background image

Antonio Labriola

O socjalizmie

Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (Uniwersytet Warszawski)

WARSZAWA 2007

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 2 -

www.skfm-uw.w.pl

„O   socjalizmie”   („Del   socialismo”)   to   odczyt 

Antonio Labrioli wygłoszony 20 czerwca 1889 w 

Robotniczym   Kole   Studiów   Społecznych   w 

Rzymie. Jego I wydanie nastąpiło w tymże samym 

roku (Perino, Rzym 1889); II wydanie zaś nastąpiło 

w 1904 roku (Mongini, Rzym 1904).

Podstawa niniejszego wydania: Antonio Labriola, 

„Pisma   filozoficzne   i   polityczne”,   tom   2,   wyd. 

Książka i Wiedza, Warszawa 1963.

Tłumaczenie   z   języka   włoskiego,   na   postawie 

zbioru: Antonio Labriola, Scritti vari di filosofia e 

politica, Bari 1906 r.: Barbara Sieroszewska.

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

Ubogi i zdzierca spotkali się;

a wszakże obydwóch oczy Pan oświeca.

Salomon, Przypowieści, XXIX, 13.

Panowie!

Tak, nazywam was panami! I nie myślcie, że tylko przyzwyczajenie sprawia, że i dzisiaj używam 

słowa, jakim zwracam się stale do moich zwykłych słuchaczy. Naprawdę czuję w sobie żywy i uczciwy 

opór wewnętrzny przeciwko zwracaniu się do was inaczej.

Bo i jakże mógłbym użyć tu słowa  bracia,  nie narażając się na zarzut demagogicznej obłudy? 

Wiecie  przecież  dobrze, że  jestem profesorem uniwersytetu  i  że wielka istnieje  różnica  między moim 

trybem życia a tym, jaki prowadzi większość z was, uczestników tego Koła Studiów Społecznych, którzy 

zechcieliście mnie tutaj łaskawie zaprosić, żebym do was mówił. Cóż kiedykolwiek uczyniłem takiego, 

abym mógł szczerze rościć sobie prawo do czynnego braterstwa?

Próżne to złudzenie uznawać za czyn dokonany – daleki cel, do którego się dąży, choćby nawet z 

sercem pełnym nadziei; niebezpieczna to rzecz – mylić pragnienie z czynem! W dzisiejszym społeczeństwie 

torują  sobie  drogi  nowe  prądy  i  wiele  już  oznak  wskazuje  na  żywe  kiełkowanie  posiewu  przyszłego 

braterstwa. Niestety jednak życie obecne składa się całe z walk klasowych, z ohydnych, krzywdzących 

nierówności, z przemocy i wyzysku; toteż wam, robotnikom, mogłoby się wydać zniewagą słowo bracia 

wychodzące z ust kogoś takiego, jak ja, kto pędził dotychczas życie nieomal bierne, poświęcone wyłącznie 

zdobywaniu wiadomości naukowych i sztuce udzielania ich innym poprzez nauczanie i pisanie.

Nie gardźcie jednak nami, pracownikami myśli, tylko dlatego, że nie mamy stwardniałych dłoni i 

żyjąc we względnym dostatku, nie musimy walczyć o chleb powszedni. Pomyślcie o tym, że niemała część 

uczuć, pragnień i dążeń, które wiodą robotników całego cywilizowanego świata ku czemuś nowemu, jest 

owocem i konsekwencją śmiałych wysiłków wybitnych myślicieli, którzy, czy to dzięki bystrości umysłu, 

czy wrażliwości uczuć, odkrywając przyczyny obecnego zła, szukali sposobów jego usunięcia, sposoby te 

głosili,   otwierali   i   poniekąd   prostowali   drogi   do   osiągnięcia   zwycięstwa  sprawiedliwości   społecznej. 

Pozwólcie, że wam przypomnę: socjalizm, jako przekonanie, jako nasz światopogląd, jest nie czym innym, 

niż filozofią nędzy. A teraz pomyślcie, że dzień, w którym dzisiejsze pragnienia staną się rzeczywistością, 

w którym na miejsce chaosu moralnego i ekonomicznego przyjdzie ład społeczny, dający każdemu to, co 

mu się wedle jego zasługi i jego pracy należy – że dzień ten będzie wielkim, wspaniałym zwycięstwem 

myśli ludzkiej i okaże niezaprzeczoną prawdę myśli Platona, że filozofia powinna rządzić republikami.

Nie będę was też głaskał pochlebczym tytułem obywateli. Wszyscy jesteśmy nimi według prawa; 

ale w rzeczywistości większość nosi to miano jak na szyderstwo. Obywatel (cittadino) znaczy władca; oba 

te słowa mogą oznaczać tylko jedną i tę samą rzecz.

Wszystkie rewolucje polityczne na całym świecie przeprowadzane były w ciągu ostatniego stulecia 

z taką intencją i takimi kierowały się uczuciami: żeby nigdy więcej ludzie nie rodzili się jako przykuci do 

ziemi  feudalnej  niewolnicy,  jako   poddani  królów  w  państwach  władzy  absolutnej  i  przywilejów,  jako 

ujarzmieni przez księży kościołów ortodoksyjnych, jako pozbawieni wolności pracy w przemyśle i handlu, 

skrępowani na skutek prerogatyw niezliczonych bractw, cechów i władz municypalnych. Z tego ruchu 

rewolucyjnego zrodziły się instytucje, które określamy niezmiernie elastyczną nazwą instytucji liberalnych: 

równość wobec prawa, wolność sumienia, wolność dyskusji i zgromadzeń, polityczne prawo wyborcze, 

parlamenty,  odpowiedzialność   rządzących.   Ale   ze   wszystkich  tych  swobód   i   praw  niewielu   korzysta, 

niewielu może korzystać, gdyż po upadku feudalizmu i dawnych korporacji powstały nowe rządy klas 

wydziedziczających  i wyzyskujących,  rządy  nie  mniej od  poprzednich ciężkie dla wydziedziczonych i 

wyzyskiwanych – może nawet cięższe i bardziej nienawistne od czasu, kiedy masy nie są już plebsem, ale 

ludem. W bezlitosnej walce między kapitałem a pracą masy robotnicze, zaszczycane przez jeden kwadrans 

w roku przy okazji zgromadzeń wyborczych pompatycznym tytułem prawnym ludu-władcy, a przez resztę 

czasu  faktycznie  będące  niewolnikami  tych,  którzy  dzierżą  w  ręku  środki  produkcji  –  masy  te  żywo 

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 3 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

odczuwają ironią swego losu, haniebną sprzeczność, jaką wytworzyła demokracja polityczna, czyniąc tych 

samych ludzi obywatelami i niewolnikami zarazem.

Demokracja polityczna ze swymi rozległymi obietnicami, niemożliwymi do spełnienia ze względu 

na   ich   iluzoryczność,   zrodziła   kwestię   społeczną   i   sprawiła,  że   za   naszych  dni   rozrosła   się   ona   do 

gigantycznych rozmiarów; jest to problem intelektualny dla tych, którzy ograniczają się do myślenia, dla 

tych zaś, którzy czują swą przynależność do uciśnionych – podnieta i broń służąca agitacji i rewolcie. 

Socjaliści wręcz żądają, aby demokracja przestała być nareszcie kłamstwem o zmiennym obliczu, aby stała 

się  zwykłą  prawdą;   protestują  w  imię  rozumu,  żądają,  aby  uczciwość  społeczna  zwyciężyła  liberalną 

hipokryzję.

Otóż mam uczucie, że słusznie, zgodnie z prawdą dałem wam to miano:  panowie.  Jeżeli wolno 

kiedykolwiek   wypowiadać   wróżby   i   dawać   obietnice   w   imieniu   idei   poruszających   nasze   umysły   i 

rozgrzewających nasze serca, nam, którzy staliśmy się socjalistami przez naukę; jeżeli demokracja nie ma 

pozostać na wieczne czasy pustą nazwą czy gorzej jeszcze – narzędziem wyrafinowanego wyzysku ze 

strony przywłaszczycieli głosów; jeżeli władza ludowa ma oznaczać coś szczerego i prawdziwego – ludzie, 

owi  panowie  na   zasadzie   prawa   natury,  postawią   na   miejscu   obecnej   hierarchii   politycznej   państw 

współdziałanie społeczne dla wspólnego dobrobytu moralnego i materialnego.

Taki jest temat, taki zakres mojego odczytu.

Wy   prosiliście   mnie   o   inny   temat:   uczczenie   pamięci   Komuny.   Trochę   się   broniłem,   trochę 

potargowaliśmy się, w końcu uzgodniliśmy, aby tym odczytem O socjalizmie – rozpocząć serię wykładów 

szkoleniowych, które wasze Koło zamierza, o ile mi wiadomo, prowadzić bądź na publicznych, bądź na 

prywatnych zebraniach.

Obchodów  rocznicowych  mieliśmy  już  aż  za  dużo  w  tym  naszym  kraju,  który  jest  jak  gdyby 

uciemiężony   przez   dumną  tradycję   i   pełen   związanych  z   tym  przesądów;   czas  już  zwrócić   oczy   ku 

przyszłości. Przeszłość nie jest łatwa do poznania, a kiedy się ją bada pilnie i skrupulatnie, wynosi się z tych 

badań duszę pełną rozczarowań.

Przeszłość zawiera w sobie przyczyny teraźniejszości i niemało przestróg nader pożytecznych dla 

uniknięcia powtarzania błędów. Ale o to niechaj się troszczą uczeni!

Otóż ja studiowałem ostatnio, i to bardzo szczegółowo, historię Wielkiej Rewolucji. Z pewnych 

powodów – a wyłożę je w przygotowywanej przeze mnie obecnie pracy na temat socjalizmu – bardzo 

chciałem poznać do gruntu i z całą dokładnością prawdziwe, ukryte i decydujące przyczyny obecnego życia 

społecznego   Europy,   życia,  którego   znamieniem,  niejako   emblematem,  jest   liberalizm  ekonomiczny  i 

polityczny. Jak to się stało, że po entuzjastycznym humanitaryzmie wieku XVIII, który wszystko chciał 

sprowadzić ponownie do prawa natury, przyszło obecne stulecie rozczarowanych i pesymistów? To stulecie 

aroganckiego  kapitalizmu  i groźnego  proletariatu?  Jak  to  się  stało, że  po tak niezłomnych  walkach o 

równość i wolność, po tym, jak święciliśmy ich zwycięstwo, staliśmy się ostatecznie tacy potulni, że nasze 

życie   jest   znowu   życiem   panów   i   sług,   tylko   według   nowego   wzoru,   życiem   wyzyskiwaczy   i 

wyzyskiwanych, tylko według nowego kroju, i że państwa i rządy bronią zawsze mniejszości przeciwko 

większości?

Chcąc jasno dojrzeć przyczyny i pobudki tego stanu rzeczy, zabrałem się do studiów – i nadal je 

prowadzę – nad źródłami tego, co nazywamy nowoczesnym państwem swobód politycznych, gdzieniegdzie 

osiągniętych drogą powolnej ewolucji, we Francji natomiast i w krajach znajdujących się pod jej wpływem 

–   drogą   gwałtownego   kryzysu   zwanego   rewolucją.   W   tej   właśnie   intencji   badam   upadek   starego 

społeczeństwa feudalnego i początki obecnego społeczeństwa, które nazywamy burżuazyjnym. Studia te 

umocniły  mnie  w   moich  socjalistycznych  przekonaniach,   a   także  odepchnęły   mnie  jeszcze  silniej   od 

wszelkich form liberalnego jakobinizmu, bez względu na to, czy przybiera on dumne oblicze cezaryzmu, 

czy poprzestaje skromnie na tym, co w języku prymitywnym, ale odpowiednim do przedmiotu nazwałbym 

chętnie  oszustwem  parlamentarnym.  Kto  wzmacnia swój umysł  tego  rodzaju studiami historycznymi  i 

rozumną obserwacją wypadków, musi przyznać, że socjalizm jest w zakresie myśli – filozofią przyszłości, a 

w duszach dręczonych i uciśnionych jest nową religią równości obywatelskiej.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 4 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

– Cóż za powieści nam tu snujecie? – wykrzykują sceptycy śmiejąc się szyderczo i dodają złośliwie: 

– rozczarowani humanitaryzmem ubiegłego stulecia, przekonani, że liberalizm jest mirażem, niezdolni do 

uczynienia czegokolwiek rozumnego i pożytecznego w chwili obecnej, uparcie trwający w przekonaniu, że 

ludzkość   może   być   doskonała,   dajecie   się   unosić   marzeniom   o   przyszłości.   –   Tak  mówią   sceptycy, 

pyszałkowate miernoty o mieszczańskiej logice. Ale mylą się, tu bowiem chodzi o posiew od dawna już 

wschodzący, który rozwinie się w bujną roślinę; słusznym pragnieniom nadaje się formę konkretnych praw; 

tu nie ma pustej gadaniny ani trwożliwych lamentów, ani majaczeń sennych, ale jest zaczątek nowego 

życia, które kształtuje się najpierw w umysłach, by następnie utrwalić się w rzeczywistości. Stąd biorą się 

prekursorzy i apostołowie, stąd propaganda. Przyszłość skoryguje pod wielu względami obecne poglądy i 

oczekiwania, i nikt wyobraźnią nie może wyprzedzić tych przyszłych przemian; ale jedna zasada trwa i 

trwać będzie niewzruszona: że nie jest prawem natury takie prawo, które oddaje większość w niewolę 

mniejszości, i nieludzka jest społeczność, w której niewolnictwo jest nieuniknione.

Ale tu wysuwają głowę konserwatyści mówiąc: skoro tak ostro krytykujecie instytucja liberalne, 

które pod pozorem popierania wszelkiego rodzaju interesów obywateli oddały rządy, niegdyś sprawowane 

przez   królów   absolutnych,   przez   panów   wielkich   włości   i   uprzywilejowane   korporacje,   w   ręce 

wyzyskiwaczy,  demagogów,  łowców  aplauzu   i   głosów  –  czyż  nie   lepiej  powrócić  do  dawnych  form 

państwowości, zaufać i zdać się ze wszystkim na władców-filantropów i oświeconych ministrów?

Mylicie się. Socjaliści nie chcą ustępstw, lecz zdobyczy; uważają swobody polityczne za sprężynę, 

za bodziec do nowej pracy, nowego ruchu. One to właśnie, swobody polityczne, ujawniają kontrast między 

sytuacją   obywatela   sformułowaną   teoretycznie,   powiedziałbym   –   niemal   idealną,   a   rzeczywistymi 

warunkami życia ludzi pracy. Nie odrzuca się swobód politycznych, tylko chce się je uzupełnić. Nie robi się 

kroku   wstecz,   lecz   szereg   kroków   naprzód,   poza   demokrację   polityczną.   Dąży   się   do   stworzenia 

ekonomicznych podstaw do władzy ludu, a ekonomii chce się przydać cechę moralności. Szuka się nowego 

prawa, które uczyniłoby sprawiedliwość rzeczywiście jednaką dla wszystkich. Jest to walka między prawdą 

a zakłamaniem!

Socjalizm   –   doktryna   apostołów,   prekursorów,   tych,   którzy   wstrząsają   śpiącymi   –   dąży   do 

rozwiązania   problemów,   o   których   istnieniu   sceptycy   nie   wiedzą,   które   liberałowie   odsuwają   w 

nieokreśloną  przyszłość,  a demagodzy  wykorzystują.  Żaden  człowiek  nie  będzie niewolnikiem  innego 

człowieka, żaden człowiek nie będzie narzędziem bogacenia się innych  – oto najogólniejsze kanony, z 

których wypływają zasady szczegółowe i które, jako narzędzie krytyki i jako siła rewolucyjna, otwierają 

nowy okres idei i rzeczywistości historycznej, zapoczątkowują nowe prawo i nową moralność.

– Jak to, a więc prawo i moralność nie są niezmienne i absolutne? – wykrzykną ze swoich starych 

katedr wielcy doktorzy i mali doktorkowie, usiłujący zatrzymać wschodzące słońce nowej społeczności 

zaklęciami formułek i abstrakcyjnych definicji. Och, to stare żelastwo formułek, uświęconych w czasach 

wyzysku i przemocy absolutnych królów, papieży i cesarzy, teraz zaś gotowych podjąć wierną służbę u 

nowych   królów   banków   i   przemysłu,   skoro   samowoli   potężnych   trzeba   dać   pieczęć   parlamentarnej 

praworządności!

Otóż  właśnie  absolutne  zasady  prawa   i  moralności  my,  socjaliści,  chcemy   przełożyć  na   język 

praktyczny i dlatego poddajemy gwałtownej i ostrej krytyce wszelkie zasady prawne broniące interesów 

mniejszości   przeciwko   interesom   wszystkich,   dlatego  walczymy  w   imię   prawa   społecznego   i   prawa 

prywatnego,   dlatego   chcemy,   aby   prawnicy,   adwokaci   i   sędziowie   byli   rzecznikami,   opiekunami   i 

obrońcami ludu, a nie uosobieniem egoizmu klasowego.

Czyż  nie   widzą  wcale  doktorzy  starych   katedr,  że   najnowsza  nauka   prawa   i   ekonomii,   precz 

odrzuciwszy stare i nowe uprzedzenia, ze szczerym wysiłkiem stara się poznać przede wszystkim człowieka 

i jego potrzeby, aby z samych tych potrzeb wydobyć zasady kolektywności? Ta krytyka starych systemów 

jest, jak dotąd, największym tryumfem  socjalizmu naukowego,  który, pewny siebie jako teoria, mierzy 

transformację  miarą stuleci, podczas  gdy  udręczeni,  uciśnieni i wynędzniali, którzy choć  z  imienia  są 

obywatelami, w rzeczywistości pełnią rolę niewolników, przygotowują w duszach i zamierzeniach swoich 

najnowszą rewolucję socjalną.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 5 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

Nie chcę tu rozstrzygać doniosłej kwestii, czy mianowicie nowy ruch społeczny powinien wywołać 

kryzys,  to  jest  gwałtowne  rozdarcie  ładu  społecznego,  które  pospolicie  nazywa  się  rewolucją,  czy  też 

możliwe jest drogą powolnego działania zaszczepiać nowe formy na wspólnym pniu instytucji liberalnych. 

Ja osobiście skłaniam się ku temu drugiemu poglądowi. Nie zamierzam też poruszać innego zagadnienia: 

czy nowy ruch wywoła jednakowe skutki w całym świecie cywilizowanym, jak to leżało w planach sławnej 

pamięci Międzynarodówki, czy też formy jego i przebieg będą się zmieniały w zależności od warunków 

miejscowych, jak przypuszczają niektórzy socjaliści angielscy i jak, pozwolę sobie dodać – sądzę i ja.

W   każdym  wypadku  faktem   jest,   że   nowa   rewolucja   socjalna   napotyka   i   napotykać  będzie 

przeszkody znacznie większe od tych, z jakimi przychodziło się zmagać w walce o powszechną wolność 

polityczną. Wówczas walczyło się z wrogiem widzialnym, niewątpliwym, teraz walczy się z wrogiem 

ukrytym, działającym podstępnie, częstokroć głaszczącym i schlebiającym tym, których krzywdzi.

Powiem jaśniej.

Wielkie natarcie rewolucji politycznej wymierzone było przeciwko królom absolutnym, których 

przekonanie o własnym prawie skłaniało do zupełnie jawnej samowoli; przeciwko feudałom, którzy z 

wysokości   swoich   zamków  gnębili   ubogich   chłopów,   bądź   niewolnych,   przykutych   do   ziemi,   bądź 

oplatanych siecią wszelkiego rodzaju ciężarów; przeciwko eksploatatorom dóbr kościelnych, dzień po dniu 

znieważającym religię Chrystusa w gołosłownych kazaniach wygłaszanych we wspaniałych pałacach i 

majestatycznych   klasztorach;   przeciwko   władzom  cechowym,   podporządkowującym   pracę   sztucznym 

przepisom   korporacji   cechowych,   od   dawna   już   martwych;  przeciwko   sądownictwu   rządzącemu   się 

przywilejami,   traktującemu   wymiar   sprawiedliwości   jako   swoją   prywatną   domenę;   przeciwko   nie 

kończącym się utrudnieniom, jakich przemysł i handel doznawały ze strony poborców ceł i podatków i 

patrycjuszowskich zarządów miast.

Wróg   był   widzialny,   warunki   walki   wyraźne.   Chciano   osiągnąć   to,   co   obecnie   nazywamy 

powszechnymi  prawami   obywatelskimi.   W   sumie   wziąwszy,  zasadzają   się   one   na   tym:   nikomu  nie 

wzbrania   się   bogacić   i   piąć   się   w   górę,   byleby   się   okazał  zdolniejszy  od   innych.   Stąd   zrodziła   się 

konkurencja   –   zacięta   walka   słabych   przeciwko   silnym,   uczciwych   przeciwko   chytrym.   Ale   nowe 

przywileje tych, którym się poszczęściło, są jeszcze wstrętniejsze i bardziej egoistyczne niż te dawne. Nowi 

uprzywilejowani, jako ci, którzy wyszli z walki zwycięsko, trwają w postawie obronnej, nie korzystają ze 

swych   przywilejów   spokojnie,   gdyż   nie   są   ich   pewni,   a   to   prowadzi   do   ekscesów   egoizmu   iście 

kanibalskich.

Rok 89 był radosny. Proletariusze wsi i przedmieść ruszyli, weseli i ufni, brać odwet na zamkach, 

pałacach   i   klasztorach,  mścić   się   za   podatki,  dziesięciny   i   krzywdy   sądowe,   przeciwko   królewskim 

żołdakom i pachołkom miejskim. Uroczyście święcono zdobycie powszechnych swobód. Później przyszedł 

zapał   wyborów:   wybierano   rady   i   zgromadzenia   wszelkiego   rodzaju,   wybierano  sędziów,   biskupów, 

proboszczów i oficerów Gwardii Narodowej. Większą część dawnej własności likwidowano z pośpiechem i 

zapałem; radość trwała szereg lat, nie mącona, przeciwnie, uświetniana przez gilotynę, która wydawała się 

bronią zwycięskiego rozumu.

Ale oto z fermentu rodzą się nowe idee, a z potwornego terroru –  trzy nowe plagi społeczne. 

Pospieszna likwidacja dawnej własności feudalnej zrodziła kapitalizm; z patriotycznego zapału zrodził się 

militaryzm;   system   wyborów   politycznych   otworzył   drogę   szarlatanerii   demagogów.   Nasze   stulecie 

odziedziczyło po tamtym  trzy uroczyste kłamstwa.  Pierwsze – że skoro wszyscy mogą uczestniczyć w 

konkurencji, zwycięstwo w wyścigu jest zasługą; drugie – że chwała wojenna jest miarą wartości narodów; 

trzecie – że system wyborczy niesie zbawienie narodom i postęp państwom. Pierwsze kłamstwo służy do 

maskowania   panoszącego   się   kapitału;   drugie   służy   do   podtrzymywania   przewagi   brutalnej  siły   nad 

spokojną   pracą;  trzecie   wypycha  na   czoło   życia   publicznego   zawodowych  intrygantów,   fabrykantów 

popularności, schlebiających słuchaczom na wiecach, a później, po wejściu do parlamentu, demaskujących 

się jako sługi kapitału i chwalcy militaryzmu.

I to jest właśnie wielką zasługą socjalizmu: że ujawnił i opisał prawdziwą naturę najnowszego 

wroga – kapitału; że napiętnował publicznie szarlatanów, hipokrytów i demagogów liberalizmu.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 6 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

Ale jeśli nielicznym filozofom i przejętym entuzjazmem masom względnie łatwo było dostrzec i 

celnie uderzyć w przedstawicieli tyranii, to nierównie trudniej jest dzisiaj odpierać skryte zakusy utajonego, 

bezosobowego  wroga, jakim jest  kapitał, i uchronić  się  przed  liberalnymi podstępami.  Banku,  na tyle 

różnych   sposobów   usidlającego   świat   pracy,   nie   da   się   zaprowadzić  na   szafot,   jak   Ludwika   XVI. 

Spiżowego prawa płacy nie da się zdobyć, jak zamek czy fortecę. Społecznej organizacji pracy nie da się 

zaimprowizować,  jak  Gwardię   Narodową.   Robotnicy   nie  stworzą  zwartej  falangi   kooperatyw  z  takim 

samym  entuzjazmem,  jaki  w   roku  93  popchnął  proletariuszy  na   granice,  aby  tam  gotowali  ojczyźnie 

zwodniczą chwałę orężną Napoleona, a własnym dzieciom nędzny los wyrobników. Tu nie wystarczy 

retoryka  żyrondystów   ani  zuchwałość   jakobinów.  Tu  w  grę  wchodzi   wysiłek   olbrzymi,   różnorodny  i 

długotrwały, taki, jaki jest potrzebny do regeneracji całego społeczeństwa.

Wiek XIX ze swymi częściowymi zwycięstwami liberalizmu i rozczarowaniami, które przyniósł, 

oznacza tylko początek procesu. Mamy dopiero świt. Dwóch rzeczy potrzeba, żeby pójść naprzód: aby 

wzrosła liczba socjalistów teoretyków i aby wytworzył się i umocnił w robotnikach duch klasy, duch 

wspólnoty, aby nie dali się biernie unosić fali od próżnej nadziei na nagły przewrót – do ślepej wiary w 

cezaryzm, wciąż się na nowo odradzający. O, rozczarowania ludu paryskiego, podburzanego do buntu przez 

inicjatorów coraz to nowych monarchii i republik i zawsze zdradzanego po zwycięstwie! Bo tego, kto czyni 

z siebie owcę, zawsze wilk pożera. O, hańbo czerwca po chwale lutego 48 roku! O, krwawe dni majowe 

roku 71, po sierpniowym zrywie roku 70!

To właśnie są źródła kwestii robotniczej. To racja bytu socjalistów jako partii. Stąd ich nieufność 

względem burżuazji. Stąd tarcia w obozie demokracji. Niemcy są może jedynym krajem, który posiada już 

partię   socjalistyczną   trwale   ukonstytuowaną   –   dzięki   bardzo   rozpowszechnionej   kulturze   ludowej   i 

geniuszowi   tych,   którzy   ów   ruch   zapoczątkowali,   oraz   nawykowi   do   refleksji   i   dyscypliny,   silnie 

zakorzenionemu w tym narodzie. Socjalistów tych hartują od dziesięciu lat trwające prześladowania ze 

strony rządu, który reprezentuje interesy posiadających oraz walczy mocno i otwarcie za sprawę, której 

postanowił  bronić;   jest   to   rząd   jawnych   konserwatystów,  a   nie   Rabagasów,   konserwatystów,  a   nie 

dwulicowców, którzy paradują wobec ludu w czapce frygijskiej, by odrzucić ją z chwilą dojścia do władzy.

Tam,  gdzie   brak   żywego   wyczucia   kwestii   robotniczej   i   trwałej   więzi   między   ludźmi   pracy, 

socjalizm jest pustym słowem. Gdyż nie chodzi tu już o próżne zrywy buntu ani o lamenty, nie chodzi o 

przerobienie   natury  ludzkiej,   ale   o   osiągnięcie   jasno  określonego,   praktycznego   zwycięstwa  pewnych 

określonych zasad.

Oto one: Prawo do życia; prawo do kultury; prawo do pracy; prawo do pełnego wynagrodzenia za  

wykonywaną pracę.

Będę się streszczał.

Osierocone   dzieci,   ślepcy,   ułomni,   chorzy,   starcy   niezdolni   do   pracy,   ludzie   wędrujący   w 

poszukiwaniu   nowego   miejsca   zamieszkania   w   związku   z   przeludnieniem   –   oto   ci,   których   dotyczy 

najbardziej elementarne prawo do życia.  Obecnie wspomaga ich prywatna dobroczynność, ale na ślepo i 

dorywczo   albo  przez   egoizm   i   próżność,   w   postaci   na   przykład  kiermaszów  i   went  dobroczynnych; 

wspomaga   ich   także,   ale   również   dorywczo   i   przypadkowo,   dobroczynność   pobożna,   żerująca   na 

dziedzictwie   przesądów,   dążąca   do   ujarzmienia   duszy   drogą,   skąpego   nader,   podtrzymywania   ciała; 

pomagają wreszcie rządy i gminy, ale tylko wtedy, kiedy pobudzi je do tej akcji strach, w momentach 

ciężkich kryzysów – w sposób upokarzający, w imię politycznego interesu. Zresztą większość tych ludzi, 

zdana   na  łaskę  przypadku,  spada   poniżej  poziomu  ludzkiej  egzystencji,  ulega  zezwierzęceniu,  tępieje, 

demoralizuje się. Stąd buntownicy z instynktu, stąd złodzieje, bandyci, wszelakie męty społeczne.

Pomoc społeczna, legalna, unormowana, trwała, światła i sprawiedliwa, nie krzywdząca pracy na 

korzyść próżniactwa, musi zastąpić wszelkiego rodzaju filantropię, uprawianą z próżności czy dla interesu, 

położyć   kres   kościelnemu   i   politycznemu   wykorzystywaniu   dobroczynności.   Przykładem   godnym 

naśladowania, choć wymagającym licznych poprawek, jest tu Anglia, która trzy stulecia poświęciła na 

zorganizowanie pomocy dla ubogich, od czasu kiedy wielka Elżbieta obarczyła tym obowiązkiem gminy po 

zniesieniu   klasztorów.   Klerykali   nazywają   konfiskatę   i   sprzedaż   dóbr   kościelnych   i   klasztornych 

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 7 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

bezprawnym przywłaszczeniem. Kradzież – owszem, ale nie własności biskupów, przeorów i opatów, lecz 

mienia   biednych,   gdyż   z   tego   mienia   biorą   się   bogactwa   Kościoła.   My,   socjaliści,   powracamy  do 

chrześcijańskiej koncepcji społeczeństwa jako instytucji ludzi biednych: nie opatrzność z zaświatów, ale 

opatrzność ziemska. My, socjaliści, mamy odwagę głosić się chrześcijanami lepszymi od księży, a nawet 

jedynymi chrześcijanami naszego stulecia.

Prawo   do   kultury  daje   się   określić   zwięźle   i   niedwuznacznie:   dać   wszystkim  najogólniejsze 

wiadomości   i   rozwinąć   elementarne  uzdolnienia   poprzez   szkołę   rzeczywiście   ludową.   Dwie   ludzkie, 

społeczne tendencje: sprawić, aby wszyscy wkraczali w życie świadomi własnych sił i zdolni do wybrania 

sobie odpowiedniej pracy; znieść możliwie największą ilość spośród sztucznych różnic, zostawiając miejsce 

dla   tych   tylko,   które   wynikają   z   inteligencji,   powołania,   zdolności.   Taka   jest   idea   szkoły   ludowej 

przyszłości;  powinna  ona  zapoznać  wszystkich  jednako  z pierwszymi elementami wiedzy  i  umożliwić 

każdemu wzniesienie się tak wysoko, jak mu na to pozwolą jego osobiste zdolności. Obecny stan rzeczy jest 

wprost przeciwny: nieliczni, którzy przypadkowo, dzięki sprzyjającym okolicznościom weszli w szranki 

sztuki i wyższych studiów (niechaj mi wybaczą ci studenci, którzy tu słyszą moje słowa), uważają się za 

uprzywilejowanych umysłowo, dlatego że są uprzywilejowani pod względem środków materialnych, i z 

góry spoglądają na masy odsunięte od kultury; uzurpują oni sobie na swój prywatny użytek naukę, która jest 

dobrem   ludzkości   –   jako   lekarze,   inżynierowie,   adwokaci,   farmaceuci   spekulują   na   przyrodzonych 

niedolach, na potrzebach i cierpieniach społecznych. Wiele z tych zawodów, zwanych jak na szyderstwo 

wolnymi, zniknie, a raczej przybierze postać obowiązkowych usług publicznych, tak by współzawodnictwu 

podlegało to tylko w człowieku, co jest związane z geniuszem, wiedzą, sztuką, natchnieniem moralnym.

Prawo do pracy wyraża coś dokładnie przeciwstawnego w stosunku do zasady swobodnej umowy, 

na której opiera się obecny ustrój społeczny, toteż nie da się ono zrealizować bez zmiany podstawowych 

warunków życia gospodarczego. Odkąd zasady liberalne zatryumfowały w końcu nad starymi klasami i 

starymi  przywilejami,   wykonywanie   zawodów,   sztuk   i   rzemiosł   związanych   z   produkcją   i   handlem 

przestało być uzależnione od uprawnień nadawanych przez cechy, od terminatorstwa, patentów i koncesji. 

Mentalność robotników i ludzi pracy w ogólności, wyrobiona przez współzawodnictwo, wyostrzona przez 

szybki   postęp   techniczny,   stała   się   w   krajach   o   wyższej   cywilizacji   mentalnością   ludzi   wolnych, 

wnoszących w walkę o byt żywe poczucie godności osobistej i szlachetną ambicję niepoddawania się 

żadnemu nowemu jarzmu.

Ale tu zachodzi pewna specyficzna sprzeczność: O ile wolno każdemu jako robotnikowi zaoferować 

własną pracę, to natomiast, w wyniku tychże samych zasad wolnej konkurencji, nie ma takiego wytwórcy, 

przedsiębiorcy, kapitalisty czy handlowca, który miałby obowiązek pracę tę nabyć. Praca ma swój własny 

rynek, a konkurencja, obniżając jej wartość, sprowadza ją do rangi towaru – towaru ludzkiego, co daje 

początek nowemu niewolnictwu. Szczupły zespół wielkich właścicieli i kapitalistów panoszy się pewnie i 

niezachwianie, pod złudnym tytułem wolności, w świecie politycznym i społecznym. W porozumieniu z 

nimi poczynają też sobie mniejsi kapitaliści i właściciele, powodowani chęcią wspięcia się wyżej drogą 

ucisku   i   wyzysku   robotników.   Ci   zaś,   w   teorii   wolni,   obywatele   pod   naciskiem   potrzeby   stają   się 

najemnikami.   Zależni   od   zmiennej   koniunktury   rynkowej,   której   mechanizmu   nie   znają,   podlegają 

kryzysom rzeczywistym i sztucznym; prawie nigdy nie podnoszą się ze swojej kondycji proletariuszy; stale 

żyją w nędzy, często w rozpaczy.

Przeciwko zasadzie swobodnej umowy występuje socjalistyczne pojęcie prawa do pracy, dążące do 

wyeliminowania konkurencji, zniesienia wytwórczości prywatnej i zastąpienia konkurencji zasadą interesu 

powszechnego, a wytwórczości prywatnej – wytwórczością przedsiębiorstw kolektywnych; do uczynienia 

robotników członkami jednej wielkiej rodziny, w której los każdego z nich jest zagwarantowany interesem 

wspólnym. Protestując przeciwko chaosowi swobodnej umowy, socjaliści głoszą się reorganizatorami życia 

społecznego.

Tylko  w  społeczeństwie  socjalistycznym  możliwe  będzie  wynagrodzenie  każdego  według  jego 

zasługi i włożonej przez niego pracy. Obecnie masa wytworzonych towarów zostaje rozdzielona pomiędzy 

właściciela   gruntów   –   tytułem   renty,  przedsiębiorcę   –   tytułem   zysku,   posiadacza   kapitału  –   tytułem 

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 8 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

procentu, władze państwowe – tytułem podatków i opłat, oraz na koniec – pomiędzy robotników tytułem 

wynagrodzenia za pracę. Oni, wytwórcy tego wszystkiego, otrzymują nie równowartość swego produktu, 

ale  minimum egzystencji,  i nawet to nie zawsze, gdyż  przyciśnięci  nędzą,  padają nieświadomą  ofiarą 

ślepego i nieubłaganego mechanizmu walki o byt.

W przyszłej organizacji społeczeństwa całość wyprodukowanej masy towarowej dzielona będzie na 

dwie tylko części: na fundusz publiczny przeznaczony na zaspokajanie potrzeb ogólnych oraz fundusz 

wynagrodzeń – każdemu ściśle według wykonanej przez niego pracy.

Wolność, którą legitymuje się nasz obecny ustrój społeczny, jest wolnością negatywną. Treść jej jest 

następująca: wszystkim wam wolno szukać pracy, a zadowolicie się taką płacą, jaką uda wam się uzyskać. 

Pozytywna będzie natomiast wolność socjalistyczna: wszyscy obowiązani są pracować, oprócz tych, którzy 

podpadają pod opiekę społeczną; wynagrodzenie obejmie większą część tego, co obecnie pochłaniają renta, 

zysk i procenty od kapitału.

Oto uzupełnienie ekonomiczne i uwieńczenie moralne swobód politycznych!

Ale jakie są drogi, jakie środki wiodące do zwycięstwa tych zasad, do tego, by przeniknąwszy do 

umysłów i dusz, przyniosły odnowę społeczeństwa?

Sposób pierwszy, bezpośredni, uczciwy i pewny – to propaganda. Po to, by pewne rzeczy nastąpiły, 

trzeba, aby niektórzy je obmyślili i aby wielu w nie uwierzyło. Zaczynać trzeba od uczuć; z chwilą kiedy w 

nich nastąpi odnowa, przyjdzie też nowa wola i nowy czyn. Trzeba zbudzić śpiących, którzy jak niewolnicy 

nieświadomi własnej niewoli przyjmują zapłatę za pracę jak łaskę, jak szczodry dar. Gdy się już obudzą, 

trzeba zaprawiać ich do postępowania prawdziwie braterskiego w ich własnym gronie, przygotowując ich 

do   powszechnego   braterstwa   w   przyszłości.   Poruszyć   i   podsycać   we   wszystkich   dumne   poczucie 

obywatelstwa, które jest zaczątkiem wszelkich form patriotyzmu lokalnego, regionalnego i narodowego, 

źródłem ofiarności, zaprawą duchową do żywiołowej wspólnoty. Pozyskać dla sprawy społecznej czynne i 

inteligentne  jednostki   klas   uprzywilejowanych.   Naukowiec,   profesor,   mieszczuch,   kapitalista,   który   z 

przekonaniem wejdzie na drogę socjalizmu, ma większe znaczenie niż stu, a nawet tysiąc proletariuszy, 

gdyż jest żywym dokumentem słabnięcia egoizmu wśród tych najsilniej zainteresowanych, jest dowodem 

ideowego   uznania   za   nieuniknione   –   zwycięstwa   sprawy,  która   wśród   udręczonych   i   krzywdzonych 

znajduje wyraz w namiętnych porywach buntu.

Środkiem życiowym, praktycznym i skutecznym jest stały nacisk pracy na kapitał: strajki stają się 

regulatorem podwyżki płac, a ludzka godność utwierdza się w ograniczaniu godzin pracy. Potrzebny jest na 

to żywy duch klasy, ta praktyczna szkoła oporu, zaprawa do przyszłych zwycięstw. Duch ten nie może być 

jedynie narodowy, powinien być międzynarodowy. Będzie on bronią moralną i ekonomiczną do zwalczania 

narastającego  militaryzmu,  który   dla   jednych   stanowi   patriotyczny   miraż,   dla   innych   chorągiew 

dynastyczną,  ale   w   gruncie   rzeczy  jest   narzędziem   kapitału   i   wielkiego   przemysłu:   bo   czy  państwo 

wychodzi z wojny zwycięskie, czy zwyciężone, dla bankierów i spekulantów zawsze jednakie to święto.

Pożyteczną rzeczą jest spółdzielczość, byleby nie wyrodziła się w egoizm kolektywny pewnego 

odłamu robotników, skierowany przeciwko wszystkim pozostałym.

Udział robotników w życiu politycznym powinien być gorliwy, trwały, namiętny; nie tylko dlatego, 

że jest to doskonała zaprawa do uspołecznienia, ale dlatego także, aby ze wszystkich stron wywierać nacisk 

na   gospodarkę   finansową  i   uczynić   ją   zdolną   do   zaspokajania   najogólniejszych   potrzeb   tych,  którzy 

najmniej posiadają.

Spółdzielczość, gmina i państwo – oto trzy elementy tego społeczeństwa, które nie będzie się już 

składało z wyzyskiwanych i wyzyskiwaczy.

Dziękuję wam, żeście mnie zaprosili, bym tu u was przemawiał. Jeżeli ten początek wyda się wam 

użyteczny, prowadźcie tę rzecz dalej. Jeżeli będziecie nadal uprawiali ten rodzaj szkoleniowych zebrań, 

Koło Studiów Społecznych  nie będzie pustą nazwą. Wniesiecie nowe światło w wasze umysły, a z nich 

rozszerzy się ono na umysły wielu, wielu innych. Dopomożecie wielu robotnikom, którzy na próżno starają 

się podnieść swoją godność ludzką i świadomość obywatelską i którzy z braku środków i wskazań trwają w 

leniwej bierności dawnego plebsu albo popadają w nią z powrotem. Jeżeli chcecie dalej prowadzić tę akcję, 

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 9 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Antonio Labriola – O socjalizmie (1889 rok)

zwróćcie się nie do jednego czy dwóch, ale do wielu takich, którzy mogą dopomóc wam radą i wskazówką. 

Wielkich idei nie dźwiga na plecach jeden człowiek, ani też nie ciągnie się ich na nitce rozumowania czy 

przemowy.   Potrzeba   pionierów,   potrzeba   wytrwałych   pracowników   dnia   powszedniego,   potrzeba 

płomiennych duchów i spokojnych dyskutantów, entuzjastów i krytyków, burzycieli i budowniczych: każdy 

niech spełnia swoją część.

Jestem socjalistą na swój własny sposób; zdecydowany jestem nie oddalać się od linii przekonań 

naukowych,   przezwyciężać   swoje   namiętności   i   nie   sekundować   namiętnościom   innych.   Nie 

uczestniczyłem nigdy i nie uczestniczę w życiu konwentykli, stowarzyszeń i lig. Nie wierzę w nic, co jest 

sztuczne,  i   odpycha  mnie  wszystko,   co  gwałtowne.  Zaledwie  trzy  miesiące  temu  wstąpiłem  do  Koła 

Radykałów i po raz pierwszy w życiu przekroczyłem próg jakiegoś klubu. Nie uczyłem się socjalizmu ze 

słów   żadnego   wielkiego   mistrza   –   wszystko,   co   z   tej   dziedziny   wiem,   zawdzięczam  książkom.   Do 

socjalizmu  przywiodła  mnie  niechęć  do  obecnego  ustroju  społecznego  i  bezpośrednie  studia  nad   tymi 

sprawami. Od roku 1873 począwszy występowałem przeciwko kierowniczym zasadom ustroju liberalnego

1

, 

a   od  r.  1879  zacząłem  kroczyć  drogą  nowej  wiary  intelektualnej,  w  której  utwierdziły  mnie   studia   i 

obserwacje ostatnich trzech lat. Każdy ma własne drogi i własny temperament duchowy.

Kończę słowami płynącymi z głębi mojej duszy.

W   tym  kraju,  klasycznym  gnieździe   srogiej   tyranii  duchowej,   na   tej   ziemi  papieży,  księży   i 

mnichów uzurpujących sobie tytuł świętości – na tej ziemi bardziej niż gdziekolwiek indziej konieczne jest, 

aby zrodził się i rozwinął duch prawdziwego chrystianizmu. My jesteśmy prawdziwymi uczniami Jezusa z 

Nazaretu, którego uznano za Boga – tak dalece jego ludzka natura wolna była od wszelkich przejawów 

egoizmu; Jezusa, głosiciela Królestwa Bożego, władztwa pokoju i miłości, które nadejdzie i urzeczywistni 

się poprzez nasze czyny i nasze uczucia.

1

 Labriola czyni tu aluzję do swojej książki O wolności moralnej, Neapol 1873. (Przyp. red. wł.).

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 10 -

www.skfm-uw.w.pl