background image

Filozofia i estetyka przyrody

Terminus 28

Terminus.

Denique apud auctores colligere est. Terminum sublimitatis et gloriae symbolum esse, atque etiam disciplinarum  
cognitionem interdum pro symbolo referre. Etnim qui atenue decurso spatlo in literis proficerit, et ad tranquillum iam  
vitae portum applicuerit, undecumque pntdentissimus effectus. neque secundis intumescit insolenter, neque adversis  
pertwbatur, atque in utramque fortunam ita se comparat, ut aequum et indomitum ad omnes casus animum praeferat.

Rerto Valeriano, Hteroglyphica. Basilea 1556

"Można  u autorów wyczytać,  że  Terminus jest  symbolem wzniosłości  i  chwaty,  i że  również  odnosi  się niekiedy  
symbolicznie do dziedzin poznania [wiedzy]. Kto przebywszy swą drogę osiągnął coś w literaturze i przybił już do  
spokojnej przystani życia, ten, posiadłszy głęboką wiedzę o przyczynach wielorakich zjawisk, ani przez chwilę nie  
nadyma się pysznie, ani też przeszkody nie wyprowadzają go z równowagi, lecz tak się przygotowuje na przyjęcie  
zmiennego losu, ażeby w każdym przypadku okazać ducha zrównoważonego i opanowanego".

background image

GERNOT

BÖHME

Filozofia i estetyka przyrody

w dobie kryzysu środowiska naturalnego

Przelożyl Jarosław Mereck
OFICYNA NAUKOWA  WARSZAWA 2002

Podstawa przekładu: Gernot Böhme, Für eineökologische Natuästhetik
Suhrkamp 1989
Gernot Böhme, Natürlich Natur. Über Natur im Zeitalter ihrer technischen
Reproduzierberkeit
Suhrkamp 1992
Na okładce i na s. II reprodukowany jest — jako symbol serii — emblem
Terminus wg: Andrea Alciati, Emblematum Liber, Leiden 1608
Tekst cyt. za Janem Białostockim, Symbole i obrazy ze świata sztuki,
Warszawa 1982, s. 325-326

Redaktor serii Elżbieta Nowakowska-Sołtan

© 1989 by Suhrkamp, Frankfurt/M.
© 1992 by Suhrkamp, Frankfurt/M.
© for the Polish Edition by Oficyna Naukowa S.c. 2002
Z oryginałem porównała, zredagowała oraz indeksy opracowała
Elżbieta Nowakowska-Sołtan
Projekt graficzny okładki i stron tytułowych
Magdalena Maria Gozdek
Publikacja dotowana przez
Ministerstwo Edukacji Narodowej, Warszawa

Druk książki jest wpólfinansowany przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej ze środków Republiki Federalnej Niemiec
Der   Druck   des   Buches   wurde   von   der   Stiftung   für   deutsch-polnische   Zusammenarbeit   mitfinanziert   aus   den   Mitteln   der 
Bundesrepublik Deutschland ISBN 83-88164-49-X

background image

Spis treści

Stanislaw Czerniak:

Gernota Böhmego antropologizacja estetyki......    VII
Filozofia i estetyka przyrody w dobie kryzysu środowiska naturalnego
Wstęp...............................................        3
Estetyka przyrody — perspektywa?...............     12
Piękna przyroda i dobra przyroda.................     29

1. Piękno jako wskaźnik dobrej przyrody? 29; 2. Cierpienie z powodu społeczeństwa i mieszczańska estetyka przyrody 33; 3. 
Piękno jako pokarm 38; 4. Estetyka jako część ekologii 41
Relacja człowiek-przyroda na przykładzie miasta           46 1. Preludium 46; 2. Odniesienie do tego, co zewnętrz ne 50; 3. 
Stosunek powierzchowny 52; 4. Stosunek wewnętrzny 61

Znaczenie ogrodu angielskiego i jego teorii
dla rozwoju ekologicznej estetyki przyrody .......     66

1.   Ideały   przyrody   66;   2.   Typy   ogrodów   68;   3.   Technika   przymierza   71;   4.   Sztuka   w   przymierzu   z   przyrodą   73;   5.  
Ekologiczna estetyka przyrody 77

Aporie naszej relacji do przyrody..................     81

1.   Rzekome   oczywistości   81:   2.   Klasyczne   opozycje   84;   3.   Utracone   oczywistości   89;   4.   Stawie   czoło   problemowi  
«przyroda» 97

VI

Czym jest przyroda? Charaktery przyrody

z punktu widzenia nowożytnej nauki .............    100

1. Odwołanie się do przyrody 100; 2. Co jest przedmiotem nauk przyrodniczych? 104; 3. Charaktery przyrody 107; 4. 
Charaktery przyrody i współczesna nauka 114; 5. Zakończenie 123

Ciało: przyroda, którą jesteśmy ...................   124

1. Filozofia przyrody i filozofia ciała 124; 2. Przyroda: byt, którym sami jesteśmy 126; 3. Bycie sobą 129; 4. Być 
samemu przyrodą 131; 5. Zakończenie 141

Przyroda w epoce możliwości

jej technicznej reprodukcji ........................    144

l. Wprowadzenie 144; 2. Hybris? 147; 3. Przyroda i technika 151: 4. Przyroda i sztuka 155; 5. Przyroda, którą sami 
jesteśmy 160; 6. Zakończenie 163

Sztuczna natura ...................................    165

1.  Wprowadzenie   165;   2.  Wytwory techniki   i  sztuki   powinny  być  takie  jak   przyroda   —  powinny  być   sztuczną 
przyrodą   166;   3.   Ani   technika,   ani   sztuka   nie   są   „sztuczne"   171:   4.   Sztuczna   natura   174;   5.   Sprzeciw   wobec 
sztuczności 178; 6. Opuścić stan natury? 181

Słownik terminologiczny ..........................    184
Indeks osób ........................................   186
Indeks pojęć i terminów ...........................   190
Nota o pierwodrukach .............................   195
Nota biograficzna ..................................   197
Publikacje Gernota Böhmego.......................   198

background image

[VII] Gernota Böhmego antropologizacja estetyki

Gernot   Böhme   jest   długoletnim   profesorem   filozofii   na   Uniwersytecie   Technicznym   w 
Darmstadt o bardzo bogatym i wielowątkowym dorobku filozoficznym. W jego twórczości 
wyróżnić można kilka korespondujących ze sobą faz rozwojowych.
W latach siedemdziesiątych, gdy jako asystent w Instytucie im. Maxa Plancka w Starnbergu 
współpracował z Carlem Friedrichem von Weizsäckerem i Jürgenem Habermasem, zajmował 
się   głównie   filozofią   nauki,   usiłując   w   swej   koncepcji   „finalizacji   nauki”

1

  pogodzić 

Popperowską   (korespondencyjną)   i   Kuhnowską   (niekorespondencyjną)   koncepcję   rozwoju 
teorii   naukowych.   W   jego   publikacjach   z   tego   okresu,   w   którym   ukazało   się   pod   jego 
współredakcją kilka prac zbiorowych

2

, dominują rozważania na temat społecznych uwarunko-

wań rozwoju nauki oraz szczegółowych epistemologicznych i metodologicznych aspektów i 
problemów poznania naukowego. W wydanym w 1993 roku zbiorze artykułów Am Ende des 
Baconschen   Zeitalters  
Böhme   powraca   raz   jeszcze   do   tej   problematyki,   opatrując   wybór 
swych   najważniejszych   rozpraw   z   filozofii   nauki,   rozpro

szonych   do   tej   pory   w 

czasopiśmiennictwie fachowym, retrospektywną przedmową.
W   latach   osiemdziesiątych   ukazuje   się   obszerna   praca   Böhmego   o   Kancie,  Dos  Andere   der 
Vernunft 
(jej współautorem jest brat Gernota, Hartmut Böhme, teoretyk literatury z Uniwersytetu 
Hamburskiego),   w   której   Autor   ukazuje   kulturową   i   psychologiczno-osobowościową   genezę 
filozofii Kanta. Nawiązywać do tego tekstu będzie znana czytelnikowi polskiemu  Antropologia 
filozoficzna.   Ujęcie   pragmatyczne,  
zawierająca   bardzo   liczne   odwołania   nie   tylko   do 
antropologicznych wątków filozofii Kaniowskiej. Filozofią Kanta zajmie się Böhme ponownie w 
zbiorze artykułów Philosphieren mit Kant (1986). Aktualną listę historyczno-filozoficznych prac 
Böhmego, na której znalazła się również rozprawa o Sokratesie (Der Typ Sokrates, 1988), zamyka 
wprowadzenie do filozofii Plantona,  Plantons Zeitlehre. Eine Einführung in seine theoretische  
Philosophie, z 
roku 1996.
W   latach   dziewięćdziesiątych   zainteresowania   filozoficzne   Böhmego   koncentrują   się   na 
zagadnieniach estetycznych i etycznych. Jako najbardziej oryginalne jawią się tu bez wątpienia 
jego prace z zakresu estetyki, którą wiąże z filozofią przyrody pod szyldem „ekologicznej estetyki 
przyrody". Na tym tle rozwija znaną już z  Antropologii...  koncepcję „atmosfer"  (Atmosphäre. 
Essays zur neuen Ästhetik, 

1995). Na pograniczu filozofii przyrody i kultury sytuuje się wydana 

przez braci Böhme w 1996 roku książka  Feuer, Wasser, Erde, Luft. Eine Kulturgeschichte der 
Elemente.  
Dociekania   te   zyskują   wymiar   fenomenologiczny   w   projekcie   „fenomenologii 
przyrody"

3

  Współcześni   docenili   szczególnie   ten   właśnie   fragment   filozoficznej   spuścizny 

Böhmego. W roku 1998 ukazuje się poświęcona mu księga pamiątkowa pod nieprzypadkowym 
tytułem Naturerkenntnis und Natursein.

4

Pobocznym, ale ważnym wątkiem twórczości Böhmego jest w tym okresie również propedeutyka 
filozofii, której poświęcił książkę Weltweisheit, Lebensform, Wissenschaft. Eine Einführung in die  
Philosophie 
(1994). W 1997 roku publikuje Ethik im Kontext, przeglądową rozprawę z zakresu 
etyki, w której skupia uwagę na cywilizacyjnym kontekście moralności oraz typach argumentacji 
etycznej. Na pograniczu etyki i filozofii przyrody sytuują się dwie najnowsze prace książkowe 
Böhmego —  Bios/Ethos  z roku 1999 oraz wydane wraz z Günterem Altnerem i Heinrichem 
Ottem Natur Erkennen und Anerkennen. Über Ethikrelevante Wissenszugänge zur Natur  z roku 
2000.

* * *

Kim jest —jako uczestnik swoistego podziału pracy dyscyplin filozoficznych — Gernot Böhme? 

1

 Por. Stanisław Czerniak, Gernota Böhmego koncepcja stadiów i alternatyw rozwoju nauki, w: Rozwój nauki a 

społeczny kontekst poznania, Józef Niżnik (red.). Warszawa 1987, s. 35-52.

2

 Por. prace zbiorowe w zamieszczonym na końcu książki wykazie publikacji Gernota Böhmego, opatrzone 

dokładnym opisem bibliograficznym.

3

 Phänomenologie der Natur. G. Böhme, Gregor Schiemann (Hrsgs), Suhrkamp, Frankfurt/M. 1997. 

4

 Naturerkenntnis und Natursein.  Für Gernot Böhme,  Michael Hauskeller, Christoph Rehmann-Sutter, Gregor 

Schiemann (Hrsgs), Suhrkamp, Frankfurt/M. 1998.

background image

Najbardziej   frapujący   w   jego   życiorysie   filozoficznym   wydaje   się   mariaż   zainteresowań   i 
kompetencji historyka filozofii i filozofa nauki z twórczymi ambicjami na obszarze antropologii 
filozoficznej i estetyki. Badacz zamierzchłych często i obcych duchowi współczesnego przyro-
doznawstwa   stadiów   rozwoju   nauki   (chemia   Arystotelesa,   teoria   barw   Goethego)

5

  pragnie 

wydobyć   z   nich   treści,   którym   nadaje   nowy   sens   i   niejako   odkrywa   na   nowo   ich   utraconą 
poznawczą   użyteczność   w   ramach   rozwijanych   przez   siebie   projektów   filozoficznych,   za-
wierających nową wykładnię filozofii człowieka i filozofii piękna. Böhme-historyk sztuki nie 
zamierza   zastępować   współczesnej   nauki   nowym   odczytaniem   teorii   naukowych 
zdezawuowanych przez sam postęp w nauce, ale odczytanie to stanowi dlań ważny trop w od-
słanianiu   zapoznanych   przez   człowieka   współczesnego   „stanów"   czy   „wymiarów" 
człowieczeństwa. Dawne teorie naukowe wyrażały bowiem, jego zdaniem, pewne istotne ludzkie 
doświadczenia, można by rzec, „potenc

je antropologiczne”, które zostały wyrugowane przez 

ów postęp i towarzyszący mu pochód cywilizacji w sferę nieświadomości indywidualnej i 
zbiorowej

6

.

Daje tu o sobie znać historyzm Böhmego, żywione przezeń przekonanie, iż nie ma jednej — 
uniwersalnej, ponadhistorycznej — istoty człowieka

7

, i że, przeciwnie, człowieczeństwo jawi 

się jako fenomen par exellence historyczny, opisywalny wyłącznie w języku uwypuklającym 
historyczne wzory czy modele człowieka, takie np. jak człowiek homerycki  czy człowiek 
cywilizowany   późnego   średniowiecza

8

  Böhme   nie   ogranicza   jednak   roli   filozofa   do 

sporządzania rejestru historycznych wcieleń tego, co ludzkie. Zajmuje postawę oceniającą i 
czyni swe stanowisko filozoficzne punktem wyjścia krytyki antropologicznej. Ze szczególną 
stanowczością   krytyce   tej   poddawana   jest   w   jego   pracach   antropologia   racjonalistyczna, 
model  homo sapiens,  ideał człowieka racjonalnego, tzn. dystansującego się wobec własnej 
cielesności i koncentrującego na zabiegach eksploatatorskich wobec otaczającego go świata 
przyrody.   Ostrze   krytyki   godzi   przy   tym   nie   tylko   w   oświeceniowy   kult   rozumu,   lecz 
również, a może przede wszystkim, w leżące u jego podstaw złudzenie, że antropologia homo 
sapiens jest z natury rzeczy antropologią najdoskonalszą, na)dojrzalszą historycznie czy też 
wręcz będącą świadectwem ostatecznego spełnienia się τέλος dziejów (teleologia Hegla). W 
racjonalizmie irytuje Böhmego przede wszystkim owa niezdolność do autorelatywizacji wła-
snego światopoglądu, do uznania go za jedną z wielu historycznych artykulacji samowiedzy 
antropologicznej.
Irytacje   te   dochodzą   również   do   głosu   w   dwóch   tomach   artykułów,   które   stały   się 
bibliograficzną   podstawą   niniejszego   wyboru   prac   Böhmego:  Für   eine   ökologische  
Naturästhetik z 
roku 1989 (W obronie ekologicznej estetyki przyrody) oraz Natürlich Natur.  
Über   Natur   im   Zeitalter   ihrer   technischen   Reproduzierbarkeit   z  
roku   1992  (Wolimy 
naturalnie   naturę.  Przyroda   w   epoce   możliwości   jej   technicznej   reprodukcji
).  Jeśli   by 
rozłożyć zawarty w tych tekstach globalny projekt filozoficzny na subdyscyplinarne czynniki 
pierwsze, to mielibyśmy tu do czynienia z próbą reinterpretacji związków pomiędzy estetyką, 
antropologią   filozoficzną,   filozofią   przyrody   i   ontologią,   której   zwieńczeniem   staje   się 
również swoiste rozumienie ekologii.
Ta   ostatnia   bowiem   nie   sprowadza   się   dla   Böhmego   do   całokształtu   technik   i   zabiegów 
ochrony   przyrody.   Nie   chodzi   w   niej   po   prostu   o   to,   by   dostarczać   merytorycznych   i 
ideologicznych   uzasadnień   dla   (skądinąd   nader   słusznego)   poszerzania   listy   parków 
narodowych czy rezerwatów przyrody. W toku ewolucji biologicznej i historycznej ludzkiego 

5

 Por. G. Böhme. Alternativen der Wissenschaft, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1980, s. 101-123 i 123-154. 

6

 Por. tamże, rozdział Wissenschaft und Verdrängung. Ansätze zu einer psychoanalitischen Erkenntniskritik, s. 

54-81.

7

 Por. S. Czernlak, Pomiędzy Szkota Frankfurcką a postmodernizmem. Antropologia filozoficzna G. Böhmego 

na   tle   klasycznych   stanowisk   antropologii   filozoficznej   XX   wieku,   w:   G.   Böhme,   Antropologia 
filozoficzna.Ujęcie pragmatyczne, tłum. P. Domański, wstęp S. Czer-niak. IFiS PAN, Warszawa 1998, s. XXV-
XXVII. 

8

 Por. tamże, rozdział Antropologia historyczna, s. 217-231. 

background image

gatunku przyroda uspołeczniona została, zauważa Böhme, w takim stopniu, że restytucja czy 
też zachowanie stanu jakkolwiek pojętej pierwotnej natury a także powrót do niej wydają się 
niemożliwe. Nie znaczy to jednak, z drugiej strony, że filozofująca i szukająca estetycznej 
tożsamości   ekologia   winna   zadowalać   się   „upiększaniem"   cywilizacji   przy   użyciu 
„naturalnych rekwizytów", a więc że np. ideę sumienia ekologicznego można sprowadzić do 
reklamy botanicznych akcentów w wielkomiejskich pasażach. Dla Böhmego paradoksalnym 
punktem wyjścia wszelkiej filozoficznej debaty wokół statusu ekologii jest ludzkie ciało, a 
więc ten fragment przyrody, którą, jak podkreśla, „sami jesteśmy

9

Nowa świadomość ekolo-

giczna to nowa samowiedza „ucieleśnienia człowieczeństwa", a zarazem nowa świadomość 
cielesnych związków człowieka z przyrodą. Nie tylko zatem przyroda w rezerwatach, lecz 
również ludzkie ciało powinno podlegać ochronie, czyli winno zostać dowartościowane w 
jego fundamentalnej, niezbywalnej roli nośnika człowieczeństwa. Wszelka ekologia ma dla 
Böhmego sens humanistyczny — służy reintegracji człowieka z przyrodą wokół niego i w 
nim   samym.   Nie   sprowadza   się   do   technokratycznego   programu   ochrony   zasobów   na-
turalnych w duchu Raportów Rzymskich, lecz polega na dogłębnej zmianie relacji człowieka 
rozumnego wobec tego, co go przyrodniczo otacza i w owym otoczeniu zakorzenia.
Tradycja   filozoficzna,   którą   Böhme   poddaje   szczególnej   krytyce   —   nowożytna 
postkartezjańska   teoria   poznania   i   klasyczna   filozofia   niemiecka   —   uczyniły   ludzką 
cielesność dalekim tłem duchowej natury człowieka. Funkcje ludzkiej zmysłowości sprowa-
dzono   w   tej   filozoficznej   tradycji   do   gromadzenia   materiału   dla   konstrukcyjnej   pracy 
czystego intelektu. Dualizm Kartezjański usytuował cielesność w zbiorze maszyn. Kant uznał 
cielesność za siedlisko żądz, na których kiełznaniu i tłumieniu zasadza się aktywność ro-
zumnej dobrej woli, poszukującej źródeł prawd moralnych poza sferą ciała i wywodzącej się 
zeń   „interesowności".   Nowożytna   deprecjacja   ludzkiego   ciała   zaważyła   przy   tym,   co 
podkreśla   Böhme,   na   sposobie   obcowania   człowieka   nowożytnego   z   naturą   jako   taką. 
Podobnie  jak  ludzkie  ciało  stało  się  tym,  co  „zewnętrzne   wobec  duszy",   natura  stała  się 
„zewnętrznością",   opozycją   kultury.   Duchowy   kontakt   z   przyrodą,   wykraczający   poza 
horyzont  produkcji materialnej i zaspokajania potrzeb  fizycznych,  sprowadzony został do 
zabarwionej emocjonalnie kontemplacji krajobrazu — tego, co aspołeczne, pre-kulturowe — 
za murami miast. Böhme przyjmuje tu milcząco tezę Joachima Rittera, że charakterystyczny 
dla   drugiej   połowy   osiemnastego   stulecia   kult   krajobrazu   był   wyrazem   pragnienia 
kompensacji

10

  narastającego zagubienia człowieka pośród coraz bardziej wymykających  się 

mu z rąk, „alienujących się” — jak powie Marks — wytworów jego aktywności gatunkowej 
oraz   stopniowego   zatracania   się   w   abstrakcyjnych   rolach   nosiciela   „siły   wytwórczej”. 
Kontemplacja   natury   —   rzekomej   oazy   tego,   co   dziewicze   i   nieskalane   „złem”   nowej 
cywilizacji — miała stanowić panaceum na wcze-snokapitalistyczne napięcia egzystencjalne i 
społeczne.   Takie   kompensacyjne   zwrócenie   się   człowieka   ku   naturze   jest   wszakże   mało 
skuteczne (bo kontemplacja krajobrazu nie jest w stanie owych niepokojów egzystencjalnych 
uśmierzyć), co więcej zaś, zakładana tu „komunia” człowieka z naturą ma charakter pozorny, 
zasadza się bowiem na zbiorze zabiegów intelektualnych służących ocenie przyrody w sądach 
smaku. Sąd o przyrodzie (jej pięknie i wzniosłości) wyrastał w oczach ludzi oświecenia z 
dystansu wobec niej, z tym zaś, wobec czego zachowujemy dystans, nie jesteśmy w stanie w 
pełni się zjednoczyć czy utożsamić.
Böhme poddaje zatem w tym kontekście surowej krytyce estetykę Kantowską i Heglows

11

: 

tę pierwszą za programowy intelektualizm i moralizację ludzkiego obcowania z naturą, tę 
drugą — za redukowanie estetyki do estetyki dzieła sztuki, a więc za uznanie zawartego w 

9

 Por. w niniejszym tomie, s. 126.

10

  Por. Joachim Ritter,  Krajobraz. O postawie estetycznej w nowoczesnym społeczeństwie, w: Szkoła Rittera. 

Studia z filozofii niemieckiej, t. II. S. Czerniak, Jarosław Rolewski (red.), Toruń 1996, s. 45--67.

11

 Por. w niniejszym tomie s. 12-15 i 33-37.

background image

nim piękna za nadrzędne kryterium estetyczne, w świetle którego piękno przyrody ma się tak 
do piękna sztuki jak innobyt do bytu. Dla racjonalistycznej epistemologii i estetyki natura ma 
w   rezultacie   status   „tego,   co   inne",   w   gruncie  rzeczy  obce   wysokiej   kulturze   duchowej, 
budzące wprawdzie w człowieku tęsknotę za głębszym kontaktem, tęsknotę nierealizowalną 
wszakże   na   gruncie   dualistycznego   światoobrazu,   który   separował   duszę   od   ciała, 
człowieczeństwo od zwierzęcości, kulturę od natury.
Tak postrzegane fiasko nowożytnego powrotu człowieka do natury staje się dla Böhmego 
punktem wyjścia projektu ekologicznej estetyki przyrody. Estetyka traci w tym ujęciu swój 
klasyczny status wiedzy o wartości dzieła  sztuki — jawi się zaś jako namysł  nad samo-
poczuciem   człowieka   w   jego   przyrodniczym   otoczeniu.   Jeśli   można   mówić   tu   o 
doświadczeniu estetycznym, to kreowane byłoby ono przez ludzką zmysłowość pojmowaną 
nie jako recepcja danych wrażeniowych, lecz jako „obecność cielesna", zdolność człowieka 
do   emanowania   z   siebie,   jak   zakłada   Böhme,   swoistych   „atmosfer"   i   jednoczesnego 
„otwierania   się   na   „charaktery",   „obiektywne   jakości   uczuciowe"   otoczenia

12

  To,   co 

estetyczne,   pojawiałoby   się   w   spotkaniu   atmosfer   z   charakterami,   w   emocjonalnym 
zestrojeniu ludzkiej subiektywności i fluidów przyrody.
Kluczową ilustracją tak pojmowanej przestrzeni doświadczeń estetycznych jest dla Böhmego 
ogród   angielski   jako   przykład   dzieła   sztuki,   które   nie   naśladuje   przyrody,   ale   „jest" 
przyro

13

. Ogrodnik-artysta, projektant ogrodu angielskiego, nie pragnie wtłoczyć roślin — 

jak to ma miejsce we francuskiej sztuce ogrodniczej wieków XVI-XVIII — w sztywny gorset 
figur geometrycznych.  Fragmenty  ogrodu angielskiego  — kępy drzew, sadzawki, łąki  — 
stanowią   suwerenne   całości,   w   których   przyroda   niejako   sama   „rozstrzyga"   o   swym 
wyglądzie w naturalnych procesach wzrostu. Z drugiej strony jednak „wkładem" estetycznym 
ogrodnika   jest   tu   kreowanie   „charakterów"   krajobrazu   poprzez   swoiste   zestawianie   i 
kojarzenie   przestrzenne   poszczególnych   elementów   przyrody   kreujących   tło   ogrodu. 
Krajobraz może być bowiem — z natury swej — posępny, melancholijny bądź podniosły lub 
radosny — w zależności od gry (zagęszczenia, rozproszenia) świateł, cieni, barw i kształtów.
Nastroje   krajobrazowe   nie   są   zatem   wyłącznie   subiektywną   przypadłością   ludzkiego 
doświadczenia   i   poznania,   jak   to   wynikałoby   z   założeń   nowożytnej   epistemologii   z   jej 
kategorią   „jakości   wtórnych".   Böhme   będzie   mówił   o   ich   —   częściowo   co   najmniej   — 
obiektywnym charakterze, o tym, że człowiek nie tyle doświadcza ich zmysłowo w sensie 
uchwytywania subiektywnych danych percepcyjnych, ile dostaje się pod ich wizualny wpływ, 
a więc podlega ich określonemu oddziaływaniu, które może zasadniczo zmieniać jego samo-
poczucie w danym momencie. Ktoś, kto swój aktualny nastrój określiłby jako radosny, może 
np.   nieoczekiwanie   znaleźć   się   w   polu   oddziaływań   krajobrazu   melancholijnego   i   ów 
melancholijny nastrój zaczyna mu się „udzielać", znajdując subiektywne przedłużenie w na-
głej erupcji melancholii kontemplującego go podmiotu.
Sytuacja   taka   ma   dla   Böhmego   dalekosiężne   filozoficzne   konsekwencje.   Najbardziej 
oczywiste z nich mają charakter estetyczny i antropologiczny zarazem: natura traci splendor 
tego, co wzniosie obce i zewnętrzne wobec ludzi i ich bytu społecznego, przeciwnie, zaczyna 
jawić   się   jako   „partner"   współkreujący   ludzkie   doświadczenie,   władny   przestrajać   ludzie 
emocje i stany wewnętrzne. Kontemplacja estetyczna jest w tym ujęciu rodzajem symbiozy 
cielesności i obiektywnych jakości estetycznych, wspomnianych już „charakterów" natury (jej 
piękna, wzniosłości, grozy i in.). Ludzkie ciało otwiera się na przyrodę swą zmysłowością, a 
ta ogarnia go swymi emanacjami.
Ów   szczególny   stan   antropologiczno-estetyczny   ma   jednocześnie   ważne   odniesienia 

12

 Por. w niniejszym tomie s. 37 oraz G. Böhme, Atmosphäre, rozdział Atmosphäre als Grundbegriff einer neuen  

Ästhetik, s. 21-49. 

13

  Por.   rozdział  Znaczenie  ogrodu  angielskiego   i  jego   teorii  dla  rozwoju  ekologicznej   estetyki  przyrody,  w 

niniejszym tomie. s. 66-80.

background image

ontyczne. Przyjmowanym przez Böhmego założeniem ontycznym owego związku człowieka 
z przyrodą jest bowiem teza, iż rzeczy mają swe „wyrazy”, „fizjonomie”, że ich obecność w 
polu ludzkiej zmysłowości nie da się zredukować do usytuowania czasoprzestrzennego. Autor 
Natürlich Natur  nawiązuje tu do renesansowej koncepcji Paracelsusa, który zakładał, że w 
każdej   rzeczy   manifestuje   się   —   poprzez   tzw.   „sygnatury"   —   jej   ukryta   istota

14

.   Piękno 

krajobrazu nie jest zatem jego akcydensem, czymś, co przysługuje — niczym podzielność 
przez dwa liczbie cztery — jego materialnemu substratowi, lecz rodzajem ekstazy, wyrazem 
ukrytego wnętrza natury

15

. Wyraz uzna Böhme w konsekwencji za podstawową kategorię 

ontyczną, przynależną do głębokiej struktury bytu. Zdolność ekspresji ma przy tym, rzecz 
jasna, na równi z przyrodą również ludzkie ciało. Dlatego też piękno cielesne jest ważnym 
tematem   estetycznych   rozważań   Böhmego

l6

,   który   dowodzi,   że   doświadczenie   estetyczne 

piękna ma swe źródło w „byciu ogarnianym"  przez piękno, w „stawaniu się pięknym"  w 
medium piękna, które emanuje z wybranych ludzi i konfiguracji przyrody

17

.

Ważną, jeśli nie kluczową kategorią ekologicznej estetyki przyrody Böhmego staje się pojęcie 
mimesis,  które   nie   odnosi   się   jednak   —   jak   w   klasycznym   użyciu   tego   terminu   —   do 
naśladowania   przez   artystę   natury   w   dziele   sztuki,   lecz   do   stanu   zestrojenia   ludzkiej 
cielesności i jej poruszeń emocjonalnych z charakterami przyrody. Böhme idzie tu ideowym 
śladem twórców Szkoły Frankfurckiej, Maxa Horkheimera i The-odora W. Adorna, którzy 
kategorii   tej   przypisywali   wiodącą   rolę   w   swej   filozoficznej   krytyce   współczesności. 
Mimesis, zwrócenie się człowieka ku temu, co w przyrodzie indywidualne i niepowtarzalne, 
miało w ich oczach

14

  Por. G. Böhme,  Für eine ökologische Naturästhetik,  rozdział  Sprechende Natur. Die Signaturlehre bei Paracelsus und  

Jacob Böhme s. 121-141.

15

 Por. G. Böhme, Atmosphäre..., rozdział Dos Ding und seine Ekstasen, s. 155-177.

16

 Por. G. Böhme, Natürlich Natur, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1992, rozdział Schön-Sein, s. 160-181.

17

 Por. G. Böhme, Antropologia filozoficzna..., rozdział: Piękno i inne nastroje, s. 165-178.

XVII

wyzwalać  go spod dyktatu  abstrakcyjnych  pojęć typowych  dla racjonalistycznej  kultury i 
cywilizacji.   Estetyczna,   mimetyczna   kontemplacja   przyrody   przeciwstawiona   tu   zostaje 
produkcji   towarów,   w   strukturze   której   przyroda   jest   wyłącznie   abstrakcyjną   „materią", 
tworzywem służącym do wypełniania gotowych matryc produktów. Producent i konsument 
— ci główni nosiciele i świadkowie rewolucji przemysłowej — tracą zdolność rozpoznawania 
konkretu we wszystkich jego niepowtarzalnych opalizujących postaciach, skupiając się na 
opanowywaniu   świata   zewnętrznego   i   zaspokajaniu   swych   „reprodukcyjnych"   (a   więc 
podporządkowanych potencjałowi wytwórczemu) potrzeb. Na pierwszy plan w tym swoistym 
procesie przemiany materii wysuwają się abstrakcyjne narzędzia ekspansji technicznej (vide 
wykorzystywane   przez   inżyniera   matematyczne   modele   wyjaśniania   zjawisk)   oraz   mody 
kultury   masowej.   Zarówno   technika   jednak,   jak   i   moda   są   obojętne   wobec   tego,   co 
niepowtarzalne w sferze rzeczy i ludzkich przymiotów. Jedynie w aktach estetycznej mimesis 
możliwy jest kontakt z przyrodą pojmowaną nie jako „czyste" tworzywo, ale  quasi-partner 
komunikacji. Akty te reindywidualizują przy tym również sam podmiot, unieczynniając w 
nim abstrakcyjne charakterystyki nosiciela mód i procesów produkcyjnych.
Owa formuła komunikowania się człowieka z przyrodą w doświadczeniu mimetycznym ma 
jednak w filozofii Adorna i Horkheimera — rzecz paradoksalna — dość abstrakcyjny, a po 
części i spekulatywny charakter. Horkheimer — w nawiązaniu do Benjaminowskiej koncepcji 
„prawdziwych   imion   rzeczy"   nadanych   im   w   okresie   rajskim   przez   Boga   i   zapoznanych 
następnie   przez   semantyki   języków   cywilizowanych   —   będzie   apelował   o   ponowne   ich 
odsłonięcie w aktach mimesis, której naturę opisuje wszakże nie tyle w języku odwołującym 
się   do   współczesnej   estetyki,   ile   w   terminologii   zaczerpniętej   z   etnografii   kultur 
animistycznych. Mimesis ma w tym ujęciu zatem podwójnie abstrakcyjny cha

rakter: jawi się 

jako cecha jakiegoś nowego, czekającego na kulturową kreację języka post-racjonalistycznego, z 
drugiej   strony   zaś   rozpatrywana   jest   jako   wyróżnik   przedcywilłzacyjnej   mentalności 

background image

animistycznej

18

.

Böhme natomiast nie tylko dostarcza współczesnych egzempliflkacji opisywanych przez siebie 
wzorów związków numerycznych człowieka z przyrodą (ogród angielski jako źródło swoistych 
doznań   estetycznych,   ale   również   pewne   typy   sztuki   współczesnej  

19

),   lecz   pogłębia   samą 

koncepcję mimesis o wspomniany wymiar ontyczny, szuka wreszcie sojuszników w koncepcjach 
pokrewnych, takich jak idea podmiotowości przyrody rozwijana przez Herberta Marcusego czy 
formuła   „przymierza   z   przyrodą"   Ernsta   Blocha

20

.   Przydaje   to   jego   stanowisku   legitymacji 

historyczno-filozoficznych,   czyniąc   je   kolejną   artykulacją   rozwijającego   stopniowo   swą   toż-
samość prądu filozofii współczesnej.

* * *

Nie   miejsce   tu,   w   szczupłych   ramach   wstępu,   by   rozwijać   uwagi   polemiczne   pod   adresem 
prezentowanych w nim koncepcji. Uważam zresztą, że wszelka ewentualna krytyka stanowiska 
Böhmego   musiałaby   być   poprzedzona   pochwałą   zalet   jego   warsztatu   filozoficznego   oraz 
ogromnej erudycji idącej w parze z eseistyczną lekkością pióra, a także z wyobraźnią, nastawioną 
niejako   na   odkrywanie   zaskakujących   pomostów   filozoficznych   pomiędzy  różnymi   sektorami 
przyrodoznawstwa i humanistyki. Napomknąć chciałbym wszakże o pewnym charakterystycznym 
rysie tej filozofii, którego autor zapewne wyraźnie nie dostrzega, z pewnością zaś nie eksponuje w 
obrębie autoanalizy. Otóż rysem tym

18

  Por. S. Czerniak, Pomiędzy socjologią wiedzy a teologią negatywną. Filozofia Maxa Horkneimera, Ossolineum, Wrocław 

1990, podrozdział Oblicza'mimesis; s. 107-114.

19

   Böhme mówi np. o udziale w powstawaniu dzieła sztuki, a nie tylko w jego prezentacji, czynników takich jak wiatr,  

światło, warunki pogodowe, por. w niniejszym tomie s. 24.
20 Por. w niniejszym tomie s. 22-23.

XIX

jest swoista utopłjność jego ekologicznej estetyki, jeśli pojmować ją nie tylko jako filozoficzny 
program   metaestetyczny,   lecz   przede   wszystkim   jako   projekt   antropologiczny   o   krytycznych 
ambicjach. Rzecz w tym bowiem, że można sobie wprawdzie dość łatwo wyobrazić, że estetyka 
ekologiczna mogłaby zdetronizować w świadomości elit intelektualnych Zachodu (na jakiś czas 
przynajmniej)   dawną   estetykę   sądów   smaku   (jeśli   założyć   jednocześnie,   że   na   przełomie 
tysiącleci   i   na   tle   kolejnych   awangard   artystycznych   XX   wieku   nie   jest   to   już   przeciwnik 
wyłącznie   urojony).   O   wiele   trudniej   wyobrazić   sobie   natomiast,   że   nowe,   „ekologiczne" 
doświadczenia   estetyczne   w   rozumieniu   Bohmego   wykreują   nowego   człowieka   w   znaczeniu 
podmiotu, który byłby zdolny do całkowitej ekologicznej restrukturalizacji swego potocznego 
doświadczenia. Niespójność bowiem pomiędzy aktami mimesis doświadczanej na łonie przyrody 
pod  postacią   ogrodu   angielskiego  a   zbiorem  niemimetycznych  aktów   obecności  człowieka  w 
kulturze   i   cywilizacji   współczesnej   jest   olbrzymia   i   nie   bardzo   wiadomo,   co   mogłoby   ową 
przepaść   skutecznie   zasypać.   Spacer   w   ogrodzie   angielskim   to   dla   współczesnego   człowieka 
jeden   z   możliwych,   związanych   z   indywidualnymi   preferencjami,   wyrafinowanych   sposobów 
spędzania czasu wolnego. Czy istnieje wszakże skuteczny mechanizm transmisji, który mógłby 
uczynić   tego   typu   ekologiczny   wzorzec   doświadczenia   modelem   dającym   się   zastosować   do 
całego horyzontu doświadczeń w danej niszy kulturowej?
Utopijna   jest   tu   zatem   wiara   w   moce   sprawcze   doświadczeń   intensywnych   wprawdzie,   ale 
rzadkich i artykułowalnych jedynie na rubieżach głównego nurtu cywilizacji. Inaczej mówiąc, 
estetyczny rodowód postulowanych przez Bohmego między wierszami jego ekologicznej estetyki 
przyrody   nowych   stosunków   społecznych   i   zapośredniczonego   przez   nie   nowego   stosunku 
człowieka do natury wydaje się prognozą wątpliwą. By użyć tu języka fizyki — mimetyczna więź 
podmiotu kontemplacji estetycznej z krajobrazem ma status wiązań o słabym charakterze (niczym 
siły elektryczne wiążące elektrony). Ich energia jest znikoma w porównaniu z energią drzemiącą 
w strukturze  mocnych związków fizycznych  cechujących jądro atomu. Tylko wielkie energie 
indywidualne i społeczne wszakże mogłyby zainicjować przeobrażenia ludzkiej tożsamości, o 
które Böhmemu chodzi i które czyni on punktem odniesienia swej ekologicznej estetyki przyrody 
jako filozoficznego fundamentu antropologii filozoficznej.
Ciężar (nie tylko gatunkowy zresztą) tej ostatniej wydaje się zbyt wielkim brzemieniem dla — 
pięknych wprawdzie, ale zbyt anielskich — ramion estetyki.

background image

Stanislaw Czerniak

Filozofia i estetyka przyrody

w dobie kryzysu środowiska naturalnego

Wstęp

I
„Wiele bowiem zależy od tego, z jakiej strony zbliżamy się do jakiejś formy wiedzy,  do 
jakiejś gałęzi nauki, przez którą bramę wchodzimy"

1

. W swojej nauce o barwach Goethe 

pokazał, że zdanie to mogłoby zostać sformułowane jeszcze mocniej: Bardzo wiele zależy od 

background image

tego, z jakiej strony zbliżamy się do jakiegoś obszaru zjawisk, tak wiele, że może to być 
podstawą powstania różnych nauk. Newton wkroczył  na teren barw przez bramę budowy 
narzędzi, co stało się okazją do powstania fizyki braw. Goethe natomiast wszedł na teren 
barw od strony malarstwa, a dziedzina wiedzy, którą w ten sposób rozwinął, to „nauka o 
postrzeganiu".
Jeśli w niniejszej książce patrzymy na dziedzinę tego, co estetyczne, przez pryzmat pytań 
rozszerzonej   ekologii

2

,   to   w   ten   sposób   otwieramy   bramę   do   innej   estetyki,   całkowicie 

odmiennej od dotychczasowej. Jeśli mielibyśmy krótko scharakteryzować główny nurt do-
tychczasowej estetyki od Schillera do Adorno, to należałoby ją określić jako teorię sztuki, 
teorię dzieła sztuki, doświadczenia sztuki. W ramach tej estetyki przyroda

1

 Johann Wolfgang Goethe, Farbenlehre, w: tegoż, Werke, Habburger Ausgabe, 13, s. 328 n.

.. 

2

 Soziale Naturwissenschaft. Wege zu einer Erweiterung der Ökologie, Gernot Böhme, Engelbert Schramm (Hrsg.), 

Fischer, Frankfurt/M. 1985.

4

odgrywała   pewną   rolę,   ale   tylko   jako   wzór   lub   przeciwieństwo   twórczości   artystycznej. 
Estetyka   ta   potrafiła   zachować   pewną   autonomię   wobec   rzeczywistości   przyrodniczej   i 
społecznej tak długo, jak długo dysponowała kryteriami wartości, które ostatecznie zakorze-
nione były w metafizyce. „W chwili jej upadku", solidarnie z metafizyką, Adorno desperacko 
bronił tych kryteriów przeciw atakowi awangardy

3

. Po nim estetyka filozoficzna jako teoria 

dzieła sztuki rozpoczęła rozpaczliwy wyścig z samym rozwojem sztuki, próbując w komen-
tarzu i interpretacji prześcignąć jej dynamikę i innowacyjną siłę.
W   tym,   co   tradycyjnie   nazywano   estetyką,   estetyka   inspirowana   ekologicznie   mogła   co 
najwyżej   nawiązać   do   pierwotnego   projektu   Alexandra   Gottlieba   Baumgartena   i   Georga 
Friedricha Meiera, czyli do projektu ogólnej teorii poznania zmysłowego. Oczywiście, projekt 
ten bardzo szybko rozpadł się na teorię sztuk pięknych z jednej strony i estetykę w sensie 
Kantowskiej krytyki czystego rozumu z drugiej. Ta pierwsza albo całkowicie rezygnowała z 
roszczenia do prawdy, albo, pozostając w służbie wyższego świata, krytycznie odnosiła się do 
rzeczywistości;   druga  zajmowała   się  wprawdzie  poznaniem  płynącym   ze  spostrzeżeń,  ale 
tylko o tyle, o ile jako narzędzie czystego zdobywania danych daje się je wprząc w proces 
poznania obiektywnego.
Estetyka, którą zajmuję się w tej książce, pojmowana jest jako część nowej filozofii przyrody. 
Trzeba to wyjaśnić

4

. W ostatnim ćwierćwieczu XX wieku filozofia przyrody nie może być ani 

spekulatywną fizyką, tak jak

3

   Na temat „antyawangardyzmu" Adorno por.  Peter Bürger,  Zum Problem des ästhetischen Scheins in der idealistischen  

Ästhetik, w:  Willi  Oelmüller (Hrsg.).  Kolloquium Kunst und Philosophie 2, Ästhetischer Schein, Schönig, Padeborn 1982, s. 
34-50.

4

   Zob. moje  programowe  artykuły na ten temat:  Die Aktualität der Naturphilosophie,  w:  „Zeitschrift  für Didaktik der 

Philosophie" 7 (1985). s. 199-206 i  Bedingungen gegenwärtiger Naturphilosophie,  w:   Über Natur,  Oswald Schwemmer 
(Hrsg.), Klostermann, Frankfurt/M.. 1987, s. 123-133.

5

u Schellinga w XIX wieku, ani filozofią nauk o przyrodzie, tak jak to było dotąd w XX 
wieku.   Podstawowe   pytanie   filozofii   przyrody:   „Czym   jest   przyroda?"   motywowane   jest 
dzisiaj   przez   tak   zwany   problem   środowiska   naturalnego,   to   jest   przez   to,   że   człowiek 
ponownie sobie uświadomił, że w nieunikniony sposób sam jest przyrodą oraz że musi żyć w 
przyrodzie i z przyrodą. Dlatego pytanie: „Czym jest przyroda?" stawiane jest przez filozofię 
w   sposób   transcendentalny,   to   jest   w   perspektywie   stosunku   człowieka   do   przyrody.   W 
ramach   zadań,  które   nasuwa   problem   środowiska   naturalnego,   filozofii   przypada   zadanie 
gruntownej rewizji stosunku człowieka do przyrody. Okazuje się przy tym, że destrukcyjny 
stosunek do zewnętrznej przyrody, który znamionuje nowożytne przyrodoznawstwo, technikę 
i gospodarkę przemysłową, ma swój odpowiednik w stosunku do własnej natury, to jest do 
przyrody, którą sami jesteśmy, czyli do ludzkiego ciała.
Zainteresowanie   estetyką   nowej   filozofii   przyrody   płynie   już   z   przypuszczenia,   że   w 
klasycznej estetyce przyrody obecna była i rozwijana „inna" do niej relacja. Dokładniejsza 

background image

analiza pokazuje jednak, że w klasycznej estetyce stosunek do przyrody stanowi tylko odbicie 
i   odpowiednik   wyobcowania   z   przyrody,   które   charakteryzuje   stosunek   do   przyrody 
nowożytnego   przyrodoznawstwa   i   nowożytnej   techniki

5

.   Dlatego   zawarty   w   tej   tradycji 

potencjał można wykorzystać dla współczesnych problemów tylko przez dokładną analizę i 
krytykę dotychczasowej estetyki.
Związek między nową filozofią przyrody i estetyką przyrody jest jednak głębszy. W gruncie 
rzeczy   chodzi   o   „usytuowanie   człowieka   w   otoczeniach".   Zmienione   przez   człowieka 
środowisko naturalne staje się dla niego problemem tylko dlatego, że destrukcyjny potencjał 
tych zmian zaczyna on odczuwać na własnym

5

  Hartmut  i Gernot Böhme, Das  Andere der Vernunft. Zur Entwicklung von Rationalitätsstrukturen am Beispiel Kants.  

Suhrkamp, Frankfurt/M., 

1985, zwłaszcza rozdz. I i V.

6

ciele. Uświadamia mu to, że on sam jako zmysłowa istota cielesna żyje w środowiskach, i 
zmusza   go   do   ponownego   włączenia   swojej   własnej   naturalności   do   obszaru   swojej 
samowiedzy. Samo „usytuowanie w otoczeniach" może stać jest jednym z podstawowych 
tematów estetyki.

II

Ekologicznie motywowaną estetykę można równie dobrze nazwać ogólną teorią postrzegania. 
Trzeba   by   jednak   przy   tym   bardzo   dokładnie   określić,   co   odróżnia   ją   od   fizjologii 
spostrzegania, psychologu spostrzegania, a także od estetyki Kantowskiej jako teorii form 
naoczności. Chodziłoby przede wszystkim o to, aby znieść ograniczenie pojęcia postrzeżenia, 
które charakteryzuje wszystkie te teorie, a także praktycznie wyznacza sferę codzienności 
postrzegania. Krótko mówiąc: chodzi o to, aby do pojęcia postrzegania włączyć ponownie 
udział emocji, to jest uczuciowe zaangażowanie w to, co postrzegane, oraz samoorganizację 
przez postrzeżenie. Jeśli postrzeżenie jest zmysłowym usytuowaniem w otoczeniach, to tego, 
co dzieje się w jego otoczeniu, podmiot nie postrzega z  quosi-pozaświatowej pozycji; stan 
jego otoczenia porusza go uczuciowo, w swoim własnym usytuowaniu uświadamia on sobie 
tak a tak określone otoczenie. Krótko mówiąc, na własnym ciele czujemy, w jakim otoczeniu 
się znajdujemy.
Tę charakterystykę można by rozumieć tak, że ekologicznie motywowana estetyka jest — z 
punktu widzenia kategorii dotychczasowej estetyki — rozszerzoną estetyką recepcji. Byłoby 
to jednak nieporozumienie i powtarzałoby tylko błąd filozofii skoncentrowanej na podmiocie. 
Wpływ podmiotu na to, czego doświadczamy zmysłowo w otoczeniu, jest jednak istotny. Po-
lega   on   na   przepracowaniu,   stylizacji,   a   przede   wszystkim   na   stłumieniu.   Wszystkie   te 
postacie subiektywnej pracy zmysłów zakładają jednak afektywne porusze-

7

nie przez otoczenie. Stwierdzenie to prowadzi do przypisania otoczeniu quosi-obiektywnych 
cech   uczuciowych  (Gefühlscharaktere).  W   nawiązaniu   do   prac   Hermanna   Schmitza

nazywam je tu „atmosferami". Trzeba je określić jako „quosi-obiektywne", gdyż chociaż nie 
są   one   dane   tak   jak   przedmioty,   to   można   je   praktycznie   wytwarzać   przez   odpowiednie 
ułożenie przedmiotów. Można „wkroczyć" w charakteryzujące otoczenia atmosfery — czy to 
atmosfery krajobrazów, placów czy przestrzeni wewnętrznych. Atmosfery „tkwią" w przed-
miotach,   rzeczy   i   ludzie   emanują   atmosfery;   atmosfer   nie   da   się   wprawdzie   stwierdzić 
obiektywnie w sensie nowożytnej nauki, to znaczy za pomocą narzędzi, ale mimo to istnieje 
co  do nich  intersubiektywne  porozumienie.  Estetykę,   do której   zmierzamy,  można   zatem 
nazwać zarówno teorią usytuowań, jak i teorią atmosfer. Estetyka jako teoria postrzegania w 
sensie   nie   zawężonym   ma   do   czynienia   z   tym,   że   otoczenia   i   przedmioty   poruszają   nas 
uczuciowo czy też że w otoczeniach lub w obecności określonych przedmiotów znajdujemy 
się zawsze w charakterystyczny sposób.
Estetyka jako teoria atmosfer implikuje takie rozumienie dzieł sztuki, które wyraźnie odbiega 
od dotychczasowego ujęciem sposobu, w jaki dzieła te coś „mówią" lub też sposobu, w jaki 

background image

poprzez nie coś jest przedstawione. Jeśli tym, czego doświadczamy w dziełach sztuki, są 
atmosfery, wówczas to, co dla nich istotne, nie może znajdować się poza nimi, w jakimś 
sensie czy jakimś znaczeniu, lecz spełnia się w tym, co potrafią one uobecnić. Jeśli tworzenie 
dzieł sztuki jest zarazem wytwarzaniem atmosfer, to również inaczej należy widzieć funkcję 
sztuki. O ile rozpowszechnione pojęcie „sztuki stosowanej" implikuje, że istnieje sztuka w 
sobie i dla siebie, a do tego jeszcze jej zastosowanie, to teraz funkcja sztuki odsłania się 
właśnie przez sztukę stosowaną. W ogólnej działalności estetycznej, która wytwarza at-

6

  Hermann  Schmilz,   System der Philosophie,   Bouvier,   Bonn 1964 n.

8

mosfery   w   kontekstach   społecznych   —   w   kontekście   codzienności,   w   kontekście 
sprawowania władzy i przeżywania religii, w kontekście zabawy i święta — tak zwana sztuka 
autonomiczna stanowi przypadek specjalny. Jej funkcja polegałaby na umożliwianiu pozna-
wania i przeżywania atmosfer bez obciążenia koniecznością działania.
Przeobrażenia, które spotykają estetykę za sprawą spojrzenia na nią przez pryzmat pytania o 
usytuowanie człowieka w otoczeniach, idą tym samym znacznie dalej niż to, czego można by 
oczekiwać jako konsekwencji jej ekologicznej orientacji. Ekologicznej estetyki przyrody nie 
można rozwijać po prostu kontynuując dotychczasowe tradycje i umieścić w ramach znanych 
gałęzi   estetyki.   W   samej   ekologicznej   estetyce   przyrody   chodzi   przede   wszystkim   o 
estetyczne doświadczenie przyrody. Nie należy tego jednak rozumieć ani jako zależnego od 
smaku osądu piękna przyrody lub jako moralnej oceny naturalności, ani jako jakiegoś innego 
zdystansowanego   przyjęcia   do   wiadomości,   lecz   jako   zmysłowe   doświadczenie   cielesne 
będące   udziałem   człowieka,   który   znajduje   się,   mieszka,   pracuje   i   porusza   się   w   jakimś 
określonym  fragmencie  przyrody.  Przez przyrodę  nie rozumiem  przy tym  przeciwieństwa 
kultury czy techniki, lecz „społecznie ukonstytuowaną przyrodę", na którą wskazywałem już 
jako na temat rozszerzonej ekologii

7

. Ponieważ również przestrzenie miejskie, a ostatecznie 

również przestrzenie wewnętrzne są przyswojoną przyrodą, dlatego także w tym przypadku 
granice między estetyką przyrody i estetyką ogólną są płynne. Ekologiczna estetyka przyrody 
w   sensie   ścisłym   miejsce   swego   zastosowania   znajduje   w   kształtowaniu   środowiska 
ludzkiego. O tyle jest też częścią rozszerzonej ekologii.

7

 Zob. wyżej, przypis 2.

ΠΙ
Chociaż to, co rysuje się jako nowa estetyka, znacznie różni się od estetyki dotychczasowej, 
to nie zrywa ona jednak związków z toczącym się dyskursem estetycznym. W dążeniu do 
wydobycia z dotychczasowej estetyki potencjału innego stosunku do przyrody połączy się ona 
z przedstawianą w ostatnim czasie wieloraką krytyką. Dotychczasowa estetyka była w niej 
określana   jako   idealistyczna,   metafizyczna   i   mieszczańska.   Estetyka   jawi   się   jako 
idealistyczna o tyle, że jako teoria dzieła sztuki wyklucza pracę zarówno po stronie twórcy, 
jak i po stronie odbiorcy, a także zaprzecza społecznej funkcji sztuki. Jako metafizyczna jawi 
się o tyle, o ile za punkt odniesienia bierze coś całkowicie ahistorycznego i nie poddanego 
rozwojowi   społecznemu   —   czy   będzie   to   przyroda,   czy   duch,   czy   istota   ludzka.   Jako 
mieszczańską krytykuje się ją nie z punktu widzenia innej klasy społecznej  (przez  pewien 
czas   istniała   również   taka   krytyka),   lecz   dlatego,   że   jako   teoria   stanowi   istotną   część 
mieszczańskiej  samowiedzy i kulturowej samostylizacji mieszczaństwa. Jak wiadomo,  ten 
proces samostylizacji, nazywany przez Norberta Eliasa „procesem cywilizacji", miał swój 
początek w feudalizmie, ale po przebiciu się mieszczaństwa nie został przejęty przez żadną 
nadchodzącą klasę. Było raczej tak, że w czasie, kiedy pisał o nim Norbert  Elias,  proces 
cywilizacji zbliżał się do kresu, czy też lepiej: zmienił swój kierunek, i to nie za sprawą 
zmiany stosunków klasowych, lecz dzięki rosnącemu cywilizacyjnemu znaczeniu techniki. 
Dotychczasową   estetykę   krytykuje   się   zatem   jako   mieszczańską   nie   z   punktu   widzenia 
przeciwieństw klasowych, lecz protestując przeciw określonemu cywilizacyjnemu kształtowi 
człowieczeństwa

8

. Wraz z tą estetyką pod znakiem zapytania zostaje postawiona samo-

background image

8

 G. Böhme, rozdz. Technische Zivilisation, w: H. i B. Böhme, Dos Andere der Vernunft.

10

wiedza człowieka, która rozwinęła się w filozofii Oświecenia osiemnastego stulecia.
Skłania   mnie   do   tego,   aby   oprócz   sprzymierzeńców   w   krytyce   wymienić   również 
sprzymierzeńców w budowle nowej estetyki. Rudolf zur Lippe, po różnorakich pracach na 
temat ludzkiej cielesności, w swojej rozprawie Sinnesbewußtsein

9

 spróbował włączyć estetykę 

w ramy antropologii. Dieter Hoffmann-Axthelm przez analizę społecznego formowania się 
postrzegania spróbował uwolnić pojęcie postrzeżenia od jednowymiarowości, a przez to, na 
ile to możliwe, wyzwolić człowieka z jednowymiarowości jego praktyki postrzegania

10

. Po-

nadto sprzymierzeńców można szukać wśród projektantów krajobrazu i architektów, o ile ci 
pierwsi nie zajmują się tylko  ochroną pomników przyrody,  lecz, jak na przykład Werner 
Nohl

11

, biorą pod uwagę estetyczną wartość użytkową krajobrazów, przestrzeni miejskich, 

ogródków działkowych, a ci drudzy nie traktują domów jako wielkich rzeźb, lecz, jak na 
przykład  Hugo Kükelhaus

12

, zainteresowani  są cielesno-zmysłowym  samopoczuciem tych, 

którzy w nich mieszkają.
Z tymi sprzymierzeńcami ekologiczna estetyka przyrody pragnie otworzyć nową perspektywę 
zarówno   w   refleksji   estetycznej,   jak   i   w   estetycznej   pracy.   To   pierwsze   dotyczy   przede 
wszystkim estetyki recepcji, którą trzeba uwolnić od jej elitarystycznego ograniczenia oraz jej 
zawężenia   semiotycznego   lub   hermeneutycznego.   W   tym   drugim   chodzi   o   projekt 
humanizacji przyrody, ale również o społeczne funkcje sztuki. Z perspektywy ekolo-

9

 Rudolf zur Lippe, Sinnesbewußtsein, Rowohlt, Reinbek 1987.

10

 Dieter Hoffmann-Axthelm, Sinnesarbeit. Nachdenken über Wahrnehmung, Campus, Frankfurt/M 1984.

11

  30 Thesen zu einer „anderen" Ästhetik — vertieft am Beispiel städtischer Freiräume, w: „Natur und Landschaft" 58 

(1985), s. 18--22; Wohnungsferne Garten in der Stadt als Beispiel einer partizipa-torischen Ästhetik, w: „Landschaft 
und Stadt" 17 (1985), s. 177-187 oraz inne prace.

12

   Chodzi  tu  o  twórczość  Kükelhausa.  Na temat teorii:  Hugo Kükelhaus, Organismus und Technik, Freiburg 1971.

11

gicznej   estetyki   przyrody   współczesnej   sztuce   przypadają   znaczące   zadania.   Bardzo 
powierzchowne  byłoby jednak widzenie ich w czymś  w rodzaju „ekosztuki".  Chodziłoby 
raczej   o   sprzyjanie   nowemu   estetycznemu   wychowaniu   człowieka.   O   ile   Schiller   chciał 
imitować królestwo wolności w oderwanej od rzeczywistości grze, o tyle dzisiaj rzecz jest w 
tym,   aby   ponownie   rozwinąć   cielesno-zmysłowe   zdolności   poznawcze   człowieka, 
uświadamiając mu je jako wyrazy jego stworzoności. Rozwinięcie zmysłowej świadomości 
człowieka,   do   czego   może   przyczynić   się   sztuka,   jest   zarazem   koniecznym   ponownym 
włączeniem jego naturalności do obszaru jego rozumienia siebie, czego domaga się dzisiaj od 
człowieka   problem   środowiska   naturalnego.   Ponadto,   jeśli   sztuka   zostanie   uznana   za 
dziedzinę wolnego od przymusu działania obchodzenia się z atmosferami, to przypadnie jej 
zarazem  społeczne zadanie  nauczenia człowieka doświadczania atmosfer  i kompetentnego 
obchodzenia   się   z   nimi.   Wyniosła   dezaprobata   obchodzenia   się   z   atmosferami   ze   strony 
estetyków,   włącznie   z   Walterem   Benjaminem,   potępienie   ich   jako   kiczu,   kulturowego 
przemysłu   i   polityki   estetycznej,   aż   dotąd   odstępowała   kompetencje   w   tej   dziedzinie 
przeciwnikom,   twórcom   reklamy   i   propagandy,   ale   nie   chroniła   tych,   których   te   zabiegi 
dotyczyły.   Ekologiczna   estetyka   przyrody,  daleka  od  takiego   estetyzmu,   otwiera   oczy  na 
wszechobecność estetycznej siły i władzy i pilnie domaga się kompetencji w obchodzeniu się 
z faktycznie zestetyzowaną rzeczywistością.
Zebrane   w   tej   książce   prace   są   krokami,   poprzez   które   —   idąc   za   wczesną   intuicją   — 
zmierzałem ku estetyce. Związane są one z innymi, jeszcze nie bezpośrednio estetycznymi 
fazami   mojej   pracy:   z   usiłowaniem   opracowania   alternatywnej   nauki,   radykalnej   krytyki 
rozumu, filozofii przyrody. Jeśli jednak cytowane na początku zdanie Goethego jest słuszne, 
to wspólnie przejście drogi, która prowadzi tutaj do estetyki, jest potrzebne, aby zrozumieć to, 
co ukazuje się za bramą.

[12>] Estetyka przyrody — perspektywa?

background image

„Piękno naturalne jest śladem nietożsa-mości w rzeczach pod ciśnieniem krepującej uniwersalnej tożsamości [...]. 
Równe byłoby mu to, co pojednane"

1

.

I.
Istnieją dobre racje, by w powyższych słowach The-odora W. Adorno — czy też szerzej: w 
jego   teorii   estetycznej   —   upatrywać   rehabilitację   estetyki   przyrody.   W   sytuacji,   kiedy 
społeczeństwo   powoduje   skrajne   cierpienia   —   a   tak   można   zapewne   opisać   sytuację 
filozofowania Adorno — przyroda otrzymuje ponownie systematyczne miejsce w estetyce: 
Jako   rzeczywistość   uzyskuje   ona   miano   jedynej   instancji   pozaspołecznej:   przyroda   jest 
nośnikiem   potencjału   wywrotowego;   tym,   co   cierpi   z   powodu   społecznej   kategoryzacji   i 
funkcjonalizacji jest ciało, jednostka, to znaczy konkretna część przyrody. Jako przedmiot 
sztuki daje ona drogi dostępu do tego, co inne od społeczeństwa, i odsłania „to, co w rzeczach 
nietożsame".
Dzisiaj,   niecałe   pokolenie   później,   mamy   na   nowo   do   czynienia   z   rehabilitacją   estetyki 
przyrody czy też może z jeszcze jedną próbą zaczęcia jej od początku — warto zatem bliżej 
przyjrzeć   się   tym   „dobrym   racjom".   Należy   najpierw   zapytać:   czy   rehabilitacja   estetyki 
przyrody

1

 Theodor W. Adorno, Teoria estetyczna, tłum. Krystyna Krzemieniowa, BWF, PWN, Warszawa 1994, s. 135.

13

i naturalnego piękna w ogóle była konieczna? W rzeczywistości nie istniał żaden okres w 
rozwoju sztuki nowoczesnej, w którym nie malowano pejzaży czy nie pisano poświęconej 
przyrodzie   liryki.   Zwłaszcza   jeśli   uwzględnimy   ciągłą   obecność   scen   przedstawiających 
jeziora i góry, scen z włóczęgami i cyganami w tak zwanej sztuce prymitywnej, jak również 
nieprzerwaną tradycję nauczanych w szkole pieśni, takich jak „Złociste słońce niesie radość i 
szczęście" czy „Idź, moje serce, szukaj radości w tym  uroczym  letnim czasie", to trzeba 
powiedzieć, że podkreślenie roli przyrody w teorii estetycznej Adorna miało znaczenie dla 
sztuki   awangardowej   czy   też   sztuki   pojmującej   siebie  explicite  jako   „nowoczesną".   Fale 
romantycznego i neoromantycznego zwrotu ku przyrodzie od XVIII wieku wciąż na nowo 
ożywiały   życie   kulturalne,   czasami   zaś,   jak   na   przykład   w   szkole   z   Barbizon   i   u 
impresjonistów, sięgały szczytów  mistrzostwa. Jednak w odniesieniu do dominującej linii 
sztuki nowoczesnej — od awangardy francuskiej XIX wieku przez manifesty dadaistyczne, 
futurystyczne i surrealistyczne aż po sztukę konceptualną — można mówić o odwróceniu się 
od przyrody czy też wypieraniu jej ze świadomości. Ku naszemu zaskoczeniu stwierdzamy 
dzisiaj, że podająca się za rewolucyjną awangarda prezentuje często jedynie zradykalizowane 
ograniczenia charakteryzujące ducha własnego czasu. Adorno — również estetyczny ezoteryk 
— wskazał nowy kierunek jej samorozumienia.
Adornowska   rehabilitacja   piękna   przyrody   jest   jednak   przede   wszystkim   rehabilitacją   w 
ramach   estetyki   jako   teorii.   Bezpośrednim   jego   partnerem   jest   tutaj   —   słusznie   czy 
niesłusznie, po ponad stu latach — Hegel. Rzeczywiście, Hegel kończy wielką epokę, w któ-
rej   piękno   przyrody   było   wzorem   dla   piękna   sztuki,   twórczość   rozumiana   była   jako 
naśladowanie natury, jako kontynuacja i zwieńczenie jej dzieła czy też nawet jako dzieło 
samej natury. Hegel, który — jak wiadomo — filozofuje jeszcze z punktu widzenia ducha ab-

14

solutnego, nie spotyka wcale, zadziwiony czy nawet moralnie poruszony — tak jak to jeszcze 
było u Kanta — piękna w przyrodzie, lecz przymierza je do już gotowego pojęcia piękna, 
wedle którego piękno jest blaskiem idei. Hegel potrafi wprawdzie odnaleźć ideę jako jedność 
pojęcia z rzeczywistością w konkretnej naturze: Polega ona na organizacji części danej rzeczy 
w   całość.   Dlatego   różne   stopnie   tego,   co   organiczne,   Hegel   może   pojąć   jako   formę 
przejawiania się idei — dzisiaj uznamy za jego zasługę, że w ten sposób część naukowej 
wiedzy   o   przyrodzie   potrafił   włączyć   do   estetyki.   Adorno   ma   jednak   rację,   gdy  zarzuca 
Heglowi,  że   w ten   sposób  piękno   przyrody   traktowane  jest   wyłącznie  jako  niedoskonały 
stopień piękna sztuki i nie zostaje w nim nawet „zniesione"

2

. Według Hegla, piękno pozostaje 

background image

w  pewien   sposób   zamknięte   w   przyrodzie,   nie   wychodzi   poza   siebie,   brakuje   mu   zatem 
„blasku". Cytuję Hegla: „[...] żywe piękno w przyrodzie, nie jest ani piękne samo dla siebie, 
ani też wytwarzane samo z siebie jako piękne i dla piękności zjawiska"

3

. Przyroda jest według 

Hegla duchem w stanie alienacji i piękno przyrody może być pięknem tylko wtedy, gdy jest 
pięknem dla nas, to jest dopiero w artystycznej prezentacji. Jak mówi Adorno, mści się tutaj 
„idealistyczna zarozumiałość w stosunku do tego w przyrodzie, co samo nie jest duchem"

4

Atoli sam Adorno stwierdza: „To wszakże, co Hegel przypisuje pięknu naturalnemu jako 
ułomność, a co wymyka się wyraźnemu pojęciu, stanowi substancję samego piękna"

5

. Adorno 

powraca tym samym od artystycznego przetworzenia przyrody do piękna samej przyrodzie.
Możemy teraz dokładnej powiedzieć, na czym polega rehabilitacja piękna przyrody w teorii 
estetycznej Ador-

2

 Tamże, s. 141 n.

3

  Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Wykłady o estetyce, tłum. Janusz Grabowski i Adam Landmann, BKF, PWN, t. I, 

Warszawa 1964 s. 207.

4

Th. W. Adorno, Teoria estetyczna, s. 140. 

5

 Tamże, s. 141.

15

na:   polega   ona   na   uwolnieniu   estetyki   od   jej   zawężenia   do   teorii   dzieła   sztuki,   które 
cechowało   estetykę   od   czasu   Hegla.   W   ten   sposób   pojawia   się   możliwość   powrotu   do 
pojmowania   estetyki   jako   sposobu   doświadczania   rzeczywistości   jako   takiej.   Musimy   tu 
jednak dodać, że Adorno pozostaje w kręgu estetyki mieszczańskiej, pojmując ją nadal jako 
teorię piękna. Nawet nie dostrzega możliwości rozszerzenia jej tematyki, które obecne było w 
estetyce  klasycznej. Mówiła ona mianowicie o tym,  co piękne,  oraz  o tym,  co wzniosłe, 
podczas   gdy   Adorno   pojmuje   wzniosłość   jako   odmianę   piękna

6

.   Odpowiedzialna   za   to 

ograniczenie   pola   widzenia   była   prawdopodobnie   jego   obrona   autonomii   sztuki.   W   nie-
autonomiczej twórczości artystycznej chodziło bowiem od zawsze również o wytwarzanie 
nastrojów całkiem innych niż piękno, na przykład nastroju siły czy strachu, świętości czy 
nikczemności

7

. Dlatego Adorno nie był w stanie zaakceptować torujących sobie drogę po He-

glu w abstrakcyjnej negacji „estetyki brzydoty"

8

 czy też teorii „sztuk już nie pięknych"

9

.

Adornowska rehabilitacja piękna przyrody sformułowana jest w trybie irrealnym: wedle niego 
pięknu   przyrody  równe  byłoby   to,   co   pojednane.   Obecna   w   takim   sposobie   widzenia 
rezygnacja oznacza, że dla Adorna nie istnieją warunki społecznego pojednania, o którym 
przypomina   jeszcze   spojrzenie   na   piękno   przyrody.   Adorno   sugeruje   jednak   zarazem,   że 
znajduje się na końcu, a nie na początku drogi, że nie był w stanie przebyć tych dróg, na które 
chciał wskazać w swojej estetyce. Rzeczywiście, estetykę Adorna musimy dzisiaj traktować 
jako   ostatni   wyraz   estetyki   mieszczańskiej,   która   przyrodę   odkryła   jako   przeciwny   świat 
(Gegen-

6

 Tamże, s. 133.

7

 Zob. rozdz.: „Piękno i inne nastroje" w: Gernot Böhme, Antropologiaßlozoßczna. Ujęcie pragmatyczne, tłum. Piotr 

Domański, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 1998, s. 165-177.

8

  Zob. Karl Rosenkranz. Ästhetik des Hasslichen II 1835.

9

  Die nicht mehr schönen Künste, Bd. 3: Poetik und Hermeneutik, Hans Robert Jauß (Hrsg.). Fink, München 1986.

16

weit)  —jako  to,   co   jest   „na  zewnątrz"

10

,   poza   miastem,   co   leży   poza   cywilizacją   i  poza 

wszelką techniką.
Adorno — w przeciwieństwie do Hegla — nie potrafi nic więcej powiedzieć o przyrodzie. 
Jest ona dla niego jedynie absolutnie nieosiągalnym toposem tego, co po-zaspołeczne. Tak jak 
w estetyce mieszczańskiej odkrycie przyrody dokonuje się na tle wyobcowania społeczeństwa 
od przyrody i je odzwierciedla, podobnie jest u Adorna: łączenie coraz słabszej nadziei na 
społeczne   pojednanie   z   zanikającym   światłem   pojednanej   przyrody   jest   aktem   zaprawdę 
rozpaczliwym.
Teoria estetyczna Adorna jest niewątpliwie najpoważniejszym dziełem estetyki teoretycznej 
ostatnich czasów. Na poziomie teorii Adorno zrehalibitował przyrodę jako temat artystycznej 
awangardy. Odsłonił on perspektywę rozszerzenia estetyki poza teorię dzieła sztuki. Odsłonił 

background image

też ponownie utopijną treść, która od zawsze była częścią idei piękna przyrody. Jeśli jednak 
chcemy dzisiaj rozwijać nową estetykę, to nie możemy przeoczyć tego, że Adorno pozostał 
związany  z   estetyką   mieszczańską   —  pozostał   z   nią   „solidarny   w  chwili   jej   upadku"  

11

Również teoria Adorna jest krytyką smaku, teorią elity zachowującą dystans wobec tego, co 
przyszło po niej: populistycznej maksymy „każdy jest artystą", zwrotu ku sztuce prymitywnej 
i stopniowej rehabilitacji kiczu. Jego estetyka pozostaje teorią piękna, nie jest otwarta na 
ogólną teorię nastrojów, ich wytwarzania i ich doświadczania. Ostatecznie właśnie za sprawą 
nadziei, którą pokłada w przyrodzie, jest ona ostatnim i skrajnym wyrazem wyobcowania z 
przyrody.

10

 Natur als Gegenwelt, Götz Grorßklaus, Ernst Oldemeyer (Hrsg.), von Loeper, Karlsruhe 1983.

1

  ' Formuły tej  używa  Adorno do scharakteryzowania  relacji między dialektyka negatywną a metafizyką:  „Takie 

myślenie jest solidarne z metafizyką w momencie jej upadku", Theodor W. Adorno,  Dialektyka negatywna,  tłum. 
Krystyna Krzemieniowa, BWF. PWN, Warszawa 1986, s. 573.

II
Aktualności swej estetyka przyrody nie zawdzięcza .— tak jak estetyka Adorna i klasyczna 
estetyka   przyrody   —   cierpieniom,   których   źródłem   jest   społeczeństwo,   lecz   cierpieniom 
powodowanym przez przyrodę, jako że człowiek na własnym ciele zaczyna odczuwać to, co 
jej wyrządził: to jest właśnie sedno tak zwanego problemu środowiska naturalnego. Dlatego 
współczesna estetyka przyrody może tylko o tyle nawiązywać do estetyki Adorna — o ile 
wyciąga naukę z jej porażki.
Przyroda stała się tematem — wszędzie, również w sztuce. Współczesna sztuka wskazuje na 
przyrodę — pokazując, przypominając, opłakując, oskarżając, przestrzegając. Pokazuje: czy 
to   przez   drobiazgowe   pokazanie   struktury   formacji   kamiennych

12

,   czy   też   we   wnikliwej 

analizie materialności jako takiej, jak to jest u Stefana Hubera

13

, Magdaleny Jetelovej czy 

Glorii Friedmann na Documenta 8

14

. Przypomina: jak w pejzażu z czterema wegetatywnymi 

gestami Giuseppe Pedone'a

15

, na którym duchy roślin grupy Findhorn znalazły niejako swój 

widzialny   wyraz

16

.   Oskarża:   jak   w   dziele   Klausa   Steacka,   które   nawiązuje   do   wielkiego 

trawnika  Durera.  Ostrzega:   jak   w   rozpadającym   się   dziele   Nikolasa   Langsa  Skierowany 
przeciw  sobie  i  innym,  
które  przedstawia  ostateczną  eliminację   ludzkiej   twórczości  przez 
przyrodę, czy też w dziele Roberta Mor-risa, które antycypujące przedstawia rodzaj ludzki już 
tylko jako osad.

12

 Np. Nikolaus Lang w jednej ze swych wcześniejszych prac przedstawia „Zdjętą powierzchnię Ziemi" (Documenta 6) czy 

też naturalną paletę poprzez różnokolorowe kupki piasku.  Zob. na ten temat „Das Gespräch", Heft l (1964), Schriften der 
Humboltschule Hannover (M. Schwind, Hrsg.), Schrift des Bodens — Sprache neuer Malerei

13

 Plądrowane drewno w jego pracy Arbeiten im Reichtum 14.

14

 Magdalena Jetelovâ, Der Setzung andere Seite, Gloria Friedmann: Existentia. Ten sam sens ma również wystawa pyłków 

kwiatowych w szklanych pojemnikach Wolfganga Laibsa.

15

 Paisaggio del Quaddro.

16

 Findhorn-Gemainschaft, Der Findhorn Garten, Berlin 1981.

18

Podobne tematy można również łatwo odnaleźć w literaturze ostatnich lat. I tak duża część 
współczesnej   liryki   dotyczącej  przyrody  pisana  jest  w czasie   przeszłym:  przyroda  jest  tu 
wspomnieniem  młodości.   Przedstawienie  przyrody  staje się  pokazywaniem,  które  ma  po-
twierdzać samo siebie. Przykładem może być tu wiersz Bernda Jentzscha.

„Przyroda jest tak naprawdę kawałkiem przyrody. Te liczne malwy tutaj, w Gablencji Klon, wietrznie,  
stoją mocno, ich Korzenie [są] tam, dokąd jadę, w dolinie Rzeka, słychać ja, wypytując szuka drogi".

Również tutaj — skarga, oskarżenie, ostrzeżenie. Przykładem, który można potraktować jako 
odpowiednik dzieła Morrisa, jest wiersz Hansa Magnusa Enzens-bergera:

tu leżało jabłko tu stał stół to był dom to było miasto teraz jest tu pole. to jabłko tam jest ziemią piękną  
gwiazdą na której były jabłka i zjadacze jabłek

17

.

Wszystkie te przykłady pokazują, jak zmieniło się estetyczne ujęcie przyrody. Przyroda nie 
jest już pełnym nadziei i złudzeń poszukiwaniem społecznego świata, odmiennego niż ten 
obecny, lecz — jeśli jeszcze nie utraconą, to na pewno zagrożoną — przestrzenią życiową czy 
też wszystko ostatecznie pożerającą otchłanią świata, który nadejdzie. Ale nawet jeśli prawdą 

background image

jest, że z punktu widzenia sztuki pojawiły się tu rzeczy nowe, to można jednak pytać, czy jest 
to rzeczywiście owa nowa estetyka przyrody, którą postuluje problem środowi-

17

 Oba wiersze znajdują się w zbiorze Moderne Naturlyrik, F. Marsch (Hrsg.), Reclam, Stuttgart 1980.

19
ska naturalnego. Czy nie mamy tu raczej do czynienia z kontynuacją dyskursu ekologicznego 
za pomocą innych środków?

18

 Czy mamy tu do czynienia z czymś więcej niż to, co sztuka 

potrafiła   od   zawsze:   mniej   lub   bardziej   fantastycznym   odtworzeniem   rzeczywistości, 
wyrażeniem   obaw   i   nadziei,   utrwaleniem   wizji?   Czy   jest   tu   coś   więcej   niż   krytyczne 
zaangażowanie, z którym artysta, tak jak każdy inny człowiek czy obywatel, tylko że przy 
użyciu właściwych sobie środków, staje wobec aktualnych problemów? Innymi słowy: czy 
mamy tu już do czynienia z tym szczególnym  przyczynkiem do zmiany relacji człowiek-
przyroda, który może wnieść sztuka? Czy wspomniane dzieła sztuki stanowią już wyraz este-
tycznej   relacji   człowieka   do   świata   jako   podstawowego   wymiaru   problemu   środowiska 
naturalnego?
W jeszcze inny sposób estetyka przyrody staje się aktualna z punktu widzenia planowania 
przestrzeni. Uznanie, że piękno przyrody jest składnikiem jakości życia, doprowadziło do 
tego, że stało się ono istotnym momentem tego planowania. Piękno wchodzi tym samym w 
pole napięcia  konkurujących  ze  sobą  interesów wykorzystywania  ograniczonych  zasobów 
przyrody.   Aby   w   planie   móc   ocenić   wagę   tych   interesów,   potrzeba   estetycznej   (uwaga: 
stopniowalnej) oceny tak zwanych „rzeczywistych przestrzeni użytkowych". Są nimi na przy-
kład jezioro lub staw, pojedyncze gospodarstwo, grupa drzew lub też pole kukurydzy, łąka z 
wyciągiem narciarskim, kopalnia piasku

19

. Również tutaj mamy niewątpliwie do czynienia z 

czymś nowym, kiedy za pomocą badań społecznych próbuje się w kształtowaniu przyrody 
uwzględnić indywidualne sądy estetyczne. Po-

18

  Dobrym przykładem jest tom im Gewitter der Geraden. Deutsche  Ökolyrik  1950-1980.   Peter  Cornelius  Mayer-Tasch 

(Hrsg.). C. H. Beck, München 1981.

19

 To estetyczne podejście do przyrody warto by porównać z teorią planowania ogrodu Hirschfelda. Również w niej chodzi o 

„ocenę   estetyczną"   —   jest   to   jednak   ocena   „jakości   nastrojowych"   charakterystycznych   fragmentów   przyrody,   a   nie 
ujednolicona skala preferencji. Co jesl ładniejsze: staw czy łąka z wyciągiem narciarskim?

20

stawione   przez   autorów   tego   rodzaju   badań   (jako   przykład   można   tu   przywołać 
psychologiczne   badania   dotyczące   estetyki   krajobrazu   Wernera   Nohla   i   Klausa--Dietera 
Neumanna

20

) pytanie: czy tym samym znajdujemy się na drodze ku nowej estetyce przyrody? 

jest całkowicie usprawiedliwione. Odnajdujemy tu niektóre z wymienionych przez nas — w 
zgodzie z Adornem lub wbrew niemu — tendencje: rozszerzenie estetyki poza temat sztuki, 
powrót do piękna zawartego w naturze, przezwyciężenie elityzmu w estetyce. Wyraźny jest tu 
również motyw  odnowy estetyki przyrody:  cytowane badania prowadzone były w ramach 
programu UNESCO „Człowiek i biosfera". Niezależnie jednak od użyteczności tych badań 
dla obrony przyrody, można z pewnym przerażeniem postawić pytanie: czy jest to już ta nowa 
estetyka przyrody,  z którą wielu ludzi łączy dzisiaj tak szeroko zakrojone nadzieje? Owe 
nadzieje rodzą się oczywiście z tego, czym kiedyś była estetyka przyrody. Na podstawie tego 
przykładu można zatem zapytać, czy wolno tak bezceremonialne odrzucić osiągnięcia estetyki 
klasycznej   wówczas,   gdy   podejmuje   się   „kartografię"   krajobrazu   wedle   skali   wartości 
dotyczących   go  wyobrażeń.   W  obliczu   takiego   pozytywistycznego   sposobu  postępowania 
trzeba ponownie przywołać — pamiętając o teorii i praktyce ogrodu angielskiego —  ideę 
kształtowania krajobrazu.
ΙΠ
W   obliczu   tych   doświadczeń   warto   zatrzymać   się   nieco   w   dążeniu   do   nowej   estetyki 
przyrody. Nadzieja, która się z nią łączy, nie polega jedynie na tym, że wraz z powstaniem 
specjalizacji: „środowisko", wzrośnie również rynkowa wartość kompetencji estetycznej

20

  Deutsches   Nationalkomitee   für   das   UNESCO-Programm,  Der   Mensch   und   die   Bioshäre,   MAB-Mitteilungen   nr.   23.  

Landschaßs-bildbewertung   im   Alpenpark   Berchtesgarten.   Umweltpsychologische   Untersuchung   zur   Landschaftästhetik,  
Bonn, Bundesministerium für Umwelt 1986.

background image

21

i że być może nastąpi również społeczna reintegracja autonomicznej wprawdzie, ale jednak 
zmarginalizowanej   sztuki.  Płynie   ona   raczej   z   przeczucia,   że   estetyka   może   istotnie 
przyczynić się do oczekującej nas zmiany w relacji człowiek-przyroda. Nadzieja ta nawiązuje 
do potencjału  innego rodzaju stosunku do przyrody niż ten,  który jest właściwy estetyce 
klasycznej — stosunku odmiennego od strategii panowania nad przyrodą, którego celem jest 
jej wykorzystanie.
Chciałbym przypomnieć o tym potencjale korzystając z trzech — używanych przez Adorna, 
Marcusego  i   Blocha   —  pojęć:  mimesis  (μίμησις),  przyroda   jako  podmiot   i   przymierze   z 
przyrodą.
U Adorna pojęcie mimesis jest — jak wiadomo — pojęciem kluczowym. Zawarte jest w nim 
to minimum nadziei, które Adorno jest w stanie wyrazić pomimo pełnej rezygnacji krytyki 
społeczeństwa.   Mimesis   jest   przeciwieństwem   przywłaszczenia  (Aneignung),  zwłaszcza 
przywłaszczenia   pojęciowego.  Mimesis  jest   takim   sposobem   postępowania,   które   uznaje 
innego i to, co inne, dla nich samych: przedmiot, przyrodę, innego człowieka. W mimesis 
chodzi o zachowanie tego, co konkretne, indywidualne. Adorno nawiązuje w ten sposób do 
pewnego   wątku   klasycznej   estetyki   przyrody,   który   rzeczywiście   jest   przeciwieństwem 
myślowej   kategoryzacji   i   technicznej   transformacji   przyrody.   W   maksymie   głoszącej 
naśladowanie   przyrody   zawarte   było   odniesienie   do   przyrody   jako   pięknego   porządku, 
uznanie   danej   nam   przyrody   i   szacunek   dla   niej.   W   naśladowaniu   przyrody   wszelką 
działalność artystyczną poprzedza moment wywołanego przez nią poruszenia (Betroffenheit). 
Nie jest jednak rzeczą pewną, czy pojęcie mimesis nadaje się do przeniesienia tego potencjału 
w nasze czasy. Od Platońskiego Sofisty

21

 pojęcie to jest podstawowym pojęciem teorii sztuki 

jako takiej. Już wówczas obejmowało ono zarówno είκαστικήν (eikastiké),

21

 Platon, Sofista, tłum. Władysław Witwicki. BKF. PWN, Warszawa 1956, 235 n.

22

sztukę,   która   jak   to   tylko   możliwe   odzwierciedla   swój   wzorzec,   jak   i  φανταοτικήν 
(phantastiké),  sztukę,   która   modyfikuje   swój   wzorzec   za   sprawą   swoistości   materiału   i 
przedstawia go, biorąc pod uwagę późniejszego widza. Picht w swoim nawiązującym  do 
Platona   wykładzie   o   sztuce   i   micie

22

  pokazał,   że   decydującym   elementem   artystycznej 

mimesis może być właśnie przedstawienie tego, co nierzeczywiste

23

. Biorąc to wszystko pod 

uwagę musimy dziś powiedzieć, że decydującym elementem zdolności mimetycznej, tym, co 
zawiera nie-manipulacyjne odniesienie do przyrody, jest zdolność do współodczuwania we 
własnym   ciele.   Jeśli   w   pojęciu   mimesis   na   pierwszym   planie   postawimy   ów   moment 
sympatetyczny,  tj. moment  współdoświadczania  i  współcierpienia,  to  wówczas pojęcie  to 
może rzeczywiście stać się podstawowym pojęciem zmienionego odniesienia do przyrody. W 
poznaniu   poprzez   współdo-świadczanie   poznający   człowiek   uznaje   bowiem   przyrodę,   a 
zarazem przeżywa swoje z nią pokrewieństwo, przeżywa to, że sam jest jej częścią.
Pojęcie przyrody jako podmiotu, którym posługiwali się Herbert Marcuse i Ernst Bloch, jest 
również   otwarcie   skierowane   przeciw   dominującemu   w   nowożytności   odniesieniu   do 
przyrody, tj. teoretycznemu poznaniu przyrody jako czystego przedmiotu i jej praktycznego 
traktowania jako zwykłego materiału. Mówienie o przyrodzie jako o podmiocie odpowiada 
estetycznemu doświadczeniu, które znalazło wyraz w klasycznej estetyce przyrody: przyroda 
jest tu doświadczana jako coś, co do nas przemawia — czy to przez to, że porusza człowieka i 
wprowadza go w określony nastrój, czy to przez to, że „ma mu coś do powiedzenia". To 
pierwsze   można   odnaleźć   w   teorii   tak   zwanych   charakterów,   obiektywnych   jakości 
uczuciowych, które Christian Cajus Lorenz Hirschfeld przypisuje fragmentom przyrody lub 
przyrodni-

22

  Georg Picht, Kunst and Mythos, Klett-Cotta, Stuttgart 1986.

23

 Trzeba przypomnieć, że w myśli Platona to, co dla nas jest nierzeczywiste — idea, jest właściwą rzeczywistością.

23

czym sceneriom w teorii sztuki ogrodniczej. To drugie pochodzi z teorii mówiącej o języku 

background image

czy   też   o   szyfrze   przyrody

24

.   Jeśli   w   tej   części   estetyki   zachował   się   fragment   innego 

doświadczenia   przyrody,   który   dzisiaj   winien   zostać   zużytkowany   jako   potencjał   służący 
przemianie   naszego   stosunku   do   przyrody,   to   nie   możemy,   rzecz   jasna,   powracać   do 
animizmu, który, historycznie rzecz biorąc, stanowi podłoże tego typu przekonań.
Owe doświadczenia jako takie należy jednak traktować poważnie. Systematycznie może się 
to dokonać przez rozwijanie estetyki ekologicznej czy też estetyki miasta i architektury, która 
bada związki między j ako-ściami otoczenia i samopoczuciem  (Befindlichkeit)  człowieka w 
tym otoczeniu żyjącego i uczącego się, lub też przez to, że w publicznej dyskusji uzna się 
ludzką potrzebę przyrody jako czegoś innego niż on sam

25

.

Pojęcie  przymierza   z   przyroda  stworzył   Bloch   jako   przeciwieństwo   techniki,   która   do 
przyrody ma taki stosunek jak „okupant do kraju wroga"

26

. Bloch postuluje natomiast taką 

technikę, która jest partnerem przyrody, a mianowicie w stosunku koprodukcji. Bloch mógłby 
tu   nawiązać   do   pewnego   wątku   estetyki   klasycznej,   a   mianowicie   do   teorii   i   praktyki 
angielskiego ogrodu

27

. Sztuka uprawy ogrodu zajmuje jednak specjalne miejsce w ramach 

estetyki mieszczańskiej drugiej połowy XVIII wieku i początku wieku XIX. Nawet tam, gdzie 
sztuka jest jeszcze rozumiana jako naśladowanie przyrody, przyroda i sztuka były pojęciowo i 
rzeczowo ściśle rozdzielone. Sztuka jest dziełem ludzkiej

24

  Alexander von Bormann,  Natura loquitur. Naturpoesie und emble-matische Formel bei Joseph von Eichendorjf,  C. H. 

Beck. Tübiengen 1968.

25

 Na temat tej potrzeby zob. Gernot Böhme, Die Frage nach einem neuen Naturverständnis, w: Soziale Naturwissenschaft.  

Wege zu einer Erweiterung der Ökologie, G. Böhme. Engelbert Schramm (Hrsg.). Fischer, Frankfurt/M. 1985.

26

 Zob. Ernst Bloch, Prinzip Hoffnung, rozdz. 37, w: tegoż, Gesamtausgabe. Suhrkamp. Frankfurt/M., 1977. Bd. 5, s. 814.

27

 Zob. w niniejszej książce rozdział Znaczenie ogrodu angielskiego dla rozwoju teorii ekologicznej estetyki przyrody.

24
ręki, przyroda istnieje sama z siebie. Sztuka dąży do ideału i trwałej formy, przyroda podlega 
natomiast ciągłym zmianom. W sztuce ogrodu krajobrazowego znajdujemy godny uwagi i 
wcale nie oczywisty przykład połączenia sztuki i przyrody, sztuki, która urzeczywistniała się 
w przyrodzie  i wraz z przyrodą.  Do idei  tej  można  odnieść  pewne przykłady  z nowszej 
historii sztuki, np. wówczas, gdy w powstaniu (a nie tylko w prezentacji) dzieła plastycznego 
udział mają czynniki takie jak wiatr, światło, warunki pogodowe. Można tu nawet wymienić 
running fence Christosa. Przykład angielskiego ogrodu zasługuje jednak na uważne studium, 
jeśli   nie   chodzi   nam   tylko   o   współdziałanie   przyrody   w   powstaniu   dzieła   sztuki,   lecz 
przeciwnie — o współdziałanie artysty w kształtowaniu przyszłej przyrody.
IV
Po tym  wprowadzeniu  możemy   wreszcie   postawić  pytanie,   dlaczego  z  estetyką   przyrody 
łączy się dzisiaj takie nadzieje i jakie ma to uzasadnienie? Sytuacja, w jakiej znajduje się 
dzisiaj estetyka, jest porównywalna z jej sytuacją w okresie romantyzmu, który oczekiwał od 
estetyki  pojednania między podmiotem  i przedmiotem,  a ostatecznie u Schellinga  stawiał 
sztukę   ponad   filozofią.   Jest   ona   również   porównywalna   do   miejsca   sztuki   u   Adorna   — 
widział  on w niej  prześwitujący obraz społecznego  pojednania,  w którego  możliwości  w 
wyniku   analizy   filozoficznej   powątpiewał.   Nadzieje,   jakie   łączy   się   dzisiaj   z   estetyką 
przyrody, nie są mniejsze. Dotyczą one pojednania człowieka z przyrodą. Jak widzieliśmy, 
mogą się one odwoływać się do pewnych wątków klasycznej estetyki mieszczańskiej, a także 
do pewnych przesłanek w twórczości artystycznej oraz w teorii estetycznej po Adornie, choć 
ich zakres jest dość ograniczony.  Ani jednak rudymenty  innego stosunku do przyrody w 
estetyce   klasycznej,   ani   impulsy   w   sztuce   współczesnej   nie   usprawiedliwiają   szeroko 
zakrojonych na-
25
dziei.   Jest   tak   dlatego,   że   estetyka   nowożytna   powstała   w   kontekście   tego   samego 
wyobcowania z przyrody, co nowożytna nauka. Rozejście się "fact" i "fiction", nauki i sztuki, 
a także techniki i sztuki zaciera  fakt, że ich dążenia są tylko prądem i przeciwprądem  
jednym  
strumieniu,   a   mianowicie   w   strumieniu   rosnącego   wyobcowania   człowieka   z 

background image

przyrody. Można przyjąć, że dążenia te mają swe korzenie w rozwoju sił produkcji i stosun-
ków produkcji — industrializacji, urbanizacji, mobilności. Tym jednak, co tak ściśle łączyło 
nowożytną  estetykę  i nowożytną  naukę, było  wyrażające się w nich obu samorozumienie 
człowieka.   Człowiek   epoki   oświecenia   pojmował   siebie   jako   istotę   rozumną   —   i   na   tej 
podstawie definiował swoje ciało. Ciało nie było dla niego tą częścią przyrody, którą jest on 
sam, lecz raczej związanym z nim fragmentem przyrody, czymś zewnętrznym: u Kartezjusza 
było inną substancją, u Kanta było zwierzęcością, którą należy przezwyciężyć na drodze cy-
wilizacji, kultywacji i moralizacji, w pedagogice oświeceniowej było zwierzęcością, który 
trzeba nieustannie kontrolować i ostatecznie zmusić do milczenia. Człowiek nowożytny bada 
przyrodę   w   sposób   zdystansowany   i   chłodny,   na   podstawie   daleko   już   posuniętego   jej 
instrumentalnego opanowania. I z tego właśnie dystansu cywilizowany obywatel odkrywa 
wartość estetyczną przyrody. Tak jak nowożytna nauka wyeliminowała stopniowo ludzkie 
ciało   z   procesu   zdobywania   doświadczenia

28

,   redukując   ostatecznie   wkład   zmysłów   do 

stwierdzania   sygnałów,   podobnie   nowożytna   estetyka   jako   krytyka   smaku   od   początku 
dyscyplinowała zmysłowość, aby w końcu — zdegradowana dzisiaj do semiotyki — zająć się 
znakami  i  ich znaczeniami.  Estetyka  jest krytyką  władzy sądzenia,  dzisiaj  jest być  może 
poszerzoną   sztuką   czytania:   hermeneutyką;   w   każdym   razie   na   pewno   nie   jest   tym,   co 
oznacza jej nazwa — teorią doświadczenia zmysłowego. Nie ma w niej miejsca

28

 Werner Kutschmann, Der Naturwissenschaftler und sein Körper. Suhrkamp, Frankfurt/M. 1986.

26

na emocjonalne poruszenie (Betroffenheit) przez dzieło sztuki lub przyrody, nie mówiąc już o 
sferze   odczuć   cielesnych.   Jednak   to   właśnie   te   elementy   odróżniałyby   estetykę   od   tych 
dyscyplin,   które   ludzkie   zmysły   traktują   tylko   jako   systemy   przetwarzania   informacji. 
Oczywiście,   redukcja   estetyki   do   semiotyki   odpowiada   aż   nazbyt   dobrze   praktycznemu 
ograniczeniu ludzkiej zmysłowości do rozpoznawania sygnałów narzucanych dzisiaj przez 
prace, ruch, konsumpcję

29

. W wyniku tego wszystkiego nadzieje łączone z estetyką przyrody 

wymagają przede wszystkim zmiany w samej estetyce. Zmiana ta musiałaby się dokonać 
wraz z przezwyciężeniem nowożytnego ludzkiego rozumienia siebie i w jego obrębie.
Jeśli   wraz   z   końcem   nowożytności   konieczna   wydaje   się   dzisiaj   zmiana   ludzkiego 
samorozumienia, to dotyczy ona integracji tej przyrody, którą jest sam człowiek, tj. dotyczy 
ona ciała. Ciała nie należy przy tym rozumieć jako przedmiotu badań medycznych czy nauko-
wych.   Próba   pojednania   rozbitego   na   podmiot   i   przedmiot   człowieka   przez   jakiekolwiek 
całościowe spojrzenie byłaby iluzją. Przez ciało rozumiemy raczej podstawowy sposób bycia-
w-świecie, fundament samowiedzy widzimy w czuciu siebie. W tradycji nazywano to ludzką 
zmysłowością; Alexander Baumgarten zaś, a w zredukowanej formie również Kant, właśnie 
do niej odnosili nazwę estetyka.  Dzisiaj jednak zmysłowość  można  zrozumieć dopiero w 
krytycznej   dyskusji   z   nowożytnym   samozdyscyplinowaniem,   tj.   z   tak   zwanym   procesem 
cywilizowania  i   nowożytnego  wyobcowania   z  przyrody,  czyli  przez  przeciwstawienie  się 
tendencji   rozwijania   struktur   racjonalności.   To   zadanie   przypada   dzisiaj   estetyce   —   tym 
samym znajduje się ona w centrum antropologii

30

. Sztuka odzyskałaby wówczas swą

29

 Dieter Hoffmann-Axthelm. Sinnesarbeit. Nachdenken über Wahrnehmung. Campus. Frankfurt/M. 1984.

30

   Dlatego Rudolf zur Lippe słusznie określa swoją estetykę jako antropologiczną, zob. Rudolf  zur Lippe,  Sinnenbewußtsein,  Rowohlt, 

Reinbek 1987.

27

kształtującą   człowieka   funkcję.   Jej   zadaniem   byłoby   rozwijanie   zmysłowej   samowiedzy 
człowieka.
W   panującej   do   dzisiaj   antropologii   oświeceniowej   zmysłowość   pojmuje   się   jako 
receptywność  (Empfänglichkeit):  spostrzeżenie   zmysłowe   jest   z   istoty   doznaniem 
(Empfindung), odbieraniem bodźców i sygnałów, na podstawie których wydaje się następnie 
sądy,   te   zaś   ewentualnie   mogą   mieć   jeszcze   znaczenie   emocjonalne.   Antropologia   ta 
wypływała z zamysłu pedagogicznego i w pewnym sensie realizowała maksymę divide et im-
pera. 
Jej celem było samoopanowanie. Jeśli natomiast zmysłowość rozumiemy jako cielesną 

background image

obecność, to od początku ma ona dwie strony: w naszym stanie odczuwamy otoczenie oraz 
wprowadzamy   w   nie   pewien   nastrój.   W   odczuwaniu   otoczenia   zawarty   jest   tradycyjny 
moment spostrzegania i rejestrowania, w tym również to, co znajduje się pod i przed progiem 
zdystansowanego   sądzenia,   a   mianowicie   to,   że   na   nasze   otoczenie,   jak   to   się   mówi, 
„reagujemy emocjonalnie". Trzeba przy tym uważać, by przez emocje nie rozumieć czegoś w 
rodzaju duchowych stanów. W tym, co odczuwamy jako „stan", chodzi raczej o dyspozycje 
cielesne   w   relacji   do   naszego   otoczenia.   Na   tej   podstawie   należałoby   rozwijać   przyszłą 
estetykę ekologiczną. Jej zadaniem byłoby współdziałanie przy świadomym  kształtowaniu 
przyrody — koniecznym zarówno w ograniczonych ramach Europy, jak i — na dłuższą metę 
— na całym świecie. Nie chodziłoby przy tym ani o powrót do narodowoso-cjalistycznego 
strażnika krajobrazu, który chronił „to, co naturalne" przed ingerencją racjonalności technicz-
nej, ani o analogię do programu „Sztuka na budowie", tj. o maskowanie przez jakiś fragment 
piękna   przyrody   jej   nieograniczonego   techniczno-ekonomicznego   wykorzystywania. 
Chodziłoby raczej o powrót do sformułowanego już przez Marksa programu humanizacji 
przyrody,   gdzie   zewnętrzna   przyroda   rozumiana   jest   jako   nieorganiczne   ciało   człowieka, 
które jako takie zawsze bezpośrednio wpływa na jego stan.

28

Zmysłowość jako cielesna obecność oznacza jednak również, że człowiek nieustannie wpływa na 
otoczenie,   w   którym   się   znajduje:   człowiek   wprowadza   w   nie   pewien   nastrój.   Ten 
antropologiczny fakt domaga się nowego rozumienia ludzkiego ciała w estetyce, a w pewnym 
sensie rehabilitacji piękna cielesnego — a także innych charakterów — wobec mieszczańsko-
demokratycznej   deprecjacji   cech   nie   podlegających   opisowi.   Estetyka   miałaby   tu   za   zadanie 
teoretyczne odsłonięcie i praktyczny rozwój — tradycyjnie powiedzielibyśmy — ludzkich form 
wyrażania. Nie chodzi jednak przy tym o to, co wewnętrzne i zewnętrzne, lecz o charaktery i 
artykulację ludzkiej obecności w różnych otoczeniach. Działalność artystyczną można wówczas 
rozumieć — przynajmniej w części — jako podniesienie cielesnej, tworzącej nastroje egzystencji 
człowieka do statusu określonej sprawności (Vermögen).
Jak powiedziałem, w centrum tak zwanego problemu środowiska naturalnego znajduje się ludzkie 
ciało.   Ponieważ   problem   ten   dotyka   ludzkiego   ciała,   zewnętrzna   przyroda   stała   się   dla   nas 
tematem w całkiem inny sposób niż w poprzednich stuleciach. W ciele jako najbliższej nam 
przyrodzie, przyrodzie, którą sami jesteśmy, rozstrzyga się nasza relacja do przyrody zewnętrznej. 
W rozwoju nowego ludzkiego rozumienia siebie centralna rola przypadłaby rzeczywiście estetyce 
jako teorii i praktyce cielesnego istnienia człowieka w różnych otoczeniach. Nadzieje, jakie wiąże 
się dzisiaj z estetyką przyrody, wykraczają zatem daleko poza to, iż dostarcza ona właściwego 
sobie przyczynku do współczesnego dyskursu. W niej samej musi dokonać się konieczna zmiana 
relacji   człowieka   do   przyrody.   Estetyka   przyrody,   która   odpowiedziałaby   na   to   wyzwanie, 
musiałaby przede wszystkim sformułować nowe rozumienie ludzkiego ciała, przyroda byłaby jej 
tematem czy przedmiotem w perspektywie człowieka, który sam jest przyrodą.

Piękna przyroda i dobra przyroda

1. Piękno jako wskaźnik dobrej przyrody?

W wykładzie okolicznościowym refleksja  nad tym, co piękne, prawdziwe i dobre jest rzeczą 
właściwą. Ów dobry zwyczaj jest zarazem przywilejem: można uroczyście — i bez konsekwencji 
—   zastanowić   się   nad   jednością,   której   rozbicie   uchodzi   wciąż   za   osiągnięcie   nowożytnej 
racjonalności. Piękno, dobro i prawda należą do kompetencji ściśle oddzielonych dyskursów

1

Estetyka zajmuje się pięknem i wierzy, że w autonomii sztuki odnalazła swą prawdziwą istotę; 
etyka odpowiedzialna jest za dobro, które ujmuje już tylko jako słuszność działania człowieka; 
poszukiwanie prawdy jest wyłącznym zadaniem „neutralnej wobec wartości" nauki. Ekologiczna 
estetyka   przyrody   już   przez   swoje   podstawowe   pytanie   staje   w   opozycji   do   tak   rozumianej 
nowożytności. Pytanie to bowiem brzmi:  Czy piękno jest kryterium dobrej przyrody?  To, że 
dobra  przyroda — a zatem nie tylko fakty i prawa — może być tematem nauki, mianowicie 
ekologii w rozszerzonym znaczeniu

2

, to, że estetyka może być gałęzią nauki, a w końcu to, że 

piękno

background image

1

   Zob. Jürgen Habermas,  Teoria  działania  komunikacyjnego, t.  l, tlum.  Andrzej Maciej Kaniowski, Wydawnictwo 

Naukowe PWN, Warszawa 2000.

2

    Soziale  Naturwissenschaft.   Wege zu einer Erweiterung der Ökologie,    Gernot  Böhme,   Engelbert  Schramm 

(Hrsgs.),   Fischer, Frankfurt/M. 1985. W książce tej chodzi o naukowe ujęcie „społecznie ukonstytuowanej przyrody".

30

można   uznać   za   przejaw   dobroci   przyrody,   lamie   niemal   wszystkie   zakazy   dotyczące 
myślenia, których przestrzeganie wydawało się gwarantować postęp. Aby zatem podjąć się 
stworzenia ekologicznej estetyki  przyrody,  trzeba szukać silnych  sprzymierzeńców. Warto 
więc przypomnieć, że od Platona do przynajmniej Ber-keleya piękno przyrody i jej dobroć 
byty zasadą jej po-znawalności. Według Platona przyroda może być poznana o tyle, o ile 
znajdują w niej prezentację (Darstellung) nieprzemijające idee. „Jeśli ten świat jest piękny, a 
jego   konstruktor   jest   dobry,   jasno   stąd   wynika,   że   patrzył   na   model   wieczny"

3

.   Wraz   z 

powstaniem   nowożytnej   nauki   temat   „dobroci   przyrody"   został   zepchnięty   do   teologii   (a 
mianowicie   do   teologii   naturalnej),   a   tematem   piękna   przyrody   zajęła   się   mieszczańska 
estetyka.
Ducha platońskiego reprezentuje w naszych czasach Carl Friedrich von Weizsäcker. Nasze 
poszukiwanie ekologicznej estetyki przyrody warto zatem rozpocząć od analizy fragmentu 
tekstu von Weizsäckera, w którym próbuje on na płaszczyźnie nowożytnej nauki uchwycić 
jedność prawdy, dobra i piękna:

„Piękno jest współpostrzeganiem tego, co konieczne do życia, ale spostrzeganiem pośrednim, bez patosu 
konieczności.   Zacznijmy   od   elementarnych   interesów   życiowych,   o   których   nasza   techniczna   epoka 
zaczyna sobie właśnie przypominać, miejmy nadzieję, że nie za późno. Co spostrzegam, kiedy leżę na 
mojej łące? Powiedziałem: brzęczenie — nie, pszczoły — nie, spokój przyrody. Czy to poczucie spokoju 
jest czysto subiektywne, czy też jest to spostrzeżenie czegoś rzeczywistego? Jest to spostrzeżenie. To, co 
jest tu  spostrzegane, dzisiejsza  nauka  nazywa równowagą ekologiczną. Przed ponad stu milionami  lat 
ewolucja doprowadziła do równoczesnego powstania dwóch form organicznych, które są zdane na siebie 
nawzajem: kwiatów, które przez kolor, formę i zapach przyciągają zapylające je owady, i owadów, które 
żywią się nektarem i pyłkiem kwiatowym. Dużo później w tę równowagę wśliznął się człowiek i jako 
zbieracz, rolnik i hodowca zdany jest on na jej produkty — na rośliny lub żywiące się nimi zwierzęta. Jeśli 
równowagę tę postrzega on jako piękna, wówczas

3

 Platon, Timajos, w: tegoż, Timajos. Kritias, tłum. Paweł Siwek. BKF, Warszawa. 1986. 29 a, s. 35.

31

spostrzega harmonię, przedstawioną obrazowo na przykładzie łąki, harmonię, bez której nie mógłby żyć"

4

.

Brzęczenie pszczół i spokój przyrody — można by odpowiedzieć: „tę prawdę słyszę dobrze, 
brak mi tylko wiary". Gdy von Weizsäcker mówi o „swojej łące", to jest to łąka przed jego 
willą, pod którą w międzyczasie wybudowano bunkier przeciwatomowy. Doświadczenie, o 
którym mówi von Weizsäcker, jest dostępne i zapewne drogie nam wszystkim, ale jest to 
właśnie doświadczenie mieszczańskiego intelektualisty, który estetycznie odkrywa przyrodę 
nie   w  kontekście   wykonywanej   pracy,   ale   w  czasie   wolnym   i   w  sposób   zdystansowany. 
Właśnie   to   doświadczenie   było   tematem   mieszczańskiej   estetyki   przyrody,   oderwanym 
produktem nowożytnych zróżnicowań (Differenzierungen). Podczas gdy jednak mieszczańska 
estetyka przyrody — to znaczy cywilizowany mieszkaniec miasta — bezradnie patrzyła na 
dobroć   przyrody   jako   na   „celowość   bez   celu",   a   piękno   przyrody   postrzegała   z 
„bezinteresowną przyjemnością"

5

, von Weizsäcker próbuje wskazać powód, ze względu na 

który   człowiek   jest   w   stanie   doświadczać   przyrody   w   taki   właśnie   sposób.   Piękno   jest 
„współpostrzeganiem tego, co konieczne do życia".
Weizsäcker może wysunąć to twierdzenie właśnie na podstawie danych nowożytnej nauki, 
zwłaszcza teorii ewolucji. To, że człowiek w ogóle postrzega przyrodę jako piękną, jest w 
tym kontekście fenomenem, który wymaga wyjaśnienia. Von Weizsäcker pojmuje tutaj ludzki 
zmysł piękna jako coś, co rozwinęło się w trakcie ewolucji, a mianowicie jako zmysł, poprzez 
który człowiek pośrednio odczuwa — mamy tu do czynienia ze współpostrzeganiem, a nie ze 
spostrzeżeniem tego, co konieczne do życia — dobroć przyrody. Dobroć przyrody rozumie 
von Weizsäcker jako stan harmonii w przyrodzie, zwłaszcza jako ekologiczną równowagę,

background image

4

 Carl Friedrich von Weizsäcker, Im Garten des Menschlichen, Hanser München 1977, s. 141.

5

 Sformułowania z Krytyki władzy sądzenia I. Kanta, 1799.

32

która —jak stwierdza później — służy człowiekowi, co więcej, jest mu konieczna do życia.
Ten   piękny   obraz   prowokuje   do   krytyki,   oczywiście   takiej   krytyki,   która   nie   pomija   tematu  
ekologicznej   estetyki   przyrody,   lecz   przeciwnie:   formułuje   go   dopiero   we   właściwy   sposób. 
Najostrzejsza krytyka pochodzi od samego von Weizsäckera — pod swoją łąką wybudował on  
bunkier, którego nie można zobaczyć, ale o którym nie można nie myśleć patrząc. Nie ma chyba 
nikogo pośród nas, kto nie uprzytomnił sobie tej krytyki l maja 1986 roku, to jest w dniu, w  
którym przyroda odsłaniała przed nami opiewane od zawsze wiosenne piękno, a jednocześnie był 
to   dzień   najwyższego   radioaktywnego   zatrucia   powietrza:   piękna   przyroda   niekoniecznie   jest 
przyrodą dobrą.
Piękno nie jest już niezawodnym wskaźnikiem dobroci. Stwierdzenie to prowadzi nas do drugiego 
punktu krytyki twierdzenia von Weizsäckera. Dobrą przyrodę pojmuje on jako stan harmonii w 
przyrodzie — harmonii jako równowagi, w którą „dużo później" wśliznął się człowiek. Można to 
oczywiście widzieć w sposób następujący: Człowiek jest kimś obcym, kto wkracza w przyrodę i  
albo potrafi udanie przystosować się do istniejącej już równowagi, albo narusza ją przez swoje 
zachowanie. Jeśli jednak harmonia — „bez której nie mógłby żyć" —jest mu już uprzednio dana, 
to ta druga możliwość z konieczności oznacza jego zagładę. Z perspektywy podzielanego przez 
von   Weizsäckera   ewolucjonistycznego   punktu   widzenia   jest   to   jednak   niekonsekwentne, 
ponieważ w perspektywie tej człowieka nie można traktować jako kogoś obcego w przyrodzie, 
lecz   trzeba   go   widzieć   jako   produkt   i   jako   czynnik   ewolucji.   Również   wszelka   ekologiczna 
równowaga jest tylko pewnym poziomem stabilności w ramach postępującego rozwoju.
Dyskusja z tekstem von Weizsäckera miała nam pokazać, że ekologicznej estetyki przyrody nie 
da się rozwijać bez otwartej dyskusji z mieszczańską este-

33

tyką przyrody. Chociaż poczucia przyrody nie można w niej bezkrytycznie przyjąć jako podstawy 
oceny przyrody, to jednak jest ono ekologicznym faktem. Estetyka przyrody będzie należała do 
ekologii właśnie wtedy, gdy swym tematem uczyni  usytuowanie (Befindlichkeit)  człowieka w 
strukturach ekologicznych

6

.

2. Cierpienie z powodu społeczeństwa i mieszczańska estetyka przyrody

Mieszczańska estetyka przyrody nie stoi w opozycji do nowożytnej nauki, ale jest jej koniecznym 
elementem.   Jeśli   nowożytna   nauka   jako   typ   wiedzy   jest   „poznaniem   wyobcowanym"   — 
poznaniem   z   dystansu,   poznaniem   beznamiętnym,   niezmysłowym,   zdyscyplinowanym   —   to 
estetykę w nie mniejszym stopniu charakteryzuje wyobcowanie z przyrody

7

. „Oni odczuwali na-

turalnie, my odczuwamy to, co naturalne" — stwierdza Schiller, wskazując na różnicę między 
nami, ludźmi nowożytnymi, a starożytnością

8

. Mieszczańskie odkrycie przyrody — od malarstwa 

pejzażowego   i   liryki   przez   wędrowanie   i   wiosłowanie   do   turystycznego   odkrycia   Alp,   od 
upodobania w nagości aniołków i biedaków do zachwycania się związkiem z naturą kobiety i 
pochwałą   człowieka   dzikiego   —jest   odkryciem   przyrody   jako   czegoś   innego   w   stosunku   do 
rozumu

9

. Przyroda jest tym,

6

  Pojęcie to zostało opracowane w cytowanym powyżej dziele G. Böhmego i E. Schramma jako pojęcie alternatywne  

wobec   ekosystemu.   Istotna   różnica   polega   na   tym,   że   struktura   ekologiczna   definiowana   jest   społecznie,   a   nie 
przyrodniczo.

7

 Na temat charakterystyki nauki nowożytnej jako „wyobcowanego poznania" zob. Gernot Böhme, Philosophieren mit  

Kant.   Zur   Rekonstruktion   der   Kantischen   Erkenntnis   du   Wissenschaftstheorie,  Suhr-kamp,   Frankfurt/M.   1986, 
zwłaszcza rozdz. III. Por. również Hartmut
i   Gernot   Böhme,   Dos  Adnere   der   Vernunft.   Zur   Entwicklung   von   Rationalitätsstrukturen   am   Beispiel   Kants.  
Suhrkamp, Frankfurt/M. 1983,

2

  1985, roz. I: Die fremde Natur.

8

  Friedrich Schiller, Über naive und sentimentale Dichtung, w Schiilers Werke, Nationalaugabe, Bd. 2, Weimar 1962, 

s. 413.

9

 H. i G. Böhme, Dos Andere der Vernunft.

34

co istnieje samo z siebie, tzn. nie dzięki działaniu człowieka; przyroda jest tym, co naiwne, 

background image

czyli   nierefleksyjnej   natury;   przyroda   jest   tym,   co   dzikie   i   prymitywne,   czyli 
niecywilizowane;   przyroda   jest   tym,   co   niewinne   i   wolne,   jest   miejscem   istniejącym 
niezależnie od społeczeństwa i wcześniej od niego, do którego człowiek tęskni, jeśli tylko 
cierpi   z   powodu   społeczeństwa.   „Przez   długie   okresy   poczucie   piękna   naturalnego 
potęgowało   się   wraz   z   cierpieniem   podmiotu   skazanego   na   siebie   samego,   cierpieniem 
powodowanym przez świat przysposabiany i aranżowany" (Adorno)

10

.

Owo odkrycie przyrody w epoce rozumu nie prowadziło jednak do otwarcia się na to, co inne. 
Rozumny mieszczanin zachował dystans wobec przyrody i tym bardziej nie chciał jej w sobie 
samym uznać za coś innego. Estetyka mieszczańska nie jest — pomimo swej nazwy — ani 
teorią  postrzegania  zmysłowego,  ani teorią  emocjonalnego  poruszenia.  Powstała  ona jako 
krytyka smaku i zajmuje się nie tyle doświadczaniem piękna, co jego  oceną (Beurteilung).  
Sąd zakłada wykształcenie, a to oznacza zajęcie tej zdystansowanej postawy, która umożliwia 
odczucie   „bezinteresownej   przyjemności"   —   co   wedle   definicji   Kanta   stanowi   o 
doświadczeniu piękna. Tam natomiast, gdzie ma miejsce poruszenie, mamy do czynienia albo 
z kiczem — po stronie przedmiotu — albo z „kiczowatym  człowiekiem", czyli  z niewy-
kształconym proletariuszem — po stronie podmiotu

11

.

Kant określał poczucie piękna jako odczucie przyjemności i lekkości, którą podmiot otacza 
pewne przedmioty swego poznania. Przedmioty te osądzane są jako piękne, ponieważ same z 
siebie odsłaniają formę i regularność, na które nastawione jest ludzkie poznanie. W pięknie 
postrzegamy   zatem   pewną   wewnętrzną   równowagę,   oceniając   jej   odpowiedniość   i 
stosowność ze

10

 Theodor W. Adorno, Teoria estetyczna, tłum. Krystyna Krzemieniowa, BWF, PWN. Warszawa 1994, s. 117.

11

  E. Forssman,  Die Kunstgeschichte und die Trivialkunst. Sitzungsbericht der Heidelerger Akademie, der Wissenschaften  

1875, Abi. 2, Heidelberg 1975.

35

względu na ludzki podmiot poznania. (Tę figurę argumentacyjną odkryliśmy już w tekście 
von Weizsäckera.)
Ta analiza piękna określa także teorię piękna przyrody w estetyce mieszczańskiej. Również 
tutaj nie chodzi właściwie o doświadczenie przyrody, ale raczej o mówienie o niej, o jej ocenę 
jako pięknej. Dopiero tutaj powstanie estetyki  z krytyki  smaku objawia swe restryktywne 
działanie: przyrody, podobnie jak sztuki, nie ocenia się z punktu widzenia jej odpowiedniości 
w stosunku do całego człowieka, lecz jedynie w relacji do jego władz poznawczych. „Należy 
jednak   pamiętać,   że   mam   tu   właściwie   na   myśli   piękne   formy   przyrody,   a   pozostawiam 
jeszcze   na   uboczu   powaby,   jakie   przyroda   zazwyczaj   tak   szczodrze   z   nimi   łączy,   gdyż 
zainteresowanie  nimi  — wprawdzie też bezpośrednie —jest jednak empiryczne"  — pisze 
Kant w  Krytyce władzy sądzenia

12

.  O wykształconym  smaku stanowi to, że nie ulega się 

bodźcom, lecz ocenia się formę.
Do tej oceny piękna przyrody na wzór oceny dzieł sztuki dochodzi jednak coś, co stawia ją 
ponad jakimkolwiek dziełem sztuki: piękno przyrody istnieje samo z siebie. Kant mówi tu o 
interesie   moralnym

13

,   który   ludzie   mają   w   stosunku   do   piękna   przyrody.   Interes   ten 

skierowany jest na istnienie harmonii i porządku w przyrodzie, które człowiek odczuwa jako 
coś,   czego   oczekuje.   Oczywiście,   interes   ten   spotykamy   tylko   u   ludzi   „o   czystym   i 
gruntownym sposobie myślenia", u ludzi, którzy „kultywowali swe poczucie etyczne"

14

. Przy-

rodę docenia się tu moralnie właśnie z racji jej naturalności. Porusza ona poczucie etyczne, 
ponieważ   nasuwa   ideę,   że   to,   co   człowiek   z   trudem   osiąga   w   życiu   społecznym,   może 
dokonywać   się   samo   z   siebie.   Na   płaszczyźnie   teorii   mamy   tu   zatem   to,   co   w   bardziej 
popularny

12

 Immanuel Kant, Krytyka władzy sadzenia, tłum. Jerzy Gałecki, BKF, PWN, Warszawa 

2

1986, s. 218 (§ 42, 166 a).

13

 Tamże.

14

 Tamże, s. 219 (168 a).

36

sposób wyraża się w zachwycie niewinnością, czarem i naiwnością.

background image

Możemy więc stwierdzić, że w estetyce mieszczańskiej jedynie wykształcony mieszkaniec 
miasta jest w stanie docenić piękno i naturalność przyrody. Jego wykształcenie jest zarazem 
warunkiem i granicą tego, co może się tu objawić jako przyroda. Człowiek wykształcony nie 
pozwala naturze „zbliżyć się do siebie". Wykształcenie rozumnego człowieka implikuje ścisłą 
dyscyplinę   i   kontrolę,   które   ograniczają   zwłaszcza   zmysłowość   i   uczuciowość.   Dlatego 
zmysłowe doświadczenie przyrody pozostaje dla niego jej zdystansowanym spostrzeżeniem, 
które   dopuszcza   jedynie   ocenę   jej   odpowiedniości   w   stosunku   do   władz   poznawczych. 
Wszelka zmysłowa wspólnota — czy to wzajemne oddziaływanie, wymiana materii, praca 
lub   walka   z   przyrodą,   zostają   wykluczone.   Również   wszelkie   płynące   z   wyobraźni 
uczestnictwo w przyrodzie i uczuciowe w niej zaangażowanie. Przyroda porusza człowieka 
wykształconego tylko o tyle, o ile w swej naturalności stanowi dla niego przeciwieństwo 
życia   uspołecznionego.   Mieszczańska   estetyka   przyrody   jest   zatem   bez   reszty   wyrazem 
człowieka, który nie potrafi uznać przyrody w sobie i dlatego poszukuje jej na zewnątrz jako 
utopijnego przeciwieństwa swej społecznej egzystencji. Jest tak jeszcze u Adorna, dla którego 
przyroda   jest  uosobieniem  tego,  co  inne,  stając  się  pozaspołecznym  obrazem  pojednania: 
„Piękno   naturalne   jest   śladem   nietożsamości   w   rzeczach   pod   ciśnieniem   krępującej 
uniwersalnej tożsamości"

15

. „Piękno w przyrodzie sprzeciwia się panującej zasadzie, a także 

temu,   co   rozproszone   i   dążące   w   przeciwnych   kierunkach;   równe   byłoby   mu   to,   co 
pojednane"

16

.

Już   ten   krótki   szkic   mieszczańskiej   estetyki   przyrody   wyraźnie   pokazuje,   jak   bardzo 
oddziałuje ona

15

 Th. W. Adorno. Teoria estetyczna, s. 135.

16

 Tamże, s. 137 (przekład nieco zmieniony).

37

wciąż na „zieloną" filozofię i na rządową politykę poniników przyrody i ochrony przyrody. 
Wskazuje   on   zarazem   na   to,   czym   musi   różnić   się   estetyka   przyrody   jako   estetyka 
ekologiczna:   nie   może   ona   służyć   temu,   by   naturę,   której   zaprzeczyło   się   w   sobie, 
odnajdować w przemienionej formie w tym, co inne. Jej tematem jest raczej sam człowiek 
jako   istota   naturalna,   istota,   którą   jej   otoczenie   porusza   zmysłowo   i   uczuciowo.   Ponadto 
ekologiczna estetyka przyrody nie może służyć przede wszystkim ocenie przyrody, powinna 
natomiast uczynić swym tematem doświadczenie zmysłowe w całej jego pełni.
W ramach mieszczańskiej estetyki przyrody istnieje na szczęście element, który zasadniczo 
rozsadza jej ramy i który może służyć  za punkt orientacyjny w naszej próbie stworzenia 
ekologicznej estetyki przyrody: teoria i praktyka ogrodu pejzażowego. Chciałbym tu tylko 
wskazać w punktach na to, czego moim zdaniem może nas nauczyć ogród angielski

17

.

Uprawę   ogrodu   pejzażowego   możemy   za   Blochem   określić   jako   technikę   zawierania 
przymierza. Mamy tu do czynienia ze sztuką, której intencja skierowana jest na przyrodę. 
Przyroda podlega tu wprawdzie aranżacji i inscenizacji, nie jest jednak zastępowana i ogra-
niczana w swej autonomii. Niezależność jest pożądana i przyczynia się do kształtu dzieła.
Teoria   ogrodu   angielskiego   pojmuje   przyrodę   wedle   „charakterów".   Charaktery   to 
obiektywne  jakości uczuciowe — np. radosny,  łagodno-melancholijny,  poważny — które 
przysługują krajobrazom, naturalnym sceneriom lub poszczególnym fragmentom przyrody. 
W ogrodzie angielskim charaktery te są wytwarzane przez świadomą kompozycję. Mają one 
przejmować człowieka i wprowadzać go w odpowiednie nastroje. W ten sposób teoria ogrodu 
pejzażowego uczyniła swym tematem coś,

17

  Szerzej   na   ten   temat   zob.   w   niniejszej   książce   rozdział   Znaczenie   ogrodu   angielskiego  i   jego  teorii   dia  rozwoju 

ekologicznej estetyki Przyrody.

38

co poza tym było w estetyce mieszczańskiej zakazane: to mianowicie, co „chwyta za serce". 
Wskazuje ona przez to na przyszłą estetykę  ekologiczną, która systematycznie zajmie się 
umiejscowieniem człowieka w różnych otoczeniach.

3. Piękno jako pokarm.

background image

Zadanie ekologicznej estetyki przyrody polega na pokazaniu roli piękna w tych strukturach 
ekologicznych, które są dobre w tym sensie, że sprzyjają człowiekowi i są godne pożądania. 
Dotychczasowa estetyka przyrody może tu powiedzieć tyle tylko, że cywilizowany człowiek 
potrzebuje przyrody jako takiej. Człowiek potrzebuje czegoś, co nie jest nim samym,  co 
istnieje samo przez się i co jako takie przemawia do niego. W taki sposób można co najwyżej 
uzasadnić   potrzebę   rezerwatów.   Uzasadnienie   to   nie   może   jednak   uniknąć   wewnętrznej 
sprzeczności, gdyż człowiek nie ma nic z przyrody, która w ścisłym sensie jest od niego 
niezależna.   Jak   dotąd   jednak   estetyka   nie   przyczynia   się   do   kształtowania   struktur 
ekologicznych,   tj.   społecznie   ukonstytuowanej   przyrody

18

.   Patrzy   się   na   nie,   w   tym,   co 

dotyczy  człowieka,  z fizjologiczno-medycznego  punktu widzenia,  w tym  zaś,  co dotyczy 
przyrody — z ekologicznego punktu widzenia w sensie ścisłym. Piękna nie traktuje się jako 
wymiaru ekologii, jest ono rodzajem dodatku, ozdoby. Aby przezwyciężyć  tę dychotomię 
ekologicznych   faktów  i  estetycznego   dodatku,  trzeba   spróbować   samo  piękno   pojąć   jako 
rodzaj pokarmu.
Jest   to   możliwe,   jeśli   poważnie   potraktujemy   ludzką   zmysłowość   w   całym   jej   zakresie. 
Widzieliśmy,   że   zarówno  w   estetyce   mieszczańskiej,   jak  i   w  przyrodoznawstwie   funkcję 
ludzkiej zmysłowości ograniczono do funkcji poznawczej, tj. do funkcji dostarczania danych

18

 Na temat tego pojęcia zob. G. Böhme, Was ist sozial konstituierte Natur?, w: „Öko-Mitteilungen", März 1983, s. 27 n. oraz 

G. Böhme, E. Schramm, Soziale Naturwissenschaft (cyt. w przypisie 2).
39

dla sądów. Przy tym ograniczeniu pomija się to, że spostrzeżenie zmysłowe bezpośrednio 
wytwarza usytuowanie (Beßndlichkeit), czy też innymi słowy: zmysłowość jest sposobem, w 
jaki człowiek sytuuje się w otoczeniu. Oznacza  to na przykład, że jeśli „coś nieprzyjemnie 
pachnie", to człowiek nie tylko czuje nieprzyjemny zapach, ale czuje się źle. Jeśli trudno jest 
mu oddychać, to fakt ten jest niezależny od tego, że być może wskazuje on na fizjologicznie 
nieznośny skład powietrza, wpływający negatywnie na samopoczucie. Widzenie otaczających 
człowieka kolorów, słyszenie dźwięków, oznacza bezpośrednio znajdowanie się w pewnym 
stanie. Nawet jeśli to stwierdzenie jako takie jest przekonujące, to szczegółowo wiemy na ten 
temat niewiele. Pouczające mogłyby być w tym kontekście rozważania Goethego dotyczące 
zmysłowo-moralnego oddziaływania barw. Trzeba tu też jeszcze raz wspomnieć teorię ogrodu 
angielskiego,   która   zajmowała   się   relacją   między   widokami   a   nastrojami.   Wykracza   ona 
ponad to, co można spotkać w klasycznej nauce o pięciu zmysłach, jako że bierze pod uwagę 
nie tylko relację między bodźcem a stanem, lecz również między widokiem a nastrojem. 
Obejmuje ona tym samym wyobrażeniowy wymiar zmysłowości. Relacja między widokiem a 
nastrojem   opiera   się   na   władzy   wyobraźni.   Znaczenie   tej   władzy   zostało   jednak   niejako 
wyparte i stłumione przez filozofię racjonalistyczną. Funkcja wyobraźni nie polega tylko na 
jej wkładzie w poznanie, tj. na wytwarzaniu wyobrażeń dotyczących świata zewnętrznego, 
lecz na organizacji ludzkiego ciała w relacji do tych widoków. Wyobraźnia, mówiono jeszcze 
w XVIII wieku, „kształtuje" ludzkie ciało. Widzenie czegoś oznacza, że człowiek — jeśli 
rzeczywiście pozwala się poruszyć widokiem — wyraża określoną dyspozycję

19

. Może to być 

dyspozycja do ucieczki lub ataku, dyspozycja do miłości lub do miłego odprężenia. O tyle 
zatem, o ile jakości estetyczne struk-

19

 Gernot Böhme, Natur, Leib, Sprache. Die Natur und der menschliche Leib. Eburon, Delft 1986.

40

tur ekologicznych określają stan i cielesne dyspozycje ludzi, którzy w nich żyją, można je w 
szerokim sensie określić jako pokarm. Można by tu mówić o pokarmie duchowym, gdyby nie 
wiązało   się   z   tym   niebezpieczeństwo   zapomnienia   o   ich   znaczeniu   dla   „jak"   obecności 
cielesnej.
Uznanie faktów związanych  z ludzkimi stanami ma ogromne znaczenie dla kształtowania 
struktur   ekologicznych   i   dla   polityki   dotyczącej   ochrony  środowiska.   W   ten   sposób   głos 
zainteresowanych,   tj.   tych   ludzi,   którzy   muszą   żyć   w  określonej   strukturze   ekologicznej, 
nabiera   całkiem   innej   wagi.   Głos   zainteresowanych   uwzględniany   jest   wprawdzie   w 

background image

dyskusjach politycznych na temat środowiska naturalnego, kiedy jednak chodzi o uzyskanie 
odpowiedzi na konkretne problemy, to dokonuje się to na płaszczyźnie naukowej, tj. decydu-
jący   głos   mają   eksperci.   Inicjatywy   obywatelskie   muszą   odwoływać   się   do   ekspertów   i 
mierzalnych danych, aby ich problem mógł w ogóle być postawiony na płaszczyźnie faktów. 
Decydujące nie jest to, jak się czują, czy dobrze śpią, czy mogą swobodnie oddychać, lecz to, 
jak wielkie jest obciążenie powietrza w ppm czy poziom hałasu w decybelach. Ekologiczna 
estetyka przyrody wysuwa zatem polityczny postulat, aby za ekologiczny fakt uznać stan 
zainteresowanych osób, a tym samym, aby ich głos stał się jedynym autentycznym źródłem 
informacji.
Zadziwiające   jest   to,   że   jak   dotąd   stan   zainteresowanych   osób  —   również   z  naukowego 
punktu widzenia — nie jest traktowany jako fakt ekologiczny, tym bardziej że na przykład 
posługiwanie   się   biowskażnikami   w   ocenie   zbiorników   wodnych   ma   długą   tradycję. 
Posługiwanie się biowskażnikami, tj. zdolnością do życia określonych organizmów w takich 
żywiołach, jak woda, ziemia czy powietrze, ma doniosłe znaczenie dlatego, że stanowią one 
poniekąd mierniki integracyjne. Wszystkie naukowe mierniki są sparametryzowane, tj. mogą 
one określać jedynie izolowane zmienne. Ocena ich współ-

41

działania jest zawsze wielkim, niemal nierozwiązalnym  problemem.  Biowskaźniki same z 
siebie rozwiązują ten problem, ponieważ ich zdolność do życia określona jest właśnie przez 
współdziałanie wszystkich zmiennych.
W   kształtowaniu   struktur   ekologicznych   adekwatnym   biowskaźnikiem   jest   człowiek. 
Potraktowanie go w ten sposób jest trudne zapewne dlatego, że w przypadku człowieka nie 
chodzi   po   prostu   o   zdolność   do   życia,   lecz   o   jego   stan.   I   chociaż   stan   jest   wprawdzie 
bezpośrednim faktem,  to już wypowiedź  o nim takim faktem nie jest. Ponadto mamy  tu 
ponownie do czynienia z problemem, którym zajmowaliśmy się w związku z tekstem von 
Weizsäckera. Chodzi o to, że w środowisku istnieją szkodliwe czynniki, które nie są dostępne 
ludzkiej zmysłowości, tj. nie odczuwamy ich bezpośrednio. Z tego powodu stwierdziliśmy, że 
piękno struktury ekologicznej nie jest niezawodnym wskaźnikiem jej dobroci. Teraz możemy 
jednak  powiedzieć   przynajmniej  to,  że  piękno  jest  wymiarem

20

  dobroci,  tak  jak stan  jest 

wymiarem ogólnej jakości życia. Tym samym piękno przyrody staje się koniecznym, choć 
niewystarczającym, kryterium jej dobroci.

4. Estetyka jako część ekologii

Postulat   estetyki   ekologicznej   potraktowany   zostanie   poważnie   dopiero   wówczas,   gdy 
rozumiany on będzie jako postulat uczynienia z estetyki części ekologii. Nie będzie wówczas 
chodziło  ani  o obrazę poczucia  estetycznego  przez  ingerencje  w przyrodę

21

, ani o to,  by 

przyroda miała adwokata, który broni jej status quo z estetycznego punktu widzenia

22

, ale o 

pojmowanie

20

 Słowa „wymiar" używam z wahaniem, gdyż nie chcę w ten sposób sugerować możliwości kwantyflkacji.

21

   Th. W. Adorno,  Teoria estetyczna, s.  86: „Ma ono [wrażenie brzydoty techniki i krajobrazu przemysłowego) swoje źródła w 

niszczycielskiej zasadzie przemocy".

22

 Jak np. walory krajobrazowe przy budowie autostrad w „Trzeciej Rzeszy"

42

tego, co estetyczne, jako wymiaru przedmiotu „przyroda". Kiedy mówię tu o przyrodzie, to myślę 
przede wszystkim o strukturze ekologicznej, tj. o zdefiniowanych i ukonstytuowanych społecznie 
elementach   mezokosmosu.   Postulat,   aby   ekologii   nadać   wymiar   estetyczny,   jest   jednak 
dalekosiężny, jako że dotyka nawet podstawowych dziedzin filozoficznych, zwłaszcza ontologii. 
Jak   wprawdzie   widzieliśmy,   w   nowożytnej,   skoncentrowanej   na   podmiocie   filozofii   wymiar 
piękna bywa ujmowany lepiej lub gorzej, ale zawsze całkowicie z punktu widzenia podmiotu. 
Ponadto   ujęcie   lub   spostrzeżenie   przez   podmiot   nie   jest   pojmowane   jako   forma   obecności 
podmiotu w jego otoczeniu, tj. jako sposób, w jaki w swych doznaniach integrujące odczuwa on 
swoje   otoczenie,   lecz   jako   dostrzeganie   czy   przyjmowanie   do   wiadomości   z   poniekąd 
pozaświatowego punktu widzenia. Przede wszystkim jednak nie zastanawiano się nad tym, że 

background image

wrażliwości podmiotu na piękno, brzydotę — oraz inne nastroje

23

  — musi odpowiadać coś po 

stronie przedmiotu, dzięki czemu wrażliwość tak się demonstruje. Oznacza to, że piękno zostało 
pojęte jako wtórna jakość, tj. jako własność, którą przypisujemy przedmiotowi jedynie z racji jego 
relacji do podmiotu, jako własność subiektywna, czy też nawet jako własność subiektywna w 
drugiej potędze, jako że piękno przypisywane jest przedmiotowi nie tyle na podstawie sposobu 
jego ujęcia przez podmiot, ile raczej tylko na podstawie sposobu, w jaki podmiot reaguje na swoje 
ujęcie przedmiotu

24

. To jednak oznacza, że przedmiot nie ma żadnego wymiaru, w którym piękno 

mogłoby być wartością.
Przezwyciężenie tego skupionego na podmiocie punktu widzenia zostało już w pewien sposób 
przygotowane

23

  Zob.   rozdz.  Piękno   i   inne   nastroje,  w:   Gernot   Böhme,  Antropologia   filozoficzna.   Ujęcie   pragmatyczne,  tłum.   Piotr 

Domański, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 1998. s. 165-177.

24

   I. Kant,  Krytyka wladzy sądzenia,  § 10. Według Kanta przyjemność, jaką daje piękno, jest reakcją podmiotu na jego 

własny stan.

43

przez   teorię   środowiska,   w   którym   żyją   zwierzęta

25

.   Postrzeganie   środowisk   i   integracyjne 

umiejscowienie w nich zostało w ten sposób oddzielone od ludzkiego podmiotu poznającego i 
wprowadzone w przestrzeń rozważań przyrodoznawczych. W centrum tego sposobu myślenia nie 
stoi już wprawdzie podmiot, ale centralną pozycję zajmuje wciąż organizm. Również tutaj nie 
uznaje się tego, że przedmioty naturalne (Naturdinge) nie tylko postrzegają się wzajemnie, ale też 
wzajemnie się sobie prezentują. Owady nie tylko postrzegają kwiaty, ale kwiaty prezentują się 
również owadom. Każdy organizm nie jest więc  tylko, jak twierdził Üxküll, otwarty na swe 
środowisko i czuje, jak to określam, swą cielesną obecność w tym środowisku jako „stan", lecz 
każdy   organizm   wyposażony   jest   również   w   sposoby   prezentowania   środowisku   swojej 
obecności. I to samo odnosi się w odpowiedniej formie do każdego przedmiotu naturalnego. Dla 
zrozumienia  piękna  przyrody konieczne jest  zatem włączenie  w  pojęcie przedmiotu  wymiaru 
„prezentowania   się".   Tradycyjna   filozofia   stanowiła   tu   właśnie   przeszkodę,   gdyż   wedle   niej 
przedmiot   jest   substancją   wyposażoną   we   właściwości   lub   materią   posiadającą   formę. 
Oczywiście,   właściwości   i   materię   można   pojąć   jako   sposoby   cielesnej   obecności.   W 
rzeczywistości zostały one jednak niejako zamknięte w przedmiocie, tj. właściwość rozumiano 
jako coś, co substancja posiada, a formę jako coś, co materię znamionuje. Tymczasem należało je 
raczej   rozumieć   jako   ekstazy   czy   też   lepiej:   jako   restrykcje   lub   artykulacje   wychodzenia 
przedmiotu poza siebie. Posiadamy modele takiego pojęcia przedmiotu w teorii znaków Para-
celsusa i Jakoba Bohmego

26

. Myśliciele ci każdy przedmiot naturalny pojmują w ten sposób, że 

widzą go jako

25

 Jacob Johann von Uexküll, Streifzüge durch die Unweiten von Mensch und Tier, Fischer, Berlin 1934.

26

 Por. na ten temat esej Sprechende Natur: Die Signaturenlehre bei Paracelsus und Jakob Böhme, w: Gernot Böhme. Für 

eine ökologische Naturästhetik, Suhrkamp, Frankfurt/M: 1989, s. 121 n.

44

artykulację wewnętrznej istoty, która objawia się za pośrednictwem znaku. Wymiar wyrazu 
jest zatem podstawową strukturą każdej rzeczy naturalnej.
Oprócz   tych   sposobów   dotarcia   do   zapomnianych   możliwości   naszej   historii   idei   mamy 
jeszcze dostęp do nich poprzez myślenie informatyczne. Przyjęte w nauce pojęcie informacji 
pozwala nam jaśniej wyrazić to, czego brakuje dotychczasowej ekologii do tego, aby była ona 
w   stanie   wyrazić   kwestię   piękna   przyrody   jako   naukową   kwestię   przyrodoznawstwa. 
Ekologiczną   strukturę   pojmuje   ona   jako   jedność   utrzymywaną   przez   wymianę   materii   i 
energii. Jak się wydaje, tym, czego tu brakuje, jest wymiana informacji w ramach określonej 
struktury ekologicznej. Jest to oczywiście tylko analogia, gdyż pojęcie informacji, wyrażane 
w cyfrach i ujęte w odniesieniu do określonego kanału jej przekazu, jest poniekąd nazbyt 
ścisłe, aby ująć fenomen, o który tu chodzi. Sposób, w jaki przedmioty naturalne wyrażają 
siebie   i   są   dla   sobie   nawzajem   obecne,   jest   raczej   informacją   analogową,   przenikniętą 
obecnością wszystkich  innych  rzeczy.  Współgranie głosów, form i kolorów nie prowadzi 
jednak   do   chaosu,   lecz   wytwarza   charakterystyczne   atmosfery,   w   których   obecność 
poszczególnych   przedmiotów   naturalnych   staje   się   specyficznie   odczuwalna.   Poetologie 

background image

ogrodu angielskiego, sztuka sceniczna i malarstwo dowodzą, że atmosfery te mogą stać się 
przedmiotem   analitycznego   poznania   i   syntetycznego   działania.   Chodzi   o   to,   aby 
odpowiednie kompetencje rozwinąć również w ekologii. Zakłada to, jak powiedzieliśmy, że 
przedmiotów nie pojmuje się już jako czasowo i przestrzennie ograniczonych jestestw, które 
następnie przez wymianę materii i energii wchodzą w relację ze swoim otoczeniem, lecz jako 
coś, co przez swą obecność promieniuje na całe otoczenie.
Aby estetyka  stała się częścią ekologii, ta ostatnia  musi nauczyć  się patrzeć  na struktury 
ekologiczne jako na konteksty komunikacji. Doprowadziłoby to do rehabilitacji doktryny o 
mowie przyrody. Mogłoby się też

45

okazać, że usprawiedliwione jest również twierdzenie, iż człowiek rozumie mowę przyrody. 
Jako  szczególna   istota   mówiąca   człowiek   otwarty   jest   nie   tylko   na   skierowaną   do   niego 
komunikację,  ale również na artykulację obecności jako takiej. Poczucie piękna przyrody 
byłoby   wówczas   nie   tylko   współspostrzeganiem   tego,   co   dla   niego   korzystne,   lecz 
doświadczeniem   własnej   egzystencji   jako   unoszonej   i   potęgowanej   przez   otaczającą   go 
przyrodę w grze jej obecności.

Relacja czlowiek-przyroda na przykładzie miasta

l. Preludium

W  swoim  dialogu  Faidros  Platon  przedstawia  nam  Sokratesa   rozmawiającego   z  młodym 
Faidrosem. W rozmowie tej chodzi o miłość, piękno i sztukę pisania wierszy.
Sokrates wybiera się wraz z Faidrosem na spacer poza mury Aten.

„Sokrates: Na Herę, rzeczywiście piękny zakątek. Bo i ten platan doprawdy ogromny i wyniosły, i to  
wzgórze,   l   uroczy   gąszcz   cienistej   wierzby,   jakby   obsypanej   kwiatami   w   pełni   rozkwitu,   jak   gdyby 
przygotowały to miejsce pełne rozkosznej woni. Spod platanu zaś wypływa uroczy ruczaj bardzo zimnej 
wody, jak w każdym razie można sprawdzić stopą. Posążki dziewic i rzeźby wskazują, że to jest święty 
okręg jakichś nimf i Acheloosa. A zauważ także, jak się miło i bardzo rozkosznie oddycha w tym miejscu. 
Przy   tym   rozbrzmiewa   ono   upalnym   i   przenikliwym   śpiewem   świerszczy.   Nade   wszystko   zaś 
najprzyjemniejsza jest trawa, tak iżby godziło się ułożyć na dość łagodnej stromiżnie, a wówczas głowa 
będzie   wygodnie   spoczywać.   Tak   więc,   drogi   Faidrosie,   jesteś   znakomitym   przewodnikiem   dla 
obcokrajowca.
Faidros: Doprawdy, mężu wspaniały, ty się wydajesz człowiekiem najbardziej osobliwym. Jak bowiem 
przyznajesz, jesteś niezaradny, wyglądasz na obcokrajowca, a nie tutejszego mieszkańca. Bo ty z miasta ani 
nie wybierasz się w okolicę, ani poza mury — jak mi się widzi — zgoła nie wychodzisz.
Sokrates: Zechciej mnie zrozumieć, znakomity człopcze, bo ja jestem miłośnikiem nauki. Otóż ani okolice, 
ani drzewa

47

nie chcą mnie niczego nauczyć,  natomiast w mieście są ludzie"

1

.

Ten opis przyrody jest rzadkością w dziełach Platona, należy on jednak do gatunku, którego 
przykłady   znajdujemy   już   u   Homera

2

,   następnie   w   liryce

3

,   a   w   końcu   wielokrotnie   w 

literaturze europejskiej: chodzi tu o locus amoenus, urocze miejsce. Fascynujące jest to, jak za 
pomocą   niewielu   słów   Platon   wyraża   wszystkie   istotne   cechy   pewnej   wizji   przyrody. 
Najpierw   istotne   elementy   i   malownicza   całość:   drzewo,   woda,   łąka,   kwiaty.   (Redaktor 
wydania, którego używam, Dietrich Kurz, zauważa, że w tekście greckim musi chodzić
vitex agnus castus,  krzew lub drzewko z fioletowymi, żółtawymi lub białymi kwiatami o 
wielkich   kielichach)

4

.   Następnie   wymienione   są   pomniki,   a   więc   ślady   działalności 

człowieka; włączają się one jednak w przyrodę
1 podkreślają jej czarujący charakter: chodzi tu o świątynię nimf źródlanych i boga rzek i wód 
słodkich Acheloosa, który był synem Oceanosa i Tetydy i uważany był za ojca czarująco 
śpiewających syren

5

. Przyroda, z którą mamy tu do czynienia, locus amoenus, nie jest zatem 

swobodną przyrodą nie mającą kontaktu z człowiekiem, nie jest odludziem, nie jest to też 
jednak przyroda ukształtowana przez człowieka i jego pracę. Wreszcie jako dalsze elementy 
sceny wspomniane są jeszcze ruch powietrza i wody, a także śpiew cykad, które wypełniają to 

background image

miejsce życiem. Jedność, która zostaje nadana całości przez tę rozbrzmiewającą atmosferę, 
optycznie jawi się w formie obrazu: cień ogromnych platanów, pofalowana kraina źródeł — 
mówi się tu o łagodnym zboczu — sprawiają, że całość jest przestrzennie

1

  Platon, Faidros, tłum. Leopold Regner. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1993, s. 8-9 (230 B-D).

2

  Zob. Homer, Odyseja, tłum. Jan Parandowski, Czytelnik. Warszawa 1981. pieśń 5, s. 92-113.

3

 Safona, 5/6 D.

4

   Platon.  Werke,  red.  Dietrich Kurz (Hrsg.). Wissenschaftliche Buchgesellschaft, Darmstadl 1983, Bd. V, s. 13, przypis 15.

5

 Platon. Faidros. s. 8 (230 B 2).

48

zamknięta.   Miejsce,   które   dzięki   opozycji   światła   i   cienia,   gorąca   i   chłodu,   a   także   dzięki 
odgłosom życia, ma coś ożywiającego, zaprasza niejako do zatrzymania się i do odpoczynku.
Dla nas decydujące jest to, że przyroda postrzegana jest tu w wyraźnej opozycji do miasta, a w  
osobach Platona i Faidrosa spotykamy dwie typowe odmiany postawy wobec tej opozycji.
Najpierw jednak zajmijmy się jeszcze analizą scenerii: Mamy tu dwu mieszkańców miasta, którzy 
celowo opuszczają miasto, udając się poza jego mury (έ"ξω  ταίχον)

6

. Tym, czego na zewnątrz 

szukają i co znajdują, nie jest poddana obróbce przyroda, pola i kopalnie, które otaczały wówczas 
Ateny, lecz kawałek „pozostawionej sobie przyrody". Przemawia ona do nich zmysłowo, tzn. 
estetycznie   w   dosłownym   znaczeniu   (greckie   słowo  αϊσ-θεσις  oznacza   spostrzeżenie).   To 
odczucie   zmysłowe   nie   jest   ograniczone   tylko   do   widzenia,   zaangażowane   są   tu   bowiem 
wszystkie cztery (czy pięć) zmysłów (zależnie od tego, czy —jak to często ma miejsce — smak i 
powonienie traktuje się jako jeden zmysł). Platon wymienia: grę światła i cienia, kolorów i form  
w   odniesieniu   do   oka,   zapach   kwiatów   w   odniesieniu   do   nosa,   odczucie   chłodu   wody   w 
odniesieniu   do   stóp,   szum   powietrza,   wody   i   chór   cykad   w   odniesieniu   do   słuchu.   Takie 
zmysłowe zwrócenie się ku przyrodzie, jej estetyczne odkrycie, jest tu — a także później — 
możliwe   dzięki   zaniechaniu   działania.   Sokrates   i   Faidros   pozostawili   za   sobą   wytwarzanie, 
interesy,   politykę,   którymi   zwykle   zajmują   się   mieszkańcy   miasta.   Poza   murami   zażywają 
spokoju,  σχολή.   Ów   spokój   nie   jest   zaniechaniem   wszelkiego   działania,   jest   to   spacer,   tj. 
swobodny ruch fizyczny oraz nauka: Sokrates i Faidros głośno czytają sobie nawzajem teksty i 
rozmawiają o nich.
Warto zauważyć, że już tutaj spacer związany jest z intencją higieniczną, tj. ma służyć zdrowiu. 
Jako taki

6

 Platon. Faidros, s. 3 (227 A).

49

został zalecony przez lekarzy. Faidros, który był inicjatorem wspólnego spaceru, wspomina na 
początku, że jego przyjaciel Akumenos, lekarz, zalecił mu udawanie się na spacery poza miasto, 
jako że „dają więcej wytchnienia" (ίχκοπώτερος)

7

.

Przypatrzmy   się   teraz   różnicom   w   zachowaniu   Faidrosa   i   Sokratesa.   To   młodego   Faidrosa 
pociągał   poza-miejski   krajobraz;   uzasadnia   on   to   co   prawda   racjami   higienicznymi,   ale   w 
rzeczywistości szuka samotności, by być ze samym sobą i z tekstem Lizjasza o miłości, który ma 
w kieszeni

8

. Po spotkaniu z Sokratesem spacer zyskuje dodatkowy, erotyczny motyw. Przyrody 

szuka się tu zatem jako miejsca poza społeczeństwem, jako miejsca, w którym możliwa jest 
samotność lub erotyczne bycie razem. Droga na zewnątrz, ku przyrodzie, jest drogą wiodącą poza 
ustalone   konwencje   wszechobecnej   kontroli   społecznej.   Tęsknota   za   przyrodą   okazuje   się 
tęsknotą za miejscem, w którym nie oczekuje się pracy, instrumentalnego działania i racjonalnego 
uzasadnienia; jest to raczej miejsce, w którym panują miłość, zmysłowość, uczucie.
Sokrates nie szuka właściwie takich miejsc, „jesteś niezaradny, wyglądasz na obcokrajowca, a nie  
na  tutejszego  mieszkańca"

9

  — mówi  do  niego  Faidros. Sokrates  jest  z  przekonania  i  z pasji 

człowiekiem miasta, dla niego prawdziwe życie toczy się w mieście. „Ani okolice, ani drzewa nie 
chcą mnie niczego nauczyć" — stwierdza z właściwą mu ironią. Wprawdzie i tutaj na jaw wycho-
dzi jego wyższość: to on potrafi ująć w słowa zmysłowe doświadczenie tego miejsca i świadomie 
wykorzystać

7

 Faidros, s. 3 (227 A).

8

   Willy Hellbach w swojej wznawianej często jako  Geopsyche  książce  Die geopsychischen Erscheinungen Wetter.  

Klima und Lan-schąft in ihrem Einfluß auf das Seelenleben (Leipzig 1911) tak pisze o młodzieńczym zachwycaniu się 

background image

krajobrazem: „Często ów szczyt (tj. wrażliwość na krajobraz) przypada właśnie na czas dorastania. Dla wielu ludzi 
lata dorastania są jedynym okresem, w którym są oni wrażliwi na krajobraz" (s. 304).

9

 Platon, Faidros, s. S-9 (230 D).

50

erotyczny wymiar sceny. Jednak prawdziwym życiem jest dla niego życie w społeczeństwie, jego 
miejscem jest miasto.

2. Odniesienie do tego, co zewnętrzne

Klasyczna starożytność nie jest teraźniejszością, a miasto greckie trudno porównywać z miastem 
współczesnym. Jeśli jednak mimo to w tekście Platona odkrywamy dużo rzeczy nam znanych, to 
płynie to z jednej strony stąd, że sposób, w jaki przeżywamy i rozumiemy nasz stosunek do 
przyrody,   naznaczony   jest   klasycznymi   dychotomiami,   a   z   drugiej   stąd,   że   wraz   z   nowo-
żytnością, tj. mniej więcej od XVII wieku, cywilizacja znalazła się ponownie w sytuacji, która 
pod wieloma względami jest porównywalna z greckim okresem klasycznym. Czasy Sokratesa i 
Platona nazywane są — tak jak wiek XVII — okresem oświecenia.
Choć nie możemy tu głębiej wchodzić w historię miasta, to z punktu widzenia naszego tematu 
należy stwierdzić, że w wieku XVII i XVIII cywilizacja staje się cywilizacją mieszczańską, co 
znaczy, że kultywuje miejską formę życia, a poddana produkcyjnej uprawie przyroda, tj. pola, 
ogrody owocowe i warzywne, zostaje wypchnięta poza miasto. W konsekwencji takiego rozwoju 
społeczeństwa   i   miasta   dotyczące   go   klasyczne   dychotomie,   które   od   wieków   naznaczały 
przyrodę, zyskują bezpośrednie odniesienie do miasta i jego mieszkańców.
Od czasu greckiego oświecenia przyroda definiowana jest w opozycji do techniki i konwencji, a 
zatem w opozycji do tego, co powstało dzięki człowiekowi — poprzez pracę i uspołecznienie. 
Nowożytność odtwarza te klasyczne dychotomie, przeciwstawiając przyrodę cywilizacji, kulturze, 
życiu miejskiemu i w ogóle — miastu. W nowożytności przyrodę jako wartość odkrywa dla siebie 
dążące do władzy mieszczaństwo, mieszkaniec miasta — a dokładniej miejski intelektualista, 
który teraz definiuje, czym jest przyroda. Przyroda, jak mówi Schil-
51
1er w swoim eseju o naiwnej i sentymentalnej literaturze, „znikła spośród ludzkości"

10

, przy czym 

przez ludzkość rozumie oczywiście mieszczaństwo. Stosunek do przyrody staje się w ten sposób 
stosunkiem do tego, co zewnętrzne. Przyroda jest tym, co jest na zewnątrz, wybierać się na łono 
przyrody oznacza iść na zewnątrz, na wolną przestrzeń.
Tak odkryta i tak zdefiniowana przyroda jest tym, co zewnętrzne, tj. najpierw tym, co znajduje się 
poza   murami,   a   więc   wsią   i   krajobrazową   okolicą,   a   następnie   tym,   co   znajduje   się   poza 
cywilizacją, a więc obszarem poza granicami Europy, dalekim dzikim odludziem. Naturą są inni, 
lud w odróżnieniu od społeczeństwa, wieśniacy w opozycji do mieszkańców miasta, ludy pry-
mitywne w opozycji do społeczeństw cywilizowanych. Dziecko jest jeszcze naturą, gdyż nie jest 
jeszcze   ucywilizowane,   kobieta   znajduje   się   bliżej   przyrody,   gdyż   jest   mniej   podatna   na 
cywilizację

11

.

Ponieważ punkt widzenia cywilizowanego mieszkańca miasta charakteryzuje się poprzez dystans 
wobec przyrody i wyobcowanie z niej, jej brak w jego życiu, dlatego z wyobrażeniem przyrody 
łączy się tęsknota za uwolnieniem od ciężaru i ograniczeń cywilizowanego życia. Stąd płyną 
nostalgiczne wspomnienia niewinnego dzieciństwa, zdziwienie i zachwyt tym, że w przyrodzie 
porządek, jedność i celowość istnieją same z siebie, podczas gdy cywilizowany człowiek sądzi, że 
musi je zdobywać poprzez dyscyplinę i racjonalność. W końcu z wyobrażeniem przyrody łączy 
się wyobrażenie zdrowia, „udawać się na łono przyrody" staje się maksymą dietetyczną.
Zwrot nowożytnego człowieka ku przyrodzie jako temu, co zewnętrzne i inne, ma niewątpliwie 
swoje ko-

10

  Friedrich Schiller,  Über naive und sentimantale Dichtung,  w: tegoż,  Werke in 2 Bänden,  Hanser, München (bez 

daty), Bd. 2. s. 655.

1

  '   Więcej   na   ten   temat   zob.   w:   Hartmut   i   Gernot   Böhme.  Das   Andere   der   Vernunft.   Zur   Entwicklung   von  

Rationalitätsstrukturen am Beispiel Kants, Suhrkamp, Frankfurt/M. 

2

1985, rozdz. Die fremde Natur.

52

rżenie w cierpieniu z powodu cywilizacji i życia miejskiego. Pamiętając o Sokratesie nie 
możemy jednak zapominać, że również w nowożytności idea cywilizacji miejskiej połączona 

background image

jest z wyraźną negacją przyrody. Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia ze zdecydowaną 
skłonnością do życia miejskiego, techniki i postępu, tj. tam, gdzie człowiek nowożytny — 
pozornie   —   żyje   w   zgodzie   z   samym   sobą,   spotykamy   lekceważenie   przyrody,   nawet 
nienawiść do niej. Charakterystyczny jest tu rozwój artystycznej awangardy od Baudelaire'a

12 

do futuryzmu, rozwój, który w istotny sposób określił, czym w ogóle jest sztuka współczesna. 
W  swoim  cyklu  Le  reve  parisienne  Baudelaire  przedstawił  wizję  totalnego   miasta,   dając 
wyraz pełnej emfazy skłonności do tego, co sztuczne. W jednym ze swoich listów Baudelaire 
pisze, że nie chce uczestniczyć  w przygotowaniu zbioru wierszy o przyrodzie:  „Wie Pan 
przecież, że nie jestem w stanie czerpać inspiracji z roślinności"

13

. Jest to mocniejsze, ale 

przecież spokrewnione z tym, co słyszeliśmy z ust Sokratesa. Ta deprecjacja przyrody na-
znacza rozwój estetycznej nowożytności, tak że na długi czas przyroda całkowicie znika ze 
sztuki.
Czy to w przepełnionym tęsknotą zwrocie ku niej, czy w wyzywającym odwróceniu się od 
niej   —   dla   cywilizacji   miejskiej   przyroda   jest   przede   wszystkim   tym,   co   inne,   tym,   co 
zewnętrzne.
3. Stosunek powierzchowny
Nie dla wszystkich ludzi i nie we wszystkich kulturach stosunek do przyrody jest stosunkiem 
do tego, co zewnętrzne. Jeśli w filozofii, estetyce i myśli politycznej XVIII wieku przyroda 
jawi się jako to, co z tęsknotą poszukiwane lub pogardliwie odrzucane, to ten spo-

12

 Hans Robert Jauß. Naturfeindschaft in der Ästhetik der Moderne, wykład w HR 2 Abendstudio, luty 1988.

13

  List do Fernanda Desnoyera, koniec 1853 lub początek 1854 roku, cytat za Jaußem.

53

s

ób myślenia jest wyrazem cywilizacji mieszczańsko--miejskiej, która co prawda podawała się 

za   cywilizację   jako   taką,   ale   w   istocie   była   tylko   jedną   z   wielu   form   relacji   człowiek-
przyroda. Warto rozważyć, jak oddziaływały — i jak mogą oddziaływać — na relację przy-
rody   do   miasta   innego   rodzaju   kulturowe   odniesienia   do   przyrody.   Dla   rolnika,   rybaka, 
górnika   stosunek   do   przyrody   nie   jest   stosunkiem   do   tego,   co   zewnętrzne.   Ich   życie 
wypełnione jest pracą w przyrodzie i wespół z nią. Jeśli pracę traktujemy jako rodzaj stosunku 
do przyrody, to jest rzeczą wątpliwą, jak dalece forma ta może ponownie charakteryzować 
życie miejskie po tym, jak u początku nowożytności przyroda jako areał produkcyjny została 
wyparta poza miasto. Istniały jednak
— i nadal istnieją — próby tego rodzaju. Przypomnijmy postępowe osiedla robotnicze w 
okręgu Ruhry z XIX wieku, które przynajmniej w części przewidywały produkcję rolniczą 
czy   też   eksperymenty  Louisa   Le   Roya

14

,   w   których   miejska   przyroda   kształtowana   jest 

aktywnie przez mieszkańców.
Dla relacji miasto-przyroda ważniejszy jest fakt, że mieszczańska tęsknota za przyrodą, która 
u swych źródeł jest tęsknotą za tym, co na zewnątrz, może prowadzić też do tego, że przyrodę 
sprowadza się do miasta. Aby unaocznić tę zmianę myślenia, chciałbym przytoczyć tu jedną z 
opowieści Brechta o panu Keunerze:

„Zapytany o swój stosunek do przyrody pan K. odpowiedział: «Wychodząc z domu chętnie zobaczyłbym 
parę   drzew.   Zwłaszcza  że  przez  zmianę   swego  wyglądu,  zależnie  od pory  dnia  i   roku,   nabierają  one 
szczególnego stopienia rzeczywistości. Nas, mieszkańców miasta, dezorientuje z czasem to, że widzimy 
ciągle jedynie przedmioty użytkowe, domy i szyny, które
— nie zamieszkane — są puste, nie używane — bezsensowne. Nasza swoista organizacja społeczeństwa 
pozwala nam zaliczyć do tych przedmiotów użytkowych również ludzi, stąd drzewa mają dla mnie, jako że 
nie jestem cieślą, coś uspokajająco samodzielnego, niezależnego ode mnie. Ufam, że nawet dla cieśli mają 
one w sobie coś, czego nie da sic zużytkować».

14

 Zob. przypis 22.

54

«Jeśli chce Pan popatrzeć na drzewa, to dlaczego nie jedzie Pan po prostu za miasto?» — zapytano go. Pan 
Keuner odpowiedział zdziwiony: «Powiedziałem, że chcę je widzieć wychodząc z domu»"

15

.

Sprowadzenie przyrody do miasta nie przezwycięża jednak oddalenia od niej, zmienia się jedynie 
to,  że  stosunek do przyrody ze  stosunku  do tego,  co  zewnętrzne,  przemienia się  w  stosunek 

background image

powierzchowny.  Trzeba   ponadto   podkreślić,   że   owo   sprowadzenie   przyrody   do   miasta   nie 
wypływa po prostu z mieszczańskiej tęsknoty za przyrodą, lecz jest przynajmniej w części rezul-
tatem socjoekonomicznego rozwoju miasta.
Sprowadzenie przyrody do miasta nawiązuje do dwu kulturowych form stosunku do przyrody, 
które można określić jako przedmieszczańskie lub paramieszczań-skie: mam tu na myśli z jednej 
strony feudalny zamek z jego parkiem, a z drugiej willę. Park jest produktem i spadkobiercą 
dworskiej   formy   życia,   która   wyraziła   się   w   dwu   wielkich   typowych   formach   kształtowania 
przyrody   —   francuskiej   i   angielskiej.   Forma   francuska,   nazywana   również   architektoniczną, 
polega na geometrycznym i ornametalnym uporządkowaniu przyrody, co sprawia, że park staje 
się przedłużeniem zamku. Forma angielska, nazywana też malarską, polega na takim aranżowaniu 
scenerii przyrody, które sprawia, że staje się ona doświadczalną przestrzenią w bezpośredniej 
bliskości zamku

16

.

Willa jest produktem patrycjuszowskiej formy życia, tj. arystokracji miejskiej; nie zawsze też da 
się ją jasno odróżnić od feudalnego parku. Jeśli przypomnimy sobie Villa Borghese w Rzymie lub 
Villa Tarante nad Lago Maggiore, to widać jasno, że wyrażenie „willa" jest tu raczej określeniem 
parku. Willa jako typ jest jednak formą stosunku do przyrody wytworzoną przez miesz-

15

  Bertold Brecht, Gesammelte Werke in 20 Bänden, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1982. Bd. 2, s. 381n.

16

  Zob. artykuł poświęcony temu tematowi w niniejszej książce: Znaczenie ogrodu angielskiego..., s. 67-81.

55

kańca miasta

17

, który mógł sobie pozwolić na to, by nie tylko iść na spacer poza miasto, aby  

znaleźć  się na łonie przyrody, ale też by wybudować sobie tam drugi dom. Willa jest wiejskim 
domem mieszkańca miasta, co wyraźnie odróżniają od usytuowanego w parku feudalnego zamku. 
Jako posiadacz willi mieszkaniec miasta chce korzystać z zalet mieszkania na wsi, ale nie chce na 
serio dzielić wiejskiego życia. Dlatego willę charakteryzuje ogrodnictwo zdobnicze oraz wolna, tj. 
nie służąca zarobkowi uprawa roli. Taka forma życia mieszkańca miasta na łonie przyrody ma 
długą tradycję — od rzymskiego patrycjatu — przypomnijmy Tuskulum Cycerona — poprzez 
wielkie   renesansowe   wille   włoskie,   na   przykład   w   górach   albańskich,   do   wiejskich   domów 
mieszczaństwa przemysłowego w XIX wieku.
Feudalny park i mieszczańska willa jako relacje do przyrody nie są ani integracją przez pracę, ani 
odniesieniem do przyrody jako do tego, co zewnętrzne. Przyroda należy zarówno do feudalnego 
właściciela parku, jak i do patrycjuszowskiego posiadacza willi, jest ona częścią ich sposobu  
życia.   W   wersji   dworskiej   przyroda   staje   się   przestrzenią   reprezentacyjną   bądź   przestrzenią 
doświadczeń estetycznych, w wersji patrycjuszowskiej — wiejską siedzibą.
Od wielu XIX willa i park stają się częścią miasta. Jest to raczej rezultat przemian politycznych i 
gospodarczych   niż   wynik   dążenia   mieszkańca   miasta   do   przezwyciężenia   opozycji   miasta   i 
przyrody.   Początkiem   tego   procesu   nie   było   zakładanie   w   miastach   parków   czy   budowanie 
miejskich domów jako willi. Z historycznego punktu widzenia byłaby to pojęciowa sprzeczność. 
Park staje się częścią miasta, gdyż w wyniku rewolucyjnego przezwyciężenia feudalłzmu lub jego 
powolnego   obumierania   parki   zostają   otwarte,   a   rezydencje   staja   się   miejscami   publicznymi. 
Dopiero później do-

17

  Fritz Dörrenlaus,  Villa  und  Villégiatura  in derToskana.  Eine italienische Institution und ihre gesellschaftgeografische  

Bedeutung, Steiner. Wiesbaden 1976.

56

chodzi do świadomego zakładania parków miejskich

18

, to jest „parku jako takiego", parku bez zamku. 

Willa   staje   się   częścią   miasta,   gdyż   wraz   ze   zburzeniem   murów   i   gospodarczym   rozwojem 
przemysłowego miasta  w XIX wieku jego granice stają się nieokreślone lub też miasto wchłania 
znajdujące się „na zewnątrz" wille. Odtąd powstają coraz to nowe pasma willi, w których mieszkańcy 
miasta próbują stworzyć sobie quosi--wiejskie mieszkanie.
Park   i   willa   stały   się   stałymi   elementarni   współczesnego   miasta.   Należy   je   interpretować   jako 
faktyczne lub intencjonalne sprowadzenie przyrody do miasta. W mieście współczesnym, zwłaszcza 
jeśli powstało ono w wyniku  świadomego  planowania, istnieje jednocześnie tendencja przeciwna: 
tendencja   do   przeniesienia   miasta   w   przyrodę.   Tendencja   ta   wypływa   przede   wszystkim   z   racji 
higienicznych i ekologicznych. Związana jest ona jednak również z rozrostem miasta, tj. częściowo z 
trudnością w opanowaniu jego organizacji od wewnątrz, a częściowo z jego wnikaniem w otaczającą 

background image

je przyrodę, czyli z urbanizacją krajobrazu. Strategia „miasta w przyrodzie" wypływa zatem zarówno 
z motywów higienicznych, jak i z potrzeby utrzymania jedności miasta jako miasta oraz zachowania 
przyrody w mieście.
Początki   tego   procesu   sięgają   końca   XIX   wieku   i   można   je   odnaleźć   w   koncepcjach   Ebenezera 
Howarda i w idei miasta-ogrodu. W naszym wieku XX, po międzynarodowej konferencji poświęconej 
współczesnej architekturze, podczas której sformułowano ją w  Karcie ateńskiej  (1933), strategia ta 
stała   się   w   pewnym   sensie   doktryną   nowoczesnego   planowania   miasta

19

.   Wedle  Karty   ateńskiej  

nowoczesne miasto jest miastem, które

18

   Zob. katalog «...  wo einefreye und gesunde Luft athmet...: Żur Entstehung und Bedeutung der Volksparke im Wedding,  

hrsg. von Bezirksamt Wedding von Berlin, Berlin 1988.

19

  Thilo Hilpert,  Le Corbusier  -Charta von Athen».  Texte und Dokumente,  Braunschweig 1984. Zob. też teksty dotyczące 

Karty ateńskiej w: Stadt, Kultur. Natur. Chancen zukünftger Lebensgestaltung. Bericht

57

nie leży, tak jak miasto klasyczne, w przyrodzie jako w swym zewnętrznym otoczeniu, lecz otoczenie  
to staje się niejako częścią miasta — samemu miastu nadaje się krajobrazowy podział. W   Karcie 
ateńskiej  
zawarty   jest   postulat   odsłonięcia   lub   pozostawienia   w   stanie   nienaruszonym   kształtów 
naturalnych,   tj.   biegu   rzek,   górskich   zboczy,   części   lasu,   nadbrzeży   morskich.   Zawarty   jest   tam 
również postulat tworzenia —jako istotnych części miasta — zielonych przestrzeni dla uprawiania 
sportu i dla wypoczynku. Strategia ta wyraża się w końcu w postulacie oddzielenia czterech głównych 
funkcji   miasta:   mieszkania,   wypoczynku,   komunikacji   i   pracy.   Ma   to   zostać   zrealizowane   przez 
oddzielne   rozmieszczenie   tych   funkcjonalnych   przestrzeni   w   krajobrazie.   Dzięki   temu,   że   owe 
funkcjonalne przestrzenie zostają w sposób odseparowany rozmieszczone w przestrzeni, powstałyby 
w mieście ciągi zieleni.
Ideę   tę   mniej   lub   bardziej   udanie   zrealizowano   w  new   towns  i   w   „miastach   satelitarnych". 
Elementami, które wniosły coś rzeczywiście nowego do rozwoju miasta w relacji do parku czy willi, 
są wieżowce i nowoczesne środki komunikacji, tj. samochód i środki szybkiego transportu lokalnego. 
Dzięki temu rozwojowi technicznemu możliwe stało się utrzymanie względnie zwartych miast lub 
części miasta, przez co mogły być one tak umieszczone w przyrodzie, że pozostała ona dla miesz-
kańców przestrzenią znajdującą się w pobliżu miejsca zamieszkania. Chodzi tu o to, aby ta sąsiadująca 
przestrzeń była  przestrzenią  wypoczynku,   albo  też  przestrzenią  całkiem prywatną   lub służącą  np. 
uprawie

20

. W rzeczywistości powiodło się to tylko tam, gdzie, jak np. w Szwecji, miasta satelitarne  

zostały   umieszczone   pośród   lasu   i   wody.  Przyroda   otaczająca   zespoły   wieder  Kommission 
-Architektur und Städtebau·, 
erstellt im Auftrag der Landesregierung v. Baden-Württemberg. Stuttgart, 
August 1987.

20

 Koncepcje tę można znaleźć w książce Die Stadt von Morgen. Karl Otto (Hrsg.), Berlin 1959. Zob. Zwłaszcza projekt E. 

Kühna „Miasta--satelity w pobliżu metropolii".

58

żowców przerodziła się w wysepki zieleni, ponieważ oprócz nieadekwatnej idei parku nie 
miano   żadnej   idei   kształtowania   przyrody,   uprawa   zaś   znikła,   gdyż   okazała   się   albo 
nieopłacalna, albo nie spełniała wymogów higieny. Architekci i planiści nowoczesnego mia-
sta  mają  zazwyczaj  niewielkie  pojęcie  o  przyrodzie.  Chociaż  w  koncepcji nowoczesnego 
miasta przyznawali jej ważną rolę i dużo miejsca, to nie mieli pomysłów co do tego, jaką 
miała ona mieć formę, wygląd, skład. Oprócz formacji geograficznej widziano ją po prostu 
jako zieleń.  Z tego  punktu widzenia  przeciwnikami  protagoni-stów nowoczesnego  miasta 
okazali się propagatorzy naturalnego ogrodu i dzikiej roślinności w mieście. Ten opozycyjny 
ruch częściowo karmi się bezpośrednią krytyką zaplanowanej i administrowanej przestrzeni 
zielonej w mieście

21

  i dąży do jej przejęcia i zmiany. Należy do niego np.  Louis Le Roy

22

który   zajął   się   taką   zieloną   przestrzenią   między   blokami   w   satelitarnej   części   miasta 
Groningen.   Jeszcze   ważniejsze   jest   to,   że   również   tutaj   ideowo   inspirowana   motywacja 
spotyka się z konkretnym, gospodarczo uwarunkowanym rozwojem miasta. Owa dzika zieleń, 
której domagają się ekologicznie świadomi ogrodnicy, w wielu miastach pojawiła się sama, 
po części jako rezultat wojny, np. w Berlinie, po części — jak w większości innych miast — 
przez upadłość lub przeniesienie zakładów produkcyjnych. Dlatego również tę czwartą formę 
— obok willi, parku i nowoczesnej przestrzeni zielonej — wyraźnego odniesienia miasta do 
przyrody chciałbym potraktować jako kategorię „miasta w przyrodzie".

background image

21

  Por. prace K. H. Hülbuscha i Gerharda Harda na ten temat, np. G. Hard, Städtlicher Rasen, hermeneutisch beterachtet — 

Ein Kapitel aus der Geschichte der Verleugnung der Stadt durch die Städtler, w: „Kla-genfurter Geograflsche Schritte". Heft 
6, Institut für Geographische Universität für Bildungswissenschaften, Klagenfurt 1985, s. 29-52.

22

   Liczne prace na temat ogrodów  Le  Roya znajdują sie w: Michael Andrilzky, K. Spitzer (Hrsg.).  Grün in  der Stadt, 

Rowohlt, Reinbek 1981.

59

Może się to wydawać dziwne, ponieważ ci, którzy propagują dziką przyrodę w mieście, chcą 
ją   zachować   bądź   wspierać,   gdyż   dostrzegają   w   niej   wartościowe,   częściowo 
charakterystyczne dla miasta eko-topy. Ich uzasadnienie jest zazwyczaj ekologiczne: chodzi o 
wielość gatunków, różnorodność roślin, niezależność i spontaniczność przyrody

23

. Mogłoby 

to   sprawiać   wrażenie,   że   chodzi   tu   o   wprowadzenie   enklaw   „zewnętrznej   przyrody"   do 
wnętrza   miasta.   W   rzeczywistości   w   poważnym   traktowaniu   spontanicznej   wegetacji 
odkrywa się jednak na nowo, że miasto wciąż znajduje się w obrębie przyrody. Slogan mówi: 
„pod brukiem znajduje się plaża".
Włączenie   willi   i   parku   do   miasta,   świadome   planowanie   przestrzeni   zielonych   i 
kształtowanie miasta jako krajobrazu, jak również nowa ocena spontanicznej wegetacji i jej 
wintegrowania w naturalnych ogrodach zmieniły relację przyrody i miasta jako czystej relacji 
do   tego,   co   na   zewnątrz.   Relacja   przyrody   do   miasta   nie   jest   już   wyłącznie   relacją 
topograficzną,   relację   tego,   co   wewnętrzne   i   tego,   co   zewnętrzne.   Twierdzę   jednak,   że 
pozostała   ona   stosunkiem  powierzchownym.  Nie   jest   to   wciąż   stosunek   miasta   do   siebie 
samego.
Chciałbym to krótko wyjaśnić: Zgodnie ze swym pochodzeniem dwie pierwsze formy: willa i 
park,   nie   są   —   jak   już   pokazaliśmy   —   formami   życia   miejskiego,   zostały   one   jedynie 
faktycznie i powierzchownie włączone do miasta. Niezależnie od korzyści z tym związanych 
—   czym   byłyby   nasze   miasta   bez   dziedzictwa   feudalnych   parków   i   starych   dzielnic 
willowych — włączenie tych form w ideę miasta nigdy się nie powiodło. Prawdziwe wille 
spotykamy   tam,   gdzie   wcześniej   były   granice   miasta,   czyli   tam,   gdzie   ich   dziś 
uprzywilejowani właściciele sadza, że dotarli do tego „co jest na zewnątrz". Upowszechnienie 
willi jako domu stojącego osobno czy też

23

 Zob.  argumentacje w tomie wydanym przez M. Andritzkiego i K. Spitzera (przypis 22).

60

w zabudowie szeregowej doprowadziło do tego, że przyroda prawie całkowicie znikła z tej 
formy życia. Z drugiej strony park jako reprezentacyjna część lub jako przestrzeń przeżyć 
estetycznych był powiązany z zamkiem lub z podmiotem estetycznym. Parkowi publicznemu 
brakuje niestety obydwu rzeczy i dlatego brakuje mu jednoczącej idei. O ile wydawało się, że 
ruch   zakładania   parków   publicznych   wytworzył   taką   ideę   przez   odniesienie   do   nich 
specyficznego   użytkownika,   tj.  proletariatu   i  jego   jedności   w  świadomości   klasowej

24

,  to 

współczesne planowanie parków obywa się bez jakiejkolwiek idei kształtowania przyrody.
Również   w   koncepcjach   nowoczesnego   miasta   stosunek   do   przyrody   pozostaje 
powierzchowny. Przyroda jest uwzględniana i funkcjonalnie planowana tylko jako ogólnie 
jako przestrzeń, jako formacja geograficzna.  Chociaż przyroda  nie jest już oddzielona  od 
miasta przestrzennie, to jednak pozostaje na zewnątrz niego. Jest materiałem, narzędziem, a 
przede   wszystkim   służy   jako   kompensacja   tego,   co   właściwie   stanowi   o   nowoczesnym 
mieście,   jest   więc   kompensacją   mieszkania,   pracy,   komunikacji.   Jeśli   „wypoczynek" 
uznawany   jest   za   czwartą   podstawową   funkcję   miasta,   to   nie   zajmuje   on   równorzędnej 
pozycji wobec pozostałych funkcji. Funkcja ta bowiem narodziła się z krytyki deprawujących 
warunków   panujących   w   wielkim   mieście   przemysłowym   i   została   wprowadzona   tylko 
względnie i jako kompensacja pozostałych trzech funkcji. Ten powierzchowny stosunek do 
miasta i przyrody w sposób najbardziej dramatyczny wyraża oddzielenie funkcji mieszkania i 
wypoczynku.   Ten,   kto   mieszka   w   nowoczesnych   blokowiskach,   musi   bowiem   dzisiaj 
odpoczywać także od mieszkania.
Również stosunek do przyrody i miasta, który powstaje dzięki tolerowaniu i ochronie w nim 

background image

spontanicznej wegetacji, pozostaje powierzchowny. Ekolodzy

24

 Na ten temat tekst Grita Hottenträgera w: «... wo einefreye und gesunde Luft athmei...·, cyt. wyżej, w przypisie 18.

61

i ogrodnicy miejscy podkreślają wprawdzie, że chodzi tu o specyficzne dla miasta ekotopy. 
Ale z reguły ideologom dzikiej wegetacji chodzi o przyrodę jako taką, tj. również w mieście 
chcą robić to, co w każdej sytuacji uważają za słuszne — chronić przyrodę, zachowywać i 
rozwijać   istniejące   całości,   zachować   wielość   gatunków.   Okazuje   się   przy   tym,   że 
niejednokrotnie miejski nieużytek  jest projektem bardziej obiecującym  niż objęte ochroną 
obszary poza miastem, jako że te ostatnie konkurują zawsze z interesami rolniczymi, leśnymi 
i przemysłowymi. Ponieważ fragmenty przyrody w mieście i tak nie są wykorzystywane dla 
celów   produkcyjnych,   w   sposób   niejako   naturalny   nasuwają   się   jako   kandydatura   na 
rezerwaty przyrody. Tak jak naturalny ogród

25

 stanowi rodzaj ogrodu botanicznego dla rosną-

cej na ziemi flory, tak nieużytek miejski stanowi rezerwat położony wewnątrz miasta.
4. Stosunek wewnętrzny
Moja charakterystyka czterech głównych form współczesnej relacji człowieka do przyrody w 
mieście   —   parku,   willi,   obszaru   zieleni,   nieużytku   miejskiego   —   jako   stosunku 
powierzchownego może mieć wydźwięk krytyczny i pod pewnym względem było to moim 
zamiarem. Mimo to nie należy zapominać, że wraz z rozwojem tych form zostało poruszone 
coś, co doprowadziło do przemiany miasta. Ale formy te odsyłają też częściowo poza siebie 
— do stanu, w którym stosunek człowieka do przyrody w mieście mógłby się stać stosunkiem 
zinternalizowanym. Widać to na przykład w paradoksalnym wyrażeniu „krajobraz miejski", a 
jeszcze   bardziej   w   ekologicznych   ideach,   które   stanowią   podstawę   obrony   spontanicznej 
wegetacji w mieście. Poja-

25

  Na   temat   koncepcji   ogrodu   naturalnego   zob.  Der  Naturgarten   Willi/  Lampes,  w:   Gert   Gröning,  J.   Wolschke-

Bulmahn. Ein Rückblick auf 1000 Jahre DGGL, Berlin 1981 (10 tom serii wydawanej przez Deutsche Gesellschaft für 
Gartenkunst und Landschftspflege e. V.)

62

wia się tu wizja, w której samo miasto pojęte zostaje jako przyroda. Poprzez miasto — na tym 
polega   głębsza   idea   ekologiczna   —   człowiek   nie   stawia   się   ponad   przyrodą,   ani   też   nie 
zdobywa możliwości wyjścia poza nią; miasto jest raczej pewnym sposobem, w jaki człowiek 
żyje z przyrodą i w przyrodzie. Miasto jest i pozostaje przyrodą, jakkolwiek jest to przyroda 
przyswojona i ukształtowana przez człowieka.
W   wizji   miasta   jako   elementu   przyrody   spotykają   się   ponownie   pewne   nurty   rozwoju 
świadomości z rozwojem materialnym. Jak pokazałem, stosunek do przyrody, jako do czegoś 
zewnętrznego   lub   jako   stosunek   powierzchowny,   jest   przede   wszystkim   stosunkiem 
człowieka do siebie samego. Człowiek nowożytny pojął stosunek do swego własnego ciała 
jako relację do tego, co zewnętrzne, lub jako stosunek powierzchowny i tak to przeżywał: 
definiując siebie jako istotę racjonalną, odciął się od swej przynależności do przyrody. Stała 
się   ona   dla   niego   czymś   zewnętrznym,   czymś,   co   należy   opanować,   zdyscyplinować, 
uregulować.   Dyscyplinowanie   ludzkiego   ciała   przez   pedagogikę   mieszczańską,   wojsko   i 
pracę w fabryce, wreszcie przez nowożytne sposoby życia jako takie, koncepcja organizmu 
jako   maszyny   w   naukowo-technicznej   medycynie,   degradacja   organizmu   do   statusu 
narzędzia, o które wprawdzie należy dbać, ale które ostatecznie służy życiu przebiegającemu 
w sferze społeczno-duchowej — wszystko to były przejawy ludzkiego rozumienia siebie, w 
którym   najbliższa   mu   przyroda,   własne   ciało,   pozostawała   zewnętrzna.   Bezwzględne 
traktowanie   środowiska   naturalnego   okazało   się   w   końcu   —   za   sprawą   tzw.   kryzysu 
ekologicznego — tym, czym było zawsze: bezwzględnym postępowaniem człowieka wobec 
samego siebie jako części przyrody. Za sprawą kryzysu ekologicznego uświadomiliśmy sobie 
niepodważalny fakt, że jako ludzie żyjemy w nurcie przemieszczających się żywiołów: w 
przepływie powietrza, wody i ziemi (czyli pożywienia), który nieustannie przechodzi przez 
nas po to, aby pro-

background image

63

ces życiowy mógł się reprodukować. Jeśli pozostajemy w ramach klasycznej wizji żywiołów, 
to   należy   wymienić   jeszcze   ogień.   We   współczesnej   interpretacji

26

  odpowiadałyby   mu 

informacje i wrażenia, które człowiek nieustannie czerpie z otoczenia.
Temu nowemu rozumieniu siebie, w którym człowiek dąży do integracji swego ciała jako 
czegoś, co nie tylko ma, ale czegoś, czym jest, odpowiada rozszerzona ekologiczna wizja 
miasta. Rozumienie miasta jako nie-przyrody lub jako przeciwieństwa przyrody zakłada, że 
jako drugi biegun istnieje nie naruszona, nie tknięta ludzką ręką przyroda. Oczywiście, taka 
forma przyrody istniała, istnieje nawet dzisiaj, ale tylko w takich miejscach, do których nie 
dociera wpływ człowieka i które z tego powodu są dla niego nieistotne. Człowiek wpływa w 
skali globalnej na stan przyrody,  która ma dzisiaj dla nas praktyczne znaczenie, a jest to 
zasadniczo powierzchnia Ziemi i atmosfera; przyroda ta jest mniej lub bardziej produktem 
historycznym   i   społecznym.   Przyrodę   w   tym   sensie   powinno   się   rozumieć   i   badać   jako 
ukonstytuowaną społecznie. Dla ekologii, która interesuje się określonymi przez człowieka 
stanami   przyrody,   podstawowego   modelu   odniesienia   nie   może   już   stanowić   fragment 
zamkniętej w sobie i nie tkniętej ludzką ręką przyrody, nazywany ekosystemem — np. nie 
naruszony staw leśny czy ławica ostryg. Za podstawowe pojęcie należy raczej uznać pojęcie 
„systemu ekologicznego"

27

: systemem ekologicznym jest fragment przyrody, którego granice 

i   jedność   są   zdefiniowane   społecznie   i   którego   stan   jest   reprodukowany   przez   ludzkie 
użytkowanie i pracę. Tego rodzaju przyrodą jest oczywiście każdy las i każde pole uprawne. 
Z tego punktu widzenia również miasto jest pewnym

26

  G. Böhme,  Einleitung in das Kolloquim -Feuer.  Wasser. Erde. Luft ~ Die vier Elemente in Geschichte und Ökologie·.  

Darmstadt 1987--1988.

27

     Soziale Naturwissenschaft.   Wege  zu  einer Erweiterung  der Ökologie,  Gernot Böhme, Engelbert Schramm (Hrsg.), 

Fischer, Frankfurt/M. 1985.

64

systemem ekologicznym. Owa zmiana perspektywy dokonała się już w ekologii miasta, która 
nie skupia się na poszczególnych biotopach w jego ramach, ale miasto jako całość pojmuje 
jako pewien obszar przyrody, na którym żyje człowiek. Miasto rozumie się wówczas jako 
element przyrody,  który tworzą rośliny i  budowle i  który nieustannie reprodukowany jest 
przez użytkowanie i pracę człowieka w przymierzu ze spontanicznością przyrody.
Taka wizja miasta jako przyrody jest w pod pewnym względem pokrewna idei parku. W idei 
tej   bowiem   nie   chodzi   o   przyrodę   widzianą   jako   to,   co   zewnętrzne,   lecz  o  przyrodę 
kształtowaną ze społecznego punktu widzenia, o przyrodę jako produkt społeczny,  co nie 
musi   oznaczać   —   jak   to   uwidacznia   różnica   między   parkiem   francuskim   a   parkiem 
angielskim — że przyroda podlega tu bezwzględnej instrumentalizacji. Wizja miasta jako 
przyrody,   którą   rozwinięto   w   wyniku   kryzysu   ekologicznego,   uwzględnia   w   szczególny 
sposób   fakt,   że   człowiek   zdany   jest   na   przyrodę   —   na   współprodukcję   z   nią,   na   jej 
spontaniczność i zdolność regeneracji. Przypomnienie typów ogrodów pokazuje ponadto, że 
w   wizji   miasta   jako   systemu   ekologicznego   nie   może   chodzić   po   prostu   o   poznanie   i 
zarejestrowanie tego, co już istnieje, lecz że musi w nim chodzić o idee dotyczące kształto-
wania tego systemu, tj. o wyobrażenia dobrej przyrody.
Do definicji dobrej przyrody należy przede wszystkim kategoria stanu żywiołów. Nie chodzi 
tu tylko o wodę, powietrze i ziemię, lecz również o czwarty żywioł, o informacje i wrażenia, z 
którymi człowiek spotka się w mieście. W ten sposób estetyka przyrody staje się częścią 
ekologii. To, jakie widoki i jakie wrażenie określają samopoczucie człowieka w mieście, jest 
tak samo ważne jak jakość wody, powietrza i gleby. Podobnie istotne jest to, jakie rośliny i 
zwierzęta mogą żyć i rosnąć w mieście, wprawdzie niekoniecznie ze względu na nie same, 
lecz z tej racji, że człowiek świadomie pragnie symbiozy z nimi i jest na nie zdany.

65

Rozważania te mogą się wydać nieco abstrakcyjne — i takie też są, jako że nie powstały 
jeszcze formy wyrażania się tej nowej relacji człowieka do miasta. Ale miasto zmienia się, a 

background image

budownictwo ekologiczne, ekologiczne planowanie i ekologia miasta idą w kierunku, który 
pozwala   żywić   nadzieję,   że   zmierzają   one   ku   tego   rodzaju   przyszłym   formom   życia   w 
mieście.

[66>] Znaczenie ogrodu angielskiego
i jego teorii dla rozwoju ekologicznej estetyki przyrody

l. Ideały przyrody
Ogród jest najstarszym ideałem przyrody: raj, Eden. Twórcą tego ogrodu był wprawdzie Bóg, 
dlatego też  biblijna opowieść o raju mogła  oznaczać,  że stworzona przez  Boga przyroda 
pierwotnie wszędzie była dobra. Ponieważ jednak biblijna opowieść mówi o ogrodzie, to daje 
ona zarazem do zrozumienia, że dobra przyroda jest przyrodą uporządkowaną.
Ogród   jest   dzisiaj   dla   nas   tylko   jednym   z   wielu   ideałów   przyrody.   Jest   to   tym   bardziej 
wyraźne,   im   bardziej   emfatyczne   mówienie   o   przyrodzie   naznaczone   jest   samokrytyką 
człowieka i krytyką  jego zachowania wobec przyrody.  Prawdziwą przyrodą jest wówczas 
„przyroda tam za zewnątrz", przyroda nie naruszona, przedczy pozacywilizacyjna. Ten ideał 
przyrody   odziedziczyliśmy   po   XVIII   wieku   i   do   dzisiaj   wpływa   on   na   politykę   wobec 
przyrody,   która   pojmuje   siebie   jako   politykę  ochrony  środowiska   naturalnego.   Ale   już 
wówczas   „na   zewnątrz"   oznaczało   „poza   granicami   Europy",   „za   morzem".   W   poddanej 
uprawie i zaludnionej przyrodzie europejskiej tęsknota za taką przyrodą, „jaką mogłaby ona 
być", od dawna już nie znajduje miejsca, ku któremu mogłaby się skierować. Kiedy zaś duża 
część ruchu ekologicznego w Stanach Zjednoczonych określa się jako ruch obrony  „wild 
life", 
to sceptyczny obserwator może zapytać, czy nawet w odniesieniu do tamtej

67

przyrody nie jest to anachronizm, sentymentalne wspomnienie dawnych traperskich czasów.
Najstarszy ideał przyrody mógłby stać się ideałem najnowocześniejszym — pod warunkiem, 
że będziemy świadomi tego, co zawiera lub co powinien zawierać, a czego zawierać nie 
powinien. Przyroda jako ogród nie jest w każdym razie przyrodą nie tkniętą, dziką. Wszelako 
ideał przyrody jako ogrodu różni się od innych jeszcze ideałów przyrody, np. starożytnego 
ideału kosmosu lub nowożytnego ideału uniwersalnego celowego związku, który rozwijała 
fizykoteologia

1

.

W ideale kosmosu przyroda jako taka rozumiana jest jako coś drogocennego, jako piękny 
porządek.   Ten   porządek   nie   był   jednak   porządkiem   odniesionym   do   człowieka,   raczej 
przyroda jest dia człowieka tylko wtedy, gdy podporządkowuje się on jej porządkowi. W 
dzisiejszym natomiast rozumieniu ogród nie jest ideą całości przyrody, nie implikuje też ona, 
że istnieje dobry porządek przyrody. Wyrażenie „kosmos" w dzisiejszym języku przypomina 
raczej o tym, że całość przyrody i istota ludzka są sobie głęboko obojętne. Wprawdzie nowo-
żytne   przyrodoznawstwo   nauczyło   nas,   że   w   porównaniu   z   wizją   starożytnych   kosmos 
zawiera nie mniej, lecz więcej regularności i porządku, ale jednocześnie oddaliła ona kosmos 
od człowieka na tyle, że trudno jest dzisiaj odtworzyć Kantowski związek „gwiaździstego 
nieba nade mną i prawa moralnego we mnie".
Wyobrażenia   przyrody   w   fizykoteologii   łączyły   wiarę   w   Stworzyciela   z   mieszczańskim 
roszczeniem do korzystania z przyrody. Idea uniwersalnego porządku przyrody zgodnego z 
relacjami   celowymi   odsyłała   zawsze   do   ewentualnego   wykorzystania   tych   relacji,   do 
człowieka, nawet jeśli — według Kanta — dopiero przez swoją mo-

1

 Na temat fizykoteologii zob. Clarence J. Glacken. Traces on the Rhodian Shore. Nature and Culture in Western Thought 

frorn Ancient Times to the End of the Eighteenth Century, University of California Press. Berkeley 1967. Najważniejszymi 
reprezentantami fizykoteologii w Anglii są John Ray i William Derham, w Niemczech Andreas Fabricius i Johann Gottlieb 
Sulzer.

68

ralność może on być traktowany jako ostateczny cel przyrody

2

. Fizykoteologię można słusznie 

uznać za historyczną poprzedniczkę dzisiejszej myśli ekologicznej 

3

. Niezależnie jednak od tego, 

jak bliski fizykoteologii jest ideał przyrody jako ogrodu — przyroda jako ogród implikuje zawsze 

background image

celowość i korzystanie z niej przez człowieka — pozostaje nadal wyraźna różnica: Wyobrażenie 
przyrody jako ogrodu nie oznacza, a w każdym razie dzisiaj nie może oznaczaćże przyroda sama 
z siebie odsyła do ewentualnego użytkownika i że również bez działalności człowieka jest mu ona 
przyporządkowana. Przyroda jako ogród może być ideałem z przyszłością — z jednej strony nie 
dopuszcza   on   myśli,   że   istniejąca   bez   człowieka   przyroda   mogłaby   być   przyrodą   godną 
pożądania,   z   drugiej   strony   oddaje   sprawiedliwość   poglądowi,   że   przyroda   nie   czekała   na 
człowieka, a przez to doświadczeniu, że jej wykorzystanie nie służy  eo  ipso  jej udoskonaleniu. 
Nie istnieje jednak tylko jeden ogród. Istnieje wiele typów ogrodów, z których niektóre na pewno 
nie nadają się na pełnienie funkcji ideału. Nasze wyobrażenie idealnej przyrody chcemy wyrazić 
w krytycznej refleksji nad tymi typami.

2. Typy ogrodów

Ogród angielski jest wyjątkowy już z tego powodu, że dopiero wraz nim zaczęto mówić o typach 
ogrodów. Na kontynencie, zwłaszcza w Niemczech, zaczęto go usilnie propagować od drugiej 
połowy XVIII wieku, co doprowadziło do wyparcia panującego dotąd typu ogrodu, który dopiero 
przez to stał się „ogrodem francuskim". Różnice między tymi typami są wyraźne i dzisiaj nadal 
najłatwiej je uchwycić przez ich przeciwstawienie. Podczas gdy na współczesnych im obrazach 
ogrody fran-

2

 Immanuel Kant, Krytyka władzy sadzenia, tłum. Jerzy Gałecki, BKF, PWN, Warszawa 

2

1986, §§ 82, 83.

3

   Engelbert  Schramm,   Ökologie-Lesebach,  S.   Fischer,   Frankfurt/M. 1984.

69

cuskie  są  prawie  zawsze   przedstawiane   w  formie   ich   rzutu  poziomego,  to  ogrody  angielskie 
prezentowane   są   za   pomocą   „widoków".   Piękno   ogrodu   francuskiego   nie   odsłania   się   przed 
zwiedzającym,  który — często zamknięty między ścianami buków — nie zauważa geometrii 
planu i wyrafinowania ornamentów. Piękno ogrodu francuskiego musi być pomyślane, zobaczyć 
można je co najwyżej z pierwszego piętra zamku, z pokoi króla. Czar ogrodu angielskiego polega 
natomiast   właśnie   na   zmieniających   się   sceneriach   i   widokach,   które   odsłaniają   się   przed 
zwiedzającym. Jego artystycznego źródła trzeba szukać w malarstwie widokowym i pejzażowym. 
Jego   projektanci   często   sami   byli   malarzami.   Architekci   ogrodu   francuskiego   natomiast   byli 
rzeczywiście   architektami   i   ogród   projektowali   jako   rozszerzenie   domu   —   z   korytarzami, 
salonami i niszami — czy też lepiej: „jako wprowadzenie przyrody do domu". Z tego powodu 
ogród francuski jest możliwie całkowitym podporządkowaniem przyrody formalnym zasadom 
człowieka, przede wszystkim geometrii. Na długo przed pełnym rozwojem przyrodoznawstwa 
matematy-zacja   przyrody   odnosi   tu   swoje   pierwsze   sukcesy.   Angielska   sztuka   kształtowania 
ogrodu,   która   pojmuje   siebie   zarazem   jako   ogrodnictwo   pejzażowe,   wychodzi   natomiast   od 
faktycznej przyrody, akceptuje jej różnorodność i dopasowuje się do niej w swoim wprowadzaniu 
porządku. Ta różnica prowadzi do tego, że formę ogrodu francuskiego można utrzymać jedynie w 
ciągłej   walce   z   autonomią   przyrody:   głównym   zajęciem   ogrodnika   jest   przycinanie.   Ogrody 
pejzażowe natomiast — chociaż nadal są to ogrody — kierują się ideą wolności, swobodnej 
przyrody: ogrodnik pozwala rosnąć. Niektóre z tych ogrodów są dzisiaj jeszcze piękniejsze niż w 
chwili ich założenia, gdyż dopiero z czasem mogły się stać tym, czym być miały.
Rozwój   ogrodu   angielskiego   w   XVIII   wieku   ma   miejsce   w   okresie   emocjonalnego   odkrycia 
przyrody i jej moralnej idealizacji, która swój najbardziej znany wy-

background image

W ogrodzie zamkowym w Schwetzinger można jeszcze dzisiaj zobaczyć styl francuski obok stylu angielskiego. Park 
został założony w roku 1753 najpierw w stylu francuskim. W dolnej części planu bardzo dobrze widać jedność, jaką 
tworzą architektura zamku i architektura ogrodu. Od roku 1777 von Sckell, pod którego kierunkiem został później 
założony również ogród angielski w Monachium, zaprojektował pierwsze rozszerzenia w stylu angielskim.

raz   znalazła,  w  „revenons   à   la   nature"  Rousseau.  Wprowadzeniu   ogrodu   angielskiego 
towarzyszyła  ostra krytyka  sztuczności francuskiego typu  ogrodu: „Dla powierzchownego 
gapia być może był on piękny, ale wedle zasad prawdziwej sztuki ogrodniczej były to prze-
sadne   i   po   części   niestosowne   wymysły"   —   pisze   Hirschfeld   w   swojej   teorii   sztuki 
ogrodniczej

4

.   Ogród   angielski   miał   być   „naturalny".   Ale   czy   jako   ogród   jest   on   mniej 

sztuczny od ogrodu francuskiego? Czy przeciwstawie-

4

 Christian Cajus Lorenz Hirschfeld, Theorie der Gartenkunst. 5 tomów, Leipzig 1779-1785, Bd. I, s. 35.

71

nie przyrody i sztuki  nie przebiega raczej  w poprzek rozróżnienia  ogrodu francuskiego i 
angielskiego?

3. Technika przymierza

Wraz z tymi pytaniami doszliśmy do miejsca, w którym ujawnia się to, co paradygmatyczne 
w ogrodzie angielskim, to, co jest istotne dla dzisiejszej dyskusji na temat wartej pożądania 
przyrody.  Okazuje się bowiem,  że ogród angielski  nie mieści  się w tradycyjnych  dycho-
tomiach,   które   historycznie   pojawiają   się   już   w   greckim   oświeceniu:   przyroda   a   sztuka, 
przyroda   a   technika,   przyroda   a   cywilizacja,   przyroda   a   kultura.   Z   jednej   strony   tych 
dychotomii znajduje się zawsze przyroda jako to, co istnieje samo z siebie i rozwija się we-
dług własnych praw. Z drugiej strony znajduje się to, co człowiek świadomie wytwarza przez 
prawa, pracę, ksztłtowanie. W ogrodzie angielskim charakterystyczne jest też to, że działanie 
człowieka   jest   tu   skierowana   na   intencję  przyrody.  We   wspomnianym   już   moralno--
emocjonalnym zwrocie ku przyrodzie chodziło właśnie o wykreowanie przyrody. Zawarty w 
tej intencji paradoks — wykreowanie  czegoś, co jawi się samo  z siebie  — pokazuje, że 
poczynania z przyrodą w ogrodnictwie krajobrazowym są innego typu działaniem niż trady-
cyjne produkowanie i wytwarzanie. Jeśli nawet ogród angielski trzeba traktować jako wytwór 
sztuki, to jest to szczególna sztuka lub technika, sztuka, która zakłada możliwość przyszłego 
odniesienia do przyrody.
Tę   swoistość   można   ponownie   pokazać   przez   porównanie   z   ogrodem   francuskim. 
Odpowiadał  on bowiem dokładnie  odniesieniu do przyrody,  które  do dzisiaj przeważa  w 
Europie.   Obcowanie   z   przyrodą   zmierza   do   jej   przywłaszczenia   i   opanowania. 
Przywłaszczenie oznacza tu użycie przyrody jako materiału i narzucenie jej określonych form 

background image

społecznych.   Opanowanie   przyrody  oznacza   zdystansowanie   się   w  stosunku  do   niej,  aby 
zostać przez nią poruszonym, oznacza też ograni-

72

czenie lub kontrolę jej autonomii. W ogrodzie francuskim przyroda taka, jaką jest, nie była 
istotna.   Rośliny   były   wyłącznie   materiałem,   materiałem   budowlanym,   który   służył   do 
budowania   ścian   i   ornamentów,   lub   też   masą,   z   której   wycinało   się   figury.   Autonomia 
przyrody   pojawia   się   w   tym   kontekście   tylko   jako   przeszkoda   lub   odchylenie,   a   cała 
produkcyjna praca człowieka jest skierowana na zniszczenie skutków samoistnego działania 
przyrody.   To,   że   tego   rodzaju   odniesienie   było   też   wyraźnie   pojmowana   jako   władza, 
pokazuje powiedzenie księcia Saint-Simona o Ludwiku XIV:
„Ogólny brak smaku  króla znajdował w niewoleniu przyrody swą zadufaną przyjemność, 
której nie mąciły mu ani ciężary wojenne, ani jego religijność"

5

.

Ogrodnictwo krajobrazowe natomiast — chociaż również jest sztuką i techniką ogrodniczą — 
nie jest przywłaszczeniem sobie przyrody i nie zmierza do jej opanowania. „Sztuka — pisze 
Hirschfeld — oznacza tu połączenie tego, co w przyrodzie jest przyjemne i interesujące, w 
taki sposób i za pomocą takich środków, którymi ona sama się posługuje, oraz zebranie na 
jednym miejscu tych pięknych rzeczy, które przyroda porozrzucała w swoich krajobrazach"

6

Sztuka ta nie jest przy tym po prostu pozostawieniem przyrody samej sobie, wymaga ona 
raczej wysokich kwalifikacji, jak to pokazują wywody Hirschfelda. Dokładnie opisuje on, 
jakie należy wziąć drzewa, jakiego mają one być koloru, jak działają skały, jak wzniesienia, 
gdzie   należy   pozostawić   wolną   przestrzeń,   jaki   powinien   być   szum   wody,   aby   powstały 
określone scenerie. Chce się tu jednak pozostawić miejsce dla przyrody jako takiej, pozwala 
się jej na rozwijanie się, oczekuje się jej „gry". Różnica w stosunku do ogrodu francuskiego 
ukazuje

5  Louis Saint-Simon, Mémoires (vol. I-XXI, 1829-1830). vol. XII, s. 469; cyt. za: Franz Hallbaum. Der Landschaftsgarten. 
Sein Entstehen und seine Einführung in Deutschland durch Friedrich Ludwig von Sckell 1750-1923, 
München 1927.
6 Ch. C. L. Hirschfeld, Theorie der Gartenkunst, Bd. I, s. 145.

Niebieski   ogród   kwietny.  W   ogrodzie   krajobrazowym   kształtowane   są   „widoki".   Powyższy   obraz   pochodzi   z   książki 
Hermanna   Księcia   von   Pückler-Muskau  Andeutungen   über   Landschftsgärtnerei  (1834).   Książę   opisuje   w   niej   park 
krajobrazowy, w jaki w 1815 roku przekształcił swoją posiadłość Muskau.

się wyraźnie w stosunkowo niewielkiej pracy reprodukcyjnej. W ogrodzie krajobrazowym 
mamy do czynienia z innym rodzajem pracy, utrzymanie ogrodu wymaga tu znacznie mniej 
wysiłku, gdyż wykorzystuje się spontaniczność przyrody, wegetacja nie narusza tu form, lecz 
służy   dalszemu   rozwojowi   samego   ogrodu.   Przyroda   nie   jest   tu   wyłącznie   materiałem 
ludzkiej   woli   tworzenia.   Szanuje   się   spontaniczność   przyrody,   która   przyczynia   się   do 
powstania dzieła. Za Ernstem Blochem ogrodnictwo krajobrazowe można by nazwać techniką 

background image

przymierza.
4. Sztuka w przymierzu z przyrodą
Spojrzenie   na   pracę   reprodukcyjną   pokazało   już,   że   paradygmatyczne   znaczenie   ogrodu 
angielskiego dla rozwoju nowego odniesienia do przyrody może mieć

74

szeroki zasięg — może bowiem obejmować dziedziny, w których w grę wchodzi rolnictwo, 
technika i produkcja, czyli korzystanie z przyrody. W tym miejscu nasza uwaga kieruje się 
jednak przede wszystkim w stronę estetyki. Również w estetyce ogrodnictwo krajobrazowe i 
jego wytwór, ogród angielski, zajmują szczególne miejsce. Określone jest ono przez to, że 
ogród angielski nie mieści się w dychotomii sztuki i przyrody. Ogrodnictwo krajobrazowe jest 
sztuką w przymierzu z przyrodą, można by powiedzieć, konkretną poetyką przyrody lub, idąc 
za ideami Hirschfelda, dramaturgią przyrody. I rzeczywiście, ogrodnictwo krajobrazowe jako 
sztuka zaliczane było do malarstwa. Na przykład Kant w  Krytyce władzy sądzenia  pisze: 
„Malarstwo, jako drugi rodzaj sztuk plastycznych, [jako ten mianowicie], który zajmuje się 
unaoczniającym przedstawianiem pozoru zmysłowego w kunsztownym połączeniu z ideami, 
podzieliłbym na sztukę pięknego obrazowania przyrody i na sztukę pięknego grupowania jej 
wytworów.   Pierwszą   byłoby   właściwe   malarstwo,   drugą   —   sztuka   ogrodnicza 
(Lustgärtnerei)"

7

.  Zgodnie   z   tym   podziałem,   który   —   jak   widzieliśmy   —   na   swoje 

historyczne uzasadnienie — ogrodnictwo krajobrazowe należałoby określić jako konkretne 
malarstwo: maluje się tu nie farbami na płótnie, lecz przedmiotami w rzeczywistości. Ponadto 
cytat z Kanta pokazuje, że uznanie ogrodnictwa krajobrazowego za sztukę nie było — ani nie 
jest — oczywiste: pozycja sztuki ogrodniczej około  1800 roku jako samodzielnej dyscypliny 
w ramach  sztuk jest historycznie wyjątkowa

8

. To, że w ogóle była  możliwa, wiąże się z 

ówczesną koncepcją sztuki, w której przyroda uchodziła za najwyższy ideał — przyroda była 
artystką, a artysta jako geniusz był siłą natury, naśladowanie przyrody zaś było maksymą dla 
wszystkich sztuk. Ale nawet w tym klimacie uznanie ogrodnictwa krajobrazowego za

7

 I. Kant, Krytyka władzy sądzenia, s. 256 (208).

8

  Dieter Hennebo, Alfred Hoffmann,  Geschichte der Deutschen Gartenbaukunst.  3 tomy. Broschek, Hamburg 1962-1965, 

Bd. III, s. 113.

75

sztukę nie było czymś oczywistym. Wysuwano na przykład zarzut, że jej dzieła nigdy nie są 
gotowe, podczas gdy dzieło sztuki charakteryzuje jego skończona i tym samym trwała forma.
Ogrodnictwo   krajobrazowe   i   jego   teoria   znajdowały   się   ponadto   w   opozycji   do   estetyki 
mieszczańskiej. Powstała ona jako krytyka sztuki, służyła kształtowaniu smaku i bardziej niż 
z  doświadczeniem   dzieł   sztuki  miała   do  czynienia   z  ich  osądem   i  z  mówieniem   o  nich. 
Zmysłowość,   którą   zawiera   w   swej   nazwie,   była   dla   niej   podejrzana,   a   emocjonalne 
poruszenie dziełami sztuki — zakazane. To, co chwyta za serca, było i jest dla niej kiczem. 
Jeszcze   w   1975   roku   E.   Forssmann,   historyk   sztuki   z   Heidelbergu,   mówił,   że   kicz   „nie 
zmierza   do   pobudzania   naszej   władzy   sądzenia,   lecz   do   zniewolenia   naszego   serca"

9

Tymczasem   wyraźnym   celem   ogrodnictwa   krajobrazowego   było   wywoływanie   w   zwie-
dzającym   nastrojów,   poruszenie   go.   Wielkie   estetyczne   osiągnięcie   teorii   ogrodnictwa 
krajobrazowego polega właśnie na odkryciu i klasyfikacji obiektywnych jakości nastrojowych 
w przedmiotach, a jej „pojetyczne" osiągnięcie na ustaleniu reguł obchodzenia się z tymi 
obiektywnymi   jakościami.   Według   Hirschfelda,   który   został   zresztą   zainspirowany   przez 
sporządzony   przez   Williama   Chambersa   opis   chińskich   ogrodów,   ogrody   czy   też   lepiej: 
scenerie krajobrazowe, można podzielić na cztery typy: istnieją ogrody radosne, łagodnie me-
lancholijne, romantyczne i uroczyste.
Jako przykład przytoczmy opis łagodnie melancholijnej sceny ogrodowej. Hirschfeld pisze:

„Łagodnie melancholijny krajobraz tworzy się przez zamknięcie wszystkich przestrzeni; przez zagłębienia i 
wklęsłości; przez gęste krzaki i drzewa; często już przez same grupy wysokich, stojących blisko siebie 
drzew liściastych, których wierzchołki wydają głuchy szum; przez stojąca lub cicho mruczącą

9

 E. Forssmann, Die Kunstgeschichte und die Trivialität. Sitzungsberichte der Heidelberger Akademie der Wissenschaften. 

background image

1975. 2. Abh.. Heidelberg, Winter 1975. s. 9.

76

wodę, na którą widok jest ukryty; przez ciemnozielone i czarniawe liście, przez zwisające do ziemi listowie 
i wszechobecne cienie; przez nieobecność tego wszystkiego, co może świadczyć o życiu i działaniu. W te  
okolicę przebijają się tylko nieliczne światła, aby chronić ciemność przed tym, co smutne lub straszne. 
Swoją siedzibę mają tu cisza i samotność. Samotnie krążący ptak, niezrozumiały świergot nieznanych  
stworzeń,  gołąb  grzywacz  gruchający  na  wierzchołku pozbawionego liści  dębu,  zabłąkany skowronek, 
który samotnie wyśpiewuje swe bóle — wszystko to wystarcza już do stworzenia takiej sceny"

10

.

Opis ten bardzo mocno podkreśla element pojetyczny: przez świadomą aranżację możliwe jest 
wytworzenie określonych atmosfer. Jeszcze ważniejsze wydaje mi się jednak to, że Hirschfeld 
odnosi   do   ogrodu   lub   scen   ogrodowych   nastroje,   które   zazwyczaj   przypisujemy   stanom 
duchowym.   Zauważmy   jednak,   że   w   języku   potocznym   postępujemy   podobnie,   gdy   ranek 
nazywamy pogodnym, wieczór melancholijnym, dolinę określamy jako romantyczną. Nie chodzi 
tu o ontologiczne czy ewolucjonistyczne uzasadnienie faktu obiektywnych jakości uczuciowych 
—   nie   jest   to   oczywiście   cel   teorii   sztuki   ogrodowej   Hirschfelda.   W   teorii   tej   uznaje   się 
obiektywność czy też quosi-obiektywność nastrojów, tj. fakt, że na przykład melancholia wieczor-
nego nieba nie jest projekcją moich wewnętrznych stanów, lecz atmosferą, w którą mogę się 
zanurzyć i która  wpływa na mnie.  Sztuka grodowa dostarczyła praktycznego dowodu tej  quosi-
obiektywnosci   pokazując,   przez   jakie   elementy   przyrody   i   w   jaki   sposób   można   wytwarzać 
określone   nastroje   oraz   przez   jaką   kombinację   fragmentów   przyrody   wytwarza   się   scenerie 
charakteryzujące się określoną atmosferą.
Na przykład o wodzie Hirschfeld pisze w sposób następujący:

„Przejrzystość  wody  stanowi  o  jej  wyjątkowym  pięknie,  czyniąc  otaczające  ją  przedmioty  świeżymi   i 
radosnymi. Odbicie

10

 Ch. C. L. Hirschfeld, Theorie der Gartenkunst, Bd. I, s. 211 n.

77

chmur, drzew, krzaków,  wzgórz  i budowli stanowi jedno z najbardziej uroczych miejsc w krajobrazie. 
Natomiast ciemność spoczywającą na stawach i na innych stojących wodach promieniuje melancholią i 
smutkiem"

11

.

We fragmencie o drzewach Hirschfeld pisze między innymi:

„Las może być bardzo heroicznym elementem krajobrazu, dzięki szerokości i długości przestrzeni, którą 
zajmuje, a zwłaszcza dzięki jej wysokości. Jeśli ponadto tworzą go stare, sięgające chmur drzewa o gęstym 
i bardzo ciemnym listowiu, to jego charakter będzie tym bardziej poważny i będzie miał pewną uroczystą 
godność, która wzbudza swego rodzaju szacunek" 

12

.

W   sformułowaniach   tych   widać   wyraźnie,   że   jakości   nastrojowe,   „charaktery"   przypisuje 
Hirschfeld samym przedmiotom i że nastroje te „emanują" nie tylko na przyglądającego się im  
człowieka,   ale   też   na   inne   przedmioty.   Owo   wytwarzające   atmosfery   działanie   elementów 
przyrody — a mianowicie to, że promieniują one niejako na swe otoczenie i w pewien sposób 
organizują je — też znane jest z malarstwa. Praktykujący malarze wie, że kolor określa nie tylko  
to   miejsce   na   obrazie,   na   którym   się   znajduje,   lecz   „dotyka"   całej   przestrzeni;   teoretycznie 
zajmuje się tym nauka o barwach Goethego.

5. Ekologiczna estetyka przyrody

Ekologiczna estetyka przyrody jak dotąd nie istnieje. Jest ona jednak pilnie potrzebna w czasie, w 
którym na nowo odkryliśmy, że musimy żyć w przyrodzie i z przyrodą, więcej, potrzebujemy 
przyrody. Konieczna jest właśnie estetyka przyrody, gdyż ekologia, w tym ekologia człowieka, 
interpretuje tę potrzebę przyrody jedynie fizjologicznie jako konieczność czystych i sprzyjających 
zdrowiu „mediów". Nie mówi się natomiast o zmysłowo-emocjonalnych czy też, jak powie-

11

  Tamże, s. 200. 

12

 Tamże. s. 198.

78

działby Goethe, zmysłowo-moralnych jakościach otoczenia. Zadaniem ekologicznej estetyki 
przyrody   byłoby   przypomnienie,   że   do   zdrowego,   by   nie   powiedzieć:   do   dobrego   życia 
konieczne   jest   doświadczenie   otoczenia   posiadającego   określone   jakości   estetyczne. 
Musiałaby ona pokazać, że samopoczucie człowieka jest współokreślane przez zmysłowo-
emocjonalne jakości jego otoczenia. Wreszcie musiałaby wciąż na nowo przypominać, że do 
podstawowych   potrzeb   życiowych   człowieka   należy   nie   tylko   ogólna   potrzeba   pięknego 

background image

otoczenia,   lecz   także   potrzeba   przyrody:   czegoś,   co   istnieje   samo   z   siebie   i   co   porusza 
człowieka przez swoje samodzielne istnienie. Człowiek ma głęboką potrzebę czegoś innego 
niż on sam. Nie chce żyć w świecie, w którym spotyka tylko siebie.
Widzieliśmy, że tak pojęta przyszła ekologiczna estetyka przyrody może się wiele nauczyć z 
teorii i praktyki ogrodnictwa krajobrazowego. Zawiera ono bogaty materiał dotyczący relacji 
między estetycznymi  jakościami otoczenia i ludzkim samopoczuciem. Implikuje ono takie 
odniesienie do przyrody, w którym chodzi właśnie o zachowanie, sprzyjanie i doświadczanie 
spontaniczności   przyrody.   I   doświadczenia   te   traktuje   poważnie   z   ekologicznego   punktu 
widzenia. Chodzi jej bowiem nie tylko o oglądanie, uprzytomnianie sobie czy o jakąkolwiek 
inną  recepcję   przyrody  —  tak   jak  to   było  w  dotychczasowej   estetyce  —  lecz  o  życie  z 
przyrodą i w przyrodzie. Można by powiedzieć, że piękno nie jest tu jedynie dodatkiem, 
ozdobą czy też blaskiem idei, ale zmysłowo--emocjonalnym pożywieniem. Ogród angielski 
przeznaczony był do codziennego użytku i miał stwarzać określone warunki i możliwości dla 
życia swego użytkownika, dla jego psychicznej ekonomii. Z tego punktu widzenia angielskie 
ogrodnictwo krajobrazowe było nie tylko gałęzią estetyki, lecz również ekologii — ekologii 
człowieka.
Przyszła   ekologiczna   estetyka   przyrody   będzie   musiała   porzucić   intelektualizm   estetyki 
mieszczańskiej.

79

Nie może w niej chodzić głównie o ocenę pięknej przyrody, o mówienie o niej czy też o jej 
przedstawianie. Jako dyscyplina ekologiczna będzie ona szczególnie zwracała uwagę na to, 
jak się człowiekowi w określonych otoczeniach powodzi. Jej tematem będzie zatem dokładnie 
to, co w estetyce mieszczańskiej było zakazane, a mianowicie to, „co chwyta za serce". Musi 
ona zrehabilitować zmysłowe i emocjonalne doświadczenie przyrody i to nie tylko przeciw 
władzy sądzenia, ale dla władzy sądzenia. Musi ona bowiem położyć nacisk na taką ocenę 
przyrody, która pyta o to, jak wygląda dobre lub godne człowieka otoczenie. Ponieważ w 
kształtowaniu   ludzkiego   otoczenia   musi   ostatecznie   chodzić   o   samopoczucie   człowieka, 
dlatego osądu jakości przyrody nie można pozostawić wyłącznie przyrodoznawstwu. Chociaż 
teoria ogrodnictwa krajobrazowego była częścią estetyki mieszczańskiej, to okazuje się, że 
znacznie ją wyprzedzała. Chodziło jej zawsze o to, by bezpośrednio wpływać na sytuację 
człowieka, i samopoczucie było ostatecznie jej sędzią, a nie umysł.
Przyszła ekologiczna estetyka przyrody nie może już
—  tak jak prawie cała dotychczasowa estetyka przyrody — traktować przyrody jako czegoś 
danego. Przyroda, o którą w niej   chodzi, jest „społecznie  ukonstytuowaną  przyrodą"  — 
nawet współczesnej ekologii trzeba to wciąż przypominać

13

. Nieodwołalnie wkroczyliśmy 

wprawdzie   w   epokę,   w   której   każdy   stan   przyrody   zawiera   elementy   antropogenne,   tj. 
naznaczony jest w pewien sposób przez istnienie człowieka. Ekologicznej estetyce przyrody 
musi jednak również chodzić
o  przyrodę, czyli o to, co istnieje i działa samo z siebie. Ekologiczna estetyka przyrody nie 
może być zatem, jako ekologia, wyłącznie preparowaniem otoczenia, ani
— jako estetyka — prostą akceptacją przyrody. Teoria
i praktyka ogrodu krajobrazowego stanowią tu ponow-

13

  Zob.  Soziale  Naturwissenschaft.   Wege   zur   Erweiterung   der   Ökologie,   G.  Böhme,   E.   Schramm   (Hrsgs.).  Fischer. 

Frankfurt/M. 1985.

80

nie   przykład   możliwości   rozwiązania   tego   paradoksu.   Jako   konkretna   poetyka   przyrody 
ogrodnictwo krajobrazowe było sztuką, w której chodziło właśnie o to, aby zrobić miejsce dla 
przyrody   jako   przyrody.   Aranżowało   ono   przyrodę   po   to,   aby   tym   mocniej   ona   sama 
poruszała człowieka.
Dzięki wymienionym cechom teoria ogrodnictwa krajobrazowego okazuje się paradygmatem 
dla przyszłej estetyki ekologicznej. Wspomniałem już wyżej, że ogrodnictwo krajobrazowe 

background image

jako   technika   przymierza   przez   uznanie   spontaniczności   przyrody   i   minimalizację 
nieodzownej   pracy   reprodukcyjnej   może   stanowić   punkt   odniesienia   dla   nowego 
praktycznego   odniesienia   do   przyrody   jako   takiego.   Korzystanie   z   przyrody   w   ogrodzie 
krajobrazowym jest bowiem jedynie duchowe. Tego, czego można się z niego nauczyć, nie da 
się bezpośrednio przenieść na inne formy korzystania z przyrody. Dla ekologicznej estetyki 
przyrody stanowi ono jednak jasną lekcję: jako estetyka ekologiczna musi ona w przyszłości 
przyczynić się do humanizacji przyrody z punktu widzenia ideału przyrody jako ogrodu.

Aporie naszej relacji do przyrody l. Rzekome oczywistości

Jeśli mielibyśmy wybierać między kąpielą w morzu a kąpielą w basenie, między jabłkiem 
wyrosłym   na   drzewie,   nie   poddanym   agrozabiegom,   a   jabłkiem   poddanym   opryskowi   i 
woskowaniu, między „pozostawionym naturze" miejscem wypoczynkowym  a uprzemysło-
wioną turystyką np. Teneryfy, to nasza decyzja byłaby zapewne jasna: naturalnie natura — 
zakładając oczywiście, że w morzu nie pływają rekiny, jadowite kraby i plastikowe kubki; 
zakładając, że jabłko nie jest pokiereszowane i robaczywe; zakładając to, pozostawiona sobie 
przyroda jest rajem.
Wydaje się, że te mniej lub bardziej świadome ograniczenia pochwały przyrody nie tyle je 
podważają, ile raczej potwierdzają. Przyroda bywa dzisiaj zanieczyszczona i zniszczona przez 
człowieka,  sama   w   sobie  ma   ona   jednak   służyć   człowiekowi.   I   tak   wybór   produktów 
naturalnych   nie   oznacza,   że   człowiek   gotowy   jest   zgodzić   się   na   ograniczenia   jakości: 
skwaśniałe mleko zostanie oddane producentowi. Od pozostawionej samej sobie przyrody 
oczekuje się, że będzie ona kultywowana, tj. że będzie rajska: bezpieczna i czysta.
Preferowanie natury wobec tego, co sztuczne, znajduje swój wyraz w codziennych decyzjach 
ekonomicznych i życiowych, przez obrazy stosowane w reklamie aż do ideologii politycznej. 
Jej współczesną kulminacją.

82

skrystalizowaną w formie  volonté  generale,  jest polityka  ochrony  środowiska naturalnego: 
zakłada ona, że przyroda, którą posiadamy, jest mimo wszystko lepsza niż przyroda, której 
chcemy i którą możemy urzeczywistnić. Czym jednak właściwie jest natura i co jest natu-
ralne?
Nasze bezwzględne przedkładanie tego, co naturalne, nad to, co sztuczne, motywowane jest 
przez   fakt,   że   każdy   z   nas   z   osobna   i   wszyscy   razem   jako   społeczeństwo   drastycznie 
odczuwamy   dziś   uboczne   skutki   działania   człowieka   i   dialektyczną   przemianę   dobrych 
intencji w szkodliwe skutki. Jeśli 25% chorób w krajach uprzemysłowionych ma charakter 
jatrogenny

1

,   to   stawia   to   zasadniczo   pod   znakiem   zapytania   praktyki   lekarskie.   Jeśli 

nawożenie na dłuższą metę wyjaławia glebę, to oznacza to, że program Liebiga, mówiący o 
„wysokich i wciąż wzrastających zbiorach", zawiódł

2

. Jeśli uwolnienie od troski o zdobycie 

pożywienia zastąpione zostaje obawą oto, że je się własną śmierć

3

, to obiecywane szczęście 

może nigdy nie nadejść. I jeśli cywilizacyjny komfort okupiony jest coraz bardziej ponurym 
otoczeniem,   to   opowiedzenie   się   na   naturą   jest   na   pewno   zrozumiałe.   Ale   czy   jest   ono 
również uzasadnione?
Przyrodę trzeba chronić. Słusznie — czy jednak przyroda, którą chronimy i kochamy, jest 
przyrodą w jej pierwotnym stanie? Czy nie jest ona produktem naszych ojców, dziadków i 
dalszych poprzednich pokoleń? Preferujemy materiały naturalne: wełna jest lepsza niż dralon. 
Oczywiście, czujemy to na skórze. Ale na czym właściwie polega wyższość włókien natural-
nych nad włóknami sztucznymi i dlaczego nie można

1

  David M. Spain i in., latrogene Krankheiten. Thieme, Stuttgart 1967.

2

 Wolfgang Krohn, Wolf Schäfer. Ursprung und Struktur der Agrikulturchemie, w: Gernot Böhme i in.. Die gesellschaftliche  

Orientierung des wissenschaftlichen Fortschritts. Suhrkamp. Frankfurt/M. 1978.

3

 Zob. wstęp Hartmuta Böhme do: Stefan Hart, Tod und Eros beim Essen, athenäum, Frankfurt/M. 1987.

83

by produkować takich sztucznych włókien, które posiadałyby własności włókien naturalnych? 
Wielu producentów dostosowało się już do — być  może nie uzasadnionej — preferencji 

background image

materiałów naturalnych wobec sztucznych, reklamując swoje produkty jako „identyczne z 
naturalnymi".   Kto   jednak   chciałby   jeść   czysty   kwas   askorbinowy?   Czy   smakowe 
preferowanie zawierających  witaminę  C produktów naturalnych  da się uzasadnić  również 
przez zakres działania tych  produktów? Wobec oczywistych  braków naukowo-technicznej 
medycyny coraz większą popularnością cieszy się medycyna naturalna. Oczywiście, wobec 
możliwości drastycznych interwencji o trudno przewidywalnych skutkach, jakimi dysponuje 
współczesna   techniczna   medycyna,   trudno   nie   zgodzić   się   z   zaleceniem   umiarkowania   i 
ostrożności. Ale na czym polega medycyna naturalna, co właściwie jest w niej naturalne? 
Kobiety,   przestraszone   doniesieniami   o   rakowych   właściwościach   pewnych   materiałów   i 
niszczących skórę i włosy kosmetykach, sięgają po naturalne recepty lub produkty kosme-
tyczne, które w swej nazwie mają „bio" lub „vita". Ale czy kosmetyka jako taka nie jest już 
przedsięwzięciem sztucznym? I kto może im zagwarantować, że środki wyprodukowane z 
korzeni, kory lub kamieni półszlachetnych, są mniej niebezpieczne. Oczywiście, powinniśmy 
żyć   naturalnie,   jako   że   jesteśmy   częścią   natury.   Tak,   ale   co   to  oznacza,  w   jakim   sensie 
jesteśmy częścią natury? Być może kultura jest sposobem, w jaki realizujemy naszą naturę? 
Czy jest i na czym polega naturalny sposób życia?
Powołanie się na przyrodę nie jest czymś oczywistym. Ale czy możemy obejść się bez niego? 
Czy poza naturą posiadamy instancję, do której moglibyśmy się odwołać w krytyce wszystko 
obejmującej manipulacji
echnicznej? Czy w przypadku każdej interwencji medycznej nie musimy ostatecznie ufać, że 
natura sama sobie pomoże? I czy w przypadku każdej konstrukcji
echnicznej nie musimy zakładać, że możemy zdać się

84

na   współdziałanie   przyrody,   i   czy   jest   ona   niezawodna?   Czy   w   celu   zachowania   naszego 
człowieczeństwa nie musimy obstawać przy tym, że coś w nas jest naturalne, czyli jest dane i 
musi pozostać nienaruszalne? Okazuje się, że trudno jest dzisiaj uzasadnić oczywistości, których 
potrzebujemy i do których ciągle spontanicznie się odwołujemy.

2. Klasyczne opozycje

Jeśli w politycznych, moralnych i codziennych kontekstach powołujemy się na naturę, to łączymy 
z nią takie mniej więcej wyobrażenie: natura jest tym, co pierwotne i przez to również pierwotnie 
dobre, jest ona czymś miarodajnym, jest tym, co istnieje samo z siebie, co stanowi bezpieczną i 
wszechobejmującą   podstawę   naszej   ziemskiej   egzystencji.   Aby   wskazać   na   implikacje   tego 
pojęcia natury, a następnie zrozumieć podważenie związanych z nim oczywistości, należałoby 
przypomnieć   historię   tego   pojęcia.   W   tym   miejscu   nie   jest   to   oczywiście   możliwe;   dlatego 
chciałbym wskazać jedynie na kilka momentów, które zadecydowały o tym, że nasze pojęcie 
natury określone jest zasadniczo przez opozycję do tego, co ludzkie. Naturę widziano w opozycji 
do   kultury,   techniki,   konwencji,   wychowania,   pojmowano   ją   jako   coś   zewnętrznego   wobec 
wewnętrznej przestrzeni ludzkiego rozumienia siebie i doświadczenia siebie.
1. Natura i konwencja (Setzung). Odróżnienie natury i konwencji pochodzi od greckich sofistów. 
Najlepszym   świadectwem   jest   tu   fragment   sofisty   Antyfona   (B44),   w   którym   czytamy:  
„Sprawiedliwość   polega   na   nie   przekraczaniu   praw   państwa,   którego   jest   się   obywatelem. 
Stosując sprawiedliwość, człowiek odniesie zatem największą korzyść, jeśli wobec świadków 
będzie przestrzegał ustaw państwowych, sam zaś i bez świadków — nakazów natury; nakazy 
ustaw   są   bowiem   dowolne,   nakazy   praw   natury   natomiast   konieczne;   nakazy   ustawy   są 
uzgodnione i nie powstały same z siebie, nakazy na-

85

tury natomiast powstały same z siebie i nie są wynikiem ugody"

4

. W tym fragmencie uwagę 

zwraca po pierwsze to, że może on służyć jako cyniczne usprawiedliwienie przekraczania 
praw państwowych. Od Platońskiego  Kalliklesa  przez Rousseau do Nietzschego spotykamy 
się z poglądem, że ludzkie prawa ustanowione zostały dla ochrony słabszych i że ograniczają 
one prawo natury. Ważniejszy niż ta możliwa interpretacja jest fakt, że mamy tu w ogóle do 

background image

czynienia z odróżnieniem porządku stanowionego przez człowieka i porządku naturalnego. W 
ten sposób wskazana została instancja, w odniesieniu do której można zawsze poddać krytyce 
dowolność   ludzkich   konwencji.   Ta   funkcja   pojęcia   natury   doprowadziła   ostatecznie   — 
poprzez dyskusje dotyczące prawa naturalnego — do sformułowania praw człowieka. Już u 
Antyfona czytamy: „Gdyż z natury we wszystkim jesteśmy równi, barbarzyńcy i Grecy"

5

. Ten 

pierwszy przykład pokazuje już, że pojęcie natury należy do podstaw naszej kultury i że nie 
możemy sobie pozwolić na to, by tak po prostu zrezygnować z niego, gdyby miało okazać się, 
że stało się ono dla nas problematyczne.
Opozycja   natury   i   konwencji,   czy   też   współgranie   tych   dwu   biegunów,   określiło   aparat 
pojęciowy nie tylko w dziedzinie prawa i instytucji społecznych, ale wywarło również wpływ 
np. na rozumienie języka czy rozumienie płci.
2. Natura i technika.  Druga istotna opozycja obecna w naszym pojęciu natury pochodzi od 
Arystotelesa,   który   odróżnił   byty   istniejące   z   natury   i   byty   istniejące   dzięki   sztuce. 
Odróżnienie natury i techniki — czy też natury i sztuki, jako że τέχνη (techné, lac. ars) aż do 
XVIII wieku obejmuje całość ludzkiego wytwarzania — jako odróżnienie rodzajów bytów 
sięga bardzo głęboko, bo aż do metafizyki. Przedmioty techniczne

4

  Die Fragmente der Vorsokratiker. Hans Diels, Wilhelm Kranz (Hrsg.), Zürich, Berlin 1964, 87 B44.

5

 Tamże.

86

istnieją  w inny sposób niż przedmioty naturalne. Byt naturalny, mówi Arystoteles, zasadę 
swego ruchu ma w sobie. Oznacza to, że byty naturalne rozwijają się mocą własnej energii, w 
kierunku określonym przez ich własne normy, również same się reprodukują. Byt techniczny 
otrzymuje natomiast swoją formę i reguły swego funkcjonowania od człowieka, a szczególnie 
w   swojej   reprodukcji   jest   zdany   na   człowieka.   Odróżnienie   to   ilustruje   Arystoteles 
zaczerpniętym od Antyfona

6

 przykładem łóżka sporządzonego z wikliny. Jeśli łóżko to zako-

piemy   w   ziemi,   to   nie   wyrośnie   z   niego   znowu   łóżko,   lecz   wiklina

7

.   Wyrażona   w   tym 

rozróżnieniu   wizja   natury   obejmuje   wszystkie   te   właściwości,   dzięki   którym   natura 
pojmowana jest jako to, co dane i godne zaufania, a jako takie również w pewnym stopniu 
miarodajne.   Natura   jest   tym,   co   istnieje   samo   z   siebie,   w   przeciwieństwie   do   tego,   co 
wytwarzamy: naturajest tym, na czym można polegać: natura sama się reprodukuje, regene-
ruje;   w   końcu   istnieje   też   coś   takiego   jak   cele   naturalne,   celowa   organizacja   części   i 
procesów.
3.  Naturalne  versus  ekstrawaganckie  i zepsute.  Jako przykład  naturalnego sposobu życia, 
który jest  zazwyczaj  przeciwstawiany ekstrawaganckiemu  lub zepsutemu  sposobowi życia 
chciałbym  przytoczyć  świadectwo biblijne. W pierwszym rozdziale  Listu  do  Rzymian  św. 
Paweł grzmi, piętnując prostytucję i homoseksualizm: „Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę 
bezecnych   namiętności:   mianowicie   kobiety   ich   przemieniły   pożycie   zgodne   z   naturą   na 
przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, 
zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na sa-
mych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie"

8

.

6 Tamże, B 15.

7

  Arystoteles, Fizyka, tłum. Kazimierz Leśniak, w: tegoż. Dzieła wszystkie, t. 2, PWN, Warszawa 1990 Bl, 193a, 9 n.

8

  Rz l, 26-27 (cyt. według Pismo święte Starego Nowego Testamentu, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań-Warszawa 

1980).
87

Jest   jasne,   że   pojęcie   naturalnego   zwyczaju   u   św.   Pawła   ma   swoje   korzenie   w   ideach 
greckich, zwłaszcza zaś Arystotelesowskich

9

. Jednakże spotykamy tu coś specjalnego — to, 

co naturalne, jest tu rozumiane jako porządek stworzenia. Porządek stworzenia obejmuje rów-
nież porządek życia  ludzkiego i on jest normą  postępowania. Ta idea zgodnego z naturą 
postępowania zachowała swoje znaczenie aż do dzisiejszej teologii moralnej. Istnieje też jej 
świecka wersja, która idzie od Sokratesa przez cyników do stoików i która również dzisiaj 
określa wyobrażenie naturalnego życia. Zgodnie z nią naturalnym sposobem życia jest proste, 

background image

skromne życie, korzystające ze środków odżywczych, które da się uzyskać z przyrody bez 
dodatkowego ich przerabiania.
4. Pierwotne versus cywilizowane. Wyrażenie „naturalny" rozumiane jest też nieraz w sensie 
„pierwotny". U podstaw takiego rozumienia stoi opozycja natury i cywilizacji lub natury i 
kultury. Została ona w dużej części opracowana przez Rousseau. Oczywiście, również i ona 
ma poprzedników, którzy sięgają przynajmniej po Platona i jego Polityka. Dla Rousseau i dla 
XVIII wieku decydujące  jest jednak to, że człowiek  rozumie  siebie  historycznie:  historia 
człowieka staje się przejściem od stanu naturalnego do stanu cywilizacji. Rousseau zapewnia 
wprawdzie, że pojęcie stanu naturalnego wprowadza jedynie z racji metodycznych i dlatego 
nie   należy   poszukiwać   historycznie   danego   stanu   pierwotnego

10

.   Jednak   przez   swoją 

maksymę „Revenons à la nature — powróćmy do natury" przyczynił się on do historyczno--
rozwojowego rozumienia  swego pojęcia  natury.  Myślę  tu  o takich  sformułowaniach,  jak: 
„Zanim sztuka uformowała nasze zwyczaje, a nasze namiętności nauczyły się wyrażać w 
gładkim języku, nasze obyczaje były nie-ogładzone, ale naturalne"

11

. Z odczuwalnych ograni-

9

 Przeciwstawia się ή φυσικ`ής χρήσις i ή παρά φ'vσιν χρ~ήσις.

10

 Jean-Jacques Rousseau, Abhandlung über den Ursprung und die Grundlagen der Ungleichheit unter den Menschen,  

Kurt Weigand (Hrsg.), Meiner. Hamburg 1978, s. 79, 81.

1

 ' Tamże.

88

czeń niesionych przez proces cywilizacji i z dostrzeżenia pierwszych spowodowanych przez 
nią  szkód  narodziła   się  w  osiemnastym   stuleciu   tęsknota   na  naturą   jako  czymś   prostym, 
niewinnym,   „wolnym".   Antropologiczna   wizja   ludów,   które   zostały   wówczas   odkryte   w 
wyniku zamorskich podróży, była naznaczona przez owo rozumienie logiki rozwoju i przez 
odróżnienie   natury   i   cywilizacji.   Pojmowano   je   jako   ludy   naturalne,   prymitywne,   jako 
dobrych dzikusów, których  wprawdzie nieuchronnie czekał postęp w kierunku cywilizacji 
europejskiej, ale którzy właśnie w swej dziecinności zachowali pewne ludzkie jakości.
5. Wnętrze i to, co zewnętrzne. Ostatnie charakterystyczne dla naszego pojęcia rozróżnienie, 
które chciałbym wspomnieć, można zilustrować szczególnie dobrze na przykładzie myślicieli 
nowożytnych, takich jak Kar-tezjusz, Kant i Hegel. Mam tu na myśli odróżnienie wnętrza od 
tego, co zewnętrzne. Może ono, jak np. u Kanta w  Metaphysischen Anfangsgründen der 
Naturwissenschaft   (Metafizycznych   zasadach   nauki,  
1786)   być   odróżnieniem   przyrody   od 
natury wewnętrznej, tj. duszy, lub też może ono prowadzić do zawężenia pojęcia natury, które 
odnosi się wówczas tylko do wszystkich przedmiotów zewnętrznych. Ta koncepcja pochodzi 
również od Kanta, według którego nauka może odnosić się tylko do natury zewnętrznej, a 
przez   to   natura   wewnętrzna   zredukowana   zostaje   do   empirycznej   —   nieistotnej   — 
samowiedzy lub do świadomości wolności. W tej koncepcji natury jako tego, co zewnętrzne, 
ważne jest to, że z jednej strony natura rozumiana jest jako to, co obce, jako Nie-Ja, z drugiej 
strony zaś jako to, co wszechobejmujące, w czym każda empiryczna egzystencja ma swoje 
miejsce. W tym sensie koncepcja natury jako dziedziny tego, co zewnętrzne, przejmuje wizję 
natury jako matki, jako niosącej podstawy.

3. Utracone oczywistości

Opisane powyżej przeciwstawienia zarysowały kontur klasycznego pojęcia natury. Oddziałują 
one do dzisiaj w formie sugestii tam, gdzie powołujemy się na naturę. Być może jednak 
sugestie te nie są już prawomocne, jako że wspomniane rozróżnienia i dychotomie straciły już 
swoją moc. Pojęcie natury staje się tym samym niedookreślone, odwołanie się do natury staje 
się ideologią, fałszywą świadomością w dosłownym sensie tego wyrażenia. Powołujemy się 
na naturę jako na coś przez się zrozumiałego właśnie w momencie, kiedy to natura przestała 
być sama przez się zrozumiała. Niejasne stało się to, czym jest natura, co przez nią rozu-
miemy, czy to, co uznajemy za naturę, jest nią rzeczywiście; niejasne jest wreszcie, jakiej 
natury chcemy.
Owe   zagubione   oczywistości   można   by   zilustrować   za   pomocą   omówionych   powyżej 

background image

klasycznych rozróżnień. Rzeczywiście, w większości przypadków zanik pojęcia natury dałby 
się wyjaśnić przez to, że wspomniane przeciwstawienia utraciły swą ważność. Nie chcemy 
jednak iść tą drogą, ponieważ aporie naszego odniesienia do natury znajdują się nie tylko na 
płaszczyźnie  pojęciowej, lecz   również  prowadzą  do zakłopotania   w  naszym   praktycznym 
odniesieniu do natury. Podział niniejszego paragrafu nie odpowiada zatem ściśle podziałowi 
poprzedniego.
l.  Natura zewnętrzna:  Natura, którą sami nie jesteśmy, czyli natura zewnętrzna, rozumiana 
jest jako coś, co istnieje samo z siebie oraz jako coś, czego faktycznemu istnieniu można 
przypisać pewną wartość. W tym miejscu — przynajmniej w odniesieniu do ziemskiej natury 
—   pojawiają   się   poważne   problemy.   Na   stan   natury,   która   nas   otacza,   tj.   natury   na 
powierzchni   Ziemi,   wpływa   już   bowiem   —   od   metropolii   po   bieguny   —   człowiek.   W 
przypadku   ziemskiej   natury,   tj.   w   tym   fragmencie   wszechświata,   który   dla   nas   jest 
najważniejszy, nie mamy bowiem do czynienia z taką naturą, jaką jest

90

ona (lub byłaby) sama z siebie, czyli w sensie ścisłym nie mamy do czynienia z naturą, jeśli 
przez   naturę   rozumiemy   to,   co   istnieje   bez   wpływu   człowieka.   Teoretycznie,   czyli   dla 
poznania, oznacza to, że przyrodoznaw-stwo nie jest już kompetentne w określaniu stanu 
ziemskiej natury. Przyrodoznawstwo zajmuje się procesami „wewnątrzprzyrodniczymi", tj. 
wzajemnym oddziaływaniem przedmiotów naturalnych i w wyjaśnianiu stanów natury zna 
tylko przyczyny „naturalne". Jeśli jednak człowiek stał się istotnym czynnikiem w ramach 
tego, co nazywamy naturą, to od nauki należałoby wymagać uwzględnienia właściwości tej 
przyczyny,  a mianowicie  jej  społecznej  i normatywnej  organizacji. Takiego  „społecznego 
przyrodoznawstwa"

12

  czy społecznej nauki o przyrodzie, która traktuje naturę jako produkt 

społeczny, nie mamy i w ramach utartego podziału dyscyplin trudno ją sobie wyobrazić.
Fakt, że otaczająca nas ziemska natura jest w znacznym stopniu naznaczona przez człowieka, 
uniemożliwia powołanie się na naturę jako na dany i tym samym miarodajny porządek. Jest 
tak  tym  bardziej,  że   —  w  odróżnieniu  od  Greków  —  natura   nie  jest   dla  nas  wiecznym 
kosmosem, lecz określa ją raczej proces ewolucji. Tym samym upada wszelkie odwołanie się 
do zawsze danej natury jako do miarodajnej i takiej, którą należy zachować. Polityka ochrony 
przyrody, którą jako taką musimy dzisiaj traktować jako osiągnięcie i która stanowi dzisiaj 
minimum polityki dotyczącej przyrody, okazuje się tym samym polityką, która nie dorosła do 
tego problemu przyrody,  z jakim mamy do czynienia. Chodzi tu o problem wynikający z 
rozeznania, że faktyczna, ziemska przyroda jest już produktem człowieka: jeśli człowiek w 
nieunikniony   sposób   uczestniczy   w   wytwarzaniu   ziemskiej   przyrody,   to   jakiej   przyrody 
powinniśmy chcieć?

12

 Soziale Naturwissenschaft. Wege zu einer Erweiterung der Ökologie, Gernot Böhme, Engelbert Schramm (Hrsg.), 

Fischer, Frankfurt/M. 1985.
91

2.  Przyrodoznawstwa:  Już   wyrażenie   „natura   zewnętrzna"   pokazuje,   że   wraz   z 
problematyzacją pojęcia natury w wątpliwość podaje się również to, czy w ogóle jest nauka o 
przyrodzie, czym jest jej przedmiot i jaki jest jej cel poznawczy. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy po 
długiej drodze do matek, tj. elementarnych praw, przyrodoznawstwo coraz częściej zwraca się 
ku fenomenom i faktycznej naturze, fraktalowym powierzchniom, turbulencjom ognia, staje 
się   jasne,   że   to   właśnie   zostało   zaniedbane   w   jej   wielkim,   zwycięskim   pochodzie   od 
Galileusza   do   Einsteina.   Mówiąc   ściśle,   w   pierwszych   trzech   stuleciach   tematem 
przyrodoznawstwa nie była faktycznie istniejąca przyroda, lecz jej możliwości. Zajmowało 
się ono pytaniem, co zasadniczo możliwe jest w przyrodzie. Stąd pochodzi też jej bliskość z 
techniką.   Doprowadziło   to   do   tego,   że   przyrodoznawstwo   mniej   poznawało   istniejącą 
przyrodę, lecz raczej ją produkowało. Dlatego wielu autorów

13

 wyraża dzisiaj wątpliwość co 

to tego, czy nazwa „przyrodoznawstwo" jest trafna, wówczas mianowicie, gdy wyrażenie 
„przyroda" odnosi się do tego, co faktyczne czy dane. Z drugiej strony pojawia się pytanie, 

background image

jak miałoby wyglądać przyrodoznawstwo jako nauka o tym, co dane, jakiemu celowi miałoby 
służyć,   jeśli   nie   chodziłoby   w   nim   o   technikę   i   produkcję?   Czy   może   o   poznanie   jako 
uznanie? O orientację w istniejącym porządku? Ale czy na tego rodzaju poznanie przyrody 
nie jest już za późno?
3. Ciało: powszechne stało się dzisiaj przeciwstawienie zewnętrznej naturze nie tyle duszy 
czy świadomości wolności, ile natury, którą sami jesteśmy, tj. ludzkiego ciała. Za sprawą 
problemu środowiska naturalnego nieodwołalnie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jako ludzie 
jesteśmy  również  naturą.   Jednak   relacja   do   naszej   własnej   natury   wprawia   nas   w 
zakłopotanie. Po pierwsze dlatego, że niewiele wiemy o tej naturze, którą sami jesteśmy. 
Fantastycznie rozwinięta naukowo-techniczna

13

 Zob np. Peter Janich, Zweck und Methode der Physik aus philosophischer Sicht. Universitätsverlag. Konstanz 1973.

92

wiedza   o   ludzkim   organizmie,   która   dominuje   we   współczesnej   medycynie,   traktuje   ów 
organizm jako naturę zewnętrzną, tj. jako jeden z wielu przedmiotów naturalnych. Na ludzkie 
ciało patrzy ona jako na coś obcego, zewnętrznego, przedmiotowego. Może to być oczywiście 
pożyteczne, ale ostatecznie naszym ciałem interesujemy się dlatego, że je czujemy, tj. dlatego 
że jesteśmy tym fragmentem przyrody. Nauka nie przyczyniła się jak dotąd do poznania tak 
pojętej   przyrody,   do   poznania   naszego   ciała.   Jedynie   filozofia   dostarczyła   tu   istotnych 
przyczynków

14

.   Dominacja   wiedzy   naukowej   w   naszym   świecie   sprawiła   jednak,   że 

nieznajomość   ludzkiego   ciała   lub   lekceważenie   własnej   cielesności   sięgają   najbardziej 
trywialnych wyrazów codziennego życia. Człowiek nie zna własnego ciała, nie panuje nad 
nim i dlatego nazbyt łatwo ucieka się do możliwości manipulacji zewnętrznej.
Praktyczną   niekompetencję   współczesnego   człowieka   co   do   własnego   ciała   przewyższa 
jeszcze rosnąca niepewność w odniesieniu do pytania, co w ogóle człowiek powinien uznać 
za własną naturę. Jeśli naturę rozumiemy w sensie „tego, co dane", to naturą jest w człowieku 
to,   co   musi   on   przyjąć   i   co   nie   podlega   jego   manipulacji.   Rosnące   wciąż   możliwości 
manipulowania   stanem,   wewnętrznymi   procesami   i   reprodukcją   organizmu   stawiają   pod 
znakiem zapytania to, czy w ogóle istnieje jeszcze coś, co człowiek musi przyjąć w sobie jako 
dane i co stanowi granicę jego samostanowienia. Czy już macierzyństwo zastępcze należy 
uznać za nienaturalne, czy też dopiero produkcję dzieci w probówkach? Czy należy odrzucić 
już   transplantację   serca,   czy   też   dopiero   transplantację   mózgu?   Czy   redukcja   ryzyka 
zachorowań na pewne choroby mających  się dopiero urodzić dzieci  powinna być  jeszcze 
dozwolona, zabroniony natomiast powinien być  wybór płci? Jeśli natura oznaczała to, co 
dane, to więc, co trzeba przyjąć, poja-

14

 Por. zwłaszcza prace Maurice'a Merleau-Ponty'ego i Hermanna Schmitza.

93

wia się zatem pytanie, czy istnieje jeszcze coś takiego jak ludzka natura.
4.  Stworzenie:  Z teologicznego punktu widzenia pozycja człowieka w kosmosie określona 
była nie tylko przez jego podobieństwo do Boga, ale również przez to, że człowiek otrzymał 
polecenie panowania nad poza-ludzką przyrodą. Współczesna teologia podjęła godny uznania 
wysiłek interpretacji tego mandatu jako polecenia troski o stworzenie; nie może to jednak 
przekreślić wielkiej tradycji, w której polecenie „czyńcie sobie ziemię poddaną" traktowano 
jako usprawiedliwienie nieograniczonego wykorzystywania przyrody

15

. To usprawiedliwienie 

wpłynęło  nie tylko  na pozostałe, np. ekonomiczne,  praktyki,  ale  explicite  usunęło „zabo-
bonne" zahamowania w obchodzeniu się z przyrodą

16

. Teologiczna koncepcja hierarchicznego 

porządku przyrody z człowiekiem na czele oddziaływała nie tylko na praktykę, ale również 
wpisała się głęboko w przyrodo-znawstwo. Również tutaj przyrodę widziano jako celową 
strukturę,   która   ostatecznie   odsyła   to   tego,   kto   z   niej   korzysta.   I   chociaż   rozróżnienie 
korzystających  i szkodników nie może już aspirować do rangi pojęcia naukowego, teoria 
ewolucji zaś pojmuje człowieka jako stojącego na czele jego linii ewolucyjnej, a nie na czele 
ewolucji jako takiej, to jednak idea panowania człowieka nad przyrodą nie została całkowicie 

background image

zarzucona. Czy byłoby to zresztą możliwe? Właśnie w momencie, w którym okazuje się, że 
samorozumienie   człowieka   jako   pana   i   korony   stworzenia   jest   obciążone   winą   i   nazbyt 
wygórowane, pozycja ta staje się gorzką i trudną do

15

 I tak np. Francis Bacon w swojej wizji nowej nauki mówi o prawie do przyrody, które należy odzyskać: „Recuperet 

modogenus humanum jus suum in naturom quod ei ex dotatione divina competit", Novum organon. t. 1. aforyzm 129 
(wyd. polskie: tłum. Jan Wikarjak, BKF, PWN, Warszawa 1955).

16

  Lynn White junior: „By  destroying  pogan animism, Christianity mode  it  possible to exploit nature in a mood of  

indifference to the feelings of natural objects". Machina ex Deo: Essays in the Dynamism of Western Culture, Boston 
1968, s. 86.

94

zniesienia koniecznością. Człowiek staje się dzisiaj rzeczywiście odpowiedzialny za przyszłość 
ewolucji i chcąc nie chcąc, musi zająć pozycję pana czy też strażnika stworzenia

17

.

5.    Mimesis:  Uznanie   natury   jako   miarodajnego   porządku   umożliwiło   człowiekowi   od 
starożytności do XIX wieku rozumienie siebie w swojej relacji do przyrody i w relacji do swych 
własnych wytworów: sztuka i technika rozumiane była jako „naśladowanie" natury. Oczywiście, 
pojęcie   naśladowania   ma   wiele   odcieni.   Interpretacje   rozciągają   się   tu   od   bezpośredniego 
odtwarzania natury w sztuce i technice przez odkrywanie i wyrażanie tego, co swoiste, idealne w 
naturze, aż po udoskonalanie ewolucyjnych procesów przyrodniczych. Ponadto w sztuce, np. w 
XVIII wieku, naśladowanie przyrody mogło oznaczać również naśladowanie greckiej klasyki — 
czy to dlatego, że widziano ją jako wytwór natury, czy to dlatego, że uznawano, iż dotknęła ona 
tego, co w naturze istotne. Zdarzało się również, np. u Paracelsusa, że przyjmowano, iż konkretna 
natura   nie   jest   w   stanie   osiągnąć   właściwej   sobie   doskonałości   i   dlatego   człowiekowi   jako 
alchemikowi przypada rola tego, kto doprowadza do pełnego rozkwitu złożone w niej ziarna. 
Niezależnie jednak od interpretacji pojęcia naśladowania wydaje się, że nie da się nim objąć 
współczesnej sztuki i technologii. Ale czym w takim razie są sztuka i technika, jeśli zerwane  
zostaje ich zapośredniczenie  (Vermittlung)  wobec leżącego po ich drugiej stronie bieguna, tj. 
natury, które istniało dzięki pojęciu mimesis? Z pewnością, tracą one swój punkt odniesienia i nie 
mogą już wnosić roszczenia do prawdy twierdząc, że ich dzieła są przejawem  (Erscheinung) 
natury.
6.     Świat życia:  Jako następne hasło wyrażające utratę oczywistości w naszym odniesieniu do 
natury chciałbym wspomnieć pojęcie „świata życia". W świe-

17

 Idea „stewardship". strażnika przyrody, pochodzi — o ile się nie mylę — od Johna A. Passmore'a, Man's Responsibility 

for Nature: Ecological Problems and Western Tradition, Duckworth. London 1974.

95

cię życia natura odgrywa ważną, ale też niezauważalną rolę. Staje się ona dzisiaj widoczna przez 
to,   że   natura   jest  tu  explicite  zakwestionowana,   czy   też   odwrotnie:   to,   co   dawniej   w 
niekwestionowalny   sposób   zakładano   jako   naturę,   już   nią   nie   jest.   Ową   utratę   oczywistości 
najwyraźniej widać  na  przykładzie określenia artykułów spożywczych  jako np. biojabłka czy 
biomięso.
Nasza codzienność w trudno uchwytnej mierze naznaczona jest zaufaniem do natury. Ufamy, że 
jedzenie   służy   zachowaniu   życia,   że   otaczające   nas   żywioły:   powietrze,   woda,   ziemia   są 
żywiołami życia, że procesy zachodzące w naszym ciele są stabilne — gwarantują odnawianie i 
samooczyszczanie i reprodukują nas z minuty na minutę. Ufamy, że wszelkie procesy mające 
miejsce od poczęcia do urodzenia przebiegają tak, że sprzyjają one rozwinięciu się zdrowego i  
rozwiniętego dziecka. Ufamy, musimy ufać, chociaż zaufanie to zostało do głębi wstrząśnięte. 
Liczymy   się   z   tym,   że   w   każdym   miejscu   mogą   wystąpić   błędy,   dysfunkcje,   liczymy   się   z 
truciznami i z niedostatkiem regeneracyjnej siły naszego organizmu. Dlatego całą sferę naturalnej 
egzystencji — od poczęcia przez ciążę, narodziny, rozwój dziecka, po odżywianie, trawienie, sen, 
codzienną   kondycję   —   otaczamy   aparatami   i   kontrolą.   Można   poniekąd   powiedzieć,   że   w 
odniesieniu   do   tych   częściowych   obszarów   nie   mamy   już   zaufania,   tj.   że   w   przeciętnej 
świadomości całe dziedziny cielesnej egzystencji człowieka nie są już rozumiane jako naturalne w 
tym sensie, że działają one i osiągają swoje cele same z siebie. Szczególnie charakterystycznym 
przykładem są tu narodziny, które w krajach uprzemysłowionych nie są już prawie pojmowane 
jako   proces   naturalny

18

.   Dylemat,   wobec   którego   tu   stoimy,   charakteryzuje   to,   że   brak   już 

background image

gwarancji, iż procesy naturalne jako takie są bezbłędne

18

  Die   programmierte   Geburt,  H.   J.   Hillmanns.   H.   Steiner   (Hrsg.),   Stuttgart   1978.   zob   też   analizę   w   moim   artykule 

poświęconym una-okowieniu położnictwa, w: G. Böhme, Alternaiven der Wissenschaft, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1980.

96

— przeciwnie: w ewolucji błędy odgrywają nawet pozytywną rolę — i że procesy naturalne 
w  cywilizacji   technicznej   rzeczywiście   nie   przebiegają   same   z  siebie   tak,   jak   przebiegać 
powinny. Wiedza o tym zwiększa nasze możliwości interwencji, ale jednocześnie pozbawia 
nas ostatnich gwarancji i prowadzi do kontroli i manipulacji również tam, gdzie być może 
lepiej by było pozostawić naturę samej sobie.
7.  Estetyka:  Wielka tradycja europejskiej estetyki żyła tym, że ciśnienie najpierw procesu 
cywilizacji, a potem ciśnienie życia w społeczeństwie uprzemysłowionym obudziło tęsknotę 
za przyrodą jako za czymś całkowicie innym. Przyrody poszukiwano w górach, w puszczy, 
poza   granicami   Europy,   za   murami   miast,   jako   życia   na   wsi,   sielanki.   Przyroda   była 
odtwarzana   w   liryce,   w   malarstwie   krajobrazowym   i   w   zdobnictwie.   Po   rewolucyjnym 
odrzuceniu przyrody przez artystyczną  awangardę została ona zrehabilitowana  w estetyce 
Adorna, który estetycznie uzasadniał ją jako symbol pojednania

19

. Jeśli estetykę pojmujemy 

jako sferę zaspokajania potrzeb społecznych, to musimy stwierdzić, że do dzisiaj potrzeby 
estetyczne   w dużej  mierze  zaspokajane  są przez   przyrodę.   Powszechnie   dominuje  ona  w 
konsumpcji estetycznej — od ozdób na porcelanie przez materiały na ubrania, tapety aż do 
obrazów   w   mieszkaniach,   od   sztucznego   bukietu   kwiatów   na   stoliku   w   restauracji   przez 
przyrodę jako sztafaż w salach rekreacyjnych do turystyki. Dzisiaj, podobnie jak w XVIII 
wieku, przyroda poszukiwana jest jako to, co istnieje samo z siebie, jako to, co pierwotne, to, 
co   znajduje   się   poza   i   w   opozycji   do   zdyscyplinowanej   przestrzeni   ludzkiej   —   ale 
rzeczywiście   wszystko,   co   jest   tu   estetycznie   doświadczane   jako   przyroda,   jest   przyrodą 
inscenizowną,   reprodukowaną,   sztuczną:   drewnem   na   elektronicznym   oczyszczaczu 
powietrza, który ma sprawić, że powietrze w biurach i mieszkaniach będzie nada-

19

 Theodor W. Adorno, Teoria estetyczna, tłum. Krystyna Krzemieniowa, BKF, PWN, Warszawa 1994.

97

wało się do oddychania. Jak to możliwe, że nasza potrzeba naturalności zaspokajana jest 
przez surogaty?
4. Stawić czoło problemowi «przyroda»
Przegląd powyższych dylematów nie jest budujący, a obraz, jaki z niego otrzymujemy, nie 
budzi wielu nadziei. Ale potrzebowaliśmy go właśnie z racji poważnych i bardzo konkretnych 
problemów, jakie mamy z przyrodą. Zasolenie gleby,  zatrucie wód, ocieplenie atmosfery, 
zniszczenie   ochronnej   powierzchni   ozonowej,   destabilizacja   cyrkulacji,   wzrost   chorób 
chronicznych — wobec wszystkich tych problemów nie wystarczy odwołanie się do natury. 
Przeciwnie:  byłaby   to  ucieczka,   ukrycie   faktu,  że   w naszych   współczesnym  stosunku  do 
przyrody nic nie jest już oczywiste. Odwołanie się do natury, która istnieje sama z siebie — 
tak jakby istniała ona jeszcze na Ziemi; odwołanie się do natury człowieka — tak jakby była 
ona historyczną stałą; odwołanie się do natury jako normy — tak jakby świat był nam wciąż 
dostępny   jako   uporządkowany   kosmos   —   jest   iluzją,   która   przeszkadza   w   podjęciu 
fundamentalnych   problemów.   Wobec   tej   sytuacji   można   rozumieć   postulat   całkowitej 
rezygnacji z pojęcia natury. Kryjąca się za nim strategia postępu: uzdrowienie techniki przez 
technikę,   ewolucyjny   postęp   wykraczający   poza   człowieka,   zasiedlenie   przestrzeni 
kosmicznej,   tj.   bezwarunkowe   odwołanie   naturalnego   stanu   człowieka,   też   nie   stanowi 
rozwiązania — w każdym razie nie dla nas pragnących dojść do porozumienia w ramach 
kultury europejskiej, gdyż  do kultury tej należy jako istotny element  topos „natura". Nie 
pozostaje nam nic innego, jak stawienie czoła głębokim wstrząsom, jakim został poddany ów 
topos.  Bez  takiej gotowości nie rozwiążemy naszych problemów z naturą. Ponieważ natura 
jest   tak   podstawowym   toposem   naszej   kultury,   to   przekreślenie   naszej   relacji   do   natury 
sprawi, że konieczna stanie się rekonstrukcja prawie wszystkich odcieni (Facetten) tej

98

background image

kultury. Teologia, estetyka, nauka, technika, polityka
— prawie nic nie może pozostać takim, jakim było. Chrześcijańska teologia będzie zapewne 
jeszcze długo odczuwać skutki swej współwiny za niszczący stosunek człowieka do przyrody. 
Obstawanie teologii moralnej przy pojęciu natury człowieka ma obecnie sens, gdyż bez takich 
instytucjonalnych podpórek każdy z osobna musi decydować, gdzie przebiegają granice jego 
natury. Jednak na dłuższą metę naglącym zadaniem teologii
— skoro, wedle Schleiermachera, religia jest poczuciem całkowitej zależności człowieka — 
musi być potraktowanie natury jako niepodważalnej podstawy zaufania dla człowieka.
Estetyka  nie   będzie   w   stanie   dostarczyć   oczekiwanej   od   niej   kompensacji   przez   ciągłą 
produkcję   pseudo--natury.   Tam   gdzie   miało   chodzić   o   naturę,   zagubi   się   ona   szybko   na 
metapoziomach tego, co wyobrażone. Ma ona jednak szansę, jeśli tylko pozostanie wierna 
swej nazwie, na odegranie istotnej roli w nowym ukształtowaniu odniesienia człowieka do 
przyrody. Przez rozwój świadomości doświadczenia zmysłowego mogłaby ona wykształcić w 
człowieku poczucie świadomej cielesnej egzystencji, nauczyć go, co to znaczy, że on sam jest 
częścią przyrody.
Przyrodoznawstwa  albo   będzie   musiało   się   zmienić   przez   to,   że   w   przyszłości   skupi   się 
bardziej   na   konkretnej   przyrodzie   i   swego   ideału   nie   będzie   widziało   w   technicznym 
wytwarzaniu swych przedmiotów, albo będzie musiało tolerować obok siebie inne nauki o 
przyrodzie.   W   medycynie   to   ostatnie   wydaje   się   nieuniknione,   gdyż   między   ujęciem 
ludzkiego ciała jako organicznego przedmiotu i wiedzą o przyrodzie, której częścią jesteśmy 
jako byty cielesne, istnieje zdecydowana różnica.
Technika,  która   programowo   zajmowała   się   wyzwoleniem   człowieka   z   zależności   od 
przyrody,   będzie   musiała   —   tak   długo,   jak   długo   człowiek   nie   stanie   się   nomadą   w 
przestrzeni   kosmicznej,   na   wzór   Inków,   którzy   z   jednego   zużytego   kawałka   przyrody 
przenosili się na
99
inny — uświadomić sobie fakt swojej zależności od przyrody. Odniesienie do przyrody jako 
nieskończonego rezerwuaru, lekceważenie skutków ubocznych  i kosztów na dłuższą metę 
podważa sukcesy opanowania przyrody i odciążenia człowieka i prowadzi do przeciążenia 
społeczeństwa   zadaniami   związanymi   z   oczyszczaniem,   renaturalizacją   i   regeneracją. 
Technika musi albo stać się bardziej  świadoma  swej zależności od przyrody,  albo trzeba 
rozwinąć innym typ techniki.
W   końcu  polityka  musiałaby   przestać   traktować   przyrodę   jako   coś   pozapolitycznego. 
Dzisiejsza polityka ochrony środowiska naturalnego zakłada wciąż przyrodę jako coś danego. 
Chodziłoby natomiast  o to, by przyrodę  uczynić  przedmiotem  politycznym,  tj. na drodze 
politycznej ustalić, jakiej przyrody chcemy.

[100>] Czym jest przyroda?

Charaktery przyrody z punktu widzenia
nowożytnej nauki

1. Odwalanie się do przyrody
Wszyscy   mówią   o   przyrodzie.   Przyroda   jest   obecnie   czymś   być   może   najczęściej 
omawianym,   przywoływanym,   dyskutowanym.   Przyroda   stała   się   tematem   politycznym 
pierwszorzędnej rangi. Jako polityce ochrony środowiska naturalnego, jako polityce zasobów 
naturalnych i jako części polityki międzynarodowej poświęcane jej są całe sekcje działania 
politycznego. Obok seksu natura jest najważniejszym symbolem reklamy,  przy czym seks 
ujmowany bywa jako jeden z wymiarów natury. Przyroda jako obraz przyciąga naszą uwagę i 
sugeruje   zaufanie   do   jakości.   Ponadto   przyroda   jako   przeżycie   jest   główną   propozycją 
turystyki. Przyroda jako wolna przestrzeń odpowiada tu wolnemu czasowi konsumenta. Poza 
tym  przyroda   jest   nadal  ideałem  dotyczącym   sposobu  życia.  Lepsze   są  zawsze  naturalne 
odżywianie się, naturalne kosmetyki, naturalne materiały, z których wykonane są przedmioty 

background image

użytkowe   i   ubrania.   Przyroda   jest   w   końcu   największym,   wciąż   największym,   obszarem 
ludzkich badań, przyrodoznawstwa, które pod wieloma względami jest ideałem wiedzy jako 
takiej.
Wszechobecność przyrody w mowie i wyobraźni może i powinna wzbudzać nieufność. Czy 
nie mówimy tyle o przyrodzie dlatego, że się ona nam wymyka? Czy nie powołujemy się na 
przyrodę w momencie, w którym
101
całkiem inne wyobrażenia określają nasze działanie? Czy nie istnieją dobre racje na poparcie 
twierdzenia, że dla człowieka natura już dawno straciła swą oczywistość i że pojęcie natury 
właśnie   traci   swoje   charakterystyczne   rysy,   które   posiadało   przez   przeciwstawienie   go 
kulturze, cywilizacji, technice i konwencji?

1

  Czy odwołanie się do natury nie jest wybujałą 

ideologią — czyli fałszywą świadomością? Wydaje się, że nadszedł czas, by zastanowić się 
nad treścią i prawomocnością naszego pojęcia przyrody, i to nie tylko w odniesieniu do jego 
historii i różnych kulturowych odcieni

2

 — co oczywiście też jest ważne — ale w odniesieniu 

do jego treści, w odniesieniu do tego, jak pośród współczesnych uwarunkowań naukowych i 
praktycznych można je uzasadnić. Wolno przypuszczać, że na pytanie „Czym jest przyroda?" 
odpowiadają przede wszystkim nauki przyrodnicze — przede wszystkim, ale nie całkowicie.
Przypomnijmy jeszcze raz główne funkcje, jakie pełni pojęcie czy idea natury:
„Natura" i „naturalny" jako ideal: Mówienie o naturze sugeruje istnienie danego porządku 
— czy to porządku kosmosu wraz z prawami przyrody, czy to porządku życia w jego biegu i 
współgraniu   elementów   organizmu.   Również   w   dziedzinach   pośrednich,   tj.   dziedzinach 
między Universum a indywidualnym organizmem, natura rozumiana jest jako porządek, jako 
ramy współgrania organizmów i żywiołów. Również w odniesieniu do ludzkich wspólnot 
suponuje się porządek naturalny;  porządek ten nazywano prawem naturalnym.  W tradycji 
natura jako porządek była pewnym ideałem, tj. punktem odniesienia dla działania, gdyż albo 
natura jako taka rozumiana była jako boska albo pojmowana

1

    Zob.   Gernot   Böhme,  Natürlich   Natur.   Über   Natur   im   Zeialter   ihrer   technischen   Reproduzierbarkeit.  Suhrkamp, 

Frankfurt/M. 1992, rozdział: Bedingungen gegenwärtigen Philosophie, s. 44-55.

2

  Spośród licznych książek na ten temat przypomnijmy:  Dos Naturbild des Menschen,  Jörg Zimmermann (Hrsg.), Fink, 

München 1982; Naturverständnis und Naturbeherrschung.  Friedrich Rapp (Hrsg.), Fink, München 1981.

102

była jako wynik działania Stworzyciela, który dla ludzkiego działania winien być miarą i je 
ukierunkowywać.   Dziś,   kiedy   owa   metafizyczna   lub   teologiczna   podstawa   idei   natury 
wyblakła,   traktowanie   natury   nadal   jako   wzoru   płynie   raczej   z   ludzkiego   doświadczenia 
siebie, z dialektycznej przemiany skutków ludzkiego działania czy też z dominacji ubocznych 
skutków ludzkiego kształtowania przyrody.
Zrozumienie   złożoności   systemów   czy   też   przeciążenia,   jakie   pojawia   się   wówczas,   gdy 
człowiek przejmuje na siebie samoregulację systemów, doprowadziły dzisiaj do postawy, w 
której porządek istniejący z natury traktuje się jako bardziej godny zaufania, a nawet sku-
teczniejszy, niż porządek ustanowiony przez człowieka. Warto tu przypomnieć doświadczenia 
z nawożeniem, walką ze szkodnikami, oczyszczaniem gleby, doświadczenia pochodzące z 
medycyny naukowo-technicznej czy manipulację ludzkim organizmem w takich dziedzinach 
jak sport wyczynowy.  Doświadczenia  te  usprawiedliwiają  wahanie  na  drodze przypisania 
sobie   przez  człowieka   prawa do  całkowitej  „humanizacji  przyrody".   Zrozumiałe  staje  się 
przynajmniej to, dlaczego nasza polityka odnosząca się do przyrody jest  przede wszystkim 
polityką  ochrony  środowiska   naturalnego   i   dlaczego   przeżywamy   renesans   naturalnej 
medycyny  i powoływania się  na naturalny sposób życia.  Można  pytać,  czy utożsamienie 
„dobra" z porządkiem naturalnym da się usprawiedliwić bez odwołania się do tradycyjnej 
podstawy   metafizycznej   i   teologicznej.   W   rzeczywistości   odwołanie   się   do   natury   jako 
danego nam porządku nie jest już możliwe. Otaczająca nas przyroda jest zawsze wytworem 
historycznym i społecznym, a człowiek jest zarówno istotą naturalną, jak i istotą kulturową, tj. 

background image

w odniesieniu do swego otoczenia i do samego siebie zdany jest na aktywną ingerencję.
Zaufanie: Z reguły nie zauważamy tego, że ufamy, i czemu ufamy. Uświadamiamy to sobie w 
odniesieniu do konkretnego przypadku wówczas, gdy zaufanie to

103

zostanie   zachwiane.   Jest   tak   szczególnie   w   naszym   odniesieniu   do   przyrody.   Za   sprawą 
katastrof, wypadków, deformacji uświadamiamy sobie, w jak dużej mierze ufamy przyrodzie, 
przyjmujemy ją jako godną zaufania podstawę naszego istnienia. Regularność klimatu i pór 
roku, wzrost jako taki, a szczególnie regularne wzrastanie roślin i zwierząt, następnie — w 
szerokim sensie — obfitość, bogactwo i regeneracyjna siła natury, a wreszcie niezmienność 
praw   przyrody   —   na   wszystkie   te   charaktery   przyrody   jesteśmy   i   musimy   być   zdani   w 
naszym   codziennym   życiu.   Najbardziej   wyraźnie   widać   to   na   przykładzie   naturalnej 
reprodukcji człowieka — poczęcia, ciąży, narodzin i rozwoju dziecka. Pełna obawy uwaga i 
ciągła gotowość do interwencji, które otaczają dzisiaj ten proces, świadczą o naruszeniu za-
ufania, i w naszej bezradności wyraźnie mówią nam tym, że ufamy i musimy ufać. Przyroda 
jako   z   reguły   skryta   podstawa   ludzkiego   egzystencjalnego   zaufania   była   w   dziejach 
wielokrotnie religijnie konsekrowana. W sferze prywatności może tak być jeszcze dzisiaj, jed-
nak   bardziej   powszechne   jest   nonszalanckie   obchodzenie   się   z   przyrodą   —   z   przyrodą 
zewnętrzną i z tą przyrodą, której częścią sami jesteśmy — to zaś właśnie, przez zaprzeczenie 
zaufania, dowodzi, że nadal ufamy. Przyroda jako założenie nauk przyrodniczych: Oczywiste 
może  wydawać  się to, że nauka zakłada  swój przedmiot.  Ale z jednej   strony niedawno 
wysunięto   twierdzenie,   że   nasze   nauki   przyrodnicze   nie   są   ściśle   rzecz   biorąc   naukami 
przyrodniczymi, lecz naukami technicznymi, gdyż nie zajmują się przyrodą w sensie „tego, co 
dane", lecz konstruują dające się opanować możliwości technicznie

3

. W tym miejscu nie chcę 

podejmować  dyskusji  z tym  argumentem.  Z drugiej  strony można  jednak powiedzieć,  że 
nauki przyrodnicze nie zajmują się przyrodą jako taką, lecz raczej przedmiotami naturalnymi 
lub obszarami przyrody. Z tym ar-

3

 Peter Janich. Zweck und Methode der Physik aus philosophischer Sicht. Universitätsverlag. Konstanz 1973.

104

gumentem muszç podjąć dyskusję, gdyż czyni on problemem zdolność nauk przyrodniczych 
do   odpowiedzi   na   pytanie:   „czym   jest   przyroda?"   jako   taką.   W   każdym   razie   można 
powiedzieć, że jedną z funkcji mówienia o przyrodzie jest to, że odnosi się ono do jednego z 
tematów   nauki.   Badając   przyrodę,   badając   konkretne   przedmioty   naturalne, 
przyrodoznawstwo zawsze w pewien sposób ją zakłada. Ta złożona relacja nauki do przyrody 
skłoniła mnie do mówienia o „cechach przyrody".

2. Co jest przedmiotem nauk przyrodniczych?

Naukowcy   nie   stawiają   sobie   zazwyczaj   pytania:   „Czym   jest   przyroda?"   Pozostawiają   je 
filozofom lub odkładają je na wieczór, kiedy sami filozofują. Naukowcy zajmują się — gdy 
uprawiają naukę — analizą lub syntezą określonej molekuły białkowej, pytaniem, co dzieje 
się w przypadku kolizji określonych cząstek elementarnych, formułują hipotezy, wymyślają 
eksperymenty i dokonują obliczeń. To, że badają przyrodę, jest dla nich zazwyczaj rzeczą 
oczywistą, ale tylko w tym sensie, że badają pewne elementy, określone zależności i procesy 
w przyrodzie; nie zajmują się jednak pytaniem o przyrodę jako taką. Jeśli przyroda miałaby 
oznaczać „to, co odsłania się samo z siebie", to nie są oni specjalnie ostrożni i nie starają się 
zachować jej taką, jaką jest, lecz nie wahają się badać ją z punktu widzenia uwarunkowań 
technicznych. Jeśli „przyroda" miałaby oznaczać tyle co „całość", to stanowi ona temat, który 
przekracza jakąkolwiek wyspecjalizowaną dziedzinę nauki; zajmować mogłaby się nim co 
najwyżej   kosmologia.   Kosmologia   bada   jednak   wielkie   masy   i   energie   w   długich 
przestrzeniach czasowych i jeśli to miałoby być zajmowanie się całością, to jego ceną byłoby 
pominięcie   tego   wszystkiego,   co   indywidualne.   Ponieważ   jednak   kosmologia   w   ogóle 
zajmuje się całością, to jest ona szczególnie bliska pytaniu: „Co to jest przyroda?" Wszystkie
105

background image

inne nauki przyrodnicze zajmują się pewnym określonym przedmiotem, tj. badają oddzielne 
fragmenty przyrody z punktu widzenia ich zachowania i współoddziaływania z przyrodą lub 
innymi jej fragmentami.
Jeśli nauki przyrodnicze pozostawiają filozofii pytanie o to, czym jest przyroda, to stajemy 
wobec   problemu:   jak   filozofia   ma   odpowiadać   na   to   pytanie?   Czy   filozofia   dysponuje 
specjalnymi możliwościami poznawczymi, a zwłaszcza takimi, które przekraczają możliwości 
poznawcze nauki? Nie odpowiadając na to pytanie można wyjaśnić przynajmniej tyle,  że 
filozoficzna   odpowiedź   na   pytanie:   „Czym   jest   przyroda?"   nie   jest   możliwa   bez 
uwzględnienia nauk przyrodniczych. Nie da się ani wraz z Platonem powiedzieć, że przyroda 
jest  wielką  istotą  żyjącą,  ani  stwierdzić  wraz  z   Kartezjuszem,  że   przyroda  jest   maszyną, 
ponieważ konkretne przejawy przyrody, badane przez naukę, nie zawsze odsłaniają cechy, 
które pasują do takiego obrazu. Filozoficzna odpowiedź na pytanie: „Czym jest przyroda?" 
musi sprawdzić się w naukach przyrodniczych i odwrotnie: musi wnosić przynajmniej pewne 
elementy do ogólnego pojęcia przyrody.
Z  drugiej  strony wydaje   się  jednak   jasne,  że   nauki  przyrodnicze   nie  mogą   być   jedynym 
warunkiem brzegowym czy fundamentem filozoficznego pytania o przyrodę. Przyroda, jako 
przedmiot   nauk   przyrodniczych,   nie   może   pełnić   funkcji   naczelnego   wyobrażenia  (Leit-
vorsteünng) 
kulturowego. Wszystko to, co te nauki mówią o przyrodzie, jest nią w taki sam 
sposób: ani nie lepiej, ani nie gorzej. Naukowe pojęcie przyrody nie jest normatywne. Dla 
nowożytnej nauki w przyrodzie nie dzieje się nic, co nie byłoby naturalne — co działoby się 
„obok"

4

 natury lub przeciw naturze.

Nauka   nie   jest   też   w   stanie   uzasadnić   zaufania   do   przyrody.   W   pewnym   sensie   już   z 
metodologicznego punktu widzenia zadaniem nauki przyrodniczej nie jest

4

  Rozróżnienie  κατa  φύσιν  (kàta   physin)   i  παρά.  φύσιν  (para   physin)  jest   charakterystyczne   dla   Arystotelesowskiego 

pojmowania natury.

106

budzenie   zaufania,  lecz  raczej   wątpliwości  i   krytyki.  Z   drugiej   strony  można   oczywiście 
powiedzieć, że nauki przyrodnicze dostarczają wiedzy o stabilności, regeneracji itp., które 
charakteryzują   przyrodę.   Pogłębiając   tę   wiedzę,   pokazują   one   jednak,   że   zaufanie 
usprawiedliwione jest tylko do pewnego stopnia, i skłaniają raczej do ostrożności, a nie do 
ślepego zaufania. Ostatecznie zaś zaufanie do przyrody jest niezbędne właśnie tam, gdzie 
oparte na wiedzy naukowej ludzkie możliwości manipulacji są ograniczone. Wynika stąd, że 
dla   idei   przyrody,   która   miałaby   mieć   charakter   normatywny   i   która   miałaby   uzasadniać 
zaufanie, naukowa odpowiedź na pytanie: „Czym jest przyroda?" byłaby niewystarczająca.
Wiąże się to z faktem, że dla nauk przyrodniczych możliwość ujęcia przyrody zawsze jest 
ograniczona. Można oczywiście powiedzieć, że każda z nauk przyrodniczych wzięta z osobna 
ujmuje tylko pewne aspekty przyrody. Ale w naszym kontekście stwierdzenie to jest nazbyt 
ograniczone. Chodzi raczej o to, że przyroda jako temat nauki kategorialnie różni się od 
innych jej ujęć. Sposób, w jaki nauka ujmuje przyrodę, można by wraz z Heglem określić 
jako „zewnętrzność" lub wraz z Sar-trem jako „byt w sobie". Można też tu przytoczyć okre-
ślenie   Kanta,   według   którego   przyroda   jest   całością   rzeczy   postrzeganych   przez   zmysł 
zewnętrzny.  Sens   tych   określeń   staje   się   jasny   dopiero   wówczas,   gdy   uwzględnimy 
kategorialnie inny sposób ujęcia przyrody. Przyroda może stać się bowiem tematem również 
w sensie bytu wsobnego. Możemy spojrzeć w ten sposób na przyrodę, ponieważ jako ciało 
sami nią jesteśmy. Właściwym doświadczeniem nie byłoby tu doświadczenie zewnętrzne lub 
obserwacja   wzajemnego   oddziaływania   przedmiotów   istniejących   poza   nami,   lecz 
doświadczenie   siebie.   Natychmiast   staje   się   wyraźne,   że   to,   czego   w   ten   sposób   można 
dowiedzieć się o przyrodzie, będzie niezwykle istotne zarówno dla przyrody jako ideału, jak i 
dla pytania o przyrodę jako podstawę za-
107
ufania. Odróżnienie natury poza nami i natury, którą sami jesteśmy, nie wyczerpuje jednak 

background image

jeszcze listy kategorialnie różniących się między sobą ujęć przyrody. Zewnętrzną przyrodę 
można   bowiem  badać   taką,   jaką   odsłania  się   w sobie,   tj.  we  wzajemnym   oddziaływaniu 
przedmiotów   przyrody   zewnętrznej,   lub   taką,   jaką   jest   „dla   nas".   Różnicę   tę   ilustruje 
alternatywne   podejście   do   optyki   u   Newtona   i   Goethego.   Newton   badał   światło   tak,   jak 
można je stwierdzić w przedmiotach i za pośrednictwem przedmiotów; Goethe badał je tak, 
jak   ukazuje   się   nam   ono   w   doświadczeniu   widzenia

5

.   Wreszcie   istnieje   jeszcze   jeden 

kategorialny sposób ujęcia przyrody, który można nazywać „społeczną nauką przyrodniczą"

6

Jak już wspomniałem, na otaczającą nas przyrodę — jej faktyczny stan, jej poziom repro-
dukcji, postać jej wewnętrznej wymiany — należy patrzeć jako na wytwór człowieka. Jednak 
dotychczasowe   przyrodoznawstwo   traktuje   ją   jako   czysty   fakt   i   dlatego   w   swym   ujęciu 
przyrody może obyć się bez pojęć i problemów społecznych. Ta sytuacja zmieniłaby się, jeśli 
przyrodę potraktowano by jako wytwór społeczny.
To tyle na temat ograniczenia prawa przyrodoznawstwa do odpowiedzi na pytanie: „Czym 
jest przyroda?" Prawo to czyni względnym już sam fakt, że inne formy wiedzy o przyrodzie 
nie zostały rozwinięte. Chociaż naukowa wiedza o przyrodzie jest ograniczona, to jest to 
jedyna rozwinięta i solidna wiedza, jaką posiadamy.
3. Charaktery przyrody
Wyrażenie   „charaktery   przyrody"   wybrałem   z   rozmysłem   po   to,   aby   wyjść   naprzeciw 
naukowemu podejściu do przyrody. Jako taki odsyła on jednak do fizjonomiki.

5

 Zob. Gernot Böhme, Alternativen der Wissenschaft, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1980.

6

     Soziale   Naturwissenschaft.     Wege zu   einer Erweiterung   der Ökologie,  Gernot Böhme, Engelbert Schramm 

(Hrsg.), Fischer, Frankfurt /M. 1985.

108

W fizjonomice na podstawie określonych cech, zazwyczaj  rysów twarzy,  wnioskuje się o 
charakterze człowieka. Zakłada się przy tym, że tym człowiekiem nie jest sam wnioskujący, 
lecz ktoś inny, którego wnętrze nie jest nam dostępne. Taka jest właśnie relacja naukowca do 
przyrody, którą się zajmuje. W stosunku do niego jest ona czymś innym, co stoi naprzeciw. 
Na  przyrodę   patrzy   on  z   zewnątrz   i   może   próbować   z   jej   rysów   odczytać   jej   charakter. 
Oczywiście,   naukowiec   zazwyczaj   tego   nie   robi.   Z   zawodu   nie   jest   on   fizjo-nomem. 
Fizjonomia   jest   bowiem   intuicyjnym   i   interpretującym   sposobem   poznania,   poznaje 
„całościowo" i hermeneutycznie. Przyrodoznawstwo natomiast jest analityczne i syntetyczne. 
Rozkłada   swój   przedmiot   na  dane   i   na   ich   podstawie   próbuje   go   zrekonstruować.   Próba 
skłonienie naukowca do tego — i to jest moje założenie — by przyrodę potraktował w sposób 
quosi--fizjonomiczny,   nie   jest   jednak   przedsięwzięciem   beznadziejnym.   Jego   naukowa 
działalność jest bowiem mniej lub bardziej wyraźnie związana z fizjonomicznym podejściem 
do przyrody.  W swoich badaniach od początku zakłada on przyrodę — i to nie tylko jej 
istnienie,   lecz   również   jej   określone   właściwości.   Najogólniejszą   z   tych   cech,   które 
nowożytny naukowiec przypisuje przyrodzie, jest prawidłowość. To, że założenie to nie jest 
oczywiste, staje się natychmiast jasne, gdy tylko przypomnimy sobie, że dla Arystotelesa 
przyroda jest tym, co mogłoby być także inaczej, co jednak zazwyczaj dzieje się tak, a nie 
inaczej 

7

.

W konkretnej pracy naukowej zazwyczaj  implicite  zakłada się takie intuicyjnie rozumiane 
podstawowe   charaktery   przyrody.   Wyznaczają   one   ramy   tego,   czego   w   ogóle   można 
oczekiwać i poszukiwać w przyrodzie, jakie pytania można tu stawiać. Z drugiej strony na-
ukowiec może uprzytomnić sobie owe podstawowe cechy, które przypisuje przyrodzie, przez 
to, że intuicyj-

7

 Arystoteles, Fizyko, tłum. Kazimierz Leśniak, w: tegoż, Dzieła wszystkie, t. 2, PWN. Warszawa 1980. 198 b 35.

109

nym spojrzeniem obejmie całość swego tematu czy też w medytacji przyjrzy się ogółowi 
wiedzy naukowej, aby w ten sposób uświadomić sobie, czym jest całość.
Jest   rzeczą   charakterystyczną,   że   podstawowe   cechy   przyrody   często   wyrażane   były   w 

background image

dziejach   w  spersonalizowanej   formie.   Mówiono   o   nich   jako   o  cechach,   które   ma   pewna 
osoba, natura. I tak Arystoteles mówi na przykład: natura nie czyni niczego daremnie

8

. Natura 

zawsze   dąży   do   tego,   co   najlepsze

9

.   Natura   ucieka   przed   nieskończonością

10

.   W   tych 

sformułowaniach   Arystoteles   —   i   wielu   autorów   po   nim   —   posługuje   się   językiem 
spersonalizowanym,   nie   traktując   jednak   faktycznie   przyrody   jako   osoby.   W   kulturze 
europejskiej   przyrodzie   przypisywano   wprawdzie   wielokrotnie   boską  rangę,   ale   nigdy  — 
chyba że posługując się alegorią — nie rozumiano jej poważnie jako boga lub bogini. Moja 
teza   jest   następująca:   funkcją   owego   spersonalizowa-nego   języka   jest   właśnie   wyrażenie 
fizjonomicznego   sposobu   poznania.   Pozwala   on   na   przypisanie   charakterów   naturze   jako 
całości. Nie oznacza to jednak, że muszą to być charaktery osoby.
Kiedy Arystoteles mówi, że natura nie czyni nic zbędnego, że nie czyni nic daremnie, to jest 
to   wyrazem   obserwacji,   że   zazwyczaj   można   wskazać   powody   konkretnych   faktów 
przyrodniczych i że w odniesieniu do tych powodów wysiłek przyrody włożony w realizację 
tych   powodów   okazuje   się   racjonalny.   Kiedy   mówi,   że   natura   dąży   zawsze   do   tego,   co 
najlepsze, to jest to wyrazem doświadczenia, że poszczególne członki istot naturalnych są ze 
sobą celowo powiązane i optymalnie dobrane z punktu widzenia celu. Kiedy mówi, że natura 
ucieka   przed   nieskończonością,   to   wyraża   w   ten   sposób   doświadczenie,   że   rozbieżne 
tendencje równoważą się,

8

 Arystoteles, O niebie, tłum. Paweł Siwek, w: tamże, A 4, 271 a 33: B 8, 290 a 31 et passim.

9

 Arystoteles, O powstawianiu i niszczeniu, tłum. Leopold Regner, tamże, B 10, 336 b 28.

10

 Arystoteles, O rodzeniu się zwierząt, tłum. Paweł Siwek, tamże, t. 4, A l, 715 b 14.

110

że — wyrażając to we współczesnym języku — w naturze nie istnieją osobliwości (Natur ist 
singutaritätsfrei).  
Wszystkich   tych   ogólnych   doświadczeń   w   obchodzeniu   się   z   przyrodą 
Arystoteles używa jednak zarazem jako zasad badawczych, tj. wyrażają się one w postulatach 
poszukiwania w przyrodzie powodów, by zrozumieć jej wewnętrzną celowość i ograniczyć 
odnoszone   do   niej   pojęcia   do   skończoności.   Mają   one   zatem   zarazem   znaczenie 
metodologiczne. Zanim się nim zajmiemy, chciałbym przytoczyć jeszcze kilka przykładów z 
historii.
Jednym   z   najwcześniejszych   przykładów   rozpatrywanego   tutaj   sposobu   mówienia   jest 
zapewne   powiedzenie   Heraklita:   „Przyroda   lubi   się   ukrywać"

11

.   Zdanie   to   zawiera 

wewnętrzne   napięcie,   by  nie   powiedzieć   sprzeczność,   ponieważ   natura   —   greckie   słowo 
„φύσις"  (physis)  — oznacza to, co się rozwija, to, co wychodzi naprzeciw. Greckie słowo 
„φύσις" pochodzi od słowa „φύειν" (phyein), kwitnąć, rozwijać się; łacińskie słowo „natura" 
pochodzi od słowa „nosci", rodzić się. Heidegger pokazał owo wewnętrzne napięcie również 
w innym powiedzeniu Heraklita, które brzmi: „Jak mógłby się ktoś ukryć przez tym, co nigdy 
nie przemija?"

12

  Współbrzmi ono z ogólną wizją natury u Heraklita, która jest wedle niego 

jednością przeciwieństw. W swym powiedzeniu: „Natura lubi się ukrywać" wyraża on takie 
podstawowe doświadczenie natury, zgodnie z którym w swym odsłanianiu się pozostaje ona 
zarazem   ciemna,   ukrywając   często   to,   co   istotne.   Również   tutaj   chodzi   najwyraźniej   o 
nazwanie   jednego   z   charakterów   przyrody,   który   wyraża   sumę   doświadczeń   i   zarazem 
stanowi maksymę badania natury.
Innym   znanym   powiedzeniem   jest   stwierdzenie   Galileusza,   według  którego   przyroda   jest 
księgą   zapisaną   liczbami.   Zgodnie   z   sugestią   gramatyki,   przyroda   —   przyroda   w  języku 
niemieckim, podobnie jak φύσις i na-

11

  Heraklit, B 123, Fragmente der Vorsokratiker. Hans Diels, Wilhelm Kranz (Hrsg.).

12

   Martin Heidegger, Alelheia (Heraklit, Fragment 16), w: M. Heidegger, Vorträge und Aufsätze, Neske, Pfullingen 

1954.
111

tura,   jest   rodzaju   żeńskiego   —   nazywana   jest   kobietą   i   matką

13

.   Wobec   tych   sposobów 

mówienia   konieczne   okazuje   się   odróżnienie   charakterów   przyrody   i   całościowych 
wyobrażeń   czy   modeli   przyrody.   I   tak   przyroda   określana   była   jako   maszyna,   jako 

background image

posiadająca duszę istota żyjąca lub też — w ramach wizji mikro- i markrokosmosu —jako 
„wielki człowiek". Z punktu widzenia teorii poznania te modele przyrody znajdują się na tej 
samej   płaszczyźnie,   co   interesujące   nas   tutaj   charaktery   przyrody.   Są   one   tylko   wyżej 
zintegrowanymi   sumami   doświadczeń   lub   jeszcze   bardziej   ogólnymi   heu-rystykami.   W 
odniesieniu do charakterów mają się one, mówiąc językiem fizjonomii, tak jak twarz do jej 
poszczególnych rysów. Te modele przyrody chciałbym wykluczyć z pola naszych badań z 
dwu powodów. Heu-rystyczne wypowiedzi, które wypływały z całościowych modeli, były z 
reguły nader nieokreślone lub dawały się wypełnić treściami jedynie alegorycznymi, podczas 
gdy   z   heurystycznych   wypowiedzi   o   określonych   charakterach   przyrody   wypływały 
precyzyjne wskazania badawcze. I tak na przykład wizja całości przyrody jako organizmu 
prowadziła   u   Paracelsusa   do   przypisania   organom   ciała   planet   jako   ich   alegorycznych 
odpowiedników.   Natomiast   zasada   wewnętrznej   celowości,   teleo-logii,   skłaniała   zawsze 
badaczy konkretnych elementów przyrody do poszukiwania za każdym razem ich funkcji w 
ramach większego systemu. Podobnie wizja całości przyrody jako maszyny mogła się być 
może odnosić jeszcze do systemu planet, który można było rozumieć jako wielki zegar, ale w 
odniesieniu do pozostałych części przyrody stała się wysoce niejasna. Natomiast mechanizm 
jako podstawowa cecha przyrody był zasadą, zgodnie z którą można było próbować zreduko-
wać   wszystkie   fenomeny   przyrodnicze   do   ruchów   ciał.   To   jest   pierwszy   powód,   z   racji 
którego chciałbym się tu skoncentrować na charakterach przyrody. Po drugie

13

 Zob. na ten temat: Carolyn Merchant. Der Tod der Natur. Ökologie. Frauen und neuzeitliche Wissenschaft, C. H. Beck, 

München 1987.

112

wydaje mi się, że nasze poznanie przyrody — tak jak się nam ono jawi dzisiaj w różnorakich 
naukach   —   nie   dopuszcza   jej   całościowego   modelu.   Można   natomiast   mówić   o 
poszczególnych cechach, które są istotne dla różnych nauk przyrodniczych i które ujawniają 
się w ich badaniach. Widać przy tym jeszcze jedną zaletę mówienia o charakterach przyrody: 
charaktery  te  nie  muszą   składać  się  na  jednorodny  obraz.  Jest  rzeczą   możliwą,  że  różne 
sposoby   podejścia   do   przyrody   w   różnych   naukach   wyrażają   całkowicie   inne   charaktery 
przyrody.
W ten sposób dochodzimy do metodycznego statusu charakterów przyrody. W tradycyjnej 
filozofii nauki, przede wszystkim w jej Popperowskiej postaci, nie ma miejsca na coś takiego 
jak   charaktery   przyrody,   dlatego   nie   może   też   ona   zdać   sprawy   z   ich   faktycznego 
oddziaływania. Mówi ona co prawda coś o tym, czym jest teoria, czym są wyjaśnienia, czym 
jest eksperyment, czym są weryfikacja i falsyfikacja, ale wyklucza z metodologii treściowe 
wizje przyrody, przypisujące je przedpolu (metafizyce), w którym pozostawione są one — 
wraz   z   wszystkim   innym,   co   może   inspirować   naukowca   —   prywatnej   dowolności.   O 
treściowych wizjach przyrody mówią jedynie Imre Lakatos w ramach hord core programów 
badawczych i Gerald Holton jako Thematic Origins of Scientific Thought

14

Ważne jest to, że 

charaktery   przyrody   nie   mają   statusu   hipotez,   które   mogą   być   sprawdzane   przez 
eksperymenty. Są one raczej wizjami ramowymi, które kierują formułowaniem i rozwijaniem 
hipotez.
Wydaje mi się, że taka metodologiczna pozycja charakterów przyrody najwyraźniej została 
opracowana   przez   Kanta.   W   swojej   krytyce   władzy   sądzenia   Kant   wylicza   szereg 
tradycyjnych zasad, za pomocą których wyrażano charaktery przyrody. Kant wymienia „lex 
continui in natura"  
(„Przyroda nie czyni skoków"),  „lex parsimoniae"  („Przyroda wybiera 
zawsze najkrótszą drogę")

14

 Gerald Holton. Thematic Origins of Scientific Thought. Kepler to Einstein, Harvard University Press, Cambridge. 

Mass. 1973.
113

oraz zalecenie: „principia praeter necesstitatem non sunt multiplicanda"

15

. Wydaje się, że ta 

ostatnia   zasada:   „Nie   należy   mnożyć   zasad   bez   potrzeby",   nie   wyraża   żadnego 

background image

charakterystycznego   rysu   przyrody.   Kant   jednak   ujmuje   to   tak:   przyroda   rządzi  się 
niewieloma zasadami. Interesujące jest to, że Kant te tradycyjne zasady pojmuje jako „zasady 
władzy sądzenia". Władza sądzenia, a mówiąc ściślej, refleksyjna władza sądzenia, jest wedle 
Kanta tą władzą, za pomocą  której człowiek — czy też lepiej: badacz — usiłuje odkryć 
poszczególne, konkretne prawa natury. Jest to oczywiście problem indukcji: jak przejść od 
danych  do praw? Kant, który na pewno nie jest empirystą, mówi, że jako wprowadzenia 
potrzeba tu ogólnych zasad i że zasadami tymi są zasady władzy sądzenia. On sam wnosi 
roszczenie zastąpienia tradycyjnego zbioru zasad, który wydaje mu się czysto rapsodyczny, tj. 
przypadkowy,  ogólną  zasadą rozumu  dla  władzy sądzenia.  Zasada  ta mówi,  że w swych 
konkretnych prawach przyroda wyraża się w taki sposób, że odpowiada to ludzkiej władzy 
poznawczej, tj. rozumowi. Kant przypisuje tym samym przyrodzie — w naszym języku: jako 
główny   charakter   —   „rozumność".   W   tym   kierunku   poszli   następnie   romantycy.   Kant 
zachowuje jednak jeszcze równowagę płynącą z „jak gdyby", tj. jego zasada mówi tylko, że w 
naszych badaniach musimy traktować przyrodę tak, jak gdyby spreparowana była dla naszej 
władzy   poznawczej.   Kant   wyraża   tym   samym   bardzo   dobrze   metodologiczną   funkcję 
charakterów przyrody, pomija natomiast zawartą w nich treść doświadczalną, która dopiero je 
umożliwia.
Kanta pyta: Jakie są warunki możliwości ludzkiego doświadczenia? To podstawowe pytanie 
zostało w ogóle postawione właśnie z racji ogromnego sukcesu fizyki Newtona. Przypisanie 
przyrodzie zgodności z rozumem

15

 Zob. Immanuel Kant, Krytyka władzy sądzenia, tłum. Jerzy Gałecki, BKF, PWN, Warszawa 

2

1986, Wstęp, podrozdz. 

V, s. 28 (XXXI).
114

stanowiło jednocześnie wyraz doświadczenia przyrody nowożytnej nauki.
Powiedzmy zatem jeszcze raz, czyni są charaktery przyrody: twierdzenia, które przyrodzie 
przypisują pewne charaktery, są wyrazem skumulowanych doświadczeń. Nadają one nazwę 
intuicyjnie   uchwyconemu   wyobrażeniu   przyrody   i   formułują   je   w   sposób   fizjonomiczny: 
Ponieważ przyroda objawia pewne podstawowe rysy, przypisuje się jej quosi-charakter, mówi 
się, czego zasadniczo można od niej oczekiwać. Wypowiedzi o charakterystycznych rysach 
przyrody   płyną   nie   tylko   z   codziennego   doświadczenia,   ale   również   z   doświadczenia 
naukowego.  W  nauce   pełnią  one  rolę   heu-rystyczną,   tj.  mówią,  czego   zasadniczo  należy 
poszukiwać w przyrodzie  i czego  można  od niej  oczekiwać.  Wypowiedzi  o charakterach 
przyrody   związane   są   w   ten   sposób   z   przyrodoznawstwem   i   jego   rozwojem,   ale   nie   są 
wypowiedziami samego przyrodoznawstwa. Można je pojmować jako wypowiedzi filozofii 
przyrody, o ile jest ona dążeniem do zrozumienia przyrody jako całości i przyrody jako takiej.
4. Charaktery przyrody i współczesna nauka
Jako   filozof   przyrody   w   stosunku   do   nauki   zachowuję   najpierw   wyczekujący   dystans, 
przyglądam się jej. W tej wyczekującej postawie zawarte jest skierowane do naukowców 
pytanie czy też zachęta do filozofowania na podstawie swego sposobu podejścia do przyrody, 
tj.   do   powiedzenia,   jakie   podstawowe   cechy   przypisaliby   oni   przyrodzie   na   podstawie 
doświadczenia, które zebrali w kontakcie z nią.
W   tym   jednak   miejscu   chciałbym   sam   wyrazić   kilka   przypuszczeń   co   do   tego,   jakie 
charaktery należałoby przypisać dzisiaj przyrodzie na podstawie aktualnego stanu nauki — 
choćby   dlatego,   aby   wzbogacić   treściowo   mowę   o   charakterach   przyrody   i   dookreślić 
oczekiwania wobec naukowców. Dla filozofa lub historyka nauki na-
115
turalnym sposobem zbliżenia się do charakterów przyrody jest przyjrzenie się klasycznym 
sformułowaniom i postawienie pytania, czy z punktu widzenia współczesnej nauki nie muszą 
one ulec zmianie.
Z tego punktu widzenia można się na przykład przyjrzeć  lex  continui  („przyroda nie czyni 
skoków").   Uznanie   ciągłości   za   jeden   z   podstawowych   rysów   przyrody   okazało   się 

background image

nadzwyczaj owocne i doprowadziło do zbadania wielu form przejściowych i odkrycia wielu 
form   pośrednich   w   przyrodzie.   Współczesna   nauka   nasuwa   natomiast   wątpliwość,   czy 
ciągłość można przypisać przyrodzie w sposób tak generalny, co więcej, czy ciągłość w ogóle 
jest   jednym   z   podstawowych   rysów   przyrody   jako   takiej.   Myślimy   tu   oczywiście   o 
wypowiedziach fizyki kwantowej, szczególnie o kwantyzacji energii, ale też o kwantyzacji 
przestrzeni i czasu. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że stany nie przechodzą jeden w drugi 
w   sposób   ciągły,   lecz   pomiędzy   stanami   istnieją   i   muszą   istnieć   skoki.   Fakt   ten   jest 
konstytutywny dla przyrody jako takiej, a mianowicie dlatego, że przyroda jest stabilna i że 
istnieją   w   niej   przedmioty   określonego   rodzaju.   Stwierdzenia   te   odnoszą   się   przede 
wszystkim  do mikroświata,  tj. do świata  rozciągającego  się od cząstek  elementarnych  do 
molekuł. Im bardziej zbliżamy się do makroskopowego świata ciał, tym bardziej obraz staje 
się nieostry — z jednej strony za sprawą współdziałania wielu cząstek, a z drugiej z powodu 
uogólniającego   podejścia   do   tematu.   Wydaje   się,   że   mówienie   o   ciągłości   w   dziedzinie 
fenomenów   makroskopowych   jest   uzasadnione;   przestaje   być   ono   jednak   zasadniczo 
usprawiedliwione wówczas, gdy ciągłość (tak jak np. u Arystotelesa) oznacza podzielność na 
znowu podzielne części. Ponieważ w nieustannym poszukiwaniu członów pośrednich, np. 
coraz ostrzejszym oznaczaniu momentów pędu, musimy przejść do świata mikroskopowego, 
dlatego   podważenie   zasady   ciągłości   przez   mikrofizykę   nie   jest   jedynie   regionalne,   lecz 
ogólne i zasadnicze. Doprowadziło to do tego, że stosowanie liczb rzeczywistych

116

w   fizyce   uznawane   jest   dzisiaj   często   za   matematyczne   uproszczenie,   które   pozwala   na 
nieograniczone posługiwanie się aparatem analizy. Można je porównać ze stosowaniem liczb 
wyobrażonych, z których — kiedy chodzi o fizykalne fakty oraz o rzeczywiste i możliwe 
wyniki pomiarów — nie korzysta się już więcej po wykonaniu rachunku.
Jako drugi przykład chciałbym przytoczyć klasyczną ideę, którą trudno jest określić jedną 
nazwą. Odwołuje się ona do Arystotelesowskiego schematu formy i materii. Schemat ten 
pochodzi wprawdzie raczej z rzemieślniczego kontaktu z przyrodą niż z bezpośredniego jej 
doświadczenia, stał się jednak ogólnym schematem pojmowania przyrody: każdy przedmiot 
naturalny ma  materię, którą  organizuje i odgranicza  określona forma.  Cecha, którą  przez 
zastosowanie tego schematu przypisywano przyrodzie, jest jednak czymś innym. Odkryto, że 
w tym, co małe, przyroda jawi się jako coś amorficznego i że porządek, kwantytatywność, 
dokładność w przyrodzie zwiększają się wraz z wielkością i z nakładającym się na siebie 
oddziaływaniem   form.   Wyjaśnijmy   to   na   przykładzie   tradycyjnej   Arystotelesow-skiej 
koncepcji przyrody. Zgodnie z nią istnieje najpierw materia pierwsza, która nie ma żadnej 
formy i dlatego jako taka nie może być przedmiotem poznania. Z niej za sprawą czterech 
podstawowych   jakości   zimny/ciepły,   wilgotny/suchy   powstają   tak   zwane   proste   ciała,   a 
mianowicie cztery żywioły: ogień, woda, ziemia i powietrze. Przez zewnętrzne połączenie 
żywiołów tworzą się homogeniczne materiały, którymi są krew, mięso itd., a dopiero po nich 
tworzą się uporządkowane byty, a mianowicie organizmy. Widzimy, że na poziomie prostych 
ciał i w tym,  co małe,  przyroda jest tu amorficzna  i rozmyta,  a dopiero wraz z rosnącą 
organizacją   materii   staje   się   dokładniejsza   i   zorganizowana.   Dzisiaj   musimy   przypisać 
przyrodzie poniekąd przeciwny charakter. W tym, co małe, świat jest precyzyjny, liczbowo 
uporządkowany, zorganizo-

117

wany   w   wyrafinowany   sposób.   Pomyślmy   o   budowie   atomu   czy   o   wysoce   złożonych   i 
informatycznie   zapośredniczonych   procesach   w   żywej   komórce.   W   porównaniu   z   tym 
światem dziedzina „wyżej zorganizowanych bytów", świat makroskopowy, jest bardziej roz-
myty, liczbowo słabiej uorganizowany.
W ten sposób na podstawie tradycyjnych wyobrażeń (czy też ich krytyki) można dotrzeć do 
współczesnych charakterystycznych rysów przyrody. Inna możliwa droga wiedzie wprost z 

background image

przyrodoznawstwa. Jak już wskazywaliśmy, okazuje się, że cechy, które objawia przyroda, 
nie przedstawiają się w taki sam sposób we wszystkich naukach przyrodniczych. Wiąże się to 
oczywiście z różnymi sposobami podejścia do przyrody w różnych naukach przyrodniczych, 
ale jest to również związane z pewnym zasadniczym rysem samej przyrody, a mianowicie z 
tym, że przyroda zorganizowana jest wedle poziomów czy porządków wielkości.  Fakt, że w 
przyrodzie istnieją absolutne porządki wielkości, jest jedną z jej najbardziej interesujących 
cech, gdyż od strony poznającego, mierzącego podmiotu nie istnieje żadna absolutna miara: 
nie istnieje powód, ze względu na który nie można by wszystkiego linearnie pomniejszać lub 
powiększać. Powody, ze względu na które nie da się tego zrobić, nie należą do teorii poznania 
czy matematyki,  lecz do fizyki. Najłatwiej można to pokazać na przykładzie znanego już 
Galileuszowi   faktu,   że   na   pomniejszonym   modelu   nie   da   się   sprawdzić   wszystkich 
właściwości przedmiotu. Jeśli mamy model statku, którego stabilność chcemy sprawdzić, to 
musimy uwzględnić fakt, że przy linearnym powiększeniu jego waga rośnie wraz ze zwięk-
szającym się rozmiarem. Również działania prądów nie da się bezpośrednio badać na modelu; 
potrzeba   tu   odpowiedniej   teorii,   która   pozwoli   z   zachowania   modelu   wnioskować   o 
zachowaniu prawdziwego statku. Ogólnie można powiedzieć, że każdy przedmiot naturalny 
możliwy jest tylko w ramach pewnego rzeczywi-

118

stego porządku wielkości. Nie istnieje człowiek w porządku wielkości systemu słonecznego 
ani   też   w   porządku   wielkości   atomów.   Na   fakt   absolutnych   porządków   wielkości   w 
przyrodzie  szczególne  światło rzuca dziś nowa teoria fraktali.  Mówi ona, że są takie fe-
nomeny naturalne, które charakteryzuje „podobieństwo do siebie", tj. które mają identyczną 
strukturę w porządku mikro- i makroskopowym.
Fakt   poziomów   czy   też   porządków   wielkości   nie   jest   bynajmniej   zdominowany   przez 
wymiary   przestrzenne.   Być   może   jeszcze   większe   wrażenie   sprawia   uporządkowanie 
przyrody   wedle   skali   absolutnej   temperatury.   W   dzisiejszej   kosmologii,   czy   też   mówiąc 
lepiej: kosmogonii skala ta przebiega paralelnie do czasu kosmicznego. W kosmologii okresy 
kosmiczne   podzielone   są   według   poziomu   temperatury,   przy   czym   istnieją   tu   nawet 
charakterystyczne   wartości   progowe.   Nieustannie   rozszerzający   się   po   wielkim   wybuchu 
wszechświat   charakteryzuję   się   spadkiem   średniej   temperatury.   Przy   tym   w   jednym   z 
początkowych okresów mógł istnieć taki poziom temperatury,  na którym,  wedle wielkich 
teorii jedności, znane dzisiaj z teorii cząstek elementarnych podstawowe siły materii — siła 
atomowa, słabe oddziaływanie wzajemne, elektromagnetyzm i być może również grawitacja 
—   były   jednością.   Następnie,   poprzez   rozkład   temperatury   na   różne   poziomy,   owe 
podstawowe   siły   stopniowo   uległy   rozpadowi.   W   ten   sposób   miałaby   najpierw   powstać 
równowaga promieniowania materii, w której istniałaby równowaga materii i antymaterii, a 
następnie   —   czy   też   na   niższym   poziomie   —   miałaby   się   wytworzyć   asymetria   między 
promieniowaniem a materią, a przez to również między materią a antymaterią. Wraz z upły-
wem czasu — czy też: spadkiem temperatury — miałyby powstać najpierw jądra, następnie 
cząstki elementarne, a w końcu grawitujące masy. Wspominamy tu tylko tę koncepcję epok 
wszechświata i poziomów tem-
119
peratury w jego stanach, aby przejść do następnego istotnego dla nas punktu

16

.

Trwanie charakterystycznych  epok kosmicznych  wzrasta liczone w latach do kwadratu. Z 
punktu   widzenia   kosmosu   bardziej   właściwa   byłaby   skala   logarytmiczna.   Obecnie 
znajdujemy   się  w bardzo   długiej,  a  ponadto  (co  do  poziomu  temperatury)   umiarkowanej 
epoce wszechświata. W ramach tej umiarkowanej epoki możliwy jest — przy uwzględnieniu 
wielu innych warunków brzegowych — taki stan materii, który nazywamy życiem. Przejście 
z kosmicznego szeregu stanów materii  lub energii do stanu materii ożywionej  nie jest w 
żadnym   wypadku   konieczne.   We   współczesnej   nauce   jest   raczej   tak,   że   z   faktu   życia 

background image

wnioskuje się o określonych warunkach brzegowych, które musiały istnieć w momencie jego 
powstania. Jest to pewna wersja tak zwanej „zasady antropicznej"

17

, w której wyciąga się 

wioski szczególnie z faktu istnienia człowieka, tj. ogranicza się przestrzeń kosmicznych pro-
cesów   ewolucyjnych.   Powstanie   stanu   materii   „życie"   zakłada   istnienie   określonych 
warunków   brzegowych   w   ramach   rozwoju   kosmicznego;   jeśli   warunki   te   zostaną 
zrealizowane, to dalszy rozwój przebiera nieodwracalny,  charakterystyczny bieg. Bieg ten 
nazywamy ewolucją w węższym sensie.
W ramach  rozwoju kosmicznego  powstanie życia  jest regionalnym  naruszeniem symetrii, 
rodzajem ubocznego i wyjątkowego rozwoju. Sytuacja ta usprawiedliwia w naszej tradycyjnej 
charakterystyce   przyrody   odróżnienie   przyrody   kosmicznej   i  przyrody   podksiężycowej.   Z 
historycznego   punktu   widzenia   wielkim   osiągnięciem   było   jednak   przezwyciężenie   tego 
odróżnienia przez to,

16

  Por. Stephen Weinberg, Pierwsze trzy minuty. Współczesny obraz początku Wszechświata, tłum. Aleksander Blum, Iskry. 

Warszawa 1980.

17

  R. Breuer, Dos  anlhropische Prinzip.  Ullstein, Berlin 1984; Werner Kutschmann.  Physik undanthropisches Prinzip,  w: 

Ganzheitsphysik. Manfred Heindler. Franz Moser (Hrsg.), Hochschülerschaft der TU Graz, Graz 1987.

120

że Newton poddał tej samej mechanice procesy obszaru ziemskiego i obszaru niebieskiego. 
Przez   ogromne   rozszerzenie   naszego   poznania   przyrody   od   kosmicznych   porządków 
wielkości po mikroświat oraz przez uznanie faktu absolutnych porządków wielkości obszary 
te ponownie się rozeszły. Kiedy dzisiaj mówimy o tym, co rozumiemy przez przyrodę i jakie 
charaktery nam ona objawia, to nie ma wielkiego sensu mówienie jednym tchem o świece 
kosmologii i cząstek elementarnych z jednej strony i o ożywionym  otoczeniu w średnich 
porządkach   wielkości   z   drugiej.   Światy   te   są   co   prawda   ze   sobą   związane   i   nauka   o 
przyrodzie bada ten związek, ale jest on nie do pomyślenia bez progów i bez przygodności, 
czyli naruszeń symetrii.
Skupmy   się   jeszcze   trochę   na   przyrodzie   ziemskiej.   Z   tego,   co   powiedzieliśmy   dotąd, 
wynikają następujące cechy przyrody: prawidłowość, jedność, symetria, naruszanie symetrii, 
rozwarstwienie wedle przestrzennych porządków wielkości, obszary temperatury i epoki ko-
smiczne;   poza   tym   należałoby   dodać   entropię   lub   czasowe   ukierunkowanie   procesów 
przyrody.   Wszystkie   te   cechy   przyrody   są   w   zmodyfikowanej   formie   również   cechami 
przyrody   ziemskiej.   Główną   charakterystyką   tej   przyrody   jest   życie   czy   też   ożywienie. 
Również życie objawia charakterystyczne uwarstwienie, które rozciąga się od molekularnych 
procesów reprodukcyjnych aż po istotę żyjącą „człowiek" czy też aż po globalny ekosystem. 
Tych uwarstwień nie charakteryzują jednak poziomy temperatury ani epoki czasowe, chociaż 
na Ziemi nastąpił, trwający przez epoki, rozwój form życia. Ów rozwój, mierzony w latach, 
objawia   zresztą   potencjalny   skrót   późniejszych   charakterystycznych   epok,   tj.   cha-
rakterystyczne   kroki   ewolucji   życia,   mierzone   w   latach,   wydają   się   coraz   krótsze.   W 
odniesieniu do przyrody ożywionej czy też ziemskiej przyrody, która jest w znacznym stopniu 
naznaczona   formą   organizacji   materii   „życie",   da   się   wymienić   cały   szereg   cech 
charakterystycznych. Należą do nich reprodukcja, stałość form, na-
121
stępnie tworzenie granic, tj. odróżnienie środowiska wewnętrznego i zewnętrznego, a przez to 
asymilacja   jako   zapośredniczenie   między   nimi   obydwoma,   ponadto   postępująca 
dyferencjacja. W tym miejscu nie chcę jednak wymieniać całego spektrum cech, które można 
przypisać ziemskiej przyrodzie, lecz zatrzymam się dłużej przy dwu z nich, a mianowicie 
przy   charakterze   „jaźni"  (Selbst)  i   przy   komunikacji.   Cechy   te,   które   we   współczesnym 
przyrodoznawstwie są coraz bardzie zauważalne, są interesujące dlatego, że wyrażają nasze 
pokrewieństwo   z   przyrodą,   które   u   początku   nowożytnej   nauki   było   podważane   bądź 
ukrywane. Z tego powodu do dzisiaj cechy te są sporne. Czy przyrodzie należy rzeczywiście 
przypisać   charakter   jaźni?   Czy   można   we   właściwym   sensie   mówić   o   komunikacji   z 

background image

przyrodą?
Jeszcze dla Platona i Arystotelesa jaźń była oczywistym charakterem przyrody. Dla Platona 
cały kosmos był wyposażoną w duszę istotą ożywioną, a dusza była według niego zasadniczo 
spontanicznym   ruchem.   Również   Arystoteles   przypisuje   przyrodzie   cechę  αύτόματον 
(autómaton), samoporuszania się, definiując byt naturalny jako taki, który ma w sobie zasadę 
swego ruchu. Nowożytne przyrodoznawstwo odmówiło przyrodzie tego charakteru jaźni — z 
jednej   strony   z   powodu   radykalnego   Kartezjańskiego   rozdzielenia   substancji   rozciągłej   i 
substancji myślącej (duszy), z drugiej strony z powodu podstawowego dla niej postulatu, by 
wszystkie procesy przyrodnicze sprowadzać do relacji przyczynowych.  Samoorganizacja i 
reprodukcja   mogły   być   zrozumiałe   jedynie   wówczas,   gdy,   jak   wyraża   to   Kat,   przyroda 
przedstawiona zostanie jako wytwór inteligentnego podmiotu. Przez to, że nowożytność po-
jęła jaźń jako podmiot, nie mogła być ona charakterem przyrody. Dzisiaj natomiast doznaje 
ona rehabilitacji za sprawa odkrycia procesów, które można by określić jako mechanizmy o 
charakterze   jaźni.   Chodzi   tu   o   samoregulację,   cyrkularna   przyczynowość,   procesy 
autokatalityczne i autopojetyczne. Dzięki tym pro-

122

cesom widoczne stało się samoodniesienie systemów naturalnych, które nadaje im charakter 
jaźni, chociaż nie oznacza to, że trzeba je tym samym traktować jako podmioty. Osłabia to 
opozycję między czysto faktyczną przyrodą i naznaczonym  przez subiektywność światem 
człowieka, która w przyszłości da się być może przekroczyć.
Innym   rysem   charakterystycznym,   który   chciałbym   tu   wymienić,   jest   „komunikacja". 
Komunikacja jako podstawowy charakter przyrody wymieniana była w historii tylko przez 
takich outsiderów jak Jakob Böhme, a następnie miała pewną tradycję aż do romantyków. 
Zasadniczo jednak „mowę przyrody" rozumiano alegorycznie, a procesów przyrodzie nie 
pojmowano, tak jak Jakob Böhme, jako procesów komunikacyjnych

18

. We współczesnych 

natomiast naukach przyrodniczych — w etnologii — z jednej strony procesy komunikacyjne 
między   organizmami   uznaje   się  za   istotne   dla   ich   formy   istnienia.   Mogłoby  to   stanowić 
nawiązanie   do   poglądu   Arystotelesa,   według   którego   przedmioty   naturalne   jako   takie 
charakteryzuje spostrzeganie i bycie spostrzeganym. Z drugiej strony w analizie procesów 
życiowych na mikropoziomie, tj. na poziomie molekularnym, okazało się, że określone są one 
mniej przez wzajemne oddziaływanie energetyczne, a bardziej przez rozpoznawanie form, 
tworzenie form i ich przekazywanie. Nie sądzę, że szczęśliwym określeniem tego faktu jest 
stwierdzenie Batesona

19

, że mamy tu do czynienia z reakcją nie na stany, lecz na różnice 

stanów.   Chodzi   tu   raczej   o   procesy   informacyjne   w   pełnym   sensie,   czyli   o   tyle,   o   ile 
informacja jest strukturą, która jest rozumiana

20

. De-

18

  Zob. artykuł na temat filozofii przyrody Jakoba Böhmego w:  Klassiker der Naturphilosophie.  G. Böhme (Hrsg.), C. H. 

Beck. München 1989.

19

   Gregory Bateson, Mind and Nature. A Necessary Unity (1979). wyd. niem.: Geist und Natur: Eine notwendige Einheit.  

Suhrkamp. Frankfurt/M. 

2

1983.

20

  Ernst Ulrich von Weizsäcker, Offene Systeme, Klett, Stuttgart 1974.

123

cydujący jest przy tym fakt, że w takim procesie oddziaływania energia nie wychodzi od 
czynnika   działającego,   lecz   zostaje   jedynie   uwolniona   i   poruszona   w   odbiorcy   przez 
przekazywaną strukturę.
Nie ustalono jeszcze, jaka jest dokładna treść samoorganizacji i komunikacji w przyrodzie. W 
każdym razie jest jasne, że poprzez te charaktery przyroda pokazuje nam dzisiaj całkiem inne 
oblicze niż w tak zwanej epoce naukowej, tj. w XIX wieku. Podobnie też cechy kwantyzacji i 
symetrii czy łamania symetrii są cechami, które odsłoniły się dopiero w naszym wieku w 
wyniku naukowego badania przyrody i które zmuszają nas do rewizji naszych tradycyjnych 
wyobrażeń o przyrodzie.
5. Zakończenie
Na zakończenie chciałbym  jeszcze raz przypomnieć to, co powiedziałem na początku, że 

background image

mianowicie   nasze   wyobrażenie   przyrody   jest   czymś   więcej   niż   zwykłym   tematem 
przyrodoznawstwa;   jest   ono   głównym   wyobrażeniem   kulturowym   i   podstawą   zaufania. 
Chociaż nauka, czyniąc tematem przyrodę, ma do niej z pewnością ograniczony dostęp, to 
charaktery, które w niej i przez nią przypisuje się przyrodzie, są istotne dla odpowiedzi na 
pytanie, czy nasze normatywne posługiwanie się pojęciem przyrody jest prawomocne i czy 
nasze życiowe zaufanie do przyrody opiera się na solidnej podstawie. Z punktu widzenia nauk 
przyrodniczych odpowiedź na te pytania nie może być bezpośrednia, ponieważ normatywne 
wartościowanie   i  zaufanie  są  postawami,  które   ze  względów  metodologicznych   nie  są  w 
przyrodoznawstwie akceptowane. Może być jednak tak, że charaktery, które dzisiaj powoli 
się odsłaniają, z jednej strony przyczynią się do wprowadzenia tych postaw również do nauk 
przyrodniczych,   z drugiej   zaś do  tego,  że  człowiek   będzie  widział   siebie  w przyrodzie   i 
przyrodę w sobie.

[124>] Ciało: przyroda, którą jesteśmy

1. Filozofia przyrody i filozofia ciała

pytanie   o   ludzkie   ciało   stawiane   jest   dzisiaj   w   szczególny   i   nowy   sposób.   Od   czasu 
Nietzschego próbowano nadrobić filozoficzne zapomnienie o ciele i przeciwdziałać wyparciu 
doświadczeń   cielesnych,   które   wypływało   z   filozoficznego   ideału  βίος  θεωρητικός  (b'ios 
theoretikós).  
Mamy   obecnie   wiele   rozwiniętych   filozofii   ciała.   Jako   najważniejsze 
przypomnijmy tylko nazwiska Sartre'a, Merleau-Ponty'ego, Plessnera i Hermanna Schmitza

1

Z   jednej   strony  filozofie   ciała   motywowane   są   Kar-tezjańskim   rozbiciem   człowieka,   a   z 
drugiej   faktycz-nością,   niezaprzeczalną   i   nieusuwalną   konkretnością   człowieka.   Analiza 
faktyczności,   struktury   zachowania,   przeżywanego   życia,   egzystencji   cielesnej   i   wreszcie 
cielesnego   odczuwania   otworzyła   przed   filozoficznym   spojrzeniem   fascynujące   pole,   a 
wspomniani filozofowie opracowali bogate pojęciowe instrumentarium. Filozofia ciała, która 
— co dziwne — w dzisiejszym życiu filozoficznym odgrywa tylko marginalną rolę, stała sic 
w międzyczasie uznaną dziedziną filozoficzną. W reflek-

1

 Jean Paul Sartre, L'`Etre et le Néant (1943); Maurice Merleau--Ponty, La structure du. comportement, (1942): tenże, 

Ph'anoménologie de la perception (1945): Helmut Plessner, Die Stufen des Organischen und der Mensch, w: tegoż. 
Gesammelte Schriften,  Bd.  IV,  Suhrkamp. Frankfurt/M. 1981; Hermann Schmilz,  System der Philosophie,  Bouvier, 
Bonn 1964 n., zwłaszcza Bd. II, Teil 1: Der Leib, Bonn 1965: lenze, Leib und Gefühl. Junfermann. Padeborn 1989.
125

sji nad ludzkim ciałem nie znajdujemy się na pewno dzisiaj na początku. Jeśli powiedziałem, 
że pytanie o ciało stawiane jest dzisiaj w szczególny sposób, to dlatego, że stawiane jest ono 
spoza dyskursu filozoficznego. Ludzkie ciało stało się widoczne — nie jako brakujący po-
średnik,   nie   jako   nieusuwalny   fenomen   czy   opierające   się   ludzkiemu   planowaniu   to,   co 
istnieje „w sobie", lecz jako przyroda.
Zamiast o „przyrodzie" najpierw należałoby może mówić o stworzoności. W każdym razie 
naturalność człowieka należy tu pojmować w możliwie szerokim znaczeniu. Pomyślmy o 
tym, że człowiek je, pije, rodzi się i umiera, że porusza się na ziemi, w wodzie, w powietrzu, 
że nie tylko spostrzega, ale wystawiony jest również na to, co oddziałuje na niego poprzez 
media spostrzegania. Jeśli tak zrozumiemy naturalność człowieka, to natychmiast stanie się 
widoczne,   że   dotychczasowe   filozofie   ciała   niewiele   mówiły   o   takich   procesach   jak 
oddychanie, jedzenie i picie, pływanie, sen, a w każdym razie nie umieszczały ich w cen-
tralnym miejscu. To, że cielesność jako przynależność do przyrody stała się dziś widoczna, 
wiąże się z tak zwanym „problemem środowiska naturalnego". Rabunkowa i pod wieloma 
względami niszcząca postawa społecznie zorganizowanego człowieka w stosunku do przy-
rody odbija się na człowieku. Antropogeniczne zmiany zewnętrznej przyrody, która nawet 
gdy jest torturowana wciąż jednak pozostaje przyrodą, stają się nieusuwalnym problemem 
dokładnie wówczas, gdy zaczynamy je odczuwać „na własnym ciele". Okazuje się wówczas, 
że stosunek do zewnętrznej przyrody jest w istocie stosunek człowieka do siebie samego. 
Oznacza to, że w obliczu problemu środowiska naturalnego człowiek uświadamia sobie swoją 

background image

własną przynależność do przyrody, uświadamia sobie — jak to kiedyś wyraziłem w nawią-
zaniu do Paracelsusa — że żyje w przepływie żywiołów.
Jeśli dzisiaj w ramach „filozofii przyrody z pragmatycznego punktu widzenia" (wyrażenie to 
pochodzi od

126

Klausa  Michaela  Meyer-Abicha)   mamy   przyczynić  się  do  rewizji   stosunku  człowieka   do 
przyrody,   to   powiązanie   filozofii   przyrody   i   filozofii   ciała   ma   decydujące   znaczenie. 
Ponieważ   z   punktu   widzenia   problem   środowiska   naturalnego   stosunek   człowieka   do 
przyrody ostatecznie  okazuje się stosunkiem człowieka  do siebie samego,  stąd oczywisty 
wydaje się postulat, by stosunek człowieka do przyrody badać najpierw w tym miejscu, w 
którym jest on bezpośrednio stosunkiem do własnej natury, tj. do ciała. Również do własnego 
ciała nowożytny człowiek odnosi się tak, jak do zewnętrznej przyrody, tj. obiektywizująco, 
wykorzystująco, destruktywnie.
Jeśli jednak zależy nam na zmianie stosunku człowieka do przyrody, to wątpliwe może się 
wydać, czy stosunek do własnego ciała stanowi problem centralny. Stosunek ten jest bowiem 
z reguły stosunkiem jednostki do siebie samej, podczas gdy problematyzu-jąca relacja do 
przyrody zewnętrznej jest relacją człowieka społecznie zorganizowanego, tj. gospodarczą, po-
lityczną,   naukową.   Jednak   dla   refleksji   filozoficznej,   która   jest   przede   wszystkim   pracą 
poznawczą, problem stosunku do przyrody jako stosunku do ciała może być mimo wszystko 
podstawowy. Również jeśli weźmiemy pod uwagę możliwe oddziaływanie filozofii, to stosu-
nek   do   przyrody   jako   stosunek   człowieka   do   siebie   samego   jest   fundamentalny,   jako   że 
filozofia oddziałuje nie przez ekonomię i politykę — również gospodarka usamodzielniła się 
w stosunku do filozofii — lecz przez tworzenie ideologii i krytykę, przez etykę, pedagogikę i 
teorię poznania. Tematem jest zatem ciało jako własna natura.

2. Przyroda: byt, którym sami jesteśmy

Z  ujęciem ciała jako natury lub natury jako ciała wiążą się pewne trudności. Od powstania 
terminologii filozoficznej terminy przyroda, natura, φύσις (ph'ysis) — jeśli nie znaczątyle co 
istota, czego w tym miejscu nie bierzemy pod uwagę — u sofistów oznaczały za-
127
wsze   coś,   co   stanowi   przeciwieństwo   człowieka   i   sfery   ludzkiej.   Tylko   wcześniej,   u 
presokratyków,  φύσις  mogła oznaczać  również „byt w całości". Od sofistów  φύσις, natura 
rozumiane   były   jednak   w   opozycji   do   techniki,   konwencji,   kultury.   U   Arystotelesa   byt 
naturalny rozumiany jest jako taki byt, który w przeciwieństwie do bytu technicznego ma w 
sobie zasadę swego ruchu.
Nowożytność powtarza ten pogląd przez określenie przyrody w kategoriach zewnętrzności. I 
tak u Kanta natura w sensie materialnym jest określeniem wszystkich przedmiotów danych 
zmysłowi   zewnętrznemu.   U   Hegla   natura   określona   jest   jako   „bycie-poza-sobą"   ducha. 
Wszystkie   te   klasyczne   określenia   natury   nie   wykluczają   przypisania   ludzkiego   ciała 
„naturze". Przeciwnie, ludzkie ciało generalnie traktowano jako część przyrody, jako to, co w 
człowieku naturalne.  To jednak wiązało  się z określoną konceptualizacją  ludzkiego ciała. 
Ludzkie ciało jako natura jest w tym sensie czymś zewnętrznym i obcym  (Äußerliches und 
Äußeres),   danym  
człowiekowi   w   swym   „jak"   i   „co",  zadanym  wszelkiej   możliwej 
samostylizacji, instancją zewnętrzną, a czasami instancją sprzeciwiającą się ludzkiej woli. 
Charakterystycznym przykładem tego poglądu może być Kant. Kantowi można zarzucić, że 
nie widział tematu ludzkiego ciała lub że zmarginalizował go

2

. Jednak ludzkie ciało jako 

element przyrody jest dla Kanta czymś oczywistym.  To właśnie ludzka przynależność do 
przyrody   sprawia,   że   konieczne   staje   się   pytanie   o   wolność.   Jako   przedmiot   naturalny 
człowiek   jest   wszakże   przedmiotem   zmysłu   zewnętrznego   i   odpowiednio   poddany   jest 
prawom   przyrody,   które   odnoszą   się   do   tego   rodzaju   przedmiotów.   Zmysł   wewnętrzny 
natomiast odnosi się jedynie do samopostrzegania się umysłu — nie należy do niego coś 

background image

takiego jak „czucie" w sensie Schmitza.

2

 Jak uczyniliśmy to w: Gernot i Hartmut Böhme, Das Andere der Vernunft. Zur Entwicklung von Rationalitätsstrukturen am  

Beispiel Kants, Suhrkamp, Frankfurt/M 1983.

128

Koncepcji   przyrody   jako   tego   obszaru   bytu,   który   jest   zewnętrzny   wobec   człowieka, 
odpowiada z jednej strony tradycyjne ludzkie rozumienie siebie, a z drugiej naukowe ujęcie 
ludzkiego ciała. Tradycyjnie człowiek widział swoją specyfikę w tym, co jest poza i ponad 
przyrodą, czyli w rozumie, nieśmiertelnej duszy, refleksji. Takie ujęcie znajdujemy nawet u 
niektórych dwudziestowiecznych autorów, którzy uczynili ciało przedmiotem filozofii, np. u 
Plessnera.   Dla   Plessnera   charakterystyczną   cechą   człowieka   jest   ekscentryczność,   tj.   taka 
pozycja,   który   wyłącza   go   z   przyrody   i   czyni   go   w   niej   bezdomnym.   W   klasycznej 
samodefinicji człowieka własna naturalność jest zazwyczaj  czymś  nieistotnym,  czymś,  co 
należy przezwyciężyć,  czymś  niższym,  co upodabnia go do zwierząt: jest ona jego zwie-
rzęcością. Z drugiej strony nauka potraktowała ludzkie ciało jako organizm, tj. jako coś, co 
można   zobiektywizować   za   pomocą   metod   nauk   przyrodniczych.   Tym   przedmiotem   — 
poczynając od anatomii, przez fizjologię aż do nowoczesnej, biochemicznie nastawionej me-
dycyny — jest ciało innego człowieka lub własne ciało traktowane jako obce. Miarodajną 
empirią nie jest tu doświadczenie siebie, lecz doświadczenie zewnętrzne, które coraz bardziej, 
podobnie   jak   we   wszystkich   naukach   przyrodniczych,   staje   się   doświadczeniem   zapo-
średniczonym przez przyrządy.
Podsumowując możemy powiedzieć: przyrodą jest tradycyjnie to, czym sami nie jesteśmy. W 
konsekwencji ludzkie ciało jako natura zostało potraktowane jako coś zewnętrznego wobec 
człowieka.
W   obliczu   tej   tradycji   temat   „Ciało:   przyroda,   którą   sami   jesteśmy"   jest   paradoksalny. 
Naturalność i modus bycia  sobą  (Selbstsein)  zdają się wykluczać.  Rzeczywiście,  autorzy, 
którzy badali ludzkie ciało szczególnie jako bycie sobą, jak np. Schmitz, terminologicznie 
odróżniali „ciało" i „organizm"  i unikali  wiązania ciała z bytami  przyrodniczymi  czy też 
łączenia własnych badań z przyrodoznawczym ujęciem ludzkiego ciała. Jeśli
129
ciało jako ten byt, którym sami jesteśmy, rozumiany jest jako  przyroda,  to również wobec 
tych badań konieczna jest modyfikacja.
Jednak   jeszcze   poważniejsze   są   zmiany,   których   trzeba   dokonać   w   tradycyjnym   pojęciu 
przyrody. Pojęcie to i tak przestało być ostre przez to, że tradycyjne przeciwstawienia — czyli 
przyroda kontra technika, konwencja, kultura — zostały postawione pod znakiem zapytania 
przez możliwości technicznej reprodukcji przyrody. Temat ciała jako przyrody, którą sami 
jesteśmy, domaga się całkowicie nowej w stosunku do tradycyjnej wizji i koncepcji przyrody. 
Tę   zmianę   w   stosunku   do   tradycji,   która   przyrodę   pojmowała   całkowicie   na   sposób 
zewnętrzności,   Hans   Jonas   określił   wyrażeniem   „od   wewnątrz":   „Dzięki   temu,   że   sami 
jesteśmy   żyjącymi   organizmami,   dysponujemy   wiedzą   od   wewnątrz   [...].   Jako   żyjące, 
materialne   istoty,   w   naszym   doświadczeniu   siebie   możemy   niejako   mieć   wgląd   w 
wewnętrzność substancji"

3

. To, czy nową koncepcję przyrody szczęśliwie określa wyrażenie 

wzięte z relacji topologicznych — „od wewnątrz" — musimy dopiero sprawdzić za pomocą 
analizy kategorii bycia sobą. Decydujące nie jest bowiem to, że tkwimy w naszym ciele jak w 
mieszkaniu, które my znamy od wewnątrz, podczas gdy inni widzą je tylko od zewnątrz, lecz 
to, że jako ciała sami jesteśmy przyrodą.
3. Bycie sobą
Chociaż bycie  sobą w sensie tożsamości  jest jedna z podstawowych  kategorii  zachodniej 
filozofii, to jako modus bycia, a tym bardziej jako powszechny topos, nie stała się explicite 
przedmiotem badań. U Platona prawdziwy byt, idee, określane są mianem  α`υτόν  (a`utón): 
sprawiedliwość sama w sobie, takożsamość sama w sobie, istota żyjąca sama w sobie. W tym 
kon-

background image

3

 Hans Jonas. Organismus und Freiheit, Vandenhoeck & Ruprecht, Göttingen 1973, s. 154 (również s. 142).

130

tekście αυτόν (a`utόn) nie oznacza tożsamości, lecz określona jest przez opozycję do innego 
sposobu istnienia. Wszystkie inne byty, zwłaszcza byty istniejące w świecie zmysłowym, są 
tylko „tak jak..."  τοιο~ύτον  (toio'uton). Bycie sobą i nie bycie sobą różnią się tu tak, jak 
oryginał i obraz, jak sam Sokrates i obraz Sokratesa. Oczywiście, pojawia się tu natychmiast 
problem odniesienia do siebie, który ostatecznie rozsadza tę koncepcję. Jeśli sprawiedliwość 
sama w sobie jest tym, co bycie sprawiedliwym, a wszystko inne jest sprawiedliwe tylko o 
tyle, o ile jest takie, jak sprawiedliwość sama w sobie, to pojawia się pytanie, czy sama 
sprawiedliwość jest sprawiedliwa.
Z   drugiej   strony   u   Platona   znajdujemy   również   źródło   innej   koncepcji   bycia   sobą.   W 
Alcybiodesie pierwszym człowiek sam w sobie nie jest pojęty jako człowieczeństwo w ogóle, 
jako   idea   człowieka,   lecz   jako   „używający"

4

.   Sokrates   twierdzi,   że   w   człowieku   istnieje 

instancja, w stosunku do której wszystko inne, od ciała do języka, jest czymś, czego człowiek 
używa. Instancję tą nazywa też „duszą". Okazuje się jednak, że jaźń w człowieku nie jest 
bynajmniej dana, lecz musi zostać ukształtowana jako modus jego bycia. Tworzy się ona 
przez to, że w refleksji człowiek uzyskuje dystans w stosunku do siebie i dopiero przez to 
staje się właściwym podmiotem działania.
Nie chcę tu dalej wymieniać tych okresów w historii filozofii, w których bycie sobą odgrywa 
jakąś rolę. Chciałbym natomiast podkreślić dwie rzeczy: po pierwsze, bycie sobą jako modus 
bycia określane jest przez opozycję, odgraniczenie od innego modus bycia, a mianowicie 
tego, co niedobrowolne, od czystego dziania się, heteronomii, bycia narzędziem. Po drugie, 
do bycia sobą należy moment refleksyjności. Warto również wspomnieć, że w Byciu i czasie 
Heideggera bycie sobą pojawia się jako modyfikacja „my" egzystencji. Bycie

4

 Zob. moją interpretację w: Der Typ Sokrates, rozdz. Selbstsorge, Suhrkamp, Frankfurt/M 1988.

131

sobą jako właściwość jest odgraniczeniem od popadniecie w „Się" i tym samym decydującym 
przyjęciem każdorazowo własnego bytowania.
Te określenia bycia sobą mogą wprawdzie dostarczyć pewnych wskazówek co do tego, jak 
należy   je   rozumieć   jako   modus   bycia   przyrody,   ale   odpowiednie   pojęcia   trzeba   jednak 
opracować przez odniesienie do problemu, który stał się okazją do wysunięcia tej koncepcji.
4. Być samemu przyrodą
Okazją do sformułowania, że ciało jest przyrodą, którą jest sam człowiek, jest fakt, że każdy z 
osobna   człowiek   odczuwa   dzisiaj   na   własnym   ciele   skutki   społecznego   działania   wobec 
przyrody.  To odczuwanie  przypomina  o tym,  że sam jest przyrodą.  Nie chcę oczywiście 
twierdzić, że to odczuwanie jest już świadomością ekologiczną, ani nawet, że świadomość ta 
wyniknie   z   niego   bez   kroków   pośrednich   i   przede   wszystkim   bez   dodatkowej   wiedzy. 
Chciałbym natomiast wysunąć twierdzenie, że z owym „odczuciem na własnym ciele" wiąże 
się istotny moment świadomości ekologicznej, a mianowicie tak zwane „poruszenie". Trudno-
ści  z  oddychaniem   w oparach  smogu,  alergie   na  produkty  spożywcze,  alergia   słoneczna, 
alergie na medykamenty i ubranie, bóle głowy, zakłócenia wywołane hałasem — wszystko to 
są utrudnienia, które nas dotykają. Weźmy jako przykład trudności z oddychaniem w oparach 
smogu. To, że oddycha się dzisiaj ciężko, że powietrze jest trudne do wdychania, nie jest 
chłodnym   stwierdzeniem   faktu,   które   można   na   przykład   usłyszeć   jako   ostrzeżenie   w 
wiadomościach, ale jest to doświadczenie bezpośredniego dotknięcia: To  mnie  oddycha się 
ciężko. Owo mnie zawiera implicite refleksyjność. Implicite — ponieważ nie zakłada ani „ja", 
które dokonuje refleksji, ani „ja" jako przedmiotu refleksji

5

. Obecne w do-

5

  Zob. uwagi na temat filozofii „mnie" w: G. Böhme.  Philosophieren mil Kant. Zur Rekonstruktion des Kantischen  

Erkenntnis- und Wissenstheorie. Suhrkamp. Frankfurt/M 1986, s. 229 n.

132

tknięciu „mnie" jest źródłem tej refleksji, która może się następnie stać wyraźną samowiedzą. 

background image

Tę refleksyjność wymieniłem jako jeden z tradycyjnych momentów bycia sobą.
Ponadto dopiero  przez to,  że ciężko  mi  się oddycha,  doświadczam  — a następnie  mogę 
uczynić przedmiotem refleksji — że jestem istotą oddychającą i istotą zdaną na oddychanie. 
Poza tym za sprawą obecnej w trudności oddychania tendencji do ucieczki odczuwam, że 
zdany   jestem   na   powietrze,   które   mnie   otacza,   jako   na   medium   życia.   Samo   powietrze 
dopiero przez trudności z oddychaniem  staje się fenomenem.  Ten przykład pokazuje, jak 
wygląda — za sprawą dotknięcia ciała przez problem ekologiczny — doświadczenie ciała 
jako doświadczenie własnej natury. Dotychczasowa filozofia ciała obszernie badała czucie 
cielesne, a w jego ramach również oddychanie jako rytmiczną fluktuację ekonomi cielesnej 
napinania i rozprężania

6

. Tematem refleksji nie stało się jednak przez to ani powietrze, ani to, 

że   człowiek   jako   oddychający   jest   niejako   „istotą   powietrzną",   istotą,   która   istnieje   w 
przepływie żywiołu „powietrze".
Jeśli po tym krótkim wykładzie fenomenologii zapytamy: w odróżnieniu od jakiego innego 
modus bycia definiujemy „bycie samemu przyrodą", to odpowiedź brzmi: w odróżnieniu od 
„nieporuszenia".   „Być   samemu   przyrodą"   znaczy   odczuwać   na   własnym   ciele   swoją 
przynależność do przyrody. Nie chcę w tym miejscu zajmować się pytaniem o to, na ile dana 
jest tu możliwość specyficznego sposobu poznania przyrody. Powiem tylko tyle: Chodzi tu w 
każdym razie o zmysłowe poznanie przyrody. Decydujące jest jednak to, że poznanie to nie 
realizuje   się   jako   zmysłowa   konstatacja   danych   lub   faktów,   lecz   jako   zaangażowane 
uzmysłowienie sobie. Zmysłowość jest tu w podwójnym sensie usy-

6

 Hermann Schmilz, System der Philosophie, Band 2, Teil l: Der Leib, Bouvier, Bonn-Berlin, 21892, § 49, 50.

133

tuowaniem (Befindlichkeit): w sposobie, jak się czuję, uzmysławiam sobie, w jakim znajduję 
się otoczeniu

7

.

Stwierdzenie   to   nasuwa   pytanie,   czy   taka   świadomość   zmysłowa   —   by   posłużyć   się   tu 
wyrażeniem Rudolfa zur Lippego

8

 — pojawia się tylko w sytuacji negatywnej. Innymi słowy: 

Czy własna natura odczuwalna jest tylko wówczas, gdy jest skrępowana? Oczywiście nie. 
Gdy negatywne doświadczenia zwrócą naszą uwagę na bycie sobą jako na bycie dotkniętym 
przez  własną  naturę,  to  wówczas  pojawiają  się  również   łatwo  doświadczenia   pozytywne. 
Pozytywne poruszenie, czy też lepiej: zaangażowanie we własną naturalność, jest procesem, 
który staje się emfatyczny, jeśli dokonuje się świadomie czy też w sposób zamierzony. Na tej 
podstawie   możemy   powiedzieć,   na   czym   właściwie   polega   zaangażowanie:   Człowiek   w 
pewnym  sensie zapomina się w procesie życiowym.  Dobrym  przykładem jest tu dziecko, 
które po przybyciu na plażę biegnie ku niej w podskokach. Przyspieszenie jest przy tym tylko  
nieświadomą emfazą, a nie życzeniem, by coś szybciej zdobyć, gdyż to coś jest już przecież 
obecne.
Popatrzmy jeszcze raz na to, co odsłania się w tych przykładach cielesnego poruszenia przez 
zatrucie środowiska i w dziecięcej radości życia. Bycie sobą w byciu naturą polega przede 
wszystkim na tym, że procesy życiowe zawierają ukryte odniesienie do siebie — oddycha mi 
się ciężko, cieszę się — językowo może najlepiej zostałyby one wyrażone w medium języka 
greckiego. Można by również powiedzieć, że właśnie tu jest właściwe miejsce analizowanej 
przez Heideggera struktury troski. Jest rzeczą wątpliwą, czy człowiekowi chodzi o własne 
bycie. Doświadczenie siebie pokazuje jednak, że procesy życiowe są przeżywane tak, że w 
nich samych zawarte jest nieustanne zaangażowanie w ich możliwość. W tym, co pozytywne, 
i w tym, co negatywne,

7

  Zob. G. Böhme. Für eine ökologische Naturästhetik, Suhrkamp. Frankfurt/M 1989.

8

 Rudolf zur Lippe. Sinnesbewußtsein. Rowohlt, Reinbek 1997.

134

w ciężkim oddechu i w radosnym  zaczerpnięciu powietrza człowiek odczuwa siebie jako 
istotę,   która  znajduje  się  w  procesie  realizacji.   „Bycie  samemu   przyrodą"  to   właśnie  ten 
poruszony   i   zaangażowany   proces   efemerycznego   bycia   tu   oto  (Dasein)  —   myśl   o 

background image

śmiertelności czy o zbliżaniu się do śmierci nie jest do tego konieczna.
Po drugie, z tym doświadczeniem wiąże się bezpośrednio doświadczenie tego, co nazywamy 
zewnętrzną czy materialną przyrodą. Doświadczenie tej materialnej przyrody nie jest jednak 
doświadczeniem przedmiotów czy rzeczy, chociaż zawiera w sobie ziarno „nie [bycia] sobą" 
(Nichtselbst). Przyroda, którą sam nie jestem, wchodzi w moje własne bycie naturą jako me-
dium. 
W poruszeniu czy w zaangażowaniu we własne bycia naturą zawarta jest zależność od 
przyrody, którą sam nie jestem. Przyroda ta nie jawi się zatem jako „byt--w-sobie", lecz jako 
przyroda  dla   mnie.   Na  tej   podstawie   można  zrozumieć  sens  klasycznej   nauki   o  czterech 
żywiołach — ogniu, wodzie, ziemi i powietrzu — i ich odniesieniu do jakości zmysłowych. 
Cztery   żywioły   pojmowane   były   jako   media   w   odniesieniu   do   istoty,   która   sama   jest 
przyrodą. Cztery jakości, które charakteryzują te żywioły — ciepło, zimno, wilgotno, sucho 
— charakteryzują zarazem potrzeby istoty żyjącej: głód jest potrzebą zimnego i suchego, 
pragnienie jest potrzeba ciepłego i wilgotnego

9

.

Dotąd zajmowaliśmy się przyrodniczym istnieniem człowieka na płaszczyźnie podstawowej, 
to znaczy: bez uwzględnienia emancypacji osoby. W dziecięcej bezpośredniej radości życia 
nie miała ona jeszcze miejsca, w kurczowym chwytaniu powietrza dorosły człowiek powraca 
na poziom przedosobowy. Zanim jednak zajmiemy się wynikająca z osobowej emancypacji 
dialektyka odniesienia do przyrody, musimy zająć się jeszcze jedną kwestią, która jest od niej 
niezależna, a miano-

9

  Zob. G. Böhme.  Aristoteles' Chemie: eine Stoffwechselchemie,  w: G. Böhme,  Alternativen der Wissenschaft,  Suhrkamp, 

Frankfurt/M 1980.

135

wicie   kwestią   pozoru.   Jeśli   powyżej   przypomniałem,   że   w   klasycznej   nauce   o   czterech 
żywiołach   przyroda   widziana   była   najpierw   poprzez   scharakteryzowane   wedle   jakości 
zmysłowych   media,   to   z   punktu   widzenia   doświadczenia   ciała   jest   to   na   pewno 
fenomenologicznie przekonujące. Jeśli jednak oddychanie określimy jako potrzebę świeżego 
powietrza, głód jako potrzebę czegoś suchego/zimnego, to dzisiaj musielibyśmy powiedzieć, 
że wyrażenia te są bardzo mylące i że skrywają one właściwie prawdziwą sytuację człowieka 
w przyrodzie. Tym, czego człowiek potrzebuje do oddychania, jest tlen, a jego odżywianie się 
polega   zasadniczo   na   przyjmowaniu   węglowodanów,   tłuszczy   i   białek.   Stąd   jego 
bezpośrednie potrzeby okazują się pozorem. Oczywiście, mamy tu również do czynienia z 
roszczeniem   przyrodoznawstwa,   które   miałoby   dostarczać   jedynej   i   prawdziwej   wizji 
przyrody.   Pomijając   jednak   nawet   argument,   że   przyrodoznawstwo   traktuje   naturalne 
istnienie człowieka na sposób przedmiotowy, możemy powiedzieć, że pozór należy do samej 
przyrody. Kiedy Heraklit mówi, że przyroda lubi się ukrywać — przyroda, która jako φύσις 
(phi'ysis)  jest przecież tym, co się odsłania — to już on zauważa, że podstawowym rysem 
przyrody jest różnica między zjawiskiem a stanem rzeczy. Oczywiście, jedzenie i picie służą 
odżywianiu. Zazwyczaj jednak człowiek nie przeżywa ich jako działań służących odżywianiu, 
lecz jako zaspokojenie głodu i pragnienia. Owo — jak możemy powiedzieć — pośrednie 
odniesienie do celu w przyrodzie jest szczególnie widoczne w przypadku reprodukcji. Żadna 
istota żyjąca, a człowiek tylko w wyjątkowych przypadkach, nie podejmuje aktu seksualnego 
ze   względu   na   reprodukcję   gatunku.   Reprodukcja   pozostaje  jednak   celem   tego   działania. 
Chodzi   w   nim   raczej   o   przyjemność   i   zaspokojenie   potrzeby,   o   poszukiwanie   pewnych 
bodźców i atmosfer i zanurzanie się w nich. Naturalny cel „reprodukcji gatunku" człowiek 
przeżywa jako miłość lub seksualność lub też jako mieszankę obydwu tych rze-

136

czy. W każdym razie niezależnie od tego, czy chodzi
o     cielesną,   czy   o   osobową   bliskość   z   ukochaną   osobą,   potomstwo   jest   tylko   skutkiem 
ubocznym.
Jeśli  zatem biorąc  pod uwagę to, co powiedzieliśmy powyżej,  stwierdzimy,  że tworzenie 
pozorów i pośrednie osiąganie celów należą do podstawowych rysów przyrody, to wynika 

background image

stąd, że miłość i jedzenie są sposobami naszego bycia przyrodą. Tak zwane kultywowanie czy 
to odżywiania się w formie jedzenia, czy to reprodukcji płciowej w formie miłości nie jest 
zatem   jedynie   „upiększeniem"   celu   naturalnego.   Zasłona   Mai   jest   częścią   natury,   a   my, 
ludzie, przez kultywowanie naszego bycia przyrodą podtrzymujemy tę zasłonę. Dlatego też 
bycie naturą nie oznacza wcale jedynie powrotu do facto, bruta, lecz również owinięcie się 
zasłoną Mai i zagubienie się w niej.
To tyle na temat zjawiska. Wskazanie na cechę pośredniego odniesienia do celu w przyrodzie 
stwarza   możliwość   przezwyciężenia   przeciwieństwa   między   kulturą   a   naturą.   Człowiek 
autentycznie przeżywa swą naturalność w formach kulturowych. Jednakże jest to ponownie 
przedrefleksyjny, naiwny sposób bycia naturą.
Bycie samemu przyrodą jawiło się nam dotąd jako naiwne zanurzenie w przyrodę — czy to 
przez zaangażowanie i poruszenie, czy to przez uleganie pozorowi. W rzeczywistości my, 
dwudziestowieczni Europejczycy
i dorośli ludzie nie jesteśmy nigdy naturą w ten sposób. Wraz z emancypacją osoby zostaje 
uruchomiona dialektyka bycia ciałem i posiadania ciała, bycia naturą i posiadania natury, a 
„jaźń" konstytuuje się poza i wbrew zanurzeniu w ciele. Warto w elementarnych sposobach 
bycia naturą poszukać źródła wyobcowania się z własnej natury.
Wskazałem na to, że sposoby cielesnego poruszenia i cielesnego zaangażowania  implicite 
zawierają   refleksyjność,   która   oczywiście   może   zostać   łatwo   wydobyta   na   powierzchnię. 
Zwłaszcza w negatywnych doświadczeniach ciała, takich jak złe samopoczucie, ból, itd.
137
obecna jest tendencja do rozwinięcia się instancji „ja". Z „boli mnie" przechodzimy do „Ja 
jestem tym, kto odczuwa ból", a następnie do lokalizacji bólu „Bolą mnie zęby, brzuch itd.". 
Jako obrona i instancja stabilizująca rozwija się „ja", które nie jest ciałem, lecz je posiada. 
Podobnie   ma   się   rzecz   z   procesami   cielesnej   emfazy:   wzmocnienie   procesu   życiowego, 
zwłaszcza przy lekkiej przesadzie, przechodzi w gest, a tym samym w wyraz konstytuującego 
się jednocześnie wnętrza. To, co u dziecka było jeszcze radosnym wyżywaniem się, w na-
stępnym  momencie  staje się przeżyciem:  „Ja się śmieję".  U dzieci  można  zresztą dobrze 
obserwować zarówno konstytuowanie się „ja" w związku z negatywnymi doświadczeniami, 
zwłaszcza z chorobami, jak i powstawanie wnętrza wraz z jednoczesnym pojawieniem się 
grymaszenia i „małpiego zachowania". W tej drugiej drodze różnicowania się doświadczenia, 
tj. przeżycia  ciała jako zewnętrznej  egzystencji człowieka  wewnętrznego, decydującą rolę 
odgrywa świat społeczny. Pozytywne i negatywne sankcje zewnętrznego zjawiska zmuszają 
dorastającego człowieka do tego zróżnicowania.
Przez powstanie autonomicznej osoby ciało staje się narzędziem, towarzyszem, być  może 
również balastem — w każdym razie czymś, co człowiek ma. Przez powstanie człowieka 
wewnętrznego ciało staje się przejawem, narzędziem wyrażania. W trakcie tego różnicowania 
się człowiek może jednak sądzić, że nie jest ciałem, a zdystansowanie się człowieka wobec 
własnej cielesności, wzmocnione przez metody obiektywnej nauki, może iść tak daleko, że 
własne ciało stanie się dla niego obcym przedmiotem poddanym dowolnej manipulacji czy 
inscenizacji. W rzeczywistości są to jednak złudzenia i ukrywanie dialektyki, która zostaje 
uruchomiona wraz z uświadomieniem sobie pierwotnej reflek-syjności egzystencji cielesnej. 
Odróżnienie   ciała   i   autonomicznego   podmiotu,   człowieka   wewnętrznego   i   zewnętrznego 
nieustannie narażone jest na załamanie się. Człowiek dochodzi do niego z wysiłkiem i trudno 
mu

138

jest uczynić je trwałym. Tak zwane autonomiczne „ja" jest wynikiem ucieczki od poruszenia i 
w każdej chwili może być na nowo przezeń dotknięte — na przykład przez to, że ból stanie 
się nieznośny. Podobnie człowiek wewnętrzny jest rezultatem zahamowania spontanicznego 
wyżycia się i w każdej chwili może się na nowo w nim zatracić. A w końcu autonomiczne 

background image

„ja"   i   człowiek   wewnętrzny   pozostają   zdani   na   uzewnętrznioną   cielesność.   „Ja",   które 
przedstawia się jako podmiot działania, myślenia i chcenia, nie może działać bez zdania się na 
cielesność, nie może myśleć, jeśli nic nie przychodzi mu do głowy, nie może chcieć bez 
energii płynącej z popędów. Oddzielony od swego wyrazu człowiek wewnętrzny pozostałby 
nieokreślony w swym tzw. charakterze, w swoich uczuciach, swoich poruszeniach. Dopiero 
wyraz artykułuje tzw. poruszenia duszy, dopiero on czyni z nich coś określonego. Dlatego też 
wszyscy   przezorni   myśliciele,   którzy   mówili   o   posiadaniu   ciała   i   o   wyrazie,   podkreślali 
zarazem, że człowiek zawsze także jest ciałem i nie „wyraża się", lecz w poruszeniach życia 
wychodzi   z   siebie.   O   tyle   też   tendencje   do   odpod-miotowienia   ciała   pozostają   nadal 
sposobami, w jaki przeżywamy ciało jako przyrodę, którą sami jesteśmy. Jako że okazują się 
one pochodnymi poruszenia i zaangażowania, nie jest to wcale dziwne.
Formy,   w   jakich   człowiek   posiada   ciało   jako   coś   zewnętrznego,   mogą   być   nadzwyczaj 
destrukcyjne. Formą skrajną jest całkowite zapomnienie o byciu sobą lub jego stłumienie, 
kiedy własne ciało traktuje się jako czysty przedmiot. Częściej natomiast spotykamy taką 
formę, w której „posiadanie" oznacza tyle co własność lub instrumentalizacja. Skoro mamy 
ciało — tak brzmi odpowiednia maksyma  — to możemy  nim dysponować tak jak naszą 
własnością. Natomiast ciało jako narzędzie staje się przedmiotem tresury, wprowadzania w 
różne   stany   i   manipulacji   zgodnie   z   życzeniami   osoby.   Nie   uwzględnia   się   tu   własnej 
podmiotowości ciała, chociaż pojawia się ona właśnie wtedy, gdy zakładamy róż-

139

nicę pomiędzy „ja" i ciałem. Owa podmiotowość jest po prostu lekceważona, co mści się w 
hipochondrii i wszelkich możliwych dolegliwościach psychosomatycznych. Na organizm nie 
patrzy się tu nawet jak na dane do okiełzania zwierzę — jak to było w klasycznej pedagogice, 
która uzewnętrzniając ciało liczyła się z jego własną wolą. W koncepcji tej podmiotowość 
ciała   przeciwstawia   się   podmiotowości   „osoby"   jako   coś   obcego.   To,   że   tym   obcym 
podmiotem może być sam człowiek, jest tej pedagogice obce.
Przez emancypację osoby „bycie naturą" wkracza w wieloraką dialektykę bycia i posiadania. 
Dialektyka ta ma tendencję do destrukcji, gdyż rozejście się „ja" i ciała pozbawia osobę jej 
siły  i  jej  produktywności,   a  ciało  jego  własnej  wartości.   Podobną   dialektykę  znajdujemy 
również w naszym drugim przykładzie bezpośredniego bycia samemu przyrodą, a mianowicie 
w zagubieniu się w pozorach. Owo życie w pozorze przyrody zostaje zakwestionowane przez 
wiedzę. Człowiek przestaje po prostu jeść, lecz wie również o tym, że powinien się odżywiać; 
człowiek nie tylko oddaje się cielesnej miłości, lecz wie, że ma lub może to mieć związek z 
poczęciem. Skorzystaliśmy już z tej wiedzy o przyrodzie, gdy za Heraklitem przejawianie się 
przyrody określiliśmy jako jedną z charakterystycznych jej cech czy też nawiązując do tego 
stwierdzenia powiedzieliśmy, że swoje cele przyroda osiąga zazwyczaj w sposób pośredni. 
Różnica pomiędzy przejawianiem się i ukrywaniem, różnica pomiędzy prowadzeniem życia i 
przy okazji osiąganym  celem życiowym  może  być  wyrażona jedynie  z pozycji wiedzy o 
naturze. Ta wiedza wpływa jednak na bezpośrednie czynności życiowe, na sposób, w jaki 
sami   jesteśmy   przyrodą.   Mniej   lub   bardziej   wyraźnie   wiedza   ta   jest   obecna   w   całej 
udokumentowanej   historii   ludzkości.   Nowożytna   nauka   ogromnie   ją   jednak   pomnożyła   i 
zwłaszcza w naszym stuleciu wiedza ta nieustannie wdziera się w naszą codzienną wiedzę. 
Chodzi tu o wiedzę o organach, o funkcjach poszczególnych organów

140

i cieczy w organizmie, chodzi tu o wiedzę o potrzebach — od ogólnej wiedzy o potrzebie 
odżywiania  się i poczynania nowego życia  aż po bardzo specyficzne konieczne do życia 
rzeczy,  takie jak witaminy. Chodzi tu o wiedzę o możliwościach sterowania, blokowania i 
nasilania   czynności   cielesnych,   chodzi   tu   o   całą   obszerną   wiedzę   o   biologii   reprodukcji, 
wreszcie   o   systematyczną   wiedzę   o   organizmie   jako   takim.   Wiedza   ta   jest   często   tylko 
pozorna, jest ona mniej lub bardziej ścisła, ma nieokreślony zakres, a do zwykłego człowieka 
dociera ona zazwyczaj bez dodatkowej wiedzy o granicach jej zasięgu. W każdym razie jest 

background image

ciągle obecna. Dlatego też nie możemy już sami być przyrodą w sensie zagubienia się w 
zasłonie Mai, niezależnie od tego, jak bardzo zasłona ta jest naznaczona kulturowo. Wiedza 
nie doprowadza wprawdzie do zaniku zasłony, ale ją rozrywa. Nie jest już możliwe jedzenie 
bez pytania  o to,  czy człowiek  dobrze się  odżywia  lub też  być  może  naraża  tym  swoje 
zdrowie;   podobnie   cielesna   miłość   nie   jest   możliwa   bez   myśli   o   zapobieganiu   ciąży. 
Konfrontacja   z   cielesnymi   wzburzeniami,   stanami   cielesnymi   jest   uwarunkowana   przez 
wiedzę o środkach sterowania i stwarzania pożądanych uwarunkowań. Przez uświadomienie 
sobie  różnicy pomiędzy przejawem i stanem  rzeczy  w przyrodzie  ludzkie przekształcanie 
przejawu przyrody, na przykład w postaci kultury jedzenia i kultury miłości, okazje się czymś 
obcym wobec bycia samemu przyrodą. Kultura nie jest już postrzegana jako forma bycia na-
turą. Z drugiej strony przyroda jawi się człowiekowi jako facto, bruta, naga prawda, która po 
prostu dzieje się, ale którą sam człowiek nie jest. Bycie sobą zostaje wówczas przeniesiona w 
sferę racjonalnego obchodzenia się z tymi czynnikami naturalnymi. Zanika względna pew-
ność związana z byciem naturą, tj. zaufanie do tego. że cele naturalne zostaną zrealizowane w 
tradycyjnych czynnościach życiowych, ale nie zostaje ona zastąpiona wystarczającą wiedzą. 
Nie jest już rzeczą pewną, że jedzenie i picie podtrzymują jedność ciała i duszy, ale
141
wiedza dotycząca psychologii odżywiania się jest niewystarczająca, a szczególnie konsument 
staje się w tej dziedzinie zależny od eksperta. W tych warunkach nie można już mówić o 
byciu sobą. Po wyłączeniu się ze sfery pozoru nowożytny człowiek gubi się w pozorach: 
gąszczu   opinii,   mód   dietetycznych,   najnowszych   informacji   o   szkodliwych   materiach   i 
środkach leczniczych.
5. Zakończenie
Na zakończenie chciałbym podkreślić, że wszystkie te uwagi mają sens jedynie w ramach 
antropologii z pragmatycznego punktu widzenia

10

. Idąc za przykładem Kanta tego rodzaju 

antropologia zajmuje się pytaniem o to, co uczyni z siebie człowiek w warunkach wiedzy o 
człowieku.   Dla   tego   rodzaju   antropologii   nie   istnieje   najpierw   ciało   i   dusza,   a   następnie 
problem ich połączenia; nie istnieje też organizm, który poprzez zachowanie, a ostatecznie 
dzięki duchowi, zostaje podniesiony na wyższy poziom integracji; nie istnieje też „ja" i jego 
mózg.   Takie   składowe   elementy   determinujące   oraz   warstwy   ludzkiej   konstytucji   mogą 
istnieć i rzeczywiście istniały. Są one jednak zależne od tego, jak człowiek odnosi się do 
samego   siebie.  O tyle   fałszywe   jest  również   ironiczne   odnoszenie   się  do kartezjańskiego 
dualizmu   i   odrzucanie   go   jako   fałszywej   teorii.   Jest   raczej   rzeczą   zupełnie   możliwą,   że 
człowiek będzie się do siebie odnosił tak, iż jego ciało wyda mu się maszyną, a swoje „ja" 
odpowiednio   przeniesie   on   w   sferę   myśli.   Problem   zapośredniczenia   nie   sprowadza   się 
wówczas jedynie, jak sądzili kartezjanie, do kwestii współdziałania obu tych instancji, ale jest 
to   również   kwestia   obaw,   niekompetencji   i   cierpienia,   jakie   niesie   ze   sobą   taka 
samostylizacja. Podobnie nie można się dzisiaj wycofać na pozycje konsekwentnego holizmu 
i udawać, że nie istnieją możliwości alienującego i obiektywizującego

10

  G.   Böhme.  Antropologia   filozoficzna.   Ujęcie   pragmatyczne,  tłum.   Piotr   Domański,   Wydawnictwo   IFiS   PAN, 

Warszawa 1998.

142

ujęcie samego siebie i samosterowania. Możliwości te związane są po prostu z „pęknięciami 
w bycie". Co zatem należy robić? Chociaż nasza analiza była jedynie szkicowa, to pokazała 
ona, że sposoby, w jakie sami jesteśmy naszą naturą, naznaczone są alienacją, zapomnieniem 
o sobie, wykorzystywaniem samego siebie i niepewnością. Pokazała ona również, że w relacji 
do naszej własnej natury niejako paradygmatycznie rozstrzyga się to, w jaki sposób odnosimy 
się do przyrody jako takiej. Zmiana  naszego odniesienia  do przyrody powinna się zatem 
rozpocząć właśnie tutaj. Można tu sformułować następujące maksymy dotyczące tej zmiany:
1.  Wiedzy o naszej własnej naturze, tj. o tym, że nasze ciało jest naturą i istnieje jako część 
całej przyrody, dostarcza nam dzisiaj zasadniczo nauka. Z drugiej strony nauka dostarcza nam 

background image

wiedzy o naszej naturze, ale nie w sposób, w jaki ją przeżywamy, lecz w sposób, w jaki 
można nas samych ująć jako przedmiotową naturę. Chodzi zatem przede wszystkim o to, by 
poradzić sobie z tą przytłaczającą wiedzą, włączyć ją w nasze bycie sobą czy też zachować 
owo   bycie   w   obliczu   tej   wiedzy.   Postulat   ten   konkretyzuje   się   na   przykład   w   znanym 
postulacie dojrzałości pacjenta, który sam ma odwagę postawić granicę władzy ekspertów i 
dokonać wyboru wobec nieskończonych możliwości manipulacji; konkretyzuje się on też w 
postulacie, aby wreszcie rozwinąć wiedzę o własnym ciele zgodnie z tym, jak nim jesteśmy.
2.  Druga maksyma odnosi się do obchodzenia się z własnym ciałem, którym człowiek jako 
wyemancypowana osoba z konieczności nie jest, lecz które ma.  Należałoby też rozwinąć 
zawarte przynajmniej negatywnie w pedagogice mieszczańskiej uznanie samoistnej wartości 
ciała. Uznanie, że w samoistnej wartości ciała aktywna jest uzewnętrzniona natura człowieka, 
mogłoby prowadzić do relacji partnerskiej. Zdanie na samodzielne funkcjonowanie ciała nie 
musi oznaczać, że posługujemy się nim jak niewolnikiem. Wydaje się, że
143
właśnie to ma wyrażać formuła, którą Popper i Eccles

!

 

l

— posługując się językiem potocznym — odnoszą do tej relacji: racking one's brain. Chodzi 
tutaj o to, by przez mniej  lub bardziej  zręczne bodźce pobudzać mózg  do oczekiwanych 
dokonań, ale nie o to, by zdać się na autonomię samej przyrody, która i w tym przecież przy-
padku jest przyrodą, którą sami jesteśmy.
Takie zdanie się na własną naturę byłoby dzisiaj
—     po   przejściu   przez   dialektykę   refleksji   i   wiedzy   —   na   pewno   możliwe.   Czy   też, 
powtarzając uwagę Kleista z jego studium o teatrze marionetkowym: „Możliwe, że od tyłu raj 
jest otwarty".

11

 Karl Raimund Popper, Sir John Carew Eccles, The Self and Its Brain, Springer. Heigelberg 1977.

[144>] Przyroda w epoce możliwości jej technicznej reprodukcji

1. Wprowadzenie

W 1936 roku Walter Benjamin opublikował studium, które odtąd, a zwłaszcza od czasu jego 
opublikowania   po   niemiecku   w   roku   1955,   istotnie   określiło   dyskusję   na   temat   różnicy 
między sztuką klasyczną a nowożytną. Jego tytuł brzmi: Dos Kunstwerk im Zeitalter seiner  
technischer   Reproduzierbarkeit  
(Dzieło   sztuki   w   epoce   możliwościjego   technicznej  
reprodukcji
)

l

.  W   studium   tym   Benjamin   zauważa,   że   możliwość   technicznej   reprodukcji 

dotknęła „sedna" sztuki (Benjamin ma na myśli przede wszystkim sztuki plastyczne), czyli że 
nie zmieniło  się tylko  „jak" i „co" produkcji  artystycznej  — na  przykład  współczesnego 
malarstwa nie można zrozumieć bez uwzględnienia faktu, że na polu obrazów wyrósł mu 
konkurent w postaci fotografii — lecz że zmieniło się to, czym w ogóle jest dzieło sztuki, i to 
włącznie z istniejącymi  już dziełami, nie wyłączając Mony  Lisy.  Benjamin nie precyzuje, 
jakie techniki reprodukcji ma na myśli; zgodnie z tym, co dostępne było w jego czasach, 
myśli o fotografii, filmie, płycie. Kiedy jednak mówi o możliwości technicznej reprodukcji, to 
abstrahuje od nadal istniejącej możliwości reprodukcji rzemieślniczej i ma na uwadze takie 
udoskonalenie

1

Walter Benjamin, Das  Kunstwerk im Zeitalter seiner technischer Reproduzierbarkeit.  Drei Studien zur Kunstsoziologie, 

Suhrkamp, Frankfurt/M. " 1979.

145

reprodukcji, które umożliwia nie tylko wytworzenie kolejnego egzemplarza danego gatunku, 
lecz powielenie danej jednostki. Tym, w co uderzają tego rodzaju techniki, jest —jak mówi 
Benjamin — „prawdziwość", jedy-ność i niepowtarzalność oryginału, a przez to związana z 
nim godność

2

. Nie  jest wykluczone,  że już w 1936 roku Benjamin  przeczuwał,  w jakim 

stopniu zostaną nieco później zniszczone oryginalne dzieła europejskiej sztuki i architektury. 
W   każdym   razie   po   1945   roku   przyzwyczailiśmy   się   brać   reprodukcje   za   oryginały   — 
pomyślmy o katedrze w Hildesheim czy o rynku w Warszawie. Według Benjamina, czysta 
możliwość   ich   reprodukcji   już   wcześniej   doprowadziła   do  rozpadu   aury

3  

dzieł   sztuki,   do 

background image

zaniku tego nimbu czy aureoli, które otaczały klasyczne dzieła sztuki i nadawały im rangę 
postaci historycznych — stwarzających dystans i wywołujących szacunek.
Przemiana ta nie dotyczyła — Benjamin wiedział o tym bardzo dobrze — pojedynczych dzieł 
sztuki, aura nie jest zresztą czymś, co dodaje do dzieła sztuki coś przedmiotowego. Rozkład 
aury   jest   raczej   aspektem   przemiany   instytucji   społecznej   „sztuka"   i   społecznych   funkcji 
dzieła   sztuki,   jaka   dokonuje   się   wraz   z   uprzemysłowieniem   wytwarzania   dzieł   sztuki. 
Masowa reprodukcja dzieł sztuki czy też ich zasadnicza reproduko-walność istotnie zmienia 
sposób patrzenia na nie. Benjamin mówi tu o przemianie wartości kultowej dzieła sztuki w 
wartość wystawienniczą

4

.

Ku   przemianie   instytucji   „sztuka",   którą   Benjamin   wiąże   z   możliwością   technicznej 
reprodukcji dzieł sztuki, dążyli sami ówcześni awangardowi artyści: ich celem był rozkład 
sztuki, włączenie jej w życie. Częściowo posługiwali się środkami wymienionymi przez

2

 Tamże, s. 2 n.

3

  Tamże, s. 15. Na temat tego pojęcie por. Marleen Stoessel,  Aura.  Das vergessene Menschliche. Zur Sprache und  

Erfahrung bei Walter Benjamin. Hanser Verlag, München 1983.
4 Tamże. s. 21.
146

Benjamina — pomyślmy o readymades Marcela Duchampa — a częściowo używali innych 
środków,   które   jednak   również   zmierzały   do   zniszczenia   aury,   tak   jak   np.   uwydatnienie 
aspektu pracy przy tworzeniu dzieła sztuki. Benjamin zauważa jednak to, czego awangardzi-
ści   często   nie   widzieli:   wskazuje   na   to,   że   owe   techniki   i   strategie   nie   doprowadzą   do 
zniesienia sztuki jako takiej, lecz jedynie do przezwyciężenia tradycyjnego pojęcia sztuki i do 
narodzin nowego. We wspomnianym studium  Benjamin  pokazuje, że techniki reprodukcji, 
które prowadzą do śmierci oryginału, a przez to do śmierci dzieła sztuki w sensie klasycznym, 
stają się technikami produkcji nowego rodzaju dzieł sztuki. Ma tu na myśli taką produkcję, w 
której nie występuje coś takiego jak oryginał, gdyż to, co produkowane, od samego początku 
przedstawiane jest za pomocą aparatów i dlatego jego bycie zależne jest od istnienia technik 
reprodukcji. Dotyczy to filmu i tych wytworów nowoczesnej muzyki,  które posługują się 
syntezami technicznymi.  Benjamin  łączył z tym nadzieję, że sztuka zostanie w ten sposób 
wyzwolona z ezoteryki podziwu ze strony wykształconego mieszczaństwa i profesjonalnej 
krytyki i stanie się częścią kultury masowej 

5

. Przewidywał, że w ten sposób sztuka stanie się 

przedmiotem polityki — czy to przez estetyzację polityki w faszyzmie, czy przez polityzację 
sztuki w komunizmie

6

.

Studium   Benjamina  Das  Kunstwerk   im   Zeitalter   seiner   technischer   Reproduzierbarkeit  
czytamy   dzisiaj   z   mieszaniną   akceptacji   i   dezaprobaty,   która   płynie   stąd,   że   nasze 
podstawowe alternatywy społeczne wyglądają inaczej. Nie opuszcza nas jednak ów nastrój 
przerażenia,   który  według   Heideggera   jest   podstawowym   nastrojem   filozofowania   w   XX 
wieku. Mamy poczucie, że w swoim studium Benjamin prawdopodobnie wypowiedział taką 
prawdę o naszej epoce, która wychodzi

5

 Tamże, s. 33.

6

 Tamże, Nachwort, s. 42 n.

147

daleko poza spory historyków sztuki. Prawda ta ujawnia się, gdy „dzieło sztuki" w tytule 
studium Benjamina spróbujemy zamienić na „przyrodę" czy też gdy uświadomimy sobie, że 
skoro sztuka i przyroda od czasów greckich są w naszej kulturze pojęciami bliźniaczymi, to 
fundamentalna zmiana znaczenia jednego pojęcia nie może nie dotknąć drugiego.
Rozpad   aury:   oznaczało   to   zniesienie   wywołanego   szacunkiem   dystansu,   świadome 
zniszczenie jedyności, uwolnienie z tradycyjnych więzów i radykalną przemianę w wartość 
użytkową i wymienną. W odniesieniu do przyrody może to oznaczać: zniesienie wszelkiego 
uznania   tego,   co   dane,   zniesienie   czci   dla   życia;   może   to   oznaczać   zniszczenie 
indywidualności,   a   z   pewnością   oznacza   radykalne   wykorzystanie   przyrody   jako   towaru. 
Tym,   co   nas   w   tej   możliwości   przeraża   —   niezależnie   od   wszelkiego   romantyzmu   i 

background image

umiłowania przyrody — jest ponowne uświadomienie sobie, że kiedy mówimy „przyroda", to 
mówimy o sobie samych: mówimy o przyrodzie, którą sami jesteśmy. Możliwość technicznej 
reprodukcji przyrody stawia pod znakiem zapytania nasze własne samorozumienie

7

.

2. Hybris?
Możliwość technicznej reprodukcji przyrody: Boimy się nawet o tym mówić. Człowiek jako 
drugi   stwórca   przyrody?   Czyż   idea   takiego   opanowania   przyrody,   że   to   my   będziemy 
zapewniać jej trwanie w czasie, nie jest arogancka? Czyż przyroda nie jest tą wszechogarnia-
jącą podstawą, którą musimy zakładać we wszystkim, co robimy?
Przyroda jest zawsze większa niż człowiek. Wszelka ochrona i wszelka destrukcja przyrody, 
którą powodujemy, pozostaje w jej ramach. Ale czy oznacza to, że to,

7

  Martin Heidegger,  Beiträge żar Philosophie (Vom Ereignis),  w: tegoż.  Gesammelte Werke,  Bd. 65. Klostermann, 

Frankfurt/M. 1989, s. 21 n. i possim.
148

co ludzie robią z przyrodą, to, co ludzie robią z przyrody, jest nieistotne? Wydaje się, że 
musimy tu znaleźć odpowiednie kryteria.
Jeśli   dzisiaj   musimy   mówić,   że   przyroda   jest   społecznym   i   historycznym   wytworem 
człowieka, to mamy na myśli przyrodę tu na Ziemi, którą dawniej nazywano podksiężycową, 
oraz rzędy wielkości, które są porównywalne z ludzkimi. Jest to przyroda ważna dla nas, 
która nie została jednak dotąd właściwie ujęta jako przyroda dla nas

8

. Ponadto manipulacja 

przyrodą przez człowieka nie jest nieograniczona, czy też lepiej: bezwarunkowa. Człowiek 
zawsze zdany jest jakoś na istniejącą przyrodę, na „materiał", wciąż jeszcze musi korzystać z 
istniejących   praw   natury.   To   jednak,   co   musi   być   nadal   przyjmowane   jako   dane,   uległo 
znacznemu ograniczeniu pod wpływem szybkiego postępu technologii. Od materiałów pracy 
rzemieślniczej:   drewna   i   metalu,   poprzez   pierwiastki,   z   których   wytwarza   się   sztuczne 
materiały, amalgamaty, kryształy, do cząstek elementarnych i cząsteczek atomowych, które 
przez rozbicie, fuzję i nowe połączenie zostają przymuszone do stworzenia pożądanych pier-
wiastków i hybrydowych izotopów.
A   prawa?   Oczywiście,   człowiek   zdany   jest   na   prawo   zachowania   energii,   grawitacji   i 
specyficzne   postacie   wzajemnego   oddziaływania.   Ale   wszystko   ponadto,   większa   część 
regularnego   i   zdeterminowanego   zachowania   w   zsyntetyzowanej   przyrodzie,   jest   jego 
dziełem.
Jak głęboko sięga zatem ludzka reprodukcja przyrody i jak daleko sięga jej istotne znaczenie? 
Przypatrzmy się jej głównym wymiarom i pozwólmy sobie przy tym na nieco fantazji, aby 
zbadać   jej   tendencje.   Przede   wszystkim   pomyślmy   o   pierwszym   obszarze,   w   którym 
reprodukcja  przyrody  nie   została   pozostawiona   samej  sobie,   lecz   była  współkształtowana 
przez ludzką pracę:

8

  Więcej   na   ten   temat   w:  Soziale   Naturwissenschaft.  Wege   zu   einer   Erweiterung   der   Ökologie,  Gernot   Böhme, 

Engelbert Schramm (Hrsg.), Suhrkamp, Fischer, Frankfurt/M. 1985.
149

rolnictwo i leśnictwo. Fundamentalny przełom wiąże się tu z Liebigiem, czyli z początkiem 
uprzemysłowienia   rolnictwa.   Od   czasu   sztucznych   nawozów   Liebiga   rolnictwo   nie   jest 
naturalnym   cyklem   reprodukcji,   który   został   w   pewnym   wymiarze   zaprzęgnięty   przez 
człowieka do jego celów, lecz reprodukcją określonej funkcji przyrody, mniej lub bardziej 
specyficznej płodności, przez dostarczanie substancji, które uzyskiwane są poza regionalnymi 
cyklami. Od tamtego czasu rozwój ów zmierza ku „oderwanemu od ziemi rolnictwu", ku 
stworzeniu   na   rozległych   obszarach   generatorów,   które   bez   spontanicznej   wegetacji 
przemieniają dostarczane im substancje odżywcze w pożądane biomasy.
Pomyślmy, po drugie, o istotach żyjących, dokładniej o gatunkach. Zarówno u Greków, jak i 
w   chrześcijańskim   obrazie   świata   gatunki   uważane   były   za   istniejące   wiecznie   lub   za 
ustanowione przez Boga ramy, jako przyroda w sensie tego, co dane. Człowiek jednak zawsze 
hodował rasy i odmiany, również takie, które bez jego udziału nie mogłyby się rozmnażać. 

background image

Teoria   ewolucji  Darwina  pokazała   nam,  że   gatunki   podlegają  nieustannym   zmianom,  ale 
ludzie nadal traktowali istniejące gatunki jako dane z natury. Obecnie jednak człowiek usiłuje 
twórczo włączyć się w ewolucję, nie tylko wybierać warianty i przez to sterować naturalną 
ewolucją, lecz świadomie i planowo produkować i reprodukować warianty: na końcu znajduje 
się istota żyjąca, która jest zaprojektowana do pożądanych funkcji i opatentowana ze względu 
na korzyść jej wytwórcy.
Pomyślmy, po trzecie, o tak zwanych ekosystemach. Są to regionalne powiązania procesów 
organicznych i nieorganicznych, które odnawiają się cyklicznie — modyfikują je tylko, w 
długich okresach, procesy ewolucyjne. Od dawna wiemy,  że ekosystemy należy rozumieć 
tylko jako idealne konstrukty, że w skali regionalnej i globalnej stan pierwotny nie odnawia 
się samodzielnie, tj. bez udziału człowieka. Dlatego — bardziej realistycznie — mówi się o 
ekosystemach utworzo-

150

nych   przez   człowieka

9

  lub   jeszcze   skromniej:   o   strukturach   ekologicznych

10

.   Utrzymanie 

pożądanej postaci przyrody czy jej regionalnych fragmentów wymaga od człowieka coraz 
większego   nakładu   pracy,   dostarczania   zewnętrznej   energii,   wymiany   materii   i   regulacji 
całego kontekstu odniesienia. Kontynuacja tej linii byłoby ekologiczne zarządzaniew którym 
stabilizacja   systemów   naturalnych   dokonywałaby   się   nie   przez   samoregulację,   lecz   przez 
sterowanie komputerem. Nadmierne obciążenie, które stało się już odczuwalne, doprowadziło 
do   tego,   że   przyrodę   próbuje   się   reprodukować   w   innym   sensie,   to   jest   zastępuje   się 
mechanizmy   samoregulacji   przyrody:   Spektrum   postaci   technicznej   reprodukcji   przyrody 
sięga   od   renaturalizacji   potoków   przez   sztuczne   zakładanie   obszarów   wilgotnych   —   ze 
wszystkim,   co   do   nich   należy,   roślinami,   mikroorganizmami,   owadami,   mniejszymi   i 
większymi zwierzętami — po „rekultywację" całych okolic, które zostały zniszczone przez 
przemysł.
Pomyślmy,   po   czwarte,   o   czysto   estetycznej   reprodukcji   przyrody.   W   tym   przypadku   w 
pewnym   sensie   reprodukowany   jest   przejaw   przyrody   bez   przyrody.   Rozciąga   się   to   od 
sztucznie nawadnianego drzewa w strefie dla pieszych przez ogród w restauracji w pasażach 
metra do sztucznego drzewka bożonarodzeniowego. Potrzeba przyrody zostaje zaspokojona 
przez gesty naśladujące naturalność.
Pomyślmy wreszcie o nas samych, o naszym ciele. Nasze rozmnażanie, które jako naturalne 
dokonywało się niejako przy okazji, a mianowicie jako jeden ze skutków miłości i wspólnych 
posiłków, ma tendencję do oddzielania się od tych kulturowych procesów i jest organizowane 
technicznie. W przypadku odżywiania się może to oznaczać, że posiłki staną się rytualnym 
spożywaniem   ładnie   wyglądających   i   dobrze   smakujących   substancji,   a   następnie   (lub 
wcześniej) uzupełniane

9

 Tak np. określa je prof. Herbert Sukopp z Berlina. 

10

 Por. Soziale Naturwissenschaft, cyt. w przypisie 8.

151

przez odżywki i witaminy w postaci tabletek. W przypadku płodzenia potomstwa może to 
oznaczać, że miłość cielesna będzie zasadniczo miała miejsce jako miłość sterylnych ciał i w 
sterylnych  czasach, podczas gdy poczęcie jako zapłodnienie jaja będzie się odbywało ze-
wnętrznie i planowo. Diagnostyka prenatalna, potem selekcja, później sterowanie i terapia 
zadbają o to, aby powstałe w ten sposób dzieci odpowiadały życzeniom rodziców

11

.

Jako ostatni przykład przytoczmy medycynę.
Dawnej mówiło się, że przyroda jest najlepszym lekarzem, a lekarz nic nie pomoże tam, gdzie 
przyroda   sama   sobie   nie  pomaga.   W  wyniku  rozwoju  nowoczesnej, naukowo-technicznej 
medycyny reprodukcja w sensie powrotu do zdrowia stała się czymś, co ma być wywołane 
świadomie   i   przyczynowo.   Spektrum   reprodukcji   technicznej   ludzkiego   ciała   sięga   od 
zastąpienia   mechanizmów   regeneracyjnych   przez   technicznie   zainstalowane   łańcuchy 
przyczynowe do transplantacji organów i protez. W postaci sterowanej komputerem protezy 
człowiek reprodukuje tu swoją własną naturę.

background image

3. Przyroda i technika
Konsekwencji możliwości technicznej reprodukcji przyrody nie chciałbym teraz śledzić na 
jakiejś   konkretnej   płaszczyźnie.   Nie   chcę   pytać   o   to,   jak   dalece   da   się   zrealizować   czy 
powinno być zrealizowane to, co jawi się jako zasadniczo możliwe. Tkwiące w tym zagro-
żenia,   pytania   etyczne   i   pytanie   o   alternatywne   możliwości   są   dzisiaj   przedmiotem 
różnorodnych dyskusji. Chciałbym raczej pokazać, że niezależnie od tego, w jakim stopniu 
chce się skorzystać z możliwości technicz-

11

  Na   temat   antropologicznych   przemian,   które   dokonują   się   za   sprawą   techniki,   por.   moje   prace:  Antropologia 

filozoficzna.   Ujęcie   pragmatyczne,  tłum.   Piotr   Domański,   Wydawnictwo   IFiS   PAN.   Warszawa   1998,   oraz 
Anthropologische   Veränderungen   in   der  technischen  Zivilisation,  w:  Deutscher   Soziologentag,  Jürgen   Friedrichs 
(Hrsg.), Westdeutscher Verlag. Opladen 1987. s. 475-479.
152

nej reprodukcji przyrody, wydarzyło sie już coś istotnego. Chcę pokazać, że fundamentalnie 
zmieniło się już to, czym jest dla nas przyroda, i że fundamentalnie zmieniła się sytuacja 
człowieka, który sam jest częścią przyrody i żyje w przyrodzie. Można to wyrazić również 
tak: Jeszcze zanim możliwość technicznej reprodukcji przyrody całkowicie przemieni ją dla 
nas w konkretnych przypadkach,  przyroda jako istotny element naszej europejskiej kultury 
zostalajuż zdegradowana, 
żeby nie powiedzieć — zniszczona. Co prawda zwodzić nas może 
fakt, że „przyroda (natura)" jako wiodące wyobrażenie kulturowe przeżywa dzisiaj hossę. 
Przyroda jako wartość rekreacyjna, przyroda jako element estetyki towarów, przyroda jako 
cel dążeń politycznych,  przyroda  jako gwarancja jakości czegokolwiek. Ten, kto opatruje 
swoje wyroby przymiotnikiem „naturalny", chce tym samym zasygnalizować, że mamy tu do 
czynienia z czymś dobrym: z naturalnym mydłem, z naturalnymi kosmetykami, z naturalnymi 
kolorami. Jeszcze mocniej wyraża to określenie bio: biowino, bioenergia, biologiczne środki 
piorące.   Przyroda   jako   wartość   jest   późnym   potomkiem   tradycji   europejskiej,   w   której 
przyroda   (natura)   była   wyobrażeniem   normatywnym   znajdującym   się   w   polu   napięcia: 
przyroda a kultura i cywilizacja, i mającym swoje oparcie w ontologii, kosmologii lub teologii 
stworzenia. Świadczą o tym takie wyrażenia, jak „prawo naturalne", „to, co naturalne", „stan 
natury", „natura rzeczy".  We wszystkich tych wyrażeniach zakłada się istnienie pierwotnie 
danego porządku świata, porządku każdej rzeczy  i relacji ludzkich, w stosunku do którego 
wszystko, co jest dziełem człowieka, jest nietrwałe.
Wyrażenie „przyroda (natura)" od czasu greckiego oświecenia uzyskiwało swój profil dzięki 
odgraniczeniem.  Świadczą  o tym  takie przykłady jak: natura i technika,  natura i kultura, 
natura i cywilizacja, natura i konwencja. Natura rozumiana jest tu zawsze jako coś, co jest w 
pewnym sensie przeciwieństwem świata czło-
153
wieka — w tym mianowicie sensie, że natura oznacza coś, co istnieje samo z siebie, co samo 
z siebie jest tym, czym jest, i jako takie odtwarza się, podczas gdy z drugiej strony świat 
człowieka określony jest przez dowolne konwencje i prawa, przez wytwarzanie i przez fakt, 
że   to,   co   w   nim   istnieje   i   obowiązuje,   trwa   tylko   dzięki   nieustannemu   potwierdzaniu   i 
odtwarzaniu   go   przez   człowieka.   W   spektrum   tych   odgraniczeń   podstawową   rolę   pełni 
przeciwstawienie  φύσις/τέχνη.  Φύσις  (ph'ysis)  jest greckim określeniem przyrody i oznacza 
„to, co rośnie", to, co ukazuje się samo z siebie. Τέχνη (téchne) oznacza ludzką sprawność i 
umiejętność wytwarzania i odnosi się zarówno do tego, co dzisiaj nazywamy techniką, do 
rzemiosła i rolnictwa, jak i do dziedziny sztuki. Według Arystotelesa  φύσις  jest obszarem 
tego, co istnieje samo z siebie. To, co istnieje z natury, swoją zasadę ruchu ma w sobie

12

. To 

natomiast, co istnieje dzięki technice, otrzymuje swoją zasadę ruchu od człowieka, tj. dzięki 
ustanowionemu przez człowieka celowi (Zwecksetzung), i w swoim istnieniu oraz reprodukcji 
jest   całkowicie   zdane   na   człowieka.   Słynny   przykład,   którym   Arystoteles   ilustruje   to 
przeciwstawienie, to wiklinowe łóżko. Jeśli zakopiemy je w ziemi, to wyrośnie wyklina, a nie 
łóżko.

background image

Według tej podstawowej dla naszej europejskiej kultury koncepcji przyrodą jest to, co istnieje 
i   odtwarza   się   samo   z   siebie.   U   Greków   znaczyło   to   „od   zawsze",   w   kontekście 
chrześcijańskim   „ze   źródła   Bożego   stworzenia".   Można   oczywiście   twierdzić,   że   takie 
wyobrażenie przyrody ulega erozji od czasu wczesnej nowożytności. Już w renesansie całość 
przyrody przedstawiana była w postaci wielkiego zegara. Następnie u Kartezjusza znajdujemy 
program, zgodnie z którym przyrodę powinniśmy pojmować tak, jak rzemieślnik pojmuje 
swoje   rzemiosło,   tj.   przez   odniesienie   do   robienia  (Machen)   i  wytwarzania  (Herstellen).  
Zwierzęta, a w końcu i samo ludzkie ciało,

12

 Arystoteles. Fizyka B I. tłum. Kazimierz Leśniak, w: tegoż. Dziełą wszystkie, t. 2. PWN. Warszawa 1990.

154
pojmuje  się  tu  na   wzór   maszyny.   Mogło   oczywiście   tak   być,   ale   nie   może   nam   to   przysłonić 
głębokiego przełomu, jaki sic dokonał w naszym wieku za sprawą możliwości technicznej reprodukcji 
przyrody. Jeśli bowiem przyroda była nawet przedstawiana jako produkt rzemiosła, to był to produkt 
boskiego rzemieślnika, który „eminentnie", to znaczy w sposób niedościgniony, przekracza zdolności 
ludzkiego wytwarzania.
Jeszcze Newton uznał pytanie o porządek systemu planet, a potem jeszcze bardziej fundamentalne 
pytanie o podstawowe własności materii, za nienaukowe i odesłał je do teologii. Jeszcze Kant, dla 
którego   dzieło   Newtona   było   wzorem   wyjaśnienia   naukowego,   uważał   za   nie   do   pomyślenia 
„Newtona   źdźbła   trawy".   Jeszcze   Liebig,   przeciwnik   romantycznej   filozofii   przyrody   i   bojowo 
nastawiony przedstawiciel eksperymentalnego przyrodoznawstwa w XIX wieku, uważał za konieczne 
dla   wyjaśnienia   porządku   organicznego   przyjęcie   istnienia   swoistej   siły   życiowej.   Nie   muszę 
kontynuować tej listy świadków klasycznego pojęcia przyrody. Widzimy, jak daleko oddaliliśmy się 
od   tego   świata   pojęciowego   wraz   syntezą   sekwencji   DNA,   technicznym   wytwarzaniem   cząstek 
elementarnych,   tworzeniem   nowych   pierwiastków.   Nie   tylko   nie   widzimy   żadnych   zasadniczych 
granic wytwarzania tego, co dane w przyrodzie; nie tylko analogicznie, ale dosłownie wypełniamy 
Kartezjański program poznawania przyrody z punktu widzenia możliwości jej wytwarzania, ale wręcz: 
Przyroda nie jest już wcale czymś danym. Przyroda jest tym, co zasadniczo możliwe do wytworzenia.  
Widzimy, że w sensie klasycznego pojęcia przyrody zdanie to jest paradoksalne czy też doprowadza 
to   pojęcie   przyrody  ad   absurdum.  Z  drugiej   jednak   strony   absurdalne   jest   też   nazywanie 
nienaturalnymi   pierwiastków   o   liczbie   porządkowej   bliskiej   stu   czy   też   nazywanie   nienaturalną 
insuliny, która nie powstaje w człowieku, lecz wytwarzana jest przez genetycznie zmodyfikowane  
bakterie. Nie da się też wskazać wyraźnej granicy między sztucznymi mate-
155
riałami,   które  wytwarzane  są  w  wyniku   wynalezionego przez  człowieka  procesu  polimeryzacji,  a 
takimi materiałami, które powstają dzięki procesom roślinnym.
Możliwość technicznej reprodukcji przyrody oznacza koniec takiego pojęcia przyrody, które czerpało 
swoją   siłę   z   przeciwstawienia   przyrody   obszarowi   wytwórczego   działania   człowieka.   Obecne 
powoływanie   się   na   przyrodę   jako   wartość   o   tyle   okazuje   się   ideologiczne,   że   opiera   się   na 
wyobrażeniu przyrody jako czegoś stałego w momencie, w którym — zapewne w sposób bezpow-
rotny — wyobrażenie to się rozpada.

4. Przyroda i sztuka

Tradycyjne   przeciwstawienie  φύσις  i  τέχνη  przyrody   i   techniki   lub   sztuki   implikowało   nie   tylko 
wzajemne   oddzielenie   obu   pojęć,   lecz   również   ich   wewnętrzne   odniesienie.   Jest   to   szczególnie 
wyraźne   w   klasycznej   estetyce.   To,   czym   jest   przyroda,   i   to,   czym   jest   sztuka,   można   tu   było 
zrozumieć przez ich wzajemne odniesienie. Jako przykład takiego sposobu myślenia chciałbym tu 
przytoczyć cytat z Krytyki wladzy sadzenia Kanta. Kant mówi: „Przyroda była [dla nas] piękną, gdy 
wyglądała  zarazem  jak sztuka; sztuka zaś może tylko wtedy być nazywana piękną, kiedy jesteśmy 
świadomi tego, że jest sztuką, a mimo to wydaje się nam przyrodą"

13

.

Cytat ten wymaga  kilku wyjaśnień. Przede wszystkim nie należy się tu zatrzymywać  przy formie 
czasu przeszłego „była": Kant ma tu jedynie na myśli wcześniejsze rozważania. Jego twierdzenie jest 
zatem takie: przyrodę nazywamy piękną wówczas, gdy wygląda tak jak sztuka. Owo „wygląda tak jak 
sztuka" oznacza, że przyroda sama z siebie prezentuje się jako uporządkowana i podlegająca prawom, 
tak   że   —   jak   mówi   Kant   —   możemy   ją   zrozumieć   tylko   wówczas,   gdy   pojmiemy   ją   jako 
skonstruowaną według planu, tj. jako wytwór

background image

13

 Immanuel Kant. Krytyka wtadzy sadzenia, tłum. Jerzy Gałecki. PWN, Warszawa 1986. B 179, § 45, s. 230.

156

techniki.   Dlatego   mówi   o   „technice   przyrody":   „Samoistne   piękno   przyrody   ukazuje   nam   pewną 
technikę przyrody, które pozwala nam wyobrazić ją sobie jako system oparty na prawach"

14

. Oznacza 

to jednak, że jedną z podstawowych cech przyrody,  która jest nam dostępna przede wszystkim w  
doświadczeniu estetycznym, możemy zrozumieć tylko wówczas, gdy przyrodę pojmujemy w analogii 
do techniki.
W drugiej części przytoczonego cytatu Kant mówi też coś przeciwnego, a mianowicie, że to, czym jest 
sztuka, musi być rozumiane przez odniesienie do pojęcia przyrody. „Sztuka zaś może tylko wtedy być 
nazywana piękną, kiedy jesteśmy świadomi tego, że jest sztuką, a mimo to wydaje się nam przyrodą". 
Kiedy Kant mówi tu o „pięknej sztuce", to chce przez to wskazać na dziedzinę, którą nazywamy  
sztuką — było to wówczas konieczne, gdyż wyrażenie to obejmowało wówczas jeszcze inne obszary 
celowego wytwarzania, takie jak rzemiosło i technika. Według Kanta, dzieła „pięknej sztuki" są takie, 
że nie widać w nich, iż zostały wytworzone (czy też nie powinno to być widoczne). Powinny wyglą-
dać tak, jak gdyby istniały same z siebie, tj. jak gdyby były dziełami przyrody. Nadanie produktom 
celowego   wytwarzania   wyglądu   czegoś   samoistnego,   sprawienie,   aby   to,   co   całkowicie   polega 
regułom, wyglądało w sposób niewymuszony — na tym właśnie, według Kanta i w całej klasycznej 
wizji   sztuki,   polega   istota   sztuki.   Ściśle   związane   z   tą   wizją   jest   pojęcie   geniuszu:   artysta   jest 
człowiekiem, w którym i przez którego wytwarza sama przyroda.
Estetyka klasyczna uczy nas zatem, że chociaż przyroda i technika są pojęciami przeciwstawnymi, a 
ich cechy właściwie się wykluczają, to jednak z drugiej strony odsyłają  do siebie i zwłaszcza w 
istotnych przypadkach trzeba je ujmować razem. Przyroda budzi nasz podziw właśnie wówczas, gdy 
wygląda jak sztuka, a sztuka

14

 Tamże, B 77, s. 133.

157

jest rzeczywiście sobą wówczas, gdy pozostawia za sobą wszelką technikę i wygląda jak przyroda. 
Trzeba tu dodać, że w klasycznym rozumieniu sztuka widziana była jako naśladowanie przyrody i że 
aż po teorie techniki z naszego wieku również technikę pojmowano jako naśladowanie przyrody.
Ścisłe powiązanie pojęcia sztuki i pojęcia przyrody pokazuje, że rozkład klasycznego pojęcia sztuki z 
konieczności musiał dotknąć pojęcia przyrody.  Może to jednak również sugerować, że techniczna 
reprodukcja przyrody nie musi być wydarzeniem przełomowym,  skoro przyroda zawsze uznawana 
była za szczególnie godną podziwu wówczas, gdy wyglądała jak wytwór techniki. Ten zarzut  nie 
uwzględnia   jednak   faktu,   że   znajdujemy   się   tutaj   in  asetheticis,  to   jest   w   dziedzinie   pozoru. 
Zniszczenie pozoru jest tu zniszczeniem samej rzeczy. Chodziło właśnie o to, że w rzeczywistości 
sztuka nie jest przyrodą, a przyroda nie działa w sposób techniczny. Sztuka automatyczna, w której 
albo   próbowano   bezpośrednio   wyrazić   podświadomość,   albo   za   pomocą   generatorów   przypadku 
wytwarzano  grafiki, była  właśnie  jedną z  sił,  które doprowadziły do upadku klasycznego  pojęcia 
sztuki. Wyrazem tej destrukcji jest również to, że na dziełach sztuki nowoczesnej pozostawiano ślady 
ich   wytwarzania,   tj.   niszczono   właśnie   pozór   ich   samoistności,   bycia-z-siebie.   Przez   strategie 
odczarowania,   przez   ukazywanie   tego,   co  techniczne,   podobnie   jak  przez   wyraźnie   korzystanie   z 
przypadku zniszczono aurę sztuki. W rezultacie artysta utracił swoją aureolę, jak to wyraża piękna 
alegoria Baudelaire'a: W ulicznym tłoku aureola wpadła pisarzowi do błota. Jak to później wyraził 
Musil, pisarz staje się „stawiaczem liter" (Striftsteller), a malarz „stawiaczem farb" (Malsteller).
Przyroda miała jednak również aureolę, którą mogła utracić, nimb, który stanowił ojej znaczeniu jako 
wiodącego   wyobrażenia   kulturowego.   Nimb   ten   był   związany  właśnie   z   tym,   że   przyroda,   która 
prezentowała się

158

jako uporządkowana i podlegająca prawom, jawiła się jako wytwór mistrzowskiej techniki, 
czym   jednak   jako   przyroda   nie   była.   Kant   mówi,   że   istnieje   moralne   zainteresowanie 
człowieka tym pozorem, który jednocześnie stanowi przecież o pięknie przyrody. To moralne 
zainteresowanie przyrodą wyrażało się w rozpowszechnionym zwłaszcza od XVIII wieku, ale 
obecnym  również dzisiaj, utożsamianiu przyrody z „tym, co pierwotne, dobre, niewinne". 
Przyrodę ceni się tu jako piękny porządek, porządek, który objawia ona niejako bez wysiłku i 
sam z siebie — podczas gdy cywilizowany człowiek musi się do niego zmuszać. Aura, która 
otacza przyrodę, czy też lepiej: przedmioty przyrodnicze, jest tym, co godne podziwu w jej 

background image

porządku, w który się organizuje jej celowość bez celu, jak mówi Kant. Człowiek reaguje na 
nią postawą moralną, a mianowicie postawą szacunku wobec istniejącego porządku.
Jak powiedziałem, owa aura przyrody rozpada się, jeśli dzieła przyrody nie są rozumiane 
przez analogię do dzieł techniki, lecz rzeczywiście stają się dziełami techniki. To właśnie ten 
rozpad aury przyrody,  a tym samym  przyrody jako wionącego wyobrażenia kulturowego, 
przeżywamy   w   wyniku   technicznej   reprodukcji   przyrody.   Jeśli   proces   ten   określam   jako 
szybko postępujące odczarowanie przyrody, to nie chcę przez to powiedzieć, że nowożytne 
przyrodoznawstwo   pomniejszyło   nasz   podziw   dla   jej   dzieł.   „Techniki   przyrody",   które 
stopniowo   odkrywamy   —   pomyślmy   choćby   o   wyrafinowanych   międzykomórkowych 
wytwórniach   białka   —   są   raczej   znacznie   bardziej   godne   podziwu,   niż   to   wszystko,   co 
przypisywał   jej   wiek   XVIII.   Dopiero   przejście   do   faktycznej   możliwości   wytworzenia 
prowadzi  do rozpadu aury.  Już eksperymenty,  które związane  są przecież  z manipulacją, 
zakładają   zanik   czci   wobec   życia   —   najbardziej   wyraźne   jest   to   w   eksperymentach   ze 
zwierzętami.   Zdolność   do   technicznej   reprodukcji   procesów   przyrodniczych   prowadzi   do 
całkowitego załamania się pełnego szacunku dystansu i tylko przez swój

159

ostentacyjnie zuchwały gest sugeruje, że przekraczane są tutaj granice.
Ponieważ   w   tej   części   mego   wystąpienia   poruszam   się   w   dziedzinie   estetyki,   przykład 
rozkładu aury chciałbym  zaczerpnąć  właśnie z niej. Pochodzi on z młodej  jeszcze gałęzi 
nauki, która zajmuje się fraktalami. Niedawno widziałem, jak przez nieskończone powielanie 
prostokątów w stałej skali pomniejszającej na dłuższą metę powstaje wrażenie liścia paproci. 
Fakt, że przez rekursywną regułę wytwarzania z prostej formy podstawowej uzyskuje się 
bardzo   wyrafinowaną   i   nader   „swoistą"   formę   naturalną,   cieszy   oczywiście   każdego,   kto 
oswojony jest z myśleniem właściwym przyrodoznaw-stwu. Nie można jednak zaprzeczyć 
przerażeniu, które związane jest z takim wytworzeniem „formy naturalnej": liść paproci.
Chciałbym tu przytoczyć jeszcze Kaniowski przykład takiej utraty aury:

„Cóż bardziej wielbią poeci niż czarownic piękne trele słowika [rozbrzmiewające] w samotnych krzakach 
w cichy wieczór letni przy łagodnym świetle księżyca? Znane są jednak przykłady, że w braku takiego 
śpiewaka,   jakiś   krotochwilny   gospodarz   gości   swych,   którzy   przybyli   do   niego,   aby   rozkoszować   się 
wiejskim powietrzem, wyprowadził ku ich najwyższemu zadowoleniu w pole w ten sposób, że ukrył w 
krzakach   swawolnego   chłopaka,   który   umiał   [...]   naśladować   te   trele   w   sposób   zupełnie   podobny  do 
przyrody. Wystarczy jednak stwierdzić, że jest to oszustwo, i nikt nie potrafi już dłużej przysłuchiwać się 
śpiewowi,   który   wcześniej   uważał   za   tak   powabny   [...].   Abyśmy   mogli   żywić   bezpośrednie 
zainteresowanie w pięknie jako takim, musi ono być przyrodą albo musimy je za nią uważać [...]"

15

.

Ten raczej dowcipny przykład nie może jednak rzeczywiście zilustrować powagi utraty aury, 
wciąż bowiem uznaje za nienaruszalne rozróżnienie pomiędzy „byciem przyrodą" i „byciem 
uznawanym przez nas za przyrodę". My natomiast jesteśmy świadkami zacierania się tego 
właśnie rozróżnienia.

15 Tamże, B 172 n., s. 223-224.
160

Za sprawą możliwości jej technicznej reprodukcji przyroda traci tę swoją aurę, a przez to 
przestaje   być   przydatna   jako   wiodące   wyobrażenie   kulturowe.   Przyroda   była   w   naszej 
europejskiej kulturze busolą pozwalającą nam na orientację w kosmosie, podstawą naszego 
moralnego   rozumienia   siebie,   biegunem   sfery   naszych   pojęć   prawnych,   społecznych   i 
politycznych.
W tym miejscu nie mogę analizować wszystkich konsekwencji rozkładu klasycznego pojęcia 
przyrody. Chciałbym skupić się na jednej, doniosłej dziedzinie, a mianowicie na obszarze 
ludzkiego rozumienia siebie. Przyroda, której częścią jesteśmy i którą posiadamy, była dotąd 
mocnym punktem oparcia w budowaniu tego samorozumienia.

5. Przyroda, którą sami jesteśmy

W antropologii filozoficznej Kant odróżnia między antropologią fizyczną i antropologią w 
ujęciu   pragmatycznym.   Antropologia   w  ujęciu   pragmatycznym   zajmuje  się  pytaniem:  Co 

background image

człowiek może (lub powinien) z siebie zrobić? Antropologia fizyczna zajmuje się natomiast 
tym, co stanowi  physis  człowieka, tj. tym, co dane z natury. W tym sensie ludzka natura, 
ludzka  physis,  jest częścią przyrody,  którą sami jesteśmy,  ciałem. Wszystko, co od niego 
zależy i co było naszym udziałem dzięki niemu, było dotąd akceptowane jako fakt i mogło 
być   przez   człowieka   włączone   w   jego   autoprojekt   już   przez   samo   zajęcie   wobec   niego 
stanowiska czy też  poprzez jego instrumentalizację. Człowiek rodził  się jako kobieta lub 
mężczyzna,   z   określonymi   skłonnościami   i   określoną   konstytucją,   być   może   nawet   z 
określonymi  chorobami.  Ciało mogło  go obarczyć  chorobą, w ciele  budziły się popędy i 
nastroje, z którymi człowiek miał sobie radzić. To samo odnosiło się do tego, co wynika z 
cielesnej   egzystencji   człowieka:   dzieci   „jakoś"   przychodziły   na   świat   i   mogły   być   dla 
człowieka błogosławieństwem lub przekleństwem. Ciało, konstytucja, dzieci —
161
to wszystko było przede wszystkim losem, z którym należało sobie poradzić. To radzenie 
sobie   było   zarazem   źródłem   siły   „Ja".   Nastroje   i   popędy   były   wyzwaniem   dla 
samopotwierdzenia, okazjami do panowania nad sobą i kształtowania charakteru.
Co   stanie   się   z   człowiekiem   w   chwili,   gdy   to,   co   było   jego   naturą,   zostało   zasadniczo 
włączone   w dziedzinę  reprodukcji  technicznej?   Jak  będą  się  konstytuować   w  przyszłości 
godność człowieka i szacunek dla samego siebie, jeśli zatrze się różnica pomiędzy tą naturą, 
która jest dana, a tą jej postacią, którą określa sam człowiek, jeśli zatrze się różnica pomiędzy 
faktycz-nością i projektem?

16

Jak ma się utrzymać nieuniknione „bycie poruszonym" (Betroffenheit), które zmusza mnie do 
uznania, że jestem moim ciałem, nawet jeśli je mam

17

, skoro zasadniczo wszystkie organy, 

nawet serce, są wymienialne? Czy jednoznaczne utożsamienie się z moją płcią może być 
wyjściową podstawą mego rozumienia siebie, jeśli płeć można hormonalnie i operacyjnie 
zmieniać? Jak ma się kształtować „Ja" i jak „owo „Ja" ma kształtować swój charakter, jeśli 
radzenie sobie z konstytucją, popędami, nastrojami nie jest już sprawą woli, lecz zręcznego, 
racjonalnego i funkcjonalnego sterowania za pomocą lekarstw? Jak rodzice mają sobie radzić 
z ciężarem, który dzieci zawsze stanowią, jeśli nie przyjmuje się ich jako danych zrządzeniem 
losu, lecz ich istnienie zależy od rodziców, którzy mogą stosować środki antykoncepcyjne lub 
ich nie stosować? Jak ma przebiegać konfrontacja z ich konstytucją, chorobami, płcią, jeśli za 
sprawą możliwości diagnostyki prenatalnej, selekcji i terapii również jakość dzieci stawia się 
w polu odpowiedzialności rodziców?

16

  „Faktyczność" i ..projekt" to terminologia Martina Heideggera z Bycia i czasu. por. Martin Heidegger. Bycie i czas,  

tłum. Bogdan Baran. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 1994, s. 78 n., 206 n.

17

  "Jestem   moim   ciałem   i   zarazem   je   mam":   te   podstawowa  sytuację   człowieka   Helmut   Plessner   nazywa 

„ekscentrycznością".

162

Powiedziano, że za sprawą możliwości technicznej manipulacji fizycznym rozmnażaniem się 
człowieka ludzka natura stała się przygodna

18

. Można by nawet powiedzieć jeszcze mocniej, 

że coś takiego jak ludzka natura zostało całkowicie zniszczone, o ile natura oznaczała to, co 
faktyczne, to, co dane przez los. Nie można wprawdzie powiedzieć, że nie ma już nic danego, 
przypadkowego   czy   losowego.   Człowiek   zawsze   będzie   miał   do   czynienia   z   napięciem 
pomiędzy faktycznością a projektem. Istotne jest to, że sama granica stoi do dyspozycji, tak 
że ostatecznie to, co zechce się lub musi się przyjąć jako fakt, jest sprawą ludzkiego projektu. 
W tym miejscu może najwyraźniej widać istotę tego, co pojawiło się na świecie za sprawą 
możliwości   technicznej   reprodukcji   przyrody,   a   także   nieodwracalność   tego   wydarzenia. 
Rozkład natury, tj. tego, co człowiek musi przyjąć jako swoją  physis,  nie zależy  wcale od 
tego, czy manipuluje on swoim ciałem  lub swoją fizyczną  reprodukcją, czy też nimi  nie 
manipuluje.   Na   przykład:   Równomiernego   poziomu   sprawności   oczekuje   się   również   od 
kogoś, kto nie podtrzymuje swojej kondycji za pomocą środków pobudzających i nasennych, 
za   pomocą   tabletek   od   bólu   głowy   i   środków   psychotropowych.   A   przywołując   jeszcze 

background image

bardziej dobitny przykład: Również ci rodzice, którzy świadomie opowiedzieli się przeciw 
diagnostyce  prenatalnej, nie mogą postrzegać dzieci z mongolizmem po prostu jako losu. 
Oznacza to: od chwili, gdy środki stały się dostępne, każdy musi sam zadecydować, gdzie 
przebiega granica przyrody. Ale nawet to, co „pozostawia" jako przyrodę, tj. to, czym nie 
manipuluje, nie jest już czymś po prostu danym. A to przecież było ludzką φύσις: to, co było 
człowiekowi dane i tym samym zadane.

18

Wolfgang van den Daele. Mensch nach Maß, C. H. Beck, München 1985.

6. Zakończenie
Jeśli,   nawiązując   do   Waltera   Benjamina,   analizujemy   w   taki   sposób   konsekwencje 
możliwości   technicznej   reprodukcji   przyrody,   to   tak   jak   w   przypadku   sztuki,   również   w 
odniesieniu do przyrody musimy powiedzieć, że prowadzą one do zniszczenia tego, czym 
kiedyś   była   przyroda.   Dotyczy   to   wszelkiej   konkretnej   części   przyrody:   chodzi   tu   o 
zniszczenie przyrody jako elementu naszej europejskiej kultury, o degradację przyrody jako 
wiodącego   wyobrażenia   kulturowego.   Tak   jednak   jak   koniec   sztuki,   który   Benjamin 
zapowiadał wraz z dadaistami i surrealistami, nie oznaczał końca sztuki jako takiej, podobnie 
ani zniszczenie konkretnej części przyrody nie jest zniszczeniem przyrody jako takiej, ani 
rozkład klasycznego pojęcia przyrody nie jest końcem naszego wyobrażenia przyrody. Wraz z 
rozwojem metod reprodukcji technicznej  powstała  nowa, inna forma sztuki. Analogicznie 
możemy zapytać: jaka będzie przyroda w epoce możliwości jej technicznej reprodukcji?
Jeśli spróbujemy odnieść do tego pytania przeprowadzoną przez Benjamia analizę rozwoju 
sztuki, to musimy być bardzo ostrożni, pamiętając o tym, że nadzieje, jakie Benjamin wiązał z 
nową   sztuką,   okazały   się   całkowicie   złudne.   Nowa   sztuka   nie   przyniosła   proletariackiej 
kultury masowej, a upolitycznienie sztuki nie przyniosło rezultatów, którymi można by się 
chlubić.
Zachowując jak największą ostrożność, możemy powiedzieć tak: Za sprawą możliwości jej 
technicznej   reprodukcji   przyroda   przestaje   być   określona   przez   swe   przeciwieństwo   — 
technikę, kulturę, cywilizację, przez domenę człowieka. Oznacza to, że w wymiarze swej 
praktycznej doniosłości sama przyroda musi być pojmowana jako produkt kulturowy

19

; to zaś 

z drugiej strony oznacza, że człowiek wraz ze swoją kulturą coraz bardziej rozumie siebie 
jako część przyrody. Pojęcie

19

 Na temat tej kategorii zob. Soziale Natunvissenschaft.

164

przyrody traci przez to swoje kontury i w pewien sposób staje się ponownie pojęciem całości, 
którym   było   już   u   presokratyków.   Otwiera   to   możliwość   nowej   filozofii   przyrody   jako 
filozofii pierwszej, zamyka jednak zarazem  możliwość wyprowadzania z pojęcia przyrody 
norm moralnych. Rozróżnienia moralne muszą być dokonywane poniżej pojęcia przyrody i 
ponad   nim.   Niesie   to   ze   sobą   dla   człowieka   dalsze,   radykalne   otrzeźwienie   kulturowego 
rozumienia siebie. Trudno natomiast powiedzieć, czy z nadchodzącym nowym, ogólniejszym 
pojęciem przyrody można również wiązać nadzieje.
Fakt, że nadzieje, które  Benjamin  łączył z nowym pojęciem sztuki, okazały się złudne, był 
związany   z   tym   —   możemy   to   dzisiaj   powiedzieć   —   że   alternatywa   faszyzm  versus 
komunizm, która była dla niego punktem odniesienia, okazała się alternatywą ukrywającą 
fundamentalny,   historyczny   proces   rozwoju   modernizacji.   Dotąd   również   zniekształcająca 
dychotomia   —   konflikt   Wschodu   z   Zachodem   —   odwracała   nasze   spojrzenie   od 
fundamentalnego rozwoju naszego świata. Dopiero teraz stało się wyraźne to, co nadchodziło 
już od dawna, że mianowicie antropogenicznie określona przyrodnicza podstawa człowieka: 
zmiany klimatyczne, zamiany zaludnienia, zmiany urodzajności ziemi — zapośredniczone 
przez konflikt Północ-Południe — będą decydować o przyszłych przełomach politycznych i 
społecznych. Upolitycznienie przyrody dawno się już zaczęło.

[165>]              Sztuczna natura

1. Wprowadzenie

background image

Sztuczna natura — oto paradoks. A może wyrażenie to odnosi się do stanu przejściowego, 
może   do   wahania   lub   niekonsekwencji?   Czy   przykłady   sztucznej   natury   świadczą   o 
nostalgicznym trzymaniu się tej postaci świata, która właśnie zanika, czy też może są oznaką 
przyszłego zniesienia starego przeciwstawienia?
To, co sztuczne, i to, co naturalne wykluczają się — tak dotychczas rozumiano te wyrażenia: 
naturalne jest to, co istnieje samo z siebie, sztuczne jest to, co jest produktem człowieka. W 
słowniku   języka   niemieckiego   Grimma   (wydanie   1873)   czytamy:   „Obecnie   [słowo: 
«sztuczny»]   odnosi   się   jednostronnie   do   sztuki   w   jej   opozycji   do   natury".   Jednak   przez 
„obecnie" słownik sygnalizuje, że przedtem słowo „sztuczny" bywało rozumiane inaczej, a 
mianowicie w sensie „artystyczny",  „wyrafinowany" i wyrażało szczególną kompetencję i 
wiedzę. W tym sensie można też było mówić, że w swych dziełach natura działa „jak artysta", 
a   mówienie   o   „kunszcie   natury"   było   —   zwłaszcza   w   XVIII   wieku   —   bardzo   roz-
powszechnione.   W   ten   sposób   wskazywano   na   te   charakterystyczne   rysy   natury,   które 
pozwalały odczytać w niej jedność, celowość, funkcjonalność organizacji. Tego rodzaju język 
znajdujemy w XVIII wieku szczególnie w teologii naturalnej, tj. w tych opisujących przyrodę 
książkach, w których z jedności, piękna i celowo-

166
ści przyrody wnioskowano o istnieniu mądrego i inteligentnego Stwórcy, o boskim inżynierze jako 
Stwórcy przyrody. Jako przykład chciałbym tu przytoczyć fragment z Moralnych rozważań o dziełach  
przyrody 
Sulzera (1770):

„I tak od przyrody uczymy się też wynalazków. Czy zatem — powiedział — wynalazki sztuki są niczym  
innym jak naśladowaniem przyrody? Od dawna wiadomo, że wzorem dla sztuki była przyroda, że pająk 
nauczył człowieka tkania i przędzenia, jaskółka i szop budowania, muszla żeglowania. Jednak nie trafia to 
jeszcze w sedno sprawy. Można powiedzieć, że wszystkie wynalazki sztuk albo narodziły się z obserwacji 
królestwa przyrody, albo przynajmniej istnieją w nim w nieporównanie doskonalszej formie. Przyroda jest 
pierwotnie warsztatem wszelkich sztuk; nieskończonym arsenałem wymyślnych machin, które znacznie 
przewyższają wszystko to, co wymyślił człowiek"

1

.

Przyroda jest tu rozumiana jako pierwszy artysta czy też dokładniej: jako pierwszy inżynier. Ludzkie 
sztuki nie wytwarzają niczego innego niż przyroda i w swych dokonaniach pozostają daleko poza nią. 
Przyroda jest pierwowzorem, z którego pochodzą ludzka sztuka i technika jako jej naśladowanie.

2. Wytwory techniki i sztuki powinny być takie jak przyroda — powinny być sztuczną 
przyrodą

Dochodzimy w ten sposób do słynnej tezy o naśladowaniu: od starożytności po XIX, a nawet XX 
wiek sztukę i technikę rozumiano jako naśladowanie natury. Co oznaczała ta teza? Co rozumiano 
przez   naturę   lub   też   jak   rozumiano   sztukę   i   technikę,   jeśli   w   ich   relacji   do   natury   upatrywano 
naśladownictwo?
Teza   o   naśladowaniu   pochodzi   —   pomijając   pewne   mniej   lub   bardziej   wyraźne   sformułowania 
Platona — od Arystotelesa. W  Fizyce  Arystoteles pisze: ,A w ogóle sztuka częściowo uzupełnia to, 
czego natura nie może

1

 Johann Gottlieb Sulzer. Versuch einiger moralischer Betrachtungen über die Werke der Natur. Berlin 1750, s. 38 n.

167

urzeczywistnić,  a  częściowo ją  naśladuje"

2

. Przez  „naśladowanie" oddajemy  tu  greckie  wyrażenie 

mimesis. Szczególnie dzięki Adorno wyrażenie to przeżyło renesans w estetyce XX wieku. Nawiązano 
przy tym do tego znaczenia mimesis, które w tradycyjnej nauce o naśladowaniu odkrywało rolę raczej 
podrzędną. Mimowie są to aktorzy, którzy coś przedstawiają — czasami coś wyłącznie duchowego, 
być   może   fantastycznego   lub   utopijnego.  Mimesis  może   natomiast   oznaczać   —   i   ten   sens   jest 
decydujący dla doktryny naśladowania — tyle co  reprodukcja,  tj. odwzorowanie czy postępowanie 
tak, jak ktoś inny

3

. Sztuka i technika — taka byłaby teza Arystotelesa — odwzorowują naturę lub 

postępują tak jak ona. Arystoteles, podobnie zresztą jak Platon, sądził, że sztuki plastyczne — mniej  
muzyka

4

  —  odwzorowują  naturę.   Dzieła   techniki   uważano   natomiast   za   naśladowanie   natury, 

ponieważ sztuki rzemieślnicze postępowały tak jak natura, tj. teleologicznie. Arystoteles mówi, że 
gdyby natura chciała lub mogła zrobić stół, to postępowałaby tak jak stolarz, a mianowicie znalazłaby 
odpowiedni   materiał   i   zorganizowałaby   go   z   punktu   widzenia   zamierzonego   celu.   Relacja 
naśladowania opiera się tu zatem na teleologicznym rozumieniu przyrody. Oczywiście, w przyrodzie 

background image

nie powstają stoły — o tyle też sztuki techniczne widziane są w opozycji do natury. Oszukują one 
bowiem naturę, zmuszają ją do poruszeń i wytworów, które znajdują się poza naturalnymi dążeniami 
lub są im nawet przeciwne, παρά φύσιν (para physin), jak mówi Arystoteles. Owo przeciwieństwo na-
tury i techniki uzasadnia on nawet ontologicznie: Mamy tu do czynienia z różnymi typami bytów. 
Naturalne jest

2

  Arystoteles Fizyka, tłum. Kazimierz Leśniak, w: tegoż, Dzielą wszystkie, t. 2, PWN. Warszawa 1990, Księga II. 8. 199 a.

3

  H. Koller, Die Mimesis in der Antike. Nachahmung, Darstellung, Ausdruck. Berlin 1954.

4

 Günter Bien, Bemerkungen zu Genesis und ursprünglicher Funktion des Theorems von Kunst als Nachahmung der Natur,  

w: „Bogawus. Zeitschrift für Literatur. Kunst und Philosophie". Heft 2. Münster 1964, s. 26-43.

168

to, co ma zasadę swego ruchu w sobie, tj. samo określa swój rozwój i reprodukcję, podczas 
gdy  techniczne  jest to, co zasadę swego ruchu, tj. powstanie, organizację i zasadę swego 
rozwoju, zawdzięcza człowiekowi

5

.

Widzimy   zatem,   że   u   swego   źródła   teza   o   naśladowaniu   nie   mówi   wcale,   że   technika 
odtwarza dzieła przyrody. Ona jedynie postępuje tak jak przyroda, to jest celowo. Otóż im 
silniejsza była od początku nowożytności tendencja, by przyrodę pojmować mechanistycznie, 
a  pojęcie  celowości   wypierano   z rozważań   naukowych,  tym  większą  uwagę  zwracały  na 
siebie „cudowne dzieła przyrody", jej „technika", tj. jej wewnętrzna organizacja i jej celowe 
działanie. Tezę o naśladowaniu zrozumiano  teraz w ten sposób, że szczytem rzemieślniczej 
doskonałości technicznej jest reprodukcja dzieł natury w formie mechanizmów. Najbardziej 
widocznym wyrazem takiego rozumienia jest zachwycanie się automatami w XVIII wieku, a 
jego najbardziej znanym przykładem — kaczka Vaucansona

6

.

Cel naśladowania przyrody w sztuce budowy automatów wydaje się dzisiaj absurdalny. Jaki 
sens może mieć konstrukcja automatycznej kaczki? Z drugiej jednak strony również dzisiaj 
wynalezione   przez   przyrodę   rozwiązania   pewnych   problemów   jawią   się   jako   wzorcowe. 
Dlatego nadal uważa się, że warto badać przyrodę z technicznego punktu widzenia — nie 
tylko, aby  z tego punktu widzenia    poznać, lecz również, aby przynajmniej heurystycznie 
posłużyć   się   nią   w  rozwoju   techniki.   Jest  to   dziedzina   naturalnych   konstrukcji   i   bioniki. 
Niezależnie od tego pragmatycznego kontekstu również teoretycznie technika aż do naszego 
wieku  była   rozumiana   w  ramach  tezy  o naśladowaniu.  Jest  tak  na  przykład   w pierwszej 
filozofii techniki, tj. w Grundlinien

5

 Arystoteles, Fizyka. Księga II.

6

  Alex Sutter, Göttliche Maschinen. Die Automaten für Lebendiges bei Descartes, Leibniz. La Mettrie und Kant, athenäum, 

Frankfurt/M. 1988. Na temat kaczki Vaucansona zob. zwłaszcza artykuł d'Alemberta w Encyclopédie.

169

einer  Philosophie  der Technik  Ernsta  Kappa (1877)

7

.  Oczywiście, w książce Ernsta  Kappa 

teza   o   naśladowaniu   ma   bardzo   specyficzną   formę:   dla  Kappa  technika   jest   projekcją 
organów. Owa projekcja organów nie dokonuje się jednak przez dokładne studium organów i 
ich odtwarzanie przez aparaty, lecz jest ona nieświadoma. Ernst Kapp sądzi, że człowiek, 
zwłaszcza inżynier, nieświadomie zwraca swoje wnętrze na zewnątrz, uzewnętrznia się w 
swym działaniu — a przez to w tym, co zewnętrzne, rozpoznaje oczywiście samego siebie. 
Przytoczmy charakterystyczny przykład tego przekonania: „Nerwy są kablami w zwierzęcym 
ciele,   kable   telegrafu   są   nerwami   ludzkości!   Dodajmy,   że   tak   być   musi,   gdyż 
charakterystyczną cechą odwzorowania organów jest ich nieświadome funkcjonowanie"

8

. W 

tym   osobliwym   sposobie   widzenia   Ernst   Kapp   jest   późnym   spadkobiercą   romantycznej 
filozofii przyrody. Przyjmowała ona, że w materii obecny jest duch, że w twórczym czło-
wieku w sposób nieświadomy działa przyroda i że w jego dziełach, zwłaszcza w dziełach 
sztuki, duch powraca do samego siebie. W ramach takiego myślenia technika może być pojęta 
również jako nieświadome uzewnętrznienie organicznych struktur człowieka. To przekonanie 
Ernsta  Kappa  wzmacniało np. odkrycie, że ...w kościach udowych jest bardzo podobne do 
zasad konstrukcji przęseł w mostach. Na te relacje można by oczywiście spojrzeć znacznie 
trzeźwiej   i   powiedzieć:   w   celu   zrealizowania   określonych   funkcji   technika   znajduje   na 
podstawie   praw   przyrody   te   same   lub   podobne   optymalne   rozwiązania,   które   zostały 

background image

zrealizowane także w przyrodzie ożywionej.
Teoretyczną   wizję   techniki   jako   naśladowania   przyrody  znajdujemy   ponownie   u  Arnolda 
Gehlena, który przypisał jej znaczenie antropologiczne. W swoje książ-

7

  Ernst Kapp, Grundlinien einer Philosophie der Technik. Zur Entstehungsgeschichte der Cultur aus neuen Gesichtspunkten.  

Braunschweig 1877.

8

 Tamże, s. 141.

170

ce Die Seele im technischen Zeitalter (Dusza w epoce technicznej) (1957)

9

 Gehlen definiuje 

technikę jako zastępstwo organów. Zasada naśladowania płynie tu stąd, że zadaniem techniki 
jest odciążenie  człowieka  lub wzmocnienie  go w jego organicznej  efektywności.  Rozwój 
techniki jest zatem kontynuacją rozwoju organów, a w swych późnych fazach przechodzi od 
zastępowania organów do zastępowania tego, co organiczne. Naśladowanie nie byłoby zatem 
bezpośrednim odtwarzaniem, lecz odtwarzaniem funkcjonalnym — w razie konieczności przy 
użyciu   środków   nieorganicznych.   Teoria   ta   nie   uwzględnia   faktu,   że   technika   może   z 
powodzeniem  spełniać   funkcje nieorganiczne,   na przykład   funkcje  społeczne.   Funkcje  te, 
które   można   by   nawet   uznać   za   charakterystyczne   dla   nowoczesnej   techniki:   produkcja, 
wymiana,   komunikacja,   z   trudem   da   się   podciągnąć   pod   pojęcie   zastępowania   funkcji 
organów.   Już   u  Kappa  można   zauważyć   podobnie   nieostre   rozszerzenie   teorii: 
„Przedstawienie   projekcji   organów   (przechodzi)   od   takich   artefaktów,   które   polegają   na 
prostym odtworzeniu narzędzi naturalnych, do takich, w których namacalna materia coraz 
bardziej ustępuje miejsca duchowej przejrzystości"

10

. W tym miejscu nie chodzi jednak o 

krytykę   tych   teorii,   lecz   o   stwierdzenie,   że   wiodącą   ideą   ich   pojmowania   techniki   jest 
naśladowanie przyrody.
Jakie znaczenie ma to rozumienie dla mówienia o sztucznej naturze? Z jego punktu widzenia 
wyrażenie „sztuczna natura" nie jest paradoksalne, gdyż istota techniki polega tu właśnie na 
naśladowaniu natury. Dzieła techniki są zatem eo ipso sztuczną naturą. Mają one za pomocą 
ludzkich środków osiągnąć to, co natura czyni sama z siebie, mają one zastępować naturę, 
wzmacniać ją lub tworzyć jej funkcjonalne ekwiwalenty.

9

  Arnold   Gehlen,  Die   Seele   im   technischen  Zeitalter.   Sozialpsychologische   Probleme   in   der  industriellen   Gesellschaft,  

Rowohlt, Hamburg 1957. 

10

 E. Kapp. Grundlinien einer Philosophie der Technik, s. 78.

171

W odniesieniu do sztuki sprawa wygląda zasadniczo podobnie, chociaż teza o naśladowaniu 
miała tu bardzo bogatą historię. Naśladowanie natury jako zadanie sztuki zostało zwłaszcza 
sformułowane  w XVIII wieku  w estetyce  Charlesa Batteux

11

  przeciw  panującej  wówczas 

maksymie sztuczności i utrzymywało się jeszcze długo w dziewiętnastym stuleciu. Podobnie 
jak w przypadku techniki, naśladowanie natury może oznaczać zarówno postępowanie na 
wzór natury,  jak i odtwarzanie jej dzieł. W tym  miejscu nie będę tego bliżej analizował. 
Chciałbym  przytoczyć  tylko  decydujące  sformułowanie z  Krytyki  władzy sądzenia  Kanta: 
„sztuka zaś może tylko wtedy być nazwana piękną, kiedy jesteśmy świadomi tego, że jest 
sztuką, a mimo to wydaje się nam przyrodą"

12

. Sztuka wytwarza zatem coś, co ma wyglądać 

jak natura: sztuczną naturę. Również tutaj sztuczna natura nie jest czymś dziwnym, lecz jest 
właśnie tym, czego należy oczekiwać od sztuki.
3. Ani technika, ani sztuka nie są „sztuczne"
Istnieje jednak inna ważna tradycja rozumienia techniki i sztuki, zgodnie z którą ich dzieła nie 
mogą być sensownie nazywane sztucznymi, a tym bardziej nie można tu mówić o sztucznej 
naturze. Zacznijmy od techniki. Nowożytna technika powstała wraz z nowożytną nauką mniej 
więcej   w   czasach   Galileusza.   U   jej   początku   stoi   zniesienie   opozycji   między   przyroda   i 
techniką. Istotna zmiana nastawienia, która doprowadziła do powstania nowożytnej nauki, 
polega u Galileusza na tym, że dla niego aparat nie zmusza przyrody do działania wbrew jej 
własnym tendencjom, do czegoś

11

 Manfred Schenker, Charles Batteux und seine Nachahmungstheorie in Deutschland, Leipzig 1909; J. von Lühe, Natur und 

Naturnachahmung. Untersuchungen zur Batteux-Rezeption in Deutschland, Bonn 1979.

12

 Immanuel Kant, Krytyka wladzy sadzenia, tłum. Jerzy Galecki, BKF, PWN, Warszawa 

2

1996, § 45. s. 230.

background image

172

nienaturalnego,   lecz   że   wszystko,   co   dzieje   się   w   technicznym   aparacie,   jest   całkowicie 
naturalne,   a   aparat   ukazuje   naturę   jako   taką   w   sposób   o   wiele   jaśniejszy   i   czystszy   niż 
obserwacja „zewnętrznej przyrody"

13

. Nawiasem mówiąc, z tą zmianą nastawienia związana 

jest zmiana rozumienia tego, czym jest „dążenie naturalne". Naturalnym dążeniem wszelkich 
ciał nie jest — jak nauczał Arystoteles — ruch ku środkowi ziemi, lecz raczej siła ciążenia

14

Charakterystyczny dla tej zmiany postawy jest fakt, że „mechanika", która wedle greckiego 
rozumienia techniki znajdowała się poza nauką, staje się teraz pierwszą i miarodajną nauką 
przyrodniczą. Tę wiodącą funkcję zachowuje ona aż do późnych lat dziewiętnastego stulecia.
Uznanie   mechaniki   za   wzorcową   naukę   przyrodniczą   ilustruje   charakterystyczna   dla 
nowożytnej nauki jedność nauk przyrodniczych i techniki. Poznawanie przyrody dokonuje się 
w kontekście technicznym, a mianowicie w eksperymencie. Tematem nauk przyrodniczych 
przestała być w ten sposób faktyczna przyroda, „przyroda zewnętrzna", a stało się nim to, co 
możliwe w ramach praw przyrody. 
Wynika stąd, że zewnętrzna przyroda stanowi tylko jedną 
z realizacji przyrody, a pole możliwości przyrody jest znacznie szersze. Z drugiej strony dla 
techniki oznacza to, że nie jest ona niczym innym niż przyrodą, że realizuje ona tylko to, co 
zgodnie   z   prawami   przyrody   jest   możliwe.   W   swoich   dziełach   nie   naśladuje   ona   zatem 
przyrody. Charakterystycznymi przykładami są tu koło czy też lepiej: samochód i samolot

15

W przyrodzie nie istnieje żaden wzorzec samochodu, a w odniesieniu do samo-

13

    Fritz   Krafft,  Die   Stellung   der   Technik   zur   Naturwissenschaft   in   Antike   und   Neuzeit,  w:   „Zeitschrift 

Technikgeschichte", t. 37 (1970). nr3, s. 189-209.

14

  Stephen   E.   Toulmin,   Voraussicht   und   Verstehen.   Ein   Versuch  über   die   Ziele   der   Wissenschaft,  Suhrkamp, 

Frankfurt/M. 1968, rozdz. 3 i 4.

15

 Sybille Krämer. Technik. Gesellschaft und Natur, Campus, Frankfurt/M. 1987.

173

lotu nie można też powiedzieć, że naśladuje on lot ptaka czy jakiegoś innego zwierzęcia. Przy 
takim rozumieniu przyrody o naśladowaniu można by mówić tylko w sensie Platona, według 
którego zmysłowa przyroda już jest naśladowaniem czy obrazem idei. Ale również w tym 
wypadku określenie wytworów techniki jako sztucznej natury nie miałoby sensu. Według 
Platona bowiem wytwory rzemiosła, jak stoły, są przedstawieniami wiecznych idei tak samo 
jak rzeczy naturalne, np. konie.
Okazuje   się   zatem,   że   rozumienie   techniki   jako   naśladowania   przyrody   nie   jest   wcale 
oczywiste; nie dotyka  ono istoty techniki nowożytnej, tj. techniki naukowej. Ale również 
niezależnie od tego teza o naśladowaniu od wczesnej nowożytności spotykała się ze sprze-
ciwem. Blumenberg

16

 wskazał na bardzo piękne miejsce w dziele De mente Mikołaja z Kuzy. 

Idiota,  tj.   zapewne   samodzielny   rzemieślnik   tak   broni   się   przed   tezą   o   naśladowaniu: 
„Coclear extra mentis nostrae ideam non habet exemplar" — „chochla nie posiada żadnego 
wzoru poza wyobrażeniem  w naszym  umyśle",  a następnie stwierdza:  „Non  enim in hoc 
imitor  figuram  cuiuscunque  rei   natualis"  
—  „nie  naśladuję  w  niej   postaci   żadnej   rzeczy 
naturalnej"

17

.

Na podobny proces można by wskazać w przypadku sztuki. Od XIX wieku zdecydowanie 
odchodzi ona od tezy o naśladowaniu. Przytoczmy tu tylko wypowiedź Paula Klee, w której 
analogia do nowożytnego rozumienia natury i techniki jest bardzo wyraźna. Klee mówi, „że 
to, co widzialne, jest w porównaniu z całością świata tylko odizolowanym przykładem i że w 
sposób ukryty istnieje ogromna liczba całkiem innych prawd"

18

. Sztuka nie jest zatem według 

Klee naśladowaniem przyrody w sensie faktycznej, widzialnej przy-

16

   Hans Blumenberg,  «Nachahmung der Natur». Zur Vorgeschichte der Idee des schöpferischen Menschen,  w: "Studium 

Generale" 10 (1957). s. 266-283.

17

 Cyt. za H. Blumenberg, j.w., s. 268.

18

  Cyt. za W. Haftmann, Paul Klee. Wege bildnerischen Denkens, Frankfurt/M. 1961, s. 71. Haftmann, który niestety 

nie dokumentuje

174

rody: „Sztuka nie przedstawia tego, co widzialne, lecz czyni widzialnym"

19

.

background image

4. Sztuczna natura

To, co powiedzieliśmy dotychczas, można podsumować w tezie, że według konserwatywnego 
pojęcia  natury każdy produkt techniki  jest sztuczną  naturą; wedle progresywnego  pojęcia 
techniki  natomiast  określanie wytworów techniki  jako sztucznej  natury jest bezsensowne. 
Jeśli technika naśladuje naturę, to jej wytwory są sztuczną naturą, jeśli natomiast technika 
tylko   realizuje   możliwości,   to   nie   ma   ona   żadnego   istotnego   odniesienia   do   faktycznie 
istniejącej natury.
Istnieje jednak pewnego rodzaju sztuczna natura, tj. wytwory sztuki i techniki, do których 
nazwa ta odnosi się w sposób uzasadniony i które nazywamy tak z określoną intencją — 
przez   wyrażenie   „sztuczna   natura"   wskazujemy   na   szczególny   i   niepewny   status   tych 
wytworów. Chciałbym najpierw wymienić listę takich wytworów, aby następnie stopniowo 
przejść do wyjaśnienia ich ambiwalentnej pozycji.
Po   pierwsze   trzeba   zwrócić   uwagę   na   użycie   natury   w   celach   estetycznych.   Przestrzeń 
estetyczna jest wypełniona sztucznymi kwiatami, drzewami — ogólnie roślinami, pojawiają 
się one w architekturze i na przedmiotach użytkowych jako ornament, sztuczne zwierzęta 
wypełniają dziecięce pokoje jako pluszowa menażeria. Wiek XIX stworzył sobie w ogrodach 
i pałacach zimo-

cytatów, że teza o naśladowaniu była pod pewnym względem bliska dla Paula Klee. Cytuje on następującą wypowiedź Klee: 
„Być może wychodząc od przyrody dojdzie Pan do własnych form i pewnego dnia sarn będzie Pan przyrodą, będzie Pan 
tworzył jak przyroda" (tamże, s. 93).

19

  Pierwsze zdanie z tekstu Klee zamieszczonego w dziele zbiorowym  Schöpferische Konfession,  w:  Katalog, Paul Klee.  

Wachstum regt sich. Klees Zwiesprache mit der Natur. Ernst-Gerhard Güse (Hrsg.). Prestel. München 1990, s. 57.
175

wych, palmiarniach i florach sztuczne raje

20

. Dzisiaj spotykamy je w supermarketach i na 

basenach.
Do  takiego   użycia   natury  zaliczają   się  sztuczne  krajobrazy,   które  są  dzisiaj  tworzone   na 
hałdach czy też na pustyniach. Należy tu też wspomnieć o mniejszych i większych projektach 
renaturyzacji — od renaturyzacji obetonowanego i wyrównanego strumienia aż po park w 
Ems. W końcu do grupy tej można zaliczyć różne futurystyczne projekty, miasta pod szklaną 
kopułą w regionach polarnych czy nawet osady pozaziemskie.
Następna   grupa   sztucznej   natury   obejmuje   techniczną   reprodukcję   ludzkiego   ciała, 
kształtowanie go i sterowanie nim — od sztucznego snu, przez sztuczne sterowanie procesami 
cielesnymi  aż do sztucznego oddychania  i dializy.  Następnie mamy dziedzinę sztucznych 
organów, protez, poczynając od zębów przez sztuczne narządy, sztuczne nerki, a kiedyś być 
może  aż do sztucznej skóry i sztucznego  serca. Ponadto mamy  tu rozwijający się sektor 
technologii reprodukcyjnej — poczynając od sztucznego zapłodnienia, a w przyszłości być 
może kończąc na sztucznej macicy. W końcu trzeba tu też wspomnieć sztuczną inteligencję, 
chociaż jej przedstawiciele bronią się dzisiaj przed taką klasyfikacją

21

.

Z   ostatniej   grupy   wytworów,   w   odniesieniu   do   której   mówi   się   o   „sztucznej   naturze", 
chciałbym wymienić jako przykład sztuczne materiały. Być może do tej grupy należałoby też 
zaliczyć sztuczne pierwiastki, a z pewnością należą do niej syntetyczne istoty żyjące.
Pierwsze pytanie brzmi: Dlaczego w odniesieniu do wszystkich tych wytworów używa się 
przymiot-

20

  Stefan Koppelkamm.  Künstliche Paradiese. Gewächshäuser und Wintergärten des 19. Jahrhunderts.  Ernst und Sohn, 

Berlin 1988.

21

     "A lot   of anxiousness and hostility against  AI is motivated by phantastic spéculations about so-called «reasoning  

machines» which are not technologically justified in any way". Klaus Mainzer, Knowledge-based Systems, w: „Zeitschrift für 
allgemeine Wissenschaftstheorie", 21 (1990). s. 48.

176

nika   „sztuczny",   co   odróżnia   je   od   innych   produktów   technicznych?   Nikt   nie   nazwałby 
przecież samochodu  sztucznym,  podobnie jak łyżki  czy koła — sztucznych  pierwiastków 
natomiast, o których wspomniałem, nie nazywa się zazwyczaj w ten sposób, lecz określa się 
je  jako  transurany.   W  przeciwieństwie   do takich   wytworów  technicznych,  które  realizują 

background image

tylko zgodne z prawami przyrody możliwości, sztucznymi nazywane są takie wytwory, które 
biorą za punkt odniesienia faktyczną naturę.
Tym   samym   pojawia   się   drugie   pytanie:   Dlaczego   faktyczna   natura   jest   tu   punktem 
odniesienia? Pytanie to jest tym bardziej doniosłe w obliczu faktu, że — jak widzieliśmy w 
drugim paragrafie — nowożytna technika ze swej istoty nie jest związana z faktyczną naturą 
jako swym wzorcem. Czy mamy tu do czynienia wyłącznie z anachronizmami? Czy chodzi tu 
tylko   o   techniczne   konstrukcje,   które   nie   uwolniły   się   jeszcze   dostatecznie   wyraźnie   od 
tradycyjnych   związków,   niejako   o   historyczne   reminiscencje   w   rodzaju   pierwszych   sa-
mochodów, które wyglądały tak jak dorożki bez koni?

22  

Jeszcze raz chciałbym się przejrzeć 

wspomnianym powyżej grupom sztucznej natury, najpierw sztucznej naturze w dziedzinie 
estetycznej. Dokładna analiza pokazałaby, że cywilizowany człowiek z racji swego oddalenia 
od przyrody odczuwa jej wyraźną potrzebę. Potrzeba ta jednak jako potrzeba estetyczna może 
być również zaspokojona przez „znak naturalności".
W przypadku drugiej grupy — krajobrazy, projekty renaturalizacji itd. — do odwołania się do 
faktycznej   natury   skłaniają   inne   racje.   Istotny   jest   tu   fakt,   że   pomimo   całej   ludzkiej 
działalności planeta ziemia jako taka nadal pozostaje naturą. Jeśli zatem coś ma być trwałe, to 
musi włączyć się jakoś w całość ziemskiej natury

22

 Hermann Lübbe, Was heisst: «Das kann man nur historisch erklären?», w: Kurt Hübner, Albert Menne (Hrsg.), Natur und 

Geschichte. X Deutsche Kongressfür Philosophie. Kiel 8.-12. Okt. 1972. Meiner, Hamburg 1973, s. 207-216.
177

lub też na dłuższą metę zostanie przez nią wchłonięte. Dlatego w przypadku kształtowania 
krajobrazu mamy często do czynienia z odtworzeniem natury, z jej zastąpieniem, z powrotem 
do   stanu   bliskiego   naturalnemu.   Dla   tej   strategii   miarodajne   są   też   doświadczenia,   które 
człowiek zebrał w trakcie realizacji projektu opanowania przyrody. Okazało się bowiem, że 
na   dłuższą   metę   opanowanie   przyrody   wcale   nie   odciąża   człowieka,   lecz   przeciwnie   — 
przeciąża   go,   gdyż   z   racji   szkód   i   skutków   ubocznych   oraz   w   celu   stabilizacji   każda 
techniczna interwencja w przyrodę w coraz większej mierze wymaga technologii reparacji i 
sterowania. Dlatego na dłuższą metę renaturyzacja okazuje się często bardziej ekonomiczna 
niż dalsze ingerencje techniczne.
Trzecia grupa dotyczyła — mówiąc hasłowo — ludzkich protez. Odniesienie do faktycznej 
natury   jest   tu   również   przekonujące.   Człowiek   jako   ciało   jest   naturą   i   dlatego   wszelka 
dotycząca   człowieka   manipulacja   musi   kierować   się  jego  naturalną   konstytucją.   Grozi   tu 
jednak   wyłanianie   się   z   tej   orientacji,   np.   w   technologii   genetycznej,   technologii 
reprodukcyjnej i w symbiozie człowiek-maszyna, w której zastępuje się centralne funkcje, 
takie jak funkcje płuca czy serca.
Ostatnia grupa przykładów sztucznej natury odkrywa specjalną rolę. Tak jak w przypadku 
sztucznych pierwiastków, podobnie w przypadku sztucznych materiałów czy syntetycznych 
istot   żyjących   można   by   powiedzieć,   że   realizowane   są   tu   po   prostu   możliwości,   które 
zasadniczo obecne są już w przyrodzie, a zatem określenie „sztuczny" nie jest tu uzasadnione. 
Określenie to usprawiedliwione jest przez to, że przyroda pojmowana jest jako stały zasób 
istot: z natury istnieją określone materiały i określone gatunki. To, co istnieje z natury, dzieli 
się — na przykład według Arystotelesa — na żywiony, homogeniczne materiały, organy i ga-
tunki.   Wobec   technicznej   manipulacji   był   to   stały   zasób.   Jeśli   człowiek   tworzy   nowe 
materiały, nowe gatunki, to „sztucznie" rozszerza stan natury. W rzeczy-

178

wistości   mamy   tu   jednak   do   czynienia   z   odniesieniem   do   faktycznej   przyrody,   gdyż 
rozszerzenie to ma miejsce w ramach istniejącego podziału zasobu.
Podsumowując ten przegląd przykładów sztucznej natury, możemy powiedzieć: sztuczne są 
nie wytwory techniki jako takie, lecz tylko te, których miarą jest faktyczna natura. Fakt, że w 
takich   przypadkach   natura   stanowi   normę   dla   techniki,   nadaje   wytworom   techniki 
ambiwalentny charakter, który stanowi podstawę bardzo różnych ocen.

background image

5. Sprzeciw wobec sztuczności
Oceny te można podzielić na estetyczne, polityczne i etyczne.
Ocena  estetyczna  jest zależna od warstw społecznych i mód. I tak Kant w swojej estetyce, 
Krytyce   wła-dzy   sądzenia,  mówi   o   interesie   w   naturalności   jako   takiej,   ale   jednocześnie 
zauważa,   że   interes   ten   zakłada   pewien   stopień   wykształcenia

23

.   Warstwy   estetycznie 

wykształcone uznałyby dzisiaj zapewne za degoutant sztuczne kwiaty na stole, podczas gdy w 
kręgach   dworskich   okresu   feudalnego   estetyczną   wartość   miała   właśnie   sztuczność. 
Przypomnijmy sobie choćby tylko epokę manieryzmu. W historii sztuki ocena naturalności i 
sztuczności   zmieniała   się   kilkakrotnie.   Dzisiaj   obecne   są   oba   kierunki.   Niektórzy   artyści 
preferują   materiały   naturalne,   próbując   podkreślić   właśnie   ich   ma-terialność,   inni 
zdecydowanie stawiają na sztuczność: farby akrylowe, pleksiglas, plastik.
Również   w   innych   dziedzinach,   których   nie   zaliczylibyśmy   do   estetyki,   preferowanie 
naturalności lub sztuczności jest często sprawą smaku. Był czas, kiedy karmienie dziecka 
piersią uważane było  za nieeleganckie, natomiast  sztuczne odżywki,  poród w klinice  itd. 
uznawano za postępowe i nowoczesne. Oceny te —

23

 I. Kant, Krytyka władzy sądzenia. § 42.

179

co   jest   typowe   dla   procesu   cywilizacji   —   rozpowszechniały   się   zgodnie   ze   stratyfikacją 
społeczną: wysoka ocena sztuczności charakteryzowała najpierw wyższe warstwy społeczne, 
a następnie była stopniowo przejmowana przez pozostałe warstwy

24

. Obecnie jesteśmy raczej 

świadkami tendencji przeciwnej, tj. zwrotu ku naturalności jako stylu życia — od odżywiania 
się  przez   ubranie   do  naturalnego  porodu.  Wydaje  się,  że   tendencja   ta  jest   niezależna   od 
stratyfikacji społecznej.
Polityczno-społeczna  ocena naturalności i sztuczności dokonywana jest zazwyczaj z punktu 
widzenia techniki rozumianej jako władza. Przykładem jest tu feministyczny sprzeciw wobec 
technologii reprodukcyjnej. Jest rzeczą charakterystyczną, że kobiety sprzeciwiają się dzisiaj 
manipulacji   w   dziedzinie   naturalnej   reprodukcji   nie   przez   powołanie   się   na   naturę,   lecz 
dlatego, że w technologii reprodukcyjnej widzą rozszerzenie panowania mężczyzn na kobiece 
ciało

25

. Również w innych dziedzinach opór przeciw sztucznej naturze nie zawsze odwołuje 

się do przyrody. Bywa on raczej polityczny, gdyż projekt opanowania przyrody związany jest 
z władzą człowieka nad człowiekiem

26

, a wiążące się z nim ryzyko nie jest sprawiedliwie 

rozłożone   w   społeczeństwie

27

.   Ponieważ   projekt   opanowania   przyrody   jest   projektem 

społecznym, uznanie jego ana-

24

    Zob.   Gernot   Böhme,    Wissenschaftliches   und  lebensweltliches  Wissen   am   Beispiel   der   Verwissenschaftlichung  der  

Geburtshilfe, w: G. Böhme, Alternatwen der Wissenschaft, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1980.

25

  Gena   Corea,  Mutter   Maschine.   Reproduktionstechnologien  —  von   der   künstlichen   Befruchtung   zur   künstlichen  

Gebärmutter,  Rotbuch. Berlin 1986; Frauen gegen Gen- und Reproduktionstechnologie, Paula Bradisch, Paul Feyerabend, 
Ute Winkler (Hrsg.), Verlag Franenoffensive. München 1989. Inaczej u Fanden Akashe-Böhme, Selbstbestimmung an den 
Grenzen der Natur, 
w: Grenzen der Moral. Ansätze feministischer Vernunftkritik. Ulrich Konnertz (Hrsg.), édition discord, 
Tübingen 1991, s. 13-29.

26

  Otto Ulrich, Technik und Herrschaft. Suhrkamp, Frankfurt/M. 1977.

27

 Urlich Beck, Risikogesellschaft. Auf dem Weg in eine andere Moderne, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1986.

180

chroniczności   w   każdym   przypadku   wymaga   społecznej   rewizji.   O   tyle   nie   jest   rzeczą 
dziwną, że opozycja naturalności i sztuczności stała się kwestią polityczną.
Zazwyczaj jednak wyraźne odwołanie się do natury i sprzeciw wobec sztuczności wyrażane 
są  etycznie,  czy też lepiej: należą do  teologii moralnej.  Naturę traktuje się wówczas jako 
substancjalną wartość. W epoce możliwości technicznej reprodukcji natury da się to jednak 
utrzymać tylko wówczas, gdy faktyczną przyrodę zewnętrzną — np. wielość gatunków — lub 
naturę   człowieka   można   włączyć   w   porządek   stworzenia.   Z   tego   punktu   widzenia 
uzasadniony jest niezmienny sprzeciw nauczania papieskiego wobec technologii reprodukcyj-
nej.   Bez   takiej   podstawy   moralny   opór   wobec   sztuczności   da   się   uzasadnić   tylko   przez 
konsensualnie   określone   ludzkie   rozumienie   siebie.   I   tak   np.   dla   informatyka   Josepha 

background image

Weizenbauma   granice   sztucznej   inteligencji   są   określone   nie   tyle   przez   pytanie,   jakie 
czynności   ludzkiej   inteligencji   może   przejąć   maszyna,   lecz   raczej   przez   decyzję,   jakie 
działania rozumu należy zarezerwować człowiekowi

28

. Sądzi on bowiem, że w imię swojej 

godności człowiek nie powinien wypuszczać z ręki — czy też lepiej: z głowy — pewnych 
ocen   i   decyzji.   Tym   samym   jednak   to,   co   jest   tu   ludzką   naturą,   tj.   co   powinno   zostać 
zachowane jako dane, samo staje się „konwencją". W moralnym sprzeciwie wobec postę-
pującej sztuczności oznaką ludzkiej suwerenności staje się paradoksalnie uznanie pewnych 
rzeczy w sobie samym i w zewnętrznym świecie za naturalne. Ten rodzaj sprzeciwu wobec 
sztuczności byłby częścią rysującego się nowego rozumienia siebie, którego swoistość polega 
właśnie   na   integracji   cielesności.   Być   ciałem   oznacza   przecież   być   naturą,   a   to   znaczy: 
respektować w sobie samym  podstawę, którą  nie wolną  manipulować  i której  nie  da się 
wytworzyć.

28

 Joseph Weizenbaum, Die Macht der Computer und die Ohnmacht der Vernunft. Suhrkamp, Frankfurt/M. 1978.

181

6. Opuścić stan natury?

W   ten   sposób   doszliśmy   do   punktu,   który   sprawia,   że   kwestia   sztucznej   natury   jest   tak 
delikatna estetycznie, politycznie i moralnie: ostatecznie w grę wchodzi tu ludzkie rozumienie 
siebie, rozumienie  człowieka,  jego relacji  do natury,  którą sam jest. Spróbujmy wyjaśnić 
znaczenie tej kwestii za pomocą spekulacji dotyczącej historycznej skali czasu. Czego należy 
oczekiwać, jeśli historia sztucznej natury, tj. techniczna historia przyrody, będzie rozwijała się 
w tym samym tempie jak dotychczas? Porównajmy okresy historii ziemi z okresami historii 
techniki.
Wiek Ziemi wynosi wiele miliardów lat, życie istnieje na niej od mniej więcej miliarda lat. 
Ssaki pojawiły się dopiero w tertium, tj. około 70 milionów lat temu, człowiek zaś pojawił się 
w   holocenie,   tj.   przed   około   milionem   lat.   Natomiast   pierwszy   wielki   epizod   w   historii 
techniki to rewolucja neolityczna, która miała miejsce przed około 20 000 lat. Co wydarzyło 
się od tamtej pory? Pismo i koło mają około 3000 lat, maszyny parowe i obrabiarki istnieją od 
200 lat, dzieje telekomunikacji, sztucznego nawożenia, maszyn chłodzących rozpoczynają się 
około 1850 roku. Komputer, radar, laser, biotechnologia rozwinęły się dopiero w ostatnich 
pięćdziesięciu latach. Jeśli uświadomimy sobie, w jakim stopniu historia techniki od czasu 
rewolucji neolitycznej zmieniła przyrodę na Ziemi, tj. jeśli porównamy 20 000 lat istnienia 
czegoś takiego jak sztuczna natura z miliardami lat historii Ziemi, to otwiera się przed nami 
przyprawiająca   o   zawrót   głowy   perspektywa:   Wystarczy   dokonać   ekstrapolacji   historii 
techniki   w  kategorie   historii   Ziemi.   Przyzwyczailiśmy   się,  że   nasze   prognozy  techniczne 
sięgają roku 2000 lub 2020. Co jednak może się wydarzyć, jeśli technice damy 1000 lub 10 
000 lub nawet milion lat?
Perspektywa ta wskazuje na to, co wchodzi w grę w przypadku kwestii sztucznej natury. W 
wymiarze hi-

182

storii Ziemi coś takiego jak zasiedlenie przestrzeni kosmicznej jest bez wątpienia możliwe, 
można też sobie wyobrazić rozszczepienie ludzkiego gatunku na sztucznie dopasowane do 
różnych   warunków   życiowych   podgatunki,   można   sobie   nawet   wyobrazić   zanik   gatunku 
człowiek

29

. Można sobie wyobrazić istoty żyjące, które reprodukują się jedynie  w ciągłej 

symbiozie   z   maszynami.   W   obliczu   takiej   perspektywy   wyrażenie   „sztuczna   natura" 
rzeczywiście oznacza fenomen przejściowy, granicę lub być może moment ewolucyjnej de-
cyzji. Chodzi o pytanie, czy człowiek zdecyduje się na ostateczne opuszczenie właściwego 
mu stanu natury.
Wyrażenie „stan natury" pojmuje się zazwyczaj jako wyrażenie romantyczne, pochodzi ono z 
okresu oświecenia, od Hobbesa i Rousseau. Autorzy ci pojmowali jednak stan natury jako 
coś, co człowiek już dawno opuścił — jako prehistoryczny stan przed cywilizacją i przed 
techniką   lub   też   wyłącznie   jako   stan   hipotetyczny,   przez   odniesienie   do   którego   chciano 

background image

uwydatnić kierunek trendu cywilizacyjnego. W naszym stuleciu właśnie z powodu katastrof 
cywilizacyjnych i zniszczenia środowiska naturalnego nauczyliśmy się, że stan natury nie jest 
czymś cywilizacyjnie lub historycznie daleko od nas oddalonym. Nauczyliśmy się, że wciąż 
jesteśmy naturą i że jesteśmy zdani na naturalnie nam daną przestrzeń życiową. Ten proces 
był jednak tylko negatywny. Nasz związek z naturą uświadomiliśmy sobie właśnie przez to, 
że  podstawa  ta,  którą   zakładaliśmy  jako  niepodważalną,  pod  wieloma   względami  została 
naruszona. Wyjątkowe znaczenie i wieloraka rola sztucznej natury w naszej teraźniejszości 
wskazuje na sytuację, w której człowiek wciąż akceptuje fakt, że musi żyć w naturze i z 
naturą, ale też nie może już liczyć na to, że jego naturalna egzystencja będzie się realizować 
sama z siebie. Dlatego estetycznie ubolewa

29

  Freeman   Dyson,  Disturbing   the   Universe,  Harper   &   Rów.  New   York   1979;   wyd.   niem:  Innenansichten. 

Erinnerungen an die Zukunft, Birkhäuser, Basel 1981.
183

na tym, co utracił, i przywołuje to w symulacjach, pomaga sobie przez reparację i natury 
zastępcze, marzy o nowych, zaplanowanych i bezpiecznych światach.
„Sztuczna  natura"  mówi  jednak o wahaniu  i braku zdecydowania.  „Sztuczna  natura"  jest 
oznaką  okresu istnienia  człowieczeństwa,  w którym  przedmiotem  dyskusji jest  być  może 
ostateczne opuszczenie stanu natury. Zasadniczo są tu możliwe dwie drogi

30

. W pierwszej 

człowiek   akceptuje   swoją   naturalność   i   próbuje   wprowadzić   harmonię   między   rozwojem 
technicznym a stanem natury. Również ta droga wymaga dalszego rozwoju technologicznego, 
który za Ernstem Blochem można by określić jako „techniki przymierza". Druga droga stawia 
na supertechnologie, tj. na wielki przełom, dzięki któremu człowiek będzie mógł całkowicie 
kształtować swoją własną egzystencję i opuścić stan natury. Można dziś zaobserwować oba te 
kierunki — to, który z nich stanie się dominujący, jest w mniejszym stopniu kwestią rozwoju 
techniki, a w większym kwestią dyskusji politycznej.

30

 Zob. Wolf Schäfer. Die Büchse der Pandora. Über Hans Jonas, Technik, Ethik und die Träume der vernunß,  w: „Merkur" 

34 (1989), s. 292-304.

184

Słownik terminologiczny

abbilden — odwzorowywać
Anblick — widok
annehmen — zakładać
An-sich-sein — bycie-w-sobie
Außenbeziehung  —  odniesienie do tego, co zewnętrzne
Äußerliche Beziehung — relacja powierzchowna
Äußerliches und Äußeres — zewnętrzny i dany
Beßnden — stan
Befindlichkeit — usytuowanie
Betroffenheit — poruszenie, bycie dotkniętym
Beurteilung — ocena
Beziehung — stosunek
innere Beziehung — relacja wewnętrzna, stosunek wewnętrzny
bildende Kunst — sztuka  plastyczna
Charakter — charakter, cecha
Darstellung — prezentacja
Dasein — bycie-tu-oto
Eigensinn — samoistna wartość
Einsicht — rozpoznanie
Empfänglichkeit — receptywność
Empßngung — doznanie
ergreifen — przejmować
Erscheinung — przejaw
Facetten — odcienie
Gegenwelt — świat przeciwny
gegliedert — uczłonkowany
Gesetzmäßigkeit — regularność
Gewahrwerden — uzmysłowienie sobie
Gründe — powody, racje
Körper — organizm

background image

Lebensform — forma życia, sposób życia
legitim — prawomocny
Leib — ciało
Leitvorstellung — naczelne wyobrażenie, wyobrażenie wiodące
Nachbildung — odwzorowanie
Natur — przyroda, natura
Naturding — przedmiot naturalny, element przyrody
Naturgefühl — poczucie przyrody
Naturwissenschaft — przyrodo-znawstwo, nauki o przyrodzie
Nichtselbst — nie [bycie] sobą
Physikotheologie — flzykoteologia
Richtigkeit — słuszność

Selbst —jaźń
Selbslbewußstsein — samowie-dza

Selbsterfahrung — doświadczenie siebie
Selbstprädikation — odniesienie do siebie
Selbstsein — bycie sobą
185
Selbstverständnis — rozumienie
siebie
Setzung — konwencja Stimmung — nastrój Vermittlung — zapośredniczenie Vermögen — sprawność
Verstädterung  —   urbanizacja  Vorsteiiung  —   wyobrażenie,   idea  Wahrnehmung  —   postrzeżenie  Zwecksetzung       —  
ustanawianie celu

[186>] Indeks osób

Acheloos (mit.) 47, 48
Adorno Theodor W. 3, 4, 12-17,
20, 21, 24, 35, 37, 43, 97, 168 Akashe-Böhme Farideh 180 Akumenos (lit)50 Alcybiades (lit.) 131 Alembert, Jean d' 
169 Altner Günter Andritzky, Michael 58-59 Arystoteles  86,   87,   106,   109-
-111,    116,    117,    122,    123,
128, 135, 154, 167-169, 173,
178
Bacon   Francis  94   Baran   Bogdan   162  Bateson  Gregorz   123  Batteux   Charles  172  Baudelaire   Charles  53,   158 
Baumgarten Alexander Gottlieb
4, 26
Beck Urlich 180 Benjamin  Walter   11,   145-148.
164, 165
Berkeley George  3 1 Białostocki Jan 4  Bien  Günter 168  Bloch  Ernst 21-23, 38, 75, 184  Blum  Aleksander 118 
Blumenberg Hans 174 Bormann, Alexander von 23 Bradisch Paula 180 Brecht Bertold 54, 55 Breuer R. 120 Bürger 
Peter 4
Böhme Gernot 3, 5, 9, 15, 23, 30, 34, 35, 39, 41, 43, 45, 52, 64, 81, 83, 91, 97, 102, 108, 123, 128, 133-135, 142, 149,  
151, 164, 180
Böhme Hartmut 5, 34, 35, 52, 83
Böhme Jakob 43,122
Chambers William77
Christo 24
Corea Gena 180
Cicero Marcus Tullius (Cyceron)
56 Czerniak Stanislaw
Daele, Wolfgang van den 163 Darwin Charles Robert 150 Derham William 68 Descartes René (Kartezjusz) 25,
89, 106, 122, 125, 154, 155  Desnoyer  Fernand 52  Diels  Hans 86, 111 Domański Piotr 15, 43, 142. 152 Duchamp 
Marcel 147 Dyson Freeman 183 Dürer Albrecht 17 Dörrenlaus Fritz 56
Eccles. Sir John Carew 144 Eichendorff, Joseph von 23 Einstein Alfred 92. 113 Elias Norbert 9 Engelhardt. Michael 
von Enzensberger Hans Magnus 18

187

Fabricius Andréas 68 Faidros (lit.) 47-50 Feyerabend Paul 180 Forssman E. 35, 76 Friedmann Gloria  17 Friedrichs 
Jürgen 152
Galilei  Galileo  (Galileusz  )  92,
111, 118, 172 Gałecki Jerzy 36. 69,  114, 156,
172
Gehlen Arnold 170, 171 Glacken Clarence J. 68 Goethe Johann Wolfgang 3, 11,
40, 79, 108 Grabowski Janusz 14 Grimm Jacob 166 Großklaus Götz 16 Gröning Gert 62 Güse Ernst-Gerhard 174
Habermas Jürgen 30
Haftmann W. 174
Hallbaum Franz 73

background image

Hard Gerhard 59
Hart Stefan
Hauskeller Michael VIII
Hegel  Georg Wilhelm  Friedrich
13-16, 89, 107, 128 Heidegger Martin 111, 132, 135,
147, 148, 162  Heindler Manfred 120 Hellbach Willy 50 Hennebo Dieter 76 Hera (mit.) 47 Heraklit 111, 136, 140 
Hillmanns H. J. 96 Hilpert Thilo 57 Hirschfeld  Christian  Cajus  Lo-
renz 19, 23, 71, 73, 75. 77,
78
Hobbes Thomas 183 Hoffmann Alfred 76 Hoffmann-Axthelm Dieter 10, 26 Hol ton Gerald 113 Homer 48
Hottenträger Grit 61 Howard Ebenezer 57 Huber Stefan 17 Hübner Kurt 177 Hülbusch K. H. 59
Janich Peter 92, 104 Jauß Hans Robert 15, 53 Jentzsch Bernd 18 Jetelovä Magdalena 17 Jonas Hans 130, 184
Kallikles (lit.)86
Kant Immanuel 4, 6, 14, 25, 26, 32, 34-36, 44, 68, 69, 75. 76, 89, 107, 113, 114, 128, 133, 142, 155-157, 159-161, 
169, 172, 179
Kapp Ernst 170, 171
Kepler Johannes 113
Keuner (lit.) 54, 55
Klee Paul 174, 175,
Kleist, Heinrich von 144
Koller H. 168
Konnertz Ulrich 180
Koppelkamm Stefan 174
Krafft Fritz 173
Krämer Sybille 173
Kranz Wilhelm 86, 111
Krohn Wolfgang 83
Krzemieniowa Krystyna 12, 35, 97
Kurz Dietrich 48
Kutschmann Werner 25
Kühn E. 58
Kükelhaus Hugo 10
Laibs Wolfgang 17
Lampes Willy 62
Landman Adam 14
Lang Nikolaus 17
Le   Corbusier,    właśc.    Charles
Edouard Janneret 57 Le Roy, Louis 54, 59 Leśniak Kazimierz 87, 109, 154,
168
Liebig, Justus von 83, 150, 155, Lizjasz (lit.) 50 Lübbe Hermann 177 Lühe. J. von Ludwik XIV. król Francji 73
Mainzer Klaus 176
Marcuse Herbert 21.22
Marx (Marks) Karl Heinrich 28
Marsch F. 18
Mayer-Tasch Peter Cornelius 19

188

Meier Georg Friedrich 4 Menne Albert 177 Merchant Carolyn Merleau-Ponti Maurice 93, 125, Meyer-Abichs Klaus 
Michael 127 Mikołaj z Kuzy, wlaśc. Nicolaus
Krebs 174
Mona Lisa (mal.) 145 Morris Robert 17, 18, Moser Franz 120 Musil Robert 158
Neumann Klaus-Dieter 20 Newton Isaac 3,  108, 120, 155,
108. 114, 155, Nietzsche Freiedrich Wilhelm 86,
125 Nohl Werner 20
Oceanos (mit.) 48 Oelmüller Willi 4 Oldemeyer Ernst 16 Ott Heinrich Otto Karl 58
Pandora (mit.) 184
Paracelsus, właśc. Theophrastus
Bombastus   von   Hohenheim
45, 95, 112, 126
Parandowski Jan 48
Passmore John A. 95
Pawel, sw. 87, 88
Pedone Giuseppe 17
Picht Georg 22

background image

Platon 21, 22, 31, 47, 48-51, 86,
88, 106, 122, 131, 167, 168.
174
Plessner Helmuth 125, 129, 162 Popper Karl Raimund 113, 144 Pückler-Muskau, Hermann, Fürst
von 75
Rapp Friedrich 102 Ray John 68
Rechmann-Sutter Christoph  VIII Regner Leopold 48. 110 Rolewski Jarosław Rosenkranz Karl 15 Rousseau Jean-
Jacques 70, 86, 88, 89, 183,
Rudolf zur Lippe 9. 10, 27, 134
Safona 48
Saint-Simon, Louis de Rouvroy
de 73
Sartre Jean Paul 107, 125 Schäfer Wolf 83, 184 Schelling, Friedrich Wilhelm Joseph von 4, 24 Schenker Manfred 172 
Schiemann Gregor VIII Schiller Friedrich 3, 10, 34, 51,
52 Schleiermacher Friedrich Ernst
Daniel 99 Schmilz Hermann  7,  93,   125,
130, 133 Schramm Engelbert 3, 23,  30,
34, 39, 64. 69, 81, 91, 108,
149, 151, 164 Schwemmer Oswald 4 Schwind M. 17 Sckell Friedrich Ludwig von 71,
73
Siwek Pawel 31, 110 Sokrates 47, 49-51, 53, 88, 131 Spain David M. 83 Spitzer K. 59, 60 Steack Klaus 17 Steiner H.  
96 Stoessel Marleen 146 Sukopp Herbert 151 Sulzer Johann Gottlieb 68, 167, Sutter Alex 169
Tetyda (mit.) 48 Timajos (lit.) 31 Toulmin Stephen E. 173
Ulrich Otto 180
Uexküll,  Jacob Johann,  Baron von 44
Vaucanson, Jacques de 169
Weigand Kurt 88, 89 Weinberg Stephen 119 Weizsäcker   Carl   Friedrich  von
31, 32, 33,34,42 Weizsäcker, Ernst Ulrich von

189

White Lynn 94 Wikarjak Jan 94 Winkler U. 180 Weizenbaum Joseph 181
Witwicki Władysław 21 Wolschke-Bulmahn J. 62
Zimmermann Jörg 102

[190>]

Indeks pojęć i terminów

Antropologia X-XX,   10,  26-28, 169
- a. filozoficzna XX, 160
- a. oświeceniowa 27-28
-a.  pragmatyczna   141,   151,
161 Architektura  23,   56,   70,   145,
174
Artefakty 170 Atmosfery VIII, XIV, 7, 8, 11, 44,
47, 63, 76, 77, 97, 135 Aura 145,  146.  147,  157,  158,
159, 160
Biotopy 64
Biowskażniki 40, 41
Bóg  (Stworzyciel,   Stwórca)   17,
66, 67, 86, 93, 102, 149, 166 Bycie
-b.   naturą   (przyrodą)    132--134, 136, 139-140, 159
- b. razem 49
-b.  sobą   128-130,   133-134,
140, 142
-b.-poza-sobą 126 Byt XIII, XVI, 85, 167, 129-130
- b. 98 cielesny
-b. naturalny 86,   121,   126-
-129 — b. n. a byty sztuczne 85-86,
127
-b. uporządkowany 116-117 -b. w sobie 106, 134
- b. społeczny XV
Celowość bez celu, 31, 158 Ciało, cielesność XI-XII, XIV-XVI, 5-6, 10, 12, 25-28, 39-40, 91--92, 98, 106, 111, 115-
116, 138, 151, 153, 160-162, 172, 175
- doświadczenie ciała 132, 135--136
-filozofia ciała 124-126,  128, 132
- samoistna wartość ciała 142 -być ciałem a mieć ciało 136-

background image

-139, 161
- ciało i dusza 140-141 -ciało jako przyroda (natura),
którąjesteśmy 124-143, 177, 180 -cielesna, cielesne:
— doświadczenie 8, 11, 124
— egzystencja   95,   98,    124, 137, 160
— miłość 139-140, 151
— obecność 40, 43
— odczucia 26, 124, 132
— piękno XVI,
— poruszenia 133, 136-137 Cywilizacja 10, 11, 13, 17, 19, 9,
16, 25, 50-53, 71, 87-88, 96. 101, 152, 163, 179, 182 Człowiek possim -jego:
— autoprojekt 160-162
— bycie 130, 133-134
— ekscentryczność 128, 161

191

— godność 161, 180
— istota i modele X
— Kartezjańskie rozbicie 124
— natura XII,  92-93.  97-98, 126, 142, 162, 180
— reprodukcja 103. 161, 179
- cz. a kosmos 67, 93, 98, 118
- cz. a przyroda possim
- cz. jako: biowskaźnik 41
— drugi stwórca przyrody 147
— obcy w przyrodzie 30, 32
— strażnik przyrody 94
-cz. cywilizowany 38, 51, 158, 176
- cz. dziki 33
-cz.    homerycki    i    średniowieczny X
- cz. kiczowaty 34 -cz.-maszyna 177
-cz. nowożytny XII, 25, 2, 62,
126 -cz. naturalny 88, 125, 127
- cz.-obywatel 19
- cz. oświecenia 25
- cz. wewnętrzny 137-138 Czucie 127
- odcz. zmysłowe 48, 131-132
Doświadczenie -d. estetyczne XVI, 31, 75
- d.  przyrody (natury) 35-35, 45, 78-79, 110, 134
-d. siebie 106, 128, 133
-d. zmysłowe XVI, 37, 49, 131
Ekologia XI-XII, XIX, 3, 8. 38, 40-45, 56, 58-59, 61. 63-64, 66. 68, 77-79, 132
- e. rozszerzona 3, 8, 29, 63 -e-czna, e-czne, e-czny:
— dyskurs 19
— estetyka VII-XX, 4, 6, 8, 10, 11, 23, 27, 29-30. 32. 37--38, 40. 42, 45, 66, 77- 80
— idea 61-62
— kryzys 62, 64
— równowaga 31-33
— struktura 33, 38, 40-42, 44, 150
— świadomość 131
— wizja miasta 61, 63-65 Ekosystem  63,   64,   102,   111,
120. 149-150 Ekotopy 59, 61 Estetyka XIV, 4, 6-7, 9, 16, 24-
-26, 29. 96, 98, 156
- e. idealistyczna 9
- e. jako krytyka smaku i her-meneutyka 25
- e. mieszczańska 33-34
-e. przyrody 8, 10-31, 33-34. 36-37, 40, 64, 77-79
- zob. też: Ekologia Estetyzm 11
Etyka IX, 29, 126 Ewolucja 11, 30, 31, 32, 76, 90, 93, 94, 96, 120, 149
Fizykoteologia 67-68
Konwencja 49, 50, 84, 85, 101, 127, 129, 152, 153, 180
Krajobraz (ogrodnictwo krajobrazowe) XII-XVI, XX, 7, 10, 20, 24, 27, 37, 41, 49, 51, 56, 57. 59, 61, 71- 75, 77-80, 
96, 175--177
Kultura VIII, XII-XIV, XVII-XIX, 8-9, 11, 13, 50, 52-54, 71, 83--85, 87, 97, 101, 102, 105, 109, 123, 127, 129, 136,  
140, 146-147, 150, 152-153, 157--158, 160, 163-164

background image

- wiodące  wyobrażenia  k-owe 152, 157, 163
Makroskopowe   fenomeny   115,
117, 118
Metafizyka 4, 16. 85 Miasto XII, 16, 18, 23, 31, 36, 46,
48-62, 65, 96
- ekologia miasta 64-65
-  m. a przyroda 53, 56-64
-  m. nowoczesne 58
-  m.-ogród 56

192

-  m. satelita 57 Mikroświat 111, 115, 118, 120,
122 Mimesis XVI, XIX, 21, 22, 94, 94,
167 Moralność IX, XII, 14, 84, 158,
160
-m-na, m-ne, m-ny:
— idealizacja 69
— InteresSS, 158 —jakości 78
— normy 164
— ocena 8. 35, 71, 166
— prawo 67
— teologia 87, 98, 180 Muzyka 146, 167
Nastroje XV, XVI, 15-16, 19, 28,
37, 39, 42, 75-77,  146.  160,
161 Naśladowanie przyrody (natury)
XVI.  13, 21, 23, 74, 94, 157,
166-174
- zob. też: Mimesis
Natura — possim, zob. też: Przyroda -jej:
— cechy (rysy) 101, 104, 108--109,   111-112,   114,   116--117,   120-121,   123,   139, 156, 165
— idea 101-102
— kunszt 165
— pojęcie 88-91, 97, 101
— prawa   84-85,    101,    113, 148, 152
- n. a konwencja 84-85. 152
- n. a kultura (cywilizacja) XII-XIV,   84,   87-88,   102,   127, 136, 152
- n. a sztuka (n-lne a sz-czne) 81-83, 85, 94, 180
-n.   a  technika  85-88,   151--155, 178. 183
- n. jako Nie-Ja 88
- n. jako porządek 90. 94. 101--102
-sztuczna n. 165-166, 168--183
- n. wewnętrzna (dusza) a n. zewnętrzna 88-92, 107
-zob. też: Bycie, Człowiek, Ciało, Naśladowanie
- pseudon. 98
- n-na, n-ne, n-ny:
— istota 37, 102, 109
— medycyna 102
— sposób życia 83. 86-87, 102
— stan  87,   89-90,   97,   152, 177
— systemy 122, 150
— teologia 30, 165
— zob.    też:    Byt,    Człowiek, Ogród, Piękno, Prawo, Środowisko, Teologia
Naturalność 6, 8,  11, 97,   176, 178-179
- n. a ekstrawagancja 86 -n. a sztuczność 180
-n. przyrody 35-36, 128, 133 -zob. też: Renaturalizacja
Ogród
-o. angielski XIV. XVIII. XIX, 20 23, 24, 37. 39, 44, 54, 64, 66, 68-74, 76. 78, 80
- o. francuski 64, 68-72 -o. naturalny 58-59, 61, 70 -zob.: Piękno (o-du)
Osoba 134, 136, 139, 142
- przyroda jako o. 109 Otoczenie XII, XIV, 5-8, 23, 27-
-28, 37-39, 42, 44. 57. 63, 77--79, 82, 102, 120, 133
- zob. też: Atmosfery
Park XI, 54, 55, 57-61, 64, 70,
73, 175 Piękno XV-XVI,  15,  18, 28. 30-

background image

-32, 34, 42, 46, 69. 78
-jego:
— doświadczenie 34
— filozofia IX
— teoria 15-16, 35
— zmysł 31

193

-p. a dobro i prawda 30-32,
40-44 -p. jako blask 14
- p. jako jakość i wartość 42
- p. jako pokarm 38-40
- p.  natury, naturalne,  przyrody MII, XV-XV1, 8, 12-15, 19-21, 29-32, 34-36, 38, 40--45, 72, 74, 76, 79, 155-156, 
158-159, 165
- p. ogrodu 69-70, 74, 78
-p. sztuki a p. przyrody MII, 13-16
- p-ny porządek 67, 158
- zob. też: Sztuka
Polityka ochrony przyrody (środowiska naturalnego) 11, 37, 40, 66, 82, 90, 99. 102 Poruszenie 21, 26, 34, 75, 131,
133-134, 136, 138 Porządek
-p.   naturalny  a  stanowiony przez człowieka 85, 102, zob. Natura (jako p.) -p. piękny 21, 67. 158 -p. życia 101 -p.  
stworzenia 87. 180 -p. kosmosu 97, 101, 120 -p. świata 152, 154-155 -p. przyrody (p. w przyrodzie) 35,  51,  54,  66-
69,  91, 93, 116-118, 120, 155, 158 Przyroda, possim, zob. też: Natura
-jej:
— charaktery 14, 15, 16, 22. 28. 37,  47,  77,   100,   103, 107-123
— humanizacja   10,   27,   80, 102
— modele 111
— negacja 52
— piękno, zob.: Piękno
— samoistne piękno 156
— prawa 101, 113, 152. 172, 176
— przejawy 30. 94.  105,  137, 139. 140. 150
— społeczne ukonstytuowanie M, 8, 12, 29, 38, 50, 63-64, 71, 79, 102, 107, 131, 148 -p. jako przedmiot sztuki 12,
17
-zob.też:     Doświadczenie,     Estetyka,       Polityka,       Porządek,   Społeczeństwo,   Sztuka,   Technika,   Wyobcowanie 
Pzyrodoznawstwo  IX,  XVHI,   5, 38, 44, 67, 69, 79, 90-91, 93, 98.  100.   104,   107-108,   114, 117, 121, 123, 135, 
154, 158--159
Renaturalizacja 99, 150, 175 Renaturyzacja 175, 177 Robienie (Machen) 153
Samoorganizacja 6, 121, 123 Samopoczucie 14, 15, 10, 23, 39,
64, 78, 79, 136 Samowiedza X-XI, 6, 26-27, 132
- s. antropologiczna X
- s. mieszczaństwa 9 Społeczeństwo (s-ne) VII, XII, XV,
XIX, 4, 8, 9-12. 16-18, 49-51, 53, 62-63. 82, 96, 99, 125--126, 137, 178-180
- s. jako źródło cierpień 33-37 -lud a s. 51
- s-na kontrola 49
- s-ne przełomy 164 -zob. też: Przyroda
Sprawności 28, 153, 162 Sztuka possim; 7. 18, 23, 85, 153 -jej:
— autonomia 8, 15, 29
— dzieło XIII-XTV, XVI. XVIII, 3-4, 7. 9, 15-16. 19. 26. 35, 75, 145-147, 169
— funkcje (społeczne) 7, 9-11, 26-27. 145
— koniec (śmierć) 146. 163
— krytyka 75
— nowe pojęcie 146. 164
— reprodukcja 144
— teoria 3-4. 15-16. 21

194

- sz. a filozofia 24
-sz. a polityka 146. 163
- sz.  a przyroda (natura) 24, 35,  37,  52,  71-75,  85,  87. 147, 155-159, 163, 166
-sz. a technika 25, 94, 166--167
- sztuka jako:
— naśladowanie przyrody 23, 94, 157, 166, 171
— instytucja 145
— sztuczna  natura   165-166, 168-183

background image

-sz. współczesna, nowoczesna XVIII, 13, 17, 24, 52, 157
-sz. klasyczna a nowożytna 144
-sz. automatyczna 157
-sz. ogrodnicza 71-76, 80, zo. też: Ogród
-sz, prymitywna 13, 16
- ekosztuka 11
- sztuki piękne 4, 156, 171
— „sztuki już nie piękne" 15
- to, co sztuczne 52. 70, 81-83, 96, 149-150, 155
- sz-czna natura 165-166, 168--183
Środowisko naturalne 5, 11, 17, 19, 21, 28, 40, 41, 43, 62, 66, 82, 91, 99-100, 102, 125-126, 182
- zob. Polityka ochrony
Technika VIII, 5. 8-9, 16, 30, 41, 52, 57, 62, 84-86, 96-99, 101, 103-104, 153, 168-169, 172, 181-183
-1. a przyroda (natura) 21, 23. 27,  37,  50,  71-74,  80,  83, 85-86, 91, 94, 99, 127, 129, 151-158. 176-178. 181 
-1. a sztuka 25 -t.  jako   naśladowanie   przyrody 166-174, zob.: Mimesis
-
1. jako władza 179 -t. nowożytna 5, 171, 173-174 -t. przymierza 71, 183 -t-czna manipulacja 83, 162,
177 -t-czna   medycyna   83,   102.
151
- t-czna reprodukcja dzieła sztuki 144-146
— przyrody XI, 129, 135, 144--148,   150-164.   168,   175, 180
— techniki 156 TeleologiaX, 111, 167 Teologia moralna 87, 98, 180
-1. naturalna 30 Twórczość 4, 13, 15, 17, 24
Uczucie 6, 26, 36-37, 49, 138
- u-iowe jakości (cechy) XTV, 7, 22, 37, 76
Usytuowanie (u. w otoczeniach) XVI, 5, 6, 8, 33, 39
Willa 31, 54- 59, 61 Wytwarzanie 7,   14-16, 37,  39, 48, 71, 85, 90, 98, 145, 153-
157,  159
Wyobcowanie z przyrody 5,  16,
25-26, 33, 51, 136 Wzniosłość XIII, XV, 15
Zasada antropiczna 119 Zaufanie 86, 95, 98,  100,  102--103, 105-106, 123, 140
Żywioły 40, 62-64, 95, 101, 116. 119, 125, 134-135
Życie 30-32, 35-36, 40-41. 47--55, 59, 62-63, 65, 76, 78. 81. 83, 86-87. 92, 94-96, 100--103. 119-120, 122, 124. 
132--134, 137-140, 145, 147, 154,
158.  179, 181-182

[195>]

Nota o pierwodrukach

Wstęp  —  Vorwort,  pierwodruk   w:   G.   Böhme,   Für  eine   ökologische   Natwästhetik,  Suhrkamp, 
Frankfurt am Main 1989, s. 7-16.
Estetyka  przyrody  —  perspektywa?  —  Naturästhetik  —  Eine Perspektive:  wykład wygłoszony 5 
listopada 1987 r. na inauguracji zimowego semestru 1987/1988 w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych 
w Hamburgu, pierwodruk wj.w., s. 19-37.
Piękna  przyroda   i   dobra   przyroda  —   Das  schöne   Natur   und   die   gute   Natur,  uroczysty   wykład 
wygłoszony 14 marca 1987 r. we Fryburgu z okazji dziesięciolecia tamtejszego Instytutu Ekologii,  
pierwodruk wj.w., s. 38-55.
Relacja  czlowiek-przyroda  na  przykładzie   miasta   —  Die  Mensch/Natur  Beziehung  am   Beispiel  
Stadt 
wykład wprowadzający na interdyscyplinarnym kolokwium «Przyroda i miasto», prowadzonego 
w> zimowym semestrze 1988/1989 na Politechnice w Darmstadt, pierwodruk wj.w., s. 56-76.
Znaczenie   ogrodu   angielskiego   i   jego   teorii   dla   rozwoju   ekologicznej   estetyki   przyrody  —  Die 
Bedeutung   des   Englischen   Gartens   und   seiner   Theorie   für   die   Entwicklung   einer   ökologischen  
Naturästhetik: 
pierwodruk pt. Zwischen Wildwuchs und Natur w: Wie grün darf Zukunft sein?, Her-
mann Timm (Hrsg.), Gütersloh 1987, s. 59-73.
Aporie naszej relacji do przyrody — Aporien unserer Beziehung zur Natur, wykład wprowadzający 
wygłoszony w październiku 1990 r. w Darmstadt na sympozjum ewangelickiej Akademii Kościelnej, 
pt. Welche Natur haben wir— welche Natur wollen wi?, pierwodruk w: G. Böhme, Natürlich Natur. 
Über Natur im Zeitalter ihrer technischen Reproduzierbarkeit, 
Suhrkamp, Frankfurt am Main 1992, s. 
9-25.

196
Czym  jest   przyroda?   Charaktery   przyrody   z   punktu   widzenia   nowożytnej   nauki  —  Was   ist  Natur? 

background image

Charaktere   der   Natur   aus   der   Sicht   der   modernen   Naturwissenschaft:  wykład   wprowadzający   na 
interdyscyplinarnym   kolokwium   o   tym   samym   tytule,   prowadzonego   w   letnim   semestrze   1990   na 
Politechnice w Darmstadt, pierwodruk w: „Chemie in unserer Zeit", Nr 24 (1990), s. 166-175.
Ciało:  przyroda, którą jesteśmy — Leib: Die Natur, die wir selbst sind,  referat wygłoszony na Zjeździe 
Niemieckiego Towarzystwa Filozoficznego w Hamburgu, we wrześniu 1990 r., pierwodruk w: G. Böhme, 
Natürlich Natur, j.w., s. 77-93.
Przyroda w epoce możliwości jej technicznej reprodukcji  —  Die Natur im Zeitalter Ihrer technischen  
Reproduzierbarkeit  
wykład wygłoszony na uniwesrytecie w Bazylei z okazji inauguracji programu pod 
hasłem „Mensch, Gesellschaft, Umwelt". Skrócona wersja ukazała się w „Information Philosophie", Nr 4 
(1990), s. 5-17.
Sztuczna natura — Künstliche Natur — wykład wygłoszony na zgromadzeniu heskich badaczy naukowo-
tech-nicznych, które odbyło się w grudniu 1990 w Darmstadt, pierwodruk w: G. Böhme, Natürlich Natur
j.w.s. 181-199.
197

Nota biograficzna

Görnot Böhme, urodzony 3. stycznia 1937 r. w Dessau.
1957          Świadectwo dojrzałości gimnazjum w Goslar.
1957          Immatrykulacja w Uniwersytecie w Getyndze.
1957-1965 Studia w zakresie matematyki, fizyki i filozofii w Getyndze i Hamburgu.
1965          Promocja doktorska u prof. Carla Friedricha von
Weizsäckera w Hamburgu.
1965-1969 Pomocniczy pracownik naukowy na uniwersytetach w Hamburgu i w Heidelbergu.
1972          Habilitacja w zakresie filozofii na Uniwersztecie
w Monachium.
1970-1977 Współpracownik naukowy Instytutu Maxa Plan-cka w Starnbergu — badania nad warunkami życia 
w świecie postępu naukowo-technicznego.
Od 1977 Profesor filozofii na Uniwersytecie Technicznym w Darmstadt.
1997-2001 Wykładowca w Graduiertenkolleg Technisierung und Gesellschaft (Technicyzacja i Społeczeństwo).

Wykłady zagraniczne

1973          Gościnna docentura w Institut für Höhere Stu-
dien w Wiedniu.
1981          Visiting Scholar w Harvard University.
1984          Gościnna profesura w Uniwersytecie Linköping
w Szwecji.
1985/1986 Profesura im. Jana Tinbergena na Uniwersytecie w Rotterdamie.
1987          Stypendium badawcze na Uniwersytecie Cam-
bridge, w Anglii.
1989          Gościnne wykłady na Uniwersytecie w Canberze
w Australii.
1995          Gościnna profesura w Technische Universität
w Wiedniu.
198

Publikacje Gernota Böhmego

Samodzielne publikacje

Über die Zeitmodi.  Eine Untersuchung über das Verstehen von Zeit als Gegenwart, Vergangenheit  
und   Zukunft   mit   besonderer   Berücksichtigung   der   Beziehungen   zum   zweiten   Hauptsatz   der  
Thermodynamik, 
Vandenhoeck u. Ruprecht, Göttingen 1966, (dysertacja z filozofii 1965).
Zeit   und   Zahl.   Studien   zur   Zeittheorie   bei  Platon,   Aristoteles,   Leibniz   und   Kant,  Klostermann, 
Frankfurt/M. 1974 (praca habilitacyjna).
Alternatwen der Wissenschaft, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1980,

7

1993.

Wissenschąft-Technik-Gesellschąft,  10  Semester interdisziplinäres Kolloquium an der THD,  THD-
Schriftenreihe Wissenschaft und Technik, Bd. 25, Darmstadt 1984.
Anthropologie in pragmatischer Hinsicht. Darmstädter Vorlesungen,  Suhrkamp, Frankfurt/M. 1985, 
wyd. 3 poszerzone: 199l,

9

1994.

Philosophieren mit Kant. Zur Rekonstruktion der kantischen Erkenntnis- und Wissenschaftstheorie,  
Suhrkamp, Frankfurt/M. 1986.
Natur, Leib, Sprache. Die Natur und der menschliche Leib, Ebu-ron, Delft 1986.

background image

Der Typ Sokrates, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1988, 

5

2001.

Für eine ökologische Naturästhetik, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1989, 

7

1999.

Natürlich   Natur.   Über   Natur   im   Zeitalter   ihrer   technischen   Reproduzierbarkeit,  Suhrkamp, 
Frankfurt/M. 1992, 

6

1997.

Coping with Science, Boulder/Co.: Westview Press 1992.

199

Am Ende des Baconschen Zeitalters. Studien zur Wissenschaftsentwicklung, Suhrkamp, Frankfurt/M. 
1993.
Technik,  Gesellschaft,   Natur.   Die   zweite   Dekade   des   interdisziplinären   Kolloquiums   der   TH  
Darmstadt, 
60 tom serii: Wissenschaft und Technik, TH Darmstadt 1993.
Weltweisheit-Lebensform-Wissenschaft. Eine Einführung in die Philosophie, Suhrkamp, Frankfurt/M. 
1994; następne wydania pod tytułem:  Einführung in die Philosophie, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1997, 

6

2001.

Briefe an meine Töchter, Insel, Frankfurt/M. 1995.
Atmosphäre. Essays zur Neuen Ästhetik, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1995, 

5

2000.

Idee und Kosmos. Platons Zeitlehre. Eine Einführung in seine theoretische Philosophie, Klostermann 
Frankfurt/M. 1996.
Ethik im Kontext. Über den Umgang mit ernsten Fragen, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1997, 

3

1998.

Anmutungen. Über das Atmosphärische, Edition Tertium, Ostfildern 1998,
Kants «Kritik der Urteilskraft» in neuer Sicht, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1999.
bios/ethos. Über ethikrelevantes Naturwissen, Bremer Treviranus Lectures, Manholt, Bremen 1999.
Theorie des Bildes, Fink, München 1999.
Platons theoretische Philosophie, Metzler, Stuttgart 2000.
Aisthetik. Vorlesungen über Ästhetik als allgemeine Wahrnehmungslehre, Fink, München 2001.

Böhme jako współautor

(wraz  z   Wolfgangiem   van   den   Daele   i   Wolfgangiem   Krohnnem),  Experimentelle   Philosophie.  
Ursprünge autonomer 
Wissen-schaftsentwicklung, Suhrkamp, Frankfurt/M. 1977.
(wraz z W. van den Daele , R. Hohlfeldem, W. Krohnnem i Wolfem Schäferem), Starnberger Studien 
I,  Die   gesellschaftliche   Orientierung   des   wissenschaftlichen  Fortschritts,   Suhrkamp,   Frankfurt/M. 
1978.
(wraz z W. van den Daele , R. Hohlfeldem, W. Krohnnem i W. Schäferem), Finaiization in  Science. 
The  Social   Orientation  ofScientißc   Progress,  
W.   Schäfer   (ed.)   (poszerzony   przekład   Starnberger 
Studien I). Reidel, Dordrecht-Boston 1983.

200
(wraz z Hartmutem  Böhme), Dos  Andere der Vernunft Zur Entwicklung von Rationalitätsstrukturen am  
Beispiel Kants, 
Frankfurt/M.: Suhrkarap 1983.
Taschenbuchausgabe, Suhrkamp, Frankfurt/M.  1985,  

8

1996. (wraz z Hartmutem Böhme)  Feuer, Wasser, 

Erde, Luft. Eine Kulturgeschichte der Elemente, C.H. Beck, München 1996.

Böhme jako wydawca

Protophysik. Für und wider eine konstruktive Wissenschaft-
stheorie der Physik, 
Suhrkamp, Frankfurt/M. 1976. Klassiker der Naturphilosophie, C.H. Beck, München 
1989.

Böhme jako wspóhoydawca

Entfremdete Wissenschaft, (wraz z Michaelem von Engelhard-
tem), Suhrkamp, Frankfurt/M. 1979. Soziale Naturwissenschaft. Wege zur Erweiterung der Ökologie,
(wraz z Engelbertem Schrammem), Fischer, Frankfurt/M.
1985.
The Knowledge Society, G. Böhme, Nico Stehr (eds.), Reidel, Boston-Dordrecht 1986.
Migration und Ausländerfeindlichkeit, (wraz z Rabindra Nath Chakraborty i Frank Weiler), WB, Darmstadt 
1994.
Phänomenologie der Natur, (wraz z Gregorem Schiemannem) Suhrkamp Frankfurt/M. 1997.
Goethe   Handbuch,  Bd.   3.:  Prosaschriften,  (wraz   z   Berndem   Witte   i   Peterem   Schmidtem),   Metzler, 
Stuttgart 1997.
Natur   erkennen   und   anerkennen.   Über   ethikrelevante   Wissenzugänge   zur   Natur,  (wraz   z   Güntherem 
Altnerem i Heinri-chem Ottern), Die graue Edition, Kusterdingen 2000.

background image

W przekładzie polskim

Książka

Antropologia filozoficzna, tłum. Piotr Domański, Wydawnictwo IF1S PAN, Warszawa 1998.

Artykuł

Charakterystyka   fenomenologii   Hermanna   Schmitza,  tłum.   Adam   Węgrzecki,   w:   „Studia   z   Filozofii 
Niemieckiej",   tom   3:  Wspótczesnafenomenologia   niemiecka.  Wydawnictwo   Uniwersytetu   Mikołaja 
Kopernika, Toruń 1999, s. 167-182.
201

Seria Terminus

Tomy wydane

Bruce Ackerman, Przyszłość rewolucji liberalnej
(The Future of Liberal Revolution, Yale University Press
1993)
tłum. Helena Grzegołowska-Klarkowska
ISBN 83-85505-54-7, Terminus 11 (1996)
Hans-Michael Baumgartner, Granice rozumu
(Endliche Vernunft, Bouvier Verlag 1991)
tłum. Andrzej M. Kaniowski
ISBN 83-85505-29-6, Terminus 7(1996)
Peter L. Berger, Rewolucja kapitalistyczna
(The Capitalist Revolution, Basic Books 1991)
tłum. Zygmunt Słembirowicz
ISBN 83-85505-35-0, Terminus 5 (1995)
Dieter Birnbacher, Odpowiedzialność za przyszłe pokolenia
(Verantwortung für zukünftige Generationen,  Reclam  1988) tłum.  Bolesław Andrzejewski, Przemysław 
Jackowski   ISBN   83-85505-86-5,  Terminus  19  (1999)  Hans   Blumenberg,  Rzeczywistości,   w   których  
żyjemy
(Wirklichkeit in denen wir leben. Reclam Verlag 1981)
tłum. Wanda Lipnik
ISBN 83-85505-30-X, Terminus 12 (1997)
Pierre Bourdieu avec Loïc J. D. Wacquant, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej
(Réponses. Pur une anthropologie refiexsive, Édition du
Seuil 1992)
tłum. Anna Sawisz
ISBN 83-88164-33-3, Terminus 21, (2001)
Hans-Georg Gadamer, Aktualność piękna
(Die  Aktualität des Schönen,  Reclam Verlag 1977) tłum.  Krystyna Krzemieniowa ISBN 83-85505-15-6, 
Terminus (1993) Andrzej M. Kaniowski, Supererogacja. Zagubiony wymiar etyki ISBN 83-85505-81-
4, Terminus 16 (1999)

202

Jerzy Kmita, Wymykanie się uniwersaliom

ISBN 83-88164-11-2, Terminus 20 (2000)

Zdzisław Krasnodebski, Postmodernistyczne rozterki kultury
ISBN 83-85505-53-9, Terminus 8 (1996)
Hans Lenk, Filozofia pragmatycznego interpretacjonizmu

(Pragmatische Vernunft, Reclam Verlag 1979)
tłum. Zbigniew Zwoliński
ISBN 83-85505-28-8, Terminus 4 (1995)

Wolf Lepenies, Niebezpieczne powinowactwa z wyboru. Eseje na temat historii nauki

(Gefährliche Wahlverwandschqften. Essays zur Wissenschaftsgeschichte, Reclam Verlag 1989) tlum. Anna 
Zeidler-Janiszewska ISBN 83-85505-31-8, Terminus 10 (1996)

background image

Odo Marquard, Apologia przypadkowości

(Apologie des Zufälligen, Reclam Verlag 1981)

tłum. Krystyna Krzemieniowa
ISBN 83-85505-24-5, Terminus 3 (1994)
Odo Marquard, Rozstanie z filozofią pierwszych zasad

(Abschied vom Prinzipiellen, Reclam Verlag 1981)
tłum. Krystyna Krzemieniowa
ISBN 83-85505-23-7, Terminus 2 (1994)

Odo Marquard, Szczęście w nieszęściu. Rozważania filozoficzne

(Glück im Unglück. Philosophische Überlegungen, Fink
Verlag, München 1995)
tłum. Krystyna Krzemieniowa
ISBN 83-88164-23-6, Terminus 23 (2001)

Josef Mitterer, Tamta strona filozofii

(Das Jenseits der Philosophie, Passagen Verlag 1992)
tłum. Małgorzata Łukasiewicz
ISBN 83-85505-33-4, Terminus (1996)

Hermann Mörchen, Wladza i panowanie u Heideggera i Adorna

(Macht und Herrschaft im Denken von Heidegger und
Adorno, 
Ernst Klett 1980)
tłum. Michał Herer, Robert Marszałek
ISBN 83-85505-87-3, Terminus 18 (1999)

Ryszard Panasiuk,  Przyroda  —  czlowiek  — polityka.  Z dziejów filozofii niemieckiej  XVIII/ΧΙΧ 
wieku 
ISBN 83-88164-42-2. Terminus 26 (2001)

203

Herbert Schnädelbach, Rozum i historia. Odczyty i rozprawy, l

(Vernunft und Geschichte, Suhrkamp 1987)
tłum. Krystyna Krzemieniowa
ISBN 83-88164-40-6, Terminus 24 (2001)

Herbert Schnädelbach, Próba rehabilitacji «animal rationale». Odczyty i rozprawy. 2

(Zur Rehabilitierung des animal rationale, Suhrkamp 1992)
tłum. Krystyna Krzemieniowa
ISBN 83-88164-41-4, Terminus 25 (2001)

Marek J. Słemek, Hegel i filozofia

ISBN 83-85505-55-5, Terminus 15 (1998)
Marek J. Siemek, Wolność, rozum, intersubiektyumosc
ISBN 83-88164-48-1, Terminus 27 (2001)

Robert Spaemann, Osoby. O różnicy między czymś a kimś

(Personen. Versuche über den Unterschied Zwischen «etwas»
und «jemand», 
Klett-Cotta 1996)
tłum. Jerzy Merecki SDS
ISBN 83-88164-27-9, Terminus 22, (2001)

Ernst Tugendhat, Bycie. Prawda. Rozprawy filozoficzne

(Philosophische Aufsätze, Suhrkamp 1992)
tłum. Janusz Sidorek
ISBN 83-85505-90-3, Terminus 17 (1999)

Bernhard Waldenfels, Topografia obcego. Studia z fenomenologii obcego

(Topographie des Fremden, Studien zur Phänomenologie
des Fremden, 
Suhrkamp 1997)
tłum. Janusz Sidorek
ISBN 83-88164-52-X, Terminus 29 (2002)

Joachim Wehler, Zarys racjonalnego obrazu świata

(Grundriß eines rationalen Weltbildes, Reclam Verlag 1990)
tłum. Marcin Poręba
ISBN 83-85505-34-2, Terminus 13 (1998)
Wolfgang Welsch, JVosza postmodernistyczna moderna
(Unsere postmoderne Moderne, VCH Verlag 1991) tłum. Anna Zeidler-Janiszewska, Roman Kubicki ISBN 

background image

83-85505-32-6, Terminus 14 (1998)

Peter Winch, Idea nauki o społeczeństwie i jej związki z filozofią

(The Idea of a Social Science and its Relation to Philosophy,
Routledge & Kegan Paul Ltd. 1990)
tłum. Bohdan Chwedeńczuk
ISBN 83-85505-49-0, Terminus 6 (1995)