background image

Franciszkański Świat

    

    

ranciszkański

 

Ś

wiat

 

   

      CZASOPISMO MŁODYCH

 

 

 

       

Nr.  (52) 2007 r.

www.franciszkanie.net

F

FŚwiat

w tym numerze 

znajdziesz m.in.:

Wywiad z 

egzorcystą

NPR kontra 

antykoncepcja

Latarka

Czy szatan 

ukrywa się na 

dnie butelki z 

alkoholem?

Rekolekcje

background image

2

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Od redakcji

Drodzy czytelnicy „Franciszkańskiego Świata”

Przeżywamy  radosny  czas  świąt  Bożego  Narodzenia.  Przyjmijcie  od 

nas nowy nr FŚwiata, jako skromny prezent, jeden spośród wielu wspa-

niałych  prezentów,  które  otrzymaliście  na  święta.  

 

Życzymy wszystkim miłej lektury na najbliższe dni.

 

 

 

 

Nasz adres:  

 

 

o. Jakub OFM

Franciszkański Świat

ul. Garbary 22

61-867 Poznań 

e-mail

fs@franciszkanie.net

background image

Franciszkański Świat

W tym numerze 

znajdziesz:

Lekcja religii............................................................................................4
Rozmowa z... egzorcystą....................................................................6
Ofiary z ludzi w dzisiejszych  czasach, 
czyli o Helloween słów kilka ..........................................................0
Rekolekcje.............................................................................................
Ziemia Zbawiciela..............................................................................4
O. Łukasz Wadding.............................................................................6
Jak to jest z tym oczekiwaniem?...................................................8
Mój drogi przyjacielu.........................................................................2
Wątpliwość zapoczątkowała koniec............................................22
Czym jest żarliwość, Jezu?...............................................................2
Wiersz.....................................................................................................24
Naturalne Planowanie Rodziny kontra antykoncepcja........26
Latarka....................................................................................................28
Czy szatan ukrywa się na dnie butelki?......................................0
Byłem głodny a nakarmiliście mnie.............................................2

background image

4

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

         Lekcja religii

Kolega zaśmiał się, kiedy doktor prowadzący zajęcia ze wstępu do 

pedagogiki wspomniał o kursie przedmałżeńskim jako formie nabywania 

kompetencji wychowawczych. Właściwie na twarzy większości z obecnych 

pojawił się uśmiech. Na mojej też, gdy przypomniałam sobie, jak przebiegał 

mój  kurs  katechizacji  przedmałżeńskiej  na  lekcji  religii  w  liceum. 

Uśmiechnęłam się jednak nie dlatego, że jest to miłe wspomnienie; wręcz 

przeciwnie.

Katecheza  w  liceum  raczej  mnie  denerwowała  niż  cieszyła.  I  nie  było  to 

bynajmniej  wynikiem  tego,  że  cała  klasa  zarzucała  księdza  kłopotliwymi  pytaniami 

albo obwiniała Pana Boga (i Kościół przy okazji) o całe zło tego świata. Nie, takie 

zdarzenia w ogóle nie miały miejsca. Przede wszystkim dlatego, że na lekcji tej nie 

było dyskusji. Żadnych. Przez dwa pierwsze lata ksiądz, który nas uczył, przynajmniej 

omawiał jakiś temat. W trzeciej klasie jednak (zaznaczę, że uczył nas już inny kapłan)  

zajęcia  w  głównej  mierze  polegały  na tym,  że  zapisywaliśmy  temat  w  zeszycie  – 

oczywiście o ile ktoś miał przy sobie zeszyt do religii – następnie ksiądz opowiadał 

jakiś dowcip, bardziej lub mniej związany z przedmiotem, sporadycznie coś dyktował, 

a potem to już tak zwana samowolka: można było robić to, na co się miało ochotę, 

background image

5

Franciszkański Świat

oczywiście  w  granicach  normy  i  oby  w 

miarę cicho. I tak mniej więcej wyglądał 

mój  kurs  przedmałżeński.  Na  koniec 

roku  trzeba  było  napisać  pracę  na  jeden 

z trzech  podanych  tematów.  Do  dziś  je 

pamiętam:  „Antykoncepcja”,  „Dlaczego 

małżeństwo  sakramentalne?”  i  ostatni, 

cieszący  się  niewątpliwie  największym 

powodzeniem,  „Wychowanie  –  cele  i 

jak”.  Prawdę  mówiąc  byliśmy  delikatnie 

oburzeni tym, że coś takiego trzeba będzie 

zrobić.  No  bo  jak  to,  sama  obecność 

na  katechezie  nie  wystarczy?  Poza  tym 

chodziły  słuchy,  że  ksiądz,  z  którym 

wcześniej  mieliśmy  religię,  nie  wymaga 

takich rzeczy. Próbowaliśmy nawet jakoś 

oponować, ale się nie udało. Większość (w 

tym i ja) wybrała właśnie ten trzeci temat, 

gdyż dawał on największe możliwości tak 

zwanego wodolejstwa. Można było napisać 

dużo,  ale  niekoniecznie  konkretnie.  W 

gruncie rzeczy jednak chodziło o to, żeby 

oddać cokolwiek – byle było. I na komersie 

dostać „Zaświadczenie ukończenia kursu 

katechizacji  przedmałżeńskiej”. A  nawet 

jeżeli koś nie zdążył na czas, pracę można 

było  donieść  później  i  też  otrzymywało 

się odpowiednią karteczkę.

Nie chcę, żeby to, co napisałam 

powyżej,  brzmiało  jak  pewnego  rodzaju 

atak na księży, którzy uczyli mnie religii. 

Oczywiście,  od  katechety  bardzo  wiele 

zależy,  ale  jednak  nie  wszystko.  Zdaję 

sobie sprawę z tego, że lekcje religii tak 

właśnie  wyglądały,  bo  i  nam,  i  księdzu 

chyba  też,  zależało  na  tym,  żeby  te  45 

minut  jak  najszybciej  minęły.  Kapłani 

bynajmniej  nie  byli  nudni  albo  mało 

sympatyczni. Pod koniec roku szkolnego 

wychodziliśmy na boisko: chłopcy i ksiądz 

grali  w  piłkę,  a dziewczyny  plotkowały. 

W  moim  liceum  panuje  taka  niepisana 

tradycja,  że  absolwenci  przychodzą  na 

rozpoczęcie roku szkolnego. Jest okazja do 

spotkania ze znajomymi i z nauczycielami. 

Zawsze sobie wtedy z księżmi gawędzimy, 

podobnie było, kiedy jeszcze  chodziliśmy 

do szkoły.  Z  tą  tylko  różnicą,  iż  nawet 

na  lekcji  nie  rozmawialiśmy  na  tematy 

religijne. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Byliśmy bierni. My – uczniowie. 

Ksiądz  też.  Ja  byłam  bierna.  My 

chcieliśmy  sobie  trochę  odetchnąć, 

czasem (ale rzadko) pouczyć się na jakiś 

sprawdzian.  Wiecie  zresztą  jak  wygląda 

szkolna rzeczywistość – w zasadzie ciągle 

wypatruje się chwili luzu, myśli z nadzieją, 

że nie będzie któregoś z nauczycieli albo 

będzie musiał coś załatwić czy przyjdzie 

pół  godziny  po  dzwonku…  Religia 

była  właśnie  takim  przerywnikiem  w 

zajęciach,  czymś  między  przerwą  a 

standardową  lekcją.  Na katechezie  Bóg 

i  religia  bynajmniej  nie  były  w centrum 

zainteresowania. 

Traktowaliśmy 

to 

niejako po macoszemu. 

Najłatwiej  o  ten  stan  oskarżać 

katechetów. Że się nie starają, nie potrafią 

zaciekawić,  uciekają  od  trudnych  pytań, 

czasem  jakby  krępują  się  rozmawiać  o 

tym,  co  dla  nas  ważne.  Pytanie  tylko, 

ile  razy  spotykali  się  z  taką  –  nazwijmy 

to  kolokwialnie  –  olewczą  postawą,  z 

tumiwisizmem?  Ile  podjęli  prób,  by  ten 

mur  obojętności  i  braku  zainteresowania 

obalić?  I  jaka  była  na  to  nasza  reakcja, 

jakie nastawienie? Nas, katolików, którzy 

powinni  dążyć  do  poznania  Tego,  w 

którego  wierzą.  Nas,  po  bierzmowaniu, 

czyli 

sakramencie 

dojrzałości 

chrześcijańskiej.  Nas,  którzy  nie  tylko 

mamy  grzecznie  słuchać  i  być  spokojni, 

ale także dawać świadectwo, wykazać się 

zaangażowaniem. 

Ja  wiem,  że  swoją  szansę 

zmarnowałam. I żałuję.

Paulina

background image

6

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

W  jednym  z  wywiadów  ks.  Eugeniusz  tak  o  sobie 

powiedział

W  zasadzie  to  nie  wiem,  dlaczego  arcybiskup  akurat 

mi zaproponował kilka lat temu tę posługę. Może wyczuł, że 

mam do tego jakieś predyspozycje. Bałem się, że jako człowiek 

wrażliwy nie będę mógł spać po takich seansach. I rzeczywiście 

podczas pierwszego kontaktu z osobą opętaną przeżyłem szok. 

Było  nas  tam  wtedy  kilku  księży.  Podczas  modlitwy  chłopak 

zaczął rzucać się, krzyczeć jakby nie swoim głosem, po czym 

spojrzał mi prosto w oczy i powiedział: „Ten młody się boi”.

 

Dzisiaj  ks.  Eugeniusz  jest  już  doświadczonym 

egzorcystą, służącym Bogu na terenie diecezji poznańskiej. 

To właśnie do niego skierujemy dzisiaj kilka pytań odnośnie 

spraw związanych ze światem złych duchów. 

Rozmowa z ...

Egzorcystą 

- ks. Eugeniuszem 

Guździołem

1.  Kim właściwie jest demon, 

diabeł?

Najkrótsza  odpowiedź  brzmi: 

upadły anioł. Najtrafniej określa to 

kanon  414  Katechizmu  Kościoła 

Katolickiego: 

„Szatan, 

czyli 

diabeł i inne demony są upadłymi 

aniołami,  którzy  w  sposób  wolny 

odrzucili  służbę  Bogu  i  Jego 

zamysłowi.  Ich  wybór  przeciw 

Bogu  jest  ostateczny.  Usiłują  oni 

przyłączyć  człowieka  do  swego 

buntu przeciw Bogu”.

2.  Czy  w  dzisiejszych  czasach, 

dobie 

komputerów, 

zdumiewającej  techniki  i 

postępującej wiedzy na temat 

psychologii  można  jeszcze 

background image

7

Franciszkański Świat

mówić  o  skrępowaniach, 

udręczeniach, 

czy 

opętaniach?  Czy  Kościół 

aby nie przesadza troszeczkę 

mówiąc,  że  diabeł  może 

posiąść ludzkie ciało? Brzmi 

to troszkę jak scenariusz do 

filmu z gatunku horroru? 

Złe  duchy  nie  ustają,  aby  nas 

przyłączyć  do  swego  buntu 

przeciw  Bogu.  „Tradycyjne”  ich 

działanie  to  kuszenie  do  złego. 

Gdy  człowiek  wchodzi  w  grzech 

tzn.,  że  uległ  działaniu  szatana. 

Niestety,  diabeł  nie  poprzestaje 

na  pokusie.  We  współczesności 

wytworzył  sobie  ścieżki,  po 

wejściu na które człowiek otwiera 

się  na  jego  działanie.  Pierwsza 

z  nich:  doktryna  spirytyzmu  z 

praktyką  wywoływania  duchów. 

Uczestniczenie 

seansach 

spirytystycznych  bardzo  mocno 

otwiera na działanie demonów. Po 

drugie:  wróżby.  Jakakolwiek  ich 

forma.  Wspomniany  Katechizm 

tak to precyzuje: „Należy odrzucić 

wszelkie  formy  wróżbiarstwa: 

odwoływanie  się  do  szatana 

lub  demonów,  przywoływanie 

zmarłych lub inne praktyki mające 

rzekomo  odsłaniać  przyszłość. 

Korzystanie 

horoskopów, 

astrologia, 

chiromancja, 

wyjaśnianie 

przepowiedni 

wróżb,  zjawiska  jasnowidztwa, 

posługiwanie  się  medium  są 

przejawami  chęci  panowania  nad 

czasem, nad historią i wreszcie nad 

ludźmi, a jednocześnie pragnieniem 

zjednania  sobie  ukrytych  mocy. 

Praktyki  te  są  sprzeczne  ze  czcią 

i  szacunkiem  –  połączonym  z 

miłująca  bojaźnią  –  które  należą 

się  jedynie  Bogu”  (Kanon  2116). 

Po trzecie – energoterapia. Bardzo 

przestrzegam  przed  korzystaniem 

z  takich  usług.  Jest  to  również 

otwarcie  się  na  działanie  złych 

mocy.  Po  czwarte:  muzyka 

satanistyczna w wielu odmianach. 

Łatwo  można  wejść  w  jakąś 

deklarację, w relację z demonami. 

Piątą  dziedziną  jest  Wschód  z 

jego  technikami  medytacyjnymi 

np.  metoda  Reiki,  metoda  Silwy, 

feng  shui.  Tutaj  chciałbym  dodać 

przestrogę 

Katechizmu: 

„... 

Jest  również  naganne  noszenie 

amuletów...”(kanon 2117).

3.  Jakie są skutki otwarć na 

działanie szatana?

Nigdy  nie  otworzę  się  na 

bezpośrednie  działanie  złego 

ducha.  Dlaczego?  Bo  się  boję. 

Nie  mam  problemów,  a  z 

background image

8

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

pewnością  będę  je  miał,  gdy  np. 

pójdę  do  wróżki.  Doświadczenie 

egzorcystów  podpowiada  różne 

udręczenia, które przeżywają osoby 

po  wejściu  na  którąś  ze  ścieżek 

otwarcia na złe duchy. Chociażby 

różne  lęki,  kłopot  ze  snem,  sny 

pełne  niepokoju,  przekonanie, 

że  ktoś  jest  obecny  w  pokoju  itd. 

Częste  jest  uderzenie  w  jedność 

z  najbliższymi:  w  małżeństwie, 

czy  też  utrata  autorytetu  przez 

rodziców.  Zazwyczaj  pojawia  się 

też  kłopot  w  relacji  z  Bogiem: 

trudność w chodzeniu do kościoła, 

ze spowiedzią, z osobistą modlitwą. 

W  trudniejszych  przypadkach 

pojawiają się myśli, by komuś lub 

sobie zrobić krzywdę.

4.  Jak odróżnić chorobę 

psychiczną od działania 

złych duchów?

Żałuję, że nie mam przygotowania 

związanego 

ze 

studiami 

psychologicznymi.  Nawet  na 

jakimś  etapie  o  tym  myślałem, 

ale  wiek  i  brak  czasu  (tak  mi  się 

wydaje...) sprawił, że nie podjąłem 

tego  zadania.  Są  egzorcyści  w 

Polsce,  do  których  trafiają  osoby 

po  uprzedniej  analizie,  czy  jest 

to  sprawa  duchowa  czy  czysto 

psychiatryczna.  Ja  wychodzę  z 

założenia, że rozmowa i modlitwa 

nikomu  nie  może  zaszkodzić. 

Jeśli  ktoś  leczy  się  u  psychologa 

czy  psychiatry,  nigdy  tego  nie 

dezawuuję,  wręcz  odwrotnie. 

Uważam,  że  pomagać  danej 

osobie  można  komplementarnie. 

Byłem pod wrażeniem wykładu na 

Europejskim Zjeździe Egzorcystów 

w Częstochowie księdza z Wiednia, 

który  opowiadał  o  współpracy  w 

tamtejszej  klinice  psychiatrycznej 

egzorcysty  z  psychiatrami.  Dość 

często się zdarza, że egzorcysta jest 

ostatnią deską ratunku. Dana osoba 

wcześniej  była  już  u  wszystkich 

możliwych lekarzy.

5.  Co jest najczęściej 

przyczyną opętań?

Bardzo  rzadko  używam  tego 

słowa. 

Bardziej 

odpowiada 

mi:  otwarcie  na  złego  ducha, 

udręczenie,  skrępowanie  czy  też 

zniewolenie.  Według  obliczeń 

jednego  z  egzorcystów  polskich 

sześćdziesiąt  procent  osób,  które 

do nas przychodzą, mają problemy, 

którym  mógłby  zaradzić  każdy 

ksiądz,  czy  też  osoba  bliska  – 

mądra życiowo. Trzydzieści osiem 

procent  to  osoby,  które  otwarły 

background image

Franciszkański Świat

się  na  działanie  złych  duchów  i 

przeżywają  większe  lub  mniejsze 

udręczenia.  A  tylko  dwa  procent 

to  osoby  opętane  tzn.  takie,  w 

których wnętrzu  zły duch lub złe 

duchy  znalazły  sobie  mieszkanie. 

Najczęściej  do  opętania  dochodzi 

przez wolitywne proszenie szatana 

o przyjście lub o „pomoc”.

6.  Jak możemy się 

najskuteczniej bronić przed 

szatanem?

Diabeł  to  upadły  anioł.  Jezus 

Chrystus  to  Syn  Boży.  Więzi  z 

Jezusem  są  drogą  ochrony  przed 

złymi  duchami:  modlitwa,  msza 

święta z Komunią Świętą, spowiedź 

święta  i  inne  sposoby  bliskości 

z  Nim.  A  przede  wszystkim  nie 

można  wejść  na  żadną  ze  ścieżek 

otwarcia na złego ducha. Nie chcę 

mieć problemów, stąd nie otworzę 

się na działanie szatana np. nigdy 

nie  pójdę  do  mistrza  reiki  czy  do 

bioenergoterapeuty.

7.  Co zrobić, jeśli ktoś 

rozpozna w sobie objawy 

działania złych duchów? 

Do kogo ma się zwrócić o 

pomoc?

Do  Jezusa.  Do  Maryi.  Do Anioła 

Stróża. Pobiegłbym do spowiedzi. 

Chodziłbym  jak  najczęściej  do 

Komunii 

Świętej. 

Możnaby 

porozmawiać  ze  swoim  księdzem 

i  poprosić  go  o  modlitwę. 

Wreszcie, są egzorcyści – w naszej 

archidiecezji pięciu.

Dziękuje za rozmowę

background image

0

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Ofiary z ludzi w dzisiejszych czasach, czyli

o Halloween słów kilka.

 

Policja  w  Stanach  Zjednoczonych  notuje  zwiększoną  liczbę 

zaginięć zwierząt i dzieci przed świętem Halloween. Były satanista 

zeznaje, że wyznawcy diabła w czasie nocnych obrzędów czarnych 

mszy składają w ofierze zwierzęta i ... dzieci. 

 

Mimo,  że  od  święta  Halloween  minęło  już  dużo  czasu,  chciałbym  wrócić 

do owej nocy duchów. Do napisania tego artykułu skłoniła mnie żywa dyskusja, jaka 

wywiązała  się  między  uczestnikami forum  Franciszkańskiego  Ruchu Apostolskiego. 

Swój artykuł opieram na podstawie dwóch książek i dwóch artykułów umieszczonych 

na portalu www.opoka.org.pl/ 

 

Nazwa Halloween ma swoje źródło w połączeniu dwóch nazw „All Hallow 

Day” („Dzień Wszystkich Świętych” oraz „All Hallow Evening” (Wieczór Wszystkich 

Świętych)

1

  i  nawiązuje  do  starego,  celtyckiego

2

  święta  ku  czci  boga  śmierci  - 

Samheina

.

 

Gdy  wiara  chrześcijańska  dotarła  do  wyspy  Celtów,  misjonarze  głoszący 

Chrystusa  zaczęli  stopniowo  usuwać  pogańskie  święta  i  zastępować  je  świętami 

katolickimi.  W  większości  udało  się  im  wykorzenić  je  z  pogańskiej  tradycji.  Duże 

trudności napotkali jednak, gdy chodzi o obchody ku czci boga śmierci. Celtowie nie 

chcieli usunąć tego święta ze swojego kalendarza. 

 

Co to było za święto i na czym polegało? W tradycji dawnych mieszkańców 

 

 Por. Posacki A. Halloween. [w:] Encyklopedia Białych Plam. T. 7. Radom 2002, s. 7.

 Celtowie zamieszkiwali obszar dzisiejszej Irlandii – przypomina autor

 

 Por. http://www.opoka.org.pl/biblioteka/V/VS/halloween.html

background image

Franciszkański Świat

Irlandii w  nocy z 31  października na 01 

listopada kończył się stary, a rozpoczynał 

nowy  rok.  Tej  nocy  duchy  zmarłych 

miały  zstępować  na  ziemię,  powracać 

do swoich dawnych miejsc zamieszkania 

i  odwiedzać  żyjących.  Aby  uniknąć 

kontaktu ze zmarłymi, Celtowie zostawiali 

zmarłym  pożywienie  przed  swoimi 

domami. Wychodzili ze swoich mieszkań 

i  wędrowali  w  swoich  miejscowościach, 

ubrani  w  stare,  zniszczone  rzeczy.  Ci 

wszyscy,  którzy  nie  zadbali  o  zmarłych, 

nie zostawili im pokarmu, narażali się na 

ich  zemstę.  Zmarli  mogli  wyrządzić  im 

jakąś  krzywdę.  Tej  samej  nocy  podczas 

nocnych obchodów liturgicznych ku czci 

boga Samheina druidzi (celtyccy kapłani) 

pełniąc swoją służbę, o północy składali 

Samheinowi krwawe ofiary z ludzi

4

.

 

Tak 

było 

starożytnej 

średniowiecznej 

Irlandii. 

Jak 

już  wspomniałem,  pod  wpływem 

chrześcijaństwa  udało  się  to  święto 

wyrzucić  z  celtyckiego  kalendarza. 

Dziś  jednak  zaczęło  się  ono  odradzać, 

przybierać  nową  formę.  Ta  „odnowa” 

jest  widoczna  szczególnie  w  Stanach 

Zjednoczonych,  na  Zachodzie  Europy,  a 

ostatnio  również  i  w  Polsce  pod  nazwą 

Halloween. 

 

Pozornie jest to święto niewinne. 

Dzieci przebierają się w różnego rodzaju 

duchy,  straszne  postacie  i  chodzą  od 

domu  do  domu,  prosząc  dla  siebie  o 

jakiś datek - słodycze na przykład. Przed 

domami  wystawia  się  pustą  w  środku, 

uśmiechniętą,  podświetloną  dynię.  Nic 

w  tym  złego  można  powiedzieć,  ale... 

 Por. Wolan M. Pozornie niewinne. 

Rzecz o terapiach, medytacjach, wróżkach, 

zabawach z duchami. Częstochowa 2006, s. 

7. Por. Por. Posacki A. Halloween. [w:] Ency-

klopedia Białych Plam. T. 7. Radom 2002, s. 

7.

Po  pierwsze:  wydrążona  i  podświetlona 

dynia to nie tylko znak dobrej zabawy w 

nocy  z  31  października  na  01  listopada. 

Taka  dynia  to  znak  dusz  potępionych. 

W  starożytności  był  to  symbol  kultu 

szatana.  Ci,  którzy  go  czcili,  wystawiali 

taką  dynię  na  dachu  i  niejako  mówili 

przechodzącym:  „tu  mieszkają  czciciele 

złego  ducha,  diabła”

5

.  Po  drugie: 

Halloween jest DZIŚ świętem satanistów. 

Przejęli  oni  tę  uroczystość  od  Celtów. 

Połączyli  noc  Halloween  z  wieczorem 

tzw. czarnych mszy i orgii seksualnych

6

.

Sataniści  wierzą,  że  tej  nocy  diabeł  ma 

szczególną  moc.  W  czasie  nocnych 

obrzędów  składają  ofiary  ze  zwierząt,  a 

także  z  ludzi,  niemowląt.  Potwierdzają 

to  zeznania  byłych  satanistów.  Jeden 

z  byłych  wyznawców  szatana  -  Glenn 

Hobbs - potwierdził to. Również badania 

amerykańskiej  policji  wykazują,  że 

pod  koniec  października  wzrasta  liczba 

zaginionych zwierząt i ludzi... Dzieje się 

to wszystko w naszych czasach

7

...

 

Co Ty na to, Drogi Czytelniku? 

Bawisz się w czasie Halloween? Tego nie 

wiem... Ale wiem, że są ludzie, którzy nie 

widzą  w  tej  „zabawie”  nic  złego.  Może 

nie  znają  pochodzenia  tego  „święta”(?)

a może nie ma to dla nich znaczenia. Ot, 

po prostu, niewinna zabawa. Niech sobie 

dzieci pochodzą po domach, coś dostaną, 

nie  będą  siedzieć  przy  komputerze  itd. 

Dorośli  też  się  trochę  postraszą:  obejrzą 

jakiś horror, pobawią się, może potańczą. 

A następnego dnia wszyscy razem pójdą 

na cmentarz, żeby pomodlić się za swoich 

 Por. http://www.opoka.org.pl/bi-

blioteka/P/PR/halloween.html

 Por. Posacki A. Halloween. [w:] En-

cyklopedia Białych Plam. T. 7. Radom 2002, s. 

7.

 Por. http://www.opoka.org.pl/bi-

blioteka/P/PR/halloween.html

background image

2

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

bliskich zmarłych. 

 

Łączymy  w  jedno  dwie  sprzeczności:  Pana  Boga  i  diabła.  A  Chrystus 

powiedział wyraźnie: nie możecie dwom panom służyć. (...) Nie możecie służyć Bogu i 

mamonie (Mt 6, 24). Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną, nie będzie chodził 

w ciemności, lecz będzie miał światło życia (J 8 12). Jezus jest światłością, szatan - 

ciemnością. W jaki sposób, na jakiej podstawie człowiek, który mówi o sobie, że jest 

wierzący, bawi się na dobre w Halloween?! Nie potrafię, nie umiem znaleźć odpowiedzi 

na to pytanie... 

A  tak,  skoro  jesteś  letni  i  ani  gorący,  ani  zimny  chcę  cię  wyrzucić  z  mych 

ust  -  powiedział  Chrystus  w Apokalipsie  (Ap  3,  16).  Ja  nie  chcę  być  letni,  dlatego 

mówię NIE Halloween. Mówię Halloween NIE, ponieważ to „święto” ma złe korzenie, 

ponieważ sprzeciwia się przykazaniu Bożemu: nie będziesz miał bogów cudzych przede 

mną.Dzieci, które chodzą po domach i zbierają coś dla siebie, są swego rodzaju zasłoną 

dymną  dla  prawdziwej  natury  tego  święta,  dla  satanistów,  którzy  przejęli  liturgię 

Celtów i dziś sami składają ofiary diabłu także z ludzi! NIE do pogodzenia dla mnie 

jest powiedzieć: wierzę w Jezusa Chrystusa jako mojego Boga i Pana i jednocześnie 

bawię się w nocy z 31 października na 01 listopada. Według mnie, nie można połączyć 

Jezusa Chrystusa i boga Samheina i żyć sobie z tym spokojnie.

 

 

 

 

 

 

 

o. Sylwester

Halloween 2007

background image

Franciszkański Świat

NIEDŁUGO FERIE ZIMOWE! 

Zapraszamy młodzież męską na Ferie ze św. 

Franciszkiem do Pakości w dwóch terminach:

14 – 18 stycznia 2008 r.

- 30 stycznia – 02 lutego 2008 r.

Rozpoczęcie pierwszego dnia w godzinach popołudniowych, 

zakończenie dnia ostatniego w godzinach południowych. 

Należy zabrać ze sobą:

- Pismo święte 

- różaniec

- śpiwór 

- notes 

- obuwie zamienne

- dobry humor :-)

Będzie okazja do:

- odpoczynku, 

- porozmawiania o 

powołaniu,

- zapoznania się z 

franciszkanami,

- zwiedzenia jednej 

z najstarszych polskich Kalwarii, 

- i wiele innych...

Wszystkie informacje i zgłoszenia:

o. Dawid OFM

Franciszkański Ośrodek Rekolekcyjny 

„TaU”: 

ul. Inowrocławska 3 

88-170 Pakość k. Inowrocławia 

tel.: (052) 351-84-24 

kom.: 695-77-59-59

e-mail: 

powolanie@franciszkanie.net

background image

4

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

 

Mam  na  imię  Gosia  i 

chciałabym 

opowiedzieć 

Wam, 

a  raczej  podzielić  się  tym,  czego 

doświadczyłam  podczas  pobytu  w 

Ziemi Świętej.

 

22  –  29  sierpnia  2007  r.  - 

najpiękniejsze  dni  w  moim  życiu. 

Mówię  tak  z  perspektywy  zaledwie 

3  miesięcy  od  pobytu  w  tym 

świętym  miejscu,  gdyż  od  tamtego 

czasu  doświadczam  szczególnego 

błogosławieństwa. 

 

Organizatorami 

tej 

pielgrzymki 

byli 

Ojcowie 

Franciszkanie  i  dzięki  nim  ta 

podróż  po  śladach  Jezusa  stała  się 

tak 

niesamowitym 

przeżyciem. 

Przewodnikiem był o. Jakub, redaktor 

     Każdy z nas od dziecka słyszał te słowa, ciągle dobiegały do 

nas głosy o kraju, w którym anioł posłany przez Boga zwiastował 

młodej  dziewczynie,  że  zostanie  Matką  Zbawiciela,  o  miejscu 

gdzie  Owo  Dziecię  zostało  zrodzone  w  nędznej  szopie,  gdyż 

nie  było  dla  Niego  miejsca  w  gospodzie,  a  także  o  śmierci  i 

Zmartwychwstaniu Tego, Który Przyszedł ofiarować się za nas. 

  Lecz  czy  tak  naprawdę  wgłębiamy  się  w  to,  co  nam  inni 

przekazywali? Czy zastanawiamy się nad tym?

Ziemia Zbawiciela

background image

5

Franciszkański Świat

tej gazetki. Podróż do Izraela, a ogólnie 

mówiąc do Ziemi Świętej, była moim 

marzeniem.  I  akurat  w  tym  samym 

czasie, kiedy ona miała się odbyć, ja 

obchodziłam osiemnaste urodziny i to 

spowodowało, że rodzice postanowili 

spełnić  to  marzenie  i  ofiarować  mi 

prezent  w  postaci  pielgrzymki  do 

źródła mojej wiary. 

Mówiąc pokrótce  zwiedziliśmy:

- Nazaret, miejsce zwiastowania;

-  Betlejem,  gdzie  Jezus  przyszedł  na 

świat;

-  Kanę  Galilejską,  gdzie  dokonał 

pierwszego cudu;

-  Odnowiliśmy  swój  chrzest  w  rzece 

Jordan;

- Płynęliśmy po jeziorze Galilejskim, o 

którym tak dużo mówi Pismo Święte.

Odprawialiśmy 

również 

Drogę 

Krzyżową  ulicami  starej  Jerozolimy. 

Modliliśmy się przy Grobie Pańskim, 

który  jest  najważniejszym  punktem 

pielgrzymki,  gdyż  tam  dokonało 

się  Zmartwychwstanie  Jezusa,  ale 

również  zapowiedź  i  obietnica 

naszego powstania ze śmierci do życia 

wiecznego.

 

Przebyliśmy prawie wszystkie 

miejsca,  o  których  jest  mowa  w 

Ewangeliach,  więc  nie  sposób  o 

każdym napisać. 

 

Opowiem  Wam  o  miejscu 

szczególnie  ważnym  dla  mnie,  o 

Pustyni  Judzkiej,  na  której  Jezus 

modlił się i pościł. Właśnie tam była 

Msza  św.  z  okazji  moich  urodzin. 

Eucharystia  ta  zostanie  na  zawsze  w 

moimsercu.

 

Wyobraźcie  sobie:  żar  leje 

się z nieba, słońce pali ciało, a ciepły 

wiatr  jak  powiew  Ducha  Świętego 

rozwiewa piach. Na środku stoi duży 

kamień,  na  nim  kielich  i  puszka  z 

komunikantami.  Czterech  kapłanów 

celebruje  Najświętszą  Ofiarę,  a  ja 

uświadamiam sobie te lata słuchanych 

opowiadań o Ziemi Świętej, na której 

mam  łaskę  stać  i  wgłębiać  się  w 

korzenie wiary, namacalnie odkrywać 

wielkość  Boga  w  najmniejszym 

kamyczku i ziarnku piasku. 

 

Te  przeżycia  pozwoliły  mi 

odkryć  siebie  i  Chrystusa  na  nowo. 

Czytając lub słuchając Pisma Świętego 

uświadamiam  sobie  autentyczność 

obecności  Boga,  Stwórcy,  który  nie 

jest tylko Bogiem narodu wybranego 

lub  Ziemi  Obiecanej,  lecz  Panem 

przenikającym  każdą  chwilę  mego, 

naszego życia, tu i teraz!

 

Pielgrzymka  ta  była  podróżą 

do  źródła  i  odkryciem  Nowego 

Jeruzalem w moim sercu.

 

Życzę  Wam,  byście  mogli 

dostąpić łaski bycia na tej uświęconej 

w  każdym  stopniu  ziemi.  Ziemi  z 

której wszyscy wyrastamy.                                          

 

 

 

GOSIA

background image

6

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

ZNANI I NIEZNANI FRANCISZKANIE

O. Łukasz Wadding - tytan pracy (588 -657)

Dnia  18  listopada  2007  r. 

Zakonie 

Franciszkanów 

obchodzono  350-tą  rocznicę 
śmierci  słynnego  irlandzkiego 
franciszkanina,    o.  Łukasza 
Waddinga. 
 

Łukasz Wadding urodził się 

16 października 1588 r. w Waterford 
(Irlandia). Był jedenastym z kolei 
dzieckiem  w  rodzinie  Anastazji 
Lombard  i  Waltera  Waddinga. 
Państwo  Waddingowie  w  sumie 
posiadali  14  dzieci:  10  synów  i  4 
córki.

 

Rodzice 

wychowywali 

Łukasza w dobrej tradycji katolickiej. 
W  ich  domu  ceniono  modlitwę. 
Łukasz,  razem  z  rodzicami,  braćmi 
i  siostrami  odmawiał  codziennie  po 
łacinie  modlitwę  do  Najświętszej 
Maryi  Panny,  jak  również  psalmy 
pokutne i inne. Ponadto cała rodzina 
odmawiała 

wspólnie 

modlitwy 

poranne i wieczorne oraz różaniec.
 

Łukasz 

po 

ukończeniu 

13  roku  życia    pobierał  nauki  w 
irlandzkim  kolegium  w  Lizbonie. 
Czując w sobie powołanie do Zakonu 
św.  Franciszka,  został  przyjęty  do 
nowicjatu  franciszkanów  w  1604  r., 
przyjmując  imię  Franciszek.  Od  tej 
pory jego pełna nazwa, której rzadko 
używał, brzmiała: Łukasz od Świętego 
Franciszka  Wadding.  Po  dwuletnim 
studium  filozofii  w  Leiria,  udał  się 
na  studia  teologiczne  do  Lizbony,  a 
potem do Koimbry. 

Ł u k a s z 

Wadding  ukończył  kurs  teologii  w 
Koimbrze  w  1613  r.  i  w  tymże  roku 
w  Vizeu,  w  środkowej  Portugalii, 
otrzymał  święcenia  kapłańskie.  Po 
krótkim  pobycie  w  Salamance,  udał 
się  do  kolegium  w Alba  de  Tormes, 
by studiować język hebrajski; stał się 
biegły  w  tym  języku  i  publikował  w 
nim dzieła.
 

Król  Hiszpanii  Filip  III 

utworzył  Komisję,  w  skład  której 
wchodzili:  o.  bp  Antoni  z  Trejo, 
nowowybrany  o.  generał  Benigny  z 
Genui oraz o. Łukasz Wadding (jako 

background image

7

Franciszkański Świat

ekspert w sprawach mariologicznych). 
Król  polecił  tej  Komisji  udać  się  do 
Rzymu, do papieża Pawła V z petycją 
o ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym 
Poczęciu N.M.P. Komisja Królewska 
przybyła do Rzymu  16 grudnia 1618 
r.
 

Zdumiewająca  jest  ogromna 

praca  wykonana  przez  Waddinga. 
Wydał drukiem po raz pierwszy Pisma 
św. Franciszka. Po raz pierwszy wydał 
w 1639 r. przygotowane w ciągu 4 lat 
dzieła bł. Jana Dunsa Szkota, co było 
nazywane  „cudem  pracowitości”. 
Jest autorem cenionych dzieł, jak np. 
„Annales Minorum”. Opracował dzieje 
Zakonu Braci Mniejszych od powstania 
Zakonu aż po czasy mu współczesne; 
jest określany jako „Książe kronikarzy 
franciszkańskich”.
 

Po  założeniu  1627  r. 

irlandzkiego kolegium przy klasztorze 
św.  Izydora  w  Rzymie,  Wadding 
zamieszkał w nim; był tam aż 5 razy 
gwardianem;  tam  też  założył  szkołę 
szkotystyczną.  Przyczynił  się  do 
powstania wielu kolegiów irlandzkich, 
m.  in.  w  Polsce,  we  Wieluniu.  Był 
zakonnikiem  bardzo  pracowitym, 
prawdziwym tytanem pracy. Pracował 
także  w  różnych  kongregacjach 
rzymskich.

 

Łukasz  Wadding  prowadził 

bardzo  szeroką  korespondencję  po 
łacinie,  po  hiszpańsku,  po  włosku  z 
kardynałami, biskupami, nuncjuszami, 
ministrami generalnymi, historykami, 
teologami. Już w roku 1619 wysunięto 
go  jako  kandydata  na  biskupa  w 
Waterford, a w roku 1626 na biskupa 
w  Armagh.  Wielokrotnie  usiłowano 
uczynić go kardynałem.
 

W  niedzielę  18  listopada 

1657  r.,  o.  Łukasz,  wyniszczony  
ciężką  pracą  i  cierpieniem,  odszedł 
do Pana po wieczną nagrodę i został 
pochowany w  podziemiach klasztoru 
św. Izydora w Rzymie.

 

O. Grzegorz Błoch ofm





background image

8

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

…Następnego dnia Mały Książę przyszedł na 

oznaczone miejsce.

-  Lepiej  jest  przychodzić  o  tej  samej  godzinie  [zagadnął 

lis].  Gdy  będziesz  miał  przyjść  na  przykład  o  czwartej  po 

południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej 

czas  będzie  posuwać  się  naprzód,  tym  będę  szczęśliwszy. 

O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę 

szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł 

się przygotować… Potrzebny jest obrządek.

- Co to znaczy „obrządek”? – spytał Mały Książę.

-  To  także  coś  całkiem  zapomnianego  –  odpowiedział  lis. 

–  Dzięki  obrządkowi  pewien  dzień  odróżnia  się  od  innych, 

pewna godzina od innych godzin…

 Jak to jest z oczekiwaniem?

 

   

czyli o Małym Księciu, obrządku i

 

 

 

telefonie komórkowym…

background image

Franciszkański Świat

…pewne  spotkanie  od  innych 

spotkań 

– 

chciałoby 

się 

dopowiedzieć za lisem. 

Co  to  znaczy  „obrządek”? 

– dobre pytanie. Czy rzeczywiście 

–  jak  sugeruje  lis  –    to  coś 

zapomnianego?  A  jeśli  tak,  to 

dlaczego  zapomnieliśmy…?  Czy 

było  to  na  tyle  mało  ważne,  że 

aż  niegodne  zapamiętania?  Czy 

umiemy czekać? 

Kiedy  czytamy  dialog 

Małego  Księcia  z  lisem  o 

oczekiwaniu,  może  się  w  nas 

zrodzić  wiele  pytań.  Jeśli  ktoś 

ma  nadzieję,  że  znajdzie  tu  na 

wszystkie odpowiedzi, to muszę go 

rozczarować. Dlaczego? Z prostej 

przyczyny – odpowiedzi będzie tyle, 

ile osób zada sobie trud postawienia 

pytań. A uczynić to warto – choćby 

dlatego,  że  przeżywamy  teraz 

nie  co  innego,  jak  właśnie  CZAS 

OCZEKIWANIA…!  Co  więcej 

–  całe  nasze  życie  jest  swoistym 

CZASEM  OCZEKIWANIA  na 

powtórne  przyjście  Pana.  Czy 

umiemy go przeżywać?

 

Każdy,  kto  kiedykolwiek 

kogoś  kochał,  wie,  czym  jest 

tęsknota, jak wolno mijają godziny 

czekania na spotkanie z ukochaną 

osobą,  a  jednocześnie  jak  –  w 

miarę  upływu  czasu  –  na  myśl 

o  spotkaniu  wzrasta  radość.  Im 

bardziej czas posuwa się naprzód, 

tym  jesteśmy  szczęśliwsi,  bo  oto 

zbliża się wytęskniony moment… 

Chcemy  przeżyć  go  jak  najlepiej, 

chcemy się do niego przygotować. 

To  właśnie  stanowi  obrządek. 

Każdy,  kto  kocha,  sam  doskonale 

wie, na czym on polega. No właśnie 

–  każdy,  kto  kocha!  Nie  istnieje 

inna  możliwość.  Konieczność 

przygotowania,  celebracji  czasu 

oczekiwania,  dostrzegą  tylko  ci, 

którzy  kochają.  Oni  wyczuwają 

niemal  intuicyjnie,  że  potrzebny 

jest  obrządek,  kiedy  się  czeka  na 

kochaną  osobę:  na  człowieka,  a 

także na… Boga! Sprawa właściwie 

oczywista, ale czy na pewno…?

Jak jest?

 

Zobaczmy,  jak  wygląda 

„obrządek  oczekiwania”  w  naszej 

codzienności.  Nasze  zabieganie  i 

wszechobecne telefony komórkowe 

pomogły nam przyzwyczaić się, że 

wszystko  (albo  prawie)  może  być 

zmienne. Przecież każde umówione 

spotkanie można nawet w ostatniej 

chwili  odwołać  lub  przesunąć. 

Czemu  mielibyśmy  walczyć  o 

punktualność,  jeśli  wystarczy,  że 

zadzwonimy  i  usprawiedliwimy 

nasze  spóźnienie…?  Sytuacja 

komplikuje  się  co  prawda,  gdy 

ta  druga  osoba  akurat  nie  jest 

„uchwytna”,  ale  to  już  jej  wina, 

że  tak  było,  kiedy  my  właśnie 

background image

20

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

chcieliśmy  zadzwonić  i  się 

wytłumaczyć.  W  naszym  życiu 

dzieje  się  tak  wiele:  tyle  w  nim 

biegania,  ważnych  spraw,  które 

nie mogą czekać, że czasem nawet 

umówić  się  na  spotkanie  nie 

sposób.  Dlatego  często  stawiamy 

na spontaniczność – „jeśli się uda, 

jeśli  akurat  znajdę  chwilę,  to  się 

zobaczymy. Ale jakby co, to bądź 

‘pod  telefonem’,  bo  możesz  mnie 

nie  zastać…”  No  właśnie  –  jakby 

co…Wiadomo, są sprawy ważne i 

bardzo ważne, są sytuacje losowe, 

których  nie  da  się  przewidzieć, 

ale  czy  to  oznacza,  że  mamy 

unikać  jakichkolwiek  deklaracji  i 

rezygnować ze stałości i wierności 

podjętym  zobowiązaniom?  Rzecz 

jasna  nie  postępujemy  tak  w 

sytuacjach, które od nas nie zależą, 

ale jak to wygląda we wszystkich 

pozostałych…? 

I co dalej?

Warto postawić sobie proste 

pytania: czy dzięki nieograniczonej 

możliwości  komunikowania  się 

zawsze i wszędzie, nie zatraciliśmy 

pewnej  wrażliwości  na  tajemnicę 

zawartą 

oczekiwaniu? 

Wrażliwości  na…  obrządek?  Czy 

w  naszym  zabieganiu  stać  nas 

jeszcze na celebrację oczekiwania? 

Czy  mamy  czas  na  radowanie 

się  oczekiwaniem  po  to,  by  w 

momencie 

spotkania 

poznać 

cenę  szczęścia?  I  czy  dajemy 

szansę  przeżywania  tego  naszym 

przyjaciołom? Czy nasze spotkania 

różnią się od siebie, czy wrzucamy 

wszystkie  w  kalendarz,  dzieląc  je 

jedynie na pilne i mniej pilne?

 

Pomyślmy:  jak  w  takim 

zabieganiu 

wygląda 

nasze 

oczekiwanie 

na 

przyjście 

Jezusa?  Czy  przypadkiem  nie 

wolelibyśmy,  żeby  był  „pod 

telefonem”,  dostosowując  się  do 

naszego  grafiku  zajęć,  bo  inaczej 

ryzykuje,  że  nas  nie  zastanie…? 

Kto  przez  to  ryzyko  może  stracić 

najwięcej?  Jak  to  będzie,  kiedy 

Pan  zjawi  się  nie-oczekiwanie…? 

Przecież  przychodząc  do  nas, 

przychodzi  do  siebie  (wszak  On 

jest  gospodarzem  naszego  życia). 

A jeśli się przychodzi do siebie, do 

„swoich”, to liczy się na ich miłość 

i oczekiwanie…

 

Jeśli  kochasz,  będziesz 

czekać!! Jeśli kochasz, już sam czas 

oczekiwania stanie się świętem! 

 

s. Magdalena, Misjonarka  

 

 

Chrystusa Króla

 Jeśli kochasz, będziesz czekać

background image

2

Franciszkański Świat

„Jak się czujesz? Musiałem napisać do Ciebie ten krótki list, aby powiedzieć Ci jak 

bardzo  troszczę  się  o  Ciebie.  Widziałem  Cię  wczoraj,  jak  rozmawiałeś  ze  swymi 

przyjaciółmi. Czekałem na Ciebie cały dzień mając nadzieję, że chciałbyś porozmawiać 

ze mną. Dałem Ci zachód słońca, aby zakończył Twój dzień i chłodny podmuch wiatru 

abyś odpoczął i czekałem. Nie przyszedłeś. To mnie zasmuciło - ale nadal Cię kocham, 

ponieważ jestem Twoim przyjacielem. Widziałem Cię śpiącego zeszłej nocy i chcąc 

dotknąć Twoich brwi

rozlałem światło księżyca na Twoją twarz. 

Znowu  czekałem,  chciałem  przyjść,  abyśmy  mogli  porozmawiać.  Mam  tak  wiele 

prezentów dla Ciebie. Obudziłeś się i pobiegłeś do pracy. Moje łzy były w deszczu. 

Gdybyś tylko mnie posłuchał - kocham Cię. Próbuję Ci to powiedzieć przez błękitne 

niebo i cichą zieloną trawę. Szepcę to w liściach, na drzewach i w kolorach kwiatów, 

wykrzykuję Ci to w strumieniach górskich. Ubrałem Cię w ciepłe promienie słońca 

i nasyciłem powietrzem z zapachami natury. Moja miłość do Ciebie jest głębsza niż 

ocean i większa, niż największa potrzeba w Twoim sercu. Proszę Cię - porozmawiaj 

ze  mną,  proszę  Cię  -  nie  zapomnij  o  mnie.  Chciałbym  podzielić  się  z Tobą  tyloma 

rzeczami. Nie będę Ci więcej przeszkadzać. To jest Twoja decyzja. Wybrałem Cię i 

ciągle czekam, ponieważ Jestem Twoim Przyjacielem. Kocham Cię - Jezus.”

           DROGI PRZYJACIELU

background image

22

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Jest to przypowieść o człowieku, który za wszelką cenę chciał wejść na wysoką górę. 

Po latach przygotowań rozpoczął swą przygodę. Podróżował samotnie, gdyż chciał całą 

sławę zatrzymać dla siebie.

Rozpoczął wspinaczkę, a gdy światło dzienne zaczęło zanikać, postanowił kontynuować 

wspinaczkę. Zapadła noc.

Zapadła noc, okrywając wszystko mrokiem. Księżyc i gwiazdy zasłaniały chmury. Była 

zerowa widoczność.

Był zaledwie kilka metrów od szczytu, gdy się poślizgnął, spadł w dół z przerażającą 

prędkością.  Nie  widział  nawet  swojego  cienia  w  ciemnościach,  za  to  czuł  ogromną 

moc grawitacji, która przyciągała go ku dołowi. W tak przerażającym momencie przed 

oczyma ukazało mu się całe jego życie.

Myślał, że kres jego życia jest już bliski, aż nagle poczuł zaciskająca się linę dookoła 

pasa. Zwisał teraz na linie, którą wcześniej przybił do skały.

Z powodu depresji i przerażenia zaczął krzyczeć:

Boże, pomóż mi!

Nieoczekiwanie donośny głos z niebios odpowiedział:

- Co mogę zrobić dla ciebie?

 

- Uratuj mnie!

- Czy naprawdę myślisz, że mogę ci pomóc?

 

- Oczywiście Panie!

- Więc przetnij linę…

Nastąpiła chwila milczenia, poczym mężczyzna jeszcze bardziej zacieśnił węzeł.

Ratownicy górscy opowiadali historię o zamarzniętym człowieku, mocno trzymającym 

się liny, którą był przywiązany dookoła pasa…

 

 

ZWISAJĄCYM PÓŁ METRA NAD ZIEMIĄ!

Więc…

 

Jak ciasne są twoje liny?

 

Rozetniesz je?

 

Zaufaj Bogu!

Albowiem Ja, Pan, twój Bóg, ująłem cię za prawicę, mówiąc ci „Nie lękaj się, 

przychodzę ci z pomocą”  (Iz 41,13)

Angelika

Wątpliwość 

zapoczątkowała koniec

background image

2

Franciszkański Świat

       

Czym jest żarliwość, Jezu?

 

... czy to zabieganie każdego dnia, mnóstwo różnych dzieł na Twoją chwałę; praca, 

praca... do wyczerpania sił zupełnie. Myślę o naszych braciach i siostrach – o świętych, 

którzy  się  tak  spalili  dla  Ciebie.  Sama  o  tym  marzyłam...  jednak  umieściłeś  mnie 

tu, w tym zamkniętym klasztorze. Pokazałeś mi też , że niewiele, że nic nie potrafię 

uczynić sama z siebie. Czy żarliwość, dążenie do Ciebie i miłość, to czyny jedynie? 

Czy nie jest to stała gotowość ducha na Twoje wezwanie, na to co dajesz, na Słowo, 

na niespodzianki Twoje? Żarliwość w zupełnym ubóstwie, także pomimo braku dzieł 

zewnętrznych...  „cichym  trwaniem  przed  Tobą,  Panie  Jezu,  świadczyć,  że  jest  Bóg 

– Miłość, dla Którego warto poświęcić wszystko.”

Miłość jest jakby sakramentem

Jej czystość, piękno, dobroć i cisza... samotność, tęsknota

Miłość małżonków, narzeczonych, przyjaciół...

Miłość do Ciebie - Boże mój (powinnam napisać na pierwszym miejscu)

Miłość jest troską o „Ty”, tego pragniesz

„Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem”

i to, że „ nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół 

swoich” tak kochać Jezu, jak Ty, gdy połamałeś Siebie dla nas mówiąc: 

„To czyńcie na Moją pamiątkę”  i Krew rozlana za nas i za wielu...

 Jezu naucz nas prawdziwej Miłości!

Siostra Róża

background image

24

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Święty Franciszku stań wśród nas

choć pewnie trochę się krępujesz;

sam rzekłeś do braci swych,

by żyć tak, aby biedni świata

nie obawiali się stanąć w naszych progach.

By swoim szykiem i kompetencją

zagubionych nie gubić bardziej.

Progi nasze niech będą niskie, albo wcale

i wzrost mały i jeszcze mniejszy,

by nie zacieniać żyjących w cieniu.

Naucz nas dzisiaj, potrzebujemy tego,

radości i prostego towarzyszenia.

Powtórz nam głośno jak do ptaków

błogosławieństwo ubogich

żyjących z łaski Pana.

Rozpoznaj w nas swoich braci

(spod wielu ambicji i siebie adoracji).

Wywołaj nas z warowni kamiennych,

gdzie nawet gołębie gniazd już nie zakładają,

gdzie twoja pieśń słoneczna

jest zbyt bajeczna

i nikt melodii już nie pamięta,

bo nie brzmi ona racjonalnie.

 

 

 

 

 

o. Tarsycjusz

background image

25

Franciszkański Świat

Tak można poznać, czy 

sługa Boży ma ducha 

Pańskiego:

 

jeśli jego ciało 

nie będzie wynosiło się 

pychą - bo ono zawsze 

jest przeciwne wszelkiemu 

dobru - z tego powodu, 

że Pan czyni przez niego 

jakieś dobro,

 

lecz jeśli we 

własnych oczach uważałby 

się raczej za lichszego i 

mniejszego od wszystkich 

innych ludzi.

św. Franciszek

background image

26

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

 

Witajcie Drodzy Narzeczeni, 

Małżonkowie i Wszyscy zainteresowani 

tematem!!!

 

Jestem studentką IV roku nauk 

o rodzinie w Katolickim Uniwersytecie 

Lubelskim. W szczególny sposób 

ten kierunek studiów pochyla się nad 

rodziną, dlatego chcę z Wami podzielić 

się moją wiedzą zdobywaną w toku 

studiów. Poza tym, wraz z moim 

narzeczonym przeżywamy ten piękny 

okres narzeczeństwa, co sprawia, że 

temat, który chcę poruszyć, jest mi 

jeszcze bliższy.

 

Myślę,  że  każdy,  kto  żyje  w 

narzeczeństwie  i  traktuje  poważnie 

ten  czas,  chce  też  dobrze  i  z  miłością 

przygotować  się  do  roli  żony  czy  męża, 

a później matki lub ojca. Wszystko zaś w 

miłości do Boga!

Aby  czas  ten  był  autentycznym 

przygotowaniem, ważne jest zastanowienie 

się  nad  braniem  odpowiedzialności  za 

nasze przyszłe rodziny już teraz. Jednym 

z  aspektów  tej  odpowiedzialności  jest 

WYBÓR między naturalnym planowaniem 

rodziny a antykoncepcją. 

W  rozważaniach  na  ten  temat 

chciałabym ukazać  Wam przede wszystkim 

skutki  stosowania  antykoncepcji  lub 

naturalnego planowania rodziny.

 

Przypatrzmy 

się 

najpierw 

ANTYKONCEPCJI

Słowo  to  złożone  jest  z  anti-  przeciw

oraz  conteptio  -  poczęcie.  Jak  sama 

nazwa  wskazuje,  jest  to  działanie 

przeciw życiu. Małżonkowie są powołani 

do  współdziałania  z  Bogiem  w  akcie 

stwarzania  nowego  człowieka.  To 

wielki  dar  i  łaska,  natomiast  stosowanie 

antykoncepcji  zupełnie  nie  zgadza  się  z 

tym powołaniem i powoduje grzech ciężki. 

Pamiętajcie  jednak,  że  Bóg  pozostawia 

nam wolność, to my wybieramy! 

Przejdźmy teraz do SKUTKÓW 

STOSOWANIA  ANTYKONCEPCJI. 

Oto tylko kilka z nich:

- zatory mózgowe;

- zasklepienie żył;

- guzy wątroby;

- migreny, mdłości;

- nadmierne owłosienie;

- zwiększona tusza;

- stany zapalne narządu rodnego;

- bóle brzucha;

- przedłużające się krwawienia 

miesiączkowe; 

- mentalność przeciwna życiu;

- brak akceptacji żony jako 

matki oraz męża jako ojca wspólnego 

dziecka;

- wydawanie dużych 

sum pieniędzy na kupno środków 

antykoncepcyjnych. 

Naturalne 

Planowanie Rodziny 

KONTRA 

antykoncepcja

background image

27

Franciszkański Świat

Dotkniemy 

teraz 

tematu 

NATURALNYCH 

METOD 

PLANOWANIA RODZINY  (w skrócie 

NPR).

 

Są  to  metody,  jak  sama  nazwa 

wskazuje, zgodne z naturą, uwzględniające 

naturalny  cykl  płodności  kobiety.  Ich 

stosowanie  jest  zgodne  z  zamysłem 

Boga,  więc  nie  powoduje  grzechu.  Są 

to  metody  często  nauczane  na  kursach 

przedmałżeńskich, ale można też sięgnąć 

do literatury tematu, którą znaleźć można 

np. w księgarniach katolickich.

 

Stosowanie  NPR  to  postawa

która ogarnia życie małżonków i troskę o 

przyszłe życie dzieci.

NPR opiera się na rozpoznawaniu 

faz płodnych i niepłodnych w cyklu. Jeżeli 

nie planujecie dziecka, zachowujecie tzw. 

wstrzemięźliwość    okresową w fazie

płodnej cyklu kobiety.

Do 

interpretacji 

cyklu 

potrzebna jest systematyczna obserwacja 

następujących wskaźników:

- obserwacja śluzu szyjkowego;

- obserwacja temperatury;

- obserwacja szyjki macicy ( jest 

ona  możliwa  do  obserwacji  dopiero  po 

podjęciu współżycia płciowego).

Już  w  narzeczeństwie  powinno 

się  zacząć  naukę  obserwacji.  Nie 

wszystko musi robić sama kobieta, pomoc 

mężczyzny będzie wskazana np. podczas 

zapisywania  wyników  obserwacji  na 

karcie.  Oczywiście  może  robić  to  sama 

kobieta,  jednak  chodzi  o  wyrobienie  w 

sobie nawyku wspólnej odpowiedzialności 

i  umiejętności  współpracy  w  tej 

dziedzinie.

Przedstawię  teraz  SKUTKI 

STOSOWANIA NPR:

-  NPR    nie  stanowi  zagrożenia 

dla zdrowia;

- umożliwia wspólne poznawanie 

przez parę faz płodnych i niepłodnych;

- zbliża do siebie małżonków czy 

też narzeczonych;

- w związku panuje otwartość dla 

życia;

- akceptacja ról matki i ojca;

- uczy współodpowiedzialności;

- rozwija miłość;

- nie uszkadza komórek jajowych 

ani plemników;

-  nie  wymaga  nakładów 

finansowych;

-  nie  ogranicza  małżonków 

podczas współżycia i nie rozdziela;

-  nie  powoduje  negatywnych 

konsekwencji  dla  rozwoju  poczętego 

dziecka.

Podsumowaniem naszych rozważań niech 

będą  słowa  Jana  Pawła  II  z  adhortacji 

Familiaris  Consortio,  skierowane  do 

rodziny  chrześcijańskiej  w  świecie 

współczesnym:

„…Bóg,  stwarzając  mężczyznę  i 

kobietę na obraz swój i podobieństwo(...) 

powołuje 

ich 

do 

szczególnego 

uczestnictwa w swej miłości (…) poprzez 

ich wolną i odpowiedzialną współpracę w 

przekazywaniu życia ludzkiego (…)”.

Podam również kilka pozycji książkowych 

omawiających ten temat:

- Jan Paweł II. Familiaris Consortio;

-  Naturalne  planowanie  rodziny.  Polskie 

Stowarzyszenie 

Nauczycieli 

NPR. 

Red.  prof.  dr  hab.  Michał  Troszyński. 

Warszawa 2006;

- Zarembowie A i B. Szkoła miłości, czyli 

jak po ślubie nie być samotnym?. Lublin 

2007.

Agnieszka Gołaś

background image

28

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Ty,  Janek,  widziałeś?  Ci 

to  mają  ciężkie  życie.  Biegają, 

szukają,  kupują...,  żałują.  Łe,  weź 

nie  opowiadaj,  że  to  lubią.  Co?  A 

gdzie tam? Czasu mają sporo, skoro 

tak biegają i biegają, tylko ciekawe 

dokąd  tak  pędzą?  Coraz  szybciej 

i  szybciej,  a  dziwnym  trafem  im 

prędzej tym tego czasu coraz mniej. 

A  to  Ci  heca! A  tak,  tu  się 

z  Tobą  zgodzę,  wchodzą  w  wir  tej 

maszyny, która napędza cały interes 

przedświąteczny. Kościół z roratami 

jest daleko w tyle. Sam widziałem. 

W niektórych sklepach, kawiarniach 

to  już  1  listopada  choinki  stały, 

a  potem  to  wielki  bummmm! 

Wszędzie 

ozdoby, 

światełka, 

prezenty,  świąteczne  promocje, 

choinki, neony na ulicach. A weź to 

kup, a to będzie dla niej najlepsze, a 

z nami możesz gadać i gadać, i super 

taryfa – tylko kiedy, skoro ciągle w 

biegu,  bo  tu  jeszcze  tego  barkuje  i 

tamtego. Nie..., myślę, że się mylisz, 

tu  nie  chodzi  tylko  o  to,  żeby  było 

miło. Cały ten cyrk ma wprowadzić 

poczucie  przynaglenia,  bo  to  już 

tuż, tuż. Leć kupuj, bo nie zdążysz, 

promocja  odzieży,  a  tu  jakiś  fajny 

sprzęt dvd, matko jak tanio! Byłbym 

głupi,  gdybym  to  przegapił.  No, 

na  całe  szczęście  można  pożyczkę 

wziąć.  Tak,  w  te  święta  będe 

odpoczywał, wreszcie. Dzicko przy 

play station, a ja nadrobię wszystkie 

zaległości  z  filmami.  Człowiek 

jednak  musi  wypocząć,  nie  można 

tak gnać i gnać. 

Dobrze,  że  te  święta  są 

i  gwiazdor,  i  jakieś  szopki,  i 

jedzenie  wypasione.  Szkoda  tylko, 

że  tak  szybko  potem  te  dekorcje 

likwidują,  w  kościołach  jeszcze 

kolędy  śpiewają  i  żłóbki  stoją  a  w 

marketach poświąteczna wyprzedaż 

towaru.  Hm...,  chociaż  wiesz  co, 

masz rację. Wtedy to dopiero będzie 

tanio, bo kolekcje nie zejdą i trzeba 

je upchnąć i ten towar cały co został 

po świętach... Ach wtedy na spacer 

do centrum... Janek, a jak to u Ciebie 

WESOŁYCH ŚWIĄT... BOGATEGO GWIAZDORA...WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO...SMACZNEGO KARPIA...DO SIEGO ROKU...OBY NAM SIĘ...SMACZNEGO JAJKA...BYLE DO 

JUTRA... WESOŁYCH ŚWIĄT... BOGATEGO GWIAZDORA...WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO...SMACZNEGO KARPIA...DO SIEGO ROKU...OBY NAM SIĘ...SMACZNEGO JAJKA...BYLE 

DO JUTRA... WESOŁYCH ŚWIĄT... BOGATEGO GWIAZDORA...WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO...SMACZNEGO KARPIA...DO SIEGO ROKU...OBY NAM SIĘ...SMACZNEGO JAJKA...

 

LATARKA

background image

2

Franciszkański Świat

jest,  bo  mój  mały  dzisiaj  cały  czas 

mi  głowę  zawracał,  że  inne  dzieci 

mają  a  on  nie...,  pytam  co  mają  a 

on, no że taka lampka, więc pytam: 

jaka  do  roweru,  halogenowa,  na 

biurko czy taka jak mają na głowach 

w  górach?  A  on,  że  to  chyba  nie 

nazywało  się  lampka  tylko  tak 

poważnie  latarnion.  Tak,  latarnion, 

też  się  zdziwiłem  i  że  niby  dzieci 

same go zrobiły? Pomyślałem, może 

jakiś  ojciec  jest  elektryk,  wziął 

dziecko  na  fuchę  i  tyle,  a  mały  na 

to opowiada, że w kościele świecą. 

No  tak,  masz  racje,  to  lampion, 

że  też  na  to  nie  wpadłem.  Jak  to 

człowiek  czasami  nie  skojarzy..., 

no  to  są  te  czerwone  światełka  co 

koło  tego,  no  tabernakulumu  stoją. 

Nie?! Żartujesz? Serio? Hm... to po 

co  te  dzieciaki  to  na  roraty  noszą. 

I  mówisz,  że  Twoja  córa  z  moim 

Jackiem  codziennie  tak  chodzą  i 

tylko  Jacek  nie  ma  tego  lampionu? 

No  wiesz,  ale  chyba  zwariowali, 

miesiac  do  świąt  a  oni  już  tym 

dzieciom  w  głowach  mieszają,  że 

już mają myśleć o świętach. No tak, 

wszystko  jasne  a  potem  kup  mi  to 

albo tamto. Nie dość, że cały tydzień 

biegam po tych marketach i próbuję 

się  do  świąt  jakoś  przygotować,  to 

przez  te  roraty,  dziecko  mi  głowę 

zawraca o jakiś lampion. A dali by 

tym  dzieciakom  trochę  spokoju. 

Mówisz,  że  dzieci  się  cieszą  kiedy 

tam  idą?  Eee.  Ja  tam  w  zeszłym 

roku  to  nawet  świąt  nie  poczułem, 

ledwo się zaczęły to był Nowy Rok. 

No,  bo  co?  Pasterka  musi  być,  bo 

tradycja, a potem to już leci. W tym 

roku  będzie  inaczej.  Wyśpię  się, 

odpocznę, filmy pooglądam, z żoną 

może  wyskoczymy  do  znajomych 

i  tak  święta  zlecą.  Dzieciaka  babci 

podrzucę,  mniej  hałasu  będzie.  Ty 

poczekaj...,  oj  przepraszam  stary, 

Ala  dzwoni,  muszę  lecieć  odebrać 

Jacka  i  do  dziadków  zawieźć  a 

potem,  jeszcze  upatrzyłem  takie 

fajne lampki na choinkę, widziałem 

tam,  no  wiesz...,  nie?  Dobra 

mniejsza  o  to,  lecę,  bo  mam  ryby 

zamówione,  w  tym  roku  będzie 

lepiej niż w zeszłym, na wigilijnym 

stole zamiast karpia – łosoś i nawet 

dziczyzna,  ale  pssssyt.  To  będzie 

niespodzianka. Moi nic nie wiedzą. 

Dobra uciekam bo sprzed nosa towar 

sprzątną, trzymaj się, a i jak bedziesz 

zawoził na te roraty nasze dzieciaki 

to  powiedz  mojemu,  że  mu  kupię 

policyjną 

latarkę 

potem  a  teraz  niech 

nie  marudzi  z  tym 

lampionem.

o. Leonard OFM

WESOŁYCH ŚWIĄT... BOGATEGO GWIAZDORA...WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO...SMACZNEGO KARPIA...DO SIEGO ROKU...OBY NAM SIĘ...SMACZNEGO JAJKA...BYLE DO 

JUTRA... WESOŁYCH ŚWIĄT... BOGATEGO GWIAZDORA...WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO...SMACZNEGO KARPIA...DO SIEGO ROKU...OBY NAM SIĘ...SMACZNEGO JAJKA...BYLE 

DO JUTRA... WESOŁYCH ŚWIĄT... BOGATEGO GWIAZDORA...WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO...SMACZNEGO KARPIA...DO SIEGO ROKU...OBY NAM SIĘ...SMACZNEGO JAJKA...

background image

0

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

 

Po    tak      wstrząsającej  

personifikacji  substancji  alkoholowej 

nie  należy  się  chyba  dziwić,  że  np. 

żony  alkoholików  z  nienawiścią  patrzą 

na  alkohol,  że  czują  wstręt  do  osób 

pijących.  Nie  należy  też  się  dziwić 

samym  alkoholikom,  którzy  podejmując 

drogę  trzeźwienia  mogą  również 

odczuwać  nienawiść  do  tej  substancji,  a 

niektórzy wręcz „widzą” na dnie butelki 

ukrywającego  się  szatana.  Gdzie  zatem 

tkwi problem i gdzie szukać prawdziwych 

przyczyn  wielu  dramatów  i  cierpień 

wywołanych alkoholem?

 

Alkohol  jest  darem  Boga.  W 

Piśmie św. spotkamy się nawet ze zdaniem 

”wino  rozwesela  serce  człowieka”.

Sam Pan Jezus podczas wesela w Kanie 

przemienia  wodę  w  wino.  A  podczas 

Ostatniej Wieczerzy podnosi i błogosławi 

kielich  napełniony  winem  i  przemienia 

je w swoją Krew. Mógł przecież wybrać 

do konsekracji napój bezalkoholowy, był 

bowiem  Bogiem  i  wiedział,  że  alkohol 

przyniesie wiele cierpień. Mógł również w 

tym momencie zadziałać profilaktycznie i 

ostrzec świat przed niszczącą siłą alkoholu. 

Nie  uczynił  tego,  ponieważ  problem 

rozgrywa  się  w  ludzkim  sercu  i  sięga 

również świata ciemności – szatana, ojca 

kłamstwa. W tym ludzkim sercu każdego 

dnia rozbrzmiewa głos Boga: „czyń to, a 

tamtego unikaj”, a w stosunku do alkoholu: 

„żyj  tak,  aby  on  nie  opanował  twojego 

serca”. Bóg, więc ostrzega każdego z nas, 

iż alkohol jest dobry, ale nie na wszystko. 

Szatan  zaś  wmawia  współczesnemu 

człowiekowi,  zwłaszcza  młodemu,  że 

Czy szatan ukrywa się 

na dnie butelki z alkoholem?

Alkohol  przyniósł  wielu  milionom  ludzi  na  świecie  ogromne  cierpienie. 

Gdyby alkohol mógł się przedstawić i przemówić, to tak by to mniej więcej 

wyglądało: „Przyznać muszę, że byłem i jestem złodziejem w najgorszym, 

po ludzku sadząc, wydaniu. Kradnę rodzinie najlepszych ojców i synów. 

Kościołowi  najwierniejsze  dzieci.  Ojczyźnie  najzdolniejszych  obywateli. 

Szkole  i  nauce  najtęższe  umysły.  A  jednak  cieszę  się  dotąd  wolnością 

i  mianem  najlepszego  dobroczyńcy  ludzkości,  przyjaciela  człowieka, 

towarzysza  jego  radości  i  smutków.  Bogatych  zamieniam  w  nędzarzy. 

Zdrowych w chorych. Mądrych w głupich. Kołyski w trumny. Miasta w 

cmentarze. Któż mnie nie doświadczył? Któż mnie nie zna? I to dziecko 

mego  przyjaciela  –  pijaka.  Zna  mnie  poniewierana  żona.  Znają  mnie 

dobrze  kapłani,  załamując  ręce  nad    owocami  wieloletniej  pracy.  Znają 

mnie izby wytrzeźwień, sądy, więźenia, ale i szkoły, dyskoteki. Teraz już 

chyba nie muszę się bliżej przedstawiać. Mam nadzieję, że i wy nie zrazicie 

się do mnie i tylko u mnie szukać będziecie mocy, szczęścia, jakiego szukają 

miliony. Mam nadzieję, że was nie zabraknie w mojej armii, z którą od lat 

zdobywam… piekło !”

background image

Franciszkański Świat

alkohol  jest  dobry  na  wszystko.  Jeśli 

zatem  chcesz  się  dobrze  zrelaksować, 

albo  masz  zły  dzień,  przeżywasz  jakieś 

kompleksy, masz problemy z komunikacją 

wśród ludzi, jesteś zalękniony i nieśmiały, 

wówczas szatan podsuwa nam „cudowne 

lekarstwo”  na  wszystko.  Bóg  jednak 

stale  nas  ostrzega:  „alkohol  jest  dobry, 

ale  nie  na  wszystko!”  Przede  wszystkim 

alkohol  nigdy  nie  jest  dobry  w  sytuacji, 

gdy  człowiek  przeżywa  jakieś  problemy 

życiowe,  bolesne  stany  emocjonalne. 

On  rzeczywiście  zmienia  nasze  nastroje 

na  lepsze      i  poprawia  samopoczucie, 

ale  niestety  nie  poprawia  i  nie  zmienia 

naszego  życia.  Powrót  do  życia  po 

chwilowej  zmianie  nastrojów,  staje  się 

po pewnym czasie tak dotkliwie bolesny, 

że człowiek nie wyobraża sobie dalszego 

funkcjonowania 

bez 

chemicznego 

regulatora  własnych  emocji.  Tego  typu 

kłamliwa  filozofia  życia  prowadzi  do 

nadużywania  alkoholu  i  wchodzenia 

na  drogę  uzależnienia.  Taki  stosunek 

do  alkoholu  jest  w  sposób  szczególny 

niebezpieczny  w  wieku  dojrzewania, 

gdy  młody  człowiek  ma  nabywać 

umiejętności  radzenia  sobie  z  własnymi 

emocjami i problemami życia. Ponieważ 

jest on na etapie uczenia się i nabywania 

tych  sprawności,  nadużywanie  alkoholu 

powoduje  ogromne  zniszczenia  w  jego 

psychice  i  kompletną  bezradność  wobec 

własnych,  bolesnych  przeżyć.  Dlatego 

też  w  Stanach  Zjednoczonych  alkohol 

sprzedaje  się  osobom,  które  ukończyły 

21  rok  życia!!!  Osoba  niepełnoletnia 

może  uzależnić  się  w  ciągu  zaledwie 

kilku  miesięcy.  Dziś  z  przerażeniem 

spogląda się na statystyki uzależnień osób 

niepełnoletnich, które zamiast przeżywać 

radość z osobistego rozwoju i dojrzewania, 

muszą  cierpieć  i  leczyć  się  w  klinikach 

psychiatrycznych z powodu psychicznych 

zaburzeń  wywołanych  nadużywaniem 

alkoholu.  Tak  szybko  współczesny 

człowiek  może  stać  się  ofiarą  kłamstw, 

którymi  opluwają  nasz  świat  demony  z 

otchłani piekielnych. A zatem u początku 

wszelkich uzależnień tłucze się w głowie 

człowieka ta kłamliwa szatańska pokusa: 

alkohol, narkotyk może się stać dla ciebie 

twoim „chemicznym przyjacielem”, który 

jest  dobry  na  wszystko.  Gdy  człowiek 

uwierzy  tej  błędnej  filozofii  życia,  sięga 

coraz  częściej  po  ten  „cudowny  napój”, 

a  jego  ciało  krzyczy  wciąż  o  więcej, 

ponieważ  pierwszy  efekt  doznania 

psychicznego  po  upojeniu  alkoholowym 

tą  sama  ilością  wypijanego  alkoholu 

nigdy  się  nie  powtarza,  więc  trzeba 

zwiększać  dawkę.  To  koło  zamachowe 

psychicznego  i  fizycznego  przymusu 

picia popycha człowieka w coraz głębsze 

fazy uzależnienia.

Tak  więc  szatan  nie  ukrywa 

się  na  dnie  butelki  z  alkoholem,  lecz 

w  naszych  słabościach,  wykorzystując 

każdą  ich  szczelinę,  by  przecisnąć  się 

ze  swoim  kłamstwem.  Szatan  również 

ukrywa  się  w  liberalnych  ideologiach, 

które  nakazują  młodemu  człowiekowi 

wybierać  nie  to,  co  wartościowe,  co 

wymaga  wysiłku  i  samozaparcia,  ale 

przede  wszystkim  to,  co  przyjemne  i 

łatwe.  Przyjemną  i  łatwą  rzeczą  jest 

sięgać  po  alkohol  lub  narkotyk,  aby 

choć  przez  chwilę  poczuć  się  lepiej. 

Sługa  Boży  Jan  Paweł  II  zostawił 

dla  młodych  ludzi  prostą  receptę 

życia, by każdy z nas mógł ustrzec się 

przed  niszczącą  trucizną  liberalizmu, 

kłamstwem  szatana  i  przed  samym 

sobą:  „wymagajcie  od  siebie,  choćby 

inni od was nie wymagali”. 

o.Gracjan

background image

2

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Byłem głodny a nakarmiliście mnie...

 

Jezus  przychodzący  w  ubogich,  opuszczonych,  głodnych, 

bezdomnych... Jezus w człowieku spotkanym.

 

Trzeba sobie zdać sprawę, że to przyjście i obecność Pana w ubogich 

świata, wydaje się niezbyt akcentowane we współczesnej duchowości. To 

prawda, znamy słowa Pana, lecz i “poganie” je znają, jeśli interesują się 

literaturą czy sztuką chrześcijańską. Trzeba nam zastanowić się (i oby nie 

tylko zastanowić) nad realizacją tych słów w naszych życiu. Bowiem Słowo 

Pana pada na glebę serc nie po to, by tam tkwić, lecz po to, aby wzrastać i 

plon wydawać.

 

Jak rozumieć Słowa Pana: “Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci 

moich najmniejszych, Mnieście uczynili”(Mt 25,40)? Życie nie oszczędza nam dzisiaj 

spotkań z biednymi, żebrzącymi, bezdomnymi, głodnymi, alkoholikami, narkomanami, 

naciągaczami,  oszustami  itp.  Czy  w  tych  podejrzanych  ludziach  mamy  dostrzegać 

Jezusa?  Gdzie  Go  dostrzec,  w  jakim  momencie  spotkania;  często  przecież,  np.  w 

background image

Franciszkański Świat

spotkaniu  z  alkoholikiem,  czy  oszustem 

nie  doświadczamy  nic  z  Boskości 

Jezusa,  a  nawet  trudno  uchwycić  coś  z 

człowieczeństwa  u  tych  osób.  Jednak 

są  to  ludzie,  równi  w  człowieczeństwie, 

choć życie ich często nie przypomina tego 

- a dzieje się to z winy własnej, częściej 

jednak z winy drugiego człowieka...

Myślę,  że  spotkanie  Jezusa,  Boga-

Człowieka  w  ludziach  dokonuje  się 

na  wzór  spotkania  Eucharystycznego. 

Przychodząc przed Ołtarz Pana, by spożyć 

Jego  Ciało,  nie  widzimy  oczyma  nic 

więcej,  jak  chleb,  smakujemy  -  chleb,  a 

jednak nie poddajemy się temu co mówią 

zmysły, ponieważ pod tymi przymiotami 

ukrywa się sam Bóg. Na ten Chleb należy 

patrzeć oczyma wiary, a smakować sercem 

gotowym  na  przyjęcie  Miłości.  To  serce 

otwarte na przyjęcie Daru, nie jest w stanie 

Go pomieścić i jakby naturalnie dzieli się 

Nim,  nie  z  własnego  bogactwa,  lecz  z 

tego, które zostało w nim złożone. Tak też 

jest  z  człowiekiem,  którego  spotykamy, 

jest  on  darem  posłanym  dla  nas  nie  z 

przypadku, lecz z zamiaru Bożego. Jakże 

czujnym  trzeba  być  każdego  dnia,  jakiej 

wielkiej  wrażliwości  potrzeba  ze  strony 

sługi  Chrystusa.  Bo  Pan  przychodzi 

pod  postacią  sługi  i  oby  sługa  nie  stał 

się  ciemięzcą  Pana.  Człowiek  wiary  w 

spotkaniu z każdą osobą musi odrzucić to 

co podpowiadają zmysły - ponieważ, jak 

w przypadku Eucharystii, bardzo nas one 

mylą. Sługa Chrystusa dozwala na swoistą 

“naiwność”  w  relacji  do  spotkanych, 

obdarza jakby “kredytem zaufania” nawet 

wbrew  logice  tego  świata.  Czyż  taką 

“naiwnością”  nie  obdarzył  nas  sam  Pan 

Jezus Chrystus?

 

Tego uczy nas Święty Franciszek 

-  zwłaszcza  nas  -  skoro  ośmielamy  się 

mówić  o  sobie  jako  o  jego  “duchowych 

synach”.  Obyśmy  byli  nie  tylko  z  jego 

ducha, lecz niech ten duch franciszkowy 

działa  poprzez  nasze  ciała.  Święty 

Franciszek darzył wielkim zaufaniem nawet 

ówczesnych złoczyńców, a to szczególne 

obdarowanie  (przez  osobę,  która  na 

pierwszy  rzut  oka  właściwie  nie  miała 

czym obdarować) owocowało przemianą 

życia. W ten sposób stawał się narzędziem 

pokoju i pojednania; przez swoją wyraźną 

postawę życiową wskazywał jasną drogę 

do  Jezusa  swego  Nauczyciela.  Właśnie 

dlatego  tajemnica  jego  skuteczności  nie 

tkwi w retoryce, wspaniałych hasłach, czy 

“lekkiej”  jałmużnie,  lecz  w  całkowitym 

i  autentycznym  ubóstwie,  a  przez  to 

doskonałej solidarności z potrzebującymi. 

Święty Franciszek dostrzegł w “małych” 

swego Pana, bo starał się być pośród nich 

jeszcze  mniejszym.  Jego  serce  chłonęło 

z  każdej  sytuacji  życiowej,  każdego 

spotkania  naukę  samego  Mistrza.  Nie 

pomijał  okazji  do  spotkania  Jezusa  w 

człowieku. To przecież ubóstwo i pokora 

Jezusa  Chrystusa  pociągnęły  go  do 

przemiany życia. Zaś miejsce jego synów 

jest  pośród  ubogich  i  wyobcowanych, 

aby  żyjąc  wśród  nich  być  rzecznikiem 

sprawiedliwości i pokoju, zwyciężając zło 

przez czynienie dobra (por. OEH 12; CG 

68,1). 

Są to dzieła drobne, bez rozgłosu i reklamy, spełniane w cichości, można by rzec nic 

nie znaczące wobec całego hałasu zła. Stąd pewnie to zdziwienie sprawiedliwych 

z  Ewangelii  wg  św.  Mateusza:  “Panie,  kiedyśmy  Cię  widzieli  głodnego,  a 

nakarmiliśmy Cię?” (Mt 25,37 nn) - święte zdziwienie tych, których ręka lewa nie 

wiedziała co czyni prawa (por. Mt 6,3).     

          

 

 

 

 

 

               o. Tarsyjusz

background image

4

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

Drodzy czytelnicy!

Franciszkański Świat jest czasopismem 

darmowym,  dlatego  z  serca  dziękuje-

my wszystkim, którzy nas wspomagają 

materialnie.  Obecnie  otrzymujemy  od 

Ludzi Dobrej Woli wsparcie finansowe 

w  wysokości  od  200   do   300    złoty   na 

jeden numer Franciszkańskiego Świata.

Koszt  wydruku  jednego  numeru  (ok. 

4000 sztuk) jest jednak znacznie więk-

szy, dlatego dziękując prosimy tych, któ-

rzy mogą i chcą nam pomóc, o wsparcie 

finansowe.

redakcja „Franciszkańskiego Świata”

nr naszego konta:

 15 1020 4027 0000 1702 0313 6991

z dopiskiem - na Franciszkański Świat

Franciszkański Świat

background image

5

Franciszkański Świat

Franciszkański  Świat  -  pismo  Franciszkańskiego  Duszpasterstwa  Młodzieży  prowin-

cji  św.  Franciszka  z  Asyżu.  Twórcami  są  bracia  i  ojcowie  z  Zakonu  Braci  Mniejszych  oraz  czy-

telnicy  Franciszkańskiego  Świata.  Adres  korespondecji:  Klasztor  Franciszkanów  ul.  Gar-

bary  22,  6-867  Poznań;  tel.  (0  6)  85  26  00;  e-mail:  franciszkanskiswiat@tlen.pl. 

Osobą 

odpowiedzialną 

za 

całokształt 

pisma 

jest 

o. 

Jakub  Waszkowiak 

OFM.

Redakcja  zastrzega  sobie  prawo  do  skracania  i  poprawiania  nadesłanych  materiałów.

- do użytku wewnętrznego -

Zapraszamy na naszą stronę internetową:   

           

www.franciszkanie.net

Ilustrujące „Franciszkański Świat” zdjęcia - jeśli nie są podpisane, to pozostają bez związku z 

treścią artykułów; nie odnoszą się do osób, sytuacji ani autorów tekstów. Są „przypadkowe”, 

pochodzą z archiwum redakcji lub od zaprzyjaźnionych osób. 

Na pierwszej stronie znajduje się o. Tytus w Asyżu.

Przypominamy, że zasadą prenumeraty „Franciszkańskiego Świata” jest wcześniejsze zgło-

szenie chęci jego otrzymywania. Można to uczynić listownie, telefonicznie lub pocztą elek-

troniczną.

background image

6

Franciszkański Świat

Deus meus et omnia

www.franciszkanie.net