background image
background image

JohnLeCarre

BUDZENIEZMARŁYCH

KrótkahistoriaGeorge’aSmileya

KiedyladyAnnSercombpoślubiłapodkoniecwojnyGeorge’aSmileya,

nazwałago,kuzaskoczeniuswoichprzyjaciółzMayfair,zapierającymdechw
piersiachprzeciętniakiem.Kiedyrzuciłamężadwalatapóźniejdlapewnego
kubańskiegokierowcywyścigowego,stwierdziłaenigmatycznie,żegdyby
wtedygoniezostawiła,tonigdyniebyłabywstanietegozrobić;awicehrabia
Sawleywyprawiłsięnaobchódswojegoklubuirozpowiadał,żekotwylazłz
worka.

Tauwagazrobiłanawetnakrótkokarierębonmotu,alebyłazrozumiała

tylkodlatych,którzySmileyaznali.Niski,tłusty,ospokojnymusposobieniu,
wyglądałtak,jakbymnóstwopieniędzywydawałnanaprawdęokropneubrania,
którewisiałynajegoprzysadzistejsylwetcejakskóranaskurczonejropusze.
Sawleyzrobiłnawetuwagępodczasślubu,że„Sercombzłączyłasięzżabąwe
fraku”.Smiley,nieświadom,żetakgopodsumowano,człapałnawąboczną
czekającnapocałunek,któryzamienigowksięcia.

Byłbiednyczybogaty,byłprostakiemczypanem?Gdzieonagoznalazła?

AbsurdalnośćtegozwiązkupodkreślałaniepodlegającadyskusjiurodaladyAnn,
atajemnicęinspirowałkontrastpomiędzytymmężczyznąajegooblubienicą.
Aleplotkamusiwidziećcharakterywbieliiczerni,wyposażyćjewgrzechyi
motywyłatwedoprzekazaniawstenografiitowarzyskiejrozmowy.ItakSmiley,
bezszkoły,rodziców,pułkualbofachu,bezbogactwaibeznędzy,podróżował
pozbawionyetykietekwbrankardzietowarzyskiegoekspresuiwkrótcestałsię
zagubionymbagażem,któregoprzeznaczeniembyło.gdvnadszedłrozwód,
leżećbezwnioskówozwrotnazakurzonejpołcewczorajszychnowin.

KiedyladyAnnpojechałazaswoimgwiazdoremnaKubęn0ślałaprzez

chwilęoSmileyu.Zniechętnympodziwemprzyznałaprzedsobą.żegdybywjej
życiumiałbyćtylkojedenmężczyzna,tobyłnimSmiley.Byłazadowolona,że
okazałato,zawierającznimświetnyzwiązekmałżeński.

Skutek,jakiwywarłwyjazdladyAnnnajejbyłymmężu,niezainteresował

background image

towarzystwa-onobowiemprzechodziobojętnienadpokłosiemsensacji.
Niemniejbyłobyciekawe,coSawleyijegostadkownioskowalibyzreakcji
Smileya;ztejmięsistejtwarzywokularachzmarszczonejwkoncentracjinad
lekturąpodrzędnychniemieckichpoetówzpoduszkowatych,wilgotnychdłoni
zaciśniętychpodopadającymimankietami.AleSawleyskwitowałtoledwie
uwagą,jakzdawkowewzruszenieramieniem,partirc‘estcourirunpeu,i
zdawałsięnieświadomtego,żemimoiżladyAnnwłaśnieuciekła,kawałeczek
George’aSmileyanaprawdęumarł.

TaczęśćSmileya,któraprzeżyła,byłarównieabsurdalnawzestawieniuz

jegopowierzchownością,jakmiłośćalboupodobaniedozapoznanychpoetów:
tobyłjegozawód,boSmileybyłoficeremwywiadu.Właśnietenzawód
wykonywałZniekłamanąprzyjemnością,aonłaskawiewyposażałgow
kolegóworównie,jakjegonieznanychcharakterachipochodzeniu.Wyposażał
gorównieżwto,cokiedyśkochałnajbardziej:wakademickiewyprawywświat
tajemnicyludzkiegozachowaniadokonywanepoprzezpraktycznezastosowanie
jegowłasnychmetoddedukcji.

Wlatachdwudziestych,kiedySmileywyłoniłsięzmurówswojej

niepozornejszkołyimrugając,powlókłsiędomrocznychkrużgankówcolłege‘u
wOksfordzie,marzyłoczłonkostwachwkolegiachuniwersyteckichiżyciu
poświęconymliterackimzakamarkomsiedemnastowiecznychNiemiec.Alejego
opiekunnaukowy,któryznalSmileyalepiejniżonsamsiebie,odwiódłgood
marzeńozaszczytach,którebezwątpieniaSmileyowisięnależały.Wsłodki
lipcowyporanek1928rokuzaskoczonyilekkozaróżowionySmileyzasiadł
przedobliczemkomisjiprzesłuchańKomitetuZagranicznychStudiów
Akademickich,organizacji,októrejzniewyjaśnionychprzyczynnigdynie
słyszał.Jebedee,jegoopiekunnaukowydziwniewymijającoprzedstawiłmu
sprawę:

Dajtymludziomszansę,Smiley,mogącięchcieć,aplącąnatyledobrze,

żebycizagwarantowaćprzyzwoitetowarzystwo.AleSmileybyłzdenerwowany
ipowiedziałotym.Martwiłogo.żeJebedee,zwykłetakprecyzyjny,terazbył
takwymijający.Lekkowzburzonyzgodziłsięodłożyćswojądecyzję,pókinie
zobaczy..tajemniczychludzi”Jebedee.

Nieprzedstawionogokomisji,alepołowęjejczłonkówznałzwidzenia.Byli

tamFielding,francuskimediewistazCambridge.SparkezeSzkołyJęzyków
OrientalnychiSteed-Asprey,któryjadłobiadprzyWyśokimStoletego
wieczoru,gdySmileybyłgościemJebedee.Musiałprzyznać,żebyłpod
wrażeniem.DlaFieldingasamoopuszczeniepokoju,niemówiącjużo
Cambridge,byłocudemsamymwsobie.PóźniejSmileyzawszemyślałotym
przesłuchaniujakotańcuzwachlarzem;przemyślanyciągodsłonięć,akażde

background image

ukazywałoinnączęśćtajemniczegobytu.WreszcieSteed-Asprey,który,zdaje
się.byłprzewodniczącym,odsłoniłostatniweloniprawdastanęłaprzed
Smileyemwcałejswejolśniewającejnagości.Proponowanomustanowiskow
czymś,cozbrakulepszejnazwySteed-Aspreywstydliwienazwałtajnąsłużbą.

Smileypoprosiłoczasdonamysłu.Dalimutydzień.Niktniewspomniało

poborach.TegowieczoruzatrzymałsięwLondyniewcałkiemniezłymhotelui
wybrałsiędoteatru.Czułsiędziwniebeztroskiitogoniepokoiło.Wiedział
doskonale,żesięzgodzi,żemógłtozrobićjużpodczasprzesłuchania.Tylko
instynktownaostrożnośći.byćmoże,swegorodzajukokieteriawobecFieldinga
sprawiły,żesiępowstrzymał.

Pozgodzienadszedłczasszkolenia:anonimowewiejskiedomy,anonimowi

instruktorzy,sporopodróżyi-corazbliższafantastycznaperspektywapracyw
całkowitejsamotności.

Jegopierwszestanowiskooperacyjnebyłowzględnieprzyjemne-dwuletni

kontraktjakoenglischerDozentnajakimśprowincjonalnymuniwersytecie
niemieckim:wykładyzKeatsaiwakacjewbawarskichdomkachmyśliwskichz
grupkamipoważnychiuroczyścierozwiązłychniemieckichstudentów.Pod
konieckażdychdługichwakacjizabierałniektórychznichdoAnglii,zgłaszając
uprzednioprawdopodobnychkandydatówiprzekazującswojerekomendacje
tajnymikanałamipodpewienadreswBonn.Przezcałedwalataniemiał
pojęcia,czyjegorekomendacjeprzyjęto,czyzignorowano.Niemiałteż
możliwościdowiedziećsię,czyzainteresowanosięjegokandydatami.Wrzeczy
samej,niemiałnawetmożliwościsprawdzić,czyjegowiadomościdotarłydo
celu;akiedybyłwAnglii,niemiałkontaktuzdepartamentem.

Miałambiwalentnystosunekdowykonywanejpracy.Intrygowałogo

dokonywaniebezstronnejocenytego,conauczyłsięnazywać„potencjałem
agenta”wistocieludzkiej;wynajdowaniemaleńkichteści-kówcharakterui
zachowania,któremogłypowiedziećmucośocechachkandydata.Tajegoczęść
byłabezkrwistainieludzka-wtejroliSmileystawałsięmiędzynarodowym
najemnikiemswojegorzemiosła,amoralnym,bezmotywacji,pozatą,którądaje
osobistasatysfakcja.

Alezarazemsmuciłogoprzyglądaniesię,jakwnimsamymstopniowo

obumieranaturalnaprzyjemność.Zawszebyłzamkniętywsobie,ateraz
widział,jakwzdragasięprzedpokusamiprzyjaźniiludzkiejlojalności;z
rezerwąpodchodziłdospontanicznychreakcji.Siłąswojejinteligencjizmuszał
siędoobserwowanialudzkościzklinicznymobiektywizmem,aponieważnie
byłnieśmiertelnyaninieomylny,nienawidziłfałszuwswoimżyciuibałsięgo.

Byłnatomiastczłowiekiemsentymentalnymidługaemigracjaumacniaław

nimgłębokąmiłośćdoAnglii.RzucałsiężarłocznienawspomnieniaOksfordu;

background image

najegopiękno,jegoracjonalnąbeztroskęidojrzałąpowolnośćjegoosądów.
MarzyłoprzewianychjesiennymwiatremurlopachnaHartlandQuay,odługich
włóczęgachpourwiskachKomwaliiztwarząwystawionąnawiatrodmorza.To
byłojegodrugie,tajemneżycieizacząłnienawidzićrubasznych,nowych
Niemiec,którewtargnęływjegoświat:tupaniaiwrzaskówubranychw
mundurystudentów,poznaczonychbliznamiaroganckichtwarzyi
prymitywnychodzywek.Nieznosiłtakżesposobu,wjakiwydziałmajstrował
przyjegoprzedmiocie-jegoukochanejliteraturzeniemieckiej.Iprzyszłanoc,
strasznanoczimą1937roku,kiedySmileystałwoknieiobserwowałwielkie
ogniskonadziedzińcuuniwersyteckim:wokółniegostałysetkistudentów,
twarzemielirozradowane,błyszczącewtańczącychświatłach.Wpogański
ogieńrzucalisetkiksiążek.Wiedział,czyjetobyłydzieła:TomaszaManna,
Heinego,Lessingailegionuinnych.Ściskającpapierosawilgotnądłonią,patrząc
inienawidząc,triumfował,żepoznałswojegowroga.

Rok1939zastałgowSzwecjijakoakredytowanegoagentaznanej

szwajcarskiejwytwórnibroniręcznej,odogodnieprzesuniętejdotyłudacie
zatrudnienia.Jegopowierzchowność,wpodobniedogodnysposób,równieżsię
zmieniła;Smileybowiemodkryłwsobietalentdoroli,którasięgałagłębiejniż
zmianafryzuryidodatekwpostaciwąsika.Przezczterylataodgrywałtęrolę,
podróżującwtęizpowrotempomiędzySzwajcarią,NiemcamiiSzwecją.
Nigdynieprzypuszczał,żetakdługomożnasiębać.Rozwinąłmusięnerwowy
tikwlewymoku,któryzostałnanajbliższepiętnaścielat;napięciewyżłobiło
bruzdywjegomięsistychpoliczkachiczole.Dowiedziałsię,jaktojestniemóc
zasnąć,niemócsięodprężyć,przezcałądobęczućnieznośnełomotanie
własnegoserca,doświadczyćskrajnejsamotnościirozczulaniasięnadsobą,
nagłego,niedającegosięwytłumaczyćpragnieniakobiety,alkoholu,ćwiczeń,
jakiegokolwieknarkotyku,któryusunąłbynapięciezjegożycia.

Takiebyłotło,naktórymprowadziłswójprawdziwyhandelipracęszpiega.

Zupływemczasusiećrozrastałasięikolejnekrajenaprawiałyswójbrak
przewidywaniaiprzygotowania.W1943rokuzostałodwołany.Posześciu
tygodniachzapragnąłwrócić,alemuniepozwolono.

—Skończyłeśsię—powiedziałSteed-Asprey.—Trenujnowychludzi,

zabijajczas.Ożeńsięalbocośzrób.Odprężsię.

SmileyoświadczyłsięsekretarceSteed-Aspreya,ladyAnnSercomb.
Wojnasięskończyła.Dalimuodprawę,aonzabrałswojąpięknążonędo

Oksfordu,żebyoddaćsiętajemnicomsiedemnastowiecznychNiemiec.Aledwa
latapóźniejladyAnnbyłanaKubie,arewelacjeujawnioneprzezmłodego
rosyjskiegoszyfrantawOttawiestworzyłyzapotrzebowanienaludzi,którzy
mielibydoświadczenietakiejakSmiley.

background image

Tobyłanowapraca,bezpiecznaizpoczątkupodobałamusię.Ale

przychodzilimłodsi,zapewneześwieższymiumysłami.Smileyniebył
kandydatemdoawansuistopniowozacząłsobieuświadamiać,żewszedłwwiek
średnizpominięciemmłodościiżezostał-choćwsposóbnajprzyjemniejszyz
możliwych-odstawionynabocznytor.

Światsięzmienił.Steed-Aspreyaniebyło,uciekłznowegoświatadoIndiiw

poszukiwaniuinnejcywilizacji.Jebedeenieżył.W1941rokuwsiadłwLilledo
pociąguzeswoimradiooperatorem,młodymBelgiem,inieusłyszanojużonim
więcej.FieldingzagłębiłsięwnoweodkryciadotyczącePieśnioRolandzie.
OstałsiętylkoMaston,rekrutczasuwojny,doradcaministradosprawwywiadu.
„PierwszydoekskluzywnegotenisanaWimbledonie”,mawiałonimJebedee.
NATOidesperackieśrodkirozważaneprzezAmerykanówzmieniłycałąnaturę
tajnejsłużby.NazawszeodeszłydniSteed-Aspreya,kiedymożnabyłoodbierać
rozkazynadkieliszkiemportowjegopokojachnaMagdalen;uduchowiona
amatorszczyznagarstkiwysokokwalifikowanych,słaboopłacanychludzi
ustąpiłaprzedwydajnością,biurokracjąiintrygamiwielkichrządowych
departamentów-nakorzyśćMastonazjegodrogimiubraniami,jego
szlachectwem,jegodystyngowanymisiwymiwłosamiisrebrzystymikrawatami;
Mastona.któryzawszepamiętałourodzinachswojejsekretarki,któregomaniery
byływzoremcnótdładamztowarzystwa;Mastona,którywciążrozszerzał
swojeimperiumizudawanymżalemprzeprowadzałsiędocorazwiększych
gabinetów;MastonaurządzającegoeleganckiedomowepartywHen-leyi
żerującegonasukcesachswoichpodwładnych.

Sprowadziligopodczaswojny,żebyzajmowałsiępapieramiiłączyłw

całośćbłyskotliwośćswoichpracownikówznieporęcznąmachinąbiurokracji.
Wielkimdodawałootuchy,żemajądoczynieniazczłowiekiem,któregoznają,
któryjestwstaniezredukowaćkażdykolordoszarości,znaswoichpanówi
możesięmiędzynimiprzechadzać.Lubilinieśmiałość,zjakąprzepraszałza
towarzystwo,któreutrzymuje,nieszczerość,zjakąbroniłkaprysówswoich
podwładnych,usłużność,zjakąformułowałnowezobowiązania.Nie
rezygnowałzarazemzkorzyścipłynącychzzajmowanegomalgréluistanowiska
człowiekapłaszczaisztyletu.Płaszczemzasłaniałsięprzedswymipanami,
sztyletzachowywałdlasług.Zajmowałdziwnązpozorupozycję.Niebył
nominalnymszefemsłużbspecjalnych,leczdoradcąministradospraw
wywiadu,aSteed-Aspreyzawszemówiłonim,żejestnaczelnymeunuchem.

TobyłnowyświatdlaSmileya,jaskrawooświetlonekorytarze,eleganccy

młodziludzie.Czułsięjakintruz,staromodny,stęsknionyzawalącymsię
domemztarasemwKnightsbridge,gdzietowszystkosięzaczęło.Ten
psychicznydyskomfortznalazłodbiciewjegowyglądzie,zacząłbowiem

background image

bardziejsięgarbićibyłbardziejżabiniżzwykle.Tikwlewymokupogłębiłsięi
nadanomupseudonimKret.Alemłodasekretarkauwielbiałagoimówiłaonim
zawsze,.mójkochanymiś”.

Smileybyłjużzastary,żebywybraćsięzagranicę.Mastonpostawiłsprawę

jasno:

—Jakbyniebyło,chłopiekochany,jesteśwypompowanypotym

myszkowaniuwczasiewojny.Lepiejsiedźwdomuipodsycajdomowe
ognisko.Tojakośtłumaczy,dlaczegoGeorgeSmileysiedziałnatylnejkanapie
londyńskiejtaksówkiodrugiejnadranemwśrodęczwartegostyczniaijechałdo
CambridgeCircus.

Nigdyniezamykamy

Wtaksówceczułsiębezpiecznie.Bezpiecznieiciepło.Ciepłobyło

przemycone,przeszmuglowanezłóżka,nagromadzonewobronieprzed
wilgotnąstyczniowąnocą.Poczuciebezpieczeństwapłynęłozoderwaniasięod
rzeczywistości:tojegoduchkrążyłpolondyńskichulicachiobserwował
nieszczęsnychposzukiwaczyprzyjemnościdrepczącychpodwielkimi
parasolamiidziwkiopakowanekunsztowniewpolietylen.Tojegoduchwy
szedłzestudnisnuipowstrzyma!telefonbrzęczącynanocnymstoliku…
OxfordStreet…dlaczegoLondynjestjedynąstolicąnaświecie.któratraciw
nocyosobowość?Smiley,opatuliwszysięmocniejpłaszczem,mógłmyślećo
dowolnymmiejscu,odLosAngelespoBerno,któretakchętnierezygnowałyz
dziennejwalkiotożsamość.

TaksówkaskręciłanaCambridgeCircusiSmileywyprostowałsię

gwałtownie.Przypomniałsobie,dlaczegozadzwoniłoficerdyżurny,ito
wspomnieniebrutalniewyrwałogozmarzeń.Rozmowawracaładoniegosłowo
posłowie-wyczynpamięciopanowanydawnotemu.

—Smiley,mówioficerdyżurny.Mamdoradcęnalinii…
—Smiley,tuMaston.PrzesłuchiwałeśSamuelaArthuraFennanaw

poniedziałekwMinisterstwieSprawZagranicznych,tak?

—Tak…Tak,przesłuchiwałem.
—Ocotamchodziło?
—AnonimowylistimputującyprzynależnośćdopartiiwOksfordzie.

Rutynoweprzesłuchanieautoryzowaneprzezdyrektorabezpieczeństwa.Fennan
niemógłsięposkarżyć,pomyślałSmiley.Wiedział,żegooczyszczę.Niebyłow
tymnicniewłaściwego,nic.

CzyMaWtymwrogość,Smiley?Powiedzmi.

background image

Boże,ależonjestwystraszony.Fennanmusiałnapuścićnanascałygabinet.
—Nie.Tobyłaprzyjaznarozmowa;myślę,żeprzypadliśmysobiedogustu.

Choćprawdępowiedziawszy,nietrzymałasięściśleinstrukcji.

—Toznaczy,Smiley?
—Cóż,powiedziałemmuogródkiem,żebysięniemartwił.
—Cozrobiłeś?
—Powiedziałemmu,żebysięniemartwił;najwyraźniejbyłtrochę

podenerwowany,więcmutopowiedziałem.

—Comupowiedziałeś?
—Żeniemamuprawnieńiwywiadteżniema;iżeniewidzępowodu,żeby

ponowniegoprzesłuchiwać.

—Towszystko?
Smileyzastanawiałsięprzezchwilę;nieznałtakiegoMastona,niewiedział,

żejesttakuzależnionyodgóry.

—Tak,towszystko-odparłwreszcie.Absolutniewszystko.-Nigdymitego

niewybaczy.Tyle,jeślichodziowystudiowanąłagodność,kremowekoszule,
srebrnekrawatyieleganckieobiadkizministrami.

—Ontwierdzi,żerzuciłeścieńnajegolojalność,żejegokarieraw

MinisterstwieSprawZagranicznychległawgruzach,żepadłofiarąpłatnych
informatorów.

—Copowiedział?Musiałoszaleć.Wie,żezostałoczyszczony.Czego

jeszczechce?

—Niczego.Nieżyje.Zabiłsięodziesiątejtrzydzieścidziświeczór.Zostawił

listdoministrasprawzagranicznych.Policjazadzwoniładojednegozjego
sekretarzyiotrzymałapozwolenienaotwarcielistu.Potemnampowiedzieli.Ma
byćdochodzenie.Smiley,czyjesteśpewien?

—Pewienczego?
Mniejszaoto.Wpadnij,jaktylkobędzieszmógł.
Zabrałomuparęgodzin,zanimzłapałtaksówkę.Dzwoniłnatrzypostoje,ale

bezskutku.WreszcieodpowiedziałpostójnaSloaneSquareiSmileyczekałprzy
okniesypialniowiniętywpłaszcz,ażzobaczył,żetaksówkapodjechałapod
drzwi.PrzywiodłomutonamyślnalohwNiemczech,tennierealnyniepokójw
śmiertelnejnocnejciszy.

NaCambridgeCircuszatrzymałtaksówkęstometrówodurzędu,trochęz

przyzwyczajenia,atrochę,żebyoczyścićumysłwoczekiwaniunagorączkowe
wypytywaniaMastona.Pokazałprzepustkęwartownikowiipowoliruszyłdo
windy.

Oficerdyżurnypowitałgozwyraźnąulgą.
—MastonposzedłdoScotlandYardupogadaćzeSparrowem-wyjaśnił,gdy

background image

szlikorytarzem.—Musząustalić,którywydziałbędziesięzajmowałtąsprawą.
Sparrowtwierdzi,żewydziałspecjalny,Evelyn,źekryminalny,apolicjaw
Surreynawetniewie,cosięjejtrafiło.Gorzejniemożebyć.Chodź,napijemy
siękawywmojejrupieciarni.Ztermosu,alecałkiemniezła.

Smileyucieszyłsię,żetoPeterGuillammadyżurtejnocy.Guillam,

wytwornyiprzyjazny,zajmowałsięszpiegostwemsatelitarnym.Należałdo
ludzi,którzyzawszemająprzysobierozkładjazdyiscyzoryk.

—Wydziałspecjalnyzadzwoniłodwunastej.ŻonaFennanaposzładoteatru

iznalazłago,dopierogdywróciłazakwadransjedenasta.Wtedyzadzwoniłana
policję.

—MieszkałgdzieśwSurrey.
—Walliston,zaobwodnicąKingston.Tużzaobszaremmiejskim.Kiedy

przyjechałapolicja,znaleźlilistdoministrasprawzagranicznychnapodłodze
obokciała.Superintendentzadzwoniłdonaczelnikapolicji,któryzadzwoniłdo
oficeradyżurnegowMinisterstwieSprawWewnętrznych,któryzadzwoniłdo
dyżurnegourzędnikawMinisterstwieSprawZagranicznychiwkońcudostali
pozwolenienaotwarcietegolistu.Potemzaczęłasięzabawa.

—Mówdalej.
—DyrektordosprawpersonalnychwMinisterstwieSprawZagranicznych

zadzwoniłdonas.Chciał,żebymupodaćdomowynumerdoradcy.Powiedział,
żetoostatniraz,kiedybezpieczeństwogrzebiewjegodepartamencie,żeFennan
byłlojalnymiutalentowanymurzędnikiem,bla…bla…bla…

—Botakibył,właśnietaki.
—Powiedział,żecałaaferawskazujejednoznacznie,źebezpieczeństwo

przekraczaswojekompetencje-gestapowskiemetody,dlaktórychnawet
autentycznezagrożenieniestanowiokolicznościłagodzących…Dałemmu
numerdoradcyizadzwoniłemdoniegozinnegotelefonu,gdydalejsię
wściekał.Podwpływemnagłegoprzypływugeniuszuprzełączyłemministerstwo
najednąlinię,aMastonanadrugąiprzekazałemmunowinę.Tobyłoo
dwunastej.Mastonbyltujużopierwszej,caływnerwach-będziemusiałstanąć
doraportuprzedministremjutrorano.Nachwilęzapadłacisza.Guillamnalał
kawydokubkówidodałwrzącejwodyzelektrycznegoczajnika.

—Jakionbył?-zapytał.
—Kto?Fennan?Cóż.dodzisiejszegowieczoruwydawałomisię.żewiem.

Teraztowszystkoniemasensu.ByłŻydem.Pochodziłzortodoksyjnejrodziny,
aleodrzuciłtowszystkowOksfordzieizostałmarksistą.Bystry,kulturalny…
świetnymówcaijeszczelepszysłuchacz.Wykształcony,odużejwiedzy.
Ktokolwieknaniegodoniósł,niemyliłsię:onbyłwpartii.

—Ilemiałlat?

background image

—Czterdzieścicztery.Alewyglądałnawięcej-mówiącto,Smileyrozglądał

sięponiewielkimpomieszczeniu.-…wyrazistatwarz,gęste,prosteczarne
włosyuczesanepostudencku.profildwudziestojednolatka.gładka,suchaskóra,
niecobłada.Ibardzopobruźdżona,caławgłębokichzmarszczkach.Długie,
cienkiepalce…facetzrodzajutychzamkniętychwsobie,cosamotnieoddają
sięprzyjemnościom.Icierpiąteżwsamotności.

Wstali,gdywdrzwiachpojawiłsięMaston.
—Ach.Smiley.jesteś.Przejdźmydomojegogabinetu.-Uniósłłewąrękę.

żebywskazaćdrogę.

WgabinecieMastonaniebyłoanijednegorządowegomebla.Kiedyśkupił

kolekcjędziewiętnastowiecznychakwareliniektóreznichwisiałynaścianach.
Resztabyłazesklepu.Mastonteżbylprostozesklepu,jeśliotochodzi.Jego
garniturbyłzbytlekki,bybudzićrespekt;łańcuszekmonoklaopadałwzdłuż
nieodmienniekremowejkoszuli.Nosiłjasnoszarywełnianykrawat.Niemiec
nazwałbygoflott.pomyślałSmiley;szykówny.otojakijest-marzeniebarmanki
oprawdziwymdżentelmenie.

—WidziałemsięzeSparrowem.Tooczywistyprzypadeksamobójstwa.

Ciałozostałozabraneiszefpolicjiniepodjąłżadnychdziałańpozazwyczajnymi
formalnościami.Wciągudnia.dwóclirozpoczniesięrutynowedochodzenie.
Uzgodniono-cochcępodkreślićzcałąmocą.Smiley-żeżadnainformacja
dotyczącanaszegozainteresowaniaFennanemniemożedotrzećdoprasy.

Rozumiem.-Jesteśniebezpieczny,Maston.Jesteśsłabyiwystraszony.Niech

spadnąwszystkiegłowy,zanimspadnietwoja,myślisz.Patrzysznamniewten
sposób,mierzyszmikarkpodtopór.

iNiemyśl,Smiley,żeciękrytykuję;wkońcu,skorodyrektor

bezpieczeństwaautoryzowałtoprzesłuchanie,niemaszsięczegoobawiać.

—PozaFennanem.
—Właśnie.Niestety,dyrektorbezpieczeństwaniepodpisałtwojejnotatki

sugerującejprzesłuchanie.Zapewneautoryzowałjąustnie?

—Tak.Jestempewien,żetopotwierdzi.
MastonznówpopatrzyłnaSmileya,ostro,oceniająco.Smileyzignorowałto

spojrzenie.Wiedział,żeMastonchce.abywspólniekon-spirowali.

—Wiesz,żeurządFennanaskontaktowałsięzemną?
—Wiem.
—Mabyćdochodzenie.Możliwe,żenieudasięutrzymaćprasyna

odległość.Pierwsząrzeczą,jakązrobięrano,będziespotkaniezministrem
sprawwewnętrznych.-Nastraszyłmnieiznówpróbuje…Zaczynam
rozumieć…rozważmyemeryturę…ito,czyjeszczenadajęsiędopracy…ale
niebędęuczestniczyłwtwoimkłamstwie,Maston.-Muszęznaćwszystkie

background image

fakty,Smiley.Muszęwypełnićswójobowiązek.Jeślijestcoś,oczym
powinieneśmipowiedziećnatemattegoprzesłuchania,cokolwiek,czegomoże
niezapisałeś,powiedzmiotymterazipozwól,żeosądzęznaczenietegofaktu.

—Nie,naprawdęniemamnicdopowiedzeniaoprócztego,cojużjestw

aktachicocipowiedziałemwcześniej.Możebędziedlaciebiepomocne-to
„ciebie”powinnozabrzmiećodrobinęmocniej-możebędziedlaciebie
pomocne,jeślipowiem,żeprowadziłemprzesłuchaniewatmosferzecałkowicie
nieformalnej.ZarzutywobecFennanabyłymizerne-członkostwona
uniwersyteciewlatachtrzydziestychiogólnikowewypowiedziświadcząceo
obecnychsympatiach.Połowagabinetunależaładopartiiwlatachtrzydziestych.
-Mastonnachmurzyłsię.-WjegobiurzewMinisterstwieSprawZagranicznych
wciążkręcilisięjacyśludzie,więczaproponowałem,żebyśmyposzlinaspacer
doparku.

—Noi?
—Noiposzliśmy.Dzieńbyłsłoneczny,chłodnyiraczejprzyjemny.

Patrzyliśmynakaczki.-Mastonwykonałgestzdradzającyzniecierpliwienie.—
Wparkuspędziliśmyokołopólgodziny.Toonmówiłprzezcałyczas.Był
inteligentny,elokwentnyiinteresujący.Alebyłteżnerwowy.Tacyludzie
kochająmówićosobieimyślę,żepodobałomusię,żemożesięwygadać.
Opowiedziałmicałąhistorię,apotemposzliśmydojegoulubionegobaru
espressoniedalekoMillbank.

—Dokąd?
—Dobaruespresso.Majątamspecjalnyrodzajkawyposzylinguza

filiżankę.

—Rozumiem.Tobyłyte…przyjazneokoliczności,wktórychpowiedziałeś

mu,źedepartamentbędzierekomendowałniepodejmowaniedziałań.

—Tak.Częstotorobimy,alezazwyczajnieprotokołujemytego.
Mastonskinąłgłową.Takierzeczyondoskonalerozumie,pomyślałSmiley.

Bożedrogi,onnaprawdęjestgodnypogardy.

—Mogęztegownosić,żejegosamobójstwo-ilist,oczywiście-byłydla

ciebiecałkowitymzaskoczeniem?Nieznajdujeszwyjaśnienia?

—Byłobygodneuwagi,gdybymjakieśznalazł.
—Niemaszpojęcia,ktogozadenuncjował?
—Nie.
—Byłżonaty,wiesz.
—Tak.
—Zastanawiamsię…niewykluczone,żejegożonamogłabywypełnić

niektóreluki.Wahamsię,czytozaproponować,alemożektośzdepartamentu
powinienspotkaćsięzniąiprzesłuchaćjąwtejsprawie.

background image

—Teraz?-Smileyspojrzałnaniegobezwyrazu.
Mastonstałprzyswoimwielkimbiurku,bawiącsięnożemdopapieru,

pudełkiemnapapierosyizapalniczką-zestawemoficjalnejgościnności.
Dosładza,jakmoże,pomyślałSmiley,aprzyokazjipodziwiaswojebiałedłonie.
Mastonpodniósłwzrok,najegotwarzypojawiłsięnieszczeryuśmiech.

—Smiley,wiem,jaksięczujesz,alemimocałejtejtragediipostarajsię

zrozumiećnaszepołożenie.Ministerisekretarzstanubędąchcielidostać
możliwienajpełniejszyraportztejsprawy,amoimzadaniemjestdostarczenie
go.Zwłaszczainformacji,którewskazywałybynastanumysłuFennanazarazpo
jegorozmowiez…znami.Możerozmawiałotymzżoną.Niesądzę,żebyto
zrobił,alemusimybyćrealistami.

—Chcesz,żebymjatamposzedł?
—Ktośmusi.Będzieprowadzonedochodzenie.Zadecydujeotym,rzecz

jasna,sekretarzstanu,aleobecniepoprostuniedysponujemyfaktami.Czasu
jestmało,atyznaszsprawę.Niemawięcnikogoinnego,komumożnabyją
powierzyć.Jeśliktokolwiekpójdzie,będziesztoty,Smiley.

—Kiedymamtampójść?
—PaniFennanjestniezwykłąkobietą.Tocudzoziemka.IŻydówka,więc

wnoszę,żemocnoucierpiałapodczaswojny,cododatkowokomplikujesytuację.
Tokobietaosilnejosobowości,bardzospokojniezareagowałanaśmierćmęża.
Bezwątpieniatylkozewnętrznie.Alejestsensownaikomunikatywna.
DowiedziałemsięodSparrowa,żejestchętnadowspółpracy,iprawdopodobnie
spotkasięztobą,gdytylkotamdotrzesz.PolicjawSurreymożejąuprzedzić,że
przyjedzieszibędzieszmógłsięzniąspotkaćzsamegorana.Zadzwoniętamdo
ciebiepóźniej,wciągudnia.

Smileyodwróciłsię,żebyodejść.
—Och,jeszczejedno…-PoczułrękęMastonanaramieniuiodwróciłsię,

żebynaniegospojrzeć.Mastonprzybrałuśmiechzazwyczajzarezerwowanydla
starszychpańzesłużbspecjalnych.-Możesznamnieliczyć,Smiley,możesz
liczyćnamojepoparcie.

MójBoże,pomyślałSmiley,tyrzeczywiściepracujeszdwadzieściacztery

godzinynadobę.Jesteśjakkabaret„Nigdyniezamykamy”.Wyszedłnaulicę.

ElsaFennan

MerridaleLanetojedenztychzakątkówSurrey,któregomieszkańcy

prowadząnieustannąwojnęzestygmatamiprzedmieścia.Drzewa,skuszone
nawozemdorośnięciawewszystkichogródkachprzeddomami,przesłaniały

background image

przycupniętezanimiprzyciasne„oryginalnemieszkania”.Rustykalność
otoczeniawzmacniałydrewnianesowydzierżącestrażnadnazwamidomówi
spróchniałekrasnaleniestrudzenietkwiącenadsadzawkami,wktórychpływały
złoterybki.MieszkańcyMerridaleLaneniemalująkrasnali,sądząc,żetonie
przystoiludziomzmiasta.Ztegosamegopowodunielakierująsów;ale
cierpliwieczekają,ażlataobdarząteskarbywyglądemzwietrzałychstarocii
pewnegodnianawetbelkigarażubędąsięmogłyposzczycićżuczkamii
kornikami.

Niejesttowłaściwieślepauliczka,chociażpośrednicywhandlu

nieruchomościamitakutrzymują;jejkoniec,tenbardziejodległyodobwodnicy
Kingston,przechodziwżwirowąścieżkę,którawiedzieprzezMerriesField-ku
następnejuliczce,takiejsamejjakMerridale.Mniejwięcejdo1920rokuścieżka
taprowadziładokościołaparafialnego.Aleterazkościółstoinaczymś,co
właściwiejestwysepkąprzydrodzedoLondynu,aścieżka,którąniegdyświerni
podążalinamodły,stałasięzbytecznymłącznikiemmiędzymieszkańcami
MerridaleLaneaCa-doganRoad.Pasniezabudowanegoterenu,zwanyMerries
Field,zdołałosiągnąćsławęwyrastającądalekoponadjegowłasneaspiracje;
wbiłsięklinemwradędzielnicy,pomiędzyinwestorówbudowlanycha
zwolennikówstatusquo,itotakskutecznie,żepewnegorazucałamaszyneria
lokalnegosamorząduwWallistonzostałazablokowana.Wrezultaciewytworzył
siępewiennaturalnykompromis:MerriesFieldniesąanipuste,anizabudowane
przeztrzystalowepylonyrozstawionenanichwregularnychodstępach.
Pośrodkuznajdujesiępokrytasłomianymdachemchatkanazywanapomnikiem
SchronuzOkresuWojny.Wzniesionaw1951rokujakowyrazpamięcio
poległychwdwóchwojnachsłużyzacichąprzystańdlastarychizmęczonych
ludzi.Niktniewie,jakiinteresmoglibymiećstarzyizmęczeninaMerriesField.
Alepająkiznalazłysobiecichąprzystańwdachu,adlabudowniczychpylonów
chatkabyławyjątkowowygodnymmiejscemdoleserowania.

Smileydotarłtamtużpoósmejrano.Samochódzostawiłnaparkinguprzy

komisariacie,coznaczyło,żeczekałgodziesięciominutowyspacer.

Lało,deszczbyłtakzimny,żewydawałsiętwardy,gdypadałnatwarz.
PolicjawSurreynieinteresowałasięjużsprawąaleSparrowwysłałdo

komisariatufunkcjonariuszazwydziałuspecjalnego,którygdybyzaszłataka
potrzeba,miałpełnićfunkcjęłącznikapomiędzysłużbamibezpieczeństwaa
policją.OkolicznościśmierciFennanawydawałysięoczywiste.Przyczyną
zgonubyłstrzałwskrońzmałegofrancuskiegopistoletuwyprodukowanegow
Lillew1957roku.Pistoletznalezionopodciałem.Wszystkowskazywałona
samobójstwo.

MerridaleLanenumer15byłtoniskidomwstyluTudorówzsypialniami

background image

wefrontowejczęściinapółdrewnianymgarażem.Unosiłasięwokółniego
atmosferazaniedbania,anawetporzucenia.Moglibywnimmieszkaćartyści,
pomyślałSmiley.Fennanniepasowałdotegomiejsca.Kojarzyłsięraczejz
Hampsteadimłodymicudzoziemkamipomagającymiwdomuwzamianza
utrzymanieidrobnekieszonkowe.

Smileyotworzyłbramęipowoliposzedłpodjazdemwstronędrzwi

frontowych,napróżnostarającsiędostrzecjakieśśladyżyciaprzezzatopionew
ołowiuokno.Byłobardzozimno.Nacisnąłguzikdzwonka.

DrzwiotworzyłaElsaFennan.
—Dzwoniliipytali,czyniemiałabymnicprzeciwkotemu.Niewiedziałam,

coodpowiedzieć.Proszęwejść.—Mówiłazlekkimniemieckimakcentem.

MusiałabyćstarszaodFennana.Smukłakobietapopięćdziesiątcezbardzo

krótkoobciętymiwłosamiufarbowanyminakolornikotyny.

Chociażbyłakrucha,roztaczałaauręniezłomnościiodwagi,ajejbrązowe

oczylśniłyzadziwiającointensywniewdrobnejtwarzyonieregularnychrysach.
Byłatozniszczonatwarz,udręczonaispustoszonadawnotemu,twarzdziecka,
któredorastałowgłodzieiwyczerpaniu,twarzwiecznegouciekiniera,twarzz
obozukoncentracyjnego,pomyślałSmiley.

Podałamudłoń-wyszorowanąiróżową,twardąwuścisku.Przedstawiłsię.
—Topanprzesłuchiwałmojegomężawsprawielojalności-

powiedziała.Zaprowadziłagodoniskiego,ciemnegosalonu.Niebyłotam
kominka.Smileypoczułsięnaglechoryipusty.Lojalnośćwobeckogo,wobec
czego.Wjejsłowachniebyłourazy.Byłgnębicielem,aleonaakceptowała
gnębienie.

—Panimążbardzomisięspodobał.Zostałbyoczyszczony.
—Oczyszczony?Oczyszczonyzczego?
—Byłopodejrzenie,podstawadodochodzenia-anonimowylist.Zleconomi

tozadanie.-Przerwałispojrzałnaniązeszczerątroską.-Poniosłapaniwielką
stratę,paniFennan.Napewnoniespałapanicałąnoc.Musipanibyć
wyczerpana.

Niezareagowałanajegowyrazywspółczucia.
—Dziękuję,aleostatnioniemamcoliczyćnasen.Sentoluksusniedla

mnie.-Popatrzyłanaswojewątłeciało.-Mojeciałoijamusimyzesobą
przestawaćprzezcałądobę.Itakżyjemyjużdłużejniżwieluinnych.Acodo
wielkiejstraty.Tak,myślę,żetakjest.Alewiepan,panieSmiley,bardzodługo
niemiałamniczegopozaszczoteczkądozębówijeszczenieprzyzwyczaiłamsię
doposiadaniaczegokolwiek,nawetpoośmiulatachmałżeństwa.

Wskazałamukrzesło,dziwniestaroświeckimgestemwygładziłasukienkęi

usiadłanaprzeciwniego.Wpokojubyłobardzozimno.Smileyzastanawiałsię,

background image

czypowiniencośpowiedzieć.Nieśmiałnaniąspojrzeć;patrzyłprzedsiebie,
starającsięrozgryźćtęzniszczoną,bardzodoświadczonątwarzElsyFennan.
Upłynęłosporoczasu,zanimznówsięodezwała.

—Powiedziałpan,żesiępanuspodobał.Najwyraźniejnieodwzajemniłsię

panutymsamym.

—Niewidziałemlistupanimęża,aleznamjegotreść.-Poważnatwarz

Smileyazwróconabyłaterazwjejstronę.—Topoprostuniemasensu.Boja,
wiepani,powiedziałemmu…żezalecimywstrzymaniesprawy.

Nieruszałasię,czekałanadalszesłowa.Alecomógłpowiedzieć:

„Przepraszam,żezabiłempanimęża,alewykonywałemtylkomójobowiązek.-
Wobeckogo,nalitośćboską?-Dwadzieściaczterylatatemubyłczłonkiem
partiikomunistycznejwOksfordzie;dziękiostatniemuawansowimiałdostępdo
ściśletajnychinformacji.Jakiśżyczliwynapisałdonasanoniminiemieliśmy
wyboru,musieliśmypociągnąćsprawę.Dochodzeniewywołałowpanimężu
melancholięidoprowadziłogodosamobójstwa”.Nicniepowiedział.

—Tobyłagra-odezwałasięnagle-głupieżonglowanieideami;toniemiało

nicwspólnegoznimanizkimkolwiekinnym.Dlaczegosięnamiinteresujecie?
NiechpanwracadoWhitehalliszukanastępnychszpiegów.-Przerwała,nie
okazywałaposobieżadnychuczuć,nieliczącpłonącychczarnychoczu.-Cierpi
pannastarąchorobę,panieSmiley-powiedziała,wyjmującpapierosazpudełka
-ajawidziałamwielejejofiar.Umysłoddzielasięódciała;działapoza
rzeczywistością,wpapierowymkrólestwieiobmyślabezemocjiruinęswoich
papierowychofiar.Aleczasemrozdziałpomiędzywaszymświatemanaszym
jestniepełny;teczkomwyrastajągłowy,ramionainogi.Tojeststrasznachwila,
prawda?Nazwiskamiewająrodziny,uczuciailudzkiemotywytłumacząceich
smutne,małedossierifikcyjnegrzechy.Kiedytaksiędzieje,jestmiwasżal.-
Przerwałanachwilęipodjęławątek:-Tojesttakjakzpaństwemiludem.
Państwototeżsen,symbolniczego,pustki,umysłbezciała,rozgrywkaw
chmurach.Aletopaństwaprowadząwojnyiwiężąludzi.Śnićdoktrynami-
jakieżtouporządkowane!Mójmążijazostaliśmyterazuporządkowani,
prawda?

Patrzyłananiegobezmrugnięciaokiem.Jejakcentbyłterazwyraźniejszy.
—Wynazywaciesiebiepaństwem,panieSmiley;dlawasniemamiejsca

międzyprawdziwymiludźmi.Zrzucaciezniebabomby,alenieschodźciena
dół,żebypopatrzećnakrewiusłyszećkrzyk.

Mówiłaspokojnie,patrzącterazgdzieśponadnim.
—Bylibyściezszokowani,płakalibyście.Alejajużniemamłez,panie

Smiley.Jestemjałowa;dziecimojegożalusąmartwe.Dziękuję,żepan
przyszedł,panieSmiley.Terazmożepanwracać-niemapantujużnicdo

background image

roboty.Wyprostowałsięnakrześle,pulchnedłoniezłożyłjednanadrugiejna
kolanach.Wyglądałświętoszkowatoizarazemtrochęniepewnie,jaknieuczciwy
sklepikarzczytającyBiblię.Twarzmiałbladą,tylkopodoczamiwidaćbyło
jasnofioletowepółksiężyce,częściowoprzesłoniętegrubąoprawkąokularów.

—Niechpaniposłucha,paniFennan,toprzesłuchaniebyłowłaściwie

formalnością.Myślę,żespodobałosiępanimężowiiżenawetbyłszczęśliwy,ze
wreszcieztymskończył.

—Jakpanmożemówićtakierzeczy,jakpanmoże,teraz,gdy…
—Aletoprawda.Przecieżmynawetnierozmawialiśmywurzędzie.Kiedy

tamprzyszedłem,zobaczyłem,żebiuroFennanatocośwrodzajuprzejściówki
międzydwomainnymipokojami.Wyszliśmywięcdoparkuiusiedliśmyw
kawiarni-widzipanijakietobyłoprzesłuchanie.Powiedziałemmu,żebysięnie
martwił-właśnietomupowiedziałem.Japoprostunierozumiemtegolistu,on
niema…

—Nieolistmichodzi,panieSmiley,aleoto,coonmipowiedział.
—Gopanimanamyśli?
—Byłgłębokozaniepokojonytymprzesłuchaniem,takmipowiedział.Kiedy

wróciłwponiedziałkowywieczór,byłroztrzęsiony,mówiłbezładuiskładu.
Rzuciłsięnafotel,ajanamówiłamgo,żebyposzedłdołóżka.Dałammuśrodek
uspokajający.Wystarczyłmunapółnocy.Ranonadalotymmówił.Myślałtylko
otymażdośmierci,i..

Nagórzezadzwoniłtelefon.Smileywstał.
—Przepraszam-todomniezbiura.Pozwolipani?
—Jestwprzedniejsypialni,dokładnienadnami.
Smileypowoliszedłposchodach.Byłkompletniezdezorientowany.Co,na

Boga,powieterazMastonowi?

Podnoszącsłuchawkę,spojrzałodruchowonanumeraparatu.
—Walliston2944.
—Tucentrala.Dzieńdobry.Zamówionobudzenienaósmątrzydzieści.
—Och…och,bardzodziękuję.
Odłożyłsłuchawkę,wdzięcznyzachwilęwytchnienia.Rozejrzałsiępo

pokoju.TobyłasypialniaFennana,skromna,alewygodna.Przedgazowym
kominkiemstałydwafotele.Smileyprzypomniałsobie,żeElsaFennanbyła
przykutadołóżkaprzeztrzylatapowojnie.Fotelepochodziłyprawdopodobnie
ztegookresu,kiedywieczoramirazemsiadywaliwsypialni.Wnękipoobu
stronachkominkabyływypełnioneksiążkami.Wkącienabiurkustałamaszyna
dopisania.WwystrojusypialnibyłocośintymnegoiwzruszającegoiSmileypo
razpierwszybezpośrednioodczułtragedięśmierciFennana.Wróciłdosalonu.

—Tobyłodopani.Zamawiałapanibudzenienaósmątrzydzieści.

background image

Przerwał,jakbyczekałnawyjaśnienia.Aleonaodwróciłasięodniegoistała

wmilczeniu,patrzącprzezokno.Smukłeplecymiałaprosteinieruchome,jej
gęste,krótkiewłosyczerniaływporannymświetle.Naglecośmusięskojarzyło,
coś,zczegopowiniensobiezdaćsprawęjeszczenagórze,wsypialni,cośtak
nieprawdopodobnego,żeprzezchwilęjegomózgniebyłwstanietegoogarnąć.
Musisięstądwyrwać,znaleźćzdalaodtelefonuihisterycznychpytańMastona,
zdalaodElsyFennanijejciemnego,ponuregodomu.Zdalaodwszystkiego,
żebypomyśleć.

—Zadługosiępaninarzucałem,paniFennan.Zastosujęsiędopaniradyi

wrócędoWhitehall.

Podałamurękę.Ściskającjejzimnądrobnądłoń,wymamrotałwyrazy

współczucia.Zdjąłpłaszczzwieszakaiwyszedł.Przestałopadać.Blade
promieniezimowegosłońcaodbijałysięwwilgotnychkonarachdrzewiszarych
ścianachdomówprzyMerridaleLane.Niebobyłonadalciemnoszare,aświat
podnimdziwniefosforyzował,oddającświatłosłoneczne,którewykradłznikąd.

Smileyszedłpowoliżwirowąścieżkąpełenniespokojnychmyśli.TonieElsa

Fennanzamówiłabudzenienaósmątrzydzieścitegoranka.

background image

Kawiarniaprzyfontannie

SuperintendentpolicjikryminalnejwWallistonbyłpotężnym,

sympatycznymmężczyzną,którymierzyłkompetencjęzawodowąlatamisłużby
iniewidziałwtymzwyczajuniczegoniestosownego.InspektorodSparrowa,
Mendel,był-naodwrót-chudymdżentelmenemotwarzyłasicy;mówiłbardzo
szybko,unoszącprzytymtylkokącikiust.Smileyporównywałgowmyślachdo
łowczego-człowieka,któryznaswojeterytoriuminielubiintruzów.

—Dostałemwiadomośćzpańskiegodepartamentu,sir.Mapannatychmiast

zadzwonićdodoradcy.-Superintendentwskazałogromnądłoniątelefoni
wyszedłprzezotwartedrzwiswojegogabinetu.Mendelzostał.Smileypatrzyłna
niegoprzezchwilęsowimwzrokiem,próbującgorozgryźć!

—Proszęzamknąćdrzwi.
Mendelpodszedłdodrzwiicichojezamknął.
—ChcęzdobyćpewneinformacjezcentralitelefonicznejWalliston.Ktotam

jestnąjsensowniejszy?

—Zastępczynikierownika.Kierownikzawszebujawobłokach;onaodwala

całąrobotę.

—KtośzMerridaleLane15zamówiłbudzenienaósmątrzydzieścidziś

rano.Chcęwiedzieć,októrejzgłoszonozamówienieiktotozrobił.Chcęteż
ustalić,czybyłyjakieśzamówienianadziśrano,ajeślitak,toktojezgłosił.

background image

-Znapannumer?

—Walliston2944.AbonentSamuelFennan,jaksądzę.
Mendelpodszedłdotelefonuiwykręciłzero.Czekającnapołączenie,

zwróciłsiędoSmiłeya:

—Niechcepan,żebyktośsięotymdowiedział?
—Zgadzasię.Prawdopodobnienicsięzatymniekryje.Ałejaktylko

zaczniemypaplaćomorderstwie,to…

Mendeldodzwoniłsiędocentraliipoprosiłzastępcękierownika.
—WydziałzabójstwzWalliston,biurosuperintendenta.Prowadzimy

śledztwo…tak,oczywiście…więcniechpanioddzwonidomnie…miejska
liniawydziału,Walliston2421.

Odłożyłsłuchawkęiczekał,ażcentralazadzwonidoniego.
—Rozsądnadziewczyna-mruknął,niepatrzącnaSmileya.Telefon

zadzwoniłiMendelzacząłnatychmiastmówić.-Prowadzimyśledztwow
sprawiewłamanianaMerridaleLane.Numer18.Prawdopodobniewdomupod
11mielipunktobserwacyjny.Możeciesprawdzić,czywciąguostatniejdoby
byłyjakieśpołączenieznumeremalboznumeruWalliston2944?

Przerwa.MendelpołożyłdłońnamikrofonieispojrzałnaSmileyazlekkim

uśmiechem.Smileypoczułdoniegosympatię.

—Pytadziewczyn-powiedziałMendel-iprzejrzypokwitowania.
Wróciłdotelefonuizacząłzapisywaćcyfrynabloczkusuperintendenta.

Naglezesztywniałinachyliłsięnadbiurkiem.

—O,tak.-Głosmiałswobodny,kontrastującyzpostawą.-Ciekawe,kiedy

otoprosiła?-Znówprzerwa…-Dziewiętnastapięćdziesiątpięć…mężczyzna?
Dziewczynajestpewna?…Och,rozumiem,towyjaśniasprawę.Dziękuję,
bardzodziękuję.Nocóż,przynajmniejwiemy,naczymstoimy…wcalenie,
ogromnienampanipomogła…tylkoteoretycznie,towszystko…musimy
ponownietoprzemyśleć,prawda?Cóż,jeszczerazdziękuję.Touprzejmezpani
strony,proszętozachowaćdlasiebie…Ukłony.-Odłożyłsłuchawkę,wydarł
kartkęzbloczkuiwłożyłjądokieszeni.

Telefondzwonił;SmileyprawieżewyczuwałMastonapotamtejstronie

linii.

—Przydrodzejestjakaśkoszmarnakawiarenka-powiedział.-Muszęzjeść

śniadanie.Chodźmy,napijemysiękawy.

Mendelpopatrzyłnaniegoprzezchwilęichybazrozumiał.Nieczekając,aż

telefonprzestaniedzwonić,wyszlizkomisariatuiskierowalisiękuHighStreet.

KawiarniaPrzyFontannie,właścicielkaipaniGloriaAdam,którejwnętrze

zdobiłyróżneelementykońskiejuprzęży,oferowałagościommiejscowymiód
zacenęosześćpensówwyższąniżgdziekolwiekindziej.SamapaniAdam

background image

serwowałanajpaskudniejsząkawęnapołudnieodManchesteruimówiłao
swoichklientach„moiprzyjaciele”.Nierobiłainteresównaprzyjaciołach,ona
poprostuichobdzierała,cowjakiśsposóbpodsycałoiluzjędystyngowanej
amatorszczyzny,októrątakdbała.PochodzeniepaniAdambyłoniejasne,ale
częstomówiłaoswoimzmarłymojcujakoo„pułkowniku”.Wśródtychzgrona
przyjaciółpaniAdams,którzyszczególniedużozapłacilizatęprzyjaźń,krążyła
plotka,żeówtytułzostałmunadanyprzezArmięZbawienia.

MendeliSmileyusiedliwrogu,niedalekokominka,iczekali,żebyzłożyć

zamówienie.MendelspojrzałnaSmileyairzekł:

—Dziewczynadoskonalezapamiętałatentelefon;byłnasamkoniecjej

zmiany-zapięćósmaubiegłegowieczoru.Zamówienienabudzenieoósmej
trzydzieścidziśrano.ZłożyłjeosobiścieFennan,dziewczynajesttegopewna.

—Dlaczego?
—TenFennandzwoniłdocentralinaBożeNarodzenieitasamadziewczyna

miaładyżur.Życzyłwszystkimwesołychświąt.Pogawędzilisobietrochę.Jest
pewna,żewczorajtobyłtensamgłos.„Bardzokulturalnypan”,powiedziała.

—Fennannapisałlistpożegnalnyodziesiątejtrzydzieści.Cosięstało

międzyósmąawpółdojedenastej?

Mendelpodniósłstarą,zniszczonąaktówkę.Niemiałazamka,wyglądała

raczejjakteczkananuty.Wyjąłzniejszarąpapierowąteczkęiwręczyłją
Smileyowi.

—Faksymilelistu.Szefpowiedział,żebydaćpanukopię.Oryginał

przesyłajądoMinisterstwaSprawZagranicznych,adrugąkopięprostodo
MarlenyDietrich.

—Aktotojest,udiabła?
—Przepraszam,sir.Taknazywamypańskiegodoradcę.Bardzo

rozpowszechnionewbranży.Bardzoprzepraszam,sir.

Jakpięknie,pomyślałSmiley,doprawdycudownie.Otworzyłteczkęi

popatrzyłnafaksymile.Mendeldalejmówił:

—Pierwszylistsamobójczypisanynamaszynie,jakikiedykolwiek

widziałem.Wogólepierwszy,jakiwidziałem,jeśliotochodzi.Alepodpiszdaje
sięwporządku.Sprawdziliśmynakomisariacie,porównującgozkwitemz
biurarzeczyznalezionych,którykiedyśpodpisał.Jasnejaksłońce.

Listzostałnapisanynamaszynie,prawdopodobnieprzenośnej.Jak

anonimowydonos;teżbyłpisanynaprzenośnejmaszynie.Aletenzostał
opatrzonyczytelnym,eleganckimpodpisemFennana.Podadresem,ugóry
stronicywidniaładata,apodniągodzina:dwudziestadrugatrzydzieści.

SzanownysirDavidzie,

background image

popewnychwahaniachpostanowiłemodebraćsobieżycie.Niemogę

spędzićlat.jakiemipozostały,watmosferzenielojalnościipodejrzeń.Zdaję
sobiesprawę,żemojakarieraległawgruzach,żepadłemofiarąpłatnych
informatorów.

PańskioddanySamuelFennan

Smileyprzeczytałlistkilkarazy.Zastanawiałsięnadjegotreścią,gdy

Mendelspytał:

—Jakpannatowpadł?
—Naco?
—Natęsprawęzporannymtelefonem.
Odebrałemtelefon,bomyślałem,żetodomnie.Aleniebyłdomnie-to

byłobudzenie.Nawetwtedymnietoniezaskoczyło.Pomyślałem,żetoona
zamówiła,rozumiepan.Zszedłemnadółipowiedziałemjej.

Nadół?
Tak.Majątelefonwsypialni.Onaprzezkilkalatbyłaniesprawna,wiepan,i

zostawilipokójtaki,jakbyłwtedy.Takmisięzdaje.Wyglądajakgabinet;
książki,maszynadopisania,biurkoitakdalej.

—Maszynadopisania?
—Tak.Przenośna.Sądzę,żetonaniejnapisałlist.Alewidzipan,kiedy

odebrałemtentelefon,niepomyślałem,żepaniFennanraczejniemogłago
zamówić.

Dlaczegonie?
—Cierpinabezsenność-takmipowiedziała.Nawetdowcipkowałanaten

temat.Gdypowiedziałemjej,żebytrochęodpoczęła,onapoprostuodparła:
„Mojeciałoijamusimyzesobąprzestawaćprzezcałądobę.Itakżyjemyjuż
dłużejniżwieluinnych”.Wspomniałateżcośoniemożnościskorzystaniaz
luksususnu.Pocowięcmiałabyzamawiaćbudzenienaósmątrzydzieści?

—Apocomiałbytorobićjejmąż?Todośćpóźnagodzinadlaurzędnika

służbypaństwowej.

—Właśnie.Mnietoteżdziwi.WprawdzieMinisterstwoSpraw

Zagranicznychzaczynapracędopieroodziesiątej,aleprzecieżFennanmusiał
sięubrać,ogolić,zjeśćśniadanieizłapaćkolejkęnaczas.Pozatymżonamogła
goobudzić.

—Możetylkotakgadała,zeniemożezasnąć-spekulowałMendel.-

Kobietyczęstomówiąobezsenności,migrenieitakichsprawach.Żebyludzie
myśleli,źesąnerwoweipełnetemperamentu.

Smileypokręciłgłową.
—Nie,tonieonazamawiałabudzenie.Niebyłojejwdomudodziesiątej

background image

czterdzieścipięć.Ajeślinawetzałożymy,żepomyliłasięcodogodziny
powrotu,toniemogłapodejśćdotelefonuiniezobaczyćnajpierwciałamęża.
Niewmówimipan,żejejreakcjąnawidokzwłokbyłopójścienagóręi
zamówieniebudzenia.

Przezchwilęwmilczeniupilikawę.
—Jestjeszczecoś-odezwałsięMendel.
Cotakiego?
—Jegożonawróciłazteatruzakwadransjedenasta,zgadzasię?
—Tak,taktwierdzi.
—Aczyposzładoteatrusama?
—Niemampojęcia.
—Założęsię,żenie.Alemusiałapodaćprawdziwyczaspowrotu.Pewnie

więcdopisałagodzinęwliście,żebymiećalibi.

SmileypomyślałoElsieFennan,ojejgniewie,jejrezygnacji.Podejrzenia

Mendlawydawałymusięśmieszne.Nie,nieElsaFennan.Nieona.

—Gdzieznalezionozwłoki?-zapytał.
—Upodstawyschodów.
—Upodstawyschodów?
—Zgadzasię.Rozciągniętenapodłodzeholu.Rewolwerłeżałpodciałem.
—Alist.Gdziebył?
—Obokzwłok,napodłodze.
—Cośjeszcze?
—Tak.Wsaloniestałkubekkakao.
—Rozumiem.Fennanpostanawiapopełnićsamobójstwo.Zamawiabudzenie

naósmątrzydzieści.Robisobiekakaoistawiajewsalonie.Idzienagóręipisze
pożegnalnylist.Wracanadół,żebysięzastrzelić,izostawiakakaonipwypite.
Towszystkośliczniesięwiąże.

—Tak,rzeczywiście?Aprzyokazji,czyniepowinienpanzadzwonićdo

swojegobiura?

SmileypopatrzyłnaMendla.
—Tokoniecpięknejprzyjaźni-powiedział.
Idącwstronęautomatutelefonicznegoprzydrzwiachznapisem„Obcym

wstępwzbroniony”,usłyszał:p—Założęsię,żepantakmówidowszystkich
chłopaków.

Uśmiechałsię,gdyprosiłopołączeniezMastonem.
Mastonchciałgonatychmiastwidzieć.
Wróciłdostolika.Mendelmieszałnastępnąfiliżankękawyizajadał

wielkiegopączka.

—MuszęwracaćdoLondynu-powiedziałSmiley.

background image

-Cóż,tobędzietak,jakbywpuścićwilkamiędzyowce.Możenie?iMendel

mówiłprzedniączęściąust,bokącikizajętebyłypączkiem.

—JeśliFennanzostałzamordowany,żadnasiłanazieminiepowstrzyma

prasyodzajęciasiętąsprawą.-SpojrzałdoSmileyaidodał:-Niesądzę,żeby
Mastonowisiętospodobało.Wolałbysamobójstwo.

Takczyinaczej,musimysięztymuporać-odparłSmileyizmarszczyłbrwi.

Jużsłyszał,jakMastondrwizjegopodejrzeń.-Niewiem.Naprawdęniewiem.

ZpowrotemdoLondynu,zpowrotemdoIdealnegoBiuraMastona,i

powrotemdowyściguszczurówiwzajemnegoobwinianiasię.Zpowrotemdo
nierealnegoświatapapierów,gdzieludzkatragediamusisięzmieścićw
trzystronicowymraporcie.

Znówpadało.Tymrazembyłtorównyciepłydeszcz.Nakrótkimodcinku

międzykawiarniąPrzyFontannieakomisariatemSmileybardzoprzemókł.
Zdjąłpłaszczirzuciłgonatyłsamochodu.ZulgąopuściłWalliston-mimoże
jechałdoLondynu.Kiedyskręcałwgłównąulicę,katemokaspostrzegłMendla,
któryzestoickimspokojemszedłwstronękomisariatu,wfilcowymkapeluszu
zdefasonowanymipoczerniałymoddeszczu.Pomyślał,żeMendelmógłby
chcieć,abygopodrzucićdoLondynu.Zatrzymałsamochód.Byłomutrochę
głupio,aleMendel,nieprzejmującsięsubtelnościamisytuacji,otworzyłdrzwi
postroniepasażeraiwsiadł.

—Mamszczęście-powiedział.-Nienawidzępociągów.Jedziepando

CambridgeCircus?MożemniepanwyrzucićprzyWestminsterWay?

Ruszyli.Mendelwyciągnąłodrapanązielonąpuszkęnatytońiskręciłsobie

papierosa.Skierowałgodoust,alezmieniłzamiarizaproponowałskręta
Smileyowi.Zapaliłgoniezwykłązapalniczkąbuchającąkilkucentymetrowym
niebieskimpłomieniem.

PrzejechalikilkamiliSmileyzatrzymałsamochódnapoboczu.Odwróciłsię

doMendla.

—Będziemipanmiałzazłe,jeśliwrócędoWalliston?
—Dobrypomysł.Niechpanjedzieijązapyta.
SmileyzawróciłipojechałpowolidoWalliston,naMerridaleLane.Zostawił

Mendlawsamochodzieiposzedłznajomążwirowąścieżką.

Otworzyładrzwiibezsłowawprowadziłagodosalonu.Byłaubranawtę

samąsukienkę.Smileyzastanawiałsię,jakspędzałaczas,odkądzostawiłją
rano.

Chodziłapodomuczysiedziałabezruchuwsalonie?Albonagórze,w

sypialnizeskórzanymifotelami?Jaksięczujewswoimnowymstanie
wdowieństwa?Czyjestjużzdolnatoprzyjąć,czyteżnadalpatrzywlustro,
usiłującwykryćzmianę,wyrazprzerażenianatwarzy,iszlocha,gdysięjejto

background image

nieudaje?

Żadneznichnieusiadło-obojeinstynktownieunikalipowtórkiporannego

spotkania.

—Jestjeszczejednarzecz,októrąmuszępaniązapytać,paniFen-nan.

Bardzoprzepraszam,żekłopoczępaniąponownie.

—Spodziewamsię,żechodziotentelefon,porannytelefonzcentrali.
—Tak.
—Domyślałamsię,żetopanazdziwi.Człowiekcierpiącynabezsenność

prosioporannebudzenie.-Starałasięmówićpogodnymtonem.

—Tak,rzeczywiście,towydajesiędziwne.Częstopanichodzidoteatru?
—Tak,raznadwatygodnie.Widzipan,należędoklubuteatralnego

Weybridge.Chodzęnawszystko,cowystawiają.Mammiejscezarezerwowane
napierwszywtorekkażdegonowegoprzedstawienia.Mążpracowałwewtorki
dopóźna.Nigdyminietowarzyszył;chodziłtylkonasztukiklasyczne.

—AlelubiłBrechta,prawda?Wydawałsiębardzoemocjonować

przedstawieniamiwystawianymiprzezBerlinerEnsemblewLondynie.

Patrzyłananiegoprzezchwilęinaglesięuśmiechnęła.Byłtoczarujący

uśmiech;całatwarzrozjaśniłasięjejjakudziecka.SmileywyobraziłsobieElsę
jakodziewczynę-zwinną,szczupłąchłopczycę,jakPetiteFadettegranąprzez
GeorgeSandpółkobietę,Iwygadanąkłamczuchę.Widziałjąjakoprowokatorkę,
walczącąjakIkotkaoswojeiwidziałjąteżzagłodzonąiwobozie
koncentracyjnym,Ibezwzględnąwwalceozachowaniewłasnejtożsamości.
PrzykrobyłoIpatrzećnatenuśmiech,wktórymwidaćbyłoświatełko
dziecięcejniewinności,jaknazahartowanąbrońwwalceoprzetrwanie.

Obawiamsię,żewyjaśnieniezabrzmigłupio—powiedziała.—Mam

bardzosłabąpamięć,tonaprawdęokropne,idędosklepuizapominam,co
miałamkupić,umawiamsiętelefonicznieizapominamwchwili,gdyodkładam
słuchawkę.Zapraszamludzinaweekend,apotemwychodzimy,kiedyoni
przyjeżdżają.Dlategoodczasudoczasu,gdymuszęoczymśpamiętać,dzwonię
docentraliiproszęotelefonnaparęminutprzedumówionymterminem.Tojest
jaksupełeknachusteczce,alesupełekniemożezadzwonić,prawda?

Smileyprzyglądałsięjejprzezchwilę.Poczułsuchośćwgardleimusiał

przełknąć,zanimsięodezwał.

_Awjakiejsprawiebyłtentelefontymrazem,paniFennan?
Znówczarującyuśmiech.
—TUmniepanma.Zupełniezapomniałam.

Mastoniblaskświec

background image

WracającdoLondynu,SmileyzapomniałoobecnościMendla.
Byłyczasy,kiedysamoprowadzeniewozuprzynosiłomuulgę;w

nierealnościdługiejsamotnejpodróżyznajdowałśrodekuśmierzającydlaswego
skołatanegoumysłu,bozmęczeniekilkugodzinnąjazdąpozwalałomu
zapomniećoposępniejszychsprawach.

Możliwe,żebyłatojednazsubtelnychoznakwiekuśredniego,żejużnie

potrafiłopanowaćwtensposóbumysłu.Terazpotrzebowałsilniejszych
środków:czasemnawetplanowałwmyślachspacerpojakimśeuropejskim
mieście-wymieniał,naprzykład,wszystkiesklepyibudynki,obokktórych
przechodziłbywBremieodkatedrydouniwersytetu.Alepomimotakich
ćwiczeńumysłowychnawiedzałygoduchyteraźniejszościiodsuwałymarzenia
nabok.TobyłaAnn,któraukradłamuspokój,Ann,któraniegdyśsprawiła,że
teraźniejszośćstałasiętakaważna,uzależniłagoodrzeczywistości,akiedy
odeszła,nicniepozostało.

Niewierzył,żebytoElsaFennanzabiłaswojegomęża.Jejinstynkty

nastawionebyłynaobronę,nagromadzenieskarbówżycia,nabudowanie
symbolinormalnejegzystencji.Niebyłowniejagresji,tylkowolaprzetrwania.

Aleczymógłbyćpewien?JaktonapisałHesse?„Dziwniejestwędrowaćwe

mgle,gdziekażdyjestsamotny.Drzewanieznająswoichsąsiadów.Każdejest
samotne”.Niewiemyosobienawzajemnic,zupełnienic,myślałSmiley.Bez
względunato,jakbliskosiebieżyjemy,bezwzględunato,ojakiejporzednia
czynocyzgłębiamynawzajemswojemyśli,nicosobieniewiemy.Jakmogę
osądzaćElsęFennan?Myślę,żerozumiemjejcierpienie,lękispowodowane
nimkłamstwa,alecowiemoniejsamej?Nic.

Mendelwskazywałnaznakdrogowy.
—Totutajmieszkam.Mitcham.Naprawdęnienajgorszemiejsce.Niedobrze

mijużodosiedlizkawalerkami.Kupiłemsobietutajporządnybliźniak.Zamoją
emeryturę.

—Zaemeryturę?Tojeszczekawałczasu.
—Tak.Trzydni.Todlategodostałemtęrobotę.Nictakiego,żadnych

komplikacji.DajcietostaremuMendlowi,niechzawalisprawę.

—Proszę,proszę.Obawiamsię,żedoponiedziałkuobajbędziemy

bezrobotni.ZawiózłMendladoScotlandYarduipojechałdalej,naCambridge
Circus.Kiedywszedłdobudynku,zdałsobiesprawę,żewszyscyjużwiedzą.
Poznałtoposposobie,wjakinaniegopatrzyli,pozachowaniu.Poszedłprosto
dogabinetuMastona.Sekretarkaszefasiedziałazaswoimbiurkiem,gdywszedł,
obrzuciłagouważnymspojrzeniem.v-Jestdoradca?

-Tak.Czekanapana.Jestsam.Tylkozapukaminiechpanwchodzi.Ale

Mastonotworzyłdrzwiijużsamgowzywał.Miałnasobieczarnypłaszczi

background image

spodniewprążki.No,tozaczynasiękabaret,pomyślałSmiley.

—Próbowałemsięztobąskontaktować.Niedocierałydociebiemoje

telefony?-zapytałMaston.

—Docierały,aleniemogłemztobąrozmawiać.
—Niebardzorozumiem.
Cóż,niewierzę,żebyFennanpopełniłsamobójstwo-sądzę,żego

zamordowano.Niemogłemtegopowiedziećprzeztelefon.Mastonzdjąłokulary
ipopatrzyłnaSmileyakompletnieoszołomiony.

Zamordowany?Jakto?
—Fennannapisałlistodziesiątejtrzydzieściostatniegowieczoru,jeśli

przyjąć,żeczaspodanynaliściejestprawdziwy.

—Icoztego?
—Osiódmejpięćdziesiątpięćzadzwoniłdocentraliizamówiłbudzeniena

ósmątrzydzieścinastępnegodnia.

—Skąd,ulicha,otymwiesz?
—Byłemtamrano,kiedyzadzwonionozcentrali.Odebrałemtelefon,

myśląc,zedzwoniązdepartamentu.

—Askądpewność,żetoFennanzamówiłbudzenie?
—Przeprowadziłemdochodzenie.Dziewczynawcentralirozpoznałagłos

Fennana;byłapewna,żetooniżezadzwoniłzapięćósmaubiegłegowieczoru.

—CzyFennanidziewczynasięznali?
—DobryBoże,nie.Poprostuodczasudoczasuwymienialiuprzejmości.
—Nadalniepojmuję,dlaczegosądzisz,źezostałzamordowany?
—Cóż,pytałemżonęotentelefon…
I?
—Skłamała.Powiedziała,żesamagozamówiła.Tłumaczyła,żejest

straszniezapominalskaikażeodczasudoczasudzwonićdosiebiezcentrali,
kiedymaważnespotkanie;tojestjakwiązaniesupełkanachusteczce.Jeszcze
jedno-tużprzedoddaniemsamobójczegostrzałuFennanzrobiłsobiekakao.
Niewypiłgo.

Mastonsłuchałwmilczeniu.Wreszcieuśmiechnąłsięiwstał.
—Zdajesię,żemówimyoróżnychrzeczach-powiedział.*-Wysłałemcię,

żebyśsiędowiedział,dlaczegoFennansięzastrzelił.Wracaszimówisz,żesię
niezastrzelił.Niejesteśmypolicjantami,Smiley.

—Nie.Czasemsięzastanawiam,kimjesteśmy.
—Czyusłyszałeśoczymś,comogłobynasdotyczyć-oczymś,co

wyjaśniałobyjegodziałanie?Cobyłobypodstawądonapisanialistu
pożegnalnego?

Smileyzawahałsię,zanimodpowiedział.Widział,żetonadchodzi.

background image

—Tak.ZesłówpaniFennanwynikało,żejejmążbyłbardzozdenerwowany

poprzesłuchaniu.-Niechjużwysłuchacałejhistorii.-Dręczyłogoto,niemógł
zasnąć.Musiałamudaćśrodekuspokajający.Jejsprawozdaniezreakcji
Fennananamojeprzesłuchaniecałkowiciepotwierdzałotreśćlistu.-Milczał
przezjakąśminutę,mrugającoczami.-Próbujęwłaśniepowiedzieć,żejejnie
wierzę.Niewierzę,żeFennannapisałtenlist,aniwto,żemiałzamiarsięzabić.
-SpojrzałnaMastona.-Topoprostunietrzymasiękupy.Jeszczejedno-dodał.
-Niewidziałemekspertyzy,aleistniejepodobieństwopomiędzyanonimema
listempożegnalnymFennana.Krójczcionkijestidentyczny.Wiem,żeto
śmieszniebrzmi,aletakjest.Musimywłączyćwtopolicję-zapoznaćichz
faktami.

background image

—Zfaktami?—zapytałMaston.-Zjakimifaktami?Załóżmy,żeona

rzeczywiściekłamie-podobnotodziwnakobieta,cudzoziemka,Żydówka.Bóg
raczywiedzieć,comawgłowie.Powiedzianomi,żewielewycierpiałapodczas
wojny,prześladowanojąitakdalej.Mogławidziećwtobieoprawcę,
inkwizytora.Zauważyła,żedoczegośzmierzasz,wpadławpanikęi
poczęstowałaciępierwszymkłamstwem,jakieprzyszłojejdogłowy.Czyto
czynizniejmorderczynię?

—TopocoFennanzamawiałbudzenie?Dlaczegozrobiłsobiekakao?
—Ktowie?—GłosMastonabyłterazpewniejszy,bardziejprzekonujący.-

Jeślijaalboty,Smiley,znaleźlibyśmysięwtymprzerażającymistanie,że
postanowilibyśmyzniszczyćsiebie,ktowie,jakiebyłybynaszeostatnie
poczynanianatymświecie?AjeślichodzioFennana:widziałkoniecswojej
kariery,życiestraciłodlaniegosens.Niejestwykluczone,żechciałusłyszeć
ludzkigłos,poczućciepłokontaktuzinnymczłowiekiem,zanimumrze.
Śmieszneto,możesentymentalne,alenieniemożliwedlakogośtak
udręczonego,żeodbierasobieżycie.

Smileymusiałprzyznać,żetobyłodobreprzedstawienie,aonniestanowił

równorzędnegopartneradlaMastona.Naglepoczuł,żewzbierawnimzłość.
Jakżenienawidziłtegopretensjonalnegopochlebcy,tegoobscenicznego
niewieściuchazjegosiwiejącymiwłosamiirozsądnymuśmiechem.Furia
narastała,zalewałamupierś,dusiłacałeciało.Twarzmupoczerwieniała,
okularyzaszłymgłą,woczachpojawiłysięłzy,dopełniającupokorzenia.

Mastonkontynuował,łaskawietegoniezauważając:
—Niemożeszsięspodziewać,żenatejpodstawiezasugerujęministrowi

sprawwewnętrznych,iżpolicjadoszładofałszywychwniosków.Wiesz,jak
delikatnesąnaszestosunkizpolicją.Zjednejstrony,mamytwojepodejrzenia:
krótkomówiąc,zachowanieFennanaostatniegowieczoruniewskazywałona
zamiarsamobójczy,ajegożona,oczywiście,kłamała.Przeciwkotemumamy
opinięwyszkolonychdetektywów,którzynieznaleźliniczegoniepokojącegow
okolicznościachśmierci,noizeznaniepaniFennan,żemążbyłprzygnębiony
przesłuchaniem.Przykromi,Smiley,aletakwłaśniejest.

Zapadłacisza.Smileypowoliodzyskiwałpanowanienadsobąalewciążbył

otępiałyiniepotrafiłsięwysłowić.Nerwowomrugałoczami,pobrużdżoną
twarzmiałzaróżowionąaustagłupkowatopółotwarte.Mastonczekał,ażcoś
powie,aleSmileybyłzmęczonyinaglestraciłzainteresowanieczymkolwiek.
NiepatrzącnaMastona,wstałiwyszedł.

Dotarłdoswojegopokojuiusiadłprzybiurku.Machinalnieprzejrzał

papiery.Wpojemnikunapocztębyłokilkawewnętrznychpismobiegowychi
osobistylistadresowanydoWielmożnegoPanaG.SmileyawMinisterstwie

background image

Obrony.Charakterpismabyłmunieznany;otworzyłkopertęiprzeczytałlist.

SzanownyPanieSmiley!
MuszęzjeśćzPanemlunchjutrowCompleatAnglerwMarlow.Proszę,

żebyspotkałsięPanzemnąopierwszej.MamPanucośdopowiedzenia.

SzczerzeoddanySamuelFennan
Listbyłpisanyręcznieidatowanynapoprzednidzień,wtorektrzeciego

stycznia.OstemplowanogowWhitehalloszóstejpopołudniu.

Smileywpatrywałsięwlistprzezkilkaminut,potemodłożyłgonabiurko,

otworzyłszufladęiwyjąłzniejkartkęczystegopapieru.Napisałkrótkilistz
rezygnacjądoMastonaiprzypiąłdoniegoszpilkązaproszenieodFennana.
Nacisnąłdzwonekdosekretarki,włożyłlistdopojemnikanakorespondencję
wychodzącąiposzedłdowindy.Jakzwykleutknęławpiwnicyzwózkiemna
herbatędlaarchiwum;pokrótkimoczekiwaniuzacząłschodzićposchodach.W
połowiedrogiprzypomniałsobie,żezostawiłwpokojupłaszcz
przeciwdeszczowyiparędrobiazgów.Pomyślał,żetonieszkodzi,przyśląmu
je.Usiadłwsamochodzienaparkinguipatrzyłprzezzalanądeszczemprzednią
szybę.

Byłomuwszystkojedno,poprostuwszystkojedno.Byłzaskoczony,żeo

maływłosniestraciłnadsobąkontroli.Rozmowyodgrywaływażnąrolęw
życiuSmileyaizawszesądził,żejestodpornynawszystkieichrodzaje:
dyscyplinarne,naukowe,medyczneireligijne.Jegoskrytanaturanienawidziła
celuwszystkichtychrozmów,ichprzytłaczającejintymności,nieuniknionej
realności.PrzypomniałsobiepewiencudownyobiadzAnnwQuaglino,kiedy
opisywałjejmetodękameleona-pancemikapozwalającąpokonać
impertynenckichrozmówców.Jedliobiadprzyświecach,pilibrandy,Ann
patrzyłananiegozmiłościąipożądaniem.Jejtwarzbyłatakbliskojegotwarzy,
gdymówił:

Najpierwstajęsiękameleonem.
Czylizamieniaszsięwewstrętnąjaszczurkę?
—Nie,tuchodziokolory.Kameleonypotrafiązmieniaćkolor.
Itowłaśnierobisz?
—Tak,stajęsiętaki,jakmójrozmówca.
Icocitodaje?
—Tametodaopierasięnazałożeniu,żerozmówca,którynajbardziejkocha

siebiesamego,zainteresujesięwłasnymobrazemwtwoichoczach.Możesz
poznaćjegokolorytsocjalny,polityczny,intelektualnyijegotemperament.

Pompatycznajaszczurka.Aleinteligentnykochanek.
Czasemtametodazawodziwobecidiotyzmualboniechęcirozmówcy.Jeśli

tak,stajęsiępancernikiem.

background image

Wkładaszzbroję?
Nie,stawiamgonatakabsurdalnejpozycji,żezyskujęnadnimprzewagę.

Dokonfirmacjiprzygotowywałmnieemerytowanybiskup.Stanowiłemcałą
jegotrzódkęiotrzymałemtylenauk,żewystarczyłyby,żebyobdzielićcałą
diecezję.Alekontemplująctwarzbiskupa,wyobrażającsobie,żepodmoim
wzrokiemobrastaonagęstymfutrem,zachowałempanowanienadsytuacją.Od
tamtegoczasurozwinąłemumiejętność.Każdegobyłemwstaniezmienićw
małpę,wysłaćnagolasanabankietwolnomularski,zmienićwwęża,żebypełzał
nabrzuchu…

-Paskudna,kochanajaszczurka.
Taktobyło.AlepodczasostatniejrozmowyzMastonemzdolnośćdo

przyjmowaniapozycjiobserwatoraopuściłaSmileya;zabardzosięangażował.
KiedyMastonwykonałpierwszeruchy,Smileybyłzbytzmęczonyi
zdegustowany,żebypodjąćwyzwanie.Mastondopuszczał,żetoElsaFennan
zabiłaswojegomęża,alewcalegotonieinteresowało.Podejrzenia,
doświadczenie,spostrzeżenia,zdrowyrozsądek-dlaMastonatoniebyły
narzędziaprowadzącedoustaleniafaktów.

Papier-tobyłfakt,

ministrowie-tobyłfakt,

wiceministrowiesprawwewnętrznych-tobyłniezbityfakt.

Departamentnieinteresujesięniejasnymiwrażeniamijakiegośjednego
urzędnika,jeślikolidujetozpolityką.Smileybyłzmęczony,bardzozmęczony.
Jechałpowolidodomu.Dziśzjekolacjęnamieście.Cośspecjalnego.Alebyła
dopieroporaobiadowa,spędziwięcpopołudnie,idąctropemOleariusapodczas
jegohanzeatyckichwypraw.PotemkolacjawQuaglinoisamotnytoastnacześć
zwycięskiegomordercy,możewłaśnienacześćElsy,zwdzięcznościza
zakończeniekarieryGeorge’aSmileyawrazzżyciemSamaFennana.

NiezapomniałzabraćpraniazSloaneStreet,wreszcieskręciłnaBywater

Streetiznalazłmiejscedozaparkowaniaojakieśtrzydomyodwłasnego.
Wyszedł,dźwigającbrązowąpapierowąpaczkęzpralni.Dokładniezamknął
samochódizprzyzwyczajeniaobszedłgo,sprawdzającklamki.Przezcałyczas
siąpiłdrobnydeszczyk.Zdenerwowałogo,żektośznówzaparkowałprzedjego
domem.Bogudzięki,paniChapelzamknęłaoknoodsypialni,inaczejdeszcz
by…

background image

Naglestałsięczujny.Cośporuszyłosięwsalonie.Jakieśświatło,jakiścień,

sylwetkaczłowieka,coś-byłtegopewien.Czytobyłwzrok,czytylkoinstynkt?
Niewiedział.Alejakaśpodskórnazdolnośćpercepcjiostrzegłago,aonprzyjął
ostrzeżenie.

Bezchwilizastanowieniawrzuciłkluczezpowrotemdokieszenipłaszcza,

podszedłposchodkachdoswoichdrzwiinacisnąłdzwonek.

Piskliwydźwiękrozszedłsiępodomu.Przezchwilępanowałacisza,a

potemdouszuSmileyadotarłodległydźwiękkrokówzbliżającychsiędodrzwi.
Zgrzytłańcucha,pstryknięciezatrzaskuidrzwisięotworzyły-szybkoigładko.

Smileynigdygoniewidział.Wysoki,przystojnyblondyn,mniejwięcej

trzydziestopięcioletni.Jasnoszarygarnitur,białakoszulaisrebrnykrawat.
NiemiecalboSzwed.Lewąrękętrzymałnonszalanckowkieszenimarynarki.

Smileypopatrzyłnaniegoprzepraszająco.
—Dobrywieczór.CzyzastałempanaSmileya?
Drzwiotworzyłysięszerzej.
—Tak.Wejdziepan?;
Wahałsięprzezułameksekundy.
—Nie,dziękuję.Czyzechciałbypanmutooddać?-wręczyłmężczyźnie

paczkęzpraniem,zszedłzeschodówiwsiadłdosamochodu.Wiedział,żenadal
jestobserwowany.Zapaliłsilnik,skręciłiwjechałnaSloaneSquare,nie
spoglądającanirazuwstronęswojegodomu.NaSloaneStreetznalazłwolne
miejsce,zatrzymałsięibłyskawiczniezapisałwnotatnikusiedemzestawów
cyfr.ByłytonumerysiedmiusamochodówzaparkowanychprzyBywaterStreet.

Copowinienzrobić?Zatrzymaćpolicjanta?Kimkolwiekbyłtenmężczyzna,

dotejporyjużzdążyłsięulotnić.Smileyzamknąłsamochódiprzeszedłprzez
ulicędobudkitelefonicznej.ZadzwoniłdoScotlandYardu,połączyłsięz
wydziałemspecjalnymipoprosiłinspektoraMendla.Okazałosięjednak,że
inspektorpojechałdodomu.Smiley,podługimlawirowaniu,uzyskałjegoadres.
Ponowniezapuściłsilnik,objechałtrzystronyplacuiwydostałsięnamost
AlbertaZjadłkanapkęiwypiłdużąwhiskywnowympubiezwidokiemna
rzekę,akwadranspotemjechałprzezmostwstronęMitcham.Deszczciągle
padałnajegoniepozornysamochód.Smileybyłzaniepokojony,naprawdę
bardzozaniepokojony.

Herbatkaiwspółczucie

Gdydotarłnamiejsce,nadalpadało.Mendelbyłwogrodzieimiałnagłowie

najniezwyklejszykapelusz,jakiSmijeykiedykolwiekwidział.Rozpocząłswój

background image

żywotjakoaustralijskikapeluszwojskowy,alejegowielkierondoobwisłoze
wszystkichstroniterazprzypominałwielkigrzyb.Mendelstałnadjakimś
pniakiemzezłowrogowyglądającymoskardemwżylastejprawejręce.

PrzezchwilępatrzyłostronaSmileya,potemnajegoszczupłejtwarzy

pojawiłsięuśmiech.Odłożyłoskardiwyciągnąłdłońnapowitanie.

—Kłopoty-powiedział.
—Kłopoty-powtórzyłSmiłey.
PoszedłzaMendlemścieżkąwstronędomu.Podmiejskiegoiwygodnego.
—Wsaloniewkominkusięniepali,dopierocowróciłem.Możenapijmysię

herbatywkuchni?

Weszlidokuchni.Panowałwniejidealnywręczporządek.KiedyMendel

przygotowywałherbatę,Smileybeznamiętniezrelacjonowałmu,cozdarzyłosię
naBywaterStreet.Gdyskończył,Mendelpopatrzyłnaniegoizapytał:

—Aledlaczegozaprosiłciędośrodka?
Smileyzaczerwieniłsięlekko.
—Niemampojęcia.Naszczęściemiałemtępaczkę.-Napiłsięherbaty.-

Chociażniewierzę,żebydałsięnabraćnapaczkę.Może

itak,alewątpię.Bardzowątpię.
—Żesięnabrał?
—Cóż,jabymsięnienabrał.Facetwfordziedostarczającypaczkiz

bielizną.Kimmogłembyć?Pozatym,pytałemoSmileya,apotemniechciałem
sięznimzobaczyć.Musiałpomyśleć,żetobardzodziwne.

—Aleocomuchodziło?Cobyztobązrobił?Zakogocięuważał?—

Myślę,żetonamnieczekał,aleniespodziewałsię,żezadzwoniędodrzwi.To
gowytrąciłozrównowagi.Myślę,żechciałmniezabić.Dlategopoprosiłmnie
dośrodka:rozpoznałmnie,aleniebyłpewien.Prawdopodobniewidział
fotografię.

Mendelpatrzyłnaniegoprzezchwilęwmilczeniu.
Chryste-mruknął.
Załóżmy,żemamrację-ciągnąłSmiley.-Fennanazamordowano,ateraz

próbowanozabićmnie.Cóż,wodróżnieniuodciebie,janacodzieńniezajmuję
sięzabójstwami.

—znaczy?
—Niewiem.Poprostuniewiem.Możesprawdziłbyśnumerytych

samochodów.StałydziśranoprzyBywaterStreet.

—Dlaczegosamtegoniezrobisz?
SmileypopatrzyłnaMendlazaskoczonyiuświadomiłsobie,żenie

powiedziałmuoswojejrezygnacji.

—Niemogę-odparł.-Dziśranozłożyłemrezygnację.Jestemteraz

background image

swobodnyjakptak.

Mendelwziąłodniegolistęznumeramiiposzedłdoholudotelefonu.

Wróciłpoparuminutach.

,,Oddzwoniązagodzinę-powiedział.-Chodź,oprowadzęciępowłościach.

Znaszsięnapszczołach?

—Tylkotrochę.WOksfordziezaraziłemsiębakcylemhistoriinaturalnej.
ChciałopowiedziećMendlowi,jakzmagałsięzmetamorfozamiroślini

zwierzątGoethegownadziei,żejakFaustodkryje,„naczymtrzymasięświati
jegonajskrytszesprawy”.Chciałwyjaśnić,dlaczegoniesposóbzrozumieć
dziewiętnastowiecznejEuropybezznajomościnaukprzyrodniczych.Czułsię
przepełnionyważnymimyślami,alewskrytościduchawiedział,iżtodlatego,że
jegomózgzmagałsięzwydarzeniamidniaijestwstanienerwowego
podniecenia.Mendelwyprowadziłgonadwórtylnymidrzwiami.Trzyzgrabne
uleprzycupnęłypodceglanąścianąbiegnącąwzdłużtejczęściogrodu.Staliw
siąpiącymdeszczu,aMendelmówił:

—Zawszechciałemhodowaćpszczoły,zobaczyć,jaktojest.Przeczytałem

wszystkonatentematiwystraszyłemsięjakcholera.Małesprytnecwaniaczki.-
Kilkarazykiwnąłgłową,jakbychciałpodkreślićznaczenietychsłów.Smiley
spojrzałnaniegozzainteresowaniem.Miałpociągłątwarzstalowoszarewłosy
nosiłkrótkoprzycięte.Zdawałsięcałkowicieobojętnynapogodę,apogodabyła
obojętnananiego.Smileyznałwielupolicjantównacałymświecie.Znałteżich
problemy.Wszyscymieliwsobieogromnezasobycierpliwości,goryczyi
gniewu.Doświadczalidługich,bezowocnychgodzinobserwacjiwkażdą
pogodę,czekanianakogoś,ktonieprzyjdzie…alboprzyjdzieiodejdzieza
szybko.Ibylinałasceswoichszefów-kapryśnychidespotycznych,nerwowych
izmiennych,czasemmądrychiwspółczujących.Widział,jakinteligentniludzie
bywająłamaniprzezgłupotęichszefów,jaktygodniepracywdzieńiwnocy
mogąpójśćnamarne.

Mendelpoprowadziłgodouliścieżkąwykładanątłuczniemi-nadal

niepomnynadeszcz-zacząłrozbieraćjedenznichnaczęści,demonstrująci
objaśniając.Mówiłzdługimiprzerwamimiędzyzdaniami,demonstrował
wszystkodokładnie.

WreszcieweszlidodomuiMendelpokazałSmileyowidwapokojenadole.

Salonbyłcaływkwiatach:kwiecistezasłonyidywan,kwiecistepokrowcena
meblach.Wmałejgablotcewkąciestałokilkakufliwkształcieludzikóww
trójgraniastychkapeluszachiparaeleganckichpistoletówobokpucharuza
strzelaniedocelu.

Weszlinagórę.Czućtambyłoparafinąodpiecanapółpiętrze,azbojleraw

łaziencedobiegałoostrebulgotanie.Mendelpokazałswojąsypialnię.Królowało

background image

wniejwielkiemałżeńskiełoże.

—Kupiłemjenawyprzedażyzafunciaka-objaśniałMendel.-Maspecjalne

materacenasprężynach.Czegotoludzieniewymyślą,żebyzapewnićsobie
odrobinęluksusu.DywanynależałydokrólowejElżbiety.Zmieniająjecorok.
KupiłemjewsklepiewWatford.

Smileystałwdrzwiach,trochęzażenowany.Mendelprzeszedłobokniego,

żebyotworzyćdrzwidodrugiejsypialni.

—Atotwójpokój.Jeślichcesz.-SpojrzałnaSmileya.-Niezostawałbymna

nocwdomu,gdybymbyłnatwoimmiejscu.Nigdyniewiadomo,prawda?Poza
tym,tutajbędzieszlepiejspał,Powietrzejestczystsze.

Smileyzacząłprotestować.
Zrobisz,cozechcesz.Twójwybór-rzekłMendelsucho.-Prawdę

powiedziawszy,niebardzosięorientujęwtym,corobisz.Wiemtylko,żeznasz
sięnapolicyjnejrobocie.Postąpisz,jakzechcesz.Jestempewien,żepotrafisz
zadbaćowłasnesprawy.

Znówzeszlinadół.Mendelzapaliłgazowykominekwsalonie.flj&-No

cóż,pozwól,żezaproszęcięwieczoremnakolację-powiedziałSmiley.

Wholuzadzwoniłtelefon.TobyłasekretarkaMendlawsprawienumerów

samochodów.

Zakończywszyrozmowę,MendelwróciłdosalonuiwręczyłSmileyowilistę

siedmiunazwiskiadresów.Czterymożnabyłoodrzucić;tobyłyadresyz
BywaterStreet.Pozostawałytrzy:samochódwynajęty|firmyAdamScarri
SynowiewBattersea,ciężarówkanależącadoSevernTileCompanyz
EastbourneisamochódzarejestrowanyjakowłasnośćambasadoraPanamy.

—Mamznajomego,któryzajmujesięsprawamipanamskimi-powiedział

Mendel.Niepowinnobyćtrudności,ambasadadysponujetylkotrzema
samochodami.

—Batterseajestniedaleko-dodałpochwili.-Możemywyskoczyćtam

razem.Twoimwozem.

—Jasne-zgodziłsięSmiley-anakolacjęmożemysięwybraćdo

Kensington.ZarezerwujęstolikwEnterchat.

Byłaczwarta.Posiedzielijeszczechwilę,gawędzącohodowlipszczółi

prowadzeniudomu.Mendelbyłrozluźnionyiswobodny,aSmileystarałsiętak
kierowaćrozmowę,bynieokazaćmupoczuciawyższości.Domyślałsię,coo
MendlupowiedziałabyAnn.„Kochanie,ktobysięspodziewał,żeonmożebyć
takimiły!Ostatnimężczyzna,októrymbympomyślała,żemipowie,gdzie
możnataniokupićryby.

Jakiślicznymadomek.Spokojnie,onnapewnowie,żetekuflewkształcie

ludzikówtookropieństwo,tylkosiętymnieprzejmuje.Myślę,żetobędzienasz

background image

pupilek.Zaprośgonakolację.Musisz.Niepodśmiewajsięzniego,tylkogo
zaproś”.Niezaprosiłbygo,oczywiście,aleAnnitakbyłabyzadowolona-z
tego,żeznalazłasposób,bygopolubić.Agdybyjużtozrobiła,natychmiast
zapomniałabyonim.TegowłaśnieSmileypragnął-znaleźćsposób,żeby
polubićMendla.Nieszłomutotakłatwo,jakposzłobyAnn.AleAnntoAnn-
razprawiezabiłajakiegośkuzynazEtonzato,żepiłklaretdoryby,leczgdyby
MendelzapaliłfajkęnadjejcrêpeSuzette,prawdopodobnieniezauważyłaby
tego.KwadranspopiątejwyruszylidoBatterseasamochodemSmileya.Po
drodzeMendelkupiłpopołudniowągazetę.Czytał,ztrudnościąchwytając
światłoulicznychlatami.Pokilkuminutach;powiedziałznagłymgniewem:

—Szwaby.CholerneSzwaby.Boże,jakjaichnienawidzę!
—Szwaby?
—Szwaby.Hunowie.Szkopy.CholerniNiemcy.Niedałbymsześcio-

pensówkizaworekzichtruchłem.Mięsożernerudekanalie*Znowu
poniewierająŻydami.Dołóżimipodnieśich.Przebacz.i»zapomnij.A
dlaczego,docholery?Czytrzebapuścićwniepamięćkradzieże^tnor-derstwai
gwałtytylkodlatego,żepopełniałyjemiliony?Chryste,gdyjakiśbiednygnojek
zbankupodwędzidziesięćkafli,całakomendamiejskahuziananiego!Ale
Kruppicałatabanda-nie.Chryste,gdybymbyłŻydemwNiemczech,to
bym…

Smileynaglesięocknął.
—Tocobyśzrobił?Cobyśzrobił,Mendel?
—Och,pewnienicbymniezrobił.Teraztotylkopolityka.Niemasensu

dawaćimbombywodorowej,więctopolityka.No,alesąjankesi-miliony
ryżychŻydówwAmeryce.Icorobią?DającholernymSzwabomjeszczewięcej
bomb.Jużsięskumplowali-wysadząsięnawzajemwpowietrze.Mendelaź
trząsłsięzwściekłości.Smileymilczał,myśląco,ElsieFennan.

—Ajakiejestwyjście?-zapytałwreszcie.
—Bógjedenwie-odparłMendelkrótko.SkręciliwBatterseaBridgeRoadi

zaparkowaliobokposterunkowegostojącegonachodniku.Mendelpokazałmu
swojąlegitymacjępolicyjną.

—GarażScarra?Sir,towłaściwieniejestgaraż,poprostupodwórko-

wyjaśniłposterunkowy.-HandlujezłomemĄtiżywanymisamochodami.Jaknie
przyjdąpojedno,toprzyjdąpodrugie,takmówiAdam.MusipanjechaćPrince
ofWalesDrive,ażdojedziepando^zpitala.Jestwciśniętemiędzydwadomyz
prefabrykatów.Tobyłlejpobombie.StaryAdamwyrównałgopopiołeminikt
gojużstamtądnieruszył.

—Zdajesię,żesporoonimwiesz-powiedziałMendel.
—Nopewnie,musiałemzajrzećdoniegoparęrazy.Niewielejestprzepisów,

background image

którychAdambynienaruszył.TojedenznaszychstałychIklientów,tenScarr.

—Proszę,proszę.Aterazmaciecośnaniego?
Niemogępowiedzieć,sir.Alemożnagowkażdejchwiliprzy-skrzynićza

n*e^e8a^nezakłady.Noijestteraznawarunku.

Pojechaliwstronęszpitala.ParkingpoichprawejstroniewyglądałHświetle

lampulicznychciemnoiponuro.

Bpi-Cotoznaczynawarunku?-zapytałSmiley.
Toznaczy,żemasztakidługirejestrkar,żemożnacięprewencyjnie

zatrzymać-wyjaśniłMendel.

Znaleźlipodwórkomiędzydwomawalącymisiębudynkamizprefabrykatów

stojącymiwnierównymszeregudomówwzniesionychnaobrzeżachleja.
Wszędziewalałysięśmiecieiodpadki.Kawałkiazbestu,drewnaizłomu,
prawdopodobnieściągniętegoprzezpanaScarranasprzedażalbonawłasny
użytek,zgromadzonebyływkącie.Oświetlałojemdłeświatłodochodzącez
odleglejszegodomuzprefabrykatów.Przezchwilęobajrozglądalisięw
milczeniu.PotemMendelwzruszyłramionami,włożyłdwapalcedousti
zagwizdał.

—Scarr!-krzyknął.
Cisza.Zapaliłosięzewnętrzneświatłonadomuzprefabrykatów,przed

którymstałokilkaprzedwojennychsamochodówwróżnymstanietechnicznego
rozkładu.Powoliotworzyłysiędrzwiinaprogustanęłamniejwięcej
dwunastoletniadziewczynka.

—Tatuśjestwdomu,kochanie?.-zapytałMendel.
—Nie.PewnieposzedłdoProd.
Idobrze,kochanie.Dziękuję.
Wrócilinaulicę.
—Coto,udiabła,jestProd?-spytałSmiley.
—Prodigal’sCalf.Pubzarogiem.Możemytampójśćnapiechotę-totylko

jakieśstometrów.Zostawtusamochód.

Byłotużpootwarciu,więclokalbyłpusty.Kiedyczekali,ażprzyjdzie

właściciel,drzwiotworzyłysięnaościeżidopubuwkroczyłbardzotęgi
mężczyznawczarnymgarniturze.Podszedłprostodobaruizacząłwalićwladę
półkoronówką.

—Wilf!—krzyknął.-Maszklientów,tyszczęściarzu.-Odwróciłsiędo

Smileya.-Dobrywieczór,przyjacielu.Zzapleczaodpowiedziałjakiśgłos:

—Powiedzim,żebyzostawilipieniądzenaladzieiwrócilipóźniej.Grubas

przezchwilępatrzyłobojętnienaMendlaiSmileya,potemnaglewybuchnął
śmiechem.

—Nieznimitenumery,Wilf-tofaceci!—Tendowciptakmusięspodobał,

background image

żeaźprzysiadłnaławiestojącejprzyścianie.Ręceoparłnakolanach,potężne
barypodskakiwałymuodśmiechu,apopoliczkachspływałyłzy.Cojakiśczas,
gdyłapałoddechprzednastępnymwybuchem,powtarzał:-Orany,o
rany!Smileypatrzyłnaniegozzainteresowaniem.Grubasnosiłbrudny,sztywny
kołnierzykzzaokrąglonymirogami,kwiecistyczerwonykrawatstarannie
przypiętynawierzchuczarnejkamizelki,wojskowebutyilśniącyczarny
garnitur,bardzoprzetartyibezśladukantunaspodniach.Mankietykoszulimiał
czarneodpotu,bruduiolejusilnikowego.Trzymałysięnapapierowych
skręconychwwęzełekspinkach.Pojawiłsięwłaścicieliprzyjąłzamówienie.
Grubaswziąłdużąwhiskyiwinoimbiroweiprzeniósłsiędosali,wktórejbył
komineknawęgiel.Właścicielpatrzyłnaniegozdezaprobatą.

—Tocałyon,nędznygnojek.Niechcepłacićcenyjaknasali,alelubi

ciepło.

—Ktotojest?-zapytałMendel.
—On?NazywasięScarr.AdamScarr.Bógwie,dlaczegoAdam.Wyobraź

gopansobiewrajskimogrodzie:cholernagroteska,nicinnego.Mówiątutaj,że
gdybyEwadałamujabłko,tozjadłbyjezogonkiem.-Wciągnąłpowietrze
międzyzębamiipotrząsnąłgłową.PotemkrzyknąłzaScarrem:-Alew
interesachjesteśniezły,co,Adam?!Przeszlikilometry,żebycięzobaczyć,no
nie?Takiegopotworazkosmosu,którymjesteś.Przybywajcieipodziwiajcie.
AdamScarr:razrzucicieokiemipodpiszeciepetycję.

Znówradosnyśmiech.MendelnachyliłsiędoSmileya.
—Wyjdźipoczekajwsamochodzie.Lepiejsięwtoniemieszaj.Masz

piątaka?Smileydałmupięćfuntówzportfela,skinąłgłowąnaznakzgodyi
wyszedł.Niebyłwstaniewyobrazićsobieczegośbardziejprzerażającegoniż
dogadywaniesięzeScarrem.

—TyjesteśScarr?-zapytałMendel.
—Zgadłeś,przyjacielu.
—TRX0891.Totwójwóz?
Scarrzmarszczyłsię,jakbytopytaniegozmartwiło.
—Jesttwój?-dopytywałsięMendel,
Był,szefie,był.
Cotoznaczy,docholery?
Scarruniósłnakilkacentymetrówprawąrękęipozwoliłjejłagodni©opaść.
Mętnewody,szefie,mrocznewody.
Słuchaj.Mamnawidokucoświększego,niżmożeszsobiewyobrazić.Nic

mnienieobchodzątwojekanty.Gdziejestsamochód?Scarrudawał,źe
zastanawiasięnadodpowiedzią.

Widzęświatełko,przyjacielu.Szukaszinformacji.-Jasne,żetak,docholery.

background image

Nastałyciężkieczasy,szefie.Kosztyutrzymania,drogichłopcze,sąjak
wznoszącasięgwiazda.Informacjatotowar,towarnasprzedaż,prawda?

Powieszmi,ktowynająłsamochód,iniebędzieszgłodować,iJaiteraznie

głoduję,przyjacielu.Chcęlepiejjeść.

—Piątak.
Scarrdokończyłdrinkaiodstawiłszklankęnablat.Mendelwstałikupiłmu

następnąwhisky.Zwędzonomigo-powiedziałScarr.-Widzisz,przezparęlat
miałemgonajazdywłasne.Nadepo.

Naco?
—Nadepo-depozyt.Facetchcesamochódnadzień.Bierzeszdwadzieścia

funciakówwbanknotachdodepozytu,jasne?Kiedywraca,jestciwinien
czterdzieściszylingów,rozumiesz?Dajeszmuczeknatrzydzieściosiem
funciaków,wykazujeszwksięgachstratęizabawawartajestdziesiątaka.
Chwytasz?Mendelpokiwałgłową.

—Noitydzieńtemuprzyszedłjakiśfacet.WysokiSzkot.Zamożny.Zlaską.

Zapłaciłdepo,zabrałsamochódiwięcejniewidziałemanijego,anisamochodu.
Kradzież.

—Dlaczegoniezawiadomiłeśpolicji.
ScarrnapiłsięwhiskyipopatrzyłsmutnonaMendla.
—Wieleczynnikówprzemawiaprzeciwkotemu.
—Masznamyśli,żesamgozwędziłeś?
Scarrwyglądałnaoburzonegotąsugestią.
—Przypadkiemusłyszałemprzykrepogłoskiokontrahencie,odktórego

uzyskałempojazd.Niepowiemnjcwięcej-dodałszybko.

—Kiedywynajmowałeśmutensamochód,wypełniłformularze.

Ubezpieczenie,pokwitowanieitakdalej.Gdzieonesą?

—Fałszywe,wszystkofałszywe.PodałmiadreswEaling.Poszedłemtam,a

tamnicniebyło.Niewątpię,żenazwiskoteżbyłozmyślone.Mendelzwinął
banknotywkieszeniiwręczyłjenadstołemScarrowi.Scarrrozwinąłbanknotyi
policzyłnaoczachwszystkich,którzymielibyochotępopatrzeć.

—Wiem,gdziecięznaleźć-powiedziałMendel-iwiemparęrzeczyotobie.

Jeślisprzedałeśmistekbredni,złamięcitencholernykark.Znówpadałoi
Smileyżałował,żeniewziąłkapelusza.Przeszedłprzezulicę,minąłzaułek,w
którymmieściłosięprzedsiębiorstwoScarra,iskierowałsiędosamochodu.Na
ulicynikogoniebyło,panowaładziwnacisza.Dwieściemetrówdalejstałszpital
Battersea,małyischludny.Zniezasłoniętychokienpadałynamokrychodnik
smugiświatła.

SmileyminąłpierwszyzdomówgraniczącychzpodwórkiemScarra.Na

podwórzustałstarysedanMGzwłączonymiświatłamipostojowymi.Tablica

background image

rejestracyjnabyłasłabooświetlonaizachlapanabłotem.Nachyliłsię,żebyją
odczytać.Wodziłpalcempoliterachicyfrach:TRX0891.Oczywiście-tojeden
znumerów,którezapisałdzisiejszegoranka.Usłyszałzasobąkroki.
Wyprostowałsię,odwróciłijużzacząłunosićramię,gdydosięgnąłgocios.To
byłbardzosilnycios-zdawałomusię,żerozłupałmuczaszkęnapół.Kiedy
upadł,poczułkrewspływającąpoprawymuchu.

Chryste,jużwięcejnie,jużwięcejnie,pomyślał.Alekolejnychuderzeńjuż

prawienieczuł-byłatylkowizjawłasnegociała,odległego,kruszonegopowoli
jakskała;potrzaskanegoirozłupanegonakawałki.Apotemtylkogorąco
własnejkrwispływającejpotwarzywpopiołyiodgłosuderzeńmłotów
kamieniarskich.Alenietu,tylkowoddali.

HistoriapanaScarra

MendelpatrzyłnaSmileyaizastanawiałsię,czyjeszczeżyje.Przykryłgo

delikatnieswoimpłaszczem,apotemruszyłbiegiemwstronęszpitala.Wpadł
przezwahadłowedrzwiizbyprzyjęćdojaskrawooświetlonegownętrza.Na
dyżurzebyłmłodyciemnoskórylekarz.Mendelpokazałmulegitymację,
krzyknąłcośdoniegoiusiłowałpociągnąćzasobąnaulicę.Lekarzuśmiechnął
się,potrząsnąłgłowąizadzwoniłpokaretkę.

Mendelpobiegłzpowrotemulicąiczekał.Karetkanadjechałakilkaminut

później.SanitariuszepołożyliSmileyananoszeizabralizesobą.Pochowajcie
go,pomyślałMendel.Odpłacęsiętemusukinsynowi.

Stałjeszczeprzezchwilę,przyglądającsięwilgotnejplamiebłotaipopiołów,

naktórąupadłSmiley;wczerwonychtylnychświatłachsamochoduniczegonie
zauważył.Ziemiabyłazdeptanaprzezobsługęambulansuikilkumieszkańców,
którzypojawilisięizniknęlijaksępy.Nielubilikłopotów.

Sukinsyn-wysyczałMendeliposzedłpowoliwstronępubu.Lokal

wypełniałsięgośćmi.Scarrwłaśniezamawiałkolejnegodrinka.Mendelwziął
gozaramię.Scarrodwróciłsięipowiedział:

—Hej,przyjacielu,tyznowututaj.Napijsiętrochętego,cozabiłociotunię.
—Zamknijsię-warknąłMendel.-Muszęztobąpogadać.Wychodzimy.
Scarrpotrząsnąłgłowąicmoknąłzewspółczuciem.
—Niedarady,przyjacielu,niedarady.Towarzystwo.—Wskazałruchem

głowyosiemnastoletniąblondynkęznieprawdopodobnymbiustemsiedzącąbez
ruchuprzystolikuwrogu.Jejwymalowaneoczymiałytakiwyraz,jakbybyła
czymśwystraszona.

—Słuchaj-wycedziłMendel—zasekundęoberwęciuszy,tyzałgany

background image

gnojku.

Scarrzostawiłdrinkapodopiekąwłaścicielaipowoliruszyłdowyjścia.Nie

spojrzałnadziewczynę.Mendelpoprowadziłgoprzezuliczkęwstronędomów
zprefabrykatów.ŚwiatłapostojowesamochoduSmileyaświeciłyzodległości
osiemdziesięciumetrówodnich.Skręcilinapodwórko.MGnadaltamstał.
MendeltrzymałScarramocnozaramię,gotówmuwykręcićalbonawetzłamać
rękę,gdybybyłotokonieczne.

—Proszę,proszę-zawołałScarrnawidoksamochodu-wróciłnałono

rodziny!

—Ukradligo,co?-powiedziałMendel.-UkradłgowysokiSzkotzlaskąi

adresemwEaling.Ładniezjegostrony,żeprzyprowadziłgozpowrotem,
prawda?Miłygestjaknadzisiejszeczasy,co?Popełniłeśbłąd,Scarr.-Mendel
ażtrząsłsięzgniewu.-Dlaczegoświatłapostojowesąwłączone?Otwórzdrzwi.

Scarrodwróciłsięwciemnościach,wolnąrękąklepiącsiępokieszeniachw

poszukiwaniukluczy.Wyciągnąłpękzkilkomakluczamiizacząłwnich
gmerać,ażwreszcieotworzyłdrzwisamochodu.Mendelwsiadł,znalazł
światełkopodsufitemizapaliłje.Zacząłmetodycznieprzeszukiwaćwnętrze
wozu.Szukałszybko,aledokładnie.Półkaprzykierownicy,siedzenia,podłoga,
półkapodtylnąszybą:nic.Wsunąłrękędokieszeninadrzwiachodstrony
pasażeraiwyciągnąłmapęikopertę.Kopertabyładługaipłaska,szaroniebieska
zpłóciennymwykończeniem.Kontynentalna,pomyślałMendel.Niebyłonaniej
napisu.Rozdarłją.Wśrodkubyłodziesięćużywanychbanknotów
pięciofuntowychikartkapocztowa.Mendelpodniósłkartkędoświatłai
przeczytałsłowanapisanedługopisemwielkimiliterami:

SKOŃCZONE.SPRZEDAJWÓZ.
Niebyłopodpisu.
Wysiadłzsamochodu.Scarrodsunąłsięokrok.
Maszjakiśproblem,przyjacielu?-zapytał.
Niejamamproblem,Scarr,totymaszproblem.-Mendelpowiedział

chłodnymtonem.-Największyproblem,jakikiedykolwiekmiałeś-Współudział
wzabójstwie,usiłowaniezabójstwa,złamanieustawyotajemnicypaństwowej.
Możeszdodaćdotegonaruszeniekodeksurogowego,zmowęwcelu
uszczupleniadochodówskarbupaństwa,piętnaścieinnychwykroczeń,które
przyjdąmidogłowy,kiedybędzieszrozmyślałoswoimproblemiena
więziennejpryczy.

—Chwileczkę,gliniarzu,cotozagadka?Kto,docholery,mówio

zabójstwie?

—Słuchaj,Scarr,jesteśgnojkiem,któryzadałsięzdużymichłopcami-

Myślę,żebędzieciętokosztowałopiętnaścielat.

background image

Zalewasz.Lepiejsięzamknij.
Niezamknęsię,gnojku.Wlazłeśmiędzywielkich,bojesteśfrajerem.Acoja

zrobię?Jabędęsięśmiał,ażmnierozbolibrzuch,kiedytybędzieszgniłw
Scrubs.Widzisztenszpital?Tamumierajedenfacet.Zabiłgotentwójwysoki
Szkot.Półgodzinytemuznaleźlifacetanatwoimpodwórku,krwawiącegojak
Świnia.JestjeszczejedentrupwSurrey,aztego,cowiem,możeichbyćwięcej.
Więctotymaszproblem,gnojku,nieja.1jeszczejedno-tylkotywiesz,kimon
jest,co?Aonmożebędziechciałposobieposprzątać.Chwytasz?

Scarrpowoliprzeszedłnadrugąstronęsamochodu.
Mendelusiadłzakierownicąiotworzyłodwewnątrzdrzwipasażera.Scarr

usiadłobokniego.Niezapaliliświatła.

.-Mamtuniezłyinteresik-powiedziałcichoScarr.-Niemożnasięzbytnio

obłowić,aleforsawpływaregularnie.Przynajmniejtakbyło,dopókinie
przyszedłtengościu.j>--Cozagościu?

—Pokolei,gliniarzu,niepopędzajmnie.Tobyłoczteiylatatemu.Nie

wierzyłemwŚwiętegoMikołaja,dopókigoniespotkałem.Powiedział,żejest
Holendremirobiwdiamentach.Nietwierdzę,żemuuwierzyłem,rozumiesz.
Niejestemwciemiębityityteżnie.Niepytałemgo,corobi,aonminiemówił,
aledomyślałemsię,żetoprzemyt.Miałzadużopieniędzy,wydawałjecałymi
garściami.„Scarr-powiedział-jesteśczłowiekieminteresu.Janielubięrozgłosu,
wiesz,jaktojest.Asłyszałem,żejesteśzbranży.Potrzebujęsamochodu.Niena
stałe,tylkowypożyczyć”.Niedosłownietakpowiedział,aletakibyłsens.„Co
proponujesz-jadoniego.-Coztegobędęmiał?”„Cóż-powiedział-jestem
trochęnieśmiały.Chcętakisamochód,żebyniktgonienamierzył,bo,
powiedzmy,będęmiałwypadek.Kupdlamniejakiśładnystarywóz,iżebymiał
cośpodmaską.Kupnaswojenazwiskoitrzymajgodlamnie.Topięćset
funciakównapoczątekidwadżieściafunciakówmiesięczniezagarażowanie.A
topremiazakażdydzień,kiedybędęjeździł.Alerozumiesz,jajestemnieśmiały,
atymnienieznasz.Zatojesttaforsa.Zato,żemnienieznasz”.Pamiętamten
dzień.Lałojakzcebra,ajamęczyłemsięnadstarątaryfą,którąmiałemod
jednegogościazWandsworth.Byłemwinienbukmacherowiczterdzieści
funciaków,agliniarzeinteresowalisięsamochodem,którykupiłemnakredyti
wcisnąłemkomuśwClapham.

Scarrnabrałpowietrzaiwypuściłje,robiąckomiczną,pełnąrezygnacji

minę.

—Iwtedyonprzyszedł.Stałnademnąjakwyrzutsumieniaiobsypywał

mnieużywanymibanknotamijakstarymikuponamitotolotka.

—Jakwyglądał?-zapytałMendel.
—Dośćmłody.Wysoki,przystojnyfacet.Niewidziałemgojużpotem.

background image

PrzysyłałmilistynadawanewLondynie,pisanenamaszynienazwykłym
papierze.Tylko:„Bądźgotównaponiedziałekwieczór”,„Bądźgotówna
czwartekwieczór”itakdalej.Wszystkomieliśmyustalone.Zostawiałem
samochódnapodwórku,zatankowanyiwyregulowany.Niemówił,kiedywróci.
Poprostuprzyprowadzałgoktóregoświeczoru,zostawiałzapaloneświatłai
zamkniętedrzwi.Doschowkanamapywkładałpoparęfunciakówzakażdy
dzień,kiedykorzystałzwozu.

—Acosiędziało,gdycośniewypaliło,bozwinęlicięzacośinnego?
—Zostawiłminumertelefonu.Powiedział,żebymdzwoniłipodawałimię.
—Jakieimię?
—Powiedział,żebymsobiejakieśwybrał.WybrałemBlondie.Niepodobało

musię,aletakjużzostało.Primrose0098.

—Skorzystałeśztegokiedyś?
—Tak,paręlattemumiałemdziesięćdnidoodkiblowaniawMar-gate.

Pomyślałem,żedobrzebyłobygozawiadomić.Odebrałajakaśdziewczyna-też
Holenderka,poznałempoakcencie.Powiedziała,żeBlondiejestwHolandiii
żebyjejzostawićwiadomość.Potemjużztegoniekorzystałem.

background image

—Dlaczego?
—Bozacząłemsięorientować.Przyjeżdżałregularniecodwatygodnie,w

pierwszyitrzeciwtorek,nieliczącstyczniailutego.Zazwyczajwracał
samochódwczwartki.Dziwne,żepojawiłsięteraz.Możeznimkoniec,co?

-Bywało,żedługoniewracał?Przezcałemiesiące?Pojawiałsięrzadziej.W

styczniuwogóleaniwlutym,jakpowiedziałem.IMendelpodałScarrowi
banknotpięćdziesięciofuntowy.

—Niemyśl,żecisięupiekło-powiedział.-“Niechciałbymsięznaleźćw

twojejskórzezadziesięćrazytyle.Jeszczetuwrócę.

Scarrwyglądałnazaniepokojonego.
Niebędębajerował-zapewnił-alerozumiesz,niechcęsięwnic

wplątywać.Chyba,żekrajbynatymucierpiał,wieszjaktojest,szefie?

Zamknijsię-mruknąłMendel.Byłzmęczony.Wysiadłzsamochodui

poszedłwkierunkuszpitala.Wszpitaludowiedziałsię,żeSmileynadaljest
nieprzytomny.Zawiadomionopolicjękryminalną.Mendelzostawiłswójnumer
telefonuiuzyskałzapewnienie,żezadzwoniądoniego,gdybystanpacjentauległ
zmianie.PodługiejdyskusjidostałodsiostrykluczykidosamochoduSmileya.
Wracającdodomu,pomyślał,żeMitchamtopodłemiejscenamieszkanie.

Przemyśleniawszpitalnejsali

Nienawidziłłóżkajaktonącynienawidzimorza.Nienawidziłprześcieradeł,

któreoplątałygotak,żeniemógłruszyćrękąaninogą.Inienawidziłtego
pokoju,bogoonprzerażał.Przydrzwiachstałwózek,naktórymłeżały
przyborymedyczne;nożyce,bandażeibutelki,dziwneprzedmiotyniosące
strachprzednieznanym,spowitewpłótnodoostatniegonamaszczenia.Stały
tamniczymsępygotowerozprućmuwnętrzności,wysokiesłojeprzykryte
częściowoserwetami,awnichkłębiącesięjakwężemałeszklanenaczynkaz
gumowymirurkami.Nienawidziłwszystkiegoibałsię.Byłomugorącoipocił
sięjakmysz,byłomuzimno,apotnadalspływałmupożebrachjakstrumyki
krwi.Ponocynastępowałdzień,aleSmileytegonierozpoznawał.Walczyłze
snem,boilekroćzamykałoczy,zdawałomusię,żewywracająsiędowewnątrz,
abypatrzećnachaoswjegomózgu.Kiedyodczasudoczasupowiekiopadały
podwłasnymciężaremzbierałwszystkiesiły,byrozewrzećjenapowrótidalej
gapićsięwbladeświatłomigoczącegdzieśnadnim.Wreszcienadszedł
błogosławionydzień,kiedyktośrozsunąłzasłonyiwpuściłszaredzienne
światło.Usłyszałdźwiękizulicyiwiedziałprzynajmniejtyle,żebędzieżył.

Problemśmierciznówstałsiękwestiąakademicką-długiem,któryudałosię

background image

odroczyćdoczasu,kiedybędziegomógłspłacićnaswójsposób.Tobyło
wspaniałeuczuciegraniczącezbłogością.Jegoumysłznówbyłcudowniejasny.
Skądontozna:„Umysłoddzielasięodciała,papierowymkrólestwem”?
Męczyłogoświatłozgóry,chciałbywidziećcoświęcej.Nużyłygowinogrona,
zapachplastrówmiodu,Latów,czekolady.Pragnąłksiążek,czasopism
literackich;jakmożeuVćnabieżącozczytaniem,skoromuichniedają?Jego
okresbyłtakmałoprzebadany,takniewielebyłotwórczejkrytykidotyczącej
siedemnastegowieku.MendlowipozwolonoodwiedzićSmileyadopieropo
trzechtygodniach.Wszedł,trzymającwjednejręcenowykapelusz,awdrugiej
książkę-Kapeluszpołożyłwnogachłóżka,książkęnaszafcestojącejobok.
Uśmiechałsię.

—Kupiłemciksiążkęopszczołach-powiedział.-Małesprytnecwaniaczki.

Możecięzainteresować.

Przysiadłnaskrajułóżka.
—Isprawiłemsobienowykapelusz.Żebyuczcićprzejścienaemeryturę.A,

tak,zapomniałem.Teżposzedłeśwodstawkę.

Roześmielisięiumilklinadłuższąchwilę.
—Obawiamsię,żesięniepopisałeś-Smileyprzerwałciszę.-Niepozwalają

minosićmoichstarychokularów.Robiądlamnienowe.-Zmieniłtemat.-Może
wiesz,ktonamnienapadł?plsiMoże.Jestemnatropie.Problemwtym,żeza
małowiem.Chodzimiotwójzawód*GzyWschodnioniemieckaMisjads.Stali
mówicicoś?

—Chybatak.PrzybyłatuczterylatatemuipróbujedostaćsiędoRadyds.

Handlu.

MendelzrelacjonowałswojerozmowyzeScarrem.
Powiedział,żetobyłHolender.Jedynysposób,wjakisięmógłznim

kontaktować,tonumerzPrimrose.Sprawdziłemabonenta.Zapisanogojako
WschodnioniemieckąMisjęds.StaliwBelsizePark.Wysłałemgościa,żeby
trochępowęszył.Ulotnilisię.Nicponichniezostało,anijednegomebla,
zupełnienic.Tylkotelefonzesznuremwyrwanymzkontaktu.

—Kiedywyjechali?
Trzeciegostycznia.TegodniazamordowanoFennana.-Popatrzyłpytająco

naSmileya.

Smileyzastanawiałsięprzezchwilę,wreszciepowiedział:
—SkontaktujsięzPeteremGuillamemwMinisterstwieObronyi

przyprowadźgotutajjutro.

MendelWziąłkapelusziruszyłdodrzwi.
—Dozobaczenia-powiedziałSmiley.—Dziękujęzaksiążkę.
—Dojutra-odparłMendeliwyszedł.

background image

Smileyrozparłsięnałóżku.Bolałagogłowa.Cholera,pomyślałnie

podziękowałemmuzamiód.TeżbyłodFortnumsa.

Skądtenporannytelefon?-zastanawiałsię.Pomyślał,żetoniemądre,aleze

wszystkichzagadektejsprawytaniepokoiłagonajbardziej.

WyjaśnieniaElsyFennanbyłytakgłupie,taknieprawdopodobne.Anna

owszem,kazałabycentralistanąćnagłowie,gdybymiałanatoochotę,alenie
ElsaFennan.Wjejinteligentnejtwarzy,wjejpoczuciuniezależnościniebyło
nic,cowskazywałobynaroztargnienie.Mogłaprzecieżpowiedzieć,żew
centralisiępomylili,zadzwoniliwniewłaściwymdniu,cokolwiek.Fennanbył
roztargniony.Byłatojednazniespójnościwjegocharakterze,którewyłoniłysię
podczasśledztwapoprzedzającegoprzesłuchanie.Wielbicielwesternów,
namiętnyszachista,muzyk,awwolnymczasiefilozof,człowiekpotrafiący
logiczniemyśleć-aleroztargniony.Kiedyśspowodowałstraszliwezamieszanie,
bozabrałjakieśtajnedokumentyzministerstwa.Jaksięokazało,włożyłjedo
swojejskrytkirazemz„Timesem”ipopołudniówką,zanimwyszedłzpracy.

CzyElsaFennanprzypisałasobieroztargnienie,bowiedziała,żetomąż

zamówiłbudzenie,żebysobiecośprzypomnieć?Ajeślitak,tooczymtrzeba
mubyłoprzypominać-cojegożonatakusilniestarałasięukryć?

SamuelFennan.

Spotykałysięwnimdwaświaty-staryinowy.Żydzortodoksyjnejrodziny,

kulturalny,kosmopolityczny,pracowityiwnikliwy.Dzieckoswojejepoki:
prześladowanyjakElsaiwygnanyzniemieckiejojczyznydouniwersytetuw
Anglii.UkończyłstudiaizdołałsiędostaćdoMinisterstwaSpraw
Zagranicznych.Tobyłonieladaosiągnięcie,azawdzięczałjewyłącznie
własnymzdolnościom.Byłtrochęzarozumiałyipotrafiłbronićwłasnego
zdania,nawetjeślikłóciłosięzoficjalnymstanowiskaministerstwa,aleczyjest
wtymcośzłego?Sytuacjazrobiłasiękłopotliwa,kiedywypowiedziałsięza
podziałemNiemiec,alegdywszystkoucichło,zostałprzeniesionydodziałuAzji
izapomnianoocałejsprawie.Codoreszty,byłczłowiekiemwielkodusznym,
cieszącymsiępopularnościązarównowWhitehall,jakiwSurrey,gdziew
każdyweekendpoświęcałkilkagodzinnadziałalnośćdobroczynną.Jego
miłościąbyłynarty.CorokuspędzałsześćtygodniurlopuwSzwajcariialbow
Austrii.Smileyzapamiętał,źeNiemcy-odwiedziłtylkoraz—razemzżoną
jakieśpięćlattemu.Byłonaturalne,żewOksfordzieFennanprzyłączyłsiędo
lewicy.

Miodowymiesiąckomunizmuuniwersyteckiego,aprzyczynytegostanu

rzeczyleżałymunasercu.PowstaniefaszyzmuwNiemczechiweWłoszech,

background image

japońskinajazdnaMandżurię,rebeliaFranco|Hiszpanii,kryzyswAmeryce,a
przedewszystkimfalaantysemityzmuzalewającaEuropę-byłodo
przewidzenia,żeFennanposzukaujściadlaswegogniewuiodrazy.Pozatymz
partiąkomunistycznąwiązanowówczaswielkienadzieje;porażkaPartiiPracyi
rządukoalicyjnegoprzekonaławieluintelektualistów,żetylkokomunizmmoże
stanowićefektywnąalternatywędlakapitalizmuifaszyzmu.Aatmosfera
konspiracjiikoleżeństwamusiałyprzemawiaćdoFennanaidawaćmupociechę
wosamotnieniu.MówiłosięowyjeździedoHiszpaniiiniektórzynaprawdę
wyjechali-jakCornfordzCambridge_bynigdyniewrócić.Smileymógłsobie
wyobrazićFennanawtamtychdniach-inteligentny,poważny,doświadczonyw
prawdziwymcierpieniu,weteranpośródkadetów.Jegorodzicenieżyli.Ojciec
byłbankieremiprzewidującootworzyłniewielkirachunekwSzwajcarii.
Wystarczyło,żebywysłaćSamueladoOksforduiochronićgoprzed
niedostatkiem.SmileydoskonalezapamiętałprzesłuchanieFennana;jednoz
wielu,ajednakinne.Innezewzględunajęzyk.Fennanbyłtakelokwentny,tak
bystry,takpewnysiebie.

—Ichnajwiększymdniem-powiedział-byłdzieńmanifestacjigórnikówz

Rhonddy.Dlatowarzyszytomusiałobyć,jakbyduchwolnościzszedłze
wzgórz.Tobyłmarszgłodowy.Towarzyszomchybanieprzyszłonamyśl,że
maszerującymoglibyćnaprawdęgłodni,alejatozauważyłem.Wynajęliśmy
ciężarówkęidziewczynyprzygotowałygulasz-całetony.Mięsokupiliśmy
bardzotanioodsympatyzującegoznamirzeźnika.Wyjechaliśmyimna
spotkanieciężarówką.Zjedligulasziposzlidalej.Właściwiewcalenasnie
lubili,nieufalinam.-Roześmiałsię.-Bylitacymalutcy,tonajlepiej
zapamiętałem,maliiczarnijakelfy.Mieliśmynadzieję,żezaśpiewają.I
zaśpiewali.Aleniedlanas,dlasiebie.Wtedyporazpierwszyzobaczyłem
Walijczyków.Myślę,żetosprawiło,żelepiejzrozumiałemswojąrasę.Jestem
Żydem,jakpanwie.

Smileyskinąłgłową.
—Niewiedzieli,cozrobić,kiedyWalijczycyodeszli.Zrozumielidlaczego

partiiniezależynainteligencji.Ipoczulisięzawstydzeni’Zawstydzeniswoimi
pełnymibrzuchamiimądrymiesejami.Zawstydzeniswoimtalentemi
poczuciemhumoru.Zawszeopowiadali,jakKeirHardieuczyłsięstenografii,
pisząckredąnaścianiewęgla.Wstydzilisię,żemająołówkiipapier.Ale
przecieżniemożnaichottakwyrzucić,prawda?Wreszcietozrozumiałem.I
dlategowystąpiłemzpartii.

Smileychciałzapytać,jakFennansięwtedypoczuł,aleonznówzaczął

mówić.Powiedział,żewreszciezrozumiał,iżniemawniminicwspólnego.Nie
bylimężczyznami,leczchłopcami,którzymarzyli

background image

owolności,cygańskiejmuzyceizjednoczonymświecie;dziećmi,którym

brakłosił,bystawićopórświatłuzeWschodu,więcposłusznieodwróciły
rozczochranegłowywjegostronę.Kochalisięimyśleli,żekochająludzkość,
walczylizesobąimyśleli,żewalczązeświatem.

Uznał,żesąwzruszającokomiczni.Moglizrównymskutkiemrobićna

drutachskarpetydlażołnierzy.Dysproporcjamiędzysnemarzeczywistością
sprawiła,żeprzeanalizowałdokładniejednoidrugie;całąenergięskierowałna
lekturyfilozoficzneihistorycznei-kuswemuzaskoczeniu-znalazłpociechęi
spokójwintelektualnejczystościmarksizmu.Pławiłsięwjegowyrozumowanej
bezwzględności,emocjonowałsięjegoodwagą,akademickimzaprzeczaniem
tradycyjnymwartościom.Wkońcuwłaśniefilozofia,aniepartia,dałamusiłęw
jegosamotności;filozofiawymagającatotalnegopoświęcenia.Akiedywreszcie
osiągnąłsukces,odwróciłsiędotegowszystkiegoplecami,jakdodziecięcego
skarbu,któryzostawiłwOksfordziewrazzewspomnieniemmłodości.

TakwłaśnieFennantoujął,aSmileyprzyjąłjegowyjaśnieniaze

zrozumieniem.Niewielebyłowtejhistoriigniewuiurazy,amimoto,czymoże
właśniedlatego,wydawałasięprawdziwa.Alebyłojeszczecośwtym
przesłuchaniu:przekonanieSmileya,żeFennanniepowiedziałoczymś
ważnym.

CzyistniejejakiśzwiązekmiędzyzdarzeniemnaBywaterStreetaśmiercią

Fennana?IntuicjaidoświadczeniepodpowiadałySmileyowi,żetak.

Przesłuchaniebyłonieformalne.Przechadzkapoparku,kawiarniaw

Millbank-urzędnikzMinisterstwaSprawZagranicznychrozmawiałz
anonimowymczłowiekiem…Czynapewnoanonimowym?!

Smileywziąłtomikwpapierowejokładceizacząłpisaćołówkiempo

obwolucieksiążki:załóżmy,żemorddokonanynaFennanieiusiłowanie
zabójstwaSmileyasąpowiązane.CołączyłoSmileyazFennanemprzed
smierciątegoostatniego?

1.Przedprzesłuchaniemprzeprowadzonymwponiedziałekdrugiego

stycznianigdyniemiałemokazjispotkaćFennana.Prze-Wyczytałemtylkojego
teczkęwdepartamencieipoczyniłempewneustaleniawstępne.

2.DrugiegostyczniapojechałemtaksówkądoMinisterstwaSpraw

Zagranicznych.Ministerstwozorganizowałoprzesłuchanie,aleniewiedziano
tam-powtarzam:niewiedziano-ktojebędzieprowadził.ZatemaniFennan,ani
ktokolwiekinhyspozadepartamentuniewiedział,kimjestem.

3.Przesłuchanieskładałosięzdwóchczęści:pierwszej,przeprowadzonejw

ministerstwie,podczasktórejludzieprzechodzącyprzezpokójwogólenie
zwracalinanasuwagi;drugiej-wparkuiwkawiarni,kiedykażdymógłnas
zobaczyć-

background image

Coztegowynika?Nic,chybaże…
Tak,jesttylkojedenmożliwywniosek:ktośnaszobaczył,rozpoznałibardzo

musięniepodobało,żeFennaniSmileysąrazem.

Aledlaczego?ZjakiegopowoduSmileymógłbybyćniebezpieczny?

Odpowiedźjestoczywista-jakooficersłużbspecjalnych.Smileyodłożył
ołówek.Awięctemu,ktozabiłSamaFennana,zależało,żebynierozmawiałonz
oficeremsłużbspecjalnych.MożekomuśzMinisterstwaSprawZagranicznych.
Komuś,kogoFennanznałwOksfordziejakokomunistę,komuś,ktoobawiałsię
ujawnieniaimyślał,żeFennancośpowiealbojużcośpowiedział?Ajeślijuż
cośpowiedział,totrzebazabićteżSmileya—szybko,zanimzdołazłożyć
raport.TowyjaśniałobyzabójstwoFennanainapadnaBywaterStreet.Nie
wyjaśniałojednakkilkuinnychważnychkwestii.DlaczegoElsaFennankłamała
wsprawietelefonu?Czemujejmążzamówiłbudzenienaósmątrzydzieści?Kto
napisałanonimowydonos?Gdybymordercaprzestraszyłsiękontaktupomiędzy
SmileyemaFennanem,napewnonieściągałbyuwaginaFennana,denuncjując
go.Więcktotozrobił?Kto?

Opadłnałóżkoizaniknąłoczy.WgłowieznówczułpulsowanieMożePeter

Guillammógłbypomóc.Onbyłjedynąnadzieją.Miałzawrotygłowy.Bolało
strasznie.

Uprzątanie

MendelwprowadziłPeteraGuillamadoszpitalnejsali.Maszgo-powiedział

zszerokimuśmiechem.

Rozmówcyczulisięniezręcznie,szczególnieGuillamzewzględunanagłą

rezygnacjęSmileyaiokolicznościspotkania.Smileybyłwniebieskiejpiżamie*
włosynadbandażamimiałnajeżoneirozczochrane,analewejskroninadal
widniałwielkisiniak.Poszczególniedługiejpauzieodezwałsię:

Słuchaj,Peter,Mendelopowiedziałci,comisięprzydarzyło.Jesteś

ekspertem-cowiemyoWschodnioniemieckiejMisjids.Stali?

Czystajakświeżyśnieg,kolego,nieliczącjejnagłegoodjazdu.Zaledwie

trzejpanowieipies.CzasspędzalizazwyczajgdzieśwHampstead.Nikt
właściwieniewiedział,dlaczegotuprzyjechali,aleodwaliliniezłąrobotęw
ciąguostatnichczterechlat.

Jakiestawialipropozycje?
PoczątkowostaralisięnamówićMinisterstwoHandlu,żebyzrobiłowyłom

weuropejskichkręgachstali.Potraktowanoichozięble,więcwystartowalize
sprawamikonsularnymizakcentemnanarzędziaiproduktyfinalne,wymianę

background image

informacjiprzemysłowychitechnicznychitakdalej.Niemiałotonic
wspólnegoztym,pocoprzyjechali,alebyłobardziejdoprzyjęcia,jaksądzę.

—Cotozaludzie?
Dwóchspecjalistów-profesordoktorjakiśtamidoktorjakiśtaminnykilka

dziewczyniobsługa.

—Aktobyłwobsłudze?
—Niewiem.Parumłodychdyplomatów,żebysiędotarło.Odnotowaliśmy

ichwdepartamencie.Myślę,żebędęcimógłprzysłaćdokładniejszeinformacje.

—Jeślicitoniesprawikłopotu.
—Oczywiście,żenieSprawi.
Znównastąpiłakrepującapauza.
—Przydałybysięzdjęcia,Peter.Mógłbyśparęzorganizować?-zapytał

Smiley.

—Tak,tak,oczywiście-GuillamodwróciłwzrokodSmileya,lekko

zażenowany.-Wiesz,taknaprawdę,tomyniewielewiemyoNiemcachze
Wschodu.Jakieśfragmenty,zebranetuitam,alecałośćtodlanastajemnica.
Jeśliwogóleprowadzilidziałalnośćoperacyjną,toniepodprzykrywkąhandlu
albodyplomacji.Dlatego,jeśliniemyliszsięcodotegofaceta,dziwnebyłoby,
gdybybyłzMisjids.Stali.

—Jakdziałalioperacyjnie?-zapytałMendel.
—Trudnojestgeneralizowaćnapodstawieparuodosobnionychprzypadków,

októrychwiemy.Mamwrażenie,żeprowadziliagentówbezpośrednioz
Niemiec,nieutrzymującbezpośredniegokontaktumiędzyoficerem
prowadzącymaagentemwstrefieoperacyjnej.

—Aletomusiałoichbardzoograniczać-zdziwiłsięSmiley.-Możesz

czekaćcałemiesiące,zanimtwójagentbędziewstanieprzyjechaćnamiejsce
spotkaniapozakrajem.Możewogólenieznaleźćodpowiedniejprzykrywki,
żebywybraćsięwtakąpodróż.

—Cóż,napewnoichtoograniczało.Alewoląużywaćcudzoziemców-

Szwedów,emigrantówzPolskiikogotamjeszcze-domisji
krótkoterminowych,wktórychograniczeniatechnikiniemająznaczenia.W
wyjątkowychsytuacjach,gdydysponująagentemrezydującymwkraju,pracują
zapomocąsystemukurierów,cokorespondujezwzorcamisowieckimi.

Smileysłuchałzrosnącymzainteresowaniem.
—Całkiemniedawno-ciągnąłGuillam—Amerykanieprzejęlijednego

kurieraistądwiemycokolwiekoenerdowskichtechnikach.

—Acotakiego?
—Och,cóż,nigdynieczekaćnaspotkaniach,nigdyniespotykaćsięo

ustalonymczasie,tylkodwadzieściaminutwcześniej;sygnałyrozpoznawcze-

background image

wszystkietypowesztuczkidodającebłyskuinformacjomniskiejjakości.
Zabawiająsięteżpseudonimami.Jedenkuriermożesięspotykaćztrzemalub
czteremaagentami,oficerprowadzącymożeichmiećaźpiętnastu.Nigdynie
wymyślajądlasiebiefałszywychnazwisk.

Oczymtymówisz?Napewnotorobią.
Mająagenta,żebytorobiłzanich.Agentwybieranazwisko,Oficer

prowadzącyjeprzybiera.Takietosztuczki…-przerwałispojrzałze
zdziwieniemnaMendla,którygwałtowniewstał.

Guillamzastanawiaćsię,czywolnomuzapalić.Zniechęciąuznał,żejednak

nie.MendelwłaśniemuopowiedziałoprzesłuchaniuScarra.

—Pasuje-orzekłGuillam.-Pasujedotego,cowiemy.Aleniewiemyzbyt

wiele.JeśliBlondiebyłkurierem,tofakt,żezaprzykrywkęwybrałmisję
handlową,jest-przynajmniejwświetlemoichdoświadczeńf^czymś
wyjątkowym.

Powiedziałeś,żetamisjajesttuodczterechlat-odparłMendel.Blondiepo

razpierwszyprzyszedłdoScarraczterylatatemu.Przezchwilężadenznichsię
nieodzywał.WreszcieSmileyspytał:

—Peter,tojestmożliwe,prawda?Chodzimioto,żewpewnych

szczególnychsytuacjachoperacyjnychmożeimbyćpotrzebnatunamiejscu
zarównorezydencja,jakikurierzy.

No,jeślimajątucośnaprawdęwielkiego,totak.
Czylijeśliuruchomiliwysokousytuowanegoagenta?
—Mniejwięcejotomichodzi.
—Azakładając,żemajątakiegoagenta,jakiegośMacleanaalboFuchsa,

możnasobiewyobrazić,żezałożylitustacjępodprzykrywkąmisjfhandlowej
niedlaprowadzeniaoperacji,ależebybyćbliskotegoagenta?

—Tak,tojestprawdopodobne.Aletobardzoskomplikowanakonstrukcja,

George.Sugerujesz,żeprowadzątegoagentazzagranicy,obsługujegokurier,a
kurieraobsługujemisjahandlowa,którazarazemjestosobistymaniołem
stróżemtegoagenta.Tomusiałbybyćnaprawdęktoś.

—Niezupełniemiotochodzi,aleocośpodobnego.Zakładam,żetaki

systemmontowanyjestdlarzeczywiściewysokoumiejscowionegoagenta.Nie
zapominaj,żejedyne,copoświadczacudzoziemskiepochodzenieBlondiego,to
jegowłasnesłowa.

—Atenagent-wtrąciłsięMendel-czyonbyłbywbezpośrednimkontakcie

zmisjąhandlową?

—DobryBoże,nie—odparłGuiilam.-Prawdopodobniedysponuje

procedurąalarmową,żebysięznimikontaktować-jakiśkodtelefo-nicznyczy
cośwtymrodzaju.

background image

—Jaktodziała?-zapytałMendel.
—Różniebywa.Możetobyćsystemopartynapomyłkowympołączeniu.

DzwoniszzbudkitelefonicznejiprosiszGeorge’aBrowna.Mówiąci,żeGeorge
Browntuniemieszka,więcprzepraszasziodkładaszsłuchawkę.Czasimiejsce
spotkaniaustalonowcześniej-sygnałalarmowytonazwisko,któregoużyłeś.
Ktośprzyjdzienaspotkanie.

—Czymjeszczemogłabysięzajmowaćtamisja?-zapytałSmiley.
—Trudnopowiedzieć.Prawdopodobniemupłaci.Aranżujeskrytkina

przyjmowanieraportów.Oficerprowadzącyurządzatowszystkodlaswojego
agentaiinformujegoosprawach,októrychtamtenmusiwiedzieć,za
pośrednictwemkuriera.Jakjużmówiłem,opierająsięnazasadziesowieckiej-
nawetnajmniejszedetalesąaranżowaneprzezoficeraprowadzącego.Ludziom
pracującymwpoluzostawiasiębardzoniewieleswobody.

Znówzapadłomilczenie.SmileypopatrzyłnaGuillama,potemnaMendla,

zamrugałipowiedział:

—BlondienieprzyszedłdoScarraaniwstyczniuaniwlutym,prawda?
—Nie-odparłMendel.-Aletylkowtymroku.
—Fennanzwykłwyjeżdżaćnanartywstyczniuilutym.Tobyłpierwszyraz,

kiedyniepojechał.

—Zastanawiamsię-powiedziałSmiley-czyniepowinienemjeszczeraz

spotkaćsięzMastonem.

Guiilamprzeciągnąłsięlubieżnieibłysnąłzębamiwuśmiechu.
—Możeszspróbować.Będziepodekscytowany,gdysiędowie,żecię

odmóżdżyli.Alenieprzejmujsię.Powiedzmu,żezostałeśzaatakowany,gdy
łaziłeśpocudzympodwórku-ontozrozumie.Powiedzmuteżonapastniku,
George.Niewidziałeśgo,rozumiesz,inieznaszjegonazwiska,aletokurier
wschodnioniemieckiegowywiadu.Mastonciępoprze;ontakzawsze.
Szczególnie,kiedymusizłożyćraportministrowi.

SmileypopatrzyłnaGuillama,alenicniepowiedział.
—Potymjakoberwałeśwgłowę-dodałGuiilam-wykażedlaciebiepełne

zrozumienie.

Ale,Peter…
Wiem,George,wiem.
Notopozwól,żejeszczecościpowiem.Blondiezabierałsamo-hódvr

pierwszywtorekkażdegomiesiąca.

Noi?
Wtedywypadaływieczory,kiedyElsaFennanchodziładoWeybridge.

Powiedziała,żewewtorkiFennanpracujedopóźna.

Guillamwstał.

background image

Pozwól,George,żetrochępowęszęwokółtejsprawy.Cześć,Mendel.

Zadzwoniędociebiewieczorem.Niewiem,comożemyterazzrobić,ale
postaramsięcośwymyślić.-Podszedłdodrzwi.-Aprzyokazji,gdziesąrzeczy
Fennana-portfel,dziennikitakdalej?To,coznaleźliprzyciele?

Prawdopodobnienadalnakomisariacie-odparłMendel-ażdozamknięcia

sprawy.Guillamstałprzezchwilę,patrzącnaSmileya.Zastanawiałsię,co
powiedzieć.

Potrzebujeszczegoś,George?
Nie,dzięki…właściwie,jestjednarzecz.
Tak?
Mógłbyśzdjąćmizkarkuwydziałkryminalny?Odwiedzalimniejużtrzy

razyi,oczywiście,tu,namiejscu,doniczegoniedoszli.MógłbyśZrobićztego
tymczasowosprawęwywiadu?Byćtajemniczyikojący?

—Tak,myślę,żetodasięzrobić.
Wiem,żetotrudne,Peter,bojanie…
I—Och,jeszczejedno.KazałemporównaćlistsamobójczyFennanai

anonim.Zostałynapisaneprzezróżnychludzinatejsamejmaszyniedopisania.
Różnynaciskiodstępy,aleidentycznaczcionka.Dowidzenia,stary.Weźsiędo
winogron.Guillamzamknąłzasobądrzwi.Słyszeli,jakjegokrokiodbijąjąsię
rześkimechem,gdyszedłkorytarzem.Mendelskręciłsobiepapierosa.m—
Boże-powiedziałSmiley-czyciebienicnieprzestraszy?Niewidziałeśgdzieś
wpobliżusiostry?

Mendeluśmiechnąłsięipotrząsnąłgłową
—Razkozieśmierć-powiedział,wkładającpapierosamiędzycienkiewargi.

Smileypatrzył,jakgozapala.Wyciągnąłzapalniczkę,zdjąłprzykrywkęi
poplamionymkciukiemzakręciłkółkiem,szybkoosłaniajączapalniczkęobiema
dłońmi.

background image

PotempodniósłpłomieńdopapierosaUdałobymusięnawetprzyhuraganie.

—Cóż,ekspercieodzbrodni-powiedziałSmiley-jaknamidzie?
—Mamie-odpowiedziałMendel.—Bardzokiepsko.
—Dlaczego?
—Wszędzieznakizapytania.Wszystkotrzebasprawdzić.Ajalubięalgebrę.
—Coalgebramaztymwspólnego?
—Najpierwtrzebaudowodnićto,comożnaudowodnić.Znaleźćstałą.Czy

onanaprawdęposzładoteatru?Czybyłasama?Czysąsiedzisłyszeli,jak
wracała?Jeślitak,tooktórejgodzinie?CzyFennannaprawdęwracałpóźnowe
wtorki?Czyjegożonęczkarzeczywiścieregularniechodzidoteatrucodwa
tygodnie,takjakpowiedziała?

—Atentelefonoósmejtrzydzieści?Mógłbyśtojakośuporządkować?
—Wciążchodzicipogłowietentelefon,co?
—Tak.Zewszystkichznakówzapytaniatenjestnajwiększy.Myślałemo

tym,wiesz,ipo.prostuniewidzęwtymsensu.Przejrzałemrozkładjazdyjego
pociągu.Byłpunktualnymczłowiekiem-iczęstoprzychodziłdoministerstwa
przedinnymi.Mógłzłapaćpociągóósmejpięćdziesiątcztery,odziewiątej
osiem,awnajgorszymprzypadkuodziewiątejczternaście.Tenoósmej
pięćdziesiątczterydowozigonadziewiątątrzydzieściosiem-lubiłbyćwbiurze
zakwadransdziesiąta.Niemożliwe,żebykazałsiębudzićoósmejtrzydzieści.

—Możepoprostulubiłdzwonki-powiedziałMendel,Wstając.
—Ilisty-dodałSmiley.-Różniautorzy,alemaszynadopisaniatasama.Nie

liczącmordercy,dwojeludzimiałodoniejdostęp:Fennanijegożona.Jeśli
przyjmiemy,żetoFennannapisałlistpożegnalny-Iazpewnościątoongo
podpisał-tomusimydopuścić,żeElsanapisałaIdonos.Dlaczegotozrobiła?

Smileybyłzmęczony.Ulżyłomu,żeMendeljużidzie.
—Wróćdoalgebry.Znajdźstałą.
—Będącipotrzebnepieniądze-powiedziałSmileyipodałmukil-Ika

banknotówzportfelależącegoprzyłóżku.Mendelwziąłjebezcere-Igięlii
wyszedł.Smileypołożyłsię.Wgłowieczułdzikiepulsowanie,byłarozgrzanaI
dobiałości.Pomyślał,żebywezwaćpielęgniarkę,aletchórzostwoprzeważyło.
Stopniowopulsowaniezelżało.Zdworuusłyszałdzwonkiambulansu
skręcającegonapodwórkoszpitalnezPrinceofWalesDrive.

—Możepoprostulubiłdzwonki-zamruczałizasnął.
Obudziłgoodgłossprzeczkinakorytarzu-słyszałuniesiony1proteściegłos

siostry,słyszałkrokiinatarczywygłosMendla.Nagledrzwisięotworzyłyiktoś
zapaliłświatło.Zamrugałiusiadłwłóżku,spoglądającnazegarek.Byłaza
kwadransszósta.Mendelmówiłdoniego,prawićkrzyczał.Oczymonmówił?
CośomościeBattersea…policjarzeczna…zaginionyodwczoraj…Byłjuż

background image

zupełnierozbudzony.AdamScarrnieżył.

OpowieśćDziewicy

Mendelprowadziłbardzodobrze,zbelferskąpedanterią,któranapewno

rozśmieszyłabySmileya.DrogadoWeybridgebyłajakzwyklezapchana.
Mendelnienawidziłzmotoryzowanych.Dajczłowiekowisamochód,azostawiw
garażupokoręizdrowyrozsądek.Byłomuwszystkojedno,ktosiedziałza
kółkiem-widywałjużbiskupówjadącychsiedemdziesiątkąprzezobszary
zabudowaneistraszącychprzechodniów.PodobałmusięsamochódSmileya.
Podobałomusię,żebyłzadbany,terozsądnedodatki,lusterkaboczne,światła
cofania.Tobyłprzyzwoitymałysamochodzik.

.Podobalimusięludzie,którzydbalioprzedmioty,kończylito,cozaczęli.

Lubiłgruntownośćiprecyzję.Żadnejprowizorki.JaktopowiedziałScarr?
„Młody,alezimny-zimnyjakorganizacjacharytatywna”.Znałtakiespojrzenie
iScarrteżjeznał…spojrzeniewyrażającecałkowitąnegację,oczymłodego
zabójcy.Niespojrzeniedzikiejbestii,nieuśmiechnięteokrucieństwomaniaka,
alespojrzenieznamionującenajwyższąsprawność,wypróbowanąi
udowodnioną.Byłtostanwykraczającypozadoświadczeniawojenne.
Przyglądaniesięśmiercinawojniejakośwyrabiaczłowieka;przekonanie
zawodowegozabójcyowłasnejwyższościjestponadtym,dalekoponad.Tak,
Mendeljużtakichwidywał,mężczyzn,którzytrzymalisięzboku,mężczyzno
bladychoczachbezwyrazu,mężczyzn,zaktórymiszalejądziewczęta,aonisię
nieuśmiechają.Tak,byłzimny,bezwątpienia.

ŚmierćScarrawystraszyłaMendla.WymógłnaSmileyuprzyrzeczenie,że

niewrócinaBywaterStreet,gdygowypuszczazeszpitala,jeślibędziemiał
trochęszczęścia,topomyślą,żenieżyje.ŚmierćScarradowiodławoczywisty
sposóbjednego:mordercanadalbyłwAnglii,nadalpróbowałposobie
posprzątać.„Kiedywstanę-powiedziałostatniegowieczoraSmiley-musimy
goznówwywabićznorki.Położymykawałeksera”.Mendelwiedział,kto
będzietymserem:Smiley.Jeżelimieliracjęcodomotywu,toznajdziesię,rzecz
jasna,jeszczejeden^wałeksera:żonaFennana.Niewielejejpomogło,żenie
zostałazamordowana,pomyślałponuro.Zrobiłomusięwstydizacząłmyślećo
innychsprawach.NaprzykładoSmileyu.

Małycwaniaczek,tenSmiley.PrzypominałMendlowitłustegochłopca,z

którymgrywałwszkolewpiłkę.Nieumiałbiegaćanikopaćibyłślepyjak
nietoperz,alegrałjakwszyscydiabli.Nieodpuszczał,dopókibyłwstanieustać
nanogach.Gdysięboksował,podchodziłnieosłoniętyiwymachiwałna
wszystkiestronyramionami;dawałsięprzerobićnamiazgę,zanimsędzia

background image

przerywałpojedynek.Sprytnybyłzniegofacet.

Mendelzatrzymałsięprzyprzydrożnejkawiarencenafiliżankęherbatyi

pączka,apotempojechałdoWeybridge.Teatrstałprzyjednokierunkowejulicy
wiodącejdoHighStreet.Byłtamzakazparkowania,więczostawiłsamochódna
stacjikolejowejipieszowróciłdomiasta.

Frontowedrzwiteatrubyłyzamknięte.Mendelodnalazłboczne,którestały

otworem.Ktośnapisałnanichkredą„wejściedlaaktorów”.Niebyłodzwonka;
lekkizapachkawydolatywałzgłębiciemnegozielonegokorytarza.Mendel
wszedłiruszyłkorytarzem.Nakońcubyłykamienneschodyzmetalową
poręcząwiodącedonastępnychdrzwi.Zapachkawybyłsilniejszy,usłyszałteż
jakieśgłosy.

Och,bzdury,kochanie,doprawdy.JeślitesępyzSurreychcą,żebyprzez

trzymiesiąceszedłBarrie,toniechmają,czegochcą.TobędziealboBarrie,albo
Kukułczegniazdo,któreidziejużtrzecirok,ajakdlamnieBarriebijejena
głowę-mówiłajakaśkobieta,sądzącpogłosie,wśrednimwieku.

Odpowiedziałjejmężczyznapłaczliwymdyszkantem:
Cóż,LudomożezawszezagraćPiotrusiaPana.Prawda,Ludo?
|Świnia,Świnia-odezwałsiętrzecigłos,takżemęski.Mendelotworzył

drzwi.Stałzasceną.Pojegolewejstronieznajdowałasiępłytapilśniowaz
kilkunastomaprzełącznikamizamontowanyminadrewnianympanelu.Obok
stałokrzesłodlasuflera,rokokowe,całewpozłocieihaftach.Pośrodkuscenyna
baryłkachsiedziałodwóchmężczyznikobietaPaliliipilikawę.Dekoracja
przedstawiałapokładstatku.Centralnączęśćzajmowałmasztztakielunkiemi
drabinkamisznurowymi,awielkietekturowedziałobyłowycelowanewstronę
tekstylnegomorzainieba.Rozmowanaglesięurwała,gdyMendelpojawiłsię
nascenie.

—Orany,duchpodczasuczty-mruknąłktoś.Spojrzelinaniegoi

zachichotali..

Pierwszaodezwałasiękobieta:
—Szukaszkogoś,kochanie?
—Przepraszam,żeprzeszkodziłem.Chciałemporozmawiaćokupnie

abonamentu.Chciałbymprzyłączyćsiędoklubu.

—Ależoczywiście.Jakietomiłe.—Kobietawstałaipodeszładoniego.-

Naprawdęniezwyklemiłe.

Wzięłajegolewąrękęwobiedłonieiścisnęłają,!jednocześniesię

odsuwająciwyciągającramionanacałądługość.Tobyłjejkrólewskigest-lady
MakbetprzyjmujeDuncana.Przekrzywiłagłowęnabokiuśmiechnęłasię
dziewczęco.TrzymającMendlazarękę,przeprowadziłagoprzezscenędodrzwi
poprzeciwnejstronie.Znaleźlisięwmałympokoikuzaśmieconymstarymi

background image

programamiiplakatami,tubkamizeszminkąaktorską,sztucznymiwłosami\
tandetnymifragmentamiżeglarskiegokostiumu.

—Widziałpannasząpantomimęwtymroku?ffyspaskarbów,Cozasukces.

Iznaczniebardziejpełnetreściniżtewulgarnerymowankizpokoju
dziecięcego,prawda?

—Tak,oczywiście-potwierdził,choćniemiałzielonegopojęcia,oczymona

mówi.Kątemokadostrzegłstosrachunków,starannieułożonychispiętych
klipsemdopapieru.TennasamejgórzezostałwystawionynapaniąLudoOrieli
byłprzeterminowanyoczterymiesiące.

Patrzyłananiegobadawczozzaokularów.Byłaniskaiciemnowłosa,miała

zwiotczałąskóręnaszyiigrubymakijaż,któryjednakniezdołałpokryć
zmarszczek.Nosiłaspodnieigrubypulowerpochlapanyfarbąklejową.W
wąskichustachtrzymałapapierosa,pośrodku,naprzedłużeniuliniinosa.Wargi
wygiętewłukzniekształcałydolnączęśćtwarzy,nadającjejwyraz
zniecierpliwienia.Mendelpomyślał,żemusibyćtrudnymibystrymrozmówcą.
Ulgęsprawiłamumyśl,żeniejestwstanieterminowopłacićswoich
rachunków.

—Panchcewstąpićdoklubu,prawda?iNie.
Jeślijestpankolejnymcholernymhandlarzem,tomożesiępanstądwynosić

—powiedziałaznieskrywanązłością.-Powiedziałam,żezapłac?»zapłac?
Przestańciemniemęczyć.Jeżelizawasząprzyczynąludziezacznąmyśleć,że
jestemskończona,towyprzegracie,nieja.Niejestemwierzycielem,paniOriel.
Przyszedłem,żebyzaproponowaćpanipieniądze.

Czekała.
Jestemagentemrozwodowym.Bogatyklient.Chcęzadaćpanikilkapytań.»

Jesteśmygotowizapłacićpanizastraconyczas.

Chryste—rzekłazulgą.—Dlaczegoniepowiedziałpantegoodrazu?.

Obojesięroześmieli.Mendelodliczyłbanknotyipołożyłpięćfuntównastosie
rachunków.Jaktworzycielistęsubskrybentów?-spytał.-jakiesąkorzyścize
wstąpieniadoklubu?

Cóż,ojedenastejpodajemynasceniewodnistąkawę.Członkowieklubu

mogąprzebywaćzaktoramipodczasprzerwwpróbie,odjedenastejdo
jedenastejczterdzieścipięć.Oczywiście,płacązawszystko,codostaną,ale
wstępjestograniczonywyłączniedoczłonkówklubu.Rozumiem.

-Aterazcoś,copewniepanazainteresuje.Ranomamytugłównie

chłoptasiówinimfy.

Ciekawe.Cojeszczesiędzieje?
Codwatygodniewystawiamyinnąsztukę.Członkowieklubumogą

rezerwowaćmiejscanakonkretnydzieńkażdejserii-codrugiwtorekitakdalej.

background image

Premierymamywpierwszeitrzecieponiedziałkikażdegomiesiąca.
Przedstawieniezaczynasięowpółdoósmej.Trzymamyrezerwacjęklubowądo
siódmejdwadzieścia.Dziewczynawkasiemaplanwidowniizakreślakażde
sprzedanemiejsce.Rezerwacjeklubowesążaznaczonenaczerwonoi
sprzedawanenasamymkońcu.

Rozumiem.Jeśliktóryśzczłonkówwaszegoklubuniezajmieswojego

miejsca,tozostanieonoskreślonenaplaniewidowni.

-Tylkojeślizostałosprzedane.Oczywiście.
Rzadkogramyprzypełnejsalipopierwszymtygodniu.Staramysiędawać

premieręcotydzień,rozumiepan,aleniełatwojestdostać-hm-kredyt.Na
premieręcodwatygodnieniestarczaśrodków.

—Czyzachowujeciestareplanywidowni?
—Czasami,dlacelówrachunkowych.
—Azwtorkutrzeciegostycznia?
Otworzyłaszafkęiwyjęłaplikdrukowanychplanówwidowni.
—Toczwartytydzieńnaszejpantomimy.Klasyka.
—Jasne-powiedziałMendel.
—Nodobrze,tokimsiępaninteresuje?-zapytałaLudoOriel,pod-noszącz

biurkaksięgęgłówną.

—Niskablondynkawwiekuokołoczterdziestudwóch,trzechlat.Nazywa

sięFennan,ElsaFennan.

PaniOrielotworzyłaksięgę.Mendelbezwstydniezajrzałjejprzezramię.

Nazwiskaczłonkówklububyływpisanewkolumniepolewejstronie.Czerwony
znaczekprzynazwiskuwskazywał,żeczłonekopłaciłsubskiypcję.Poprawej
stroniewidniałynotkiostałychrezerwacjachpoczynionychnarokzgóry.Było
okołoosiemdziesięciuczłonków.

—Nazwiskonicminiemówi.Gdzieonasiedzi?
—Niemampojęcia.
—O,jest.MerridaleLane,Walliston.Merridale!Popatrzmy.Ztyłu,zbrzegu

rzędu.Dziwnywybór,niesądzipan?MiejscenumerR2.AleBógwie,czyzajęła
jetrzeciegostycznia.Niesądzę,żebyśmyzachowaliplanwidowni,chociażja
nigdyniczegoniewyrzucam.Przedmiotypoprostuwyparowują,prawda?-
Popatrzyłananiegozukosa,zastanawiającsię,czyzarobiłatepięćfuntów.-
Wiepanco,zapytamyDziewicy.-Wstałaipodeszładodrzwi.-Fennan…
Fennan…-powtarzała.-Sekundkę,cośmitomówi.Ciekawedlaczego.Aniech
mnie-oczywiście-teczkananuty.-Otworzyładrzwi.-GdziejestDziewica?-
zapytałakogośnascenie.

—Bógwie.
—Świniajesteś-mruknęłaLudoOrielizamknęładrzwi.Odwróciłasiędo

background image

Mendla.-Dziewicatonaszawielkanadzieja.Angielskaróża,zauroczonasceną
córkamiejscowegonotariusza.Fildekosowepończochy,wysokozadartynosek.
Niecierpimyjej.Odczasudoczasudostajerolę,bojejojciecpłacizaprywatne
lekcje.Siadujetuczasemwieczorami,kiedywszyscysięspieszą-onaipani
Torr,sprzątaczkaiszatniarka.Kiedyjestspokój,paniTorrzajmujesię
wszystkim,ąDziewicasnujesięznieszczęśliwąminąpokulisachznadzieją,że
aktorkagrającagłównąrolękobiecąpadnietrupem.-Przerwała.-Jestempewna,
żegdzieśsłyszałamnazwiskoFennan.Pewnajakcholera.Ciekawe,gdziesię
podziewatakrowa.

Zniknęłanakilkaminutiwróciłazwysoką,ładnądziewczyną

kędzierzawychblondwłosachiróżowychpoliczkach.

ToElisabethPidgeon.Chybabędziemogłanampomóc.Kochanie,chcemy

zlokalizowaćpaniąFennan,członkinięklubu.Czyniemówiłaśmiczegośo
niej?

—Otak,Ludo.—Musiałosięjejwydawać,żemówisłodkimgłosem-

UśmiechnęłasięuwodzicielskodoMendla,przekrzywiłagłowę:splotłapalce.

_Znaszją?-spytałapaniOriel.
Otak,Ludo.Jestszaleniemuzykalna;przynajmniejtakmisięwydaje,bo

zawszeprzynosiswojąmuzykę.Jestszalenieszczupłaidziwna.Jest
cudzoziemkąprawda,Ludo?

Dlaczegodziwna?-zapytałMendel.
—Och,cóż,ostatnimrazemokropniesięzłościłaotenfotelobokniej.To

byłarezerwacjaklubowai,rozumiepan,minęłagodzina.Dopierocozaczęliśmy
sezonpantomimyimilionyludzirzuciłysięnamiejsca,więcjesprzedałam.A
onawkółkomówiła,żejestpewna,żeonprzyjdzie,bozawszeprzychodzi.

przyszedł?-zapytałMendel.
Nie.Sprzedałammiejsce.Musiałabyćstraszniezła,bowyszłapodrugim

akcieizapomniałazabraćswojąteczkęnanuty.

—Ataosoba,codoktórejbyłapewna,żesiępojawi-dopytywałsięMendel

-czyjestwprzyjaznychstosunkachzpaniąFennan?

LudoOrielmrugnęładoniegoznacząco.
¿¿rCóż,ulicha,takmisięwydawało-odparłaDziewica.-Toprzecieżjej

mąż.

Mendelpatrzyłnaniądłuższąchwilę,apotemsięuśmiechnął.
MoglibyśmyznaleźćkrzesłodlaElisabeth?
—Okurczę,dziękuję-powiedziałaDziewicaiusiadłanabrzeżku

pozłacanegostaregokrzesła,takiegosamegojakkrzesłosuflerazakulisami.
Złożyłaczerwone,pulchnedłonienakolanachipochyliłasiędoprzodu.Przez
całyczassięuśmiechała,zadowolona,żestałasięośrodkiem

background image

zainteresowania.PaniOrielspojrzałananiąjadowicie.

—Dlaczegosądzisz,żetojejmąż?-WgłosieMendlapojawiłasię

niepokojącanutka,którejwcześniejniebyło.

Cóż,przychodziliosobno,alepomyślałam,żeskoromająfotelezdalaod

resztyrezerwacjiklubowych,tomusząbyćmężemiżonąIonzawszemiałze
sobąwłasnąteczkęnanuty.

—Rozumiem.Cojeszczepamiętaszztamtegowieczoru,Elisabeth?
—Och,bardzowiele,bowidzipan,okropniesiępoczułam,kiedywyszła

takaobrażona,apotemjeszczezadzwoniła.Toznaczy,paniFennanzadzwoniła.
Podałanazwiskoipowiedziała,żewyszławcześniejizapomniałaswojejteczki
nanuty.Zgubiłatakżekwitnaniąibyłabardzozdenerwowana.Mówiła,jakby
płakała.Słyszałamwtleczyjśgłosiwtedyonapowiedziała,żektośwpadniei
zabierzeteczkę,jeślimożnabezkwitu.Powiedziałam,żeoczywiście,apół
godzinypóźniejprzyszedłtenmężczyzna.Takifajny.Wysokiblondyn.

—Rozumiem-powiedziałMendel.-Dziękuję,Elizabeth.Bardzopanimi

pomogła.

—Okurczę,toświetnie,iDziewczynawstała.
—Atenmężczyzna-spytałMendel-któryzabrałjejteczkęnanuty-czyto

niebyłczasemtensam,którysiadywałobokniejwteatrze?

—Tak,kurczę,przepraszam.Powinnambyłatopowiedzieć.
—Rozmawiałapaniznim?
—Powiedziałammutylko:„Proszę,todlapana”.Aonpodziękował.
—Jakimiałakcent?
—Cudzoziemski,takjakpaniFennan.Onajestcudzoziemką,prawda?

Chybastądcałetozamieszanie,jejzdenerwowanie—cudzoziemski
temperament.UśmiechnęłasiędoMendla,odczekałachwilęiwyszła.

—Krowa-mruknęłapaniOriel,spoglądającnazamkniętedrzwi.Zwróciła

wzrokwstronęMendla.-Cóż,mamnadzieję,żenieżałujepanswoichpięciu
funciaków?

—Myślę,żenie-odparłMendel.
Klubniepoważnych
MendelzastałSmileyaubranego,siedzącegowfotelu.Nałóżkuwyciągnął

sięleniwiePeterGuillam,wręcetrzymałniedbalebladozielonąteczkę.

Wkraczatrzecimorderca-powiedział,gdyMendelwszedł.
MendelprzysiadłnaskrajułóżkaipokiwałgłowąwstronęSmileya.iw

Gratulacje.Miłocięwidziećnanogach.

Dziękuję.Aleobawiamsię,żegdybyśnaprawdęwidziałmnienanogach,nie

gratulowałbyśmi.Czujęsięsłabyjakkociak.

Kiedycięwypuszczą?r-Niewiem.

background image

—Niepytałeś?
Nie.
—Więczróbto.Mamdlaciebienowiny.Niewiem,cooznaczają,alecoś

oznaczająnapewno.

No,no-wtrąciłsięGuillam-każdymajakieśnowiny.Czyżtonie

ekscytujące?Georgeoglądamojezdjęciarodzinne-uniósłzielonąteczkę-i
rozpoznajeswoichstarychkumpli.

Mendelpoczułsięzakłopotany,niezrozumiał,ocochodzi.Włączyłsię

Smiley:

Powiemciotymjutrowieczoremprzyobiedzie.Wychodzęstądrano,bez

względunato,copowiedzą.Myślę,żeznaleźliśmymordercę.Ateraz
posłuchajmytwoichnowin.-Wjegooczachniebyłotriumfu.Wyrażałytylko
niepokój.

Klub,doktóregonależałSmiley,niejestwymienianynastronicachWhois

who.UtworzyłgomłodyodszczepienieczJuniorCarltonanazwiskiemSteed-
Asprey,któremusekretarzudzieliłupomnieniazaprzeklinaniewobecności
południowoafrykańskiegobiskupa.Przekonałswojąbyłągospodynięz
Oksfordu,żebyopuściłaspokojnydomwHoilywellizajęładwapokojez
piwnicąnaManchesterSquarepozostawionedojegodyspozycjiprzez
forsiastegokrewnego.Kiedyśklubliczyłczterdziestuczłonków,zktórychkażdy
płaciłpopięćdziesiątgwineirocznie.Zostałoichtrzydziestujeden.Niebyłotu
kobietanizasad,niebyłosekretarzyanibiskupów.Możnabyłoprzynieść
kanapkiikupićsobiepiwoalboprzynieśćkanapkiiniekupowaćniczego.Póki
byłosięwmiarętrzeźwymizajmowałoswoimisprawami,nikogonie
obchodziło,wcosięjestubranym,cosięrobialbomówianikogosięzesobą
przyprowadza.PaniSturgeonjużnieharowałazabarem,nieprzysmażała
zamówionegomięsanakominkuwpiwnicy,aledowodziładwoma
emerytowanymisierżantamizmałegogranicznegopułku.

WiększośćprzychodzącychbylitomniejwięcejrówieśnicySmileyaz

Oksfordu.Panowałazgodacodotego,żeklubmasłużyćtylkojednemu
pokoleniu,żezestarzejesięiumrzewrazzeswoimiczłonkami.Gdywojna
zebrałaswojeżniwo,niktnawetnienapomknąłotym,żenależałobywybrać
nowychczłonków.

Wsobotniwieczórwklubiebyłotylkokilkaosób.Smileyzłożył

zamówienieizastawionodlanichstolikwpiwnicykołoceglanegokominka,na
którympłonąłjasnyogieńpodsycanywęglem.Bylitamsami,siedzielinad
befsztykamizpolędwicyibordo,anazewnątrznieustanniepadałdeszcz.Tej
nocycałejtrójceświatzdawałsięmiłymispokojnymmiejscem,mimo
niezwykłejsprawy,któraichtusprowadziła.

background image

—Najpierw-zacząłSmiley,zwracającsiędbMendla-muszęciwyjaśnić

paręspraw.Zzawodu,jakwiesz,jestemfunkcjonariuszemwywiadu.Zacząłem
pracęwsłużbachspecjalnychnadługoprzedtem,nimwplątaliśmysięwwielka
politykęWhitehall.Wtamtychdniachbyłonasmałoipłacononamniewiele.Po
kursieistażuwAmerycePołudniowejiEuropieŚrodkowejpodjąłempracę
wykładowcynajednymzniemieckichuniwersytetów.Wyszukiwałemmłodych
Niemcówzpotencjałemagenta.-Przerwał,uśmiechnąłsiędoMendlaidodał:-
Wybacz,żeużywamżargonu.

MendelpoważniekiwnąłgłowąiSmileykontynuowałopowieść.Zdawał

sobiesprawę,żerobisiępompatyczny,aleniebyłwstanietemuzapobiec.

Todziałosięnakrótkoprzedwojną;straszneczasybyływtedyNiemczech,

nietolerancjaszalała.Byłbymkompletnymidiotą,gdybybezpośredniozwrócił
siędokogokolwiekztakąsugestią.Mojąjedynąszansąbyłanijakość,całkowita
bezbarwnośćiwystawianiekandydatówzaczyimśpośrednictwem.Starałemsię
przywozićniektórychnichnakrótkodoAnglii,naobjazdystudenckie.
Uważałem,żebyoodczastychpobytówniekontaktowaćsięzdepartamentem,
bowtedy«jemieliśmyzielonegopojęciaosprawnościniemieckiego
kontrwywiadu.Nigdyniewiedziałem,komuzłożonopropozycję,itakbyło
najlepiej-Nawypadek,gdybymniezdjęli.

Przerwał,zakłopotanyzjakiegośpowodu,izająłsięwinem.Naoiiczkach

pojawiłyinusięróżoweplamki.Poczułlekkirausz,chociażiplbardzomało.
Byłomugłupio.

Przepraszam,mamkłopotyzwypowiadaniemmyśli…Takczysiak,kiedy

tamsiedziałem,odezwałosiępukaniedodrzwiiwszedłmłodystudent.Miał
dziewiętnaścielat,alewyglądałmłodziej.NazywałsięDieterFrey.Byłmoim
uczniem,inteligentnymchłopcem,naktóregomiłobyłopopatrzeć.-Znów
przerwałizacząłsięgapićwprzestrzeń.Możetouraz,możetosłabośćsprawiły,
żewspomnieniaodżyłyItakąmocą.-Dieterbyłbardzoprzystojny,miał
wysokieczołoicałąmasękręconychczarnychwłosów.Nogimiał
zdeformowanewskutek,jakmisięzdaje,paraliżudziecięcego.Chodziłolasce,
naktórejciężkosięopierał.Oczywiście,stałsięromantycznąpostaciąnatym
małymuniwersytecie;uważanogozafigurębajronicznąitakdalej.Prawdę
powiedziawszy,janiedostrzegłemwnimnicromantycznego.Wiecie,Niemcy
pasjamilubiąodkrywaćmłodychgeniuszy,odHerderapocząwszy,anaStefanie
George’uskończywszy.Wszyscycackająsięztakimodkołyski.AlezDieterem
niemożnabyłosięcackać.Byławnimzawziętaniezależność,jakaś
bezwzględność,któraodstraszaławiększośćewentualnychpatronów.Nietylko
kalectwo,leczprawdopodobnietakżerasabudziływDieterzeduchaobrony.Był
onŻydem.Wjakisposóbzachowałmiejscenauniwersytecie-nigdynie

background image

zdołałemtegopojąć.Prawdopodobnieniewiedzieli,żejestŻydem.Możebrano
gozapołudniowca,naprzykładWłocha.Nierozumiem,jakktośmógłtak
pomyśleć.Dlamniebyłtypowymsemitą.

Dieterbyłsocjalistą.Niekjyłswoichpoglądównawetwtamtychdniach.

Kiedyśrozważałemzwerbowaniego,alezabiegiwokółkogoś,ktotakjakon
nadawałsiędoskonaledoobozukoncentracyjnego,wydałymisięstratączasu.
Ponadtobyłzbytaktywnyizbytpróżny.

Prowadziłwszystkiekółkauniwersyteckie—dyskusyjne,polityczne

poetyckieitakdalej.Wklubachsportowychpiastowałhonorowestanowiska.
Miałodwagęniepićwśrodowisku,gdziedowodziłosięswejmęskości,
przechodzącprzezpierwszyrokwstanienieustannegoupojenia.

IwłaśnieDieter-wysoki,przystojny,władczykaleka,idolswojego

pokolenia,Żyd-odwiedziłmniewgorącyletniwieczór.Powiedziałem,żeby
usiadł,izaproponowałemcośdopicia.Odmówił.Przygotowałemkawę,chyba
napalnikugazowym.Rozmawialiśmyzdawkowoomoimostatnimwykładziena
tematKeatsa.Narzekałemnastosowanieniemieckichmetod
krytycznoliterackichdopoezjiangielskiej,codoprowadziłodotypowejdyskusji
natemathitlerowskiejinterpretacji„dekadencji”wsztuce.Dietercorazbardziej
sięzapalałwpotępianiuwspółczesnychNiemiec,awreszciesamegohitleryzmu.
Oczywiście,miałemsięnabaczności-niebyłemwtedytakigłupi,jakjestem
teraz.Wreszciezapytałmniebezogródek,comyślęohitlerowcach.Odparłem
ostrożnie,źeniemamzwyczajukrytykowaćgospodarzyiżetakczyinaczej,
politykatozabawnarzecz.Nigdyniezapomnęjegoodpowiedzi.Wstałztrudem
ikrzyknąłzfurią:„vonFreudeistnichtdieRede!”Niemówimyorozrywce!-
SmileyprzerwałipopatrzyłprzezstółnaGuillama.-Przepraszam,Peter,staję
sięrozwlekły.

—Nonsens,stary.Opowiadaszhistorięnaswójwłasnysposób.Mendel

wymruczałkilkasłówaprobaty;siedziałsztywno,trzymającdłonienastole.W
pokojuniebyłożadnegoświatłaopróczpoświatyzkominkarzucającejwysokie
cienienawyłożonąsurowymkamieniemścianęzanimi.Karafkazportobyław
trzechczwartychpusta.Smileynalałsobietrochęiprzekazałkarafkę
pozostałym.

—Wrzeszczałnamnie-ciągnął.-Poprostunierozumiał,jakmogęstosować

niezależnestandardykrytycznewobecsztukiipozostawaćtaknieczułyna
politykęJakmogębredzićowolnościartystycznej,kiedyjednatrzeciaEuropy
jęczywokowach.Czynicdlamnienieznaczy,żewspółczesnacywilizacja
wykrwawiasięnaśmierć?Cotakświętegojestwosiemnastymstuleciu,że
mogęodrzucićdwudziestywiek?Chodziłnamojeseminaria,bouważałmnieza
człowiekaoświeconego,aleterazzdałsobiesprawę,żejestemgorszyod

background image

tamtych.

Niezatrzymywałemgo.Bocomogłemzrobić?Byłpodejrzany:zbuntowany

Żydnauniwersytecie,ciągle-zniewyjaśnionychprzyczyn-wolny.Ale
obserwowałemgo.Semestrdobiegałkońcaimiałysięzacząćdługiewakacje.
Trzydnipóźniejprzyszedłnaostatniezajęciaipodczasdyskusjibyłtakotwarty,
żenaprawdęprzeraziłludzi.NadszedłkoniecrokuakademickiegoiDieter
odszedłniepożegnawszysięzemną.Niespodziewałemsię,żejeszczego
zobaczę.

Półrokupóźniejwybrałemsiędoprzyjaciela,którymieszkaniedaleko

Drezna,rodzinnegomiastaDietera.Nastacjęprzyjechałempółgodzinyza
wcześnie.Zamiastkręcićsiępoperonie,postanowiłempójśćsięnaspacer.
Kilkasetmetrówoddworcastałponuryosiemnastowiecznydom.Byłoprzed
nimmałepodwórkoogrodzonewysokimmetalowympłotembramazkutego
żelaza.Budynekzamienionowtymczasowewięzienie:Lipaogolonych
więźniów,mężczyznikobiet,chodziławokółplacyku.Hśrodkustałodwóch
strażnikówzpistoletamimaszynowymi.Spostrzegłemznajomąpostać:wyższy
niżpozostali,kulejący,usiłującydotrzymaćKroku.TobyłDieter.Zabralimu
laskę.Kiedymyślałemotymnóźnięj,zrozumiałem,żegestaponiechciało
aresztowaćnajpopularniejszejpostacinauniwersyteciewtrakcieroku
akademickiego.

Zapomniałemopociągu,wróciłemdomiastaiznalazłemwksiążce

telefonicznejadresjegorodziców.Wiedziałem,żeojciecDieterajestlekarzem,
więcniesprawiłomitotrudności.Poszedłempodznalezionyadres.Wdomu
byłatylkomatka.Ojcieczginąłwoboziekoncentracyjnym.Niemiałaochoty
rozmawiaćoDieterze,powiedziałatylko,żeniezabraligodoobozudlaŻydów,
aledoogólnego,najwyraźniejna„czasreedukacji”^Spodziewałasięjego
powrotuzajakieśtrzymiesiące.Zostawiłemmuwiadomość,żenadalmamkilka
jegoksiążekichętniemujezwrócę,jeślidomniezadzwoni.Wydarzenia
trzydziestegodziewiątegorokucałkowiciezaprzątnęłymojauwagęiprzezdługi
czasnawetniepomyślałemoDieterze.WkrótcepoprzyjeździezDrezna
odwołanomniedoAnglii.Spakowałemsięiwyjechałemwciąguczterdziestu
ośmiugodzin.Wkrótcedostałemnowyprzydziałwymagającyintensywnych
przygotowań,instruktażyićwiczeń.Miałemwracaćnakontynent,żeby
uaktywnićagentówwNiemczech,którychzwerbowanozewzględuna
nadzwyczajnąsytuację.Zacząłemuczyćsięnapamięćkilkunastunazwiski
adresów.Możeciesobiewyobrazićmojąreakcję,gdyodkryłem,żejestwśród
nichDieterFrey.

Kiedyprzeczytałemjegoteczkę,stwierdziłem,żewłaściwiesamsię

zwerbował,gdywpadłdokonsulatuwDreźnie,pytając,dlaczegonjktnieruszy

background image

palcem,żebypowstrzymaćprześladowaniaŻydów.-Smileyprzerwałi
roześmiałsię.-Znałsięnaludziach.-ObrzuciłwzrokiemMendlaiGuillama.

—Mojąpierwsząreakcjąbyłopoczucieurażonejdumy.Miałemchłopakatuż

podnosemiuznałem,żesięnienadaje.Apotemprzeraziłemsię,żejego
gwałtownytemperamentmożekosztowaćżyciemnieiinnych.Mimo
niewielkichzmianwwyglądzieinowejprzykrywki,podktórąpracowałem,
DietermógłbymnienatychmiastzdemaskowaćjakoGeorge’aSmileyaz
uniwersytetu.Niewielebrakowało,azmontowałbymswojąsiatkębezudziału
Dietera.Naszczęściezmieniłemzamiar.Dieterokazałsięwspaniałymagentem.

Niepowściągałswojejekstrawagancji,alewykorzystywałjąumiejętniejako

swegorodzajupodwójnąosłonę.Kalectwowykluczałogozesłużbywojskowej,
więcznalazłsobiepracęnakolei.Błyskawicznieawansowałnaodpowiedzialne
stanowiskoimógłprzekazywaćmnóstwoważnychinformacji.Szczegóły
dotyczącetransportówżołnierzyiamunicji,ichcelprzeznaczenia,daty
przejazdów.Późniejskładałraportyoskutecznościnaszychbombardowań,
wskazywałnajważniejszecele.Byłświetnymorganizatoremichybatogo
uratowało.Nakoleispisywałsiędoskonale;uznanogozaniezastąpionego,stał
sięnieomalnietykalny.Dalimunawetcywilneodznaczeniezazasługi,agestapo
„zgubiło”jegoteczkę.

Dietermiałtakączystofaustowskąteorię:samamyśljestpozbawiona

wartości,trzebawięc,żebysięzrealizowała.Zwykłmawiać,żenajwiększybłąd,
jakikiedykolwiekpopełniłczłowiek,todokonanierozdziałumiędzymyśląa
ciałem.Niemarozkazu,jeśliniktgoniewykona.CzęstocytowałKleista:
„Gdybyoczywszystkichludzibyłyzzielonegoszkłaiwszystko,cowydajesię
białe,stałobysięzielone,toktobytorozpoznał?”

Jakpowiedziałem,Dieterbyłwspaniałymagentem.Czasaminawettak

planowałtransporty,żebyichprzejazdprzypadałnanocdogodnądonalotów.
Miałwłasnemetodyisztuczki-urodzonygeniuszszpiegostwa.Nadzieja,żeto
potrwadłużej,wydawałasięabsurdem,alenaszebombardowaniabywałytak
skuteczne,iżniktnieprzypisywałichzdradziepojedynczegoczłowieka-
zwłaszczatakotwartegojakDieter.

Dieterwielepodróżował-miałspecjalnąprzepustkę,dziękiktórejmógł

sobienatopozwolić.Kontaktowaniesięznimbyłowięcdziecinnieproste.
Czasamispotykaliśmysięwjakiejśkawiarni,aczasemzabierałmniedo
samochoduzministerstwaiwiózłkilkadziesiątkilometrówautostradą,jakby
podwoziłmniedokądś.Alenajczęściejjeździliśmytymsamympociągiemi
wymienialiśmyteczkiwkorytarzulubszliśmydopaczkarniiwymienialiśmysię
numerkamizszatni.Rzadkodawałmiraporty,naogółprzekazywałkopie
rozkazówtransportowych.sekretarkasporządzałaichcałemnóstwo-poleciłjej,

background image

żebyzałożyłaspecjalnysegregator,któregozawartośćcotrzymiesiąceprzenosił
doswojejteczki.

Wczterdziestymtrzecimzostałemodwołany.MojaprzykrywkabyłajUż

bardzocienkairobiłosięgorąco.-Przerwałiwziąłpapierosaipudełka
Guillama.-Dieterbyłmoimnajlepszymagentem,aleniejedynyMiałem
mnóstwoproblemówzichprowadzeniem.Kiedywojnasięskończyła,
próbowałemsprawdzić,cosięstałozDieteremicałąresztą-Niektórzyzostali
przesiedlenidoAustraliiiKanady,ainniwrócilidotego,cozostałozich
rodzinnychmiast.Myślę,żeDietersięwahał.WDreźniebyliRosjanie,mógł
więcmiećwątpliwości.Alepojechałtam-musiałtozrobićzewzględuna
matkę.PozatymnienawidziłAmerykanów,noibyłsocjalistą.

Późniejdowiedziałemsię,żezrobiłtamkarierę.Dziękidoświadczeniu

administracyjnemu,jakiezdobyłpodczaswojny,objąłważnyurządpaństwowy
wnowejrepublice.Myślę,żereputacjabuntownikaicierpieniajegorodziny
ułatwiłymukolejneawanse.Musimusięnieźlepowodzić.

Dlaczegotaksądzisz?-zapytałMendel.
Jeszczemiesiąctemubyłunas.StałnaczeleMisjids.Stali.
Toniewszystko-dodałGuillamizwróciłsiędoMendla:-Oszczędziłemci

następnejporannejwizytywWeybridgeizadzwoniłemdoElisabethPidgeon.
PokazałemjejzdjęciemłodegodyplomatyonazwiskuMundt.Natychmiast
rozpoznałagojakoczłowieka,któryzabrałteczkęnanutyElsyFennan.Czyto
niewesołanowina?Ale…

Wiem,ocochceszzapytać,spryciarzu.Chciałbyświedzieć,czyGeorgeteż

gorozpoznał.Cóż,rozpoznałgo.Totensamtyp,któryusiłowałgozwabićdo
jegowłasnegodomunaBywaterStreet.

MendeljechałdoMitcham.Znówpadałoibyłozimno.Smiley,śmiertelnie

zmęczony,opatuliłsiępłaszczemipatrzył,jakzaoknemprzewijasięnocny
Londyn.Zawszeuwielbiałpodróże.Nawetteraz,gdybymiałwybór,
przejechałbyprzezFrancjępociągiem,zamiastpoleciećsamolotem.Kochał
magiczneodgłosynocnejjazdyprzezEuropę,kakofonicznedzwonkii
francuskiegłosynaglebudzącegozangielskichsnów.

background image

Annteżtouwielbiałaidwarazypodróżowaliidem,dzielącwątpliwe

radościniewygodnejjazdy.Kiedydotarlinamiejsce,Smileyodrazuposzedłdo
łóżka,aMedelzrobiłherbatę.WypilijąwsypialniSmileya.

—Codalej?-zapytałMendel.
—MógłbympojechaćjutrodoWailiston.
—Cochcesztamzrobić?
—SpotkaćsięzElsąFennan.
—Niepowinieneśjechaćsam.Pojadęztobą.Będęczekałwsamochodzie,

kiedybędzieszzniąrozmawiał.To-Źydówka,prawda?

Smiieyprzytaknął.
—MójojciecbyłŻydem.Alenigdyniemiałotodlaniegowielkiego

znaczenia.

Sennasprzedaż

Otworzyładrzwiiprzezchwilępatrzyłananiegowmilczeniu.
Mógłmniepanzawiadomić,żepanprzyjedzie-powiedziała.Pomyślałem,

żebezpieczniejbędzietegonierobić.Znówmilczałaprzezdługąchwilę.
Wreszciepowiedziała:

Niewiemocopanuchodzi.
Mogęwejść?—zapytałSmiley.-Niemamywieleczasu.Wyglądałanastarą

izmęczonąjużniebyłatakaprężna.Zaprowadziłagodosalonuizwyrazem
rezygnacjiwskazałakrzesło.Smileypoczęstowałjąpapierosemisamwziął
jednego.Stanęłaprzyoknie.Patrzyłnajejszybkioddech,rozgorączkowane
spojrzenie;zdałsobiesprawę,żejestnagranicyzałamania.Panimusibyć
straszliwiesamotna-powiedział.-Niktniejestwstaniewytrzymaćtegona
dłuższąmetę.Towymagaodwagi,atrudnobyćodważnym,gdyjestsię
samotnym.Onitegonierozumiejąprawda?Niewiedzą,iletokosztuje-te
ohydnekłamstwaioszustwa,toodcięciesięodzwyczajnychludzi.Myśląże
panimożefunkcjonowaćnaichpaliwie-wymachiwaniuflagąimuzyce.Ale
panipotrzebujeinnegopaliwa,kiedypanijestsamąprawda?Musipani
nienawidzić,nienawidzićprzezcałyczas,atowymagasiły.Ato,comusipani
kochaćjesttakodległe,takniejasne,kiedyniejestsięczęściątego-mówił
łagodnymtonem.DlaElsyFennanmusiałtobyćgłos,zaktórymoddawna
tęskniła,głosniedoodparcia,oferującyjejsiłę,pocieszenie,współczuciei
bezpieczeństwo.Powoliodsunęłasięodokna,ajejprawaręka,przy.ciśniętado
parapetu,zaczęłaprzesuwaćsiępopowierzchni,wreszcieopadławzdłużciaław
geścieuległości.Wpatrywałasięwniegozwy.razemcałkowitejzależności,

background image

jakbypatrzyławoczykochanka.Jużwkrótce,pomyślał,jużwkrótcesię
załamiesz.

—Powiedziałem,żeniemamydużoczasu.Rozumiepani,ocomichodzi?

Złożyłaręcenapodołkuipatrzyłananie.Wyglądała,jakbynieusłyszała
pytania.

—Kiedyzostawiłempaniątamtegoranka,miesiąctemu,pojechałemdo

mojegodomuwLondynie.Jakiśczłowiekpróbowałmniezabić.Prawiemusię
udało—uderzyłmniewgłowętrzyczyczteryrazy.Dopierocowyszedłemze
szpitala.Miałemszczęście.Potembyłmechaniksamochodowy,odktórego
tamtenczłowiekpożyczałsamochód.Policjarzecznaniedawnowydobyłajego
ciałozTamizy.Żadnychśladówprzemocy-byłpoprostuprzesiąkniętywhisky.
Niemogątegozrozumieć,boodlatniezbliżałsiędorzeki.Aleprzecieżmamy
doczynieniazkompetentnymczłowiekiem,prawda?Wyszkolonymzabójcą.
Wyglądanato,żestarasięusunąćkażdego,ktomógłbygopołączyćz
SamuelemFennanem.Albozjegożoną.Ijestjeszczetamłodablondynkaw
teatrze…

—Oczympanmówi?-wyszeptała.-Copansugeruje?
Smileypoczułnagłąochotę,byjązranić,złamaćresztkijejwoli.
—Czegooczekiwaliście?-zapytał.-Czymyślałapani,żemożnaigraćz

takąpotęgąjakoni-trochędać,aczasemnicniedać?Wierzyłapani,żemoże
powstrzymaćtentaniec-kontrolowaćsiłę,którąpaniimdaje?Cozasenpani
śni,paniFennan,żetakmałownimjestrealności?

Ukryłatwarzwdłoniach,ałzyskapywałyjejmiędzypalcami.
—Myślałamtylkoonim.Onśniłsen,tak…wielkisen.-Zaniosłasię

szlochem,aSmiley,napołytriumfalnie,napołyzewstydemczekał,ażznówsię
odezwie.Wreszcieuniosłagłowęispojrzałananiego.Łzyspływałyjejpo
policzkach.-Niechpannamniepopatrzy-powiedziała.-Jakisenmizostawili?
Śniłamodługichblondwłosach,aoniogolilimigłowę.Marzyłamopięknym
ciele,aoniwycieńczylijegłodem.Zobaczyłam,jacysąludzie,więcjakmogę
uwierzyćwczłowieka?Mówiłammuto,mówiłamtysiącerazy.Przegadaliśmy
całenoce.Aleonmusiałmiećswojesny,wierzył,żejeślimożnazbudować
nowyświat,toSamuelFennanbędziebudowniczym.Powiedziałammu:
„Słuchaj,daliciwszystko,comasz,dom,pieniądzeizaufanie.Dlaczegoimto
robisz?”Aonmiodpowiedział:„Robiętodlanich.Jestemchirurgiem.^wnego
dniatozrozumieją”.Byłdzieckiem,panieSmiley,prowadziligozarączkęjak
małedziecko.

Milczał,nieośmieliłsięzadaćżadnegopytania.
PięćlattemuspotkałtegoDietera.Wschroniskunarciarskimniedaleko

Garmisch.Freitagpowiedziałnampóźniej,żeDietertozaplatał-itakniemógł

background image

jeździćnanartachzewzględunanogi.Wtedy«jeniewydawałosięrzeczywiste.
Freitagtoniebyłoprawdziwena-2wisko.FennannazwałgoFreitagiemnawzór
PiętaszkazRobinsonaCrusoe.Dieterowiwydałosiętobardzośmiesznei
późniejjużnigdynjemówiliśmyoDieterze,alezawszeoRobinsoniei
Piętaszku.-Przelałaispojrzałananiegozcieniemuśmiechu.-Przepraszam,
mówiędośćchaotycznie.

_Rozumiem-powiedziałSmiley.
Tadziewczyna-copanpowiedziałotejdziewczynie?
Żyje.Niechsiępaniniemartwi.Proszękontynuować.
Fennanpanapolubił,naprawdę.Freitagpróbowałpanazabić…dlaczego?
—Bowróciłemizapytałempaniąotentelefonoósmejtrzydzieści.Pani

powiedziałaotymFreitagowi,prawda?

—O,Boże-szepnęła.
Zadzwoniłapanidoniego,prawda?Gdytylkowyszedłem?
—Tak,tak.Byłamprzerażona.Chciałamgoostrzec,jegoiDietera.

Wiedziałam,żepanwszystkoodkryje.Możenieodrazu,aleprędzejczypóźniej
wszystkopanodkryje.Dlaczegoniezostawiąmniewspokoju?Balisięmnie,bo
wiedzieli,żechciałamtylkoSamuela,chciałam,żebybyłbezpieczny,chciałam
gokochaćidbaćoniego.

Smileypoczułpulsowaniewgłowie.
ZatemnatychmiastpomoimwyjściuzadzwoniłapanidoFreita-gaI

powiedział.-NajpierwpróbowałasiępanidodzwonićnanumerPrimroseinie
mogłasiępanipołączyć.

Tak-potwierdziła.-Tak,toprawda.AleobanumerysąnaPrimrose.Więc

zadzwoniłapanipoddruginumer,alternatywny…

Znówpodeszładookna,naglewyczerpanaibezwładna.
—Tak,Freitagbyłświetny,jeślichodzioplanyalternatywne.
—Jakibyłtendruginumer?-dopytywałsięSmiley.Przyglądałsięjej

niecierpliwie,gdywyglądałaprzezoknonaciemnyogród.

Dlaczegopanchcewiedzieć?
Podszedłistanąłobokniej.
—Wspomniałem,żezdziewczynąwszystkowporządku-powiedział.-My

obojeteżżyjemy.Aleniechpaniniesądzi,żetakbędziewiecznie.Odwróciłasię
doniegozestrachemwoczachikiwnęłagłową.Smi-leywziąłjązaramięi
poprowadziłdokrzesła.Usiadłamachinalnie,zobojętnościąprzypominającą
początkichorobypsychicznej.

—Tendruginumertobyło9747.
—Jakiśadres-znapaniadres?
—Nie,bezadresu-odparła.-Tylkotelefon.Bezadresu—powtórzyła.

background image

Smileypopatrzyłnaniąizastanowiłsię.Nagleprzypomniałsobieo
zdolnościachDieteradopodtrzymywaniakontaktu.

—Freitagniespotkałsięzpaniątejnocy,gdyzginąłFennan?Nieprzyszedł

doteatru?

—Nie.
—Tobyłpierwszyraz,kiedyzawiódł.Spanikowałapaniiwyszławcześniej.
—Nie…tak,tak,spanikowałam.
—Nie!Wyszłapaniwcześniej,botakbyłoustalone.Dlaczegowyszłapani

wcześniej?Dlaczego?,

Ukryłatwarzwdłoniach.
—Czypaninadalmyśli,żemożekontrolowaćsytuację?-Smileyprawie

krzyczał.-Freitagzabijepanią,zabijedziewczynę,będziezabijał,zabijał,
zabijał.Kogopanichcechronić,dziewczynęczymordercę?Zaszlochała,alenic
niepowiedziała.Smileyukucnąłobokniej.

—Powiempani,dlaczegopaniwyszławcześniej,mogę?-Nadalmówił

podniesionymgłosem.-Powiempani,comyślę.Trzebabyłozłapaćostatnią
pocztęodchodzącątegowieczorazWeybridge.Nieprzyszedł,niewymieniła
paniznimnumerkówdoszatni,więcpostąpiłapanizgodniezinstrukcją.
Wysłałamupaniswójnumerekipanimatenadres,niezapisany,ale
zapamiętany,zapamiętanyraznazawsze.„Jeślibędziesytuacjakryzysowa,jeśli
nieprzyjdę,otojestadres”,;Czytakpowiedział?Adres,któregoniewolno
używaćanionimmówić,adreszapomnianyizapamiętanyraznazawsze?Mam
rację?Niechpanipowie!

Wstała,podeszładobiurkaiwyjęłakawałekpapieruiołówek.Łzynadal

spływałypojejtwarzy.Powolizapisałaadres.Rękajejomdlewała,
zatrzymywałasięmiędzysłowami.

Wziąłodniejkartkę,staranniezłożyłnapółiwłożyłdoportfela.Terazzrobi

jejherbatę.

Wyglądałajakdzieckowyciągniętezgłębokiejwody.Siedziałanaskraju

kanapy,wdrobnychdłoniachmocnotrzymałafiliżankę,przyciskałajądociała.
Ramionamiałaprzygarbione,stopymocnościśnięte,Smileypatrzącnanią,
pomyślał,zezniszczyłcoś,czegoniepowiniennigdydotykać,takbyłokruche.
Czułsięjakobsceniczny,szorstkicham.Herbata,którąprzyrządził,niebyła
rekompensatązaniezgrabośćwobejściu.Niewiedział,copowiedzieć.Pochwili
onazaczęłamówić:

Lubiłpana.Naprawdępanalubił…Powiedział,żejestpanbystrym

człowiekiem.Samuelrzadkonazywałkogośbystrym.-Powolipokręciłagłową.
Byćmożetowspomnieniesprawiło,żeuśmiechnęłasię.IZwykłmawiać,żena
świeciesądwiesiły,pozytywnainegatywna.„Cowięcmamrobić?-pytałmnie.

background image

-Pozwolić,żebyzrujnowaliplon,bodająmichleb?Twórczość,postęp,siła,cała
przyszłośćludzkościczekauichdrzwi:czymamtegoniewpuścić?”Ajamu
powiedziałam:„Możeludziesąszczęśliwiibeztego?”Alewiepan,onnie
myślałoludziachwtensposób.Niemogłamgopowstrzymać.Wiepan,cobyło
wnimnajdziwniejsze?Przycałymtymmyśleniuigadaniujużdawnotemu
postanowił,cobędzierobił.Całaresztabyłapoezją.Byłnieskoordynowany,to
zwykłammupowtarzać…

…alemimowszystkopomagałamupani-powiedziałSmiley.
—Tak,pomagałammu.Chciałpomocy,więcmujądawałam.Byłmoim

życiem.

Rozumiem.
—Tobyłbłąd.Byłmałymchłopcem.Zapominałoważnychsprawach

zupełniejakdziecko.Itakibyłpróżny.Zdecydował,żebędzietorobić,itakźle
mutowychodziło.Niemyślałotymtakjakpanalbotakjakja.Onpoprostunie
myślałotymwtensposób.Tobyłajegopracaitowszystko.Zaczęłosiębardzo
prosto.Pewnegowieczoruprzyniósłdodomutelegram.Pokazałmigoi
powiedział:„Myślę,żeDieterpowinientozobaczyć”.Niemogłamuwierzyć,że
byłszpiegiem.Boprzecieżbył,prawda?Stopniowozdałamsobieztegosprawę.
Zaczęliprosićoszczególnesprawy.Wteczcenanuty,którąprzynosiłamod
Piętaszka,zaczęłysiępojawiaćrozkazy,aczasempieniądze.Powiedziałamdo
niego:„Popatrztylko,cooniciprzysyłają-czyotocichodzi?”Nie
wiedzieliśmy,corobićztymipieniędzmi.Wkońcuwydawaliśmyje,niewiem
dlaczego.Tamtejzimy,kiedymuotympowiedziałam,Dieterbyłbardzozły.

—Któratobyłazima?
—DrugazimazDieterem—wpięćdziesiątymszóstymwMuerren.

Spotkaliśmygopierwszegostyczniapięćdziesiątegopiątego.Wtedysięto
zaczęło.Iwiepan?WęgryniemiałyznaczeniadlaSamuela,żadnego.Wtedy
Dieterbalsięoniego.Wiem,bopowiedziałmitoPiętaszek.KiedyFennanw
listopadziedałmirzeczy,któremiałamzanieśćdoWeybridge.małonie
oszalałamzwściekłości.Krzyczałamnaniego:..Niewidzisz,źetojesttosamo?
Tesamedziała,tesamedzieciumierającenaulicy?Tylkosensięzmienił,krew
matakisamkolor.Czytegochcesz?”Zapytałamgo:,.CzydlaNiemcówteżbyś
tozrobił?’*Aonpoprostupowiedział:„Nie.Elso.tojestcośinnego”.Inadal
nosiłamteczkęnanuty.Rozumiepan?

—Niewiem.Poprostuniewiem.Alemyślę,żetak.
—Byłwszystkim,comiałam.Byłmoimżyciem.Stopniowostałamsię

częściątego.awtedybyłojużzapóźno,żebytozatrzymać…Adalejtojużpan
wie-wyszeptała,iZdarzałosię,żebyłamzadowolonaztego,corobiłSamuel.
GdypatrzyłamnanoweNiemcy,wróciłynazwy,którychbaliśmysięjakodzieci.

background image

Wróciłastraszliwaduma.Maszerowaliwlytmstarychmarszów.Fennanteżtak
toodbierał.

ByliśmykiedyśwobozienaprzedmieściachDrezna,naszegorodzinnego

miasta.Ojciecbyłsparaliżowany.Tęskniłzatytoniembardziejniżza
czymkolwiekinnym,ajaskręcałammupapierosyzwszelkiegośmiecia,które
możnabyłoznaleźćwobozie.Pewnegodniastrażnikzobaczył,jakojciecpali,i
zacząłsięśmiać.Przyszłojeszczeparuiteżsięroześmieli.Ojciectrzymał
papierosawsparaliżowanejręce,apapierosparzyłmupalce.Rozumiepan,ono
tymniewiedział.KiedyznówdaliNiemcomkarabiny,daliimpieniądzei
mundury,zdarzałysięchwile,krótkiechwile,żebyłamzadowolonaztego,co
robiSamuel.JesteśmyŻydami,więc…

Tak,rozumiemipowiedziałSmiley.-Teżtowidziałem.
Dieterpowiedział,żepanwidział.
Dietertakpowiedział?
—Tak,Piętaszkowi.PowiedziałPiętaszkowi,żepanjestbardzosprytny.Że

kiedyś,przedwojną,wywiódłgopanwpole,idopieropolatachonto
zrozumiał.TylepowiedziałPiętaszkowi.Powiedziałteż,żeniespotkałlepszego
odpana.

AkiedyPiętaszekpowtórzyłtopani?
Długopatrzyłananiegowmilczeniu.Jeszczeniewidziałtakzrozpaczonej

twarzy.Przypomniałsobie,copowiedziałamuwcześniej:

“Dziecimojegosmutkusąmartwe”.Teraztozrozumiałiusłyszałwjej

głosie-gdywreszciesięodezwała:

Czytonieoczywiste?Tegowieczoru,gdyzamordowałSamuela.Toświetny

kawał,panieSmiley.Wchwili,gdySamuelmógłtakwieledlanichzrobić-nie
tylkoprzekazaćjakiśdokumentodczasudoczasu-zniszczyłichwłasnystrach,
zamieniłichwzwierzętaizmusiłdozabijania.Samuelzwykłmawiać:
„Zwyciężą,bowiedzą,ainnizginą,boniewiedzą.Człowiek,którypracujedla
snu,będziepracowaćwiecznie”.Takwłaśniemówił.Alejawiedziałam,jakijest
tenichsen.Wiedziałamżenaszniszczy.Cobowiemniebyłoniszczycielskie?
NawetsenoChrystusie.

—AwięctoDieterwidziałmniewparkuzFennanem?
—Tak.
—Ipomyślał…
—Tak.Pomyślał,żeSamuelgozdradził.PowiedziałPiętaszkowiżebyzabił

Samuela.

_Atenanonimowylist?
_Niewiem.Niewiem,ktogonapisał.Ktoś,ktoznalSamuela,ktogo

obserwował.MożektośzbiuraalbozOksfordu,zpartii.Niewiem.Samuelteż

background image

niewiedział.

—Alelistpożegnalny…
Popatrzyłananiegoitwarzsięjejskurczyła.Dooczuznównapłynęłyłzy-

Pochyliłagłowę.

—Jagonapisałam.Piętaszekprzyniósłpapier,ajanapisałam.Podpisjużtam

był.PodpisSamuela.Smileyusiadłobokniejnakanapieiwziąłjązarękę.
Odwróciłasiędoniegoizaczęłakrzyczeć:

—Niechpanzabierzeteręce!Myślipan,żejestempańska,bonienależędo

nich?Niechpanstądidzie!NiechpanstądidzieizabijePiętaszkaiDietera,
niechpanpodtrzymatęgrę,panieSmiley.Aleniechpanniemyśli,żejestempo
pańskiejstronie,słyszymniepan?BojajestemtułającąsięŻydówką,
człowiekiemznikąd,polembitewnymdlapańskichżołnierzyków.Możemnie
pankopaćideptać,rozumiepan,alenigdy,nigdyniewolnomniepanudotykaći
mówić,żejestpanuprzykro,słyszypan?Terazniechpanstądidzie!Niechpan
idzieizabija.Siedziałaitrzęsłasięjakzzimna.Kiedydoszedłdodrzwi,
odwróciłsię.Wjejoczachniebyłołez.

Mendelczekałnaniegowsamochodzie.

NieudolnośćSamuelaFennana

DojechalidoMitchumwporzeobiadowej.PeterGuillamczekałnanich

cierpliwiewswoimwozie.

—No,rebiata,cotamnowego?
Smileywręczyłmuzłożonąkartkęzportfela.
—Mieliteżnumeralarmowy-Primrose9747.Sprawdźto,aleniewiążęz

tymwielkichnadziei.

Peterzniknąłwholuizacząłdzwonić.Mendelzakrzątnąłsięwkuchniipo

dziesięciuminutachprzyniósłpiwo,chlebisernatacy.Guillamwróciłiusiadł
bezsłowa.Wyglądałnazaniepokojonego.

—Cóż-odezwałsięwreszcie-coonacipowiedziała,George.Smiley

skończyłzdawaćsprawęzporannegoprzesłuchania.

—Rozumiem-powiedziałGuillam.-Tobyłobyto,George.Jeszczedziś

będęmusiałwszystkospisaćinatychmiastpójśćdoMastona.Łapaniemartwych
szpiegówtodoprawdyżałosnezajęcie.

—Doczegomiałdostępwministerstwie?-zapytałSmiley.
—Ostatniodobardzowieluspraw.Dlategouznali,żenależałobygo

przesłuchać.

—Jakietosprawy?

background image

—Jeszczeniewiem.ParęmiesięcytemubyłwwydzialeAzji,aledostał

nowestanowisko.

—Ameryka,oilepamiętam-powiedziałSmiley.-Peter?
Tak—
Czyzastanawiałeśsię,dlaczegotakbardzoimzależałonaśmierciFennana?

Możenaprawdęuważali,żeichzdradził,aledlaczegogo?Nicnatymnie
zyskiwali.Nie,chybanicniezyskiwali.Towymagawyjaśnienia.Pomyśl.
Załóżmy,żeFuchsalboMacleanzdradziliich.Załóżmy,żeobawialisięreakcji
łańcuchowej-nietutaj,alewAmeryce,albonacałympiecie.Czyniezabiliby
go,żebytemuzapobiec?Jesttylerzeczy,którychnigdyniebędziemywiedzieć.
Jaktentelefonoósmejtrzydzieści?-powiedziałSmiley.

Właśnie.-Wstał.-Siedźtutajiczekaj,ażdociebiezadzwonię,dobrze?

Mastonnapewnobędziechciałsięztobąwidzieć.Zacznąbiegaćpo
korytarzach,jakimprzyniosętenowiny.Ajaprzywdziejęspecjalnyuśmiech,
któregoużywam,kiedyprzynoszęhiobowewieści.

Mendelodprowadziłgododrzwiiwróciłdosalonu,powinieneśsię

przyczaić-powiedział.-Narobiłeśniezłegobałaganu.

AlboMundttujestalbogoniema,myślałSmiley,leżącwpłaszczuna

łóżku,zrękamizłączonymipodgłową.Jeśligoniema,sprawaskończona.
Mastonzdecyduje,corobićzElsąFennan,apewnienicniezrobi.JeśliMundt
nadaltujest,todlajednegoztrzechpowodów:

A-boDieterpowiedziałmu,żebyzostałipoczekał,ażwszystkosię

uspokoi;

B-bowokółniegośmierdziiboisięwracać;

C-boniedokończyłdzieła.

Ajestnieprawdopodobne,Dieterniezwykłpodejmowaćniepotrzebnego

ryzyka.Zresztątowariackipomysł.

B-jestnieprawdopodobne,bojeśliMundtobawiasięDietera,toobawiasię

takżeoskarżeniaomorderstwowAnglii.Najmądrzejbyzrobił,gdybywyjechał
doinnegokraju.

C-jestbardziejprawdopodobne.GdybymbyłnamiejscuDietera,

zamartwiałbymsięnaśmierćoElsęFennan.TaPidgeonjestnieistotna-bezElsy
niestanowipoważnegoniebezpieczeństwa.Nienależaładospiskuiniema
szczególnegopowodu,żebyzapamiętaławłaśnieprzyjacielaElsyzteatru.Nie,
toElsajestprawdziwymzagrożeniem.

Istniałajeszczejednamożliwość,aleSmileyniebyłwstanieoszacowaćjej

background image

prawdopodobieństwa:możliwość,żeDieterprowadziinnychagentówza
pośrednictwemMundta.

Nie…toniemasensu,tonietrzymasiękupy.Postanowiłjeszczeraz

przemyślećsprawę.

Cowiemy?Usiadł,żebyrozejrzećsięzaołówkiemipapierem,inatychmiast

zaczęłomupulsowaćwgłowie.Wstałztrudemiwyjąłołówekzwewnętrznej
kieszenimarynarki.Wteczcemiałnotatnik.Wróciłdołóżka,ułożył
odpowiedniodwiepoduszki,wziąłczteryaspi-tynyzbuteleczkinastolikui
oparłsięopoduszkiwyciągającnogiprzedsiebie.Zacząłpisać.Najpierw
staranniewykaligrafowałnagłówekipodkreśliłgo.

COWIEMY?
Potemzacząłkrokpokrokuodtwarzać-takbeznamiętnie,jakbyłoto

możliwe-kolejnewydarzenia:

WponiedziałekdrugiegostyczniaDieterFreyzobaczyłmniewparku

rozmawiającegozjegoagentemidoszedłdowniosku…

Właśnie,dojakiegownioskudoszedłDieter?ŻeFennanjużcośpowiedział,

czyżęmiałzamiartozrobić?Żebyłmoimagentem?

…idoszedłdowniosku,żeFennanjestniebezpiecznyzprzyczynnadalnam

nieznanych.Następnegowieczoru,w’pierwszywtorekmiesiąca,ElsaFennan
zabrałaraportymężawteczcenanutydoteatruwWeybridge,jakbyło
uzgodnione,izostawiłateczkęwszatni.Mundtmiałprzynieśćwłasnąteczkęi
zrobićtosamo.PodczasprzedstawieniaElsaiMundtmieliwymienićnumerki.
Mundtsięniepojawił.WzwiązkuztymElsazastosowałaproceduręalarmowąi
wysłałanumerekpocztąpodumówionyadres.Wyszłazteatruwcześniej,żeby
zdążyćprzedzabraniemostatniejpocztyzWeybridge.Potempojechałado
domu,gdziespotkałaMundta,któryuprzedniozamordowałFennana,
prawdopodobnienarozkazDietera.Strzeliłdoniegozbliska,gdytylkospotkał
sięznimwholu.ZnającDietera,przypuszczam,żedużowcześniejpowziął
środkibezpieczeństwaizaopatrzyłsięwkilkakartekpapieruzpodpisami-
autentycznymialbosfałszowanymi-SamaFennananawypadek,gdybytrzeba
byłogoskompromitowaćalboszantażo-

Zakładając,żetoprawda.Mundtprzyniósłzesobąkartkętf)dp,semwce^u

napisaniananiejlistupożegnalnegonamaszynienależącejdoFennana.Dopiero
porozmowiezElsą,Mundtzdałsobiesprawę,zeDieterźlezinterpretował
spotkanieFennanazeSmileyem-Uznałjednak,żeElsabędziechciałachronić
reputacjęswegomęża-niewspominającojejwspółudziale.Dziękitemubędzie
bezpieczny.ZmusiłElsę.żebynapisałalist,możedlateożenieufałswojej
angielszczyźnie(Uwaga:Alekto.dodiabła,napisałpierwszylist-donos?)

background image

później.Zapewne,zażądałteczkinanuty,którejniezdołałodebrać,|&sa
Powiedziałamu,żepostąpiławedługinstrukcji:wysłałanumerekzszatnipod
adreswHampstead,asamąteczkęzostawiławteatrze.ReakcjaMundtabyła
znacząca:zmusiłElsę,żebyzatelefonowaładoteatruizałatwiła,bymógł
odebraćteczkęjeszczetegowieczoru,podrodzedoLondynu.Zatemalboadres,
podktórywysłanonumerek,niebyłjużważny,alboMundtchciałwrócićdo
domuwczesnymrankiemnastępnegodniainiemiałbyczasu,żebyodebrać
numerek,apotemteczkę.

SmileyodwiedziłWallistonwcześnieranowśrodęczwartegostyczniai

podczaspierwszegoprzesłuchaniaodebrałtelefonzcentralioósmejtrzydzieści.
Telefontenzostałzamówiony(niemacodotegowątpliwości)przezFennanao
siódmejpięćdziesiątpięćpoprzedniegowieczoru.DLACZEGO?

Później,tegosamegoranka,SmileywróciłdoElsyFennan,żebyzapytaćo

tentelefon,onazaś(wedlejejwłasnychsłów)wiedziała,żetogo„zaniepokoi”
(bezwątpieniapochlebnacharakterystykamoichzdolnościdokonanaprzez
Mundtaodniosłatuefekt).PoopowiedzeniuSmileyowihistoryjkioswojejzłej
pamięciwpadławpanikęi¡zadzwoniładoMundta.

Mundt,dysponującyprawdopodobniefotografiąalboopisem,postanawia

zlikwidowaćSmileya(zpoleceniaDietera?)ipóźniejtegosamegodniaprawie
musiętoudaje.(Uwaga:MundtzwróciłsamochódScarrowidopieroczwartego
wieczorem.Niemusitooznaczać,żenieplanowałodleciećwcześniejtegodnia.
Gdybychciałodleciećrano,mógłzpowodzeniemzostawićsamochóduScarra
wcześniejipojechaćnalotniskoautobusem).Wydajesięcałkiem
prawdopodobne,żeMundtzmieniłzamiarpotelefonieodElsy.Niejestjednak
jasne,czyzmieniłjezpowodutegotelefonu.

CzyMundtaogarnęłapanikaporozmowiezElsą?Iczytapaniksprawiła,że

zamordowałAdamaScarra,zastanawiałsięSmiley.

Wholudzwoniłtelefon…
—George,tuPeter.Tenadresinumertelefonutoślepauliczka
—jakto?
—Numertelefonuiadresprowadząwtosamomiejsce“-umeblowany

apartamentwHighgatewynajętyprzezpilotazLufteuropy.Zapłaci}zadwa
miesiącezgóiypiątegostyczniaiodtamtejporysięniepojawił

—Cholera.
—GospodynizapamiętałaMundtacałkiemdobrze.Miły,.grzeczny

dżentelmen,jaknaNiemca,bardzoszczodry.Częstosypiałnakanapie.

—OBoże.
—Przeszukałempokój.Wrogustoibiurko.Wszystkieszufladyzostały

opróżnione,pozajedną,wktórejbyłnumerekdoszatniiZastanawiamsię,skąd

background image

pochodzi…Cóż,jeślichceszsiępośmiać,zapraszamdonaszegocyrku.Cały
Olimpwrzeodaktywności.A,przyokazji…

—Tak?
—PowęszyłemwokółmieszkaniaDietera.Znównie.Wyjechałczwartego

stycznia.Niepowiadomiłmleczarza.

—Acozjegopocztą?
—Niedostawałżadnej,nieliczącrachunków.Przyjrzałemsięteżgniazdku

towarzyszaMundta:dwapokojenadMisjąds.Stali.Meblewywędrowaływraz
zcałymdobytkiem.Przykromi.

—Rozumiem.
—Aleznalazłemcośdziwnego,George.Pamiętasz,jakmówiłem,że

przejrzęosobisterzeczyFennana—portfel,notatnikitakdalej?

—Pamiętam.
—Zrobiłemto.Wjegonotatniku,wczęścinaadresy,jestnazwiskoDietera

wrazznumeremtelefonumisji.Cozatupet.

—Tonietupet.Toszaleństwo.DobryBoże.
—Apoddatączwartegostyczniajestwpis:„SmileyC.A.telefonósma

trzydzieści”.Wpisztrzeciegostyczniabrzmi:„Prosićobudzeniewśrodęrano”.
Ototwójtajemniczytelefon.

—Nadalniebardzorozumiem.
—WysłałemFeliksaTavemeradoministerstwa,żebytamtrochę

pomyszkował.Przejrzałrepertoriaarchiwalnezaostatniedwalata.Udałomusię
ustalić,jakieteczkiposzłydosekcjiFennana.Gdysekcjiszczególniezależałona
jakiejśteczce,przysyłałazamówieniazachowanedotejpory.

Noi?
—Felixstwierdził,żetrzyczyczteryteczkiwydawanoFennanowiyypiątki

wieczorem,awracaływponiedziałekrano.Czylizabierałjedodomuna
weekend.

—O,mójBoże!
Tyleżeprzezostatniesześćmiesięcy,odkądobjąłtostanowisko,brałdo

domumateriałynieutąjnione,którenikogobyniezainteresowały-…

Przecieżwciąguostatnichmiesięcyzacząłsięzajmowaćtajnymiteczkami

zdziwiłsięSmiley.-Mógłzabraćdodomuto,cochciał.

Wiem,aletegonierobił.Możnabyprzypuszczać,żedziałałtakcelowo.

Zabierałdodomumateriałyjawne,słabozwiązanezjegopracą.Czasemnawet
teczkidotyczącetematów,którymijegosekcjawogólesięniezajmowała.

—Iniebyłyutajnione.
—Tak-bezwartościdlawywiadu.
^Awcześniej,zanimobjąłnowestanowisko?Jakiemateriałyzabierałwtedy

background image

dodomu?

Teczki,którymisięzajmowałpodczaspracy,politykaitakdalej.
—Tajne?
—Niektóretak,innenie.Jakmupodchodziło.
Alenicniespodziewanego-żadnychmateriałów,któreniepowinnygo

interesować?

Zgadzasię.Okazjimiałwbród,aleniekorzystałznich.Fiołkiwgłowie.
—Pewnietak,skorozapisałwnotatnikunazwiskooficeraprowadzącego.
—Myślotym,cochcesz:wziąłsobiewolnenaczwartegostycznia
—nadzieńposwojejśmierci.Raczejniezwykłasprawa-byłpracu-siem,jak

mimówili.

—CoMastonrobiztymwszystkim?-zapytałSmileypochwilimilczenia.
—Przeglądateczkiiwzywamniecodwieminuty,żebyzadawaćgłupie

pytania.Chybapoczułsięsamotnywobliczunagichfaktów.

—Uporasięznimi,niemartwsię.
—Jużmówi,żecałasprawaprzeciwkoFennanowiwyrosłanabaziezeznań

neurotycznejkobiety.

—Dziękujezatelefon,Peter.
—Dowidzenia,stary.Uważajnagłowę.
Smileyodłożyłsłuchawkęizastanawiałsię,gdzie.możebyćMendel.Na

stolewholuleżaławieczornagazeta.Zauważyłtytułnapierwszejstronie:
„Linczowanie.Światoweorganizacjeżydowskieprotestują”.Podspodembył
reportażozlinczowaniużydowskiegosklepikarzawDusseldorfie.Otworzył
drzwidosalonu.Mendlatamniebyło.Dostrzegłgoprzezokno.Miałnagłowie
swójkapeluszogrodnikairąbałsiekierąjakoszalałypieńdrzewa.Smiley
przyglądałmusięprzezchwilę,apotemposzedłnagórę,żebyodpocząć.Gdy
dotarłdoszczytuschodów,telefonznówzacząłdzwonić.

—George,przepraszam,żeznówcięniepokoję.TowsprawieMundta.
—Tak?
—WczorajwieczorempoleciałliniamiBEAdoBerlina.Podróżowałpod

innymnazwiskiem,alestewardesyrozpoznałygobeztrudu.Pieskieszczęście,
chłopie.

SmileynacisnąłdłoniąwidełkiizadzwoniłdoWallistonpodnumer2944.

Długoniktnieodbierał.WreszcieusłyszałgłosElsyFennan:

—Halo…Halo…Halo?
Powoliodłożyłsłuchawkę.Żyła.
Dlaczegowłaśnieteraz?DlaczegoMundtwybrałsiędodomuteraz,pięć

tygodnipozamordowaniuFennana,trzytygodniepozamordowaniuScarra?
Dlaczegowyeliminowałmniejszezagrożenie-Scarra-azostawiłnietkniętą

background image

ElsęFennan,neurotycznąizgorzkniałą,gotowąwkażdejchwilizałamaćsięi
opowiedziećcałąhistorię?JakDietermożeufaćtejkobiecie?Czyniezdaje
sobiesprawy,żeteraz,gdyitakjużnieochronidobregoimieniamęża,może-
czytozchęcizemsty,czyzżalu-wyrzucićzsiebiecałąprawdę?Oczywiście,
pomiędzyzamordowaniemFennanaazamordowaniemjegożonymusiałoby
upłynąćtrochęczasu,alejakiewydarzenie,jakainformacja,jakie
niebezpieczeństwosprawiły,żeMundtwyjechałostatniejnocy?Bezwzględnyi
kunsztownyplansłużącyzachowaniutajemnicyFennanazostałodrzucony,
zanimzrealizowanogodokońca.Cotakiegostałosięwczoraj,oczymMundt
siędowiedział?Amożeczasodlotuzostałwybranyprzypadkowo?Smileywto
niewierzył.JeśliMundtzostałwAngliipodwóchmorderstwachizamachuna
Smileya,musiałmiećjakiśpowód.Ważnypowód.CorobiłpozabiciuScarra?
Ukrytywjakimśsamotnympokoju,odciętyodświatłaiinformacji.Idlaczego
terazpoleciałdodomu,taknagle?

AFennan-cotozaszpieg,którywybieradlaswoichpanówmałoprzydatne

informacje,mającpodrękąprawdziweklejnoty?Możezmienizdanie?Osłabła
jegomotywacja?Dlaczegowięcniepowiedziałotymżonie,dlaktórejjego
działaniebyłykoszmaremiktórauradowałabysięjegonawróceniem?
Wyglądałonato,zeFennanniewybierałtajnychdokumentów-poprostu
przynosiłdodomujakiekolwiekteczki.Utratamotywacjiwyjaśniałabyto
dziwnewezwaniedoMarlowaifakt,żeDieterbyłprzekonanyozdradzie
Fennana.Alektonapisałanonimowydonos?

Nicniemiałosensu,nic.SamFennan-błyskotliwyielokwentny-zwodził

taknaturalnie,takmistrzowsko.Smileynaprawdęgopolubił,placzegowięcten
kutynaczterynogioszustpopełniłtakniewiarygodnybłąd,wpisującdo
notatnikanazwiskoDietera,iwykazałsiętakąignorancjąwselekcjimateriału
wywiadowczego?

Smileyposzedłnagórę,żebyspakowaćrzeczy,któreMendelzabrałdla

niegozBywaterStreet.Byłojużpowszystkim.

Stanąłnaschodkachprzeddrzwiami,postawiłteczkęizacząłszukaćkluczy.

Gdyotwierałdrzwi,przypomniałsobie,jakstałtuMundt,patrzącnaniego
wyblakłymi,niebieskimioczami.DziwniebyłomyślećoMundciejakoouczniu
Dietera.Mundtdziałałzbezwzględnościąwyszkolonegonajemnika-
wydajnego,nastawionegotylkonacel.Wjegotechniceniebyłonic
oryginalnego:wewszystkimbyłcienieniswojegomistrza.Zupełniejakby
błyskotliwesztuczkiDieterazostaływciśniętedopodręcznika,któregoMundt
nauczyłsięnapamięć,dodająctylkoszczyptęsoliwpostaciswojejbrutalności.

Nawycieraczceleżałakupkalistów.Smileypodniósłje,położyłnastolikuw

korytarzuiotworzyłdrzwidomieszkania.Wydałomusięobce,zimnei

background image

pachnącestęchlizną.Gdytakszedłodpokojudopokojuporazpierwszyzdał
sobiesprawę,jakpustestałosięjegożycie.

Chciałzapalićgazowykominek,alenieznalazłzapałek.Usiadłwfoteluw

salonieiprzyglądałsięksiążkomstojącymnapółkachipamiątkom,które
przywiózłzpodróży.KiedyAnngoopuściła,zacząłodzacieraniawszelkich
śladówponiej.Pozbyłsięnawetjejksiążek.Alestopniowopozwolił,żebykilka
przedmiotów,którełączyłyjegożyciezjejżyciem,ponowniezaznaczyłoswoją
obecność.Byłytoprezentyślubneodbliskichprzyjaciół-szkicWatteauod
PeteraGuillamaigrupadrezdeńskaodSteed-Aspreya.Wstałzkrzesłai
podszedłdonarożnegokredensu,naktórymstałagrupa.Uwielbiałpodziwiać
pięknotychfigurek,maleńkąrokokowąkurtyzanęwpasterskimkostiumie,z
rękamiwyciągniętymidojednegoadorującegojąkochankaitwarzyczką
obdarzającąspojrzeniemdru-jego.Czułsięnienamiejscuwobectejkruchej
perfekcji,takjakczułsjęwobecAnn,kiedyrozpocząłpodbój,któryzadziwił
towarzystwo.

Temałefigurkiprzynosiłymupocieszenie:byłorówniebeznadziejne

oczekiwaćwiernościodAnn,jakodtejmałejpastereczkiwszklanejszkatułce.
Steed-AspreykupiłgrupęwDreźnie,przedwojną,byłaozdo-bąjegokolekcji.
Dałjąim,bomożepomyślał,żepewnegodniaSmileyowipotrzebnabędzie
prostafilozofia,którątagrupawyrażała.

Drezno:spośródwszystkichniemieckichmiastSmileynajbardziejjelubił.

Uwielbiałjegoarchitekturę,dziwacznąmieszaninęśredniowiecznychi
fclasycystycznychbudynków,kopuły,wieżeiiglice,pokryteśniedziąmiedziane
dachybłyszczącewgorącymsłońcu.Jegonazwaoznaczajniastomieszkańców
lasu”,tuwłaśnieWacławWęgierskiobdarowy-wałUtalentowanychminstreli
przywilejami.SmileywspominałswójostatnipobytwDreźnie,gdyodwiedził
znajomegozuniwersytetu,profesorafilologii,któregospotkałwAnglii.To
podczastejwizytyzobaczyłDieteraFreyawlokącegosięwokółwięziennego
podwórca.Nadalgowidział,spokojnego,wysokiegoimonstrualnie
zmienionegoprzezogolonągłowę,jakbyzadużegonatomałewięzienie.

DreznobyłomiejscemurodzeniaElsy.Przypomniałsobie,jakprzeglądałjej

teczkęosobowąwministerstwie:ElsaFreimannurodzonaw1917wDreźniew
Niemczech;rodziceNiemcy;wDreźnieskończyłaszkołę;więzionawlatach
1938-1945.Próbowałwyobrazićjąsobiewrodzinnymdomu,w
patrycjuszowskiejżydowskiejrodziniedożywającejswoichdniwśródobelgi
prześladowań.„Śniłamodługichblondwłosach,aoniogolilimigłowę”.
Zrozumiał,dlaczegoufarbowałasobiewłosy.Mogłaprzypominaćtę
pastereczkę,krągłąiśliczną.Alejejciałozostałozłamanegłodemistałosię
krucheisłabe.

background image

Mógłjąsobiewyobrazićtejstrasznejnocy,gdyzobaczyłamordercęmęża

stojącegoprzyjegozwłokach,usłyszećjejwyjaśnienia,wypowiedzianebez
tchu,pełneszlochu,iMundta,któryzmuszajądowspółudziałuwtejstraszneji
niepotrzebnejzbrodni.Ciągniejądotelefonu,każezadzwonićdoteatru,aw
końcuzostawiasamą,udręczonąiwyczerpaną,żebyzmierzyłasięz
dochodzeniem,któremusinastąpić.

Tobyłonieludzkie,adlaMundtastanowiłofantastycznewprostryzyko.
Wcześniejbyławiarygodnymwspólnikiem-oironio-bardziejodFennana

uzdolnionymwtechnikachszpiegowskich.Ajaknakobietę,któraprzeżyłataką
noc,przypierwszymspotkaniuodegraławspaniałeprzedstawienie.

Kiedytakstałipatrzyłnapastereczkęupozowanąmiędzydwoma

wielbicielami,zrozumiał,żejestjeszczejednowyjaśnieniesprawySamuela
Fennana,rozwiązanie,doktóregopasująwszystkieszczegółyiokoliczności,
zgodnezniespójnościamicharakteruFennana.Zacząłotymmyślećjako
ćwiczeniuakademickim,bezodniesieniadokonkretnychosób;manewrował
charakteramijakfragmentamiukładanki,przekręcałjetowtę,towtamtą
stronę,żebyzaczęłypasowaćdoramyustalonychfaktów-iwtedywzórnagłe
stałsiętakwyraźny,żedalejniebyłatojużgra.

Sercezaczęłomubićmocniej,zwzrastającymzaskoczeniemzaczął

opowiadaćsobiecałąhistorię,rekonstruowaćscenyiprzypadki-tymrazemw
świetleswojegoodkrycia.Jużwiedział,dlaczegoMundtwyjechałzAnglii
właśniewczoraj,dlaczegoFennanwybierałtakmałoznacząceaktadlaDietera,
dlaczegozamówiłbudzenienaósmątrzydzieściidlaczegoMundtniezabiłElsy.
Wreszciewiedział,ktonapisałanonim.Zobaczył,jakogłupiłygowłasne
sentymenty,jakfałszywieużyłsiłyswojegoumysłu.

PodszedłdotelefonuiwybrałnumerMendla.Gdytylkoskończyłznim

rozmawiać,zadzwoniłdoPeteraGuillama.Potemwłożyłkapeluszipłaszczi
poszedłnaSloaneSquare.Wmałymkioskukupiłpocztówkęzezdjęciem
opactwawestminsterskiego.Wsiadłdometraipojechałnapółnoc,doHighgate.
NapoczciekupiłznaczekizaadresowałpocztówkędoElsyFennan.Położył
kartkęnapulpicieinapisał:„Chciałbym,żebyśtubyła”.Wysłałkartkęiwrócił
naSloaneSquare.Niemógłjużnicwięcejzrobić.

Tejnocydobrzespał.Obudziłsięwcześnieranoiposzedłdosklepuza

rogiem,żebykupićrogalikiipaczkękawy.Zaparzyłkawę,usiadłwkuchniz
„Timesem”wręku,żebyzjeśćśniadanie.Czułsiędziwniespokojny,akiedy
wreszciezadzwoniłtelefon,złożyłstaranniegazetę,zanimposzedłnagórę,żeby
goodebrać.

—George,tuPeter-głosbyłnaglący,prawietriumfalny-trafiona,

zatopiona,przysięgam!

background image

—Cosięstało?
—Pocztęodebrałaoósmejtrzydzieścipięć.Odziewiątejtrzydzieścijuższła

ulicą,całaspięta.Poszłaprostonastacjęizłapałapociągodziewiątej
pięćdziesiątdwiedoVictorii.KazałemMendlowiwsiąśćdopociąguasam
pognałemsamochodem,alebyłozapóźno,żebydopaśćpociągnastacji
końcowej.

JakskontaktujeszsięzMendlem?
DałemmunumerdohoteluGrosvemor.Jestemtuteraz.ZadzwoniHomnie,

jaktylkobędziemiałokazję,ajadołączędoniego.

—podchodziszdotegozwyczuciem,prawda?
Jakdozgniłegojajka,chłopie.Onachybatracigłowę.Gnajakchart.
Smileyodłożyłsłuchawkę.Wziął„Timesa”izacząłprzeglądaćkolumnę

teatralną.Onmusimiećrację…musi.

Poranekciągnąłsięzdręczącąpowolnością.Smileycojakiśczaspodchodził

dooknaipatrzył,jakdługonogiedziewczynyzKensingtonidąnazakupyze
ślicznymimłodymimężczyznamiwjasnoniebieskichpulowerach,jaksąsiedzi
myjąswojesamochodystojąceprzeddomami»Ipotemidąwdółulicyna
pierwszepiwowtenweekend.

WreszciezadzwoniłdzwonekprzydrzwiachfrontowychiweszliMendelz

Guillamem,radośnieuśmiechnięci,głodnijakwilki.

Haczyk,żyłkaispławik-powiedziałGuillam.-AleniechMendelopowiada,

onodwaliłwiększośćroboty.Jatylkoposzedłem,żebydopaśćofiarę.

Mendellekkoprzekrzywiłgłowęizacząłmówić:
ZłapałapociągodziewiątejpięćdziesiątdwiedoVictorii.Wpociągu

trzymałemsięzdalaodniej,zrównałemsięznią,dopierogdyprzechodziła
przezbarierki.WzięłataksówkędoHammersmith.

Taksówkę?-zdziwiłsięSmiley.-Musiałazwariować.
—Jestroztrzęsiona.Jaknakobietęchodziszybko,alepoperonietojuż

prawiebiegła.WysiadłanaBroadwayiposzładoSheridanTheatre.Chciała
wejśćdokasy,aledrzwibyłyzamknięte.Zawahałasięprzezchwilę,potemsię
odwróciłaiposzładokawiarniodległejojakieśstometrów.Zamówiłakawęiod
razuzaniązapłaciła.PookołoczterdziestuminutachwróciładoSheridan.Kasa
byłaotwarta,ajawepchnąłemsięzaniąistanąłemwkolejce.Kupiładwabilety
nanastępnyczwartek,rządT,miejsca27i28.Kiedywyszłazteatru,włożyła
jedenbiletdokopertyizakleiłają.Potemwysłałalist.Niemogłemzobaczyć
adresu,alenakoperciebyłznaczekzasześćpensów.

Smileysiedziałbezruchu.
Ciekawe—mruknął.-Czyortprzyjdzie.
—DołączyłemdoMendlaprzySheridan—powiedziałGuillam.-

background image

Odprowadziłjądokawiarniizadzwoniłdomnie.Potemszliśmyzaniąrazem.

—Sammiałemochotęnakawę-kontynuowałMendel.-PanGuil-Jam

dołączyłdomnie.Zostawiłemgo,kiedystanąłemwkolejcepobilet,aonchwilę
późniejwyszedłzkawiarni.Tobyładobrarobota,poszłobezproblemów.Jest
roztrzęsiona.Aleniczegoniepodejrzewa.

—Cozrobiłapóźniej?-zapytałSmiley.
—PoszłaprostonadworzecViktoria,Zostawiliśmyjątam.
Przezchwilęmilczeli,potemodezwałsięMendel:
—Corobimyteraz?
Smileyzamrugałispojrzałnaniego.
—ZamówmybiletynaczwartkoweprzedstawieniewSheridan.
Poszli,znówbyłsam.Jeszczenieuporałsięzkorespondencją,która

zgromadziłasiępodczasjegonieobecności.Okólniki,katalogiodBlackwella,
rachunki,stertareklam,formularzynazakładypiłkarskieiprywatnychlistów
nadalleżałanastolikuwkorytarzu.Zabrałwszystkodosalonu,położyłnafotelu
izacząłodlistówprywatnych.JedenbyłodMastona.Czytałgozuczuciem
bliskimzażenowania.

DrogiGeorge!
Byłomibardzoprzykro,gdyusłyszałemodGuillamaoTwoimwypadku.

Mamnadzieję,zedotejporyjużwyzdrowiałeś.

Możesobieprzypominasz,żępodwrażeniemchwiłhprzedtym

nieszczęściem,napisałeśdomnielistzrezygnacją.Chcę,żebyświedział,że-
oczywiście-niewziąłemtegonaserio.Czasemnatłokwydarzeńsprawia,że
cierpinaszzmysłperspektywy.Alestarewiarusyjakmynietakłatwodająsię
zbićztropu.Czekamna:chwilę,gdyznówCięzobaczępośródnas,jaktylko
yyydobrzejesz.AtymczasemnadaluważamCięzastarego,wypróbowanego
członkazałogi.Smileyodłożyłlistnabokizająłsięnastępnym.Wpierwszej
chwilinierozpoznałcharakterupisma;patrzyłbezwyrazunaszwajcarski
znaczekpocztowyidrogipapierzhotelowejpapeterii.Naglepoczuł,żerobimu
sięniedobrze,wzrokmusięprzyćmiłiledwieznalazłsiłę,żebyrozedrzeć
kopertę.Czegoonachce?Jeślipieniędzy,oddajejwszystkocoposiada.Mógł
wydawaćpieniądzetak,jakchciał;jeślisprawimuprzyjemnośćroztrwonienie
ichnaAnn,tojeroztrwoni.Niemanictanego,comógłbyjejdać-wszystko
innezabrałajużdawno.Zabrałasegoodwagę,jegomiłość,jegowspółczucie;
zabrałaje,żebyodczasudoczasucieszyćsięnimiwsmutnepopołudnia,gdy
czasciągniesięleniwiepodgorącymkubańskimsłońcem.Możesięszczycić
tymizdobyczamiprzedswoimnajnowszymkochankiem,możejeporównywaćz
trofeami,którezłożylijejwcześniejalbopóźniejinni.

MójkochanyGeorge!

background image

PrzedstawiamCipropozycję,którejnieprzyjąłbyżadendżentelmen.Chcę

doCiebiewrócić.ZatrzymałamsięwBaur-au-LacwZurychuibędętudokońca
miesiąca.Dajznać.

Ann
Smileypodniósłkopertęipopatrzyłnajejrewers:„MadameJuanAvida”.

Nie,żadendżentelmennieprzyjąłbytakiejpropozycji.Żadensennieprzetrzyma
odejściaAnnwbiałydzieńzsacharynowymLatynosemouśmiechujakskórka
pomarańczy.SmileywidziałkiedyśkronikęfilmowąpokazującąAlvidę
wygiywającegojakiśwyścigwMonteCario.Miałwłosysięgająceramioniw
tychswoichgoglach,poplamionyolejemsilnikowym,wtymśmiesznymwieńcu
zwawrzynuwyglądałjakmałpolud,któryspadłzdrzewa.Nosiłbiałąkoszulkę
dotenisa,którajakimścudemniezabrudziłasiępodczaswyścigu.Zjej
rękawówwystawały,zodpychającąjednoznacznością,czarne,małpieramiona.

TobyłacałaAnn:„Dajmiznać”.Wykupswojeżycie,sprawdź,czydasię

przeżyćnanowo,idajmiznać.Znudziłamsiękochankiem,kochanekznudził
sięmną,pozwól,żeznówzburzętwójświat;mójwłasnymnienudzi.Chcędo
ciebiewrócić…chcę,chcę…

Smileywstałizlistemwręcepodszedłdoporcelanowejgrupy.Stałtakkilka

minut,gapiącsięnapastereczkę.Byłatakapiękna.

Ostatniakt

TrzyaktoweprzedstawienieRyszardaIIwSheridanodbyłosięprzypełnej

sali.GuillamiMendelusiedlina*przystawkach,nakońcułukuotaczającego
szerokimpółkolemscenę.Mielistądwidoknatylnerzędy,którewinnym
przypadkubyłybyniewidoczne.WolnemiejsceoddzielałoGuillamaodgrupy
studentów.Patrzyliwzamyśleniunaniespokojnemorzerozkołysanychgłówi
trzepocącychprogramów,gdyspóźnienizajmowaliswojemiejsca.Tascena
skojarzyłasięGuillamowizorientalnymtańcem,wktórymnieznacznegesty
dłoniistópporuszającałeciało.Cojakiśczasspoglądałnatylnerzędy,alenie
byłotamśladuElsyFennanijejgościa.

Właśniekończyłasięnagranauwertura,gdyzerknąłnadwapustefotelew

tylnymrzędzie.Serceażmupodskoczyło.DostrzegłsmukłąpostaćElsyFennan.
Siedziałanieruchomo,zapatrzonana.audytoriumjakdzieckouczącesię
dobrychmanier.Miejscepojejprawejstronie,najbliższeprzejścia,nadalbyło
puste.

Taksówkipodjeżdżaływpośpiechupodwejściedoteatru,apasażerowieo

ustalonejinieustalonejreputacjizostawialikierowcomsowitenapiwki,żeby
przeznastępnepięćminutszukaćbiletów.TaksówkaSmileyaprzejechałaobok

background image

teatru.WysiadłprzyClarendonHotel

inatychmiastudałsięnadół,dorestauracjiibaru.
Oczekujępilnegotelefonu—powiedział.-NazywamsięSavage,proszędać

miznać,dobrze?

Barmanodwróci!sięwstronęstojącegozanimaparatuiprzekazałsłowa

Smileyarecepcjoniście.Ijeszczewhiskyzwodąsodową;czypansięteżnapije?

Dziękuję,sir,alenietykamalkoholu.Kurtynauniosłasięnadsłabo

oświetlonąsceną.Guillampróbowałprzeniknąćnagłąciemność.Stopniowojego
oczyzaczęłysięprzyzwyczajaćdosłabejpoświatyrzucanejprzezświatła
awaryjne,ażwreszciebyłwstanie,dostrzecwpółmrokuElsęimiejsceobok
niej-nadalpuste.

Ostatnirządbyłoddzielonyodprzejściabiegnącegoztyłuwidownitylko

niskimprzepierzeniem,zanimznajdowałosiękilkorodrzwi,prowadzącychdo
foyer,baruiszatni.JedneotworzyłysięnamomentinaElsęFennanpadła
smugaprzyćmionegoświatła.Elsapochyliłalekkogłowę,jakbyprzysłuchując
sięczemuśzanią,uniosłasięwfoteluiznówusiadła.

GuillampoczułrękęMendlanaramieniu.Odwróciłsięizobaczył,że

tenpatrzygdzieśwbok.PodążyłzawzrokiemMendla.Wysokimężczyzna
powolitorowałsobiedrogęmiędzytylnymirzędami;byłprzystojny,z
kosmykiemczarnychwłosówspadającychnaczoło.TonaniegopatrzyłMendel,
nategoeleganckiegogigantautykającegowprzejściumiędzyfotelami.

Byłownimcośwyjątkowego,cogowyróżniało,coś,coprzykuwałouwagę

iniepokoiło.Guillamobserwowałprzezlornetkęjegopowolnyiprzemyślany
marsz,podziwiałgracjęimiarowośćnierównegokroku.

Mężczyznaszedł,wyrzucajączdrowąnogędoprzodu.Byłwtymbunt,

wyzwanie,któregoniemożnazbagatelizować.Guillamspostrzegł,jak
publicznośćodwracagłowy,jakoczywszystkichprzesuwająsięposłusznieza
nim.

PrzecisnąłsięobokMendlaiwyjściemawaryjnymszybkowydostałsięna

korytarz.Pokilkukrokachtrafiłwreszcienafoyer.Kasabyłazamknięta,ale
dziewczynanadalślęczałanadżmudniezestawionymirzędamicyfr,pokrytych
poprawkamiiskreśleniami.Przepraszam—powiedziałGuillam-alemuszę
skorzystaćztelefonu.Topilne,pozwolipani?

—Ciii!-niecierpliwiemachnęłananiegoołówkiem,nawetniepodnosząc

wzroku.Włosymiałamyszowate,aceręthistąibłyszczącąodzmęczeniapracą
dopóźnaioddietyograniczonejdosmażonychziemniaków.Guiliamczekał
dłuższąchwilę,zastanawiającsię,ileczasuminie,zanimdziewczynaznajdzie
rozwiązaniewgęstwinienabazgra-nychcyfr,któremusząsięzgadzaćze
stosikiembanknotówimonetwotwartejkasetcestojącejobok.

background image

—Niechpaniposłucha—rzekłwreszcie—jestemfunkcjonariuszempolicji.

Nagórzeczekaparaśmiałków,którzymająochotęnawasząforsę.Czyteraz
pozwolimipaniskorzystaćztelefonu?

—OBoże-powiedziałazmęczonymgłosemiwreszciepodniosławzrok.

Nosiłaokulaiyibyłabardzobrzydka:-Niechichszlagtrafirazemztymi
pieniędzmi.Mamochotęwbićzębywścianę.-Odsunęłarachunkinaboki
otworzyładrzwi,przezktóreGuiliamwcisnąłsiędośrodka.

—Niezbyttuprzytulnie,prawda?—powiedziaładziewczynazuśmiechem.

Byłabrzydka,alemiałainteligentnątwarz.Pewniestudentka,którasobie
dorabia,pomyślałGuiliam.

ZadzwoniłdoClarendonipoprosiłpanaSavage’a.Pochwiliusłyszałgłos

Smileya.

—Ontutajjest-powiedziałGuiliam.-Byłtuprzezcałyczas.Musiałkupić

dodatkowybilet,wktórymśzprzednichrzędów.Mendelzauważył,jakkulejąc,
idziemiędzyfotelami.

—Kulejąc?
—Tak,tonieMundt.Totendrugi,Dieter.
Smileynieodpowiadał,więcpochwiliGuiliamodezwałsię:
—George,jesteśtam?
—Obawiamsię,żenicztego,Peter.NiemamynicnaFreya.Odwołajludzi,

nieznajdądziśMundta.Czypierwszyaktjeszczetrwa?

—Musisięjużzbliżaćprzerwa.
—Będęzadwadzieściaminut.TrzymajsięElsyjakcień.Jeśliwyjdąisię

rozdzielą,MendelmasięprzykleićdoDietera.Tyzostańwfoyerpodczas
ostatniegoaktunawypadek,gdybywyszliwcześniej.

Guiliamodłożyłsłuchawkęiodwróciłsiędodziewczyny.
—Dziękuję-powiedziałipołożyłnajejbiurkuczterypensy.Zebrałajei

wcisnęłamuzpowrotemdoręki.

—Nalitośćboską-mruknęła.-Niechpanniedodajemiproblemów.
Wyszedłnaulicęizagadałdotajniakówwałęsającychsiępochodniku.

PotemwróciłidołączyłdoMendla,gdykurtynazapadłapopierw-gZyniakcie.

ElsaiDietersiedzielioboksiebie.Rozmawializożywieniemiwyglądalina

bardzorozbawionych.Mendelprzyglądałimsięzafascynowany.Roześmiałasię
zczegoś,copowiedziałDieter,pochyliłasięipołożyładłońnajegoramieniu.
Widziałjejcienkiepalcenarękawiejegowizytowejmarynarki,widział,jak
Dieternachylagłowęiszepcejejcośdoucha.Tymrazemroześmielisięoboje.
Pochwiliświatłaprzygasły,agwarrozmówucichł.Zaczynałsiędrugiakt.

Smileyszedłpowoliwstronęteatru.Tologiczne,myślał,żepojawiłsię

właśnieDieter.PrzysłanieMundtabyłobyszaleństwem.Zastanawiałsię,kiedy

background image

ElsaiDieterodkryjążetonieDieterjąwezwał,żetonieonwysłałpocztówkę
zaufanymkurierem.Modliłsiętylkoojedno|omożliwośćprzeprowadzenia
kolejnejrozmowyzElsąFennan.

KilkaminutpóźniejzająłpustemiejsceobokGuillama.Dawnojużnie

widziałDietera.

Niezmieniłsię.Byłtymsamymnieprawdopodobnymromantykiem

władającymmagiąszarlatana;tąsamąniedającąsięzapomniećpostaciąktóra
mozoliłasięnadruinamiNiemiec,nieprzejednanąwdążeniudocelu,
mrocznąjakbogowiePółnocy.Smileyokłamałichwieczoremwklubie;Dieter
wymykałsięwszelkimdefinicjom.Byłczłowiekiemmyślącymidziałającymw
kategoriachabsolutu,pozbawionymgotowościdojakiegokolwiek
kompromisu.GdyterazsiedziałwciemnymteatrzeipatrzyłnaDieteraprzez
morzenieruchomychtwarzy,nawiedziłygowspomnieniaprzeżytychrazem
niebezpieczeństw,wzajemnegozaufania,gdykażdyznichmiałwrękużycie
tegodrugiego.WstałtUżprzedkońcemdrugiegoaktuiposzedłwstronę
bocznegowyjścia.Mendeldołączyłdoniegopokilkuminutach,aGuillam
prześliznąłsięoboknich,żebyzająćpozycjęwfoyer.

Jestkłopot-powiedziałMendel.-Kłócąsię.Onacośpowtarza,aontylko

kręcigłową.Wyglądanazaniepokojonego.Zacząłsięrozglądaćpoteatrze,
jakbywpadłwpułapkę.Oceniamiejsce,robiplany.

—Poczekaiwydostaniesięztłumem-orzekłSmiley.-Niewyjdzieprzed

końcem.Prawdopodobniespróbujenaswymanewrować,naglerozdzielającsięz
niąpośrodkutłumu.Poprostujązgubi.

—Amy?Dlaczegoniemożemytampodejśćiichzdjąć?
—Musimyczekać.Niemamyżadnychdowodów.AleDieterotymniewie.

JeśliElsajestzdenerwowana,aonzaniepokojony,tonapewnocośzrobią.Niech
ichponosi,niechpanikują,niechrobiącokolwiek.Dopókicokolwiekrobią…
Znówzgasłyświatła,aleSmileykątemokadostrzegł,jakDieternachylasięnad
Elsąicośdoniejszepce.Lewąrękątrzymałjązaramię,zachowywałsiętak,
jakbycośjejperswadował,próbowałpodnieśćjąnaduchu.Sztukawlokłasię,
krzykiżołnierzyiwrzaskiobłąkanegokrólawypełniałyteatr,ażnadeszła
kulminacyjnascenajegoplugawejśmierci.Zwidownidałosięsłyszećzbiorowe
westchnienie.DieterotaczałterazrękąramionaElsy,zebrałfałdyjejcienkiego
szalaiochraniałjąjakśpiącedziecko.Pozostalitakażdozapadnięciakurtyny.
Żadneznichnieklaskało.DietersięgnąłpotorebkęElsyipołożyłjąnajej
kolanach.Skinęłalekkogłową.Ostrzegawczyłoskotbębnówprzygotował
publicznośćnahymnnarodowy.GdySmileywstał,zauważył,żeMendelgdzieś
zniknął.PopatrzyłnaDietera,którywolnopodniósłsięzkrzesła,iwtedyzdał
sobiesprawę,żecośsięstało.ElsanadalsiedziałaichoćDieterłagodnie

background image

nakłaniałjądopowstania,niereagowała.Wyglądałanienaturalniezgłową
opuszczonąmiędzyramionami…Zaczynałasięostatniazwrotkahymnu,kiedy
Smileywybiegłzsaliipopędziłkorytarzemwdółpokamiennychschodachdo
foyer.Byłojużzapóźno-natknąłsięnatłumwychodzących.Rozglądałsię
rozpaczliwiezaDieterem,alewiedział,żetobeznadziejnasprawa-żeDieter
zrobiłto,coonsambyzrobił-wybrałjednozwyjśćawaryjnychprowadzących
wprostnaulicę.Przepychałsięprzeztłumwstronęwejścianawidownię.Gdy
torowałsobiedrogęmiędzywychodzącymi,dostrzegłGuillama.Krzyknąłdo
niegoiGuillamszybkosięodwrócił.Smileydotarłwreszciedoniskiego
przepierzeniaizobaczyłElsęFennan.Siedziałabezruchu,podczasgdy
mężczyźniwokółniejwstawiali,akobietyszukałyswoichfuteritorebek.Potem
usłyszałkrzyk.Nagły,krótki,pełenprzerażenia.Wprzejściustałajakaś
dziewczynaipatrzyłanaElsę.Toonakrzyknęła.Byłamłoda,bardzoładnai
śmiertelnieblada.Schwyciłjązaramionaiodsunąłnabok.Zobaczyłprzedsobą
przerażajmywidok.SzalElsyześliznąłsięzramion,agłowabezwładnieopadła
napiersi.Smileyprzypomniałsobiewłasnesłowa:„Niechichponosi,niech
panikują,niechrobiącokolwiek…”Niepomyliłsię,toskurczone,nieszczęsne
ciałoświadczyłooichpanice.

Wezwijpolicję,Peter.Jawracamdodomu.Trzymajmniezdalaodtego,

jeślizdołasz.Wiesz,gdziemnieznaleźć.-Skinąłgłowąipowtórzył:-Wracam
dodomu.

Byłomgliścieipadałdrobnydeszczyk.MendelszedłFulhamPałaceRoad,

śledzącDietera.Nagledwadzieściametrówodniegozwilgotnejmgływyłoniły
sięświatłareflektorów;ruchulicznybyłniemniejszyniżzwykle,choć
samochodymusiałyszukaćdrogipoomacku.

Onteż.NiemaldeptałDieterowipopiętach,idącledwiekilkanaściekroków

zanim.Pubyikinabyłyzamknięte,alekawiarnieisaletanecznenadal
przyciągałyhałaśliwegrupkitłoczącesięnachodnikach.Dieterszedł,utykając,
aMendelobserwował,jaksylwetkaszpiegarozjaśniasięzakażdymrazem,gdy
wchodziwstożekświatłakolejnejlatami.

Szedłszybkomimokalectwa.Gdywydłużałkrok,utykaniestawałosif

bardziejwidoczne.

Mendelmyślałonimbeznienawiści,czułraczejgłębokąpogardęiniesmak.

DlaniegoprofesjaDieteraniemiałaznaczenia.Dostrzegałtylkonędzęmoralnąi
tchórzostwoczłowieka,którypłaciłinnym,żebyzabijalizaniego.Nigdynie
dzieliłprzestępcównakategorie,uważałbowiem,żespołeczeństwoskładasięz
ludziuczciwychikryminalistów.Tropienieiłapanietychostatnichtraktował
jakoswojepowołanie.DlaniegoDieterbyłzwykłymmordercą.Mgłastałasię
gęstaiżółtawa.Mendelzastanawiałsię,coterazporabiapaniFennan.Guillam

background image

sięniązajmie.NawetniespojrzałanaDietera,kiedysięwymknął.Niepasowała
dotego,samaskóraikości,ażlitośćbrała,gdysięnaniąpatrzyło.Pewnieżywi
sięsamymigrzankamiirosołemzkostki.

Dieternagleskręciłwprawo,wbocznąuliczkę,apotemwdrugą,wlewo.

Szlijużprawiegodzinę,aonniezwalniał.Ulicabyłapusta,Mendelsłyszał
tylkoechowłasnychkroków.Poobustronachwznosiłysięwiktoriańskiedomy
zfasadamiwstyluregencji,przycięźkimigankamiioknamiotwieranymido
góry.Mendeldomyśliłsię,żesąwokolicyFuihamBroadway,możetrochę
dalej,niedalekoKing’sRoad.Dieternadalniezwalniałkroku,najwyraźniej
pewienobranejdrogi,spieszniezdążającydocelu.

ZbliżylisiędogłównejulicyiMendelznówusłyszałodgłosysamochodów.

Gdzieśnadichgłowami,jakzimowesłońce,zaświeciłabladąpoświatą
sygnalizacjauliczna.Dieterwahałsięprzezchwilęprzykrawężnikuiryzykując,
żewpadniepodkołasamochodówwyjeżdżającychjakbyznikąd,przeszedłprzez
jezdnięizanurzyłsięznówwjednejzbocznychuliczekwiodących—Mendel
byłtegopewien—kurzece.

UbranieMendlabyłoprzesiąkniętewilgocią,adrobnydeszczykspływałmu

potwarzy.Musielibyćbliskorzeki;czułjużzapachsmołyikoksu,podstępny
chłódbijącyodczarnejwody.Przezchwilęwydawałomusię,żeDieterzniknął.
Przyspieszyłkroku,omałosięniepotknąłokrawężnik,znówprzyspieszyłi
zobaczyłprzedsobąschodki.Prowadziłydożelaznejbramywbalustradzie
nabrzeża.Bramabyłalekkouchylona.Stanąłprzyniejispojrzałwdół.
Dostrzegłgrubociosanydrewnianytrap,apochwiliusłyszałnierównyodgłos,
gdyDieter,ukrytywemgle,schodziłwstronęwody.Mendelodczekałchwilę,a
potemostrożnieruszyłzanim.Trapłączyłsięzdługątratwązrobionązdeseki
beczekporopie.Zmgływyłoniłysiętrzypodniszczonełodziemieszkalne.
Kołysałysięłagodnienacumach.

Mendelbezszelestniezakradłsięnatratwęisprawdziłpokoleiwszystkie

łodzie.Dwiestałybliskosiebie,połączonedeską.Trzeciabyłazacumowana
jakieśpięćmetrówdalej,awprzedniejkabiniepaliłosięświatło.Mendelwrócił
nanabrzeżeistaranniezamknąłzasobążelaznąbramę.

Szedłpowoliulicą,niepewny,gdziesięznajduje.Pokilkuminutachchodnik

niespodziewanieskręciłwprawo,agruntzacząłsiępodnosić.Domyśliłsię,że
jestnamoście.Zapaliłzapalniczkę.JejpłomieńIoświetliłkamiennąścianępo
jegoprawejstronie.PoruszałzapalniczkąInawszystkiestronyiwreszcie
spostrzegłmetalowątablicęznapisemI„MostBattersea”.Wróciłdożelaznej
bramyiprzystanąłnachwilę,Iżebysiępołapaćwtym,cowie.

Nadnimpoprawejstroniewznosiłysięskrytewemgleczterywiel-Ikie

kominyelektrowniwFulham.PolewejmiałpromenadęCheyneIzrzędem

background image

eleganckichłódeksięgającymmostuBattersea.Wmiejscu,wktórymstał,
promenadaspotykałasięzLotsRoad,jednąznajpaskudniejszychulicLondynu.
Jejpołudniowąstronęzajmowaływielkiemagazyny,nabrzeżaimłyny,apo
przeciwległejciągnęłysięruderytypówedlabocznychuliczekFulham.

DieterFreyznalazłswojesanktuariumwcieniuczterechkominów,jakieś

dwadzieściametrówodmiejscacumowaniaprzypromenadzieheyne.Mendel
dobrzeznałtomiejsce.LedwiekilkasetmetrówdalejwydobytozobjęćTamizy
doczesneszczątkiAdamaScarra.

Echawemgle

Byłojużdobrzepopółnocy,kiedyzadzwoniłtelefon.Smileywstałzfotela

stojącegoprzedgazowymkominkiemipowlókłsięnagórędosypialni.To
pewniePeteralbopolicja.Możenawetktośzprasy.Morderstwadokonanoza
późno,byinformacjeonimpojawiłysięwwieczornychserwisach,aleporanne
gazetynapewnozamieszcząszczegółowerelacje.Cobędzietymrazem?
„Maniakalny;zabójcawteatrze”?„Kobietawśmiertelnymuścisku”?Nie
cierpiałprasy,telewizji,nieznosiłmassmediów,tejzmorydwudziestego
wieku.rWszystko,copodziwiałikochał,byłowytworemgłębokiego
indywidualizmu.TodlategonienawidziłDieteraijegofilozofiiżyciowej
nakazującejwyrzecsięidealizmuwimiędobraogółu.DlaDieterażycie
pojedynczegoczłowiekabyłoniczym:marzyłoarmiachludzibeztwarzy
związanychwspólnąideą;chciałkształtowaćświat,jakbytobyłodrzewo,
odcinaćto,copsujeregularnykształt;wimiętejsprawymodelowałślepe,
bezduszneautomaty,takiejakMundt.Mundtniemiałtwarzy,takjakarmia
Dietera,byłwytrenowanymzabójcą,narzędziem.

SmileypodniósłsłuchawkęiusłyszałgłosMendla.
—Gdziejesteś?-zapytał.
—NiedalekonabrzeżaChelsea.WpubieBalonnaLotsRoad.Właścicieljest

moimkumplem.Obudziłemgo…Słuchaj,chłopakElsyśpismaczniewłodzi
mieszkalnejprzymłyniezbożowymwChelsea.

background image

Kto?

Jejchłopak,jejeskortawteatrze.Obudźsię,Smiley.Cocięgryzie?
—SzedłeśzaDieterem?
—Oczywiście.Zgodniezplanem.Guillammiałprzykleićsiędokobiety,aja

dofaceta…Aprzyokazji,jakposzłoGuiilamowi?DokądwybrałasięElsa?

—Donikąd.GdyDieterwyszedł,byłajużmartwa.Mendel,jesteśtarn?Jak

mamcięznaleźć,nalitośćboską?Gdziejesttomiejsce,czypolicjajezna?

—Będąwiedzieli.Powiedzim,żejestwprzerobionejbarcedesantowej

„SunsetHaven”.JestzacumowanaodwschodniejstronynabrzeżaSennen,
międzymłynemzbożowymaelektrowniąwFulham.Będąwiedzieli…Alemgła
jestgęsta,pamiętaj,bardzogęsta.

—Gdziemożemysięspotkać?
—Walprostowstronęrzeki.Będęczekałnapółnocnymkrańcumostu

Battersea.

—Ruszam,gdytylkododzwonięsiędoGuillama.
Przezchwilęzastanawiałsię,czywziąćbroń.Wkońcuuznał,żeto

bezcelowe.ZadzwoniłdoGuillamaiprzekazałmuinformacjeodMendla.

—Muszązabezpieczyćwszystkieportyilotniska-powiedziałnakoniec.-

Niechprzyglądająsięruchowinarzeceiłodziompłynącymwstronęmorza.
Będąwiedzieli,jaktozrobić.

Włożyłstarypłaszczprzeciwdeszczowy,grubeskórzanerękawiceiwyszedł

naspowitąmgłąulicę.

Mendelczekałnaniegoprzymoście.Ruszyliwzdłużnabrzeża,trzymającsię

bliskorzeki.NagleMendelzatrzymałsię.ChwyciłSmileyazaramię.Przez
chwilęstalibezruchu,nasłuchując.Smileyusłyszałgłuchyodgłoskrokówna
drewnianympodłożu,nieregularny,jakkrokiutykającego.Potemrozległosię
skrzypienieżelaznejfurtki,szczęk,gdyjązamykano,iznowukroki,coraz
głośniejsze,zbliżającesiędonich.Nagledźwiękkrokówucichł.Smiley
wstrzymałoddech,usiłującdostrzecwemglezaryspostaci,októrejwiedział,że
tamstoi.Pojawiłsięnagle,rozepchnąłichnabokiipopędziłdalej.Echo
nierównychkrokównikłowoddali.Odwrócilisięipognalizanim.Mendelbiegł
pierwszy.Nagleskręciłgwałtowniewprawo.Smileyruszyłzanim.Pochwili
usłyszałodgłosciężkiegonarzędziauderzającegowludzkączaszkę.Jeszcze
kilkakrokówizobaczyłMendlależącegonaziemi.

background image

Dieterstałsięnadnimzpistoletemwewzniesionejdłoni,szykującsiędo
kolejnegouderzenia.Smileyowibrakowałotchu,wustachczułsmakkrwi.
Zdołałzaczerpnąćpowietrzaikrzyknąłrozpaczliwie:

Dieter!
Freyspojrzałnaniegoiskinąłgłową.
—Serwus,George-powiedziałizcałejsiłyrąbnąłMendlakolbąpistoletu.

Podniósłsiępowoli,trzymającpistoletlufąwdół.Oburączodbezpieczał
broń.Smileyrzuciłsięnaniego.Nieporadniewymachiwałkrótkimiramionami,
uderzałotwartymidłońmi.Zenergią,jakądajewściekłość,pchałDieterado
balustradymostu.Czułjegociosy,alenieczułbólu.

—Świnia!Świnia!-krzyczał.
Dietercofałsię,aSmileybiłgopotwarzyniezdarnymi,dziecięcymi

ciosami.DieterodchyliłsiędotyłuiSmileyzobaczyłodsłoniętyzarysjego
krtaniipodbródka.Zcałejsiływyrzuciłotwartądłoń,zacisnąłpalcenaszczęcei
ustachDieteraipchał,ciąglepchałgoprzedsiebie.NagleDieterschwyciłgoza
kołnierz,żebyratowaćsięprzedupadkiem.Pochwiliuciskzelżał.Dieterspadł
wmgłękotłującąsiępodmostem.Smileynieusłyszałżadnegokrzyku,żadnego
pluśnięcia.Dieterodszedłjakofiarazłożonalondyńskiejmgleicuchnącej
czarnejrzecepłynącejpodnią.Smileyczułpulsowaniewgłowie,znosapłynęła
mukrew,palceprawejrękibyłypołamane.Wychyliłsięzabalustradęispojrzał
wdół,wmgłę,aleniczegoniezobaczył.

—Dieter!-krzyknąłzrozpaczą.-Dieter!
Krzyknąłjeszczeraz,aległosmusięzałamał,azoczupopłynęłyłzy.
—O,dobryBoże,cojazrobiłem!Dieter,dlaczegomnieniepowstrzymałeś,

dlaczegomnienieuderzyłeś,dlaczegoniestrzelałeś?—Przyciągnąłdłoniedo
twarzy,oparłsiębalustradęipłakałjakdziecko.Gdzieśpodnimnieszczęsny
kalekazmagałsięzciemnąwodąiwreszcieuległcuchnącemunurtowi,który
wciągnąłgowgłąb.Obudziłsię.WnogachłóżkasiedziałPeterGuillami
nalewałherbatę.

—O,George.Witamywdomu.Jestdrugapopołudniu.
—Adziśrano?
—Dziśrano,drogichłopcze,zabawiałeśsięnamościeBatterseawraz

towarzyszemMendlem.

Jakonsięma…toznaczy,Mendel?
Szybkowracadosił.
ADieter?
Nieżyje.
Guillampodałmufiliżankęherbatyikilkaratafiowychherbatnikówod

Fortnuma.

background image

Jakdługotujesteś,Peter?
Dotarliśmytuposeriitaktycznychskoków.Pierwszybyłdoszpitalaw

Chelsea,gdziewylizaliciranyidalipotężnądawkęśrodkauspokajającego.
Potemwróciliśmytutajipołożyłemciędołóżka.Potemtrochętelefonowałemi,
bytakrzec,poszedłemwobchódzeszpikulcem,żebytrochęposprzątać.Co
jakiśczasdociebiezaglądałem.Albochrapałeśjakkoń,alborecytowałeś
Webstera.

Boże.
—KsiężniczkęMalfi,jeślisięniemylę.„Prosiłemcię,gdymniebyłprzy

zdrowychzmysłach,byśzabiłnajdroższegozprzyjaciółmych,atyśtouczynił!”
Koszmarnynonsens,George.

—Jakpolicjanasznalazła-Mendlaimnie?
Możeniezdajeszsobieztegosprawy,alewykrzykiwałeśprzekleństwatak

głośno…

Rozumiem.Usłyszałeś.
Usłyszeliśmy.
-AcozMastonem?ĆoMastonmówiotymwszystkim?
—Chcecięzobaczyć.Prosi,żebyśwpadł,gdytylkolepiejsiępoczujesz.Ale

niewiem,cootymsądzi.Pewnienic.

—Comasznamyśli?
Guillamnalałznówherbaty.
-Ruszgłową,George.Wszystkichbohaterówtejbajeczkipożarłzływilk.

Ależadnatajnainformacjaniezostałaujawniona.Czynaprawdęuważasz,że
Mastonmaochotęzajmowaćsięszczegółami?ŻepobiegniedoMinisterstwa
SprawZagranicznychipowie,żełapiemyszpiegówdopiero,gdypotkniemysię
oichzwłoki?ZadzwoniłdzwonekudrzwiiGuillamzszedł,żebysprawdzić,kto
to.Smileyusłyszał,jakwpuszczagościa,apotemdobiegłygostłumionegłosyi
krokinaschodach.RozległosiępukaniedodrzwiiwszedłMaston.Niósłwielki
bukietkwiatówiwyglądał,jakbywłaśniewracał|gardenparty.Smiley
przypomniałsobie,żetopiątek:bezwątpienianaweekendwybierasiędo
Henley.Mastonuśmiechałsię.Musiałsiętakuśmiechaćjeszczenaschodach.

—No,George,znowunawojniel
—Tak,obawiamsię,żetak.Jeszczejedenwypadek.Mastonusiadłnaskraju

łóżka,pochyliłsięioparłrękęzanogamiSmileya.

—Dostałeśmójlist,George?-spytałpochwilimilczenia
—Tak.
—Mówiłosięonowymwydzialewdepartamencie.My-tojesttwój

departament-sądzimy,żepowinniśmypoświęcićwięcejenergiinatechniki
poszukiwania,zeszczególnymuwzględnieniemszpiegostwasatelitarnego.Ten

background image

poglądpodzielanyjestprzezMinisterstwoSprawWewnętrznych.Guiłłam
zgodziłsięnarolędoradcywramachswoichkompetencji.Zastanawiałemsię,
czywziąłbyśtodlanas.Żebytympokierować.Oczywiście,poniezbędnym
awansieizmożliwościąprzedłużeniaczasusłużbypowypracowaniulatdo
emerytury.

—Dziękuję…możepowinienemtoprzemyśleć?
—Oczywiście…-Mastonwyglądałnalekkoprzygaszonego.-Kiedydasz

miznać?Możetrzebabędziezatrudnićkilkunowychludzi,noijestkwestia
pomieszczeń…Przemyśltoprzezweekend,dobrze?Idajmiznaćw
poniedziałek.Sekretarzbardzobychciał,żebyśtoty…

—Tak,damciznać.Tobardzomiłeztwojejstrony.Dzisiaj.
—Niemasprawy.Wiesz,George,żejajestemtylkodoradcą.Poprostu

przyniosłemdobrąnowinę;jakzwyklejestemgońcem.—Popatrzyłostrona
Smileya,zawahałsięipowiedział:—Włączyłemwtoministrów…wtym
zakresie,wjakimjesttokonieczne.Przedyskutowaliśmyniezbędnedziałania.
Obecnybyłtakżesekretarzsprawwewnętrznych.

—Kiedytobyło?
—Dziśrano.Podniesionokilkabardzopoważnychkwestii.Rozważaliśmy

notęprotestacyjnąwobecNiemiecWschodnichinakazekstradycjitegoMundta.

—AlemynieuznajemyNiemiecWschodnich.
—Właśnie.Natympolegatrudność.Możnajednakzłożyćprotestprzez

pośredników.

—TakichjakRosja?
—TakichjakRosja.Niestety,sprzeciwiłysiętemupewneczynniki.Uznano,

żerozgłos,bezwzględunato,jakąprzyjmieformę,wkońcuzwrócisię
przeciwkointeresowinarodowemu.Wkrajujużdajesięodczućsilnąwrogość
przeciwkozbrojeniuNiemiecZachodnich.Uznano,żejakikolwiekślad
niemieckichintrygwWielkiejBrytanii-inspirowanyprzezRosjanalbonie—
możesięstaćpożywkądlatejwrogości.Rozumiesz,niemaniezbitych
dowodów,żeFreydziałałdlaRosjan.Opiniipublicznejmożnabyrówniedobrze
przedstawićtotak,żedziałałnawłasnyrachunekalbowimieniuzjednoczonych
Niemiec.

—Rozumiem.
Jakdotejpory,tylkonielicznisąświadomifaktów.Naszczęście.Sekretarz

sprawwewnętrznychzapewniłwimieniupolicji,żezrobiąCzystko,by
maksymalniezmniejszyćznaczenietejsprawy…AtenMendel,coznim?Jest
godnyzaufania?

—Tak-odparłSmiley.
Mastonwstał.

background image

—Todobrze-powiedział.-No,muszęjużiść.Czyczegośpotrzebujesz,

możemógłbymcośdlaciebiezrobić?

Nie,dziękuję.Guillamwspanialesięmnązaopiekował.xMastondoszedłdo

drzwi.

Cóż.życzęciszczęścia,George.Weźtostanowisko,jeślimożesz1rzekłz

ujmującym,porozumiewawczymuśmiechem,jakbychciałpowiedzieć,żezależy
munatym.

Dziękujęzakwiaty-odparłSmiley.
Dieternieżył,itoongozabił.Połamanepalceprawejdłoni,sztywność

ciała,przeszywającybólgłowy,poczuciewinywywołującemdłości1wszystko
topotwierdzało.ADieterpozwoliłmunato,niestrzelił,pamiętałoich
przyjaźni,októrejSmileyzapomniał.Walczyliwchmurach,wewzbierającym
nurcierzeki,napolaniewbezczasowymlesie:byłoimpisane,żesięspotkają-
dwajprzyjacielepolatach,awalczylijakdzikiebestie.Dieterpamiętał,aSmiley
nie.Przybylizdwóchróżnychpółkulnocy,zodmiennychświatówmyślii
działań.Dieterwalczyłoto,byzbudowaćnowącywilizację.Onstarałsięgo
powstrzymać.Smileyztrudemzwlókłsięzłóżkaizacząłsięubierać.Pomyślał,
żebędzielepiej,jeśliwstanie.

DrogiDoradco!
Wreszciejestemwstanieodpowiedziećnapropozycjędziałupersonalnego

przyznaniamiwyższegostanowiskawdepartamencie.Przepraszam,żezajętoto
tyleczasu,alejakwiesz,nieczułemsięostatnionajlepiej,musiałemsięteż
uporaćzrozmaitymiosobistymisprawamipozostającymipozazakresem
interesowaniadepartamentu.Jakożenadalniejestemzupełniezdrów,sądzę,że
przyjęcietakiejpropozycjiniebyłobyrozsądne.Bądźłaskawprzekazaćmoją
decyzjędziałowipersonalnemu.

Jestempewien,żemniezrozumiesz.
TwójGeorgeSmiley

DrogiPeterze!
DołączamnotatkęnatematsprawyFennana.Tojedynyegzemplarz.Przekaż

ją.proszę,Mastonowi.gdytylkojąprzeczytasz.Pomyślałem.żedobrzebyłoby
spisaćwydarzenia-nawetjeśliichniebyło.

TwójGeorge

background image

SPRAWAFENNANA

WponiedziałekdrugiegostyczniaprzesłuchiwałemSamuelaArthura

Fennana,wyższegourzędnikaMinisterstwaSprawZagranicznych.wcelu
wyjaśnieniapewnychzarzutówpoczynionychmuwliście.Przesłuchaniezostało
przeprowadzonezgodniezezwyczajnąprocedurą,czylizazgodąministerstwa.
Niemieli-¿fljyżadnychdanych,któremogłybyzaszkodzićFennanowi,nie
liczącjegokomunistycznychsympatiizlattrzydziestychwOksfordzie,do
którychnieprzywiązywanowielkiejwagi.Toteżprzesłuchaniebyłoniejako
czystorutynowąprocedurą.

Okazałosię,żegabinetFennanawministerstwienienadajesiędotegocelu,

więcuzgodniliśmy,żebędziemykontynuowaćnasząrozmowęwSt.JamesPark,
korzystajączładnejpogody.

Późniejwyszłonajaw,żezostaliśmywtedyrozpoznaniibyliśmy

obserwowaniprzezagentawschodnioniemieckiegowywiadu,któ-rywcześniej,
podczaswojny,współpracowałzemną.Niejestpewne,czyobjąłFennana
swegorodzajuobserwacją,czyteżjegoobecnośćwparkubyłaprzypadkowa.W
nocytrzeciegostyczniapolicjazSurreyzameldowała,żeFennanpopełnił
samobójstwo.Napisanynamaszynielistpożegnal-nyopatrzonyodręcznym
podpisemFennanagłosił,żeautorstałsięofiarąwładzbezpieczeństwa.Jednak
podczasśledztwawynikłynastępującefakty,którewskazywałynato,żemamy
doczynieniazoszustwem:

1.O19.55,wdniuśmierci,FennanzamówiłwcentraliWalii-stonbudzenie

na8.30następnegoranka.

2.NakrótkoprzedśmierciąFennanprzygotowałsobiekakaoiniewypiłgo.
3.Miałsięzastrzelićwholu,przyschodach.Listznalezionoprzyciele.
4.Wydajesięniewiarygodne,żepożegnalnylistnapisałnamaszynie,rzadko

bowiemużywałmaszynydopisania;jeszczebardziejzastanawiającebyło,że
potemzszedłnadół,bysięzastrzelić.

5.Wdniuśmierciwysłałlist.wktórymzapraszałmnienalunchwMarlow

następnegodnia.

6.Późniejwyszłonajawtakżeto,iżFennanpoprosiłodzieńwolnegona

środęczwartegostycznia.Najwyraźniejniewspomniałotymswojejżonie.

7.Stwierdzonorównież,żelistpożegnalnyzostałnapisanynamaszynie

należącejdoFennanaiżepewnecechyszczególneczcionkiwanonimowym
donosiesąpodobne.Raportlaboratoryjnystwierdzazarazem,iżobalistypisane

background image

byłyprzezdwieróżneosobychociażnatejsamejmaszynie.

PaniFennan,którawieczoremwdniu,wktórymzginąłjejmąż,byław

teatrze,zostałapoproszonaowyjaśnienie,dlaczegonazajutrzoósmej
trzydzieścizadzwonionozcentrali.Niezgodniezprawdąpowiedziała,żesama
zamawiałatentelefon(wcentralistwierdzono.żebudzeniezamówiłSamuel
Fennan).PaniFennanutrzymywała,żejejmążbyłzdenerwowanyizałamanypo
przesłuchaniu,copotwierdzająsłowajegolistupożegnalnego.

Popołudniuczwartegostycznia,gdywyszedłemodpaniFennan,wróciłem

doswojegodomuwKensington.Zauważyłemprzezokno,żektośjestwewnątrz
izadzwoniłemdofrontowychdrzwi.Drzwiotworzyłjakiśczłowiek,którego
późniejzidentyfikowanojakoagentawschodnioniemieckiegowywiadu.Zaprosił
mniedośrodka,aleodmówiłemwejściaIwróciłemdosamochodu,
zapamiętującpodrodzenumeryzaparkowanychwpobliżusamochodów.

TegosamegowieczoruodwiedziłemmałygarażwBąttersea,żeby

przeprowadzićśledztwowsprawiepochodzeniajednegoztychsamochodów;
byłonzarejestrowanynanazwiskowłaścicielagarażu.Zostałemzaatakowany
przezniezidentyfikowanegosprawcęipobitydoutratyprzytomności.Trzy
tygodniepóźniejwłaścicielgarażu.AdamScarr,zostałznalezionymartwyw
Tamizie,nieopodalmostuBattersea.Gdytonął,byłpijany.Niebyłośladów
przemocy,aonmiałopiniępijaka.

Istotnejest,żeScarrprzezostatnieczterylatapozwalałanonimowemu

cudzoziemcowikorzystaćzsamochoduiotrzymywałzatoszczodre
wynagrodzenie.Ichspotkaniabyłyaranżowanewtensposób,żebyukryć
tożsamośćwynajmującegonawetprzedsamymScarrem,któryznałtylko
pseudonimemswegoklienta-Blondie,imógłsięznimkontaktowaćwyłącznie
telefonicznie.Numertelefonumatuznaczenie:byłtonumer
WschodnioniemieckiejMisjids.Stali.

TymczasemprzeprowadzonośledztwowsprawiealibipaniFennanna

wieczór,kiedydokonanomorderstwa.Wyszłynajawistotneinformacje:

1.PaniFennanchodziładoteatruwWeybridgedwarazytymmiesiącu,w

pierwszeitrzeciewtorki(nb.klientAdamaScarraodbierałsamochódw
pierwszeitrzeciewtorkimiesiąca).

2.Zawszeprzynosiłazesobąteczkęnanutyizostawiałająpiwszatni.
3.Podczaswizytwteatrzezawszedołączałdoniejmężczyzna,
iktóregoopiszgadzasięzopisemczłowieka,którynamnienapadł,iklienta

Scarra.Osobaztrupyteatralnejsądziłanawet,żetenmężczyznamusibyć
mężempaniFennan.On8takżeprzynosiłteczkęnanutyizostawiałjąwszatni.

4.WdniumorderstwapaniFennanopuściłateatrwcześnie,gdyjej

przyjacielsięniestawił,izapomniałazabraćzszatni

background image

...teczkęnanuty.Później,tegowieczoru,zadzwoniładoteatruzpytaniem,

czymogłabyodebraćteczkę.Tłumaczyła,żezgubiłanumerekzszatni.Teczka
zostałaodebranaprzezprzyjacielapaniFennan.

Natymetapiemężczyznazostałzidentyfikowanyjakopracownik

WschodnioniemieckiejMisjids.StalionazwiskuMundt.SzefemmisjibyłHerr
DieterFrey,współpracowniknaszychsłużbzczasówwojnydysponujący
ogromnymdoświadczeniemoperacyjnym.Powojniewstąpiłdosłużbyrządowej
wsowieckiejstrefieokupacyjnej.Nadmieniam,żeFreywspółpracowałzemną
podczaswojnynaterytoriumwrogaiokazałsięznakomitymagentem.

PostanowiłemprzeprowadzićtrzeciąrozmowęzpaniąFennan.Załamałasię

iwyznała,żedziałaławcharakterzekurierawywiadunaprośbęswojegomęża,
któregoFreyzwerbowałczterylatatemu,podczaswypadunanarty.Onasama
współpracowałaniechętnie,poczęścizlojalnościwobecmęża,apoczęści
dlatego,żebygochronićprzedskutkamijegowłasnegoroztargnienia,gdygrał
rolęszpiega.FreyzobaczyłFennana,gdyrozmawiałzemnąwparku.Jakoże
byłemwtedyczynnyoperacyjnie,doszedłdowniosku,iżFennanjest
podwójnymagentem.NajegorozkazMundtzlikwidowałFennana,ajegożonę
zmusiłdomilczeniajakowspólniczkęprzestępstwa.Napisałanawetna
maszyniemężalistpożegnalnynakartcezjegopodpisem.

SposóbprzekazywaniaMundtowimateriałówwywiadowczychzdobytych

przezjejmężajestistotny.Wkładałanotatkiiskopiowanedokumentydoteczki
nanuty,którązabieraładoteatru.Mundtprzy.nosiłpodobnąteczkęzawierającą
pieniądzeiinstrukcje,imwnieżzostawiałjąwszatni.Musielitylkowymienić
sięnumerkami.KiedyMundtwewspomnianywieczórniepojawiłsięwteatrze,
paniFen-nanpostąpiławedługinstrukcjiiwysłałanumerekpocztąpodadresw
Highgate.Wyszłazteatru,żebyzłapaćostatniąpocztęodchodzącązWeybridge.
Kiedypóźniej,tegosamegowieczoru,Mundtzażądałodniejteczkinanuty,
powiedziałamu,cozrobiła.Mundtnalegał,żebyodebraćteczkęjeszczetego
wieczoru,coteżuczynił.

KiedynastępnegodniaranoprzesłuchiwałempaniąFennan,jednozmoich

pytań(otelefonzósmejtrzydzieści)takjązaniepokoiło,żeskontaktowałasięz
Mundtem.Tosprawiło,żejeszczetegosamegodniadokonałnapadunamnie.

PaniFennandałamiadresinumertelefonu,podktórymkontaktowałasięz

Mundtem-któregoznałapodpseudonimemFreitag.Obatropyprowadziłydo
apartamentuwynajmowanegoprzezpilotazLufteuropy,któryczęstogościł
Mundtaizapewniałmunocleg,gdytengopotrzebował.Pilotten
(prawdopodobniekurierwschodnioniemieckiegowywiadu)niewróciłdoAnglii
odpiątegostycznia.

TakiebyłopodsumowaniewyznańpaniFennan,które-wpewnymsensie-

background image

prowadziłydonikąd.Szpiegnieżył,jegomordercyzniknęli.Zwróconosię
oficjalniedoMinisterstwaSprawZagranicznychipoleconopanuFeliksowi
Tavernerowisprawdzićnapodstawiespisówministerstwa,jakieinformacje
zostałynarażonenaszwank.Sporządzonolistęwszystkichteczek,doktórych
Fennanmiałdostęp,odkądFreygozwerbował.Godneuwagijest,żenie
zaglądałdoteczekzawierającychmateriałyobjętetajemnicą,nielicząctych,
któredotyczyływykonywanychprzezniegoobowiązków.Przezostatniepół
roku,gdyjegodostępdoistotnychdokumentacjiznaczniewzrósł,niezabrałze
sobądodomuanijednejteczkizmateriałamiutajnionymi.Teczki,którezabierał
wtymczasie,zawierałymateriaKęniewielkiejużytecznościwywiadowczej,
choćniektóreznichdotyczyłytematykiznajdującejsiępozazainteresowaniem
jegowydziału.Możetowskazywać,żeFennanstraciłmotywacjedodziałalności
szpiegowskiejiżezaproszeniemnienalunchbyłopierwszymkrokiemdo
poczynieniawyznań.Mógłteżnapisaćanonimowydonos,chcącwtensposób
skontaktowaćsięzmoimdepartamentem.

Wtymmiejscunależywspomniećodwóchpóźniejszychfaktach.Mundt,

posługującsięprzybranymnazwiskiemisfałszowanympaszportem,wyleciałz
krajudzieńpomojejtrzeciejrozmowieipaniąFennan.Idrugasprawa:notatnik
Fennanazawierałpełne|azwiskoioficjalnynumertelefonuDieteraFreya-jest
torażącenaruszenienajbardziejelementarnychzasadszpiegostwa.iTrudno
zrozumieć,dlaczegoMundtprzebywałwAngliiażtrzytygodniepo
zamordowaniuScarra,ajeszczetrudniejpojąć,dlaczegoFennankorzystałz
dostępudoteczekzawierającychtajnemateriały:Ponowneprzyjrzeniesię
faktomprowadzidonastępującegowniosku:jedynydowódnato,żebyłon
szpiegiem,pochodziodjegożony.Gdybyfaktymiałysiętak.jakonaje
przedstawiła,todlaczegopozwolonobyjejżyć,mimożeMundtiFrey
postanowiliwyeliminowaćludzi,którzyposiadaliniebezpiecznąwiedzę?

Zdrugiejstrony,czymogłaniebyćszpiegiem?
TowyjaśniałobydatęodlotuMundta:wyjechał,gdytylkopaniFennan

zapewniłago,żewziąłemjejpomysłowezeznaniazadobrąmonetę.To
wyjaśniałobyrównieżvypiswnotatnikuFennana:Freybytprzypadkowym
znajomymznartiodczasudoczasuodwiedzałichwWalliston.Wyjaśniałoby
teżwybórteczek-jeśliFennancelowowybierałdokumentynieutajnione,w
sytuacjigdyjegopracaopiekałasięgłównienamateriałachtajnych,wniosek
możebyćtylkojeden:zacząłpodejrzewaćżonę.StądzaproszeniedoMarlow
wynikającewsposóbnaturalnyznaszejrozmowypoprzedniegodnia.Fennan
postanowiłpowiedziećmioswoichobawachiwziąłdzieńwolnego,żebyto
uczynić-otymfakciejegożonanajwyraźniejniewiedziała.Towyjaśniałoby
również,dlaczegoFennannapisałdonos:chciałsięznamiskontaktować,co

background image

byłowstępemdozadenuncjowaniażony.

Jeśliprzyjmiesiętoprzypuszczenie,należystwierdzić,żepaniFennanznała

technikiszpiegowskieidobrzesobieradziła.Metoda,którejużywalionai
Mundt,przypominadziałaniaFreyapodczaswojny.Planęwaryjnypolegającyna
wysłaniunumerkapocztą,jeśliniedojdziedospotkania,byłtypowydlajego
skrupulatnieprzygotowywanychoperacji.PaniFennan,jakwidać,działałaz
precyzjąnieprzystającądojejtwierdzeń,jakobyniechętnieuczestniczyław
poczynaniachmęża.

Oilelogicznewydajesiępodejrzenie,iżpaniFennanbyłaszpiegiem,otyle

niemapowodu,żebyodrzucaćjejzeznaniedotycząceokolicznościśmiercijej
męża.Gdybywiedziała,żeMundtmazamiargozamordować,niewzięłabyz
sobąteczkinanutydoteatruiniewysłałabypocztąnumerkazszatni.

Wydajesię,żeniemożnabyłobyniczegojejudowodnićbezreaktywowania

jejzwiązkówzoficeremprowadzącym.PodczaswojnyFreyopracował
pomysłowykodnawypadekkoniecznościprzeprowadzeniaspotkania
awaryjnego,polegającynaużyciuzdjęćipocztówek.Obiektznajdującysięna
fotografiibyłswegorodzajuinformacją.Itakobiektreligijny,naprzykład
portretMadonnyalbokościół,oznaczałprośbęojaknajszybszespotkanie.
Adresatwysyłałwodpowiedzirównieniezwiązanyzesprawąlist,opatrującgo
datą.Spotkanieodbywałosięwuprzedniowyznaczonymmiejscuioustalonej
godzinie,dokładniepięćdnipodacieumieszczonejnaliście.

Wydajesięmożliwe,żeFrey,któregotechnikaniewielesięzmieniłaod

wojny,nadalużywałtegosystemu.Opierającsięnatym,wysłałemdoElsy
Fennanpocztówkęzwidokiemkościoła.KartkawysłanazostałazHighgate.
Miałemnadzieję,żepaniFennanuznajązasygnałprzesłanyzapośrednictwem
siatkiFreya.Zareagowałanatychmiast,wysyłającpodnieznanyadreszagranicą
biletnaprzedstawienieteatralne,któremiałosięodbyćzapięćdni.Wiadomość
odpaniFennandotarładoFreya,któryuznałjązapilnewezwanie.Wiedząc,że
Mundtzostałspalony,wskutekzeznańpaniFennan,postanowiłzjawićsię
osobiście.

SpotkalisięwSheridanTheatrewHammersmith,wewtorekpiętnastego

lutego.Zpoczątkukażdeznichuważało,żespotkaniezainicjowałotodrugie,a
kiedyFreyzrozumiał,żespotkalisięwwynikuczyjegośpodstępu,podjął
drastycznedziałania.Możliwe,żepodejrzewałpaniąFennanozwabieniegow
pułapkęalbozdałsobiesprawę,żejestobserwowany.Tegonigdysięnie
dowiemy.Takczyinaczej,zamordowałją.Metoda,jakąsięposłużył,została
opisanawraporciekoronerazałączonegodoaktśledztwa:„Zastosowano
jednorazowyuciskkrtani,wszczególnościnachrząstkętarczycy,co
spowodowałoniemalnatychmiastowąśmierć.Wydajesię,żezabójcapani

background image

Fennanniebyłlaikiemwtejmaterii”.Freybyłściganyażdołodzimieszkalnej
zacumowanejniedalekopromenadyCheyne,akiedygwałtownieopierałsię
aresztowaniu,wpadłdorzeki,zktórejwydobytojegozwłoki.

background image

Międzydwomaświatami
WniedzieleKlubniepoważnychSmileyabyłzazwyczajpusty,alepani

Sturgeonzostawiaładrzwiotwartenawypadek,gdybyktóryśzdżentelmenów
zechciałwpaść.Przyjęłatęsamąsurową,władcząpostawę,jaką
charakteryzowałasięwdniach,gdybyłagospodyniąwOksfordzie-kiedyto
wymagałaodmieszkańcówinternatuszacunkuwiększegoniżwszyscydziekani
razemwzięci.Wybaczaławszystko,alejakośudawałojejsięprzedstawiaćtow
takisposób,żeniewybaczyjużnigdywięcej.RazzmusiłaSeed-Aspreya,by
wrzuciłdziesięćszylingówdopuszkidlabiednychzato,żesprowadziłsiedmiu
gościbezuprzedzenia,apotemprzygotowaławspaniałyobiad.

Usiedliprzytymsamymstolecopoprzednimrazem.Mendelwyglądałna

zmęczonegoijakbystarszego.Rzadkosięodzywałpodczasposiłku,operował
nożemiwidelcemztakąsamąostrożnąprecyzją,jakąstosowałprzywszystkich
zadaniach.Guillammówiłzanichwszystkich,boSmileyteżbyłmniej
rozmownyniżzwykle.Zachowywalisięswobodniewswoimtowarzystwiei
żadennieczułsięzobowiązanydokonwersacji.^-Dlaczegotozrobiła?-
zapytałnagleMendel.

Smileypowolipokręciłgłową.
—Zdajemisię,żewiem,alemożemytylkosnućdomysły.Sądzę,żemarzyła

oświeciebezkonfliktów,prowadzonymistrzeżonymprzeznowądoktrynę.
Widziała,jaknoweNiemcyodbudowująsięnapodobieństwostarych,zobaczyła
jakwraca„straszliwaduma”,jaktonazwała,imyślę,żetobyłodlaniejza
wiele;żewidzącbezcelowość

swoichcierpieńidostatekprześladowców,zbuntowałasię.Powiedziała,że

pięćlattemuspotkaliDieterananartachwNiemczech.Wtymczasieodbudowa
Niemiecjakoważnejzachodniejpotęgibyłajużzaawansowana.

—Czybyłakomunistką?
—Niesądzę,żebylubiłaetykietki.Myślę,żechciałapomócwbudowie

społeczeństwa,któremogłobyżyćbezkonfliktów.Pokójtoterazniemodne
słowo,prawda?Sądzę,żechciałapokoju.

—ADieter?-zapytałGuillam.
—Bógwie,czegochciałDieter.Możechodziłomuohonorio

socjalistycznyświat.ISmileywzruszyłramionami.-Marzyliopokojui
wolności,azostaliszpiegamiimordercami.

—Chryste-westchnąłMendel.
Smileyumilkł,spoglądałwszklankę.Wreszciepowiedział:
—Niespodziewamsię,żezrozumiecie.WidzieliścietylkokoniecDietera.Ja

widziałempoczątek.Zatoczyłkoło.Niesądzę,żebykiedykolwiekprzeszedłdo
porządkunadtym,iżpodczaswojnybyłzdrajcą.Musiałtosobiewyjaśnić.Był

background image

jednymztych,którzytylkoburzą.Towszystko.

Guillamtaktowniezmieniłtemat:
—Acoztymtelefonemoósmejtrzydzieści?
—Myślę,żesprawajestoczywista.Fennanchciałsięzemnąspotkaćw

Marlowiwziąłdzieńwolny.NiemógłpowiedziećElsie,żemawolne,bo
próbowałabymitojakośwytłumaczyć.Zamówiłtelefon,abymiećwymówkę,
żejedziedoMarlow.Tak,wkażdymrazie,przypuszczam.

Ogieńtrzaskałwwielkimkominku.
ZłapałnocnylotdoZurychu.Nocbyłapiękna,patrzyłprzezokienkona

szareskrzydła,nieruchomenatlerozgwieżdżonegonieba;mignięciewieczności
międzydwomaświatami.Tenwidokukoiłgo,uspokoiłjegoobawyi
wątpliwości,nastroiłfilozoficzniewobecnieodgadnionegoceluwszechświata.
Wszystkozdawałosiębyćtakmałoistotne-żałosneposzukiwaniemiłościalbo
powrótdosamotnegożycia.

Wkrótcewdolezamajaczyłyświatłafrancuskiegobrzegu.Patrzyłi

wyczuwałzanimiżycie;odórgauloisesbleues,czosnkuidobregojedzenia,
uniesionegłosywbistro.Mastonbyłodległyomilionkilometrów,zamkniętyze
swoimisuchymipapieramiiwypucowanymipolitykami.

WspółpasażeromSmileywydałsiędziwacznąpostacią—mały,tłusty

człowieczek,toponury,toznówuśmiechającysię,zamawiającydrinka.Młody
mężczyznasiedzącyobokzerkałnaniegokątemoka.Dobrzeznałtentyp—
zmęczonydyrektorwposzukiwaniuodrobinyrozrywki.Smileywydałmusię
odpychającyinieciekawy.