatnych 
rozmowach Duranty oceniał straty ludzkie wywołane głodem na 
miliony osób. Wspominając Duranty'ego po latach, Maggeridt pisał, 
że był to „największy kłamca wśród dziennikarzy spotkanych przeze 
mnie w ciągu pięćdziesięciu lat mojej działalności"15.
Oprócz przebywających w Związku Radzieckim dziennikarzy oraz 
odwiedzających ten kraj zagranicznych delegacji duże możliwości 
poznania, w jakich warunkach żyje tam społeczeństwo, mieli również 
dyplomaci z państw posiadających swe przedstawicielstwa w ZSRR. W 
czasie kiedy na Ukrainie masowo wymierała z głodu ludność wiejska, 
przedstawicielstwa rządowe nie ujawniały swych informacji na ten 
temat. Wprawdzie wiadomości o pomorze głodowym nie brakowało, ale 
trafiały one do ministerialnych sejfów. Dopiero po upływie ponad 
pół wieku od tych tragicznych wydarzeń emigracyjni historycy 
ukraińscy opublikowali dokumenty o głodzie — jego przyczynach i 
tragicznych skutkach. Dmytro Złepko przedstawił
I
w 1988 r. 23 dokumenty nadesłane w latach 1930-1934 przez 
dyplomatów niemieckich, a zespół złożony z Marko Carynnyka, Lubo-
myra Łuciuka i Bohdana Kordana ujawnił także w 1988 r. 85 
dokumentów z lat 1932-1933 przechowywanych w zbiorach brytyjskich. 
W tych ostatnich materiałach oprócz poczty dyplomatycznej, 
zamieszczone zostały też pisma nadsyłane do Londynu przez 
Ukraiński Kongres Narodowy w Kanadzie. Farmerzy ukraińscy 
bezskutecznie starali się o zorganizowanie pomocy głodującym 
rodakom nad Dnieprem. W liście z 2 października 1933 r. 
skierowanym do premiera Wielkiej Brytanii między innymi pisali: 
„Do Kanady dociera tysiące listów zawierających makabryczne 
szczegóły o masowej śmiertelności. Dochodzą wieści, że tylko lA, a 
nawet lA populacji pozostała przy życiu [...]. Na Ukrainie 
opozycyjnej wobec rosyjskich rządów chłopi pozbawieni są dosłownie 
wszystkiego, zostawieni bez minimalnych ilości środków na 
wyżywienie pod pozorem, że ukrywają żywność. Przy takiej taktyce 
nawet dobre zbiory nie uratują tych ludzi przed głodem"16.
Również do niemieckiego MSZ docierały wiadomości o politycznym 
charakterze pomoru głodowego. W obszernym sprawozdaniu o sytuacji 
na Ukrainie, sporządzonym w końcu 1933 r. przez konsulat w 
Charkowie, wiele miejsca poświęcono wsi. Podkreślono, że „wśród 
ludności wiejskiej panuje przekonanie, iż głód wykorzystywano jako 
środek do realizacji planów władzy, zmierzających do zniszczenia 
wszelkich prób przeciwstawiania się systemowi"17.
Nie wiadomo, w jaki sposób oceniali tragedię masowej śmiertelności 
na Ukrainie radzieckiej dyplomaci innych państw, szczególnie tych, 
które miały swe konsulaty w Charkowie czy w Kijowie, oraz państw, 
na terenie których zamieszkała również ludność ukraińska. Wskazane 
byłoby spenetrowanie archiwów dyplomatycznych, w tym zbiorów 
polskiego MSZ, bo mieliśmy placówki na radzieckiej Ukrainie, a na 
terenach graniczących z tą republiką w większości mieszkali 
Ukraińcy.
119

background image

Utajnienie oficjalnych doniesień o niespotykanym w nowożytnej 
Europie masowym wymieraniu ludzi z głodu nie wynikało z sympatii 
do Kraju Rad, tylko z politycznego wyrachowania. Zdecydowano się 
nie nagłaśniać pomoru głodowego na Ukrainie, Kubaniu i północnym 
Kaukazie, ponieważ utrudniałoby to prowadzenie ożywionych w tym 
czasie negocjacji z rządem ZSRR. Nie wypadało przecież paktować z 
władzami państwa, które skazały na śmierć głodową miliony swoich 
obywateli. Władzom radzieckim udało się w tym czasie umocnić swoją 
pozycję na arenie międzynarodowej. Przykładowo wspomnijmy tu umowy 
gospodarcze z Hiszpanią i Włochami (1933), podobne umowy oraz 
pakty o nieagresji zawarte między innymi z Francją (1931) i Polską 
(1932) oraz nawiązanie stosunków dyplomatycznych z USA (1933). 
Ukoronowaniem wychodzenia na szerokie wody światowej polityki było 
przyjęcie ZSRR we wrześniu 1934 r. do Ligi Narodów. Te niewątpliwe 
sukcesy dyplomacji radzieckiej nie byłyby możliwe, gdyby chociaż w 
części oficjalnie zostały ujawnione rozmiary głodowego holocaustu. 
Nie po raz pierwszy i niestety, nie po raz ostatni przy 
podejmowaniu decyzji politycznych na najwyższych szczeblach prawda 
o tragediach ludzkich spychana była , na margines, a nawet 
skrzętnie ukrywana przed opinią publiczną.
To ograniczanie dostępu do prawdy nie ominęło również Polski, 
chociaż kraj nasz na setkach kilometrów graniczył z radziecką 
Ukrainą, gdzie miliony ludzi umierały z głodu, a wśród ofiar nie 
zabrakło też Polaków. Przygotowanie do zawarcia paktu o nieagresji 
i bezpośrednio po jego podpisaniu — lata 1931-1934, to okres 
przyjaznych kontaktów polsko-radzieckich. Na przełomie kwietnia i 
maja 1931 r. w ZSRR przebywała kilkunastoosobowa grupa polskich 
przemysłowców. W marcu 1933 r. otwarto wystawę sztuki radzieckiej 
w Warszawie, a w listopadzie 1933 r. w Galerii Trietiakowskiej w 
Moskwie prezentowali swoje prace współcześni twórcy z Polski. W 
odbywającym się w Warszawie w sierpniu 1933 r. VII Międzynarodowym 
Kongresie Nauk Historycznych uczestniczyli naukowcy z ZSRR
i /ostała zorganizowana wystawa radzieckich publikacji 
historycznych. W jesieni 1933 r. na kilkunastodniowy pobyt w ZSRR 
wyjechała grupa studentów i absolwentów Politechniki Lwowskiej w 
celu zapoznania się z osiągnięciami radzieckiego przemysłu. W 
październiku 1933 r. 47 numer „Wiadomości Literackich" zapoznawał 
czy-iclników z kulturą radziecką, a w rewanżu „Sowietskoje 
Iskusstwo" wiele miejsca poświęciło polskiej sztuce. Przykłady 
można by mnożyć. W „Kurierze Warszawskim" z 24 listopada 1933 r. 
odnotowano: „Korespondent warszawski «Izwiestji» w obszernym 
komentarzu /wraca uwagę na objawy zbliżenia polsko-sowieckiego na 
polu poli-lycznym i kulturalnym, podkreślając, że zbliżenie to 
znalazło przy-rhylny oddźwięk w najszerszych kołach społeczeństwa 
polskiego"18.
W tym samym czasie miało miejsce znaczne natężenie się konfliktów 
polsko-ukraińskich. Przypomnijmy niektóre przejawy. W jesieni 1930 
r., w odwet za dokonywane przez UWO (Ukrajinśka Wijśkowa 
Orhanizacija — Ukraińska Organizacja Wojskowa) liczne podpalenia 
polskich gospodarstw we wschodniej Galicji, do około 150 wsi 
skierowano oddziały wojska i policji. W czasie brutalnych ikcji 

background image

pacyfikacyjnych demolowano zabudowania, niszczono chłopski dobytek 
i maltretowano ludzi, na skutek czego kilkanaście osób /.marło. 
Aresztowano ponad 1700 osób, w tym około 50 księży. Zamknięto trzy 
ukraińskie gimnazja. W sierpniu 1931 r. wTruska-wcu został zabity 
przez członków OUN Tadeusz Hołówko z Ministerstwa Spraw 
Zagranicznych, zwolennik polsko-ukraińskiego porozumienia. W 1932 
r. doszło do masowych aresztowań i osadzenia w Berezie Kartuskiej 
członków OUN {Orhanizacija Ukrajinśkych Nacjonalistiw — 
Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich).
Oficjalne zbliżenie z władzami na Kremlu, sympatie sporej części 
polskiej lewicy do przemian dokonywanych za wschodnią granicą w 
połączeniu z zaognieniem się urazów polsko-ukraińskich wewnątrz 
kraju sprawiły, że o wymieraniu głodowym naszych pobratymców za 
Zbruczem w ogóle nie pisano w wielu polskich czasopi-
120
121
smach. Jaki był odsetek tytułów, dla których problem głodu naszych 
sąsiadów nie wart był nagłaśniania oraz czym to było motywowane, 
to temat czekający na podjęcie. W pismach, dla których głód 
naszych wschodnich sąsiadów nie był tematem zakazanym, problem ten 
pokazywano w sposób marginalny. Nie zamieszczano obszerniejszych 
artykułów, ograniczając się do sporadycznych wzmianek. Nie można 
jednak wrzucić wszystkich tytułów do jednego worka. Obok prasy 
zamieszczającej sporadycznie mało istotne wzmianki były też pisma, 
których informacje ułatwiały poznanie istoty głodowego terroru. Do 
takich zaliczyć należy „Przegląd Katolicki" związany z ruchem 
ludowym „Piast". Oprócz mniej lub bardziej znaczących informacji 
dziennikarskich w 1933 r. na łamach „Przeglądu Powszechnego" 
ukazała się obszerna rozprawa Adama Krzyżano-wskiego pt. „Głód w 
państwie komunistów". Znawca ekonomii nie zajmował się jednak 
przebiegiem klęski głodowej, jej skutkami i lokalizacją, tylko 
przyczynami, które ją spowodowały. Nie wnikając w szczegóły w 
interesujący sposób ukazał utopijność zaprowadzone- ; go siłą 
sowieckiego systemu gospodarczego.
W przeciwieństwie do powściągliwej prasy polskiej, ukazujące się w 
Polsce czasopisma ukraińskie różnych orientacji politycznych i 
religijnych, z wyjątkiem prokomunistycznych, na informacje o 
klęsce, jaka spotkała ich rodaków, nie szczędziły miejsca. Pisano 
w oparciu
0 informacje przenikające przez graniczne szczeliny, korzystając z 
doniesień zagranicznych korespondentów, nie pomijano też 
informacji z gazet sowieckich. W ukazującym się we Lwowie 
dzienniku „Diło" już w czerwcu 1932 r. zwrócono uwagę, że głód ma 
podłoże polityczne. Pisano: „Radziecka władza wcale nie pomaga 
umierającej
z głodu ludności. Nie obeznanym z rewolucyjnymi wydarzeniami J na 
Ukrainie wydaje się niezrozumiałym i dziwnym takie lekceważenie 
przez ukraińską władzę radziecką głodującego «własnego pań-stwa». 
Sprawczą przyczynę tej polityki znają tylko ci, którzy znają
1 rozumieją powstanie władzy radzieckiej na Ukrainie. Jej prawdzi-

background image

wy charakter, cele i możliwości działania na wszystkich bez 
wyjątku odcinkach życia. Głód jest najpewniejszym politycznym 
sojusznikiem moskiewskiej okupacyjnej władzy na Ukrainie, ale ten 
sojusznik może się też stać najgroźniejszym wrogiem. Bo każdy kij 
ma dwa końce"19.
Prasa ukraińska oprócz informowania o sytuacji swych rodaków w 
ZSRR w 1933 r. współdziałała w organizowaniu pomocy dla 
dotkniętych głodową apokalipsą.
Jako pierwsi do organizowania pomocy głodującym przystąpili 
Ukraińcy zamieszkali na terenach sąsiadujących ze Związkiem 
Radzieckim. Działacze społeczno-politycznych, gospodarczych oraz 
kulturalno-oświatowych organizacji, wspomagani przez 
duchowieństwo, powołali do życia komitety pomocy głodującym na 
radzieckiej Ukrainie. Powstały one w większych wsiach, miastach 
powiatowych i wojewódzkich. Przebieg zebrań, na których je 
powoływano, obserwowany był przez policję i utrwalony został w 
meldunkach przekazywanych władzom cywilnym. Komitet taki powołany 
też został m.in. w Gródku Jagiellońskim. Zebranie zwołane przez 
miejscowego proboszcza greckokatolickiego, ks. Rozdolskiego i 
Stepana Bilaka - posła na sejm RP i działacza UNDO (Ukrajinśke 
Nacionalno-Demokra-tyczne Obiednannia - Ukraińskie Zjednoczenie 
Narodowo-Demo-kratyczne) odbyło się 22 września 1933 r. 
Uczestniczyło w nim około 180 osób z miasta i okolicy. Referat 
wygłosił W. Dobrianśkyj - aplikant adwokacki. Mówił o wymierającej 
z głodu „wielkiej Ukrainie" i o potrzebie uświadamiania 
miejscowego społeczeństwa ukraińskiego, które powinno dążyć do 
niezależności. Z podobnymi treściami występował też ks. Demczuk z 
pobliskiego Haliczanowa. Na zebraniu podjęta została rezolucja, w 
której protestowano przeciwko poczynaniom komunistów w ZSRR i 
ogłoszono powołanie Komitetu Pomocy. W meldunku policyjnym 
znacznie więcej miejsca poświęcono zebraniu, jakie miało miejsce 
11 września 1933 r. w Sokalu, a którego organizatorem był działacz 
UNDO Łew Chomiński, miejsco-
122
123
I
I
wy adwokat. Na placu spółdzielczym zgromadziło się około 500 osób, 
do których przemawiali Ł. Chomiński i przybyły z Gródka poseł S. 
Bilak. Po omówieniu zbrodniczych poczynań komunistów nad Dnieprem 
S. Bilak stwierdził, że Ukraińcy żyjący poza ZSRR powinni teraz 
ostrzegać Europę przed bolszewicką polityką „otwierać jej oczy i 
pokazywać rzeczywistość, której nie widzą". Po wystąpieniach 
wybrano Komitet i przyjęto rezolucję, w której stwierdzano:
„ 1. Moskiewscy bolszewicy okłamali ukraińską ludność chłopską i 
robotniczą i pod hasłem «ziemi i wolności» okupowali 
naddnieprzańską Ukrainę, przekształcając ją w moskiewską kolonię.
2.  Polityka bolszewików na Ukrainie ma na celu zetrzeć z 
powierzchni ziemi naród ukraiński i tym sposobem raz na zawsze 
zlikwidować   niebezpieczeństwo   skierowanej   przeciwko 
Moskwie wojny o niezależne państwo ukraińskie.

background image

3. Moskiewscy bolszewicy oraz ich ukraińscy sługusi doprowadzili 
do tego, że obecnie naród ukraiński milionami wymiera głodową 
śmiercią. Dlatego my, Ukraińcy Sokalszczyzny, obecni na zebraniu w 
Sokalu 11 września 1933 r. protestujemy przed całym kulturalnym 
światem przeciwko zniszczeniu przez bolszewików narodu 
ukraińskiego i wzywamy wszystkie narody, żeby tak długo nie 
przywoziły zboża z Sowietów, dopóki międzynarodowa komisja nie 
potwierdzi, że mieszkańcy Ukrainy mają zabezpieczoną żywność na 
cały  rok.  Jesteśmy przeciwko  sprzedawczykom  i   najemnikom 
Moskwy i zobowiązujemy się bezwzględnie walczyć z prasą, która 
pozostała na usługach bolszewików. Naszym braciom i siostrom na 
sołowieckich wyspach, na Sybirze i w ciemnicach GPU zasyłamy nasze 
szczere pozdrowienia i wzywamy do wytrwałości w walce z 
moskiewskim okupantem"20. Zebranie zakończono, podobnie jak w 
Gródku Jagiellońskim i w innych miejscowościach, odśpiewaniem 
„Szcze ne wmerła Ukrajina, ni sława ni wola".
Akcja charytatywno-patriotyczna niwelująca podziały polityczne i 
wspierana autorytetami Cerkwi greckokatolickiej oraz prawosław-
124
nej znalazła przychylny oddźwięk w społeczeństwie ukraińskim. 
Otworzyły się komory i kieszenie ludzi, w większości biednych. 
Mieszkanka wsi Nahirianka koło Tarnopola, S. Procyk, po latach 
wspomina: „Jednej niedzieli na wiosnę 1933 r. ksiądz opowiedział w 
cerkwi o strasznym głodzie na wschodniej Ukrainie i zwrócił się do 
ludzi z prośbą o pomoc, czym kto może, naszym głodującym braciom 
za Zbruczem, przetrwać złowrogi czas głodu [...]. Kazanie zrobiło 
ogromne wrażenie. Jeszcze tego tygodnia w czytelni «Proswita» 
odbyło się zebranie, na którym wybrano Komitet i opracowano plan 
zbierania darów dla głodujących. Przez całe lato i jesień 1933 r. 
każdej soboty chłopi, po kolei, jeździli wozami po wsi i zbierali 
dary. Ludzie dawali, co kto mógł: zboże, kartofle, słoninę, 
kukurydzę, jajka. Wszystko zawożono do czytelni, skąd odwożono do 
Podwołoczysk i oddawano w przygranicznym punkcie w celu 
przekazania głodującym za Zbruczem. [...] Nasza wieś nie była 
jedyną starającą się pomóc głodującym braciom. Niestety ta pomoc 
do nich nie docierała"21. Podejmowane próby przekazywania na 
radziecką Ukrainę pomocy głodującym za pośrednictwem konsulatu 
ZSRR we Lwowie, Czerwonego Krzyża oraz przez przejście graniczne w 
Rumunii skończyły się niepowodzeniem. Korzystano tylko z 
ograniczonych możliwości wysyłania paczek oraz z pośrednictwa 
przemytników.
W ujawnieniu prawdy o głodowym wymieraniu ludzi, o tym, że odmawia 
się im pomocy, w znaczący sposób wzięli udział hierarchowie Cerkwi 
greckokatolickiej. W skierowanym do wiernych na początku lipca 
1933 r. orędziu metropolita Andrzej Szeptycki wzywał „aby modłami 
i postami, ogólnonarodową żałobą i wszelkimi dobrymi środkami 
wyprosili pomoc nieba, skoro na ziemi nie ma żadnej nadziei na 
pomoc ludzką. Przed całym światem protestujemy przeciw 
prześladowaniu małych i ubogich, słabych i niewinnych, a 
gnębicieli oskarżamy przed sądem Najwyższego. Wszystkie 
radiostacje prosimy, aby nasz głos rozniosły całemu światu. Może

background image

125
dotrze on do ubogich chat konających z głodu wieśniaków"22. 
Wystąpienie lwowskiego władyki oprócz prasy ukraińskiej zostało 
opublikowane również w prowincjonalnym dzienniku polskim „Ekspres 
Lubelski i Wołyński". Do znacznie szerszych kręgów czytelniczych 
dotarła natomiast odezwa biskupów ukraińskich w sierpniu 1933 r., 
ponieważ została opublikowana na łamach ogólnopolskiego tygodnika 
„Przegląd Katolicki". Poznajmy treść tego orędzia:
„Ukraiński Episkopat greckokatolicki halickiej prowincji 
kościelnej w sprawie wypadków na Wielkiej Ukrainie do wszystkich 
ludzi dobrej woli. Ukraina w konwulsjach przedśmiertelnych. 
Ludność wymiera śmiercią głodową.  Zbudowany na 
niesprawiedliwości, oszustwie, bezbożnictwie, deprawacji 
ludożerczy system kapitalizmu państwowego, doprowadził bogaty do 
niedawna kraj do zupełnej ruiny. Przed trzema laty głowa kościoła 
katolickiego, Ojciec Święty, Papież Pius XI energicznie 
protestował przeciwko wszystkiemu, co w bolszewizmie sprzeczne z 
chrześcijaństwem, Bogiem i naturą ludzką, przestrzegając przed 
strasznymi konsekwencjami takich zbrodni cały świat katolicki, a 
wraz z nim i myśmy się dołączyli do tego protestu. Dziś widzimy 
skutki postępowania bolszewików, położenie ludności z każdym dniem 
staje się straszniejsze. Wobec takich zbrodni niemieje natura 
ludzka, krew ścina się w żyłach. Bezsilni by okazać jakąkolwiek 
pomoc materialną konającym braciom, wzywamy naszych wiernych, by 
modlitwą, postem, żałobą powszechną, ofiarami i wszelkimi dobrymi 
uczynkami życia chrześcijańskiego błagali pomocy z nieba, gdy na 
ziemi nie ma żadnej nadziei na pomoc ludzką. Przed światem całym 
protestujemy znów przeciwko prześladowaniu maluczkich, słabych i 
niewinnych, gnę-bicieli zaś oskarżamy przed sądem Najwyższym. Krew 
robotników, którzy o głodzie orali czarnoziem Ukrainy, wzywa o 
pomstę do nieba   i   głos   zgłodniałych   żniwiarzy   doszedł 
do   Pana   Sabaoth. Wszystkich chrześcijan całego świata, 
wszystkich wierzących, szczególnie wszystkich robotników i 
włościan, a przede wszystkim roda-
ków naszych prosimy przyłączyć się do tego głosu protestu i bólu i 
roznieść głos po całym świecie, może dojdzie do ubogich chat 
konających z głodu włościan. Niech przed straszną śmiercią, wśród 
okrutnych cierpień głodu, będzie bodaj małą pociechą, że bracia 
ich wiedzieli o ich strasznym losie, boleli nad nimi, cierpieli i 
modlili się za nich. A wy cierpiący i konający bracia wzywajcie 
miłosierdzia Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa. Okrutne 
cierpicie męki, przyjmijcie je za grzechy swoje, za grzechy całego 
narodu i powtarzajcie za Jezusem Chrystusem: Niech będzie wola 
Twoja Ojcze w Niebiosach. Śmierć dla woli Bożej przyjęta jest 
świętą ofiarą, która z Ofiarą Jezusa Chrystusa złączona przyniesie 
wam Królestwo Niebieskie, a narodowi całemu zbawienie"23. Wezwanie 
hierarchów cerkiewnych do protestu i ukazania światu, do czego 
doprowadzili bolszewicy na Ukrainie, wspomagały działalność 
komitetów pomocy i mobilizowały prasę do pisania na ten temat. 
Niestety, biskupi ukraińscy nie zostali publicznie poparci przez 

background image

polskie autorytety kościelne, chociaż za Zbruczem wśród ofiar 
głodowego holocaustu znaleźli się również Polacy.
Z treści wystąpień publicznych metropolity A. Szeptyckiego oraz 
innych biskupów greckokatolickich niedwuznacznie wynika, że w 
letnich miesiącach 1933 r. zdawali sobie sprawę, że udzielenie 
materialnej pomocy mieszkańcom Ukrainy jest niemożliwe. Stanowisko 
to podzielali również świeccy działacze Komitetu Ratowania 
Ukrainy. Nie zaprzestając organizowania zebrań i powoływania ogniw 
terenowych, krajowe władze Komitetu w połowie października 
ogłosiły, że 29 dzień tego miesiąca 1933 r. „będzie dniem żałoby i 
protestu przeciwko sowieckim prześladowaniom"24. W wielu wsiach 
ukraińskich zorganizowano antysowieckie zebrania protestacyjne, a 
w cerkwiach odprawiano msze i modlono się w intencji ofiar śmierci 
głodowej.
W listopadzie 1933 r. zaczęły się trudności z zorganizowaniem na 
południowo-wschodnich terenach Polski akcji ukazujących prawdę
126
127
o tragicznych wydarzeniach na radzieckiej Ukrainie i z podkreślę 
niem, że władze komunistyczne są wszystkiemu winne. Zabraniano 
organizacjom ukraińskim zwoływać otwarte zebrania polityczne, 
nasilały się ingerencje cenzury w prasie. Ograniczanie swobody wy 
powiadania się uzasadniano potrzebą utrzymywania dobrych sto 
sunków z ZSRR, z którym podpisano pakt o nieagresji. Niewątpliwi e 
do ukrócenia antybolszewickich wystąpień Ukraińców nawoływał. 
Moskwa. Jej monity w tej sprawie musiały się zaostrzyć po 22 paź 
dziernika 1933 r., kiedy to związany z OUN, student M. Łemy w 
odwet za głód na Ukrainie zastrzelił we Lwowie Aleksieja Majło - 
attache konsulatu radzieckiego w tym mieście. Tego rodzaju akcj 
skierowane przeciwko dyplomatom radzieckim utrudniały dem 
kratycznym  organizacjom  ukraińskim  upowszechnianie  prawd; o 
masowym   wymieraniu   mieszkańców   naddnieprzańskich  wi 
Przekonano się o tym m.in. w redakcji „Za Ukrajinu", kiedy w n 
merze z 1 listopada 1933 r. zabrakło jednego artykułu i szere 
fragmentów w kilku pozostałych. Za sprawą cenzury w ich miejsi 
pojawiły się białe plamy. Cenzura zdjęła wiadomości o akcjach rati 
wania Ukrainy, zachęcaniu do oporu przeciwko moskiewsko-bo] 
szewickiej niewoli, o głodowym terrorze komunistów i gospodari 
zmierzającej do bankructwa. W białą plamę zmieniona też zost; 
ilustracja przedstawiająca zmarłe na skutek głodu dzieci. Redakto! 
odpowiedzialny „Za Ukrajinu", W. Temnycki, w piśmie odwoła1 czym 
do Sądu Okręgowego we Lwowie najwięcej miejsca poświ tej ostatniej 
sprawie. Czytamy w nim: „Każdy widział w ilustrował nych 
magazynach i czasopismach zdjęcia o przejawach głodu w diach. Te 
straszne obrazy oglądają miliony ludzi we wszystki państwach 
świata, nie doprowadzając nigdzie do zerwania stosun ków 
dyplomatycznych Anglii z jakimkolwiek państwem, na terenie którego 
zdjęcia publikowano i komentowano. Dlaczego państwo polskie ma być 
zagrożone w swoich dobrych stosunkach z Sowietami przez 
zamieszczenie w czasopiśmie zdjęć zwłok pomarłych z głodu

background image

dzieci. W każdym razie nie dlatego drukowano to zdjęcie, aby 
narazić dyplomatyczne związki z bolszewikami"25. Czytając ten 
tekst lwowscy sędziowie zapewne niejedno ciężkie słowo rzucili pod 
adresem Ukraińców, którzy wytykali Polakom zbyt gorliwą dbałość o 
utrzymywanie dobrych stosunków z bolszewikami.
Począwszy od końca 1933 r., zarówno w Polsce, jak i w innych 
krajach problematyka pomoru głodowego na Ukrainie schodziła na 
dalszy plan i wkrótce została Wyparta przez coraz bardziej 
sensacyjne wiadomości napływające z Kraju Rad. Od 1934 r. 
poczynając w ZSRR nasila się, jak to określił R. Conąuest, „wielki 
terror", który objął wszystkie związkowe republiki. Tym razem 
ginęli masowo nie tylko prości ludzie, dla których zabrakło 
chleba, ale działacze partyjni, od przewodniczących kołchozów i 
sekretarzy rejonowych do prominentnych działaczy z najwyższych 
kręgów władzy, których nagle uznano za wrogów komunizmu i 
imperialistycznych agentów. W licznych procesach, jawnych i 
utajnionych, obficie sypały się wyroki śmierci, a egzekucji 
dokonywano w sposób masowy, m.in. w rakich miejscach, jak Kuropaty 
na Białorusi, Bykownia na Ukrainie, Katyń w Rosji. Wypełniały się 
obozy pracy na Syberii, gdzie nowi tagiernicy - którzy przed kilku 
laty zasłużyli się przy kolektywizacji, spotykali ludzi wysłanych 
do obozów jako kułaków, przeciwników gospodarki kołchozowej.
W okresie tych represji nie zapomniano o ludności wiejskiej, co 
szczególnie dotkliwie odczuli osiadli na Ukrainie chłopi polscy. W 
1937 r. zlikwidowany został, leżący w pobliżu granicy, 
autonomiczny polski rejon, przy czym ponad 50 tys. Polaków 
deportowano do Kazachstanu. Dla wielu z nich, szczególnie dla 
dzieci, oznaczało to wyrok śmierci.
W przeciwieństwie do głodowego holocaustu wielki terror nie był 
utrzymany w ścisłej tajemnicy. Na wielu procesach obecni byli 
dziennikarze i prasa donosiła, jakich to groźnych przestępców 
zdołała wykryć władza radziecka. Wśród nich znaleźli się niemal 
wszy-
128
129
scy dygnitarze, którzy kierowali kolektywizacją Ukrainy i w części 
byli odpowiedzialni za śmierć milionów ludzi.
Na zapomnienie problemu  pomoru głodowego  na Ukrainie znacznie 
większy wpływ od wielkiego terroru miały wydarzenia związane z II 
wojną światową. Związek Radziecki był jej znaczącym uczestnikiem, 
i to po obu stronach barykady. Do połowy 1941 i. Stalin nie 
ustępował Hitlerowi w stosowaniu represji, co szczególnie odczuła 
ludność na terenach przyłączonych do ZSRR w wyniku po rozumienia 
Ribbentrop-Mołotow. Decyzja J. Stalina i jego najbliż szych 
współpracowników o mordzie katyńskim spowodowała śmierć ponad 22 
tys. polskich obywateli - oficerów, policjantów i działaczy 
politycznych. Wiele ofiar pociągnęły za sobą wysyłki na Sybir. Z 
terenów przyłączonych do republiki ukraińskiej deportowanych 
został< około 250 tys. ludzi, w większości Polaków.
Po agresji Niemiec na ZSRR nie wypadało tego wypominać soj nikowi, 
który nie szczędząc ofiar walnie przyczynił się do zwycięsi nad 

background image

III Rzesząi jej sojusznikami. J. Stalin, który wrazz F. D. 
Roosevelte i W. Churchillem decydował o losach powojennego świata, 
nie mógł być posądzany o zbrodnicze poczynania. Malały one zresztą 
w obliczu nasilonych praktyk eksterminacyjnej polityki nazistów i 
groźby ich rozszerzenia po ewentualnym zwycięstwie.
Działania wojenne oraz terror hitlerowski okupanta sprawiły, że 
represje, jakie spotkały Ukrainę z rąk bolszewików, odsunięte 
zostały na dalszy plan. W pierwszych miesiącach wojny na wschód 
przenoszono całe fabryki i różnego rodzaju dobra, a począwszy od 
połowy 1943 do połowy 1944 roku Niemcy wycofując się z Ukrainy 
skutecznie starali się pozostawić po sobie spaloną ziemię. W 
czasie okupacji produkcja tak roślinna, jak i zwierzęca 
spożytkowana była przede wszystkim na potrzeby III Rzeszy. Na 
skutek tego miejscowa ludność z trudem zaopatrywała się w żywność, 
co w szczególny sposób dotknęło mieszkańców miast. Głównie z 
powodu braku pożywienia w 180 obozach jenieckich zlokalizowanych 
na Ukrainie zgi-
nęło około 1,4 miliona radzieckich żołnierzy, pochodzących z 
różnych republik. Zamordowanych zostało około 1,5 miliona Żydów. W 
czasie wojny na Ukrainie zniszczonych zostało ponad 18 tys. wsi i 
około 700 miast z Kijowem na czele. Według aktualnych szacunków 
historyków ukraińskich w czasie wojny Ukraina straciła blisko 7 
milionów ludzi, w tym około 5,5 miliona osób cywilnych. Ginęli oni 
jako obywatele Związku Radzieckiego, który starał się, aby tak 
pozostało na wieki. Wprawdzie nadzieje środowisk narodowych w 
czasie II wojny światowej na powstanie niezależnej Ukrainy nie 
zostały spełnione, ale zebranie ziem ukraińskich w jednym państwie 
w istotny sposób zdecydowało, że po latach marzenia te doczekały 
się realizacji.
130
131
Powojenne lata głodu
Uwolniona od niemieckiego okupanta Ukraina nadal czynnie uczest 
niczyła w wojnie. Kilka milionów jej obywateli walczyło na 
frontach, a ponad dwa miliony wywiezionych zostało do Niemiec na 
przymusowe roboty. W kraju brakowało rąk do pracy. Około 10 
milionów ludzi pozbawionych było dachu nad głową, a znacznie 
więcej czekało na chleb na miejscu i we frontowych okopach.
Produkcja żywności spoczęła na barkach kobiet, bo z mężczyzn na 
wsi pozostali starcy, podrostki i inwalidzi. Na domiar złego 
traktory, które ocalały, wymagały w większości remontu oraz 
trudnego do zdobycia paliwa. Brakowało też tradycyjnej siły 
pociągowej, ponieważ pogłowie koni zmniejszyło się o ponad 3 
miliony sztuk. Zastępowano je krowami, ale i tych brakowało. 
Dochodziło do tego, że kobiety zaprzęgały się do pługów. Na polach 
kołchozowych pojawiły się sierpy, kosy i motyki, przeproszono się 
z cepami i z podobnie tradycyjnym sprzętem przydatnym w 
gospodarstwie rolnym. Nie szczędząc wysiłków przy uprawianiu 
kołchozowych łanów, zadbano też o plony uzyskiwane na działkach 
przyzagrodowych, które w tym czasie nie były solą w oku partyjnych 
czynowników. Kołchoźnicy ukraińscy, ograniczając swoje potrzeby do 

background image

minimum, oddali państwu podobną ilość zboża jak w 1940 r., chociaż 
powierzchnia zasiewów była mniejsza o około 34%. W tym pierwszym 
pookupacyj-nym roku władze radzieckie nie stosowały wobec wsi 
represji.
Już w jesieni 1944 r. coraz wyraźniej jednak było widać, że 
wracają przedwojenne, dyrektywne sposoby odgórnego zarządzania 
koł-
132
chozami. Podjęto decyzję o zwiększaniu powierzchni zasiewów, nie 
biorąc pod uwagę, że bez traktorów i koni wyniki będą mizerne.
Wykonanie odgórnego planu spadło na kołchoźników, wśród których 
nadal dominowały kobiety. W pracy pod przymusem liczyła się ilość 
obsianych hektarów. Na jakość robót polnych, czas siewu i 
pielęgnację roślin nie zwracano większej uwagi. Z kołchozów do 
władz napływały meldunki, że powierzchnia uprawna powiększa się 
zgodnie z planem. Na Ukrainie zasiewy powiększyły się o około 1 
milion hektarów i odgórne zlecenia zrealizowano w 95%. Było to 
jednak papierowe zwycięstwo, ponieważ zboża zebrano mniej niż w 
roku ubiegłym, plony z 1 hektara spadły z 10 do 7 kwintali. W 
przeciwieństwie do ubiegłego roku gospodarka rolna Ukrainy nie 
wywiązała się z wykonania odgórnie ustanowionych planów dostawy 
zboża. Nieskutecznie starały się temu zaradzić nadgorliwe zarządy 
szeregu kołchozów, pozbywając się zboża paszowego, siewnego i 
ograniczając przydziały należne ludziom za pracę. A zarobki nie 
należały do wysokich. W 1945 r. na Ukrainie za dzień pracy w 
kolektywnym gospodarstwie należało się zaledwie 0,4 kg zboża. 
Ludzie utrzymywali się przy życiu dzięki zbiorom z działek 
przyzagrodowych i wieloletniemu doświadczeniu życia w Kraju Rad.
Niepowodzenie związane z powiększaniem na siłę powierzchni 
zasiewów nie zraziły partyjnych urzędników od rolnictwa do 
dalszego dyrygowania gospodarstwem wiejskim. Złe wyniki z 1945 r. 
miały być z nawiązką pokonane w 1946 r., w którym zmniejszano 
szeregi armii i rozpoczynano powojenną pięciolatkę. Już w jesieni 
1945 r. podjęto decyzję, że powierzchnia zasiewów na Ukrainie 
powiększy się o blisko 2 miliony hektarów. Takimi sprawami, jak 
pogłębiająca się bieda mieszkańców wsi, spadek pogłowia zwierząt 
domowych i braki technicznego wyposażenia rolnictwa, zbytnio się 
nie przejmowano. Wychodzono z założenia, że nie takie trudności 
zdolny jest pokonać radziecki obywatel, zachęcany do wysiłku przez 
partyjnych aktywistów, których nie brakowało. W celu zmobilizo-
133
wania kołchoźników do zwiększenia produkcji od wiosny 1946 r. 
poczynając głosili oni, że walka o chleb to walka o socjalizm. Ta 
współzależność chleba i socjalizmu wbijana też była do głów przez 
ówczesne media. W ramach walki o chleb już wiosną przystąpiono do 
wyznaczania, jakie ilości zboża kołchozy oddadzą państwu, chociaż 
trudno było przewidzieć, jak obfite będą zbiory.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że na znośny urodzaj 
nie ma co liczyć. Zimą niewielkie opady śniegu sprawiły, że wiele 
zasiewów ozimych wymarzło. Wiosną zapanowała susza, szczególnie 
dotkliwa w południowo-wschodnich regionach kraju, gdzie setki 

background image

tysięcy hektarów ozimin nie wyrosło, a zasiewy jare nie 
powschodziły. Latem sytuacja się nie polepszyła. Opadów było 
niewiele, a upały dochodzące nawet do 40 stopni utrudniały 
roślinom korzystanie z wilgoci. Klęska suszy nie zatrzymała się u 
granic Ukrainy. Dotknęła również południowe rejony Rosji oraz w 
mniejszym stopniu Białoruś. Panujące przez tak długi okres 
niekorzystne dla produkcji rolnej warunki klimatyczne sprawiły, że 
ustalane wiosną prognozy urodzaju i plany obowiązkowych dostaw 
zboża z tygodnia na tydzień traciły swą aktualność. Z trudem 
docierało to do aktywistów, którzy nie chcieli dopuścić, aby 
warunki pogodowe zmieniały partyjne planowanie i prognozy. Kiedy z 
terenu napływały meldunki o katastrofalnym stanie zasiewów i 
nierealnym planie dostaw, do tych miejscowości wysyłano 
kontrolerów. Zazwyczaj ich ocena była zgodna z oczekiwaniami 
instancji partyjnych, a przewodniczący kołchozów i inni pomniejsi 
aktywiści terenowi uchodzili za panikarzy albo za wrogów ludu. 
Nawet kiedy przed żniwami oficjalnie uznano, że klęska nieurodzaju 
nie jest wymysłem malkontentów i wrogów, plany dostaw zboża, jakie 
miała dostarczyć Ukraina, nie zostały obniżone. Zmieniono tylko 
sposób ściągania kontyngentów. Przed żniwami 1946 r., kiedy 
centralne władze Ukrainy zastanawiały się, w jaki sposób wykonać 
odgórny plan dostaw w czasie klęski nieurodzaju, postanowiono, że 
w tych rejonach
kraju, w których susza była mniej dotkliwa, należy zwiększyć 
wymiary nawet o 50%. Zasada równania w dół sprawiła, że do wsi, w 
których zboże zniszczyła posucha, dołączyły miejscowości, z 
których plony zabierano, nie licząc się z potrzebami ludności. 
Podobnie zmieniano wymiary dostaw i innych produktów rolniczych. 
Przewodniczący jednego z kołchozów na Zaporożu w jesieni 1946 r. 
zwrócił się do ministerstwa z zapytaniem, czy zostały zmienione 
normy dostawy mleka, ponieważ ich gospodarstwo odstawiło zgodnie z 
wymiarem, a nadal żąda się od nich dostaw. Odpowiedziano, że 
„normy dostaw mleka nie zostały zmienione, ale dodatkowy plan 
należy wykonać"1. Wyznaczane w taki sposób wymiary dostaw, starano 
się odebrać od producentów w jak najkrótszym czasie. Stąd też w 
lipcu 1946 r. CK KPBU postanowił, że w okresie zbiorów, omło-tów i 
dostaw zbóż, kołchoźnicy powinni pracować bez dnia wolnego od 
wschodu słońca do zmroku. Nie pozostawiano im czasu na zajęcie się 
zbiorem z działek przyzagrodowych, chociaż i z nich wyznaczano 
dostawy obowiązkowe. Znacznie bardziej dotkliwe uderzenie w wysoce 
produkcyjne przydomowe ogrody kołchoźników miało miejsce we 
wrześniu 1946 r. Rada Ministrów ZSRR i CK WKP(b) uznały, że 
kołchoźnicy użytkują prywatnie zbyt wiele ziemi, niezgodnie z 
obowiązującym prawem. Wysłano odpowiednie dyrektywy do związkowych 
republik, gdzie zajęto się tą sprawą z należytą gorliwością. Na 
plenarnym posiedzeniu CK KPBU w marcu 1947 r. pierwszy sekretarz 
Nikita Chruszczow poinformował zebranych, że na Ukrainie zwrócono 
kołchozom 591 tys. hektarów ziemi użytkowanej indywidualnie. Walkę 
z indywidualnym wytwarzaniem żywności podjęto, chociaż miało ono 
ogromne znaczenie dla wyżywienia ludności nie tylko wsi. Na 
Ukrainie z działek przyzagrodowych pochodziło: około 70% mięsa i 

background image

ziemniaków, około 80% mleka, 90% jaj, około 60% warzyw i 30% 
owoców. W walce z indywidualną przedsiębiorczością nie liczono się 
ze stratami. Wynikało to z utopijnej wiary, że dzięki temu 
wzrastać będzie zainteresowanie kołchoźników
134
135
r
pracą w gospodarskiej wspólnocie. Nie sposób jednak odpowiedzieć 
na pytanie, dlaczego do realizacji tego celu zabrano się tak 
gorliwie w roku, kiedy ludziom na wsi głód zaglądał w oczy, a 
poczynania władz zamiast szukać ratunku, jeszcze go pogłębiały.
Żniwa z 1946 r. w bezlitosny sposób wykazały, jak złudne były 
nadzieje partyjnych optymistów, że urodzaj nie będzie oznaczał 
żywnościowej katastrofy. Przewidywano, że na Ukrainie przeciętne 
zbiory sięgną 7 kwintali z hektara i wyznaczono republice plan 
dostaw zboża na 6 milionów ton. Okazało się, że przeciętne zbiory 
dadzą zaledwie 3,8 kwintali z hektara, a w obwodach odeskim i 
charkowskim zaledwie 2,6 kwintala z 1 ha. W wielu kołchozach, a 
nawet rejonach zbierano mniej niż wysiano. Nie lepiej było ze 
zbiorami siana i roślin okopowych. Wymiary kontygentów, do absurdu 
nierealne, nie zostawały jednak zmienione, a w rejonach, w których 
susza była mniej dotkliwa, domagano się nawet większych dostaw.
Władze radzieckie, nie dopuszczając, aby ich plany były zmieniane 
warunkami atmosferycznymi, zaostrzyły „walkę o chleb". W teren 
udali się wypróbowani w takich akcjach partyjni wysłannicy w celu 
dopilnowania przewodniczących kołchozów, aby ci skrupulatnie 
odstawiali w większości wszystko, co zdołali wyprodukować. Wiadomo 
po czyjej stronie uczestniczyła prasa w tej walce. „Prawda 
Ukrainy" z 30 października 1946 r. pisała między innymi: „Partia 
ocenia pracę każdego kierownika, każdego komunisty po tym, jak on 
walczy o wywiązanie się z obowiązkowych dostaw zboża. [...] Dla 
prawdziwych bolszewików nie ma i nie może być niepokonanych 
przeszkód na drodze wiodącej do wykonania zadań państwowych. [...] 
Kierownicy, którzy liberalnie odnoszą się do dezorganiza-torów 
dostaw zboża, tracą partyjne oblicze, nie zasługują na zaufanie 
partii i narodu. Powinni być odwoływani z posterunków i oddawani 
pod sąd"2. Pomimo partyjnych apeli i gróźb, wcale nie 
gołosłownych, bo wielu przewodniczących kołchozów wysłano „na 
białe
136
niedźwiedzie", nie udało się na Ukrainie ściągnąć wyznaczonych 
dostaw, bo było to nierealne. Ogałacając kraj z żywności, plan 
dostaw zboża wykonany został w około 50%.
Ludzie, ratując się przed głodem, sięgali do form wypróbowanych w 
czasie pomoru głodowego. Najmniej wysiłku wymagało zwracanie się o 
pomoc do ważnych osobistości i wysyłanie listów do prasy. Podobnie 
jak przed laty, tak i teraz rezultat tych zabiegów był mizerny, 
ale w archiwach pozostał ślad po ludzkich cierpieniach. Próbę 
zwrócenia uwagi na niedostatki podjęli w 1946 r. między innymi 
mieszkańcy wsi Popieluchy z rejonu piszczanskiego w obwodzie 
winnickim wysyłając suplikę do Nikity Chruszczowa, I sekretarza CK 

background image

KPBU. Informowali go: „Mykyto Serhijowyczu, ojczulku nasz, 
zastępco. Ciężko nam, wszyscy my oberwani, goli i bosi, brudni i 
głodni, niepodobni do ludzi, żyjemy gorzej niż bydło. Nigdy nie 
było nam tak ciężko jak teraz, ludzie z głodu umierają, dzieci od 
niedojadania i chorób stają się kalekami. Żywimy się łobodą, korą, 
a kto ma pieniądze, idzie do miasta i kupuje chleb w komercyjnych 
sklepach, ale za chlebem trzeba iść daleko 140-160 kilometrów, bo 
u nas nikt nie sprzedaje. Z kołchozu niczego nie otrzymaliśmy i 
nie ma nadziei, wszystko wyschło, a jare [zboża] bardzo słabe i 
jak wykonamy plan, to wszyscy pomrzemy. Dużo kołchoźników zamierza 
wyjechać na Kaukaz i do Średniej Azji, wszyscy mówią, że tam życie 
bogatsze i tańsze, a Ukraina zubożała i nikt na nią nie zwraca 
uwagi. Pięknie żyją teraz tylko chytrusy, spekulanci, szachraje, 
złodzieje i jest ich dużo. A prosty człowiek nie dojdzie prawdy, 
wszyscy na niego krzyczą i mu nie wierzą. [...] Jak Wy, Mykyto 
Serhijowyczu, nam nie pomożecie, to nam już sił nie starczy, a z 
obwodu nikt nas nie wysłuchuje, z każdym rokiem coraz gorzej. 
Kołchozy jakby w nich nie pracować, nie dają gwarancji, że 
otrzymasz zapłatę. We wsi było gwarno, a teraz już ani świąt, ani 
wesel nie wyprawiają, wszyscy zbiednieli i nikogo to nie ciekawi. 
A młodzież nasza chodzi w łachmanach i nie myśli o wesołości, a 
komsomolcy i partyjni milczą.
137
W gazetach piszą, że wszędzie dobrze, a gdzie dobrze, jak u nas 
wszystko źle. W rejonie wszystko złe, gorzej nie było 10 lat temu. 
I bazaru nie ma, i cerkiew rozwalili, i stawek zniszczyli, i 
łaźnia nieczynna. [...] Wszyscy ludzie zmienili się, chudzi, 
czarni, źli. Mówią, że teraz nie ma prawdy, ale prawda powinna 
być. Prosimy Was o podtrzymanie, Mykyto Serhijowyczu, zwróćcie 
uwagę na naszą wieś Popieluchy w piszczackim rejonie. Dopomóżcie 
nam chociaż w tym roku"3. Nie wiemy, czy mieszkańcy Popieluch 
otrzymali z Kijowa jakieś wsparcie. Zapewne nie, bo takich wsi 
było tysiące, o czym I sekretarz CK KPBU doskonale wiedział, ale 
jego możliwości zaradzenia złu zależały od zgody Kremla. Tej 
jednak nie było. Kiedy w jesieni 1946 r. N. Chruszczow 
poinformował J. Stalina o narastającej klęsce głodu i zaproponował 
zorganizowanie pomocy żywnościowej, nazwany został kłamcą. 
Podobnie jak w latach 1932-1933 władze ZSRR uznały, że na Ukrainie 
oraz w innych regionach Związku klęska głodu nie występuje. Nie 
można było wspominać o pomocy głodującym, kiedy aktyw partyjny i 
prasa nawoływały do oddawania produktów rolnych. „Bolszewyckoje 
Znamia" 19 listopada apelowało, że należy „wytrwale walczyć o 
każdy pud zboża - wszystko, co może być oddane państwu, powinno 
być oddane"4. Nie można było głosić o dotkliwej klęsce głodu, 
zważywszy, że w 1946 r. Kraj Rad wyeksportował 1,8 miliona ton 
zboża, w tym część do biednych krajów w ramach bezpłatnej pomocy.
Ludność przymierająca głodem w ogałacanych z żywności kołchozach 
skazana została na własną pomysłowość w zdobywaniu jedzenia. 
Podobnie jak w początkach lat 30. najlepsze wyniki dawało 
nielegalne uszczuplanie kolektywnych zasobów. Wprawdzie dalej 
obowiązywało prawo „pięciu kłosów" i łatwo było otrzymać 

background image

długoletni wyrok więzienia lub łagru, ale radzieccy obywatele byli 
już przyzwyczajeni do podejmowania ryzykownych kroków. Charytyna 
Salij ze wsi Huncza w obwodzie winnickim, która w 1933 r. była
świadkiem głodowej śmierci ojca i rodzeństwa, powróciwszy po 
wojnie z przymusowych robót w Niemczech, znowu zetknęła się z 
głodem w rodzinnym domu. Relacjonuje, że jak „w chacie pozostały 
tylko łoboda, pokrzywy i liście lipowe [...] mama poszła do 
kołchozu prosić o pomoc. Odmówili i przyszła do domu z płaczem. 
Wybiegłam na ogród, a zaraz za nim było pszeniczne pole. Zboże 
było już skoszone i ludzie wiązali je w snopy. Nazbierałam kłosów, 
a wracając z pola wzięłam naręcze zboża i polowy mnie zatrzymał. 
Zaaresztowali i odwieźli na milicję [...]. Dali mi 5 Jat 
uwjęZienia za dalekim kręgiem polarnym. W Norylsku pracowałam w 
kopalni 25-30 metrów pod ziemią wydobywałam rudę. Do domu 
powróciłam po trzech latach"5.
W wielu kołchozach zarządzający nimi patrzyli przez palce jak 
ludzie uszczuplają kolektywne dobra i nie brak było przypadków 
wspomagania tych poczynań. Zamiast realizowania planu dostaw 
ukrywali część produktów na rozmaite sposoby. Przyłapani na tym 
trafiali do więzień, a w najlepszym razie zdejmowani byli ze 
stanowiska.
To, co można było pozyskać w kołchozach legalnie i z naruszeniem 
radzieckich zarządzeń, było daleko niewystarczające Nawet po 
uzupełnieniu produkcją z przydomowego gospodarstwa ludzie ze 
strachem myśleli o dalszej wegetacji. W miarę, jak narastał głód, 
który szczególnie uderzył w ludzi na przednówku 1947 r siegano po 
zastępcze środki żywnościowe, podobnie jak przy klęsce pomoru 
głodowego w 1933 r. Sielija Kuźma ze wsi Poninka w obwodzie 
chmielnickim wspomina: „Jak ciężko było żyć do wojny, tak i po 
wojnie. Jeśli kiedy był burak pieczony, to już dla nas było 
święto. Nieco bogatsze ludzie więcej umierali od głodu w I947 roku 
przez to, że nie było u nich stałego treningu niedojadania, jak to 
było u nas biednych. [...] Roku 1933 nie pamiętam, a w 47 
widziałam dużo opuchniętych ludzi umierających z głodu.f...] 
Wielu, wielu było opuchłych ludzi w tym roku. Ręce widziałam takie 
straszne,
138
139
opuchnięte. Dlaczego głód? Agitatory «puskali słuchy», że po 
wojnie zawsze tak bywa. My, dzieci, chodzili w pole rwać zielone 
kłosy żyta, naszarpiemy ich, najemy się, to brzuch później boli, 
bardzo boli"6.
Walentyna Hordowa ur. w 1940 r. przytacza opowieści matki, jak po 
strasznym głodzie zapowiedziano w 1936 r. wszystkim Polakom 
wysiedlenie do Kazachstanu, bo „wy wszyscy znacie język polski, a 
to niedobrze, obok jest granicaz Polską [...]. Mojemu ojcu 
Ukraińcowi powiedzieli, że on może nie jechać, ale pojechał [...]. 
Przyjechali do północnego Kazachstanu i wysadzili w stepie 
niedaleko stacji Tajincza. Zaczęły wymierać dzieci i niemal 
wszystkie zginęły, również niemowlę matki [...]. Mieszane 
małżeństwa zaczęły stamtąd uciekać i ojciec przywiózł mamę do 

background image

swojej rodziny w obwodzie żyto-mierskim. Rozpoczęło się zmieniać 
na lepsze. Rodzice już mieli troje dzieci, j ak wybuchła w 1941 r. 
woj na. Poszedł na nią oj ciec i w 1944 r. zginął. [...] Głód w 
1947 r. i znowu łoboda, pokrzywy i łopuchy. Pamiętam, jak 
wymiotowałam krwią po zjedzeniu placka z mielonych żołędzi i 
trocin. Miałam wtedy 7 lat, starsza siostra 10, a braciszek 5 lat. 
Mama wychodziła do roboty, a my głodne dzieci w domu. Brat bardzo 
głodny płakał, nie rozumiał, że należy cierpieć. Mama przychodziła 
wyczerpana głodem i płakała razem z nami" 7.
Zagrożenie głodem spowodowało stępienie norm moralnych i 
uzewnętrznianie się zwierzęcych instynktów. Przy zdobywaniu 
pożywienia dochodziło do zabójstw, miały też miejsce przypadki 
kanibalizmu. Informacje o tym zwyrodnieniu docierały do czołowych 
osobistości ukraińskich. Nikita Chruszczow w swoich pamiętnikach 
odnotował: „Zostałem powiadomiony o tym, że pod niewielkim 
mostkiem koło Wasylkowa, rejonowego centrum pod Kijowem, 
znaleziono ludzką głowę i stopy. Oczywiście ciało było zjedzone. 
Były i inne podobne przypadki. Kyryczenko, który był wtedy 
sekretarzem obwodowego komitetu partii w Odessie, powiedział mi, 
że jeździł do jednego z kołchozów sprawdzić, jak ludzie
140
znoszą zimę. Zaproponowano mu zajść do jednej kobiety pracującej w 
kołchozie. A oto jak on opowiadał: Zobaczyłem przerażający obraz. 
Kobieta dzieliła na części zwłoki swojego dziecka leżącego na 
stole. Przy tym mówiła: «Mełankę już zjedliśmy, teraz zasolimy 
Iwanka i jeszcze trochę przetrwamy». Wyobrażasz to sobie. Ta 
kobieta zwariowała z głodu i zarżnęła swoje dzieci"8. Takie 
mrożące krew w żyłach historie o ludzkiej tragedii opowiadał 
pierwszemu sekretarzowi CK KPBU jego podwładny z obwodu. Niestety, 
brak informacji, aby tej rangi partyjni działacze podjęli jakieś w 
miarę skuteczne działania ułatwiające mieszkańcom wsi godne życie.
Dla wielu mieszkańców wsi tych najbardziej zaradnych i 
przedsiębiorczych pierwszoplanowym celem było wyrwanie się z 
kołchozu - miejsca, gdzie produkowano żywność, a śmierć głodowa 
zaglądała w oczy wytwórcom chleba. Obok tych, co wyjeżdżali za 
chlebem, ale wracali na wieś, coraz bardziej wzrastała liczba 
tych, co opuszczali wieś na zawsze. Łatwiej było egzystować w 
mieście, gdzie głód łagodzony był przydziałami na kartki. W wielu 
kolektywnych gospodarstwach uwidaczniała się groźba braku siły 
roboczej. Zapobiec temu miało sięgnięcie do pańszczyźnianych 
praktyk przywiązania chłopa do ziemi. W tej sprawie wiosną 1947 r. 
wszystkie komitety obwodowe i rejonowe KPBU otrzymały list Łazara 
Kaganowicza. Zobowiązał on podwładnych do udzielania pomocy 
zarządom kołchozów w staraniach o ściągnięcie do pracy ludzi, 
którzy samowolnie ją opuścili. Przypominano jednocześnie, że do 
pracy w zakładach przemysłowych nie wolno przyjmować ludzi ze wsi, 
bez wyrażenia na to zgody przez zarządy kołchozów.
Miała też władza radziecka niemałe kłopoty z głodnymi ludźmi, 
którzy wybierali się po chleb do Zachodniej Ukrainy, na tereny, 
które do wojny należały do Polski. Wyjeżdżając tam, mimo 
przeciwdziałania milicji utwierdzali się w przekonaniu, że klęska 

background image

głodu związana jest z gospodarką kolektywną. Za Zbruczem, gdzie 
chłopi gospodarowali jeszcze na swoim, nikt z braku jedzenia nie 
umierał.
Opowieści przybyłych ze wschodu o niedojadaniu, pomorach głodowych 
i marnotrawieniu żywności potęgowały strach zachodnich Ukraińców 
przed kolektywizacją. Władze obawiały się też, że wyprawy za 
chlebem ułatwią ukraińskiemu ruchowi oporu przekazywanie na wschód 
narodowych idei antyradzieckich, między innymi poprzez 
partyzanckie pieśni. W jednej z nich śpiewano:
„Czeres Kyjiw na Wkrajinu bytyj szlach bilije, Jak shadaju, myłyj 
druże, to aż serce mlije. Rujnuwały, plundrowały proklati 
czekisty, zmuszałysia nad narodom klati komunisty. Z cerkow 
naszych porobyły teatralni sali, oj, ne dajmoś nad soboju tak 
znuszczatyś dali. Odnak kożdyj łycar sławnyj kozaćkoho rodu, my 
pidemo za Wkrajinu z worohom do boju. Ridnyj Kyjiw widberemo — win 
stanę mohuczen, ukrajinci usmichnutsia nad Dniprom rewuczym"9.
Rozbudzenie świadomości narodowej poprzez różne formy 
oddziaływania było ułatwione, bo w tym czasie w zachodnich 
obwodach z władzą sowiecką walczyły zbrojne oddziały Ukraińskiej 
Powstańczej Armii, do szeregów której nieraz przyłączali się 
młodzi przybysze ze wschodu. Skutecznych sposobów na 
uniemożliwienie wypraw za chlebem na zachód na szczęście nie 
zastosowano. Dla ilustracji tego problemu przytoczymy fragment 
relacji Aleksija Koszewicza ze wsi Pominka w obwodzie 
chmielnickim: „Po zakończeniu wojny — wspomina on - wróciłem do 
Pominki w 1946 r., a w 1947 przyszło znowu głodować i gdyby nie 
Zachodnia Ukraina zmarłbym z głodu. Jeździłem na Zachodnią 
Ukrainę, chociaż mówili, że tam ubijają banderowcy. To jest 
nieprawda, byłem tam niejeden raz. Jeździliśmy po 3-4 ludzi, 
zachodzili do chat w różnych wsiach. Przywitanie rozpowszechnione 
było: «Sława Jezu Chrystu». Ludzie
142
nas przyjmowali i sprzedawali chleb. Żeby wtenczas nie Zachodnia 
Ukraina powtórzyłby się 1933 rok. Jeździłem do zbaraskiego rejonu, 
chodziłem po wsiach i nikt mnie nie dotknął. Bywało nawet, że 
mieszkańcy tamtej strony podwozili nam furmanką zakupione zboże do 
stacji kolejowej. Nie słyszałem ani jednego wypadku, by człowieka, 
który jechał za chlebem, skrzywdzono, a tym bardziej ubito. 
Bywało, że dawali nam jedzenie i podtrzymywali dobrym słowem. 
Dojeżdżamy do Szepetówki, a tutaj nasi milicjanci zabierają nam 
przywieziony chleb, było wtenczas dużo krzyku i gwałtu. Nazywali 
banderowcami tych, którzy nam pomagali ładować zboże na pociąg, a 
nasza taka dobra milicja w Szepetówce wydzierała u głodnych ludzi 
chleb. Bywało, że byli bandyci, którzy zarzucali na dach wagonu 
haki, którymi ściągali worki ze zbożem i nawet ludzi. To gdzie są 
gorsze ludzie ? Takich u nas nie ma. W 1947 roku ludzie głodowali 
podobnie jak w 1933, opuchali i umierali z głodu. [...] Były wtedy 
takie chaty, w które zajść było niemożliwe, tam był nie wyniesiony 
trup, nie było komu chować. Otworzysz drzwi chaty i widzisz trupy 
leżą wszędzie, na piecu, na łóżku, na ławie, na ziemi. Straszliwe 
widowisko"10.

background image

Z namiastką pomocy ze strony władz mieszkańcy głodujących wsi 
zetknęli się dopiero w czasie nasilonych prac wiosennych. Tylko 
miska strawy mogła skutecznie zmobilizować ludzi do wyjścia na 
kołchozowe łany i jako tako na nich pracować. Podobnie jak w 1933 
r. posiłki wydawane były w polowych kuchniach, które zorganizowano 
po udzieleniu Ukrainie przez władze centralne 60 tys. ton żywności 
w ramach pożyczki. Z polowych punktów dożywiania skorzystało ponad 
3 miliony wychodzących do pracy kołchoźników, ponieważ zgodnie z 
zasadą W. Lenina „kto nie pracuje, ten nie je" dla dzieci, starców 
i chorych dokarmiania nie przewidziano. Wprawdzie N. Chruszczow 
planował zorganizować pomoc żywnościową dla małych dzieci, 
inwalidów wojennych i chorych na dystrofię, tak aby otrzymywali 
oni raz dziennie przynajmniej 100-200 gramów chleba.
143
r
Niestety, skończyło się na dobrych chęciach. Podjęte przez I 
sekretarza CK KPBU starania o przydział na ten cel zboża, nie 
uzyskały w Moskwie wsparcia sekretarza generalnego CK WKP(b) J. 
Stalina.
Trudno jest odpowiedzieć na pytanie, jakie straty w ludziach 
poniosła ukraińska wieś w czasie powojennej klęski głodu. 
Ukraińscy autorzy publikacji poświęconej temu głodowi problem 
strat potraktowali marginalnie. Przytaczając dane ministerstwa 
rolnictwa USRR, że w 1946 r. ilość kobiet zatrudnionych w 
kołchozach zmniejszyła się o 283 900 osób, autorzy ci nadmieniają 
o podobnym ubytku w I połowie 1947 r. i stwierdzają: „że znaczna 
część z tej liczby zginęła na skutek głodu, nie wliczając w to 
dzieci i starców, jacy stawali się pierwszymi ofiarami głodu"11. 
Opierając się na tych informacjach i zakładając, że ubytek kobiet 
zatrudnionych w kołchozach był w I połowie 1947 r. taki jak w 
całym roku poprzednim, a „znaczna część" wynosi około 30%, oraz że 
straty dzieci i starców były dwukrotnie wyższe, pozwala na 
oszacowanie strat ludzkich spowodowanych głodem na Ukrainie w 
latach 1946-1947 na około pół miliona osób.
W miarę pomyślne zbiory w 1947 r. oddaliły widmo śmierci głodowej, 
ale utrzymujące się powszechne niedojadanie nie pozwalało o niej 
zapomnieć. Nic dobrego nie wróżyły poczynania władz w zakresie 
gospodarki rolnej, w której zamiast praw ekonomicznych 
obowiązywały ideowe zalecenia partyjnych gremiów.
* * *
Nie bez wpływu na sytuację żywnościową w okresie powojennym były 
ogromne przemieszczenia ludności, zwalczanie zbrojnej opozycji i 
kolektywizacja Zachodniej Ukrainy.
Najbardziej liczące się przemieszczenia ludności o charakterze 
deportacyjnym objęły społeczności polską i ukraińską. W rezultacie 
umowy repatriacyjnej z września 1944 r. z terenów wchodzących
144
przed wojną w skład Polski wyjechało blisko 800 tysięcy osób, a na 
Ukrainę zostało przesiedlonych niemal pół miliona ludzi. I jedni, 
i drudzy nie byli z tych przenosin zadowoleni, z tą różnicą, że 
Polacy uciekali z sowieckiego „raju", a Ukraińcy byli do niego 

background image

wpędzani. Polacy, którzy zgłosili chęć repatriacji, w ponad 50% 
byli mieszkańcami wsi. Opuszczając rodzinne strony, zostawiali 
nieobsiane pola, puste komory i obory, a kiedy wraz z dobytkiem 
docierali na ziemie odzyskane, uchodzili za biedaków. Wprost 
przeciwnie było z Ukraińcami, których z Polski przetransportowano 
w głąb republiki ukraińskiej. Tam uchodzili za ludzi wyjątkowo 
zamożnych.
W marcu 1945 r. N. Chruszczow został poinformowany przez KGB o 
tym, jak kołchoźnicy z obwodu dniepropietrowskiego zareagowali na 
przybycie do ich wsi przesiedleńców z Polski, o czym dowiedziano 
się w czasie cenzurowania listów wysyłanych do służących w wojsku. 
W listach informowano bliskich, jak bardzo bogaci ludzie pojawili 
się we wsi. Ze wsi Aleksiejewka pisano: „Przywieźli z Polski 
Ukraińców. To bardzo bogaci ludzie. Mają po 2-3 konie, 3-4 krowy, 
świnie, słoninę, zboża po 60-80 pudów i cały gospodarski 
inwentarz. Po przyjeździe zawiadomili ich, aby pozostawili sobie 
po 1 krowie, a pozostałe oddali do kołchozu. Oni wszyscy złoszczą 
się, mówią, że im obiecali indywidualne gospodarstwa, i nie chcą 
iść do kołchozu". W liście ze wsi Mychajłowo czytamy: „Przyjechali 
do nas Polacy, przesiedleńcy z Polski. Bardzo wykształceni, 
kulturalni ludzie. Tutaj będą im dawać ziemię i będą żyć 
indywidualnie. Do kołchozu za nic nie wstąpią. Przywieźli ze sobą 
dużo książek i teraz będzie choć można poczytać. Przywieźli też 
konie, krowy, owce, worki z mąką i skrzynie z sadłem. Wszyscy 
bardzo bogaci, tam zostawili puste domy, a tu przywieźli wszystko, 
aż do dziecinnych za-kiwek. Dla przywiezienia ich dobytku ze 
stacji do wsi wyjeżdżało po cztery podwody. Oto jak ludzie 
żyją"12. Skromny chłopski dobytek urastał do bogactwa, ponieważ 
oceniany był przez pryzmat kołchozowej biedy. Ponad 76 tys. 
rodzin, które opuściły Polskę do
145
1 listopada 1945 r. przywiozło na Ukrainę blisko 28 tys. koni, po 
nad 65 tys. krów, blisko 15 tys. świń i ponad 21 tys. owiec i kóz 
Przesiedleńcy rozproszeni zostali po całej Ukrainie, ale większoM 
(około 70%) osiedlono we wschodnich obwodach. Nie spełniły sii ich 
oczekiwania na prowadzenie indywidualnego gospodarstwa, bn szybko 
zostali kołchoźnikami i kiedy rok później zapanował głód, t. > 
spośród nich, mało wprawionych w niedojadaniu, zbierał najwięk sze 
ofiary.
Od przemieszczeń ludności przeprowadzanych w wyniku zmian v granic 
znacznie groźniejsze były deportacje dokonywane w ramacli 
zwalczania ruchu partyzanckiego na Zachodniej Ukrainie. W ak cjach 
tych korzystano z doświadczeń lat 1939-1941, ale tym razem zadanie 
było trudniejsze, ponieważ przeciwko władzy radzieckie i wystąpiło 
zbrojnie kilkadziesiąt tysięcy partyzantów Ukraińskie i 
Powstańczej Armii. Poczynając od wiosny 1944 r., do walki z UPA 
skierowano wojsko, siły bezpieczeństwa i specjalnie utworzone 
pr/.\ NKWD Istrebitielnyje Bataliony (bataliony niszczące). W 
otwar tych walkach i potyczkach zginęło około 10 tys. partyzantów, 
w tyn i dowódca UPA, gen. Roman Szuchewycz, zabity 5 marca 1950 r. 
we-wsi Bilohoroszcze pod Lwowem. Antysowieckie akcje UPA, chotihi/ 

background image

w znaczący sposób zminimalizowane w końcu lat 40., miały miejscr 
jeszcze do 1954 r. Partyzantów nazywano potocznie banderowcami i, 
podobnie jak przed wojną petlurowców, obarczano winą za wszyst kie 
nieszczęścia, jakie spadły na radziecką Ukrainę. Solą w oku był 
te/ przebywający na emigracji Stepan Bandera, który w 1959 r. 
zost;il zamordowany w Monachium przez agenta NKWD.
Orężem w walce z banderowcami były też deportacje. Już 5 kwiet nia 
1944 r. na kilka miesięcy przed wyparciem Niemców z Zachód niej 
Ukrainy NKWD wydało instrukcję „O porządku zesłania człon ków 
rodzin OUN-owców i aktywnych powstańców woddalom rejony Związku 
SRR"13. W ślad za tą instrukcją władze bezpieczeń stwa otrzymały 
17 maja zalecenia naczelnych władz NKWD wywie-
zienia z Zachodniej Ukrainy do Kraju Krasnojarskiego oraz obwodów 
omskiego, irkuckiego i nowosybirskiego 18 tys. osób. Do końca 
grudnia 1944 r. plan ten nie został wykonany, bo jak wynika ze 
sprawozdania Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 3 stycznia 1945 r., 
do końca grudnia do wspomnianych rejonów skierowano w 23 
transportach 13 320 osób z rodzin „banderowców". Nie był to koniec 
akcji, bo zsyłki na Sybir sympatyków OUN-UPA trwały nadal, 
nasilając się po zakończonej wojnie. Na „białe niedźwiedzie" 
wywożono nie tylko za sympatyzowanie z UPA. Tysiące Ukraińców, 
którzy wrócili z przymusowych robót w Niemczech, trafiło tam, bo 
posądzeni byli o zauroczenie kapitalizmem. W 1946 r. do łagrów i 
więzień skierowano około tysiąca księży greckokatolickich, w tym 
dziewięciu biskupów, ponieważ nie zgodzili się przejść na 
prawosławie. Wśród zesłanych nie zabrakło bogatych chłopów - 
kurkuli, którzy jak w czasach pierwszej pięciolatki, uznani 
zostali za głównych wrogów kolektywizacji rolnictwa. Powodów do 
skierowania w odległe rejony Związku Radzieckiego nie brakowało i 
w sumie z Zachodniej Ukrainy do połowy lat 50. wysłano tam około 
pół miliona ludzi.
Do upodabniania rolnictwa Zachodniej Ukrainy do reszty kraju 
przystąpiono w połowie 1948 roku, kiedy zamierały zbrojne 
wystąpienia UPA. Przy realizacji tego zamierzenia korzystano z 
bogatych doświadczeń zdobytych przy kolektywizacji na przełomie 
lat 1929/1930. Partyjni aktywiści roztaczali przed chłopami wizje 
kołchozowego szczęścia i dostatku oraz zapowiadali, że wrogowie 
tych wspaniałości muszą się liczyć z wywiezieniem na wschodnie 
tereny Związku Radzieckiego. Chłopi, którzy stali przed podjęciem 
decyzji o swoim losie, doskonale wiedzieli, że groźby wywózek nie 
były rzucane na wiatr. Mieszkańcy wsi z przymrużeniem oka 
przyjmowali partyjne obiecanki. Pamiętali próby organizowania 
pomocy dla umierających z głodu w 1933 r. i wiele dowiedzieli się 
o sytuacji w kolektywnych gospodarstwach od poszukujących chleba w 
1947 r.
146
147
Narastało jednak przekonanie, że przed kołchozami nie ma ucieczki. 
W Drozdowicach opodal Gródka Jagiellońskiego aktywiści z rejonu po 
kilku nieudanych próbach zorganizowali zebranie na początku 
stycznia 1949 r., w dzień wigilijny. Spędzonym do szkoły 

background image

gospodarzom zapowiedziano, że ci, którzy podpiszą akces do 
kołchozu, mogą zabierać się do domu, a pozostali będą siedzieli w 
szkole, aż się namyślą. W miarę zbliżania się czasu wigilijnej 
wieczerzy zwolenników kolektywizacji przybywało, a kiedy po wsi 
zaczęli chodzić kolędnicy szkoła opustoszała. Ludziom się nawet 
nie śniło, że do spożywania kutii i pierogów zasiądą przemienieni 
z gospodarzy w kołchoźników. Zaraz po świętach zjawiła się brygada 
z dużym traktorem i porozciągano wszystkie stodoły. Wioska 
zmieniła się nie do poznania uwidaczniając zerwanie ze starym 
sposobem gospodarowania. Podobnie ogołocone zostały wszystkie wsie 
w okolicy. Do wiosny 1951 r. kolektywizacja w Zachodniej Ukrainie 
została zakończona, a na ten sposób gospodarowania przeszło 98,9% 
gospodarstw. Nie inaczej było w zachodniej Białorusi i republikach 
nadbałtyckich.
Ujednolicenie systemu gospodarki rolnej wysoko ocenione przez 
sowieckich ideologów, ani na jotę nie wpłynęło na wyrwanie ze 
stagnacji produkcji żywnościowej. Na początku lat 50. z 1 hektara 
zbierano w ZSRR mniej zboża niż w carskiej Rosji przed I wojną 
światową, kiedy to z 1 ha zasiewów osiągano około 8 kwintali 
zboża. Zmniejszyło się też o prawie 2 miliony sztuk pogłowie 
bydła. Co gorsze, nic nie wskazywało, aby się miało zmienić na 
lepsze. Kołchoźnicy, którym trudno było związać koniec z końcem, 
nie byli zainteresowani zwiększaniem produkcji rolnej, bo nie 
mieli żadnego wpływu na to, co się dzieje z rezultatem ich pracy. 
Byli świadkami marnotrawienia ich plonów tak na miejscu, jak i po 
odstawieniu nadmiernie wysokich kontygentów, podczas kiedy 
wytwórcy chleba skazani byli na niedojadanie.
148
liii
Po śmierci J. Stalina, na wiosnę 1953 r. początkowo nie zanosiło 
się na jakieś innowacje w kierowaniu Krajem Rad. Stało się 
inaczej. Wybrany na I sekretarza CK WKP(b) Nikita Chruszczow 
zapoczątkował daleko idące zmiany. Na Ukrainie wydarzeniem było 
odwołanie już w 1953 r. ze stanowiska I sekretarza Leonida 
Mielnikowa, któremu zarzucano rusyfikację szkolnictwa i powołano 
na to stanowisko Ukraińca, Ołeksija Kyryczenkę, co ułatwiło 
ukrainizację niższych szczebli władzy i wielu dziedzin życia. 
Zachodzące zmiany w znaczący sposób zostały pogłębione po XX 
Zjeździe KPZR (1956 r.), na którym ujawniono zbrodniczy charakter 
reżimu stalinowskiego. Z łagrów i zesłań napływały setki tysięcy 
więźniów politycznych. Znikał strach przed represjami i wracała 
odwaga ujawniania swych poglądów. Wiele wskazywało na to, że 
codzienne życie radzieckich obywateli stanie się łatwiejsze.
Nadzieje na korzystne zmiany nie ominęły wsi, gdzie w prowadzeniu 
gospodarki dochodziło do największych absurdów. Decyzje podjęte 
przez N. Chruszczowa i podległy mu aparat partyjny w latach 1953-
1955 zmierzały do zwiększenia opłacalności gospodarki rolnej i 
materialnego zainteresowania kołchoźników swoją pracą. W tym celu 
zwiększono ceny na odstawiane produkty rolne. W ciągu 5 lat ceny 
zboża zwiększyły się siedmiokrotnie, a mięsa sześciokrotnie. 
Zwiększono sumę pieniędzy przeznaczoną na opłacanie kołchoźników. 

background image

Zmniejszono podatek od zabudowań kołchoź-niczych, a w 1964 r., ich 
mieszkańcy doczekali się emerytur. Nie były one wielkie. Podczas 
gdy robotnik otrzymywał na starość około 300 rubli, kołchoźnikowi 
musiało wystarczyć 12 rubli.
Podejmowane próby modernizacji hamowane były partyjnymi 
dyrektywami, które wynikały z niezmienionych ideowych założeń i 
codziennej radzieckiej praktyki. Z takiej szkoły wyszedł też N. 
Chruszczow. Jak pisze ukraiński historyk, Jarosław Hrycak, domagał 
się on „natychmiastowych cudów gospodarczych i z bezczelnością 
niewykształconego, ale pewnego siebie partyjnego kierowni-
149
ka na prawo i lewo dawał rady i polecenia, gdzie co i jak uprawiać 
(sławne - z jaką prędkością prowadzić traktory, jak pisać wiersze, 
malować obrazy itp.)"14.
Jednym z pierwszych pomysłów N. Chruszczowa na wyjście z 
żywnościowego impasu była kukurydza, która, jak wiadomo, rośnie 
wysoko, dostarczając pokarmu ludziom i zwierzętom. W lutym 1955 r. 
pomysł I sekretarza poparty został przez plenum CK KPU, które 
postanowiło zwiększyć na Ukrainie uprawę kukurydzy z 2,2 miliona 
do 5,2 miliona hektarów, a występujący na zjeździe w lutym 1956 r. 
I sekretarz KPU, O. Kyryczenko, zapowiedział, że zasiewy tej 
„królowej pól" jeszcze w tym roku wzrosną do ponad 7 milionów 
hektarów. Dzięki temu „kołchozy i sowchozy Ukrainy już w bieżącym 
roku zwiększą w porównaniu z rokiem ubiegłym w dwujnasób produkcję 
mięsa, a produkcję wieprzowiny w trójnasób (oklaski)"15. Kukurydza 
propagowana przez najwyższe władze wchodziła w miejsce 
tradycyjnych upraw, często tam, gdzie nie wiedziano, jakie ma 
wymagania. Rezultat był żałosny, powiększył się deficyt żywności 
na przekór partyjnemu zawołaniu „dopędzimy i przegonimy Amerykę".
Szybko wrócono do stalinowskiej metody zwiększania aktywności na 
kołchozowych polach poprzez ograniczenie indywidualnej 
pomysłowości. W 1955 r. została znacznie zmniejszona powierzchnia 
działek przyzagrodowych. W szeregu miejscowości niszczono nawet 
uprawy zajmujące niezgodny z ustaleniami areał, nie oszczędzając 
uprzywilejowanej, ale prywatnej kukurydzy. Ograniczano również 
prywatne hodowle. Latem 1959 r. rząd republiki ukraińskiej 
zabronił trzymać bydło na przedmieściach i w robotniczych 
osiedlach. Trzy lata wcześniej, w 1956 r. Chruszczow zwrócił się z 
apelem do kołchoźników, aby zamiast trudzić się przydomową 
hodowlą, odprowadzili krowy do kołchozów i stamtąd pobierali 
mleko. Zgodne z takim rozumowaniem były zarządzenia władz USRR z 
kwietnia 1963 r. „Zasady utrzymywania bydła w prywatnych 
posiadłościach obywateli nie będących członkami kołchozów" i „O 
pieniężnym podatku
150
od właścicieli bydła, którzy nie zajmują się pracą społecznie 
pożyteczną i od obywateli, którzy trzymają bydło w celu osobistego 
wzbogacenia się"16. Oparta na takich założeniach „ekonomicznych" 
polityka rolna spowodowała, że od połowy lat 50. zmniejszyło się 
pogłowie inwentarza żywego, a na bazarach rosły ceny mięsa i 
innych produktów pochodzenia zwierzęcego. Trudności w zaopatrzeniu 

background image

nie załamały optymizmu Chruszczowa, który na wiosnę 1957 r. 
oznajmił, że za kilka lat ZSRR dopędzi USA w produkcji mięsa, 
mleka i masła. Przodownicy pracy z kołchozów na Ukrainie wysunęli 
się na czoło tego wyścigu, ogłaszając na naradzie w styczniu 1958 
r., że „są wszelkie możliwości wyprzedzenia Ameryki już w 1958 
roku w produkcji mleka i masła na jednego mieszkańca"17. 
Wyznaczone terminy jednak mijały, a Kraj Rad goniący USA coraz to 
natrafiał na niełatwe do pokonania przeszkody. Poszukując 
rozwiązania, najwyższe władze ZSRR w 1962 r. postawiły diagnozę i 
wskazały drogę wyjścia. Ogłoszono, że jak w kołchozach na każdy 
hektar ornej ziemi wyhodowana zostanie świnia o wadze bitej 100 
kg, to trudności żywnościowe pójdą w niepamięć. Zachęcając 
kołchoźników do takiej hodowli, jako przykład podano rejon 
hrebinkowski na Kijowszczyźnie, gdzie taki stan pogłowia świń już 
osiągnięto. Do Hrebinki udali się dziennikarze, aby ten sukces 
szczegółowo zobrazować w prasie, ale okazało się, że to tylko 
propagandowy pomysł I sekretarza obwodowego komitetu partii P. 
Szełesta. „Świnie hrebinkowskie" zostały opisane w tygodniku 
„Literaturna Ukrajina", ale dopiero 13 września 1990 r.
Niepowodzenia w reformowaniu rolnictwa ujawniły się dotkliwie na 
początku lat 60. Nieurodzaj w 1960 r. sprawił, że z Ukrainy 
zamiast planowanych około 9 milionów ton zboża, w ramach dostaw 
obowiązkowych nie uzyskano nawet 6 milionów ton. Podobna sytuacja 
powtórzyła się w niekorzystnym dla rolnictwa 1963 r. Pogłębiły się 
niedobory produktów zwierzęcych, ziemniaków, brak było cukru. 
Państwo, które w 1961 r. wysłało człowieka w kosmos, nie potrafiło 
zaopatrzyć w żywność swoich obywateli. Krytykowanie
przez Chruszczowa kierownictwa ukraińskiego i dokonywane zmian) 
personalne nie poprawiły sytuacji żywnościowej. Kiedy starając 
si<, ograniczyć spożycie od 1 czerwca 1962 r. podwyższono ceny 
mięsa i produktów mlecznych, ujawnił się nowy kłopot. W kilku 
miastach na Ukrainie i w Rosji zastrajkowali robotnicy. Domagali 
się lepszego zaopatrzenia w żywność oraz podwyższenia zarobków. 
Najgroźniej było w Nowoczerkasku, gdzie strajk w zakładach im. 
Budionnego przekształcił się w masową ogólnomiejską demonstrację 
antypartyjną. Do jej stłumienia skierowano oprócz milicji oddziały 
wojskowe - kilkudziesięciu demonstrantów straciło życie. Trudności 
w zaopatrzeniu pogłębiły się w 1963 r., narastało niezadowolenie, 
szczególnie widoczne w dużych zakładach pracy. Strajkowano między 
innymi w Krzywym Rogu, a w Odessie robotnicy portowi nie chcieli 
ładować na statek masła eksportowanego na Kubę. Ciągle szukano 
winnych i w lipcu 1963 r. na miejsce M. Pidhornego pierwszym 
sekretarzem CK KPU został P. Szełest. Nie poprawiało to sytuacji 
ani na Ukrainie, ani tym bardziej w całym Związku Radzieckim. 
Opozycja wewnątrzpartyjna, z liczącym się udziałem działaczy 
ukraińskich, w 1964 r. starannie przygotowała zamach stanu. 
Przebywającego na urlopie N. Chruszczowa 13 października 
poproszono o pilny przyjazd do Moskwy. Tego samego dnia na 
posiedzeniu prezydium CK KPZR ostro krytykowany przez niemal 
wszystkich złożył rezygnację. Następnego dnia decyzję o przejściu 
na emeryturę zatwierdziło plenum CK Partii, które stanowisko 

background image

sekretarza generalnego powierzyło pochodzącemu z Ukrainy Leonidowi 
Breżniewowi. Aleksiej Adżubej — zięć Nikity Siergiejewicza, 
wspomina: „Ostatnie słowa pod adresem Chruszczowa [...] wygłosił 
Breżniew. Nie bez patosu zamknął on krótkie posiedzenie [...]. 
Otóż, powiada, Chruszczow zdemaskował kult Stalina po jego 
śmierci, a my demaskujemy kult Chruszczowa za jego życia. No cóż, 
Breżniew miał rację [...]. Chruszczow nie przemawiał. Siedział 
milcząc z opuszczoną głową"18.
152
Po wybraniu L. Breżniewa na najwyższe stanowisko w Związku 
Radzieckim w prasie i na zebraniach partyjnych wskazywano, jakie 
to wspaniałe perspektywy otwierają się przed ludźmi pracy. Aby te 
zapewnienia były bardziej wiarygodne, w sklepach jak za 
dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiły się produkty 
żywnościowe. Pod nowym kierownictwem partia miała wyciągnąć 
wnioski z błędów zarządzania i nie dopuszczać, aby się powtórzyły.
Podjęte zostały próby wyciągnięcia z zapaści sowieckiego 
rolnictwa. Na Ukrainie już na początku 1964 r. zostały uchylone 
zarządzenia utrudniające niekołchoźnikom zajmowanie się hodowlą. 
Nie pozostawiono ich jednak bez „opieki", określając, które 
zwierzęta i w jakiej ilości mogą utrzymywać. Problematyce 
gospodarstwa wiejskiego w całym ZSRR poświęcono w marcu 1965 r. 
specjalne plenum Centralnego Komitetu. Zwracano między innymi 
uwagę na potrzebę uwzględniania zasad opłacalności, materialnego 
zainteresowania w pracy i nieantagonistycznych interesów 
społecznych i indywidualnych. Zapadły decyzje o zmniejszeniu 
wysokości obowiązkowych dostaw, przy jednoczesnym zwiększaniu cen 
na te produkty. W miejsce corocznego planu dostaw wprowadzono 
sześcioletnie wymiary kontygentów. Przyznano dodatkową zapłatę tym 
kołchoźnikom, którzy pracowali przy produktach deficytowych.
Mimo korzystnych zmian nie zdjęto z rolnictwa biurokratycznych pęt 
partyjno-administracyjnych. Co gorsza, ich negatywne wpływy z 
każdym rokiem się powiększały i w rolnictwie coraz bardziej 
uwidaczniała się stagnacja. Na Ukrainie przeciętny roczny wzrost 
produkcji rolnej obliczany w latach 1966-1970 na 3,2% spadł w 
latach 1981-1985 do 0,5%. Nasiliły się trudności w zaopatrzeniu, a 
partyjni decydenci nie bardzo wiedzieli, jak temu zaradzić. Ich 
pełne patosu dyrektywy i szczegółowe instrukcje nie miały 
większego znaczenia, a nawet powodowały szkody.
Na domiar złego, na początku lat siedemdziesiątych, kiedy w 
miejsce P. Szełesta I sekretarzem CK KPU został W. Szczerbićkyj,
153
na Ukrainie nasiliła się walka z ukrainizacją. Rusyfikowano 
szkolnictwo i urzędy, a wśród elit partyjnych do dobrego tonu 
należało posługiwanie się językiem rosyjskim. Na inteligencję 
działającą na rzecz odrodzenia narodowego spadły represje. Zsyłani 
byli do więzień, zwalniani z pracy, pozbawiani kierowniczych 
stanowisk, uniemożliwiano im wypowiadanie się w środkach masowego 
przekazu. Informacje o tym nie zawsze docierały do szerszych 
kręgów społecznych, szczególnie na wieś, ale o śmierci w maju 1979 
r. kompozytora Wołodymyra Iwasiuka w obwodzie lwowskim było głośno 

background image

i nie miano wątpliwości, że sprawcami było KGB. Jego mogiła na 
Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie już w tamtych czasach zawsze 
pokryta była świeżymi kwiatami, które w nocy skrzętnie usuwano. 
Następnego dnia pojawiały się nowe.
Na początku lat osiemdziesiątych we wsiach Zachodniej Ukrainy 
wiele mówiło się o przemianowaniu wiejskich cerkwi na muzea. 
Jeszcze za czasów Stalina w wielu wiejskich świątyniach zabroniono 
odprawiania nabożeństw i zostały one zamknięte. Po XX Zjeździe 
władze przymknęły oczy na to, że w oficjalnie zamkniętych 
cerkwiach nielegalnie zbierają się ludzie na modlitwy i cerkiewne 
śpiewy. Nie dość, że się modlili, to jeszcze przyozdabiali wnętrze 
wyszywanymi ręcznikami, sprzątali i czuli się jak u siebie w domu. 
Księża te nielegalne domy modlitw omijali, obawiając się 
oskarżenia o namawianie ludzi do łamania prawa. Ktoś na wysokim 
szczeblu w 1984 r. zadecydował o likwidacji „religijnego 
bezprawia". Z cerkwi wywieziono dewocjonalia i zmieniono je na 
ośrodki kultury, zazwyczaj muzea i galerie. Na ich otwarcie 
spędzano młodzież szkolną i partyjnych aktywistów. Po otwarciu 
świeciły pustkami, bo miejscowi byli zdania, że chodzenie tam jest 
profanacją świętego miejsca.
Niemało kłopotu przysporzył władzom radzieckim potęgujący się w 
Polsce społeczny protest przeciwko partyjnej dyktaturze. Obawiano 
się przenikania idei Solidarności do Kraju Rad. Szczególnie 
zagrożona
była niepokorna Ukraina i to nie tylko jej zachodnie rejony, ale 
także odległe wschodnie. W Dniepropietrowsku w lutym 1981 r. na 
gmachu obwodowego komitetu partii pojawił się transparent ze 
złowrogim napisem „Solidaryzujemy się ze wszystkimi, którzy są 
przeciwko wam"19. Zamknięcie na kilka lat granic dla prywatnych 
kontaktów nie na wiele się zdało. Wiadomości napływające z Radia 
Swoboda i z polskich rozgłośni nie potrzebowały paszportów.
154
if
Realizacja nadziei
Kiedy w 1985 r. Michaił Gorbaczow po objęciu władzy na Kremlu 
zapowiedział przebudowę skostniałego imperium oraz przestrzeganie 
jawności w życiu społeczno-politycznym, na Ukrainie, podobnie jak 
w innych częściach ZSRR, podchodzono do tego sceptycznie. 
Pamiętano, jak niewielką wartość miały zapowiedzi lepszego życia 
obiecywane przez poprzedników Gorbaczowa. Dopiero po katastrofie w 
Czarnobylu i nieudanej próbie zminimalizowania jej tragicznych 
skutków na Ukrainie coraz bardziej potęgowały się objawy 
społecznego sprzeciwu. Domagano się realizacji zapowiedzianych 
przemian, przy czym problemy szeroko pojętej nadbudowy okazywały 
się dla ludzi ważniejsze od zagadnień ściśle ekonomicznych, 
podczas gdy władze były odmiennego zdania.
Przy uzdrawianiu gospodarki nieodzowną okazała się reforma cen, 
które do tej pory ustalano z całkowitym lekceważeniem praw 
ekonomii. Mąka była znacznie tańsza od zboża, a za chleb płaciło 
się mniej niż za mąkę. Powodowało to, że zwierzęta domowe 
najbardziej opłacało się karmić chlebem. Wprowadzenie w 1986 r. 

background image

cen komercyjnych nie zlikwidowało tej anomalii, ponieważ chleb, 
cukier i kilka innych produktów nadal sprzedawano po niskich 
urzędowych cenach. We wsiach i małych miastach dalej wykupywano 
chleb w okamgnieniu, bo hodowla trzody chlewnej stała się bardziej 
opłacalna. Podwoiła się cena kiełbasy. Ze sklepów coraz szybciej 
znikały towary dostępne po cenach urzędowych i przybywało pustych 
półek. Ożywiły się bazary, na których asortyment towarów stale 
wzrastał. W obwodzie lwowskim
156
w 1988 r. wprowadzono reglamentację niektórych towarów nie 
określając tego wprost. Ludzie nie otrzymali bowiem kartek z 
nazwami towarów, tylko różnokolorowe bilety z napisem 
„zaproszenie" i nazwą miesiąca. Wystarczyło w określonym czasie 
pójść do sklepu, oddać zaproszenie i zgodnie z jego kolorem kupić 
po urzędowej cenie cukier, mydło czy proszek do pieczenia. W 
Gródku koło Lwowa, a może i w innych rejonach, specjalnie byli 
uprzywilejowani weterani II wojny światowej. Zostali oni 
uprawnieni do zakupu raz w miesiącu po urzędowej cenie jednego 
kilograma cenionej na Ukrainie kaszy „hreczanej".
Najwięcej rozgłosu przysporzyła pierestrojce walka z 
rozpowszechnionym w ZSRR pijaństwem. W szeroko zakrojonej kampanii 
antyalkoholowej dziennikarze prasy, radia i telewizji wspierali 
wysiłki aktywu partyjnego i związkowego wszystkich szczebli. Ludzi 
trunkowych przekonywano nie tylko argumentami słownymi. Cena 0,5 
litra wódki wzrosła z 4 do 10 rubli. To spowodowało, że alkohol 
zalegał w sklepach, co wziąwszy pod uwagę, władze ogłosiły 
zwycięstwo nad pijaństwem. Nie chciano zauważyć ludzi uganiających 
się za drożdżami, wzrostu sprzedaży cukru i bazarowych kupców 
oferujących po przystępnych cenach różne gatunki bimbru. 
Przydomowe wytwórnie wódki z cukru, zboża i ziemniaków rozwijały 
się bez przeszkód, jak nigdy dotąd. Produkowano na własne potrzeby 
i na zbyt, bo chętnych na kupno tańszego niż w sklepach trunku nie 
brakowało. Powstało wiele przyśpiewek na ten temat, a m.in. 
śpiewano:
„W misti Lwowi na bazari Można wsio kupyty Ne brakuj i samohonki 
Można sia napyty".1
Pomimo stale rosnących trudności w zaopatrzeniu, drożyzny, niskich 
zarobków i wielu innych udręk ludzie na Ukrainie, tak w miastach, 
jak i na wsiach, byli z każdym miesiącem coraz bardziej zado-
157
woleni. Rozpolitykowani, chętni do publicznych rozmów, bez 
oglądania się na boki. Sprawy materialne w tych rozmowach 
schodziły na dalszy plan. Najważniejsze były zachodzące w kraju 
zmiany społeczno-polityczne.
Dla ożywienia życia społeczno-politycznego wielkie znaczenie miało 
stopniowe zanikanie bojaźni przed represjami. Co więcej, do 
działalności włączali się zwalniani z więzień i łagrów 
opozycjoniści, między innymi Wiaczesław Czornowił, Mychajło Horyń 
i Łewko Łukjanenko. Niestety, w rodzinne strony wracali nie tylko 
żywi. W listopadzie 1989 r. w Kijowie uroczyście pogrzebani 
zostali Juryj Łytwyn, Wasyl Stus i OłeksaTychyj, których szczątki 

background image

sprowadzono z łagiernych cmentarzy. Sprawdziła się poetycka 
zapowiedź W. Stusa, który w wierszu powstałym za drutami pisał:
„Narode mij. Do tebe ja szcze wernu,
jak smerti obernusia do żyttja.
Swój im strażdennym i nezłym obłyczczjam
Jak syn tobi dozemno ukłoniuś
i czesno hlanu w czesni twój i wiczi,
i w smerti z ridnym krajem poridniuś" 2.
Największym znakiem społecznego ożywienia była wzrastająca ilość 
nielegalnych publikacji wydawanych bez ingerencji cenzur) oraz 
coraz śmielsze wypowiedzi w oficjalnej prasie. Powstawał) nowe 
organizacje społeczne, religijne i polityczne, których zasadni 
czym zadaniem było rozbudzanie świadomości narodowej poprze 
ukazywanie celów, do jakich powinno zmierzać walczące o niepod 
ległość społeczeństwo Ukrainy.
Spośród wielu organizacji do najbardziej liczących się na scenie 
politycznej należały: Ukraiński Związek Helsiński, Towarzystw 
Języka Ukraińskiego im. Tarasa Szewczenki i Ludowy Ruch Ukrain za 
Przebudową. Ta ostatnia organizacja zwana potocznie Ruchem
158
powstała na początku 1989 r. i stała się koordynatorem działań 
organizacji opozycyjnych o szerokim wachlarzu orientacji 
politycznych. Na I zjazd Ruchu przybyło do Kijowa ponad 1100 
delegatów, w większości reprezentantów inteligencji. Na 
przewodniczącego organizacji wybrany został poeta Iwan Dracz, a na 
sekretarza były łagiernik - Mychajło Horyn. W ciągu roku do 
kolejnego zjazdu w październiku 1990 r. Ruch poszerzył swoje 
wpływy i zarzucił plany reformowania Ukrainy wewnątrz ZSRR na 
rzecz walki o pełną niepodległość kraju.
Do wzrostu zainteresowań mieszkańców wsi zachodzącymi przemianami 
przyczyniły się zmiany zachodzące w Cerkwi. Problemy religijne 
przestały być tematem tabu. Przestano się bać o nich rozmawiać, a 
dyskusje ułatwiały ukazujące się publikacje religijne. Na 
Zachodniej Ukrainie wielkim wydarzeniem były wielotysięczne 
pielgrzymki w kwietniu i maju 1987 r. do Hruszewa pod Drohobyczem. 
Szeroko rozchodziła się wieść, że tam, na cerkiewnej kopule, 
objawiła się Matka Boska. Niemal powszechnie wierzono, że jest to 
zapowiedź doniosłych dla Ukrainy wydarzeń. Niejako następstwem 
objawienia w Hruszewie było usuwanie z cerkwi muzeów i galerii. 
Nie brak było 1 innych wydarzeń do niedawna niewyobrażalnych. W 
grudniu 1989 r. zalegalizowana została Cerkiew greckokatolicka i 
ujawniali się działający w podziemiu księża grekokatoliccy. 
Nasiliło się dążenie do oderwania cerkwi prawosławnej od Moskwy i 
powołania autokefalii. Kiedy w czasie pobytu w rodzinnych stronach 
wyraziłem wątpliwość, czy Ukraina zdoła się oderwać od Moskwy, to 
Maria Slipko z Droz-dowic opodal Gródka tłumaczyła mi jak dziecku 
„ta popatrz, jak wiele się zmieniło od objawienia w Hruszewie, czy 
Matka Boska za-uzyma się w połowie drogi ?" I tak wśród 
inteligencji, jak i ludu w.ejskiego wzrastało oparte na różnych 
przesłankach przekonanie, że mepodległość Ukrainy zbliża się 
wielkimi krokami.

background image

Dla szerokich kręgów społecznych za Zbruczem ważniejsze od mo-
tywów religijnych były doświadczenia lat zagłady głodowej. Po 
katastrofie czarnobylskiej przestały być tematem tabu. W grudniu 
1988 r.
159
na plenum Związku Literatów Ukrainy postulowano, aby za śmierć 
głodową milionów chłopów i likwidację ukraińskich intelektualistów 
postawić przed sądem byłego dygnitarza radzieckiego Ł. 
Kaganowicza. Apel ZLU był zbieżny z wcześniejszą zapowiedzią 
Ukraińskiego Towarzystwa „Memoriał" o przygotowaniu monumentalnej 
księgi o pomorze głodowym. „Literaturna Ukrajina", „Silski Wisti" 
i radio zachęcały ludzi, którzy przeżyli ten straszny okres, do 
nadsyłania relacji. Wchodzono na teren do tej pory zakazany i 
uzasadnione były obawy, czy ludzie przełamią strach i zechcą 
podzielić się swą pamięcią. Odzew był nadspodziewanie dobry. W 
ciągu kilku lat Wołodymyr Maniak i jego żona, Lidia Kowałenko, 
którzy przygotowywali wydawnictwo, zgromadzili ponad tysiąc 
relacji, w większości od prostych ludzi, nienawykłych do pisania. 
Jak wspomina L. Kowałenko, w ich domu bez przerwy zjawiali się 
nieznajomi, kręcił się magnetofon, dzwonił telefon, nadchodziły 
listy. „Ludzie spieszyli się z ujawnieniem strasznej prawdy, która 
przygniatała ich dusze przez całe życie. Jak bliski był dla tych 
ludzi ten daleki 1933 rok, jak on ich bolał"3. W połowie 1991 r. 
wspomnienia świadków uzupełnione dokumentami archiwalnymi i 
komentarzami ukazały się drukiem w trzydziestoty-sięcznym 
nakładzie i szybko zniknęły z półek księgarskich. Było to ważne 
oskarżenie zbrodniczej polityki Kremla wobec Ukrainy. Na pewno 
wpłynęło na umacnianie świadomości narodowej i na ludzkie decyzje, 
które na początku lat 90. podejmowano.
Zachodzące przemiany ogniskowały się wokół dwu ośrodków: 
kijowskiego i lwowskiego, skąd idee odrodzenia narodowego 
przenikały do obwodów i rejonów. Nie było to regułą, ponieważ nie 
brakowało liczących się oddolnych inicjatyw odrodzeniowych. 
Najbardziej radykalne nastroje panowały w dawnej Galicji, co 
szczególnie uwidoczniło się we Lwowie. Tam już w 1990 r. flagi 
radzieckie ustąpiły miejsca ukraińskim, znikały pomniki Lenina i 
organizowano liczne manifestacje. Na bulwarze w centrum Lwowa, w 
miejscu wybranym na pomnik Tarasa Szewczenki, od rana do wieczora 
gromadzili się ludzie i z każdym dniem, bez względu na pogodę, 
przybywało ich
160
coraz więcej. Wokół masztu, na którym powiewała narodowa flaga, 
składano wiązanki kwiatów, w większości w niebieskich i żółtych 
kolorach. W miejscu tym nieustannie dyskutowano. W spontanicznie 
tworzonych grupach omawiano różne zagadnienia w większości 
związane z historią i przyszłością Ukrainy. Coraz powszechniej, i 
nie tylko we Lwowie, utrwalało się przekonanie, że Ukraina musi 
stać się w pełni niezależnym państwem.
Nieudana próba przewrotu komunistycznego w Moskwie przyspieszyła 
rozwój wydarzeń na Ukrainie. Na zwołane pod naciskiem opozycji 
posiedzenie Najwyższej Rady USRR deputowani przedostawali się 

background image

przez tłum manifestantów domagających się ogłoszenia 
niepodległości. Decyzję podjęto 24 sierpnia 1991 r. W tym dniu, 
przy jednym głosie sprzeciwu, parlament radzieckiej Ukrainy 
proklamował niepodległą Ukrainę. Postanowienie to poddano pod osąd 
obywateli, którzy mieli się wypowiedzieć w referendum wyznaczonym 
na dzień 1 grudnia 1991 r. Wzięło w nim udział ponad 95 % 
uprawnionych do głosowania mieszkańców Ukrainy, a spośród nich 
ponad 90% opowiedziało się za niepodległością.
Spełniły się storpedowane przed wieloma laty przez komunistów 
nadzieje i powstała wyśniona i okupiona milionami ofiar 
niepodległa Ukraina. Zdawano sobie sprawę z rozlicznych trudności, 
jakie piętrzą się przed niepodległym państwem, ale nie dopuszczano 
myśli, iż nie zdołają ich pokonać, skoro poradzili sobie z 
bolszewickim imperium. Umocniła się wiara, że nic nie zdoła 
przeszkodzić, aby zostały spełnione zapowiedzi narodowego hymnu:
„Szcze ne wmerła Ukrajina, ni sława, ni wola, Szcze nam Brattja-
ukrajinci usmichnet'sia dola.
Zhynut' naszi woriżeńky jak rosa na sonci,
Zażywemo i my, brattja, u swojij storonci. Duszu j tiło my położym 
za naszu swobodu I pokazem, szczo my, brattja, kozaćkoho rodu 
[...]"4
Posłowie
Ta książka to historyczna opowieść - prawdziwa, o treści wyjątkowo 
przerażającej - opowieść o strasznych wydarzeniach, które miały 
miejsce na Ukrainie ponad 70 lat temu, pomiędzy dwiema światowymi 
wojnami, o powszechnym, okrutnym głodzie w Kraju, którego 
najżyźniejsze w Europie gleby mogłyby w normalnych warunkach 
wyżywić do syta nie tylko naród ukraiński, ale i wiele innych. 
Opowieść o przerażających zbrodniach reżimu sowieckiego,
0 których długo w Polsce i na Ukrainie nie można było mówić, lecz 
pamięć o nich jest konieczna - ku przestrodze, ażeby już nigdy 
ludzie nie dali się omamić nieludzkim i „nadludzkim" propagatorom
1  zwodzicielom, którzy wymyślili te najgorsze z ohydnych zbrodni 
w imię idei zrodzonych w szaleńczych mózgach rzekomych „uszczę-
śliwiaczy" narodów.
Tę opowieść - naukową, jednak w ujęciu przystępnym dla każdego 
czytelnika - napisał dr Czesław Rajca, repatriant zza Buga, 
lublinianin rodem z Galicji, mój ziomek i rówieśnik. Urodził się 4 
kwietnia 1928 roku w miejscowości Burgthal koło Gródka 
Jagiellońskiego, w byłym województwie lwowskim. Po uzyskaniu 
matury, już w Polsce pojałtańskiej, i po ukończeniu studiów w 
zakresie historii na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL, pracował 
tu i ówdzie w oświacie. W 1966 roku, na podstawie rozprawy „O 
gospodarstwie wiejskim w Kluczu Zwierzynieckim w XIX wieku", 
pisanej pod kierunkiem prof. Stefana Inglota na Uniwersytecie 
Wrocławskim, otrzymał tytuł doktora nauk humanistycznych. Wkrótce
163
I
też rozpoczął pracę jako historyk — badacz dziejów najnowszych - w 
Muzeum na Majdanku; w 1995 roku przeszedł na emeryturę.

background image

W przedwojennej kresowej polskiej szkole powszechnej uczono nas 
obok języka polskiego również języka „ruskiego", jak oficjalnie 
nazywano wówczas język ukraiński, a gwara ukraińska - naddnie-
strzańska - była tam powszechnie znana, tak jak i polski język 
kresowy. Potem edukowała nas szkoła sowiecka, w której do tych dwu 
języków miejscowych dorzucono rosyjski; chociaż brzmiał całkiem 
obco, to jednak prawie go znaliśmy, bo jest graficznie do 
ukraińskiego zbliżony i ma specyficzną, słowiańską intonację. Mimo 
wszystko pozostawał dla nas językiem swoiście niezwyczajnym. 
Podczas okupacji hitlerowskiej nauka odbywała się oczywiście w 
sposób bardzo okrojony. Dopiero po repatriacji, którą określę 
raczej jako „ekspatriacja", już w Polsce pojałtańskiej mogliśmy 
otrzymać maturę.
Kiedy wojna się zakończyła, byliśmy faktycznie jeszcze dziećmi, 
ale okropności okupacji, dwóch okupacji, przyspieszyły znacznie 
nasze dojrzewanie. Rozumieliśmy wtedy wiele, lecz właściwie nic 
nie mogliśmy zrobić. A gdy spotkaliśmy się na studiach na KUL-u, 
na swoistej wyspie prawdy na morzu narzucanej nam komunistycznej 
ideologii, rozumieliśmy się bez słów i raczej bez trudu 
rozróżnialiśmy prawdę prawdziwą od kłamstwa kłamliwego. To, że 
Czesław był katolikiem obrządku łacińskiego, co się powszechnie 
pokrywało z narodowością polską, a ja - grekokatolikiem, co 
znaczyło, że jestem Rusinem-Ukraińcem, bo ochrzczonym w cerkwi, 
nie miało dla nas większego znaczenia: prawie nic nas nie 
dzieliło, a łączyło nas wiele.
Łączyło nas pochodzenie — z Galicji Wschodniej, która była 
określana również innymi nazwami: historyczną (Grody Czerwieńskie) 
i politycznymi (w zależności od wyznawanej opcji - Zachodnia 
Ukraina lub Małopolska Wschodnia). Łączyła nas edukacja w szkołach 
kilku systemów, w zależności od panujących władz, również
164
okupacyjnych, z czego brała się dobra praktyczna znajomość kilku 
języków. Łączyły nas też straszne przeżycia okupacji sowieckiej i 
niemieckiej, kiedy to ujawniły się w ludziach najgorsze instynkty, 
ożyły różnego rodzaju terroryzmy na wielu poziomach - okupacyjnych 
władz państwowych i na poziomie konfliktów pomiędzy miejscowymi 
społecznościami, należącymi do co najmniej trzech obrządków 
konfesyjnych, które w zasadzie pokrywały się z odpowiednimi 
przynależnościami narodowościowymi.
Łączyła nas i pamięć o naszym „kraju lat dziecinnych", o naszej 
„małej ojczyźnie", „naszych stronach". Żywy był wciąż dla nas 
język tam powszechnie znany i używany, tkwiła w nas historia 
najnowsza, dzieje, których byliśmy świadkami, historia nierzadko 
trudna do pojęcia i smutna. Toteż przy różnych okazjach mieliśmy o 
czym ze sobą rozmawiać i nigdy nam tematu do rozmowy nie zabrakło. 
Zupełnie niedawno zastanawialiśmy się, dlaczego w ukraińskim 
hymnie narodowym, który już można głośno śpiewać, bo stał się 
hymnem suwerennego państwa ukraińskiego, jest tyle zdrobnień - 
nawet wrogowie występują w postaci spieszczonej: worożeńky tjh-
miast worohy {zhynut' naszi worożeńky), a słowo oznaczające „kraj, 
w którym mieszkamy" - storona - też pojawia się tam w deminu-

background image

tywnej formie: jako storonka {zapanujem i my brattia u naszij sto-
ronci), co pewnie nie dałoby się adekwatnie przetłumaczyć na jakiś 
inny język, np. na polski, w którym trudno byłoby doszukiwać się 
spieszczenia wyrazu wróg, nawet na określenie nieprzyjaciela 
mającego zginąć delikatnie i naturalnie, „jak rosa na słońcu". I 
wtedy pół żartem, ale też całkiem serio, doszliśmy do wniosku, iż 
wbrew obiegowym pozorom kształtującym opinię o Ukraińcach - hajda-
makach, „nacjonalistach" - naród ten jest tak tolerancyjny, że 
nawet swoich wrogów, z którymi się zżył, traktuje „miękko" i ich 
nazwę pospolitą spieszcza, jak to się często zdarza również w 
tekstach folklorystycznych. Wymieniliśmy się naszą wiedzą, zdobytą 
i pogłębianą na studiach historycznych i filologicznych na naszej 
wspólnej
165
Alma Mater, którą pół żartem, a czasem zupełnie serio, nazywaliśmy 
„Ucieczką Grzesznych".
Nie mogliśmy zapomnieć owych „pól malowanych zbożem rozmai tem", a 
nasze zauroczenia i nostalgia pogłębiały się wraz z upływem czasu, 
z rosnącą liczbą przeżytych lat, przez całe nasze życie dojrzałe i 
twórcze aż do emerytury, która wcale nie uwolniła nas od tego 
zauroczenia - wciąż wpływającego na nasze czyny i przemyślenia.
Niemal przez 30 lat swojej badawczej pracy historyka w Muzeum na 
Majdanku Czesław Rajca stykał się na co dzień z dokumentami 
świadczącymi o tragicznych losach ludzi unicestwianych przez 
wyjątkowo okrutny reżim zarażony ideą wyższości rasy, o trudnych 
do pojęcia czynach nastawionych na bezwzględne fizyczne niszczenie 
więźniów w obozach koncentracyjnych. Myśli zaprzątał mu wtedy 
także inny, równie tragiczny temat, okryty wówczas odgórnie 
narzuconym nakazem milczenia: wielki głód na Ukrainie, który 
zniszczył fizycznie miliony chłopów ukraińskich i tych Polaków, 
którzy w okresie sowieckim mieszkali na Ukrainie, tuż za Zbru-czem 
- niewiarygodny wprost wymiar tragedii kilku milionów naszych 
współplemieńców w sensie społecznym i narodowościowym.
0 niej, jak i o innych zbrodniach sowieckich (np. o Katyniu) nawet 
myśleć wtedy było niebezpiecznie.
Dr Rajca gromadził więc materiały najpierw z nielicznych 
publikacji zachodnich, z ułamków notek w pismach przedwojennych, 
również polskich, a następnie z prac historyków ukraińskich 
drukowanych po zniesieniu cenzury w niepodległej już Ukrainie. 
Jego pragnieniem było przekazanie pamięci o tych „żniwach smutku
1 boleści" zgotowanych ludziom w imię szalonej idei sowiecko-
komunistycznej, która pochłonęła co najmniej 5 milionów istnień 
ludzkich, zniszczyła fizycznie chłopów ukraińskich - swoistą „sól 
ziemi" ukraińskiej - kochających swoją ziemię i wolność, 
tradycyjny porządek społeczny, wartości, które udawało im się 
przechować
166
i ocalić nawet pod butem carów rosyjskich. Aby to wszystko opisać, 
stanął badacz przed faktami, których okrucieństwo przekraczało 
nawet jego (świadka zła wojny i okupacji) zdolności pojmowania.

background image

W rozdziale wstępnym swojej książki Autor opisał sytuację na 
Ukrainie przed pierwszą wojną światową i po jej zakończeniu, kiedy 
to pomimo wszechstronnych wysiłków nie udało się Ukraińcom 
stworzyć swojego niepodległego państwa, o czym „marzono od wieków, 
modląc się w cerkwiach, przelewając krew i śpiewając kozackie 
dumki". Ten rozdział, zatytułowany Zawiedzione nadzieje, napisany 
zwięźle, wyraziście i nietendencyjnie, sine ira et studio, stanowi 
wspaniały szkic z ważnego okresu historii Ukrainy. Po nim 
następują rozdziały opisujące kolejne głody na Ukrainie: najpierw 
w latach tuż po pierwszej wojnie (1921-1923), później w latach 30. 
(głód zbierający najtragiczniejsze żniwo), a w końcu tuż po 
drugiej wojnie światowej na terenach jeszcze nie skolektywizowa-
nych, okupowanych przez władze sowieckie w roku 1939. Pracę 
postrzegam jako najlepszą ze znanych mi monografii na temat tak 
trudny do opisania, jakim jest niewątpliwie całościowe ujęcie 
problemu swoistego ludobójstwa najpracowitszej części 
społeczeństwa ukraińskiego — chłopów, wśród których znaleźli się 
również chłopi narodowości polskiej. Czesław Rajca pisze: „W 
polskiej pamięci narodowej na trwałe zapisał się mord katyński, w 
wyniku którego około 22 000 polskich obywateli straciło życie. Nie 
zapominajmy, że ich poprzednikami było około 60 000 polskich 
chłopów skazanych na śmierć głodową w 1933 roku. Umierając z głodu 
obok swych sąsiadów Ukraińców wpisali się na trwałe w historię tak 
Ukrainy, jak i Polski".
Może warto byłoby w tym miejscu przywołać dawniejszy, z okresu po 
powstaniu styczniowym, fakt rodzącej się przyjaźni polsko-
ukraińskiej, jaki przypomniano we wstępie do pierwszego tomu 
Pamiętnika Kijowskiego wydanego w Londynie w roku 1959 przez
I
Koło Kijowian, potomków emigrantów — przedstawicieli ukraińskiej 
szlachty oświeconej sprzed pierwszej wojny światowej: „Nie wygasł 
nasz sentyment do Kraju, z którym łączyły nas wieki współżycia, a 
potem wspólna niewola. Żywimy przekonanie, iż nadal serca nas 
wszystkich wypełnia uczucie podobne temu, jakie się wyraziło w 
kolędzie z czasów najbardziej ponurych - po roku 1863:
«A gdy przyjdzie do nas Niebieska Dziecina, Zyska wolność Polska, 
Litwa, Ukraina»".
„Habent sua fata libelli" — to powiedzenie pewnego Rzymianina, 
gramatyka, uczonego z III wieku przed narodzeniem Chrystusa, Te-
rencjana Maurusa, można odnieść i do tej oto monografii Czesława 
Rajcy. Powstawała ona stopniowo przez wiele lat. Autor mozolnie i 
wytrwale zdobywał coraz więcej wiedzy na temat długo oficjalnie 
zakazany, a potem przez kilka lat szukał sposobu jej 
upublicznienia. W roku 2003, w 70. rocznicę najtragiczniejszego w 
skutkach głodu roku 1933, Czesław Rajca wielokrotnie wygłaszał 
prelekcje na ten temat, dzieląc się swoją wiedzą głównie ze 
studentami i pracownikami naukowymi lubelskich uczelni. Przytaczał 
wówczas obszerne fragmenty swojej obecnej książki. Walory 
poznawcze i dydaktyczne tego tekstu, sposób udostępniania wiedzy 
nie tylko dla zawodowych historyków zostały szybko zauważone i 

background image

docenione. I oto wreszcie ukazała się książka - opus magnum dra 
Czesława Rajcy na jego 77-lecie urodzin.
Szczęściem naszych dni jest to, że doczekaliśmy się tego 
wspaniałego wydarzenia nad Dnieprem, jakim była zwycięska 
„Pomarańczowa Rewolucja", która radykalnie zmienia myślenie o 
sobie Ukraińców i Polaków, burzy stereotypy i uprzedzenia, 
pogłębia wzajemne zaufanie. Mamy nadzieję, że w naszych krajach 
nigdy już nie będzie wielkiego głodu, tworzonego sztucznie przez 
nieprzyjazne dla narodów reżimy. A prawdę o tym, co było, należy 
odsłaniać;
168
książka dra Czesława Rajcy jest tego procesu oczyszczania bardzo 
ważnym ogniwem. Tego Ci, Drogi Czesławie, gratuluję i za to, Drogi 
Przyjacielu, dziękuję.
Michał Łesiów
169
Przypisy
Zawiedzione nadzieje
1 Tłumaczenie tekstów ukraińskich - Hubert Łaszkiewicz
Gdybyście panowie wiedzieli,
Że ludzie żyją płacząc.
To byście elegii nie pisali
I na próżno Boga byście nie chwalili,
Śmiejąc się z naszych łez 2T. Szewczenko, Kobzar, Kyjiw 1954, s. 
385-
Widziałem piekło... Tam niewola,
Ciężka robota i nigdy
Nie dają się nawet pomodlić.
Tam matkę moją dobrą,
Jeszcze młodą — do mogiły
Trud i praca położyły.
Tam ojciec, płacząc z dziećmi
(A mali byliśmy i goli),
Nie przeżył ciężkiej doli.
I umarł na pańszczyźnie.. .A my
Rozeszliśmy się pomiędzy ludzi,
Jakby myszy. Ja do szkoły —
Nosić wodę uczniom.
3  J. Hrycak, Historia Ukrainy 1772-1999. Narodziny nowoczesnego 
narodk
przekł. K. Kotyńska, Lublin 2000, s. 105.
4 Tamże, s. 160.
5 N. Machno, Wospominania, materiały i dokumienty, Kyjiw 1991, s. 
167-171.
6 Tamże, s.166.
Głód 1921-1923
1  Hołod 1921-1923 rokiw w Ukrajini. Zbirnik dokumenńw i 
materialiw, Kyjiw
1993, s.25.
2 Tamże, s.47.
3 Tamże, s.105.

background image

4 Tamże, s. 100.
5 Tamże, s. 59.
6 Tamże, s. 15.
7 Tamże, s. 87.
8 Tamże, s. 84.
9 Tamże, s. 35.
10 Tamże, s.70.
11  Głód- Ukraina 1922, „6 x 9 Dwumiesięcznik", nr 1 (1991), s. 
14-16.
12  Hołod 1921-1923 rokiw w Ukrajini. Zbirnyk dokumenńw i 
materialiw, Kyjiw
1993, s.15.
13 Tamże, s. 129. 14Tamże, s.156-158.
15 Tamże, s. 159.
16 Tamże, s. 162-163.
17 Tamże, s. 127.
18 Tamże, s. 186-187.
19  R. Conquest, Żnywa skorboty. Radianska kołektywizacija i 
hołodomor, Kyjiw! 1993, s.65.
20 Hołod 1921-1923 rokiw, dz. cyt., s. 93.
21 Tamże, s.74.
22 Tamże, s. 117.
23  M. Heller, A. Niekricz, Utopia u władzy. Historia Związku 
Sowieckiego, t. I, I Londyn 1985, s. 97.
24 Hołod 1921-1923 rokiw, dz. cyt., s. 141.
Kolektywizacja
1 Hołod 1933 roku w Ukrajini. Swidczenia pro wynyszczuwannia 
Moskwoju jinśkoho selianstwa. Druhe, dopownene wydannia, 
Dnipropetrowśk-Mjunche 1993, s. 60.
2 M. Heller, A. Niekricz, Utopia u władzy, dz. cyt., s. 154.
3 Kołektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933. Zbirnyk 
dokumentiw i materia-
liw, Kyjiw 1992, s. 95.
4 J. W. Stalin, Dzieła, t. XIII, Warszawa 1951, s. 129-132.
5 Kołektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 152.
6  33-j hołod, Narodna knyha memoriał, pidhotowłena L. Kowałenko, 
W. Ma-
niakom, Kyjiw 1990, s.188.
7 Tamże, s. 86.
8 Hołod 1933 roku w Ukrajini, dz. cyt., s. 70.
9 Tamże, s. 107-108.
10 Kołektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
153.
11 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s. 409.
12 Kołektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
184.
13 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s. 110.
Ojciec w SOZ-ie, mama w SOZ-ie
Dzieci gołe zaś na drodze.
Nie ma chleba ani sała,
Bo miejscowa władza zabrała

background image

14 Tamże, s. 110.
Powstań Leninie i się popatrz. Jak nam dobrze teraz w SOZ-ie. Ani 
chaty i obejścia Trójka koni z jednym okiem A na chacie sierp i 
młot, A w chacie śmierć i głód. Ani krowy, ani świni Tylko Stalin 
na ścianie.
15 Tamże.
':          Lenin ziemię ludziom dał—
'.'.;        Stalin całą odebrał. '¦;.':        Stalin ziemię 
odebrał, i,       Nasze ręce odrąbał.
Po Leninowskim nepie
Zostaliśmy bez ścian.
Lenin ludziom dał swobodę, :         Stalin wszystkich zagnał do 
SOZ-ów.
Powstań Leninie, spojrzyj,
Zostaliśmy bez chleba.
172
173
I6Tamże,s.4l5.
Możesz płakać, możesz szlochać, Ale w SOZ-ie musisz się ostać. 
Gdyby Lenin z nami byt, Toby chłopów obronił. Stalin zboże zabrać 
chciał I za kułaków się zabrał. Wszędzie płaczą, wszędzie krzyczą, 
Chłopów uczą, jak mają żyć.
17 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
251.
Chodzę, błądzę — gospodarza szukam,
Jak nie znajdę gospodarza, pójdę na kiełbasę dla robotników.
18 Tamże, s. 295.
Tu upadłam i tu leżę, Na furaż czekam. Ten kto nami rządzi Niech 
mnie w dupę pocałuje.
19 Tamże, s. 151.
20  Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). 
Krótki kurs, pod redakcją Komisji KC WKP(b), zaaprobowany przez KC 
WKP(b) 1938, Warszawa 1948, s. 350.
21 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
182.
22 Tamże, s. 296.
Pyta się śnieg mrozu, Czy są buty dla SOZ-u. Nie ma butów, same 
łapcie Rozpadnie się SOZ na kawałki.
23 S. Kulczyćkyj, Cina „wełykohoperełomu", Kyjiw 1991, s. 76.
24 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
490.
25 Tamże, s. 547.
26 Tamże, s. 414.
27 Tamże, s. 277.
28 Tamże, s. 315-316.
29 Tamże, s. 529-530.
30  S. Kulczyćkyj, Cina, dz. cyt., s. 146-147.
31  Hołod 1932-1933 rokiw na Ukrajini: oczyma istorykiw, mowoju 
dokumentiwt Kyjiw 1990, s. 149.
32 Tumie, s. 163.
33  S. Kulczyćkyj, Cina, dz. cyt., s.196-197.

background image

34 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s. 149.
35 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
305.
36 J. Czechowicz, Poezje zebrane, Toruń 1997, s. 280.
Zagłada głodowa
1 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s. 410.
W trzydziestym pierwszym roku
Poznaliśmy już biedę.
W trzydziestym drugim roku
Ludzie jedli łobodę.
W trzydziestym trzecim roku
Umierają chodząc.
2 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 358.
3 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.415.
Chodzi strażnik wokół chaty, Żeby ludziom zabrać zboże. Strażnik 
zboże całe bierze. ;¦¦           Niech lud z głodu wymrze.
Strażnik całe zboże zabrał, Żeby chłop szybciej zmarł.
4 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s.388.
5 Hołod 1932-1933 rokiw na Ukrajini, dz. cyt., s. 151.
6 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 414-
415.
7 Tamże, s. 440.
8 Hołod 1932-1933 rokiw na Ukrajini.dz. cyt., s.149-150.
9 Tamże, s. 190.
10 Tamże s. 164-165.
11 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.126.
Nie ma zboża, nie ma mąki Tylko kino i muzyka. A my głodni i 
zatroskani A z nami Stalin na ścianie. Całe łatko pracowałam,
174
175
Kilo hreczki zebrałam.
Kilo hreczki, dwa jęczmienia
Tym się najem, jak je zmielę.
12   Hołodomor  1932-1933   rokiw  na  Kyjiwszczyni -  Swidczat' 
dokumenty, „Suczasnist"', 1993, s.115-116.
13 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
519-520.
14 Tamże, s. 538-540.
15 Tamże, s. 576.
16 Hołod 1932-1933 rokiw na Ukrajini, dz. cyt., s. 260.
17  „Wisti" 14 czerwca 1932; cyt. za „Ekspres Lubelski i Wołyński" 
z 16 lipca 1932.
18 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
563.
19 Tamże, s. 493.
20 Cyt. za S. Kulczyćkyj, dna, dz. cyt., s.284.
21 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s. 501.
22 S. Kulczyćkyj, Gna, dz. cyt., s. 316.
23 Tamże, s. 323-324.
24 Hołod 1932-1933 rokiw na Ukrajini, dz. cyt., s. 341-342.
25 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s 564.

background image

26 Tamże, s. 584.
27 Tamże, s. 597.
28 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s 31.
29 Tamże, s. 72.
30 Tamże, s. 29.
31 Tamże, s. 273.
32 Tamże, s. 383.
33 Tamże, s. 313.
34 Tamże, s. 228.
35 Tamże, s. 480.
36 Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
621.
37 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.269.
38 Tamże, s. 445. 39Tamże,s. 110, 415.
Nie szukajcie trumny. Ojciec dziecko swoje zjadł I nasz sąsiad też 
zwariował. Wszystkie swoje dzieci pożarł.
I76
40 Tamże, s. 44.
41 Tamże, s. 132.
42    Hołodomor   1932-1933   rokiw   na   Kyjiwszczyni  — 
Swidczat' dokumenty, „Suczasnist"', 1993, nr 3, s.122.
43 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.403.
44 Tamże, s. 432.
45  Kolektywizacija i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 
625.
46 Tamże, s. 625.
47 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s. 330.
48 Tamże, s. 243.
49 Tamże, s. 196.
50 Tamże, s. 351.
51  Tamże, s. 123.
52 Tamże, s. 33.
53 Tamże, s. 20.
54 T. Szewczenko, Kobzar, dz. cyt., s. 342-3.
„Dżuma z łopatą chodziła,
I groby kopała, kopała,
I trupami zapełniała, zapełniała,
A ze świętymi nie śpiewała,
[¦¦¦]
Smucą się kominy bez dymu,
A za miastami, za murem
Czarne mogiły rosną. ¦;          Koło chat, w sadach
Zaszyci w skórę i w smole
Grabarze w wiosce
Ciągną trupy łańcuchami
Za ogrodami — i zasypują
Bez trumien. Mijają dni J         Mijają miesiące — Wioska
Na wiek zamilkła i oniemiała,
I zielskiem zarosła. i, Chodzili grabarze t        I pod tymi 
chatami legli,
A rankiem nikt z chaty nie wyszedł

background image

177
Aby ich, dobrych, z kolei pochować I tak koło chat zgnili
55 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.313.
56 Tamże, s. 50.
57 Tamże, s. 228.
58  R. Conąuest, Żnywa skorboty, dz. cyt., s. 337.
59 Tamże, s.336.
60 S. Kulczyćkyj, Gna, dz. cyt., s. 356.
61  Mieżdunarodnaja Komissija po rassledowaniju gołoda na Ukrainie 
1932-1933 godów. Itogowoj otczet 1990 god, Kijew 1992, s. 50.
62 Kolektywizacja i hołod na Ukrajini 1929-1933, dz. cyt., s. 642.
Ukrywanie prawdy
1 J. Stalin, Dzieła, t. 13, s. 171-179.
2 Tamże, s. 250-253.
3 Cyt. za S. Kulczyćkyj, dna, dz. cyt., s. 267.
4 Tamże, s. 312.
5 Cyt. za R. Conąuest, Żnywa skorboty, dz. cyt., s. 344.
6 Der Ukrainische Hunger, Holocaust. Stalins yerschwigener 
Volkermord 1932/1933
an 7 Milionen ukrainischen Bauern im Spiegel geheimgehaltener 
Aktem des seut-chen Auswdrtigen Amtes, Eine Dokumentation 
herausgegeben und eingekertet von dr. Dmytro Zlepko, Sonnenbuhl 
1988, s. 176-177.
7 R. Conąuest, Żnywa skorboty, dz. cyt., s. 346.
8 Der Ukrainische Hunger, dz. cyt., s.183.
9 S. Kulczyćkyj, dna, dz. cyt., s. 311.
10 R. Conąuest, Żnywa skorboty, dz. cyt., s.347.
11 Tamże, s. 340.
12  The Foreign Office and the Famine. British Documents on 
Ukrainę and the Greai Famine of1932-1933, ed. by M. Carynnyk, L. 
Luciuk and B. Kordan, New York 1988, s. 335.
13 R. Conąuest, Żnywa skorboty, dz. cyt., s. 350.
14 S. Kulczyćkyj, dna, dz. cyt., s. 266.
15 R. Conąuest, Żnywa skorboty, dz. cyt., s. 351.
16  The Foreign Office and the Famine, dz. cyt., s. 339.
178
17 Der Ukrainische Hunger, dz. cyt., s. 222.
18 Ks. dr S. Wyszyński, Kultura bolszewicka a inteligencja polska, 
Gdańsk-Wrocław
[brw],s. 1.
19  „Pokłyk Sumlinnia" 1993, nr 37.
20 Tamże, nr 35.
21  33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.153.
22  „Ekspres Lubelski i Wołyński" z 27 lipca 1933.
23  „Przegląd Katolicki" nr 31 z 13 sierpnia 1933.
24 „Piast" z 15 października 1933.
25  „Pokłyk Sumlinnia" 1993, nr 35.
Powojenne lata głodu
I1. Woronow, J. Pylaweć, Hołod 1946-1947r., Kyjiw 1991, s. 37.
2 Tamże, s. 37-38.
3 Tamże, s. 30.

background image

4 Tamże s.38.
5 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.51.
6 Relacje o głodzie na Ukrainie, „Kresy. Kwartalnik Literacki", 
Lublin 1994, nr 20,
s.185.
7 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.150.
8 I. Woronow, J. Pylaweć, Hołod 1946-1947r, dz. cyt., s. 44.
9 Pisni UPA, zibraw i zredahuwaw Z. Ławryszyn, Lwiw 1997, s. 110.
Od Kijowa przez Ukrainę bita droga bieleje,
Jak to wspomnę miły bracie, serce się raduje.
Rujnowali, plądrowali nas przeklęci czekiści,
Znęcali się nad ludem przeklęci komuniści.
Z naszych cerkwi porobili teatralne sale,
Już nie damy się tak znęcać nad sobą wcale.
Przecież każdy z nas rycerzem sławnym z kozackiego rodu,
Więc pójdziemy za Ukrainę przeciw wrogom do boju.
Ojczysty Kijów odbierzemy — i stanie się wielki,
I uśmiechną się nad Dnieprem Ukraińcy wszelcy.
10 Relacje o głodzie na Ukrainie, dz. cyt., s.187.
II1. Woronow, J. Pylaweć, Hołod 1946-1947r, dz. cyt., s. 43.
12 Deportaciji,  Zachidni zemli  Ukrajiny kincia 30-tych, początku 
50-tych rr. Dokumenty, materiały, spohady, 1.1, Lwiw 1996, s. 467-
468.
179
1
13 Tamże, s. 234.
14 J. Hrycak, Historia Ukrainy 1772-1999, dz. cyt., s. 283.
15  Materiały XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku 
Radzieckiego, Warszawa 1956, s. 212.
16 W. Baran, Ukrajina pisk Stalina. Narys istoriji 1953-1985, Łuck 
1992, s. 28.
17 Tamże, s. 28-29.
18 A. Adżubej, Tamte dziesięć lat, dz. cyt., s. 312-315.
19 J. Hrycak, Historia Ukrainy 1772-1999, dz. cyt., s. 302.
Realizacja nadziei
1    Wmieście Lwowie na bazarze Wszystko można kupić.
Nie brakuje samogonu Można się i napić.
2 33-j hołod, Narodna knyha memoriał, dz. cyt., s.18.
Ludu mój. Jeszcze do ciebie powrócę,
kiedy od śmierci do życia
Obliczem moim cierpiącym i dobrym się odwrócę.
Do ziemi się tobie jak syn pokłonię
i uczciwie spojrzę w uczciwe twe oblicze,
i w śmierci się z ojczystym krajem połączę.
3 W. Baran, Ukrajinapisla Stalina, dz. cyt., s.108.
4   Jeszcze nie umarła Ukraina ani sława, ani swoboda, Jeszcze i 
do nas Bracia Ukraińcy uśmiechnie się los. Zginą nasi wrogowie*jak 
rosa na słońcu, Pożyjemy i my bracia w naszym kraju.
Duszę i ciało oddamy za naszą wolność, Pokażemy, żeśmy bracia z 
kozackiego rodu. *w oryginale jest forma deminutywna: 'woriżeńky'
180

background image

Bibliografia
Adżubej A., Tamte dziesięć lat, przeł. E. Biedka, Warszawa 1989.
Bożyn M., Barna W, Swidok hołodomora, „Narodnaja Dumka" nr 55-56 
1993.
Baran W. K., Ukrajina pisla Stalina. Narys istoriji 1933-1985r, 
Lwiw 1992.
Chandros B., Smertni łysty. Dokumentalnapowist', Kyjiw 1993.
Chonigsman Ja., Gołodomor 1933 goda i upadok jewrejskogo 
ziemliewładienia,
„Wiesti Jewriejskije", nr 17-18, 1993.
Czech M., Kijów - Moskwa, „Zustriczi", 1991-1(7).
Czech M., Wielki głód, „Gazeta Wyborcza", cz. 1: nr 63 z 15/16 
marca 2003,
s. 20-21 i nr 69 z 22/23 marca 2003, s. 22-24.
Czechowicz J., Poezje zebrane, Toruń 1997.
Danyłenko W. M., Kasjanow H. W, Kulczyćkyj S.W., Stalinizm na 
Ukrajini 20-30ti
roki, Kyjiw 1991. Deportaciji. Zachidni zemli Ukrajiny kincia 30-
ch -początku 50-ch rr. Dokumenty,
materiały, spohady. U trioch tomach, 1.1: 1939-1945 rr., Lwiw 
1996. Der Ukrainische Hunger, Holocaust. Stalins verschwiegener 
Volkermord 1932/33 an
7Milionen ukrainischen Bauern im Spiegelgeheimgehaltener Akten des 
deutschen
Auswdrtigen Amtes, Eine Dokumentation, herausgegeben und 
eingeleitet von
dr. Dmytro Zlepko, Sodnnebuhl 1988. „Diło", 1932-1933. „Ekspres 
Lubelski i Wołyński", 1933. Heller M., Niekricz A., Utopia u 
władzy. Historia Związku Sowieckiego, t. I—II,
Londyn 1985. Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii 
(bolszewików). Krótki kurs, pod
redakcją komisji KC WKP(b),  zaaprobowany przez KC WKP(b)-1938,
Warszawa 1948.
Hołod 1921-1023 rokiw w Ukrajini. Zbirnyk dokumentiw i materialiw, 
Kyjiw 1993. Hołod 1932-1933 rokiw na Ukrajini oczyma istorykiw, 
mowoju dokumentiw,
Kyjiw 1990. Hołod 1933 roku w Ukrajini, Swidczenia pro 
wynyszczuwania Moskwoju ukrajinśko-
ho selianstwa. Druhe dopownene wydania, Dnipropetrowśk — Mjunchen 
1993. Hołodomor 1932-1933 rokiw na Kyjiwszczyni — Swidczat' 
dokumenty, „Suczasnist",
1993, nr 3.
181
Hrycak J., Historia Ukrainy 1772-1999. Narodziny nowoczesnego 
narodu, przeł.
K. Kotyńska, Lublin 2000. Hudyma A., Kara bez wyny, Kyjiw 1993.
Iwanyszyn W., Nacija, derżawnist' nacionalizm, Drohobycz 1992. 
Iwanyszyn W, Ukrajinśka cerkwa i proces nacjonalnoho widrodżennia, 
Drohobycz
1990.

background image

Kołakowski L., Główne nurty marksizmu. Powstanie, rozwój, rozpad, 
Londyn 1988. Koiektywizacija i hołodna Ukrajini 1929-1933. Zbirnyk 
dokumentiw i materialiw,
Kyjiw 1992. Konkwest R.(Conquest R.), Żnywa skorboty. Radianśka 
kolektywizacjija i hołodo-
mor, Kyjiw 1993. Krzyżanowski A., Głód w państwie komunistów, 
„Przegląd Współczesny", 1933,
nr 137.
Kulczyćkyj S. W., Cina „wełykohoperełomu", Kyjiw 1991. Kulczyćkyj 
S. W., Maksudow S., Wtraty nasełenia Ukrajiny wid hołodu 1933 r.,
„Ukrajinśkyj Istorycznyj Żurnał", 1991, nr 1. Leczyk M., Polityka 
II Rzeczypospolitej wobec ZSRR w latach 1925-1934. Studium
z historii dyplomacji, Warszawa 1976. Lenin W. L, Dzieła, tom 33, 
Warszawa 1957. Ławrinenko J., Czornapurha, „Suczasnist"', 1985. 
Machno N., Wospominania, materiały, dokumenty, awtor wstupytelnoj 
stat'i i so-
stawitel W. F. Werstiuk, Kijew 1991.
Materiały XXZjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, 
Warszawa 1956. Miedwiediew R. A., Ludzie Stalina, Warszawa 1990.
Mieżdunarodnaja Komissija po rassledowaniju gołoda na Ukrainie 
1932-1933 godów. Itogowyj otczet 1990. Ruskojazycznoje izdanie 
otczeta Komissii osuszczestw-
lajetsia w swiazi s 60-letiem tragiczeskich sobytij 1932-33 gg. w 
istorii ukrainsko-
go naroda., Kijew 1992. Mikeln M., Stalin, Warszawa 1990. My 
zatiałysia, połyniw ne byde. Pro asociaciju doslidnykiw hołodu-
henocydu 1932-
1933 rokiw w Ukrajini rozpowidaje jiji hołowa Lidia Kowałenko-
Maniak,
„Suczasnist'", 1993, nr 1.
Obermaier F, Ukrainę. Land der schwarzen Erde, Wien 1942. 
Olszański T. A., Historia Ukrainy XXw., Warszawa [1993]. Pastusiak 
L., Pół wieku dyplomacji amerykańskiej. 1893 -1945, Warszawa 1974. 
„Piast", 1933.
Pieczalnaja pristań, Syktywkar 1991.
Pisni UPA, zibraw i zredahuwaw Z. Ławryszyn, Lwiw 1997. „Pokłyk 
Sumlinnia", 1993.
182
„Polska i jej wschodni sąsiedzi - dzień dzisiejszy i przyszłość": 
materiały z dyskusji
zorganizowanej przez Fundację Kuncewiczów w Kazimierzu Dolnym w 
dniach
16-17 listopada 1990,  [przygotowali do druku Edward Balawejder, 
Czesław
Rajca], Kazimierz Dolny, Fundacja Kuncewiczów, 1991.
„Przegląd Katolicki", 1933.
Rajca Cz., Kolektywizacja wsi na Ukrainie, [w:] Opór chłopów 
przeciw kolektywizacji
wsipolskiej 1948-1956, pod redakcją naukową F. Gryciuka, Siedlce 
1997. Rajca Cz. [rec. z: Deportaciji. Zachidni zemli Ukrajiny 
kinca 30-chpoczątku 50-ch rr., t. 1 :1939-1945>., LW 1996], 

background image

„Zeszyty Majdanka", t. 19 (1998), s. 155-162. Rajca Cz. [rec. z: 
33-ij Hołod. Narodna Knyha - Memoriał, pridhotowlena Lidieju 
Kowalenko i Wołodymyrom Maniakom, Kyjiw 1991], ,^-Lsvp?f 
Majdanka", t. 14 (1992), s. 186-189.
Rajca Cz., Ukraina 1933, „Znak", nr 446 (1994), s. 139-143. Rajca 
Cz., Wielki Głodna Ukrainie 1932-1933, „Nad Buhom i Narwoju", 
2003, nr 6, s. 3-5. Rajca Cz., Zagłada chłopów na Ukrainie w 1933 
roku, „Zeszyty Majdanka", 1993,
t.XV.
Rawluk M., Sam pereżyw, sam switczu, „Literatuma Ukrajina", 30 
serpnia 1990 Wszanuwanija pamiati żertw hołodomora 1933 r., 
„Lkeraturnyj Lwiw", 1993 nr 6. Relacje o głodzie na Ukrainie, 
„Kresy. Kwartalnik Literacki", Lublin 1994, nr 20. Serczyk W. A., 
Historia Ukrainy, wydanie drugie, poprawione i rozszerzone,
Wrocław-Warszawa-Kraków 1990.
Stalin J. W, Dzieła, t. XIII: Lipiec 1930 - styczeń 1934, Warszawa 
1951. „6 x 9. Dwumiesięcznik", 1991. Szewczenko Taras, Kobzar, 
Kyjiw 1954. The Foreign Office and the Famine. British Documents 
in Ukrainę and the Great
Famine of 1932-1933, ed. by M. Carynnyk, L. Y. Luciuk and B. S. 
Kordan,
with a foreword by M. R. Marrus, New York 1988. The Man-Made 
Famine in Ukrainę, ed. by R. Conquest, D. Dalrymple, J. Mace,
M. Novak, Washington and London 1984. Trafiak M., Hołodomor na 
Kubani, „Suczasnist'", 1993, nr 8. 33-j hołod. Narodna knyha. 
Memoriał Pidhotowłena Lidieju Kowałenko i Wołodymyrom Maniakom, 
Kyjiw 1991.
Ukrajińśki Informacji. Łystopad 1988- Berezeń 1989, Lublin 1989. 
Woronow I. O., Pylaweć J. H., Hołod 1947-1948 rr, Kyjiw 1991. 
Wyszyński S. ks. dr, Kultura bolszewicka a inteligencja polska, 
Gdańsk-Wrocław [brw]. „Za Wilnu Ukrajinu", 1990 Zmłynśkyj W, 
Mechanizm teroru hołodom, „Suczastnist"', 1993, nr 1.
183
Indeks osób
Adżubej Aleksiej  152 Aleksanerll 8
B
Balicki Wsiewołod 104, 107 Bałac Paweł 46 Bandera Stepan  146 
Bezruczko Marko  16 Bilak Stepan 123, 124 Breżniew Leonid 152,153 
Bucharin Mikołaj 43
Carynnyk Marko  119 Chamberlin William Henry 117 Chatajewicz 
Michaił 84, 87 Chomiński Łew 123,124 Chruszczow Nikita 104, 135, 
137,
138, 140, 143, 145, 149, 150, 152 Churchill Winston 104,130 
Chwylowyj Mykoła 62 Conąuest Robert 104, 114, 129 Czechowicz Józef 
66 Czornowił Wiaczesław 158 CzubarWłas 82, 86, 87, 107
D
Demczuk, ks.  123 DenikinAnton 14,15,17 Denysenko  115 Dobrianśkyj 
W.  123 Dracz Iwan  159 Drejew Iwan 92, 103 Duranty Walther 118
Fiediuchin 20 FisherG. 37 Franczuk Wasyl 96 Frunze Michaił 22, 26
Garretjohn 116, 117 Gorbaczow Michaił 156 Górki Maksym 36, 41
H

background image

Harasymenko Maria 91 Hawryluk Paweł 96 Heraszenko 75 Herhycz Lidia 
93 HerriotEduard 114-116
185
Hitler Adolf 130 Hołówko Tadeusz 121 HołykL.  19 Honczaruk Marfa 
90 Hoover Herbert 36, 37 Hordowa Walentyna 140 Horyń Mychajło 158, 
159 Horyszczenko 99 Hruszewśkyj Mychajło 11,61 Hrycak Jarosław 17, 
149 Hryhoriew Matwij  13, 21 Hryhoriewa Wiekła 56 Humeniuk Petro 
96
I
Innitzer Teodor 112 Iwasiuk Wołodymyr 154
J
Jakirjona 25 Jefremow Serhij 61 Jeżełow Heorhij 97
K
Kaganowicz Łazar 88, 107, 141, 160
Kalinin Michaił 28, 31, 39, 113
Kałasznikow 20
Kałenyk Dmytro 89
Kałun Dmytro 101
Kaminski 52
Kapisze Maria 83
Kapisze Paraska 83
Karatnikow 19
Katczenko Pawło 94
Klimenko Nastia 81
KofanH. 55
Kopelman Herman 113
Kordan Bohdan  119
Kosior Stanisław 58, 64, 71, 73; 74,
75, 77, 78, 82, 86, 107 Koszewicz Aleksij  142 Kowalenko Jewdokia 
49 Kowałenko Lidia 101,160 Kowrun Mykoła 103 Kowtun Mykoła 92 
Kramamerenko Semen 49 Krawec Maria 90 Krzyżanowski Adam 122 
Kuczeruk Anastazja 65 Kuczmal. 88 Kuczma Leonid 88 Kulczyćkyj 
Stanisław 63, 104, 105 Kuźma Sielija 139 KybalnykF. 86 Kyryczenko 
Ołeksij  140, 149, 150
Lenin Włodzimierz 14,23,27,28, 29, 30, 37, 50, 51, 57, 106, 109, 
143, 160
Litwinów Maksym 36, 113
Lubczenko Panas 55
Luzanow 19
ŁemykM.  128 ŁozenkoWiera 46 Łuciuk Lubomyr 119 Łukjanenko Łewko 
158 Łytwyn Juryj  158
M
Machno Nestor 13, 14, 17-22,26
Macko Maria 100
186
MaggeridtM.  117, 118 Majewski 59 Majłow Aleksiej  128 Maniak 
Wołodymyr 160 Masło Alisa 99 Matenko Marfa 49 Mielnikow Leonid 149 
MołotowWiaczesław 76, 77, 87, 88,
107, 130 Morhanyk 98 Musijenka F. 72 Myroniuk Hnat 98, 99
N
Nansen Fridtjof 38, 40

background image

O
Omelianowycz-Pawłenko M.  15,16 Owdijuk Aleksandra 99
Pajda Wustia 83
Panczenko 52
Pastuszenko 72
Pec 96
PetluraSymon 12-17,21
Petrowski Hryhorij 21,28,31,35,
39, 56, 71, 104, 107 Petruszewycz Jewhen 13, 15 Piłsudski Józef 
15, 17, 21, 58 Pius XI 126 Piznik Chrystia 56 Pidhorny Mykoła 152 
PołoskoF. 55 Popów 19
Postyszew Pawło 78, 86, 88, 107 Potiomkin, książę 114
PrijmakOlha 97 ProcykS.  125 Prokopenko Hawryło  100
R
Rakowski Christian 27, 37 Ribbentrop Joachim von 130 Rojtszwanc 
Lejzorek 62 Roosevelt Franklin Delano  130 Rozdolski, ks.  123
Salij Charytyna 138
Sawczenko Mychajło 84
Shaw Bernard 116
Skoropadśkyj Pawło 11, 12
Skrypnyk Mykoła 107
Slipko Maria 159
Stalin Józef 43, 44, 50, 51, 53, 57,
59, 62, 64, 71-75, 77, 88, 89, 97,
104, 106-112, 130, 138, 144, 149,
152, 154
Stołypin Piotr 10 StusWasyl 158 Suzariew Serhij 92 SyrotaM. 41,42 
Szarapow 115
Szczerbyćkyj Wołodymyr 153 Szełest Petro 151-153 Szeptycki Andrzej 
125,127 Szewczenko Taras 5, 8, 14, 102, 158,
160
Szewczuk Olga 49                           -
Szuchewycz Roman  146 SzumkaWasyl 84 Szurka Mychajło 47
187
ś
Ściegienny Piotr ks. 66
TachtajW. 43 Taranowski 20 TemnyckiW.  128 Terechow R.  112 
TjutjunnykJ.  15, 16 TkaczenkoH. 75,76 Tkaczenko Tatiana 83 Trocki 
Lew 43 Trychubenko 99 TychyjOłeksa 158 Tytorczuk Maria 100
W
Wasylewski Pantalejmon 103 WołohodskiP. 47 Wołynec Mychtod 91 
Woroszyłow Kliment 59 Wowczenkol. 88 Wrangel Piotr 17,21 
Wychtorowa M. 56 Wynnyczenko Wołodymyr 11-13
Zełenyj (Terpyło Daniel)  13 Złepko Dmytro  118
188
Spis treści
Zawiedzione nadzieje................................7
Głód 1921-1923  ..................................23
Kolektywizacja....................................43
Zagłada głodowa 1933 r.   ............................68
Prawda nieujawniana..............................109

background image

Powojenne lata głodu..............................132
Realizacja nadziei.................................156
Posłowie (Michał Łesiów)...........................163
Przypisy........................................171
Bibliografia......................................181
Indeks osób.....................................185
urodził się 4 kwietnia 1928 r. w zamieszkałej przez Niemców, 
Polaków, Ukraińców i Żydów wsi Burgthal koło Gródka 
Jagiellońskiego. W czasie wojny stracił rodziców (nazwisko ojca 
znalazło się na liście katyń-skiej), a w 1945 r., wraz z 
rodzeństwem, w ramach repatriacji trafił do podwrocła-wskiej Św. 
Katarzyny. W latach 1951 -1955 studiował historię w Katolickim 
Uniwersytecie Lubelskim. Tematem rozprawy doktorskiej, napisanej 
pod kierunkiem prof. Stefana Inglota, a obronionej w 1966 r. w 
Uniwersytecie Wrocławskim było „Gospodarstwo wiejskie w Kluczu 
Zwierzynieckim Ordynacji Zamojskiej w latach 1846-1864". W latach 
1967-1995 pracował w Muzeum na Majdanku, od 1982 r. jako 
wicedyrektor. Problematyce martyrolo-gicznej poświęcił znaczną 
część swego dorobku naukowego.
Czesław Rajca jest autorem ponad 90 opublikowanych prac naukowych, 
w tym dwóch monografii: „Ruch oporu chłopskiego w Królestwie 
Polskim w latach 1815-1864" Warszawa 1969; „Walka o chleb 1939-
1944. Eksploatacja rolnictwa w Generalnym Gubernatorstwie", Lublin 
1991. W obrębie jego zainteresowań badawczych znalazły się również 
dwudziestowieczne dzieje Ukrainy, zwłaszcza zagłada chłopów na 
Ukrainie sowieckiej w latach trzydziestych. Opublikował kilka prac 
dotyczących tego zagadnienia.
I
tumel