background image

 

Rozdział I 

Paradoksy tożsamości 

(wstęp) 

 

Jadwiga Staniszkis 

 
 
 
 
 

Odrzucenie  Traktatu  Regulującego  przez  Irlandię  (referendum  z  12  VI  2008)  nie 

likwiduje opisanych w tym rozdziale mechanizmów i procedur „integracji funkcjonalnej” ale 
zmienia  zasadniczo  ich  sposób  istnienia.  Mimo  bowiem  prawnego  umocowania  większości 
z nich  przez  akty  niższego  rzędu  w  ramach  poszczególnych  polityk  (co  oznacza,  że  na 
poziomie praktyki i tak już obowiązują) to brak ich politycznego uznania poprzez ratyfikację 
Traktatu  oznacza  kontynuowanie  obecnej  sytuacji  słabej  instytucjonalizacji  owych 
mechanizmów  i  patrzenia  na  każdy  z  nich  w  izolacji,  bez  dostrzegania  stojącej  za  nimi 
(i opisywanej  w  tej  książce)  nowej  filozofii  (a  raczej  –  ontologii)  władzy  dotyczącej  całej 
Unii. Zamiast tego pozostanie wrażenie przygodności i chaosu.  
 

Także  drugi  (oprócz  „integracji  funkcjonalnej”,  odwołującej  się  do  hartowskiej 

koncepcji  „regulacji  drugiego  stopnia”)  aspekt  Traktatu,  czyli  –  uznanie  różnych  systemów 
normatywnych  za  równoprawne  –  będzie  kontynuowany  na  poziomie  praktyki,  mimo 
odrzucenia  TR.  Ale  –  podobnie  jak  owa  „integracja  funkcjonalna”  –  będzie  pozbawiony 
momentu  samorefleksji  ze  względu  na  słabą  (i  nie  wyrażoną  w  kategoriach  ogólnych) 
instytucjonalizację.  Obecna  praktyka  legislacyjna  Unii,  z  wielością  źródeł  prawa 
(i zmieniającymi  się,  w  zależności  od  kwestii,  ale  i  sytuacji  w  poszczególnym  kraju  – 
relacjami między nimi) sprowadza się przede wszystkim do usystematyzowania minimalnych 
standardów  zaczerpniętych  z  różnych  aksjologii.  Standardy  te  wyznaczają  pole  w  ramach 
którego każde państwo może konstruować indywidualną kombinację poziomów efektywności 
norm,  możliwie  optymalną  z  perspektywy  własnej  tradycji.  Konflikty  miedzy  różnymi 
ź

ródłami  prawa  dalej  –  także  bez  TR  –  będą  prowadziły  do  nieustannych  sporów  co  do 

interpretacji  standardów  minimalnych  w  poszczególnych  kwestiach,  określających  owe 
warunki  brzegowe.  Ta  europejska  wersja  „dynamicznego  konstytucjonalizmu”  będzie  więc 
kontynuowana. Ale – po obaleniu Traktatu będzie się to odbywało już bez należytej refleksji, 
do której Traktat (a raczej KPP) zachęcał, otwarcie werbalizując pojawiające się tu dylematy. 
Osłabi  to  także  szanse  na  świadome  odbudowanie  opisywanej  w  tym  rozdziale 
„polityczności” (w znaczeniu Arystotelesa) na poziomie państw. 
 

Nie ratyfikowanie Traktatu przez wszystkie kraje oznacza także: 
- po pierwsze, zachowanie zasad głosowania z Traktatu Nicejskiego (z innymi wagami 

przypisywanymi poszczególnym krajom oraz – większym zakresem spraw, gdzie wymagana 
jest  jednomyślność).  Powyższe  stworzy  równoległą  niejako,  wobec  „funkcjonalnej 
integracji”, płaszczyznę decydowania, z możliwością konfliktów i wzajemnego paraliżowania 
się obu płaszczyzn; 

- po drugie, wyeliminowanie szans na unijne „actorship” (czyli – uzyskanie przez UE 

zdolności  działania  jak  jeden  podmiot  w  przestrzeni  geopolitycznej).  Utrudni  to 
wykorzystanie  przez  Unię  jej  realnego  potencjału  w  sprawach  międzynarodowych 
i uczynienia świata miejscem odrobinę bezpieczniejszym; 

-  po  trzecie,  nie  zafunkcjonuje  też  w  pełni  wnoszone  przez  Traktat  przesłanie 

o ostatecznym  końcu  wieku  ideologii  (czyli  –  ostatecznym  końcu  wieku  XX).  Podkreślane 
przez Traktat (i KPP) uznanie różnych (pozostających wobec siebie w konflikcie) systemów 

background image

 

normatywnych za równorzędne, i odmówienie któremukolwiek z nich statusu uniwersalności, 
znosi  bowiem  wewnętrzne  hierarchie  i  narracje  wszystkich,  kooptowanych  w  ten  sposób, 
systemów.  Na  miejsce  „dyktatu  idei”  pojawia  się  „dyktat  formy”  (o  czym  piszę  w  tym 
rozdziale  i  co  rozwinę  dalej).  Przechodzi  się  tym  samym  od  platonizmu  i  heglizmu 
(stanowiących  ontologiczny  fundament  ery  ideologii)  do  nowego  odczytania  Arystotelesa, 
obecnego  w  Traktacie  w  sposób  podwójny.  Raz  –  w  koncepcji  „władzy”  jako  minimum 
regulacji  potrzebnej  dla  odtwarzania  się  wspólnoty:  to  właśnie  owa,  wprowadzona  przez 
Traktat, „funkcjonalna integracja” korpusu urzędników.  I dwa – w koncepcji „polityki” jako 
refleksji moralnej w dyskursie między rządzącymi i rządzonymi na poziomie państw; 

-  po  czwarte,  nie  zostanie  zaakceptowana  (co  miała  dać  ratyfikacja)  autonomiczna 

władza  unijnej  biurokracji,  mogącej  –  w  interesie  równości  wszystkich  uczestników,  i  całej 
Europy  –  przeciwstawiać  się  egoizmom  silnych  państw  i  ich  zewnętrznym  umowom 
bilateralnym  (np.  relacje  w  sferze  energii  Niemcy-Rosja).  Jest  to  duża  strata  z  perspektywy 
takiego kraju jak Polska. 
 

Podsumowując:  Traktat  Regulacyjny  stanowi  raczej  rozpoznanie,  wyrażenie 

i kodyfikację  obecnego  sposobu  funkcjonowania  Unii,  niż  –  jego  ustanowienie.  Całkowicie 
nowe  elementy  to  „actorship”  i  zmiana  zasad  głosowania.  Odrzucenie  tych  ostatnich, 
w połączeniu  z  zablokowaniem  ciągłej  samorefleksji  w  ramach  Unii  nad  własnym 
funkcjonowaniem,  wymuszanej  przez  „refleksyjne  zarządzanie”  wnoszone  przez  Traktat, 
znacząco osłabi szanse rozwojowe UE i jej rolę globalną.