background image

HEATHER ALLISON 

 
 
 

Jak w korcu maku 

 
 
 
 

Undercover Lover 

 
 
 
 
 

Tłumaczyła: Kinga Taukert 

background image

PROLOG 

 
„Global Celebrity” – numer specjalny! 

Ślub Fiony Ferguson! 

Parada gwiazd! 
 
Na specjalne zaproszenie aktorki, Fiony Ferguson, najlepsi 

fotografowie  „Global  Celebrity”  przybyli  na  jej  ślub  z 

biznesmenem z Chicago, Winthropem Perrine’em. 

Młoda  para  spotkała  się  po  raz  pierwszy  przed  sześcioma 

tygodniami w Hollywood, na wielkim balu dobroczynnym, 

zorganizowanym  przez  korporację  Xavier,  której  prezesem  jest 

właśnie szczęśliwy oblubieniec. 

„Nareszcie znalazłam moją prawdziwą miłość”, wyznała tuż 

po ceremonii Fiona Ferguson. Siedemdziesięciotrzyletni Perrine 

odmówił wszelkich komentarzy na temat różnicy wieku między 

małżonkami, jednakże na pytanie, czy nie przeszkadza mu fakt, 

że młodsza o czterdzieści lat panna młoda słynie z romansów z 

partnerami filmowymi, oznajmił zdecydowanie: „Teraz ja jestem 

jej partnerem”. 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Może tym razem wreszcie uda mi się ją ustrzelić, pomyślała 

z nadzieją Kate Brandon, gdy cel zmienił pozycję. Gdyby tamta 

kobieta przesunęła się zaledwie kilkanaście centymetrów w lewo, 

ukazując się za szybą limuzyny, Kate mogłaby nacisnąć spust. 

Dobiegł  ją  perlisty  śmiech,  lecz  obiekt  nadal  pozostawał 

ukryty w głębi samochodu. 

– 

Lepiej wyleź i wróć do domu – mruknęła z rosnącą irytacją 

Kate,  pewniej  opierając  sprzęt  na  murze,  który  otaczał  pilnie 

strzeżoną  posesję.  Na  szczęście  gęste  listowie  rosnących  za 

ogro

dzeniem drzew stanowiło znakomitą kryjówkę, gdzie mogła 

czuć się bezpiecznie. 

Upolowanie  Fiony  Ferguson  stanowiło  jej  największe 

marzenie, gdyż w grę wchodziła zarówno osobista zemsta, jak i 

kwestie  finansowe.  Dlatego  też  już  od  tygodnia  czaiła  się 

godzina

mi  w  tym  starannie  wybranym  miejscu,  oczekując  na 

pojawienie  się  upragnionego  obiektu.  Intuicja  jej  nie  zawiodła, 

zwierzyna pojawiła się, niestety, skutecznie zasłaniało ją to samo 

listowie, które ukrywało czatującą Kate. Mimo wszystko istniała 

szansa,  że  cierpliwość  wytrwałego  myśliwego  zostanie 

nagrodzona. Kate zastygła w absolutnym bezruchu z palcem na 

spuście migawki. 

Już  pierwsze  lepsze  zdjęcie  aktorki  pokryłoby  koszt 

tygodniowego  pobytu  w  hotelu.  Gdyby  Fiona  wysiadła  z 

limuzyny bez okularów słonecznych i kapelusza, Kate zarobiłaby 

na  spłacenie  zaległego  czynszu  i  jeszcze  starczyłoby  jej  przez 

jakiś  czas  na  porządne  jedzenie.  Gdyby  natomiast  udało  się  ją 

sfotografować  w  towarzystwie  Damiana  Carneya  –  gdyż  to 

najprawdopodobniej  on  znajdował  się  we  wnętrzu luksusowej 

willi – 

Kate zdobyłaby środki na przeżycie całego roku. A gdyby 

Fiona pocałowała przystojnego aktora... 

Dosyć tego! Koniecznie musiała skończyć ze snuciem tych 

czarownych  wizji,  gdyż  z  podekscytowania  zaczynały  jej  się 

trząść  ręce.  Chociaż  równie  dobrze  przyczyną  mógł  być  głód. 

Zabrała  ze  sobą  tylko  jedną  kanapkę,  którą  zdążyła  zjeść  już 

przed paroma godzinami. Jednak za nic w świecie nie ruszyłaby 

się ze swego posterunku, gdyż tego dnia w tajemniczej posesji 

panowało nietypowe ożywienie, nie mogła więc przegapić takiej 

okazji.  Istniała możliwość,  że  Fiona  i  Damian  razem  wrócą  na 

plan filmowy. 

Jak  dotąd  zachowywali  pełną  dyskrecję,  gdyż  w  razie 

wybuchu  skandalu  ponieśliby  poważne  konsekwencje.  Żona 

Damiana  zapowiedziała  publicznie,  że  jej  cierpliwość  się 

wyczerpała  i  że  kolejny  romans  jej  mąż  przypłaci  rozwodem  i 

takimi alimentami, że do końca życia nie wyplącze się z długów. 

Fiona z kolei musiała liczyć się ze swoim świeżo poślubionym 

małżonkiem,  którego  udało  jej  się  namówić  na  założenie 

wspóln

ej  spółki  producenckiej.  Właśnie  rozpoczęto  zdjęcia  do 

background image

pierwszego filmu – 

oczywiście z nią w roli głównej. 

Ognista  Irlandka  była  już  dobrze  znana  ze  swego 

wybuchowego  temperamentu  oraz  wyjątkowo  kapryśnego 

usposobienia,  dlatego  kolejni  producenci  i  reżyserzy tracili 

ochotę, by z nią współpracować. Groziło jej, że w ogóle zniknie z 

ekranu.  Dopóki  jednak  jej  mąż  wykładał  pieniądze,  to  on 

dyktował warunki, dlatego zatrudnieni przez niego ludzie musieli 

potulnie znosić fanaberie Fiony. Była to dla niej jedyna szansa na 

dostanie głównej roli w filmie. Jakikolwiek romans natychmiast 

zniweczyłby tę szansę powrotu do roli gwiazdy. 

Czy  Damian,  jakkolwiek  zabójczo  przystojny,  był  wart 

ponoszenia takiego ryzyka? Czy w ogóle jakikolwiek mężczyzna 

zasługuje na to, by czymkolwiek dla niego ryzykować, pomyślała 

z  powątpiewaniem  Kate  i  ostrożnie  rozprostowała  obolałe 

ramiona,  starając  się  przy  tym  nie  poruszyć  aparatu.  Czemu  ta 

ruda małpa wciąż siedzi w samochodzie i nie odjeżdża, chociaż 

nic się nie dzieje? Niechby nawet nic z tego nie wynikło, niechby 

już nawet pojechała w diabły, Kate mogłaby przynajmniej zejść z 

drabiny,  wrócić  do  swego  obskurnego  hoteliku  i  zjeść  coś 

wreszcie. 

Zresztą, niedługo i tak już nie będzie po co tu siedzieć. 

Słońce zniżyło się znacznie ku zachodowi, za chwilę zacznie 

świecić prosto w obiektyw i robienie zdjęć z tego miejsca stanie 

się niemożliwe. Kate ze znużeniem otarła czoło dłonią. 

Nagle usłyszała warkot nadjeżdżającego wolno samochodu i 

zaniepokoiła się. Bardzo rzadko ktoś przejeżdżał tą krętą uliczką 

pnącą się po stromym wzgórzu, mogło to więc oznaczać, że jakiś 

inny fotoreporter poszukiwał dogodnego miejsca, by polować na 

tę samą zdobycz. W końcu chyba nie tylko ona potrafiła myśleć, 

inni też mogli wpaść na to, że na pięknej wyspie Capri równie 

piękna Fiona nie tylko pracuje, ale także zażywa przyjemności. 

Łatwo  zaś  było  odgadnąć,  co  mogło  jej  sprawić  największą 

przyjemność po spędzeniu miodowego miesiąca w towarzystwie 

siedemdziesięcioletniego partnera. 

Kate było o tyle łatwiej przewidzieć poczynania aktorki, że 

znała ją jak zły szeląg. Współpracowały ze sobą przez jakiś czas, 

zdołały się nawet zaprzyjaźnić, wszystko jednak skończyło się jak 

nożem  uciął,  gdy  Fiona  z  premedytacją  zawróciła  w  głowie 

młodszemu bratu przyjaciółki, Jonathanowi, a potem rzuciła go 

beztrosko,  nie  kryjąc  wcale,  że  nawet  przez  moment  nie 

traktowała go poważnie. Tego Kate nie mogła jej wybaczyć. 

Znienacka oślepił ją nagły błysk. Co to było? Odbicie słońca 

w czyimś obiektywie? Rozejrzała się podejrzliwie po okolicznych 

d

rzewach,  lecz  nie  spostrzegła  nawet  śladu  innego  paparazzi. 

Mógł więc to być zaledwie refleks od diamentów Fiony. Ta myśl 

podsunęła jej pewną ideę i Kate starannie sfotografowała damską 

dłoń,  która  pojawiła  się  w  opuszczonym  oknie  limuzyny.  Co 

prawda ta bransoletka – 

ślubny prezent od Perrine’a – została już 

obfotografowana na wszystkie strony, ale w razie czego mogła 

posłużyć za dowód, że to Fiona przebywała w tajemniczej willi. 

background image

Jeśli uda się w końcu ustalić nazwisko właściciela, to już będzie 

to pewien ma

teriał... 

Fiona wychyliła się przez okno, a w tym momencie z willi 

wyszedł  szofer  z  bagażami.  Kate  pstryknęła  parę  ujęć,  zaś  jej 

podniecenie wzrosło, gdy po chwili ten sam człowiek przyniósł 

kolejne walizki i włożył je do bagażnika, co oczywiście zostało 

u

wiecznione na kliszy. Fiona cofnęła się do wnętrza samochodu, 

zaś Kate westchnęła z głębokim żalem, gdyż oznaczało to, że para 

kochanków nie znajdzie się na tym samym zdjęciu. Zaraz potem 

po  schodkach  zbiegł  przystojny  blondyn  i  wsiadł  do  limuzyny. 

Kate sk

ończyła  fotografować,  pospiesznie  nałożyła  nasadkę  na 

obiektyw i zaczęła schodzić po drabinie. 

Aktorzy z pewnością udawali się na przystań, by popłynąć 

do  Sorrento.  Stamtąd  z  kolei  pojadą  do  Rzymu,  gdzie  miano 

kręcić  dalszy  ciąg  filmu.  Kate  mogła  się  założyć,  że  nie 

skorzystają  z  promu,  tylko  popłyną  prywatnym  jachtem,  co 

zamierzała  uwiecznić  na  zdjęciach.  Zeskoczyła  z  drabiny,  nie 

zwracając  uwagi  na  wściekłe  ujadanie  psów.  Na  szczęście 

znajdowały się na terenie posesji, więc nic jej to nie obchodziło. 

Chwy

ciła  drabinę,  ruszyła  w  stronę  swojego  samochodu, 

wybiegła za róg i zamarła. 

W jej kierunku pędziły dwa ujadające dobermany z pianą na 

pyskach.  Matko,  co  one  robią  po  tej  stronie  muru?  Kate  z 

przerażeniem  oceniła  odległość  do  samochodu.  Nie  ma  mowy, 

nie zd

ąży, stał zbyt daleko, bezpiecznie ukryty przed oczami osób 

z posesji. Pozostawało jej tylko skoczyć ze skały albo przeleźć 

przez  ogrodzenie,  gdyż  próba  oswajania  rozjuszonych  psów 

raczej nie wchodziła w rachubę. 

W popłochu oparła drabinę o mur i wdrapała się na nią w 

jednej  chwili.  Oznaczało  to,  że  wtargnie  na  teren  cudzej 

posiadłości,  ale  wszystko  było  lepsze  od  zostania  żywcem 

rozerwaną na strzępy. 

– Hej! – 

usłyszała za sobą męski głos. – Co pani najlepszego 

wyprawia? 

Nie  oglądając  się  za  siebie,  przerzuciła  jedną  nogę  przez 

ogrodzenie. 

– 

Nie wyjdzie pani stamtąd! Mam samochód, szybko! 

Zerknęła  za  siebie.  Obok  znajdującego  się  nieopodal 

czarnego  wozu stał  rosły szatyn  i  gwałtownie  wskazywał  ręką, 

żeby zeszła i wsiadła. Jasne, na pewno wsiądzie do samochodu 

jakiegoś  nieznajomego  faceta!  Już  chyba  bezpieczniej  byłoby 

stawić czoło tym dobermanom. Bez namysłu usiadła na szczycie 

ogrodzenia,  przytrzymała  aparat  i  nastawiła  się  na  skok  z 

wysokości trzech metrów. 

– 

Czy pani zupełnie zgłupiała? – zawołał z niedowierzaniem 

obcy, lecz Kate zniknęła mu z oczu. 

Przewróciła się przy zeskoku, lecz nic jej się nie stało. Za 

sobą  słyszała  ujadanie  rozwścieczonych  psów,  które  skakały  z 

furią na mur. Uniknęła jednego niebezpieczeństwa, ale groziło jej 

inne – 

mogła zostać zaaresztowana. Do licha, nie doceniła Fiony. 

background image

Wypuszczenie  psów  na  zewnątrz  było  znakomitym  środkiem 

ochronnym – 

nawet jeżeli jakiś paparazzi czaił się na drzewie, to 

nie  miał  szans  zejścia  i  śledzenia  pary  aktorów  w  drodze  do 

przystani. Kate nie wiedziała tylko, czy Fiona kazała to zrobić na 

wszelki wypadek, czy też może, mimo wszystko, ktoś spostrzegł 

zaparkowany nieopodal nieznany samochód i wyciągnął z tego 

faktu odpowiednie wnioski. 

Do  licha,  co  teraz?  Po  chwili  wahania  pomknęła  wzdłuż 

ogrodzenia w kierunku głównej bramy, która znajdowała się po 

przeciwnej stronie posesji, czyli daleko od psów... i od jej 
samochodu! 

W połowie drogi usłyszała ostry gwizd i ujadanie ucichło. 

A niech to, ktoś wabił je z powrotem, jeśli będą przy bramie 

wcz

eśniej niż ona, to znajdzie się w potrzasku! 

Ależ,  proszę  pana,  ja  tylko  zatrzymałam  samochód,  żeby 

wysiąść w sprawie... hm... nie cierpiącej zwłoki, pan rozumie... I 

wtedy zaatakowały mnie te psy... Nie, to idiotyczne i w dodatku 

nie tłumaczyło obecności aparatu. 

Jak dobrze, że pana widzę, jestem taka przerażona! Robiłam 

zdjęcia zatoki, stąd jest taki śliczny widok, a tu nagle wyskoczyły 

na mnie te bestie i zupełnie straciłam głowę... 

Aha, a jakim cudem przeszłam przez mur? Przeleciałam? 

A jeśli użyłam drabiny, to skąd ją miałam? Noszę wszędzie 

przy sobie, bo mam takie hobby? 

Oboje dobrze wiemy, że mogę pana zaskarżyć o puszczenie 

luzem psów obronnych, które stwarzają zagrożenie dla ludzkiego 

życia. Pan więc zapomni o mojej obecności tutaj, a ja nikomu nie 

wspomnę o szczuciu psami. 

Naraz dostrzegła przed sobą bramę i w jej sercu zaświtała 

nadzieja, iż może uda jej się wymknąć niepostrzeżenie i obejdzie 

się bez jakichkolwiek wyjaśnień. 

Brama okazała się zamknięta. 

Kate  znieruchomiała  z  dłońmi  kurczowo  zaciśniętymi  na 

prostych  metalowych  prętach,  na  które  nie  miała  szansy  się 

wdrapać. Spokojnie, tylko spokojnie. Należy pomyśleć. 

Mogła poczekać do wieczora, ukryta gdzieś w krzewach, a 

pod  osłoną  nocy  przeciągnąć  pod  mur  jakieś  krzesła  z  tarasu  i 

wspiąć się po nich. No tak, ale do tej pory jej wynajęty samochód 

zostanie już z pewnością odholowany, numery spisane i nazwisko 

tymczasowego właściciela ustalone. I psy wrócą na teren posesji. 

O matko, chyba już wróciły, pomyślała ze zgrozą, gdy ponownie 

usłyszała ujadanie, tym razem bliżej niż poprzednio. Musiano je 

wpuścić  jakimś  innym  wejściem,  o  istnieniu  którego  nie  miała 

pojęcia. 

Niemal jednocześnie rozległ się głos policyjnej syreny. 

Trudno, wszystko było lepsze niż te wściekłe psy, policjanci 

zazwyczaj nie rzucają się na człowieka i nie chwytają zębami za 

gardło...  Ujrzała  nadjeżdżający  czarny  samochód,  który 

zatrzymał się przed bramą. 

– 

Szybciej, zaraz tu będą psy! – zawołała w panice i dopiero 

background image

wtedy zorientowała się, że to nie jest policyjny wóz. 

– 

Wiem, słyszę je – odparł spokojnie ten sam człowiek, który 

przedtem  machał  do  niej  tak  gorączkowo.  Teraz  nonszalancko 

oparł się o drzwiczki i przyglądał jej się z wyraźną satysfakcją. 

– 

Niech pan coś zrobi, zanim mnie zjedzą na surowo! 

– 

zażądała  rozpaczliwie.  –  Niech pan  staranuje  tę  bramę, 

poniosę wszelkie koszty! 

Nawet  nie  drgnął.  Między  drzewami  pojawił  się  błysk 

policyjnego koguta. 

– 

Na co czekasz, do licha? Na widok krwi? Na moją kartę 

kredytową?! – krzyknęła, porzucając wszelkie konwenanse. 

– 

Na to, że zdasz sobie sprawę z tego, że wpadłaś w diabelne 

tarapaty i że tylko ja mogę ocalić twoją skórę – odparł, po czym 

błyskawicznie  wyciągnął  z  bagażnika  jej  własną  drabinę  i 

przerzucił przez ogrodzenie. – Uwaga! 

Kate w ułamku sekundy chwyciła z ziemi drabinę, wsparła ją 

o mur i wskoczyła na nią niemal tuż przed sięgającymi ku niej 

ostrymi kłami dwóch dobermanów. Nie oglądała się na nie, tylko 

usiadła na szczycie ogrodzenia i skoczyła na oślep. 

– 

Mam  cię  –  usłyszała jak  przez  mgłę  i  wpadła  wprost  w 

wyciągnięte ramiona nieznajomego wybawiciela. 

Impet  był  tak  silny,  że  przewrócili  się  na  ziemię.  Kate 

poczuła,  że  leży  na  aparacie,  torbie  z  obiektywami  oraz....  na 

ciepłym  męskim  ciele.  Obcy  skrzywił  się  nieco  i  wyciągnął 

spomiędzy nich kanciaste przedmioty, a następnie oparł dłonie na 

ramionach spoczywającej na nim blondynki. 

– Nic ci nie jest? – 

spytał. 

Spojrzała w bardzo jasne szare oczy z czarnymi punkcikami 

źrenic. Jakbym patrzyła w obiektyw aparatu, pomyślała. 

–  Nnie  – 

zająknęła się. To chyba od tego upadku musiała 

czuć się taka otumaniona. 

– 

Możesz biec? 

To pytanie przywróciło ją do rzeczywistości. Poderwała się 

gwałtownie,  ale  nie  zdążyła  zastanowić  się,  co  dalej,  gdyż 

mężczyzna niemal wepchnął ją do samochodu, który po chwili 

wystartował z wizgiem opon. Minęli stojący nieopodal wóz Kate i 

pomknęli ostrą serpentyną w dół, ścigani wyciem syren. 

– 

Dużo ich? – spytał rzeczowo, jakby już nieraz brał udział w 

podobnej imprezie. 

– Co najmniej dwa samochody – 

odparła. – Myślisz, że będą 

nas ścigać? 

Wzruszył lekceważąco ramionami. Wydawało się, że bycie 

ściganym  przez  policję  obcego  kraju  stanowi  dla  niego  chleb 

powszedni. 

– 

Trudno powiedzieć, ale chyba nie. To mogłoby zrobić złe 

wrażenie na turystach. 

Kate przez chwilę spoglądała we wsteczne lusterko, po czym 

z ulgą wypuściła wstrzymywany oddech. Miał rację. 

Wyglądało na to, że nikt ich nie ścigał. 

– Nareszcie bezpieczna, co? – 

rzucił nieznajomy. 

background image

Zamurowało  ją,  gdyż  dopiero  teraz  w  pełni  zdała  sobie 

sprawę  z  sytuacji.  Z  szaloną  szybkością  pruli  w  dół  po 

przyprawiających  o  zawrót  głowy  wirażach,  podczas  gdy 

kierowca  nonszalancko  prowadził  jedną  tylko  ręką,  drugą 

niedbale opierając o otwarte okno! W dodatku sam kierowca... 

Kate  powiodła  wzrokiem  po  odsłoniętym  ramieniu,  na 

którym  widniały  dwie  wyraźne  blizny  –  jedna stara, a druga 

całkiem  świeża  –  ku  spalonej  na  brąz  twarzy.  Nieznajomy  na 

moment odwrócił głowę i posłał swojej pasażerce enigmatyczne 

spojrzenie. 

– 

Dziękuję – powiedziała, on zaś tylko lekko skinął głową. 

Nieco  nerwowo  przełożyła  koniec  pasa  z  jednej  ręki  do 

drugiej i 

postanowiła go nie zapinać. 

– 

Myślę, że możemy wrócić na górę, żebym mogła zabrać 

mój wóz – 

zaproponowała  i  postanowiła  przejść  do  oficjalnej 

formy zwracania się do niego, by w jakiś sposób zamanifestować 

swój dystans. Ten człowiek nie budził jej zaufania. 

Naprawdę nie miała ochoty się z nim spoufalać. – Przystanie 

pan w jednym z tych oznaczonych miejsc widokowych, to nie 

wzbudzi  niczyich  podejrzeń,  a  ja  wysiądę  i  przejdę  się  ten 

kawałek. O, tu możemy skręcić. – Z ulgą wskazała na znak przy 

drodze. 

Samochó

d  nie  zwolnił  jednak  ani  trochę.  O  rany,  czyżby 

trafiła na jednego z tych zarozumiałych bubków, którzy myślą, że 

kobietom  imponuje  bezmyślna  brawura?  Pewnie  zamierzał 

skręcić w ostatnim momencie z rozdzierającym piskiem opon... 

Minęli znak. 

– Hej! – zaprot

estowała gwałtownie Kate. 

–  Zapnij pas – 

zakomenderował  nieznajomy  i  jeszcze 

przyspieszył. 

– 

Proszę zatrzymać i wypuścić mnie – zażądała chłodnym 

głosem, w którym nie pojawił się nawet ślad paniki. 

Była z siebie dumna. 

Przelotnie zerknął na zegarek. 

– Nie teraz. Nie mam czasu. 
– 

To proszę go znaleźć! – wybuchnęła, zapominając o tym, 

że miała zachować całkowite opanowanie. 

Strzałka  szybkościomierza  przesunęła  się  dalej.  Kate  bez 

wahania  puściła  pas  bezpieczeństwa,  który  automatycznie 

odsunął się na bok. 

– Ch

cę wysiąść. Nie będę zadawać żadnych pytań, wrócę na 

piechotę i zapomnę o wszystkim, proszę mnie tylko wypuścić. 

Zazwyczaj nie poddawała się panice, ale wypadki z ostatnich 

kilkunastu minut zdecydowanie przerastały wszystko, co ją do tej 

pory w życiu spotkało. Groziło jej aresztowanie na terenie obcego 

kraju, rozszarpanie przez psy, a na koniec ją porwano! 

Gdy ponownie nie doczekała się żadnej reakcji, postanowiła 

działać. Kate Brandon nigdy nie była bezwolną ofiarą wydarzeń, 

co to, to nie! 

– 

W porządku, nie musisz się trudzić, sama sobie poradzę. 

background image

Ciao! – 

rzuciła i chwyciła za klamkę. 

Nieznajomy równie błyskawicznym gestem złapał rzemień 

aparatu, który miała przewieszony przez szyję. 

– 

Przestań  się  zachowywać  jak  ostatnia  idiotka  i  zapnij 

wreszcie ten pas, Kate! 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
– Znasz mnie? 
– 

Zostaw tę klamkę i zapnij pas!!! 

Zignorowała  jego  żądanie  i  mocno  szarpnęła  do  siebie 

aparat, pociągając przy tym rękę mężczyzny. Samochód zarzucił 

gwałtownie  na  bok,  przejeżdżając  niebezpiecznie  blisko 

ochronne

j barierki, zaś Kate ledwo stłumiła krzyk. Kierowca w 

ostatniej chwili wyprowadził wóz na prostą i zerknął na pobladłą 

pasażerkę. 

– 

Co? Już nie masz ochoty na skakanie ze skały w dół? 

Z godnością poprawiła się na siedzeniu. 

– 

Kim właściwie jesteś i dokąd mnie zabierasz? 

– Max Hunter – 

odparł, nie odrywając wzroku od drogi. 

– 

Mam rozumieć, że Max to skrót od Maxwell? 

– 

Jeśli ci zależy... 

Czy  on  naprawdę  myślał,  że  ma  do  czynienia  z  naiwną 

gąską? 

–  Ten Maxwell Hunter? – 

spytała z przekąsem, akcentując 

pierwsz

e słowo. – Światowej sławy reporter, zdobywca nagrody 

Pulitzera? Czy wyglądam na taką głupią? 

– 

Och,  już  się  tak  nie  oskarżaj.  W  tej  sytuacji ja  też  bym 

prawdopodobnie zdecydował się przełazić przez mur. 

Kate przez chwilę nie rozumiała, o czym mówił, po czym 

zwróciła się do niego z oburzeniem: 

– 

Uważasz, że to było głupie? 

– 

Oczywiście – odparł z absolutnym przekonaniem. 

– 

Wybacz,  ale  dać  się  zagryźć,  byłoby  jeszcze  głupsze  – 

odcięła się i mocno chwyciła za brzeg siedzenia, gdy kierowca 

wziął ostry zakręt ze stanowczo zbyt dużą brawurą. 

– 

A tak wpadłaś w pułapkę w tym ogrodzie – wytknął jej. 

– 

Skąd mogłam wiedzieć? – parsknęła z furią. 

– 

Przecież cię uprzedzałem i proponowałem, żebyś wsiadła 

do mojego samochodu. 

– 

Błagam o wybaczenie za to, że nie posłuchałam potulnie 

rozkazów  zupełnie  obcego  człowieka  –  odparła  ze  zjadliwą 

ironią. 

Mężczyzna  westchnął  i  mocniej  zacisnął  dłonie  na 

kierownicy. 

– 

Dobrze, zacznijmy od początku – zdecydował po chwili 

milczenia. – 

Cześć, jestem Max Hunter. 

Z irytacją wzniosła oczy ku niebu. 

– 

Naprawdę nie potrafisz wymyślić nic innego? 

– 

Powinnaś  odpowiedzieć:  „Nazywam  się  Kate Brandon  i 

jestem zaszczycona, że mogę cię poznać”. 

– Wcale nie jestem! – 

wybuchnęła gniewnie. 

– 

Nie jesteś Kate Brandon? – spytał z nutką niepewności w 

głosie. 

Już  miała  powiedzieć,  że  nie,  absolutnie,  w  życiu  nie 

background image

słyszała tego nazwiska, ale nagle przyszło jej do głowy, że jeśli 

ten  nieobliczalny  człowiek  dojdzie  do  wniosku,  że  porwał 

niewłaściwą osobę, to po prostu zrzuci ją z tych skał, żeby pozbyć 

si

ę niewygodnego świadka. 

– Nie jestem zaszczycona! – 

wyjaśniła pospiesznie. 

– 

Nie wierzysz, że jestem Hunter, prawda? – domyślił się. 

– 

Oczywiście, że nie. 

– 

Czemu nie miałbym nim być? 

– 

Czy Capri ostatnio wypowiedziało komuś wojnę? 

Roześmiał się. 

– Nie, dlaczego? 
– 

Ponieważ Maxwell Hunter jest reporterem wojennym. 

Wyraz jego twarzy zmienił się w jednej chwili. Rysy mu się 

wyostrzyły i stwardniały. Spochmurniał. 

– 

Może nie ma już ochoty patrzeć na wojnę – odparł dziwnie 

matowym głosem, wypranym z wszelkich emocji. 

Zdumiona  Kate  po  raz  pierwszy  pomyślała,  że  być  może 

rzeczywiście ten człowiek jest tym, za kogo się podaje. 

–  Na tylnym siedzeniu jest moja kurtka. W kieszeni 

znajdziesz paszport. 

Wzruszyła ramionami – przecież podrobienie paszportu jest 

fraszką – tym niemniej sięgnęła po niego. Mocno zniszczony i 

pełen kolorowych stempli dokument wyglądał autentycznie. 

– O rany! 

Mężczyzna skrzywił się nieco. 

– 

Naprawdę aż tak fatalnie wyszedłem na tym zdjęciu? 

Podniosła na niego zdumiony wzrok. 

– 

Naprawdę masz trzydzieści cztery lata? – wyrwało jej się i 

wtedy zauważyła, że z niepokojem zerknął na swoje odbicie w 

lusterku. 

– Owszem – 

przyznał z rezerwą. 

– 

Legendarny Maxwell Hunter musi mieć znacznie więcej – 

zawyrokowała.  Przecież  osiągnął  międzynarodową  sławę  i 

uznanie,  o  pieniądzach  nie  wspominając.  Miałby  być  zaledwie 

cztery lata starszy od niej? 

– 

Tak? A na ile wyglądam? – zainteresował się, a w jego 

głosie zabrzmiała nutka próżności. 

Kate spojrzała na ciemne włosy, w których na próżno byłoby 

szukać  srebrnych  nitek,  na  regularne  rysy,  przypomniała  sobie 

twardość i gibkość jego ciała... Nie dość, że znany i bogaty, to 

jeszcze  przystojny.  Musiał  być  piekielnie  dumny  ze  swego 

powodzenia  i  zapewne  nieznośny.  Co  do  tego  ostatniego  nie 

mogło być najmniejszych wątpliwości. 

– 

Na czterdzieści pięć – oceniła złośliwie. 

– 

Tak się właśnie czuję – odparł dziwnie poważnym głosem. 

– 

Chociaż nie... Czuję się tak, jakbym miał sto czterdzieści pięć. 

Zerknął na paszport w dłoni Kate, a potem na nią samą. 

I nagle zrozumiała, że patrzyła w oczy, które rzeczywiście 

widziały dużo. Zbyt dużo. 

– 

Dobra,  jedną  rzecz  już  sobie  wyjaśniliśmy.  –  Rzuciła 

background image

dokument na tylne siedzenie. – 

Czy teraz mogłabym się wreszcie 

dowiedzieć, dokąd to wspaniały Max Hunter mnie zabiera? – I co 

on tu właściwie porabia, dodała w myślach. 

Westchnął. 

– 

Czy mogłabyś nazywać mnie po prostu Maxem, darowując 

sobie wszelkie zbędne przymiotniki? 

– 

Dokąd  jedziemy,  Max?  –  zaszczebiotała  słodko  w 

odpowiedzi. 

– Do przystani, Kate. 
– A po co, Max? 
– 

Żeby dorwać Fionę i Damiana, Kate. 

Natychmiast opuściła ją ochota do droczenia się z nim. 

– 

Skąd wiesz?! 

– 

Od przyjaciela, któremu robię drobną przysługę. 

Przyjrzała mu się badawczo. 

– 

Ciekawe, jak ten przyjaciel się nazywa... 

– Glen Hedgecoe. 
Redaktor naczelny „World Eye”! Jej szef! 
– 

Skąd się znacie? 

– 

Och, z czasów wczesnej młodości. 

– 

Chwileczkę...  Czy  to  znaczy,  że  nie  spotkaliśmy  się  tu 

przypadkiem? – 

spytała w popłochu. Glen wiedział, że Kate robi 

dla niego ostatni materiał, gdyż zmienił ongiś porządną gazetę w 

zwyczajny b

rukowiec, karmiący się skandalami, a to jej się nie 

podobało. Chciała być szanującym się fotoreporterem i pracować 

dla  wiarygodnego,  szanującego  się  pisma.  Czyżby  szef 

podejrzewał, że skoro Kate i tak się wycofuje, to jej nie zależy, 

więc nie wywiąże się ze swoich zobowiązań? – Hej, chyba nie 

chcesz mi powiedzieć, że wspaniały Maxwell... 

– 

Bez przymiotników, proszę. 

– 

Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ktoś taki jak ty pracuje 

dla „World Eye”? 

– 

Tylko ten jeden raz. To wyjątkowy układ. 

Fatalnie. Konkurowanie z Hunterem niemal automatycznie 

stawiało  ją  na  straconej  pozycji.  Ten  facet  miał  tyle  nagród  i 

dyplomów, że mógł sobie nimi ściany tapetować! 

– 

Ustalmy sobie jedną rzecz – zakomunikowała zimno. 

– Fiona Ferguson jest moja i Glen o tym wie. 
– 

Glen przede wszystkim wie, że to może być wystrzałowy 

materiał i nie zamierza przepuścić takiej okazji. Ja jestem czymś 

w rodzaju polisy ubezpieczeniowej. 

– 

Glen przede wszystkim powinien pamiętać, że ja zawsze 

dostarczam materiał, który obiecałam – oznajmiła z naciskiem, 

dając mu do zrozumienia, że sprawa Fiony należy wyłącznie do 

niej. 

Z ponurą miną sprawdziła sprzęt i spojrzała na widoczną w 

dole  przystań.  Zignorowała  tę  część,  gdzie  przybijał  prom  i 

uważnie  przyjrzała  się  kei  z  prywatnymi  jachtami. Przede 

wszystkim  rzucał  się  w  oczy  brak  jakichkolwiek  osób  z 

aparatami.  To  oznaczało,  że  gdyby  udało  jej  się  sfotografować 

background image

Fionę  i  Damiana  razem,  byłaby  jedyną  właścicielką 

kompromitujących  zdjęć,  co  wydatnie  podbiłoby  ich  cenę. 

Niestety,  obecność  Maxa  Huntera  zmniejszała  jej  szanse  na 

porządny zarobek. Diabli nadali faceta! 

– Widzisz ich? – 

spytał, zwalniając nieco. 

– Nie. 

Mruknął pod nosem coś, czego nie dosłyszała. 

– 

A co, myślałeś, że stoją na molo i machają flagami? 

– 

spytała zgryźliwie. 

– Ciekawe 

w takim razie, gdzie mam skręcić – skomentował, 

gdyż właśnie dojeżdżali do skrzyżowania. 

– W prawo. 
– 

Skąd wiesz? – zainteresował się, ale bez sekundy wahania 

zrobił to, co powiedziała. 

Kate  milczała  przez  moment.  Po  prostu  po  tej  stronie 

cumowały najbardziej eleganckie jachty, a Fiona kochała luksus 

nade wszystko... 

–  Intuicja  – 

przyznała  wreszcie  z  ociąganiem.  Ku  jej 

zaskoczeniu z uznaniem skinął głową. 

– To dobra cecha w naszym zawodzie. Ja sam... 
– Zatrzymaj! To tamta limuzyna. 
Max z godnym podziwu refl

eksem natychmiast zjechał na 

bok  i  zaparkował  tak,  by  mieli  dogodny  widok  na  samochód  i 

kołyszący się na wodzie nowiuteńki, lśniący śnieżną bielą jacht. 

– 

Ciekawe  do  kogo  należy to  cacko? –  wymruczała  Kate, 

opierając przed sobą ciężki aparat i nastawiając obiektyw. 

– 

Do  właściciela willi – odpowiedział takim tonem, jakby 

wiedział to z całą pewnością. 

Kate podniosła na niego pytający wzrok. 

– To Claudio Amini. 

Amini!  Obrzydliwie  bogaty,  brylujący  w  najlepszym 

towarzystwie, pojawiający się na wielkich galach w Hollywood, 

lecz przede wszystkim podejrzany o ścisłe powiązania z mafią. 

Oczywiście nikt mu nigdy niczego nie udowodnił. 

– 

Nasze  gołąbki  mają  dziwne  znajomości  –  rzuciła 

nonszalancko  i  wróciła  do  patrzenia  przez  wizjer.  W 

rzeczywistości  skóra  na  niej  cierpła  na  samą  myśl  o  tym,  że 

włamała się na teren posiadłości jakiegoś mafiosa. Gdyby Max jej 

nie uratował... Do licha, miała wobec niego dług wdzięczności. 

I to ogromny. – 

Oho,  coś  się  zaczyna  dziać  – 

zakomunikowała. 

Usłyszeli  stłumiony  warkot  motoru,  załoga  rzuciła  cumy i 

jacht odbił od brzegu. W jednym z bulajów pojawił się miedziany 

refleks. 

– 

Włosy Fiony, zawsze widać je na kilometr – wyjaśniła. 

Choć nie odrywała oka od wizjera, zdawała sobie sprawę z 

tego,  że  Max  nawet  nie  sięga  po  swój aparat, tylko spokojnie 

siedzi za kierownicą. – No, dalej, wyłaźcie na pokład! 

Nie chcecie pooglądać widoków? 

Niestety, jej zaklęcia nie poskutkowały. Nikt się nie pojawił 

background image

i jacht stopniowo zmienił się w mały biały punkt na niebieskim 

morzu. 

– 

Wycwaniła się – przyznała z niechęcią Kate, zakrywając 

obiektyw. 

Max  miał  taką  minę,  jakby  niewiele  go  obeszło,  że 

polowanie  zakończyło  się  fiaskiem.  Siedział  bokiem  do 

kierownicy  i  obserwował  Kate  z  nieodgadnionym  wyrazem 

twarzy. 

Poczuła  się  jak  robak  pod  mikroskopem  i  to  jej  się  nie 

spodobało.  W  ogóle  ten  cały  Max  Hunter  wcale  jej  się  nie 

podobał.  Nie  ufała  mu  za  grosz.  Co  oczywiście  nie  zmieniało 

faktu, że mógł jej się jeszcze na coś przydać. 

– 

Czy teraz miałbyś czas, żeby wrócić po mój samochód? 

– 

Zleć to agencji, w której go wynajęłaś. Niech sami go sobie 

zabiorą, tak będzie szybciej. 

Ale  drożej,  pomyślała  natychmiast.  Zawsze  liczyła  się  z 

pieniędzmi,  gdyż  zawsze  miała  ich  za  mało.  Nie  wahała  się 

sowicie  wynagradzać  wszelkich  informatorów,  gdyż  to  się  z 

reguły opłacało, ale poza tym była oszczędna aż do bólu. 

Oczywiście nie zamierzała zwierzać się z tego Maxowi, więc 

wolała milczeć. 

– 

Może więc podrzuć mnie do hotelu? – zaproponowała. 

– 

Go zamierzasz teraz zrobić? – spytał, nie odrywając od niej 

badawczego spojrze

nia, które coraz trudniej było jej znieść. On 

prawie wcale nie mrugał, wpatrywał się w człowieka tak, jakby 

prześwietlał go na wylot promieniami rentgena! 

– Wybacz, ale to moja sprawa. 
– 

Wybacz, ale tak się składa, że uratowałem ci dzisiaj życie – 

przypomn

iał,  a  Kate  mimowolnie  wzdrygnęła  się  na 

wspomnienie ścigających ją dobermanów. – W jakiś sposób czuję 

się za ciebie odpowiedzialny. 

– 

Dzięki,  doceniam  to,  ale  doprawdy  masz  zbyt  mocno 

rozwinięte  poczucie  odpowiedzialności.  –  Niepostrzeżenie 

zerknęła  na  zegarek.  Za  trzy  kwadranse  odpływał  ostatni  tego 

dnia prom, a ona musiała znaleźć się na jego pokładzie. 

Oczywiście  bez  Maxa.  –  No,  to  do  zobaczenia  później  – 

powiedziała ze sztuczną życzliwością i otworzyła drzwi. 

W tym samym momencie usłyszała dźwięk zapuszczanego 

motoru. 

– 

Podrzucę cię do hotelu. 

Zawahała  się  z  dłonią  na  klamce.  Z  jednej  strony  miała 

straszliwie  mało  czasu,  z  drugiej  jednak  podejrzewała,  że  Max 

zamierza uczepić się jej niczym, nie przymierzając, rzep psiego 

ogona,  licząc  na  to,  że  ona  doprowadzi go do Fiony jak po 

sznurku. 

– Kate! – 

rzucił rozkazującym tonem i jakoś tak się stało, że 

odruchowo  zamknęła  drzwi,  czego  natychmiast  pożałowała. 

Teraz  Max  będzie  przekonany, że  może  nią  rządzić...  Była  tak 

nadąsana, że dopiero gdy stanęli przed jej hotelem, zorientowała 

się, że przecież nie podała mu adresu. Nawet Glen nie wiedział, 

background image

gdzie się zatrzymała. Do licha, ten Hunter naprawdę jest dobry, 

pomyślała z niechętnym uznaniem. 

Wymamrotała  podziękowanie,  wyskoczyła  z  samochodu  i 

wbiegła  po  schodach.  Wiedziała,  że  Max  śledzi  ją  wzrokiem, 

więc  uległa  pokusie  i  w  samych  drzwiach  odwróciła  się,  by 

spojrzeć  na  niego  ostatni  raz.  Na  jego  twarzy  malowało  się  to 

samo  zadowolenie z siebie, jakie widziała u niego, gdy stał po 

drugiej stronie bramy willi Aminiego. 

Żachnęła się i pospiesznie udała się do swojego tandetnego 

pokoiku  na  poddaszu.  Gniewnie  chwyciła  wysłużoną  torbę  z 

grubego płótna i z przyzwyczajenia zajrzała pod łóżko, choć i tak 

nic nie mogło pod nie wpaść. Nigdy nie wypakowywała więcej 

rzeczy, niż było to absolutnie niezbędne, gdyż często powodzenie 

zależało  od  błyskawicznego  przemieszczania  się  z  miejsca  na 

miejsce. 

Zeszła na dół, uregulowała rachunek, załatwiła też sprawę 

wynajętego samochodu i opuściła hotel. Była niemal pewna, że 

Max nie popuści i zaczeka na nią, ale nie wyglądało na to. Na 

wszelki  wypadek  rozejrzała  się  wokół  podejrzliwie,  lecz  nie 

dostrzegła go nigdzie, więc udała się w stronę przystani nieco już 

uspokojona. Nie miała najmniejszej ochoty z nikim współdziałać. 

Nawet  z  kimś  tak  znanym i cenionym jak Hunter. Zawsze 

pracowała sama, koniec i kropka. 

Gdy tylko znajdzie się w Sorrento, natychmiast zadzwoni do 

Glena  i  postawi  mu  takie  warunki,  że  będzie  musiał  na  nie 

przystać,  inaczej  nie  dostanie  żadnych  zdjęć.  Na  jej  ustach 

pojawił się nieco złośliwy uśmiech. Akurat będzie taka pora, że 

wyrwie szefa ze snu w samym środku nocy. Świetnie! 

Należało mu się. 

Na  molo  kłębił  się  tłum  ludzi,  którzy  wykrzykiwali  coś 

gniewnie  w  nie  znanych  jej  językach.  Nieco  zdezorientowana 

Kate podeszła do okienka. 

– Brak biletów – 

oznajmiła siedząca za szybą kobieta. 

– Jak to? 
– Wykupione. – 

Bileterka wskazała kłócących się turystów. 

–  Dwie grupy, jeden przejazd – 

wyjaśniła  dość  kulawym 

angielskim. 

Kate zauważyła teraz, że w centrum zamieszania znajdowali 

się  trzej  mężczyźni  –  dwaj piloci obu wycieczek oraz kapitan, 

któremu  wymachiwali  przed  nosem  biletami  i  dowodzili,  że  to 

właśnie ich grupa ma pierwszeństwo wstępu na prom. 

– 

Będzie więc musiał popłynąć dwa razy – stwierdziła Kate, 

lecz kobieta przecząco pokręciła głową. – To jak mam się dostać 

do Sorrento? 

Odpowiedziało jej wzruszenie ramion. 

– Jutro. 
– 

Ale  ja  muszę  teraz!  –  wykrzyknęła  z  oburzeniem,  lecz 

bileterka  odwróciła  się  z  powrotem  do  małego  telewizora,  nie 

poświęcając jej więcej uwagi. 

Kate  odeszła  od  okienka,  mrucząc  pod  nosem  różne 

background image

nieparlamentarne wyrazy. Niepostrzeżenie wmieszała się w tłum, 

zamierzając  w  odpowiednim  momencie  dołączyć  do  tej  grupy, 

której przewodnik w końcu postawi na swoim. 

Naraz  spostrzegła,  że  kapitan  rozkłada  ręce,  po  czym 

sta

nowczym  krokiem  udaje  się  w  kierunku  pobliskiej  tawerny, 

wyraźnie pozostawiając rozwiązanie problemu obu pilotom. 

–  Coraz lepiej – 

warknęła,  wycofując  się  spomiędzy 

turystów, by biec za kapitanem promu i zaoferować mu pewną 

kwotę w zamian za prawo wstępu na pokład. Ten przejazd będzie 

kosztował ją znacznie drożej, niż się spodziewała... 

– 

Czyżbyś wybierała się tam, gdzie ja? – dobiegł ją znajomy 

głos. 

Max  siedział  sobie  wygodnie  na  drewnianej  ławce  i 

wyglądał tak, jakby to całe zamieszanie nieźle go bawiło. Kate 

zawahała się, po czym zajęła miejsce obok niego, z rezygnacją 

rzucając torbę na ziemię. 

– 

Możesz się wybierać, dokąd tylko chcesz, ale i tak nikt się 

nie ruszy z wyspy – 

wyjaśniła. – To ostatni kurs, ale sprzedano 

dwa razy więcej biletów, niż trzeba. Kapitan się wściekł i widać, 

że prom nie odpłynie, dopóki piloci wycieczek nie rozstrzygną 

sprawy  między  sobą.  Nie  wiem,  może  on  liczy  na  to,  że  się 

pozabijają, a wtedy spokojnie przewiezie resztę... 

– 

A  do  tej  pory  Fiona  i  Damian  będą  już  daleko  – 

podpow

iedział usłużnie Max. 

Kate zgarbiła się, jakby poczuła na plecach ogromny ciężar, 

za  to  jej  towarzysz  spokojnie  założył  nogę  na  nogę  z  miną 

człowieka pozbawionego wszelkich trosk. 

– 

Nie wyglądasz mi na osobę, którą może powstrzymać taki 

drobiazg – 

zauważył niewinnym tonem. 

– 

Wystarczy  przekupić  kapitana,  problem  polega  tylko  na 

tym, kiedy w końcu uda się wypłynąć. 

Z dezaprobatą pokręcił głową. 

– 

Oj, Kate, jakaś ty cyniczna. I jak mało pomysłowa. 

O ile tym pierwszym określeniem nie przejęła się zbytnio, 

gdyż ta cecha bardzo przydawała się w jej zawodzie, to drugie 

dotknęło ją do żywego. 

– 

Gdybym nie była pomysłowa, to ciebie też by tu nie było, 

bo oprócz mnie nikt nie wyczuł, że coś się święci w związku z 

Fioną Ferguson – odparła z urazą. 

– 

Początek był niezły, ale co dalej? – Z zadowoloną miną 

oparł się wygodniej, zamknął oczy i wystawił twarz do słońca. – 

Zatriumfowałaś nad psami, mafiosem i policją i naraz miałby cię 

powstrzymać jakiś głupi prom? 

Oczywiście  musiał  jej  przypomnieć  akurat  to,  czego 

dokonała dzięki jego pomocy, jakżeby inaczej? 

– 

Ośmielę się zauważyć, że ty też jesteś uwiązany na wyspie 

przez ten głupi prom – wytknęła ze zjadliwą satysfakcją. 

– Wcale nie. 

Nie  musiała  na  niego  patrzeć,  żeby  wiedzieć,  że  na  jego 

twarzy widnieje ten wyraz zadowole

nia,  który  zaczynała 

background image

serdecznie nienawidzić. 

– A co? Masz bilety na obie wycieczki? 
– 

Nie. Inny środek transportu. 

Aż  otworzyła  usta  ze  zdziwienia,  lecz  na  szczęście  Max 

wciąż miał zamknięte oczy, więc nie zauważył jej miny. 

– 

Wynająłem łódź – wyjaśnił uprzejmie. 

– To czemu siedzisz tutaj? 
– 

Czekam, aż zatankują paliwo. 

Kate  nie  wytrzymała  i  rozejrzała  się  dookoła,  zaś  Max 

musiał  to  wyczuć,  gdyż  leniwie  otworzył  jedno  oko  i  wskazał 

ręką: 

– Tam. 

Ujrzała zgrabny kabinowy jacht i bezwiednie zacisnęła dłoń 

na pasku aparatu. Spokojnie znalazłoby się miejsce dla więcej niż 

jednego pasażera... 

– 

Wynająłeś całość, czy tylko zaklepałeś sobie miejsce? 

– 

Całość. 

Zauważyła, że Max przypatruje jej się bacznie i poczuła się 

tak  samo,  jak  wtedy  pod  zamkniętą  bramą  willi. Znów 

znajdowała się w pułapce i, tak jak poprzednio, człowiek, który 

mógł wydobyć ją z tarapatów, bawił się jej kosztem. 

Wyraźnie czekał, aż ona go poprosi, żeby łaskawie zechciał 

udzielić pomocy. Duma nie pozwalała jej tego zrobić. 

Z drugiej jednak str

ony czas pracował na jej niekorzyść... 

– 

No, chyba skończyli. – Max wstał z ławki i przeciągnął się. 

– Pora na mnie. 

– 

Nie  zaproponujesz,  żebym  płynęła  z  tobą?  –  spytała 

cichym głosem. 

– Nie. 

No tak, można było się tego spodziewać. On nie przepuści 

okazji, 

żeby  udowodnić  swoją  przewagę.  Nie  miała  wyjścia, 

musiała się dostosować. 

– 

A czy mogę zabrać się z tobą? 

–  Tak.  – 

Sięgnął  po  jej  zakurzoną  torbę,  przewiesił  sobie 

przez ramię i wyciągnął rękę, by pomóc Kate wstać. 

Nienawidziła  go  w  tym  momencie  z  całego  serca,  ale  cóż 

miała zrobić? Puściła jego dłoń, gdy tylko się podniosła. 

– 

Ile  będzie  mnie  to  kosztować?  –  spytała,  choć  nie 

przypuszczała, by człowiek, który mógł sobie łatwo pozwolić na 

wynajęcie jachtu, potrzebował zwrotu części kosztów. 

Max powoli zmie

rzył ją wzrokiem, a kąciki jego ust uniosły 

się nieznacznie w leciuteńkim uśmiechu. 

– 

Porozmawiamy o tym... później. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Przypłynęli do Sorrento na długo przed promem z Capri, ale 

oczywiście  dużo  później  niż  Fiona  i  Damian.  Patrząc  na 

luksuso

wy  biały  jacht,  który  kołysał  się  łagodnie  przy  brzegu, 

Kate  planowała  następne  posunięcie.  Max  stał  nieopodal,  ale 

sprawiał wrażenie, jakby nic go nie obchodziło. Przez całą drogę 

siedział  na  samym  dziobie,  wystawiając  twarz  do  wiatru  i 

bryzgów słonej wody lub też żartując z kapitanem. 

Łatwo  mu  się  było  śmiać,  skoro  nie  musiał  się  martwić  o 

pieniądze – w odróżnieniu od Kate. Wiedziała, że nie może sobie 

pozwolić  na  spędzenie  kilku  kolejnych  dni  we  Włoszech,  ale 

musiała zaryzykować, ponieważ zainwestowała już zbyt dużo w 

ten  wyjazd.  Gdyby  się  teraz  wycofała,  wszystko  poszłoby  na 

marne. W dodatku zostawiłaby Maxa samego na polu bitwy i to 

jemu przypadłaby palma zwycięstwa. O, nie, nie dopuści do tego! 

Z tym buntowniczym nastawieniem zeszła na brzeg. 

– Arrivederci! – 

Max pomachał kapitanowi na pożegnanie. – 

No, to jesteśmy – obwieścił z zadowoleniem. 

Jego  dobry  humor  zirytował  ją.  Już  miała  w  odpowiedzi 

wygłosić jakąś kąśliwą uwagę, gdy nagle słowa zamarły jej na 

ustach.  Jej  towarzysz  wyglądał  na  zupełnie  odmienionego  tą 

podróżą, wydawało się, jakby morska woda zmyła z jego twarzy 

zmęczenie  i  smutek.  A  może  to  wpływ  słynnego  łagodnego 

światła włoskich wieczorów, które zainspirowało tylu artystów? 

Tym razem zainspirowało ono Kate. Bez namysłu rzuciła torbę na 

ziemię,  podniosła  aparat,  ściągając  osłonę  obiektywu  i 

wprawnym gestem błyskawicznie nastawiła czas oraz przesłonę. 

– 

Zauważyłaś coś ciekawego? – Odwrócił twarz w jej stronę, 

a wtedy zrobiła mu zdjęcie. 

– 

Co  ci  przyszło  do  głowy? – spytał ze  śmiechem.  – Czy 

wyglądam aż tak tragicznie, że trzeba było to uwiecznić? 

– 

Przeczesał palcami potargane przez wiatr włosy. 

Zamknęła aparat, zastanawiając się nad odpowiedzią. 

– 

Wyglądasz  na  szczęśliwego  –  wyjaśniła.  –  A chyba od 

dawna nie byłeś – dodała po chwili, choć nie wiedziała, czy nie 

powinna zachować tej uwagi dla siebie. 

Przyglądał  jej  się  przez  moment  w  milczeniu,  po  czym 

skierował wzrok z powrotem ku morzu. 

– 

Ostatni raz płynąłem łodzią dwa lata temu. To była zima. 

Cieśniny  Allimah.  Noc.  Każdy  z  nas  oświetlał  powierzchnię 

wody  reflektorem,  w  każdej  chwili  mogliśmy  natknąć  się  na 

minę. Nie miałem odwagi mrugać, oczy mi łzawiły, ale bałem się 

poruszyć, żeby je wytrzeć. Ułamek sekundy wystarczyłby, żeby 

przeoczyć niemal niewidoczny czarny kształt w czarnej wodzie. I 

było zimno, tak straszliwie zimno... – Jego głos stawał się coraz 

cichszy. 

Chciała spytać, czemu właściwie znalazł się na tamtej łodzi i 

co  go  zmusiło  do  tak  niebezpiecznej  wyprawy,  ale  intuicja 

background image

podpowiedziała  jej,  żeby  nie  wtrącać  się  do  jego  wspomnień. 

Może sam zechce ujawnić coś więcej? Widziała po wyrazie jego 

oczu, że wciąż nie do końca powrócił do teraźniejszości, że nadal 

miał przed sobą widok, o którym mówił. On jednak uśmiechnął 

się samymi ustami i przewiesił sobie przez ramię swoją skórzaną 

tor

bę, równie zniszczoną jak jej własna. 

– 

Głodna? 

– Potwornie – 

przyznała. 

Zerknął na zegarek, a potem położył dłoń na plecach Kate i 

skierował ją w stronę małego barku. 

– 

Zdążymy  coś  przegryźć.  Mamy  czterdzieści  minut  do 

odejścia pociągu. 

– 

Pociągu? O czym ty mówisz? 

– 

A  nie  wybierasz  się  do  Rzymu?  –  zainteresował  się, 

cofając rękę. – Przecież film jest kręcony właśnie tam. 

– 

Owszem, ale jeszcze nic nie zrobiłam w tym kierunku... 

– 

Ale ja zrobiłem – poinformował spokojnie i podszedł do 

stolika, gdzie poczeka

ł,  aż  zdezorientowana  Kate  dołączy  do 

niego i podsunął jej krzesło. – Mamy bilety na ekspres do Rzymu 

o dziewiątej wieczorem. 

Nie podobało jej się to. 

– 

Aha, z góry założyłeś, że będę chciała z tobą pojechać? 

– A nie chcesz? 

Usiadła  i  ze  złością  sięgnęła  po  menu.  Max  zaczynał  się 

coraz bardziej szarogęsić, na co nie powinna mu pozwalać, ale z 

drugiej strony nie mogła też pozwolić, by duma przeszkodziła jej 

w wykonywaniu pracy. 

– 

A właściwie, jak ty to załatwiłeś? 

– 

Zarezerwowałem  je  telefonicznie  z  kasy  biletowej na 

Capri. 

Przypomniała sobie zapatrzoną w ekran telewizora kobietę, 

która z nią w ogóle nie chciała gadać. No tak, ale ona nie była 

przystojnym szatynem... 

– 

Jesteś  całkiem  niezły  jak  na  nowicjusza  –  przyznała 

niechętnie. 

Roześmiał się. 

– 

Nie jestem nowicjuszem, zapewniam cię. 

– 

W  swoim  fachu  na  pewno  nie,  ale  to  jest  coś  zupełnie 

innego. 

– 

Nie Uczyłabyś się ze mną, gdybym nie był ci do niczego 

przydatny.  Aczkolwiek  i  tak  zamierzałaś  zostawić  mnie  na 

wyspie, prawda? 

Rzuciła menu na blat stolika, nawet go nie czytając. 

– 

Nie mam w zwyczaju pomagać konkurencji. 

– 

Nie stanowię konkurencji. 

– W takim razie, jak to nazwiesz? – 

zaatakowała Kate, która 

zdecydowała  się  postawić  sprawę  jasno.  Najwyższy  czas 

wyjaśnić sobie pewne sprawy. 

– Powiedzmy, 

że jestem po prostu zainteresowany tym, żeby 

twoja gazeta otrzymała dobry materiał. 

background image

Spojrzała  na  niego  wymownie.  Przez  dłuższą  chwilę 

mierzyli  się  wzrokiem,  starając  się  przeniknąć  myśli  drugiej 

osoby,  jednocześnie  nie  ujawniając  swoich.  Byli  dwojgiem 

samotników, którzy przywykli do obserwowania innych, sami 

pozostając  w  cieniu  i  nigdy  nie  odkrywając  swoich  kart  przed 

nikim. Kate zrozumiała nagle, że ma przed sobą pokrewną duszę. 

– 

Nie  pracuję  już  jako  reporter  wojenny,  postanowiłem 

rozejrzeć  się  za  czymś  innym.  Twoja  praca  może  być  całkiem 

niezła. 

– 

Widzę, że nie owijasz w bawełnę – skomentowała cierpko. 

– 

Nie,  wcale  nie  zamierzam  wysadzić  cię  z  siodła  i  zająć 

twojego miejsca – 

uspokoił  ją  szybko.  –  Chciałem  tylko 

powiedzieć,  że  zmieniam  pole  działania.  Fotografowałem  takie 

widoki, że z przyjemnością przerzucę się na coś zupełnie innego, 

dlatego pomyślałem o tym, co ty robisz. 

– 

Daję  ci  słowo,  że  uganianie  się  z  aparatem  za  znanymi 

ludźmi wcale nie jest takie ekscytujące, jakby się mogło wydawać 

– 

zapewniła go. 

– 

Domyślam się – odparł Max, skinął na kelnera i zamówił 

dwie pizze. – 

Dlatego  potrzebuję  dobrego  nauczyciela,  a  Glen 

powiedział mi, że jesteś najlepsza. 

Warto wiedzieć takie rzeczy, pomyślała. Jeśli rzeczywiście 

tak  powiedział,  to  wykorzystam  to,  gdy  przyjdzie do ustalania 

ceny za zdjęcia. 

– 

Chyba  nie  masz  nic  przeciw  temu,  żeby  wprowadzić 

kolegę reportera w tajniki fachu? Oczywiście, nie liczę na dużo, 

ale przynajmniej mogłabyś mi trochę pomóc. Sama zauważyłaś, 

że jestem nowicjuszem. 

Musiałaby upaść na głowę, żeby pomagać konkurencji. 

Tym niemniej, komplementy robiły swoje. Sam wielki Max 

Hunter nazywał siebie jej kolegą i prosiło naukę. Nie każdy mógł 

usłyszeć coś takiego. Kto wie, może do tej pory jeszcze nikt tego 

nie usłyszał... 

–  Co chcesz wiedzie

ć?  –  spytała,  unikając  w  ten  sposób 

udzielenia jasnej odpowiedzi. 

– 

W tej grze nie ma żadnych reguł, prawda? Każdy działa na 

własną rękę i nikt się nie wtrąca do jego metod? 

Zauważyła, jak lśnią mu oczy. Stało się dla niej oczywiste, 

że Max nade wszystko uwielbiał wolność działania i nie znosił 

być od kogokolwiek zależny. Zupełnie tak samo, jak ona. 

– 

Czego właściwie ode mnie oczekujesz? 

– 

Pozwól mi jechać z tobą i przyjrzeć się, jak to wygląda. 

Wcale  jej  się  ten  pomysł  nie  podobał,  jednakże  zdawała 

sobie s

prawę z tego, że znów nie pozostawił jej wyjścia. 

Odmowa niczego by nie załatwiła, mogłaby tylko pogorszyć 

sprawę,  gdyż  Max  stanąłby  na  głowie,  żeby  pierwszy  zrobić 

zdjęcia  i  udowodnić  w  ten  sposób,  że  jest  lepszy  i  że  poradził 

sobie bez niczyjej pomocy. L

epiej  się  zgodzić,  przynajmniej 

będzie miała go na oku. 

– 

Dobrze, ale pod jednym warunkiem. Fiona należy do mnie. 

background image

Ja robię zdjęcia i ja ustalam sposób działania – oznajmiła twardo. 

Max  ściągnął  brwi,  lecz  po  chwili  niemal  niezauważalnie 

skinął głową. 

– Zgoda. 

Było oczywiste, że nie przywykł do tego, by ktoś dyktował 

mu  warunki.  Kate  poczuła,  że  w  tym  momencie  odniosła 

zwycięstwo, może nawet ważniejsze, niż mogłoby się to komuś 

wydawać. 

Przygotowanie  pizzy  zajęło  więcej  czasu,  niż  się 

spodziewali i w efe

kcie zdążyli przełknąć zaledwie kilka kęsów, 

gdy  okazało  się,  że  muszą  się  zbierać.  Zapakowali  resztę  w 

papier,  chwycili  butelki  z  wodą  mineralną  i  pobiegli  na  stację. 

Zdążyli  odebrać  swoje  bilety  i  wsiąść  do  pociągu  niemalże  w 

ostatniej  chwili.  Wciąż  dysząc  po  szaleńczym  biegu,  zajęli 

miejsca  w  wagonie  pierwszej  klasy  i  w  tym  momencie  pociąg 

ruszył. 

– 

Udało się – powiedział z zadowoleniem Max. 

Kate, coraz bardziej zmęczona po szaleńczym dniu, zdobyła 

się na blady uśmiech i wyjęła nadgryzioną pizzę z zatłuszczonego 

papieru. 

–  Dobrze, ustalmy wreszcie kwestie finansowe – 

powiedziała,  choć  obawiała  się,  że  po  usłyszeniu  odpowiedzi 

straci apetyt. Trzeba było to jednak załatwić. 

– Nie mówmy o tym. 

Poczuła,  że  jedzenie  staje  jej  w  gardle.  Przełknęła 

pospiesznie. 

– 

Aż  tyle  to  kosztowało?  –  Starała  się  nadać  swojemu 

głosowi dość obojętny ton, ale chyba nie wyszło jej to najlepiej. 

– 

Chodzi  mi  o  to,  że  wpiszemy  wszystko  w  koszt  mojej 

delegacji, tak będzie prościej. 

– 

Chcesz mi powiedzieć, że Glen pokrywa twoje wydatki? – 

wyrwało jej się, lecz była zbyt zdumiona, żeby się powstrzymać. 

Jej szef słynął z tego, że miał przysłowiowego węża w kieszeni. 

Jedyne, co udało jej się od niego wydębić, to pieniądze na bilet 

lotniczy do Włoch, a i tak zamierzał jej to potrącić przy płaceniu 

za zdjęcia. 

Max przez chwilę przyglądał jej się w milczeniu i Kate zdała 

sobie sprawę z tego, że zdradziła mu o sobie zbyt wiele. 

– 

Zawsze tak jest, kiedy dla kogoś pracuję – wyjaśnił. 

–  Ale Glen nie uznaje takich zasad – 

niemal  warknęła,  w 

myślach podwajając cenę za zdjęcia Fiony. 

– 

A prosiłaś go kiedyś o to? 

Żachnęła się. 

– 

Oczywiście! 

Gniewnie  ugryzła  zimną  już  pizzę,  choć  rzeczywiście 

straciła apetyt. Do Ucha, wychodziła w jego oczach na naiwną 

amatorkę. 

Max w zamyśleniu bawił się swoją butelką wody mineralnej. 

– 

Zawsze przecież możesz sprzedać zdjęcia komuś innemu. 

– 

To  niczego  nie  zmieni.  Tylko  fotoreporterzy  na  stałej 

background image

umowie,  no  i  takie  sławy  jak  ty,  oczywiście,  mają  pokrywane 

koszty  wyjazdów.  Jak  ktoś  pracuje  na  zlecenie,  to  sam  za 

wszystko 

płaci. 

– 

To czemu nie przechodzisz na stały kontrakt? 

– 

Zaproponowałam to Glenowi jakiś czas temu, ale odparł, 

że „World Eye” nie może sobie na to pozwolić. – Nie dodała, że 

nie  ponowiła  propozycji  i  że  teraz  nie  przyjęłaby  takiej  oferty, 

nawet gdyby szef 

błagał ją na klęczkach. To, co się zrobiło z tej 

gazety, stanowczo wykluczało jakąkolwiek dalszą współpracę. 

– 

Od dawna jesteś w takim zawieszeniu? 

– 

Od  kilku  miesięcy  –  odparła,  po  czym  skorygowała  w 

myślach, że właściwie to już rok. No, może trochę więcej. 

Szczerze mówiąc, to prawie dwa lata... Właściwie, jak to się 

stało? Dlaczego dopuściła do tego, by traktowano ją niemal jak 

popychadło? – Myślałam, że z czasem jakoś wszystko się ułoży – 

wytłumaczyła  dość  niezdarnie.  –  Kiedy  gazeta  sprzedawała  się 

lepie

j, to i Glen więcej płacił. 

Oczywiście, gdy popyt spadał, to Glen płacił mniej, ale tego 

już nie dodała. Tak, rzeczywiście trzeba zwijać żagle i znaleźć 

sobie inną przystań. A pieniądze za zdjęcia Fiony Ferguson dadzą 

jej czas na poszukanie innej pracy. Westchnęła, co oczywiście nie 

umknęło uwagi Maxa. 

– 

Czemu tak długo pozwalasz mu się wykorzystywać? 

– 

Chyba  z  poczucia  lojalności.  To  właśnie  on  po  raz 

pierwszy  zapłacił  mi  naprawdę  duże  pieniądze  za  zdjęcia  i  to 

akurat 

wtedy, gdy diabelnie ich potrzebowałam. 

– A teraz nie potrzebujesz? 

Uśmiechnęła się niewesoło. 

– Dobre pytanie. 

Odpowiedział jej podobny uśmiech. 

– 

Tak, łatwo jest gdzieś utknąć i nie posuwać się dalej. 

Wtedy przestajesz doceniać swoją wartość. 

– 

Łatwo  ją  też  przecenić,  a  wtedy  spada  popyt  na  twoje 

usługi – ostrzegła. 

– 

Czasami trzeba zaryzykować. 

Dobrze  ci  mówić,  kiedy  masz  pełne  konto  w  banku, 

pomyślała z urazą. 

– 

Dzięki za radę – odparła z przekąsem. 

– 

Och, nie musisz brać sobie tego do serca. 

– Nie oba

wiaj się, nie wezmę. 

Max roześmiał się, słysząc tę ciętą odpowiedź, ale śmiał się 

jakby ciut za głośno i za długo, by to było szczere. 

– Nie lubisz mnie, prawda? 

Ale  za  to  mi  się  podobasz,  pomyślała.  Kate  z  wysiłkiem 

odsunęła od siebie tę myśl. 

–  Przede ws

zystkim  prawie  cię  nie  znam,  więc  trudno 

cokolwiek  powiedzieć.  Nie  da  się  jednak  ukryć,  że  stanowisz 

zagrożenie dla mojej przyszłej stabilizacji finansowej. 

– 

Uwierz mi, że nie. 

– 

Niby czemu miałabym ci wierzyć? 

background image

Rysy jego twarzy stwardniały wyraźnie. 

–  Nie 

zapominaj, że  mogłem  zostawić cię  na terenie  willi 

mafiosa, potem na przystani na Capri, a wreszcie w Sorrento. 

– 

Czemu więc tego nie zrobiłeś? 

W jego oczach pojawił się jakiś dziwny błysk. Max przez 

chwilę nie odpowiadał i Kate odgadła, że starannie dobierał każde 

słowo. 

– 

Jestem znany z tego, że pomagam kolegom po fachu, gdy 

wpadną w tarapaty. 

– 

Może cię to zadziwi, ale nie jestem taka znowu bezradna, 

jak mogłoby ci się wydawać. Miałam plan wydostania się z Capri, 

spokojna twoja głowa – oznajmiła z godnością, po czym oparła 

się  i  zamknęła  oczy,  dając  znak,  że  uważa  dyskusję  za 

zakończoną. 

Starała się nie myśleć o tym, że dotrą na miejsce w samym 

środku nocy i że trzeba będzie zorganizować jakiś nocleg. 

Zamiast  tego  myślała  o  mężczyźnie,  który  irytował  ją 

bezgranicznie  i  jednocześnie  fascynował.  Zerknęła  na  niego 

nieznacznie spod rzęs i odkryła, że przyglądał jej się z absolutnie 

nieodgadnionym wyrazem twarzy. 

Co  on  sobie  myśli?  O  co  mu  tak  naprawdę  chodzi?  I 

właściwie czemu zależy mi na tym, żeby go przeniknąć? Czemu 

tak mnie to korci? Czy to nie jest niepokojący znak? Ale jakoś 

wcale mnie to nie niepokoi. Ale czy to, że mnie to nie niepokoi, 

nie  jest  jeszcze  bardziej  niepokojące?  Chyba  się  trochę 

zakałapućkałam... Coś mi się zdaje, że lepiej zrobię, jak spróbuję 

się zdrzemnąć. Mam przeczucie, że czeka mnie sporo bezsennych 

nocy... 

 
– 

Kate,  przestań  się  wreszcie  głupio  upierać! 

Zarezerwowałem dla nas miejsca w Hotelu Principe. – Max skinął 

na taksówkę. 

Principe?  Nie,  ten  hotel  z  pewnością  nie  figurował  w  jej 

„Praktycznym przewodniku po Rzymie”. 

– 

Dzięki, ale wolę zatrzymać się w Villa de San Marco. 

– 

Kate była zdeterminowana, żeby wreszcie wyrwać się spod 

nieznośnej  kurateli  Maxa.  Koniec  z  traktowaniem  jej  jak  małe 

dziecko, koniec z podejmowaniem decyzji samemu, koniec 

nieliczenia się z jej zdaniem. 

– 

Kiedy  tam  jest  naprawdę  fajnie.  Znam  dyrektora, 

zobaczysz, że będą nas rozpieszczać. Co masz sobie odmawiać? 

Kate znalazła się w rozterce. Z jednej strony miała ogromną 

ochotę odegrać się trochę na Glenie i zaszaleć na jego koszt, a z 

drugiej  pragnęła  nareszcie  zerwać  z  wizerunkiem  biednej 

zagubionej Kate i dzielnego rycerza Maxa, który przybywał jej na 

odsiecz. 

Wciąż  niepewna,  czy  słusznie  postępuje,  wsiadła  do 

taksówki.  Nie  przesadzaj,  naprawdę  jest  środek  nocy, a ty nie 

masz nigdzie zarezerwowanego pokoju, tłumaczyła sama sobie, 

ale  wciąż  miała  obiekcje,  które  wcale  się  nie  zmniejszyły, gdy 

background image

weszła  do  wyłożonego  marmurem  holu.  Chyba  z  tuzin 

kryształowych luster w grubych złoconych ramach ukazał odbicie 

cokolwiek 

speszonej  młodej  kobiety  w  nieco  wygniecionym 

czarnym ubraniu. 

– Kate, pozwól, to jest signor Giordano. – 

Max przedstawił 

starszego pana, niewiele wyższego wzrostem od niej. 

– Witamy w Principe, signorina. 
– 

To miejsce słynie z gościnności. Czy nie można by trochę 

porozpieszczać również panny Brandon? – dodał Max. 

– 

Ależ oczywiście! 

Kate poczuła się nagle tak, jakby mówili o dwunastoletnim 

dziecku, ale z drugiej strony głupio byłoby protestować. 

Zresztą,  wcale  jej  nie  przeszkadzało,  że  choć  raz  w  życiu 

kto

ś zamierza jej dogadzać, bynajmniej... 

Wjechali  staroświecką  windą  na  samą  górę,  gdzie  signor 

Giordano zaprowadził ich korytarzem pod podwójne drzwi, obite 

bladobłękitnym aksamitem. Przekręcił w zamku ozdobny klucz, 

ujął złocone klamki i teatralnym gestem otworzył oba skrzydła, 

by od razu ukazać gościom pełen widok apartamentu. 

Max  wszedł  do  środka  i  dopiero  po  kilkunastu  krokach 

zorientował się, że coś jest nie tak. Odwrócił się i ujrzał, że Kate 

zamarła w progu. Gestem zaprosił ją do środka, lecz bez rezultatu. 

– Signorina? – 

odezwał się z niepokojem dyrektor hotelu. 

Nie  wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Max  podszedł  i 

bezceremonialnie wciągnął ją do środka. 

– 

Tu  są  dwie  sypialnie  –  wyjaśnił  z  lekkim  naciskiem  w 

głosie.  –  Jedna tu, a druga tam –  wskazał.  –  Wybierz,  którą 

chcesz. 

Jak ona miała wybierać, skoro aż kręciło jej się w głowie od 

natłoku rzeźb, luster, obrazów oraz unikatowych mebli? 

Zaraz,  zaraz,  czy  przypadkiem  nie  czytała  gdzieś,  że 

luksusowy Principe był starym pałacem przerobionym na hotel? 

–  Czy mo

gę  coś  zasugerować,  signorina?  Radziłbym 

zdecydować się na sypialnię po prawej, ma ona odrobinę większą 

łazienkę. 

– 

Dziękuję – odparła, starając się wykazać opanowaniem. 

Szczyciła  się  tym,  że  potrafiła  poradzić  sobie  w  każdej 

sytuacji. Na tę jednak nie była przygotowana, gdyż nigdy w życiu 

nie przyszłoby jej do głowy, że znajdzie się w takim miejscu. 

Oszołomiona,  podążyła  za  uprzejmym  Włochem  przez 

salon,  następnie  przez  jadalnię,  w  której  znajdował  się 

przepięknie nakryty stół i gdzie spokojnie mogłoby biesiadować 

kilkanaście osób. Zdała sobie sprawę z tego, że apartament był 

znacznie większy od całego jej mieszkania, zaś opłata za jedną 

noc pewnie pokryłaby jej miesięczny czynsz. 

Gdy  stanęli  na  progu  sypialni,  aż  wciągnęła  powietrze  ze 

zdumienia. 

– 

Mogę spytać, czy signorina jest zadowolona? 

Czy ten człowiek kpił sobie z niej? Miała przed sobą pokój, 

jaki do tej pory mogła ujrzeć jedynie na zdjęciach w kolorowych 

background image

magazynach – 

z ogromnym marmurowym kominkiem, satynową 

pościelą  i  łożem  z  baldachimem.  Nie  było  sensu  udawać,  że 

przywykła do luksusu i że taki widok nie robi na niej wrażenia. 

Spojrzała na dyrektora i wyczytała w jego spojrzeniu autentyczny 

niepokój.  Odgadła,  że  on  z  kolei  przywykł  do  zblazowanych 

bogaczy, których trudno zadowolić. 

– To jest 

najpiękniejszy pokój, jaki kiedykolwiek widziałam 

– 

przyznała szczerze. – Nigdy nie zapomnę tego widoku. 

Jego twarz rozjaśniła się promiennym uśmiechem. 

W następnej kolejności przeszli do łazienki, gdzie dyrektor 

hotelu  włączył  elegancki  elektryczny  grzejnik, na którym 

starannie  ułożył  wyjęty  z  szafki  miękki  biały  szlafrok  z 

wyhatfowaną  nazwą  hotelu.  Potem  odkręcił  kurki,  by  napuścić 

wody  do  wanny,  skłonił  się  głęboko  i  dyskretnie  zniknął  za 

drzwiami. 

Kate  uśmiechnęła  się  do  siebie.  Rzeczywiście  była 

rozpieszczana, i to bardzo. 

Starannie  obejrzała  etykietki  na  szklanych  buteleczkach, 

ułożonych  z  wyszukaną  niedbałością  w  białym  plecionym 

koszyczku, wybrała esencję różaną i wlała do wody. Glen w życiu 

nie  uiści  rachunku za takie  luksusy,  pomyślała. Niezależnie od 

tego, co Maxowi się wydaje i jak bardzo się przyjaźnią, nie ma 

mowy, żeby szef przełknął taki rachunek. 

Cóż,  Max  będzie  zmuszony  sam  pokryć  koszty  swoich 

zachcianek,  ale  pewnie  spokojnie  mógł  sobie  na  to  pozwolić, 

więc nie musiała mieć wyrzutów sumienia. 

Gdy zakręciła wodę, usłyszała pukanie do drzwi. 

– Kate, gdy wyjdziesz. 

Ponieważ jeszcze się nie rozebrała, otworzyła mu, a on podał 

jej małą srebrną tacę. Ze zdumieniem spojrzała na kieliszeczek 

bursztynowego płynu i filiżankę z mlekiem. 

– Co to jest? 
– 

Nie  wiem,  jak  to  zrobiłaś,  ale  podbiłaś  serce  naszego 

gospodarza. Likier pochodzi z jego prywatnego barku, zaś mleko 

ma pomóc ci zasnąć. 

. – 

Akurat do tego nie potrzebuję żadnej pomocy – odparła, 

ale i tak wzięła od niego tacę. 

– Dobranoc. – 

Odwrócił się, żeby iść do siebie. 

– Max? 

Zatrzymał się i spojrzał na nią pytająco. 

Wiedziała,  że  powinna  go  ostrzec,  że  to  wszystko  jest  na 

jego koszt, bo Glen odmówi zapłacenia rachunku, ona zaś nie ma 

pieniędzy, żeby mu zwrócić. I żeby nie liczył na to, że ona da się 

przekupić  takim  traktowaniem  i  złagodzi  swoje  warunki,  jeśli 

chodzi  o  sprawę  Fiony.  Nie  miała  jednak  serca  mówić  mu  tak 

nieprzyjemnych  rzeczy  w  środku  nocy,  gdy  naprawdę  mieli  za 

sobą już dosyć wrażeń. Lepiej poczekać z tym do jutra. 

– O co chodzi? – spy

tał, gdy jej milczenie przedłużało się. 

– 

O nic. Chciałam tylko podziękować. 

Skinął głową. 

background image

– 

Śpij dobrze. 

Patrzyła za nim, dopóki nie zniknął za drzwiami, a potem 

rozejrzała  się  po  swoim  królestwie.  Zauważyła,  że  kołdra  jest 

zachęcająco  odwinięta,  widać  signor  Giordano  pomyślał  o 

wszystkim.  Z  niedowierzaniem  pokręciła  głową,  po  czym 

postawiła  tacę  na  marmurowym  blacie  stolika.  Z  lubością 

pociągnęła maleńki łyczek wyśmienitego trunku, a potem nieco 

większy  ciepłego  mleka,  zostawiając  sobie  resztę  likieru  na 

później,  gdyż  zamierzała  sączyć  go  w  łóżku.  A  może  lepiej 

podczas kąpieli? Trudna decyzja... 

Ech, to było życie! 

Życie, do jakiego lepiej się nie przyzwyczajać... 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Kate zamierzała porozmawiać z Maxem przy śniadaniu, ale 

w końcu na nie nie poszła. Okazało się bowiem, że śniadanie... 

przyszło do niej. 

Delikatne  pukanie  do  drzwi  spowodowało,  że  na  poły 

rozbudzona Kate odruchowo zasłoniła się kołdrą aż po brodę, aby 

zakryć swoją dość prostą koszulę. Miała nieodparte wrażenie, że 

takiej  sypialni  powinno  się  obowiązkowo  nosić  jakieś 

powiewne jedwabie i koronki, wszystko inne zakrawało na gruby 

nietakt... 

– 

Czy  pan  Hunter  już  jadł?  –  spytała  pokojówkę,  która 

postawiła przed nią tacę na nóżkach. 

– 

Tak. I powiedział, że ma pani odpoczywać i niczym się nie 

martwić. 

Gdy  Kate  została  sama,  podciągnęła  się  nieco  wyżej  na 

poduszkach  i  ogarnęła  tęsknym  spojrzeniem  wspaniale 

zastawioną tacę. Przywykła do tego, że zrywa się z samego rana i 

dokądś pędzi, pierwszy raz w życiu zdarzyło się, że miała zostać 

w  piernatach  i  raczyć  się  podstawionymi  pod  sam  nos 

pysznościami. Czy powinna sobie tak dogadzać? 

Kuszące zapachy oraz widok chrupiących rogalików szybko 

rozwiały jej wątpliwości. Nalała sobie kawy do filiżanki, napiła 

się i z zadowoleniem zapadła się głębiej w poduszki. Mmm, ale 

dobrze...  Nie  miała  pojęcia,  która  może  być  godzina,  ale 

zerknięcie  na  zegarek  wydawało  się  zbyt  wielkim  wysiłkiem. 

Zamiast tego, leniwym gestem sięgnęła po świeżutkie pieczywo 

oraz angielskojęzyczną gazetę, którą również jej przyniesiono. 

Nie  miała  ochoty  czytać,  ale  wolała  udawać  sama  przed 

sobą,  że  robi cokolwiek  pożytecznego, a  nie  tylko  pławi  się w 

luksusie. Może znajdzie jakąś informację o nowym filmie Fiony i 

czegoś się dowie? 

Ku swemu zaskoczeniu rzeczywiście znalazła notatkę na ten 

temat, z której wynikało niezbicie, że kręcenie ujęć we włoskim 

plenerze jest prawie na ukończeniu. Na ukończeniu? 

A ona nie miała jeszcze żadnego materiału! 

W  pośpiechu  odstawiła  tacę  i  wyskoczyła  z  łóżka.  Chyba 

zupełnie  zgłupiała  od  tego  zbytku,  kto  to  widział  tak  się 

idiotycznie  byczyć,  kiedy  trzeba  brać  się  do  roboty?  Max  co 

prawda  powiedział,  że  miała  odpoczywać  i  niczym  się  nie 

martwić, ale teraz już rozumiała, skąd się wzięła ta jego rzekoma 

troska. Chciał uśpić jej czujność, by móc bez przeszkód śledzić 

tamtych dwoje, podczas gdy ona będzie się przewracać z boku na 

bok! 

Zdenerwowana  tą  perspektywą,  w  dzikim  pośpiechu 

naciągnęła  czarne  legginsy  oraz  czarną  bluzeczkę,  ochlapała 

twarz zimną wodą, przeczesała włosy i wypadła z pokoju. 

W jadalni i salonie nie było nikogo. 

– Max? 

background image

Cisza. Kate podbiegła do drzwi jego sypialni i zapukała. 

– Max? 

Gdy ponownie nie usłyszała odpowiedzi, zajrzała do środka. 

Maxa  nie  było,  a  co  gorsza,  zniknęła  również  jego  podręczna 

torba ze sprzętem fotograficznym. Wszystko jasne. 

Jak  mogłam  być  tak  naiwna,  wyrzucała  sobie,  wracając 

biegiem do swojego pokoju. I co z tego, że zgodził się na moje 

warunki,  powiedzieć  można  wszystko!  Spakowała  się  w 

imponującym  tempie,  do  czego  przyczynił  się  również  fakt,  iż 

odkry

ła,  że  jest  już  wpół  do  jedenastej.  Zbiegła  na  dół  po 

schodach, gdyż tak było szybciej niż windą i wynajęła samochód, 

co  na  szczęście  w  tym  hotelu  nie  wymagało  zbędnych 

formalności i straty czasu. Wiedziała, że przez to nie będzie w 

stanie  opłacić  żadnego  następnego  noclegu, ale przecież  mogła 

przespać się w samochodzie, już nieraz jej się to zdarzało. 

Jadąc  niczym  rajdowiec,  dotarła  na  miejsce,  bijąc  chyba 

wszelkie rekordy, gdyż dopingowała ją złość i determinacja. 

Max nie zrobi zdjęć pierwszy, po jej trupie! 

Jednakże  wcale  go  tam  nie  było.  Dziwne,  znając  jego 

metody,  można  byłoby  się  spodziewać,  że  wynajął  helikopter, 

żeby  tylko  dotrzeć  tam  przed  nią.  Kate  rozejrzała  się  nieufnie 

dookoła. Nic się tu nie zmieniło od czasu, gdy przed tygodniem 

ruszyła  za  Fioną  na  Capri.  Elegancki  kampobus  stał  nadal  w 

cieniu  drzew  oliwnych,  które  zapewniały  aktorce  cień...  i 

znakomite schronienie śledzącej ją Kate. 

Zajęła swoje ulubione miejsce i czekała. 

Czekała... i czekała... 

Słońce  wznosiło  się  coraz  wyżej,  zaczynając  prażyć 

niemiłosiernie.  Mimo  iż  częściowo  schowana  w  cieniu,  Kate 

pożałowała, że nie ma na sobie białego ubrania, nie odczuwałaby 

może aż takiego gorąca. Biel jednak zbytnio rzucała się w oczy, 

co w tym zawodzie było zdecydowanie niepożądane. 

Obserwowała,  jak  w oddali ustawiano statystów, którzy 

mieli  brać  udział  w  scenach  zbiorowych  wokół  starego 

kamiennego  domostwa.  Film  nosił  tytuł  „Włoska  zemsta”  i 

opowiadał historię niewinnej i ufnej dziewczyny, której wieś ma 

zostać włączona do szybko rozrastającego się miasta. 

Wieśniacy nie chcą się zgodzić na zburzenie swoich domów 

i  na  miejski  tryb  życia,  bohaterka  wyrusza  więc  do  Rzymu  w 

poszukiwaniu  sprawiedliwości.  Niestety,  zakochuje  się  tam  w 

synu głównego wroga, zaś wieśniacy w zemście palą jej rodzinny 

dom. Histo

ria  równie  dobra  jak  każda  inna,  ale  zdaniem  Kate 

obsadzenie  Fiony  w  roli  niewinnego  dziewczęcia  było  zbyt 

mocno  naciągnięte.  Za  to  Damian  pasował  jak  ulał  do  roli 

rozkapryszonego złotego młodzieńca. 

Pokrzykiwaniom i nerwowej krzątaninie nie było końca, ale 

wokół  kampobusu  Fiony  zupełnie  nic  się  nie  działo.  Kiedy 

nadszedł czas posiłku i zgłodniali ludzie zaczęli się kręcić przy 

przyczepie z jedzeniem, Kate postanowiła wmieszać się między 

nich.  Po  pierwsze,  umierała  z  głodu  i  pragnienia,  a  po  drugie, 

background image

m

iała nadzieję dowiedzieć się czegoś. 

Włożyła  czapkę  z  daszkiem  i  czarne  okulary,  schowała  w 

gąszczu torbę ze sprzętem fotograficznym, po czym z miną osoby 

pewnej  siebie  opuściła  swoje  schronienie.  Niestety,  z  rozmów, 

które  podsłuchała  po  drodze,  nie  wynikało,  by  para  głównych 

aktorów  miała  się  w  ogóle  pojawić  tego  dnia  na  planie.  Z 

pewnością  zamierzano  nadal  kręcić  sceny  zbiorowe,  ale  nie 

dowiedziała się nic ponadto. Niedobrze. To by oznaczało, że w 

głupi sposób zmarnowała mnóstwo czasu. 

A jeżeli przez to Max ją ubiegnie? 

Kiedy  sięgała  po  kanapki,  jakiś  mężczyzna  obsługujący 

bufet  odezwał  się  do  niej  po  włosku,  a  gdy  nie  zareagowała, 

przerzucił się na angielski. 

– 

Ja tu chyba pani jeszcze nie widziałem. 

– 

Och, tyle osób się tu kręci – rzuciła nonszalanckim tonem. 

–  Jestem jednym z operatorów kamer. – 

Wzięła  tacę  i  zaczęła 

zapełniać ją kanapkami i innymi smakołykami, co umożliwiło jej 

stopniowe  odsuwanie  się  od  niego.  –  Moja  kolej, żeby zanieść 

jedzenie statystom – 

wyjaśniła, gdy wciąż jej się przyglądał. 

– Kiedy nie ma zwyczaju... 
– Dzisiaj jest – 

oznajmiła z pewnością siebie, dodając puszki 

z napojami, żeby wyglądało to bardziej przekonująco. 

– 

Mamy  jeszcze  większe  przestoje  niż  zazwyczaj,  nie 

możemy  dopuścić,  żeby  stracili  cierpliwość  i  poszli  sobie  w 

diabły.  –  Niczym  nie  ryzykowała,  blefując  w  ten  sposób,  gdyż 

przestoje  na  planie  filmowym  nie  stanowiły  jakiegoś 

wyjątkowego zjawiska. 

– 

Zawsze znajdzie się ktoś w zastępstwie – odparł, posyłając 

jej szeroki uśmiech. 

Był  wysoki,  przystojny  i  najwyraźniej  marzył  o karierze 

aktora. Pewnie zaczepiał każdego, o kim myślał, że może mieć 

jakieś dojścia. 

– 

Nie zajmuję się sprawami obsady, ale w razie czego będę o 

panu pamiętać  –  obiecała  i  oddaliła  się,  mając  nadzieję,  że  nie 

będzie za nią wołał i dalej jej nagabywał. 

N

ie  udała  się  prosto  w  kierunku  swojej  kryjówki,  gdyż 

podejrzewała,  iż  Włoch  może  za  nią  patrzeć.  Ruszyła  więc 

okrężną drogą, omijając różne wozy ze sprzętem i nagle wpadła 

na... 

– Max! 
– 

O, ktoś chyba zgłodniał – zauważył, spoglądając na pełną 

tacę. 

Zignor

owała  brzmiący  w  jego  głosie  sarkazm,  gdyż  co 

innego miała teraz na głowie. 

– Co ty tu robisz z tym aparatem na wierzchu? – Nerwowo 

zaciągnęła  go  za  pobliską  przyczepę,  nie  zważając  na 

niezadowoloną minę  Maxa.  – Chodźmy  w  bezpieczne  miejsce, 

zanim ktoś nas stąd wyrzuci. 

– 

Z powodu kanapek, które ukradłaś? 

– 

To jest kamuflaż – wysyczała ze złością i zaprowadziła go 

background image

do  swojej  kryjówki,  gotując  się  ze  złości,  gdyż  Max  szedł 

spacerkiem, wcale się nie spiesząc. Co on sobie, do licha, myślał? 

Że jest niewidzialny? Albo nietykalny? 

Nagle przyszło jej do głowy, że rzeczywiście mógł myśleć to 

drugie. Był tak znaną osobistością, że w zasadzie stanowił coś w 

rodzaju świętej krowy. Może właśnie chciał, żeby ich przyłapano, 

bo  jego  nie  ośmielono  by  się  wyrzucić  z  planu,  za to ona 

wyleciałaby stąd z hukiem. 

Na  szczęście,  nic  się  nie  stało.  Kate  trzęsącymi  się  ze 

zdenerwowania dłońmi postawiła tacę na ziemi i zwróciła się do 

Maxa: 

– 

Chcesz,  żeby  wszyscy  naokoło  wiedzieli,  że  paparazzi 

polują na Fionę? – wyszeptała z wściekłością. 

Tylko wzruszył ramionami. 

– 

Uspokój się, nikt nie zwraca na nas uwagi. Nie sądzę, żeby 

ta cała konspiracja była potrzebna. 

– 

I  tu  się  pan  myli,  panie  słynny  reporterze.  To  nie  jest 

wojna, gdzie można sobie wejść w sam środek akcji, jeśli ma się 

taką fantazję. Tu trzeba podkradać się do zdobyczy, bo inaczej 

ucieknie. 

– 

Nie widzę, żeby te kanapki miały nogi – zażartował, lecz 

jej nie było do śmiechu. 

– 

Od dawna tu jesteś? 

– 

Właśnie przyjechałem. Byłbym wcześniej, ale sądziłem, że 

wciąż  śpisz.  Nie  miałem  pojęcia,  że...  Że  jesteś  już  gotowa  do 

wyjścia. 

Zrobiło jej się trochę głupio, usiadła więc obok tacy, żeby 

uniknąć patrzenia Maxowi w oczy. 

– 

Kiedy cię nie znalazłam w apartamencie, pomyślałam, że 

już tu jesteś – wyjaśniła. 

– 

Teraz rzeczywiście już tu jestem – zgodził się. – Akurat w 

samą porę na lunch. Chyba podzielisz się ze mną, co? 

– 

Oczywiście – powiedziała z wymuszonym uśmiechem. 

Max przysiadł na ziemi i spojrzał pomiędzy pniami drzew na 

to, co się działo przed nimi. 

– 

Muszę  przyznać,  że  nie  spodziewałem  się,  że  praca 

paparazzich jest taka fajna. 

– Fajna??? 
– 

A nie? Człowiek obraca się w wielkim świecie, spotyka 

prawdziwe gwiazdy, kręci się na planie filmowym, przebiera się 

za kogoś innego, ucieka, myli tropy, czuje dreszczyk emocji... I 

dostaje za 

darmo porządne żarcie – dodał, na co Kate chwyciła 

zawiniętą w folię kanapkę i cisnęła w niego. 

Zręcznie  chwycił  ją  jedną  ręką.  –  Nie  wspominając  już  o 

uroczym towarzystwie – 

skomentował spokojnie. 

Nie  odpowiedziała  na  tę  uszczypliwą  uwagę,  gdyż 

zaprzątało ją coś innego. 

– 

Ty to traktujesz jak zabawę? 

Przyjrzał jej się nieco uważniej, po czym powoli rozpakował 

swoją kanapkę. 

background image

– 

Chcesz  mi  powiedzieć,  że  nie  ekscytuje  cię  ta  cała 

maskarada i bawienie się z innymi w chowanego? 

– 

Jakbyś zgadł. 

– 

Czemu więc to robisz? 

Bo nie mam wyjścia, pomyślała. Bo nie mam pieniędzy. 

Bo chcę, żeby Jonathan przejrzał na oczy, zrozumiał, jaką 

naprawdę  kobietą  jest  Fiona  i  żeby  wreszcie  przestał  o  niej 

myśleć. 

Oczywiście,  nie  zamierzała  zwierzać  się  ze  swoich 

prywatnych kłopotów. 

– 

Ponieważ  takie  zadanie  otrzymałam,  a  ja  zawsze 

wywiązuję się ze swoich zobowiązań. 

– 

Nie pomyślałaś o tym, żeby zmienić pracę? 

– Owszem. 

Max uniósł brwi. 

– I co? 
– I nic! 
– 

Hej,  coś  ty  taka  drażliwa?  Jestem  tylko  ciekaw,  jacy  to 

ludzie są ci paparazzi. 

Kate natychmiast wyczuła lekką dezaprobatę w jego głosie. 

Odruchowo zaczęła się bronić. 

– 

Nie wiem, jak inni, ale ja zaczęłam pracę jako reporter w 

porządnym  tygodniku,  który  publikował  rzetelne  informacje. 

Niestety, nakład, a więc i dochody, nie były duże. Któregoś razu 

Glen nie miał naprawdę nic interesującego na pierwszą stronę, jak 

na  złość  nic  się  nie  działo,  więc  trochę  na  odczepnego 

opublikował  zdjęcie  jakiejś  sławy,  notabene,  zrobione  przeze 

mnie. 

Max pokiwał głową i otworzył puszkę z napojem. 

–  Do

myślam  się,  że  ten  numer  sprzedał  się  lepiej  niż 

poprzednie? 

– To chyba oczywiste – 

Kate skrzywiła się. – A Glen potrafi 

kalkulować,  więc  w  ciągu  roku  pismo  spadło  do  poziomu 

brukowca. Jedyne, czego ode mnie teraz oczekuje, to fotek 
znanych ludzi, najlepie

j robionych z ukrycia i skandalizujących. 

Teraz on usłyszał odrazę w jej głosie. 

– 

Przecież nie musisz tego robić. Możemy sobie zaraz stąd 

pójść. 

Ze  zdumieniem  spostrzegła  troskę  w  jego  oczach.  On 

naprawdę się przejął! 

– 

Dzięki  –  powiedziała  z  autentyczną  wdzięcznością.  Ale 

obiecałam to Glenowi i nie chcę złamać danego słowa. 

Muszę  wytropić  Fionę.  A  swoją  drogą,  nie  mam  pojęcia, 

gdzie ta zaraza się podziewa. 

Max rzucił okiem na zegarek. 

– 

Najprawdopodobniej właśnie wstaje z łóżka. 

Kate  zamarła  w  połowie  podnoszenia do ust kolejnej 

kanapki. 

– Co? 
– 

Ma tu być o trzeciej, żeby przygotować się do wieczornych 

background image

ujęć. 

– 

Skąd wiesz? – spytała Oskarżycielskim tonem. 

– 

Giovanni  dowiedział  się  tego  dla  mnie  –  odparł  takim 

tonem, jakby rozmawiali o pogodzie. – Wiesz, to 

jest naprawdę 

dobre. Lubię włoskie żarcie Zdenerwowała się nie na żarty. 

– Kto to jest Giovanni? – 

niemal warknęła. 

–  Giovanni Giordano? – 

zdziwił  się  obłudnie.  –  Jak to, 

przecież poznałaś go ostatniej no... 

– 

Pamiętam – syknęła z furią. 

Max wzruszył ramionami i sięgnął po następną kanapkę, co 

rozwścieczyło ją jeszcze bardziej. 

– 

Skoro wiesz, gdzie ona się obraca, to czemu siedzisz tu 

sobie i jesz? 

– 

Bo wydaje mi się, że starczy dla nas dwojga. Nie krępuj 

się, weź jeszcze, naprawdę nie zabraknie. 

– Nie mam 

ochoty na więcej! 

– 

To  po  co  wzięłaś  tego  tak  dużo?  –  zainteresował  się  z 

niewinną miną. 

Kate miała wrażenie, że za moment chyba pęknie ze złości. 

Ten wkurzający facet wyraźnie bawił się jej kosztem! 

Musiało mu się wydawać strasznie śmieszne, że ona spędziła 

tu bezsensownie kilka godzin w potwornym upale, podczas gdy 

on  doskonale  wiedział,  że  obiekt  polowania  znajduje  się  gdzie 

indziej. 

– 

Chwileczkę... Czy Fiona mieszka w naszym hotelu? 

– 

Gdy  Max  przecząco  pokręcił  głową,  zadała  następne 

pytanie: – Kiedy si

ę dowiedziałeś, jakie ona ma dzisiaj plany? 

– 

Chodzi  o  to,  czy  miałem  tę  informację  jeszcze  zanim 

zniknęłaś, zresztą nie raczywszy nawet zostawić kartki z paroma 

słowami wyjaśnienia? – Na te słowa Kate ze wstydem spuściła 

wzrok. – 

Owszem. Wstałem rano, porozmawiałem z Giovannim i 

uznałem, że możesz sobie jeszcze trochę odpocząć. 

– 

Szkoda, że mi tego nie powiedziałeś – wymruczała. 

Max zmarszczył brwi. 

– 

Jak to? A nie dostałaś śniadania? 

– 

Chcesz  powiedzieć,  że  było  od  ciebie?  –  Spojrzała  na 

niego ze zdumieniem. 

– 

Tak, specjalnie poprosiłem, żeby podano ci do łóżka. 

Uznałem,  że  należy  ci  się  nagroda  za  wczoraj.  –  Gdy 

zauważył, że Kate nie zrozumiała, wyjaśnił: – Miałaś naprawdę 

ciężki dzień. Większość kobiet wpadłaby w histerię i załamałaby 

się już po pierwszym niepowodzeniu. Ty nie poddałaś się ani razu 

– 

powiedział z uznaniem. – Chciałem ci za to podziękować. 

Była zaskoczona. Patrzyła w te jego przedziwne szare oczy, 

które – 

zdawało się – nabrały jakby nieco cieplejszego odcienia. 

Nie miała pojęcia, co o tym wszystkim sądzić. 

Gdyby mówił prawdę, byłby to z jego strony naprawdę ładny 

gest.  Nie  ufała  mu  jednak  i  wciąż  podejrzewała,  że  za  tym 

pozornie  uprzejmym  zachowaniem  kryły  się  bardzo  niskie 

motywy. 

background image

– 

Kate, dlaczego nie posłuchałaś mojej prośby? Dlaczego nie 

zostałaś w łóżku albo przynajmniej nie zostawiłaś mi kartki, że 

wychodzisz? – 

spytał cicho. 

Nerwowo  zaczęła  skubać  kawałek  folii,  starając  się 

wymyślić  jakąś  odpowiedź,  ale  jej  milczenie  dało  Maxowi 

wskazówkę. 

– 

Myślałaś, że chcę cię wystawić do wiatru, tak? 

– 

A co miałam myśleć? – wyrwało jej się. 

Zmierzył ją lodowatym spojrzeniem. 

– 

Moja miła, gdybym naprawdę chciał cię ubiec w zrobieniu 

tych zdjęć, to w ciągu ostatniej doby miałem wystarczająco dużo 

okazji, żeby zostawić cię w tyle. 

– Och, doprawdy? – s

pytała z urazą. 

– 

Kate,  nie  próbuj  mnie  prowokować,  żebym  zaczął  ci  to 

udowadniać. I tak tego nie zrobię, więc szkoda twojego wysiłku. 

– 

Ach, bo uważasz, że pokonanie mnie byłoby tak łatwe, że 

nawet nie chce ci się do tego zniżać? – wysyczała, urażona do 

żywego  sposobem,  w  jaki  na  nią  patrzył.  Zupełnie  jakby  była 

małym dzieckiem, które miał ochotę przełożyć przez kolano, i to 

tylko dlatego, że go wystarczająco nie szanowało. 

– 

Naprawdę chcesz, żebym ci na to odpowiedział? – spytał 

takim tonem, że Kate opamiętała się nieco. 

Wchodzenie z nim w otwarty konflikt i dodatkowe 

komplikowanie sobie i tak trudnego zadania nie miało sensu. 

Lepiej będzie uśpić jego czujność i pokonać go podstępem, 

niczym Dawid, który tak właśnie pokonał nie spodziewającego 

się niczego Goliata. Zmusiła się do uśmiechu. 

– 

Może  rzeczywiście  masz  rację  –  przyznała  potulnie  i 

zauważyła,  że  to  sprawiło  mu  przyjemność.  Z  trudem 

powstrzymała  się,  by  nie  wznieść  oczu  ku  niebu.  Ech,  ci 

mężczyźni!  –  Widzisz,  ja  naprawdę  chętnie  skorzystałabym  z 

two

jej rady i odpoczywała w tym cudownym hotelu, ale bałam 

się, że zawalę pracę. 

– 

Właśnie  po  to  tu  jestem,  żeby  do  tego  nie  doszło. 

Ubezpieczam cię. 

Wcale jej to nie uspokajało, wręcz przeciwnie. 

– 

Ale przecież może się stać tak, że podczas tego... hm... 

ube

zpieczania mnie, zrobisz zdjęcie Fionie i Damianowi? 

– 

No, owszem, to możliwe – przyznał. 

W tym momencie Kate zdała sobie sprawę z tego, że on po 

prostu wciąż nie rozumiał praw, jakie rządziły tym zawodem i że 

to właśnie stąd wynikała większość nieporozumień. 

Choć jej się to nie podobało, musiała postawić sprawę jasno, 

inaczej nigdy nie dojdą do ładu. Zebrała się na odwagę. 

– 

Max,  w  tym  fachu  wyłączność  na  zdjęcie  oznacza  dużą 

forsę.  Jeśli  oboje  zdobędziemy  materiał,  jego  wartość 

natychmiast spa

dnie. A jeżeli tylko ty coś upolujesz, a ja nic, to 

zostaję  na  lodzie.  Na  wyjątkowo  kruchym  lodzie,  żeby  była 

jasność.  –  Choć  starała  się,  by  jej  tyrada  zabrzmiała  dość 

nonszalancko, do jej głosu zakradło się zdradzieckie drżenie. 

background image

Wyraz twarzy Maxa zmienił się w ułamku sekundy. 

– 

Och,  Kate.  Przepraszam,  nie  miałem  pojęcia  –  wyznał 

szczerze i spontanicznie ujął jej obie dłonie. – Daję ci słowo, że 

nie  będziesz  miała  żadnych  kłopotów  finansowych  z  mojego 

powodu. 

Uwierzyła  mu.  Uwierzyła  nie  tyle  jego  słowom,  gdyż  już 

nieraz  ją  okłamano,  ale  zaufała  jego  szczeremu  spojrzeniu  i 

ciepłemu dotykowi rąk. Siedzieli tak w milczeniu, patrząc sobie 

prosto w oczy i Kate nagle zapomniała, że ma przed sobą Maxa 

Huntera,  słynnego  fotografa.  Miała  przed  sobą  niezwykłego, 

zabó

jczo  przystojnego  mężczyznę.  Migotliwe  blaski  słońca  i 

cienie poruszanych łagodnym wiatrem oliwek tańczyły na jego 

twarzy. 

Odgłosy z planu filmowego niepostrzeżenie zmieniły się w 

ledwo słyszalny szmer. 

– Ufasz mi? – 

spytał niskim, hipnotyzującym głosem. 

B

ez słowa skinęła głową. 

– To dobrze – 

szepnął. 

Poczuła, że nie jest już w stanie w żaden sposób zareagować. 

Nie  mogła  wydobyć  z  siebie  ani  jednego  słowa,  nie  mogła 

wykonać najmniejszego gestu – jakby rzucono na nią czar. 

Max  powoli  pochylił  głowę  i  Kate  zorientowała  się  ze 

zdumieniem,  że  zamierzał  ją  pocałować.  Jednakże  znacznie 

bardziej zadziwiające było to, że bardzo tego pragnęła... 

Jej powieki opadły beż żadnego udziału z jej strony, zaś usta 

rozchyliły się zapraszająco. 

Czas stanął w miejscu. 

Poczuła  delikatny  dotyk  jego  ust,  który  niósł  zmysłową 

obietnicę i miała nadzieję, że Max wywiąże się z tej obietnicy. 

Zanosiło  się  na  to,  gdyż  ujął  jej  twarz  w  dłonie  i  pocałował 

mocniej, mocniej... 

– Natychmiast skontaktuj mnie z moim agentem! – 

usłyszeli 

gniewny 

głos. 

Kate podskoczyła z wrażenia i natychmiast otworzyła oczy, 

dzięki  czemu  zdążyła  jeszcze  dostrzec  wyraz  twarzy  Maxa,  na 

której  malowało  się...  Rozczarowanie?  Może  gniew?  Teraz 

jednak nie miała czasu zastanawiać się nad tym. 

–  Nic mnie nie obchodzi, która godzina jest teraz w Los 

Angeles! Masz w tej chwili do niego zadzwonić! – rozkazywała 

Fiona. 

– 

Wygląda na to, że nasza gwiazda przybyła na miejsce – 

mruknął z rezygnacją Max i lekko pocałował Kate w czoło, zanim 

wstał. Niestety, magiczny urok tej chwili i tak już bezpowrotnie 

prysł. 

Chwycili aparaty i ustawili się między drzewami. Aktorka 

szła  szybkim  krokiem  w  stronę  swojego  kampobusu,  otoczona 

wianuszkiem  ludzi,  którzy  dreptali  za  nią  dość  bezradnie, 

próbując ją do czegoś przekonać. 

– 

Powiedz  mu,  że  nie  jadę!  –  Fiona teatralnym gestem 

odrzuciła do tyłu grzywę płomiennych włosów. 

background image

Kate  zorientowała  się,  że  z  tak  niewielkiej  odległości 

wszystko  doskonale  słychać,  więc  również  trzask  migawki  i 

odgłos  przesuwającego  się  automatycznie  filmu.  Musiała 

poczekać,  aż  Fiona  znów  coś  wykrzyknie,  zagłuszając  w  ten 

sposób  inne  dźwięki.  Wyczuła  ostrożny  ruch  obok  siebie  i 

zerknęła na Maxa, a potem na jego aparat. Przez chwilę walczyła 

sama ze sobą, po czym wyszeptała: 

– 

To nic nie da. Powinieneś założyć teleobiektyw. 

– Nie mam przy sobie. 

Już miała mu powiedzieć, że w takim razie wybrał się jak z 

motyką na słońce, ale zmieniła zdanie. Jego sprawa. 

–  To jest absolutnie wykluczone! – 

krzyknęła aktorka, zaś 

Kate  nacisnęła  spust  migawki. Zdjęcie  awanturującej  się  Fiony 

prze

dstawiało sobą pewną wartość. – Tony! Wytłumacz mu, że 

muszę  się  pokazywać,  a  kto  będzie  mnie  oglądał  w  tym 

cholernym Teksasie? Krowy? – 

Tyrada  zakończyła  się 

trzaśnięciem  drzwiami,  gdy  pełna  temperamentu  Irlandka 

zniknęła we wnętrzu kampobusu. 

– O czym ona mówi? – 

zdumiała się Kate. – Czemu miano 

by ją wysyłać do Teksasu? 

– 

Chyba  po  to,  żeby  dokończyć  kręcenie  filmu  – 

podpowiedział niewinnym tonem Max. 

– Nonsens. 
– 

Wybacz, ale ja zawsze wiem, co mówię. – W jego głosie 

zabrzmiało coś, co kazało jej na niego spojrzeć. 

– To znaczy? 

Uśmiechnął się tym swoim tajemniczym uśmieszkiem, który 

doprowadzał ją do szału. 

– 

Władze  stanu  Teksas  starają  się  przyciągnąć  przemysł 

filmowy.  Oferują  wspaniałe  plenery,  wielkie  hale  zdjęciowe  i 

konkurencyjnie niskie ceny. 

Musiała przyznać, że to miało sens. 

– 

Chodź  –  rozkazała  i  zgięta  wpół  przemknęła  między 

drzewami. 

– 

Dokąd idziemy? – spytał Max tuż za jej plecami. 

Ostrzegawczym gestem podniosła palec do ust. 

– 

Podsłuchiwać. 

Podkradli  się  pod  ścianę,  zza  której  dobiegały 

podenerwowane głosy. 

– 

Tony, jak mam szturmować Hollywood, siedząc na środku 

pustkowia?  Wszyscy  muszą  mnie  widzieć  i  zapamiętywać, 

dlaczego Winthrop tego nie rozumie? 

– 

Królowo,  przekroczyliśmy  budżet,  a  w  Teksasie  koszty 

kręcenia są niższe i to twój mąż rozumie – przekonywał męski 

głos. 

Nie  było  sensu  nadal  słuchać,  wszystko  stało  się  jasne. 

Wycofali  się  na  stare  miejsce,  gdzie  Kate  zerknęła  na  Maxa  z 

ukosa. 

– 

Miałeś rację, teraz możesz triumfować. 

– 

Czuję, że mam do tego pełne prawo – odparł żartobliwym 

background image

tonem. 

–  No, to triumfuj. – 

Z  westchnieniem  oparła  się  o  pień 

najbliższej oliwki. 

– 

Może innym razem. To co? Wracamy do hotelu? 

Przecież  wiedział,  że  rano  zabrała  ze  sobą  swoje  rzeczy, 

więc musiał się domyślić, że nie zamierzała już tam wracać. 

No tak, c

hciał  teraz,  żeby  się  do  tego  przyznała  i  w  ten 

sposób  znów  wyszłoby  na  to,  że  nie  miała  racji.  Z  uporem 

zacisnęła usta. Miała już dość upokorzeń jak na jeden dzień. 

– 

Wracaj, ja zostaję. 

– Kate... – 

zaczął, lecz wyraźnie zmienił zdanie i powiedział 

coś  innego,  niż  początkowo  zamierzał.  –  Zobacz,  zachmurzyło 

się. Zaraz zacznie padać, więc i tak pewnie już nic nie będzie się 

tu działo. 

Bez  słowa  wyciągnęła  z  torby  nieprzemakalną  czarną 

pelerynę. 

– 

Zabiorę  cię  na  fantastyczny  obiad  –  kusił  Max.  – 

Restauracja w Principe nie ma sobie równych. 

– 

Nie  wątpię.  –  Narzuciła  na  siebie  pelerynę,  starannie 

zakrywając aparat. – Ale ja mam robić zdjęcia, a nie włóczyć się 

po  najdroższych  rzymskich  knajpach  i  wysypiać  się  w 

najlepszych hotelach, a w dodatku na cudzy koszt! – 

Musiała to w 

końcu powiedzieć, bo myślała, że ją rozsadzi. Max najwyraźniej 

sądził, że wszystko mu wolno i że dla swoich zachcianek może 

obciążać pracodawców nieuzasadnionymi kosztami. 

Spojrzał  na  nią  takim  wzrokiem,  że  bazyliszek  by  się  nie 

powstydził. – A czy nie przyszło ci do głowy, że miałem powód, 

żeby zatrzymać się w tym miejscu, a nie w innym? 

– 

Jasne, zamiłowanie do zbytku – skomentowała cierpko. 

– 

Przykro mi, ale uważam to za naciągactwo. Uprzedzam cię 

jednak, że „World Eye” nie może sobie na to pozwolić i że nie 

zwróci ci tych kosztów. 

Zapanowało milczenie – nieprzyjemne i ciężkie. Trwało ono 

tak długo, że Kate zdążyła poniewczasie pożałować, że w ogóle 

poruszyła ten temat. 

– 

Jesteś  małostkowa  i,  jak  już  to  kiedyś  zauważyłem, 

pozbawiona wyobraźni – zakomunikował suchym głosem. 

– 

To się kiedyś na tobie zemści. 

O  ziemię  uderzyły  pierwsze  krople  deszczu,  więc  Kate 

pospiesznie naciągnęła kaptur. 

– 

Mówiłem  ci,  że  zacznie  padać.  Może  to  choć  trochę 

wpłynie na twoje skrupuły, które nie pozwalają ci powrócić do 

miejsca grzesznego zbytku. Chodź, podwiozę cię do hotelu. 

–  Nie trzeba, mam samochód – 

odparła z uporem. – Mam 

zamiar  śledzić  Fionę,  w  razie  gdyby  zamierzała  spotkać  się  na 

mieście z Damianem. 

Max warknął coś pod nosem, na szczęście niewyraźnie. 

– 

Dobra,  świetnie.  Zostań.  Moknij  tutaj.  Katuj  się. 

Widocznie to lubisz. 

– Uwielbiam! – 

parsknęła z furią. – Ja po prostu wiem, jakie 

background image

są moje obowiązki. Muszę dorwać Fionę w objęciach Damiana, a 

nie obżerać się makaronem. 

– 

Myślisz,  że  będą  się  obściskiwać  tutaj, na oczach 

wszystkich?  To  nie  jest  miejsce  na  robienie  tego  typu  zdjęć.  – 

Max  chwycił  swoją  torbę  ze  sprzętem  i  oddalił  się  szybkim 

krokiem. 

– Hotel tym bardziej! – 

zawołała za nim gniewnie. 

Przystanął na moment i zerknął przez ramię. 

– 

Założymy się? 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Nieco zbita z tropu tą ostatnią uwagą, śledziła go wzrokiem, 

gdy odchodził. Oczywiście szedł sobie spokojnie niemal samym 

środkiem planu, jakby miał prawo tu przebywać – i oczywiście 

nikt  go  nie  zaczepił.  Kate  pomyślała  nagle,  że  ma  tego  dosyć. 

Skoro  on  może,  to  ona  też!  Z  determinacją  wzięła  tacę  z 

rozmokłymi resztkami jedzenia, wyszła z oliwnego gaju i niemal 

demonstracyjnie wyrzuciła wszystko do wielkiego kontenera na 

śmieci. Nikt nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. 

Okazało się, że dobrze zrobiła, ponieważ po chwili przestał 

padać deszcz, więc natychmiast zawołano na plan odtwórczynię 

głównej roli. Kate wkręciła się pomiędzy filmowców, obejrzała, 

jak  ucharakteryzowana  na  wiejskie  dziewczę  Fiona  odgrywa 

scenę dramatycznego apelu do zgromadzonych wieśniaków, po 

czym miała szczęście, gdyż aktorka przeszła niemal tuż obok niej, 

rozmawiając o czymś z towarzyszącym jej człowiekiem. 

Kate  usłyszała  akurat  fragment  o  eleganckim  obiedzie  i 

Damianie,  nie  dowiedziała  się  jednak,  gdzie  i  o  której.  Miała 

tylko nadzieję, że Fiona jest głodna... 

 

Fiona  wróciła  do  miasta,  lecz  zamiast  na  obiad  z 

ukochanym,  udała  się  po  zakupy,  co  zresztą  było  całkiem 

logiczne. 

Targała  nią  złość  na  męża,  mściła  się  więc,  wydając  jego 

pieniądze – oczywiście w najdroższych butikach przy słynnych 

Hiszpańskich  Schodach.  Kate  z  rezygnacją  zaparkowała 

nieopodal  luksusowej  limuzyny  i  czekała,  próbując  bez 

większego przekonania czytać książkę. Nie szło jej, gdyż myślała 

o Maksie. 

Prawdopodobnie  już  go  więcej  nie  zobaczy.  Wszystko 

wskazuje na to, że uda jej się dzisiaj zdobyć upragnione zdjęcia, 

gdyż sytuacja ułożyła się nad wyraz pomyślnie dla niej – Fiona, 

gotująca się ze złości na małżonka, umówiła się z najnowszym 

kochasiem i pewnie nie będzie tak ostrożna, jak zazwyczaj. Tak 

wi

ęc, gdy Max będzie sobie spożywał swój fantastyczny obiad w 

Principe, ona odwali kawał dobrej roboty, a potem wsiądzie do 

pierwszego  samolotu  do  Stanów  i  zażąda  od  Glena  okrągłej 

sumki. 

Fiona  wreszcie  wróciła  do  limuzyny,  ubrana  w 

oszałamiającą  wieczorową  kreację  i  podjechała  zaledwie 

kilkanaście  metrów  do  jednej  z  najbardziej  wykwintnych 

restauracji  w  Rzymie.  Na  szczęście  zaraz  naprzeciwko 

znajdowała  się  mała  kawiarenka,  stanowiąca  znakomity  punkt 

obserwacyjny.  Kate  natychmiast  weszła  tam  na  cappuccino  i 

z

ajęła miejsce przy oknie. 

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nie było dobrze. 

Zakochane  gołąbki,  owszem,  siedziały  przy  stole,  jednak 

znajdowało  się  przy  nim  jeszcze  wiele  innych  osób.  Na 

background image

nieszczęście Kate spotkali się na oficjalnym bankiecie, a nie na 

intymnej kolacji we dwoje. Tym niemniej czekała nadal, aż do 

chwili, gdy została wyproszona, gdyż kawiarnię zamykano. 

Ponieważ  nie  mogła  tak  zaparkować  samochodu,  by 

obserwować  z  niego  wejście  do  restauracji,  zaczęła 

mela

ncholijnie spacerować w tę i z powrotem, aż stojący przed 

restauracją portier zaczął jej się podejrzliwie przyglądać. A Max 

uważał, że to fajna praca. 

Kiedy  bankiet  wreszcie  się  skończył,  zauważyła  bez 

większego zdziwienia, że Fiona i Damian wsiadają do różnych 

samochodów, które odjeżdżają w przeciwne strony. Pospieszyła 

do swojego i pojechała za aktorką pod Hotel da Vinci, w którym 

mieszkała.  Omal  się  wtedy  nie  popłakała  ze  złości  i  frustracji. 

Chciało  jej  się  jeść,  pić,  marzyła  o  tym,  żeby  się  wreszcie 

pr

zebrać, no i oczywiście musiała iść do łazienki. 

A  Hotel  Principe  znajdował  się  dokładnie  po  przeciwnej 

stronie ulicy... 

Max  musiał  wiedzieć  o  tym  od  samego  początku  i 

prawdopodobnie teraz śmiał się w kułak, wiedząc o tym, że ona 

niepotrzebnie  ugania  się  za  Fioną,  podczas  gdy  wystarczyło 

wygodnie siedzieć sobie na tarasie i obserwować ulicę. Trudno, 

stało się. 

Teraz tym bardziej nie miała powodów, żeby się poddawać. 

Zaparkowała  w  mało  widocznym  miejscu  i  czekała.  Nie 

ulega wątpliwości, że ci dwoje spotkają się tej nocy, gdyż Fiona z 

pewnością poszuka ukojenia w ramionach swego kochasia. 

Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła. Obudziło ją pukanie w 

szybę, wyprostowała się więc gwałtownie, nie bardzo wiedząc, co 

się  dzieje,  ale  oprzytomniała  natychmiast  na  widok  twarzy w 

oknie. Z butną miną opuściła szybę. 

– 

Cześć, Kate. 

– 

Cześć, Max. – Z niechęcią spojrzała na jego świeżą białą 

koszulę i pomyślała o swojej przemoczonej i wymiętej bluzce. 

– 

Giovanni dostałby zawału, gdyby wiedział, że wolisz spać 

w samochodzie, zamiast w jego hotelu. 

– 

Ja pracuję – sprostowała z naciskiem. 

– 

Właśnie widzę – odparł z rozbawieniem. – Nie zimno ci? 

– Nie. Raczej mokro – 

przyznała. 

– 

Nie wejdziesz na górę, żeby się przebrać? 

– Nie. 

Max wyprostował się i straciła go z oczu. 

– 

Wiedziałem, że tak powiesz. 

Z determinacją wbiła wzrok w wejściowe drzwi Hotelu da 

Vinci,  choć  zaczynało  ją  gnębić  uczucie,  że  idiotycznie 

zmarnowała cały dzień i że i tak nic z tego nie wyjdzie. 

– 

Głodna? – dobiegło ją z góry. 

–  Niespecjalnie  – 

odpowiedziała  z  godnością,  choć  aż 

skręcało ją w żołądku. 

Usłyszała  cichy  zgrzyt  metalu,  a  chwilę  później  jej 

samochód  wypełnił  się  niezwykle  apetycznym  zapachem. 

background image

Zerknęła  w  bok  i  zauważyła,  że  w  oknie  pojawiła  się  na  tacy 

miska parującego, aromatycznego minestrone. Max pochylił się z 

uśmiechem i podał jej łyżkę. 

– Kolacja, signorina? 

Głód okazał się silniejszy od dumy. 

– 

Dzięki. 

Obszedł samochód i zajął miejsce po stronie pasażera. 

– 

Co  prawda  planowałem  dla  nas  bardziej  wyszukany 

posiłek, ale skoro wolisz tak... 

– 

Wiedziałeś,  że zatrzymała  się  tutaj?  –  spytała  pomiędzy 

kolejnymi łykami zupy. Czuła z ulgą, jak ogarnia ją przyjemne 

ciepło, spowodowane nie tylko gorącym jedzeniem, ale również 

troską  Maxa.  Cieszyło  ją,  że  tak  miło  się  zachował  i  że  nie 

rozstaną się w gniewie. 

–  O

wszem,  Giovanni  powiedział  mi  o  tym,  gdy  tylko 

przyjechaliśmy. 

– 

Czemu mi nie powtórzyłeś? 

– 

Miałem to zrobić dziś rano. 

Nie było sensu się oszukiwać, wina naprawdę leżała po jej 

stronie. Z ponurą miną dokończyła zupę, zaś Max odebrał od niej 

pusty talerz, 

przykrył z powrotem metalowym kloszem, po czym 

podał Kate lnianą serwetkę. 

– 

I co? Nie miałaś szczęścia po naszym rozstaniu? 

– 

Gdybym  miała,  nie  siedziałabym  teraz  tutaj  –  mruknęła 

ponuro i ponownie wbiła wzrok przed siebie. 

– 

Zamierzasz spędzić tu całą noc? 

– 

Jeśli będzie trzeba... On w końcu przyjedzie, zobaczysz. 

– 

Nie  chcę  ci  niczego  sugerować,  ale  widok  faceta 

wchodzącego, do pięciogwiazdkowego hotelu nie wydaje mi się 

wyjątkowo skandalizujący. 

– 

Masz rację – westchnęła, po czym nagle pochyliła się do 

przodu, gdy z przeciwnej strony powoli nadjechał samochód. – 

To on! 

– 

Nie  przesadzaj,  to  może  być  ktokolwiek  –  zaoponował 

Max, lecz Kate już trzymała aparat przy twarzy. 

–  Mam przeczucie. Ha, bingo! – 

Zrobiła  serię  zdjęć 

Damianowi, który wbiegał po schodach. 

– Moje gratulacje. – 

W głosie Maxa nie brzmiał nawet ślad 

podziwu. – 

Czy teraz wreszcie pójdziesz ze mną na górę? 

– 

Teraz, kiedy on jest w środku? – zdumiała się. – Poczekam 

tutaj, a rano pokręcę się w holu, może na coś wpadnę. 

– Nie ma mowy – zakomuni

kował zimno. – Idziemy na górę. 

Natychmiast. 

Takiego tonu Kate nie zamierzała tolerować. 

– Nie! 

Max  dosłownie  wyskoczył  z  samochodu  i  po  chwili 

wściekłym szarpnięciem otworzył drzwiczki od jej strony. 

– 

Jesteś uparta jak dziki osioł i zaczynam mieć tego dosyć. 

Jeżeli nie wysiądziesz dobrowolnie, użyję siły, masz na to moje 

słowo. 

background image

Kate  nie  wątpiła  ani  przez  moment,  że  on  nie  zawaha  się 

przed  wykonaniem  swojej  groźby.  Pewnie  miałby  świetną 

zabawę,  gdyby  się  opierała,  a  on  ciągnął  ją  za  sobą  niczym 

rozwrzeszczanego bachora. Nie zrobi mu tej satysfakcji. 

Demonstracyjnie wysiadała tak wolno, jak to tylko było możliwe. 

Ledwo  zdążyła  wziąć  swoje  rzeczy  i  zamknąć  samochód,  gdy 

Max bezlitośnie chwycił ją za rękę i zaprowadził z powrotem do 

ich hotelu. 

Zatrzymał  się  tylko  na  moment  przy  recepcji,  prosząc  o 

zajęcie się wypożyczonym samochodem i zostawionymi w nim 

hotelowymi  naczyniami,  a  potem  niemal  wepchnął  Kate  do 

windy. 

– 

Zawsze  uciekasz  się  do  przemocy,  żeby  postawić  na 

swoim? – 

spytała oskarżycielsko, gdy już nikt ich nie słyszał. 

– 

Zazwyczaj mam do czynienia z rozsądnymi ludźmi, więc 

nie muszę. – Gniewnie nacisnął guzik z numerem ich piętra. 

– 

Ciekawe, co cię tak wkurzyło? Pewnie zrobiło ci się głupio 

na myśl, że wywaliłeś tyle czyjejś forsy na taki apartament i sam z 

niego  skorzystałeś.  Trudno  będzie  ci  wyjaśnić  Glenowi  taki 

wydatek, prawda? Co innego dla dwojga, no, to jeszcze, ale tylko 
dla siebie? 

Max  chwycił  ją  mocno  za  ramię  i  wyprowadził  z  windy, 

wyraźnie  zaciskając  zęby.  Otworzył  kluczem  znajome  drzwi  i 

ukłonił się z przesadą. 

– 

Damy mają pierwszeństwo. 

W salonie światła były zgaszone, a okna odsłonięte. 

W  jednym  z  nich  stał  aparat  na  statywie,  wycelowany  na 

zewnątrz.  Naraz  rozległo  się  charakterystyczne  kliknięcie, a 

potem szmer przesuwanego filmu. Aparat został ustawiony tak, 

by co określony czas automatycznie wykonywać zdjęcie. 

Rzuciła  swoje  rzeczy  na  kanapę,  podeszła  do  okna  i 

spojrzała  przez  celownik  aparatu,  choć  domyślała  się  już,  co 

zobaczy. 

Fiona Ferguso

n rozmawiała przez telefon w swoim pokoju, 

gestykulując gwałtownie. Kate, nie spojrzawszy nawet na Maxa, 

po omacku sięgnęła po swój sprzęt. 

– I co? Nic nie powiesz? – 

zagadnął Max. 

– 

Mój teleobiektyw jest lepszy niż twój. 

– 

Nie przeczę. Coś jeszcze? 

Tym ra

zem odwróciła się do niego i posłała mu mordercze 

spojrzenie. 

– 

Czemu nic mi nie powiedziałeś? 

– 

Próbowałem, ale nie chciałaś mnie słuchać. 

– 

Jakoś sobie nie przypominam, żebyś próbował wspominać 

o tym, że nasze okna wychodzą na pokój Fiony – skomentowała 

zgryźliwie. 

– 

Dosłownie tak tego nie ująłem, ponieważ uraziło mnie, że 

podejrzewasz  mnie  o  zachłanność,  dwulicowość,  brak 

odpowiedzialności  i  diabli  wiedzą,  co  jeszcze.  Czekałem,  aż 

wreszcie  mi  uwierzysz  i  zrozumiesz,  że  miałem  poważne 

background image

powody, by się tu zatrzymać. 

Przysunęła  krzesło  do  okna  i  oparła  na  nim  aparat  z 

przykręconym teleobiektywem. 

– 

Ale skąd wiedziałeś, gdzie jej szukać? Przyjechaliśmy w 

środku nocy, a ona wyprzedzała nas zaledwie o kilka godzin, nikt 

nie miał szans wyśledzić jej przez taki krótki czas. 

– 

Miałem już informację, że parokrotnie bywała w Hotelu da 

Vinci, wiec wybranie przez nas Principe było oczywiste. 

Założyłem, że zamieszka w najlepszym apartamencie, który 

z reguły znajduje się na najwyższym piętrze. Hotele mają tę samą 

wysokość,  więc  musieliśmy  mieć  podobny  apartament,  żeby 

uzyskać dobry widok. Proste, drogi Watsonie. 

Musiała przyznać, aczkolwiek z dużą niechęcią, że Max po 

raz kolejny udowodnił swoją wyższość. Ale jak to się dzieje, że za 

każdym razem przegrywam, pomyślała z głęboką urazą. Przecież 

to ja miałam być ekspertem, a on miał się ode mnie uczyć! 

– 

Dzięki – powiedziała nad wyraz sztywno, choć wiedziała, 

że należało mu się z jej strony znacznie więcej. Na razie jednak 

nie  potrafiła  zdobyć  się  ani  na  lepsze  podziękowanie,  ani na 

przeprosiny. Po prostu nie mogła. 

– 

Znalazłaś już Damiana? 

Schyliła się do celownika i zaczęła powoli obracać aparat. 

Parę okien dalej znajdował się salon, gdzie aktor siedział na 

kanapie przed telewizorem. 

– 

Aha. Ogląda film. 

Max podszedł i przykucnął obok niej. 

– Ciekawe, jaki. 
– 

Możemy z czystej ciekawości sprawdzić. – Kate zaczęła 

nastawiać  ostrość.  –  Ten  obiektyw  tyle  mnie  kosztował,  że 

naprawdę powinien na taką odległość wyłapać każdy drobiazg... – 

mruczała do siebie, zaś po chwili wyprostowała się i spojrzała na 

Maxa z nieco zakłopotanym wyrazem twarzy. 

– 

Niestety, nie powiem ci tytułu, choć widać doskonale. Nie 

jestem obeznana z... z tym gatunkiem filmowym. 

Max  ze  zrozumieniem  pokiwał  głową,  po  czym  wziął  z 

kanapy dwie poduszki, żeby było im wygodniej. Kate uklękła na 

swojej i ponownie skoncentrowała się na Fionie. 

– 

No,  kończ  już  –  pogoniła  ją  niecierpliwie.  –  Przecież 

chcesz iść do kochasia, żeby cię pocieszył. – Ponieważ zaklęcia 

nie  skutkowały  i  aktorka  wciąż  krzyczała  do  słuchawki, Kate 

pozwoliła  sobie  zajrzeć  do  pozostałych  okien  apartamentu.  – 

Niedobrze, w sypialni są zaciągnięte zasłony. 

– 

Chcesz  mi  powiedzieć,  że  Glen  opublikowałby  taki 

materiał? 

– 

Umarłby ze szczęścia, gdybym mu przywiozła coś takiego. 

Zawsze powtarza, 

że im bardziej drastyczne zdjęcia, tym chętniej 

ludzie się na nie rzucają. 

– Znakomicie – 

ucieszył się niespodziewanie Max. – Widzę, 

że  dla  niego  naprawdę  nie  ma  żadnych  granic.  Nareszcie 

znalazłem gazetę, która wydrukuje moje fotografie. 

background image

Kate spojrzała na niego z niepokojem. 

– 

Jednak nie wszystkie chwyty są dozwolone – ostrzegła. 

– 

Mogą cię podać do sądu za szokowanie opinii publicznej, 

jest na to paragraf. 

– 

Czasem  trzeba  być  na  bakier  z  prawem,  jeśli  chce  się 

postępować zgodnie ze swoim sumieniem. 

–  W ta

kim  razie  mam  nadzieję,  że  znasz  jakiegoś 

znakomitego adwokata – 

odparła, a gdy Max tylko się roześmiał, 

dodała:  –  Uważaj,  Glen  może  umyć  ręce,  gdyby  sprawa  miała 

trafić do sądu. Cała odpowiedzialność spadnie na ciebie. 

– 

W  życiu  trzeba  ryzykować,  Kate  –  powiedział  z 

absolutnym przekonaniem. 

– 

Poryzykujesz  później,  na  razie  bierz  się  do  roboty 

zakomenderowała. 

Max natychmiast znalazł się przy swoim aparacie. 

– 

Mam szeroki plan, ty rób zbliżenia. 

Fiona dołączyła do Damiana w salonie, lecz siedzieli tak, że 

n

ie  było  widać  ich  twarzy.  Z  gestów  wynikało,  że  aktorka 

opowiada  przebieg  rozmowy  telefonicznej,  lecz  mężczyzna 

wyraźnie nie zwracał na to większej uwagi, nadal oglądając film. 

Wreszcie Fiona wstała i poszła do sypialni. Kate miała nadzieję, 

że za chwilę wróci w seksownej bieliźnie, by przebić to, co działo 

się na ekranie, ale nic takiego nie nastąpiło. Po jakichś dwudziestu 

minutach Damian wyłączył telewizor i podążył za kochanką. 

Kate wyprostowała się z ciężkim westchnieniem. 

– 

Załaduję  nowy  film  i  znowu  nastawię  na  automatyczne 

zdjęcia – zaproponował Max. – Może w ciągu nocy coś się tam 

jeszcze wydarzy, kto wie? 

Z wdzięcznością skinęła głową i przeniosła się na kanapę. 

Nagle poczuła się straszliwie zmęczona. Oboje włożyli w to 

tyle pracy i wszystko na nic

.  Absolutnie  bombowy  materiał 

znajdował  się  niemal  na  wyciągnięcie  ręki,  lecz  pozostawał 

niedostępny. 

–  Co teraz? – 

zagadnął  Max,  wyciągając  się  na  wznak na 

puszystym dywanie. 

– Czekamy. 
– 

Jak długo? 

– 

Nie wiem. Tyle, ile będzie trzeba. Może wyjdą potem na 

taras,  żeby  się  ochłodzić?  –  Wzruszyła  ramionami.  –  Teraz 

widzisz, jakie to ekscytujące zajęcie. 

– 

Prawie  wszystko  może  być  ekscytujące,  trzeba  tylko 

chcieć. 

Już miała na końcu języka jakąś sarkastyczną odpowiedź, ale 

nagle  cały  jej  cynizm  i  gorycz  ulotniły  się  jak  za  dotknięciem 

czarodziejskiej różdżki. Co on powiedział? 

W  życiu  trzeba  ryzykować...  Wszystko  może  być 

ekscytujące... 

W  jej  życiu  nie  było  miejsca  na  ryzyko,  swobodę  czy 

improwizację.  Nauczyła  się  posuwać  do  przodu  maleńkimi 

kroczkami i czekać, aż coś się wydarzy. Najlepszym przykładem 

background image

było obecnie polowanie na Fionę. Jeździła za nią od dziesięciu 

dni, licząc na jakiś sprzyjający splot okoliczności, podczas gdy 

Max natychmiast zaczął działać, kształtując okoliczności tak, by 

mu służyły. 

Może powinna wziąć z niego przykład? Od urodzenia, czyli 

przez trzydzieści lat dawała się bezwolnie nieść biegowi życia, 

biernie przyglądając się temu, co przydarzało się innym. Może 

nadeszła pora, by i jej coś się przydarzyło? Coś ekscytującego? 

Spojrzała na twarz Maxa, na której kładła się blada złocista 

poświata od rzymskich świateł i podjęła decyzję. 

Podniosła  się  powoli,  przyklękła  przy  nim  i  drżącą  dłonią 

odgarnęła mu z czoła kosmyk włosów. Zauważyła, że jej dotyk 

nie pozostawił go obojętnym i to dodało jej odwagi, której tak 

bardzo potrzebowała. Ujęła jego twarz w dłonie, czując szorstki 

dotyk jednodniowego zarostu. 

Max uśmiechnął się i wtedy pocałowała go. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Kate  nigdy  przedtem  nie  pocałowała  mężczyzny,  zawsze 

czekała,  aż  to  partner  wykona pierwszy ruch, sama nigdy nie 

przejmując inicjatywy. Bała się związanego z tym ryzyka. 

Teraz  przekonała  się,  że  warto  było  je  podjąć  –  inicjując 

pocałunek, to ona decydowała o jego sile, sposobie, długości... Po 

raz pierwszy to ona panowała nad sytuacją. 

Przez mniej więcej trzy sekundy. 

Po trzech sekundach sytuacja zapanowała nad nią, gdyż Kate 

potrzebowała dokładnie tyle czasu, by przestać myśleć, a zacząć 

odczuwać. A poczuła pragnienie – obezwładniające, rozpalone do 

białości, domagające się natychmiastowego zaspokojenia – tu i 

teraz. 

W  jednym  momencie  straciła  poczucie  rzeczywistości  i 

zaczęła  całować  go  jak  szalona.  Max  odpowiedział  równie 

gwałtownie, wsuwając dłonie pod jej bluzkę, by przycisnąć je do 

nagich pleców Kate i przygarnąć ją mocno do siebie. 

Ale to jeszcze jej nie zaspokajało, chciała być bliżej, bliżej... 

Nie zastanawiając się nad tym, co robi, wyprostowała nogi, 

by położyć się na nim i naraz zamarła, czując, że zawadziła stopą 

o statyw. 

Odruchowo  zacisnęła  powieki,  nastawiając  się  na  odgłos 

roztrzaskującego  się  kosztownego  sprzętu.  Gdy  nic  takiego  nie 

nastąpiło,  ostrożnie  uniosła  powieki  i  ujrzała,  że  Max  zdążył 

wyciągnąć rękę w bok i złapać aparat. Delikatnie położył go obok 

siebie, zaś Kate wstała niezgrabnie. 

–  Przepraszam  –  powiedz

iała  nieswoim  głosem.  Czuła,  że 

wszystko się w niej trzęsie. 

– 

Na szczęście nic się nie stało – powiedział uspokajająco, 

podnosząc  się  również.  –  Czy  skorzystamy  z  okazji,  żeby 

przenieść  się  w  bardziej  komfortowe...  –  Nie  dokończył,  gdyż 

Kate zdecydowanie 

potrząsnęła  głową,  starannie  unikając  jego 

wzroku. – Za szybko? – 

spytał cicho. 

– Za mocno – 

wyznała. 

Max delikatnie przyciągnął ją do siebie. 

– Wiem – 

szepnął. – Ja też to czułem. 

Podniosła na niego zdumione spojrzenie. 

– 

Naprawdę? 

Skinął  głową,  lecz  nie  uwierzyła.  To  niemożliwe,  by 

zapragnął  jej  tak  szaleńczo,  jak  ona  jego.  To  było  coś,  czego 

jeszcze  nigdy  przedtem  nie  doświadczyła.  To  było  tak 

intensywne, że niemal bolało. 

To  przez  tę  samotność,  skarciła  się.  To  naturalne,  że 

stęskniłam  się  za  czułością,  za bliskim kontaktem. Jestem 

wygłodzona.  Może  powinnam  kupić  sobie  kota,  pomyślała  z 

autoironią. 

Max  tymczasem  uspokajająco  gładził  jej  włosy,  a  gdy  w 

końcu  wysunęła  się  z  jego  objęć,  zajął  się  ponownym 

background image

ustawieniem aparatu, taktownie dając Kate czas na pozbieranie 

myśli.  Opadła  na  sofę,  podwijając  nogi  i  obronnym  gestem 

przyciskając do siebie poduszkę – jak przestraszone dziecko. 

Jeszcze poprzedniego dnia rano w ogóle tego człowieka nie 

znała, a przed paroma minutami dosłownie rzuciła się na niego, 

jakby z

amierzała...  Matko  jedyna,  co  ona  właściwie  chciała 

zrobić?! 

Max odwrócił się i spojrzał na zwiniętą w kłębek Kate, ona 

zaś natychmiast uśmiechnęła się, żeby pokazać, że wszystko w 

porządku.  Nie  był  to  jednak  zbyt  przekonujący  uśmiech.  Max 

zajął miejsce obok niej, lecz gdy objął ją ramieniem, odsunęła się 

nerwowo. 

– Kate... 

Odwróciła głowę w bok. 

– Hej. – 

Łagodnie ujął ją pod brodę i odwrócił jej twarz ku 

sobie. – 

Wiesz, że uwielbiam się z tobą całować? 

Poczuła,  jak  na jej  policzki  wypełza  gorący rumieniec, na 

szczęście w pokoju panował półmrok. 

– 

I to wcale nie dlatego, że to może prowadzić do czegoś 

więcej. Samo w sobie jest fantastyczne. Chociaż... 

– No? – 

spytała z niepokojem, gdy zamilkł. 

– 

Chociaż  nie  ukrywam,  że  dużo  bym  dał za to,  żeby ten 

statyw  się  nie  przewrócił.  –  W  jego  głosie  zabrzmiało  takie 

rozczarowanie i rezygnacja, że Kate – ku zaskoczeniu ich obojga 

– 

wybuchnęła  śmiechem.  Atmosfera  natychmiast  przestała  być 

napięta. 

– 

Podoba mi się twój śmiech – powiedział w zadumie Max. – 

Tak

i niski i zmysłowy... 

Kate z lekkim zakłopotaniem spuściła wzrok, lecz zrobiło jej 

się  bardzo  przyjemnie.  Poczuła,  że  dłoń  Maxa  powraca  na  jej 

kark, lecz tym razem nie odsunęła się. 

– 

Czy wiesz, że pierwszy raz słyszałem, jak się śmiejesz? 

– Nie mam zbyt w

ielu powodów do radości. 

– 

Czy nie jesteś zbyt poważna jak na taką pracę? – spytał z 

przekorą w głosie. 

Kate nadąsała się lekko. 

– 

Uważasz, że moja praca nie jest poważna? 

Max wskazał ręką w stronę okna. 

– 

A  czy  można  traktować  poważnie  fakt,  że  jakaś 

drug

orzędna aktorka zabawia się ze swoim równie drugorzędnym 

kochankiem? 

– 

Wcale  nie  wiemy,  czy  jest  takim  drugorzędnym 

kochankiem  – 

zripostowała,  zaś  Max  spojrzał  na  nią  niemal  z 

niedowierzaniem. 

– 

Kate, co się stało? Zażartowałaś! Ja cię nie poznaję. 

Roześmiała  się  znowu,  co  tym  razem  przyszło  jej  ze 

zdumiewającą  jak  na  nią  łatwością.  Max  przypatrywał  jej  się 

uważnie. 

– 

Jeśli już rozmawiamy o twojej pracy, to wciąż nie pojmuję, 

czemu się zdecydowałaś na takie zajęcie. 

background image

– 

Żeby to zrozumieć, musiałbyś zobaczyć moją minę, gdy 

dostałam od Glena pierwsze naprawdę duże honorarium. 

Oczywiście  nie  za  porządny  reportaż,  tylko  za  zdjęcie 

pewnej  aktorki  z  dzieckiem,  zrobione  zresztą  zupełnie 

przypadkiem  w  zoo.  Wystarczyła  jedna  fotka,  żeby  spokojnie 

przeżyć całe dwa miesiące. Tobie by pewnie starczyło na tydzień 

– 

dodała żartobliwym tonem. 

Mimo  że  nie  widziała  jego  twarzy  wyraźnie,  mogłaby 

przysiąc, że w szarych oczach pojawił się szelmowski błysk. 

– 

Ale co to byłby za tydzień! – wykrzyknął z przechwałką w 

głosie. 

Zaśmiała się ponownie, coraz bardziej przyzwyczajając się 

do  tego  dźwięku,  którego  nie  słyszała  chyba  od  czasów 

dzieciństwa. 

– 

Dobra,  kapuję.  A  dlaczego  akurat  Fiona  stała  się  twoją 

specjalnością? 

– 

Bo  zawarłyśmy  układ.  Uznałyśmy,  że  współdziałając, 

łatwiej  zrobimy  karierę,  każda  w  swoim  zawodzie.  Ona  była 

początkującą  aktorką,  ale  dzięki  temu  miała  dostęp  do  miejsc, 

gdzie  kręciły  się  prawdziwe  gwiazdy.  Zapraszała  mnie  jako 

swojego fotografa i pozowała mi do zdjęć u boku różnych sław. 

W  ten  sposób  ja  zarabiałam  pieniądze,  bo  Glen  kupował  takie 

zdjęcia  na  pniu,  a  ona  stawała  się  coraz  bardziej  znana,  dzięki 

pojawianiu się w prasie. Z czasem nawet się zaprzyjaźniłyśmy. 

– 

Nie  wygląda  mi  na  to,  żebyście  przyjaźniły  się  nadal  – 

zauważył Max, gdy Kate umilkła. 

Zawahała się. Nie miała ochoty wtajemniczać go w rodzinne 

sprawy, ale z drugiej strony, gdyby Max wiedział, że nie chodzi 

jej tylko o pieniądze, to może zyskałaby w jego oczach. 

– 

Pokłóciłyśmy  się  –  odparła,  ale  nie  dodała  nic  ponadto, 

mając nadzieję, że rozbudzi jego ciekawość. 

– O co? 
– O mojego brata. 

Znów zapadła cisza. 

– 

Będzie  jakiś  dalszy  ciąg,  czy  to  wszystko?  –  spytał 

ostrożnie Max. 

Kate  uśmiechnęła  się  niewesoło,  machinalnie  bawiąc  się 

frędzlami poduszki. 

– 

Mam  czworo  rodzeństwa,  Jonathan  jest  najmłodszy  i 

najlepiej się z nim dogaduję. Cała rodzina mieszka na wsi, tylko 

ja  wyrwałam  się,  by  zdobyć  świat.  Od  samego  początku  nie 

pasowałam  do  tamtego  miejsca,  zawsze  chciałam  zobaczyć  i 

poznać coś więcej. Wyjechałam, jak miałam osiemnaście lut. 

– 

Uciekłaś? 

–  N

ie,  skądże!  –  zaprotestowała.  –  Moja  rodzina,  chociaż 

zupełnie mnie nie rozumie, bardzo mnie kocha, nie mogłabym im 

tego zrobić. Pożyczyli mi pieniądze, żebym mogła się urządzić, 

pamiętam,  jaką  miałam  satysfakcję,  gdy  zarobiłam  tyle,  że 

mogłam zwrócić dług. 

– Dobrze, a co ma do tego Fiona? 

background image

Kate westchnęła ciężko. 

– 

Zaprosiłam Jonathana, żeby trochę u mnie pomieszkał. 

Właśnie skończył szkołę średnią i miał się żenić ze swoją 

dziewczyną. Uznałam, że jest jeszcze za młody na takie decyzje i 

że  za  mało  zna  życie,  by  naprawdę  wiedzieć,  czego  chce. 

Chciałam, żeby zobaczył wszystko z szerszej perspektywy, którą 

oferował  inny  świat,  mój  świat...  –  Na  moment  ze  złością 

zacisnęła  usta.  –  Niestety,  do  mojego  świata  należała  również 

Fiona. 

– 

Zakochał się? – domyślił się Max. 

– 

Gorzej. Ona go w sobie rozkochała z pełną premedytacją – 

sprostowała  gniewnie  Kate.  –  Akurat  często  się  spotykałyśmy, 

gdyż potrzebowała, żebym robiła jej dużo zdjęć. 

Miała przestój w karierze po tym, jak wdała się w romans z 

kolejnym filmowym partn

erem.  Niestety,  facet  był  zięciem 

producenta. 

– 

Aha, i tatuś nie cackał się z rywalką córki? 

– 

Wywalił Fionę z głośnym hukiem i jeszcze ostrzegł przed 

nią  znajomych.  Bywała  więc  u  mnie  niemal  codziennie,  a  ja, 

głupia, nie zorientowałam się, co się święci. Udawała, że „Johny 

jest,  och,  taki  fascynujący”  –  zacytowała,  parodiując  gardłowy 

głos  aktorki.  –  Tyle  że  mój  brat  fascynował  ją  dopóty,  dopóki 

miał  pieniądze. Potem  zostawiła  go na lodzie!  –  wybuchnęła z 

furią. 

Max milczał przez chwilę. 

–  Czy ty przypadki

em  trochę  nie  przesadzasz?  Jonathan 

chyba  w  końcu  wiedział,  co  robi,  nie  jest  przecież  małym 

dzieckiem. 

– 

Ale gdybym go nie zaprosiła do siebie, to nic by się nie 

stało – zdenerwowała się. – To wszystko moja wina! Wiesz, że 

nawet zerwał zaręczyny z tamtą dziewczyną? 

– 

To  znaczy,  że  rzeczywiście  jeszcze  nie  dojrzał  do 

małżeństwa – przekonywał Max. – Przykro mi, ale uważam, że 

jest w tym samym stopniu odpowiedzialny za całą sytuację, co 

twoja była przyjaciółka. 

Kate gwałtownie poderwała się z miejsca i – aby się czymś 

zająć – podeszła do barku, skąd wyjęła butelkę wody mineralnej. 

Nalała ją do szklanek i wróciła na kanapę. 

– 

Nie  zrozumiesz  tego,  bo  cię  tam  nie  było.  Co  innego, 

gdybyś  widział,  jak  ona  go  omotuje,  a  potem  rzuca,  jak  on  to 

przeżywa... Zrujnowała mu życie. – Dokładnie powtórzyła słowa, 

które  powiedziała  Fionie.  –  Nastąpiła  wtedy  między  nimi  dość 

ostra  wymiana  zdań,  a  w  rezultacie  zerwanie  wszelkich 

kontaktów. Po jakimś czasie Fiona ostentacyjnie sprzedała prawo 

do  fotografowania  jej  ślubu  konkurencyjnej gazecie, „Global 

Celebrity”. Glen nie ukrywał, że ma za to ochotę rozszarpać mnie 

na kawałki. 

– 

Kiedy to było? 

– Przed rokiem. 
– 

No,  to  chyba  Jonathanowi  przeszło  do  tej  pory  – 

background image

zawyrokował Max. 

Kate  gniewnie  postawiła  swoją  szklankę  na  podręcznym 

stoliku, cudem tylko nie rozbijając jej o marmurowy blat. 

– 

A właśnie, że nie! Ciągle o niej myśli! Nie spotyka się z 

żadną  dziewczyną,  a  co  gorsza,  nie  ma  już  perspektyw  na 

założenie  rodziny,  bo  wydał  na  zachcianki  Fiony  wszystkie 

pieniądze przeznaczone na zakup domu. Cała rodzina się na to 

złożyła, a on to przepuścił! Teraz pracuje jako robotnik najemny, 

ciułając grosz do grosza. 

Max w zamyśleniu pokiwał głową. 

– 

Cóż, życie dało mu na początek niezłą szkołę. 

– 

Ale ja to naprawię – oznajmiła z determinacją Kate. 

– 

Dlatego  potrzebuję  kompromitujących  zdjęć  Fiony.  Po 

pierwsze, udowodnię mu, że ona nie jest warta jego uczuć. 

Po  drugie,  podzielę  się  z  nim  moim  honorarium.  A  po 

trzecie,  zemszczę  się  na  tej  zołzie,  która  będzie  doskonale 

wiedziała, że gdyby nie skrzywdziła mojego brata, to ja bym nie 

miała powodu, żeby łamać jej karierę. 

Max uśmiechnął się szeroko. 

– 

Sprawiedliwość  dziejowa?  To  lubię.  –  Nagle  wstał  i 

podszedł do telefonu. – Za długo tak bezczynnie siedzimy. 

Posuńmy sprawy do przodu. 

Zadzwoni

ł  do  Hotelu  da  Vinci  i  udając  gościa,  zamówił 

śniadanie dla dwojga na tarasie apartamentu. 

– 

Jeśli się uda, to będą w szlafrokach, a to już coś – wyjaśnił 

jej. 

– 

Nie  nabiorą  się  na  to  –  zawyrokowała  Kate,  choć  Max 

zaimponował jej swoją pomysłowością. 

– Nab

iorą się. Będą myśleć, że to w ramach hołdu ze strony 

dyrekcji hotelu. – 

Max podszedł i wyciągnął rękę, by pomóc jej 

wstać z kanapy. 

–  Ale to jest... – 

zaczęła  Kate,  która  poczuła,  że  powinna 

zaprotestować  przeciw  takim  metodom.  –  To jest znakomity 

pomysł! 

–  Wiem.  – 

Przytulił  ją  ze  śmiechem.  –  A teraz grzecznie 

pocałuj mnie na dobranoc i chodźmy trochę odpocząć. 

Bez zastanowienia uniosła twarz, lecz ku jej rozczarowaniu 

Max dość szybko wypuścił ją z objęć i lekko pchnął w kierunku 

sypialni. 

– No, zmykaj. Pó

ki jeszcze możesz. 

Pobiegła do siebie ze śmiechem, a serce biło jej jak szalone. 

 

Następnego ranka obudziła się z dziwnym przeczuciem, że 

coś  się  stało.  Było  ono  tak  silne,  że  bez  namysłu  wybiegła  z 

sypialni w samej tylko koszuli. 

Aparat i statyw zniknęły sprzed okna. Rzuciła się do pokoju 

Maxa, nawet nie pukając, gdyż intuicja podpowiadała jej, że i tak 

nie ma po co. 

Max ulotnił się bez śladu z całym swoim dobytkiem. 

Nie,  to  niemożliwe,  na  pewno  miał  ważny  powód  i  z 

background image

pewnością zostawił jakąś wiadomość. 

Nigd

zie nie było żadnej kartki. 

Wyjrzała  przez  okno  salonu.  Padał  deszcz,  więc  drzwi  na 

taras przy apartamencie Fiony były oczywiście zamknięte, za to 

przez otwarte okna mogła dojrzeć krzątające się pokojówki, które 

zmieniały pościel. Czyli wyjechała. A Max podążył za nią! 

Nie  mogła  w  to  uwierzyć.  Nie  mógł  jej  tego  zrobić, 

zwłaszcza po ostatniej nocy. 

A niby dlaczego nie, odezwał się jakiś zdradliwy głos w jej 

głowie. Coś ty sobie myślała? Że jak trafiła mu się okazja łatwego 

zarobku, to będzie się bawił w sentymenty? Ech, Kate, kiedy ty 

wreszcie nabierzesz trochę rozumu? Już dawno powinnaś była się 

nauczyć, że nikomu nie wolno ufać. Nikomu! A ty myślałaś w 

swojej naiwności, że on jest inny. Głupia gęś. I jeszcze rzuciłaś 

się na niego niczym Fiona na tych swoich... 

Zakryła dłońmi pałającą ze wstydu twarz. 

Naraz  przyszła  jej  do  głowy  przerażająca  myśl,  która 

odsunęła na bok wszelkie inne problemy. A jeżeli on wyniósł się, 

nie  zapłaciwszy  za  pobyt?  Właściwie  niby  czemu  miał  sobie 

zaprzątać tym głowę? 

Pobiegła  do  swojego  pokoju,  po  drodze  zauważając  ze 

zdumieniem,  że  jest  już  dziesiąta.  Szybko  doprowadziła  swój 

wygląd do porządku, choć ręce jej się trzęsły ze zdenerwowania. 

Nie dam się wrobić w płacenie rachunku, choćbym miała spuścić 

się przez okno na prześcieradle, pomyślała z zawziętą miną. 

Nagle zadzwonił telefon. 

– 

Słucham? 

– 

Kate, zbieraj się natychmiast i jedź na lotnisko – usłyszała 

zdyszany głos Maxa. – Mam dla nas bilety na ten sam samolot, 

którym lecą nasze ptaszki. 

– Ale... 
– W recepcji wszystko ure

gulowane, o to się nie martw. 

– Kiedy... 
– Gazem, masz góra trzy kwadranse. Czekam przy punkcie 

odpraw Alitalii. Cześć. 

Kate chwyciła swoje rzeczy i w szalonym pędzie zbiegła na 

dół.  Na  szczęście  trafiła  na  taksówkarza  z  fantazją,  którego 

ucieszyła  perspektywa  szaleńczej  jazdy  przez  zatłoczone  ulice 

Rzymu.  Gdy  dotarli  na  lotnisko,  wepchnęła  mu  bez  liczenia 

wszystkie posiadane liry i ruszyła szukać Maxa. Wybiegł jej na 

spotkanie,  chwycił  za  rękę  i  dosłownie  przeciągnął  przez 

wszystkie punkty kontrolne, wymac

hując  swoją  legitymacją 

prasową. Starym zwyczajem znaleźli się na miejscu w ostatniej 

chwili. 

– 

Znów mamy szczęście. – Kate opadła na fotel z trudem 

chwytając oddech. – Gdyby nas tak szybko nie przepuszczono... 

– 

Szczęście nie ma nic do tego, zresztą nie zawsze warto na 

nie liczyć – zauważył filozoficznie Max. – Przemówienie komuś 

do ręki jest znacznie pewniejsze. 

Wolała nie pytać, ile go to „przemówienie” kosztowało. 

background image

Właściwie  przestało  ją  już  cokolwiek  obchodzić,  z 

wyjątkiem  jednej  rzeczy  –  marzyła  o  kawie.  Świat  mógł  się 

skończyć,  proszę  bardzo,  ale  ona  musi  dostać  swoją  poranną 

porcję  kofeiny,  ponieważ  bez  tego  w  ogóle  nie  jest  w  stanie 

normalnie funkcjonować! 

– 

Wybacz,  że  nie  w  pierwszej  klasie,  ale  nić  mogłem 

pozwolić, żeby Fiona cię zauważyła – wyjaśnił Max, widząc, jak 

Kate z trudem próbuje przyjąć w miarę wygodną pozycję. 

– 

Słusznie – mruknęła, zamykając oczy. 

– 

Myślałaś, że cię zostawiłem, prawda? – spytał cicho. 

– Tak. 
– 

Cholera, tego się obawiałem – zaklął z pasją, na co Kate 

spojrzała  na  niego  ze  zdumieniem.  Nie  spodziewała  się,  że  jej 

opinia w tej kwestii ma dla niego jakieś znaczenie. – Obudziłem 

się  wcześnie  rano,  gdy  zaczęło  padać.  Zrozumiałem,  że  z  tego 

śniadania  na  tarasie  nic  nie  wyjdzie.  Wstałem,  ubrałem  sprzęt 

sprzed  okna  i  spakowałem.  Wtedy  zadzwonił  Giovanni...  Nie 

słyszałaś telefonu? 

– Nie. 
– 

No  tak.  Poinformował  mnie, że  jacyś  goście opuszczają 

Hotel da Vinci. To rzeczywiście byli oni. Nie miałem czasu cię 

budzić,  spałaś  tak  mocno,  złapałem  moje  rzeczy  i  wybiegłem. 

Pojechałem za nimi, zorientowałem się, na który lot biorą bilety, 

kupiłem dla nas na ten sam i dopiero wtedy mogłem do ciebie 

zadzwonić. 

To  oznaczało,  że  pomógł  jej  kolejny  raz.  Jej  dług 

wdzięczności stale się powiększał, lecz wolała o tym nie myśleć. 

– 

Dzięki  –  powiedziała  tylko,  bo  cóż  więcej  mogła 

powiedzieć?  Przez  chwilę  przyglądała  się  w  milczeniu,  jak 

powierzchnia ziemi umyka spod kół samolotu. – Max? 

– 

Tak,  już  próbowałem  załatwić,  żebyś  pierwsza  dostała 

kawę, ale niestety, musimy potulnie poczekać, aż przyjdzie nasza 

kolej. – 

Skrzywił się, wyraźnie demonstrując swoją dezaprobatę 

dla czegoś tak nienaturalnego jak bierne czekanie. 

Kate nie mogła powstrzymać uśmiechu. 

– 

Akurat nie o to  chciałam spytać, ale doceniam. – Naraz 

spoważniała. – A co, gdybym nie zdążyła? Poleciałbyś? 

–  Nie  – 

odparł  z  widocznym  zdumieniem.  –  Niby czemu 

miałbym to zrobić? 

–  Jak to czemu? – 

Tym  razem  ona  się  zdziwiła.  –  Żeby 

zrobić zdjęcia Fionie i Damianowi. 

Max odwrócił się tak, by móc spojrzeć jej prosto w oczy. 

– 

Dla  mnie  oni  mogą  się  powiesić,  nie dbam o to – 

powiedział dobitnie. – Chcę ciebie. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Kate oprzytomniała w ułamku sekundy, jednakże nie była w 

stanie w żaden sposób zareagować. Mogła jedynie wpatrywać się 

w  Maxa  szeroko  otwartymi  oczami,  w  których  widniało 

niebotyczne zaskoczenie. 

– 

Ująłem to zbyt dosłownie? – spytał z uśmiechem. 

Nadal nie potrafiła wydusić z siebie choćby słowa. 

– 

Wybacz, ale przywykłem działać szybko i konkretnie. 

– 

Uspokajająco położył rękę na jej dłoni. – Posłuchaj, mamy 

przed sobą dziewięć godzin lotu, to dość czasu dla nas obojga na 

opowiedzenie o sobie. Jak wysiądziemy w Nowym Jorku, to albo 

będziemy mieli siebie po dziurki w nosie, albo... 

– Albo? – 

spytała słabym głosem. 

– 

Cóż,  proces  obróbki  negatywów  musi  potrwać  – 

zażartował.  –  Zobaczymy,  może  wyjdą  z  nich  całkiem  udane 

pozytywy? 

Kate aż wzniosła oczy ku niebu. Rozmawiają o tak poważnej 

sprawie, a on sobie żartuje? 

– Nie masz poczucia humoru – 

skomentował. 

– 

Mam  wyjątkowo  duże  poczucie  humoru  –  skwitowała 

cierpko,  zdecydowanie  cofnęła  rękę  i  włączyła  nawiew  nad 

swoim fotelem, gdyż zrobiło jej się dziwnie gorąco. 

Łatwo  mu  było  dowcipkować,  bo  to  nie  jego  spalało 

pragnienie. 

Wiedziała już jednak, że pozostanie ono nie zaspokojone – 

musiało takie pozostać. Przedtem wydawało jej się, że przelotny 

roman

s z Maxem będzie ekscytującym przeżyciem, teraz jednak 

rozumiała, że nie mogłaby tego potraktować tak lekko. Intuicja 

podpowiadała  jej,  że  rozstanie  okazałoby  się  znacznie  bardziej 

bolesne, niż początkowo przypuszczała. 

Zaczynała pragnąć więcej, niż Max mógł jej zaoferować. 

Jemu tylko się wydaje, że wycofał się z robienia reportaży 

wojennych.  Wkrótce  do  tego  zatęskni  i  wróci  gdzieś  tam,  na 

pierwszą  linię  ognia.  Ten  związek  nie  ma  więc  ani  sensu,  ani 

przyszłości. Lepiej się nie angażować. A najlepiej skoncentrować 

się na swoim zadaniu, to odwróci jej uwagę od niepożądanych 

myśli. 

Zerknęła w stronę tej części samolotu, gdzie znajdowała się 

pierwsza  klasa.  Niestety,  stewardesy  pilnowały,  by  zasłona 

pozostawała  zasunięta.  Dobiegały  zza  niej  stłumione  odgłosy 

roz

mów, lecz oczywiście nie dawało się rozróżnić ani słowa. Max 

podchwycił jej spojrzenie. 

– 

Nie martw się, w końcu ich dorwiesz. 

Westchnęła z rezygnacją. 

– 

Nawet nie wiem, czy mi jeszcze tak bardzo na tym zależy. 

– 

Znam  to  uczucie  zniechęcenia.  Nie  martw  się, ono z 

czasem przechodzi. 

W  tym  momencie  nadeszła  stewardesa  z  napojami.  Kate 

background image

otrzymała  wreszcie  swoją  upragnioną  kawę,  napiła  się  z 

prawdziwą ulgą, po czym z uwagą spojrzała na Maxa. 

– 

Skoro  twierdzisz,  że  to  uczucie  zniechęcenia  w  końcu 

znika, to co tu właściwie robisz? Powinieneś fotografować jakiś 

konflikt zbrojny. 

Obrócił w dłoniach styropianowy kubek z kawą, unikając jej 

wzroku. 

– 

Tłumaczyłem ci, że już się tym nie zajmuję. 

– Ale dlaczego? – 

nalegała Kate. 

– 

Mówią, że załamałem się nerwowo. 

Z uporem pokręciła głową. 

– 

Nie  obchodzi  mnie,  co  inni  mówią.  Chcę  znać  twoje 

zdanie. 

Zerknął na zegarek. 

– 

Jakie  mam  szanse,  że  przez  następnych  osiem  i  pół 

godziny uda mi się wykręcać od odpowiedzi na to pytanie? 

– Znikome. 

Skrzywił się nieco, zreflektowała się więc. 

– 

Dobrze, jak nie chcesz, to nie mów, ale nie ukrywam, że 

bardzo mnie to intryguje. 

Max  machinalnie  zaczął  kreślić  paznokciem  kreski  na 

styropianie. 

– 

Dwa  lata  temu  wyleciał  w  powietrze  hotel  w  Bejrucie, 

gdzie 

mieszkałem 

wraz 

innymi zagranicznymi 

korespondentami.  Zginęło  wielu  niewinnych  ludzi.  Między 

innymi mój najlepszy przyjaciel. 

– Max, tak mi przykro – 

wyszeptała. Zrobiło jej się ogromnie 

wstyd. Przez swoją niepohamowaną ciekawość sprawiła mu ból, 

niepotrzebnie przypominając o przeszłości. 

Szkoda, że spytała. 

– 

Paru z nas ocalało tylko dlatego, że udało nam się wkręcić 

na nocną akcję pewnej grupy rebelianckiej. Karl nie chciał iść, 

uważał to za zbyt duże ryzyko, ja zaś zawsze powtarzałem, że im 

większe niebezpieczeństwo, tym lepsze zdjęcia. 

Poszedłem i przeżyłem, a on zginął. Najgorsze jednak było 

to,  że  bombę  podłożyła  właśnie  ta  organizacja,  z  której 

bojownikami umówiliśmy się na wyprawę. Weszli w układ tylko 

po to, by ich człowiek mógł dostać się do hotelu. 

Kate stłumiła okrzyk grozy. Wychodziło więc na to, że Max 

nieświadomie  przyczynił  się  pośrednio  do  śmierci  przyjaciela. 

Musiał żyć ze straszliwymi wyrzutami sumienia. 

– 

Nie wdając się w szczegóły, powiem tylko, że mieliśmy 

pewne kłopoty z wydostaniem się stamtąd, ponieważ uznano, że 

sprzyjamy terrorystom. 

Nagle  przypomniała  jej  się  jego  opowieść  o  nocnej 

wyprawie łodzią. Teraz już rozumiała, co go do niej skłoniło. 

– 

Przede wszystkim udało mi się bezpiecznie wywieźć filmy 

– 

ciągnął. – Moje, Karla, innych. Wszystko, co po nich zostało... 

Kate zmarszczyła brwi, zastanawiając się intensywnie. 

– 

Chwileczkę.  Dwa  lata,  mówisz?  Dziwne,  że  nie 

background image

pamiętaną... 

– 

Bo nie ma czego pamiętać. – Zacisnął dłoń w pięść. 

– 

Po  tym,  przez  co  przeszedłem,  po  tym,  jak  Karl  i  inni 

zginęli, odmówiono publikacji tych zdjęć! 

– 

Nie mogłeś poszukać innego wydawcy? 

– 

Kiedy nikt nie chciał ich drukować, zrozumiałem, że była 

to wyraźnie odgórna decyzja. Chodziło o to, żeby nie zaogniać 

napiętej  sytuacji,  właśnie  toczyły  się  rokowania w sprawie 

rozejmu. Uznano ten materiał za zbyt niebezpieczny. 

– 

Ale to przecież jest cenzura! – wybuchnęła z oburzeniem. 

– 

Czekaj, a co się stało z negatywami? Chyba się zabezpieczyłeś i 

nie zaniosłeś im wszystkiego? 

– 

A jak myślisz? 

Kate popatr

zyła na niego bardzo uważnie. 

– 

Myślę,  że  masz  w  domu  mnóstwo  zdjęć,  których  nie 

widział nikt poza tobą – powiedziała cicho. 

Z uznaniem pokiwał głową. 

– Bystra dziewczynka. 

Pochwała z jego ust miała dla niej ogromną wartość. Aby 

udowodnić, że naprawdę jest bystra, postanowiła zaryzykować. 

– 

Nie  chodziło  o  żadne  załamanie  nerwowe,  prawda? 

Odszedłeś  z  tej  pracy,  ponieważ  nie  pozwolono  ci  pokazać 

prawdy. 

Max bez słowa skinął głową, po czym zamknął oczy, dając 

do  zrozumienia,  że  nie  chce  kontynuować  tematu.  Kate nie 

nagabywała go dłużej. Sącząc resztki letniej kawy, zastanawiała 

się nad tym, co usłyszała. 

Teraz już rozumiała, czemu ktoś taki jak on zainteresował 

się taką gazetą jak „World Eye” – dla Glena nie istniały żadne 

bariery,  z  pocałowaniem  w  rękę  opublikowałby  najbardziej 

drastyczne  zdjęcia,  gdyby  tylko  uznał,  że  to  mu  przysporzy 

czytelników. Glen miał diabelnie dużo wad, ale jednego nikt nie 

mógłby mu zarzucić – cenzurowania czyichś materiałów. 

Pod tym względem pracujący dlań dziennikarze i reporterzy 

mo

gli się czuć zupełnie bezpieczni. 

Jej rozmyślania przerwało nadejście stewardesy, serwującej 

posiłek. W trakcie jedzenia Max wrócił do siebie, znów żartował, 

jak również opowiadał przeróżne historie, oczywiście wyłącznie 

takie,  które  stawiały  go  w  jak  najlepszym  świetle.  Kate  nie 

pozostała mu dłużna i też nie omieszkała się pochwalić paroma 

spektakularnymi sukcesami. W końcu Max uznał ze śmiechem, 

że potyczka na opowieści zakończyła się remisem. 

Tymczasem  zdążył  już  zapaść  wieczór,  w  samolocie 

panował  półmrok,  rozjaśniony  jedynie  paroma  włączonymi 

lampkami. Stewardesa włożyła do magnetowidu kasetę wideo i 

zaczaj się jakiś film. Ci pasażerowie, którzy chcieli go oglądać, 

nałożyli słuchawki, inni spali. 

Nagle Max wyprostował się energicznie. 

– 

Dobra, dosyć tego lenistwa. – Wstał, otworzył szafkę nad 

fotelem i wyciągnął aparat. 

background image

– Co ty wyprawiasz? 

Mrugnął do niej łobuzersko. 

– 

Zrobię im fotkę. 

– 

Oszalałeś? Usłyszą! 

– 

Jeśli nałożyli słuchawki, to nic nie zauważą. 

Skierował  się  ku  części  przeznaczonej  dla  pasażerów 

pierwszej  klasy.  Niewiele  ryzykował,  gdyż  przytomnie  wybrał 

moment, gdy stewardesy robiły coś po drugiej stronie samolotu. 

Leniwym  krokiem  podszedł  do  zasłony  i  zaczął  przebierać  w 

czasopismach,  które  znajdowały  się  tuż  obok  na  metalowym 

stojaku. 

Dyskret

nie odsunął brzegiem magazynu zasłonę i zajrzał do 

środka.  Po  krótkiej  chwili  szybkim  ruchem  podniósł  aparat, 

wkładając w szparę sam obiektyw i nacisnął spust. Kate usłyszała 

charakterystyczne  kliknięcie  oraz  szum  automatycznie 

przewijanej taśmy i rozejrzała się z niepokojem. Nikt nie zwracał 

na  niego  uwagi,  słuchawki  rzeczywiście  tłumiły  wszelkie 

dźwięki. 

Zaledwie Max zajął z powrotem swoje miejsce, stewardesa z 

pierwszej  klasy  przeszła  przez  ich  część  samolotu,  starannie 

ukrywając fakt, że bacznie przygląda się pasażerom. Max jednak 

trzymał  aparat  pod  rozłożonym  magazynem,  zaś  Kate  udawała 

pogrążoną we śnie, więc nie wzbudzili jej podejrzeń. 

– 

No i co? Zrobiłeś jakieś dobre zdjęcie? – spytała po chwili. 

– 

Nie wiem, co nazywasz dobrym zdjęciem. Nie byli nadzy. 

Był  po  prostu  niemożliwy!  Oczywiście,  w  najbardziej 

uroczy ze wszystkich znanych jej sposobów bycia niemożliwym. 

No i jak ona miała się z nim rozstać? 

Kate  nie  miała  pojęcia,  jak  sytuacja  się  rozwinie  po 

wylądowaniu. Czy ich drogi rozejdą się? Czy już nigdy go nie 

zobaczy?  Czy  też  może...  Ponieważ  jednak  nie  miała  odwagi 

zapytać, nie pozostawało jej nic innego, jak tylko czekać. 

Znowu... 

Gdy samolot kołował na lotnisku, chwyciła swoje rzeczy. 

– 

Będę udawać, że mi niedobrze – wyjaśniła. – Wypuszczą 

mnie 

pierwszą,  zdążę  więc  być  w  hali  przed  nimi  i  zrobię  im 

zdjęcie. 

Przyciskając dłoń do ust, ruszyła w kierunku wyjścia. 

Zgodnie  z  jej  przypuszczeniami,  została  wypuszczona 

natychmiast,  gdy  tylko  otwarto  drzwi  prowadzące  do  tuneli. 

Pobiegła do hali przylotów i zdążyła akurat na ten moment, gdy 

zaczęli wychodzić pasażerowie pierwszej klasy. Od razu rzuciły 

jej  się  w  oczy  czerwone  włosy,  wyjątkowo  splecione  w  prosty 

warkocz. 

– Wont! – 

zawołała, trzymając aparat w pogotowiu. 

Para aktorów obejrzała się odruchowo, co zostało utrwalone 

na taśmie. W następnym momencie Fiona i Damian odwrócili się 

i  zasłaniając  twarze,  pobiegli  w  przeciwną  stronę,  zaś  para 

ochroniarzy rzuciła się ku Kate. Przewidziała jednak ten manewr i 

umknęła bez trudu, klucząc pośród tłumu. 

background image

Cóż,  zdjęcie  nie  było  kompromitujące,  ale  przynajmniej 

miała ich razem na jednym ujęciu, a w dodatku po nie przespanej 

nocy i długim locie jej eks-przyjaciółka nie wyglądała najlepiej, 

więc opublikowanie tego sprawiłoby Kate nie lada frajdę. Z pełną 

satysfakcji 

miną udała się w stronę kontroli celnej. 

– 

I co? Udało się? – spytał Max, który czekał na nią przy 

wyjściu z lotniska. 

– 

Owszem. Mieli strasznie głupie miny, mam nadzieję, że 

Glenowi się spodoba, choć wciąż to nie jest to, na co liczył. 

– 

Rozumiem, że teraz lecisz do Los Angeles? 

Skinęła głową i wreszcie zadała pytanie, które dręczyło ją od 

paru godzin: 

– A ty? 
– 

Też, ale nie od razu. Skoro już tu jestem, to skorzystam z 

okazji i odwiedzę starych znajomych. 

Tak  też  przypuszczała.  Jego  zainteresowanie  jej  osobą 

okazało się bardzo przelotne. Czy jednak mogła się temu dziwić? 

Max  wiecznie  przenosił  się  z  miejsca  na  miejsce,  nieustannie 

poznając  nowych  ludzi  i  siłą  rzeczy  szybko  rozstając  się  z 

przygodnymi  towarzyszami  podróży.  Czemu  miałaby  stanowić 

wyjątek? 

dodatku, co z nich byłaby za para? Dwoje zagonionych, 

zapracowanych samotników, którzy spotykaliby się chyba tylko 

podczas mijania się w drzwiach. Nawet jeśli Max na jakiś czas 

zaczepi się w „World Eye”, to długo tam miejsca nie zagrzeje. Za 

parę miesięcy wróci do dawnej pracy. Mogła się o to założyć. 

Musiał chyba zdać sobie sprawę z tego wszystkiego, gdy tak 

tu na nią czekał. To dlatego nie leciał z nią do Los Angeles, tylko 

wymyślił bajeczkę o odwiedzaniu znajomych. 

Próbował w taktowny sposób zakończyć to, co się między 

nimi zaczęło. Ale czy w ogóle cokolwiek się zaczęło? Czy ona 

sobie  nie  wyobrażała  zbyt  wiele?  Może  wszystko  działo  się 

wyłącznie w jej głowie? 

W milczeniu jechali kolejką, która przewoziła pasażerów z 

lotniska międzynarodowego na krajowe. 

– 

Chcesz, żebym z tobą poczekał na twój samolot? – spytał 

Max, gdy wysiedli. 

Popatrzyła  na  kłębiące  się  przed  kasami  tłumy 

urlopowiczów. 

– 

To  nie  ma  sensu,  nie  wiadomo,  ile  to  może  potrwać  – 

zdecydowała  mężnie  i  szybkim  ruchem  wyciągnęła  do  niego 

dłoń. Wolała mieć to już za sobą. 

– 

A co to ma znaczyć? – zdumiał się, biorąc ją w ramiona. – 

To tak się ze mną żegnasz? 

Podczas tego ostatniego pocałunku Kate skoncentrowała się 

nie na samej pieszczocie, lecz na powstrzymywaniu łez. Jeśli to 

potrwa jeszcze chwilę dłużej, to rozbeczy się na jego oczach, a 

chyba nie przeżyłaby takiego upokorzenia. 

– 

Zadzwonię – szepnął. 

Jasne,  zawsze  tak  się  mówi,  pomyślała  z  rezygnacją. 

background image

Patrzyła  za  nim,  gdy  odchodził,  a  gdy  po  kilkunastu  krokach 

odwrócił  się,  by  jeszcze  raz  na  nią  spojrzeć,  uśmiechnęła  się 

radośnie i pomachała ręką, chociaż już ledwo go widziała przez 

szklące się od łez oczy. 

 

Przybyła  do  redakcji  dopiero  następnego  dnia.  W  sumie 

spędziła  na  nowojorskim  lotnisku  prawie  dziesięć  godzin, 

ponieważ lot, na który w końcu dostała bilety, został odwołany. 

Wpadła do swojego mieszkania tylko po to, żeby zostawić bagaż, 

wziąć szybki prysznic i przebrać się w świeże rzeczy. Wahała się 

przez moment, czy nie wywołać zdjęć na miejscu, ale uznała, że 

ciemnia w redakcji oferuje większe możliwości niż jej własna. 

– 

Gdzie ty się, do cholery ciężkiej, podziewałaś tyle czasu? – 

ryknął Glen, gdy tylko przestąpiła próg. 

– 

We Włoszech. 

– 

We Włoszech, we Włoszech – przedrzeźniał. – To wiem, 

do diabła! Pytam, gdzie ty byłaś od wczoraj? 

– Sie

działam na lotnisku, próbując dostać się na samolot – 

odparła, jednocześnie zauważając, że nad drzwiami ciemni paliło 

się  ostrzegawcze  czerwone  światło.  A  niech  to,  miała  pecha. 

Ciekawe, jak długo będzie musiała wysłuchiwać narzekań szefa, 

zanim ktoś skończy wywoływać swoje filmy. 

– 

Zdawało mi się, że samoloty z Nowego Jorku latają do nas 

dość regularnie – wyzłośliwiał się Glen, który zawsze miał zły 

humor, więc właściwie już na nikim nie robiło to wrażenia. 

– 

Ludzie  również,  szczególnie  w  okresie  wakacyjnym 

odparowała Kate. 

– 

Wiesz, co ja sobie myślę? – Podszedł bliżej. – Myślę, że 

próbowałaś sprzedać zdjęcia komuś innemu. 

Doskonale znała tę taktykę. Zawsze stawał tuż przed nią i tak 

długo wrzeszczał, wytrząsając się i oskarżając ją o różne rzeczy, 

że  gdy  wreszcie  przychodziło  do  konkretów,  odczuwała 

wdzięczność, że w ogóle raczył kupić jej zdjęcia. Ale wtedy nie 

znała Maxa... 

Od chwili gdy go spotkała, wszystko się zmieniło. Ona się 

zmieniła. 

– 

Wielka szkoda, że tego nie zrobiłam – oznajmiła chłodno, 

zwalcz

ając  pokusę  odsunięcia  się  od  stojącego  tuż  przed  nią 

łysiejącego grubasa o kostropatej cerze. – Należałoby ci się, bo 

chciałeś wystawić mnie do wiatru. 

– Co ty bredzisz? – 

spytał ostro. 

– 

Dałeś moje zadanie Maxowi Hunterowi. 

– 

Mogę rozdzielać zadania, jak mi się żywnie podoba! 

Kate zdecydowanym gestem przewiesiła torbę przez ramię. 

– 

A ja mogę sprzedać moje negatywy, komu mi się żywnie 

podoba. Na przykład „Global Celebrity” – zablefowała. 

Po  pierwsze,  mimo  wszystko  nie  okazałaby  się  tak 

nielojalna, a po dr

ugie,  istniało  niebezpieczeństwo,  że  przed 

kupieniem  zdjęć  zażądają,  by  podpisała  z  nimi  kontrakt.  Kate 

miała już serdecznie dość pracy jako paparazzi. Nigdy więcej. 

background image

Glen wziął się pod boki. 

– 

A w ogóle masz jakiś materiał? 

– 

Zobaczę, jak wywołam negatywy – wykręciła się, próbując 

zyskać  na  czasie.  –  Nie  mam  gotowych  zdjęć,  bo  od  razu 

przyjechałam tutaj. 

Prychnął  gniewnie  i  wrócił  do  swojego  biurka.  Kate 

wyczuła, że nieco zbiła go z tropu swoją postawą i postanowiła 

kuć żelazo, póki gorące. 

– Skoro i tak mu

szę czekać na zwolnienie ciemni, to może 

porozmawiamy o zwrocie moich kosztów? 

Szef  przez  moment  wyglądał  tak,  jakby  miał  dostać 

apopleksji. 

– Co?! – 

ryknął. – Przecież wiesz, jaki mamy układ! 

– 

Ponieważ  sam  go  złamałeś,  to  rozumiem,  że  mnie  on 

również  nie  obowiązuje  –  odparła  zimno,  nie  poznając  sama 

siebie.  Wiedziała,  że  dużo  ryzykuje,  przecież  w  końcu  nie 

dysponowała mocnym atutem w postaci naprawdę rewelacyjnych 

zdjęć, groziło jej więc, że w wyniku całej tej awantury Glen w 

ogóle nic od niej nie kupi i 

jeszcze wyrzuci ją za drzwi. Za pół 

godziny mogła nie mieć ani pracy, ani pieniędzy, ale nie czuła 

lęku. Max natchnął ją wiarą w siebie i Kate przestała się bać. 

Glen poczerwieniał jeszcze bardziej. 

– 

Co  ty  sobie,  do  cholery,  wyobrażasz?  Przecież  i  tak 

zap

łaciłem za twój bilet! 

– 

Za  to  wydatki  Maxa „World Eye”  pokrywa w  całości  – 

zaatakowała. 

Przez chwilę wydawało się, że grubas dosłownie eksploduje 

z  wściekłości.  Po  chwili  jednak  nieoczekiwanie  wybuchnął 

śmiechem. 

– 

O rany, ja nie mogę! Ha, ha, ha! A ty myślałaś, że możesz 

mu dorównać? Nie ta klasa, żabciu, nie ta klasa! 

Poczuła na policzkach falę gorąca. Tego było już za wiele. 

Wyprostowała się dumnie. 

– 

Skoro tak wysoko cenisz pana Huntera, to kupuj zdjęcia od 

niego – 

oznajmiła na pożegnanie. 

– 

Ktoś mnie wołał? 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
– Max? – 

zdumiała się na widok osoby, która wyłoniła się z 

ciemni. 

– 

Przecież  mnie  wołałaś,  no  więc  jestem  –  wyjaśnił 

spokojnie, podchodząc do biurka Glena i machając wilgotnymi 

jeszcze odbitkami. 

Jakim cudem znalazł się tu przed nią? 

– 

Podobno miałeś odwiedzać przyjaciół w Nowym Jorku – 

wytknęła Oskarżycielskim tonem. 

– 

Odwiedziłem  i  przyleciałem  tutaj  –  mruknął,  sięgnął  po 

szkło  powiększające  i  zaczął  oglądać  jedno  ze  zdjęć.  –  Nie 

wiem... To jest chyba najlepsze ze wszystkich. 

Glen 

próbował zajrzeć mu przez ramię, ale przy jego nader 

mizernym wzroście okazało się to niewykonalne. 

– 

Jak to, przyleciałeś? – Kate postanowiła, że nie da się tak 

łatwo zbyć. – Ja tam sterczałam godzinami, powiedziano mi, że 

nie ma miejsc. 

– 

A  ja  nie  miałem  najmniejszych problemów –  rzucił 

beztrosko, po czym zlitował się nad Glenem, dał mu fotografie i 

podszedł do Kate. 

Wszystko  w  niej  zamarło,  stała  się  jednym  wielkim 

oczekiwaniem,  choć  przecież  w  takim  miejscu  nie  mogło  się 

między nimi nic stać. Wystarczyła jednak sama jego obecność. 

Była przecież absolutnie przekonana, że już go więcej nie 

zobaczy. 

– 

O  ile  dobrze  pamiętam,  to  pierwszą  klasą  podróżowało 

zaledwie  parę  osób  –  wyjaśnił,  na  co  Kate  Spiorunowała  go 

wzrokiem. Glena również. Ona nie latała pierwszą klasą, bo jej 

nikt nie dawał na to pieniędzy! 

–  No, nie najgorzej, jak na pierwszy raz – 

skomentował 

tymczasem  szef,  wyłowiwszy  jedno  spośród  sterty  zdjęć  i 

przyglądając mu się teraz bacznie. 

Kate znała ten wyraz twarzy. Wskazywał on na to, że Glen 

dostr

zega możliwość zrobienia czegoś z prawie niczego. Zawsze 

powtarzał,  że  przy  pomocy  pikantnego  tekstu  oraz  drobnej 

obróbki komputerowej mógłby przedstawić ujęcia z rodzinnego 

pikniku  jako  reportaż  z  orgii.  I  ona  miała  nadal  pracować  dla 

kogoś takiego? 

Tym n

iemniej podeszła i z ciekawości zerknęła na odbitkę. 

Fiona spała na fotelu lotniczym z otwartymi ustami, a wyglądało 

to  tak  sugestywnie,  że  niemal  było  słychać,  jak  uwodzicielska 

femme  fatale  chrapie  w  najlepsze.  Oczywiście,  nie  dało  jej  się 

tym skompromit

ować, ale ośmieszyć – owszem. 

– 

Naprawdę nieźle, Max, ale następnym razem postaraj się o 

coś mocniejszego, dobrze? Hej, a ty dokąd? 

– 

rzucił gniewnie w kierunku Kate, która skierowała się do 

drzwi. 

– 

Tam,  gdzie  mi  zapłacą  za  moje  zdjęcia  –  odparła  z 

background image

godnością. 

– 

Glen ci zapłaci – wtrącił natychmiast Max i z rozmachem 

klepnął kumpla w plecy. – Prawda? 

– 

Jasne, oczywiście – zgodził się natychmiast grubas, który 

wyraźnie mu nadskakiwał. – To znaczy, zgodnie ze zwyczajem – 

dodał pospiesznie. 

– A jaki to zwyczaj? – 

zainteresował się niby od niechcenia 

Max. 

Dobry jest, pomyślała z uznaniem. Cokolwiek robi, jest w 

tym dobry. 

Widziała,  że  on  zastawia  pułapkę  na  Glena,  więc 

postanowiła  zaczekać  z  wyjściem.  Może  dowie  się  czegoś  o 

trikach negocjacji. 

– 

Nie masz się co martwić, stary, to ciebie nie dotyczy. 

Ty tu jesteś na specjalnych prawach. Z Kate mamy własną 

umowę. 

– To znaczy kontrakt? – 

naciskał delikatnie Max. 

– 

Nie, taką naszą prywatną umowę. Wysyłam ją w świat, a 

ona przywozi materiał. 

– 

Aha, układ na gębę? – podpowiedział usłużnie, zaś Glen 

łypnął  na  niego  podejrzliwie,  gdyż  nagle  zwietrzył 

niebezpieczeństwo. 

– 

Tak to już jest – zaczął tłumaczyć. – Fotograf poluje, a jak 

upoluje coś dobrego, to musi się płacić. Normalka. 

Max pocierał dłonią brodę, udając, że się nad czymś głęboko 

zastanawia. 

– 

To znaczy, że fotograf może sprzedać zdjęcia temu, kto mu 

więcej zapłaci? 

Glen skinął głową, aczkolwiek bardzo niechętnie. 

– 

Kate, nie masz więc żadnych zobowiązań wobec „World 

Eye”? – 

wyciągnął ostateczną konkluzję Max. 

N

aczelny cisnął zdjęcie Fiony na biurko. 

– 

Co to, zmowa? Szantaż? 

Kate uznała, że nadszedł czas, by wtrącić się do rozmowy. 

Max  działał  w  dobrej  wierze,  ale  nie  chciała  stać  się 

przyczyną konfliktu między nimi. 

– 

Uważam,  że  Glen  ma  prawo  pierwszeństwa,  Max  – 

powiedziała, posyłając mu proszące spojrzenie. 

Zrozumiał natychmiast i spasował. 

– 

Skoro tak, to idź wywołać swoje filmy, a my tymczasem 

pogawędzimy sobie o sprawach finansowych. 

Bardzo  chciałaby  zobaczyć  minę  szefa,  gdy  ten  ujrzy 

rachunek za pobyt w Hot

elu Principe, ale niestety, ta przyjemność 

musiała  ją  ominąć.  Z  niejakim  żalem  zamknęła  się  w  ciemni, 

stwierdzając z uznaniem, że poprzedni użytkownik pozostawił ją 

w absolutnym porządku – co się innym rzadko zdarzało – i wzięła 

się do roboty. 

Zżerała  ją  ciekawość,  jak  też  przebiega  wymiana  zdań  w 

sąsiednim pomieszczeniu, ale mężczyźni rozmawiali dość cicho, 

więc niczego nie mogła usłyszeć. Chwilami jej szef podnosił głos, 

background image

lecz  szybko  się  mitygował  i  ściszał  go  ponownie.  Po  jakimś 

czasie zza drzwi zaczęły dobiegać salwy śmiechu, co oznaczało, 

że starzy kumple załatwili niemiłą kwestię finansową i przeszli do 

bardziej wdzięcznych tematów. 

Kate  wreszcie  zakończyła  wywoływanie,  powiesiła  mokre 

jeszcze filmy, aby wyschły i wróciła do gabinetu Glena. 

– I co? Masz 

coś? – spytał zachłannie. 

– 

Na  razie  się  suszą,  jeszcze  nie  obejrzałam  dokładnie  – 

wyłgała  się,  próbując  grać  na  zwłokę,  choć  i  tak  wiedziała,  że 

awantura jej nie ominie. 

Szef ruszył w kierunku ciemni, lecz Max go powstrzymał. 

– 

Może najpierw podpisz ten czek? –  zasugerował 

przyjaznym tonem. – 

Wybacz,  Kate,  ale  kiedy  wyszłaś, 

pozwoliłem  sobie  załatwić  sprawę  poniesionych  przez  ciebie 

wydatków. 

Poczuła się nieswojo. Po pierwsze, nie znosiła użerania się o 

pieniądze,  omawianie  wszelkich kwestii finansowych zawsze 

budziło  w  niej  pewien  niesmak.  Po  drugie,  wcale  jej  się  nie 

podobało, że znowu coś zawdzięcza Maxowi. To powoli stawało 

się nie do zniesienia! 

Glen  podpisał  czek  z  taką  miną,  jakby  wypisywał  własny 

wyrok śmierci i podał go Kate. Przypomniała sobie nagle słowa 

Maxa, który obiecał, że ona nie ucierpi na ich współpracy. Nie 

sądziła, że zamierzał tej obietnicy dotrzymać. 

Tymczasem szef popędził do ciemni i natychmiast odnalazł 

zdjęcia aktorów na kanapie w hotelowym salonie. 

–  Nie wi

dać  ich  twarzy!  –  ryknął  i  zmełł  w  ustach 

przekleństwo. – Nie powiem, co to jest... a nie materiał! 

– 

Zgadza się, to posłuży tylko za dodatek – przyznała. 

– 

Ale zauważ, że jesteśmy jedynymi, którzy wiedzą o tym 

romansie. Wciąż masz szanse na rozdmuchanie skandalu. 

Fiona  wkrótce  przestanie  się  tak  bardzo  pilnować,  jest 

wściekła na męża za to, że resztę zdjęć musi kręcić w Teksasie, a 

nie we Włoszech. 

Glen zamyślił się nad filmami. 

– 

Może wysłałbyś Kate do Teksasu? – podsunął Max. 

Do licha, sama miała to zaproponować! Czy on ani razu nie 

da jej szansy na to, by cokolwiek zrobiła samodzielnie? 

Czy myśli, że Kate jest dzieckiem, które trzeba prowadzić za 

rączkę?  Zaczynało  ją  to  coraz  bardziej  irytować.  Niech  sobie 

będzie opiekuńczy i rycerski, proszę uprzejmie, ale dlaczego jej 

kosztem? 

– 

Chyba nie mam wyjścia – warknął z wściekłością Glen. 

– 

Nie  po  to  władowałem  tyle  forsy  w tę  sprawę,  żeby  się 

teraz wycofać. Kate, tylko tym razem nie chcę byłe chłamu, tylko 

porządny  materiał  na  pierwszą  stronę.  Ma  być  widać  gołym 

okiem, kto i co robił, jasne? 

No tak, jakby jeszcze wszystkiego było mało, to na domiar 

złego wygłoszono jej kazanie w obecności Maxa. Zupełnie, jakby 

była żółtodziobem w tym fachu, a nie ekspertem, za jakiego się 

background image

uważała. Gorzej już być nie mogło. 

Nie 

minęło nawet parę sekund, gdy okazało się, że mogło. 

– 

Glen, daj spokój. Fiona zrobiła się niezwykle uważna. 

Wie,  że  nie  może  sobie  pozwolić  na  rozgniewanie  męża, 

ryzykowałaby swoją karierę... 

Kate  pomyślała,  że  za  moment  coś  ją  trafi.  Max  bronił  ją 

niczym 

biedną  zagubioną  sierotkę,  co  to  do  trzech  zliczyć  nie 

umie, przed złym, wygłodniałym wilkiem. W dodatku powtarzał 

to,  czego  dowiedział  się  od  niej,  zaś  Glen  potakująco  kiwał 

głową, choć gdyby usłyszał to samo od Kate, wyśmiałby ją. Ale 

oczywiście  Maxowi  wszystko  było  wolno,  Max  był  mądry  i 

wspaniały, Max nigdy się nie mylił, Max zasługiwał na danie mu 

carte blanche. 

Upokorzona  jak  nigdy  w  życiu,  wściekła  i  nieszczęśliwa, 

wypadła z redakcji nawet bez słowa pożegnania. Nienawidziła ich 

obu z całego serca! 

P

o drodze wstąpiła do banku i zrealizowała czek. Następnie 

wróciła  do  swojego  mieszkania,  gdzie  na  sekretarce  czekała 

wiadomość od Glena – wysyłał do Teksasu Maxa, nie ją. Szczerze 

powiedziawszy, spodziewała się tego. 

Z rezygnacją zebrała wszystkie brudne rzeczy, zaniosła na 

dół do pralni, a potem noga za nogą powlokła się do siebie na 

górę. 

Przed  drzwiami,  wygodnie  oparty  o  poręcz  schodów,  stał 

Max. 

Tego  też  się  spodziewała.  Nie  miała  pojęcia  skąd,  ale 

wiedziała, że tak będzie. 

– 

Glen  powiedział  ci,  gdzie  mieszkam?  –  mruknęła  z 

niechęcią. 

– 

Nie. Zapamiętałem adres z twojego paszportu. 

Dobry jest, pomyślała nie wiadomo który już raz. Przecież 

widział jej papiery zaledwie przez krótki moment. Jednak to, że 

prezentował  pewne godne podziwu cechy, w niczym nie 

zmieniało faktu, że jak nikt potrafił doprowadzić ją do szewskiej 

pasji. 

– 

Jesteś na mnie zła, a ja nie wiem, o co chodzi – powiedział 

łagodnie. – Czy moglibyśmy porozmawiać? 

Kate  jeszcze  przed  chwilą  zamierzała  zostawić  go  przed 

drzwiami, lecz jego takt i uprzejmość rozbroiły ją natychmiast. 

Jak mogła się na niego dłużej gniewać? 

Weszli  do  maleńkiego  mieszkanka,  zaś  Max  od  razu 

skierował  się  ku  ścianie,  na  której  wisiały  w  prostych  ramach 

ulubione fotografie Kate. P

rzedstawiały one bez wyjątku ludzkie 

twarze. 

Wstrzymała  oddech.  Jeszcze  nigdy  nie  oglądał  ich  żaden 

fotograf. Właściwie w ogóle prawie nikt ich nie widział, gdyż nie 

przyjmowała  gości.  Nie  miała  czasu  ani  ochoty  na  życie 

towarzyskie. 

Nagle przypomniała sobie o obowiązkach pani domu. 

– 

Napijesz się czegoś? 

background image

Max mruknął coś niezrozumiale, zaabsorbowany zdjęciami. 

Na  wszelki  wypadek  uznała  to  za  zgodę  i  udała  się  do 

mikroskopijnej kuchni, gdzie z niejakim niepokojem otworzyła 

lodówkę.  Po  chwili,  krzywiąc  się  i  starając  się  nie  oddychać, 

wylała  do  zlewu  zawartość  otwartych  jeszcze  przed  wyjazdem 

kartonów z mlekiem i sokiem pomarańczowym. 

Pomyślała o wodzie ż lodem, ale okazało się, że torebki z 

lodem  przymarzły  do  zamrażalnika  na  mur.  Może  więc  coś 

gorącego? 

Posp

iesznie  przejrzała  szafki  i  wreszcie  znalazła  słoik  z 

kawą.  Stał  tam  chyba  od  początku  świata,  w  ogóle  nie  mogła 

odkręcić wieczka. Gdy w końcu jej się udało, nieufnie powąchała 

zawartość. Kawa jeszcze nie zatęchła, więc od biedy można było 

ją podać. Miała tylko nadzieję, że Max pije czarną i gorzką, gdyż 

o cukrze i śmietance w proszku nawet nie było co marzyć. Kate 

po  prostu  bardzo  rzadko  jadała  w  domu,  więc  prawie  nic  nie 

kupowała. 

Wróciła  do  pokoju,  gdzie  jej  gość  wciąż  studiował 

fotografie. Drżącą ręką podała mu filiżankę z kawą. Wziął, nawet 

nie  spojrzawszy  na  Kate,  wymruczał  coś  na  kształt 

podziękowania i nadal przyglądał się zdjęciom. 

Czy nie mógłby wreszcie czegoś powiedzieć? Opinia Maxa 

wydała  jej  się  nagle  najważniejsza  na  świecie.  Kate  nerwowo 

poci

ągnęła  łyk  obrzydliwej  lury  w  kolorze  ścierki  do  podłogi, 

czekając na jego wyrok. On również napił się swojej i chyba to go 

otrzeźwiło. 

– 

Robisz fatalną kawę, ale za to genialne zdjęcia – oznajmił 

w końcu. 

– 

Przepra... Że co? 

– 

Potrafisz uchwycić niewyrażalne. Te twarze mówią. 

Mam  wrażenie,  jakbym  znał  tych  ludzi  od  dawna  i  mógł 

opowiedzieć historię życia każdego z nich. Kapitalne! – Odstawił 

filiżankę, a sam zajął miejsce na kanapie. 

Zaskoczona  i  jednocześnie  uradowana  Kate  Usiadła  na 

czarnym nowoczesnym f

otelu,  który  był  jedynym  luksusowym 

zakupem, na jaki sobie pozwoliła. Wydawało jej się, że doda on 

jej mieszkaniu klasy. Owszem, prezentował się naprawdę nieźle, 

ale  dopiero  teraz  zdała  sobie  sprawę  z  jego  braku  wygody. 

Chwileczkę, czy ona kiedykolwiek znalazła odrobinę czasu, żeby 

na nim usiąść? Nie przypominała sobie... 

– 

Powinnaś przejść na fotografię artystyczną – stwierdził z 

absolutnym przekonaniem Max. 

– 

Naprawdę? – niemal wykrzyknęła, gdyż właśnie to było jej 

największym marzeniem. 

–  Tak. Niezaprzec

zalnie  masz  talent.  Nie  myślałaś  o  tym, 

żeby otworzyć własne studio portretowe? 

Owszem, tysiące razy. 

– 

Żeby  rozkręcić  interes,  trzeba  na  początku  dysponować 

pewnym  kapitałem,  którego  ja  nie  mam.  Musiałabym 

zainwestować w wynajęcie pomieszczenia i urządzenie go. 

background image

W  dodatku  w  początkowym  okresie  nie  mogłabym  się 

spodziewać jakichś większych dochodów. Czy teraz rozumiesz, 

czemu tak bardzo zależy mi na zdjęciach Fiony? Aha, skoro już o 

tym mówimy... – 

Zawahała się na moment. – Max, doceniam, że 

starałeś  się  mi  pomóc,  ale  wolałabym  pertraktować  z  Glenem 

sama. 

– 

Dlaczego? Wydawało mi się, że poradziłem sobie całkiem 

nieźle.  Załatwiłem  ci  to  i  owo  –  przypomniał  z  figlarnym 

uśmiechem. 

Z  irytacją  zagryzła  wargi.  Czy  on  zawsze  musiał  być 

przekonany, że wszystko robi lepiej od niej? 

– 

Dzięki  –  mruknęła  z  ociąganiem.  –  Ale  zrozum,  że  nie 

możesz w kółko mnie wyręczać. Następnym razem przecież i tak 

będę musiała dać sobie radę bez ciebie. 

– 

A kto ci powiedział, że następnym razem mnie przy tobie 

już nie będzie? 

Na moment odebrało jej głos. 

– 

No, bo... Bo masz swoje własne sprawy do załatwienia. 

Na  przykład  lecisz  do  Teksasu  –  przypomniała  z  urazą, 

której nie zdołała ukryć. 

– 

Po  to,  żeby  ci  pomóc  w  zdobyciu  tych  zdjęć  – 

zadeklarował,  zaś  Kate  ze  zdumienia  aż  otworzyła  usta.  – 

Ustaliliśmy  kiedyś,  że  Fiona  należy  do  ciebie,  a  ja  zdania  nie 

zmieniam. 

Zabierzmy się więc razem i dopadnijmy ją wreszcie. Chyba 

że nie chcesz, żebym był twoim tymczasowym partnerem? 

O  ile  słowo  „partner”  bardzo  jej  się  spodobało,  to 

„tymczas

owy”  znacznie  mniej.  To  właśnie  ono  ją  otrzeźwiło  i 

pozwoliło zebrać myśli. Ten układ znów dawał Maxowi silniejszą 

pozycję,  ponieważ  to  on  łaskawie  robił  jej  przysługę.  Ta 

propozycja miała jednak również dobre strony. Po pierwsze, jeśli 

Kate sfotografuje F

ionę  na  gorącym  uczynku,  dostanie  swoje 

honorarium. Po drugie, spędzi jeszcze jakiś czas z Maxem, więc 

nieuchronny moment ostatecznego rozstania odsunie się nieco w 

czasie. 

– 

Naprawdę  oddajesz  mi  swoje  zadanie  i  zgadzasz  się, 

żebym to ja polowała na Fionę? 

– Tak, a w dodatku zamierzam ci w tym pomóc. Jak szybko 

możesz być gotowa do wyjazdu? 

– 

Właściwie zaraz. Nie, czekaj! – zreflektowała się nagle. 

– 

Zaniosłam rzeczy do prania... 

– 

Zrób coś z tym, ja tymczasem zarezerwuję dla nas bilety na 

samolot. Aha, i z

ałatwię to z Glenem. 

Zawahała się. Zaczynała mieć wyrzuty sumienia. 

– 

Max,  nie  musisz  tak  się  poświęcać  i  jechać  ze  mną  do 

Teksasu – 

powiedziała mężnie. 

– 

Nie widzę żadnego powodu, żeby tam nie jechać. Ja tam 

mieszkam. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

To,  co  się  działo  w  Houston,  dałoby  się  określić  jednym 

słowem: piekło. Z nieba lał się istny żar i skazana na swoje czarne 

ubrania Kate męczyła się niczym potępieniec. 

Czatowała  właśnie  od  kilku  godzin  w  rachitycznym 

sosnowym  lasku,  gdzie  cienia  było  jak  na  lekarstwo,  za  to 

obfitość  komarów  przekraczała  wszelkie  wyobrażenia,  gdyż 

nieco niżej w kotlinie znajdowały się mokradła. W niczym nie 

przypominało  to  włoskiego  pejzażu,  lecz  filmowcom  było  to 

obojętne, gdyż zakończyli już zdjęcia plenerowe. Teraz chodziło 

tylko o wyna

jęcie  pobliskich  hal,  w  których  zbudowano 

odpowiednie wnętrza. 

Kate miała już wszystkiego serdecznie dość. Niemal mdlała 

od upału, a co gorsza, zaczynała mieć halucynacje. 

Wydawało  jej  się,  że  poprzez  fale  drgającego  nad 

rozgrzanym asfaltem powietrza dostrzega, jak na pobliskim 

parkingu  zatrzymuje  się  jeep,  z  którego  wysiada  mężczyzna 

wyglądający jak Max. Przecież to było absolutnie niemożliwe. To 

było złudzenie. 

Widziała go po raz ostatni trzy dni temu, gdy rozstawali się 

na lotnisku. Wiedział, że Kate zatrzyma się w tym samym hotelu 

co Fiona, obiecał więc, że znajdzie numer i zadzwoni. 

Codziennie, jak idiotka, dopytywała się w recepcji, czy nie 

ma  dla  niej  jakiejś  wiadomości,  ale  za  każdym  razem 

nieodmiennie  odpowiadano  jej,  że  nie.  Zaczynano  też  na  nią 

pa

trzeć z coraz większym współczuciem... 

„Złudzenie” rozejrzało się dookoła. 

– Kate? – 

zawołało. 

Świetnie. Nie dość, że widzi fatamorganę, to jeszcze słyszy 

głosy. 

– 

Wiem, że tu jesteś. Jeśli zaraz nie powiesz mi, gdzie, to 

narobię  takiego  rabanu,  że  natychmiast  wszyscy  odkryją  naszą 

obecność. 

Jęknęła. Chyba musiała dostać udaru. 

Max usłyszał ten odgłos, ruszył w jego kierunku i po chwili 

usiadł przed Kate, stawiając na ziemi turystyczną lodówkę. 

– 

Cześć. 

– 

Hej, zasłaniasz mi widok – zaprotestowała słabo. 

– 

Bo chcę, żebyś patrzyła na mnie – wyjaśnił z uśmiechem. – 

Nie cieszysz się, że mnie widzisz? 

– Nie wiem – 

skłamała. 

– 

A nie zastanawiałaś się, czemu tak długo nie dzwonię? 

Z zakłopotaniem zaczęła bawić się paskiem od aparatu. 

Max żartobliwie trącił kolanem jej nogę. 

– 

Miałaś się zastanawiać. Taki był mój plan. 

Posłała mu wymowne spojrzenie. 

– 

Nie lubię takich gier. 

– 

Tak, pamiętam, że ty traktujesz wszystko bardzo serio – 

background image

naraz spoważniał. – Ja też kiedyś taki byłem – mruknął jakby sam 

do siebie. 

Zanim  zdążyła  spytać,  co  miał  na  myśli,  odezwał  się 

ponownie. 

– 

Nie dzwoniłem, ponieważ... 

– 

Nie musisz się tłumaczyć – przerwała mu szybko. Wolała, 

żeby sobie nie myślał, że jej zależało. 

– 

Ale  chcę.  Widzisz,  mieszkam  na  odludziu,  gdzie  nie 

można  podłączyć  się  do  żadnej  sieci,  wszystko  mam  więc 

zasilane agregatem. Podczas mojej nieobecności drań się popsuł, 

miałem więc pełne ręce roboty. Szkoda, że nie widziałaś mojej 

kuchni.  Wszystko  w  lodówce  zaśmiardło,  a  w  dodatku  lód  się 

rozpuścił i zalał całą podłogę. 

Przypom

niała  sobie  zapach  zepsutego  mleka  ze  swojej 

lodówki i ze współczuciem pokiwała głową. 

– 

Przede wszystkim jednak nie mogłem naładować komórki 

i zadzwonić do ciebie. Ale postanowiłem ci to zrekompensować. 

– 

Teatralnym  gestem  otworzył  torbę,  z  której  buchnął  kłąb 

zimnego powietrza. W środku znajdowały się... 

– Lody! – 

ucieszyła się Kate, odżywając na sam widok. 

– Jakie chcesz? Waniliowe, truskawkowe czy czekoladowe? 
–  Wszystkie trzy – 

zdecydowała  natychmiast,  zaś  Max  ze 

śmiechem podał jej trzy opakowania oraz łyżeczkę. 

– 

Uratowałeś  mi  życie  –  westchnęła  z  ulgą,  gdy  wreszcie 

skończyła jeść. – Przyznam szczerze, że ten upał okazał się nie do 

wytrzymania i że właśnie miałam się zbierać, kiedy przyjechałeś. 

Max wrzucił do torby puste opakowania. 

– 

To świetnie, bo i tak zamierzałem cię stąd wyciągnąć. 

– 

Dokąd? 

– Do siebie. 

Znała go już na tyle, że wyczuła, iż za pozornie beztroskim 

tonem kryło się coś więcej. Intuicja podpowiedziała jej, że Max 

nie każdego zaprasza do swojego domu. 

– 

Z przyjemnością. 

– No, to zbieraj manatki. 

Spojrzała  na  niego  takim  wzrokiem,  jakby  od  upału 

pomieszało mu się w głowie. 

– Jak to? Teraz? 

Posłał jej rozbawione spojrzenie. 

– 

Naprawdę sądzisz, że Fiona dobrowolnie wyjdzie smażyć 

się  na  tej  patelni,  podczas  gdy  może  zgrywać  księżniczkę  i 

siedzieć w pokoju hotelowym, gdzie ma klimatyzację i wszelkie 

wygody? Powinnaś znać ją lepiej. 

Oczywiście znowu musiał mieć rację i oczywiście znowu ją 

to zirytowało. 

– 

Zgadzam  się,  że  być  może  nie  zjawi  się  tutaj,  ale  nie 

wmówisz mi, że spotkam ją w twoim domu. 

– 

No, nie. Ale tylko dlatego, że dziś wieczorem udaje się na 

imprezę charytatywną – rzucił od niechcenia. 

Kate niemal podskoczyła. 

background image

– 

Skąd wiesz? 

– 

Proste,  drogi  Watsonie.  Skoro  chce  się  pokazywać,  to 

wykorzysta każdą możliwą okazję. Wpadłem do redakcji lokalnej 

gazety, gdzie udało mi się zdobyć kopię rozkładu jej publicznych 

wystąpień. Jej ludzie opracowali go i rozesłali do mediów, żeby 

mieć pewność, że za każdym razem pokaże się sporo reporterów. 

To  nam  zaoszczędzi  masę  czasu,  gdyż  wiemy teraz, gdzie ona 

będzie się kręcić. 

Ze  znużeniem  zamknęła  oczy.  Max  z  Glenem  naprawdę 

mieli rację, traktując ją jak beznadziejną amatorkę, która niczego 

nie potrafi porządnie załatwić. Podjęła decyzję. Po tej sprawie z 

Fioną wycofa się z roboty. Kiepski z niej reporter. I rzeczywiście 

mało pomysłowy. 

– 

Kate, jeśli źle się czujesz albo nie masz ochoty, to możemy 

pojechać do mnie kiedy indziej. 

Spojrzała na niego i dostrzegła w jego oczach cień zawodu. 

Przypomniała sobie, jak bardzo zależało jej na jego opinii, 

gdy oglądał zrobione przez nią zdjęcia. Czy to możliwe, by Max 

też pragnął jej coś pokazać i chciał usłyszeć jej zdanie? 

– 

Nie, jedźmy teraz – zdecydowała. 

W  odpowiedzi  ujrzała  na  jego  twarzy  pełen  wdzięczności 

uśmiech. 

– 

To  są  dwie  godziny  drogi  w  jedną  stronę,  ale  zdążymy 

wrócić przed tą imprezą, będziesz więc mogła spokojnie śledzić 

Fionę. – Wyciągnął rękę i pomógł jej wstać. 

Kate  otrzepała  ze  spodni  sosnowe  igły  i  wzruszyła 

ramionami. 

– 

Nawet jeśli nie zdążymy, to dziury w niebie nie będzie – 

powi

edziała  beztrosko,  zaskakując  tym  stwierdzeniem  zarówno 

jego, jak i samą siebie. 

 

Skręcili z głównej drogi w otwartą żelazną bramę i zwykłą 

gruntową  drogą  dotarli  do  zbudowanego  z  kamienia  starego 

farmerskiego  domu,  osłoniętego  zielonym  baldachimem  liści 

p

otężnych  dębów.  Stok  opadał  tu  lekko,  odsłaniając  piękną 

panoramę łagodnie falujących wzgórz. 

– 

Posłuchaj – powiedział Max, wyłączając silnik. 

Nie wiedziała, o co mu chodzi, gdyż nie usłyszała absolutnie 

nic. 

– 

Właśnie  –  odpowiedział,  widząc  jej  minę.  –  Tu  jest 

zupełnie cicho. I zobacz jak zielono. 

I samotnie, dodała w myślach. 

Wysiedli z samochodu. 
– 

Kiedy  kupiłem  to  rok  temu,  była  to  zupełna  ruina. 

Musiałem wyremontować dom od podłogi aż po dach, przy czym 

większość roboty wykonałem sam – wyjaśnił, prowadząc ją do 

drzwi. – 

Gdybym wiedział, w co się pakuję, w życiu bym się za to 

nie  wziął  –  roześmiał  się,  przekręcił  klucz  w  zamku  i  gestem 

zaprosił ją do środka. 

Skoro  zrobił  wszystko  sam,  to  Kate  zamierzała  go 

background image

skomplementować za wygląd wnętrza, niezależnie od tego, czy 

naprawdę  jej  się  spodoba.  Gdy  je  ujrzała,  wszelkie 

grzecznościowe uwagi wyleciały jej z głowy. 

–  Max, to jest genialne! – 

wykrzyknęła  z  autentycznym 

zachwytem. – 

To rzeczywiście twoje dzieło? 

Miała przed sobą przestronne, bardzo wysokie wnętrze, w 

którym królował ogromny kominek z polnych kamieni. 

Z  zachwytem  powiodła  dłonią  po  oryginalnej  drewnianej 

balustradzie, która otaczała obniżoną część podłogi, gdzie stały 

przepastne  sofy  i  fotele.  Wszystko  zdawało  się  zapraszać,  by 

wchodzący rozgościł się wygodnie i poczuł się jak w domu. 

– 

Owszem, to mi zapewniło jakąś robotę na cały rok. 

– 

Aż  tak  bardzo  potrzebowałeś  zajęcia?  –  zagadnęła 

ostrożnie. 

Max zapatrzył się gdzieś w przestrzeń. 

– 

Nikt  nie  chciał  moich  zdjęć.  Tamtych  zdjęć.  Nie 

pozwolon

o powiedzieć mi prawdy. Kazano zapomnieć o Karlu i 

innych.  – 

Kurczowo  zacisnął  dłoń  na  balustradzie.  –  Nie 

potrafiłem się z tym pogodzić. Nie mogłem... 

Nie wiedząc, co powiedzieć, delikatnie położyła rękę na jego 

dłoni. Stali tak przez dłuższą chwilę, wreszcie Max otrząsnął się z 

bolesnych wspomnień. 

– 

Chodź, pokażę ci resztę domu. – Zaprowadził ją do studia, 

o  jakim  marzył  każdy  fotograf.  Wychodzące  na  dolinę  okna 

wpuszczały dużo naturalnego światła, podesty, ekrany i reflektory 

zostały  doskonale  rozmieszczone,  widać  było  dbałość  o  każdy 

detal. Czegoś jednak brakowało... 

Tknięta nagłym przeczuciem Kate zajrzała do sąsiadującej 

ze studiem ciemni – 

znakomicie  wyposażonej  i  idealnie 

uporządkowanej. Wyglądała tak, jakby nikt jej nigdy nie używał. 

Odwróciła  się  do  Maxa,  teraz  już  rozumiejąc,  co  ją  tak 

gnębiło  od  momentu  wejścia  do  tego  domu.  Nigdzie  nie  było 

żadnych  zdjęć.  To  nie  był  dom  wykonującego  swój  zawód 

fotografa. Przypominał raczej mauzoleum... 

– 

Włożę resztę lodów do zamrażalnika, zanim się rozpuszczą 

– 

odezwał się nagle i wyszedł, zostawiając ją samą. 

Czyżby  nie  mógł  nawet  znieść widoku  tego  miejsca? Czy 

wspomnienia  nadal  były  aż  tak  bolesne?  Kate  w  zamyśleniu 

podążyła  za  nim  do  kuchni.  Cokolwiek  to  było,  nie  chciała 

zostawiać go samego z jego bólem. Nie wiedziała jeszcze, jak to 

zrobi, ale postanowiła mu pomóc. 

– 

Czego  się  napijesz?  –  spytał  dość  sztywno,  unikając 

patrzenia na nią. 

Atmosfera  stała  się  dość  napięta  i  Kate  nie  miała 

najmniejszych wątpliwości co ją powodowało – Max pragnął coś 

jej pokazać, ale w ostatniej chwili stracił odwagę. 

– 

Wszystko  mi  jedno,  byleby  było  mokre  –  odparła  i 

zdecydowała  się  poruszyć  newralgiczny  temat.  –  Czy... Czy 

mogłabym obejrzeć twoje zdjęcia? 

Znieruchomiał na moment. 

background image

– 

W  salonie  znajdziesz  album  ze  zdjęciami  rodzinnymi  – 

mruknął i podał jej szklankę z sokiem. 

Akurat nie o to jej chodziło, lecz wiedziała, że Max jeszcze 

nie jest gotów na pokazanie jej właściwych materiałów. 

Postanowiła działać ostrożnie i powoli. 

– 

Chętnie je przejrzę. 

Usiedli  więc  na  kanapie  z  pękatym  albumem  pełnym 

okolicznościowych  zdjęć.  Kate  podpytywała  Maxa  o  różne 

osoby,  starając się  taktownie  nakłonić  go  do  snucia  opowieści, 

sama  też  wspominała  często  o  swojej  rodzinie.  Widziała,  że 

stopniowo zaczynał się rozluźniać. 

–  No, teraz wiesz o mnie ju

ż  wszystko  –  zauważył,  gdy 

skończyli. 

–  Wcale nie – 

zaprotestowała.  –  Max...  Widziałeś  moje 

prace. Czy teraz ja mogę obejrzeć twoje? 

Zauważyła natychmiastową zmianę w jego nastroju. 

– 

Nie powinnaś. 

– 

Czy są aż tak drastyczne? 

– 

Jak by ci to powiedzieć? Ich nie da się powiesić na ścianie. 

Zarumieniła się, zaś Max zreflektował się i łagodnie otoczył 

ją ramieniem: 

– 

Hej, nie chciałem przez to powiedzieć, że twoje fotografie 

są mniej wartościowe albo coś w tym stylu. Ja tylko... 

Dobrze, chodź. – Zerwał się nagle i z determinacją ruszył do 

studia. 

Przy  jednej  ze  ścian  stała  wysoka  metalowa  szafa.  Max 

otworzył  ją  gwałtownie,  ujawniając  wypełnione  pudłami  półki. 

Zaczął  je  gorączkowo  wyjmować  i  rzucać  na  podłogę,  nie 

przejmując się tym, że ich zawartość wysypuje się i miesza ze 

sobą. Poruszał się niczym człowiek opętany. 

Kate obserwowała to w absolutnym milczeniu i bezruchu. 

Ujrzała przed sobą setki, tysiące zdjęć... 

Max  dotarł  wreszcie  do  ostatniego  pudła,  zawahał  się,  po 

czym zatrzasnął drzwi szafy, nie wyjmując go. Kate zrozumiała 

natychmiast,  że  najbardziej  chciałaby  obejrzeć  właśnie  tamte 

fotografie, które przed nią ukrył. 

Oparł się o ścianę ze spuszczoną głową, dysząc ciężko. 

Kate  rozpaczliwie  szukała  jakichś  odpowiednich  słów,  ale 

nic nie przychodziło jej do głowy. Trwali tak w milczeniu przez 

jakiś  czas,  po  czym  Max  nieoczekiwanie  wyszedł  ze  studia, 

trzaskając drzwiami. 

Ruszając  się  niczym  automat,  uklękła  przy  rozsypanych 

zdjęciach  i  zaczęła  je  oglądać,  jednocześnie  układając  je  z 

powrotem w pudłach. Każda odbitka została starannie opisana na 

odwrocie, mogła je więc uporządkować tak, jak trzeba. Nie miała 

pojęcia,  jak  długo  to  trwało.  Podnosiła  z  podłogi  niezliczoną 

liczbę  fotografii,  które  ukazywały  straszliwe  oblicze  wojny  i 

bezmiar ludzkiej tragedii. Ze 

ściśniętym  gardłem  i  piekącymi 

oczami  posuwała  się  dalej, choć  już  prawie  nie mogła  patrzeć. 

Była  to  jednak  winna  Maxowi  oraz  tym  nieznanym  ludziom, 

background image

ofiarom niezliczonych konfliktów. 

Wreszcie dotarła do końca. 

Nie wiedziała, co Max ukrywał w tym ostatnim pudełku, ale 

po tym, co zobaczyła, nic już nie mogło jej bardziej zaszokować. 

Wstała,  wyjęła  je  z  szafy  i  zawahała  się  przez  moment.  Max 

przecież  musiał  mieć  jakiś  powód,  dla  którego  nie  chciał  ich 

pokazywać. Gwałtownym gestem zdjęła wierzch, bojąc się, że za 

chwilę nie starczy jej odwagi. 

–  Zostaw!  – 

rozkazał ostro Max, pojawiwszy się akurat w 

drzwiach. 

Zaskoczona,  wypuściła  pudełko  z  rąk.  Podszedł  do  niej, 

przykucnął i szybko zebrał wszystko z powrotem. 

Nagle zrozumiała. 

– 

Tam są zdjęcia z Bejrutu, prawda? 

Max  zamarł  w  bezruchu,  zaś  Kate  uklękła  obok  niego,  z 

bólem serca patrząc na jego ściągniętą twarz. 

– 

Nie opowiedziałeś mi jeszcze wszystkiego – domyśliła się. 

– 

Coś  musiało  stać  się  całkiem  niedawno.  Coś,  co  na  nowo 

obudziło wspomnienia. 

Usiadł na podłodze, otaczając kolana ramionami i zapatrzył 

się w zapadający za oknem zmierzch. 

– 

Magazyn  „International  Journal”  organizuje  wielką 

retrospektywną wystawę najlepszych fotografii reporterskich. 

Mnie również zaproszono do wzięcia w niej udziału. 

– 

Zacząłeś więc przeglądać swoje materiały... 

– 

Tak. A nie zaglądałem do nich od czasu, gdy odmówiono 

mi publikacji. Wróciły wspomnienia i gniew. Pomyślałem sobie, 

że  jednak  istnieje  sprawiedliwość  na  świecie  i  że  w  końcu  je 

pokażę.  Zawiozłem  trochę  fotografii,  a  oni  zaczęli  w  nich 

przebierać,  ale  wcale  nie  pod  kątem  tego,  które  są  najlepsze. 

Wiesz, co usłyszałem? 

Tak, chyba już wiedziała... 

– 

Że niektóre się nie nadają, bo nie można obrażać ludzkich 

uczuć!  Czyjeś  dobre  samopoczucie  okazało  się  ważniejsze  niż 

dramat niewinnych ludzi i reporterów, którzy rejestrowali ich 

tragedię, by choć ocalić pamięć o nich. Ale to jest cenzurowanie 

rzeczywistości! To jest zakłamywanie prawdy! 

– 

wykrzyknął, aż trzęsąc się z gniewu. 

– 

Zrezygnowałeś  więc  z  udziału  w  wystawie  – 

dopowiedziała. Starała się mu pomóc, okazując zrozumienie. 

– 

Zrezygnowałem.  Niedługo  potem  natknąłem  się 

przypadkiem  na  gazetę  Glena.  Najpierw  zdziwiłem  się,  jak  on 

może  publikować  takie  rzeczy,  a  potem  dostrzegłem  w  tym 

szanse dla siebie. Postano

wiłem  zacząć  z  nim  współpracować. 

Złapałem  pierwszy  samolot  do  Los  Angeles,  pogadałem  z 

Glenem, obiecałem przysługę za przysługę i zanim zdążyłem się 

zorientować, zacząłem wyciągać z tarapatów najbardziej upartą 

kobietę, jaką znam – zażartował. 

–  Rozumiem, 

że to miał być komplement? – zawtórowała, 

choć też nie było jej do śmiechu, chciała jednak nieco złagodzić 

background image

atmosferę napięcia. 

Nie  wiedziała,  co  mogłaby  zrobić,  żeby  mu  ulżyć. 

Wpatrywała się w jego zgnębioną twarz, powtarzając w myślach: 

jestem przy tobie

,  rozumiem  cię,  z całego serca  pragnę ci 

pomóc, Max, nie chcę, żebyś cierpiał, nie chcę... 

Ta milcząca i żarliwa prośba musiała znaleźć odbicie w jej 

spojrzeniu, gdyż rysy Maxa złagodniały. 

– Kate... – 

wyszeptał cicho. 

Wsunął dłoń w jasne włosy i lekko przyciągnął jej głowę ku 

sobie. Poczuła na wargach pocałunek, początkowo lekki, a potem 

stopniowo  pogłębiający  się,  pełen  żaru  i  pasji.  Odpowiedziała 

równie mocno, tym razem jednak jej reakcja nie wynikała jedynie 

z  fizycznego  pożądania,  jakiego  doświadczyła  tamtej nocy w 

Rzymie. Teraz kryło się za tym coś głębszego. 

Max  uniósł  nieco  głowę  i  spojrzał  tęsknym  wzrokiem  w 

płonącą twarz Kate. 

– 

Nie  masz  pojęcia,  jak  długo  cię  szukałem  –  wyznał,  a 

potem zaczął obsypywać czułymi pocałunkami jej szyję. 

A na jak długo ci wystarczę, kiedy mnie już znalazłeś? 

– 

pomyślała z nagłym lękiem. Kiedy odejdziesz do swoich 

spraw? Kiedy mnie zostawisz? 

Drżąc, otoczyła go ramionami. Trudno, z czasem go straci, 

ale przynajmniej teraz ma go dla siebie. 

Okazało  się,  że  podświadomie  zrobiła  to,  czego  Max 

prawdopodobnie potrzebował najbardziej, wtulił bowiem twarz w 

jej włosy i trwał tak bez ruchu w jej objęciach. Kate miała głęboką 

nadzieję,  że  ten  jej  czuły  gest  przynajmniej  w  jakimś  stopniu 

leczy jego rany. Chyba rzeczywiście tak było, bo gdy po upływie 

długiego  czasu  podniósł  głowę,  wydawał  się  już  znacznie 

spokojniejszy. 

– 

Teraz mogę ci pokazać te zdjęcia – powiedział. 

Wstał,  zapalił  lampę,  gdyż  zdążyło  się  już  zrobić  niemal 

zupełnie ciemno i podniósł Kate, której od długiego siedzenia na 

podłodze  zupełnie  ścierpły  nogi.  Podsunął  jej  krzesło,  a  potem 

położył na stole pudełko ze zdjęciami. Przesunął dłonią wzdłuż 

grzbietów wypchanych kopert i wyjął najgrubszą. 

– To z tamtej nocy – 

wyjaśnił. 

Najpierw  pokazał  jej  zdjęcia  z  wyprawy  z  rebeliantami, a 

potem widok tego, co zastał po powrocie. Zauważyła, jak drżą mu 

ręce,  sama  więc  schowała  fotografie  do  koperty  i  sięgnęła  po 

następną. Gwałtownie chwycił jej dłoń. 

– 

Nie, tę zostaw. 

–  Dlaczego?  – 

spytała  z  lekkim  wyrzutem.  Sądziła,  że 

osiągnęli  taki  stopień  zbliżenia  i  zrozumienia,  że  nie  powinien 

niczego przed nią ukrywać. 

– 

W Bejrucie działy się straszne rzeczy. Tu są całe rodziny, 

dzieci...  – 

wyjaśnił z trudem. – Nie chcę, żebyś na to patrzyła. 

Czekaj, pokażę ci coś innego. – Wyciągnął najcieńszą z kopert. – 

To jest... To był mój najlepszy przyjaciel, Karl. 

Z  całym  szacunkiem  sięgnęła  po  pierwsze  zdjęcie,  które 

background image

przedstawiało  atrakcyjnego  blondyna  o  przesympatycznym 

uśmiechu. Na następnych fotografiach przyjaciele znajdowali się 

razem lub osobno, gdy pozowali sobie nawzajem. Jedna 

ukazywała  Maxa  na  tle  jakiejś  góry.  Kate  uniosła  głowę,  by 

spytać o jej nazwę, a wtedy zauważyła łzy w jego oczach. 

Maxwell Hunter opłakiwał zmarłego przyjaciela i ten widok 

spowodował, że Kate zakochała się w nim bez pamięci. 

Jednocześnie  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  że  pod  żadnym 

pozorem nie wolno jej tego ujawnić – nie ze względu na nią, ale 

na niego. Nie mogła go w żaden sposób wiązać. Wykonane przez 

niego  fotografie  wskazywały  dobitnie,  że  miała  przed  sobą 

reportera  obdarzonego  niezwykłym  talentem  i  wyjątkową 

wrażliwością. Świat potrzebował jego zdjęć, niezależnie od tego, 

co twierdzili oportunistyczni wydawcy gazet lub organizatorzy 
wystaw. 

Musisz wrócić do poważnych reportaży, Max, pomyślała z 

determinacj

ą. Nie wolno ci się marnować w „World Eye” 

i uganiać z aparatem za rozkapryszonymi gwiazdami. Sam 

jeszcze  nie  zdajesz  sobie  z  tego  sprawy,  ale  ja  pomogę  ci  to 

zrozumieć. Wiem, że przez to cię stracę, ale nie mam wyjścia – 

kocham cię. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
– No, nareszcie – 

wymruczała z ulgą, wspinając się na palce 

i pstrykając jedno zdjęcie za drugim. 

Siedząca na kolanach filmowego partnera Fiona przybierała 

dość frywolne pozy, co w zamierzeniu miało być tylko żartem na 

rzecz  pozostałych  uczestników  przyjęcia.  Oczywiście  Glen 

przedstawi  to  jako  element  gry  wstępnej,  opatrując  zdjęcia 

odpowiednim  podpisem.  Na  fotografiach  nie  będzie  widać,  że 

wszystko  odbywało  się  publicznie  i  że  para  aktorów  po  prostu 

wygłupiała się dla zabawy. 

Kate wolałaby dostarczyć lepszy materiał, ale na bezrybiu i 

rak  ryba...  Od  dziesięciu  dni  niezmordowanie  śledzili  Fionę, 

niestety, bez rezultatów. Na szczęście jednak inne jej działania 

zaczęły przynosić pewne efekty. 

Parokrotnie  gościła  u  Maxa  w  domu,  gdzie  teraz  już 

spokojnie przejrze

li  zdjęcia  i  wybrali  te,  które  należałoby 

opublikować w „World Eye”. Spierali się przy tym dość ostro, co 

jednak wydawało się sprawiać Maxowi przyjemność, ponieważ 

Kate  – 

w  odróżnieniu  od  innych  –  upierała  się  przy  zdjęciach 

przekazujących prawdę  o  wojnie,  nie  zważając na  to, czy były 

drastyczne, czy też nie. Po prostu wybrała najlepsze. 

W dodatku szarogęsiła się strasznie, niemal siłą zmuszając 

go  do  używania  ciemni  i  ponownej  obróbki  najciekawszych 

fotografii lub ich fragmentów. Wiedziała, że słusznie postępuje, 

gdyż Max odżywał w oczach na myśl o pokazaniu zdjęć szerokiej 

publiczności. 

Rozumiała  doskonale,  że  w  ten  sposób  niszczy  wszelkie 

szanse na swoje prywatne szczęście, ale nie zamierzała cofnąć się 

z drogi, którą obrała. Również dlatego wyrzekła się skierowania 

ich znajomości na bardziej intymne tory, choć nie przyszło jej to 

łatwo. Pragnęła tego z całego serca, marzyła o tym na jawie i we 

śnie, lecz z żelazną konsekwencją unikała przywiązywania Maxa 

do siebie. Chciała, by nie czuł się w żaden sposób zobowiązany i 

by nie miał wyrzutów sumienia, gdy będą musieli się rozstać. 

Max  taktownie  nie  naciskał,  choć  wyraźnie  czekał  na  jej 

przyzwolenie.  Oczywiście  zupełnie  nie  zdawał  sobie  sprawy  z 

prawdziwego  powodu,  dla  którego  zwlekała  z  decyzją  oddania 

mu się – ciałem, duszą i sercem. 

Teraz jednak nie myślała o tym, ponieważ musiała skupić się 

na tym, co robi. Znajdowali się na przyjęciu charytatywnym, z 

którego  dochód  przeznaczono  na  muzeum  sztuk  pięknych  w 

Houston. Odtwórcy głównych ról we „Włoskiej zemście” mieli 

stanowić  główną  atrakcję  wieczoru,  jednakże  dziennikarzom 

odmówiono  wstępu.  Kate  była  niepocieszona,  zaś  Max,  swoim 

zwyczajem, potrafił dojrzeć w tym szansę. 

– 

Skąd to masz?! – wykrzyknęła ze zdumieniem na widok 

eleganckich zaproszeń, które triumfalnie przyniósł do jej hotelu. 

Na jego ustach pojawił się pełen zadowolenia uśmiech. 

background image

– 

Zostałem sponsorem sztuki – rzucił nonszalancko. 

– 

Ale przecież należało zapłacić minimum tysiąc dolarów, 

żeby dostać zaproszenie! 

– 

Uważasz, że rozwój sztuki nie jest tego wart? – zdziwił się 

z obłudną miną. 

Kate  znała  go  już  na  tyle  dobrze,  że  wiedziała,  iż  nie  ma 

sensu się sprzeczać. W rezultacie znalazła się na ekskluzywnym 

przyjęciu...  i  to  z  aparatem.  Wyglądał  niemal  jak  dziecięca 

zabawka i z łatwością mieścił się w wieczorowej torebce, więc 

bez problemów przemyciła go na salę bankietową. 

Przez godzinę obserwowała dyskretnie, jak Fiona wychyla 

kolejne kieliszki najlepszego szampana, co wprawia ją w coraz 

lepszy  nastrój.  Wreszcie  doczekała  się  tego,  że  rozochocona 

aktor

ka  wylądowała  na  kolanach  swego  filmowego  partnera. 

Teraz Kate błyskawicznie robiła jedno zdjęcie za drugim, ukryta 

w najciemniejszym kącie i dodatkowo zasłaniana przez stojącego 

przed nią Maxa. 

– 

Do licha, skończył mi się film. 

– 

To ładuj nowy, ja tymczasem będę miał na nich oko. 

Pewnie,  że  będziesz  miał,  pomyślała  z  przekąsem,  gdy 

zauważyła, że Max przypatruje się tamtej scenie z wyjątkowym 

zainteresowaniem. Trudno się jednak dziwić, skoro przyjmująca 

zmysłowe pozy Fiona eksponowała swoje wdzięki niemal w całej 

okazałości.  Rekordowo  głęboki  dekolt  oraz  odważne  pęknięcia 

po bokach sukni, odsłaniały prawie wszystko... 

Mężczyźni pożerali ją wzrokiem, co gorsza, wyglądało na to, 

że Max również. 

Rozzłoszczona  Kate  szybko  zmieniła  film  i  ponownie 

ostrożnie wysunęła obiektyw ponad ramieniem Maxa. 

– Zaraz wyskoczy z tej kiecki – 

mruknęła z odrazą. 

– 

Miejmy  nadzieję  –  odparł  Max,  którego  dopiero  po 

dłuższej chwili zastanowiło dziwne milczenie jego towarzyszki. – 

Chodzi mi o to, że wtedy twoje honorarium za zdjęcia znacznie by 

wzrosło – wyjaśnił. 

– Aha – 

odparła lodowato i do Maxa wreszcie dotarło, o co 

chodzi. Odwrócił głowę w bok i zerknął na nią. 

– 

Czy już ci mówiłem, że ślicznie wyglądasz w tej sukience? 

– Nie! 

Zaśmiał się cicho. 

– 

Kate, ty jesteś piękna i elegancka, natomiast ona wulgarna. 

Jak myślisz, co wolę? 

Łypnęła  na  niego  bez  słowa  i  wróciła  do  swojej  pracy, 

wykonując kolejną serię zdjęć. 

Aktor pochylił się do ucha partnerki i coś wyszeptał, na co 

Fiona  zachichotała  i  poprawiła  rozchylony  dekolt, po czym 

pocałowała  Damiana  w  szyję  –  prawdopodobnie w 

podziękowaniu  za  to,  że  zwrócił  jej  uwagę  na  stan  garderoby. 

Oczywiście w gazecie będzie to wyglądać zupełnie inaczej. 

– 

Zmywamy się, na nic lepszego nie możemy już liczyć – 

zdecydowała  Kate.  –  Jak się  pospieszymy  z  obróbką,  to  Glen 

background image

dostanie materiał jeszcze tej nocy. Wyślemy ekspresową pocztą 

kurierską, już sprawdziłam, gdzie mają całodobowe biuro. 

– 

No, to w końcu dopięłaś swego – stwierdził Max, gdy już 

siedzieli w jego samochodzie. 

– 

Niezupełnie – odparła, a gdy posłał jej pytające spojrzenie, 

wyjaśniła:  –  Glen  z  pewnością  przedstawi  tę  sytuację  jako 

bardziej pikantną niż była w rzeczywistości, ale nie zapominaj, że 

jest cała masa świadków na to, iż tak naprawdę nic się nie stało. 

Te zdjęcia nie udowadniają, że Fiona zdradza męża, a właśnie to 

jest  naszym  ostatecznym  celem.  Ale  ja  jeszcze  postawię  na 

swoim! 

 

Następnego ranka Max znalazł ją w holu hotelowym, gdzie 

Kate  czekała,  aż  Fiona  wyjdzie,  aby  jechać  na  plan  filmowy. 

Prędzej  czy  później  musiało  to  nastąpić,  gdyż  zauważyła  ze 

swojego  okna,  jak  przed  wejście  podjeżdża  znajoma  czarna 

limuzyna. 

– Popatrz tylko na to! – 

Podał jej najnowszy numer „World 

Eye”. 

–  O, wydanie specjalne – 

ucieszyła się, zauważając wielki 

nagłówek i podkreślone tytuły. – Widzę, że Glen nie marnował 

czasu  – 

mruknęła,  przeglądając  gazetę  w  całości  poświęconą 

skandalicznemu związkowi Fiony Ferguson i Damiana Carneya. 

Dużym  kolorowym  zdjęciom  z  poprzedniego  wieczora 

towarzyszyły  nieco  mniejsze  fotografie  z  Capri,  Rzymu  oraz 

nowojorskiego lotniska, wraz z precyzyjnym wyliczeniem dat, a 

nawet godzin spotkań. 

– 

Czy  mi  się  zdaje,  czy...  hm...  anatomia  Fiony  została 

jeszcze bardziej uwydatniona? – 

spytał Max, zerkając na stronę 

tytułową. 

– 

Myślisz, że Glen przepuściłby taką okazję? 

–  O

burzające,  doprawdy  oburzające  –  skomentował  z 

udawanym zgorszeniem, po czym nagle stracił ochotę do żartów. 

– Niech to wszyscy diabli! 

– 

Co się stało? 

Wskazał w kierunku wejścia. 

– Mamy towarzystwo. 

Pod hotel podjechały dwie furgonetki, z których wysypała 

się cała ekipa telewizyjna oraz kilku dziennikarzy z prasy. 

– 

Musieli zobaczyć zdjęcia w „World Eye” – skomentowała 

spokojnie Kate. – 

To było do przewidzenia. Nie zwracaj na nich 

uwagi, patrz na limuzynę – poinstruowała. 

Nowo przybyli runęli ławą do środka, by po chwili zasypać 

recepcjonistę  gradem  pytań,  a  tymczasem  czarny  samochód 

ruszył i zniknął za rogiem. 

– 

Teraz poczujesz na własnej skórze, co ta robota naprawdę 

oznacza – 

oznajmiła, wstała z fotela i wskazała gestem, że Max 

ma iść za nią. 

Powolnym kr

okiem  udała  się  na  zaplecze,  starając  się  nie 

zwracać  na  siebie  niczyjej  uwagi.  Znała  już  doskonale  rozkład 

background image

hotelu, więc bez trudu odnalazła przy wejściu do kuchni windę 

dla personelu. Zgodnie z jej przewidywaniami, po chwili z windy 

wyłoniła się Fiona – w ciemnych okularach i kapeluszu z dużym 

rondem. 

–  No, do roboty! – 

Kate  wcisnęła  Maxowi  do  ręki  swój 

aparat i popchnęła go w stronę aktorki. 

Zawahał się, po czym ruszył za Fioną, wyprzedził ją i zrobił 

w  biegu  parę  zdjęć,  choć  zasłaniała  się  rękami  i  coś  do niego 

wściekle  mówiła.  Wskoczyła  do  limuzyny  i  odjechała, 

zostawiając za sobą Maxa, który wyglądał, jakby dosłownie wrósł 

w ziemię. Kate podeszła do niego z doskonale niewinną miną. 

– 

W życiu nikt mi nie posłał takiej wiąchy! – wybuchnął z 

odrazą. – A przecież nic takiego jej nie zrobiłem. 

– 

Witaj w świecie paparazzi – skomentowała Kate. 

 

Kiedy spotkali się następnym razem, Max miał przy sobie 

sprzęt, choć od przyjazdu do Teksasu nie używał go, pozwalając, 

by wyłącznie Kate polowała na Fionę. 

Widoczn

ie postanowił zemścić się na aktorce za tych parę 

miłych słów, które od niej usłyszał – a właśnie o to Kate chodziło. 

Ryzykowała co prawda, że w końcu to on zrobi lepsze zdjęcie i 

dostanie  honorarium,  ale  była  gotowa  się  z  tym  pogodzić. 

Najważniejsze,  żeby  ponownie  rozbudzić  w  Maksie  pasję 

fotografowania. I chyba jej się udało... 

– 

Zaczynam rozumieć, że to twoje krycie się po krzakach i ta 

cała  konspiracja  miały  jednak  swój  sens  –  powiedział  z 

rozdrażnieniem,  gdy  stanowczo  zawrócono  ich  z  drogi,  nie 

pozwala

jąc dojechać w pobliże planu filmowego. 

Zjechało się tak wielu dziennikarzy, że filmowcy zatrudnili 

dodatkowych ochroniarzy, którzy bardzo skutecznie utrudniali 

niepożądanym  osobom  dostęp  do  aktorów.  Paru  wybrańców, 

owszem, zostało akredytowanych, reszta zaś musiała radzić sobie 

innymi sposobami. 

–  Wracajmy do hotelu – 

zaproponowała  Kate,  gdy  Max z 

ponurą miną zatrzymał samochód na poboczu i zaczął rozglądać 

się dookoła, rozważając możliwości dotarcia na plan filmowy. 

– 

Dlaczego? Fiona jest przecież tutaj. 

Uśmiechnęła  się.  Nareszcie  on  zacznie  się  czegoś  od  niej 

uczyć. 

– 

Widzisz,  gdyby  ona  była  moją  żoną  i  gdybym  chciała 

przypomnieć jej o tym drobnym fakcie... 

– 

...to  złożyłabyś  jej  niespodziewaną  wizytę  –  dokończył 

Max i bez dalszej dyskusji zawrócił do miasta. 

Czatowali w holu już od dwóch godzin, gdy ich cierpliwość 

została  wynagrodzona.  Do  hotelu  wszedł  wysoki  siwowłosy 

mężczyzna o władczym spojrzeniu i wyraźnie gniewnym wyrazie 

twarzy, co zostało natychmiast uwiecznione na filmie. 

– 

Dobra jesteś – skomentował ze szczerym podziwem Max. 

Chyba tylko cudem nie pękła z dumy. Ha, wreszcie musiał to 

przyznać! Lepiej późno niż wcale... 

background image

Wkrótce potem zjawiła się również żona Damiana z dziećmi, 

co jeszcze dodatkowo utrudniło sytuację – zarówno kochankom, 

jak i polu

jącej na nich parze reporterów. Właściwie nie zanosiło 

się  na  to,  by  w  tych  okolicznościach  mogło  się  wydarzyć 

cokolwiek zdrożnego. Niewierni partnerzy raczej nie zechcą aż 

tak bardzo ryzykować. 

 
– 

I co Glen powiedział? – spytał Max, gdy Kate odłożyła 

słuchawkę. 

– 

Żeby czekać do piątku, do wielkiej gali u tej milionerki, jak 

jej tam... aha... Cecylii Forbes. Jeśli i z tego nic nie wyjdzie, mam 

wracać. 

To oznaczało, że spędzi w towarzystwie Maxa jeszcze dwa 

dni. Potem on zostanie w swoim domu w Teksasie, ona 

zaś poleci 

z powrotem do Los Angeles. Chyba że poprosi, by została z nim... 

Nie minął nawet moment, gdy przekonała się, że to ostatnie 

życzenie było czystą mrzonką. 

– 

Nie ma sensu dalej włóczyć się za Fioną, skoro mąż jej 

pilnuje  – 

zawyrokował  Max.  –  W takim  razie  spotkamy  się  w 

piątek.  Mam  parę  spraw  do  załatwienia,  więc  wykorzystam  te 

dwa dni. 

Kate  już  tak  wyćwiczyła  się  w  ukrywaniu  swoich 

prawdziwych  uczuć, że  i teraz  nic  po  sobie  nie pokazała, choć 

poczuła dojmujący ból. Max zaczynał zrywać łączące ich więzy... 

Owszem,  wiedziała  przez  cały  czas,  że  w  końcu  go  utraci,  ale 

teraz, gdy to miało stać się rzeczywistością, okazało się znacznie 

trudniejsze do zniesienia, niż przypuszczała. 

Mogłaby dać głowę, że pożegnalny pocałunek trwał krócej 

niż zazwyczaj. Tak, nie mogła mieć żadnych wątpliwości. 

To był początek końca. 

 

Aby nie myśleć o Maksie, Kate rzuciła się w wir pracy. 

Na  piątkową  galę  zaproszono  całą  obsadę  „Włoskiej 

zemsty” 

oraz masę osobistości ze świata filmu, gdyż jednym z celów 

przyjęcia  miała  być  promocja  filmu  oraz  spółki  producenckiej 

Winthropa  Perrine’a  i  jego  żony.  To  oznaczało,  że  jeśli  Kate 

dobrze się postara, zdobędzie dla Glena zdjęcia wielu słynnych 

osób, a dla siebie kapitał potrzebny na założenie własnego studia 

portretowego. Również Jonathan otrzyma od niej więcej, niż to 

Wcześniej planowała. 

Cały  następny  dzień  spędziła  na  obserwowaniu  posesji 

Cecylii Forbes. Nie ulegało wątpliwości, że ochrona będzie stała 

głównie  w  bramie,  przepuszczając  limuzyny  z  gośćmi,  a 

zatrzymując dziennikarzy i fotoreporterów. Zdjęcia da się robić 

tylko przez pręty ogrodzenia. To oznaczało, że wszyscy dostarczą 

swoim  gazetom  takie  same  ujęcia  znanych  osobistości 

wysiadających  z  samochodów  i  wchodzących  po  schodach  do 

luksusowego pałacyku. Nic szczególnego. 

Kate 

postanowiła  zdobyć  coś  ekstra.  Starając  się  nie 

background image

wzbudzać  podejrzeń,  obeszła  teren  posiadłości,  otoczonej 

wysokim  metalowym  ogrodzeniem.  Jednakże  z  tyłu  znajdował 

się  zamiast  niego  wyjątkowo  gęsty  żywopłot  z  jakichś 

kolczastych krzewów, równie skutecznie u

niemożliwiający 

dostęp  do  środka.  Kate  jednak  nie  byłaby  sobą,  gdyby  nie 

odnalazła miejsca, gdzie krzewy rosły nieco rzadziej. Zacisnęła 

zęby  i  z  największą  ostrożnością  przecisnęła  się  bokiem 

pomiędzy drapiącymi gałęźmi. 

Znalazła się w słynnym różanym ogrodzie Cecylii Forbes i 

to jej podsunęło pewną myśl. Istniała duża szansa, że Fiona nie 

oprze się pokusie i wyciągnie Damiana na schadzkę, choćby tylko 

dlatego,  by  w  jakiś  sposób  zemścić  się  na  mężu  za  to,  że 

przyjechał ją pilnować. Gęste różane zarośla nadawały się do tego 

celu idealnie. 

Kate wycofała się i wróciła pod bramę. Przed wejściem do 

pałacyku  zauważyła  dwa  samochody  dostawcze,  z  których 

wynoszono  ogromne  pudła  z  zastawą.  Na  wszelki  wypadek 

zapamiętała wypisaną na samochodach nazwę oraz telefon firmy, 

choć  nie  sądziła,  by  ta  informacja  miała  okazać  się  przydatna. 

Nigdy jednak nie szkodziło się zabezpieczyć. 

 

W piątek rano zaczęło padać i jej plan legł w gruzach. 

Nawet jeśli do wieczora się rozpogodzi, nikt przy zdrowych 

zmysłach nie będzie wychodził do ogrodu i spacerował po błocie. 

To oznaczało, że Kate musi uzyskać wstęp do budynku. 

Zatelefonowała  do  firmy,  która  obsługiwała  przyjęcie  u 

Forbesów i udając potencjalną klientkę, umówiła się na rozmowę 

jeszcze  tego  popołudnia.  Ponieważ  doskonale  wiedziała,  że 

połowa  sukcesu  zależy  od  wywarcia  dobrego  wrażenia, 

przygotowała się starannie. Nie posiadała zbyt wielu ubrań, ale 

dzięki  temu,  że  kupowała  wyłącznie  czarne  rzeczy  z  bardzo 

dobrych  materiałów,  zawsze  miała  co  na  siebie  włożyć  – 

niezależnie od sytuacji. 

Wystarczyło  narzucić  na  bluzkę  dobrze  skrojony  żakiet, 

spiąć  włosy  elegancką  klamrą,  wpiąć  w  uszy  złote  kolczyki,  a 

szyję ozdobić wisiorkiem, by natychmiast przedzierzgnąć się w 

osobę,  którą  każda  firma  starannie  obsłuży  i  której  udzieli 

wyczerpujących odpowiedzi. A jej zależało na pewnej drobnej, 

lecz szalenie istotnej informacji. 

O czwartej po południu była już z powrotem w hotelu. 

Dowiedziała  się,  że  pracownicy  firmy  występują  w 

klasycznych strojach: biała góra i czarny dół. Kupiła więc bluzkę 

dla 

siebie  i  koszulę  dla  Maxa,  jak  również  kalkę  i  niebieski 

flamaster  do  tkanin.  W  pokoju  starannie  przerysowała  na 

kieszonki logo firmy, które skopiowała z otrzymanej broszury. 

Bomba, mucha nie siada. 

Akurat  gdy  skończyła  przygotowywać  się  do  wyjścia, 

rozleg

ło się pukanie do drzwi. 

–  Max!  – 

wykrzyknęła  ze  zdumieniem.  –  Co ty masz na 

sobie? 

background image

– Frak – 

wyjaśnił spokojnie, obracając się dookoła, by mogła 

ocenić jego wygląd. – I co? Dobrze leży? 

Fantastycznie,  pomyślała,  ogarniając  go  tęsknym 

spojrzeniem. 

– 

Całkiem nieźle – powiedziała z rezerwą. – Tylko widzisz, 

my nie idziemy na przyjęcie. 

– Nie? 
– 

Nie. Prasa zostanie za bramą, a na taką łaskę to ja gwiżdżę. 

Wejdziemy  jako  pracownicy  firmy,  która  obsługuje  przyjęcie. 

Tam leży koszula dla ciebie. – Wskazała na komodę. – Nie wiem 

tylko, czy dobrze dobrałam rozmiar. 

Podszedł i zerknął na metkę przy kołnierzyku. 

–  Dobrze  – 

oznajmił, po czym leniwym gestem sięgnął do 

kieszeni. – 

Szkoda tylko, że niepotrzebnie się trudziłaś. 

Mamy oficjalne zaproszenie. 
Z niedowierzaniem 

spojrzała na kartonik, który jej podał: 

„Pan Maxwell Hunter wraz z osobą towarzyszącą”. 

– 

Nie mogłem ryzykować, że Fiona zobaczy twoje nazwisko 

– 

wyjaśnił. 

– Bardzo sprytne – 

odparła sucho. 

Czyli cała praca ostatnich dwóch dni miała pójść na marne. 

Max znowu okazał się bardziej pomysłowy i skuteczny. 

Poczuła,  że  najzwyczajniej  w  świecie  ma  tego  dość. 

Najwyższy czas, żeby na sam koniec pokazać mu, że ona też coś 

potrafi. Przynajmniej tyle będzie z tego miała, że nie pozostanie w 

jego pamięci jako ostatnia niedorajda. 

– 

Ile cię to kosztowało? – spytała wprost. 

– 

O to niech cię głowa nie boli. – Podszedł do szafy i wyjął 

małą  czarną,  którą  miała  przed  paroma  dniami  na  imprezie 

charytatywnej. – 

Czy wystarczy ci dziesięć minut na przebranie 

się? 

Zdecydowanym gestem wzięła od niego sukienkę i schowała 

z powrotem do szafy. 

– 

Wybacz, ale mój sposób wydaje mi się lepszy. Ludzie z 

obsługi  mają  większą  swobodę  poruszania  się  po  budynku  niż 

goście. 

– 

Teoretycznie tak, ale przy odrobinie pomysłowości da się 

temu  zaradzić  –  przekonywał.  –  Naprawdę  nie  rozumiem, 

dlaczego znowu chcesz się kryć po kątach, skoro możesz wejść 

tam normalnie. Po co utrudniać sobie życie? 

Delikatnie  dotknęła  jego  ramienia,  starając  się  złagodzić 

wymowę tego, co musiała powiedzieć. 

– 

Max, zanim cię spotkałam, musiałam sobie radzić bez tych 

wszystkich  ułatwień,  jakie  dają  pieniądze.  Wypracowałam 

własne, znacznie tańsze metody, ale końcowy efekt wcale nie jest 

gorszy, zapewniam cię. 

Przyglądał jej się przez moment w milczeniu. 

–  Dobra

,  jak  sobie  życzysz.  –  Wzruszył  obojętnie 

ramionami. – 

W takim razie każde z nas działa na własną rękę. 

Zobaczymy, kto zrobi lepsze zdjęcie. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Nie  miała  większych  problemów  z  dostaniem  się  na  teren 

rezydencji  i  to  właśnie  dzięki  deszczowi,  który  początkowo 

pomieszał jej szyki. Ponieważ nie dawało się przewidzieć, kiedy 

przestanie  padać,  pani  Forbes  wyraźnie  zwlekała  do  ostatniej 

chwili z podjęciem decyzji, czy część przyjęcia odbędzie się na 

tarasie,  jak  to  wcześniej  planowano,  czy  też  trzeba  będzie 

ograniczyć się tylko do wnętrza budynku. 

Kate przybyła niedługo po tym, jak wybrano drugą opcję i 

pogoniono  wszystkich  ostro  do  roboty.  Wiedziała,  że  ludzie 

zajęci pracą nie mają czasu ani cierpliwości zwracać uwagi na nic 

innego, więc nie zdziwiło jej, że jeden rzut oka na znajome logo 

na  śnieżnobiałej  bluzce  wystarczył,  żeby  wpuszczono  ją  do 

środka,  wskazano  pospiesznie,  co  ma  robić  i  przestano  się  nią 

przejmować. 

Przez jakiś czas pokręciła się przykładnie, dźwigając różne 

rzeczy, a gdy spostr

zegła,  że  już  wszyscy  przywykli  do  tego 

widoku,  przyniosła  z  zaparkowanego  przy  tylnym  wejściu 

samochodu  niewinnie  wyglądający  karton,  w  którym  ukryła 

aparat. Nie mogła zrobić tego wcześniej, gdyż wiedziała, że na 

samym początku ochrona sprawdzi, czy Kate nie wnosi ze sobą 

nic podejrzanego. 

Miała  już  upatrzony  idealny  punkt  obserwacyjny  – 

przylegającą  do  głównego  holu  praktycznie  nie  używaną  tylną 

klatkę  schodową,  bardzo  stromą  i  krętą.  Wystarczyło  wejść  na 

pewną  wysokość,  by  trafić  na  miejsce,  z  którego  idealnie  było 

widać  wejście,  samemu  pozostając  właściwie  zupełnie 

niewidocznym. Ktoś z dołu musiałby się specjalnie przyglądać, 

by dostrzec ukrytego obserwatora. 

W dodatku schody prowadziły na biegnący wzdłuż budynku 

korytarz,  na  którego  końcu  znajdowało  się  okno  wychodzące 

akurat na ogród różany, co stwarzało kolejne możliwości. Super. 

 

Fiona przybyła bardzo późno, a do tej pory Kate zdążyła już 

zużyć  trzy  rolki  filmu  na  różne  osobistości  i  zaczęła  się 

denerwować, czy główna zdobycz w ogóle się pojawi. Nie było 

też Maxa, co również budziło jej niepokój. Czyżby wiedział, że 

aktorka nie zamierza się w ogóle pokazać? 

Na szczęście pojawiła się, wdzięcznie wsparta na ramieniu 

Winthropa, zaś niemal jednocześnie z nimi przybyli Carneyowie. 

Obie  pary  przywitały  się  tak,  jakby  łączyła  ich  wieloletnia 

głęboka  przyjaźń,  przy  czym  świętoszkowate  miny  Fiony  i 

Damiana miały przekonać całe otoczenie, że ci dwoje stanowią 

uosobienie  wszelkich  cnót,  oczywiście  z  cnotą  wierności 

małżeńskiej na czele. 

Kate  zdążyła  zrobić  im  serię  zdjęć,  ponieważ  wieść  o 

przybyciu obu par zelektryzowała gości, z których część wyszła 

do holu, by powitać gwiazdy wieczoru, a przede wszystkim, by 

background image

móc od samego początku z niezdrową ciekawością obserwować 

rozwój sytuacji. 

W sam środek tego zamieszania trafił Max. Spostrzegła go 

natychmiast, gdy tylko się pojawił i właściwie była zdumiona, że 

wszystkie głowy nie odwróciły się w jego stronę. 

Wyglądał rewelacyjnie, ten cały Damian mógł mu najwyżej 

buty  czyścić!  Gdyby  nie  duma,  towarzyszyłaby  teraz  temu 

wspa

niałemu mężczyźnie, trzymając go pod rękę i udając wielką 

damę, zamiast kryć się w półmroku schodów w stroju kelnerki. 

Max  przedstawił  się  państwu  Forbes,  a  jego  powszechnie 

znane  nazwisko  oczywiście  natychmiast  zjednało  mu  ich 

sympatię. Następnie z ukłonem wskazał na przyniesiony ze sobą 

elegancki  czarny  neseser,  wyraźnie  zadając  jakieś  pytanie. 

Milionerzy, cali w uśmiechach, pokiwali głowami, zaś Max wyjął 

aparat  i  zrobił  im  upozowane  zdjęcie  z  gwiazdami  „Włoskiej 

zemsty”. 

Kate  z  dezaprobatą  pokręciła  głową.  Sprytne,  ale  nie  do 

końca.  Co  prawda,  teraz  już  nikt  nie  mógł  się  go  czepiać  za 

noszenie przy sobie aparatu, jednak z drugiej strony, w obecności 

reportera  Fiona  i  Damian  staną  się  jeszcze  ostrożniejsi. 

Niedobrze. 

Max ruszył w kierunku salonu, zamieniając po drodze parę 

słów  z  tym  i  owym  i  rozglądając  się  dyskretnie  dookoła.  Kate 

odgadła, że to właśnie jej szukał. W końcu zauważył kręte schody 

i  natychmiast  powiódł  wzrokiem  ku  górze,  gdzie  dostrzegł 

schowaną w głębokim zakątku postać. Leciutko skinął głową, po 

czym wmieszał się w tłum gości i zniknął jej z oczu. 

Ponieważ pianista akurat przestał grać, a przez to skutecznie 

zagłuszać odgłos robionych zdjęć, Kate podniosła się i weszła ha 

górę,  by  na  wszelki  wypadek  zerknąć  przez  okno  na  ogród. 

Rozpogodzi

ło  się,  powietrze  stało  się  przyjemnie  rześkie,  więc 

grupki gości zaczęły wychodzić na taras. Może Fiona i Damian 

również  zapragną  podelektować  się  urokami  różanego  ogrodu, 

tonącego w ciemnościach? 

– 

Dobrze się bawisz na tych schodach? – rozległ się znajomy 

głos. 

– Nie narzekam. Zobacz, jaki mam fajny widok – 

wskazała, 

zaś Max wyjrzał przez okno i z uznaniem pokiwał głową. – A ty 

jak? 

– 

Świetne  przyjęcie  –  oznajmił,  podając  jej  szklaneczkę  z 

jakimś napojem. – Przede wszystkim mają tu wyjątkowo dobrą 

obsługę – dodał z niewinną miną. 

– 

Bardzo śmieszne – skomentowała z lekkim przekąsem, ale 

miło jej było, że pomyślał o tym, by przynieść jej coś do picia. 

Po  chwili  odstawiła  pustą  szklankę  na  podręczny  stolik  i 

skinęła na Maxa. Wrócili na jej punkt obserwacyjny i przysiedli 

na stopniu. 

– 

Nic  już  chyba  stąd  nie  wypatrzę,  wszyscy  wynieśli  się 

gdzieś indziej – zauważyła po dłuższej chwili. – Pójdę pokręcić 

się na dole. – Zaczęła się podnosić, gdy poczuła lekki dotyk jego 

background image

dłoni na swoim ramieniu. 

– 

Zostań – powiedział tylko, a ona natychmiast zrozumiała, 

że jej silna wola ulatnia się gdzieś bez śladu. 

Została. 

– 

Kate,  nie  rozmawialiśmy  jeszcze  o  tym,  co  będzie  po 

twoim powrocie do Los Angeles. 

Proszę, nie teraz, pomyślała błagalnie. Jeszcze nie teraz. 

Oczywiście wyraz jej twarzy nie zmienił się ani na jotę. 

– 

Dam Glenowi zdjęcia, a jak mi nie zechce zapłacić... 

– 

Nie mówię o nim, mówię o nas – przerwał. 

– 

Nie ma żadnych „nas”. 

– 

Wiesz, że to nieprawda. 

Och,  czy  on  musi  być  taki  honorowy?  Najwyraźniej 

ubzdurał sobie, że po tym, jak się naprawdę zaprzyjaźnili, musi 

załatwić sprawę rozstania w miarę elegancko, a nie kłamać jej w 

żywe  oczy,  że  zadzwoni.  Już  chyba  naprawdę  wolałaby,  żeby 

naskładał  obietnic,  których  nie  zamierzał  dotrzymać,  niż 

rozpoczynał tę bolesną rozmowę. Nie, nie zamierzała roztrząsać 

tego tematu. Nie, i już! 

– A jakie ty masz plany? – 

spytała szybko. – Nadal będziesz 

urządzał dom, czy też raczej wrócisz do dawnego zajęcia? 

– 

Nie sądzę, by to drugie... 

– 

Max, na razie wciąż jesteś zły za odmowę publikacji, ale to 

z czasem przejdzie, uwierz mi. Tylko ci się wydaje, że nie chcesz 

się nadal tym zajmować. 

– 

Miałem rok na zastanawianie się – przypomniał. – Kate, 

jestem zmęczony ciągłym podróżowaniem i nie chcę już więcej 

oglądać ludzkich tragedii i narażać własnego życia. 

To definitywnie należy do przeszłości. Widzisz, mam inne 

plany.  Otóż  rozmawiałem  z  kilkoma  znajomymi,  im  też  się 

zdarzyło, że ich materiał został ocenzurowany. Uważam, że tak 

dalej być nie może, wymyśliłem więc... 

Nie dowiedziała się jednak, co wymyślił, gdyż przerwały mu 

okrzyki i piski przerażenia. Goście w panice wycofywali się do 

holu, naciskani ze wszystkich stron przez mężczyzn w strojach 

obsługi,  lecz  z  kominiarkami  na  twarzach.  Kate  wykazała  się 

błyskawicznym  refleksem  i  robiła  zdjęcie  za  zdjęciem, 

korzystając z hałasu, który zagłuszał wszystkie inne odgłosy. 

– 

Cisza!  Każdy  ma  wrzucić  do  tego  worka  wszystkie 

błyskotki  i  papierki,  jakie  ma  przy  sobie,  zrozumiano?  Jak  nie 

będziecie  próbować  żadnych  sztuczek,  to  nikomu  nic  się  nie 

stanie. 

Ka

te  już  chciała  zaryzykować  zrobienie  następnych  zdjęć, 

gdy  poczuła  szarpnięcie za  ramię.  Pytająco  spojrzała  na  Maxa, 

który gestem głowy nakazał jej wycofać się na górę. 

Z determinacją odwróciła się od niego i znów spojrzała przez 

celownik. Miała przepuścić taką okazję? 

Zanim  się  zorientowała,  zakrył  jej  usta  dłonią,  drugą  ręką 

chwycił ją wpół i wniósł po schodach, stąpając niczym kot i nie 

czyniąc  najmniejszego  hałasu.  Puścił  ją  dopiero  przy  oknie  na 

background image

końcu korytarza. 

– 

Schodzę – oznajmił, otwierając okno. – A ty za mną. 

Popatrzyła na niego, jakby postradał zmysły. Połamie sobie 

nogi, idiota! 

Max  schował  aparat  pod  frak,  by  nie  krępować  sobie 

ruchów,  zwinnie  przesadził  parapet  i  dopiero  wtedy  Kate 

zorientowała  się,  że  pod  samym  oknem  znajdował  się  szeroki 

gzy

ms,  po  którym  można  było  dość  swobodnie  przejść  na 

opadający skosem dach tarasu. Max to zrobił, a potem ostrożnie 

spuścił się na rękach na ziemię, do której stamtąd nie było już tak 

daleko. Musiał spostrzec tę możliwość, gdy przed kilkunastoma 

minutami wyj

rzał przez okno. Był nieprawdopodobny, jej nigdy 

nie przyszłoby to do głowy! 

Starając się nie myśleć o tym, co się stanie, jeśli się potknie 

lub  poślizgnie,  dokładnie  powtórzyła  czynności  Maxa.  Gdy 

puściła krawędź dachu tarasu, wpadła wprost w jego wyciągnięte 

ramiona. 

– 

Musimy zawiadomić policję – wyszeptał jej do ucha. 

– 

Tędy! 

– 

Ty  idź,  ja  sfotografuję  ich  ucieczkę.  Trzymali  się  bliżej 

głównego wejścia, a nie z tyłu, więc tam mają samochód. 

– 

Przede wszystkim mają broń! 

– Wiem. 

Max przytrzymał ją. 

– Nie w

arto narażać życia dla zdjęć, naprawdę. 

– 

I kto to mówi? Zresztą, nawet mnie nie zauważą, nie martw 

się. 

– 

W takim razie idę z tobą – zdecydował tonem, który znała 

aż za dobrze. Wskazywał on, że dalsza dyskusja nie ma sensu, 

gdyż Max podjął już decyzję. 

– 

Dobra. Za mną! 

Schyleni,  przemknęli  wśród  ozdobnych  krzewów.  Kate 

poprowadziła ich przez ogród różany, co wydłużało drogę, lecz 

zapewniało  im  ochronę  przed  wzrokiem  ewentualnych 

obserwatorów. 

Nagle dobiegł ich cichy śmiech. Max błyskawicznie złapał 

Kate i 

zatrzymał ją na miejscu. 

– 

Ktoś wyszedł na spacer i nie ma pojęcia, co się dzieje – 

wyszeptała mu do ucha. – Musimy ich ostrzec, żeby nie wracali 

do środka. 

Pokręcił  przecząco  głową  i  wskazał  palcem.  Miedziane 

włosy  Fiony  lśniły  w  blasku  księżyca.  Para  aktorów powoli 

zbliżała się alejką. Para reporterów idealnie zsynchronizowanym 

gestem podniosła aparaty. 

– Co tak cicho? – 

zainteresowała się Fiona. – Czy wszyscy 

już sobie poszli? 

– 

Niech idą w diabły – mruknął Damian, przyciągając ją do 

siebie. – 

Najważniejsze, że jesteśmy sami. 

Fiona dosłownie zawisła na nim, całując go w usta i w tym 

momencie Kate nacisnęła spust migawki. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 
– 

Policja  chyba  cię  ozłoci.  –  Max  podniósł  jeden  z 

negatywów i obejrzał go pod światło lampy. 

– 

Glen,  mam  nadzieję,  również  –  odparła,  ostrożnie 

wywołując odbitki. 

Pracowali w ciemni, którą Kate uprzednio wynajęła na całą 

noc.  Przynajmniej  raz  pomyślała  o  czymś  wcześniej  niż  Max. 

Miała ogromną satysfakcję, gdy mogła go poinformować, że nie 

muszą jechać aż do niego, żeby wywołać filmy. 

Gdy aż gwizdnął z podziwu, nie mogła się powstrzymać od 

zerknięcia mu przez ramię. Ciekawe, co go tak poruszyło. 

– 

Ostrość  jak  złoto.  Założę  się,  że  przy  powiększeniu 

odczytamy numer rejestracyjny. 

Po sfotografowaniu pary kochanków pobiegli ku bramie i 

Kate  jeszcze  zdążyła  zrobić  zdjęcie  odjeżdżającego  z  piskiem 

opon  mercedesa.  Dziw,  że  udało  jej  się  wykonać  je  porządnie, 

gdyż ręce jej się trzęsły ze zdenerwowania i podekscytowania. 

– I tak pewnie jest skradziony – 

skomentowała i wróciła do 

swojego zajęcia. 

Chwilę  później  włożyła  swój  główny  łup  do  kuwety  z 

utrwalaczem. 

– Moje gratulacje. – 

Max objął ją ramieniem i oboje spojrzeli 

na zdjęcie. 

Tożsamość obu osób nie budziła najmniejszych wątpliwości, 

a doskonale widoczna słynna bransoletka dodatkowo podkreślała 

wiarygodność fotografii. Kate patrzyła na swoje dzieło i czekała, 

aż ogarnie ją uczucie głębokiej satysfakcji. 

Nic podobnego nie nastąpiło. Czuła się dziwnie wypalona. 

Ale czemu, przecież zemsta jest podobno słodka? 

–  Czy zdajesz sobi

e  sprawę  z  tego,  że  to  zdjęcie  wywrze 

silniejszy wpływ na życie wielu ludzi niż jakiekolwiek z moich? – 

zagadnął w zamyśleniu Max. 

– Nonsens. 
– 

Już ci kiedyś powiedziałem, że ja zawsze wiem, co mówię. 

Czy pomyślałaś, co się stanie po publikacji? 

– Winthrop 

zobaczy, kogo poślubił – odparła, wyobrażając 

sobie scenę, jaka niechybnie nastąpi między małżonkami. 

– 

Założę się, że akurat co do tego faktu to on nie ma żadnych 

złudzeń  –  zawyrokował  z  całkowitym  przekonaniem  Max.  – 

Naiwniak nie zostaje szefem ogromnej  korporacji. Perrine 

wiedział,  z  kim  się  żeni,  wziął  Fionę  z  dobrodziejstwem 

inwentarza.  Kiedy  jednak  wywołasz  skandal,  zmusisz  go  do 

wystąpienia  o  rozwód.  Nie  będzie  miał  innego  wyjścia,  jeśli 

zechce  zachować  twarz.  Nie  sądzę,  by  był  ci  wdzięczny  za 

rozsławienie go w roli rogacza. 

Żachnęła się. 

– 

Wybacz, ale nie ponoszę winy za to, że żona go zdradza. 

– 

Ale planujesz to publicznie rozgłosić. – Puścił ją i przyjrzał 

background image

jej  się  uważnie.  –  A  może  chcesz  rozwieść  Fionę,  żeby  dać 

Jonathanowi drugą szansę? 

– Nigdy 

w życiu! – zdenerwowała się, lecz nie miała czasu 

na  dalszą  dyskusję,  gdyż  musiała  wyjmować  kolejne  odbitki  z 

wywoływacza. 

Przez  głowę  przemknęła  jej  straszliwa  wizja  –  Fiona, 

załamana po zmarnowaniu wszelkich szans na karierę i Jonathan, 

który wybacza uko

chanej zdradę i jedzie ją pocieszyć... 

Zgiń, przepadnij, maro nieczysta! 

– O, czekaj, jest i moje. – 

Max przełożył do utrwalacza swoje 

zdjęcie z ogrodu. – Gdzie ten Carney pcha te łapy? 

– 

spytał z lekką dezaprobatą. 

Kate  do  tej  pory  nie  myślała  o  konsekwencjach, jakie 

wynikną dla Damiana, dopiero teraz przypomniała sobie o jego 

żonie i dzieciach. Nagle zrobiło jej się żal obojga oszukiwanych 

małżonków i poczuła wyrzuty sumienia. I choć tłumaczyła sobie, 

że w tym wszystkim nie ma jej winy, pozostał jej jakiś niesmak. 

A przecież powinna triumfować! Co się z nią działo? 

– 

Glen  powinien  nas  całować  po  piętach  –  oznajmił  z 

przekonaniem Max. – 

Nakład wzrośnie chyba trzykrotnie. 

Uratowaliśmy go. 

– 

Duża  w  tym  twoja  zasługa.  Gdybyś  nie  namówił  tego 

dusigrosza do pokrywania naszych kosztów, to pewnie 

zobaczyłby figę z makiem. 

Nie odpowiedział, a Kate szóstym zmysłem wyczuła, że coś 

jest  nie  tak.  Spojrzała  na  niego.  Max  zajmował  się  swoimi 

negatywami z taką pieczołowitością, jakby były co najmniej ze 

złota. Podeszła, lecz nie podniósł na nią wzroku. Ani chybi coś 

przed nią ukrywał. 

Chwileczkę, co on powiedział? Że uratowali Glena? 

– 

Czy on ma problemy finansowe? Długi? 

– Zdziwiona? – 

odparł pytaniem na pytanie. 

– 

To teraz już rozumiem, czemu tak trząsł się nad każdym 

wydatkiem – 

mruknęła w zamyśleniu. – Chociaż ostatnio ta jego 

hojność... – Zamilkła, gdyż pewna myśl uderzyła ją jak obuchem. 

Max  znieruchomiał  w  pół  gestu  i  to  ją  przekonało  o 

słuszności jej podejrzeń. 

– To nie on, to ty! To wszystko 

za twoje pieniądze, prawda? 

Przez chwilę wyglądał tak, jakby zamierzał zaprzeczyć, lecz 

w końcu wzruszył ramionami. 

– 

Po prostu dokonałem inwestycji i mam nadzieję, że mi się 

zwróci. 

Oniemiała. Czyli to Max zapłacił za apartament w Rzymie, 

to Max kupił jej zdjęcia, to Max zafundował jej obecny pobyt w 

Teksasie... Złapała się za głowę. 

– 

Pożyczyłeś mu w ciemno tyle forsy? 

– Gorzej – 

westchnął. – Kupiłem połowę udziałów „World 

Eye”. Jestem współwłaścicielem i współwydawcą. 

Chyba mniej by ją zaskoczył, gdyby oznajmił, że żeni się z 

Fioną! 

background image

– 

Kupiłeś brukowiec? – jęknęła. – Po co? 

– 

Żeby od tej pory publikować to, co ja uznam za stosowne. 

Nikt  więcej  nie  będzie  cenzurować  ani  mnie,  ani  moich 

znajomych – 

powiedział twardo. 

To zaczynało mieć sens. Kate powoli zaczynała wychodzić z 

szoku i oswajać się z nową sytuacją. 

– 

Wróćmy  jednak  do  kwestii  Fiony.  –  Max  zaznaczył  na 

negatywie jakąś odbitkę i włożył papier do powiększalnika. 

– 

Rozmawialiśmy o konieczności rozważenia konsekwencji 

przed  publikacją  materiału,  byliśmy  przy Winthropie – 

przypomniał.  –  On  nie  tylko  się  rozwiedzie,  ale  rozwiąże  ich 

spółkę producencką i nie da już nic na żaden film. 

A wtedy Fiona wyląduje na bruku i dobrze jej tak. Ale wielu 

innych ludzi również, dodał jakiś głos w jej głowie. 

„Włoska zemsta” nie zostanie dokończona, na czym stracą 

dziesiątki  –  jeśli  nie  więcej  –  osób, które w niczym jej nie 

zawiniły. 

– 

Pomyśl też o tym, że wizerunek jego firmy może ucierpieć, 

gdy szef będzie uwikłany w publiczny skandal i głośny rozwód. 

Wcale się nie zdziwię, gdy notowania korporacji Xavier spadną 

na giełdzie – ciągnął Max, wykonując powiększenie i odkładając 

negatyw na stół. 

– Przesadzasz – 

wymamrotała bez przekonania. 

Znów  poczuła  wyrzuty  sumienia,  tym  razem  bardziej 

dotkliwe.  Wcale  jej  się  nie  podobało  branie na siebie 

odpowiedzialności  za  los  tylu  osób.  Co  miała  zrobić  w  tej 

sytuacji? 

–  Z drugiej strony uratujesz „World Eye”, pracowników 

redakcji, a przede wszystkim obu wydawców – 

dodał, 

najwyraźniej zupełnie nieświadom jej wewnętrznej rozterki. 

–  Dlacze

go  nie  powiedziałeś  mi  wcześniej,  że  kupiłeś 

udziały w gazecie? – jęknęła z wyrzutem. 

Stanął przed nią i położył dłonie na jej ramionach. 

– 

Od  chwili,  gdy  sama  dosłownie  wpadłaś  mi  w  ręce, 

wiedziałem,  czego  chcę.  Ciebie.  Nie  zamierzałem  więc  cię 

płoszyć, mówiąc, że jestem twoim szefem. 

– 

Już się tak nie chwal, tylko półszefem – skorygowała. 

Roześmiał  się  i  przyciągnął  ją  do  siebie.  Poczuła  mocne 

bicie jego serca. 

Nie,  żadne  takie.  Nie  mogła  sobie  pozwolić  na  romans  z 

Maxem. Odsunęła się. 

– 

Lepiej zrobię odbitki dla policji – wyjaśniła. 

– Kate... 

Jeszcze nigdy nie mówił do niej takim tonem. Jeszcze nigdy 

nie patrzył na nią takim wzrokiem. 

On chce powiedzieć, że mnie kocha! Nie, to niemożliwe, by 

kochał mnie tak bardzo, jak ja jego. Sam przecież przed chwilą 

p

owiedział,  że  mnie  pragnie,  a  pożądanie  to  nie  to  samo  co 

miłość. Odwróciła się plecami i zaczęła nerwowo porządkować 

negatywy. 

background image

– Kate... 
– 

Muszę się pospieszyć, jeśli mam zdążyć na poranny lot do 

Los Angeles. 

– Kate... 
– 

Wybacz, ale naprawdę trzeba skończyć... 

– 

Kate, ja cię kocham. 

Zamarła.  Łagodnie  obrócił  ją  z  powrotem  ku  sobie  i 

uśmiechnął się leciutko. 

– 

Kocham cię od tej nocy w Rzymie, gdy mnie pocałowałaś 

– 

wyznał i pochylił głowę. 

Odwróciła  twarz  i  kurczowo  zacisnęła  palce  na  jego 

rozpiętej koszuli, starając się nie rozpłakać. Ponieważ ona nigdy 

niczego  nie  robiła  połowicznie,  to  kiedy  już  zaczynała  płakać, 

przybierało to rozmiar średniej wielkości burzy. 

–  O co chodzi? – 

W  jego  głosie  zabrzmiał  nie  skrywany 

niepokój. – 

Myślałem... Myślałem, że ty też mnie kochasz. 

– No pewnie! – 

wykrzyknęła przez łzy, których jednak nie 

udało jej się powstrzymać. – Ale nie chcę! 

Rozszlochała się rozpaczliwie, zaś Max przytulił ją do siebie 

i uspokajająco gładził jej wstrząsane łkaniem plecy. 

Trwało to dosyć długo. 

– 

Dlaczego nie chcesz mnie kochać? – spytał łagodnie, gdy 

burza łez zaczęła się uspokajać. 

– 

Bo nie chcę cierpieć – odparła, a kiedy wypowiedziała to 

na głos... rozpadało się znowu. 

Max tym razem nie czekał na rozpogodzenie. 

– 

Przecież ja cię nigdy nie skrzywdzę – zapewnił z mocą. 

– 

A  właśnie,  że  tak!  Znudzi  ci  się  siedzenie  na  miejscu  i 

znowu wyjedziesz na wojnę. 

– 

Nie.  Żadnych  wojen.  Nigdy  więcej  –  odparł  z  całą 

stanowczością i Kate uwierzyła mu. 

Uwierzyła  mu  na  jeden  krótki  moment  i  przez  ten  jeden 

moment 

była szczęśliwa. Potem jednak przypomniała sobie, że 

Max wytrzymał w swoim pięknym domu tylko dopóty, dopóki 

miał  tam  robotę,  kiedy  zaś  wreszcie  skończył  go  odnawiać,  to 

poleciał do Los Angeles, a potem na Capri i do Rzymu. Jakim 

cudem miałby więc wytrwać w jednym miejscu przez całe życie, 

skoro nie potrafił spokojnie usiedzieć przez miesiąc? 

Niewykluczone, że kiedy zwiąże się już bardziej z nią i z 

gazetą,  będzie  miał  wyrzuty  sumienia  i  nie  zdecyduje  się  na 

powrót do swojej dawnej pracy. Ale to nie przyniesie mu 

szczęścia. Będzie tęsknił. Będzie cierpiał. Będzie się dusił. 

Ale teraz tego nie rozumie i sam się dobrowolnie pcha w tę 

pułapkę. 

Kate nagle zrozumiała z całą oczywistością, co musi zrobić. 

Kręciła powróz na własną szyję, ale jednocześnie ratowała Maxa. 

Być może kiedyś jej za to podziękuje. 

Heroicznym wysiłkiem zdobyła się na słaby uśmiech i otarła 

oczy. 

– 

Już mi lepiej, dzięki. 

background image

– 

Kate, chcę, żebyś... 

Ujęła go za ręce. 

– 

Porozmawiamy później, dobrze? Na razie musimy uporać 

się  z  tą  robotą,  potem  przyjdzie  czas  na  wszystko  inne  – 

przekonywała. – A, właśnie. Czy mógłbyś zarezerwować mi bilet 

na samolot? – 

spytała  niewinnym  tonem,  grając  swoją  rolę  nie 

gorzej, niż zrobiłaby to Fiona. 

Zmierzył  ją  nieco  podejrzliwym spojrzeniem, lecz Kate 

wspięła się na palce i cmoknęła go w policzek, co go uspokoiło. 

Skinął głową i wyszedł z ciemni, żeby zatelefonować. 

Szybko,  zanim  on  zdąży  wrócić  albo  zanim  ona  zdąży 

zmienić  zdanie,  wlała  do  kuwety  kilka  butelek  chemikaliów, 

tw

orząc niemal mieszankę wybuchową. Wrzuciła w to wszystkie 

kompromitujące  zdjęcia  Fiony  i  Damiana,  a  następnie  w 

pośpiechu wycięła odpowiednie klatki z negatywów i zrobiła z 

nimi to samo. Musiała bardzo uważać, żeby przez pomyłkę nie 

zniszczyć również tego, co przyda się policji. 

Max wrócił, kiedy już kończyła. Skoczył ku niej i chwycił ją 

mocno za rękę. Zabolało. 

– Co robisz?! – 

krzyknął. 

– 

Nie chcę publikacji zdjęć Fiony. 

Wystarczył mu jeden rzut oka na zawartość kuwety. 

– 

Zniszczyłaś  moje  negatywy  –  powiedział  lodowatym 

głosem. 

– Tak. 
Chwila ciszy. 
– 

Nie miałaś prawa. 

Odwróciła wzrok, gdyż spojrzenie mu teraz w oczy okazało 

się ponad jej siły. 

– 

Wiem. Wybrałam jednak tylko zdjęcia z ogrodu. Nie chcę 

brać  na  siebie  odpowiedzialności  za  rujnowanie  życia  tylu 

niewinnym ludziom. 

Max walnął pięścią w stół. 

– 

Ocenzurowałaś mnie! 

– Wiem – 

odparła głucho. – I wiem, że musisz mnie za to 

nienawidzić – dodała. 

Straciła  ukochanego  mężczyznę,  straciła  pracę,  straciła 

szansę  na  honorarium,  na  założenie  wymarzonego  studia 

portretowego,  na  zadośćuczynienie  bratu.  Mimo  tego  nie  czuła 

zupełnie  nic,  była  jak  sparaliżowana.  Wiedziała,  że  rozpacz 

przyjdzie potem. Na razie ogarnęła ją totalna apatia. Nic już nie 

miało sensu – z wyjątkiem tego, że ocaliła przyszłość Maxa. 

Ponieważ zainwestował duże pieniądze w zadłużoną gazetę, 

która z braku rewelacyjnego materiału nie nadrobi strat, będzie 

musiał wrócić do poprzedniego zajęcia, żeby zarobić. 

A  wtedy  świat  znowu  ujrzy  zdjęcia  Maxwella  Huntera.  I 

może  któregoś  dnia  tenże  świat  doceni  jej  poświęcenie  –  nad 

wyraz słaba pociecha, ale jedyna. 

– 

Domyślam  się,  że  nie  chcesz  mnie  więcej  widzieć. 

Rozumiem to. Życzę ci jak najlepiej – wygłosiła niczym automat i 

background image

ruszyła do drzwi. 

– 

Hej, a ty dokąd?! – zawołał Max, błyskawicznie zastępując 

jej drogę. 

– 

Do hotelu. Wybacz, ale to ty załatwisz wszystko z Glenem 

i policją. 

– Tchórz – 

skomentował. 

– 

Wiem. Czy mogę wyjść? 

– Nie. 

Zmusiła  się  do  tego,  by  podnieść  na  niego  wzrok. 

Spodziewała  się  ujrzeć  na  jego  twarzy  nienawiść  i  pogardę,  a 

tymczasem... 

On się śmiał! 

– 

Kate, ty przedziwne stworzenie, nie chcesz rujnować życia 

Fionie, a z całym spokojem krzywdzisz samą siebie, mnie, Glena 

i  całą  redakcję  „World  Eye”.  –  Z  niedowierzaniem  pokręcił 

głową, po czym przygarnął ją mocno do siebie. 

– 

Myślałam, że mnie nienawidzisz – wymamrotała cichutko 

w jego koszulę. 

– 

Jestem wściekły i mam ochotę udusić cię gołymi rękami, 

ale ani na chwilę nie przestałem cię kochać – wyjaśnił. 

Naprawdę wciąż ją kochał? Impulsywnie zarzuciła Maxowi 

ręce na szyję i przytuliła się do niego z całej siły. 

– 

Nie mam pojęcia, jak możesz nadal mnie kochać, ale... 

Ale bardzo się z tego cieszę – wyszeptała. 

– 

Dopiero teraz widzę, że tak bardzo chciałaś wynagrodzić 

bratu  jego krzywdę,  że  wcale  nie  pomyślałaś  o  tym, co  będzie 

dalej. Kiedy 

mówiłem  ci  o  potencjalnych  konsekwencjach 

publikacji,  nie  przyszło  mi  nawet  do  głowy,  że  zniszczysz 

negatywy, w tym moje. O tym ostatnim porozmawiamy później – 

dodał z powagą. 

Czyli przewidywał dla nich jakieś „później”? 

– To znaczy kiedy? – 

spytała słabym głosem. 

– Jak za mnie wyjdziesz. 

Kate  mogła  wyliczyć  mu  tysiąc  powodów,  dla  których  to 

małżeństwo  nie  miało  żadnych  szans  powodzenia.  Otworzyła 

usta. 

– 

Musiałabym oszaleć... No, i chyba rzeczywiście oszalałam 

– 

zakończyła z niedowierzaniem. 

– 

Rozumiem, że z miłości – skomentował, po czym pochylił 

się, by ją pocałować. 

– 

Max, to wszystko nie jest takie proste. Obawiam się, że 

„World  Eye”  nie  spełni  twoich  oczekiwań  –  powiedziała  po 

dłuższej chwili. 

Uśmiechnął się uspokajająco. 

–  Glen jeszcze o tym nie wie,  ale stopniowo wrócimy do 

pierwotnej  wersji.  Koniec  z  brukowcem.  Nasz  tygodnik  będzie 

gazetą reporterów, przebojową i kontrowersyjną, ale na pewno na 

poziomie. Zdjęcia z napadu u Forbesów zapoczątkują ten zwrot. 

– 

Ha!  Wiedziałam,  że  tak  naprawdę  nie  chcesz  zerwać  z 

reportażem  –  oznajmiła  triumfalnie,  zaś  Max  spojrzał  na  nią  z 

background image

prawdziwą wdzięcznością. 

– 

Nie  wróciłbym  do  tego,  gdybyś  ty  mnie  nie  natchnęła 

otuchą – wyznał szczerze. – Czekaj, mam coś dla ciebie. 

Popatrz. – 

Wyjął z powiększalnika zdjęcie, które przeoczyła 

w swoim ferworze niszczenia materiałów. 

Zerknęła na nie z ciekawością. Fiona i Damian w ogrodzie 

różanym,  w  pewnej  odległości  od  siebie,  z  nieco  dziwnymi 

minami. 

– 

Kiedy to zrobiłeś? 

– 

Gdy pobiegłaś w stronę bramy, a oni odskoczyli od siebie 

w popłochu. Opublikujemy to, żeby napędzić jej stracha. 

Przecząco pokręciła głową. 

– 

Ale przecież w tym zdjęciu nie ma nic zdrożnego. 

Max mrugnął do niej łobuzersko. 

– 

My wiemy, kiedy to zdjęcie zostało zrobione i oni też. 

Wciąż nie rozumiała, do czego on zmierza. 

– No i co z tego? 
– 

Fiona  całymi  tygodniami  będzie  umierać  z  niepokoju, 

czekając,  kiedy  wydrukujemy  prawdziwie  skandalizującą 

materiał. Wie przecież, że sfotografowaliśmy ją, jak ściskała się z 

Damianem. 

Na ustac

h Kate powoli pojawił się szeroki uśmiech. Idealne. 

Zemsta na wrogu bez krzywdzenia innych. 

– 

Uwielbiam cię – szepnęła. 

– 

Ja ciebie też – odparł natychmiast. – Ale nigdy więcej nie 

niszcz moich filmów. 

Chyba dopiero teraz w pełni zdała sobie sprawę z tego, że 

swoim nieprzemyślanym zachowaniem zdradziła zaufanie Maxa 

– jej najlepszego przyjaciela. 

– 

Obiecuję, że tego nie zrobię – przyrzekła ze skruchą. 

Max  pocałował  ją  w  odpowiedzi,  lecz  Kate  nagle  cofnęła 

głowę i spojrzała na niego z niepokojem. 

– A co z tw

oim domem? Przecież nie możesz stąd kierować 

redakcją, znajdującą się na przeciwnym końcu kraju. 

Z  drugiej  strony  szkoda,  żebyś  się  go  pozbywał,  skoro 

włożyłeś w niego tyle pracy. 

– 

Znowu  się  czymś  martwisz?  –  westchnął.  –  Po prostu 

będziemy mieszkać w Los Angeles, a tu wpadać na weekendy, to 

znakomite miejsce na odpoczynek. 

Kate wciąż jednak nie była do końca przekonana. 

– 

A  jak  „World  Eye”  ci  się  znudzi?  –  spytała,  dodając  w 

duchu: „A jak ja ci się znudzę?”. 

Max musiał chyba czytać w jej myślach. 

– 

Najważniejsze, żebym zawsze miał ciebie. Reszta może się 

zmieniać, zresztą, ty pewnie też długo nie wytrzymasz na jednym 

miejscu, znam cię. – Uśmiechnął się przekornie, po czym dodał: – 

Kate, do licha, przestań wynajdywać problemy. Czy nie widzisz, 

że dobraliśmy się jak w korcu maku? 

background image

EPILOG 

 

WORLD EYE – WYDANIE SPECJALNE! 

 

Słynny  zdobywca  nagrody  Pulitzera,  Maxwell  Hunter, 

poślubił  byłą  reporterkę  naszego  tygodnika,  obecnie  znakomitą 

portrecistkę,  Kate  Brandon.  Ceremonię  uświetnili  swoją 

obecnością najlepsi fotografowie z całego świata – przyjaciele i 

znajomi nowożeńców. 

Nasz tygodnik poprosił każdego z gości o wykonanie zdjęć i 

przysłanie  nam  najciekawszych  ujęć  w  celu  stworzenia 

pamiątkowego  albumu,  który  wręczyliśmy  szczęśliwej  młodej 

parze. Na c

zwartej  i  piątej  stronie  naszego  magazynu 

publikujemy  najpiękniejsze  fotografie,  by  podzielić  się  z 

Czytelnikami atmosferą tamtego niezapomnianego dnia. 

Kate i Max – jeszcze raz wszystkiego najlepszego! 


Document Outline