background image

POEZJE ZBIGNIEWA HERBERTA

Zbigniew Herbert – informacje biograficzne

   

Dorobek poetycki Zbigniewa Herberta nale y do  wysoko  ocenianych,  zarówno  przez

znawców jak i mi

ników literatury. Poeta zaliczany jest do grona liderów w zakresie liryki

wspó czesnej i bywa porównywany z wybitnymi autorami, jak Czes aw Mi osz, Wis awa
Szymborska czy Tadeusz Ró ewicz. Chocia  jego dzie o nie zosta o uwie czone Nagrod
Nobla, wielu Polaków uwa a,  e w

nie Herbert zas

 w pierwszym rz dzie na to

wyró nienie.
   

Zbigniew Herbert  urodzi   si  we  Lwowie 29 pa dziernika 1924 r.

1

. W tym mie cie

zdobywa  wykszta cenie uwie czone matur  na tajnych kompletach. W 1943 r. rozpocz
studia na Uniwersytecie Jagiello skim i anga owa  si  w dzia alno  AK. Po krótkim pobycie
w Krakowie, nast pnie w Sopocie i Toruniu, zamieszka  w Warszawie. Zdoby  wykszta cenie
prawnicze i ekonomiczne, krótko studiowa  w Akademii Sztuk Pi knych i interesowa  si
filozofi . Pracowa  dorywczo w ró nych zawodach, g ównie jako ekonomista.
   

Herbert debiutowa  w pi mie „Dzi  i Jutro” w 1950 r., jednak za w

ciwy pocz tek

twórczo ci uwa a si  tom Struna  wiat a, wydany w 1956 r., w którym poeta opublikowa
swoje wiersze, napisane w ci gu kilku lat, z konieczno ci przeznaczone wtedy „do szuflady”.
Dopiero „odwil owe” nastroje umo liwi y ujawnienie tekstów tych twórców, którzy – jak
Herbert – odmówili realizacji programu socrealizmu i zachowali nieugi

 postaw  wobec

cenzury. Na 1956 r. przypad  równie  debiut dramaturgiczny autora Struny  wiat a – wydano
bowiem udramatyzowany poemat filozoficzny Jaskinia filozofów. Kolejny  tom  wierszy  –
Hermes, pies i gwiazda – ukaza  si  ju  w 1957 r.
   W 1958 r. Herbert wyjecha  z Polski, zwiedzi  Francj  i W ochy. W tym te  roku otrzyma
wyró nienie za sztuk Drugi pokój, napisan  na konkurs Polskiego Radia. 1961 r. przyniós
mu publikacj  tomu liryków Studium przedmiotu i tytu  Ksi cia Poetów, nadany podczas
Studenckiego Festiwalu Kulturalnego w Gda sku. Herberta odbierano jako
bezkompromisowego g osiciela prawdy o w adzy, zauwa ano mistrzowskie operowanie

zykiem i struktur  paraboliczn . W 1962 r. ukaza y si  szkice Barbarzy ca w ogrodzie –

eseje o sztuce, jej zwi zku z histori , o wymar ych cywilizacjach (wynik podró y
zagranicznych). Jest to równie  pocz tek przenikania twórczo ci Herberta poza kraj – wersje
obcoj zyczne wierszy.
   Lata 1965-1971 poeta sp dzi  poza Polsk  (Francja, Niemcy, Grecja, Ameryka Pó nocna).
Czas ten wype nia mu poznawanie kultury odwiedzanych krajów oraz intensywna praca
twórcza i kontakty z czytelnikami – odczyty, wieczory autorskie, wyk ady uniwersyteckie w
Los  Angeles.  Tymczasem  w  Polsce  ukaza   si   s ynny  utwór Tren Fortynbrasa (1966) oraz
czwarty zbiór wierszy Napis (1969) uznany za najwybitniejszy tom roku (nagroda  ódzkiego
Festiwalu Poezji) równorz dnie z lirykami S. Grochowiaka. W 1970 r. ukaza y si Dramaty,
za  w 1971 – Wiersze zebrane.
   Wa nym momentem w biografii Herberta by o opublikowanie zbioru Pan Cogito (1974),
który zapocz tkowa  cykl utworów kontynuowany przez kolejne lata. W lirykach o Panu
Cogito poeta wyrazi  swoje filozoficzne, spo eczne i moralne refleksje dotycz ce ró nych
sytuacji i stanów ducha bohatera. Znamienny tytu  nosi zbiór Raport z obl onego Miasta
(1983), kojarzony z rzeczywisto ci  stanu wojennego w Polsce, chocia  ponadczasowy i
ponadnarodowy w swej wymowie. W 1990 r. ukaza  si  tom Elegia na odej cie, w 1992 –
Rovigo, a w 1998 r. ostatni zbiór wierszy – Epilog burzy.

background image

   Wiersze Herberta wesz y równie  do wa niejszych antologii poezji wspó czesnej oraz do
szkolnych podr czników. Jego dorobek poetycki jest wysoko oceniany jako niepowtarzalny
przyk ad twórczo ci g osz cej prawd  o cz owieku i jego historycznych uwik aniach oraz jako
narz dzie moralizatorskiego oddzia ywania na czytelnika bez uciekania si  do natr tnego
dydaktyzmu. Przek ady na j zyki obce i  wiatowej rangi nagrody (im. N. Lenaua – 1965, im.
G. Herdera – 1973)  wiadcz  o do  wczesnym rozpoznaniu warto ci tej liryki tak e w innych
krajach.
   

Do  Herberta przylgn o  okre lenie  „poeta kultury”. Wi e  si   ono  z neoklasycznym

ukszta towaniem jego utworów, mocno zakorzenionych w dorobku wielu pokole ,
odwo uj cych si  do erudycji czytelnika, tworzonych z trosk  o j zyk. Warto ci te podkre la
sam autor:

zyk jest nieczystym narz dziem wyrazu. Codziennie torturowany, banalizowany,

poddawany nikczemnym zabiegom. Wi c marzeniem poetów jest dotarcie do dziewiczego
sensu s ów, do dawania odpowiedniego rzeczom s owa, jak mówi Norwid. 
[...] Dla mnie
dialog z rzeczami by  w

nie tak  prób  dotarcia do czystych  róde  mowy. By  tak e buntem

przeciwko k amcom i szalbierzom

2

; Podstawow  funkcj  kultury jest budowanie warto ci, dla

których 

 warto. Istnieje tak e stare poj cie – humanista, dla mnie drogie i znacz ce, dla

innych o mieszone i niemodne.

3

   Zmar y 28 lipca 1998 r. Zbigniew Herbert pozostawi  dorobek poetycki o wysokiej warto ci
literackiej, mocno zakorzeniony w kulturze (pocz wszy od Biblii i antyku), nios cy wa kie
przes anie dla ludzi wspó czesnych – chwiejnych, sk onnych do kompromisu, pe nych

tpliwo ci. Unikaj c  atwych rozwi za  i popularnych hase , poeta sk ania do refleksji,

niepokoi, dra ni sumienia. Jego dzie o wymaga pewnego przygotowania, by zrozumie  liczne
aluzje kulturowe, jednak wysi ek ten prowadzi do istotnych refleksji.
   

W niniejszym opracowaniu postaramy si  przybli

 Czytelnikom wiersze omawiane w

szkole  redniej. Wyboru tekstów do interpretacji dokonano na podstawie propozycji
zawartych w aktualnie obowi zuj cych podr cznikach.

Inspiracje antykiem

   W poetyckim dorobku Z. Herberta mo na odnale  wyra ne nawi zania do staro ytno ci.
Nie s  to jednak poetyckie przeróbki znanych mitów, ale ich weryfikacja dokonywana
poprzez do wiadczenia cz owieka wspó czesnego. Odwo ania do tradycji antycznej
pozwalaj cej poecie wprowadzi  uniwersalny kod, w którym mieszcz  si  warto ci, postawy,
sytuacje o randze archetypów. Bliskie odbiorcom, wychowanym na kulturze

ródziemnomorskiej, tre ci, postaci i symbole uzyskuj  w tej poezji nowe, g bsze lub zgo a

odmienne sensy.
   

Poza  omówionymi  ni ej  utworami  warto  poleci   uwadze  Czytelnika  inne  wiersze

inspirowane antykiem, np. O Troi lub przybli ony w rozdziale zatytu owanym Proza
poetycka 
tekst Próba rozwi zania mitologii.

Nike która si  waha

   Wiersz pochodzi z tomu Struna  wiat a z 1956  r.  i  przywo uje  posta   bogini  zwyci stwa,
dumnej, zdecydowanej w ge cie wzywania do walki, stanowczej i pi knej w swojej
patetycznej pozie. Podmiot liryczny jednak ukazuje j  w momencie wahania, uczuciowego
uniesienia, chwili s abo ci zwi zanej z prze yciem osobistym i refleksj  nad losem

odzie ca, którego ziemski los dope ni si  niebawem w walce o ojczyzn . Reakcja bogini

background image

jest nietypowa, podwa aj ca jej wyobra enie zapisane w mitologii i nawi zuj cych do
utworach.
   W opinii podmiotu Nike najpi kniejsza jest w

nie w momencie wahania, czy pozosta  w

swojej pozie, czy te  okaza

nierzowi id cemu na bój (i  mier  – o czym wie na razie tylko

bogini) wspó czucie, gest sympatii. Nike ma ogromn  ochot / podej

/ i poca owa  go w

czo o – obawia si  jednak,  e ów przejaw uczucia móg by zmieni  jego postaw . Zaznawszy
czu

ci, móg by ucieka  jak inni/w czasie tej bitwy. Bogini rezygnuje wi c ze swojego planu,

wstydzi si  wzruszenia i postanawia / pozosta  w pozycji której nauczyli j  rze biarze.
   W ostatniej cz stce utworu Nike, boskim przywilejem, widzi przysz

 owego m odego

nierza, którego musz  znale

[...] / z otwart  piersi / zamkni tymi oczyma / i cierpkim

obolem ojczyzny / pod dr twym j zykiem. Bogini nie powinna wi c przeszkadza  bohaterowi
w wype nianiu narodowej s

by ani te  utrudnia  mu tej nie atwej misji. Moneta

przeznaczona dla Charona za przewiezienie przez wody Styksu do krainy cieni ma cierpki
smak i jest nazwana obolem ojczyzny. Obowi zek obrony kraju jest wi c bezpo redni
przyczyn

mierci m czyzny u progu doros

ci, zanim jeszcze pozna  ró ne barwy  ycia.

Ofiara dla ojczyzny jest cierpka, ale przecie  bywa konieczno ci , któr  najlepiej rozumie
bogini zwyci stwa. Sukces w walce o narodow  spraw  niejednokrotnie poci ga za sob
wielkie wyrzeczenia, wymaga oddania i wierno ci patriotycznym idea om.
   

W  wierszu  pobrzmiewaj   równie   nuty  romantycznego  po wi cenia,  rezygnacji  z

osobistego uczuciowego  ycia (tu decyduje o tym Nike). Podmiot liryczny zwraca uwag
czytelnika na wielk  warto , jak  jest przywi zanie do ojczyzny i gotowo  po wi cenia dla
niej  ycia.
   

Nike – cho  najpi kniejsza w momencie wzruszenia i wspó czucia (a wi c zdolna do

ludzkich odruchów, pozbawiona na chwil  boskiej bezwzgl dno ci) – zwalcza swoj  s abo
w imi  wy szej racji, jak  jest umo liwienie 

nierzowi czynienia swojej powinno ci. Mimo

szala z jego losem / gwa townie opada / ku ziemi, a bogini dobrze o tym wie, powraca do

swojej wynios ej, niewzruszonej boskiej postawy, poprzez któr  uznaje równie  wielko
ofiary ch opca.
     

W   tradycji   antycznej   po wi cenie   dla   ojczyzny,   gotowo   do   walki,   dba

  o

podtrzymywanie kondycji fizycznej na wypadek konfliktu zbrojnego oraz troska o rycerski
rynsztunek to motywy wracaj ce w mitologii, wielkich eposach Homera i Wergiliusza,
tragediach greckich, poezji Tyrtajosa. Patriotyzm stanowi wi c warto  ponadczasow ,
odwieczn  i niepodwa aln , wzbudza szacunek i sk ania do wzrusze , które – jak chcia  poeta
– bliskie s  równie  greckiej bogini zwyci stwa. Wiersz prowadzi jednak do refleksji,  e nie
mo na przedk ada  uczu  osobistych ponad przywi zanie do ojczyzny, cho by poci ga o ono
za sob  najwy sz  ofiar .

Do Apollina

   Wiersz Do Apollina, opublikowany w debiutanckim tomie Struna  wiat a (1956),
przywo uje znan  z mitologii posta  boga o wspania ej urodzie, pana s

ca, patrona

wieszczów,  piewaków i poetów, udzielaj cego daru jasnowidzenia, bezwzgl dnego w
utrwalaniu opinii o w asnej doskona

ci (muzyczny pojedynek z Marsjaszem). Podmiot

liryczny daleki jest jednak od uznania wielko ci Apollina. Nie sk ada ho dów, nie ulega
wdzi kom ani talentom bo ka. Podejmuje krytyczn  refleksj  nad tym, co pozosta o po
dawnej wizji Apollina, utrwalonej w szkolnych stereotypowych opiniach. Kultura
wspó czesna daleka jest od doskona

ci, nie ma w niej spójno ci, harmonii, zasady

porz dkuj cej, która wynika aby z poczucia  adu  wiata. Rzeczywisto  przeczy idea om.

background image

Literatura nie potrafi odzwierciedli  znaków swojego czasu, nie formu uje wskazówek na
przysz

.

   Wiersz ma nieregularn  budow  (zró nicowana wielko  poszczególnych cz stek, wiersz
wolny, bia y – czyli bezrymowy). Sk ada si  z dwu cz ci, w których mo na wyró ni
fragmenty  o  ró nej  liczbie  wersów  (od  2  do  5).  W  pierwszej  zawarty  jest  opis  kamiennego
pos gu boga. O ywiony Apollo ukazany jest z wyra nej perspektywy czasowej –  wiadcz  o
tym formy czasu przesz ego: szed , oddycha , lir  podnosi . Szum jego szat, laurowy cie ,
zas uchanie we w asn  pie , zapatrzenie w siebie a przy tym jego „kamienno ” – konstruuj
posta  wynios , dumn , wyj tkow  a zarazem egoistycznie zamkni

, niedost pn . Podmiot

ujawnia swój odbiór Apollina: zmy la em twoje palce / wierzy em twoim oczom. Relacja
utrzymana  jest  w  czasie  przesz ym  –  a  wi c  teraz  ju   nie  wierzy.  Zmieni   swój  pogl d.
Kategoryczny ton  dania: oddaj mi / m ody krzyk / wyci gni te r ce / i g ow  moj

/  w

ogromnym pióropuszu zachwytu / oddaj moj  nadziej , nie wywo uje oczekiwanej reakcji –
zastyg y w kamiennej pozie bóg milczy.
   

Drug  cz

 wiersza rozpoczynaj  uwagi w  czasie przysz ym i tera niejszym –  o

wy awianiu z pami ci faktów przecz cych doskona

ci. Apollo przyjmuje we  nie twarz

poleg ego Persa. Poezja rozmin a si  z rzeczywisto ci . Pomy lne wró by nie spe ni y si
(Apollo – bóg wyroczni i wró b). Podmiot wraca do przesz

ci: przywo uje obraz po aru

miasta, poleg ych bohaterów, ocalenie niegodnych. Nie ma miejsca na nadziej , optymizm,
doskona

. Pos g Apollina – bez d oni, kaleki – teraz zupe nie si  gdzie  rozp yn :

pozosta  tylko pusty cokó  – lad d oni szukaj cej kszta tu.
   

Biel  renic  Apollina  sugeruje  ich kamienn   matowo , brak  ycia  i  wiat a, które

rozja nia oby mroki ludzkiej egzystencji doskona

ci  sztuki, pi knem. Bóg s

ca sta  si

zimnym, poobijanym pos giem i niczym wi cej. Kojarzona z nim idea doskona

ci i

harmonii jest dla podmiotu ju  tylko znakiem m odo ci – pe nej nadziei i marze , ale
bezpowrotnie utraconej. Obraz wojennej po ogi i pami  poleg ych (do wiadczenia b

ce

udzia em poety) bezwzgl dnie weryfikuj  dawne szkolne prawdy. Ich znakiem w wierszu jest
martwota pos gu (o ywionego niegdy , w odleg ej przesz

ci). Postawa Apollina nie

imponuje, nie zachwyca, nie budzi respektu ani nadziei. Jest zupe nie sprzeczna z  yciowym
do wiadczeniem cz owieka, który widzia  potworne efekty wojny. Jak e odnale  tu pi kno,
harmoni  czy cho by równowag  mi dzy z em a dobrem?
   Niepokoj cy ton utworu wspiera nieregularna struktura i zachwianie rytmu wprowadzone
przez wiersz wolny. Na poziomie graficznego i j zykowego ukszta towania tekstu równie
nie ma g adko ci, melodyjno ci i spokoju. Próba  czenia czasów, jak  podj  podmiot, nie
powiod a si  – wspó czesnego  wiata nie mo na przymierza  do symboliki antycznej,
kojarzonej z postaci  boga s

ca. Czy w tej sytuacji antyk mo e nadal uchodzi  za  ród o

uniwersalnych prawd i postaw? Czy stanowi jakikolwiek punkt odniesienia dla tych, którzy
rozniecili i ogl dali po ary miast?

Apollo i Marsjasz

     Wiersz  z  tomu Studium przedmiotu (1961) ukazuje w demitologizuj cej relacji pojedynek
Apollina z Marsjaszem, czy raczej jego w

ciwy etap. Przedstawiciel sztuki doskona ej, bóg

ca – Apollo – zwyci

ywszy w rywalizacji z Marsjaszem, frygijskim sylenem, autorem

wielu hymnów na cze  bogów, skaza  go na potworn

mier  poprzedzon  odarciem ze

skóry. Mit skupia uwag  czytelnika na wysokim kunszcie artystycznym obu graj cych, za
Herbert eksponuje konsekwencje tego niezwyk ego pojedynku, którego rozstrzygni cie by o
jasne, zanim si  rozpocz . Któ  sprzeciwi by si  m ciwemu i istotnie utalentowanemu bogu?

background image

Jak e mo na by o przypuszcza ,  e wybitny fletnista Marsjasz mo e równa  si  z Apollinem,
staj c do konkursu?
   

Wiersz  wolny  o  niepokoj cej  nieregularnej  budowie,  pozbawiony  rymów,  jest

reinterpretacj  znanego mitu, poprowadzon  w kierunku refleksji o granicach prawdy w
sztuce. Podmiot liryczny wyja nia,  e w

ciwa rywalizacja pomi dzy Apollinem a

Marsjaszem odby a si  pod wieczór, po ustaleniach jurorów i przyznaniu zwyci stwa bogu.
Pozornie pokonany Marsjasz dopiero teraz jest w stanie podj  uczciw  rywalizacj  z
konkurentem. Odzierany ze skóry krzyczy, moduluj c g os i uzyskuj c tony, które mog y
zrodzi  si  tylko z ogromnego cierpienia. Tej skali krzyku nie mo e dorówna  talent Apollina
– nie potrafi on odda  uczucia zawartego w krzyku sylena. Granice mo liwo ci sztuki
wyznacza bowiem tylko osobiste do wiadczenie twórcy.  eby odzwierciedli  i
zinterpretowa  cierpienie konaj cego, trzeba by znale  si  w jego sytuacji.
   

Apollo jest reprezentantem estetyki  adu i spokoju, tymczasem ludzki ból rozmija si  z

takim uj ciem. Wytrzyma

 boga o nerwach z tworzyw sztucznych ko czy si  z poczuciem

jego kl ski – wcze niej stara  si  odczyta  z krzyku Marsjasza swoisty pejza  jego prze

,

teraz, gdy w rozszerzonej skali d wi ków pojawia si to samo A / tylko g bsze z dodatkiem
rdzy, 
bóg odchodzi – cho  pozornie zwyci zca, jednak pokonany prawd  ludzkiego
cierpienia. Ostatnia refleksja Apollina dotyczy ewentualnej nowej ga zi sztuki – konkretnej –
która mog aby powsta z wycia Marsjasza.
   

Wiersz  zbudowany  jest  na  opozycjach:  Apollo  –  klasyczne  pojmowanie  sztuki,

abstrakcyjno , przynale na bogom doskona

, zakorzenienie w dziedzictwie kultury i

Marsjasz – sztuka wyros a z do wiadczenia  yciowego, oparta na prawdzie i g bokim
prze yciu, daleka od harmonijnej doskona

ci i estetyzmu, bogata w odcienie zmys owego

poznania, ukorzeniona w tym, co ludzkie, a wi c u omne, zak ócone cieniem, poszarza e
rdz .

4

 Krzyk Marsjasza by  w sposób naturalny elementem zaburzaj cym cisz  i  ad

klasycznej sztuki. Okazuje si ,  e w

nie on u wiadamia obserwatorom zdarzenia, jak

omna jest twórczo , która nie potrafi odda  warto ci ludzkiego do wiadczenia, nie umie

tego dokona  nawet bóg-artysta. Apollo – m ciwy, okrutny megaloman – przygl da si
cierpieniu sylena i odbiera jego ból poprzez estetyzuj

 sk onno  do pi kna. Ironicznie

brzmi ów turpistyczny pejza  cierpienia Marsjasza: yse góry w troby / pokarmów bia e

wozy / szumi ce lasy p uc / zimowy wiatr ko ci. Apollo reaguje na sytuacj dreszczem

obrzydzenia i skupia uwag  na czyszczeniu swojego instrumentu.
   

Prawd  o  dramacie  Marsjasza pojmuje  tylko  natura:  s owik  i drzewo,  do  którego

przywi zano pokonanego. Skamienia y s owik pewnie chcia  wy piewa  ow  pie
cierpienia, jednak zbli aj c si  do prawdy o nim, sam spotka  si  ze  mierci .
Upersonifikowane drzewo osiwia o z rozpaczy. Tylko Apollo spokojnie odchodzi, zbyt s aby
artysta,  eby sprosta  prawdzie.
   Poeta ucieka si  do konfrontacji stanowisk w pojmowaniu sztuki, zestawia szokuj ce obrazy
cierpienia Marsjasza z ch odn  oboj tno ci  Apollina, u ywa bulwersuj cego w dyskusji o
sztuce turpistycznego, wr cz naturalistycznego s ownictwa, stopniuje napi cie, ods aniaj c
kolejne etapy rozwoju pojedynku dwu racji. Nerwy mitycznego boga utkane z tworzyw
sztucznych (materia u naszej cywilizacji) przesuwaj  akcent na epok , w której powsta
wiersz. Wspó czesna literatura nie sprosta wymaganiom czasu. Mord, zemsta, ból i  mier  to
dla niej niedo cigniona prawda. S uch absolutny nie wystarcza – oto wynik konfrontacji
Apollina z Marsjaszem.
   Poeta unika jednoznacznego opowiedzenia si  po której  ze stron, jednak skupienie uwagi
na osobie Marsjasza, skondensowanie elementów wyznaczaj cych powody krzyku,
anatomiczne wyszczególnienie konkretów obola ego cia a prowadzi do wra enia,  e prawda,
cho by bolesna, dobro i godno  w podj ciu cierpienia, odwo ywanie si  do ludzkich
do wiadcze  i prze

 – to pole penetracji dla sztuki. Chocia  nie potrafi ona w pe ni odda

background image

najbardziej drastycznych i g bokich tre ci egzystencji cz owieka, powinna si  do nich
zbli

.

Wiersze z cyklu Pan Cogito

   Kto to jest Pan Cogito? To cz owiek, który cale  ycie pyta, niczego nie wie na pewno, nie
warto ciuje, czasami daje sugestie warto ci, nigdy nie twierdzi,  e ma ca kowit  racj . Tym
ró ni si  od tych filozofów, my licieli, którzy zak adaj  jak  tez  i przymierzaj  j  do  wiata.
Pan Cogito nie wypowiada tez. Chodzi po  wiecie, przygl da si , rejestruje zdarzenia,
próbuje je interpretowa , pyta , dlaczego jest tak, a nie inaczej. Dla mnie Pan Cogito jest w
oczywisty sposób inteligentem. Bardzo dobry nauczyciel  aciny w gimnazjum 
[...] ca y
zakorzeniony w sposobie my lenia charakterystycznym dla minionego  wiata, ale przecie

yj cy i funkcjonuj cy wspó cze nie. Bardzo dobrze wykszta cony. Pan Cogito wie, do jakich

pok adów i g bi si ga ,  eby pokaza  niezmienno  losu.

5

   Przywo any wy ej fragment wypowiedzi Z. Zapasiewicza prosto i celnie ujmuje zasadnicze
cechy postawy bohatera lirycznego cyklu. Pan Cogito jest postaci  rozpi

 mi dzy tradycj  i

dziedzictwem kultury a pe

 dramatycznych wyborów sytuacj  wspó czesnego cz owieka.

Nie zgadza si  z rezygnacj  z zasad i warto ci, ale nie zapewnia mu to bynajmniej szcz cia
w jego  wiecie. Poczucie osamotnienia i wygnania, niepewno , niepokój, poczucie
niezrozumienia, konieczno  dokonywania trudnych wyborów – oto jego los.
   Zbiór Pan Cogito (1974) zapocz tkowa  d ugoletni cykl wierszy i przyk adów prozy
poetyckiej, której bohaterem lirycznym lub podmiotem jest ów wspó czesny cz owiek
my

cy („ka dy”), istota filozofuj ca, zdolna do analizy rzeczywisto ci i przyjmowania

niepopularnej postawy. My l Kartezjusza – Cogito ergo sum (My

, wi c jestem)  – jako

punkt odniesienia dla imienia bohatera stanowi o jego istocie. Cogito filozofuje w oparciu o
praktycyzm  yciowy, nie teoretyzuje. Podstawowym postulatem tego cyklu, nigdy nie
wyra onym w tak kategorycznej formie, ale czytelnym, jest wierno  warto ciom moralnym.
   

Poza wskazanymi w tym rozdziale utworami, w niniejszym opracowaniu zawarli my

równie  omówienie przyk adu prozy poetyckiej Herberta pt. Co my li Pan Cogito o piekle
(por. odpowiednia cz

 rozdzia u Proza poetycka).

Pan Cogito obserwuje w lustrze swoj  twarz

   Wiersz pochodzi z tomu Pan Cogito (1974). Wskazany w tytule bohater liryczny w tek cie
wiersza przyjmuje funkcj  podmiotu. Obserwacja w asnej twarzy jest prób  poszukiwania
siebie samego, osobistych, indywidualnych rysów, niepowtarzalnych cech. Utwór rozpoczyna
si  pytaniem: Kto pisa  nasze twarze, w którym podmiot mówi cy uto samia si  z bli ej
nieokre lon  grup  – pokoleniow , czy szerzej – reprezentantów epoki wspó czesnej. Pytanie
o w asn  to samo  i kontemplacja wygl du twarzy prowadz  do wniosku,  e cz owiek nie
jest istot  w pe ni indywidualn  i niepowtarzaln . Nosi w sobie wielopokoleniowe, wr cz
odwieczne dziedzictwo.
   W swojej twarzy Pan Cogito odkrywa dawne znaki: jest potomkiem  owców mamutów,
jakiego  „ ar oka”, nosi w sobie  lady ospy oraz znamiona troski, by nie da  si  str ci  z
konia, 
a tak e zainteresowanie kobietami i d enie do bogactwa ( oto). Biologiczne instynkty
i uwarunkowania odcisn y na twarzy Pana Cogito trwa e pi tno. On sam jednak chcia by si
widzie  po stronie ludzi kultury, wysoko cywilizowanych Europejczyków: kupowa em w
salonach sztuki 
pudry mikstury ma cie / szminki na szlachetno

/ przyk ada em do oczu

marmur ziele  Veronese'a / Mozartem naciera em uszy doskonali em nozdrza woni  starych

background image

ksi ek. Wielokrotnie podejmowane próby samodoskonalenia, uszlachetnienia w asnego „ja”,
sko czy y si  fiaskiem: przed lustrem twarz odziedziczona / worek gdzie fermentuj  dawne
mi sa 
/

dze i grzechy  redniowieczne / peleolityczny g ód i strach. Ostatecznie podmiot

stwierdza swoj  przegran  w turnieju z twarz . Jego marzenia i wyobra enia o sobie zosta y
przyt oczone biologi . Czuje si  niedoskona y – podwójny podbródek; my li bardzo ma o.
Rozd wi k mi dzy pragnieniem bycia istot  indywidualn  a odwiecznym dziedzictwem
naturalnym ujawnia dramatyzm podmiotu, poczucie wewn trznego rozszczepienia,
niespójno ci.
   Na jego twarzy wypisany jest pojedynek mi dzy barbarzy cami a Europ , albowiem Pan
Cogito stanowi kolejne wcielenie „barbarzy cy w ogrodzie”. Jak ma y ch opiec przekrada si
przez ogrodzenie do bujnego ogrodu kultury  ródziemnomorskiej i ci gle mu si  tani co  nie
podoba. Tom 
Pan Cogito narodzi  si  bowiem z zasadniczego sprzeciwu Herberta wobec
abstrakcyjnego europejskiego intelektualizmu.

6

Stan rzeczy, ukazany w monologu podmiotu

lirycznego jest nieuchronny, nie mo na go w  aden sposób unikn . Spojrzenie sobie w twarz
ujawnia przykr  prawd : wspó czesny ambitny cz owiek, koneser sztuki, posiada 

cuch

gatunków spi te cia o i nie potrafi tego faktu

Pan Cogito – powrót

   

Utwór  ten zosta   opublikowany  w  tomie Raport z obl onego miasta i inne wiersze,

wydanym w Pary u, w 1983 r. Interpretatorzy odnajduj  tu ton refleksji autobiograficznej.
Herbert wyje

 i wraca  do kraju kilkakrotnie – w 1959, 1971 i na pocz tku 1981 r. Pobyt

na Zachodzie wi za  si  z nowymi do wiadczeniami, mo liwo ci  obcowania z szeroko
poj

 kultur  europejsk . Kusi  swobod  twórcz , jednak stale dochodzi a do g osu potrzeba

powrotu do kraju. Wiersz jest równie  g osem w szerszej dyskusji o problemie emigracji,
która otwiera a nowe perspektywy dla ludzi udr czonych PRL-owsk  rzeczywisto ci ,

skni cych za wolno ci  i dobrobytem, ale równie  stwarza a liczne zagro enia, g ównie

natury psychologicznej, przede wszystkim powodowa a poczucie utraty w asnej to samo ci.
   Wiersz Herberta nosi znamienny tytu Pan Cogito – powrót. Taki zapis, przypominaj cy
gramatyczn  konstrukcj  pozycyjn , stawia na równi bohatera lirycznego i fakt powrotu. Pan
Cogito, gdyby nie wróci , zapewne przesta by by  sob . W asn  to samo  mo e zachowa
tylko dzi ki decyzji potwierdzaj cej jego obywatelstwo.
   

Utwór sk ada si  z dwu ponumerowanych cz ci, ma struktur  nieregularnego wiersza

wolnego. Podmiot liryczny opisuje, komentuje i ocenia zachowanie Pana Cogito. Ma przy
tym spore kompetencje – przewiduje konsekwencje wyboru dokonanego przez bohatera.
Najpierw stwierdza: Pan Cogito / postanowi  wróci / na kamienne  ono ojczyzny. Jak wida ,
nie spodziewa si  znale  tam przytulnego schronienia i szcz cia. Podmiot ocenia jego
decyzj  jako dramatyczn , a nawet kategorycznie stwierdza: po

uje jej gorzko. Stara si

jednak zrozumie  postaw  Pana Cogito, który czuje si  rozdra niony zwyczajowymi
zwrotami w obcych j zykach: – comment allez-vous  / – wie geht's / how are you, nie
maj cymi nic wspólnego z prawdziwym zainteresowaniem drugim cz owiekiem. Bohatera nie
interesuje post p, ani dobrobyt, chce zerwa banda e  yczliwej oboj tno ci, denerwuj  go
wi c utarte formu y grzeczno ciowe. Chocia  ceni dorobek kultury Zachodu i znalaz by
jeszcze kilka powodów, by przed

 swój pobyt, jednak rezygnuje z tego. Decyzja

przybiera posta  realn  – a zatem wraca (czas tera niejszy), poniewa obchodzi go w asna
rana 
(kraj zniewolony totalitarnym systemem, pogr ony w kryzysie gospodarczym i
politycznym).
   Pejza  zaobserwowany po przekroczeniu granicy nie jest bynajmniej zwiastunem szcz cia:
mordercze wie e strzelnicze / g ste zaro la drutu / [...] drzwi pancerne. Pan Cogito znalaz  si

background image

sam / w skarbcu / wielkich nieszcz

To oksymoronicznie niespójne okre lenie wyra a jego

stosunek do ojczyzny: z jednej strony jest dla niego cenna, z drugiej za  jej bogactwem s
nagromadzone nieszcz cia.
   W drugiej cz ci utworu podmiot przywo uje reakcje na decyzj  Cogito jego zachodnich
przyjació  – zdumienie, po co wraca, skoro móg by na obczy nie rozpocz  nowe, wygodne

ycie, za  ran  (ból bycia Polakiem) – jak plam  – podda  chemicznej obróbce (wydaje si  to

takie proste!). Nie pojmuj  tak e jego emocji, wspomnie , sentymentu do wody dzieci stwa.
Widz  w nim  wiatowego cz owieka, który znajdzie swoje miejsce w nowej, ale oswojonej
ju  przez niego rzeczywisto ci. Podmiot powtarza pytanie przyjació  – wi c po co wraca – i
filozoficznie je komentuje: pytania z pozoru proste / wymagaj  zawitej odpowiedzi. Próbuje
równie  snu  domys y: mo e Pan Cogito wraca eby da  odpowied /na podszepty strachu /
na szcz cie niemo liwe / na uderzenie znienacka / na –zabójcze pytanie. Odpowiedzi  jest
ju  przecie  sama decyzja i prawdziwy (fizyczny) powrót do kraju.
   

Podkre lony  kilkakrotnym  powtórzeniem  w  ró nych  formach  czasownik  wraca ,

specyficzne, ponure okre lenia ojczyzny, wyliczenie powodów decyzji Pana Cogito – to
zabiegi wskazuj ce jedynie s uszn  drog . Nie mo na nie wróci , wr cz tym bardziej trzeba
to zrobi , kiedy ma si  pewne zobowi zania wobec kraju do wiadczonego nieszcz ciem.
Bohater dokona  wyboru o wielkim ci arze moralnym. Zrezygnowa  z  atwego, wygodnego

ycia z powodu prostej i oczywistej dla niego potrzeby bycia „ze swoimi” w ich trudno ciach.

My lenie i dzia anie Cogito przebiega w pe nej  wiadomo ci, co traci i co czeka go w owym
skarbcu wielkich nieszcz

Jego stanowisko zosta o tu zderzone z opini  grupy przyjació .

To uj cie uwidacznia pewne proporcje: wracaj  jednostki, na emigracji za  pozostaje
wi kszo  tych, którzy wyjechali. Jedni i drudzy nie potrafi  si  nawzajem zrozumie . Maj
inne plany  yciowe, odmiennie pojmuj  swoje obowi zki wobec ojczyzny.
   

Poeta nie dokonuje klasyfikacji stanowisk, nie ocenia i nie krytykuje. Wskazuje jednak

dramatyczny wymiar wyboru: ojczyzna czy emigracja. Ujawnia w tpliwo ci, wprowadza
swoist  dyskusj , konfrontuje argumenty. Okazuje si  jednak,  e Pan Cogito realizuje swoj
decyzj  – mimo wszystko. Wraca do kraju zwyczajnie, bez patosu, ale czyni to, bo tak
nakazuje mu jego sumienie.

Przes anie Pana Cogito

   Wiersz jest syntez  refleksji zawartych w tomie Pan Cogito z 1974 r. Reprezentuje on typ
liryki apelu lub rozkazu, a wi c nale y tym samym do grupy utworów okre lanych mianem
liryki zwrotu do adresata. Wielokrotnie u yte w tek cie formy trybu rozkazuj cego
czasowników, kierowane do odbiorcy w postaci „ty” (ka dego z osobna, indywidualnego
czytelnika) uzupe niaj  formy czasownikowe poprzedzone przez „niech” (np. Gniew twój
bezsilny niech b dzie jak morze
).  Z nagromadzenia tak skonstruowanych zda  wy ania si
swoisty dekalog – zbiór nakazów dla wspó czesnego cz owieka do realizacji w codziennym

yciu.

   wiat,  w  którym egzystuje  Pan Cogito,  charakteryzuje  si   upadkiem podstawowych
warto ci, dlatego pierwszorz dnym zadaniem cz owieka my

cego jest ich przywrócenie,

które mo e dokona  si  tylko dzi ki nieugi tej postawie moralnej, wierno ci zasadom
ukszta towanym na drodze wielowiekowego do wiadczenia ludzko ci, wyp ywaj cego z
archetypicznych przekazów zakorzenionych w tradycji  ródziemnomorskiej oraz kulturze
chrze cija skiej.
   Utwór rozpoczyna si  i ko czy nakazem Id . Pan Cogito –jako podmiot wiersza – stosuje tu
kategoryczn  i stanowcz  form , wprowadza do swojego monologu funkcj  impresywn ,
dodaje argumenty, które maj  pomóc w podj ciu w

ciwej decyzji. S  one jednak

zaskakuj ce, bowiem nie otwieraj  przed odbiorc  perspektywy szcz liwej przysz

ci, je li

background image

wype ni on owe rozkazy. Wr cz przeciwnie – okazuje si ,  e nagrod  mo e by

ote runo

nico ci, efektem takiego dzia ania bywa cz sto  mier . Wiersz jednak jest tak przejrzy cie
skonstruowany,  e czytaj cy przyjmuje jednoznaczne stanowisko: w  wiecie zaniku warto ci,
panoszenia si  zdrady, kompromisów, nikczemno ci, prawdziwy cz owiek (tzn. wierny
zasadom moralnym) musi umie  przyj  postaw  niepopularn , poci gaj

 za sob  nawet

miertelne zagro enie, poniewa  TAK TRZEBA. Zapewni mu to zwyci stwo w wymiarze

duchowym, które najcz ciej przynosi kl sk  fizyczn . Nie ma jednak w tpliwo ci,  e
pierwsza sfera jest nadrz dna.
   Pan Cogito nawo uje do odwagi, postawy wyprostowanej (godno ci), dawania  wiadectwa
prawdzie, buntu i gniewu przeciwko z u, pogardy dla nikczemnych, skromno ci (strze  si
jednak dumy niepotrzebnej
), szacunku i mi

ci do ludzi i przyrody. Te zachowania i

przymioty zapewni  cz owiekowi wspó czesnemu miejsce w ród wielkich, jak Gilgamesz –
pó legendarny w adca sumeryjski, posta  eposu, Hektor – mitologiczny bohater troja ski i
Roland –  redniowieczny rycerz. Podmiot wypowiedzi jednak lojalnie uprzedza o
konsekwencjach takiej postawy: nagrodz  ci  za to tym co maj  pod r

/ ch ost

miechu

zabójstwem na  mietniku. Grono katów, szpiclów i tchórzy odpowie zabójstwem
niepokornego i k amliwym komentarzem. Pan Cogito zwraca uwag  na z o panosz ce si  we
wspó czesnym  wiecie jak na zjawisko o wielkich rozmiarach. Ujawnia,  e wobec ludzi,
którzy mu ulegaj , trzeba okazywa Pogard Gniew (zapisane z du ej litery – jak alegorie),
mówi,  e nie wszystko mo na przebaczy , w ka dym razie nie w imieniu zdradzonych (cho
przecie  nie s  to chrze cija skie normy post powania).
   

Jakie  b

  owoce  „postawy wyprostowanej”?  Co  przyniesie  ona  temu,  który  j

reprezentuje? Odpowied  jest oczywista – nie nale y si  spodziewa  nagrody i uznania,
trzeba si  liczy  z kl sk  w wymiarze fizycznym. Mimo to nie wolno rezygnowa  z zasad,
ulega  kompromisom, zatrzymywa  uwag  na sobie samym. Ocala

 nie po to aby 

/

masz ma o czasu trzeba da

wiadectwo, reagowa  na

os poni onych i bitych.

   Konstrukcja i frazeologia utworu wyra nie nawi zuje do Biblii – wielkiej i wiecznej ksi gi

dro ci. Herbert przekazuje poprzez usta Pana Cogito uwspó cze niony dekalog, w którym

formu uje stanowcze nakazy. Uzupe nia je argumentacj  i seri  przestróg. Rozkazuje przyj
okre lone stanowisko, ale zaraz ujawnia gro ne konsekwencje. Nie narzuca kierunku
dzia ania, ale pozostawia czytelnikowi mo liwo  samodzielnego wyboru. Wyra nie jednak
sygnalizuje, która droga jest naprawd  warto ciowa. W warstwie leksykalnej i frazeologicznej
mo na odnale  takie sformu owania: ci co szli przez pustyni , których zdradzono o  wicie,
trzeba da

wiadectwo, czuwaj, zaiste – kojarz ce si  z przekazem biblijnym. Podobne

wra enie wywo uje rytm wiersza uzyskany poprzez kilkakrotne u ycie dystychu (por.
wersety), stosowanie podobnych struktur sk adniowych, wykorzystanie spójnika a.
   Graficzny obraz wiersza sprawia wra enie,  e jest on spokojny, tymczasem pojawiaj  si  w
nim  rodki stylistyczne zbudowane na niespójno ci lub przeciwstawieniu, np. oksymoron

ote runo nico ci czy antyteza zdob dziesz dobro którego nie zdob dziesz oraz liczne

przerzutnie wprowadzaj ce napi cie w wyrównany tok fraz. Wskazuj  one na dualizm
rz dz cy  wiatem. Podobn  funkcj  spe nia wymienienie tych, którymi nale y pogardza  –
szpiclów katów tchórzy – oraz godnych na ladowania – Gilgamesza Hektora Rolanda (za
ka dym razem ta sama liczba przyk adów). Tylko wytrwa

ci  w dzia aniu i bezwzgl dn

wierno ci  warto ciom etycznym mo na zrównowa

 z o. Cz owiek ma obowi zek zawsze

pami ta  o podstawowych prostych uczuciach, troszczy  si  o bli niego, zw aszcza
cierpi cego ból i poni enie. Pozostanie osob  woln  i niezale

 tylko wtedy, gdy zachowa

wierno  wobec samego siebie, tzn. wobec w asnego sumienia i jego nakazów. Mocno
wyra ony i na koniec podkre lony imperatyw:

 wierny Id , burzy b ogi spokój wygodnej

stabilizacji – zawsze nale y zd

 do wytyczonego celu, którym jest obrona

background image

cz owiecze stwa, godno ci, niezale no ci, prawdy, zachowanie skromno ci, zdolno  do
mi

ci wobec ludzi i natury (tylko ona mo e przynie  prawdziwe ukojenie).

   

Utwór  napisany  jest  prostym zrozumia ym  j zykiem,  podmiot  odwo uje  si   tu  do

powszechnie znanej tradycji kulturowej (antyk, Biblia, literatura  redniowieczna), unika ironii
i jakiejkolwiek literackiej gry z czytelnikiem. Swoje przes anie formu uje wprost, dobitnie,

ywaj c bezpo rednich i jednoznacznie brzmi cych zda  rozkazuj cych. Ton utworu jest

wysoki, patetyczny, ale szczery, nie sztuczny czy nad ty. To korzystne po czenie prostoty i
wznios

ci stanowi o wielkiej sile wyrazu. Czytelnik odbiera polecenia Pana Cogito jako

nakazy wielkiej wagi, a przy tym – skierowane w

nie do niego, jednostkowo,

indywidualnie. Przy ca ej swojej prostocie i bezpo rednio ci utwór niesie z sob  dziedzictwo
filozoficzne – mo na si  tu dopatrzy  postawy stoickiej, filozofii z otego  rodka, my li
egzystencjalnej i franciszka skiego solidaryzowania si  z natur .
   Przesianie Pana Cogito – to powszechnie znany i wysoko ceniony utwór Herberta. Poeta
zawar  w nim ocen  wspó czesnej rzeczywisto ci i wskaza  w

ciw  drog  post powania,

odwo uj c si  do podstawowych norm moralnych i znakomitych wzorów z przesz

ci.

Proza poetycka

     Do  utworów  wyodr bnionych  w  tym  rozdziale  zaliczamy  teksty  zapisywane  proz ,  której
cechy j zykowe zbli aj  j  do poezji. Graficzny zapis jest charakterystyczny dla epiki, ale s
to wypowiedzi krótkie, skonstruowane w oparciu o  rodki stylistyczne w

ciwe poezji, np.

metafory, symbole, paralelizmy sk adniowe, ró ne sposoby rytmizacji tekstu.
   Znajduj  si  tu utwory, które mo na by umie ci  w innych rozdzia ach, np. po wi conym
cyklowi Pan Cogito lub wierszom inspirowanym antykiem. Wydaje si  jednak,  e oddzielenie
interpretacji tych tekstów od omówienia wierszy bardziej zwróci uwag  Czytelnika na t
form  wypowiedzi Z. Herberta.

Wilk i owieczka

   Tytu   utworu z tomu Hermes, pies i gwiazda (1957) od razu przywodzi na my l bajki,
których autorzy ch tnie pos uguj  si  bohaterami zwierz cymi, by podda  krytyce lub

mieszy  niew

ciwe postawy i z e cechy ludzkie. Jest to chwyt literacki odwo uj cy si  do

stereotypowych opinii o zwierz tach. Konwencja bajkowa zak ada,  e nazwa gatunkowa
zwierz cia od razu wywo uje okre lone skojarzenia: wilk – z y, drapie ny, krwio erczy;
owieczka (znamienne zdrobnienie) –  atwowierna, naiwna, potulna; lis – chytry, cwaniak,
spryciarz realizuj cy swoje cele kosztem innych itp. Zgodnie z za

eniami formy literackiej

zestawienie postaci wilka z owieczk  prowadzi do jedynego efektu: oto naiwn , niezdoln  do
przewidywania wypadków owieczk  wilk na pewno zje – inaczej by  nie mo e. Tak by o w
bajkach Ezopa, Krasickiego i wielu innych autorów, ale czy tak jest u Herberta?
   

Poeta podejmuje w swoim utworze swoist  gr  z bajkow  konwencj  i czytelnikami

oczekuj cymi stereotypowych rozstrzygni . Oto wilk w imi  konwencji zamierza zje
owieczk , cho  tak naprawd  ch tnie ogl da by w jej towarzystwie zachód s

ca. Chocia

owieczka nie spe nia warunków – nie opu ci a mamy (ju  jej nie ma, bo wcze niej zjad  j
inny wilk), ani nie znajduje si  w lesie (jest tam, gdzie by  powinna – w zagrodzie), wilk nie
mo e odst pi  od swojego zamiaru. Nie czuje w sobie wewn trznej potrzeby takiego
dzia ania, ale silne ci enie konwencji. Pociesza owieczk : Po  mierci zaopiekuj  si  tob
autorzy pouczaj cych czytanek. 
Tymczasem nadawca ujawniony na p aszczy nie wypowiedzi

background image

zwraca si  do czytelników: Nie na ladujcie wilka, kochane dzieci. Nie po wi cajcie si  dla
mora u.
     Tekst  ma  charakter  opowiastki  z  dialogiem.  Jest  to  rodzaj  metabajki  –  tzn.  bajki  o  bajce.
Wilk przyjmuje tu podwójn  rol : postaci z bajki i bohatera, który narzuca sobie sposób
post powania takiej postaci.

7

Narrator za  wysnuwa mora  z podwójnej roli wilka, i to uj ty w

wezwaniu „niepo wi cajcie si  dla mora u”. Wilk s dzi ,  e musi zje  owieczk , aby ocali
mora 
(jest tu subtelna gra mi dzy tworzeniem sobie alibi a po wi ceniem [...]), tymczasem z
przypowie ci wysnuty zostaje antymora , czyli nauka, aby nie d

 do mora u za wszelk

cen .

8

Próba rozwi zania mitologii

   Jest to kolejny tekst (z tomu Napis wydanego w 1969 r.) podejmuj cy prób  weryfikacji
utrwalonych w tradycji s dów dotycz cych mitologii – wywodz cych si  z niej postaci,
symboli, motywów itp.
   Akcentowane w wielu  ród ach zwi zki kultury europejskiej z dziedzictwem antyku – z
filozofi , mitami – okazuj  si  kruche. Na pewno mitologia grecka jest istotnym elementem
europejskiej tradycji kulturowej. Na pewno te  jest to w du ym stopniu element k opotliwy. I
to nieomal od samego pocz tku, kiedy to usi owano pogodzi  kultur  Grecji z kultur  Rzymu,
pó niej za  warto ci chrze cija skie z poga skimi, i pó niej jeszcze, gdy starano si
sporz dzi  wersj  mitologii 
ad usum Delphini –

 po Mitologi

Parandowskiego.

Ostatecznie znajomo  imion postaci mitologicznych  wiadczy  ma o ogl dzie jednostki, ale
jest to znajomo  szalenie powierzchowna. Chyba dosy  dawno mitologia grecka trafi a do
osobliwego lamusa, pozostawiaj c po sobie kilkana cie zwi zków frazeologicznych czy kilka
symboli. Przeto nie powinna dziwi 
[...] Herbertowska Próba rozwi zania mitologii.

9

   Wniosek o rozwi zanie „organizacji” bogów greckich pad  z ust samego Zeusa, który po

ugim przemówieniu stwierdzi ,  e dalsze dzia anie w warunkach konspiracji nie jest

ciwe. Pan Olimpu stwierdzi : nale y wej  w to racjonalne spo ecze stwo i jako  tam

prze

Trwanie dla samego tylko trwania jest pozbawione sensu. Racj  dalszej egzystencji

bogów jest nawi zanie prawdziwego kontaktu z lud mi. Kojarz ce si  z ich imionami idee i
postawy s  ju  dzi  dla wielu nieczytelne. Zbyt racjonalne spo ecze stwo nie interesuje si
studiowaniem mitologii, rozszyfrowywaniem zawartych w niej my li, interpretowaniem
rzeczywisto ci poprzez znaki zapisane w mitach. Ch  przetrwania za wszelk  cen  jest
jednak 

osnym aktem – bogowie zni aj  si  do poziomu ludzkiej egzystencji, trac  swoj

rang  i si . Reakcje ich samych s  jednak ró ne: Atena – bogini m dro ci, ulubienica Zeusa –
cicho p acze w k cie, Posejdon – pan morza – w przeciwie stwie do mniej znacz cych
opiekunów uregulowanych strumieni i wyci tych lasów, którzy stracili racj  bytu –
optymistycznie wierzy w dobr  przysz

, Hermes za  (boski pos aniec i opiekun kupców)

wstrzyma  si  od g osowania.
   

Narada bogów przebiega w atmosferze napi cia wywo anego sytuacj  ostateczn  – nie

mo na odwleka  zdecydowanej reakcji na sytuacj  w ród ludzi i samych bogów-
konspiratorów, trzeba podj  zdecydowane kroki, by zachowa  cho by resztki swojej pozycji.
Powrót  do  miasta  – pó nym wieczorem, z fa szywymi dokumentami w kieszeni i gar ci
miedziaków – 
otwiera przed bogami now , cho  jeszcze niepewn  i niejasn  przysz

. Skok

Hermesa z mostu do rzeki nie wywo uje wi kszych emocji. Nikt nie troszczy si  o niego, nie
próbuje ratowa  desperata. Samobójstwo Hermesa staje si  tylko przedmiotem refleksji, czy
to dobry, czy te  z y znak – tego równie  nie mo na jasno ustali  – zdania by y podzielone.

ród bogów nie ma zgody, podejmuj  jednak wspólne dzia ania maj ce u atwi

przeczekanie trudnych czasów. Wtopienie si  w spo ecze stwo powinno im zapewni

background image

bezpieczn  anonimowo . Kompromisowe rozwi zanie nie jest jednak szcz liwym wyj ciem
z sytuacji – najlepiej rozumie to pochlipuj ca w k cie bogini m dro ci Atena. Taka decyzja
zapada jednak w g osowaniu. Hermes, który wybiera  mier , jest tragicznym symbolem
obrony idea ów, niezgody na uk ady i udawanie czegokolwiek. Tylko on ceni sobie wy ej
warto ci duchowe od  atwych i wygodnych, a przecie  w gruncie rzeczy byle jakich
rozwi za . Zbyt dobrze wie, jak wygl da  ycie w ludzkim spo ecze stwie, ile w nim
dramatów, niepewno ci, ideologicznych pu apek, dlatego nie mo e pogodzi  si  z wol
wi kszo ci. Zachowuj c swój indywidualizm, trwaj c przy swoich idea ach, ponosi pozorn
kl sk  – ginie w wodach rzeki (zupe nie po ludzku). Tymczasem ci, którzy przetrwali,
ponosz  znacznie wi ksz  kl sk  – jak e mo na im przyzna  wielko  bogów, skoro sami nie
broni  swojej warto ci?
   

Proz   poetyck

Próba rozwi zania mitologii ch tnie interpretowano w aspekcie

politycznym. Oto spojrzenie Stanis awa Bara czaka na utwór Herberta: Tym razem antyczni
bogowie przypominaj  konspiracyjny oddzia  partyzancki w kraju, w którym zatriumfowa
nowy porz dek 
[...].

10

 Andrzej Kaliszewski zwraca uwag ,  e utwór ten da si  czyta  w dwie

strony: mo na mówi  o przybli eniu wymiaru tragedii antycznych bóstw, ale zarazem o
antycznym kostiumie okrywaj cym wspó czesny dramat kompromisu i obrony idea ów.

11

Co my li Pan Cogito o piekle

   Utwór zosta  podzielony na cztery akapity niewielkich rozmiarów. Pierwszy po wi cony
jest opisowi kr gu piek a zamieszkiwanego przez artystów, drugi mówi o ich zaj ciach, trzeci
i  czwarty  wyja niaj   stosunek  Belzebuba  do  sztuki  i  jej  twórców.  Od  pocz tku  narzuca  si
wra enie,  e tekst jest rodzajem literackiej gry z wizj  piek a zaprezentowan  przez Dantego.
   Okazuje si ,  e owa przestrze  przeznaczona dla ludzi sztuki jest zupe nie odmienna od
tradycyjnego wyobra enia o tym miejscu: Jest to azyl artystów pe en luster, instrumentów i
obrazów. Na pierwszy rzut oka najbardziej komfortowy oddzia  infernalny, bez smo y, ognia i
tortur fizycznych. 
Wydaje si ,  e oto stworzono jak najlepsze warunki, by mog y powstawa
dzie a wybitne i wyj tkowe. Nie ma tu tych, których zwykle uwa a si  za najwi kszych
grzeszników – nie ma despotów ani morderców. Czy by piek o – wed ug Herberta – by o
przeznaczone dla artystów?
   W tym  rodowisku nie ma przestojów i marazmu, kwitnie intensywna twórczo  i wiecznie
trwa pe nia sezonu. Liczne konkursy, festiwale i koncerty stale podsycaj  entuzjazm do
dzia ania.  adne problemy nie zak ócaj  codziennej pracy. Dzi ki tym komfortowym
warunkom twórczo  bujnie rozkwita i rozwija si  w coraz nowych kierunkach.
   

Mecenasem  artystów  jest  sam  Belzebub,  który kocha sztuk . Wspieraj c twórców,

skutecznie rywalizuje z niebiosami. Zapewnia swym artystom spokój, dobre wy ywienie i
absolutn  izolacj  od piekielnego  ycia – 
tym zdaniem utwór si  ko czy.
    wiat artystyczny to  rodowisko, które bywa „na us ugach” ideologii. Pan Cogito my li o
piekle,  e jest ono dobrym miejscem dla ludzi sztuki, którzy poprzez swoje dzie a propaguj

e i k amliwe idee, oszukuj  ludzi, manipuluj  ich umys ami i uczuciami. Za cen  lepszego

ycia wielu artystów wys ugiwa o si  w adzy komunistycznej, wspomagaj c propagand  i

oficjaln  doktryn . Ci, którzy nie chcieli tego zrobi , musieli zapomnie  o mo liwo ci
jawnego publikowania swoich dzie , musieli si  liczy  z odrzuceniem przez cenzur  i
przekre leniem w asnego dorobku. Podobny los spotka  Z. Herberta, który pisa  „do szuflady”
i dopiero w 1956 r. móg  znowu wyst pi  ze swoimi utworami. Pó niejsze losy jego
twórczo ci te  nie by y  atwe. W

ciwie dopiero po zmianach ustrojowych 1989 r. sta  si

poet  bardziej znanym.

background image

   Obraz piek a artystów uzupe nia esencjonalny komentarz: Kto ma lepsz  sztuk , ma lepszy
rz d – to jasne. 
Nie pierwszy to g os w dyskusji o znaczeniu sztuki. Istotnie, od dawna
próbowano wykorzystywa  artystów do kreowania odpowiedniego wizerunku w adzy.
Przemawiaj c poprzez dzie a na wysokim poziomie estetycznym,  atwo by o kszta towa
opini  ludzi o rzeczywisto ci, ukrywa  jej prawdziwe oblicze, wmawia ,  e jest lepiej i
pi kniej ni  mog oby si  wydawa . Kto w ten sposób post puje, kto s

y jako narz dzie

manipulacji, jest zbrodniarzem tej miary co matkobójcy i despoci, a mo e jeszcze wi kszym
(w ukazanym przez Herberta piekle nie ma reprezentantów innych „specjalno ci”, tylko
arty ci).
   

Tekst  zawiera sugesti ,  e dzi ki trosce Belzebuba twórcy sztuki s  odizolowani od

piekielnego  ycia – a wi c od prawdziwej, doskwieraj cej i trudnej rzeczywisto ci.
Przekupieni dobrym wy ywieniem i odpowiednimi warunkami tworz  elit  w s

bie z a. S

doskonalsi i sprawniejsi ni  Dante, Fra Angelico i Bach – wymienieni jako reprezentanci
sztuki niebieskiej (s

cej dobru). Jak wida , stworzono artystom do  szczególne warunki,

by  atwo im by o zrezygnowa  z warto ci moralnych.

Ró ne motywy i poetyki

   Poezja Zbigniewa Herberta nie daje si

atwo usystematyzowa . Mo na w niej wyró ni

teksty zdradzaj ce upodobania autora do pewnych motywów (np. inspirowane antykiem czy
klasyk  literack , kojarz ce si  z wydarzeniami politycznymi w Polsce, podbudowane
filozofi   –  cykl  z  Panem Cogito) i  form  (m.in.  liryka  roli,  proza  poetycka).  Niektóre  utwory
zestawili my w grupy w poprzednich rozdzia ach. Tu zainteresujemy si  wierszami, które nie
zmie ci y si  w zaproponowanej systematyzacji i cho  w dorobku poety mo na je kojarzy  i
zestawia  z innymi dzie ami, to w szczup ym wyborze zasugerowanym przez podr czniki
szkolne stanowi  one jednostkowe przyk ady pewnych tendencji w twórczo ci Herberta.

Ko atka

   Podmiot  liryczny odwo uje si  tu do autorytetu Pisma  w. i za  w. Mateuszem powtarza

owa Jezusa: Niech wasza mowa b dzie: Tak – tak; nie – nie, bo co nadto jest, od Z ego

pochodzi.

12

Nazywa swoj  wyobra ni  kawa kiem deski, o który uderza drewnianym

patykiem, wywo uj c suchy, ascetyczny w brzemieniu d wi k. Jest to po prostu ko atka –
instrument s

cy do wydawania d wi ków podczas uroczysto ci Wielkiego Pi tku, kiedy na

krzy u umar  Chrystus. Odg osy ko atek spot gowane ich du

 ilo ci , st umione, ale

stanowcze, by y swoistym apelem do sumie  grzeszników, za których Zbawiciel odda  swoje

ycie.

   Podmiot ma  wiadomo ,  e jest w ród innych ludzi pod tym wzgl dem wyj tkowy. Jego
wyobra nia nie kszta tuje pi knych wizualnie, sielskich, bogatych kolorystycznie obrazów
wype nionych przyjemnymi d wi kami. Jest skonstruowana jak ko atka: uderzam w desk / a
ona podpowiada 
/ suchy poemat moralisty / tak – tak / nie – nie. Osch

 d wi ku

najprostszego instrumentu perkusyjnego nie pozwala na rozmywanie si  my li pod wp ywem
ró nych odcieni melodii. Cz owiek o tak specyficznym sumieniu, tak zwanym sumieniu
skrupulatnym, nie ulega kompromisom, widzi rzeczywisto  przez pryzmat porz dku
moralnego, dostrzega wyra

 ró nic  pomi dzy dobrem a z em, nie próbuje usprawiedliwia

odst pstw od warto ci etycznych. W porównaniu z tymi, którzy tworz  w wyobra ni barwne
ogrody, mog  us ysze niebieski dzwon wody, podmiot wydaje si  ubo szy o wiele dozna ,

background image

jednak w istocie jego odbiór i ocena  wiata jest znakiem dojrza

ci i odpowiedzialno ci za

prawd .
   

Bogactwo  wiata, z

ono  postaw, barwy  ycia i relacji mi dzy lud mi musz  zosta

poddane porz dkowi moralnemu. Takie zadanie spoczywa na poecie oraz na ka dym
cz owieku ukszta towanym wed ug zasad dobra, prawdy, sprawiedliwo ci. W wielo ci wra
czyha pu apka zgubienia tego, co najprostsze i najwa niejsze – w

nie poeta ma szczególny

obowi zek zadba  o  ad moralny, interpretowa  rzeczywisto , nadaj c jej etyczn  warto ,
nie ulega  sk onno ci do kompromisów. Nie jest on kim  lepszym, postawionym nad innymi,
by ich poucza , ale stró em prawdy, przyjmuj cym swoj  misj  z pokor  i stanowczo ci .
   

Ko atka by a równie  instrumentem do odstraszania ludzi, kiedy drog  szed  tr dowaty.

Mia a za zadanie chroni  przed zara eniem i jego konsekwencjami. W takim przypadku
przynosi a równie  zbawienne ocalenie.

13

   

Obron  przez z em jest  przestrzeganie podstawowych norm zapisanych  w dekalogu.

Przywo ane w wierszu s owa Jezusa pochodz  z wypowiedzi, w której Mistrz wyja nia
znaczenie ósmego przykazania. Mówienie fa szywego  wiadectwa jest oczywistym
zaprzeczeniem prawdy,  ród em kl ski samego mówi cego i tego, przeciw komu skierowane

 k amliwe s owa. Ur gaj c prawdzie, nie mo na si  czu  cz owiekiem szcz liwym i

dobrym.
   Mo na przypuszcza ,  e poeta-moralista, surowo oceniaj cy rzeczywisto , propaguj cy
okre lone postawy, broni cy niepopularnych i niewygodnych zasad, nie uzyska powszechnej
akceptacji, u wielu wzbudzi niech , nie zechc  uzna  go za swój autorytet. Zapewne tak

dzie, jednak te obawy nie zwalniaj  go z odpowiedzialno ci za s owo. Podobne stanowisko

oszono ju  wcze niej. Rzecznikami prawdy i pi kna moralnego w cz owieku byli m.in. Jan

Kochanowski i Cyprian Kamil Norwid.

Tren Fortynbrasa

   Wiersz zosta  zamieszczony w tomie Studium przedmiotu opublikowanym w 1961 roku.
Jest przyk adem aluzji literackiej i prób  reinterpretacji   lub  raczej  uzupe nienia  tragedii
W.  Szekspira pt. Hamlet. Herbert konfrontuje tu dwie postawy – reprezentowan  przez
Hamleta i drug  – Fortynbrasa. W monologu lirycznym wyg aszanym nad cia em martwego
ksi cia du skiego Fortynbras podsumowuje – jak w trenie – jego  ycie. Nie jest to jednak
zwyczajowe ukazanie wielko ci zmar ego, ani z

enie mu ho du. Jest to rodzaj „antytrenu”.

W refleksji podmiotu Hamlet jawi si  jako cz owiek nieprzystosowany do  ycia, sk onny do
poetyckich uniesie , nie st paj cy twardo po ziemi,  idealista  naiwnie  wierz cy

w

kryszta owe poj cia. Jego stanowisko jest przeciwstawne temu, które reprezentuje Fortynbras.
Chocia  w tragedii Szekspira jest to posta  drugoplanowa i epizodyczna, pojawia si  pod
koniec akcji, sugeruj c,  e przejmie inicjatyw  w przysz

ci i zaprowadzi porz dek w

pa stwie, w utworze Herberta pe ni funkcj  dominuj

 – jest podmiotem wypowiedzi i

rzecznikiem zdecydowanie okre lonej postawy, która ma w przysz

ci zapewni  „dobre”

funkcjonowanie pa stwa. Poeta dopowiada losy tego bohatera, rozwija zasygnalizowane
przez Szekspira elementy. Struktura tekstu  pozwala okre li  go jako  przyk ad  liryki roli.  W
relacji Fortynbrasa ujawniaj  si  dwa stanowiska. Hamlet – chocia  martwy – jednak nie
przestaje by  reprezentantem pewnych racji. Zdania wyg aszane przez podmiot s
nawi zaniem do wypowiedzi tytu owej postaci dramatu Szekspira, zwykle si  im
przeciwstawiaj .
   

Fortynbras uosabia postaw  zracjonalizowan ,  zna realia  ycia i nie ucieka od nich,

interesuje si  sprawami codziennymi, trywialnymi, ale koniecznymi i istotnymi. Odej cie
Hamleta jest dla niego równoznaczne z mo liwo ci  uporz dkowania prawa, wzmocnienia

background image

adzy  – czeka na mnie projekt kanalizacji / i dekret w sprawie prostytutek i  ebraków /

musze tak e obmy li  lepszy system wi zie . Fortynbras jawi si  tu jako specjalista od
sprawnego (tzn. bezwzgl dnego) kierowania pa stwem. Nie ulega mrzonkom ani rozterkom,
my li praktycznie i konkretnie, umie planowa  i przewidywa  przysz

. Wydaje si ,  e

wiele si  nauczy  dzi ki obserwacji zachowa  ksi cia.
   

Hamlet  musia   przegra   ze  swoim  wznios ym  idealizmem  i  bezkompromisowym

podej ciem do rzeczywisto ci. Ch tnie oddawa  si  filozoficznym refleksjom, poszukiwa
sensu  ycia, racji bytu. Nie potrafi  zaakceptowa  zmian w metodach rz dzenia, buntowa  si
wobec  yciowych przyziemnych spraw. Fortynbras jednoznacznie ocenia efekty takiej
postawy: Tak czy owak musia

 zgin

 Hamlecie nie by

 do  ycia.

   Dwug os racji uj ty tu w form  monologu Fortynbrasa ujawnia kl sk  Hamleta. Chocia
jest on tu uwznio lony, awansowa  do rangi g ównego bohatera tragedii, b dzie postaci

awn  i wyprawi  mu 

nierski pogrzeb, to przecie  razem z nim odchodz  jego wizje i

marzenia. Odt d pa stwo b dzie funkcjonowa o wed ug modelu obmy lonego przez
Fortynbrasa – pragmatyka i zwolennika rz dów mocnej r ki. Znakiem nowej rzeczywisto ci
jest zapowied  projektu kanalizacji, dekretu dotycz cego prostytutek i  ebraków oraz
ulepszenie systemu wi zie . W nowych warunkach ugniatanie „gliny ludzkiej” b dzie  atwe i
skuteczne.
   

Fortynbras  wyg aszaj cy  mow   nad  trupem Hamleta  jawi si   jako  cynik,  który z

uprzywilejowanej pozycji – cz owieka  yj cego – dowodzi zmar emu swoich racji. Jest to
moment jego triumfu i wyrównania rachunków, poniewa  teraz odzyskuje dobra zabrane
niegdy  przez ojca Hamleta, który pokona  w pojedynku ojca Fortynbrasa. S owa
wypowiadane w monologu zwiastuj  nadej cie czasu terroru i despotyzmu: trzeba wzi
miasto za gard o i wstrz sn

 nim troch oraz: musz  tak e obmy li  lepszy system wi zie .

Oto pod pozorem zaprowadzenia  adu i usprawnienia pa stwa Fortynbras ustanowi now ,
gro

 rzeczywisto , zniweczy wolno  w szerokim znaczeniu tego s owa.

   Mo na zastanawia  si , która racja bli sza jest autorowi wiersza. W kontek cie dorobku
Herberta nie mamy w tpliwo ci,  e opowiada si  on za wznios ym idealizmem Hamleta, cho
wyra nie sugeruje,  e równie  Fortynbras ma zwolenników. Poeta ukrywa jednak swoje „ja”,
wykorzystuj c tzw. liryk  roli. Podmiot liryczny odznacza si  w takiej sytuacji znamienn
dwustronno ci , jest równocze nie osob  przedstawion  i osob  mówi

.

14

   Tren  Fortynbrasa jest aluzj  literack  zarówno w p aszczy nie refleksji jak i j zyka.
Fortynbras ustosunkowuje si  jak gdyby do wypowiadanych przez Hamleta (w dramacie)

ów. Za ka dym razem ustawia si  w opozycji do ksi cia, np. oznajmia,  e wzmocni system

wi zie , kiedy Hamlet wcze niej z gorycz  mówi ,  e Dania jest wi zieniem i pragn
przeciwstawi  si  zniewoleniu; gdy Hamlet stwierdzi : reszta jest milczeniem, Fortynbras
odpowiada: Reszta nie jest milczeniem ale nale y do mnie. Zamiast sugerowanego w tytule
trenu mamy prób  rozliczenia si  z postaw  Hamleta, a nawet ironiczn  kpin  z jego
wielko ci – oto le y bez ruchu, nogi rycerza w mi kkich pantoflach. Nie ma w nim
bohaterstwa, nie ma si y – zosta  pokonany, wi c Fortynbras korzysta z okazji i zamiast  alu

ciwego tej sytuacji wyg asza mow , w której on sam wypada dobrze, cho  nie stanie si

(sam o tym wie) bohaterem tragedii. Hamletyzm u Herberta to sen o innej ludzko ci, sen, bez
którego staje si  ona mrowiskiem „bez tragedii”, czyli bez poczucia transcendencji. Inaczej
mówi c Herbert powraca tu do swojej wizji nieosi galnego idea u, którego nieosi galno

nie stanowi o  wymiarach moralnych cz owieka.

15

background image

Przes uchanie anio a

   Wstrz saj cy w swojej wymowie wiersz z tomu Napis z 1969 r. pokazuje kolejne etapy
przes uchiwania tytu owego anio a przez anonimowych oprawców wymienionych tylko przy
pomocy zaimków w liczbie mnogiej. Zanim rozpocznie si  krwawy seans, anio jest jeszcze
ca y 
z materii  wiat a – jest sob , to znaczy uosobieniem niewinno ci i prawo ci. Potem,
stopniowo, po ka dym pytaniu i zastosowaniu wymy lnych metod oddzia ywania na
podejrzanego, anio  przeistacza si  w cz owieka, który czuje, prze ywa, ulega pod wp ywem
tak drastycznych „argumentów”: policzki nabiegaj  krwi

/ [...] elazem trzcin

/ wolnym

ogniem / okre la si  granice jego dala / uderzenie w plecy / [...] skórzane gard o anio a  /
pe ne jest lepkiej ugody. Niewinny poddaje si  i zgadza si  z zarzutami, upada na kolana,
przyznaje si  do tego, czego nie pope ni . Mog oby si  wydawa ,  e jest pokonany,  e nie
pozostaje w nim nic z anio a, nic z prawdomówno ci i niewinno ci. Powieszony g ow  w dó
ocieka kroplami wosku, które tworz  na pod odze / prost  przepowiedni . Tajemnicze
zako czenie wiersza pozwala jednak dostrzec,  e anio  nie do ko ca da  si  psychicznie
podporz dkowa  oprawcom,  e owa przepowiednia wyznacza dalszy ci g tego zdarzenia –
mo e jest znakiem przysz ego wyrównania rachunków, mo e og asza powrót anio a – poprzez
cierpienie i powieszenie g ow  w dó  – do swojej w pe ni duchowej, anielskiej postaci, do
której nie maj  dost pu narz dzia ka ni.
   Tytu  wiersza i opis przes uchania anio a jest nawi zaniem do rze by W adys awa Hasiora.
Prostota przepowiedni wywró onej z wosku kojarzy si  jednak z „ubywaniem” anio a –
degradacja w wymiarze cielesnym otwiera perspektyw  na ocalenie duchowe. Skoro zosta
tak okrutnie potraktowany (bicie, przypalanie ogniem, wybicie z bów, powieszenie g ow  w
dó ), zapewne nie podda  si  ca kowicie, zapanowa  przynajmniej w pewnym stopniu nad

kiem przed bólem, ocali  – mimo wszystko – swoj  godno . Anio  da  „zamkn

torturowane cia o, zrobi  je cz owiekiem, sam jednak w ostatniej chwili zmieni  symboliczn
posta

– jest ni  wosk, uk adaj cy si  w zagadkowy komunikat. Potwierdzi  wi c swe

nadrz dne duchowe istnienie: przemówi  zrazu krwi , potem,  lin , a zatem – z pozoru – po
my li oprawców; nagle jednak raz jeszcze zmieni  j zyk, znów na irracjonalny i
nierzeczywisty. Uciek .

16

W przywo anej interpretacji Andrzeja Kaliszewskiego  wietlisty

anio  zbli a si  do ludzkiej postaci przez do wiadczenie cierpienia, staje si  nawet mniej
odporn  istot  ni  cz owiek, aby potem znów wróci  do swojej warto ci duchowej,
ujawnionej w tajemniczej przepowiedni.
   

Oprawców anio a  mo na  atwo  kojarzy  z gestapowcami,  „opiekunami” wi niów  w

obozach niemieckich i sowieckich  agrach, tajn  milicj  komunistyczn  t umi

 wszelkie

przejawy niezale nej my li przy pomocy wcze niej wypróbowanych tortur fizycznych i
psychicznych. Wiersz Przes uchanie anio a bywa przywo ywany w kontek cie utworów
ukazuj cych bezwzgl dno  i bezkarno  przes uchuj cych. Tu jednak akcent pada na
sylwetk  podejrzanego poddanego katowaniu, na jego pozorn  kl sk , która w istocie okazuje
si  prawdziwym, cho  trudnym, dojrzewaniem do duchowej wielko ci.

Raport z obl onego Miasta

   Wiersz powsta  w 1982 r. i zosta  zamieszczony w tomie Raport z obl onego Miasta i inne
wiersze, 
wydanym w 1983 r. Ta znamienna data i wyra ne sugestie w tek cie pozwalaj
kojarzy  jego powstanie z wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce w grudniu 1981 r.
Decyzja gen. W. Jaruzelskiego by a reakcj  na sytuacj  w kraju – nie uda o si  przekona
opozycji,  e powinna zrezygnowa  z roszcze  i buntu wobec rzeczywisto ci komunistycznej.
Eliminowano z  ycia publicznego dzia aczy „Solidarno ci” (internowanych w nocy z 12 na

background image

13 grudnia), zawieszono dzia alno  organizacji i zwi zków twórczych, sparali owano
komunikacj , na wyjazd do innego miasta trzeba by o mie  specjalne zezwolenie, przerwano
po czenia a gdy je przywrócono pods uchiwano rozmowy telefoniczne, na ulicach du ych
miast odbywa y si  demonstracje si y – je dzi y wozy opancerzone i czo gi, z dnia na dzie
coraz bardziej odczuwa o si  braki w zaopatrzeniu sklepów. Parali

ycia w kraju da  si  we

znaki spo ecze stwu, ale przede wszystkim dotkliwie odczuwano upokorzenie, poni enie,
zniewolenie obywateli we w asnym kraju dokonane przez polskie w adze.
   

Utwór  Z.  Herberta  nosi tytu Raport z obl onego Miasta. Podmiot ma wi c ambicje

dokumentowa  fakty, unikaj c osobistego komentarza. Na pocz tku wiersza przedstawia si
jako cz owiek zbyt stary,  eby walczy , dlatego przyjmuj cy obowi zki kronikarza, któr  to
rol  sam uznaje za po ledni . Zapis faktów ulega jednak rozszerzeniu o osobisty, cho
esencjonalny, komentarz osoby rejestruj cej znaki czasu. Wida  tu przywi zanie do Miasta,
poczucie poni enia i zniewolenia, na które nie mo na si  zgadza . Padaj  s owa i zdania
wyra nie kojarz ce si  z czasem stanu wojennego (jest mowa o internowaniu, pomocy

ywno ciowej z Zachodu, zdradzie), s  jednak sugestie,  e ów „raport” mo e dotyczy

„obl enia” w ogóle,  e na ten moment historyczny z

a si  ca a trudna przesz

 kraju

nara onego na  cieranie si  opcji politycznych, wojny, wewn trzne rozdarcie i zdrad  ze
strony „swoich”.
   Kronikarz zapisuje kolejno ró ne fakty: puste magazyny, mord, rozmowy o zawieszeniu
broni, internowanie „pos ów” i umieszczenie ich w niewiadomym miejscu, burzliwe dyskusje,
samobójstwo jednego z obro ców, którego nikt nie zna z imienia i nazwiska, brak wody,
odparcie szturmu przy bramie wschodniej zwanej Bram  Przymierza (s siedztwo ze
Zwi zkiem Radzieckim). Zwraca równie  uwag  na wynik tej sytuacji – z ironicznie
brzmi

 dum  opowiada o zabawach dzieci w zabijanie i o ich pragnieniach sprowadzonych

do zwierz cych odruchów – marz  o zupie chlebie i ko ci / zupe nie jak psy i koty.
   Obserwacja rzeczywisto ci przez podmiot, który z dystansu przestrzennego i czasowego
ocenia kondycj  narodu, prowadzi do wniosku: doprawdy niepoj te  e Miasto jeszcze si
broni. 
Wydaje si ,  e u yto wszelkich  rodków,  eby zgnie  opór spo ecze stwa, jednak ono
stale daje dowody swojej determinacji, nie idzie na  atwe kompromisy, nie ulega wobec
obietnic bez pokrycia.
   Refleksja podmiotu obejmuje równie  tych, którzy na swój sposób wspomagaj  dzia ania
obro ców „obl onego Miasta” – „sprzymierze ców” zza morza, którzy wspó czuj  szczerze /

 m

 worki otuchy t uszcz i dobre rady.

 potomkami dawnych sojuszników – aliantów z

czasów drugiej Apokalipsy – którzy zdradzili Polsk  i pozostawili j  samotn , mimo
wcze niej podpisanych umów o pomocy. My l podmiotu-kronikarza wybiega daleko w
przesz

 i przestrze . Dochodzi on do wniosku,  e w podobnych nieszcz ciach obro ców

pozostawia si  bez wsparcia. Ten stan rzeczy nie zmienia bynajmniej ich stosunku do
rzeczywisto ci: cmentarze rosn  maleje liczba obro ców / ale obrona trwa i b dzie trwa a do
ko ca. 
To  stanowcze  stwierdzenie  wskazuje,   e  s   racje  wysokie  ponad  wszystko,   e  w

adnej sytuacji nie wolno rezygnowa  z wolno ci i stara  o jej przywrócenie. Nawet gdyby

ocala  tylko jeden cz owiek, miasto ca kowicie nie upadnie. On b dzie nadal kontynuowa
rozpocz te dzia ania.
   

Zako czenie utworu  pe ne  jest  goryczy.  Podmiot  uto samia  si  tu z pokrzywdzon

zbiorowo ci  (pos uguje si  form  „my”), mówi o poni eniu oraz zdradzie i dodaje – tylko
sny nasze nie zosta y upokorzone. 
Wskazuje tym samym,  e jest taka przestrze  – sfera my li
i snów – której nie mo na zniewoli . W niej cz owiek mo e chroni  i zachowa  w asn
godno , nad ni  nikt,  adnymi metodami, nie potrafi zapanowa  do ko ca. Przemoc i zdrada
nie s  w stanie pokona  tych, którzy nie zapominaj  o w asnej to samo ci, nie rezygnuj  z
cz owiecze stwa i wolno ci.

background image

   Wiersz jest przepojony nastrojem smutku, jednak przebija w nim nuta optymizmu. Mówi
przecie  o tym,  e naród nie uleg  presji i sile militarnej,  e wytrwale broni swojego
stanowiska – tak jest od dawna, od rozbiorów do wspó czesno ci. Meandry historii cz sto
czyha y na Polaków licznymi zagro eniami, jednak nigdy nie zabrak o woli walki, zdolno ci
do po wi cenia, marze  o wolno ci. Zdradzona i osamotniona przez wszystkich Polska nie
przesta a by  sob , nawet wtedy, gdy znika a z map Europy. Herbert potwierdza w tym
wierszu stanowisko J. Wybickiego, który pisa  ponad dwie cie lat temu: Jeszcze Polska nie
umar a 
/ kiedy my  yjemy. Ta postawa i wiara w przywi zanie Polaków do wolno ci obj a
kolejne pokolenia a  do lat osiemdziesi tych XX wieku.
   Zasygnalizowana w tytule przestrze  – Miasto – to symbol ojczyzny i domu, którego broni
si  zawsze z najwi ksz  ofiarno ci . Kronikarz prezentuje wi c fakty, ale przede wszystkim
skupia uwag  na postawie obro ców, która jest ponadczasowa, zawsze odnawiaj ca si , gdy
trzeba potwierdzi  czynem swoj  przynale no  narodow . Cho by w ród nich byli sk onni
do kompromisu, podatni na racje nieprzyjaciela, to jednak zawsze znajd  si  niez omni i
wierni idei wolno ci. Wa na i cenna jest sama postawa, nawet gdyby nie uda o si  obroni
wolno ci, walka o ni  jest ocaleniem cz owiecze stwa, chroni najwy sze warto ci w
cz owieku, pozwala unikn  moralnej schizofrenii. Obro cy obl onego Miasta

 wi c

reprezentantami „postawy wyprostowanej”, postulowanej przez Pana Cogito w Przes aniu.

17 IX

   Wiersz ze znamienn  dat  w tytule pochodzi z tomu Raport z obl onego Miasta (1983 r.).
Tekst poprzedzony jest dedykacj : Józefowi Czapskiemu. By   to  malarz  i  eseista,  wi zie

agrów sowieckich w latach 1939-1941, autor Wspomnie  starobielskich (1944), który z

polecenia genera a Andersa prowadzi  poszukiwania oficerów polskich (relacja: Na
nieludzkiej ziemi, 
1949). Nale

 do grona za

ycieli paryskiej „Kultury”, by  historykiem

literatury, autorem szkiców o sztuce i wspomnie . Zmar  w 1993 r., po dziesi ciu latach od
ukazania si  tomu Herberta Raport z obl onego Miasta.

17

   

Utwór przypomina  dzie  17  IX – dat  agresji wojsk radzieckich na  Polsk , która

dogorywa a ju  w kl sce wrze niowej – po ataku Niemiec rozpocz tym o  wicie l IX 1939 r.
Tekst rozpoczyna si  wersem: Moja bezbronna ojczyzna przyjmie ci  naje

co,

powtórzonym na pocz tku ostatniej zwrotki. Akcent pada tu na fakt,  e kraj nie b dzie zdolny
do  obrony,  nie  podo a  tej  sytuacji.  Dalej  czytamy  – atwo wejdziesz nieproszony go ciu.

wiadomo  stanu polskiego or a w po owie wrze nia 1939 r. prowadzi do jednoznacznego

przewidywania wypadków (podmiot liryczny wypowiada si , u ywaj c form czasu
przysz ego). Nie mo na mie  z udze  – Polacy nie b

 w stanie odeprze  tego ataku, bo ju

wcze niej nie podo ali napa ci niemieckiej. Wydarzenie to nie odbije si  echem w otoczeniu –
rzeki nadal b

 leniwie p yn y, legendarni  pi cy w górach rycerze nie obudz  si  i nie

zareaguj  –  wiat nie b dzie anga owa  si  w polsk  tragedi .
   Refleksja podmiotu w dwu pierwszych strofach sprawia wra enie,  e straci  on nadziej  na
odmian  sytuacji, nie widzi takiej mo liwo ci. Tymczasem w dwu kolejnych cz stkach
liryku, wyodr bnionych z ca

ci graficznie (zapisanych „z wci ciem”), mówi cy odwo uje

si  do do wiadcze  narodowych zapisanych w literaturze romantycznej:

Ale synowie ziemi noc  si  zgromadz

mieszni karbonariusze spiskowcy wolno ci

 czy cili swoje muzealne bronie

przysi gali na ptaka i na dwa kolory.

   

Konsekwencj  takiej postawy b

uny, wybuchy, kl ski i chwa a oraz doskwieraj ce

poczucie osamotnienia w walce. Chocia  Polacy nie maj  odpowiedniej armii i wyposa enia

background image

do skutecznej obrony kraju, przecie  ich tradycyjne przywi zanie do ojczyzny, romantyczna
wola walki – to równie  wielkie warto ci. Nie mo na przy ich pomocy dzia

 szybko i

skutecznie, trzeba si  ucieka  do konspiracji i dzia

 podst pnych (por. motyw z wiersza A.

Mickiewicza Do matki Polki). Podmiot zak ada jednak,  e przyjd  nast pne pokolenia
Polaków i cho  b

uczyli si  znowu / najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win, to

jednak przyjd , a wi c ojczyzna podniesie si  z grobu.
   Data  publikacji  tomu Raport z obl onego Miasta kojarzy si  z czasem nast puj cym
bezpo rednio po stanie wojennym w Polsce. Utwór 17 IX jest refleksj  o agresji armii
radzieckiej i kondycji kraju, który powinien podj  dzia ania obronne. Wypowied  podmiotu
prowadzi do wniosku,  e ci gle Polska nie jest do  dobrze przygotowana do
natychmiastowej i bezpo redniej obrony. Tekst wi e klamr  skojarze  okres powsta
narodowych (romantyzm), wrzesie  1939 r. i narzucenie obywatelom niewoli w pozornie
wolnym pa stwie w 1981 r. przez w adze podporz dkowane ówczesnemu Zwi zkowi
Radzieckiemu. Trudna sztuka odpuszczania win jest wi c nie tylko do wiadczeniem Józefa
Czapskiego, ale potrzebna by a wcze niej i nadal jest konieczna. Kraj s aby pod wzgl dem
politycznym i militarnym musi zdoby  si  na dzia ania skazane na kl sk  i wybaczenie, musi
podnie  si  na wy yny postawy moralnej, mimo wielkiego upokorzenia i pogromu.
   

Wiersz jest wyrazem szacunku dla tych, którzy podejmuj  walk  wobec tak bardzo

oczywistej s abo ci ojczyzny. Podmiot daje do zrozumienia,  e zawsze znajd  si  ci, którzy

przysi gali na ptaka i na dwa kolory. Dla nich ojczyzna i jej symbole (orze , bia o-

czerwone barwy) s

wi to ci , której trzeba broni  w ka dej sytuacji.

17 IX  – to  utwór  „nietypowy”  w ród  omówionych  wy ej  dzie   Z.  Herberta.  Ma  dosy

regularn  budow  stroficzn , ale napisany jest wierszem wolnym bezrymowym (bia ym).
Dwie pierwsze zwrotki, po wi cone nakre leniu sytuacji po agresji 17 IX, s  trzywersowe,
dwie nast pne – pokazuj ce próby oporu wobec wroga – czterowersowe, oraz ostatnia,
przenosz ca akcent na moralny aspekt postawy Polaków („odpuszczanie win”), równie  jest
czterowersowa i puentuje ca  poetyck  refleksj . Podmiot dwukrotnie u ywa bezpo redniego
zwrotu naje

co i raz – nieproszony go ciu.

ywa okre le

wiadcz cych o jego osobistym

zaanga owaniu w losy kraju, np. Moja bezbronna ojczyzna; jeste my sami. Poprzez formy 1.
osoby liczby mnogiej umieszcza siebie w gronie synów tej ziemi, osamotnionych ju  nie
pierwszy raz, w walce o swoj  suwerenno .

Znaczenie poezji Zbigniewa Herberta

   

Dorobek poetycki Zbigniewa Herberta, zamkni ty dat

mierci poety w  lipcu 1998 r.,

stanowi istotny, niepodwa alny wk ad do polskiej poezji wspó czesnej. Ów „poeta kultury”,
sytuuj cy si  w nurcie poezji neoklasycznej, zapewne nie jest ulubie cem szerokich mas
czytelniczych. Twórczo  Herberta narzuca odbiorcy pewne wymagania, zmusza do wysi ku
intelektualnego i osobistego ponawiania refleksji podj tych przez autora Pana Cogito. Poeta
opisuje i analizuje wspó czesn  rzeczywisto , odwo uj c si  do znaków przesz

ci

utrwalonych w mitach i literaturze. Te odniesienia nadaj  liryce Herberta wymiar
uniwersalizuj cy, wskazuj  czytelnikowi  ród a postaw i zasad moralnych oraz ca e
dziedzictwo kulturowe, w które wpisane s  dzieje my li, sztuki i przede wszystkim etyki
europejskiej. Czerpanie z motywów antycznych, do których poeta ma szczególne upodobanie,
nie jest jednak tylko przypominaniem czy odwzorowaniem tych przekazów, ale ich
reinterpretacj , nowym odczytaniem, weryfikacj  ustalonych s dów.
   Dorobek Herberta wymyka si  próbom klasyfikacji. Poeta unika liryzmu i romantycznych
uniesie , jest zwolennikiem klasyki, ale i tu nie jest to fascynacja bez krytyki czy szczerego
ustosunkowania si  do utrwalonych wzorców. Sam twórca broni  si  przed okre laniem go

background image

mianem „poety kultury”, a jego dzie a – „poezj  intelektualn ”. Zwraca  uwag  na rang
tworzywa s ownego: dopiero w j zyku ujawnia si  cz owiek ca y – jego niepokoje i rado ci,
warto ci, które zaakceptowa , i wierzenia.

18

Wypowiada  si  równie  na temat talentu: jest

rzecz  cenn , ale talent bez charakteru marnieje. Co to znaczy bez charakteru? To znaczy,
bez u wiadomionej sobie postawy moralnej wobec rzeczywisto ci, bez upartego,
bezkompromisowego wyznaczania granic mi dzy tym, co dobre, a tym, co  le. Dlatego obok
sprawno ci warsztatowej, ceni si  wysoko u pisarzy ich bezkompromisowo , odwag ,
bezinteresowno , a wi c walory pozaestetyczne.

19

nie taki model postawy wobec

literatury sam realizowa  praktycznie.
   

Badacze literatury zwracali niejednokrotnie uwag  na etyczny wymiar poezji Herberta

zakorzeniony w odpowiednio ukszta towanej warstwie s ownej.

zyk Herberta, je li jest wi c

z natury oszcz dny, to nie liryczny, ale cz ciej etyczny. Nie publicystyczny, ale filozoficzny.
Nie egzotyczny, a uniwersalny. Zwrócony ku sensom ogólnym ju  na etapie kreacji, w
metaforze, w puencie. Wiersz Herberta jest te  z regu y krótki przy sporej zawarto ci
tre ciowej, skondensowany. Uk ad graficzny podkre la uk ad tre ciowy
.

20

   W

ciwy debiut Herberta nast pi  po prze omie pa dziernikowym. W tym sensie mo na by

zalicza  go do „pokolenia'56” lub inaczej pokolenia „Wspó czesno ci”. Jego twórczo
jednak odbiega od regu , które zdominowa y poezj  Bia oszewskiego, Harasymowicza i
innych autorów zaliczanych do tego grona. Bli sza jest ona raczej liryce Kolumbów – K. K.
Baczy skiego, T. Ró ewicza – tym bardziej,  e pami  czasu wojny wywar a du y wp yw na
niektóre utwory Zbigniewa Herberta. Kojarzono jego dorobek równie  z liryk  Mi osza,
którego zalicza si  do reprezentantów neoklasycyzmu. Wydaje si  jednak,  e wk ad Herberta
w kszta towanie postaw etycznie pi knych a przynajmniej poprawnych jest zdecydowanie
wi kszy.
   [...] wiat poezji Herberta jest wyj tkowo wielki, wr cz pozbawiony granic w sensie tematu,
idei,  ród a inspiracji, stopnia uogólnienia, a wi c i bardzo z m i e n n y . Zasad  liryki
Herberta nie jest efektowne odbijanie jednego bytu w drugim, jak konstatuje Kornhauser; jest
ni  c a

, ch  wskazania istotnych powi za , hierarchii struktur, bo tam najpe niej

odbija si  cz owiek. U innych poetów pokolenia odwrotnie: to podmiot jest z w i e r c i a d e m
odwzorowuj cym 
(wa ne jak!), ale zw aszcza wybieraj cym. W tym sensie mo na mówi  –
umownie – o romantyzmie „pokolenia'56”, co czyniono, oraz o klasycyzmie Zbigniewa
Herberta.

21

   Twórczo  autora Studium przedmiotu sytuuje si  równie  w tradycji poezji filozoficznej,
analizuj cej miejsce cz owieka w  wiecie, jego relacje z innymi osobami, stosunek do samego
siebie i w asnych powinno ci, odniesienie do narodu i ojczyzny. Najbardziej filozoficzne
utwory o wysokim zaanga owaniu etycznym powsta y w ramach cyklu, którego wspólnym
elementem jest posta  Pana Cogito, przyjmuj ca cz sto rol  podmiotu mówi cego lub
oponenta wobec okre lonej postawy. Z tym uj ciem zwi zane jest silne „zdialogizowanie”
poezji Herberta. Wypowied  jest tu bardzo cz sto skierowana do kogo  lub czego ,
zró nicowany jest podmiot mówi cy, powstaj  skomplikowane relacje partnerskie, g os
pozornie monologowy ujawnia swoj  wewn trzn  polemiczno . Sytuacja jest stosunkowo
prosta i poniek d klasyczna, kiedy wyodr bnione s  co najmniej dwie osoby, które nawi zuj
ze sob  kontakt poprzez wypowiedzi bezpo rednie, oratio recta.

22

Pan Cogito – cz owiek

my

cy – jest dzi ki temu istot  zdoln  do refleksji, analizuj

 swoje w tpliwo ci i ró ne

aspekty danej sprawy. Jest reprezentantem pokolenia ludzi wspó czesnych, mo na
powiedzie : Polaków ko ca XX wieku, którzy mo e najbardziej nara eni s  na utrat
podstawowych warto ci, zagubieni w  wiecie blichtru i pu apek p yn cych z cywilizacyjnych
osi gni , poddawani presjom ideologicznym. Tylko powrót do prawdziwych wysokich
warto ci moralnych mo e by  dla nich  ród em ocalenia. Pan Cogito wskazuje ró ne drogi i
nie unika ocen. W tym przede wszystkim tkwi podstawowa warto  tych utworów.

background image

   Du e znaczenie maj  teksty poddaj ce zabiegom reinterpretacyjnym znane mity i postawy
bohaterów literackich. Znajomo  mitologii polega na przyswojeniu uproszczonych figur
ludzkich i pewnej liczby symboli, a przecie  Apollo to nie tylko opiekun muz i wielki artysta,
to tak e bóg-oprawca, niezdolny do uznania wielko ci innego twórcy, zazdrosny i
bezwzgl dny w egzekwowaniu swoich boskich praw. Dzi ki temu jednak wiemy,  e
najbardziej g boka i warto ciowa sztuka rodzi si  z cierpienia. Zag ada Troi (O Troi) to
równie  znak odwiecznego i wielokrotnie powielanego schematu (jednym z wariantów jest
zburzenie Warszawy). W tej historiozoficznej refleksji mie ci si  równie  przestroga na
przysz

Nike która si  waha –

nie wtedy jest najpi kniejsza. Przestaje by na moment

wynios  bogini  zwyci stwa, zdolna jest do emocjonalnego zaanga owania si  w los

odego 

nierza i cho  nie zmieni to jego przysz

ci – bo Nike wraca do w

ciwej dla

niej postawy – to jednak niesie z sob  akcent nadziei,  e ludzkie odruchy mog  by  udzia em
ka dego. Dystans wobec tak ukazanej bogini (kultury wysokiej) na moment pryska.
   W bogatym dorobku poetyckim Z. Herberta mo na znale  pewne istotne dla poetyki jego
utworów „chwyty literackie”. Odwo uje si  do ró nych aluzji kulturowych i dzi ki nim
pog bia analiz  wspó czesnej rzeczywisto ci. Stosuje dialog z czytelnikiem na ró nych
poziomach semantycznych (struktura paraboli i bajki, wprowadzanie symboli i alegorii).
Ch tnie pos uguje si  ironi  narzucaj

 dystans wobec prezentowanych spraw (nie maj

raczej tendencji o mieszaj cych, ale prowadz

 do uj cia krytycznego). Poza wierszami

poeta upodoba  sobie miniatur  ukszta towan  jako proza poetycka. Podobne motywy i
postawy twórcy wobec rzeczywisto ci, jak w poezji, mo na odnale  w eseistyce autora
Barbarzy cy w ogrodzie.
   Nie sposób w tak krótkim omówieniu odnie  si  w pe ni do z

onego i bogatego dorobku

literackiego Zbigniewa Herberta. Wypada jedynie wskaza  Czytelnikom jego twórczo  jako
godn  uwagi przede wszystkim ze wzgl du na mocn  etyczn  podbudow  (zakorzenion  w
tradycji chrze cija skiej, odwo uj

 si  do kultury  ródziemnomorskiej) oraz wielki

szacunek do j zyka, ujawniaj cy si  na ka dym etapie pisarskich wysi ków autora Pana
Cogito.

Przypisy

1. Informacje do tego rozdzia u pochodz  z: J. Bandrowska-Wróblewska, Nota biograficzna,

w: Z. Herbert, Poezje wybrane, Warszawa 1973, s. 135-151; J. Kwiatkowski, Herbert
Zbigniew, 
w: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny,  t.  l,  pod  red.  J.
Krzy anowskiego i Cz. Hernasa, Warszawa 1984, s. 345.

2. Z. Herbert, Rozmowa o pisaniu wierszy, w: ten e, Poezje wybrane, Warszawa 1973, s. 16-

17.

3. Tam e, s. 18.
4. Por. S. Bara czak, Uciekinier z Utopii, o poezji Zbigniewa Herberta, Wroc aw 1994, s.

125.

5. Z. Zapasiewicz, Mój Herbert, „Teatr” 1998, nr 9, s. 5.
6. R. Przybylski, Mi dzy cierpieniem a form , w: Poznawanie Herberta, wybór  i  wst p  A.

Franaszek, Kraków 1998, s. 113.

7. Por. A. Lam, Dialogowo  utworu poetyckiego (na przyk adzie poezji Zbigniewa

Herberta), w: Dialog w literaturze, Warszawa 1978, s. 56-57.

8. Tam e, s. 57.
9. M. Adamiec, „...Pomnik troch  niezupe ny...”. Rzecz o apokryfach i poezji Zbigniewa

Herberta, Gda sk 1996, s.47.

10. S. Bara czak, dz. cyt., s. 117.

background image

11. A. Kaliszewski, Gry Pana Cogito, Kraków 1982, s. 93.
12.

owa te wypowiedzia  Jezus podczas s ynnego Kazania na Górze, wyja niaj c sens

ósmego przykazania, które brzmi: Nie b dziesz mówi  fa szywego  wiadectwa przeciw
bli niemu swemu. 
Por. Ewangelia  w. Mateusza 5, 37.

13. Por. M. Adamiec, dz. cyt., s. 136.
14. J. S awi ski, Tren Fortynbrasa, w: Poznawanie Herberta, dz. cyt., s. 366.
15. W. Maci g, O poezji Herberta, Wroc aw 1986, s. 45.
16. A. Kaliszewski, dz. cyt., s. 135.
17. Dane wed ug Nowej encyklopedii powszechnej PWN, t.   l, Warszawa 1997, s. 822.
18. Z. Herbert, Rozmowa o pisaniu wierszy, w: ten e, Poezje wybrane, dz. cyt., s. 9.
19. Tam e, s. 14.
20. A. Kaliszewski, dz. cyt., s. 31.
21. Tam e, s. 37.
22. A. Lam. dz. cyt., s. 51.

background image

Spis tre ci

Zbigniew Herbert – informacje biograficzne
Inspiracje antykiem

Nike która si  waha
Do Apollina
Apollo i Marsjasz

Wiersze z cyklu Pan Cogito

Pan Cogito obserwuje w lustrze swoj  twarz
Pan Cogito – powrót
Przes anie Pana Cogito

Proza poetycka

Wilk i owieczka
Próba rozwi zania mitologii
Co my li Pan Cogito o piekle

Ró ne motywy i poetyki

Ko atka
Tren Fortynbrasa
Przes uchanie anio a
Raport z obl onego Miasta
17IX

Znaczenie poezji Zbigniewa Herberta
Przypisy