background image

Murray N. Rothbard

Co rząd zrobił z naszym 

pieniądzem?

 

Tłumaczenie: Witold Falkowski

background image

1

 

   J.Neumann,  O.Morgenstern,  Theory of Games and Economic Behavior

Princeton 1944.

2

     J.Robinson, Economics of Imperfect Competition, London 1933; E.Chamberlin, 

Theory of Monopolistic Competition, Cambridge 1956.

Tytuł oryginału: What Has Government Done to Our Money? 

Przekład: Witold Falkowski

Redakcja: Jan M. Fijor

Copyright © 1980 by The Ludwig von Mises Institut

 

Skład: PIKTOGRAF

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być reprodukowana 
jakimkolwiek sposobem – mechanicznie, elektronicznie, drogą fotokopii czy tp. 
– bez pisemnego zezwolenia wydawcy, z wyjątkiem recenzji czy referatów, kiedy 
to osoba recenzująca lub referująca ma prawo przytaczać krótkie wyjątki z książki 
z podaniem źródła pochodzenia. 

ISBN 83-89812-00-2

Dystrybucja wysyłkowa za pośrednictwem Internetu: fi jorr@fi jorr.com

fi jorr@fi jorr.com

 

lub www.fi jor.com

Wydanie pierwsze – Warszawa 

Przedmowa

W historii myśli ekonomicznej Szkoła Austriacka jest nurtem 

wyjątkowym, wyróżniającym się spośród innych szkół praktycz-
nie na każdej płaszczyźnie. Charakterystyczny dla „Austriaków” 
jest przede wszystkim metodologiczny indywidualizm, czyli to, 
że ekonomista śledzi każde zjawisko społeczno-gospodarcze aż 
do poziomu działającego człowieka. Gospodarka nie składa się 
z ekonometrycznych modeli, nie jest determinowana przez roz-
maite zależności ilościowe, więc nie da się jej trywialnie ująć 
w rozbudowanych kategoriach matematycznych. Gospodarka to 
wszelkie relacje, które nawiązują między sobą ludzie, działające 
jednostki, a nie narysowane krzywe i funkcje użyteczności. 

W ten właśnie sposób postrzegał ekonomię Ludwig von 

Mises, nauczyciel Murraya Rothbarda – jako ogólną naukę o ludz-
kim działaniu. Niestety w XX wieku to metodologiczne podejście 
– nie licząc kilku traktatów napisanych w jego początkach – nie 
znalazło poparcia w środowisku akademickim. Zamiast skupiać 
się na dynamice ludzkiego wyboru i tego, jakie fakty się z nim 
wiążą, ekonomiści zaczęli zmierzać w stronę oderwanych od me-
todologicznego indywidualizmu teorii. Zaczęły się liczyć „gry”

1

„stany równowagowe”, „doskonałe i niedoskonałe konkurencje”

2

następnie „popyt globalny” i „manipulacje gospodarki”

3

. Miejsce 

filozofii zajęły statystyka, ekonometria, matematyka i inne narzę-
dzia nie przyjmujące wolności jako fundamentalnego założenia 

background image

6

7

3

     J.M.Keynes, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, Warszawa 2003; 

J.Hicks, Mr.Keynes and the Classics (w:) idem, Economics of John Hicks, Nowy 
Jork 1984, s.186-99.

4

     M.Friedman,  Methodology of Positive Economics (w:) Essays in Positive 

Economics, Chicago 1953, s.3-43.

5

     M.Blaug,  Metodologia ekonomii, Warszawa 1995, s.11; D.McCloskey, The 

Rhetoric of Economics, Madison 1985.

6

     L.Mises, Human Action, Chicago 1966.

7

     M.Rothbard, Man, Economy, and State, Los Angeles 1970 [1962].

8

     idem, America’s Great Depression, Auburn 2000 [1963].

9

     idem, What Has Government Done to our Money?, Auburn 1990 [1964].

ekonomii. Ostatecznie, podejście  mainstreamowe przyjęło scep-
tyczno-nihilistyczną wizję nauki gospodarowania, w której eko-
nomista ma tworzyć nierealistyczny model i próbować przewidy-
wać przyszłość

4

. Nic dziwnego, że konsekwencją tego jest inwazja 

hermeneutyki na ekonomię; inwazja podejścia antynaukowego, 
zakładającego, iż prawda obiektywna nie istnieje lub po prostu 
nie ma znaczenia i wszystkie postulaty są tylko retorycznym wy-
razem subiektywnych poglądów, a nie wynikiem poszukiwania 
prawdy

5

Ekonomistą, który pozostał wierny tradycji austriackiej, był 

Ludwig von Mises, autor Human Action, dzieła, które przedsta-
wiało wszelkie instytucje gospodarki i społeczeństwa jako rezul-
tat celowego działania człowieka

6

. Mises bronił tezy, że ekonomia 

powinna zajmować się formalnymi implikacjami faktu, że czło-
wiek jest istotą wolną, wybierającą sobie subiektywne cele i środ-
ki służące ich realizacji. Konsekwencją tego indywidualnego po-
dejścia i uwypuklenia roli preferencji każdego człowieka z osobna 
nie musi być ultrasubiektywizm i absolutne odrzucenie ekonomii 
jako nauki. Mises wykazywał, że jest dokładnie odwrotnie. Z fak-
tu, że każdy z nas jest istotą wolną, można wyciągnąć wiele po-
żytecznych, niezbędnych do zrozumienia otaczającego nas świata 
wniosków. 

Od czasu wydania Human Action (w 1949) nie pojawiła się 

książką, która zachowywałaby metodologiczną tradycję Misesa, 
podkreślającego rolę indywidualności człowieka w procesie go-

spodarowania. Odrodzenie austriackie przyszło dopiero kilkana-
ście lat później, kiedy jeden z najzdolniejszych uczestników semi-
narium nowojorskiego, mowa o Murrayu Rothbardzie, wydał trzy 
doniosłe dzieła, Man, Economy and State

7

America’s Great De-

pression

8

 oraz What Has Government Done to our Money?

9

, któ-

rej polską edycję Czytelnik trzyma w rękach. Chociaż przyjmuje 
się,  że odrodzenie austriackiej tradycji nastąpiło w roku 1974, 
kiedy Friedrich von Hayek otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie 
ekonomii, to naprawdę miało ono miejsce dwanaście lat wcze-
śniej, gdy ukazał się ogólny traktat Rothbarda, Man, Economy 
and State
. Przez te dwanaście lat wyrosło kolejne pokolenie eko-
nomistów, nie usatysfakcjonowanych mechanistycznymi teoriami, 
znajdowanymi w podręcznikach głównego nurtu. 

Podstawową zaletą książki jest przejrzysty język, precyzja 

w wyjaśnianiu  monetarnych  zjawisk.  Taki  sposób  ujęcia teorii 
sprawia, że Czytelnikami tej pozycji mogą być laicy, jak i profe-
sjonalni ekonomiści. Bez względu na to, czy autor porusza proble-
matykę systemu bankowego, czy historię  światowego standardu 
pieniężnego, nigdy nie posługuje się zawiłą terminologią i nie bu-
duje niezrozumiałych zdań; za cel stawia sobie bowiem dotarcie 
do każdego Czytelnika. 

Swój mały traktat o pieniądzu Rothbard zaczyna od wska-

zania właściwej metody poznawczej. Pierwszym krokiem Roth-
barda jest opisanie wolnego rynku pieniężnego. Zaczyna od samej 
natury wymiany, od wyjaśnienia, dlaczego ludzie zaczynają ze 
sobą handlować. Każdy działający człowiek zmierza do osiągnię-
cia stanu bardziej zadowalającego niż gdyby się  (w  jego  subiek-
tywnym  przekonaniu)  tego  działania nie podjął. Dlatego każdy, 
kto angażuje się w wymianę, oczekuje, że osiągnie z niej zysk 

background image

8

9

10

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdział 1. Więcej o podstawach ekonomii 

subiektywistycznej zob. C.Menger, Principles of Economics, Grove City 1994.

11

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdział 2.

12

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdział 3. Więcej o „teoremacie regresji” zo-

bacz u samego Misesa: L.Mises, Theory of Money and Credit, Indianapolis 1981, 
s.129-44.

13

   Dla przykład zobacz: D.Begg, S.Fisher, R.Dornbush, Mikroekonomia, Polskie 

Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1996. W tej książce nie ma osobnego 
miejsca poświęconego pieniądzowi, a jednak pojawia się on we wszystkich 
miejscach. Podobnie jest u Variana, gdzie pieniądz jest tylko trywialną jednostką 
do liczenia (numeraire), a nie istotnym dla gospodarki dobrem: H.Varian, Mikro-
ekonomia
, Warszawa 1999, s.57.

(dlatego  handel  nie  jest  grą o sumie zerowej). Strony transakcji 
wartościują przeciwnie rzeczy, które wymieniają

10

Właśnie przez chęć osoby do zmiany stanu rzeczy na lep-

szy od tego, w którym się znajduje (precyzyjniej: ten, w którym 
znajdzie się, jeśli czegoś nie zrobi), następuje wykształcenie takiej 
społecznej instytucji jak pieniądz. Powstanie pieniądza jest moż-
liwe tylko dzięki działaniu mechanizmu rynkowego. Ponieważ lu-
dziom nie wystarcza prymitywna gospodarka barterowa, w której 
towar jest wymieniany bezpośrednio na towar, zaczynają szukać 
innych sposobów na zdobywanie dóbr, których pożądają

11

Rothbard odwołuje się w tym miejscu do jednego z najważ-

niejszych odkryć teoretycznych swojego nauczyciela, Ludwiga 
von Misesa, tzw. „teorematu regresji” o powstaniu pieniądza. 
Żeby gospodarka zaakceptowała jakieś dobro jako „pieniądz”, 
dobro to musi wcześniej funkcjonować w gospodarce barterowej 
jako coś użytecznego ze względu na swoje funkcje niepieniężne. 
W przypadku złota i srebra była to sztuka zdobnicza i jubilerstwo. 
Wcześniej stosowanymi środkami wymiany był: cukier, sól, zbo-
że, bydło, tytoń itd. Wszystkie te „pieniądze” (czyli dobra naby-
wane po to, aby je potem sprzedać za coś pożądanego), służące 
do wymiany pośredniej, muszą mieć jakąś cenę w systemie bar-
terowym.  Żeby ktoś, ktokolwiek, mógł wykorzystać dobro jako 
pieniądz, musi je móc najpierw nabyć po określonej cenie (cenie 
istniejącej przy wymianie „towar za towar”, która możliwa jest 
tylko wtedy, gdy dobro posiada właściwości niepieniężne). 

Dlatego zanim cokolwiek stanie się pieniądzem, musi on być 

wcześniej jakimś  użytecznym dobrem w systemie barterowym 
(jak wyżej wymienione towary). Stąd żaden papierek z wypisaną 

nazwą, „dolar”, „talar”, „wikar”, „rothbard”, „złotówka” nie może 
po prostu stać się pieniądzem. Pieniądz musi mieć wcześniejszą 
cenę  na  rynku  barterowym  (niepieniężnym) zanim będzie mógł 
być nabyty po tej właśnie cenie i stać się pieniądzem. I stąd rady-
kalny wniosek, że tylko poprzez wolny rynek może wykształcić się 
pieniądz; rząd jest w tej kwestii całkowicie bezradny

12

. Jednakże, 

o czym niżej, rząd może mieć na pieniądz wpływ destrukcyjny. 

Rothbard przedstawia, jak powstaje pieniądz na wolnym 

rynku i czemu zawdzięcza swoją wartość. Głównie przez to tekst 
ten odstaje od oficjalnych pozycji dotyczących nauki mikroekono-
mii w Polsce

13

. Z wykładu teorii mikroekonomicznej studenci nie 

dowiadują się, na jakiej zasadzie działa wolny rynek pieniężny; 
pieniądz jest wręcz (pomimo swojej oczywistej roli) zwykłym 
tłem dla wydarzeń gospodarczych, podczas gdy w rzeczywistości 
jest najważniejszym towarem na rynku. 

Autor niniejszej książki pokazuje, w jaki sposób pieniądz po-

wstaje i dlaczego jest tak ważny. Demonstruje również, że swobod-
nie gospodarujący ludzie są w stanie wybrać właściwe dla pieniądza 
parametry. Kształt pieniądza (monety) i jednostka wagowa, która 
jest stosowana (np. uncje czy gramy złota) będą wybrane w zależ-
ności od decyzji przedsiębiorców, którzy produkując pieniądz będą 
prześcigać się w zaspokajaniu potrzeb konsumentów. Właśnie 
dlatego niezbędny jest również system prywatnego bicia monety. 
Mennice nie powinny być  własnością państwową, i nie powinny 

background image

10

11

14

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdziały 5,6,7.

15

   D.Begg, S.Fisher, R.Dornbush, Makroekonomia, Polskie Wydawnictwo Eko-

nomiczne, Warszawa 2000, s.178-90; R.Hall, J.Taylor, Makroekonomia, PWN, 
Warszawa 1997, s.194-215. Model został pierwotnie zaprezentowany w 1937 
przez: J.Hicks, Mr.Keynes and the Classics (w:) idem, Economics of John Hicks
Basil Blackwell, Nowy Jork 1984, s.186-99. Pewnym wyjątkiem jest podręcz-

nik „nowego klasyka”: R.Barro,

 

Makroekonomia, Polskie Wydawnictwo Eko-

nomiczne, Warszawa 1997. Niestety oddala się jeszcze bardziej od ludzkiego 
działania i zdecydowanie bardziej skupia na równaniach matematycznych.

16

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdział 8.

17

   Ibidem. Inną sprawą jest fakt, że klasyczni ekonomiści, autorzy tej konkluzji, 

byli niekonsekwentni i wymieniali przypadki, w których warto zwiększać podaż 
pieniądza!

18

   Szczególnie obawiają się tego keynesiści od strony Paula Krugmana. P.Krug-

man, Wracają problemy kryzysu gospodarczego, Warszawa 2001, s.28-35. Cie-
kawe jest jednak to, że zdaniem samego Keynesa nie to bywa główną przyczyną 
kryzysów; zob. J.M.Keynes, Ogólna teoria..., s.285.

być kontrolowane przez rząd, ponieważ stanowiłoby to pokusę, żeby 
psuć monetę dla osiągnięcia korzyści przez skarb państwa

14

Chociaż  studenci  ekonomii  nie  są zaznajamiani z funkcjo-

nowaniem pieniądza na poziomie przedsiębiorstw i konsumentów 
(a to jest najważniejsze), to na zajęciach z makroekonomii przed-
stawia się im wiele agregatów, które mają być stymulowane przez 
podaż pieniądza. Podobnie jak w wykładzie mikroekonomii prze-
milczano problematykę pieniądza, tak nagle w makroekonomii 
uczy się deux ex machina o tym, jak należy monetarnie planować 
rynek. Za teoretyczną podstawę drukowania pieniądza i stymu-
lowania popytu służy słynny model IS-LM, który zdominował 
podręczniki na polskim rynku

15

Pierwszą zauważalną różnicę między ujęciem Rothbarda 

a ujęciem proponowanym przez główny nurt ekonomii stanowi 
odrzucenie królującego w podręcznikach pojęcia „ogólnego po-
ziomu cen”. Dla autora zdecydowanie ważniejsze jest realistyczne 
wyjaśnienie ceny pieniądza w powiązaniu z ludzkim działaniem. 
Statystycznie liczony koszyk jest tylko wielkością historyczną, 
która pokazuje pewne tendencje, ale nie wyjaśnia natury zmian 
rejestrowanych liczb. Dla profesora Rothbarda cen pieniądza jest 
wiele; nie ma jednej ceny liczonej „ogólnym poziomem cen”, po-
nieważ pieniądz może być w danej chwili zamieniony na wiele 
dóbr. Wszystkie te możliwe wymiany stanowią o cenie pieniądza, 
jego sile nabywczej

16

Co się wobec tego dzieje, kiedy podaż pieniądza zostaje 

zwiększona, na przykład dwukrotnie? To co w przypadku wszyst-
kich innych dóbr: następuje  spadek  ceny  tego  dobra.  Tak  też się 
dzieje z pieniądzem – zaczyna obniżać się jego siła nabywcza. 
Jednakże w przypadku dóbr liczy się ich fizyczna ilość, ponieważ 
znaczenie dla człowieka ma ich obfitość (więcej dóbr produkcyj-
nych lub konsumpcyjnych). W przypadku pieniądza ważna jest 
tylko jego cena, a nie fizyczna ilość. Dlatego zwiększenie poda-
ży pieniądza po prostu zmniejszy jego cenę i nie doprowadzi do 
dwukrotnego wzrostu dobrobytu. Stąd autor dochodzi do właści-
wej konkluzji, zgodnej z nauczaniem klasycznych ekonomistów: 
ilość pieniądza nie ma znaczenia, ponieważ ważna jest jego siła 
nabywcza. Każda podaż pieniądza będzie mogła pełnić funkcje 
pieniężne, gdyż siła nabywcza zostanie po prostu odpowiednio 
dostosowana do potrzeb rynku

17

.  Teza  ta  jest  bliska  „ilościowej 

teorii pieniądza”, należy jednak zaznaczyć, że jest to tylko ogólny 
wniosek dotyczący natury i ceny pieniądza. W rzeczywistości bo-
wiem podejście autora jest bardzo krytyczne wobec monetaryzmu 
(ilościowa teoria pieniądza). 

Po przeprowadzeniu analizy pieniądza od strony podażowej, 

Rothbard przechodzi do jego analizy od strony popytowej i oba-
la keynesowskie mity dotyczące kryzysogenności zwiększania 
popytu na pieniądz

18

. „Pułapka płynności”, której obawiają się 

zwolennicy interwencjonizmu, polega na tym, że ludzie dobro-
wolnie rezygnują z wydawania pieniędzy i chowają je w kieszeni 

background image

12

13

19

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdział 9.

20

     Ibidem, zobacz o tym też: W.H.Hutt, The Yield from Money Held, (w:) M.Senholz 

(red.), On Freedom and Free Enterprise, Princeton 1956, s.196-216.

21

   O  „szybkości obiegu” mówią podręczniki: D.Begg, S.Fisher, R.Dornbush, 

Makroekonomia, s.261; R.Hall, J.Taylor, Makroekonomia, s.; R.Barro, 
Makroekonomia, s.133-6; P.Samuelson, R.Nordhaus, Ekonomia t.I, Warszawa 
1998, s.493-5. Chociaż głównym celem ataku był tutaj prawdopodobnie Milton 
Friedman, u którego „szybkość obiegu” odgrywa kluczową rolę w całej teorii. 
M.Friedman, A.Schwartz, A Monetary History of the United States, 1867-1960
Chicago 1963.

22

   Zobacz na ten temat klasykę: I.Fisher, Purchasing Power of Money, Nowy Jork 

1913; a także esej jego ideowego następcy: M.Friedman, The Role of monetary 
Policy
, (w:) The Optimum Quantity of Money and Other Essays, Chicago 1969, 
s.95-110.

(lub trzymają w banku). Rzekomo ma to rodzić zahamowanie 
handlu, spadek inwestycji, wzrost bezrobocia itd. Tymczasem, 
jak pokazuje Rothbard, jeśli ceny pozostają wolne, to po prostu 
dochodzi do ich spadku, czyli dostosowania siły nabywczej do 
wzrostu popytu na pieniądz (jeśli sprzedawcy nie chcą obniżać 
cen przy wzroście popytu na pieniądz, to jest to ich własny wy-
bór, dotyczący ich własności). Każda jednostka pieniądza staje 
się więcej warta

19

Oprócz  tego  profesor  Rothbard  przedstawia  klarownie, 

czym jest zasób gotówki i jak jest on rozlokowany w społeczeń-
stwie. Każdy z nas trzyma pieniądze z powodu niepewności 
świata. Nie wiemy, co się może stać jutro, czy pojutrze, dlatego 
wolimy mieć przy sobie uniwersalne dobro, pieniądz, który 
może zostać praktycznie w każdej  chwili  zamieniony  na  inne 
dobro konsumpcyjne lub produkcyjne. Gdyby nie to, że  świat 
jest nieprzewidywalny, nikt z nas nie trzymałby pieniądza, gdyż 
zamiast tego lepiej byłoby wymienić go szybko na jakieś opro-
centowane aktywa. . W ten sposób pieniądz zostałby wyparty 
z obiegu. Dlatego, jak podkreśla autor, istnieje coś takiego jak 
korzyść z trzymania pieniądza w kieszeni. 

20

Oprócz tego, pozostaje odpowiedzieć na pytanie: kiedy 

popyt na pieniądz jest „szkodliwy”, a kiedy nie? Pieniądz nie 
„krąży” z jakąś „szybkością obiegu” i nie naoliwia gospodarki. 
W danej chwili, każda jednostka pieniądza musi się znajdować 
w czyimś saldzie pieniężnym, w czyjejś kieszeni, albo na czy-
imś koncie. Nie ma kanałów pieniężnych, więc mówienie o ja-
kiejś szybkości obiegu jest mylące. Podkreślenie przez Rothbar-
da tego, że pieniądz nie „cyrkuluje”, tylko zawsze znajduje się 
w kieszeni jakiegoś właściciela, który za jakiś czas go wymieni 

na inne dobro, ostatecznie podważa współczesną mainstreamową 
(agregaty) metodologię teorii monetarnej

21

Autorzy dostępnych na polskim rynku pozycji utrzymują, 

iż państwo powinno prowadzić politykę pieniężna, aby „stabili-
zować ceny”. U keynesistów odgrywa to zdecydowanie mniejszą 
rolę, ponieważ ważniejsze jest „stymulowanie popytu”. Natomiast 
monetaryści, championi pustego papierowego pieniądza, emito-
wanego przez państwo, uważają, iż jedynym celem polityki pie-
niężnej powinna być  właśnie stabilizacja cen

22

. W tym miejscu 

krytyka profesora Rothbarda jest równie silna jak w przypadkach 
omawianych wcześniej. 

Po pierwsze, kto broni osobom handlującym indywidualnie 

(na bazie suwerennych umów) indeksować sobie odpowiednie 
wielkości?  Niepotrzebna  jest  do  tego  nacjonalizacja  pieniądza. 
Jeśli tego nie robią, to oznacza, że nie tego nie chcą, więc dlacze-
go państwo ma ingerować w dobrowolne transakcje? Po drugie, 
biznesmeni nie są zainteresowani jakimś „ogólnym poziomem 
cen”, tylko indywidualnymi cenami (w szczególności różnicą 
między kosztami a przychodami z tytułu produkcji. Po trzecie, 
malejące ceny (w wyniku większej produktywności, rozwoju go-
spodarczego czyli dostarczania nowych dóbr i usług na rynek) są 
dla konsumentów korzystne. Właśnie o to między innymi chodzi 
w procesie gospodarowania – aby płace realne ludzi rosły i aby 

background image

14

15

23

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdział 10.

24

   Ibidem, sekcja II, rozdział 12. Prawniczo-etyczna analiza systemu bankowego 

jest całkowicie nieobecna w obowiązujących podręcznikach. Niestety ekono-
miści uciekają od tych problemów, milcząco akceptując obowiązujący system 
(chociaż każdy system powinien się ostatecznie opierać na jakiejś etyce, a nie 
tylko na ekonomicznej teorii). Zobacz analizy bankowości: D.Begg, S.Fisher, 
R.Dornbush,  Makroekonomia, s.95-113; R.Barro, Makroekonomia, s.503-32; 
R.Hall, J.Taylor, Makroekonomia, s.407-18; a szczególnie P.Samuelson, R.Nor-
dhaus, Ekonomia t.I, Warszawa 1998, s.412-39.

ludzie osiągali wyższy poziom życia. Drukowanie pieniądza, by 
zapobiec naturalnemu spadkowi cen, oddali wzrost dobrobytu. 
Po czwarte, każde zwiększenie popytu na pieniądz jest wyrazem 
realizowania indywidualnych preferencji właścicieli i nie istnieje 
żadna gwarancja dotycząca tego, jak zareagują posiadacze nowo 
wydrukowanego pieniądza (czy go wydadzą od razu, czy też 
schowają go do kieszeni). I po piąte, pieniądz jest po prostu do-
brem, towarem, który znacznie ułatwia wymianę innych towarów. 
Jego funkcją jest usprawnienie handlu, a nie „stabilizacja cen”

23

Ostatnią poruszaną przez Rothbarda kwestią, która dotyczy 

pieniądza w wolnym społeczeństwie, jest bankowość. Również 
w tym zagadnieniu analiza autora wyróżnia się zdecydowanie na 
tle prac innych teoretyków. Rothbard rozpatruje biznes bankowy 
z  punktu  widzenia  praw  własności, które jego zdaniem nie po-
winny być naruszane przez żaden rodzaj biznesu, tym bardziej 
przez biznes finansowy. Depozyty bankowe są tytułem własności 
do pieniądza, więc zgodnie z prawem własności powinny być 
pokryte w 100% rezerwami. Ponieważ klienci mają prawo do 
wypłacenia pieniądza w każdej chwili, banki nie mogą emitować 
dodatkowych depozytów, tworzonych niejako z powietrza. Kiedy 
dopuszczają się tej czynności, produkują tytuły własności do nie-
istniejących dóbr – emitują banknoty z teoretycznym pokryciem, 
ale praktycznie tego zabezpieczenia nie ma. Stąd „system rezerw 
cząstkowych” powinien zostać uznany za sprzeczny z zasadą po-
szanowania prawa własności. 

Czy nie oznaczałoby to końca  kredytu?  Rothbard  natych-

miast ripostuje, że nie. Czym innym jest kredyt, a czym innym 
produkowanie nie mających  żadnego pokrycia pieniędzy i prze-
znaczanie ich na kredyt. Pierwszy sposób wynika z dobrowolnej 
oszczędności i odłożenia przez klienta określonej sumy na jakąś 

lokatę terminową (tydzień, miesiąc, pół roku, rok, kilka lat itd.). 
Drugi sposób polega na ukrytej konfiskacie czyjegoś bogactwa 
wbrew woli tej osoby. W wolnym społeczeństwie banki będą albo 
magazynami i będą przechowywać 100% rezerwy pieniądza na 
banknoty (pobierając opłaty za przechowywanie jak każdy maga-
zyn), albo instytucjami inwestycyjnymi, pobierającymi oszczęd-
ności od społeczeństwa i przeznaczającymi je na przedsiębiorcze 
inwestycje. Jeśli pierwszy biznes będzie bardzo ograniczony 
– wtedy ludzie będą  używać w transakcjach bezpośrednio pie-
niądza-towaru, a nie rozliczeń bankowych. Wszystko zależy od 
preferencji konsumentów i sprawności banków w zaspokajaniu 
ich potrzeb

24

Autor opisuje także system „wolnej bankowości” jako dru-

gie obok pełnego  pokrycia  rezerw  pieniądzem (złotem czy sre-
brem) rozwiążanie. Nawet jeśli  system  opiera  się na rezerwach 
cząstkowych, to i tak nie ma powodu, by wprowadzać centralną 
bankowość i nacjonalizować pieniądz; lepiej pozostawić zdecen-
tralizowany system. Wtedy banki nie mogą dowolnie zwiększać 
podaży pieniądza.  Zaufanie  klientów  do  poszczególnych  placó-
wek finansowych, ich skłonność do korzystania z substytutów 
pieniądza (a tym są  banknoty  w  systemie  wolnorynkowym,  bo 
samym pieniądzem jest przecież towar np. złoto) oraz liczba kon-
kurujących ze sobą banków stwarzają ryzyko, że w każdej chwili 
ludzie mogą się zjawić i zażądać wypłaty pieniądza z kont. Dzięki 
tym ograniczeniom banki nie mogą dowolnie zwiększać podaży 

background image

16

17

25

   M.Rothbard, Co rząd..., sekcja II, rozdział 12. Więcej o systemie „wolnej ban-

kowości” można przeczytać w dziełach Lawrenca White’a i George’a Selgina, 
przeciwników  ścisłej defi nicji prywatnej własności czyli stuprocentowych re-
zerw na depozyty natychmiastowe. Np. G.Selgin, L.White, How Would The 
Invisible Hand Handle Money?
, (w:) Journal of Economic Literature Vol. 
XXXII (December 1994), s.1718-49; L.White, Competition and Currency
Nowy Jork 1989; G.Selgin, Theory of Free Banking, New Jersey 1988.

26

    M.Rothbard, sekcja III.

27

   Nawet nieraz twierdzi, że druk pieniądza jest pożądany dla gospodarki w kry-

zysie. Zobacz jego artykuł o Japonii: M.Friedman, Reviving Japan, (w:) Hoover 
Digest
 1998 no.2; a także przedstawioną przez niego genezę Wielkiego Kryzysu: 
M.Friedman, R.Friedman, Wolny wybór, Sosnowiec 1994, s.66-85.

28

   Ponieważ ceny są zależne nie tylko od ilości pieniądza, ale od podaży dóbr, któ-

rych dodatkowa ilość na rynku może zakamufl ować zwiększenie podaży środka 
wymiany. Między innymi dlatego lata 20 XX wieku są okresem infl acyjnym 
– ceny pozostały stabilne przez wzrost produkcji, ale podaż pieniądza zdecy-
dowanie rosła, co stało się przyczyną Wielkiego Kryzysu 1929 roku, za który 
należy winić państwo, a nie wolny rynek. Zob.: M.Rothbard, America’s Great 
Depression
, Auburn 2000.

środka wymiany, gdyż groźba zażądania wypłat (lub w ekstre-
malnym przypadku runu na bank) przez klientów lub konkurenta 
jest realna

25

Po prezentacji mechanizmów wolnego rynku pieniężnego 

autor przechodzi do analizy ingerencji państwa. Ponieważ rządy 
z samej swojej natury nie pozyskują bogactwa na zasadzie dobro-
wolnego kontraktu, tylko za pomocą konfiskaty i zawłaszczania 
majątku, zawsze stają przed problemem, jak jeszcze bardziej 
zwiększyć swoje dochody. Prywatny przedsiębiorca stara się roz-
szerzać produkcję tak, aby przyciągać jak najwięcej konsumentów, 
chętnych do kupna jego towaru. Organy państwowe szukają coraz 
to nowych sposobów przechwytywania bogactwa ludzi wbrew ich 
woli. Nic zatem dziwnego, że ingerują również w tak podstawową 
instytucję gospodarki, jaką niewątpliwe jest pieniądz

26

Profesor Rothbard klarownie przedstawia teorię interwen-

cjonizmu monetarnego. Począwszy od czasów nacjonalizacji ko-
palń i mennic w celu psucia pieniądza, a skończywszy na budowie 
banku centralnego. Władza jest odpowiedzialna za prawo Gresha-
ma (zwane w Polsce też prawem Kopernika), „dobry pieniądz jest 
wypierany przez zły pieniądz”,  które  jest  skutkiem  państwowej 
regulacji cen, zakłócającej swobodne działanie mechanizmu ryn-
kowego. Właśnie w tym rozdziale autor opisuje także „austriacką” 
teorię inflacji, która stanowi podstawę wyjaśnienia całego zamie-
szania wokół wszystkich systemów pieniężnych. Inflacja, zazna-
cza Rothbard, jest procesem antyrynkowego zwiększania podaży 

pieniądza, nie poprzez wydobycie złota, a poprzez druk pieniądza 
nim niepokrytego, lub emisję fałszywych tytułów własności (two-
rzenie depozytów z powietrza). 

Monetaryści definiują inflację jako wzrost „ogólnego pozio-

mu cen”, będący skutkiem zwiększenia podaży pieniądza. Fried-
man np. skupia się na statystycznym wyliczeniu koszyka dóbr 
i dla niego druk pieniądza nie jest zjawiskiem szkodliwym do cza-
su aż nie pojawi się to w wyliczonych indeksie

27

. Dla Rothbarda 

natomiast proces inflacji polega na czymś zupełnie innym. Każde 
sztuczne (niezależne od rynku) zwiększenie podaży pieniądza 
jest procesem inflacji, nawet jeśli indeks cen nie uległ zmianie, 
a pozostał stabilny

28

Ten proces zostaje opisany niezwykle jasno i zrozumiale. 

Nowe pieniądze wpływają na rynek i trafiają do konkretnych 
osób. Czy wzrasta przez to dobrobyt społeczny? Oczywiście 
nie. Jedynym skutkiem jest to, że niektóre osoby mogą za nowo 
wydrukowane pieniądze, bez konieczności oferowania niczego 
korzystnego innym, zakupić na rynku jakieś dobra. Wydając za-
tem te nowe pieniądze  na  rozmaite  produkty  podnoszą ich ceny 
(zwiększenie popytu na określone  towary  prowadzi  do  wzrostu 
cen). W rzeczywistości  zachodzi  tu  proces  redystrybucji  bogac-
twa do tych, którzy mają nowo wydrukowane pieniądze, od tych, 

background image

18

19

29

   Idem, Co rząd..., sekcja III, rozdział 2.

30

   Pierwotnie ta analizę można odnaleźć u Cantillona. R.Cantillon, Ogólne rozwa-

żania nad naturalnymi prawami handlu, Warszawa 1938, s.140-8.

31

   Idem, Co rząd..., sekcja III, rozdziały 7-11.

32

   Więcej też o tym, jak pusty pieniądz może się stać standardem zobacz: 

H.H.Hoppe,  How is Fiat Money Possible? or, The Devolution of Money and 
Credit Review of Austrian Economics
, Vol.7 no.2, s.49-74.

którzy ich nie dostali. Drukarz banknotów (bank centralny), 
podobnie jak fałszerz, może jedynie doprowadzić do przesuwa-
nia bogactwa od jednej grupy ludzi do drugiej. Nie jest w stanie 
zwiększyć  ogólnego  dobrobytu,  ponieważ ten zależy od ogółu 
dóbr produkcyjnych i konsumpcyjnych dostępnych w społeczeń-
stwie. Stworzenie nowych pieniędzy może zatem tylko dać komuś 
siłę nabywczą, kosztem innych; umożliwić przesuwanie dóbr, 
a nie ogólny wzrost ich ilości. Autor zaznacza także, iż zwiększe-
nie podaży pieniądza może prowadzić do zakłócenia relatywnych 
cen, a przez to i całego systemu produkcyjnego

29

Widać zatem, iż ta metoda zdecydowanie odbiega od me-

chanistycznego podejścia, traktującego zachowania ludzkie jako 
fragmenty równania. Rothbard nie liczy średnich statystycznych, 
nie opiera się na fikcyjnych wielkościach, takich jak „szybkość 
obiegu”, nie mierzy „produkcji ogółem” i nie wskazuje na mylący 
„ogólny poziom cen”. Zamiast tego analizuje prakseologicznie 
efekty tego, że ktoś nowo wydrukowane pieniądze musi dostać 
jako pierwszy, a ktoś tych pieniędzy nie dostanie (albo dostanie 
dopiero za jakiś czas, gdy ceny już wzrosną). Trudno o precyzyj-
niejsze, a zarazem tak zrozumiałe, podejście do inflacji, podsta-
wowego  problemu  monetarnego  dzisiejszych  czasów

30

. Zupełnie 

inaczej traktują ten problem podręczniki makroekonomiczne, 
w których na próżno szukać tych mikroekonomicznych efektów 
zwiększenia podaży pieniądza. Dla ich autorów zdecydowanie 
ważniejsze są agregaty, a nie indywidualne procesy gospodaro-
wania. 

W dalszej części sekcji III, Rothbard pokazuje, jakie skutki 

niesie ze sobą państwowa regulacja pieniądza. Stopniowo pań-

stwo przechwytuje kolejne elementy rynku pieniężnego i zaczyna 
odchodzić od twardego monetarnego standardu. Usuwa coraz to 
kolejne hamulce, o których mowa we wcześniejszych rozdziałach. 
Osłabiona zostaje konkurencja międzybankowa, państwo zezwala 
na łamanie prawa własności przez banki pod nazwą „zawieszenia 
spłaty zobowiązań”, albo „wakacji bankowych”. „Prawa do legal-
nego  środka płatniczego” wprowadzają państwową monopoliza-
cję. W ślad za nim powstaje bank centralny, czołowa instytucja 
w publiczno-prywatnym kartelu, regulowanym przez władze 
państwowe. W efekcie cały pieniądz towarowy (kruszec) zostaje 
przejęty przez państwo, a gospodarka pod naciskiem aparatu wła-
dzy przechodzi na system pustego pieniądza papierowego

31

Tak jak u Misesa mieliśmy do czynienia z „teorematem re-

gresji”, opisującym, jak w warunkach wolnego, nieskrępowanego 
rynku wykształca się środek wymiany (złoto i srebro), tak samo 
u Rothbarda mamy „teoremat progresji”. Rothbard pokazuje, jak 
to jest możliwe, że współczesna gospodarka opiera się na pustym 
papierowym pieniądzu, emitowanym przez państwowe instytucje. 
Całość teoretycznego uzasadnienia dla tego zjawiska jest do-
prawdy imponująca, a czwarta sekcja niniejszej książki dostarcza 
wspaniałej ilustracji historycznej

32

Podsumowując, czego może się z tej książki nauczyć student 

teorii monetarnej? Przede wszystkim tego, jak funkcjonuje wol-
ny rynek pieniądza. Próżno szukać tego opisu w dostępnych na 
polskim rynku podręcznikach. Równie dobra jest zaprezentowana 
teoria interwencjonizmu monetarnego, zarówno keynesowskiego 
jak i monetarystycznego. Co rząd… jest także pewnym przeło-
mem, jeśli chodzi o publikacje w kwestii klasyfikacji moneta-

background image

20

21

33

   Np. W.Morawski, Zarys powszechnej historii pieniądza i bankowości, Warszawa 

2002, s.147, 198.

ryzmu jako fragmentu doktryny wolnorynkowej. W rzeczywi-
stości bowiem zalecenia profesora Friedmana należą do gatunku 
klasycznych argumentów na rzecz etatyzmu pieniężnego, co 
w swojej książce dobitnie pokazuje Murray Rothbard. Do tej pory 
większość pozycji na rynku klasyfikuje Friedmana jako zwolen-
nika wolnego rynku. Zdarza się, że w Polsce Szkoła Chicagowska 
klasyfikowana jest na równi ze Szkołą Austriacką. Błąd ten jest 
popełniają nie tylko laicy, także osoby z kręgów naukowych

33

Rothbard obala także w książce mit „niezależnego banku 

centralnego”, którego celem ma być rzekomo „walka z inflacją”. 
Historycznie patrząc,  inflacja  i  powodowane  nią systematyczne 
wzrosty cen, stały się poważnym problemem dopiero po powsta-
niu banków centralnych. Wcześniej  zjawisko  to  było znikome 
lub nie występowało wcale. Największy okres inflacji to czasy 
„niezależności banków centralnych”, które w całości sterują ryn-
kiem pieniężnym i produkują pieniądza z powietrza, finansujący 
wydatki budżetowe państwa. Banki centralne powstają bowiem 
po to, aby umożliwić państwu regulacje rynku pieniężnego i pro-
dukowanie środka wymiany na swoje potrzeby. Gdyby rynek po-
został wolny, problem inflacji w ogóle by nie występował. 

Implikacje teoretyczne tej książki są ważne także ze względu 

na prowadzoną dzisiaj politykę. Okazuje się, że wolny rynek jest 
systemem, który uniwersalnie (dla całego rynku) szuka wspólnego 
pieniądza i niepotrzebne jest do tego żadne monetarne planowa-
nie. Wspólny europejski pieniądz już kiedyś obowiązywał. Były 
to czasy klasycznego standardu złota, kiedy poszczególne waluty 
wymieniano według określonego parytetu na złoto, a między 
nimi występował sztywny kurs (nie wynikający z tego, że ktoś go 
usztywniał tak jak dzisiaj robią to państwa, tylko z samego faktu, 
że banknot był wymienialny na złoto o określonej wadze). 

A zatem istnieje alternatywa dla dzisiejszego systemu. Za-

równo dla zakłócanych przez państwa kursów wymiany poszcze-
gólnych walut, jak i dla krajowych walut „wolnych”, „płynnych”, 
propagowanych przez monetarystów. Nie jest to alternatywa 
przewidująca wprowadzenie jednej światowej waluty emitowanej 
przez światowy rząd (albo państwowej waluty regulowanej przez 
etatystyczne zarządzenia Unii Europejskiej). Takie posunięcie 
byłoby bardzo niebezpieczne i stanowiłoby zagrożenie stabilno-
ści finansowej światowej gospodarki. Właściwym rozwiązaniem 
byłoby usunięcie rządowych regulacji rynku pieniężnego i dena-
cjonalizacja pieniądza. Wtedy rynek, czyli swobodnie działający 
ludzie wybiorą sobie odpowiednie do potrzeb dobro, które będzie 
służyć jako środek wymiany. Wówczas dobro to będzie na pewno 
bardziej stabilne niż papier produkowany przez państwo, a przez 
to  jego  ceny  będą przewidywalne, w przeciwieństwie do dzi-
siejszego chaosu. Do tego niezbędna jest intelektualna krytyka 
słynnych i wybitnych championów monetarnego interwencjo-
nizmu (Friedman, Keynes). Praca Co rząd… powinna stanowić 
dobry tego początek, punkt wyjścia do rzeczowej dyskusji nad 
problemami monetarnymi dzisiejszego świata, a w szczególności, 
Polski. 

Mateusz Machaj

Instytut Misesa

background image

Wstęp do czwartego wydania

Polityka pieniężna  jest – obok wojny – głównym narzędziem słu-
żącym do powiększania potęgi państwa. Umożliwia rozrost admi-
nistracji rządowej, zapewnia finansowanie deficytu budżetowego 
i wspieranie grup specjalnego interesu, a także uzyskanie pożąda-
nego wyniku w wyborach. Bez niej federalny lewiatan  upadłby, 
a my moglibyśmy przywrócić republikę Ojców Założycieli. 

Nasz system monetarny nie tylko sprzyja nadużyciom natury 

politycznej, ale powoduje również inflację i cykl koniunkturalny. 
Co należy w tej sytuacji zrobić? 

Odpowiadając na to pytanie Instytut Misesa ma przyjemność 

przedstawić czwarte, nieco rozszerzone, wydanie klasycznej pra-
cy Murraya N. Rothbarda  Co rząd zrobił z naszymi pieniędzmi? 

Mimo swoich niewielkich rozmiarów, ta wydana po raz 

pierwszy w 1964 roku książeczka jest jednym z dzieł profesora, 
które odegrały największą rolę. Nie sposób zliczyć, ile razy z ust 
naukowców, i nie tylko, słyszałem, że zmieniła ona na zawsze ich 
spojrzenie na politykę pieniężną. Żaden z czytelników tej książki 
nie będzie już  słuchał z nabożeństwem oświadczeń urzędników 
Rezerwy Federalnej 

 (Fed), ani nie będzie  łatwowiernie przyj-

mował do wiadomości tekstów z zakresu polityki monetarnej. 
Co rząd zrobił z naszymi pieniędzmi? to zdecydowanie najlepsze 
wprowadzenie do problematyki związanej z pieniądzem. Podob-
nie jak inne dzieła profesora Rothbarda, książka jest napisana 
przystępnie, posługuje się żelazną logiką i przytacza przekonują-
ce fakty. 

Poruszane są tu zagadnienia z zakresu teorii, polityki i histo-

background image

24

25

*

     Fiat money (z łac. fi at = niech się stanie) – niewymienny (na pieniądz towarowy, 

np. złoto) pieniądz papierowy zatwierdzony dekretem rządowym jako środek 
obiegowy. W niniejszym tłumaczeniu odpowiada mu określenie „pusty pie-
niądz” lub „pieniądz bez pokrycia” (przyp. tłum.).

rii. W dziedzinie teorii Rothbard zgadza się z Ludwigiem von Mi-
sesem, że pieniądz pojawił się w wyniku dobrowolnej wymiany 
wolnorynkowej. Pieniądz  nie został powołany do życia na mocy 
umowy społecznej ani dekretu rządu. Jego istnienie jest naturalną 
konsekwencją tego, że jednostki odczuwały potrzebę budowania 
relacji gospodarczych o strukturze bardziej złożonej niż barter. 

Inaczej niż ma to miejsce w przypadku wszystkich innych 

towarów, wzrost ilości pieniądza nie przynosi społeczeństwu 
korzyści, ponieważ najważniejszym zadaniem pieniądza jest 
ułatwianie wymiany innych towarów i usług. Konsekwencje 
zwiększania ilości pieniądza przez bank  centralny, taki jak Fed, 
są wręcz przerażające. Profesor Rothbard przedstawia niezwykle 
klarowne wyjaśnienie zjawiska inflacji . 

Politycy – twierdzi Rothbard – muszą kierować się zasadą, 

że produkcja i dystrybucja pieniądza może i powinna należeć do 
wolnego rynku. Nie ma potrzeby, by stanowiła monopol należący 
do ministerstwa finansów, ani tym bardziej – do prywatno-pań-
stwowego kartelu bankowego, jakim jest Fed. 

Dobry pieniądz musi mieć tylko trwałe zakorzenienie 

w towarze, który najlepiej nadaje się do użytku monetarnego, oraz 
musi być wsparty systemem prawnym, który umożliwia egzekwo-
wanie umów i karze za kradzież i oszustwo. Na wolnym rynku  
tym towarem było i pozostałoby nadal złoto. 

W takim systemie wolnorynkowym pieniądz byłby wymie-

nialny na rynku wewnętrznym oraz w skali międzynarodowej. 
Dla depozytów na żądanie utrzymywano by stuprocentową rezer-
wę, a poziom rezerwy  dla depozytów terminowych zależałby od 
roztropności bankierów i czujności konsumentów. 

Praca profesora Rothbarda jest jednak najbardziej przekonu-

jąca w swojej warstwie historycznej. Zapoznaje czytelnika z dzie-
więtnastowiecznym klasycznym standardem złota  i dochodzi do 
wprowadzenia ecu, a w końcu – światowego pieniądza papiero-
wego  bez pokrycia (fiat money

*

). Szczególnie godne uwagi jest 

omówienie systemu z Bretton Woods  i zniesienie wymienialności 
pieniądza na złoto w początku lat siedemdziesiątych. 

Profesor Rothbard dowodzi, że rząd zawsze i wszędzie po-

zostawał wrogiem mocnego pieniądza. Rząd  i uprzywilejowane 
grupy interesu za pomocą karteli bankowych i inflacji  grabią do-
chody ludzi, osłabiają wartość pieniądza na rynku oraz powodują 
recesje i depresje. 

Główny nurt ekonomii zaprzecza tym faktom lub je lekce-

waży. Koncentruje się niezmiennie na „najlepszych” rozwiąza-
niach w obrębie polityki pieniężnej.  Czym  powinien  kierować 
się Fed? Wskaźnikiem PKB (produktu krajowego brutto)? Sto-
pami procentowymi? Krzywą dochodowości? Wartością dolara 
w innych walutach? Indeksami towarowymi? Profesor Rothbard 
powiedziałby,  że rozważanie tych czynników zakłada istnienie 
centralnego planowania, a ono właśnie stanowi źródło zła, które 
zalęgło się w systemie monetarnym. 

Oby ta książka dotarła do wszystkich i żeby w momencie 

wystąpienia kolejnego kryzysu monetarnego Amerykanie mogli 
zaprotestować przeciwko temu, co rząd wyprawia z naszymi pie-
niędzmi. 

Llewellyn H. Rockwell 
The Ludwig von Mises Institute 
Auburn University
listopad 1990

background image

*

     Pod  pojęciem „rząd” (ang. government) należy rozumieć ogólnie ludzi peł-

niących służbę w różnych instytucjach państwowych, a także samą instytucję 
państwa. Wtedy, gdy oczywiste jest, że chodzi o konkretny aspekt słowa govern-
ment
, lub jeśli wymagają tego względy stylistyczne, tłumaczę je jako „państwo”, 
„władza”, „rządzący” itp. W pozostałych przypadkach government  tłumaczę 
jako „rząd” pozostawiając interpretację Czytelnikowi (przyp. tłum.).

I. Wstęp

Niewiele jest zagadnień ekonomicznych, które byłyby bardziej 
zagmatwane i wokół których narosłoby więcej nieporozumień, 
niż temat pieniądza. Wciąż wybuchają spory dotyczące „trud-
nego” i „łatwego” pieniądza, roli Systemu Rezerwy Federalnej  
i ministerstwa finansów, kłótnie o różne wersje standardu złota  
itd. Czy rząd

*

 powinien pompować pieniądze do gospodarki, czy 

wypompowywać je z niej? Które ministerstwo powinno się tym 
zajmować? Czy państwo powinno zachęcać do zaciągania kredy-
tów, czy powstrzymywać  od  tego  obywateli?  Czy  powinien  być 
przywrócony standard  złota? Jeśli tak, to po jakim kursie? Takim 
i wielu podobnym pytaniom nie widać końca. 

Niewykluczone, że ta istna wieża Babel poglądów na zagad-

nienie pieniądza wyrasta ze skłonności człowieka do „realizmu”, 
tzn. do tego, żeby zajmować się wyłącznie bieżącymi problemami 
politycznymi i gospodarczymi. Gdy zanurzymy się całkowicie 
w problemach życia codziennego, przestajemy rozróżniać zagad-
nienia podstawowe, zapominamy o fundamentalnych pytaniach. 
Wkrótce kwestie zasadnicze znikają z pola naszego widzenia, 
a w miejsce konsekwentnie wyznawanych pryncypiów pojawia 
się bezcelowe unoszenie się z prądem wydarzeń. Często potrzeb-
na nam jest nowa perspektywa, dzięki której na sprawy codzienne 
możemy spojrzeć z pewnego dystansu i lepiej je zrozumieć. Jest 
to szczególnie widoczne w przypadku naszej gospodarki, w któ-
rej wzajemne relacje mają naturę tak złożoną,  że konieczne jest 

background image

28

29

wyizolowanie kilku ważnych czynników, przeanalizowanie ich, 
a następnie prześledzenie, w jaki sposób funkcjonują one w skom-
plikowanym świecie. Temu miała służyć „ekonomia Crusoe ”, ulu-
biona metoda klasycznej ekonomii. Analiza działań Crusoe i Pię-
taszka na bezludnej wyspie, wyśmiewana przez krytyków jako 
nieprzystająca do świata współczesnego, pełniła w rzeczywistości 
bardzo pożyteczne zadanie, polegające na koncentrowaniu uwagi 
na podstawowych aksjomatach dotyczących działania ludzkiego. 

Zagadnienie pieniądza jest prawdopodobnie najbardziej za-

wikłanym problemem w ekonomii i dlatego do jego rozpatrzenia 
niezbędna jest odpowiednia perspektywa. Ponadto pieniądz jest 
sferą gospodarki, która została najbardziej pogmatwana i nazna-
czona przez wielowiekowe ingerencje rządu. Wielu ludzi – wielu 
ekonomistów – stojących normalnie po stronie wolnego rynku 
zatrzymuje się przed problemem pieniądza. Uważają, że pieniądz 
jest czymś szczególnym; za jego podaż musi być odpowiedzialny 
rząd i rząd musi go poddawać regulacjom. Państwowej kontroli 
nad pieniądzem nigdy nie traktują jako interwencji na rynku; nie 
do pomyślenia jest dla nich wolny rynek  w sferze pieniądza. Rzą-
dy muszą bić monety, emitować banknoty , ustanawiać „prawny 
środek płatniczy”, powoływać do życia banki  centralne, pompo-
wać i wypompowywać pieniądze, „stabilizować poziom cen” itd. 

Z historycznego punktu widzenia pieniądz był jedną z pierw-

szych rzeczy kontrolowanych przez rząd, a wolnorynkowa „rewo-
lucja”, która miał miejsce w XVIII i XIX wieku nie naruszyła 
prawie w ogóle sfery pieniądza. Najwyższy więc czas, żebyśmy 
z uwagą przyjrzeli się życiodajnemu krwiobiegowi naszej gospo-
darki, jakim jest pieniądz. 

Przede wszystkim postawmy pytanie: Czy pieniądz  może 

podlegać zasadom wolności? Czy możemy mieć wolny rynek 

 

pieniądza , podobnie jak mamy go w przypadku innych towarów 
i usług? Jak by taki rynek wyglądał? Jakie są skutki różnych ro-
dzajów państwowej kontroli nad pieniądzem? Jeśli opowiadamy 

się za wolnym rynkiem w innych dziedzinach, jeśli chcemy, by 
rząd przestał naruszać nietykalność osobistą i prawo własności, to 
naszym najważniejszym zadaniem staje się zbadanie możliwości 
i sposobów funkcjonowania wolnego rynku pieniądza. 

background image

II. Pieniądz  w wolnym społeczeństwie

1. Znaczenie wymiany

Skąd wziął się pieniądz? Robinson Crusoe z pewnością nie po-
trzebował pieniędzy. Nie mógłby odżywiać się złotymi monetami. 
Crusoe i Piętaszek, wymieniając między sobą  ryby  na  drewno, 
nie musieli troszczyć się o pieniądze. Kiedy jednak społeczeń-
stwo rozwinie się do rozmiarów przekraczających kilka rodzin, 
powstaje grunt dla pojawienia się pieniądza. 

Żeby wyjaśnić znaczenie pieniądza, musimy cofnąć się jesz-

cze bardziej i zapytać: dlaczego ludzie w ogóle dokonują wymia-
ny? Wymiana stanowi najbardziej podstawowy składnik naszego 
życia gospodarczego. Gdyby nie istniała wymiana, nie byłoby 
prawdziwej gospodarki i praktycznie nie istniałoby społeczeń-
stwo. Do dobrowolnej wymiany dochodzi niewątpliwie dlatego, 
że obie strony spodziewają się  na  niej  skorzystać. Wymiana to 
umowa między osobami A i B dotycząca przejęcia towarów lub 
skorzystania z usług oferowanych przez jedną osobę w zamian 
za towary i usługi oferowane przez drugą. Oczywiście korzystają 
obie strony, ponieważ każda z nich ceni wyżej to, co otrzymuje, 
od tego, co daje w zamian. Gdy, powiedzmy, Crusoe wymienia 
pewną ilość  ryb  na  drewno,  to  „kupowane”  drewno  ceni  wyżej 
niż „sprzedawane” ryby, a Piętaszek – odwrotnie – ryby przed-
kłada nad drewno. Od Arystotelesa do Marksa ludzie hołdowali 
błędnemu przekonaniu, że do wymiany dochodzi, gdy istnieje pe-
wien rodzaj równowartości – że jeśli beczułkę ryb wymienia się 
na dziesięć  bali,  to  istnieje  między tymi towarami jakiś  głębszy 
rodzaj równowartości. Tymczasem do wymiany dochodzi tylko 
dlatego, że każda ze stron ceniła te produkty w odwrotnym po-
rządku. 

Dlaczego wymiana jest u ludzi tak powszechna? Podstawo-

background image

32

33

wą tego przyczyną jest różnorodność występująca w naturze: 
różni są ludzie, a bogactwa naturalne występują nierównomiernie. 
Każdy człowiek dysponuje innym zestawem umiejętności i uzdol-
nień, a każda piędź ziemi ma unikalne właściwości i zawiera inne 
bogactwa. Wymiany mają swoje źródło w zewnętrznym  świecie 
natury. Zboże z Kansas wymieniane jest na żelazo z Minnesoty, 
czyjeś usługi medyczne – na wykonanie utworu skrzypcowe-
go przez inną osobę. Specjalizacja pozwala na to, żeby każdy 
człowiek rozwijał swoje największe uzdolnienia, a każdy region 
– swoje specyficzne zasoby. Jest oczywiste, że gdyby nikt nie 
mógł prowadzić wymiany, gdyby wszyscy zmuszeni byli do 
całkowitej samowystarczalności, to większość z nas umarłaby 
z głodu, a pozostali z trudem utrzymywaliby się przy życiu. Wy-
miana jest siłą napędową nie tylko naszej gospodarki, ale w ogóle 
cywilizacji. 

2. Barter 

Jednakże bezpośrednia wymiana użytecznych towarów i usług 
nie wystarczyłaby do tego, by gospodarka wydobyła się z prymi-
tywnego poziomu. Taka bezpośrednia wymiana – czyli barter 
– jest niewiele lepsza niż całkowita samowystarczalność. Dla-
czego? Dlatego, że w barterze produkcja musi się utrzymywać 
na bardzo niskim poziomie. Jeśli Jones wynajmie robotników do 
budowy domu, to czym im zapłaci? Częściami domu, czy pozo-
stałymi z budowy materiałami? Dwa podstawowe problemy, jakie 
tu się pojawiają, to „niepodzielność” i „brak podwójnej zbieżności 
potrzeb”. Jeśli Smith ma pług, który chciałby wymienić na kilka 
innych rzeczy – powiedzmy na jajka, chleb i ubranie – to jak ma 
to zrobić? Miałby rozebrać  pług na części i niektóre z nich dać 
rolnikowi, a inne krawcowi? Nawet, jeśli mamy do czynienia z to-
warami podzielnymi, to rzadko się zdarza, by dwóch chętnych do 

takiej wymiany trafiło na siebie w tym samym czasie. Jeśli A ma 
jajka na sprzedaż, a B – parę butów, to w jaki sposób dokonają 
wymiany, skoro A potrzebuje ubrania? A pomyślcie, w jak trud-
nym położeniu znalazłby się nauczyciel ekonomii, który musiałby 
szukać dostawcy jaj chętnego do wzięcia kilku lekcji ekonomii 
w zamian za jajka! Nie ulega wątpliwości, że żadna cywilizowana 
gospodarka nie jest możliwa w warunkach wymiany bezpośred-
niej. 

3. Wymiana pośrednia

Metodą prób i błędów człowiek odnalazł drogę, która pozwala na 
wspaniały rozwój gospodarki; jest nią wymiana pośrednia. Ko-
rzystając z wymiany pośredniej sprzedajecie swój produkt nie za 
produkt, którego potrzebujecie do bezpośredniego użytku, lecz za 
inny towar, który z kolei wymieniacie na potrzebny wam produkt. 
W pierwszej chwili ta operacja wydaje się nieporęczna i okrężna. 
W rzeczywistości jednak stanowi cudowny instrument umożli-
wiający rozwój cywilizacji. 

Rozważmy sytuację, w której hodowca drobiu A chce kupić 

buty wyprodukowane przez B. Skoro B nie potrzebuje jego jajek, 
to A dowiaduje się, czego potrzebuje B – powiedzmy, że będzie 
to masło. A wymienia więc jaja na masło z osobą C i sprzeda-
je masło za buty pochodzące  od  B.  Kupuje  najpierw  masło nie 
dlatego,  że jest mu potrzebne do konsumpcji, tylko dlatego, że 
umożliwi  mu  zakup  butów.  Również Smith – właściciel pługa 
– sprzeda najpierw swój pług za towar, który będzie mógł łatwiej 
podzielić i wymienić – powiedzmy na masło – a następnie odpo-
wiednie porcje masła wymieni na jaja, chleb, ubranie itd. W obu 
przypadkach wyższość masła – będąca przyczyną popytu prze-
kraczającego zwykłą konsumpcję tego towaru – polega na tym, że 
jest ono łatwiej zbywalne. Jeśli jakiś towar jest łatwiej zbywalny 

background image

34

35

34

   Na temat początków pieniądza zob.: Carl Menger, Principles of Economics 

(Glencoe, Illinois: Free Press, 1950), ss. 257-271; Ludwig von Mises, Theory 
of Money and Credit
, 3rd Ed. (New Haven Yale University Press, 1951), ss. 97-
123.

niż inny – jeśli wszyscy są przekonani, że będzie go łatwiej sprze-
dać – to wystąpi zwiększony popyt na ten towar, ponieważ będzie 
on wykorzystywany jako środek wymiany. Będzie  środkiem, 
dzięki któremu jeden wyspecjalizowany producent będzie mógł 
wymienić swoje towary na produkty innych wyspecjalizowanych 
producentów. 

Podobnie jak wielka jest różnorodność umiejętności i surow-

ców w naturze, tak rozmaita może być zbywalność różnych towa-
rów. Na niektóre towary jest większy popyt niż na inne, niektóre 
dają się łatwiej dzielić na mniejsze jednostki bez utraty wartości, 
niektóre mają większą trwałość, a niektóre dają się transportować 
na duże odległości. Każda z tych zalet składa się na większą zby-
walność towaru. Oczywiste jest, że w każdej społeczności z bie-
giem czasu najłatwiej zbywalne towary będą się stawały środkami 
wymiany. Gdy ludzie będą ich potrzebowali coraz bardziej jako 
środków wymiany, to popyt na nie wzrośnie ze względu na to ich 
zastosowanie i staną się jeszcze łatwiej  zbywalne. Rezultatem 
będzie samonapędzająca się spirala: większa zbywalność towaru 
powoduje bardziej powszechne jego użycie jako środka wymiany , 
co powoduje większą zbywalność itd. W końcu jeden lub dwa 
towary pozostają jako powszechne środki wymiany  – używane 
przy niemal każdej wymianie – i one noszą nazwę pieniędzy. 

Na przestrzeni dziejów jako środków wymiany używano 

wielu różnych towarów: tytoniu w kolonialnej Wirginii, cukru 
w Indiach Zachodnich, soli w Abisynii, bydła w starożytnej Gre-
cji, gwoździ w Szkocji, miedzi w starożytnym Egipcie, a także 
zboża, paciorków, herbaty, muszelek kauri (monetek) i haczyków 
wędkarskich. Z biegiem wieków dwa towary – złoto i srebro 

 

– w wyniku rynkowej konkurencji zostały wyłonione jako pienią-
dze. Wyparły one inne towary służące jako środek wymiany. Oba 
te metale są niezwykle łatwo zbywalne, cieszą się dużym popytem 
ze względu na swoje walory dekoracyjne i są niedoścignione pod 
względem innych niezbędnych właściwości. W ostatnich czasach 

srebro, które występuje w nieco większych ilościach niż  złoto, 
okazało się poręczniejsze w użyciu przy mniejszych transakcjach, 
a złoto stosuje się, gdy w grę wchodzą wymiany o dużej wartości. 
Najważniejsze jest w każdym razie to, że z takich czy z innych po-
wodów wolny rynek  uznał złoto i srebro za najlepsze pieniądze. 

Ten właśnie proces: stopniowo postępująca selekcja środka 

wymiany  na wolnym rynku  – jest jedyną metodą, za pomocą któ-
rej można ustanowić pieniądz. Pieniądze nie mogą powstać w ża-
den inny sposób – ani w wyniku czyjejś nagłej decyzji, że pie-
niądz będzie produkowany z jakiegoś bezużytecznego surowca, 
ani w wyniku nadania przez rząd miana „pieniądza” kawałkom 
papieru. W popycie na pieniądz tkwi bowiem wiedza o cenach 
pieniądza w niedawnej przeszłości; w przeciwieństwie do bez-
pośrednio wykorzystywanych dóbr konsumpcyjnych i środków 
produkcji pieniądze muszą mieć pierwotną cenę, według której 
kształtowałby się popyt na nie. Można to osiągnąć jedynie wtedy, 
gdy z początku pewien użyteczny towar wymieniany jest w bar-
terze, później powstaje nań dodatkowy popyt (ze względu na jego 
walory środka wymiany ) oprócz popytu podstawowego (ze wzglę-
du na właściwości użytkowe, takie jak walory zdobnicze złota 

34

). 

A zatem rząd nie dysponuje możliwością tworzenia pieniądza dla 
gospodarki. Pieniądz   może powstać jedynie w procesie wolnoryn-
kowym. 

W naszych rozważaniach dochodzimy teraz do przedstawie-

nia najważniejszej prawdy na temat pieniądza: pieniądz jest towa-
rem. Jednym z najważniejszych zadań, jakie stoją przed światem, 
jest uświadomienie sobie tego faktu. Bardzo często ludzie mówią 
o pieniądzu jako o czymś znacznie mniej albo znacznie bardziej 

background image

36

37

ważnym niż towar. Pieniądz  nie jest abstrakcyjną jednostką rozli-
czeniową, którą można oddzielić od konkretnego towaru. Nie jest 
bezużytecznym żetonem służącym jedynie do wymiany. Nie jest 
też czymś narzuconym społeczeństwu. Nie stanowi gwarancji 
stałego poziomu cen. Pieniądz jest po prostu towarem. Różni się 
od innych towarów tym, że popyt nań wiąże się przede wszystkim 
z funkcją środka wymiany , jaką pełni. Poza tym jednak jest towa-
rem i – podobnie jak wszystkie inne towary – występuje w okre-
ślonych ilościach, jest kupowany i przechowywany przez ludzi 
itd. itp. Podobnie jak inne towary, ma własną, wyrażaną w innych 
towarach „cenę”, która jest wypadkową całkowitej podaży albo 
zasobów oraz zgłaszanego przez ludzi łącznego zapotrzebowa-
nia na jego zakup i przechowywanie. (Ludzie „kupują” pieniądz 
sprzedając za niego towary i usługi, podobnie jak „sprzedają” pie-
niądz, gdy kupują towary i usługi. ) 

4. Dobrodziejstwa pieniądza

Pojawienie się pieniądza było dla ludzi prawdziwym błogosła-
wieństwem. Bez pieniądza – bez powszechnego środka wymiany  
– niemożliwa by była prawdziwa specjalizacja, a gospodarka nie 
rozwinęłaby się powyżej podstawowego, prymitywnego poziomu. 
Wraz z pojawieniem się pieniądza znikły problemy niepodziel-
ności i „podwójnej zbieżności potrzeb”, które były zmorą społe-
czeństwa opartego na barterze. Od tej pory Jones mógł wynająć 
robotników i zapłacić im… pieniędzmi. Smith mógł sprzedać 
swój pług  za  jednostki…  pieniądza. Towar pieniężny daje się 
podzielić na małe jednostki i jest powszechnie przez wszystkich 
przyjmowany. Wszystkie towary i usługi są odtąd sprzedawane za 
pieniądze, a pieniądze te służą do kupienia innych, potrzebnych 
ludziom towarów i usług. Dzięki pieniądzowi może się rozwinąć 
skomplikowana „struktura produkcji ”, w której ziemia, siła robo-

cza i dobra kapitałowe współdziałają na każdym etapie produkcji 
i przynoszą dochód w pieniądzach. 

Wprowadzenie pieniądza przyniosło jeszcze jedną ogromną 

korzyść. Ze względu na to, że wszystkie transakcje dokonywane 
są przy użyciu pieniądza, to wszystkie relacje dotyczące wymiany 
wyraża się w pieniądzach, dzięki czemu ludzie mogą porówny-
wać wartość rynkową każdego towaru z wartością każdego inne-
go towaru. Jeśli odbiornik telewizyjny można otrzymać za trzy 
uncje złota , a samochód można dostać za sześćdziesiąt uncji złota, 
to każdy widzi, że jeden samochód „wart” jest na rynku tyle, co 
dwadzieścia odbiorników telewizyjnych. Te relacje wymienne 
są  cenami, a towar pieniężny służy za wspólny mianownik dla 
wszystkich cen. Tylko dzięki pojawieniu się na rynku cen pienięż-
nych biznesmeni mogą dokonywać kalkulacji ekonomicznej. Od 
tej pory są w stanie ocenić, do jakiego stopnia zaspokajają potrze-
by konsumentów, ponieważ mogą porównać ceny  sprzedawanych 
przez siebie produktów z cenami czynników produkcji (które 
stanowią ich „koszty”). Dzięki temu, że wszystkie te ceny wyra-
żane są w pieniądzu, biznesmeni mogą stwierdzić, czy osiągają 
zyski , czy ponoszą straty. Takie kalkulacje służą jako wskazówka 
dla przedsiębiorców, robotników i właścicieli ziemi w ich poszu-
kiwaniu możliwości zarobienia pieniędzy na rynku. Tylko takie 
kalkulacje umożliwiają alokację zasobów służącą ich najbardziej 
produktywnym zastosowaniom – takim zastosowaniom, które 
w najlepszy sposób zaspokoją potrzeby konsumentów. 

W wielu podręcznikach można znaleźć informację,  że pie-

niądz służy jako: środek wymiany , jednostka rozliczeniowa albo 
„miernik wartości”, „zapasy wartości” itd. Trzeba jednak pamię-
tać, że wszystkie te funkcje wynikają z jednej funkcji podstawo-
wej, jaką jest rola środka wymiany . Jako że złoto jest powszech-
nym  środkiem  wymiany,  to  jest  najłatwiej zbywalne, może być 
przechowywane, by posłużyć jako środek wymiany dla potrzeb 
bieżących lub w przyszłości i wszystkie ceny  są wyrażane w jego 

background image

38

39

35

   Pieniądz  nie „mierzy” cen ani wartości; jest tylko wspólnym mianownikiem 

służącym do ich wyrażania. Ceny  są wyrażane w pieniądzu, ale nie są przezeń 
mierzone.

36

 

  Nawet jeśli niektórymi towarami handluje się nominalnie w jednostkach objęto-

ści (belach, buszlach itd.), to milcząco zakłada się, że ich jednostka objętościowa 
ma standardowy ciężar.

37

 

  Jedną z podstawowych zalet złota  jest jego jednorodność – w przeciwieństwie 

do wielu innych towarów złoto nie może mieć różnej jakości. Na całym świecie 
uncja czystego złota ma taką samą wartość jak każda inna uncja czystego złota.

jednostkach

35

. Będąc towarowym środkiem wymiany dla wszyst-

kich transakcji złoto może służyć jako jednostka rozliczeniowa 
dla cen obecnych i przyszłych. Należy zdawać sobie sprawę,  że 
pieniądz nie może być abstrakcyjną jednostką rozliczeniową ani 
tytułem do bogactwa; jest środkiem wymiany. 

5. Jednostka pieniężna

Teraz, gdy już wiemy, jak się narodził pieniądz i jaka jest jego 
rola, możemy zapytać: w jaki sposób używa się towaru pienięż-
nego? W szczególności, czym są zasoby, albo podaż pieniądza 
w społeczeństwie i jak jest on wymieniany? 

Przede wszystkim większość  dóbr  materialnych  sprzedaje 

się na wagę. Ciężar [właściwy – uwaga tłum. ] jest jednostką cha-
rakterystyczną dla substancji fizycznej i dlatego w handlu  stosuje 
się jednostki wagowe: tony, funty, uncje, grany, gramy itd. 

36

. Zło-

to  nie stanowi tu wyjątku. Złoto, podobnie jak inne towary będzie 
sprzedawane w jednostkach wagowych

37

Jest oczywiste, że dla ekonomisty nie będzie miało zna-

czenia, jaką ilość obierze się na uniwersalną jednostkę używaną 
w handlu 

. Kraje, w których używa się systemu metrycznego, 

mogą wybrać gramy; Anglia i Ameryka  mogą zdecydować się na 
rozliczenia w granach i uncjach. Każdą jednostkę wagową można 

przeliczyć na dowolną inną; jeden funt równa się szesnastu un-
cjom; jedna uncja  to 437,5 grana lub 28,35 grama itd. 

Przy założeniu,  że na pieniądz wybraliśmy złoto, bez zna-

czenia pozostanie, jaka będzie wielkość  używanej do rozliczeń 
jednostki złota . Jones może sprzedać palto w Ameryce za uncję 
złota albo we Francji za 28,35 grama; te dwie ceny  są identyczne. 

Wszystko to może wyglądać na „odkrywanie Ameryki”, 

ale świat mógłby uniknąć wielu nieszczęść, gdyby ludzie w pełni 
zdawali sobie sprawę z tych prostych prawd. Na przykład prawie 
wszystkim wydaje się,  że pieniądze są abstrakcyjnymi jednost-
kami jakiejś  waluty  przypisanej  do  określonego kraju. Podobnie 
ludzie myśleli nawet wówczas, gdy państwa stosowały „standard  
złota ”.  Amerykańskie pieniądze to były dolary, francuskie – fran-
ki , niemieckie – marki  itd. Wiedziano wprawdzie, że każda z tych 
walut była związana ze złotem, ale traktowano je jako samodziel-
ne i niezależne i dlatego poszczególne kraje bez trudu „odeszły od 
standardu złota”. Tymczasem wszystkie te nazwy były nazwami 
jednostek wagowych złota lub srebra . 

Brytyjski „funt szterling” oznaczał pierwotnie wagowy funt 

srebra 

. A jak było z dolarem? Dolarem określano początkowo 

powszechnie jedną uncję srebra w postaci monety bitej przez cze-
skiego hrabiego Schlicka w XVI wieku. Książę Schlick mieszkał 
w Dolinie Joachima, zwanej inaczej Joachimsthal. Monety hra-
biego zyskały wielkie uznanie dzięki precyzji wykonania i czy-
stości i były powszechnie nazywane „Joachimsthalers” a później 
„talarami”. Nazwa „dolara” pochodzi od „talara”. 

A zatem na wolnym rynku  różne nazwy jednostek są po pro-

stu definicjami jednostek wagowych. Do roku 1933, kiedy sto-
sowaliśmy „standard  złota ”,  mówiło się, że „cena złota” „ustalona 
jest na dwadzieścia dolarów za uncję  złota”. Takie pojmowanie 
pieniądza prowadziło jednak do nieporozumień. W rzeczywi-
stości to „dolar” był  zdefiniowany jako nazwa dla (około) 1/20 
uncji złota. Niewłaściwe więc było mówienie o „kursach wymia-

background image

40

41

38

   Funt szterling odpowiadał dokładnie 4,87 dolarom; dla uproszczenia obliczeń 

posługujemy się zaokrągleniem do 5 dolarów.

39

   Żelaznych motyk używano powszechnie jako pieniądza w Azji i Afryce.

ny” jednej waluty na inną. „Funta szterlinga” nie wymieniało się 
w rzeczywistości na pięć „dolarów”

38

 Dolar  był definiowany jako 

1/20 uncji złota, a funt szterling – definiowany w tamtym czasie 
jako nazwa dla ¼ uncji złota – odpowiadał po prostu 5/20 uncji 
złota. Oczywiście takie wymiany i taka mnogość nazw powodo-
wały zamieszanie i prowadziły do nieporozumień. W następnym 
rozdziale, dotyczącym majstrowania rządu przy pieniądzu, poka-
żemy, jak doszło do powstania tego zamętu. Na niezakłóconym 
wolnym rynku  złotem  handlowano  by  bezpośrednio w jednost-
kach takich jak gramy, grany lub uncje i mylące nazwy – dolary, 
franki  itd. – byłyby zbędne. Dlatego w tej części pieniądz będzie-
my traktowali jako wymienialny bezpośrednio na uncje i gramy. 

Wolny rynek  za powszechnie używaną jednostkę przyjmie 

niewątpliwie taką ilość towaru pieniężnego, jaką uzna za najwy-
godniejszą. Gdyby pieniądzem była  platyna,  handlowano  by  nią 
zapewne na ułamki uncji; gdyby za pieniądz przyjęto żelazo, roz-
liczeń dokonywano by w funtach albo tonach. Jest oczywiste, że 
wielkość jednostki nie ma dla ekonomisty żadnego znaczenia. 

6. Postać pieniądza 

Podobnie jak z punktu widzenia gospodarczego nie ma większe-
go znaczenia wielkość ani nazwa jednostki pieniężnej, tak nie 
ma znaczenia forma , w której występuje kruszec  używany jako 
pieniądz. Ze względu na to, że pieniądzem jest towar, całe zasoby 
kruszcu, przynajmniej w tej części, która dostępna jest człowieko-
wi, stanowią światowe zasoby pieniądza. Nie ma istotnego znacze-
nia, jaką postać ma kruszec w danym momencie. Jeśli pieniądzem 

jest żelazo, to całe żelazo jest pieniądzem, bez względu na to, czy 
występuje w postaci sztabek, brył czy przybiera formę jakiegoś 
wyspecjalizowanego przyrządu

39

. Złotem handlowano w różnej 

postaci: w formie samorodków, złotego pyłu w sakiewkach, a na-
wet biżuterii. Nie powinno nas dziwić, że złotem, a także innymi 
pieniędzmi, można handlować w różnych postaciach, ponieważ 
w przypadku pieniądza istotnym czynnikiem jest waga. 

Prawdą jest jednak, że niektóre formy są wygodniejsze od 

innych. W ostatnich stuleciach złoto i srebro  dzielono na monety 
używane do codziennych transakcji oraz na większe sztabki do 
obsługi poważniejszych transakcji. Resztę złota   wykorzystywano 
w jubilerstwie i do innych celów zdobniczych. Każda przeróbka 
z jednej formy w inną oznacza nakład czasu, energii i innych 
środków. Wykonywanie takiej pracy będzie takim samym przed-
sięwzięciem, jak każde  inne  i  ceny   za  tego  typu  usługi ustalone 
zostaną na normalnej drodze. Większość ludzi zgodzi się,  że 
jubilerzy mają prawo wykonywać ozdoby ze złota, ale często od-
mawia przyznania takiego samego prawa w przypadku wyrobu 
złotych monet. Tymczasem na wolnym rynku  bicie monet jest 
takim samym zajęciem jak każde inne. 

W czasach, gdy obowiązywał standard 

 złota 

, wielu ludzi 

uważało złote monety za „prawdziwsze” pieniądze niż zwykły 
złoty kruszec  (w sztabkach, sztabach i w innych formach). Rze-
czywiście monety były cenione nieco wyżej niż kruszec o tej 
samej wadze (agio złotych monet – uwaga tłumacza), ale nie wy-
nikało to z jakichś tajemniczych właściwości tych monet, tylko 
z tego, że wyprodukowanie monet z kruszcu kosztowało drożej 
niż przetopienie z powrotem monet na kruszec. Z tego powodu 
monety miały większą wartość rynkową. 

background image

42

43

7. Prywatne mennice

Pomysł, żeby osoba prywatna biła monety, wydaje się dzisiaj tak 
dziwny,  że warto go dokładnie przeanalizować. Przyzwyczajeni 
jesteśmy traktować bicie monet jako „przywilej władcy”. Ale 
przecież nie wiążą nas żadne „królewskie prerogatywy”, a Ame-
ryka  jest autorką koncepcji, według której władza nie należy do 
rządu, lecz do obywateli. 

W jaki sposób działałyby prywatne mennice? Jak już po-

wiedzieliśmy – na takiej samej zasadzie, jak każde inne przed-
siębiorstwo. Każdy mincerz produkowałby monety o rozmiarach 
i kształtach preferowanych przez klientów. Cenę ustaliłby wolny 
rynek  na drodze konkurencji. 

Standardowy zarzut mówi, że zbyt kłopotliwe byłoby waże-

nie i określanie próby przy każdej transakcji. Czy jednak stałoby 
coś na przeszkodzie, żeby prywatni mincerze stemplowali mo-
netę, dając gwarancję, że ma ona odpowiednią wagę i czystość? 
Prywatni mincerze mogą to zrobić co najmniej tak dobrze jak 
mennica   państwowa. Nieoznakowane kawałki kruszcu nie byłyby 
przyjmowane jako monety. Ludzie używaliby monet wytwarza-
nych przez mincerzy, którzy cieszyłyby się najlepszą opinią z racji 
jakości swoich produktów. Widzieliśmy, że w ten właśnie sposób 
wiodącą rolę zdobył „dolar ” – jako srebrna moneta, która wygrała 
w konkurencji z innymi. 

Przeciwnicy prywatnych mennic  podnoszą zarzut, że rozpo-

wszechniłoby się fałszowanie pieniędzy. Jednocześnie jednak ci 
sami ludzie uważają,  że należy ufać rządowi jako producentowi 
monet. Jeśli mamy w ogóle ufać rządowi, to gdyby istniały pry-
watne mennice, z pewnością moglibyśmy wierzyć, iż rząd będzie 
zapobiegał fałszerstwu i karał  za  nie.  Przyjmuje  się zwykle, że 
prawdziwym uzasadnieniem dla istnienia rządu jest zapobieganie 
fałszerstwu, złodziejstwu i innym przestępstwom oraz wymierza-
nie kary za nie. Jeśli jednak rząd nie potrafi pojmać przestępcy, 

gdy polegamy na prywatnym pieniądzu , to jakim cudem mieli-
byśmy oczekiwać,  że produkcja monet znajdzie się w dobrych 
rękach, gdy uczciwość uczestników prywatnego rynku ustąpi 
miejsca państwowemu monopolowi bicia monet 

? Jeśli nie mo-

żemy pokładać zaufania w zdolności rządu do wytropienia poje-
dynczych złoczyńców operujących w warunkach wolnego rynku 
produkcji  monet,  to  dlaczego  mielibyśmy wierzyć rządowi, gdy 
będzie miał całkowitą kontrolę nad pieniądzem i będzie mógł bić 
monety marnej jakości, fałszować monety i dopuszczać się innych 
nadużyć dysponując prawnie usankcjonowaną wyłącznością do 
pełnienia roli złoczyńcy  na  rynku?  Niewątpliwie byłoby szaleń-
stwem twierdzić,  że w celu zapobieżenia kradzieży mienia rząd 
musi upaństwowić wszelką  własność. Tymczasem argumenty 
przeciwko prywatnym mennicom są tej samej natury. 

Ponadto wszelki nowoczesny biznes opiera się na gwaran-

cjach standardu. W aptece sprzedaje się ośmiouncjową buteleczkę 
lekarstw; pakowacz mięsa sprzedaje funt wołowiny. Kupujący 
spodziewa się, że te gwarancje odpowiadają dokładnie rzeczywi-
stości – i nie myli się. A weźmy pod uwagę tysiące i setki tysięcy 
precyzyjnych produktów przemysłowych, które muszą spełniać 
wyśrubowane standardy i być zgodne ze szczegółowymi specyfi-
kacjami. Ktoś, kto chce kupić sworzeń półcalowy, musi otrzymać 
sworzeń o średnicy ½ cala a nie o średnicy ¾ cala. 

Mimo  to  jednak  biznes  nie  popadł w ruinę. Nie ma zbyt 

wielu osób, które domagałyby się nacjonalizacji przemysłu ma-
szynowego, żeby rząd mógł chronić standardy przed możliwymi 
fałszerstwami. W dzisiejszej gospodarce rynkowej dochodzi do 
niezliczonej ilości transakcji i w większości z nich standardy 
ilościowe i jakościowe odgrywają zasadniczą rolę. A mimo to 
przypadki fałszerstw stanowią nieistotny margines i ten margi-
nes, przynajmniej teoretycznie, można  ścigać. Tak samo stałoby 
się w przypadku bicia monet przez prywatne przedsiębiorstwa. 
Z całą pewnością klienci mincerza, a także jego konkurenci, prze-

background image

44

45

40

   Zob.: Herbert Spencer, Social Statics (New York: D. Appleton & Co.) 1890, 

s. 438.

41

   Dla zaradzenia problemowi zużycia prywatni mincerze mogliby ustalać okres 

gwarancji na zachowanie ostemplowanej normy wagowej, albo mogliby przyj-
mować zużyte monety do wymiany na monety o pierwotnej lub mniejszej wadze. 
Należy zauważyć, że w wolnej gospodarce nie istniałaby przymusowa standary-
zacja monet, która obowiązuje zwykle w warunkach monopolu państwowego.

42

   Więcej historycznych przykładów prywatnej produkcji monet można znaleźć 

w: B.W. Barnard, „The use of Private Tokens for Money in the United States”, 
Quarterly Journal of Economics (1916-17), ss. 617-626; Charles A. Conant, 
The Principles of Money and Banking (New York: Harper Bros., 1905) I, ss. 
127-132; Lysander Spooner, A Letter to Grover Cleveland (Boston: B.R. Tucker, 
1886) s. 79; oraz J. Laurence Laughlin, A New Exposition of Money, Credit and 
Prices 
(Chicago: University of Chicago Press, 1931) I, ss. 47-51. O biciu monet 
pisze również Mises, op. cit., ss. 65-67 i Edwin Cannan, Money 8th Ed. (London: 
Staples Press, Ltd., 1935) s. 33 n.

jawialiby niezwykłą czujność wobec ewentualnych przypadków 
fałszowania wagi  lub próby produkowanych przez niego monet

40

Entuzjaści państwowego  monopolu  na  produkcję monet 

twierdzą,  że pieniądz różni się od wszystkich innych towarów, 
gdyż zgodnie z prawem Greshama „zły pieniądz wypiera z obiegu  
dobry pieniądz”. I dlatego nie można ufać, że rynek  zapewni lu-
dziom podaż dobrego pieniądza. To twierdzenie opiera się jednak 
na błędnej interpretacji słynnego prawa Greshama . W rzeczywi-
stości prawo to mówi, że „pieniądz, któremu rząd nada sztucznie 
zawyżoną wartość, będzie wypierał z obiegu  pieniądz, którego 
wartość zostanie sztucznie zaniżona”. Przypuśćmy na przykład, 
że w obiegu  znajdują się jednouncjowe złote monety. Po iluś la-
tach w wyniku zużycia niektóre z tych monet będą ważyć już tyl-
ko – powiedzmy – 0,9 uncji. Oczywiście na wolnym rynku  zużyte 
monety będą miały tylko 90% wartości monet pełnowartościo-
wych i trzeba będzie zmienić ich wartość nominalną

41

. To właśnie 

„złe” monety zostaną wyparte z rynku. Przypuśćmy jednak, że 
rząd wydaje ustawę, która stanowi, iż wszyscy muszą traktować 
zużyte monety tak samo jak nowe, pełnowartościowe i muszą je 
przyjmować jako zapłatę wierzytelności na równi z nowymi. Co 
w rzeczywistości zrobił rząd? Narzucił kontrolę cen wynikającą 
z przymusu stosowania określonego „kursu wymiany ” jednych 
monet na drugie. Zmuszając do stosowania kursu al pari (1: 1), 
mimo  że zużyte monety powinny być wymieniane z dziesięcio-
procentowym dyskontem, rząd sztucznie zawyża wartość starych 
monet i zaniża wartość nowych. W rezultacie każdy będzie się 

posługiwał zużytymi monetami, a nowe będzie gromadził lub je 
wyeksportuje. Jak więc widzimy, „zły pieniądz  wypiera z obiegu  
dobry pieniądz”, ale nie na wolnym rynku , lecz w wyniku inter-
wencji rządu  na rynku. 

Mimo  że prywatni mincerze byli nieustannie nękani przez 

rządy, co sprawiało, że bicie monety  było zajęciem wysoce ryzy-
kownym, prywatne monety doskonale funkcjonowały w różnych 
momentach historii. Zgodnie z zasadą mówiącą,  że wszelkich 
wynalazków dokonują wolne jednostki a nie państwo, pierwsze 
monety były bite przez osoby prywatne i złotników. Nawet, gdy 
państwo zaczęło monopolizować produkcję  monet,  na  królew-
skich monetach znajdowały się gwarancje prywatnych bankierów, 
którym ludzie ufali widocznie znacznie bardziej niż rządowi. 
W Kalifornii monety pochodzące  z  prywatnych  mennic  znajdo-
wały się w obiegu  jeszcze w 1848 roku

42

8. „Właściwa” podaż pieniądza

Możemy teraz przejść do zagadnienia, czym jest podaż pieniądza  
w społeczeństwie i w jaki sposób z niej się korzysta. W szczególności 
zajmiemy się odwiecznym pytaniem o to, ile pieniędzy „potrzebuje-
my”. Czy podaż pieniądza powinna być regulowana według określo-
nych kryteriów, czy też może o niej decydować wolny rynek ? 

background image

46

47

Przede wszystkim, całkowite  zasoby  albo  podaż pienią-

dza w społeczeństwie w określonym momencie odpowiadają 
całkowitemu ciężarowi występującej w danym czasie substan-
cji używanej jako pieniądz
. Załóżmy na razie, że tylko jeden 
towar jest wykorzystywany na wolnym rynku 

 jako pieniądz. 

Przyjmijmy ponadto, że tym towarem jest złoto  (choć równie do-
brze mogłoby to być srebro  albo nawet żelazo; o tym, który towar 
przyjąć za pieniądz, decyduje rynek  a nie my). Jeśli pieniądzem 
jest złoto, to całkowita podaż pieniądza równa jest całkowitemu 
ciężarowi złota , które znajduje się w posiadaniu społeczeństwa. 
Postać, w jakiej złoto występuje, nie ma znaczenia – chyba, że 
koszt nadania określonych form jest wyższy od kosztu tworzenia 
innych form (np. bicie monet kosztuje więcej niż przetapianie ich). 
W tej sytuacji jedna z form zostanie wybrana przez rynek jako 
pieniądz rozrachunkowy, a inne formy będą miały wartość nieco 
wyższą lub nieco niższą w zależności od ich względnej ceny  ryn-
kowej. 

Zmiany całkowitej ilości złota   będą wywoływane przez te 

same czynniki, które są odpowiedzialne za zmiany podaży innych 
towarów. Zwiększenie jego ilości będzie wynikiem zwiększonego 
wydobycia; zmniejszenie – rezultatem normalnego zużycia w co-
dziennych transakcjach, zużycia w przemyśle itd. Jako że rynek  
przeznaczy na pieniądz towar trwały i dzięki temu, że pieniądze 
nie ulegają tak intensywnemu zużyciu jak inne towary, służąc tyl-
ko jako środek wymiany – roczna produkcja towaru pieniężnego 
będzie stosunkowo niewielka. Zmiany całkowitej ilości zasobów 
złota są więc na ogół bardzo powolne. 

Jaka „powinna” być podaż pieniądza? Podawano najróżniej-

sze zasady: że ilość pieniądza powinna zmieniać się odpowiednio 
do liczby ludności, do „wolumenu handlu ”, do „ilości dóbr wy-
tworzonych”, powinna zapewniać utrzymanie stałego „poziomu 
cen” itd. Nieliczni tylko postulują, żeby decyzję pozostawić ryn-
kowi. Pieniądz   różni się jednak od innych towarów zasadniczym 

czynnikiem. Uchwycenie tej różnicy jest kluczem do zrozumienia 
spraw związanych z pieniądzem. Gdy wzrasta podaż jakiegokol-
wiek  produktu  innego  niż pieniądz,  to  ów  wzrost  przynosi  spo-
łeczeństwu korzyści; jest to powód do ogólnej radości. Większa 
ilość dóbr konsumpcyjnych oznacza wyższy poziom życia dla 
wszystkich; większa ilość dóbr kapitałowych oznacza utrzymanie 
i podwyższenie stopy życiowej w przyszłości. Odkrycie nowej, 
żyznej krainy albo złóż surowców naturalnych również zwiastuje 
poprawę warunków życia, zarówno obecnie, jak i w przyszłości. 
A co się dzieje w przypadku zwiększenia ilości pieniądza? Czy 
wzrost podaży pieniądza jest równie korzystny dla ogółu społe-
czeństwa? 

Dobra konsumpcyjne  zużywane są przez konsumentów; do-

bra kapitałowe i surowce naturalne zużywane są w procesie pro-
dukcji dóbr konsumpcyjnych. Tymczasem pieniędzy nie zużywa 
się; rola pieniądza polega na pośredniczeniu w wymianach – na 
zapewnianiu  łatwiejszego przechodzenia towarów i usług z rąk 
do rąk. Wszystkie te wymiany dokonywane są w oparciu o ceny  
pieniężne. Jeśli telewizor można wymienić na trzy uncje złota ,  to 
mówimy, że „cena” telewizora wynosi trzy uncje. Dla określonego 
czasu wszystkie dobra istniejące w gospodarce będą wymienialne 
na złoto po określonym kursie, czyli po określonej cenie. A jak 
będzie z samym pieniądzem? Czy pieniądz ma swoją „cenę”? 
Jeśli cena jest po prostu kursem wymiany, to oczywiście tak, ale 
w przypadku pieniądza jego ceną jest cały wachlarz kursów wy-
miany  na wszystkie poszczególne dobra dostępne na rynku. 

Przypuśćmy,  że telewizor kosztuje trzy uncje złota ,  samo-

chód – sześćdziesiąt, bochenek chleba – 1/100 uncji, a godzina po-
rady prawnej u Jonesa – jedną uncję. „Cenę pieniądza” będą więc 
stanowiły różne poszczególne stosunki wymiany. Jedna uncja zło-
ta będzie „warta” albo 1/3 telewizora, albo 1/60 samochodu, albo 
100 bochenków chleba, albo 1 godzinę pracy Jonesa. I tak dalej 
ze wszystkimi dobrami. Ceną pieniądza jest więc „siła nabywcza” 

background image

48

49

jednostki pieniężnej – w tym wypadku jednej uncji złota. Mówi 
nam ona, co można otrzymać w zamian za tę uncję, podobnie 
jak cena pieniężna telewizora mówi o tym, ile pieniędzy można 
uzyskać w zamian za telewizor. Co determinuje cenę pieniądza? 
Te same siły, które decydują o wszystkich cenach na rynku – pra-
stare, ale zawsze sprawdzające się prawo popytu i podaży. Wszy-
scy dobrze wiemy, że gdy wzrośnie podaż jaj, to ich cena będzie 
spadać; jeśli zgłaszany przez kupujących popyt na jaja wzrośnie, 
to cena będzie rosła. Tak samo dzieje się w przypadku pieniądza. 
Wzrost podaży pieniądza spowoduje spadek jego „ceny ”; wzrost 
popytu na pieniądz spowoduje wzrost tej ceny. Ale jaki jest popyt 
na pieniądz  ? Wiemy, co oznacza „popyt” w przypadku jaj; jest 
to ilość pieniędzy, którą konsumenci są gotowi wydać na jaja 
wraz z jajami, które pozostaną i nie znajdą nabywców. Również 
w przypadku pieniądza „popyt” oznacza różne dobra oferowane 
w zamian za pieniądze wraz z pieniędzmi, które zostaną zatrzy-
mane w gotówce i przez pewien czas nie będą wydawane. W oby-
dwu przypadkach „podaż” można odnieść do łącznych zasobów 
danego dobra obecnych na rynku. 

Co się zatem dzieje, gdy przy niezmienionym popycie na 

pieniądz podaż  złota  wzrasta? „Cena pieniądza”  spada,  tzn.  siła 
nabywcza każdej jednostki pieniężnej maleje. Uncja złota będzie 
teraz warta mniej niż 100 bochenków chleba, 1/3 telewizora itd. 
I odwrotnie: gdy podaż  złota maleje, siła nabywcza uncji złota 
wzrasta. 

Jaki  jest  skutek  zmiany  podaży pieniądza? Posługując się 

przykładem jednego z pierwszych ekonomistów, Davida Hume-
’a, możemy postawić  sobie  pytanie,  co  by  się stało, gdyby pew-
nej nocy jakaś dobra wróżka wśliznęła się do naszych kieszeni, 
portfeli, sejfów bankowych i podwoiła ilość naszych pieniędzy. 
Czy stalibyśmy się od tego dwukrotnie bogatsi? Oczywiście nie. 
Bogaci stajemy się dzięki obfitości dóbr, a ograniczeniem tej ob-
fitości jest rzadkość zasobów: ziemi, pracy i kapitału. Zwiększe-

nie ilości bilonu  nie spowoduje zaistnienia tych zasobów. Przez 
moment możemy  poczuć się dwa razy bogatsi, ale oczywiście 
w istocie mamy tylko do czynienia z rozcieńczeniem podaży pie-
niądza. Gdy tylko ludzie ruszą  na  zakupy  z  nowo  otrzymanymi 
pieniędzmi w garści, ceny  – z dużym przybliżeniem – wzrosną 
dwukrotnie, a w każdym razie do takiego poziomu, przy którym 
popyt zostanie zaspokojony, a pieniądz nie będzie podbijał cen na 
istniejące dobra. 

Widzimy zatem, że wzrost podaży pieniądza, podobnie jak 

wzrost podaży każdego dobra, powoduje wprawdzie spadek jego 
ceny , ale – w przeciwieństwie do innych dóbr – nie przynosi 
społeczeństwu korzyści
. Ludzie nie stają się bogatsi. Nowe dobra 
konsumpcyjne i kapitałowe wpływają na podwyższenie poziomu 
życia, natomiast nowe pieniądze wywołują tylko wzrost cen, tj. 
rozcieńczają  własną siłę nabywczą. Dzieje się tak dlatego, że 
pieniądz jest użyteczny wyłącznie ze względu na swoją wartość 
jako środek wymiany. Inne dobra mają różne zastosowania „prak-
tyczne” i z tego względu wzrost ich podaży służy zaspokojeniu 
kolejnej części popytu zgłaszanego przez konsumentów. Użytecz-
ność pieniądza związana jest wyłącznie z potencjalną wymianą; 
wynika z jego wartości wymiennej albo „siły nabywczej”. Nasze 
prawo – mówiące o tym, że wzrost ilości pieniądza nie przynosi 
społeczeństwu korzyści – jest konsekwencją unikalnego zastoso-
wania pieniądza jako środka wymiany . 

Zwiększenie podaży pieniądza rozcieńcza tylko wydajność 

każdej uncji złota 

, z drugiej zaś  strony  zmniejszenie  podaży 

pieniądza zwiększa siłę, z jaką każda uncja wykonuje swoją pra-
cę. Dochodzimy więc do zadziwiającego wniosku, że  wielkość 
podaży pieniądza jest bez znaczenia
. Każda podaż tak samo 
dobrze spełni swoje zadanie. Wolny rynek  dostosuje się poprzez 
zmianę siły nabywczej albo wydajności jednostki złota. Nie ma 
powodu, by wpływać na rynek w celu zmiany podaży pieniądza, 
jaką sam determinuje. 

background image

50

51

43

   Wydobycie złota  nie jest oczywiście bardziej dochodowe niż jakiekolwiek inne 

przedsięwzięcie. W dłuższej perspektywie rentowność tego rodzaju działalności  
zrównuje się z rentownością netto każdej innej gałęzi przemysłu.

Planista monetarny mógłby w tym miejscu zaprotestować: 

„W porządku, ale jeśli uznamy, że zwiększanie podaży pieniądza 
nie ma sensu, to czy nie oznacza to, iż wydobywanie złota   jest 
marnotrawieniem środków? ” Ten argument może przemawiać do 
osób, które nie mają zasadniczych zastrzeżeń do państwowego in-
terwencjonizmu, ale nie przekona zdecydowanych obrońców wol-
ności. Lekceważy on jednak ważny szczegół: złoto jest nie tylko 
pieniądzem, ale także towarem. Wzrost podaży złota nie przynosi 
żadnych korzyści pieniężnych , ale przynosi korzyści niepienięż-
ne 
, tzn. zapewnia większą ilość złota do celów konsumpcyjnych 
(zdobniczych, dentystycznych i innych) i na potrzeby produkcji 
(wyroby przemysłowe). Wydobycie złota nie jest więc wcale mar-
notrawieniem energii społeczeństwa. 

Podsumowując, należy stwierdzić, że wyznaczenie wielkości 

podaży pieniądza – podobnie jak i innych dóbr – należy pozosta-
wić  wolnemu  rynkowi.  Poza  ogólnymi  zaletami  natury  moralnej 
i gospodarczej, rozwiązanie polegające na powstrzymaniu się od 
dyktowania ilości pieniądza będzie bardziej funkcjonalne, a wolny 
rynek  ustali wydobycie złota  na poziomie odpowiednim do popytu 
konsumentów oraz w proporcji do podaży pozostałych dóbr

43

9. Problem „tezauryzacji ”

Niełatwo jest jednak zamknąć usta przeciwników wolności 
pieniądza. Szczególnie często posługują się oni straszakiem 
„tezauryzacji ”.  Przywołują obraz samolubnego starego skąpca, 
który – bądź to z pobudek irracjonalnych bądź w jakichś niecnych 

celach – gromadzi złoto w piwnicy albo w skarbcu i przyczynia 
się w ten sposób do zatrzymania obiegu  pieniądza w handlu  i do 
pojawienia się depresji  oraz innych problemów. Czy tezauryzacja 
stanowi rzeczywiście zagrożenie? 

Przede wszystkim należy zauważyć,  że w tym przypadku 

mamy po prostu do czynienia ze zwiększonym popytem na pie-
niądz ze strony skąpca. W rezultacie ceny  dóbr spadną, a siła na-
bywcza uncji złota   wzrośnie. Nie przynosi to strat społeczeństwu, 
które zadowala się niższą efektywną podażą wydajniejszych uncji 
złota. 

A zatem nawet w najgorszym wariancie sytuacja ta nie 

prowadzi do żadnych fatalnych skutków i wolność pieniądza nie 
wywołuje trudności. Na tym jednak problem się nie kończy, gdyż 
dążenie ludzi do gromadzenia większej lub mniejszej ilości pie-
niądza w gotówce nie jest niczym irracjonalnym. 

Przyjrzyjmy się bliżej zagadnieniu salda gotówkowego. Dla-

czego ludzie w ogóle trzymają gotówkę? Przypuśćmy,  że każdy 
byłby w stanie przewidzieć przyszłość z całkowitą pewnością. 
W takim przypadku nikt nie musiałby w ogóle przechowywać 
gotówki .  Każdy wiedziałby, ile dokładnie pieniędzy wyda i jaki 
osiągnie dochód każdego dnia. Nie musiałby więc trzymać go-
tówki  pod ręką, tylko pożyczyłby swoje złoto i otrzymywał wy-
płaty w odpowiednich dawkach i dokładnie wtedy, gdy przewidy-
wałby określone wydatki. Tymczasem żyjemy przecież w świecie 
niepewności . Ludzie nie są w stanie dokładnie przewidzieć, co 
im się przytrafi, ani jakie będą ich przyszłe dochody i wydatki. 
Im większa panuje wśród ludzi niepewność i strach, tym więcej 
gotówki   będą chcieli mieć pod ręką; im większe ludzie mają po-
czucie bezpieczeństwa, tym mniejszą  będą mieli skłonność do 
przetrzymywania gotówki 

. Inna przyczyna trzymania gotówki 

 

wiąże się również z niepewnością realnego świata. Jeśli ludzie 
spodziewają się,  że w niedalekiej przyszłości cena pieniądza 
spadnie, to wydają pieniądze teraz, póki ich wartość jest większa; 

background image

52

53

44

   W którym momencie zasoby gotówki  stają się podejrzanym nieco „skarbem”, 

a zapobiegliwa osoba – skąpcem? Nie da się ustalić żadnych defi nitywnych kry-
teriów: zarzut, że ktoś „tezauryzuje” gotówkę, oznacza tylko, że A przechowuje 
więcej gotówki , niż B uważa za stosowne w jego przypadku.

następuje wówczas „detezauryzacja” i spada popyt na pieniądz. 
I odwrotnie, jeśli ludzie przewidują  wzrost  ceny   pieniądza, to 
odłożą wydatki na później, kiedy jego wartość wzrośnie, a popyt 
na pieniądz zwiększy się. Zgłaszany przez ludzi popyt na gotówkę 
rośnie i maleje z istotnych i uzasadnionych przyczyn. 

Ekonomiści, którzy uważają,  że nie jest dobrze, jeśli pie-

niądze nie pozostają w stałym, czynnym „obiegu ”, są w błędzie. 
Pieniądz  jest rzeczywiście użyteczny wyłącznie jako środek wy-
miany, ale jego użyteczność nie ogranicza się wyłącznie do mo-
mentu, w którym dochodzi do wymiany
. Często lekceważy się 
ten fakt. Pieniądz  jest  tak  samo  użyteczny, gdy spoczywa „bez-
czynnie” jako czyjeś zasoby gotówki  – nawet w postaci „skarbu” 
skąpca

44

. Te pieniądze są bowiem przechowywane w oczekiwaniu 

na możliwą przyszłą wymianę – ich właścicielowi zapewniają 
w tym momencie korzyść polegającą na umożliwieniu dokona-
nia wymiany w dowolnym czasie – obecnie lub w przyszłości 
– w którym właściciel zechce jej dokonać. 

Należy pamiętać o tym, że całe złoto musi do kogoś należeć 

i że w związku z tym całe złoto musi być przechowywane przez 
ludzi w postaci gotówki  lub na rachunkach gotówkowych. Jeśli 
w społeczeństwie jest 3000 ton złota , to całe 3000 ton musi mieć 
w każdym momencie swoich właścicieli i musi pozostawać w dys-
pozycji poszczególnych osób. Całkowita suma sald gotówkowych 
jest  zawsze  identyczna  z  całkowitą ilością pieniądza w społe-
czeństwie. A zatem, jak na ironię, gdyby nie istniejąca w świe-
cie niepewność, niemożliwy byłby w ogóle system monetarny! 
W świecie całkowitej pewności nikt nie chciałby przechowywać 
gotówki ,  więc popyt na pieniądz byłby nieskończenie mały, ceny  

nieskończenie wysokie i każdy system monetarny załamałby się. 
Istnienie zasobów gotówkowych nie jest czynnikiem irytują-
cym i przysparzającym kłopotów, lecz jest absolutnie niezbędne 
w każdej gospodarce pieniężnej. 

Mówienie,  że pieniądz „krąży” (znajduje się w „obiegu ”) 

również prowadzi do nieporozumień. Tak jak wszystkie metafory 
wzięte z nauk fizycznych, określenie to wskazuje na jakiś rodzaj 
niezależnego od ludzkiej woli, mechanicznego procesu, który 
odbywa się z pewną prędkością przepływu albo w pewnym „ryt-
mie”. W rzeczywistości pieniądz nie „krąży”, tylko od czasu do 
czasu jest przekazywany z jednego salda gotówkowego na inne. 
Jeszcze raz okazuje się, że istnienie pieniądza jest wynikiem tego, 
iż ludzie chcą dysponować zasobami gotówki . 

Na początku tego rozdziału pokazaliśmy, że „tezauryzacja” 

nie przynosi społeczeństwu żadnych strat. Teraz przekonamy się, 
że wahania ceny  pieniądza wynikające ze zmian popytu na pie-
niądz mają dla społeczeństwa korzystne skutki – tak korzystne, 
jak zwiększenie podaży każdego innego towaru lub usługi. Jak 
widzieliśmy, całkowita suma sald gotówkowych w społeczeństwie 
musi być równa i identyczna z całkowitą ilością pieniądza. Załóż-
my, że jego ilość jest stała i wynosi, powiedzmy, 3000 ton. Załóż-
my następnie, że z jakiegoś powodu – na przykład ze względu na 
wzrost poczucia niepewności  – zwiększa się zapotrzebowanie lu-
dzi na gotówkę. Oczywiście zaspokojenie tego popytu będzie dla 
społeczeństwa korzystne, ale jak ten popyt ma być zaspokojony, 
jeśli całkowita suma sald gotówkowych musi pozostać niezmien-
na? Po prostu tak: gdy ludzie cenią sobie wyżej gotówkę, popyt na 
pieniądz rośnie, a ceny spadają. W rezultacie ta sama całkowita 
suma sald gotówkowych daje teraz wyższe saldo „realne”, tzn. jest 
większa w porównaniu z cenami dóbr – większa w stosunku do 
pracy jaką mają wykonać pieniądze. Efektywne saldo gotówkowe  
społeczeństwa zwiększyło się. I odwrotnie, zmniejszenie się po-
pytu na gotówkę spowoduje zwiększenie zakupów i wzrost cen. 

background image

54

55

45

   Dla naszych rozważań nieistotne jest w tej chwili, w jaki sposób państwo tego 

dokona. Ogólnie mówiąc będzie to polegało na sterowane przez rząd zmiany 
w podaży pieniądza.

Potrzeba obniżenia efektywnego salda gotówkowego społeczeń-
stwa zostanie zaspokojona przez to, że ta całkowita ilość gotówki  
będzie musiała wykonać większą pracę. 

A  zatem,  zmiana  ceny   pieniądza wynikająca z wahań jego 

podaży powoduje tylko zmniejszenie lub zwiększenie wydajności 
jednostki pieniężnej i nie przynosi społeczeństwu korzyści; nato-
miast zmiana jego ceny wynikająca z wahań popytu na gotówkę 
przynosi społeczeństwu korzyści – zaspokaja zgłaszaną przez 
ludzi potrzebę,  żeby saldo gotówkowe  było większe lub mniej-
sze w stosunku do pracy wykonywanej przez gotówkę. Z drugiej 
strony zwiększenie podaży pieniądza uniemożliwi zaspokojenie 
oczekiwań ludzi, że całkowite zasoby gotówki  będą miały większą 
wydajność (większą wydajność pod względem siły nabywczej). 

Na pytanie, czy chcą więcej pieniędzy, ludzie niemal zawsze 

odpowiadają,  że chcieliby ich jak najwięcej! W rzeczywistości 
jednak nie chcą większej liczby jednostek pieniężnych  – więcej 
uncji złota  albo „dolarów” – tylko bardziej wydajnych jednostek, 
czyli większej ilości dóbr i usług, którą  mogliby  za  te  pienią-
dze nabyć. Widzieliśmy,  że społeczeństwo nie może zaspokoić 
zwiększonego popytu na pieniądz przez zwiększenie jego podaży 
– ponieważ zwiększenie podaży spowoduje tylko rozcieńczenie  
wydajności każdej uncji i pieniędzy nie będzie w rzeczywistości 
więcej niż dotychczas. Poziom życia ludzi (pomijając niepienięż-
ne zastosowania złota) nie może się podnieść dzięki zwiększeniu 
wydobycia złota. Jeśli ludzie chcą,  żeby ich uncje złota miały 
większą wydajność, mogą to osiągnąć jedynie poprzez obniżenie 
cen i zwiększenie wydajności każdej uncji. 

10. Czy należy stabilizować poziom cen? 

Niektórzy teoretycy uważają,  że wolny system pieniężny byłby 
nierozsądny, ponieważ nie „stabilizowałby poziomu cen”, tzn. 

ceny 

 jednostki pieniężnej. Pieniądz ,  powiadają oni, powinien 

być ustaloną miarą, która nigdy nie ulega zmianom. Dlatego jego 
wartość lub siła nabywcza powinna podlegać stabilizacji. Na wol-
nym rynku  cena pieniądza podlegałaby wahaniom, więc należy 
ją okiełznać państwowym zarządem, który zapewni stabilność

45

Stabilność zaowocuje sprawiedliwością. Na przykład dłużnicy 
i wierzyciele będą mieli gwarancję, że zwracane dolary albo uncje 
złota   będą miały tę samą siłę nabywczą, którą miały w momencie, 
gdy zostały pożyczone. 

Jednakże, jeśli pożyczkodawcy i dłużnicy chcą zabezpieczyć 

się przed przyszłymi zmianami siły nabywczej, to mogą bez trudu 
osiągnąć ten cel na wolnym rynku . Gdy zawierają umowę, mogą 
uzgodnić,  że zwrot pożyczki będzie stanowiła suma pieniędzy 
skorygowana o pewien ustalony wskaźnik zależny od zmian war-
tości pieniądza. Zwolennicy stabilizowania od zawsze opowiadali 
się za takimi metodami, ale z zagadkowych przyczyn pożyczko-
dawcy i pożyczkobiorcy rzadko korzystali z tej możliwości. Czy 
rząd musi w takim razie narzucić „korzyści” ludziom, którzy już 
dobrowolnie je odrzucili? Wydaje się,  że w tym świecie nieule-
czalnej niepewności   chętnie zaryzykowaliby swoją umiejętnością 
przewidywania przyszłej sytuacji na rynku. W końcu cena pie-
niądza nie różni się od innych wolnych cen na rynku. Skoro inne 
ceny   mogą się zmieniać w zależności od popytu zgłaszanego przez 
jednostki, to dlaczego cena pieniądza nie miałaby się zmieniać? 

Sztuczna stabilizacja poważnie deformowałaby rynek 

 

i utrudniała jego funkcjonowanie. Jak wskazaliśmy, ludzie nie 
mogliby zaspokoić potrzeby zmiany w relacjach na saldzie go-
tówkowym; nie istniałaby możliwość zmiany salda gotówkowego 
zgodnie ze zmianą cen. Ponadto podwyższenie poziomu życia 

background image

56

57

ogółu jest wynikiem inwestycji kapitałowych. Wzrost produk-
tywności  powoduje  spadek  cen  (i  kosztów)  i  dzięki temu owoce 
wolnej przedsiębiorczości docierają do wszystkich. Utrzymywa-
nie na siłę poziomu cen uniemożliwia upowszechnienie się wyż-
szego standardu życia. 

Pieniądz  nie jest „ustaloną miarą”. Jest towarem służącym 

jako środek wymiany. Elastyczność jego wartości względem po-
pytu konsumentów jest tak samo istotna i tak samo korzystna jak 
w przypadku innych wolnych cen rynkowych. 

11. Współwystępowanie różnych pieniędzy

Uzyskaliśmy jak dotąd następujący obraz pieniądza w wolnej go-
spodarce: złoto lub srebro  będące w użyciu jako środek wymiany; 
złoto w postaci monet bitych przez prywatne firmy i używane 
w określonych jednostkach wagowych; ceny  podlegające swobod-
nym wahaniom na rynku w zależności od popytu konsumentów 
i podaży produktów. Wolność cen pociąga za sobą konieczność 
swobody w dziedzinie kształtowania siły nabywczej jednostki 
pieniężnej; nie jest możliwe użycie przemocy i ingerencja w zmia-
ny wartości pieniądza bez jednoczesnego podkopywania wolności 
cen na wszystkie dobra. Oparta na takich zasadach wolna gospo-
darka nie byłaby chaotyczna. Wręcz przeciwnie, taka gospodarka 
byłaby nastawiona na szybkie i efektywne zaspokojenie potrzeb 
konsumentów. Rynek pieniądza może być również wolny. 

Do tej pory upraszczaliśmy nieco problem, przyjmując,  że 

istnieje tylko jeden kruszec  pieniężny- powiedzmy złoto. Przypu-
śćmy, że na światowym rynku pozostają w obiegu  dwa lub więcej 
rodzajów pieniędzy – dajmy na to złoto i srebro . Być może w nie-
których krajach pieniądzem byłoby złoto a w innych srebro, albo 
wszędzie złoto i srebro krążyłyby równolegle. Złoto  na przykład, 
które miałoby – w stosunku uncja do uncji – wyższą wartość 

rynkową niż srebro, byłoby używane do obsługi większych trans-
akcji, natomiast srebro – do obsługi mniejszych. Czy jednoczesne 
użycie dwu rodzajów pieniądza nie wprowadzałyby straszliwego 
chaosu? Czy rząd nie musiałby interweniować i narzucić ustalo-
nego stosunku między nimi („bimetalizmu”), albo w jakiś sposób 
doprowadzić do demonetyzacji jednego z kruszców (narzucając 
„monometalizm”)? 

Jest wielce prawdopodobne, że gdyby rynkowi poluzować 

cugle, to ostatecznie ustanowiłby jeden kruszec  jako pieniądz. 
Wprawdzie na przestrzeni ostatnich stuleci srebro  wciąż konku-
rowało ze złotem, ale rząd wcale nie musi interweniować i rato-
wać rynku przed jego własnym kaprysem, jakim jest utrzymy-
wanie dwóch rodzajów pieniądza. Srebro pozostawało w obiegu  
właśnie dlatego, że było wygodne w użyciu (na przykład jako 
drobne monety). Srebro i złoto mogą z powodzeniem pozostawać 
jednocześnie w obiegu  i z taką sytuacją mieliśmy do czynienia 
w przeszłości. Względna podaż i popyt na każdy z tych kruszców 
będą wyznaczały ich wzajemny kurs wymiany, a ten kurs, tak jak 
każda inna cena, będzie się wahał w zależności od zmiennych sił 
popytu i podaży. W jakimś  momencie  srebro  i  złoto mogą być 
wymieniane w stosunku 16: 1, kiedy indziej 15: 1 itd. O tym, któ-
ry kruszec służyłby jako jednostka rozliczeniowa, decydowałyby 
konkretne warunki panujące na rynku. Jeśli złoto byłoby pie-
niądzem rozliczeniowym, to większość  transakcji  rozliczano  by 
w uncjach złota , a uncje srebra  byłyby wymieniane po swobodnie 
wahających się cenach w złocie. 

Należy jasno powiedzieć, że kurs wymiany i siła nabywcza 

jednostki każdego z tych kruszców będą zawsze dążyły do pozo-
stawania w stałej proporcji. Jeśli ceny  dóbr liczone w srebrze będą 
piętnaście razy wyższe od cen w złocie, to kurs wymiany będzie 
dążył do stosunku 15: 1. W przeciwnym razie będzie się opłacało 
wymienić jeden kruszec  na drugi i trzymać go aż do czasu, gdy 
osiągnięty zostanie parytet. Jeśli ceny w srebrze będą piętnaście 

background image

58

59

46

   Na temat przykładów znanych z historii standardów równoległych zobacz: 

W. Stanley Jevons, Money and the Mechanism of Exchange (London: Kegan 
Paul, 1905) ss. 88-96 oraz Robert S. Lopez, „Back to Gold, 1252,” The Economic 
History Review
 (grudzień 1956) s. 224. Moneta złota   została w Europie wprowa-
dzona niemal jednocześnie w Genui i Florencji. Florencja ustanowiła bimetalizm , 
natomiast „Genua, przeciwnie, starając się ograniczyć jak najbardziej państwowy 
interwencjonizm ,  nie próbowała narzucić ustalonego kursu między monetami 
bitymi z różnych kruszców”, ibid. 179 n. O zgłoszonej przez urzędnika Urzędu 
Probierczego USA propozycji, żeby Stany Zjednoczone   przeszły na standard  rów-
noległy, pisze J.W. Sylvester, Bullion Certifi cates as Currency (New York, 1882).

razy wyższe niż w złocie, a jednocześnie kurs srebra  do złota   wy-
nosić będzie 20: 1, to ludzie szybko zamienią dobra na złoto, ku-
pią srebro , a następnie odkupią te same dobra za srebro, nieźle na 
tej operacji zarabiając. Dzięki temu szybko przywrócony zostanie 
„parytet siły nabywczej” kursu wymiany ; gdy złoto tanieje w sto-
sunku do srebra, ceny dóbr w srebrze rosną, a ceny dóbr w złocie 
maleją. 

Wolny rynek  pozostaje systemem niezwykle dobrze zorga-

nizowanym nie tylko wówczas, gdy pieniądz jest wolny, ale nawet 
wtedy, gdy krąży na nim więcej niż jeden rodzaj pieniądza. 

Jaki rodzaj „standardu” przyniesie wolność pieniądza? Istot-

ne jest, żeby standard  nie został narzucony dekretem rządu. Gdy 
rynkowi pozostawi się wolną rękę, to za jedyny pieniądz będzie 
on mógł przyjąć złoto („standard złota ”) lub srebro  („standard sre-
bra ”), albo – co wydaje się najbardziej prawdopodobne – za pie-
niądze uzna oba kruszce, a kurs wymiany pozostawi swobodnym 
wahaniom („standardy równoległe”)

46

12. Magazyny pieniędzy

Załóżmy więc, że wolny rynek  ustanowił złoto jako pieniądz (dla 
uproszczenia pomijając znów srebro ). Nawet, gdy złoto występuje 

w postaci zgrabnych monet, często nieporęcznie i niewygodnie 
jest się nim posługiwać bezpośrednio. W przypadku większych 
transakcji transport kilkuset funtów  złota   byłby uciążliwy i kosz-
towny. Dlatego wolny rynek, zawsze gotów do zaspokajania spo-
łecznych potrzeb, i tym razem spieszy z pomocą. Złoto  musi być 
najpierw gdzieś zmagazynowane, a ponieważ w innych gałęziach 
przedsiębiorczości najlepiej sprawdza się specjalizacja, to również 
w dziedzinie składowania będzie najbardziej efektywna. Określo-
ne firmy odniosą na rynku sukces oferując usługę składowania. 
Niektóre z nich będą się specjalizować w przechowywaniu złota 
i miliony ludzi powierzą im swoje złoto na przechowanie. W przy-
padku wszystkich magazynów prawo właściciela do zmagazy-
nowanego towaru poświadczane jest kwitem składowym , który 
właściciel otrzymuje w zamian za wstawione do magazynu dobra. 
Kwit upoważnia właściciela do żądania w dowolnym momencie, 
by  wydano  mu  jego  towar.  Magazyn  złota zarobi tak jak każdy 
inny – pobierając opłatę za usługę magazynową. 

Wszelkie przesłanki przemawiają za tym, że składy złota   lub 

magazyny pieniędzy rozwiną się bujnie na wolnym rynku  podob-
nie jak inne. W rzeczy samej w przypadku pieniędzy składowanie 
ma do odegrania nawet jeszcze ważniejszą rolę. Wszystkie inne 
towary przeznaczone są ostatecznie do konsumpcji i po jakimś 
czasie muszą opuścić magazyn, by można je było przeznaczyć do 
zużycia w produkcji lub do konsumpcji. Tymczasem pieniądz, jak 
widzieliśmy, na ogół nie jest w sensie fizycznym „zużywany”; jest 
wykorzystywany do wymiany na inne dobra i do przechowywa-
nia w oczekiwaniu na zaistnienie takich wymian w przyszłości. 
Pieniądz  jest nie tyle „zużywany”, co po prostu przekazywany 
kolejnym osobom. 

W takiej sytuacji względy wygody przemawiają nieuchron-

nie za tym, żeby przekazywać kwit składowy  zamiast samego 
złota  w fizycznej postaci
. Przypuśćmy na przykład,  że Smith 
i Jones przechowują  złoto w tym samym składzie. Jones sprze-

background image

60

61

47

   Trzecią formę substytutu pieniądza stanowią  monety zdawkowe  służące jako 

reprezentacja bardzo drobnego pieniądza. Monety takie są odpowiednikami 
banknotów, tyle że „wydrukowanymi” na metalu o niskiej zawartości kruszcu 
zamiast na papierze.

daje Smithowi samochód za 100 uncji złota. Mogliby oczywiście 
zdecydować się na kosztowny proces polegający na tym, że Smith 
przedstawiłby swój kwit, otrzymał złoto z magazynu i przywiózł 
je do biura Jonesa, by ten dostarczył  je  z  powrotem  do  depozy-
tu . Z pewnością wybraliby jednak wygodniejszy wariant: Smith 
wręczyłby Jonesowi kwit opiewający na 100 uncji złota. 

W ten sposób kwity składowe zaczynają w coraz większym 

stopniu pełnić rolę  substytutów  pieniądza . Coraz mniej trans-
akcji odbywa się przy użyciu samego złota ; zamiast tego coraz 
częściej używane są papierowe tytuły do złota. W miarę rozwoju 
rynku, pojawią się trzy czynniki ograniczające proces przecho-
dzenia na korzystanie z substytutów. Pierwszym jest zakres, 
w jakim ludzie korzystają z tych magazynów pieniądza – nazy-
wanych  bankami  – zamiast używać gotówki . Oczywiście, jeśli 
Jones z jakichś powodów nie chciałby korzystać z usług banku, 
to Smith musiałby przywieźć samo złoto.  Drugim ogranicze-
niem jest klientela poszczególnych banków . Inaczej mówiąc, im 
więcej transakcji jest zawieranych pomiędzy klientami różnych 
banków , tym więcej złota trzeba transportować między banka-
mi . Im więcej transakcji zawierają  klienci  tego  samego  banku, 
tym mniejsza potrzeba transportowania złota. Jeśli Jones i Smith 
byliby klientami różnych składów, bank Smitha (lub sam Smith) 
musiałby przewieźć  złoto do banku Jonesa. Po trzecie, klienci 
muszą wierzyć w uczciwość swoich banków . Jeśli na przykład 
nagle dowiedzą się, że urzędnicy bankowi mają kryminalną prze-
szłość, to najprawdopodobniej bank szybko wypadnie z rynku. 
W tej dziedzinie wszystkie składy – i wszystkie przedsięwzięcia 
oparte na zaufaniu – są do siebie podobne. 

W miarę jak banki  będą się rozwijać, a zaufanie do nich 

będzie rosło, klienci mogą uznać,  że w wielu przypadkach wy-
godniej będzie zrezygnować z prawa do papierowych kwitów 
– nazywanych banknotami (notami bankowymi – bank  notes) 
i zamiast tego posługiwać się rachunkami bieżącymi. W języ-

ku związanym z dziedziną pieniądza  rachunki  te  nazywane  są 
depozytami bankowymi. Zamiast przekazywać papierowe kwi-
ty, klient dysponuje roszczeniem zapisanym w księdze handlowej 
prowadzonej przez bank. Transakcji dokonuje wypisując polece-
nie, zgodnie z którym jego magazyn przekazuje część gotówki  
z jego rachunku na dobro innej osoby. W naszym przykładzie 
Smith poleci bankowi przekazanie zaksięgowanego tytułu do 
swoich 100 uncji złota  na dobro Jonesa. To pisemne polecenie 
nazywane jest czekiem 

Należy zaznaczyć, że w sensie ekonomicznym nie ma żadnej 

różnicy między notą bankową (banknotem) a depozytem banko-
wym. Obydwa te dokumenty stanowią roszczenie do przechowy-
wanego w banku złota ; obydwa przekazywane są na tej samej za-
sadzie jako substytuty pieniądza i obydwa podlegają tym samym 
trzem ograniczeniom zakresu użycia. W zależności od preferencji 
klient może zażyczyć  sobie,  by  jego  tytuł  własności miał formę 
banknotu (note) albo depozytu  (deposit)

47

A teraz zastanówmy się, co się stało z podażą pieniądza 

w wyniku tych wszystkich operacji. Czy to, że papierowe kwity 
lub depozyty bankowe używane są jako „substytuty pieniądza”, 
oznacza, iż efektywna podaż pieniądza w gospodarce wzrosła, 
chociaż zasoby złota  nie uległy zmianie? Oczywiście nie, ponie-
waż substytuty pieniądza to po prostu kwity składowe na faktycz-
nie zdeponowane złoto. Gdy Jones deponuje w swoim składzie 100 
uncji złota i otrzymuje na nie kwit, to kwit ten może być użyty na 
rynku jako pieniądz, ale tylko w formie ułatwiającego operację 
zastępstwa za złoto a nie dodatkowych pieniędzy. Złoto  w skarb-
cu nie bierze więc już udziału w efektywnej podaży pieniądza, 

background image

62

63

lecz jest przechowywane jako rezerwa   na  poczet  wystawionego 
za nie kwitu. Właściciel złota może w każdej chwili zgłosić się 
z tym kwitem po odbiór swojej własności. Większy lub mniejszy 
zakres użycia substytutów nie wywiera wpływu na podaż pienią-
dza. Zmienia się jedynie forma  jego podaży a nie całkowita ilość. 
Na początku w jakiejś społeczności podaż pieniądza może wyno-
sić dziesięć milionów uncji złota. Następnie sześć milionów ludzie 
mogą zdeponować w bankach w zamian za pokwitowania na złoto 
i od tej chwili na efektywną podaż pieniądza będą się składać: 
cztery miliony uncji w złocie i sześć milionów uncji w tytułach do 
złota (gold claims) w postaci papierowych banknotów. Całkowita 
podaż pieniądza pozostała taka sama. 

Co ciekawe, wielu ludzi uważa, że banki  nie mogłyby zara-

biać, gdyby miały funkcjonować w oparciu o taką „stuprocentową 
rezerwę” (kwit zawsze reprezentowałby złoto). Tymczasem pro-
blem w rzeczywistości by nie istniał, tak jak nie istnieje w przy-
padku innych składów. Niemal wszystkie magazyny przechowują 
całość powierzonych im dóbr (stuprocentowa rezerwa ) i uważają 
takie postępowanie za oczywiste. Właściwie inne postępowanie 
uznane by zostało za oszustwo lub kradzież. Magazyny osiągają 
dochody z opłat za usługi  świadczone swoim klientom. Banki 
mogą pobierać opłaty za swoje usługi na tej samej zasadzie. Jeśli 
klienci nie zaakceptują wysokich opłat za usługi banków , to bę-
dzie to tylko oznaczać, że na usługi bankowe nie ma zbyt dużego 
popytu i liczba osób korzystających z tych usług spadnie propor-
cjonalnie do niskiej oceny ich przydatności. 

Dochodzimy tu do najbardziej chyba drażliwego problemu, 

z którym zmagają się ekonomiści: do oceny „częściowej rezerwy  
bankowej ”.  Musimy  postawić pytanie: czy częściowa rezerwa 

 

bankowa byłaby dopuszczalna na wolnym rynku , czy też zakaza-
no by jej, traktując jako oszustwo? Jak wiadomo rzadko zdarzało 
się,  żeby banki  trzymały się przez dłuższy czas zasady stupro-
centowego pokrycia. Gdy pieniądze pozostają w składzie przez 

długi okres, bank  ma pokusę,  żeby części tych pieniędzy użyć 
na własny  rachunek.  Pokusa  ta  wynika  również z faktu, że za-
zwyczaj ludziom jest obojętne, czy złote monety, które odbierają 
ze składu, są identyczne z monetami, które oddali do depozytu . 
Bank ma więc przemożną chęć wykorzystania cudzych pieniędzy 
dla własnego zysku. 

Jeśli banki  pożyczają bezpośrednio złoto, to kwity stają się 

oczywiście częściowo nieważne. Niektóre kwity nie mają od tej 
pory pokrycia w złocie; bank  staje się faktycznie niewypłacalny, 
ponieważ nie byłby w stanie wywiązać się z własnych zobowiązań, 
gdyby go do tego wezwano. Nie mógłby zwrócić swoim klientom 
ich własności, gdyby wszyscy zgłosili się po nią jednocześnie. 

Na ogół, zamiast posługiwać się samym złotem, banki  dru-

kują kwity bez pokrycia lub „pseudo” kwity magazynowe, tzn. 
pokwitowania na złoto, którego nie mają i nie mogą mieć. Następ-
nie pożyczają je dla zysku. Oczywiście ma to swoje skutki ekono-
miczne. Wydrukowanych zostaje więcej kwitów składu niż złota , 
które przechowywane jest w skarbcach. Bank wystawił kwity 
składu, które nie przedstawiają niczego, choć mają reprezentować 
100% zapisanej na nich (nominalnej) wartości w złocie. Pseudo-
kwity napływają na ufny rynek  w taki sam sposób jak prawdziwe 
kwity, powiększając efektywną podaż pieniądza w kraju. Jeśli 
w powyższym przykładzie banki wystawią teraz fałszywe, nie 
mające pokrycia w złocie, pokwitowania na dwa miliony uncji 
złota, to krajowa podaż pieniądza wzrośnie z dziesięciu do dwu-
nastu milionów uncji złota – przynajmniej do czasu, gdy te czary-
mary zostaną zdemaskowane i poddane korekcie. Teraz w obiegu  
znajduje się – oprócz czterech milionów uncji złota pozostających 
w posiadaniu ludzi – osiem milionów uncji w substytutach pienią-
dza , a z nich tylko sześć milionów ma pokrycie w złocie. 

Emisja pseudo-kwitów, podobnie jak fałszowanie monety , 

stanowi przykład  inflacji ,   którą poddamy teraz dalszej anali-
zie. Inflację  można zdefiniować jako każde takie zwiększenie 

background image

64

65

48

   Zobacz: Amasa Walker, The Science of Wealth, 3rd Ed.(Boston: Little, Brown, 

and Co., 1867) ss. 139-141; oraz ss. 126-232, gdzie znajduje się doskonałe omó-
wienie zagadnienia pieniędzy pochodzących z częściowej rezerwy  bankowej .

podaży pieniądza w gospodarce, które nie polega na zwięk-
szeniu ilości kruszcu pieniężnego
. Banki oparte na częściowej 
rezerwie są więc instytucjami, które ze swej natury wywołują 
inflację. 

Obrońcy banków  argumentują w następujący sposób: banki  

działają tak samo jak inne przedsiębiorstwa – po prostu ryzykują. 
Bezsprzecznie, jeśli wszyscy deponenci zgłosiliby się ze swoimi 
roszczeniami, banki zbankrutowałyby, ponieważ suma kwitów 
przekraczałaby ilość złota  w skarbcach. Tyle tylko, że banki liczą 
po prostu na to – na ogół nie bez racji – iż nie wszyscy zgłoszą się 
po złoto. Jednakże olbrzymia różnica między bankiem opartym 
na „częściowej rezerwie” a każdym innym przedsiębiorstwem po-
lega na tym, że inni biznesmeni używają do swoich ryzykownych 
przedsięwzięć własnego lub pożyczonego kapitału; jeśli zaciągają 
kredyt, to obiecują go spłacić w określonym czasie i dbają o to, 
żeby w umówionym dniu mieć  do  dyspozycji  ilość pieniędzy 
wystarczającą do wywiązania się z tej obietnicy. Jeśli Smith 
pożyczy 100 uncji złota na rok, to postara się o to, żeby w ozna-
czonym dniu mieć 100 uncji złota. Tymczasem bank nie pożycza 
od swoich deponentów. Nie składa obietnicy, że określonego dnia 
zwróci złoto. Zobowiązuje się  zamiast  tego  do  wypłacenia na 
każde  żądanie złota za okazaniem kwitu. Banknot  lub depozyt 
nie jest więc rewersem (IOU) ani długiem; jest pokwitowaniem 
na własność należącą do innych. Ponadto, gdy przedsiębiorca za-
ciąga dług  lub pożycza komuś pieniądze, to nie zwiększa podaży 
pieniądza. Pożyczone pieniądze są funduszami zaoszczędzony-
mi
, częścią istniejących już pieniędzy, która zostaje przekazana 
pożyczkobiorcy przez oszczędzającego. Natomiast emisja banko-
wa  sztucznie zwiększa podaż pieniądza, ponieważ pseudo-kwity 
zostają wprowadzone na rynek . 

Bank nie ponosi więc zwykłego ryzyka związanego z pro-

wadzeniem działalności gospodarczej. W przeciwieństwie do 
innych przedsiębiorstw nie sporządza okresowych zestawień 

aktywów i pasywów, tzn. nie troszczy się o to, czy w określo-
nych terminach będzie dysponował sumami pieniędzy wystar-
czającymi do uregulowania swoich zobowiązań. Większość jego 
zobowiązań – w przeciwieństwie do aktywów – to zobowiązania 
bieżące. 

Bank kreuje nowy pieniądz z powietrza i nie musi – tak jak 

wszyscy inni – zdobywać pieniędzy produkując albo sprzedając 
usługi. Bank jest już i przez cały czas pozostaje bankrutem; tyle 
że jego upadłość wyjdzie na jaw dopiero wtedy, gdy klienci za-
czną coś podejrzewać i podejmą „run na banki ”. W żadnej innej 
gałęzi gospodarki nie występuje zjawisko „runu”. Żadne inne 
przedsiębiorstwo nie pogrąża się w upadku z dnia na dzień tylko 
dlatego,  że jego klienci postanawiają odzyskać swoją  własność. 
Żadne inne przedsiębiorstwo nie tworzy fikcyjnych nowych pie-
niędzy, które ulatniają się z chwilą, gdy chce się je przeliczyć. 

Tragicznym konsekwencjom gospodarczym częściowej rezer-

wy  bankowej  przyjrzymy się bliżej w następnym rozdziale. Teraz 
wystarczy powiedzieć, że w sensie moralnym taki rodzaj banków  
nie miałby prawa istnieć na wolnym rynku , tak jak nie miałaby 
prawa istnieć  żadna  inna  forma   ukrytego  złodziejstwa. Prawdą 
jest, że banknot lub potwierdzenie depozytu  nie zawiera stwierdze-
nia, że skład gwarantuje utrzymywanie pełnego pokrycia w złocie 
w każdym momencie. Jednakże bank składa obietnicę wypłaty na 
żądanie, jeśli więc wydaje jakiekolwiek fałszywe kwity, to dopusz-
cza się fałszerstwa, ponieważ od tego momentu nie jest w stanie 
dotrzymać swojej obietnicy i wypłacić złota  za wszystkie bankno-
ty  i potwierdzenia depozytów

48

. Do oszustwa dochodzi więc, gdy 

tylko zostaną wystawione pseudo-kwity. Rozstrzygnięcie,  które 
dokładnie kwity zostały sfałszowane, ma miejsce dopiero po tym, 

background image

66

67

49

   W systemie libertariańskim należałoby może uznać „ogólne dowody składowe” 

(które pozwalają na to, żeby magazyn zwrócił deponentowi dowolne dobro 
jednakowe ze zdeponowanym) za „określone dowody składowe”, takie jak listy 
przewozowe, kwity zastawne, warranty dokowe itd., które ustanawiają prawo 
własności do konkretnych wymienionych w tych dokumentach przedmiotów. 
W przypadku ogólnego dowodu składowego magazyn ma pokusę, żeby zdepo-
nowane towary uważać za swoją własność a nie za własność należącą do klien-
tów. Tak właśnie uważają bank . Zobacz: Jevons, op. cit., ss. 207-212.

50

   Fałszerstwo jest ukrytą kradzieżą, ponieważ oznacza, że po otrzymaniu dobra 

umowa nie jest dotrzymana. Jeśli osoba A sprzedaje osobie B paczkę z napisem 
„płatki kukurydziane”, a po otwarciu opakowania okazuje się, że w środku jest 
słoma, to fałszerstwo A stanowi w rzeczywistości kradzież własności należącej 
do B. Na tej samej zasadzie emisja kwitów magazynowych na nieistniejące to-
wary – gdy kwity te są identyczne z prawdziwymi – jest oszustwem w stosunku 
do tych, którzy znajdują się w posiadaniu tytułów do nieistniejącej własności.

jak nastąpi run na bank i  (ponieważ wszystkie kwity wyglądają tak 
samo). Na lodzie zostają ci, którzy zgłoszą się najpóźniej

49

Jeśli w wolnym społeczeństwie miałoby być zakazane 

fałszerstwo, to taki sam los powinien spotkać system bankowy  
oparty na częściowych rezerwach

50

. Przypuśćmy jednak, że fał-

szerstwo i częściowa rezerwa  bankowa byłyby dozwolone, a ban-
ki   musiałyby się tylko wywiązywać z obowiązku wypłat złota   na 
żądanie. Każda odmowa wypłaty oznaczałaby natychmiastowe 
bankructwo. Taki system znany jest pod nazwą „wolnej banko-
wości”  („free banking ”). Czy doszłoby wtedy do poważniejszej 
fałszerskiej emisji substytutów pieniądza   powodującej sztuczną 
kreację nowych pieniędzy? Wielu ludzi tak sądziło i uważało, 
że „dzika bankowość”  („wildcat banking ”) spowodowałaby po 
prostu astronomiczny wzrost podaży pieniądza. Tymczasem jest 
odwrotnie: „wolna bankowość” prowadziłaby do ustanowienia 
znacznie bardziej „twardego” systemu pieniężnego niż ten, który 
mamy obecnie. 

Działalność banków  byłaby ograniczona przez te same trzy 

czynniki, o których mówiliśmy wyżej, i to ograniczona w sposób 

rygorystyczny. Przede wszystkim ekspansja  każdego banku by-
łaby ograniczona przez możliwość utraty złota  na rzecz innego 
banku. Bank może bowiem zwiększać ilość pieniądza tylko wśród 
własnych klientów. Przypuśćmy,  że bank A posiadający 10000 
uncji złota w depozytach wystawia 2000 uncji fałszywych kwi-
tów depozytowych i pożycza je różnym przedsiębiorstwom lub 
inwestuje w papiery wartościowe . Kredytobiorca  lub poprzedni 
właściciel papierów wyda nowe pieniądze na rozmaite towary 
i usługi. W końcu, po jakimś czasie krążenia, pieniądze te trafią 
do właściciela, który będzie klientem innego banku B. 

Na tym etapie bank B wezwie bank A do wypłacenia za kwit 

depozytowy złota ,  żeby bank B mógł umieścić je w swoim skarb-
cu. Oczywiście im szersze są rzesze klientów każdego banku i im 
większe obroty między ich klientami, tym większą możliwość 
ekspansji kredytowej  i zwiększania podaży pieniądza ma każdy 
z banków . Jeśli bowiem klientów banku jest niewielu, to w krót-
kim czasie po wyemitowaniu stworzonego przez siebie pieniądza 
bank zostanie wezwany do wypłacenia złota – a jak wiemy – po-
siada on jedynie ułamek  środków potrzebnych do dotrzymania 
swoich zobowiązań. W celu uniknięcia bankructwa  spowodowa-
nego taką sytuacją bank, który ma mniej klientów, musi utrzy-
mywać większą rezerwę  złota i musi bardziej ograniczać swoją 
ekspansję kredytową . Gdy w każdym kraju będzie jeden bank, 
będzie on miał znacznie większe  pole  dla  ekspansji,  niż wtedy, 
gdy jeden bank będzie przypadał na dwie osoby w społeczności. 
A zatem, przy zachowaniu pozostałych czynników bez zmian, 
im więcej jest banków 

 i im są one mniejsze, tym „twardsza” 

– i lepsza – będzie podaż pieniądza. Klientela banków  będzie do-
datkowo ograniczona przez te osoby, które w ogóle nie korzystają 
z usług  bankowych.  Im  więcej ludzi używa prawdziwego złota, 
tym mniej jest miejsca dla inflacji  wywoływanej przez banki . 

Załóżmy jednak, że banki 

 budują kartel 

 i uzgadniają,  że 

będą nawzajem realizować swoje kwity, nie domagając się wypła-

background image

68

69

ty w złocie. Przypuśćmy następnie, że pieniądz bankowy znajduje 
się w powszechnym użyciu. Czy pozostałyby wówczas jakieś 
ograniczenia dla ekspansji banków ? Tak, pozostaje jeszcze za-
ufanie klientów do banków . W miarę jak rośnie kredyt udzielany 
przez banki i zwiększa się coraz bardziej podaż pieniądza, coraz 
więcej osób zaczyna się niepokoić malejącą rezerwą częściową. 
I w społeczeństwie prawdziwie wolnym osoby, które wiedzą 
o tym, że system bankowy  jest niewypłacalny, utworzą ligi anty-
bankowe, które będą nawoływały klientów do wycofania swoich 
pieniędzy póki czas. Takie ligi miałyby na celu sprowokowanie 
runów na banki, albo zagrożenie paniką, a to mogłoby się przy-
czynić do powstrzymania ekspansji pieniężnej. 

To, co powiedzieliśmy powyżej, nie oznacza bynajmniej 

potępienia kredytu w ogóle. Kredyt  odgrywa na wolnym rynku  
niezwykle ważną rolę.  Zawarcie  transakcji  kredytowej  oznacza, 
że właściciel pieniędzy (dobra użytecznego w teraźniejszości) 
wymienia  je  na  rewers   stanowiący zobowiązanie do spłacenia 
długu w określonym dniu w przyszłości (rewers jest tutaj „do-
brem przyszłym”), a stopa procentowa odzwierciedla fakt, iż 
dobra teraźniejsze cenione są na rynku wyżej niż dobra przyszłe . 
Tymczasem banknoty  albo potwierdzenia depozytów nie są kre-
dytem; są tylko kwitami magazynowymi zobowiązującymi bank  
do natychmiastowej wypłaty gotówki  (np. złota ) z zasobów skarb-
ca. Dłużnik dokłada starań, by spłacić swój dług , gdy zapadnie 
termin; bankier w systemie częściowych rezerw może zapłacić 
tylko drobny ułamek swoich zobowiązań. 

W następnym rozdziale zbadamy różne formy interwen-

cji rządu  w system pieniężny. Większość z nich ma na celu nie 
powstrzymanie fałszerskiej emisji, tylko – wręcz przeciwnie 
– usunięcie takich czy innych naturalnych przeszkód stojących na 
drodze inflacji . 

13. Podsumowanie

Czego dowiedzieliśmy się o pieniądzu w wolnym społeczeństwie? 
Dowiedzieliśmy się,  że  każdy rodzaj pieniądza ma i musi mieć 
swoje początki w użytecznym towarze wybranym przez wolny 
rynek   jako  środek wymiany. Jednostka pieniężna jest to po prostu 
jednostka wagowa towaru pieniężnego – zazwyczaj kruszcu, np. 
złota  lub srebra . W warunkach wolności to, jakie towary zostaną 
obrane na pieniądz oraz jaki będzie ich kształt forma , zależy od 
dobrowolnych decyzji jednostek. Prywatne mennice są więc tak 
samo uprawnionym i dochodowym przedsięwzięciem jak każ-
da inna działalność  gospodarcza.  „Cena”  pieniądza to jego siła 
nabywcza mierzona ogółem dóbr w gospodarce; wyznacza ją 
podaż i popyt na pieniądz   zgłaszany przez poszczególne jednost-
ki. Każda czyniona przez rząd próba ustalenia jego ceny  będzie 
utrudniała zaspokojenie popytu na pieniądz zgłaszanego przez 
ludzi. Jeśli ludzie uznają, że wygodnie będzie używać więcej niż 
jednego kruszcu jako pieniądza, to wolnorynkowy kurs wymiany 
między tymi kruszcami będzie określony przez względny popyt 
i podaż każdego z nich. Kurs ten będzie dążył do poziomu rów-
nego stosunkowi pomiędzy siłą nabywczą jednego kruszcu a siłą 
nabywczą drugiego. Gdy ilość kruszcu jest już wystarczająca do 
tego, by został on wybrany na pieniądz, to zwiększenie jego poda-
ży nie spowoduje, że będzie lepiej pełnił swoją pieniężną funkcję. 
Zwiększenie podaży pieniądza spowoduje tylko rozcieńczenie  
wydajności każdej uncji pieniądza, nie pomagając jednocześnie 
gospodarce. Jednakże zwiększenie zasobów złota i srebra w go-
spodarce pozwala na zaspokojenie potrzeb niepieniężnych (sztuka 
zdobnicza , zastosowania przemysłowe itd. ) związanych z tymi 
kruszcami i jest dla społeczeństwa korzystne. Inflacja (zwiększe-
nie ilości substytutów pieniądza  nie mające pokrycia we wzroście 
ilości kruszcu) nigdy nie jest dla społeczeństwa korzystna; przy-
nosi korzyści tylko pewnej grupie ludzi kosztem innych grup. 

background image

70

51

   Bezpośrednie przejęcie dóbr nie jest teraz tak szeroko stosowane jak zawłasz-

czenie  środków pieniężnych. Przykład przejęcia bezpośredniego, które wciąż 
jest stosowane, stanowi „właściwa procedura” przejęcia gruntu na podstawie 
przysługującego państwu prawa do przymusowego wywłaszczenia, zakwatero-
wanie wojsk na terytorium okupowanym, a zwłaszcza przymusowa konfi skata 
usług polegających na świadczeniu pracy (np. pobór wojskowy, obowiązkowe 
stawiennictwo sędziów przysięgłych oraz zmuszanie przedsiębiorców do prowa-
dzenia rejestrów podatkowych i pobierania podatków u źródła).

Inflacja, jako oparte na fałszerstwie naruszenie własności, nie 
mogłaby mieć miejsca na wolnym rynku . 

Podsumowując, wolność może organizować system pienięż-

ny tak samo znakomicie, jak organizuje resztę gospodarki. Wbrew 
temu, co twierdzi wielu autorów, w pieniądzu nie ma niczego, co 
wymagałoby szczególnych rządowych regulacji. Również w tej 
dziedzinie wolni ludzie potrafiliby najlepiej i najsprawniej za-
spokoić wszelkie swoje potrzeby ekonomiczne. W przypadku pie-
niędzy, podobnie jak w przypadku innych obszarów działalności 
człowieka, „wolność jest matką a nie córką ładu”. 

III. Rząd  majstruje przy pieniądzu

1. Dochody rządu

Rządy, w przeciwieństwie do wszystkich innych organizacji, nie 
osiągają swoich dochodów w postaci zapłaty za świadczone usłu-
gi. W związku z tym rządy mają do czynienia z innymi problema-
mi gospodarczymi niż pozostałe podmioty. Prywatne osoby, które 
chcą otrzymać od innych więcej dóbr i usług, muszą wyproduko-
wać i sprzedać więcej tego, czego inni potrzebują. Rządy muszą 
tylko znaleźć  sposób  na  przywłaszczenie sobie większej ilości 
dóbr, bez oglądania się na przyzwolenie ze strony ich właściciela. 

W gospodarce opartej na barterze urzędnicy państwowi 

mogą przywłaszczać sobie środki tylko jedną metodą: przejmu-
jąc dobra w naturze. W gospodarce pieniężnej wygodniej będzie 
im przejmować aktywa pieniężne, a następnie wykorzystywać 
te pieniądze na zakup dóbr i usług dla rządu albo wypłacać je 
uprzywilejowanym grupom w formie subsydiów. Takie przejęcie 
nazywa się podatkiem 

51

Jednakże podatki nie cieszą się zwykle popularnością 

i w czasach, gdy panowały mniej powściągliwe zwyczaje, pro-
wadziły często  do  rewolucji.  Pojawienie  się pieniądza z jednej 
strony było dla ludzkości błogosławieństwem, z drugiej jednak 
otworzyło przed rządem możliwość bardziej subtelnej formy 

background image

72

73

przywłaszczania sobie środków. Na wolnym rynku 

 pieniądze 

można zarabiać produkując i sprzedając dobra i usługi, których 
potrzebują ludzie, albo wydobywając kruszce (w dłuższej per-
spektywie przedsięwzięcie opłacalne nie bardziej niż każda inna 
działalność). Jeżeli jednak rządowi uda się znaleźć sposób na 
fałszowanie pieniądza  – kreowanie nowych pieniędzy z powie-
trza – to może szybko wyprodukować swoje własne pieniądze, 
nie trudząc się sprzedawaniem usług ani wydobywaniem złota . 
Może wówczas przejmować  środki podstępem i w sposób nie-
mal niezauważalny, nie wywołując wrogości nieodłącznie zwią-
zanej z podatkami. Fałszowanie pieniądza   może nawet wywołać 
u samych ofiar tego procederu słodkie złudzenie niezwykłej 
prosperity. 

Fałszowanie pieniądza   jest  oczywiście innym określeniem 

na inflację. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z two-
rzeniem nowego „pieniądza”, który nie jest standardowym pie-
niądzem złotym lub srebrnym i w obydwu podobna jest zasada 
działania. Teraz rozumiemy, dlaczego rządy ze swej natury dążą 
do wywoływania inflacji : ponieważ inflacja  jest potężnym i deli-
katnym sposobem na zdobycie przez rząd zasobów należących do 
ludzi; bezbolesnym i dlatego tym bardziej niebezpiecznym rodza-
jem opodatkowania. 

2. Gospodarcze skutki inflacji 

Żeby ocenić gospodarcze skutki inflacji ,   przyjrzyjmy się, co 
się stanie, gdy do roboty zabierze się grupa fałszerzy pieniędzy. 
Przypuśćmy, że gospodarka dysponuje podażą 10000 uncji zło-
ta , a fałszerze – tak przebiegli, że nie można ich wykryć – wtła-
czają dodatkowo 2000 „uncji”. Jakie będą skutki? Po pierwsze, 
fałszerze osiągną czysty zysk. Wezmą  nowo  wytworzone  pie-
niądze i kupią za nie towary i usługi. Posługując się cytatem 

ze słynnego zamieszczonego w New Yorkerze satyrycznego 
rysunku,  na  którym  widoczna  jest  grupa  fałszerzy patrzących 
z przejęciem na swoje dzieło, „handel detaliczny zaraz dostanie 
zastrzyk, na który tak czeka”. Istotnie. Lokalne obroty dostaną 
zastrzyk. Nowe pieniądze krok po kroku rozchodzą się po ca-
łym systemie gospodarczym. W miarę jak docierają w kolejne 
rejony, powodują wzrost cen – jak widzieliśmy nowy pieniądz 
może tylko rozcieńczyć wydajność każdego dolara.  

 Proces 

rozcieńczania zabiera jednak pewien czas i w związku z tym 
nie jest rozłożony równo; w międzyczasie niektórzy ludzie zy-
skują, a inni tracą. Fałszerze i lokalni sprzedawcy zwiększyli 
swoje dochody zanim jeszcze nastąpiła jakakolwiek podwyżka 
cen na produkty, które fałszerze nabyli. Jednocześnie jednak 
mieszkańcy odległych rejonów kraju, nie otrzymawszy jeszcze 
nowych pieniędzy, zauważają wzrost cen, który wyprzedza pod-
wyżkę ich dochodów. Straty poniosą na przykład sklepikarze 
w przeciwległym zakątku kraju. Osoby, które pierwsze otrzy-
mują nowe pieniądze, zyskują najwięcej – kosztem osób, które 
otrzymują je na końcu. 

Inflacja nie przynosi korzyści ogółowi społeczeństwa; przy-

czynia się natomiast do redystrybucji bogactwa z korzyścią dla 
tych, którzy są na czele stawki, i ze stratą dla maruderów w wyści-
gu. Inflacja staje się w rezultacie rodzajem wyścigów, w których 
ważne jest, kto zdoła skorzystać z nowych pieniędzy najwcześniej. 
Końcówka peletonu, czyli ci, których wrobiono w straty, nazywa-
ni są często „grupami o stałych dochodach”. Zwykli ludzie CWA-
NIAK! , nauczyciele, pracownicy etatowi zawsze zostają w tyle za 
innymi grupami, które maja dostęp do nowych pieniędzy. Szcze-
gólnie poszkodowani będą ci, którzy realizują umowy z ustaloną 
ceną – umowy zawarte w czasie, gdy jeszcze nie nastąpiła infla-
cyjna zwyżka cen. Korzystający z ubezpieczeń na życie, renciści, 
emeryci, właściciele domów wynajmujący  lokale  na  podstawie 
długoterminowych umów, posiadacze obligacji i inni wierzyciele, 

background image

74

75

52

   Modne stało się drwienie z zatroskania „konserwatystów” o losy „wdów i sierot”, 

które cierpią z powodu infl acji . Tymczasem to jest właśnie jeden z podstawowych 
problemów, którymi należy się zająć. Czy rzeczywiście „postęp” ma polegać na 
tym, żeby okradać wdowy i dzieci, a zdobyte w ten sposób środki przeznaczać na 
subsydia dla rolników i pracowników przemysłu zbrojeniowego?

53

 

  Ten błąd będzie największy w przypadku fi rm dysponujących najstarszym wy-

posażeniem oraz w branżach o najwyższym stopniu skapitalizowania. Dlatego 
w czasie infl acji  do tych branż przejdzie zbyt dużo fi rm. Więcej na temat błędu 
księgowania wydatku w: W.T. Baxter, „The Accountant’s Contribution to the 
Trade Cycle,” Economica (May, 1955), ss. 99-112.

54

   Obecnie, gdy z takim nabożeństwem traktuje się „wskaźniki kosztów utrzyma-

nia” (jak np. w przypadku indeksacji płac), istnieje silna zachęta do podnoszenia 
cen w taki sposób, żeby ich wzrost nie wpływał na te wskaźniki.

osoby przechowujące gotówkę – wszyscy ci ludzie odczują skutki 
inflacji  najdotkliwiej. To właśnie oni zostaną „opodatkowani ”

52

Są jeszcze inne katastrofalne skutki inflacji . Ceny  nie ule-

gają zmianom w jednakowym stopniu i z taką samą szybkością, 
dlatego przedsiębiorcom niezwykle trudno jest ocenić, które zja-
wiska są trwałe, a które przejściowe. Nie mogą się zorientować, 
jakie są rzeczywiste potrzeby ich konsumentów i jakie są kosz-
ty przedsiębiorstwa. Na przykład, zgodnie z praktyką przyjętą 
w księgowości, w rubryce „koszty” wpisuje się taką cenę środka 
trwałego, za jaką został on przez firmę nabyty. Jednakże, gdy po-
jawi się inflacja , to koszt zastąpienia zużytego już środka trwałe-
go będzie znacznie wyższy niż zaksięgowana cena. W rezultacie 
księgowość firmy będzie poważnie przeceniała jej zyski  w czasie 
inflacji  – może się nawet okazać,  że firma skonsumuje kapitał , 
mimo że na pozór będzie zwiększać inwestycje

53

. Również posia-

dacze akcji  i właściciele nieruchomości osiągną w czasie inflacji  
zyski kapitałowe, które w rzeczywistości wcale nie są „zyskami”. 
Mogą jednak część tych zysków przeznaczyć na konsumpcję, nie 
zdając sobie sprawy z tego, że konsumują pierwotny kapitał. 

Wywołując złudzenie zysków i deformując kalkulację eko-

nomiczną inflacja 

 sparaliżuje efekt działania wolnego rynku 

polegający na karaniu firm nieefektywnych i nagradzaniu efek-
tywnych. Niemal wszystkim firmom z pozoru będzie się dobrze 

powodziło. Panująca powszechnie atmosfera „rynku sprzedaw-
ców” będzie prowadziła do obniżenia jakości towarów i usług 
oferowanych konsumentom, ponieważ konsumenci mają zwykle 
mniej oporów wobec podwyżki cen, jeśli podwyżka ta występuje 
w formie pogorszenia jakości

54

. Jakość pracy obniży się w czasie 

inflacji  z bardziej subtelnych przyczyn: ludzie będą pod urokiem 
zasady mówiącej,  żeby bogacić się szybko, i będą mieli złudze-
nie,  że sukces jest na wyciągnięcie ręki; ceny  będą stale rosły, 
a oni będą gardzić uczciwą pracą. Inflacja karze gospodarność 
i nagradza życie na kredyt. Każda pożyczona suma będzie zwró-
cona w dolarach o niższej sile nabywczej niż w dniu zaciągnięcia 
pożyczki. Wystąpi więc zachęta do zaciągania kredytów i spłaca-
nia ich w przyszłości, a brak będzie motywacji do oszczędzania 
i udzielania pożyczek. Jak więc widać, inflacja obniża ogólny 
poziom  życia, wytwarzając jednocześnie atmosferę pozornej 
„prosperity”. 

Na szczęście inflacja 

 nie może trwać w nieskończoność. 

W końcu ludzie zorientują się,  że jest to forma  opodatkowania; 
zauważą,  że oznacza ona stałe kurczenie się siły nabywczej ich 
dolara.  

Z początku, gdy ceny  rosną, ludzie mówią: „No, to jest nie-

normalne, to musi być wynik jakiegoś nagłego zdarzenia. Pocze-
kam z moimi wydatkami, aż ceny wrócą do poprzedniego pozio-
mu”. W pierwszej fazie inflacji  takie podejście jest powszechne. 
Przyczynia się ono zresztą do uspokojenia cen i czyni inflację 
jeszcze bardziej niewidoczną, ponieważ powoduje wzrost popytu 
na pieniądz. Gdy inflacja  się utrzymuje, ludzie zaczynają zdawać 
sobie sprawę, że ceny stale rosną w wyniku stałej inflacji . Teraz 
ludzie powiedzą: „Kupię dzisiaj, mimo że ceny są ‘wysokie’, bo 

background image

76

77

55

   O przykładzie Niemiec zobacz: Costantino Bresciani-Turroni, The Economics of 

Infl ation (London: George Allen and Unwin, Ltd., 1937).

56

   Szersze omówienie w: Murray N. Rothbard, America’s Great Depression 

(Princeton: D. Van Nostrand Co., 1963), część I.

jeśli będę czekał, to ceny wzrosną jeszcze bardziej”. W konse-
kwencji popyt na pieniądz zaczyna spadać, a ceny rosną szybciej 
niż podaż pieniądza. W tej sytuacji podnoszą się często głosy, że 
rząd powinien „przeciwdziałać brakowi pieniądza” spowodowa-
nemu coraz szybszym wzrostem cen i rząd zaczyna napędzać 
inflację jeszcze bardziej. Wkrótce kraj osiąga stadium „szaleń-
czego boomu”, kiedy ludzie mówią: „Muszę kupować cokolwiek 
– byle tylko pozbyć się pieniędzy, które tracą na wartości z każdą 
chwilą”. Podaż pieniądza gwałtownie rośnie, popyt spada na łeb 
na szyję, a ceny osiągają astronomiczny poziom. Produkcja gwał-
townie spada, ponieważ ludzie coraz więcej czasu poświęcają na 
poszukiwanie sposobów pozbycia się pieniędzy. System pieniężny 
całkowicie załamuje się i gospodarka sięga po inne rodzaje pie-
niądza, o ile są one dostępne: po inny kruszec , obce waluty (jeśli 
inflacja dotyczy jednego kraju), a nawet po wymianę barterową. 
System pieniężny legł w gruzach pod naciskiem inflacji . 

Taka sytuacja hiperinflacji  występowała w historii w postaci 

asygnat Rewolucji Francuskiej, continentali wprowadzonych w cza-
sie wojny o niepodległość  Stanów  Zjednoczonych,  a  zwłaszcza 
kryzysów walutowych w czasie kryzysu w Niemczech  w roku 1923 
oraz w Chinach  i w innych państwach po II wojnie światowej

55

Ostatnim punktem oskarżenia przeciwko inflacji  jest to, że 

kiedy nowo wyemitowane pieniądze trafiają najpierw w posta-
ci kredytów do biznesu, inflacja 

 wywołuje złowieszczy „cykl 

koniunkturalny”. Ten cichy ale śmiertelnie groźny mechanizm, 
który pozostawał niewykryty przez wiele pokoleń, działa w nastę-
pujący sposób. Nowy pieniądz zostaje pod egidą rządu wyemito-
wany przez banki  i pożyczony firmom. Biznesmenom wydaje się, 
że nowe fundusze stanowią prawdziwe inwestycje, tymczasem nie 

pochodzą one – w przeciwieństwie do inwestycji na wolnym ryn-
ku  – z dobrowolnych oszczędności. Nowy pieniądz inwestowany 
jest przez biznesmenów w różne przedsięwzięcia oraz wykorzy-
stywany do opłacenia pracowników i pokrycia kosztów innych 
czynników takich jak podwyższone płace i ceny . W miarę jak 
gospodarka nasiąka nowymi pieniędzmi, ludzie dążą do przywró-
cenia poprzednich, dobrowolnie ustanowionych proporcji między 
konsumpcją a oszczędnościami. Jeśli ludzie chcą oszczędzać i in-
westować około 20% swoich dochodów a resztę przeznaczać na 
konsumpcję, nowy bankowy pieniądz pożyczony firmom wywo-
łuje wrażenie, że proporcja ta jest większa. Gdy nowe pieniądze 
rozejdą się wśród społeczeństwa, przywraca ono starą proporcję 
20 do 80 i wiele inwestycji okazuje się nagle niepotrzebnych. 
Upłynnienie zbędnych inwestycji z czasów inflacyjnego boomu 
stanowi fazę depresji  cyklu koniunkturalnego 

56

3. Przymusowy monopol bicia monety 

Zanim rząd mógł uciec się do fałszowania pieniędzy w celu 
zwiększenia swoich dochodów, musiało nastąpić wiele etapów 
pośrednich na drodze oddalającej nas od wolnego rynku. Rząd   nie 
mógł po prostu zaatakować funkcjonującego wolnego rynku i roz-
począć druk własnych papierowych biletów. Gdyby zrobiono to 
tak gwałtownie, to niewielu ludzi zaakceptowałoby rządowe pie-
niądze. Nawet w czasach nam współczesnych wielu ludzi w „kra-
jach zacofanych” odmawia przyjmowania pieniądza papierowego  
i nadal uprawia handel przy użyciu złota . Dlatego ingerencja pań-
stwa musi być znacznie delikatniejsza i odbywać się stopniowo. 

background image

78

79

57

   Na temat deprecjacji  zobacz: Elgin Groseclose, Money and Man (New York: 

Frederick Ungar, 1961, ss. 57-76.

Jeszcze kilkaset lat temu nie istniały banki 

, w związku 

z czym rząd nie mógł skorzystać z bankowego motoru do na-
pędzania olbrzymiej inflacji ,   tak jak to czyni obecnie. Co mógł 
zrobić rząd, gdy w obiegu  było tylko złoto i srebro ? 

W pierwszym etapie każdy większy rząd obejmował cał-

kowitym monopolem bicie monety . Był to niezbędny  środek do 
przejęcia kontroli nad podażą monety. Na monetach odciskano 
wizerunek króla albo księcia i rozpowszechniano mit o tym, że 
bicie monety należy do podstawowych przywilejów królewskiej 
lub książęcej „zwierzchności”. Monopol na mennice pozwalał 
władzy dostarczać  na  rynek   takich  nominałów monet, jakie jej 
się podobały, a nie takich, które potrzebne były ludziom. W ten 
sposób różnorodność monet została siłą zredukowana. Ponadto 
mennica   mogła teraz żądać  albo  wysokiej  opłaty, albo opłaty 
przewyższającej koszty (regalia mennicze – dochód królewski 
z mennicy), albo pokrywającej tylko koszty (opłata mennicza), 
albo dostarczać monety nie pobierając opłat. Królewski dochód 
z mennicy był ceną monopolistyczną i nakładał szczególne ob-
ciążenia na produkcję monet ze sztab; z drugiej strony darmowe 
bicie monet stanowiło zachętę do nadmiernej produkcji monet ze 
złotego surowca i zmuszało przeciętnego podatnika do płacenia 
za usługi mennicy, z których korzystali inni. 

Zdobywszy monopol na bicie monety 

, rządy nakłaniały 

do używania  nazwy jednostki pieniężnej, robiąc wszystko żeby 
oderwać nazwę od jej prawdziwego podłoża, którym była waga 
monety. To również był niezwykle ważny krok, ponieważ dzięki 
niemu rząd uwalniał się od konieczności podporządkowania walu-
ty pieniądzowi rynku ogólnoświatowego. Poszczególne państwa, 
zamiast używać granów  lub gramów złota  czy srebra , w imię rze-
komego patriotyzmu pieniężnego wprowadzały nazwę narodową: 
dolary, marki , franki  itp. Ta zmiana umożliwiała rządom stosowa-
nie najważniejszej metody fałszowania monety: deprecjacji , czyli 
obniżania jej wartości. 

4. Deprecjacja  

Deprecjacja   była stosowaną przez państwo metodą fałszowania monet 
– tych samych monet, których bicia zabroniło wcześniej firmom pry-
watnym w imię stanowczej ochrony standardu pieniężnego. Czasami 
rząd dokonywał prostego fałszerstwa, dodając do złota   domieszki 
tanich metali i wypuszczając monety o zawartości złota mniejszej niż 
nominalna. Częściej  jednak  mennica   przetapiała wszystkie monety 
używane w państwie i po wyprodukowaniu nowych monet zwracała 
poddanym tę samą ilość „funtów ” lub „marek ” ale już o mniejszej 
wadze. Pozostałą z tej operacji część złota lub srebra  król zostawiał 
sobie na własne wydatki. W ten sposób rząd notorycznie żonglował 
i przedefiniowywał standard , do którego ochrony był zobowiązany. 
Władcy rościli sobie prawo do zysków z deprecjacji  nazywając je 
z wyniosłością „regaliami menniczymi” („seignorate ”). 

Szybka i znaczna deprecjacja była charakterystyczna dla nie-

mal wszystkich krajów średniowiecznej Europy. W roku 1200 fran-
cuski  livre   tournois był definiowany jako dziewięćdziesiąt osiem 
gramów czystego srebra ; w roku 1600 oznaczał już tylko jedenaście 
gramów. Znamienny jest przypadek dinara – monety używanej 
przez Saracenów w Hiszpanii. Pierwotnie, czyli gdy zaczęto go bić 
pod koniec VII wieku, dinar zawierał sześćdziesiąt pięć granó w 
złota . Saraceni odznaczali się w sprawach pieniądza uczciwością 
i w połowie XII wieku dinar miał wciąż sześćdziesiąt granów  złota. 
Wtedy Hiszpanię zdobyli królowie chrześcijańscy i na początku 
XIII wieku dinar (który teraz nazywał się  maravedi) został zre-
dukowany do czternastu granów . Wkrótce złota moneta stała się 
zbyt lekka na to, żeby pozostawać w użyciu, więc zamieniono ją 
na monetę srebrną o wadze dwudziestu sześciu granów . Również 
i ta moneta uległa deprecjacji  i w połowie XIV wieku zawierała już 
tylko 1,5 grana srebra i znów stała się zbyt mała

57

background image

80

81

5. Prawo Greshama  i bicie monety 

A. Bimetalizm 

Rząd  wprowadza kontrolę cen w dużej mierze po to, żeby odwró-
cić uwagę społeczeństwa od wywoływanej przez siebie inflacji  
i skupić zainteresowanie ludzi na rzekomych ułomnościach wol-
nego rynku. Jak widzieliśmy, „prawo Greshama ”, mówiące o tym, 
że pieniądz sztucznie niedoszacowany wypierany jest przez 
pieniądz sztucznie przeszacowany, stanowi przykład ogólnych 
skutków kontroli cen. Rząd  ustala  na  pewien  rodzaj  pieniądza 
maksymalną cenę w innym pieniądzu. Maksymalna cena wy-
wołuje braki – odpływ do skarbców i do innych krajów – waluty 
obłożonej maksymalną ceną (sztucznie zaniżoną) i powoduje za-
stąpienie jej przez pieniądz przeszacowany. 

Widzieliśmy, jak ta zasada działa w przypadku nowych i zu-

żytych monet – jednego z najwcześniejszych przykładów działa-
nia prawa Greshama . Przejście z definicji wagowej pieniądza na 
pustą nazwę  własną oraz ustalenie nominałów według własnych 
kryteriów a nie dla wygody społeczeństwa pozwoliło rządom na 
używanie tej samej nazwy dla starych i nowych monet, mimo 
że różniły się ciężarem. W rezultacie pełnowartościowe nowe 
monety były tezauryzowane lub eksportowane, a do obiegu  prze-
znaczano stare monety. Rządy ciskały wtedy przekleństwa pod 
adresem „spekulantów”, obcokrajowców, albo w ogóle wolnego 
rynku, mimo że to one same były autorem powstałej sytuacji. 

Szczególnie istotnym przypadkiem działania prawa Gresha-

ma   był odwieczny problem „standardu”. Jak widzieliśmy, wolny 
rynek   ustanowił „standardy równoległe” złota 

 i srebra 

; każdy 

z tych standardów wahał się  w  stosunku  do  drugiego  w  zależ-
ności  od  rynkowej  podaży i popytu. Rządy postanowiły pomóc 
rynkowi za pomocą interwencji, która miała „uprościć” całe 
zagadnienie. O ile bardziej przejrzysta będzie sytuacja – zda-
wali się mówić rządzący – jeśli stosunek złota do srebra zostanie 

określony stałym kursem, powiedzmy dwudziestu uncji srebra do 
jednej uncji złota. Wówczas obydwa rodzaje pieniądza mogłyby 
pozostawać  w  obiegu   przy  zachowaniu  niezmiennego  kursu.  Co 
jednak znacznie ważniejsze, rząd mógł wreszcie uwolnić się od 
kłopotu, jakim było nazywanie pieniądza jednostkami wagowymi 
a nie nic nieznaczącymi określeniami. Wyobraźmy sobie jednost-
kę o nazwie „rur”, definiowaną przez Rurytańczyków jako 1/20 
uncji złota. Widzieliśmy jak ważne jest dla rządu przekonanie 
społeczeństwa,  że „rur” jest abstrakcyjną niezależną jednostką, 
która ma tylko luźny związek ze złotem. Czyż  jest  lepszy  na  to 
sposób niż ustalenie stałego kursu złota do srebra? Wtedy „rur” 
stanie się nie tylko 1/20 uncji złota lecz także jedną uncją srebra. 
Precyzyjne znaczenie słowa „rur” – jako nazwy jednostki wago-
wej złota – zostaje zagubione i ludzie zaczynają traktować „rur” 
jako coś namacalnego i samoistnego, coś co zostało ustanowione 
przez rząd w dobrych i praktycznych celach, jako odpowiednik 
określonych porcji wagowych złota i srebra. 

Widzimy więc teraz, jak ważne jest, by nie nadawać uncjom 

lub granom złota  patriotycznych czy narodowych nazw. Gdy taka 
nazwa zastąpi powszechnie w świecie używaną jednostkę wa-
gową, rządowi znacznie łatwiej będzie manipulować jednostką 
pieniężną i nadać jej pozory niezależnego  życia. Ustalony kurs 
złota względem srebra , znany pod nazwą bimetalizm u, spełnił to 
zadanie bardzo dobrze. Natomiast nie spełnił drugiego zadania, 
którym miało być uproszczenie waluty krajowej. Jeszcze raz dało 
o sobie znać prawo Greshama . Zwykle rząd ustalał na początku 
bimetaliczny kurs (powiedzmy 20: 1) na poziomie obowiązują-
cym w danej chwili na wolnym rynku . Jednakże kurs rynkowy, 
jak każda cena rynkowa, z biegiem czasu podlegał nieuchronnym 
zmianom w zależności od tego, jak zmieniały się warunki popytu 
i podaży. Gdy pojawia się taka zmiana, to sztywny kurs bime-
taliczny staje się z konieczności nieważny. Zmiana powoduje, 
że albo złoto albo srebro  staje się przeszacowane. Złoto   zostaje 

background image

82

83

58

   Pod pretekstem dostosowywania sztywnego kursu wymiany  złota  na srebro  do 

relacji rynkowej rządy dokonywały w istocie licznych deprecjacji . 

59

   Zwykłe przepisy dotyczące zawierania umów są zupełnie wystarczające i nie 

wymagają ustaw nadających szczególne znaczenie określonym rodzajom walu-
ty. Za jednostkę pieniężną przyjęliśmy złotego suwerena (...). Jeśli zobowiążę się 
do zapłacenia 100 suwerenów, to nie nie potrzebuję żadnego specjalnego prawa 
walutowego o prawnym środku płatniczym, które mówiłoby, że jestem zobowią-
zany do zapłacenia 100 suwerenów oraz że jeśli mam zapłacić 100 suwerenów, 
to nie zwolni mnie z tego obowiązku zapłacenie w jakiejś innej postaci.” Lord 
Farrer, Studies in Currency 1898 (London: Macmillan and Co, 1898), s. 43. Na 
temat przepisów o prawnym środku płatniczym zobacz też: Mises, Human 
Action
, (New Haven: Yale University Press, 1949), ss. 32n. 444.

zamienione na saldo gotówkowe , ucieka na czarny rynek  lub jest 
eksportowane, a srebro napływa z zagranicy i z sald gotówko-
wych, stając się jedyną walutą, która jest w obiegu  w Rurytanii. 
Przez całe stulecia państwa zmagały się ze zgubnymi skutkami 
nagłych zmian walut kruszcowych. Najpierw napływało srebro 
i znikało złoto; potem, gdy względny kurs rynkowy zmieniał się, 
napływało złoto a srebro znikało

58

Wreszcie, po wiekach niepokojów związanych 

z bimetalizm em, rządy zdecydowały się  na  jeden  kruszec   jako 
standard  ;  zwykle  było nim złoto. Srebro zdegradowano do statusu 
„monety zdawkowej” o małych nominałach, która nie zawierała 
czystego  kruszcu.  (Bicie  monety  zdawkowej  zostało również 
zmonopolizowane przez rząd i – ponieważ moneta ta nie miała 
100% pokrycia w złocie – służyło do zwiększania podaży pienią-
dza. ) Likwidacja srebra  jako pieniądza wyrządziła niewątpliwie 
krzywdę wielu ludziom, którzy woleli używać srebra do różnych 
transakcji. W wojennym zawołaniu zwolenników bimetalizmu, 
że popełniono „zbrodnię przeciwko srebru” było wiele praw-
dy; jednakże prawdziwą zbrodnią było narzucenie bimetalizmu 
w miejsce standardów równoległych. Bimetalizm  wytworzył nie-
zwykle trudną sytuację. Rządy mogły sobie z nią poradzić albo 
przywracając pełną wolność pieniądza (standardy równoległe), 
albo wybierając na pieniądz jeden z dwóch kruszców (standard  
złota  albo srebra). Pełna wolność pieniężna wydawała się po tylu 
latach czymś absurdalnym, donkiszoterią; a zatem powszechnie 
przyjęto standard złota . 

B. Prawny środek płatniczy
W jaki sposób rząd mógł narzucić kontrolę cen na kursy wy-

miany pieniądza? Za pomocą wynalazku znanego jako przepisy 

o prawnym środku płatniczym. Pieniądz   używany jest do spłaty 
długów zaciągniętych w przeszłości, a także do obsługi bieżących 
transakcji „gotówkowych”. Gdy w księgowości operuje się od 
teraz nazwą waluty narodowej a nie jednostkami wagowymi, to 
w umowach stosuje się zobowiązania do zapłaty określonych ilo-
ści „pieniędzy”. Przepisy o prawnym środku płatniczym okre-
ślały, co mogło być tym „pieniądzem”. Gdy za „prawny środek 
płatniczy” ogłoszono tylko złoto i srebro , ludzie mogli uznać, że 
nowe przepisy są nieszkodliwe, ale powinni zdawać sobie sprawę 
z niebezpieczeństwa precedensu polegającego na wprowadzeniu 
państwowej kontroli nad pieniądzem. Jeśli rząd pozostaje przy 
pierwotnym pieniądzu , to przepisy o prawnym środku płatniczym 
są zbędne

59

. Z drugiej strony, rząd może ogłosić,  że prawnym 

środkiem płatniczym będzie waluta  o niższej wartości pozo-
stająca w obiegu  równolegle do pierwotnej. Czyli że rząd może 
zadekretować, iż monety zużyte służą tak samo dobrze do pła-
cenia długów jak nowe lub – na podobnej zasadzie – że złoto jest 
wymienialne na srebro po sztywnym kursie. Przepisy o prawnym 
środku płatniczym wprowadzają w życie prawo Greshama . 

Zapewniając ochronę pieniądzowi o zbyt dużej wartości, 

przepisy o prawnym środku płatniczym powodują również,  że 
dłużnicy odnoszą korzyści kosztem wierzycieli. Pożyczkobiorcy 
mogą bowiem spłacać swoje długi w pieniądzu, który ma wartość 

background image

84

85

60

     Monety obcych państw były w powszechnym użyciu w Średniowieczu oraz – do 

połowy XIX wieku – w Stanach Zjednoczonych . 

znacznie niższą niż w momencie zaciągania długu i kredytodaw-
cy zostają oskubani z należących im się pieniędzy. Jednakże na 
tej konfiskacie własności wierzycieli korzystają tylko ci dłużnicy, 
którzy zalegają ze spłatą należności; na przyszłych  dłużników 
spadną przykre konsekwencje krzywdy wyrządzonej w przeszło-
ści kredytodawcom: kredyt stanie się trudno dostępny. 

6. Rząd  i bicie monety 

Przymusowy monopol na bicie monety  oraz przepisy dotyczące 
prawnego  środka płatniczego stanowiły zwieńczenie wysiłków 
rządów zmierzających do przejęcia kontroli nad walutami swoich 
krajów. Dla wzmocnienia efektu każdy rząd dążył do wycofania 
z obiegu  wszystkich monet wyprodukowanych przez konkuren-
cyjne rządy

60

. Od tej pory w poszczególnych krajach wolno było 

używać tylko monety bitej przez jego władcę. W rozliczeniach 
międzypaństwowych posługiwano się nieoznakowanymi sztaba-
mi złota  i srebra . Jeszcze bardziej utrudniło to kontakty między 
różnymi częściami światowego rynku, prowadząc do wzmocnie-
nia podziałów między krajami i do dalszych utrudnień w między-
narodowym podziale pracy . Mimo wszystko jednak prawdziwie 
twardy pieniądz nie pozostawiał rządom zbyt wiele miejsca na 
działania inflacyjne. Rządy mogły deprecjonować   walutę tylko 
w pewnych granicach, a fakt, że wszystkie państwa używały złota 
i srebra, ograniczał zakres kontroli sprawowanej przez rządy nad 
swoimi terytoriami. W dalszym ciągu władców trzymał w ryzach 
międzynarodowy pieniądz kruszcowy. 

Dopiero wtedy, gdy w ostatnich stuleciach decydujące zna-

czenie zyskały substytuty pieniężne, państwowa kontrola nad 

pieniądzem mogła zapanować niepodzielnie, a fałszowania przez 
rząd pieniędzy już nic nie ograniczało. Pojawienie się pieniądza 
papierowego  i depozytów bankowych, które były dla gospodarki 
błogosławieństwem dopóty dopóki związane były z pełnym po-
kryciem w złocie lub srebrze, otworzyło rządom drogę do sezamu 
władzy nad pieniądzem, a co za tym idzie – do panowania nad 
całym systemem gospodarczym. 

7. Rząd  zezwala bankom na odmawianie wypłaty

Nowoczesna gospodarka, w której powszechnie korzysta się 
z usług bankowych i z substytutów pieniądza ,  otwiera  przed 
rządem wspaniałe możliwości zacieśnienia kontroli nad podażą 
pieniądza i decydowania o inflacji . W rozdziale 12. mówiliśmy 
o tym, że istnieją trzy zasadnicze ograniczenia, jakim podlega 
każdy bank w zakresie możliwości zwiększania inflacji  w syste-
mie „wolnej bankowości”: (1) liczba klientów każdego banku, (2) 
liczba klientów całego systemu bankowego, (3) zaufanie klientów 
do banków . Im węższa jest grupa klientów każdego banku i liczba 
klientów całego systemu oraz im mniejsze zaufanie, tym bardziej 
ograniczone będą możliwości wywoływania inflacji  w gospodar-
ce. Nadane przez państwo przywileje dla banków  oraz państwowa 
kontrola nad systemem bankowym mają służyć zneutralizowaniu 
tych ograniczeń. 

Wszystkie te limity opierają się oczywiście na podstawo-

wym zobowiązaniu: konieczności wypłacenia przez bank przy-
rzeczonej sumy na każde  żądanie. Widzieliśmy,  że  żaden bank 
stosujący zasadę częściowej rezerwy  nie jest w stanie wypłacić 
wszystkich swoich zobowiązań; widzieliśmy także, że ryzyko to 
podejmują wszystkie banki . Tymczasem w każdym systemie pry-
watnej własności podstawową zasadą jest konieczność wypełnia-
nia zobowiązań wynikających z umowy. Najprostszym sposobem, 

background image

86

87

61

   Zobacz:  Horace  White,  Money and Banking (4th Ed. Boston:Ginn and Co., 

1911), ss. 322-327.

w jaki rząd może utorować drogę inflacji ,   jest więc wyposażenie 
banków  w specjalny przywilej, który pozwalałby im odmawiać 
spłacania swoich zobowiązań  i  mimo  to  funkcjonować dalej. 
Chociaż wszyscy inni muszą płacić swoje długi albo zbankruto-
wać, to banki mają prawo odmówić przyjęcia własnych kwitów, 
a jednocześnie zmuszać swoich dłużników do spłacania pożyczek 
w terminie. Nazywa się ten proceder „zawieszeniem obowiązku 
wymiany banknotów (na pieniądz kruszcowy) ”. Bardziej precy-
zyjnym terminem byłaby: „licencja na kradzież”, bo jak inaczej 
nazwać przyzwolenie rządu na dalsze funkcjonowanie przedsię-
biorstwa, które nie wywiązało się z umowy? 

Zawieszanie na dużą skalę obowiązku wymiany banknotów 

w okresach kryzysów bankowych stało się już w Stanach Zjedno-
czonych   tradycją. Po raz pierwszy miało miejsce w czasie wojny 
1812 roku. Większość banków  była wtedy zlokalizowana w Nowej 
Anglii, czyli w stanie, który był niechętny przystąpieniu Ame-
ryki  do  wojny.  Banki  te  odmówiły udzielenia pożyczek na cele 
wojenne, wobec czego rząd zaciągnął kredyty w nowych bankach 
powstałych na terenie innych stanów. Te banki  wyemitowały na 
poczet kredytów nowe pieniądze. Inflacja osiągnęła takie rozmia-
ry,  że  do  nowych  banków   napłynęły zewsząd  żądania wykupu, 
zwłaszcza od powściągliwych banków  z Nowej Anglii, w której 
rząd wydał większość swoich pieniędzy na wojenne zakupy. 
W rezultacie doszło do ogólnego „zawieszenia” w roku 1814, 
które trwało przez ponad dwa lata (jeszcze długo po zakończeniu 
wojny) ; przez ten czas banki wyrastały jak grzyby po deszczu 
emitując banknoty , których nie musiały wymieniać na złoto albo 
srebro . 

To zawieszenie stało się precedensem dla kolejnych, które 

nastąpiły podczas kryzysów w latach 1819, 1837, 1857 itd. W wy-
niku wytworzenia się takiej tradycji banki  zdały sobie sprawę, że 
nie muszą się obawiać bankructwa  z powodu inflacji ,   a to oczy-
wiście stymulowało inflację oraz stanowiło zachętę dla „dzikiej 

bankowości”. Autorzy, którzy twierdzą, że dziewiętnastowieczna 
Ameryka   stanowiła koszmarny przykład „wolnej bankowości”, 
nie dostrzegają roli, jaką odegrało w każdym z tych kryzysów 
zaniedbanie obowiązków przez władze poszczególnych stanów. 

Rządy i banki  przekonały ludzi o tym, że ich działania są 

usprawiedliwione. Każdego, kto próbował wypłacić swoje pie-
niądze w czasie kryzysu, uważano za osobę „pozbawioną uczuć 
patriotycznych” i zamierzającą się na własność innych mieszkań-
ców, natomiast banki chwalono często za patriotyczne wsparcie 
udzielane społeczności w trudnych czasach. Wielu patrzyło jed-
nak na cały proceder z niesmakiem i z tej niechęci narodził się 
nowy słynny ruch „twardego pieniądza” Jacksona, który doszedł 
do pełnego rozkwitu przed wojną secesyjną

61

Takie okresowe przywileje dla banków  – chociaż praktyko-

wano je w Stanach Zjednoczonych  – nie stały się powszechnym 
zwyczajem we współczesnym  świecie. Była to metoda toporna, 
można było po nią sięgać tylko sporadycznie (nie można było 
stosować jej stale, ponieważ banki , które nigdy nie wypłacałyby 
swoich zobowiązań, nie miałyby prawie w ogóle klientów), a w do-
datku nie dawała rządom kontroli nad systemem bankowym. Rzą-
dom nie chodzi przecież o samą inflację, lecz o pełną kontrolę nad 
inflacją i możliwość samodzielnego sterowania nią. Nie można 
pozwolić na to, żeby przedstawienie reżyserowały banki. Dlatego 
opracowano metodę znacznie bardziej wyrafinowaną, niezawod-
ną i długookresową, a następnie przedstawiono ją ludziom jako 
wyznacznik cywilizacji. Tą metodą był bank centralny . 

background image

88

89

62

   Wszystkie banki  w Stanach Zjednoczonych  zostały z mocy prawa zmuszone do 

udziału w Systemie Rezerwy Federalnej  i do otwarcia rachunków w Bankach 
Rezerwy Federalnej . („Banki stanowe”, które nie są członkami Systemu Rezer-
wy Federalnej , trzymają swoje rezerwy  w bankach, które należą do Systemu.)

8. Banki centralne: koniec ograniczeń dla inflacji 

Obecnie bankowość centralną zalicza się do tej samej klasy zja-
wisk, co nowoczesna kanalizacja i dobre drogi: jeśli gospodarka 
ich nie ma, to jest „zacofana”, „prymitywna”, odstaje od reszty 
świata. Wprowadzenie przez Amerykę Systemu Rezerwy Fede-
ralnej  – naszego banku centralnego  – w 1913 roku zostało powita-
ne jako nasze wejście do grona krajów wysoko rozwiniętych. 

Nominalnymi właścicielami banków  centralnych są często 

osoby prywatne albo – w przypadku Stanów Zjednoczonych 
– wszystkie banki  prywatne. Jednakże bankiem centralnym kie-
rują zawsze urzędnicy wyznaczeni przez rząd i działający w jego 
imieniu. Tam, gdzie banki centralne  stanowią prywatną własność, 
jak w przypadku pionierskiego Banku Anglii i Drugiego Banku 
Stanów Zjednoczonych, ich potencjalne zyski 

 dołączają się do 

normalnego parcia rządów w kierunku inflacji . 

Swoją dominującą pozycję bank centralny  zawdzięcza zagwa-

rantowanemu przez rząd  monopolowi na emisję banknotów . Jest 
to często niedoceniany klucz do jego potęgi. Banki prywatne mają 
zakaz emitowania banknotów – ten przywilej zarezerwowany jest 
dla banku centralnego . Prywatne banki  mogą tylko wydawać po-
twierdzenia depozytów. Jeśli ich klienci zapragną zamienić depozyty 
na banknoty , to banki muszą się po nie udać do banku centralnego . 
Na tym polega wysoka pozycja banku centralnego  jako „banku ban-
ków ”.  Rzeczywiście jest on bankiem banków , ponieważ inne banki 
zmuszone są do robienia z nim interesów. W rezultacie depozyty 
bankowe zaczęły mieć postać nie tylko złota , lecz także banknotów 
banku centralnego . Te nowe banknoty nie były zwykłymi bankno-
tami, lecz zobowiązaniami banku centralnego  – instytucji otoczonej 
aurą majestatu samego rządu. W końcu to rząd wyznacza urzędników 
zawiadujących bankiem centralnym i koordynuje jego poczynania 
z innymi dziedzinami polityki państwa. To rząd przyjmuje banknoty 
w postaci podatków i ogłasza je prawnym środkiem płatniczym. 

W wyniku zastosowania tych środków wszystkie banki 

 

w całym kraju stały się klientami banku centralnego 

62

. Do banku 

centralnego   popłynęło złoto z banków  prywatnych, a w zamian 
ludzie dostali banknoty  banku centralnego  oraz bezużyteczność 
złotych monet. W „urzędowej” opinii złote monety były niepo-
ręczne, przestarzałe, niepraktyczne – stanowiły „fetysz” z za-
mierzchłej przeszłości, można je było tylko wrzucić dzieciom do 
pończochy na Gwiazdkę, ale poza tym były nieprzydatne. O ileż 
bezpieczniej, wygodniej i praktyczniej jest wtedy, gdy złoto w po-
staci sztab spoczywa w potężnym skarbcu banku centralnego ! 
Ludzie – karmieni taką propagandą i przekonani argumentami 
o wygodzie oraz o tym, że rząd ma pokrycie banknotów – coraz 
rzadziej używali na co dzień  złotych monet. Złoto   płynęło nie-
przerwanym strumieniem do banku centralnego  i – będąc bar-
dziej „scentralizowane” – umożliwiało utrzymywanie inflacji  na 
znacznie wyższym poziomie za pomocą substytutów pieniądza . 

Ustawa o Rezerwie Federalnej  nakładała na banki  obowią-

zek utrzymywania minimalnego poziomu rezerw w stosunku 
do  depozytów,  a  od  roku  1917  na  rezerwy   te  mogą się składać 
wyłącznie depozyty złożone w Banku Rezerwy Federalnej . Złoto  
nie mogło już wchodzić w skład  wymaganych  prawem  rezerw; 
musiało zostać zdeponowane w Banku Rezerwy Federalnej . 

W wyniku całego tego procesu ludzie odzwyczaili się od 

używania złota , a złoto dostało się pod niezbyt troskliwą opie-
kę państwa, które mogło je niemal bezboleśnie skonfiskować. 
W handlu  międzynarodowym przedsiębiorcy wciąż jeszcze uży-
wali złota w sztabach  do obsługi dużych transakcji, ale stanowili 
oni tylko niewielki procent wyborców. 

background image

90

91

Ludzie zrezygnowali ze złota  i uwierzyli w banknoty  między 

innymi dlatego, że mieli wielkie zaufanie do banku centralnego . 
Bank centralny 

 był przecież  w  posiadaniu  niemal  całego złota 

w kraju i opierał się na potędze i prestiżu rządu, więc nie mógł po-
paść w kłopoty i zbankrutować! I rzeczywiście żaden bank cen-
tralny  w historii nigdy nie zbankrutował. Ale dzięki czemu? Dzię-
ki istnieniu niepisanej ale oczywistej reguły, że do upadku banku 
centralnego   nie można dopuścić! Jeśli rządy pozwalały czasem 
prywatnym bankom na zawieszenie wypłat, to o ileż łatwiej zgo-
dzą się na to, żeby bank centralny – czyli organ samego rządu 
– zawiesił wypłaty, gdy znajdzie się w kłopotach! Taki precedens 
w historii banków  centralnych miał miejsce, gdy Anglia zezwoliła 
Bankowi Anglii  na zawieszenie wypłat pod koniec XVIII wieku; 
wypłaty pozostawały zawieszone przez dwadzieścia lat. 

Bank centralny  cieszył się więc niemal nieograniczonym za-

ufaniem społeczeństwa. W tym czasie ludzie jeszcze nie zdawali 
sobie sprawy z tego, że bank  centralny mógł oddawać się do woli 
fałszowaniu pieniądza i nie ponosić za to żadnej odpowiedzial-
ności w przypadku, gdyby zakwestionowano jego bona fides 

W banku centralnym widziano po prostu wielki bank narodowy, 
który służył dobru publicznemu i nie mógł upaść, gdyż w prakty-
ce stanowił organ rządu. 

Bank centralny  starał się rozciągnąć społeczne zaufanie lu-

dzi również na banki  prywatne. To zadanie było trudniejsze. Bank 
centralny ogłosił,  że będzie zawsze pełnił rolę „pożyczkodawcy 
ostatniej instancji” wobec poszczególnych banków  – tzn. , że bę-
dzie gotów pożyczyć pieniądze każdemu bankowi, który znajdzie 
się w kłopotach, zwłaszcza w sytuacji, gdy do wielu banków  jed-
nocześnie napłyną żądania wypłat. 

Rządy wspierały też konsekwentnie banki 

, zapobiegając 

panicznym „runom” na banki (czyli przypadkom, kiedy duża 
liczba klientów podejrzewa bank o krętactwa i chce odebrać swoją 
własność). Czasami władze zezwalały bankom na zawieszenie 

wypłat, tak jak w przypadku przymusowych bankowych „świąt” 
(bank „holidays”) w roku 1933. Wprowadzono przepisy zabra-
niające publicznego zachęcania do runów na banki, a rząd – na 
przykład w czasie Wielkiego Kryzysu   w Ameryce w roku 1929 
– toczył kampanię przeciwko „egoistycznym”, „wyzutym z pa-
triotyzmu ciułaczom” złota . Ostatecznie Ameryka  „rozwiązała” 
nękające ją problemy z bankami , gdy wprowadziła w 1933 roku 
federalne ubezpieczenie depozytów. FDIC 

 (Federalny Zakład 

Ubezpieczeń Depozytów) dysponuje tylko niewielkim zabezpie-
czeniem na „pokrycie” depozytów bankowych, które „ubezpie-
cza”. Ludzie mieli jednak wrażenie (które zresztą może odpowia-
dać rzeczywistości), że rząd federalny będzie gotów wydrukować 
wystarczającą ilość nowych pieniędzy potrzebnych do wypłace-
nia wszystkich ubezpieczonych depozytów. W rezultacie rządowi 
udało się przenieść ogromne zaufanie, które pokładało w nim 
społeczeństwo, na bank centralny  i na cały system bankowy . 

Widzieliśmy,  że dzięki założeniu banku centralnego 

 rządy 

znacznie poluzowały, a może nawet zniosły, dwa spośród trzech 
ograniczeń, jakim podlegała inflacja 

 wywoływana przez kredyt 

bankowy. A jak wygląda sprawa z trzecim ograniczeniem – pro-
blemem wąskiej grupy klientów każdego z banków ? Usunięcie tego 
ograniczenia jest jednym z najważniejszych celów istnienia banku 
centralnego . W systemie wolnej bankowości inflacja wywoływana 
przez którykolwiek z banków  prowadziłaby w szybkim tempie do 
zgłaszania przez inne banki  żądań wypłaty, ponieważ klientela każ-
dego banku byłaby silnie ograniczona. Tymczasem bank centralny , 
pompując rezerwy  do wszystkich banków  zapewnia im możliwość 
wspólnej, ekspansji w jednakowym tempie. Jeśli ekspansja  dotyczy 
wszystkich banków , to problem wzajemnych żądań wypłaty mię-
dzy bankami  nie istnieje i okazuje się, że klientelę każdego banku 
stanowią właściwie wszyscy mieszkańcy kraju. Granice ekspansji 
banków   zostają niesłychanie rozciągnięte – od obszaru zdetermino-
wanego przez liczbę klientów każdego banku aż do całego systemu 

background image

92

93

63

 

  

Ustanowienie rezerwy 

 federalnej trzykrotnie zwiększyło możliwości ekspan-

sji systemu bankowego Stanów Zjednoczonych. System Rezerwy Federalnej 

 

zmniejszył też średni poziom wymaganych przez prawo rezerw utrzymywanych 
przez wszystkie banki  z około 21% w roku 1913 do około 10% w 1917, co do-
datkowo podwoiło potencjał infl acyjny czyniąc go w rezultacie sześciokrotnie 
większym. Por.: Chester A. Phillips, T.F. McManus i R.W. Nelson, Banking and 
the Business Cycle
 (New York: The MacMillan Co., 1937) ss. 23 n

.

bankowego. Oczywiście oznacza to, że żaden bank nie może pro-
wadzić ekspansji poza granice wyznaczone przez bank centralny. 
W ten oto sposób rząd zdobył w końcu możliwość kontrolowania 
inflacji  i sterowania nią w ramach systemu bankowego. 

Akt ustanowienia banku centralnego  – oprócz tego, że zniósł 

ograniczania dla inflacji  – wpływa też na zwiększenie inflacji  
w sposób bezpośredni. Zanim powstał bank centralny 

, banki 

 

utrzymywały własne rezerwy  w złocie; teraz natomiast całe złoto 
odpływa do banku centralnego  w zamian za depozyty złożone 
w banku centralnym, które stają się odtąd rezerwą dla banków  
komercyjnych. Jednakże sam bank centralny 

 utrzymuje tylko 

częściową rezerwę  złota  dla swoich własnych zobowiązań! Dla-
tego założenie banku centralnego  wielokrotniezwiększa potencjał 
inflacyjny państwa

63

9. Banki centralne: sterowanie inflacją

W jaki dokładnie sposób bank centralny  realizuje należące do nie-
go zadanie sterowania bankami  prywatnymi? Poprzez kontrolo-
wanie „rezerw” bankowych, czyli rachunków depozytowych tych 
banków  prowadzonych przez bank centralny. Banki przechowują 
na ogół rezerwy , które stanowią określony procent ich zobowiązań 
z tytułu depozytów, a w Stanach Zjednoczonych  kontrolę ułatwia 
narzucenie ustawowej minimalnej rezerwy dla banku. Dzięki 
temu bank centralny może wywoływać inflację poprzez kierowa-

nie rezerw do systemu bankowego, a także poprzez obniżanie pro-
centowego udziału mnimalnych rezerw. W ten sposób bank cen-
tralny umozliwia ogólnokrajową ekspansje kredytową banków 

Jeśli banki  utrzymują stosunek rezerw do depozytów na poziomie 
1: 10, to „rezerwa  nadwyżkowa” (ponad obowiązkowe minimum 
procentowe) równa dzięsięciu milionom dolarów będzie pozwala-
ła na ogólnokrajową inflację w wysokości 100 milionów i będzie 
zachętą do wywołania takiej inflacji . Jako że banki czerpią zyski  
z ekspansji kredytowej  i ponieważ rząd spowodował, że ich upa-
dek jest prawie niemożliwy, to na ogół będą się starały udzielać 
jak najwięcej kredytów – aż do dozwolonego maksimum. 

Bank centralny  powiększa rezerwy  bankowe, dokonując za-

kupu aktywów na rynku. Co się dzieje, gdy kupuje on na przykład 
od pana Jonesa aktywa (jakiekolwiek aktywa) o wartości 1000 
dolarów? Bank centralny wystawia panu Jonesowi czek na 1000 
dolarów, którym płaci za aktywa. Bank centralny nie prowadzi in-
dywidualnych rachunków, więc pan Jones bierze czek i deponuje 
go w swoim banku. Bank Jonesa zapisuje mu na jego konto 1000 
dolarów i przedstawia czek bankowi centralnemu, który musi 
dopisać 1000 dolarów do rezerw banku Jonesa. 1000 dolarów do-
datkowej rezerwy pozwala zwiększyć bankową ekspansję kredy-
tową ,  zwłaszcza jeżeli takie rezerwy dodawane są do rachunków 
wielu banków  w całym kraju. 

Jeśli bank  centralny kupuje aktywa bezpośrednio od banku 

prywatnego, to sytuacja jest jeszcze bardziej przejrzysta; Bank 
powiększa rezerwy  i zostaje stworzona podstawa do zwielokrot-
nionej ekspansji kredytowej . 

Niewątpliwie z punktu widzenia banku centralnego  najlep-

szymi do kupienia aktywami są państwowe papiery wartościowe . 
Rząd  zapewnia sobie w ten sposób rynek  dla swoich papierów 
i może łatwo zwiększać podaż pieniądza (inflate the money sup-
ply),
 emitując nowe obligacje, a następnie polecając bankowi cen-
tralnemu, żeby je kupił. Zadanie banku centralnego  polega często 

background image

94

95

na tym, żeby utrzymać cenę rynkową państwowych papierów 
wartościowych   na  określonym poziomie, powodując w ten sposób 
napływ papierów do banku i związaną z tym ustawiczną inflację. 

W  celu  utworzenia  nowych  rezerw  bank  centralny   może 

– oprócz kupowania aktywów – użyć innej metody: pożyczania 
ich. Opłata, jaką bank centralny pobiera od banków  za tę usługę 
stanowi „stopę redyskontową”. Oczywiście rezerwy 

 pożyczone 

nie są przez banki  tak pożądane jak jak rezerwy, które stanowią 
ich własność, ponieważ w tym przypadku istnieje konieczność ich 
spłaty. Wokół zmian stopy redyskontowej jest dużo szumu, ale 
mają one niewielkie znaczenie w porównaniu ze zmianami ilości 
rezerw bankowych i procentowego udziału rezerw. 

Kiedy bank 

 centralny sprzedaje aktywa bankom lub lu-

dziom, to zmniejsza rezerwy  i powoduje ograniczenie kredytów 
oraz deflację , czyli zmniejszenie podaży pieniądza. Jak wiemy, 
rządy ze swej natury wywołują inflację. Nieliczne i krótkotrwałe 
są w historii przypadki, kiedy rząd podejmował działania mające 
na celu deflację . Zapomina się często o jednym: deflacja może 
mieć miejsce tylko po wcześniejszej inflacji ; tylko pseudo-kwity, 
a nie złote monety, mogą przejść w stan spoczynku i ulec upłyn-
nieniu. 

10. Odchodzenie od standardu złota 

Wprowadzenie centralnej bankowości znosi ograniczenia, jakim 
podlegała do tej pory ekspansja  kredytu bankowego i wprawia 
w ruch machinę inflacji . Nie znosi jednak wszystkich hamulców. 
Wciąż jeszcze pozostaje problem samego banku centralnego 

Można by sobie wyobrazić, że któregoś dnia obywatele przypusz-
czą szturm na bank centralny , choć jest to mało prawdopodobne. 
Bardziej realnym zagrożeniem jest odpływ złota   do  innych  kra-
jów. Podobnie jak ekspansja jednego banku powoduje, że złoto 

odpływa z niego do klientów innych, niepraktykujących ekspansji 
banków , tak ekspansja pieniężna jednego kraju prowadzi do utra-
ty złota na rzecz mieszkańców innych krajów. Kraje, w których 
ekspansja postępuje szybciej, zagrożone są utratą złota, a ich sys-
temy bankowe zostaną zasypane wezwaniami do wypłat w złocie. 
Według takiego właśnie klasycznego schematu w XIX wieku po-
jawiały się cykliczne kryzysy; bank centralny jednego kraju wy-
woływał ekspansję kredytu bankowego; ceny  wzrastały; w miarę 
jak nowe pieniądze przechodziły z rąk klientów krajowych do 
rąk klientów zagranicznych, obcokrajowcy coraz częściej usiło-
wali wymienić walutę na złoto. W końcu bank centralny musiał 
zarządzać koniec ekspansji kredytowej 

, żeby ratować standard 

 

pieniężny. 

Tylko w jeden sposób można uniknąć konieczności wypłat za 

granicę: poprzez współpracę między bankami  centralnymi. Jeśli 
wszystkie banki  centralne umówią się, że będą zwiększać podaż 
pieniądza w tym samym mniej więcej tempie, to wówczas żadne 
państwo nie straci złota  na rzecz innego i cały świat będzie mógł 
brać udział w wywoływaniu inflacji  praktycznie bez ograniczeń. 
Jednakże każdy rząd jest zazdrosny o własne wpływy i podatny 
na różne naciski i dlatego taki zgodny marsz ku pełnej współ-
pracy okazał się prawie niewykonalny. Jednym z największych 
sukcesów w tej dziedzinie była zgoda amerykańskiej Rezerwy Fe-
deralnej  na zwiększenie krajowej inflacji  w latach dwudziestych, 
która miała pomóc Wielkiej Brytanii w powstrzymaniu odpływu 
złota do Stanów Zjednoczonych. 

W XX wieku, gdy rządy stanęły wobec problemu poważ-

nych  żądań wypłaty złota 

, zamiast spowodować deflację   albo 

ograniczyć wywoływaną przez siebie inflację, po prostu „odeszły 
od standardu złota”. Taki zabieg uniemożliwia oczywiście upa-
dek banku centralnego , ponieważ od tej pory jego banknoty  stają 
się pieniądzem standardowym. Jednym słowem rząd ostatecznie 
odmówił spłacania swoich długów i praktycznie zwolnił system 

background image

96

97

64

   Zobacz: Melchior Palyi, „The Meaning of the Gold Standard,” The Journal of 

Business (lipiec 1941) ss. 299-304.

bankowy  z tego uciążliwego obowiązku. Najpierw wypuszczono 
pseudo-kwity bez pokrycia, a następnie, gdy nadchodził  sądny 
dzień, bezwstydnie dokończono dzieła bankructwa , znosząc obo-
wiązek wypłat w złocie. Dokonało się ostateczne oderwanie nazw 
poszczególnych walut (dolar, funt, marka) od złota i srebra . 

Z początku rządy nie chciały przyznać,  że to rozwiązanie 

wprowadzono na stałe. Mówiły o „zawieszeniu wypłat w złocie”, 
przez co dawały do zrozumienia, że kiedyś, po zakończeniu woj-
ny  albo  innego  „stanu  wyższej konieczności”, rząd znów będzie 
realizował swoje zobowiązania. Gdy pod koniec XVIII wieku od 
złota   odszedł Bank Anglii , stan taki utrzymywał się przez dwa-
dzieścia lat, ale przez cały ten czas wiedziano, że wypłaty w zło-
cie zostaną przywrócone po zakończeniu wojen z Francją. 

Tymczasowe „zawieszenia” stanowiły przygrywkę do całko-

witego odejścia od złota . Standard złota nie jest mimo wszystko 
kurkiem, który rząd może dowolnie odkręcać i zakręcać za po-
mocą dekretów. Albo kwit na złoto ma pokrycie, albo go nie ma; 
gdy raz zawiesi się wypłaty złota, to sam standard  złota staje się 
żartem. 

Kolejnym krokiem w kierunku stopniowej rezygnacji ze 

złotego pieniądza było wprowadzenie „waluty sztabowo-złotej”. 
W tym systemie waluta  nie podlega już wypłatom w monetach; 
można ją tylko wymienić na duże sztaby o olbrzymiej wartości. 
Zawęża to grono osób, które mogą zażądać wypłaty w złocie, do 
garstki specjalistów zajmujących się handlem międzynarodowym. 
Standard złota   już nie istnieje, ale rządy mogą nadal utrzymywać, 
że opowiadają się za złotem. „Standardy złota” w Europie w la-
tach dwudziestych XX wieku były standardami tego typu

64

W końcu, wśród kanonady ataków na obcokrajowców i „po-

zbawionych patriotyzmu ciułaczy złota ”,  rządy „odeszły od złota” 

oficjalnie i ostatecznie. Emitowane przez rząd papiery stają się 
od tego momentu pustym pieniądzem standardowym. Czasami 
pustym pieniądzem są papiery ministerstwa finansów a nie ban-
ku centralnego , co dotyczy zwłaszcza okresu, gdy nie powstał 
jeszcze system banków  centralnych. Amerykańskie continentale , 
greenbacki  i banknoty  Konfederacji z czasów wojny secesyjnej, 
a także francuskie asygnaty (assignats) – wszystkie te waluty 
były pustym pieniądzem emitowanym przez ministerstwa skarbu. 
Bez względu na to, czy emisją zajmuje się ministerstwo finansów 
czy bank centralny , skutek jest ten sam: standard  pieniężny pozo-
staje teraz na łasce rządu, a depozyty bankowe wypłacane są po 
prostu w papierach emitowanych przez rząd. 

11. Pusty pieniądz  i problem złota 

Gdy jakieś państwo odchodzi od standardu złota  i przyjmuje stan-
dard  pustego pieniądza, to tworzy tym samym kolejny rodzaj „pie-
niądza”. Oprócz dwóch rodzajów pieniądza towarowego  – złota 
i srebra  – rozwijają się teraz niezależne pieniądze sterowane przez 
poszczególne rządy za pomocą dekretów. Podobnie jak złoto i sre-
bro  wymieniane są na wolnym rynku  po określonym kursie, tak 
rynek  ustala kursy wymiany dla wszystkich tych rodzajów pienią-
dza. W świecie pustego pieniądza wartość każdej waluty będzie 
się wahała wobec innych walut, o ile będzie  to  dozwolone.  Jak 
widzieliśmy, kurs wymiany między każdą parą walut zależy od 
względnych parytetów siły nabywczej, a te z kolei zdeterminowa-
ne są przez poziom podaży i popytu na każdą z walut. Gdy waluta  
przestaje mieć charakter kwitu na złoto, a zaczyna być papierem 
bez pokrycia, to zaufanie do jej stabilności i jakości zostaje za-
chwiane i popyt na nią spada. Ponadto, gdy zostaje oderwana od 
złota, widoczne się staje, że jej ilość znacznie przekracza ilość 
złota, na którą rzekomo miała wcześniej pokrycie. Siła nabywcza 

background image

98

99

65

     Frank W. Taussig, Principles of Economics, 2nd Ed. (New York: The MacMillan 

Company, 1916) I, s. 312. Zobacz też: J.K. Upton, Money in Politics, 2nd Ed. 
(Boston: Lothrop Publishing Company, 1895) ss. 69 n.

66

   Wnikliwą analizę kolejnych kroków amerykańskiego rządu przedsięwziętych 

w celu skonfi skowania złota   należącego do ludzi i odejścia od standardu złota 
w roku 1933 przeprowadza Garet Garrett w: The People’s Pottage (Caldwell, 
Idaho: The Caxton Printers, 1953) ss. 15-41.

takiej waluty, a co za tym idzie jej kurs, spada w stosunku do 
złota, ponieważ jej podaż przekracza ilość  złota, a popyt na nią 
jest mniejszy. A jako że rząd  ze  swej  natury  wywołuje inflację, 
z czasem doprowadzi do dalszego spadku jej wartości. 

Taka deprecjacja jest dla rządu bardzo kłopotliwa i uderza 

w obywateli, którzy chcieliby importować dobra. Obecność  zło-
ta  w gospodarce stale przypomina o marnej jakości rządowych 
papierów i wciąż stanowi groźbę,  że kiedyś  złoto zastąpi papier 
odgrywający w państwie rolę pieniądza. Nawet, jeśli rząd da na 
pokrycie pustego pieniądza cały swój prestiż i przepisy o praw-
nym środku płatniczym, to pozostające w rękach ludzi złote mo-
nety będą wciąż stanowiły memento i zagrożenie dla państwowej 
kontroli nad pieniądzem. 

W trakcie pierwszej depresji  w Ameryce w latach 1819-1821 

cztery stany (Tennessee, Kentucky, Illinois i Missouri) założyły 
banki   stanowe  emitujące puste papiery. Miały one pokrycie w za-
pewnieniach dotyczących prawnego środka płatniczego, a nie-
kiedy także w prawnym zakazie deprecjacji  banknotów obowią-
zującym w tych stanach. Mimo to jednak wszystkie te zrodzone 
z wielkich nadziei eksperymenty zakończyły się niepowodzeniem: 
wartość nowych papierów szybko spadła niemal do zera. Trzeba 
było szybko zarzucić  tego  typu  pomysły. Później w charakterze 
pustego pieniądza pojawiły się  greenbacki ,  które  były w obiegu  
na Północy w czasie wojny secesyjnej i po jej zakończeniu. W Ka-
lifornii nie przyjmowano jednak greenbacków i nadal używano 
złota  jako pieniądza. Jak napisał wybitny ekonomista: 

„W Kalifornii, podobnie jak w innych stanach, papiery były 

prawnym środkiem płatniczym i przyjmowano je w urzędach; nie 
istniała nieufność ani wrogość wobec rządu federalnego. A jednak 
ludzie zdecydowanie (… ) woleli złoto niż  papiery  (…  ).  Każdy 
dłużnik   mógł w świetle prawa spłacić swoje zobowiązania w zde-
precjonowanych papierach. Gdy jednak tak postąpił, to stawał się 
napiętnowany (zwykle wierzyciel zamieszczał o nim informację 

w gazecie) i praktycznie podlegał bojkotowi. Przez cały ten okres 
w Kalifornii nie posługiwano się papierami. Mieszkańcy stanu 
dokonywali transakcji przy użyciu złota , podczas gdy we wszyst-
kich pozostałych stanach używano waluty wymienialnej”

65

Dla rządów stało się jasne, że nie mogą dalej tolerować 

posiadania złota  przez prywatne osoby. Rząd  nie byłby w stanie 
ugruntować swojej władzy nad walutą narodową, gdyby ludzie 
mogli w razie potrzeby porzucić pusty pieniądz papierowy na 
rzecz pieniądza złotego. W związku z tym rządy zabroniły oby-
watelom posiadania złota. Złoto ,  nie  licząc niewielkich jego ilości, 
które dopuszczono do użytku w celach przemysłowych i jubiler-
skich, zostało w całości znacjonalizowane. Domaganie się zwrotu 
skonfiskowanej ludziom własności uważane jest obecnie za prze-
jaw beznadziejnego wstecznictwa

66

12. Pusty pieniądz  i prawo Greshama 

Dzięki wprowadzeniu pustego pieniądza i zakazu posiadania złota  
otwarta została droga do sterowanej przez rząd inflacji  na wielką 
skalę. Pozostaje tylko jedno, bardzo ogólne ograniczenie: groźba 
rozpętania hiperinflacji , załamania się waluty. Hiperinflacja  ma 
miejsce wtedy, gdy ludzie – zauważywszy,  że rząd zdecydował 
się wywoływać inflację – postanawiają uniknąć inflacyjnego po-
datku nałożonego na ich środki i w tym celu zaczynają wydawać 

background image

100

101

67

   W ciągu kilku ostatnich lat wartość dolara jest zawyżona  w stosunku do innych 

walut i dlatego dolar odpływa z USA.

pieniądze możliwie jak najszybciej, póki mają one jeszcze jakąś 
wartość. Dopóki nie zapanuje hiperinflacja, państwo może bez 
przeszkód zarządzać walutą i inflacją. Wtedy pojawiają się jednak 
nowe trudności. Jak zwykle, interwencja rządu, która ma uleczyć 
jakiś problem, wywołuje mnóstwo nowych, nieprzewidzianych 
problemów. W świecie pustego pieniądza każdy kraj ma własny 
pieniądz. Oparty na międzynarodowej walucie światowy podział 
pracy został zniszczony i państwa coraz bardziej zamykają się 
w postaci poszczególnych autarkii. Brak stabilności pieniądza jest 
dodatkowym utrudnieniem w handlu . Poziom życia we wszyst-
kich krajach obniża się. Każde państwo utrzymuje płynne kursy 
wymiany swojej waluty na waluty innych krajów. Państwo, które 
zwiększa inflację bardziej niż inne nie obawia się już utraty złota, 
ale musi stawić czoło innym przykrym konsekwencjom. Kurs wa-
luty takiego kraju spada w stosunku do innych walut. Jest to nie 
tylko przykre, ale też niepokojące dla obywateli, którzy boją się 
dalszej deprecjacji . Znacznie wzrastają też ceny  dóbr z importu, 
a to ma istotne znaczenie w przypadku krajów, w których gospo-
darce handel zagraniczny odgrywa dużą rolę. 

Dlatego w ostatnich latach rządy postanowiły znieść płynne 

kursy walutowe. Zamiast nich wprowadziły ustalane odgórnie, 
sztywne kursy w stosunku do innych walut. Prawo Greshama  
mówi dokładnie, jaki będzie skutek takiej arbitralnej kontroli cen. 
Jakiejkolwiek by nie ustalono wartości kursu, nigdy nie będzie 
on  kursem  wolnorynkowym,  który  może być ustalany jedynie 
każdego dnia na nowo. Dlatego jedna waluta  będzie miała zawsze 
wartość sztucznie zawyżoną, a inne – zaniżoną. Na ogół rządy 
celowo zawyżają wartość  swojej  waluty  –  ze  względów presti-
żowych, a także z powodu wynikających z tego konsekwencji. 
Gdy na mocy zarządzenia  waluta  ma  zawyżoną wartość, ludzie 
wymieniają ją na walutę niedoszacowaną po okazyjnych kursach; 
to doprowadza do powstania nadwyżki waluty przeszacowanej 
i niedoborów waluty niedoszacowanej. Kurs nie może się zmienić 

do poziomu równowagi na rynku walutowym. Obecnie wszystkie 
waluty na świecie mają na ogół zawyżoną wartość w stosunku 
do dolara, czego wynikiem jest znane zjawisko „niedostatku do-
larów” – jeszcze jednego przykładu na to, jak funkcjonuje prawo 
Greshama . 

Kraje, które podnoszą wrzawę wokół „niedostatku dolara”, 

spowodowały go same własną polityką. Niewykluczone, że rządy 
tych państw przyjęły ten stan rzeczy pozytywnie, ponieważ: (a) 
dał  on  im  pretekst  do  domagania  się pomocy w dolarach, która 
miała „położyć kres brakowi dolarów w wolnym świecie” oraz 
(b) dostarczył pretekstu do kontyngentowania importu z Ame-
ryki. Niedoszacowanie  dolarów powoduje, że import z Ameryki 
jest nienaturalnie tani a eksport do niej drogi [uwaga wydawcy 
amerykańskiego: to zdanie zostało usunięte z czwartego wyda-
nia]. Skutek: deficyt w handlu  zagranicznym i groźba odpływu 
dolarów

67

. Rząd  innego państwa interweniuje więc, obwieszczając 

z przykrością, że będzie zmuszony ustanowić kontyngenty na im-
port, tzn. wydawać importerom zezwolenia i decydować o tym, 
jakie towary mogą być importowane „zgodnie z potrzebami”. 
W celu ograniczenia importu wiele rządów konfiskuje obywate-
lom znajdujące się w ich posiadaniu obce waluty, zmuszając ich 
do przyjęcia w zamian znacznie mniejszej ilości waluty krajowej 
niż mogliby otrzymać na wolnym rynku 

. W ten sposób rząd 

podtrzymuje sztucznie zawyżony kurs waluty 

 krajowej. Kurs 

wymiany walut, podobnie jak złoto, został znacjonalizowany, 
a karę ponieśli eksporterzy. W krajach, gdzie handel zagraniczny 
odgrywa szczególnie ważną rolę, ta państwowa „kontrola kursów 
walutowych 

” oznacza praktycznie przymusowe uspołecznienie 

gospodarki. Sztuczny kurs wymiany daje więc państwom pretekst 

background image

102

103

68

   Doskonałe omówienie problematyki kursów walutowych i panujących w tej 

dziedzinie regulacji znajduje się w: George Winder, The Free Convertibility of 
Sterling
 (London: The Batchworth Press, 1955).

do domagania się pomocy zagranicznej i do rozciągnięcia socjali-
stycznej kontroli nad handlem

68

Obecnie świat oplątany jest gąszczem chaotycznych regula-

cji w obrocie dewizowym, blokami walutowymi, ograniczeniami 
wymienialności i przeróżnymi systemami kursów wymiany. 
W niektórych krajach „czarny rynek ” walutowy jest w legalny 
sposób nakłaniany do określenia prawdziwego kursu, według 
którego ustala się następnie różne kursy dla różnych typów trans-
akcji. Niemal wszystkie kraje posługują się standardem pustego 
pieniądza, ale nie mają odwagi otwarcie się  do  tego  przyznać 
i plotą o rzekomym „ograniczonym standardzie sztabowo-zło-
tym”. W rzeczywistości złoto używane jest nie jako prawdziwa 
definicja walut, lecz dla wygody rządów, gdyż: (a) ustalenie kursu 
waluty względem złota   ułatwia obliczenie kursu wymiany  wobec 
dowolnej innej waluty; (b) złoto wciąż jest używane przez te 
rządy. Gdy kursy walut są sztywne, to jakiś obiekt musi się prze-
mieszczać, żeby bilansować płatności państwa, a złoto doskonale 
się do tego celu nadaje. Złoto  nie jest więc już pieniądzem świato-
wym; jest pieniądzem należącym do rządów, które używają go do 
wzajemnych rozliczeń między sobą. 

Oczywiście marzeniem inflacjonistów jest wprowadzenie 

jakiegoś rodzaju światowego pieniądza papierowego 

, którym 

manipulowałby światowy rząd i bank  centralny, wywołując wszę-
dzie inflację na tym samym poziomie. Realizacja tego marzenia 
jest  póki  co  sprawą mglistej przyszłości. Wciąż jeszcze daleko 
jesteśmy od rządu światowego, a waluty narodowe wywołują tyle 
problemów i sprzeczności, że niemożliwe jest na razie połączenie 
ich w jeden pieniądz. Jednakże świat systematycznie zdąża w tym 
kierunku. Na przykład Międzynarodowy Fundusz Walutowy  jest 

w zasadzie instytucją, której zadaniem jest wzmocnienie kontroli 
nad obrotem dewizowym w ogóle, nad zaniżaniem kursu dolara 
w szczególności. Fundusz żąda od każdego kraju członkowskiego 
ustalenia sztywnego kursu swojej waluty, a następnie wpłacenia 
składki w złocie i dolarach, z której udzielane będą pożyczki dla 
rządów potrzebujących twardej waluty. 

13. Rząd  i pieniądz

Wielu ludzi uważa, że chociaż wolny rynek  ma różne zalety, to na 
ogół przedstawia obraz bałaganu i chaosu. Wszystko jest „nieza-
planowane” i przypadkowe. Natomiast władza rządu wydaje się 
prosta i uporządkowana; polecenia przekazywane są na niższe 
szczeble i wykonywane. W żadnej innej dziedzinie gospodarki 
mit ten nie jest tak żywy jak w sferze pieniądza. Wydaje się, że 
przynajmniej pieniądz musi podlegać rygorystycznej kontroli 
państwa. Tymczasem pieniądz jest życiodajną siłą gospodarki, 
jest pośrednikiem we wszystkich transakcjach. Gdy rząd domi-
nuje w sferze pieniądza, to znaczy, że przejął już kontrolę nad 
najważniejszym stanowiskiem dowodzenia i znajduje się na 
drodze ku socjalizmowi. Jak widzieliśmy, wolny rynek pieniądza 
– w przeciwieństwie do panującej powszechnie opinii – nie byłby 
chaotyczny; lecz stanowiłby wzór porządku i efektywności. 

Czego dowiedzieliśmy się o rządzie i pieniądzu? Widzieli-

śmy jak na przestrzeni wieków rząd krok po kroku wkraczał na 
wolny rynek  i w końcu przejął całkowitą kontrolę nad systemem 
pieniężnym. Widzieliśmy, jak każda nowa regulacja, często z po-
zoru nieszkodliwa, powodowała wprowadzenie kolejnych regu-
lacji. Widzieliśmy,  że rządy są z natury skore do wywoływania 
inflacji ,     ponieważ  inflacja  jest  kuszącym sposobem osiągania 
dochodów przez państwo i uprzywilejowane grupy. Powolne lecz 
stanowcze przechwycenie kontroli nad pieniądzem zostało wyko-

background image

104

rzystane do: (a) wywoływania w gospodarce inflacji  w tempie, 
o którym decyduje rząd; (b) wprowadzenia socjalistycznego za-
rządzania całą gospodarką. 

Skutkiem majstrowania rządu przy pieniądzu jest nie tylko 

nieopisana tyrania na świecie, lecz także chaos, a nie porządek. 
Spowodowało ono rozbicie produkującego w pokoju światowe-
go rynku na tysiące fragmentów. Handel 

 i inwestycje zostały 

okaleczone i spętane milionami restrykcji, regulacji, sztucznych 
kursów, kryzysami walutowymi itd. Państwowa kontrola nad 
pieniądzem, zmieniając świat pokojowych stosunków w dżunglę 
zwalczających się bloków walutowych, przyczyniła się do wojen. 
Widzieliśmy więc,  że wynikiem przymusu – zarówno w sferze 
pieniądza, jak i w innych dziedzinach – nie jest porządek, tylko 
konflikt i chaos. 

IV.   Załamanie systemu pieniężnego na 

Zachodzie

Od czasu, kiedy ukazało się pierwsze wydanie tej książki, dały już 
o sobie znać konsekwencje interwencjonizmu w dziedzinie pie-
niądza. Światowy kryzys monetarny w lutym i marcu 1973 roku 
oraz zniżka notowań dolara w lipcu tego samego roku to tylko naj-
nowsze przykłady coraz częściej występujących kryzysów, które 
stanowią podręcznikową ilustrację naszej analizy nieuchronnych 
skutków ingerencji państwa w system pieniężny. Po zażegnaniu 
każdego takiego kryzysu za pomocą doraźnych środków zachod-
nie rządy obwieszczają, że tym razem światowy system pieniężny 
otrzymał solidną podstawę i że wszystkie kryzysy pieniężne zo-
stały zażegnane. Prezydent Nixon  posunął się nawet do tego, że 
umowę smithsoniańską z 18 grudnia 1971 roku nazwał „najwięk-
szą umową monetarną w dziejach świata”; w niewiele ponad rok 
później ta największa umowa legła już w gruzach. Każde kolejne 
„rozwiązanie” upadało szybciej niż poprzednie. 

Żeby zrozumieć panujący obecnie chaos w sferze pieniądza, 

trzeba pokrótce prześledzić rozwój międzynarodowego systemu 
pieniężnego w XX wieku i zobaczyć, jak każda konfiguracja nie-
zdrowych inflacjonistycznych interwencji załamywała się z powo-
du tkwiących w niej problemów, robiąc miejsce dla kolejnej rundy 
interwencji. Dwudziestowieczną historię  światowego porządku 
pieniężnego można podzielić na dziewięć faz. Zanalizujmy każdą 
z nich po kolei. 

background image

106

107

1. Faza I: klasyczny standard  złota , 1815 – 1914

Na okres „klasycznego” standardu złota   panującego na Zachodzie 
w XIX i XX wieku, można spojrzeć jak na wiek złoty w sensie 
dosłownym i przenośnym. Nie licząc kłopotów wywołanych 
przez problem srebra , świat opierał się na standardzie złota, co 
oznaczało, że każda narodowa waluta  (dolar, funt, frank itd. ) była 
tylko nazwą dla określonej porcji wagowej złota. „Dolar ” był na 
przykład zdefiniowany jako 1/20 uncji złota, funt szterling – jako 
nieco mniej niż ¼ uncji złota itd. Oznaczało to, że „kursy wymia-
ny” między poszczególnymi walutami narodowymi były sztywne, 
ale nie dlatego, że podlegały arbitralnym regulacjom rządu, tylko 
z tej samej przyczyny, dla której jeden funt wagowy zdefiniowany 
jest jako równy szesnastu uncjom. 

Międzynarodowy standard  złota   dawał  tę korzyść,  że do-

brodziejstwa płynące z używania jednego środka wymiany  roz-
ciągały się na cały świat. Jedną z przyczyn wzrostu i prosperity 
w Stanach Zjednoczonych  był fakt, że mieliśmy  jeden pieniądz 
dla całego olbrzymiego obszaru kraju. Mieliśmy standard zło-
ta  lub przynajmniej jeden standard dolara w całym kraju i nie 
musieliśmy cierpieć z powodu chaosu związanego z używaniem 
różnych rodzajów emitowanego przez poszczególne miasta i hrab-
stwa pieniądza, którego wartość wahałaby się w stosunku do in-
nych pieniędzy używanych w pozostałych miastach i hrabstwach. 
XIX wiek pokazał korzyści płynące z używania jednego pienią-
dza w całym cywilizowanym świecie. Wspólny pieniądz wspierał 
wolność handlu , swobodę inwestowania i podróżowania w całej 
tej strefie handlu  i pieniądza, co przyczyniało się do rozwoju spe-
cjalizacji i międzynarodowego podziału pracy. 

Należy podkreślić, że złoto nie zostało wybrane na standard  

pieniężny w sposób arbitralny przez rządy. Złoto   zostało uznane 
za najlepszy pieniądz po wielu wiekach używania go przez wolny 
rynek ;  zostało uznane za towar, który mógł służyć jako najbardziej 

stabilny i pożądany środek wymiany. Przede wszystkim podaż i za-
opatrzenie w złoto zależały tylko od sił rynkowych a nie od arbi-
tralnych decyzji rządu o uruchomieniu maszyny drukarskiej. 

Międzynarodowy standard 

 złota   zapewniał automatyczny 

rynkowy mechanizm ograniczający potencjał inflacyjny rządu. 
Zapewniał również mechanizm pozwalający utrzymać w rów-
nowadze bilans płatniczy poszczególnych krajów. Jak w połowie 
XVIII wieku zauważył filozof i ekonomista David Hume, jeśli 
jeden kraj, powiedzmy Francja,  

 zwiększa podaż papierowych 

franków, ceny 

 w tym kraju wzrastają, zwiększone dochody 

w papierowych frankach stymulują import, dodatkowo pobu-
dzany przez spadek cen towarów importowanych względem cen 
krajowych. Jednocześnie wyższe ceny krajowe hamują eksport. 
Skutkiem jest deficyt w bilansie płatniczym, który trzeba spłacić 
wobec innych krajów wymieniających  franki   na  złoto. Odpływ 
złota zmusza Francję do zmniejszenia ilości inflacyjnych papiero-
wych franków. Ma to zapobiec utracie całego krajowego złota. Je-
śli inflacja  przybrała formę depozytów bankowych, to francuskie 
banki   muszą zmniejszyć ilość kredytów i depozytów, żeby nie 
dopuścić do bankructwa  spowodowanego koniecznością wypłat 
obcokrajowcom posiadającym depozyty w złocie. Ograniczenie 
ilości papierowego pieniądza powoduje spadek cen krajowych 
i nadwyżkę w eksporcie, w wyniku czego odwrócony zostaje 
kierunek przepływu złota aż do momentu, gdy poziom cen we 
Francji i w pozostałych krajach zostanie zrównany. 

Prawdą jest, że interwencje rządu dokonywane przed wie-

kiem XIX zmniejszyły szybkość  tego  mechanizmu  rynkowego 
i umożliwiły powstanie w warunkach standardu złota  cyklu ko-
niunkturalnego   następujących po sobie inflacji  i recesji. Interwen-
cje te polegały w szczególności na zmonopolizowaniu przez rządy 
mennic, wprowadzeniu przepisów o prawnym środku płatniczym, 
wprowadzeniu pieniądza papierowego  i rozwoju inflacyjnej ban-
kowości wspieranej przez poszczególne rządy. Jednakże, mimo iż 

background image

108

109

69

   Najnowsze studium dotyczące klasycznego standardu złota  i historii wczesnych 

faz jego załamania na początku XX wieku przedstawia Melchior Palyi, The Twi-
light of Gold, 1914-1936
 (Chicago: Henry Regnery, 1972).

interwencje spowolniły procesy dostosowawcze rynku, to procesy 
te nadal miały ostateczną kontrolę nad sytuacją. Chociaż więc 
dziewiętnastowieczny klasyczny standard  złota nie był doskonały 
i dopuszczał do powstawania niewielkich boomów i załamań, to 
mimo wszystko stanowił najlepszy porządek monetarny w dzie-
jach; porządek, który funkcjonował, który nie pozwalał na to, 
żeby cykl koniunkturalny wymknął się spod kontroli i który 
umożliwiał  rozwój  wolnego  handlu   międzynarodowego, obrotu 
dewizowego i inwestycji

69

2. Faza II: I wojna światowa i okres po zakończe-

niu wojny

Skoro klasyczny standard  złota   funkcjonował tak dobrze, to dlacze-
go załamał się? Załamał się, ponieważ zaufano rządom, że dopilnu-
ją, by funty, dolary, franki  itd. były zawsze wymienialne na złoto 
– tak jak to obiecały i jak obiecał to kontrolowany przez nie system 
bankowy 

. Powodem załamania nie było złoto, tylko niemądra 

wiara, że rząd dotrzyma swoich obietnic. Wszystkie rządy szyku-
jące się do tragicznej I wojny światowej musiały zwiększyć podaż 
własnego pieniądza papierowego  oraz waluty bankowej. Inflacja 
przybrała tak poważne rozmiary, że rządy państw biorących udział 
w wojnie nie były w stanie wywiązać się z obietnic i „odeszły od 
standardu złota”, tzn. ogłosiły swoje własne bankructwo, niedłu-
go po przystąpieniu do wojny. Tak postąpiły wszystkie państwa 
oprócz Stanów Zjednoczonych, które przystąpiły do wojny później 
i nie zwiększyły podaży dolarów do tego stopnia, żeby zagroziło 
to wymienialności waluty na złoto. Jednakże poza USA świat do-

świadczał tego, co niektórzy współcześni ekonomiści nazywają nir-
waną swobodnie wahających się kursów wymiany (nazywa się je 
również „systemem płynnych kursów walutowych, brudną płynno-
ścią – dirty float ”), konkurencyjnych dewaluacji, zwalczających się 
bloków walutowych, kontroli kursów wymiany, ceł i kontyngentów 
oraz załamania się międzynarodowego handlu  i inwestycji. Podda-
ne inflacji  funty, marki  itd. straciły na wartości w stosunku do złota 
i do dolara; na całym świecie zapanował chaos pieniężny. 

Na szczęście w tamtych czasach niewielu było ekonomistów, 

którzy uważaliby taką sytuację za ideał systemu pieniężnego. 
Na ogół fazę  II  postrzegano  jako  krok  w  kierunku  nadchodzącej 
międzynarodowej katastrofy. Politycy i ekonomiści rozglądali się 
w poszukiwaniu sposobów na przywrócenie równowagi i wolności, 
które były charakterystyczne dla klasycznego standardu złota . 

3. Faza III: system waluty dewizowo-złotej 

(Wielka Brytania  i USA), 1926-1931

Jak powrócić do złotego wieku? Rozsądek nakazywałby uznać 
fakty – fakt deprecjacji  funta, franka, marki  itd. – i przywrócić 
standard   złota  po zdefiniowanym na nowo kursie: takim, który 
byłby dostosowany do istniejącej podaży pieniądza i do bieżącego 
poziomu cen. Brytyjski funt był na przykład tradycyjnie definio-
wany jako waga, której odpowiadało 4,86 dolara.   Tymczasem pod 
koniec I wojny światowej w wyniku inflacji  w Wielkiej Brytanii 
funt spadł do wartości około 3,50 dolara na wolnym rynku  walu-
towym. Podobnie zmalała wartość  innych  walut.  Gdyby  Wielka 
Brytania   chciała prowadzić rozsądną politykę, to wróciłaby do 
standardu złota przy kursie 3,50 dolara.   Podobnie powinny były 
zrobić pozostałe kraje borykające się z inflacją. Dzięki temu po-
wrócono by szybko i bez przeszkód do fazy I. Zamiast tego Wielka 
Brytania podjęła fatalną decyzję o przywróceniu starego parytetu 

background image

110

111

70

     Na temat brytyjskiego błędu i jego skutków, które doprowadziły do depresji  roku 

1929, zobacz: Lionel Robbins, The Great Depression (New York: MacMillan, 
1934).

wynoszącego 4,86 dolara

70

. Podjęto ją za względu na narodowy 

„prestiż” i w płonnej nadziei, że uda się przywrócić Londynowi 
znaczenie  światowego centrum finansowego dla „twardego pie-
niądza”. Żeby ten akt heroicznego szaleństwa mógł doprowadzić 
do zwycięstwa, Wielka Brytania musiałaby poważnie zmniejszyć 
podaż pieniądza i obniżyć poziom cen, ponieważ przy kursie 4,86 
dolara za funt ceny  brytyjskiego eksportu były znacznie za wyso-
kie na to, by stanowić konkurencję na światowych rynkach. Defla-
cja nie wchodziła wówczas w grę ze względów politycznych, gdyż 
wzrost znaczenia związków  zawodowych  oraz  ogólnokrajowy 
system ubezpieczeń od bezrobocia spowodowały, że płace trwale 
się obniżyły.  Żeby doprowadzić do deflacji, rząd brytyjski mu-
siałby powstrzymać rozrost państwa opiekuńczego. Tymczasem 
Brytyjczycy   chcieli,  żeby inflacja  i ceny nadal rosły. W wyniku 
kumulacji dwóch czynników – inflacji  oraz przywrócenia nad-
wartościowego parytetu – eksport brytyjski przeżywał stagnację 
przez całe lata dwudzieste, a w czasie, gdy w pozostałych krajach 
miał miejsce boom gospodarczy, bezrobocie w Wielkiej Brytanii 
utrzymywało się na wysokim poziomie. 

W jaki sposób Brytyjczycy  mogliby mieć ciastko i zjeść je 

zarazem? Poprzez wprowadzenie nowego międzynarodowego 
systemu pieniężnego, który zachęcałby lub zmuszał  inne rządy 
do zwiększenia podaży pieniądza albo do przywrócenia standar-
du złota   przy  zawyżonych parytetach dla walut ich krajów, co 
spowodowałoby sparaliżowanie eksportu tych państw i subsydio-
wanie importu z Wielkiej Brytanii. Tak właśnie postąpiła Wielka 
Brytania ,  doprowadzając na konferencji w Genui w roku 1922 do 
utworzenia nowego międzynarodowego porządku monetarnego: 
standardu waluty dewizowo-złotej. 

Standard waluty dewizowo-złotej działał w następujący spo-

sób: Stany Zjednoczone  pozostały przy klasycznym standardzie 
złota  i wypłacały za dolary złoto.  Wielka  Brytania   i  inne  kraje 
Zachodu powróciły natomiast do standardu pseudo-złota – Wiel-
ka Brytania w roku 1926, a pozostałe kraje mniej więcej w tym 
samym czasie. Za funty i inne waluty nie wypłacano złotych 
monet, tylko duże sztaby złota, które nadawały się wyłącznie do 
obsługi transakcji międzynarodowych. Uniemożliwiało to zwy-
kłym obywatelom Wielkiej Brytanii i innych państw europejskich 
używanie złota na co dzień i dzięki temu pozwalało na większą 
inflację pieniędzy papierowych i bankowych. Co więcej, Wielka 
Brytania wypłacała za funty nie tylko złoto, lecz także dolary, 
natomiast inne kraje płaciły za swoje waluty nie w złocie lecz 
w funtach. Większość z tych państw Wielka Brytania nakłoniła 
do przywrócenia standardu złota przy zawyżonym parytecie. 
W rezultacie powstała piramida: na złocie opierały się dolary, na 
dolarach funty, na funtach pozostałe waluty – „standard  waluty 
dewizowo-złotej”, w którym dolar i funt odgrywały rolę „walut 
kluczowych”. 

Teraz,  gdy  Wielka  Brytania   zwiększała podaż pieniądza 

i borykała się z deficytem bilansu płatniczego, mechanizm stan-
dardu złota  nie działał w kierunku ograniczenia inflacji . Pozo-
stałe kraje nie wymieniały teraz swoich funtów  na złoto, tylko 
trzymały funty i na ich bazie zwiększały inflację. Dlatego Wielka 
Brytania i cała Europa mogły zwiększać inflację bez ograniczeń, 
a deficyt Wielkiej Brytanii mógł rosnąć niekrępowany rynkową 
dyscypliną, jaką dawniej stanowił standard  złota. Wielka Bryta-
nia przekonała również Stany Zjednoczone , by zwiększyły podaż 
dolara.   Zapobiegło to odpływowi rezerw złota i dolarów do Sta-
nów Zjednoczonych. 

Problem ze standardem dewizowo-złotowym polega na tym, 

że nie może on trwać wiecznie; w końcu trzeba będzie zapłacić 
rachunek, ale stanie się to dopiero w reakcji na przedłużający się 

background image

112

113

71

   Cordell Hull , Memoirs (New York, 1948) I, 81. Zobacz też: Richard N. Gardner, 

Sterling-Dollar Conspiracy (Oxford: Clarendon Press, 1956) s. 141.

inflacyjny  boom. W miarę jak rosły salda w funtach szterlingach 
we Francj i, Stanach Zjednoczonych  i w innych krajach, najmniejszy 
przejaw utraty zaufania do chwiejnej i tandetnie zbudowanej infla-
cyjnej struktury mógł doprowadzić do ogólnego załamania. To wła-
śnie stało się w roku 1931. W całej Europie upadały powodujące in-
flację banki , a Francja,   która opierała się na „twardym pieniądzu”, 
podjęła próbę wymiany swojego salda w szterlingach na złoto. To 
spowodowało, że Wielka Brytania  całkowicie odeszła od standardu 
złota . Wkrótce inne kraje Europy podążyły jej śladem. 

4. Faza IV: Płynne kursy pustych walut, 1931-1945

Świat znowu pogrążył się w chaosie pieniężnym znanym już 
z okresu I wojny światowej; z tym, że teraz nadzieje na przywró-
cenie standardu złota   były niewielkie. Międzynarodowy system 
gospodarczy rozpadał się w chaosie płynnych kursów waluto-
wych, konkurujących dewaluacji, regulacji kursów wymiany, 
barier w handlu . Rozszalała się gospodarcza i monetarna wojna 
między poszczególnymi walutami i blokami walutowymi. Mię-
dzynarodowy handel i inwestycje praktycznie zamarły. Handel 

 

odbywał się na podstawie umów barterowych między konkuru-
jącymi ze sobą i skłóconymi rządami. Sekretarz stanu Cordell 
Hull  wielokrotnie zwracał uwagę, że właśnie konflikty pieniężne 
i gospodarcze lat trzydziestych były główną przyczyną wybuchu 
II wojny światowej

71

Stany Zjednoczone 

 utrzymywały standard 

 złota   jeszcze 

przez dwa lata, a następnie odeszły od klasycznego standardu 
złota, usiłując w ten sposób zaradzić depresji . Obywatele amery-
kańscy nie mogli już wymieniać dolarów na złoto i nie wolno im 

było nawet posiadać  złota ani w kraju ani za granicą. Jednakże 
po roku 1934 Stany Zjednoczone utrzymywały nadal dziwaczną 
nową formę standardu złota. Dolar  został zdefiniowany jako 1/35 
uncji złota i na złoto wymieniać go mogły obce rządy oraz banki  
centralne. Dawny związek ze złotem pozostał. Ponadto chaos na 
rynku pieniężnym w Europie powodował, że złoto odpływało do 
jedynego względnie bezpiecznego raju pieniężnego, jakim były 
Stany Zjednoczone. 

Chaos i nieokiełznana wojna gospodarcza lat trzydziestych 

wskazują na to, jak poważnym błędem politycznym (nie mówiąc 
o problemach w wymiarze gospodarczym) był system płynnych 
kursów pustych walut, który zaproponowała szkoła chicagowska 
Miltona Friedmana . Zwolennicy Friedmana – w imię obrony wol-
nego rynku
 – przecięli ostatecznie wszelkie więzy  łączące pie-
niądz ze złotem, oddali całkowitą kontrolę nad poszczególnymi 
walutami w ręce rządów centralnych emitujących puste papiery 
jako prawny środek płatniczy, a następnie poradzili rządom, żeby 
pozwoliły swoim walutom wahać się względem pozostałych walut 
oraz żeby powstrzymały się od wywoływania nadmiernej inflacji . 
Poważnym błędem politycznym było przekazanie całkowitej kon-
troli nad podażą pieniądza w ręce państwa narodowego i żywienie 
złudnej nadziei, że państwo powstrzyma się od wykorzystywania 
możliwości wywoływania inflacji . Nadarzające się możliwości 
– w tym również sposobność  zgodnego  z  prawem  fałszowania 
pieniędzy – są skwapliwie wykorzystywane, dlatego naiwność 
i etatystyczny charakter tego rodzaju projektu powinny być cał-
kowicie oczywiste. Tak więc katastrofalne doświadczenie fazy IV 
– świat pustego pieniądza i wojny gospodarczej lat trzydziestych 
– doprowadziło do tego, że władze Stanów Zjednoczonych za 
główny cel ekonomiczny II wojny światowej uznały odbudowę 
trwałego międzynarodowego systemu pieniężnego; systemu, 
który umożliwiałby odrodzenie światowego handlu  i korzystanie 
z owoców międzynarodowego podziału pracy. 

background image

114

115

5. Faza V: Bretton Woods  i nowy standard  dewizo-

wo-złoty (USA), 1945-1968

Nowy międzynarodowy porządek monetarny narodził się na 
międzynarodowej konferencji w Bretton Woods , w stanie New 
Hempshire w połowie roku 1944. Kongres ratyfikował jego wpro-
wadzenie w USA w roku 1945. Chociaż system z Bretton Woods  
funkcjonował  znacznie  lepiej  niż fatalne rozwiązania z lat trzy-
dziestych, to stanowił tylko kolejny inflacyjny wariant standardu 
dewizowo-złotego z lat dwudziestych i – podobnie jak w latach 
dwudziestych – jego dni były policzone. 

Nowy system nie różni się zasadniczo od standardu waluty 

dewizowo-złotej z lat dwudziestych, z tym, że na miejsce funta 
brytyjskiego w roli jednej z „kluczowych walut” wdarł się brutal-
nie dolar. Teraz jedyną kluczową walutą miał być dolar, którego 
wartość określono  na  1/35  uncji  złota .  Drugą różnicą w porów-
naniu z latami dwudziestymi było to, że dolar nie mógł być już 
wymieniany na złoto przez obywateli amerykańskich. Konty-
nuowano system z lat trzydziestych, który możliwość wymiany 
dolara na złoto dopuszczał  tylko w przypadku rządów innych 
państw i ich banków 

 centralnych. Normalni ludzie nie mogli 

korzystać z przywileju wymiany dolarów na światowy pieniądz 
złoty; korzystały z niego tylko rządy. W systemie z Bretton Wo-
ods  dolary USA (w pieniądzach papierowych i depozytach ban-
kowych) opierały się na złocie, na które obce rządy mogły dolary 
wymieniać; natomiast rządy innych krajów utrzymywały podsta-
wowe rezerwy  w dolarach i na nich opierały swoje waluty. Stany 
Zjednoczone   dysponowały zaraz po wojnie ogromnymi zasobami 
złota (wartości około 25 miliardów dolarów), więc dysponowały 
dużymi możliwościami budowania na ich podstawie piramidy do-
larów. Ponadto system mógł przez pewien czas „działać”, ponie-
waż wszystkie światowe waluty zostały do niego włączone przy 
zachowaniu swoich przedwojennych parytetów, w większości 
przypadków znacznie zawyżonych w stosunku do rzeczywistej 

wartości walut, które były poddawane inflacji  i deprecjonowa-
ne. Na przykład zdewaluowany funt szterling powrócił do kursu 
4,86 dolara, mimo że pod względem rynkowej siły nabywczej 
miał wartość znacznie niższą. Ze względu na to, że w roku 1945 
wartość dolara była sztucznie zaniżona, a wartość innych walut 
zawyżona, dolar stał się dobrem rzadkim i świat cierpiał na jego 
tzw. niedostatek, co dla podatnika amerykańskiego oznaczało, 
że ma obowiązek uzupełnić istniejące na świecie niedobory po-
przez pomoc zagraniczną. Jednym słowem, nadwyżki z eksportu 
uzyskane dzięki niedoszacowaniu dolara amerykańskiego miały 
być częściowo finansowane z kieszeni nieszczęsnego podatnika 
w formie pomocy zagranicznej. 

Istniała spora przestrzeń dla zwiększania inflacji 

 zanim 

wystąpią negatywne zjawiska. Dlatego Stany Zjednoczone 

 za-

częły uprawiać powojenną politykę stałej inflacji 

 pieniężnej, 

polityki, którą beztrosko stosują do tej pory. Na początku lat 
pięćdziesiątych utrzymująca się nieprzerwanie inflacja w Ame-
ryce spowodowała, że kierunek międzynarodowego handlu  zaczął 
się odwracać. Podczas gdy USA wywoływały inflację oraz upra-
wiały ekspansję pieniądza i kredytu, rządy największych państw 
europejskich – w wielu przypadkach pod wpływem „austriac-
kich” doradców specjalizujących się w problematyce monetarnej 
– uprawiały politykę względnie „twardego pieniądza” (np. Niem-
cy 

 Zachodnie, Szwajcaria 

, Francja,  

 Włochy ). Wielka Brytania , 

w której inflacja osiągnęła wyjątkowo wysoki poziom, z powodu 
odpływu dolarów zmuszona była do dewaluacji funta do bardziej 
realistycznej wartości (przez jakiś czas funt był wart około 2,40 
dolara). To wszystko, w połączeniu z rosnącą produktywnością 
Europy a później Japonii, doprowadziło do stale utrzymującego 
się deficytu bilansu płatniczego Stanów Zjednoczonych. W latach 
pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Stany Zjednoczone  miały co-
raz większą inflację – zarówno w wymiarze bezwzględnym, jak 
i w porównaniu z Japonią oraz Europą Zachodnią. Tymczasem nie 

background image

116

117

istniał już klasyczny standard  złota , który byłby ograniczeniem 
dla  inflacji ,     zwłaszcza inflacji  w Ameryce. Reguły gry wymy-
ślone w Bretton Woods  przewidywały, że kraje Europy Zachod-
niej będą musiały stale zwiększać swoje rezerwy , a nawet używać 
dolarów jako podstawy do zwiększania podaży własnych walut 
i kredytu. 

Jednakże w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych kraje 

Europy Zachodniej, które prowadziły politykę twardszego pie-
niądza (a także Japonia) zaczęły się niecierpliwić koniecznością 
gromadzenia dolarów. Z niedowartościowanych dolary stawały 
się teraz coraz bardziej przeszacowane. Gdy siła nabywcza do-
larów – a co za tym idzie ich prawdziwa wartość – spadła, dolar 
stał się dla rządów innych państw pieniądzem niechcianym. Tym-
czasem rządy były uwięzione w systemie, który stawał się coraz 
większym koszmarem. Na skargi ze strony państw europejskich, 
którym przewodziła Francja i główny doradca monetarny De 
Gaulle’a , zwolennik klasycznego standardu złota , Jacques Rueff , 
Ameryka   odpowiedziała pogardą i szorstką odmową. Amerykań-
scy politycy i ekonomiści oświadczyli wprost, że Europa musi 
używać jako waluty dolara, że nie potrafiła zaradzić swoim pro-
blemom i że wobec tego USA będą nadal uprawiać politykę „bez-
troskiego lekceważenia”  („benign neglect”) międzynarodowych 
skutków monetarnych własnych działań. 

Europa dysponowała prawnie zagwarantowaną możliwo-

ścią wymiany dolarów na złoto po kursie 35 dolarów za uncję. 
I w miarę jak dolar stawał się coraz bardziej nadwartościowy 
względem twardych walut i złota ,  rządy europejskie coraz chęt-
niej korzystały z tej możliwości. Dała o sobie znać kontrolna 
funkcja standardu złota: od początku lat pięćdziesiątych złoto od-
pływało z USA nieprzerwanie przez dwie dekady. Amerykańskie 
zasoby złota skurczyły się w tym czasie z ponad 20 miliardów 
do 9 miliardów dolarów. Skoro dolary coraz bardziej traciły na 
wartości  w  stosunku  do  topniejącej podstawy z zasobów złota, 

to w jaki sposób USA miały wymieniać zagraniczne dolary na 
złoto, realizując zasadę, która stanowiła kamień węgielny systemu 
z Bretton Woods ? Te problemy nie spowodowały zahamowania 
utrzymującej się w USA inflacji  dolarów i cen, ani nie zmieniły 
amerykańskiej polityki „beztroskiego lekceważenia”, co w końcu 
lat sześćdziesiątych doprowadziło do szybkiego zgromadzenia 
w Europie nie mniej niż 80 miliardów niechcianych dolarów (tzw. 
eurodolarów). W celu powstrzymania rządów europejskich przed 
dalszym wykupywaniem amerykańskiego złota, USA wywierały 
na nie silne naciski polityczne. Przypominały one zabiegi, które 
podejmowali Brytyjczycy  w celu powstrzymania Francuzów od 
realizacji w złocie  przed  rokiem  1931  ich  nabrzmiałego salda 
w szterlingach; z tym że naciski Amerykanów były znacznie 
silniejsze. Jednakże w dłuższej perspektywie rządy muszą się 
w końcu skonfrontować z prawem ekonomicznym. I to właśnie 
się przytrafiło pod koniec lat sześćdziesiątych zwiększającemu 
wesoło inflację rządowi  USA.  System  waluty  dewizowo-złotej 
z Bretton Woods  – chwalony przez amerykański establishment 
polityczno-ekonomiczny jako trwały i niezniszczalny – w roku 
1968 zaczął się gwałtownie rozpadać. 

6. Faza VI: rozpad systemu z Bretton Woods , 

1968-1971

W miarę jak za granicą rosły rezerwy  dolarowe, a złoto wciąż od-
pływało, USA coraz trudniej było utrzymać cenę złota  na poziomie 
35 dolarów za uncję na wolnym rynku  złota w Londynie i Zurichu. 
Kurs 35 dolarów za uncję stanowił filar systemu. Obywatele ame-
rykańscy od roku 1934 nie mieli prawa posiadać złota w kraju ani 
za granicą, ale mieszkańcy  innych  krajów  korzystali  ze  swobody 
posiadania złotych sztab i monet. Dlatego w Europie prywatne oso-
by w wymieniały dolary na złoto na wolnym rynku  po kursie 35 

background image

118

119

72

   

Na temat dwupoziomowego rynku złota  zobacz: Jacques Rueff , The Monetary 
Sin of the West
 (New York: MacMillan, 1972).

dolarów. Wraz z postępującą inflacją i ze spadkiem wartości dolara 
i w miarę jak rósł deficyt bilansu płatniczego USA, Europejczycy 
i obywatele innych państw coraz szybciej wykupywali złoto za 
dolary. Dla utrzymania kursu 35 dolarów za uncję rząd amerykań-
ski zmuszony był dalej uszczuplać stopniałe już zasoby złota, żeby 
podtrzymać cenę 35 dolarów za uncję w Londynie i Zurichu. 

Kryzys  zaufania  do  dolara  na  wolnym  rynku   złota   zmusił 

Stany Zjednoczone  do wprowadzenia zasadniczych zmian w sys-
temie pieniężnym w roku 1968. Chodziło o to, żeby niesforny 
wolny rynek 

 złota przestał zagrażać porozumieniu z Bretton 

Woods 

. W ten sposób powstał „dwupoziomowy rynek złota”. 

Intencją było posłanie wolnego rynku złota do diabła; miał on zo-
stać szczelnie odizolowany od prawdziwych działań monetarnych 
podejmowanych przez banki  centralne i rządy na świecie. Stany 
Zjednoczone miały poniechać prób utrzymania wolnorynkowej 
ceny  35 dolarów za uncję złota i nie zważać na wolny rynek złota. 
USA i wszystkie inne państwa uzgodniły, że cena 35 dolarów za 
uncję  będzie obowiązywała na zawsze. Rządy i banki centralne  
miały odtąd zaprzestać kupowania i sprzedawania złota na rynku 
„zewnętrznym”; teraz bowiem złoto miało krążyć między ban-
kami  centralnymi jako żetony, a nowa podaż złota, wolny rynek 
złota i prywatny popyt na złoto szłyby własnym torem, całkowicie 
niezależnym od organizacji światowego systemu pieniężnego. 

Równocześnie USA mocno naciskały na wprowadzenie no-

wego rodzaju światowej rezerwy 

 papierowej, specjalnych praw 

ciągnienia, czyli SDR -ów (Special Drawing Rights), które miałyby 
docelowo całkowicie zastąpić  złoto i służyć jako nowa światowa 
waluta  papierowa emitowana przez przyszły  Światowy Bank Re-
zerw ; gdyby udało się stworzyć taki system, wtedy USA mogły-
by  po  wsze  czasy  zwiększać podaż pieniądza bez ograniczeń we 
współpracy z innymi rządami (jedyne ograniczenie stanowiłaby 
katastrofa polegająca na galopującej inflacji  i załamaniu się świato-
wej waluty papierowej). Na razie jednak SDR -y – zwalczane przez 

zachodnioeuropejskie państwa „twardego pieniądza” – stanowią 
tylko niewielką część rezerw w Ameryce i w innych krajach. 

Wszyscy ekonomiści opowiadający się za pieniądzem papie-

rowym – od keynesistów po zwolenników Friedmana – byli pewni, 
że złoto zniknie teraz z międzynarodowego systemu pieniężnego. 
Z pełnym przekonaniem twierdzili oni, że wolnorynkowa cena 
złota  – odcięta od „podstawy”, jaką stanowił dla niej dolar – spad-
nie wkrótce poniżej poziomu 35 dolarów za uncję, a nawet do ceny  
„przemysłowego” złota niepieniężnego, szacowanej na 10 dolarów 
za uncję. Tymczasem nie dość, że wolnorynkowa cena złota nigdy 
nie spadła poniżej  35  dolarów,  to  stale  utrzymywała się powyżej 
tego poziomu i w roku 1973 doszła do około 125 dolarów za uncję. 
Jeszcze rok wcześniej ekonomiści – zwolennicy pieniądza papiero-
wego  nie podejrzewali, że złoto może osiągnąć taką cenę. 

Dwupoziomowy rynek 

 złota 

 nie przyniósł wcale nowego 

trwałego systemu pieniężnego; pozwolił tylko zyskać parę lat. 
Inflacja i deficyt rosły w Ameryce nadal. Szybko pęczniały zaso-
by eurodolarów, złoto nadal odpływało, a jego zwyżkująca cena 
rynkowa przyspieszyła po prostu utratę zaufania do dolara.   Dwu-
poziomowy system szybkimi krokami zmierzał do kryzysu i do 
ostatecznego rozpadu Bretton Woods 

72

7. Faza VII: Koniec Bretton Woods : płynne kursy 

pustych walut, sierpień-grudzień 1971

15 sierpnia 1971 roku, w tym samym czasie, gdy prezydent Nixon  
zamroził ceny  i płace, podejmując daremną próbę ograniczenia 
inflacji 

,  

pan Nixon doprowadził również powojenny system 

background image

120

121

z Bretton Woods  do gwałtownego upadku. Gdy europejskie banki  
centralne zagroziły wreszcie, że wymienią sporą część swoich po-
tężnych zasobów dolarowych na złoto, prezydent Nixon odszedł 
całkowicie od złota . Po raz pierwszy w historii dolar był zupełnie 
pusty, nie miał  żadnego pokrycia w złocie. Nawet wątły zwią-
zek ze złotem  utrzymywany  po  roku  1933  został teraz zerwany. 
Świat pogrążony w systemie pustego pieniądza z lat trzydziestych 
znalazł się w jeszcze gorszej sytuacji: teraz nawet dolar utracił 
związek ze złotem. Nad horyzontem zawisło widmo bloków wa-
lutowych, konkurujących dewaluacji, wojen gospodarczych oraz 
załamania się międzynarodowego handlu 

 i inwestycji, a także 

związanej z nimi ogólnoświatowej depresji . 

Co robić? Podejmując próbę przywrócenia międzynarodo-

wego porządku w sferze pieniądza, który pozostawałby niepo-
wiązany ze złotem, Stany Zjednoczone  narzuciły  światu umowę 
smithsoniańską z 18 grudnia 1971 roku. 

8. Faza VIII: umowa smithsoniańska, grudzień 

1971 – luty 1973

Umowa smithsoniańska, którą prezydent Nixon  nazwał „najwięk-
szą umową monetarną w dziejach świata”, była jeszcze bardziej 
niestabilna i obarczona błędami niż standard  dewizowo złoty z lat 
dwudziestych i niż Bretton Woods . Państwa ponownie zobowią-
zały się do utrzymywania sztywnych kursów wymiany, ale tym 
razem rezygnując i ze złota  i z pieniądza światowego, które stano-
wiłyby pokrycie dla poszczególnych walut. Ponadto wartość licz-
nych walut europejskich była ustalona według parytetu zaniżo-
nego w stosunku do dolara; jedynym ustępstwem ze strony USA 
była niewielka dewaluacja oficjalnego kursu dolara do poziomu 
38 dolarów za uncję. Chociaż dewaluacja ta była znacznie za mała 
i nastąpiła o wiele za późno, to była istotna, gdyż przełamywała 

zaklęty krąg składanych przez amerykańskie władze zapewnień, 
że kurs 35 dolarów będzie utrzymywany po wieczne czasy. Teraz 
wreszcie w zawoalowany sposób przyznano, że cena 35 dolarów 
nie jest wyryta na kamiennych tablicach. 

Sztywne kursy, nawet z szerszym zakresem dozwolonych wa-

hań, ale pozbawione światowego środka wymiany , skazane były na 
szybki upadek. Wiązało się to przede wszystkim z inflacją pienięż-
ną i cenową w Ameryce, malejącym znaczeniem dolara i deficytem 
bilansu płatniczego, które nadal pozostawały poza kontrolą. 

Olbrzymia podaż eurodolarów, połączona z utrzymującą się 

inflacją i zniesieniem pokrycia w złocie, spowodowały wywindo-
wanie ceny  złota  do poziomu 215 dolarów za uncję. Gdy stało się 
oczywiste, że dolar jest przeszacowany, a europejskie i japońskie 
twarde pieniądze niedoszacowane, dolar w końcu załamał się na 
światowych rynkach; w lutym – marcu 1973 nastąpiła panika. 
Niemcy 

 Zachodnie, Szwajcaria 

, Francja i inne kraje twardego 

pieniądza nie mogły już kupować dolarów, żeby podtrzymać 
ich zawyżoną wartość. W niewiele ponad rok od wprowadzenia 
smithsoniański system sztywnych kursów bez pokrycia w złocie 
roztrzaskał się o skały ekonomicznych realiów. 

9. Faza IX: płynne kursy pustych walut, marzec 

1973 –? 

Po zapaści dolara świat powrócił znów do systemu płynnych kur-
sów pustych walut. W obrębie bloku krajów Europy Zachodniej 
kursy wymiany były wzajemnie powiązane, a USA ponownie 
zdewaluowały oficjalny kurs dolara o symboliczną wartość – do 
42 dolarów za uncję. Gdy z dnia na dzień wartość dolara w sto-
sunku do innych walut spadła, a frank szwajcarski i japoński jen 
poszybowały w górę, władze amerykańskie, wsparte opinią eko-
nomistów – zwolenników Friedman a, stwierdziły,  że to właśnie 

background image

122

123

jest idealny system pieniężny. W warunkach płynnych kursów 
wymiany nadwyżki dolara i gwałtowne kryzysy w bilansie płat-
niczym faktycznie przestały gnębić świat. Ponadto amerykańscy 
eksporterzy nie mogli się utulić z radości, że spadek kursu dolara 
spowodował obniżkę cen towarów amerykańskich za granicą, co 
wpłynęło korzystnie na eksport. Wprawdzie rządy nadal sterowa-
ły zmianami kursów („brudne” pływanie zamiast „czystego”), 
ale w sumie wydawało się, że międzynarodowy system pieniężny 
podążył za utopią friedmanowską. 

Jednakże bardzo szybko okazało się,  że międzynarodowy 

system pieniężny znajduje się w stanie dalekim od doskonało-
ści. W dłuższej perspektywie problem polegał na tym, że kraje 
o twardych walutach nie będą bez końca przyglądały się biernie, 
jak kursy ich walut rosną, a własny eksport przegrywa z konku-
rencją amerykańską. Jeśli w Ameryce nadal miałaby trwać infla-
cja , a wartość dolara wciąż by spadała,  to  kraje  te  powróciłyby 
do dewaluowania na wyścigi  swoich  walut,  do  kontroli  kursów, 
bloków walutowych i wojen gospodarczych z lat trzydziestych. 
Jednakże bardziej bezpośrednim problemem była odwrotna stro-
na medalu: mianowicie fakt, że tracący na wartości dolar oznaczał 
znaczny wzrost cen towarów importowanych, niekorzystną sytu-
ację dla podróżujących za granicę turystów amerykańskich, a tak-
że tak duży popyt na tani eksport amerykański, iż powodowało to 
wzrost cen towarów eksportowych na rynku wewnętrznym (np. 
inflacja cen amerykańskiego zboża i mięsa). Tak więc eksporte-
rzy amerykańscy mogli rzeczywiście zyskać, ale tylko kosztem 
uderzenia przez inflację w konsumentów amerykańskich. Pa-
raliżująca niepewność związana z nagłymi wahaniami kursów, 
w widoczny sposób powróciła do Ameryki wraz z nagłą zniżką 
notowań dolara na rynkach walutowych w lipcu 1973 roku. 

Od czasu, gdy Ameryka  odeszła całkowicie od złota  w sierp-

niu 1971 roku i wprowadziła friedmanowski system płynnych 
kursów pustej waluty w marcu 1973 roku, USA i inne kraje 

doświadczyły najbardziej intensywnego i najdłuższego ataku 
inflacji  w czasach pokoju, jaki kiedykolwiek miał miejsce. Czy-
telnik już z pewnością rozumie, że nie stało się tak przypadkiem. 
Zanim dolar został oderwany od złota, keynesiści i friedmanowcy, 
opowiadając się na różne sposoby za pustym pieniądzem papie-
rowym, przewidywali niewzruszenie, że gdy zostanie wprowa-
dzony pusty pieniądz, rynkowa cena złota spadnie szybko do 
poziomu niepieniężnego, który wynosił wówczas około 8 dolarów 
za uncję.  Obie  te  grupy,  mając w pogardzie złoto, twierdziły, 
że cenę  złota windował potężny dolar a nie odwrotnie. Po roku 
1971 rynkowa cena złota nigdy nie spadła poniżej starej sztywnej 
ceny  35 dolarów za uncję i prawie przez cały czas utrzymywała 
się na poziomie o wiele wyższym. Gdy w latach pięćdziesiątych 
i sześćdziesiątych ekonomiści, tacy jak Jacques Rueff , postulowa-
li standard  złota z ceną 70 dolarów za uncję, uważano, że cena ta 
jest niewiarygodnie wysoka. Obecnie wydaje się ona jeszcze bar-
dziej niewiarygodnie niska. Znacznie wyższa cena złota świadczy 
o tym, że od czasów, gdy „postępowi” ekonomiści zaczęli mieć 
decydujący głos i pokrycie w złocie zostało całkowicie zniesione, 
dolar fatalnie się stoczył. 

Jest aż nazbyt oczywiste, że ludzie na całym świecie – za-

równo w Stanach Zjednoczonych , jak i w innych krajach – mają 
już dość bezprzykładnej inflacji ,   która pojawiła się wraz z na-
staniem ery płynnego pustego pieniądza w roku 1973. Jesteśmy 
również zmęczeni skrajną zmiennością i nieprzewidywalnością 
kursów wymiany walut. Zmienność  ta  jest  konsekwencją syste-
mu pustego pieniądza narodowego, który poszatkował wspólną 
niegdyś walutę  światową i przyczynił się do tego, że oprócz na-
turalnej niepewności  zawartej w wolnorynkowym systemie cen, 
pojawiła się sztuczna niestabilność  natury  politycznej.  Friedma-
nowskie marzenie o płynnym pustym pieniądzu legło w gruzach 
i widoczna jest zrozumiała tęsknota za powrotem do międzynaro-
dowego pieniądza ze sztywnymi kursami wymiany. 

background image

124

125

Klasyczny standard 

 złota 

 pozostaje niestety zapomniany, 

a ostatecznym celem większości przywódców, zarówno amery-
kańskich, jak i innych krajów, jest urzeczywistnienie starej key-
nesowskiej wizji światowego standardu pustego pieniądza papie-
rowego , nowej jednostki pieniężnej, którą emitowałby Światowy 
Bank Rezerw  (World Reserve Bank – WRB). Nie ma znaczenia, 
czy nowej walucie nada się nazwę „bankor” (jak zaproponował 
Keynes), „unita” (co sugerował urzędnik ministerstwa finansów 
w czasie II wojny światowej Harry Dexter White) czy też „feniks” 
(jak podsunął The Economist). Zasadniczą sprawą jest to, że taka 
światowa waluta  papierowa uwalniałaby wprawdzie świat od kry-
zysów bilansu płatniczego (ponieważ WRB mógłby emitować 
dowolne ilości bankorów i dostarczać je do wybranego kraju), ale 
otwierałaby jednocześnie drogę dla nieograniczonej, ogólnoświa-
towej inflacji ,   której nie trzymałyby w ryzach ani kryzysy bilansu 
płatniczego, ani spadki kursów walutowych. WRB decydowałby 
niepodzielnie o podaży światowego pieniądza i określałby sposób 
jego dystrybucji wśród poszczególnych krajów. WRB skorzystał-
by z możliwości narzucenia światu „mądrze sterowanej” inflacji . 
Niestety nic nie stałoby wówczas na przeszkodzie, żeby rozpę-
tała się niewyobrażalna katastrofa zagłady gospodarczej, którą 
stanowiłaby ogólnoświatowa galopująca inflacja; nic – oprócz 
wątpliwej umiejętności dostrajania światowej gospodarki, którą 
dysponowałby WRB. 

Podczas gdy ogólnoświatowy pieniądz papierowy i bank 

centralny   pozostają odległym celem przywódców o nastawieniu 
keynesowskim, to powrót do zachwalanego systemu z Bretton 
Woods  jest celem bardziej realistycznym i mniej odległym, z tym, 
że teraz system ten byłby pozbawiony ograniczenia w postaci 
jakiegokolwiek pokrycia w złocie. Już teraz największe banki 

 

centralne  świata próbują „koordynować” politykę pieniężną 
i gospodarczą, uzgadniać stopy inflacji  i ustalać kursy wymiany. 
Wygląda na to, że wojownicze działania na rzecz europejskiej 

waluty  papierowej  emitowanej  przez  europejski  bank  centralny, 
lada moment zakończą się sukcesem. Zamiar ten przedstawia się 
łatwowiernej publice przy użyciu fałszywego argumentu, jakoby 
wolny handel w krajach Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej 
(EWG ) koniecznie wymagał zwieńczenia w postaci europejskiej 
biurokracji, jednolitych podatków w całej EWG, a w szczegól-
ności europejskiego banku centralnego  i pieniądza papierowego . 
Gdy te cele zostaną już osiągnięte, natychmiast nastąpi bliższa 
koordynacja działań z Rezerwą Federalną  i innymi ważniejszy-
mi bankami  centralnymi. A wtedy światowy bank centralny nie 
byłby już celem tak odległym. Jednakże, abstrahując od tego osta-
tecznego celu, niedługo możemy pogrążyć się w kolejnym Bretton 
Woods, z wszystkimi towarzyszącymi mu kryzysami bilansu 
płatniczego i ze skutkami działania prawa Greshama , które sta-
nowią konsekwencję sztywnych kursów ustanowionych w świecie 
pustych walut. 

Gdy spojrzymy w przyszłość, prognozy dla dolara i mię-

dzynarodowego systemu pieniężnego są naprawdę ponure. O ile 
nie powrócimy do klasycznego standardu złota  przy realistycznej 
cenie złota, międzynarodowy system pieniężny skazany będzie na 
oscylowanie między sztywnymi a płynnymi kursami wymiany 
i na borykanie się z nierozwiązywalnymi problemami, którymi 
obciążone jest każde z tych dwu rozwiązań. Problemy te będą 
powodować wadliwe funkcjonowanie systemu a ostatecznie do-
prowadzą  do  jego  upadku.  Do  postępującego rozpadu przyczyni 
się ciągła inflacja  podaży dolarów, a co za tym idzie, wzrost cen, 
które nie wykazują w Ameryce żadnych tendencji spadkowych. 
W perspektywie rysuje się coraz szybsza i w końcu galopująca 
inflacja na rynku wewnętrznym, której towarzyszyć będzie zała-
manie pieniądza i wojna gospodarcza za granicą. Prognozy te nie 
spełnią się tylko wówczas, gdy wprowadzi się drastyczne zmiany 
w amerykańskim i światowym systemie pieniężnym: gdy nastąpi 
powrót  do  wolnorynkowego  pieniądza towarowego , na przykład 

background image

126

127

do złota, i gdy rząd zostanie całkowicie usunięty ze sfery pienią-
dza. 

background image

SPIS TREŚCI

Przedmowa.................................................................................... 5
Wstęp do czwartego wydania  .................................................... 23

I. Wstęp ..................................................................................... 27

II. Pieniądz w wolnym społeczeństwie ................................... 31

1    Znaczenie wymiany…  ......................................................... 31
2    Barter .................................................................................... 32
3    Wymiana pośrednia .............................................................. 33
4    Dobrodziejstwa pieniądza .................................................... 36
5.   Jednostka pieniężna ............................................................. 38
6.   Postać pieniądza ................................................................... 40
7.   Prywatne mennice  ................................................................ 42
8.   „Właściwa” podaż pieniądza ............................................... 45
9.   Problem „tezauryzacji”  ........................................................ 50
10. Czy należy stabilizować poziom cen?  ................................. 54
11. Współwystępowanie różnych pieniędzy .............................. 56
12. Magazyny pieniędzy ............................................................ 58
13. Podsumowanie  ..................................................................... 69

III. Rząd majstruje przy pieniądzu......................................... 71

1.   Dochody rządu ..................................................................... 71
2.   Gospodarcze skutki inflacji .................................................. 72
3.   Przymusowy monopol bicia monety .................................... 77
4.   Deprecjacja  .......................................................................... 79
5.   Prawo Greshama i bicie monety  .......................................... 80
6.   Rząd i bicie monety  ............................................................. 84
7.   Rząd zezwala bankom na odmawianie wypłaty .................. 85
8.   Banki centralne: koniec ograniczeń dla inflacji ................... 88
9.   Banki centralne: sterowanie inflacją .................................... 92
10. Odchodzenie od standardu złota .......................................... 94

background image

11. Pusty pieniądz i problem złota ............................................. 97
12. Pusty pieniądz i prawo Greshama ........................................ 99
13. Rząd i pieniądz ................................................................... 103

IV. Załamanie systemu pieniężnego na Zachodzie .............. 105

1.   Faza I: klasyczny standard złota, 1815 – 1914  .................. 106
2.   Faza II: I wojna światowa i okres po zakończeniu wojny  . 108
3.   Faza III: system waluty dewizowo-złotej (Wielka Brytania 
      i USA), 1926-1931 ............................................................. 109
4.   Faza IV: Płynne kursy pustych walut, 1931-1945 .............. 112
5.   Faza V: Bretton Woods i nowy standard dewizowo-złoty
      (USA), 1945-1968 .............................................................. 114
6.   Faza VI: rozpad systemu z Bretton Woods, 1968-1971 ..... 117
7.   Faza VII: Koniec Bretton Woods: płynne kursy pustych 
      walut, sierpień-grudzień 1971 ............................................ 119
8.   Faza VIII: umowa smithsoniańska, 
      grudzień 1971 – luty 1973  ................................................. 120
9.   Faza IX: płynne kursy pustych walut, marzec 1973 -?  ...... 121

W ofercie Fijorr Publishing Company znajdują sie tak 

wybitne pozycje, jak: 

1.  Hernando de Soto 

Tajemnice kapitału