background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

 

 

 

Nigdy 

Nie mów 

„Na zawsze” 

 

 

 

Miniaturka Mikołajkowa 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeamu 

 

 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

Bella’s POV 

 

- Wiesz, że cię kocham? – spytał najcudowniejszy głos ze wszystkich. 

 

- Wiem – odpowiedziałam. 

 

- Wiesz, że nie zrobię nic wbrew twojej woli? 

 

- Wiem - powtórzyłam. 

 

Miedzianowłosy  podszedł  do  mnie.  Jego  długie,  powolne  kroki  w  moim  mniemaniu 

wydłużały się kilkakrotnie. Wszystko widziałam w zwolnionym tempie. Chłopak zbliżał się do 

mnie uważnie obserwując moje zachowanie. Nadal idąc, spojrzał w moje oczy. Nie zobaczył w 

nich strachu. Nie bałam się tego, co zaraz nastąpi. Kochałam go, a on kochał mnie. Byłam 

gotowa.  

 

Edward  pochylił  się  lekko  i  pocałował  mnie. Z  początku  lekkie  muśnięcia  naszych  warg, 

zamieniły się w  coś brutalniejszego. Nasze języki  zaciekle ze sobą walczyły. Nie obchodziło 

mnie  kto  wygrywa.  Oderwałam  się  od  chłopaka,  gdy  tylko  zabrakło  mi  tchu.  Zaczerpnęłam 

powietrza, a miedzianowłosy przeniósł swoje usta  na moją szyję. Zaczął  ją  lizać, całować i 

podgryzać.  Czułam  gwałtowny  przypływ  gorąca.  Moje  nogi  zrobiły  się  jak  z  waty.  Edward 

wyczuł to i wziął mnie na ręce. 

 

- Pragnę cię – wyszeptał w moje usta. 

 

- Ja ciebie też – odpowiedziałam równie cicho. 

 

- Jesteś pewna? – mój ukochany oderwał się ode mnie i spojrzał uważnie w moje oczy. 

 

W odpowiedzi mocno go pocałowałam. 

 

- Bello – usłyszałam piskliwy krzyk nad uchem. 

- Boże… - jęknęłam, gdy poczułam sprawne dłonie Edwarda na moich piersiach. 

- Bello! – krzyknął ktoś głośniej niż przedtem. 

Tym razem mój jęk był głośniejszy. Chłopak zdjął moją czerwoną bluzkę. 

- Taka piękna… - mruczał całując każdy nowoodkryty skrawek mojego ciała. 

- Bello!!! - usłyszałam z oddali. 

- Tak bardzo cię pragnę. Jesteś tylko moja. 

- Tylko twoja… Edwardzie, tak dobrze! – krzyknęłam, gdy poczułam jego długie palce na 

moich udach. 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

Po chwili poczułam coś zimnego na całej mojej twarzy. Zaczęłam piszczeć i wyskoczyłam  

z łóżka. Zobaczyłam wściekłą Alice, duszącą się ze śmiechu Rosalie, Jaspera chichoczącego 

pod nosem, tubalnie rechotającego Emmetta i Edwarda z zawadiackim uśmiechem. 

- Cześć Bello! – krzyknęli jednocześnie. 

- Cześć… wam – odpowiedziałam zmieszana. 

- A co to ci się śniło, Bello? – spytał Emmett. 

Rozszerzyłam  ze  zdziwienia  oczy,  przypominając  sobie  mój  sen.  Wszyscy  oprócz  mnie, 

jak na zawołanie wybuchnęli śmiechem.  

- Nienawidzę was! – syknęłam niemal wbiegając do łazienki. 

Wiedziałam  jednak,  że  to  nie  koniec  tematu.  Wzięłam  kilka  głębszych  oddechów  i 

wróciłam do pokoju. 

- Co wy robicie w moim pokoju? – spytałam. 

- Bello! – pisnęła Alice. – Zapomniałaś? – zwęziła na mnie te swoje duże oczy. 

- O czym? 

- Dzisiaj szósty grudnia! – krzyknęła podekscytowana, a ja mentalnie wymierzyłam sobie 

policzek. 

Mikołajki, czyli impreza u Alice. Chochlik postanowił zrobić „imprezę roku”. Na nic zdały 

się  nasze  przekonywania,  że  lepiej  poczekać  i  wyprawić  Sylwester.  Czarnulka  uparła  się  i 

postawiła na swoim. Impreza odbędzie się szóstego grudnia. 

- Twoja impreza – stwierdziłam mało inteligentnie. 

- No wow! – krzyknęła lekko zła. - Musimy się przygotować! 

- Jasne – mruknęłam. – Która godzina? 

- Już dziewiąta! – odpowiedział z udawanym przerażeniem Emmett, za co zarobił od Alice 

w tył głowy. 

- Alice, przypomnij mi dlaczego impreza jest u Edwarda? – spytałam. 

- Bo ma największy dom! – odpowiedziała dziewczyna, wyrywając sobie włosy z głowy. 

-  Jasper,  uspokój  swoją  nadpobudliwą  i  inną  dziewczynę  –  mruknął  Emmett,  za  co 

ponownie dostał od chochlika w tył głowy. 

- Za co to?! – krzyknął  Emmett. – Ty…! Ty…! Ty nadpobudliwy chochliku z ADHD na 

dziesięciu kawach dziennie! 

- Ty przerośnięty masą niedźwiedziu na sterydach! – odkrzyknęła mu Alice. 

Wszystko  zakończyło  się  tak  jak  przeczuwałam,  a  mianowicie  kłótnią.  Wzruszyłam 

ramionami i skierowałam się do łazienki. Gdy ponownie wróciłam do pokoju, panowała tam 

cisza jak makiem zasiał. Westchnęłam. Dobrze wiedziałam co to znaczy – Alice i Emmett się 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

pokłócili  i  przestali  do  siebie  odzywać.  Miałam  ochotę  się  roześmiać.  Zachowują  się 

dokładnie jak dzieci!  

 

- Jedziemy do Edwarda – zarządziła po chwili ciszy Rosalie. 

 

Wszyscy  po  kolei  zaczęli  wychodzić  z  pokoju.  Ja  także  skierowałam  się  w  tamtym 

kierunku, gdy zatrzymały mnie czyjeś ręce na biodrach. Bez odwracania się, wiedziałam do 

kogo one należą. 

 

- Cześć kochanie – wyszeptał Edward przy moim uchu. 

 

Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Odwróciłam się w jego stronę i przywarłam 

swoimi wargami do jego. Nim się zorientowałam, nasze języki zaczęły walczyć o dominację. 

Niechętnie oderwałam się od niego, gdy zaczęło brakować mi powietrza. 

 

- Zdradzisz mi o czym śniłaś? – spytał tym swoim mega seksownym głosem. 

 

Czułam  jak  na  moje  policzki  wpływa  zdradziecki  rumieniec.  Stanęłam  na  palcach  i 

wyszeptałam mu do ucha: 

 

- Ty i ja… sami. W bardzo intymnej sytuacji. 

 

Poczułam  jak  Edward  spina  wszystkie  mięśnie.  Odsunęłam  się  od  niego  z  lekkim 

chichotem.  

 

- A teraz idziemy panie Cullen, bo twoja siostrzyczka nas zabije. 

 

Nie czekając na niego, wyszłam z pokoju. 

 

*** 

 

- Alice! Długo jeszcze?! – spytałam po raz tysięczny dzisiejszego popołudnia. 

 

- Niedługo! – odpowiedziała jednocześnie z Rosalie. 

 

Gdy  tylko  skończyliśmy  wszystko  dekorować,  dziewczyny  postanowiły  zrobić  ze  mnie 

lalkę Barbie. Czy mogłam się niezgodzić? Nie! Czy miałam jakiekolwiek prawo głosu co do 

wyboru sukienki, butów, fryzury czy makijażu? Nie!  

 

 

 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

Edward’s POV 

 

 

 

- Kiedy one wreszcie zejdą? – zapytał po raz setny dzisiaj Emmmett. 

 

 

- Niedługo! – odpowiedziałem mu jednocześnie z wkurwionym Jasperem. 

 

 

Po  kilku  minutach  dziewczyny  zeszły.  Wszystkie  wyglądały  ślicznie.  Jednak  Bella... 

Bella  absolutnie  zachwycała  wyglądem.  W  kilku  długich  krokach  przemierzyłem  pokój  i 

porwałem ją w swoje ramiona. Dziewczyna zaczęła piszczeć i chichotać. Uciąłem wybuch jej 

radości, całując ją w usta. Jęknęła w moje wargi i delikatnie wysunęła język.  

 

- Wyglądasz cudownie – oznajmiłem całując ją ponownie. 

 

- Ty też – zachichotała, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów. 

 

- Aaaa. Zapomniałam! – krzyknęła Alice z przerażaniem w oczach. 

 

Wszyscy spojrzeliśmy na nią zdziwieni.  

 

- Zapomniałam! Zapomniałam! Zapomniałam! – krzyczała biegając po pokoju. 

 

- Czego? – spytaliśmy jednocześnie, jednak dziewczyna zupełnie nas zignorowała. 

 

- Jak ja mogłam zapomnieć?! – krzyczała do siebie. 

 

Bella’s POV 

 

- Jasper, uspokój swoją dziewczynę – poprosiłam. 

 

Blondyn zastąpił jej drogę. 

 

- Alice! Wdech, wydech – poleciłam, a ona zaczęła głęboko oddychać. – Co się stało? 

 

- Zapomniałam! – krzyknęła. 

 

- To już wiemy – odpowiedziałam spokojnie.   

 

Byłam odporna na jej ataki histerii. 

 

- Zapomniałam płyt z domu Jaspera! 

 

- I o to całe zamieszanie? – spytała milcząca dotąd Rosalie. 

 

- Tak!  

 

- To możesz przecież wziąć inne. Edward ma ich pełno – stwierdziłam. 

 

- Nie, nie i jeszcze raz nie! To były specjalne piosenki na tę imprezę! – krzyknęła Alice. 

 

- Weźmiemy inne – stwierdził spokojnie Edward. 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

 

- Jaaaaaasper – dziewczyna zwróciła się do swojego chłopaka. 

 

- Nie! – odpowiedział blondyn, wiedząc o co chce poprosić chochlik.   

 

- Ale Jasper! – Alice tupnęła swoim ogromnym obcasem w podłogę i popatrzyła na niego 

błagalnie. 

 

- Nie… - chłopak był coraz mniej przekonany, w jego głosie słychać było wahanie. 

 

- Kochanie –  dziewczyna zatrzepotała rzęsami, a po  minie Jaspera  było  widać, że zgodzi 

się na wszystko. 

 

- Dobrze – westchnął. 

 

Alice klasnęła w dłonie. 

 

- Jedziemy do ciebie do domu – zarządziła. 

 

- Ja też jadę – stwierdziła Rosalie. - Potrzebuję mojego błyszczyka – wyjaśniła. 

 

- To ja też – oznajmił Emmett. 

 

Wiadomo było, że gdzie blondynka, tam i misiek. 

 

- A ja się załapę? – spytałam z niewinną miną. 

 

- Ja zostanę w domu – stwierdził Edward. - W końcu ktoś musi - skrzywił się lekko. 

 

- Zaraz jestem z powrotem – zapewniłam i pocałowałam go w usta. 

 

- Już tęsknię – powiedział z udawanym smutkiem. 

 

- Ja też – zaśmiałam się. 

 

- No już przyssawki, idziemy – pogonił nas Emmett. 

 

- Pa – pożegnałam się i wyszłam za moimi przyjaciółmi. 

 

Edward’s POV 

 

- Pa – pożegnała się i wyszła przez drzwi. 

 

Westchnąłem. Co teraz robić w zupełnie pustym domu? Wszedłem po schodach i udałem 

się  do  mojego  pokoju.  Klapnąłem  na  łóżko  i  włączyłem  swojego  I-Poda.  Po  kilkunastu 

minutach  jednak  to  także  mi  się  znudziło.  Wyjąłem  słuchawki  z  uszu  i  wstałem  z  łóżka. 

Ponownie zszedłem na dół i skierowałem swoje kroki do kuchni. Wyjąłem chipsy z szafki i 

zacząłem  je  jeść.  Z  nudów.  Gdy  wpieprzyłem  pół  paczki,  usiadłem  z  nudów  na  kanapie  i 

nawet nie pamiętam kiedy usnąłem. 

 

- Wiesz, że cię kocham? – spytała Bella z uśmiechem. 

 

- Wiem – odpowiedziałem z wahaniem. 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

 

- Wiesz? – podniosła brew. 

 

- Wiem – stwierdziłem pewniej. 

 

- Tak lepiej - wymruczała i podeszła do mnie, kręcąc biodrami. 

 

- Chcę tego… chcę się z tobą kochać – wyszeptała mi do ucha, a moim ciałem wstrząsnął 

przyjemny dreszcz. 

 

Z  oddali  usłyszałem  jakiś  dźwięk.  Powoli  otworzyłem  oczy  i  ziewnąłem.  Kątem  oka 

zajerestrowałem, że jest już około dziewiętnastej. Niemożliwe! Przecież nie mogło minąć aż 

tyle godzin! 

 

- Bella? – krzyknąłem. 

 

Odpowiedziała mi cisza. 

 

- Alice? 

 

Ponownie nic. 

 

- Jasper? Rosalie? Emmett? KTOKOLWIEK?! 

 

Nadal żadnej reakcji. Dlaczego jeszcze nie wrócili? Ponownie usłyszałem jakiś dźwięk. Z 

opóźnieniem zrozumiałem, że to telefon. Wyciągnąłem rękę i złapałem słuchawkę. 

 

- Halo? – wyschrypiałem. 

 

- Dzień dobry. Czy mogę rozmawiać z Carlislem Cullenem bądź z panią Esme Cullen?  – 

spytał jakiś męski głos. 

 

- Przykro mi, jednak nie ma ich w domu. A kto mówi? – odpowiedziałem. 

 

- Nazywam się komendant David Johanson… 

 

- Policjant? – wszedłem mu w słowo. 

 

- Tak. A kto mówi? 

 

- Edward Cullen. Syn Carlisle’a i Esme. 

 

-  Dobrze  –  policjant  zamyślił  się.  –  W  takim  razie  panie  Cullen,  mam  dla  pana  złą 

wiadomość. 

 

- Tak? – spytałem drżącym głosem. 

 

- Samochód, którym jechała pańska siostra miał wypadek. 

 

- Co z nimi?! Gdzie oni są?! W którym szpitalu?! – krzyczałem do słuchawki. 

 

- Oni… nie żyją. 

 

Wypuściłem  telefon  z  dłoni.  Z  głuchym  łoskotem  upadł  na  podłogę.  Ja  nadal  jednak 

wpatrywałem się przed siebie. W głowie chuczały mi słowa policjanta Oni nie żyją. Osunąłem 

się na ziemię. Nie kontaktowałem. Tkwiłem w jakimś pieprzonym szoku. Dopiero po chwili 

zrozumiałem co się stało. Z moich oczu trysnęły łzy. Nigdy wcześniej nie płakałem.  Jednak 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

płacz,  wbrew  pozorom  nie  daje  żadnego  ukojenia.  Potrzebne  mi  było  coś  więcej.  Chciałem 

ukoić ból, który poczułem w klatce piersiowej. Zacząłem krzyczeć. 

 

- Aaaaa! 

 

Krzyk także nic nie poprawiał. Wręcz przeciwnie – głuche echo w pustym domu aż nadto 

przypominało, że jestem tutaj sam. Nikogo więcej, tylko ja i mój ból. Przewracałem wszystkie 

rzeczy, wrzeszcząc ile sił w płucach. Zacząłem napierdalać pięścią w ścianę. Przestałem, gdy 

poczułem  w  nozdrzach  rdzawy  zapach  krwi.  Podniosłem  dłoń  do  twarzy.  Kilka  małych 

ranek… Kilka małych stróżek krwi… W mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy…  

Dzień,  w  którym  Emmett  szedł  do  szkoły,  a  my  chcieliśmy  iść  razem  z  nim.  Dzień,  w 

którym  razem  z  Alice  szliśmy  do  przedszkola…  Dzień,  w  którym  chochlik  dostał  pierwszą 

jedynkę…  Dzień,  w  którym  poznaliśmy  Jaspera  i  Rosalie.  Dzień,  w  którym  Emmett  zaczął 

chodzić  z  Rosalie…  Dzień,  w  którym  Jasper  przyznał,  że  kocha  Alice…  Dzień,  w  którym 

poznałem Bellę… 

Bella… Z opóźnieniem dotarło do mnie, że ona też była w tym pieprzonym samochodzie. 

Ona  też  nim  jechała.  Poczułem  tępy  ból  w  klatce  piersiowej.  Zacząłem  szybko  i 

spazmatycznie  oddychać.  Miałem  wrażenie,  że  coś  urosło  w  moich  płucach,  kompletnie 

przeszkadzając  mi  w  robieniu  wdechów  i  wydechów.  Moje  nogi  zrobiły  się  jak  z  waty. 

Zrozumiałem, że nigdy już jej nie zobaczę. Nigdy nie będę mógł poczuć jej zniewalającego 

zapachu. Nigdy więcej nie obudzi mnie swoim słodkim „dzień dobry”. Nigdy już nie poczuję 

smaku  jej  ust…  Dotyku  jej  warg.  Zacisnąłem  pięści  tak  mocno,  że  aż  zbielały  mi  kłykcie. 

Jedyne co czułem to wszechogarniająca rozpacz. Czułem jak wchłania mnie całego.  A ja nie 

chciałem…  nie  miałem  już  siły  się  bronić.  Bo  i  po  co?  Załkałem  gorzko.  Za  jednym 

zamachem  straciłem  wszystko,  rodzeństwo,  przyjaciół,  dziewczynę,  którą  bezwarunkowo 

pokochałem.  Gdzie  tu  kurwa  sprawiedliwość?!  Dlaczego  tak  niewinne  i  czyste  osoby  jak 

moja  Bella  umierają?!  A  kurwa  zabójcy  i  gwałciciele  żyją  sobie  spokojnie  pośród  innych 

ludzi?! 

Przypomniałem  sobie  słowa  terapuetki:  „Edwardzie.  Pamiętaj,  że  masz  na  kogo  liczyć. 

Pamiętaj,  że  masz  dla  kogo  żyć!  Nigdy  więcej  tego  nie  rób…”  Na  chwiejnych  nogach 

skierowałem  się  ku  schodom.  Krok  za  krokiem.  Stopień  za  stopniem.  Po  chwili  byłem  na 

górze.  Nie  patrząc  na  nic,  wszedłem  do  pokoju.  Wiedziałem,  co  chcę…  co  muszę  zrobić. 

Podszedłem do komody i zacząłem ją odsuwać. W specjalnie przeznaczonym do tego miejscu 

znalazłem  to,  czego  szukałem.  Żyletka.  W  mojej  głowie  ukazali  się  rodzice.  Im  należą  się 

jakieś  wyjaśnienia.  Z  ostrzem  w  dłoni  podszedłem  do  biurka  i  wyjąłem  kartkę.  Do  prawej 

dłoni  włożyłem  długopis  i  zacząłem  pisać.  Przelałem  na  biały  papier  wszystko,  co  w  tej 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

chwili  myślałem  –  każde  przemyślenie,  każde  tchnienie.  Był  to  swego  rodzaju  testament… 

rozliczenie z życia. Z tego co robię, co zrobiłem i co mógłbym zrobić. Pieprzone pożegnanie 

z moim rodzeństwem – Alice i Emmettem, którzy już nie żyją. Pożegnanie z przyjaciółmi – 

Rosalie  i  Jasperem,  którzy  także  zginęli  w  tym  jebanym  wypadku.  Pożegnanie  z  Bellą  – 

jedyną dziewczyną, którą kiedykolwiek kochałem. Dziewczyną, którą życie zabrało mi zanim 

zdąrzyłem się nią nacieszyć. A przede wszystkim jest to pożegnanie z moimi rodzicami. Nie 

wymagam  od  nich,  żeby  zrozumieli.  Nie  zrozumieją.  Mam  nadzieję,  że  mi  wybaczą. 

Złożyłem symboliczny podpis i odłożyłem zarówno kartkę, jak i długopis.  

 

Wolnym, niemal rytmicznym krokiem skierowałem się do łazienki. Zacząłem napuszczać 

wodę do wanny. Wiedziałem co się za chwilę stanie. Wiedziałem, że za chwilę to wszystko 

przestanie mieć znaczenie. Przestanie istnieć dla mnie, tak jak ja przestanę istnieć dla nich. 

 

Nie przejmowałem się niczym. Gdy tylko woda całkowicie napełniła wannę, wszedłem do 

niej  tak  jak  stałem  –  w  czarnej  koszulce  i  ciemnych  dżinsach.  Wstrząsnął  mną  dreszcz  – 

zimna  woda  wyostrzyła  zmysły.  Tym  lepiej  dla  mnie.  Rozerwałem  dżinsy  i  przejechałem 

żyletką po udzie. To była swego rodzaju gra wstępna – akt potęgujący późniejsze doznania. 

Woda  wokół  mnie  zabarwiła  się  na  lekki  róż.  Uśmiechnąłem  się  do  siebie.  Nie  robiłem 

przecież  tego  po  raz  pierwszy.  Ten  pieprzony  rytuał  wymyśliłem  mając  szesnaście,  może 

siedemnaście  lat.  Robiłem  to  dopóki  nie  poszedłem  na  terapię.  Ciąłem  się  dopóki  nie 

poznałem  Belli.  Bella.  Zadałem  sobie  karne  cięcie.  Nie  powinienem  o  niej  teraz  myśleć. 

Darowałem sobie też to całe metafizyczne gówno związane z życiem pośmiertnym. Dla mnie 

to i tak już koniec. 

 

Woda  robiła  się  coraz  ciemniejsza.  Moje  lewe  udo  ociekało  krwią.  Powolnym  ruchem 

przeniosłem się na nadgarstek. Ostrym narzędziem zrobiłem jedną poziomą linię. Syknąłem z 

bólu.  Czyżbym  już  zapomniał  jakie  to  uczucie?  Ale  przecież  tego  się  nie  zapomina. 

Pokręciłem głową. Mocno zatopiłem metal w mojej skórze. Czułem ból i cudowne ukojonie.  

Żegnajcie. 

 

Bella’s POV 

 

- Aaa! – ziewnęłam, rozprostowując mięśnie.  

 

Rozejrzałam się wokoło. Co ja tutaj robię? Dlaczego nie jestem…?  

Kurwa! Alice! Ten chochlik mnie zajebie jak się spóźnię. 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

10 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

 

W  pośpiechu  założyłam  buty,  poprawiłam  włosy  i  makijaż.  Nigdy  tak  szybko  nie 

wybiegłam  z  domu.  Miałam  szczęście,  że  mój  dom  i  Edwarda  dzieli  może…  pięć  minut 

drogi?  

 

U Cullenów były pogaszone wszystkie światła. Nie było słychać muzyki. Nigdzie nie było 

rzygających ludzi na trawniku. Obejrzałam się wokoło. Kurwa! Coś jest nie tak. Weszłam do 

środka. 

 

- Edward?! – krzyknęłam z progu. 

 

W  domu  było  strasznie  cicho.  Nikt  nie  wydawał  nawet  jednego,  najcichszego  dźwięku. 

Rozejrzałam się. Co jest grane? W moim sercu zapanował niepokój. Miałam przeczucie, że 

stało się coś złego. Wbiegłam po schodach i weszłam do pokoju mojego chłopaka. 

 

- Edward? – spytałam drżącym głosem. 

 

Odpowiedziała mi cisza. 

 

Weszłam do łazienki. Z mojego gardła wydobył się zduszony krzyk. W wannie kompletnie 

nieruchomo  leżał  Edward.  Mój  Edward.  Cała  woda  wokół  niego  była  zabarwiona  na  kolor 

czerwony.  Zaczęłam  krzyczeć,  a  łzy  popłynęły  z  moich  oczu.  Najszybciej  jak  potrafiłam, 

podbiegłam do wanny. 

 

- Edwardzie! Edwardzie! – zaczęłam nim energicznie poruszać. 

Przecież on się musi się obudzić! 

 

Jednak  on  nadal  leżał  nieruchomo.  Podniosłam  drżącą  dłoń  do  jego  szyi.  Nie  wyczułam 

pulsu.  Odsunęłam  się  od  niego,  zupełnie  nie  rozumiejąc  co  się  stało.  Dlaczego  znowu  to 

zrobił? Przecież… nie ciął się już ponad rok. Upadłam na ziemię i zaczęłam płakać. Gorzkie 

łzy spływały po mojej twarzy. Dlaczego on?! Krzyczałam. Błagałam. Dusiłam się z płaczu. 

Nic nie pomagało. Ból w mojej klatce piersiowej ani trochę się nie zmniejszył. Świadomość, 

że  odszedł  była  ponad  moje  siły.  Chciałam  go  poczuć.    Na  kolanach  podeszłam  do  niego  i 

usiadłam na brzegu wanny. Wyjęłam jego zimne ciało z wody i przytuliłam do swojego.   

 

-  Dlaczego?  Dlaczego  to  zrobiłeś?  –  łkałam  w  jego  całkowicie  przemoczoną  koszulkę.  – 

Odezwij się! Błagam… Błagam, powiedz że żyjesz! Odezwij się! Proszę. Nie rób mi tego… 

 

Zrozumiałam,  że  to  nic  nie  da.  Odłożyłam  go  i  postanowiłam  zadzwonić  do  Carlisle’a. 

Wyszłam  z  łazienki.  Nie  chciałam  go  oglądać  takiego  –  nieruchomego,  cichego,  zimnego. 

Jednak  ta  wizja  prześladowała  mnie  cały  czas.  Bezwładne  ciało.  Jego  już  w  nim  nie  było. 

Wyjmowałam  telefon,  gdy  moją  uwagę  przykuła  kartka  z  napisem  przepraszam.  Łkając 

podeszłam do biurka. Usiadłam na krześle i połykając łzy,  zaczęłam czytać. 

 

Mamo i Tato! 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

11 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

Wiem, że nie zrozumiecie tego co zrobiłem. Wiem, że Was zawiodłem. Przepraszam za 

wszystko. Nie byłem idealnym synem. Sprawiałem Wam kłopoty. Mama nie raz przeze mnie 

płakała. Należał Wam się lepszy syn. Zasługiwaliście na kogoś, kto przynosiłby Wam dumę. 

Ktoś, kim moglibyście się chwalić przed znajomymi. Ja tą osobą nie jestem i nigdy nie byłem.  

Bo kim jestem? Bez nich jestem nikim.  Wiem, że nigdy nie potrafiłbym pogodzić się z ich 

śmiercią.  Świadomość  że  umarli,  nigdy  nie  dałaby  mi  spokoju.  Powinienem  był  przecież  

jechać z nimi! Myśl, że nigdy więcej nie zobaczę Alice i Emmetta zabijałaby mnie od środka. 

Kim bym bez nich był? Nikim. To oni, wraz z Rosalie i Jasperem sprawili, że jestem tym, kim 

jestem. To oni zawsze byli na pierwszym miejscu. Byli. Dopóki nie pojawiła się Bella. To ona 

sprawiła,  że  przestałem  się  ciąć.  To  ona  pokochała  mnie  takiego  jakim  jestem  –  wiecznego 

dupka i świnię. 

 

 

Zamknęłam oczy i zaczęłam się dławić gorzkimi łzami, spływającymi wprost do mojego 

zdartego  gardła.  Ból  rozdzierał  każdą  komórkę  mojego  ciała.  Dlaczego  tak  nisko  się  cenił? 

Czy on naprawdę nie widział jaki jest wspaniały? Miał swoje wady  – ale przecież każdy je 

ma!  Ukryłam  twarz  w  dłoniach  i  ponownie  zaczęłam  płakać.  Coraz  ciszej…  ciszej…  Nie 

miałam już siły. Podniosłam głowę i biorąc głęboki oddech, ponownie zaczęłam czytać jego 

list. 

 

Dlatego tak trudno pogodzić mi się z jej śmiercią. Dlaczego Bóg zabrał kogoś takiego jak 

ona? Kogoś tak czystego i niewinnego? Nie miał prawa mi jej zabierać! Nie miał prawa 

zabierać mi najważniejszej osoby w moim popieprzonym życiu!  

 

 

Wpatrywałam się w zapisaną kartkę. Dlaczego on sądził, że ja nie żyję?  

 

Przepraszam Was za wszystko. 

Przepraszam za to, że nie byliście dostatecznym powodem, aby żyć. 

 

Wasz syn 

Edward 

 

 

Cicho łkając, wygładziłam list. List, który był jego pożegnaniem. Celowo zatrzymywałam 

dłonie na lekko wilogtnych miejscach. Płakał, gdy to pisał. Płakał tak samo, jak ja czytając to 

popieprzone pożegnanie. 

background image

Nigdy nie mów „na zawsze” - miniaturka mikołajkowa 

12 

 

Miniaturka konkursowa dla TwisterTeam 

 

Rok później 

Brązowooka dziewczyna siedziała w kącie pokoju. Kołysała się w przód i w tył, w rytm 

muzyki  słyszanej  tylko  przez  nią.  Kim  ona  jest?  Dziewczyną  zapomnianą  pośród  innych 

ludzi.  Jak  jej  na  imię?  Tego  nikt  już  nie  pamięta.  Wszyscy,  których  kochała  opuszczali  ją 

jeden  po  drugim.  W  końcu  nie  został  z  nią  już  nikt.  Została  na  ziemi  zupełnie  sama. 

Pomyśleć, że kiedyś była zupełnie kimś innym. Teraz przypomina cień samej siebie. 

Szósty grudnia. 

Ta data zmieniła całe jej życie. W ten dzień jej życie umarło. Umarły osoby, które kochała 

najbardziej na świecie. Jednak przecież „życie toczy się dalej”.  

Nie dla niej. Jej istnienie stracił sens dokładnie rok temu.