background image

 

 

Leanne Banks 

       

 

Moje życie z szefem 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

PROLOG 

 

Trzej mężczyźni siedzący w barze O'Malleya z całą powagą wznieśli 

toast za swoje życiowe sukcesy. 

Parę godzin wcześniej, na zjeździe wychowanków Domu dla 

Chłopców w Granger, wysłuchali mowy dyrektora, z której wynikało, że 

mogą być wzorami do naśladowania dla innych chłopców - zostali 

multimilionerami. To sformułowanie „wzory do naśladowania" ciągle 

prześladowało Michaela Hawkinsa. Tymi wzorami mieli być Dylan 

Barlow, Justin Langdon i on sam, Michael. 

- Gratulacje, Dylan - oznajmił Justin, geniusz giełdowy, wznosząc 

kufel piwa. - Musiało być dla ciebie niemałym zaskoczeniem, kiedy twoim 

ojcem okazał się Archibald Remington, szef jednej z największych firm 

farmaceutycznych świata. 

Dylan skinął głową, a w jego ciemnych oczach błysnęła ironia. 

Michael uznał, że z nich trzech Dylan najłatwiej wszedł w rolę bogacza. 

Na pierwszy rzut oka wyglądał na eleganckiego zamożnego, 

zadowolonego z siebie człowieka. Dość zręcznie ukrywał swoją nieufną 

naturę, ale Michael umiał ją dostrzec, gdyż sam miał podobną. 

- Mój ojciec był bogatym sprytnym tchórzem - odparł Dylan, 

wychylając szklaneczkę szkockiej whisky. - Wypierał się ojcostwa, póki 

żył. Dopiero w testamencie mnie 

uznał. Zostawił mi górę pieniędzy, miejsce w radzie nadzorczej, 

która mnie ignoruje, i rodzeństwo przerażone skandalem, jaki się ze mną 

wiąże. Wszystko ma swoją cenę. 

R S

background image

 

Michael nie winił Dylana za pełen cynizmu pogląd na świat. Nie 

spotkał wśród wychowanków domu ani jednego chłopca, który nie 

pragnąłby mieć ojca. Jeszcze jedno gorzkie doświadczenie łączyło ich 

wszystkich - żaden go nie miał. Odpędził od siebie to przygnębiające 

spostrzeżenie. 

- Jak uczciłeś swój pierwszy sukces? - spytał Justina, wiedząc, że 

zaczął od handlowania akcjami wartymi centy, a dużo, dużo później 

doszedł do dolarów. Teraz zajmował się tylko akcjami wartymi 

przynajmniej parę tysięcy. 

Justin spojrzał obojętnie. 

- Nie przypominam sobie, czy w ogóle jakoś to uczciłem. Lata całe 

żyłem, licząc grosze i mieszkając w podłej dzielnicy. Kiedy dorobiłem się 

pierwszego miliona, nie zmieniłem trybu życia. Po drugim milionie 

przeniosłem się do dzielnicy, w której nie musiałem zakładać krat w 

oknach. A ty? Jak uczciłeś dzień wejścia twojej firmy na giełdę? 

W prasie oraz w przemówieniu dyrektora domu wychowawczego 

Michael był nazwany geniuszem komputerowym, bo stworzył firmę 

internetową. Kiedy weszła na giełdę, stał się, rzecz jasna, bogaczem. W 

artykułach prasowych stało się to z dnia na dzień i tylko Michael wiedział, 

ile lat morderczej, wyczerpującej pracy kosztował go ten sukces. 

- Po raz pierwszy od trzech lat przespałem całe osiem godzin. 

Dylan pokręcił głową, obracając w dłoni szklankę. 

- Sądziłem, że pieniądze rozwiążą wszystkie problemy. 

- Dużo rozwiązują - wtrącił Justin. 

- Ale przecież musi być coś więcej - ciągnął Dylan. - Nie czułeś się 

jak oszust, kiedy dyrektor rozgadał się na nasz temat, stawiając za 

przykład? 

R S

background image

 

Michael czuł ten sam brak satysfakcji. Pieniądze przyniosły mu 

rozgłos, którego nie pragnął, obowiązek płacenia ogromnych podatków i 

poczucie, że nigdy nie znajdzie tego, czego szuka, chociaż nie miał 

pojęcia, co to może być. 

- W zasadzie można te wszystkie pieniądze z równym pożytkiem 

rzucić na wiatr. 

- Przesadzasz - Justin Zakrztusił się piwem. Dylan z namysłem 

przechylił głowę. 

- Niezły pomysł. Rzucamy je w Las Vegas czy Atlantic City? 

Justin podejrzliwie przyjrzał się obu. 

- Co wyście właściwie pili? 

- Michael trafił w sedno. Przychodzi czas, kiedy dodawanie 

kolejnych zer na koncie przestaje być zabawne. Najlepszy użytek, jaki z 

nich zrobiłem, to kupno domu i samochodu dla mojej mamy. Żaden z nas 

nie ma żony ani rodziny. 

- Małżeństwo pochłania pieniądze jak odkurzacz - stwierdził ponuro 

Justin. 

Michael także unikał tej „instytucji", chociaż z innych przyczyn. Nie 

bez powodu nazywano go człowiekiem bez serca. Nie wierzył w uczucia 

ani ich wpływ na ludzkie postępowanie, ale nagle wpadł mu do głowy 

szalony pomysł. 

- Zamiast spłukania się w Vegas moglibyśmy zabawić się w 

dobroczyńców, za którymi tak tęskniliśmy, kiedy nie mieliśmy z czego 

żyć. 

Dylan patrzył na niego przez dłuższą chwilę, po czym powoli 

uśmiechnął się jak hazardzista. 

- Jeśli połączymy środki, moglibyśmy sporo zdziałać. 

R S

background image

 

- Chwileczkę - wtrącił Justin, wyraźnie zaniepokojony. - Mamy 

łączyć środki? 

- Co z ciebie takie skąpiradło? 

- Nie masz pojęcia, ile puszek fasolki musiałem zjeść. 

- Nie zapominaj o możliwościach odliczeń od podatku - pocieszył go 

chytrze Michael i Justin przestał się opierać. 

- Odliczenia od podatku - powtórzył, wyraźnie coraz bardziej 

przekonany do pomysłu. - Podatek dochodowy zjada mi połowę majątku. 

- Moglibyśmy założyć taki klub - zaproponował Michael z rosnącym 

entuzjazmem. - Tajny klub milionerów. 

- Tajna fundacja milionerów dająca ulgi podatkowe - sprecyzował 

Justin. 

- Zróbmy to - zapalił się Michael. Niczego nie był tak pewny od 

chwili, gdy założył swoją firmę i zatrudnił asystentkę, Kate Adams. Była 

jedną z niewielu osób na świecie, które darzył całkowitym zaufaniem. 

Gdyby był innym człowiekiem, takim, który ma serce, ich związek nie 

byłby czysto profesjonalny. Jednej nocy nawet przestał taki być, ale, dzięki 

Bogu, Michael odzyskał rankiem zdrowy rozsądek i zdołał przywrócić 

dotychczasowy zawodowy układ. 

- Wchodzę - oznajmił Dylan i kiwnął na barmana. - Szkocka dla 

wszystkich. 

Zapadła długa cisza, gdy Michael i Dylan patrzyli wyczekująco na 

Justina. 

- No dobrze, poddaję się. Ale jeśli przez to znowu będę musiał jeść 

fasolkę z puszki, to wam nie daruję. 

- Zdrowie? - Michael uniósł kieliszek. Poczuł dziwne wyczekiwanie. 

- Za Klub Milionerów. 

R S

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Kate Adams wpatrywała się w mężczyznę, którym była zauroczona 

od trzech lat, i czuła, jak jej żołądek nieprzyjemnie podchodzi do gardła. 

Kate nie zakochała się w Michaelu Hawkinsie od pierwszego wejrzenia. 

Niewątpliwie pociągał ją od początku, a z czasem doszła troska o niego, 

podziw, oddanie i ani się obejrzała, jak wpadła po uszy. Z uporem 

tłumaczyła sobie, że nie była to miłość, ale silne przywiązanie. 

Skórzany fotel za jego wielkim, lśniącym orzechowym biurkiem jak 

zwykle stał pusty. Michael tkwił na wysokim krześle, pozwalającym mu na 

swobodne ruchy. Nie potrafił długo usiedzieć w jednym miejscu. Jego 

oczy błyszczały, zaprzeczając okazywanemu na zewnątrz spokojowi i 

opanowaniu. Ogromna inteligencja połączona z nie mniejszym uporem 

stanowiły dla niej wyzwanie, jakiego wcześniej nie miała. Współpracowali 

bardzo blisko i po pewnym czasie zaczęła tęsknić za jego cichymi pochwa-

łami, delikatnymi, przelotnymi dotknięciami. Chwilami czuła na sobie jego 

spojrzenie i przeskakiwała między nimi iskra, ale zawsze szybko ją gasił. 

Czekała, aż pewnego razu oderwie oczy od pracy i zrozumie, że to 

właśnie ona jest kobietą stworzoną dla niego. 

Sądziła, że wydarzyło się to przed dwoma miesiącami, tej 

niezapomnianej nocy, kiedy spojrzał na nią i przytulił. 

Kate na samo wspomnienie zalała fala gorąca. Jakby to było wczoraj. 

Oboje od wielu dni nie dosypiali z powodu nawału pracy. Kiedy Michael 

dowiedział się o nowym kontrakcie z dużą firmą z Zachodniego Wybrzeża, 

wyciągnął z lodówki w gabinecie zapomnianą butelkę szampana i nalegał, 

żeby to uczcili. 

R S

background image

 

Otwierając butelkę, niechcący oblał ją zimnym szampanem. 

Krzyknęła, on przeprosił, po czym oboje się roześmieli. Nie było 

kieliszków, pili więc z kubków. Po pierwszym toaście był drugi i Kate nie 

wiedziała już, od czego bardziej zaszumiało w głowie - od szampana czy 

głodnego spojrzenia Michaela. 

Uniósł kubek do jej warg, znów rozlewając napój. 

- Chyba więcej szampana mam na sobie niż w sobie - stwierdziła ze 

śmiechem, oglądając mokrą bluzkę. Podniosła wzrok i to, co zobaczyła w 

jego oczach, zaparło jej dech. Marzyła, by tak na nią patrzył. 

Przeniósł oczy na jej usta. 

- Zastanawiam się, jak szampan smakuje na twoich wargach. 

Kate, oddychając z trudem, mimowolnie oblizała wyschnięte nagle 

usta. Czuła się tak, jakby stała na rozdrożu i musiała natychmiast wybrać 

drogę. 

- Może - wyszeptała - powinieneś sprawdzić.  

Patrząc w oczy, pocałował ją. Jeden pocałunek zmienił się w drugi, 

trzeci, a potem Kate straciła rachubę. Mokra bluzka znalazła się na 

podłodze. Jego dłonie uwodziły ją, stawiały żądania, dotykały każdego 

skrawka ciała. Noc wypełniła wciąż odradzająca się namiętność. Gdzieś w 

głębi serca pojawiła się nieśmiała nadzieja, że Michael dostrzega w niej nie 

tylko sekretarkę. 

Jednak następnego ranka wszystkie marzenia prysły. Michael gorąco 

przeprosił za przekroczenie granic służbowych kontaktów. Tak był tym 

zdenerwowany, że nie potrafiła go znienawidzić. 

Nawet w tej chwili kołatała się w niej nadzieja, że on znów podniesie 

wzrok i pojmie, jak bardzo jej pragnie. Uznała, że czas się o tym 

R S

background image

 

przekonać. Odetchnęła głęboko z postanowieniem, że nie będzie dłużej 

zwlekać. Podeszła do niego i otworzyła usta. 

Michael oderwał wzrok od trzymanego w dłoni dokumentu. 

- Czy mogłabyś sprawdzić parę rzeczy o schronisku dla samotnych 

nastoletnich matek? 

Serce Kate zamarło. Czyżby się domyślił? 

- Nie wspominaj o tym nikomu - dodał tym cichym, głębokim 

głosem, który przypominał jej o wspólnej nocy. 

- To przysługa dla znajomego. 

Kate zdołała wciągnąć powietrze w płuca. 

- Znajomego? - powtórzyła, a głos nawet jej wydawał się 

nienaturalnie wysoki i napięty. 

Michael, wyraźnie zakłopotany, wzruszył szerokimi ramionami. 

- Tak, chodzi o jakieś dobroczynne cele. Mocno ścisnęła papier. 

- Spróbuję, ale prawdopodobnie będę musiała odejść. 

- Odejść? - Michael zerknął na zegarek, potem na nią. 

- Dopiero dziesiąta. Jesteś chora? 

- W pewnym sensie - mruknęła pod nosem i poczuła, jak opuszcza ją 

odwaga. Uniosła stanowczo brodę. - Nie mogę wrócić - wykrztusiła. 

- Dokąd? 

Jego głupia mina była jak cios w serce. 

- Do naszego układu, zanim spędziliśmy razem noc. Nareszcie 

zrozumiał i potarł dłonią oczy. 

- Przecież cię przeprosiłem. Nigdy nie zamierzałem zepsuć naszych 

relacji w pracy. Jesteś najlepszą asystentką - zaczął, po czym poprawił: - 

Jedyną asystentką, z jaką mogę pracować. 

R S

background image

 

Chodziło mu o to, że zanim pojawiła się Kate, zmienił siedem 

asystentek. Gdyby nie była w nim zakochana, ta pochwała ucieszyłaby ją. 

Ale teraz nie. 

- Nie mogę wrócić. Zmieniły się moje uczucia wobec ciebie - 

wyjąkała z trudem. Jej serce pękło, gdy odwrócił wzrok. Jednak uparcie 

ciągnęła dalej, chociaż straciła pewność siebie. - Nie chodzi o ciebie jako o 

szefa, ale jako mężczyznę. 

- Nic z tego - oznajmił twardo, patrząc na nią chmurnie. - Nie jestem 

dla ciebie odpowiedni. Nie wierzę w romantyczną miłość. Chyba w ogóle 

nie wierzę w żadną miłość. Uczucia są chwiejne, przychodzą i odchodzą. 

Nie można na nich polegać. Masz większą pewność wygranej w Las Vegas 

niż stałości czegoś tak kapryśnego. Na pewno zawiodę cię i rozczaruję. Nie 

jestem materiałem na odpowiedzialnego męża i ojca. Nie angażuj się 

emocjonalnie, zwłaszcza w taki sposób. 

Serce Kate boleśnie zakłuło, a żołądek podszedł do gardła. Będzie 

wymiotować. W panice okręciła się na pięcie i pobiegła do łazienki. 

- Kate! - zawołał za nią Michael. 

Czuła go tuż za sobą, więc zatrzasnęła drzwi i przekręciła zamek. 

Włączyła wentylator, odkręciła kran i padła na kolana nad sedesem. Kiedy 

skończyła, wstała i ochlapała twarz wodą, ignorując walenie do drzwi. 

- Kate, to minie - pocieszał Michael przez drzwi. 

Ale zrobiła z siebie idiotkę. Była upokorzona, zawstydzona i do tego 

w ciąży. Pomyślała o maleństwie, które nosiła pod sercem, owocu tej 

jedynej nocy z Michaelem. Dławiło ją w gardle, ale powstrzymała łzy. 

Może później, ale nie teraz. W lustrze ujrzała swą bladą twarz, rozpacz i 

ból w niebieskich oczach, o których przyjaciele mówili, że są zawsze 

lśniące i pełne życia. 

R S

background image

 

10 

- „Jeśli zawsze robisz to, co robisz zwykle, zawsze dostaniesz to 

samo, co zwykle" - zacytowała zdanie z ostatnio czytanej książki. - Czas 

zrobić coś innego - stwierdziła. - Odchodzę - oznajmiła, otwierając drzwi. 

Skonsternowany Michael zmrużył oczy. 

- Odchodzisz? Zrezygnowałabyś z pracy, którą kochasz, tylko 

dlatego, że jednej nocy oboje popełniliśmy głupi błąd? 

Bo urodzę twoje dziecko. Nie, tego mu teraz nie powie. Może 

później, gdy odzyska panowanie nad sobą. Teraz była zbyt wściekła. 

Podsycała w sobie tę złość, by odegnać uczucie zimnej niechęci, które ją 

ogarniało. 

- Nie widzę możliwości pozostania. Odchodzę - powtórzyła, idąc w 

stronę swego pokoju. 

Michael szedł obok niej. 

- Ależ to bez sensu. Przejdzie ci. Dam ci podwyżkę. 

- Nie potrzebuję podwyżki - warknęła, z trudem nad sobą panując. 

Otworzyła drzwi pokoju. - Mam sporo akcji, jestem finansowo 

zabezpieczona. 

- Dam ci samodzielne stanowisko i swobodę w podejmowaniu 

decyzji - zaproponował. 

Wspaniale, pomyślała, ale nic z tego. 

- Nie. 

- Na czymś ci musi zależeć - stwierdził z rozdrażnieniem. - Każdy 

ma swoją cenę. 

Ta uwaga tak ją ubodła, że wręcz zaniemówiła. Odetchnęła głęboko. 

- Zawsze uważałam, że niesłusznie nazywają cię człowiekiem bez 

serca. Wierzyłam, że takie określenie ci uwłacza. Dlatego zostałam. - 

Odwróciła się i spojrzała mu w oczy. - Odchodzę. Nie będę już 

R S

background image

 

11 

organizować ci dnia, przypominać o posiłkach, wysłuchiwać twoich 

pomysłów. Nie dam się już uwieść twojej inteligencji. Koniec marzeń, że 

dostrzeżesz we mnie kobietę, nie tylko sekretarkę. Kończę pracę dla ciebie. 

- W umowie masz dwa tygodnie wypowiedzenia. 

To stwierdzenie zraniło ją do głębi. Wiedziała, że był bezwzględny. 

Nie zdarzyło się dotąd jednak, by był bezwzględny wobec niej. Z obawy, 

że dalsze przebywanie w biurze będzie ponad jej siły, postanowiła, że po 

rzeczy wróci później. 

- Potrąć mi z wypłaty. Żegnaj, Michael. - Zabrała torebkę i wyszła, 

czując jego palące spojrzenie na plecach. 

Odgłos jej kroków na posadzce niósł się echem, a Michael stał i gapił 

się za nią. Jak to się mogło stać? Tak się starał, by ich stosunki zawodowe 

nie uległy zmianie po tej nocy, gdy poddał się rozpaczliwemu pragnieniu, 

które od dawna usiłował ignorować. 

Kate zawsze pociągała go fizycznie i nie było w tym zresztą nic 

dziwnego. Jedwabiste ciemne włosy wiły się podniecająco na ramionach, 

niebieskie oczy biły inteligencją i humorem, pełne wargi często układały 

się w tajemniczy uśmiech, który wzbudzał w nim ciekawość, a jej gibkie, 

kobiece ciało poruszało się w sposób przypominający kota. 

Budziła w mężczyznach pragnienie, ale on, budując firmę, odmawiał 

sobie nawet jedzenia i snu. Wmawiał sobie, że seks to tylko jedno z takich 

pragnień, które da się opanować. Michael cenił Kate z innych, ważniej-

szych względów. Przez ostatnie trzy obłędne lata była w jego życiu osobą, 

która go nigdy nie zawiodła i której bezgranicznie ufał. Traktowała go 

jednakowo wtedy, gdy był zadłużony po uszy i gdy został multimilione-

rem. Zawsze mógł na nią liczyć, a dla mężczyzny, który całe życie nie 

liczył na nikogo, było to coś wyjątkowego. 

R S

background image

 

12 

Jej zapach wciąż unosił się w powietrzu - zapach, który przypominał 

mu o ciasteczkach i o seksie. Już to mogło doprowadzić go do szaleństwa. 

Pewnie nie miała pojęcia, jaka jest dla niego ważna. A teraz odeszła. Nie 

podobał mu się przerażony, zdeterminowany wyraz jej oczu. Nie była 

impulsywna czy skłonna do nieracjonalnych zachowań. Michael miał 

niemiłe wrażenie, że każde jej słowo miało swą wagę, że stracił nie tylko 

najlepszą asystentkę, jaką kiedykolwiek miał, ale także najlepszą przy-

jaciółkę. 

Zapadła cisza. 

- Czy się nie przesłyszałem? Mówiłeś o nowej asystentce? A co się 

stało z Kate? 

- Nie ma jej. 

- Ma urlop? 

- Nie. 

- Wzięła wolne? 

- Nie - Michael powstrzymywał rozdrażnienie. 

- Jest chora? 

- Nie - warknął, po czym przypomniał sobie, że tuż przed wyjściem 

rzeczywiście wyglądała na chorą. - Odeszła. 

Znowu długa cisza. 

- Tak po prostu? 

- Tak po prostu. 

- Obowiązują ją dwa tygodnie wypowiedzenia - wybuchnął Jay. - 

Podała powód? Podkupiła ją konkurencja? Wiem, że miała propozycje - 

dodał. 

Michael zmarszczył czoło. Coś tu nie pasowało. 

R S

background image

 

13 

- Wypisz jej urlop zdrowotny, a ja poczekam, czy zmieni zdanie. 

Przypomnij sobie, jakie firmy się nią interesowały, a na razie znajdź 

zastępstwo. 

- Masz jakieś szczególne wymagania? 

Zadzwonił telefon na biurku Kate, przywracając go do 

rzeczywistości. Podniósł słuchawkę. 

- Hawkins - mruknął szorstko. 

- Michael? Dlaczego odbierasz telefon? 

Michael rozpoznał głos swojego szefa kadr, Jaya Payne. 

- Świetny moment, Jay. Potrzebuję nowej asystentki. 

- Kogoś takiego jak Kate - rzucił Michael, wiedząc, że to 

niemożliwe. 

Dwa tygodnie później, kiedy spotkał się z Dylanem i Justinem u 

O'Malleya, nadal był niepogodzony z odejściem Kate. 

- Hej, Michael, nawalasz - wytknął mu Dylan. - Miałeś zająć się 

schroniskiem dla samotnych nastoletnich matek, Justin programem zajęć 

pozaszkolnych dla dzieci z biednych rodzin, a ja programem badań 

medycznych. 

- Badań medycznych - zaniepokoił się Justin. - To chyba strasznie 

kosztowne. 

- Jeśli się nie będziesz pilnował, to zyskasz przydomek milionera 

dusigrosza - zagroził Dylan. 

- Niech mnie nazywają, jak chcą, byle nie bankrutem. 

- Justin łyknął tabletkę na nadkwasotę i spojrzał na Michaela. - Nie 

wyglądasz najlepiej. Co ci jest? 

- Parę tygodni temu straciłem zaufanego pracownika - wyznał 

Michael z ociąganiem. 

R S

background image

 

14 

- Śmierć? - skrzywił się Dylan. - Przykro mi. 

- Nie, nikt nie umarł - zaprzeczył Michael. - Moja asystentka 

odeszła. Bez żadnego wypowiedzenia. Po prostu sobie poszła. Właśnie ją 

poprosiłem, żeby zebrała informacje o tym schronisku dla nastoletnich 

matek. 

- Latawica? - Dylan uniósł brwi, Michael znów zaprzeczył. 

- Nie ten typ. 

- Może dostała lepszą ofertę - odezwał się Justin. 

- Nie, sprawdziłem. 

Dylan machnął ręką na barmana. 

- Cóż, nie znam kobiety, która raz na jakiś czas nie daje się ponieść 

emocjom. Zespół napięcia przedmiesiączkowego, ciąża... wszystkim od 

czasu do czasu odbija. Może wkrótce odzyska rozsądek i wróci. 

Słowa Dylana poruszyły Michaela. Zespół napięcia, ciąża. Pokręcił 

głową. Nie, ciąża wykluczona. Może ten zespół, cokolwiek, ale nie ciąża. 

To była tylko jedna noc. Jednak noc miłości. Kochali się co najmniej 

cztery razy, a każdy raz był bardziej namiętny od poprzedniego. Anty-

koncepcja w ogóle nie przyszła mu do głowy. Wtedy liczyła się tylko Kate 

i jego pożądanie. 

Michael zaczął się pocić. Po prostu założył, że Kate nie zajdzie w 

ciążę i już. Nie miał w planach małżeństwa ani ojcostwa. Nie był 

stworzony do żadnej z tych ról. Właściwie to niemal przekonał sam siebie, 

że genetycznie nie jest predysponowany na ojca. 

- Michael, zejdź na ziemię. - Dylan ze śmiechem zastukał w kontuar, 

ale w jego oczach było zaniepokojenie. - Może wyjaśnisz, o co chodzi? 

Michael tkwił myślami przy Kate i powoli pokręcił głową. 

R S

background image

 

15 

- Nie. Nie przejmujcie się mną. Sam sprawdzę to schronisko dla 

nastoletnich matek. Do zobaczenia - oznajmił i wstał. 

- A twoje piwo - zaoponował Justin, wyraźnie zgorszony takim 

marnotrawstwem. - Dylan właśnie ci zamówił kolejne. 

- Dzięki, ale rezygnuję. Możesz je wypić. 

- Nie mam ochoty. 

- No to je komuś oddamy - wzruszył ramionami Dylan. 

- Przesadzacie z tą dobroczynnością - westchnął Justin. 

- To tylko piwo - uśmiechnął się złośliwie Dylan. - Kiedy Klub 

Milionerów przekaże pierwszą darowiznę, będzie znacznie większa. 

Mina Justina rozbawiła Michaela, mimo jego niepokoju o Kate. 

- Zzieleniałeś, stary. Chyba masz za dużo zielonych w krwi, trzeba 

trochę upuścić. Nie martw się, Justin. Nie grozi ci fasolka z puszki. Cześć, 

chłopaki. - Kiedy wyszedł z baru, jego myśli natychmiast wróciły do Kate. 

Czy była w ciąży? 

Zamyślony pojechał do swojego mieszkania, które było tylko 

miejscem do spania, nie domem: Rozważał ze wszystkich stron możliwość 

jej ciąży. Wszedł, nawet nie zapalając światła. Ciemność odpowiadała jego 

nastrojowi. Ciąża była możliwa, ale na samą myśl o tym Michaelowi 

robiło się niedobrze. 

Zdejmując koszulę w ciemności i ciszy, zaklął z obrzydzenia na 

samego siebie. Jak mógł być tak nieostrożny? Taki głupi? Ryzykować 

sprowadzenie dziecka do takiej samej niekompletnej rodziny, w jakiej się 

urodził. Prawda, Kate nie była ani chora, ani niewykształcona jak jego 

matka, ale była równie młoda i samotna. Przed oczyma przemknął mu 

obraz matki tuż przed śmiercią. 

R S

background image

 

16 

Nie dopuszczał, by wspomnienia zatruwały mu życie, odganiał je od 

siebie. Postanowił zasnąć - osiem godzin snu miało zapewnić świeży 

umysł, którego teraz potrzebował najbardziej. 

Jednak sen nie przychodził. Michael krążył po mieszkaniu, nawet 

włączył telewizor, ale zniechęcony, wkrótce go wyłączył. W końcu zapadł 

w drzemkę. Ponure obrazy, które na jawie skutecznie odpędzał, opanowały 

jego sny. 

Migawki z najważniejszych zdarzeń przeszłości, widziane oczyma 

dziecka. Jakby znów miał sześć lat. 

- Twoja mama nie żyje - powiedziała pani z opieki społecznej, 

poklepując jego małą, lodowatą dłoń. 

Czuł w ustach metaliczny smak strachu i przerażenia, jego chude 

ciałko zadrżało. 

- Masz jeszcze jakąś rodzinę? - spytała. 

Nie mógł wykrztusić słowa, pokręcił tylko głową. 

- Nie martw się, Michael. Znajdziemy kogoś, kto się tobą zajmie. 

Dławiące uczucie opuszczenia i kompletnej bezradności przytłoczyły 

go. Dusił się. Jego mama nie miała prawa umrzeć. Miał tylko ją. Wyrwał 

się pani z opieki społecznej. 

- Michael! 

Słyszał jej wołanie, ale uparcie biegł przed siebie. Jego dłoń uderzyła 

w coś twardego. Posypało się szkło. Ból przeniknął ciało. Usiadł na łóżku, 

oddychając ciężko. 

Zdezorientowany, w ciemności sięgnął do nocnej lampki, ale nie 

było jej. Wymacał w szufladzie latarkę. Lampka leżała rozbita na 

podłodze. Był spocony, serce waliło, jakby naprawdę biegł. 

R S

background image

 

17 

Nadal przesuwały mu się przed oczyma obrazy z dzieciństwa. 

Wszędzie czuł się jak nieproszony gość. Z różnych przyczyn w trzech 

rodzinach zastępczych przebywał najwyżej rok. Na adopcję był za duży. W 

końcu trafił do Granger. Nie miał okazji do nawiązania uczuciowych 

związków. I to mu bardzo odpowiadało. Ale było miejsce na sny. W nocy, 

w pokoju z trzema piętrowymi łóżkami, chłopiec mógł śnić. 

Śnił o zostaniu mężczyzną, który panuje nad swoim życiem i losem, 

zamożnym i wpływowym. Ale nigdy nie śnił o zostaniu ojcem. 

Budzik Kate zadzwonił o zwykłej porze, tuż przed szóstą rano. 

Uciszyła go i zaczęła wstawać z łóżka z nadzieją, że prysznic pomoże jej 

oprzytomnieć, gdy przypomniała sobie, że nie pracuje już dla CG Enterpri-

ses. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do zmiany trybu życia. Na samą 

myśl o braku pracy dostała palpitacji. Potem przypomniała sobie o akcjach 

i zaczęła oddychać normalnie. 

Miała wrażenie, że w jej głowie ciągle obraca się zdarta płyta. 

Niepostrzeżenie wracała myślami do Michaela i znowu odczuwała ból 

rozstania. Na samo wspomnienie czuła się jak idiotka. Żywiła wobec niego 

silne uczucia, ale przecież nie była to miłość. Trudno, oszukiwała sama 

siebie. Musi wziąć się w garść, ma ważniejsze sprawy. Na przykład 

dziecko. 

Po raz setny zastanawiała się, jak przyzna się rodzicom do swego 

stanu. Kate była długo wyczekiwaną jedynaczką kobiety, która 

przekroczyła czterdziestkę. Zdawała sobie sprawę, że rodzice ulokowali w 

niej wszystkie swe nadzieje i marzenia. Dreszcz ją przeszedł na 

wyobrażenie mdlejącej matki i rozczarowania ojca. Najlepiej poczekać z 

tym, jak długo się da. Chwilowo miała spokój, gdyż rodzice wybrali się z 

przyczepą kempingową do Branson, ale to nie potrwa wiecznie. 

R S

background image

 

18 

Wstała z łóżka. Po prysznicu i lekkim śniadaniu usłyszała pukanie. 

Uznała, że to sąsiad, ale przed drzwiami zobaczyła Michaela. 

Zamarła na jego widok. Jego ponura mina kontrastowała mocno z 

porannym słońcem i kwiatami kwitnącymi przed jej segmentem. Twarz 

zdradzała brak snu, ale biła z niej stanowczość i siła. Między innymi 

dlatego tak ją fascynował. Widać było, że tego mężczyzny nie złamie 

niepowodzenie, będzie walczył od nowa. Obrzucił ją uważnym, 

skupionym wzrokiem, zanim spojrzał prosto w oczy. 

- Jesteś w ciąży? 

Pytanie ogłuszyło Kate. Zadane szorstkim tonem, zaskoczyło ją 

kompletnie i zaniemówiła. Zerknęła na drzwi, zastanawiając się, czy nie 

zamknąć mu ich przed nosem. Musiał się tego domyślić, bo wsunął nogę 

między drzwi. 

- Jesteś w ciąży? 

Kate czuła się nieswojo pod jego natarczywym spojrzeniem. Stał za 

blisko. Kiedy wreszcie złapała oddech, poczuła jego zapach, a jej ciało 

zmiękło jak tamtej pamiętnej nocy. 

- Tak - wyszeptała cicho. 

- Musimy porozmawiać - oznajmił, wchodząc do środka. 

Oszołomiona, objęła się ramionami i poszła za nim, nie zamykając 

drzwi. Szkoda, że nie miała czasu przygotować się na tę rozmowę. 

- Nie uważam tego za konieczne. Uniósł ciemną brew. - Podczas 

naszej ostatniej rozmowy przedstawiłeś swój punkt widzenia. 

Powiedziałeś, że byłbyś beznadziejnym ojcem i nie powinnam na ciebie 

liczyć. 

Oparł dłonie na biodrach. 

- Wtedy nie znałem faktów. 

R S

background image

 

19 

- A co mają do tego fakty? - spytała, walcząc ze swą słabością do 

niego. Ta słabość sprawiła jej już dość kłopotów. - Nagle odkryłeś, jak 

zostać dobrym ojcem? 

- Nie. - Zmrużył oczy. - Dla dziecka może wiele nie zrobię, ale mogę 

dać finansowe zabezpieczenie. - Przerwał na chwilę. - Mogę mu dać 

nazwisko. 

- Jak? 

- Możemy się pobrać - oznajmił obojętnie, jakby proponował kupno 

samochodu. 

Kate z trudem starała się zebrać myśli. 

- Zaraz, zaraz. Nie kochasz mnie, nie chcesz zostać mężem ani 

ojcem, ale uważasz, że powinniśmy się pobrać, by dziecko miało nazwisko 

i zabezpieczenie finansowe? 

- Jestem w stanie zadbać o dziecko - oznajmił ze stanowczością, 

którą ją zaskoczyła i zbiła z tropu. 

- Finansowo - powiedziała Kate, trzymając się swojego 

postanowienia. - Ale dzieci potrzebują od rodziców czegoś więcej. 

Dziecku trzeba bezpieczeństwa, dużo uwagi, miłości, nauki, śmiechu. 

Musi widzieć, że miłość jest możliwa, a ty nie wierzysz w miłość. 

Dlaczego miałabym za ciebie wychodzić? Ty nie... - Kątem oka dostrzegła 

znajomy pojazd. - O nie! - Kate patrzyła z przerażeniem, jak przed dom 

zajeżdża wielka przyczepa kempingowa jej rodziców. 

- Musisz już iść - oznajmiła stanowczo. - Porozmawiamy później. 

No, ruszaj. 

- Dlaczego? 

- To moi rodzice. Musisz iść - powtórzyła, czując panikę i ponowne 

mdłości. 

R S

background image

 

20 

- Nie powiedziałaś im - wywnioskował. 

- Nikomu nic nie powiedziałam. 

- A kiedy zamierzasz to zrobić? 

Kate patrzyła, jak ojciec wysiada z samochodu i macha do niej. 

- O, za jakieś cztery lata - prychnęła. Uśmiechnęła się w stronę 

rodziców. - Mama ma kłopoty z sercem. Na razie niezbyt poważne, ale nie 

chcę kusić losu. Idź już - szepnęła ponaglająco. 

- Nie mogę. Zablokowali mój samochód - wyjaśnił. Ta logiczna 

uwaga omal nie spowodowała wybuchu płaczu. 

- Katie! - zawołała matka z uśmiechem, wdrapując się na schodki 

altanki. - Niespodzianka! Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy. Obiecuję, 

że nie zostaniemy długo. Jeden dzień. Musiałam cię zobaczyć, sprawdzić, 

czy wszystko u ciebie w porządku. - Przyjrzała jej się czujnym spojrze-

niem matki. - Jesteś blada, kochanie. 

Kate poczuła falę znanych mdłości, ale wciąż się uśmiechała. Objęła 

mamę. 

- Nic mi nie jest. Miło was widzieć. Myślałam, że jesteście w 

Branson. 

Ojciec uścisnął ją i zaśmiał się. 

- Znasz mamę. Nie zazna spokoju, jeśli co jakiś czas nie sprawdzi, co 

się dzieje z jej kurczątkiem. Kto to? - spytał, patrząc na Michaela. 

Kate o niczym tak nie marzyła, jak o magicznej różdżce. Machnęłaby 

nią, a Michael Hawkins zniknąłby i jej mdłości też. 

 

 

 

 

R S

background image

 

21 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

- To mój szef - powiedziała Kate. - Wzięłam kilka dni wolnego, a on 

chciał omówić parę szczegółów bardzo ważnego projektu. Michael 

Hawkins, Tom i Betty Adams - przedstawiła wszystkich. - Już 

skończyliśmy - oznajmiła radośnie. - Możesz iść. 

- Och, proszę się nie spieszyć z naszego powodu - wtrąciła mama 

Kate. - Katie przysłała nam artykuł z gazety o pana firmie. Naprawdę 

imponujące. Zawsze pana bardzo chwaliła. 

- Dziękuję - odpowiedział Michael, patrząc badawczo na Kate. - Kate 

jest bezcennym pracownikiem. Niezastąpionym. 

Niezastąpioną sekretarką - sprecyzowała w myśli Kate. 

- Nasza Katie - uśmiechnął się dumnie jej ojciec - zawsze była 

wyjątkowa. 

Żołądek Kate skurczył się gwałtownie na myśl o tym, jak szybko 

duma ojca zniknie na wieść o ciąży. Była niby dorosłą kobietą, ale na myśl 

o sprawieniu przykrości rodzicom robiło jej się słabo. 

- Wejdźcie i rozgośćcie się. Zaraz wrócę - oznajmiła i pobiegła do 

łazienki. 

Usiadła na stołku koło umywalki, by odzyskać siły. 

Ataki paniki były jej raczej obce, ale też gorszej sytuacji nie mogła 

sobie wyobrazić. Michael Hawkins nalegający na małżeństwo, chociaż jej 

nie kochał, a w dodatku siedzący teraz w salonie z jej rodzicami. Stłumiła 

jęk i opadła z powrotem na stołek. 

Otworzyły się drzwi i stanął w nich Michael. 

R S

background image

 

22 

- Co tu robisz? - szepnęła. - Miałeś sobie iść. Podszedł do niej, 

denerwując ją swym bacznym spojrzeniem. 

- Często ci się to zdarza? - spytał, kucając przed nią. 

- Co? 

- Mdlejesz. 

- Nie mdleję - odparła, zirytowana jego bliskością i tym, że wciąż 

kręciło jej się w głowie. - Uciekłam tu, żeby nie zemdleć. Poczuję się dużo 

lepiej, jak sobie pójdziesz. Muszę wrócić do rodziców... 

- Twoja mama już coś podejrzewa - oznajmił. - Mówiła, że jesteś 

blada. 

- Jasne. Wiedziałam, że tak będzie - jęknęła, zniżając głos. - Nic 

przed nią nie mogę ukryć. Zawsze podejrzewałam, że ma rentgen w 

oczach. Nie mogę im powiedzieć. Okropnie to przeżyją. 

- Kiedyś musisz. 

Wzruszyła ramionami, dając do zrozumienia, że naprawdę nie 

rozumie jej sytuacji. 

- Kiedyś, ale niekoniecznie teraz. 

- A gdybyś miała męża? - spytał dziwnym tonem. 

- Nawet nie zaczynaj. - Kate wiedziała, że mama planowała ślub 

córki na długo przed pojawieniem się jej na świecie. Gdyby Betty Adams 

mogła decydować, wydałaby 

Kate za chłopca z tej samej ulicy, który został dentystą, kazałaby im 

zamieszkać w sąsiednim domu i natychmiast powiększać rodzinę. Kate 

energicznie pokręciła głową i wstała. - Nie zamierzam akurat w tej chwili 

podejmować kolejnej złej decyzji o długotrwałych skutkach. 

- Jakiej złej? - spytał, wstając powoli i górując nad nią. 

R S

background image

 

23 

- Takiej, jak zako... - urwała. - Pójście z tobą do łóżka. Musisz stąd 

wyjść. 

- Kate - powiedział Michael, chwytając jej ramię. Jej serce drgnęło, 

co ją zaniepokoiło i zdezorientowało. 

Odsunęła się. 

- Od dwóch miesięcy prawie nie patrzysz mi w oczy. Dlaczego teraz 

mnie dotykasz? 

Zamarł, wbijając w nią wzrok. 

- Teraz sytuacja jest inna. 

Niezupełnie, zaprzeczyła w myślach na wspomnienie, jak parę 

tygodni wcześniej obrócił jej nadzieje w proch. 

- Kate, znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Oblizała suche wargi i 

z udaną obojętnością wzruszyła ramionami. 

- I co z tego? 

- Więc wiesz, że zawsze osiągam, czego chcę - odparł, spojrzeniem 

niemal przygważdżając ją do ściany. 

Kate widywała już taką determinację na jego twarzy, ale zawsze 

chodziło o interesy. A teraz chodziło o nią, ale nie tylko. Także o dziecko. 

Usłyszała kroki, znowu ogarniał ją atak paniki. Otworzyła szybko drzwi i 

wybiegła do mamy na korytarz. 

- Mamo, Michael właśnie wychodzi i chce się pożegnać - oznajmiła 

pośpiesznie. Paplała szybko, by nie zdążyli zadawać pytań. - Czy tata 

mógłby go wypuścić? 

Kate zerknęła na Michaela i zauważyła, że obserwuje ją jak tygrys 

swą ofiarę. Jej serce zabiło szybciej. 

R S

background image

 

24 

- Miło było panią poznać, pani Adams. Mam nadzieję, że jeszcze się 

zobaczymy - dodał, by rozwiać złudzenia dziewczyny. - Kate, wkrótce 

wpadnę porozmawiać. 

- Do widzenia - odparła, zagryzając wargę. 

- Wydaje mi się, że on cię lubi, Katie - odezwała się mama z nadzieją 

w głosie. Kate pokręciła głową. - Nie mógł oderwać od ciebie oczu - 

ciągnęła mama. - Taki człowiek mógłby być dobrym mężem. 

Kate ugryzła się w język, zanim zdążyła zaprzeczyć. Zamiast tego 

uścisnęła mamę. 

- Mamo, o każdym mężczyźnie mówisz, że nie może oderwać ode 

mnie oczu. Po prostu bardzo chcesz wydać mnie za mąż - zażartowała, 

czując w sercu nieznośny ciężar. 

Michael siedział w swoim eleganckim samochodzie dwie ulice od 

domku Kate i rozkoszował się letnim wietrzykiem. Przyczepa jej rodziców 

właśnie wyjechała z podjazdu. Zerknął na zegarek i postanowił dać Kate 

pięć minut odpoczynku, zanim zadzwoni do drzwi. 

Chociaż znana była jego obojętność, nie mógł po prostu zignorować 

ciąży Kate. Cała ta sytuacja doprowadzała go do szału. Uznał, że musi 

chronić swoje dziecko przed złem, jakie jego spotkało w dzieciństwie. Nie 

pamiętał, by na czymkolwiek tak mu zależało. Od dawna skrywana gorycz 

ujawniła się z całą siłą, gdy wyobraził sobie, że jego dziecku może czegoś 

zabraknąć, może poczuć się porzucone i bezradne. 

A przy tym pragnął opiekować się także Kate. Nie mógł znieść 

myśli, że zostałaby samotna i w ciąży z jego dzieckiem. Musi ją przekonać 

do swojego planu. Znowu zerknął na zegarek i wjechał na jej podjazd. 

Zabrał kartkę papieru z siedzenia i ruszył do drzwi. Zadzwonił, a wtedy 

zamiauczał na niego złocisty kot. 

R S

background image

 

25 

Otworzyła drzwi, wycierając oczy, jakby płakała. 

- Nie spodziewałam się ciebie. 

Zamierzał odwiedzać ją codziennie, dopóki nie załatwi sprawy. 

- Przejeżdżałem tędy i zauważyłem, że rodziców już nie ma. - Nie 

zapraszała go do środka, ale wszedł. - Dlaczego płaczesz? 

Kate podniosła z ziemi kota. Wzruszyła ramionami. 

- Jestem na siebie zła, że głupio wplątałam się w taką sytuację. 

- Do tego trzeba było dwojga - zauważył. Pamiętał, że kiedyś Kate 

działała na niego uspokajająco. Niestety, te czasy dawno minęły. - Nie 

skończyliśmy rozmawiać. 

- Owszem, skończyliśmy - powiedziała niepewnie. 

- Wcale nie - zaprotestował z tłumioną niecierpliwością. - Jest tylko 

jedno wyjście. Musimy się pobrać. Nie ma wyboru. 

- Nieprawda - żachnęła się Kate. - To nie średniowiecze. Jest wiele 

niezamężnych, samotnych matek z dziećmi. 

- I to uważasz za właściwe dla naszego dziecka? 

- Nie, ale... 

- No właśnie. Kate, nie uznaję odmowy. 

- Chyba zapominasz, że do małżeństwa też trzeba dwojga. Bardzo 

stanowczo wyjaśniłeś mi, iż nie nadajesz się ani na męża, ani na ojca. 

Michael w głębi serca przyznał, że to wyjaśnienie pozostaje 

prawdziwe, ale zaatakował. 

- Podczas tamtej rozmowy nie znałem wszystkich faktów. Ukryłaś 

przede mną coś bardzo ważnego. Dlaczego? 

- Nie zależało mi na tym, żebyś się ze mną żenił tylko dlatego, że 

jestem w ciąży - zdenerwowała się. - A to właśnie usiłujesz zrobić. 

R S

background image

 

26 

Zacisnął zęby. Dużo łatwiej było z nią rozmawiać, kiedy była jego 

podwładną. 

- Ludzie zawierają małżeństwa z gorszych powodów. Musimy się 

pobrać dla dobra dziecka. Niech to szlag, nie pozwolę, by moje dziecko 

urodziło się jako nieślubne i bez zabezpieczenia finansowego. Znam zbyt 

wiele dzieci, które przez to cierpiały, moje nie będzie. 

Przyglądała mu się chwilę. 

- Nigdy nie mówisz o swojej rodzinie - stwierdziła w końcu. 

Nienawidził rozmów o swoim dzieciństwie, ale musiał przekonać ją, 

że mają tylko jedno wyjście. 

- Nie mam rodziny. Ojciec porzucił matkę zaraz po tym, jak zaszła w 

ciążę. Umarła, gdy miałem sześć lat. Kilka lat byłem w rodzinach 

zastępczych, a w końcu trafiłem do Domu dla Chłopców w Granger. Moje 

opowieści o dorastaniu są najprawdziwsze. Ale nie masz o tym pojęcia, 

prawda? 

Kate postawiła kota na ziemi i odwróciła się tyłem do 

Michaela. Zawsze była ciekawa jego rodziny, ale nigdy nie pytała. 

Michael wyglądał na człowieka bez zobowiązań osobistych. Teraz 

rozumiała dlaczego. Z rozpaczą uświadomiła sobie także, dlaczego on się 

nie zgodzi na to, by jego dziecko pozostało nieślubne. To wyznanie 

złamało jej upór. 

- Co więc proponujesz? - spytała cicho. 

Czuła, jak podchodzi bliżej. Podał jej kartkę papieru. Spojrzała na 

nią, ale cyfry zlewały jej się w oczach. 

- Co to? 

- Stan mojego majątku. Kazałem księgowemu wydzielić... 

Kate opanowała mdłości. 

R S

background image

 

27 

- O Boże - wykrztusiła, rzucając kartkę na ziemię. Uciekła na drugą 

stronę pokoju. Michael stanął przed nią i położył dłonie na jej ramionach. 

Jego frustracja biła w oczy. 

- Chcę, żebyś przekonała się, że mam środki, by zająć się tobą oraz 

dzieckiem i podejmuję się tego. Chcę, żebyś to zobaczyła czarno na 

białym. Żebyś nigdy nie musiała się o to martwić. 

W głębi ducha przyznała, że kierowały nim dobre intencje. 

Zauważyła, jaką wagę przywiązywał do zabezpieczenia dziecka, ale 

wybrał okropny sposób. Jakże odbiegał od wzruszającej, sentymentalnej, 

często powtarzanej przez mamę opowieści, jak to tata oświadczył się, 

przyklękając przed nią publicznie w lodziarni. 

- Czyli ma być to układ. Ty przekazujesz część pieniędzy mnie i 

dziecku, bierzemy ślub, żyjemy osobno, ja wychowuję nasze dziecko. 

- Nie - zaprotestował stanowczo i natychmiast. - Ty i dziecko 

będziecie mieszkać ze mną. 

- Dlaczego? Przecież mnie nie pragniesz.  

Przesunął po niej spojrzeniem, a Kate poczuła nagle zakazane, 

wzajemne przyciąganie. A już uwierzyła, że je pokonała. 

- Nigdy tego nie twierdziłem. Może i nie mam serca, ale jestem 

mężczyzną. Od początku chciałem wziąć cię do łóżka. Twój widok zawsze 

budził we mnie zdrożne myśli, wyobrażałem sobie, jak to jest dotykać cię, 

rozpalić... Ale byłaś dla mnie zbyt cenna jako asystentka, by warto było 

komplikować sytuację seksem. 

- A teraz? 

- A teraz nie jesteś już moją asystentką - zaznaczył. 

- Wszystko jest dozwolone. 

R S

background image

 

28 

Zdezorientowana, zdenerwowana i, niestety, podniecona Kate 

cofnęła się. Pokręciła głową. 

- To dla mnie jakieś zbyt prymitywne. Twoja opiekuńczość, twoje 

pieniądze i... - szukała obojętnego określenia, ale na próżno - ...i seks. - 

Znowu pokręciła głową. 

- Nie wiem, co o tym sądzić. Mam wrażenie, że w ogóle cię nie 

znam, a nalegasz na małżeństwo. 

- Pamiętasz, jak było między nami przed tamtą nocą? 

Skinęła głową, przypominając sobie, że pomimo tłumionego uczucia 

panowało między nimi zgodne porozumienie, łatwo się śmiali, ale i 

szanowali wzajemnie. Od tamtej nocy pojawiło się paraliżujące napięcie. 

- Dużo więcej się śmialiśmy. 

- Byliśmy przyjaciółmi. 

Kate poczuła się osamotniona i zagubiona. Docenił jej 

przyjaźń, co ją zachwyciło, ale jednocześnie wiedziała, że nie 

proponuje jej życia pełnego miłości i oddania. Uniosła dłoń do czoła. 

- Ja nie... - Zagryzła wargi. - Nie wiem. Muszę pomyśleć. 

- Twierdziłaś, że widzisz we mnie nie tylko szefa - przypomniał. 

Znowu doznała upokorzenia na wspomnienie, jak wyraźnie wyjawiła 

swoje uczucie do niego. 

- To było, zanim mi powiedziałeś, że nie wierzysz w miłość. 

- No widzisz, miałem rację. Na uczucia nie można liczyć. Twoje się 

też zmieniły. 

- Chyba byłoby sprawiedliwiej zaznaczyć, że nie znałam wszystkich 

faktów. Nie wiedziałam o tobie wszystkiego. 

- A kiedy wiesz wszystko o drugim człowieku? - spytał. - Nigdy. - 

Ujął jej lewą dłoń i potarł serdeczny palec, po czym spojrzał jej w oczy. - 

R S

background image

 

29 

Powinniśmy się pobrać. - Zamknął jej dłoń w swojej i przyciągnął Kate 

bliżej. - Z wielu przyczyn. 

Pochylił głowę i pocałował ją delikatnie, a zarazem stanowczo. 

Poczuła erotyczne napięcie. Czuła jego palce w swoich włosach, 

przechylające jej głowę. Usiłowała się oprzeć. 

Wsunął udo między jej uda. Przypomniała sobie, jak łatwo było 

wpaść w jego ramiona. Czy warto ulec jeszcze raz? Oprzytomniała, 

cofnęła się. 

- Muszę się zastanowić - oznajmiła, wpatrując się w rozpięty 

kołnierzyk jego koszuli. Pamiętała jego nagą pierś pod swoimi dłońmi, 

policzkiem. Zamknęła oczy. - A to mnie rozprasza. 

Usłyszała, jak gwałtownie wciągnął powietrze. Znała ten sygnał. 

Oznaczał, że traci cierpliwość. Widziała go takiego setki razy, ale zawsze 

w związku z interesami. 

- Nie pamiętam, żebyś była taka uparta - zauważył kwaśno. 

Spojrzała na niego. 

- Inne okoliczności - wyjaśniła. Przechylił głowę na bok. 

- To znaczy? 

- Byłeś moim szefem. A teraz nie jesteś. Skinął głową. 

- Działa w obie strony. 

- O co ci chodzi? 

- Jak już mówiłem, nie jesteś już moją asystentką, a zatem jesteś 

dozwolonym obiektem. - Uniósł jej dłoń do warg. - Niedługo 

porozmawiamy. 

Patrzyła za nim, gdy szedł do drzwi. Miała wrażenie, że znalazła się 

w oku cyklonu. Potarła dłonią twarz i oparła się o ścianę. Nie spodziewała 

się takiego zachowania ze strony Michaela. Ani tego, że będzie wywierał 

R S

background image

 

30 

na nią taki nacisk, z taką samą siłą i uporem, jak na przeciwników podczas 

negocjacji prowadzonych w biznesie. 

Serce jej zadrżało na wspomnienie wyrazu jego oczu, które 

ostrzegały, że pomimo oporu i tak z nim nie wygra. Szalała w niej burza 

uczuć. Uwodził ją i kusił... Dostrzegła kartkę z wyliczeniem jego majątku i 

skrzywiła się. Zgniotła ją w kulkę. 

Ten człowiek składał się z samych sprzeczności. Chciał ją chronić, 

uwieść i poślubić. 

Ale nie kochać. 

Kate gubiła się w tym wszystkim. Jakże to było odległe od 

romantycznych oświadczyn na klęczkach w lodziarni. Próbowała sobie 

wyobrazić, jak opowie o tym dziecku. „Wiesz, wielu mężczyzn oświadcza 

się słowami miłości i oddania, ofiarowuje brylantowe pierścionki, ale twój 

tatuś zamiast tego przyniósł mi zaświadczenie o stanie swojego majątku". 

Kate jęknęła i cisnęła papierową kulką. 

Następnego ranka wyszła z domu, zanim Michael miał okazję wpaść 

lub zadzwonić. Zaprosiła bliską przyjaciółkę Donnę na lunch w parku St. 

Albans. Znały się od początku studiów informatycznych na politechnice 

stanu Wirginia i obie ceniły trwałość tej przyjaźni. Za ogromnymi oczami i 

niewinnym wyrazem twarzy Donny krył się bystry, spostrzegawczy i 

trzeźwy umysł. 

- Dziwi mnie, jak zdołałaś wyrwać się z pracy - oświadczyła Donna, 

gdy zasiadły przy stoliku z widokiem na staw. - Zazwyczaj przerwy na 

lunch poświęcasz na jakieś specjalne zadania dla Wielkiego Michaela. 

- Nie pracuję już dla Wielkiego Michaela - odparła Kate. - Odeszłam. 

- Żartujesz! - Donna otworzyła szeroko brązowe oczy. 

R S

background image

 

31 

- Nie. Jestem w ciąży - wyjaśniła Kate i opowiedziała całą historię, 

przerywaną pełnymi zdumienia okrzykami Donny. 

- Stan jego finansów - powtórzyła Donna i bez skutku usiłowała 

stłumić chichot. - Ciekawe, jaki był? 

Kate popatrzyła na nią z ukosa. 

- Nie przyglądałam się. Wiem tylko, że ma sporo. Nie wiem za to, 

czy zniosłabym małżeństwo z kimś, kto nie wierzy w miłość. - Rzuciła 

trochę okruszków kręcącym się wokół restauracji dzikim gęsiom. 

Donna skrzywiła się i westchnęła. 

- To ładnie, że chce się zająć tobą i dzieckiem. Przykro to mówić, ale 

możliwe, że po takim dzieciństwie nie będzie w stanie nikogo naprawdę 

pokochać. To nie będzie małżeństwo w stylu twoich rodziców. 

Donna wypowiedziała na głos wszystkie wątpliwości Kate. 

- Zgadzam się - przyznała ponuro. - Nie jest złym człowiekiem, ale 

skoro nigdy nie doświadczył rodzinnego ciepła, to obawiam się, że nie ma 

pojęcia, jak ma wyglądać życie rodziny. 

- Nie mów, że to dla ciebie niespodzianka. Pracujesz dla niego od 

trzech lat. 

Kate zawstydziła własna głupota. 

- To jest właśnie część problemu. Znam go tylko z pracy, a chociaż 

spędzaliśmy w niej niewyobrażenie dużo czasu, Michael nigdy nie mówił 

o sobie. Wiem, że to brzmi idiotycznie, ale liczył się dla mnie tylko jego 

urok. Od tamtej wspólnej nocy targają mną sprzeczne uczucia. 

- Mocno nalega? - jęknęła Donna. 

- Bardzo - odparła Kate, czując zbliżający się ból głowy. 

Donna uścisnęła jej ramię. 

- Zawsze możesz przenieść się do Francji. 

R S

background image

 

32 

Kate uśmiechnęła się bez przekonania. Przez cały czas trwania ich 

przyjaźni zawsze proponowały sobie wzajemnie wyjazd do Francji, jako 

sposób na rozwiązanie każdego pojawiającego się kryzysu. 

- Bez względu na okoliczności nie zakochaj się w nim, dopóki on nie 

pokocha ciebie - oznajmiła Donna. 

Kate zmarszczyła czoło. 

- Jak to, mam się w nim nie zakochać? Uznałam, że to się już stało. 

- To było tylko zauroczenie, fizyczny pociąg. Oba są chwilowe. 

Prawdziwa miłość jest na zawsze - wyjaśniła pogodnie Donna. - Mama 

zawsze mi powtarzała, żebym nie wychodziła za kogoś, kto nie kocha mnie 

bardziej niż ja jego. Więc jeśli postanowisz za niego wyjść, musisz 

sprawić, żeby się zakochał. Albo upewnić się, że ty się nie zakochasz w 

nim. 

- Cudownie - prychnęła Kate. - Czy oprócz tych pereł mądrości 

rozdajesz jeszcze czarodziejskie różdżki? 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

- Michael, jeśli nie przestaniesz ględzić o finansowych ustaleniach w 

związku z małżeństwem, to zwymiotuję. 

Michael zamrugał. 

- Dobrze - potulnie odłożył papiery na stolik przy sofie. Uwaga, jaką 

jej poświęcał, doprowadzała ją do szału. 

Musi to jakoś opanować, jeśli w końcu zdecyduje się na ślub. 

Nieustanne rozmyślania nie dawały zasnąć. Małżeństwo bez miłości 

wydawało się ponad jej siły, ale w środku nocy, w ciszy, słysząc tylko 

R S

background image

 

33 

bicie serca, Kate zadawała sobie pytanie, czy nie będzie żałowała, jeśli 

chociaż nie spróbuje. Patrząc na Michaela, modliła się, żeby jej decyzja 

okazała się słuszna. 

- Jest wiele innych spraw. 

- Na przykład? 

- Gdzie będziemy mieszkać, jak ułożymy wzajemne stosunki, co ze 

ślubem - zaczęła, dodając w myśli, że to zaledwie początek. 

- To proste - machnął lekceważąco ręką. - Wybierzesz dom, który ci 

się najbardziej spodoba. Między nami będzie tak, jak zwykle. Zrobimy 

badania krwi i w ciągu trzech dni możemy wziąć ślub przed sędzią pokoju. 

Kate stłumiła westchnienie.. 

- Chętnie rozejrzę się za domem dla nas, ale interesują mnie także 

twoje upodobania w tym względzie. Nie sądzę, żebyśmy mogli traktować 

się jak dawniej. 

- Dlaczego? 

- Bo nie jesteś już moim szefem. 

- To znaczy, że zamiast wydawać ci polecenia, będę negocjował. 

- Zgoda. Ale musisz zrobić jeszcze coś, co nie ma nic wspólnego z 

akcjami i funduszami. 

- Co tylko zechcesz - zapewnił z taką żarliwością, że jej serce 

zmiękło. 

- Chcę, żebyś omówił ślub z mamą. Ale słowa nie piśnij, że jestem w 

ciąży. 

- Kiedy im to powiesz? 

- Później. - Na samą myśl ścisnął jej się żołądek. - Nie wszystko 

naraz. Porozmawiasz z moimi rodzicami? 

R S

background image

 

34 

- Nie ma sprawy. Wyglądali na miłych, rozsądnych ludzi. 

Codziennie negocjuję z kanibalami. To drobiazg. 

Tego wieczoru Michael zajechał przed dom Kate i zaparkował obok 

obcego samochodu, w dodatku zabytkowego, marki Corvette. 

Zaintrygowany zadzwonił do drzwi. Kate otworzyła z niepewną miną. 

- Odwiedził mnie Trent Cavoli - szepnęła. Michael natychmiast 

rozpoznał nazwisko człowieka, 

który próbował, bezskutecznie, ściągnąć najzdolniejszych 

pracowników CG do swojej firmy. 

- Co on tu robi? - zapytał. 

- Nic specjalnego - odparła. - Co parę miesięcy wpada i proponuje mi 

pracę albo zaprasza mnie na kolację. 

- Spotykasz się z nim? Popatrzyła na niego groźnie. 

- Jestem pewna, że chodzi mu jedynie o tajemnice CG. Nie sądzę, by 

naprawdę się mną interesował. Tak jak ty, żyje tylko pracą. 

Jej słowa dotknęły go odrobinę. Może i częściowo miała rację, ale 

Michael znał reputację Trenta jako znanego uwodziciela. Gdyby wiedział, 

że kręci się koło Kate, to... Michael gotów był przysiąc, że te gwałtowne 

uczucia obudziła w nim jedynie obawa o dobro firmy. Wszedł do środka i 

obrzucił spojrzeniem eleganckiego Trenta. Ciekawe, czy taki typ jest w 

guście Kate? 

Trent szeroko otworzył oczy na widok Michaela. 

- Michael Hawkins. Ciebie się tu nie spodziewałem. - Wyciągnął 

dłoń. - Nie wyglądasz najlepiej. Jak tam interesy? 

- Znakomicie - odparł Michael, ledwo dotykając jego ręki. - Kate 

mówi, że często do niej wpadasz. 

R S

background image

 

35 

- Chyba cię to nie dziwi - uśmiechnął się Trent. - To piękna kobieta. 

Chętnie bym ją zatrudnił albo zaprosił na kolację. Wróble ćwierkają, że już 

u ciebie nie pracuje, więc chciałem spróbować. 

Michael poczuł zadziwiającą, nieprzepartą chęć wybicia Trentowi 

paru zębów, by zepsuć jego olśniewający uśmiech. Stanął obok Kate. 

- Znów masz pecha. Kate jest poza zasięgiem. Nie jest już moją 

asystentką, bo zostanie moją żoną. 

- A niech to. - Trent uniósł brwi. - A byłem pewien, że to twój 

najbardziej niedoceniany pracownik. Gratulacje i wszystkiego najlepszego 

- powiedziałsalutując. 

- Dziękuję - odpowiedziała uprzejmie Kate, jakby wyczuła nastrój 

Michaela. 

Trent ruszył w stronę drzwi, zerkając przez ramię na Kate. 

- Jeśli coś się zmieni, zadzwoń do mnie. 

Kate zamknęła za nim drzwi, a Michael się skrzywił. 

- Suknisyn - zawyrokował. - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że robił 

ci propozycje? 

- Był trochę namolny, nic poza tym. - Wzruszyła ramionami. 

- Jeśli jeszcze kiedyś się do ciebie zbliży... 

- Nie zbliży. - Machnęła lekceważąco ręką. - Dziecko nie pasuje do 

jego życia. - Przyjrzała mu się uważnie. Miał wrażenie, że od razu zgadła, 

jakie piekło przeszedł. - Ciężki dzień? 

Wyglądała tak niewinnie z tymi wielkimi, niebieskimi oczami, 

różowymi policzkami i pełnymi ustami. Ale Michael przejrzał ją. 

Świadomie wysłała go do jaskini lwów. 

- Rozmawiałem z twoimi rodzicami Otworzyła szeroko oczy. 

R S

background image

 

36 

- Ach, tak. I jak poszło? - spytała trochę przesadnie niedbałym 

tonem. Krok w krok za nią obszedł kanapę. 

- A jak ci się wydaje? 

- Mogę sobie tylko wyobrażać. - Zagryzła wargi. Oparł ręce o ścianę, 

więżąc ją i zmuszając do spojrzenia mu w oczy. 

- Chętnie zatrudnię twoją mamę przy negocjacjach w trudnych 

sprawach. 

- Drobiazg - pękała ze śmiechu Kate. 

- Dlaczego mnie nie ostrzegłaś? 

- Byłeś taki pewny siebie. No to kiedy ślub? Za rok? 

- Za dwa tygodnie - poprawił, patrząc na jej zdumioną minę. 

Delikatnie dotknął jej policzka. - Żądała pół roku. Nie próbowałaś 

przypadkiem w ten sposób wykręcić się od małżeństwa, co? 

Kate odsunęła się trochę i odwróciła wzrok. 

- Właściwie to nie. 

- To dobrze - wciąż gładził jej policzek. - Moje uczucia zostałyby 

mocno zranione - dodał ironicznie. 

- Akurat ci wierzę - odparowała. - Jak już ty coś postanowisz, żadne 

uczucia nie wchodzą w rachubę. 

- Cieszę się, że to rozumiesz - zaznaczył. - Bo nawet gdybyś miała 

dziesięć takich matek i zamknęła mnie z nimi samego, nie 

zrezygnowałbym z tego małżeństwa. - Pocałował ją leciutko. Uznał, że na 

to zasłużył. - Jeśli to nie była gra na zwłokę, to co? Próba? 

Kate z wyraźnym trudem oderwała wzrok od jego warg. 

- Nic podobnego. To nie była żadna próba. 

- No to co? Powiedz szczerze. 

R S

background image

 

37 

- Postanowiłam pokazać ci fragment tego, w co się pakujesz - 

wyjaśniła. 

- Naprawdę wierzyłaś, że dam się odstraszyć? - warknął. 

- Nie. - Wreszcie popatrzyła mu w oczy. - Dobrze wiem, że niewiele 

cię przeraża. 

Niemal niewidoczne zaproszenie w jej oczach, w połączeniu z 

frustracją po negocjacjach z jej matką i spotkaniem z nienawistnym 

konkurentem, wręcz go poraziło. Wsunął palce w jej jedwabiste włosy i 

pocałował ją. Smakowała jak słodki zakazany owoc, a pocałunek tylko 

wzmocnił jego pożądanie. Przesunął dłońmi po jej biodrach i podciągnął 

spódniczkę. Potem mocno przytulił. 

- Co my wyprawiamy? - spytała cicho. 

- Kochamy się - odparł. - Zawsze, gdy pomyślę, jak dobrze nam było 

tamtej nocy... - Wsunął ręce pod jedwabne majteczki, a jej jęk stłumił 

pocałunkiem. 

Kate odwróciła twarz. 

- Ja... no... - była zarumieniona i oddychała z trudem. - Dla mnie to 

za szybko. 

- Przecież to nie pierwszy raz. 

- Wiem, ale... - urwała i przygładziła dłonią włosy. 

- Tamto zdarzyło się przed tym. 

- Przed czym? 

- Zanim poznałam twoją niewiarę w miłość - westchnęła. - I tak nie 

zrozumiesz. 

- Spróbuj mi wytłumaczyć 

- Za dużo nagłych zwrotów. - Odsunęła się o krok. 

R S

background image

 

38 

- Najpierw jestem twoją asystentką, potem jesteśmy na jedną noc 

kochankami, potem znów jestem asystentką, potem jestem w ciąży, a nie 

jestem już twoją asystentką, a na końcu chcesz się ze mną ożenić. - 

Spojrzała mu w oczy. - Muszę złapać oddech. Wszystko wydaje mi się 

nierealne. 

Michael dostrzegł w jej oczach sprzeczne uczucia. Była 

skomplikowaną istotą. Pomyślał, że poznanie jej jako kobiety to zupełnie 

inne zadanie niż praca z nią jako asystentką. Stanowiła kuszącą tajemnicę. 

Wciąż pragnął jej, ale się opanował. 

- Niech tak będzie - zgodził się, przekonując samego siebie, że za 

dwa tygodnie wszystko się zmieni. Zostanie jego żoną. 

Następny ranek zaczął się dla Kate wycieczką do łazienki z powodu 

regularnych porannych nudności. Drżącymi rękami odkręcała wodę, by 

napić się i obmyć twarz. Będzie wspaniale, gdy przebrnie przez tę fazę 

ciąży. Poklepała płaski brzuch. Dziecko wydawałoby się tworem 

wyobraźni, gdyby nie te mdłości. 

Ślub zbliżał się niczym rozpędzona lokomotywa. Mama już 

telefonowała, by pogadać o planach. Kate wykrzywiła się do lustra. To 

pewnie też nasilało jej nudności. 

Otworzyła drzwi łazienki i wpadła na Michaela. Stłumiła okrzyk 

zdumienia. 

- Kiedy wszedłeś? 

- Wystarczająco dawno, by stwierdzić, że źle się czujesz - 

odpowiedział, patrząc z niepokojem. - Zabiorę cię do lekarza. 

- Nie trzeba. To tylko poranne mdłości. 

- Lekarz nie może ci czegoś dać? Stanowczo pokręciła głową. 

- Leki szkodzą dziecku. Nie chcę ryzykować. 

R S

background image

 

39 

- Jak często to się zdarza? 

- Maleństwo codziennie mnie tak budzi - odparła ze słabym 

uśmiechem i ruszyła do kuchni. 

Mocniej zmarszczył czoło. 

- Długo to potrwa? 

- Lekarka nie chciała dokładnie określić. Ale za cztery tygodnie, jak 

dobrze pójdzie, wszystko minie. 

- Cztery tygodnie - oburzył się. - Jesteś pewna, że nie powinnaś iść 

do lekarza? Nie podoba mi się twój wygląd. 

Przezwyciężyła nagłe zawstydzenie. 

- Nie traktuję tego jako obrazy, ale skoro przyczyniłeś się do mego 

stanu, to częściowo mogę cię obarczyć odpowiedzialnością za mój wygląd. 

- Wyjęła niepełne pudełko herbatników. - Poza tym wypadało odezwać się 

lub zapukać. A tak w ogóle, to jak wszedłeś? 

- Użyłem wytrycha - oświadczył. Widząc jej pytające spojrzenie, 

wyjaśnił: - Nie otwierałaś, więc postanowiłem sprawdzić, czy nic się nie 

stało. 

Pozwoliła, by patrzył, jak ustawia na blacie herbatniki, szklankę 

wody i witaminy dla kobiet w ciąży. 

- Co to? 

- Śniadanie - odparła. Usiadła i ostrożnie nadgryzła herbatnik. 

- To nie jest śniadanie dla kobiety w ciąży. Powinnaś jeść owoce 

albo płatki zbożowe, naleśniki, jajka. 

Kate zbladła. 

- Chcę tylko zjeść coś, co mi zostanie w żołądku - odparła i zmieniła 

temat. - Co cię tu sprowadza tak wcześnie? 

R S

background image

 

40 

- A, tak. - Zabrzmiało to, jakby przypomniał sobie o czymś. - Coś ci 

wczoraj przyniosłem, ale zapomniałem wieczorem dać. 

Spojrzała na niego niepewnie. 

- Jeśli to jakieś kolejne zaświadczenie o finansach albo funduszach 

powierniczych, albo... - urwała, gdy postawił przed nią pudełko od 

jubilera. 

- Może trzeba będzie dopasować, ale jubiler zapewnił, że zrobi to na 

poczekaniu - oznajmił. 

Patrzyła na pudełko z mieszanymi uczuciami. Jeśli je otworzy, 

zaręczyny z Michaelem staną się realne, chociaż w głębi serca wciąż 

uważała je za farsę. 

- No, otwórz - zachęcił. 

Kate czuła dławienie w gardle. 

- To nie ugryzie. No dobrze, ja otworzę. - Kate jęknęła na widok 

rozmiarów pierścionka. 

- O mój Boże. Jest taki... - zamrugała - ...duży. - Popatrzyła na 

Michaela. - Dlaczego taki wielki? 

- Słyszałem, że wbrew zaprzeczeniom kobiet, rozmiar się liczy - 

odparł, przyglądając jej się uważnie. - W wypadku diamentów i innych 

spraw. 

Kate poczuła, że się rumieni. Nigdy nie zapomni, że Michael był 

niesamowitym kochankiem. Dał jej pełną satysfakcję. 

- Chodzi mi o brylant w tym pierścionku - pospieszyła z 

wyjaśnieniem 

- Podoba ci się? 

- Jest ogromny. 

- Są większe - zapewnił ją Michael. 

R S

background image

 

41 

- Tak, widziałam kiedyś na wystawie diament Hope. Nie wyglądał na 

dużo większy od tego. 

- Kate, stać mnie na niego. To mniej więcej cena większego jachtu. 

Włóż pierścionek i zobacz, czy pasuje. 

- Nie. - Kate przycisnęła ręce do piersi. 

- Dlaczego? - spytał niecierpliwie. 

- Jest za duży - oznajmiła. Przypomniała sobie o manierach i dodała 

szybko: - Doceniam gest i uważam, że pierścionek jest śliczny, ale nie 

mogę sobie wyobrazić noszenia go. 

Odwrócił jej stołek tak, że znalazła się z nim nos w nos. 

- Dlaczego? 

Zagryzła wargi. Jej zmieszanie było tak wielkie, że niemal zrobiło 

mu się jej żal. 

- Przykro mi, Michaelu, ale nie mogę sobie wyobrazić noszenia na 

palcu jachtu. 

Odliczył do dziesięciu. Nie umiał wyjaśnić, dlaczego taką wagę 

przywiązywał do faktu, by nosiła pierścionek. Po prostu tak chciał. 

- Jeśli ten ci się nie podoba, to jaki byś chciała? Popatrzyła na 

pierścionek i wyprostowała ramiona. 

- Nie wiem. Coś, co nie krzyczy: „żona bogatego faceta". Coś 

pasującego do mnie - powiedziała niepewnie. Popatrzyła smutno. - Coś, 

przez co nie czułabym się jak oszustka. 

Tego wieczoru Michael nie odwiedził Kate. Zamiast tego zadzwonił 

- rozmawiali cicho i krótko. Po niezbyt udanym początku dnia zakopał się 

w pracy i zasnął, gdy tylko dotarł do łóżka. Obudził go telefon. 

Potarł zaspane oczy i na oślep sięgnął po słuchawkę. 

- Tak - mruknął. 

R S

background image

 

42 

- Michael? - Niepewny głos brzmiał jak Kate. 

- Kate? 

- Przepraszam, że o tej porze zawracam ci głowę - tłumaczyła się. - 

Zadzwoniłabym do Donny, ale wyjechała w delegację. 

Żołądek podszedł Michaelowi do gardła. Słyszał, jak 

powstrzymywała łzy. 

- Przestań przepraszać i powiedz, co się stało. 

- No, potrzebuję transportu - wykrztusiła. - Ja... no... nie mam 

samochodu. 

Usiadł na łóżku. 

- Gdzie jesteś? 

- W domu obok mieli problem z gazem. Michael czuł rosnące 

napięcie. 

- Gdzie jesteś? - dopytywał się, wstając i chwytając dżinsy. 

- Był pożar i okropnie dużo dymu... 

- Kate, gdzie ty jesteś? 

- W szpitalu St. Albans. - Jej głos się załamał. - Mógłbyś po mnie 

przyjechać? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

43 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Michael złamał wszelkie ograniczenia prędkości. Wyskoczył z 

samochodu i popędził na izbę przyjęć. W recepcji Kate wpadła mu prosto 

w ramiona. 

Nie był przygotowany na taką poufałość, więc zamarł zaskoczony. 

Pachniała dymem. Michael otoczył ją ramionami w instynktownym geście 

ochrony i opieki. 

- Co się stało? 

- Był pożar - wymamrotała, wciskając twarz w jego koszulę. - Parę 

osób nawdychało się dymu. 

Odsunął się, by spojrzeć jej w oczy. 

- Jakich osób? 

- Podali mi tlen - uspokoiła go. Wyglądała, jakby sama z trudem 

zachowywała spokój. - Martwiłam się o dziecko - szepnęła, a wyraz jej 

twarzy wstrząsnął nim do głębi. 

- Co powiedział lekarz? - Michael wstrzymał oddech. 

- I dziecko, i ja jesteśmy w porządku. 

Michael westchnął z ulgą, jednocześnie walcząc z niepokojem. 

- Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? 

- Wszystko potoczyło się tak szybko, kiedy przyjechała karetka, a 

potem kazali mi czekać. Tak się bałam - wyznała drżącym głosem. - Nie 

martwiłam się o siebie, tylko o dziecko. Wydzwaniałam do Donny, ale jej 

nie ma. Tobie nie chciałam zawracać głowy. Michael znowu ją przytulił. 

R S

background image

 

44 

- Powinnaś była do mnie zadzwonić. Na litość boską, przecież będę 

twoim mężem - zganił ją, zastanawiając się, czy gdyby był z nią, mógłby 

temu zapobiec. Na pewno by mógł. 

Odgarnęła włosy z twarzy. 

- No tak, ale przecież to nie są normalne zaręczyny. 

- Będziesz musiała się przyzwyczaić do telefonowania do mnie - 

poinformował ją. - Może i niewiele wiem o obowiązkach mężów, ale nie 

mam wątpliwości, że dzwoni się do nich w nagłych wypadkach. 

Wpatrywała się w niego długo i w końcu powoli pokiwała głową. 

- Chyba nie pozwolą mi jeszcze wrócić do domu. 

- Nie ma mowy o powrocie do twego domu. Zabieram, cię do mnie - 

oznajmił stanowczo. 

- Kiedy nie wiem, gdzie jest Parkay i... 

- Parkay? - Zdezorientowany Michael zastanawiał się, czy jej mózg 

nie ucierpiał od niedotlenienia. 

- Moja kotka. Parkay. Nie przywykła do przebywania na dworze, 

muszę jej poszukać. 

- Jest środek nocy. Nie możesz w twoim stanie szukać kota - 

perswadował, zastanawiając się nad rozwiązaniem problemu. - Zabiorę cię 

do domu, a potem jej poszukam - oznajmił, chociaż nie miał pojęcia, jak 

znaleźć kota w środku nocy. 

- Kładź się do mego łóżka - polecił w swym mieszkaniu, a kiedy 

zaczęła protestować, uciął stanowczo. - Potrzebujesz snu. Gdy znajdę 

twojego kota, prześpię się na kanapie. 

I tak, o trzeciej nad ranem, Michael rozpoczął operację ratowania 

kota Kate, uzbrojony w otwartą puszkę tuńczyka. O wpół do czwartej już 

siedmioro kocich przyjaciół chodziło za nim krok w krok, miaucząc. Nie-

R S

background image

 

45 

stety, żaden nie był złocisty. Prześlizgnął się pod żółtą policyjną taśmą, 

zabezpieczającą wejście do domu Kate, i wszedł kuchennymi drzwiami do 

środka. Z pomocą latarki przeszukał dwa pokoje, aż dostrzegł pod łóżkiem 

błysk zielonych oczu. Parkay drapała, póki nie dostała trochę tuńczyka. 

Dotarłszy do domu, pozwolił kotce dojeść tuńczyka, a sam zajął się 

zadrapaniami. Po wydarzeniach tej nocy nie mógł zasnąć, więc cicho 

otworzył drzwi sypialni i popatrzył na Kate. 

Założył ręce na piersi i obserwował ją dłuższą chwilę. Ogromnie 

zdenerwowała go myśl o zagrożeniu, jakie ją na szczęście ominęło. W 

biurze zawsze była pewna siebie i kompetentna. Wiedział, że nadal taka 

jest, ale nigdy nie wydawała mu się bardziej bezbronna niż tej nocy. Ale 

miała też dobre serce, wrażliwość i czasami niepotrzebnie brała na siebie 

zbyt wiele obowiązków. Starała się widzieć w ludziach najlepsze strony, 

nawet wbrew faktom. W nim też dostrzegała same najlepsze cechy. 

Serce mu się ścisnęło. 

Stała się dla niego zbyt ważna, by mógł ją stracić. Nawet jeśli na nią 

nie zasługiwał. 

Miał szaloną chęć otoczyć ją murem chroniącym przed złem tego 

świata, jednak wiedział, że to niemożliwe. Ale należało ją chronić, i to 

było zadanie dla niego. 

Kate obudziła się rano, słysząc mruczenie kota. Otworzyła oczy i 

zobaczyła Parkay zwiniętą w kłębek tuż przy jej brzuchu. Uśmiechnęła się. 

Michael ją znalazł. Przeciągając się, rozejrzała się po skąpo umeblowanym 

pokoju, aż jej wzrok zatrzymał się na stoliku przy łóżku. Słone krakersy i 

woda sodowa. 

R S

background image

 

46 

Przyjechał po nią zeszłej nocy. Błysnęła iskierka nadziei, ale 

przypomniała sobie jego słowa, które skutecznie ją zgasiły. Nie wierzy w 

miłość. 

Westchnęła i usiadła. Uświadomiła sobie, że jest w jego łóżku. 

Marzyła o dzieleniu z nim życia, łóżka. Ale nie na siłę. 

Wstała i rozejrzała się po pokoju, szukając obrazków na ścianach, ale 

żadnych nie znalazła. Poszukała książek. Nic. 

Zmarszczyła czoło i ruszyła do kuchni. Zaskoczyła ją absolutna 

nieobecność osobistych drobiazgów Michaela w całym mieszkaniu. 

- Dzień dobry - odezwał się za nią, aż podskoczyła. Odwróciła się i 

zobaczyła, jak na nią patrzy. - Podoba mi się moja koszula na tobie. 

Zawstydziła się, aż nadto świadoma swojej nagości pod koszulą. 

Patrzył na nią inaczej niż zwykle. W jego spojrzeniu była jakaś 

zachłanność, ale też i czułość. Kate mrugnęła i wszystko wróciło do 

normy. 

- Dziękuję, że po mnie wczoraj przyjechałeś i że oddałeś mi łóżko. 

Rozglądałam się po twoim mieszkaniu. 

Dlaczego nie jesteś w pracy? - wykrztusiła, nie mogąc stłumić 

ciekawości. 

Wskazał ręką sąsiedni pokój, w którym stało biurko ze stosem 

papierów i laptopem. 

- Dzisiaj pracuję tutaj. Jak się czujesz? - spytał, patrząc tym razem 

badawczo. 

- Nieźle. Wręcz świetnie w porównaniu z ostatnią nocą. 

Przepraszam, jeśli się trochę rozkleiłam. - Uśmiechnęła się. - Już 

odzyskałam równowagę. 

- W porządku. Nie mam uczulenia na twoje łzy. 

R S

background image

 

47 

- Prawda - przyznała, pamiętając, jak ją obejmował. Spojrzała na 

jego dłonie i zobaczyła ślady pazurów. Skrzywiła się i ujęła go za rękę. - 

Parkay? 

Skinął głową. 

- Siedziała pod twoim łóżkiem i nie chciała wyjść. 

- Niewdzięcznica. 

- Tuńczyk pomógł, ale mało brakowało, a przyprowadziłbym tłum jej 

przyjaciół. 

- Oj, założę się, że stałeś się popularną postacią wśród kotów. - 

Puściła jego rękę i westchnęła. - Długo tu mieszkasz? Wprowadziłeś się 

niedawno? 

- Trzy lata temu. - Wzruszył ramionami. - Byłem zajęty. 

- Ale tu nie ma żadnych obrazów, roślin. Masz odtwarzacz płyt? 

- Chyba w budziku jest radio, a na rośliny działam zabójczo. 

Stłumiła jęk. 

- Michael, tu nie ma nic z ciebie. 

- Prawie wszystko ze mnie jest w biurze. - Zerknął na zegarek. - I 

sam też tam zaraz będę, skoro już wiem, że nic ci nie dolega. - Wyłączył 

laptopa i zapakował do teczki. - Zadzwoń, gdybyś czegoś potrzebowała. 

Zastanawiała się, czy jej pytania sprawiły mu przykrość. Podeszła do 

drzwi. Popatrzył na nią, a ona pod wpływem jakiegoś impulsu wspięła się 

na palce i pocałowała go lekko. 

- Dziękuję. 

Objął ją w talii i pocałował mocniej, zachłanniej. 

- Do zobaczenia wieczorem. 

Wyszedł, a ona oparła się o drzwi i dotknęła swych warg. Jej całe 

ciało płonęło. 

R S

background image

 

48 

- Weź się w garść - powiedziała sobie stanowczo i zaczęła rozglądać 

się po nieprzytulnym otoczeniu. Postanowiła dokonać kilku zmian. Gdy 

Michael wróci do domu, zastanie wnętrze choć trochę przytulniejsze. 

Przynajmniej tyle mogła zrobić. Przecież uratował jej kotkę i przyjechał na 

wezwanie. 

Michael wrócił do domu późnym wieczorem. W mieszkaniu 

rozlegała się muzyka Santany, stół w kuchni był nakryty, na nim nowa 

porcelana i sztućce, a pośrodku stał mały dzbanek z bukiecikiem kwiatów. 

Paliły się świece, a w powietrzu unosił się smakowity zapach czegoś wło-

skiego. Zajrzał do lodówki i dostrzegł lasagne. 

Zamrugał. W lodówce zazwyczaj bywały tylko rzeczy w rodzaju 

piwa i wody, czasem jakiś sok czy trochę dziwnych resztek. Lasagne. 

Zamknął lodówkę, rozluźnił krawat i ruszył na poszukiwanie Kate. 

Spała w jego łóżku, z rozłożoną książką na brzuchu. U jej stóp leżała 

Parkay. 

Zrozumiał, że na niego czekała. Nieznane słodkie uczucie. Nie 

przypominał sobie, by ktokolwiek kiedyś na niego czekał. Przeszył go 

dziwny dreszcz. Podobało mu się to, a jednocześnie czuł się niepewnie. 

Skupił się na Kate. 

Ostrożnie odłożył książkę na stolik. Przekręciła się na bok, a 

koszulka przesunęła się, odsłaniając pierś. Przypomniał sobie, jaka była 

uległa i słodka tamtej nocy. 

Patrząc na nią, uświadomił sobie, że to jej mądrość i serce 

przypomniały mu, iż człowiek nie jest bezduszną maszyną. Przypomniała 

mu o potrzebach i pragnieniach, które zwykle w sobie gasił. Jej widok w 

jego łóżku sprawiał mu przyjemność, ale jeszcze większą przyjemność 

sprawiłoby mu dzielenie z nią łóżka. Już niedługo. 

R S

background image

 

49 

Następnego ranka Kate wstała wcześnie z zamiarem powrotu do 

swojego domu. Cały poprzedni dzień spędziła na upiększaniu drobiazgami 

mieszkania Michaela. Chciała sprawić mu niespodziankę. Nie miał pojęcia, 

że przygotowała mu kolację, ale było jej przykro, że nie uprzedził 

telefonicznie o swym spóźnieniu. Nie odczuwałaby wtedy takiego zawodu. 

Ubierała się, pogryzając krakersa i odpędzając ponure myśli. 

Wychodząc z sypialni, poczuła zapach kawy. Michael był już na nogach, 

ubrany. Z zazdrością pomyślała, że potrzebował dużo mniej snu niż 

normalni ludzie, zwłaszcza ludzie w ciąży. 

- Przepraszam, że nie zdążyłem na kolację - powiedział. 

- Nic nie szkodzi. Chciałam ci tylko podziękować za przechowanie 

mnie i Parkay. 

- Bardzo się napracowałaś. Chyba lodówka doznała szoku, gdy 

znalazło się w niej coś innego oprócz piwa czy wody. 

Uśmiechnęła się słabo. 

- Chyba oboje jesteście w szoku. Mam nadzieję, że będziesz miał 

okazję to zjeść. Możesz odgrzewać małe porcje w mikrofalówce, tu albo w 

biurze. Doceniam twoją gościnność, ale nie będę ci dłużej przeszkadzać. 

Wracam do domu, żeby go porządnie wywietrzyć. Mam nadzieję, że do 

wieczora będzie się nadawał do zamieszkania. 

- Moim zdaniem, nie powinnaś wracać. - Michael zmarszczył czoło. 

- Naprawili już gaz. 

- Wprowadź się tutaj - zaproponował. - Za niecałe dwa tygodnie 

bierzemy ślub. 

Zadrżała na samą myśl. 

R S

background image

 

50 

- Za kilka dni przyjadą moi rodzice, mama będzie chciała wziąć 

udział w przygotowaniach do ślubu. Właściwie to pozwolę jej urządzić 

wszystko po jej myśli. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to robię - mruknęła. 

- Dlaczego? 

- Po prostu nie tak sobie wyobrażałam swoje życie. 

- Nie wyobrażałaś sobie, że zajdziesz w ciążę - stwierdził. 

- Nie przed ślubem. I nie z szefem. 

- A co sobie wyobrażałaś? 

Kate czuła się nieswojo pod jego badawczym spojrzeniem. 

Odwróciła wzrok. 

- Bo ja wiem? Jakoś tak bardziej tradycyjnie. Że będę się z kimś 

spotykać przez jakiś czas, będziemy sobie coraz bliżsi i w końcu on mi się 

oświadczy. - Pokręciła głową. 

- A wszystko jest na opak. Nigdy nie byliśmy na randce. Prawie nic o 

sobie nie wiemy. A jeśli po ślubie się okaże, że się nie lubimy? 

Słysząc w jej głosie panikę, Michael wziął ją w ramiona i zajrzał w 

oczy. 

- To na pewno nam się nie przydarzy. Panikujesz, chociaż wierzysz, 

że postępujemy słusznie. 

- Możliwe. Nie wiem, jak to wyjaśnić, może na przykładzie łączenia 

firm. Zazwyczaj dowiadujesz się wszystkiego o drugiej firmie, przymilasz 

się do nich i negocjujesz, by przezwyciężyć różnice poglądów i zawrzeć 

kompromis. Ale my dwoje zaczynamy od podpisania umowy - 

zastanawiała się głośno Kate. 

- Wiem, jak to najlepiej rozwiązać - oznajmił Michael. 

- Jak? 

- Musisz ze mną sypiać. 

R S

background image

 

51 

- To przez to wpadłam w kłopoty - jęknęła Kate. 

- No to w gorsze już nie wpadniesz. 

Rzuciła mu ponure spojrzenie, ni to uwodzicielskie, ni to ostrożne. 

- To kwestia interpretacji - orzekła i ruszyła do drzwi. Zatrzymała się 

z ręką na klamce. - Jeszcze jedno - powiedziała, odwracając się do niego. 

Zaintrygowało go to, że nie unikała jego wzroku. 

- Tak? 

- Przyznaję, że to niełatwe, ale musisz przy moich rodzicach udawać, 

że za mną szalejesz. Jeśli użyjesz chociaż jednej dziesiątej pomysłowości i 

energii, które okazujesz w interesach, to na pewno ci się uda. 

Potem wyszła, częstując go na pożegnanie uroczym widokiem swych 

zaokrąglonych bioder. Michael nie mógł dojść, czy usłyszał komplement 

czy obelgę. Może jedno i drugie. 

Po pracy pojechał do jej domu. Znalazł Kate na drabinie ze 

śrubokrętem w ręku mocującą karnisz. Nie widać było po niej żadnych 

oznak ciąży. Smukła, lecz odpowiednio zaokrąglona, nosiła szorty i 

koszulkę bez rękawów, była bosa. Podziwiał jej nogi, póki sobie nie 

przypomniał, że drabina i kobieta w ciąży to nieodpowiednie połączenie. 

- Zwariowałaś? - spytał najspokojniej, jak zdołał. 

Chyba ją przestraszył, bo pisnęła, podskoczyła i zaczęła tracić 

równowagę. Pędem podbiegł do drabiny i objął Kate w talii. 

- Dlaczego to zrobiłeś? - spytała, patrząc na niego groźnie. - 

Wystraszyłeś mnie. 

- Zapomniałaś, że jesteś w ciąży? 

- Nie. Ale na drabinie nic mi nie grozi, o ile ktoś nie zachodzi od tyłu 

i nie straszy mnie. 

- Ja to skończę - nalegał. 

R S

background image

 

52 

- Nie ma potrzeby. 

- Zrób to dla maleństwa. 

Zastanawiała się przez chwilę, po czym podała mu śrubokręt. 

- Niech ci będzie. 

Michael zdjął ją z drabiny i sam wszedł na szczeble. 

- Niezły śrubokręt. Jestem zaskoczony. 

- Dlaczego? 

- Bo jesteś kobietą. 

- To seksizm - zaprotestowała. - Jest takie niepisane prawo. Każda 

kobieta powinna mieć dobry śrubokręt, wiertarkę i czarny stanik. 

Omal nie upuścił śrubokrętu. 

- I co? Masz wszystkie trzy rzeczy? 

- Tak. 

- Wciąż czuć dym. 

- Kiedy przyszłam, zapach był bardzo silny. Włączyłam dwa 

wentylatory na pełną moc i wyszłam. Teraz nic nie czuję, pewnie się 

przyzwyczaiłam. 

- Nie mogę cię tu zostawić, bo jeśli coś ci się stanie, nigdy sobie tego 

nie wybaczę - stwierdził, skończywszy z karniszem. 

Otworzyła szeroko oczy i splotła ręce na piersi. 

- Nic mi nie będzie. 

- Dwa dni temu też tak sądziłem - zauważył z przekąsem. - Masz 

jeszcze dzisiaj w planach łażenie po drabinach? 

- Nie - przyznała niechętnie. - Jeśli wciąż będziesz taki miły i 

uczynny, to dostanę zawrotu głowy. 

- Jak dostaniesz zawrotu głowy, to pokażesz mi te trzy rzeczy? 

- Trzy co? 

R S

background image

 

53 

- Twój śrubokręt, wiertarkę i czarny stanik. 

Kate aż otworzyła usta ze zdumienia. 

- Mówisz poważnie? 

- Tak - potwierdził, przysuwając się. - Chcę, żebyś mi pokazała te 

trzy rzeczy. 

Czyżby z nią flirtował? Przecież Michael nigdy nie flirtuje. 

- Wiertarka jest w skrzynce z narzędziami. 

- A czarny stanik? 

- Dolna szuflada komody - odparła, ciekawa, jak długo zamierza to 

ciągnąć. 

- Chcę go zobaczyć na tobie - oznajmił, a ją przeszył rozkoszny 

dreszcz. 

- Może innym razem. 

Chwycił jej rękę, gdy chciała się odwrócić. 

- To obietnica? 

- Co się z tobą dzieje? - przyglądała mu się uważnie. 

- Już czas, byśmy zapomnieli o układzie szef-asystentka. 

- Więc co mamy robić? 

- Mam parę pomysłów - odparł, biorąc ją w ramiona. Zmysłowy 

pocałunek szybko ją rozgrzał. - Przez ostatnie 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

54 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Trzy lata mówiłem sobie „nie", ile razy na ciebie spojrzałem. Już nie 

będę. 

Jego słowa zaskoczyły ją i podnieciły. Jego ciało było twarde i 

muskularne. Znowu ją pocałował, wolniej i bardziej zmysłowo. 

- Seksownie pachniesz - szepnął. 

Kate czuła, jak mięknie. Jego pożądanie było odurzające. Wsunęła 

palce w jego włosy, otarła się o niego piersiami, spragniona bliższego 

kontaktu. Atmosfera w pokoju stawała się coraz gorętsza. Dawno tłumione 

pragnienia ożyły, a Kate usiłowała ostatkiem sił zachować nad sobą 

kontrolę. 

- Nie sądzę, by to miało sens. 

- Tylko się wprawiam - odparł, muskając dłonią jej pierś. Kate 

stłumiła jęk. 

- Do czego się wprawiasz? 

- Do naszego małżeństwa. - Znowu musnął jej pierś, tym razem tuż 

obok napiętego sutka. 

- Podoba ci się? - mruczał, pocierając sutek kciukiem. W odpowiedzi 

tylko przycisnęła się do niego. 

- Chcę się dowiedzieć, co jeszcze lubisz - powiedział i pociągnął ją 

na kanapę. Posadził ją sobie na kolanach, podniósł jej bluzkę i dotknął 

językiem czubka piersi. Nie zdołała powstrzymać kolejnego jęku. Kiedy 

rozpiął guzik jej dżinsów, położyła rękę na jego dłoni. Kręciło jej się w 

głowie. 

- Za szybkie tempo. 

R S

background image

 

55 

- Może być jeszcze szybsze. 

Przełknęła z trudem. Podniosła rękę, ze zdziwieniem widząc, że 

drży. Michael zamknął ją w swojej. 

- To zabrzmi głupio - wyznała, szukając wzrokiem jego oczu. - Ale 

kiedy powiedziałeś te wszystkie rzeczy wtedy w biurze, coś się we mnie 

zatrzasnęło. Częściowo przestało mi na tobie zależeć. 

- Czego się boisz? - spytał. - Że cię porzucę albo przestanę cię 

utrzymywać? To wykluczone. Ja... 

Pokręciła głową. Nie mogła mu wyjawić swych obaw. Miała ich zbyt 

wiele i, niestety, powody, by wierzyć, że się sprawdzą. 

- Muszę mieć trochę czasu. Myślę, że powinniśmy zwolnić tempo. 

Przez chwilę patrzył jej w oczy. 

- No dobrze, możemy zawrzeć umowę - zgodził się. - Zwolnimy 

tempo, ale dziś wieczorem wracasz do mnie. 

Kate zaczęła protestować. 

- To nie podlega negocjacjom - zawiadomił ją. - Albo sama się 

spakujesz, albo ja to zrobię. 

- Dlaczego? Nic mi się nie stanie. 

- Wolę mieć co do tego pewność. Albo sama ze mną pójdziesz, albo 

zaniosę cię do samochodu, na oczach sąsiadów. Możesz sobie krzyczeć. 

Na pewno cię tu nie zostawię samej, póki nie przyjadą twoi rodzice. 

- Twierdziłeś, że mamy zapomnieć o układzie szef-asystentka. - Nie 

kryła niezadowolenia. 

- Po prostu trenuję bycie twoim mężem - stwierdził spokojnie, co ją 

doprowadzało do gniewu. 

- Wolałabym inny sposób treningu - narzekała. 

- Będzie - obiecał zmysłowo. 

R S

background image

 

56 

- Co robisz?! - prawie wrzasnął Justin, z hukiem odstawiając kufel 

piwa. 

- Żenię się za niecałe dwa tygodnie i jesteście zaproszeni na ślub - 

wyjaśnił spokojnie Michael. 

Dylan patrzył na niego chwilę, wreszcie odchrząknął. 

- Trochę nagle, co? 

- Tak - potwierdził Michael, chociaż wolałby polecieć do Las Vegas 

i mieć to z głowy natychmiast. - Byłoby jeszcze szybciej, ale matka Kate 

życzy sobie ślubu kościelnego. 

- Dlaczego tak szybko? - badał Dylan węsząc, co się za tym kryje. 

- Bo nie mamy żadnych wątpliwości - wyjaśnił Michael. Nie licząc 

wątpliwości Kate. On był pewien, czego chce, i chciał to zrobić 

najszybciej, jak się da. 

- Kate? - odezwał się z dezaprobatą Justin. - Jedyna Kate, o jakiej 

wspominałeś, to twoja asystentka. 

- Już nie jest moją asystentką. Będzie moją żoną. 

- Coś tu nie gra. - Justin był podejrzliwy. - Dałbym głowę, że masz 

tak samo antymałżeńskie nastawienie, jak ja. 

- Nie czepiaj się. - Zrobił unik Michael. - Chciałem tylko zaprosić 

was na ślub. Mama Kate kazała mi zaprosić rodzinę, a żadnej nie mam. 

Wy najbardziej przypominacie moją rodzinę, więc jeśli chcecie przyjść, to 

wspaniale. Jeśli nie, nie ma sprawy. 

Justin i Dylan wymienili spojrzenia. Justin wzruszył ramionami. 

- Jasne, że przyjdę. Ale uważam, że popełniasz błąd. Małżeństwo to 

niepewna i kosztowna inwestycja. Wysysa facetowi całą zawartość 

portfela. Oczywiście, dzieci są następne w kolejności, jeśli chodzi o 

R S

background image

 

57 

koszty... - Justin urwał, gdy nagle coś do niego dotarło. - Dzieci - powtó-

rzył, kręcąc głową. - Ty nie... - Skrzywił się. - A niech to. Ona nie jest... 

- Daj spokój - przerwał Dylan, prawidłowo odczytując wyraz twarzy 

Michaela. - Czego się dowiedziałeś o schronisku dla samotnych 

nastoletnich matek? 

- Przyzwoita organizacja. Moim zdaniem, powinniśmy im coś dać. 

Justin łyknął piwa i pokręcił głową. 

- Co za cudowna ironia losu. 

Michael wszedł do swojego mieszkania. Był zirytowany rozmową ze 

swoimi partnerami filantropami. Ich domyślne miny i sceptyczne uwagi 

drażniły go. Chciał być wreszcie po ślubie. 

- Kate! - zawołał, gotów na następny krok. - Kate, mam coś dla 

ciebie. 

Wyjrzała z sypialni i popatrzyła na niego nieufnie. 

- Co? 

- Przyniosłem ci... - O dziwo, zadzwonił telefon. Rzadko dzwonił, 

chyba że w sprawach służbowych. Podniósł słuchawkę. 

- Słucham? 

- Kate Adams? - spytał męski głos po chwili ciszy. 

- Jest tutaj - odpowiedział. Zmarszczył czoło, zirytowany. - A kto 

dzwoni? 

- Jeremy - odezwał się głos w słuchawce. - Jeremy Ridgway. 

Chodziliśmy ze sobą na studiach. 

Michael podał słuchawkę Kate. 

- Jeremy Ridgway. Masz trzydzieści sekund na spławienie go, 

inaczej ci pomogę. 

- Trzydzieści sekund! - Kate otworzyła szeroko oczy. 

R S

background image

 

58 

- Skąd ma numer? - spojrzał groźnie Michael. 

- Skoro już zostałam tu uwięziona, kazałam przekierowywać 

rozmowy. 

- Dwadzieścia sekund. 

Kate spojrzała na niego wrogo i odwróciła się plecami. 

- Jeremy, kopę lat. Tak, zmieniłam mieszkanie - powiedziała i 

urwała. - Tak, masz rację. Zawsze lubiłam żagle, ale... 

- Dziesięć sekund - mruknął Michael za jej plecami. 

- Nie mogę. Moja druga połowa - powiedziała, wznosząc oczy do 

nieba - może się sprzeciwiać. Ale dzięki. I pozdrów siostrę. Pa. - Odłożyła 

słuchawkę i rzuciła mu lodowate spojrzenie. - Czy to było konieczne? 

- Druga połowa? - powtórzył, zgrzytając zębami.  

Kate przestąpiła z nogi na nogę. 

- Zaskoczył mnie. Nic innego nie zdążyłam wymyślić.  

Michael policzył do dziesięciu. W pracy nic nie mogło go aż tak 

wyprowadzić z równowagi. Wyjął z kieszeni pudełko od jubilera, otworzył 

i podał jej. 

Kate w milczeniu wpatrywała się w pierścionek. Tym razem już nie 

okazała przerażenia. Odetchnęła głęboko i w końcu spojrzała mu w oczy. 

- Piękny. 

Wyjął z pudełka pierścionek z brylantem otoczonym perełkami. 

- Będziesz go nosić. 

Przygryzła wargę. 

- Ja... Po co ten pośpiech. Naprawdę możemy poczekać ze ślubem. 

Po mnie jeszcze nic nie widać. 

Cierpliwość Michaela wyczerpała się. Sięgnął po mocne argumenty. 

R S

background image

 

59 

- A jak zamierzasz wytłumaczyć rodzicom szybkie pojawienie się 

dziecka? 

- No dobrze. - Westchnęła z rezygnacją. - Skąd wiedziałeś, że lubię 

perły? 

- Nosiłaś w biurze kolczyki z perłami. Często ich dotykałaś, jakbyś 

lubiła ich kształt. 

W jej niebieskich oczach ukazało się zdumienie połączone z 

zalotnością. 

- Nie zdawałam sobie sprawy, że to zauważałeś. 

- Zauważam wiele rzeczy - zapewnił, wsuwając pierścionek na jej 

palec. - Pasuje. - Przyciągnął ją do siebie. 

- Jeszcze pocałunek. 

Poczuł jej podniecający zapach i walczył z pragnieniem 

przypieczętowania tej chwili czymś więcej. Jej wargi były miękkie, pełne i 

kuszące. 

- Mąż - zamruczał. - Powiedz to. 

- Narzeczony - poprawiła, odsuwając się, ale patrząc mu w oczy. Jej 

opór, na zmianę, podniecał go i frustrował. 

- Po kolei. 

Michael opanował niecierpliwość. Lepsze to niż określenie „druga 

połowa". 

- Przekaż mamie, że dwaj moi przyjaciele przyjdą na ślub. 

- Słucham? - Otworzyła szeroko oczy. 

- Dwóch moich... 

- Nie wiedziałam, że masz jakichś przyjaciół - wymknęło jej się. - To 

znaczy, praca wypełniała ci cały czas i wydawało się, że nie starcza go już 

na przyjaźnie. 

R S

background image

 

60 

- Znamy się od dawna. Oni też mieszkali w Domu dla Chłopców w 

Granger. 

- A przedstawisz mi ich? 

- Jasne - odparł Michael. - Przecież powiedziałem, że przyjdą na 

ślub. 

- Ale ja chciałam przed ślubem. 

- Zobaczymy. Coś się wydarzyło, o czym powinienem wiedzieć? 

- Dzisiaj nie. 

Uniósł brew, słysząc te słowa. 

- A jutro? 

- Mam wizytę u lekarza. 

- Jakieś problemy? 

- Badania okresowe - machnęła ręką. - Pielęgniarka mówiła, że być 

może usłyszę już bicie serca dziecka. 

- O której? 

- O drugiej w Robinson Medical Center. Doktor Dent. 

- Mam telekonferencję z nowym szefem zespołu badań z 

Zachodniego Wybrzeża. 

- W porządku - obojętność w jej głosie była trochę udana. - Nie ma 

potrzeby, żebyś szedł ze mną. 

Michael ledwo zdążył. Przełożył telekonferencję, ale ruch na drogach 

i nowa beznadziejna asystentka sprzymierzyły się przeciw niemu. Wpadł 

do przychodni dwadzieścia po drugiej i wdarł się do gabinetu lekarza. 

Kate leżała na stole, a lekarka przyciskała stetoskop do jej brzucha. 

- Myślałam, że masz zebranie! - wykrzyknęła zaskoczona. 

- Przełożyłem. Lekarka podniosła wzrok. 

R S

background image

 

61 

- Doktor Dent - przedstawiła się. - Czy pan jest ojcem? Na to pytanie 

Michael poczuł ucisk w żołądku, ale skinął głową. 

- Michael Hawkins. 

- Próbuję znaleźć serce dziecka. Może być za wcześnie, by usłyszeć 

bicie, ale... - Przesunęła stetoskop, po czym uśmiechnęła się i przekręciła 

pokrętło na małym wzmacniaczu. - O, jest. 

Michael wsłuchał się w szybki stukot, a jego spojrzenie napotkało 

pełne zachwytu oczy Kate. 

- Bije tak szybko - wyszeptała. 

- Mieści się w normie - zapewniła lekarka. - Ma mocny ton. Tylko 

jedno - dodała z uśmiechem. 

Zauroczony Michael wsłuchiwał się w maleńkie serce. Jego dziecko. 

Istniało od paru miesięcy, ale jedyną tego oznaką były poranne mdłości 

Kate. Bicie serca stanowiło niezaprzeczalny dowód. Maleńki człowieczek, 

całkowicie zależny od niego i Kate. 

Lekarka zabrała stetoskop, udzieliła im kilku standardowych porad i 

wyszła. Kate poprawiła ubranie, po czym spojrzała na Michaela. Zobaczył 

w jej oczach zachwyt i powagę, które sam odczuwał. 

Chwycił ją w ramiona i położył dłoń na jej brzuchu. Pocałował ją. 

Kate przykryła jego dłoń własną i zareagowała namiętnie. W Michaelu 

obudziło się gwałtowne pożądanie. 

- Gabinet lekarski - mruknął pod nosem i odsunął się. 

- Musimy być ostrożni, by niczego nie zepsuć - ostrzegła. 

- Nie zepsujemy - zapewnił z determinacją. 

- Skąd ta pewność? 

- Ja mam pieniądze. Ty masz serce. Zmarszczyła z niepokojem brwi. 

- Gdyby cokolwiek mi się stało... - zaczęła. 

R S

background image

 

62 

- Nie stanie się - przerwał Michael natychmiast. - Nie pozwolę na to. 

- Nie wiedziałam, że masz i w tych sprawach coś do powiedzenia - 

uśmiechnęła się łagodnie. - Życie i śmierć nie zależą od nas. Jeśli coś mi 

się stanie, twoje pieniądze nie wystarczą. Będziesz musiał wyhodować w 

sobie serce. 

Na samą myśl o tym Michael oblał się zimnym potem. 

Dzień ślubu zbliżał się szybko. Kate nie mogła dłużej znieść napięcia 

panującego w mieszkaniu Michaela i postanowiła odwiedzić schronisko 

dla samotnych nastoletnich matek. Chociaż nie miała już kilkunastu lat i 

lada dzień miała wyjść za mąż, czuła więź z mieszkankami schroniska. 

Dom, znajdujący się w zachodniej części miasta, był w początkach 

stulecia niewielkim pensjonatem. Budynek przypominał jej starszą damę, 

może nie zamożną, ale schludną i na swój sposób elegancką. 

Recepcjonistka, która ją powitała, Tina, była w szóstym miesiącu ciąży i 

miała szesnaście lat. 

- Przykro mi, panią dyrektor nagle wezwano. Jedna z dziewczyn 

zaczęła rodzić. Ale mogę pani trochę opowiedzieć o domu. 

- Proszę - zgodziła się Kate, odnosząc wrażenie, że Tina sporo 

przeszła jak na swój wiek. 

- Wszystkie dziewczyny, które tu przychodzą, nie biorą narkotyków i 

zostały w zasadzie wyrzucone ze swoich domów. Dostają tu bezpłatne 

porady i opiekę lekarską. Pięć razy w tygodniu przychodzi instruktor i 

uczy nas podstaw pielęgnacji i innych rzeczy. Wszystkie pomagamy w 

gotowaniu, sprzątaniu i w biurze. Wieczorem wszystkie musimy wrócić do 

ustalonej godziny, ale skoro większość ojców ulotniła się, mało która ma 

ochotę na randki - dodała ponuro. 

- Co się staje z dziećmi? 

R S

background image

 

63 

- Niektóre dziewczyny oddają je do adopcji. Większość nie i to jest 

główna troska pani Lambert, naszej dyrektorki. Dużo dziewcząt chce 

zatrzymać swoje dzieci, ale nie jest łatwo o pracę. Pani Lambert szuka 

kogoś, kto nauczyłby nas obsługi komputera, tylko ciężko o ochotników, 

bo specjaliści od komputerów zarabiają góry forsy. 

Dziwne, ale Kate czuła się tu bardziej swojsko niż u Michaela. 

Gdyby musiała spędzać całe dnie tylko na zakupach i szukaniu nowego 

domu, umarłaby z nudów. 

- Chyba znam kogoś, kto mógłby pomóc - powiedziała. - Jakie macie 

komputery? 

Tina skrzywiła się. 

- Mamy jeden. - Wskazała zabytek umieszczony w biurze. Kate 

spojrzała na urządzenie i westchnęła. 

- Niewiele młodszy od domu, co? Tina roześmiała się. 

- Cóż, może już być tylko lepiej. 

Wracając, Kate wpadła do sklepu komputerowego i kupiła dwa 

urządzenia. Całe popołudnie i wieczór spędziła nad nimi w swoim 

własnym domu. Chciała znaleźć się w znajomym miejscu, a poza tym nie 

widziała powodu, dla którego nie miałaby tam wpadać co jakiś czas. 

Rozległo się pukanie do drzwi, które otworzyły się zaraz potem. 

Zobaczyła Michaela. Popatrzył na dwa komputery. 

- Co ty wyrabiasz? 

- Instaluję dwa komputery, które dzisiaj kupiłam. 

- Ale już masz komputer i laptopa. - Podszedł bliżej. - To nie jest 

najlepszy procesor. 

- Nie bądź snobem - wytknęła mu. - Może to i nie ostatni krzyk 

mody, ale wystarczy. Jest szybki. Mam zamiar podarować go, Claire i 

R S

background image

 

64 

Delores - domowi dla samotnych nastoletnich matek, bo mają tylko jeden, 

chyba z czasów wojny secesyjnej. Byłam tam dzisiaj. Potrzebują kogoś do 

nauki obsługi komputera i mam zamiar się zgłosić. 

- Claire i Delores - mruknął. - Nigdy nie doszedłem, dlaczego 

nazywasz wszystkie maszyny. 

- Dzięki temu nie rozwalam ich na kawałki, kiedy się zawieszają. 

- Dlaczego nie zabrałaś ich do mojego mieszkania? 

- Nie lubię twojego mieszkania - odparła. Czuła, jak patrzy na jej 

plecy. Napięcie, które ją Opuściło, zaczęło wracać. 

- Dlaczego? 

- Jest nagie - wyjaśniła. - Nie ma żadnych bibelotów. Żadnych 

pamiątek. Nic o tobie nie mówi. 

- Nie wiedziałem, że to warunek - stwierdził sucho. 

- Nie mam ślicznych zdjęć z dzieciństwa. 

Kate poczuła niemiłe ukłucie na myśl o straconym dzieciństwie 

Michaela, ale było już za późno, a jego bliskość ją denerwowała. 

- Dlaczego? - spytała. - Byłeś brzydkim dzieckiem? Zamarł, po czym 

zaśmiał się. 

- To pewnie kwestia gustu. Chcesz przerobić mieszkanie? 

- Nie. Bo wtedy to będzie moje mieszkanie, a nie twoje - odparła, 

instalując na komputerze ostatni program. 

- Muszę znać twoje upodobania, ulubione kolory, jaką sztukę lubisz, 

co sprawia, że jest ci dobrze i wygodnie... nie licząc ciasteczek z czekoladą 

- dodała, przypominając sobie, że je podkradał, ile razy przynosiła trochę 

do biura. 

Delikatnie ujął jej podbródek, aż spojrzała na niego. 

R S

background image

 

65 

- Lubię niebieski. Nie lubię sztuki, której nie rozumiem. Lubię dużo 

okien, ale bez ciężkich zasłon. Lubię wygodne meble. Lubię rośliny i 

kwiaty, które przeżyją kontakty ze mną. I lubię ciebie - dodał, a jego oczy 

składały obietnice, o których wiedziała, że mógł je spełnić - w moim 

łóżku. 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Następnego dnia Kate zawiozła Delores i Claire do schroniska dla 

samotnych nastoletnich matek. Dyrektorka zrobiła na niej bardzo dobre 

wrażenie. Poza tym, nie mogąc dłużej znieść beżowego wnętrza 

mieszkania Michaela, kupiła kilka rzeczy dla dodania koloru. 

Wynajdowała sobie zajęcia, by zagłuszyć narastającą panikę powodowaną 

przez coraz bliższą datę ślubu. 

Chociaż Kate nigdy nie uważała się za bezradną, teraz miała 

wrażenie, że jest myszą, a Michael pewnym siebie, zwinnym kotem. 

Widziała, jak negocjował połączenia firm, gdy załogi przejmowanych 

przedsiębiorstw były zadowolone, chociaż zostawały połknięte. Jego 

władczość przyciągała ją, ale jednocześnie wywoływała pragnienie 

ucieczki. Sama świadomość, że jest blisko i pragnie jej, nie dawała spać. 

Minął kolejny dzień. Rodzice Kate telefonicznie przypomnieli o 

swym przyjeździe następnego dnia. Oprócz tego po południu był dziwny 

telefon z domu dla nastoletnich matek. Kiedy już była pewna, że krew w 

żyłach Michaela jest zielona jak dolary, udowodnił, że się pomyliła. 

Michael przyjechał do domu koło ósmej wieczorem. Zakopał się w 

pracy. Świadomość, że Kate śpi w jego łóżku, wprawiała go w nieustanne 

R S

background image

 

66 

podniecenie. Wiedział wszystko o wyczuciu czasu w negocjacjach i miał 

świadomość, iż popychał Kate do tego małżeństwa. Nakłanianie jej do 

kochania się z nim przed ślubem mogło zagrozić ostatecznemu celowi. 

Sytuacja była napięta i nie chciał naruszać koniecznej, a chwiejnej 

równowagi. Była teraz emocjonalnie rozchwiana, a ciągnięcie jej do łóżka 

mogłoby skłonić ją do ucieczki. Rozumiał to, ale z trudem udawało mu się 

opanować żądze. 

Zapach wspaniałego, domowego posiłku i ciasteczek z czekoladą 

powitał go w drzwiach. 

- O Boże. Umarłem i jestem w niebie. 

- Witaj - powitała go z uśmiechem. 

Miała na sobie krótką spódniczkę, która natychmiast go 

zafascynowała. Znowu pomyślał, że Kate ma wspaniałe nogi. Smukłe 

kostki, kształtne łydki, jedwabiste uda. Stłumił westchnienie, ogarnięty 

nagłym podnieceniem. Rozluźnił kołnierzyk. 

- Co to za okazja? 

- Pożegnalna kolacja - wyjaśniła. Serce w nim zamarło. 

- Co takiego? 

- Jutro przyjeżdżają moi rodzice - uspokoiła go z bladym uśmiechem. 

Michael nieco się odprężył. - Lubisz duszoną wołowinę? 

- Tak. - Obserwował, jak kołyszą się jej biodra, gdy szła w stronę 

kuchenki. Obiecał sobie, że niedługo konsumpcja nie ograniczy się do 

jedzenia. 

Po kolacji Kate zrezygnowała z jego oferty pomocy w sprzątaniu ze 

stołu. Szybko się z tym uwinęła, po czym wpatrzyła się w niego uważnie. 

Zaniepokoiło go jej skupione spojrzenie. Podeszła do niego zdecydowanie. 

- Muszę ci przekazać podziękowania. 

R S

background image

 

67 

- O czym mówisz? - Zmarszczył czoło. 

- O schronisku dla samotnych nastoletnich matek. Odebrałam telefon 

z podziękowaniem za dwadzieścia komputerów, które dostarczono dzisiaj, 

razem z darowizną w wysokości ćwierć miliona dolarów. 

- A co to ma wspólnego ze mną? - Wzruszył ramionami. 

- Uważam, że właśnie ty - wskazała palcem na jego pierś - masz z 

tym coś wspólnego. - Niebieskie oczy wpatrywały się w niego badawczo. - 

Powiedziałam ci, czego im trzeba, a na drugi dzień pojawiają się 

komputery i pieniądze. Za duży zbieg okoliczności. 

- Z pewnością wszędzie szukali pomocy. Mnóstwo ludzi mogło to 

zrobić, żeby uzyskać odpis od podatku. 

W jej oczach błysnęła niecierpliwość. 

- Nie pozwalam ci sprowadzać wszystkiego do odpisu od 

opodatkowania. 

- Nie mogę wziąć za to odpowiedzialności - oznajmił Michael, 

myśląc o przysiędze milczenia, którą złożył. 

Zmarszczyła brwi, zdezorientowana. 

- Twierdzisz, że nie miałeś nic wspólnego z tymi darowiznami? 

- Osobiście nie brałem w tym udziału - sprecyzował. 

- A jeśli przypadkiem miałbyś w tym udział, to twoją jedyną 

motywacją był odpis podatkowy - dokończyła, zniechęcona jego unikami. 

- Zgoda. Gdybyś znał kogoś, kto choć częściowo za to odpowiada, możesz 

mu to przekazać. - Pochyliła swoje smukłe, kuszące ciało i przycisnęła usta 

do jego warg. - Przekaż w moim imieniu słowa podziękowania i 

wdzięczności. - Muskała raz po raz ustami jego usta. 

Michael przejął kontrolę nad pocałunkiem, pochłaniając jej usta tak, 

jakby chciał pochłonąć ją całą. Smakowała jak ciasteczka z czekoladą, a jej 

R S

background image

 

68 

ciało było obietnicą niewysłowionych rozkoszy. Przesunął ręce na jej 

pośladki i przyciągnął bliżej. 

Poruszyła się lekko, a on jęknął. Wsunął palce pod gumkę majteczek 

i dotknął jedwabistej, gładkiej skóry. 

Rozwiązała mu krawat i rozpięła koszulę. Przemknęło mu przez 

głowę, że jeśli Kate tak nagradza darowizny na cele charytatywne, to jest 

gotów zostać największym filantropem w St. Albans. 

Zdjął jej bluzkę, usiadł na sofie i posadził Kate na swych kolanach. 

Widok jej piersi w koronkowych miseczkach stanika przypomniał mu, jak 

na niego reagowała tamtej wspólnej nocy, jak niczego mu nie odmawiała. 

Tłumione potrzeby wybuchły ze zdwojoną siłą. Pochylił głowę do jej 

piersi i odsunął koronkę na bok, by dotrzeć do sutka. Usłyszał, jak Kate 

gwałtownie wciąga powietrze. Wsunął dłoń między jej uda. Chciał usunąć 

wszystkie bariery między nimi. Chciał, żeby była naga. Zdarł z niej 

majteczki i potarł kciukiem czuły punkt. Oddychała z trudem. 

Zadzwonił telefon. Raz, drugi, aż dźwięk przedarł się przez 

zmysłową mgłę, która ich otoczyła. Kate odsunęła się trochę, 

zarumieniona, z szeroko otwartymi oczyma i obrzmiałymi wargami. 

Patrzyła na niego, a telefon dzwonił. Żadne z nich nie mogło zmusić się do 

ruchu. 

- Odbierzesz? - spytała w końcu ochrypłym szeptem. Jego ciało 

płonęło. Odsunął ją delikatnie i wstał odebrać telefon. 

- Słucham - odezwał się i z trudem rejestrował słowa wypowiadane 

przez matkę Kate. Oddał słuchawkę dziewczynie. 

Patrzyła mu w oczy, a w jej spojrzeniu tak wyraźnie odbijały się 

kobiece pragnienia, że miał ochotę wyrzucić telefon przez okno. Jednak po 

R S

background image

 

69 

chwili zagryzła wargi i odwróciła wzrok, zakrywając oczy dłonią. Mówiła 

coś cicho do słuchawki. Odłożyła ją po chwili i spojrzała na niego. 

- Rodzice przyjechali wcześniej. Czekają u mnie w domu. 

Chociaż nogi miała jak z waty, zmusiła je do ruchu. Wstała, a 

częściowo rozdarte majteczki zsunęły się na podłogę. Kręciło jej się w 

głowie. Byli tak blisko. Drżały jej kolana. 

Michael chwycił ją i przytulił. 

- Dobrze się czujesz? 

- Za moment. - Zbierało jej się na płacz. - Tylko że... byłam 

naprawdę... 

- Ja też - rzucił szorstko, co nie najlepiej podziałało na jej i tak 

rozstrojone nerwy. - Jeszcze tylko tydzień - pocieszał ją i siebie. - Odwiozę 

cię. 

- Sama pojadę. 

- Ledwo chodzisz, więc nie pozwolę ci prowadzić - oznajmił twardo. 

Na drżących nogach dotarła do łazienki. Większość rzeczy i tak 

zostawiła w domu, więc musiała zabrać tylko kilka drobiazgów. Kiedy 

opuścili mieszkanie, szła obok Michaela z zamkniętymi oczami. 

Mogła się przy nim całkiem zatracić. Oddałaby mu się znowu i 

potem jeszcze raz. Nie miała pojęcia, jak przy tym ochronić swoje serce. 

Była świadoma, że mogła ulec Michaelowi tak, że zmieniłoby to ją na 

zawsze. Jednak wiedziała również, że on nigdy nie odpłaciłby jej podobną 

uległością. 

Kiedy Michael zajechał przed dom, rodzice Kate wybiegli ze swojej 

przyczepy na powitanie. Mama chwyciła ją w ramiona. 

- Jestem taka szczęśliwa, skarbie - powiedziała głosem drżącym od 

łez. - Odkąd się urodziłaś, marzyłam o twoim ślubie. 

R S

background image

 

70 

Ojciec uścisnął rękę Michaela. 

- Gratulacje, synu. Znalazłeś prawdziwą perłę, ale pewnie już o tym 

wiesz. 

Fałsz całej sytuacji przyprawiał ją o mdłości. Jak ona wytrzyma cały 

tydzień takiej obłudy? Kate zamknęła oczy i uścisnęła mocniej mamę. 

- Zostawię was teraz samych. Z pewnością zmęczyła państwa 

podróż, a Kate organizowała przeprowadzkę, więc też jest wyczerpana. 

- Nie musisz jechać - zaprotestowała matka Kate. Michael pokręcił 

głową. 

- Nie chcę wam przeszkadzać. - Spojrzał Kate w oczy i sięgnął po jej 

dłoń. - Musisz odpocząć - oznajmił i przyciągnął ją do siebie. Pochylił 

głowę i pocałował ją mocno, aż straciła dech. 

- Co ty robisz? - szepnęła mu do ucha. Wtulił twarz w jej szyję. 

- Chciałaś, żebym przy twoich rodzicach udawał zakochanego po 

uszy. Jak mi idzie? 

Następne parę dni wypełniły intensywne przygotowania ślubne, 

którymi dowodziła z entuzjazmem jej mama. Kate miała wrażenie, że 

spędza dnie w wielkim wesołym miasteczku. Była tak zajęta 

przekonywaniem rodziców, że wszystko jest idealnie, że do nocy nie miała 

czasu myśleć. Leżąc sama w łóżku, zastanawiała się, co będzie po ślubie. 

Czy zdołają z Michaelem stworzyć trwały związek, kiedy tylko jedno z 

nich wierzyło w miłość? 

Odsunęła od siebie tę myśl i razem z matką podjęła się misji 

odnalezienia zdjęć Michaela z dzieciństwa. 

- Nie będzie dobrze, jeśli na weselu będą twoje zdjęcia z dzieciństwa, 

a Michaela nie - upierała się mama. - Wiem, że nie miał rodziny, ale ktoś 

gdzieś musi mieć jakieś zdjęcia. 

R S

background image

 

71 

Odwiedziły więc Dom dla Chłopców w Granger. Kate patrzyła na 

duży, ciemny hol i zastanawiała się, jak wyglądało życie Michaela. 

Zauważyła, że okna zasłaniały ciężkie zasłony, a podłogi były z ciemnego 

drewna. W zimie na pewno wciąż hulały tu przeciągi, a chociaż było 

czysto i schludnie, niemal czuła zapach braku nadziei i desperacji. 

Marszcząc czoło, zajrzała do gabinetu. 

- Dzień dobry. Może pani nam pomoże? 

Stojąca przy biurku młoda kobieta o niezwykłych zielonych oczach 

spojrzała na Kate i jej mamę. 

- Nie wiem. Chyba wszyscy poszli na obiad. Nie pracuję tu, ale mogę 

powiedzieć, że znam to miejsce. Moja mama prowadziła kiedyś stołówkę, 

więc tu dorastałam. 

- Szukamy zdjęć - powiedziała mama Kate. - Moja córka wychodzi 

za mąż za jednego z dawnych wychowanków, Michaela Hawkinsa... 

- Michael! - wykrzyknęła zaskoczona kobieta, po czym uśmiechnęła 

się serdecznie. - Michael się żeni? Zadziwiające. 

Kate podzielała tę opinię. 

- Gratulacje - ciągnęła kobieta. - Kiedy go znałam, był dobrym 

człowiekiem. - Wyciągnęła rękę. - Jestem Alisa Jennings. Właśnie 

sprowadziłam się z powrotem w te okolice i odświeżam wspomnienia. 

Kate uścisnęła jej dłoń. Natychmiast polubiła tę młodą kobietę. 

- Kate Adams, a to moja mama, Betty. 

- Szukacie zdjęć. Może tutaj - powiedziała, prowadząc je do 

archiwum. - Na pewno przechowują je w dawnym miejscu. No właśnie - 

mruknęła, przyglądając się wysokim szafom. - Nie zmienili podpisów. 

- Możemy tu wchodzić? - upewniła się Betty. 

R S

background image

 

72 

- Nie mam pewności, ale jeśli ktoś będzie miał za złe, powołamy się 

na okoliczności łagodzące. - Alisa wyciągnęła szufladę i wyjęła z niej 

teczkę. - O, jest Michael - powiedziała, zaglądając do środka i podając 

teczkę Kate. - Większość jest czarno-biała. 

Kate otworzyła teczkę i spojrzała w dorosłe oczy bardzo małego 

chłopca. Poczuła ukłucie w sercu. Był chudy, ale nie mizerny. Włosy miał 

troszkę za długie, a ubranie niezbyt dopasowane. Jego zacięty podbródek 

świadczył o dumie i determinacji. 

- Jaki poważny - mruknęła mama, zaglądając Kate przez ramię. 

Kate przeglądała zdjęcia, dopatrując się w dorastającym chłopcu 

podobieństwa do mężczyzny, którego znała. Ostatnie zdjęcie nie pasowało 

do chronologicznego porządku. Ukazywało Michaela w wieku około 

pięciu lat, ubranego w odświętne ubranko i starannie uczesanego. Stał w 

objęciach matki. Miała ciemne cienie pod oczami, ale uśmiechała się, jak i 

jej syn. 

Stracił tak dużo tak wcześnie. Ku zdumieniu samej Kate łza 

popłynęła po jej policzku. Wytarła ją szybko i podniosła wzrok. 

- Czy można gdzieś to odbić? 

- Za rogiem był punkt ksero. - Alisa zerknęła na drzwi. 

- Dziękuję. - Kate nie czekała ani chwili. Mama ruszyła za nią. 

Kiedy znalazły punkt i czekały na odbitki, Betty prowadziła monolog 

na temat organizacji ślubu i wesela. Kate kiwała głową, ale nie mogła 

powiedzieć ani słowa, zatopiona w myślach o Michaelu i jego 

dzieciństwie. Musiałaby być z kamienia, jeśliby nie wzruszyły jej te 

zdjęcia. Ile razy na któreś spojrzała, musiała zagryzać wargi. 

Kiedy wszystkie odbitki były już gotowe, Betty po nie sięgnęła, ale 

Kate chwyciła je pierwsza. 

R S

background image

 

73 

- Ja wybieram - oznajmiła. 

- Ale... - Betty zmarszczyła czoło. 

- Ja wybiorę albo żadnego nie pokażemy. Betty spojrzała na jej 

stanowczą minę. 

- Patrzysz tak samo jak wtedy, kiedy oznajmiłaś nam, że przenosisz 

się do St. Albans - westchnęła. - Czyli nie ma co z tobą dyskutować. 

Weźmiesz chociaż pod uwagę niemowlaka? 

Kate uśmiechnęła się. Wśród zdjęć znalazły też jedno 

przedstawiające Michaela jako niemowlę. 

- Tak, ale resztę wybiorę sama. - Miała wrażenie, że wkroczyła w 

skrywaną część życia Michela, pełną bólu i niepewności. Czuła, że musi 

go chronić. Było to tym dziwniejsze, że zawsze dawał do zrozumienia, iż 

nie potrzebuje żadnej ochrony. 

Tuż przed głównym holem wpadły na Alisę Jennings. 

- O, jesteście. Sekretarka wróciła, więc może lepiej sama je oddam. 

- Dziękuję - oświadczyła szczerze Kate. 

- Żaden problem. - Po chwili zatrzymała się i odwróciła do nich. - 

Najważniejsze, co pamiętam o Michaelu, to ciasteczka - uśmiechnęła się. - 

Moja mama robiła najlepsze ciasteczka czekoladowe. Niestety, nigdy nie 

było dość dla wszystkich. Ile razy je robiła, chłopcy czuli ich zapach i 

ścigali się, bo kto pierwszy dobiegł, miał większe szanse na zdobycie 

ciasteczek. Był jeden chłopiec, Harold Grimley, który miał nogi w 

szynach, więc nigdy nie zdążał. Ale i tak zawsze dostawał ciasteczka, bo 

Michael oddawał mu swoje. Założę się, że Michaela niełatwo rozgryźć, ale 

to naprawdę dobry facet. - Wyjęła z kieszeni wizytówkę. - Proszę, 

gdybyście jeszcze kiedyś potrzebowały kontaktów z Granger. 

R S

background image

 

74 

Kate patrzyła za Alisą. Kolejna łza spłynęła jej po policzku. Otarła ją 

i usłyszała, jak i mama pociąga nosem. 

- Chodźmy, mamo - oznajmiła, biorąc się w garść. - Znowu udało ci 

się dokonać rzeczy niemożliwej. Zdobyłaś zdjęcia. 

Mimo protestów Kate mama uparła się na krótką próbę ceremonii 

ślubnej w kaplicy. Sama od jakiegoś czasu nie spędziła z Michaelem 

więcej niż kilku chwil, a widok jego zdjęć bardzo ją poruszył. 

- Blada jesteś - powiedział, całując ją leciutko. 

Jej serce zabiło mocniej. Przypomniała sobie, że to przedstawienie na 

rzecz jej rodziców. 

- Nic mi nie jest. Ostatnie parę dni były trochę męczące - odparła, 

pragnąc jego wsparcia bardziej niż kiedykolwiek. 

- Masz o siebie dbać. Skinęła głową. 

- Twój ojciec jest na mnie zły - zawiadomił ją. 

- Dlaczego? 

- Nie pozwoliłem mu zapłacić za przyjęcie po próbie. 

- To atak na jego ojcostwo - uśmiechnęła się Kate. 

- Usiłowałem chronić jego portfel - skrzywił się Michael. Rozejrzał 

się po sali. - To są przyjaciele, o których mówiłem. 

Kate spojrzała na podchodzących dwóch mężczyzn. Obaj patrzyli 

ostrożnie i nieufnie. 

- Kate Adams, to dwaj z najzdolniejszych wychowanków Domu w 

Granger, Justin Langdon i Dylan Barlow. 

Justin i Dylan spojrzeli spod oka na Michaela, po czym zajęli się 

Kate. Justin wyciągnął rękę. 

- Michael to świetna partia, odkąd wyszedł na swoje. Wszystkiego 

najlepszego. 

R S

background image

 

75 

Chwilę potrwało, zanim sens jego słów dotarł do Kate. Justin 

najwyraźniej chciał chronić Michaela. Pewnie brał ją za łowczynię 

majątków. Kate uśmiechnęła się szeroko. 

- To znaczy, odkąd jego majątek jest ośmiocyfrowy? Justin 

obserwował ją uważnie. 

- Przecież o to chodzi, prawda? 

Kate westchnęła. Teraz zrozumiała, dlaczego Michael tak dużo 

uwagi poświęcał pieniądzom. 

- Mówiąc między nami, nie wychodzę za Michaela dla jego 

pieniędzy - szepnęła. - Wychodzę za niego dla jego możliwości. 

Zdezorientowany Justin zmarszczył czoło. 

- Finansowych możliwości? Kate pokręciła głową. 

- Nie. Chodzi o ciasteczka. 

Popatrzył na nią jak na wariatkę, ale się nie przejmowała. Zwróciła 

się do Dylana. 

- Cieszę się z poznania was. To dla mnie wiele znaczy, że 

przyszliście. 

Dylan uścisnął jej dłoń i pocałował w policzek. 

- Cała przyjemność po naszej stronie - odparł, podbijając ją 

całkowicie. 

- Niedawno spotkałam kogoś, kogo może znacie. Zabłądziłam w 

okolice Domu dla Chłopców i poznałam niejaką Alisę Jennings. 

- Alisa - powtórzył Dylan skupiony. - Co robiła? 

- Odwiedziła akurat dom. Mówiła, że w nim spędziła dzieciństwo. 

Jej mama zarządzała stołówką. 

- Dziewczynka od ciasteczek - odezwał się Justin. - Przemycała dla 

nas ciasteczka, kiedy musieliśmy odśnieżać. 

R S

background image

 

76 

- Co robiłaś w Granger? - spytał cicho Michael. Za cicho, pomyślała 

Kate i zadrżała. 

- Pokazywałam mamie miasto. Alisa była przemiła. Powiedziała, że 

właśnie sprowadziła się z powrotem do miasta. 

- Słyszałem, że była zaręczona z jakimś politykiem w Connecticut - 

odezwał się Justin, zerkając na Dylana. - Czy nie podkochiwała się kiedyś 

w tobie? 

- Dawno temu - potwierdził niedbale Dylan, ale Kate nieomylnie 

wyczuła, że jego pozorne opanowanie wiele skrywało. 

Mama Kate klasnęła w dłonie. 

- Czas na próbę. Kate, idź na tyły kaplicy, a ty, Michael, chodź tu, 

naprzód. Gdzie druhna? 

- Tu jestem. - Podbiegła Donna. - Przepraszam za spóźnienie. - 

Stanęła przy Kate, podczas gdy Betty wydawała instrukcje. - Wciąż 

miałam nadzieję, że się opamiętasz i wszystko odwołasz - szepnęła. 

- Zamilcz, kusicielko - mruknęła Kate, nie mogąc przestać dręczyć 

się przyszłością. 

- Na pewno chcesz to zrobić? - spytała Donna z niepokojem na 

dziecinnej twarzy. - Wciąż jeszcze możesz się wycofać. 

- Tu nie chodzi o pewność w tradycyjnym znaczeniu. To raczej 

usiłowanie podjęcia najlepszej możliwej decyzji w beznadziejnej sytuacji. 

- Ale praktyczne. Ciekawe, czy żony Henryka VIII też tak twierdziły 

- prychnęła Donna. 

Kate zmarszczyła czoło. 

- Michael może i jest arogancki, ale nie trzyma gilotyny w piwnicy. 

Poza tym jesteś moją druhną i masz mnie wspierać, nie zachęcać do 

ucieczki. 

R S

background image

 

77 

- Będę cię wspierać - obiecała. - Po przyjęciu zabieram cię na miasto. 

- Wiesz, że nie mogę pić. 

- Pić nie, ale możesz tańczyć - odparła ze słodkim uśmiechem. 

- Czas na druhnę! - zawołała mama. 

Kate stłumiła jęk paniki, gdy podszedł do niej ojciec. Donna 

uścisnęła jej ramię i wyszeptała cichutko: „wciąż możesz uciec". 

- No, chodź, kochanie. - Pan Adams podał córce ramię.  

To tylko próba - powtarzała sobie Kate, idąc z wolna w stronę 

ołtarza. Spojrzała w oczy Michaela i znowu odetchnęła głęboko. Wszystko 

będzie dobrze. Musi. 

- Drodzy zebrani - zaczął ksiądz, ale Kate zbyt była świadoma 

obecności Michaela przy swym boku, by słyszeć, o czym mówił. Ojciec 

pocałował ją w policzek i odsunął się, a Michael ujął jej dłoń. 

- Kiedy powtórzycie przysięgę, powiem, że możesz pocałować pannę 

młodą i... 

Michael pochylił się i pocałował ją. Rozległy się śmiechy. 

- Wyglądałaś tak, jakbyś zaraz miała zemdleć - szepnął, a jego oczy 

pociemniały z troski. - Trzeba było jechać do Vegas. 

Po niewielkim przyjęciu w pobliskim hotelu, na którym Kate 

udawała, że pije szampana, i uśmiechała się podczas toastów, Donna 

zabrała ją do hałaśliwego, zatłoczonego klubu nocnego. 

- Chyba mam kłopoty z pamięcią - powiedziała Kate. - Przypomnij 

mi, co my tutaj robimy? 

- To twoja ostatnia noc jako panny. Jesteśmy tu, żeby się bawić. 

Masz za zadanie zatańczyć z co najmniej dwudziestoma pięcioma 

mężczyznami. 

- Dwudziestoma pięcioma! 

R S

background image

 

78 

Donna zignorowała protesty Kate. Rozejrzała się i ruchem ręki 

przywołała mężczyznę z drugiego końca sali. 

- Dzięki temu zapomnisz, jak wielki błąd popełniasz. To pierwszy. 

Kate poszła na parkiet i tańczyła w każdym rytmie, od disco do rapu. 

Donna miała rację w jednym. Było to cudownie ogłupiające. Jednak gdzieś 

przy dwudziestym pierwszym partnerze rzeczywistość zaczęła powracać. 

Ciąża nie dodała jej energii i Kate chciało się spać. 

Udało jej się unikać wolnych tańców, ale kiedy rozległa się 

romantyczna melodia, znalazła się nagle w znajomych ramionach. 

Spojrzała na Michaela. 

- Co ty tu robisz? 

- Dbam o ciebie - odparł ponuro. - Czy Donna ma zamiar kazać ci 

tańczyć na stole? 

- Usiłuje mnie tylko pocieszyć. 

Michael pochylił głowę i zsunął dłoń niebezpiecznie nisko na jej 

biodro. 

- Usiłujesz powiedzieć, że nie uszczęśliwia cię myśl o ślubie ze mną? 

- spytał aksamitnym tonem, który świadczył o tym, że bynajmniej nie 

cierpi z tego powodu. 

- Twój przyjaciel uważa, że wychodzę za ciebie dla pieniędzy - 

odparła, niezadowolona z faktu, że tak ją pociągał. Zwłaszcza kiedy 

wyglądał jak teraz, z rozpiętym kołnierzykiem koszuli, rozluźnionym 

krawatem i lekko potarganymi włosami. 

- Justin - prychnął Michael. - Wierzy, że małżeństwo jest 

odkurzaczem dla konta bankowego. Nigdy się nie ożeni. 

- Też tak kiedyś mówiłeś - przypomniała mu Kate. 

R S

background image

 

79 

- Ja miałem inne powody - odparł. Wmanewrował ją w róg sali i 

pocałował w szyję. - Nie wyglądasz, jakbyś była w ciąży - mruknął. - I 

fakt, że ja o tym wiem, a żaden inny facet na sali nie ma pojęcia, sprawia, 

że cię pragnę. To nasz mały sekret - powiedział, całując ją mocno. 

- Dlaczego usiłujesz mnie uwieść? 

- Bo to mi się podoba o wiele bardziej niż ta próba ceremonii. 

Zabieram cię stąd - warknął, a ona była zbyt zmęczona, by protestować, i 

dała się zaprowadzić do samochodu. Pomachała Donnie od drzwi. 

Michael wsadził ją do samochodu, usiadł za kierownicą i zamknął 

drzwi. Natychmiast odsunął swój fotel najdalej, jak się dało, i posadził ją 

sobie na kolanach. 

- Co ty robisz? - Kate zamrugała zaskoczona. 

Jego oczy były ciemne i niebezpieczne. Wsunął palce w jej włosy. 

- Wiem, co ci chodzi po głowie od momentu próby. 

Kate zaniepokoiła się. Zapewniała siebie, że przecież on nie potrafił 

czytać w jej myślach. 

- O co ci chodzi? 

- Rozważałaś znowu wszystkie argumenty przeciw temu 

małżeństwu. - Puścił jej włosy, przesunął dłoń pod jej podbródek i potarł 

kciukiem wargi. - Nieustannie analizujesz wszystko, co cię we mnie 

niepokoi. 

- Nie boję się ciebie - zaprzeczyła, zła, że tak dobrze odczytał jej 

lęki. 

Pochylił się na tyle blisko, by ją pocałować, dodatkowo podrażnić 

napięte nerwy. Palcem odnalazł puls na jej szyi. 

R S

background image

 

80 

- Kłamiesz - powiedział z wargami tuż przy jej ustach. - Jeśli wciąż 

będziesz o tym myślała, to jutro nie przetrwasz ślubu. Ciągle skupiasz się 

na tym, co złe. Czas, żebyś pomyślała o tym, co dobre. 

- Co jest dobre? - spytała, wciąż zła, że ją zapędził w kozi róg. 

- Przecież muszę mieć jakieś dobre cechy, bo nie pracowałabyś ze 

mną tak długo. 

- Dobrze płacisz. 

Rozsunął szerzej nogi i odchylił się trochę. 

- Poprawka. Musi być coś, co ci się we mnie podoba, bo inaczej nie 

kochałabyś się ze mną dziesięć tygodni temu. Mówiłaś, że ci na mnie 

zależy, pamiętasz? 

Niespokojnie odwróciła wzrok i milczała uparcie. Nie chciała 

zastanawiać się nad rzeczami, które w Michaelu tak ją pociągały. Musiała 

mieć do tego jasny umysł, a to było niemożliwe, gdy siedziała mu na 

kolanach. 

- No dobrze. - Oparł głowę na podgłówku. - Mogę czekać całą noc. 

- To bez sensu - zaprotestowała. - Oboje musimy się wyspać. Jutro 

będzie ten wielki dzień. 

- No to przedstaw mi swoją listę - powtórzył cierpliwym tonem, 

który ją rozwścieczył, bo sama nie miała już za grosz cierpliwości. 

- To wariactwo - westchnęła. 

- Mów sobie, że jestem wariatem, a potem powiedz mi dziesięć 

rzeczy, które cię we mnie pociągają. 

- Aż dziesięć! 

- Dwadzieścia - odparował, jak to wytrawny negocjator. 

- Ty mi nie przedstawiłeś listy dziesięciu rzeczy, które ci się we mnie 

podobają. Dlaczego ja mam to zrobić? 

R S

background image

 

81 

- Bo to ty masz wątpliwości, a nie ja. 

- Jesteś niemożliwy. 

- To się nie liczy - zaprotestował, a kącik jego ust uniósł się. 

- No dobrze - skapitulowała. - Lubię twoje rzęsy. Podobasz mi się, 

kiedy rozepniesz koszulę i rozluźnisz krawat. Podoba mi się, jak chronisz 

firmę. Podoba mi się, że dałeś te pieniądze na dom dla nastoletnich matek, 

chociaż nie chcesz się do tego przyznać. Podoba mi się, i jednocześnie nie, 

jak na mnie patrzysz, jakbym była jedyną osobą na świecie oprócz ciebie. 

Przesadzasz z tym - ostrzegła - ale podoba mi się, że tak się troszczysz o 

maleństwo. I lubię, kiedy szepczesz mi do ucha tajemnice o sobie. I kiedy 

przestajesz gadać o zaświadczeniach finansowych i całujesz mnie. 

Jego oczy były ciemne, skupione i uwodzicielskie. Siedział spokojny 

i rozluźniony, ale patrzył uważnie. 

- To dopiero dziewięć. 

Kate spojrzała w jego oczy i miała wrażenie, że spada w przepaść. 

To, że cała jego uwaga skierowana była tylko na nią, działało mocniej niż 

trzy lampki wina. 

Nie mogła oprzeć się pokusie. Pochyliła się na nim. 

- Ale przede wszystkim lubię twój wielki, podniecający... 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

82 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Michael obserwował ją niczym tygrys, który zamierza skoczyć na 

ofiarę. 

- Tak? - zachęcił. 

- Twój wielki, podniecający mózg - zakończyła śmiało. 

Jego wargi zadrgały. 

- Nie tego się spodziewałem - wyznał. 

- Wiem. Chociaż nie we wszystkim się z tobą zgadzam - dodała 

szybko, żeby mu się nie przewróciło w głowie - zawsze fascynował mnie 

twój sposób myślenia. 

Potarł palcem wskazującym jej serdeczny palec, pierścionek, który 

jej kupił, a potem splótł swoje palce z jej. Był to zadziwiająco zmysłowy 

gest, aż zrobiło jej się ciepło. 

- A numer dziesięć? 

Kate pomyślała o jeszcze jednym powodzie, dla którego pragnęła 

Michaela, i postanowiła go zachować w głębi serca. 

- Numer dziesięć to tajemnica. 

Przyciągnął ją do siebie i pocałował, aż zabrakło jej tchu. 

- To nie wystarczy. 

Potrząsnęła głową, żeby odzyskać jasność myślenia. 

- Pan wybaczy, szefie, ale ma pan mnóstwo sekretów. Numer 

dziesięć to moja mała tajemnica. 

- Poznam wszystkie twoje tajemnice, Kate - powiedział, przyciskając 

wargi do jej szyi. - Ale jutro, kiedy będziesz szła do ołtarza i znowu ogarną 

cię wątpliwości, myśl o numerze dziewięć. I dziesięć. 

R S

background image

 

83 

Zadrżała. Przesunął jedną dłoń nad jej kolano i pogładził skórę uda. 

- Dowiem się, co cię rozpala - powiedział, całując jej policzek i 

przesuwając rękę niebezpiecznie blisko szczytu uda. - Masz pojęcie, co się 

ze mną dzieje, kiedy widzę, jak tańczysz? - spytał. - Albo jak siedzisz mi 

na kolanach? 

- Co? - Musiała się dowiedzieć, że działała na niego chociaż w 

połowie tak, jak on na nią. 

Ale Michael nie użył słów. Użył tylko swoich ust. Pocałował ją tak, 

że obudziło się w niej tysiąc pragnień. Czuła jego rosnące podniecenie. 

Wsunął rękę pod jej bluzkę aż do nasady piersi, ale oparł się dalszej 

pokusie. Druga dłoń wsunęła się w jedwabne majteczki. 

Zamruczał pod nosem. 

- Pragnę cię - powiedział. - Tu, w samochodzie. - Słyszała w jego 

głosie ledwie hamowane pożądanie. - Gdybyś nie była w ciąży, zrobiłbym 

to - oznajmił i znowu ją pocałował. 

Kate czuła ogromną pokusę, by zdjąć ubranie i odwzajemnić 

pieszczoty. Delikatnie wsunął palec do środka. Kate jęknęła. 

- Jutro będzie inaczej - obiecał. - Jutro będę mógł cię dotykać i 

całować wszędzie. Jutro - powtórzył głosem ochrypłym z pożądania i 

czegoś jeszcze - nie będziesz miała żadnych wątpliwości. Kate poczuła falę 

spełnienia. 

- Nie masz pojęcia, jaka jesteś pociągająca i jak cię pragnę. I jutro 

będziesz moja. 

Michael, zamknięty w małym pomieszczeniu przy kaplicy, poprawił 

krawat. W pokoiku znajdowały się rzędy ksiąg parafialnych, niewielki 

stolik z krzesłami, klęcznik. Klęcznik służył zapewne ludziom, którzy 

mieli zwyczaj się modlić, ale Michael jakoś nigdy nie czuł takiej potrzeby. 

R S

background image

 

84 

Obserwował przez okno wiosenny poranek. Był spokojny, chociaż nie do 

końca. Nie były to nerwy, raczej klaustrofobia. Przywykł do samotności i 

uznawał prywatność za coś oczywistego, ale ostatnio wszystko się zmie-

niło. Jego prywatność została naruszona przez mających wprawdzie dobre 

intencje, ale denerwująco wszechobecnych rodziców Kate, jej kota, jej 

przyjaciółki i telefony od byłych chłopaków. 

Samotność działała uspokajająco na Michaela. Dzięki niej czuł, że w 

pełni może polegać tylko na sobie. Oznaczała, że nie potrzebował nikogo 

innego. To było dla niego ważne. Nie był pewien, jak zdoła zachować tę 

samotność po ślubie z Kate, ale jakoś to będzie. 

Za jego plecami otworzyły się drzwi. 

- Michael...? 

Odwrócił się do swojego przyszłego teścia, także ubranego w czarny 

garnitur. Tom Adams był potężnym mężczyzną o życzliwych, 

przenikliwych oczach. 

- Jeśli chodzi o wczorajszy rachunek, to już go uregulowałem i nie 

chcę do tego wracać. 

Tom zaśmiał się i pokręcił głową. 

- Nie. - Spojrzał na Michaela badawczo i spoważniał. - Są pewne 

rzeczy, które ojciec musi omówić z synem przed jego ślubem. Skoro 

twojego ojca tu nie ma, postanowiłem go zastąpić. 

Michael poczuł przypływ goryczy, którą usiłował zwalczyć całe 

życie. 

- Jakoś sobie radziłem bez ojca. 

Tom uniósł brwi i powoli skinął głową, jakby znał tajemnice 

nieznane Michaelowi. 

R S

background image

 

85 

- Nie wątpię. Ale dzisiaj podejmujesz ważną decyzję, i to wspólnie z 

moją córką. Jeśli będziesz ją źle traktował, to nie obchodzi mnie, ile masz 

milionów na koncie, i tak się z tobą porachuję. 

- Nie zrobię Kate krzywdy. Będę się nią opiekować. 

- Powodzenia. Jest niezależna jak diabli. Ale to inna sprawa. 

Chciałem ci powiedzieć coś podstawowego. Powszechnie wierzy się, że 

małżeństwo to układ pół na pół. Przyszedłem ci powiedzieć, że to 

nieprawda. Jeśli przystępujesz do niego, sądząc, że wystarczy, jeżeli ty 

włożysz pięćdziesiąt procent i Kate też, to nigdy nie dojdziecie do stu. Od 

lat jestem mężem wspaniałej żony, ale mówię ci, Michael, żeby 

małżeństwo ułożyło się jak należy, każdy musi włożyć sto dziesięć 

procent. 

Michael rozumował w podobnych kategoriach, ale nie podobał mu 

się pomysł dawania tak dużo na samym początku. 

- Nie wątpię w pańskie doświadczenie, ale jeśli doda się pięćdziesiąt 

do pięćdziesięciu, wychodzi sto. Moim zdaniem, to starczy. 

Pan Adams popatrzył na niego z politowaniem. 

- Trudno w to uwierzyć, synu, ale jeśli dasz mniej niż sto procent, 

wyjdziesz na zero. Dasz sto dziesięć, zwróci ci się w dwójnasób. 

Rozległo się pukanie do drzwi i wszedł Justin Langdon, poprawiając 

kołnierzyk. 

- Pastor przypomina, że już czas. - Skinął głową ojcu Kate. - Panie 

Adams. 

Tom po raz ostatni spojrzał twardo na Michaela. 

- Pamiętaj, co powiedziałem. 

- Sto dziesięć procent - powtórzył Michael przez uprzejmość. 

Tom pokręcił głową. 

R S

background image

 

86 

- Nie, nie to. Pamiętaj... policzę się z tobą - zakończył i wyszedł. 

Justin zerknął na Michaela. 

- Tatuś nie wygląda na zadowolonego. Już wie, że zrobiłeś dziecko 

jego córeczce? 

- Nie. I nie dowie się, bo to i tak tylko niepotwierdzone plotki. 

Rozumiemy się? 

- Tak - westchnął Justin. - Na pewno nie chcesz się wycofać? Masz 

jeszcze czas. 

- Nie wycofam się. 

- Gderająca żona i wrzeszczący dzieciak. 

- Regularny seks i oszczędzenie dziecku mojego dzieciństwa. 

Justin zastanowił się. 

- Można i tak, ale dałeś jej do podpisania umowę 

przedślubną, prawda? - Zapadła cisza. Justin spojrzał na niego z 

przerażeniem. - Powiedz, że kazałeś spisać umowę przedślubną. 

- Słucham mojego rozumu i instynktu, a jak dotąd służyły mi dobrze. 

Justin jęknął akurat w chwili, w której pastor zajrzał przez drzwi. 

- Przyłączycie się na krótką modlitwę przed ceremonią? 

- Idź się pomodlić - szepnął Justin. - Przyda ci się. 

- Nie wiem, czy dużo dłużej zniosę to twoje wsparcie duchowe - 

mruknął Michael i przywitał się z pastorem. 

W pokoju przed wejściem do kaplicy Betty Adams po raz szósty 

poprawiała welon Kate. 

- Mamo - westchnęła Kate, usiłując sama zachować spokój. - Welon 

jest w porządku. 

Betty wytarła nos w chusteczkę. 

R S

background image

 

87 

- Wyglądasz tak pięknie. Planowałam ten dzień, odkąd się urodziłaś. 

- Kate tylko się uśmiechnęła. 

- Świetnie sobie poradziłaś w tak krótkim terminie. Dzięki, mamo. 

Betty, wystrojona w suknię w kolorze morskiego błękitu, 

odpowiednią dla matki panny młodej, machnęła tylko ręką. 

- To nic, ale jest coś, co muszę ci powiedzieć. 

Kate poczuła, jak żołądek ściska jej się jeszcze bardziej. Miała 

nadzieję, że mama nie dostrzegła, iż Michael jej nie kocha. 

Matka poklepała jej dłoń. 

- Wiem, że jesteś dorosła, ale wiele lat przeżyłam w małżeństwie z 

twoim ojcem. Katie, mąż i żona nie mogą włożyć w nie mniej niż sto 

dziesięć procent. Jeśli chcesz mieć szczęśliwe małżeństwo, nie stosuj 

żadnych ograniczeń. Musisz dać z siebie wszystko. Pamiętaj o tym, bo 

chcę, żebyś była szczęśliwa. - Betty pociągnęła nosem, po czym jej oczy 

rozbłysły. - A jeśli Michael Hawkins kiedykolwiek cię skrzywdzi, to 

osobiście odpowie przede mną. 

Kate zerknęła na swoją mamę o wzroście metr pięćdziesiąt pięć i 

poczuła przypływ rozbawienia i czułości. 

- Na pewno wolałby mieć do czynienia z wściekłym lwem - 

uśmiechnęła się. 

Rozległo się pukanie do drzwi i zajrzała Donna. 

- Zaczynamy. 

Żołądek podszedł Kate do gardła. Betty uścisnęła ją i szybko wyszła. 

- Jeszcze możesz się wycofać - powiedziała Donna. 

- Nie wycofuję się. Wychodzę za mąż. 

- Wiem, po to tu jesteśmy. Chciałam ci tylko przypomnieć, że wciąż 

możesz zmienić zdanie. To ostatnia chwila. 

R S

background image

 

88 

Kate przesunęła dłonią po brzuchu. 

- Chyba za późno. 

- Fakt, ale nadal uważam, że podróż do Paryża to dużo lepszy 

pomysł. 

- Donna - ostrzegła Kate, idąc w stronę drzwi. 

- Co? 

- Zamknij się i potrzymaj mi bukiet. - Kate zobaczyła ojca idącego w 

jej stronę i poczuła gwałtowną panikę. Rozciągnęła usta w coś na kształt 

uśmiechu. - Cześć, tato. 

- Cześć, kochanie. Nadchodzi wielka chwila - powiedział zduszonym 

głosem. Kate poczuła się jak oszustka. Pomyślała o pełnym miłości 

małżeństwie rodziców. W porównaniu z nim jej związek miał być 

zwykłym kłamstwem. Przypomniała sobie, że robi to wszystko dla ma-

leństwa. Ujęła ramię ojca. 

Idąc w stronę ołtarza, od razu zobaczyła Michaela. Wyglądał na 

zdecydowanego, ale nieobecnego myślami. Poczuła kolejną falę 

zdenerwowania. A jeśli się nie uda? Jeśli skończy się tak, że ona go 

pokocha, a on jej nigdy? 

- Numer dziesięć - powiedziała do siebie. - Ciasteczka - 

przypomniała sobie hojność chłopca, którym Michael kiedyś był. 

- Nic ci nie jest, skarbie? - szepnął ojciec. Kate skinęła głową. 

Ciasteczka. 

Dotarła w końcu do boku Michaela, a ojciec podał jej dłoń 

przyszłemu mężowi. Potem wszystko stało się nierealne. Pastor przemówił 

krótko, ona i Michael powtórzyli słowa przysięgi, a pastor nagle oznajmił: 

- Ogłaszam was mężem i żoną. 

R S

background image

 

89 

Michael pocałował ją wystarczająco długo, by to do niej dotarło, po 

czym szepnął jej do ucha. - Już prawie po wszystkim. 

Uściski i życzenia od rodziny i przyjaciół. Przyjęcie. Kate czuła się 

jak nakręcana zabawka, której sprężyna jest już niemal zdezelowana. 

Michael musiał wyczuć, że jest u kresu sił. Odgrywając niecierpliwego 

pana młodego, zabrał ją z przyjęcia do hotelowego apartamentu. 

Jak tylko zamknął drzwi, zaczęła drżeć. Zawstydzona opadła na 

fotel, zanim nogi się pod nią ugięły. 

Michael patrzył na nią w milczeniu, po czym zniknął w łazience. 

Usłyszała szum prysznica. Wrócił i ruszył prosto w jej stronę. 

- Jesteś bielsza niż ta sukienka - powiedział, klękając, by zdjąć jej 

buty. - Wstań - polecił. 

- Co ty...? 

- Po prostu rób, co ci mówię. - Jak tylko wstała, rozpiął jej sukienkę. 

- Co... - Była wstrząśnięta. 

Jednym ruchem zdjął z niej sukienkę i halkę, potem ściągnął jej 

pończochy. Zarumieniła się, tak nagle obnażona. 

- Ja... ja... 

Zanim się zorientowała, rozpiął jej stanik i wziął ją na ręce. Zaniósł 

do dwuosobowej kabiny prysznicowej i delikatnie wepchnął do środka. 

Kate stała przed strumieniem wody, zbyt zaskoczona, żeby się 

ruszyć. Po kilku sekundach dołączył do niej Michael, nagi. Położył dłonie 

na jej ramionach i popchnął ją pod strumień. 

Pokręciła głową. 

- Co ty wyrabiasz? 

- Zaczęłaś się zamykać w sobie - wyjaśnił. 

R S

background image

 

90 

- Nienawidzę udawania - powiedziała, powoli uświadamiając sobie 

siłę i ciepło jego ciała. Coś prawdziwego i ciepłego w dniu, który wydawał 

się nieprawdziwy i zimny. Jego mokre ramiona lśniły. Przesunęła 

wzrokiem na jego brzuch i niżej. Teraz był jej mężem. 

- Koniec udawania. - Pochylił głowę i przesunął językiem po jej 

piersi. 

Kate zadrżała i uniosła ręce, by chwycić się jego ramion. Spojrzał na 

nią, a krople wody zawisły na jego ciemnych rzęsach. 

- Przypieczętujmy umowę - powiedział zmysłowym tonem, 

pasującym do sytuacji. Obdarzał ją niekończącymi się pocałunkami, a 

woda spływała po nich. 

Kate była aż nazbyt świadoma jego podniecenia. Jej samej robiło się 

gorąco. Musiała skończyć to udawanie. Chciała czuć. 

Jego palce śmiało błądziły po jej śliskiej skórze. Dotknął jej ramion, 

potem piersi. Podrażnił wrażliwe sutki, po czym sięgnął do jej brzucha, 

głaszcząc go, jakby ciąża była już widoczna i wyczuwalna. Potem sięgnął 

jeszcze niżej. 

Sprawiał, że pragnęła tak wiele. Pocałowała go z niecierpliwością, 

jaką w niej wywołał. Jej ręce stały się dziwnie niespokojne. Z rozkoszą 

gładziła wilgotną skórę jego piersi, brzucha i niżej. Wydał z siebie niski 

jęk aprobaty, który poruszył wszystkie jej zmysły. 

- Pragnę cię na wszystkie możliwe sposoby - mruczał, przesuwając 

wargami po jej ciele. Pożerał ją, jakby za długo odmawiano mu 

wszystkiego. Ssał jej nabrzmiałe piersi, jakby nigdy nie miał mieć dość. 

Kate wstrzymała oddech, czując, jak jego język znaczy gorący ślad 

na jej skórze. Osunął się na jedno kolano i potarł policzkiem jej brzuch i 

udo, po czym pocałował ją w ten najbardziej intymny sposób. 

R S

background image

 

91 

Gdy ugięły się pod nią kolana, złapał ją, zanim upadła. Jego oczy 

były pełne żądzy. Przycisnął ją plecami do chłodnej glazury. 

- Trzymaj się - polecił i zachęcił, by objęła go nogami w pasie. 

Patrząc jej wciąż w oczy, posiadł ją jednym płynnym, pewnym 

ruchem. Wszystko, jego ciało, spojrzenie, mówiło: ,,jesteś moja". 

- Och, Kate - mruknął. - Jesteś taka cudowna. 

Po chwili Kate zesztywniała, obejmując go mocno. Wstrząsnął nim 

dreszcz, gdy moment później sam osiągnął szczyt. Wciąż obejmując ją 

mocno, pochylił głowę i lekko pocałował nagą skórę ramienia. 

- Czy teraz wszystko jest bardziej prawdziwe? 

- Tak. - Kate objęła go mocno, wdychając jego zapach. 

Dwie godziny później Kate zbudziła się i dostrzegła obok siebie 

śpiącego Michaela. Wiedziała, że to niezwykły widok. Nie lubił tracić 

czasu i denerwowało go, że nie jest w stanie do końca przezwyciężyć 

potrzeby snu. 

Mój mąż - pomyślała i poczuła szybsze bicie serca. Budzenie się 

przy Michaelu Hawkinsie to jak przebudzenie w łóżku z potężnym, dzikim 

zwierzęciem. Cień rzucany na policzki przez ciemne rzęsy łagodził trochę 

ostre rysy twarzy. 

Kate zastanawiała się, co mu się śni. Ostrożnie uniosła rękę, by 

dotknąć jego włosów. 

Jego oczy otworzyły się gwałtownie, a dłoń chwyciła jej nadgarstek. 

Wstrzymując oddech patrzyła w jego tygrysie oczy. 

- Co robisz? - spytał. 

- Patrzę, jak śpisz - odpowiedziała i uśmiechnęła się. - To taki rzadki 

widok. 

- Nie tylko patrzyłaś - zauważył, przyciągając ją bliżej. 

R S

background image

 

92 

- Miałam zamiar dotknąć twoich włosów - przyznała. - Następnym 

razem ograniczę się do myślenia, żeby cię nie obudzić. 

Powoli pokręcił głową, patrząc jej prosto w oczy. 

- Możesz śmiało dotykać - odparł, unosząc jej dłoń do swoich 

włosów. 

- Zastanawiałam się też, co ci się śni. 

- Nic - odparł. - Mało śpię, to i snów mam niewiele. Nie bardzo 

chciała wierzyć, że człowiek z takimi wizjami nie miał snów. 

- Ale masz tajemnice i chcę je poznać. Jego spojrzenie stało się nagle 

bardzo odległe. 

- Nic ciekawego. Nie musisz zawracać sobie głowy moimi 

tajemnicami. - Pochylił głowę. - A poza tym to nasza noc poślubna i mam 

co do ciebie plany. 

Poczuła rozczarowanie. Jednak kiedy ją pocałował, zrobiło się jej 

ciepło, jej ciało stało się miękkie jak wosk, a w głowie się zakręciło. 

Kochali się całą noc, a rano opuścili apartament po późnym 

śniadaniu z szampanem, zjedzonym w łóżku. Kate musiała sobie darować 

szampana, bo nie służył maleństwu, więc Michael podał jej sok 

pomarańczowy. 

Wciąż czuła się obco w jego mieszkaniu, więc przeniosła trochę 

rzeczy od siebie, by było przytulniej. Obejrzała kilka domów, ale dała 

sobie spokój, gdyż Michael nie mógł jej towarzyszyć. Po prostu nie czuła 

się gotowa na podjęcie tak poważnej decyzji bez jego udziału.  

Jak na razie przyzwyczajanie się do małżeńskiego stanu szło z 

oporami. Michael kochał się z nią niemal co noc, ale dość często zdarzało 

mu się nie przyjść na kolację. Nieraz przygotowywała posiłek, a on zjawiał 

R S

background image

 

93 

się w domu dopiero po dziewiątej. Przyszło jej do głowy, że znała jego 

rozkład dnia, kiedy był jej szefem, ale niezbyt jej wtedy przeszkadzał. 

- Bo wtedy nie gotowałam - mruknęła do siebie, spoglądając na 

zegar. - I to nie moja kolacja stygła. 

Michael pojawił się w drzwiach. 

- Pachnie wspaniale, ale nie mogę zostać. Muszę się spotkać z 

chłopakami u O'Malleya. 

- Z chłopakami? Słucham? - Zerknęła na kurczaka z parmezanem i 

zastanawiała się, jak to możliwe, że wolał iść do pubu O'Malleya. 

Pocałował ją lekko i rozluźnił krawat. 

- Obiecałem spotkać się z Justinem i Dylanem dwa dni temu, ale 

zapomniałem. Jeśli dzisiaj też się nie pokażę, mogą się tu pojawić, a nie 

chcę, żeby straszyli moją nową żonę. 

- Ale kolacja... 

- ...wygląda cudownie - zapewnił. - Zjem, jak wrócę. To nie potrwa 

długo. 

- W porządku - powiedziała, ale wcale nie była zadowolona. 

Wyszedł, a ona spoglądała na przygotowany posiłek. Westchnęła, 

wzruszyła ramionami i wstawiła jedzenie do lodówki. 

Usłyszała jakiś dzwonek, ale nie mogła go zidentyfikować. Ucichł i 

rozległ się ponownie. Kate poszła za dźwiękiem do sypialni i znalazła na 

łóżku komórkę Michaela. - Najwyraźniej zapomniał - stwierdziła i wzięła 

ją. - Słucham? 

Cisza. 

- Chyba pomyłka - odezwał się ktoś w końcu. 

R S

background image

 

94 

- Raczej nie - powiedziała szybko. - Tu mówi Kate Adams... to 

znaczy Hawkins. Żona Michaela. - Wciąż trudno jej było się do tego 

przyzwyczaić. 

- Bill Reynolds z działu prawnego. Mam pilne wiadomości. Czy 

Michael mógłby oddzwonić jak najszybciej? 

- Tak - potwierdziła, zdziwiona zaniepokojonym tonem Billa. 

Natychmiast zadzwoniła do O'Malleya, ale w telewizorze nad barem akurat 

oglądano transmisję z meczu baseballu i hałas był tak wielki, że nie mogli 

się z barmanem nawzajem usłyszeć. Kate poddała się, wsiadła do 

samochodu i pojechała do baru. Zauważyła Michaela i jego dwóch 

przyjaciół w odległym kącie sali. Podeszła do nich od tyłu i usłyszała 

słowa Dylana. 

- Przyznaję, że się zdziwiłem, że tak długo wytrwaliście. Panna 

młoda była blada jak prześcieradło, a ty miałeś minę, jakbyś zbierał siły na 

maraton. 

- Facet nieźle się wpakował. Nie dał jej do podpisania umowy 

przedślubnej - odezwał się Justin. 

Dylan spojrzał na Michaela, jakby ten zwariował. 

- Masz jakieś problemy z głową? 

- To jasne - wtrącił się Justin. - Michael wszystko mi wyjaśnił. 

Mówi, że się z nią ożenił dla regularnego seksu i dlatego, że zrobił jej 

dziecko. 

Żołądek Kate skręcił się brutalnie. Zamrugała. Słowa Justina 

odbijały się echem w jej głowie. „Regularny seks, zrobił jej dziecko". 

Atakowały ją kolejne uczucia, każde bolesne. Pomyślała o wspólnych 

nocach w łóżku Michaela i o przygotowanych dla męża kolacjach, na które 

R S

background image

 

95 

nie przychodził. Upokorzenie było nie do wytrzymania. Poczuła się jak 

idiotka. 

- Stoi pani na środku przejścia - odezwał się ktoś głośno. 

Kate zamrugała i odsunęła się. Niczym przez mgłę zobaczyła, jak 

Michael odwraca się i dostrzega ją. 

- Kate - powiedział zaskoczony. - Co ty...? Podała mu telefon. 

- Zostawiłeś komórkę. Dzwonił Bill Reynolds z działu prawnego. 

Mówi, że to pilne. Pa - oznajmiła i uciekła z zamiarem udania się 

gdziekolwiek, byle nie do mieszkania Michaela Hawkinsa. 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Michael zwolnił, zbliżając się do schroniska dla samotnych 

nastoletnich matek. Zauważył na niewielkim parkingu volkswagena Kate i 

odetchnął z ulgą. Nareszcie ją znalazł. 

Zaparkował, chwycił leżący na siedzeniu bukiet, wysiadł i zatrzasnął 

drzwiczki. Poprawił krawat i ruszył w stronę budynku. 

Poprzedniej nocy Kate nie wróciła do mieszkania. Nie było jej także 

w jej dawnym domu ani u Donny. Michael był gotów zatelefonować do jej 

rodziców, ale powstrzymał się, pamiętając, jak Kate starała się ich chronić. 

Podejrzewał, co spowodowało jej ucieczkę. Ani chybi usłyszała przemowę 

Justina. 

Serce mu się ścisnęło na widok jej pobladłej twarzy. W jednej chwili 

utracił jej szacunek. Kolejny dowód na niestałość ludzkich uczuć - 

pomyślał cynicznie. 

R S

background image

 

96 

Chociaż nie mógł winić Kate za jej reakcję, nie chciał pozwolić jej 

odejść. Nie było takiej możliwości. Musiał ją tylko o tym przekonać. 

Otworzyła mu młoda kobieta w bardzo zaawansowanej ciąży. 

Spojrzała na róże w jego dłoni i obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem. 

- Tak? 

- Szukam mojej żony - powiedział Michael. - Kate Hawkins. 

Nastolatka pokiwała głową. 

- A, Kate Adams. - Uśmiechnęła się. - Musi pan poczekać w kolejce. 

Właśnie kończy lekcję. Tędy. 

Michael ruszył długim korytarzem za dziewczyną i zobaczył Kate, 

która pracowała przy komputerze z inną młodą, ciężarną kobietą. Z 

zaskoczeniem stwierdził, że bardzo uspokoił go jej widok. Wydawała się 

ogromnie skupiona, ale przy tym krucha. Zdawała się w pełni opanowana i 

była uosobieniem kompetencji. Między innymi dlatego ją kiedyś zatrudnił. 

Jednak gdy przyjrzał się uważniej, dostrzegł cienie pod jej oczami i 

wymuszony uśmiech. 

- Podoba mi się pomysł wysyłania, by mieszkanki domu mogły 

wykonywać prace na komputerze tutaj, na miejscu. Kiedy skończysz listę, 

możesz użyć funkcji scalania, by... 

- Kate, masz gościa - odezwała się przewodniczka Michaela. 

- Gościa? - Kate zdawała się zaskoczona. Spojrzała na niego 

lodowato i Michael zrozumiał, że nie będzie łatwo. 

- Róże są dla ciebie - powiedział, podchodząc, by jej podać kwiaty. 

- Piękne - odezwała się uczennica z zazdrością w głosie. 

- Owszem, piękne - mruknęła Kate, odkładając bukiet. - Przepraszam 

na chwilę, muszę porozmawiać z moim... - urwała, jakby słowo „mąż" nie 

R S

background image

 

97 

mogło jej przejść przez gardło. - Zaraz wrócę - zapewniła i zwróciła się do 

niego. - Wyjdźmy na zewnątrz. 

Michael poczuł się jeszcze bardziej niepewnie. 

- Przepraszam - powiedział, gdy wyszli na ganek. 

- Za co? - Spojrzała zdziwiona. 

- Za bzdury wygadywane przez Justina wczoraj wieczorem. 

Założyła ręce na piersi. 

- Miałam wrażenie, że powtarzał tylko twoje słowa. Ogarnęła go 

frustracja. 

- W dniu ślubu Justin okropnie mnie męczył. Zawsze najważniejsze 

są dla niego koszty, bilans zysków i strat, nawet bardziej niż dla mnie. 

Przedstawiłem mu nasze małżeństwo w takich słowach, żeby to jakoś 

zrozumiał, inaczej by się nie odczepił. 

- Męczył cię? - powtórzyła. 

- Uważał, że niepotrzebnie się żenię i że powinniśmy podpisać 

umowę przedślubną. 

- Może trzeba było posłuchać jego rady. Michael z trudem opanował 

gniew. 

- Nie. Uznałem ślub z tobą za właściwy wybór i nie potrzebna mi 

żadna umowa, bo okazałaś aż nazbyt jasno, że nie chodzi ci o pieniądze. 

Gdzie się wczoraj podziewałaś? Sprawdzałem wszędzie, oprócz twoich 

rodziców. 

- Zatrzymałam się w hotelu. Musiałam ochłonąć i pomyśleć. 

- I? 

- I nie jestem pewna, czy to małżeństwo wypali. 

- Nie sądziłem, że tak łatwo się poddajesz. W jej oczach zapłonęła 

wściekłość. 

R S

background image

 

98 

- To nie twoją rolę w tym małżeństwie zredukowano do seksu i 

ciąży. Nie wydaje mi się, aby nasze wizje małżeństwa miały cokolwiek 

wspólnego. Mówiąc twoim językiem, brakuje nam kompatybilności. 

Mówiłeś, że gdy łączą się firmy, ich cele, polityka i zasady muszą do 

siebie pasować, bazować na podobnych wartościach. Obawiam się, że nas 

za wiele dzieli. 

Michael czuł pot spływający mu po plecach. Wyraz oczu Kate mówił 

mu, że wiele u niej stracił. 

- W takim razie będziemy negocjować. Spojrzała na niego krzywo. 

- Zapominasz, że widziałam cię przy negocjacjach. Za każde 

ustępstwo z twojej strony żądasz trzech od strony przeciwnej. 

- Jakoś się ułożymy - zapewnił. 

- Do tego trzeba dwojga. 

- Więc czego chcesz? 

- Niemożliwego - mruknęła pod nosem i odwróciła się. 

- Kate... - zaczął. Odwróciła się z powrotem do niego. 

- Nie masz nawet pojęcia, jakie to było dla mnie upokarzające. Przez 

wiele kolejnych wieczorów zadawałam sobie tyle trudu, żeby ci 

przygotować kolację, a ty nie wracałeś do domu ani nie starałeś się 

stworzyć jakiegoś wspólnego życia. I po co ja się tak staram, skoro tobie 

zależy tylko na seksie i na tym, żeby twoje dziecko miało nazwisko. 

Wychodzę na beznadziejną idiotkę. 

Jej cierpienie było aż nazbyt widoczne. 

- Cała instytucja małżeństwa jest mi całkiem obca. Musisz mi 

wyraźnie powiedzieć, czego ode mnie oczekujesz. Nie mam żadnych 

wzorów. 

- Kobiety nie lubią mówić, czego chcą. Wolą, żeby mężczyźni... 

R S

background image

 

99 

- ...zgadli - przerwał jej Michael. - I często zgadują źle. Kate, to zbyt 

ważna sprawa, żeby się bawić w zgadywanki. 

Odetchnęła głęboko. 

- Wciąż nie wiem. 

- Poddajesz się po miesiącu? - spytał, by podrażnić jej dumę. 

Popatrzyła na niego złowrogo. 

- Chcę wspólnych kolacji pięć albo sześć razy w tygodniu. Chcę, 

żebyśmy razem poszukali domu. Chociaż właściwie nigdy się do mnie nie 

zalecałeś, chcę iść na randkę. Chcę, żebyś ze mną rozmawiał. Chcę, żebyś 

potrzebował... - urwała i pokręciła głową, jakby uznała to za niemożliwe. - 

Chcę, żebyś dał mi się poznać. Tak naprawdę. 

Michaela zaniepokoiła dopiero ostatnia prośba. Wolałby chyba 

sprzedać firmę, niż pozwolić, by ktokolwiek poznał go w pełni. Po kolei. 

- Kolacja dzisiaj wieczorem. Wybierz restaurację. 

- Nie. 

Zmrużył oczy, zaskoczony i zbity z tropu. 

- Dlaczego nie? 

- Bo miejsce, które wybierasz, mówi coś o tobie. To inny sposób na 

to, by cię poznać. 

Wybieranie restauracji było na pewno mniej bolesne niż 

wywnętrzanie się. Michael przyjął jej warunki. 

- Dobrze. Zabiorę cię z domu o wpół do siódmej. 

- Nie wiem, czy jestem gotowa wrócić do mieszkania. 

- Owszem, jesteś - oznajmił, przypierając ją do słupa ganku. - Może i 

nie pasuję do twojej koncepcji idealnego męża, ale jednego na pewno nie 

robię. Nie nudzę cię, a jestem gotów się założyć, że prawie każdy inny 

mężczyzna, z którym miałaś do czynienia, nudził cię śmiertelnie. Kate 

R S

background image

 

100 

patrzyła na niego w milczeniu. Miała zaciętą minę. Jej czarny strój 

maskował coś, o czym on wiedział - że zaczyna być widoczny fakt, iż nosi 

dziecko. Wdychał jej zapach. Zadziwiające, jaka była pociągająca, nawet 

w takiej chwili. 

- Dobrze - zgodziła się w końcu. - Będę wieczorem w mieszkaniu. 

Napięcie częściowo ustąpiło i zapragnął się z nią kochać. Opanował 

się jednak, uniósł jej dłoń i pogładził serdeczny palec, na którym wciąż 

nosiła jego obrączkę. Pocałował jej rękę. 

- W takim razie do zobaczenia wieczorem. 

Wieczorem Kate zmagała się z nerwami i fryzurą. Wykrzywiła się do 

lustra. Dlaczego się na to zgodziła? Mogła zostać w hotelu albo 

przynajmniej przenieść się do swojego domu. Michael może i był 

fascynujący, ale był też trudny, a to znaczyło, że i jej życie nie będzie z 

nim łatwe. 

Ale fascynujące - odezwał się głosik w jej głowie. 

- Zamknij się - mruknęła. - To przez słuchanie ciebie jestem teraz w 

ciąży i po ślubie. 

Poprawiła wąską czarną sukienkę i odwróciła się bokiem. Ciąża nie 

była jeszcze widoczna. Wyglądam tylko grubo - znów się skrzywiła. 

Usłyszała, jak otwierają się drzwi do kuchni, i podskoczyła, upuszczając 

szminkę. Tylko spokój, powtarzała sobie. Może to i pierwsza randka, ale w 

końcu facet jest jej mężem. Szybko umalowała usta i wyszła z łazienki. 

Michael stał przy blacie kuchennym i przeglądał pocztę. Miał na 

sobie ciemną sportową marynarkę, białą koszulę i jedwabny krawat. 

- Pięknie wyglądasz - powiedział. - Gotowa? 

- Tak, dziękuję - odparła, usiłując opanować skrępowanie. - Dokąd 

idziemy? 

R S

background image

 

101 

- Niespodzianka - odparł z tajemniczym błyskiem w oku, prowadząc 

ją w stronę drzwi. 

W drodze milczeli. Kiedy zaparkował samochód i zobaczyła 

restaurację, którą wybrał, uśmiechnęła się zadowolona. Nigdy tu nie była, 

ale zawsze chciała przyjść. 

- „Winnica" - odezwała się. - Nie wiedziałam, że lubisz to miejsce. 

- Nie jestem tego pewien. Pierwszy raz tu jestem. 

- No to jak ją znalazłeś? Zawahał się. 

- Przeprowadziłem rekonesans. 

Kate przyglądała mu się zaciekawiona. 

- Co ukrywasz? 

- Muszę ujawniać źródła? - westchnął Michael. 

- Tak. 

- Wysłałem e-maila do pięciu pracowników i jednego przyjaciela z 

pytaniem o ich trzy ulubione restauracje, z opisami. Kiedy wejdziemy do 

środka, zrozumiesz, dlaczego wybrałem akurat tę. 

Kate zrozumiała jego wybór, gdy tylko zasiedli przy stoliku i złożyli 

zamówienia. Restauracja miała sufit ze szkła, ozdabiały ją wielkie fikusy, a 

na środku szumiał wodospad. 

- Wspaniała zieleń. 

- Sądziłem, że ci się spodoba. Trochę się namęczyłem, żeby zamówić 

stolik przy wodospadzie. 

- A czyja to propozycja? 

- Dylana. Prowadzi bujne życie towarzyskie. Mnóstwo kobiet. 

- Zdaje się, że mu nie zazdrościsz. Spojrzał na nią znacząco. 

- Nie. - Położył na środku stołu garść monet. - Założę się, że nie 

trafisz monetą w ten kamień po drugiej stronie. 

R S

background image

 

102 

Zachwycona przyjęła wyzwanie i wzięła trzy monety. 

- A co dostanę, jak mi się uda? 

- A co chcesz? 

Zastanawiała się przez chwilę i poczuła rosnące dziwne pragnienie. 

Był dla niej tak pełen sprzeczności, stanowił tak wielkie wyzwanie. Bała 

się go kochać, ale jednocześnie nie mogła przebywać z dala od niego. 

- Chce usłyszeć historię - oznajmiła. - Chcę, żebyś mi opowiedział o 

sobie coś, czego nie wiem. 

- Zgoda - powiedział z kwaśną miną. 

Wzięła monetę, wycelowała i chybiła o kilka centymetrów. 

Następna, większa, trafiła w cel. 

- Chyba ja o tobie też nie wiem paru rzeczy - stwierdził, unosząc 

brew. 

- W liceum i na studiach grałam w drużynie softballa jako miotacz - 

zawiadomiła go z uśmiechem. - Czas na zapłatę. 

- Moje ulubione lody to... 

- ...sorbet malinowy. Musisz bardziej się postarać. 

- W szkole miałem świetne stopnie, chociaż wcale się nie starałem. 

- Sama mogłam to zgadnąć. Zmarszczył czoło. 

- W liceum miałem trzecią średnią w moim roczniku. 

- Tak słabo? - zażartowała. 

- Jesteś strasznie wymagająca. 

Przypomniała sobie, jakim wymagającym potrafił być szefem, i nie 

mogła stłumić uśmiechu. 

- Przyganiał kocioł garnkowi... Uciszył ją gestem. 

- No dobrze. Jako nastolatek chciałem nauczyć się grać na gitarze, 

ale nie było mnie na żadną stać. 

R S

background image

 

103 

Zamilkła, starając się wyobrazić sobie Michaela jako nastolatka. 

Podejrzewała, że po śmierci matki szybko dorósł. 

- Bardzo dobrze. Na akustycznej czy elektrycznej? 

- Elektrycznej. 

- Chciałeś być gwiazdą rocka! - zawołała zachwycona. 

- Wcale nie - zaprzeczył szybko. - No dobrze,' niech będzie; prawie 

cały rok chodziłem w koszulce z Claptonem, ale to była przejściowa faza. 

- Uprawiałeś jakieś sporty? 

- Koszykówkę w domu w Granger. Pracowałem na pół etatu, więc 

nie miałem czasu na grę w szkolnej drużynie. 

- Zawsze byłeś pracowity - stwierdziła, zastanawiając się, czy teraz 

pcha go chociaż częściowo to samo, co kiedyś. 

- Kolacja - oznajmił, kończąc dyskusję. Przy stoliku stał już kelner. 

Kate dostrzegła na jego twarzy błysk ulgi. Dlaczego tak mu było 

ciężko mówić o sobie? 

Po kolacji Michael odwiózł ich do swojego mieszkania. Było już 

późno. W ciemnej kuchni powitał ich kot. Sięgnęła do wyłącznika, ale 

chwycił jej dłoń. 

- Nie zapalaj światła. 

Jej serce podskoczyło, gdy usłyszała zmysłowy ton w jego głosie. 

Opuściła rękę. 

- Na niewielu randkach byłem przez ostatnie parę lat - oznajmił. - 

Ale pamiętam pewne związane z nimi zwyczaje. 

- Jakie? - spytała. Stał bardzo blisko i jej puls wariował. Ciemność 

podkreślała ich bliskość. 

- Pocałunek na dobranoc - wyjaśnił, obejmując ją w talii i 

przyciągając bliżej. Jego wargi, twarde, lecz pełne, musnęły jej usta. 

R S

background image

 

104 

Pocałunek był powolny, uwodzicielski i tak delikatny, że serce ściskało jej 

się ze wzruszenia i tęsknoty. Kate zastanawiała się, czy słyszy bicie jej 

serca. 

Przeciągał pocałunek, jakby jej wargi niezmiernie go fascynowały. 

Rozstawił nogi i przyciągnął ją jeszcze mocniej. Czuła jego podniecenie, 

ale wciąż najważniejszy był pocałunek. 

Jej piersi stawały się coraz cięższe, a w podbrzuszu rosło napięcie. 

Instynktownie otarta się o niego. Tak łatwo było go pragnąć, pozwalać, by 

ją wziął, gdy ona jednocześnie brała w posiadanie jego. Tak łatwo byłoby 

kochać się z nim teraz, tutaj, w kuchni, pod ścianą, albo w łóżku, które 

dzielili. 

Słowa Justina rozległy się w jej głowie jak fałszywy akord. Znowu 

poczuła ból. Odsunęła się i pochyliła głowę. Ich szybkie oddechy mieszały 

się w ciemności. Czuła niezaspokojoną namiętność, własną i jego. 

- Przypomniałaś sobie, co powiedział Justin - stwierdził cicho 

Michael. - Zapomnij o tym. 

Serce jej się ścisnęło boleśnie. 

- Nie mogę. Jeszcze nie. Za wcześnie. Westchnął. 

- Wystarczająco długo dla mnie rezygnowałeś z łóżka. Pójdę na 

kanapę. 

- Nie - zaprotestował. - Śpimy w jednym łóżku. 

- Ale... 

- To twoje miejsce. Zaczekam na ciebie. 

Kate przyglądała się jego twarzy w ciemnościach. 

- Zaczekasz na co? 

Patrzył na nią, a w jego spojrzeniu lśniło pożądanie. 

- Aż znowu mnie zechcesz. 

R S

background image

 

105 

Jakby za obopólną zgodą Kate i Michael byli co wieczór zajęci. W 

kolejnym tygodniu obejrzeli mnóstwo domów na sprzedaż i siódmego 

wieczoru znaleźli właściwy. Piętrowy ceglany dom w stylu kolonialnym 

miał cztery sypialnie, gabinet, salon i jadalnię, jeden cichy pokoik, kuchnię 

ze spiżarką i niespodziewany pokój słoneczny. Kate z zadowoleniem 

dostrzegła kilkoro małych dzieci bawiących się w sąsiedztwie, a Mi-

chaelowi odpowiadał dwudziestominutowy dojazd do pracy. 

Rzeczywiście nie tracił czasu. Tego samego wieczoru podpisał 

umowę kupna, a na drugi dzień rano wyjechał na Zachodnie Wybrzeże. Ze 

względu na maleństwo Kate została w St. Albans. Czytała, że latanie i 

wczesna ciąża nie idą w parze, więc zamiast tego kupiła parę rzeczy do no-

wego domu. 

Co wieczór, kładąc się spać, patrzyła na leżącą obok poduszkę, 

wspominała Michaela i coraz bardziej za nim tęskniła. 

Wieczorem, gdy miał wrócić, pojechała na lotnisko, chociaż 

wcześniej ustalili, że wróci sam, taksówką. 

Zobaczyła go przechodzącego przez bramkę i od razu wyczuła, że 

coś jest źle. Jego twarz przecinały bruzdy zmęczenia i napięcia, spojrzenie 

było nieobecne. Musiała go dwa razy zawołać, zanim ją usłyszał. 

- Michael - powiedziała po raz trzeci, stając mu na drodze. - Cześć - 

zaśmiała się. 

Zamrugał, rozejrzał się na boki. 

- Cześć - mruknął. - Co ty tu robisz? Dzwonili z pilną wiadomością z 

biura? 

- Nie - zaprzeczyła, zaniepokojona jego dziwnym zachowaniem. - 

Chciałam ci zrobić niespodziankę. 

R S

background image

 

106 

Wtedy na nią spojrzał i naprawdę ją zobaczył. Odłożył torbę i wziął 

Kate w ramiona. Mogłaby przysiąc, że szukał jakiegoś ukojenia. Objęła go. 

- Co się dzieje? - spytała. 

- Nic ważnego - odparł, ale ton jego głosu zaprzeczał słowom. 

Odsunęła się i wpatrzyła w jego twarz. 

- Myślę, że coś ukrywasz. Jego oczy patrzyły na nią zimno. 

- Myślę, że to nie twoja sprawa. Kate spoglądała na niego 

wstrząśnięta. Był tak daleki, że równie dobrze mógł zostać w Kalifornii. 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

- To wszystko? - spytała Kate, gdy Michael załadował bagażnik. 

Ciężar jej zaniepokojonego spojrzenia i sztucznej wesołości był nie 

do zniesienia. Jednak po ostatnim wyjeździe wszystko na świecie mu 

przeszkadzało. 

- Tak. Ja poprowadzę - stwierdził, zastanawiając się, jak to możliwe, 

że tak cieszy go jej widok, a jednocześnie wcale nie chce jej oglądać. 

- O, nie. Ja prowadzę. Jesteś zmęczony - zaprzeczyła stanowczo, 

siadając za kierownicą. - I zły. - Uśmiechnęła się odrobinę zbyt 

promiennie. - Zawsze uważałam, że ludzie w złym humorze nie powinni 

być wypuszczani na drogę. 

- To dotyczy połowy ludzkości - odparł, siadając w fotelu pasażera i 

zamykając drzwiczki. 

- No właśnie. - Wyjechała z lotniska i włączyła płytę. Rozległy się 

znajome akordy gitarowe. Eric Clapton. 

Michael odetchnął głęboko i usiłował się odprężyć. 

R S

background image

 

107 

- Wiesz - oznajmiła spokojnie, wyjeżdżając na autostradę. - Gdybym 

nie była taka szczęśliwa, że cię widzę, dostałbyś w łeb za odezwanie się do 

mnie w taki sposób, jak na lotnisku. 

Michaela zatkało. 

- Jak? - udał, że nie wie. Spojrzała na niego spod oka. 

- Że to nie moja sprawa - przypomniała. 

- Bo to nie jest twoja sprawa - oznajmił twardo.  

Policzki Kate zaróżowiły się. Szarpnęła kierownicą i zjechała na 

parking stacji benzynowej. Zwróciła się w jego stronę. 

- Jestem twoją żoną. Jeśli coś cię gnębi, to na pewno jest to, do 

cholery, moja sprawa. 

Kate rzadko przeklinała. 

- Do cholery? 

- Pasuje do ciebie. Ukrywasz przed żoną, że coś cię gnębi. 

- Nie chcę, żebyś się martwiła. 

- Daj spokój. Oboje wiemy, że nie ożeniłeś się z porcelanową 

laleczką. Wytrzymałam trzy lata jako twoja asystentka, więc dam sobie 

radę z tym, co ci się stało w Kalifornii. 

- Przejęcie - oznajmił, zaskoczony natychmiastową ulgą, jaką odczuł. 

- Tylko tym razem to nie ja. Inna firma zamierza przejąć CG Enterprises. 

Przez dłuższą chwilę patrzyła na niego w milczeniu. 

- Nie musisz martwic się o pieniądze - uspokoił ją pośpiesznie. - Jeśli 

nie przepracuję już w życiu ani dnia, i tak nie zbiednieję. Ty i dziecko 

będziecie... 

Zakryła mu usta dłonią. 

- W tej chwili dużo bardziej martwię się o ciebie. 

R S

background image

 

108 

Michael poznał niespotykane dotąd, niepokojące uczucie. Nie miał 

pojęcia, co znaczy, ale nie sprawiło mu przykrości. 

- Nic mi nie jest. Muszę wymyślić jakąś strategię. Czeka mnie dużo 

pracy - ostrzegł. 

- Ale nie dzisiaj - poinformowała go i pochyliła się, by go 

pocałować. - Cieszę się, że jesteś w domu. 

Resztę drogi Michael jak na ironię niepokoił się spokojem, jaki 

przynosiła jej obecność. 

Wniósł bagaże do mieszkania. Parkay powitała go zwyczajowym 

prychnięciem. Ciekawe, czy ten kot kiedykolwiek go zaakceptuje. Poczuł 

boski zapach. 

- Co tak pachnie? 

- Ciasteczka z czekoladą - uśmiechnęła się Kate. - Zrobiłam dzisiaj 

po południu. Mleko czy piwo? 

- Piwo. 

Zaniósł bagaż do sypialni, po czym wrócił i padł na kanapę. Zaczął 

przeglądać pocztę, ale zabrała mu ją, a zamiast tego podała piwo i dwa 

ciasteczka. 

Kate usiadła przy nim. Pożarł ciasteczka, wypił piwo i sycił się jej 

widokiem. W jej błękitnych oczach kryły się tajemnice, które pragnął 

poznać. Jej włosy wyglądały jak lśniący jedwab, policzki były rumiane, a 

usta zachęcające. Miał wrażenie, że nie kochali się od wieków. Przyjrzał 

się jej ciału. Wyglądała dojrzalej pod każdym względem. 

- Wyglądasz jak kobieta w ciąży. 

- Dziękuję - rozpromieniła się. - Chcesz zobaczyć? - Wypięła brzuch. 

Zachwycony skinął głową. 

- A mogę dotknąć?  

R S

background image

 

109 

- Tak. Maleństwo się rusza. 

Poczuł ucisk w żołądku. Wsunął ręce pod jej bluzkę. 

- Czułaś, jak dziecko się rusza? 

Skinęła głową, najwyraźniej zachwycona. 

- Najpierw myślałam, że to gazy, ale to na pewno dziecko. Ale może 

minąć parę tygodni, zanim i ty poczujesz. 

Mógł stracić firmę, a dziecko się ruszało. Jednocześnie znajdował się 

na dwóch przeciwnych krańcach uczuć. Michael zamknął oczy, porażony 

sprzecznością. Poczuł na czole palce Kate i zapragnął więcej. Ale 

przypomniał sobie, że coś obiecał.. 

Wstał, nie chcąc poddawać próbie swojej słabnącej samokontroli. 

- Jestem padnięty. Prześpię się dziś na kanapie. Spojrzeli sobie w 

oczy. 

- Nie. Twoje miejsce jest w naszym łóżku. 

- Kate, bardzo cię dzisiaj pragnę, a moja rycerskość jest na 

wyczerpaniu. 

Splotła swoje palce z jego. Nawet to na niego nie podziałało. 

- Chyba powinieneś się położyć. Chcę ci o czymś powiedzieć. 

Był zbyt zmęczony na sprzeczki. Ruszył do łazienki i zmył z siebie 

ciężki dzień. Kiedy skończył, owinął się w pasie ręcznikiem i poszedł do 

sypialni. 

Kate siedziała na środku łóżka, delikatnie oświetlona przez nocną 

lampkę, ubrana w krótką, białą, przejrzystą koszulkę, która pozwalała 

dojrzeć cień ciemnych sutek i lekko zaokrąglony brzuch. Przypomniała mu 

o wszystkich prezentach gwiazdkowych, o których marzył i których nigdy 

nie dostał. Przywołała go ruchem palca i poklepała łóżko obok siebie. 

R S

background image

 

110 

Przyjął wyzwanie widoczne w jej spojrzeniu, odrzucił ręcznik i 

dołączył do niej. 

- Co chciałaś mi powiedzieć? 

- Numer dziesięć - odparła, dotykając jedną ręką jego twarzy, a drugą 

przesuwając po jego ramionach i piersi. 

Michael oddałby duszę za jej dotyk. Nie był pewien, czy jego dusza 

jest wiele warta, ale to było wszystko, co miał, i oczywiście miliony. A 

Kate nie interesowały miliony. 

- Jaki numer dziesięć? - spytał, zamykając oczy i poddając się jej 

pieszczocie. 

- Dziesiąty powód, dla którego cię chcę. Uśmiechnął się lekko. 

- A, ten tajemniczy. Którego nie chciałaś mi zdradzić przed ślubem. 

- No właśnie. Ten, dzięki któremu nie uciekłam. 

- I co to jest? - spytał, otwierając oczy. 

- Czekoladowe ciasteczka. Zmarszczył czoło, zdezorientowany. 

- Czekoladowe ciasteczka - powtórzył, zastanawiając się, czy 

przypadkiem nie zwariowała. 

- Biegałeś na wyścigi do stołówki i zawsze zdobywałeś ciasteczka. A 

potem oddawałeś Haroldowi Grimleyowi. 

- Skąd o tym wiesz? - Patrzył na nią zdumiony. 

- Kiedyś ci powiem - machnęła lekceważąco ręką. - Teraz czas, bym 

ci pokazała, co spotyka chłopców, którzy oddają swoje ciasteczka 

Haroldowi Grimleyowi - oznajmiła i pocałowała go. 

Była jak ciepły, zmysłowy prysznic. Najpierw pocałowała go mocno 

w usta, potem przesunęła wargi na jego szyję i pierś. Z trudem wytrzymał 

to połączenie czułości i namiętności. Czuł, jak krew gotuje mu się w 

żyłach. Poczuł jej delikatne wargi na brzuchu. 

R S

background image

 

111 

- Kate - próbował ją ostrzec. Zanim zdołał wykrztusić kolejne słowo, 

pocałowała go w najintymniejszy sposób. Zacisnął zęby. Nie chciał, żeby 

to się skończyło właśnie tak. Nie miał jej tak długo. Pociągnął ją do góry. 

Spojrzała na niego, trochę zdezorientowana. 

- Dlaczego mi przerwałeś? 

- Bo chcę więcej - oznajmił, całując ją. Szybko odrzucił jej delikatną 

koszulkę i jęknął, ocierając się o nagą jedwabistą skórę. Dotknął jej 

pełnych piersi. Potem, unieruchamiając ją niekończącym się pocałunkiem, 

delikatnie przewrócił ją na plecy i zanurzył się w niej. 

Jęknęła i poczuł gwałtowne ukłucie niepokoju. 

- Za ostro? - spytał. 

Pokręciła głową i zakołysała biodrami. 

- Nie przestawaj. 

Jej zachęta zniszczyła do reszty samokontrolę. Po chwili fala 

rozkoszy obezwładniła ich oboje. 

Dopiero po paru chwilach Michael odzyskał świadomość. 

Przyciągnął ją bliżej. 

- Nic ci nie jest? - spytała. 

- Hej, to mój tekst. 

Zmrużyła powieki, co nadało jej nieco tajemniczy wygląd. 

- Niekoniecznie. 

- Jeśli jeszcze kiedyś wpadnę na Harolda Grimleya, będę musiał mu 

podziękować. 

Kate roześmiała się, a jemu niesłychanie ulżyło. Dlaczego miała na 

niego tak ogromny wpływ? Tulił ją w milczeniu, zaniepokojony siłą 

własnych emocji. Wtuliła się w jego ramiona, a Michael stwierdził, że 

R S

background image

 

112 

mógłby się do tego przyzwyczaić. Nauczyć się liczyć na nią. Jednak wie-

dział, że to byłby błąd. Nic nie trwa wiecznie. 

Michael wszystkie siły poświęcił firmie. Kate rozumiała, że 

przedsiębiorstwo jest dla niego niczym własne dziecko, ale tęskniła za nim. 

Najlepsze chwile zdawały się przychodzić w nocy, po miłości. 

Lato przeszło w jesień. Była zajęta organizowaniem przeprowadzki 

do nowego domu i nauką dziewcząt w domu dla nastoletnich matek. 

Powtarzała sobie, że kryzys w interesach Michaela nie potrwa wiecznie, 

ale obawiała się, że przyjdzie następny i w sumie rzadko będzie widywać 

swojego męża. Ta możliwość była przykra, ale starała się o niej nie 

myśleć. 

Lekarz wyznaczył jej datę USG i zawiadomiła o tym Michaela. 

Nawet przyczepiła kartkę do lodówki, żeby nie zapomniał. 

Leżała na łóżku, a lekarka rozmazywała zimny żel na jej brzuchu. 

Oprócz niej nie było nikogo. Zafascynowana obserwowała ekran, licząc 

paluszki u rąk i nóg dziecka. Odczuwana radość była tak wielka, że w 

zasadzie Michael nie był jej potrzebny, wmawiała sobie. 

Tej nocy podjęła impulsywną decyzję i spotkała się z Donną w 

modnym bistro. 

- Wyglądasz świetnie - powiedziała jej przyjaciółka z odrobiną 

zazdrości. - Gdybym znała faceta, który mógłby być przyzwoitym ojcem, 

może poszłabym w twoje ślady. 

Kate skrzywiła się i łyknęła ziołowej herbaty. 

- Nie radziłabym jednak iść w te moje ślady zbyt dokładnie. 

- A jak twój mąż? - Donna spojrzała na nią badawczo. 

- W tej chwili zajęty firmą - odparła. - Bardzo zajęty. Kelner 

przyniósł sałatki. Donna uniosła brew. 

R S

background image

 

113 

- Jak bardzo? 

- Co wieczór wraca późno. Pracuje w większość weekendów. - 

Widelcem przesuwała po talerzu kawałek brokuła. - Dzisiaj nie przyszedł 

na USG. 

- Ach - stwierdziła Donna chłodno. - Nieobecny mąż. 

- Nie o to mi chodziło. 

- Ale to prawda. 

- Naprawdę ma w pracy kryzys. - Kate nie chciała być nielojalna. 

- Ile mu dasz czasu na dojście do paru prawd? 

- O co ci chodzi? 

- O to, że jeśli to niemożliwe, nie musisz się z nim męczyć przez 

resztę życia. 

- Nie męczę się - zaprotestowała Kate, czując napływające do oczu 

łzy. - Tylko wolałabym, żeby nie wydawał się zawsze taki nieprzystępny i 

daleki. 

Donna pochyliła się ku niej. 

- Chyba się w nim nie zakochałaś, co? 

Kate milczała, a głosik w jej głowie krzyczał: „Tak!" Kiedy to się 

stało? - zastanawiała się. A może zawsze tak było. Teraz jego szczęście 

znaczyło dla niej prawie wszystko. 

- Och, Kate. - Donna patrzyła na nią ze współczuciem. 

Nie chcąc roztkliwiać się nad sobą, otrząsnęła się i wzięła głęboki 

oddech. 

- Nic mi nie jest. To chwilowe - oznajmiła stanowczo. Miała 

nadzieję, że to prawda. 

Michael tonął w morzu papierów. Wiceprezes Wayland Inc., firmy, 

która chciała przejąć CG Enterprises, znany był jako „Rekin". Pożerał 

R S

background image

 

114 

firmy zakupione przez Wayland, aż w końcu traciły całkowicie własną 

tożsamość. 

Michael i jego dział prawny pracowali po godzinach, badając każde 

słowo oferty, by chronić Michaela i pracowników. Jedną z licznych kości 

niezgody była niejasna klauzula sugerująca, by cała firma przeniosła się na 

Zachodnie Wybrzeże. 

Michael wiedział, że prawdopodobnie nie zdoła powstrzymać 

przejęcia. Wayland był duży i bogaty. Jednak sam miał zbyt wielką 

praktykę w negocjacjach, by wiedzieć, że przejmowana firma często miała 

więcej punktów przetargowych, niż jej się zdawało. 

Myśl o rezygnacji z firmy przyprawiała go o fizyczny ból, ale 

Michael był zdecydowany patrzeć na wszystko z punku widzenia 

interesów. Tylko w ten sposób mógł zachować zdrowy rozsądek. Za wielu 

ludzi od niego zależało, by mógł go teraz stracić. 

Rozległo się pukanie do drzwi. Zmarszczył czoło. Kazał asystentce 

nie wpuszczać nikogo i nie łączyć rozmów. Zirytowany wrócił do pracy. 

Drzwi się otworzyły, ale nie podniósł wzroku. 

- Jestem zajęty - oznajmił. Zapadła długa cisza. 

- Myślałam, że masz ochotę na ciasteczka.  

Michael podniósł głowę i zobaczył w drzwiach swoją żonę. Serce mu 

się ścisnęło i ogarnęły go sprzeczne uczucia. Jaki wspaniały przedstawiała 

widok. Odłożył ołówek i wstał. 

- Wejdź. Myślałem, że to któryś prawnik. Odwalają świetną robotę, 

ale dzisiaj mam ich po dziurki w nosie. 

- Widać koniec? - spytała, podchodząc z paczuszką w ręku. 

Michael potarł kark i pokręcił głową. 

R S

background image

 

115 

- Nawet nie pytaj. Wspominałaś coś o ciasteczkach? Co masz w tej 

torebce? 

- Zakładam, że obiad składał się z kawy. 

- I masz rację - odparł, oglądając ją od stóp do głów. Wyglądała 

ślicznie w czarnej sukience podkreślającej ciążę. Poczuł dziwną tęsknotę. 

Jej widok przypomniał mu, jak za nią tęsknił. Nie kochali się już tak 

często, bo większość czasu spędzał w pracy. Wiedział, że jego rzadka 

obecność psuje atmosferę między nimi, ale nie mógł tego zmienić. W 

każdym razie nie teraz. 

- Wyglądasz pięknie - powiedział. - Z każdym dniem „bardziej w 

ciąży". 

- Co przypomina mi o torebce - stwierdziła, potrząsając nią lekko. 

- Ciasteczka. 

- I maleństwo - dodała z krzywym uśmiechem. Zaciekawiony zajrzał 

do torebki. Oprócz ciasteczek było w niej coś zawiniętego w papier. Wyjął 

i zobaczył czarno-białe zdjęcie oprawione w ramkę. Był to wydruk z ba-

dania USG. Które opuścił. Zaklął. 

- Przegapiłem. - Zaklął znowu. - To było tydzień temu, prawda? 

- Tak. 

- Dlaczego mi nie powiedziałaś? 

- Powiedziałam. Z pomocą różnych środków przekazu, w tym kartki 

na lodówce. 

Spojrzał na jej spokojną twarz i nie wiedział, jak zareagować. 

- Spodziewałbym się wybuchu furii. Zastanawiała się przez chwilę. 

- Odczuwałam raczej żal niż złość. Ale, szczerze mówiąc, uznałam, 

że miałam większe szczęście. Widziałam, jak maleństwo się rusza i ssie 

kciuk. Mogłam policzyć mu paluszki. A ty to wszystko straciłeś. 

R S

background image

 

116 

Przyniosłam ci zdjęcie, bo pomyślałam, że może kiedyś oderwiesz wzrok 

od papierów i uśmiechniesz się do niego. 

Jej słowa były ciche, a gest czuły, ale jej szczerość ugodziła go 

prosto w serce. Przecież nie chciał jej zranić. 

- Przepraszam. 

- Przeproś samego siebie. - Skrzywiła się lekko. Od bardzo dawna 

nie wydawała mu się tak daleka. 

- Dlaczego przyniosłaś mi ciasteczka i zdjęcie do biura? 

- Żeby ci przypomnieć, że poza CG Enterprises także istnieje świat. - 

Zagryzła wargę i zawahała się. - Nie mogę cię zmusić, byś dzielił się ze 

mną wszystkim, chociaż Bóg mi świadkiem, że chciałabym. Nie mogę 

sprawić, żebyś chciał być ze mną. I nie mogę sprawić, byś mnie pragnął. - 

Położyła rękę na zaokrąglonym brzuchu i zaśmiała się. - Zwłaszcza teraz. 

Jedyne, co mogę, to przypomnieć ci raz na jakiś czas, że życie nie składa 

się tylko z pracy i ty też składasz się z czegoś więcej... i mam nadzieję, że 

kiedyś również to dostrzeżesz. 

Jej spokój mu doskwierał. Wolałby już pretensje. Wycofywała się. 

Podsunął się bliżej. 

- To wszystko nie tak. Nadal pragnę cię tak samo, jak... 

Pokręciła głową, jakby się wstydziła. 

- Rozumiem - powiedziała. - Teraz jestem ogromna. Michael chwycił 

ją w ramiona. 

- Cholera, Kate, nie mów za mnie. Wiem, czego chcę, a chcę ciebie. 

To, że nosisz moje dziecko, jeszcze to potęguje. Czy masz pojęcie, jakie to 

podniecające, wiedzieć, że przyczyniłem się do stworzenia tego dziecka w 

tobie? Gdybym się nie bał, że zrobię ci krzywdę, udowodniłbym to 

natychmiast, na biurku. 

R S

background image

 

117 

Pocałował ją i położył dłoń na jej brzuchu. Po chwili poczuł na 

policzku mokry ślad i słony smak łez. Odsunął się i zobaczył łzy na jej 

policzkach. Ogarnęło go okropne przeczucie, że ją straci. 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Trzy tygodnie później o szóstej wieczorem Michael siedział w 

swoim biurze. Czuł, że negocjacje dobiegają końca. Chciał jeszcze znaleźć 

jakieś ostatnie możliwości uzyskania korzystniejszych warunków dla 

swojej firmy. „Rekin" i tak poszedł już na zaskakujące ustępstwa. 

Zadzwonił telefon. Niemal go zignorował, ale pomyślał o Kate. 

Miała termin porodu za trzy tygodnie, a on nie zamierzał opuścić narodzin 

swojego dziecka. 

- Tu Hawkins - odezwał się. 

- Hawkins powinien być tutaj - powiedziała Kate. 

Uśmiechnął się, słysząc jej niby-nadęty ton. Odkąd odwiedziła go w 

biurze, wciąż panowało między nimi napięcie, ale nie powstrzymało go to 

od kochania się z nią. Postanowił przypominać jej jak najczęściej, że jej 

miejsce jest przy nim. 

- Rozwiązanie już blisko - powiedział. 

- Tak, ale dzisiaj jeszcze nie nastąpi. Musisz zaraz przyjechać do 

domu. 

- Coś nie tak? - zaniepokoił się. 

- Już to omawialiśmy. Powiedziałeś, że jeśli z jakiegokolwiek 

powodu będziesz mi potrzebny w domu, to wystarczy, że poproszę. No 

więc proszę. 

R S

background image

 

118 

- Chcę znać powód - nalegał Michael, zastanawiając się, czy czeka 

go dziś jazda do szpitala. 

- Poznasz, jak tu dotrzesz - oznajmiła i odłożyła słuchawkę. 

Michael w zdumieniu przyglądał się słuchawce. Po prostu odłożyła. 

Nigdy wcześniej tego nie robiła. Nie wiedział, czy się złościć czy martwić. 

Odłożył słuchawkę na widełki, zabrał marynarkę i ruszył do drzwi. Jeśli 

jego żona akurat nie rodzi, to jak tylko dotrze do domu, odbędą małą 

dyskusję o etykiecie telefonicznej. 

Kiedy zajechał przed ich nowy dom, zobaczył, że palą się lampki na 

choince. Świadomość, że Kate na niego czeka, była bardzo miła, ale 

jednocześnie powtarzał sobie, by na nią nie liczyć. W głębi ducha 

zastanawiał się, czy go opuści, jeśli straci firmę. Odrzucał tę myśl, ale 

zwątpienie było jak bolący ząb. 

Wjechał do garażu i wysiadł. Zmarszczył czoło, kiedy przez drzwi 

kuchenne zobaczył tylko ciemność. Niepokój rósł. Otworzył drzwi. 

- Kate? 

- Niespodzianka! - rozległy się głosy. Zapaliło się światło i Michael 

w zdumieniu patrzył na zebrane osoby. Zobaczył szefa działu personalnego 

z żoną, dwóch pracowników z działu prawnego, Dylana w towarzystwie 

jakiejś rudej, Justina i Kate. Dopiero po dłuższej chwili przypomniał sobie, 

że to jego urodziny. Po śmierci mamy w zasadzie ich nie obchodził, były 

za blisko świąt. 

Kate uśmiechnęła się i podeszła do niego. 

- Wszystkiego najlepszego, Michael. 

- Skąd ty...? 

- Zapomniałeś o swoich urodzinach, prawda? - spytała, kręcąc 

głową. - Jeszcze gorzej niż wtedy z USG - mruknęła pod nosem. 

R S

background image

 

119 

Podszedł Justin. 

- Twoja żona wygląda, jakby zaraz miała pęknąć. 

- Tak, wygląda ślicznie. - Michael objął Kate ramieniem. 

Kątem oka dostrzegł, jak jej wargi drżą. 

- Dostarczam mężowi możliwości odliczenia od podatku - 

przemówiła językiem zrozumiałym dla Justina. - Nawiasem mówiąc, 

omawialiśmy imię dla dziecka i zastanawiamy się nad twoim, jeśli to 

będzie chłopiec. 

Twarz Justina wyrażała zaskoczenie i oszołomienie. 

- Naprawdę? 

- Tak, i rozważamy też twoją kandydaturę na ojca chrzestnego. 

- Ojca chrzestnego! - Justin szeroko otworzył oczy. 

- Właśnie. Michael mówił, że możesz mieć opory, ale ja mam 

wrażenie, że w sekrecie kochasz dzieci. 

Justin wyglądał, jakby dostał w głowę. Był to tak komiczny widok, 

że Michael nie mógł stłumić śmiechu. Kate zerknęła na męża z 

porozumiewawczym błyskiem w oku. 

- Przepraszam, przyniosę ci coś do picia. 

- Ojca chrzestnego - powtórzył Justin, gdy odeszła, po czym 

odchrząknął. - Chyba nie byłbym najlepszym kandydatem. Bez obrazy, 

Michael, ale nie przepadam za dziećmi. Nawet nie lubiłem być dzieckiem, 

kiedy sam nim byłem. Może Dylan... 

Dylan podszedł do nich, patrząc na Justina podejrzliwie. 

- Może Dylan, co...? - wtrącił. Justin szarpnął kołnierzyk. 

- Proponowałem kandydatów na ojca chrzestnego dziecka Kate i 

Michaela. 

- Mnie? 

R S

background image

 

120 

- Hej, ja byłem drużbą. Teraz twoja kolej. 

- Moja kolej bycia drużbą przyjdzie wtedy, gdy ty będziesz się żenił. 

- Mowy nie ma... - Justin stanowczo pokręcił głową. 

- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała jasnowłosa kobieta, która 

właśnie weszła do pokoju i dostrzegła ich stojących razem, z rudowłosą 

obok Justina. Jeszcze sekundę patrzyła na Justina, po czym przeniosła 

wzrok na Michaela. - Wszystkiego najlepszego. 

Michael zmarszczył czoło, nie mogąc jej rozpoznać. Było w niej coś 

znajomego. 

- Dziewczynka od ciasteczek - powiedział Justin. 

- Alisa Jennings - stwierdził Michael, czując ukłucie w sercu. -

Skąd...? 

Alisa uściskała go serdecznie. 

- Twoja cudowna żona. Poznałyśmy się tuż przed waszym ślubem. 

Dokonałyśmy niemożliwego i zdołałyśmy skopiować trochę twoich zdjęć. 

- Zdjęć? - powtórzył. 

- Na wesele - wyjaśniła ze śmiechem. - Typowy mężczyzna. Pewnie 

nawet nie zauważyłeś. 

Michael na pewno nie przypominał sobie żadnych zdjęć na krótkim 

przyjęciu weselnym. Był zbyt zajęty pilnowaniem, żeby Kate mu nie 

uciekła. 

Dylan pocałował Alisę w policzek. 

- Słyszałem, że byłaś zaręczona - zagadnął. 

- Bo byłam - przyznała, nagle chłodna i opanowana. 

- Już nie jestem. - Zerknęła przez jego ramię na rudowłosą stojącą za 

nim. - Alisa Jennings - przedstawiła się. 

- Piękna suknia. 

R S

background image

 

121 

- Dziękuję. Jestem Vanessa. 

- A ty - Alisa zwróciła się do Justina - podobno zarabiasz krocie na 

giełdzie. 

- Przesada - zapewnił z niespotykaną u niego skromnością. - 

Przyniosłaś ciasteczka? 

- Akurat się skończyły. 

- Co robisz w St. Albans? - spytał Michael. 

- Jestem tłumaczem w firmie. 

- A co z twoją sztuką? - spytał Dylan. Zawahała się. 

- W wolnych chwilach - odparła, a Michael zauważył, że nie 

spojrzała Dylanowi w oczy. - Muszę podziękować twojej żonie za 

zaproszenie - zwróciła się do Michaela. 

- Jest pewnie przy barze, robi mi drinka. 

- Szczęściarz z ciebie - uśmiechnęła się Alisa i ruszyła w stronę baru. 

- Chyba ja też się czegoś napiję - oznajmiła Vanessa. 

- Świetne nogi - westchnął Justin, kiedy kobiety zniknęły. - Muszę 

przyznać, że dziewczynka od ciasteczek pięknie dojrzała. 

Dylan patrzył za nią. 

- Hej, czy wyście nie przechodzili w swoim czasie szczenięcej 

miłości? - trącił go w bok Justin. 

Dylan skinął głową. 

- Nastoletnie zauroczenie. Spotkaliśmy się jeszcze przelotnie na 

studiach. 

- O, naprawdę? - Ton Justina pełen był podtekstów. 

- Odczep się - zażądał szorstko Dylan, zdumiewając tym Michaela. 

- Są zdjęcia - zawołała Alisa z drugiej strony pokoju. 

- Na barze. 

R S

background image

 

122 

Zaciekawiony Michael podszedł do baru. Rzeczywiście, ustawiono 

na nim kolekcję zdjęć z jego dzieciństwa. Przyglądał się im z mieszanymi 

uczuciami. Na większości zdjęć wyglądał na zagubionego. Pamiętał, że tak 

się czuł - zagubiony i schwytany w pułapkę. Pamiętał, jaki był bezradny, 

kiedy inni podejmowali za niego decyzje o jego życiu, nie pytając o zgodę. 

- Milutki, co? - odezwała się za nim Kate. Zmarszczył czoło, 

wzruszył ramionami i odwrócił się. 

 - Chyba tak. - Czuł, że go obserwuje. - Zaskoczyłaś mnie tym - 

przyznał. 

- O to chodziło - przyznała z ironiczną powagą. - Przyjęcie-

niespodzianka. 

- Jakoś nie obchodziłem za często urodzin. 

- No to mamy dużo do nadrobienia. Możemy zacząć od tortu. Pomyśl 

jakieś życzenie. - Poprowadziła go do stołu, na którym stał tort z 

zapalonymi świeczkami. - Tylko szybko, bo tort się topi. Czas zaśpiewać - 

zawiadomiła zebranych.  

Michael stał, otoczony przez przyjaciół śpiewających - nieco 

fałszywie - „Sto lat", przed tortem, na którym wypisano białym lukrem 

„Michael, Wszystkiego Najlepszego". 

Czuł się okropnie głupio. Ale także wyróżniony. Czuł się niemal jak 

dzieciak, którego zdjęcia widział na barze. Zabawne, jak skromne 

przyjęcie-niespodzianka może wytrącić poważnego menedżera z 

równowagi. 

Potem, kiedy goście sobie poszli, a on z Kate położyli się spać, 

obserwował śpiącą żonę. Nie było jej wygodnie, ale ostatnio zasypiała 

szybko. Tylko nie na długo. Był niespokojny, a nie chciał jej budzić, więc 

ostrożnie wstał z łóżka i poszedł do salonu. Zapalił lampki na choince. 

R S

background image

 

123 

Na ich widok zrobiło mu się cieplej. Na widok prawie wszystkiego, 

co Kate zrobiła z domem, robiło mu się cieplej. Z wyjątkiem zdjęć. 

Podszedł do baru i znowu obejrzał wszystkie. Potem otworzył szufladę i 

zaczął je chować. 

- Nie podobają ci się? - spytała ze jego plecami Kate. Odwrócił się 

powoli. 

- Cicho chodzisz jak na swój... 

- ...obwód? - wtrąciła kwaśno. 

- Miałem zamiar powiedzieć: stan. 

Podeszła do niego, kołysząc się lekko na boki, co go bawiło, chociaż 

nie mówił jej o tym. 

- Dlaczego nie podobają ci się zdjęcia? 

- Pamiętam, jak się wtedy czułem - odparł, patrząc na kolejne. - 

Bezradny, bez nadziei, uwięziony. Nienawidziłem tego. 

- Każdej minuty? 

- Większości minut. - Podszedł do choinki i ze stolika wziął gałązkę 

jemioły. Kate porozkładała jemiołę wszędzie. Powiedziała, że Boże 

Narodzenie to czas całowania. 

Pozbierała zdjęcia i podeszła do niego tym śmiesznym krokiem. 

- Nie każdą minutę. Spójrz - powiedziała, pokazując jego zdjęcie w 

czasie gry w koszykówkę. - Co widzisz? 

Spojrzał. 

- Chudego nastolatka, który zabija czas w zimnej sali gimnastycznej. 

Pokręciła głową. 

- A ja widzę coś innego. Na co patrzysz? Sprawdził jeszcze raz, 

wciąż mnąc w ręku gałązkę jemioły. 

- Na kosz. Na co innego mogłem patrzeć? 

R S

background image

 

124 

- Spójrz na swoje oczy, jakie są skupione. Wyglądasz, jakby promień 

lasera szedł z twoich oczu prosto do kosza. Założę się, że trafiłeś. 

- Tak. I co z tego? 

- To, że już wtedy umiałeś niesamowicie skupiać się na celu. I to 

część twojego dzisiejszego sukcesu. 

- No dobrze - uznał jej argument. 

- A to? - spytała, pokazując mu zdjęcie przedstawiające trzymającego 

dyplom za wygranie konkursu matematycznego w czwartej klasie. - Za 

dumny, żeby się uśmiechnąć, ale i tak widać zadowolenie. - Wyjęła jego 

zdjęcie z matką. - To moje ulubione. Widzisz, jak jej ramiona otaczają cię 

kręgiem miłości? 

Dziwne, ale samo patrzenie na to zdjęcie bolało. 

- Umarła i krąg nie mógł mnie uchronić. 

- Nie, ale dała ci coś, co zrobiło z ciebie człowieka, który oddawał 

ciasteczka Haroldowi Grimleyowi, który daje komputery domom 

samotnych matek i wynajmuje ich mieszkanki do prac zleconych. 

Jej oczy wpatrywały się w niego, a on czuł, jak oświetlają jego 

ciemną duszę. 

- Lubię te zdjęcia, bo pokazują początki tworzenia się charakteru 

człowieka, którym jesteś. Ale nie muszą stać na widoku, jeśli ci 

przeszkadzają. Nawet jak je schowamy, i tak nic się nie zmieni. One po 

prostu odkrywają kilka powodów, dla których kocham chłopca, którym 

byłeś, i mężczyznę, którym się stałeś. 

Michael czuł się tak, jakby w jego wnętrzu eksplodowała bomba. 

Przełknął kurczowo. Nie spodziewał się wyznania miłości. Nie czuł się go 

wart. 

R S

background image

 

125 

- Dlaczego mnie kochasz? Jestem przecież człowiekiem bez serca. 

Nie mam serca, pamiętasz? 

- Kiedyś może i miałam wybór, ale teraz nie mogę cię nie kochać. 

Kiedy na ciebie patrzę, widzę coś więcej niż tylko mężczyznę bez serca. - 

Jej oczy lśniły od łez czułości. - Mam tylko nadzieję, że kiedyś poczujesz 

się przy mnie na tyle bezpiecznie, by podzielić się ze mną tym wszystkim. 

Ledwo mógł oddychać. Przyciągnął ją do siebie. 

- Kate, nie zasługuję na ciebie. Ale na pewno z ciebie nie zrezygnuję. 

- Przypomniał sobie o niemal zgniecionej gałązce jemioły w dłoni, 

podniósł ją wysoko i pocałował swoją żonę. 

Następnego dnia Kate nie mogła się skupić na zajęciach w domu dla 

nastoletnich matek. Martwiła się o Michaela. Jego tożsamość była tak 

mocno zrośnięta z firmą, że bała się o niego. Nie martwiła się o pieniądze 

czy jego pracę. Martwiła się o to, jak przejęcie firmy wpłynie na jego 

samopoczucie. 

- No dobrze, wystarczy - powiedziała do Tiny, która została już 

matką małego chłopczyka. - Ustroimy choinkę. 

Tina skinęła głową. 

- Rano przyniosłam ze strychu drabinę i lampki. Pójdę po ozdoby. 

Zaraz wrócę. 

Kate weszła do saloniku i podziwiała wysoki modrzew. Obeszła go, 

masując sobie krzyż i zastanawiając się, która strona powinna być 

skierowana do okna. Ostrożnie przyklękła i poprawiła stojak, po czym 

powoli wstała. Poczuła ruch dziecka i dotknęła brzucha. Ruchy dziecka 

zawsze wywoływały u niej uśmiech. 

Nucąc pod nosem kolędę, rozwinęła sznur lampek i rozłożyła go na 

podłodze. Rozwinęła drugi i spojrzała na drabinę. Michael zamordowałby 

R S

background image

 

126 

ją, gdyby na nią weszła, ale ona czuła się bardzo pewnie. To tylko kilka 

szczebli. 

Wzięła jeden sznur lampek, weszła na dwa szczeble i stanęła. 

- Chyba jest mocna - mruknęła i weszła jeszcze na dwa. Przechyliła 

się na bok i zarzuciła sznur na górne gałęzie. Nie bardzo jej wyszło, więc 

przechyliła się jeszcze trochę. 

Usłyszała za sobą jęk. 

- Pani Hawkins! - wykrzyknęła Tina. 

Kate odwróciła głowę i straciła równowagę. Jeszcze próbowała ją 

odzyskać, ale poczuła, jak szczebel wymyka jej się spod nóg. Upadła na 

bok. 

Natychmiast przeszył ją ból. 

- Och, pani Hawkins! - Tina upuściła pudełka i podbiegła do niej. - 

Nic pani nie jest? 

Między piersiami czuła kropelki potu, a puls walił jak oszalały. 

Kolejna fala bólu. 

- Nie wiem - powiedziała, usiłując wziąć się w garść. - Chyba nie. - 

Spróbowała wstać, ale ból na to nie pozwolił. 

- Boże! - Tina załamywała ręce. - To ja panią przestraszyłam. 

Kate zaczynała ogarniać panika. Odetchnęła głęboko. Poczuła, że tył 

sukienki jest mokry. 

- Wody odeszły - powiedziała, czując ulgę połączoną z 

podnieceniem. - To wody - powtórzyła. Ale gdy spojrzała na sukienkę, 

okazało się, że się myli. To była krew. 

 

 

 

R S

background image

 

127 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Wiceprezes Wayland wciąż odmawiał zapewnienia CG Enterprises 

autonomii, jakiej domagał się Michael. Na spotkaniu obecni byli w 

komplecie prawnicy z obu firm, a także Michael i jego wiceprezes. 

Siedzieli tam już od czterech godzin. 

- Mamy więcej środków. Możemy wam umożliwić ekspansję trzy 

razy szybszą, niż planowaliście - mówił Stone Davidson, „Rekin". - Ale 

nie mogę dać wam wolnej ręki. Są pewne reguły co do kontroli wydatków. 

- Innymi słowy są sznurki - odparł Michael. - Rozumiem. Zawsze są. 

Ale jeśli się nie uważa, mogą poplątać procesy będące już w toku oraz 

zadusić dochodową firmę. 

Michael spojrzał w zaciętą twarz Stone'a Davidsona i doznał 

olśnienia. Szukał elementu mogącego zapewnić im przewagę i nagle 

zrozumiał, że to on sam jest tym elementem. Co za ironia. 

- Jeśli chcecie, bym pozostał w CG, musicie zapewnić większą 

autonomię. Inaczej zapomnijcie o mnie. 

W pokoju zapanowała pełna zdumienia cisza. Szczęka Stone'a 

zadrżała. 

- Trudno mi uwierzyć, że opuściłby pan własną firmę. 

- To już nie byłaby moja firma. 

O dziwo, asystentka Michaela weszła w tym momencie do pokoju. 

Zabronił jej przeszkadzać pod jakimkolwiek pozorem. Spojrzał na nią 

groźnie. 

R S

background image

 

128 

Najwyraźniej przestraszona, podbiegła, podała mu kawałek papieru i 

uciekła. Michael zerknął na notatkę i poczuł, jak krew odpływa mu z 

twarzy. Kate była w szpitalu. Spocił się cały. 

- Przepraszam, nagły wypadek - oznajmił wstając. - Muszę wyjść. 

Stone nie posiadał się z oburzenia. 

- Panie Hawkins, nikt nie wychodzi z negocjacji z Wayland. 

Michael nawet nie zadał sobie trudu, by odpowiedzieć. Myślami był 

już w szpitalu z Kate. 

Do szpitala dotarł w niecałe dziesięć minut, łamiąc wszelkie 

ograniczenia prędkości. Nie wiedział nic oprócz tego, że był wypadek w 

domu dla niezamężnych matek. Jaki wypadek? Jak groźny? Nie wiedział, 

co zrobi, jeśli cokolwiek jej się stało. 

Znalazł pielęgniarkę, która wiedziała coś o Kate. Zerknęła na kartę i 

zrobiła niepewną minę. 

- Pani Hawkins straciła przytomność po przybyciu do nas. Upadła i 

straciła sporo krwi. Zabrano ją na salę operacyjną. Nadal tam jest. Może 

wolałby pan zaczekać w poczekalni chirurgicznej, na górze. 

Straciła sporo krwi. Serce Michaela zamarło. Z trudem mógł mówić. 

- Nic jej nie będzie? 

- Lekarze robią, co w ich mocy. 

- A dziecko? - spytał załamującym się głosem. 

- W tej chwili nie ma pewnej prognozy - zdradziła niechętnie, patrząc 

na niego poważnie. - Przepraszam, ale nic więcej nie wiem. Jeśli chce pan 

gdzieś zadzwonić, w poczekalni jest telefon. 

Michael ruszył we wskazanym kierunku. A jeśli straci Kate? Jeśli 

straci i Kate, i dziecko? Przez pół roku zaharowywał się na śmierć, by 

zadbać o ich przyszłość, a jeśli żadnej przyszłości nie ma? 

R S

background image

 

129 

Zalała go fala zwątpienia. Dlatego właśnie nigdy nie chciał polegać 

na innym człowieku. Dlatego nie wierzył w miłość. Ale jeśli naprawdę nie 

miał serca, to dlaczego czuł się tak okropnie? 

Jeśli straci Kate, to straci całe swoje życie. Motywację do życia. 

Opadł na plastikowe krzesło i ukrył twarz w dłoniach. 

- Ona musi żyć - szepnął. 

Pełen przerażenia i rozpaczy, zadzwonił do Dylana i zostawił mu 

wiadomość na poczcie głosowej. Potem, chociaż zawsze sceptycznie 

podchodził do wiary, zaczął się modlić. 

Minuty ciągnęły się niczym godziny. Michael krążył po małej 

poczekalni jak zwierzę po klatce. Stracił tyle czasu. Teraz oddałby 

wszystko za jeszcze jedną chwilę z Kate. Na swój łagodny, uparty sposób 

usiłowała mu pokazać, jak go widzi - jako dobrego człowieka. Próbowała 

go kochać, ale jej nie pozwalał. 

Usłyszał za sobą kroki. Byli to Dylan i Justin, obaj mieli 

zaniepokojone miny. 

- Przyjechałem, jak tylko odebrałem twoją wiadomość - powiedział 

Dylan, poklepując Michaela po plecach. - Jakieś wieści? 

Michael pokręcił głową. 

- Prognozy dla Kate i dziecka są niepewne. Justin skrzywił się. 

- Przykro mi. Jeśli możemy cokolwiek zrobić... Ciężar na sercu 

Michaela stał się jeszcze większy. 

- Jeśli macie bezpośrednie połączenie z Panem Bogiem, to się 

przyda. 

Justin poruszył się niespokojnie. 

- Przyniosę kawy. 

Michael czuł na sobie wzrok Dylana. 

R S

background image

 

130 

- Wiesz, co się stało? - spytał Dylan. 

- Spadła. Pomagała ubrać choinkę - odpowiedział, nie mogąc 

powstrzymać drżenia głosu. Zamknął oczy. - O Boże, straciłem tyle czasu. 

Tak się zająłem walką z przejęciem firmy, że mogłem przegapić 

najważniejszą rzecz w moim życiu. 

Dylan westchnął i znowu krótko uścisnął jego ramię. 

- Nie ty pierwszy pozwoliłbyś się wymknąć kobiecie. Ciągle płacę za 

moją głupotę na studiach, ale to inna historia. Może jeszcze masz szansę. 

Jeśli tak, nie przepuść jej. 

Pojawiła się pielęgniarka z sali operacyjnej. Trzymała zawinięte w 

kocyk dziecko. 

- Panie Hawkins, oto pańska córka. Michael zamarł. 

- Córka? - powtórzył. 

- Tak - potwierdziła, wkładając mu zawiniątko w ręce. - Nic jej nie 

jest. 

Michael wpatrywał się w maleńką twarzyczkę swej córeczki i napiął 

się cały, by nie drżeć. 

- Kate? - spytał z desperacją w głosie. - Co z moją żoną? 

- Lekarze jeszcze się nią zajmują. Dziecko było w lepszej formie, niż 

się spodziewaliśmy, ale dzieci zazwyczaj lepiej wychodzą z cesarskiego 

niż matki. Zawołamy pana, jak tylko żona znajdzie się na sali poopera-

cyjnej. 

Pokręcił głową, nie odważył się dopuścić do siebie nadziei. 

- Będzie zdrowa? Pielęgniarka skinęła głową. 

- Z początku było ciężko, ale musiała po upadku zadziałać bardzo 

szybko. - Zerknęła z uśmiechem na dziecko. - Musiała być bardzo 

zdecydowana, by sprowadzić ją bezpiecznie na świat. 

R S

background image

 

131 

Ulga była tak wielka, że aż bolesna. Popatrzył na swoją córeczkę i w 

jej słodkiej twarzyczce dojrzał Kate. Łza popłynęła mu po policzku. 

Zanim zdążył złapać oddech, w drzwiach pojawiła się kolejna 

pielęgniarka. 

- Czy chciałby pan zobaczyć żonę? 

Z dzieckiem na rękach Michael wpadł na Justina, wylewając mu 

kawę na koszulę. 

- Przepraszam - powiedział. - Z Kate już w porządku. Dziecko jest 

zdrowe - dodał impulsywnie. - Obaj jesteście ojcami chrzestnymi. 

- Obaj! - odezwali się jednocześnie Justin i Dylan. 

- Dlaczego miałbym być ojcem chrzestnym razem z tobą? - spytał 

Justin. 

- Bo z twoją obsesją na punkcie giełdy sam byś sobie pewnie nie 

poradził - odgryzł się Dylan. 

Michael z dużo lżejszym sercem szedł w stronę sali 

pooperacyjnej. Jak tylko zobaczył Kate, wstrzymał oddech. 

- Jest taka blada - powiedział do pielęgniarki. 

- Straciła sporo krwi, ale szybko odzyska siły. Tylko pewnie będzie 

senna. 

Kate słyszała głos Michaela, jakby nadchodził z bardzo daleka. 

Usiłowała dostać się do niego bliżej. 

- Rezygnuję z firmy - powiedział jej. - Wyszedłem z negocjacji. Jeśli 

Wayland nie przyjmie moich warunków, to po prostu założę nową. Jesteś 

zbyt ważna i nie chcę stracić ani minuty z tobą. 

Chyba śnię, pomyślała, czując tępy ból w dole brzucha. 

- Katie, skarbie - powiedział z napięciem w głosie. - Chciałbym, 

żebyś się obudziła i zobaczyła nasze maleństwo. 

R S

background image

 

132 

Maleństwo! Dziecko. Kate przypomniała sobie upadek i ogarnęła ją 

panika. 

- Dziecko - mruknęła, usiłując otworzyć oczy. Miała wrażenie, że 

ktoś położył stukilowe ciężary na jej powiekach. W końcu udało jej się i 

zobaczyła Michaela z małym zawiniątkiem z koca. Jej mózg był zbyt 

otępiały, by szukać sensu w tym widoku. Dlaczego on trzyma koc? 

- Michael. 

Pochylił się nad nią. Ze zdumieniem zobaczyła łzę na jego policzku. 

- Kocham cię - powiedział. - Ty i dziecko jesteście dla mnie 

najważniejsi na świecie. 

- Ja śnię. - Kate zamknęła oczy. Michael delikatnie potrząsnął jej 

ramieniem. 

- Nie zasypiaj. Proszę, nie śpij. 

Jego proszący ton tak ją wzruszył, że znowu otworzyła oczy. 

- Potrzebuję cię - powiedział. - Nie chciałem tego, ale chyba zawsze 

tak było. Potrzebowałem cię, jeszcze zanim cię poznałem. 

Spojrzała w jego zrozpaczone oczy i już wiedział, jak bardzo się w 

nim zakochała. 

- Czy ja śnię? Pokręcił głową. 

- Nie. - Opuścił zawiniątko i pokazał Kate dziecko. Ich dziecko. Jej 

serce zaśpiewało. 

- O moje maleństwo! - Wyciągnęła rękę i dotknęła główki dziecka. 

- Jest w porządku - zapewnił Michael. - Policzyłem wszystkie 

paluszki. Zdążyłaś na czas. 

Michael ułożył dziecko obok niej i wziął Kate za rękę. 

- Wy dwie jesteście dla mnie najważniejsze na świecie. Nigdy o tym 

nie zapominaj. 

R S

background image

 

133 

Kate spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich to samo skupienie, 

które widywała wcześniej. Ale teraz widziała to, co dostrzegała zawsze. 

Michael miał największe serce na świecie. Tylko dotąd dobrze je ukrywał. 

Miesiąc później Kate kąpała Michelle Justine Hawkins i opowiadała 

jej bajkę. 

- Jesteś bardzo szczęśliwą dziewczynką. Masz wspaniałego tatusia. 

Twój tatuś kocha nas tak bardzo, że porzuciłby dla nas swoją firmę. 

Michelle wydała z siebie parę niezrozumiałych dźwięków. 

- Mówi, że mnie kochał, zanim mnie nawet poznał. Że to ja dałam 

mu serce - westchnęła Kate, zawinęła swój skarb w ręcznik i mocno 

przytuliła. - Kiedy dorośniesz, maleńka, to mam nadzieję, że znajdziesz 

kogoś, kto cię pokocha jak tatuś mnie. 

- Znajdzie - odezwał się od drzwi Michael. - Pochodzi z bardzo 

kochającej się rodziny. 

Kate wstała i uśmiechnęła się do niego. 

- Co ty tu robisz? 

Michael pocałował ją i wziął od niej Michelle. 

- Skoro Wayland zgodził się na moje warunki, awansowałem 

jednego z szefów projektów na wiceprezesa. To da mi trochę więcej czasu. 

- Zerknął na ziewającą Michelle. 

- Po kąpieli zawsze jest śpiąca. Położę ją. 

Wkrótce wrócił i poszedł z Kate na kanapę w pokoju słonecznym. 

Wziął ją w ramiona. Kate zamknęła oczy - nigdy nie będzie miała dość 

jego objęć. Od narodzin Michelle nie pracował tak dużo i wcześniej wracał 

do domu. Nieobecny mąż zamienił się w męża idealnego. Nie mogła 

uwierzyć, że są tacy szczęśliwi. 

R S

background image

 

134 

- Powołanie jeszcze jednego wiceprezesa to najlepsza decyzja, jaką 

podjąłem w pracy od dawna - oznajmił. - Ale w ogóle najlepszą było 

zatrudnienie ciebie. - Pocałował ją lekko. - I ślub z tobą. - Pocałował ją 

mocniej. - I pokochanie ciebie - zakończył. 

- Dom dla Chłopców przysłał nam swoją gazetkę. 

- Tak? - zainteresował się niby obojętnie, na co nie nabrała się ani 

przez sekundę. 

- Tak. Zdaje się, że jakiś tajemniczy ofiarodawca założył fundusz na 

dostawy najwyższej jakości ciasteczek z czekoladą do stołówki przez 

najbliższe dziesięć lat. O rany - dodała niewinnie. - Ciekawe, kto mógł 

zrobić taką ekscentryczną darowiznę. 

- Nie mam pojęcia. 

Pozwoliła mu zachować tę małą tajemnicę, skoro teraz dzielił z nią 

tyle wielkich. Westchnęła. 

- Mogłabym zrobić niesamowite rzeczy człowiekowi, który robi 

takie darowizny. 

Zawahał się. 

- Jakie rzeczy? - Patrzył na nią coraz cieplej. - Myślałem, że lekarz... 

- Dzisiaj orzekł, że już jestem zdrowa. Spojrzał na nią tak, że jej 

serce fiknęło koziołka. 

- Chyba powinnaś mi pokazać, o jakich niesamowitych rzeczach 

myślałaś. 

Kate rozwiązała mu krawat i zaczęła rozpinać koszulę. 

- Tak? 

Pocałował ją. Ta chwila, jak całe ich życie, pełna była obietnic. 

R S


Document Outline