background image

 

Ostatni wieczór 
autorski Teodora 
Parnickiego 

Odbył  się  we  środę,  30  listopada  roku  1988,  w 

Instytucie  Kultury  Polskiej  w  Moskwie.  Pisarz  w  nim  nie 
uczestniczył; tego samego popołudnia przyjmował w swoim 
warszawskim  mieszkaniu  grono  przyjaciół;  rozmawiano 
m.in.  o  tym  moskiewskim  spotkaniu  autorskim,  w  którym 
stan  zdrowia  nie  pozwoliłby  mu  już  wziąć  udziału. 
Powróciwszy  z  Moskwy,  w  piątek  2-go  grudnia  zdałem 
Parnickiemu  telefonicznie  sprawę  z  przebiegu  wieczoru;  w 
sporządzanym  niemal  dzień  po  dniu  dzienniku  pisarza 
pozostała  po  tej  rozmowie  zwięzła  notatka  dotycząca 
pewnej różnicy terminologicznej między jego wypowiedzią a 
obecnym  obyczajem  językowym  —  mieliśmy  to  omówić 
przy najbliższej okazji. W kilka dni później, w poniedziałek 5 
grudnia, Teodor Parnicki zmarł. 

O  podróży  do  Moskwy,  i  w  ogóle  do  Związku 

Radzieckiego  (w  tym  koniecznie  do  Ufy,  gdzie  przeżył 
część  dzieciństwa),  myślał  Teodor  Parnicki  od  wielu  lat, 
odkąd  opublikowano  tam  Srebrne  orły  w  przekładzie 
rosyjskim.  Gorącymi  rzecznikami  takiej  podróży  byli:  Maja 
Koniewa  i  Wiktor  Borisow,  podjęli  nawet  odpowiednie 
przygotowania.  Ale sprawy komplikowały się na  różnorakie 

background image

 

sposoby, z roku na rok też pogarszało się zdrowie pisarza; 
przez  ostatnie  lata  nie  opuszczał  on  już  Warszawy,  a  i  z 
domu wychodził niewiele i na krótko. 

Toteż kiedy latem zeszłego roku Grzegorz Wiśniewski, 

wicedyrektor  nowo  powstałego  Instytutu  Kultury  Polskiej  w 
Moskwie, podjął inicjatywę zorganizowania w nim wieczoru 
poświęconego 

twórczości 

Teodora 

Parnickiego, 

wyjeździe  pisarza  do  ZSRR  nie  mogło  już  być  mowy. 
Ustaliliśmy wspólnie, że udam się do Moskwy z odczytem o 
Parnickim  —  i  że  będę  go  reprezentował  przed  uczest-
nikami 

spotkania, 

służąc 

im 

informacjami 

bio- 

bibliograficznymi,  odpowiadając  w  miarę  możności  na 
pytania i demonstrując zdjęcia portretujące pisarza. 

I  wtedy  właśnie  wczesną  jesienią  zrodziła  się  myśl, 

aby  Parnicki  napisał  choćby  kilka  słów  adresowanych  do 
uczestników  wieczoru,  po  rosyjsku,  którym  władał  od 
dzieciństwa.  Ale  pisarzowi  niedomagającemu  na  oczy, 
pisanie  sprawiało  coraz  większą  trudność  (a  właśnie 
obciążał swe chore oczy codziennym pisarskim pensum — 
do  ostatniej  chwili  życia  pracował  nad  nowym  cyklem 
powieściowym,  i  prawie  codziennie  wpisywał  coś  do 
dziennika).  Zaproponował  więc,  że  w  miejsce  listu  prześle 
przeze  mnie  słuchaczom  moskiewskim  taśmę  z  nagraną 
dla  nich  specjalnie  wypowiedzią.  Podjąłem  odpowiednie 
przygotowania, 

prosząc 

pomoc 

doświadczoną 

realizatorkę  wielu  świetnych  audycji  literackich  w  Polskim 
Radio,  Krystynę  Kraśniewską.  Nagranie  odbyło  się  w 
mieszkaniu  pisarza,  w  środę  23  listopada  1988,  po 
południu;  trwało  trzydzieści  kilka  minut.  Mikrofon  udało  się 
ustawić  tak  zręcznie  („od  dołu”,  jak  to  określiła 
Kraśniewska,  jak  gdyby  pod  falą  głosową),  że  z  taśmy 
przesłuchiwanej zaraz po nagraniu dla próby, popłynął głos 

background image

 

pisarza  wyraźny  i  czysty,  wolny  niemal  od  zniekształceń 
słyszanych  w  bezpośredniej  rozmowie,  a  spowodowanych 
uszkodzeniami 

strun 

głosowych 

przez 

chorobę 

nowotworową sprzed kilku lat. 

Wrażenie,  jakie  odtworzona  z  taśmy  wypowiedź 

Teodora 

Parnickiego 

wywarła 

na 

zgromadzonych 

nadzwyczaj  licznie  uczestnikach  moskiewskiego  wieczoru 
poświęconego 

jego 

twórczości, 

było 

doprawdy 

niepowszednie.  Słuchaczy  urzekła  najpierw  niepospolita 
uroda  jego  ruszczyzny,  jej  bogactwo  i  wdzięk  stylistyczny, 
jej  nieskazitelne  wręcz  brzmienie,  zachowane  w  postaci 
nieskażonej  przez  dziesięciolecia.  Dalej,  przypomniał  im 
Parnicki 

Moskwę, 

jaką 

tylko 

najstarsi 

znali 

bezpośredniego  doświadczenia  -  Moskwę  taką,  jaką 
utrwaliła  w  ich  świadomości  wielka  literatura  rosyjska 
pierwszej  połowy  wieku  i  jakiej  obraz  wzbogacił  polski 
pisarz 

własnymi 

spostrzeżeniami 

wspomnieniami. 

Wreszcie 

wzruszeniem 

przejmowała 

słuchaczy 

świadomość,  że  oto  wielki  polski  pisarz,  sędziwy  już  i 
zgnębiony  chorobą,  zadał  sobie  trud.  aby  choć  za 
pośrednictwem  taśmy  magnetofonowej  być  obecny  pośród 
nich  w  Moskwie,  na  wieczorze  poświęconym  jego 
twórczości. 

Teraz,  po  5-tym  grudnia  1988,  pozostała  im 

świadomość,  iż  uczestniczyli  w  ostatnim  wieczorze 
autorskim Teodora Parnickiego. 

WACŁAW SADKOWSKI 

styczeń 1989 

PS. Dla porządku, przedstawię przebieg wieczoru. 

background image

 

Otworzyłem  go  krótką  informacją  zapowiadającą 

wypowiedź  nagraną  na  taśmie.  Po  odtworzeniu  jej 
pierwszej,  autobiograficznej  części  (w  podanym  obok 
tekście  odstępami  zaznaczono  kolejne  „odcinki"  jej 
przedstawiania  słuchaczom)  podałem  podstawowe  in-
formacje  bio-  i  bibliograficzne  o  pisarzu  i  jego  dziele. 
Ponownie  głos  zabrałem  jak  gdyby  „wywołany”  przez 
wypowiedź  Parnickiego  przedstawiając  próbę  zwięzłej 
charakterystyki  krytycznoliterackiej  głównych  ogniw  jego 
pisarskiego  dorobku  —  i  zapowiadając  końcową  część 
nagrania.  Chochlik  techniczny  sprawił,  że  nie  udało  się 
końcówki wypowiedzi Parnickiego nadać z kabiny operatora 
do  sali,  gdzie  zgromadzeni  byli  słuchacze  (operator  nie 
potrafił  odwrócić  taśmy).  Musiałem  więc  streścić  ostatnie 
zdania  wypowiedzi  Parnickiego  i  pożegnać  w  jego  imieniu 
zgromadzonych. 

Drugą  część  wieczoru  wypełniła  projekcja  filmu 

Stefana  Szlachtycza  według  powieści  Parnickiego  „Tylko 
Beatrycze” z taśmy video.

  

 

W.S. 

background image

 

 

TEODOR PARNICKI  

przełożyła 

KRYSTYNA KANCEWICZ-SOKOŁOWSKA 

CAŁY 

W PRZESZŁOŚCI 

(zapis z 30 listopada 1988) 

Łaskawe Panie, Łaskawi Panowie! 

Jestem  głęboko  wzruszony  Państwa  uprzejmością, 

tym,  z  jaką  uwagą  zareagowali  Państwo  na  propozycję 
zapoznania się z moją twórczością literacką. Zrozumiałe, że 
byłbym  tym  wzruszony  w  każdej  sytuacji,  ale  teraz  jest  to 
sytuacja  szczególna  i  dlatego  też  zupełnie  szczerze  mogę 
powiedzieć,  że  jestem  wzruszony  głęboko,  a  nawet  wręcz 
rozrzewniony.  Dlaczego?  Na  czym  polega  wyjątkowość  tej 
sytuacji?  A  więc,  łaskawe  Panie  i  Panowie,  polega  ona  na 
tym,  że  Państwo  są  moskwiczanami,  a  Moskwa  —  to 
miasto  mojego  dzieciństwa.  Wprawdzie  nie  mojego 
dzieciństwa 

najwcześniejszego; 

urodziłem 

się 

Niemczech,  w  Berlinie,  rodzice  przywieźli  mnie  do  Rosji, 
gdy  miałem  trzy  lata  z  kawałkiem.  Inaczej  mówiąc, 
przyjechałem do Rosji, jak mi się wydaje, w drugiej połowie 
1911 roku. Mówię przyjechałem, ale oczywiście, przyjechali 
ze  mną  moi  rodzice.  Ale  o  nich  powiedzieć  trzeba  jeszcze 
inaczej:  oni  nie  przyjechali,  oni  wrócili.  Byli  w  Rosji  już 
wcześniej.  Moja  matka  była  kijowianką.  Ojciec  skończył 

background image

 

gimnazjum  w  Baku  na  Kaukazie,  był  studentem  uniwersy-
tetu  w  Kijowie.  Myślę,  że  wielu  z  was  pamięta,  że  Lenin 
kiedyś w „Iskrze” pisał o zamieszkach rewolucyjnych wśród 
studentów  na  początku  wieku  na  uniwersytecie  w  Kijowie. 
Wtedy  też  rząd  carski  karał  studentów  w  ten  sposób,  że 
wcielał  ich  do  armii  carskiej-  Ale  mojego  ojca  nie  mogli 
powołać  do  wojska,  bo  był  obywatelem  niemieckim. 
Obywatel  niemiecki  nie  mógł  zostać  rosyjskim  żołnierzem. 
Tak  więc  został  wydalony  z  Rosji  z  tak  zwanym  „wilczym 
biletem”.  Jednakże  wrócił.  Wrócił  przede  wszystkim 
dlatego,  że  po  przyjeździe  do  Niemiec  skończył  słynną  na 
początku XX wieku Politechnikę na przedmieściach Berlina 
—  w  Charlottenburgu.  Wtedy  w  Rosji  młodzi  inżynierowie, 
absolwenci  tego  instytutu  bardzo  byli  cenieni.  Do  pracy  w 
Moskwie  ściągnęła  mojego  ojca  firma  Gustaw  List  i 
synowie.  Gustaw  List  był  Niemcem,  luteraninem.  Jego 
synowie  —  Mikołaj  i  Aleksander  zrusyfikowali  się.  Jak 
powiedziałem, przeszli  na prawosławie.  Gdzieś  w  Moskwie 
mieli  fabrykę.  Albo  nie  pamiętam  gdzie,  albo,  co  też  jest 
możliwe,  nigdy  nie  wiedziałem,  ponieważ  oprócz  fabryki 
mieli też biuro... czy też można powiedzieć kantor. Tam też 
często  przychodziłem  z  mamą,  bo  właśnie  w  tym  biurze 
pracował mój ojciec. Czasem pracował też i w fabryce. Była 
to  fabryka  budowy  maszyn.  Biuro  firmy  „Gustaw  List  i 
synowie”  znajdowało  się  na  ulicy  Miasnickiej,  pod  26-tym. 
Miasnicka — jeśli się nie mylę — teraz nosi nazwę Kirowa. 
Naprzeciwko biura firmy „List” była poczta, wtedy nazywało 
się to „pocztamt” („urząd pocztowy”). Do dziś pamiętam, że 
nad  wejściem  do  urzędu  był  wyrzeźbiony  orzeł,  ogromny 
orzeł.  A  ja,  jako  mały  chłopiec  bałem  się  tego  orła.  Czy 
pamiętam  coś  jeszcze  z  tego  okresu?  Tak.  Po  pierwsze, 
mieszkaliśmy tam, w Moskwie, około czterech lat. Sytuacja, 
jaka wytworzyła się w związku z I wojną światową, a także 

background image

 

to,  że  mój  ojciec,  choć  był  Polakiem,  był  obywatelem 
niemieckim,  inaczej  mówiąc,  obywatelem  państwa,  z 
którym Rosja prowadziła wojnę, spowodowała to, że został 
zesłany  z  Moskwy  do  gubernialnego  miasta  —  Ufy.  Ufa  to 
teraz  stolica  Baszkirskiej  Republiki  Autonomicznej.  Przez 
wszystkie  te  lata  mieszkaliśmy  w  zaułku  Furmannym. 
Zaułek  Furmanny  jeszcze  i  dziś  nosi  tę  nazwę.  Ktoś  z 
moich  warszawskich  przyjaciół  był  tam  na  moją  prośbę. 
Zaułek  Furmanny  był  w  pobliżu  ulicy  Sadowej;  trzeba 
wiedzieć, że Sadowa miała różne odcinki, to było w pobliżu 
Sadowej  —  Czernogłaznej.  Tam  też  w  pobliżu  były 
Krasnyje  Worota.  Teraz  już,  wydaje  mi  się,  nie  istnieją. 
Mieszkaliśmy  przez  cały  ten  czas  w  jednym  domu  — 
Furmanny zaułek 18, ale w dwóch różnych mieszkaniach. Z 
początku  było  to  dość  przeciętne  mieszkanie,  uboższe, 
potem widocznie, mój ojciec zarabiał lepiej u „Lista i synów” 
i  zmieniliśmy  mieszkanie.  Było  to,  jak  na  owe  czasy, 
mieszkanie  bardzo  komfortowe.  Było  to  przecież  przed 
pierwszą  wojną  światową.  Cztery  pokoje,  elektryczność, 
centralne  ogrzewanie,  łazienka,  winda  na  trzecie  piętro, 
gdzie  mieszkaliśmy.  Co  jeszcze  pamiętam?  Rodzice 
zabierali mnie do teatru na spektakle operowe. Zawsze była 
to opera, nigdy, przez wszystkie lata pobytu w Moskwie, nie 
byłem  w  teatrze  dramatycznym,  nie  widziałem  żadnej 
komedii.  Zawsze  opera.  Zawsze  spektakle  w  ciągu  dnia. 
Cóż,  miałem  wszystkiego  trzy  do  siedmiu  lat.  Wieczorem 
rodzice  nie  zabierali  mnie.  W  niedzielę,  na  spektakle 
popołudniowe.  Pamiętam  Damę  Pikowa  Czajkowskiego, 
operę  Masseneta  Thais,  opery  Car  i  cieśla,  Zaporożec  za 
Dunajem
,  ale  nazwisk  kompozytorów  tych  trzech  oper  nie 
pamiętam.  Co  ciekawe,  nie  były  to  spektakle  operowe  w 
słynnym  moskiewskim  Teatrze  Wielkim.  Wtedy,  w 
dzieciństwie nigdy nie byłem we wnętrzu Teatru Wielkiego. 

background image

 

Widziałem  go  tylko  z  zewnątrz,  patrzyłem  nań,  a  kiedy 
patrzyłem  —  po  prawej  stronie  był  sklep,  duży  sklep,  do 
którego chodziliśmy z mamą. Nazywał się „Murę i Merilise”, 
zdaje się, że właścicielami byli Francuzi. Zdaje się, że teraz 
jest  to  dom  towarowy,  w  każdym  razie  w  czasie  drugiej 
wojny światowej był to dom towarowy. Po lewej stronie były 
jakieś teatry dramatyczne — może Teatr Mały, może Teatr 
Korsza!? Ale ja z rodzicami chodziłem do innego teatru. W 
Moskwie  była  jeszcze  inna  opera  —  przedsiębiorstwo 
prywatne,  nie  państwowe  —  przedsiębiorstwo,  czy  też 
może instytucja  —  w każdym razie opera prywatna. Opera 
Zimina... 

Pamiętam Kreml. Wtedy był wolny wstęp na Kreml, w 

każdym  razie  w  niedziele.  Ojciec  w  niedziele,  kiedy  miał 
wolny czas, zabierał mnie tam. Co pamiętam? Car-dzwon... 
połamany...  Car-armata,  ogromne  kule  armatnie  obok  Car-
armaty.  Pamiętam  wewnątrz,  w  Pałacu  Kremlowskim  czy 
też w jednym z pałaców kremlowskich Granowitą Komnatę, 
Zbrojownię. W Granowitej Komnacie, jak mi się wydaje, nie 
jestem tego pewny, ale chyba był nawet zakrwawiony ubiór 
carewicza  Dymitra,  tego  syna  Iwana  Groźnego,  którego 
zabójstwo  teraz  już,  zdaje  się  nie  jest  kwestionowane...  W 
ogóle, przez jakiś czas historycy podawali je w wątpliwość. 
Mówiono,  że  Dymitr  Samozwaniec  nie  był  Dymitrem 
Samozwańcem, tylko prawdziwym carewiczem Dymitrem. 

Najlepiej  pamiętam  Galerię  Tretiakowską.  Pamiętam 

obraz,  którego  zawsze  się  bałem.  Ojciec  mój  bardzo  lubił 
chodzić  do  Galerii  Tretiakowskiej.  Bałem  się  obrazu 
„Księżna Tarakanowa w więzieniu”. Przedstawiał, zdaje się, 
powódź. Tak mi się wydaje, już nie pamiętam, albo bardzo 
słabo pamiętam... Księżnej grozi śmierć, u jej nóg kłębią się 
myszy.  Pamiętam  obraz  Szyszkina  „Trzy  niedźwiadki.” 

background image

 

Historyczne  obrazy  Wasniecowa.  „Trzej  bohatyrowie”:  llja 
Muromiec,  Dobrynia  Nikiticz,  Alosza  Popowicz.  No  i  obraz, 
którego  zawsze  się  bałem,  dlatego  że  nie  było  na  nim 
żywych  ludzi,  były  trupy.  Było  to  pole  bitwy,  pole  boju 
księcia  Igora  z  Połowcami.  Wydaje  mi  się,  że  były  też 
obrazy  Wiereszczagina  przedstawiające  wojnę  rosyjsko-
turecką  w  1877  roku,  kiedy  wojskami  rosyjskimi  dowodził 
generał Skobielew. Ale co do tego nie jestem pewien... 

No  właśnie.  Jesteście  pewnie  rozczarowani?  Może 

oczekiwaliście  ode  mnie  czegoś  innego?  Na  przykład,  że 
będę  mówił  o  literaturze?  O  literaturze  w  ogóle,  czy  też  o 
jakichś 

wybranych 

problemach 

literackich? 

szczególności  o  swojej  własnej  twórczości  literackiej?  No 
cóż, o literaturze w ogóle mogę coś powiedzieć. 

Uwielbiam  poezję  rosyjską.  Mało  powiedzieć  — 

jestem  jej  wielbicielem,  jestem  jej  miłośnikiem.  Ale  poezję 
rosyjską  znam  wycinkowo.  Moja  znajomość  poezji 
rosyjskiej  kończy  się  na  Majakowskim.  A  przecież 
Majakowski  umarł  ponad  pół  wieku  temu!  Możliwe,  że  w 
ciągu tych pięćdziesięciu z kawałkiem lat pojawili się w Ro-
sji  nowi  poeci,  poeci  znakomici,  może  nawet  wielcy  poeci. 
Może  powstają  pierwszorzędne  utwory  artystyczne.  Nie 
mam  o  tym  najmniejszego  pojęcia.  Co  zaś  dotyczy 
Majakowskiego:  to  bardzo  ciekawe,  czy  i  teraz  uważany 
jest  za  wybitnego  poetę?  Mój  stosunek  do  jego  poezji  jest 
niejednoznaczny.  Najbardziej  utkwił  mi  w  pamięci  dość 
zagadkowy wiersz — wiersz poświęcony śmierci Jesienina. 
Sam Majakowski prawdopodobnie w drugiej zwrotce pisze: 

Nie, Jesienin, 

na bok 

głupie żarty W gardle 

background image

10 

 

gruda bólu, 

to nie śmiech. 

Jakże zaczyna się ten wiersz? 

Odeszliście, 

jak mówię 

w inny świat 

Lecicie, 

wzbijając się w niebo

I zaliczki nie ma, 

i knajpy brak. 

Na trzeźwo. 

No  i  dalej  jeszcze.  Aluzje.  Pamiętacie  takie  pół 

zwrotki,  kiedy  mowa  jest  o  pijaństwie  Jesienina,  o  tym.  że 
nic go nie łączy z klasą. Majakowski pisze tam; 

Bo czy klasa 

pragnienie 

zapija kwasem? 

Klasa lubi wypić — 

nie od tego jest!... 

(tłumaczył Leon Pasternak)  

Tak  więc,  cały  wiersz  z  jednej  strony  jest  pewnego 

rodzaju  elegią  na  cześć  zmarłego,  z  drugiej  —  drwiną, 
szyderstwem.  A  pomyśleć,  że  tenże  Majakowski  potem,  w 
kilka lat, zdaje się, później, tak samo popełnił samobójstwo. 
Ale  są  w  poezji  Majakowskiego  inne  miejsca,  które 
zapamiętałem,  a  które  wywierają  na  mnie  głębokie 

background image

11 

 

wrażenie. Choćby takie słowa: 

Za geniuszami, 

jak żałobna wdowa Niech 

idzie sława 

w takt żałobnych marszów— 

kilka 

wierszy 

dalej, 

nieomal 

wulgarnie, 

jednocześnie wspaniale: 

Mam gdzieś 

ten brąz, 

co na pomniki pójdzie, mam  

 

 

 

gdzieś marmury, 

co byle kpu stawiali. 

Podzielmy sławę 

— toć myśmy swoi ludzie 

(tłumaczył Władysław Broniewski)  

Zachwycałem się symbolistami i akmeistami. Do dziś naj-
większe wrażenie wywiera na mnie zwrotka z poematu 
Błoka „Scytowie”: 

Kochamy wszystko (my — to znaczy, my, Rosjanie) 
Kochamy wszystko
 — i żar zimnych liczb, 

I wizje w boskim zachwyceniu, 

Nie obca nam galicka jasna myśl Ani 
germański mroczny geniusz. 

(tłumaczył Mieczysław Jastrun) 

Mówiąc  o  symbolistach  chciałem  zwrócić  uwagę  na 

coś  bardzo  interesującego.  W  1939  roku  byłem  w  Rzymie. 

background image

12 

 

Dowiedziałem  się,  że  mieszka  tam  wspaniały  rosyjski 
symbolista — Wiaczesław Iwanow. Zawsze mówiłem o nim 
Iwanów.  Poszedłem  do  niego  z  wizytą.  Często  go 
odwiedzałem.  Zawsze  krzyczał  na  mnie,  bo  z  przy-
zwyczajenia 

mówiłem 

„Gospodin 

Iwanów”. 

Zawsze 

krzyczał:  „Nie  Iwanów,  nie  Iwanów,  łaskawy  panie, 
Iwanow!”.  Miałem  31  lat,  on  miał  zdaje  się  73  czy  74,  ale 
pod względem umysłowym był zupełnie młody. Przynosiłem 
ze  sobą  wino.  Zauważyłem,  że  upijam  się  szybciej  niż  on. 
Ale co najciekawsze? W Rzymie, stolicy katolicyzmu, sercu 
kultury  łacińskiej,  Wiaczesław  Iwanow  na  katolickiej,  pa-
pieskiej  wyższej  uczelni  prowadził  wykłady  o  rzymskiej 
poezji  łacińskiej,  nie  pomijając  też  łacińskiej  poezji 
kościelnej. 

Ale z biegiem czasu gusty zmieniają się, gusty nawet 

pospolite,  prymitywne,  kulinarne...  Ale  podobnie  i  gusty 
dotyczące spraw wzniosłych, dotyczące poezji. Choć i teraz 
akmeistka Achmatowa robi wrażenie. Choćby taki wiersz: 

Niech się święci niestygnący ból! 

Umarł wczoraj szarooki król. 

(tłumaczyła Janina Pollakówna) 

Z  naciskiem  na  „szarooki”.  Dlaczego  z  naciskiem  na 

„szarooki”? Dlatego, że kilka linijek dalej są takie słowa: 

Ja córeczkę obudzę w nocy i popatrzę 
jej w szare oczy. 

Ale jak powiedziałem już, gusty zmieniają się, i ja też 

zmieniłem upodobania. Zdradziłem, jak zdradza się czasem 
ukochaną  kobietę,  zacząłem  zdradzać  akmeistów  i 
symbolistów.  Ciągnęło  mnie  do  Puszkina.  Porywają  mnie, 
na  przykład,  takie  strofy  z  Eugieniusza  Oniegina,  już  pod 

background image

13 

 

koniec: 

Wiem : już dobijam do przystani, 

Lecz by przedłużyć smutne życie, 

Muszę mieć, budząc się o świcie, 

Pewność, że dziś Cię spotkam, Pani... 

(tłumaczył Adam Ważyk) 

A  jeszcze  większe  wrażenie  wywiera  to,  co  jest  jak  gdyby 
obrazem  realistycznym.  Samo  zakończenie  „Kaukaskiego 
jeńca”. Idzie, idzie jeniec. Uciekał, idzie z niewoli. I nagle: 

Oto już przed nim pobłyskują 
Bagnety Rosjan w mgieł oparzę i na 
kurhanach się zwołują Kozaków 
czuwające straże. 

(tłumaczył Włodzimierz Słobodnik) 

O  literaturze  można  jeszcze  co  nieco  powiedzieć. 

Pewien wpływ na literaturę, zarówno rosyjską, jak i polską, 
miała  religia.  W  obu  wypadkach.  W  obu  wypadkach  był  to 
wpływ  chrześcijaństwa  —  z  tym  że  wobec  literatury 
rosyjskiej przyjęło ono formę prawosławia, a wobec polskiej 
—  było  to  chrześcijaństwo  w  postaci  katolicyzmu. 
Zrozumiałe,  że  polskiego  literata,  interesującego  się 
literaturą  rosyjską,  powinny  także  interesować  relacje 
pomiędzy  literaturą  a  katolicyzmem,  jako  czymś  w  rodzaju 
wychowawcy tej literatury. Co nieco o tym można odnaleźć 
i  u  Puszkina,  nawet  u  akmeistów,  u  Gumilowa.  Ale 
najciekawsze  jest  to,  co  można  odnaleźć  u  największych 
mistrzów 

prozy. 

No, 

stosunek 

Dostojewskiego 

do 

katolicyzmu...  Nawiasy  i  znak  zapytania  postawiłbym  w 
jednym miejscu, ale jest to mało istotny fragment. Tak więc 

background image

14 

 

pomijając to jedno miejsce, można powiedzieć, że stosunek 
Dostojewskiego do katolicyzmu jest zupełnie jednoznaczny: 
zdecydowanie  wrogi  —  choć  głęboko  przemyślany  i 
bynajmniej  nie  drwiący.  A  Lew  Tołstoj?  Lew  Tołstoj  na 
starość głęboko zainteresował się religią, w taki sposób, że 
został  ekskomunikowany.  Ale  kiedy  pisał  Wojnę  i  pokój, 
szczerze mówiąc, zagadnienia religii go nie interesowały. W 
Wojnie  i  pokoju  jest  jedno  zadziwiające  miejsce, 
zadziwiające  i  zagadkowe,  tak  jak  zagadkowy  jest  wiersz 
Majakowskiego  „Na  śmierć  Jesienina"  (właściwy  tytuł  „Ser-
giuszowi  Jesieninowi”  —  przyp.  tłum.)  Jeden  z  bohaterów 
Wojny i  pokoju, Rosjanin, przechodzi  na katolicyzm. Kto to 
taki?  Jest  to  istota  ludzka,  z  jednej  strony  piękna,  nieomal 
przepiękna, a z drugiej — głupia i zła. Helena Bezuchowa, 
Helena Kuragina, żona Pierre’a Be- zuchowa. I te rozdziały 
poświęcone  jej  przejściu  na  katolicyzm,  trudno  czytać  bez 
śmiechu.  Tu  właśnie  jest  ta  drwina,  której  nie  ma  u 
Dostojewskiego. Nigdy nie ma. 

Tak  więc  pomówmy  o  literaturze.  Nie  będę  jednak 

mówić  o  mojej  własnej  twórczości  literackiej.  Nie  mówię 
dziś,  nie  mówiłem  i  dziesięć  lat  temu,  nie  mówiłem  i 
dwadzieścia.  Zawsze  uważam,  że  pisarz  sam  jest  bardzo 
złym  interpretatorem  własnych  utworów.  Każda  autorska 
przedmowa,  każde  posłowie  w  rzeczywistości  okazuje  się 
pustosłowiem,  albo  jest  mętne.  Objaśniać,  interpretować 
powinni krytycy, krytycy literaccy. 

I  właśnie  wybitny  polski  krytyk  literacki,  redaktor 

znakomitego  miesięcznika  „Literatura  na  Świecie”,  Wacław 
Sadkowski  uprzejmie  zaoferował  mi  swoją  pomoc.  Opowie 
Państwu o mojej twórczości literackiej. Nie wiem, co powie, 
nawet  nie  chcę  tego  wiedzieć  wcześniej,  ale  jestem 
przekonany, że to, co powie, będzie lepsze, mądrzejsze, a 

background image

15 

 

w każdym razie bliższe prawdzie niż to, co ja sam mógłbym 
powiedzieć o swojej własnej twórczości literackiej. 

Ale  może  zauważyli  Państwo:-mówiłem  o  literaturze, 

ponieważ  myślałem,  że  Państwo  tego  oczekujecie  ode 
mnie,  że  powinienem...  Mnie  się  bardziej  chciało  mówić  o 
moich  .wspomnieniach...  Takich  na  przykład:  pomnik  na 
Placu  Czerwonym,  pomnik  Minina  i  Pożarskiego.  Książę 
siedzi z tarczą, i zdaje się, w hełmie na głowie. Minin stoi z 
gołą  głową,  z  wyciągniętą  ręką.  Albo  inne  wspomnienie. 
Kiedyś przyjechał z Petersburga młodszy brat mojego ojca, 
Franz 

Parnicki, 

inżynier, 

specjalista 

od 

linii 

komunikacyjnych.  Moi  rodzice  zawieźli  go,  i  mnie,  małego, 
wzięli  ze  sobą,  na  Worobiowy  Góry,  za  miasto.  Były  tam 
restauracje. Pamiętam, że... pomyślcie tylko, jestem prawie 
przekonany,  że  jadłem  wtedy  bieługę.  Może  to  śmieszne, 
ale  z  drugiej  strony,  trzeba  wziąć  pod  uwagę,  że  przecież 
jestem  staruszkiem,  mam  osiemdziesiąt  lat.  Zapamiętałem 
na  przykład  taki  obraz:  ...powiedzmy,  zupełnie  możliwe,  że 
obrazu  nigdy  nie  widziałem,  ale  widziałem  tak  zwaną 
reprodukcję,  kopię.  Pocztówka,  karta  pocztowa,  a  na 
odwrocie  właśnie  reprodukcja  obrazu.  Na  werandzie  siedzi 
kobieta,  starsza  pani,  siedzi,  zamyślona.  Tytuł  obrazu: 
„Cała w przeszłości”. 

No  właśnie,  i  ja,  Teodor  Parnicki  też  jestem  „cały  w 

przeszłości”. 

Myślę,  że  teraz  powinienem  Państwa  przeprosić, 

wytłumaczyć  się,  prosić  o  wybaczenie.  Mój  język  rosyjski 
już  nie  jest  taki,  jak  wtedy,  gdy  byłem  małym  chłopcem  w 
Moskwie. Na pewno popełniłem wiele błędów. Na przykład, 
mówiłem  o  operze  Zimina  —  „prywatne  przedsiębiorstwo, 
czy instytucja”. Czy można powiedzieć tak o teatrze? Kiedy 
byłem  w  Ufie  uczniem  pierwszej  klasy  gimnazjum,  wtedy 

background image

16 

 

wiedziałem  na  pewno,  że  można  powiedzieć:  —  „Jest 
gimnazjum  państwowe,  jest  gimnazjum  prywatne”.  Zresztą 
w  Ufie  wtedy  przed  rewolucją  były  dwa  gimnazja 
państwowe  i  jedno  prywatne.  Męskie.  Wydaje  mi  się,  że 
było  i  żeńskie  gimnazjum.  Potem,  mówiąc  o  moim  ojcu, 
powiedziałem,  że  w  Rosji  wysoko  ceniono  inżynierów, 
absolwentów Politechniki w Charlottenburgu. Użyłem formy 
„cenieni”.  Jest  to  forma  w  sensie  gramatycznym 
prawidłowa.  Jest  to  imiesłów  przymiotnikowy  w  stronie 
biernej, prawda? Ale czyż nie brzmiałoby lepiej po rosyjsku, 
bardziej 

naturalnie, 

powiedzieć: 

„w 

Rosji 

ceniono 

absolwentów",  a  nie  „byli  cenieni"?  No  i  to,  co  najbardziej 
przykre  —  moje  przywitanie  na  wstępie.  Powiedziałem 
„łaskawe  Panie  i  Panowie!".  A  może  ja  się  mylę?  Może 
mam  zły  akcent?  Może  trzeba  mówić  „gosudarí”,  a  nie 
„gosudári”?  Jestem  niemal  pewien,  że  „gosudári”,  ale  tylko 
niemal,  nie  —  zupełnie  pewien.  No  cóż,  jak  powiedziałem, 
tak  powiedziałem.  To,  co  zostało  powiedziane  —  to 
powiedziane.  Jeszcze  raz  —  dziękuję,  lub  też.  mówiąc 
bardziej  uroczyście  —  wielkie  dzięki  —  za  uwagę,  za 
uprzejmość, z jaką spotkało się to zaproszenie. Serdecznie 
Państwu  dziękuję  i  przez  Pana  Sadkowskiego  przesyłam 
serdecznie  pozdrowienia  wraz  ze  słowami  głębokiego 
szacunku. 

 

Zapis z taśmy magnetofonowej — Tamara Czuganowa