background image

 

background image

 

 

Tom Stoppard 

 

ROSENCRANTZ I GUILDENSTERN 

NIE ŻYJĄ 

 

SZTUKA W III AKTACH 

 

Przełożył Gustaw Gottesman 

 
digitalised by CRANKY 
 

background image

 

 

OSOBY: 
 
ROSENCRANTZ 
GUILDENSTERN 
PIERWSZY AKTOR 
ALFRED 
AKTORZY 
KLAUDIUSZ 
GERTRUDA 
POLONIUSZ 
HAMLET 
OFELIA 

Ż

OŁNIERZ 

I POSEŁ 
II POSEŁ 

 

background image

 

 

AKT I 

 
Miejsce  bliżej  nieokreślone.  Dwaj  panowie  w  elżbietańskich  strojach.  Ubrani  dostatnio  — 
każdy  ma  pokaźną  skórzaną  sakiewkę.  Sakiewka  Guildensterna  jest  prawie  pusta. 
Rosencrantza  natomiast  prawie  pełna.  A  to  z  następującego  powodu:  grają  w  orła  i  reszkę. 
Guildenstern  wyjmuje  monetę  ze  swojej  sakiewki  i  podrzuca  ją  do  góry.  Gdy  moneta  pada, 
Rosencrantz  sprawdza  wynik,  mówi  orzeł  —  bo  tak  jest  rzeczywiście  —  i  wkłada  monetę  do 
swojej  sakiewki.  Powtarza  się  to  wielokrotnie,  przy  czym  widać,  że  gra  toczy  się  już  od 
dłuższego  czasu.  Ciąg  orłów  jest  nieprawdopodobny;  mimo  to  Rosencrantz  nie  wyraża 
zdziwienia:  zresztą  nawet  go  nie  odczuwa.  Jest  on  jednak  wyraźnie  zażenowany  tym,  że 
pozbawia przyjaciela tak znacznej sumy. Niech to świadczy o jego charakterze. Guildenstern 
żywo reaguje na niezwykłość sytuacji. Niepokoi go nie strata pieniędzy, ale tylko skutek, jaki 
stąd płynie. Jest on więc świadomy faktów, ale nie wprawiają go one w zakłopotanie. Niech z 
kolei to świadczy o jego charakterze. Guildenstern siedzi, Rosencrantz stoi, a kiedy trzeba — 
robi parę kroków i podnosi monetę. Guildenstern podrzuca monetę. 
 

ROSENCRANTZ 

(sprawdziwszy)  Orzeł.  (podnosi  monetę  i  wkłada  ja  do  swojej  sakiewki.  Po  chwili  to  samo: 
Guildenstern  podrzuca  monetę,  Rosencrantz  sprawdza  —  czy  orzeł  czy  reszka.  Powtarza  się 
to kilkakrotnie)
 Orzeł. Jeszcze raz orzeł. Jeszcze raz orzeł. I jeszcze raz orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

(podrzucając monetę) Cała sztuka w tym, aby wzmagać napięcie. 
 

ROSENCRANTZ 

Orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

(znowu podrzuca monetę) Chociaż można to osiągnąć przez czysty przypadek. 
 

ROSENCRANTZ 

Orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

Jeśli to jest właściwe określenie. 
 

ROSENCRANTZ 

(spogląda  na  Guildensterna)  Siedemdziesiąt  sześć  —  do  zera.  (Guildenstern  wstaje,  ale  nie 
ma  dokąd  iść.  Znowu  podrzuca  monetę  —  tym  razem  za  siebie,  nawet  nie  patrząc.  Jest  jak 
gdyby skupiony na tym,  co się wokół niego dzieje — czy też zdziwiony, że nic się nie dzieje)
 
Orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

Gdyby  człowiek  był  słabszy,  to  byłby  może  zachwiany  w  swej  wierze,  przynajmniej  jeśli 
chodzi  o  prawo  prawdopodobieństwa.  (od  niechcenia  rzuca  monetę  za  siebie,  idąc  w  głąb 
sceny)
 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

Orzeł. 
Guildenstern  ogląda  scenę;  rzuca  za  siebie  jeszcze  dwie  monety,  jedną  po  drugiej. 
Rosencrantz za każdym razem komunikuje wynik: orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

(z zadumą) Prawo prawdopodobieństwa... Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli na przykład, sześć 
koron (sam jest tym zaskoczony) ...jeśli sześć koron... 
 

ROSENCRANTZ 

Grasz dalej? 
 

GUILDENSTERN 

O co? 
 

ROSENCRANTZ 

O koronę. 
 

GUILDENSTERN 

Tak  (rzuca  monetę)  Zgodnie  z  rachunkiem  prawdopodobieństwa  —  jeśli  to  dobrze 
zrozumiałem  —  jeśli  sześć  koron  rzucić  do  góry  dostateczną  ilość  razy,  to  tyleż  razy  padną 
komuś pod nogi, co nie spadną mu z głowy. 
 

ROSENCRANTZ 

(podnosi monetę) Orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

Co jednak na pierwszy rzut oka nie wydaje się szczególnie płodną spekulacją — niezależnie 
od tego, czy korona spadnie komu z głowy, czy padnie mu pod nogi. Chcę powiedzieć, że dla 
ciebie to nie ma znaczenia. A raczej, że znaczenie korony dla ciebie... (rzuca monetę) 
 

ROSENCRANTZ 

Orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

Ma dla ciebie znaczenie? (rzuca monetę) 
 

ROSENCRANTZ 

Orzeł. Orzeł. (patrzy na Guildensterna, śmieje się zakłopotany) To zaczyna być trochę nudne, 
nie? 
 

GUILDENSTERN 

(chłodno) Nudne? 
 

ROSENCRANTZ 

No... 
 

GUILDENSTERN 

A napięcie? 
 
ROSENCRANTZ 

background image

 

(naiwnie) Jakie napięcie? 
Krótka pauza. 
 

GUILDENSTERN 

To musi być prawo malejących zysków... Czuję, że passa odmieni się lada moment, (stara się 
dodać sobie otuchy. Wyjmuje monetę, podrzuca wysoko w górę, łapie ją, kładzie na grzbiecie 
dłoni, przygląda się jej, rzuca ją Rosencrantzowi. Cala jego energia opada. Siada
) Cóż... jeśli 
dobrze obliczyłem... szanse były jednakowe. 
 

ROSENCRANTZ 

Osiemdziesiąt pięć razy z rzędu — rekord pobity! 
 

GUILDENSTERN 

Pleciesz! 
 

ROSENCRANTZ 

Jasne, że pobity. 
 

GUILDENSTERN 

(zły) A więc o to tylko chodzi? Tylko o to? 
 

ROSENCRANTZ 

O co? 
 

GUILDENSTERN 

Ż

eby ustanowić rekord? To wszystko, co masz do powiedzenia? 

 

ROSENCRANTZ 

No... 
 

GUILDENSTERN 

Ż

adnych problemów? Żadnych wątpliwości? 

 

ROSENCRANTZ 

Przecież sam je rzucałeś. 
 

GUILDENSTERN 

Ani cienia wątpliwości? 
 

ROSENCRANTZ 

(rozżalony) Wygrałem, nie? 
 

GUILDENSTERN 

(podchodzi  do  niego,  spokojnie)  A  gdybyś  przegrał?  Gdyby  za  każdym  razem  wynik  był  na 
twoją niekorzyść: osiemdziesiąt pięć razy, raz po razie, bez pudła? 
 

ROSENCRANTZ 

(nieśmiało) Osiemdziesiąt pięć razy z rzędu — — reszka? 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

Tak! Co byś powiedział? 
 

ROSENCRANTZ 

(niepewny) Hmm... (żartobliwie) Cóż, po pierwsze obejrzałbym dokładnie twoje monety! 
 

GUILDENSTERN 

Kamień spadł mi z serca. Więc jest jakiś czynnik, który da się przewidzieć: dbałość o własny 
interes... Przypuszczam, że ten czynnik pozostanie zawsze. Twoja ślepa wiara skłaniała mnie 
już  do  niepewności.  (zwraca  się  raptem  w  jego  stronę,  wyciąga  dłoń)  Ręka.  (Rosencrantz 
ściska mu dłoń. Guildenstern przyciąga go do siebie. Po chwili znów z większym przejęciem)
 
Graliśmy w orła i reszkę od... (odtrąca go od siebie gwałtownie) Nie pierwszy raz gramy! 
 

ROSENCRANTZ 

O, nie! Odkąd pamiętam, gramy w orła i reszkę. 
 

GUILDENSTERN 

To znaczy — od kiedy? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie wiem. Pomyśl tylko — osiemdziesiąt pięć razy! 
 

GUILDENSTERN 

Naprawdę? 
 

ROSENCRANTZ 

Myślę, że trudno o lepszy wynik, co? 
 

GUILDENSTERN 

O tym tylko myślisz? Wyłącznie o tym? A strach? 
 

ROSENCRANTZ 

Strach? 
 

GUILDENSTERN 

(wściekły, ciska monetę na ziemię) Tak, strach! Może by ci się od tego rozjaśniło we łbie! 
 

ROSENCRANTZ 

Orzeł...  (dokłada  monetę  do  swojej  sakiewki)  Guildenstern  siada,  zgnębiony.  Wyjmuje 
monetę, podrzuca ją, spada mu pod nogi. Sprawdza ją, podnosi i rzuca Rosencrantzowi, który 
chowa  ją  do  sakiewki.  Guildenstern  wyjmuje  jeszcze  jedną  monetę,  podrzuca  ją.  łapie, 
przekłada  do  drugiej  ręki,  sprawdza  i  rzuca  Rosencrantzowi,  który  wkłada  ją  do  sakiewki. 
Guildenstern  wyjmuje  trzecią  monetę,  podrzuca  ją,  łapie  prawą  ręką,  kładzie  na  przegub 
lewej  ręki,  podrzuca  w  górę,  łapie  lewą  ręką,  podnosi  lewą  nogę,  rzuca  monetę  pod  lewą 
nogą,  łapie  ją  i  kładzie  sobie  na  głowie.  Podchodzi  Rosencrantz,  sprawdza  i  wkłada  ją  do 
sakiewki.) 
 

ROSENCRANTZ 

Zdaje mi się... 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

Mnie również. 
 

ROSENCRANTZ 

Zdaje mi się. że to nie jest twój szczęśliwy dzień. 
 

GUILDENSTERN 

Zdaje mi się. że jednak... 
Krótka pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Osiemdziesiąt dziewięć. 
 

GUILDENSTERN 

To  musi  coś  znaczyć,  poza  nowym  podziałem  dóbr.  (zastanawia  się)  Rozpatrzmy  różne 
możliwości.  Po  pierwsze  —  sam  jestem  za  tym.  W  głębi  duszy  sam  ze  sobą  gram  w  orła  i 
reszkę,  przy  czym  monety  mają  po  obu  stronach  orła  i  sam  gram  przeciwko  sobie,  żeby 
odpokutować za winy popełnione w zapomnianej przeszłości. (rzuca monetę Rosencrantzowi) 
 

ROSENCRANTZ 

Orzeł. 
 

GUILDENSTERN 

Po  drugie:  czas  stanął  w  miejscu  i  fakt  podrzucenia  monety  powtarza  się  dziewięćdziesiąt 
razy...  (rzuca  monetę,  sprawdza,  rzuca  ją  Rosencrantzowi)  Raczej  mało  prawdopodobne.  Po 
trzecie, interwencja niebios okazujących łaskawość jemu, patrz dzieci Izraela, lub zsyłających 
karę  na  mnie,  patrz  żona  Lota.  Po  czwarte:  efektowne  przypomnienie  zasady,  że  w  każdym 
pojedynczym  przypadku  moneta  podrzucona  do  góry  (podrzuca  monetę)  z  takim  samym 
prawdopodobieństwem  może  paść  na  orła,  jak  na  reszkę,  a  zatem  —  nie  powinno  to  nikogo 
dziwić, jeśli tak się dzieje, (podrzuca monetę, rzuca ją Rosencrantzowi) 
 

ROSENCRANTZ 

Nigdy jeszcze nie widziałem czegoś podobnego. 
 

GUILDENSTERN 

Więc oto sylogizm: Przesłanka pierwsza — on nigdy jeszcze nie widział czegoś podobnego. 
Druga  —  on  nigdy  jeszcze  o  czymś  podobnym  nie  napisał  do  domu.  Wniosek:  nie  warto  o 
tym pisać do domu... Dom... Jaka pierwsza rzecz przychodzi ci do głowy? 
 

ROSENCRANTZ 

Zaraz, czekaj... Masz na myśli pierwszą rzecz, którą pamiętam? 
 

GUILDENSTERN 

Nie — pierwsza rzecz, która ci przychodzi do głowy. 
 

ROSENCRANTZ 

Aha. (pauza) Nie mogę sobie przypomnieć. Pustka w głowie. To już było tak dawno. 
 

GUILDENSTERN 

(lekko zniecierpliwiony) Nie rozumiesz, o co mi chodzi. Jaka pierwsza rzecz przychodzi ci do 
głowy — po wszystkich rzeczach, których zapomniałeś? 

background image

 

 

ROSENCRANTZ 

Aha. rozumiem. (pauza) Zapomniałem pytania. 
 

GUILDENSTERN 

Od kiedy to pamięć zaczęła cię zawodzić? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie pamiętam. 
Guildenstern chodzi tam i sam. 
 

GUILDENSTERN 

Szczęśliwy jesteś? 
 

ROSENCRANTZ 

Co? 
 

GUILDENSTERN 

Zadowolony? Odprężony? 
 

ROSENCRANTZ 

Chyba tak. 
 

GUILDENSTERN 

Co chcesz robić? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie wiem. A ty? 
 

GUILDENSTERN 

Nie  mam  na  nic  ochoty.  Na  nic.  (zatrzymuje  się)  Był  jakiś  posłaniec...  Tak.  Wezwano  nas. 
(zwraca  się  do  Rosencrantza,  mówi  bardzo  szybko)  Sylogizm  drugi:  Przesłanka  pierwsza  — 
prawdopodobieństwo to czynnik działający w orbicie sił przyrodzonych. Przesłanka druga — 
prawdopodobieństwo  nie  jest  czynnikiem  działającym.  Wniosek:  jesteśmy  w  orbicie  sił 
przyrodzonych,  nadprzyrodzonych  lub  nieprzyrodzonych.  Przystępujemy  do  dyskusji. 
(Rosencrantz  jest zaskoczony, Guildenstern dorzuca cierpko) Tylko się nie zapalaj. 
 

ROSENCRANTZ 

Przepraszam, że... Co z tobą? 
 

GUILDENSTERN 

Naukowe  podejście  do  badania  zjawisk  stanowi  obronę  przed  poczuciem  strachu  Nie  wolno 
tracić  panowania  nad  sobą:  uszy  do  góry,  póki  się  da.  Teraz  przeciwnie  niż  w  sylogizmie 
poprzednim: — trochę to skomplikowane, więc uważaj, to cię może podnieść na duchu. Jeśli 
zakładamy, jak to właśnie zrobiliśmy, że w orbicie sił przyrodzonych, nadprzyrodzonych lub 
nieprzyrodzonych  jest  rzeczą  prawdopodobną,  że  prawo  prawdopodobieństwa  nie  będzie 
czynnikiem działającym, to musimy przyjąć, że prawdopodobieństwo części pierwszej też nie 
będzie  czynnikiem  działającym,  w  którym  to  przypadku  prawo  prawdopodobieństwa  będzie 
działało jako czynnik w orbicie sił przyrodzonych. nadprzyrodzonych lub nieprzyrodzonych. 
Skoro  zaś, jak  widać,  tak  się  nie  dzieje,  to  wnioskujemy,  że  mimo  wszystko  nie  jesteśmy  w 

background image

 

10 

orbicie  sił  przyrodzonych,  nadprzyrodzonych  lub  nieprzyrodzonych.  To  znaczy  —  według 
wszelkiego  prawdopodobieństwa.  Co  ja  osobiście  przyjmuję  z  wielką  ulgą.  (krótka  pauza) 
Wszystko  to  pięknie,  ale...  (mówi  dalej  w  podnieceniu  graniczącym  z  histerią,  mimo  to 
panując nad sobą)
 Gramy w orła i reszkę odkąd cię pamiętam i przez cały ten czas (jeżeli to 
jest cały czas)
 żaden z nas chyba nie wygrał ani  przegrał więcej niż dwie sztuki złota, Mam 
nadzieję, że nie ma w tym nic zaskakującego, ponieważ brak zaskoczenia jest właśnie tym. co 
staram się wyrazić. Spokój ducha przeciętnego gracza zależy od prawa, albo raczej tendencji, 
albo  —  powiedzmy  —  prawdopodobieństwa,  a  w  każdym  razie  —  od  szansy,  która  da  się 
matematycznie obliczyć i która sprawia, że gracz nie traci panowania nad sobą kiedy za dużo 
przegrywa, ani nie zdenerwuje swojego przeciwnika, kiedy zbyt często wygrywa. To tworzy 
pewien rodzaj harmonii i zaufania, łączy to, co przypadkowe, z tym. co wynika z ustalonego 
porządku  rzeczy  —  i  w  ten  sposób  powstaje  ów  sensowny  związek,  który  nazywamy  
przyrodą.  Na  długą  metę,  słońce  wschodzi  równie  często,  jak  zachodzi,  a  moneta  równie 
często pada na orła, jak na reszkę. Ale nagle zjawia się posłaniec. Wzywa się nas. Poza tym 
nic się nie dzieje. Dziewięćdziesiąt dwie monety rzucone kolejno padły dziewięćdziesiąt dwa 
razy na orła... a w ciągu ostatnich trzech minut słyszę, jak w bezwietrzny dzień wiatr przynosi 
dźwięki bębnów i fletu... 
 

ROSENCRANTZ 

(obcinając sobie paznokcie) Innym ciekawym naukowym zjawiskiem jest fakt, że paznokcie 
rosną po śmierci. Broda też. 
 

GUILDENSTERN 

Co? 
 

ROSENCRANTZ 

(głośno) Broda! 
 

GUILDENSTERN 

Przecież ty żyjesz! 
 

ROSENCRANTZ 

(zirytowany)  Nie  powiedziałem,  że  zaczynają  rosnąć  po  śmierci!  (pauza,  spokojniej) 
Paznokcie rosną również przed urodzeniem, a broda nie. 
 

GUILDENSTERN 

Co? 
 

ROSENCRANTZ 

(krzyczy) Broda! Co z tobą? (refleksyjnie) Natomiast paznokcie u nóg nie rosną w ogóle. 
 

GUILDENSTERN 

(rozbawiony) Paznokcie u nóg nie rosną w ogóle? 
 

ROSENCRANTZ 

A bo co — rosną? Dziwna rzecz — stale obcinam sobie paznokcie, a kiedykolwiek myślę o 
tym, że należałoby je obciąć, rzeczywiście trzeba je obciąć. Na przykład teraz. Natomiast jeśli 
idzie  o  paznokcie  u  nóg,  to  o  ile  mi  wiadomo,  nie  obcinam  ich  nigdy.  Powinny  już  były 
zwinąć  mi  się  w  kłębek  pod  stopy,  a  jednak  nie.  Nigdy  o  nich  nie  myślę.  Może  obcinam  je 
bezwiednie, kiedy myślę o czym innym. 

background image

 

11 

 

GUILDENSTERN 

(podenerwowany tą gadaniną) Pamiętasz pierwszą rzecz, która się dzisiaj zdarzyła? 
 

ROSENCRANTZ 

(szybko)  Chyba  to,  że  się  zbudziłem.  (nagle  sobie  przypominając)  Aha  —  już  wiem  —  ten 
typ, jakiś cudzoziemiec, który nas obudził. 
 

GUILDENSTERN 

To był posłaniec. (uspokaja się, siada) 
 

ROSENCRANTZ 

Właśnie.  Niebo  jaśniało  przed  świtem,  ten  człowiek  stał  w  siodle,  łomotał  w  okiennice, 
krzyczał... Co to za hałas?! Zmykaj stąd! — Ale potem zawołał nas po imieniu. Pamiętasz — 
ten człowiek nas obudził. 
 

GUILDENSTERN 

Tak. 
 

ROSENCRANTZ 

Wezwano nas. 
 

GUILDENSTERN 

Tak. 
 

ROSENCRANTZ 

Dlatego tu jesteśmy. (niepewnie rozgląda się wokół, potem tonem wyjaśnienia) W podróży. 
 

GUILDENSTERN 

Tak. 
 

ROSENCRANTZ 

(z  przejęciem)  Pilna  sprawa  —  najwyższy  pośpiech  —  król  was  wzywa.  Powiedział 
dosłownie:  taki  jest  rozkaz,  żadnych  pytań.  Światła  na  dziedzińcu,  siodłanie  koni  i  w  drogę, 
na  przełaj,  co  koń  wyskoczy.  Wyprzedzając  naszych  przewodników  pędziliśmy  na  złamanie 
karku, by spełnić nasz obowiązek! Baliśmy się, że będzie za późno! 
Krótka pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Za późno na co? 
 

ROSENCRANTZ 

A skąd mogę wiedzieć? Jeszcześmy tam nie dotarli. 
 

GUILDENSTERN 

W takim razie — co tu robimy? 
 

ROSENCRANTZ 

Naprawdę o to pytasz? 
 

background image

 

12 

GUILDENSTERN 

Powinniśmy iść dalej. 
 

ROSENCRANTZ 

Naprawdę tak myślisz? 
 

GUILDENSTERN 

(bez większego przekonania) Ruszajmy. 
 

ROSENCRANTZ 

(z ożywieniem) Słusznie! (pauza) Tylko dokąd? 
 

GUILDENSTERN 

Naprzód! 
 

ROSENCRANTZ 

(z przodu przy rampie) Ach. (waha się) To znaczy — którędy? (odwraca się do tylu) Z której 
strony przyszliśmy? 
 

GUILDENSTERN 

Praktycznie  rzecz  biorąc  zaczynamy  od  początku...  Budzimy  się:  człowiek,  który  stoi  w 
siodle,  który  łomocze  w  okiennice,  woła  nas  po  imieniu...  Wiadomość,  wezwanie... 
Ustanawiamy nowy rekord w grze w orła i reszkę. Nie po to zostaliśmy... wybrani... aby nas 
porzucono... abyśmy rzuceni na los, sami odnaleźli drogę... Mamy prawo oczekiwać jakichś 
wskazówek... Tak mi się wydaje. 
 

ROSENCRANTZ 

(nasłuchując) Słuchaj... słuchaj! 
 

GUILDENSTERN 

Co takiego? 
 

ROSENCRANTZ 

Zdaje mi się, że słyszę... muzykę. 
Guildenstern wstaje. 
 

GUILDENSTERN 

Co takiego? 
 

ROSENCRANTZ 

Jakby  orkiestra.  (rozgląda  się  wokół,  śmieje  się  zażenowany,  mówi  nieśmiało)  Brzmiało  jak 
orkiestra. Kotły. 
 

GUILDENSTERN 

Tak? 
 

ROSENCRANTZ 

(uspokaja się) Chyba tylko mi się zdawało. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

13 

„Kolor czerwony, niebieski i zielony są rzeczywiste. Kolor żółty jest mistycznym przeżyciem, 
dostępnym dla każdego”. — Nieważne. 
 

ROSENCRANTZ 

To na pewno był grzmot. Jakby kotły... 
Pod koniec następnej kwestii słychać daleką orkiestrę. 
 

GUILDENSTERN 

Człowiek przerywający swą podróż między jednym miejscem a drugim, w miejscu trzecim — 
nie nazwanym, nie zamieszkałym i niczym się nie wyróżniającym — widzi jednorożca, który 
przecina  mu  drogę  i  znika.  Już  to  samo  jest  zadziwiające,  lecz  zdarzają  się  tajemnicze 
spotkania  różnego  rodzaju,  albo  —  mówiąc  bez  ogródek  —  istnieje  zespół  doświadczeń 
powstałych w wyobraźni. Mój Boże — mówi kto inny — musiałem chyba śnić, zdawało mi 
się,  że  widziałem  jednorożca.  —  W  tym  punkcie  dochodzi  nowy  wymiar,  który  czyni  to 
doświadczenie  niesłychanie  niepokojącym.  Trzeci  świadek,  rozumiesz,  nie  dodaje  nowego 
wymiaru,  ale  rozkłada  go  cieniej,  a  czwarty  jeszcze  cieniej  —  i  im  więcej  świadków,  tym 
cieńszy  staje  się  ten  wymiar,  i  tym  bardziej  prawdopodobny,  aż  jest  tak  cienki  jak 
rzeczywistość,  którą  to  nazwą  obdarzamy  zwykłe  doświadczenie...  Patrz,  patrz!  —  skanduje 
tłum. — Koń ze strzałą w głowie! Wzięto go zapewne za sarnę! 
 

ROSENCRANTZ 

(z ożywieniem) Od razu wiedziałem, że to orkiestra. 
 

GUILDENSTERN 

(znużony) Od razu wiedział, że to orkiestra. 
 

ROSENCRANTZ 

Idą! 
 

GUILDENSTERN 

(tuż  przed  ich  wejściem,  ze  smutkiem)  Szkoda,  że  nie  był  to  jednorożec.  Byłoby  przyjemnie 
mieć jednorożca. 
Aktorów jest sześciu, włączając w to małego chłopca — Alfreda. Dwaj ciągną i pchają wózek 
załadowany  rekwizytami  i  tobołami.  Jest  tam  również  dobosz,  grający  na  rogu  i  flecista. 
Pierwszy  Aktor  nie  ma  instrumentu  —  kroczy  na  końcu.  Pierwszy  Aktor  zauważa 
Rosencrantza i Guildensterna. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Stój!  (trupa  zatrzymuje  się,  robi  w  tył  zwrot.  Wesoło)  Mamy  widzów.  (Rosencrantz  i 
Guildenstern  na  pół  się  podnoszą)
  Nie  ruszajcie  się!  (opadają  z  powrotem.  Pierwszy  Aktor 
przygląda im się z lubością)
 Doskonale! Szczęście, żeśmy tu trafili. 

ROSENCRANTZ 

Dla nas? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Miejmy nadzieję. Ale spotkać dwóch dżentelmenów na drodze — choć trudno spotkać ich na 
bezdrożu... 
 

ROSENCRANTZ 

Rzeczywiście? 

background image

 

14 

 

PIERWSZY AKTOR 

W samą porę — i to co do minuty. 
 

ROSENCRANTZ 

A to dlaczego? 
 

PIERWSZY AKTOR 

No,  bo  niewiele  brakowało,  abyśmy  o  was  zapomnieli  —  i  w  ostatniej  chwili  nam  się 
zjawiacie.  Jutro  o  tej  porze  moglibyśmy  już  nie  pamiętać  o  niczym,  co  umieliśmy 
kiedykolwiek.  Coś  w  tym  jest,  nie?  (śmieje  się)  Bylibyśmy  w  tym  samym  punkcie,  gdzie 
zaczynaliśmy — improwizując. 
 

ROSENCRANTZ 

Cyrkowcy z was, co? 
 
PIERWSZY AKTOR 
Możemy wam urządzić cyrk. jeśli macie na to ochotę, a w takich czasach jak nasze... Ale tak 
naprawdę,  to  za  parę  groszy  możemy  dać  wybór  z  mrożących  krew  w  żyłach  opowieści, 
pełnych  finezyjnych  kadencji  i  trupów,  a  wszystko  to  ściągnięte  od  włoskich  autorów  —  i 
wcale się nie drożymy, aby was zadowolić. Nawet jedna sztuka złota wydaje śliczny dźwięk. 
(wszyscy śmieją się i kłaniają) Jesteśmy aktorzy, do usług. 
Rosencrantz i Guildenstern wstają. 
 

ROSENCRANTZ 

Nazywam się Guildenstern, a to jest Rosencrantz. 
Guildenstern szybko coś mówi do niego. 
 

ROSENCRANTZ 

(bez śladu zażenowania) Przepraszam to on jest Guildenstern. a ja — Rosencrantz. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Miło  nam  poznać  panów.  Grywaliśmy  przed  większym  audytorium.  rzecz  prosta,  lecz  ilość 
nieraz ustępuje jakości. Z miejsca rozpoznałem panów... 
 

ROSENCRANTZ 

Kimże jesteśmy? 
 

PIERWSZY AKTOR 

...jako braci artystów. 
 

ROSENCRANTZ 

Dotychczas sądziłem, że jesteśmy panami. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dla  jednych  najuważniejszą  rzeczą  jest  sztuka,  dla  innych  —  patronat  nad  sztuką.  To  dwie 
strony togo samego medalu, albo skoro jest nas tak wielu — ta sama strona dwóch medali. 
 

ROSENCRANTZ 

Jaki uprawiacie rodzaj? 

background image

 

15 

 

PIERWSZY AKTOR 

Tragedie, panie. Śmierć i demaskatorstwo. Ogólne i poszczególne, — rozwiązania niechybne 
i niespodziewane zarazem, krwawy melodramat, nader sugestywny. Przenosimy was w świat 
intryg i aluzji. Jako błazny — a jeśli sobie życzycie, mordercy. Możemy stanąć przed wami w 
charakterze  duchów,  bohaterów,  kochanków,  łotrów  i  przedstawić  wam  opowieści  w  stylu 
poetyckim... Możemy zagrać gwałcicieli albo zgwałconych, albo jednych i drugich, niewierne 
ż

ony i gwałcone dziewice — schwytane na gorącym spoczynku — za niewielką opłatą, ale to 

już jest realizm i kosztuje drożej. Ciepło, co? 
 

ROSENCRANTZ 

Hm, nie jestem pewien... 
 

PIERWSZY AKTOR 

Trzeba wybulić parę groszy, żeby to oglądać i nieco więcej, by wziąć udział w akcji, jeśli się 
ma na to ochotę — w czasach, w jakich żyjemy. 
 

ROSENCRANTZ 

To znaczy — w jakich? 
 

PIERWSZY AKTOR 

W nijakich! 
 

ROSENCRANTZ 

Złe to czasy? 
 
PIERWSZY AKTOR 
Nikczemne! Ale czym możemy służyć panowie? (do aktorów) Koledzy, proszę zająć miejsca. 
(aktorzy ustawiają się w szeregu) Więc jak, panowie? Na co macie ochotę? 
 

ROSENCRANTZ 

(niezdecydowany, naiwnie) A co oni potrafią? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Proszę puścić wodze fantazji. Nic nie może ich zadziwić. 
 

ROSENCRANTZ 

A ile to kosztuje? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Z wzięciem udziału? 
 

ROSENCRANTZ 

Za samą obecność. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Obecność na czym? 
 

ROSENCRANTZ 

Na prywatnym przedstawieniu. 

background image

 

16 

 

PIERWSZY AKTOR 

Prywatnym — do jakiego stopnia? 
 

ROSENCRANTZ 

Cóż. jest nas tylko dwóch. Wystarczy? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Jak na publiczność, to nie warte zachodu. Jak na prywatkę, może być. 
 

ROSENCRANTZ 

Jaka jest różnica? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dziesięć guldenów. 
 

ROSENCRANTZ 

(przerażony) Dziesięć guldenów. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Chciałem powiedzieć — osiem. 
 

ROSENCRANTZ 

Za obu? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Od każdego. Pan zdaje się nie rozumie... 
 

ROSENCRANTZ 

Coś powiedział? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Powiedziałem — siedem. 
 

ROSENCRANTZ 

Skąd wyście się tu wzięli? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Byliśmy  w  okolicy.  Smarkacze  jacyś...  Wylęgło  się  to  stado  dzieci.  Ci  są  w  modzie  teraz. 
Zdobywają  poklask  w  mieście.  Ale  nie  mogą  dorównać  naszemu  repertuarowi.  Pokażemy 
wszystko, na co macie ochotę... (patrzy porozumiewawczo na Rosencrantza, ale ten ciągle nie 
reaguje)
 
 

ROSENCRANTZ 

Dzieci podrastają... 
 

PIERWSZY AKTOR 

(rezygnując) Tak. co minuta rodzi się nowe. (do aktorów) W drogę! 
Aktorzy zbierają swe toboły i ruszają. 
 

background image

 

17 

GUILDENSTERN 

Dokąd idziecie? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Stać! (aktorzy zatrzymują się i robią w tył zwrot. Do Guildensterna) Do domu. panie. 
 

GUILDENSTERN 

Skąd jesteście? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Z domu. Jesteśmy trupą wędrowną, gramy gdzie wypadnie.  
 

GUILDENSTERN 

Więc tak wam wypadło? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Co? 
 

GUILDENSTERN 

Ż

eście nas znaleźli. 

 

PIERWSZY AKTOR 

Ależ oczywiście. 
 

GUILDENSTERN 

Szukaliście nas? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Ależ nic podobnego. 
 

GUILDENSTERN 

Tylko tak wam wypadło? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Może tak było pisane. 
 

GUILDENSTERN 

Pisane? Wam czy nam? 
 

PIERWSZY AKTOR 

To na jedno wychodzi. 
 

GUILDENSTERN 

Więc tak było pisane. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Tak.  Nie  mamy  na  to  wpływu.  Dzisiaj  gramy  przed  królem.  Albo  jutro.  Albo  gramy  w 
zajeździe. Albo w ogóle nie gramy. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

18 

Mógłbym może wykorzystać swoje stosunki. 
 

PIERWSZY AKTOR 

W zajeździe? 
 

GUILDENSTERN 

Na dworze królewskim. Mógłbym tam użyć swoich wpływów. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Mógłbyś. panie? 
 

GUILDENSTERN 

Mogę ich użyć. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Czego możesz użyć, panie? 
Guildenstern gwałtownie chwyta Pierwszego Aktora. 
 

GUILDENSTERN 

Wpływów!  (Aktor  nie  broni  się.  Guildenstern  puszcza  go  wolno.  Spokojniej)  Mówiłeś  o... 
możliwości wzięcia udziału. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(wesoło,  uwolniwszy  się  z  uścisku)  Mówiłem,  a  jakże!  Jesteś  bystrzejszy  panie,  niż  twój 
przyjaciel...  (zwierzając  się)  Za  parę  guldenów  możemy  dać  prywatne,  niecenzurowane 
przedstawienie „Porwanie Sabinek” — a raczej kobiety — a właściwie Alfreda. (do Alfreda) 
Włóż  spódnicę,  Alfred...  (chłopak  zaczyna  wciągać  kobiecą  tunikę)  ...a  za  osiem  guldenów 
możecie  wziąć  w  tym  udział...  (Guildenstern  cofa  się.  Pierwszy  Aktor  idzie  za  nim)  grając 
jedną z ról... (Guildenstern cofa się jeszcze bardziej) ...lub obie role za dziesięć. (Guildenstern 
usiłuje się wyrwać. Pierwszy Aktor chwyta go za rękaw)
 A na bis... za darmo. (Guildenstern 
uderza  Pierwszego  Aktora  w  twarz.  Ten  zasłania  się  ręką.  Guildenstern  stoi  dygocąc. 
Pierwszy Aktor zrezygnowany i spokojny)
 Ściągaj spódnicę, Alfred... 
Alfred zaczyna zdejmować tunikę, którą był już na wpół włożył.  
 

GUILDENSTERN 

(drżąc z wściekłości i strachu) Gdyby to był zbłąkany ptak, zrzucający mi na ramię kolorowe 
piórko...  Gdyby  to  był  karzeł  z  obciętym  językiem,  stojący  przy  drodze  i  wskazujący 
kierunek... Byłem przygotowany na wszystko. Ale to!? Nic zagadkowego, nic wzniosłego, nic 
klasycznego, nic złowróżbnego, tylko komik kupczący pornografią i targowisko prostytutek... 
 

PIERWSZY AKTOR 

(potakująco,  nisko  i  zamaszyście  kłaniając  się  Guildensternowi)  Gdybyśmy  się  spotkali  w 
innych czasach... Wtedy byliśmy purystami. (prostuje się) W drogę! 
Aktorzy zabierają się do odejścia. 
 

ROSENCRANTZ 

(zmienionym głosem) Chwileczkę! 
 

PIERWSZY AKTOR 

Stój! (zatrzymują się) Alfred! 

background image

 

19 

Alfred podejmuje znów swoje zmagania z garderobą. Pierwszy Aktor wysuwa się do przodu. 
 

ROSENCRANTZ 

Hm, czy to znaczy, że nie jesteście jedynie aktorami? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Jesteśmy aktorami, panie. Również. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc dajecie pokazy? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Przedstawienia, panie. 
 

ROSENCRANTZ 

Tak, oczywiście. To się bardziej opłaca, co? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Jest większy popyt, panie. 
 

ROSENCRANTZ 

W takich czasach, jak nasze. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Tak jest. 
 

ROSENCRANTZ 

Nijakich. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Całkowicie. 
 

ROSENCRANTZ 

Wiesz, nie miałem pojęcia... 
 

PIERWSZY AKTOR 

Rozumiem. 
 

ROSENCRANTZ 

To znaczy — słyszałem kiedyś, ale nigdy naprawdę nie...  
 

PIERWSZY AKTOR 

Rozumiem. 
 

ROSENCRANTZ 

Chcę powiedzieć... Co wy właściwie robicie, co? 
 

PIERWSZY AKTOR 

background image

 

20 

Cóż,  wykonujemy  mniej  więcej  nasz  zwykły  repertuar,  tylko  na  odwyrtkę.  Pokazujemy  na 
scenie rzeczy, które powinny się dziać poza sceną... Co na swój sposób jest rzetelne, jeśli na 
każde wyjście spojrzeć jako na wejście dokąd indziej... 
 

ROSENCRANTZ 

(głośno, nerwowo) Cóż, nie jestem wcale typem człowieka, który... Nie, nie śpiesz się, siadaj, 
powiedz nam co nieco o tym, czego ludzie od was chcą, żeby... 
Pierwszy Aktor odwraca się, odchodząc. 
 

PIERWSZY AKTOR 

W drogę! 
 

ROSENCRANTZ 

Chwileczkę! (aktorzy odwracają się do niego i patrzą na niego bez wyrazu) No więc zgoda, 
nie miałbym nic przeciwko temu, żeby... po prostu się zorientować... (odważnie) Co jesteście 
gotowi pokazać za guldena? (rzuca monetę pomiędzy aktorów) 
Pierwszy Aktor, z miejsca w którym stoi, pluje na tę monetę. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(do  Rosencrantza,  pogardliwie)  Może  pan  go  tam  zostawić!  Jeśli  będziemy  tędy  wracać,  to 
policzymy  panu  o  guldena  mniej.  (aktorzy  protestują,  rzucają  się  na  monetę,  ale  Pierwszy 
Aktor kopie ich i rozpędza)
 W drogę! (Alfred jest jeszcze tylko na pół ubrany. Pierwszy Aktor 
popędza go. okładając go kułakami. Do Alfreda)
 Co ty wyprawiasz? 
Rosencrantz wpada w wściekłość. 
 

ROSENCRANTZ 

Obrzydliwość! To wstrętne! Oh, znam ja was, znam te świństwa, którymi kupczycie! Doniosę 
na was do władz, zboczeńcy! Znam wasze sztuczki! Obrzydliwość! 
Aktorzy zbierają się do odejścia. Guildenstern stoi nieporuszony. Mówi od niechcenia. 
 

GUILDENSTERN 

(do Pierwszego Aktora) Chciałbyś się o coś założyć? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Stój! (aktorzy zdradzają zainteresowanie. Pierwszy Aktor wychodzi do przodu) O co? 
Guildenstern podchodzi do niego, nakrywa butem monetę. 
 

GUILDENSTERN 

O tego guldena. Jak zgadniesz, to dostaniesz dwa. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dobra... Orzeł. 
Guildenstern  podnosi  nogę.  Pierwszy  Aktor  schyla  się.  Pozostali  aktorzy  skupiają  się  wokół 
niego.  Westchnienie  ulgi.  Pierwszy  Aktor  podnosi  pieniądz  i  chowa  go  do  kieszeni. 
Guildenstern rzuca mu drugą monetę. 
 

GUILDENSTERN 

Jeszcze raz? 
Niektórzy  aktorzy  wyrażają  sprzeciw,  Inni  są  za  zakładem.  Pierwszy  Aktor  przytakuje 
skinieniem głowy i podrzuca monetę. 

background image

 

21 

 

GUILDENSTERN 

Orzeł. (wygrał. Podnosi monetę) Jeszcze raz. 
Guildenstern podrzuca monetę. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Orzeł. 
Wygrał. Pierwszy Aktor podnosi monetę. Znowu ma dwie monety. Podrzuca jedną. 
 

GUILDENSTERN 

Orzeł. 
Wygrał, Guildenstern podnosi monetę i natychmiast ją podrzuca. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(waha się chwilę) Reszka. 
Przegrał.  Guildenstern  podnosi  monetę.  Pierwszy  Aktor  rzuca  mu  swoja  drugą  monetę, 
spłacając  w  ten  sposób  dług  i  odwraca  się  plecami.  Guildenstern  ni  podnosi  monety; 
przykrywa ją butem. 
 

GUILDENSTERN 

Orzeł. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie! (pauza. Aktorzy protestują. Tłumacząc się) Nie zgadzają się na ten zakład. 
 

GUILDENSTERN 

Po sześciu orłach z rzędu? Szansa jest raczej po twojej stronie. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

(podnosi nogę, przysiada, podnosi pieniądz, patrzy w górę) Miałeś rację — orzeł. (podrzuca 
monetę, przykrywa ją dłonią na podłodze)
 Jeśli orzeł, to wygrywam. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

(odsłania monetę) Znowu orzeł. (powtarza) Jeśli orzeł, to wygrywam. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

(odsłania monetę) Znowu orzeł. (powtarza) Jeśli orzeł, to wygrywam. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie. 
 

background image

 

22 

GUILDENSTERN 

(odsłania monetę) Jeszcze raz zgadłem. (powtarza) Jeśli orzeł, wygrywam. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie! 
Odwraca się, aktorzy również. Guildenstern wstaje, podchodzi do Pierwszego Aktora. 
 

GUILDENSTERN 

Nie  do  wiary!  (odchodzi,  uspokaja  się,  uśmiecha  się)  Załóżmy  się,  że  mój  rok  urodzenia, 
podwojony, daje liczbę nieparzystą. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Pański rok urodzenia... 
 

GUILDENSTERN 

Jeśli mi nie ufasz, to się nie zakładaj. 
 

PIERWSZY AKTOR 

A pan by mi zaufał? 
 

GUILDENSTERN 

Więc załóż się... 
 

PIERWSZY AKTOR 

O mój rok urodzenia? 
 

GUILDENSTERN 

Jeśli nieparzysta, ty wygrywasz. 
 
PIERWSZY AKTOR 
Dobra. 
Aktorzy zbliżają się. 
 

GUILDENSTERN 

A  zatem,  rok  twego  urodzenia...  Podwój  tę  liczbę.  Jeśli  parzysta,  to  wygrywam;  jeśli 
nieparzysta — przegrywam. 
Cisza. Nagle, gdy aktorzy sobie uświadamiają, że każda cyfra podwojona jest parzysta, robi 
się straszliwy zgiełk. Aktorzy protestują, po czym znów zapada cisza. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie mamy pieniędzy. 
Guildenstern zwraca się ku niemu. 
 

GUILDENSTERN 

Ach  tak.  A  co  macie?  (Pierwszy  Aktor  milcząco  przyprowadza  Alfreda.  Guildenstern 
przygląda mu się lekceważąco)
 Więc graliście o to? 
 

PIERWSZY AKTOR 

To najlepsze, co mamy. 
 

background image

 

23 

GUILDENSTERN 

(patrzy  w  górę  i  wokół)  W  takim  razie,  istotnie,  czasy  są  ciężkie.  (Pierwszy  Aktor  chce  coś 
powiedzieć,  zaprotestować,  ale  Guildenstern  zwraca  się  do  niego  ze.  złością)
  Nawet 
powietrze tutaj śmierdzi. 
Pierwszy Aktor wycofuje się. Guildenstern podchodzi do rampy, potem robi w tył zwrot. 
 

GUILDENSTERN 

Chodź  no  tu,  Alfredzie.  (Alfred  podchodzi,  wystraszony,  skulony.  Łagodnie)  Często 
przegrywasz? 
 

ALFRED 

Tak, panie. 
 

GUILDENSTERN 

Więc co jeszcze możesz przegrać? 
 

ALFRED 

Nic, panie. 
Pauza. Guildenstern przygląda mu się. 
 

GUILDENSTERN 

Lubisz być... aktorem? 
 

ALFRED 

Nie, panie. 
Guildenstern rozgląda się wokół, patrzy w stronę widowni. 
 

GUILDENSTERN 

Ty  i  ja,  Alfred,  moglibyśmy  tu  stworzyć  dramatyczny  precedens.  (Alfred,  bliski  płaczu, 
zaczyna ciągnąć nosem)
 No, no, Alfred, w ten sposób nie przyciągniesz europejskich widzów 
teatralnych.  (Pierwszy  Aktor  zbliża  się,  żeby  pouczyć  Alfreda.  Guildenstern  znowu  mu 
przerywa. Zaczepnie) 
Znasz jakieś dobre sztuki? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Sztuki? 
 

ROSENCRANTZ 

(wychodzi do przodu, jąka się wstydliwie) Pokazy...  
 

GUILDENSTERN 

Zdawało mi się, że jesteście aktorami. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(zaczyna rozumieć) Aha, tak. No, jesteśmy. Jesteśmy. Ale ostatnio mało kto żądał... 
 

GUILDENSTERN 

Przegrałeś. A więc... może któryś z Greków, co? Orientujecie się chyba w antycznej tragedii. 
Wielka  klasyka  —  krwawe  mordy!  Marti,  patri,  fratri,  sorrori,  uxori  —  i  jest  rzeczą 
zrozumiałą, że... 
 

background image

 

24 

ROSENCRANTZ 

To pikantne... 
 

GUILDENSTERN 

...prawiczki popełniają samobójstwo. Dziewice pragną Boga. 
 

ROSENCRANTZ 

I na odwrót. 
 

GUILDENSTERN 

Takie rzeczy gracie, co? 
 

PIERWSZY AKTOR 

No, nie. tego bym nie powiedział. Należymy raczej do szkoły, która krew. miłość i retorykę 
wynosi ponad wszystko. 
 

GUILDENSTERN 

Dobrze, więc pozostawiam ci wybór, jeśli jest w ogóle w czym wybierać. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Trudno te rzeczy rozdzielić, panie. Cóż, mógłbym dać krew i miłość bez retoryki, albo krew i 
retorykę bez miłości — i mógłbym równocześnie dać wszystkie trzy. albo dać je po kolei, ale 
nie mogę dać miłości i retoryki bez krwi. Krew jest obowiązkowa — wszystko jest krwią, wie 
pan. 
 

GUILDENSTERN 

I to jest to, czego ludzie chcą? 
 

PIERWSZY AKTOR 

To gramy i już. (krótka pauza. Odwraca się) 
Guildenstern kładzie rękę na ramieniu Alfreda. 
 
GUILDENSTERN 
(powściągliwie, ale łagodnie) Dzięki: damy wam znać. 
Pierwszy Aktor przeszedł do przodu. Alfred idzie za nim. 
 
PIERWSZY AKTOR 
(do aktorów) Numer trzydzieści osiem! 
 
ROSENCRANTZ 
(podchodzi, zafascynowany, zaciekawiony) Figura? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Co, panie? 
 
ROSENCRANTZ 
To jeden z waszych żywych obrazów? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie. panie. 

background image

 

25 

ROSENCRANTZ 

Ach nie? 
 

PIERWSZY AKTOR 

(do  aktorów,  odciągających  już  wraz  z  wózkiem  i  rekwizytami)  Wejście  tu  i  tam.  (wskazuje 
głąb sceny) 
Pierwszy  Aktor  nie  zmienił  w  ogóle  pozycji  w  czasie,  gdy  padają  ostatnie  cztery  kwestie. 
Guildenstern czeka. 
 

GUILDENSTERN 

I co? Nie zmieniasz kostiumu? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nigdy go nie zmieniam, panie. 
 

GUILDENSTERN 

Nie wychodzisz z roli. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Tak jest. panie. 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Nie masz zamiaru się zabrać? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Jestem w drodze. 
 

GUILDENSTERN 

Ale jak jesteś w drodze, to nie możesz się zabrać! 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dopiero zaczynam. 
 

GUILDENSTERN 

Ale jeszcze się nie zaczęło. No, jazda. Będziemy cię oczekiwać. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dam panu znak. 
Nie  rusza  się.  Jego  pozycja  staje  się  niepokojąca  a  nawet  żenująca.  Pauza.  Rosencrantz 
podchodzi do niego; stają twarzą w twarz. 
 

ROSENCRANTZ 

Przepraszam. (pauza. Pierwszy Aktor podnosi nogę, którą przykrywał monetę Guildensterna. 
Rosencrantz stawia swoją stopę na tej monecie Śmieje się) 
Dziękuję. 
Pierwszy Aktor odwraca się. odchodzi. Rosencrantz schyla się po monetę. 
 

GUILDENSTERN 

(oddalając się) Chodźmy. 
 

background image

 

26 

ROSENCRANTZ 

Wiesz, miałeś szczęście. 
 

GUILDENSTERN 

(odwracając się) Bo co? 
 

ROSENCRANTZ 

Była reszka. 
Rzuca  monetę  Guildensternowi,  który  łapie  ją  w  powietrzu.  Jednocześnie  zaznacza  się 
błyskawiczna  zmiana,  której  zewnętrzne  cechy  przechodzą  w  wewnętrzne,  ale  powoli.  Na 
scenę w popłochu, wbiega Ofelia przytrzymując spódnicę — za nią Hamlet. 
Uwaga: Podobieństwo Hamleta z Pierwszym Aktorem jest powierzchowne, ale zauważalne. 
Ofelia szyła i trzyma w ręce jakąś suknię. Żadne z nich się nie odzywa. Hamlet, którego żakiet 
jest rozpięty, jest bez nakrycia głowy, nie ma podwiązek, pończochy opadają mu aż do kostek, 
jest  blady  jak  śmierć,  kolana  mu  drżą.  Z  żałosnym  wyrazem  twarzy  bierze  Ofelię  za  rękę  i 
trzyma ją mocno, później odsuwa się na długość ramienia i drugą rękę trzymając przy skroni, 
uważnie  przygląda  się  Ofelii,  jak  gdyby  chciał  zapamiętać  jej  twarz.  W  końcu,  poruszając 
nieco  ramieniem  i  trzykrotnie  kiwnąwszy  głową,  tak  żałośnie  i  głęboko  wzdycha,  że  wydaje 
się, jakby to westchnienie rozsadziło go całego i że nagle dokończy żywota. Po czym Hamlet 
pozwala jej odejść, a sam wychodzi z głową odwróconą do tyłu, nie spuszczając z niej oka... 
Ofelia wybiega w przeciwną stronę. Rosencrantz i Guildenstern stoją oniemiali. Guildenstern 
ocknął się pierwszy, podbiegł do Rosencrantza. 
 

GUILDENSTERN 

Chodźmy! 
Fanfara — wchodzą Klaudiusz i Gertruda, w otoczeniu dworu. 
 

KLAUDIUSZ 

Witaj, Rosencrantz... witaj Guildenstern. 
Dłonią  podniesioną  pozdrawia  Rosencrantza.  Podczas  gdy  Guildenstern  kłania  się  nisko, 
Rosencrantz  nie  zdążył  się  jeszcze  wyprostować. Potem  Rosencrantz  kłania  się  znowu,  nisko 
schylając głowę, zerka w stronę Guildensterna, który właśnie się wyprostowuje. 
Nie sama tylko chęć widzenia panów była przyczyną, ale i potrzeba waszej pomocy. 
Rosencrantz i Guildenstern pośpiesznie poprawiają na sobie stroje. 
Wiecie już o dziwnym 
Przeistoczeniu się Hamleta, mówię  
Przeistoczeniu, bo nic w nim tak wewnątrz. 
Jak i na zewnątrz nie jest tym, czym było. 
Co by innego jak śmierć ojca mogło 
Do tego stopnia wywieść go za obręb 
Jego natury, nie pojmuję wcale. 
Proszę was przeto, was, coście z nim wzrośli 
I z bliska z jego wiekiem i myślami 
Sąsiadujecie, abyście czas jakiś 
Raczyli u nas zostać, by Hamleta 
Trochę rozerwać, a przy tej okazji 
Zbadać powody obcego nam smutku. 
Na który, gdyby stał się nam wiadomym. 
Znaleźlibyśmy może jaki środek. 
 

background image

 

27 

GERTRUDA 

Czcigodni (pauza) panowie... 
Obaj kłaniają się. 
Często on was wspominał, panowie, 
I wiem, że nie ma na świecie dwóch ludzi 
Bardziej mu niż wy miłych. Jeśli w dowód 
Ż

yczliwych chęci i uczuć uprzejmych 

Zechcecie trochę czasu tu przepędzić 
I wesprzeć nasze nadzieje, możecie 
Liczyć na taką wdzięczność z naszej strony, 
Jaka przystoi monarchom. 
 

ROSENCRANTZ 

Obojgu 
Waszym królewskim mościom służy prawo. 
Z mocy najwyższej ich władzy nad nami, 
Wolę swą w rozkaz przyoblekać raczej 
Niż w prośbę. 
 

GUILDENSTERN 

Będziem jednakże posłuszni 
I dobrowolnie na rozkazy waszych 
Królewskich mości u stóp ich składamy 
Nasze usługi. 
 

KLAUDIUSZ 

Dzięki  ci  za  to,  Rosencrantz,  (zwracając  się  do  Rosencrantza,  który  nie  był  na  to 
przygotowany,  podczas  gdy  Guildenstern  zgięty  jest  w  ukłonie)
  i  tobie  kochany 
Guildensternie. (zwraca się do Guildensterna kłaniającego się nisko) 
 

GERTRUDA 

(poprawiając) Dzięki ci za to, Guildensternie, (zwracając się do Rosencrantza, ten kłania się 
rzucając okiem na Guildensterna, który pozostaje zgięty we dwoje, aby znowu się ukłonić, po 
czym  obaj  kłaniają  się  nisko,  patrząc  na  siebie  spod  oka)
  i  tobie,  kochany  Rosencrantz. 
(zwracając  się  do  Guildensterna,  w  momencie  gdy  obaj  są  już  wyprostowani.  Guildenstern 
znowu zaczyna się kłaniać)
 
Zaklinam was idźcie natychmiast do mego tak 
Odmienionego syna. Niech tam który wskaże 
Tym panom, gdzie jest Hamlet, 
Dwaj dworzanie wycofują się tyłem, gestem pokazując Rosencrantzowi i Guildensternowi, by 
poszli za nimi. 
 

GUILDENSTERN 

Oby nieba nie uczyniły naszych usiłowań bezowocnymi. 
 

GERTRUDA 

Daj to dobry Boże! 
Rosencrantz  i  Guildenstern  posuwają  się  do  przodu  sceny,  lecz  zanim  tam  dochodzą,  zjawia 
się  Poloniusz.  Przystają i  kłaniają  mu  się.  On  odpowiada  skinieniem  głowy  i  spieszy w  głąb 
sceny, do króla. Oni oglądają się za nim, lecz po chwili przestaje ich to interesować i idą w 

background image

 

28 

stronę rampy. Tymczasem Poloniusz głośno wykrzykuje przed królem. 
 

POLONIUSZ 

Panie! Wysłane do Norwegii posły 
Szczęśliwie są już w tej chwili z powrotem. 
 

KLAUDIUSZ 

Zawsześ był waćpan ojcem dobrych nowin. 
 

POLONIUSZ 

Byłem zaiste, mój panie? 
Bądź przekonany, miłościwy panie, 
Ż

e obowiązki moje względem Boga 

I mego władcy, tak samo jak duszę 
Trzymam w porządku. Jakoż zdaje mi się 
Jeżeli tylko ten mózg nie zszedł na bok 
Z drogi trafności, którą zwykł był kroczyć, 
Ż

e ostatecznie nie jest mi już obcym, 

Skąd bierze źródło szaleństwo Hamleta. 
Wychodzą — zostawiając Rosencrantza i Guildensterna. 
 

ROSENCRANTZ 

Ja chcę do domu. 
 

GUILDENSTERN 

Nie daj się zwariować. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie dla mnie to wszystko. 
 

GUILDENSTERN 

Wkrótce będziemy w domu. Komu do domu, temu czas. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie na moją to głowę. 
 

GUILDENSTERN 

Będziesz głową domu. 
 

ROSENCRANTZ 

Im bardziej nad tym się głowię... 
 

GUILDENSTERN 

Masz czas! Głowa do góry! 
 

ROSENCRANTZ 

(załamując się, piskliwie) Ach, głowa mi pęka! Powiadam ci, już  nie mam do niczego głowy. 
Dom i srom i prom... 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

29 

(w  roli  pielęgniarki)  No,  cicho...  Zaraz  będziemy  w  domu...  w  domu  i  po  kryjomu... 
(raptownie)  Czy  zdarzyło  ci  się  kiedyś,  żebyś  nagie  i  bez  żadnego  powodu  nie  umiał 
ortograficznie napisać „żona” albo „zupa”, bo kiedy już napisał te słowa, to ci się wydaje, żeś 
nigdy nie widział liter ułożonych w tej kolejności. 
 

ROSENCRANTZ 

Pamiętam że ... 
 

GUILDENSTERN 

Co? 
 

ROSENCRANTZ 

Był czas, gdy nie stawiano pytań. 
 

GUILDENSTERN 

Zawsze stawiano pytania. Tylko, że wymienia się jeden zestaw pytań na drugi. 
 

ROSENCRANTZ 

Odpowiedzi, owszem. Odpowiedzi były na wszystko. 
 

GUILDENSTERN 

Zapomniałeś chyba. 
 

ROSENCRANTZ 

(wybucha)  Nie  zapomniałem!  Świetnie  pamiętałem  swoje  imię  —  i  twoje,  tak  jest! 
Gdziekolwiek  człowiek  spojrzał,  była  odpowiedź.  Nie  było  wątpliwości  —  każdy  wiedział, 
kto ja jestem, a jeśli nie wiedział, to pytał — i mówiłem mu. 
 

GUILDENSTERN 

Mówiłeś,  owszem,  tylko  szkopuł  w  tym,  że  wszystko  jest...  prawdopodobne,  ale  nie  można 
tego wyczuć. Całe życie jesteś tak blisko prawdy, ja gdyby wzrok zachodził ci mgłą i — jeśli 
coś z zewnątrz działa tak, że mgła się rozwiewa i nagle widzisz ostro, to masz wrażenie, że to 
jakaś  groteska.  Ten  człowiek,  na  pół  rzeczywisty,  stał  w  siodle,  o  świcie  na  pół  realnym,  i 
walił w okiennice wołając nas po imieniu. Był to pewnie tylko płaszcz i kapelusz lewitujący 
w  szarej  smudze  oddechu.  Ale  kiedy  zawołał,  tośmy  przyszli.  Tyle  jest  pewne,  że 
przyszliśmy. 
 

ROSENCRANTZ 

Ja  w  każdym  razie  mam  tego  wszystkiego  po  uszy.  To  mnie  nic  a  nic  nie  obchodzi.  Więc 
może byś wreszcie zdecydował się na coś? 
 

GUILDENSTERN 

Powzięcie  jakiejś  decyzji  to  prawie  akt  samowoli.  I  nie  po  to  przebyliśmy  taki  szmat  drogi, 
ż

eby  po  prostu  przyjść  na  chrzciny.  Wszystko  to  już  było.  Ale  nam  się  jeszcze  upiekło. 

Mogłoby  być  tak.  że  musielibyśmy  przeorać  cały  obszar  ludzkich  nazw,  jak  dwaj  ślepcy 
wdzierający  się  do  fotografa,  żeby  ukraść  swoje  własne  zdjęcia...  Mamy  przynajmniej  jakąś 
alternatywę... 
 

ROSENCRANTZ 

W ten sposób teraz... 

background image

 

30 

 

GUILDENSTERN 

...choć nie mamy wyboru. 
 

ROSENCRANTZ 

Ośmieszyłeś mnie całkowicie. 
 

GUILDENSTERN 

I sam się ośmieszyłem. 
 

ROSENCRANTZ 

(z bólem) Ja tylko chcę, żebyś był konsekwentny! 
 

GUILDENSTERN 

(rzeczowo, półgłosem) Najlepszy rym do „konsekwentny” — mętny. 
 

ROSENCRANTZ 

(żałośnie)  Ja  chcę  do  domu.  (robi  parę  kroków)  Z  której  strony  przyszliśmy?  Straciłem 
orientację. 
 

GUILDENSTERN 

Jedyny początek to narodziny, a jedyny koniec to śmierć. Jeśli nie można liczyć na to, to na 
co można liczyć? 
Podchodzą jeden do drugiego. 
 

ROSENCRANTZ 

Nikomu nic nie zawdzięczamy. 
 

GUILDENSTERN 

Dopadli nas. Każda twoja czynność, choćby najmniejsza, wywołuje inną. w innym miejscu, a 
ta  z  kolei  wywołuje  następną.  Miej  oczy  otwarte,  słuchaj  uważnie.  Poruszaj  się  ostrożnie, 
ś

ciśle trzymaj się wskazówek. Wszystko będzie dobrze. 

 

ROSENCRANTZ 

Na jak długo? 
 

GUILDENSTERN 

Aż rzeczy dobiegną swego kresu. Jest w tym wszystkim jakaś logika. Wszystko to się robi dla 
ciebie, nie martw się. Korzystaj z tego. Odpoczywaj. Kiedy ktoś bierze cię za rękę i prowadzi, 
jakbyś  znowu  był  dzieckiem,  choć  już  straciłeś  niewinność...  to  tak  jakbyś  dostał  nagrodę, 
jakby ci dali dodatkową porcję dzieciństwa — i to w chwili, kiedy najmniej mogłeś się tego 
spodziewać.  Jakbyś  dostał  nagrodę  za  to,  że  jesteś  dobry,  albo  za  to.  że  nigdy  nie  miałeś 
dzieciństwa... Jako wyrównanie. Czy w tym, co mówię, jest jakaś sprzeczność? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie pamiętam... Na czym opieramy to wszystko? 
 

GUILDENSTERN 

Zostaliśmy wtajemniczeni. Metamorfoza Hamleta. Pamiętasz jeszcze? 
 

background image

 

31 

ROSENCRANTZ 

Tak. zmienił się, prawda. Zewnętrznie i wewnętrznie człowiek ten nie przypomina... 
 

GUILDENSTERN 

Rozerwijcie go trochę... Zbadajcie powody jego smutku... 
 

ROSENCRANTZ 

Coś więcej aniżeli śmierć jego ojca. 
 

GUILDENSTERN 

Ciągle o nas mówi, jest zwariowany na naszym punkcie. O nikim tyle nie myśli, co o nas. 
 

ROSENCRANTZ 

Bawimy go, rozweselamy... Dowiadujemy się, jakie są powody... 
 

GUILDENSTERN 

Właśnie,  cała  sztuka  w  tym,  aby  zadawać  odpowiednie  pytania,  ale  z  niczym  się  nie 
zdradzając. Trzeba umieć w to grać. 
 

ROSENCRANTZ 

A potem będziemy wolni? 
 

GUILDENSTERN 

Tak jest — i szczodrze obdarowani, bo król nigdy nie zapomina. 
 

ROSENCRANTZ 

To mi się podoba. Jak myślisz, co to znaczy, że nie zapomina? 
 

GUILDENSTERN 

To znaczy, że nie zapomina swoich przyjaciół. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale mniej więcej... 
 

GUILDENSTERN 

Trudno powiedzieć. Są królowie, którzy cierpią na dziury w pamięci... a inni. przypuszczam, 
cierpią na coś wręcz przeciwnego — choć co to może być, nie mam pojęcia. 
 

ROSENCRANTZ 

Tak... ale... 
 

GUILDENSTERN 

Można mieć taką pamięć, jak słoń... 
 

ROSENCRANTZ 

Nie pytam: jak długo, pytam: ile? 
 

GUILDENSTERN 

Można pamiętać tylko, ile kto jest winien... 
 

background image

 

32 

ROSENCRANTZ 

Co to za aluzje? 
 

GUILDENSTERN 

Słowa, słowa. To wszystko, na co możemy liczyć. 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Czy nie należałoby czegoś zrobić? Czegoś konstruktywnego? 
 

GUILDENSTERN 

Zbudować niewielką, płaską piramidę z ludzkich ciał? 
 

ROSENCRANTZ 

Moglibyśmy czymś się zająć. 
 

GUILDENSTERN 

Czym? 
 

ROSENCRANTZ 

Nim! 
 

GUILDENSTERN 

Po co? Mają nas na oku. Jak zaczniemy tu się kręcić, to całą noc będziemy chodzić sobie po 
piętach. 
Każdy idzie w inną stronę. 
 

ROSENCRANTZ 

(przy rampie) Dziwne! (odwraca się) Czuję się jak widz. Straszna sytuacja! Można to znieść 
tylko wtedy, gdy człowiek wierzy z całych sił. że za chwilę zjawi się ktoś interesujący... 
 

GUILDENSTERN 

Widzisz kogoś? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie. A ty? 
 

GUILDENSTERN 

Nie. (przy rampie) Jakaż to wyrafinowana tortura — stale wzbudzać czyjąś ciekawość, nigdy 
jej nie zaspokajając... (pauza) Dotychczas nie mieliśmy wprawy. 
 

ROSENCRANTZ 

Moglibyśmy się bawić w pytania. 
 

GUILDENSTERN 

Co by nam z tego przyszło? 
 

ROSENCRANTZ 

Wprawa! 
 

background image

 

33 

GUILDENSTERN 

To nie było pytanie. Jeden do zera. 
 

ROSENCRANTZ 

To oszustwo! 
 

GUILDENSTERN 

Bo co? 
 

ROSENCRANTZ 

Jeszcze nie zacząłem. 
 

GUILDENSTERN 

To też nie było pytanie. Dwa do zera. 
 

ROSENCRANTZ 

To się liczy? 
 

GUILDENSTERN 

Co? 
 

ROSENCRANTZ 

To się liczy? 
 

GUILDENSTERN 

Faul! Nie wolno powtarzać. Trzy do zera. Punkt. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie będę grał, jeśli nie przestaniesz. 
 

GUILDENSTERN 

Czyj serw? 
 

ROSENCRANTZ 

Hm. 
 

GUILDENSTERN 

Faul. Nie wolno chrząkać. Jeden do zera. 
 

ROSENCRANTZ 

Kto teraz? 
 
GUILDENSTERN 

Czemu? 

 

ROSENCRANTZ 

Czemu nie? 
 

GUILDENSTERN 

Po co? 

background image

 

34 

 

ROSENCRANTZ 

Faul! Nie wolno używać synonimów. Jeden — jeden. 
 

GUILDENSTERN 

Co tu się dzieje do jasnej cholery? 
 

ROSENCRANTZ 

Faul! Nie wolno zadawać retorycznych pytań. Dwa do jednego. 
 

GUILDENSTERN 

I do czego to wszystko prowadzi? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie możesz się domyślić? 
 

GUILDENSTERN 

Do mnie mówisz? 
 

ROSENCRANTZ 

A czy ktoś tu jeszcze jest? 
 

GUILDENSTERN 

Kto? 
 

ROSENCRANTZ 

Skąd mogę wiedzieć? 
 

GUILDENSTERN 

Dlaczego pytasz? 
 

ROSENCRANTZ 

Mówisz poważnie? 
 

GUILDENSTERN 

Czy to nie było retoryczne pytanie? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

Więc to nie było pytanie? Dwa — dwa. Po punkcie. 
 

ROSENCRANTZ 

Co z tobą dzisiaj? 
 

GUILDENSTERN 

Kiedy? 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

35 

Co? 
 

GUILDENSTERN 

Ogłuchłeś? 
 

ROSENCRANTZ 

Czy spuchłem? 
 

GUILDENSTERN 

Tak, czy nie? 
 

ROSENCRANTZ 

I ja mam w to wierzyć? 
 

GUILDENSTERN 

A w Boga wierzysz? 
 

ROSENCRANTZ 

Faul! Nie wolno wyciągać fałszywych wniosków. Trzy do dwóch. 
 

GUILDENSTERN 

(poważnie) Jak się nazywasz? 
 

ROSENCRANTZ 

A ty? 
 

GUILDENSTERN 

Ja pytałem pierwszy. 
 

ROSENCRANTZ 

To nie było pytanie. Jeden do zera. 
 

GUILDENSTERN 

Jak wołają na ciebie w domu? 
 

ROSENCRANTZ 

A na ciebie? 
 

GUILDENSTERN 

W domu? 
 

ROSENCRANTZ 

W domu na ciebie wołają inaczej? 
 

GUILDENSTERN 

W jakim domu? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie masz domu? 
 

background image

 

36 

GUILDENSTERN 

Dlaczego pytasz? 
 

ROSENCRANTZ 

Czego ty chcesz? 
 

GUILDENSTERN 

(z naciskiem) Jak się nazywasz? 
 

ROSENCRANTZ 

To już było. Dwa do zera. Jeden punkt dla mnie. 
 

GUILDENSTERN 

(chwyta go gwałtownie) Co ty sobie myślisz?! 
 

ROSENCRANTZ 

Retoryczne pytanie! Punkt i mecz. (pauza)  
Jak się to wszystko skończy? 
 

GUILDENSTERN 

Oto jest pytanie. 
 

ROSENCRANTZ 

To pytanie nad pytaniami. 
 

GUILDENSTERN 

Myślisz, że to jakaś różnica? 
 

ROSENCRANTZ 

A dla ciebie nie ma różnicy? 
 

GUILDENSTERN 

Jaka ma być różnica? 
 

ROSENCRANTZ 

Co za różnica, jaka ma być różnica? 
 

GUILDENSTERN 

(z lekką kpiną) Czy nie ma różnicy, jaka ma być różnica? 
 

ROSENCRANTZ 

(chwyta go gwałtownie) Co ty sobie myślisz? 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

To bez różnicy. 
 

ROSENCRANTZ 

(jako wołający na puszczy) Po co ta cała gra? 
 

background image

 

37 

GUILDENSTERN 

Jakie  są  reguły  gry?  (z  tyłu  wchodzi  Hamlet,  przechodzi  przez  scenę  czytając  książkę. 
Guildenstern spostrzega go dopiero w chwili, gdy Hamlet wychodzi. Ostro)
 Rosencrantz! 
 

ROSENCRANTZ 

(zrywa się) Co? 
Hamlet wychodzi. Rosencrantz i Guildenstern uśmiechają się triumfująco. 
 

GUILDENSTERN 

No? Jak to było? 
 

ROSENCRANTZ 

Spryciarz z ciebie. 
 

GUILDENSTERN 

Wyglądało naturalnie? 
 

ROSENCRANTZ 

Ż

ywiołowo. 

 

GUILDENSTERN 

Teraz kapujesz? 
 

ROSENCRANTZ 

Moje uznanie. 
 

GUILDENSTERN 

Łapa, 
Podają sobie ręce. 
 

ROSENCRANTZ 

Teraz ja wypróbuję ciebie... Guil! 
 

GUILDENSTERN 

Chwileczkę! Działaj przez zaskoczenie. 
 

ROSENCRANTZ 

Dobra! (każdy idzie w inną stronę. Pauza. Na stronie) Gotowy? 
 

GUILDENSTERN 

(wybucha) Nie bądź idiotą. 
 

ROSENCRANTZ 

Przepraszam. 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

(znienacka) Guildenstern! 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

38 

(zrywa się) Co? (ale peszy się zaraz) 
Guildenstern jest zdegustowany. 
 

GUILDENSTERN 

Ja tylko chcę, żebyś był konsekwentny! 
 

ROSENCRANTZ 

(cicho) A ja łaknę tylko nieśmiertelności. 
 

GUILDENSTERN 

(prawie szeptem) Najlepszy rym do „nieśmiertelności” — to mdłości. 
Słychać kroki. 
 

ROSENCRANTZ 

Kto to? 
 

GUILDENSTERN 

Nie znasz go? 
 

ROSENCRANTZ 

On mnie nie zna. 
 

GUILDENSTERN 

Nie widział cię. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie widziałem go. 
 

GUILDENSTERN 

Zobaczymy. Ledwo go poznałem, tak się zmienił. 
 

ROSENCRANTZ 

To takie widoczne? 
 

GUILDENSTERN 

To nie ten sam człowiek. 
 

ROSENCRANTZ 

Skąd wiesz? 
 

GUILDENSTERN 

Zewnętrznie i wewnętrznie. 
 

ROSENCRANTZ 

Rozumiem. 
 

GUILDENSTERN 

Nie jest już sobą. 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

39 

Zmienił się. 
 

GUILDENSTERN 

Zauważyłem. (słychać kroki) Zgadnij co go gnębi? 
 

ROSENCRANTZ 

Ja? 
 

GUILDENSTERN 

Jego. 
 

ROSENCRANTZ 

Jak? 
 

GUILDENSTERN 

Trzeba zadawać pytania, żeby otrzymywać odpowiedzi. 
 

ROSENCRANTZ 

Jest zgnębiony. 
 

GUILDENSTERN 

Ty pytaj, ja będę odpowiadał. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie Jest już sobą, wiesz. 
 

GUILDENSTERN 

To ja jestem nim. 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc kim ja jestem? 
 

GUILDENSTERN 

Ty jesteś sobą. 
 

ROSENCRANTZ 

A on jest tobą? 
 

GUILDENSTERN 

Nic podobnego. 
 

ROSENCRANTZ 

Jesteś zgnębiony? 
 

GUILDENSTERN 

O to idzie. Jesteś gotowy? 
 

ROSENCRANTZ 

Cofnijmy się nieco. 

background image

 

40 

 

GUILDENSTERN 

Jestem zgnębiony. 
 

ROSENCRANTZ 

Rozumiem. 
 

GUILDENSTERN 

Zgadnij co mnie gnębi. 
 
ROSENCRANTZ 
Dobra. 
 

GUILDENSTERN 

Ty pytaj, ja będę odpowiadał. 
 

ROSENCRANTZ 

Jak mam zacząć? 
 

GUILDENSTERN 

Przemów do mnie. 
 

ROSENCRANTZ 

Kochany Guildenstern! 
 

GUILDENSTERN 

(cicho) Zapomniałeś, co? 
 

ROSENCRANTZ 

Kochany Rosencrantz! 
 

GUILDENSTERN 

(z trudem się opanowując) Zdaje mi się, żeś nie całkiem zrozumiał. To, co tu zakładamy, to 
hipoteza, że ja odpowiadam za niego, podczas gdy ty zadajesz mi pytania. 
 

ROSENCRANTZ 

Aha. Gotowy? 
 

GUILDENSTERN 

Wiesz co masz robić? 
 

ROSENCRANTZ 

Co? 
 

GUILDENSTERN 

Głupiś? 
 

ROSENCRANTZ 

Co, proszę? 
 

background image

 

41 

GUILDENSTERN 

Ogłuchłeś? 
 

ROSENCRANTZ 

Mówiłeś coś? 
 

GUILDENSTERN 

(ostrzegawczo) Nie teraz... 
 

ROSENCRANTZ 

To nie jest pytanie. 
 

GUILDENSTERN 

(krzyczy)  Nie  teraz!  (pauza)  Jeśli  miałem  jakiekolwiek  wątpliwości  lub  raczej  nadzieje,  to 
teraz się rozwiały. Co my. poza naszą sytuacją mamy ze sobą wspólnego? (każdy idzie w inną 
stronę, siadają)
 A może on wróci tędy? 
 

ROSENCRANTZ 

Mamy odejść? 
 

GUILDENSTERN 

Dlaczego? 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

(robi parę kroków. Strzela palcami) Aha! Chcesz powiedzieć, że będziesz udawał, że ty jesteś 
nim, a ja mam ci zadawać pytania! 
 

GUILDENSTERN 

(z flegmą służącego) Tak jest, proszę pana. 
 

ROSENCRANTZ 

Bo zbiłeś mnie z pantałyku. 
 

GUILDENSTERN 

Owszem, to widać. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc jak mam zacząć? 
 

GUILDENSTERN 

Przemów do mnie. 
Stojąc naprzeciwko siebie, przyjmują odpowiednią pozę. 
 

ROSENCRANTZ 

Mości Książę. 
 
GUILDENSTERN Słucham cię. drogi Rosencrantz! 
Pauza. 
 

background image

 

42 

ROSENCRANTZ 

Więc mam udawać, że jestem tobą? 
 

GUILDENSTERN 

Nic podobnego! Ale rób jak chcesz. Gramy dalej? 
 

ROSENCRANTZ 

W pytania i odpowiedzi. 
 

GUILDENSTERN 

Dobra. 
 

ROSENCRANTZ 

Dobra. Wasza Książęca Mość? 
 

GUILDENSTERN 

Słucham cię, mój przyjacielu! 
 

ROSENCRANTZ 

Jak się Wasza Książęca Mość miewa? 
 

GUILDENSTERN 

Jestem zgnębiony. 
 

ROSENCRANTZ 

Czyżby? A to czemu? 
 

GUILDENSTERN 

Jestem odmieniony. 
 

ROSENCRANTZ 

Od wewnątrz czy od zewnątrz? 
 

GUILDENSTERN 

I od wewnątrz i od zewnątrz. 
 

ROSENCRANTZ 

Rozumiem. (pauza) No, to nic nowego. 
 

GUILDENSTERN 

Pytaj o szczegóły. Wnikaj we wszystko. Badaj przeszłość, określij sytuację. 
 

ROSENCRANTZ 

A więc... stryj Waszej Książęcej Mości jest królem Danii?! 
 

GUILDENSTERN 

Tak jest. A przed nim byt mój ojciec. 
 

ROSENCRANTZ 

Jego ojciec? 

background image

 

43 

 

GUILDENSTERN 

Nie. mój ojciec. 
 

ROSENCRANTZ 

Jak to?... 
 

GUILDENSTERN 

Pytaj dalej. 
 

ROSENCRANTZ 

Zaraz, niech ja sobie to uprzytomnię... Ojciec był królem. Wasza Książęca Mość był jedynym 
synem. Ojciec umarł. Wasza Książęca Mość był pełnoletni. Królem został stryj. 
 

GUILDENSTERN 

Tak jest. 
 

ROSENCRANTZ 

To niezgodne z procedurą. 
 

GUILDENSTERN 

Wyzuł mnie z dziedzictwa. 
 

ROSENCRANTZ 

Jasne. Gdzie Wasza Książęca Mość wtedy przebywał? 
 

GUILDENSTERN 

W Niemczech. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc jest uzurpatorem. 
 

GUILDENSTERN 

Wtranżolił się. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale, ale... 
 

GUILDENSTERN 

No? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie chciałbym być niedelikatny. 
 

GUILDENSTERN 

Wróble o tym ćwierkają na dachu. 
 

ROSENCRANTZ 

Matka Waszej Książęcej Mości wyszła za niego za mąż. 
 

background image

 

44 

GUILDENSTERN 

Wtranżolił się. 
Słychać kroki. 
 

ROSENCRANTZ 

(ponuro) Ciało ojca było jeszcze ciepłe. 
 

GUILDENSTERN 

Jej ciało też. 
 

ROSENCRANTZ 

To nieprawdopodobne. 
 

GUILDENSTERN 

Nieprzyzwoite. 
 

ROSENCRANTZ 

Ten pośpiech... 
 

GUILDENSTERN 

Podejrzane. 
 

ROSENCRANTZ 

Daje do myślenia. 
 

GUILDENSTERN 

Nie myśl. że o tym nie myślałem. 
 

ROSENCRANTZ 

Z bratem własnego męża! 
 

GUILDENSTERN 

Byli sobie bliscy. 
 

ROSENCRANTZ 

Ona go chciała... 
 

GUILDENSTERN 

Zanadto. 
 

ROSENCRANTZ 

...jako pocieszyciela. 
 

GUILDENSTERN 

Brzydka sprawa. 
 

ROSENCRANTZ 

Na to wygląda. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

45 

Zdrada małżeńska plus kazirodztwo. 
 

ROSENCRANTZ 

Czy Wasza Książęca Mość posunąłby się tak daleko? 
 

GUILDENSTERN 

Nigdy. 
 

ROSENCRANTZ 

Reasumując: ojciec, którego Wasza Książęca Mość kocha, umiera. Wasza Książęca Mość jest 
następcą tronu, wraca do kraju, żeby się dowiedzieć, że trup jeszcze nie ostygł, a młodszy brat 
króla  już  wskoczył  na  tron  i  do  jego  łóżka,  gwałcąc  nie  tylko  prawo,  ale  również...  No, 
mniejsza o to. Ale czemu Wasza Książęca Mość tak dziwnie się zachowuje? 
 

GUILDENSTERN 

Nie  mam  pojęcia!  (pauza)  Ale  wszystko  to  jest  znane.  A  jednak  wezwał  nas.  A  myśmy 
przyszli. 
 

ROSENCRANTZ 

(czujny, nadstawia ucha) Uważaj! Słyszałem muzykę...  
 

GUILDENSTERN 

I tu jesteśmy. 
 

ROSENCRANTZ 

...jakby orkiestrę. Zdawało mi się, że słyszę orkiestrę. 
 

GUILDENSTERN 

Rosencrantz... 
 

ROSENCRANTZ 

(roztargniony, ciągle nasłuchując) Co? 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

(ścichapęk) Guildenstern... 
 

ROSENTKRANTZ 

(ze złością) Co? 
 

GUILDENSTERN 

Czy ty w ogóle nie rozróżniasz? 
 

ROSENCRANTZ 

(odwracając się) Co? 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Idź, zobacz, czy on tam jest. 
 

background image

 

46 

ROSENCRANTZ 

Kto? 
 

GUILDENSTERN 

Tam. 
Rosencrantz idzie w głąb sceny, rozgląda się, wraca, melduje. 
 

ROSENCRANTZ 

Tak jest. 
 

GUILDENSTERN 

Co robi? 
Rosencrantz powtarza tę samą scenę mimiczną. 
 

ROSENCRANTZ 

Mówi. 
 

GUILDENSTERN 

Sam  do  siebie?  (Rosencrantz  znowu  chce  pójść  w  głąb  sceny.  Guildenstern  zatrzymuje  go 
niecierpliwie) 
Jest sam? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

Wiec nie mówi sam do siebie? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie jest sam... Zdaje się że idzie tutaj. (niepewnie) Czy mamy odejść? 
 

GUILDENSTERN 

Odejść? Nie mamy odwrotu. 
Wchodzi  Hamlet,  tyłem,  mówiąc.  Za  nim,  to  głębi  sceny,  Poloniusz.  Rosencrantz  i 
Guildenstern stają z boku, na pierwszym planie, każdy z innej strony. 
 

HAMLET 

...bo waszmość sam, stałbyś się pewnie, jak ja starym, gdybyś mógł jak rak w tył kroczyć. 
 

POLONIUSZ 

(na stronie) Chociaż to wariacja, nie jest jednakże bez metody. Może byś chciał zejść, Mości 
Książę? 
 

HAMLET 

Z tego świata? 
 

POLONIUSZ 

W rzeczy samej, byłoby to zejściem. (Hamlet idzie w głąb sceny. Poloniusz zrazu coś mruczy, 
aż mówi wyraźnie)
 Miłościwy Książę, pozwolisz, że pozbawię cię mojej obecności. 
 

HAMLET 

background image

 

47 

Nie  możesz  mnie,  mój  panie,  pozbawić  niczego,  czego  bym  chętniej  się  nie  wyrzekł: 
wyjąwszy życia, wyjąwszy życia, wyjąwszy życia... 
 

POLONIUSZ 

(idzie  na  plan  pierwszy)  Żegnam  cię  mój  łaskawy  Książę.  (do  Rosencrantza)  Szukacie 
panowie księcia Hamleta? Oto jest. 
 

ROSENCRANTZ 

(do Poloniusza) Bogu cię polecamy, panie. 
Poloniusz wychodzi. 
 

GUILDENSTERN 

(zwraca się w głąb sceny do Hamleta) Miłościwy Książę! 
 

ROSENCRANTZ 

Drogi nasz Książę! 
Hamlet to głębi sceny, staje w środku, zwraca się ku nim. 
 

HAMLET 

Kochani,  dobrzy  przyjaciele!  Jak  się  masz  Guildensternie?  (idzie  na  plan  pierwszy  z  ręką 
wyciągniętą do Rosencrantza, Guildenstern kłania się, Hamlet poprawia swą omyłkę. Ciągle 
do  Rosencrantza)
  A,  Rosencrantz!  (śmieją  się  dobrodusznie  z  owej  omyłki.  Spotykają  się 
wszyscy  na  drugim  planie,  razem  idą  w  głąb  sceny  —  Hamlet  w  środku,  obejmując  obu 
ramieniem)
 Jak mi się macie, moi chłopcy? 
Ściemnienie. 
 

background image

 

48 

 

AKT II 

 
Hamlet,  Rosencrantz  i  Guildenstern  rozmawiają  —  ciąg  dalszy  sceny  poprzedniej.  Ich 
rozmowa, podczas gdy  chodzą, jest z początku niezrozumiała. Pierwszą słyszalną kwestią są 
słowa Hamleta, wzięte z krótkiego monologu z „Hamleta” akt II, scena 2. 
 

HAMLET 

Do licha, musi w tym być coś nadnaturalnego. Gdyby to filozofia mogła wytłumaczyć. 
Słychać trąby aktorskie. 
 

GUILDENSTERN 

Zapewne to aktorowie. 
 

HAMLET 

Koledzy, miłymiście gośćmi w Elsynorze. Podajcie mi dłonie. Do orszaku gościnności należy 
etykieta  i  ceremonie;  winienem  was  przeto  podjąć  tym  trybem;  inaczej,  moje  obejście  się  z 
aktorami,  które,  uprzedzam  was,  będzie  się  musiało  okazać  uprzejme,  wydawałoby  się 
gościnniejsze  niż  z  wami.  Zostaliście  przyjęci  z  otwartymi  rękami,  ale  mój  stryj  —  ojciec  i 
moja matka — stryjenka zostali oszukani. 
 

GUILDENSTERN 

Jakim sposobem, drogi Książę? 
 

HAMLET 

Szalony  jestem  tylko  przy  wietrze  północno  —  zachodnim;  kiedy  z  południa  wieje,  umiem 
odróżnić jastrzębia od czapli. 
Wchodzi Poloniusz, Guildenstern się odwraca. 
 

POLONIUSZ 

Dobre nowiny, panowie. 
 

HAMLET 

(do  Rosencrantza)  Słuchaj  go,  Guildensternie.  (niepewnie  do  Guildensterna)  I  ty  także: 
Słuchajcie  z  całą  uwagą.  Ten  wielki  dzieciuch  nie  wyszedł  jeszcze  z  pieluch...  (bierze  pod 
ramię Rosencrantza, idzie w głąb sceny, rozmawiają)
 
 

POLONIUSZ 

Mości Książę! Mam ci oznajmić coś nowego. 
 

HAMLET 

(puszcza ramię Rosencrantza, przedrzeźniając) Mości panie, mam ci oznajmić coś nowego... 
Gdy Roscjusz w Rzymie był aktorem. 
Rosencrantz odchodzi i staje obok Guildensterna. 
 

POLONIUSZ 

(idąc obok Hamleta) Aktorowie przybyli, Mości Książę. 
 

HAMLET 

background image

 

49 

Ejże? Ejże? 
Rosencrantz i Guildenstern zastanawiają się. Żaden nie chce przemówić pierwszy. 
 

GUILDENSTERN 

Hm? 
 

ROSENCRANTZ 

Tak? 
 

GUILDENSTERN 

Co? 
 

ROSENCRANTZ 

Zdawało mi się, że ty... 
 

GUILDENSTERN 

Nie. 
 

ROSENCRANTZ 

Aha. 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Sądzę, że można powiedzieć, że jest pewien postęp. 
 

ROSENCRANTZ 

Tak sądzisz? 
 

GUILDENSTERN 

Sądzę, że tak można powiedzieć. 
 

ROSENCRANTZ 

A ja sądzę, że można powiedzieć, że jesteśmy śmieszni. 
 

GUILDENSTERN 

Musieliśmy, oczywiście, być ostrożni. 
 

ROSENCRANTZ 

(ironizując) Trzeba zadawać pytania, żeby otrzymywać odpowiedzi! Zrobił z nami co chciał. 
 

GUILDENSTERN 

Raz czy może dwa razy przyłapał nas na błędzie, ale sądzę, że zrobiliśmy krok naprzód. 
 

ROSENCRANTZ 

(rzeczowo) Rozłożył nas. 
 

GUILDENSTERN 

Może miał niewielką przewagę. 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

50 

(ze złością) Dwadzieścia siedem do trzech — i uważasz, że to niewielka przewaga?! Rozłożył 
nas. 
 

GUILDENSTERN 

A nasze wykręty? 
 

ROSENCRANTZ 

O  tak,  nasze  wykręty  były  znakomite.  „Czy  nie  posyłano  po  was?”  —  pyta.  —  „W  istocie, 
posyłano po nas.” Nie wiedziałem, gdzie się podziać. 
 

GUILDENSTERN 

Zadał nam sześć retorycznych pytań... 
 

ROSENCRANTZ 

Tak,  ładna  gra  w  pytania  i  odpowiedzi!  W  ciągu  dziesięciu  minut  wystrzelił  dwadzieścia 
siedem  pytań.  a  odpowiedział  na  trzy.  Czekałem  na  ciebie,  żebyś  go  przyparł  do  muru. 
Myślałem: „Kiedyż on zacznie go przypierać do muru?” 
 

GUILDENSTERN 

...i dwie powtórki. 
 

ROSENCRANTZ 

Ż

aden z nas nie wpadł choćby na jedno pytanie, które by go przygwoździło. 

 

GUILDENSTERN 

Ale ustaliliśmy objawy, nie? 
 

ROSENCRANTZ 

Z tego, co powiedział, połowa znaczyła co innego, a druga połowa w ogóle nic nie znaczyła. 
 

GUILDENSTERN 

Urażona ambicja — poczucie krzywdy, oto co mu dolega. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie  licząc  sześciu  retorycznych  pytań  i  dwóch  powtórek,  pozostaje  dziewiętnaście  pytań,  z 
których  odpowiedzieliśmy  na  piętnaście.  A  czego  dowiedzieliśmy  się  w  zamian?  Że  jest 
zdeprymowany!...  Dania  jest  więzieniem  i  wolałby  być  zamknięty  w  łupinie  orzecha;  jakiś 
cień snów o istocie ambicji, która nigdy się nie zmierzyła z faktami; i w końcu jedno pytanie 
wprost, które mogło do czegoś prowadzić, a doprowadziło tylko do rewelacyjnego odkrycia, 
ż

e on umie odróżnić jastrzębia od czapli. 

Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Kiedy wiatr wieje z południa. 
 

ROSENCRANTZ 

I jest pogoda. 
 

GUILDENSTERN 

A kiedy nie ma, to nie umie. 

background image

 

51 

ROSENCRANTZ 

Jest na łasce żywiołów. (ślini palec i podnosi go, stając twarzą do publiczności) Czy wieje z 
południa? 
Obaj pytająco patrzą na publiczność. 
 

GUILDENSTERN 

Nie wygląda na to, aby wiał z południa. Dlaczego tak sądzisz? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie powiedziałem, że tak sądzę. Jeśli o mnie idzie, mógłby wiać z północy. 
 

GUILDENSTERN 

Nie sądzę. 
 

ROSENCRANTZ 

No wiesz... Stajesz się dogmatyczny. 
 

GUILDENSTERN 

Czekaj... Z  grubsza biorąc, na podstawie naszej z grubsza narysowanej  mapy, przyszliśmy z 
południa. 
 

ROSENCRANTZ 

Aha. Z której to było strony? (Guildenstern rozgląda się pewnie) Tak z grubsza... 
 

GUILDENSTERN 

(odchrząkuje) Rano słońce byłoby na wschodzie. Co do tego ma chyba wątpliwości. 
 

ROSENCRANTZ 

Ż

e jest rano. 

 

GUILDENSTERN 

Jeżeli tak, a słońce jest na przykład tam (po jego prawej, stoi twarzą do publiczności) to tu (na 
wprost)
  jest  północ.  Z  drugiej  strony  jeżeli  nie  jest  rano.  a  słońce  jest  tam  (po  jego  lewej) 
...to... tu (niepewnie) też byłaby północ. Inaczej mówiąc, jeśli przyszliśmy stąd (na wprost) i 
to jest rano, to słońce byłoby tam (po lewej), a jeśli w rzeczywistości jest (po prawej) i ciągłe 
jeszcze jest rano, to musieliśmy przyjść stamtąd (z lewej) a jeśli południe jest tam (po lewej) i 
słońce  rzeczywiście  jest  tu  (na  wprost)  teraz  jest  południe.  Natomiast  jeśli  wszystko  jest 
inaczej... 
 

ROSENCRANTZ 

Wiesz, co? Idź i zobacz. 
 

GUILDENSTERN 

Praktycyzm?!  To  wszystko,  co  mi  proponujesz?  Widocznie  masz  pojęcia,  w  jakiej  jesteśmy 
sytuacji.  Tu  nie  ma  na  czym  polegać,  żadnego  kompasu.  (pauza)  A  zresztą,  tu  na  północy 
nigdy nie wiadomo — tam pewnie jest ciemno. 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

52 

Ja  tylko  sugeruję,  że  pozycja  słońca,  gdyby  było  widoczne,  wskazałaby  z  grubsza,  która 
godzina.  I  odwrotnie  —  zegar,  gdyby  chodził,  wskazałby  z  grubsza  pozycję  słońca.  Ale  nie 
pamiętam, co chcesz ustalić. 
 

GUILDENSTERN 

Chcę ustalić kierunek wiatru. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie ma wiatru. Jest tylko przeciąg. 
 

GUILDENSTERN 

No. to w takim razie — skąd? Znajdźmy jego źródło, a to może z grubsza zorientować nas, z 
której strony przyszliśmy, co z kolei może z grubsza zorientować nas, gdzie południe. 
 

ROSENCRANTZ 

Wieje od podłogi, (przygląda się podłodze) To chyba nie jest południe, co? 
 

GUILDENSTERN 

Tu w ogóle nie ma kierunku. Poliż palec u nogi i pomachaj trochę. 
Rosencrantz oblicza odległość od nogi do ust. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie, już lepiej ty go poliż. 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Dajmy spokój temu wszystkiemu. 
 

ROSENCRANTZ 

Albo ja poliżę twój. 
 

GUILDENSTERN 

Nie, dziękuję. 
 

ROSENCRANTZ 

I nawet pomacham twoją nogą. 
 

GUILDENSTERN 

(ze złością) Co do cholery z tobą się dzieje? 
 

ROSENCRANTZ 

Nic. Po prostu chcę ci pomóc. 
 

GUILDENSTERN 

(uspokajając  się)  Ktoś  tu  może  wejść.  Na  to  przecież  liczymy  mimo  wszystko  koniec 
końców. 
Dłuższa pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

53 

Może oni wszyscy w tym pośpiechu stratowali się na śmierć... wołaj ich. Krzyknij im coś, co 
by ich sprowokowało. 
 

GUILDENSTERN 

Koła poruszają się wokół kół i mają swoją własną szybkość, na którą my... jesteśmy skazani. 
Każdy obrót koła jest funkcją poprzedniego — takie jest znaczenie porządku. Gdybyśmy się 
kierowali swoim widzimisię, wszystko by się rozleciało — przynajmniej miejmy nadzieję. Bo 
gdybyśmy przypadkowo — całkiem przypadkowo — odkryli, czy choćby tylko domyślili się, 
ż

e nasza spontaniczność  jest częścią ich porządku, to byśmy  wiedzieli, że  jesteśmy straceni. 

(siada) Pewien Chińczyk, a więc z natury rzeczy filozof, śnił kiedyś, że jest motylem i od tej 
chwili  nigdy  już  nie  był  pewien,  czy  nie  jest  motylem,  któremu  się  śni,  że  jest  chińskim 
filozofem. Możesz mu pozazdrościć; miał podwójne poczucie bezpieczeństwa. 
Dłuższa pauza. Rosencrantz zrywa się i krzyczy w stronę publiczności. 
 

ROSENCRANTZ 

Pali się! 
Guildenstern zrywa się z miejsca. 
 

GUILDENSTERN 

Gdzie? 
 

ROSENCRANTZ 

Dobra, chciałem ci tylko pokazać, do czego prowadzi wolność słowa, gdy się jej nadużywa, 
ż

eby  ci  dowieść,  że  istnieje.  (przygląda  się  publiczności,  a  w  każdym  razie  patrzy  w  jej 

kierunku, z pogardą. Potem zwraca się w drugą stronę, potem znów patrzy przed siebie) Nie 
ruszać mi się! Niech się spalą na popiół! 
Rosencrantz  wyjmuje  z  kieszeni  monetę,  podrzuca  ją,  łapie,  przygląda  jej  się,  wkłada  ją  z 
powrotem do kieszeni. 
 

GUILDENSTERN 

Co to było? 
 

ROSENCRANTZ 

Co? 
 

GUILDENSTERN 

Orzeł czy reszka? 
 

ROSENCRANTZ 

Aha, nie zauważyłem. 
 

GUILDENSTERN 

Owszem, zauważyłeś. 
 

ROSENCRANTZ 

Czyżby? (wyjmuje monetę, przygląda jej się) Masz rację, to mi coś przypomina. 
 

GUILDENSTERN 

Co mianowicie? 
 

background image

 

54 

ROSENCRANTZ 

Nie życzę sobie, żeby mi to przypominano. 
 

GUILDENSTERN 

Nieprzyjaciół kładziemy mostem i palimy mosty za sobą, niczym nie wykazując postępu, jak 
tylko zapachem dymu i domniemaniem, że kiedyś mieliśmy łzy w oczach. 
Rosencrantz  zbliża  się  do  niego  radośnie,  trzymając  monetę  między  kciukiem  a  palcem 
wskazującym.  Przykrywa  ją  drugą  dłonią,  potem  zaciska  pięści  i  wyciąga  je  do 
Guildensterna.  Guildenstern  wskazuje  lewą  pięść,  Rosencrantz  rozwiera  ją:  nie  ma  w  niej 
monety. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie.  (powtarza  to  samo.  Guildenstern  znowu  wskazuje  lewą  pięść.  Rosencrantz  rozwiera  ją: 
nie ma to niej monety)
 Znowu przegrałeś! 
Jeszcze raz to samo. Tym razem jednak Guildenstern szybko uderza najpierw w jedną, potem 
to  drugą  pięść  i  Rosencrantz  niechcący  odkrywa,  że  w  żadnej  nic  ma  monety.  Rosencrantz 
śmieje  się.  Guildenstern  idzie  w  głąb  sceny.  Rosencrantz  nagle  przestaje  się  śmiać,  patrzy 
sobie  pod  nogi  jakby  czegoś  szukał,  klepie  się  po  kieszeniach,  zdziwiony.  W  głębi  wchodzi 
Poloniusz, za nim aktorzy i Hamlet. 
 

POLONIUSZ 

(wchodząc) Pójdźcie, panowie. 
 

HAMLET 

Idźcie z nim, moi przyjaciele; dacie nam jutro jakie przedstawienie. (na stronie do Pierwszego 
Aktora,  który  stoi  ostatni)
  Słuchaj  no,  stary  przyjacielu.  Możecie  zagrać  „Zabójstwo 
Gonzagi”? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Możemy panie. 
 

HAMLET 

To  grajcie  je  jutro.  Nie  mógłżebyś  w  potrzebie  nauczyć  się  dwunastu  do  piętnastu  wierszy, 
które bym napisał i wtrącił do twojej roli? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Czemu nie, łaskawy panie. 
 

HAMLET 

To  dobrze.  Udaj  się  za  tamtym  jegomościem,  tylko  nie  drwij  z  niego,  proszę  cię.  (Pierwszy 
Aktor  idzie  na  plan  pierwszy,  spostrzega  Rosencrantza  i  Guildensterna.  Zatrzymuje  się. 
Hamlet idąc w głąb sceny zawraca się do nich)
 Kochani przyjaciele, pozwólcie was pożegnać 
do wieczora. Witam was w Elsynorze. 
 

ROSENCRANTZ 

Ż

egnamy cię, drogi Książę. 

Hamlet wychodzi. 
 

GUILDENSTERN 

Więc dogoniłeś nas? 

background image

 

55 

 

PIERWSZY AKTOR 

(chłodno) Jeszcze nie, panie. 
 

GUILDENSTERN 

Pilnuj swego języka. 
 

ROSENCRANTZ 

Bo ci go wyrwiemy. 
 

GUILDENSTERN 

I wypatroszymy cię jak ongi słowika na święta. 
 

ROSENCRANTZ 

Ś

więte słowa. 

 

GUILDENSTERN 

Zabraknie ci słów. 
 

ROSENCRANTZ 

Połamiesz sobie język. 
 

GUILDENSTERN 

Język kołkiem ci stanie. 
 

ROSENCRANTZ 

Zapomnisz języka w gębie. 
 

GUILDENSTERN 

Będziesz miał kluski w gębie. 
 

ROSENCRANTZ 

Skreślą ci wszystkie kwestie. 
 

GUILDENSTERN 

I pauzy też. 
 

ROSENCRANTZ 

Zostaną ci jedynie znaki przestankowe. 
 

GUILDENSTERN 

Język na nic ci się nie zda. 
 

ROSENCRANTZ 

Chyba, żeby zwilżyć usta. 
 

GUILDENSTERN 

I poczuć, jak smakują łzy. 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

56 

Albo śniadanie. 
 

GUILDENSTERN 

Nie odczujesz różnicy. 
 

ROSENCRANTZ 

Bo nie będzie różnicy. 
 

GUILDENSTERN 

Każde słowo wyjmiemy ci z ust. 
 

ROSENCRANTZ 

I będziesz uciekał gdzie pieprz rośnie. 
 

GUILDENSTERN 

Więc dogoniłeś nas? 
 

PIERWSZY AKTOR 

(głośno) Jeszcze nie! (gorzko) To panowie nas opuścili. (Pierwszy Aktor, który coraz bardziej 
się  smuci,  teraz  wybucha)  
Nie  mamy  odwagi  patrzeć  sobie  w  oczy!  (pauza,  bardziej 
opanowany)
 Nie rozumiecie tego upokorzenia — być pozbawionym jedynej pewności, która 
czyni  życie  znośnym,  że  ktoś  nas  ogląda...  Rzecz  już  się  działa,  już  były  dwa  trupy,  kiedy 
nagle spostrzegliśmy, że jesteśmy w pustce, nadzy, tonący w jakiejś studni bez dna. 
 

ROSENCRANTZ 

Czy to wasz numer trzydzieści osiem? 
 

PIERWSZY AKTOR 

(zagubiony) I oto, jakby nierozumne dzieci, wykonywali jakieś pląsy, w strojach, których nikt 
nie  nosił  i  mówiąc  słowami,  których  nikt  wcześniej  nie  używał.  Z  perukami  na  głowie, 
przysięgaliśmy  sobie  miłość,  śpiewali  kuplety,  mordowaliśmy  się  drewnianymi  szpadami, 
rzucaliśmy na wiatr cne wyznania wiary i wołania o zemstę, a każdy gest, każde słowo ginęło 
w  pustce  na  bezludziu.  Godność  naszą  wynosiliśmy  ponad  chmury,  a  słuchały  nas  tylko 
nierozumne  ptaki.  (agresywnie)  Czy  zdajecie  sobie  sprawę?  Jesteśmy  aktorami  nie  ludźmi! 
(aż  się  wzdrygają.  gdy  on  się  uspokaja)  Zstąpcie  w  swe  umysły,  pomyślcie  o  tym.  co  was 
najintymniej...  najbardziej  obchodzi,  co  jest  waszą  tajemnicą...  o  czym  nikt  nie  śmie 
wiedzieć...  (przygląda  im  się  długo,  zarówno  jak  publiczności.  Rosencrantz  ma  minę  bardzo 
niewyraźną)
 No, już? (twardo  wybijając słowa) Widzę, żeście o tym myśleli! 
Rosencrantz zrywa się z miejsca. 
 

ROSENCRANTZ 

Nic podobnego! Łżesz! (opanowuje się, uśmiecha się, siada) 
 

PIERWSZY AKTOR 

Jesteśmy  aktorami...  Czując  się  bezpiecznie  w  konwencji  naszego  zawodu,  liczyliśmy  z 
pewnością,  że  ludzie  na  nas  patrzą.  A  potem,  stopniowo,  wychodziło  na  jaw,  że  nie  ma 
nikogo.  Zostaliśmy  nabrani.  W  chwili  dopiero,  gdy  morderca  wygłaszał  swój  monolog, 
mogliśmy rzucić okiem na co się dzieje. Zastygli w swoich pozach, widzieliśmy was tylko z 
profilu, patrząc najpierw z ufnością, później niepewnie,  a wreszcie z rosnącą rozpaczą — w 
miarę jak każdy skrawek ziemi, każda chata, każdy zakątek okazywał się pusty podczas gdy 

background image

 

57 

król—morderca  wyznawał  niebu  bezmiar  swoich  win...  Zaczęliśmy  niepewnie  poruszać 
głowami, lękliwi niczym jaszczurki, gdy trup niewinnej Rozalindy dawał znaki życia, a król 
zaczął  się  jąkać.  I  nawet  wtedy,  siła  przyzwyczajenia  i  niezłomna  nadzieja,  że  publiczność 
ogląda  nas  zza  jakiegoś  krzaka,  zmuszały  nasze  ciała,  żeby  brnęły  dalej,  choć  poruszały  się 
już bez ładu i składu, aż zatrzymały się gdzieś niby wózki, które same się stoczyły. Nikt nie 
wyszedł  nam  naprzeciw.  Nikt  na  nas  nie  krzyknął.  Cisza  była  całkowita,  przygniatająca, 
bezwstydna.  Zdjęliśmy  z  głów  nasze  korony,  zdjęliśmy  nasze  stroje  złote,  odpasaliśmy 
szpady i milcząc ruszyliśmy do Elsynoru. 
Milczenie. Po chwili Guildenstern zaczyna bić brawo z wolna, ironicznie. 
 

GUILDENSTERN 

Wspaniale  odtworzone...  Gdybyż  moje  oczy  mogły  jeszcze  płakać.  Może  tylko  nadużywasz 
metafor.  Nie  krytykuję.  To  kwestia  gustu.  Więc  przyszliście  tutaj  jako  mściciele...  w 
przenośni oczywiście... Dobrze, przypuśćmy, żebyśmy naprawili wam krzywdę, bo nie macie 
chyba wątpliwości, komu to zawdzięczacie, że występowaliście przed królewiczem. 
 

ROSENCRANTZ 

Liczymy  na  was.  że  przyniesiecie  mu  ulgę.  To  wy  przecież  stanowicie  przyjemność,  jaką 
mamy  mu  zapewnić,  (chichoce,  ale  szybko  się  opanowuje)  co  nie  znaczy,  że  mam  na  myśli 
wasze zwykłe świństwa. Książęta krwi nie mogą być traktowani jak ludzie mający normalne 
perwersje. Oni nic o tym nie wiedzą, a wy nic nie wiecie o nich, dzięki czemu możliwa jest 
koegzystencja.  Dajcie  więc  królewiczowi  czysty,  dobry  spektakl,  odpowiedni  dla  całej 
rodziny, bo jeśli nie, to będziecie dzisiaj grali w zajeździe. 
 

GUILDENSTERN 

Albo jutro. 
 

ROSENCRANTZ 

Albo wcale nie. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Mamy tu prawo wstępu. Zawsze je mieliśmy. 
 

GUILDENSTERN 

Graliście już kiedyś dla niego? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Tak, panie. 
 

ROSENCRANTZ 

I co on lubi? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Klasykę. 
 

ROSENCRANTZ 

Sprośności! 
 

GUILDENSTERN 

Co zagracie? 

background image

 

58 

 

PIERWSZY AKTOR 

„Zabójstwo Gonzagi”. 
 

GUILDENSTERN 

Pełno chyba pięknych rymów i trupów. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Zerżnięte z włoskiego... 
 

ROSENCRANTZ 

O czym to? 
 

PIERWSZY AKTOR 

O pewnym królu i królowej. 
 

GUILDENSTERN 

Ucieczka od rzeczywistości. Co tam jeszcze jest? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Krew. 
 

GUILDENSTERN 

Miłość i krasomówstwo. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Tak jest. (chce odejść) 
 

GUILDENSTERN 

Dokąd idziesz? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Mam chyba swobodę ruchów, nie? 
 

GUILDENSTERN 

Jak widzę, jesteś człowiekiem bywałym. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Bywałem tu przedtem. 
 

GUILDENSTERN 

My ciągle jeszcze jesteśmy w lesie. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Uważajcie, by nauka nie poszła w las. 
 

GUILDENSTERN 

Mówisz z doświadczenia? 
 

PIERWSZY AKTOR 

background image

 

59 

Są fakty. 
 

GUILDENSTERN 

Byłeś tu przedtem. 
 

PIERWSZY AKTOR 

I wiem skąd wieje wiatr. 
 

GUILDENSTERN 

Działasz  na  dwóch  płaszczyznach,  co?!  Spryciarz  z  ciebie.  Oczywiście,  jako  aktor  masz 
pewną  wprawę.  (twarz  Pierwszego  Aktora  nie  zdradza  niczego.  Robi  krok,  jakby  chciał 
odejść.  Guildenstern  zatrzymuje  go)
  Prawdę  mówiąc,  cenimy  sobie  wasze  towarzystwo  w 
braku  innego.  Byliśmy  zdani  na  samych  siebie...  Po  jakimś  czasie  człowiek  jest  rad,  że 
spotyka go niepewność... że jest zdany na innych. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Niepewność to stan normalny... Panowie nie stanowicie wyjątku. 
Pierwszy Aktor znowu chce odejść. Guildenstern się unosi. 
 

GUILDENSTERN 

Ale na litość boską — co robić?! 
 

PIERWSZY AKTOR 

Panowie, tylko spokój może was uratować. Zachowujcie się jak ludzie. Nie można przy byle 
okazji pytać o rzeczy ostateczne. 
 

GUILDENSTERN 

Ale nie wiemy, co się dzieje, co mamy z sobą robić! Jak postępować?! 
 

PIERWSZY AKTOR 

Zachowujcie się zwyczajnie. Wiecie przynajmniej, po co tu jesteście. 
 

GUILDENSTERN 

Wiemy tylko tyle, ile nam się mówi, a to niewiele. I nie wiemy nawet, czy to prawda. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Tego  nie  wie  nikt.  Wszystko  trzeba  przyjmować  na  wiarę.  Prawdziwe  jest  tylko  to,  co  się 
przyjmuje  jako  prawdziwe.  To  jest  waluta,  za  którą  się  żyje.  Może  nie  mieć  żadnego 
pokrycia, ale póki jest notowana, to nie ma znaczenia. Zasadą jest tu domniemanie. Jakie jest 
domniemanie panów? 
 

ROSENCRANTZ 

Hamlet nie jest sobą — ani zewnętrznie, ani wewnętrznie. Musimy zbadać, co go gnębi. 
 

GUILDENSTERN 

On nie bardzo daje się zbadać. 
 

PIERWSZY AKTOR 

A któż by dał — w dzisiejszych czasach? 
 

background image

 

60 

GUILDENSTERN 

Jest melancholijny. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Melancholijny? 
 

ROSENCRANTZ 

Wariat. 
 

PIERWSZY AKTOR 

W jakim sensie? 
 

ROSENCRANTZ 

No... (do Guildensterna) W jakim sensie? 
 

GUILDENSTERN 

Może nie wariat, ale ponury. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Melancholijny. 
 

GUILDENSTERN 

Nastrojowy. 
 

ROSENCRANTZ 

Miewa nastroje. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Ponurości. 
 

GUILDENSTERN 

Szaleństwo. A przecież... 
 

ROSENCRANTZ 

Właśnie. 
 

GUILDENSTERN 

Na przykład. 
 

ROSENCRANTZ 

Mówi do siebie. Co może być szaleństwem. 
 

GUILDENSTERN 

Jeśli się mówi od rzeczy. Ale on mówi sensownie. 
 

ROSENCRANTZ 

Co by oznaczało coś wręcz przeciwnego. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Niż co? 

background image

 

61 

Krótka pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Już wiem! Człowiek mówiący sensownie do siebie samego nie jest bardziej szalony, niż ten, 
który mówi od rzeczy nie do siebie samego. 
 

ROSENCRANTZ 

Albo jest równie szalony. 
 

GUILDENSTERN 

Albo jest równie szalony. 
 

ROSENCRANTZ 

A on robi jedno i drugie. 
 

GUILDENSTERN 

Właśnie. 
 

ROSENCRANTZ 

Skończony zdrowy byk. 
Pauza. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dlaczego? 
 

GUILDENSTERN 

No... (do Rosencrantza) Dlaczego? 
 

ROSENCRANTZ 

Właśnie. 
 

GUILDENSTERN 

Właśnie... co? 
 

ROSENCRANTZ 

Właśnie, dlaczego? 
 

GUILDENSTERN 

Co, dlaczego? 
 
ROSENCRANTZ 
Co? 
 

GUILDENSTERN 

Dlaczego? 
 

ROSENCRANTZ 

Co dlaczego, właśnie? 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

62 

Dlaczego jest wariatem? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie mam pojęcia. 
Słychać kroki. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Stary myśli, że on kocha się w córce. 
 

ROSENCRANTZ 

(przerażony) O, Boże! To już nie do pojęcia. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie, nie, nie — on nie ma córki — stary myśli, że on kocha się w jego córce. 
 

ROSENCRANTZ 

Stary? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Hamlet. Że kocha się w córce starego. Stary tak myśli. 
 

ROSENCRANTZ 

Aha! To zaczyna nabierać sensu. Nie odwzajemniona namiętność. 
 

GUILDENSTERN 

(do Pierwszego Aktora) Skąd wiesz? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Ma się nosa. 
 

GUILDENSTERN 

Uważaj, by ci go kto nie utarł. (Pierwszy Aktor chce odejść. Groźnie) Niech nikt się stąd nie 
rusza! (po chwili, spuściwszy z tonu) Bez bardzo ważkiego powodu. 
 

PIERWSZY AKTOR 

A to dlaczego? 
 

GUILDENSTERN 

To  ciągłe  krzątanie  się  powoduje  bałagan.  Przestaję  panować  sytuacją.  Żeby  nie  było 
bałaganu, musi być powód. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Mam powód... 
 

GUILDENSTERN 

Jaki? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Muszę nauczyć się kilku kwestii. 
 

background image

 

63 

ROSENCRANTZ 

To idź! 
 

PIERWSZY AKTOR 

Kłaniam się uniżenie. 
 

GUILDENSTERN 

Bywaj. 
 

ROSENCRANTZ 

Bądź zdrów. 
 

GUILDENSTERN 

Do widzenia. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Sługa. 
Pierwszy  Aktor  wychodzi.  Rosencrantz  z  ręką  zwiniętą  przy  ustach  jakby  trąbił,  woła  w 
przeciwną stronę. 
 

ROSENCRANTZ 

Następny! 
Nikt się nie zjawia. 
 

GUILDENSTERN 

Czegoś ty się spodziewał? 
 

ROSENCRANTZ 

Czegoś... Kogoś... Niczego. (siadają twarzą do widowni) Głodny jesteś? 
 

GUILDENSTERN 

Nie, a ty? 
 

ROSENCRANTZ 

(zastanawia się) Nie. Pamiętasz tę monetę? 
 

GUILDENSTERN 

Nie. 
 

ROSENCRANTZ 

Zdaje się, że ją zgubiłem. 
 

GUILDENSTERN 

Jaką monetę? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie pamiętam dokładnie. 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

64 

Aha, tamtą monetę... Spryciarz z ciebie. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie pamiętam, jak to zrobiłem, 
 

GUILDENSTERN 

Prawdopodobnie przychodzi ci to z łatwością. 
 

ROSENCRANTZ 

Tak. mam pewne zdolności w tym kierunku. 
 

GUILDENSTERN 

Zrób to jeszcze raz. 
Krótka pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie stać nas na to. 
 

GUILDENSTERN 

Tak, trzeba myśleć o przyszłości. 
 

ROSENCRANTZ 

Należałoby. 
 

GUILDENSTERN 

Mieć przyszłość. Właściwie cały czas się ją ma... Ma się ją... i znów się ją ma... i znowu... 
 

ROSENCRANTZ 

Bez końca. Nie, jednak nie bez końca. (pauza) Czy myślisz kiedy o sobie, że to już koniec, że 
leżysz w skrzyni przykrytej wiekiem? 
 

GUILDENSTERN 

Nie. 
 

ROSENCRANTZ 

Ani  ja,  tak  naprawdę...  Głupio  tym  się  przejmować.  Wiesz,  chcę  powiedzieć,  że  człowiek 
myśli o sobie, że leży w skrzyni, jak gdyby żył, a zapomina wziąć pod uwagę, że umarł... Co 
oczywiście zmienia wszystko, nie? To znaczy — człowiek przecież by nie wiedział, że leży w 
skrzyni.  Leżałby  tak,  jak  gdyby  spał.  Nie,  żebym  chciał  spać  w  skrzyni,  rozumiesz,  bez 
powietrza  —  człowiek  się  budzi  i  jest  trupem.  I  co  robić?  Pomijając  już  to,  że  się  leży  w 
skrzyni. Prawdę mówiąc, nie bardzo bym chciał... I dlatego o tym nie myślę... (Guildenstern  
porusza się niespokojnie, otula się płaszczem) 
Bo człowiek jest bezbronny, nie? Zapakowany 
do skrzyni, to znaczy — na zawsze. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że człowiek nie żyje, nie 
jest  to  radosna  myśl.  Zwłaszcza,  kiedy  się  nie  żyje.  No,  pomyśl  tylko...  Jeśli  ja  cię  wręcz 
zapytam — że chcę cię teraz zapakować do skrzyni i zapytam, czy wolałbyś żyć, czy nie żyć? 
Oczywiście, wolałbyś żyć. Nawet w skrzyni lepiej żyć. niż nie żyć. Mam nadzieję. Człowiek 
przynajmniej ma jakąś szansę. Leży sobie i myśli: cóż, w każdym razie żyję! Za chwilę ktoś 
zacznie  łomotać  w  wieko  i  każe  ci  wyjść.  (wali  pięściami  w  podłogę)  Hej  ty,  jak  ci  tam! 
Wyłaź! 
 

background image

 

65 

GUILDENSTERN 

(zrywa się wściekły) Nie musisz tak walić, jak gdybyś chciał kogoś ukatrupić! 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Na  twoim  miejscu  nie  myślałbym  o  tym.  Człowiek  wpada  tylko  w  depresję!  (pauza) 
Wieczność  to  coś  przerażającego.  No,  bo  kiedy  to  się  skończy?  (pauza,  wstaje,  wymachuje 
rękami)
 Ale to nikogo nie obchodzi. Człowiek się nie liczy. Można milczeć aż do śmierci, to 
jest... chcę powiedzieć... aż po śmierci, aż się człowiek rozpadnie. 
 

GUILDENSTERN 

Przepadnie. 
 

ROSENCRANTZ 

Nic nie pomoże. (chodzi tam i sam) Kiedy to było gdy człowiek po raz pierwszy dowiedział 
się o śmierci? Musiała być taka chwila. Może w dzieciństwie, kiedy człowiekowi przyszło na 
myśl,  że  nie  będzie  wiecznie  żył?  To  musiał  być  cios  —  to  musiało  wryć  się  w  pamięć.  A 
jednak  zupełnie  sobie  nie  przypominam.  To  mi  nigdy  nie  przyszło  do  głowy.  Co  z  tego 
wynika? Że widocznie rodzimy się z poczuciem  swojej śmiertelności.  Zanim jeszcze znamy 
to  słowo,  zanim  się  dowiadujemy,  że  istnieją  słowa,  przychodzimy  na  świat  krwi  i  z 
wrzaskiem, wiedząc, że mimo wszystkich kompasów na świecie kierunek jest tylko jeden, a 
jego  miarą  jest  czas.  (zastanawia  się,  po  czym  gwałtownie)  Człowiek  jest  jak  nawóz,  nic 
więcej!  I  nie  ścierpię  tego,  zapamiętam  to  sobie!  (w  stronę  kulisy,  jak  poprzednio)  Nie 
wchodzić! Nie wolno! (nikt nie wchodzi. Dysząc ciężko) Tak lepiej... 
Nagle  z  tyłu  zjawia  się  orszak.  Pierwszy  kroczy  Klaudiusz,  potem  Gertruda,    Poloniusz, 
Ofelia. Klaudiusz mijając Rosencrantza bierze go za łokieć i wciąga w rozmowę: kontekstem 
jest  tu  „Hamlet”  —  akt  III,  scena  I.  Guildenstern  ciągle  jeszcze  stoi  twarzą  do  widowni: 
Klaudiusz, Rosencrantz i inni idą w głąb sceny i zawracają. 
 

GUILDENSTERN 

Ś

mierć, a po niej wieczność... Najgorsze, co jest na tym świeci i najgorsze, co jest na tamtym. 

Potworne! 
Guildenstern podchodzi do Klaudiusza, chwyta jeszcze treść jego rozmowy z Rosencrantzem. 
Rosencrantz i Gertruda idą na plan pierwszy. 
 

GERTRUDA 

Jakże was przyjął? 
 

ROSENCRANTZ 

Bardzo grzecznie. 
 

GUILDENSTERN 

(wróciwszy na czas, ażeby włączyć się do rozmowy) 
Ale 
Nie bez przymusu. 
 

ROSENCRANTZ 

(oczywiście  łże  i  wie,  że  łże  i  nie  stara  się  tego  ukryć,  może  nawet  popisując  się  przed 
Guildensternem) 
Skąpy był w pytaniach. 

background image

 

66 

A w odpowiedziach odbiegał od rzeczy. 
 

GERTRUDA 

Nasunęliście mu jakąś rozrywkę? 
 

ROSENCRANTZ 

Traf zrządził, żeśmy spotkali po drodze 
Trupę aktorów: wspomnieliśmy o tym 
Księciu i to go trochę ucieszyło. 
Ci aktorowie już się tu znajdują. 
I jak słyszałem, otrzymali rozkaz 
Grania mu dzisiaj. 
 

POLONIUSZ 

Tak jest w rzeczy samej 
I mnie on zlecił prosić najpokorniej 
Wasze królewskie moście, by raczyły 
Być obecnymi na tym widowisku. 
 

KLAUDIUSZ 

Z największą chęcią. Serdeczniem rad, że się 
Do tego skłania. Wciąż go utrzymujcie, 
Moi panowie, w tym usposobieniu 
I podniecajcie w nim gust do takiego 
Rodzaju zabaw. 
 

ROSENCRANTZ 

Uczynim to panie. 
 

KLAUDIUSZ 

Oddal się także, kochana Gertrudo. 
Ułożyliśmy rzecz tak, aby Hamlet. 
Niby przypadkiem, zszedł się tu z Ofelią. 
Król i królowa wychodzą. 
 

ROSENCRANTZ 

(opryskliwe) Ani chwili spokoju! Stąd i stamtąd, raz po raz nachodzą nas ze wszystkich stron. 
 

GUILDENSTERN 

Nigdy nie jesteś zadowolony. 
 

ROSENCRANTZ 

Doganiają nas kiedy im się podoba... Dlaczego nie można przejechać obok nich? 
 

GUILDENSTERN 

Jaka różnica? 
 

ROSENCRANTZ 

Odchodzę.  (Guildenstern  nie  zwraca  na  niego  uwagi.  Rosencrantz  idzie  niepewnie  w  głąb 
sceny. Patrzy i wraca szybko z powrotem) 
Idzie. 

background image

 

67 

 

GUILDENSTERN 

Co robi? 
 

ROSENCRANTZ 

Nic. 
 

GUILDENSTERN 

Coś musi robić. 
 

ROSENCRANTZ 

Chodzi. 
 

GUILDENSTERN 

Na rękach? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie, na nogach. 
 

GUILDENSTERN 

Goły? 
 

ROSENCRANTZ 

Ubrany od stóp do głów. 
 

GUILDENSTERN 

Sprzedaje coś? 
 

ROSENCRANTZ 

Jeśli się nie mylę, to nie. 
 

GUILDENSTERN 

A może się mylisz? 
 

ROSENCRANTZ 

Wątpię. 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Pojęcia nie mam, jak go wciągnąć w rozmowę. 
Hamlet wchodzi na scenę, staje, ważąc za i przeciw jak rozpocząć swą kwestie. Rnsenkrantz i 
Guildenstern przypatrują mu się. 
 

ROSENCRANTZ 

No cóż, można by powiedzieć, że właśnie trafia się okazja... można by... zaczepić go... Tak. to 
rzeczywiście wygląda na okazję... Coś takiego jak bezpośrednie podejście, bez ceregieli... jak 
mężczyzna z mężczyzną... bez ogródek... Na przykład... Słuchaj, co to wszystko ma znaczyć... 
coś  w  tym  rodzaju.  Tak.  Trzeba  się  uczepić  czegoś  takiego...  Moim  zdaniem  przynajmniej, 
tak bym to zrobił. Darowanemu koniowi nie zagląda się... itepe. (zbliża się do Hamleta, lecz 
odwaga  opuszcza  go,  odchodzi)
  Patrzymy  w  niego  jak  w  tęczę  i  stąd  nasza  słabość.  Jak 

background image

 

68 

przychodzi  co  do  czego,  to  człowiek  gotów  paść  na  kolana.  (wchodzi  Ofelia  z  książką  do 
nabożeństwa. Tworzy coś to rodzaju jednoosobowej procesji)
 
 

HAMLET 

Piękna Ofelia! — Nimfo w modłach swoich 
Pomnij o moich grzechach. 
 

OFELIA 

Jakże zdrowie Waszej Książęcej Mości? 
 

HAMLET 

Dobre, pokornie dziękuję waćpannie. 
Znikają, odchodząc w boczną kulisę. 
 

ROSENCRANTZ 

Jakby się mieszkało w parku! 
 

GUILDENSTERN 

Bardzo  wzruszające.  Tak  właśnie  myślałem,  że  twoje  bezpośrednie  podejście,  bez  ceregieli, 
od  razu  na  nich  podziała...  Jeśli  jeszcze  wolno  mi  radzić,  to  zamknij  się  i  siadaj.  Dość  tych 
twoich finezji. 
 

ROSENCRANTZ 

(bliski  płaczu)  Nie  mam  zamiaru  dłużej  tego  znosić!  (wchodzi  postać  kobieca, 
przypominająca  Gertrudę,  Rosencrantz  idzie  w  ślad  za  nią,  kładzie  dłonie  na  jej  oczach  i 
mówi z desperacką frywolnością)
 Kto to? 
 

PIERWSZY AKTOR 

(zjawiwszy się w kącie sceny, w głębi) Alfredzie! 
Rosencrantz opuszcza ręce, robi szybki zwrot to tył. Obejmował bowiem Alfreda, ubranego w 
długą  suknię  i  blond  perukę.  Pierwszy  Aktor  ciągle  jeszcze  stoi  w  kącie  sceny,  Rosencrantz 
zbliża się do tego miejsca. Aktor nie rusza się. Rosencrantz i Aktor stają  blisko siebie, noga 
przy nodze. 
 

ROSENCRANTZ 

Przepraszam. 
Pierwszy Aktor podnosi jedną nogą. Rosencrantz schyla się, kładzie dłoń na ziemi. Pierwszy 
Aktor spuszcza nogę. Rosencrantz krzyczy i odskakuje. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(poważnie) Bardzo przepraszam. 
 

GUILDENSTERN 

(do Rosencrantza) Co on zrobił? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Tupnąłem nogą. 
 

ROSENCRANTZ 

Miałem rękę na podłodze! 

background image

 

69 

GUILDENSTERN 

Podłożyłeś mu się? 
 

ROSENCRANTZ 

Ja? 
 

GUILDENSTERN 

Po co? 
 

ROSENCRANTZ 

Myślałem,  że...  (chwyta  Guildensterna)  Nie  zostawiaj  mnie  samego!  Próbuje  uciec  w 
kierunku  wyjścia.  Wchodzi  aktor  w  stroju  królewskim.  Rosencrantz  cofa  się,  usiłuje  uciec  w 
przeciwną stroną. Wchodzą dwaj aktorzy w pelerynach. Rosencrantz znowu próbuje uciec, ale 
wchodzi  jeszcze  jeden  aktor  i  Rosencrantz  wycofuje  się  na  środek  sceny.  Pierwszy  Aktor  od 
niechcenia klaszcze w dłonie. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dobra! Nie mamy dużo czasu. 
 

GUILDENSTERN 

Co wy robicie? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Próba  generalna.  A  teraz,  jeśli  panowie  nie  macie  nic  przeciwko  temu,  to  cofnijcie  się 
trochę... o tak... dobrze... (do aktorów) Gotowi? I na miłość boską, pamiętajcie co gracie. (do 
Rosencrantza  i  Guildensterna)  
Używamy  mniej  więcej  tych  samych  kostiumów,  więc 
zapominają,  kogo  gra  Alfred,  przestań  dłubać  w  nosie.  Kiedy  królowe  muszą  to  robić,  to 
zachodzi u nich funkcja mózgowa, którą mają we krwi... Cisza! Zaczynamy! 
 

KRÓL—AKTOR 

Trzydzieści razy Feba rumaki obiegły. 
Pierwszy Aktor zrywa się ze złością. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie, nie, nie! Zaczyna się od niemej sceny, ty królewska maestrio złamana! (do Rosencrantza 
i Guildensterna) 
Trochę wyszli z wprawy, ale kiedy trzeba umierać, to się podciągają. To ich 
wprawia w poetycki nastrój. 
 

GUILDENSTERN 

Bardzo ładnie z ich strony. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nic nie jest mniej przekonywające niż nieprzekonywająca śmierć. 
 

GUILDENSTERN 

Jasne. 
Pierwszy Aktor klaszcze w dłonie. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Akt pierwszy — jedziemy! 

background image

 

70 

Pantomima  —  melodia  wygasa,  król—aktor  i  królowa—aktorka  obejmują  się.  Ona  klęka  i 
zaklina go. On podnosi ją z kolan i kładzie głowę na jej szyi. On się kładzie. Ona, widząc, że 
on śpi, opuszcza go. 
 

GUILDENSTERN 

Co ta niema scena znaczy? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Cóż.  to  właściwie  tylko  chwyt  —  pomaga  w  zrozumieniu  akcji,  która  następuje.  Mówimy 
językiem teatralnym, który niejasnością nadrabia czego mu brak pod względem stylu. 
Pantomima  trwa  dalej.  Wchodzi  nowy  aktor.  Zdejmuje  z  głowy  śpiącego  koronę  i  całuje  ją. 
Przyniósł z sobą małą butelkę z płynem, wlewa truciznę ucha śpiącego i opuszcza go. Śpiący 
umiera w drgawkach. 
 

ROSENCRANTZ 

Kto to był? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Brat króla i stryj księcia. 
 

GUILDENSTERN 

Nie bardzo to po bratersku. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Ani po stryjowsku, jak się okaże. 
Wraca królowa; widząc, że król nie żyje, odgrywa przejmującą scenę. Truciciel znowu wraca 
w  towarzystwie  dwóch  innych  mężczyzn  w  opończach.  Truciciel  udaje,  że  pociesza  królową. 
Wynoszą  ciało  zmarłego.  Truciciel  składa  przed  królową  dary  i  próbuje  się  do  niej  zalecać. 
Ona  z  początku  okazuje  mu  niechęć  ale  w  końcu  mu  ulega.  Pod  koniec  pantomimy  słychać 
szloch zrozpaczonej kobiety. Wchodzi Ofelia łkając, tuż za nią wzburzony Hamlet; z krzykiem 
zatrzymuje ją na środku sceny. 
 

HAMLET 

Precz!  Precz!  nie  chcę  już  patrzeć  na  to, to  mnie  we  wściekłość  wprawia.  (Ofelia  z  płaczem 
pada na kolana) 
Wara odtąd mężczyznom żenić się! (Zniżając glos zwraca się do zastygłych 
to  bezruchu  aktorów)  
Ci,  co  się  już  pożenili  (nachyla  się  do  królowej—aktorki  i  truciciela, 
mówi cicho, z hamowaną wściekłością)
 jednego wyjąwszy, niech żyją zdrowi. (uśmiecha się 
do  nich  niewesoło  a  potem  zabiera  się  do  odejścia;  ostatnie  słowa  mówi  znów  głosem 
podniesionym)
  Reszta  pozostać  winna  tak,  jak  jest.  (mijając  słaniającą  się  Ofelię,  mówi 
prosto  do  ucha  krótkie,  urywane  zdania)  
Do  klasztoru!  Idź  do  klasztoru!  Hamlet  wychodzi. 
Ofelia pada na kolana, jej szloch ledwie słychać. Krótka chwila ciszy.
 
 

KRÓL—AKTOR 

Trzydzieści razy Feba rumaki!... 
Klaudiusz  wchodzi  z  Poloniuszem,  zbliża  się  do  Ofelii  i  podnosi  ją  z  kolan.  Aktorzy 
pochyliwszy głowy szybko się wycofują. 
 

KLAUDIUSZ 

Miłość? Nie takie są jej symptomata. 
To co on mówił, choć trochę bez związku, 

background image

 

71 

Cechy szaleństwa nie nosiło wcale. 
Ponura jego smętność wysiaduje 
Coś złowrogiego, co wylęgłe z jajka 
Mogłoby stać się zgubne. Pragnąc przeto 
Zapobiec złemu, po świeżym namyśle, 
Postanowiłem wysłać go niezwłocznie 
Do Anglii... 
Klaudiusz, Poloniusz, Ofelia w tyle. Pierwszy Aktor wychodzi do przodu  klaszcząc w dłonie 
prosi o uwagę. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Panowie!  (patrzą  na  niego)  To  chyba  nie  tak.  W  ten  sposób  nie  da  się  zrobić.  (do 
Guildensterna)
 Jakie to na panu zrobiło wrażenie? 
 

GUILDENSTERN 

A jakie miało zrobić wrażenie? 
 

PIERWSZY AKTOR 

(do aktorów) Nie przekazujecie myśli. 
Rosencrantz robi kilka kroków w stronę Ofelii i zawraca. 
 

ROSENCRANTZ 

Dla mnie, to nie wyglądało na miłość, 
 

GUILDENSTERN 

Znów zaczynamy od zera... 
 

PIERWSZY AKTOR 

(do aktorów) To było do niczego. 
 

ROSENCRANTZ 

(do Guildensterna) Ładnie to przedstawienie będzie wyglądać. 
 

GUILDENSTERN 

Nie wtrącaj się — jesteśmy tylko widzami. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Akt drugi! Na miejsca! 
 

GUILDENSTERN 

Więc to nie był koniec? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Pan to nazywa końcem? Gdy prawie jeszcze nie ma trupów? O, nie — chyba że po pańskim 
trupie. 
 

GUILDENSTERN 

Jak mam to przyjąć? 
 

PIERWSZY AKTOR 

background image

 

72 

Na  leżąco.  (śmieje  się  i  natychmiast  poważnieje,  jak  gdyby  się  nigdy  w  życiu  nie  śmiał)  W 
sztuce  musi  być  jakiś  zamysł,  pan  chyba  o  tym    wie.  Wypadki  muszą  się  toczyć  do  chwili, 
gdy zachodzi estetyczny, moralny i logiczny finał. 
 

GUILDENSTERN 

A w tym wypadku jaki jest finał? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Taki jak zawsze. Zmierzamy do punktu, w którym każdy, kto ma umrzeć — umiera. 
 

GUILDENSTERN 

Czy to z góry wiadomo? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Między  „sprawiedliwym  rozwiązaniem”  a  „tragiczną  ironią”  jest  dosyć  miejsca  na  nasz 
szczególny  talent.  Mówiąc  ogólnie,  sprawy  zaszły  tak  daleko,  jak  tylko  możliwe.  Kiedy  jest 
już tak źle, że gorzej być nie może. (udaje, że się uśmiecha) 
 

GUILDENSTERN 

Kto o tym decyduje? 
 

PIERWSZY AKTOR 

(przestaje si

ę

 

ś

mia

ć

)

 Decyduje? To jest napisane. (odwraca się tyłem. Guildenstern 

chwyta  go  i  obraca  go  twarzą  do  siebie.  Oschle)  A  teraz,  jeśli  będzie  pan  delikatny,  to 
miniemy  się  w  ciemności.  Jak  się  tradycyjnie  mówi  w  takich  wypadkach.  (Guildenstern 
puszcza go wolno)
 Jesteśmy aktorami, rozumie pan. Stosujemy się do wskazań — to nie jest 
sprawa  wyboru.  Źli  ludzie  kończą  nieszczęśliwie,  dobrzy  —  pechowo.  To  jest  sens  tragedii. 
(woła)  Na  miejsca!  (aktorzy  zajęli  miejsca,  żeby  kontynuować  pantomimę,  która  w  tym 
wypadku  przedstawia  scenę  miłosna,  erotyczną  i  namiętną,  między  królową  a  królem—
trucicielem)  
Zaczynamy!  (kochankowie  zaczynają.  Pierwszy  Aktor  dodaje  szybki  komentarz 
dla  Rosencrantza  i  Guildensterna)
  Zamordowawszy  brata  swego  i  uwiódłszy  jego  wdowę, 
truciciel wstępuje na tron! Teraz widzimy go jak z królową puszczają wodze niepohamowanej 
namiętności! Ona nie zdaje sobie sprawy, że mężczyzna, którego trzyma w objęciach... 
 

ROSENCRANTZ 

Och, nie, wykluczone! Nie wypada! 
 

PIERWSZY AKTOR 

Czemu? 
 

ROSENCRANTZ 

No,  uważam,  że  ludzie  chcą  mieć  rozrywkę,  nie  przychodzą  tu,  żeby  oglądać  ponure  i 
zbyteczne brudy. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Myli  się  pan  —  tego  właśnie  chcą!  Morderstwo,  uwiedzenie,  kazirodztwo.  A  czego  pan  by 
chciał — dowcipów? 
 

ROSENCRANTZ 

Chcę. żeby historia miała początek, środek i koniec. 

background image

 

73 

PIERWSZY AKTOR 

(do Guildensterna) A pan? 
 

GUILDENSTERN 

Ja wolę. żeby sztuka była odbiciem życia, jeśli ci to nie sprawia różnicy. 
 
PIERWSZY AKTOR 
Dla  mnie  wszystko  jedno,  panie.  (do  obejmujących  się  kochanków)  W  porządku,  nie 
przesadzajcie.  (kochankowie  wstają.  Do  Guildensterna)  Ja  wchodzę  za  chwilę.  Lucjan, 
bratanek królewski! (zwraca się do tragików) Dalej! (aktorzy przygotowują się do następnego 
fragmentu  pantomimy,  to  którym    Pierwszy  Aktor  przedstawia  męczącą  udrękę  — 
choreografia  i  stylizacja  —  co  jest  wprowadzeniem  do  namiętnej  sceny  z  królową  — 
(„Hamlet”,  akt  III,  scena  IV)  —  i  bardzo  stylizowanej  rekonstrukcji  przeszycia  szpadą 
Poloniusza  stojącego  za  kotarą.  Zamordowany  król  zastępuje  Poloniusza,  podczas  gdy 
Pierwszy  Aktor  kontynuuje  swój  komentarz  dla  Guildensterna  i  Rosenkrantza)
  ...Lucjan, 
bratanek  króla...  oszukańczo  pozbawiony  tronu  przez  stryja    i  zdruzgotany  przez  kazirodcze 
małżeństwo  matki...  traci  rozum...  wywołując  popłoch  i  zamieszanie  na  dworze,  kiedy  na 
zmianę  miota  się  między  smętną  melancholią  a  dzikim  obłędem...  ogarnięty  raz  chęcią 
samobójstwa  (poza),  a  raz  żądzą  zabójstwa  (tutaj  zabija  Poloniusza)  ...staje  wreszcie  przed 
swą matką i w scenie pełnej dwuznaczności (na wpół Edypowy uścisk) ...błaga ją, by wyznała 
swą  winę  i  prosiła  o  przebaczenie...  (zrywa  się,  ciągle  mówiąc)  Król  (popycha  do  przodu 
króla—truciciela)
  zadręczony  poczuciem  winy,  ścigany  strachem  postanawia  wysłać  swego 
bratanka  do  Anglii  —  i  porucza  to  przedsięwzięcie  dwom  rozradowanym  wspólnikom  — 
przyjaciołom — dworakom — dwom szpiegom — (odwraca się. żeby złączyć w jedną grupę 
króla—truciciela  i  dwu  aktorów  ubranych  w  peleryny:  ci  dwaj  przyklękają  i  przyjmują  od 
króla  zwój)
  dając  im  list,  ażeby  złożyli  go  na  angielskim  dworze  królewskim!  I  tak  ci 
odjeżdżają  —  na  pokładzie  okrętu  —  (dwaj  szpiedzy  zajmują  pozycję  po  obu  stronach 
Pierwszego  Aktora  i  cala  trójka  zgodnie  i  spokojnie  kołysze  się,  naśladując  ruch  okrętu: 
wtedy  Pierwszy  Aktor  oddala  się  od  nich)
  —  i  oni  przyjeżdżają  —  (jeden  szpieg  przysłania 
sobie  oczy  wpatrując  się  w  horyzont)
  i  wysiadają  i  stają  przed  obliczem  króla  Anglii  — 
(odwraca się do tyłu. Zmiana dekoracji głowy przemienia aktora, który grał zamordowanego 
króla  w  króla  Anglii.  Mówi  dalej)
  Lecz  gdzie  jest  książę!  Zapewne  się  dziwicie  —  spisek 
narasta,  ironia  losu  i  przebiegłość  włożyły  im  do  rąk  list,  skazujący  ich  na  śmierć!  (dwaj 
szpiedzy wręczają list królowi Anglii, który czyta go i skazuje ich na śmierć. Szpiedzy wstają, 
podczas  gdy  Pierwszy  Aktor  zdziera  z  nich  peleryny,  jako  pierwszy  krok  do  egzekucji)
 
Zdrajcy,  którzy  zginęli  od  własnej    broni?  Czy  też  ofiary  bogów?  —  Nigdy  się  tego  nie 
dowiemy. 
Pantomima  jest  ciągła  i  nie  przerywana.  Teraz  jednak  Rosencrantz  wysuwa  się  do  przodu  i 
przerywa ją. Powodem jego interwencji jest fakt, że dwaj szpiedzy ubrani są pod pelerynami 
tak  samo  jak  Rosencrantz  i  Guildenstern.  Stroje  Rosencrantza  i  Guildensterna  są  na  razie 
niewidoczne,  ponieważ  obaj  owinięci  są  w  płaszcze.  Jeden  szpieg  ubrany  jest  tak,  jak 
Rosencrantz, drugi  jak Guildenstern. Rosencrantz zbliża się do „swego” szpiega, staje blisko 
niego i dotyka jego płaszcza... 
 

ROSENCRANTZ 

Jak Boga kocham, to przecież jest... Nie, chwileczkę — nic nie  mów — gdzie to było? Ach, 
to  mi  przypomina  —  kiedy  to  było?  Znamy  się  prawda?  Pamiętam  każdą  twarz  (patrzy  w 
twarz  szpiega)
  ...ale  pańskiej  chyba  nie  znam,  chociaż...  przez  chwilę  myślałem...  nie,  nie 
znam  pana,  prawda?  Tak  obawiam  się,  że  pan  się  myli.  Musiał  mnie  pan  wziąć  za  kogo 
innego. (teraz Guildenstern, głęboko zamyślony, zbliża się do drugiego szpiega) 

background image

 

74 

 

PIERWSZY AKTOR 

(do Guildensterna) Zna pan tę sztukę? 
 

GUILDENSTERN 

Nie. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Prawdziwa jatka — osiem trupów. Dajemy z siebie wszystko. 
 

GUILDENSTERN 

(coraz bardziej napięty podczas całego komentarza i pantomimy) Co ty wiesz o śmierci ? 
 

PIERWSZY AKTOR 

To  jest  to,  co  aktorzy  grają  najlepiej.  Muszą  dać  z  siebie  wszystko,  a  talent  ich  zanika. 
Potrafią  umierać  heroicznie,  komicznie,  ironicznie,  powoli,  nagle,  wstrętnie,  pięknie  lub  na 
koturnach.  Mój  własny  talent  jest  z  innego  kruszcu.  Wydobywam  sens  z  melodramatu,  sens 
— którego w rzeczywistości wcale tam nie ma; ale czasem widać spoza tej materii cieniutki 
promyk  światła,  który  dojrzany  pod  właściwym  kątem  —  potrafi  przebić  skorupę 
ś

miertelności. 

 

ROSENCRANTZ 

I to wszystko, co potrafią — umierać? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Ależ  nie,  pięknie  zabijają.  W  rzeczy  samej  niektórzy  zabijają  nawet  lepiej,  niż  umierają. 
Reszta umiera lepiej niż zabija. Razem tworzą zespół. 
 

ROSENCRANTZ 

Jak ich odróżnić? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Mała różnica. 
 

GUILDENSTERN 

(strach,  drwina)  Aktorzy!  Mechanizm  taniego  melodramatu!  To  nie  jest  śmierć!  (ciszej) 
Krzyczycie  i  dławicie  się  i  padacie  na  kolana,  ale  to  nie  wywołuje  u  nikogo  świadomości 
ś

mierci — i nie spada na nikogo znienacka i nie budzi w ich mózgach głosu, który szepce: „I 

ty  kiedyś  umrzesz!”  (prostuje  się)  Tyle  razy  umieracie;  jak  możecie  liczyć  na  to.  że  ludzie 
uwierzą  w waszą śmierć? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Wprost  przeciwnie,  to  jedyny  rodzaj  śmierci,  w  którą  wierzą.  Są  do  tego  przyzwyczajeni. 
Kiedyś miałem aktora, który został skazany na śmierć przez powieszenie za kradzież barana 
czy  owcy  —  nie  pamiętam.  Uzyskałem  zezwolenie,  aby  go  powiesić  w  czasie  spektaklu  — 
musiałem więc nieco zmienić fabułę, ale sądziłem, że będzie to efektowne — nie uwierzycie 
mi panowie, ale on nie był przekonywający! Nie sposób było wyzbyć się niewiary — i kiedy 
publiczność zaczęła drwić i obrzucać go pomidorami, cała ta historia skończyła się katastrofą! 
Nic  innego  nie  robił,  tylko  krzyczał  cały  czas,  po  prostu  na  przekór  konwencji  —  stał  w 
miejscu  i  krzyczał...  Nie,  nigdy  więcej.  (w  wesołym  nastroju  zwraca  się  ku  aktorom;  dwaj 

background image

 

75 

szpiedzy  czekają  na  egzekucję  z  rąk  Pierwszego  Aktora,  wyjmującego  sztylet  zza  pasa) 
Publiczność wie, czego chce i tylko w to gotowa jest uwierzyć. (do szpiegów, podczas gdy ich 
sztyletem przebija)
 Pokażcie! 
Szpiedzy  umierają  powoli  i  przekonywająco.  Światło  gaśnie  powoli,  aż  zanika.  Podczas  gdy 
oni umierają, Guildenstern zaczyna mówić. 
 
GUILDENSTERN 
Nie, nie, nie... Wszystko się wam pokręciło... nie umiecie zagrać śmierci! Fakt śmierci nie ma 
nic  wspólnego  z  tym,  jak  się  ją  widzi,  jak  to  się  odbywa  —  to  nie  jest  krzyk,  ani  krew,  ani 
słanianie się. Nie to jest istotą śmierci. Po prostu idzie o to, że człowiek się więcej nie pokaże, 
to  wszystko.  Teraz  go  widzicie,  a  po  chwili  go  nie  ma  i  tylko  to  jest  prawdziwe,  że  w  tej 
chwili jest tutaj, a w następnej znika i nigdy już nie wróci — wyjście ledwo dostrzeżone i nie 
zapowiedziane, zniknięcie, które nabiera wagi w miarę jak trwa, aż staje się w końcu ciężkie 
jak ołów. 
Dwaj  szpiedzy  leżą  spokojnie,  ledwie  widoczni.  Pierwszy  Aktor  wychodzi  do  przodu  i 
przykrywa ciała szpiegów ich własnymi opończami. Rosencrantz zaczyna klaskać. 
Ściemnienie 
 
Chwila ciszy, po czym rozgardiasz i głosy: „Król powstaje”... „Przerwać przedstawienie!”... 
i  okrzyki  „Światła,  światła,  światła”.  Kiedy  kilka  sekund  później  wraca  światło,  jest  to  już 
wschód  słońca.  Scena  pusta,  z  wyjątkiem  dwóch  postaci  w  pelerynach  leżących  na  ziemi, 
mniej  więcej  w  tej  samej  pozycji,  jaką  zajmowali  zasztyletowani  szpiedzy.  Kiedy  światło 
rozjaśnia  scenę,  okazuje  się,  że  są to  Rosencrantz  i  Guildenstern, wygodnie  wypoczywający. 
Rosencrantz  unosi  się  na  łokciach,  przesłania  sobie  oczy  i  patrzy  w  stronę  publiczności. 
Wreszcie: 
 

ROSENCRANTZ 

Więc to jest wschód. To chyba pewne. 
 

GUILDENSTERN 

Nic nie jest pewne. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie ma kwestii. To słońce. Wschód. 
 

GUILDENSTERN 

(patrzy do góry) Gdzie? 
 

ROSENCRANTZ 

Widziałem, jak wschodziło. 
 
GUILDENSTERN 
Nie...  cały  czas  było  jasno,  rozumiesz,  tylko  że  otwierałeś  oczy  bardzo  powoli.  Gdybyś  stał 
odwrócony tyłem, to byś przysiągł, że wschód jest tam. 
 

ROSENCRANTZ 

(wstając) Niedowiarek z ciebie. 
 

GUILDENSTERN 

Nieraz już mnie nabierano. 

background image

 

76 

 

ROSENCRANTZ 

(patrzy ponad publiczność) To mi coś przypomina. 
 

GUILDENSTERN 

Są ciekawi, co zrobimy. 
 

ROSENCRANTZ 

Dobry, stary, wierny wschód. 
 

GUILDENSTERN 

Jak  się  tylko  ruszymy,  rzucą  się  na  nas  ze  wszystkich  stron  wydając  mętne  rozkazy, 
wprowadzając nas w błąd bzdurnymi uwagami, posyłając na wszystkie strony i myląc nasze 
nazwiska. 
Rosencrantz zaczyna protestować, lecz ledwo otworzył usta: 
 

KLAUDIUSZ 

(zza kulis — rozkazująco) Hejże, Guildenstern! 
Guildenstern ciągle jeszcze w rozterce. Krótka pauza. 
 

ROSENCRANTZ + GUILDENSTERN 

razem 
Wzywają cię... 
 
Gdy  wchodzą  Klaudiusz  i  Gertruda,  Guildenstern  zrywa  się  na  równe  nogi.  Obaj  są 
przerażeni. 
 

KLAUDIUSZ 

Idźcie i weźcie z sobą jeszcze kogo. 
Hamlet w szaleństwie zabił Poloniusza 
I gdzieś go powlókł z tego tu pokoju. 
Idźcie, wynajdźcie go, przemówcie grzecznie 
I każcie ciało zanieść do kaplicy. 
Spieszcie się, proszę was. 
Klaudiusz i Gertruda wychodzą pospiesznie. 
Pójdźmy Gertrudo, 
Zgromadzisz naszych najlepszych przyjaciół 
I odkryjemy im tak to, co zaszło, 
Jak to, co czynić zamierzamy... 
Znikają. Rosencrantz i Guildenstern stoją nieruchomi. 
 

GUILDENSTERN 

Cóż... 
 

ROSENCRANTZ 

No, tak. 
 

GUILDENSTERN 

Owszem. 
 

background image

 

77 

ROSENCRANTZ 

Tak, tak. (przytakuje z przekonaniem) Znajdźcie go. (Pauza) I tak dalej. 
 

GUILDENSTERN 

Owszem. 
 

ROSENCRANTZ 

Cóż... (krótka pauza) Hm, był to krok we właściwym kierunku. 
 

GUILDENSTERN 

Nie spodobał ci się? 
 

ROSENCRANTZ 

Kto? 
 

GUILDENSTERN 

Na Boga, mam nadzieję, że nam okaże więcej litości... 
 

ROSENCRANTZ 

No, to już postęp, nie? Coś pozytywnego. Znajdźcie go. (rozgląda się wokół nie ruszając się z 
miejsca)
 Od czego zacząć...? (robi krok w stronę kulis i zatrzymuje się) 
 

GUILDENSTERN 

Cóż, to krok we właściwym kierunku. 
 

ROSENCRANTZ 

Tak uważasz? On może być wszędzie. 
 

GUILDENSTERN 

Dobra, ty idź tędy, ja pójdę tamtędy. 
 

ROSENCRANTZ 

Zgoda.  (rozchodzą  się  w  dwie  przeciwne  strony.  Rosencrantz  zatrzymuje  się)  Nie. 
(Guildenstern zatrzymuje się) Ty idź tędy, a ja tamtędy. 
 

GUILDENSTERN 

Dobra. 
Idą ku sobie i mijają się. Rosencrantz zatrzymuje się. 
 

ROSENCRANTZ 

Chwileczkę.  (Guildenstern  zatrzymuje  się)  Powinniśmy  trzymać  się  kupy.  On  może  być 
niebezpieczny. 
 

GUILDENSTERN 

Racja. Pójdę z tobą. 
Guildenstern  podchodzi  do  Rosencrantza.  Robią  to  tył  zwrot,  żeby  odejść.  Rosencrantz 
zatrzymuje się. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie, ja pójdę z tobą. 

background image

 

78 

 

GUILDENSTERN 

Dobra. 
Odwracają  się  i  idą  w  stronę  przeciwnej  kulisy.  Rosencrantz  zatrzymuje  się,    Guildenstern 
również. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie, idziesz ze mną w moim kierunku. 
 

GUILDENSTERN 

Dobra. 
Znowu  się  odwracają  i  przechodzą  przez  scenę.  Rosencrantz  zatrzymuje  się.  Guildenstern 
również. 
 

ROSENCRANTZ 

Myślę właśnie — jeśli obaj pójdziemy, to on może przyjść tu. To by nie miało sensu, nie? 
 

GUILDENSTERN 

Dobra. Ja zostanę. Ty idź. 
 

ROSENCRANTZ 

Zgoda. (Guildenstern idzie ku środkowi sceny) Chwileczkę. (Guildenstern odwraca się i idzie 
tyłem w stronę Rosencrantza, który zaczyna iść na przód sceny. Mijają się. Rosencrantz staje)
 
Myślę  właśnie...  (Guildenstern  zatrzymuje  się)  Powinniśmy  trzymać  się  kupy.  On  może  być 
niebezpieczny.  
 

GUILDENSTERN 

Racja.  (Guildenstern  idzie  w  kierunku  Rosencrantza.  Na  chwilę  zatrzymują  się  w  swoich 
pozycjach  wyjściowych)
  No,  wreszcie  dokądś  idziemy.  (pauza)  Oczywiście,  on  może  nie 
przyjść. 
 

ROSENCRANTZ 

(lekko) Och, przyjdzie. 
 

GUILDENSTERN 

Musielibyśmy się gęsto tłumaczyć. 
 

ROSENCRANTZ 

Przyjdzie.  (lekkim  krokiem  idzie  w  głąb  sceny)  Nie  martw  się  możesz  mi  wierzyć  na  słowo. 
(patrzy za kulisy — przerażony) Idzie! 
 

GUILDENSTERN 

Co robi? 
 

ROSENCRANTZ 

Chodzi. 
 

GUILDENSTERN 

Sam? 
 

background image

 

79 

ROSENCRANTZ 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

Z kim? 
 

ROSENCRANTZ 

Ze starym. 
 

GUILDENSTERN 

Chodzą? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

Nie chodzą? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie. 
 

GUILDENSTERN 

Wspaniała  okazja.  Lepszej  być  nie  może.  (nagle  zrywa  się  do  działania)  Niech  wpadnie  w 
pułapkę! 
 

ROSENCRANTZ 

W jaką pułapkę? 
 

GUILDENSTERN 

Ty stań tam! Nie daj mu przejść! 
Ustawia go twarzą do miejsca, gdzie powinien wejść Hamlet. Staje obok Rosencrantza, o parę 
kroków dalej, tak że obaj zamykają jedną stronę sceny zwróceni twarzą ku stronie przeciwnej. 
Guildenstern odpina pas. Rosencrantz czyni to samo. Związują oba pasy i napinają je między 
sobą. Rosencrantzowi powoli opadają spodnie. Hamlet wchodzi, powoli, z przeciwnej strony, 
ciągnąc za sobą ciało Poloniusza. Idzie w głąb sceny, zatacza mały łuk i wychodzi z tej samej 
strony  o  parę  kroków  dalej.  Rosencrantz  i  Guildenstern,  trzymając  pasy,  patrzą  na  niego 
osłupiali. Hamlet oddala się ciągnąc za sobą ciało. Pasy opadają im w ręku. 
 

ROSENCRANTZ 

Niewiele brakowało. 
 

GUILDENSTERN 

Co dwaj mali ludzie mogą na to poradzić? 
Rozpinają pasy, Rosencrantz podciąga spodnie. 
 

ROSENCRANTZ 

(zaniepokojony robi parę kroków w kierunku, w którym wyszedł Hamlet) On jest trup. 
 

GUILDENSTERN 

Oczywiście, że trup! 

background image

 

80 

 

ROSENCRANTZ 

(obraca się w stronę Guildensterna) Umarł na śmierć. 
 

GUILDENSTERN 

(gniewnie)  Śmierć  to  śmierć,  nie?  (Rosencrantz  milknie.  Pauza.)  Może  będzie  wracał  tędy. 
(Rosencrantz  zaczyna  zdejmować  pas)  Nie,  nie,  nie!  Jeśli  nawet  doświadczenie  niczego  nas 
nie uczy, to co zostaje? 
Rosencrantz znowu zakłada pas. Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Zawołaj go. 
 

GUILDENSTERN 

Znowu zaczynasz? 
 

ROSENCRANTZ 

(woła) Hamlet! 
 

GUILDENSTERN 

Nie wygłupiaj się. 
 

ROSENCRANTZ 

(woła)  Mości  książę!  (wchodzi  Hamlet.  Rosencrantz  jest  lekko  zdziwiony)  Gdzieś  podział 
trupa, mości książę? 
 

HAMLET 

Złączyłem go z prochem. 
Z którym najbliższe miał powinowactwo. 
 

ROSENCRANTZ 

Racz nam powiedzieć panie, gdzie on leży. Byśmy go mogli przenieść do kaplicy. 
 

HAMLET 

Nie sądźcie tego. 
 

ROSENCRANTZ 

Czego, mości książę? 
 

HAMLET 

Ażebym umiał być panem waszej tajemnicy, a swojej 
Własnej nie umiał. Poza tym kiedy pytanie czyni 
Gąbka, jakąż odpowiedź ma dać syn królewski? 
 

ROSENCRANTZ 

Masz li mnie, książę, za gąbkę? 
 

HAMLET 

Nie  inaczej;  za  gąbkę,  która  wciąga  w  siebie  królewskie  fawory,  nagrody  i  łaski.  Ale  takie 
istoty wyświadczają ostatecznie samemuż królowi przysługę. Trzyma on je w gębie jak małpa 

background image

 

81 

i  cmoka,  aby  je  połknął  potem.  Skoro  zapotrzebuje  tego,  co  waść  zbierzesz,  dość  mu  cię 
będzie ścisnąć, a wnet nasiąkła gąbka znowu będzie sucha. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie rozumiem tego, mości książę. 
 

HAMLET 

Tym lepiej. Gdy o łajdactwie mowa, na dobie tępa głowa. 
 

ROSENCRANTZ 

Mości książę, trzeba, żebyś nam powiedział koniecznie, gdzie jest ciało i poszedł z nami do 
króla. 
 

HAMLET 

Ciało jest w posiadaniu króla, ale król nie jest w posiadaniu ciała; król jest czymś. 
 

GUILDENSTERN 

Jak to czymś? 
 

HAMLET 

Niczym. Prowadźcie mnie do niego. 
Hamlet idzie stanowczym krokiem w stronę jednej kulisy. Oni idą za nim. Tuż przed wyjściem 
Hamlet  zauważywszy  widocznie  Klaudiusza  zbliżającego  zza  sceny,  schyla  się  w  głębokim 
pokłonie.  Rosencrantz  i  Guildenstern  za  jego  przykładem  również  nisko  się  kłaniają:  jedna 
stopa wysunięta do przodu, opończe zapięte. Nie jest to zwykły ukłon, lecz głęboki skłon przed 
królem.  Hamlet  zawraca  jednak  w  przeciwną  stronę  i  znika  za  sceną.  Rosencrantz  i 
Guildenstern,  mając  głowy  nisko  pochylone,  nie  zauważają  tego.  Nikt  się  nie  zjawia. 
Rosencrantz  i  Guildenstern  zerkają  ukradkiem  w  górę  i  widzą,  że  kłaniają  się  pustce. 
Klaudiusz nadchodzi od tyłu. Przy pierwszych jego słowa zrywają się i ponownie zginają się 
w głębokim ukłonie. 
 

KLAUDIUSZ 

I cóż? Jak to się stało? 
 

ROSENCRANTZ 

Gdzie złożone ciało. 
Wydobyć z niego nie mogliśmy, panie. 
 

KLAUDIUSZ 

Gdzież on jest? 
 

ROSENCRANTZ 

(chwila wahania) 
Czeka na rozkazy Waszej Królewskiej Mości w przyległym pokoju, 
Pod strażą. 
 

KLAUDIUSZ 

(idąc) Wprowadzić tu księcia. 
Uderza  to  w  Rosencrantza  jak  grom.  Po  chwili  wahania  zwraca  się  do  Guildensterna 
twardym i stanowczym głosem. 

background image

 

82 

 

ROSENCRANTZ 

Hej! Wprowadź tu księcia! 
Guildenstern zamiera, otwiera usta i zamyka je. Ale sytuacja jest uratowana. Hamlet wchodzi 
pod  strażą  w  chwili  gdy  wychodzi  Klaudiusz,  Hamlet  i  je  straż  przechodzą  przez  scenę  w 
kierunku  wskazanym  przez  Klaudiusza  i  wychodzą.  Rosencrantz  i  Guildenstern  przypatrują 
mu się z niepokojem. Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

(zamyślony) A więc obłęd. 
 

GUILDENSTERN 

Ostre roztargnienie. 
 

ROSENCRANTZ 

Skłonność do dziwactw. 
 

GUILDENSTERN 

Co może, ale nie musi być udawane. 
 

ROSENCRANTZ 

To  co  innego.  Może  być  normalnym  człowiekiem,  który  udaje  wariata,  albo  wariatem 
udającym zdrowego. 
 

GUILDENSTERN 

Albo wariatem, który nie wie. że jest wariatem, ale mimo to udaje wariata. 
 

ROSENCRANTZ 

To znaczy, że byłby jeszcze większym wariatem, niż sam o tym sądzi. 
Pauza. 
 

GUILDENSTERN 

Dlaczego? 
 

ROSENCRANTZ 

No, cóż. zacznijmy od początku. 
 

GUILDENSTERN 

Nie awansował. 
 

ROSENCRANTZ 

Po pierwsze. 
 

GUILDENSTERN 

Ś

mierć ojca. 

 

ROSENCRANTZ 

Po drugie. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

83 

Matka tak szybko wyszła za mąż. 
 

ROSENCRANTZ 

Za własnego szwagra. 
 

GUILDENSTERN 

Trochę za bliskie pokrewieństwo. 
 

ROSENCRANTZ 

I trochę za szybko. Kto wie? 
 

GUILDENSTERN 

Kto wie — co? 
 

ROSENCRANTZ 

Ta dziewczyna. Kochał ją czy nie? 
 

GUILDENSTERN 

A ona? 
 

ROSENCRANTZ 

Co ona? 
 

GUILDENSTERN 

Nie odwzajemniona miłość. 
 

ROSENCRANTZ 

Zdawało się, że ona odwzajemnia jego miłość. 
 

GUILDENSTERN 

On nie odwzajemniał jej miłości. 
 

ROSENCRANTZ 

Chociaż na początku ją kochał. 
 

GUILDENSTERN 

Najpierw jedno, a potem drugie. 
 

ROSENCRANTZ 

Prawdopodobnie. 
 

GUILDENSTERN 

Dodaj to wszystko, a w rezultacie można dostać bzika. 
Słychać kroki. 
 

ROSENCRANTZ 

(robi ruch, żeby podejść) Zgoda — i co dalej? 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

84 

(nie  rusza  się,  zamyślony)  A  jednak  to  nie  wyjaśnia  wszystkiego,  żeby  tak  się  tym  przejąć. 
Czy nic więcej? I dlaczego my? Każdy byłby dobry. A myśmy nic nie zrobili. 
 

ROSENCRANTZ 

Chwila była ciężka, ale tego już nie odrobimy. 
 

GUILDENSTERN 

Czego? 
 

ROSENCRANTZ 

Trudno się połapać. Szczerze mówiąc, nie zależy mi na tym. Nie chcą nam powiedzieć, to ich 
sprawa.  (wędruje  w  głąb  sceny,  w  stronę  wyjścia)  Jeśli  o  mnie  idzie,  to  jestem  zadowolony, 
ż

eśmy go widzieli po raz ostatni. (zagląda za kulisy i wraca na scenę, jego twarz zdradza fakt. 

że Hamlet tam jest) 
 

GUILDENSTERN 

Wiedziałem, że nie koniec na tym. 
 

ROSENCRANTZ 

(piskliwie) Co jeszcze?! 
 

GUILDENSTERN 

Zabieramy go do Anglii. Co on robi? 
Rosencrantz idzie w głąb sceny i wraca. 
 

ROSENCRANTZ 

Mówi. 
 

GUILDENSTERN 

Do siebie? (Rosencrantz chce odejść. Guildenstern zatrzymuje go) Jest sam? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie, z żołnierzem. 
 

GUILDENSTERN 

Więc nie mówi do siebie, tak? 
 

ROSENCRANTZ 

Mówi do siebie... Idziemy? 
 

GUILDENSTERN 

Dlaczego? 
Rosencrantz podnosi głowę, nasłuchuje. 
 

ROSENCRANTZ 

Znowu to samo. (boleściwie) Jedyne o czym marze, to żeby uciec stąd. 
 

GUILDENSTERN 

Najlepszy rym do „uciec”, to głupiec... 
Hamlet zachodzi ich od tyłu, rozmawiając z Żołnierzem w zbroi. Rosencrantz i Guildenstern 

background image

 

85 

nie odwracają się. 
 

ROSENCRANTZ 

Będą nas tutaj trzymać aż wyciągniemy kopyta. Co najmniej. 
A pogoda się zmienia. (patrzy w górę) Wiosna nie może trwać wiecznie. 
 

HAMLET 

Czyje to wojska, miły panie? 
 
Ż

OŁNIERZ 

Norweskie, panie. 
 

HAMLET 

Dokąd one idą? 
 
Ż

OŁNIERZ 

Ku granicom Polski. 
 

HAMLET 

Kto ma nad nimi dowództwo? 
 
Ż

OŁNIERZ 

Synowiec starego króla. Fortynbras. 
 

ROSENCRANTZ 

Zmarzniemy. Lato nie potrwa długo. 
 

GUILDENSTERN 

Jesień za pasem. 
 

ROSENCRANTZ 

(patrząc na ziemię) Nie ma liści. 
 

GUILDENSTERN 

Jesień to jeszcze niekoniecznie liście. To jakby brązowy cień o zmierzchu... Wierząj mi, ten 
brązowy  cień  pada  na  nas,  czerwonawobrązowe  i  mandarynkowe  cienie  starego  złota 
rozciągają  się  na  wszystkie  zmysły...  Głębokie  lśniące  ochry,  opalone  umbry  i  skrawki 
przepalonej ziemi odbijają się w sobie i przechodzą przez siebie, sącząc światło. W taką porę. 
jak wieść głosi, może gdzieś przypadkowo opadają liście. Wczorajszy dzień był niebieski, jak 
dym. 
 

ROSENCRANTZ 

(nasłuchuje z głową do góry) Znowu coś słyszę. 
Nasłuchują — słabe odgłosy orkiestry aktorów. 
 

HAMLET 

Dziękuję ci, panie. 
 
Ż

OŁNIERZ 

Bóg z tobą, panie. (wychodzi) 

background image

 

86 

Rosencrantz zrywa się i podchodzi do Hamleta. 
 

ROSENCRANTZ 

Pójdziemyż dalej, mości książę? 
 

HAMLET 

Zaraz. Służyć wam będę. Idźcie trochę naprzód. 
Hamlet odwraca się tyłem do widowni. Rosencrantz idzie do przodu. Guildenstern. zwrócony 
twarzą do widowni, nie rusza się. 
 

GUILDENSTERN 

On tam jest? 
 

ROSENCRANTZ 

Tak. 
 

GUILDENSTERN 

Co robi? 
Rosencrantz patrzy przez ramię. 
 

ROSENCRANTZ 

Mówi. 
 

GUILDENSTERN 

Do siebie? 
 

ROSENCRANTZ 

Tak.  (pauza.  Rosencrantz  chce  odejść,  zastanawia  się,  zawraca)  Powiedział,  że  możemy 
odejść. Przysięgam. 
 

GUILDENSTERN 

Chciałbym wiedzieć, gdzie jestem. Nawet nie wiedząc, gdzie jestem, chciałbym to wiedzieć. 
Jeśli pójdziemy, nie dowiemy się nigdy. 
 

ROSENCRANTZ 

Czego się nie dowiemy? 
 

GUILDENSTERN 

Czy kiedykolwiek tu wrócimy? 
 

ROSENCRANTZ 

Wcale nie chcemy tu wracać. 
 

GUILDENSTERN 

Być może. Ale czy chcemy stąd odejść? 
 

ROSENCRANTZ 

Bezpiecznie byłoby wydostać się stąd. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

87 

Nie wiem. Niebo jest wszędzie to samo. 
 

ROSENCRANTZ 

(idąc)  Cóż.  mamy  już  za  sobą  szmat  drogi.  (Guildenstern  zaczyna  iść  za  nim)  A  zresztą 
wszystko jeszcze może się zdarzyć. 
Wychodzą. Hamlet jest sam, tyłem do widowni. 
Ściemnienie 
 

background image

 

88 

 

AKT III 

 
Całkowita ciemność. Słabe odgłosy morza. Po paru sekundach ciszy, głos z ciemności... 
 

GUILDENSTERN 

Jesteś tam? 
 

ROSENCRANTZ 

Gdzie? 
 

GUILDENSTERN 

(ironicznie) Dobrze się zaczyna... 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

To ty? 
 

GUILDENSTERN 

Tak. 
 

ROSENCRANTZ 

Skąd wiesz? 
 

GUILDENSTERN 

(wybucha) Och, na miłość Boską! 
 

ROSENCRANTZ 

Więc nie wykończyli nas jeszcze? 
 

GUILDENSTERN 

No, w każdym razie jesteśmy. 
 

ROSENCRANTZ 

Jesteśmy? Nie widzę. 
 

GUILDENSTERN 

Ale potrafisz jeszcze myśleć, nie? 
 

ROSENCRANTZ 

Tak myślę. 
 

GUILDENSTERN 

Potrafisz jeszcze mówić. 
 

ROSENCRANTZ 

Co mam powiedzieć? 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

89 

Mniejsza o to. Jeszcze coś czujesz, nie? 
 

ROSENCRANTZ 

Czy czuję? I to jak! 
 

GUILDENSTERN 

Co mianowicie? 
 

ROSENCRANTZ 

Nogę. Tak, zdaje się. że to moja noga. 
 

GUILDENSTERN 

Nie wiesz na pewno? 
 

ROSENCRANTZ 

Zdrętwiała. 
 

GUILDENSTERN 

Zdrętwiała? 
 

ROSENCRANTZ 

(w panice) W ogóle nie czuję! 
 

GUILDENSTERN 

To się uszczypnij. 
 

ROSENCRANTZ 

(krzyczy przeraźliwie, po czym mówi) Przepraszam. 
 

GUILDENSTERN 

No, więc mamy to z głowy. 
Dłuższa pauza: szum z wolna narasta, aż daje się rozpoznać morze. Okręt trzeszczy, wiatr bije 
w olinowanie, okrzyki marynarzy rzucających z różnych stron, z daleka i z bliska, niewyraźne 
rozkazy przed podróżą.  
Mianowicie: 
 

GŁOSY 

Lewa burta w lewo! 
Popuść żagle! 
Skróć żagle! 
To ty bosmanie? 
Halo! To ty? 
Zwrot w lewo! 
Odwróć do wiatru! 
Bardziej pod wiatr, chłopaki! 
Spuść kotwicę! 
Wszystkie żagle w górę! 
 

ROSENCRANTZ 

Jesteśmy na statku. (pauza) Ciemno, nie? 

background image

 

90 

 

GUILDENSTERN 

Jak na noc, to ujdzie. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie, nie jak na noc. 
 

GUILDENSTERN 

Jak na dzień, to ciemno. 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Tak, jak na dzień, to ciemno. 
 

GUILDENSTERN 

Wzięliśmy chyba kurs na północ. 
 

ROSENCRANTZ 

Myślisz, że jest północ? 
 

GUILDENSTERN 

W nocy nie widać. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale jeśli jest dzień? (odgłosy marynarzy. Latarnia zapalona w głębi sceny — przez Hamleta. 
Scena  powoli  i  nierówno  rozjaśnia  się  dostatecznie,  żeby  dojrzeć  Rosencrantza  i 
Guildensterna siedzących na pierwszym planie. Z tyłu niewyraźne cienie żagli itp.)
 Zdaje się, 
ż

e robi się jasno. 

 

GUILDENSTERN 

Jak na noc, to nie. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale jak na północ? 
 

GUILDENSTERN 

Jak na północ, to jasno. 
 

ROSENCRANTZ 

(pauza) Ciemno. (więcej światła — latarnie? księżyc?... Wśród innych przedmiotów dostrzec 
można  na  pokładzie  trzy  beczki  wielkości  człowieka.  ustawione  pionowo,  przykryte  wiekiem. 
Oddalone są od siebie, ale stoją w jednej linii. Z tylu na podniesieniu — osadzony na drągu 
parasol w jaskrawe pasy, przechylony w ten sposób, że nie widać co jest za nim; parasol ma 
około 2 metrów średnicy. Rosencrantz i Guildenstern siedzą nieruchomo, twarzą do widowni) 
Ale jaśniej niż było. Wkrótce będzie noc. Tak daleko na północ. (żałośnie) Chyba trzeba spać. 
(ziewa i przeciąga się) 
 

GUILDENSTERN 

Zmęczony? 
 

background image

 

91 

ROSENCRANTZ 

Nie...  Wątpię,  żebym  mógł  się  przyzwyczaić  do  tego.  Całą  noc  spać,  cały  dzień  nic  nie 
widzieć... Ci Eskimosi muszą mieć spokojne życie. 
 

GUILDENSTERN 

Jacy Eskimosi? 
 

ROSENCRANTZ 

Co? 
 

GUILDENSTERN 

Zdawało  mi  się.  że...  (urywa)  Nie  stać  mnie  już  nawet  na  to,  żeby  nie  wierzyć  własnym 
uszom. Nie mógłbym zdobyć się nawet na najmniejszy sceptycyzm. 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Może wyciągniemy nogi? 
 

GUILDENSTERN 

Nie chce mi się. 
 

ROSENCRANTZ 

Mogę je tobie wyciągnąć. 
 

GUILDENSTERN 

Nie. 
 

ROSENCRANTZ 

Moglibyśmy sobie nawzajem wyciągnąć nogi. Nie musielibyśmy nigdzie chodzić. 
 

GUILDENSTERN 

(pauza) Nie, mógłby ktoś przyjść. 
 

ROSENCRANTZ 

Gdzie? 
 

GUILDENSTERN 

Tam. 
 

ROSENCRANTZ 

Tutaj? 
 

GUILDENSTERN 

Na pokład. 
Rosencrantz ogląda pokład, uderza weń dłonią. 
 

ROSENCRANTZ 

Ładna klepka, nie? 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

92 

Tak, też bardzo lubię statki. Podoba mi się sposób, w jaki są... zawarte w sobie. Człowiek nie 
musi się zastanawiać, w którą stronę iść, czy w ogóle iść — nie ma problemu, bo jest się na 
statku. Mógłbym całe życie spędzić na statku. 
 

ROSENCRANTZ 

Bardzo zdrowo. 
Rosencrantz  robi  głęboki  wdech,  ale  przy  wydechu  jest  jakby  zawiedziony.  Guildenstern 
wstaje i patrzy ponad głowy widzów. 
 

GUILDENSTERN 

Na statku człowiek jest wolny. Do czasu. Względnie. 
 

ROSENCRANTZ 

Jakie jest morze? 
 

GUILDENSTERN 

Burzliwe. 
Rosencrantz podchodzi do niego. Obaj patrzą ponad głowy widzów. 
 

ROSENCRANTZ 

(powoli) Boję się, że zaraz zacznę wymiotować. 
Guildenstern ślini palec, podnosi do góry, sprawdza kierunek. 
 

GUILDENSTERN 

Raczej z tamtej strony. (Rosencrantz idzie w głąb sceny. I lepiej byłoby, gdyby małe schodki 
prowadziły  na  wyższy  pokład  z  niższego  pokładu  na  pierwszym  planie,  przy  czym  parasol 
byłby  ustawiony  na  wyższym  pokładzie.  Rosencrantz  staje  przy  parasolu  i  zagląda  na  drugą 
stronę.  Guildenstern  tymczasem  powraca  do  swego  tematu,  patrzy  ponad  głowy  widzów.)
 
Mamy  wolność  słowa,  ruchu,  improwizacji,  a  przecież...  Jesteśmy  na  uwięzi.  O  naszej 
wędrówce  decyduje  jedna  jedyna  gwiazda,  a  całe  nasze  dryfowanie  to  tylko  nieznaczna 
zmiana pozycji w stosunku do niej; możemy wykorzystać chwilę, zakręcić się dokoła podczas 
gdy  chwile  mijają,  mały  skok  tu,  wy  tam,  ale  krąg  się  zamyka  i  musimy  stanąć  twarzą  w 
twarz wobec niezmiennego, jedynego faktu — że my, Rosencrantz i Guildenstern, wieziemy 
Hamleta do Anglii. 
Tymczasem Rosencrantz powrócił i, stąpając na palcach z ważną miną, z zaciśniętymi ustami, 
jak  gdyby  się  bał,  że  wymknie  mu  się  tajemnica,  podchodzi    do  Guildensterna,  ukradkiem 
wskazuje za siebie; mówi szeptem.  
 

ROSENCRANTZ 

Słuchaj, on jest tam! 
 

GUILDENSTERN 

(bez zdziwienia) Co robi? 
 

ROSENCRANTZ 

Ś

pi. 

 

GUILDENSTERN 

Sam? 
 

background image

 

93 

ROSENCRANTZ 

Tak. 
 

GUILDENSTERN 

Jemu dobrze. 
 

ROSENCRANTZ 

Co? 
 

GUILDENSTERN 

Może spać. 
 

ROSENCRANTZ 

Jemu dobrze. 
 

GUILDENSTERN 

Teraz nas ma. 
 

ROSENCRANTZ 

Może spać. 
 

GUILDENSTERN 

Wszystko przez niego. 
 

ROSENCRANTZ 

Teraz nas ma. 
 

GUILDENSTERN 

A my nie mamy nic. (krzyczy) Ja żądam tylko tego, co nam się wspólnie należy! 
 

ROSENCRANTZ 

Najlepszy rym do „należy”... 
 

GUILDENSTERN 

Pozostaw to młodzieży. 
Głuche uderzenie, pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

(zmienia pozycję, rozgląda się) Co teraz? 
 

GUILDENSTERN 

Ż

e niby co? 

 

ROSENCRANTZ 

Nic się nie dzieje. 
 

GUILDENSTERN 

Jesteśmy na statku. 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

94 

Wiem. 
 

GUILDENSTERN 

(gniewnie)  Więc  czego  się  spodziewasz?  (z  niechęcią)  Mamy  skąpe  informacje,  a  musimy 
działać...  choć  ledwo  pamiętamy,  co  nam  rozkazano  i  kierujemy  się  raczej  domysłem. 
(Rosencrantz  wkłada  jedną  rękę  do  sakiewki  po  czym  zakłada  obie  ręce  za  siebie,  następnie 
wyciąga obie pięści przed siebie, Guildenstern uderza w jedną pięść. Rosencrantz rozwiera ją 
i  pokazuje  monetę.  Daje  ją  Guildensternowi.  Rosencrantz  wkłada  rękę  do  sakiewki,  potem 
zakłada obie ręce za siebie, następnie wyciąga obie pięści przed siebie. Guildenstern uderza 
w jedną pięść, Rosencrantz rozwiera ją i pokazuje monetę. Daje ją Guildensternowi. Ta scena 
powtarza się jeszcze dwa razy. Guildenstern zaczyna się denerwować. Za wszelką cenę stara 
się  przegrać.  Jeszcze  jedno  powtórzenie  sceny.  Guildenstern  najpierw  uderza  w  jedną  rękę, 
zmienia  zdanie,  uderza  w  drugą,  a  Rosencrantz  niechcący  wyjawia,  że  w  obu  pieścach  ma 
monety)
 Miałeś w obu rękach monety. 
 

ROSENCRANTZ 

(zakłopotany) Tak. 
 

GUILDENSTERN 

Za każdym razem? 
 

ROSENCRANTZ 

Tak. 
 

GUILDENSTERN 

Jaki to ma sens? 
 

ROSENCRANTZ 

(żałośnie) Chciałem sprawić ci przyjemność. 
Słychać głuche uderzenie. 
 

GUILDENSTERN 

Ile on ci dał? 
 

ROSENCRANTZ 

Kto? 
 

GUILDENSTERN 

Król. Dał nam trochę pieniędzy. 
 

ROSENCRANTZ 

Ile ci dał? 
 

GUILDENSTERN 

Ja pytałem pierwszy. 
 

ROSENCRANTZ 

Dostałem tyleż co ty. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

95 

On by żadnego z nas nie skrzywdził. 
 

ROSENCRANTZ 

A ile ty dostałeś? 
 

GUILDENSTERN 

To samo. 
 

ROSENCRANTZ 

Skąd wiesz? 
 

GUILDENSTERN 

Sam mi przecież powiedziałeś. A ty skąd wiesz? 
 

ROSENCRANTZ 

On by żadnego z nas nie skrzywdził. 
 

GUILDENSTERN 

Nawet, gdyby chciał. 
 

ROSENCRANTZ 

Nigdy tego nie chciał. 
 

GUILDENSTERN 

Nie mógł nawet wiedzieć, że nas nie odróżnia. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie wiedząc. 
 

GUILDENSTERN 

(ze wściekłością) Ciągle powtarzasz to samo! Dlatego wszystko trwa w martwym punkcie! 
 

ROSENCRANTZ 

Nic innego nie potrafię. Jestem tylko do pomocy. 
 

GUILDENSTERN 

A ja mam tego dość. Zawsze tylko nadaję ton! 
 

ROSENCRANTZ 

(pokornie)  Widocznie  to  twoja  silna  indywidualność.  (prawie  we  łzach)  Och,  co  z  nami 
będzie?! 
Guildenstern pociesza go, cała jego szorstkość znika. 
 

GUILDENSTERN 

Nie płacz... No już... już. Postaram się, żeby było dobrze. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale co mamy robić? Jesteśmy zdani na własne siły. 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

96 

Jesteśmy w drodze do Anglii, wieziemy tam Hamleta. 
 

ROSENCRANTZ 

Po co? 
 

GUILDENSTERN 

Po co? Gdzieżeś ty był? 
 

ROSENCRANTZ 

Kiedy? (pauza) Nie wiemy, co robić, kiedy tam wylądujemy. 
 

GUILDENSTERN 

Zaprowadzimy go do króla. 
 

ROSENCRANTZ 

Król tam będzie? 
 

GUILDENSTERN 

Nie, król Anglii. 
 

ROSENCRANTZ 

Oczekuje nas? 
 

GUILDENSTERN 

Nie. 
 

ROSENCRANTZ 

Nie będzie wiedział o co nam idzie. Co mu powiemy? 
 

GUILDENSTERN 

Mamy list. List, wiesz? 
 

ROSENCRANTZ 

Czy ja wiem? 
 

GUILDENSTERN 

W liście jest wszystko wyjaśnione. Możemy na to liczyć. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc o to idzie? 
 

GUILDENSTERN 

O co? 
 

ROSENCRANTZ 

Prowadzimy Hamleta do króla Anglii, wręczamy mu list — i co? 
 

GUILDENSTERN 

Może w liście jest coś, co przyniesie nam jakąś korzyść. 
 

background image

 

97 

ROSENCRANTZ 

A jeśli nie? 
 

GUILDENSTERN 

Mówi się trudno. 
 

ROSENCRANTZ 

Koniec? 
 

GUILDENSTERN 

Tak. 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

A może jest jakiś ratunek? (pauza) Kto jest królem Anglii? 
 

GUILDENSTERN 

To zależy kiedy wylądujemy. 
 

ROSENCRANTZ 

Jak myślisz, co jest w tym liście? 
 

GUILDENSTERN 

Och...  ukłony.  Zapewnienia  lojalności.  Prośba  o  przysługę,  przypomnienie  zobowiązań. 
Mętne obietnice wraz z ukrytymi groźbami... Dyplomacja. Pozdrowienia dla krewnych. 
 

ROSENCRANTZ 

I o Hamlecie? 
 

GUILDENSTERN 

Oczywiście. 
 

ROSENCRANTZ 

I o nas — z wszystkimi szczegółami? 
 

GUILDENSTERN 

Ma się rozumieć. 
Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc mamy list, który wszystko wyjaśnia. 
 

GUILDENSTERN 

Masz go w kieszeni. (Rosencrantz klepie się po kieszeniach) Co się stało? 
 

ROSENCRANTZ 

List. 
 

GUILDENSTERN 

Masz go? 

background image

 

98 

 

ROSENCRANTZ 

(coraz  bardziej  przerażony)  Mam?  (przeszukuje  gorączkowo  kieszenie)  Gdzie  go  mogłem 
włożyć? 
 

GUILDENSTERN 

Nie mogłeś go zgubić. 
 

ROSENCRANTZ 

Musiałem go zgubić. 
 

GUILDENSTERN 

Dziwne. Wydawało mi się, że on dał go mnie. 
Rosencrantz patrzy na niego z nadzieją. 
 

ROSENKRANZ 

Może go dał tobie? 
 

GUILDENSTERN 

Ale byłeś taki pewny, że to ty go nie masz. 
 

ROSENCRANTZ 

(piskliwie) Bo właśnie go nie mam. 
 

GUILDENSTERN 

Ale jeśli on dał go mnie, to nie ma najmniejszego powodu, żebyś ty go miał. A w takim razie 
nie rozumiem, po co ten cały krzyk, że go nie masz! 
 

ROSENCRANTZ 

(pauza) Istotnie, mętna sprawa. 
 

GUILDENSTERN 

Wszystko  zaczyna  wymykać  się  z  rąk...  Statek,  noc,  poczucie  osamotnienia  i  niepewności... 
Wszystko  to  prowadzi  do  rozproszenia  uwagi.  Musimy  panować  nad  sytuacją.  Wziąć  się 
mocno w garść. A więc: albo zgubiłeś list albo w ogóle go nie miałeś, w którym to wypadku 
król nigdy ci go nie dał. Co z kolei oznacza, że dał go mnie, a w takim razie ja włożyłbym go 
do  mojej  wewnętrznej  górnej  kieszeni,  w  którym  to  wypadku  (spokojnie  wyciąga  list) 
...będzie tutaj. (śmieją się jeden do drugiego) Nie wolno nam się dać nabierać w przyszłości. 
Pauza. Rosencrantz odbiera mu list. 
 

ROSENCRANTZ 

Teraz, skorośmy go już znaleźli, to po cośmy go szukali? 
 

GUILDENSTERN 

(zastanawia się) Myśleliśmy, że go nie mamy. 
Pauza. 
 
ROSENCRANTZ 
Napięcie spadło. 
 

background image

 

99 

GUILDENSTERN 

Jakie napięcie? 
 

ROSENCRANTZ 

Co ja ostatnio powiedziałem, zanim zmieniliśmy temat? 
 

GUILDENSTERN 

Kiedy? 
 

ROSENCRANTZ 

(bezradnie) Nie pamiętam. 
 

GUILDENSTERN 

(zrywa się z miejsca) To wszystko nie trzyma się kupy! To do niczego nie prowadzi! 
 

ROSENCRANTZ 

(ponuro) Nawet nie do Anglii. I tak w to nie wierzę. 
 

GUILDENSTERN 

W co? 
 

ROSENCRANTZ 

W Anglię. 
 

GUILDENSTERN 

Myślisz, że istnieje tylko na mapie? 
 

ROSENCRANTZ 

Po  prostu  w  nią  nie  wierzę!  (spokojniej)  Nie  widzę  jej.  Staram  się  wyobrazić  sobie,  jak 
lądujemy...  Wyobrażam  sobie  jakiś  mały  port...  drogę,    mieszkańców,  którzy  wskazują 
kierunek... konie na drodze... konną jazdę... jakiś dzień albo dwa tygodnie... a potem pałac i 
król  Anglii...  Taka  byłaby  logiczna  kolej  rzeczy.  Ale  w  głowie  mam  pustkę.  Nie. 
Ześlizgujemy się z mapy. Mogą tam być nawet smoki. 
 

GUILDENSTERN 

Tak... tak... (zbierając myśli) Ty i tak w nic nie wierzysz, aż to się stanie. Ale to wszystko już 
się stało. Prawda? 
 

ROSENCRANTZ 

Płyniemy w głąb czasu, chwytając się brzytwy. Ale na co tonącemu cegła? 
 

GUILDENSTERN 

Trzymaj się, to już niedługo. 
 

ROSENCRANTZ 

Już lepsza śmierć. Myślisz, że śmierć to może być statek? 
 

GUILDENSTERN 

Nie,  nie,  nie...  Śmierć  to  nie  jest...  Śmierci  nie  ma.  Zastanów  się.  Śmierć  to  ostateczna 
negacja. Niebyt. Nie możesz nie być na statku. 

background image

 

100 

 

ROSENCRANTZ 

Nieraz już nie bywałem na statku. 
 

GUILDENSTERN 

Nie, nie, nie — tam gdzie nie bywałeś, to nie były statki. 
 

ROSENCRANTZ 

Wolałbym śmierć. (mierzy wysokość) Mógłbym skoczyć za burtę. To im pokrzyżuje szyki. 
 

GUILDENSTERN 

Chyba, że na to właśnie liczą. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc  zostanę  na  pokładzie.  To  im  pokrzyżuje  szyki.  (miota  się  w  bezsilności  i  gniewie) 
Dobra! O nic nie pytamy, o niczym nie wątpimy. Działamy. Ale gdzieś musi być granica — i 
chciałbym,  aby  w  protokóle  zostało  zaznaczone,  że  nie  wierzę  w  Anglię.  Skończyłem. 
(zastanawia się) A nawet gdyby istniała, to i tak byłaby klapa. 
 

GUILDENSTERN 

Niby dlaczego? 
 

ROSENCRANTZ 

(wściekły) Nie będzie wiedział o czym mówimy. Co mu powiemy? 
 

GUILDENSTERN 

Powiemy: Wasza Królewska Mość, przyjechaliśmy! 
 

ROSENCRANTZ 

(wyniośle) A kto wy jesteście? 
 

GUILDENSTERN 

Rosencrantz i Guildenstern. 
 

ROSENCRANTZ 

(opryskiwanie) Nie znam. 
 

GUILDENSTERN 

Cóż, mali ludzie... 
 

ROSENCRANTZ 

(wyniośle i nieprzychylnie) Co was tu sprowadza? 
 

GUILDENSTERN 

Mamy rozkazy... 
 

ROSENCRANTZ 

Pierwsze słyszę... 
 

GUILDENSTERN 

background image

 

101 

(zły) Pozwól mi skończyć. (uniżenie) Przyjechaliśmy z Danii. 
 

ROSENCRANTZ 

Czego chcecie? 
 

GUILDENSTERN 

Nic, przywieźliśmy Hamleta. 
 

ROSENCRANTZ 

Kto to taki? 
 

GUILDENSTERN 

(zirytowany) Słyszałeś o nim... 
 

ROSENCRANTZ 

O tak, słyszałem i nie chcę mieć z tym nic wspólnego. 
 

GUILDENSTERN 

Ale... 
 

ROSENCRANTZ 

Włazisz tu jak do karczmy i myślisz, że przyjmę każdego wariata, którego chcecie się pozbyć 
z powodu jakichś nie udowodnionych... 
 

GUILDENSTERN 

Mamy list... 
Rosencrantz wyrywa mu z ręki list i rozdziera kopertę. 
 

ROSENKRANTZ 

(sprawnie)  Rozumiem...  rozumiem...  Cóż,  to  niby  potwierdza  waszą  historię,  tak  jak  ją 
przedstawiacie...  Rozkaz  króla  Danii,  z  wielu  różnych  przyczyn  wydany,  abym  dla  dobra 
Danii,  jako  też  Anglii,  po  przeczytaniu  niniejszego  listu  niezwłocznie  skrócił  Hamleta  o 
głowę! (Guildenstern wyrywa mu list. Rosencrantz wyrywa mu go z powrotem. Guildenstern 
puszcza go tylko do połowy. Czytają go wspólnie i rozchodzą się. Pauza. Stoją na pierwszym 
planie, patrzą w stronę widowni)
 Słońce zachodzi. Wkrótce będzie ciemno. 
 

GUILDENSTERN 

Tak sądzisz? 
 

ROSENCRANTZ 

Mówię, żeby coś powiedzieć. (pauza) Jesteśmy jego przyjaciółmi. 
 

GUILDENSTERN 

Skąd wiesz? 
 

ROSENCRANTZ 

Razem spędziliśmy młodość. 
 

GUILDENSTERN 

Tak tylko pisze w życiorysie. 

background image

 

102 

 

ROSENCRANTZ 

Ale na tym właśnie musimy polegać. 
 

GUILDENSTERN 

Owszem, ale czasem nie. Trzeba zachować odpowiednią proporcję. Załóżmy, jeśli chcesz, że 
mają go zabić. Cóż, jest człowiekiem, jest śmiertelny, wszyscy jesteśmy śmiertelni i tak dalej, 
więc  i  on,  wcześniej  czy  później,  musiałby  umrzeć.  Albo  patrząc  na  to  z  punktu  widzenia 
społeczności  —  to  tylko  jeden  spośród  wielu,  strata  mieści  się  w  granicach  rozsądku  i 
przyzwoitości.  A  zresztą,  czy  śmierć  jest  aż  tak  straszna!  Jak  to  powiedział  filozoficznie 
Sokrates:  skoro  nie  wiemy  czym  jest  śmierć,  lęk  przed  śmiercią  jest  nielogiczny.  To  może 
być... bardzo przyjemne. W każdym razie wyzwala od brzemienia życia, a dla poczciwych to 
przystań  i  nagroda.  Albo  patrząc  na  to  z  innej  strony  —  jesteśmy  mali  ludzie,  nie  znamy 
podszewki  wielu  spraw.  Jedne  koła  obracają  się  wokół  innych  i  tak  dalej  —  i  byłoby 
zarozumiałością z naszej strony, gdybyśmy chcieli wpływać na koleje losu, czy tylko królów. 
Reasumując,  uważam,  że  lepiej  się  do  tego  nie  mieszać.  Złóż  list  —  tak  —  ładnie  —  o  tak. 
Nie zauważą złamanej pieczęci, oczywiście, jeśli zachowasz się jak należy. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale do czego to prowadzi? 
 

GUILDENSTERN 

Nie szukaj logiki. 
 

ROSENCRANTZ 

Nic nam nie zrobił. 
 

GUILDENSTERN 

Nie szukaj sprawiedliwości. 
 

ROSENCRANTZ 

To straszne. 
 

GUILDENSTERN 

Ale mogłoby być gorzej. Już mi się nawet zdawało, że jest gorzej. (śmieje się z ulgą) 
Zza  parasola,  w  głębi,  ukazuje  się  Hamlet.  Światło  powoli  i  nieznacznie  słabnie.  Hamlet 
zbliża się do latarni. 
 

ROSENCRANTZ 

A  więc  sytuacja,  jak  mi  się  zdaje,  jest  następująca:  My,  Rosencrantz  i  Guildenstern,  od 
młodości  z  nim  wychowani,  zbudzeni  przez  człowieka  stojącego  w  siodle,  zostaliśmy 
wezwani i przyjechaliśmy i otrzymaliśmy rozkaz, aby zbadać powody jego smutku i trochę go 
rozerwać,  na  przykład  sztuką,  która  niestety,  jak  się  okazało,  została  przerwana  wśród 
zamieszania, wywołanego tym, że ktoś się o coś obraził, nie wiadomo dlaczego — co między 
innymi  miało  ten  skutek,  że  Hamlet  doznał  silnego,  żeby  nie  powiedzieć  morderczego 
wzburzenia — i w konsekwencji eskortujemy go, dla jego własnego dobra, do Anglii. Dobrze. 
Mamy  to  już  za  sobą.  (Hamlet  gasi  ręczną  latarnię.  Scena  tonie  w  ciemnościach.  Ciemność 
ustępuje  światłu  księżyca,  w  którym  to  świetle  Hamlet  zbliża  się  do  Rosencrantza  i 
Guildensterna pogrążonych we śnie. Wyjmuje im z kieszeni list i znika za parasolem. Światło 
ręcznej latarni przebija przez płótno parasola. Hamlet znowu wyłania się z listem, wkłada go 

background image

 

103 

z powrotem do kieszeni Guildensterna i gasząc latarnię, odchodzi. Świta. Rosencrantz patrzy 
jak słońce wschodzi — od strony widowni. Za nim widać pogodny obrazek: Pod przechylonym 
parasolem, wygodnie rozłożony na leżaku, siedzi Hamlet owinięty w pled; czyta książkę, może 
nawet palić papierosa. Rosencrantz przygląda się wschodzącemu słońcu, które teraz wskazuje 
południe) 
Niczego nie jestem pewien. (wstaje, Guildenstern budzi się) Według mnie, sytuacja 
wygląda następująco. To jest zachód, chyba żeśmy zboczyli z kursu, a w takim wypadku jest 
noc; król dał mnie to samo co tobie, król tobie dał to samo co mnie; król nigdy nie dawał mi 
listu,  król  tobie  dał  list,  nie  wiemy,  co  jest  w  liście;  wieziemy  Hamleta  do  króla  Anglii,  nie 
wiadomo  którego,  gdyż  to  zależy  od  tego,  kiedy  wylądujemy  —  i  wręczajmy  mu  list,  który 
może,  ale  nie  musi,  przynieść  nam  jakąś  korzyść,  a  jak  nie  przyniesie  korzyści,  to  jesteśmy 
wykończeni, jesteśmy w kropce, jeśli oni jeszcze stawiają kropki. Moglibyśmy się znaleźć w 
gorszej sytuacji. Nie przegapiliśmy chyba jakiejś okazji. Chociaż nie bardzo nam pomagają... 
(znowu  siada,  po  czym  obaj  kładą  się  na  brzuchu)  Gdybyśmy  nie  oddychali,  to  byśmy 
przepadli. (słychać przytłumione dźwięki z taśmy. Obaj szybko siadają) Zaczyna się. Tak, ale 
co? (przysłuchują się muzyce) 
 

GUILDENSTERN 

(z  przejęciem)  Wreszcie  coś  słychać  z  tej  bezdennej  otchłani,  podczas  gdy  na  statku  i  poza 
akcją panuje wspaniała, absolutna cisza przerywana tylko leniwą falą morską, a kołyszący się 
statek  skłania  do  spekulacji,  albo  do  przypuszczenia,  albo  do  nadziei,  że  wkrótce  coś  się 
stanie; słychać fujarkę, jeden z marynarzy przyłożył usta do drewnianej piszczałki, jego palce 
biegną,  powiedzmy,  po  dziurkach,  przez  które  wchodzi  powietrze,  powiedzmy,  z  jego  ust,  a 
piszczałka  wygrywa,  jak  to  się  mówi,  najbardziej  urzekającą  melodię.  Coś  takiego  mogłoby 
zmienić tok wydarzeń. (pauza) Idź, zobacz, co to jest. 
 

ROSENCRANTZ 

Ktoś gra na piszczałce. 
 

GUILDENSTERN 

Idź, poszukaj go. 
 

ROSENCRANTZ 

A potem? 
 

GUILDENSTERN 

Nie wiem. Poproś, żeby coś zagrał. 
 

ROSENCRANTZ 

Dlaczego? 
 

GUILDENSTERN 

Idź, póki nam się czegoś chce. 
 

ROSENCRANTZ 

No,  nareszcie  coś  się  dzieje!  Zupełnie  nie  zauważyłem!  (nasłuchuje,  robi  krok  w  stronę 
wyjścia,  przysłuchuje  się  uważniej;  zmienia  kierunek.  Guildenstern  nie  zwraca  na  niego 
uwagi.  Rosencrantz  rozgląda  się,  chcąc  wybadać  skąd  dochodzi  muzyka.  Wreszcie,  niezbyt 
zadowolony, ustala, że dźwięki wydobywają się ze środkowej beczki. Od tego faktu nie sposób 
uciec.  Zwraca  się  do  Guildensterna,  lecz  ten  w  ogóle  nie  reaguje.  Przez  cały  ten  czas 
Rosencrantz nie mówi ani słowa, ale jego twarz i ręce wyrażają zdumienie. Stoi, gapiąc się na 

background image

 

104 

środkową  beczkę.  Z  jej  wnętrza  wydobywają  się  dźwięki  piszczałki.  Kopie  beczkę  —  i 
piszczałka  milknie.  Podchodzi  znów  do  Guildensterna  —  piszczałka  znów  zaczyna  grać. 
Zbliża  się  ostrożnie  do  beczki,  podnosi  wieko  —  muzyka  nasila  się.  Zatrzaskuje  wieko  — 
muzyka  słabnie.  Zawraca  w  kierunku  Guildensterna.  Słychać  stłumione  uderzenie  bębna. 
Staje jak wryty.  Odwraca się. Przypatruje się beczce po lewej stronie. Z  jej wnętrza rozlega 
się  uderzenie  w  bęben,  któremu  po  chwili  wtóruje  flet.  Wraca  znów  do  Guildensterna. 
Otwiera  usta  chcąc  coś  powiedzieć,  ale  nie  wydaje  dźwięku.  Słychać  lutnię.  Okrąża  trzecią 
beczkę. Włączają się inne instrumenty. Wreszcie staje się oczywiste, że w tych trzech beczkach 
—  podzieleni  na  grupy  —  znajdują  się  aktorzy  grający  melodię,  którą  słyszeliśmy  już  trzy 
razy.  Rosencrantz  siada  obok  Guildensterna.  Patrzą  przed  siebie,  nieruchomo,  szeroko 
otwartymi  oczami.  Melodia  milknie.  Pauza)  
Zdawało  mi  się,  że  słyszałem  orkiestrę, 
(bojaźliwie) W każdym razie nie można wykluczyć... 
 

GUILDENSTERN 

Ż

eby diabły nie umiały mruczeć... 

Wieko środkowej beczki podnosi się i wyłania się głowa Pierwszego Aktora. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Aha!  Pijemy  z  jednej  beczki!  (wyłazi  z  beczki  i  wali  pięścią  w  pozostałe)  Wszyscy 
wychodzić!  (aktorzy  jeden  po  drugim  wyłażą  z  beczek  —  ze  swymi  instrumentami,  z 
tobołkami.  Brak  tylko  Alfreda.  Pierwszy  Aktor  jest  w  dobrym  nastroju  —  zwraca  się  do 
Rosencrantza) 
Gdzie jesteśmy? 
 

ROSENCRANTZ 

W podróży. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Oczywiście, jeszcześmy nie dotarli do celu. 
 

ROSENCRANTZ 

Czy będziemy odpowiednio wyglądali w Anglii? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Dla  mnie  wyglądacie  odpowiednio,  a  w  Anglii  nie  są  wybredni.  Alfred!  (Alfred  wyłazi  z 
beczki Pierwszego Aktora)
 Sprytny chłopak! Zawsze kryty. 
 

GUILDENSTERN 

Co tu robicie? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Podróżujemy. (do aktorów) Dobra, a teraz zejdźcie na drugi plan. (aktorzy ubrani w kostiumy 
z  poprzedniej  pantomimy.  Król  z  koroną  na  głowie.  Alfred  jako  królowa,  truciciel  i  dwie 
postacie  w  opończach.  Do  Guildensterna)
  Aktorzy!  Zbyt  obdarci,  żeby  uchodzić  za 
pasażerów, zbyt leniwi jak na załogę. Po jego kompanach poznacie go... 
 

AKTORZY 

(z niesmakiem) Po jego kompanach poznacie go... 
 

PIERWSZY AKTOR 

background image

 

105 

Na  drugi  plan!  (przechodzi  wśród  aktorów  —  do  truciciela)  Ty  będziesz  steward...  (do 
Alfreda)
 Ty — stewardessa... (do innych) Ty pokładowy... Pokładowy... (do króla) Ty jesteś 
pretendent.  (aktorzy  zajmują  odpowiednie  pozycje.  Do  Guildensterna)  Miło  wam,  że  nas 
znowu widzicie? (pauza) Jak na razie, wszyliście z opresji. 
 

GUILDENSTERN 

A wy? 
 

PIERWSZY AKTOR 

W niełasce. Nasza sztuka obraziła króla. 
 

GUILDENSTERN 

Tak. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Cóż, sam jest drugim mężem. Istotnie, to było nietaktowne. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale mimo to, sztuka niezła. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Co  z  tego?  Gdy  zaczynała  być  interesująca,  przerwano  spektakl.  (patrzy  w  stronę  Hamleta) 
Oto jak należy podróżować... 
 

GUILDENSTERN 

Coście tam robili? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Ukrywaliśmy się. (wskazując na kostiumy) Musieliśmy wiać tak, jak staliśmy. 
 

ROSENCRANTZ 

Pasażerowie na gapę. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Oczywiście.  Nie  dostaliśmy  zapłaty  na  skutek  okoliczności  trochę  od  nas  niezależnych,  a 
nasze własne pieniądze przegraliśmy, stawiając na pewniaki. Życie to hazard, gdzie szanse są 
straszliwie  nierówne  —  gdyby  to  był  zakład,  nikt  by  go  nie  przyjął.  Czy  wie  pan,  że  każda 
podwojona cyfra jest parzysta? 
 

ROSENCRANTZ 

Czyżby? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Codziennie  uczymy  się  czegoś  na  własnej  skórze.  Ale  my,  wędrowni  aktorzy,  nie 
zniechęcamy się. Czy pan wie, co się dzieje ze starymi aktorami? 
 

ROSENCRANTZ 

Co? 
 

PIERWSZY AKTOR 

background image

 

106 

Nic. Ciągle grają. Pan się dziwi? 
 

GUILDENSTERN 

Czemu? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Ż

e pan nas widzi. 

 

GUILDENSTERN 

Wiedziałem, że mnie to jeszcze czeka. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Całych i zdrowych. Połapał się pan już, o co tu idzie? 
 

GUILDENSTERN 

Mamy za mało informacji. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Może byście z nim pogadali? 
 

ROSENCRANTZ 

To możliwe. 
 

GUILDENSTERN 

Ale to nic nie da. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale jest możliwe. 
 

GUILDENSTERN 

To nie ma sensu. 
 

ROSENCRANTZ 

Ale jest dozwolone. 
 

GUILDENSTERN 

Dozwolone,  owszem.  Korzystamy  z  pewnej  wolności.  Nie  ma  żadnych  ograniczeń,  żadnych 
zakazów.  Na  razie  zapewniliśmy  sobie,  czy  też  zmuszono  nas  do  swobody  ruchu. 
Spontaniczność  i  kaprys  są  na  porządku  dziennym.  Inne  sprawy  tu  się  dzieją,  ale  nas  to  nie 
obchodzi. Możemy swobodnie oddychać. Możemy się odprężyć. Możemy robić co chcemy i 
mówić co chcemy i z kim chcemy, bez ograniczeń. 
 

ROSENCRANTZ 

Oczywiście, do pewnego stopnia. 
 

GUILDENSTERN 

Tak, do pewnego stopnia. 
Hamlet  podchodzi  do  świateł  rampy  i  przygląda  się  publiczności.  Pozostali  obserwują  go  w 
milczeniu.  Hamlet  głośno  odchrząkuje  i  pluje  w  stronę  publiczności,  po  czym  ociera  sobie 
twarz i wraca w głąb sceny. 

background image

 

107 

 

ROSENCRANTZ 

Jego główną cechą, jeśli wolno mi to tak nazwać, jest obsesja filozoficznej introspekcji, co nie 
znaczy, że jest wariatem. I nie znaczy, że nie jest wariatem. Często to w ogóle nic nie znaczy. 
W czym można się dopatrzeć szaleństwa, ale niekoniecznie. 
 

GUILDENSTERN 

To wszystko sprowadza się do symptomów. Te wieloznaczne odpowiedzi, mistyczne aluzje, 
pomyłki  co  do  osób  —  to,  że  stara  się  nas  przekonać,  że  jego  ojciec  jest  jego  matką  i  temu 
podobne; że napomyka o samobójstwie. wyrzeka się ćwiczeń cielesnych, traci pogodę ducha, 
zdradza  oznaki  klaustrofobii  —  żeby  nie  powiedzieć,  że  ubrdał  sobie,  jakoby  był  więziony; 
wywoływanie ducha słoni, kameleonów, kapłonów, wielorybów, wiewiórek, jastrzębi, czapli 
— wszystkie te zagadki, wykręty, wymówki; amnezja, paranoja, krótkowzroczność; marzenia 
dzienne,  halucynacje;  sztyletowanie  starszych  osób,  obrażanie  rodziców,  lżenie  kochanki, 
pokazywanie  się  publicznie  bez  kapelusza,  z  opadającymi  pończochami,  to  wzdychanie  i 
szlochanie, jak zakochany uczniak, co w jego wieku jest przesadą. 
 

ROSENCRANTZ 

I to gadanie do siebie samego. 
 

GUILDENSTERN 

I  to  gadanie  do  siebie  samego.  (jednocześnie  każdy  idzie  w  inną  stronę)  I  do  czego  to 
prowadzi? 
 

ROSENCRANTZ 

Idzie o aktora. 
 

GUILDENSTERN 

Jego sztuka obraziła króla... 
 

ROSENCRANTZ 

... obraziła króla... 
 

GUILDENSTERN 

... który kazał go aresztować... 
 

ROSENCRANTZ 

...kazał go aresztować... 
 

GUILDENSTERN 

... więc ucieka do Anglii... 
 

ROSENCRANTZ 

... na statku, gdzie spotyka... 
 

GUILDENSTERN 

Guildensterna i Rosencrantza, wiozących Hamleta... 
 

ROSENCRANTZ 

... który również obraził króla... 

background image

 

108 

 

GUILDENSTERN 

... i zabił Poloniusza... 
 

ROSENCRANTZ 

... obraził króla na różne sposoby... 
 

GUILDENSTERN 

... do Anglii. (pauza) Tak to wygląda. 
Rosencrantza aż poderwało. 
 

ROSENCRANTZ 

To  tylko  przypadki!  Wszystko  tylko  przypadki!  Mój  Boże,  czyż  nie  można  mieć  choć 
odrobinę ciągłości? Jakiejś akcji? 
Na  te  słowa  atakują  piraci.  Zamieszanie,  bieganina  i  okrzyki:  „Piraci”.  Wszyscy  są 
przerażeni.  Hamlet  dobywa  miecza  i  rusza  na  pierwszy  plan.  Guildenstern,  Rosencrantz  i 
Aktor  dobywają  mieczy  i  biegną  w  głąb  sceny.  Zwierają  się  z  napastnikami.  Hamlet  się 
odwraca. Piraci odwracają się. Znowu zwarcie. W głębi sceny panika. Cała czwórka biegnie 
tam. Rosencrantz, Guildenstern i Pierwszy Aktor wykrzykują: „Mamy ich! Do broni! Piraci! 
Są tam! Tutaj! Do mnie! Bij zabij!” Dobiegłszy, widzą coś, co im się nie podoba, wahają się, 
uciekają  co  tchu  na  pierwszy  plan.  Hamlet,  który  biegnie  na  czele  wskakuje  do  beczki  po 
lewej.  Aktor  —  do  beczki  po  prawej.  Rosencrantz  i  Guildenstern  —  do  środkowej.  Wszyscy 
zamykają  za  sobą  wieka.  Światła  gasną,  odgłosy  walki  trwają.  Hałas  zanika.  Zapalają  się 
światła.  Brak  środkowej  beczki  z  Rosencrantzem  i  Guildensternem.  Wieko  prawej  beczki 
podnosi  się  z  wolna,  ukazują  się  głowy  Rosencrantza  i  Guildensterna.  Z  kolei  podnosi  się 
wieko drugiej beczki (Hamleta). Pokazuje się głowa Pierwszego Aktora. Wszyscy widzą jeden 
drugiego i znowu opuszczają wieka. Pauza. Wieko każdej beczki podnosi się z wolna. 
 

ROSENCRANTZ 

(z ulgą) Poszli. (zaczyna wyłazić z beczki) Niewiele brakowało. Nigdy jeszcze moja myśl nie 
biegła  tak  szybko.  (cała  trójka  wylazła  już  z  beczek.  Guildenstern  zmęczony  i  napięty. 
Rosencrantz w dobrym nastroju. Pierwszy Aktor opanowany. Zauważają brak trzeciej beczki. 
Rosencrantz rozgląda się) 
Gdzie on jest? 
Pierwszy Aktor na znak żałoby zdejmuje kapelusz. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Znowu sami, zdani na własne siły. 
 

GUILDENSTERN 

(z niepokojem) Co masz na myśli? Gdzie on jest? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Zniknął. 
 

GUILDENSTERN 

Dokąd? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Mieliśmy piekielne szczęście, jeśli można tak się wyrazić. 
 

background image

 

109 

ROSENCRANTZ 

(nie rozumie) Piekielne? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Szczęście. 
 

ROSENCRANTZ 

(poważnie) Piekielne? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Kto wie? 
 

GUILDENSTERN 

(roztrzęsiony) Nie wróci z piekła? 
 

PIERWSZY AKTOR 

Chyba nie. 
 

ROSENCRANTZ 

A więc nie żyje. Dla nas — umarł. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Albo my dla niego. (siada na ziemi z boku) Nie najgorzej, prawda? 
 

GUILDENSTERN 

(podenerwowany)  Ale  on  nie  miał  prawa  —  musimy  —  mamy  list;  jedziemy  do  Anglii,  z 
listem do króla. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Owszem, zgadza się. Winszuję. Wasza sytuacja jest wyjaśniona. 
 

GUILDENSTERN 

Ale nie rozumiesz... list zawiera... mieliśmy rozkazy... Bez niego wszystko traci sens. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Piraci mogą napaść każdego. Po prostu doręczycie list, z Anglii wyślą posłów, którzy sprawę 
wyjaśnią... 
 

GUILDENSTERN 

(zirytowany)  Nie  rozumiesz,  piraci  nas  załatwili...  załatwili  się...  to  znaczy...  załatwili  się  z 
nami, wykończyli nas. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(pocieszająco) No, no... 
 

GUILDENSTERN 

(bliski płaczu)

 Nic się nie da zrobić. Bez niego... 

 

PIERWSZY AKTOR 

Noo... 

background image

 

110 

 

GUILDENSTERN 

Ż

ebyśmy wyszli cało. musimy mieć Hamleta. 

 

PIERWSZY AKTOR 

No! No! 
 

GUILDENSTERN 

Co robić? 
 

PIERWSZY AKTOR 

To. (odwraca się, kładzie się na ziemi) Rosencrantz i Guildenstern stoją osobno. 
 

ROSENCRANTZ 

Znowu nam się udało. 
 

GUILDENSTERN 

Udało! Po co udawać? Rosencrantz wzdycha. 
 

ROSENCRANTZ 

Słońce  zachodzi.  (pauza)  Zaraz  będzie  ciemno.  (pauza)  Jeśli  to  zachód.  (pauza)  Chyba, 
ż

eśmy... 

 

GUILDENSTERN 

(krzyczy) Zamknij się! Rzygać się chce od tego wszystkiego! Myślisz, że rozmowa może nam 
jakoś pomóc? 
 

ROSENCRANTZ 

(urażony, przymilnie) Ja... ja założę się, o co tyko chcesz, że mój rok urodzenia, podwojony, 
da liczbę nieparzystą. 
 

GUILDENSTERN 

(z jękiem) Nie... 
 

ROSENCRANTZ 

Twój rok urodzenia! 
Guildenstern zwala go z nóg. 
 

GUILDENSTERN 

(złamany) Poszliśmy za  daleko i posuwamy się już tylko siłą  rozpędu; leniwie kroczymy ku 
wieczności, bez możliwości ratunku, ani nadziei na usprawiedliwienie się. 
 

ROSENCRANTZ 

Ś

miej się z tego! Jeśli nie potrafisz się śmiać, to na co ci ratunek? (opanowuje się) Wszystko 

będzie dobrze. Jedziemy dalej. 
 

GUILDENSTERN 

Dokąd? 
 

ROSENCRANTZ 

background image

 

111 

Do Anglii. 
 

GUILDENSTERN 

Anglia! Ślepy zaułek. A zresztą, nigdy w nią nie wierzyłem. 
 

ROSENCRANTZ 

Złożymy meldunek i to wszystko. 
 

GUILDENSTERN 

Nie  wierzę  w  to.  Wybrzeże,  przystań  —  jak  ty  to  sobie  wyobrażasz?  Że  schodzimy  na  ląd, 
zaczepiamy  kogoś  i  pytamy:  gdzie  król?  A  on  na  to:  ot,  idziecie  prosto,  potem  skręcacie  w 
lewo i... (z wściekłością) Nie wierzę! Niemożliwe! 
 

ROSENCRANTZ 

Tak, to nie brzmi prawdopodobnie. 
 

GUILDENSTERN 

A gdybyśmy nawet stanęli przed królem, to co mu powiemy? 
 

ROSENCRANTZ 

Powiemy... Przybyliśmy! 
 

GUILDENSTERN 

(majestatycznie) Kto wy jesteście? 
 

ROSENCRANTZ 

Guildenstern i Rosencrantz. 
 

GUILDENSTERN 

Który jest który? 
 

ROSENCRANTZ 

No, ja jestem... ty jesteś... 
 

GUILDENSTERN 

Co to wszystko ma znaczyć? 
 

ROSENCRANTZ 

Cóż... Wieźliśmy ze sobą Hamleta, ale jacyś piraci... 
 

GUILDENSTERN 

Nic  nie  rozumiem.  Kim  są  ci  ludzie,  czego  chcecie  ode  mnie.  Przychodzicie  nie  wiadomo 
skąd, opowiadacie jakieś niestworzone historie... 
 

ROSENCRANTZ 

(wręczając mu list) Mamy list. 
 

GUILDENSTERN 

(wyrywa mu list, otwiera go) List... tak... prawda. To już coś. List... (czyta) 
Jeśli Anglia szczerze 

background image

 

112 

Chce dać Danii dowód hołdowniczej wiary... 
Jeśli stosunki między nami mają 
Kwitnąć jak palma... i tak dalej... Aby w takim razie 
Angielski władca wraz po odczytaniu 
I rozpoznaniu treści tego pisma, 
Nie namyślając się i ćwierć sekundy, 
Oddawców jego, Rosencrantza i Guildensterna 
Ze świata sprzątnąć kazał. 
Rosencrantz  wyrywa  mu  list.  Guildenstern  wyrywa  mu  go  z  powrotem.  Ta  sama  gra  co 
poprzednio.  Znowu  razem  czytają,  patrzą  w  górę.  Pierwszy  Aktor  wstaje,  zabiera  im  list, 
wraca do swojej beczki, kopie w nią i woła zwracając się do aktorów siedzących wewnątrz. 
 

PIERWSZY AKTOR 

Nie ma ich już, wy zakute łby! Już po wszystkim! 
Aktorzy — choć to nieprawdopodobne — wyłażą z beczki jeden po drugim i groźnie otaczają 
Rosencrantza i Guildensterna. Rosencrantz i Guildenstern dygocą z przerażenia. 
 

ROSENCRANTZ 

Więc  zastawili  na  nas  pułapkę.  Od  samego  początku.  Kto  by  pomyślał,  że  jesteśmy  tak 
ważni? 
Guildenstern cały drży, zwraca się do aktorów. 
 

GUILDENSTERN 

(krzyczy) Na co czekacie? Czego wytrzeszczacie ślepia? (dygocząc) 
 

ROSENCRANTZ 

(łagodnie) Nie płacz... Nie zginęliśmy jeszcze. 
 

GUILDENSTERN 

(cicho)  Jesteśmy  trupami.  Tylko  śmierć  mogła  rozproszyć  wzbierającą  ciemność,  która 
zaprowadziła  nas  aż  tutaj...  (z  bólem  do  Pierwszego  Aktora)  Ale  dlaczego?  (cicho,  drżąc  ze 
strachu,  ale  nagle  groźnie)
  Tak  mało  wiedzieć...  żeby  tak  skończyć...  i  jeszcze,  w  ostatniej 
chwili,  żeby  nam  odmówiono  wyjaśnień...  Czy  to  naprawdę  było  tylko  po  to?  Kimże 
jesteśmy,  żeby  tyle  się  złożyło  na  naszą  mało  ważną  śmierć?...  (do  Pierwszego  Aktora,  z 
groźbą, prawie z zapowiedzią zemsty)
 Tyś wiedział... 
 

PIERWSZY AKTOR 

Wiedzieć  o  śmierci  to  drobiazg.  Doświadczenie  uczy,  że  większość  rzeczy  kończy  się 
ś

miercią. 

 

GUILDENSTERN 

(ze  strachem,  mściwie,  z  gniewem)  Wasze  doświadczenie!  Aktorów!  (wyrywa  Pierwszemu 
Aktorowi  sztylet  zza  pasa  i  przytyka  ostrze  do  jego  gardła:  Pierwszy  Aktor  cofa  się, 
Guildenstern  idzie  za  nim,  mówiąc  spokojniej)
  O  śmierci  mówię,  a  tego  nie  znacie  z 
doświadczenia.  I  nie  możecie  tego  zagrać.  Tysiące  razy  umieracie,  ale  byle  jak  —  bez  tej 
mocy, która miażdży człowieka — i nikogo nie przerażając. Bo kiedy umieracie, to wiecie, że 
wrócicie w innym stroju. Ale nie wstaje się po śmierci — nie ma oklasków, jest tylko cisza i 
chowa się człowieka w  znoszonym ubraniu — i to jest śmierć! (wbija w niego sztylet aż po 
rękojeść.  Pierwszy  Aktor  stoi  z  wytrzeszczonymi  oczyma.  Guildenstern  wyjmuje  sztylet  i 
Pierwszy Aktor przywiera ręką do rany, cicho łkając pada na kolana, wreszcie pada na ziemię. 

background image

 

113 

Podczas gdy Pierwszy Aktor umiera, Guildenstern napięty, niemal że w stanie histerii, rzuca 
się gwałtownie w stronę aktorów) Jeśli coś nam było pisane, to jemu też — i jeśli takie było 
nasze przeznaczenie, to jego było takie — i jeśli nam nikt nic nie wyjaśnił, to niech i jemu nic 
nie będzie wyjaśnione. 
Aktorzy  obserwują  jak  Pierwszy  Aktor  umiera.  Patrzą  nawet  z  zainteresowaniem.  Pierwszy 
Aktor  leży  nieruchomo.  Krótka  chwila  ciszy,  po  czym  aktorzy  zaczynają  oklaskiwać  go  z 
prawdziwym podziwem. Pierwszy Aktor wstaje i otrzepuje się. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(zażenowany)  Och,  nie,  nie  panowie,  bez  pochlebstw.  To  było  tylko  poprawne.  (aktorzy 
jednak  składają  mu  gratulacje.  Pierwszy  Aktor  podchodzi  do  Guildensterna,  który  stoi  jak 
wryty,  ze  sztyletem  w  ręku)
  A  pan  myślał,  że  co?  (pauza)  Taka  właśnie  jest  śmierć,  w  którą 
ludzie  wierzą  —  i  jakiej  oczekują.  (wyciąga  rękę  po  sztylet.  Guildenstern  powoli  przyciska 
ostrze  sztyletu  do  dłoni  Pierwszego  Aktora.  Wbija  je  i...  ostrze  wsuwa  się  do  rękojeści. 
Pierwszy  Aktor  uśmiecha  się,  chowa  sztylet)
  Przez  chwilę  myślał  pan,  że  udawałem. 
(Rosencrantz śmieje się nerwowo, chcąc rozładować napięcie) 
 

ROSENCRANTZ 

O to bardzo dobre! Bardzo dobre! Nabrał mnie całkowicie — a ciebie nie nabrał? (klaszcze) 
Brawo! Bis! 
 

PIERWSZY AKTOR 

(z  werwą,  z  rozpostartymi  ramionami)  Śmierć  w  każdym  wieku  i  na  każdą  okazję!  Śmierć 
przez  powieszenie,  z  wyczerpania,  od  ran,  na  skutek  egzekucji,  uduszenia,  z  głodu! 
Wstrząsająca  rzeź,  poprzez  truciznę,  od  stali!  Śmierć  obustronna  w  pojedynku!  Patrzcie! 
Patrzcie, jaka jest różnica między starym kabotynem, takim jak ja, a urodzonym geniuszem, 
Śmiech i oklaski Rosencrantza trwają, jakby łącząc pozy i pokazy śmierci Pierwszego Aktora. 
Alfred,  wciąż  jeszcze  w  kostiumie  „Królowej”,  umiera  od  trucizny.  Pierwszy  Aktor  przebija 
„Króla”  szpadą  i  pojedynkuje  się  z  czwartym  aktorem,  raniąc  go,  przy  czym  jednak  sam 
zostaje ranny. Dwaj pozostali aktorzy. „Szpiedzy”, ubrani w te same opończe co Rosencrantz 
i  Guildenstern  nie  umierają,  lecz  stają  z  boku.  W  czasie  tej  sceny  słychać  śmiech 
Rosencrantza    i  tubalny  głos  Pierwszego  Aktora,  gdy  wymawia  „Wstrząsająca  rzeź...” 
Światło gaśnie powoli, pogrążając zabitych, leżących w głębi sceny w mroku. 
 

PIERWSZY AKTOR 

(umierając wśród umierających tragicznie, romantycznie) I tak to się kończy — to jest banał: 
ś

wiatło  świeci  póki  jest  życie,  a  wraz  z  zimową  porą  twojego  życia  zmierzch  zapada 

wcześnie... 
 

GUILDENSTERN 

(zmęczony,  wyczerpany,  ale  niecierpliwy)  Nie.  nie,  nie...  Nic  podobnego...  Śmierć  nie  jest 
romantyczna...  Śmierć  to  nie  jest...  Śmierć  jest...  nie!  To  brak  obecności,  nic  więcej. 
Nieskończenie długi czas, kiedy się nie wraca... Wyrwa, której się nie dostrzega, a kiedy wiatr 
w niej gra, to nic nie słychać... 
Światło  w  głębi  sceny  gaśnie.  Widać  tylko  Guildensterna  i  Rosencrantza,  który  przestał  bić 
brawo. Pauza. 
 

ROSENCRANTZ 

I tak to jest. 
 

background image

 

114 

GUILDENSTERN 

Popełniliśmy  błąd  wsiadając  na  statek.  Statki  są  niepewne,  o  tym  trzeba  było  pamiętać. 
Oczywiście, na statku ma się swobodę ruchu, można zmieniać kierunek, można chodzić tu i 
tam,  ale  to  poruszanie  się  nie  wpływa  na  ogólny  kierunek,  w  którym  płyniemy 
nieodwracalnie,  podobnie  jak  fale  i  prąd...  (patrzy  w  górę,  twarz  oświetlona  gasnącym 
światłem)  
Co  to  wszystko  miało  znaczyć?  I  kiedy  to  się  zaczęło?  Czyśmy  upadli,  czy  nas 
pchnięto? Czy też było za późno, zanim się zaczęło?... 
Rosencrantz oddala się nieco w głąb sceny, w ciemność. 
 

ROSENCRANTZ 

Idziesz? 
 

GUILDENSTERN 

(wybucha) Nie zrobiliśmy nic złego! Nikomu nie zrobiliśmy krzywdy. Prawda? 
 

ROSENCRANTZ 

Nie  pamiętam.  (zwraca  się  do  widowni  i  patrzy  przed  siebie)  Słońce  zachodzi.  Albo  ziemia 
podchodzi, jak to dzisiaj twierdzi nauka. 
 

GUILDENSTERN 

A może po prostu stoimy w miejscu, nie? 
 

ROSENCRANTZ 

To i tak nie miałoby żadnego znaczenia. 
Rosencrantz idzie w głąb sceny, w ciemność i znika. Guildenstern nie spostrzega tego. 
 

GUILDENSTERN 

Chcę  powiedzieć:  nikt  tu  nie  przyjdzie  i  nie  ściągnie  nas  stąd.  Po  prostu  będą  musieli 
poczekać.  Jesteśmy  jeszcze  młodzi...  silni...  Mamy  całe  lata  przed  sobą...  (rozgląda  się, 
spostrzega,  że  jest  sam,  zrywa  się,  krzyczy)
  Ros  —!  Guil  —!  (pauza.  Opanowuje  się)  No, 
niech będzie. Mniejsza o to. Mam tego dość. To mi ulżyło. (idzie w głąb sceny) Jeszcze mnie 
widzicie a teraz... (znika) 
 
Scena  rozświetla  się,  widać  żywy  obraz  —  ostatnią  scenę  z  „Hamleta”.  A  więc    Klaudiusz, 
Gertruda, Laertes i Hamlet — martwi, Horacy obejmujący Hamleta. Fortynbras jest obecny, 
zarówno jak dwaj Posłowie z Anglii. 
 

POSEŁ 

Ten widok 
Zbyt jest okropny. Spóźniony nasz przyjazd; 
Głuche są uszy tego, który miał nam 
Dać posłuchanie, aby się dowiedzieć, 
Ż

e zadość stało się jego żądaniu 

I że Rosencrantz wespół z Guildensternem 
Straceni; któż nam podziękuje za to? 
 

HORACY 

Nie on zapewne, chociażby ku temu 
Miał odpowiednie warunki żywota; 
Nigdy on bowiem ich śmierci nie pragnął. 

background image

 

115 

Lecz skoro po tych fatalnych wypadkach 
Wy z polskiej wojny, a wy z granic Anglii 
Tak bezpośrednio przybywacie, każcież, 
Aby te zwłoki wysoko na marach 
Na widok były wystawione; mnie zaś 
Pozwólcie i wszem wobec i każdemu 
Nieświadomemu prawdy opowiedzieć, 
Jak się to stało. Przyjdzie wam usłyszeć 
O czynach krwawych, wszetecznych, wyrodnych. 
O chłostach trafu, przypadkowych mordach, 
O śmierciach skutkiem zdrady lub przemocy. 
O mężobójczych planach, które spadły 
Na wynalazcy głowę. O tym wszystkim 
Ja wam dać mogę wieść dokładną. 
 

FORTYNBRAS 

Pilno 
Nam to usłyszeć, Niechaj się w tym celu 
Niezwłocznie zbierze czoło waszych mężów. 
Co się mnie tyczy, z boleścią przyjmuję, 
Co mi przyjazny los zdarza; mam bowiem 
Do tego kraju z dawien dawna prawa, 
Które obecnie muszę poprzeć, 
 

HORACY 

O tym 
Będę miał także coś do powiedzenia 
Zgodnie z życzeniem tego, co już nigdy 
Nie wyda głosu, ale pierwej muszę 
Wypełnić tamto, aby obłęd ludzki 
Więcej tymczasem klęsk i niefortunnych 
Przygód nie zrządził. 
 

FORTYNBRAS 

Niech czterech dowódców 
Złoży Hamleta, jako bohatera 
Na wywyższeniu, niewątpliwie bowiem 
Byłby był wzorem królów się okazał 
Dożywszy berła; a gdy orszak ciało 
Jego niosący postępować będzie. 
Niechaj muzyka i salwy rozgłośnie, 
Czym był, zaświadczą. Podnieście te zwłoki, 
Bo nie to miejsce, lecz pobojowisko 
Godne oglądać takie widowisko. 
Każcie dać ognia z dział. 
 
Wychodzą unosząc zwłoki: słychać huk dział. Marsz żałobny zaczyna się i trwa, aż scena jest. 
zupełnie pusta, z wyjątkiem dwóch Posłów. Pauza. Idą w kierunku rampy, na pierwszy plan. 
Zatrzymują się. 
 

background image

 

116 

I POSEŁ 

Cóż... 
 

II POSEŁ 

Tak? 
 

I POSEŁ 

Co? 
 

II POSEŁ 

Zdawało mi się. że pan... 
 

I POSEŁ 

Nie. 
 

II POSEŁ 

Aha. 
Pauza. 
 

I POSEŁ 

Ts. Ts. 
 

II POSEŁ 

Owszem. 
 

I POSEŁ 

Straszna historia. 
 

II POSEŁ 

Tragiczna... (patrzy to kierunku, w którym wynoszą zwłoki) ...Cztery... 
Jakby nigdy nic. 
 

I POSEŁ 

Razem — sześć. 
 

II POSEŁ 

Siedem. 
 

I POSEŁ 

Nie — sześć. 
 

II POSEŁ 

Król, Królowa. Hamlet, Laertes, Rosencrantz, Guildenstern i Poloniusz. 
Siedem. 
 

I POSEŁ 

Ofelia. Osiem. 
 

II POSEŁ 

background image

 

117 

Król,  Królowa,  Hamlet,  Laertes,  Rosencrantz,  Guildenstern,  Poloniusz,  Ofelia.  Osiem. 
(przytakują, kiwają głowami. II Poseł rozgląda się) Cóż... Nie bardzo wiadomo co... 
Słychać  krzyki  i  łomotanie  z  zewnątrz,  jakby  ktoś  na  przykład  walił  pięścią  do  drzwi  i 
niewyraźnie wykrzykiwał dwa nazwiska. Posłowie patrzą jeden na drugiego. 
 

I POSEŁ 

Idź, zobacz, co się tam dzieje... 
 

II POSEŁ 

przytakuje skinieniem głowy. Obaj wychodzą. Z oddali słychać melodię graną przez aktorów. 
Scena pusta. Światła na widowni. 
 
Kurtyna 
 
 
 
 
Schopenhauer  zanalizował  pesymizm,  charakterystyczny  dla  współczesnej  umysłowości,  ale 
ojcem  tego  pesymizmu  był  Hamlet.  Świat  stał  się  smutny,  ponieważ  shakespearowska 
kukiełka popadła kiedyś w melancholię. 

Oscar WILDE