background image

Niemcy-Rosja. Pakt Ribbentrop-
Mołotow rehabilitowany? 

 

 

 

23 sierpnia 1939 roku Hitler i Stalin podzielili między siebie Polskę, przypieczętowując wybuch II 
wojny światowej. W roku 80. rocznicy podpisania porozumienia Ribbentrop-Mołotow niemiecko-
rosyjska współpraca rozwija się niezwykle dynamicznie, a Moskwa zupełnie otwarcie dąży do 
rehabilitacji diabelskiego paktu.
 

  

Rehabilitacja diabelskiego paktu 

Na kilka dni przed 80. rocznicą podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow szef rosyjskiego MSZ, 

Siergiej Ławrow, otworzył w Moskwie wystawę poświęconą II wojnie światowej. Podczas jej 
prezentacji minister podjął wątek odpowiedzialności ZSRR za wybuch wojny. Według przedstawionej 
przez niego narracji takiej odpowiedzialności w ogóle nie ma; pakt Ribbentrop-Mołotow Moskwa 
podpisać po prostu musiała, będąc do tego zmuszona przez działania innych państw w postaci 
podpisywania z III Rzeszą umów o nieagresji we wcześniejszych latach, z Polską na czele. W opisie 

background image

samej wystawy odpowiedzialnością za wybuch wojny obarcza się Polskę, która miała zaognić sytuację 
międzynarodową odrzucając sowieckie propozycje antyniemieckiego sojuszu. 

  

Skandal? Owszem, ale wystawa jest jedynie elementem nowego podejścia Rosjan do układu z 
Hitlerem z 23 sierpnia 1939 roku. Do 1989 roku w Związku Sowieckim twierdzono, że pakt 
Ribbentrop-Mołotow nie zawierał wcale tajnego protokołu, w którym określono podział terytoriów 
Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii oraz Rumunii między dwa totalitarne państwa. Sowieckie 
władze przyznawały się jedynie do jawnej części układu i przedstawiały go jako wielkie 
dyplomatyczne osiągnięcie. Ta narracja zmieniła się dopiero wraz z pierestrojką. Na grudniowym 
Zjeździe Deputowanych Ludowych w 1989 roku potępiono tajny protokół jako bezprawny i uznano za 
nieważny od momentu podpisania. Tę nową narrację forsował Michaił Gorbaczow i jego doradca 
Aleksander Jakowlew. Dzisiaj w Rosji radykalnie odchodzi się jednak od tej oceny. 

  

Rosja jest niewinna? 

Starania o ponowne wytworzenie pozytywnego obrazu paktu Ribbentrop-Mołotow opisał w 
niedawnym wydaniu „Spiegla” dziennikarz Christian Neef. „Zaufani Putina chcą rehabilitować okrytą 
tajemnicą umowę w służbie rosyjskiemu marzeniu o imperium” - stwierdził dziennikarz. „To coś 
więcej niż historyczna drobnostka czy nostalgia za Stalinem. Nie jest to też tylko wewnątrzrosyjska 
sprawa. Chodzi tu o stosunek Rosji do prawa narodów i aktualną światową politykę. Pakt bowiem do 
dziś wpływa na geopolityczne realia w Europie” - dodał. 

  

Jak relacjonował Neef, debatę o pakcie rozpoczął w marcu tego roku na łamach dziennika „Izwestija” 
dyrektor Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego, Michaił Miagkow. Zaproponował 
zrewidowanie negatywnej oceny paktu Ribbentrop-Mołotow, co miałoby jego zdaniem być 
„logicznym wynikiem dynamiki świadomości historycznej”. Według Miagkowa nie należy też 
krytykować będącego konsekwencją paktu anszlusu państw bałtyckich, bo ich ludność rzekomo 
popierała przyłączenie do ZSRR. 

  

Podobnie rzecz, czytamy w „Spieglu”, traktuje były szef resortu obrony Rosji, Siergiej Iwanow. W 
rozmowie z Neefem stwierdził, że w latach 90. Rosja została „dyplomatycznie, ideologicznie i 
faktycznie rozbrojona wobec Zachodu” i dzisiaj elementem stawania na nogi musi być rehabilitacja 
paktu z 23 września 1939 roku. Zarówno Miagkow jak i Iwanow, referował niemiecki dziennikarz, 
uważają, że Rosja w 1939 roku zajęła w większości terytoria należne jej historycznie. Ziemie polskie 
według Iwanowa zostały zajęte celem ochrony Białorusinów i Ukraińców, bo po niemieckiej agresji 
nasz kraj już nie istniał, stąd wojska radzieckie „były zmuszone” do interwencji. 

  

Berlin-Moskwa AD 2019 

Próby rehabilitacji paktu Ribbentrop-Mołotow niepokoją z oczywistych przyczyn. Rodzą też pytania o 
współczesność rosyjsko-niemieckich relacji. Od agresji Rosji na Ukrainę Berlin występuje oficjalnie 
jako stróż prawa międzynarodowego i sojusznik Kijowa. Fakty w najmniejszej mierze nie pozwalają 
jednak tego potwierdzić; Niemcy współpracują z Rosją z roku na rok coraz bliżej. Świadczą o tym nie 

background image

tylko bardzo częste spotkania ministrów spraw zagranicznych obu krajów; ostatni raz szef 
niemieckiego MSZ, Heiko Maas, spotkał się z Ławrowem właśnie teraz, w przededniu 80. rocznicy 
podpisania „diabelskiego paktu” Hitlera i Stalina. Rozmowy dotyczyły oficjalnie przede wszystkim 
sytuacji międzynarodowej i niemiecko-rosyjskiej współpracy w konfliktach na Ukrainie oraz na Bliskim 
Wschodzie. Berlin formalnie pozostaje zwolennikiem utrzymania nałożonych na Kreml sankcji, ale 
stara się obchodzić to wszelkimi dostępnymi środkami. 

  

W czerwcu ministrowie gospodarki obu krajów, bliski Angeli Merkel Peter Altmaier oraz Maksim 
Orieszkin, podpisali list intencyjny ws. współpracy gospodarczej i technologicznej. Jak tłumaczył 
zupełnie otwarcie szef niemiecko-rosyjskiej Izby Handlowej, Matthias Schepp, chodzi o postawienie 
na nogi rosyjskiej gospodarki za sprawą pomocy firm niemieckich. Schepp powiedział, że rosyjska 
gospodarka jest dwukrotnie mniej wydajna od niemieckiej, ale dzięki technologicznej pomocy Berlina 
produktywność Rosji wzrośnie. Do podpisania listu doszło na marginesie Międzynarodowego Forum 
Ekonomicznego w Petersburgu, na które Niemcy wysłali 200 przedstawicieli biznesu z tak wielkich 
koncernów jak Siemens, Bayer, BMW, Deutsche Bank czy Wintershall Dea. Nieco wcześniej, bo w 
kwietniu, pod Moskwą koncern Daimler otworzył fabrykę samochodów Mercedes-Benz. W ceremonii 
uczestniczył osobiście prezydent Władimir Putin. Otwarcie fabryki Peter Altmaier zachwalał jako 
„punkt zwrotny zaangażowania wszystkich przedsiębiorstw z Niemiec w Rosji”. Niemiecki koncern 
otrzymał od Rosjan potężne zwolnienia podatkowe; zapewniono też w okolicy fabryki dodatkowy 
pusty obszar, który może w przyszłości posłużyć pod jej rozbudowę. 

  

Russlandversteher to mainstream 

Coraz wyraźniej rozbrzmiewają też głosy o zniesienie sankcji. Dotąd były domeną głównie polityków 
tradycyjnie otwarcie filorosyjskiej SPD; sankcje krytykował między innymi już kilka lat temu Sigmar 
Gabriel, wówczas szef tej partii i minister gospodarki. W tym roku podobne apele słychać już także w 
CDU. Premier Saksonii Michael Kretschmer zaapelował o zniesienie sankcji celem wypracowania 
lepszych relacji z Moskwą. Co więcej pod koniec czerwca Niemcy pod wodzą Merkel doprowadzili do 
powrotu rosyjskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, co, jak podkreślił 
deputowany do rosyjskiej Dumy Leonid Słucki, jest pierwszym krokiem uznania aneksji Krymu przez 
Radę Europy. Na prawicy do współpracy z Rosją nawołuje też Alternatywa dla Niemiec. Jeden z 
posłów do Bundestagu tej partii, Markus Frohnmaier, uznał otwarcie, że Krym jest rosyjski i trzeba to 
zaakceptować. Przez władze ugrupowania nie został skrytykowany. AfD wprost programowo 
opowiada się za zniesieniem sankcji. W przezwyciężeniu filorosyjskiego ukierunkowania polityki 
Niemiec nie pomogą także szybko rosnący w siłę Zieloni, dziś druga polityczna siła Niemiec. Z dwóch 
przyczyn. Po pierwsze, Zieloni są krytyczni wobec jakiegokolwiek zwiększania nakładów na niemiecką 
armię, a to negatywnie wpływa na stosunki Berlina z Waszyngtonem. Po drugie, forsując radykalne 
odejście od węgla i energii atomowej, Zieloni zwiększają zależność Niemiec od gazu - a ten za naszą 
zachodnią granicą jest głównie rosyjski. Dzięki budowanemu z błogosławieństwem całej politycznej 
wierchuszki RFN gazociągu Nord Stream będzie tak zresztą wkrótce w dalece większej mierze, niż 
dziś. Co więcej dzięki zmniejszeniu wagi tranzytu błękitnego surowca drogą lądową, przez kraje 
rozdzielające Niemcy od Rosji, zmaleje też z perspektywy Berlina polityczne znaczenie Polski czy 
Ukrainy, a znowu wzrośnie waga dwustronnych stosunków z Moskwą. 

  

Coraz trudniejsza rozgrywka 

background image

Nowe otwarcie w relacjach z Rosją popierają też sami Niemcy. Według aktualnych sondażu zaledwie 
25 proc. obywateli Bundesrepubliki popiera utrzymanie nałożonych na Moskwę sankcji 
gospodarczych. Towarzyszy temu wielka nieufność do Stanów Zjednoczonych. Aż 85 proc. Niemców 
krytycznie ocenia politykę Waszyngtonu; przy tym zaledwie 6 proc. badanych uważa, że prezydent 
Donald Trump jest bardziej wiarygodnym partnerem Berlina od prezydenta Władimira Putina; tego 
drugiego wyżej stawia 27 proc. ankietowanych. W ubiegłym roku prawie 60 proc. Niemców życzyło 
sobie zacieśnienia niemiecko-rosyjskich relacji, z czego znaczna część, zwłaszcza na wschodzie kraju, 
w stopniu bardzo dużym. Niemieckie władze będą zatem w najbliższych latach z pełnym 
błogosławieństwem narodu intensyfikować współpracę z Rosjanami – godząc się przy tym nawet na 
brutalne deptanie prawa międzynarodowego przez Moskwę. Faktyczna zgoda Berlina na aneksję 
Krymu i paraliż Donbasu jako żywo przypomina element podziału stref wpływów z 23 IX 1939 roku. 
Wszystko wskazuje więc na to, że polski rząd czeka w najbliższych latach bardzo trudna rozgrywka na 
arenie międzynarodowej. Oby udało się mu udźwignąć jej ciężar. 

  

Paweł Chmielewski