background image

 

 

 

Ostatnie dni gorącej walki 
wyborczej. Pierwszej w 

naszym Stowarzyszeniu od 
czterech lat. Dodatkowo 

walka jest bardzo zacięta i 
trudno wskazać faworyta. 

O jak wielką stawkę toczy 
się rywalizacja widzimy na 

forum, gdzie nie tylko kan-
dydatom udzielają się emo-

cje. Pewne jest tylko jedno: 
niezależnie od tego, czy 

wygra Marek Morawiak, 
czy Dominik Jaskulski, 

będzie to z pochodzenia 
Ślązak. 

Jeszcze kilka tygodni temu, 
wydawało się,  że będziemy 

świadkami wydarzenia zupeł-
nie wyjątkowego i do wybo-

rów stanie trzech kandyda-
tów. Mielibyśmy wtedy 

dwóch kandydatów ze Śląska 
(Gliwiczanin Morawiak i po-

chodzący z Żor Jaskulski) 
oraz dwóch z Krakowa 

(Mateusz Budziakowski i 
znowu Jaskulski). Jednak 

Budziakowski, rzecznik pra-
sowy Stowarzyszenia, który 

według nieoficjalnych infor-
macji, do jakich dotarła nasze 

Redakcja mógł liczyć na po-
parcie sporej liczby delega-

tów, ze względów osobistych 
zrezygnował ze startu, wska-

zując swoim potencjalnym 
wyborcom Marka Morawiaka, 

jako tego, na którego warto 
oddać swój głos. 

Obaj kandydaci, którzy pozo-
stali na placu boju są KoLi-

browymi działaczami z du-
żym doświadczeniem i wielki-

mi sukcesami. Dość powie-
dzieć, że Marek Morawiak już 

od pół roku kieruje naszym 
Stowarzyszeniem, a Dominik 

Jaskulski był sekretarzem w 
trzech ostatnich zarządach i 

również zna Stowarzyszenie 
od podszewki. Obaj mają też 

pełne poparcie swoich od-
działów. 

Ale kto okaże się zwycięzcą w 
rzeczywistości? Na kogo, jako 

delegat powinienem oddać 
swój cenny głos? 

Redakcja „Gońca Wolności” 
postanowiła pomóc delega-

tom w podjęciu bardziej świa-
domego wyboru właściwego 

kandydata. Poniżej prezentu-
jemy postacie naszych kandy-

datów, ich osiągnięcia oraz 
programy, z których możemy 

wnioskować, w jakim kierun-
ku pofrunie KoLiber pod 

rządami jednego lub drugiego 
z nich.  

Następnie zamieszczamy 
wypowiedzi siedmiu wielce 

zasłużonych osób dla nasze-
go Stowarzyszenia, które 

podpowiadają, na co powin-
niśmy zwrócić uwagę doko-

nując wyboru. Niektórzy z 
nich, już teraz wskazują nam 

swojego kandydata, któremu 
udzielą poparcia. 

Mamy nadzieję,  że przygoto-
wany przez nas materiał oka-

że się pomocny dla delega-
tów, a dla wszystkich pozo-

stałych Czytelników będzie 
ciekawą lekturą, pozwalającą 

lepiej poznać KoLibra. 
Prezentacje na str 3-5 

 

Wybory 2008.  

Pewne jest jedno: wygra kandydat ze Śląska 

 
Paweł Pomianek 

Pismo Stowarzyszenia KoLiber,  grudzień 2008 

Goniec Wolności 

Goniec Wolności 

Marek Morawiak 

Dominik Jaskulski 

background image

Szanowni Czytelnicy! 
Oddajemy w Wasze ręce ko-

lejny numer „Gońca Wolno-
ści”. 
 Numer bieżący zdominowała 
tematyka związana bezpośred-

nio ze zbliżającym się Kon-
wentem Stowarzyszenia. Jak 

napisał w swym tekście Paweł 
Pomianek, Redakcja „Gońca 

Wolności” postanowiła zapre-
zentować obu kandydatów 

Czytelnikom, by pomóc w 
świadomym wyborze Prezesa 
na następną kadencję. 
Zamieszczamy charakterysty-

kę oraz skrócone wersje pro-
gramów obu kandydatów: 

Marka Morawiaka oraz Domi-
nika Jaskulskiego. Dodatkowo 

zamieściliśmy wypowiedzi na 
temat kandydatów osób za-

służonych dla KoLibra, w tym 
byłych prezesów i wicepreze-

sów. Zachęcamy do zapozna-
nia się z tymi opiniami. 
Ponadto w numerze garść 
aktualnej publicystyki. Witold 

Falkowski, prezes Instytutu 
Misesa obserwuje obecny 

kryzys przez obiektyw Szkoły 
Austriackiej, Karol Sala 

sprawdza poziom regulacji 
cen w Polsce, a Zuzanna Sta-

mirowska przygląda się sytu-
acji palaczy tytoniu z perspek-

tywy francuskiej. Do kwestii 
kryzysu i antykryzysowych 

postaw rządów nawiązuje w 
swym tekście prof. Jan Wi-

niecki, członek honorowy 
KoLibra. 
W stałym „Kąciku teologicz-
nym” zamieszczamy rozmowę 

z  Łukaszem Kluską, człon-
kiem Organizacji Monarchi-

stów Polskich oraz świeckim 
zaangażowanym w apostolat 

Tradycji katolickiej. Ten tekst 
gorąco polecamy. 
W dziale recenzji tekst autor-
stwa Michała Wolskiego o 

najnowszej powieści Rafała 
Ziemkiewicza pt. „Żywina”. 
Korzystając z nadarzającej się 
okazji, chcieliśmy w imieniu 

Redakcji „Gońca Wolności” 
złożyć naszym Czytelnikom 

najserdeczniejsze  życzenia z 
okazji zbliżających się  Świąt 
Bożego Narodzenia. 
 
Jeszcze raz zachęcamy do 
lektury! 
Redakcja 

Od redakcji

 

Str. 2 

Goniec Wolności 

 

W numerze: 

Wybory 2008. Pewne jest tylko 

jedno: wygra kandydat ze Ślą-
ska 

Paweł Pomianek 

Prezentacja kandydatów na 

prezesa: 
Marek Morawiak 

Prezentacja kandydatów na 

prezesa: 
Dominik Jaskulski 

Wybory prezesa: wypowiedzi za-

służonych członków Stowarztsze-
nia 

Czy uratuje nas bank centralny? 

Witold Falkowski 

Regulacje c en, deregulacja gospo-

darki 
Karol Sala 

10 

Życie palacza we Francji 
Zuzanna Stamirowska 

11 

W poszukiwaniu sensu w 

„antykryzysowych” działaniach 
zachodnich polityków 
Prof.. Jan Winiecki 

12 

Droga ku dojrzałości. Recenzja po-

wieści Rafała A. Ziemkiewicza 
„Żywina” 

Michal Wolski 

17 

O Stowarzyszeniu KoLiber 

19 

 

 

 

 

Kącik teologiczny. Idee soborowe 
są śmiertelną trucizną. 
Z Łukaszem kluską rozmawia Paweł 
Pomianek 

14 

Redaktor naczelny:                         
Michał Wolski

                                                 

e-mail: michal.wolski@koliber.org    
redakcja@koliber.org 
 
Redakcja: 
Paweł Pomianek 
Stefan Sękowski 

Design i skład numeru:  
Michał Wolski 
Korekta: Paweł Pomianek 
 
Zdjęcia zamieszczone w numerze 

pochodzą ze źródeł własnych, 

zostały nadesłane przez autorów 

artykułów.  

background image

Pytania do kandydatów na prezesa Stowarzyszenia KoLiber 

Marek Morawiak

 

Str. 3 

Goniec Wolności 

 

Imię i nazwisko kan-

dydata 

Marek Morawiak 

Data urodzenia 

14.11.1983 

Miejsce pochodzenia 

Gliwice 

W KoLibrze od… 

luty 2006 

Obecnie sprawowa-

ne w Stowarzyszeniu 

funkcje 

Prezes Stowarzyszenia 

Prezes O/Gliwice

 

Szef Sekcji Marketingowej (Graficznej) 

Największe osiągnię-

cia w Stowarzyszeniu 

Podjąłem się przejęcia Stowarzyszenia w trudnym okresie, wykonałem 

9,5/10 punktów mojego programu, „wyłowiłem” kilka nowych KoLi-

browych perełek, zmieniłem szatę graficzną projektów internetowych 

Stowarzyszenia. 

Przynależność do 

partii politycznych i 

innych organizacji 

Nigdy nie należałem i nie należę do żadnej partii ani młodzieżówki. 

Zrezygnowałem również z asystowania Senatorowi. 

Sukcesy poza Stowa-

rzyszeniem 

Poza Stowarzyszeniem? Jest coś poza Stowarzyszeniem?! 

Główne zaintereso-

wania 

KoLiber, fotografia, góry, Mazury. 

Moje hasło wyborcze 

Wiedza i praktyka 

Trzy najważniejsze zadania na 

najbliższy rok 

Reanimacja niedziałających i założenie nowych Oddziałów;  przygotowanie do wyborów samorzą-

dowych 2010; przygotowanie kolejnego pokolenia do „przejęcia steru”. 

Co mnie najbardziej wkurza 

w Stowarzyszeniu i jak to 

naprawić 

Bałagan. Wprowadzę dokument „Zasady zarządzania, kultura organizacyjna i przepływ informacji 

w KoLibrze”. 

Działania globalne i lokalne. 

Na co położę większy nacisk 

i dlaczego? 

Statut: 39. Zarząd Główny: 

b) realizuje i koordynuje działania Stowarzyszenia o charakterze ogólnopolskim. 

Relacja prezes ZG, prezesi 

oddziałowi i ogólnie oddzia-

ły. Jak sobie ją wyobrażam? 

Choć często się o coś kłóciłem, to nigdy nie blokowałem żadnej, zgodnej z linią KoLibra, inicjaty-

wy. W wielu osobiście pomagałem. Tak będzie też w 2009 roku. Każdy kto ma pomysł lub jakąś 

potrzebę powinien się z tym zgłosić do ZG. 

Bardziej Ko czy Li? 

Jeśli założyć, że Jacek był bardziej „Liber”, a Karol bardziej „Ko” to wydaję mi się, że ja nie mia-

łem „odchyleń” w żadną ze stron. 

W jakim kierunku pchnąć 

działania KoLibra w kraju? 

Deklaracja Ideowa: 6. Stowarzyszenie dąży do: 

a) wykształcenia elit ideowych o poglądach konserwatywno-liberalnych, zdolnych wziąć czynny 

udział w życiu społecznym i kulturalnym kraju. Wyjść z kręgu „1000 prawicowców” i stać się po-

wszechnie rozpoznawalną organizacją, wpływającą na powszechną świadomość Polaków. KoLiber 

„trampoliną” do publicystyki, samorządu, think-tanków. 

Relacja z organizacjami poza-

krajowymi 

Jak najwięcej. To zawsze świetna okazja do nauczenia się czegoś nowego oraz przedstawienia pol-

skiego punktu widzenia. 

Podstawowa droga zdobywa-

nia pieniędzy dla Stowarzy-

szenia 

Składka jako środek weryfikacji i zabezpieczenia kosztów stałych. Środki na działalność od funda-

cji i prywatnych darczyńców. 

Kandydat na członka hono-

rowego 

Wpływowy redaktor. 

Członkowie mojego poten-

cjalnego Zarządu 

Ania Czarnowska, Dominik Jaskulski, Arek Kotowski, Adam Witkowski 

Dlaczego ja? 

Bo dwustu liderów potrzebuje... jednego zarządcy. 

Mój program 

background image

Str. 4 

Numer 5 (19) 2008 

Pytania do kandydatów na prezesa Stowarzyszenia KoLiber 

Dominik Jaskulski 

Imię i nazwisko kandyda-

ta 

Dominik Jaskulski 

Data urodzenia 

05.02.1987 

Miejsce pochodzenia 

Żory/Śląsk 

W KoLibrze od… 

wrzesień 2006 

Obecnie sprawowane w 

Stowarzyszeniu funkcje 

sekretarz ZG 

Funkcje poprzednio spra-

wowane 

sekretarz ZG, dwukrotnie 

Największe osiągnięcia w 

Stowarzyszeniu 

1. 

Zostanie sekretarzem KoLibra już parę miesięcy po przystąpie-

niu do stowarzyszenia i utrzymanie się na tym stanowisku przez 3 

zarządy. 

2. 

Rozkręcenie oddziału w Krakowie, od praktycznie 3 do ponad 

20 członków i uczynienie go jednym z najsilniejszych w kraju. 

3. 

Zorganizowanie w 3 dni manifestacji w sprawie Estonii, zapro-

szenie 4 innych organizacji, ponad 30 osób, mediów i wszystkich 

pozwoleń w tak krótkim czasie. 

Przynależność do partii 

politycznych i innych 

organizacji 

Brak przynależności do partii politycznych; 

członek-założyciel Stowarzyszenia Aleja Róż. 

Sukcesy poza Stowarzy-

szeniem 

1. 

Założenie w 2007,  a ostatnio zostanie prezesem koła nauko-

wego na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie; 

2. 

Dobre wyniki finansowe w inwestowaniu w środku szalejącego 

kryzysu; 

3. 

Dwa udane wyjazdy na Wyspy Brytyjskie i odkapitalizowanie 

bogatszych sąsiadów z zachodu. 

Główne zainteresowania 

Ekonomia, rynki finansowe, polityka, zarządzanie. 

Moje hasło wyborcze 

Skuteczność zamiast konfliktów 

Trzy najważniejsze zadania na 

najbliższy rok 

Huczne obchody dnia kapitalizmu; 

Projekt „Dziedzictwo i Kultura”; 

Odbudowa kilku podupadających oddziałów (Poznań, Wrocław, Szczecin, Rzeszów, Ełk, Biały-

stok). 

Co mnie najbardziej wkurza w 

Stowarzyszeniu i jak to napra-

wić 

Kiedy ludzie stwierdzają, że biorą się za coś i nie robią nic. Zmienić to można przez dobieranie 

odpowiednich zadań do odpowiednich ludzi. Niestety w KoLibrze często ważne zadania spoczy-

wały na barkach nieodpowiednich osób. 

Działania globalne i lokalne. 

Na co położę większy nacisk i 

dlaczego? 

3-4 duże, globalne rzeczy w ciągu roku, reszta czasu na dopieszczanie działań lokalnych. Równo-

waga jest w tym aspekcie najlepsza. 

Relacja prezes ZG, prezesi 

oddziałowi i ogólnie oddziały. 

Jak sobie ją wyobrażam? 

Podstawowe kanały tej relacji to forum i lista dyskusyjna RK. Ponadto chciałbym położyć więk-

szy nacisk na kontaktowanie się z oddziałami w momencie, kiedy oddział coś organizuje (debatę, 

RK, konferencję) – szybkie reagowanie na potrzeby oddziałów pozwoli uniknąć zarzutu, że ZG 

się nimi nie interesuje. 

Mój program 

background image

Pytania do kandydatów na prezesa Stowarzyszenia KoLiber 

Dominik Jaskulski 

Str. 5 

Goniec Wolności 

Bardziej Ko czy Li? 

Prywatnie bardziej Li. Jeśli chodzi o KoLibra to widzę tu miejsce zarówno dla wolnorynkowych 

konserwatystów, jak i znoszących istnienie państwa libertarian. 

W jakim kierunku pchnąć dzia-

łania KoLibra w kraju? 

Dalej integrować KoLibrantów, zrobić 3-4 duże akcje w roku, a resztę czasu poświęcić na do-

pieszczanie oddziałów. KoLiber powinien celować tak jak dotychczas – w szerzenie idei wśród 

studentów, licealistów i młodych przedsiębiorców. 

Relacja z organizacjami pozakra-

jowymi 

Wstąpienie do co najmniej 1 organizacji międzynarodowej, poza tym powinniśmy dobierać 

ewentualnych współpracowników ostrożnie – nie interesować się „byle czym”. No i oczywiście 

w roku 2009 ekspansja na Niemcy. 

Podstawowa droga zdobywania 

pieniędzy dla Stowarzyszenia 

Na podstawową działalność (serwery, konwent) – ze składek, na większe akcje – finansowanie 

zewnętrzne, z funduszy prywatnych, ale też publicznych. 

Kandydat na członka honoro-

wego 

Ktoś, o kim będzie chciała powiadomić całą Polskę „Rzeczpospolita”, „Wprost” i inne media – 

pokroju Kazika lub Vaclava Klausa. 

Członkowie mojego potencjal-

nego Zarządu 

Arkadiusz Kotowski, Jacek Spendel i Tomasz Marszał. Z pozostałymi potencjalnymi członkami 

ZG trwają negocjacje. 

Dlaczego ja? 

KoLibranci, którzy mnie znają, zauważyli na pewno, że jestem bardziej przywiązany do idei 

konserwatywno-liberalnej niż mój kontrkandydat. Mam zarówno teoretyczne jak i praktyczne 

przygotowanie do pełnienia funkcji prezesa ZG. Na swoim kierunku odbyłem wiele kursów z 

zakresu organizacji, zarządzania strategicznego, zarządzania zasobami ludzkimi, zarządzania 

rozwojem organizacji, komunikacji interpersonalnej i wiele innych o podobnej tematyce. Nato-

miast praktycznego doświadczenia w planowaniu i kierowaniu nabyłem będąc prezesem koła 

naukowego i sekretarzem KoLibra. Jeśli chodzi o charakter, to jestem pewien, że z jednej strony 

będę dobrym, silnym liderem, a z drugiej moje łagodniejsze podejście do ludzi zapewni mniej-

szą ilość niepotrzebnych kłótni, które ostatnio były częste. 

background image

Kamil Ciszek-Skwierczyński, obecnie II wiceprezes Stowarzyszenia: 
 
Kwestie personalne, jak również programowe, przemawiają na korzyść obecnego prezesa – Mar-
ka Morawiaka. Sądzę, że jest to osoba, która jako główny przedstawiciel okazała się być skuteczna 

i twarda. Marek jest również pełen entuzjazmu i wielkich ambicji, wykazuje on cechy dobrego 
lidera. Dobrzy przywódcy są ludźmi marzeń i wielkich pragnień, ale też umieją zamieniać te pra-

gnienia w czyn. Są zapalnikiem dla innych ludzi i tak właśnie jest w przypadku Marka. Bardzo 
podobają mi się jego obecne działania i mam nadzieję, że będą one kontynuowane i realizowane 

w kolejnym roku. Oczywiście błędy były, jednak są z nich wyciągane odpowiednie wnioski. Od-
dam swój głos na Marka Morawiaka. 

Str. 6 

Goniec Wolności 

 

Wybory prezesa KoLibra 
Wypowiedzi zasłużonych dla 
Stowarzyszenia

 

Jacek Spendel, były prezes Stowarzyszenia: 
 
Startuje dwóch poważnych, doświadczonych kandydatów. Nie ukrywam jednak, że moim fawory-
tem, jest obecny sekretarz ZG – Dominik Jaskulski. To osoba sprawdzona i doświadczona, pełnił 

funkcję sekretarza w trzech Zarządach, dając świadectwo owocnej współpracy „ponad podziała-
mi”. Do Jego głównych zalet zaliczyłbym: pracowitość, solidność, kreatywność (był inicjatorem 

wielu cennych przedsięwzięć), zdecydowanie najlepszą znajomość KoLibrantów (był akuszerem 
nowych oddziałów, prowadzi korespondencję z wszystkimi oddziałami), twardy kręgosłup ide-
ologiczny, spójną wizję i prawdziwie przyjacielskie nastawienie do KoLibrantów. 

Karol Wyszyński, były prezes Stowarzyszenia: 
 
Obaj kandydaci są bardzo zaangażowani w sprawy KoLibra. Oddali mu kawałek siebie. O oby-
dwu mogę powiedzieć, że kiedy trzeba „wypruwają z siebie flaki” dla Stowarzyszenia i można na 

nich liczyć. Wiem, że którykolwiek z nich zostanie prezesem będzie to dobre dla KoLibra. Odpo-
wiadając jednak konkretnie – swój głos oddam na Marka Morawiaka. Generalnie sprawdził się w 

działaniu, więc jestem pewien że świetnie poradzi sobie dalej. Dominika z kolei chciałbym zoba-
czyć na stanowisku I wiceprezesa, by móc się przekonać jakim jest liderem. 
 

Bartosz Wilk, prezes o/Kraków, przewodniczący sekcji międzynarodowej: 
 
Swój głos oddam na Dominika. Uważam,  że pod względem planów, umiejętności organizacyj-
nych, ale i wizji przyszłości Kolibra bije on Marka na głowę. Ma też większą odwagę do podej-
mowania dalekowzrocznych działań, więc wiem, że czeka nas prawdziwy krok naprzód. 

background image

Str. 7 

Goniec Wolności 

 

Stefan Sękowski, były wiceprezes Stowarzyszenia: 
 
Markowi zawdzięczamy budowę niemal od zera oddziału Gliwice, Dominikowi współodbudowa-
nie KoLibrowego Krakowa. Jako działacze lokalni i organizatorzy szybkich akcji sprawdzili się. 

Nie są to jednak moi wymarzeni kandydaci. Dominikowi zarzucam pewne nieuporządkowanie w 
działaniu w ostatnim roku, natomiast Markowi wypowiedzi często antagonizujące KoLibrantów i 

w konsekwencji dezintegrujące Stowarzyszenie. W ich działaniach i wypowiedziach nie widzę 
wizji dalszego życia KoLibra, co nie musi być wielkim zarzutem, bo wizję trudno wypracować. 

Nie chcę zdradzać, który z kandydatów jest bliżej uzyskania mojego głosu, niech się jeszcze nieco 
postarają, by go zyskać. 

Lesław Sierocki, były wiceprezes Zarządu Głównego: 
 
O swych plusach mówią sami kandydaci. Ja wymienię krótko moje główne uwagi pod ich adre-
sem. Marek – porywczość (psująca atmosferę wewnątrz), brak nauki na błędach i prób zmiany 

swojego zachowania, zdarzały się zaniedbania (kontakty z innymi organizacjami, sprawy O/W-wa 
na RK w Gliwicach). Dominik – moja niepewność co do zdolności menedżersko-liderskich 

(pewność siebie, siła przebicia, koordynacja), oraz doświadczenia „politycznego” (np. propozycja 
obcej osoby do ZG). Mój głos zdobędzie kandydat, który lepiej udowodni, że wymienione minu-

sy nie przeszkodzą mu w prezesurze. Jestem jednak spokojny o KoLibra, bo obu kandydatom 
ufam. 
 

Bogusław Gosz, koordynator akcji „Gruzja”, wiceprezes o/Trójmiasto: 
 
Uważam, że potencjalny prezes nie musi być sympatyczny, ale o jego sile stanowi skuteczność. 
Dobry lider to ten, który otacza się sprawnymi, oddanymi sprawie ludźmi. Charyzma jako cecha 

personalna jest niewątpliwie dość istotna, a do tego dodam umiejętność budowy zaufania – part-
nerstwo w działaniu. Nie oddam swojego głosu na nikogo, gdyż nie będąc pewien mojej sposob-

ności uczestniczenia w konwencie w Warszawie, nie starałem się o delegaturę swojego oddziału, 
ale myślę, że upewniłem obu kandydatów, na ile mogą na mnie liczyć zarówno teraz, jak i pod-
czas sprawowania funkcji, o którą się ubiegają. 

Wybory prezesa KoLibra 
Wypowiedzi zasłużonych dla 
Stowarzyszenia

 

background image

Od sierpnia 2007 roku nie-
mal codziennie możemy 

przeczytać lub usłyszeć 
kolejny komentarz na temat 

kryzysu pożyczek hipotecz-
nych w USA i jego konse-

kwencji dla światowej go-
spodarki. W większości 

tych komentarzy powtarza-
ją się te same pytania: Co 

zrobi Fed? Kiedy kłopoty 
się skończą? Jak zachowają 
się indeksy giełdowe? 

Odpowiedzi na te pytania 

zależą od tego, czy Fed po raz 
kolejny obniżył poprzedniego 

dnia stopy procentowe, czy 
trwa właśnie okres oczekiwa-

nia na taką decyzję Fed. Za-
równo te pytania, jak i odpo-

wiedzi zawierają zwykle ukryte 
błędne założenia, co sprawia, 

że nie przyczyniają się do lep-
szego zrozumienia omawia-

nych problemów, lecz do 
utrwalenia mitów i uproszczo-

nych bądź powierzchownych 
interpretacji. 

Na przykład 18 marca na stro-
nie www.bankier.pl ukazał się 

komentarz zatytułowany  Czy 
Rezerwa Federalna ugnie się przed 

żądaniami rynku? Jeśli przyjrzy-
my się bliżej temu tytułowi, to 

musimy dojść do wniosku, że 
zawiera on niedorzeczne zało-

żenie, jakoby rynek mógł się 
domagać czegoś od siły poza-

rynkowej, jaką przecież jest 
bank centralny (tu: Rezerwa 

Federalna). Cóż  to  za  rynek, 
który żąda, by decyzje gospo-

darcze powierzyć nie-
rynkowi? To tak, jakbyśmy 

zapytali:  Czy dozorca zoo ugnie 
się przed żądaniami zwierząt 

zamieszkujących dżunglę amazoń-
ską (i na przykład zamknie je w 

klatkach, by zapewnić im pokarm 
do końca życia)? 

Inny komentator nie pyta, lecz 
z miejsca stwierdza: Chciwość 

matką kryzysu (Krzysztof Ry-

biński, „Newsweek Polska” nr 
12/2008). Według autora 

chciwi inwestorzy chcieli za 
dużo zarobić i zbyt lekko-

myślnie pożyczali pieniądze, 
co doprowadziło do proble-

mów, z którymi boryka się 
cała gospodarka amerykańska, 

a teraz także  światowa. War-
tość poznawcza tego wyja-

śnienia jest mniej więcej taka 
sama, jak wartość poznawcza 

stwierdzenia,  że osoby otyłe 
mają nadwagę, gdyż za dużo 
jedzą. 

Ekonomiści od dawna poszu-

kują przyczyn kryzysów go-
spodarczych i zastanawiają się 

nad tym, jak sobie z nimi ra-
dzić. Jedni uważają,  że cykle 

koniunkturalne i kryzysy są 
immanentną cechą rynku, 

skutkiem nieobliczalności, 
chciwości i nieracjonalności 

uczestników gry rynkowej w 
systemie kapitalistycznym 

bądź czymś w rodzaju dopu-
stu bożego. Według nich kry-

zysy można okiełznać za po-
mocą odpowiedniej polityki 

banku centralnego. Inni zaś – 
przede wszystkim przedstawi-

ciele austriackiej szkoły eko-
nomii – dowodzą,  że cykle i 

kryzysy są immanentną cechą 
interwencjonizmu i powierze-

nia kontroli nad pieniądzem 
rządowi i bankowi centralne-
mu. 

Przyjrzyjmy się obecnemu 

kryzysowi z punktu widzenia 
ASE (austriackiej szkoły eko-
nomii). 

Wszystko zaczęło się od rzą-

dowych programów wspiera-
nia budownictwa dla nieza-

możnych Amerykanów 
(głównie Afroamerykanów i 

Latynosów), których realizację 
rozpoczęto za prezydentury 

Clintona. Banki otrzymały 
zachętę do udzielania kredy-

tów hipotecznych, także ryzy-

kownych (nazywanych rów-
nież „dziadowskimi” – subpri-

me). Pojawił się  łatwy pie-
niądz. Zarówno banki udziela-

jące chętnie pożyczek, jak i 
kredytobiorcy, korzystający z 

ułatwionego dostępu do go-
tówki, kierowali się racjonal-

nymi przesłankami, a nie 
emocjami. Ktoś dawał, więc 
należało korzystać. 

Ów „ktoś” nie jest oczywiście 

konkretną osobą, lecz skom-
plikowanym systemem tzw. 

instrumentów finansowych. 
Kredyty zostają zamienione 

na obligacje, te z kolei są ku-
powane przez różne instytucje 

finansowe. System ma dawać 
gwarancję, że wszystko jest w 

porządku,  że kiedyś pożyczo-
ne pieniądze zostaną zwróco-

ne. W istocie jednak jest to 
klasyczna piramida finansowa, 

w której poręczeniem rzeko-
mej wartości jednego papieru 

jest inny papier, a nie oszczęd-
ności bądź aktywa. 

„Instrumenty finansowe” to 
najczęściej nic innego jak eu-

femistyczne określenie szwin-
dlu, za który zwykły obywatel 
poszedłby do więzienia. 

Piramida musi w którymś 

momencie runąć. Amerykań-
ska piramida zaczęła się 

chwiać w sierpniu 2007. I 
zapewne ległaby już w gru-

zach już wtedy, gdyby nie to, 
że Fed kilkakrotnie 

„podpierał” ją cięciem stóp 
procentowych bądź bezpo-

średnimi ingerencjami, takimi 
jak udział w przejęciu Bear 

Stearns przez JP Morgan Cha-
se lub plan Paulsona. Po każ-

dej obniżce stóp procento-
wych w USA następuje chwi-

lowe uspokojenie, indeksy 
giełdowe rosną, komentatorzy 

obwieszczają koniec kryzy-
su .Po kilku tygodniach oka-

zuje się,   Po kilku tygodniach 

Str. 8 

Goniec Wolności 

Ekonomiści od 
dawna poszukują 

przyczyn 
kryzysów 
gospodarczych i 

zastanawiają się 
nad tym, jak sobie 
z nimi radzić.  

Czy uratuje nas bank centralny? 
Witold Falkowski, Instytut Misesa 

background image

zuje się,  że cięcia były niewy-

starczające, a „rynek żąda”, by 
banki centralne (już nie tylko 

Fed) znów „ratowały” gospo-
darkę. 

Bank centralny nie może ura-
tować gospodarki kolejnymi 

zastrzykami pieniądza, tak jak 
kolejna dawka narkotyku nie 

może wyleczyć narkomana. 
Kryzys i niepewność, które 

rozprzestrzeniły się już na 
cały  świat, będą się utrzymy-

wać do czasu, kiedy inwesty-
cje nieopłacalne nie zostaną 

zlikwidowane. Likwidacja – 
która jest etapem bolesnym, 

ale nieuchronnym – już się 
rozpoczęła, czego przykładem 

jest choćby przejęcie 
(właściwie za bezcen) banku 

Bear Stearns. Austriacy pod-
kreślają, że zakończenie kryzy-

su i wyjście z depresji następu-
je tym szybciej, im szybciej 

bank centralny przestaje 
„podpierać” piramidę. Jeśli 

jednak bank centralny pona-
wia próby „ratowania” gospo-

darki, kryzys przedłuża się i 
zaostrza, a jego skutki mogą 
być jeszcze poważniejsze. 

Jak zauważył Ludwig von 

Mises, w naukach społecz-
nych panuje chaos semantycz-

ny, który wywołali celowo 
zwolennicy totalitaryzmu. 

„Odwrócili [oni] znaczenie 
słów. Prawdziwą lub właściwą 

wolnością nazywają sytuację 
jednostki w takim systemie, w 

którym jej jedynym prawem 
jest posłuszeństwo rozka-

zom”. Tymczasem „żaden 
rząd ani żadne prawo cywilne 

nie może zagwarantować i 
ustanowić wolności w inny 

sposób niż przez wspieranie i 
obronę podstawowych insty-

tucji gospodarki rynko-
wej” (Ludzkie działanie, War-

szawa 2007, s. 246–247). Ów 
chaos nadal jest widoczny w 

dyskusjach i komentarzach 

dotyczących gospodarki. 
Nadal „rynkowi” przypisuje 

się pośrednio różne grzechy 
(jak chciwość) i uwikłania, 

które nie mają z nim nic 
wspólnego. Z powodu tego 

odwrócenia znaczeń, a także 
w wyniku mylenia przyczyn ze 

skutkami wciąż spotykamy się 
z poglądem,  że remedium na 

kryzysy i problemy powinna 
być jeszcze większa centraliza-

cja i jeszcze ściślejsza regula-
cja. Krzysztof Rybiński w 

cytowanym artykule wyraża 
przekonanie, że przed następ-

nym kryzysem może nas ura-
tować „globalny bank central-

ny”, a Noam Chomsky 
(„Dziennik”, 14.11.2008) mó-

wi,  że „jedyną sensowną od-
powiedzią na ten stan są  sło-

wa Keynesa: zwiększmy po-
pyt. To wymaga interwencji 

rządowej (...)”. Jednym sło-
wem remedium na katastrofę 

ma być większa katastrofa. 
Pogratulować logiki. 

Z punktu widzenia ASE sku-
teczne wyeliminowanie kryzy-

sów wymagałoby działań do-
kładnie odwrotnych: likwida-

cji instytucji krępujących wol-
nych rynek, narzucających mu 

określone rozwiązania autor-
stwa naukowców, którzy po-

ruszają się w granicach ściśle 
określonych paradygmatów. 

Przede wszystkim należałoby 
znieść monopol państwa na 

emisję pieniądza i gwaranto-
wane przez bank centralny 

przywileje banków, takie jak 
częściowa rezerwa bankowa. 

Kontrola podaży pieniądza 
powinna mieć charakter ryn-

kowy, co jest możliwe w wa-
runkach stuprocentowej re-

zerwy pieniądza towarowego 
(zazwyczaj kruszcowego). W 

takim systemie bank centralny 
byłby oczywiście zbędny. 

Str. 9 

Goniec Wolności 

Przede wszystkim 

należałoby znieść 
monopol państwa na 

emisję pieniądza i 

gwarantowane przez 
bank centralny 

przywileje banków, 

takie jak częściowa 
rezerwa bankowa. 

Kontrola podaży 
pieniądza powinna 

mieć charakter 

rynkowy, co jest 
możliwe w 

warunkach 

stuprocentowej 
rezerwy pieniądza 

towarowego 

(zazwyczaj 
kruszcowego).  

Czy uratuje nas bank centralny? 
Witold Falkowski, Instytut Misesa 

 
Od czasów Keynesa zwolen-

ników standardu złota i stu-
procentowej rezerwy uważało 

się za szaleńców czy wsteczni-
ków. Jednak ostatnio powoli 

zyskują oni szacunek, o czym 
świadczy choćby to, że jako 

przyczynę problemów, takich 
jak obecny kryzys w USA, 

coraz częściej wskazuje się 
działania banku centralnego, a 

nie „chciwych kapitalistów”. 
Za symptomatyczne należy 

uznać to, że o trafności au-
striackiej interpretacji cyklu 

koniunkturalnego mówił czło-
nek zarządu Narodowego 

Banku Austrii dr Josef Christl 
w wystąpieniu z 30 września 

2005 pt. Austrian Economics – 
How Relevant Is It Today?
 

(tłumaczenie: http://
www.mises.pl/673).  Okazuje 

się zatem, że warto wrócić do 
lektury takich autorów, jak 

Ludwig von Mises (Ludzkie 
działanie
), Friedrich von 

Hayek (Profits, Interest and In-
vestment and Other Essays on the 

Theory of Industrial Fluctuations), 
Lionel Robbins (The Great 

Depression), Murray Rothbard 
(America’s Great DepressionThe 

Panic of 1819). Ich dzieła po-
zwalają dogłębnie zrozumieć 

procesy zachodzące w gospo-
darce, podczas gdy ekonomi-

ści głównego nurtu koncen-
trują się na komentowaniu i 

opisywaniu bieżącego stanu 
gospodarki, przyjąwszy zało-

żenie,  że  świat bez banków 
centralnych nie mógłby ist-

nieć, a gospodarkę mogą rato-
wać jedynie mądrzy prezesi 

tych banków.

 

W ciągu najbliż-

szych miesięcy przekonamy 

się (niestety), że planiści z 
banków centralnych i rządów 

obrali błędną strategię. Czeka 
nas prawdopodobnie niekon-

trolowana inflacja i upadek 
dolara. Jesteśmy dopiero na 

początku prawdziwego kryzy-
su

background image

W wolnej Polsce, w sys-
temie wolnorynkowym 

istnieje szereg cen, które 
nie są bynajmniej uwol-

nione
Regulacje cenowe dotyczą 
wielu obszarów życia i są 
powodowane różnymi mo-
tywacjami ustawodawcy. 
Przede wszystkim ceny 
reguluje się „z przyczyn 
społecznych”, bowiem 
regulacje te dotyczą towa-
rów pierwszej potrzeby jak 
leki, przejazdy komunikacji 
miejskiej, opłat za wodę, 
ścieki oraz energię. Ceny 
reguluje się również w celu 
uzyskania częściowej kon-
troli nad całym rynkiem 
danych towarów  i  usług, 
dotyczy to cen usług tele-
komunikacyjnych, energii 
oraz przewozów lotni-
czych i niektórych produk-
tów rolnych. 
Sposobów na porządkowanie 

cen polski ustawodawca zna 
kilka: począwszy na zatwier-

dzaniu  cenników (gaz, prąd, 
woda i ścieki) po ustalanie cen 

określonych towarów za po-
mocą rozporządzeń (leki, 

ustawa o cenach). 
Czy w zdrowej gospodarce 

potrzebne są regulacje cen? 
Teoretycy ekonomii często 

posługują się konstrukcją 
konkurencji doskonałej na 

dowód tego, że swobodnie 
kształtowane ceny zapewniają 

równowagę w gospodarce. 
Jako, że ceny pełnią w gospo-

darce bardzo ważne funkcje: 
informacyjną (dającą przegląd 

obecnych preferencji konsu-
m e n t ó w ) ,   b o d ź c o w ą 

(zachęcają do inwestycji) inge-
rowanie w nie zawsze w pew-

nym stopniu zmienia prefe-
rencje inwestorów i konsu-

mentów. Każde rozchwianie 

równowagi zapewnianej przez 
istnienie wolnych cen w bliż-

szej lub dalszej przyszłości 
spowoduje poważne konse-

kwencje. 
Niemniej jednak model kon-

kurencji doskonałej (jak sama 
nazwa wskazuje) jest typem 

idealnym, do którego rzeczy-
wistość może się jedynie zbli-

żać. Ten model idealny zakła-
da między innymi posiadanie 

przez konsumenta pełnej in-
formacji o jakości towaru i 

cenach jego substytutów i 
odpowiedników oraz nieogra-

niczoną możliwość prze-
mieszczania towarów i dostar-

czania go do konsumenta. Jest 
oczywiste,  że spełnienie tych 

kryteriów w pełni nie jest 
możliwe. Czy taka sytuacja 

uzasadnia interwencję pań-
stwa? 

Należy wskazać, że ingerencja 
państwa w zakresie ustalania 

cen nie poprawia funkcjono-
wania rynku. Ustalanie cen 

maksymalnych lub koordyna-
cja cen różnych dostawców 

danego dobra nie powoduje 
zwiększenia dostępu do infor-

macji, ani dostępności do 
różnych  źródeł reglamento-

wanego towaru, zatem nie 
będzie wpływało na ustalanie 

się stanu równowagi w gospo-
darce. 

Najjaskrawszym przykładem 
nadregulacji przy jednocze-

snym zaniedbaniu inwestycyj-
nym ze strony państwa jest 

branża energii elektrycznej. W 
Polsce energetyka została 

oparta na węglu i każda próba 
zdywersyfikowania  źródeł 

energii jest obecnie skazana na 
porażkę. Węgiel  jest  tani  i 

łatwo dostępny, nie jest dla 
niego alternatywą ani ropa ani 

odnawialne  źródła energii, a 
plany budowy elektrowni ato-

mowej w Polsce ciągle leżą w 
sferze deklaracji politycznych. 

Jednocześnie Urząd Regulacji 

Energetyki posiada szerokie 
spektrum narzędzi do egze-

kwowania od przedsiębiorstw 
korzystania z ustalonych taryf. 

W energetyce brak jest dostę-
pu do dodatkowego zysku za 

ryzyko lub za zwiększone 
nakłady.  Ściśle prowadzony 

nadzór petryfikuje całą bran-
żę. 

Jednak wina nie leży tylko po 
stronie urzędników. Temu 

stanowi rzeczy patronuje 
orzecznictwo sądów admini-

stracyjnych dokonujących 
literalnych wykładni przepi-

sów, które zazwyczaj są nie-
korzystne dla przedsiębior-

ców. 
Efektem tej sytuacji są coraz 

ostrzejsze batalie o zatwier-
dzenie taryf, omijanie przepi-

sów prawa i niedoinwestowa-
nie w branży. W przyszłości 

zaowocuje to niedostosowa-
niem podaży do popytu co 

oznaczać  będzie albo bolesne 
uwolnienie rynku, albo prze-

rwy w dostawach prądu. 
Podsumowując można stwier-

dzić, że choć jesteśmy krajem 
o wolnorynkowym systemie 

gospodarczym w pewnych 
sferach życia wolny rynek jest 

odsuwany na plan dalszy. Nie-
stety przy okazji regulacji nie-

wiele się robi, aby regulowaną 
gałąź gospodarki rozwijać, 

inwestując czy stwarzając do-
datkowe zachęty do inwesto-

wania. 
 

 
 

Str. 10 

Goniec Wolności 

Choć jesteśmy krajem 

o wolnorynkowym 
systemie 

gospodarczym w 

pewnych sferach 
życia wolny rynek 

jest odsuwany na 
plan dalszy.  

Regulacja cen, deregulacja gospodarki 
Karol Sala 

background image

Str. 11 

Goniec Wolności 

Życie palacza we Francji 
Zuzanna Stamirowska 

„Przeczytałem w gazecie, 
że palenie zabija, postano-

wiłem więc nie czytać ga-
zet”. Oto słowa Winstona 

Churchilla, jednego z naj-
bardziej znanych palaczy w 

historii, którego nazwi-
skiem nazwano jeden z 

rodzajów cygar. Ten sam 
Churchill, który w Zurychu 

nawoływał do powstania 
„Stanów Zjednoczonych 

Europy” zapewne byłby 
dziś przerażony, widząc jak 

duch demoliberalnoeuro-
pejski zakazuje jego ulu-

bionej rozrywki po kolei w 
rozmaitych krajach. 
Historia tytoniu rozpoczęła 
się w Ameryce, gdzie Indianie 

uprawiali tę roślinę od wieków 
i stała się ona dla nich symbo-

lem pokoju. Przywieziony do 
Europy w czasach kolonizacji 

tytoń stał się domeną arysto-
kracji. Później atrybutem męż-

czyzny, z czego skorzystały 
emancypantki, by podkreślić 

swoją niezależność. W XX w. 
papieros oznaczał klasę, dama 

paliła, a kawalerowie przepy-
chali się by podać jej zapal-

niczkę. Dzisiaj obserwujemy 
silną krytykę tytoniu i presję 

społeczną przeciwko paleniu. 
Nie ma juz „mody na pale-

nie”, jest ono niedobre, nie-
zdrowe, nieeleganckie, godne 

wszelkiego potępienia. Nad 
zasadnością krytyki tytoniu 

można debatować. Jest jednak 
jedna kwestia, która powinna 

poruszyć dusze liberałów, 
włączając w to tych niepalą-

cych. Otóż czy autorytet pań-
stwa ma prawo zakazywać 
jednostce palenia? 

W miejscach publicznych 

czy jednak prywatnych? 

Na razie przyjrzyjmy się, jak 

wyglądają takie zakazy w prak-

tyce. Stosunkowo niedawno 
we Francji zakazano palenia 

tytoniu w miejscach publicz-
nych. Sprawa w nazwie wyda-

je się jeszcze znośna. Myślimy, 
że nie wolno palić na ulicach, 

w parkach, na placach zabaw, 
w urzędach. Wszędzie tam, 

gdzie przebywają niepalący i 
zmuszeni są wdychać dym 

palaczy. Z takim rozwiąza-
niem można by się zgodzić 

(pomijając fakt, że miejsca 
publiczne w ogóle nie powin-

ny istnieć). Jednak ustawa nie 
stosuje się w ogóle do parków 

i przystanków autobusowych. 
Ani trochę! Według ustawy 

nie wolno palić w urzędach, 
kinach, barach, restauracjach i 

wszelkich miejscach kon-
sumpcji (czy to napojów, czy 

jedzenia). O ile urzędy jako 
takie są  własnością publiczną, 

o tyle bary i kawiarnie zwykle 
są prywatne.  
Wydawałoby się,  że ochrona 
dzieci przed wdychaniem dy-

mu tytoniowego jest zasadna. 
Niestety w myśl antynikotyno-

wej ustawy palić można spo-
kojnie w miejscach, w których 

przebywają również nieletni, a 
w barach, w których dzieci nie 

ma i jednostka ma wybór, czy 
chce tam się udać, czy nie, 

palenie jest zabronione. Para-
doks? 

Kompromitujące  

przepisy 

Przyjrzyjmy się ustawie 
uchwalonej przez Parlament 

Francuski 15 listopada 2006. 
W myśl tej ustawy zakaz pale-

nia obowiązuje we wszystkich 
przestrzeniach zamkniętych, 

będących miejscem pracy, w 
środkach transportu publicz-

nego, na terenie szkół i liceów 
(niezależnie, czy na przestrze-

ni zamkniętej, czy otwartej) 

oraz w miejscach przeznaczo-
nych dla nieletnich. Od 1 

stycznia 2008 zakaz rozsze-
rzony został o miejsca spoży-

wania napojów (na miejscu), 
kasyna, sklepy z wyrobami 

tytoniowymi, dyskoteki, hote-
le i restauracje. Od 1 stycznia 

tego roku we Francji nie moż-
na zapalić Cohiby grając w 

ruletkę, czy pokera. Nie, po-
nieważ palenie tytoniu powo-

duje 66 tysięcy zgonów rocz-
nie (w tym 5 tysięcy z powodu 

biernego palenia) i ogromne 
koszty dla systemu opieki 

zdrowotnej. Sposób w jaki 
Francuzom udało się „ustalić” 

te dane, mając całkowitą pew-
ność, ze bezpośrednią przy-

czyną zgonu było palenie 
tytoniu zostawmy na boku i 
wróćmy do ustawy. 
Jest jednak furtka dla palaczy. 

Otóż przedsiębiorstwa (cały 
czas mówimy o przedsiębior-

stwach prywatnych) mogą 
zorganizować specjalne sale 

przeznaczone do konsumpcji 
tytoniu, pod warunkiem że 

będą one spełniały określone 
normy. Rzućmy więc na owe 

normy okiem. Sala musi być 
wentylowana i nie może być 

pomieszczeniem przechod-
nim. Są to ostatecznie warunki 

realne do spełnienia. Ale czy-
tajmy dalej. Sala przeznaczona 

do konsumpcji tytoniu musi 
być wyposażona w zamknięcia 

automatyczne i jej powierzch-
nia nie może przekraczać 35 
m2.  
Jakkolwiek próbować to rozu-

mieć, nie widać związku mię-
dzy dwiema ostatnimi norma-

mi i rzeczywistą ochroną 
zdrowia niepalących. Czy te 

warunki są jedynie wytworem 
fantazji francuskiego aparatu 
legislacyjnego, czy może mają  
Dokończenie na str 12 

Wydawałoby się, że 
ochrona dzieci przed 

wdychaniem dymu 

tytoniowego jest za-
sadna. Niestety w 

myśl antynikotynowej 
ustawy palić można 

spokojnie w miej-

scach, w których 
przebywają również 

nieletni, a w barach, 

w których dzieci nie 
ma i jednostka ma 

wybór, czy chce tam 

się udać, czy nie, pa-
lenie jest zabronione. 
Paradoks? 

background image

Gdzie ta wolność? 

Jak radzić ma sobie palacz 

przy takiej ustawie? Żeby się o 
tym przekonać wystarczy spa-

cer po francuskiej ulicy w 
sobotni wieczór. Przechodząc 

koło klubu, widzimy dużą 
część klientów – którzy prze-

rwali zabawę i wyszli na pa-
pierosa – przed wejściem do 

lokalu.  Łatwo się wtedy prze-
ziębić (ciekawe czy francuski 

system opieki zdrowotnej 
wylicza również koszty lecze-

nia kataru i grypy spowodo-
wanych paleniem na ze-

wnątrz). Szczęściem w nie-
szczęściu jest fakt, że tradycyj-

nie we Francji kawiarnie mają 
stoliki na chodniku, gdzie 

palenie jest dozwolone. W 
niektórych zamontowano 

nawet, dla komfortu zmuszo-
nych do picia kawy na ze-

wnątrz, specjalne słupy grzew-
cze. To jednak nie jest oznaka 

sprytu, a jedynie zachowanie 
przystosowawcze.  
Ciekawsze rzeczy dzieją się w 
barach z sziszą. Przekraczając 

próg takiego miejsca nie 

za zadanie być barierą trudną/
niemożliwą do przeskoczenia? 

Porównując, oczywiście moż-
na dać zielone światło Ukra-

inie do przystąpienia do Unii 
Europejskiej, ale czy to świa-

tło ciągle będzie zielone, jeśli 
postawimy jej np. warunek 

zrzeczenia się swojej wschod-
niej części na rzecz Rosji?  
Wreszcie kwestia maksymal-
nej powierzchni. Dlaczego 

właśnie 35 m2, a nie 35,5, 
albo 10, albo 20? Ustawa nie 

wspomina o kubaturze (w 
przypadku dymu tytoniowego 

miałoby to sens). Kwestia 
powierzchni potencjalnej pa-

larni (będącej ciągle własno-
ścią prywatną) przypomina 

absurdy krzywizny ogórków, 
bananów czy średnicy jabłek i 

truskawek. Pewnym jest, że w 
pomieszczeniu o powierzchni 

mniejszej lub równej 35 m2 
pali się przyjemniej niż w tym 

o 0,5 m2 większym. Jednak 
co, jeśli przedsiębiorca nie 

dysponuje mniejszym po-
mieszczeniem? Furtka prawna 

jest iluzoryczna, a normy do 
spełnienia absurdalne. 

wchodzimy do baru, lecz 
przystępujemy do stowarzy-

szenia „osób palących szisze”, 
otrzymujemy kartę członkow-

ską, płacimy za fajkę i palimy. 
Papierosów i innych wyrobów 

tytoniowych nie można tam 
używać, bo przecież jesteśmy 

w stowarzyszeniu „palących 
szisze”, a nie Marlboro Gold. 
Unia Europejska, konstrukcja 
budowana na wartościach 

takich jak pokój i wolność (to 
je wspominał Churchill w 

Zurychu) pracuje nad podob-
nym prawem, dla wszystkich 

krajów Wspólnoty. W polskim 
sejmie coraz częściej słyszy się 

o zakazie palenia. Podobne 
ustawodawstwo prędzej czy 
później dotrze do nas. 
Pokonując ulice de la Liberte 

widać palaczy tkwiących przed 
barami, dmuchających w twa-

rze przypadkowym przechod-
niom. I siłą rzeczy nasuwa się 

pytanie – gdzie jest ta wol-
ność? 
 
Zuzanna Stamirowska 

 

Życie palacza we Francji 

Dokończenie ze str. 11 

Str. 12 

Goniec Wolności 

W polskim sejmie 

coraz częściej słyszy 
się o zakazie palenia. 
 

W poszukiwaniu sensu w „antykryzysowych” 
działaniach zachodnich polityków 
Prof. Jan Winiecki 

„Przepytywany” przez me-
dia na temat spotkań, kon-

sultacji, szczytów – całego 
tego, przepraszam za wyra-

żenie, szczytowania – sta-
ram się najpierw rozgrani-

czyć dwie sfery działań 
rządów. Sferę mniej lub 

bardziej uzasadnionych 
działań i sferę działań nie-

uzasadnionych.  

Otóż uzasadnione są działania 
rządów w sferze łagodzenia 

konsekwencji kryzysu finanso-
wego i prób zapobieżenia 

powtórzeniu się zaburzeń w 
podobnej skali. Tym bardziej, 

że to właśnie władze publicz-
ne wyprodukowały ten kryzys. 

Polityka monetarna, co po-
wtarzam raz jeszcze, amery-

kańskiego banku centralnego 
spowodowała taką falę poda-

ży taniego pieniądza,  że nie-
uchronnie zdestabilizowała 

gospodarkę. Niestety FED 
pod nowym prezesem brnie w 

tę samą  ślepą uliczkę i rzecz 
nieuchronnie zakończy się 

podobnie. Z kolei polityka 
socjalna rządu USA, polegają-

ca na wymuszaniu udzielania 
wątpliwych kredytów hipo-

tecznych na prywatnych 

background image

bankach doprowadziła do 
pojawienia się ogromnej ilości 

t o k s y c z n y c h   a k t y w ó w 
(zabezpieczanych właśnie 

tymi kiepskimi kredytami hi-
potecznymi). 

Można powiedzieć,  że pań-
stwo na wielką skalę zdestabi-

lizowało rynki i teraz powinno 
wziąć udział w przywracaniu 

stabilizacji. Gorzej, że politycy 
albo niczego się nie nauczyli, 

albo już zapomnieli o tym, 
czego ich uczono w przeszło-

ści. Mieszają im się w głowach 
zjawiska kryzysowe, a więc 

anormalne, ze zjawiskami 
cyklu koniunkturalnego, a 

więc zjawiskami normalnymi. 
Cykl koniunkturalny jest zja-

wiskiem naturalnym, po eks-
pansji przychodzi spowolnie-

nie lub recesja (absolutny spa-
dek produkcji). I, na ogół, jeśli 

było mniej ekscesów i ryzy-
kanctwa w fazie ekspansji, to 

po niej przychodziło raczej 

płytkie spowolnienie; i od-
wrotnie.  

Mało,  że cykl koniunkturalny 
jest czymś normalnym, to 

jeszcze w dodatku spowolnie-
nia czy recesje mają charakter 

t e r a p e u t y c z n y. 
Prawie sto lat temu sławny 

ekonomista austriacki, Josef 
Schumpeter, mówił o recesji 

jako o „twórczej destrukcji”. 
Spadek popytu powoduje, że 

najgorsze, najmniej efektywne 
firmy bankrutują, najlepsze 

zwiększają swój udział w ryn-
ku, a na rynek wchodzą nowi 

gracze, z nowymi pomysłami 
(produktami, technologiami), 

którzy widzą w zmianach 
wywołanych przez recesję 

szansę, by zaistnieć na rynku. 
W rezultacie, gospodarka (z 

której odpadli najgorsi, najlep-
si mają silniejszą pozycję, a 

dodatkowo pojawiły się 
„młode wilki”) wychodzi z 

recesji s i l n i e j s z a. Za-
uważmy, jak znakomicie spi-

suje się dotychczas polska 
gospodarka, po ostrym spo-

wolnieniu lat 2001-02! 
Z tej perspektywy, histeryczne 

reakcje polityków, że już nad-
chodzi recesja i trzeba z nią 

walczyć wszelkimi możliwymi 
interwencjonistycznymi  środ-

kami, ratując przemysł samo-
chodowy (jak to np. w USA 

proponuje Prezydent-elekt), 
bądź którykolwiek inny, jest 

na dłuższą metę szkodliwym 
nonsensem. Wiedząc,  że tak 

czy inaczej zostaną uratowane 
za pieniądze podatników, 

firmy działać  będą jeszcze 
bardziej ryzykancko i w nieod-

ległej przyszłości – przy kolej-
nym spowolnieniu – ustawią 

się znowu w kolejce z wycią-
gniętą  ręką. Tyle, że po takiej 

lekcji tolerancji dla nieefek-
tywności rachunek będzie 

niewątpliwie jeszcze większy. 
Zjawisko to, znane w ekono-

mii, nazywane jest hazardem 
moralnym. 

Poza tym politycy cierpią na 
amnezję, nie pamiętając, jak 

się zakończył wcześniejszy 
interwencjonistyczny 

(„keynesowski”) epizod. A 
zakończył się trwającą dekadę 

stagflacją. 
 

Jan Winiecki 
 

 
Prof. Jan Winiecki  jest członkiem 

honorowym Stowarzyszenia KoLi-
ber. Tekst ukazał się pierwotnie 

na stronie Autora.   
www.winiecki.pl
 

 
 

 
 

   

Str. 13 

Goniec Wolności 

Mało, że cykl 

koniunkturalny jest 
czymś normalnym, to 

jeszcze w dodatku 

spowolnienia czy 
recesje mają charakter  

t e r a p e u t y c z n y. 

W poszukiwaniu sensu w „antykryzysowych” 
działaniach zachodnich polityków 

background image

Paweł Pomianek: Dlaczego 
wy lefebryści tak nie lubicie 

Soboru Watykańskiego II? 
Łukasz Kluska: Arcybiskup 

Lefebvre nie stworzył  żadnej 
własnej ideologii, abyśmy 

mogli mówić o tzw. 
„lefebryzmie”. Jedynie zacho-

wał i wiernie przekazał depo-
zyt wiary Kościoła, naukę 

papieży, którzy niestrudzenie 
walczyli z błędami współcze-

snego  świata, mającymi swe 
źródło w rewolucji francu-

skiej, które to błędy radykal-
nie zamanifestowały się w 

nauczaniu II Soboru Waty-
kańskiego poprzez śmiercio-

nośną syntezę wolnomular-
skich ideałów „wolność, rów-

ność, braterstwo” z naucza-
niem Kościoła. Rewolucyjna 

wolność, to odpowiednik 
soborowej wolności religijnej. 

Równości odpowiada kolegia-
lizm ustanowiony przez Vati-

canum II. Braterstwo to nic 
innego jak współczesny, apo-

stacki ekumenizm. Błędy te 
przeniknęły do deklaracji pro-

klamowanych przez Vatica-
num II, gdyż kontrolę nad 

Soborem – przy wsparciu 
postępowego Jana XXIII – 

udało się przejąć liberalnym 
ekspertom, których poglądy 

przed 1958 rokiem były 
przedmiotem nieustannych 

potępień ojca świętego Piusa 
XII. Wystarczy tu wspomnieć 

choćby ojca Jana Murray’a – 
autora deklaracji o wolności 

religijnej  Dignitatis humanae – 
suspendowanego przez Piusa 

XII za głoszenie lewicowych 
poglądów, ojca Henryka de 

Lubaca, którego książka  Sur-
naturel (Nadprzyrodzoność)  
była 

najbardziej zakazaną ze 
wszystkich zakazanych w ka-

tolickich seminariach na ca-

łym  świecie, ojca Yvesa Con-
gara obłożonego sankcjami za 

rozsiewanie błędów przeciw 
wierze czy też panteistę Teil-

harda de Chardina, którego 
herezje szczególne piętno 

odcisnęły na soborowej dekla-
racji Gaudium et spes

–  Czy uważacie,  że Vatica-
num II nie wniósł żadnego 

pozytywnego powiewu do 
Kościoła? Czy nie widzicie 

żadnych plusów, jak choć-
by uwspółcześnienie i roz-

jaśnienie pewnych elemen-
tów nauki Kościoła, dowar-

tościowanie roli świeckich 
czy ubogacenie i dopełnie-

nie w wielu nurtach, jak 
eklezjologia, mariologia czy 

sakramentologia, bez odci-
nania się od tego, co było 

wcześniej? 
– Wedle zgodnej opinii za-

równo wrogów jak i zwolen-
ników Vaticanum II, zasadni-

czym celem Soboru było do-
stosowanie Kościoła do 

współczesnego  świata, tzw. 
aggiornamento. Ale świat od 

tamtych czasów zmienił się 
już diametralnie, co sprawia, 

że Sobór zwyczajnie się zdez-
aktualizował i nie ma już naj-

mniejszej wartości. Przeminął, 
gdyż chciał dostosować się do 

tego, co zmienne i ulotne, 
zamiast oprzeć się na nie-

zmiennym fundamencie świę-
tej Tradycji. Wyszczególnione 

przez Ciebie rzekome osią-
gnięcia Soboru to owoce, 

które możemy przyrównać do 
leśnych jagód, które z ze-

wnątrz wyglądają całkiem 
apetycznie, lecz w istocie są 

śmiertelną trucizną. 
Nowa eklezjologia soborowa, 

ogłoszona w konstytucji Lu-
men gentium
 jest w ścisłym 

sensie herezją. Głosi bowiem, 

że Kościół katolicki jest tylko 
częścią Kościoła Chrystuso-

wego, co w sposób jaskrawy 
jest sprzeczne z nauką katolic-
ką.  
Rzekome „dowartościowanie 

roli świeckich”, w istocie pole-
ga na degradacji kapłaństwa 

przez egalitarne, demokratycz-
ne zrównywanie z nim świec-

kich, co szczególne odzwier-
ciedlenie znajduje w nowej 

sprotestantyzowanej liturgii 
Mszy. Chrystus oparł swój 

Kościół na kapłaństwie, nie 
zaś na laikacie. Kapłan nie jest 

zwykłym  śmiertelnikiem – to 
pośrednik między Bogiem, a 

człowiekiem wyposażony w 
potężną, niepojętą ludzkim 

intelektem władzę. Ani Matka 
Boża, ani aniołowie nie potra-

fią zamienić zwykłego kawał-
ka chleba w Ciało samego 

Boga. Tylko kapłani z woli 
Chrystusa mają  władzę od-

puszczania naszych grzechów. 
Dziś w dobie świeckich szafa-

rzy, egalitaryzmu, butnej py-
chy współczesnego  świata 

piejącej tylko o godności i 
prawach człowieka, o równo-

ści bez wyjątków wszystkich 
ludzi, burzy się antyegalitarny, 

sakralny, hierarchiczny i ka-
płański porządek Kościoła 

Chrystusowego. A moderniści 
czynią to właśnie przy pomo-

cy sloganu o dowartościowa-
niu roli świeckich. 
Soborowa sakramentologia to 
wyłącznie destrukcyjny non-

sens. Po Soborze wprowadzo-
no nowy ryt Mszy oraz zmie-

niono wszystkie ryty sakra-
mentów, a wszystko to uczy-

niono aby dopasować je do 
nowej, modernistycznej orien-

tacji przyjętej przez Vatica-
num II.  

Idee soborowe są śmiertelną trucizną 

 

Z Łukaszem Kluską, członkiem Organizacji Monarchistów Polskich 
oraz  świeckim zaangażowanym w apostolat Tradycji katolickiej 

rozmawia Paweł Pomianek. 

Str. 14 

Goniec Wolności 

Wedle zgodnej 

opinii zarówno 
wrogów jak i 

zwolenników 

Vaticanum II, 
zasadniczym 

celem Soboru 

było 
dostosowanie 

Kościoła do 
współczesnego 

świata, tzw. 
aggiornamento 

Kącik teologiczny 

background image

 Wybitny  teolog  dominikań-
ski, ojciec Calmel pisał: 

„Zwykle nie atakuje się do-
gmatów wprost, ale pokrętnie. 

Czasami atakowano sakra-
menty atakując ich formę, a 

jeszcze częściej to, co otacza 
formę a mianowicie ustano-

wione przez Kościół wokół 
sakramentów obrzędy, które 

pełnią rolę czegoś w rodzaju 
zabezpieczenia czy obrony, 

dostarczają pożywki dla wiary 
i skłaniają wiernych do dobre-

go i godnego ich przyjmowa-
nia. W to właśnie głównie 

uderzono. Wystarczy popa-
trzeć na Mszę  świętą, na ko-

munię, na chrzest, jak zniknę-
ły egzorcyzmy, jak wyelimino-

wano ze Mszy świętej znaki 
Krzyża i przyklęknięcia”. No-

wy Kodeks Prawa Kanonicz-
nego z 1983 inspirowany du-

chem Vaticanum II zezwala 
także na świętokradztwo w 

stosunku do Najświętszego 
Sakramentu, zezwalając na 

przyjmowanie go przez inno-
wierców. Proszę pomyśleć, jak 

wielkim jest to źródłem zgor-
szenia! Aby użyć przykładu 

kard. Ratzinger podczas uro-
czystości pogrzebowych za 

duszę Jana Pawła II udzielił 
Komunii św. kalwinowi, panu 

Rogerowi z Taize. Co mają 
rozumieć z tego wierni, jeśli w 

majestacie nowego prawa 
kanonicznego daje się inno-

wiercom do spożywania Ciało 
Pańskie? „Jeżeli on nie musiał 

iść do spowiedzi, ba nawet nie 
jest katolikiem i dostał Komu-

nię świętą od samego papieża, 
to dlaczego ja muszę się spo-

wiadać?” - to najprostszy 
wniosek, jaki przyjdzie do 

głowy niezliczonym rzeszom 
wiernych. Nic więc dziwnego, 

że na Zachodzie konfesjonały 
zupełnie opustoszały.

  

– Wasza wizja rzeczywisto-
ści jest dość czarno-biała. 

Wszystko co przed sobo-

rem – było w Kościele wiel-
kie i wspaniałe, a wszystko 

co przyniosło ze sobą Vati-
canum II jest złe. Sobór 

Watykański II był też od-
powiedzią na swego rodza-

ju kryzys.  
– Moderniści nie narodzili się 

na Soborze. Przed epoką Vati-
canum II Kościół stawiał 

bezwzględny opór wrogowi. 
Papież św. Pius X w swej en-

cyklice  Pascendi dominici gregis 
(Pasąc owce pańskie) zdema-

skował  tę sektę, której poglą-
dy określił „sumą  błędów 

przeciw wierze”, zaś wszyscy 
jego następcy do Piusa XII 

włącznie w sposób heroiczny 
kontynuowali tę wojnę. Ojciec 

święty w 1909 roku powołał 
także specjalną organizację 

„Sodalitium Pianum” do zwal-
czania modernistów w łonie 

Kościoła. Kuria Rzymska 
wytrwale  śledziła i okładała 

sankcjami postępowych teolo-
gów. Kościół w pierwszej 

połowie XX w. przypomina 
pole regularnej bitwy sił kato-

lickich pod wodzą papieży z 
wyznawcami idei rewolucji 

francuskiej w koloratkach. 
Interesujący opis tej walki 

znajdziemy w pamiętnikach 
jednego z czołowych architek-

tów Vaticanum II, ojca Con-
gara, który przelał na papier 

swoje zmagania z Kurią 
Rzymską z lat 1952-54. Z kart 

dziennika wyłania się obraz 
modernistycznego teologa – 

podniesionego notabene do 
godności kardynalskiej przez 

Jana Pawła II – który wraz ze 
swoim obozem tylko czeka na 

śmierć Piusa XII, gdyż stano-
wi on najsilniejszą przeszkodę 

dla rewolucji w Kościele. 
Congar nie przebiera w epite-

tach pod adresem Kurii 
Rzymskiej, którą przyrównuje 

do SS i Gestapo, a obrońcę 
wiary Piusa XII obelżywie 

tytułuje „rzymskim bożkiem”. 

Str. 15 

Goniec Wolności 

Prawdziwe 

posłuszeństwo 
polega na 

dobrowolnym 

wyzbyciu się 
własnej woli na 

rzecz woli Bożej 

objawionej w 
prawach i 

rozkazach 
przełożonych. 

Idee soborowe są śmiertelną trucizną 

Wracając jednak do głównego 
wątku pytania, należy podkre-

ślić  że już przed II wojną 
światową istotnie myślano w 

Kościele o zwołaniu soboru, 
ale w celu dokładnie przeciw-

nym do efektów Soboru Wa-
tykańskiego II. Papież Pius XI 

już w 1923 roku nosił się z 
zamiarem zwołania soboru 

powszechnego. Jego doradcy 
stanowczo odradzili mu jed-

nak taką inicjatywę, ponieważ 
przewidywali niebezpieczeń-

stwo wykorzystania soboru 
przez wrogów Kościoła, co 

właśnie dokonało się podczas 
Vaticanum II. 

- Oficjalnie wasi hierarcho-
wie są ekskomunikowani. 

Mimo to wy nie odcięliście 
się od Kościoła posoboro-

wego. Uznajecie – w prze-
ciwieństwie do sedewakan-

tystów – każdego z papieży 
Kościoła po Vaticanum II 

za głowę Kościoła, a nawet 
– o ile dobrze się orientuję 

– uważacie,  że papieże nie 
są w herezji. Skąd ta nie-

konsekwencja? 
– Niekonsekwencja jest po-

zorna, a przepuszczam, że 
zarzut ten może być wynikiem 

błędnego rozumienia cnoty 
posłuszeństwa. Prawdziwe 

posłuszeństwo polega na do-
browolnym wyzbyciu się wła-

snej woli na rzecz woli Bożej 
objawionej w prawach i roz-

kazach przełożonych, gdyż 
sprawia ona, że szatan traci 

możność dominacji nad czło-
wiekiem, gdyż nasza skłon-

ność do kierowania się własną 
wolą wbrew temu, co słuszne 

i dobre jest największym 
sprzymierzeńcem diabła.

  

Jak pisze św. Tomasz z Akwi-
nu, „posłuszeństwo jest zło-

tym środkiem między nadmia-
rem a niedomiarem.

 

Ów zaś 

nadmiar zależy nie od ilości, 
ale od innych okoliczności.

  

Dokończenie na str 16 

background image

A mianowicie zachodzi wów-
czas, gdy ktoś jest posłuszny 

albo temu, komu nie powi-
nien być posłuszny, albo w 

czymś, w czym nie wolno być 
posłusznym”. Reasumując 

posłuszeństwo, które jest 
cnotą moralną – nie teolo-

giczną – polega zawsze na 
złotym  środku między dwie-

ma skrajnościami: nieposłu-
szeństwem i posłuszeństwem 

w rzeczach złych. Można więc 
zgrzeszyć zarówno przez nad-

miar posłuszeństwa dla papie-
ża, jak również przez niedo-

miar. W żadnym jednak wy-
padku zachowanie tej cnoty 

nie wymaga strącania Wikariu-
sza Chrystusowego z Tronu 

św. Piotra, jak czynią to tzw. 
sedewakantyści. Jeśli dzisiaj 

wierni podzielają  złe przeko-
nania obecnego papieża potę-

pione przez wszystkich jego 
poprzedników do Vaticanum 

II (wolność religijna, ekume-
nizm, protestantyzacja liturgii, 

świętokradcze udzielanie Ko-
munii św. na rękę, etc.), grze-

szą zarówno przeciwko wie-
rze, jak i przeciwko cnocie 

posłuszeństwa. 
Dzisiejszą sytuację w Kościele 

możemy przyrównać do róż-
nych zachowań dzieci w ro-

dzinie alkoholika. Gdy ojciec 
rodziny nadużywa alkoholu 

dzieci mają możliwość wybo-
ru trzech dróg: dzieci wyzute 

z miłości synowskiej będą się 
cieszyć,  że ojciec pije, gdyż 

mają dzięki temu więcej swo-
body, będą więc ojca tylko 

utwierdzać w pijaństwie i pod-
żegać do złego. Tak postępują 

dzisiejsi moderniści. Inne 
dzieci pozostawią biednego 

ojca i odejdą z domu, jak 
sedewakantyści. Dzieci praw-

dziwie miłujące rodziciela 
będą nieustępliwie sprzeciwiać 

się czynom ojca, ale nie zosta-
wią go nigdy na pastwę losu. 

Uczynią wszystko, co w ich 

mocy, aby wyrwać ojca sideł 
nałogu. Zbliżoną postawę 

przyjmuje obecnie w Kościele 
Bractwo Św. Piusa X. 

– Wielokrotnie podkreśla-
cie, że herezja modernizmu 

to najbardziej niebezpiecz-
na herezja w historii toczą-

ca Kościół. Wierzycie jed-
nak, że kiedyś Kościół z tej 

herezji wyjdzie. Jak sobie to 
wyobrażacie? Czy kiedyś 

papieżem zostanie ktoś, kto 
powie: „Okay, od dziś zry-

wamy ze wszystkim, co 
zdarzyło się w Kościele 

przez ostatnich x lat i wra-
camy do tego, co głosiliśmy 

w 1962”? Kiedy możemy się 
spodziewać,  że Kościół 

zerwie z herezją moderni-
zmu? 

–  Św. Pius X powiedział kie-
dyś,  że nawrócenie moderni-

sty jest prawie niemożliwe. To 
bardzo mocne słowa. Dramat 

dzisiejszych dni nie polega 
bowiem na kryzysie moral-

nym, z jakim przykładowo 
borykało się papiestwo doby 

renesansu. Jest to kryzys ty-
siąckroć gorszy, gdyż jego 

źródła tkwią w płaszczyźnie 
czysto intelektualnej. Więk-

szość grzechów atakuje sferę 
zmysłów człowieka, tak więc 

godzą one w jego niższą 
część. Modernizm atakuje zaś 

najwyższą  władzę człowieka, 
czyli sam rozum. Człowiek 

tak długo, jak posiada zdrowy 
rozum może skutecznie bro-

nić się przed wszelkimi grze-
chami atakującymi sferę zmy-

słów, ale jeśli rozum jego zo-
stanie uśmiercony następuje 

otwarcie wrót dla wszelkiego 
istniejącego zła.  

Dziś dzieją się rzeczy, które 
tych którzy zachowali praw-

dziwą wiarę napełniają przera-
żeniem, którego nie sposób 

wyrazić nawet słowami, zaś 
dla większości ochrzczonych 

są czymś dobrym, godnym 

pochwały i uznania. Myślę o 
współczesnym ekumenizmie. 

Dzisiejsi ludzie zatracili całko-
wicie dogmatyczne rozumie-

nie katolickiej wiary, stracili w 
swym  życiu sens obiektywnej 

prawdy. Nie pojmują już,  że 
prawda  ze  swej  istoty  jest  au-

torytarna, gdyż wyklucza każ-
dy błąd niezgodny z rzeczywi-

stością 
 

Za kilkaset lat katolicy będą z 
niedowierzaniem czytać w 

podręcznikach historii, jak w 
XX w. mogły zdarzać się tak 

ohydne zbrodnie przeciw 
Bogu, jak choćby inspirowany 

przez Jana Pawła II ekume-
niczny zlot w Asyżu, wspólne 

modły papieży z szamanami, 
czcicielami murzyńskich zabo-

bonów czy protestanckimi 
„biskupkami”. Będą niedowie-

rzać, tak jak my dzisiaj z nie-
bywałym zdumieniem czyta-

my o występkach przeciw 
moralności papieży doby re-

nesansu.  
  

Kiedy i w jakich okoliczno-
ściach plaga modernizmu 

odstąpi od bram Wiecznego 
Miasta nie mam najmniejsze-

go pojęcia. Wszystkie znaki na 
ziemi i niebie zwiastują,  że 

czeka nas wiele lat wytrwałej i 
bezkompromisowej walki. 

Wiara katolicka daje nam jed-
nak rękojmie ostatecznego 

zwycięstwa nad herezją, z 
którą wojnę rozpoczął już 

przeszło sto lat temu św. Pius 
X, gdyż Pan Jezus zapowie-

dział, że bramy piekielne Ko-
ścioła katolickiego nie prze-

mogą. 
-Dziękuję za rozmowę. 

 
 

Całość wywiadu z Łukaszem 
Kluską zostanie opublikowana na 

blogu Stowarzyszenia KoLiber: 
stowarzyszeniekoliber.salon24.pl 

Idee soborowe są śmiertelną trucizną 
Dokończenie ze strony 15 

Str. 16 

Numer 5 (19) 2008 
 

KIEDY I W JAKICH 
OKOLICZNOŚCIACH 
PLAGA 
MODERNIZMU 
ODSTĄPI OD BRAM 
WIECZNEGO 
MIASTA NIE MAM 
NAJMNIEJSZEGO 
POJĘCIA.  

background image

Rafał Ziemkiewicz przez 
wiele lat pracował na swój 
status liczącego się pisarza 
i publicysty.  

Na początku swej kariery lite-
rackiej podbił serca i umysły 
miłośników science fiction. 
Kolejnymi zbiorami opowia-
dań i powieściami powiększał 
grono swych fanów. W latach 
90. XX wieku rozszerzył swą 
aktywność pisarską o publicy-
stykę. Swoimi felietonami 
zamieszczanymi m.in. w 
„Najwyższym Czasie” i 
„Gazecie Polskiej” zdobywał 
nową grupę czytelników. Póź-
niej pojawiły się doskonałe 
tomy z zebraną publicystyką: 
„Frajerzy” i „Viagra mać!”. 
Swą pozycję jako uznanego 
publicysty ugruntował wyda-
jąc doskonałe „Polactwo” i 
ważną „Michnikowszczyznę”. 
Mniej więcej w połowie 
pierwszego dziesięciolecia 
XXI w. Ziemkiewicz przestał 
pisać science fiction (co było 
wielkim zawodem dla miło-
śników gatunku) i niedługo 
potem opublikował swą 
pierwszą powieść  głównonur-
tową „Ciało obce”.  Książkę 
kontrowersyjną, głownie ze 
względu na dość śmiałe sceny 
erotyczne. Był to kolejny krok 
RAZ-a ku zmianie etykietki 
„pisarza s-f” na po prostu 
„pisarza”. 

Dosłownie kilka tygodni temu 
na rynek księgarski trafiła 
najnowsza powieść znanego 
publicysty zatytułowana 
„Żywina”. Jest to opowieść o 
współczesnej Polsce. W wy-
padku samochodowym ginie 

poseł Samoobrony Stanisław 
Żywina. Młody dziennikarz 
Radek Derechowicz jedzie na 
miejsce zdarzenia, by napisać 
o tym reportaż. Jednocześnie 
podczas zbierania materiałów 
natrafia na informacje, które 
zmienią jego podejście do 
rzeczywistości i pozwolą mu 
odkryć swoje prawdziwe „ja”. 
Wbrew pozorom najnowsza 
książka Ziemkiewicza, to nie 
tylko powieść polityczna. 
Brudne gierki działaczy partyj-
nych i droga populisty na 
szczyty władzy to tylko jeden 
z aspektów. Ważniejsze jest 
pokazanie przemiany Radka, 
młodego, zdolnego dziennika-
rza, żyjącego w ferworze war-
szawskiego  świata elit, który 
odkrywa,  że tak naprawdę do 
niego nie należy.  Że jego do-
tychczasowe  życie przypomi-
nało mydlaną bańkę, po której 
pęknięciu została pustka. 
Pustka, którą trzeba czymś 
zapełnić. Można pokusić się o 
stwierdzenie,  że o ile „Ciało 
obce” było opisem stanu nie-
dojrzałości, tak nowa powieść 
Ziemkiewicza to historia doj-
rzewania. Radek przechodzi 
metamorfozę. Z warszawskie-
go playboya staje się  mężczy-
zną, który wie czego chce i co 
jest dla niego ważne. Docenia 
rolę stałej partnerki, normal-
nej rodziny i spokojnego da-
chu nad głową. 

Oczywiście polityka i to ta 

najbardziej współczesna jest 
w książce obecna. Przypomi-

na ona nie tylko Polskę, którą 
znamy na co dzień, ale też 

wizję poprzednich książek 
Ziemkiewicza, zarówno publi-

cystycznych, jak i prozator-

skich. Jest to pewne powtó-
rzenie wszystkich elementów 

znanych z twórczości autora 
„Żywiny”. To świadczy o 

konsekwencji w prezentowa-
niu swoich poglądów i jest 

zaletą książki. Trudno jest 
jednak znaleźć nowy element. 

Może to wina konwencji, 
książki współczesnej, gdzie 

świat jest opisywany, a nie 
kreowany jako wizja. 
Dużą zaletą powieści jest styl 
autora. Prozę Ziemkiewicza 
czyta się doskonale. Widać 
biegłość pisarską oraz dużą 
kulturę słowa. To samo doty-
czy kompozycji utworu.  

Dokończenie na stronie 18 

Droga ku dojrzałości. Recenzja powieści Rafała 
Ziemkiewicza „Żywina” 
Michał Wolski 

Str. 17 

Goniec Wolności 

Ciekawe w powieści 
Ziemkiewicza jest 
pokazanie przemiany 
Radka, młodego 
zdolnego dziennikarza, 
żyjącego w ferworze 
warszawskiego świata 
elit, który odkrywa, że 
jego dotychczasowe 
życie przypominało 
mydlaną bańkę, po 
której pęknięciu 
została pustka. 

background image

Poza tym autor wiedział w 
których momentach skończyć 

niektóre opisy. Dotyczy to 
chociażby scen erotycznych, 

napisanych z dużym wyczu-
ciem i kulturą, w przeciwień-

stwie do chociażby topornych 
scen tego typu z „Doliny ni-
cości” Bronisława Wildsteina. 
Mimo swych niewątpliwych 

zalet „Żywina” pozostawia 
uczucie niedosytu. Katharsis 

następujące na ostatnich kar-
tach powieści nie daje pełnej 

satysfakcji. Moje oczekiwania, 
jako czytelnika były większe. 

Może wszystko wyjaśni kolej-
na powieść autora. Może bę-

dzie to opowieść o człowieku 
dojrzałym i jego wyborach. 

Pasowałoby to jako uzupeł-
n i e n i e   „ C i a ł a   o b c e -

go” (opowieści o niedojrzało-
ści) i najnowszej książki Ziem-

kiewicza (historii dojrzewa-
nia). A może pan Rafał powi-

nien wrócić do science fiction, 
by po raz kolejny nas zasko-
czyć? 
 
Michał Wolski 

 

Autor: Rafał A. Ziemkiewicz 

Wydawnictwo: Świat Książki 
253 strony 
październik 2008 

Liczba stron: 253 
Format: 140 x 220 mm 
Oprawa: twarda 
ISBN-13: 9788324713707 
Data wydania: październik 
2008 

Droga ku dojrzewaniu. Recenzja powieści Rafała 
Ziemkiewicza „Żywina” 
Dokończenie ze strony 17. 

Str. 18 

Numer 5 (19) 2008 
 

 

background image

Str. 19 

Goniec Wolności 

www.koliber.org 

Dane Stowarzyszenia 

Stowarzyszenie KoLiber  
 
Adres internetowy:  
www.koliber.org 
koliber@koliber.org  
 
Konto bankowe:  
VWBank Direct 
2321300004200102046274
0001  
 
Data rejestracji:  
17 kwietnia 2000 roku  
 
Numer rejestrowy:  
KRS 0000111237  
 
REGON:  
016361530  

Kim jesteśmy? 

Stowarzyszenie KoLiber to ogólnopolska organizacja łącząca ludzi o poglądach 
konserwatywnych oraz wolnorynkowych. Wartości w które wierzymy zawarli-

śmy w naszej Deklaracji Ideowej. Nasze cele określa Misja KoLibra. Dokumen-
ty te zamieszczone są na naszej stronie internetowej. 

  

Działając w KoLibrze pragniemy zarazem inspirująco i twórczo wykorzystać spędzany 

wspólnie czas. Pole naszej działalności jest niezwykle szerokie: od tak poważnych 

przedsięwzięć jak ogólnopolski Marsz na Rzecz Kapitalizmu czy konferencje naukowe 

poprzez manifestacje, pikiety uliczne oraz panele dyskusyjne aż po nieformalne spotka-

nia jak imprezy integracyjne oraz pikniki. Dzięki ogromnej różnorodności zaintereso-

wań oraz charakterów członków KoLibra miejsce dla siebie znajdują tu zarówno ambit-

ni licealiści, osoby pragnące zaangażować się w działalność samorządową jak i inte-

lektualiści chcący rozwinąć swoje zainteresowania badawcze. To oni wszyscy składają 

się na dzisiejszą siłę KoLibra. Czekamy także na Ciebie. 

  

Członkami honorowymi Stowarzyszenia KoLiber są: 

Rafał A. Ziemkiewicz 

Bronisław Wildstein 

Jeremi Mordasewicz 

Jan Pośpieszalski 

Roman Kluska 

Jan Winiecki 

Robert Gwiazdowski 

Maciej Rybiński