background image
background image

AleksanderRudazow

Arcymag

CzęśćII

PrzełożyłaAgnieszkaChodkowska-Gyurics

background image

Topowiedziawszy,zawołałdonośnymgłosem:
„Łazarzu,wyjdźnazewnątrz!”Iwyszedłzmarły,
mającnogiiręcepowiązaneopaskami,
atwarzjegobyłazawiniętachustą.
Ewangeliawgśw.Jana
(tłumaczeniewgBibliiTysiąclecia)

Wskrzeszeniemartwegotozadanietrudne
iczasochłonne,alemożliwe,jeślipodejdziesiędoń
umiejętnieiodprawiwszystkieniezbędnerytuały.
MagicznaksięgaKreola

background image

Rozdział1

22listopada,2998r.p.n.e.,ImperiumSumeryjskie,PałacSzachszanor
ArtodiArtedianzobawąpodążalizaswympanem.Dziśbyłwyraźnieniew

sosie,agdyKreolbyłniewsosie,niewolnicystaralisiętrzymaćodniegojak
najdalej.PierwszyMaglubiłodstresowywaćsię,zrzucającniewolnikówz
murówotaczającychpałac,apotempodziwiałleżącywdoleplacek.Chociaż
wcaleniebyłtakimzłympanem–poprzedniwłaścicielmocarnychbliźniaków
urodzonychwdzikichzachodnichstepach(ichimionaoznaczałyStarszySyni
JeszczeJedenStarszySyn)wolałswoichniewolnikówpalićżywcem.Ito
niezależnieodhumoru–poprostulubiłzapachpłonącegoludzkiegociała.
Mówiononawet,żejestludożercą...

AleiarcymagKreolzupływemlatstawałsięcorazgorszy.Siwowłosy

staruszekwzeszłymtygodniuprzekroczyłdziewięćdziesiątkę,alemimoto
zachowałtęgiemięśnieipełnięwładzumysłowych,zatozkażdymdniemrobił
sięcorazbardziejponury.Corazczęściejzdarzałymusięnapadywściekłości,po
którychtrzebabyłowymieniaćczęśćmebli,aczasaminawetremontowaćpałac.
ZarządcaSzachszanorudosłowniecałednieinocespędzałnatargu
niewolników,uzupełniajączasobyludzkie,któregospodarzniszczyłw
błyskawicznymtempie.

Bliźniacyjakdotądmieliszczęście.Oficjalnietychdwóchbyłogwardią

osobistąKreola,alewciągusześciulatnatymstanowiskuanirazuniemieli
okazjiPRZYDAĆSIĘ.Nieznaczyto,żepanniemiałwrogów.O,nie!Wrogów
akuratmiałtylu,żestarczyłobydladziesięciuludzi.Niezdarzałosię,bymiędzy
kolejnymiatakami,któremusiałodpieraćPierwszyMag,minęłowięcejniżpięć
czysześćdni.Szczególniestarałsięjegodalekikrewny,Troy,wsztuce
magicznejniewieleustępującyswemuwujowi.Samnigdyniepojawiałsięw
pałacu–rozumiał,żenacudzymterytoriumniemażadnychszans.Zresztą,z
tegosamegopowoduKreoldotejporyniepojawiłsięuTroya,bywyjaśnić
wszystkotwarząwtwarz–wdomumaga,gdziewszystkieścianysą
przesiąknięteochronnymiczarami,bardzotrudnojestgozwyciężyć.Ale,
oczywiście,takżeposyłałwrogowichmaryprzekleństwiróżnychpotworów.W
zeszłymroku,prawiezatryumfowałnadTroyemostatecznie,gdynasłałnaniego
okropnegostwora,któregopełnetrzymiesiącehodowałwnajgłębszejpiwnicy.

background image

Tyledobrego,żewtedyprzezdłuższyczasniebyłożadnychnieprzyjemnych
niespodzianek.

ArtodiArtedianniebyliobecniprzynarodzinachtejnienawiści–wszystko

zaczęłosięprawiepółwiekutemu,aleopowiedziałimotymSze-Kemsza–
najstarszyniewolnikwdomu.Służyłjeszczeojcugospodarza,aminęłojuż
sześćdziesiątlatodchwilijegośmierci.Twierdził,żeprzedtemKreoliTroynie
przyjaźnilisię,aleniebyliteżwrogami.Nawetodwiedzalisięnawzajemod
czasudoczasu.Iodjednejztakichwizytwszystkosięzaczęło.

Troy,wprzeciwieństwiedoKreola,byłrozpustnikiem,ipodczasgdywtedy

jeszczeniearcymag,apoprostumistrzKreolutrzymywałparęnałożnic,onmiał
ichkilkaset.Przyczymzmieniałjebardzoczęsto–ogromnafantazjamłodego
nekromantysprawiała,żejegokochankiginęływzastraszającymtempie.

PewnegorazuwpadłdoSzachszanorpodczasnieobecnościgospodarza.Jak

jużwspomniano,niebyliwtedyjeszczewrogami,dlategoTroyasłużbaprzyjęła
jakgościa,robiącwszystko,abyczułsiędobrze.Niestety,gdymagzjadłsuty
obiadidobrzegopopiłwinem,wpadłamuwokojednazniewolnic.

GdybywdomubyłKreollubchociażbyzarządca,udałobysięzapobiec

nieszczęściu.Aleniktinnynieodważyłsiępowstrzymaćmaga,któryzapragnął
zabawićsięzniewolnicą.Troyspędziłzniąokołopółgodzinyiwychodząc,
wesołooznajmił,żezniszczyłniecowłasnośćswegokrewnegoitowarzyszaz
Gildii,alenietrzebasięmartwić,on,Troy,zostawiłwzamianzapłatę–całą
garśćzłotychjechrów.Żadenzniewolnikówniezaniepokoiłsię–byłoto
powszedniezdarzenie,azapłatatrzykrotnieprzewyższaławartośćniewolnicy,
nawettakiejślicznotki,jaketiopskatancerka,którąTroy„niecozniszczył”.I
wszystkominęłobybezecha,gdybynie...

GdybyniebyłatoulubionaniewolnicaKreola.Gdybynieto,żenosiłapod

sercemdzieckoprzyszłegoPierwszegoMaga.Gdybynieto,żeokrutnyi
wybuchowymagbodajżejedynyrazwżyciukogośpokochał...

GdyKreolwróciłdodomuizobaczyłto,cojeszczewczorajbyłoprzepiękną

kobietą,wpadłwtakiszał,żezniszczyłpołowęwłasnychmurówobronnychi
zabiłokołotrzydziestuniewolników.Napadjeszczesięnieskończył,amagjuż
leciał(dosłownie)doHesziby–pałacuTroya,żebytamkontynuowaćdzieło
zniszczenia.Wtymmiejscunależydodać,żewtymczasieKreolBYŁJUŻ
jednymznajsilniejszychmagówSumeru,aTroyJESZCZENIE.

Następnegodnia,gdyTroywróciłdodomu,tymrazemondoznałszoku.Z

jegopałacu(zresztąznaczniemniejszego,niżpałacKreola)zostałytylko
dymiącezgliszcza–Kreoldosłowniezdmuchnąłkamiennąbudowlęjakpuch

background image

ostu.Przyżyciuniezostałanijedenniewolnik,anijednanałożnica–wszyscy
zginęliodogniaibłyskawicrozwścieczonegomaga.Jednakże,gdyTroyznalazł
ciałoswegodziesięcioletniegosyna...Nieszczęsnedzieckozostałoutopionew
wanniezroztopionymzłotem,awustaKreolwsunąłmumaleńką,glinianą
tabliczkęzesłowami„Mamnadzieję,żezapłatajestwystarczająca?”

Trzebaprzyznać,żeKreolbardzoszybkozacząłżałowaćswojegopostępku,

anawetzłożyłprzebłagalnąofiaręnaołtarzuIsztar–dotegodniamagniezabił
żadnegodziecka.Atenchłopiecniebyłzwykłymdzieckiem,leczczłonkiem
jednegoznajznamienitszychrodówImperium–jegowłasnego.MłodyEchta
byłprzecieżtakżekrewnymKreolai,wprzeciwieństwiedoswegoojca,niczym
niezawinił.Alenicsięjużniedałonaprawić.OilezazburzonąHeszibęi
zabitychniewolnikówKreolmógłzapłacićwykup(zabicieniewolnikaw
starożytnymSumerzeuważanozadrobneprzestępstwo,odpowiadające
zniszczeniucudzejwłasności),tośmiercisynaTroyniewybaczyłbymuza
żadneskarby.Młodszymagznienawidziłkrewniakapokresswoichdni–ajuż
cojakco,alenienawidzićczłowiektenpotrafiłjakniktinny!OdtegodniaTroy
żyłtylkomyśląozemście.

Oczywiście,nierzuciłsiębezmyślniedoataku–Troyniebyłgłupcemi

rozumiał,żedalekomudoumiejętnościKreola.ZniknąłzSumerunablisko
trzydzieścilat.Niewiadomo,gdziegonosiłopoświecieprzeztyleczasu,ale
wróciłjużjakoarcymagibardzoszybkozająłpoczesnemiejscenadworze
imperatora.MniejwięcejnarokprzedjegopowrotemKreolzostałPierwszym
MagiemiTroynatychmiastrozpocząłintrygi,starającsięwygryźćbyłego
prawie-przyjaciela,aobecnienajwiększegowrogazlukratywnegostanowiska.

PodczasspotkańwwieżyGildiiKreoliTroykłanialisięsobieuprzejmie,

kryjączafałszywymiuśmiechamizwierzęcąwściekłość.Jednakżepopowrocie
dodomunatychmiastzaczynaliintrygować.SzczególniestarałsięTroy–w
ciągudwudziestulatKreolmusiałwykończyćtylunajemnychzabójców,że
starczyłobyichnaniewielkąarmię.Byływśródnichnajrozmaitszeistoty–od
zwykłychludzipopotężnedemony.ArtodiArtedianszczególniedobrze
zapamiętaliZom-Hokob–wstrętnegostwora,podobnegodozniekształconego
kalmarawielkościczterechsłoni.JakTroyowiudałosiędogadaćztym
potworem,niewiadomo,alewzeszłymrokuwyszedłzEufratuilądemdoszedł
dosamegoUr.Gigantwaliłwmurobronnyprawiedwiedoby,awtymczasie
Kreolwylewałnaniegosetkiniszczącychzaklęć.To,cowkońcuzostałoz
potwora,możnabyłozmieścićwpudełku.

Alewszystkotobyłyzwykłe,codzienneproblemy–KreolibezTroyamiał

background image

dośćwrogów,przyczymniewszyscyznichbyliludźmi.DemonEligor,na
przykład,nabrałzwyczajupojawianiasięwpałacubezzaproszeniarazlubdwa
razywmiesiącu,żebyprzypomniećojakiejśstarejumowie.Zakażdymrazem
potakiejwizyciePierwszyMagwściekałsięiniszczyłmeble,apotemdługobił
głowąwścianę,ajegotwarzwyrażałabezsilnązłość.

DziśKreolrównieżmiałgościa,aletymrazemmiłego.Mag,ubranyw

hartowanątunikęiturkusowypłaszcz,zogromnąskórzanątorbąwiszącąjak
zwyklenalewymramieniu,spacerowałpomurachwtowarzystwieczarującej
jasnowłosejdamywśnieżnobiałejszacie.Jejgłosbrzmiałjakpięknamuzyka,a
śmiech–jakbrzęczeniedzwoneczków.Widaćbyło,żeniejestzwykłą
śmiertelniczką–chociażbydlatego,żeweszłanieprzezbramę,apoprostu
pojawiłasięznikąd.

Dwójcetejstaletowarzyszył„ogon”wpostaciosobistegodżinnapana–

Hubaksisa.Całasłużbanieprzestawałasiędziwić,jakpanmożeznosićtakie
nadętenic.WobecKreolabyłpokorny,alewobecsłużbyzachowywałsiętak,
jakbycałySzachszanornależałdoniego.Aprzecieżdżinnbyłtakimsamym
niewolnikiemjakonisami!

–Posłuchajswegodżinna,mójprzyjacielu–doradziładamadźwięcznym

głosem,czuleuśmiechającsiędomrocznegostarca.–Jegopomysłtonasza
jedynanadzieja.

–OpuścićSumer?!–zazgrzytałzębamimag.–PorzucićfunkcjęPierwszego?

ZostawićmojąGildię?Mójpałac?Wszystko,comam?Najpiękniejsza,
oszalałaś!

Ochroniarze,słysząckażdesłowo,zaczęlizoburzeniemprzewiercać

wzrokiemplecypana.Kreolbyłcałkowiciepozbawionytaktu–nawetz
imperatoremrozmawiałtak,jakbytenbyłjednymzjegoniewolników.Aco
najdziwniejsze,NajjaśniejszyLugalbandaznosiłto!Młodymonarcha,który
zająłmiejsceojcaniedalejniżwzeszłymroku,odnosiłsiędoPierwszegoMaga
zniebywałącierpliwością,uważając,żecoprawdazgłupiałnastarość,ale
kiedyśwyświadczyłtronowiSumerukilkaprzysług.Oilewdrugiejsprawie
miałrację,otylewpierwszejmyliłsięcałkowicie...

–Totyoszalałeś.–Przepięknadamacierpliwiepokiwałagłową.–Jeślinie

posłuchaszmojejrady,jużniedługoniebędzieszmiałanipałacu,aniGildii.
Czepiającsiętychzłudnychdóbr,ryzykujeszutratąnajważniejszego!Jesteśjuż
niemłody,mójprzyjacielu,aumowa,którątakniebaczniezawarłeś,dokładnie...

–Pamiętam!–zazgrzytałzębamiKreol.–OPotężnyToporze,bardzodobrze

pamiętam...Niemagodziny,bymtegoniewspominał!Alemusibyćjakieśinne

background image

wyjście!

–Niema–odparłakobietabezlitośnie.–Acoz

NASZĄ

umową?Amożesię

rozmyśliłeś?

–Rozmyśliłem?!Jasięrozmyśliłem?!–parsknąłstarzec.–Najpiękniejsza,

niezrezygnujęztegoplanu,nawetjeślizaproponująmiposadęibnShaggatha!

–Noi...?–popatrzyłananiegozkpiną.
–Nowłaśnie!JakmamTOosiągnąć,jeśliusnęnastoekcji*?!

[

*ekcja–

sześćdziesiątlat(przyp.autora)]

–Ajakmaszzamiarosiągnąćto

TERAZ

?–złośliwieuśmiechnęłasię

rozmówczynimaga.

Kreolzmrocznymwyrazemtwarzypogładziłkędzierzawąbrodę.Wyglądało

nato,żenierobiłjeszczeżadnychplanów–wkońcunajważniejszejestzacząć,
aresztawrękachbogów.

–Uwierzmi,przyjacielu,żeterazniemamynajmniejszejnawetszansy.Co

możeszprzeciwstawićobecnemuLengowi?Armięimperatora?Aczymłody
Lugalbandapozwoliwysłaćswoichżołnierzyniewiadomogdzie,tylkowimię
twojejambicji?Gildięmagów?Większośćjejczłonkówtoalbo
młodzieniaszkowie,którzyjeszczeniewielepotrafią,albozgrzybiali,
zdziecinnialistarcy.Niemawśródnichnikogo,ktochoćczęściowobyci
dorównywał,acinieliczni,którzymogąstawićciczoła...naprzykład,ten
Troy...

–Troy?!–Kreolwrzasnąłtak,żeprzestraszeniochroniarzeodsunęlisię.

Zazwyczajpotakimkrzykunastępowałwybuchniekontrolowanejmagii.Jednak
nieznajomawcalesięnieprzestraszyła;bezwzględunato,kimbyła,Kreolnie
budziłwniejstrachu.–LepiejniechmniezjedząStworyzLenguniżmiałbym
pracowaćztympomiotemrobakaihieny!DzielićsięzNIM?!

–Samwidzisz,mójprzyjacielu?Azilomainnymi,silnymimagamizwaszej

Gildiizgodziłbyśsiępodzielić?Czyjesttamktośpożyteczny?Taki,naktórym
możnapolegać?Podaszchociażjednoimię?

Kreolzmarszczyłbrwi,rozmyślałprzezchwilę,apotemwestchnąłze

smutkiem.

–He-KeliSzamszuddinnieżyją.Hirorozstałsięztymświatem,Mei’Knoni

zaprzedaładuszęLengowi.PozaniminiemawtejprzeklętejGildiinikogo,
komubymufał...

–Jakwtakimraziezamierzaszdziałać?Możedogadaszsięzdżinnami?

WielkiChanostrzysobienaciebiezębyodczasu,gdyporwałeśmutonędzne
nic,przezpomyłkęzwanedżinnem...

background image

Usłyszawszyostatniezdanie,Hubaksisfuknąłobrażony,alenieośmieliłsię

zaprotestować.Cowięcej–podfrunąłwyżej,apotemcałkiemzniknąłw
bezchmurnymniebie.Kreolniezbytlubił,gdydżinnpodsłuchiwałjego
rozmowyztymakuratgościem.

–MyślałemoumowiezHwitaczi...–ostrożniezauważyłKreol.
–Tegotylkobrakowało!Tojakbyśzamieniłhienęnalwa!Hwitaczinicnie

obchodzinaszświat,alejestterazsilnyjaknigdy!Jeśliichzaprosisz,najpierw
zjedząLeng,anas–nadeser!Jakmyślisz,codostaniemytyija,gdyprzezLeng
przetoczysięZielonyOgień?

–PrzecieżMardukjakośdałradę?–zmrużyłoczyKreol.
–Niestety,niejesteśMardukiem–uśmiechnęłasięrozmówczyniironicznie.

–MardukbyłNajwyższym,atyjesteśtylkoarcymagiem.Mardukmiał
pięćdziesiątEmblematów,atymasztylkożałosnegodżinna.Mardukmiał
ogromnąarmię,atyjedynieniewielkioddziałstrażyigarstkęposłusznychci
demonów.MardukiemopiekowalisięwszyscybogowieDziewięciuNiebios,a
tobiepomagamtylkoja.

Kreolpoczułsię,jakbyktośmunaplułwtwarz.Bezsilniezgrzytnąłzębami,

nieśmiejącpodnieśćoczunatę,którąnazywałNajpiękniejszą.

–Chceszprzeztopowiedzieć...–wykrztusiłztrudem–...żegdyminiesto

ekcji,będęmiałtowszystko?Ciekawe,skąd?

–Oczywiście,żenie–uśmiechnęłasiędama.–Ale,popierwsze,uwolnisz

sięodkontraktuzLengiem.Topierwszyplus.Podrugie,takdługisenzrobi
dobrzetwojemuciału,umysłowi,anawetduszy–szczerzemówiąc,teraz
całkiemmisięniepodobasz.

–Atodlaczego?!–natychmiastwyszczerzyłsięKreol.
–Zaszybkosiędenerwujesz.Zbytniawybuchowośćjestszkodliwa–ostro

wytknęłamurozmówczyni.–Aśmierćizmartwychwstanieoczyszczająduszę–
któżmożetowiedziećlepiejodemnie?Alecałątęzawieruchęrozpoczęłam
przedewszystkimdlatego,żeLengjestterazzasilny.Odkądmój...Marduk
zapieczętowałprzejście,Azatothipozostalibardzoosłabli,aleciąglejeszcze
pozostałowielezichpoprzedniejmocy.Zbytdużojaknanasdwoje.Całyczas
robiąsięcorazsłabsi,mójprzyjacielu,corazsłabsi.Powoli,alenieodwracalnie.
Niestety,jesteśśmiertelny,niesądzę,byudałocisiędożyćczasów,gdyosłabną
natyle,byśmymoglirzucićimwyzwanie.Alejeślipostąpiszzgodniezradą
swegodżinna...Muszęprzyznać,żeczasemnawettakienicmożebyć
pożyteczne.

Kreolzamyśliłsięgłęboko.Wcaleniechciałporzucaćwszystkiego,co

background image

zgromadziłtutajprzezdziewięćdziesiątlat.Szachszanor,pałacjegoojców,
chociażczterokrotnieodbudowywanyodpodstaw,byłjednakjegoprawdziwym
domem.Kreolurodziłsięwnimiwychował,przeżyłtuwielelat.

–Stoekcji...Todługo...–westchnął.
–Niesto,atylkoosiemdziesiąttrzy–poprawiłagodama.–Niemapowodu,

byśspałażtakdługo–możesięzdarzyć,żeprzeztenczasumręnawetja.
Okres,wymienionywtwoimkontrakcie,jestwpełniwystarczający.

–Mimowszystko,tobardzodługo.Światbardzosięzmieni...Wszyscy,

którychznam,umrą...prawiewszyscy.Będęsam...całkiemsam...

–Adlaczegomiałbyśniezabraćzesobątegojednookiegostworzenia,które

takobrzydliwiesięślini,widzącmniebezodzienia?

–Ajza-Szi?–zdziwiłsięKreol,ztrudemprzypominającsobieimięswego

niewolnikakąpielowego.

Opróczkąpielowych,magbyłjedynąosobą,jakamiałamożliwośćzobaczyć

przepięknegogościanago.Ajza-Szizostałpozbawionymęskiejdumy,zanim
jeszczezacząłsięnadobrerozwijać.Dotegorzeczywiściebyłjednooki.–Do
czegomożemisięprzydać?

–Nie,przyjacielu,oczywiścieniemiałamnamyślitegobezmózgiego

eunucha.Mówiłamotwoimdżinnie.NazywasięHubaksis,nieprawdaż?

–A,on...–Kreolskrzywiłsię.
Magsamniepojmował,dlaczegodotejporyniepozbyłsięHubaksisa.

Korzyści,jakieprzynosił,byłyniewielkiewporównaniuzumiejętnością
doprowadzanialudzidobiałejgorączki.KażdynamiejscuKreoladawnojuż
odprawiłbydżinnazpowrotemdojegoświata,naspotkaniezwyrokiemśmierci.
WtensposóbpogodziłbysięteżzWielkimChanem–lepiejniemiećzawroga
władcydżinnów.

–Niezajmiedużomiejsca–uśmiechnęłasięNajpiękniejsza.–Nietrzeba

będzienawetuwzględniaćgowzaklęciu.Dżinnypotrafiąsamodzielnie
pogrążaćsięwśpiączce.

–Wiem.–Kreolzmarszczyłsięzniezadowoleniem.–Dobrze,zrobiętak,

jakmówisz.Sądzę,żetrzebabędziezbudowaćgrobowiec...porządny
grobowiec...

–Najważniejsze–

SEKRETNY

grobowiec!–surowozauważyładama.–

Będzieszmusiałdobrzesiępostarać,abyochronićgoprzednieprzyjaciółmi!W
tymwzględziepolegamnatobie,wtwoiminteresieleży,aby...

–Panie,alarm!!!–wrzasnąłArtod,rzucającwgórękrótkioszczep.
Kreoluniósłgłowęizjegopalcówwystrzeliławmgnieniuokaoślepiająca

background image

błyskawica.Wpowietrzumiotałosięzpółsetkistworówprzypominających
ogromnegargulce.Miałyciemnobrązowąwężowąłuskę,pyskinieco
przypominającelwie,błoniasteskrzydła,aichłapywyposażonebyływ
sierpowateszpony.Jeszczeprzedsekundąnicniezapowiadało
niebezpieczeństwa–pojawiłosiędosłownieznikąd.

–Kimkarowie!–warknąłKreol,podnosząclaskęiaktywującjakieśzaklęcie.

–Towszystko,nacocięstać,Troyu?Podnieśćtarcze,odsłonićkryształy,
wypuścićpłanetników!

ArtodiArtedianposłuszniepomknęliwykonaćpoleceniapana.Dżinn

HubaksispojawiłsięobokKreola,dostałpołbieodrozzłoszczonegomagai
znowuzniknął.

Kimkarowieszybkozorientowalisięwsytuacji,zbilisięwciasnągromadęi

pomknęliprostonaKreola,wystawiającdoprzodumorderczepazury.
Najpiękniejszacofnęłasiękilkakroków,nierobiącnic,bypomócarcymagowi.
Tenzresztąnieprzejąłsiętymzbytnio–zlaskiKreolawystrzeliłajeszczejedna
błyskawicaijedenzkimkarówupadłgdzieśzamuremzdzikimwrzaskiem.Ale
pozostaliuderzyliprostonaKreola.

Uderzyliiodbilisię.Nachwilęprzedtym,jakpazurykimkarówdosięgły

maga,otoczyłgopomarańczowyblaskBłyszczącejZbroi.Stworyzawyłyzbólu
iznowuwzbiłysięwyżej,gdziejeszczejednegodoścignęłabłyskawicaKreola.

Kimkarowierazzarazemstaralisiędosięgnąćcelu,alewciążnapotykali

BłyszczącąZbrojęiodlatywalizwrzaskiem.Tymczasemnawszystkichpięciu
wieżachpojawiłysiędużeromboidalnekryształy,apośrodkudziedzińca
otworzyłsięogromnykwadratowyluk.

–Zabićwszystkich!–rozkazałKreol,wyjmującztorbyopasłypergaminowy

tomwokładcezzaśniedziałejmiedzi.–Pokażęwam,gdziepieprzrośnie!

Kryształywystrzeliłyjednocześniewmiotającychsiękimkarów

jasnozielonymipromieniami.Dwastworzeniaspadły,upieczonejakszaszłyki.
Wśladzapierwsząsalwąnastąpiładruga,potemtrzecia...

Zotwartegolukuwyleciałodziesięćstworzeńniewiadomejpostaci.

Niewiadomej,gdyżkażdeznichotaczałaniewielkachmuraburzowa,asami
płanetnicypozostawaliniewidzialni.Stworzeniawmilczeniurzuciłysięna
kimkarówidwastadazmieszałysię.Skrzydlatebestierozrywałypłanetników
pazurami,natomiastpłanetnicyatakowalikimkarówprądem.

–Ot,jest!–zwycięskokrzyknąłKreol,znalazłszywksiędzezaklęcie,

któregoszukał.–No,Troyu,czekacięniespodzianka...
Kimkarowie,kimkarowie,poddaniAgni-boga

background image

Bogawaszegochwalę!
Niechkrzycząkimkarowie,pożerającykimkarowie!
Przyjmijmojąofiarę,Agni!
Kimkarowie,kimkarowie,poddaniAgni-boga,
Kruszęwasząwolę!
Niechkrzycząkimakarowie,demonicznikimkarowie!
Przyjmijmojąofiarę,Agni!
Kimkarowie,kimkarowie,poddaniAgni-boga
Podporządkowujęwassobie!
Niechkrzycząkimkarowie,pożerającykimkarowie!
Przyjmijmojąofiarę,Agni!

PrzykażdymzdaniuKreolrozsypywałwpowietrzubiałyproszek,poktórym

pozostawałytęczowebłyski.Gdytylkowymówiłostatniesłowozaklęcia,
kimkarowie,jaknarozkaz,zakończylibitwęzpłanetnikami,akryształywróciły
naswojepoprzedniemiejsca.Ocalalikimkarowieprzysiedlinamurzeipokornie
zgromadzilisięwokółKreola,patrzącegonanichznieukrywanąironią.

Zostałoichniewieleponadtrzydziestu.TrzechzginęłoodbłyskawicKreola,

dziesiątkęzniszczyłypromienieochronnychkryształów,apłanetnicyzabili
jeszczepięciu.Zresztąpłanetnikówteżzostałotylkosiedmiu.

–Komusłużycieteraz,kimkarowie?–zapytałdrwiącoKreol.
Kimkarowienieumielimówić,amagświetnieotymwiedział.Alepatrzyli

naniegowzrokiemtakpełnymoddania,żekażdygłupidomyśliłbysię,komu
terazsłużą.

–Udaciesięterazdoswegopoprzedniegopana!–rozkazałKreol.–

Zachowujciesięjakbynigdynic.Udawajcie,żejesteściemuoddanitaksamo
jakprzedtem.Agdytylkonadarzysięokazja–zabijciego!

Kimkarowiezatrzepotaliskrzydłami,wzbilisięwpowietrzeizniklizcichym

świstem.PochodzącezdalekichIndiidemonywolałypokonywaćduże
odległościnienaskrzydłach,a...winnysposób.

–Noijak,Najpiękniejsza?–zdumązapytałKreol.–Możnamiećzemnądo

czynienia?

–Naprawdęsądzisz,żetegłupiestworysąwstaniewykonaćtakzłożony

rozkaz?–Pokiwałagłowązniedowierzaniem.

–Oczywiście,żenie!AlezapewniąTroyowikilkanieprzyjemnychminut,a

mnieniczegowięcejniepotrzeba.Jeślinawetudamusięzpowrotemjesobie
podporządkować(wcoosobiściewątpię),więcejichdomnienieprzyśle.Nie,
Najpiękniejsza,Troywymyślicośnowego.

background image

Kreolwychyliłsięponadzwieńczeniemmuruizprzyjemnościąpopatrzyłna

walającesięwdoletrupykimkarów.Wyglądałyniezbytreprezentacyjnie–
poczerniałe,zwęglone.Mniejwięcejwcałościostałsiętylkojeden–zabityjako
pierwszyoszczepem.Nawetzwykłyniewolnikbyłwstaniezabićjednegoztych
pół-demonów.

–Kimkarowie...–mruknąłKreolzpogardą,patrzącnatrupa.–Wpojedynkę

niesąwarciwięcejniżtenzłamanyoszczep.Alekiedyzbiorąsięwstado...

–Nacoliczyłten,ktoichposłał?CzyżbyTroymiałnadzieję,żeudamusię

cięzabić,mójprzyjacielu?

–Oczywiście,żenie!–obruszyłsięmag.–Żeby

MNIE

zabić,trzebabyco

najmniejpięćtakichstad...chociażnie...ZaklęciePodporządkowaniadziałatak
samonajednego,jakinatysiąc–bezwzględunaliczbę,wszystkichczekałby
takisamlos...O,coinnegogdybytobyłyróżnedemony...TydzieńtemuTroy
nasłałnamnieredehora,przednimbyłkrwawygolem,jeszczewcześniej
zjawiłosięstadowirików,awzeszłymmiesiącuzabójcazTa-Kemet,
wierzchemnaogromnymgryfie.JeślibyTroyposłałichwszystkichnaraz–
wtedy,byćmoże...

–Dlaczego,wtakimrazie,niezrobiłtegodotejpory?–Najpiękniejsza

uniosłabrwi.

–Ztegosamegopowodu,coija.–Kreolwzruszyłramionami.–Jesteśmyz

Troyemzaciekłymiwrogami.Nicniezyskanamojejśmierci...

–OprócztytułuPierwszego.
–Toprawda–zasępiłsięmag.–Toprawda,żechcetego...aletonieważne.

Najważniejsze,żeobajchcemyzabićwrogaOSOBIŚCIE.Przyjdzieczas,gdy
spotkamysięwpojedynkutwarząwtwarziwtedygozabiję...

–Wtakimrazie,pocotowszystko?–Najpiękniejszawskazałanatrupy.
–Wywiad.Obwąchujemysięnawzajem,szukamysłabychmiejsc...Wiedzao

przeciwnikutopołowazwycięstwa.Dotegokażdypotwór,któregowysyłam
przeciwkoTroyowi,niecogoosłabia...

–Więctotak?Ate,któreonwysyła...osłabiająciebie,mójprzyjacielu?
–Mnie?!–Kreolzaśmiałsię.–Ależskąd!Tocomnieniezabija,tylkomnie

wzmacnia,Najpiękniejsza!Wkońcujestemmagiem!

Damauśmiechnęłasięironicznie.PrzezkilkasekundKreolpatrzyłnajej

uśmiech,nicnierozumiejąc,apotemdotarłdoniegokompletnybraklogikiw
tymwywodzie.

–NałonoTiamat...–wymamrotał,rozzłoszczony.–Zresztą,nieważne.Wolę

walczyćzgodnymprzeciwnikiem.ONajpiękniejsza,jesteśmyzTroyem

background image

wrogamiodtylulat...NaMarduka,gdyopuszczęSumer,będziemibrakowało
tejwojny!Nigdybymniepomyślał...

–Takwięcpowziąłeśdecyzję,mójprzyjacielu?–niecierpliwieprzerwałamu

dama.–Będzieszbudowałgrobowiec?

–Trzebabędzie...–Kreolznowusięzachmurzył.–Alenierozumiem,do

czegojestemciwogólepotrzebny?Czyżbybogombrakowałowojowników?
CzemuówżeMarduksięnienadaje?

–Samdopierocoodpowiedziałeśnatopytanie.–TwarzNajpiękniejszej

pokryłcień.–Mamytesameproblemy,comagowie–nacudzymterytorium
jesteśmyniewielewarci...Nawetgorzej.WLengubyłabymsłabszaodzwykłej
śmiertelniczki,aYog-SothothutracisiłęwDziewięciuNiebiosach.Dlatego
właśniebogowiewykorzystujązwykłychśmiertelników,takichjakty,mój
przyjacielu.DemonyLenguzwróciłysiędoznanegociskądinądAzatotha,a
DziewięćNiebioszkoleioddałoswójloswręceMardukaPotężnegoTopora.I
jeden,idrugispełniliswezadania,alepotemsamizamienilisięwbogówi,
paradoksalnie,stalisięnieprzydatni.Dlategoterazpotrzebujęciebie.Zgadzasz
się?

Widaćbyło,żeKreoljestzadowolony.Wkońcuuzyskałodpowiedźna

najtrudniejszepytanie–dlaczego?Dlaczegobogowienierozwiązująsami
swoichproblemów,tylkociągleprosząopomocśmiertelników?Oczywiście,
świetnieznałodpowiedź,alebardzoważnebyłodlaniego,abyusłyszeć
potwierdzeniezustbogini.

–Zgadzamsię,Najpiękniejsza.–Wykrzywiłtwarzwdziwnymgrymasie.
–Todobrze.Oto,cocipowiemwtakimrazie:musiszzachowaćwszystkow

najgłębszejtajemnicy.Niewolnikom,którzybędąbudowaćschron,utnijjęzyki,
apozakończeniubudowyzabijich.Najlepiejwykorzystaćcudzoziemców,
którzyniemająwSumerzeanirodziny,aniprzyjaciół.Niewciągajdotego
demonówidżinnów–niemagwarancji,żezachowajątajemnicę.Wogóle,
podczasbudowyniekorzystajzmagii–mogącięwyczućwrogowie.Samnie
zbliżajsiędotamtegomiejsca,ażdoostatniejchwili–niechżadnażywaistota
niewie,żesiętymzajmujesz.OtulgrobowieczaklęciemNajwiększegoUkrycia
–wiem,żeprzyjdziezaniedrogozapłacić,aledajenajlepszągwarancję
bezpieczeństwa.

–Myślę,żezbudujęgo...
–Niemównawetmnie!–przerwałamuNajpiękniejszagwałtownie.–W

ogóleniewymawiajtejnazwygłośno!Niebierzzesobązbytwielurzeczy.
Tylkoto,bezczegoniemożeszsięobejść.Agdyobudziszsię...myślę,żenieda

background image

sięobliczyćdatytwegoprzebudzeniazbytdokładnie,dlategonawszelki
wypadekwyznaczniecodłuższyokres–żebyostatecznierozwiązaćumowęz
Lengiem.Zapierwsząpołowęnaszegoplanuwcałościodpowiadaszty.Nie
będęcięszukać–sammnieznajdziesz,gdyzbudujeszkocebu.Ikoniecznie,po
przebudzeniu,zróbwywiadwLengu–jakwiesz,mniejesttamwstęp
wzbroniony!

–Myślę,żepoczekamnarozpoczęcieświęta,tegoobchodzonegocotrzylata

–powiedziałKreol.–Postaramsięobudzićnamiesiąc–półtoraprzedkolejnym
terminem.Będęmógłwtedysiętamdostać,niebudzącpodejrzeń.

background image

Rozdział2

PoprzybyciudowielkiejdolinyInkwanokVanessanatychmiastpożałowała,

żetakbezzastanowieniauparłasiętowarzyszyćKreolowi.Alebyłojużza
późno,żebysięwycofać–nawetgdybymagmógłwysłaćjąsamądodomu,w
coVanessaszczerzewątpiła,bezwątpieniastraciłabydużowjegooczach.A
tego,niewiadomodlaczego,strasznieniechciała,więcgrałabohaterkę,chociaż
kolanazdradzieckouginałysiępodnią.Otaczającyichkrajobrazukażdego
wywołałbytakiesameodczucia.

PrzybyszomukazałosięnieboLengu:martwoczarne,bezgwiazd,odczasu

doczasuprzecinałyjetylkojakieśszkarłatnebłyski.Niewiadomoskąd,Vanod
razuzrozumiała,żetowcaleniejestnoc–tutajniebozawszetakwygląda.Nie
byłoaniśladuSłońca.Byłzatoksiężyc–itoniejeden,adwa.Duże,
krwawoczerwoneidziwniesymetrycznierozmieszczonenanieboskłonie,
wyglądałyjakzłeoczyspoglądającezwysokanamartwą,pustąprzestrzeń.

Opróczksiężyców,bladegoświatładostarczałotakżemnóstwogłucho

pomrukującychwulkanów,zajmującychcałąwidocznąażpohoryzont
przestrzeń.Vanodrazunaliczyłasiedem,azanimiwidaćbyłonastępnei
następne–niebyłoimkońca.Niewykazywałynajmniejszejochotydoerupcji,
alewygasnąćteżnajwyraźniejniemiałyzamiaru–tliłysięjakwęglewognisku.
Vanspróbowaławyobrazićsobie,cobysięstało,gdybywszystkiejednocześnie
zaczęłyplućogniemizrobiłojejsiętrochęniedobrze.

Ziemiępokrywałagęstawarstwaśnieguzmieszanegozpopiołem.Ta

niezwykłamieszaninawyglądałafatalnie,awdotykubyłarównie
nieprzyjemna.NajwyraźniejpoczątkowowLengubyłozimniejniżna
Antarktydzie,aleniebyłotoodczuwalnezpowoduwulkanów.Wefekcie
temperaturaprzywodziłanamyślwczesnąwiosnęlubpóźnąjesień.Raczej
jesień–ukoronowaniemwszystkichurokówLengubyłpadającycochwilę
drobnydeszczyk.Ogólnieatmosferapanowałatamobrzydliwa–wpędziłabyw
trwałądepresjękażdego,ktopomieszkałbywtymświeciedłużej.Sprzyjały
temuszczególnieludzkiekości,którewogromnychilościachwalałysiępod
nogami.Gdzieniegdziecałkiemzakrywałytakzwanypopiołośniegczyteż
śniegopopiół.

–Ionijeszczeorganizująświęto?–Vanessazniedowierzaniem

background image

wytrzeszczyłaoczy.–Zjakiejracji,pytam?

–Uwierz,Van,niematamanikrztyradości–głośnoroześmiałsięHubaksis.

–Mójojczystyświattrudnonazwaćmlekiemimiodempłynącym,alew
porównaniuzLengiemtopoprostuziemiaobiecana...

–Igdzieodbywasięta...impreza?–spytałaVan,podejrzliwiepatrzącna

niegospodoka.–Tylkoniemów,żetutaj!

–Odbywasiętam,gdziezawsze:wOnyksowymZamkuKadath–wyjaśnił

Kreolposępnie.

–Agdzieonjest?
–Tam,zatąogniowągórą.
VanpodążyławzrokiemzapalcemKreola.Magwskazywałnanajdalszy

wulkan–ten,któryledwiebyłowidaćnahoryzoncie.

–Chceszpowiedzieć,żepójdziemytampieszo?Możebyśtrochę

poczarował?Latającydywanalbocośtakiego?

–Wyjdąponasiodstawiąnamiejsce.–Magmachnąłręką.
–Lepiejjużposzlibyśmynapiechotę–niewesołozachichotałdżinn.–Patrz,

panie,jużnaszauważyli!

–Widzę!–odburknąłKreol.
Vanpodążyłazaichwzrokiemiztrudemzłapałaoddech–dosłownietuż

nadjejgłowąmachałoskrzydłamiokropnestworzenie,podobnedowstrętnej
zniekształconejmałpyzniewiarygodniedługimipazurami.Nacałymciele
potworaniebyłonawetjednegowłoska,pokrywałajeskórabarwyatramentu.

–PtakLengu–oznajmiłKreol.–Zwiadowca.Zarazponasprzybędą.
–Kto?
–MizerniJeźdźcyNocy–oznajmiłHubaksiszprzekonaniem.–Jedenalbo

dwóch...Lepiej,żebyjeden–nielubięich.

MizernyJeździecNocypojawiłsiępookołodziesięciuminutach.Byłsam,

alejednegoitakstarczyłoażnadto.Niewiadomo,dlaczegostworzenieto
nazwano„mizernym”.Przypominałzwykłego,chociażniezbytwysokiego
człowieka,alezatodośćmocnejbudowy,barczystegoikrępego.Oprócztego
miałgarb,wybrzuszającysiętrzydzieścicentymetrównadgłową.Odczłowieka
stwórróżniłsięzielonymkoloremskóryiparądługich,zagiętychrogów
wyrastającychnaplecachzobustrongarbu.Byłodzianywcośwrodzaju
bezrękawnikaztkaniny,pozostawiającegoodkryteręceinogi,zatojegogłowę
skrywaładopasowanamaskazasłaniającacałątwarz,szyjęikark.Przez
szczelinęwidaćbyłotylkooczy–jasnoczerwone,bezśladuźrenicy.Przybyszw
ręcetrzymałbat.

background image

Bezwzględunato,jakprzerażającybyłsamjeździec,wierzchowiec

prześcignąłgopodtymwzględemodwiedługości.Zwierztenprzypominał
ogromnegopająkakosarzaoskórzewodcieniudelikatnegoróżu.Miałtylko
sześćnóg,zatokażdązakończonądługim,ostrympazurem,przypominającym
bardziejstalniżkość.Stwórniemiałoczuniwyodrębnionejgłowy–w
przedniejczęścitułowiaotwierałasiępoczwarnapaszcza.Wodróżnieniuod
większościzwierząt,zębysterczałyniezgóryizdołu,alepobokach,pysk
otwierałsięniepionowo,apoziomo.

–ToniejestJeździecNocy–rzekłzzaskoczeniemHubaksis.–To

PoganiaczNiewolników.Pewniedlatego,żejestnastroje.

PoganiaczNiewolnikówobojętniepopatrzyłnaVaniKreola,anastępnie

rzucił:

–Wsiadajcie.Czekająnawas.
Vanessaporazkoleinyzauważyładziwnezjawisko–rozumiałausłyszane

słowa,chociażdoskonalewiedziała,żedotądnieznałategojęzyka.Hubaksis
najwyraźniejzauważyłjejzmieszanie,boszepnąłjejdoucha:

–Podczasmagicznegoprzejściaznajomośćjęzykaotrzymujesię

automatycznie.Prawoprzyrody.

WsiąśćnapająkowategopotworabyłodlaVanessyczynembohaterskim.

Kreolmusiałdosłowniewrzucićjąnagrzbietstwora,przyczymPoganiacz
Niewolnikównawetpalcemniekiwnął,żebymupomóc–siedziałwmilczeniu,
odwróconydonichplecami.

Vanessajechałazzamkniętymioczami,przekonującsamąsiebie,żejedzie

nazwykłymkoniu,tyleżebezsierścii...zogromnąpaszczą.Wżadensposób
niemogłajejzapomnieć–ten„mustang”zbytniowyglądałjejnadrapieżnika.
Ażdziw,żepozwoliłsięosiodłać!

Jechałosięniewygodnie.Poczwarabyławystarczającoduża,byzmieściłysię

naniejtrzyosoby(Hubaksissięnieliczył),alekształtgrzbietuniezbytnadawał
siędojazdywierzchem.Trzebabyłorozłożyćnogiszerokojakdoszpagatu.
ByłatonajwidoczniejnaturalnapozycjaPoganiaczaNiewolników,aleVanessa
zmęczyłasięwmgnieniuoka.Dotegowyrastającezjegoplecówrogi
majaczyłyjejnadgłową,nieczyniącżadnejkrzywdy,aleporządniedenerwując.

Skądśzdalekadobiegłookropnemrożącekrewwżyłachwycie.Dźwiękbył

takgłośny,jakbygdzieśwmrokusiedziałgłodnywilkwielkościgóry.

–Na-Hag...–posępniewyjaśniłKreol,niezwracającsiędonikogo

konkretnego.–Pięćtysięcylattemutaksamowyłwswojejjamie.

–Nigdynieprzestawałwyć–nieoczekiwanieodezwałsięPoganiacz

background image

Niewolników.–ICthulhujakdawniejśpiwpodwodnymmieścieR’lyeh...

–AAzatothciąglejeszczeniemaciała?–Hubaksiszainteresowałsię

nowinami.

–Niestety,nie–odpowiedziałPoganiaczNiewolników.–Alewkońcuto

nastąpi,iwtedy...WtedyobudzisięCthulhu,uwolnisięNa-Hag,aYog-Sothoth
wyprowadzinasstąd!Iwtedy...!Wtedy...!

Prawdopodobnieuśmiechałsięteraz,alenicniebyłowidaćspodmaski.
–Cowtedybędzie?–niepewniewyszeptałaVan,starającsię,bynieusłyszał

jejstrasznyprzewodnik.

–Wtedyspełnisięichodwiecznemarzenie–taksamoszeptemodpowiedział

Kreol.–Prawdęmówiąc,poprzebudzeniubałemsię,żejużsięspełniłowciągu
tylutysiącleci...

–Acotozamarzenie?
–Oczywiście,podbićwaszświat...–cichutkozachichotałdżinn.–Kiedyś

wygnanoichstamtąd,więcterazśniąopowrocie.Awtedywam,ludziom,
będzieniewesoło...Nanastakżenapadali,aleszybkoichwygnaliśmy.

–MójBoże!–cichozawołałaVan,znienawiściąpatrzącnagarbateplecy

PoganiaczaNiewolników.

–Naszczęście,wielkiMardukdobrzeichzamknął–uspokoiłjąmag.–Jeśli

udamisięzakończyćto,cozacząłem,ichmarzeniepozostanietylkomarzeniem.

–AdlaczegonazywajągoPoganiaczemNiewolników?–jeszczeciszej

zapytałaVan,spoglądającukradkiemnazniekształconeplecysiedzącegoprzed
niąosobnika.NiewsłuchiwałasięwsłowaKreola.

–Możeszmówićnormalnie,onitaknierozumiepoangielsku.Po

sumeryjskuteżnie.Gdybyto

JEGO

wezwanodonaszegoświata,wtedyby

rozumiał...AnazywajągoPoganiaczemNiewolników,botojegozawód.

–Totusąniewolnicy?!–przeraziłasięVan.
–Itoilu!–roześmiałsięHubaksis.–Cowtymtakiegostrasznego?Jestich

tumnóstwo!Prawiewszyscytutejsimieszkańcy,zresztą...

–Leng,wprzeciwieństwiedonaszegoświata,prawiewcaleniezmieniłsię

przezwieki–powiedziałwzadumieKreol.–Minęłytysiącelat,atutajtego
nawetniezauważono.Panujetuściśleokreślonysystemkast–niewolnicy,
nadzorcyipanowie.Najwięcejjestniewolników,alesąsłabiigłupi.Wielunie
umienawetmówić...szczególnieshoggothy.Nienawidzęshoggothów!Kilka
razybuntowałysięprzeciwkoswympanom,alezakażdymrazemprzegrywały,
niestety...Nadzorcówjestmniejiteżsąpodzieleninagrupy.Najniższąwarstwą
sąptaki,którewidziałaś.Pamiętasz?

background image

–Wolałabymzapomnieć.
–PotemidąMizerniJeźdźcy,potemPoganiaczeNiewolników.Najwyżej

stojąStwory–sąsługamiPanów,mieszkająwzamkachinigdyniewychodzą
nazewnątrz.Nadzorcy–toniższedemony,prawieniewładającemagią.
Panowiedzieląsięnaczterywarstwyitylkoonimająporządnemagiczne
umiejętności.Najniższawarstwatodemonyśrodkowejręki.Słudzynajwyższej
rangi,duchypiekielne,eg-mumie...Pamiętasztedemony,którewzywałem?
Należądonajniższejwarstwypanów,dolegionuEligora.Stopieńwyżejw
hierarchiistojąEmblematy,generałowielegionów,KapłaniPrzedwiecznych,
DuchyPrzestrzeni,najpotężniejszediabły...Jeszczewyżejznajdująsię
arcydemony.Jestichniewiele,możnajewszystkiewymienićzimienia.Azatoth
iCthulhu,Yog-SothothiHastur,NyarlathotepiShub-Niggurath,Na-Hagi
NoszącyŻółtąMaskę,HumababiPazuzu,LallasuiLalartu,Akhkharuijeszcze
zpiątkapomniejszych.

–Anajwyżsi?–cichozapytałaVan.
–S’gnac.Najwyżejznajdujesiętylkoon.Widzisz,Van,tęnajwyższągórę?
Kolosalnyszczyt,którywskazywałKreol,wyróżniałsięspośródpozostałych

nibywielkoludpośródkarłów.Wyglądałjakzrobionyzprzezroczystegolodui
słabopobłyskiwałwkrwawymświetledwóchksiężyców.

–To...tam?–wzdrygnęłasięVanessa.
–Nasamymszczycie...–ledwiedosłyszalniewyszeptałKreol.–Widziałem

goraz,itegorazunigdyniezapomnę...

VanusiłowaławyobrazićsobiejakohydnymusibyćtenS’gnac,skoronawet

wedługprzyzwyczajonegodowszelkichpaskudztwmaga,jestwstaniezaćmić
całytenświatzchmaramipotworów,aleniestarczyłojejwyobraźni.Nie
odważyłasięzapytaćoszczegóły.

–CzytenS...jakmutam,jestkimśwrodzajuSzatana?–zapytałanieśmiało.
–Mniejwięcej.–Kreolniezdziwiłsięanitrochę.–Myślisz,żeistniejetylko

jedenŚwiatZmroku?Tylkoznaszymświatemsąsiadująażcztery!Jednymz
nichrządziten,któregonazwałaś...

–AButtteżjestztegoświata?
–Nie.–Kreolenergiczniepokręciłgłową.–Butt-Krillach-Mecckoj-

Nekchre-Tajllin-Mopochodzizinnegoświata.AleteżCiemnego.

–AczywogóleistniejąJasneŚwiaty?
–Oczywiście!–Kreolażsięzdziwił.–Ajakżebyinaczej?Jestichmniej

więcejtylesamocoCiemnych.

–Anaszjakijest?

background image

–Naszjestzwyczajny.NadziesięćświatówprzypadajedenJasny,jeden

CiemnyiosiemNeutralnych,stosunekjestmniejwięcejwłaśnietaki.

–ZamekKadath–ogłosiłPoganiaczNiewolników,przerywającdyskusjęna

tematstrukturywszechświatów.

Vannawetniezauważyła,kiedywstrętnypająkdowiózłichdocelu–jeszcze

jednejlodowejgóry,chociażnietakwysokiej,jakpierwsza.Nasamym
wierzchołkuwznosiłsięzamek–okropnabudowlazczarnegoonyksu.Niebo
nadnimwyglądałojakgigantycznywirwodny,adookołazamkowychwież
fruwałychmaryPtakówLengu.WycieNa-Hagabyłotusłychaćznacznielepiej.

–Hastur...–powiedziałKreolpółgłosem,patrzącgdzieśnabok.Tam,obok

jednegozpomniejszychwulkanów,powoliszedłolbrzymsylwetką
przypominającyPoganiaczaNiewolników,ztymżestorazywiększego.Szedłw
dziwnejpozycji,jakbyzamierzałtańczyćwprzysiadzie,szerokorozkładając
ręcezakończonetrzemadługimipazurami.Zotwartejpaszczysączyłamusię
ślina–widaćbyłotonawetzdaleka.Zamaszystymkrokiempodążałwich
kierunku.

JeszczenigdywżyciuVanessaniebyłatakbliskaomdlenia.Aprzecież

kiedyśsądziła,żemamocnenerwy!Prawdopodobnie,mimowszystko,
straciłabyprzytomność,gdybyKreolwporęniezauważył,cosiędziejeinie
pstryknąłjejpalcamiprzedoczami,mamroczącjednocześniecośpodnosem.
Słabośćustąpiłaniemalmomentalnie.

–Wszystkowporządku,kobieto?–zapytałniemalserdecznie.–

Przyzwyczajajsię,sątutajgorsiodHastura.

–Cieszsię,Van,żeniezobaczyszaniCthulhu,aniAzatotha–chciałją

pocieszyćHubaksis.

–Przecieżsamichniewidziałeś...–burknąłKreol.
–Tyteż,panie.–Dżinnniechciałsiępoddać.
–Milcz,niewolniku!–porazpierwszyodchwiliprzybyciadotegoświata

Kreolsięrozzłościł.AVanpomyślała,żezaczęłymupuszczaćnerwy...

OnyksowyZamekKadath...Jużodprogunagościczekałynoweokropności.

PrzedewszystkimStwory,októrychwspominałKreol–wielogłowebestie
wielkościniedźwiedzianajbardziejkojarzyłysięzposklejanymiwjednącałość
kilkomapotworamirodemzhorroru–dziwaczne,potwornebliźniętasyjamskie.
Dziesiątkiłap,wszystkiebezwyjątkuwyposażonewostrepazury,niemniejniż
dziesięćdługichogonów,nieforemneciała,głowywyrastającew
najdziwniejszychmiejscach.Vanczułasięzagubiona–osobiścienie
powierzyłabytakiejkolekcjiorganównawetmyciabrudnychnaczyń.Wzamku

background image

byłotakżekilkaeg-mumii–krzepkichchłopówobdartychzeskóry.Niektórym
zkarkówzwisałykłakisiwychwłosów,innibylicałkiemłysi.Nosilicośw
rodzajuprzezroczystychworków,którechroniłyotoczenieprzedzapaćkaniem
wszystkiegokrwią,pozwalającejednakwszystkimchętnymzapoznaćsię
szczegółowozwidokiemichodrażającychciał.

–Kreolu!–dałsięsłyszećokrzyk,wktórympobrzmiewałanawetpewna

dobroduszność.

Vanessaodwróciłasięszybkowstronę,zktórejdobiegałgłos.Mężczyzna

wołającyjejtowarzyszapozytywnieodróżniałsięodotoczenia.Wysoki,
barczysty,ubranywcośwrodzajuczerwonegopłaszczabezrękawów.Długie
czarnewłosysięgałymusporozaramiona,ajegogłowęzdobiłażelaznakorona
zjedenastomaczubami.Wrękuściskałcośprzypominającegodwustronnąkosę
zkrótkąrękojeścią.

–Eligor...–Magposępniekiwnąłgłowąnapowitanie.–Wciążżyjesz...
–Rozczarowałeśsię?–odparłzuśmiechemosobnikzwanyEligorem.–

Traciszumiejętnośćlogicznegomyślenia,Kreolu–czyżtoniemójpodpis
widniałnazaproszeniu?

–Jaksiędowiedzieliście?
–Otym,żezmartwychwstałeś?Toniebyłozbyttrudne.Chociaż,muszę

przyznać,zdziwiłeśnasniezmiernie...Zdarzałosięodczasudoczasu,żenasi
śmiertelniprzyjacielewracalizkrólestwazmarłych,alezazwyczajniezwlekaliz
tymtakdługo...Chciałeśuwolnićsięodnaszejumowy,czypoprostu
postanowiłeśzyskaćnieśmiertelność?

–Ajeśliijedno,idrugie?–Kreolspojrzałnaniegowyzywająco.–Ajeszcze

lepiej:uwolnićsięodwaswszystkich?

–Umowa,kumojejogromnejrozpaczy,nieobowiązuje–wycedziłEligor

przezzęby.–Pięćtysięcylatminęło.Nocóż,magu,gratuluję,uratowałeśduszę.
Wogóle,doczegonamterazpotrzebnatwojadusza?Coinnegodusza
PierwszegoMagaSumeru,acoinnego–szeregowegomaga.

–Niejestemszeregowymmagiem!–wybuchnąłKreolnatychmiast.
–Kimwtakimraziejesteś?–złośliwieprychnąłEligor.–Terazjesteśnikim!

Robakiem.Pleśnią.Wydmuszką.LepiejbyłocizostaćwstarożytnymSumerze.
Atam,gdziejesteśteraz,magianiejestniczymwięcejjaktylkonieistotnym
kaprysemprzyrody.Tak,przesądem...

–Nienadługo–groźnieobiecałmag.–Niechnotylkostanęnanogi,a

znowubędęPierwszymMagiem!ItonieSumeru,alecałegoświata!

–Myślałindykoniedzieli,awsobotęłebucięli.–Demonlekceważąco

background image

machnąłręką.–Totylkosłowa.Wzasadziemogłeśumknąćnaszejuwadze,
gdybyś...

–Gdybymco?
–Gdybyśpowstrzymałsięodwzywaniamoichsług!–wyszczerzyłsięw

uśmiechuEligor.–GdytylkoAndromaliswróciłdozamkuKadath,natychmiast
doniósłmiowszystkim.

–NałonoTiamat!–zazgrzytałzębamiKreol.–Niepomyślałemotym...
–Bardzocięproszę,niewspominajtutaj...oniej–skrzywiłsięEligorz

rozdrażnieniem.–Lepiejnie...Widzę,żeHubaksiswciążjestztobą.

Maleńkidżinnwydałzsiebiejakieśnieartykułowanedźwięki,chowającsię

zaramieniemKreola.

–Alekobietynieznam–zauważyłEligor,uważnieprzyglądającsię

Vanessie.–Nowanałożnicaczypoprostuznajoma?

–Nietwojasprawa–odgryzłsięKreol.
–Śmierćniezmieniłatwojegocharakteru.Całejresztyteżnie–jesteśtym

samymnekromantązodpychającymcharakterem.Chociaż...Poco
przefarbowałeśwłosy?Oczywiście,toniemojasprawa,alewczarnymkolorze
bardziejcidotwarzy...

–Możemydaćtemuspokój?–Magspojrzałnaniegospodełba.
–Czemu?–Eligorzrobiłzdziwionąminę.
–Dajspokój,Eligorze!Naszaumowajestnieważna,nieprawdaż?Niemasz

jużżadnejwładzynademną!Czymożechcesz,byśmyznowusięzmierzyli?

–Nie,dziękuję...–Eligorpowolipokręciłgłową,uważniepatrzącwoczy

maga.–Pewnie,żebymchciał,ale...Muszęsięszczerzeprzyznać,Kreolu,żete
pięćtysięcylatwpłynęłonamnieznaczniebardziejniżnaciebie.Toszmat
czasu,nawetdlanieśmiertelnego...

–Natoliczyłem...–Kreoluśmiechnąłsięwrednie.–Jeszczezobaczymy,

któryznasjestindykiem...RytuałPrezentacjiniezmieniłsię?

–Tylkokilkadrobiazgów–wzruszyłramionamiEligor.–Samsię

zorientujesz.

–Októrejwyznaczonoczasdlamnie?
–Z

TOBĄ

–podkreśliłEligor–Yog-Sothothchcesięspotkaćjaknajszybciej.

Bardzogozainteresowałeś,Kreolu.Dawnonieoszukanonastak...bezczelnie.

Uśmiechającsięcałyczas,Eligorukłoniłsięgrzeczniecałejtrójceiruszyłz

powrotem,stawiająckrokipowolijakbyszedłpocienkimlodzie.

–Chodźmy–rzekłmag,rzucającwstronęoddalającegosiędemona

podejrzliwespojrzenie.

background image

Vanessamilczałaprzezkilkaminut,gdyżKreolwyglądałnawściekłego.Ale

wkońcuciekawośćzwyciężyła.

–Ktototaki?–zapytała.
–NazywasięEligor–wymamrotałmagpodnosemzniechęcią.
–Tegosamasiędomyśliłam.Alekimonjest?Totwójznajomy?
–EligorjestEmblematem.Mieliśmy...wspólneinteresy–powiedziałKreol

wymijająco.–Kontrakt.WszystkiepodległemidemonysąsługamiEligora.
Kupiłemprawodowywołaniakażdegoznichrazcojedenaścielat.

–Aczymzapłaciłeś?–podejrzliwiezapytałaVan.
–Standardowącenąjestdusza.Alewmoimprzypadkuwszystkobyło

bardziejskomplikowane...

–Chciałemcięwtedyodwieśćodtejdecyzji,panie!–wtrąciłsiędżinn.–

Mówiłem:niewchodźwto.

–Milcz,niewolniku!
–Tosamomówiłeśwtedy!–poskarżyłsięHubaksis.–Gdybymniebyłtaki

maleńki,bardziejbysięzemnąliczono!

–Biedny...–powiedziałaVanessazewspółczuciem.–Nowięccotobyłaza

umowa?

–Warunkibyłyniezwykleproste.–Kreoluśmiechnąłsię.–Korzystamz

demonówEligoradowolnąilośćrazy,ażdośmierci.Przyczymniemogę
odwlecswejśmiercizapomocąmagiiwięcej,niżotysiąclat.No,apośmierci...
pośmiercimiałemzostaćjegoniewolnikiem.Napięćtysięcylat.Zazwyczajw
takichumowachpiszesię„nawieczność”,alenaszczęściemiałemtyle
rozsądku,żebyupieraćsięprzyokreślonymterminie.

–I...jaksięwykręciłeś?–wyszeptałaVan,wstrząśnięta.
–Van,jeszczepytasz?–wmieszałsiędżinn.–Czynierozumiesz,pocopan

wogólerozpętałcałątąaferęzezmartwychwstaniem?

–Samniewiem,jakmisięudało–wymamrotałmag.–Małalukaprawna,

małaniejednoznacznośćwinterpretacjiumowy...Podpowiedziałamitopewna
znajoma.U

MARŁEM

,aleduszanadalprzebywaławciele.Bardzomocnosięgo

trzymała–takmocno,żewszystkiedemonyLenguniemogłyjejwydobyć!A
nawetgdybyzdołały,nałożyłemnamogiłętakiezaklęcie,żeżadnasiłanie
mogłajejodkryć...oprócz,jaksięokazało,waszychochre...jakichnazwałaś?

–Archeologów.Alepocowogólezawierałeśtęumowę?
–Jakzwyklewtakichprzypadkach...Chciałembyćpotężny,niemęczącsię

zbytnio.Byłemmłody,głupi,niewiedziałemjeszczecodoczego...

–Ilemiałeśwtedylat?

background image

–Pięćdziesiątcztery–burknąłKreol.–Dlamagatomłodość...Aleterazto

nieważne;pięćtysięcylatminęło,iprzezcałepięćtysięcylatEligormiałpełne
prawoprzechwycićmojąduszę.Niezrobiłtego–tojegoproblem.Minęłopięć
tysięcylat,zachowałemduszę,więcterazjestemwolny.Inietylkowolny,ale
cowięcej,zachowałemprawodoEligorowychdemonów–umowanicniemówi
otym,żetracętoprawopośmierci.Ha!Otocoznaczyumiećczytaćmiędzy
wierszami!Chociażnaszczytmuszęsięwspinaćodpoczątku.Tonic,wlezę...
Eligorjeszczepożałuje,żemiałzemnądoczynienia.

Vanumilkła,myślącnadtym,cousłyszała.Wyglądałonato,żeKreolmógł

siępochwalićburzliwąbiografią,niemniejciekawąniżniejedenbohaterlegend.
Coprawda,toiowonadalbyłoniezrozumiałe.

–CototakiegoEmblemat?–zapytaławprost.
–Niewiesz,kobieto?Czegowasucząkapłani?!
–Wybacz!Czymógłbyśpoprostuodpowiedzieć?
–EmblemattoOdbicieBoga–wyjaśniłwciążjeszczezdziwionymag.–

Naprawdępotężnybógmożepodzielićsięnakilkaniezależnychosobowości,
przyczymjestichtymwięcej,imjestpotężniejszy.

–Ajakibógzrodziłtego...Eligora?–zapytałaVanessaoszołomionatym,co

usłyszała.

–Oczywiście,Yog-Sothoth.ZrodziłtrzynaścieEmblematów–tyle,ilesłuży

mulegionów.Każdemuporuczyłjeden.Coprawda,odtegoczasuliczba
legionówwzrosławielokrotnie...

–CzyliYog-Sothothjestbogiem?–upewniłasięVan.
–Ciemnym.–Kreolpotwierdziłkiwnięciemgłową.–AleJaśniteżczasem

takrobią.KiedyWielkiMardukzostałbogiem,zrodziłpięćdziesiąt
EmblematówipoprowadziłtęarmięprzeciwkopułkomLengu.Itawasza
księga,pamiętasz?Biblia?Ten,któregonazywacieJezusemChrystusem,
najprawdopodobniejteżjestEmblematemwaszegoboga.

–Coty,całkiemzwariowałeś?!–takiebluźnierstwooburzyłoVanessę.–

ChrystusjestSynemBożym!

–Oczywiście.–Spokojniepokiwałgłowąmag.–Anawetwięcej.Emblemat

toznaczniewięcejniżdziecko,alewskaliludzkiej„syn”jestnajbliższym
słowem.Sądzącpotym,conapisanowksiędze,JezusChrystusbyłgodną
szacunkuosobą...dlategowżadnymwypadkuniemógłbyćEmblematem
Jahwe!WwymiarzeRajwładaJasnybógSawaovijestonrzeczywiściebardzo
podobnydotegotwojegoChrystusa...AwładcaJudejczyków,Jahwe,toCiemny
Bóg!Pożeraczdzieci,niszczycielmiast,oto,kimjest!Toprzezniegonaszświat

background image

omałoconieprzepadłwWielkimPotopie!Zawszechciał,żebyzginęliwszyscy
opróczJudejczyków!

–Awięctotak...–westchnęłaVanessa.Jejprzekonaniareligijneszybkosię

zmieniały.Wiaraniezmniejszałasię,aniniezwiększała,apoprostuzmieniała
formę.

–Niejestempewien!–szybkozastrzegłKreol.–ByćmożeChrystuswcale

niebyłEmblematem,anaprzykład...naprzykład,nowymawataremEbela.

–KimjestEbel?
–Innymrazemciopowiem,zadługobytotrwało.–Kreolzatrzymałsię

przedwielkimidrzwiami.–MuszęspotkaćsięzYog-Sothothem...Rytuał
Prezentacjitonajbardziejnieprzyjemnaczęść,więclepiejmiećjązasobąjak
najszybciej.

–Totutaj?–najeżyłasięVan,zjawnąwrogościąpatrzącnadrzwi.
–Panie,amożepolecędoinnychdżinnów?–żałośniepoprosiłHubaksis.–

Takdawnoniewidziałemnikogoznaszych...

–Milczeć,niewolniku!–PogroziłmulaskąKreol.–Pomyśl,zanimcoś

powiesz!Mamtuzostawićkobietęsamą,tak?

–Przecieżniktjejnieruszy!–zajęczałdżinn.
–Dobrze,niechleci.–VanessapospieszyłazpomocąHubaksisowi.–Nie

jestemprzecieżdzieckiem.

–Dziękuję,Van!–rozpromieniłsiędżinn,szybkoznikającwścianie.
–Jakchcesz–burknąłmag.–Zostańtutajiczekajnamnie.Atoweźna

wszelkiwypadek.

Podałjejswójmagicznyłańcuch.Vanessawzięłago,tępoobejrzałaze

wszystkichstronizdziwionazapytała:

–Pocomion?
–Przecieżmówię:nawszelkiwypadek,kobieto!–zniecierpliwionyKreol

podniósłgłos.–Niewiadomo,comożesięzdarzyć.Każdyniewolniklub
nadzorcauderzonytymłańcuchemrozsypujesięwproch.Równychmipanów
łańcuchparaliżuje.Eligorowiijemupodobnymsprawiasilnyból.Możeprzydać
sięnawetprzeciwkoYog-Sothothowi...

–Dobrze...–zgodziłasięVanessa,zszacunkiempatrzącnałańcuch.

Dotychczasnieprzywiązywaładoniegodużejwagi,aleterazzaczynała
rozumieć,pocoKreoltaszczygozawszezesobą.–Acojesttam,zadrzwiami?

–Łaźnia–szybkoodpowiedziałmag.–Zasadniczosątamtacysamigoście

jaktyczyja.

–Chwileczkę!–wytrzeszczyłaoczyVan.–Niemogłeśmniewcześniej

background image

uprzedzić?!

–Aco?
–Niewzięłamkostiumu!
–Czego?Cotyznowuchcesz,kobieto?
–Kostiumkąpielowy!Któregosłowanierozumiesz?
–Zamoichczasówludziekąpalisięnago...–wymamrotałKreol,alewidząc

minęVanessy,zpośpiechempoprawiłsię:–Dobrze,uspokójsię,kobieto!Zaraz
cośwymyślimy...

Wyjąłztorbymagicznyfoliał,przekartkowałgo,szukającodpowiedniego

zaklęcia,apotemzacząłcośpomrukiwać.

Pojakichśpiętnastusekundachpowietrzezgęstniałoipojawiłsięszarawy,

prostokątnytłumoczek.PrzyjrzawszysiębliżejVanessazauważyła,żejestto
tkanina,dotegobardzodobrejjakości.

–Sprytnie–oceniła.–Aletoniejestkostium.
–Ajakmamcistworzyćtencałykostium,jeślinawetniewiem,jakma

wyglądać?–burknąłKreol.

–Ico,mamtegoużyćzamiastręcznika?!
–Głupkomniemacotłumaczyć...–uśmiechnąłsięmag,szukającnapiersi

amuletuSługi.–Sługo,uszyjtejkobieciekostiumkąpielowywodpowiednim
rozmiarze!

Tkaninazawirowaławpowietrzuizaczęłaszybkozmieniaćformę.

NiewidzialnySługaniezwyklezręcznieoperowałniewidzialnąigłąi
niewidzialnyminożycami.Pokilkuminutachtkaninazmieniłasięwcałkiem
znośnykostium.Niecałkiemtaki,jakiezazwyczajnosiłaVan,alemożnago
byłozałożyćbezwstydu,nieryzykującprzytymwytykaniapalcami.

–Jesteśzadowolona,kobieto?–burknąłKreol,patrzączeskrywanym

uśmiechemjakVanessakrytycznieoglądaswójnowystrój.

–Sprytnie–pochwaliłajeszczeraz.–A...niemógłbyśzrobićczegośdo

jedzenia?

–Przecież...agdzietwojatorba?
Kreoldopieroterazzauważył,żeplecakVanessygdzieśprzepadł.
–Zapomniałamgo,gdywsiadaliśmynategopająka...–przyznałasięze

skruchą,spoglądającnamagasmętnie.

–Dobrze,kobieto,wytrzymajtrochę.–Kreolprzewróciłoczami.–Wrócęod

Yog-Sothotha,przygotujęcozechcesz.

background image

Rozdział3

Vanessazobawąweszładołaźni.IlebyKreoliHubaksisnieprzekonywali

jej,żewLenguzaproszonymgościomniegroziwiększeniebezpieczeństwoniż
wpodmiejskimparku,jakbyniepodnosiłajejnaduchuobecnośćmagicznego
łańcuchaitakbałasięzostaćsama.Ajakwybyścieczulisięnajejmiejscu?

Dobrzechociaż,żewłaźnibyłyosobneprzebieralnie.Niezauważyła

żadnychzamków,cozresztąjejniezdziwiło–wyobraziłasobie,comógłzrobić
ztakimidrzwiczkaminaprzykładPoganiaczNiewolników.Przedtutejszymi
mieszkańcamitrzebabronićsięniezamkami,leczmagią,atąVanniewładaław
najmniejszymstopniu.Zresztąkomumogłosięprzydaćtutajjejubranie?

StworzonaprzezKreolatkaninanieprzypominałaniczegoznanegow

naszychczasach.Miękka,delikatnaibardzolekka,pieściłaskóręjakłabędzi
puch.Sługateżdobrzesiępostarał–skrojonyprzezniegokostiumraczejnie
trafiłbynaokładkiżurnali,aleświetnieleżałiwyglądałcałkiemnieźle.

–JeśliwstarożytnymBabilonierobilitakietkaniny,topodwieloma

względaminaswyprzedzali...–wymamrotałaVan,bezskuteczniestarającsię
wyobrazić,czywnowymstrojujestjejdotwarzy,czyniebardzo?Kujej
wielkiemurozczarowaniu,dotejporynieudałosięjejznaleźćwZamkuKadath
anijednegolustra.Czyżbymiejscowepotworynielubiłypatrzećnaswoje
pyski?

Tutejszybasenprzypominałniecosenatrzymski–byłśredniejwielkości

pomieszczeniemześcianamizbiałegokamienia,stopniamidosiedzenia
pnącymisięażpodsufit.Tyletylko,żewśrodkuznajdowałasięjamazwodą.
ZresztąwtejwodzieVanessazanicbysięniezanurzyła–wtymświecie
najwyraźniejnigdyniesłyszeliohigienie,abyćmożeichhigienazbytnio
różniłasięodziemskiej.Wkażdymrazie,basenkojarzyłsięzniewielkim
bagienkiem,doktóregowrzuconopuszkęczerwonejfarby–wodabyłazielonaz
czerwonymirozpływającymisięplamami.

NiecouspokoiłoVanessęto,żewiększośćsiedzącychnaschodach

znudzonychgościnależaładorasyludzkiej.Przynajmniejzewnętrznie.
Oczywiście,tonicnieznaczyło–przecieżEligorbardzoniewieleróżniłsięod
zwykłegoczłowieka,alemimowszystkoVanwolałamiećdoczynieniaz
człekokształtnymidemonami,niżzwielogłowymistworamizkłamidopępka.

background image

Wpomieszczeniubyłookołodwudziestuosób.Samimężczyźni–Vannie

dostrzegłażadnejkobiety.Niektórzybylinadzy,alewiększośćokrywała
lędźwieczymśwrodzajuprześcieradeł.Wolnegomiejscabyłowbród,więc
Van,namyśliwszysięchwilę,usiadłaniedalekojednegozmężczyznw
prześcieradłach.Wybrałagozdwóchpowodów:popierwsze–siedziałnajbliżej
drzwi,apodrugie–nosiłlustrzaneokulary.Jakożeniktinnywtymświecienie
nosiłtakiejozdoby,możnabyłośmiałozałożyć,że,podobniejakona,przybyłz
Ziemi.Bezsprzecznieprzemawiałotonajegokorzyść.

Amimotowyglądałniecodziwnie.Popierwsze,woczyrzucałsiękontrast

międzytwarząiciałem.Twarznależaładostarca–całkiemsiwewłosy,
zwisającenieprzyjemnymistrąkami,ażdoramion,dwiedziurkizamiastnosajak
usyfilitykaiłysaczaszka.Tylkozębymiałniezłe,aoczuVanessaniemogła
dostrzeczzalustrzanychokularów.Jednakżewszystko,coznajdowałosię
poniżejszyi,mogłobynależećdomężczyznykołoczterdziestkiiwyglądałoby
całkiemnieźle,gdybyniechorobliwachudość.Vanmimowolniezapatrzyłasię,
alepotemznowuprzeniosłaspojrzenienatwarziażwzdrygnęłasięzewstrętem,
taknieprzyjemnybyłtenkontrast.

–Mogę...
–Oczywiście,proszęsiadać,gdziepanichce–obojętnieodpowiedział

nieznajomy,nieodwracającnawetgłowywjejstronę.

–Mamnaimię...
–Bardzomimiło,Vanesso,cieszęsię,żesiępoznaliśmy–odpowiedział

mężczyzna,znówniesłuchającdokońca.

–Ajak...?
–Mamwieleimion.Możepanizwracaćsiędomnie:Jonatanie.
–Pantakże...?
–Tak,teżjestemzeświata,któryznapanipodnazwąZiemia.
–Copan...
–Nie,nieczytampanimyśli,poprostuzawczasuwiem,copanichce

powiedzieć–pokiwałgłowąJonatan.

–Więcpan...
–Tak,jestemmagiem,jakipozostali,inaczejniezaproszonobymnienato

święto.

–Proszęposłuchać,może...
–Dobrze,będęsłuchałpaniodpowiedzidokońca.–Jonatanwkońcuraczył

naniąspojrzeć.–Mapanirację,toniezbytgrzeczniezmojejstrony.

–Dziękuję.–RozzłoszczonaVankiwnęłagłową.–Jonatanie,widzipan

background image

przyszłość,tak?JakNostradamus?

–Jeślizechcę.–Jonatanobojętniewzruszyłramionami.–Najbliższą

przyszłośćwidzędokładnie,dalszą–mgliście.

–Nieźle!–oceniłaVan.–Amożemipanpowiedzieć,kogowybiorąna

prezydentawnajbliższychwyborach?

–Jednoznacznie–nie.–Pokręciłgłową.–Chodzioto,że,wbrewtemuco

wielusądzi,przyszłośćniejestprostądrogą,araczejsieciąskrzyżowań.Istnieją
punktywęzłowe,odktórychzależydalszyrozwójwypadków.Bardzoczęstosą
todrobnezdarzenia,alewieleodnichzależy.

–Nie...niezupełnierozumiem.Możepanpodaćjakiśprzykład?
–Bardzochętnie.Jednymztakichwęzłowychpunktówbył13lipca324

przednarodzinamiChrystusa.TegodniaAleksanderMacedońskiprzez
nieostrożnośćnapiłsięwodyzzatrutejstudni.Wrezultacienastępnegodnia
zachorowałiniedługopotemumarł.Aprzecieżwcaleniechciałomusiętak
bardzopićispokojniemógłsiępowstrzymać.Ot,drobnywybór–wypićkubek
wodyczyniewypić–określiłbieghistorii.GdybyAleksanderprzeżył,Ziemia
wyglądałabyterazcałkieminaczej.

Prawdęmówiąc,Vanessaprawiegoniesłuchała.Historięznaładośćsłaboi

dośćmętniepamiętała,kimbyłAleksanderMacedoński.Słyszałatylko,żebył
tojakiświelkiwładca,itowszystko.Niewiadomodlaczego,wydawałojejsię
nawet,żebyłRosjaninem.Dotegozajmowałjąterazinnyproblem.

–Jonatanie–spytałazwahaniem–apocociteokulary?Moimzdaniemnie

matunadmiaruświatła...

–Teokularysąniedlamnie,aledlawas–odpowiedziałJonatanze

smutkiem,zdejmującokulary.

Vanessaztrudemzłapałapowietrze,zobaczywszyto,codotądskrywały.A

mówiącdokładniej,czego

NIE

skrywały.Jonatanniemiałoczu.Wcale.Tylko

parępustychoczodołów.Nawetpowiekimiałrówniutkoodcięte,boteraztylko
bymuprzeszkadzały.Pozdjęciuokularówostatecznieupodobniłsiędo
szkieletu.

–Pan...więcjestpanniewidomy?–wymamrotała,niebędącwstanie

oderwaćwzrokuodwstrętnychdziur.

–Sądzę,żemożnamnienazwaćślepym–zgodziłsięJonatan.–Ajednaknie

cierpięztegopowodu,bomaminnywzrok.

–Jaktosięstało...?
–Tokara...–niewesołoodrzekłJonatan.–Karazamójgrzech...
–Ależcotakiegozrobiłeś?

background image

–Zabiłemswegobrata–krótkoodpowiedziałJonatan.–Więcejniemapani

ochotyzemnąrozmawiać.

Ostatniezdaniebyłostwierdzeniem,niepytaniem,aVannatychmiast

zrozumiała,żeJonatanjakzwyklemarację.Niemiałaochotyznimrozmawiać,
chciałazatouderzyćgomagicznymłańcuchem,żebyprzekonaćsię,czy
rzeczywiściejestczłowiekiem.Byłbardzodziwnymtypem,nawetjakna
czarnoksiężnika.

–Dowidzenia,Van.–Jonatanwstał.–Niemówiꄿegnaj”,bojeszczeraz

sięspotkamy.Alenieprędko...Nieprędko...

Zagadkowyślepieccichoklasnąłwdłonieiznikł.Jakbyprzekręciłwyłącznik

–dopierocotubyłijużgoniema.

–Chciałabymwiedzieć,jaksięnaprawdęnazywa...–wyszeptałaVan,

patrząctam,gdziedopierocostał.

–Wybacz,Van,nieusłyszałem–dotarłdoniejwesołygłosik.No,tenpisk

rozpoznałabywśródtysiącainnych!

–Hubi!–odwróciłasięwstronędżinna.–Jużwróciłeśodprzyjaciół?
–Jakichznowuprzyjaciół?–fuknąłdżinn.–Wszyscymoistarzyprzyjaciele

dawnowyzdychali!Niemiałemichzbytwielu...Raz–dwaipokrzyku...

–Przykromi...–powiedziałaVanniezdecydowanie,bonatwarzy

malutkiegodżinnaniebyłoaniśladusmutku.

–Niewarto!–potwierdziłjejwątpliwościdżinn.–Dobrzeimtak,

śmierdzącymszczurom!Awieszcojestnajlepsze...?WielkiChanteżumarł!
Ha,wstrętnebydlę!Ajamamsięświetnieibędężyćwiecznie!Wiecznie!

–Czyliterazmożeszskończyćzniewolnictwem?–ucieszyłasięVanessa.
–Zadobrzebybyło!–zasępiłsięHubaksis.–Mojeprzestępstwonieulega

przedawnieniu,nadaljestemtraktowanyjakowrógkorony...Jeślipanmnie
wyzwoli,nowyWielkiChannatychmiastrozkażeugotowaćmniewoleju.A
propos,wiesz,czegosięjeszczedowiedziałem?

Vanessauznałatozapytanieretoryczne,postanowiławięcnieodpowiadać,

aledżinnmilczał,awyglądałprzytymtakintrygująco,żewkońcunie
wytrzymała.

–Co?!–wykrzyknęławkońcu.
–Międzystarym,aobecnymWielkimChanem,chanatemdżinnówrządził

człowiek!Wyobrażaszsobie?Cośtakiegoniezdarzyłosięnigdyprzedtem!
Niedługo–tylkozpółwieku–alezawsze!

–Iktotobył?–zapytałaVanwyłączniezuprzejmości.
–JakiśSalomon...–Hubaksisstraciłjużzainteresowaniewłasnąsensacją.–

background image

Cozaróżnica,takczysiak,umarłdawnotemu...

Vanessawżadensposóbniezareagowałanatęrewelacyjnąwiadomość–po

prostuniewiedziała,kimbyłSalomon.PrawiewcalenieczytałaBiblii,
przeglądałatylkokilkafragmentów,achoćsamoimięsłyszałaniejednokrotnie,
niezostawiłojednakśladuwjejpamięci.

Kreolzjawiłsiępokwadransie.Najegotwarzymalowałosięogromne

zdziwienie,awrękachobracałołowianydysk,naktórymwyrzeźbionogwiazdę
wpisanąwkoło.

–Cocijest?–zagadnęłagoVanzzainteresowaniem.Kreolzdążyłodziaćsię

wcośwrodzajutuniki,wyraźnieuszytejwtejsamejfabryce,coikostium
kąpielowy,alenieporzuciłtorbyzmagicznyminarzędziami.Napiersinadal
wisiałmupękamuletów.–Jakieśkłopoty?

–Wręczprzeciwnie...–PokiwałgłowązdumionyKreol.–Powitalimniejak

samegoimperatora,staralisięprzypochlebić,nawetpodarowaliprezent!Ito
jaki!Samisobiegróbkopią...

–Totentutaj?!–Vanessawyrwałamudyskzręki.–Acotozabzdet?
–KamieńWrót!–krzyknąłHubaksis,otwierającszerokoswejedyneoko.–

Poszczęściłocisię,panie!

–Doczegotosłuży?–dopytywałasięVan.
–Doprzemieszczaniasięmiędzyświatami–powiedziałKreol,opanowując

powolizdumienie.–ZapomocąKamieniaWrótmożnabardzoszybko
przeskoczyćdodowolnegowymiaru,pomijającwszystkieskomplikowane
rytuały.

–Sprytne–zgodziłasięVanessa.–Ajaktodziała?
–Zwyczajnie.Najpierwtrzebagookadzićaromatycznymdymem.Mirra,

kadzidło,zioła,choćbypapieros!Bylebytylkodymmiałzapach.Jednocześnie
trzebawymówićzaklęcie.

–Jakie?
–Zakażdymrazeminne!–odburknąłKreol,niezadowolony,żemu

przerwano.–Zależyodtego,gdziesięznajdujeszidokądchceszsięudać.Im
dłuższyskok,tymdłuższezaklęcie.Aleniedalejniżotrzywymiary–aby
przemieścićsięnawiększydystans,trzebawykonaćkilkaskoków.Potem
kamieńjestgotowydopracy.Wystarczytylkowymówićzdanie-klucz,a
otworzysięoknomiędzywymiarami.

–Acotozazdanie?–dalejdociekałaVan.
–Zdaniejestproste:„Portalu,otwórzsię!”
–Takjak„Sezamie,otwórzsię!”,tak?–Vanessaprzypomniałasobiebajkę.

background image

–Acomadorzeczysezam?Możejeszczeikonopie?Nie,zdanie-kluczjest

proste.Jednakzakażdymrazemtrzebatworzyćspecjalnezaklęcie,nowe...Ale
topotrafię.

–Potrafi!–potwierdziłHubaksis,ześmiechemspoglądającspodokana

swegopana.

–Milcz,niewolniku–leniwierozkazałKreol.–Acotobiesięprzytrafiło

ciekawego,kobieto?

–Amożeprzestałbyśmnietaknazywać?–Vanspojrzałananiegolodowato,

alepochwilimimowszystkogniewzniejopadłiłaskawieopowiedziałao
ślepymwróżbiciewlustrzanychokularach.

Kreolsłuchałbardzouważnie,wzadumiekiwającgłowąwtaktjejsłów.

SiedzącymunaramieniuHubaksissłuchałniemniejuważnie,kiwającrazemz
panem.Wyglądałotobardzośmiesznie.

–CzarnyŚlepiec–zprzekonaniempowiedziałHubaksis,gdywysłuchał

opowieścidokońca.–Bezwątpienia!

–Maszrację,niewolniku...–powiedziałKreolwroztargnieniu.–ToCzarny

Ślepiec...

–Onteż...jestjednymztychstworów?
–Nie,onjestznaszegoświata–zaprzeczyłKreol.–CzarnyŚlepiecto

CzarnyŚlepiec.Jestsobą.Awięcpowiedział,żesięjeszczespotkacie?Zamojej
pamięcinigdysięniepomylił.

–Alekimonjest?
–Gdybymtojawiedział...Jestbardzostaryirzeczywiściewiewszystkoo

przeszłościiteraźniejszościibardzodużooprzyszłości–towszystko,comogę
powiedzieć.Wporównaniuznim,jestem...onjestNajwyższymMagiem,aja
tylkoarcymagiem...mampiątystopień,aonszósty...totakaróżnica...

–Zaczekaj!–Vanwyciągnęłaręcewgeścieprotestu.–Stop!Chwilę!Time

out!Czydobrzerozumiem–znałeśgojeszczewtedy...no,wpoprzednimżyciu?

–Przecieżmówię.Jestbardzostary.–Kreoluśmiechnąłsięzzadowoleniem.

–Ślepyprorok,wiecznietułającysiępoświatach,niemogącynigdzieznaleźć
spokoju...Zamoichczasówkrążyłoonimtyleopowieści,żeniedałosięich
wszystkichspamiętać.Terazpewniejużjezapomniano...

–Bywałwświeciedżinnów,panie–odezwałsięHubaksis.–SamWielki

Chantraktowałgozszacunkiem.Atakprzyokazji,panie,pamiętaszsyna
imperatora?Byliśmyprzyjegonarodzinach?Pamiętasz?Tydzieńprzedtym,jak
my...no...

–Pamiętam–obojętniewzruszyłramionamimag.–Gilgamesz,syn

background image

Lugalbandy...

–Pamiętasz,jakąmuprzepowiedziałeśprzyszłość?–zzainteresowaniem

dopytywałsiędżinn.

–Oczywiście,pamiętam–fuknąłKreol.–Długieżycie,dobrerządy,wiele

wojennychzwycięstw...Wszystkimtoprzepowiadałem.

Vanessazdziwiłasię.Kiepskoznałahistorię,aledomyślałasię,że

zdecydowanieniewszyscywładcymoglipochwalićsiętakimszacownym
życiorysem,jakten,którynakreśliłKreol.

–Pannieumieprzepowiadaćprzyszłości!–złośliwiewyszeptałHubaksis.–

Anitrochę!

–Milcz,niewolniku–burknąłKreolkwaśno.–Noicoprzytrafiłosiętemu

Gilgameszowi?Dlaczegonaglesobieonimprzypomniałeś?

–O,panie,on...on...no,tego...–Dżinnzaciąłsię,wykonującrękaminiezbyt

zrozumiałegesty.–ZabiłHumbabę,panie!

–Humbabę?–ożywiłsięmagnatychmiast.–Tojestnambardzonarękę...

Jedenarcydemonniczegonieprzesądza,alemimowszystkotomiłe...To
wszystko,czyjeszczeczymśsięwsławił?

–Tak,itojeszczejak,panie!Gilgamesz...
Nieoczekiwanierozległsięgłuchydźwięk,podobnydobiciadzwonu

pokrytegogrubąwarstwąwaty.Vanessaażsięwzdrygnęła,alepozostali
podeszlidotegospokojnie.Liczni„kąpiącysię”zaczęliniespieszniewstawaćz
miejsciprzemieszczaćsięwstronędrzwi.

–Cosiędzieje?
–Sygnał,kobieto–wyjaśniłKreol,takżewstajączmiejsca.–Sygnał

rozpoczęciaświęta.Niewolniku,potemopowieszoGilgameszu!Terazmusimy
iść–wdużejsalibędziewitałgościsamAzatoth.

–Czytonieten,któryumarł?–Vanessapodejrzliwiezmrużyłaoczy.–

Pamiętam,żecośtakiegomówiłeś.

–Nieumarł,Van,poprostupozbyłsięciała–wyjaśniłHubaksisżyczliwie.
–Dotychczasmyślałam,żetojednoitosamo...–burknęłaVanessa.
–Jakwidzisz,niezawsze.–Kreolwzruszyłramionami.
WgłównejkomnacieZamkuKadathbeztruduzmieściłobysięzdziesięć

BiałychDomów.Azebranytamtłumpoczwardoprowadziłbydoataku
zazdrościkażdąparadęstraszydeł–możnabyłopomyśleć,żetrafiłosiędo
Piekła.Zresztą,wpewnymsensie,byłatoprawda.

Ogromnytron,wznoszącysięwoddalonymkońcusali,naraziebyłpusty,

alestałajużwokółniegostrażhonorowa–trzynaścieróżnychpotworów.

background image

Pierwszyodlewejstałpotężnygarbuszgłowąwielbłąda,zanim–niemniej
garbatyminotaur.Trzeciwyglądałjakzwykłyczłowiek,tyleżenienaturalnie
blady,inosiłnagłowiehełmzjelenimirogami.JakoczwartegoVanessa
dojrzałaznanegojużEligora.Piątymbyłogromnyczarnykrukzokrwawionym
dziobem.Szósty–obłokmgłyzeświecącymioczami,siódmy–wielki,biały
wąż.Ósmynajbardziejprzypominałgigantycznąmuchę,dziewiątybył
człowiekiemzzielonąskórąiczymśjakbykłębamidymuzamiastwłosów.
Dziesiąty–ogromnygryf,jedenasty–łysymężczyznazpłonącymirękami.
Dwunasty–garbatywielkoludprzewyższającywzrostemwszystkich
pozostałychrazemwziętych,trzynasta–dużażółtażaba.

–TosąEmblematy?–zainteresowałasięVanessa.
–Świetnie–oceniłjejdomyślnośćKreol.–Tak,tojesttrzynaście

EmblematówYog-Sothotha.

–Apozostali?–zapytałaVan,zwidocznymobrzydzeniemprzenosząc

wzrokzjednegostworzenianadrugie.

–O,tenpodobnydoczarnegokozła,toShub-Niggurath,pułkownikarmii

Lengu–ochoczowyjaśniłKreol.–Tamten,wczarnympłaszczu,toNoszący
ŻółtąMaskę,NajwyższyKapłanŚwiątyniNocy.

Vanprzyjrzałasięwskazanemutypowi.NoszącyŻółtąMaskęrzeczywiście

nosiłżółtąmaskę,podobnądotej,jakązakładająbramkarzepodczasmeczu
hokeja.Bardzoprzypominałwniejożywionegotrupazfilmu„Piątek13”

–Atokto?–Vanpokazałananajbardziejchybaodpychającegopotwora.

Długostarałasięzgadnąć,doczegojestpodobny,alenieudałosięjej–był
jakąśniewyobrażalnąmieszanką,bezchoćbyjednegoznajomegoorganu.Nawet
twarzyniebyłowidać.

–ToNyarlathotep,jedyny,opróczYog-Sothotha,którymożeswobodnie

poruszaćsięmiędzyświatami,gdyżjestPosłańcemPrzedwiecznych.Nawiasem,
toondostarczazaproszenianaświęto.

–Ee,listonosz?–powiedziałaVanzpewnymrozczarowaniem.–Ale

brzydactwo...

–Cicho,panie!–zasyczałHubaksis.–Yog-Sothoth!
Vanzamilkła,starającsięjaknajdokładniejobejrzećnajwiększąszychęnatej

imprezce.

Yog-Sothothbyłpodobnydodługiegorobakaalbowęża.Czarnyjakwęgiel,

pełzłwstronętronuwgrobowejciszy,pozostawiającśliskiśladnapodłodze.
Niktniewydałzsiebienajcichszegodźwięku,wszyscyjakzaczarowanipatrzyli
naStrażnikaWrót.Vanzrozumiała,żeprzedwcześnienazwałagorobakiem–z

background image

robakamiałtylkoodwłok,atam,gdziepowinnabyćgłowa,wrzeczywistości
zaczynałsiękorpus–bardzomaływporównaniuzogonem,alejednakistniał.
Tułów,przyodrobiniedobrejwoli,możnabyłonazwaćludzkim,alemiałten
samczarnykolorcoreszta.Wmiejscunógwyrastałymudwieparyłap
modliszki,azamiastrąk–cośwrodzajuromboidalnychpłytkostnych,jaku
niektórychdinozaurów.Zkażdejwystawałytrzydługiepazury,cicho
postukującepodczasruchu.Głowaniecotylkoprzypominałaludzką–byływ
niejosadzonefasetoweowadzieoczy,brakowałonosaiwłosów,adotegoz
łysejczaszkisterczałocośwrodzajumrówczychczułków.Otojakwyglądał
Yog-Sothoth.

PotwórwpełzłnatronipowoliskinąłnasweEmblematy.Wsalinadal

panowałacisza.

–Coterazbędzie?–zaryzykowałaszeptVan.
–Cicho!–syknąłKreol.–Azatoth!
Ścianazatronemzachwiałasię,zafalowała,apotemwychynęłazniej

gigantycznakamiennatwarz,przypominającagipsowąmaskę.Martwekamienne
oczyspojrzałynaobecnych,anastępnieotwarłysiękamienneusta,zktórych
wydostałsięokropnygłos,świszczącyiwyjący,wyraźnieakcentującysyczące
spółgłoski.Każdesłowowymawiałjakbydużąliterą.Azatoth,pozbawiony
ciała,alenieżycia,wygłaszałprzemowędoswychpoddanych:
Ia!Ia!Ia!Io!Io!Io!
JestemBogiemBogów!
JestemPanemMrokuIWładcąCzarnoksiężników!
JestemSiłąIWiedzą!
PrzewyższamWszystko!
PrzewyższamAnuIlgigi!
PrzewyższamAnuIAnnunnaki!
PrzewyższamSiedmiuShuruppaki!
PrzewyższamWszystko!
PrzewyższamEnkiiSzamasza!
PrzewyższamWszystko!
PrzewyższamNinnursakiTestamentLenki!
PrzewyższamWszystko!
PrzewyższamInannęIIsztar!
PrzewyższamNannęIUddu!
PrzewyższamEndukuggaINindukugga!
PrzewyższamWszystko!

background image

NicNieByłoStworzonePrzedeMną!
PrzewyższamWszystkichBogów!
PrzewyższamWszystkieDni!
PrzewyższamWszystkichLudziILegendyONich!
JestemPrzedwieczny!
NiktNieZnajdzieMojegoMiejscaSpoczynku!
WidzęSłońceNocąIKsiężycZaDnia!
ToJaPrzyjmujęOfiaręTułaczy!
SkrywająMnieGóryZachodu!
SkrywająMnieGóryMagii!
JestemPrzedwiecznymWśródPrzedwiecznych!
PrzewyższamAbsu!
PrzewyższamNarMarratu!
PrzewyższamAnu!
PrzewyższamKia!
PrzewyższamWszystko!
Ia!Ia!Ia!IaSakkakth!lakSakkakh!IaShaHul!
Ia!Ia!Ia!UtukkuHul!
Ia!IaZihul!IaZihul!
IaKingu!IaAzbul!IaAzabua!IaHaztur!
IaHubbur!
Ia!Ia!Ia!
Bahabahahahahabahahahaha!
KakhtakhtamonIas!

Vanniezrozumiała,czyostatnialinijkabyłaczęściąrytuału,czyAzatothpo

prostusięroześmiał,alenieinteresowałojejtozbytnio.Nietylkotegozdania
niezrozumiała.Pocieszałojątylkojedno–powymówieniuostatniejzgłoski
Azatothznikł,przywracającścianiepoprzedniwygląd.Napięciewsalipowoli
opadało.

–Onrzeczywiściejesttakimwielkoludem,czypoprostucierpinamanię

wielkości?–wyszeptałaVanessanieprzychylnie.–Nawetjeślirzeczywiściejest
taki,niezaszkodziłobymutrochęskromności...

–Eeee,Van,niesłyszałaśjakwrzeszczałnanasWielkiChan–cichutko

zachichotałHubaksis.–Bywało,żetakdawał,ażchciałosięrzygać...

–Zresztąrazcisięprzytrafiłocośwtymrodzaju–chłodnopodsumował

Kreol.–Zatkajsię,niewolniku,nieprzeszkadzajmi!

–Aczymjesteśzajęty,panie?

background image

–Myślę!–warknąłmag,zpogróżkąwgłosiewyciągającztorbylaskę.–A

przyokazji,kobieto,oddajnomójłańcuch.

background image

Rozdział4

GdyKreol,VanessaiHubaksis„zabawialisię”naimpreziewZamku

Kadath,Maonudziłsię.Prawdęmówiąc,to,żeAgnesporazkolejnywyjechała
gdzieśdaleko,cieszyłogo–Maokochałżonę,aledługieprzebywanieznią
dopiekłonieszczęsnemumężowi.Inietylkojemu.Alebezcórkiijejkawalera
(mimowolniewciążmyślałoKreolujakoonarzeczonymVan)czułpustkę.

Oczywiście,dommiałjeszczetrzechmieszkańców.Niestety,Hubertbył

wspaniałymsługą,jakzresztąprawiekażdyskrzat,alewłaśnietosprawiało,że
byłniemiłosiernienudnymrozmówcą,zupełnienienadającymsiędo
towarzystwa.SirGeorge,któregoiwcześniejMaospotykałbardzorzadko,
okazałsięmałorozmownymosobnikiem,najchętniejchowającymsięgdzieśw
ciemnymkącie.Czytośmierćtaknaniegowpłynęła,czyteżbyłtakiod
urodzenia,niewiadomo.ZostałtylkoButt-Krillach.Wyglądałniezbyt
przyjemnie,aleniemożnagobyłonazwaćaninudziarzem,animilczkiem.
Niestety,elwenskwapliwiewykorzystywałnieobecnośćVanessyipojawiałsię
wdomuzrzadka,sprawdzająctylko,czywszystkojestwporządku.Mao
postanowiłniepytać,gdziesięwłóczy,alewgazetachjakdotądonimnie
pisano,wtelewizjiteżniebyłokomunikatówostrzegawczych,takwięcojciec
Vancieszyłsięwzględnymspokojem–czterorękidemonpotrafiłukryćsię
przedwścibskimwzrokiem.

Donudydołączyłaobawaocórkę.ChoćprzekonywałKreola,żeVanessa

umiesamaosiebiezadbać,tojednakojcowskieuczucianiełatwopokonać.
PrzecieżVanwybrałasięnienapiknikzprzyjaciółmi,niewodwiedzinydo
chorejbabciwsąsiednimmieście,nawetnienaekspedycjędodżunglinad
Amazonką!KażdąztychpodróżyMaopotraktowałbyobojętnie,tymbardziej,
żeprzytakniespokojnejkobiecie,jakAgnesLee,sammusiałdużopodróżować.
Aleprzecieżjegocórkawyprawiłasiędoinnegowymiaru,wistnieniektórego
jeszczeniedawnoniewierzył!Doświatazamieszkiwanegonieprzezludzi,a
samepotwory!Oczywiście,Kreolzaklinałsięnawszystkieświętości,że

ZAPROSZONYM

niegroziżadneniebezpieczeństwo,alewkońcutotylkosłowa...

Jakbyściesięczuli,wiedząc,żektośwambliskiznajdujesięwmiejscutakim
jakLeng?Niezbytwielejestgorszychświatów...

Zbrakulepszegozajęcia,staryChińczykzacząłwędrowaćpodomu.Kreol

background image

zamieszkałwtejwillinietakdawno,alejużzdążyłnasączyćjąswąobecnością.
Wszędziewidaćbyłośladyzmartwychwstałegosumeryjskiegomaga.Na
przykład,wogrodzie(oczywiście,jeślitenmalutkispłachetekziemi,obsadzony
diabliwiedzączymmożnanazwaćogrodem)Maoodkryłkilkagatunkówroślin
nieznanychwspółczesnejnauce.BezwzględnieeksploatującSługę,Kreol
zbudowałwodległymkońcuogrodumalutkąoranżerię,trochęwiększąod
działkowejszopyinasadziłwniejroślintakgęsto,żedośrodkaztrudemmogła
wejśćtylkojednaosoba.TylkoKreolwiedział,gdzieudałomusięzdobyćte
wszystkienasiona.Najprawdopodobniejitymrazemwykorzystałdemonologię.

WoranżeriiMaoznalazł,międzyinnymi,mandragorę.Miałszczęście,że

magicznaroślinabyłajeszczecałkiemmłodaijejkrzykokazałsię
niewystarczającydoupieczeniamózguzbytciekawskiegoChińczyka.Aleuszy
bolałygojeszczedługo.

Oprócztego,Kreolzdążyłjeszczezabezpieczyćogródprzedciekawskimi

spojrzeniamisąsiadów.Wykorzystałdwiewarstwyżywopłotu–wewnętrznąz
paproci,azewnętrznąztarniny.Obieroślinywciągukilkudnizdążyłyosiągnąć
imponującerozmiary,całkowiciezasłaniającsadprzedobcymispojrzeniami.Z
pewnościąitutajnieobeszłosiębezmagii.

Wogrodziebyłatylkojednaścieżka–odtylnychdrzwiwillidooranżerii.

Całąpozostałąprzestrzeńgęstopokrywaływszelakierośliny.Tam,gdzienie
byłoroślin,rosłygrzyby.Itojakie!Przeważałymuchomory,alegdzieniegdzie
wciśniętebyłycałkiemnieznanegatunki,niepodobnedoniczego,comożna
zobaczyćnarycinachwpodręcznikubotaniki.WśróddrobnychroślinMao
rozpoznałniezapominajki,dzikikminek,prymulkiijeszczeconieco,ale
większaczęśćziółikwiatówpozostaładlaniegozagadką.

Rosłytamteżmchy.Wróżnychkolorachiodcieniach,chociażprzeważał

czarny.Pokrywałyściany,ścieżkiiwogólecałądostępnąprzestrzeń.Dotegow
niektórychmiejscachmechnajwyraźniejporuszałsię.Maozcałejduszypragnął
wierzyć,żetozpowoduowadów.

Alewszystkietedziwaczneroślinyblakływporównaniuzmonstrum

rosnącymwsamymśrodkuzaimprowizowanegotrawnika.Wielkikwiatz
najprawdziwsząpaszcząimackamizamiastliści.Drapieżnaroślinaporuszała
się,chociażpogodabyłabezwietrzna,zpaszczycuchnęłojejwstrętnie,aliście-
mackiporuszałysięsamodzielnie,starannieoczyszczającłodygęzbłotai
owadów.Maonawłasneoczywidział,jakroślinnemonstrumkłapnęłopaszcząi
pożarłojakiegośnieostrożnegoowada.Człowiekowitenkwiatekraczejnie
dałbyrady–byłnatozamały,aleMaowolałniepodchodzićbliżej.Miał

background image

szczerąnadzieję,żesąsiedzi,którychposiadłośćprzylegaładoogrodu,niebędą
ażtakwścibscy,byprzedzieraćsięprzezkłującezarośla–wyjaśnićim
pochodzenietakdziwnegoherbariumbyłobynielekko.

JeszczejednarzeczzdziwiłaChińczyka–temperatura.Byłlistopad,awtedy,

nawetwpołudniowejKaliforniiniktniehodujekwiatów.Ajednakwogrodzie
królowałoprawdziwelato–byłociepło,wszystkokwitłoizieleniłosię,arośliny
najwyraźniejczułysięwspaniale.Czułcorazwiększyrespektdlamagicznych
mocyKreola.

Jeszczewiększegoszacunkunabrał,gdyzaszedłdomagicznego

laboratorium.Maobyłjużtutaj,gdyzVanessąiHubaksisempróbowali
sporządzićleknanieoczekiwanąchorobęmaga,alewtedyniemiałczasu,aby
podziwiaćwystrójwnętrza.Zatoterazczasumiałwbród,iwykorzystałgojak
należy.Jednakniczegoniedotykał,pamiętającprzypadekzmandragorą.Tutaj
mogłyznajdowaćsiębardziejpodstępneprzedmioty.

Znacznączęśćpółekzajmowałyfiolki,flakoniki,buteleczki,pudełeczka,

szkatułki,słoikiiinnenaczyniaprzeznaczonedoprzechowywaniaciałpłynnych
istałych.Nawszystkichznajdowałysięnapisy,aleMaoniemógłodczytaćani
jednego–wprzeciwieństwiedoswejcórki,nieznałsumeryjskiego.Stałytam
równieżlodówki.Trzysztuki,jednawiększaoddrugiej.Gdybyichzawartość
zobaczyłjakiśprzedstawicielprawa(oczywiściepozawyrozumiałądlaswojego
czarodziejaVanessą),Kreolabezwątpieniaczekałobymnóstwo
nieprzyjemności.

Wnajmniejszejchłodziarceznajdowałysięróżneorganyludzkieizwierzęce.

Wycięteserca,wątroba,nerkiiinnewnętrzności.Odciętepalcerąkinóg,oczyi
uszy,nosyijęzyki.WśrodkowejMaoujrzałpodobnekawałki,tyleżewiększe.
Całeręceinogi,odciętegłowyiinnepaskudztwa.Noawnajwiększejleżały
jużcałeludzkieciała.Dwamęskieijednokobiece.Wyglądałonato,żeKreol
zdążyłprzeszukaćpobliskiecmentarze.

–Mamnadzieję,żeniezamierzastworzyćFrankensteina...–wymamrotał

oszołomionyMao,zamykającdrzwilaboratoriumnaklucz.Wtym
pomieszczeniujeszczebardziejnieżyczyłsobienieproszonychgościniżw
ogrodzie.

Idącdopiwnicy,Maospotkałtrzykociaki:Czarnula,DymkaiAlicję.

Wesołogoniłycośniewidzialnego.

–Sir,obiadbędziedokładnieodrugiej–stanowczooznajmiłktoś

niewidzialny.

DopiwnicyKreoldotejporyniemiałczasuzajrzeć.Zatozdążyłatozrobić

background image

Vanessa.PodczasWielkiegoRemontuStaregoDomuKatzenjammera
przytargałatamwszystko,cowjejosobistymsłownikuokreślanebyłosłowem
„graty”.Znalazłysiętamstaremeble,nawpółzgniłedywany,jakieśbibeloty
znalezionewpokojachiinnedrobiazgi.Niemapotrzebywspominać,żenie
obciążyładelikatnych,damskichrąktąpracąizleciłająSłudzeiButt-
Krillachowi.Pierwszysięniesprzeciwiał,adrugiprotestował,aletylkopocichu
iwtedy,gdyVanessyniebyłowpobliżu.

Teraz,wrozpadającymsiębujanymfotelusiedziałmelancholijnyduchsir

George’a.JakzwykleniezaszczyciłMaonawetsłowem,atylkoobrzuciłgo
tęsknymwzrokiemiprzeciąglezajęczał.Byłymajorbardzosumiennieodnosił
siędoroliducha,aleniemiałżadnejstrasznejtajemnicy,niewiedziałnico
ukrytychskarbach,niepotrzebowałporządnegopogrzebu,niemiałwięcoczym
rozmawiaćzludźmi.Chociażnie,wiązałasięzjegośmierciąokropnatajemnica,
aleitakwszyscyoniejwiedzieli.Pozostawałomujęczeć,aleostatnimiczasy
starałsięrobićtojaknajciszej–odrazupierwszejnocyVanessazagroziła,że
jeślichociażrazobudzisięprzezjegowrzaski,natychmiastzażąda,abyKreol
uwolniłdomodducha.Niktniemiałwątpliwości,żesumeryjskimagpotrafito
zrobićbezwysiłku.Podobnie,jakniktniewątpił,żezrobitonapierwsze
żądaniepewnejsiebiedziewczyny–ktofaktycznierządziwtymdomu
rozumiałynawetkaraluchynastrychu.

Przyjrzawszysiędowolipiwnicy,wktórejzresztąniebyłoczegooglądać,

Maowróciłnapierwszepiętroizacząłponimspacerować,trzaskającdrzwiami.
Najpierwwszedłdobiblioteki.Tak,tak,wdomuKatzenjammerabyłabiblioteka
–poprzedniwłaścicielprzywiózłtutajsweksiążki,aleniezabrałichz
powrotem,doszedłszydowniosku,żetakarmadlatermitówniejestwarta,by
wracaćdotakodpychającegomiejsca.Wtedyjeszczemieszkałnastrychu
chichoczącypotwór...

Książkizajmowałydwieszafy,przyczymwjednejumieszczonopoważną

literaturę–encyklopedie,słowniki,klasykęitemupodobne,awdrugiej–
beletrystykę.Przeważałafantastykaikryminały.Bezwzględnymzwycięzcąbył
IsaacAsimov,zajmującycałąpółkę.Widaćbyło,żepoprzedniwłaściciel
szczerzeceniłjegodzieła.

DobeletrystykiKreolniezdążyłsiędobrać.Aledlaliteraturypoważnej

znalazłczas.Wieleksiążekmogłosięposzczycićuwagaminamarginesach,
wyrwanymistronicami,anawetosmalonymiokładkami.Gdymagowinie
podobałasiętreść,poprostuwyrywałstronicęipalił.Szczególnierozzłościłgo
podręcznikhistoriistarożytnej–wyglądałjakbymaggopogryzł.Najbardziej

background image

ucierpiałrozdziałostarożytnymSumerze–nawetpopiółponimniezostał.

–Aczemutusiędziwić?–WzruszyłramionamiMao,rozmawiającsamze

sobą.–Zobaczymy,conapisząonaswpodręcznikachzapięćtysięcylat.
Obawiamsię,żeteżnałgają...

Wholurozległsięstuk,apotemprzygłuszonytupotbosychstóp.Maozszedł

popatrzeć,cosiędziejeiodkryłButt-Krillacha.Czterorękidemondopieroco
wpadłprzezdrzwiiwyglądałnapełnegopoczuciawiny.Jakpies,któryprzez
nieuwagęnarobiłgospodynidokapci.Ukotówjestwprostprzeciwnie–kotw
takiejsytuacjiwyglądanabardzozadowolonego.

–Dzieńdobry,panieLee–uprzejmieukłoniłsięButt-Krillach,przysiadając

natylnychrękach.

–Witaj,Butt.Cośsięstało?
–Wogóletotak...–przyznałelwenniechętnie.–Zobaczylimnie.
–Naprawdę?–Chińczykuniósłbrwi.–Czylijutronapisząotobiew

gazetach?

–Byćmoże...chociażniesądzę.Widziałamnienaszasąsiadka.Wiepan,

takachuda,podobnadoszczura.

–PaniForesmith?–przypomniałsobieMao.–Igdzieżtocięzobaczyła?
–Gdywchodziłemdodomu...–Butt-Krillachzewstydemspuściłoczy.–

Proszęowybaczenie,panieLee,wiem,żeniepowinienemwychodzićdomiasta
zadnia...

–Acoterazmożnazrobić?–Maorozłożyłręcezfilozoficznymspokojem.–

Widziała,towidziała...Wkońcu,ktojejuwierzy?Awogóle,Butt,masz
szczęście,żemojakochanacóreczkawyjechała.Jużonabycięobsztorcowała
jaknależy.

–Wiem,panieLee...–zasępiłsiędemon.Rozległsiędzwonek.Maostanął

jakskamieniały,usilniepróbujączgadnąć,ktotomożebyć.Agnespowinna
wrócićzAmsterdamuniewcześniejniżzatydzień.Vanessazeswym
kawalerem–zatrzydni,oileczaswLengubiegłtaksamojaknaZiemi.Mao
byłwystarczającowykształconymczłowiekiem,bywiedziećomożliwości
takiegoparadoksu.

–Szybko,chowajsię–krótkonakazałButt-Krillachowi.
Demonniekazałmudługoczekać,zniknął,nimMaozdążyłzrobićpierwszy

krokwstronędrzwi.Chowaćumiałsięjakniktinny.

StaryChińczykotworzyłdrzwi,niepytając,ktoprzyszedł.Kreol,zanimudał

siędoświatapotamtejstronie,zapewniłgo,żeotoczyłdomochronnąpajęczyną
zaklęćiterazniktniemożewejśćdodomu,jeślion,Mao,tegoniezechce.

background image

Naprogustałaowa„chuda,podobnadoszczura”sąsiadka,Margaret

Foresmith.Wzasadzienależałotegooczekiwać.Owielegorszebyłoto,że
przyprowadziłazesobąpolicjanta.Chociażgrubasekwmundurzenajwyraźniej
uważał,żeprzyciągniętogotutajnapróżno–mówiłotymjegosmętnywygląd.

–PaniForesmith?–przywitałjągospodarzprawdziwymchińskimukłonem.

–Pan...

–Johnson–przedstawiłsiębasempolicjant.
–Czemuzawdzięczamwizytę?–uprzejmiezainteresowałsięMao.
–Sampannajlepiejwie!–fuknęłaMargaret.
–Proszęwybaczyć,aleniemampojęcia...–Maobezradnierozłożyłręce.
–Agdziesągospodarze?–Namolnasąsiadkastarałasięzajrzećdośrodka.–

Tadziewczynaitenwariat?

–Mapaninamyślimojącórkęimojegoprzyszłegozięcia?–Maonadał

głosowiniecochłodniejszebrzmienie.JaknaprawdziwegoChińczykaprzystało,
potrafiłwspanialeposługiwaćsięintonacjądowyrażaniauczuć.–SąwLos
Angeles,odwiedzająnaszychprzyjaciół.Wrócązatrzydni.Wtymczasieja
doglądamdomu.Czymapanijeszczejakieśpytania,paniForesmith?

–Przepraszam...eee...–zacząłpolicjant,drapiącsiępokarku.
–PoprostuMao–pospiesznieprzedstawiłsięMao.
–Tak,Mao...hmm.Takjakwaszprzywódca,tak?Zabawne...
Maopostanowiłniewyjaśniać,żeMaoZedongrządziłwChinachdawno

temu,jegoczasyminęłybezpowrotnieiobecnieniktgonieuważaza
przywódcę.Wzasadzie,JiangZeminateżniedarzyłciepłymuczuciem.
PodobniejakGeorge’aBushaiwogólewiększościpolityków.

–Nowięctak,panieMao...–Johnsoncałyczasstarałsięwyjaśnićpowód

swejwizyty.Widaćbyło,żesamniecałkiemrozumie,czemuwłaściwietu
przyszedł.–Awięcta...hmmm...Tak.Proszęjeszczerazpowtórzyćpersonalia.

–Mao–cierpliwieprzypomniałjegorozmówca.
–Pytamnie!–gniewnieprzerwałaMargaret.–Ilerazymożnapanu

powtarzać?Foresmith!MargaretForesmith!

–Tak.Nowięctak...hmmm...PaniForesmithtwierdzi,jakobyukrywałpan

usiebie...no...tak...Jakpanipowiedziała?Tak,toznaczy...Jakiegośpotwora,
czyco...Niemapanczasemjakiejśmałpyalboczegośtakiego?Możekangura?
–zapytałpolicjantznadzieją.Bardzochciałjaknajszybciejwyjaśnić
nieporozumienie.

–Potwora?–Maopodniósłlewąbrewwwyraziezdumieniaidezaprobaty.–

Konkretniejakiegopotwora?

background image

–Pantopowinienwiedziećnajlepiej!–Kobietanachyliłasięagresywniew

jegostronę.–Jeszczepyta,jakiego!Czywedługpanajestemślepa?!Sama
widziałam,jakotwierałdrzwi!Okropny,jakłysamałpa,zpaszcząpełnązębów!
Ajakimiałłeb–jakukosmity!Amożetojestkosmita?

–No...–Johnsonusiłowałsięuśmiechnąć.Zauważywszy,żeMargaret

patrzywinnąstronę,ukradkiempostukałpalcemwczoło.–Nicpanniewie...
mmmm...Mao?

–Niestety,nie–odpowiedziałMaogłosemsuchymjakpieprz.Zauważył

obokdumnieprzechodzącegoFluffiegoizaprezentowałgonieproszonym
gościom.–Byćmożetegopotworamapaninamyśli,drogasąsiadko?

–Mamniepanzaskończonąwariatkę?–rozeźliłasię.
–Panitopowinnawiedziećnajlepiej!–przedrzeźniałjąMao.–Może

pomyliłapanitelewizorzoknem?Niewiemjakupaństwa,alewnaszymdomu
niemażadnychpotworów!

–Mmmm...tak!Hmmm...–mruknąłpolicjant.–Pani...eee...nieważne,

możepanimimowszystko...no,niewiem...pomyliłasię?Nie?Hmm,tak.Coś
sięprzywidziało,co?

–Wiem,cowidziałam!–przerwałamuMargaretzgodnością.–Panie

władzo,wtymdomujużoddawnadziejesięcośdziwnego,niepierwszyrazto
zauważyłam!Panaobowiązkiemjestprzeprowadzenierewizji!

–Kchy...–chrząknąłpolicjant.–Przepraszam...eeee,niechtodiabli,ciągle

zapominam,jakpani...anibynajakiejpodstawie?Dlatego,żepaniprzywidział
siękosmita?Anawetjeślisięnieprzywidział,naszeprawonicniemówiotym,
żeniewolnotrzymaćkosmitów.Jeślipaniązjealboprzynajmniejpogryzie,
wtedyowszem–proszęprzyjśćizłożyćskargę.Zamkniemykosmitęitych,
którzygoukrywali.Adotegoczasu–adieu!Dowidzeniapofrancusku,hmm,
tak!

Mao,któryniespodziewałsiępotymtępawymwwyglądutłuściochutakiej

zwięzłejirozsądnejwypowiedzi,chrząknąłwtejsamejchwilizuznaniem.

–Niezostawiętegotak!–zagroziłanapożegnanieMargaret,patrzącjak

zmykająsiędrzwiwejściowe.

–Butt,jesteśtu?–cichozapytałMao,spoglądającprzezwizjer,byupewnić

się,żeupartasąsiadkanieszpiegujegdzieśwpobliżu.

–Jestemtutaj,panieLee–miauknąłgdzieśwpobliżuczterorękidemon.
–DopowrotuVaniKreolanieruszyszsięzdomuaninakrok.Niechoni

zdecydują,coztobązrobić.Mamprzeczucie,żeta...–Maozakląłpodnosem–
rzeczywiścienasniezostawi.Będzieterazsiedziećiśledzićnasprzezlornetkę.

background image

Możenawetzaparatemfotograficznym.

–Ludziemająjeszczekamerywideo–dodałButt-Krillach.
–Tak,kameryteż...–westchnąłMao.–Słuchaj,jużdawnochciałemcię

zapytać,niemasznamzazłe,żetakcięnazywamy?

–Aocochodzi?–niezrozumiałButt-Krillach.
–Nowiesz...„But”.Trochęgłupionazywaćsięjakkapećlubkalosz...–

wymamrotałMao.

–Jestnieskończeniewielejęzyków...–Elwenobojętniewzruszyłdwiema

paramiramion.–Dowolnesłowowjakimśjęzykumożebrzmiećgłupio.
Możeciemnienazywać,jakwamsiępodoba.

PaniForesmithrzeczywiściepostanowiłaniepoddawaćsiętakłatwo.

Konsekwentniewcielaławżycieswojąnowąobsesję.Mężapostanowiłanie
wtajemniczać–swegoślubnegonieszanowała,traktowałagojakszmatę,przy
czymszczególnieirytowałająjegowiarawzjawiskanadprzyrodzone.To,że
terazsamapolowałanastworazinnegoświata,bynajmniejniewydawałosięjej
nielogiczne.Damabyłazgatunkutych,cotowcudzymokunietylkosłomkę,
aleipyłekzobaczą,abelkiwewłasnymuparcieniedostrzegają.

PaniForesmithzatobardzoszybkozapoznałazWielkąTajemnicąŁysego

Kosmityswojeprzyjaciółki–paniąAndersonipannęWilson.Astrolożka
momentalniestwierdziła,żeztymdomemijegomieszkańcamicośjestniew
porządku.NatomiastpulchnapaniAndersonzzachwytemspijałamądrościzust
przyjaciółekiwewszystkimsięznimizgadzała.

Głośnolamentowałynadtym,żepaniLeejestwpodróży.ZżonąMao

momentalnieznalazływspólnyjęzykiktojakkto,aleonanapewnomogłaim
pomóc.Dziękiniejzłatwościądostałybysiędośrodka,atambeztrudu
wymyśliłyby,jakobejśćcałeterytorium.Aleczegoniema,tegoniema.
Wszystkietrzymusiałyuzbroićsięwewszelakieprzyrządydopodglądaniaoraz
podsłuchiwaniairozpocząćdyżurynieopodaltajemniczejwilli.Jednakna
przełażenieprzezpłotiszukanieinnegowejścianiezdecydowałysię.Po
pierwsze,niebyłowśródnichakrobatkizezłodziejskimstażem,apodrugie
ciąglejeszczetowarzyszyłimstrachprzedpotworamirzekomoczającymisięw
domuKatzenjammera.

Maozironicznymuśmiechemobserwowałwłaśniezmalutkiegobalkoniku

napierwszympiętrze,jakEdnaAndersonstarasięsfotografowaćcośprzez
dziuręwpłocie,gdyusłyszałkolejnydzwonek.Starającsięzgadnąć,ktoto
możebyć,poszedłotworzyć.

–CzymieszkatuKreol?–pytaniepadło,zanimzdążyłnadobreotworzyć

background image

drzwi.

Maocofnąłsięokrok,zniedowierzaniemprzyglądającsięgościowi.

Nieznajomychłopakwciemnychokularach,zoślepiającobiałąfryzurąstałw
milczeniu,oczekującodpowiedzi.

–Przepraszam,akimwłaściwiepanjest?–spytałostrożnie.
Maomiałszczęście,żeyirznałtwarzswejofiary.Gdybytakniebyło,

walnąłbymilionemwoltówwpierwsząosobę,któraotworzyłabydrzwi.Ale
wiedział,jakwyglądaKreolidlategopostanowiłnietracićenergiinakogoś,za
kogomuniezapłacono.

–JestemGuy–krótkoodpowiedziałyir.–Jeszczerazpytam:czymieszkatu

Kreol?

–Tak,ale...
–Jesttuteraz?
–Nie,takwogóle...
–Gdziejest?–dopytywałsiędalejGuytymsamymmetalicznymgłosem.
–Acotopanaobchodzi?!–oburzyłsięMao.–Czegopanodniegochce?
Yirznalazłsięwskrajnietrudnejsytuacji.Niepotrafiłkłamać,ale

odpowiedź,żechcezabićKreola,wywołałabynegatywnąreakcjętubylcai
najprawdopodobniejmusiałbygozabić.Byłotoniepożądane–mógłsięjeszcze
przydaćjakoźródłoinformacji.

–Muszęsięznimspotkać.–Guywkońcuwymyśliłodpowiedź.Co

ciekawe,wcalenieskłamał,rzeczywiścieprzedewszystkimmusiałspotkaćsięz
ofiarą.–Gdzieonjest?

–Niesądzę,bygopantamznalazł...–Maofrasobliwiepodrapałsięwkark.

Niewiadomodlaczegowydawałomusię,żeTENgośćnieuwierzywbajkęo
LosAngeles.–Wrócizakilkadni.

–Zailedokładnie?
–Zacztery.
Wrzeczywistościdopowrotupozostałotylkodwaipółdnia,aletentypnie

budziłzaufaniaMao,postanowiłwięcnajpierwuprzedzićKreola.

–Dobrze,wrócętutajzaczterydni–niechętniezgodziłsięGuy.Niemiał

ochotyzostawaćwtymświecieaniminutydłużejniżtokonieczne,alejeszcze
bardziejniechciałomusiękontynuowaćposzukiwań,gdymożnabyłopoprostu
poczekać.LotzBelgiidoStanówZjednoczonychbyłjednymznajbardziej
nieprzyjemnychdoświadczeń,wcałymkrótkimżyciumłodegoyira.Postanowił
wejśćwstanstażyiprzeczekać,iletrzeba.

Maopragnąłjaknajszybciejzatrzasnąćdrzwi–gośćcorazmniejmusię

background image

podobał,aleGuynadalstałzwróconykuniemutwarzą,jakbychciałjeszczecoś
dodać,trzebawięcbyłoczekać,ażpodejmiejakąśdecyzję.

WtymczasieGuyzastanawiałsię:zabićczyniezabijaćtegoczłowieka?Z

jednejstrony,staruszekbyłniepotrzebnymświadkiemimógłpowiadomićofiarę
zanimon,Guy,jądopadnie.Zdrugiejstrony–jeśligozabije,ofiaramożetym
bardziejcośpodejrzewaćiukryćsię.Albo,cogorsza,samanapaśćjako
pierwsza–yirdoceniałmożliwościsumeryjskiegomaga.

Rozważywszydokładnieproblem,Guywmilczeniuodwróciłsięiposzedł

sobie.Maozamknąłzanimdrzwiiodetchnąłzulgą.Oczywiście,niemiał
pojęcia,żewłaśnieominęłagomożliwośćsprawdzenianawłasnejskórze,co
czujeskazaniecnakrześleelektrycznym.

background image

Rozdział5

AtymczasemwLengu„bawionosię”.Jeśli,oczywiście,możnatakto

nazwać–Vanessagotowabyłaprzysiącnawszystkieświętości,żenigdynie
widziałabardziejsmętnejimprezy.

Pokilkuuroczystychprzemówieniach,wygłoszonychprzeznajważniejsze

potwory,większośćwszelkiejmaścistraszydełrozlazłasiępozamku.Nasi
przyjacieleposzlizaichprzykładem.Tutejsikulturalno-oświatowinajwyraźniej
niezamierzaliorganizowaćżadnychrozrywek,pozwalającgościomzabawiać
sięsamodzielnie.Wyglądałotoniezbytelegancko,aleniktsiętymspecjalnienie
przejmował.

VanessaznudówkartkowałamagicznąksięgęKreola.Trzebaprzyznać,że

gdzieniegdziebyłanaprawdęwciągająca.Trafiałysięjednakmiejscanudniejsze
niżfińsko-norweskisłownikwydrukowanyalfabetemdlaniewidomych.Ku
swemuwielkiemuzdziwieniu,VanznalazławksiędzeprzemówienieAzatotha,
zgadzającesięcodojotyztym,cousłyszaławkomnacie.WogóleKreolnapisał
sporooLenguijegomieszkańcach.

Oddzielgłowętrupaodciałajego,starającsię,wmiaręmożliwości,nie

uszkodzićniczego,coznajdujesiępowyżejszyi.Umieśćgłowętrupana
miedzianymtalerzu,tyłemdowschodualbo–jeślinaziemipanujenoc–
odwrotnie.PosypoczytrupaproszkiemIbn-Gazi,jednocześniewymawiając
odpowiedniezaklęciazapisaneponiżej.Jeśliwszystkozostaniezrobionedobrze,
trupotworzyoczyibędzieztobąrozmawiać.Uważaj!Przedrozpoczęciem
rytuałuniezapomnijwypowiedziećOchronnegoSłowa,boinaczejtrup,jeśli
opanowałpotrzebneumiejętności,możecięskrzywdzić.Głowętrupamożesz
zapytaćowszystko,aonaniemożeskłamaćanizataićprawdy,alepamiętaj,że
możemówićmgliścielubdwuznacznie.Jeślicośwydacisięniejasne,zapytaj
dwarazy,zapytajtrzyrazyalbowięcej,jeśliuznasztozakonieczne.Nieod
rzeczybędziepogrozićtrupowi,aleniemasensugrozićmuśmiercią–w
obecnymstanieniczegobardziejniepragnie.Możeszgrozićstrasznymimękamii
bólemniedozniesienia–dalejopisano,jaksprawićbólożywionemutrupowi.
Nienależydawaćgłowiejeśćanipić,botododajejsił,bymogłaprzeciwstawić
siętwymstaraniom.Szczególnieunikajdawaniajejkrwi,chybażetrupjest
nastawionydociebieprzyjaźnielubprzynajmniejniejestwrogi–wtakim

background image

przypadkukrew,przeciwnie,możepomócrozwiązaćmujęzyk.Alejeślizażycia
byłwrogimcimagiem,niemalepszegosposobu,byzrobićsobiekrzywdę–
przeczytałaVan.Notak,nakarieręliterackąKreolniemiałszans–pisałstylem
bardzochropowatym,aczytanieniewyraźnychbazgrołówbyłoprawdziwą
męką.

–Aczytakjestmidotwarzy?–zapytałzniepokojemwgłosiemag,

zajmującysiędotądczymśzaplecamidziewczyny.

Vanessaodwróciłasięiwesołozachichotała.Kreolzmieniłuczesanie,

związałwłosywkońskiogon.Chociażrzeczywiściewyglądałtakznacznie
lepiejichichotałaniebezpowodu.

–Cosięstało,kobieto?–Zmarszczyłbrwimag.–Cowtymśmiesznego?!
–Nie,nic...Hubi,totymupomagałeś?
–Aktóżbyinny...?–warknąłHubaksis,sapaniemdemonstrując,żejest

obrażony.–Przedtempanuzaplataławłosyspecjalnaniewolnica,aleskądją
wziąćtutaj...?

–Nieszczęścietymoje.–CzulepokiwałagłowąVanessa.Siadłabliżeji

zaczęławszystkopoprawiać.Malutkidżinnokazałsięnędznymfryzjerem.
Chociażbydlatego,żezamiastgumką,związałwłosypanakawałkiem
zardzewiałegodrutu.Ciekawe,gdziegozdobyłwtymświecie?

GrzebieńigumkędowłosówVanessamiałazawszezesobą.Jakaprawdziwa

kobietawybierzesiędorównoległegoświatabeztakiegozestawu?Rozczesując
włosywielkiegomagamimowolnieprzyznałasamaprzedsobą,żesprawiajejto
przyjemność.Oczywiście,pewienwpływnatomiaływłosyKreola,które
przypominałysierśćsyjamskiegokotanietylkokolorem,ale,jaksięokazało,
byłyrówniemiękkieipuszyste.Dotykającich,miaławrażenie,jakbygłaskała
kociaka.

–Cociprzyszłodogłowy,żebyużywaćdrutu?...–burczała.–Nieznalazłeś

gumki?

–Acototakiego?–zasępiłsięKreol,cierpliwieczekając,ażjegofryzura

zostaniedoprowadzonadoporządku.

–Niewiesz,cototakiegoguma?–zdziwiłasięVanessa.
–Wiem,cotojestguma,kobieto!–wybuchnąłmag.
–Panpyta,cotojestgumka,Van–wesołowytłumaczyłHubaksis.–No

właśnie,cototakiego?

–Ato!Czyżbywwaszychprehistorycznychczasachniebyłoczegoś

takiego?

–Używaliśmyjedwabnychsznurków–powiedziałHubaksis,oglądając

background image

pokazanyprzedmiot.–Aletarzeczrzeczywiściejestwygodniejsza...

Dokomnaty,będącejschronieniemKreolaijegokompanii,ukradkiem

wsunąłsięodpychającydemon,podobnydopokręconegostaruszkaztwarzą
debila.Miałniecałymetrwzrostu,króciutkienóżki,rączkizesterczącymi
palcami,ajegodziwneubranieprzypominałodamskąpończochęzdziuramina
ręceinogi.Jednakwporównaniuzwiększościątubylców,możnagobyłonawet
nazwaćładnym.

–Czegochcesz?–niegrzeczniezapytałKreol.
Twardopostanowiłprzesiedziećwtympomieszczeniudosamegokońca

święta,apotemzniknąćpoangielsku–bezpożegnania.Lengdopiekłmudo
żywegojużpięćtysięcylattemu,azdążyłdowiedziećsięwszystkiegocochciał.
DostałnawetKamieńWrót–niespodziankę,któramogłaodegraćważnąrolęw
WielkimPlanieKreola.

Brzydalcośwymruczałwniezrozumiałymnarzeczu.
–Nicnierozumiem–zdziwiłasięVan.–Pojakiemuto?
–TojęzykSha-Kine–skrzywiłsięKreol.–WLenguużywasiękilku

języków,atyznasztylkoNag-Soth.Ej,ty,mówiszwNag-Soth?

Brzydalpokręciłgłową,nieprzerywająctrajkotania.
–Alerozumiesz,prawda?–wtrąciłsięHubaksis.
Brzydalpotwierdziłkiwnięciemgłowy.
–Atygorozumiesz?–VanzwróciłasiędoKreolapodejrzliwie.Nie

podobałosięjejto,jakdemonnaniąpatrzy.

–Ztrudem–przyznałsięmag.–Alejednakrozumiem.
–Iczegoonchce?
Magprzysłuchiwałsiętrajkotaniupotworkaibezdźwięcznieporuszałustami,

starającsięprzetłumaczyćjegosłowa.Gdyzrozumiałsens,plasnąłdłońmio
kolana,odchyliłgłowędotyłuiroześmiałsięserdecznie.

–Coonpowiedział,panie?–Hubaksisniemógłpowstrzymaćciekawości.–

Teżchcemywiedzieć!

–Chceciękupić–wytłumaczyłKreol,ocierającłzyześmiechu.
–Mnie?!–zdziwiłsiędżinn.–Adoczegojestemmupotrzebny,panie?
–Nieciebie,niewolniku!Ciebie,kobieto.
–Co,co?!–krzyknęłaVanessazniedowierzaniem.–Chceszpowiedzieć,że

tenpokurczchcekupić...MNIE?!

–Właśnietak.–ZzadowoleniemkiwnąłgłowąKreol,wsłuchującsięw

nieprzerwanetrajkotaniekarzełka.–Pyta,ilezaciebiechcę...Proponujeswoją
cenę...oho!Takwogóle,toniezłepieniądze...!

background image

–Powiedzmu–ledwiemogącopanowaćgniew,suchopowiedziałaVanessa

–żejestemwolnąkobietąiniejestemnasprzedaż!

Natwarzykarzełkazagościłironicznywyraz,cichozachichotał,jakby

usłyszałdobryżartiznowucośwymruczał.

–Acoterazmówi?
–Mówi,żeniemakobietnienasprzedaż–sumiennieprzetłumaczyłKreol.–

Proponuje,żebyśmyprzestalisięwygłupiaćipodalicenę.Wyglądanato,żemu
sięspodobałaś...Mówijeszcze,żemusiobejrzećtowar,żebyprzekonaćsię,że
jesteśzdrowaijesteśwstaniesprawićmuprzyjemność.

Karzełekprzeszedłodsłówdoczynów.Śliniącsię,podszedłdoVanessy.

Wyciągnąłnawetzakończonąkrótkimipalcamirękę,starającsięuszczypnąć
dziewczynęwpierś.

TegoVanniemogłajużwytrzymać.Nigdyniebyłafeministką,uważała,że

równouprawnienierównouprawnieniem,aleniemacoszaleć,jednakniemogła
dopuścićdoczegośpodobnego.Gdybynamiejscukarzełkabyłjakiśinny
potwór,zażądałaby,abyjejczcibroniłKreol,aleztymmałymkrasnalemVan
świetniemogładaćsobieradęsama.

Karzełek,odrzuconynaścianęprawymsierpowym,zawyłzoburzeniem,

wskazującVanessępalcem.Praweoko,ugodzonepięściądziewczyny,
momentalniezabarwiłosięnafioletowoiprzypominałoprzejrzałąśliwkę.

–Przeprasza?–starałasięzgadnąćVanessa,zadowolona,żejestwstanie

samazadbaćosiebie.Niemusiałanawetwyciągaćpistoletu,który
zapobiegliwiezabrałazesobą.

–Niesądzę,Van–mruknąłHubaksis.
–Terazżąda,żebymoddałcięzadarmo,jakozadośćuczynienieza

poniesioneszkody–smętnieprzetłumaczyłKreol.

–Co?!–oburzyłasięVanessa,biorąckolejnyzamachnabezczelnegokarła.

–Chceszjeszcze,potworku?!

Pokurczodskoczyłdotyłuiznowucośwytrajkotał,zobawąspoglądając

spodokanapięśćVanessy.

–Tocośnowego...–zdziwiłsięKreol.–Grozi,żepodanasdosądu.
–Mająsądy?Nigdybymnieprzypuszczała...
Karzełekzuwagąwysłuchałjejodpowiedzi,klasnąłwdłonieizatrajkotał

jeszczeszybciej.TymrazemVanessiewydawałosię,żerozpoznajejakieśznane
słowa.Jednoznichbrzmiałojak„Ameryka”.

–Comówi?
–Mówi,żesystemprawodawstwazapożyczyliodwas,Amerykanów–

background image

melancholijnieprzetłumaczyłmag.–Mówi,żetakimsięspodobał,że
skopiowaligokropkawkropkę.

–Teżcoś...–zauważyłaVanessazlekkąnutądumy.–Naszsystemmusibyć

dobry,jeślikorzystajązniegonawettakiepotwory.

–Acoterazmówi,panie?
–Mówi,żenadwudziestowiecznejZieminajbardziejspodobałyimsiętrzy

rzeczyizrobiliusiebietakiesame.

–Cotakiego?
–Amerykańskisystemprawny...–wyliczyłKreol–...komorygazowei

gułagi.Apropos,cototakiego?Mówi,żetonawetdziwne,żetakiesprytne
rzeczywymyślililudzie.

Vanessazasępiłasię.Niespodobałojejsię,żepotworytraktująamerykańskie

sądownictwonarównizradzieckimiobozamiifaszystowskiminarzędziami
zbrodni.Złymwzrokiempopatrzyłanakarła,ażtenzacząłsiękręcićnerwowo,
chcącukryćsięprzedtymgroźnymwzrokiem.

–Awięctak!–zdecydowanieoznajmiłaVan,wyciągającpalecwstronę

Kreola.–Powiedztemubydlakowi,żebypodniósłtyłekizmiatałstąddo
wszystkichdiabłów,jeśliniechce,żebympokazałamumavasi-giri!

–Mnie,mniepokaż!–wyrwałsiędoprzodupodekscytowanyHubaksis.
–Cociprzyszłodogłowy,jednooki?–Dziewczynapopatrzyłananiegoz

uśmiechempolitowania.–Mavasi-giritokopnięcienogąwtwarz,anieto,o
czymcałyczasmyślisz,mójtymisiupuszysty.

–Aaaa...–Rozczarowanydżinnwycofałsię.–Wtakimrazieniechcę.
Kreolcałyczasniemógłdojśćdosiebiezoburzenia.Vanessaośmieliłasię

pokazywaćgopalcem...Jego!Byłotoprawdziwymciosemwjegomiłość
własną.Wpoprzednimżyciunikt...nikt!nieośmieliłbysięzrobićniczego
podobnego.Atymbardziejkobieta.JednakKreolstopniowopozbywałsię
nawykówwłaścicielaniewolników.Dlategopoprostupokazałczekającemucały
czaskarzełkowidrzwiizapomocągestówwyjaśnił,cogoczeka,jeśliniespełni
poleceniaVanessy.Karzełekcośwybełkotałzoburzeniem,jednąręką
wskazującVan,adrugą–śliwkępodokiem.Kreolzaprezentowałmułańcuch
przeciwdemonom,więctamtennieodważyłsięwięcejdyskutować.

Vanessanapożegnaniedałapaskudnikowikopniakawtyłek,żebyczasem

nieprzyszłomudogłowywrócić.Wyjrzałanakorytarzizbaraniała.Holem,bez
pośpiechu,dostojnie,niezwracającuwagianinaVan,aninawciążjeszcze
rozcierającegobolącyzadekkarzełka,szedłnajprawdziwszyanioł.Nadętyfacet
wbiałymchitonie,zezłotymilokamiiłabędzimiskrzydłamiuramion.

background image

–O...o...o...–Dziewczynastarałasięcośpowiedzieć,wskazującpalcem

oddalającegosięanioła.

–Co,Van,znowuzobaczyłaśHastura?–życzliwiezainteresowałsię

Hubaksis,podlatującbliżej.–Itowszystko?–powiedziałzrozczarowaniem,
gdyzobaczyłobiekt,którywywołałtakiewrażenie.–Coty,niewidziałaś
anioła?

–Oczywiście,żenie–odpowiedziałaVanessa.–Anibygdziegomiałam

widzieć?

–Pewnietam,gdziemieszkająanioły–zaśmiałsięKreol.–WRaju.To

JasnyŚwiat,jedenzsąsiadującychznami.

–Byliśmytamkiedyśrazemzpanem!–pochwaliłsiędżinn.
–ByliściewRaju?!–OczyVanessyrozszerzyłysięzzachwytu.Sumeryjski

magznajdowałcoraztonowesposoby,byzrobićnaniejwrażenie.–I...jaktam
jest?

–Fajnie...–westchnąłHubaksis.–Szkoda,żenasniezaproszonowgości

TAM

,aniedotegoLengu...

–Tak,alenieproszonychgościoniteżnielubią–zimnoprzypomniałKreol.
–Aleczynietamtrafiasiępośmierci?–zastanowiłasięVan.–Sądziłam...
–Oczywiście.–Magkiwnąłgłową.–Sprawiedliwipośmiercitrafiajądo

któregośJasnegoŚwiata,agrzesznicy–doCiemnego.Alejedenastuludziz
tuzinabalansujegdzieśpośrodku,więctrafiająpoprostudoŚwiataMartwych.

–Agdzieonjest?–zapytałaVanessa,czując,żejesttrochęzmęczona.–To

teżsąsiedniświat?

–ŚwiatMartwychtoświatwtórny–odpowiedziałKreol.–Niejestani

Jasny,aniCiemny,tylkoMartwy.Takiświatjestprawiewkażdymwymiarze.

–Acotoznaczy„wtórny”?
–Przyczepionydonaszego.Możnasiędoniegodostaćtylkoznaszego

świata,azniego–tylkodonaszego.No,albodojakiegośinnegowtórnego.
Jeślinaszwymiarzjakichśpowodówzginie,zwinąsięteżwszystkiejego
wtórneświaty–wyjaśniłKreolrównieżmocnojużzmęczonymgłosem.–Teraz
rozumiesz?

–MożebyciętakwyprawićdoInstytutuFizyki?–odpowiedziałaVanessa

pytaniem.–Wyjaśniłbyśim,jakjestzbudowanyWszechświat,bocijajogłowi
bezskuteczniełamiąsobienadtymgłowy...Majątylkohipotezy.

–Wszystkojestzbudowanebardzoprosto!–wesołozapiszczałHubaksis.–

Stwórcastworzyłwiele,wieleświatów,awszystkieoneskładająsięzmalutkich
cosiów...jakżeszonesięnazywają...?

background image

–Molekuły?–podpowiedziałaVan.
–Niewiem,jakjeteraznazywacie.Temaleńkiecosieskładająsięzinnych,

jeszczemniejszych,tezkolejnych,znówmniejszych,adalejtojużniewiem.

–Milcz,niewolniku!–Kreoldałlekkiegoklapsadżinnowi.Bałsięsilniej

uderzyć,abynierozbićmalutkiejgłówki.–Chceciejeść?

–Jeść?!–niewiadomodlaczegozdenerwowałasięVan.–Chcę!
Wkomnacie,którązrządzeniemlosudzieliłozesobądwojeludziidżinn,

byłozadziwiającomałomebli.Typowy,minimalnyzestaw.Miejscedospania
przypominającewojskowełóżkoskładane,stół–takniziutki,żewygodniemógł
rozsiąśćsięprzynimtylkojakiśJapończyk,ifotel.

Kreolzająłsięstołem.Wyciąłnablaciekilkamniejwięcejrównychkręgów

połączonychcienkimiliniami,następniewkażdymnarysowałkilkapokrętnych
znaków,dotknąłichpokoleilaską,apotemwyrecytowałzpowagą:
Stworzęmięsnypokarm,jadalnyposiłekstworzę.
Czynięgoróżnorodnymisycącym,aleniezmienniejadalnym.
Połowęwezmę,zjem,drugąpołowęzachowam.
Zachowamstworzonypokarm,żebyzłożyćofiarębogom.
Zaisteotrzymająbogowieczęśćmojegopokarmu.
RozmiarofiaryokreślisamWładca.
Weźmiesobie,czegozapragnie,resztę–rozda.
EaiEnlil,SzamasziMardukbędązadowoleni.

Van,którajużnakońcujęzykamiałaciętąuwagęnatematbiałychwierszy

Kreola,rozmyśliłasięwjednejchwili,zobaczywszy,jakzpowietrza
zmaterializowałysięnaczyniazbrązuestetycznienapełnionejedzeniem.
Kształtemirozmiaremdokładnieodpowiadałynarysowanymnastolekręgom.
Wsamymśrodkupojawiłasiębutlazwinem,opojemnościokołoczterech
litrów.

Mniejwięcejwpołowiewieczerzydopokojuwpadłjeszczejedendemon.

Całkowiteprzeciwieństwoposkręcanegostaruszka–potężnykosmatydrabo
ciemnobrązowejskórze,zwysuniętądoprzodupaszcząiparąbyczychrogów.
Zzaramieniawyglądałamuoszałamiającaczarnoskórapiękność.Odczłowieka
różniłasiętylkonadzwyczajdługimipazuramiurąk.

–NawłochatyzadekKingu!–zakląłdemon.–Tutajteżzajęte!Ej,ty,

słuchaj,długotubędzieszsiedział?

–Długo.–Kreolspojrzałnaniegoposępniespodełba.–Aco,miejscawam

brak?

–Nowłaśnie...–wysapałrogaty.–Niewiesz,czyjestgdzieśwolne?

background image

–Spróbujzaczwartymidrzwiamipoprawej–poradziłmag.
Demonkiwnąłgłowąwpodzięce,szybkotracączainteresowanieKreolemi

wszystkimipozostałymi.

–Ej,mogęiśćzwami?–znadziejązapytałHubaksis.
–Ha!–wyszczerzyłosiędziewczę.–Takichjakty,trzebabymiz

pięćdziesięciu!

–Niewieszjeszcze,copotrafię!–oburzyłsiędżinn.
–Próbowałamjużztakimi,nicspecjalnego...–prychnęłaszponiastadama.
ObrażonyHubaksiszamilkłizatopiłzębywkawałkuboczku.Vanessa

pytającopopatrzyłanaKreola,oczekująckomentarzanatematgości.

–Diablice...–uśmiechnąłsiępółgębkiemKreol.–Jestichtujakmrówek.

Pamiętamjakraz...

–Coraz?–Vanskrzywiłasięniesympatycznie.
–Nic!–szybkoprzerwałmag.–Prawda,niewolniku?
–Zupełnienic,panie,zupełnie–westchnąłHubaksis–Zawszemówiąmi

jednoitosamo,dziwkiszponiaste...Alety,panie,zawszeimsiępodobałeś...

–Milcz,niewolniku!–ryknąłmag,wyciągającrękępolaskę.
Dojadającnóżkębażantainieuważniesłuchającwrzaskówuciekającego

przedlaniemHubaksisa,Vanrozmyślała.

Ostatnimiczasyniedawałajejspokojupewnamyśl,októrejdotądnieśmiała

wspominać.Doszładowniosku,żedrugiejokazjiniebędzie,postanowiłamimo
wszystkowyłożyćswąprośbę.

–Kreolu...?–zaczęłaniepewnie.
–Nieprzeszkadzaj,kobieto,jestemzajęty!–odburknąłmag,machająclaską

tak,jakbyprzezcałeżycieniezajmowałsięniczyminnymtylkotłukł
niewydarzonychniewolników.Zresztą,prawdopodobniewłaśnietakbyło.

–Panie,wybacz,więcejniebędę!–prosiłdżinn.
–Dobrze,zostawmytonarazie–zgodziłsięniechętnieniecojużzmęczony

Kreol.–Czegochcesz,kobieto?

–Widzisz,słyszałam,żesąjakieśsprawdziany...no...czyktośmożebyć

magiem,czynie.Rozumiesz?

–Oczywiście–niecierpliwieprzytaknąłmag.–Icodalej?
–Aczymógłbyśmnie...no,sprawdzić?
–Toznaczy?Chceszzostaćmaginią,kobieto?Dotegoniewystarczą

zdolności,trzebajeszczeznaleźćnauczyciela...zaraz...Niemyśliszchyba,że
ja...?

–No,takwogóleto...–Vanessauśmiechnęłasięprzymilnie.–Jakcisię

background image

podobatenpomysł?

–Nawetotymniemyśl,kobieto!–wrzasnąłoburzonymag.–Żebym

dobrowolniewziąłsobietakiegogarbanaplecy?!Czychociażmaszpojęcie,ile
czasutrwanaukaumaga?!Piętnaścielattonajkrótszyokres!

–Nigdziemisięniespieszy.–Vanwzruszyłaramionami.Trzebaprzyznać,

żeuwagaopiętnastoletniejnauceniecoochłodziłajejzapał,aleniezbytmocno.
Chęćzostaniauczennicąmagasilniepodgrzewałfakt,żeuczniowiezazwyczaj
spędzająznauczycielamidużoczasu,aostatnimiczasycorazczęściejmiała
ochotęznaleźćpotemujakiśpowód.

–Alejasięspieszę!Mamjeszczemnóstwoplanów,kiedymiałbymcię

uczyć?!

–Jakichplanów,panie?–wtrąciłsiędżinn.–Nicmiotymniemówiłeś!
–Jeszczenieogłupiałemażtak,żebycimówić–fuknąłKreolpogardliwie.–

Ciebietoniedotyczy,niewolniku!

–Hmm!–przypomniałaosobieVanessa.
–Nie,nieijeszczeraznie!–odmówiłmagzdecydowanie.
–Ajapowiedziałam:tak!–niepoddawałasięVan.
–Panie,najpierwjąsprawdź–poradziłHubaksis.–JeśliVanniema

zdolności,problemsamsięrozwiąże,prawda?

–Słusznauwaga,niewolniku.–Kreolniemógłsięniezgodzić.–Dobrze,

kobieto,siadajtutaj,będzieszzdawaćegzaminwstępny.

Jednymmachnięciemrękizgarnąłzestołuresztkijedzeniainaczynia,nie

przejmującsięzbytniofaktem,żewszystkotoznalazłosięnapodłodze,potem
podniósłjednowinogrono(najmniejszeinadgniłe)iuroczyścieułożyłjena
samymśrodku.

–Siedzisz?–upewniłsię.–Dobrze...Patrzuważnienawinogrono.Zachwilę

przekażęcitylemagicznejsiły,iletylkobędęmógł,atyspróbujeszpodnieść
winogronobezpomocyrąk...

–Jakmamtozrobić?–przerwałamuVanessa.
–Poprostuzewszystkichsiłstarajsię,żebytaksięstało–rzekłKreolpo

chwilizastanowienia.Najwyraźniejnieodrazuprzypomniałsobie,jak
właściwiepowstajemagia,takzwykłeicodziennestałysiędlaniegotecuda.–
Pozatymmożeszwyobrazićsobie,jakpodnosisiędogóry,toteżczasem
pomaga.Gotowa?Zacznij,kiedypowiem„trzy”.

Magrozruszałręcejakchirurgprzedoperacją,stanąłzaoparciemfotelai

położyłdłonienaskroniachdziewczyny.Poczuła,jakzjegorąkdosłownie
wylewasięcośwrodzajupłynnegoognia,jednocześnieciepłegoichłodnego.

background image

Napełniłjejciałonieziemskąlekkością,uczuciemogromnejsiłyijeszczeczymś
nieznanym.Uczuciebyłodziwne,alenienieprzyjemne.

–Trzy!–wychrypiałKreol.Sprawdzianwyraźnieniesprawiałmu

przyjemności.Vanskoncentrowałasięnaowocu,zcałejsiłypragnąc,żebysię
uniósł.Chociażodrobinę!Nakazywała,prosiła,błagała,alenicsięniedziało.
Aletylkonapoczątku.Gdyporazkolejnykrzyknęławmyślach,grożąc,że
zastrzeliupartyowoc,jeślinatychmiastsięniepodniesie,niechętnieuniósłsię
nadblatem,jakbyoddołupopychałgoniewidzialnypalec.TaktozdziwiłoVan,
żenatychmiastprzerwałaswewysiłki,awinogronoupadłozpowrotemnastół.
Zdążyłapodnieśćjeniewięcejniżnacentymetr.Kreolzdjąłręcezjejskroni.

–Wspaniale.–Pokiwałgłowązzadowoleniem.–Odziwo,bardzodobry

wynik...

–Czylitoznaczy...
–Tak,Van,zpewnościąmożeszzostaćprawdziwąmaginią–zawyrokował

Hubaksis,którybardzouważnieobserwowałprzebiegpróby.–Niearcymaginią,
oczywiście,aninawetniearcymistrzynią,alenamłodsząmistrzynięwpełnisię
nadajesz.Oczywiście,jeślipanzgodzisięciebieuczyć.Samarozumiesz,że
innegonauczycielamagiiwwaszymszalonymświecienieznajdziesz.

–Jeszczesięniezgodziłem...–burknąłKreol.Alewszyscyświetnie

rozumieli,żenieudamusięwykręcić.

background image

Rozdział6

Jeślijesteśpewna,żechceszbyćmojąuczennicą...–smętniezacząłlekcję

Kreol,ciąglemającnadzieję,żeVanessasięrozmyśli–...zapamiętaj:uczeń
musiwewszystkimsłuchaćnauczyciela.Jeślipowiem„skacz!”masznajpierw
skoczyć,adopieropotempytać,poco.Naczasnaukiuczeńnienależydosiebie,
robitylkoto,comówinauczycielinicwięcej.Nawet,jeślibędziesz
potrzebowałaudaćsięwustronnemiejsce,musisznajpierwzapytaćnauczyciela
ozgodę,ajeślizabronię–musiszwytrzymać...

–Co?!–oburzyłasięVanessa.–Zgłupiałeś?
–Panżartuje–zachichotałHubaksis.–Straszy,żebyśsięrozmyśliła.
–Milcz,niewolniku!–warknąłKreol.
–Toprawda?–Vanpodejrzliwiezmrużyłaoczy.
–Dobrze,starczy!Wogóle,dlauczniamaganajważniejszejestsłuchaći

zapamiętywaćwszystko,comówinauczyciel.Noiwypełniaćpolecenia,inaczej
nicztegoniebędzie...Pozatym,uczeńmusizadbaćowłasnyzestawnarzędzii
magicznąksięgę,aletozazwyczajrobisiępółtorarokuporozpoczęciunauki,
niewcześniej.

–Więcodczegozaczniemy?–Dziewczynaniecierpliwiezamachałarękami.
–T

Y

zacznieszodtego,żeuważnieprzeczytaszmojąksięgę–oznajmiłmag

złośliwie.–Całą,oddeskidodeski.Alepocichu–głośnoniewymawiajani
jednegosłowa,jasne?Zaklęćniewolnoczytaćnagłos,nawetjeśliktoś
opanowałmagię.S

ZCZEGÓLNIE

,jeśliopanował...

–Acosięstanie?–przerwałamuVan.
–Prawdopodobnienic–odpowiedziałKreolpochwilinamysłu.–

Oczywiścieczasemcośsięmożezdarzyć,alecokonkretnie,tegonawetCzarny
Ślepiecnieprzepowie.Jeślicośbędzieniezrozumiałe,topytaj,alenie
przesadzaj–potemopowiemwszystkoszczegółowo.Możeszzacząćodrazu.

Vanobraziłasię.PróbowałajużczytaćmagicznąksięgęKreolainiesprawiło

jejtowielkiejprzyjemności.Półtoratysiącastron,zapisanychdrobnymi
literkami,zawierałoniezbytwieleciekawychinformacji–główniebyłytam
samenudziarstwa.Ale,jaktomówią:cierpciało,jakcisięchciało–trzebabyło
wziąćsięzatengrubyfoliał.

Napierwszychstronachszczegółowowyjaśnionopodstawymagii.Jakuczyć

background image

sięnapamięćzaklęć,jakwchłonąćmagicznąenergięalbomanę,jakwpływaćna
otaczająceprzedmiotyistworzenia,abyzmieniałysiętak,jaktegochcemag,w
jakisposóbzamieniaćmaterięwenergięiodwrotnie.Byćmoże,zrozumiawszy
to,możnabyłosamodzielniezostaćmagiem,gdybyniejedno„ale”–instrukcje
teprzypominałyobjaśnieniawpodręcznikachkarate.Jakwiadomo,niktnie
nauczyłsięwalczyć,czytającksiążkę.Niezbędnyjesttrenerićwiczenia.

Dotegoznajdowałysiętutylkosamepodstawoweinstrukcje–szczegółowo

omawianojedalej.Niestety,znaleźćkonkretneinformacjewmagicznejksiędze
Kreolapotrafiłtylkoonsam–niebyłoanispisutreści,aniporządku
alfabetycznego,aninawetbanalnejnumeracjistron.Poprostuwstarożytnym
Babilonietakichrzeczyniewymyślono.

Vanczytałaiczytała.Zaklęcia,rytuały,wróżby,przepisynaczarodziejskie

mieszankiieliksiry,opisymagicznychzwierzątiroślin,nazwyorazcechy
różnychduchówidemonów,instrukcjeprzygotowaniaartefaktów,poprostu
różneprzydatneinformacje...Nieszczęsnądziewczynępopółgodziniezaczęła
bolećgłowa.Oczy–jeszczewcześniej,takdrobnymiliteramipisałKreol.
Oczywiście,dziękitemumógłzmieścićbardzodużoinformacjinastosunkowo
niewielkiejpowierzchni,aleczytaćtobyłopiekielnietrudno.

Weźodciętyjęzykwężadusiciela,umieśćgowpucharzenapełnionymwłasną

krwiąitrzymajtakprzezdwiegodziny,przezcałyczasśpiewającmodlitwydo
MrocznegoDamballaha.PaznokciamizróbnajęzykusymbolDamballaha,a
potemumieśćgonawłasnymjęzyku.Dopókibędziesięznajdowałwtwoich
ustach,możesz
rozmawiaćzewszystkimiwężamiirozumiećichjęzyk,alewtym
czasieniebędzieszmógłrozmawiaćzludźmi–abyrozmawiaćzkimśtobie
podobnym,musiszwyjąćjęzyk.Wszystkiewężebędąciętraktowaćprzyjaźnie,
dopókijęzykDamballahapozostaniewtwoichustach,mogąnawetspełniać
twojeprośby,jeślipoprosiszwystarczającouprzejmie.

Vanessazamyśliłasię.Owszem,umiejętnośćmówieniajęzykiemwężyi

rozkazywaniaim,możebyćbardzoprzydatna.Szkodatylko,żewtymcelu
trzebapoświęcićcałypucharwłasnejkrwi.PewnegorazuVanoddawałakrewi
potemprzeztrzydniczułasięokropnie.Odtejporypunktykrwiodawstwa
obchodziłazdaleka.

Wjednąrękęweźgarśćkrzemowegopyłu,awdrugą–garśćpyłuz

magnetycznegokamienia.Wypowiedzśpiewniezaklęciezapisaneponiżej,po
czymzłóżręcerazemikrzyknijimięSogbo.Gdytozrobisz,ztwoichust
wydostaniesięogłuszającygrom,któryogłuszynawiekiwszystkichstojących
bliżejniżtrzymetryodciebie,anajakiśczas–stojącychbliżejniżpiętnaście

background image

metrówodciebie.Oprócztego,każdyszklanyprzedmiotstojącywpobliżu,
rozsypiesięnakawałki.

–Niczegosobie!–Vangwizdnęłazpodziwem,przyglądającsięzaklęciui

oceniając,ileczasupotrzeba,byjeśpiewniewymówić.–Tylkoktobędzietyle
czasuczekać,ażgoogłuszą?

–Zaklęciemożnawymówićwcześniejizachowaćwpamięci–wyjaśnił

Kreolleżącyzzamkniętymioczaminałóżku.–Zawszetakrobię.Atakprzy
okazji,pyłmożnazmieszaćzawczasu,apotemtylkorozsypaćwokółsiebie.
„Sogbo”tosłowo-klucz,imięduchagromów.Działajakspustwtymtwoim
pistolecie.

Flaurus–demonogniaizniszczenia,jedenznajgroźniejszychdemonóww

CiemnychŚwiatach.Wzywaniegowiążesięzogromnymniebezpieczeństwem,
dlategowszystkimidostępnymisposobaminależyzadbaćobezpieczeństwo
rytuału.NarysujdużekołowzmocnioneczteremaWieżamiObserwacyjnymi,aw
nim–trójkątskierowanywierzchołkiemkugórze.Umieśćwnimpieczęć
Flaurusa,narysowanąnapentagramie.Operacjętrzebaprzeprowadzaćgdy
księżycznajdujesięwparzystejfaziepierwszejpołowycyklu,międzywschodem
słońcaapołudniem.Wkadzielnicyspalmarsjańskąmirrę(patrzskładponiżej)
lubżywicębezżadnychdodatków.Napiersikonieczniepowieśochronnyamulet
ipieczęćFlaurusa.Słowo-kluczwtymrytualeto„Temeszno-Masanin!”.

Flauruspojawisięnajpierwwpostacistrasznegoleoparda,potemzmienisię

wczłowiekazpłonącymioczamiistrasznątwarzą.Nigdyniepatrzmuprostow
oczyiwogóleunikajpatrzeniananiego–najlepiejstaćplecamidoniego.
PogroźFlaurusowimagicznymłańcuchem,potemotocznimmagicznykrąg,w
którymstoi,izawińpentagramFlaurusawczarnymateriał.Następnienieśgo,
chodzącpokręgu,cochwiladotykającrytualnymnożem.Dalejpoświęć
pentagramogniemiwodą,anakoniecrozwińiwręczFlaurusowijakozapłatę
zausługę.WydajFlaurusowirozkaz,apotempozwólmusięoddalić.Koniecznie
oczyśćmiejsce,wktórymwzywałeśdemona,bojeślitegoniezrobisz,Flaurus
możewrócićpóźniejwtomiejscesamodzielnie,owładniętyżądzązemsty.

–Aumieszzamienićdynięwkaretę?–Vanessaniemogławymyślić

mądrzejszegopytania.Powolizaczęłagłupiećodwszystkichtychkoszmarów.

–Apoco?–zdziwiłsięKreolszczerze.–Jeślikaretabędziepilnie

potrzebna,łatwiejzrobićjązziemi.Albonawetzpowietrza...

–Ajeszczeprościej,poleciećtam,gdziepotrzeba–wtrąciłswojetrzygrosze

Hubaksis.–Van,odpocznij,pocosiętakmęczysz?Itaknicniezrozumiesz,
magiitrzebasięuczyćstopniowo...

background image

–Atynibyskądwiesz?–fuknąłmag,otwierającjednooko.–Wśród

dżinnówbyłeśzpewnościąnajgorszymuczniem.

Gdypowiesisznadłóżkiemkilkazwiązanychpiór,uwolniszsięodnocnych

koszmarów.Umieszczonypodpoduszkąchoregoniewielkiwianekzpiórpozwoli
przyspieszyćzdrowienie,aleten,ktobędziesplatałwianek,musipodczaspracy
wyobrazićsobiechoregowdobrymzdrowiuiwpełnisił,inaczejmożnajeszcze
bardziejzaszkodzić.Równieżpióraspalonenadłóżkiemmogąpomócpołożnicy
podczasporodu.

Vandobrnęłajużdodobrychrad,które,ściślerzeczujmując,niebyły

prawdziwąmagią,aleniebyłyprzeztomniejprzydatne.Większośćznich
wyglądałajakzwykłeprzesądy,aleróżniłysięodnichścisłymopisem.
Szczegółowowyjaśniono,costaniesięwtakimtoatakimprzypadkuijaktego
uniknąć.NaprzykładVanessaznalazławtymrozdzialeinformację,żerozbite
lustroprzynosipecha,alezamiastosiedmiulatach,wspomnianoosiedmiu
tygodniach.Jednakżezarazwymienionebyłysposoby,jakuniknąćpecha.Na
przykład,możnabyłoodrazuodwrócićsiętrzyrazywkierunkuodwrotnymdo
ruchuwskazówekzegara,alborzucićprzezramięszczyptęsoli,aletesposoby
określonojakomałoefektywne.Książkaradziłazebraćwszystkieodłamkii
spalićjealboprzynajmniejokopcić,apotemzakopać.Możnabyłotakżewziąć
siedembiałychświeciodrazupierwszejnocyponieszczęśliwymwypadku,o
północyzgasićjejednymdmuchnięciem.Najbardziejefektywnysposóbpolegał
natym,abykawałkiemrozbitegolustradotknąćczyjegokolwiekkamienia
nagrobnego.Vanessazapamiętałatonawszelkiwypadek.

Oderwawszyoczyodksiążkidziewczynazauważyła,żeKreolzdążyłusnąć.

Posapywałcichutko,trzymającręcezłożonenapiersiachtak,jakbyspoczywałw
trumnie.Vanessamimowolniepomyślała,żemiałczasprzyzwyczaićsiędo
takiejpozycji.Śpiącymagbyłspokojnyilekkosięuśmiechał.Widocznieśniło
musięcośmiłego.

–Hubi,aczyprzedtemKreolmiałuczniów?–zapytałaVanessa.Głos

ściszyładoszeptu,żebyniechcącynieobudzićsurowegonauczyciela.

–Jedenraz...–mruknąłHubaksisjakbyniechętnie.–Alechłopaknie

dokończyłnauki.

–Co,znudziłomusię?–Vanprzyjęłatozezrozumieniem.
–Nie,umarł.
–Awięctotak...–powiedziałaVanessazzakłopotaniem.Powinna

współczućnieznajomemuchłopakowi,alejakośnieudałojejsięwzbudzićw
sobiewspółczuciadlakogoś,ktoumarłpięćtysięcylattemu.Zadużoczasu

background image

upłynęło.–Ajaktosięstało?

–Normalnasprawa...–Dżinnwzruszyłramionami.–Chłopakbyłzbyt

wścibski,wściubiałnostam,gdzieniepotrzeba.Idoigrałsię.

–Toznaczy?
–Jaktozwyklebywa...Wziąłmagicznąksięgępana,gdyniebyłogow

domu,iprzeczytałzaklęciewywołującedemona.Podstawyjużopanował,miał
zdolności,więcwywołałdemona...Aleniemógłsięobronić–uczyłsię
wszystkiegodwalata.Demonrozerwałgonakawałki.

–Okropne!–krzyknęłaVan.
–Potem,oczywiście,panwrócił,uspokoiłdemona,wygnałgo,alebyłojuż

zapóźno...

–Pewniebardzotoprzeżywał?
–Jeszczejak!–fuknąłdżinn.–Dotegoczasudemonrozniósłwprochipył

półpałacu!Wiesz,ileczasutrwałaodbudowa?

–Miałamnamyślichłopaka–suchowyjaśniłaVanessa.
–Anie,panniemusiałzaniegopłacić.–Dżinnspojrzałnaniątępym

wzrokiem.–Byłsierotą,niemiałżadnychkrewnych.Tylkozmarnowaliśmy
czas...

–Hubi,czytywogóleniemaszżadnychuczuć?–wycedziłaVan.–

Zupełnieniebyłocigożal?

–Znałemgowszystkiegodwalata...–Dżinnwzruszyłramionami.
–Wedługciebietomało?
–Dladżinna–bardzomało.Stajemysiędoroślidopierogdzieśkoło

sześćdziesiątki...

–Ach,notak.Ailemaszterazlat,pięćdziesiątsześć,prawda?
ObrażonyHubaksisodwróciłsiędoniejplecami.Najbardziejzewszystkiego

naświecienielubił,gdyprzypominanomuodwóchrzeczach–wzrościei
wieku.Ijedno,idrugie,jaknadżinnabyłoniewielkie.

Drzwicichoskrzypnęłyidośrodkazajrzałakędzierzawagłowa.Wnastępnej

chwiliwśladzaniąpojawiłasięresztaciałaiVanessazezdumieniem
zorientowałasię,żetoznowuanioł!Aleinny,nieten,któregowidziała
przedtem.

–Przepraszam–nieśmiałozwróciłsiędoniejskrzydlatyprzystojniak–nie

widzieliściegdzieśmoichrodaków?

–Kogo?–zdziwiłasięVan.
–No,innychaniołów...–zmieszałsię.–Jesteśczłowiekiem,prawda?

Przepraszam,niezbytlubiętutejszych...

background image

–Nieszkodzi,mniesięteżniepodobają–powiedziałaszybko.–Takw

ogóle,kilkagodzintemuwidziałam,jakkorytarzemprzechodziłinnyanioł.

–Naprawdę?Ajakwyglądał?
–Takjakty...–rozłożyłaręce.–Trochęwyższy,miałjaśniejszewłosy,ito

wszystko...

–PewnieNataniel...O,proszęmiwybaczyćniegrzeczność!Endian,do

usług.

–Bardzomimiło,VanessaLee.–Vanspróbowaładygnąć.Wyszłojej

kiepsko–brakowałodoświadczenia.Uczylijączegośtakiegonalekcjachtańca,
alenigdyniebyłapilnąuczennicą.–Powiedz,Endianie,cotutajrobisz?
Myślałam,żeaniołymieszkająwRaju!

–Mieszkamytam.–Endianuśmiechnąłsiękwaśno.–Myślę,żejesteśmytu

ztejsamejprzyczynycoty,VanessoLee.Wysłanonasjakodelegacjęna
miejscoweświęto.Proszęmiwierzyć,żezradościązrezygnowałbymztego
wątpliwegozaszczytu.

–Ilutuwasjest?
–Sześciuaniołów,archaniołidwacherubiny–wyliczyłzożywieniem.–

Obawiamsię,żezgubiłemswojągrupę.Zpewnościąterazmnieszukają...Jeśli
pozwolisz,pójdędalejszukaćmoichprzyjaciół.

–Tak,oczywiście,oczywiście.–Vanwostatniejchwiliwróciłado

rzeczywistości,patrzącjaknowyznajomyznikazadrzwiami.

–Nieznoszęich–podzieliłsięswoimipoglądamiHubaksis,którynie

zamieniłzaniołemnawetjednegosłowa.–Bezczelnebydlaki,myślą,żesąlepsi
odinnych...Samiszwendająsięcałyczaspocudzychświatach,adosiebienie
wpuszczająnikogo!Donichwstępmajątylkosprawiedliwi...Łobuzy!

–Awydwajjaksiędonichdostaliście?–WesołomrugnęłaVanessa.
–Dobrymagwszędziewejdzie...–przyznałdżinn.–Apanjestjednymz

najlepszych!

–Słusznie,niewolniku,zuchzciebie...–wymamrotałKreol,nieprzerywając

snu.

Vanessanawszelkiwypadekpstryknęłamukilkarazypalcaminaduchem–

nie,jednakspał.Najwyraźniejbardzolubił,gdygochwalono,gdyżreagowałna
komplementynawetprzezsen.

Popatrzyłanazegarek–byłojużpopółnocy.Dotegoświataprzenieślisię

wczorajwieczorem,czyliniespałajużokołoczterdziestugodzin.Jawna
przesada,todlategooczytaksięjejkleiły.Dotejporyniemyślałaośnie–jakoś
niemiaładotegogłowy,cochwilazaskakiwałyjąnowewrażenia.Aleteraz

background image

czasumiałaażzadużo.O,nawetdżinnzdążyłusnąć–ułożyłsięupanana
brzuchuispokojniedrzemał.Agdzieonamasiępołożyć?

WkońcuVanjakotakoumościłasięwfotelu,bojedynymebelprzeznaczony

dospaniazająłKreol.Wpojedynkęledwiemieściłsięnaskładanymłóżku.

Gdyotwarłaoczy,odrazupopatrzyłanazegarek.Wydawałosięjej,że

zdrzemnęłasięniewięcejniżgodzinkę,alewrzeczywistościminęłojuż
południe.OczywiściewrodzinnymSanFrancisco,botutajnajwyraźniejczas
biegłjakośinaczej.

Wyglądałonato,żeKreolobudziłsięjużdawno.Przykucnąłnaśrodku

pokojuicośpichciłwmagicznejczarze.Ogieńnaruszciebuzowałwnajlepsze,
wywargotowałsię,nadąsanyHubaksismieszałgoniewielkąpałeczką,Kreolz
uwagąkontrolowałproces.

–Dzieńdobry!–ziewnęłaVanessa,przeciągającsię,ażjejstawy

zatrzeszczały.

–WLengujestteraznoc...–poprawiłjąmagobojętnie.
–Tuzawszejestnoc...–burknąłdżinn.
–BowCiemnychŚwiatachzazwyczajniebywajasnejporydoby.Zatow

Jasnychjestnaodwrót–uśmiechnąłsięKreol.–Zapamiętuj,zapamiętuj,
kobieto,myślisz,żetaksobiegadam?

–Wtakimraziepoco?–niezrozumiałaVan.
–Uczęcię,poto...Uczeńmagapowinienzdobywaćwiedzęcałyczas,bez

przerwy...Nawetwczasieposiłku,wczasiesnu,nawetpodczas...mmm,tak...w
ogólewszystkiegopozostałego.Apropos,toteżczęśćlekcji.Alemoże
rozmyśliłaśsię?–zapytałznadzieją.–Jeszczeniejestzapóźno,narazienie
doszliśmydoniczegopoważnego.

Vanwmilczeniupokręciłagłową.
–Wtakimrazieprzystąpimydolekcji–westchnąłmag.
KolejnegodzinyokazałysięjednymiznudniejszychwżyciuVanessy.

Mogłybynawetpretendowaćdomiana

NAJNUDNIEJSZYCH

,gdybynielekcje

matematykiwszkole.Corobić,Vaniwszkoleniebyłaprzykładnąuczennicą.
Dobreocenymiałatylkozwfizbiologii.Vanessazawszelubiłaprzyrodę.
Swegoczasuchciałanawetwstąpićdo„zielonych”,alepotemrozmyśliłasię.
Rzeczwtym,żebardzoaktywniekontaktowałasięznimijejmamusia,aVan
dawnoprzekonałasię,żewszystkieorganizacje,zktórymiwspółpracujeAgnes
Lee,zasługująnamianoświrniętych.

Takczyinaczej,KreolrozpocząłnauczanieVanmagii.Napoczątekna

chybcikaprzygotowałśniadanie,komentującprzytymszczegółowowszystkie

background image

sweczynności.Okazałosię,żemagiatobynajmniejnietylkowypowiadanie
zaklęćiśmiesznegestyrękami.Towszystkobyłotylkozewnętrznąpowłoką,
niemającąwiększegoznaczenia,dopieropodniąkryłsiępotężnyszkielet,
utrzymującycałość.Magiąrządzikilkasurowychpraw,którychniejestwstanie
obejśćżadenmag.Najważniejszymznichjestprawozachowaniamateriii
energii.Kreolwyjaśnił,żebynajmniejnietworzyjedzeniazniczego–coś
takiegojestzzasadyniemożliwe.Podczaswypowiadaniazaklęciamateria,nie
więcejniżkilkasetmolekułzotaczającegopowietrzalubzziemipodnogami,
zamieniasięwenergię–magicznąenergię,manę,apotemzpowrotemw
materię–żądanypokarm.Podczastejdwukrotnejprzemianyliczbamolekuł
wielokrotniezwiększasię,aonesamecałkowiciezmieniająsię,przyjmującinną
postać,aleprawozachowaniamateriiniezostajenaruszone–dokładnietaka
samaliczbamolekułznikaskądśwtymsamymczasie.Gdziekonkretnie,nie
wiadomo,bostratyniemożnawykryć–jestrównomierna.Jednamolekułatu,
inna–tam.Wtymprzypadkukażdesłowozaklęciabyłoważne–wystarczy
pomylićjednągłoskęipowstaniecośzupełnieniejadalnego,jakieśświństwo.
Kreolwspomniał,żezdarzająsięsytuacje,gdyzaklęcieniemawiększego
znaczenia,alenieprzytoczyłżadnychprzykładów.

Vanessazapytała,skądzaklęciewie,jakiekonkretniedaniamająbyć

dostarczone–niezauważyławtekścieanijednejnazwy,opróczinformacji,że
posiłekmabyć„jadalny”,„sycący”ijeszcze,zjakiegośpowodu„mięsny”.
Kreolpostukałlaskąwnarysowanenastolekręgiiwyjaśnił,żekażdedanie
rozmiaremdokładnieodpowiadajednemuzkręgów,anazwydańsąnapisanew
środku.Vanspróbowałarozszyfrowaćdziwneznaczki,alenicztegoniewyszło.

–Tos’mshit,StaryJęzyk–zpowagąodpowiedziałKreol.–Stosujesięgo

czasemwSztuce.Niemartwsię,jegoteżsięnauczysz.

–Zgórysięcieszę...–westchnęłaVanessa.
–Tak,Van,magmusiznaćwielejęzyków–ucieszyłjąHubaksis.–Panzna

ichkilkadziesiąt!

–Nieprzeszkadzajnam,niewolniku.–Kreolgroźniezmarszczyłsię.–Itak,

naczymtoskończyłem?

WtrakcieposiłkuuczyłVantegosamegoprocesu–zamianymateriiwmanę,

którąnastępniemożnastosowaćwedleżyczenia.Możnazamienićjąznowuw
materięiwtensposóbstworzyćcośmaterialnego,amożnateżpozostawićw
postacienergiiitakżewykorzystaćwedleżyczenia.Każdyprocesmagiczny
wymagamanyiKreoluczyłVanessę,jakpodtrzymywaćwsobiecałyczas
pewienjejzapas,abywodpowiedniejchwilinietracićczasunawchłanianie.

background image

Opowiadałikazałpowtarzać.Potemgłośnoklął,znowuopowiadał,pokazywałi
żądałpowtarzania.Itakwkółko,ażwkońcuVanessiecośwyszło.Uczucia,
którebyłojejudziałem,gdyciałoprzenikałamana,niemożnabyłyzniczym
porównać–trzebatosamemuprzeżyć,żebyzrozumieć.Kreolbyłzadowolonyi
oznajmił,żenadziśkonieclekcji.

–Gratuluję,Van.–Dżinnledwiewyczuwalniepoklepałjąpoplecach.–

Najważniejszyjestpierwszysukces.Dalejbędziełatwiej.Chociaż,mówiąc
międzynami,pochłonęłaśnicnieznaczącąilośćmany...

–Tak,mniejniżpotrafiwchłonąćmójniewolnik.–UśmiechnąłsięKreol,

patrzącjakodwracasięobrażonyHubaksis.–Iniewyobrażajsobiezawiele:
pochłanianiemanytonajłatwiejszaczęśćprocesu,znacznietrudniejjestją
wykorzystać.Alenadzisiajstarczy.

–Jakchcesz.–Vanessabezskutecznie,starającsięprzybraćrozczarowany

wyraztwarzy,wzięłaztalerzaostatniąnóżkębażanta.–Aniezrobiłbyśdla
mniefiliżankikawy?

–Nie–suchoodpowiedziałKreol.–Niemogę.
–Dlaczego?–zdziwiłasięVan,wodzącspojrzeniempostworzonymprzez

niegośniadaniu.–Cozaróżnica–kawaczywino?

–Jeszczejednalekcja–powiedziałmagzezmęczeniemwgłosie.–Itak,aby

stworzyćcokolwiek,możnazastosowaćjedenzkilkupodstawowychsposobów.
Metalejestmibardzotrudnostworzyćzniczego,więcwtakichprzypadkach
stosujęnajczęściejtransmutację,przyczymjednemetalepoddająsięprzemianie
łatwiejniżinne.Metaloweprzedmiotymożnatworzyćtak,jakstworzyłem
dzisiejsześniadanie,ale,powtarzam,dlamniejesttobardzotrudne.Toniemoja
specjalizacja.Dużołatwiejjestpracowaćzjedzeniemlubinnymiprzedmiotami,
któreniegdyśbyłyczęściążywegostworzenia.

–Nazywamyto„substancjamiorganicznymi”–podpowiedziałaVan,

widząc,żeKreolbezskuteczniestarasięznaleźćodpowiedniesłowo.

–Niechbędzieorganicznymi–zgodziłsięmag.–Zkażdymkonkretnym

przedmiotemlubgrupąprzedmiotówzwiązanejestinnezaklęcieiinnyrysunek.
Możnaibezrysunku,alezrysunkiemjestłatwiej.Abystworzyćzaklęcie,
potrzebujęprzedewszystkimwzorca.Niemogęstworzyćprzedmiotu,którego
nigdyniewidziałem.Zaczynamodskopiowaniawzorcazapomocązaklęcia
Kopiowania.Pomagamitopoznaćparametryprzedmiotu,apotemmogęzacząć
tworzeniezaklęcia.Zapierwszymrazemnigdyniewychodzi.Zazwyczaj
potrzebnejestsiedemlubosiemprób–pokażdejznichkorygujęwstępny
wariant.Wkońcunaświatprzychodzinowezaklęcie,zapisujęjewksiędzei

background image

mogęwykorzystywać.Twojejkawynigdynierobiłem,takżeniemaszconanią
liczyć.Zrozumiałaś,uczennico?

–Zdajesię,żezrozumiałam.–Vanbezprzekonaniapokiwałagłową,

zauważającjednocześnie,żeKreolzwracasięterazdoniejnieper„kobieto”,ale
„uczennico”.Byłtobezsprzecznypostęp.–Adlaczegowtensamsposóbnie
tworzyszróżnychziółiliścidoprzygotowanialekarstwiinnychrzeczy?

–Dlatego,żestworzonesubstancjeorganicznemożnajeść,nosićnasobiei

takdalej,aleniezawierająonewsobieanigramamagii.–Kreolpopatrzyłna
niąjaknaidiotkę.–Stworzyćmożnatylkonajprostszeskładniki,takiejakwoda.
Sąjeszczejakieśpytania?

–Tak...Mówisz,żetworzeniemetalizpowietrzajestdlaciebiezatrudne?A

cototakiego?

Vanpostukałapalcemwnajbliższytalerzzbrązu.
–Uczennico–magrozciągnąłustawironicznymuśmiechu–powiedzmi,

gdziesąnaczyniazpoprzedniejuczty?

Vanessarozejrzałasię–rzeczywiście,podłogabyłazupełnieczysta.

Pamiętała,jakmagzrzuciłresztkikolacjizestołu,aleterazniczegotamnie
było.

–Niewiem...
–Nowłaśnie!–Kreolpodniósłpalec.–Toniejestprawdziwybrąz,atylko

twardailuzja.Rozpływasiępokilkugodzinachwrazzresztkamiuczty.

–Sprytne...–oceniłaVanessa.–Dotegonietrzebawyrzucaćśmieci...Alew

takimrazienierozumiemczegośinnego:jeślitakłatwomożeszzrobićzniczego
dowolnedania,todlaczegowdomuzawszezmuszaszmniealbonaszegoskrzata
dogotowania?

–Uczennico!–podniósłgłosKreol.–Maszsamojezdnyrydwan?Jakgotam

zwą...samochód?

–Mam–KiwnęłagłowąVan,zastanawiającsię,ocomuchodzi.
–Imożnanimporuszaćsięznacznieszybciejniżnapiechotę,prawda?
–Oczywiście.
–Inogiprzytymsięniemęczą,prawda?
–Notak–zgodziłasiędziewczyna,ciąglenierozumiejąc,doczegodąży

mag.

–Wtakimrazie,powiedzmi,proszę,dlaczegoniejeździsznimzpokojudo

pokoju?!–wykrzyknąłKreol.–Możemamsięteżwtyłekdrapaćzapomocą
magii?!

–Niekoniecznie–suchoodparłaVanessa.

background image

–Jeśliniekoniecznie,tozamilcz!–warknąłKreol.
–Niekoniecznietrzebabyćniegrzecznym!–odparowała.
–Przyzwyczajajsię,uczennico.–NieoczekiwanieKreolrozpłynąłsięw

uśmiechu.–Dopókijestemtwoimnauczycielem,dopótybędękrzyczałi
przeklinał.Jakkiedyśmójnauczyciel.Takierelacjemiędzyuczniemi
nauczycielemzostałyuświęconeprzezwiekitradycji.

Vanessanadalbyłaobrażona.
–Dobrze,niezłośćsię...–powiedziałKreolpojednawczo.–Zjedzjeszcze

czekolady–touspokaja.

Vanpopatrzyłanaostatnikawałekimimowolniesięoblizała.Bardzo

zdziwiłoją,żeKreolświetniewie,cotojestczekoladaiumiejąstworzyć.Aona
myślała,żewynalezionojącałkiemniedawno.Czekoladazestarożytnego
Sumeruniecoróżniłasięodwspółczesnej,aleniemożnapowiedzieć,żebyła
gorsza.

–Nie,dziękuję–odmówiłaniechętnie.–Muszędbaćofigurę...
–Ojakąfigurę?–niezrozumiałKreol,rozglądającsiędookoła.–Pocoonią

dbać?

–No...otę...–zmieszałasięVan,pokazując,ocojejchodzi.–Taliaiinne

takie...

–Awczymmożejejzaszkodzićczekolada?–szczerzezdziwiłsięKreol.–I

wogóle,wspanialewyglądasz–prawiejakdziedzicznaarystokratkazUr.Tylko
oczymaszjakieśdziwne...Alemimowszystkoładne–jakkian-wen.

–Dziękuję.–Dziewczynazpowątpiewaniempokiwałagłową,niedokońca

pewna,czyniejesttokolejnakpina.–Odczekoladysiętyje,pocomito?

Kreoluśmiechnąłsię,demonstrującżółtawezęby.Vanessastarałasię

nauczyćgokorzystaniazeszczoteczkidozębów,alezdecydowanieodmówił,
tłumacząc,żemagowiznaczniełatwiejjestodczasudoczasuwyhodowaćnowe
zęby,niżcodzienniemazaćjejakimśświństwem.Nieprzyjemnyzapachzustteż
goniemartwił–abysięgopozbyć,wystarczyło,żeporuszyłrękąiwymamrotał
kilkasłów.

–Popierwsze,odczekoladysięnietyje–powiedziałpouczającymtonem.–

Podrugie,jedzeniestworzonezapomocąmagiitylkosyci,niemożnaodniego
utyć.Potrzecie,zawszemogęzrobićcitakąfigurę,jakązechcesz.

–Niewiedziałam,żejesteśteżchirurgiemplastycznym!
Prawdęmówiąc,wtoakuratnieuwierzyła.Chociażnibyzdążyłasię

przekonać,żeKreolmawyjątkowotrzeźwąsamoocenę.Nigdyniechwaliłsięna
próżno,nigdyteżniebyłnadmiernieskromny.

background image

NiewiadomodlaczegowłaśnieterazVanessieprzypomniałosię,żezatrzy

dnikończysięjejurlop,atoznaczy,żetrzebabędziealbowrócićdopracy,albo
sięzwolnić.Pomyślećtylko,żeodchwilipoznaniaKreolaminęłyniecałecztery
tygodnie!Awydawałosięjej,żeznagooddziecka...

–Uczennico,niewiesz,gdziejestmójniewolnik?–Wjejrozmyślaniawdarł

sięniezadowolonygłosmaga.

Vanzasępiłasię.Przyszłojejdogłowy,żerzeczywiściedawnoniewidziałai

niesłyszałamaleńkiegodżinna.Kreolnachwilęzamknąłoczy,poczym
uśmiechnąłsięzzadowoleniem.

–Takmyślałem.Podglądajakinnigrająwświeczki,świntuch...
–Copodgląda?–niezrozumiałaVan.
–Nojak...–Kreollekkosięzaczerwienił,pokazującgestamiCOw

starożytnymBabiloniewstydliwienazywano„grąwświeczki”.Vanessaz
trudempowstrzymałasięodśmiechu,patrzącnazawstydzonąminęmaga.Mimo
wszystkoniebyłtakimtwardzielem,zajakiegochciałuchodzić.

–Czekajno.Czytoznaczy,żemożeszzobaczyć,gdzieonjest?
–Wkońcujestmoimduchem-doradcą.–Kreolwzruszyłramionami.–

Oficjalnie...Międzynamijestmagicznawięź,chociażdośćsłaba.

–Dlaczego?
–Codlaczego?
–Dlaczegosłaba?
–Dlatego,żejakoduch-doradcajestrówniekiepski,jakwewszystkim

innym...–Magwykrzywiłsięzniezadowoleniem.–Samniewiem,pocogow
ogóletrzymam.Pewnieprzywiązałemsiędoniego...

Wdrzwizadudniłonarazzdziesięćpięści.PrzestraszonaVanessaaż

podskoczyła,mimowolniechwytajączapistolet,alegdydrzwiotwarłysię,
odetchnęłazulgą.PojawiłsięjedenzeStworów,amająonepotylerąk,że
starczyłobynacałyoddział.

–Kreol-eoliVanessa-nessaLee-ee?–Potwórpopatrzyłnanichpytająco.

Mówiłjednocześniedwomapyskami,adźwiękiniecałkiemsiępokrywały,co
dawało„efektecha”.

–Tak–wojowniczymtonemodpowiedziałmag.–Atyczegochcesz?
–Jesteściezaproszeni-enina-auroczystą-ystąkola-cję-cjęwsali-ali

bankietowej-owejwielkiego-kiegoYog-Sothotha-Sothotha.

–Nieźle!–ucieszyłasięVan.Uroczystakolacjatouroczystakolacja,nawet

wzamkupotworów.AlenawszelkiwypadekzapytałaKreola:–Przecieżto
dobrze?

background image

–Tozależy,zktórejstronynatospojrzeć–odparłzpowątpiewaniem.–Az

jakiejracjispotkałmnietakizaszczyt,Stworze?Wydawałomisię,żezapraszają
tamtylkoszczególniedostojnychgości.Oficjalnychambasadorówitegorodzaju
osoby...

–Nie-ewiem-em–zaskrzypiałStwór.Albozaskrzypiała.Albozaskrzypiało.

NawetsamCuviernieumiałbychybaokreślićpłcitegostworzenia.–Mam-m
rozkazodprowadzić-wadzićwas-s.

Kreolwmilczeniuzarzuciłnaramiętorbęzmagicznyminarzędziamii

krótkimgestemnakazałStworowi,bytenwypełniłswójobowiązek.Vanessa
sprawdziła,czybrońjestnamiejscuiruszyławśladzanim.

Potwórtoczyłsiękilkametrówprzednimi.Właśnietak–toczyłsię:Stwór

miałdiabelniedużonógwyrastającychwnajdziwniejszychmiejscach,tak,żez
bokuwyglądałjakpyza-mutant.

TegorejonuVanessajeszczenieodwiedzała.DotejporywZamkuKadath

widziałatylkogłównąsalę,pokójkąpielowydlagościikilkakorytarzy.Wtej
częścizamkuścianywykończonoszczególniestarannieczarnymonyksem,a
podłogępokrywałocośwrodzajuszklanegoparkietu.Vanessastąpałabardzo
ostrożnie,bojącsiępoślizgnąć,dopókiniezauważyła,że„szkło”wcaleniejest
śliskie.

Podrodzeminęliodpychającemiejsce.Byłotocośnakształtzoo,tyleżew

klatkachsiedziałynietygrysy,aludzie.Mężczyźni,kobiety,dzieciwróżnym
wieku.Wszyscynadzy.Krzyczeli,płakali,jęczeli,aleVanniewychwyciław
tychkrzykachanijednegozrozumiałegosłowa.

–Toniewolnicy?–zapytałazodrobinązwątpienia.Ludziewklatkachbyli

zbytdobrzeutuczenijaknazwykłychniewolników.Nawetnieto!Wszyscy
więźniowiebylitakgrubi,jakbyprzezkilkalatpodrządodżywialisiętylkow
McDonaldzie.

–Kiedyśnimibyli...–obojętnieodpowiedziałKreol,zpełnymobrzydzenia

politowaniemspoglądającnaklatki.–Ateraztotylkopokarm...

–Co?–Vanessanieuwierzyławłasnymuszom.–Copowiedziałeś?!
–Cóżrobić?–Kreolwzruszyłramionami.–WładcyLenguniejedząnic,

opróczmięsa.Smakujeimludzina...ZanimMardukPotężnyTopór
zapieczętowałichwymiar,zdobywaliofiarywinnychświatach,aterazmuszą
hodowaćludzijakbydło...Apropos,jeśliciętointeresuje–niemasensu
próbowaćichuwalniać.

–Dlaczego?–Vanażsięzagotowała.
–Spożywczyniewolnicyniepotrafiąnawetmówić.Topoprostuzwierzętaw

background image

ludzkiejpostaci...–westchnąłKreol.

Dziewczynanieodważyłasiędłużejkłócić,chociażmogłabyprzytoczyć

wieleargumentówprzeciw.AlejejnienawiśćdomiejscowychWładcówwzrosła
wielokrotnie.

Biesiada,naktórątakuprzejmieichzaproszono,wyglądałaniezbyt

pociągająco.Szczególnieodpychającebyłojedzenienastoledemonów.Na
szczęścieKreolaiVanessęposadzonoprzyinnymstole–dlagości.Byłnieco
mniejszy,aleprawiejednatrzeciaucztującychbyłabezwątpienialudźmi.
Oczywiście,byłoteżmnóstwoinnychstworzeń,aleniewyglądałytakwstrętnie,
jakte,któremlaskałyprzygłównymstole.

Odpowiedzialnizarozsadzaniegości,najwyraźniejkierowalisięzasadą

„pierwszy-drugi”.Tyle,żetutajbyłatozasada„mężczyzna–kobieta”.Takwięc
polewejstronieKreolasiedziała,jakpoprzednio,Van,azprawej–
olśniewającopięknadama,przypominającatolkienowskieelfy.Wkażdymrazie
uszymiałaniecospiczaste.Vanessamiałamniejszczęścia–obokniej
posadzonobiałoskóregopigmejaznienaturalnieogromnągłowąikrótkąsierścią
pokrywającącałeciało.Kreolcichoszepnąłjejdoucha,żejesttolemur.
ObrażonaVanessamilczała,sądząc,żezniejkpi.Regularnieoglądała„Animal
Planet”idobrzewiedziała,czymsąlemuryijakwyglądają.

Jednaksąsiedzinieinteresowalijejzbytnio.OdsamegopoczątkuuwagęVan

przykułaparasiedzącanaprzeciwkoniejiKreola.Najwyraźniej,gdyprzyszła
ichkolejkobietyskończyłysięizrobionodlanichwyjątek.Zresztąniezbytich
tocieszyło.

Zlewejstronysiedziałarchanioł.Odaniołówróżniłsiętylkowzrostemi

muskulaturą–skrzydlatyolbrzymmiałprawietrzymetrywzrostu.Jegowłosy
przypominałypłynnezłoto,miałbłękitneoczyisurowątwarzascety.Archanioł
byłodzianywbiałąchlamidę,przypominającąpołączenierzymskiejtogiz
japońskimkimonem,aupasawisiałmumieczkojarzącysięzzastygłym
płomieniem.GdybytakieindywiduumpojawiłosięnaZiemi,chrześcijaństwo
momentalnieumocniłobyswąpozycję.

Jegosąsiadteżmógłbyjąumocnić,choćzupełnieinnymsposobem.Obok

zasiadałnajprawdziwszydiabeł.Wzrostemprawienieustępowałaniołowi,aleo
iletamtenbyłucieleśnieniempiękna,otyletenbyłucieleśnieniembrzydoty.
Mógłsiępochwalićkozimirogami,kopytamiiogonem,świńskimryjem,gęstą
sierściąiczerwonymioczami.Diabełwystroiłsięwfioletowąopończęz
krwistoczerwonymiobszyciami,ajegogłowęopasywałastalowaobręczz
sześcioramiennągwiazdądokładnienaśrodkuczoła.Dopasateżmiał

background image

przymocowanąbroń,aleniebyłtomiecz,lecztrójząb.Coprawdabardzo
króciutki,bardziejprzypominającyogromnywidelec.Najprawdopodobniejnie
byłtoprawdziwyoręż,apoprostusymbolwładzy.Przecieżikrólewskieberło
wywodzisięodzwykłejpałki.

Wspojrzeniach,którymitadwójkaobrzucałasięnawzajembyływszelkie

uczucia,opróczsympatii.AlenasiedzącąnaprzeciwkonichVanessępatrzyliz
widocznymzainteresowaniem.Ijeden,idrugi–niemożnapowiedzieć,żenie
pochlebiałotoVanessie.

Odrazuzauważyłateżróżnicemiędzydaniamistojącyminastołachgościi

gospodarzy.NatalerzachdemonówLenguniebyłoniczegoopróczmięsa.
Smażone,gotowane,duszone,surowe,aletylkomięso,bezżadnychdodatków.
Vanniechciałanawetmyśleć,żejakaśczęśćdańprzygotowanabyłaz
przedstawicieliludzkiegorodu.Naszczęściegościom,wprostprzeciwnie,nie
podanoaniodrobinymięsa.Napoczęstunekskładałysię:słodkawakasza,
ryżoweplackiijakaśzieleninapodobnadoszparagów.Ogólnie–spartańskie
jedzenie.Niektórzygościeniebyliztegozbytzadowoleni,alenieVanessa!A
gdypatrzyłajakżrątezębatepotwory,traciłaochotęnawetnakaszę.Naapetyt
Kreolaniewpłynęłotoanitrochę,pałaszowałwszystko,ażmusięuszytrzęsły.
Napatrzyłsięjużwżyciunaróżneokropieństwa.

–Bardzociekawe...–Szturchnąłjąłokciem.–Zwróćuwagę,uczennico,przy

naszymstolesiedząprzedstawicielewszystkichsąsiadującychzLengiem
wymiarów,opróczZiemi.Rozumiesz,cotoznaczy?

–Niebardzo.
–Toznaczy,żezostałemambasadorem.–Magwzamyśleniupodrapałsięw

podbródek.–Nigdybymniepomyślał...

–Ty?Ambasadorem?!
–Ityteż–ucieszyłjąKreol.–JesteśmyterazambasadoramiZiemiwstarym

dobrymLengu.Cieszyszsię?Nieprzeżywajtak,niedodacitożadnychnowych
obowiązków...Zwykłaformalność.

Vanessazamilkłazgłupiąminą.Przedewszystkimnurtowałojąpytanie,

skądKreolwie,żeniematuprzedstawicieliZiemi.Przystolesiedziałoniemało
ludziijejzdaniemniczymnieróżnilisięodsiebie.Alezapytałaocośzupełnie
innego.

–CzyświatdżinnówsąsiadujezLengiem?
Kreolwmilczeniupokiwałgłową,całyczasraczącsiękaszą.
–Wtakimraziegdziesądżinny?
Magbezceremonialniewskazałpalcemczarnoskóregomężczyznęsiedzącego

background image

wdrugimkońcustołuiVanessazaczęłamusięprzyglądać.Zupełniezwyczajny
facet–wysoki,barczysty,zwygolonągłową,naktórejpozostawionopośrodku
czubjakuIrokeza.Przyjrzawszysięuważnie,dostrzegła,żemasześćpalców,
alebyłatojedynaróżnica.Gdybynieczub,wyglądałbyzupełnienormalniena
ulicachSanFrancisco.Zczubemzresztąteż...

–AnitrochęniejestpodobnydoHubaksisa–powiedziałaz

powątpiewaniem.

–Ajakże...–wymlaskałKreolzpełnymiustami.–Dżinnytorasa

niestabilnagenetycznie.Sąbardzoróżni.Ciągłemutacjeplemników,iinne
takie...

–Oho!–uniosłabrwiVan.–Skądznamytakiemądresłowa?
–Przeczytałemtwójpodręcznikdobiologii.Dobraksiążka,przydatna...

Szkoda,żezamoichczasówniebyłotakich,mógłbymwtedyuniknąćtamtego
błędu...–powiedziałwzadumieKreol,najwyraźniejwspominająccoś
nieprzyjemnego.–Będziesztojeść?

Vanessawmilczeniuoddałamuswójtalerz.Kaszabyładośćsmaczna,ale,

jakjużwspomniano,dziewczynaniemiałaapetytu.Iwogólenielubiłakaszy.

background image

Rozdział7

Patrz,Van,tojestwłaśniedolinaInkwanok!–pokazałsześciopalcąrączką

Hubaksis.

–Jakatamdolina?–Vanessazmarszczyłanos.–Samegóry...
–Jestjakajest–zachichotałdżinn.
StalinadachujednejzgłównychwieżZamkuKadath.Roztaczałsięstąd

wspaniaływidoknaokolicę.Toznaczy,byłbywspaniały,gdybypejzażnie
wyglądałtakzłowieszczo.Noiniezaszkodziłobytrochęwięcejświatła.

Kreolstałkilkakrokówodnich.Rozmawiałztypem,któryzostał

przedstawionyVanjakoNoszącyŻółtąMaskę.Widziałagojużwgłównejsali,i
potem,podczasbiesiady.PoczątkoworozmawialionowejfunkcjiKreola,a
potemprzeszlidoogólnychtematów.

–Popatrz,człowieku...–zaskrzeczałospodmaskimonstrum,wskazując

żylastąrękąto,czymbezskuteczniestarałasięzachwycićVanessa.–Naszświat
umiera.

–Umieraodkądpamiętam–odrzekłmag.–Przespałempięćtysięcylat,

kapłanie.Pięćtysięcylat!Zmojegoświataniezostałonic,comógłbym
rozpoznać!Niczegoaninikogo!Awy,jakumieraliście,takumieracieiwżaden
sposóbniemożecieskończyć.

–Tonicnieznaczy...–NoszącyŻółtąMaskępowolipokiwałgłową.–

Umieramyodchwili,gdytwójbógzacząłswojepodchody.Giniemyżywcem,
człowieku.Tak,rozciągnęliśmytenprocesnawielewieków,alecoztego?

Kreolwmilczeniuwzruszyłramionami.
–Czywiesz–kontynuowałNoszącyŻółtąMaskępochwili–żewciągu

ostatnichsiedmiuwiekówwLengunieurodziłsiężadenWładca?Przez
siedemsetlatanijednejnowejtwarzy!

–Aniewolnicy?
–Oniakuratmnożąsięjakszczury!–Kapłanzrozdrażnieniemmachnął

ręką.–Inadzorcyteż.Alejakiznichpożytek?!MYwymieramy,rozumiesz,
człowieku?!Rozumiesz?!

–Może,gdycałkiemwymrzecie,onibędąmoglizacząćwszystkoodnowa?

–bezcieniawspółczuciazaproponowałKreol.–Lengulegnieodnowie...
PrzestaniebyćCiemnymŚwiatem...

background image

–Byćmoże–zgodziłsięNoszącyŻółtąMaskębezśladuentuzjazmu.

Zrezygnowany,pozwoliłopaśćramionom.–AletojużniebędzietenLeng...

–Aczytoźle?–Kreoluśmiechnąłsiępółgębkiem.
–Otochodzi,żenie!–zezłościązaskrzeczałkapłan.–Właśnietak,

człowieku...Jestemjednymztych,którzystawiajączołaprawdzie.Aprawda
jesttaka,żejesteśmywrzodemwśródinnychświatów.NawetPiekłoniejesttak
okropne,nawetKvetzol-Inn...NawetHwitaczi!–zaryczał.

SłyszącpełenbóluokrzykNoszącegoŻółtąMaskę,Vanessaodgadła,że

zagadkowyświatHwitaczi,jakibyniebył,jestmiejscemprawietaksamo
okropnym,jakLeng.Alemimowszystkotrochęlepszym.

–Toznaczy,żenastępnegoświętajużniebędzie?–uśmiechnąłsię

sarkastycznieKreol.

–Niespieszsięgrzebaćnasprzedczasem,człowieku!–NoszącyŻółtą

Maskęwidaćniezrozumiałżartu.–Tak,umieramy!Aleumieramyjużsześći
półtysiąclecia,apociągniemyjeszczedrugietyle!Jesteśpewien,żetwójświat
przetrwadłużej?–złośliwiezaskrzeczałspodmaski.–Powstanieshoggothówo
małonasniewykończyło,aleitoprzetrwaliśmy!Jeszczepożyjemy!

–Ajataksobiemyślę...–nieoczekiwanieodezwałasięVanessa.
–Tak?–NoszącyŻółtąMaskęodwróciłsięwjejstronę.
–Nie,nicważnego...–Dziewczynanatychmiastsięwycofała.Niebardzo

miałaochotędzielićsięmyślą,któraniespodziewanieprzemknęłajejprzez
głowę,zczerwonymiogniamipłonącymiwszczelinachobrzydliwejmaski.
PotemnapewnoopowiewszystkoKreolowi,boprzyszedłjejdogłowybardzo
ciekawypomysł.

–Zwróćuwagęnajeszczejedenfakt,człowieku–ciągnąłNoszącyŻółtą

Maskę,odwracającsiędoniejtyłem.–Minęłoprawiepiętnaściewiekówod
czasu,gdynasiemisariuszeporazostatniodwiedziliwaszświat.Przezcałyten
czasnawiedzałwastylkoNyarlathotep,gdydostarczałzaproszenia,noikilka
razyYog-Sothoth.Awiesz,poco?Żebyukaraćodstępców!Tokpina–wielki
Yog-Sothoth,nosicielduszyAzatotha,musiałosobiścierozprawićsięztymi,
którzynaszdradzili!Oczywiście,sąjeszczedemony,którewy,magowie,
wzywaciedosiebienasłużbę,aletegoprzecieżniekontrolujemy!Iniematakiej
potrzeby.

–Więccomichceszpowiedzieć,kapłanie?–Kreolpopatrzyłnaniego

obojętnie.–Niebędęwamdostarczałdusz,przezwszystkietewiekinie
zmieniłemzdania.Amożechceszmniezmusić?

–Chciałbym...–NoszącyŻółtąMaskęwestchnąłtęsknie,opierającsięo

background image

balustradę.–Alewczymmożenampomócjeszczejedendostawcadusz?Nie,
dawnojużodwołaliśmywszystkichemisariuszy.Niezostawiliśmyżadnychsiłw
twoimwymiarze,człowieku...Takietam,nędzneresztki..

–Wtakimrazie,pocomitowszystkomówisz?–Magzmarszczyłbrwiz

rozdrażnieniem.–Nieinteresująmniewaszeproblemy.

–Jesteśokrutnyiegoistyczny,człowieku.–NoszącyŻółtąMaskępokiwał

głową.Choćniebyłowidaćjegotwarzy,czułosię,żewyrażaonawtejchwili
smutekzmieszanyzgniewem.–Aletakichwłaśniepotrzebujemy.Powiedz,nie
chciałbyśpopracowaćdlanas...winnysposób?

–Toznaczyjak?–Kreolzmrużyłoczypodejrzliwie.
–Niedawnoodkryliśmypewien...interesującyświat–zacząłsłodkimgłosem

NoszącyŻółtąMaskę.–NazywasięRari.Bardzomiłyświatek.Jesttammało
ludzi,aci,którzysą...

–Rozumiem!–szybkoprzerwałmuKreol.Vanessa,wprzeciwieństwiedo

niego,niezrozumiała,comiałnamyślinajwyższykapłanLengu,ale
postanowiłasięniedopytywać.

–Niechceszpomócnamtamdotrzeć?–łagodnieupewniłsięNoszącyŻółtą

Maskę.–Niemamydużychwymagań,anagrodabędzieogromna...

–Rozumiem...–Kreoluśmiechnąłsięoduchadoucha.–Chcesz,żebym

zostałnowymAzatothem?Myślisz,żeniepamiętam,iżkiedyśbyłontakim
samymśmiertelnikiemjakja?AniZACOotrzymałswąmoc?Uważasz,że
zapomniałem,jakwcałymSumerzeniebyłobardziejznienawidzonegoimienia?
Isądzisz,żeniewiem,jakskończył?

–AzatothjestwładcąLengu!–wyprężyłsięNoszącyŻółtąMaskę,urażony.
–AzatothtomarionetkaYog-Sothotha!–odparowałKreol.–Niemanawet

własnegociała!Niemawolnejwoli!LepiejżebymniepożarłaTiamat,niż
miałbymstaćsiętakimjakon!Ijeśli...

Drzwi,przezktóreweszlinataras,uchyliłysięiwyjrzałazzanichczerwona

mordkajakiegośdrobnegodemona.

–Szanownynajwyższykapłanie,pangenerałbardzoprosi,bydoniego

zajrzeć–piskliwymgłosikiemoznajmiłposłaniec,poczymznikłzpowrotemza
drzwiami.

–Naszarozmowajeszczesięnieskończyła,człowieku.–NoszącyŻółtą

Maskęenergicznymkrokiemopuściłtaraswidokowy.Bezwzględunato,w
jakiejsprawiechciałsięznimwidziećShub-Niggurath,kapłannajwyraźniejo
niejwiedziałiuważałzawystarczającoważną,byprzerwaćrozmowęwpół
słowa.

background image

Kreolnawetniespojrzałwśladzanim.Magoparłsięobalustradę,patrzył

gdzieśwdalioczymśrozmyślał.Hubaksisniezdecydowaniepodleciałdo
niegobliżejiusiadłnaramieniupana.Vanessapodeszłazlewejstronyiwzięła
Kreolapodrękę.Jejnauczycielbyłsmutny,więcchciałajakośponieśćgona
duchu.

–Rzeczywiściejestznimitakźle?–zapytałacicho.
–A?Co?–ocknąłsięKreol.–Tak,oczywiście.Todobrze!Nawetniewiesz,

jakdobrze!

–Dlaczego?–Vanbyłazdezorientowana.Wiedziała,oczywiście,żeKreol

jestegoistyczny,aleniesądziła,żemożetakotwarciecieszyćsięzcudzego
nieszczęścia.

–Powiedzmi,uczennico–zacząłmagcierpliwie.–Twoimzdaniem,poco

wogólezacząłemtęzawieruchęzprzespaniemcałejepoki?

–Żebyuratowaćduszę.Samtakpowiedziałeś!–Vanessawskazałananiego

palcem.

–Słusznie.–Kreolzzadowoleniemkiwnąłgłową.–Tojednazprzyczyn.

Drugatonieśmiertelność.Wspominałemprzecież,żebyłoKILKAprzyczyn.
Czyliconajmniejtrzy.Jakajesttrzecia?

Zapadłoniezręcznemilczenie.Vannicnieprzychodziłodogłowy.Hubaksis

najwyraźniejteżnicniewiedział.

–Niemówiłeśmipanie...–powiedział,lekkoobrażony.
–Oczywiście,żeniemówiłem–zgodziłsięmagspokojnie.–Adlaczego?A

dlatego,żeniebyłempewien,czymojezamysłysiępowiodą.Planskładasięz
sześciupunktów,aciebiezaznajomiłemtylkozpierwszym.Pierwszypunkt
planu–przenieśćsiędoprzyszłości.Jakmożnanajdalej.Wmojejumowie
widniałaliczba„pięćtysięcy”,wziąłemtenwłaśnieokres.Żebyniebudzić
podejrzeń.Wykonaniepierwszegopunktuzakończyłosięsukcesem.Drugi
punktplanu–urządzićsięwnowymświecie.Wtopićsię,jaknależy,wnowe
społeczeństwo,zbudowaćdom...DobrzebyłobystworzyćwłasnąGildię,ale...
Zrealizowałemmniejwięcejdwietrzeciedrugiegopunktu–wyglądanato,żez
Gildiąsięnieuda.Trzecipunktplanuwłaśniewypełniłem.Przekonałemsię,że
wciągupięciutysięcylatLengostatecznieprzegnił.GdyNoszącyŻółtąMaskę
zaproponowałmi,bymzostałpraktycznienowymAzatothem,przekonałemsięo
tymostatecznie.

–Adlaczegoodmówiłeś,panie?–zdziwiłsięHubaksis.
–Jeszczerazzapytaszmnieocośtakiego,aspioręcięnakwaśnejabłko!–

obiecałKreol,azabrzmiałotojaknajbardziejpoważnie.–Czwartypunkt

background image

planu...narazieniepowiem.ChociażKamieńbardzomiwtympomoże.Piąty
punkt...teżprzemilczę.Anużbyktośpodsłuchał.Aszósty...

Kreolwymamrotałcośpodnoseminakryłaichjasnopurpurowakopuła,

przepuszczającaświatło,alepoważniezniekształcającawidzianedokoła
przedmioty.

–KopułaTajemnicy–krótkopoinformowałKreol.–Przezkilkaminut

jesteśmychronieniprzedwszystkimiciekawskimioczamiiuszami.Awięctak,
szóstypunktplanutozniszczenieLengu!

–Uch,uch,uch,uch!!!–krzyknąłzzachwytemHubaksis.–Panie,jestem

twoimwiernymsługą,zawszecipomagam,niezapominajotym!

–Milcz,niewolniku...–rozkazałKreolniedbale.–O,tobędzietakawojna...

takawojna,jakiejświatniewidział!Jaichwszystkich...wytnęwpień!

–Nierozumiem–powiedziałaVan.–Poco?
–Aco,podobacisięto,cotutajwidzisz?–uśmiechnąłsięmagironicznie.
–Nie...Aletosąichproblemy.–Wzruszyłaramionami.–Donasprzecież

jużniewłażą?

–Wogóletolezą.Poprostu,odkądMardukPotężnyTopórzapieczętował

ichświat,kiepskoimtowychodzi.

–Wszystkojedno.Odkiedytojesteśtakihumanitarny?
–Hum...co?
–Dobrytaki,otco!
–Jestemwiernymczcicielemmojegoboga!–Kreolprzyjąłdośćfałszywą

pozę.–Chcęskończyćto,cozacząłMarduk.

Vanessamilczała,patrzącmuprostowoczy,aminęmiaławpełni

sceptyczną.

–Dobrze,poddajęsię!–warknąłmag.–Marduk,zanimzrobiłporządekz

Lengiem,byłczłowiekiem;potężnymczłowiekiem,jednymznajwiększych
magówswoichczasów,alemimowszystkośmiertelnym.Alekiedypozbawił
Lengsiły,caławyzwolonaba-choń...potemwyjaśnię,cototakiego...zleciała
siędoniego.Itakotozostałbogiem–zakończyłmag.

Vannakilkasekundotworzyłaustajakwyrzuconanabrzegryba.
–Chcesz...chceszzostaćbogiem?!–wyszeptałajednocześniezpanikąiz

zachwytemwgłosie.

–Nieżebyażtak–zżalemwestchnąłKreol.–WowychczasachMarduk

byłznaczniesilniejszy,iLengteż.To,cozniegozostałowyglądażałośnie...do
tego,trzebasiębędziepodzielićz...piątympunktemplanu.AleNajwyższym
zostanęnapewno!TakimNajwyższym,jakiegoniebyłoodczasówAdema!A

background image

potemmożnabędziepiąćsięwyżej.Terazrozumiesz?

–Prawiewszystko.Alejednak–pocobyłokłaśćsięspaćnapięćdziesiąt

wieków?

–O,Szamaszu!–jęknąłKreolzdesperacją.–Acotujestdorozumienia?

W

TEDY

faktyczniebyłemichniewolnikiem.T

ERAZ

jestemwolny.W

TEDY

Leng

byłjeszczebardzosilny.T

ERAZ

zostałozniego...tocowidzisz.W

TEDY

miałem

tysiąceprzeciwników.T

ERAZ

niezostałprawienikt.Coprawda,natoostatnie

akuratnieliczyłem...Iniemogępowiedzieć,żetodobrze–niema
przeciwników,alepomocnikówteżniema!Dobrze,nieważne.Czyteraz
rozumiesz,dlaczegomusiałemprzenieśćsięwczasie?

–Rozumiem...–PokiwałagłowąVan,obserwując,jakwokółrozpływasię

KopułaTajemnicy.–Alejeśliwszystkotakdoskonalesięukłada,dlaczego
jesteśtakismutny?

–Myślę,żepanjestsmutnyzinnegopowodu–słodziutkimgłosikiem

podpowiedziałdżinn.

–Milczeć,niewolniku!–warknąłKreol.–Niktcięniepytaozdanie!
–Panpoprostuboisię,żeMey’Knoniumarła...–odgadywałHubaksis,

obserwującswegopana.

–Dokogomówię?!–krzyknąłmag,uderzająclaskąwmiejsce,gdziejeszcze

przedsekundąbyłHubaksis.Zwinnydżinnjakzwykleumknąłwostatniej
chwili.

–Panie!Panie!–Dżinnnadaremniewzywałmagadoopamiętania.–Panie,

nietrzebamniebić,jestemgrzeczny!

–Nieprawda!–zaryczałprzezzaciśniętezębyKreol,wciążjeszczewaląc

swymmagicznymorężemgdziepopadło.Kamienneokruchylataływe
wszystkiestrony–okazałosię,żelaskajestnadzwyczajtwarda,ai
zmartwychwstałySumeryjczykodkryłwsobieniespodziewanyzapassił.

–Ej,ej...!–zawołałaVanessazoburzeniem,starającsięprzerwaćtę

awanturę.Mądrzejszegookrzykuniebyławstaniewymyślić.Zresztąitaknikt
jejniesłuchał:dżinn,starającsięumknąćprzedgniewempana,poleciałwyżej,a
Kreolwskoczyłnabalustradęipodskakującstarałsiędosięgnąćdolatającego
wstrętnegolicha.Nato,żewkażdejchwiliryzykujeupadkiemzdobrychtrzystu
metrów,wogóleniezwracałuwagi.ZatoVansercestawałowgardleza
każdymrazem,gdyporazkolejnyopadałokilkamilimetrówodkrytycznego
punktu.

Polowanienadżinnazakończyłosięponiespełnadziesięciuminutach,gdy

obajuczestnicyzabawystracilisiły.ZmęczonyKreolusiadłnaporęczy,a

background image

Hubaksisprzycupnąłobok.Alemimowszystkoniezablisko.

–Iococałetopiekło?–zapytałaVanzprzesadnymspokojem.–Cotoza

MajowyKońidlaczegotakwaszdenerwował?

–Mey’Knoni–skwapliwiepoprawiłjądżinn,niezwracającuwagina

gniewnespojrzenieKreola.–Staraprzyjaciółkapana,jeszczezdawnych
czasów.Mieszkaławpieczarze,o,podtamtąskałą.

Vanessaprzyjrzałasięgórze.Ledwiebyłojąwidaćnahoryzoncie,więc

trudnobyłozgadnąć,czyjestwniejpieczara.Zresztącałyproblemwydawałjej
sięgłupi.

–Oczywiście,umarła!–Zezdziwieniemwzruszyłaramionami.–Ej,moje

wywykopaliska,odtegoczasuminęłopięćtysięcylat,niezapomnieliście
czasem?

–Nie,Van,nierozumiesz–zachichotałHubaksis.–Byłamaginią,jakpan.I

teżdążyładonieśmiertelności,tylkowinnysposób.

–Wjaki?
–No,miałasiedemdziesiątdwalata,gdyzawarłaumowęzAlgorem.Nie

wiem,czymmuzapłaciła,aleodtamtejporyprzestałasięstarzeć.Tyletylko,że
musiałanazawszeprzenieśćsiędotamtejpieczary.Jeślistamtądwyjdzie–
pufff!Zostaniezniejtylkokupkaprochu...–Dżinnobrazowomachnął
rączkami.

Vanessaodrazusięuspokoiła.Gdytylkorozmowazeszłanastarąznajomą,z

najgłębszychzakamarkówpodświadomościwypłynęłonieznanedotąduczucie
zazdrości.Aleskorojesttostaruszka-pustelniczka,mieszkającagdzieś,gdzie
diabełmówidobranoc,adotegoniewiadomoczywogólejeszczeżyje...

–Panie,amożepoprostusprawdzimy?–zaproponowałHubaksis.–Itaknie

mamynicdoroboty.

–Maszrację,niewolniku.Trzebasięprzekonać...–Magponurokiwnął

głową.

–Idęzwami–oznajmiłanatychmiastVanessa.Staruszkaczyniestaruszka–

niemiałazamiarupuszczaćKreolasamegoniewiadomogdzie.

Magidżinnpopatrzylinasiebie,jakbysiębezgłośnienaradzali,apotem

Kreolprzyzwalającoskinąłgłową.

–Niechtakbędzie,uczennico.Właź.
–Gdzie?–Vanessalekkouniosłabrwi.
–Atyco,zamierzasziśćnapiechotę?–obruszyłsięKreol.–Właźmina

plecy.

–Panie,amożesiępościgamy?–Maleńkidżinnwyszczerzyłsiępsotnie.

background image

–Nierozumiem...–zdziwiłasięVan.–Chcesztamlecieć?!
–Aciebietodziwi?–odpowiedziałKreolpytaniemnapytanie.
–Niewiedziałam,żelataćteżumiesz!
–Dużorzeczyumiem...–Magmachnąłlekceważącoręką,najwyraźniejnie

przywiązującdotegowagi.–Toco,leciszczyzostajesz?

Vanessaniezgrabniespróbowaławdrapaćmusięnagrzbiet,alenieudałojej

się.Ostatnirazsiedziałaukogośnaplecachwwiekuośmiulat,gdydziadek
nosiłjąbarana.

–Anamiotlenielatasz?–spróbowałazaproponowaćinnywariantpodróży.
–Namiotle?Acomadorzeczymiotła?
–No,myślałam,żeczarnoksiężnicylatająnamiotłach...
–Jestemmagiem!–Kreolwścieklezgrzytnąłzębami.–Idlaczegoakuratna

miotłach?Togłupie...Adlaczegoniewfotelu?Pamiętam,zrobiłemkiedyś
imperatorowilatającekrzesło...

–Ajegosynowidrewnianegokonia!–przypomniałsobieHubaksis.–

Pamiętasz,panie,jaktengłuptaswleciałnaiglicępałacowejwieżyiniemógł
zejśćnadół?Imperatorgroził,żecięzabije!

–Pamiętam,pamiętam...Nie,wzasadziemogęzmusićdolataniadowolny

przedmiot,aledlaczegoakuratmiotłę?–Pytanieomiotłęniewiadomodlaczego
dotknęłoKreoladożywego.–Popierwsze,toniewygodne.Kobietamożejakoś
sięusadowi,alemężczyzna...

–Popółgodziniezamienisięweunucha–ochoczopodtrzymałciekawy

tematHubaksis.

–Tobietoniegrozi–uśmiechnąłsięKreolzłośliwie.–Pozatymjestjeszcze

prawostosunkumas...

–Acototakiego?–nachmurzyłasięVan.
–Nocóż,brzmiprosto.Zaczarowaneciałomożepodnieśćładuneknie

większy,niżczternaścieiosiemdziesiątychjegowłasnejmasy.Nie,jakoś
inaczej,alesensjesttaki–wzamyśleniuprzyznałKreol.–Toznaczy,żemiotła
możepodnieść...eee...wwaszychjednostkachmiary...zeczterdzieści
kilogramów.Wnajlepszymwypadkuczterdzieścipięć.

–Iwyglądałobytośmiesznie–dodałHubaksis.–Wyobraźsobiepana

latającegonamiotle!

–Toteżargument–zgodziłsięKreol.–Nie,obejdziemysiębezmiotły.
–Adywan?–Vanessaniepoddawałasię.
–Jakiznowudywan?–burknąłmagniecierpliwie.
–Latający.Amożenieistnieją?

background image

–Prawda,panie–zgodziłsięHubaksis–cozdywanami?Wdomunanich

czasamilatałem.

–Noicoztego?
–Przecieżważąniewiele!Cozprawemstosunkumas?
–Dozaczarowaniadywanustosujesięinnąmetodę–PoleLewitacyjne.

Latającedywany,latającesandały,latającedeski–jednaitasamametoda.Jeśli
naartefakciesiedzisięzezwieszonyminogami–PociskLewitacyjny,wtedy
działaprawostosunkumas.Ajeślilatasięstojąclubsiedząc–Pole
Lewitacyjne,wtedyprawomasniedziała.Alezmiotłątennumernieprzejdzie–
jestzawąska,niedasięnaniejwtensposóbutrzymać.Inieusiądziesz
normalnie–nogizawszebędązwisać.

–Naczympolegaróżnica?–zainteresowałasięVan.
–Różnicapoleganatym,żewprzypadkuPolaLewitacyjnegojeździec

powinienznajdowaćsię

NAD

artefaktem.Rozumiesz?Zaczarowanajest

ograniczonaprzestrzeń–tylkoz

JEDNEJ

strony.Awprzypadku,powiedzmy,

tejżemiotły,wżadensposóbniedaszradyznaleźćsięzjednejstrony.
Rozumiesz?Wedługmniewszystkojestproste...Oczywiście,jestjeszczePocisk
A,zjegopomocąmożnalataćnaczymkolwiek,alewykorzystywaćgodo
latającychartefaktówtowyrzucaniemanywbłoto.Dośćotym!Jeślichcesz,w
domuzrobięcilatającyfotelilatajsobienanim.Ajanajbardziejlubięlatać
samodzielnie–prościejioszczędniej.Toco,wsiadaszczynie?!–
nieoczekiwaniepodniósłgłos.

Vanessa,zajętarozmyślaniamiozaimprowizowanymwykładzienatemat

latającychprzedmiotów,prychnięciemwyraziłaoburzenieiponowniezaczęła
wdrapywaćsięnaplecyKreola.Przykucnął,bybyłojejwygodniejitymrazem
próbazakończyłasięsukcesem.

Magwyprostowałsiępowoli,przytrzymującVanessępodkolanamii

energiczniewskoczyłnabalustradę.Vannatychmiastzakręciłosięwgłowiei
mocniejzłapałaKreolazaszyję.

–Nieduśmnie!–groźniezażądałKreolprzytłumionymgłosem,aw

następnejsekundziewzbilisięwpowietrze.

Wyglądałototak,jakbyzwyczajniepodskoczył,ale,zamiastopaśćz

powrotem,całyczasunosiłsiędogóry.WystraszonaVanessapisnęła.Zdarzyło
jejsięlataćkilkarazypolicyjnymhelikopterem,alecoinnegohelikopter,aco
innegosumeryjskimag.Zresztąnieważne,żesumeryjski,wtymprzypadku
narodowośćnieodgrywałażadnejroli.

Kreolodrazurozwinąłcałkiemprzyzwoitąszybkość.Niemniejniż

background image

osiemdziesiątkilometrównagodzinę.Vanessaprzestałanawetpanicznie
piszczeć,zdziwionataknieoczekiwanymiumiejętnościamimaga.Zewszystkich
siłprzytulałasiędoniego,rozpaczliwiewczepiającsięweńrękamiinogami.
Kreoltylkojęczałzwysiłku.Nie,zjednejstronybyłomuprzyjemnie.Cobynie
mówić,Vanessabyłamłodą,miłądziewczyną,aniejakimśśliskimrobakiem,i
takbliskikontaktzniąniemógłbyćnieprzyjemny.Zdrugiejstrony...bardzo
boleśniewpiłamusięwszyję.Dotegopaznokciami!Hubaksiswzdychałze
współczuciem,bezspecjalnegotrudutrzymającsięobok.Ktojakkto,aleon
wiedział,jakmocnopotrafidusićVanessa.

Zbokutenlotwyglądałnaderzabawnie.PrzypominaliKarlssonazDachui

jegomałegoprzyjaciela.KtowdzieciństwiewidziałilustracjewksiążceAstrid
Lindgren,łatwomożetosobiewyobrazić.Coprawda,Karlssonzazwyczajnie
taszczyłnapiersiprzenośnejskładnicyzłomu.

Kreol,oczywiście,nieporzuciłmagicznychnarzędzi.Powiesiłnaszyiswoją

„świętą”torbęistarannieprzymocowałnabrzuchu,żebynieprzeszkadzała.
Vanessieprzyszłodogłowy,żejeśli,odpukać,trzebabędziezrzucićbalast,
Kreolpobędziesięraczejjejniżdrogocennejtorby.

PokilkuminutachlecącegomagaprześcignęłydwaPtakiLengu.Uważnie

obejrzałydziwnąparę,wymieniającmiędzysobązaskoczonespojrzenia.
Najwyraźniej,jakdotąd,naniebieLenguniemiałykonkurencji.

–Krrrrrrrrrrrrrrrrrr!–odezwałsiępierwszy(amożepierwsza?).
–Arrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaa!–zgodziłsiędrugi.
–Uhm-mm–przywitałsięKreol.
–OBoże...!–dołączyłaVanessa.
–Janiejestemznimi!–zastrzegłnawszelkiwypadekHubaksis.
Ztejwysokościdobrzebyłowidać,cosiędziejenadole.Zresztąniczego

ciekawegotamniebyło.Goła,spalonanapopiółpustynia.Śnieg,popiółi
ludzkiekości,nicwięcej.Jedenzpobliskichwulkanówdymiłjakprzypalony
befsztyk,pozostałezaśnieprzejawiałyżadnejaktywności.Pozatymwdole
powoliprzemieszczałysięgęsiegodziwnestworzenia,niecoprzypominające
ludzi.Okołoczterdziestuosób.PobokachjechałoczterechMizernychJeźdźców
Nocy,którzyodczasudoczasupoganialiuderzeniamileniwychniewolników.
Byćmożeprowadziliichzjednegomiejscapracywinne.Abyćmożepoprostu
dokuchni.

DopieczaryMey’KnoniKreoldotarłpokilkunastuminutach.Niezgrabnie

wylądowałnaniewielkimskrawkuziemiprzedotworemwstokugóryistrząsnął
zsiebieVanessę.Dziewczynatakkrzepkowczepiłasięwniegoitakmocno

background image

zamknęłaoczy,żenawetniezauważyłakońcalotu.Magzniezadowoleniem
spojrzałnaniąspodokaipocichuwymamrotałzaklęcieUzdrowienia,
rozcierającprzytymsiniakinagardle.Skóranatychmiastzaczęłaodzyskiwać
swójnaturalnykolor.

–Co,Van,niejesteśprzyzwyczajonadolatania?–zainteresowałsię

Hubaksistroskliwie,gdywkońcuzdecydowałasięotworzyćoczy.–Zobacz,a
jarobiętocodziennie!

–Maszskrzydłazamiastnóg,toilatasz...–burknęłaVanessa,podnoszącsię

ztrudem.

–Światło!–zwięźlerozkazałKreol,podającjejrękę.
Pieczaraanitrochęnieprzypomniałaczyjegośmiejscazamieszkania.Nawet

mieszkaniastaruszki-czarodziejki.Bezwzględunatokimbyła,musiałaprzecież
cośjeśćigdzieśspać.Awewnątrzbyłtylkokurzipustka.Zdawałosię,żenie
byłotunikogoodkilkuwieków.

Kreolwszedłdośrodkazobawą.Nawszelkiwypadekwyjąłlaskęiupewnił

się,żejestdopełnazaładowanazaklęciami.Wdanejchwilimagachroniłyaż
dwazaklęciaOsobistejOchrony.Vanessabyłabyniezmierniezdziwiona,gdyby
siędowiedziała,żenaniątakżenałożyłtakiezaklęcia,przyczymtrzeba
nadmienić,żezrobiłtowtajemnicy.Tonieprawdopodobne,alebyłoichażtrzy!
PierwszyrazwżyciuczyjeśbezpieczeństwointeresowałoKreolabardziejniż
własne.Itobyłoniepokojące...

Pieczaraokazałasięgłębsza,niżmogłosięzpoczątkuwydawać.Składałasię

zkilkubardziejlubmniejokrągłychsalusytuowanychjednazadrugą.Kreolbez
słowaprzeszedłpierwszą,drugą,trzecią...Naproguczwartejznieruchomiał,
ramionamuopadły.

Vanessapodeszła.Nakamiennymspąguleżałszkielet.Adokładniepółleżał,

opartyplecamiopłaskikamieńwzakamarkujaskini.Sądzącpokilku
zbutwiałychkawałkachmateriału,kiedyśwtymmiejscubyłolegowisko.

–Toona?–zapytałaVancichoizesmutkiem,patrzącnaszkielet.Jako

policjantkamogłapowiedziećtylkojedno–śmierćnastąpiłabardzodawno.Od
tamtejchwiliminęłydziesiątki,jeśliniesetkilat.Amożenawetwięcej–ostatni
razKreolwidziałswojąprzyjaciółkęzanimjeszczezbudowanoegipskiego
Sfinksa.

–Kimjesteście?–nieoczekiwanierozległsięgniewnyokrzyk.Kreol

odwróciłsięszybkojakporażony,patrzącnakogoś,ktozadałpytanie.Hubaksis
omałosięnieopluł.Vanessaprzestraszyłasię,żejegojedyneokozachwilę
pęknie,takjewybałuszył.

background image

NaprogupiątejizarazemostatniejgrotystałażywakopiaNaomiCampbell.

Kobietabyłabardzomłoda,miałaczekoladowąskórę,idealnąfiguręiczarującą
twarz.Chociażubrananietakatrakcyjnie,jakjejbliźniaczkazHollywood.
Szmatą,wktórejparadowałaślicznotka,prawdopodobniewzgardziłbynawet
nabuzowanynarkoman.

WkońcuKreoloprzytomniałizdecydowałsięcośpowiedzieć.
–Mey’Knoni...?–zapytałniepewnie.
Vanessacichogwizdnęła.Atocistaruszka!
–O,Mey,cześć!–ucieszyłsiędżinn.–Myśleliśmy,żeumarłaś,atyżyjesz!

Itojeszczejakżyjesz,oho!Kiedyśbyłaśzwykłym,starympróchnem...ta-ta-
ta...starepróchno,apopatrznoteraz!

Vanessadopieroterazzorientowałasię,żerozmawianoniewnarzeczuLeng,

alepostarosumeryjsku.

–Kreol?–zdumiałasięciemnoskórapiękność.–Tonaprawdęty?Jakto

możliwe?

–Poznałaśmnie?–ucieszyłsięmag.
–Zanicnaświeciebymsięniedomyśliła,gdybynietwójnieznośnydżinn.–

Mey’Knoniuśmiechnęłasięsłabo.–Niedasięgozapomnieć.Odmłodniałeś...

–Tyteż!–zzachwytemprzyznałKreol,robiąckrokdoprzoduzwyraźnym

zamiaremobjęciastarejznajomej.

–Stój!–Pustelnicacofnęłasięzlękiem.–Niedotykajmnie!
Kreolzasępiłsię,nicnierozumiejąc.Vanessa,którazewszystkichsiłstarała

sięnieokazaćszalejącejzazdrości,teżsięzdziwiła.Bezwzględunato,jakie
stosunkiłączyłytychdwojewcześniej,uściskpopięciutysiącachlatrozłąki
byłbyczymśnaturalnym.

–Nierozumiesz...–Mey’Knonizesmutkiempokiwałagłową.–Kreolu,

sądziłeś,żeumarłam?

Magprzytaknąłwmilczeniu.
–Napewnopomyśleliście,żetomójszkielet?
Jeszczejednokiwnięcie.
–Niestety,takwłaśniejest–ledwiedosłyszalniepowiedziałamagini.
Vancofnęłasię.Kreol,przeciwnie,zrobiłkrokdoprzodu,uważniewpatrując

sięwMey’Knoni.PochwilidosadniewspomniałołonieTiamatisplunął.

–Powinienemsiędomyślić...–zgrzytnąłzębami.–Odjakdawna...?
–Prawietysiąclattemu–przyznałasiękobieta.–Odmłodniałamdopieropo

śmierci...Dotegookazałosię,żeniemogęopuścićpieczarynawetwtakiej
postaci!

background image

Przezkolejnychkilkaminutwpieczarzekrólowałopełnenapięciamilczenie.

Niktniewiedział,copowiedziećwtakiejsytuacji.PotemKreolpodrapałsiępo
głowieiniezdecydowaniepowiedział:

–Jeślichcesz,wygonięcię?
TakareplikazaskoczyłaMey’Knoni.AVanessadałamagowisójkęwboki

wyszeptała:

–Dyplomataniedorobiony,niemogłeśczegośmądrzejszegopowiedzieć?!
–Nie,nie,wszystkowporządku!–szybkouspokoiłająwidmowakobieta.–

Kreolu,ja...będębardzowdzięczna,jeślitozrobisz.Proszęcię...

–Maszcilos,dopierocosięspotkali,ijuż...–Hubaksiszrobił

niezadowolonąminę.

–NiewolnikuKreola,czywiesz,jakciężkiejestżyciezniewolonegoducha?

–zapytałaMey’Knonichłodno.–Gdyniemożeszwyjśćpozagranicekilku
kamiennychkomnat?Gdymusiszciąglepodziwiaćwłasnyszkielet,bonic
więcejtuniezostało?Gdyminęłojużtysiąclattakiegożycia?!Kreolu,proszę
cię,chcęjaknajszybciejztymskończyć!Ostatniedziewięćwiekówmodliłam
siętylkooto,bytaegzystencjadobiegłakońca!Takanieśmiertelnośćniejest
nikomupotrzebna...–ledwiedosłyszalniewyszeptałamartwamagini.

Kreolposępniekiwnąłgłową,wyciągającztorbyksięgę.Zacząłprzerzucać

stronice,szukającodpowiedniegozaklęcia,aVanessapatrzyłanaducha,który
zesmutkiemoczekiwałswegolosu,izprzerażeniemzapytałaKreola:

–Naprawdęzamierzaszjązabić?
–Niezabić,awygnać–zniezadowoleniempoprawiłmag.–Niemylpojęć.
–Kimjesteś,ślicznedziecię?–Marawkońcuzauważyła,żewpieczarze

znajdujesięjeszczejednaosoba.

–Mojauczennica–odpowiedziałKreol,nieodrywającwzrokuodstronic

książki.

–Więctotak?–Ciemnoskóraślicznotkaznaczącouniosłabrwi.–Mnienie

chciałeśuczyć...

–Byłemwtedyniewielestarszyodciebie–odparowałKreol.Wyglądałona

to,żeniebyłjużzadowolonyzespotkaniazprzyjaciółką.–Samnie
zakończyłemjeszczenauki.

Znalazłszyodpowiedniezaklęcie,magwyjąłmagicznyłańcuchipołożyłgo

naziemitak,abyzewszystkichstronotaczałzjawę.

–Niemogęuwierzyć,żetakzniąpostąpisz!–zawołaławstrząśniętaVan.
–Uczennico!–burknąłzrozdrażnieniem.–Życiezjawyjestciężkiei

męczące.Niemożeprzejśćwpośmiertnystan,niemożesięodrodzić.Nikomu

background image

nieżyczpodobnegolosuinieosądzajmniezato,żekogośuwalniam!

–SirGeorgeajakośniepróbowałeśwygnać...–wymamrotałaVanessapod

nosem.

–SirGeorgenieodczułjeszczetegowpełni–warknąłmag.–Pozatym

mieszkawswoimstarymdomu,mazkimporozmawiaćiczymsięzająć.Ale
jeślinalegasz,jegoteżmogęwygnać!

–Nie,nie,jatylkotak!–przestraszyłasięVanessa.Bezwzględuna

wyjaśnieniamaga,mimowszystkowydawałojejsię,żetowszystkojestjakoś...
nietak.Żemusibyćinnysposób.JednakaniKreol,aniMey’Knoni
najwyraźniejniewidzieliinnegowyjścia,awięcniebyłooczymrozmawiać.

Kreolpodniósłlaskęiurywanymizdaniamizacząłwypowiadaćzaklęcie:

ZiAnnaKanpa!
ZiKiaKanpa!
GalluBarra!
NamtarBarra!
AshakBarra!
GigimBarra!
AlalBarra!
TelaBarra!
MasqimBarra!
UtuqBarra!
IdpaBarra!
LalartuBarra!
LallasuBarra!
AkhkharuBarra!
UrukkuBarra!
KielgalalBarra!
LilituBarra!
UtuqHulEdinNaZu!
AllaHulEdinNaZu!
GigimHulEdinNaZu!
MullaHulEdinNaZu!
DingirHulEdinNaZu!
MasqimHulEdinNaZu!
Barra!
Edinnazu!
ZiAnnaKanpa!

background image

ZiKiaKanpa!

–ŻegnajKreolu!–ledwiedosłyszalniewyszeptałaMey’Knoni,rozpływając

sięwpowietrzu.–Szkoda,żenie...

Niezdążyładokończyć.
–Konieczniemusiałeśtozrobić?–zapytałaVan,ztrudempowstrzymując

napływającedooczułzy.–Niemogłeśjejpoprostuwyzwolić?Jaktegodemona
zestrychu?

–Niemogłem!–zezłościąwarknąłKreol.–Niemogłem,rozumiesz?!Była

związanakontraktem,niktniemógłjejuwolnić!Niedasięnaruszyć
magicznegokontraktu–niemogątegonawetbogowie!Nawetwygnaćjąnie
byłomiłatwo!

–Aleprzecieżumarła!–oburzyłasięVanessa.–Czylinieosiągnęła

nieśmiertelności!

–Niemaabsolutnejnieśmiertelności!–odparowałmag.–Tojejwina,żenie

mogłazachowaćtego,cootrzymała!Algordotrzymałumowy–żyłanawetpo
śmierci!

–Aleprzecieżmogłeśjąwygnać?!
–Uuuuu!–Kreolzłapałsięzrozpaczązagłowę.–Posłuchaj,uczennico,

uwierzmipoprostunasłowo,co?Chociażraz!

ObrażonaVanessazasapała.Potemwestchnęłaipostanowiławybaczyć

Kreolowi.Nie,nadalbyłojejżalMey’Knoni,alezdrugiejstrony...Itakżyła
dłużej,niżwszyscyjejznajomirazemwzięci,noirzeczywiście–samabyła
sobiewinna.Ktojejkazałzawieraćumowęzdemonem?No,apozatym...Dla
każdejkobietynajgorszymwrogiemjestinna,jeszczepiękniejszakobieta.
Szczególnie,jeślitażmijamaokonajejfaceta.

–Atakwogóle,itakrozzłościłemtutejszychgospodarzy–oznajmiłKreol

ponuro.

–Czymznowu?
–Jaktoczym?!–radośniepisnąłHubaksis.–UwolniłMey?Uwolnił!

Myślisz,żedemonomLenguspodobasię,żezwiałaimjednazdusz?Przecież
niebyłajakąśtamniewolnicątylkomaginią!Takichjesttumało!

–Towłaśniechciałempowiedzieć,niewolniku–rzekłKreollodowato.–

Oczywiście,dobrze,żejeszczeodrobinęosłabiłemLeng,aletomimowszystko
kroplawmorzu,ajeszczezawcześniepsućstosunki...Myślę,żepowinniśmy
tutajpoczekaćnazakończenieświęta.Tujestsuchoiciepło.

–Adlaczegobyniezwiaćstądodrazuteraz?–wysunęłapropozycję

Vanessa.

background image

–Słusznie,panie,dlaczegobynie?–Dżinnbłagalniezamrugałokiem.
–Coto,tonie!–sprzeciwiłsięmagzdecydowanie.–Terazsąpoprostuźli

namnie,alegdybymuciekłzichdurnegoświęta...O,Yog-Sothothstraszliwie
bysięwściekł...Nie,życiemijeszczemiłe,niejestemnatylesilny,żebytutaji
terazzmierzyćsięzcałąpotęgąLengu,dotegowpojedynkę.

–Tak,testworywciążjeszczedużomogą...–westchnąłHubaksis.
–Jakdługomusimytuzostać?–Vanessazłowrogoobrzuciławzrokiem

żałosnywystrójpieczaryzeszkieletem.

–Niecałedwa...–Kreolobojętniewzruszyłramionami.–Niebójsię,nie

przegapimytegomomentu.

–Tak,Van!–poparłgoHubaksis.–Gdyświętosiękończy,bijąwdzwon!

Uszyodtegowiędną.

–Czymbędziemysięzajmowaćprzeztenczas?
Hubaksismiałochotęcośzaproponować,aleKreolzerknąłnaniegogroźniei

maleńkidżinnnatychmiastsięzamknął.

–Niewymyśliłemnarazieżadnegozajęciadlamojegoniewolnika,alena

pewnocośsięznajdzie–obiecałmagzłośliwie.–Aty,uczennico,zajmiesz
się...nauką,przedewszystkim.Napoczątekbierzksiążkęiczytaj.Jesttam
jeszczedużociekawychrzeczy.

Vanniechętniewzięłaodniegoopasłytomijadowitymtonemzapytała:
–AcoTYbędzieszrobił?
–Napoczątektrochęsięprześpię...–odparłKreolniedbale,

bezceremonialniezrzucającszkieletMey’Knonizjedynegonadającegosiędo
leżeniamiejscawpieczarze.Najwyraźniejniezamierzałpochowaćjejnędznych
szczątków.

background image

Rozdział8

Dalej...–Kreolłaskawiepokiwałgłową.
–Kamos,ketos,mekkos,tenos,rabos...–pokorniekontynuowałaVanessa.–

Pinos,zegos,awos,enogos,teros...

–Dalej.
–Doczegomitopotrzebne!?–zbuntowałasię.–Tojakieśbrednie!
–Toniebrednie,uczennico.–Kreolzpoważnąminąpodniósłpalec.–Tak,

tesłowaniczegonieznaczą...

–Nowłaśnie!
–Ale!–Zmarszczyłsięmag,nienawidzący,gdymuktośprzerywał.–To

ćwiczeniemanacelurozwinąćipoprawićtwojąpamięć.Dobrapamięćtojedna
znajważniejszychcechdobregomaga.Jeślichceszzostaćmaginią,musisz
wypracowaćsobieidealnąpamięć.

–Acorozumieszprzez„idealnąpamięć”?
–Widziszmojąksięgęzaklęć?Kiedynauczyszsięcałej,możeszprzyjąć,że

maszidealnąpamięć.

–Ailetypamiętasz?–zjadliwiezapytałaVanessa.
–Mniejwięcejjednąpiątą...–zżalemprzyznałKreol.–Dlategomoja

pamięćjestconajwyżejzadowalająca...Alećwiczę!Dalej!

ObrażonaVanessasapnęła,alezaczęławypowiadaćodpoczątkudziwne

słowa.Rzeczywiście,niemiałyżadnegosensu.Kreolzapisałnakartcepierwsze,
comuprzyszłodogłowy.Wyjaśnił,żetekstdonaukiniepowiniennicznaczyć.
Bardzoczęstomagowiemajądoczynieniazzaklęciamizapisanymiwmartwych
lubnieznanychjęzykach,którewymawiającemuwydająsiętylko
bezsensownymzbioremdźwięków.

WtorbieKreolaznalazłosięwszystko,copotrzebnedoprowadzenialekcji

magii.Czystypapier,przyborydopisania,kilkaprzedmiotów,któremożnabyło
wykorzystaćjakopomocenaukoweioczywiścieniezastąpionypodręcznik.
Świętaksięgazaklęć.Cudownyfoliał.Skarbnicamądrości.JednakVanessanie
stosowałanazwyinnejniż„historycznypapiertoaletowy”.ZresztąKreolitak
nierozumiałtegookreślenia.Niebyłdokońcaprzekonany,żewspółczesny
światjestnatylebogaty,żemożestosowaćpapierdotakprzyziemnychcelów.

ZapełniwszydogranicmożliwościczasVanessy,Kreolniezapomniałtakże

background image

osobie.Toznaczy,zadbałoto,byniemusiałwstawaćzposłaniadosamego
końcaświętawZamkuKadath.Pościeliłkamiennełożeświeżostworzoną
tkaniną,odnowanarysowałkręgisłużącedoprzywoływaniamagicznegojadła,
poczymzwestchnieniemzadowoleniaułożyłsięwygodnieistamtąddowodził
wszystkim,codziałosięwpieczarze.Równomierniepotakiwałgłowąwrytm
słów,którewkuwałaVanessa,odczasudoczasuwarczałnaHubaksisai
sporadyczniewyciągałrękępocośjadalnego.Gdyniemógłczegośdosięgnąć,
pomagałsobietelekinezą.

VanessieprzynajmniejudałosięnamówićKreola,bypochowałnieszczęsną

Mey’Knoni.Oczywiścieożadnejmogileniemogłobyćmowy.Skremowaliją.
Wystarczyło,żemagicznalaskapopracowałaprzezkilkasekundjakomiotacz
ognia,byniepogrzebanekościzmieniłysięwkupkępopiołu.Kreolraczyłnawet
zebraćprochydojednegozesłoikówiwłożyćgonadnotorby.

–Możesięprzydać...–powiedziałwzadumie.
–Tak,niektórzymoiznajomiprzechowująprochyswoichkrewnych–

sentymentalniewestchnęłaVanessa.

–Poco?–zdziwiłsięKreol.
Vanpytaniewydałosięgłupie,alejednoznacznejodpowiedzinieznalazła.W

końcuudałosięjejsprytniewykręcić:

–Atobiepocoone?
–Popiółzkościzmarłegowykorzystujesięwwielurytuałach–wzruszył

ramionami.–Wdomumamjużpełendzbanek.Cowięcej,będęmógłwezwać
Mey’Knoni,gdybymtegopotrzebował.Sztukanekromancji...

–Rozumiem!–Vanessaledwoutrzymałanerwynawodzy.Zdążyłajuż

pożałować,żezapytała.Jeszczebardziejżałowała,żeupierałasięprzypogrzebie
tychnieszczęsnychkości.NiedajBoże,Kreolzakwaterujeunichwdomutę
widmowąślicznotkę!Współczuciedlazmarłejtysiąclattemumaginiustąpiło
miejscazazdrościrozbudzonejnanowozpotrójnąsiłą.

–Aniechtodiabli,bateriasięwyczerpała–smutnieskonstatowałaVanessa,

patrzącnazegarek.–Zawszejaknieurok,toprzemarszwojsk...

–Cotammasz,Van?–zainteresowałsięHubaksis.–Pokaż,pokaż!
–Zegarek,niewidzisz?
–Niematakichzegarków!–zdecydowanieoznajmiłdżinn.–Zegarymogą

byćsłoneczne,piaskowe,wodne,mechaniczne...Atutajnawetniemastrzałki!

–Dajnomito...–leniwiezażądałKreol.Dokładnieobejrzałzwyczajnytani

zegareknabaterięiwygłosiłwerdykt:–Najzwyklejszymagicznyzegarek.Moc
zaklęciasięwyczerpała,dlategoniepracuje...Nawetnieczućśladumagii,

background image

wyczerpałasiędoostatniejkropli.

–Toniemagia,toelektronika!–oburzyłasięVanessa.ZabrałaKreolowi

swojąwłasnośći,przypomniawszysobiewszystko,cokiedykolwieksłyszałao
elektronicznychzegarkachiotym,jakdziałają,zaczęłatłumaczyćtomagowi.
Wkońcunietylkoonmożeuczyć,onateżmożeudzielićkilkulekcjitej
ożywionejmumii.

TrzebaoddaćsprawiedliwośćKreolowi–słuchałnadzwyczajuważnie,nie

przerywałiszczerzestarałsięzrozumiećnowepojęcia.Znaturymagmiałżywy,
otwartyumysłizawszestarałsiędowiedziećczegośnowego,rozszerzyćswąi
takogromnąwiedzę.Wkońcupojął,jakdziałająprzewodnikiwogóleizegarek
wszczególności.ZatoVanessadiabelniesięzmęczyła.Kujejwielkiemu
zdziwieniunauczaćbyłoznacznietrudniejniżuczyćsię.

Hubaksistakżenietraciłczasu.Napokrytejpyłempodłodzenarysowałduże

koło,podzieliłjenadwadzieściaczteryrównesektory,awkażdymznich
postawiłposześćdziesiątkreseczekizwestchnieniemzadowoleniaodleciałna
bok.

–Tojestzegarsłoneczny!–oznajmiłuroczyście.–Jeślibymwśrodku

postawiłkołeczek,ananiebieświeciłobyOkoSzamasza,pokazywałby,która
jestgodzina!

–Głuptas...–Vanessadobroduszniepogładziłamalutkiegodżinnapogłowie,

uważając,abynieskaleczyćsięojegoostryróg.Hubaksisrozpłynąłsięz
zadowolenia.Jeszczechwilaizacząłbymruczećjakkociak!

–Zarazzrobięjeszczezegarpiaskowy!–zawołałradośnie,szczęśliwy,że

Vanessadoceniałajegostarania.

–Ajazarazzrobięzciebiekotletmielony–ponuroobiecałKreol,który

zupełnieowychstarańniedocenił.

Jużsięgałpolaskę,gdynaglezamarłwbezruchu.Apotemstraszliwiezbladł

izacząłtrząśćsięnacałymciele.

–Słyszycie?–wyszeptałzprzerażeniem.–Słyszycie?
–Nicniesłyszę–odparłanatychmiastVanessa.–Aty,Hubi?
–Jateż.Panie,cosięstało?Jużkiedyśtak...
Kreolgwałtowniewypuściłpowietrze.
–Tymrazemnapewnosięnieprzesłyszałem...
Vanessaniechcącydotknęłajegorękiinatychmiastodskoczyła–magbył

zimnyjaklód.

–Czydemonynaprawdętegoniesłyszą?!Czyniewidzą,cosiędzieje?–

ciągnął.

background image

–Acosiędzieje?–Vanomałoniewyszłazsiebie.
–Dziejesięto,żeobudziłemsięnaczas,anawetlepiej.–Kreolponuro

pokiwałgłową.–Lengupadłnasamodno,aterazzaczynasiępodnosić.
Lepszegomomentuniemożnabyłosobiewymarzyć.Wiesz,cousłyszałem,
niewolniku?Wtedy,odrazupoprzebudzeniuijeszczeraz,przedchwilą?

Hubaksispokręciłgłową.
–Usłyszałemcoś,czegoniedasięusłyszećuszami,ajedynietymzmysłem,

którymamytylkomy,magowie!–uroczyścieoznajmiłKreol.–Słyszałem
dźwiękizsamegodnalodowategooceanuLengu–zzatopionegomiastaR’lyeh.
ToCthulhu,niewolniku!Cthulhusięporuszył!Cthulhusiębudzi...Trzeba
natychmiastbudować...

–Co?–Dżinnpochyliłsiędoprzodu,niespuszczającoczuzeswegopana.
–To,cotrzeba!–ofuknąłgomag.–Koniec,odczepsię,tonienatwój

rozumek!Inatwójteżnie,uczennico!–dodał,gdyzauważył,żeVanessa
przerwałaczytanie.–Czypozwoliłemciskończyć?

ZnudzonaVanessapodczujnymokiemKreolamieszaładwaproszki,gdy

rozległsięokropnydźwięk.

–Buuuuum!Buuuuum!Buuuuum!
–Acototakiego?–zlękłasię.
–Najpiękniejszamuzykadlamoichuszu!–zawołałradośnieHubaksis.–

Możnawracaćdodomu!

KreoljużkrzątałsiękołoKamieniaWrót.Pospiesznienasypałnaniego

garstkęmirry,podpaliłpłomyczkiem,którypojawiłsięnakońcujegopalca,i
szybkowymamrotałniezrozumiałezdanie.

–Portalu,otwórzsię!–wykrzyknąłuroczyście,zdrapieżnymuśmiechem

patrząc,jakpośrodkupieczaryotwierasięmagicznyłuk,kształtem
przypominającylekkowygiętąpodkowę.Przejściebyłoprzysłoniętebiałą
świecącąmgłą,więcVanessa,jakbyniewytężałaoczu,niemogładojrzeć,co
znajdujesiępodrugiejstronie.

Zresztą,pokilkusekundachzobaczyłatonawłasneoczy.Kreoldelikatnie

popchnąłjąwplecyidosłownieprzeleciałaprzezbłyszczącywoal.Znalazła
się...wdomu?

Właśnietak.MagiczneprzejściezaprowadziłoKreola,VanessęiHubaksisa

wtosamomiejsce,wktórymtrzydniwcześniejKreolodprawiłrytuał
Przemieszczenia.WsalonieichdomuwSanFrancisco.

–Tato!–krzyknęłaVannacałygłos.–Tato,wróciliśmy!
–Witamywdomu,ma’am.–Hubertzmaterializowałsięprawienatychmiast.

background image

–Witamwdomu,sir!

–Cześć,Hubercie!–uśmiechnęłasięVan.–Agdzietata?
–Sądzę,żepanLeeschodzijużposchodach,ma’am–odpowiedziałurisk,

nietracącopanowania.–Prawdopodobnie...

–Van,córeczko!–DosalonuwbiegłMao.Wśladzanim,podskakującjak

piłka,podążałButt-Krillach,szczerzącsięjakbiałyrekin.Vanessauśmiechnęła
siędoniegoprzyjaźnie.Cotudużogadać,potrzechdniachwLengunawet
Butt-Krillachwydawałsięjejsympatyczny.

Niewiadomodlaczego,wszyscyobejmowaliiwitalitylkoVanessę.Nawet

Hubaksisaktywnieudawał,żedawnojejniewidział.Kreolaprzywitano
znaczniemniejwylewnie,więcniecosięobraził.

–Ijaktambyło,bardzostrasznie?–zainteresowałsięMaozewspółczuciem,

gdyprzeminęłapierwszaeuforia.

–Nie,tato,cośty!–MachnęłarękąVanessa,drugąukradkiemgrożącpięścią

KreolowiiHubaksisowi.–Takietamgadanie!Posiedzieliśmy,
porozmawialiśmy,trochęwypiliśmy...Imprezkajakimprezka,nic
szczególnego...

Butt-Krillachuśmiechnąłsięzezrozumieniem,zatoKreolpodrapałsięw

głowę.Coznaczysłowo„takt”,wielkimagwiedziałtylkoteoretycznie.Wolał
przekazywaćinformacjeodrazuiwcałości.

–Wogóletotak,zazwyczajbywałogorzej–niechętnieprzyznałHubaksis.–

PrzezpięćtysięcylatLengostateczniezszedłnadziady.

–Dotegowłaśniedążyłem–rozciągnąłustawuśmiechuKreol.–Ateraz

odpocznękilkadniizacznębudować...

–Kolacjagotowa,sir–obwieściłskrzat,materializującsiętużobok.
KreoliVanessaopuścilisalonjakoostatni.
–Takietamgadanie?–Uniósłbrwi,przedrzeźniającją.–Poczekaj,

uczennico,ażzaczniemyznimiwojować,wtedyzobaczysz„gadanie”!

–Dajjużspokój!–wysyczałaVan.–Niktnasnawetpalcemniedotknął!

Nawetdaliciprezent...

Hubertdokładnieobliczyłczaspowrotuswoichpaństwainaprawdęsię

postarał.Kolację,którąprzygotował,możnabybezwstydupodaćnawetna
uroczystymprzyjęciuwPałacuBuckingham.

Dziewięćdziesiątprocentsłów,jakiepadłyprzykolacji,wypowiedziała

Vanessa.Dziewczynabombastycznieopowiadałaoswojejpierwszejpodróżydo
równoległegoświata.Oczywiście,niecotonującnieprzyjemneszczegóły.Nie
opisałazbytszczegółowotubylców,anisłówkiemniezająknęłasięourokach

background image

tamtejszychkrajobrazów;przemilczałateż,jakiedaniapreferująWładcyLengu.
Nieopowiedziałaotym,jakchcianojąkupić,aniospotkaniuzduchem
Mey’Knoni.Tegoostatniegopoprostuniemiałaochotywspominać.Niepisnęła
anisłowaoWielkimPlanieKreola–niewiadomo,cozrobiłbyojciec,gdyby
dowiedziałsię,żejegopotencjalny„zięć”zamyślarozpętaćprawdziwąwojnę
światową(jeślinawetwinnymświecie).Zatogórnolotnieopowiadaławiele
innychhistorii.Otym,żezostałauczennicąKreola,kandydatkąnamaginię.O
tym,żeonaiKreolzostaliambasadoramiZiemiwLengu.Orozmowiez
tajemniczymCzarnymŚlepcem.Ospotkaniuznajprawdziwszymianiołamii
jednymarchaniołem.Wogóle,owszystkichwspomnieniach,któremożnabyło
nazwaćprzyjemnymi.Trochęnaciągającprawdę,oczywiście.

–Mamabycipozazdrościła...–powiedziałMaowzadumie.Mamuśka

Vanessylubiłachwalićsiętym,żeobjechałaprawiepółświata.Jednakjedna
jedynawyprawadoLenguzaćmiławszystkiejejpodróżerazemwzięte.–Ale
mamnadzieję,żeniemaszzamiaruznowunarażaćsięnatakie
niebezpieczeństwo?

–Pożyjemy,zobaczymy...–wykręciłasięVan.Wrzeczywistościjak

najbardziejzamierzała!Podczaswycieczkidoświatademonówpraktycznienie
naraziłasięnażadneniebezpieczeństwo,ale,jakwyjaśniłKreol,zawdzięczałato
wyłącznieimmunitetowidyplomatycznemu.GdybyzjawilisięwLengubez
zaproszenia,wątpliwe,czyprzeżylibytamchoćbytrzygodziny,acodopiero
trzydni.DlategowłaśnieKreolplanowałnajpierwutworzyćwiększąarmięi
zadbaćowsparciezgóry,adopieropotemuderzaćnaokropnyLeng.Tym
niemniej...DopolicjiVanessawstąpiławłaśniedlatego,żeubóstwiałaprzygody.
TwardopostanowiłanamówićKreolanakilkatakichspacerków.Najbardziej
chciałazwiedzićRaj.

–Oj,całkiemzapomniałemwampowiedziećcośważnego!–przypomniał

sobieMao.Pokrótceprzekazałobecnyminformacjęozagadkowym
nieznajomymposzukującymKreola.–Cootymsądzicie?

–MówiszGuy?–mroczniepowiedziałmag.–Jakwyglądał?
–Dośćchudy,średniegowzrostu.Bardzomłody–prawienastolatek.Włosy

miałdziwne,całkiembiałe.

–Aoczy?
–Niestety,byłwciemnychokularach.Znaszgo,Kreolu?
–Wątpię.Chociażcośmitoprzypomina...Dobrzezrobiłeś,żekazałeśmu

przyjśćpóźniej–podziękowałKreolwzamyśleniu,wstającodstołu.

–Ej,atydokąd?–zawołałaVanessa,szybkodojadającto,cozostałona

background image

talerzu.

–Nastrych.Muszęsięzkimśskonsultować.
Vanzaczęłajeszczeszybciejmachaćnożemiwidelcem.Hubaksis,który

dawnojużpożarłswojąporcję,poleciałwśladzapanem.

GdyVanessadotarłanastrych,przygotowaniajużsięzakończyły.Tym

razemKreolniecudował,ograniczyłsiędonarysowaniadużego,zajmującego
półstrychu,kołaidziwnegoznakuwśrodku,przypominającegostylizowaną
błyskawicę.

–Gdziejestwschód?–zapytałKreol.
–Wedługmnie,tam...–pokazałaVanzpowątpiewaniem.
–Nie,tam–poprawiłjąojciec,któryprzyszedłzanią.–SanFranciscoleży

nawchódodoceanu,aoceanjestztamtejstrony.

Otrzymawszypotrzebneinformacje,Kreolstanąłpozachodniejstronie

narysowanegokręgu,podniósłręceizakrzyknął:

–Człowieku-Skorpionie,zjawsię!
–Itowszystko?–zdziwiłasięVanessa.Zazwyczajzaklęciabyłyznacznie

dłuższe.

Tymniemniej,rezultatbyłnatychmiastowy.Powietrzezamigotało,rozległ

sięniezbytgłośnytrzaskiwśrodkukręguzmaterializowałosiędziwne
stworzenie.Budowąciałaprzypominałocentaura,leczkońskączęśćzastąpiło
cielskoskorpiona.Dopasaczłowiek,niżejskorpion.Zeszczypcami,żądłemi
wszystkim,conależy.Wielkościsporegobyka.

Człowiek-SkorpionpatrzyłchłodnonaKreola,Vanessę,Mao,Hubaksisai

Butt-Krillacha,niemówiącnisłowa.

–Wiesz,kimjestem?–groźniezapytałmag.
–Tak!–krzyknąłdemon.Głosmiałchrypliwy,jakbyodmroziłmigdałki.–

JesteśmagiemKreolem!

–Dobrze.Czywiesz,ktoprzychodziłdomojegodomu,gdyniebyłomniew

tymświecie?

–Tak.
–Kto?
–Wielu!
–Interesujemniestworzenie,któresamosiebiezwieGuyem–cierpliwie

wyjaśniłKreol.

Człowiek-Skorpiondumniemilczał.
–KimjestGuy?–Magzacząłzdradzaćpierwszeobjawyzdenerwowania.
–Yir!–natychmiastodpowiedziałdemon.

background image

–Yir?–zasępiłsięKreol.
–Tak!
–Tobyłopytanieretoryczne!–zazgrzytałzębamimag.–Yir...Wcalemisię

toniepodoba...Czegochciał?

–Zabić!
–Kogo?
–Ciebie,maguKreolu!
–Więctotak...Wrócitutaj?
–Tak!
–Kiedy?
–Minietanoc,idzień,ijeszczejednanoc,aonznowuprzyjdziedotwego

domu!–ochoczoodpowiedziałCzłowiek-Skorpion.

–Jaksięgopozbyć?
–Jestwielesposobów!
–Powiedz,jakijestnajprostszy!–warknąłKreol.
–Zabić!
–Jakgozabić?
–Jestwielesposobów!
–Kpiszsobie?–zapytałmagcicholeczgroźnie.
–Nie!
–Głupek!Powiedz,jaknajłatwiejmożnazabićyira!
Człowiek-Skorpionnieodpowiedział.Zatrząsłsięnerwowo,poruszył

uszami,jakbyczemuśsięprzysłuchiwał,apotemzażądał:

–Wypuśćmnie!
–Powiedzto,cochcęwiedziećicięwypuszczę.
–Puśćmnie!–zażądałCzłowiek-Skorpionporazdrugi.–Wyczułamnie

samica!Idziepomnie!

–Wtakimraziemówszybciej!
–Niemaczasu!–Człowiek-Skorpionniemalżeszlochał.–Jużprawietujest.

Puśćmnie!

–Dobrze,znikaj!–ryknąłwkońcurozłoszczonyKreol.Demonwyparował,

gdytylkoprzebrzmiałostatnidźwięk.

MagodwróciłsięizobaczyłzdziwionetwarzeVanessyijejojca.Dżinni

czterorękidemon,przeciwnie,patrzylizupełniespokojnie,nieprzejawiając
emocji.

–Cotobyło?–zażądaławyjaśnieńVan.
–Człowiek-Skorpion–odpowiedziałKreolzniezadowoleniem.–Demon

background image

dającyodpowiedzi.

–Aczegotaksięprzestraszyłpodkoniec?Mówiłcośosamicy...
–SamicaCzłowieka-Skorpionajestznaczniesilniejszaibardziej

niebezpiecznaniżsamiec–skrzywiłsięmag.–Przebiłabymojąochronęjak
bańkęmydlaną,przeciwkoniejpotrzebnyjestsilniejszyrytuał.

–I...?
–Izeżarłabynaswszystkich.Człowiek-Skorpiontodośćspokojne

stworzenie,alejegosamica...

–Czegosięwtakimrazieprzestraszył?–wzruszyłaramionamiVan.–Dla

niegobyłobytylkolepiej.

–Van,jegoteżbyzeżarła!–zachichotałHubaksis.
Kreolkiwnąłgłową,zgadzającsięzeswymniewolnikiem.
–Właśnietak.Samicawieczniegonizasamcemprzezwymiary.Ażpewnego

razugodosięgnie...Jesttonieuniknionejakwschódsłońca...

–Icowtedy?
–Najpierwsięsparzą.Apotemonagozje.Pojakimśczasieurodzinowego

Człowieka-Skorpionaiwszystkozaczniesięodpoczątku.Samicajestwieczna,
natomiastsamceciąglesięzmieniają.

–Cozaohyda...–Vanwykrzywiłasięzobrzydzeniem.Maopokiwałgłową.
–Corobić?–wzruszyłramionamiKreol.–Takiejestżycie...
–Drodzypaństwo–dałsięsłyszećprzymilnygłosButt-Krillacha–czynie

wydajewamsię,żedyskutującoproblemachmałżeńskichCzłowieka-Skorpiona
zboczyliśmyzgłównegotematu?Oiledobrzezrozumiałem,ktośzamierzazabić
panaKreola?

–Achtak,yir...–przypomniałsobiemag.–Tonicstrasznego.Uprzedzony–

uzbrojony.Łatwosobieznimporadzę.

–Aktotojestyir?–westchnęłaVan.
–Teżdemon.Cośjakbyżywypiorun.Troykiedyśmiałznimidoczynienia.
–Panie,amożetoonnasłałtutegoGuya?–podsunąłHubaksis.
–Całkiemmożliwe...Widzicie,gad,niemożesięuspokoić!Amyślałem,że

będziemibraknaszejwojny...

–ZnowutenwaszTroy?–Vanessazacisnęławargi.–Ależoncięmusi

nienawidzić...Comuzrobiłeś?

–Dajspokój,uczennico!Proszę!–zakrzyknąłKreolzdesperacją.
–Nodobrze–zmiłowałasięVanessa.–Aletylkodlatego,żewkońcu

nauczyłeśsięchociażjednego,uprzejmegosłowa!

background image

Rozdział9

Wiedząc,żeczasgoniegoni,Kreoluspokoiłsięiposzedłspać.Jednakjużo

siódmejranowstałizacząłszykowaćobronę.Magniebałsiękilerazinnego
świata,alezawszewolałzabezpieczyćsiędodatkowo.Zresztą,temuwłaśnie
zawdzięczałdługieżycie–wpoprzednimżyciuniebrakowałomuwrogów.

Kreolnigdyniestudiowałspecjalniegatunkuyirów,aleconiecoonich

wiedział.Przedewszystkimto,żenajskuteczniejszymśrodkiemprzeciwkonim
jestnajzwyklejszawoda.

Dokładniej,wodaniedziałałanawszystkieyiry,atylkoprzeciwkotakimjak

Guy–odzianymworganiczneciało.Nieszkodziimwniewielkichilościach,
małydeszczykniejestproblemem,alejeślitakigagatekwpadnienaprzykładdo
basenu...wtedyjestznimkiepsko.

Właściwiezasadajestprosta.Yirtoożywionaelektryczność.Wodajest

najlepszymprzewodnikiemelektrycznościwśródpowszechniedostępnych
substancji.

Samejelektrycznościoczywiścienieszkodzi,alewszystkiemucojąotacza...

Wyobraźciesobienaładowanyakumulatorzniezabezpieczonymiprzewodami.
Wrzućciegodowody.Akumulatornieucierpizbytnio,nieprawdaż?Ateraz
weźcietensamakumulator,wsuńciesobiezapazuchęiskoczciedowody.Jeśli
udasięwamprzeżyć,podzielciesięwrażeniami,będzieciekawie.

TakwięcKreolprzygotowałwodę.Nie,niezniżyłsiędotakprymitywnych

metod,jaknapełnianiewiader,misekczyrychtowaniewężaogrodowego.
Zamiasttegozaładowałmagicznąlaskę.WłożyłtamdwazaklęciaDeszczu,
WodnyWał,WodnąChmurę,TrąbęWodnąizdziesięćzwykłychWodnych
Kopii.

Woda–tonajprostszysposób.Tymniemniej,ciałayirówmożnapokonać

takżezwykłąbronią,dlategoteżKreolprzygotowałkilkazaklęćofensywnych
innegorodzaju.Niezapomniałteżoobronie.Przedewszystkim–Elektryczna
TarczaiElektrycznaZbroja.Ładunkielektrycznetogłównabrońyirów,tak
więc...

Tojeszczeniewszystko.Yirniejestczłowiekiem,niewystarczyzniszczyć

jegociało.Dlaniegototylkopowłoka,cośwrodzajuskafandrakosmonauty.
Jeślizniszczysiępowłokę,yirszybkoumrze,gdyżziemskiewarunkisądla

background image

niegozabójcze.Jednakże„bardzoszybko”możeprzeciągnąćsiędoparugodzin,
awtymczasieyirmożeprzerobićnamielonemięsomnóstwoludzi.Dlatego
KreolzabrałsięjeszczezaprzygotowaniePochłaniacza.

Pochłaniacztoartefaktsłużącydoprzechwytywaniarozumnejlub

półrozumnejniematerialnejsubstancji.Naprzykładduchów,demonów,
dżinnów...TakimiwłaśniePochłaniaczamibyłydzbany(albolampy,zgodniez
bajkowątradycją)wktórychczęstowięzionodżinny.Szczególniesilneartefakty
mogąpomieścićwieletakichstworzeń.NaprzykładwewspaniałymPierścieniu
Salomonaprzebywałoprawiedziesięćtysięcydżinnówiifritów.Abywyobrazić
sobie,jaktodziała,wystarczywspomniećfilm„Pogromcyduchów”–
stosowanetampułapkinaduchybyływłaśniePochłaniaczami,tyleże
technicznymi,aniemagicznymi.

Zuwięzionymstworzeniemmożnapostąpićnawielesposobów.Możnajepo

prostuzabić–wewnątrzPochłaniaczanawetnajsilniejszydemonjestniezwykle
podatnynaatak.Trzebatylkowiedzieć,jaktegodokonać.Możnateżzostawićje
wśrodku,jakożezniewolonestworzenieniemożesięsamowydostać.Chybaże
przedmiotwykorzystanyjakoPochłaniaczzjakiegośpowoduulegnie
zniszczeniu.Naprzykładprzerdzewieje...Możnajewypuścić–toakuratjest
najłatwiejsze.Oczywiścienależyumówićsięznimuprzedniocodowarunków
zwolnienia,gdyżPochłaniaczmajednąciekawącechę–przyrzeczeniezłożone
przeztego,ktownimsiedzi,niemożebyćzłamane.Jeśliudasięzmusić
demonalubdżinnadozłożeniaprzysięgi,żezostanietwoimniewolnikiem,nie
będziemógłsięodtegowykręcić.

Najpożyteczniejsze,comożnazrobićzPochłaniaczemjestjednocześnie

najtrudniejsze,dostępnetylkoprawdziwemumagowi.Możnazwiązaćgoz
przechwyconymstworzeniem,stapiającjewjedno.Wtensposóbpowstanie,na
przykład,cośwrodzajubajkowegoniewolnikalampy–zniewolonaistota
podporządkowujesiętemu,ktomawrękuPochłaniacz.Alboteżzrobićna
odwrót–stworzyćszczególniesilnymagicznyartefakt.Naprzykład,jeślijako
Pochłaniaczzastosowanyzostaniemiecz,możnaotrzymaćmagicznąbroń.Po
rytualestopieniastwórniebędziemiałżadnychszansnaodzyskaniewolności.
Wyzwolićgomożetylkoprzeprowadzenieodwrotnegorytuału,owielebardziej
złożonegoodpoprzedniego.Możetegodokonaćtylkoten,ktoprzeprowadził
pierwszyrytuałalboinnymagoniewyobrażalnejmocy.Zniszczenie
Pochłaniaczawniczymniepomożepochłoniętejistocie–zginiewrazznim.

Oczywiścieczłowiekaniedasięschowaćwtensposób.Wprzeciwieństwie

dodżinnów,człowiekniejestwstanieskulićsiędorozmiarówowada,atym

background image

samym...Zatomożnawtensposóbpostąpićzludzkąduszą,cosięzresztą
nierazzdarzało.Niekoniecznieteżludzką–teoretyczniemożnawykorzystać
choćbyduszęmrówki,aletakiartefaktrzeczjasnaniebędziezbytefektywny.
TymniemniejyirbyłdlaPochłaniaczawprostidealnymcelem–upchnąćgow
nimbyłbywstanienawetpoczątkującymag.

OtymwszystkimKreolopowiedziałVanessie,gdyuważnieobserwowała,

jakodprawiarytuałnadjednymzjejpierścionków.Pierścionekbyłładny,
cenny,podarowanyVanzokazjiuzyskaniapełnoletności,alemagprzysiągł,że
zwrócigocałyinienaruszony,więcVanessazgodziłasięwypożyczyćswą
biżuterięnajakiśczas.

–Noigotowe–powiedziałmagzzadowoleniem,podziwiającpierścionek

zamienionywPochłaniacz.

ZdaniemVanessyniezmieniłsięnawetodrobinęinieostrożnieto

powiedziałagłośno.Kreolzdziwiłsię.Potemrozzłościł.Potemprzypomniał,że
Vanjestterazjegouczennicąimusiuczyćsięwyczuwaćmagię.Swojąicudzą.
Lekcjatrwałaprawiesześćgodzin,ażwkońcuVanessieudałosięwyczuć
podczasdotykaniapierścionkajakieśdelikatneukłucie.Kreoldoszedłdo
wniosku,żenapoczątekstarczy,tymbardziejżeHubertjużtrzyrazy
przychodziłzzawiadomieniem,żeobiadstygnie.

Przygotowanaprzezskrzatapieczonakurawywołałagłośnyentuzjazm

Kreola.Nałożyłsobiepełentalerz,zgodnościąignorującziemniaczanepuree
podanejakododatek.

–Bażantczyjarząbek?–zapytałzminąznawcy,ogryzającnóżkę.
–Tokura,panie–beznamiętnieoznajmiłHubertstojącyzajegoplecami.

Urisksrogoprzestrzegałetykiety,wymagającej,abysługawczasieposiłku
znajdowałsięwpobliżugłowydomu.Wyglądałotoniecokomicznie,gdyżw
tymprzypadkusługamiałokołometrawzrostu,ogromne,ostrozakończoneuszy
inienosiłobuwia.AleHubertowitonieprzeszkadzało.

–Kura?–powtórzyłKreolzniedowierzaniem.–Dziwnysmak...
Gdyzporcjizostałytylkokości,Kreolwrzuciłjeprostodokominka.

Owszem,wjadalniteżbyłkominek,chociażnietakdużyjakwsalonie.

–Ej!–natychmiastoburzyłasięVanessa.–Cóżtozamaniery!
–Coznowunietak?UnaswBabiloniezawszepalonoresztki.
–TonieBabilon,panie...–westchnąłHubaksiszesmutkiem,całyczas

walczącjeszczezkurzymskrzydełkiem.

Podstołemsiedziałykocięta,odczasudoczasuprzypominająceoswej

obecności.CzarnulwlazłVanessienakolanaiumościłsiętamzwiniętyw

background image

puszystykłębek.Czarnykociaklubiłsiedziećuludzinakolanach.Fluffisyczał
zezłością,oburzonydogłębitakimzamachemnajegoprawa.Jakna
prawdziwegokotaprzystało,uważałVanessęzaswojąwyłącznąwłasność.Jak
zresztąiwszystkichpozostałychdomowników.Idomteż.

–PaniLee,czybędziepanidojadałaswojąkość?–znienackazapytałButt-

Krillach.

Vanessazroztargnieniemoddałamutalerzidemon,warcząc,zacząłgryźć

delikatnąkurząkostkę.Fluffiznowuzasyczał–jegoprawaporazkolejny
zostałybezczelnienaruszone.

WciągucałegoobiaduMaozachowałsubtelnemilczenie.OjciecVanessy

podczasjedzeniawolałsłuchaćniżmówić,aterazzzainteresowaniemśledził
dyskusjęsumeryjskiegomaga,dżinnaliliputa,demonazestrychuioczywiście
ukochanejcórki.

–Zaplanowałeścośnajutrorano?–zapytałaVanessa,gdywytarłausta

serwetką.

–Ranozabijęyira...–zamyśliłsięKreolirównieżotarłustaserwetką.Mimo

wszystko,starożytnyBabilonniebyłmiejscembarbarzyńskim,Kreolmiałdobre
maniery,chociażniecałkiemtakie,jakieuważasięzanormalnewe
współczesnymświecie.–Potem...potembędęodpoczywać.Mogędaćcikilka
lekcji,jeślichcesz.

–Jeślizdążymy–grzecznieodmówiłaVanessa.–Widzisz,pomyślałam...

Jutrojestniedziela,apojutrzeponiedziałek.Toostatnidzieńmojegourlopu.

–Czego?
–Co,niewiesz,cotojesturlop?–Vanessauniosłabrwi.
–Jateżniewiem–wtrąciłHubaksis.
–Anija–niechętnieprzyznałsięButt-Krillach.
–Dzikusy!–mruknęłaVanipokrótcewyjaśniłaim,czymjest„urlop”.
–Aaaa...–rozczarowałsięKreol.–Wtakimrazieprzezcałeżyciemiałem

tentwój...urlop.Pracowałem,kiedychciałemikończyłem,kiedychciałem.

–Szczęśliwiec...–pozazdrościłaVanessa.–Oczymtojamówiłam?Ach,

tak...Możegdzieśsięjutrowybierzemy?Naprzykład,dorestauracji?

ZasadniczoVanessawolałabypoczekać,ażzostaniezaproszona,alew

przypadkuKreolaniemożnabyłomiećnatonadziei.Prędzejpiekłoby
zamarzło.Zupełnienieumiałsięzalecać,więcdziewczynamusiaławziąć
sprawywswojeręce.

–Poco?–niezrozumiałKreol.–Co,źleciętukarmią?
–Nie...–Vanzmarszczyłasię,zdenerwowanajegotępotą.–Tak,poprostu...

background image

Jeśliniechceszdorestauracji,tomożegdzieindziej...

–Gdzie?
–AgdziechodziliwwaszymBabilonie?Żebysięrozerwać?
–Doświątyni–zacząłwyliczaćnapalcachKreol–doteatru,nahipodrom,

nawalkigladiatorów...

–Tak...–Vanessazamyśliłasię.–Świątyniaodpada,bounasniechodzisię

dokościoładlarozrywki.Gladiatorówniemamy...conajwyżejwrestling.W
teatrachnicciekawegoterazniegrają...Możedoopery?

–Dobrze,uczennico,pójdziemydorestauracji,jeślimaszochotę!–Kreol

podniósłręcewgeściepoddania.–Mniejestwszystkojedno.

–Jateż!Jateż!–wpraszałsięHubaksis.
–Tyzostanieszwdomu–oznajmiłaVannieubłaganymtonem.
–Toniesprawiedliwe...–Dżinnnatychmiastsięnadąsał.
–Milcz,niewolniku–pospieszyłzrozkazemKreol.
Kreolwłaśniezamierzałwstaćodstołu,gdyzpodwórkadałsięsłyszeć

wrzask,apotemdźwięk,jakbycośpacnęłowbłoto.Wrzaskbyłniewątpliwie
damski.

MargaretForesmith,lubiącazranapospaćdłużej,wznowiłaobserwację

domuKatzenjammeradopieroopierwszejpopołudniu.Tymrazemtwardo
postanowiłaprzedostaćsiędośrodkaicobysięniedziało,odkryćwszystkie
tajemnicenowychsąsiadów.

Najostrożniejjaksiętylkodałootwarłafurtkęizaczęłaskradaćsięścieżką

wiodącądodrzwi.Miałaszczęście,żeKreolnieuznałzastosownezabezpieczyć
podwórka,inaczejtakiwyczynbysięjejnieudał.

Drzwiwejścioweniebyłyzamknięte.Maorankiemwychodziłsprawdzić

skrzynkępocztową,awracając,zapomniałjezamknąć.PaniForesmith,
uśmiechającsięzzadowoleniem,uchyliłajeizamierzaławejśćdośrodka,gdyż
wprzedpokojunikogoakuratniebyło.

Tego,cosięzdarzyłopotem,niemogłapojąć.Gdytylkoprzestąpiłapróg,

poczułajakbyktośuderzyłjąniewidzialnąpięścią.Trzebaprzyznać,że
uderzeniebyłołagodneiniesprawiłojejbólu,aleodrzuciłojąnadobredziesięć
metrów.Zasadniczo,Kreolnajpierwchciałurządzićtotak,abykażdy
nieproszonygośćpadałmartwy,aleVanessanatychmiastzaprotestowała,
nazwałagosadystąikryminalistą,użyłateżkilkusłówniezrozumiałychdla
starożytnegomaga,alebrzmiącychwybitnieniepochlebnie.Musiałwięc
zadowolićsięprostymzaklęciemostrzegającym.Każdy,ktonieuzyskał
pozwolenianawejściedodomu,ajednakpróbowałtozrobić,odbijałsięod

background image

drzwijakpiłeczkadotenisa.PaniForesmithwykręciłabysiętylkolekkim
strachem,gdybynieto,żetam,gdzieupadła,znajdowałsiębasen–akonkretnie
dziura,któradopieromiałastaćsiębasenem.GdySługawykopałdziurę,
Vanessaniemogłasięzebrać,byzakończyćcałyproces.Biorącpoduwagę,że
odtamtegoczasutrzyrazyspadłdeszcz,nietrudnozgadnąć,żedno„basenu”
było,delikatniemówiąc,dośćbrudne.

GdyKreoliVanessapodbieglidonieszczęsnegodołu,ichoczomukazałasię

zdziwionairozzłoszczonapaniForesmith.Dotegostrasznieubłocona.

–Margaret?–zdziwiłasięVan.–Cotytamrobisz?
–Samachciałabymwiedzieć...Zdajemisię,żektośmnietu...wepchnął?
–Jakto?–Vanessazaczęłamiećzłeprzeczucia.
–Chciaławejśćdonaszegodomu–szepnąłjejdouchaKreol.–Zadziałał

systemochronny.

–Aha...–mruknęłazezrozumieniem.–Alejakjejtowyjaśnimy?
–Apocowyjaśniać?Zamoichczasówszpiegówrozrywałosięnakawałki.

Chwileczkę...ZastosujęzaklęcieDwunastuOstrzyizmieścisięwbylejakiej
skrzynce.

–Cośty,całkiemzgłupiałeś?!–wyszeptałaVan.–Ilerazymamci

tłumaczyć,żeniewolnozabijaćludzi?!

–Cotamszepczecie?!–krzyknęłapaniForesmithpodejrzliwie.–Amoże

jednakpomożeciemistądwyjść?I,jeślijużotymmowa,wyjaśnicie,skądsię
tutajwzięłam?!

Uprzykrzonapaniusiaprzyszłajużdosiebiepoupadkuizaczęłodoniej

docierać,żeliczbadziwnychwydarzeńwzrosłaojedno.Cowięcej,tymrazem
ucierpiałaosobiście.Atoznaczy,żemożnapodaćsąsiadówdosądu,oficjalnie
zażądaćwyjaśnień,atakże,oczywiście,rekompensatyzastratymoralne...Pani
Foresmithbardzolubiłasięsądzić.

Podjąwszytakądecyzję,odczułasatysfakcjęijużcałkiemspokojnie

pozwoliłaKreolowiiVanessiewyciągnąćsięzbłotnistegodołu.Wyglądałanie
najlepiej,alenieprzeszkadzałojejto.

–Oczekujciemojegoadwokata–oznajmiłazezłośliwąsatysfakcjąwgłosiei

ruszyławstronęfurtki.

–Minutkę,paniForesmith!–poprosiłaVansłabymgłosem.
–Nie,nie,nie!–Wstrętnebabskonawetsięnieodwróciło.–Tylkodrogą

sądową,tylkodrogąsądową...

–Zróbcoś!–VannatychmiastszturchnęłaKreola.
–Zabićją?–rezolutniezaproponowałmag.

background image

–Nie!–wyjęczaładziewczyna.–Zaraz,poczekaj...O,właśnie!Uśpijją!
–Bardzoproszę...–wzruszyłramionamiKreol,rzucającnapaniąForesmith

zaklęcieUśpienia.Zewzględunaprzydatnośćiniewielkirozmiarzawsze
trzymałjednowgotowościbojowej.

Margaretniezdążyładojśćdofurtki,miękkoosunęłasięnaśrodkuścieżki.

Kreolpodszedłbliżejienergicznietrąciłjączubkiembuta.

–Codalej?
–Niechpomyślę...–Vanessapotarłanos.–Czypotrafiszzrobićtak,żeby

wszystkozapomniała?

–Zupełniewszystko?–upewniłsięKreol.–Toproste.Abypozbawić

człowiekapamięciwystarczystuknąćgomocnowciemięczymściężkim.
Myślę,żelaskasięnada...

–Barbarzyńca!–oburzyłasięVan.–Mazapomniećniewszystko,atylkoto,

cosięwydarzyłoprzedchwilą.

–Proste–mruknąłmag.
–Adasięzrobićtak,żebywięcejnasnieniepokoiła?
–Zabić?–zaproponowałKreolznadzieją.
–Powinieneśsięleczyć!–Vanessazniedowierzaniemprzewróciłaoczami.–

Nie.Powiedzmy...zahipnotyzować!Właśnie!Wmówjej,żejesteśmycałkiem
normalnymiludźmiiniemaunasnicniezwykłego.Potrafisz?

–Proste–mruknąłKreolporazkolejny.–Potrzymajjejgłowę.
VanessaposłusznieuniosłaśpiącąpaniąForesmith,aKreolmamrotałcoś

podnosemiwodziłjejrękąprzedoczami.

–Posłuchajmnie,kobieto!–warknąłnakoniec.–Wtymdomuniemanic

ciekawego!Wszystkojesttaksamo,jakwinnychmiejscach!Jeślizobaczysztu
cośniezwykłego,niezwrócisznatouwagi!Niepamiętasztego,cozdarzyłosię
ranoiniezamierzasznamszkodzić!Gdyuderzęcięlaskątaksięstanie!Raz...
Dwa...Trzy!

Wymawiającostatniesłowo,Kreolzcałejsiływalnąłzłotąlagąnieszczęsną

kobietępogłowie.Przestraszona,otwarłaoczyirozejrzałasiędookoła.

–Cosięstało?–wyjęczała.
–Przyszłapanidonaswgości,poślizgnęłasięiwpadładowykopuna

basen...–poinformowałająVanessauspokajająco.–Uderzyłasiępaniwgłowę
istraciłaprzytomność,aleterazwszystkojużjestwporządku.Zaprowadzę
paniądodomu,domęża...

Margaretpokorniekiwnęłagłową,zgadzającsięnawszystko.Czuła,żecoś

jestnietak,aleniepotrafiłategowyrazić.Dotego,niewiadomodlaczego,

background image

święciewierzyła,żeVanessaijejnarzeczonysąwspaniałymiludźmi,których
absolutnienienależyonicpodejrzewać.Byłotouniejbardzonietypowe
zachowanie.

Vanessaodprowadziłanieproszonegogościadosąsiedniegodomu,apo

powrociezapytałaKreola:

–Czymożnabyłoniebićjejpogłowie,apoprostupstryknąćpalcami?
–Oczywiście!–Magwyszczerzyłzębywcwanymuśmiechu.–Alepo

głowiebardziejboli.

–Wiesz,takwogóle,tojesteśmyhumanitarnymspołeczeństwem...–

powiedziałaVan,aleniezłościłasięzbytnio.MargaretForesmithporządnie
zalazłajejzaskórę.–Aczyonamożewyzwolićsięspodhipnozy?

–Sama,nie–odpowiedziałKreolzprzekonaniem.
–Napewno?–powątpiewałaVan.
–Absolutnie,zrobiłemkawałuczciwejroboty.
–Ajeślipójdziedopsychologa?–zaniepokoiłasięVan.–Onniedokopie

siędoprawdy?

–Psychuło...Dokogo?Domaga?
–Askądbytutajwzięłamaga?!–rozzłościłasięVanessa.–Dolekarza!

Uzdrowiciela,jeślitaklepiejrozumiesz!

–Mojezaklęciemożeprzełamaćtylkoinnymag!Imusibyćconajmniejtak

silnyjakja!–nadąłsięKreol.

–Wtakimrazie,dobrze–uspokoiłasiędziewczyna.–Takichjaktyunasnie

ma...

Kreolstanąłwdumnejpozie,opierającręcenabiodrach.

background image

Rozdział10

Maostałnabalkonieiprzyglądałsię,jakzsąsiedniegodomkuwychodzi

zniechęconapaniAndersonipannaWilson.GdyKreoliVanessarobili
porządekzuprzykrzonąsąsiadką,teżbyłtutaj–wswoimulubionympunkcie
obserwacyjnym,skądwidziałcałąscenęodpoczątkudokońca,dlategobez
truduodgadł,dlaczegotedwiewyglądająnatakrozczarowane.Prawdopodobnie
paniForesmithoznajmiłaim,żesamaniezamierzawięcejzajmowaćsię
głupotamiiimteżnieradzi.Takaradykalnazmianapoglądówniemogłaichnie
zdziwić.

PoobiedzieKreolznowuzająłsiębudowaniemmagicznychbarykad.Z

pomocąSługiprzygotowałdługachnążerdźiustawiłjąnadachujakmaszt.
Następniezamknąłsięnakilkagodzinwlaboratoriumizrobił...oko.Tak,tak,
najprawdziwszeoko,dokładnąkopięludzkiego,tyleżewielkościpięści.Kreol
stworzyłjezgałkiocznejjednegozleżącychwlodówcenieboszczyków,
powiększającjezapomocąmagii.Pokryłjeteżczymśnapodobieństwo
kryształowejpowłoki.

Tenniezwykłyprzedmiotprzymocowałnawierzchołkumasztu.Dla

postronnychokobyłoniewidoczne–półprzezroczysteiznajdowałosięzbyt
wysoko,bymożnajebyłodostrzeczziemi,alesamowidziałonabardzodużą
odległość,adotegoobracałosiępłynniewokółwłasnejosi.

–Gdyzobaczyyira,damiznać...–zochotąwyjaśniłmagdepczącejmupo

piętachVanessie.–Pożytecznarzecz,możnananiejpolegać...

–Jateżmógłbymposiedziećnawieżyczce...–oznajmiłobrażonyHubaksis.
–Razjużsięzagapiłeś...–wytknąłmuKreol.–Nie,OkoUrejajest

pewniejsze.

–OkoUreja?–powtórzyłaVan.
–Takwłaśniesięnazywa.–Magzadarłgłowę,sprawdzając,czyjegodzieło

nadaltkwinamaszcie.–Jeślisiębardziejpostarać,możenietylkowypatrywać
wrogów,aletakżepalićichSłonecznymPromieniem,aletoitakniedziałana
yira...Niechtam,bićznimbędęsięosobiście.

Poprzygotowaniusystemuobronyisystemuobserwacji,Kreolzacząłsię

nudzić.Doprzybyciawrogazostałojeszczedużoczasu,awszystkojużbyło
zrobione.Oczywiście,możnabyłonadalszykowaćbojoweiobronnezaklęcia,

background image

alebyłabytojużparanoja.Nienamyślającsiędługo,wyruszyłnaposzukiwanie
Vanessy.

Znalazłjąwogrodzie,gdziepolicjantkabardzopodejrzliwieoglądała

drapieżnykwiat.Kwiatpatrzyłnaniąniemniejpodejrzliwie.

–SkądTOsiętutajwzięło?–spytałaVan.–Zresztą,nieodpowiadaj,sama

zgadnę...

–Twojapropozycjajestnadalaktualna?–upewniłsięKreol,ignorującjej

słowa.

–Jakamojapropozycja?–burknęłaVanessa,rysującczubkiembutalinię,do

którejmógłdosięgnąćroślinnypotwór.

–Żebypójśćdorestauracji–wyjaśniłKreol,bezczelnieprzechodzącnad

kreskąidrapiącmięsożernąroślinęunasadypłatków.Stwórzaszeleściłiwydał
zsiebiedziwnymruczącydźwięk.Najwyraźniejroślinabyłazadowolona.–
Chodźmyteraz.

–Teraz?–zdziwiłasięVan.–Dlaczegotaknagle?
–Nudzęsię.
Dziewczynaobraziłasię.Wyszłonato,żejestdlasumeryjskiegomaga

jedynieśrodkiemdowalkiznudą.Zdrugiejstrony...onasamazaprosiłagoz
innegopowodu?

–Dobrzejuż,tywężu,skusiłeśmnie.–Vanessazdobyłasięnablady

uśmiech.–Poczekaj,przebioręsię...Apropos,wczymtypójdziesz.

–Wtymcomamnasobie.–Magwzruszyłramionami.–Acozaróżnica?
Vanessasceptyczniezlustrowałagoodstópdogłów.Tydzieńtemu,gdy

znudziłojejsięto,żeKreolcałyczaschodziwtychsamychrzeczach,kupiłamu
dwazapasowekompletyubrańikilkainnychdrobnychczęścigarderoby,ale
magnawettegoniezauważył.Spałnago,jakprawdopodobniebyłoprzyjętew
jegorodzimymBabilonie,aranozakładałto,comupierwszewpadłowrękę.Do
współczesnegoubraniaprzyzwyczaiłsiębardzoszybkoijużnieuważał,żejest
niewygodne,aledotejporyniezorientowałsię,żeludzieubierająsięrozmaicie
wzależnościodokoliczności.

Terazbyłubranywsportowąkoszulkęzlogo„Adidas”napiersi,spodnieod

dresuznapisamiNBAwzdłuższwówiparęsportowychbutówzrozwiązanymi
sznurówkami.SkarpetekKreolnienosił.Niepociłsię,niebałsięwięc,że
poobcieranogi–pewnecechy,związanezdługimprzebywaniemwstanie
śmierci,pozostałymunazawsze.Noi,oczywiście,nierozstawałsięztorbąz
narzędziami.Vanessapodejrzewała,żenawetśpiprzytulonydoniej.

–Acocisięniepodobawmoimstroju?–zażądałodpowiedziKreol.

background image

–Nie,jakdlamniejestwporządku...–powiedziałaVantrochęniepewnym

tonem.–Aledoludzitaksięniewychodzi.

–Onamarację,panie–wtrąciłHubaksis,wynurzającsięześcianydomu.

Vanessajużprzyzwyczaiłasiędotego,żemalutkidżinncochwilawyskakuje
niewiadomoskąd,jakdiabełzpudełka,przyczymzazwyczajwzadziwiająco
nieodpowiednichmomentach,aletymrazemucieszyłasięzjegopoparcia.–Nie
spacerowałeśprzecieżpoBabiloniewdomowejszacie?

–Tologiczne–przyznałKreol.–Nocóż,uczennico,niechbędziepo

twojemu...Przebioręsię.Alemusiszmipomóc–niewiem,wconależysię
odziać.

–Japomogę,panie!–Hubaksispospieszniezaproponowałswojeusługi.–

Jużsięwszystkiegonauczyłem!

–Możelepiejjatozrobię?–delikatniezaproponowałMao,wyglądajączza

drzwi.–Niemasznicprzeciwkotemu,córeczko?

Vanessawroztargnieniupokiwałagłową,dziwiącsięwduchu,jakbardzow

porępojawiłsiętata.ZHubaksisemsprawabyłajasna,aleojciec...?Czyżby
podsłuchiwał?

Rzeczywiście,podsłuchiwał.Mao,nauczonyprzezżycie,uważnie

obserwowałstosunkiKreolaiVanessy,iwszelkimisposobamistarałsię
sprzyjaćichrozwojowi.Gdybytychdwojerzeczywiścieoznajmiłoo
zbliżającymsięślubie,szanownyMaobyłbyobiemarękamiza.Wkońcujedyną
wadąKreolajakozięciabyłjegowiek,aleczytorzeczywiściejesttakieważne?
Jeśliczłowiekwyglądanatrzydzieścilatzhakieminiezamierzasięstarzeć,co
zaróżnica,ilemanaprawdę?Niestety,wyglądałonato,żebiednyojciecnie
możezabardzonatoliczyć...Przynajmniejwciągunajbliższego
dwudziestolecia.

–Hubercie,bądźtakdobry,zamównamstolikwAstorii!–krzyknęław

bieguVan.

–Takjest,ma’am.–Skrzatceremonialniekiwnąłgłową,wybierającnumer

restauracji.

Kreolzszedłnadółpodziesięciuminutach.Wśródjegonowonabytej

odzieżyznalazłsięszarygarnitur,jakbyspecjalnieuszytynawielkiewyjścia.
DotegoMaoudałosięgoprzekonać,żegrzebieńjestbardzoprzydatnąrzeczą.
Magzdecydowanieniezgodziłsięrozpuścićwłosów,aleudałosięje
przynajmniejdoprowadzićdoporządku.Nakrawatteżsięniezgodził.

Vanessadołączyładoniegopokilkuminutach.Ubranabyławswoją

najlepsząwieczorowąsuknię.Krytycznieobejrzałakawalerainiechętnie

background image

pokiwałagłową.

–Możebyć–zgodziłasięzoporami.–Szarypasujecidooczu.Aletotrzeba

będziezostawićwdomu!

Vanessamiałanamyślitorbęznarzędziami,wiszącą,jakzwykle,na

ramieniuKreola.Spróbowałanawetzabraćmutenoddawnajużdenerwującyją
przedmiot,aleKreolbroniłgojakukochanegosynairyczałzezłością.Van
zrozumiała,żeztymelementemstrojubędziemusiałasiępogodzić.

–Wszystkowporządku,ma’am,stolikbędziegotowynawaszeprzybycie–

oznajmiłurisk.

–Wspaniale,jedziemy.
Samochódstałnapodwórzu.JakożedomKatzenjammerazbudowanow

odległejprzeszłości,samosięprzezsięrozumie,żegarażutamniebyło.Kolejni
właścicieleprzebywalituzbytkrótko,byzbudowaćcoświększegoniżpsia
buda.Najdłużejmieszkałtuostatni,którydoprowadziłelektrycznośćitelefon,
aleonakuratzjakichśpowodówniemiałsamochodu.Vanessamusiałazaprząc
Sługędorobotyizbudowaćtymczasowąwiatę,dopókinieznajdzieczasu,by
wznieśćcoślepszego.AKreolzmajstrowałjakąśmagicznąochronęprzed
złodziejami.

Kreolmruczałniezadowolony,gramolącsięnaprzedniesiedzenietoyoty,w

międzyczasiewyrzuciłzaoknoHubaksisa,któryzdążyłjużschowaćsiępod
fotelem.Vanessausiadłazakierownicą.

–Powinieneśteżnauczyćsięprowadzićsamochód–zauważyławesoło,

wyprowadzającsamochódzabramę.–Chcesz,nauczęcię.Dwa,trzytygodnie
praktykii...

–Mogęsiętegonauczyćwdwie,trzygodziny,uczennico–uśmiechnąłsię

Kreol.–SłyszałaśoZaklęciuPoznaniaMechanizmu?

–Nopopatrz...–obraziłasięVan.–Czyjestcoś,czegonieumiesz?
–Śpiewać.Graćnainstrumentachmuzycznych.Tańczyć.Fechtować.

Walczyćbezbroni.Strzelaćzłukuisamostrzału.Pisaćwiersze.Prawić
wyszukanekomplementy...

–Starczy,starczy!–zaśmiałasięVanessa.–Żartowałam.
–Ajamówiłempoważnie.–Kreolzacisnąłwargi.
–Niechcibędzie...Powiedzlepiej,cobędzie,jeślipotwórzjawisię,gdynas

niebędzie?

–Człowiek-Skorpionpowiedział,żeyirwrócidopierorano.–Kreol

próbowałrozwiaćjejobawy.

–Ajeślisiępomylił?

background image

–Człowiek-Skorpionsięniemyli.
–Ajeśli?
–Nawetjeślicośtakiegosięzdarzy–magpopatrzyłnaswąuczennicęze

zniecierpliwieniem–chociażjesttoabsolutnieniemożliwe,niestaniesięnic
złego.Niepamiętasz?Przyszedłjużraz,gdybyliśmywLenguiniezrobiłnic
złegotwojemuojcu.Potrzebnymujestemja,nikogowięcejnieruszy...Asam
Troynarazieomnieniewie.

–Hmmm...–Vanessanadalmiałapewnewątpliwości,aleprzecieżabsolutną

gwarancjęmożedaćtylkoPanBóg.

Samochódpodjechałdodrzwirestauracji,gdysłońcechyliłosięjużku

zachodowi.VanessawypuściłaKreola,podałakluczykiparkingowemui
zdecydowanymkrokiemruszyławstronędrzwi.

–Czegośnierozumiem...–zwróciłsiędoniejzdziwionymag,patrząc,jak

chłopakwsiadadotoyoty.–Przecieżtotwójrydwan!

Vanessawestchnęłaciężkoijakmogłanajlepiejwyjaśniła,naczymrzecz

polega.Kreolzezrozumieniempokiwałgłową,aleitakpatrzyłpodejrzliwiena
oddalającysięsamochód.

–VanessaLee.–Vanprzedstawiłasiękierownikowisali,patrzącemunanią

chłodnymwzrokiemkarasia.–Zamawialiśmystolik.

Kierowniksali,malutkiczłowieczekzrzadkimiwąsikami,obrzuciłjąi

Kreolawzrokiempełnympogardy,niechętnieprzekartkowałswójnotesijeszcze
bardziejniechętnieprzyznał:

–Tak,zgadzasię...Niestety,temiejscasąterazzajęte.Musiciepaństwo

poczekaćjakieśdziesięć–dwadzieściaminut.

Vanessabyłaoburzonadogłębiduszy,jużmiałaochotęzademonstrować

swojąodznakępolicyjnąizażądać,abynatychmiastposadzonojąnanajlepszym
miejscu,alewostatniejchwiliprzypomniałasobie,żeprzedmiottenleżyteraz
nawystawieujubileraalbojeszczegdzieindziej.Anawetgdybygomiałaprzy
sobie,żetonzczystegozłotawnajlepszymwypadkuwywołałbyzdumienie.

Trzebabyłozastosowaćogólniedostępnysposóbrozwiązywaniaproblemów.
–Byłabymbardzowdzięczna,gdybyznalazłpannamodrazuwolnystolik–

zuprzejmymuśmiechempoprosiłaVan,ściskającjednocześnierękękierownika
sali.

Kierownikniezauważalniewłożyłrękędokieszeniiodwzajemniłuśmiech

Vanessy.Najegotwarzyniezostałaniśladpogardy,spojrzeniebyłocieplejsze,
atwarzdobrajakuŚwiętegoMikołaja.

–Maciepaństwoszczęście,właśniezwolniłsięjedenznaszychnajlepszych

background image

stolików–oznajmiłzradosnymuśmiechem.–Bardzopaniąproszę...

Kreol,którynicniezrozumiałzkrótkiejsceny,milczącpodążyłza

towarzyszką.Bardzouważnieobserwowałotoczenie,zapamiętującdrobne
elementymiejscowejetykietyiobyczajów.

–Czymogęwziąćpanatorbę?–zaproponowałkierowniksali.
–Pomoimtrupie!–zaryczałnatychmiastrozjuszonyKreol.Biednyfacecik,

nierozumiejąc,cosiędziejeotworzyłusta,wstrząśniętytakąniestandardową
reakcjąnadrobnąuprzejmość.

Kelner,zdążywszywymienićkilkasłówzkierownikiemsali,podskoczyłdo

Vanessy,gdytylkousiadłaprzystole.PodałmenuKreolowi,aletenze
zdziwieniemwpatrywałsięwkartę,nicniemówiąc.Kelnerpostanowiłwięc
przyjąćzamówienieoddamy.

–Tak...–powiedziaławzadumie.–Dlamniebulion,wołowybefsztyk...tak,

iczerwonewino.Beaujolais,rocznikosiemdziesiątyczwarty.

–Wspaniaływybór–oceniłkelner.–Adlapana?
–Wszystkotosamo.–Magbezemocjimachnąłręką.
Garsonskinąłgłowąioddaliłsięzrealizowaćzamówienie.
–Ładnie...–lakonicznieoznajmiłKreol,oglądającsalę.–Czybędą

występy?

–Występy?
–Notak,muzycy,bajarze,sztukmistrze...Unasnawetwnajpodlejszej

karczmiepokazywalicośtakiego.

–Toniekabaret...–zezłościąsyknęłaVanessa.–Tusięprzychodzi,żeby

cośzjeśćwromantycznejatmosferze.

–Romantycznej?Acotoznaczy?
Vanzamyśliłasię.Porazpierwszyprzyszłojejdogłowy,żesamaniema

pojęcia,cotoznaczy„romantyzm”.Zwysiłkiemprzypomniałasobiewszystko,
cowiedziałanatentematiwyłożyławszystkoKreolowi.Zjejwersjiwynikało,
żeromantycznaatmosfera,totakaatmosfera,wktórejodczuwasięnietypowe
emocje.Naprzykład,ichpodróżdoLengubyłabardzoromantyczna.

–Izacośtakiegoludziejeszczepłacą?–uniósłbrwiKreol.–Jesteście

szaleni...

Vanessaznowusięobraziła.Naszczęściekelnerprzyniósłakuratzamówione

daniaimożnabyłoskoncentrowaćsięnanich.

NaprzekórobawomVanessypamiętającej,jakKreolnazwałwidelec

„małymtrójzębem”,dośćdobrzeporadziłsobiezesztućcami.Czterytygodnie
treningupodjejosobistąkontroląnieposzłynamarne.

background image

ZupanieprzypadłaKreolowidogustu.Zjadłwszystko,aleztakimwyrazem

twarzy,jakbyzachwilęmiałzwymiotować.Zatobefsztykpochwalił,awinopił
zminąprawdziwegokonesera,wystawiającnazewnątrzmałypaleciuważnie
obserwującgręświatławbutelce.

Przysąsiednimstolikujadłakolacjęleciwapara–szacownystaruszekw

okularachipulchnadamazdużąilościąbransoleteknaprzegubach.
Nieoczekiwaniestarszypanzłapałsięzapierśizacząłsiętrząść.Damaze
strachemwpatrywałasięwswegotowarzysza.

–Aha,ajednakbędzierozrywka–zauważyłKreolzzadowoleniem,z

wyraźnymzainteresowaniemobserwująccierpieniastaruszka.

–Comasznamyśli?–zaniepokoiłasięVan.
–Zawałserca–oznajmiłmag.–Umrzezadwie,trzyminuty.
–Ity...itytakpoprostubędziesznatopatrzeć?!–OczyVanessyzrobiłysię

okrągłezoburzenia.–Idotegotraktujesztojakorozrywkę?!

–Icoztego?–wzruszyłramionamiKreol.–Przecieżniejagozabiłem...
Vanmilczała,patrzącnawskrośKreola,jakbybyłprzezroczysty.
–Czegotyznowuodemniechcesz?!–niewytrzymałmag.
–Pomocy!–Damaprzysąsiednimstolikuwkońcuwpadłanapomysł,żeby

krzyknąć.–Mójmążźlesięczuje!Czyjesttulekarz?!

–Mójmążjestlekarzem!–natychmiastodezwałasięVanessa,patrzącze

złościąnamaga.–Zarazpomoże!Prawda...?

–Dobrze,dobrze...–wysyczałKreolwstającodstołu.–Przytrzymajmu

głowę...

Vanessaposłusznieuniosłastaruszka.Wokółzaczęlizbieraćsięgapie,żona

umierającegohisteryczniepłakała.Okazałosię,żeKreolmarację–dlaznacznej
częścigościokazałosiętobezpłatnąrozrywką.

–Nieżyje–skonstatowałKreol,badającpuls.–Zabierzcieodemnietę

idiotkę!

Ostatniezdanieodnosiłosiędostarszejdamy.Usłyszawszy,żejejmążnie

żyje,wpadławhisterię,wrzeszczącKreolowiprostodoucha.

–Nicsięniedazrobić?–wyszeptałaVanessa.
–Dlaczegonie?–Uśmiechnąłsięmag.–Patrzuważnie,uczennico...
Kreolwyjąłztorbyswójulubiony,ostryjakbrzytwa,rytualnynóż,i

zdecydowanymruchemprzeciągnąłnimpopiersistaruszka,rozcinającprzytym
marynarkę,koszulę,skóręiżebra.

Przeztłumprzetoczyłosięcichewestchnieniegrozy,jakaśkobietazemdlała.
–Trzymajgo!–warknąłKreol,widząc,żeVanessaprzestałasięstarać.–I

background image

niedopuszczajdomnienikogo...

Odciągnąłżebranaboki,poszerzającrozcięcieiwsunąłrękędośrodka.

Krzykiprzerażeniaumilkły,żonachorego(amożenależypowiedzieć:
martwego?)jużnierzucałasięwhisterii,atylkootwierałaustajakryba
wyrzuconanabrzeg.

Wydawałosię,żeKreolnicnierobi,poprostutrzymadłońwpiersipacjenta.

JednakVanessa,nasłuchując,zrozumiała,żecichutkowymawiajakieśzaklęcia.
NaczołoKreolawystąpiłzabarwionynaczerwonopot,więcstarłagorękawem
swejpięknejsukni.Zresztąmarynarkamagateżbyłapochlapanaitoniepotem,
akrwią,jakbybrałudziałwbitwie.

KreolwymamrotałostatniesłowoiVanessapoczuła,jakciało,spoczywające

wjejrękachbezczucia,drgnęło.Staruszekwestchnął,otworzyłoczy,dysząc
ochryple.Kreolwyjąłdłońzranyiprzeciągnąłponiejręką,szepczącsłowo
Uzdrowienia.Vanmigiemzasłoniłagoprzedoczaminapierającychgapiów.
Widok,jakświeżaranabłyskawiczniesięzrasta,zpewnościąwywołałbylawinę
zbędnychpytań.Pozostałatylkocieniutkaszrama,którawedługzapewnień
Kreolatakżepowinnazniknąćpokilkutygodniach.

–NałonoTiamat!–zakląłprzezzębymag,patrzącnapobrudzonąodzież.–

Nienawidzęleczyćatakiserca...!

–Mojadroga,cotobyło?–odezwałsięuratowany.Jegożonaznowu

zapłakała,aletymrazemzulgi.

Magwstałizacząłkłaniaćsięteatralnie.Gościeipersonelrestauracjibili

brawo.Ajakżebyinaczej–niecodzieńzdarzasięwidzieć,jakktośwskrzesza
umarłego,mającdodyspozycjitylkonóż.

Rozległosiępstryknięcieaparatufotograficznego.Kreoldrgnął,ale

natychmiastzorientowałsię,żeniemażadnegoniebezpieczeństwa,więczaczął
czyścićmarynarkę.

–Proszęmnieprzepuścić!Proszęmnieprzepuścić!Jestemjegolekarzem

prowadzącym!–rozległsięgłosztłumu.Ztrudemłapiącoddech,dostaruszka
zbliżyłsięleciwymężczyznaztorbąlekarską.–Alec,coztobą?Wszystkow
porządku?

–Wiesz,John,czujęsiętak,jakbymdopierocozmartwychwstał...–słabym

głosemodpowiedziałpacjentKreola.

Doktor,tymrazemprawdziwy,zbadałgosprawnie,osłuchałserce

stetoskopem,przeciągnąłpalcempoświeżejbliźnie,apotempowolizapytał:

–Alec,miałeśprzeszczep...?
–Co?–zdumiałsiępacjent.

background image

–Jesteścałkiemzdrowy,Alec–stwierdziłlekarz,samsobieniewierząc.–

Sercemaszjakdzwon!Aniśladuchoroby!

–MatkoPrzenajświętsza,tocud!–krzyknęłażonaAleca,rzucającsię

Kreolowinaszyję.Tenodsunąłsięzobrzydzeniem.

–Jakpantozrobił?–zapytałdoktor,zorientowawszysięwprzebiegu

zdarzeń.–NaBoga,jak?!

–Mójmążjestgenialnymchirurgiem!–odpowiedziałazdumąVanessa,

ujmującKreolapodrękę.Tymrazemsięnieodsunął,chociażpopatrzyłnanią
niecopodejrzliwie.

–Aletoniemożliwe!–obstawałprzyswoimzdaniudoktor.–Niemożliwe!I

rana...Ranyniegojąsiętakszybko!

–Proszęnasprzepuścić,spieszymysię–wykręciłasięododpowiedzi

Vanessa,odpychającdoktoranabok.

–Nie,niepuszczępana!Niewiem,jaktosiępanuudało,aletametodamoże

uratowaćtysiące...nie,dziesiątki,setkitysięcyistnieńludzkich!Panniema
prawamilczeć!

–Słyszałeś?!–wrzasnąłwyprowadzonyzrównowagiKreol,wyciągajączza

paskalaskę.–Preczzdrogi,robaku,jeśliniechceszzmienićsięwpopiół!

Doktorcofnąłsięzestrachem.Kreolwprzypływiewściekłościmógł

wystraszyćkażdego,adotegozwyglądumagicznalaskawydawałasiębardzo
ciężka.

–Mójmążitakrobiwszystko,cowjegomocy–powiedziałaVanz

godnościąnapożegnanie.–Niemawtymżadnejtajemnicy,poprostumazłote
ręce!

Takaodpowiedźwyraźnieniezadowoliłalekarza,alenawięcejniemógł

liczyć.

–Zapomnieliśmyzapłacićrachunek...–zwyraźnymzadowoleniem

zauważyłaVanessa,gdyjużzbliżalisiędodomu.

–Niechpłaciwyleczony–suchopowiedziałKreol.–WSumerzetakie

uzdrowieniekosztowałodwanaściezłotychmonet!

ZopowiadańKreolaiHubaksisaVanessamniejwięcejdowiedziałasię,jaki

byłkurszłotejsumeryjskiejmonety,szybkoobliczyła,ilebyłobytowdolarach
amerykańskichigwizdnęłazezdziwienia.

–Mojadwumiesięcznapensja...–Pokiwałagłową.–Alemieliścieceny...
–WyleczyćzawałsercaPOtym,jakjużsięzdarzył,wcałymImperium

Sumeryjskimumiałotylkopięciumagów–wyjaśniłKreolzdumą.–Jednymz
nichbyłemja.Magowieniższejrangibabralisię,łatalipokawałku,aitonie

background image

zawszeimsięudawało.

–Wtakimrazierozumiem...Unastakieoperacjekosztująjeszczedrożej.A

propos,iluwasbyłowszystkich...magów?

–Zależykiedy...Tegoroku,gdyumarłem,byłonastrochęponadcztery

setki.Wpełniwykształconych,oczywiście–wyjaśniłKreol.–Ztegopiętnastu
arcymistrzów,półsetkimistrzów,apozostali–czeladnicy.Ioczywiście
czterecharcymagów...

–Opróczciebie?
–Razemzemną.
–Aleprzecieżmówiłeś...
–Mówiłem,żeuzdrawiaczynajwyższegostopniabyłopięciu–poprawiłją

mag.–Niewszyscybylijeszczearcymagami.Tylkodwóch.

–Awogóle,dlaczegotaktrudnojestwyleczyćserce?Wedługmnie,robiłeś

trudniejszesztuczki...

–Uczennico!–oburzyłsięKreol.–Czykiedykolwiekwidziałaśserce,które

naprzykładprzeszyłastrzała?Czywiesz,jaktrudnodoprowadzićjedo
poprzedniejpostaci,zmusić,byznowubiłoizdążyćztymwszystkimwciągu
kilkuminut?!Najgorszemuwrogowiczegośtakiegosięnieżyczy...Łatwiejjuż
wyhodowaćnowąnogę!Iwogóle,zewszystkichchoróbtrudniejszajesttylko
słabośćrozumu.Zamojejpamięcibyłtylkojedenmag,zdolnydokonaćtakiego
uzdrowienia...

–Ty?–Vanessafiglarnietrąciłagołokciem.
–Nie,nieja–zaprzeczyłKreolniechętnie.–Dlatego,jeślizobaczyszkogoś

poszkodowanegonaumyśle,nieprośmnie,żebymgowyleczył!Niepotrafię...

background image

Rozdział11

PopowrociedodomuKreolprzebrałsięinatychmiastprzystąpiłdoostatniej

fazybitewnychprzygotowań.Yirmiałprzybyćjużzakilkagodzin.

Butt-Krillachowirozkazałsiedziećprzydrzwiachfrontowychistróżować.

Hubertowi–obserwowaćścianyiokna.HubaksisaodprawiłdoOkaUrejai
nakazałprowadzićwrazznimobserwacje.

–Patrzcieobojgiemoczu!–Kreolzachichotał,dziecinniecieszącsięswym

niezbytwymyślnymżartem.

–Aha,rozumiem...–Maozmądrąminąpokiwałgłową.–Chodzioto,że

HubaksisiOkoUrejamajądospółkiakuratdwojeoczu?

–Tato...!–jęknęłaVanessa.–Chociażtyprzestań!
–Jakchcesz,córeczko.Apropos,jaktamwaszarandka?
–Randka?–Kreolnastroszyłsięmomentalnie.–Coznowuza...
–Tatażartuje!–Vanostrospojrzałanarodzica.–Idźspać,tato,co...?
–Alemożejateżsiędoczegośprzydam?
KreoliVanessajednocześniepokręciligłowami.
–Służyłemwwojsku!–Maobyłurażony.
–Tato,pracowałeśwbiurze,wmagazynie!–westchnęłaVanessa.–Niekłóć

się,jaiKreolsamidamysobieradę!

–Miałemnadzieję,żezapomniałaś...–zasmuciłsięMao.–Możetyteż

lepiej...

–Coto,tonie!–zdecydowanieodmówiładziewczyna.–Tato,tomojapraca

–służyćibronić!

Mao,mająccałyczasnadzieję,żezawołajągozpowrotem,poszedłdo

swojegopokoju.KreoliVanessazostalisami.

–Notak...–westchnęłaVan.–Coterazbędziemyrobić?
–Jeślichodziomnie,pójdęspać–oznajmiłKreolponuro.–Tutaj,natej

kanapie.Muszęporządnieodpocząć.

–Aja?
–Atybędzieszstrzecmojegosnu–odparłmagbezczelnie.–Obudziszmnie,

kiedy...zresztązorientujeszsię.Naraziemożeszpoczytać.

TymrazemVanessanieobraziłasię.Mimowszystkobyłapolicjantkąi

rozumiała,żewpewnychsytuacjachtrzebazapomniećowygodzie.

background image

–Nodobrze,poczytam...–zgodziłasięniechętnie.–Jakąbytuwziąć

książkę?

–Dopókijesteśmojąuczennicą,istniejedlaciebietylkojednaksiążka.–

Kreoluśmiechnąłsięzłośliwie,wyciągającswójulubionygrymuar.Vanessie
wydałosię,żeodostatniegorazuzrobiłsięjeszczegrubszy.Byłotocałkiem
prawdopodobne–Vanessanierazwidziała,żeKreolnadalcośzapisuje.

Kreolusnąłprawienatychmiast,odwróciłsięnosemdościanyicicho

posapywał.AVanessarozsiadłasięwnajbardziejmiękkimfotelu,wyciągnęła
nogiwstronękominkaipogrążyłasięwlekturze.

Wampirytojedenznajbardziejperfidnychrodzajównieumarłych,atakże

najsilniejszyinajrozumniejszy.Znanyoddawna,zarównownaszymświecie,jak
iwinnychświatach.Pochodzenianienaturalnego,niemogąrozmnażaćsięw
żadensposób,pozanajohydniejszym–zamieniajązwykłychludziwsobie
podobnych.Zasadniczowampiremmożezostaćnietylkoczłowiek,alekażde
rozumnestworzenie,jednakżedonaszychczasównaZieminiedotrwałyinne
rasy,dlategopraktyczniewszystkieznanewampirysączłekokształtne.

Abyczłowiekzostałwampirem,niewystarczyjednougryzienie,jakwielu

uważa.Gdybytakbyło,światdawnobyłbyzamieszkaływyłącznieprzez
wampiry,gdyżrozmnażałybysięogromnieszybko.Nie,dotakiejmetamorfozy
niezbędnejestkilkakolejnychukąszeń,minimumtrzy,wodstępachniekrótszych
niżjednadoba.Anawetpotymczłowiekniezmieniasięjeszczewwampira,a
stajesiętakzwanym„wtajemniczonym”.Jegoskórablednie,światłosłoneczne
drażnioczy,aletowszystko.Czasamipojawiasięjeszczeapetytnakrew,ale
zdarzasiętorzadko.„Wtajemniczony”możejeszczenapowrótstaćsię
normalnymczłowiekiem,wtymcelumusizwrócićsiędodoświadczonegomaga
albochociażdoszczerzewierzącegokapłanajakiegośJasnegoBoga.Jeżeli
jednaknieszczęśnikniezrobitegozażycia,pośmiercizpewnościązmienisięw
wampira,zasilającszereginieumarłych.Jednakżetotakżeniedziejesięodrazu,
aleniewcześniejniżczterdzieścidnipośmierci–takiwłaśnieokrespotrzebny
jestduszy,abyostatecznierozstałasięzciałem.Wtymprzypadkuduszanie
zyskujenieśmiertelności,takjakpowinna,aprzechodzimetamorfozę,zmieniając
sięwokropnemonstrum–krwiopijcę.

Przewagawampirówjestoczywista.Niestarzejąsię,niechorują,sąnieczułe

natruciznyibardzotrudnojestjezabić.Ranynieczyniąimwiększejkrzywdyi
bardzoszybkosięgoją,aodcięteczęściciałaalboprzyrastają,albowyrastają
odnowa.Jedynywyjątekstanowigłowa.Gdyzostanieoddzielonaodciała,
wampirnieożyje,chybażeznajdziesięgłupiec,którypołączyjerazem

background image

chociażbynakilkachwil.Siłafizycznawampirateżjestwielka,chociaż„nowo
narodzony”wampirjestsłabszyodczłowieka.Jednakżeszybko„hoduje
mięśnie”ipokilkumiesiącachmożełamaćdrwagołymirękami.Majątakże
naturalnezdolnościdomagii,aszczególniedotransformacjiciała,metamorfoz,
hipnozyilewitacji.Tezdolnościtakżezwiększająsięzwiekiem,tysiącletni
wampirmożestawićczołanawetarcymagowi.

Wampirymająteżsłabemiejsca.Najważniejszeznichtopragnieniekrwi.

Wampirniepotrzebujeanijedzenia,aniwody,anipowietrza,chociażmoże
przyjmowaćijedno,idrugie,itrzecie.Alebezkrwiwampirniemożeistnieć,
przyczympreferujekrewsobiepodobnych,czyliwnaszymprzypadku–ludzi.
Wampirmożepożywiaćsięzwierzętami,aleniesprawiamutoprzyjemności.
Wampirmożewogóleniepićkrwi,aleodtegorobisięcorazsłabszy,az
czasemmożenawetzamienićsięwtrupa.Coprawda,takiegotrupamożnałatwo
ożywić–wystarczy,abykroplakrwikapnęłanaustawampira.

Zabićwampirajesttrudno,alejesttowpełnimożliwe.Niektórzysądzą,że

zabijajeświatłosłoneczne,aletonieprawda.Tak,słońcedrażniichoczy,au
młodychwampirówpowodujeswędzenie,anawetból,alemogątospokojnie
wytrzymać.Unikająświatłasłonecznego,aległupiobyłobypoprostustaćw
świetledniaimyśleć,żewampircięniedosięgnie.Najpewniejszymśrodkiem
przeciwwampiromjestsrebro–jedengrantegometaluzamieniawampira,
podobniejakkażdegoinnegonieumarłego,wmartwemięso,gdyżsrebroma
moczabijaniażywychtrupów.Mówisię,żenajsilniejszeinajstarszewampiry
potrafiąobronićsięprzedsrebrem,alejatakichniespotkałem.Dobrym
środkiemjestrównieżosinowedrewno,przyczymniejestkoniecznestosowanie
kołka,wystarczyzaostrzonadrzazga,anawetdrewnianaigła.Jednakżeosinowe
drewnoniezabijawampira,ajedyniewprowadzagowstannieodróżnialnego
odśmierciparaliżu.Ztegostanumożnagobardzołatwowyprowadzić,
wystarczytylkowyjąćkołekzrany.Czosnekjestsłabymśrodkiem.Toprawda,że
jegozapachjestdlawampiraodpychający,alemożełatwosięobronić,
zatykającpoprostuczymśnos.Znacznielepszyjestogień–zpopiołówwampir
niezmartwychwstanie.

Mówisięowampirze,któryodrodziłsięzpopiołów,alebyłtoprawdziwy

królwampirów,szeregoweosobnikiniemajątakiejumiejętności.Pomocnesą
takżeniektórepoświęconeprzedmioty,ofiarowaneJasnymBogom,aledziałają
tylkonatewampiry,któreoddałyduszęCiemności,adotyczytobynajmniejnie
wszystkich.Potrzebnajestjeszczeprawdziwawiara,abynajmniejniewszyscy
ludzieszczerzewierząwjakiegokolwiekJasnegoBoga.

background image

Owampirachwartojeszczewiedzieć,żeniemogąwejśćdodomu,dopókinie

zaprosiichktośzdomowników.Dziejesiętakdlatego,żemiędzytymi
nieumarłymiirasąskrzatówtrwawojna,iteniezwyklepożyteczneduchy
postarałysięoto,abyniewpuszczaćwampirównaswojeterytorium.Niestety,
wewspółczesnymświeciezostałojużtakniewieleskrzatów,żegłupiobyłoby
polegaćnatakiejochronie,liczącnato,żewtwoimdomumieszkaskrzat.

–Kawy,ma’am?–uprzejmygłosskrzataprzerwałVanessielekturę.
–Dziękuję,Hubercie.–Vanessaniechętnieoderwałasięodstronksięgi.Ku

swemuzdziwieniuniezauważyła,kiedysięzaczytała.–CzyKreolnienakazał
ciczegośpilnować?

–Mogętorobićzdowolnegomiejsca,ma’am.–Uriskuśmiechnąłsięlekko.

–Jestemprzecieżskrzatem,atomójdom.Jeślipanichce,proszęsięzdrzemnąć,
ajawtymczasiepopilnuję.

–Nie,dziękuję–odmówiłaVan,niecopodejrzliwiepatrzącnaHuberta.–

Niejestemzmęczona.Lepiejpoczytam...

–Jakpanisobieżyczy,ma’am.
Vanessapopatrzyłanazegar.Byłatrzeciarano,alewcaleniechciałojejsię

spać.UkradkiempopatrzyłanaodpoczywającegoKreolaimimowolniezaczęła
podziwiaćjegospokojnątwarz.Torbęznarzędziaminadalprzyciskałdo
brzucha,jakbysiębał,żemująktośukradnie.

Pojakimśczasiedokończyłarozdziałowampirach,porazkolejnydziwiąc

się,ileróżnychwiadomościzebranowjednymtomie.Nie,zdecydowaniezrobił
sięgrubszy.Vanessaprzewróciłastronęikontynuowałaczytanie.

WtymsamymczasieHubaksisnudziłsięnaczubkumasztu.Byłociemnoi

zimno,azajedynetowarzystwomiałOkoUreja–zupełnienieciekawe
stworzenie.Gigantyczneokopowoliobracałosięwokółswojejosijakplaneta,i
zakażdymrazem,gdywjegopoluwidzeniapojawiałsięHubaksis,maleńkiego
dżinnaprzechodziłdreszcz.

Jedynympocieszeniembyłapaczkapapierosów,którąuprzejmiepodarował

muMao.Dżinnnieoczekiwanieodkrył,żeamerykańskiepapierosy(ikażdeinne
zresztąteż)wpewnymstopniumogązastąpićhaszyszibardzogotoucieszyło.
Wbardzomałymstopniu,aleniemiałraczejinnegowyboru.Dotegonie
powodowałyhalucynacji.

Prawdęmówiąc,dotejporyHubaksisniewypaliłnawetjednego,jedynego

papierosa.Trzymałgowoburękach,jakniemowlębutelkęissał,ssałissał,od
czasudoczasuwypuszczającmaleńkiekółeczka.Całapaczkabyławiększaod
niego.

background image

NieoczekiwanieOkoUrejaznieruchomiało.Wpatrywałosięwjedenpunkt,a

pochwilijegoźrenicazrobiłasięczerwonaizaczęłapulsować.Hubaksis
popatrzyłnaniezestrachem,apotemwkierunku,gdziespoglądałoipapieros
wypadłmuzust.

Maleńkidżinnpoderwałsięwpowietrze,energicznieodwróciłsięgłowąw

dółiprzeleciałprostoprzezdach,uderzającsiępodrodzeomiedzianygwóźdź.
Miedźtojedynaspośródpowszechniedostępnychsubstancji,przezktórąnie
mogąprzenikaćdżinny,dziękiczemumożnajezamknąćnawetwzwykłym
miedzianymdzbanie,niebędącymPochłaniaczem.

Kreolnadalspał,aleterazprzewracałsięzbokunabokimamrotałcośbez

ładuiskładu.Vanessaporzuciłaczytanieipodejrzliwiemusięprzyglądała.
Hubaksis,nietracącczasunapowitania,zimpetemwbiłsięwtwarzpanai
zacząłciągnąćgozapowiekę.

–Van,Van,obudźgo,szybko!–zawołał,gdyodkrył,żeKreolniema

zamiarusięobudzić.–Yiridzie!

–Już?!–podskoczyłaVanessa.–Przecieżjestdopieroczwarta!
–Już,już!Widzisz,jakpansiękręci?ToOkoUrejaprzekazujemusygnały!
Vanessaprzyłączyłasiędodżinna,próbującobudzićKreola,alesumeryjski

magspałnadzwyczajuparcie.Nietwardo,awłaśnieuparcie–przewracałsię,
kręcił,kląłpostarosumeryjsku,aleniechciałsięobudzić.

Niewielemyśląc,policjantkawyjęłapistoletzkabury,nacisnęłaspusti

wystrzeliłatużnaduchemmaga.Kreolpodskoczyłjakoparzonyiwrzasnął.
Vanessazezdziwieniemuniosłabrwi–nawetniepodejrzewała,żewjęzyku
sumeryjskimjesttyleordynarnychprzekleństw.

–Czego?–warknąłKreolzezłością.
–Idzie,panie,idzie!Zostałobardzomałoczasu!–wykrzykiwał

podekscytowanydżinn,nadalszarpiącmagazarzęsy.Kreoldopieroteraz
zwróciłnatouwagęistuknąłHubaksisapalcemwbrzuch.Maleńkidżinn
krzyknąłiwkońcupuścił.

Mag,ciąglejeszczeprzeganiającmruganiemresztkisnu,zabrałVanessie

księgę,włożyłjądotorby,przeciągnąłsięażmuwkrzyżutrzasnęłoiruszyłw
stronędrzwi.TużprzednimzmaterializowałsięHubert.

–Dzieńdobry,sir.Czysądlamniejakieśpolecenia?
–Tak,niekręćsiępodnogami.
–Takjest,sir–kiwnąłgłowąskrzat,nieporuszony.–Ma’am,jeślipani

pozwoli,wskażęmiejsce,zktóregomożepaniochraniaćpanaogniem.

Vanessapopatrzyłananiegozzaskoczeniem.Właśniechciałaotopoprosić–

background image

dziewczynaświetnierozumiała,żeniepowinnawychodzićnazewnątrz.Mimo
wszystko,wtakichsprawachjakta,Kreolmiałznaczniewięcejdoświadczenia.

–Pilnujdrzwi–rozkazałButt-Krillachowi,któryitakwłaśniesiętym

zajmował,iwyszedłnazewnątrz.

Byłacichalistopadowanoc,wiatrubyłotylkotyle,byporuszałlekkoliście

nadrzewach.Wszyscysąsiedzidawnoposzlijużspać–wanijednymoknienie
paliłosięświatło.Yirpojawiłsięjużwpoluwidzenia.Szedłwzdłużulicy,przy
czymporuszałsiębardzowolno,ospale,jakbynietraktowałswejofiary
poważnie.Zresztą,możetakwłaśniebyło.Guymiałzbytmałodoświadczeniaw
postępowaniuzludźmi,awciągutygodnia,któryspędziłwnaszymświecie,
mimowolniewyrobiłsobieopinię,żezabićczłowiekajestłatwojaksplunąć.Do
tegopoprostuniewidziałżadnejprzyczyny,bysięukrywać–yirowie
wyczuwająsięnawzajemnawielekilometrów,dlategowichświecie
jakiekolwiekpróbyukryciaswejobecnościsączystymnonsensem.Guyowi
jakośnieprzyszłodogłowy,żeludzieniemajątakichzdolności.

Kreolobrzuciłgopogardliwymspojrzeniem,uniósłtwarzkuniebui

wykrzyknąłsłowo-kluczDeszczu.Fioletowachmura,ledwiewidocznapo
zachodniejstronienieba,drgnęłaipopełzłanawschódpoganianapotężnąwolą
maga.

Furtkabyłazamknięta.Guyniezastukał,anijejniewyważył.Poprostu

uniósłsięnadwametry,przeleciałmetrwpoziomieiwróciłnaziemię.Zajęło
mutozedwiesekundy.

Kreolprzyglądającysiętemuzironią,bezpośpiechuwyjąłlaskę.Pierścień-

Pochłaniaczoddawnajużtkwiłnajegopalcuwskazującym.Hubaksisszybował
nadjegolewymramieniem,nagankusiedziałwyszczerzonyButt-Krillach.

–Ico?–Magironicznieuniósłbrwi.
Guypopatrzyłnaniego,skonfundowany.Wiedział,jakpowinnawyglądać

ofiara,alerzeczwtym,żepozmartwychwstaniuKreolbardzosięzmienił.
Odmłodniałiprzefarbowałwłosy.Yirniebyłdokońcapewien,czyjestto
właśnieten,zakogozapłaconojegopraprapraprapradziadkowi.Niebyłteż
przekonany,żejestodwrotnie,jaktomiałomiejscewprzypadkuspotkaniaz
Mao.Tamtennależałdoinnejrasy,nawetślepyniepomyliłbygozKreolem.

–TwojeimięKreol?–zapytałbezowijaniawbawełnę.
–Aktopyta?–odrzuciłpiłeczkęmag.
–Ja.MojeimięGuy.TwojeimięKreol.
–Ajeślipowiem,żenie?
Yirzamyśliłsię.Zdolnośćludzidomówienianieprawdybeznajmniejszego

background image

wysiłkudoprowadzałagoczasemdorozpaczy.Tostraszniekomplikowałomu
pracę.Nawetjeślitenczłowiekprzyznasię,żejestKreolem,niebędzietowcale
oznaczać,żetakwłaśniejestwrzeczywistości.

–JeślijesteśKreolem,zabijęcię.Jeślinie–toniezabiję–wymyśliłwkońcu

Guy,dośćgłupiozresztą.

–Możeszspróbować.–Kreolzzadowoleniemkiwnąłgłową,aktywując

jednązWodnychKopii.

Zmagicznejlaskitrysnąłsilnystrumieńwody,jakzwłączonegonapełną

mocwężaogrodowego.Guyotrząsnąłsięiwnastępnejchwiliznalazłsięmetr
nalewo.Nocóż,terazprzynajmniejrozwiałysięwątpliwości.Tenczłowiekbył
podobnydoKreola,dotegobyłmagiem,atoznaczyło,żenajprawdopodobniej
jestofiarą.

Yir,umknąwszyprzedWodnąKopią,wyciągnąłręceiwKreolauderzył

piorun.MomentwcześniejmagwykrzyknąłsłowoElektrycznejTarczyinajego
lewejręcepojawiłsięmglistydysk,któryprzyjąłnasiebieuderzenie.

Guywypuściłjeszczedwapioruny,jedenzadrugim.Magicznatarczaodbiła

je.KreolwystrzeliłjeszczedwieWodneKopie,alenadludzkoszybkiyirumknął
przednimi.Obajprzeciwnicydoszlidowniosku,żenadszedłczasnaciężką
artylerię.

–Niewolniku,odciągnijjegouwagę–rozkazałKreol,ledwieporuszając

ustamiiHubaksisposłusznierzuciłsięwstronętwarzyGuya.Równieszybki
jakyir,dżinnumknąłprzedładunkamielektrycznymi,adotegojeszczezdążył
plunąćwniegoogniem.Nieprzyniosłotożadnejkorzyści–ogieńniezostawił
naskórzeyiranawetnajmniejszegośladuoparzenia.

WtymczasieKreolpodniósłlaskęiwypuściłTrąbęWodną.Napodwórzu

pojawiłosiętornado,tyleżeniezwiatru,azwody,zmierzająceprostowstronę
yira.Guyrzuciłokiemnatonowezagrożenie,izrezygnowałzpróby
pochwyceniaHubaksisa.Odrzuciłciemneokulary,obnażyłsweniesamowite
białeoczyiotworzyłusta.WydobyłsięznichoślepiającojasnypotokCzystej
Energii–energiitakprzewyższającejzwykłąelektryczność,jakelektrownia
atomowaprzewyższabateryjkę-paluszek.TrąbaWodnaiCzystaEnergia
spotkałysięizniszczyłynawzajemwbłyszczącymwspaniałymwybuchu.

–Nieźle–pochwaliłKreol,strzelającGuyowiwplecy.Wzwykłejwalce

byłobytopodłezagranie,aleniewwalcemagicznej.Gdybijąsięmagowie,jest
imwszystkojedno,czyichprzeciwniksiedzi,leżyczyjestodwróconyplecami
albowogólestoinagłowie.Czarowaćmożnawkażdejpozycji.

Guyodwróciłsięiwtejżechwilinieoczekiwaniepoczułbólwlewymboku.

background image

TodosięgłagokulawporęwystrzelonaprzezVanessęzprzygotowanegoprzez
Hubertaotworustrzelniczego.Dlayiraranabyłanieistotna,alesprawiła,że
straciłkilkasekund,atowystarczyło,żebywypuszczoneprzezKreolazaklęcie
dosięgłocelu.WodnakopiauderzyłaGuyadokładniewtwarz,poktórej
przebiegłyiskry.

Abyprzypieczętowaćzwycięstwo,KreolwypuściłjeszczedwieWodne

Kopie,ayirbyłzmuszonyuciekaćprzednimi.Niemiałjużczasu,bystrzelać
samemu–ledwienadążałchowaćsięprzedciosami.Zamokłamugłowa,skóra
pokrywałasiępęcherzamiipoczęłazłazićzczaszkicałymipłatami.Pochwili
zaczęłapękaćsamaczaszka.

ZadowolonyKreolwypuściłWodnyWał.Potężnafalaprzetoczyłasięod

magawstronępłotu,oblewającGuyapołydki.Wyżejniesięgnęła–yirzdążył
naczasunieśćsięwpowietrze.Aleterazjegosytuacjawyglądałajeszczegorzej.
Głowarozleciałamusiędokońca,zamieniającsięwdymiącąbreję,anajej
miejscupojawiłosięcośprzypominającegoenergetycznąfontannę.Właśnietak
wyglądająyirowiebezcielesnychskafandrów.Stopyteżzaczęłysięrozpadać,
zostawiającnatrawiecuchnącekawałkiciała.

Guywścieklezaryczał.Zjednejstrony,niemiałochotypozostaćbezciała.Z

drugiejstrony,wczystejpostaciłatwiejmubyłowalczyć.Zrąkwyskoczyłomu
cośwrodzajumieczyJedi;jednymskokiemrzuciłsięwstronęKreola,chcąc
przebićgocelnympchnięciem.Magicznatarczaniechroniłaprzedtakim
uderzeniem.

Mag,niespodziewającsiępoGuyutakiejsztuczki,zagapiłsięnachwilęiw

rezultaciestraciłjednąOsobistąOchronę–Guyzadałmucelnycioswpierś.Ale
jużwnastępnejsekundziezrąkKreolawyrosłytakiesamemieczeimagbardzo
zgrabniesparowałnastępneuderzenieskierowanewgardło.

Vanessaoglądałaprzezoknopojedyneksumeryjskiegomagaibezgłowego

ludzkiegociała,zktóregoszyibiłafontannabłyskawic,ajejoczyrobiłysię
corazwiększe.Kreolpowiedział,żenieumiefechtować,alenajwidoczniej
przesadziłzeskromnością.Byćmożepoprostuniepróbowałużyćzwykłych
mieczyzamiastlaserowych,boterazfechtowałjaksamd’Artagnan.

Nieprzynosiłotojednakżadnejwymiernejkorzyści.Dwieparyenergoszpad,

wyrastającebezpośredniozrąkrywali,błyskaływpowietrzujużodkilkuminut,
ależadenzuczestnikówpojedynkuniezostałdotejporyzraniony.Kreol
wyraźnieprzewyższałumiejętnościamiprzeciwnikaiskutecznieblokowałjego
ataki,aleGuymiałinnąprzewagę–elektrycznaklinganiezostawiałanajego
cielenawetpowierzchownychoparzeń.Wydawałosię,żewręczprzeciwnie,

background image

stajesięodtegosilniejszy.

Kreolwduchubyłzłynasiebie.ZaklęcieMagicznegoMieczajesttak

krótkieilekkie,żekażdyjakotakimagmożeaktywowaćjewciągukilku
sekund,cozresztązrobiłwłaśnieKreol.ZaklęcieDwóchMieczyjest
analogiczne,itylkoodrobinędłuższe.

Cowięcej,istniejewielerodzajówMagicznegoMiecza.JestMiecz

Energetyczny,MieczOgniowy,MieczŚwietlny,MieczPowietrzny,Miecz
Widmowy,anawetpozorniezwyczajnyMieczMetalowy–zatotakostry,że
przecinanawetdiamenty.

IstniejerównieżMieczWodny.Tenwłaśnieprzydałbysięterazjakżaden

inny,aleniebyłoczasunazmianębroni.

Guyzatrząsłsięnerwowo–nagłowęspadłymupierwszekropledeszczu.A

dokładniej,nato,cowdanejchwilizastępowałomugłowę.Chmura,wezwana
przezKreolaprzedwalką,wkońcudopełzładopunktuprzeznaczeniaiotwarła
swójbezdennybrzuch.Krople,najpierwnieliczne,bardzoszybkozaczęły
spadaćgęściej,apotemzamieniłysięwprawdziwąulewę.

Yirzaiskrzył.Potym,cojeszczezostałozjegociała,przebiegłyminiaturowe

błyskawice,apotemjegoskórazaczęłarozpuszczaćsięjakzanurzonawkwasie.
Hubaksis,rozsądnietrzymającysięprzezcałyczaszboku,podleciałbliżeji
ugryzłgowrękę.Jedenzenergetycznychmieczyrozsypałsięwgarśćiskier.
Kreol,wykorzystującprzerwę,błyskawicznieaktywowałElektrycznąZbroję,a
potemrzuciłwstronęGuyazaklęcieRezonansuDźwiękowego.Yirpoleciałw
bok,tracącwczasielotudrugizmieczyiKreolwykorzystałzaklęciewieńczące
dzieło–WodnąChmurę.

Gigantycznakurtynawodna,jakimścudemutrzymującasięwpionowej

pozycji,niczymminiaturowetsunamiruszyławstronęGuyaiprzeszłaponim.
Yirwpadłwdrgawki,czując,jakostatkijegociałarozpadająsięnakawałki.
Szkieletrozsypałsięwkupkędymiącychkości,anadnimibuszowałpiorun
kulisty,wciążjeszczezachowującyformęludzkiegociała.Wszystkotoodbyło
sięwcałkowitymmilczeniu–odchwili,gdyutraciłjęzyk,Guyniewydałz
siebieżadnegodźwięku.

–No,ipowszystkim!–Kreolrozpłynąłsięwuśmiechu.Byłmokryodstóp

dogłów,aleokropnieszczęśliwy.–Aterazchodźdonowegodomu,kabbiga
hobb!

OstatniejkombinacjisłówVanessaniezrozumiała,alesądzącpominie

Hubaksisa,byłotojakieśszczególniepaskudneprzekleństwo.

YirodwróciłsięwstronęKreolatwarzą.Amożenaodwrót–plecami?W

background image

swejobecnejpostaciwyglądałjednakowozewszystkichstron.Magwycelował
wniegopięśćzPierścieniem-Pochłaniaczem.Wszystkobyłogotowedotego,by
upchnąćwnimjakąśsubstancjęenergetyczną.Nietrwałotodługo.

Vanessajakzaczarowanapatrzyłanamiotającąsiębłyskawicę,znikającąw

jejulubionympierścionku.Guywalczyłdoostatka,starającsięuderzyćKreola
energomackami,aleElektrycznaZbrojadobrzechroniłaprzedtakimiatakamii
pierścieńpowoli,acznieubłaganiewciągałswojąofiarę.Wtakitosposób
myśliwyiofiarazamienilisięmiejscami...

–Nochodźtu,chodź...–przygadywałKreolzminązawziętegowędkarza,

jednocześniepoganiającGuyamagicznymłańcuchem.Teraz,gdyelektryczny
demonutraciłludzkieciało,łańcuchnajwyraźniejsprawiałmuból.

OstatniładunekbłysnąłnapożegnanieiGuyostatecznieskryłsięwewnętrzu

magicznegopierścionka.Kreolprzezchwilępodziwiałswojedzieło,poczym
zorientowałsię,żedeszczwciążpada.Cichozakląłiwypowiedziałzaklęcie
Deszczuodtyłu.Chmuramajestatyczniezaczęłaodpływaćnaswojestare
miejsce.

WdrzwiachodważyłpokazaćsięHubert.
–Gratuluję,sir.Jeślipanpozwoli,wyczyszczępańskieubranie?
VanessazpiskiemzachwytuwybiegłanapodwórkoizawisłaKreolowina

szyi.Magbyłniecozawstydzonytakburzliwąreakcją,natakzwyczajne,zjego
punktuwidzenia,zdarzenie,aleniesprzeciwiałsię.Nieoczekiwaniezłapałsięna
myśli,żesprawiamutoprzyjemność.

–Możepójdziemydodomu,uczennico?–zaproponowałdziwnienieśmiało.

–Tutajjestmokroizimno...Noijestemgłodny.

–Wszystkoprzygotuję,sir–potraktowałtojakorozkazHubertirozpłynął

sięwpowietrzu.

background image

Rozdział12

PodwóchgodzinachVanessaiHubertwyszlizdomu.Skrzatbyłwswoim

„wyjściowym”ubraniu–długimpłaszczuzkapturemgłębokonaciągniętymna
twarz.Wtymstrojumożnabyłogowziąćzazwykłedziecko,ewentualniekarła.

Kreol,którydotejporynieprzyzwyczaiłsiędotego,żewewspółczesnym

świeciemagmusisięukrywać,jeśliniechcedostaćsiędogazetaniwręcesłużb
specjalnych,nieinteresowałsięzupełnieskutkamiswegopojedynkuzyirem.
Vanessamusiaławięcsamazająćsięsprzątaniem.Oczywiściezpomocą
HubertaiSługi.

Walkatrwałanajwyżejkwadrans,aleśladówzostałotyle,żenawetślepy

zauważyłby,żeodbyłosiętucośnielegalnego.Większaczęśćtrawybyła
zwęglona,naścianachinaogrodzeniutakżezostałyśladyuderzeńpiorunów,a
przedewszystkimwszędziewalałosięspalonemięsoikości.Znacznaczęść
ciałaGuyapoprosturozsypałasięwpył,aletegocozostało,wpełni
wystarczyłobydowzbudzeniapodejrzeń.Nadodatekwszystkowokółbyło
zalanewodą.Wykopprzeznaczonynabasenwypełniłsięprawiedopołowyi
pływałynimróżnepaskudztwa.

–Mamnadzieję,żeniktnasniewidział...–warknęłaVan,patrząc,jakSługa

wybierawodęzdziury.

–Moimzdaniemsąsiedzipoprostupomyśleli,żewnocyrozszalałasię

burza,madam–powiedziałHubert.

–Acoztymi,którzymieszkająbliżej?
–Oilewiem,panForesmithmanadzwyczajmocnysen.Jeślichodzizaśo

paniąForesmith...Oilesięniemylę,panzadbałoto,żebyniezwracałauwagi
nanasze...dziwactwa?Ośmielęsięzauważyć,żebyłotobardzodalekowzroczne
posunięciezpanistrony,ma’am.

–Atendrugi...?–Vanessaniezwracającuwaginapochlebstwo,ztroską

popatrzyłanadomstojącyzdrugiejstrony.Jeszczeanirazuniewidziałajego
mieszkańcaiwłaściwieniebyłanawetpewna,czyktośtammieszka.

–PanRex?–upewniłsięuriskzpogardą.–Nawetjeśliwidziałwszystkood

początkudokońca,zupełniebymsiętymnieprzejmował.

–Atoczemu?
–Bowidzipani...PanRexjestztych,czyimsłowomniktnieuwierzy.On...

background image

niezupełnieadekwatnieprzyjmujerzeczywistość,jeślimogęsiętakwyrazić.

–Wariat?
–Nie,ma’am,niezupełnie.
–Narkoman?
–Nowłaśnie.–Hubertpokiwałgłowązubolewaniem.–Trafiłapaniw

dziesiątkę,ma’am.Jużodkilkulatżyjewświeciewłasnychfantazjii,jaksądzę,
całkiemgotozadowala.

Vanessazachmurzyłasię.Oddawnanienawidziłanarkotyków,tych,którzy

jebiorąitych,którzysprzedają.Zaczęłosiętojeszczenabalunazakończenie
szkoły,gdyjejówczesnychłopakpojawiłsięnahaju.Jużwcześniej
podejrzewała,żesiękłuje,aletegowieczorupodejrzeniazamieniłysięw
pewność.Oczywiście,rozstałasięznim.TrzylatatemuVanprzypadkiem
dowiedziałasię,żeumarłzprzedawkowania.

–Coto,tonie...!–wymamrotałazoburzeniem.–Niezamierzammieszkać

wsąsiedztwienarkomana...

KreolwciążjeszczesiedziałprzystolewtowarzystwieMao,Butt-Krillachai

Hubaksisa.Maobyłniecoobrażony,żewzgardzonojegopomocąi,jaksię
okazało,nawetprzezmyślmunieprzeszło,abyiśćspać.Nietylkoobserwował
całąwalkę,alenawetnagrałjąkamerą.WtejchwiliKreolzzachwytem
obserwowałnaekraniesamegosiebiefechtującegosięzyiremenergetycznymi
mieczami.

–Dobryjestem...–uśmiechnąłsiępółgębkiem,niezmierniezsiebie

zadowolony.–Bardzodobry...Najpiękniejszazrobiładobrywybór...

–Nawiasem,Kreolu,cozamierzaszzrobićznaszymwięźniem?–

zainteresowałsięMao.

–Jeszczeniepodjąłemdecyzji.–Kreolzroztargnieniempopatrzyłna

pierścionek.–Pewniezwiążętegoyira...Zrobię,naprzykład,pierścień
strzelającypiorunami.

–Tak,zgromadziłdużoenergii–zgodziłsięHubaksiszpełnymiustami.–

Dobrabędziezniegobroń,potężna...

–Niktcięniepytałozdanie–fuknąłKreol.–Mao,pokażeszmijeszczeraz,

jaksiętootwiera?

Maowziąłodniegopuszkępepsi-coli,pociągnąłzakółko.Kreolpociągnął

łykipokiwałgłowązszacunkiem.

–Sprytniepomyślane.Dotakiejpuszkimożnawlaćcoduszazapragnie,i

będzietamschowanenawetnawieczność...

–Tak,wiemy...–Maouśmiechnąłsięlekko.

background image

–Pe...psi...Psi?A,pepsi–przeczytałKreol.–Nieznamtakiegosłowa...Co

onoznaczy?

–Myślę,żenic–wzruszyłramionamiMao.–Poprostunazwanapoju.
–Bardzosmacznegonapoju–zabulgotałHubaksis.
Kreolpopatrzyłwdółizniemałąirytacjąodkrył,żegdyonzachwycałsię

puszką,bezczelnydogranicdżinnwsunąłgłowęprzezaluminiowedenkoiteraz
łapczywiewysysajego,Kreola,lemoniadę.

–Ach,tydraniu!–warknąłoburzonymag,łapiącHubaksisazaskrzydła.
–Puść,panie,toboli!–zawyłHubaksis.
–Wiem!–wysapałKreol,targającłobuzazaleweskrzydło.Oczywiście

uważałprzytym,bygoniewyrwać–niebyłmupotrzebnydżinnkaleka.

WsamymśrodkuegzekucjidojadalniweszłaVanessawtowarzystwie

wiernegoHuberta.Miałamokrewłosy.

–Znowupadadeszcz–oznajmiła,niepatrzącnanikogo.–Wiesz,tato,

okazałosię,żenaszsąsiadjestnarkomanem...–westchnęłaciężko,siadając
obokKreola.

–MążpaniForesmith?–zdziwiłsięMao.–Cyryl?Amożejejsyn?
–Toonimająsyna?–zdziwiłasięzkoleiVanessa.
–Słyszałem,żejestterazwcollege’u.–Ojcieczaprezentowałzadziwiającą

orientację.–Odtejjesieni.Zdajesię,żemanaimięJerry...amożeGary...Nie
pamiętamdokładnie.

–Nieważne–zmarszczyłasięVan.–Tonieon,tylkodrugisąsiad...
–Ajamyślałem,żewtamtymdomuniktniemieszka.
–Teżtakmyślałam...Kreolu,czyzatwoichczasówbylinarkomani?
–Kto?–zapytałmagnieuważnie.Wciążjeszczemęczyłswojąjednooką

maskotkę.

–Byli,byli!–pisnąłtorturowany.–Nocitam,pamiętasz,panie...?
–Niepamiętam.
–Ci,copalilihaszysz!–DżinnazirytowałbrakdomyślnościKreola.–Albo

trawkęfaraona...!

–Aaaa!Tacybylizawsze,nawetnaAtlantydzie...–Magwreszcieskojarzył.
–Icoznimirobiliście?–zapytałaprzygnębionaVan.
–Acoznimimożnazrobić?–Wzruszyłramionami.–Głupichnigdzienie

brakuje...Przecieżtobardzoszkodliwe–szybkosięprzyzwyczajasz,apotem
chorujesz.Conajwyżejmożnazgłosićsiędomaga...

–Chwileczkę!–Vanessanatychmiastsięożywiła.–Chceszpowiedzieć,że

umieszleczyćuzależnienieodnarkotyków?!

background image

–Toproste–oznajmiłKreolzzadowoleniem.–Krótkiezaklęcie,szczypta

proszkuibędziejaknowonarodzony.

Vanessaprzezchwilępatrzyłananiego,apotemprzeraźliwiezapiszczała,

duszącgowobjęciach.Kreolzniezadowoleniempomyślał,żezaczynajejto
wchodzićwkrew.

–TEGO–oznajmiłaVanzdecydowanie–nauczyszmniewpierwszej

kolejności!

–Jakchcesz.–Magniesprzeczałsię.–Alenajpierwitakmusiszprzerobić

podstawymagii.Wtejchwiliniejesteśwstanieopanowaćnawetzaklęcia
Światła.

–Niepoganiamcię–zapewniłaVanessapospiesznie.–Jakbędziemożna.

Alemożewtakimrazietysamwyleczysznaszegosąsiada?

–Adlaczegomiałbymtozrobić?
–BowprzeciwnymprzypadkupaniLeebardzosięrozgniewa–cicho

mruknąłspodstołuButt-Krillach.

Kreolzasępiłsię.Musiałprzyznać,żejesttoistotnypowód...
Vanessazadzwoniładodrzwi.Chwilępoczekałaizadzwoniłajeszczeraz.W

środkupanowałacisza,doszławięcdowniosku,żedzwonekmożebyćpopsutyi
zaczęłastukać.Odpowiedzinadałniebyło.

–Nikogoniemawdomu–wyraziłprzypuszczeniemalutkidżinn.Wgości

dosąsiadawybralisięwetrójkę:Kreol,VanessaiHubaksis.

Vannadalstukała–teraznogą.Jednakwdomuniebyłosłychaćnawet

lekkiegoszmeru.

–Sprawdź,niewolniku–zwięźlerozkazałKreol.Hubaksis,wbrewswym

zwyczajom,anijęknął,beznarzekaniaprzeniknąłprzezdrzwi.Kreolzamknął
oczy,najwidoczniejprzełączającsięnawzrokswojegoducha-doradcy.

–Tak...tak...Skręćwlewo...Sprawdźwtympokoju...Fuj,cozaohyda...

Zajrzyjzaróg...aha,tutajjest,gołąbeczek!Wracaj!

–Oncięsłyszy?–upewniłasięVanessa.
–Ajakżebyinaczej...
Hubaksiswynurzyłsięzwizytówkinadrzwiachizoddaniemwpatrywałsię

wswegopana.Gdybymiałogon,zacząłbynimmerdać.

–Van,tamjestokropnie–podzieliłsięwrażeniami.–Dopananicnie

dociera,leżyjakmartwy...

–Cośtypowiedział,zarazo?!–rozzłościłsięKreol,natychmiastwyciągając

laskę.

–Panie,janieotobie,jaopanutegodomu!–Hubaksisoburzyło

background image

niesprawiedliweoskarżenie.

–Wtakimraziedobrze,niebędębić.–Kreolschowałswojąulubionąbroń,

całyczasjednakpatrzącpodejrzliwienadżinna.–Czyliniezamierzanam
otworzyć...

Magprzykryłdłoniądziurkęodklucza,kilkasekundporuszałustamii...

voila!Zamekzgrzytnął,drzwistanęłyotworem.

–Dotegojeszczejesteśwłamywaczem...–Vanznaganąpokiwałagłową,

przechodzącprzezpróg.Zresztą,gdytylkoweszładośrodka,natychmiast
zapomniałaoumiejętnościachKreolaczyniącychzeńpotencjalnegoprzestępcę.

Wśrodkubyłookropniebrudno.Niepoprostunabałaganione–dom

sprawiałwrażenie,jakbynikttutajniesprzątałodpięćdziesięciulat.Nawetw
siedzibieKatzenjammera,gdyweszlitamporazpierwszy,byłoczyściej.Co
prawda,mieszkałtampracowityHubert,atutaj,jeślinawetkiedykolwiek
mieszkałjakiśskrzat,tozpewnościądawnojużuciekł.

Pomeblachniezostałonawetwspomnienie.Kiedyśpewniemieszkańcynie

moglinarzekaćnabrakpieniędzy–samdomniebyłtani.Jednakteraz
wątpliwe,czyobecnymiałwięcejgotówkiniżnakolejnądziałkę–wżadnymz
mijanychpokojówVanessaniezauważyłanic,coprzedstawiałobyjakąkolwiek
wartość.

Jedynymebel,któryjeszczesięostał,znaleźliwostatnimpokoju–byłatona

wpółrozwalonależanka.NaniejwłaśnieleżałpanRex.

Jużnapierwszyrzutokabyłojasne,żeznajdujesięwgłębokiejnirwanie.

Oczymiałotwarte,alewywróconetak,żeźrenicecelowałyniemalwewnętrze
czaszki,zustkapałamuślina.Oboknapodłodzewalałasięstrzykawka.Rex
wyglądałnajakieśczterdzieścipięćlat,choćmógłmiećmniej,adotegostopnia
wyniszczyłygonarkotyki.Włosyzwisałymubrudnymipasmamipobokach
twarzy,ubranybyłwjakieśszmaty.

–Heroina–błyskawicznieoceniłaVanessa,rzuciwszynanieszczęśnika

tylkojednospojrzenie.–Noto,Hipokratesie,zaczynaj...

Kreolzobrzydzeniemtrąciłnarkomanaczubkiembutai,burczącz

niezadowolenia,wyjąłztorbymagicznączaręorazbuteleczkęzszarawym
proszkiem.Wziąłszczyptę,starającsięnierozsypaćaniodrobinyiwrzuciłjądo
czary.Następnienaciąłrytualnymnożemkciukpacjentaiwydusiłdonaczynia
kilkakropelkrwi.Nazakończeniedwarazypstryknąłpalcamiinadczarą
zmaterializowałasięniewielkakulazwyczajnejsurowejwody.Powisiałatak
przezchwilę,anastępniechlupnęłanapozostałeskładniki.Kreolwymieszał
wszystkopałeczkąiwymamrotałnadmiksturą:

background image

–OInanno,zwanaIsztar,wygnajzłozciałaśmiertelnegoczłowieka,aby

naczyniebyłoczyste,ciałołagodne,duszazimieniemtwymnaustach.Wimię
Isztar,niechtaksięstanie,terazinawieki.

Hubaksis,którywcześniejpomagałpanuprzyleczeniupodobnychchorób,

wbiłpazurwpodbródeknarkomana,dziękiczemupółotwarteustaRexa
rozchyliłysiętak,jakbyichposiadaczziewał.Kreolprzechyliłczarę,z
uśmiechemobserwując,jakczerwonawacieczwlewasiędogardła
nieszczęśnika.

Rezultatbyłnatychmiastowy.PanRex,dopierocobłogowylegującysięna

swejleżance,podskoczyłjakbyleżałnaogromnejsprężynie.Złapałsięzagardło
izawyłdziko,wytrzeszczającniewidząceoczygdzieśwprzestrzeń.

–Smakmaokropny–oznajmiłKreolzezłośliwąsatysfakcją.–Aleto

szybkominie.

Minęłojużpokilkusekundach.Uzdrowionyzamrugał,zbierającmyśli,z

głupimwyrazemtwarzygapiłsięnanieoczekiwanychgościiniepewnie
wymamrotał:

–Kimjesteście?PrzysłałwasGreg?Przecieżpowiedział,żepoczeka...

Zapłacę,słowodaję,potrzebujętylkojednejdziałki,bo...Chociażnie,chwilę...
–Zamyśliłsię,analizującnowedoznania.–Dziwne,dawnosiętakdobrzenie
czułem...

–Posłuchajmnie,głupku...–Vanessaprzyjaźniepoklepałagoporamieniu.–

Dopierococięwyleczyliśmy.Niepotrzebujeszjużnarkotyków,zrozumiałeś?
Resztatojużtwójproblem.Inieważsięzacząćodnowa,bocięzastrzelę!
Chodźmy,mójdrogi...–zwróciłasiędoKreola.

PanRexstałnadalnaśrodkupokoju,patrzącbezmyślnienaplecyswych

dobroczyńcówistarającsięzrozumieć:cosiętu,ulicha,wydarzyło?

–Mójdrogi?–KreolspojrzałnaVanciężko,gdytylkoznaleźlisięza

drzwiami.–Wydajemisię,uczennico,żezadużosobiepozwalasz...

–Dobrze,niezłośćsięjuż.–Vandelikatniewzięłagopodrękę.–Powiedz

milepiej,cobędzie,jeślionrzeczywiścieznowuzaczniećpać?

–Porazdrugitegoświństwaniedasięwyleczyć–uśmiechnąłsięKreol

smutnawo.–CierpliwośćNajpiękniejszejjestograniczona.Pozostajetylko
modlitwadoNergala...

–Ico,topomaga?
–Oj,Van!–roześmiałsięHubaksispiskliwie.–Cośty!DoNergalamodlą

sięolekkąśmierć!PrzecieżtowładcaKrólestwaZmarłych,niewiesztego?!

–Pierwszyrazsłyszę.

background image

–Dzikusy...
–Noico,wszystkowporządku?–przywitałichnaproguMao.
–Wjaknajlepszym!–odpowiedziałaVan.–Załatwione,tato,niemamyjuż

sąsiadanarkomana!

–Mówiłem,żepanKreolgozabije.–ZzadrzwiwyjrzałButt-Krillach.–

Przegrałpan,Mao.

–Cozabzdury!–rozzłościłasiędziewczyna.–Chodziłomioto,żemamy

terazcałkiemnormalnegosąsiada!Kreolgowyleczył!

–Tak,bezpłatnie,idwiezłotemonetyprzeszłymukołonosa–wymamrotał

Hubaksiszgoryczą.–Och,panie,zbankrutujemy,pójdziemynażebry...

–Milcz,niewolniku!
–Wpewnymsensiemarację–powiedziałMaowzadumie.–Kreolu,nie

zastanawiałeśsięnadponownymotwarciempraktyki?Mógłbyśratowaćtych,
wobecktórychmedycynajestbezradna...

–Tato,cozabzdury!–ZmarszczyłasięVanessa.–Chceszdaćogłoszenie

„Magzawodowiecuzdrowibeznadziejniechorych”?

–Acowtymdziwnego?Córeczko,poczytajgazety,tamażroisięod

wszelkichczarowników.Tyleżenaszjestprawdziwy,oticałaróżnica.

Vanessazamyśliłasię.Wzasadziepomysłniebyłwcaletakizły...

Oczywiście,moglinadalsprzedawaćmagiczniestworzonezłoto,aleostatnio
takisposóbzdobywaniapieniędzyprzestałjejsiępodobać.Byłownimcoś
takiego...czułasięjakfałszerz.Sumienietostrasznarzecz.

–Nie!–momentalnierozwiałjejplanysamKreol.–Cozagłupota!

Dorabiałemwtensposób,gdybyłemmłodymmagiem,alepotemzostałem
osobistymmagiemimperatora,apotemPierwszymMagiemcałegoSumeru!A
wyproponujeciemiznowuzająćsięuzdrawianiemzapieniądze?!NaMarduka,
jeszczetakniskonieupadłem!Jużlepiejwyczyszczęskarbiecwaszegokróla!

–Tak,lepiej!–wyszczerzyłsięuszczęśliwionyHubaksis.–Pamiętasz,

panie,jakograbiliśmygrobowiecMummy?

–Popierwsze,niemamykróla,tylkoprezydenta–przypomniałaVanessa

lodowato.–Podrugie,nikogoniebędzieciegrabić!

–Niebędziemygrabić,tylkoukradniemy!–pisnąłdżinn.
–Kraśćteżniebędziecie!–jeszczebardziejoburzyłasięVan.–Tojest

zakazane!

–Przezkogo?–zainteresowałsięHubaksis.
–Przezprawo!
–Aktoustanowiłtoprawo?Bogowie?Imperator?

background image

–Nie...–zastanowiłasięVanessa.–Poprostuludzie...Senat.
–Toniechtetwojesenatyżyjązgodniezeswoimprawem–wyciągnął

wniosekHubaksis.–Amyniebędziemy.

–Iwogóle,tomagowiestojąponadprawem–burknąłKreol.
–Niktniestoiponadprawem!–oburzyłasięVan.
–Uczennico...–westchnąłKreol.–Zamoichczasówistniałoprawo,zgodnie

zktórymkobietaniemogłapierwszaodezwaćsiędomężczyzny.Jakośnie
bardzogoprzestrzegasz!

–Aletowaszeprawo!–zaoponowałaVanjeszczeenergiczniej.–Niemam

żadnegoobowiązku...

–Wtakimraziejaniemamobowiązkupodporządkowywaćsiętwojemu–

zakończyłKreol.

Vanessaznowusięobraziła.Ostatnimiczasyzaczęłapodejrzewać,żeKreol

specjalniesięzniądrażni–wyglądałprzytymnazbytzadowolonego.

Nieoczekiwaniezabrzęczałdzwonekikłótnianatychmiastzamarła.Wszyscy

zezdumieniemspojrzelinasiebie.

–Ktotomożebyć...?Hubercie,nieotwieraj!–pospieszniekrzyknęłaVan.
–Takjest,ma’am.–Uriskukłoniłsięsztywno.
DrzwiotworzyłMao.VanessaiKreolstaliztyłu,anieludzcymieszkańcy

domupochowalisięgdziepopadło.Hubertzrobiłsięniewidzialny,Hubaksis
wlazłnażyrandol,Butt-Krillachpoprostuwyszedłdodrugiegopokoju,sir
George...jegowogólemałoktowidział.Vanessaprawieznimnierozmawiała.
NadźwiękdzwonkazjawiłysięzaciekawionekociętaAlicja,Nadine,Czarnul
orazFluffi.PłomyczekiDymekpewniebawilisięgdzieśdalej.

–Dzieńdobry...–nieśmiałoprzywitałwszystkichnieoczekiwanygość.Ku

wielkiemuzdumieniuVanessy,byłnimdopierocowyleczonynarkoman!

–Cozaspotkanie!–ucieszyłasię.–PanRex?
–AlbertAugustynRex–przedstawiłsięgość.
–Augustyn?–Dziewczynauniosłalekkobrwi.
–Mamasięuparła...ProszęmnienazywaćpoprostuAlbert.
–Awięc,wczymmogępomóc...Albercie?–zagaiłMaodelikatnie.Kreol

zachowywałlodowatemilczenie,ściskającrękojeśćlaski.

–Pomyślałemsobie,że...–nieskładniezacząłAlbert.–Ja...widzicie...

jestembardzowdzięcznyzato,cozrobiliście...chociażniewiem,jakwamsię
udało.Jeślijakośmógłbym...

–Przejdźmydorzeczy–poprosiłaVanessa.
–Awięcja...wogóle...no...

background image

Albertschyliłsięipodniósłcośzziemi.Cośokazałosięmłodąi,

prawdopodobnie,ładnądziewczyną.Prawdopodobnie,bowobecnymstanie
mogłaspodobaćsiętylkozboczeńcowi–wnaszychczasachniektóretrupy
wyglądająlepiej.

–Cz...czeeeeeść!–wybełkotałapanienka.
–Coto?–Vanessacofnęłasięzobrzydzeniem.–Toznaczy,ktoto?Boże,

Albercie,cozniązrobiłeś?!

–Wyglądajakjazarazpozmartwychwstaniu–oznajmiłKreolzimno.Na

szczęścieAlbertniezwróciłuwaginajegosłowaalbopoprostuichnie
zrozumiał.

–Toprawda...–zgodziłasięVanessa.
–To...mojadziewczyna...–nieśmiałoprzyznałsięAlbert.–Widzicie,

zaczęłaćpaćjeszczewcześniejimniewciągnęła...alemimowszystko...
Proszę...bardzoproszę...

–Przepraszam,ma’am,niewiedziałem,żepanRexniemieszkasam–

wyszeptałVandouchaniewidocznyHubert.

–Adlaczegoniewidzieliśmyjejeee...tam...wdomu?–Vanessa

podejrzliwiezmrużyłaoczy.

–Byławłazience...onaprzezcałyczas...rozumiecie?Pomożecie?
–Jegozapytaj.–VanessapokazałarękąKreola.–Toonleczy...
Albertwbiłwmagatakbłagalnespojrzenie,żetenniewytrzymał.
–Dobrze!–warknął.–Posadźjągdzieś...
Nowąpacjentkędośćdługopróbowanousadowićnakanapie,apotem

bezskutecznienamówić,byzniejnieschodziłaiwytarłausta.Vanessapatrzyła
natowszystkozobrzydzeniem,myśląc,żezwielkąprzyjemnością
wystrzelałabywszystkichdilerównarkotyków.

–Kiedyś–Kreolbezpośpiechuwyjąłmagicznączarę–doWielkiegoUr

przyszedłświętypielgrzymzpółnocy.Byłbardzodobryiumiałleczyć
wszystkiechoroby,oznajmiłwięc,żebędziebezpłatniepomagałwszystkim
potrzebującym.Irzeczywiście,nigdynieodmawiałiniktniewracałodniego
chory.Wieścionimrozeszłysiębardzoszybko...–magnasypałdoczary
szaregoproszku–...izkażdymdniemprzychodziłocorazwięcej,iwięcej
chorych.Zczasemświętymążokazałsiętakpotrzebny,żewokółjegosiedziby
dnieminocątłoczylisięludzie.Błagał,bypozwolilimusięchociażprzespać,
alechorzyodpowiadaliprzekleństwamiipogróżkami.–Kreolprzejechałnożem
popalcudziewczyny.Albertrzuciłsięwjegostronę,alespojrzałnawłasny
palecześwieżąranąiuspokoiłsię.–Apotemjedenzchorychumarłwtrakcie

background image

uzdrawiania.Byłbardzostaryicierpiałnaniezliczonesłabości,takżecała
wiedzaświętegoniemogłamupomóc.Jednakmiałwielukrewnych,którzygo
kochali...–tymrazemKreolnietraciłmanynastworzeniewodyzniczego,apo
prostuskorzystałzestojącejnastolekarafki–...dlategoodrazuoskarżyli
uzdrawiaczaospowodowanieśmierciizapragnęlizemsty.Jakjużmówiłem,
świętypielgrzymbyłbardzodobry.Umiałnietylkouzdrawiać,aleiranić,
jednakżeniechciałczynićszkodyżywymstworzeniom,dlategopoprostu
uciekł.Tejsamejnocyopuściłnaszemiasto,aleprzedtemodwiedziłmoją
skromnąsiedzibęiprzyznałsię,żeobszedłpółekumeny,alenigdyinigdzienie
spotkałsięztakączarnąniewdzięcznością.

–Pouczającahistoria...–powiedziałAlbertzwahaniem,obserwując,jak

Kreolmamroczezaklęcianadcudownąmieszaniną.

–Pouczająca...–zgodziłsięmag.–Ajakizniejpłyniemorał?
–Morał?Niewiem...
–Morałjesttaki,żejeśliprzyprowadziszdomniejeszczekogośtakiegojak

ona,towsadzęcinóżwbrzuch.–Kreolrzuciłmulodowatespojrzenie,
wlewającprzypomocyVanessyeliksirdogardłapacjentki.

PrzestraszonyAlbertgłośnoprzełknąłślinę,patrzącnazakrwawioneostrze

rytualnegonoża.Zpewnościąniewyróżniałsięnadmiernąodwagą.

Wtymczasiejegodziewczynapodskoczyłajakoparzona,otwarłaoczyi

dzikowrzasnęła.Zachowywałasiędokładnietaksamo,jakwcześniejAlbert.
Kreolobserwowałtoznadzwyczajzadowolonymwyrazemtwarzy.

–Działa,jakzawsze–mruknął.–Możeszzabraćswojąkobietę,robaku,jest

całkiemwyleczona.Ipamiętaj,oczymcięuprzedzałem.

–Dziękuję!Dziękuję!Dziękuję!–powtarzałuszczęśliwionyAlbert,

wypchniętyzaprógwspólnymisiłamiVanessyiKreola.Woczachdziewczyny,
którejimiępozostałonieznane,powolizaczynałyodbijaćsięmyśli,aotaczająca
jejumysłmgłapoprosturozpływałasię.

–Jutroidędopracy...–zesmutkiemwgłosiepowiedziałaVanessa,gdyjuż

zagośćmizamknęłysiędrzwi.

–Achtak!–fuknąłKreol.–Wtakimraziejateżpójdępopracować.Leng

samzsiebieniepadnie...Niewolniku,zamną!

background image

Rozdział13

PorazpierwszyodczterechtygodniVanessęobudziłopikaniebudzika.Po

długiejprzerwieznienawidzonydźwiękbyłjeszczebardziejnienawistny.Z
obrzydzeniempomyślała,żebędziemusiałajeszczejakośwytłumaczyć
„zgubienie”odznaki,przekopaćsięprzezzaległesprawy...Koledzymieli
okropnyzwyczajniewykonywaćpracyzaosobyprzebywającenaurlopie,po
prostuodkładalipapierynabiurkodelikwenta,bytamsobieczekałyna
załatwienie.Oczywiście,niedotyczyłotorzeczywiściepilnychspraw,aleitak
zwyklegromadziłasięogromnastertawszelkichdrobiazgów.Zresztąsama
Vanessazawszepostępowałataksamo,awięcniemiałapowodówżebysię
skarżyć.Dotegojejdotychczasowapartnerkadwatygodnietemu
przeprowadziłasiędoinnegomiastaiszefowaobiecałaposzukaćkogośinnego.
Anowypartnerzawszeoznaczamnóstwokłopotów...

Vanessazastanawiałasięnawet,jakbytusprytnienamówićnatępracę

Kreola.Miećzapartneraprawdziwegomaga–oczymśtakimmożnatylko
pomarzyć...

Przedbandyckąkuląosłonimagicznątarczą,przypadkowąranęwyleczyod

razunamiejscu...Możesparaliżowaćprzestępcę,uśpićgoalbozahipnotyzować,
bytenprzekazałwszystkiepotrzebneinformacje.Magmożeiśćpośladach
lepiejniżpiesmyśliwski,możeokreślićdokogonależałataalboinnarzecz,
spojrzawszytylkonaaurę...Dotegopotrafiotworzyćkażdyzamek,umielatać,
stawaćsięniewidzialny,iwiele,wielewięcej...AiHubaksismógłbysię
przydać–maleńkidżinnpotrafiprzechodzićprzezściany,możekogośśledzić,
sampozostająccałkiemniezauważonym...

Ale,przerwałasamasobie,Kreolzanicniezgodzisięnacośtakiego.Zjego

opowiadańwynikało,żewstarożytnymSumerzemagowieczasamizajmowali
sięwykrywaniemprzestępstw,alerobilitowyłącznienapoleceniewysoko
postawionychosóbizawysokąopłatą.Anijedenmagniezniżyłsiędotego,
żebyzostaćpolicjantem,czyjaksiętamoninazywaliwBabilonie.Pozatym
Kreolniemadotegogłowy–wypełniakolejnypunktWielkiegoPlanu.

Skądinądzbytniosięniespieszy...wogólenielubisięspieszyć.
–Dzieńdobry,ma’am–przywitałsięHubert,gdytylkootworzyłaoczy.
Vanessępoczątkowokrępowałjegozwyczajpojawianiasięwnajbardziej

background image

nieoczekiwanychmiejscachwnajbardziejzaskakującychmomentach,także
wtedy,gdyniebyłaubrana,alegdyKreolsięotymdowiedział,postukałtylko
palcemwczołoioznajmił,żewstydzićsięskrzataniemasensu,boonitak
widziwszystko,codziejesięnaterytoriumjegodomu.Dotegoanatomicznie
różniąsięodludzibardziejniżgady,dlategoVanessajestdlaHubertarównie
straszna,jakondlaniej.Iwogóle,wstydzićsięskrzatatojakbywstydzićsię
własnegokota.

–Herbata,kawa?–Lekkoskłoniłgłowęurisk.–Copaniżyczysobiena

śniadanie?

–Dzisiajpoproszęherbatę...–odpowiedziałaVanponamyśle.–Ibułeczkęz

dżemem.

–Wtejchwili,ma’am–rzekłskrzatuprzejmie,rozpływającsięwpowietrzu.
Vanessabłogosięprzeciągnęła.BułeczkiHubertpiekłsamiwychodziłymu

rzeczywiściewspaniale–miękkie,puszyste,poprosturozpływałysięwustach.
Agdyonszykujeśniadanie,onaakuratzdążysięubrać.

OdrazupierwszegodniaVanessawpadłanapomysł,abyprzekazać

HubertowiSługę.Wkońcujemubyłonpotrzebnybardziejniżkomukolwiek
innemu.JednakżeHubertgrzecznieodmówił,wyjaśniając,żeskrzatyniemogą
korzystaćzludzkiejmagii,więcMagicznySługajestdlaniegozupełnie
nieprzydatny.

–Dziękuję,Hubercie–podziękowałapokilkuminutach,gdytacaz

zamówieniempojawiłasięnastoliku.Zpowodutakiegodrobiazguskrzatnie
zrobiłsięnawetwidoczny.

–Obudziłaśsię,uczennico?–Kreolwszedłbezpukania.Akuratjego

Vanessaniejedenrazstarałasięnauczyćpukania,aletylkopatrzyłnaniątępo,
nierozumiejąc,dlaczegomapukaćwewłasnymdomu.–Mamdlaciebie
niewielkiprezent...

Vanessaomałocosięnieudławiła,taknieoczekiwanetobyło.Ale

jednocześnieucieszyłasię–oznakazainteresowaniazestronyKreolaniemogła
jejnieucieszyć.

–Prezent?–wykrztusiłaztrudem,przełykającto,comiaławustach.–Jaki?
–Najpierwweźzpowrotemswójpierścionek–zaproponowałKreol,

wyciągającwjejstronępierścionek,którypożyczyłamu,gdypolowałnayira.

–Zabrałeśzniegotostworzenie?–zainteresowałasię,wkładającozdobę.
–Nie.
Vanessaznowuomałocosięnieudławiłaizaczęłanerwowozdejmować

pierścionek.Bezwzględunato,jakbardzogolubiła,niezmierzałanosićprzy

background image

sobieenergetycznegodemona.

–Zamieniłemgowartefakt–ciągnąłKreol.–Popatrz,zlewejstrony

pojawiłasięnanimniewielkawypukłość.Jeślinaciśniesznaniąopuszkiem
kciukaiwypowieszwmyślisłowo„Piorun!”zpierścionkawystrzelipiorun.
Moimzdaniemtobardzoprzydatnarzecz.

–Notak...–zgodziłasięVan,zostawiającpierścionekwspokoju.Bez

względunato,jaknieprzyjemniebyłonosićCOŚ

TAKIEGO

naręce,samamyślo

tym,żemożeterazstrzelaćpiorunamizpalcasprawiła,żeniemalżeoblizałasię
zzadowolenia.Vanessaoddzieckalubiłakomiksy,awprzeważającej
większościgłównymibohateramitychzeszycikówbyliodważnimłodzieńcyo
nadprzyrodzonychzdolnościach.Aterazcośtakiegotrafiłowjejręce!

–Bardzosprytne,dziękuję.Acojeszcze?
–Jeszczeto.–Byłatojejwłasnapuderniczka.–Otwórz.
Vanessaposłusznieotworzyła,ciekawa,wjakąsuperbrońKreolzmienił

niewinnyprzedmiotdamskiejtoalety.Jednakwśrodkuniebyłonicciekawego.

–Icodalej?–zapytała,niecorozczarowana.
–Dotknijlusterkaipomyślmojeimię.
Vanessatakzrobiła.Jejodbiciewmalutkimlusterkuzakołysałosię,

rozpłynęło,ajegomiejscezajęłapodobiznaKreola.Popatrzyłananiego,potem
znowunalusterko,potemznowunaniego...Jakminiaturowakamera.

–Cototakiego?–zaczęłajużsiępowolidomyślać,alewolałaupewnićsię.
–Lusterko-rozmównica.–Kreoluśmiechnąłsięzsatysfakcją.Głosdobiegł

jednocześnieizjegoustizpuderniczki.–Jeślizechceszcośmipowiedzieć
alboocośmniezapytać...Ajeśliztobąbędziecośnietak,jateżtopoczuję.

Vanessabyławzruszona.Czyżbyrzeczywiściedbałonią?
–Icojeszcze?
–Towszystko!–oburzyłsięKreol.–Tyco,uczennico,myślisz,żerodzęte

artefaktyczyco?Zrobićprzezjedenwieczórażdwa,toitakbardzodużo,może
tegodokonaćtylkoarcymag!

–Dobrze,dobrze!–Vanwyciągnęławjegostronęobieręce.–Nieszalej,tak

tylkozapytałam!

Naposterunku,gdziesłużyłaVanessanadkomisarzembyłakobieta.

PrzodkowieFlorenceIovichpochodzilizOdessy,alebyłototakdawno,że
nawetichnazwiskozmieniłosięniedopoznania.

–O,Van,couciebie?–przywitałasięzVanessąuprzejmie.–Dobrze

odpoczęłaś?

–Jakbytopowiedzieć...–zająknęłasięVan.

background image

–Wyjeżdżałaśgdzieś?–zapytałaFlorencebezszczególnejciekawości.
–DoLenguidoInkwanok–odpowiedziałaVanessa,zanimugryzłasięw

język.

–No,proszę...Agdzietojest?
–WKanadzie.Tokurortnarciarski.–Vanessaodzyskałarezon.
–No,niewiem...Jawolęplażę.NaHawajachjestterazbardzoprzyjemnie...

aledobrze,nieważne.Wezwałamcię,żebyprzedstawićcinowegopartnera.
Gdzieżonsiępodział...?

Florenceotwarłaszufladębiurka,jakbytamwłaśniespodziewałasię

odnaleźćzagubionegopolicjanta,postukałapalcemwblat,zdjęłaiprzetarła
okulary...Niewiadomo,comiałazamiarzrobićdalej,boktościchutkozastukał
dodrzwi.

–O,towłaśnieon!–ucieszyłasięFlorence.–Poznajciesię...
Vanessastarannieobejrzałamłodzieńca.Tenzkoleiobejrzałją.
Nocóż,egzemplarzniebyłtakizły.Trochęwięcejniżśredniegowzrostu,

rudawy,znakówszczególnychbrak,twarzmiałniecobezwyrazu.

–VanessaLee–przedstawiłasięVan.–DlaprzyjaciółpoprostuVan.
–MichaelShepardJackson–odpowiedziałjejnowypartner.–Lubpoprostu

Mike,alelepiejShep–takmisiębardziejpodoba.

–Niejestemznimwżadensposóbspokrewniony–pospieszniedodał

Shep,uśmiechającsięszeroko.–Poprostuzbieżnośćnazwisk.

–Toco,poznaliściesię?–zapytałaznudzonaFlorence.–Wtakimrazie

proszęprzystąpićdopełnieniaobowiązków.

Gdyzamknęłysięzanimidrzwi,Sheprzekłzniepokojem:
–JestemwSanFranciscodopierotrzecidzień,wogóleto...Żonie

zaproponowalinowąpracęiawans,więcsięprzeprowadziliśmy.Przedtem
służyłemwDetroit,coprawdaniedługo,botylkopółroku...Takwięcz
doświadczeniemumniekrucho–przyznałsięszczerze.

–Jesteśżonaty?–zdziwiłasięVan.Wydawałojejsię,żeShepjestnato

zdecydowaniezamłody.

–Dopierokilkalat...–wzruszyłramionami.–Atyoddawnatujesteś?
–Urodziłamsiętu...Aniechtodiabli,coznowu?
Ostatniezdaniewykrzyknęła,bocośdziwnegodziałosięwjejkieszeni.Coś

tamszurałojakrozzłoszczonykociak,dygotało...dobrzechociaż,żeniedrapało.

Okazałosię,żetopuderniczkazmienionaprzezKreolawwideofon.Vanessa

otworzyłająinagładkiejpowierzchnilustrapojawiłasiętwarzmaga.

–Gdziesiępodziewałaś?–zapytał.–Wywołujęcięjużoddziesięciuminut!

background image

–Aniechmnie!–zachwyciłsięShep,zaglądającjejprzezramię.–Kapitalna

rzecz!Coto,telefonzkamerą?,!

–Mniejwięcej...Pocodzwonisz?
–Takpoprostu...Aktotostoiobokciebie?–Kreolzmarszczyłbrwi.
–Mójpartner.Aco?Jesteśzazdrosny?–kokieteryjniemrugnęłaVan.
–Icojeszcze?!–prychnąłmag,wyłączającsię.
ObrażonaVanessapociągnęłanosem,chowającpuderniczkędokieszeni.Jak

zwykle,wycisnąćzKreolajakieściepłesłowobyłoniezwykletrudno...

–Totwój...–Shepszukałodpowiedniegosłowa.
–Cośwtymrodzaju–zgodziłasięVan.–Dobrze,idziemy,pokażęcinaszą

komendę.Apotempójdziemynapróbnypatrol...

PodrodzeVanessaniezgrabnieprzeprosiła,wpadładotoaletyinatychmiast

wyciągnęłapuderniczkę.

–Pocodzwoniłeś?–wyszeptała,gdytylkotwarzKreolapojawiłasięw

lusterku.

–Możeszprzyjąć,żeponic–burknąłobrażonymag.SamKreoldo

nawiązaniakontaktuniekorzystałzżadnychartefaktów,więcwlusterku
odbijałasiętylkoiwyłączniejegotwarz–jakbypłynęłasamotniewciemnym
kosmosie.–Atypocodzwonisz?

–Zapytać,pocotydzwoniłeś–odparłazdezorientowanaVanessa.–Tfu,

całkiemmnieskołowałeś.Nowięc?

–Niepokoiłemsię–niechętnieburknąłKreol,spuszczającoczy.
–Omnie?!–zachwyciłasiędziewczyna.–Oj,Kreolu,jakietomiłe...
–Niemawtymnicmiłego!–wybuchnąłmag.–Jesteśmojąuczennicą,

jestemtwoimnauczycielem,więcsięniepokoję.Cowtymdziwnego?!

Vanuśmiechnęłasięskromnie.Kreolzawstydziłsięjeszczebardziej.
–Awogóle,dlaczegomówisz„dzwoniłeś”–spróbowałzmienićtemat.–

Niewidzężadnychdzwoneczków.

–Taksięmówi–zbagatelizowałaVan.–Coporabiasz?
–Podlewamkwiaty.Obokstoitwójojciec,przekazaćmucoś?
–Nooo...Zawołajgo,samaznimporozmawiam.
–Uczennico...–Kreoluśmiechnąłsięzwyższością.–Jakmamgozawołać,

jeśliniewładamagią?Niematakiegoartefaktu–zrobiłemtylkojeden.Możesz
rozmawiaćtylkozemną.

–Szkoda...Nodobrze,słuchaj,muszęjużlecieć,jakbyniebyło–jestemw

pracy...Iwogóle–nienaruszajkonspiracji!Umówmysię,żebędzieszdzwonił
tylkowtedy,gdybędzieszmiałcośnaprawdęważnegodopowiedzenia,okej?

background image

Notoświetnie,narazie!

Kreolchciałcośodpowiedzieć,aleniezdążył–Vanessazatrzasnęławieczko.
–Ej,Van,weźtrzeciradiowózipędźpodtenadres;mamymorderstwo!–

wesołozawołałdoniejdyżurny.

–Maszcilos,właśniechciałampokazaćpartnerowikomendę...–

powiedziałarozczarowanaVanessa.

–Nicsięniestało,potemzobaczymy–wzruszyłramionamiShep.
–Co,Van,rozleniwiłaśsię?–Dyżurnychytrzezmrużyłoczy.–Wkurorcie

pewnielepiejniżwpracy,co?Nocóż,przyzwyczajajsię,przyzwyczajaj...

Vanessaspojrzałananiegozłymwzrokiem.MiałnaimięLester,nieznosiła

go.Kiedyśpróbowałjąpodrywać,aleszybkozorientowałsię,żenicztegonie
będzieidałsobiespokój.Alewzajemnaniechęćzostała,chociażzazwyczajnie
przekraczaliprzyjętychnorm.

–Dawajnoto.–WyrwałaLesterowikartkęzadresem,obrzucającgona

pożegnaniepełnympogardyspojrzeniem.–Jedziemy,Shep.

–Jakchcesz,tytujesteśszefem.–Shepuśmiechnąłsięblado.
UspokojonaVanessawestchnęłazzadowoleniem,sadowiącsięza

kierownicąpolicyjnegosamochodu.Lubiłaswojątoyotę,alewozypolicyjne
przewyższałytenmodelpodkażdymwzględem.Szkoda,żeniemożnamiećich
nawłasność.

Podziesięciuminutachbylinamiejscu.Zabójstwadokonanowdomu

czynszowym,wjednymzodnajmowanychmieszkań.Pracaszłatamjużpełną
parą–starannieoglądanociałoimiejscezbrodni,specjaliściodmedycyny
sądowejpróbowalizgrubszaokreślićczasśmierci.

–Comytumamy?–rzeczowozapytałaVanessa.Shep,jakomłodszyw

patrolu,posłusznietrzymałsięztyłu,bacznieprzyglądającsięzabitemu.

–O,Van,wróciłaś?–uśmiechnąłsięekspert.–Jakodpoczęłaś?
–Nieodchodźodtematu,Lucas.
–Mężczyzna,biały,wiekczterdzieścidziewięćlat–wyrecytowałLucas

monotonnie.–Nazwisko:CarloToscani,włoskiimigrant.Rozwiedziony,dwoje
dzieci,mieszkajązmatką.Zabitystrzałemwpierś.Kulaprzeszłanawylot,
przeszyłalewepłucoiserce.Biorącpoduwagę,żewchwiliwystrzałuofiara
siedziałaprzystole,aprzestępca,sądzącporaniewlotowej,naprzeciwko,
musielisięznać.Sądzącpostężeniuiplamachopadowych,śmierćnastąpiła
jakieśdwadnitemu,narazieniemogępowiedziećdokładniej.Łapiduchy
wyciągnąwięcejprzysekcji.

–Ktoznalazłciało?

background image

–Siostrazamordowanego.Przyjechałaodwiedzićbrata,atu...
–Rozumiem.Podejrzani?
–Naraziebrak.Nieboszczykpracowałjakokierownikdostawwfirmie

kosmetycznej,prowadziłspokojne,ustabilizowaneżycie.

–Rozumiem.–Vanessakiwnęłagłową.–Muszęzadzwonić.Jesttujakiś

spokojnykąt?

–Możesziśćdołazienki.Technicyjużtamskończyli–odpowiedziałLucas.
–Aha...Shep,poczekajtuchwilę,zarazwracam.
Vanessaświetnierozumiała,żeproszenieKreolaopomocbyłoby

bezczelnością.NiewstosunkudoKreola–wkońcumiałwobecniejsporydług
wdzięczności.Chodziłookonspirację.Zachowanietajemnicyiinnetakie...Ale
mimowszystkostraszniejąkorciło!

Właziencewszędziebyłporozsypywanyproszekdozdejmowaniaodcisków

palców.Vanessazamknęłasięodśrodkaiotworzyłapuderniczkę.Wlusterku
pojawiłasięniezadowolonatwarzKreola.NajwyraźniejVanoderwałagood
czegośważnego.

–Czego?–zapytałnieprzyjaźnie.Vanessaszybkonaświetliłasytuację.
–Maszjakiśpomysł?
–Czegowłaściwieodemniechcesz?–zdziwiłsięKreol.
–No,oczywiściedowiedziećsię,ktotozrobił...Niemógłbyśgowskrzesić?
–Akiedyumarł?
–Jakieśdwadnitemu.
–Wtakimrazienie.Mózgjużzacząłsięrozkładać.Mógłbymtylko

częściowo.

–Czylijak?
–Zombi–krótkowyjaśniłmag.
–Nie,dziękuję!–przestraszyłasięVan.–Jeszczemitylkozombitubrakuje!

Innepropozycje?

–Przynieśmijegogłowę,uczennico–zażądałKreol.–Ożywięjąisam

wszystkoopowie.

–Aha!Ajaktytosobiewyobrażasz?„Przepraszamchłopaki,potrzebnami

głowategogościa.Mójznajomymagchcepoznaćimięzabójcybezpośrednioz
ustofiary.Niemacieczasempiły?”Natychmiastzamknęlibymniew
psychiatryku!

–Unaszawszetakrobionoiniktsięniedziwił–burknąłKreol.–To

najpewniejszysposób...

–Aunasnie!Potrafiszjakośinaczej?

background image

–Wiesz,jaksięnazywa?
–Oczywiście.
–Wtakimrazieprzynieśmikilkakroplikrwi.Albochociażwłos.Wywołam

jegoducha–niechętniezaproponowałKreol.–Aletojesttrudniejszeniż
ożywieniegłowy!

–Zatomniebędziełatwiej.–Vanessauśmiechnęłasięzłośliwie.–Jakdługo

topotrwa?

–Jeślizacznęsięszykowaćodrazu,tojakieśdwadzieściapięćminut.
–Świetnie,czekajnamnie.
Vanessawyszłazłazienkiwświetnymhumorze.
–Lucas,przygotujmiszybciutkopróbkęnawzórDNA,co?–poprosiła.
–Poco?–spytałekspert.–Nasijużwzięlidolabu.Wynikibędąjutro...
–No,pobierztrochękrwipipetką.Cociszkodzi?–Vanzaczęłasię

denerwować.–Słuchaj,jasięniewtrącamdowaszejroboty...

–Dobrze,dobrze...Tylkopococito?
–Atak,potrzebnemi...Shep,niebędzieszmiałnicprzeciwko,jeśli

podskoczymynapółgodzinywjednomiejsce?

Sheptylkorozłożyłręce–naBoga,dlaczegobynie.
–Ej,Van,sprawajesttwoja!–krzyknąłwśladzaniąLucas.–Niemarudź

zabardzo,Iovichnielubiczekać!

–Wiem!–zbagatelizowałaVanessa.–Lucas,założyszsię,żezagodzinę

będęwiedziała,ktozabił?

–Zagodzinę?Van,niewygłupiajsię...Aocosięzałożymy?
–Odwadzieściabaksów.
–Stoi.Czasstart,jeśliniezadzwoniszwciągugodziny–przegrałaś.
–Adokądjedziemy?–zainteresowałsięShep,gdyjużsiedzieliw

samochodzie.

–Dojednegoznajomego.Jestspecjalistąwtakichsprawach.
–KtośwrodzajuNeroWolfe’a?Rozwiązujezagadkikryminalnebez

wychodzeniazdomu?

–Nie,tojuższybciejktośwrodzajuNostradamusa...Dobrze,potemci

opowiem,jesteśmynamiejscu.

Shep,jakwieleosóbprzednim,patrzyłnadomKatzenjammerazniemym

zachwytem.DziękiwysiłkomVanessyiHubertawstrętnawillastałasiętrochę
mniejwstrętna,aleniestety,tylkotrochę.

–Ktotumieszka?–zapytał,oszołomiony.–DoktorFrankenstein?
–Prawie...–wymamrotałaVanessa.–Wiesz,lepiejpoczekajnamniew

background image

samochodzie.Tenfacet...madośćnieprzyjemnycharakter.

–Aczyonwogólejestnormalny?–upewniłsięzaniepokojonyShep.–

Możetowariat?

–Absolutnienormalny!–ucięłaVan.–Czekaj!
Shepwzruszyłramionamiisięgnąłpopapierosa.
KreolczekałnaVanessęwprogu.Hubaksis,jakzwykle,siedziałmuna

ramieniu.

–Jestemgotowy–oznajmił,nietracącczasunapowitania.–Aty?
–Tutaj.–Vanpokazałaszklanąrurkęzkrwią.
–Świetnie.–PokiwałgłowąKreol,rzucającokiemnaczerwonąciecz.–

Chodźmynastrych.

Zdążyłprzygotowaćwszystkodoplanowanegowywołaniaducha.
Narysowałnapodłodzeniewielkiokrąg,wktórymmógłsięzmieścić

człowiek,awokółniegopięćsymboli:trzyfalistelinie,płomień,dwatrójkąty–
jedenczęściowonachodziłnadrugi,trzyrównoleglekreskiikołozboku,a
takżedwiegwiazdkiiprostąlinięmiędzynimi.Wśrodkuokręgunarysował
stylizowanąludzkączaszkę.

–Jaksięnazywa?–zapytałKreol,stającobokkręgu.
–CarloToscani.
–Dobrze...Patrzizapamiętuj,uczennico.
Kreolgłośnowestchnął,rozłożyłręcenaboki,potemskrzyżowałjenapiersi

iwyrecytowałśpiewnie:

–Wzywamcięizaklinam,duchu,przyjdźrozmawiaćzemną!Twoim

imieniem–CarloToscani,twojąkrwią–Kreolwylałkilkakropeldośrodka
kręgu–swojąmocąspirytualistyinekromantywywołujęcięizaklinam,duchu!

Nadrysunkiemczaszkipowietrzezgęstniało,apotemwewnątrzkręgu

zmaterializowałasięludzkapostać–przezroczysta,alecałkiemdobrze
widoczna.

Wrysachtwarzywidocznebyłoniewątpliwepodobieństwodotrupa,którego

Vanessaoglądałaniewięcejniżpółgodzinytemu.

–Cosięstało?–spytałduchledwiedosłyszalnymszeptem.–Cosięstało?
–CarloToscani?–Vanpodeszłabliżej.–FunkcjonariuszkaLee,policjaSan

Francisco.Mamdopanakilkapytań...

–Nieźle!–zachichotałduch.–Gliniarzomcałkiemodbiło,nawetpośmierci

wzywająnaprzesłuchanie!

–Todlatwojegodobra.–Vanessazmarszczyłabrwi.
–Dlamojegodobra?–zdziwiłsięduch.–Jakośmiwszystkojedno...

background image

–Czyżbyśniechciałwsadzićswegozabójcydowięzienia?
–Tak,byłobynieźle...–zgodziłsięToscanipokrótkimnamyśle.–Jak

myślicie,ilemożedostać?

–Trudnowtejchwilipowiedzieć...–wykręciłasięododpowiedziVanessa.

–Znaszgo?

–Oczywiście!ToAbe...bydlę,zawszewiedziałem,żeniemożnamuufać!

Paniwładzo,proszępowiedziećDorothy,jakizniegodrań!Poprostunie
mogę...jaktylkopomyślę,żewpadnieterazwjegołapy,toażsięwgrobie
przewracam!Apropos,kiedymniepochowają?Boniechcąmniewpuścić...

–Proszęopowiedziećszczegółowoomorderstwie.–Vanessasięgnęłapo

dyktafon.–Proszęmówićdotego.

–Nieudasię–porazpierwszywtrąciłsiędorozmowyKreol.–Zduchami

tetechnicznesztuczkinieprzejdą.

–Szkoda...Wtakimrazieproszępoprostumówić,ajabędęzapisywać.–

Vanessaschowaładyktafoniwyjęłanotes.–Bardzoproszę.

–Zacznęodpoczątku...
ZnudzonyShepnadalobijałsiękołosamochodu,gdynadszedłMao.

Dowiedziałsię,żeniedalekojestwypożyczalniawideoipostanowiłwybraćsię
tam,wziąćcośdopooglądania.Terazwracałzkasetami.

–Dzieńdobry,paniewładzo–ukłoniłsię.–Pandomnie?
–Nie,towarzyszępartnerce...–powiedziałShep.
–AczyonaniemaprzypadkiemnaimięVanessa?–uśmiechnąłsięMao.
–Znająpan?–zdziwiłsiępolicjant.
–Oczywiście,żeznam.Tomojacórka.
–Ach,tak?Totutajmieszkacie?
–Nie,jestempoprostugościem.Toonatumieszka.Vanniemówiłapanuo

tym?

–Wtakimrazieczegośnierozumiem...–skonfundowanySheppodrapałsię

wgłowę.–Powiedziała,żechcenaradzićsięzjakimśekspertem...Tojest
związaneześledztwem,rozumiepan?

–Ach,więctotak...–Maopokiwałgłowązezrozumieniem.–Widzipan,

mieszkatutakżeniejakiKreol...Mamwielkąnadzieję,żezostaniemoim
zięciem,alebardzoproszęniemówićVanessie,żeotymwspomniałem.Notak,
mapanrację,tonadzwyczajnyekspert.Potrafiwszystko...–Maozzachwytem
pokiwałgłową,zeszczęśliwymwyrazemtwarzydotykająclewegooka.

–Cześć,tato.–DrzwiotwarłysięiVanessawyszłanazewnątrz.Wyglądała

nanadzwyczajzadowoloną.–Wybacz,muszęuciekać,wpadłamdosłowniena

background image

chwilkę.Tomójnowypartner...Shep,tata.Tata,Shep.Amożejużsię
poznaliście?

–Jeszczeniezdążyliśmy...–zaśmiałsięMao.–Młodyczłowiekopowiedział

miconiecoowaszymśledztwie...Kreolbyłwstaniepomóc?

–Itojak!–uśmiechnęłasięVanessa,wyjmująctelefonkomórkowy.–Hallo,

Lucas?Cześć!Spójrznazegarek,mamjeszczeczas?Super!Zapisuj...Zabójca
nazywasięAbrahamFletcher,pracujewtejsamejfirmieconaszklient.
Pokłócilisięokobietę,niejakąDorothyClarence,pracującąwtymsamym
miejscu.Fletcherpostanowiłzastosowaćradykalneśrodki.Szykujkasę!

–Rzeczywiście,ekspert...–Shepzuznaniempokiwałgłową.

background image

Rozdział14

Przyznajsię,przyznajsię,bydlaku!
VanessaiShepstosowalistarąsztuczkęzdobrymizłympolicjantem.Van

wrzeszczałanapodejrzanego,aShepszeptemnamawiałgo,abysięprzyznał,
zanim„tawariatkacałkiemnieoszaleje”.Aleniedawałotożadnegoefektu.

–Słuchajcie,niewiem,oczymmówicie!–odpowiadałzdenerwowany

Fletcher.–Tak,znałemCarla,ibardzomiżal,żegozabili,aletonieja,
rozumiecie?Iwogólebędęrozmawiałtylkowobecnościadwokata!

Vanzostawiłagowpokojuprzesłuchańiwyszłazadrzwi.Pochwili

przyłączyłsiędoniejShep.

–Niepuszczafarby...–zauważyła,niepatrzącnapartnera.
–Właśnie–zgodziłsięShep.–Pistoletunieznaleźliśmy,alibimażelazne...

Zupełnieniemasiędoczegoprzyczepić!Aleczujęprzezskórę,żetoon!
Słuchaj,atentwójekspertniemożedaćnamjakichśdowodów?

–Móctomoże,tylkożeżadensądichnieuzna–przyznałaVanze

smutkiem.–Chociażnie,poczekajchwilę...Zarazwracam.

Vanessaodeszłanakilkakroków,wyjęłapuderniczkęiszeptemnaświetliła

Kreolowisytuację.

–Nicnieumieszsamazrobić...–stwierdziłKreolzsatysfakcją.Nie

wiadomodlaczegomiałnagłowiekucharskączapkę.–Zamoichczasów
zeznaniazdobywałosięzapomocądwóchrzeczy:metaluiogniastosowanych
razemlubosobno.Więctak,słuchajinstrukcji:napoczątekweźkilkaigiełi
wbijmupodpaznokcie.Najlepiejzacznijodmałegopalca,tamboli
najbardziej...

–Ostatnirazpowtarzam:torturysąunaszakazane!–wysyczałaVanessa.
–Wtakimrazieniemasięcodziwić,żeniktsięnieprzyznaje!Najego

miejscuteżbymmilczałjakgłaz!Wtakimrazieprzywieźgodomnie.Potrafię
odróżnićprawdęodkłamstwa.

–Takoczywiściemożna,ale...–zawahałasięVan–...możejeszczecoś

wymyślisz?

–Możnajeszczezastosowaćproszekprawdy.–Kreolniepodjąłdyskusji.

Wyglądałonato,żeniechciałomusięwysilać.–Niejestzbytefektowny,ale
teżdziała.Masz?

background image

–Zasadniczototeżniejestdozwolone...–męczyłasięVanessa.–Jeśli

ekspertyzawykaże,żepodejrzanegonaszpikowanojakiśświństwemnieźlemi
sięoberwie...Apozatymniemamtakiegośrodka...

–Jużdobrze,pomogę.–Kreoluśmiechnąłsiępodnosem.–Mójproszekjest

magiczny,nieszkodliwydlazdrowia,wasispecjaliścizanicnaświeciegonie
wykryją.Czekaj,przyślęniewolnikazprzesyłką.

–Wspaniale!
Vanessaprzerwałapołączenieizradosnymwyrazemtwarzywróciłasię

Shepa.Tenpopatrzyłnaniąuważnie,alenatychmiastodwróciłwzrok.Na
pewnocośpodejrzewał,leczjakiemógłsnućteorie?

Vanessapoleciłapartnerowikontynuowaćpróbywydobyciazeznańz

podejrzanego,asamawyszładosąsiedniegopomieszczenia,usiadłaprzybiurku
ipróbowałapodnieśćzszywacz.Oczywiście,nierękami,alesiłąwoli.Nicztego
niewyszło.Westchnęłaispróbowałazrobićtosamozdługopisem.Rezultat
pozostałniezmienny.Nawetspinaczniezareagowałnawysiłkipoczątkującej
magini,nawetmalutkazszywkazewspomnianegozszywacza,nawet
kawałeczekpapieruniewielewiększyodpłatkastokrotki.

Porzuciwszybezowocnewysiłki,Vanessazesmutkiempomyślała,żez

każdąminutącoraztrudniejbędzieprzetrzymywaćtegocałegoFletchera–
wszystkiedopuszczalneterminydawnojużminęły,należałogowypuścićjak
najszybciej,inaczejmógłoskarżyćichoniezgodnezprawemograniczenie
wolności.Vanznałatakichtypów–staćgonato.Chociażnie,oczywiście,że
niezaryzykuje–jeślirzeczywiściejestzabójcą,byłobytoskrajną
bezczelnością...Ajestzabójcą–duchToscaniegowyraźniegowskazał.Nibypo
coduchmiałbykłamać?Zresztąniemógłby,jeśliwierzyćKreolowi...

RozmyślaniaVanessyprzerwałsłaby,ledwiedosłyszalnypiskdochodzącyz

szufladybiurka.Vanessawysunęłająiztrudempowstrzymałaokrzyk
zdziwienia.WewnątrzsiedziałHubaksis.

–Cześć,Van!–pisnąłcichutko.–Niespóźniłemsię?
–Nie,zdążyłeś.–Vanessaodwróciłasięmimowolniewstronęoknaz

weneckimlustrem.ShepiFletcherprzeszywalisięnawzajempełnymizłości
spojrzeniami.

–Jakmnietuznalazłeś?
–Dziękilusterku.Panwbudowałwnienadajnik.Awięctotutajpracujesz?
–Tak,tak–przytaknęładziewczynaniecierpliwie.–Gdzieserum?
–Cotakiego?–zdziwiłsiędżinn.
–Serumprawdy!Kreolmiobiecał!

background image

Hubaksisfuknął,zdejmujączgrzbietuogromnyplecak.Ogromnyjaknajego

filigranowerozmiary,oczywiście.Vanessaszczerzesięzdziwiła,żenie
zauważyłagowpierwszymmomencie.

–Serum...–wymamrotałposłaniec,przekazującładunek.–Niematu

żadnegosera,doczegomógłbysięprzydać?Awięctak:proszekprawdyjest
bezbarwnyiniemazapachu.Możnagopodaćwjedzeniu,wpiciualbopodpalić
idaćdymdopowąchania.Osoba,którazjeproszeklubwchłoniedym,niemoże
kłamaćaniprzemilczećniczego,cowieiwygadawszystko.Towszystko?–
zapytałsamsiebieHubaksis,niepewny,czywystarczającodokładnieprzekazał
instrukcję.

–Dziękuję.–Vanuśmiechnęłasię,oglądającproszek.Zwyglądu

przypominałnajzwyklejsządrobnoziarnistąsólkuchenną,tyleżetrochę
ciemniejszą.

–Van,mogęzostaćtutrochę?–poprosiłHubaksis.–Jestemzmęczony,chce

misięspać,awdomupanznowumniegdzieśpośle...

–Zostań,tylkoniewyłaźzszuflady,boniedajBoże,ktościęzobaczy!–

pozwoliłaVanessaizaczęłamajstrowaćprzyekspresiedokawy,któryna
szczęściestałwzasięguręki.–Ailetegodać?–zaniepokoiłasię,szykując
swojąulubionąkawębezcukru.

–Wystarczyszczypta–oznajmiłdżinn,oceniającwielkośćstyropianowego

kubeczka.–Niemusidziałaćdługo?

–Nawetlepiejjeślisięszybkoulotni.Najważniejsze,żebyzdążyłsię

przyznać,apotemniechsiędziejecochce...

–Słuchajcie,tojużprzechodziwszelkiegranice!–Podejrzanyzoburzeniem

podniósłgłos,gdyVanessaweszładopokojuprzesłuchań.–Albomnie
wypuścicie,alboprzynajmniejwezwijciemojegoadwokata!Zdajesię,żemam
prawodojednegotelefonu,amożedemokracjajużnicnieznaczywnaszym
kraju?!

–Niemacosiędenerwowaćbezpowodu.–Vanessauśmiechnęłasię

przymilnie.–Lepiejnapijmysiękawy.

–Dziękuję–burknąłFletcherzezłością,biorąckubek.–Wydajemisię,że

wypadłapanizroli.

–Toznaczy?
–Oilezrozumiałem,pan–wskazałnaShepa–jestdobrymgliną,apani–

przesunąłpalecwkierunkuVanessy–złym.Jeśliwcześniejpodzieliliścierole,
toprzynajmniejtrzymajciesięichkonsekwentnie...

–Dobrze,dobrze...–Vanniekontynuowałasporu,zradościąobserwując,

background image

jakpochłanianapójzniespodzianką.–Aterazproszępowiedzieć,czytopan
zabiłToscaniego?

–Tak,toja.–Fletcherpokiwałgłową.Rozległsiętrzaskwłącznika

dyktafonu.–Przecieżuprzedzałem,żebytrzymałsięzdalekaodDorothy!
Mówiłem,żetenkoziołjestdlaniejzastary!Aleniechciałmniesłuchać–czyli
samjestsobiewinien...Cotusięwyrabia,dodiabła?

–Proszęniezmieniaćtematu–zażądałaVantonemostrymjakbrzytwa.–

Proszęopowiedziećwszystkoszczegółowo.

Fletcherzacząłmlećjęzykiem.Wypaplałwszystko:jakobmyśliłcałyplan,

jakkupiłujakiegośczarnoskóregonastolatkapistolet–gówniany,skleconybyle
jakgdzieśwTajlandii,alewystarczającydlajegocelów,jakzorganizowałsobie
alibi–bardzosprytnie,trzebaprzyznać,jakzabiłToscaniegoizadbałoto,by
niktgoniezauważył,jakpozbyłsiępistoletu,itakdalej,itakdalej...Przezcały
czasmiałprzytymoczypełnestrachuizdziwienia,aSheppatrzyłnaVanessęz
niemymzachwytem.

–PolicjaSanFranciscodziękujezawspółpracęiżyczymiłegodnia–

przyjaźnieuśmiechnęłasięVan.–Szczereprzyznaniesiędowinyzostanie
uwzględnioneprzezsąd.Ej,chłopaki,zaprowadźciegodoceli!Myślę,żenie
będziesiępannadalupierałprzynatychmiastowymzwolnieniu.

Vanessajużzbierałasiędodomu,gdywezwanojądogabinetuszefowej.

Dziewczynazmełławustachprzekleństwo,wpychającHubaksisadokieszeni.
Malutkidżinnuparłsię,żenieopuścipomieszczeniainaczej,jaktylkoznią,i
przezcałyczassiedziałwszufladzie.Najwyraźniejcośtampalił–Van
doskonaleczułazapachdymu.

–Wzywałamniepani?–zapytałaVanessawsuwającgłowęprzezuchylone

drzwi.

–Tak,Van,wejdź–kiwnęłagłowąFlorence.Nabiurkuleżałydokumenty

sprawyFletchera.–Siadaj.

Vanessausiadła.Komendantkauparcienieodrywaławzrokuodpapierówi

napięciewgabineciepowolirosło.

–Taaa...–westchnęławkońcu.–Wiesz,dzwoniładziśdomniemojadaleka

kuzynka,zdajesię,żeszwagierkakrewnegomojegoteścia,czycośwtym
rodzaju...nieważne.Skarżyłasię,żejejprzyjaciółkęzahipnotyzowałjakiś
podstępnykosmitaiodtegoczasuniejestjużsobą.Aprzejawiasiętotym,że
niechcesięzadawaćznią–swojąnajlepsząprzyjaciółką.Wedługmnie,tajej
przyjaciółką,wręczprzeciwnie,wyzdrowiała,ale...cootymsądzisz?

–Acomogęotymsądzić?–Vanwzruszyłaramionami.–Cotoma

background image

wspólnegozpolicją?

–Nie,oczywiście...–ZmarszczyłasięFlorence.–Wogóletojużsię

przyzwyczaiłam,botawróżkacotydzieńwyskakujezczymś...takim.AtoUFO
jejlądujewogródkuztyłudomu,atoYetigrzebiewśmietniku,atowampir
ofiarujerękęiserce,atoleprechaunpodrzucigarnekzezłotem...Alechodzio
to,żetymrazemwskazałakonkretnyadres,podktórymzamieszkuje„kosmita”.
Twójadres!TotywprowadziłaśsięniedawnododomuKatzenjammera?Już
kiedyśprzyszładonaswtejsprawie...

Vanessaszybkozamknęłausta,którejużzaczęłaotwierać,bywygłosić

kolejnąreplikę.Paniusia-mediumokazałasiękuzynkąjejszefowej.Jakiten
światmały...

–Cozamierzaszztymzrobić?–zapytałaostrożnie.
–Oczywiście,nic...–wzruszyłaramionamiFlorence.–Ktozwracauwagina

takieskargi?Absolutnienic,ale...Van,niechceszmiczegośpowiedzieć?

Vanessapowolipokręciłagłową.
–Dobrze...–Florencepokiwałagłową,całyczaspatrzącjejpodejrzliwiew

oczy.–Wtakimrazieprzejdźmydobardziejnamacalnychzagadnień.Jakcisię
toudało?

–Aleco?–Vanniewinniezamrugałaoczętami.
–Fletcherzłożyłnaciebieskargę.Utrzymuje,żenaszpikowanogojakimś

świństwemizmuszonodozłożeniaobciążającychzeznań.Możeszmiećkłopoty.

–Więctotak?–WargiVanessyścisnęłysięwcieniutkąkreskę.–Aco

wykazałybadania?

–Kompletnienic.Żadnychpsychotropów.Znaleźlinawetszklankęwhisky,

którąwypiłwczoraj,ale...

–Ale?
–Samasłyszałamjegoprzyznaniesiędowiny.Van,powiedzszczerze,jakci

siętoudało?Hipnoza?Praniemózgu?Wedługmnieustanowiłaśrekord–
przestępstwobezżadnegopunktuzaczepienia,sprawcawykrytywciągudwóch
ipółgodziny...Niczegotakiegoniepamiętam,jakdługotupracuję.

–Nierozumiem,ocochodzi–odparłaVanessasztywno.
–Dobrze.–Florencewzruszyłaramionami.–Alemusiszwiedzieć,żetaśma

znagraniemniejestdowodemwsądzieikażdyadwokatnatychmiastudowodni,
żetopodróbka.Dlategomamdociebietylkojednopytanie.

–Tak?
–Czymożeszzmusićtegobydlaka,żebyjeszczeraztopowtórzył?Przed

ławąprzysięgłych?

background image

–Jeślitokonieczne...–Vanzrobiłabuzięwciup.–Przyznasię,ażmiło.
Florenceporazpierwszypodniosłagłowęipopatrzyłaprostona

rozmówczynię.Woczachigrałyjejwesołeiskierki.

–Możejednakpowiesz?–zapytałaznadziejąwgłosie.–Chociażtyle:

hipnozaczyserum?

–Serum...–westchnęłaVan.–Alejestzupełnienieszkodliwe!Poprostu

zmuszadomówieniaprawdy.

–Zupełnienieszkodliwe...–rozmarzyłasięszefowa.–Ibadanienicnie

wykazało...Tak,widziałamtakierzeczy,alepotemnietrzebabyłoichnawet
szukać–nakilometrbyłowidać,żegościaczymśnafaszerowano...Agdzie
możnazdobyćtakiecudo?

Vanessamilczała.
–Dobrze,niechcesz–niemów,proszębardzo!–rozzłościłasięFlorence.–

Mogłabyśchociażdaćjakąśwskazówkę.Mniebysięteżprzydałoparęfuntów...

–Wystarczyszczypta–niewytrzymałaVan.
–Notoparęfuntówwystarczyłobynadługo...–uśmiechnęłasięrozmarzona

Florence.–Nocóż...Dobrze,Van,możesziść,alegdybyśmiałaochotęsię
podzielićjakimiśinformacjami,towiesz,gdziemnieznaleźć.

–Zapamiętam.–Vanpoważniekiwnęłagłową,wstającodstołu.Miała

szczerąnadzieję,żeszefowaniesłyszała,jakwkieszenichichoczedżinn.
Hubaksiszdecydowanienieumiałsiedziećcicho.

WychodzączgabinetuVanżałowała,żenieodgryzłasobiejęzyka.Przez

całyczaskrzyczałanaprzybyszówzprzeszłościzato,żenieprzestrzegają
konspiracji,aterazmaszcilos!Samawszystkowypaplała!Zachciałojejsię
pochwalić–wykryćprzestępstwowrekordowymczasie!Ateraznapewno
rozejdąsięplotkinajejtemat,iniewiadomo,doczegomożetowkońcu
doprowadzić.

–Głupia,głupia,głupia...–mamrotałaVanessa,złanasiebie.
KuwielkiemuzaskoczeniuVan,wdrodzezgabinetuszefowejdowyjścia,aż

trzyrazyzatrzymywalijąkoledzy.Powódzakażdymrazembyłtensam–
wszyscystraszniechcielipoznaćtajemnicęnapojuodkrywającegoprawdę,ijeśli
tomożliwe,zdobyćdlasiebiechociażodrobinę.Tak,plotkirozchodząsiępo
komisariaciebardzoszybko.

–Kreol...?–Vanessaotwarłapuderniczkę,sadowiącsięzakierownicą.
–Coznowu,uczennico?–odburknąłmag.–Cotymrazem?Możejeszcze

mampopracowaćjakokat,czyjednaksamiwykonaciewyrok?!

–Nakim?–przestraszyłasięVan.

background image

–No,natym...Dlaktóregozamawiałaśproszekprawdy.Apropos,jakgo

zabiją?Ogień?Sznur?Topór?Wbijąnapal?

–Wogólegoniezabiją,panie!–wtrąciłsiędorozmowyobrażonyHubaksis.

–Wyobraźsobie,żepoprostuwsadzągodolochunakilkalat!

–Ciekawe,dlaczegomnietoniedziwi?–westchnąłKreol.–Szalonyświat,

szaleniludzie...

–Dość!–wybuchnęłaVanessa,przekręcająckluczykwstacyjce.–Powiedz

lepiej,czymożeszprzygotowaćmijeszczetrochętakiegoproszku?

–Jeszczetrochę?–zmrużyłoczyKreol.Vanessiewydawałosię,żezachwilę

wyskoczyzlusterka.–Ailekonkretnie?

–No...kilkafuntów.Nazapas.
–Niemąćmiwgłowie,uczennico–zmarszczyłsięmag.–Iletojestfunta?
–Niefunta,tylkofunt.Mniejwięcejtyle.
Vanessanasekundęoderwałaręceodkierownicyipokazała,jakąobjętość

miałbyworekzdwomafuntamiproszku.Kreolażzakaszlałzezdumienia.

–Żartujesz?–wychrypiał.–Pococityle?Zamierzaszprzesłuchaćcałą

armięimperium?!

–Chcenimhandlować,panie!–pisnąłdżinn.
–Aaaa...Tocoinnego!–Kreolmomentalniesięuspokoił.–Zamoich

czasówteżnimhandlowali,toprzydatnyśrodek...Tylkoniesprzedawajza
tanio,todrogarzecz!

–Jakdroga?–zniewinnąminązapytałaVan.
–Tozależy,ktogorobił!–ZdumnąminąuniósłpalecKreol.–Imsilniejszy

mag,tymlepszyproszekmuwychodzi.NiejestemMistrzemEliksirów,ale
wychodziminieźle,myślę,żepółtoramiarkizłotabędziewsamraz...

–Jakto?
–Przypomnijmi,jaksięnazywatawaszamiara?
–Funt,panie!–życzliwieoznajmiłHubaksis.
–Właśnie.Czyli,jeślibędziegopotrzebował–chociażkomumożebyć

potrzebneażtyle?!–funtaproszkuprawdy,będziemusiałzapłacićpółtorafunta
złota.

–Alemaszwymagania!–fuknęłaVan.–Zamierzaszhandlowaćzarabskimi

szejkami?

–Niktniebędziepotrzebowałażtyle!–WzruszyłramionamiKreol.–W

Sumerzetenproszekzawszepodawanowmałychdozach.Woreczek,takijak
ten,któryciposłałem,kosztujedwiezłotemonety.Szczyptęmożnabyłokupić
zasrebrnika...

background image

–Słuchaj,aczyniemasznicprzeciwkotemu,żestosujęmagięnaoczach

wszystkich?–próbowałauspokoićsamasiebieVan.–Rozumiesz,unasztym
nieco...

–Mamtownosie!–rozzłościłsięKreol.–Magiatonajwiększazesztuk,

uczennico!Nigdyniepowinnaśwstydzićsięswoichumiejętności!

–Ajeślirozejdąsięplotki?–Vanessacałyczasniemogłapozbyćsię

wątpliwości.–FBI,naprzykład...

–Jeśliktośspróbuje...–twardoprzerwałKreol–chociażbyspróbuje

zabronićmipraktykowaniamagii...lubchoćbynakażerobićtowtajemnicy!
Oooo...Czymacieprawo,któretegozabrania?

–Nie,toniejestzakazane...
–Wtakimraziemamtownosie!ImperatorHettia,rządzącyjeszczeprzed

moimnarodzeniem,spróbowałkiedyśograniczyćprawamagów...Wiesz,coz
tegowynikło?

–Co?
–Jedenbardzomartwyimperator,otco!–warknąłKreol.–Jeśliwaszkról...

jaktygotamnazywasz?Zydent...prodent...?

–Prezydent.
–Jeślitentwójprezydentspróbujewydaćtakieprawo,wasząstolicę

nawiedzidżuma,szarańcza,huraganyitrzęsieniaziemi!–piekliłsięmag.–
Jestemarcymagiem,niepozwolę...

–Askądwziąłeśtakizgrabnyplecaczek?–przerwaładziewczynamocnojuż

znudzonajegogroźbami.–ObrabowałeślalęBarbie?

–Woreczek?Sługauszył...chwilę...jakiznowulalos?!–najeżyłsięKreolz

niewiadomegopowodu.–Toonejeszczeistnieją?

–Kto?Lalki?Aconibysięznimimogłostać?
–Skądtusięwzięły,panie?!–zaniepokoiłsięHubaksis.–Wszystkie

wytępiono,nieprawdaż?!

–Taksądziłem...–zazgrzytałzębamimag.–Gdziemieszkają,uczennico?

Szykujsięniewolniku,czekanasnowabitwa...OPotężnyToporze,czyżbynie
starczyłoci,żezaczynamwojnęzLengiem?!Niestarczy,żenapuściłeśnamnie
Troya?!NałonoTiamat,dlaczegojeszczeito?!

–Oczymwymówicie?–Vanessaztrudempowstrzymałasięodśmiechu.–

Comacieprzeciwkolalkom?!

KreoliHubaksiszaczęlimówićjednocześnie,zewzburzeniemgapiącsięna

Vanessę–jedenzkieszeni,drugizlusterka.JużpopięciuminutachVan
zrozumiała,żezaszłobanalnenieporozumieniemiędzyprzedstawicielami

background image

różnychkultur.PokolejnychpięciuminutachwyjaśniłatoKreolowii
wytłumaczyła,jakielalkimiałanamyśli.

Okazałosię,żewstarożytnymSumerze,istniałylalki,kukiełkiiinne

zabawki,alesłowo„lalka”dlaprzedstawicieliróżnychcywilizacjioznaczałocoś
zupełnieinnego:„Lala”,adokładniej,„lalos”byłowstarożytnejGrecjii
Mezopotamiiokreśleniemprzedstawicielisiłynieczystej:półdemonówpół
ludzi,którzywswoimczasiebardzodalisięweznakisławnemuBabilonowi.
StworzeniaterozpełzłysiępocałejówczesnejMezopotamii,bezustanku
zmieniającludziwsobiepodobnestwory.Byłyczymśwrodzajuwampirów,
tylkooznaczniebardziejodpychającymwyglądzieiniecoinnychobyczajach.
Niepiłykrwi,wolaływysysaćduszę.Jejmiejscezajmowałjakiśeteryczny
surogat,aczłowiekzmieniałsięwokropnestworzenie–lalosa.Zewnętrznie
lalosyprzypominałytrędowatychwostatnimstadiumchoroby.Skołowanej
VanessiemimowolnieprzyszedłdogłowyLaos,jakokrajzapełnionypobrzegi
lalosami.

Kreolbyłjeszczecałkiemmłodymmagiem,gdykrucjataprzeciwkolalosom

zakończyłasięcałkowitymzwycięstwemludzi,leczmimotowziąłudziałwtej
legendarnejwojnieiwyniósłzniejogromnąnienawiśćdolalosówitych,którzy
nimirządzili–związkupotężnychnekromantóworazDagona,arcydemona
Lengu,stojącegonaczeletegostowarzyszenia.Hubaksisteżwidziałkilka
lalosów–niewielkiejgrupieudałosięuniknąćzagłady.

–Nieśliśmierćizniszczenie–ponurozakończyłopowieśćKreol.–

Dwanaściemiastzostałodoszczętniezniszczonych,aichmieszkańcyzamienili
sięwstworyduszożerców.WszyscywojownicyiwszyscymagowieSumeru
walczyliznimi,iwkońcuzwyciężyliśmy,alejakżedrogozapłaciliśmyzato
zwycięstwo!OstatniztychstworówukrywałsięwkatakumbachBabilonu–
wyławialiśmyjepojednejsztuce...

–Najważniejszepodczasspotkaniazlalosem–modlićsięzewszystkichsił–

podzieliłsięswymdoświadczeniemHubaksis.–Lalosniemożezrobićkrzywdy
komuś,ktoszczerzewierzy...

–Dlategotodziesięcioleciebyłookresemswoistegooczyszczenia–skrzywił

sięmag.–Wczasiewojnywiarawbogówbardzosięumocniła–tylkoona
mogłauratowaćprzedlosemgorszymodśmierci.

–Atocidopiero...–ztrudemwykrztusiłaVanessa.
Niczegosobie–aonamyślała,żetakiekoszmaryzdarzająsiętylkow

okropnychhorrorachtypu„Nocżywychtrupów”.Coprawda,jeśliwierzyć
Kreolowi,nadługoprzedtemmiałamiejscekrwawawojnazwojskamiLengu,w

background image

porównaniuzktórąpotyczkizlalosamiwyglądałyjakkonfliktizraelsko-
palestyńskiprzydrugiejwojnieświatowej.Ajeszczewcześniejbyławojnaz
jaszczuroludźmi.Ajeszczewcześniej...WkońcuVandoszładowniosku,że
trafiłasięjejwcalenienajgorszaepoka,boprzezostatniewiekiludziebilisię
tylkozsobiepodobnymi.Zeswoimi.

Obcysięskończyli.

background image

Rozdział15

Minęłokilkadni.AgnesLeewkońcuwróciłazEuropy,alenatychmiast

znowuumknęła,zabierajączsobąmęża,mimożetenstawiałopór.Bowiecie,
wypatrzyławBostoniezachwycającydomeczekidealnydladwóchosóbitrzeba
gojaknajszybciejobejrzeć.Kiedyzdążyłasiętymzająćiwczymbostońskie
domkisąlepszeodtychwSanFrancisco,pozostałozagadką.Wdomu
Katzenjammerazatrzymałasiętylkonachwilę,bywypytaćVanessę,couniej
słychaćizażądać,bywkońcuokreśliładatęwesela.Dobrze,żeKreoltegonie
słyszał...idobrze,żeAgnesgoniewidziała.Sumeryjskimagwciążrobiłsię
corazmłodszy.WyglądałteraznaniewielestarszegoodVanessy–nawet
najbardziejnieprzychylneokoniedałobymuwięcejniżtrzydzieścilat.Van
zaczęłanawetsięmartwić,czywkońcuniezmienisięwdziecko,aleKreol
uspokoiłją.Zadzieńlubdwaprocesodmładzaniapowinienzakończyćsię
ostatecznie.

Wtymczasiezdarzyłysiędwadrobne,alenieprzyjemneincydenty.Pewnego

razupocztąprzyszłaniewielkaprzesyłkabezadresuzwrotnego.Napierwszy
rzutokazupełnieniewinna.Dobrzesięstało,żeVanessanierozpakowałajej
sama,alepoczekałanaswegodomowegomaga!Wystarczyłomurazwciągnąć
powietrze,żebywyniuchaćpodstęp.Zamiastzabraćsiędootwierania
nieoczekiwanejprzesyłki,Kreolnajpierwobwiązałjąmagicznymłańcuchem,a
potemprzebiłnożem.Zwnętrzadobiegłdzikiwrzask,apotemzewszystkich
otworówpociekłocośgęstegoiczarnego.Kreolposępnieoznajmił,żejestto
krewdemona.

Zadrugimrazembyłojeszczegorzej.TymrazemalarmpodniosłoOkoUreja

–wśrodkunocyKreolaobudziływysyłaneprzezniesygnały.Van,oczywiście
teżsięobudziła–zaspanyKreolpotknąłsięokrzesłoizacząłgłośnoprzeklinać.
Zresztąprawienatychmiastsięzamknął,gdypodszedłdooknaizobaczył,
dlaczego„pilnującypies”zacząłwarczeć.Natrawnikupodoknempluskało
niewielkiejeziorkojakiejśsrebrnejcieczy.Jeziororosłowoczach,bulgotałoi
strasznieśmierdziało.Kreolnietraciłczasunaschodzenieposchodach–po
prostuwyskoczyłzpierwszegopiętraprzezokno.Potemzapachniałojeszcze
gorzej–przezdziesięćminutmagsmażyłdziwnąciecz,dopókiniezostałazniej
tylkowypalonaplama.

background image

TocośKreolnazwałRtęciowymPrzekleństwemizaklinałsię,żejestto

ulubionazabawkaTroya.Demonawpudełkunajprawdopodobniejteżon
przysłał.Wyglądałonato,żestarywrógpierwszyodszukałKreola,alenarazie
niezdecydowałsięnaotwartyatak–obwąchujeprzeciwnikatak,jakrobiłto
kiedyś.Kreolniemógłsiępowstrzymaćiniepochwalićtym,jakmocnąochroną
otoczyłdom–tak,gdybynieona,Troydawnojużuderzyłbyczymś
poważniejszym.Naprzykład,tornademalboNiewidocznąŚmiercią...No,ana
razienależyoczekiwaćjeszczeparudrobnychzłośliwości,apotem...potem
Troymożetegogorzkopożałować.Wszystkozależyodtego,jakąsiłą
dysponujeteraz,wdwudziestympierwszymwieku.Kreolpoważniesię
zaniepokoił–dotejporynieudałomusięodnaleźćstaregowrogainiemiał
bladegopojęcia,wjakisposóbprzeztenczaszmieniłsięTroyidoczego
szykujesięwtejnowejbitwie.

VanessaczułasięwinnawobecKreola.Rzeczwtym,żestraszniebrakowało

jejczasunanaukę–zbytwielepochłaniałasłużba.Tenielicznegodziny,które
udałojejsięwykroićznapiętegografiku,dawałytylekorzyści,coumarłemu
kadzidło,aKreolnieomieszkałwytykaćtegozakażdymrazem.Nieprzestawał
powtarzać,żemagiajesttrudnąsztukąitrzebajejpoświęcićtyleczasu,ilema
siędodyspozycji.Czylikażdąchwilę.

KażdegorankaVanessazpoczuciemwinywzruszałaramionamiiwyruszała

dokomisariatu.Kreolobrażałsięiszedł,atodopiwnicy,atonastrych,atona
balkon.Nabalkoniezainstalował,niewiadomopoco,kołosterowejaknastatku
ijeszczejakieśinne,nieznaneprzedmioty.Wpiwnicyinastrychuteżcoś
majstrował–szykowałcośtajemniczegoiniepojętego,alemonumentalnego,bo
znowuprzestałspać–zatopochłaniałlitramikawęzproszkiemodpędzającym
senność.Vanessawielokrotniepytała,cotakiegoszykuje,alezakażdymrazem
odmawiałwyjaśnieńitylkomamrotał,żewszystkoidziezgodniezplanem.

Adzisiajsamjązaprosił.Vanessazeszładopiwnicyporazpierwszyod

tygodniaizwrażeniaażkrzyknęła.

Piwnicyniebyło.Amówiącściśle:była,aleprzypominaławnętrzełodzi

podwodnej–wszędziedookołabyłtylkometal.Wcześniejbyłamurowana.Do
tegometal,któryterazpokrywałwszystkieściany,wyglądałjakośdziwnie–
miałniezwykłykolorodbijającyświetlnerefleksy.Wdotykuprzypominał
zamarzniętyaksamit.

Piwnicazmieniłateżkształt–zamiastwielukomórekpowstałotylkojedno

pomieszczenie,alezatoidealnieokrągłeinawetdośćprzytulne.Nasamym
środkubyłwyciętykrągzeskomplikowanymiwzorami,awcentrumleżał

background image

śnieżnobiałykamieńzwgłębieniemnaszczycie.Kreolklęczałobokniegona
jednymkolanieistarannienacinałmetalwokółkamienia.Okazałosię,że
magicznąlaskąmożnaposługiwaćsiętakżedospawania.WiernyHubaksis
siedziałmunaramieniuiwygłaszałzjadliwekomentarze.Butt-Krillachteżbył
tutaj–wtykałwsufitjakieśpłaskiegwoździki.

–Cośtytuzmajstrował?–zapytałaoszołomionaVan.–Jaktosięnazywa?
–Kocebu–odpowiedziałjednymsłowemKreol,chytrzespoglądającnanią

zmrużonymioczami.–Nieźle,co?Towłaśniejestczwartypunktmojegoplanu
–własnykocebu!

–Kreolu,chybazapomniałeś,zkimrozmawiasz–cierpliwieprzypomniała

dziewczyna.–JestemVanessa,pamiętasz?Zwyczajna,amerykańska
dziewczyna.NiemieszkałamwstarożytnymSumerze,niezawierałamumówz
demonamiiniewalczyłamzestrasznymilalosami.Cotojestkocebu?

–Kocebu,niekocebu–zniezadowoleniemwgłosiepoprawiłKreol.–

Akcentnadrugiejsylabie.

–Rozumiem.–Vanwzamyśleniupokiwałagłową.–Alemimowszystko,co

totakiego?

–To...totakiartefakt.Latającyartefakt.Bardzoduży,latającyartefakt!
–Jakduży?–zapytałaVanessanieufnie.
–Wystarczającoduży,żebypodnieśćtendom–uśmiechnąłsięmag.
–Poczekajchwilę...–Vanessapodniosłarękę.Nie,jednakKreoljestpełen

niespodzianek.Sądziła,żeznagojużmniejwięcejdobrze,aleonnieprzestawał
jejzadziwiać.–Zamierzaszzrobićlatającydom?!

–Takwogóle,tojużzrobiłem.–Kreolrozciągnąłustawuśmiechu.–

Prawie.Zostałotylkokilkadrobiazgów...Znudziłomisiębyćprzykutymdo
ziemi,uczennico.Chcęlatać!

Vanessaażusiadłanapodłodze.Niemiałasiłymówićnastojąco.
–Ijaktowszystko...no...jestzbudowane?
–Wytopiłemogromnydysk–zdumązacząłopowiadaćKreol.–Zczarnego

brązu,nalatająceartefaktynajlepiejnadajesiętenstop,jestmocnyilekki.
Dokonałemtransmutacjicałejziemiwokółdomu–zostałatylkocienkawarstwa
nawierzchu,poniżejjestlitybrąz.Piwnicęteżprawiewcałościzalałem
metalem–inaczejrozsypałabysiępodczaslotu.Pobokachustawiłemmagiczne
kołki–tworząpoleochronne.Pamiętasz,pytałaśonie.

Vanessapamiętała.Kilkadnitemuodkryłakołopłotudziwnepałki,ale

wtedyKreolniechciałwyjaśnić,cototakiego.Powiedziałtylko,żesąmu
potrzebne.Terazprzypomniałasobie,żebyłyzrobioneztegosamegodziwnego

background image

metalucoipiwnica.

–Teoretycznie,możnawystartowaćchoćbyjutro.Tutajzostanietylko

solidna,okrągładziura...

Hubaksiscichozachichotał,aButt-Krillachuśmiechnąłsięuprzejmie.
–Powiedzno,geniuszu,czyzastanowiłeśsię,copowiedząludzie,gdy

zobacząlatającydom?–suchozapytałaVan.–Nieboiszsię,żezacznąnas
ostrzeliwaćzhelikopterów?

–Właśniedlategoustawiłemobktameron–spokojniepowiedziałKreol.–

Widzisz?

–Acóżtotakiego?–Najwyraźniejnazwałobktameronembiałykamień.
–Generatorniewidzialności.Jednostronny–wewnątrzdomzostanietaki,jak

dotąd,azzewnątrzbędzieniewidoczny.

Vanessapowolipokiwałagłową.PlanKreolastopnioworozwijałsięprzed

niąwcałejkrasie.Cowięcej,ożyłojejmarzeniezdzieciństwa!Latającydom–
oczymśtakimVannieczytałanawetwbajkach(o„Czarnoksiężnikuzkrainy
Oz”chwilowoniepamiętała).Coprawdabyłojedno„ale”.Niezbytważne,ale
zawsze...

–Chceszbyćwłóczęgą?–niepewniezapytałaVan.–JakCyganie...?Nie,to

oczywiściesuper,alemimowszystko...

–Popierwsze,potrzebujętegoniedlazabawy–tylkopatrzećjakdopadnie

mniewojna!Podrugie,możemynigdzienielecieć–rozsądnieodpowiedział
Kreol.–Jakwidzisz,tenmaleńkizameczekstoitam,gdziestałi,jeślitakbardzo
tegochcesz,możetuzostać.Mamnadzieję,żestrataczęścipiwnicyniezmartwi
cięzabardzo?Potrzecie,niktnasniezmusza,byśmyzawszeprowadzilitaki
trybżycia–przynajmniejjaniemamtakiegozamiaru.Zrealizujęplan...mam
nadzieję,żezrealizuję...Zdajesię,żenieprotestowałaś,gdypodróżowaliśmypo
Lengu?Oilepamiętam,samasięwprosiłaś.

–Ajeślinieudanamsiętuwrócić?–Vanpopatrzyłananiego

rozkojarzonymwzrokiem.

–Dokładnietutajnapewnosięnieuda–zgodziłsięmag.–Alecotakiego

atrakcyjnegojestwtymakuratpunkcie?Możemyzatrzymaćsięomilęstąd,na
miejscujakiegośzburzonegodomu.

–Acopowiedząludzie,gdyzobacządom,którypojawiłsięwciągujednej

nocy,dotegostojącynaogromnej,brązowejmonecie?–sceptyczniezapytała
Van.

–Toakuratzupełniemnieniemartwi,sąpotemutrzypowody.Pierwszy–

dommożepozostaćniewidoczny.Właściwaosobaznajdziedrzwi.Drugipowód

background image

–kocebumożnapogrążyćwziemiibędziesięwydawało,żedomzawszetu
stał...

–Aha,ajakże!–Vanessapostukałasiępalcemwczoło.–Kogochceszwten

sposóbnabrać?

–Uczennico...–Kreolpokiwałgłowązpolitowaniem.–Gdybyśzobaczyła

dom,któregojeszczewczorajniebyło,cobyśpomyślała?

Vanessazastanowiłasię.Potemodpowiedziałabezprzekonania:
–Pewnie...Prawdopodobniepomyślęcośtakiego:dziwne,żewcześniejgo

niezauważyłam.

–Bardzodobrze,uczennico,idealnie–rzekłKreolzaprobatą.–Dziewięć

osóbnadziesięćtakwłaśniepomyśli.Anawetjeślinie–ktozgadnie,cosię
naprawdęzdarzyło?Nie,ludziomznaczniełatwiejjestuwierzyćwewłasnybrak
spostrzegawczościniżwrzeczyniezwykleinadprzyrodzone.Takbyłozamoich
czasów,takjestiteraz.

–Dobrze,przekonałeśmnie.Ajakijesttrzecipowód?
–Trzeci...–Kreoluśmiechnąłsięzironią.–Trzecimpowodemjestto,że

mamwnosiecosobiepomyślipospólstwo!

–Van,przecieżtojestsuper!–pisnąłHubaksis.–Jeszczewtamtychczasach

panpróbowałzrobićkocebu,aleniemiałdośćsiłnaSzachszanor–byłzaduży.
Apotemzajęliśmysięprojektem„TymczasowaŚmierć”...

–Cicho,niewolniku...–leniwierozkazałmag.
–IButtbędziemógłwrócićdodomu!–Dżinnniechciałsięuspokoić.
–Jakto?–niezrozumiałaVan,wspominając,dlaczegoTen-Który-Otwiera-

Drzwi-Nogąniemożewrócićdoswojegowymiaru.–Wczymmożetupomóc
twojekocebu?

–Ha!–Kreoluniósłpalec.–Całkiemzapomniałemwspomniećojednej

bardzoprzydatnejwłaściwościkocebu.Tejwłaściwości,którapomożemiw
wojnie.PamiętaszKamieńWrót?

Wyjąłzkieszenidyskzgwiazdą,którypodarowałmuYog-Sothothi

pozwoliłVanessiejeszczerazgoobejrzeć.

–Stworzyłemzwiązekmiędzytymdyskiematym.–Magpostukałobcasem

wpodłogę.–Terazmogęprzemieszczaćsięmiędzywymiaramirazemzmoim
domem!

–Świetnie!–zachwyciłasięVan.
–Właśnietak.Istniejetyleświatów...tyleświatów,ajabyłemtylkow

ośmiu...amożejednakwdziewięciu?

–Wdziewięciu,panie.PamiętaszEjszę?

background image

–Tak,wdziewięciu.TerazrozumieszjakButt-Krillachmożewrócićdo

domu,uczennico?

–Narazieniebardzo.
–No,przecieżtoproste–zniecierpliwiłsięKreol.–Niemożeopuścić

naszegowymiarudlatego,żejestzwiązanyzpentagramemnastrychu.Jednak
jeślipentagramwyruszywpodróżrazemznami,wszystkosięzmieni!Na
miejscuwytniemykawałekpodłogiizostawimytam.

–Jestembardzowdzięczny,panieKreolu–skłoniłsiędemon.
–Wystarczy–skrzywiłsięmag.–JesteśzKvetzol-Inn?
–Słusznie!
–Pewnie,żesłusznie!–fuknąłKreol.–Wtakichsprawachsięniemylę!
Vanessaobeszłapokójdookoła.Terazrozumiała,pocobyłopotrzebnekoło

sterowenabalkonie.–Kreolzamierzałsterowaćdomemtak,jakzwykłym
okrętem.

–OkoUrejazainstalujęnabocianimgnieździe–rozmyślałnagłosKreol.–

Niemożesięlenić,nieprzynoszącżadnejkorzyści...Duchapostawięzakołem
sterowym–specjalniezrobiłemtakie,bymógłgoużywać...Nastrychu
umieszczębojowekryształy,itojaksiędanajwięcej...Jedenjużtam
ulokowałem...

–AHubertwieotymwszystkim?–zaniepokoiłasięVan.
–Jestztegopowoduszczęśliwy!–uspokoiłjąHubaksis.–To

najszczęśliwszyskrzatnaświecie.

–Wtakimrazie,wszystkowporządku.
–Oczywiście,żewporządku,uczennico!Ha!Jeśliniemogęzostać

PierwszymMagiemw

TYM

świecie,zostanęnimwinnym!Mójpierwszy

nauczycielHałajDżiBeszzawszepowtarzał,żeniezostajesiędobrymmagiem,
siedzącnamiejscu.Adlaprawdziwegomaganiemawiększegoszczęścia,niż
zwiększyćjeszczetrochęswojąmoc...

–AdlaczegoniemożesztutajzostaćPierwszymMagiem?–obraziłasię

Vanessa.

–Akimbytutajrządził?–fuknąłHubaksis.
–Niestety,marację...–skrzywiłsięKreol.–Cozaprzyjemnośćbyć

Pierwszym,jeślipodlegacitylkożałosnagarstkadyletantów?Załóżmy,że
założyłbymswojąGildię.Iledziesięciolecimusiałbymczekać,zanim
napełniłabysięmistrzamiiczeladnikami?Waszświatjestprawiepusty–
prawdziwychmagówmożnawnimpoliczyćnapalcach...Prawdęmówiąc,nie
zamierzamogłaszaćsięPierwszymMagiem!Mamteraznagłowieważniejsze

background image

sprawy–dokończękocebuinatychmiastprzystępujędopiątegopunktuplanu...
Wnaszymświecie,niestety,niedasięgowypełnić.Amuszęsięspieszyć!Troy
żyje,Cthulhusiębudzi...Nie,muszęstądodejść...

–Adokądto?
–Najpierwmuszęzajrzećdopewnejstarejznajomej.Wypytaćonowiny,

zasięgnąćrady,noipoprostudowiedziećsię,czyniezmieniłazdania...Aty
jesteśzemnączynie?–zapytałmag,niemogącukryćlęku.Najwyraźniejnie
chciałstracićjedynejuczennicy.–Dopierozaczęłaśnaukę.Iwogólejesteśmi
potrzebna.

–Pomyślęnadtym...–wymijającoodpowiedziałaVanessa.
Ostatniezdaniebrzmiałobardzopochlebnie,aletonwyraźniewskazywał,że

Kreolniemiałnamyślinicromantycznego.Czystypragmatyzm,nicwięcej–
Vanessamimowszystkomogłaokazaćsięprzydatnawjegokrucjacie.Mówiąc
szczerze,dotejporynierozumiała,jakKreolzamierzazabraćsiędotego,
wyglądającegonaniewykonalne,zadania–zniszczeniacałegoświata.Bojak
możnazrobićcośtakiego?Gdypytaławprost,Kreoltylkochrząkałimówił
wymijająco,żenawszystkoznajdziesięsposób...Jakoprzykładprzytaczał
biblijnąopowieśćoDawidzieiGoliacie–czasemwystarczyjednocelne
uderzenie,żebyzwalićznógpotężnegogiganta.Ajeślijesttokolosna
glinianychnogach,takijakLeng...NicwięcejVanniemogłazniegowydobyći
wkońcudałamuspokój.

Wychodzączdomu,Vanessapotupaławziemię.Rzeczywiście,glebazrobiła

siętwardsza.Wykopaławniejdołekczubkiembuta–spodkilkucentymetrowej
warstwyprześwitywałmetal.Kreolwykonałfantastycznąpracę,zmieniającw
czarnybrąztonyziemiikamieni.

PodrodzewstąpiłapoShepa.Wczorajrozbiłsamochód,adrugiegoniemiał.
PrzyokazjiKreolzaproponowałprzerobićtoyotętak,bymogłalataćw

powietrzu,aleVanessaodmówiła.Nakomendzieitakdziwnienaniąpatrzyli–
wszyscystaralisięzgadnąć,skądwzięłaproszekprawdy.Ostatniozbytdużo
dziwnychrzeczydziałowokółprostejamerykańskiejdziewczyny.
Rzeczywiście,niegłupiobyłobygdzieśsięprzeprowadzić,bomożesięniąw
końcunaprawdęzainteresowaćFBI...

–Cześć,Van!–Machnąłrękąjejpartner.Czekałjużnaganku.–Jakleci?
–Powiedzmi,Shep,czypodobacisiępracawpolicji?–zapytałaVanw

zamyśleniu,gdywsiadałdosamochodu.

–Zwyczajnapraca,niegorszaniżkażdainna.–Pytanietowcaleniezdziwiło

Shepa.–Aocochodzi?

background image

–Byćmożeniedługosięzwolnię...
–Czemutaknagle?Znalazłaścoślepszego?
–Nie...Wybieramsięwpodróż.
–Poślubną?–zażartowałShep.
–Aidźżety!–parsknęła.
–Apoważnie?
–Daleko,Shep...Bardzodaleko...
–DoChin?AlbodoAustralii?ByliśmyzżonąwzeszłymrokuwAustralii...
–Ijakbyło?
–Gorąco.Morze.Kangury...–Shepwzruszyłramionami.–Taksamojak

tutaj...

Dzieńminąłtaksamojakwszystkiepoprzednie.Słońcechyliłosięku

zachodowi,gdyzatrzeszczałpolicyjnyradiotelefon.

–Van,jesteśtam?–rozległsięprzytłumionygłoskomisarzFlorence.–

Podjedźzpartneremdostaregomagazynukołoprzystani,pamiętasz,mieliśmy
wczorajinformację,żeleżytamjakiśprzemyt.Sprawdźto,okej?Dacieradęwe
dwójkę?

–Aco,możebyćniebezpiecznie?–wyburczałaniezadowolonaVanessa.–

Szefie,dzieńpracyjużsięskończył!OdstawięShepadodomuiznikam!

–Nieszkodzi,małyspacerprzedsnemniezaszkodzi–wgłosieszefowej

pojawiłysięmetalicznenuty.

–PowinnitampojechaćRobiClif!Jeszczewczoraj,zresztą...
–Niedalirady,mająpouszyrobotyz„koksem”.Dobrzejuż,Van,

szybciutkopodjedziecie,sprawdzicieiwracajcie.Niebędzieżadnych
problemów–myślałbykto,trochęszmatekzHongkongu...Awogóleto
rozkaz,aorozkazachsięniedyskutuje!Bezodbioru!

–Rozkaz...–żachnęłasięVan,sprawdziwszynajpierw,żeprzełożonasię

wyłączyła.–Wypchajsięswoimirozkazami!Pozamykammojesprawyi
zwalniamsię!NałonoTiamat!

UlubioneprzekleństwoKreolawjejustachzabrzmiałojakośnienaturalniei

nieprzyniosłoulgi.Rzuciłaszybkiespojrzenienaostentacyjnieodwróconego
tyłemShepaipostanowiławrócićdodobregostaregoamerykańskiego
słownictwa.

AdresmagazynuVanessapamiętała.Sammagazynteż–wzeszłymroku

byłaznimzwiązanasprawabandyfałszerzypieniędzy.Tastertacegiełświetnie
nadawałasiędlawszelkichwyrzutków–odczasu,gdytenogromnylabirynt
przeszedłnawłasnośćmiasta,nieudałosięgowykorzystaćwżadnym

background image

pożytecznymcelu.Oczywiście,wykorzystywałtonacałegoelementprzestępczy
–przejażdżkidotejczęścimiastastałysięjużtradycją.

–Toco,wezwiemywsparcie?–zapytałShepdlazasady,wysiadającz

samochodu.

–Samidamyradę–zdecydowałaVan.Jakżepogromczymidemonów

miałabysiębaćjakichśżałosnychprzemytników?

–Jakchcesz...–Jejpartnerleniwiewzruszyłramionami.
Zostawilisamochódzarogiemitakostrożnieruszyliwstronębramy.A

dokładniej,wstronęmiejsca,gdziekiedyśbyłabrama–to,coobecniesłużyło
dozamykaniamagazynu,możnabynazwaćbramątylkoprzybardzodużejdozie
dobrejwoli.

–Van,chciałbymztobąporozmawiać...–niezdecydowaniezacząłSheppo

drodze.–Widzisz,wielerazyzauważałemróżne...dziwactwa.Serumprawdy,
tendziwnywideotelefon...Twójekspert...Kreol...chciałemsprawdzićgo
naszymikanałami,alenicnieznalazłem.Wyglądatak,jakbypojawiłsięznikąd.

–Śledziszmnie?–Vanessazgniewemodwróciłasięwjegostronę.–Lepiej

tegonierób,Shep!

–Nie,nierozumiesz,japoprostu...IFlorenceteżmniepoprosiła,żebymci

sięprzyjrzał.Jesteśmytwoimiprzyjaciółmi,niepokoimysię...

Zamek,naktórybramęzamknięto,teżbyłlichy–złatwościądałsię

otworzyćpierwszymzpolicyjnegozestawuwytrychów.Wewnątrzbyłobardzo
cicho.„Brama”,przezktórąweszli,niebyłagłównymwejściem,lecztylnym
wejściemdopakamery,dostalisięwięcniedogłównegopomieszczenia,ado
korytarzanazapleczu.Światłosłoneczneztrudemprzebijałosięprzezbrudne
okna,dookoławisiałypajęczynyiunosiłsięzapachpleśni.Idealnemiejsce,żeby
cośschować...Cokolwiek.

Vangestemnakazałapartnerowimilczenie,ostrożniewyglądajączaróg.
Nazakurzonymfotelusiedziałniewysokichłopakzobrzynemnakolanach.Z

zadowoleniemprzeglądałczasopismo,któregobłyszczącąokładkęzdobiło
praktycznienagiedziewczęznieludzkoogromnymipiersiami.Nocóż,
wiadomo,żenawarcieniebędzieczytał„Przeminęłozwiatrem”.

–Nojuż,szybciutkoręcedogóry!–cichopowiedziałaVan,robiąckrokw

jegostronę.

Chłopakocknąłsię,agdydostrzegłskierowanywswojąstronępolicyjny

pistolet,zwrażeniaupuściłgazetę.Naszczęście,niezacząłrobićgłupoti
posłusznieponiósłręce,nawetniepróbującsięgnąćpobroń.

–Shep,zabierzmutęzabawkę–wskazałagłowąVanessa.

background image

Partnerzabrałstrażnikowiobrzyn,rutynowymigestamiobmacałkieszenie,

założyłmukajdanki,anazakończeniezrobiłzchustkidonosacośwrodzaju
kneblaiwepchnąłmudoust.

–PolicjaSanFrancisco.Ktośtamjest?–cichozapytałaVan,nachylającsię

niskonadwystraszonymchłopakiem.

Nerwowopokiwałgłowąiwymamrotałcośniezrozumiałego,wskazując

odległykonieckorytarza.Tam,oileVansięorientowała,znajdowałosię
największepomieszczeniewmagazynie.

–Dobra.Leżtutajinieważsiędrgnąć,rozumiesz?
Więzieńznowuposłuszniepokiwałgłową,pokazując,żeświetniezrozumiał.
JeszczeostrożniejVaniShepprzekradlisiękorytarzemizobaczylito,co

działosięwmagazynie.Adokładniej,zobaczyłatoVan–Shepstałztyłu
zżeranyprzezciekawość.

–Ico?–wyszeptał.
–Jacyśludzie–odgryzłasiępartnerkarówniecicho.–Przemytnicy.Co

najmniejpiętnaścieosóbalboiwięcej...Jakieśskrzynki,pudełka...Mająbroń.

–Uzbrojonepudełka?–mruknąłShepironicznie.
–Zamknijsięgłupku!–objechałagoVan.Wpracytraciłapoczuciehumoru.

–AFlorencemówiła,żeniebędziekłopotów...

–Możewezwiemywsparcie?–zaproponowałpartner.
–Można...Tylkożeradiotelefonzostawiłamwsamochodzie.
Vanessawyciągnęłazkieszenitelefonkomórkowy.
–Cholera...niemazasięgu–szepnęła.
–Zobacz,ztegooknawidaćtwojątoyotę,pobiegniemyszybko,wezwiemy

pomoc?–zaproponowałzlekkawystraszonyShep.

–Dodiabłaznimi,samidamyradę–odmówiłaVanessa.Nigdyniebyła

strachliwa.–Czylitak:wyskakujemyszybkoiodrazustrzelamywpowietrze.
Potemjananichnawrzeszczę,atyodczytaszimichprawa.Iżebyciczasem
głosniezadrżał!Jeślipoczują,żesięboisz–przepadłeś...Zrozumiałeś?

–Aha..–Shepzwysiłkiemprzełknąłślinę.
–Notoruszamy...
Iwtedynazewnątrzrozległsięwybuch.Vanessaszybkojakbłyskawica

rzuciłasięwstronęoknaizdążyłazobaczyć,jakjejulubionatoyotarozlatujesię
wkawałki,anajejmiejscurozrastasięognistakula.Zogniawyleciałapotworna
figura,podobnadoposkręcanejjaszczurkiwielkościczłowieka.Potwórbył
pokrytyłuskąiśluzem,jegoskórępokrywaławarstwamigoczącegoognia,aw
ogromnychoczachbuzowałynajprawdziwszepłomienie.Stwórzawył,wydając

background image

zsiebienieludzkiedźwięki,napotkałwzrokVanessyiskoczyłwprostnanią.
Rozległsiębrzęktłuczonegoszkła.

Nanghsibubyłzły.Zarównojego,jakijegorodakaOzoga,wezwałdotego

żałosnegoświatajedenztychnędznychludzików–niejakiTroy.Oczywiście,
początkowok’ulechcielirozerwaćczarnoksiężnika,aletenokazałsięniezłym
demonologiemizmusiłich,bypoddalisięjegowoli.Dobrzechociaż,żepo
wykonaniurozkazumogliwrócićdoLengu.

K’uletoognisteuttuku,demonyżyjącewognistychrzekachLengu.Należą

dośredniejklasynadzorcówiniepotrafiąnicwięcejpozarozrywaniemna
kawałkitychchodzącychkawałkówmięsa,zwącychsiebieludźmi.Ich
żywiołemjestogień,wszystko,czegodotkniek’ulnatychmiastsięzapala.Ale
tylkowtedy,gdydemonjestwswejcielesnejpostaci–weterycznejformiek’ul
pozostajeniewidzialnyiniewyczuwalny,alesamteżniemożewyrządzić
nikomukrzywdy.

Kreol,potencjalnaofiaraNanghsibuiOzogaokazałsiętwardymorzechem

dozgryzienia.Jużtrzydniobserwowalijegosiedzibę,rozsądniepozostającw
eterycznejpostaci.Magotuliłswójdomtakszczelnąwarstwązaklęć,żedo
środkaniemożnabyłosiędostaćwżadensposób.Demonynawetniepróbowały
–życiebyłoimmiłe.

Najpierwpoprostuczekały,ażofiaraopuścichronioneterytorium.Potem

czekanieznudziłoimsięizaczęłyszukaćsposobu,którypozwoliłbyim
przeniknąćdośrodka.Iwkońcuwymyśliłypewienplan.

Przeztedniognisteuttukuzrozumiały,żekobietaKreola(stworzenierodzaju

żeńskiego,żyjącewjednymdomuzestworzeniemrodzajumęskiego,według
k’uli,mogłomiećtylkojedenstatus)codzienniewsiadadoohydnego,żelaznego
powozuigdzieśjedzie.Apotemwraca.Demonypostanowiły,żeNanghsibu
będziejąśledził,poczekanastosownymoment,schowasięwpojeździe,
przeniknienazamknięteterytoriumiukryjesiętam.Następnegodniatosamo
zrobiOzogirazemzaatakująKreola.Wpowozieopróczdemonówznajdować
siębędzietakżekobietaKreola,więcsystemochronnygoniezatrzyma.
Zrobilibytoodrazuwedwójkę,alewstanieeterycznymdemonyniemogły
przeniknąćdodomumaganawetwewnątrztegopowozu,awformiecielesnej
byłyzaduże.

WłaśnieterazNanghsibustarałsięschowaćwewnątrzżelaznegopojazdu.

K’ulowiwydawałosię,żenajlepiejdotegocelunadajesiępudłoumieszczonez
przodu.Coprawda,leżałotamjakieśohydneżelastwo,któretrzebabyło
wyrzucić.KuwielkiemuzaskoczeniuNanghsibu,okazałosiętoznacznie

background image

trudniejszeniżsięspodziewał.Wkońcudotarłdożelaznejbutli,napełnionej
brzydkopachnącącieczą.

Skądnieszczęsnydemonmógłwiedzieć,żetenśmierdzącymoczshoggotów

takłatwosięzapala?!Jaknibymiałprzewidzieć,żenietylkołatwosięzapala,
aleteżbardzoszybkopłonie,wywołująckoszmarnyhałasitworzącprzytym
ogromną,ognistąkulę?!Nanghsibuniemiałnicprzeciwkoogniowi,lubiłogień,
leczfalauderzeniowabardzoboleśnieuderzyłanimoziemię,aodłamki
rozerwanegożelaznegopojazdumocnogoporaniły.

Nanghsibuuporałsięzbólem(zajęłomutodokładniejednąsekundę)i

zobaczyłzaszybąprzestraszonątwarzkobietyKreola.Toonabyławinnatemu,
żetakgoboli,askóręmapełnądziurek!

Zobaczywszylecącegokuniejdemona,Vanessawykonałanajbardziej

imponującyskokwżyciu,którypozwoliłjejumknąćprzedpotwornymi
pazurami.Otarłasięoniąognistaskórauttuku,nieczyniącjejkrzywdy.Zdążyła
jeszczepoczuć,jakwstrętnieśmierdzipyskNanghsibu.JejmagicznaOsobista
Ochronarozsypałasię.

ZobaczywszyNanghsibu,Shepzawyłdzikoizacząłstrzelać,nerwowo

naciskającspust.Kilkakuldosięgłocelu,wyrywającwpokrytychśluzem
łuskachk’uladziury,zktórychwylewałasięczarnaciecz,przypominającaropę,
aledemonniezwróciłnatonajmniejszejuwagi.RyknąłgroźnienaShepa,ale
natychmiastodwróciłsięwdrugąstronę,gdziestałaVanessa.Postanowił,że
najpierwzabijeją.

Dziewczynatakżewyjęłapistolet,alegdyzauważyła,żenawetdziuraw

czolezostawionaprzezjednązkulShepanieniepokoidemona,rozmyśliłasię.
Nanghsibuwyszczerzyłsię,roztaczającwokółduszącysmródienergicznie
uniósłcałeciałowpowietrze,lecącprostonaVanessę.Dziewczynanerwowo
łyknęłaślinę,rozumiejąc,żeniezdążyumknąć.

Dalszezdarzeniarozegrałysięwciągujednej,jedynejsekundy.Gdyk’ul

pokonywałkilkametrówdzielącychgoodpolicjantki,tazdążyłaprzypomnieć
sobieopierścionkupodarowanymprzezKreola,nacisnąć,takjakjąnauczył,
palcemmalutkąwypukłośćiwykrzyknąćwmyślachsłowo„Piorun!”.Prawdę
mówiąc,myślibrzmiałytak:„Piorun,piorun,piorun,piorun,pioru-uuuuuun!!!”.

Nanghsibuzdziwiłsięniepomiernie.Ofiarajakimśsposobemwystrzeliław

jegostronęcałemnóstwopotężnychładunkówelektrycznych.Zdziwieniebyło
jegoostatnimżyciowymdoświadczeniem–pięćpiorunówuderzającychniemal
jednocześnie,zmieniłogowstertęzwęglonegomięsa.Coprawda,zdążył
jeszczerzucićVanessąościanę,niszczącjeszczejednąOchronęOsobistą.

background image

Dobrze,żeKreolzadbałoswąuczennicę,otaczającjąażtrzemawarstwami.

Vanessaztrudempodniosłasięnanogi.Shepzprzerażeniempatrzyłnato,

cozostałozdemonainanią.Niepewniepodniósłpistolet,wktórymzostała
jedna,jedynakula–pozostałetkwiływtrupieNanghsibuiwpobliskich
ścianach.

–Van,co...–powiedziałztrudem.
–Dajmispokój,niemamdociebiegłowy!–odpędziłagoVanessa,

wyjmujączkieszenipuderniczkę.–Kreol,mamypoważnyproblem!Niewiem,
cotoby...

Przerwałojejuderzeniewgłowę.Podczaskrótkiej,alepełnejakcjiwalkiz

demonem,policjancizapomnielizupełnie,żedosłownieokilkakrokówodnich
znajdujesięcałabandauzbrojonychbandytów,którzypoprostuniemoglinie
usłyszećcałegotegohałasu–wybuchusamochodu,brzękurozbijanegoszkła,
wyciademona,wystrzałówShepaibynajmniejniebezgłośnegopioruna.Więc
teraz...

UderzenieniezrobiłoVankrzywdy–zostałajejjeszczejednaOchrona

Osobista,alemimotoniebyławstanieutrzymaćsięnanogach–mężczyzna,
któryzadałcios,wyglądałjakHerkules.Puderniczkawypadłajejzrękii
natychmiastzmieniłasięwokruchy,żałośnietrzeszczącepodbutamidrugiego
członkabandy,Vanessazprzerażeniempomyślała,żeteraz,gdywbudowanyw
artefaktnadajnikzostałzniszczony,Kreolniebędziemógłjejodnaleźć.Ato
znaczy,żeopomocymożnazapomnieć...

Zanimsiłacz,wyraźniezaskoczony,żeniestraciłaprzytomności,uderzyłją

porazkolejny,zdążyłajeszczezobaczyć,jakShepstrzelaostatniąkuląprostow
pierśjednegozbandytów.Tenpadatrupem,adrugi,stojącyznimramięw
ramię,wścieklecośkrzyczy,odruchowostarającsięgopodtrzymać.Potem
dziewczynastraciłaprzytomność.

Przebudzeniebyłopowolneimęczące.Mdliłoją,miałazawrotygłowy,ręce

niechciałyjejsłuchać.Przyczynynietrzebabyłodługoszukać–byłamocno
przywiązanadokrzesła.ZprawejstronyVanessadostrzegłaShepa,smętnie
patrzącegonaniąztakiegosamegokrzesła.Byłzwiązanyjeszczemocniej.

Vanobrzuciławzrokiemmiejsce,wktórymsięznaleźli.Byłoto

pomieszczenie,doktóregoztakąpewnościąsiebiezamierzaławpaśći
wszystkicharesztować–wzdłużścianpiętrzyłysięskrzynkiipudła,
przemytnicywpośpiechuładowalijedoniewielkichbusików.

–Obudziłaśsię[piiip...]?–chamskozapytałjedenznich,potężnyjakczołg,

zciemnymiwłosamiobciętyminajeżaitatuażemnapoliczku.Byłtojakiś

background image

skomplikowanyzygzak,niecoprzypominającyarabskinapis.Vanessapoznała
mężczyznęodrazu–toonkrzyczał,gdySheppostrzeliłjednegozbandytów.–
Noco,[piiip...],porozmawiamy,pókijestczas...

–Szefie,ładowaćroleksy?!–krzyknąłniewysokichłopak.–Niedużoich

zostało...

–Powiedziałem,ładowaćwszystko!–wrzasnąłnaniego.–Ty,[piiip...],

czegonierozumiesz[piiip...],co?Mętowniasiedzinamnaogonie,trzeba
natychmiast[piiip...]wszystkoi[piiip...]stąd!

–Eeee...szefie,conamsiedzinaogonie?–niepewniedopytywałsięmalutki

przemytnik.

–Męty,[piiip...]!–Wyszczerzyłsięduży.–Psy!Oni!–Wskazałna

związanąVanessęiShepa.

–Aaaa,gliny...–Zezrozumieniempokiwałgłowąmały.
–[piiip...][piiip...]!–Zoburzeniempostukałsiępalcemwczołoduży.–Tak,

gliny!Amerykańcy[piiip...],prostychsłównie[piiip...],wszystkotrzeba
tłumaczyćjak[piiip...]!

–Rozumieszcośztego?–wyszeptałShep,nachylającsięwstronęVanessy.

–Czyoniwogólemówiąpoangielsku?Jeślitoslang,tojakiśnowy...

–PrzypominamitowkurzonąFlorence–mruknęłaVanpodnosem.
–Wróćmywięcdowas.–Dużyuśmiechnąłsięnieprzyjemnie,odwracając

sięzpowrotemdopolicjantów.–Pozwólcie,żesięprzedstawię–Arkadij
KiriłłowiczPolakow,Amerykańcy[piiip...]całyczasprzekręcająmoje
nazwisko...

–Wpadliśmywręcerosyjskiejmafii?–zdziwiłasięVanessa.
–Nieee!–zachichotałPolaków.–Niejesteśmyzmafii,mytylkotak,

zajmujemysiędrobiazgami...CidookołatosamiAmerykańcy.Jajestem
Rosjaninem,dlategojestemtuszefem.Awszystkodlatego,żewwaszej[piiip...]
Ameryceniemanormalnychkryminalistów,zeświecąnieznajdziesz,nawet
[piiip...]niepotraficie.Ztymi[piiip...][piiip...]możnaconajwyżejsprzedawać
podróbkizegarków...

Otym,żedookołasąwyłącznie„Amerykańcy”Vanessajużzdążyłasamasię

przekonać.Czterechspośródobecnychbyłoczarnoskórych,jeden–skośnooki
typ,byćmożetakisampół-Chińczykjakona.

Polakowenergiczniezacisnąłpięść,wziąłzamachirąbnąłShepawtwarz.

Tenzazgrzytałzębami,alemilczał,znienawiściąpatrzącnaprzywódcębandy.
Leweokopolicjantaszybkopuchło.Prawegojużniebyłowidać–najwidoczniej
bandytazacząłegzekucję,zanimShepodzyskałprzytomność.

background image

–Myślę,żeciekawicię,[piiip...]Amerykańcu,dlaczegojaciebietak?–

znudzonymgłosemzapytałPolakow.–Adlatego,[piiip...],żety,[piiip...],
dopierocozałatwiłeśmojegobrata!Iterazwtejwaszej[piiip...]Ameryce,
zostałemsamjeden,ostatninormalnygość!Noipo[piiip...]musiałeśstrzelać,
psie[piiip...]?Wszystkichbymwaspozabijał,jankesów[piiip...]!

–JestempółkrwiChinką–oznajmiłaVannawszelkiwypadek.
–Nieważne–odparłPolaków.–Wtrumniewszyscyleżątaksamo:i

Amerykańcy,iChinole,iŻydzi,iCzukcze.Awięctak,ztobąsprawajestjasna.
–JeszczerazuderzyłShepa.–Żyjesztylkodlatego,żejeszczenie
zdecydowałem,jakmamcięzabić.Chcę,rozumiesz,żebyś[piiip...],pomęczył
sięprzedśmiercią.Sąjakieśpropozycje?Powinnobardzobolećitrwaćdługo,
aleczysto–niebędę[piiip...][piiip...]zostawiaćdowodów.

–Cóżzaoszczędność!–ironiczniezachwyciłasięVan.–Amożewtakim

razieprzerobisznasnanawóz,pocomasiędobromarnować?

–Podobamisiętwójsposóbmyślenia,madame–fuknąłPolaków.–

Gdybymmiałtudaczę,takbymwłaśniezrobił.Aleobawiamsię,żetrzeba
będziewepchnąćwasdobetonu.Tuniedalekojestbudowa–zawieziemywas
tamwnocyizakopiemypodfundamentami...Szybkoipewnie...Przykromi,ale
musimysięspieszyć,przezwas,psy[piiip...]wszystkieplany[piiip...].Więcnie
narzekajcie.

–Agdziemójpierścionek?–niewytrzymałaVanessa,całyczas

bezskutecznieobmacującapalecwskazujący.Miałastrasznąochotępostąpićz
tymdraniemtaksamojakzdemonem,któryzniszczyłjejtoyotę,alestrzelająca
piorunamibiżuteriarozpłynęłasiębezśladu.

–Coznowuza[piiip...]pierścionek?–niezrozumiałPolaków.–Nie

zmieniajtematu,madame.Ten[piiip...],bezwątpieniabędziesięmęczyłprzed
śmiercią,aletymaszniewielkąszansępozostaćprzyżyciualboprzynajmniej
umrzećszybko.Wybórjestprosty:albowspółpracujeszzemnąitoodrazu,a
wtedyzabijęcięszybko...amożenawetwypuszczęna[piiip...],albo...Albo

NIE

współpracujesziwtedyzabawięsięztobą[piiip...].Iwtedy[piiip...]cię
[piiip...],aż[piiip...]nie[piiip...]...

Vanessaniecałkiemzrozumiała,coobiecałjejtenRosjanin,alesądzącpo

jegogębie,niebyłotonicprzyjemnego.

–Biorącpoduwagę,żeniekrzyczysz:„Strzelajfaszysto,itaknicnie

powiem!”,myślę,żepostanowiłaśwspółpracować?–złośliwieupewniłsię
Polakow.–Wtakimrazie,pytaniepierwsze:ilemamyczasu?Biorącpod
uwagę,żeniesłyszęwyciasyren,mamygojeszczetrochę,prawda?Dawno

background image

byśmystąd[piiip...],alewidzisz,nawalonetujesttowaru,nie[piiip...]
zostawić...Chciwośćmniekiedyśzgubi...Inawetniemyśl,żebymnie[piiip...];
bezwzględunawszystko,zdążęwaszastrzelić[piiip...].

Vanessawzruszyłaramionami,apotemuczciwieodpowiedziała,żeniema

pojęcia,kiedynadejdziepomoc.Iczywogólenadejdzie–wyglądanato,że
Florenceszczerzewierzyła,żeposyłaVanessęiShepadoprostegozadaniainie
masięczymprzejmować.NaKreolateżniebyłocoliczyć–jakmiałich
znaleźć,skoropuderniczkazwbudowanymnadajnikiemrozbiłasięwdrobny
mak?

–Odpowiedźniepoprawna,kara:śmierć.–Polakowzacisnąłwargi.–Druga

szansa.Zczegostrzelałaśwkorytarzu?

–Zpistoletu...–odpowiedziałzaniąShep.
–Nieciebiepytam[piiip...]!–warknąłbandyta,uderzającgokolejnyraz.–

Twój[piiip...]pistoletnie[piiip...]mnie!Pytam,cotobyłzafajerwerkz
porażeniemprądem?!

Vanessaznowuwzruszyłaramionami.Pierścionekzyiremgdzieśwyparował

iniemiałapojęcia,cosięznimstało.Anawetjeślinadalmiałabygonaręcei
takniepowiedziałabyotymtemutypowi.Zresztąwątpliwe,czybyuwierzył,że
byłatonajzwyklejszamagia...

–Drugibłąd...–Polakowzudawanymsmutkiempokiwałgłową.–Trzeciai

ostatniaszansa.CoTOjest?

Gestemsztukmistrzazerwałzasłonęzczegośdużego,nacoVanessadotej

poryniezwracaławogóleuwagi.Przedmiotokazałsiędemonem,którego
spopieliłapiorunem.Terazk’ulwyglądałjeszczegorzejniżprzedtem–zgasł
jegonaturalnyogień,ciałosflaczało,jakbyktośspuściłzniegopowietrze,az
otworówpokulachnadalpowolutkuciekłagęsta,czarnakrew.

–Dajęcijeszczekilka[piiip...]minut,madame–mrocznieobiecałPolakow.

–Apókisięzastanawiasz,zrobięporządekztwoim[piiip...].Możezrobiszsię
bardziejskoradowspółpracy...

PolakowznieukrywanąprzyjemnościąznówuderzyłShepa,popatrzyłna

niegozradościąioznajmił:

–Wyglądanato,żewymyśliłem.Założęci[piiip...]nagłowęfoliowątorbęi

będępatrzył,jaksiędusisz.Powoli,boleśnieiniktsięniebędzienudził.Ej,Pitt,
dajmi[piiip...]reklamówkę!

–Jużsięrobi,szefie–wychrząkałjedenzczarnoskórych,tłustychłopako

niskimczole.–Nieszkodzi,żebrudna?

–Tonic,nawetlepiej.–Polakówuśmiechnąłsięzłośliwie,nakładając

background image

broniącemusięrozpaczliwieShepowitorbęnagłowę.–Śpijspokojnie,drogi
[piiip...],nazawszepozostanieszwnaszejpamięci...

Wtymsamymmomenciepodłogapodnogamizadrżała,zpółekposypałysię

rzeczy,dwóchbandytówniezdołałoutrzymaćsięnanogach,jakbyczęść
magazynuwyleciaławpowietrze.Sheptakżesięprzewróciłwrazzkrzesłem.
Vanessaztrudemzachowałarównowagę.

–Atocoznowu?–burknąłPolakowzlekkimniezadowoleniem.–

Trzęsienieziemi?Zobacz,jakimaszfart,pożyjeszkilkaminutdłużej.
NajwyraźniejBógciękocha...

Magazynzatrząsłsięponownie,tymrazemjeszczesilniej.Polakow

cierpliwiepodniósłkrzesłozShepem,podniósłfoliówkęizacząłznowu
wkładaćjąnagłowęofiary.Całąprocedurąwykonaniawyrokuzajmowałsię
sam,niechcącdzielićtejprzyjemnościzpomocnikami.

Sheptylkozakląłniezrozumiale,starającsięugryźćswojegokata.Natomiast

Vanessa,kujegoogromnemuzdumieniuwyglądałananadwyrazuradowaną.
Niebyłosięczemudziwić–odrazuzrozumiała,coznaczytonieoczekiwane
trzęsienieziemi–Kreolmimowszystkonadszedłzpomocą.Dowiedziałsię
jakimśsposobem,cosięzniądziejeiprzybyłwnajbardziejodpowiednim
momencie.

Nazewnątrzrozległsięhukiłoskot.Cośuderzyłowjednąześciantak,żez

sufituposypałysięresztkitynku,stojącawpobliżustertaskrzynekrozsypałasię
nawszystkiestrony,apocementowejposadzcerozpełzłasięsiatkapęknięć.
Jednakścianawytrzymała.Kreol,jakzwykle,niepomyślałnawet,żeby
poszukaćdrzwi,apoprostuwłamywałsięnajkrótsządrogą.

–Ej,cotoza[piiip...]siętamdzieje?–warknąłPolakow,wyjmującpistolet.
–Tojednakmocnaściana!–nazewnątrzrozległsięzdziwiony,lekko

stłumionygłos.–No,niewolniku,rozwalją,bomniebolibrzuch...

Pozostaliczłonkowiebandyteżzaczęliwyciągaćbroń.Ci,którzyniemieli

pistoletów,wyjęlinoże.Ci,którzyniemielinoży,złapaliłomy.Jedenchłopak
uzbroiłsięwcegłę–najwidoczniejnieznalazłniclepszego.

Nastąpiłokolejneuderzenie–pęknięcierozszerzyłosię,apotempoleciały

cegłyiczęśćścianyrunęła.PrzezotwórwleciałHubaksis.Wpierwszejchwili
Vanessagoniepoznała–dżinnpowiększyłsiędorozmiarówczłowieka.

–Gdziejesteś,Van?!–zawołałbasem,wodzącswymjedynymokiempo

znieruchomiałychbandytach.Głosteżmusięzmienił–anitrochęnie
przypominałmysiegopisku,którymzazwyczajsięposługiwał.

WśladzaHubaksisemwotworzepojawiłsięKreol.Vanessanigdyjeszcze

background image

niewidziałagowtakimstanie.Ściągniętebrwiłączyłysięunasadynosa,usta
miałzaciśniętewwąziutkąkreskę,awoczachpłonęłymunienawiśći
okrucieństwo.Mag-niszczyciel.Wprawejręcetrzymałlaskę,lewąprzyciskałdo
brzucha,zktóregocienkąstrużkąciekłakrew.Kreolzapewneodczuwałsilny
ból,aleznosiłtozestoickimspokojem.

–Jeden[piiip...]krokijązabiję!–oznajmiłPolakow,przystawiającVanessie

pistoletdoskroni.

–Doprawdy?–zdziwiłsięKreol.–Atakuj,demonie.
ZzajegonógwyskoczyłButt-Krillach.Czterorękidemonprzeciąłpowietrze

jakbłyskawica,celującwgardłoPolakowa.Przywódcabandyszybkoskierował
lufęwjegostronęinacisnąłspust.Rozległsięwystrzał,aletam,gdzie
przeleciałakula,elwenadawnojużniebyło–zahaczającpodrodzeotrzymającą
nóżrękęjednegozbandytów.Chłopakdzikozawył–ostrezębyTego-Który-
Otwiera-Drzwi-Nogąwłaśniezrobiłyzeńkalekę.Hubaksisokładałpięściami
drugiego–terazdżinnmógłbysięzmierzyćzsamymTysonem.

–Niezrozumiałeś,copowiedziałem?!–szczeknąłPolakow,zprzerażeniem

patrzącnawstrętnychprzybyszów.Jegopistoletznowubyłskierowanywstronę
Vanessy.–Przestań,boinaczejjązabiję!

–Proszębardzo–obojętniepozwoliłKreol.–Ajająwskrzeszę.
–Kimtyjesteś[piiip...]twojamać?!–wrzasnąłPolakow,strzelającdo

Kreola.

ResztęVanessazapamiętałakiepsko.Strzelaliwszyscy.JednakButt-Krillach

przemykałpomagazyniejakżywesrebroiniktgoniezdołałtrafić,aprzez
Hubaksisakuleprzelatywałynawylot.Jaktozrobił,byjegopięścibyły
materialne,acałaresztaciała–nie,wiedziałtylkosamdżinn.

Kreolaochraniałocośnakształtpołyskującejkuli–jejpowierzchniabyła

cienkaniczymbańkamydlana,alewszystkiepociskiodbijałysięodniej,jakod
stalowejściany.Jedenzbandytówwystrzeliłzwinchesteraikulaprawie
przebiłaosłabionąmagicznąochronę.Kreolpodniósłtylkononszalanckobrewi
rzuciłwnapastnikaStalowymOstrzem–cieniuteńkim,metalowymdyskiem,
wystrzelonymbezpośredniozdłoni.Brońwypadłazmartwychrąkchłopaka,a
potemupadłonsam.Jegogłowazostałarówniutkoodcięta.Jeszczejeden
bandytawścieklezawyłirzuciłsięnamaga,wymachującłomem.Kreolzrobił
jedenruchrękąinapastnikupadłjakścięty,rzucającsięwstrasznych
konwulsjach.Apotemwalkaszybkozamarła.Hubaksisznowuzmniejszyłsiędo
rozmiarówwróblaiuciekłpodochronęswegopana.Butt-Krillachze
zdumieniemznieruchomiałtam,gdziestał.Wszyscyprzemytnicy,którymudało

background image

sięprzeżyć(azostałoichrównodwunastu–pozostalizjakiegośpowoduleżelii
nieoddychali)teżznieruchomieli.NawetPolakowzezdumieniaopuściłpistolet.

Przyczynątakiegozachowaniabyłopojawieniesięnascenienowegoaktora.
Zkorytarza,gdziegodzinęwcześniejzginąłNanghsibu,wyleciałaogromna

ognistabłyskawica.Tylkojejrdzeńkształtembardziejprzypominałczłowieka
bylejakulepionegozgliny–niekształtneręce,nogiigłowa.Odbłyskawicyco
chwilaodrywałysięcienkie,energetycznemacki,niepewnieobmacującścianyi
podłogę,zostawiającprzytymczarneplamyspalenizny.

–Uczennico?!!–Kreolspojrzałnaniąwściekle.–Wypuściłaśkilka

piorunównaraz?!

–Aco,takniewolno?–wyszeptałazestrachemVan.
–Ogłupotoludzka!–załamałręcemag.–Pochłaniaczniejestprzewidziany

dotakiegoobciążenia,zostałzniszczony.Ayiruwolniłsięrazemztwoimi
piorunami,tybezmózgadziewczyno!NałonoTiamat,zacojatakcierpię?!

Uwolnionyyirprzezkilkachwilniepewniewisiałwmiejscu,jakby

przyglądałsięzgromadzonymludziomijednemudemonowi,apotem
najwyraźniejrozpoznałKreola.Wkażdymbądźraziepiorunwystrzelonyz
miejsca,któreumowniemożnanazwaćjegopiersią,byłskierowanywłaśniew
maga.Kreolwykazałsięrefleksem,natychmiastotoczyłsięElektrycznąZbrojąi
skontrowałRezonansemDźwiękowym,zastanawiającsięprzytymnerwowo,
czegobytujeszczemożnaużyć.Nayirawnaturalnejpostaciwodaniedziała,a
drugiegoPochłaniaczaKreolniemiałwzapasie.Istniejąspecjalnezaklęcia
przeciwkoenergoidom,alemagniemiałwpamięcianijednego,aszykowaćje
odpoczątku,gdyatakujecięrozjuszonyyir,topoprostusamobójstwo.

Guy,odrzuconyniecodotyłuprzezRezonansDźwiękowy,znowuuderzył

ładunkiemelektrycznym.Potemjeszczejednym.Pierwszedwaprzyjęła
ElektrycznaZbroja,aletrzeci...

PrzedtrzecimKreoluciekł.Adokładniej,rzuciłsięnapodłogę,boamulet

ochronnyoparzyłmuskórę,prawiekrzycząconowymniebezpieczeństwie.

PiorunGuyauderzyłwścianę,powodującnowezniszczenia,awchwilę

później,ztejsamejścianywyleciałk’ul,przechodzączestanueterycznegow
cielesny.Ozog,pobratymiecNanghsibu,przezcałyczasśledziłKreola,
utrzymującodpowiedniąodległość,ateraz,gdynadarzyłasięstosownachwila,
nieomieszkałzaatakować.

Kreolenergicznieodwróciłsięnaplecy,wysyłającmunapowitanieOgnistą

Kopię.Niezdążyłprzyjrzećsię,kimjestnowynapastnik,inaczejzanicna
świecienieskorzystałbyztegozaklęcia–wiedział,oczywiście,żełatwiejjest

background image

utopićrybęniżspalićk’ula.

SnopogniaodrzuciłOzogadotyłu.AKreolznowumusiałdokonywać

cudówzręczności,albowiemwmiejsce,gdziedopierocoleżał,znowuuderzył
piorun.MagrzuciłsięwstronęzrobionejprzezHubaksisawyrwywmurze,
wyjmującjednocześniełańcuch.Jedenzprzemytników,dzikowrzeszcząc,
nieoczekiwanieuniósłsięwpowietrzeipoleciałprostowiskrzącegoyira–
Kreolbezlitośniewykorzystałgojakożywątarczę.

–Surukha,pomiocieLengu!–obiecał,wysyłającwstronęOzogazaklęcie

Pioruna,awśladzanimKopięMarduka.

Ozogprzyjąłnapierśpierwszezaklęcie,aleudałomusięumknąćprzed

drugim.Ranny,alewciążżywy,skoczyłnaKreola–prostonaspotkanie
rozkręconegowpowietrzułańcucha.Łańcucha,któregojednozaklęciemogło
zabićszeregowegodemona,takiegojakk’ul.

UttukuuratowałGuy.Oczywiście,wcaleniemiałzamiarupomagać

nieoczekiwanemusojusznikowi–yirstrzeliłwKreola,aprzypadeksprawił,że
międzyelektrycznympociskiemamagiempojawiłsięOzog.Tymniemniej,
piorunuratowałżyciedemona,zmieniająctrajektorięjegolotu.Ozogprzeleciał
obokKreolaijegołańcucha,poczymzewstrętnymmlaśnięciemwbiłsięw
ścianę.Inatychmiastodskoczył.

Uttukuniewyróżniająsięinteligencją.PotwierdziłtoOzog,gdyzamiast

zaatakowaćKreola–odsłoniętego,zajętegozrzucaniemsufitunaGuya,napadł
nayira.Toprawda,żepiorunniesprawiłOzogowiprzyjemności,alejednak
uratowałmużycie.

Yirzmieniłspadającąbelkęwstertędrzazgizacząłzniezadowoleniem

wibrować,rozbryzgującwokółsiebieoślepiającobiałekłaczkienergii.Od
chwili,gdyuwolniłsięzpierścionkaVanessy,minęłajużponadgodzina.Jego
ciało,któreibeztegoniebyłospecjalnietrwałe,corazbardziejchciałorozsypać
sięnacząsteczki.Tenświatabsolutnienienadawałsiędlabiednegoenergoida.
Atujeszczenadomiarzłegorzuciłsięnaniegouttuku,pragnącyrozerwaćna
strzępyto,cogotakboleśnieukąsiło.Głupijaszczurzdawałsięzupełnienie
pamiętać,żewbójceyirazk’ulemzazwyczajsromotnieprzegrywawłaśnie
k’ul...

AleitymrazemOzogniedotarłdocelu.Zaatakowałgoniewielki,różowy

kłębek,którywczepiłmusięwramię.Butt-Krillachzostawiłniezagrażających
obecnienikomubandytówiprzerzuciłsięnabardziejniebezpiecznycel.K’ul
zaryczałipróbowałprzycisnąćdopodłogiczterorękiegodemona,aletenz
małpiązwinnościąwskoczyłmunagrzbietiwgryzłsięwkark.Uttukusą

background image

większeisilniejsze,zatoelwenyporuszająsięszybciejimająlepszyrefleks.Z
bokuwyglądałotojakpojedynekniewielkiego,alezwinnegoleopardaz
niezgrabnymniedźwiedziem.

–Małocibyłojednegorazu?!–wychrypiałKreol,niewiadomoktóryjużraz

odbijającelektrycznypociskGuyaiwysyłającwjegostronęGwiazdęTęczy–
jedynezaklęciewjegodzisiejszymarsenale,którebyłowstaniejakkolwiek
zagrozićyirowi.

Guynieprzyjemniezatrzeszczał,gdywbiłasięwniegokulamieniącasię

wszystkimikoloramitęczy.GwiazdaTęczyniemogłagozabić,aledałamagowi
kilkabezcennychsekund.

–Odwróćjegouwagę,uczennico!–warknąłKreol,jednocześniewyciągając

zzapazuchyHubaksisairzucającgowstronęGuya.

–Jak?!–histeryczniekrzyknęłaVanessa,któraprzezcałyczasrzucałasię

jakwkonwulsjach,próbującsięuwolnić.

Mag,którydopieroterazzauważył,żedziewczynajestprzywiązanado

krzesła,aobokniejstoizupełnieskołowanybandytazpistoletem,skrzywiłsięz
niezadowoleniemiwykonałszybkigest,rzucającnaPolakowazaklęcieZawału.
Bandytaupadłjakbymuktośpodciąłnogi,zdążyłjednaknacisnąćspust.
Rozległsięhukwystrzału,aleVanessapozostałanietknięta.Wtejsamejchwili
pętającejąsznuryzajęłysiębłękitnympłomieniem.

Me-Kerreta,magicznyogieńIsztar,wmgnieniuokaniszczyto,nacozostał

rzuconyinicwięcej.Ogieńtenmożnaspokojnietrzymaćwrękach,gdyż–
podobniejakjegopani–niemożeskrzywdzićżywegostworzenia.Vanzerwała
sięzkrzesłaiokrągłymizezdziwieniaoczamizobaczyła,żeobokniejw
powietrzuwisikulawystrzelonaprzedśmierciąprzezPolakowa–Kreolwporę
zauważył,żejegouczennicastraciłajużwszystkieOchronyOsobisteizatrzymał
ołowianąśmierć.Zatrzymałasięjakiścentymetrodcelu...

Pochwilipociskzcichymbrzęknięciemupadłnapodłogę,zatowpowietrze

uniosłysiędwapistolety–ten,któryjeszczeprzedchwilątrzymałamartwaręka
Polakowaidrugi,wyrwanyzdłonidrugiegobandyty,ciąglejeszczeżywego.
Rozstałsięzbroniąbezprotestów,zbaraniałymwzrokiempatrzącnato,cosię
wokółniegodzieje.Wzasadziebyłjedynym,któryciąglestałnawidoku–
resztabandydawnojużpochowałasięmiędzyskrzynkami.Najchętniej
ucieklibygdziepieprzrośnie,alejednowyjściezagradzałGuy,drugie–Kreol,a
oboksamochodówbilisięButt-KrillachiOzog.

Vanessazłapałapistoletyiuśmiechnęłasiędrapieżnie,ztrudem

powstrzymującsię,bynieposłaćpierwszejkuliwmartwegojużPolakowa.

background image

WokółniejpojawiłsiębłękitnobiałyblaskElektrycznejZbroi.

–Doataku!–krótkorozkazałKreol,niepatrzącjużnanią.Ochroniłswą

uczennicęprzedpiorunem,aterazkartkowałmagicznąksięgę,szukając
zaklęcia,którezniszczyłobyyira.

DziewczynaposłusznierzuciłasięnaGuya,strzelajączobupistoletów

jednocześnie.Oczywiście,kuleprzeleciałyprzezenergoidanawylot,nie
czyniącmunajmniejszejkrzywdy,aległównyceludałosięosiągnąć–yir,
uporawszysięzGwiazdąTęczy,nieatakowałKreola.Terazuderzałprądemw
dziewczynę.PrzedjednympiorunemVanessieudałosięuchylić,alepozostałe
uderzyływniąiznikły,pochłonięteprzezElektrycznąZbroję.

WGuyaleciałakulazakulą.Yirbyłwściekły–temalutkiekawałkiołowiu

zostawiaływjegoenergetycznymcieleirytującewyrwy.Ubytkinatychmiastsię
zasklepiały,alejednakniewielkieporcjeenergiiznikałybezśladu.Ayiribez
tegostraciłjejjużniemało...

–Jest!–uroczyściekrzyknąłKreol,uniósłrękęzlaską,drugąrękąrzuciłw

stronęyiragarśćjakiegośsrebrnegoproszkuizacząłrecytowaćzaklęcie:
Won,won,precz,precz!
Zgiń,zgiń,przepadnij,przepadnij!
Odejdź,zniknij,won,precz!
Twojezło,jakdym,niechuniesiesiędoniebios!
Inazumrijaisa,
Inazumrijarerha,
Inazumrijabesha,
Inazumrijahilrha,
Inazumrijaduppira,
Inazumrijaatlaka!
Anazumrijalataturra,
Anazumrijalatetehha,
Anazumrijalaterherreba,
Anazumrijalatasannirha!
Zaklinamcię,nażycieszacownegoSzamasza!
Zaklinamcię,nażycieEa,władcyźródeł!
Zaklinamcię,nażycieAsalluhi,egzorcystybogów!
Zaklinamcię,nażycieGirry,którycięschwytał!
Inazumrijalutapparrasama!
Isaisarerharerha!
Beshabeshahilrhahulrha!

background image

Vanessa,którejElektrycznaZbrojazaczęłasięrozpływać,anabojedawno

sięskończyły,zulgąotarłapotzczoła.Gdyzabrzmiałoostatniesłowozaklęcia,
niewidzialnasiłaodrzuciłaGuyapodścianę,gdziewiłsięwagoniiwśród
skrzynekipudełek,niszczącto,cojeszczezostałodozniszczenia.

Jedenzprzemytnikówdostałsięwjegopolerażeniaiterazkonałw

drgawkachwskutekstraszliwegouderzeniaprądem.

Agoniayiranietrwaładługo.Pokilkusekundachbezkształtnypiorunkulisty

wybuchłjasnymświatłem,apotemrozsypałsięnamnóstwoiskierek.Potemone
teżznikły...

–Teraztwojakolej–obiecałKreolgroźnie,podchodzącdoOzoga,całyczas

zajętegopojedynkiemzpobratymcem–demonem.

Obajniewyglądalinajlepiej.CiałoOzogagęstopokrywałyszarpanerany,

pozostawioneprzezzębyButt-Krillacha.Elwennatomiastpospotkaniujego
paszczyzpancernymłbemuttukupozbyłsięniemalpołowyzębów,adotego
wyglądałnamocnopoparzonego–jegoprzeciwnikaninachwilęnieprzestał
otaczaćsiępłomieniami.

–ArraiAgnibaal!–krzyknąłKreol,chłoszczącOzogamagicznym

łańcuchem.–WimięMardukaiMarutukku,TrzeciegoEmblematu–rozsypsię
wproch,perfidnyuttuku!

Wmiejscu,gdzieOzogauderzyłłańcuch,natychmiastpojawiłasię

opuchnięta,ohydnapręga,apochwilizk’ulazostałatylkostertaczarnego
popiołu.

Butt-Krillach,zmęczonyiwyczerpany,podpełzłdomaga,kulejącna

wszystkieręceismętniezaskomlił.

–Widzipan,Kreolu?–ztrudempowiedziałpokaleczonąpaszczą.–Zemnie

teżmożebyćjakaśkorzyść...

–Toprawda...–Magpokiwałgłowązuznaniem,mimochodemnakładając

naniegozaklęcieRegeneracji.ZwyczajneUzdrowieniepraktycznieniedziałana
demony.–Acozrobimyztymdrugim?

ZzainteresowaniemobejrzałzwłokiNanghsibu,szturchnąłgoczubkiem

buta,poskrobałpalcem,poczymodwróciłsięobojętnie.

–Co,niezamierzaszgozniszczyć?–zezdziwieniemzapytałaVan,alemag

nieraczyłnawetodpowiedzieć,zbierajączziemipył,którypozostałzOzoga.–
Dobrze,nie,nietak...Znajdągofaceciwczerni,odwioządo„Bazy51”...Mają
jużtrupykosmitów,terazbędąmielidemona...Oj,Shep,nierozwiązaliśmycię!

Ocalaliprzemytnicyzaczęlipowoliwyłazićzukrycia.Kreolnadalbudziłw

nichprzerażenie,alejednakbyłczłowiekiem,aniejaszczuropodobnym

background image

demonemczyżywympiorunem.

–Awywszyscydlaczegojeszczeżyjecie?–zupełnieszczerzezdziwiłsię

mag,odkrywszy,żewmagazyniejestmnóstwoludzi.–NiechwasogieńGibila
pochłonie,robaki!

Oczywiście,zaklęciezadziałałonatychmiast–Vanessaniezdążyłanawet

krzyknąć,żebynieważyłsięzabijaćaresztowanych.BandaPolakowa
ostateczniezakończyłasweistnienie–wszyscyjejczłonkowie,zgodniez
życzeniemKreolazamienilisięwpochodnie.Magazynwypełniłsiędzikim
wrzaskiemiwyciem–śmierćwpłomieniachjestbardzobolesna.Jednażywa
pochodniazapłonęłanawetnazewnątrz–komuśudałosięuciecwzamieszaniu,
choćniezbytdaleko.

OgieńGibilawciągukilkusekundzabiłwszystkich,opróczKreolaijego

kompaniiorazShepa.Nieszczęsnychłopakwkońcuzdołałsięuwolnić,aterazz
przerażeniempatrzyłnaswychwybawców,wyraźniebojącsięichznacznie
bardziejniżtych,którychKreolpokonał.

Vanessarozumiała,żepowinnazrugaćmagazamasowezabójstwo–

przecieżnajejoczachmiałamiejscetakajatka,wporównaniuzktórączyn
osądzonegoniedawnoFletcherawydawałsiędziecinnązabawą!Aleteraznie
miaładotegogłowy.Wzięłasiępodboki,podeszładoKreolaiwrzasnęła:

–Cotakpóźno,co?!Jatutaj...aty...!Świnia,świnia,świnia!!!
Vanzcałejsiłyuderzyłagowpierś.Ijeszczeraz,ijeszcze.Kreol,zupełnie

skołowany,mrugał,patrzącnarozszalałąuczennicę.Przerwałaegzekucję
dopierowtedy,gdyzauważyła,żedółkoszuliKreolajestprzesiąkniętykrwią.

–Itosięnazywawdzięczność?–powiedział,obrażony.–Niedoczekaszsię

jej,anitu,aniwSumerze...

–Oj,acocisięstało?–zapytałazmieszanaVan,wskazującnakrew.
–Ajakmyślisz?!–odburknąłrozdrażnionymag.–Niemogłemznaleźćcię

beznadajnika...wkażdymrazie,niedośćszybko!Musiałemwezwaćdemona.
WlegionieEligoraposzukiwaniemzagubionychzajmujesięAndromalis,ajego
jużwykorzystałem...zresztąpamiętaszto.

–Pamiętam?
–Oczywiście.Toonmiciebiewtedyprzywlókł...chociażwcalegootonie

prosiłem!

–A,tenpunkzmuzeum...–przypomniałasobieVan.
–Kto?Takczyinaczej,musiałemwezwaćNinnghizhiddu,azniąniemam

umowy.Wiesz,ilekrwiwzięłajakozapłatęzapomoc?!M

OJEJ

WŁASNEJ

KRWI

!

Powiedzlepiej,czemuzniszczyłaśnadajnik?!

background image

–Jazniszczyłam?!–oburzyłasięVanessa.–Toprzecieżktóryśznich!

Zdajesięten...amożeten...?

Vanessazobrzydzeniempatrzyłanapogryzioneizwęglonezwłoki,aleteraz

odróżnićjednegooddrugiegopraktyczniesięniedało.

–Dobrze,niechbędzie.Apocowypuściłaśyira?Czypotogołowiłem?!
–Jawypuściłam?!–znowuoburzyłasięVanessa.–Aczyuprzedziłeśmnie,

żeztegopierścionkaniemożnastrzelaćseriami?Iwogóle–niemiałam
wyboru,cośchciałomniezeżreć!Itotwojawina!

–Moja?!–tymrazemKreolaoburzyłniesprawiedliwyzarzut.–Acojamam

ztymwspólnego,uczennico?!Czytojanasłałemnaciebiedemona?!

–Niety.–Vanessapostanowiłanierzucaćoszczerstw.–Aleprzecieżnasłali

gonaciebie!Ajajestemtylkoniewinnąofiarą!Przeżyłamdwadzieściacztery
lataianirazuniewidziałamnawetmalutkiegodemona!Aodkądciebie
poznałam,wyłażązkażdejszpary!

–Teżmicoś,dwadzieściaczterylata...–uśmiechnąłsięKreolzwyższością.

–Jamamniejedenwiek,atrzy.Bezwzględny:pięćtysięcylatzniedużym
okładem.Osobisty:dziewięćdziesiąttrzyipół.Ibiologiczny:trochęmniejniż
trzydzieści.Sądzę,żewtejchwilijakieśdwadzieściadziewięć...

–Adotegojeszczezniszczyłmojątoyotę...–smętniepociągnęłanosem

Vanessa,niesłuchającrozważańKreolaojegowieku.–Tobyłtakidobry
samochód...

Samochodurzeczywiściebyłożal–Vanessadostałagozokazjiosiągnięcia

pełnoletnościijeździłanimjużdośćdługo.

Kreolpopatrzyłnaniązpoczuciemwinyiwyciągnąłrękę.Dośćniezręcznie

–ciąglejeszczenieopanowałdobrzetegogestu.

–Remis?–zaproponował.
–Remis.–Vanuśmiechnęłasięprzezłzy,alenieuścisnęłamuręki.Zamiast

tegojeszczerazpociągnęłanosemiobjęłaswojegoosobistegomaga.Tentylko
jęknął–wciążjeszczebolałagoranabrzucha,którąsamsobiezadałrytualnym
nożem,alenieopierałsię.

Przyjacielskieobjęcianiecosięprzeciągnęłyizrobiłysięniedokońca

przyjacielskie.Kreol,zdziwiony,nieoczekiwaniezłapałsięnamyśli,żesprawia
mutoprzyjemność.PowąchałnawetwłosyVanessy,żebysprawdzić,czyniesą
wtozamieszanejakieśwrogieczary.Jakwiadomo,człowiekniemanarządów
służącychdoodbiorumagii,więcczarodziejemusząwykorzystywaćtakie
zmysły,jakiemają.Magowie„widzą”czarodziejskąaurę,„słyszą”
czarodziejskiepluski,„czujązapach”czarów,anawetpotrafiąrozpoznawać

background image

artefaktydotykiem.

Oczywiście,Vanessazauważyła,żeKreoljąobwąchuje.Irzeczjasna,

zrozumiałatocałkiembłędnie.Starałasięzgadnąć,jakdalekoposuniesięten
bezczelnyosobnikzestarożytnegoSumeru,ajednocześniewalczyłaz
dylematemmoralnym–spoliczkowaćtegofacetaczyposłaćdowszystkich
diabłówswądziewczęcącześć?Zresztą,prawdępowiedziawszy,rozstałasięz
niąnadługoprzedspotkaniemzKreolem...

Jejrozmyślaniaprzerwałdziwnydźwięk–nazewnątrzrozlegałosięcoś

jakbygwizdekparowozu,tylkocieńszyibardziejśpiewny.Ziemiapodnogami
zadrżała,jakbytużobokwylądowałocościężkiego.

–Atoznowucoza...?–zaczęłaVanessa,wyskakującnazewnątrzprzez

dziuręwścianieistanęłajakwryta.WciążjeszczeoszołomionyShepwyszedłw
śladzaniąiostateczniezamieniłsięwsłupsoli.ZatospojrzenieKreolapełne
byłodumy.

GdyVanessaprzebywaławmagazynie,wieczórzdążyłzmienićsięwnoc.

Chłodną,grudniowąnoc–dobrze,żemieszkaliwciepłymSanFrancisco.Dziś
byłnów–całkiemczarne,bezchmurneniebopokrywałyjasnepunktygwiazd.
Stometrówodmagazynuzaczynałosięmorze–adokładnie,OceanSpokojny.
Dzisiajbyłrzeczywiściespokojny–rozległapowierzchniawodywyglądałajak
wielkielustro,nieskażonenawetnajdrobniejszązmarszczką.Natletego
wspaniałegopejzażuoczomVanessyipozostałychukazałosięTO.

Wyobraźciesobiekolosalnąmonetęzkarbowaniamioszerokościtrzech

metrów.Monetatawisiwpowietrzutużnadwodą,zjejkrawędziwypuszczone
jestcośwrodzajutrapu.Ananiejstoispokojnieponury,gotyckidom,którego
dachzdobimasztzobracającymsiępowoliludzkimokiemnasamymczubku.
Nabalkonie,napierwszympiętrze,zasteremstoiponurywąsaczwmundurze
kawaleriiKonfederacji.Jegopostaćjestpółprzezroczysta...

DrzwistaregodomuKatzenjammeraotworzyłysięinaprogupojawiłsię

poważnyskrzatwliberiikamerdynera.

–Kocebunastanowisku,siiiir!–oznajmiłzpowagą,zadzierającbrodęjak

najwyżej.

–Zapraszamnapokład,uczennico!–wesołozakrzyknąłKreol,wskakującna

trap.–Copowieszomoimdziele?

–Konspiracjędiabliwzięli...–Vanessapokiwałagłową,widzącogromne

oczyShepa.–Aledodiabłaznią!Jestsuper!Ej,Shep,poradziszsobiebeze
mnie?

–Ja...a...no...–ztrudemwykrztusiłpolicjant.

background image

–Towspaniale!WtakimrazieprzekażFlorence,żesięzwalniam!Pensjęza

ostatnimiesiącniechprześlepocztą.Jeśliudajejsięustalićadres!

–SzykujKamieńWrót,Hubercie!–radośniekrzyknąłmag,wchodzącdo

domu.–Kolejnyprzystanek:DziesięćNiebios!NaMardukaPotężnegoTopora,
niechsiętakstanie!


Document Outline