background image

\

I

o.  Leon Beiugny Dyczewski OFMConv.

ŚWIĘTY MAKSYMILIAN MARIA KOLBE

I.  RODZINNE PODSTAWY

Rajmund  Kolbe  —  dzisiejszy  św.  Maksymilian  —  urodził  się  8  stycz­

nia  1894  roku  w  Zduńskiej  Woli.  Rodzice  Rajmunda  pochodzili  ze  sta­
rych  rodzin  tkackich,  pielęgnujących  najlepsze  tradycje  samodzielnych 
rzemieślników.  Juliusz  Kolbe  był  wysoki  i  dobrze  zbudowany.  Włosy 
miał  ciemne  i  czesał  je  na  jeża.  Był  pogodny  i  wesoły.  Lubił  wdać  się 

z  kimś  w  rozmowę  i  pożartować,  zachowując  przy  tym  takt  i  nie  ura­
żając  nikogo.  Nie  kłócił  się  i  nie  obrażał.  Można  mu  było  wszystko  po­
wiedzieć.  Łatwo  nawiązywał  kontakty  z  ludźmi,  doprowadzał  je  często 
do  przyjacielskich  związków.  Chętnie  angażował  się  w  pracę  społeczną. 
Wykazywał  dużo  inicjatywy  w  poszukiwaniu  lepszych  warunków  życia. 
Był niespokojnym duchem. Wciąż szukał czegoś nowego.

Jego  żona  Marianna  z  Dąbrowskich  była  niską,  raczej  drobną  sza­

tynką.  Czesała  się  bezpretensjonalnie,  splatając  włosy  w  warkocz  i  za­
pinając  go  w  kok.  Ubierała  się  skromnie  ale  starannie,  lubując  się  w 
ciemnych  kolorach  przede  wszystkim  w  czarnym.  Była  opanowana,  ła­
godna,  pogodna  i  uprzejma,  raczej  skromna  i  nieśmiała,  cicha  i  mało­
mówna,  ale  sprowokowana  do  rozmowy  chętnie  ją  podtrzymywała  i  an­
gażowała  się  w  sprawy  poruszane  przez  rozmówcę.  Nie  stroniła  od  lu­

dzi.  Brała  udział  w  okolicznościowych  zabawach  zachowując  przyzwoi­
tość  i  umiar.  Była  gospodarna,  zaradna,  pełna  energii  i  nad  podziw  pra­
cowita.  Dominowała  nad  swoim  małżonkiem  umiejętnością  organizowa­
nia życia rodzinnego.

Marianna  Dąbrowska  i  Juliusz  Kolbe  związek  małżeński  zawarli  5 

października  1891  roku  z  Zduńskiej  Woli.  Z  dużą  energią  zabrali  się  do 
organizowania  życia.  W  tymże  mieście  wynajmują  dom  i  zakładają  pra­
cownię  tkacką.  Od  szóstej  rano  do  ósmej  wieczorem,  z  przerwami  na 
śniadanie,  obiad  i  podwieczorek,  rozlega  się  w  domu  stukot  czterech 
warsztatów tkackich. Pracuje na nich dwóch terminatorów i czeladnik/

background image

Stmęty Maksymilian Maria Kolbe

m

Juliusz  dozoruje  ich  pracę,  uczy  rzemiosła,  odstawia  gotowy  materiał  do 
nakładcy  i  pobiera  od  niego  surowiec  do  dalszej  produkcji.  Marianm 

zaś  zajmuje  się  gospodarstwem  domowym  i  wychowywaniem  dzieci: 

najpierw  Franciszka,  który  urodził  się  niespełna  rok  po  ślubie,  a  potem 

Rajmunda.

Unormowany  tryb  życia  rodziny  Kolbów  nie  trwa  długo.  Załamuje 

się  on  wraz  z  rozwojem  kryzysu  w  przemyśle  włókienniczym  Królestwa. 

Ostry  kryzys  wystąpił  w  latach  1889—1892,  a  dla  rzemieślników  trwa 

dłużej.  Rozwijający  się  bowiem  wielki  kapitał  zachłannie  uzależnia  od 
siebie  drobnych  wytwórców  i  tysiące  rzemieślników,  dotychczas  dobrze 

prosperujących,  nie  wytrzymując  konkurencji  z  szybko  rozwijającymi 

się  fabrykami,  upada.  Muszą  szukać  pracy  najemnej  w  fabrykach.  Taki 

też  los  spotyka  Kolbów.  Nie  czekają  na  zupełne  bankructwo.  W  porę 

sprzedają  warsztaty  tkackie  i  w  nadziei  znalezienia  dobrze  płatnej  pra­

cy przenoszą się do Łodzi.

Łódź  z  małej  osady  szybko  przemieniała  się  w  miasto  typowe  dla 

wczesnego  kapitalizmu.  Bez  planu  i  wyczucia  na  piękno  rosną  nowe  fa­
bryki  i  ulice.  Przybywa  ludności,  wśród  której  szerzy  się  laicyzacja 

i  słabnie  działanie  norm  moralnych  utrwalonych  od  wieków  w  społe­
czeństwie.

Juliusz  Kolbe  w  tym  „Manchester  Wschodu”,  jak  zaczęto  nazywać 

Łódź, znajduje nieźle płatną pracę w fabryce. Rodzina powiększa się

0  trzeciego  syna:  Józefa  (29.01.1896).  Jednak  ani  miasto  ani  praca  w  fa­
bryce  nie  odpowiadają  Mariannie  i  Juliuszowi  Kolbom.  Oboje  są  przy­

zwyczajeni  do  niezależności  i  samodzielności,  a  ponadto  lękają  się,  aby 

dzieci  nie  uległy  ujemnym  wpływom  wielkiego  miasta,  które  wówczas 
było  uważane  za  „stolicę  oszustwa  i  nadużyć”,  w  którym  „niezwykła 

pobłażliwość  opinii  publicznej  wybaczała  wszelkie  wykroczenia”  *.  Nie 

namyślając  się  wiele  podejmują  decyzję  opuszczenia  łodzi.  Nie  wrata- 
ją  jednak  w  rodzinne  strony  ale  osiedlają  się  w  Jutrzkowicach,  pod  mia­

stem  Pabianice.  Tu  zakładają  sklep  z  artykułami  codziennego  użytku. 
Początkowo  handel  nie  przynosi  im  zbyt  wielkich  dochodów.  Do­
rabiają  więc  tkactwem  na  własnych  warsztatach  i  uprawiają  kawa­

łek  dzierżawionej  ziemi.  Usytuowanie  sklepu  okazuje  się  szczęśliwe  i  po 

jakimś  czasie  Kolbom  zaczyna  się  zupełnie  nieźle  powodzić.  Wynajmują 
lepsze  i  większe  mieszkanie.  Rezygnują  z  warsztatów  tkackich  i  dzier­
żawienia  ziemi.  Swój  byt  materialny  opierają  na  handlu.  W  między­
czasie rodzina ich powiększa się o dwóch dalszych synów: Walentego
1 Antoniego. Obaj jednak w niedługim czasie umierają.

Okres  pomyślności  Kolbów  trwa  i  tym  razem  krótko.  Nie  mają  zbyt 

wielkiego  szczęścia  do  handlu  a  i  czasy  są  niespokojne.  Ich  względne 
prosperity  załamuje  się  wraz  ze  wzrostem  strajków  robotniczych  i  na­
silaniem  się  ruchów  narodowowyzwoleńczych.  Są  to  lata  poprzedzające 
rewolucję  1905  roku.  Bogata  finansjera  dążąc  do  gwałtownego  pomna­
żania  swego  kapitału,  obniża  robotnikom  pensję  i  masowo  zwalnia  ich 
z  pracy.  Także  tych,  których  władze  carskie  podejrzewały  o  działalność 
narodowowyzwoleńczą. Liczba bezrobotnych i głodnych nieustannie 

1

1

  S .   G ó r s k i ,   Łódź współczesna  B.m.w. 1904 s. 53, 50.

background image

240

o. Leon 

Benigny Dyczewski OFMConu.

v  zrasta.  Kolbowie  widząc  tragiczną  sytuację  wielu  ludzi  i  wczuwając 

się  w  ich  położenie  dają  towar  na  kredyt.  A  kiedy  w  sklepie  dobroć  za­
częła brać górę nad kalkulacją i chęcią zysku, bankrutują.

Rodzina  Kolbów  znajduje  się  w  trudnej  sytuacji  życiowej.  Niepo­

wodzenia  nie  burzą  jednak  jej  harmonii  życia  i  zaufania  do  ludzi.  Ju­

liusz  i  Marianna  Kolbe  posiadają  w  sobie  wiele  energii  i  umiejętności 
przystosowania  się  do  nowych  sytuacji  życiowych  oraz  głęboką  wiarę 
w  Opatrzność  Bożą.  Szybko  też  znajdują  mieszkanie  i  pracę.  Przenoszą 
się  do  miasta  Pabianice  i  nie  opuszczą  już  go  do  czasu,  kiedy  wszyscy 
członkowie  rodziny  zdecydują  się  na  wstąpienie  do  Zakonu.  Kilkanaście 

lat  mieszkając  w  tym  mieście,  Kolbowie  siedmiokrotnie  zmienią  miesz­
kanie  i  parokrotnie  pracę.  Dzięki  zaletom  charakteru  łatwo  wchodzą 

w  nowe  środowiska.  Oboje  chętnie  pomagają  ludziom  i  dbają  o  dobre 

stosunki  sąsiedzkie.  Potrafią  zyskać  przyjaciół  w  pracy  i  wśród  sąsia­
dów.  Gromadzą  ich  w  swym  domu  na  pogawędki,  czytanie  lektury  reli­

gijnej  i  patriotycznej.  Spotkaniom  tym  towarzyszy  wspólna  modlitwa, 
najczęściej różaniec i Anioł Pański.

W  miarę  swoich  możliwości  prowadzą  działalność  społeczną  i  reli­

gijną.  Po  jedenasto-godzinnym  dniu  pracy  Marianna  za  pozwoleniem 
i  wiedzą  lekarza  zajmuje  się  akuszerstwem.  Leczy  co  lżejsze  choroby 
i  obrażenia.  Juliusz  natomiast  chwyta  się  różnych  zajęć.  Oprawia  książ­
ki,  kolportuje  tajną  prasę  patriotyczną  i  religijną,  organizuje  adoracje 

niedzielne  mężczyzn  i  adorację  przy  Grobie  Pańskim  w  okresie  Wielkiej 

Nocy,  pomaga  w  zorganizowaniu  biblioteki  parafialnej  przy  kościele  św. 
Mateusza,  zbiera  składki  na  budowę  kościoła  Najświętszej  Marii  Pan­

ny.  Dbają  także  o  to,  aby  ich  dzieci  włączyły  się  w  pozadomowe  życie 
religijne  i  społeczne.  Wszyscy  trzej  żyjący  synowie  są  ministrami,  a  naj­

młodszy Józef należy do chłopięcego chóru kościelnego.

Rodzina  Kolbów  żywo  uczestniczy  w  życiu  parafii  i  pozostaje  w  wię-  ] 

zach  zażyłości  z  niektórymi  duszpasterzami,  szczególnie  z  ks.  Włodzi­
mierzem  Jakowskim,  znanym  społecznikiem  na  terenie  Pabianic  i  Czę-  ! 

stochowy.  Od  pierwszego  roku  po  ślubie  Juliusz  i  Marianna  Kolbowie  | 
należą  do  Trzeciego  Zakonu  Św.  Franciszka  i  swoje  życie  starają  się  j 

przeniknąć duchem ubóstwa, radości i życzliwości wobec ludzi !

Kolbowie głęboko wierzą w prawdy religijne. Rozświetlają one ich I 

życie nadzieją przyszłego szczęścia, obejmują całość życia rodzinnego 

1

 

i dostarczają motywacji oraz uzasadnień we wszystkich poczynaniach. 

Często wypowiadają akty strzeliste, pełne niezachwianej wiary w Bożą 
Opatrzność, a w rozlicznych trudnościach wzywają pomocy Najświętszej 

Marii Panny.

Nabożeństwo  do  Najświętszej  Marii  Panny  w  życiu  religijnym  Kol­

bów  zajmuje  czołowe  miejsce.  W  mało  widocznym  miejscu  mieszkania 

stoi  ołtarzyk  Matki  Boskiej  Częstochowskiej.  Przed  obrazem  Pani  Ja­

snogórskiej  oliwna  lampka  pali  się  w  środy,  soboty  i  niedziele  oraz  we 
wszystkie  święta  maryjne.  Marianna  Kolbe  należy  do  Żywego  Różań­

ca,  a  Juliusz  rokrocznie  odbywa  pieszą  pielgrzymkę  do  Częstochowy. 
Ulubioną modlitwą rodzinną jest Zdrowaś Maryjo.

Rodzina  Kolbów  z  dużo  większą  gorliwością  i  częstotliwością,  niż  to 

jest 

zwyczaju 

przeciętnych 

katolików, 

wypełnia 

praktyki 

religijne 

We Mszy świętej i nabożeństwach uczestniczy wspólnie. Jeżeli jest to

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

241

możliwe  rodzice  uczestniczą  we  Mszy  świętej  także  w  dni  powszednie. 
Wówczas  wstają  co  najmniej  o  godzinie  4.30.  Do  kościoła  ubierają  się 
zawsze  odświętnie,  każdy  idzie  z  książką  do  nabożeństwa.  Chłopcy,  mi­
mo  dużej  żywości,  zachowują  się  poważnie  i  są  wyjątkowo  skupieni.  Je­
den  z  kolegów  Rajmunda  Kolbego  rodzinę  Kolbów  charakteryzuje  na­
stępująco:  „Juliusz  Kolbe,  wysoki,  tęgi  mężczyzna,  ubrany  starannie  w 
ciemne  ubranie,  chodził  na  nabożeństwa  zawsze  z  dwoma  synami.  Syno­

wie,  dość  wysocy  jak  na  swój  wiek,  w  mundurkach  szkolnych,  zapię­
tych  pod  szyją,  ubrani  byli  zawsze  starannie  i  czysto,  przyzwoicie.  Bu­
dowałem  się  zawsze  ich  pobożnością  i  przykładnym  zachowaniem  się 

w  kościele.  Brałem  ich  sobie  na  wzór.  Modlili  się  zawsze  pobożnie,  ład­
nie  śpiewali.  Ich  pełne  skupienia  zachowanie  się,  tym  bardziej  rzucało 
się  w  oczy,  że  poza  tym  byli  bardzo  ruchliwi,  zgrabni,  elastyczni,  cho­
dzili szybko” 

2

.

Franciszek,  Rajmund  i  Józef  pod  opieką  rodziców  wzrastają  w  at­

mosferze  głębokiej  i  żywej,  nie  znającej  wątpliwości  wiary,  a  także 
w  atmosferze  gorącego  nabożeństwa  do  Bogarodzicy.  Atmosfera  ta  kształ­
tuje  zasadnicze  rysy  jego  religijności  i  przyszłej  działalności  Spośród 
swoich  braci  Rajmund  wyróżnia  się  nabożeństwem  do  Matki  Bożej. 

Często  modli  się  przed  Jej  obrazem  w  domowym  ołtarzyku.  Nabożeń­

stwo  to  wywiera  swoisty  wpływ  na  kształtowanie  się  jego  osobowości, 

o czym wspomina po latach on sam i jego matka.

Rajmund  jest  żywym  chłopcem  i  ma  wiele  przeróżnych  pomysłów, 

nie  zawsze  dobrych.  Zdarza  mu  się  coś  spsocić.  Pewnego  dnia,  kiedy 
wiele  nabroił,  matka,  jakby  nie  mogąc  zapanować  nad  synem,  użala  się: 
„Mundziu,  nie  wiem,  co  z  ciebie  będzie”.  To  pytanie  matki  zapada  głę­
boko  we  wrażliwą  duszę  chłopca,  a  nie  mogąc  sam  z  sobą  poradzić,  szu­
ka  pomocy  u  Najświętszej  Marii  Panny.  Dostrzega  to  matka  i  co  wyda­

rzyło  się  dalej,  tak  opisuje.  „Mieliśmy  taki  skryty  ołtarzyk,  do  którego 

on  często  się  wkradał  i  modlił  się  (...)  w  całym  zachowaniu  się  był  on 

ponad  swój  wiek  dziecinny  zawsze  skupiony  i  poważny.  (...)  Byłam  nie­

spokojna  czy  czasem  nie  j

ł

est  chory,  więc  pytam  się  go,  co  się  z  tobą 

dzieje?  zaczęłam  więc  nalegać.  Mamusi  musisz  wszystko  opowiedzieć. 
Drżąc  ze  wzruszenia  i  ze  łzami  mówi  mi:  jak  mama  mi  powiedziała  „co 

to  z  ciebie  będzie”,  to  ja  bardzo  prosiłem  Matkę  Bożą,  żeby  mi  powie­
działa,  co  ze  mnie  będzie.  I  potem,  gdy  byłem  w  kościele,  to  znowu  ją 
prosiłem,  wtedy  Matka  Boża  okazała  mi  się,  trzymając  dwie  korony: 
jedną  białą  a  drugą  czerwoną.  Z  miłością  na  mnie  patrzyła  i  spytała, 

czy  chcę  te  korony.  Biała  znaczy,  że  wytrwam  w  czystości,  a  czerwona, 

że  będę  męczennikiem.  Odpowiedziałem,  że  chcę...  wówczas  Matka  Boża 
mile na mnie spoglądnęła i znikła” 

s

.

W  późniejszym  życiu  Rajmunda  Kolbego  nie  natrafiamy  na  odwoły­

wanie  się  do  tego  wydarzenia,  nie  znajdujemy  też  śladów  tego  objawie­
nia  w  jego  zapiskach  i  listach,  trudno  więc  zdecydowanie  orzec,  czy  mia­
ło  ono  miejsce,  czy  nie,  ale  jego  opis  podany  przez  matkę  świadczy,  że 

w życiu obecnego świętego Najświętsza Maryja Panna od jego lat_dzie- 

* 3

* Teodor N o w a k ,  O Juliuszu Kolbem i jego synach. Oświadczenie. Pabia­

nice 29. 07. 1954. W: Oświadczenie o rodzinie Kolbów, Niepokalanów 1969 s. 28.

3

 List Marii Kolbe. Kraków 12. 10. 1941. Korespondencjo rodziny Kolbów, Nie­

pokalanów 1965 s. 84.

IB _ Polscy święci

background image

242

o. Leon Bcnigny Dyczewski OFMConv.

cięcych  odgrywała  ważną  rolę.  Ona  kierowała  rozwojem  jego  osobowo­

ści  i  była  motorem  rozwoju  jego  cnót.  Już  wówczas  szukał  z  Nią  bezpo­
średniego, głębokiego kontaktu.

Kolbowie  kochają  swoje  dzieci,  ale  bez  zaślepienia  i  pobłażliwości 

dla  ich  błędów.  Dają  im  wszystko,  na  co  ich  stać,  ale  też  żądają  od  nich 

zachowania  porządku  i  pomocy  w  domu,  pilności  w  nauce  oraz  posłu­
szeństwa  dla  swych  rad  i  poleceń.  Konsekwentnie  przestrzegają  zasady: 

„najpierw  wypełnianie  obowiązków',  nauka,  a  dopiero  potem  zabawa”. 
M.  Zalewska,  sąsiadka  rodziny  Kolbów,  zaznacza,  że  pani  Kolbe  trzy­
mała  synów’  „mocną  i  sprężystą  ręką”.  Nie  należy  jednak  z  tej  uwagi 

wnosić jakoby w domu Kolbów’ panował rygoryzm i smutek.

Chłopcy  czując,  że  w  wymaganiach  rodziców  zawiera  się  prawdziwa 

miłość  i  Troska  o  ich  przyszłość,  bez  buntu  przestrzegają  dość  surowy 
regulamin  domowy*.  Są  swobodni,  ruchliwi,  żywi  i  weseli.  W  razie  prze­

kroczenia  regulaminu  rodzice  nie  stosują  kar  cielesnych,  ale  tłumaczą 
dzieciom,  jak  mają  postępować  i  proszą,  by  w  przyszłości  unikali  błę­
dów.  Włączają  też  synów'  w'  prace  domowe,  wyznaczają  im  konkretne 
obowiązki.  Między  innymi  do  zadań  Rajmunda  należy  troska  o  przygo­

towanie  posiłków  i  trzymanie  porządku  w  domu.  Jest  w  tym  pomysło­

wy  i  obowiązkowy.  Wraz  z  bratem  Franciszkiem  często  przynosi  rodzi­

com  śniadanie  do  fabryki  i  zastępuje  ich  w  pracy.  Najczęściej  ma  to 
miejsce  w  okresie  wakacyjnym.  W  stosunkach  między  rodzicami  a  dzieć­

mi panuje bezpośredniość przy zachowaniu autorytetu rodzicielskiego.

Kolbowie  pragną  kształcić  synów.  Nie  stać  ich  jednak  na  kształcenie 

wszystkich.  Do  szkoły-  średniej  wysyłają  więc  najstarszego  syna:  Fran­

ciszka,  żywiąc  nadzieję,  że  zostanie  księdzem.  I  gdyby  nie  zaszedł  szczę­

śliwy  przypadek  z  lekarstwem,  Rajmund  może  nigdy  nie  zostałby  księ­

dzem  i  być  może  w  skrytości  ducha  zazdrościłby  starszemu  bratu  ksią­

żek  i  szkolnych  kolegów.  W  życiu  wielkich  ludzi  zdarzają  się  jednak  wy­
jątkowe
  zdarzenia.  Takie  też  ma  miejsce  w  latach  dziecięcych  przyszłe­

go  założyciela  Niepokalanowa  polskiego  i  japońskiego.  Marianna  Kolbe 
opisuje je następująco:

„Raz  miałam  jedną  chorą,  której  potrzeba  było  robić  plastrowe  okła­

dy.  Posłałam  więc  swego  Mundzia  do  apteki  po  proszek.  I  gdy  on  za­

żądał  „Venkon  greka”  aptekarz  spytał  się  „Skąd  ty  wiesz,  że  to  się  na­
zywa  „Venkon  greka”?  a  on  na  to,  bo  tak  nazywa  się  po  łacinie.  A  skąd 

ty  wiesz,  że  po  łacinie  się  nazywa?  —  bo  my  chodzimy  do  księdza  na 

lekcje  łaciny.  Potem  wypytywał  dalej:  jak  się  nazywa,  gdzie  mieszka 

i  do  jakiej  szkoły  uczęszcza.  Mundziu  odpowiedział  mu,  że  brat  chodzi 

do  szkoły  i  jest  w  pierwszej  klasie  handlówki,  a  jeżeli  Bozia  pozwoli  to 

mój  starszy  brat  będzie  księdzem,  ja  zaś  muszę  w  domu  pomagać,  bo 
nas  rodzice  obu  nie  mogą  kształcić,  bo  nie  są  tacy  zamożni,  a  na  dwóch 
trzeba  dużo  pieniędzy.  Wtedy  rzekł  aptekarz,  moje  dziecko,  ciebie  szko­
da  tak  zostawić.  Przychodź  tu  do  mnie,  a  ja  ci  będę  dawał  lekcje  tak, 

że  w  końcu  roku  dogonisz  swego  brata  i  razem  zdacie  do  drugiej  klasy. 
I  wyznaczył  mu  godziny.  Przylatuje  więc  do  mnie  jak  na  skrzydłach 

mój  kochany  Mundzio  i  z  wielką  radością  opowiada,  jakie  to  wielkie 
szczęście  go  spotkało.  I  rzeczywiście  uczęszczał  odtąd  do  niego  na  lekcje, 
a  ten  przezacny  i  opatrznościowy  pan  tak  go  przygotował,  że  dogonił 

starszego brata i razem zdali do drugiej klasy. (...) Ten opatrznościowy

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

243

pan  aptekarz  nazywał  się  Kotowski,  a  ksiądz  Jakowski  Włodzimierz, 
nasz przewodnik duchowy, dawał Mundziowi lekcje łaciny” *.

Od  nowego  roku  szkolnego  1904/5  Rajmund  i  Franciszek  uczęszcza­

ją  do  tej  samej  klasy  szkoły  handlowej  w  Pabianicach.  To  nowa  i  jedy­
na  szkoła  średnia  w  tym  mieście.  Panuje  w  niej  świadomy,  prężny  duch 

patriotyczny,  który  z  siłą  ujawnia  się  w  strajku  zorganizowanym  na 
rzecz  większych  swobód  narodowościowych.  Trwa  on  od  7  lutego  do  8 
marca  1905  roku.  Bierze  w  nim  udział  młodzież  oraz  personel  pedago- 

giczno-dydaktyczny.  Dla  Franciszka  i  Rajmunda  jest  to  wielkie  wyda­
rzenie  i  przeżycie,  ale  nie  jedyne  tego  typu.  W  latach  1905  do  1907 

przez  ulice  Pabianic  wielokrotnie  przeciągają  fale  strajkujących  ludzi. 
Jedni  domagają  się  większej  wolności  politycznej,  inni  walczą  przede 
wszystkim  o  chleb.  Wszystkich  łączy  hasło  „równość,  wolność  i  brater­

stwo”.  Za  walkę  o  te  wartości  wielu  traci  pracę,  wielu  jest  więzionych 
i  skazanych  na  Sybir.  Na  wrażliwej  psychice  Rajmunda  wydarzenia  te 
wywierają  silny  wpływ  i  kształtują  w  nim  przekonanie,  że  wielkie  idee 

wymagają częstokroć poświęcenia, a nawet ofiary z życia.

Jednym  z  efektów  strajków  w  Pabianicach  jest  spolszczenie  progra­

mu  nauczania  i  połączenie  męskiej  szkoły  handlowej  z  żeńską.  Od  roku 
szkolnego  1906/7  wszystkie  przedmioty,  prócz  rosyjskiego,  wykładane 
są  w  języku  ojczystym.  Z  wprowadzenia  języka  polskiego  do  szkoły 

mieszkańcy  Pabianic  są  dumni  i  zadowoleni.  Natomiast  wobec  takiej 
nowości,  jak  koedukacja,  są  podzieleni.  Nie  brakuje  zwolenników  daw­
nego  porządku  separatystycznego,  należy  do  nich  pani  Kolbowa,  która 

jak  wiele  ówczesnych  matek,  uważa,  że  koedukacja  może  zagrażać  mło­
dzieńczej czystości jej synów.

Kiedy  Franciszek  i  Rajmund  zaczęli  uczęszczać  do  handlówki  odtąd 

noszą  czarne  mundurki  z  wysoko  pod  szyją  zapiętymi  kołnierzami,  na 
nich  żółte  kotwice  z  zielonymi  wyłogami.  Czapki  mają  czarne  z  zielony­
mi  otokami  i  kotwicą,  przypominające  maciejówki.  Są  pilni  i  uczą  się 
dobrze.  Rajmund  —  jak  zeznaje  jego  szkolny  kolega  Adam  Zalewski  — 

„wyróżniał  się  spośród  braci  swą  bogobojnością.  (...)  Ze  wszystkich 
uczniów  był  najzdolniejszy.  Wybijał  się  w  matematyce.  (...)  Ogólnie  do 

wszystkich przedmiotów był zdolny”

6

.

Rodzice stopniowo wdrażają dzieci w obowiązki życia domowego 

i szkolnego. Ojciec niejednokrotnie powtarza Rajmundowi: „ucz się 
i pracuj spokojnie”. Natomiast Rajmund, wzrastając w atmosferze pracy 

, i ciągłej walki o byt, coraz lepiej zdaje sobie sprawę z tego, iż tylko 

dzięki wytężonej i ofiarnej dla innych pracy można cokolwiek w życiu 
osiągnąć.

Zycie  pięcioosobowej  rodziny  Kolbów  zaczyna  zmieniać  się  zasadni­

czo  od  1907  roku.  W  tym  to  właśnie  czasie  za  specjalnym  zezwoleniem 

gubernatora  rosyjskiego  przyjeżdża  ze  Lwowa  do  Łodzi  i  Pabianic  ów­
czesny  prowincjał  franciszkanów,  ojciec  Peregryn  Haczela,  aby  głosić 
rekolekcje.  Cel  jego  pobytu  w  Kongresówce  jest  jednak  znacznie  szer­
szy. Pragnie w niej odnowić zakon franciszkański, którego wszystkie

* Tamże s. 85

s

 Adam Z a l e w s k i ,  Z lat chłopięcych Rajmunda Kolbego (O. Maksymiliana). 

Oświadczenie. Łódź 2. 07. 1954. W: Oświadczenia... s. 46.

16*

background image

244

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

klasztory  zostały  skasowane  przez  rząd  carski.  Apeluje  do  młodzieży 

tamtejszej,  aby  zgłaszała  się  do  zakonu.  Rzucone  ziarno  pada  na  dobry 

grunt.  Franciszek  i  Rajmund  ochoczym  sercem  przyjmują  wezwanie. 

Z  Franciszkiem  sprawa  jest  jasna.  Od  dawna  rodzice  pragną,  aby  kie­

dyś  został  księdzem,  ale  Rajmunda  chcą  zostawić  przy  sobie.  Na 

usilne  jego  prośby  zgadzają  się  w  końcu,  by  i  on  wraz  ze  starszym  bra­
tem  mógł  wyjechać  do  niższego  seminarium  ojców  franciszkanów  we 
Lwowie.

Kilkunastoletni  chłopcy  przygotowują  się  do  podróży  „zagranicznej” 

i  muszą  ją  odbyć  bez  paszportów.  Jest  to  dla  nich  wielka  przygoda 

i  traktują  ją  jako  swoistego  rodzaju  wyczyn  patriotyczny.  Ojciec  odwozi 
ich  do  Miechowa,  skąd  przedostają  się  do  Krakowa.  Granicę  austriacko- 

-rosyjską  przekraczają  ukryci  w  furze  zboża.  W  przyszłości  z  pewną 
chlubą  będą  opowiadali  kolegom,  w  jaki  to  chytry  sposób  wyprowadzili 
w  pole  straż  graniczną.  Z  Grodu  Wawelskiego  —  już  sami  —  pociągiem 
jadą  do  Lwowa.  Rok  później,  w  ślad  za  Rajmundem  i  Franciszkiem,  po­
dąża  najmłodszy  syn  Kolbów  —  Józef.  Kiedy  dzieci  były  już  poza  do­

mem, Marianna i 'Juliusz Kolbe zdecydują się na zmianę drogi życia.

Jeszcze  w  latach  panieńskich  Marianna  Kolbe  marzyła  o  życiu  za­

konnym.  Nie  mogła  jednak  urzeczywistnić  swoich  zamiarów,  ponieważ 
w  Kongresówce  nie  było  odpowiednich  dla  niej  domów  zakonnych, 

a  także  brakowało  jej  takiego  posagu,  jakiego  wymagały  wówczas  kla­
sztory  od  swych  kandydatek.  Teraz  odżywa  w  niej  dawne  pragnienie 
i  sądzi,  że  jest  jeszcze  czas,  by  je  urzeczywistnić.  Ze  strony  męża  nie 
napotyka  sprzeciwu.  Juliusz  szanuje  jej  szlachetne  plany  i  sam  też  chce 

spróbować życia na pół zakonnego.

Rozstanie  się  Marianny  i  Juliusza  Kolbe  po  dziewiętnastu  latach 

wspólnego  życia  nie  jest  łatwe.  Stanowią  przecież  dobraną  parę  mał­

żeńską.  Nie  jest  ono  jednak  czymś  niespodziewanym  i  nagłym.  Decyzję 
tę  poprzedziła  długoletnia  próba,  o  czym  w  sposób  prosty  i  bezpośredni 

pisze  Marianna  Kolbe:  „gdyśmy  już  mieli  pięciu  synów  (Bóg)  kazał  nam 

żyć  w  czystości.  Jawnie  i  wyraźnie  była  w  tym  wola  Boża,  a  w  ten  czas 
i  nasze  tajemnice  musiały  się  odkryć.  Po  dziesięciu  latach  próby  ślubów 
rocznych  byliśmy  już  przysposobieni  do  ślubu  dozgonnych  czystości.  (...) 
Postanowiliśmy  więc  sobie  z  mężem  (gdy  już  dzieci  będą  załatwione) 

resztę  życia  spędzić  przy  klasztorze.  Najpierw  przez  próbę,  czy  to  jest 
wola  boża,  a  gdy  nam  Bóg  okazał,  że  tak  jest,  to  rozłączyliśmy  się,  ro­
biąc z uczuć ofiarę Bogu”

6

.

Juliusz  Kolbe  ze  swej  strony  składa  następujące  oświadczenie:  „ni­

niejszym  zaświadczam,  że  pożądaniem  moim  jest,  ażeby  żona  i  siostra 

moja  Marianna,  za  natchnieniem  bożym,  oddała  się  na  wyłączną  służbę 
Jego,  a  ślub  wieczystej  czystości,  mający  nastąpić  za  lat  trzy,  jestem 
gotów  przyspieszyć  na  najbliższy  czas.  Oprócz  tego  obowiązuję  się  wszy­
stkie  oszczędzone  pieniądze,  o  ile  tego  będzie  potrzeba,  oddać  na  utrzy­
manie  i  kształcenie  mojej  rodziny  i  pozostać  tak  długo  na  moim  stano­
wisku,  aż  wszystko  będzie  załatwione.  Do  tego  niech  mi  dopomoże  do­

brotliwy Bóg, w którym pokładam całą nadzieję”

7

*

* M. Kolbe. Kraków 14.04. 1941. Korespondencja... s. 82. 

7

 Personalia rodziny Kolbów, Niepokalanów 1969 s. 48.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe 

245

Juliusz  oświadczenie  to  pisze  9  lipca  1908  roku,  ale  Marianna  Kolbe 

dopiero  dwa  lata  później  wyjeżdża  z  Pabianic  do  Lwowa,  by  tam 

wstąpić  do  klasztoru  sióstr  benedyktynek.  Przez  trzy  kolejne  lata  prze­

bywa  w  nim  jako  osoba  świecka  i  usilnie  stara  się  o  przyjęcie  do  ja­
kiegokolwiek  klasztoru  żeńskiego.  Spotkawszy  się  jednak  wszędzie  z  od­
mową  od  roku  1913  żyje  jako  tercjarka  i  rezydentka  przy  klasztorze 

sióstr  felicjanek  w  Krakowie,  gdzie  17  marca  1946  roku  „po  świątobli­
wym, pełnym gruntownych cnót życiu zmarła nagle” 

8

.

Dalsze  koleje  życia  Juliusza  nie  są  tak  jednolite  i  unormowane  jak 

jego  żony.  Po  wyjeździe  Marianny  z  Pabianic  Juliusz  czas  jakiś  pra­
cuje  w  fabryce  pabianickiej  i  zarabia  na  opłacenie  internatu  najmłod­

szego  syna.  Ostatecznie  jednak  i  on  opuszcza  miasto.  Przez  jakiś  czas 
przebywa  w  klasztorach  franciszkańskich  jako  tercjarz,  następnie  osia­
da  w  Częstochowie  i  zakłada  księgarnię.  Myśli  nawet  o  ukończeniu  szko­

ły  organistowskiej.  Jest  niespokojny.  Opanowują  go  czasami  tęsknoty 
za  własną  rodziną.  Zdradza  się  z  tego  w  liście  do  najmłodszego  syna: 

„w  Częstochowie  nie  byłoby  mi  biedy,  gdyż  mam  byt  pewny,  lecz 

tęsknota  nie  pozwala  mi  być  długo  na  jednym  miejscu;  a  tym  bardziej, 
gdy  wy,  dzieci,  zapominacie  jaki  list  napisać.  Wy  macie  swoich  kolegów, 
ale  ja  przed  nikim  serca  otworzyć  nie  mogę  —  muszę  być  pustelnikiem 

w  ludnym  mieście.  Miarkuję  z  jednego  słowa,  któreś  mówił  do  Matki, 
że  dlatego  unikasz  mojej  korespondencji,  abym  ci  nie  przeszkodził.  Moje 

Dziecko!  To  słaba  obrona.  Mam  ja  już  dawno  na  to  rozum.  Nie  chcę  nig­
dy  przeszkadzać  w  przyszłym  dobru  waszem,  choćbym  ja  wiele  przez 
to cierpieć musiał”

9

.

„Zawiadamiam  Cię  przy  tern,  że  już  długo  w  Częstochowie  być  nie 

myślę,  bo  tęsknota  wzrasta  z  dniem  każdym.  Myślę  się  zacząć  uczyć  na 
organach,  choćby  w  Konserwatorium  —  na  naukę'mnie  kapitał  wystar­
czy.  Sklep  zostawię  w  Częstochowie!  pod  pewną  administracją,  a  zysk 
mi  wystarczy  na  naukę.  Nie  wiem  jednak,  gdzie  będzie  lepiej  —  w  Kra­

kowie, we Lwowie lub gdzie indziej. Odpisz mi w tej sprawie” 

10

.

Nie  było  jednak  danym  Juliuszowi  zrealizować  swych  planów  życio­

wych.  Z  wybuchem  I  wojny  światowej  wstępuje  do  legionów  J.  Piłsud­
skiego  i  jesienią  1914  roku  ginie  między  Olkuszem  a  Miechowem,  gdzie 
Rosjanie otoczyli/jego oddział i stracili go jako dowódcę.

II.  LATA NAUKI I WYBÓR DROGI ŻYCIA

Zarząd  Niższego  Seminarium  Franciszkanów  we  Lwowie  oraz  jego 

uczniowie  przyjmują  radośnie  i  życzliwie  Franciszka  i  Rajmunda  Kol­
bów. Są jedynymi seminarzystami spod zaboru rosyjskiego. Szybko

*  Nekrolog Marii Kolbe. Personalia s. 129.

•  Juliusz Kolbe. Częstochowa 9. 12. 1913. Korespondencja rodziny Kolbów, Nie­

pokalanów 1965 s. 2.

10

 Juliusz Kolbe. Częstochowa 6. 04. 1914. Korespondencja... s. 5.

background image

246

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

wchodzą  w  nowe  środowisko.  Rajmund  wybija  się  wśród  nowych  kole­
gów  zdolnościami  i  pilnością.  Jest  też  dobrym  kolegą.  Koledzy  z  tam­

tych  lat  tak  go  charakteryzują:  „Należał  na  internacie  lwowskim  do 
uczniów  celujących.  Szczególne  zdolności  wykazywał  w  fizyce,  mate­
matyce  i  geomertii.  Najtrudniejsze  nawet  zadania  rozwiązywał  bez  trud­

ności  swoistym  sposobem  w  bardzo  krótkim  czasie.  Profesor  matematyki 
nie  miał  dla  Rajmunda  takiego  zadania,  którego  by  on  nie  rozwiązał. 

Toteż  Rajmund  był  przedmiotem  podziwu  tak  dla  samego  profesora,  jak 

i  dla  kolegów.  Mniej  celował  w  naukach  języków  i  historii” 

n

.  Nie  zno­

sił  słowa  „ja  nie  potrafię”.  Im  większe  trudności,  np.  w  rozwiązywaniu 
zadania  matematycznego,  tym  większy  był  zapał  i  natychmiastowy  u  Oj- 
,a  -JaKsymiliana,  by  tę  przeszkodę  usunąć.  (...)  Ciągle  był  zajęty,  ciągle 
coś obliczał, snuł dalekie projekty i często się zdarzało, że nawet nie

wracał  uwagi,  gdy  w  wolnym  czasie  w  klasie  ktoś  do  niego  się  zwracał. 

Innym  był  poza  klasą,  wówczas  całą  duszą  brał  udział  w  zabawach. 

Nie*  dbał  zupełnie  o  zewnętrzny  wygląd,  nie  miał  na  to  czasu;  również 

jego  miejsce  w  ławce,  gdzie  były  książki,  pełne  było  papierów  zapisa­

nych  obliczeniami  i  rysunkami  technicznymi.  Jako  kolega  był  uczynny, 
w  czasie  wolnym  od  nauki  wesołym,  brał  z  radością  udział  w  zabawach, 

zawsze pełen pomysłów, i inicjatywy” 

11 12

.

Rajmund  ze  swym  bratem  Franciszkiem  żywo  interesują  się  dziejami 

Polski  i  prądami  narodowowzwoleńczymi.  „Wszystkie  ich  dążenia, 
pragnienia  —  zeznaje  kolega  o.  Anzelm  Kubit  —  streszczały  się  w  Pol­

sce,  o  której  wolności  marzyli,  której  przeszłość  poznawali  coraz  lepiej 
w  nauce  historii,  literaturze  i  tym  więcej  jeszcze  ją  kochali” 

13  *

.  Rajmund 

„wyrażał  się  zawsze  z  wielką  miłością  o  Polsce  i  wszystkie  plany  i  za­

bawy  —  jakie  inicjował  były  przygotowaniem  do  uwolnienia  Polski. 
Bolał  nad  losem  dzieci  we  Wrześni,  które  były  bite  za  pacierz  polski. 

Uważał się za ich kolegę

u

.

Tematyka  narodowowyzwoleńcza  żywo  pobudza  wyobraźnię  i  umysł 

Rajmunda.  Tu  we  Lwowie,  mieście  bogatym  w  pamiątki  z  przeszłości 

narodowej  oraz  w  żywe  tradycje  walk  narodowych  i  wyzwoleńczych, 
,  ozwija  się  u  Rajmunda  umiłowanie  Ojczyzny  i  wzrasta  duch  poświęce­

nia  się  dla  wyższych  idei.  Na  przechadzkach  i  rekreacjach  z  zapałem  pla­

nuje  różne  sposoby  obrony  Lwowa  i  ataki  na  pozycje  wojsk  austriac­

kich.  Jego  ulubioną  zabawą  jest  gra  w  wojnę,  którą  wymyśla  na  wzór 

szachów.

Rajmund  interesuje  się  również  zagadnieniami  związanymi  z  podró­

żami  kosmicznymi  i  z  tak  zwanym  „perpetuum  mobile”.  Dziedzinie  wy­

nalazków  technicznych  z  pasją  oddaje  cały  swój  czas  wolny.  W  robieniu 

wykresów  i  obliczeń  technicznych  wprost  wyżywa  się.  Przekonuje  ko­
legów. że podróż na księżyc przy pomocy rakiety wybuchowej jest jąk

11

 Bronisław Stryczny. Oświadczenie 1945. Oświadczenia współbraci zakonnych. 

Ci. III. Niepokalanów 1953 s. 319.

11

  Władysław  D u b a n i o w s k i ,   Wspomnienia  o  Słudze  Bożym  o.  Maksymilia­

nie  M-a  Kolbe.  B.r.  W:  Relacja  osób  duchownych  i  świeckich  o  Ojcu  Maksymilia­

nie Kolbem, Niepokalanów 1969 s. 25—27.

11

 Anzelm K u b i t ,  Notki o Maksymilianie M. Kolbem, Niepokalanów 16. 01 

1949. Oświadczenia współbraci zakonnych. Cz. II. Niepokalanów 1953 s. 127.

” Władysław D u b a n i o w s k i, jw. s. 26.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

2

£7

najbardziej  realna.  Twierdzi,  że  jest  to  tylko  sprawa  czasu,  co  uzasadnia 
ścisłymi  obliczeniami.  Pomysły  techniczny,  jakie  wówczas  opracowuje, 
chce  jak  najszybciej  realizować.  W  sprawie  niektórych  spośród  nich  wy­
syła  więc  do  Ministerstwa  następujące  pismo:  „Ja  niżej  podpisany  ośmie­
lam  się  przedłożyć  Wysokiemu  Cesarsko-Królewskiemu  Ministerium  mo­

je  samodzielne  pomysły:  telegraf  piszący,  aparat  zapisujący  mowę  i  gło­
sy  natury,  telegraf,  w  którym  na  stacji  można  tylko  mówić,  a  na  drugie.; 
stacji  będzie  to  zapisywał  i  odbierał  aparat;  i  prosi  o  łaskawe  zbadanie 

i  oszacowanie  ich  pod  względem  praktyczności.  Lwów  1907.  Rajmund 
Kolbe uczeń V klasy gimnazjum” 

1S

.

Pomysły  Rajmunda  na  temat  fortyfikacji  Lwmwa,  taktyki  wojennej 

i  technicznych  urządzeń  świadczą  o  rozwijającej  się  w  nim  twórczej  wy­
obraźni,  oraz  o  nastawieniu  jego  psychiki  bardziej  na  przyszłość  niż  na 
przeszłość,  bardziej  na  sięganie  po  to,  co  nowe,  niż  na  obronę  zajmowa­
nych pozycji.

Z  pasją  oddając  się  nauce  Rajmund  nie  zaniedbuje  życia  religijnego. 

Rozwija  i  pogłębia  wyniesioną  z  domu  pobożność.  Ulubionym  jego  miej­
scem  staje  się  kaplica.  Często  do  niej  zachodzi,  by  swoją  duszę  otworzyć 
przed  Bogiem  i  Najświętszą  Marią  Panną,  którą  kocha  szczerze  i  gorąco. 
Jej  przedstawia  wszystkie  kłopoty  dorastającego  chłopca  i  dla  Niej  prag­

nie  poświęcić  swoje  życie.  Pisze  o  tym  we  wspomnieniach  z  tamtych 
lat:  „W  internacie  na  chórze,  gdzie  słuchaliśmy  mszy  świętej,  z  twarzą 
na  ziemi  obiecałem  Najświętszej  Marii  Pannie  królującej  w  ołtarzu,  że 
będę  walczył  dla  Niej.  Jak  —  nie  wiedziałem,  ale  wyobrażałem  sobie 
walkę orężem materialnym”

16

.

Nabożeństwo  do  Najświętszej  Marii  Panny  Rajmund  ściśle  wiąże 

z  miłością  do  Ojczyzny.  Jego  młodzieńcze  myśli  łączą  w  jedno  wzór  do­
skonałego  Polaka  i  obrońcę  Maryi.  Jego  wyobraźnię  pociągają  ryngrafy 
Bogarodzicy  na  pancerzach  rycerzy,  symbolizujące  symbiozę  kultu  Mat­
ki  Bożej  z  walką  o  wolność  i  niepodległość  Ojczyzny.  Najchętniej  i  w 
swoim  życiu  połączyłby  wizję  rycerza,  Niepokalanej  z  wizją  żołnierza 
walczącego  o  niepodległość  Polski.  Obecnie  musi  jednak  podjąć  decyzję: 
zakon  franciszkański,  czy  wojsko.  Początkowo  idea  walki  o  niepodle­
głość  Ojczyzny  z  bronią  w  ręku  okazuje  się  silniejsza.  Chce  więc  opuś­
cić  Niższe  Seminarium  i  wstąpić  do  wojska.  „Nie  miałem  chęci  prosić 
o  habit  —  pisze  we  wspomnieniach  —  i  jego  chciałem  odwieść  (tzn.  swe­
go  brata  Franciszka)  i  wtedy  była  ta  pamiętna  chwila,  kiedy  idąc  do  O. 

Prowincjała,  aby  oświadczyć,  że  ja  i  Franuś  nie  chcemy  wstąpić  do  Za­
konu,  usłyszałem  głos  dzwonka  —  do  rozmównicy.  —  Opatrzność  Boża 

w  nieskończonym  miłosierdziu  swoim  przez  Niepokalaną  przysłała  w  tej 
tak  krytycznej  chwili  Mamę  do  rozmównicy.  —  I  tak  potargał  Pan  Bóg 
wszystkie sieci diabelskie”

17 18

.

W  tym  to  właśnie  krytycznym  okresie  dla  powołania  zakonnego 

Rajmunda przyjeżdża matka, by oświadczyć synom, że ona i ojciec resz-

15

 M. K o l b e ,   Wynalazki.  W :   Pisma Ojca Maksymialiana Marii Kolbego,

franciszkanina. Przygotował do druku Komitet redakcyjny. T. 6. Niepokalanów

1970 s. 66—67.

18

 M. K o l b e ,  Jak się zaczęła Milicja Niepokalanej. Pisma... T. 7 s. 191.

11

 M. K o l b e ,  List do Matki. Rzym 20.04.1919. Pisma... T. 1 s. 61—62.

background image

248

o. Leon Denigny Dyczewski OFMConv.

tę  życia  postanowili  spędzić  w  klasztorze.  Ta  wiadomość  rozwiewa  wąt­
pliwości  Rajmunda  co  do  jego  powołania  życiowego.  Wybiera  habit  fran­

ciszkański i 4 września 1910 roku rozpoczyna nowicjat.

Rozpoczęcie  nowicjatu  znaczy  dla  Rajmunda  Kolbego  gruntowną 

wewnętrzną  przemianę.  Zmienia  nawet  imię.  Odtąd  będzie  nazywał  się 
brat  Maksymilian.  W  życie  zakonne  wchodzi  pod  kierunkiem  ojca  Dio­
nizego  Sowiaka,  ascety  o  surowych  zasadach,  wymagającego  wiele  od 
siebie  i  od  innych.  Wielu  ojców  w  prowincji  uważa  go  nawet  za  zbyt 

surowego  w  wymaganiach.  Swoim  wychowankom  zabrania  palenia  pa­
pierosów,  używania  wszelkich  trunków,  nawet  piwa.  Do  karności  zakon­

nej  zachęca  na  każdym  kroku.  Wszędzie  zwalcza  elegancję.  W  młodych 

ludziach  pielęgnuje  ducha  modlitwy.  Atmosfera  surowego  życia  zakon­
nego  przerabia  młodych  chłopców  nieraz  wprost  do  niepoznania.  Ci,  któ­
rzy  się  temu  nie  poddają,  opuszczają  nowicjat.  Wewnętrzną  zmianę  prze­

chodzi  też  Rajmund  Kolbe.  W  sposób  wyraźny  odbija  się  ona  na  zew­

nątrz.  „Przyszedł  do  nowicjatu  jako  dobry,  szlachetny  młodzieniec  — 

pisze  o  nim  kolega  o.  Anzelm  Kubit.  Różne  marzenia  i  plany  rozsadza­
ły  jego  głowę  i  serce,  ale  to  było  wszystko  przyrodzone.  W  czasie  nowi­

cjatu  wszystkie  te  siły,  aspiracje,  marzenia,  wysiłki,  zapał  przesunął  na 
pole  nadprzyrodzone.  Zrozumiał  i  przetrawił  tę  prawdę,  że  dla  Boga  ży­
je,  dla  jego  chwały,  że  najpierw  własnym  życiem  ma  mu  oddać  cześć 

i  od  tego  ma  się  zacząć  praca.  Oddał  się  więc  jej  całym  sercem.  Modli­
twy  jego  były  gorące,  szczególnie  po  komunii  świętej.  (...)  Klęczał  nie 

oparty  o  klęcznik,  z  zamkniętymi  oczyma,  o  twarzy  promieniejącej  ra­

dością  i  pogodą  nadprzyrodzoną.  (...)  Na  rekreacji  brat  Maksymilian  był 
pełen  uprzejmości,  skromności.  Nowicjat  uczynił  z  brata  Maksymiliana 

w  nadzwyczajnym  stopniu  to,  co  powinien  tj.:  człowieka  modlitwy.  (...) 

Nie  zauważyłem  jakichś  wad  u  niego,  prócz  może  pewnej  próżności 
chłopięcej i pragnienia zdziałania czegoś wielkiego dla Boga”

18

.

W  czasie  nowicjatu  brat  Maksymilian  przechodzi  jedną  z  najcięż­

szych  prób  wewnętrznych.  Są  nią  skrupuły.  W  wielu  sprawach  nie  może 
sobie  poradzić.  Wciąż  miewa  wątpliwości  czy  dokonuje  właściwych  wy­

borów  i  postępuje  dobrze.  Wychowawca  widząc  jego  mękę  wewnętrzną 

przydziela  go  do  mieszkania  jednego  z  najbardziej  poważnych  nowicju­

szy  —  brata  Bronisława  Strycznego  —  by  ten  się  nim  zaopiekował.  Nie­
mal  we  wszystkich  sprawach  brat  Maksymilian  pyta  o  rady  starszego 
od  siebie  kolegi  i  stara  się  być  posłuszny  jego  rozstrzygnięciom.  Po  ja­
kimś czasie uzyskuje spokój wewnętrzny.

Po  roku  próby  życia  zakonnego  11  września  1911  roku  brat  Maksy­

milian  składa  pierwsze  śluby  zakonne.  Wraca  do  Niższego  Seminarium, 

by  skończyć  gimnazjum.  Z  wrodzonym  sobie  zapałem  zabiera  się  do  na­
uki.  Ponowne  zetknięcie  się  z  przedmiotami  humanistycznymi  czyni  go 
bardziej  naturalnym.  Chętnie  pomaga  kolegom  w  matematyce  i  fizyce. 
Po  skończeniu  gimnazjum  jedzie  do  Krakowa  na  studia  filozoficzno-te­

ologiczne.  Przełożeni  widząc  u  niego  zamiłowanie  do  nauki,  duże  w  niej 
postępy  oraz  wielkie  umiłowanie  ducha  zakonnego,  kierują  go  na  dalsze 
studia  do  Rzymu.  Bral-Maksymilian  przeżywa  pewnego  rodzaju  wątpli­
wości, czy z tej propozycji powinien skorzystać. Chce, by decyzję pod- 

18

18

 Anzelm K u b i t .  Notatki o M. Kolbem, s. 128.

background image

święty Maksymilian Maria Kolbe

249

jął  za  niego  przełożony.  Rozmowę  z  nim  na  ten  temat  tak  po  latach 

opisuje:  „Byłem  wówczas  klerykiem  i  przebywałem  w  Krakowie.  Pew­

nego  dnia  ogłasza  nam  ojciec  mgr  (magister),  iż  przyszło  z  Rzymu  za­

potrzebowanie  na  kilku  kleryków.  Między  wyznaczonymi  znalazłem  się 

i  ja.  Czując  się  niezdrowym,  udałem  się  do  magistra,  by  mu  przedsta­
wić sytuację.

Ojciec  magister  już  zamierzał  mnie  pozostawić,  gdy  przyszła  mi  na 

myśl  wątpliwość:  „czy  nie  byłoby  w  tym  mojej  woli?”  i  by  się  uwolnić 
od tego zarzutu powiedziałem do ojca magistra:

—  ja  tylko  przedstawiam  racje,  a  chcę  zrobić  tak,  jak  ojciec  magi­

ster każe.

—  W takim razie pojedziesz! — odrzekł ojciec magister.
—  I pojechałem...

Tymczasem  w  Polsce  wybucha  wojna.  Tłumy  Polaków  —  patrio­

tów  —  zaciągały  się  do  wojska.  Ruch  ten  znalazł  także  odzew  w  klasz­
torze  krakowskim;  kilku  kleryków  zmieniło  sukienki  zakonne  na  mun­

dury żołnierskie. Niektórzy wrócili, a inni...

Gdybym  pozostał  w  Krakowie,  uczyniłbym  z  pewnością  to  samo,  gdyż 

czułem w sobie pociąg do wojska”

19

.

Tak  właśnie  postąpił  jego  starszy  brat  Franciszek  —  w  Zakonie  Wa­

lenty.  Z  wybuchem  wojny  zaciągnął  się  do  legionów  Piłsudskiego  i  wal­
czył  o  niepodległość  Polski.  Założył  rodzinę.  Pracował  jako  nauczyciel, 
organista,  urzędnik  państwowy.  Dwa  lata  później  niż  jego  brata  —  św. 
Maksymiliana  —  wywieziono  go  do  Oświęcimia,  skąd  przywieziono  do 
Buchenwaldu, gdzie zginął.

Tymczasem  brat  Maksymilian  wraz  z  sześcioma  kolegami  wyjeżdża 

na  studia  do  Rzymu.  Po  drodze  podziwia  majestat  Alp  i  zachwyca  się 

pięknem  przyrody.  Wielbi  wspaniałość  i  dobroć  Boga.  W  Rzymie  10  li­

stopada  1912  roku  rozpoczyna  studia  w  Uniwersytecie  Gregoriańskim. 
Z  całym  zapałem  pochłania  wiedzę  filozoficzną.  Ponadprogramowo  u- 

częszcza  na  dwuletni  wyższy  kurs  matematyki,  następnie  fizyki,  chemii, 

biologii,  astronomii  i  historii  sztuki.  Szuka  kontaktu  z  profesorami  nauk 
przyrodniczych  i  technicznych.  Studia  i  życie  zakonne  pochłaniają  go  do 
tego  stopnia,  że  gubi  się  w  życiu  praktycznym.  Myli  się  na  przykład 
w  prowadzeniu  modlitw  w  kaplicach  i  w  refektarzu.  Stopniowo  wśród 
kolegów  uciera  się  opinia,  że  będzie  filozofem  niepraktycznym,  poboż­

nym  bardzo  zakonnikiem,  napisze  kilka  książek,  ale  do  życia  praktycz­
nego zupełnie się nie nadaje.

W  czasie  studiów  rzymskich  brat  Maksymilian  zapada  na  zdrowiu. 

Miewa  częste  bóle  głowy,  otwierają  mu  się  rany,  boli  go  żołądek,  a  w 
końcu zapada na gruźlicę, która staje się chorobą całego jego życia.

W  czasie  prawie  siedmioletniego  pobytu  w  Rzymie  brat  Maksymilian 

poznaje  przeszłość  i  teraźniejszość  stolicy  chrześcijaństwa.  Ogląda  i  prze­
żywa  miasto  dość  selektywnie.  Co  wywiera  na  nim  największe  wraże­

nie,  zdradza  się  z  tego  w  listach  do  matki,  które  śle  dość  często.  W  jed­
nym z nich pisze: „Rzym to jeden wielki relikwiarz kości i krwi świę-

19

  M.  K o l b e .   Posłuszeństwo.  Konferencja.  Niepokalanów  pod  koniec  1929  roku 

W:  Konferencje  ascetyczne.  Notatki  słuchaczy  z  przemówień  Ojca  Maksymiliana 
Kolbego, Niepokalanów 1974 s. 14—15.

background image

250

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

tych,  a  zarazem  wspaniały  pomnik  miasta  Cezarów,  co  rozkazywali  ca­

łemu  podówczas  światu.  Więc  obok  katakumb,  kościołów  z  bogatymi 

relikwiami,  leży  tu  pełno  gruzów,  to  starych  murów,  to  pałacu  Ceza­
rów,  to  znów  łaźni  i  wiele  innych.  Przed  naszym  Kolegium  na  przykład 

rozciąga  się  prawdziwe  cmentarzysko:  szczątki  starych  murów  pałacu 

Cezarów  otoczone  zielenią  wspinają  się  na  wysoki  pagórek,  a  pod  jego 

stopami  ciągnie  się  płaszczyzna  cała  pokryta  szczątkami  kolumn  i  mu­

rów.  Na  końcu  zaś  widnieje  walące  się  już  Koloseum,  gdzie  ziemia  cała 
przesiąkła  krwią  męczenników.  Dlatego  też  na  rozkaz  jednego  z  Papie­

ży przysypano ją na kilka metrów grubą warstwą ziemi. (...)

Niedługo  po  wysłaniu  ostatniego  listu  byłem  między  innymi  i  w  ba­

zylice  św.  Piotra,  gdzie,  jak  i  w  innych  kościołach,  odprawiały  się  wspa­

niałe 

nabożeństwa 

wielkotygodniowe 

obecności 

wielu 

kardynałów. 

Przedtem  mówiono  mi,  że  zostanie  tam  udzielone  błogosławieństwo  re­
likwiami  Krzyża  św.,  gwoździem,  którym  Pan  Jezus  był  do  krzyża  przy­

bity  i  chustą  św.  Weroniki.  I  rzeczywiście  po  nabożeństwie  kardynał  u- 

dzielił 

tego 

błogosławieństwa 

balkonu 

wewnątrz 

kościoła. 

Relikwii 

Krzyża  św.  i  gwoździa  nie  widziałem  dobrze,  bo  było  za  wysoko,  ale 

przy  błogosławieństwie  chustą  św.  Weroniki  pożyczyłem  sobie  okula­

rów  od  jednego  z  braci  i  spojrzałem  —  a  przede  mną  widniała  twarz 

Pana  Jezusa  —  prawdziwie,  cudownie  odbita  na  chuście  św.  Weroniki. 
Skłoniłem  głowę  z  innymi,  a  tymczasem  w  powietrzu  rozległ  się  glos 

dzwonów oznajmiający skończenie benedykcji.

W  tym  roku,  jako  1600  rocznicę  zwycięstwa  Konstantyna  i  wskutek 

tego  pokoju  po  tylu  prześladowaniach,  odprawiają  się  w  Rzymie  solenne 

nabożeństwa,  gdzie  celebrują  wyżsi  dygnitarze  Kościoła,  przy  śpiewie 

najsławniejszych  chórów  włoskich.  Niedawno  była  tu  także  pielgrzym­
ka  polska,  bawiła  ona  w  Rzymie  cały  tydzień,  po  czym  jedni  pojechali 
na  Kongres  Eucharystyczny  na  Maltę,  inni  do  Neapolu,  a  reszta  do  do­

mu” 

20

.

Wielkie  wrażenie  na  bracie  ’  Maksymilianie  wywierają  wizyty  u  Oj­

ca  świętego..Z  ich  opisów  przebija  nieco  upodobania  do  tryumfalizmu 
Kościoła.  W  tym  przypadku  jest  on  dzieckiem  swojej  epoki.  Zaznacza 

się  ono  w  liście  do  Matki,  w  którym  opisuje  audiencję  u  papieża  świę­

tego  Piusa  X.  Pisze  w  nim.  „W  tym  czasie  byłem  także  dwa  razy  na  au­
diencji  publicznej  u  Ojca  świętego.  Tysiączne  tłumy  (chociaż  niełatwo 
otrzymać  bilet)  zalegały  dziedziniec  św.  Damazego.  Poprzedzony  biciem 
bębnów  i  muzyką  orkiestry  papieskich  szwajcarów,  stojących  na  dzie­
dzińcu,  ukazywał  się  Ojciec  św.  na  balkonie  w  białych  szatach  w  gro­

nie 

towarzyszących 

mu 

dostojników. 

Natychmiast 

powitał 

go 

grzmot 

oklasków.  On  zaś  spoglądał  miłościwie  jak  ojciec  na  swe  dzieci  i  król 
na  swych  poddanych.  Tak,  tu  jest  On  i  królem.  Z  boku  bowiem  powie­
wa  chorągiew  żółto-biała,  a  na  dziedzińcu  stoją  żołnierze  i  żandarmi  pa­

piescy,  i  lud,  co  także  uznaje  Go  swym  królem.  Ale  tam  —  kilkanaście 
kroków  dalej,  przed  bramą  Watykanu  —  stoją  policjanci  włoscy...  Lecz 
tu  On  i  królem.  Oklaski  wznawiane  głuszą  muzykę  orkiestry,  a  w  nie­

bo wzbija się okrzyk: „niech żyje!”.

Wnet jednak ucichła muzyka i oklaski cichły i umilkły, zgięły się

M

 M. K o l b e ,  List do Matki. Rzym 12.05.1913. Pisma... T. 1 s. 15-rl6.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

251

kolana  tłumów,  a  On,  zastępca  Pana  Jezusa  na  ziemi,  donośnym  głosem 
wyrzekł:  „Sit  nomen  Domini  benedictum”,  „Ex  hoc  nunc  et  usque  in 

saeculum”  —  odpowiedzieli  otaczający  Go.  Następnie  wyciągnął  rękę, 
głowy  się  skłoniły,  a  wśród  ciszy  rozległ  się  czysty  głos:  „Benedicat 

vos  —  Omnipotens  Deus  —  Pater  —  et  Filius  —  et  Spiritus  Sanctus”. 
„Amen"  —  zaszumiała  odpowiedź  tłumów.  I  natychmiast  zagrzmiała 
muzyka,  a  oklaski  tysiącznych  dłoni  wstrząsnęły  murami.  Ojciec  zaś 
święty,  dziękując  uprzejmie  ręką  za  odwiedziny,  zniknął  w  podwojach 

balkonu. Muzyka jednak rżnęła kawałek po kawałku „na odchodne”

21

.

Brat  Maksymilian  poznając  historię  Rzymu  i  uczestnicząc  w  licznych 

uroczystościach  kościelnych  coraz  lepiej  rozumie  ducha  Kościoła  kato­

lickiego,  wzrasta  w  nim  umiłowanie  Kościoła  i  przywiązanie  do  jego  pa­
sterzy.  Przeżywa  więc  głęboko  wszystko,  co  godzi  w  Kościół  i  papieża. 

Daje  tego  dowód  w  następującym  opisie  wydarzeń:  „Było  to  w  roku 

1917.  Masoneria  rozegrała  się  we  Włoszech  na  dobre.  Przy  obchodzie 

rocznicy  Giordano  Bruna  pozwolono  sobie  już  na  podnoszenie  sztanda­
ru,  na  którym  św.  Michał  Archanioł  leżał  pod  nogami  zwycięskiego  Lu­
cyfera.  Naprzeciw  okien  Watykanu  zatknięto  masońską  szmatę,  rozrzu­

cone  ulotki  głosiły,  że  policja  włoska  powinna  wkroczyć  do  Watykanu, 
a  złośliwa  ręka  pisała:  „Diabeł  będzie  rządził  w  Watykanie,  a  papież  mu 
będzie  za  szwajcara”  itd.”

22

  Tego  typu  wydarzenia  poruszają  brata 

Maksymiliana  do  głębi,  mobilizują  jego  osobowość  i  popychają  do  zara­
dzenia  szerzącemu  się  złu.  W  takim  duchu  pisze  pierwsze  zdanie  pa­
miętnika'  1918  roku:  „Usłyszałem  okropne  bluźnierstwo  przeciwko  Naj­

świętszej  Maryi  Pannie.  —  Jestem  już  zdrów,  niczego  nie  potrzebuję; 

tylko  pracować  jak  najwięcej  dla  zbawienia  tych  biednych  dusz  i  na 
wynagrodzenie  Niepokalanej,  Panu  Bogu  za  tyle  krzywd,  co  codziennie 
się popełnia. Dosyć tego” 

23

.

W  czasie  pobytu  w  Rzymie  brat  Maksymilian  coraz  ściślej  łączy  się 

z  zakonem.  W  dzień  Wszystkich  Świętych  1914  roku  składa  uroczystą 
profesję  zakonną  i  przybiera  sobie  dodatkowe  imię  Maria.  Będzie  go 

zawsze  odtąd  używał.  W  tym  też  roku  przyjmuje  cztery  niższe  święce­
nia.  W  roku  następnym,  22  października,  wieńczy  doktoratem  studia  fi­

lozoficzne.  W  związku  z  tymi  wydarzeniami  składa  przysięgę  antymo- 
dernistyczną.  Będzie  jej  wierny  przez  całe  życie.  Zawsze  będzie  daleki 
od  „nowinkarstwa”  teologicznego.  Prawdy  wiary  przyjmuje  tak,  jak  one 
brzmią  w  oficjalnym  nauczaniu  Kościoła.  Najchętniej  depozyt  wiary 
przejęty  od  apostołów  przekazywałby  niezmieniony.  Zabiegałby  jedynie 
o  ciągłe  unowocześnianie  metod  i  środków  ich  propagowania  wśród  lu­
dzi.

Dalszym  etapem  ściślejszego  związania  się  brata  Maksymiliana  z  za­

konem  i  Kościołem  są  święcenia  kapłańskie.  Dostarczają  mu  one  głębo­
kich przeżyć.

Z  utęsknieniem  czeka  na  ten  dzień,  ale  przeżywa  jakiś  niepokój, 

wzbudzony z poczucia niegodności wobec Boga, który obdarza go przez 

* *

11

 M. K o l b e ,  List do Matki. Rzym 8.07.1913. Pisma... T. 1 s. 19—20.

** M. K o l b e ,  Po co M. I., po co „Rycerz”, po co Niepokalanów. Pisma... T. 7 

s. 205.

*

8

 Pamiętnik. 29 styczeń 1918. Pisma... T. 5 s. 159.

background image

252

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

sakrament  kapłaństwa  wyjątkową  władzą.  Niepokój  ten  odbija  się  cho­
ciażby  w  takim  zapisie:  „O  Niepokalana  Pani  moja,  dopomóż  mi,  abym 

się  dobrze  przygotował  do  tak  ważnej  chwili.  —  Jak  myślę  o  tym,  z  jed­
nej  strony  czuję  jakiś  strach  przed  tak  wielką  władzą;  z  drugiej  zaś  go­
rące pragnienie tak pożądanej chwili” 

2i

.

Święcenia 

kapłańskie 

ojciec 

Maksymilian 

uważał 

za 

nadzwyczajny 

dar  Boga  otrzymany  za  pośrednictwem  Niepokalanej:  „Całą  tę  sprawę  — 
pisze  —  uznaję  z  wdzięcznością  jako  dar  uproszony  przez  Niepokalaną 

naszą  wspólną  Matuchnę.  —  Ileż  to  razy  w  życiu,  a  szczególnie  w  waż­
niejszych  jego  przejściach  doznałem  szczególnej  Jej  opieki.  —  Chwała 
zatem  Sercu  Przenajświętszemu  Pana  Jezusa  przez  Niepokalanie  poczę­
tą,  co  jest  narzędziem  w  ręku  Miłosierdzia  Bożego  do  rozdawania  łas­

ki. — Całą też mą ufność na przyszłość w Niej pokładam” 

2S

.

Pierwszą  mszę  świętą  w  łączności  z  przyjętymi  święceniami  kapłań­

skimi  ojciec  Maksymilian  odprawia  28  kwietnia  1918  roku  w  kościele 

św.  Andrzeja  della  Valle.  Dnia  następnego  mszę  św.  odprawia  na  oł­

tarzu  św.  Andrzeja  delle  Fratte  o  nawrócenie  schizma  tyków,  akatolików, 
masonów  itd.  Trzecią  natomiast  odprawia  w  Bazylice  św.  Piotra  na  gro­

bie  Księcia  Apostołów  o  łaskę  apostolatu  dla  siebie  i  łaskę  męczeństwa 

Ofiarował ją również za swoich współbraci w Kolegium.

Po  otrzymaniu  święceń  kapłańskich  ojciec  Kolbe  studiuje  nadal  teolo­

gię.  Kończy  ją  stopień  doktora  w  Papieskim  Wydziale  Teologicznym  św. 
Bonawentury.

Śluby  zakonne  i  śwńęcenia  kapłańskie  są  normalną  konsekwencją  re­

alizowanego  powołania  zakonnego.  Mają  one  miejsce  w  życiu  każdego, 
kto  odczyta  wezwanie  do  służenia  Bogu  i  ludziom  w  stanie  kapłańskim 

i  pójdzie  za  tym  głosem.  W  czasie  studiów  filozoficzno-teologicznych  oj­

ca  Maksymiliana  zachodzą  również  inne  fakty  —  czysto  wewnętrzne  — 

jemu  tylko  właściwe.  Rodzą  się  one  z  natchnień  i  oświeceń  Bożych, 

głębokiego 

nabożeństwa 

do 

Najświętszej 

Maryi 

Panny 

Niepokalanej 

i z wytężonej pracy wewnętrznej.

Od  swego  wstąpienia  do  zakonu  ojciec  Maksymilian  żywo  interesuje 

się  duchem  maryjnym  i  nauką  szkoły  franciszkańskiej  na  temat  Niepo­
kalanego Poczęcia. W Rzymie zainteresowania te szczególnie rozwija.
W  Klasztorze  12  Apostołów,  gdzie  mieszka,  mieści  się  Akademia  Niepo­

kalanego  Poczęcia  Najświętszej  Maryi  Panny  ukonstytuowana  po  ogło­
szeniu  dogmatu.  Korzysta  z  jej  księgozbioru  i  bierze  udział  w  organizo­
wanych 

przez 

nią 

spotkaniach. 

uroczystość 

objawień 

Niepokalanej 

w  Lourdes,  wraz  z  innymi  klerykami  idzie  do  ogrodów  watykańskich, 

gdzie  papież  Pius  X  wzniósł  grotę  lurdzką,  i  tam  uczestniczy  we  Mszy 

świętej  odprawianej  przez  papieża,  po  której  wraz  z  nim  odmawia  ró­
żaniec.  Szczegółowo  poznaje  historię  i  treść  objawień  Cudownego  Meda­

lika 

Katarzynie 

Labourć, 

jak 

też 

nadzwyczajnego 

nawrócenia 

Alfonsa 

Ratisbonne’a.

Atmosfera 

maryjna, 

jaką 

ojciec 

Maksymilian 

spotyka 

Zakonie 

i  subiektywne  przekonanie  o  szczególnych  łaskach,  jakich  wciąż  doznaje 
od Niepokalanej, pogłębiają jego miłość i gorące nabożeństwo do Boga-

u

 Pamiętnik. 28 kwiecień 1918. Pisma... T. 5 s. 165. 

“ List do matki, jw. s. 44.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

253

rodzicy.  Widzi  w  Niej  najpiękniejszy  wzór  zjednoczenia  z  Bogiem  i  ludź­
mi,  wzór  pełnego  oddania  się  Bogu  i  ludziom,  wzór  doskonałości,  szcze­

gólnie  dobra  i  piękna  moralnego,  kochającą  i  pełną  dobroci  Matkę  oraz 

hetmankę,  która  pomaga  człowiekowi  w  walce  ze  ziem.  Coraz  wyraźniej 
ogarnia  go  pragnienie  służby  dla  Niej.  Czyni  wreszcie  akt  pełnego  i  bez­

warunkowego  oddania  się  Jej.  Decyzja  ta  wypływa  z  całościowej  posta­

wy  całkowitego  poświęcenia  się  Bogu  i  ludziom.  Nadaje  ona  kierunek 
przyszłej  działalności  ojca  Maksymiliana.  Z  niej  też  wyrasta  konkretne 

postanowienie,  często  powtarzane  w  jego  zapiskach:  „odnowić  i  dobrze 

czynić  wszystko  w  Chrystusie  przez  Niepokalaną”

2

®.  Jest  to  „piękna 

misja  —  zdaniem  ojca  Maksymiliana  —  dla  której  warto  żyć,  cierpieć, 
pracować  a  także  umrzeć  (oby  jako  męczennik).  Tak  żyjąc  uświęcimy 

się  również  sami,  będziemy  jako  ofiary  trawione  żarem  zawsze  czynnej 

miłości;  miłości  ku  samemu  Bogu,  a  w  konsekwencji  ku  wszystkim  du­
szom  i  każdej  z  osobna,  które  są  i  będą;  miłości  -wszystko  obejmującej, 

poprzez  stworzenie  sięgającej  Bogu  i  tęskniącej  za  onym  uszczęśliwia­

jącym złączeniem wszystkich dusz z Bogiem przez miłość Bożą” 

21

.

Pracę  tę,  jak  zawsze,  ojciec  Maksymilian  pragnie  rozpocząć  od  sie­

bie.  Wyraźnie  o  tym  mówi  jego  ulubiona,  pełna  poetycko  wyrażonej 
prośby, modlitwa: „Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza.

Dozwól, bym własnym kosztem Cię chwalił.

Dozwól, bym dla Ciebie i tylko dla Ciebie żył, pracował, cierpiał, 

wyniszczył się i umarł.

Dozwól, bym się przyczynił do jeszcze większego, do jak największe­

go wyniesienia Ciebie.

Dozwól, bym Ci przyniósł taką chwałę, jakiej jeszcze nikt Ci nie 

przyniósł.

Dozwól,  by  inni  mnie  w  gorliwości  o  wywyższenie  Ciebie  prześcigali, 

a  ja  ich,  tak  by  w  szlachetnym  współzawodnictwie  chwała  Twoja  wzras­

tała  coraz  głębiej,  coraz  szybciej,  coraz  potężniej,  tak  jak  tego  pragnie 
Ten, który Cię tak niewysłowienie ponad wszystkie istoty wyniósł.

W Tobie jednej bez porównania bardziej uwielbiony stał się Bóg, 

niż we wszystkich Świętych swoich”

26 27 28

.

III.  NARODZINY DZIAŁACZA

Ojciec  Maksymilan  nie  ma  natury  estety.  W  zabytkach  Wiecznego 

Miasta  nie  szuka  tylko  piękna,  które  poruszałoby  go  do  przeżyć  este­
tycznych  i  pobudzało  do  abstrakcyjnych  refleksji.  Umie  je  dostrzec,  ale 
go  nie  kontempluje.  To,  co  najbardziej  go  porusza  w  historii  i  teraźniej­

szości  Rzymu,  to  ludzie,  którzy  za  wiarę  oddawali  tu  życie,  którzy  po­
trafili znieść różne cierpienia i dochować wierności swoim postanowie-

26

  M. K o l b e ,  Notatki z medytacji. Pisma... T. 5 s. 139, 143.

27

  M. K o l b e ,  List do Paolo Morattiego to Zagarolo. Cracovia 4.U.1919. Pis 

ma... T. 1 s. 89.

28

  M. K o l b e ,  Maryja Niepokalana (Inwokacja). Pisma... T. 7 s. 379.

background image

254

o. Leon Benigny Dyczewski OFMCont).

niom  oraz  Bogu.  W  notatkach  i  listach  o  muzeum  watykańskim  nie 
wspomina  ani  razu,  ale  o  Koloseum  pisze  kilkakrotnie.  Tu  bowiem  roz­

grywały  się  losy  boskie  i  ludzkie,  tu  za  najszlachetniejsze  idee  tysiące 
ludzi  oddawało  życie,  broniło  Boga  i  Kościoła,  a  ich  krew  stawała  się 

posiewem  wiary.  W  zabytkach  i  ludziach  Wiecznego  Miasta  ojciec  Ma­
ksymilian  odczytuje  zmagania  się  dobra  ze  złem,  Kościoła  z  tymi,  któ­
rzy  propagują  i  czynią  zło.  W  tę  walkę  chciałby  się  włączyć  i  on,  stając 
po  stronie  Kościoła  i  dobra.  Autentycznie  cierpi  kiedy  słyszy  przekleń­
stwa  na  ulicach  miasta  i  widzi  ugrupowania  masońskie,  liberalne  i  socja­
listyczne  atakujące  Kościół  oraz  papieża.  Nie  wszystko  z  tych  ataków 

rozumie.  W  ich  ocenie  ulega  opiniom  swoich  wychowawców  i  wysokich 
dostojników 

Kościoła, 

którzy 

masonerii 

widzą 

główne 

źródło 

zła 

i  sprężynę  organizowanych  napaści  na  Kościół  i  papieża.  Taki  pogląd 

raa  między  innymi  o.  Ignudi,  rektor  kolegium,  wybitny  znawca  A.  Dan­
tego,  przyjaciel  samego  Ojca  świętego,  zakonnik  pod  każdym  względem 

wzorowy, mający wielki autorytet moralny wśród kleryków.

Pragnienie  zdziałania  czegoś  wielkiego  dla  Boga  i  w  obronie  Kościo­

ła,  stopniowo  nasila  się  w  ojcu  Maksymilianie.  Jak  najbardziej  serio  bie­

rze  nawoływanie  papieży  i  przełożonych  zakonnych  do  odnowy  życia 
na  podstawie  Ewangelii  i  reguły  św.  Franciszka  z  Asyżu.  Chcąc  cele  te 

realizować 

jak 

najszybciej 

zakłada 

Stowarzyszenie 

pod 

nazwą 

Militia 

Immaculatae.  W  języku  polskim  jest  ono  znane  jako  Rycerstwo  Niepo­

kalanej.  Okoliczności  towarzyszące  jego  powstaniu  i  pierwszemu  zebra­

niu opisuje ojciec Maksymilian następująco:

„W  stolicy  chrześcijaństwa,  w  Rzymie,  mafia  masońska  wielokrot­

nie  piętnowana  przez  papieży,  panoszyła  się  w  latach  przedwojennych 

coraz  bezczelniej.  Nie  cofnięto  się  przed  obnoszeniem  w  obchodach  Gior- 
dano  Bruna  czarnej  chorągwi  z  wizerunkiem  Michała  Anioła  pod  noga­

mi 

Lucyfera, 

ani 

przed 

wywieszeniem 

oznak 

masońskich 

naprzeciw 

okien  Watykanu.  Nieprzytomna  ręka  nie  wzdrygała  się  nawet  pisać: 
„szatan  będzie  rządził  w  Watykanie,  a  papież  będzie  mu  służył  za  szwaj­

cara”  itp.  W  aż  tak  opłakanym  stanie  znajdowały  się  niektóre  dusze  od­
dalone od Boga.

Śmiertelna  ta  nienawiść  do  ^ościoła  Chrystusowego  i  Jego  zastępcy 

na  ziemi  to  nie  tylko  wybryk  wykolejonych  jednostek,  ale  systematycz­
na  działalność  wynikająca  z  zasady  masonerii:  „Zniszczyć  wszelką  reli- 

gię,  a  zwłaszcza  katolicką”.  Po  całym  świecie  rozsiane  komórki  tej  mafii, 
w  najrozmaitszy  sposób  mniej  lub  więcej  widoczny,  do  tego  samego  ce­
lu  zdążają.  Posługują  się  przy  tym  całą  plejadą  zrzeszeń  o  najrozmait­

szych  nazwach  i  celach,  które  jednak  pod  ich  wpływem  szerzą  obojęt­
ność religijną i osłabiają moralność.

Na  osłabienie  tej  ostatniej  baczną  oni  zwracają  uwagę  w  myśl  po­

wziętej  uchwały:  „My  religii  katolickiej  nie  zwyciężymy  rozumowaniem, 

tylko psuciem obyczajów”.

I  toną  dusze  w  powodzi  literatury  i  sztuki  obliczonej  na  osłabienie 

poczucia  moralności.  Zaraza  brudu  moralnego  szerokim  korytem  ścieka 
prawie  że  wszędzie.  Osłabiają  się  charaktery,  rozrywają  rodzinne  ogni­

ska i mnoży się smutek w głębi serc skalanych.

Dusze  takie,  nie  czując  sił  do  otrząśnięcia  się  z  podlącego  je  jarzma, 

omijają Kościół albo nawet powstają przeciwko niemu.

background image

5u)łętv Maksymilian Maria Kolbe

255

By  podać  ręką  tylu  nieszczęśliwym  duszom,  by  umocnić  serca  nie­

winne  w  dobrem,  by  dopomóc  wszystkim  do  zbliżenia  się  do  Pośrednicz­

ki  wszelkich  łask,  Niepokalanej,  powstaje  w  roku  1917  w  Międzynaro­

dowym 

Kolegium 

Braci 

Mniejszych 

Konwentualnych 

(00. 

Franciszka­

nów) w Rzymie — Milicja Niepokalanej.

Zawiązuje  się  nasamprzód  pomiędzy  trzema  alumnami  tego  kolegium 

w  czasie  letnich  wakacji  szkolhych,  w  „Winnicy”  zwanej  Villa  Antoni­
na przy Termach Karakalli. (...)

Kółko  zawiązywało  się  w  ukryciu  i  wiedzieli  o  nim  tylko  przełożeni. 

Wyjawiano je wyłącznie tym, których chciano do niego zaliczyć.

W  ten  sposób  liczba  członków  do  zebrania  w  dniu  16  października 

doszła  do  siedmiu  osób.  Na  zebraniu  tym,  przed  figurą  Niepokalanej, 

przed  którą  jarzyły  się  dwie  świece,  przy  drzwiach  zamkniętych  prze­
dyskutowano  dyplomik,  zawierający  najważniejsze  punkty  stowarzysze­

nia  i  pocieszano  się  obietnicą  spowiednika  Ojca  św.  o.  Aleksandra  Basile 
TJ, że zaznajomi go z faktem powstania stowarzyszenia”

29

.

Statut  nowego  stowarzyszenia  jest  niebywale  krótki.  Mieści  się  na 

jednej  stronie  niewielkiej  kartki,  niedbale  zresztą  wyrwanej  z  zeszytu. 
Takim  jest  właśnie  założyciel.  Nie  przywiązuje  wagi  do  formalnych 

aspektów  sprawy.  Wierzy,  że  jeżeli  założenia  statutowe  są  ważne,  po­
chodzą  z  bożych  natchnień,  to  obronią  się  przed  zniszczeniem,  ludzie 

swoją  myślą  i  czynem  je  utrwalą.  A  jeżeli  są  mało  warte,  tylko  ludz­
kie,  to  i  tak  zginą,  choćby  były  spisane  na  najlepszym  papierze  i  opra­

wione  w  skórę.  Ten  krótki  statut  głosi,  że  zasadniczym  celem  Rycerstwa 

Niepokalanej  jest  głoszenie  Boga  wszystkim  ludziom,  nawracanie  ich, 
szczególnie  masonów,  łączenie  chrześcijan  w  Kościele  katolickim  oraz  uś­

więcenie  własne  i  całego  świata  pod  opieką  i  za  pośrednictwem  Niepo­
kalanej.  Statut  podaje  środki  działania  i  warunki  przynależności,  spo­
śród  których  najważniejszym  jest  całkowite  oddanie  się  Niepokalanej. 

Stowarzyszenie  w  swojej  ideologii  opiera  się  zdecydowanie  na  Najśw. 
Maryi  Pannie,  przede  wszystkim  na  Jej  przywileju  „niepokalaności”, 
czyli  wolności  od  jakiegokolwiek  grzechu  i  najszlachetniejszej  miłości 
Boga.  Niepokalana  jest  patronką  nowego  stowarzyszenia,  wzorem  do­
skonałości 

dla 

jego 

członków 

oraz 

pośredniczką 

pomiędzy 

Bogiem 

a  człowiekiem,  przez  Nią  świat  będzie  odnowiony  i  praca  dla  tego  dzieła 
jest celem stowarzyszenia.

Ojciec  Maksymilian  mając  dwadzieścia  trzy  lata  i  będąc  na  drugim 

roku  studiów  teologicznych  ma  już  całościowo  przemyślaną  i  opracowa­
ną  formę  przyszłej  działalności  apostolskiej.  Na  razie  jest  to  schemat 
dość  ogólny,  ale  jego  zasadnicze  założenia  nie  będą  zmieniane.  Należą 
do  nich  charakter  maryjny  działalności,  akcentowanie  doskonałości  mo­
ralnej,  bezgraniczne  oddanie  się  Bogu  przez  Niepokalaną,  maksymalizm 

w  angażowaniu  środków  i  metod  działania,  duża  dowolność  w  formu­
łowaniu konkretnych celów działania, luźna struktura organizacyjna.

Nowa  organizacja  istnieje  w  Kolegium,  ale  właściwie  nie  prowadzi 

działalności.  Przez  najbliższe  dwa  lata  nie  powiększa  się  też  liczebnie. 
Jej założyciel natomiast pogłębia własne życie duchowe, pracuje usilnie

*» M. K o l b e ,  Dzieje Milicji Niepokalanej. Pisma., T. 7 s. 445—446.

background image

256

o. Leon Benigny Dyczewski OFMCotw.

nad  tym,  by  samemu  stać  się  doskonałym  jej  członkiem,  poszerza  wie­
dzę 

Niepokalanym 

Poczęciu 

Najśw. 

Maryi 

Panny 

rozczytuje 

się 

w  historii  objawień  w  Lourdes,  Cudownego  Medalika  i  nawrócenia  Al­
fonsa  Ratisbonne.  Wydarzenia  te  z  ich  treścią  teologiczną  i  moralną  wej­

dą  na  stałe  do  nauczania  i  działalności  ojca  Maksymiliana.  Często  będzie 
je  sam  rozważał  i  przedstawiał  innym  jako  dowody  przemawiające  za 

dobrocią  i  mocą  Niepokalanej,  a  także  jako  wezwanie  do  bycia  bardziej 
doskonałym i bliższym Boga.

W  1919  roku  ojciec  Maksymilian  kończy  studia  rzymskie.  22  lipca 

tegoż  roku  broni  doktoratu  z  teologii  i  dwa  dni  później  pociągiem  Czer­

wonego 

Krzyża 

wyjeżdża 

Wiecznego 

Miasta 

do 

Krakowa. 

Przełożeni 

wadząc  w  nim  od  dawna  profesora,  przeznaczają  go  do  seminarium.  Od 
nowego  roku  akademickiego  uczy  filozofii  i  historii  powszechnej.  Filo­
zofia  bardzo  mu  odpowiada,  ale  do  historii  nie  ma  zamiłowana,  skoro 
jednak  przełożeni  obdarzyli  go  nią,  więc  dokształca  się  i  przekazuje  kle­
rykom  dzieje  ludzkich  zmagań.  Bardziej  niż  dawne  dzieje  pociąga  go 

teraźniejszość,  a  jeszcze  silniej  przyszłość.  Taką  już  ma  naturę,  że  się­
ga  po  nowe.  Należy  do  tych  co  tworzą  historię,  a  nie  ją  odtwarzają. 
Wszystek 

więc 

czas 

wolny 

poświęca 

działalności 

apostolskiej 

szeroko 

rozumianej. 

Tworzy 

małe 

grupy 

wśród 

księży, 

kleryków 

katolików 

świeckich. 

Gromadzi 

ich 

na 

comiesięcznych 

spotkaniach 

poświęconych 

tematom  z  zakresu  apologetyki  i  najnowszej  historii  Kościoła.  Omawia 
z  nimi  aktualne  probiemy  wiary  i  moralności  oraz  zagadnienia  społecz­

ne. Z grup tych tworzy pierwsze koła Rycerstwa Niepokalanej.

Stowarzyszenie  założone  w  Rzymie  przyjmuje  się  i  szybko  rozwija 

się  w  Krakowie.  Liczba  jego  członków  rośnie  gwałtownie  i  ojciec  Mak­
symilian  coraz  bardziej  zdaje  sobie  sprawę  z  tego,  że  nie  obejmie  ich 
swoim 

oddziaływaniem. 

Zamierza 

więc 

wydawać 

pismo, 

które 

pełniło­

by  rolę  moderatora  i  informatora  dla  członków  Rycerstwa  Niepokalanej 
oraz  kształtowałoby  świadomość  religijną,  moralną  i  społeczną  szerokich 

mas  społecznych.  Popierają  go  w  tym  profesorowie  Wyższego  Semina­

rium  OO.  Franciszkanów,  jak  na  przykład  o.  Czesław  Kellar,  o.  Hen­
ryk  Górczany,  klerycy  i  w-ielu  ojców  z  prowincji  szczególnie  o.  Wenan- 
ty  Katarzyniec.  Prowincjał  daje  sw

r

oją  zgodę  i  ojciec  Maksymilian  na 

styczeń  1922  roku  postanawia  wydać  pierwszy  numer  nowego  miesięcz­
nika,  któremu  nadaje  tytuł  Rycerz  Niepokalanej.  Tytuł  pisma,  podobnie 
jak 

nazwa 

stowarzyszenia, 

wyraża 

specyfikę 

ideologiczną 

ojca 

Maksy­

miliana.  Sam  chce  naśladować  Niepokalaną  w  Jej  doskonałej  miłości 
Boga  i  pragnie,  by  inni  szli  tą  samą  drogą;  Jej  poświęca  wszystko,  co 

czyni.  Założeniom  tym  pozostanie  wierny  do  końca  życia.  A  wierność 
ta  będzie  tak  wielka,  że  wypali  w  nim  nawet  najmniejsze  odruchy  mi­

łości  własnej.  Niczego  nie  będzie  chciał  zachować  dla  siebie.  Wszystko 

będzie oddawał Tej, którą gorąco i wyłącznie umiłował.

Rycerz Niepokalanej powstaje w wielkich trudnościach i wspólnym 

wysiłkiem. Jego wspólnotowy charakter wyraża się nawet w tym, że 

nie ma on określonej i stałej podstawy materialnej jak inne pisma. Na 

początku stycznia 1922 roku ojciec Maksymilian wychodzi na ulice Kra­
kowa i żebrze pieniądze na opłacenie drukarni. Kiedy okazało się, że 
koszt druku przekracza uzbieraną sumę, anonimowy ofiarodawca przy­

niósł owe brakujące 500 marek polskich, z napisem na kopercie „Dla

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

257

Ciebie,  Matko  Niepokalana”  i  zostawił  na  ołtarzu  Niepokalanej  w  bazy­

lice  franciszkańskiej  w  Krakowie.  Ojciec  Maksymilian  odczytuje  ten 

fakt  jako  wyraźny  znak  opieki  Niepokalanej  nad  nowym  dziełem.  Od 
pierwszego  numeru  pismo  staje  się  własnością  czytelników.  Będzie  do 
nich  wracało  za  banalnie  małą  cenę,  a  do  wielu  będzie  szło  za  darmo. 
Już  część  pierwszego  numeru  sam  ojciec  Maksymilian  darmo  rozdaje 
przechodniom  na  ulicach  Krakowa.  Ludzie  biorą  go  niechętnie,  bo  ar­
tykuły  są  mało  atrakcyjne  i  szata  graficzna  nieciekawa.  Tych,  którzy 
biorą  go  do  ręki  uderza  gorliwość  apostolska  i  wielka  bezinteresowność 
naczelnego  redaktora.  W  swojej  odezwie  do  czytelników  określa  cel 

i  charakter  pisma.  Jego  celem  —  pisze  ojciec  Maksymilian  w  nocie  „Od 
Redakcji”  —  „jest  nie  tylko  pogłębić  i  umocnić  wiarę,  wskazać  praw­

dziwą  ascezę  i  zapoznać  wiernych  z  mistyką  chrześcijańską,  ale  także 
w  myśl  zasad  Milicji  Niepokalanej,  starać  się  o  nawrócenie  akatolików. 
Ton  pisma  będzie  zawsze  przyjazny  dla  wszystkich  bez  względu  na  róż­

nice  wiary  i  narodowości.  Miłość,  której  uczył  Chrystus  —  jego  charak­
terem.  I  właśnie  z  tej  miłości  ku  zbłąkanym,  a  przecież  szukającym 
szczęścia  duszom,  postara  się  on  piętnować  fałsz,  wyświetlać  prawdę 
i wskazywać prawdziwą drogę do szczęścia” 

3

«.

Ojciec  Maksymilian  prowadząc  różnorodną  działalność  apostolską  nie 

zaniedbuje  życia  duchowego.  W  postanowieniach,  jakie  w  tym  czasie 
czyni,  przebija  wielka  troska  o  rozwój  miłości  Boga  i  bliźniego.  Te  dwie 
miłości  sprowadza  do  jednej.  Pragnie  świadczyć  Bogu  miłość  w  służbie 
bliźnim,  a  najgorliwiej  służąc  Bogu  chce  świadczyć  miłość  bliźnim. 

W  czasie  ćwiczeń  duchownych  odprawianych  w  lutym  1920  roku  ukła­
da  tzw.  regulamin  życia  składający  się  z  12  punktów.  Między  innymi 

postanawia  w  nim:  „Muszę  być  świętym  jak  najświętszym;  Nie  opusz­
czę:  a)  żadnego  zła  bez  naprawienia  go  (zniszczenia  go)  i  b)  żadnego  do­
bra,  które  bym  mógł  zrobić,  powiększyć  lub  w  jakikolwiek  sposób  się 
do  niego  przyczynić;  Wszystko  mogę  w  Tym,  który  mnie  przez  Niepo­
kalaną  umacnia”

31

.  Te  i  pozostałe  punkty  regulaminu  ukazują  z  jak 

wielką  siłą  ojciec  Maksymilian  pragnie  poświęcić  się  Bogu,  by  swoim 
życiem  przynieść  Mu  najwięcej  chwały.  W  tyra  pragnieniu  zapomina  zu­
pełnie  o  sobie.  Bóg,  Niepokalana  i  bliźni  stają  się  dla  niego  wszystkim. 

Swymi  postanowieniami  i  życiem  wpisuje  się  do  liczby  największych 
miłośników  Boga  i  człowieka,  szaleńców  gotowych  na  największe  ofia­
ry.

Na  drogę  ofiary  Bóg  wprowadza  go  od  samego  początku.  Jest  nią 

choroba.  Z  miesiąca  na  miesiąc  pogarsza  się  stan  jego  zdrowia.  Staje  się 
nieuleczalnym  gruźlikiem,  pracującym  o  jednym  płucu.  Ma  głowę  peł­
ną  planów,  zapał  przeogromny  do  ich  urzeczywistniania  i  to  jak  najszyb­

szego,  a  tu  wielka  niemoc  fizyczna.  Ten  dziwny  układ,  dla  wielu  ludzi 
tragiczny,  będzie  mu  towarzyszył  do  końca  życia,  ale  bez  piętna  tragiz­
mu.  Stanie  się  on  jedynie  szczególną  okazją  do  lepszego  rozumienia  tych, 
którzy  są  słabi  i  cierpiący  oraz  do  okazywania  im  większej  troski.  Sam 
nie korzystając z żadnych wyjątków z racji swojego stanu zdrowia, bę-

*° M. K o l b e ,  Od redakcji. „Rycerz Niepokalanej” 1 (1922) 3. Pisma... T. 6 s. 

112—113.

« M. Ko 1 be, Regulamentum vitae. Pisma... T. 5 s. 59—61.

17 — Polscy święci

background image

258

o. Leon Benigny Dyczewski OFMCono.

dzie  je  czynił  dla  innych.  Kuracją,  dla  niego  nieodzowną,  odbywa  na 
wyraźne 

polecenie  przełożonych.  A  ci  od  samego  początku  wykazują 

wiele  zrozumienia  dla  jego  choroby  i  prawdziwie  troszczą  się  o  stan  je­
go  zdrowia.  Nie  bacząc  nawet  na  ważne  i  pilne  jego  prace  odrywają  go 

od  nich  i  parokrotnie  wysyłają  na  kuracje  do  Zakopanego,  Mszany  Dol­

nej i klasztoru w Nieszawie.

Gdziekolwiek  ojciec  Maksymilian  jest,  szuka  kontaktu  z  ludźmi,  by 

ich  przybliżyć  do  Boga.  Nie  czeka,  aż  go  ktoś  o  to  poprosi.  Jest  typo­

wym  apostołem  szukającym  słuchacza.  Czyni  podobnie  jak  ewangeliczny 
pasterz  wobec  zaginionej  owcy.  Cieszy  się  też  z  każdego  sygnału  świad­

czącego  o  tym,  że  człowiek  otwiera  się  na  działanie  Boga.  Przebija  to 
z  listu  do  rodzonego  brata  Alfonsa,  wówczas  jeszcze  kleryka  teologii. 

„Niepokalana  —  pisze  w  nim  —  dozwoliła  mi  zbliżyć  się  do  akademików 

przebywających  tu  w  ich  domu  zdrowia  Bratnia  Pornoc.  Mają  oni  sławę 
r.iereligijnych  i  nie  bez  powodu.  Zarząd  socjalistyczny  (tak  mówią),  zło­
żony  kto  wie  z  jakich  głów.  Teraz  zapraszają  mnie  oni  (tj.  koło  wybrane 
pacjentów;  akademicy)  i  to  bardzo,  abym  im  wyjaśniał  sprawy  religijne. 

Urządziłem 

więc 

tam 

seryjkę 

pogadanek 

apologetycznych, 

których 

każdy  mógł  dowolnie  głos  zabierać.  Przeszliśmy  od  istnienia  Boga  aż 
do 

Bóstwa 

Chrystusa 

Pana. 

Pokupili 

nawet 

sobie 

Nowy 

Testament 

Szczepańskiego,  Wieczory  nad  Lemanem  i  Apologetyką  Bartynowskiego. 
Ale  i  to  ograniczam,  aby  zdrowiu  nie  szkodzić.  —  Śliczne  nieraz  były 
sceny podczas dysput, ale nie mam czasu ich opisywać” 

32

.

Pomimo  choroby  oraz  stosunkowo  częstych  i  długich  nieobecności 

ojca  Maksymiliana,  dzieło,  jakie  zapoczątkował  krzepnie  i  rozwija  się. 
Klasztor  krakowski  okazuje  się  za  mały  i  nie  daje  perspektyw  rozwojo­
wych.  Poza  tym,  klimat  miasta  jest  wprost  zabójczy  dla  gruźlika,  jakim 

jest  ojciec'  Maksymilian.  Przełożeni  biorąc  pod  uwagę  te  dwa  względy 

decydują  się  przenieść  jego  i  wydawnictwo  Rycerstwa  Niepokalanej  do 

niedawno  odzyskanego  klasztoru  w  Grodnie.  Stoi  prawie  pustką,  więc 
daje  szanse  na  organizowanie  własnej  drukarni,  o  czym  marzy  naczel­
ny  redaktor  Rycerza  Niepokalanej,  a  samo  Grodno  ze  swoimi  okolicami 
posiada  doskonały  klimat,  który  będzie'lepiej  służył  zdrowiu  schorowa­

nemu  ojcu  Maksymilianowi.  Wypadki  toczą  się  szybko,  jak  w  całym 

jego  życiu,  i  już  20  października  1922  roku  wydawnictwo  przenosi  do 

Grodna.  Zespołem  wydawniczym  jest  sam  ojciec  Maksymilian,  a  cały 

majątek wydawnictwa przewozi w jednej teczce.

IV.  STARY KLASZTOR ZA MAŁY DLA NOWEGO DZIEŁA

Ojciec  Maksymilian  Kolbe  jedzie  do  Grodna  z  konkretnym  zamia­

rem:  chce  tam  zorganizować  wydawmictwo  z  własną  drukarnią.  Zamia­
rowi  temu  przyświecają  dwa  cele.  Jeden  ekonomiczny,  chce  po  prostu

” M. K o l b e ,  List do Alfonsa Kolbego. Zakopane 8.12.1920. Pisma... T. 1 s. 

184.

background image

Sunęły Maksymilian Maria Kolbe

259

uniezależnić  się  od  koniunktury  gospodarczej,  od  cen  skaczących  w  gó­
rę  z  miesiąca  na  miesiąc.  A  drugi  cel  jest  duchowy.  Wypływa  z  ducha 
franciszkańskiego  ubóstwa,  nakazującego  pracę  bezinteresowną  dla  Bo­
ga  i  ludzi.  Ojciec  Maksymilian  w  wydawanie  Rycerza  Niepokalanej  prag­

nie  włożyć  jak  najwięcej  pracy  własnej,  dzięki  czemu  pismo  będzie 
można  rozprowadzać  po  niskiej  cenie,  a  wówczas  będą  mogli  je  czytać 
najubożsi,  a  tym,  których  w  ogóle  nie  stać  na  kupno  pisma  będzie  moż­

na dawać je darmo.

W  klasztorze  grodzieńskim  ojciec  Maksymilian  spotyka  życzliwą  po­

stawę  wobec  swych  planów.  Miejscowy  gwardian  cieszy  się  z  jego  przy­
bycia  i  wiąże  z  nim  nadzieję,  że  praca  wydawnicza  przywróci  znaczenie 
klasztoru  w  mieście  i  okolicy  oraz  ugruntuje  obecność  ponownie  tu  przy­

byłych  franciszkanów.  Wśród  członków  wspólnoty  zakonnej  ojciec  Ma­
ksymilian  znajduje  wiernego  powiernika  duszy  i  doskonałego  doradcę. 
Jest  nim  ojciec  Melchior  Fordon,  zmarły  w  opinii  świętości.  Cechuje  go 
głębia 

życia 

wewnętrznego, 

gorliwość 

apostolska, 

równowaga 

ducha 

i  wielka  życzliwość  do  ludzi.  Dojrzałością  swojej  osobowości  staje  się 
podporą  zespołu  wydawniczego,  choć  do  niego  nie  należy.  Między  nim 

a ojcem Maksymilianem nawiązuje się przyjaźń.

Prowincjał  do  pomocy  ojcu  Maksymilianowi  daje  brata  Alberta  01- 

szakowskiego,  z  zawodu  zecera,  następnie  aspiranta  Stanisława  Gawła, 

który  wkrótce  przywdziewa  habit  zakonny  i  otrzymuje  imię  zakonne  Jo­
achim.  W  trójkę  stanowią  pierwszy  zespół  wydawnictwa  Rycerstwa  Nie­

pokalanej.  Pracę  wydawniczą  dzielą  między  siebie  następująco:  Ojciec 
Maksymilian  organizuje  treść  numeru  Rycerza  Niepokalanej,  opracowuje 
go  graficznie  i  szuka  autorów.  Do  niego  też  należy  organizowanie  wy­
dawnictwa,  a  więc  kupowanie  urządzeń  i  materiałów  drukarskich.  Brat 
Albert  drukuje,  a  brat  Joachim  zszywa  i  obcina.  Adresują  i  wysyłają 
wszyscy.  Dorywczo  pomagają  im  inni  członkowie  klasztoru  i  osoby  świe­
ckie,  nawet  dzieci.  Co  zdolniejszych  chłopców  brat  Albert  wciąga  w  ukła­
danie  łatwiejszych  tekstów.  Pierwszy  numer  Rycerza  Niepokalanej  na 

1923  rok  drukują  już  u  siebie  i  wychodzi  bez  opóźnień.  Przez  cały  rok 

miesięcznik  ukazuje  się  regularnie  w  stałym  nakładzie  pięciu  tysięcy 
egzemplarzy.  Praca  nad  jego  wybiciem  trwa  od  8  do  10  dni.  Wymaga 
ona  dużego  wysiłku  fizycznego,  bo  nie  jest  jeszcze  w  pełni  zmechani­
zowana.  Nie  zawsze  jest  też  prąd,  klasztor  bowiem  leży  na  drugim  brze­
gu  Niemna  aniżeli  centrum  miasta  i  w  późnych  godzinach  wieczornych 
elektrownia  wyłącza  zasilanie,  co  szczególnie  utrudnia  pracę.  Wszyscy 
robią  tu  wszystko.  Ojciec  Maksymilian,  kiedy  potrzeba,  pomaga  zecero- 
wi,  obcina,  zszywa,  nosi  paczki  z  Rycerzem  Niepokalanej  na  pocztę.  Czę­
sto  jeździ  do  Warszawy  po  czcionki  i  farbę  drukarską  lub  po  nowe  urzą­
dzenia.  Wszystko  chce  kupić  jak  najtaniej,  więc  za  poszukiwanymi  rze­
czami  nieraz  długo  musi  chodzić.  Nie  korzysta  z  taksówek,  ani  z  pierw­
szej klasy, w dodatku najczęściej podróżuje nocą.

Poza  pracą  wydawniczą  ojciec  Maksymilian  głosi  kazania,  choć  nie­

zbyt  często,  spowiada,  uczy  dzieci  religii  i  jeździ  do  chorych.  Lubi  tę 
typowo  duszpasterską  pracę.  Choć  mówi  cicho,  spokojnie,  bez  nadmier­
nej  gestykulacji,  ludzie  słuchają  go  chętnie,  bo  —  jak  zaznacza  jedna 
z  parafianek  —  „jakaś  siła,  moc  ducha,  miłość  i  chęć  pomocy  wyrwania 
się biednych dusz na drogę Bożą, szły ze słów Ojca Maksymiliana. Był

17*

background image

260

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

najlepszym  spowiednikiem,  bo  potrafił  najlepiej  zrozumieć  nędzę  ludzką 
i  wskazać  często  biednym  duszom  drogę  do  najlepszej  Opiekunki  i  Mat­

ki  —  Matki  Bożej.  Przy  jego  konfesjonale  było  najwięcej  osób  i  nieraz 

długo  trzeba  było  czekać,  a  warto  było  czekać,  bo  on  napełniał  duszę 
bogatym zasobem łask Bożych często na całe życie” 

33

.

Ojciec  Maksymilian  z  posługą  kapłańską  jeździ  nieraz  do  wiosek  po­

łożonych  kilkanaście  kilometrów  od  miasta.  Między  innymi  dojeżdża  do 
szkoły  w  Kopciówce,  która  na  niedzielę  zamienia  się  w  kaplicę.  Kierow­
niczka  tej  szkoły  zapamiętała  ojca  Maksymiliana  jak  siedzi  „na  wózku 
lekko  zgarbiony,  w  szkłach  na  oczach,  cichy,  prosty,  i  wzbudzający  swo­
im  wyglądem  dziwną  cześć”

34

.  Jak  tylko  przyjechał  „natychmiast  sia­

dał  do  konfesjonału  i  spowiadał  długo  i  uważnie,  aż  wyczerpał  wszy­
stkich.  Po  Ewangelii  świętej  miał  od  ołtarza  kazanie.  Mówił  cicho,  bez 

retoryki,  bez  gestykulacji.  Mówił  wnikliwie  i  jasno.  Nie  mogę  powiedzieć 

pięknie  —  relacjonuje  T.  Kostrzewska-Przanowska  —  gdyż  to  było  wię­

cej niż pięknie, choć nie było ozdobnie” 

35

.

Ojciec  Maksymilian  polubił  prosty  lud  grodzieński.  Chętnie  jeździ  na 

wieś.  Łatwo  nawiązuje  kontakt  z  miejscową  ludnością.  W  kontakcie 

z  ludźmi  cechuje  go  „niezwykła  uprzejmość,  w  której  nie  widziało  się 

tylko  grzeczności,  lecz  niezwykłą  ludzką,  może  zresztą  więcej  niż  ludz­

ką  —  serdeczność,  braterstwa  i  cierpliwość”

36

.  Szczególnie  interesuje 

się  młodzieżą  i  dziećmi.  Dla  dzieci  przychodzących  do  klasztoru  na  pró­

by  teatru  organizuje  coś  w  rodzaju  podwieczorku.  Składa  się  nań  gorąca 

zupa  lub  herbata  i  chleb.  Dla  niektórych  dzieci,  jak  zaznacza  nauczy­

cielka prowadząca ów dziecięcy teatr, był to jedyny posiłek.

Ojciec  Maksymilian  coraz  lepiej  poznając  ludzi  różnych  środowisk 

nabiera  też  coraz  wńększego  przekonania,  że  dokonał  dobrego  wyboru 
skierowrując  swoje  pismo  do  masowego  odbiorcy.  Okazuje  się  to  wyprost 

koniecznością  właśnie  tutaj  w

7

e  wschodnich  częściach  kraju,  gdzie  czy­

telnictwo  nie  jest  rozwinięte,  gdzie  ludność  wydobywając  się  z  analfa­

betyzmu,  tragicznej  pozostałości  rosyjskiego  zaboru,  garnie  się  do  książ­

ki  i  prasy,  a  nie  jest  na  tyle  przygotowana,  by  mogła  czytać  pisma  sto­

jące  na  wysokim  poziomie.  Dalszy  rozwój  działalności  apostolskiej  przez 

prasę  uważa  za  konieczność  czasu.  Już  tutaj  w  1923  roku  rodzą  się  za­

miary  wydawania  pisma  dla  dzieci,  dziennika  katolickiego  oraz  serii  ksią­
żek  o  niewielkiej  objętości  i  łatwych  w  czytaniu,  które  stanowiłyby 
bibliotekę  Rycerstwa  Niepokalanej.  Na  razie  są  to  tylko  pomysły.  Z  bie­
giem  lat  będą  one  dojrzewały  i  urzeczywistniały  się.  Teraz  ojciec  Maksy­

milian  nie  mając  możliwości  ich  realizowania  powiększa  objętościowo 

Rycerza  Niepokalanej  i  wzbogaca  go  treściowo.  Wprowadza  dział  dla 
dzieci,  stale  podwyższa  jego  nakład.  W  grudniu  1924  wychodzi  już  w  na­

kładzie  12  tysięcy  egzemplarzy,  w  następnym  roku  nakład  wzrasta  do 

30  tysięcy,  a  w  grudniu  1927  roku  do  60  tysięcy  egzemplarzy.  Na  rok 

*  **

** 

Aleksandra 

A. 

A m e r s k a ,  

Wspomnienia 

Ojcu 

Maksymilianie 

Kolbem 

w  Grodnie:  1923—1928.  Gdańsk-Wrzeszcz  2.01.1954.  W:  Relacje  osób  duchownych 
i świeckich o ojcu Maksymilianie Kolbem, Niepokalanów 1969 s. 1.

u

 

Teresa 

K o s t r z e w s k a - P r z a n o w s k a ,  

Wspomnienia. 

Skwierzyna 

23.07.1946. W: Relacje... s. 55.

48

 Tamże.

** Tamże.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

261

1925  ukazuje  się  ilustrowany,  ponad  stustronicowy  Kalendarz  Rycerstwa 

Niepokalanej.  Od  tego  roku  będzie  to  już  stała  pozycja  wydawni- 
nicza.

W  czasie  całego  grodzieńskiego  okresu  wyposażenie  wydawnictwa  jest 

słabe.  Składają  się  na  nie  stare,  często  mocno  już  wypracowane  i  po 

najniższych  cenach  kupione  urządzenia.  Braki  technnicze  nadrabia  się 
więc  własną  pracą.  Pomimo  takich  warunków  ojciec  Maksymilian  przyj­

muje  drobne  zamówienia  wydawnicze  i  realizuje  je  po  niskich  cenach, 
niższych  niż  jakiekolwiek  wydawnictwo  mogłoby  to  uczynić.  Między  in­

nymi  drukuje  przewodnik  po  muzeum  miejskim  w  Grodnie,  biografię 

księdza  A.  Figlewskiego,  nowennę  do  św.  Antoniego,  modlitewnik  III 

Zakonu  św.  Franciszka  oraz  miesięcznik  Pochodnia  Seraficka.  Przyjmuje 
te  zamówienia  wydawnicze  nie  dla  zarobku.  Jest  on  zresztą  niewielki. 
Realizując  je,  chce  zyskać  aprobatę  i  przychylność  środowiska  lokalnego 
oraz  zakonnego.  Jest  to  jego  metoda  działalności  apostolskiej.  Rozpoczy­

na  ją  od  najbliższego  środowiska  i  chce  dla  niej  pozyskać  jego  przychyl­
ność.  Będzie  o  to  dbał  zawsze,  gdziekolwiek  przyjdzie  mu  pracować. 

Przychylność  tę  ojciec  Maksymilian  zdobywa  nie  uległością  i  chwaleniem 
środowiska,  ale  ofiarną  pracą  na  jego  rzecz,  działalnością,  która  je  wzbo­

gaca  i  stylem  życia.  Żyje  tak,  by  nawet  najubożsi  nie  mieli  mu  czego 
zazdrościć  i  pracuje  nie  licząc  na  jakikolwiek  zysk.  Postulat  Chrystu­

sowy  „darmo  bierzecie,  darmo  dawajcie”  stara  się  realizować  w  całej 

rozciągłości.

Ojciec  Maksymilian  kierując  się  w  działalności  takimi  zasadami  nig­

dy  nie  traci  w  okresach  inflacji,  bo  nie  ma  w  kasie  nadwyżek.  Ta  jest 
i  będzie  przeważnie  pusta.  A  jeżeli  pojawią  się  w  niej  jakieś  pieniądze, 
zaraz  ogląda  się  za  nowymi  narzędziami,  które  wprzęga  w  działalność 

apostolską.  Jest  mu  obca  kalkulacja  zabezpieczająca  jego  współbraci 
i  wydawnictwo  na  przyszłość.  Bezgranicznie  ufa  Bożej  Opatrzności.  Pa­
tronem  kasy  wydawnictwa  czyni  błogosławionego  Józefa  Kottolengo, 
twórcę  Domu  Bożej  Opatrzności  w  Turynie.  Podobnie  jak  on,  wierzy,  że 
Opatrzność  Boża  jest  najlepszą  kasą  i  w  porę  wszystkiemu  zaradzi.  Na­

wet  w  najgorszym  czasie  nie  przejmuje  się  zatem  sytuacją  materialną 
wydawnictwa.  Mając  pustki  w  kasie,  a  najczęściej  długi  i  to  wieloty­
sięczne,  wciąż  kupuje  nowe  urządzenia  wydawnicze  i  przyjmuje  nowych 
współpracowmików.

Działalność  prasową  i  organizacyjną  ojciec  Maksymilian  wiąże  ściśle 

z  reformatorską  działalnością  życia  zakonnego  w  prowincji  i  całym  za­
konie.  Należy  do  grupy  zakonników  pracujących  nad  pogłębieniem 
i  wzmocnieniem  ustaw  zakonnych,  wprowadzeniem  w  codzienne  życie 
ducha  ubóstwa  i  prostoty  franciszkańskiej,  większej  gorliwości  w  dzia­

łalność  apostolską,  otwartości  na  problemy  współczesnego  śwuata  i  jego 
zdobycze,  które  jego  zdaniem  należy  wykorzystywać  w  nawracaniu  i  u- 
święcaniu  siebie  oraz  innych.  Bierze  udział  w  spotkaniach,  na  których 
omawia  się  stan  i  potrzeby  prowincji.  Przełożeni  widząc  u  niego  wielkie 

umiłowanie  ducha  franciszkańskiego  i  gorliwość  apostolską  skierowują 

do  niego  tych  kandydatów  do  zakonu,  którzy  wyrażają  chęć  współpracy 

z  nim.  Stopniowo  rośnie  ich  liczba  i  w  grodzieńskim  klasztorze  zaczyna­

ją  tworzyć  odrębną  wspólnotę  zakonną.  Cechuje  ją  wielka  ofiarność  w 
pracy, ubóstwo, prostota i radość życia. Jej styl życia dobrze oddaje

background image

262

o. Leon Bcnigny Dyczewski OFMConu.

wypowiedź  brata  Gabriela  Siemieńskiego,  jednego  z  pierwszych  współ­

pracowników ojca Maksymiliana:

„Potrzeby  nasze  osobiste  —  pisze  —  ograniczaliśmy  do  minimum. 

Każda  złotówka,  każdy  grosz  szedł  na  wyłączne  potrzeby  drukarni.  Sa­

mi  za  wzorem  Ubogiego  Patriarchy  praktykowaliśmy 

ścisłe 

ubóstwo. 

W  okresie  pierwszych  trzech  lat  książka  rachunkowa,  w  rubryce  „roz­

chody”  me  wykazuje  żadnej  dyspozycji  kupna  jakiejś  garderoby  dla 

któregoś  z  nas.  Zadawalaliśmy  się  tym,  co  kto  posiadał,  a  gdy  już  cze­

goś  brakowało,  a  było  konieczne,  udawaliśmy  się  na  pożyczkę.  (...) 
O.  Melchior,  chociaż  sam  niewiele  posiadał,  dzielił  się  i  pożyczał,  co 

mógł.  Br.  Albert  przez  parę  lat  używał  jego  surduta.  (...)  Ja  najczęściej 

wysługiwałem  się  garderobą  br.  Paschalisa.  W  jego  zimowym  płaszczu 

chodziłem  więcej  aniżeli  sam  właściciel.  (...)  Ojcu  Redaktorowi  wystar­

czyła  jedna  para  butów'  z  cholewami  na  cały  okres  pobytu  w  Grodnie. 

Przy  końcu  naszego  tam  bytowania,  widziałem  jak  w  tych  butach  cho­

dzili  na  spółkę  O.  Redaktor  z  br.  Zenonem.  Dzielili  się  mianowicie  w  ten 

sposób,  że  kiedy  br.  Zenon  uskutecznił  naprawę  (a  często  były  naprawia­

ne,  zaraz  je  używał,  a  o.  Redaktorowi  pozostawiał  swoje  nienaprawio- 
ne,  gdyż  —  jak  mówił  —-  ja  muszę  uganiać  się  po  mieście  za  sprawun­

kami,  a  o.  Redaktorowi  po  domu  i  te  wystarczą;  jeśli  będzie  jechał  do 

Warszawy,  to  się  zmienimy.  Jeden  płaszcz  wystarczył  też  o.  Redakto­

rowi  i  do  konfesjonału  i  na  wyjazd  i  do...  nakrywania  się  w  nocy.  (...) 

Dla  oszczędności  chodziliśmy  przeważnie  pieszo,  niosąc  z  sobą  nieraz 

ciężkie  pakunki  zakupione  w  mieście,  czy  też  przywożone  z  Warszawy, 

a od stacji kolejowej mieliśmy do klasztoru do 4 km drogi"

37

.

Taki  styl  życia  i  wytężona  praca  podłamują  i  tak  już  słabe  zdrowie 

ojca  Maksymiliana.  Z  siłą  odzywa  się  gruźlica.  Będąc  chorym  nie  korzy­

sta  z  żadnych  ulg.  Musi  więc  opuścić  Grodno.  Jedzie  do  Zakopanego. 
Tym  razem  kuracja  trwa  od  19  września  1926  do  16  kwietnia  1927  ro­

ku.  Odbywa  ją  na  wyraźny  rozkaz  prowincjała,  który  na  jego  miejsce 

wysyła  do  Grodna  rodzonego  brata  —  ojca  Alfonsa  Kolbego.  Od  tego 

czasu będą już razem pracowali aż do przedwczesnej śmierci ojca Alfonsa.

Ojciec  Maksymilian  odbywając  kurację  żywo  interesuje  się  wszystkim, 

co  dzieje  się  w  wydawnictwie.  Śle  do  brata  wiele  wskazówek  natury 

organizacyjnej  i  technicznej  oraz  wiele  pouczeń,  jak  ma  postępować 

wobec  miejscowego  przełożonego,  członków  klasztoru  i  braci  z  wydaw­

nictwa.  W  czasie  jego  pobytu  w  Zakopanem  umierają  br.  Albert  Olsza- 

kowski  i  ojciec  Melchior  Fordon.  Ojciec  Maksymilian  obydwu  bardzo 

sobie  cenił,  a  w  ojcu  Melchiorze  miał  wiernego  przyjaciela  i  powierni­

ka.  Ich  śmierć  przeżywa  mocno,  ale  pociesza  się  tym,  że  wydawnictwo 

i  Rycerstwo  Niepokalanej  będą  miały  w  nich  dobrych  orędowników  w 

niebie.

Po  powrocie  z  kuracji  ojciec  Maksymilian  stwierdza,  że  klasztor  gro-  • 

dzieński  jest  już  za  mały.  Wszystkie  pomieszczenia  są  zajęte,  łącznie  i 
z  korytarzami.  Urządzenia  wydawnicze  stoją  jedno  obok  drugiego  i  bra-  f 

cia  mieszkają  stłoczeni.  Nie  najlepszy  też  panuje  układ  pomiędzy  współ-  [ 
notą klasztorno-parafialną a wspólnotą wydawnictwa. Odrębność stylów

"Gabriel S i e m i e ń s k i ,  Na lali wspomnień, Niepokalanów 18.08.1949. W: 

Ośioiadczenia współbraci zakonnych. Cz. 3. Niepokalanów 1953 s. 263—204.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

283

życia  tych  dwóch  wspólnot  zakonnych  oraz  tendencje  gwardiana  klaszto­

ru  ,  by  wydawnictwo  we  wszystkim,  a  zwłaszcza  w  sprawach  finanso­
wych,  jemu  podlegało,  stwarzać  zaczęło  wiele  napięć  i  konfliktów.  To,  '.o 
nowe,  tworzone  przez  ojca  Maksymiliana  i  jego  brata  ojca  Alfonsa  za­
czyna  nie  mieścić  się  w  starym  klasztorze  grodzieńskim.  Obaj  pragną 

tworzyć  wspólnotę  zakonną,  w  której  duch  św.  Franciszka  z  Asyżu 
mógłby  na  nowo  ożyć  w  całym  pięknie  swojego  ubóstwa  i  bezinteresow­
nej  działalności  oraz  którą  przenikałaby  ideologia  Rycerstwa  Niepoka­

lanej.  Ojciec  Maksymilian  najchętniej  wspólnotę  tę  tworzyłby  na  no­
wym  terenie,  zbudowałby  nowy  klasztor.  Prowincjał  daje  mu  wolną  rękę 

w  szukaniu  takiego  miejsca.  Spada  ono  wprost  z  nieba.  Księżę  Jan  Druc- 
ki  Lubecki  ofiarowuje  ojcu  Maksymilianowi  pięć  morgów  ziemi  w  swo­
im  majątku  teresińskim  koło  Sochaczewa.  Początkowo  za  tę  darowiznę 
domaga  się  wieczystych  Mszy  św.  za  swoją  rodzinę,  ale  kiedy  zarząd 

prowincji  nie  godzi  się  na  ten  warunek  rezygnuje  z  niego  i  daje  ziemię 
bez  żadnych  warunków.  Tak  zaczęła  się  przyjaźń  i  współpraca  pomię­
dzy  księciem  Druckim  Lubeckim  a  synem  robotniczej  rodziny  Kolbów’. 

Na  jej  bazie  działalność  ojca  Maksymiliana  będzie  rozwijała  się  bez  ogra­
niczeń  terenowych.  Książę  widząc  jej  rozwój  ochotnym  sercem  będzie 

wciąż  dorzucał  nowe  kawałki  ziemi,  aż  znaczna  część  jego  majątku  za­
mieni  się  w  osiedle  zakonne  i  największe  wydawnictwo  katolickie  w 
Polsce.

V.  TWORZENIE NOWEJ WSPÓLNOTY ZAKONNEJ

Na  początku  października  1927  roku  ojciec  Maksymilian  otrzymuje 

ziemię  od  księcia  Druckiego  Lubeckiego  bez  żadnych  zobowiązań  i  przy­
stępuje  do  budowy  klasztoru-wydawnictwa.  Część  braci  z  wydawnictwa 
pozostaje  z  ojcem  Alfonsem  w  Grodnie,  by  drukować  Rycerza  Niepoka­

lanej  i  Kalendarz  Rycerza  Niepokalanej  na  rok  1928,  część  zaś  pod  prze­
wodem  ojca  Maksymiliana  przybywa  do  Teresina,  by  budować  kaplicę 
i  klasztor.  Mieszkają  u  ludzi  w  niebywale  ciężkich  warunkach.  Pracują 
od  świtu  do  późnych  godzin  wieczornych.  Odżywiają  się  byle  jak,  naj­
częściej  tym,  co  otrzymają  od  ludzi.  Codziennie  chodzą  do  kościoła  od­

dalonego  o  5  kilometrów,  by  tam  uczestniczyć  we  Mszy  św.  i  odprawić 

poranne  rozmyślanie.  Ojciec  Maksymilian  przestrzega  regularnego  wy­

pełniania  praktyk  zakonnych.  Wieczorem  często  głosi  braciom  konferen­
cje.  Pracuje  fizycznie  na  równi  z  innymi  i  dzieli  z  nimi  wszystkie  uciąż­
liwości  dnia.  Łóżko  odstępuje  słabszemu  a  sam  śpi  na  sienniku  z  wió- 

'  rów  drzewnych.  Stylem  życia,  jaki  prowadzi  ze  swymi  braćmi  zyskuje 

sympatię i uznanie miejscowej ludności.

Dla  nowo  powstającego  klasztoru  otwierają  się  serca  i  kieszenie  moż­

nych.  Za  darowizną  księcia  Druckiego  Lubeckiego  idą  kolejne  ofiary. 

Między  innymi  książę  Czetwertyński  ofiarowuje  dwa  wagony  desek. 

Główny  właściciel  i  dyrektor  zakładów  papierniczych  w  Myszkowie  — 
Steinhagen — ofiarowuje wagon papieru. Najcenniejszym darem dla po-

background image

264

o. Leon Bcnigny Dyczewski OFMCoiw.

wstającego 

klasztoru-wydawnictwa 

jest 

jednak 

ogólna 

życzliwość 

po­

moc  miejscowej  ludności.  Jak  średniowieczne  klasztory  i  wspaniałe  świą­
tynie  gotyckie  powstaje  on  wspólną  pracą  zakonników  i  ludzi  świeckich 

okolicznych 

wiosek. 

Ofiarność 

tę 

ludziach 

wyzwala 

aktywizuje 

ojciec Maksymilian.

Budowę  nowego  klasztoru  ojciec  Maksymilian  rozpoczyna  od  kaplicy. 

Jest 

drewniana, 

mała, 

wyglądzie 

zewnętrznym 

wystroju 

wnętrza 

bardzo  prosta  jak  ci,  którzy  ją  budują.  W  prowizorycznym  ołtarzu  pa­
nuje 

figura 

Matki 

Bożej 

Niepokalanej 

darowana 

przez 

klasztor 

łagiew­

nicki  kolo  Lodzi.  Dwunastego  listopada,  w  sobotę  —  a  więc  w  dzień 

Matki  Bożej  —  ojciec  Maksymilian  odprawia  w  niej  pierwszą  Mszę  św. 

Od  tego  dnia  bracia  nie  muszą  przemierzać  10  kilometrów  dziennie,  by 

uczestniczyć  w  ofierze  eucharystycznej.  Mają  ją  u  siebie.  Oszczędza  to 
im  wiele  sił  i  czasu.  Po  zbudowaniu  domu  Bożego  zabierają  się  do  bu­

dowy  domu  dla  siebie.  Jest  złączony  z  kaplicą  i  równie  prosty  jak  ona. 
Ojciec  Maksymilian  pragnie,  by  ten  dom  jak  i  wszystkie  budowle  w 

przyszłym 

klasztorze-wydawnictwie 

były 

tanie 

nietrwałe, 

by 

wystar­

czały  tylko  dla  jednego  pokolenia.  Ma  to  strzec  zakonników  przed  sta­
bilizacją 

wygodnictwem, 

ma 

ich 

zmuszać 

do 

dynamicznego 

rozwoju, 

do  urządzania  budynków^  dostosowanych  do  potrzeb,  które  są  nieco  od­
mienne  dla  każdego  czasu.  Przy  końcu  listopada  budowa  pierwszego  do­
mu  klasztornego  jest  już  na  ukończeniu.  Ojciec  Maksymilian  jedzie  do 

Grodna,  by  sprowadzić  pozostałych  braci  i  urządzenia  wydawnicze.  20 
listopada  1927  roku  opuszcza  z  nimi  Grodno.  Przed  wyruszeniem  na 
stację  wygłasza  do  nich  konferencję.  Kreśli  w  niej  warunki  życia  w  no- 

w

r

o  tworzącym  się  klasztorze  i  wzywa  do  całkowitego  poświęcenia  się 

Bogu przez Niepokalaną.

„Niepokalanów  —  mówi  —  do  którego  za  kilka  godzin  mamy  wy­

jechać,  jest  to  miejsce  obrane  przez  Niepokalaną  i  przeznaczone  wyłącz­
nie  na  szerzenie  Jej  czci.  Wszystko,  cokolwiek  jest  i  będzie  w  Niepoka­

lanowie,  to  Jej  własność.  My  również  zostaliśmy  wybrani  przez  Niepo­

kalaną,  a  przez  to  wybraństwo  staliśmy  się  Jej  własnością.  (...)  Złóżmy 
ofiarę  z  siebie  i  oddajmy  się  jako  nieużyteczne  narzędzie  w  Jej  ręce, 
a oddajmy się niepodzielnie, bez zastrzeżeń, na zawsze.

W  tym  nowym  klasztorze  poświęcenie  się  nasze  musi  być  całkowite. 

Zakonność  tam  musi  kwitnąć  w  całej  pełni,  praktykować  będziemy  prze­

de  wszystko  posłuszeństwo.  Będzie  tam  bardzo  ubogo,  bo  wedle  ducha 
św.  Franciszka.  Dużo  będzie  pracy,  wiele  cierpień  i  wszelkich  niewy­
gód.  Regułę  naszą,  święte  konstytucje  i  wszystkie  przepisy  zakonne  bę­
dziemy  zachowywać  z  całą  surowością,  bo  Niepokalanów  powinien  i  mu­
si być wzorem życia zakonnego”

88

.

Słowa  ojca  Maksymiliana  rozumieją  bracia  dosłowmie  i  zdają  sobie 

doskonale  sprawę  z  tego,  że  tam  pod  Warszawą  będą  tworzyli  nowy  styl 
życia  zakonnego.  Dwóch  nie  czując  w  sobie  tyle  sił,  by  temu  zadaniu 
sprostać,  wycofuje  się  i  zostaje  w  Grodnie.  Reszta  nocnym  pociągiem 

wyjeżdża  do  Warszawy.  Przed  południem  zakonnicy  wrysiadają  na  stacji 

Szymanów. Urządzenia drukarskie, załadowane na cztery wagony jadą 

**

** M. K o l b e ,  Cel i charakter Niepokalanowa. Konferencja. Grodno 20.11.1927. 

W: Konferencje... s. 11—12.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

265

za  nimi.  Oni  natomiast  cały  swój  majątek  osobisty  niosą  w  ręku.  W  ser­

cu  mają  zapał  do  pracy  i  gotowi  są  na  wielkie  ofiary  dla  Boga  i  Niepoka­

lanej. 

Prymitywne 

warunki 

życia 

nowym 

klasztorze 

nie 

zaskakują 

ich.  Są  na  nie  przygotowani.  Po  spożyciu  ciepłej  strawy  zjednoczonymi 
już  siłami  biorą  się  do  pracy.  Tworzą  polskie  Rivotorto,  które  od  cza­

sów  św.  Franciszka  z  Asyżu  stało  się  symbolem  ubóstwa  i  prostoty.  Od 

tego  dnia  uczestniczą  w  przygodzie  franciszkańskiej,  tworzonej  w  dwu­

dziestym  wieku  przez  ojca  Maksymiliana.  Pod  jego  kierunkiem  będą  tu 
łączyć 

skrajne 

ubóstwo 

osobiste 

najnowocześniejszymi 

urządzeniami 

w  służbie  apostolskiej,  radość  życia  z  modlitewnym  skupieniem  i  pracą, 
bezwzględne  posłuszeństwo  ze  swobodą  wypowiadania  myśli  i  planów, 

poczucie  braterstwa  i  wspólnoty  z  zachowaniem  osobowych  odrębności, 
ducha franciszkańskiego z kultem Niepokalanej.

W  szybkim  tempie  uzupełniają  szczegóły  w  urządzeniu  kaplicy  i  po­

mieszczeń  mieszkalnych.  27  listopada  ojciec  Maksymilian  dokonuje  po­
święcenia  kaplicy.  Jest  to  radosne  i  ważne  wydarzenie  dla  zakonników 

i  dla  miejscowej  ludności.  Dom  Boży  mają  u  siebie.  Nie  muszą  już  cho­
dzić  do  odległego  o  5  kilometrów  kościoła.  7  grudnia,  w  wigilię  święta 
Niepokalanego  Poczęcia  Najśw.  Marii  Panny,  przyjeżdża  prowincjał,  oj­
ciec  Korneli  Czupryk,  i  dokonuje  poświęcenia  całego  klasztoru.  Nadaje 

mu  nazwę  Niepokalanów.  Zaprowadza  w  nim  klauzurę  papieską,  bez­

względnie  zabraniającą  wstępu  kobietom.  Nowa  wspólnota  zakonna  li­
czy  dwóch  ojców  i  osiemnastu  braci.  Jej  przełożonym  jest  ojciec  Maksy­

milian  i  to,  co  będzie  odtąd  tutaj  tworzone,  będzie  zawierało  w  sobie 
znamię  jego  duchowości.  Już  sama  nazwa  nowego  klasztoru,  jak  też 
dzień  jego  poświęcenia,  wskazują,  że  duchowość  ta  ma  orientację  ma­

ryjną.  Niepokalana  jako  szczyt  doskonałości  moralnej,  jako  ta,  która 
najczystszą  miłością  ukochała  Boga  i  człowieka,  będzie  tu  wzorem  ży­

cia chrześcijańskiego i pośredniczką wszelkich łask Bożych.

Maryjny  charakter  życia  i  działalności  nowego  klasztoru  w  połącze­

niu  z  franciszkańskim  ubóstwem  i  Franciszkową  prostotą  życia  często 
podkreśla  ojciec  Maksymilian  w  swoich  wypowiedziach  do  braci.  Prag­
nie  ich  przekonać,  że  dzieło,  które  razem  z  nim  tworzą,  jest  dziełem 

samej  Niepokalanej.  Ona  nim  od  początku  kieruje  i  tylko  Jej  należy 
się  cześć  za  wszystkie  osiągnięcia.  Siebie  traktuje  jedynie  jako  narzę­

dzie  —  i  to  niegodne  —  w  Jej  ręku.  Ten  pozbawiony  egoizmu  punkt  wi­

dzenia  na  rozwijające  się  wydawnictwo  i  powstający  klasztor  jest  cha­
rakterystyczny  dla  ojca  Maksymiliana.  Wszystko  pragnie  oddać  Bogu 
przez Niepokalaną.

„Zaczynamy  nowy  okres  w  dziejach  wydawnictwa  —  mówi  w  kon­

ferencji  do  braci  8  grudnia  1927  roku.  Niepokalana  czuwała  nad  nimi 

przez  cały  czas  od  początku  założenia  aż  do  chwili  obecnej  i  czuwa  ciągle 

nad  rozwojem  wydawnictwa.  W  miarę  rozwoju  Rycerza  ubóstwo  jednak 
towarzyszyło  wciąż  i  na  fundamencie  tegoż  wzrosło  dzieło  Niepokalanej 

budząc  podziw  w  społeczeństwie.  I  dziwić  się  jest  czemu,  gdyż  to,  co 
obecnie 

oglądamy,  urzeczywistniło  się  wbrew  wszelkim  wątpliwościom. 

Myśl  utworzenia  osobnej  placówki  wydawniczej  była  szczytem  marzeń 
wydawnictwa;  lecz  na  myśl  o  tym  mimo  woli  wyrywały  się  słowa  — 
to  przecież  niemożliwe  i  przechodzące  ludzkie  siły  —  a  jednak,  jak  wi­

dzimy tak się stało. Obecnie za przyczyną Niepokalanej mamy osobną

background image

266

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

placówkę  wydawnicza,  mamy  dach  nad  głową  i  roznoczęliśmy  nowicjat; 
za to niech będzie cześć Niepokalanej. (...)

Gdy 

obejrzymy 

się 

wstecz, 

to 

zrozumiemy 

jasno 

czuwającą 

ciągle 

Opatrzność  Bożą  nad  nami.  Bez  woli  Bożej  człowiek  niczego  spełnić  nie 
może,  cokolwiek  by  zaś  uczynił,  wszystko  staje  się  niedorzeczną  głupotą 

świadczącą o marności istoty ludzkiej. (...)

Bez  matki  Bożej  nic  zdziałać  nie  potrafimy,  a  jeżeli  co  czynimy,  to 

jedynie  jako  narzędzie  w  ręku  Niepokalanej.  (...)  Dla  Niepokalanej  po­
święcić  mamy  cafe  nasze  życic  i  dołożyć  wszelkich  starań,  aby  cześć 

Niepokalanej wzrosła

39

.

Ojciec 

Maksymilian 

mocno 

podkreśla, 

że 

stowarzyszenie 

Rycerstwa 

niepokalanej, 

wydawnictwo, 

obecnie 

powstający 

klasztor 

mają 

nad­

przyrodzony  rodowód.  Są  dziełem  samej  Niepokalanej.  Ona  też  jest  ich 
fundamentem.  Stara  się,  by  to,  co  w  nich  ludzkie,  było  wyciszone  i  zdo­
minowane 

przez 

nadprzyrodzoność. 

świecie 

nadprzyrodzonym 

widzi 

źródło  szczęścia  człowieka.  Troszcząc  się  o  jego  rozwój  wśród  swoich 
współbraci,  okazuje  wyraźny  brak  zainteresowania  dla  tego,  co  doczes­
ne.  Nie  dba  o  ubranie,  jedzenie  i  mieszkanie.  Rzeczy  te  są  więc  w  Nie­

pokalanowie  proste,  niewyszukane,  tanie,  ale  praktyczne;  w  żadnym  wy­

padku  nie  służą  wygodzie  i  byłoby  trudno  się  nimi  chełpić  przed  ludź­

mi.  Założyciel  Niepokalanowa  świat  doczesny  ceni  i  skrzętnie  go  wyko­
rzystuje 

wynalazkach 

unowocześnieniach. 

Skwapliwie 

wprzęga 

je 

w  poszerzenie  i  utrwalanie  świata  nadprzyrodzonego,  czyli  w  dzieło  na­
wracania i uświęcania świata.

Wychodząc  z  takich  założeń  ojciec  Maksymilian  jest  wprost  skąpcem 

dla  siebie  w  zakresie  dóbr  materialnych,  a  dla  Boga,  Niepokalanej  i  lu­
dzi  najhojniejszym  dawcą.  Stosunek  dystansu,  a  nawet  obojętności  dla 

dóbr 

materialnych 

całkowite 

ich 

podporządkowanie 

światu 

nadprzy­

rodzonemu 

stara 

się 

przekazać 

swym 

współpracownikom. 

Kształtuje 

Niepokalanowie  swoisty  styl  życia,  wyrażający  się  najdobitniej  w  tym, 

że  zakonnicy  budują  najtańsze  mieszkania  —  typowe  baraki  —  nie  dba­

ją  o  urządzenie  ich  wnętrz,  ciężko  pracują  a  owoce  swojej  pracy  rozdają 
innym;  dla  Boga  gotowi  są  podjąć  najcięższe  warunki  życia,  a  przy  tym 

są  radośni.  Atmosferę  tę  odczuwa  ojciec  Florian  Koziura,  który  odwiedza 
Niepokalanów w samych jego początkach.

„Udałem  się  raz  w  gościnę  —  pisze  on  we  wspomnieniach  —  gdy  były 

zaledwie  sklecone  pierwsze  budynki,  a  raczej  leszowe  baraki.  Z  każde­

go  kąta  wyzierało  franciszkańskie  ubóstwo,  a  na  twarzach  braci  promie­
niowała  radość  seraficka.  Taka  radość  wśród  franciszkowej  pani  biedy 
bardzo  mi  się  podobała.  Zaproszono  mnie  do  obiadu.  Obsiedliśmy  na 
prostych  deskach,  opartych  na  koszykach,  stoły  koszowe  i  tak  pełni  ra­
dości  spożywaliśmy  bardzo  skromne  potrawy  ugotowane  przez  niefacho­

wego kucharza”

40

.

*•  M.  K o l b e ,   Osobna  placówka  wydawnicza  —  to  dzieło  Opatrzności  Bożej, 

zbudowane  na  fundamencie  ubóstwa,  posłuszeństwa  i  pokory.  Konferencja.  Niepo­
kalanów 8.12.1927. Konferencje... s. 12—14.

40

  O.  Florian  M.  K o z i u r a ,   Urywki  z  życia  O.  Maksymiliana  M.  Kolbego 

początkowych 

lat 

Niepokalanowa, 

Niepokalanów 

27.02.1954. 

W: 

Dokumenty 

o  Ojcu  Maksymilianie  M.  Kolbem.  Oświadczenia  współbraci  zakonnych.  Cz.  II.  Nie­
pokalanów 1979 s. 138.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

267

Dzieło  ojca  Maksymiliana  staje  się  w  kraju  coraz  bardziej  znane. 

Budzi  ono  zainteresowanie  tych,  w  sercu  których  rozwija  się  powołanie 
zakonne.  Coraz  też  liczniej  pukają  oni  do  furty  klasztornej  w  Niepoka­

lanowie  z  prośbą  o  przyjęcie.  Z  przybywających  kandydatów  do  życia 
zakonnego  ojciec  Maksymilian  tworzy  wspólnotę  zakonną  cechującą  się 
atmosferą  rodzinną.  Ta  cecha  rodzinności  nie  słabnie  wraz  z  rozrasta­

niem  się  Niepokalanowa.  Utrzyma  się  ona  także  wówczas,  kiedy  klasztor 
stanie  się  małym  osiedlem  liczącym  ponad  700  członków.  Podstawą  zes­

polenia  ludzi  przybywających  z  różnych  środowisk  jest  osoba  ojca  Ma­
ksymiliana  oraz  idee,  które  potrafi  tak  braciom  przedstawić,  że  dla  nich 
gotowi  są  poświęcać  całe  życie.  Umie  tych  ludzi  wciągnąć  w  działalność 
dla  Boga,  Niepokalanej  i  ludzi,  a  następnie  tak  nią  pokierować,  że  w 
odczuciu  działających  jest  to  działalność  wspólna,  a  nie  poszczególnych 
osób.  Rolę  jednoczącą  osoby  ojca  Maksymiliana  w  tworzeniu  wspólnoty 

niepokalanowskiej  w  sposób  prosty  i  plastyczny  opisuje  brat  Salezy  Mi­
kołajczyk,  jeden  z  pierwszych  i  najbliższych  współpracowników  założy­

ciela Niepokalanowa.

„O.  Maksymilian  —  pisze  brat  Salezy  —  zdobywał  serca  swoją  po­

korą.  On  się  zniżał  do  poziomu  braci,  nie  dawał  odczuć,  że  jest  uczonym, 
kapłanem,  przełożonym.  Zachowując  swoją  godność  z  taką  prostotą 

i  uprzejmością  obcował  z  nami,  jak  kochający  ojciec  ze  swymi  dziećmi. 
Taka  postawa  wprowadzała  nas  w  nową  rodzinę  zakonną.  Umiał  zain­
teresować  braci  przyszłością.  Co  nas  czeka,  co  możemy  zrobić,  co  jest 

jeszcze  do  poznania,  do  zrobienia...  Nieraz  rozwijał  przed  nami  horyzon­
ty  w  różnych  kierunkach,  to  zapalało  do  czynu,  do  ofiary  dla  wielkiej 
sprawy,  dla  której  warto  nawet  życie  poświęcić.  Toteż  życie  nasze  było 

bardzo  radosne,  chociaż  niełatwe,  a  nawet  dla  natury  ciężkie  i  odstra­
szające.

Gdy  mówił  nam  o  nieskończoności  Boga  i  ciągłym  poznawaniu  Go 

przez  całą  wieczność,  wyczuwaliśmy,  że  on  te  rzeczy  przeżywa.  Swoją 

serdeczną  miłość  do  Niepokalanej  umiał  w  nas  wszczepiać  praktycznie. 
Opowiadał  o  Jej  cnotach,  wielkości,  ale  zawsze  Wskazywał  na  przykład 
Pana  Jezusa.  On  stał  się  Jej  dzieckiem,  jak  Matkę  Ją  miłował  i  pragnie 
byśmy  Go  i  w  tym  naśladowali.  Miłość  do  Niepokalanej,  naszej  Matki, 
niech  będzie  serdeczna,  uczuciowa,  gorąca  jak  dziecka  do  Matki.  To  uko­
chanie  Jej  całym  sercem  .i  uczuciem  kierowało  nasze  dusze  do  najwznio­

ślejszego  ideału  piękna  i  miłości,  do  Niepokalanej.  Ona  znów,  Matka 
łaski  Bożej,  urabiała  nasze  dusze  na  wzór  Serca  swego  i  upodabniała 
do Jezusa.

Gdy  zaszło  coś  godnego  uwagi  dzielił  się  wiadomościami  z  braćmi, 

tak  samo  gdy  wrócił  z  podróży.  Swoje  pragnienia,  plany  zdobycia  wszy­
stkich  dusz  dla  Niepokalanej,  różne  troski  i  trudności  otwierał  przed 
nami,  prosił  o  radę,  jak  by  to  zrealizować  i  tak  nam  to  przedstawiał,  że 

czuliśmy  się  tym  związani.  Dana  sprawa,  a  nawet  wszystkie  inne  podob­

ne  sprawy  stawały  się  nasze,  jak  w  rodzinie.  Stopniowo  tak  nas  wycho­

wywał,  że  nie  było  spraw  tylko  o.  Maksymiliana,  a  te  tylko  nasze,  ale 
wszystko  było  wspólne.  Jego  zapał  nam  się  udzielał.  Nasze  słabości  on 
wzmacniał.

Darzył  nas  zaufaniem.  Prace,  które  nie  wymagały  święceń  kapłań­

skich powierzał braciom. To nas mobilizowało do starania, wysiłku.

background image

268

o. Leon Bcnigny Dyczewski OFMConu.

przemyślności.  Odpowiedzialność  wzmagała  w  nas  siły  i  zdolności.  Takie 
podejście  o.  Maksymiliana  wzbudzało  w  nas  poczucie  i  przekonanie,  że 

dzieło,  dla  którego  się  poświęcamy,  jest  nasze  wspólne,  nie  czyje,  ale 
nasze.  O.  Maksymilian  nie  okazywał,  ani  nie  dał  odczuć,  że  to  jest  jego 

dzieło,  że  on  założył  i  prowadzi.  On  zawsze  wskazywał  na  Niepokalaną 
jako  na  ideał,  cel  najbliższy  i  Właścicielkę,  która  tym  wszystkim  rządzi. 

Dla Niej się poświęcamy, dla Jej chwały, a przez Nią dla chwały Bożej.

To  nas  bardzo  zbliżało.  W  czasie  rekreacji  bracia  garnęli  się  do  niego. 

Zadawali  mu  różne  pytania.  (...)  Jego  zdrowy  i  piękny,  zawsze  celowy 

humor,  pouczał  i  bawił  rozbrajająco.  Tak,  że  rekreacje  były  naprawdę 
wzmocnieniem  sił  i  zapału,  a  jednocześnie  odprężeniem  i  radością.  Cza­
sem  rozbudzał  pragnienia  misyjne.  Opowiadał  o  pracy  i  potrzebach  misji 
w różnych krajach na obu półkulach” 

4I

.

Ojciec  Maksymilian  dąży  do  tego,  by  religijny  i  nadprzyrodzony  cha­

rakter  Niepokalanowa  odczuwali  i  uznawali  ci,  którzy  się  z  nim  stykają, 

czytelnicy  Rycerza  Niepokalanej  oraz  władze  państwowe.  Jak  może  bro­
ni  się  przed  uznaniem  Niepokalanowa  za  normalny  klasztor,  a  tym  bar­
dziej  za  zakład  przemysłowy.  Na  różne  sposoby  wykazuje,  że  Niepoka­
lanów  ma  swoją  specyfikę,  a  jest  nią  całkowite  —  wyrażające  się  w  bez­
interesownej  działalności  —  poświęcenie  się  Bogu,  Niepokalanej  i  lu­

dziom.  Między  innymi  uzasadnia  to  w  liście  do  wojewody  warszawskie­

go.  Formułuje  w  nim  zasady  działania  klasztoru-wydawnictwa,  a  jed­
nocześnie chce nimi wybronić go przed podatkami.

„Nie  mamy  zamiaru  —  pisze  —  prowadzić  zakładu  przemysłowego; 

nie  byłoby  to  zgodne  z  duchem  zakonnym  w  ogóle,  a  osobliwie  z  duchem 

naszego  franciszkańskiego  zakonu,  który  z  założenia  swego  na  ubóstwie 
i ufności w Opatrzność się opiera.

Celem  naszej  pracy,  nawet  prasowej,  w  Niepokalanowie  jest  jedynie 

szerzenie  kultu  Najświętszej  Maryi  Panny  Niepokalanej,  co  uważamy  za 
skuteczne  lekarstwo  przeciw  szerzącej  się  dziś  zastraszająco  zarazie  nie- 

moralności  prywatnej  i  publicznej;  —  nigdy  zaś  celem  naszym  nie  był 

ani  będzie  zarobek,  lub  zarobkowe  przedsiębiorstwo.  Dowodem:  choćby 

już  ta  niezwykle  niska  cena  wydawanego  przez  nas  miesięcznika  Rycerz 

Niepokalanej  15  groszy  egzemplarz  o  32  stronach  z  kolorową  okładką, 

rocznie  zaś  1,50  zł.  A  nawet  i  tej  drobnej  kwoty  nie  uważamy  za  cenę, 

gdyż  w  pracy  naszej  kierujemy  się  zasadą  służenia  każdemu  i  przesyłania 
numerów  pisma  wszystkim,  którzy  sobie  tego  życzą,  bez  względu  na 
to  czy  i  ile  zapłacić  mogą.  Na  pokrycie  zaś  kosztów  przyjmujemy  do­

browolne  ofiary,  sami  mieszkamy  w  drewnianych  barakach,  żyjemy 
z  jałmużny  i  odmawiamy  sobie  najbardziej  nawet  prymitywnych  udo­

godnień  —  i  obok  naszych  ćwiczeń  zakonnych  —  sami  nad  wydawaniem 
pisma  się  trudzimy  pracując  niejednokrotnie  nad  siły  w  duchu  powoła­
nia  naszego:  byle  jak  najwięcej  nieśmiertelnych  dusz  dla  Niepokalanej 
zdobyć  i  tak  je  podźwignąć  i  naprawdę  uszczęśliwić.  Nie  zatrudniamy 

żadnych  świeckich  robotników  w  żadnym  dziale  pracy,  bo  i  nie  stać 
nas na to a równocześnie zamówień z zewnątrz żadnych nie przyjmu-

  Brat  Salezy  W.  M i k o ł a j c z y k ,   W  jaki  sposób  O.  Maksymilian  nas  wy­

chowywał.  Niepokalanów  7.10.1965.  W:  Dokumenty  o  Ojcu  Maksymilianie  M.  Kol­

bem. Oświadczenia współbraci zakonnych. Cz. II. Niepokalanów 1979 s. 292—294.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

IW •

jemy: nie mamy bowiem zamiaru stanowić zakładu graficznego w po­
jęciu prawnym.

Wszelkie  środki  u  nas  zastosowane  lub  zastosować  się  mające  —  siu- 

żą jedynie i wyłącznie do powyżej omówionego celu” 

42

.

Ojciec  Maksymilian,  będąc  głęboko  przekonany,  że  dzieło,  które  two­

rzy  jest  dziełem  samej  Niepokalanej  i  że  przez  Nią  dokona  się  odno  ś­

nie  oblicza  ziemi,  pragnie  swoją  działalnością  ogarnąć  jak  największe 
rzesze  ludzi.  Używa  po  temu  wszelkich  godziwych  sposobów  i  do  tej 
działalności  pragnie  wciągnąć  jak  najwięcej  ludzi.  Dla  bożej  sprawy  u- 

siluje  pozyskać  tych,  którzy  mają  wpływ  na  ludzi.  Pisze  więc  list  okól­
ny  do  wójtów  w  całej  Polsce.  Podobny  jest  w  tym  do  św.  Franciszka, 
który  pisał  list  okólny  do  wszystkich  burmistrzów  i  radnych,  sędziów 

i  zwierzchników,  i  prosił  ich,  by  z  powodu  trosk  i  kłopotów  doczesnych, 
nie  zapominali  o  Panu  i  nie  odstępowali  od  Jego  przykazań.  Ojciec  Ma­
ksymilian  tego  typu  ludzi  pragnie  wciągnąć  w  działalność  apostolską, 
prosi  ich,  by  wśród  swojej  ludności  propagowali  Rycerza  Niepokalanej, 
który  „jest  pisemkiem  katolickim,  nie  wdającym  się  w  żadne  zawikła- 
nia  polityczne  lub  partyjne,  a  całą  swoją  treścią  zmierza  jedynie  do  te­
go,  by  jak  najwięcej  dusz  nieśmiertelnych  wyrwać  z  pęt  grzechu,  od 
zła  moralnego  zabezpieczyć,  w  dobrem  utwierdzić  —  a  to  pod  opieką 

Królowej  narodu  naszego  Niepokalanej  Dziewicy.  Niech  jeno  Ona  za- 
króluje  naprawdę  wszędzie,  a  rozgości  się  po  kraju  naszym  i  pokój, 

i  szczęście,  i  radość  dzieci  Bożych  i  spłynie  obfite  błogosławieństwo  Nie­
ba, potrzebne nam tak bardzo... (...)

Prosimy  zatem  łaskawie  użyć  swego  wpływu  na  lud,  by  wśród  ze­

brań  i  rozmów  zapoznać,  zachęcić  i  zapośredniczyć  w  zdobywaniu  wie­
lu  czytelników  Rycerzowi  Niepokalanej,  za  co  z  góry  składamy  serdecz­
ne przez Niepokalaną Bóg zapłać!” 

43

Ojciec  Maksymilian  chętnie  korzysta  z  doświadczeń  innych.  Jeżeli 

jest  w  Krakowie  wpada  do  wydawnictwa  Ilustrowanego  Kuriera  Co­
dziennego,
  odwiedza  Wydawnictwo  św.  Wojciecha  w  Poznaniu,  bywa  na 

lotnisku  Okęcie.  Wszędzie  podpatruje  metody  organizacji  pracy  i  wypy­

tuje  o  sprzęt  techniczny  oraz  o  kolportaż.  Staje  się  doskonałym  organi­
zatorem  wydawnictwa.  Sprowadza  coraz  lepsze  urządzenia  i  reorgani­

zuje  administrację  wydawnictwa,  kładzie  nacisk  na  szkolenie  braci,  dą­
ży  do  maksymalnej  samodzielności  klasztoru-wydawnictwa  we  wszyst­
kich  dziedzinach.  Chce  mieć  jak  najwięcej  współpracowników  i  człon­
ków  Rycerstwa  Niepokalanej,  którzy  stanowić  mają  przedłużenie  dzia­
łalności  Niepokalanowa.  Co  jakiś  czas  ogłasza  więc  w  Rycerzu  Niepoka­
lanej,
  że  Niepokalanów  stoi  otworem  dla  wszystkich,  którzy  jako  fran­
ciszkanie,  oddając  się  w  pełni  Niepokalanej,  chcą  pracować  dla  uświę­
cenia  świata.  Podaje  też  informacje  na  temat  Rycerstwa  Niepokalanej 
i  zachęca  do  włączenia  się  w  jego  szeregi.  Pusty  dotychczas  teren  ksią­
żęcego  majątku  szybko  jest  zabudowywany  wciąż  nowymi  barakami, 
a w nich przybywa ludzi i maszyn. W grudniu 1928 roku Niepokalanów 

* 48

« M. K o l b e ,  List do Pana Wojewody w Warszawie, Niepokalanów 9.02.192$. 

W' PtSTTIG.** Y 1 S. 

499*

48

 M. K o l b e ,  List do wójtów, Niepokalanów 1928—1930. W: Pisma... T. 2 s.

background image

270

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

liczy  już  35  braci,  w  ciągu  tegoż  roku  do  Rycerstwa  Niepokalanej  wpi­

sało  się  prawie  50  tysięcy  osób,  a  Rycerz  Niepokalanej  na  miesiąc  gru­
dzień wychodzi w nakładzie 142 520 egzemplarzy.

Przełożeni  widząc  tak  dynamiczny  rozwój  młodej  placówki  zakonnej 

oraz  biorąc  pod  uwagę  ducha  zakonnego,  jaki  w  niej  panuje,  otwierają 

Niepokalanowie 

nowicjat 

braci. 

Powierzając 

ojcu 

Maksymilianowi 

wychowywanie  młodych  zakonników  aprobują  tym  samym  styl  życia, 

jaki wprowadził w nowym klasztorze.

Ojciec  Maksymilian  działalnością  apostolską  pragnie  objąć  wszyst­

kich  ludzi  i  wszystkie  dziedziny  życia.  Zdaje  sobie  doskonale  sprawę 

z  tego,  że  celowi  temu  najlepiej  służyć  mogą  środki  masowego  przeka­
zu.  Uważa  zatem,  że  misją  Niepokalanowa  jest  nie  tylko  bezpośrednie 
nawracanie  i  uświęcanie  dusz,  ale  także  pozyskiwanie  dla  tego  celu 

dzienników’,  periodyków,  agencji  prasowych,  rozgłośni  radiowych,  tea- 

:rów’,  kin,  literatury  i  sejmów’.  Chce  to  czynić  w  Polsce  i  w  innych 

krajach.  Coraz  częściej  wspomina  o  krajach  dalekich  i  niechrześcijań­
skich.  Misjami  interesuje  się  od  dawna.  Prowincja  powierzyła  mu  to 
zadanie  już  kilka  lat  temu.  Ale  teraz  zainteresowania  te  poszerzają  się 

i  rodzi  się  z  nich  konkretny  plan  działania.  Niepokalanów  powinien  pro­
wadzić  misje.  Działalność  misyjna  jest  cechą  zakonu  franciszkańskiego 

podobnie  jak  ubóstwo.  Jeżeli  Niepokalanów’  chce  być  wierny  ideom  fran­
ciszkańskim,  to  obydwie  cechy  winien  pielęgnować.  By  prowadzić  mi­

sje  potrzeba  jednak  kapłanów,  a  tych  brakuje.  Powstaje  wrięc  pomysł 
założenia  misyjnego  seminarium.  Ojciec  Maksymilian  ze  swym  rodzo­

nym  bratem,  ojcem  Alfonsem,  chcą  go  jak  najszybciej  realizować.  Pro­

wincjał  jednak  uznaje  ten  pomysł  za  nierealny  i  odrzuca  go.  Po  jakimś 

czasie  wraca  do  niego,  ocenia  go  jako  natchnienie  Boże  i  nie  tylko  go­
dzi  się  na  utworzenie  Małego  Seminarium  Misyjnego,  ale  nakazuje  jak 

najszybciej  je  organizować.  Od  września  1929  roku  rozpoczyna  w  nim 

naukę 33 uczniów.

Ojciec  Maksymilian  nie  myśli  czekać,  aż  z  jego  seminarium  wyjdą 

kapłani,  którzy  mogliby  pojechać  na  misje.  Placówki  misyjne  w  kra­

jach  pogańskich  pragnie  zakładać  jak  najszybciej.  Prze  do  tego  z  prze­

możną  siłą.  Jak  zawsze,  tak  i  teraz,  rzucane  projekty  pragnie  realizo­

wać  jako  pierwszy.  Zgłasza  się  więc  na  misje.  Tym,  którzy  mu  tłuma­
czą,  że  Niepokalanów  jeszcze  nie  okrzepł,  że  ma  za  mało  sił,  by  mógł 

prowadzić  misje,  odpowiada:  „Misje  winny  być  wykwitem  nadmiaru  sił 
żywotnych  (...)  Św.  Franciszek  miał  małą  garstkę  braci,  a  puścił  się  -— 
on  pierwszy!  na  misje,  podczas,  gdy  ówczesne  zakony,  liczne,  o  misjach 
nie  myślały”

44

.  15  stycznia  1930  roku  wyjeżdża  więc  do  Rzymu,  by  tam 

z  generałem  zakonu  i  władzami  Kościoła  powszechnego  omówić  wyjazd 
misyjnv  na  Daleki  Wschód.  Podróż  tę  wykorzystuje  dla  wzmocnienia 
swojego 

życia 

duchowego, 

ściślejszego 

jeszcze 

zadzierzgnięcia 

więzi 

z  Niepokalaną  oraz  dla  zebrania  doświadczeń  w  dużych  i  znanych  oś­
rodkach 

wydawniczych. 

Ogląda 

więc 

klasztor 

wydawnictwo 

ojców 

Werbistów  w  Módlingu  pod  Wiedniem.  Spotyka  się  z  chińskimi  klery­

kami w Rzymie i uzyskuje od nich zapewnienie współpracy, jeżeli bę-

44

 Alfons Kolbe, Notatki (Pamiętniki). T. 5: 22.04.1928—4.06.1929 s. 230 (ma­

szynopis).

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

271

dzie  zakładał  Niepokalanów  w  ich  kraju.  Wśród  kleryków  franciszkań­
skich  w  Padwie  i  Camposampiero  propaguje  idee  misyjne.  Poznaje  dzia­
łalność  Małego  Domu  Opatrzności  Boskiej  w  Turynie  i  zwiedza  tam  In­
stytut  księdza  Jana  Bosko.  W  Strassburgu,  Augsburgu,  Wiirzburgu  i  Ber­

linie  orientuje  się  w  sprawie  urządzeń  wydawniczych,  szczególnie  inte­
resują  go  maszyny  drukarskie.  Zatrzymuje  się  też  w  Toruniu  i  Aleksan­
drowie  Kujawskim,  by  zapoznać  się  z  systemem  organizacyjnym  i  spo­
sobem  prowadzenia  szkół  przez  księży  Salezjanów.  W  Paryżu  znajduje 
nawet  czas,  by  pójść  na  uniwersytet  i  wysłuchać  wykładów  z  zagadnień 
społecznych.  Uzyskawszy  od  generała  zakonu  zezwolenie  na  misje,  od­
wiedza  miejsce  objawień  Niepokalanej  w  Lourdes  i  objawień  Cudowne­
go  Medalika  na  rue  du  Bac  w  Paryżu.  W  tych  dwóch  miejscach  wypra­
sza  łaski  niebios  dla  działalności  misyjnej.  Niepokalanej  powierza  siebie 
i  wszystko,  co  będzie  czynił.  Jedzie  także  do  Lisieux-Buissonet,  miejsca 

urodzin  św.  Teresy,  by  prosić  ją  o  pomoc  w  swoich  przedsięwzięciach 
misyjnych.  Wraca  do  kraju  pełen  nadziei,  że  misja  się  powiedzie,  wszak 
wszystko  omówił  z  Niepokalaną.  To  Jej  plan.  On  tylko  w  nim  uczestni­
czy,  ale  chce,  by  jego  uczestnictwo  było  jak  najpełniejsze.  Niczfego,  co 
do  niego  może  należeć  jako  wydawcy,  nie  zaniedbuje.  Zdobywa  więc  już 
dokładne  informacje  na  temat  możliwości  podróży  z  Marsylii  na  Da­
leki  Wschód.  Zna  godziny  odpływu  statków  i  ceny  biletów,  oczywiście 

jak  najtańszych.  Warunki,  jakie  będzie  musiał  znosić  za  tanie  pieniądze, 
go nie interesują. Dla Niepokalanej wszystko zniesie.

VI.  WYJAZD NA DALEKI WSCHÓD

Ojciec  Maksymilian  pragnie,  by  wszyscy  ludzie  znali  i  kochali  swego 

Ojca,  który  w  niebie  jest,  Zbawiciela  —  Jezusa  Chrystusa  i  Jego  Matkę, 

która  jest  Matką  wszystkich  ludzi.  Pragnienie  to  przenika  jego  myśli 

i  dążenia  do  tego  stopnia,  że  idea  zdobycia  wszystkich  ludzi  i  całego 

świata  dla  Boga  przez  Niepokalaną  staje  się  najsilniejszą  ideą  jego  ży­
cia.  Ona  też  przynagla  go  do  podjęcia  wyprawy  misyjnej  tam,  gdzie 
Jezus  Chrystus  i  Jego  Niepokalana  Matka  są  najmniej  znani.  Jako  te­
ren swej pracy wybiera Daleki Wschód.

W  działalności  misyjnej  ojciec  Maksymilian  jest  wiernym  synem 

swojego  zakonodawcy,  św.  Franciszka.  Poszedł  on  do  obozu  tureckiego 

w  spłowiałym  od  słońca  i  deszczu  habicie  i  stanął  przed  wspaniałym 

dworem  sułtana,  by  go  nawrócić.  Nie  zastanawiał  się  nad  tym,  że  z  po­

wodu  nieznajomości  języka,  nie  porozumie  się/z  sułtanem,  że  może  zgi­

nąć  zanim  do  niego  dotrze,  a  wówczas  może  rozpaść  się  dopiero  co  pow­

stały zakon. Poszedł tani, ponieważ obecnością swoją chciał świadczyć

0  Bogu, którego kochał nad własne życie i pragnął, by inni Go poznali
1  pokochali.  Ojciec  Maksymilian  postępuje  podobnie.  Tam,  gdzie  chodzi 

o  chwałę  Bogu  i  Niepokalanej  oraz  o  zbawienie  duszy  ludzkiej  nie  kie­
ruje  się  tak  zwanym  „trzeźwym  rozsądkiem”.  Licząc  trzydzieści  sześć 
lat życia, w dwunastym roku swego kapłaństwa, będąc przez lekarzy

background image

272

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

..skazany”  na  śmierć,  udaje  się  do  generała  zakonu  i  przedstawia  mu 
projekt  pracy  misyjnej  na  Dalekim  Wschodzie.  General  projekt  akcep­

tuje,  a  on  w  szybkim  tempie  go  realizuje.  Niepokalanów,  który  istnieje 
zaledwie  dwa  lata  i  dwa  miesiące,  a  który  jest  jego  wymarzonym  dzie­

łem,  zostawia  bratu  —  o.  Alfonsowi,  sam  zaś  26  lutego  1930  roku  z  czte­
rema braćmi wyrusza na Daleki Wschód.

Jest  to  oryginalna  wyprawa:  bez  ustalonego  ściśle  docelowego  miej­

sca  podróży,  bez  zapewnienia  sobie  opieki  ludzi  wpływowych  i  władz 

kościelnych,  bez  znajomości  języka  lokalnego  i  bez  większych  zasobów 
pieniężnych.  Ojciec  Maksymilian  zna  tylko  kierunek  wyprawy  i  prag­
nie,  by  sama  Niepokalana  zadecydowała,  gdzie  ma  pracować  dla  Jej 
chwały.  Całkowicie  liczy  na  Opatrzność  Bożą.  Kiedy  ks.  Ferdynand  Ma- 

chay,  przed  którym  ojciec  Maksymilian  roztacza  swe  plany  misyjne  na 

ulicach  Paryża,  pyta,  czy  ma  pieniądze  na  misje,  ten  odpowiada  bez  na­

mysłu:  „Pieniądze?  Jakoś  znajdziemy,  a  tam  Niepokalana  pomoże,  bo 

to  Jej  sprawca  i  Jej  Syna”  *

s

.  Czuje  w  sobie  przedziwną  siłę,  która  pcha 

go  na  Daleki  Wschód.  Jest  głęboko  przekonany,  że  pochodzi  ona  od  Nie­
pokalanej,  a  więc  i  dalej  będzie  Ona  kierowała  krokami  misyjnej  wy­
prawy.  Do  niego  należy  dokładne  odczytywanie  Jej  planów  i  jak  naj­

wierniejsze  ich  wypełnianie.  Chciałby,  by  w  całej  wyprawie  jak  naj­
mniej  było  tego,  co  ludzkie,  a  jak  najwięcej  tego,  co  boskie.  Jedno  jest 

dla  niego  jasne:  wyprawa  ta  nie  będzie  łatwa,  ze  swoimi  współbraćmi 
będzie  przechodził  ciężkie  próby.  By  wzmocnić  i  utrwalić  swój  oraz  ich 
zapał  misyjny,  by  przygotować  się  do  radosnego  ponoszenia  ofiar  dla 

Chrystusa  oraz  wyprosić  nieodzowne  łaski  w  pracy  misyjnej  odwiedza 
z  braćmi  najbardziej  uświęcone  wiarą  i  męczeństwem  miejsca  w  Rzy­

mie:  katakumby,  w  których  odprawia  Mszę  św.,  koloseum,  kościół  na­
wrócenia Alfonsa Ratissbonne.

Wyprawa  misyjna  zatacza  wielki  łuk  wspierając  się  o  wybrzeża  po­

łudniowo-wschodniej  Azji,  aż  w  końcu  miejsce  dla  swej  działalności 

znajduje  ojciec  Maksymilian  w  Japonii.  Zdążając  do  kraju  kwitnącej  wi­

śni  bada  po  drodze  możliwości  pracy  misyjnej  w  różnych  krajach.  In­
teresują  go  przede  wszystkim  wielkie  miasta,  ponieważ  chce  apostoło­
wać  przez  prasę,  a  ta  bardziej  jest  czytana  w  dużych  skupiskach  ludz­

kich  aniżeli  w  regionach  rolniczych.  Szuka  takich  możliwości  w  Bejru­
cie,  gdzie  zamierza  wydawać  Rycerza  Niepokalanej  dla  Syrii,  Egiptu, 
Tunisu,  Maroka.  W  Port  Saidzie  uzyskuje  zgodę  od  miejscowego  bisku­

pa  na  wydawanie  pisma.  Nie  zostaje  tam  jednak.  Bada  możliwości  pracy 
wydawniczej  w  Singapurze,  Malabarze,  Sajgonie.  Uśmiecha  się  los  do 
jego  planów  w  Szanghaju.  Bogaty  katolik  Józef  Lo-Pa-Hong  ofiarowuje 
dla  polskich  misjonarzy  drukarnię  i  pomoc  materialną.  Ale  miejscowy 
biskup  nie  wyraża  swojej  zgody  na  ich  działalność.  Nie  jest  zatem  wolą 
Niepokalanej,  by  tam  zostali  i  ruszają  w  dalszą  drogę.  Ostatecznie  lą­

dują w Nagasaki.

Nagasaki  jest  dużym  i  najbardziej  katolickim  miastem  Japonii.  Pier­

wsze  kroki  misjonarze  kierują  ku  kościołowi.  Zupełnie  przypadkowo 
trafiają na katedrę. Ku wielkiej radości stoi przed nią figura Matki 

45

45

 Ks. Ferdynand Machay, Jak O. Maksymilian Kolbe kupował linotyp. Kra­

ków, luty 1947. W: Relacje... s. 69.

background image

Święty 

Maksymilian Maria Kolbe

273

Bożej 

Niepokalanej. 

Ojciec 

Maksymilian 

klęka 

dziękuje 

Niepokalanej 

za  opiekę  w  czasie  podróży  oraz  ponawia  całkowite  oddanie  się  Jej  na 

nowej  ziemi.  Pierwsze  dni  pobytu  w  Nagasaki  są  czasem  oczekiwania. 
Biskup  wyjechał  na  wizytację,  i  nikt  nie  może  ich  zapewnić,  czy  zgo­
dzi  się  ich  przyjąć,  czy  będą  zmuszeni  szukać  nowego  miejsca.  Wynaj­

mują 

więc 

byle 

jakie 

mieszkanie 

niedaleko 

katedry 

przypuszczają 

szturm  do  Boga:  poszczą  i  modlą  się.  Chcą,  by  wypełniła  się  wola  Nie­

pokalanej.  Po  dziesięciu  dniach  wraca  biskup.  Szczęście,  że  ojciec  Mak­
symilian 

jest 

doktorem 

filozofii  i 

teologii.  Biskupowi  brakuje  profeso­

rów  w  seminarium.  Zgadza  się  na  osiedlenie  się  zakonników  w  Nagasa­

ki  pod  warunkiem,  że  ojciec  Maksymilian  przyjmie  obowiązki  profeso­
ra  filozofii.  Co  do  wydawania  przez  nich  pisma  w  języku  japońskim, 

nie  jest  przekonany  i  nię  od  razu  wyraża  na  to  zgodę.  Ojciec  Maksy­
milian 

podejmuje  wykłady 

i  nie  zaniedbuje  niczego, 

by  otrzymać  od 

biskupa 

zezwolenie 

na 

założenie 

wydawnictwa. 

Szybko 

zyskuje 

uzna­

nie  i  szacunek  kolegów  profesorów  oraz  samego  biskupa,  który  zezwala 
na wydawanie Rycerza Niepokalanej.

Ojciec  Maksymilian  nie  mógł  lepiej  trafić.  Wśród  profesorów  i  stu­

dentów 

seminarium 

znajduje 

pierwszych 

współpracowników 

przewod­

ników  w  nowym  środowisku.  Tłumaczą  mu  artykuły  i  kontaktują  go 
z  ludźmi,  którzy  mogą  mu  pomóc.  Dokonuje  się  coś,  czego  miejscowi 
nie 

potrafią 

zrozumieć. 

Oto 

ci 

cudzoziemcy, 

ogarnięci 

wielką 

miłością 

do 

Niepokalanej, 

miesiąc 

po 

przybyciu 

do 

Nagasaki 

wydają 

pierwszy 

numer 

Rycerza 

Niepokalanej, 

który 

odtąd 

będzie 

wychodził 

regularnie 

jako  miesięcznik  pod  tytułem  Seibo  no  Kishi.  Nakład  jest  niebagatel­
ny  —  dziesięciotysięczny,  a  więc  dwukrotnie  wyższy  niż  w  Polsce  przez 
pierwszy 

rok  ukazywania  się  miesięcznika.  Ojciec  Maksymilian  adresu­

je  go  przede  wszystkim  do  nieznających  Chrystusa,  tych  bowiem,  którzy 

są Jego wyznawcami w całej Japonii nie ma więcej aniżeli 100 tysięcy.

Działalność 

apostolską 

Japonii 

opiera 

ojciec 

Maksymilian 

na 

dwóch  filarach:  ubóstwie  i  kulcie  Niepokalanej.  Warunki  pracy  w  Pol­
sce  były  złe,  ale  tu  są  o  wiele  cięższe.  Zakonnicy  wynajmują  najtańsze 
mieszkanie, 

jakie 

można 

było  znaleźć. 

Odżywiają 

się 

bardzo 

skromnie. 

Najczęstszym 

ich 

pożywieniem 

jest 

chleb 

bananami 

zimna 

woda. 

Ale  już  w  pierwszym  miesiącu  pobytu  w  Nagasaki  kupują  maszynę  dru­
karską,  by  własną  pracą  wydawać  następne  numery  Seibo  no  Kishi.  Do­
konują 

rzeczy 

wprost 

nadzwyczajnej. 

Nie 

znając 

języka 

japońskiego 

składają  teksty,  zszywają  numery  i  adresują.  Kosztuje  ich  to  niebywale 
dużo  wysiłku.  Ale  robią  to  ochoczym  sercem,  bo  wszystko  dla  Niepo­
kalanej. 

Japończycy 

widząc 

ich 

wielką 

bezinteresowność, 

ostrożnie 

delikatnością oferują swoją pomoc.

Dzieło  jest  rozpoczęte  i  ojciec  Maksymilian  zamiast  osobiście  doglą­

dać  jego  rozwoju  po  dwóch  miesiącach  i  trzynastu  dniach  pobytu  w  Na­
gasaki 

wyjeżdża 

do 

Polski, 

by 

uczestniczyć 

kapitule 

prowincjalnej, 

która  ma  odbyć  się  w  lipcu  1930  roku  we  Lwowie.  Chce  wziąć  w  niej 
udział, 

by 

ojcom 

prowincji 

przedstawić 

sytuację 

nowej 

placówki 

misyj­

nej,  bo  właśnie  na  tej  kapitule  ma  zapaść  decyzja  o  dalszych  jej  losach, 

czy 

należy 

ją 

podtrzymać, 

czy 

też 

szukać 

nowego 

miejsca. 

Po 

ludzku 

sądząc 

wyjazd 

ojca 

Maksymiliana  do  Polski  jest 

przejawem  braku  roz­

sądku.- Bracia bowiem, których zostawia, nie są tak przygotowani do 

18

18 — Polscy święci

background image

274

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

prowadzenia  działalności  w  obcym  świecie  jak  on,  chociażby  z  tego 
względu,  że  znając  biegle  język  rosyjski  i  wioski,  dość  dobrze  niemiecki 

oraz  słabiej  angielski  i  francuski  może  porozumieć  się  z  ludźmi,  a  po­
nadto  jako  ksiądz  po  wieloletnich  studiach  zagranicznych  i  bogatym 

już  doświadczeniu  życiowym  stosunkowo  łatwo  mu  zrozumieć  odmien­
ności  kulturowe  i  religijne  i  do  nich  się  dostosować,  czego  brakuje  bra­

ciom,  nie  mającym  nawet  średniego  wykształcenia  i  będącym  pierwszy 
raz  w  tak  odmiennym  dla  siebie  świecie.  Ale  ojciec  Maksymilian  nie  ro­

zumuje  po  ludzku  i  nie  bierze  pod  uwagę  tych  naturalnych  uwarunko­

wań.  Jest  przekonany,  że  dzieło,  które  kiełkuje  w  Japonii  jest  dziełem 

samej  Niepokalanej  i  Ona  wszystkie  ludzkie  braki  uzupełni,  pokieruje 
więc  braćmi  tak,  że  z  powodu  jego  nieobecności  samo  dzieło  w  niczym 

nie  ucierpi.  Tak  głębokie  zaufanie  do  Opatrzności  Bożej  może  mieć  tyl­

ko  ten,  kto  wyprost  odczuwa,  że  Bóg  jest  z  nim,  że  kieruje  nie  tylko  jego, 

ale  i  innych  losem.  Ojciec  Maksymilian  to  odczucie  ma.  Zostawia  więc 
braci  pod  opieką  Niepokalanej,  a  sam  jedzie  do  kraju,  by  przekonać  oj­

ców  prowincji,  że  Nagasaki  jest  właściwym  terenem  pracy  misyjnej. 

Za słusznością tego wyboru przedstawia następujące racje:

„1. tam męczennicy franciszkańscy przelali krew za Chrystusa;

2.  tam znajduje się największe skupisko chrześcijan;

3. biskup jest dla tej działalności jak najbardziej przychylny;

4.  gdy  miesięcznik  zaczął  się  ukazywać,  katolicy  a  nawet  poganie 

tak  go  bardzo  chętnie  przyjęli,  że  nakład  podniósł  się  już  do  11.000  eg­

zemplarzy,  a  nawet  w  krótkim  czasie  można  było  otworzyć  drukar­

nię” «.

Ojcowie  prowincji  przekonują  się  do  argumentacji  ojca  Maksymi­

liana  i  zatwierdzają  misję  franciszkańską  w  Nagasaki.  Nic  więc  teraz 

nie  pozostaje,  jak  tylko  ją  wzmacniać.  Ojciec  Maksymilian  wykorzystu­

je  pobyt  w  kraju  na  działalność  propagującą  misje.  Chętnie  wygłasza 

odczyty  na  temat  misji  w*  Warszawie,  Gnieźnie  i  Poznaniu.  Szuka  po­

parcia  wśród  duchowieństwa  diecezjalnego  i  zakonnego,  a  od  prowincja­

ła  uzyskuje  dwóch  kleryków-:  Mieczysława  Mirochnę  i  Damiana  Eberla, 

oraz  zapewnienie,  że  będzie  otrzymywał  dalsze  wsparcie  w  ludziach 

i  pomocy  materialnej.  13  sierpnia  1930  roku  razem  z  dwoma  klerykami 

wraca do Nagasaki przez Syberię.

Po  raz  drugi  jadąc  do  Japonii,  ojciec  Maksymilian  zbiera  informacje 

na  temat  stanu  katolicyzmu  w  świecie  i  stwierdza,  że  w  krajach  azja­

tyckich  oraz  arabskich  jest  on  mało  upowszechniony.  Boleje  nad  tym, 

że  protestanci  mają  często  lepiej  zorganizowaną  działalność  misyjną  ani­
żeli  katolicy  i  szerzej  wykorzystują  nowoczesne  środki  przekazu,  jak 

chociażby  książkę  i  prasę.  Narasta  w  nim  pragnienie  poszerzenia  włas­

nej  działalności  apostolskiej.  Chciałby  cały  świat  nią  ogarnąć,  ale  bra­

kuje  mu  ludzi.  Placówkę  w  Nagasaki  uważa  za  podstawę  działalności 
wśród  ludności  Azji.  Musi  zatem  ona  rozwńjać  się,  ale  nie  można  zapo­

minać  o  tworzeniu  nowych.  Pisze  więc  do  prowincjała,  o.  Kornelego 
Czupryka, który doskonale go rozumie i popiera jego działalność:

„Co do planów na przyszłość, myślę idąc w kierunku celu M.I., tj. 

**

** M. K o l b e ,  List do kapituły prowincjalnej we Lwowie, Lwów 23.07.1930. 

'.‘Pisma... T. 2 s. 86—87.

background image

Sioięty Maksymilian Maria Kolbe

275

zdobycia  całego  świata  Niepokalanej,  rozwijać  jak  najsilniej  placówką 

tutejszą,  by  Rycerz  jak  najprędzej  zaglądał  do  każdego  japońskiego  do­

mu.  Równocześnie  zaś  rozpocząć  i  Rycerza  chińskiego.  Ciągle  mi  pow­

raca  myśl,  żeby  jednak  jakiś  ojciec  (o  duchu  Niepokalanowa  i  M.l)  za­

korzenił  się  w  Szanghaju  i  administrował,  a  potem  i  drukował  Rycerza 

przy  pomocy  braci  na  całe  Chiny.  No  i  Indie  i  Annam  i  syryjskie  zagłę­

bie  dla  języków:  arabskiego,  tureckiego,  hebrajskiego.  A  i  o  angielskim 

nie  zapomnieć  itd.,  aż  cały  świat  będzie  Niepokalanej.  —  Równocześnie 

zaś  myślałbym,  że  trzeba  mnożyć  Niepokalanowy  europejskie,  bo  sam 

polski  Niepokalanów  nie  da  rady  z  ofiar  z  Polski  utrzymać  i  rozwijać 

większą  ilość  Misji.  I  tak  w  Niemczech,  Francji,  Hiszpanii,  Anglii  i  in­

nych  państwach,  gdzie  naszych  nie  ma,  lub  mało,  a  potem  i  w  in­

nych” 

47

.

Dążąc  do  utrwalenia  placówki  w  Nagasaki  ojciec  Maksymilian  roz­

glądał  się  za  kawałkiem  ziemi.  Chce  tu  tworzyć  japoński  Niepokalanów. 
Uważa,  że  jest  on  konieczny  i  ma  szansę  rozwoju.  W  niechrześcijańskim 

świecie  chce  dawać  świadectwo  o  prawdziwym  Bogu  przede  wszystkim 

życiem.  Właśnie  to  świadectwo  życia  decyduje  o  tym,  że  polscy  fran­

ciszkanie  zyskują  sobie  sympatię  w  coraz  szerszych  kręgach  miejscowe­

go  środowiska.  Aż  dziw,  że  tak  apologetycznie  przed  laty  nastawiony 

misjonarz,  obecnie  skupia  wokół  siebie  ludzi  odmiennych  wyznań  i  re- 

ligii.  Tworzy  typową  ekumeniczną  grupę.  Są  w  niej  chrześcijanie  nie­
katolicy,  buddyści  i  szyntoiści.  Odwiedzają  oni  polskich  misjonarzy  i  po­

magają  im,  gdyż  dostrzegają,  że  w  ich  życiu  na  pierwszym  miejscu  stoi 

Bóg,  Niepokalana  i  wszyscy  ludzie,  natomiast  swoją  osobę  chcą  jak  naj-  , 
bardziej  ukryć.  Własne  potrzeby  materialne  ograniczają  do  minimum, 

a  w  pragnieniach  chcą  być  narzędziem  w  ręku  Niepokalanej.  Ojciec  Ma­
ksymilian  pragnie,  by  taki  styl  życia  prowadzili  wszyscy,  którzy  tutaj 
się  znajdą.  Pisze  więc  do  ojca  Metodego  Rejentowicza,  wybierającego 
się do Japonii:

„(...)  zadanie  tu  bardzo  proste:  zapracować  się,  zamęczyć,  być  uwa­

żany  za  niewiele  mniej  jak  za  wariata  przez  swoich  i  wyniszczony  um­

rzeć  dla  Niepokalanej.  A  ponieważ  nie  dwa  razy  żyjemy  na  tym  świe­
cie,  tylko  raz,  więc  trzeba  po  skąpiecku,  każdy  z  powyższych  wyrazów 
jak  najbardziej  pogłębić,  by  miłość  ku  Niepokalanej  okazać  możliwie 
najbardziej.  —  Czyż  nie  piękny  to  ideał  życia?  —.Wojna,  by  zdobyć 

cały świat, serca wszystkich i każdego z osobna, zaczynając od siebie.

Potęga  nasza  w  uznaniu  swej  głupoty,  słabości  i  nędzy,  i  ufności  bez­

granicznej  w  dobroć  i  potęgę  Niepokalanej.  Natura  może  się  zżymać, 
tęsknym  okiem  spoglądać  na  bądź  co  bądź  spokojniejsze  i  wygodniejsze 
też  życie  w  warunkach  już  ustalonych,  ale  też  na  tym  polega  ofiara, 
by  pójść  wyżej  niż  cielesna  natura  ciągnie.  —  W  Niepokalanej  cała  na- 

‘ dzieją.

Więc odwagi, Bracie Drogi, przyjedź zginąć z głodu, przemęczenia, 

upokorzeń i cierpień dla Niepokalanej”

48

.

Na takich to podstawach rozwija się misja polskich franciszkanów

47

 M. K o l b e ,  List do o. Kornela Czupryka, Nagasaki 23.11.1930. W: Pisma... 

T. 2 s. 128—129.

4

* M. K o l b e ,  List do o. Metodego Rejentowicza. Nagasaki 11.12.1930. W: Pis­

ma... T. 2 s. 142—143.

18

*

background image

276

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

w  Japonii.  Nakład  grudniowego  numeru  Seibo  no  Kishi  w  1930  roku 
dochodzi  do  25  tysięcy.  Dwunastego  grudnia  tegoż  roku,  a  więc  w  nie­
całe  sześć  miesięcy  po  przybyciu  do  Nagasaki,  prosi  o  przyjęcie  do  za­
konu  pierwszy  Japończyk  Sato  Shigeo.  Na  powołanie  zakonne  spośród 
tubylców  czeka  się  na  ogół  lata  całe,  a  tu  one  już  się  budzą.  Ojciec 
Maksymilian  widzi  w  tym  szczególny  znak  opieki  Niepokalanej  i  kiedy 
za  cztery  miesiące  będzie  dawał  habit  franciszkański  Japończykowi  da 

mu  też  imię  Marian,  poświęcając  go  jako  pierwociny  pracy  misyjnej  Tej, 

do  której  cała  misja  należy,  to  znaczy  Najśw.  Maryi  Pannie.  Te  rados­
ne  momenty  mąci  tragiczna  wiadomość.  7  grudnia  ojciec  Maksymilian 
otrzymuje  telegram  o  śmierci  brata  —  o.  Alfonsa.  Niepokalanów  polski 

jest  osierocony  przez  obydwu  swoich  założycieli.  Sytuacja  ta  nie  zała­

muje  ojca  Maksymiliana,  bowiem  głęboko  jest  przekonany,  że  właśnie 
teraz  ujawni  się,  iż  jest  on  dziełem  nie  tylko  ludzkim,  ale  przede  wszy­

stkim  Niepokalanej.  Ster  w  nim  przejmuje  o.  Florian  Koziura.  Ojciec 
Maksymilian  śle  do  niego  list  za  listem,  udzielając  mu  rozlicznych  rad. 
Niepokalanów  nie  tylko,  że  nie  upada,  ale  nadal  rozwija  się,  za  co  je­

go  założyciel  nieustannie  Niepokalanej  dziękuje.  Rozwija  się  także  pla­
cówka w Nagasaki.

W  marcu  1931  roku  za  6  800  jenów  ojciec  Maksymilian  nabywa  4 

hektary  ziemi  w  dzielnicy  Hongochi  u  stóp  góry  Hikosan.  Miejsce  jest 

położone  malowniczo  na  skraju  miasta,  ale  teren  do  budowy  bardzo 
trudny,  bo  nierówny,  mocno  zarośnięty  krzewami  i  niewielkimi  drze­

wami.  Dziwią  się  co  niektórzy,  że  ojciec  Maksymilian  wybrał  to  miejsce 
i  uparcie  się  go  trzyma,  skoro  są  inne  place  do  kupienia  i  to  bliżej  mia­

sta.  Ale  on  woli  właśnie  na  uboczu,  no  i  że  bardzo  tanio.  Po  czternastu 
latach  okaże  się,  że  zostało  ono  wybrane  jak  najbardziej  szczęśliwie.  Kie­

dy  9  sierpnia  1945  roku  Amerykanie  zrzucą  bombę  atomową  na  Naga­

saki,  miasto  zostanie  zniszczone  i  prawie  połowa  ludności  poniesie  stra­

szliwą  śmierć,  natomiast  klasztor  postrada  tylko  szyby  w  oknach  i  nikt 

nie  zginie.  Góra  Hikosan  osłoni  go  od  śmiercionośnego  podmuchu  ato­

mowego. 

Wówczas 

też 

zrozumiano, 

że 

sama 

Niepokalana 

wybrała 

to 

miejsce na swoje centrum.

Jak 

kiedyś 

brat 

Eliasz 

na 

zarośniętych 

pogardzanych 

zboczach 

miasta  Asyża  budował  kościół  i  klasztor  ku  czci  świętego  zakonodaw- 

cy  —  Franciszka,  tak  teraz  na  podobnym  miejscu  buduje  klasztor  ojciec 
Maksymilian  ku  czci  Niepokalanej.  Nadaje  mu  poetyczną  nazwę  Mu- 

genzai  no  Sono  —  co  po  polsku  znaczy  Ogród  Niepokalanej.  16  maja  1931 

roku  wprowadzają  się  do  niego  zakonnicy.  Podobnie  jak  w  Niepokala­

nowie 

polskim 

obowiązuje 

tu 

zasada: 

jak 

najwięcej 

dla 

Niepokalanej 

i  ludzi  kosztem  samego  siebie.  Stylem  życia,  jaki  tu  prowadzą,  budzą 

ciekawość  tubylców  oraz  zyskują  ich  sympatię.  Wokół  nich  zaczyna  ros­

nąć  krąg  przyjaciół,  i  to  przede  wszystkim  pogan.  Przychodzą  do  nich 
ludzie 

prości 

wykształceni, 

protestanci 

buddyści, 

nawet 

bonzowie. 

Częstym 

gościem 

jest 

pastor 

metodystów, 

profesor 

Franciszek 

Jamaki, 

który 

bezinteresownie 

tłumaczy 

artykuły 

do 

japońskiego 

Rycerza. 

Nie­

pokalanej. 

Miejscowy 

aptekarz, 

poganin, 

dostarcza 

za 

darmo 

lekarstw, 

inni  żywności,  a  wielu  pomaga  przy  budowie  klasztoru,  kaplicy  i  wy­
dawaniu  oraz  kolportowaniu  Seibo  no  Kishi.  W  taki  to  sposób  skrajne 

ubóstwo i praca bezinteresowna tworzą coś w rodzaju wspólnego języ-

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe 

277

ka,  którym  misjonarze  porozumiewają  się  z  tubylczą  ludnością.  W  u- 

myslach  wielu  Japończyków  zakonnicy  z  Polski  budzą  niepokój  religij­

ny  i  moralny.  Ziarno  Boże  rzucane  przez  nich  zaczyna  stopniowo  kieł­
kować.  Ojciec  Maksymilian  z  entuzjazmem  pisze  do  prowincjała,  o. 
Kornelego 

Czupryka: 

„nawrócenia 

nie 

ustają”

49

Polscy 

franciszkanie 

zyskują  także  uznanie  władz,  które  początkowo  były  nieufne  i  negatyw­
nie do nich nastawione, jak wówczas do wszystkich Europejczyków.

Niepokalanów  polski  i  prowincjał  jak  mogą,  tak  wspierają  bratnią 

placówkę  misyjną  w  Nagasaki.  Największym  wsparciem  są  nowi  ludzie. 
W  ciągu  trzech  lat  jej  istnienia  do  pierwszych  czterech  misjonarzy  do­
łącza  z  Polski  14  zakonników,  w  tym  dwóch  ojców.  Nie  wszyscy  wy­

trzymują  warunki  życia  w  Japonii.  Czterech  z  nich  wraca  do  kraju.  Ale 
i  tak  zostaje  tam  pokaźna  liczba.  Ojciec  Maksymilian  uważa,  że  nowa 
placówka  może  już  pracować  bez  niego.  Szuka  więc  możliwości  założe­
nia  nowego  Niepokalanowa  w  Indiach  i  Chinach.  21  maja  1932  roku  je- 
dzie  do  Indii.  W  Ernakulum  uzyskuje  od  biskupa  zezwolenie  na  założe­
nie  ośrodka  wydawniczego  i  klasztoru.  Niestety  brak  współpracowni­
ków  nie  pozwala  mu  na  rozwinięcie  dzieła  misyjnego  w  kraju  Gandhie- 
go. Wraca do Nagasaki.

W  tym  to  czasie  wkłada  wiele  wysiłku  w  kształtowanie  własnego  ży­

cia  wewnętrznego  i  swych  współpracowników.  Pragnie,  by  stanowili  oni 

zwartą,  na  największe  ofiary  gotową  wspólnotę  zakonną.  Ma  poczucie 

odpowiedzialności  przed  Bogiem  za  stan  ich  duchowego  życia  i  czuje 
z  nimi  silną  więź  duchową.  Uważa  ich  za  swoje  duchowe  dzieci.  W  li­
ście do nich tłumaczy im, że ma prawo ich tak traktować.

„Moje Drogie Dzieci! — Pisze z podróży —
Dla  miłości  Niepokalanej  wyrzekłem  się  rodziny  i  dzieci  wedle  cia­

ła,  a  Niepokalana,  która  nigdy  nie  da  się  prześcignąć  we  wspaniałomyśl­
ności,  dała  mi  bardzo  liczne  dzieci,  bo  Was  wszystkich,  którzyście  odda­
li  całe  życie  swoje  i  wieczność  Niepokalanej,  za  dzieci  duchowe,  i  uczy­
niła  mnie  Waszym  duchowym  ojcem.  I  wierząjcie  mi  —  dała  mi  Ona 
taką  tkliwość  miłości  względem  Was  wszystkich  (czy  w  Japonii  czy  w 
Polsce),  jaką  jest  naprawdę  tkliwość  ojca  i  tkliwość  matki  względem 
ukochanego  dziecka  swego.  —  I  jest  to  w  myśl  także  ducha  pierwszych 
wieków  naszego  Zakonu,  kiedy  przełożonego  nazywano  matką.  Ale  przy­

znacie  zaraz,  że  nie  byłbym  prawdziwym  duchowym  Waszym  ojcem, 
moje  Drogie  Dzieci,  gdybym  przede  wszystkim  i  nade  wszystko  nie  dbał 
o  dusze  Wasze;  dlatego  nie  obiecuję  Wam  bynajmniej,  że  będę  Wam 
przyjemności  sprawiał  na  każdym  kroku,  bo  bym  był  Waszym  zdrajcą 
duchowym,  ale  raczej  wedle  praktyki,  takiej  nawet  świętej,  jak  św.  Te­
resa  od  Dzieciątka  Jezus,  będę  się  starał  nie  przepuszczać,  ale  zabić  i  po­
grzebać  zupełnie  Waszą  wolę  własną,  byście  żyli  tylko  i  wyłącznie  Wolą 
Niepokalanej.  —  Wtedy  i  na  tym  świecie  będziecie  mieli  wolność  dzieci 

Bożych  i  Niepokalanej,  gdyż  każde  chociażby  najmniejsze  przywiązanie 

do  czegokolwiek  i  kogokolwiek,  jeżeli  nie  dla  Boga  i  wedle  Woli  Bożej, 
nie pozwoliłoby Wam wzlecieć wyżej ponad siebie. (...)” 

50

.

« M. K o l b e ,  List do o. Kornela Czupryka, Nagasaki 23.04.1931. W: Pisma... 

T. 2 s. 221.

so

 M. K o l b e ,  List do br. kleryka Mieczysława Mirochny. W pociągu z Naga­

saki do Tokio 17.03.1931. W: Pisma... T. 2 s. 207—208.

background image

278

o. Leon Beiugny Dyczewski OFMConv.

Ojcu  Maksymilianowi  nigdy  nie  brakuje  cierpień  i  doświadczeń.  Ma 

ich  pod  dostatkiem  chociażby  z  powodu  swojej  choroby.  W  Japonii  czę. 

sto  zapada  na  zdrowiu.  Miewa  stany  zapalne,  bóle  głowy,  na  skutek  cie­

płego  i  wilgotnego  klimatu  otwierają  mu  się  wrzody.  Są  to  bolesne  i  do­
kuczliwe  cierpienia,  ale  jeszcze  nie  takie,  jakie  musi  przejść  od  swojego 

współpracownika.  W  maju  1932  roku  przyjeżdża  do  Nagasaki  o.  Kon­
stanty 

Onoszko, 

doktor 

teologii, 

wartościowy 

zakonnik, 

dobrowolnie 

zgłaszający  się  na  misje,  ale  odmiennych  poglądów  aniżeli  ojciec  Ma­
ksymilian.  Różnice  dotyczą  spraw,  które  dla  ojca  Maksymiliana  są  naj- 

ważniejsze.  O.  Konstanty  uważa,  że  ojciec  Maksymilian  mocno  przesa­
dza  stawiając  zawsze  na  pierwszym  miejscu  Niepokalaną,  widzi  w  tym 
jakby  zachwianie  chrystocentryzmu.  Nie  może  też  zgodzić  się  z  tym, 
że  każdy  zakonnik  musi  żyć  w  skrajnym  ubóstwie,  wymagającym  od 
siebie  heroizmu.  Natomiast  ojciec  Maksymilian  całą  działalność  misyj­
ną  opiera  na  dwóch  filarach:  Niepokalanej  i  skrajnym  ubóstwie,  przy 
czym  mówiąc  o  Niepokalanej  nie  stawia  Jej  w  miejsce  Chrystusa,  ale 
jest  przekonany,  że  właśnie  Ona  najszybciej  do  Niego  ludzi  doprowa­
dza,  i  dlatego  tak  mocno  akcentuje  Jej  osobę  i  rolę  w  działalności  apo­
stolskiej.  Jest  to  jego  credo  ideologiczne  i  zasada  działania  apostolskie­

go.  Uważa,  że  nie  popełnia  błędu,  bowiem  kult  Niepokalanej  i  całkowite 
poświęcenie  się  Jej  łączy  z  Chrystusem.  Ostatecznie  to  On  —  Jego  na­
rodziny  i  wzrost  w  człowieku  —  jest  celem  całej  działalności  misyjnej 
opartej  o  Niepokalaną.  Tak  właśnie  tłumaczy  w  liście  do  o.  Antoniego 

Vivody. Między innymi pisze w nim tak:

„Wiemy 

o  opętanych,  szalonych,  za  których  myślał,  mówił  i  działał 

szatan.  —  My  chcemy  być  w  sposób  jeszcze  bardziej  bezgraniczny  za­
władnięci  przez  Nią,  by  to  Ona  sama  myślała,  mówiła,  działała  za  na­

szym pośrednictwem.

Pragniemy  do  tego  stopnia  należeć  do  Niepokalanej,  by  nie  pozosta­

ło  w  nas  nic,  co  by  nie  było  Nią,  byśmy  jakby  unicestwili  się  w  Niej, 

byśmy  przemienili  się  w  Nią,  przeistoczyli  się  w  Nią,  aby  tylko  Ona 
pozostała.  —  Byśmy  tak  bardzo  byli  Jej,  jak  Ona  jest  Boga.  —  Ona 

należy  do  Boga  aż  do  tego  stopnia,  że  stała  się  Jego  Matką,  a  my  chce­
my  stać  się  matką,  która  zrodzi  we  wszystkich  sercach,  które  istnieją 

które  istnieć  będą  —  Niepokalaną.  Oto  MI,  wprowadzić  Ją  do  wszy­

stkich  serc,  zrodzić  Ją  we  wszystkich  sercach,  aby  Ona  wchodząc  do  i 
tych  serc,  obejmując  je 

w

t

  doskonałe  posiadanie,  mogła  urodzić  słodkie­

go  Jezusa,  Boga,  by  mógł  w  nich  rosnąć  aż  do  wieku  doskonałości.  — 
Cóż  za  wspaniałe  posłannictwo!...  Prawda?...  Ubóstwienie  człowieka  aż 
dc Boga-Człowieka przez Boga-Człowieka Matkę” 

B1

.

Rozdźwięk 

ideologiczny, 

jaki 

istnieje  pomiędzy  ojcem  Maksymilia-  [ 

nem  a  o.  Konstantym,  na  którego  współpracę  tak  bardzo  liczył,  staje  się  I 
najcięższą  próbą  duchową  dla  założyciela  Niepokalanowa  polskiego  i  ja- 

1

 

pońskiego.  Ma  on  bowiem  swoje  reperkusje  i  w  codziennym  życiu  wspól­
noty  zakonnej.  Dotychczas  tak  bardzo  harmonijna  atmosfera  zaczyna 

się  rysować  podziałami.  O.  Konstanty  szuka  bowiem  poparcia  dla  swych 
poglądów wśród braci i czasami to mu się udaje. W listach zaś do Polski 

51

51

 M. K o l b e ,  List do o. Antoniego Vivody. Pomiędzy Szanghajem a Hong- 

-Kongiem na statku „Conte Rosso” 12.04.1933. W: Pisma... T. 2 s. 664.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

27'

j

i  generalnego  asystenta  w  Rzymie,  o.  Peregryna  Haczeli,  wypisuje,  że 

ojciec  Maksymilian  dąży  do  oderwania  się  od  prowincji,  a  nawet  zało­
żenia  nowego  zakonu.  Wszystko  to  staje  się  powodem  bolesnych  cier­

pień  ojca  Maksymiliana.  Ich  oddźwięki  znajdujemy  w  listach  do  pro­
wincjała,  o.  Kornelego  Czupryka,  przed  którym  ojciec  Maksymilian  nie 

ma tajemnic i wyjawia mu tajniki swej duszy. W jednym z nich pisze:

„(...)  Już  —  cześć  Niepokalanej  —  doszedłem  do  pewnej  równowagi 

po 

pierwszych 

głębokich 

wrażeniach 

sprawie 

różnicy 

poglądów 

z  współpracownikiem.  Czasem  nadzieja  świta,  że  się  dostroi,  to  znowu 
zwątpienie,  ale  to  już  sprawa  Niepokalanej  czy  zechce  mu  tego  powoła­
nia  udzielić  lub  też  są  inne  Boże  zamiary  nad  nim.  Dotąd  jednak  aż  ta­

kiego  krzyża  nie  miałem.  Lecz  szkoda  się  nad  tym  rozpisywać.  Niech 

Niepokalana sama wszystkim kieruje. (...)

Wedle  sił  starał  się  będę  o  miłość  wzajemną  ...  W  niektórych  jednak 

wypadkach  jest  to  wprost  niemożliwe,  dopokąd  o.  Konstanty  nie  poko­

cha  Niepokalanej  i  Jej  M.I.,  Jej  Rycerza,  Jej  Niepokalanowów,  bo  co  wszy­

stkich  raduje  i  cieszy,  to  go  niepokoi,  smuci,  nudzi  i  pobudza  do  zare­
agowania.  Lecz,  jak  to  już  powyżej  zaznaczyłem,  czasami  znać  otrze­

źwienie  i  wtedy  uznaje,  że  inaczej  musi  się  ustosunkować,  lecz  potem 
znowu  wpada  w  stan  poprzedni.  Zdaje  mi  się,  że  to  przede  wszystkim 

jest  też  powodem  jego  neurastenii.  Staram  się  przy  nim  pomijać  te  te­
maty. (...)

List  N.O.  Prowincjała  zrobił  na  o.  Konstantym  głębokie  wrażenie 

dodatnie. Mówił mi, że O. Prowincjał go „pokonał”. Poczciwy on (...)”

Ojciec  Maksymilian  cierpienia  przyjmuje  spokojnie.  Traktuje  je  jako 

próbę  miłości.  Im  jest  ich  zatem  więcej  i  im  są  cięższe,  tym  miłość  jego 
ma  większe  możliwości  rozwoju.  „Bez  ofiary  nie  ma  miłości”  —  pisze  do 

swych  braci  w  Mugenzai  no  Sono

53

.  Towarzyszą  mu  też  one  obficie 

przez  całe  życie,  a  w  znoszeniu  ich  doskonali  się  oraz  przejawia  się  jego 
miłość  ku  Bogu  i  Niepokalanej.  Żyje  w  obecności  tych  najdroższych  so­
bie  osób  i  często  z  nimi  rozmawia.  To  jego  modlitwa.  Nie  trawi  na  niej 
długich  godzin,  na  to  nie  ma  czasu.  Całe  swoje  życie  zamienia  w  mo­
dlitwę.  W  każdej  wolnej  chwili  formułuje  ją  w  postaci  aktów  strzelis­

tych.  Uważa,  że  „są  one  jak  drwa  na  ogień,  aby  w  naszej  duszy  płonęła 
miłość  Boża.  Wszystkie  nasze  czynności  —  mawia  —  przeplatane  akta­
mi  strzelistymi  stają  się  modlitwą”

54

.  Jeżeli  tylko  ma  wolną  chwilę 

wpada  do  kaplicy  na  krótką  adorację  Najśw.  Sakramentu.  Czyni  to  tak­
że  wówczas,  kiedy  jest  w  mieście  i  natrafia  na  kościół.  Mając  zajęcia 
w  seminarium  lubi  przechadzać  się  z  klerykami  w  czasie  przerwy.  Przy 
jej  końcu  idzie  ku  drzwiom  kościoła,  otwiera  je,  i  nie  wchodząc,  klęka 
razem  z  klerykami  na  progu  kościoła,  aby  chwilę  się  pomodlić.  Nie 

wchodzi  do  wnętrza  dlatego,  bo  zwyczajem  japońskim  należałoby  zdjąć 
buty, a ną to nie ma czasu 

5S

.

“ M. K o l b e ,  List do o. Kornela Czupryka, Nagasaki 7.10.1932. W: Pisma... T 

S. 

538—539.

M

  M.  K o l b e ,   List  do  braci  io  Mugenzai  no  Sono.  Szanghaj  9.04.1933.  W:  Pis­

ma... T. 2 s. 649.

M

  Henryk  B o r o d z i e j ,   Bł.  O.  Maksymilian  Maria  Kolbe  wzorem  modlitwy. 

Niepokalanów  7.11.1972.  Dokumenty  o  Ojcu  Maksymilianie  M.  Kolbem.  Oświadcze­
nia współbraci zakonnych. Cz.
 II. Niepokalanów 1979 s. 57 (maszynopis).

55

 Tamże.

background image

280

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

W  Japonii  ojciec  'Maksymilian  nabiera  coraz  głębszego  przeświad­

czenia,  że  działalność  apostolska  oparta  na  ideach,  jakie  prezentuje  sobą 
Niepokalana,  oraz  na  ubóstwie,  rozumianym  jak  najbardziej  radykalnie, 

jest  dziełem  samej  Niepokalanej  i  odpowiada  ono  potrzebom  współczes­
nego  świata.  Dąży  też,  by  zakon  i  Kościół  powszechny  je  zaakceptował 

i  przyjął.  Za  pośrednictwem  zakonnej  Kurii  Generalnej  w  Rzymie  czyni 
starania,  by  do  Kościoła  powszechnego  wprowadzono  święto  o  wszech- 

pośrednictwie  łask  Niepokalanej  z  własnym  oficjum  i  Mszą  św.  Na  ka­

pitułę  generalną  przesyła  wniosek,  by  uchwaliła  poświęcenie  się  Zako­
nu  Najśw.  M.  Pannie  Niepokalanej.  Popiera  założenie  Akademii  Maryj­

nej  w  Rzymie.  Czyni  starania,  by  każda  prowincja  zakonna  miała  swój 

Niepokalanów.  Jadąc  do  Polski  na  kapitułę  prowincjalną  w^  1933  roku, 

zatrzymuje  się  na  kilka  dni  w  Rzymie,  by  sprawy  te  omówić  z  najwyż­

szymi  przełożonymi  zakonu.  Ideę  działalności  maryjno-franciszkańskiej 

pragnie  przekazać  młodemu  pokoleniu  jako  dziedzictwo  po  sobie.  „Ja 

jestem  słaby  —  mówi  podczas  konferencji  do  kleryków  w  Rzymie 

a  nawet  już  się  starzeję,  dlatego  mogę  wkrótce  umrzeć.  Ponieważ  każ­
demu  wolno  napisać  testament,  dlatego  sądzę,  że  i  ja  nie  jestem  pozba­

wiony  tego  prawa.  Przeto,  Bracia,  gdy  dojdzie  do  Was  wiadomość  o  mo­

jej  śmierci,  wiedzcie,  że  na  mocy  testamentu  Wy  jesteście  dziedzicami 
moimi.  Dotąd  wszyscy  pracowaliśmy  dla  Niepokalanej,  gdy  zaś  umrę, 

wtedy  Wy  powinniście  pracować  bez  ograniczeń,  aż  do  przelania  krwi, 

jeśli  zajdzie  potrzeba,  i  powinniście  szerzyć  Rycerstwo  Niepokalanej  aż 

po  krańce  ziemi.  Albowiem  jest  to  zadanie  święte,  jest  to  wola  Matki 

Bożej,  abyśmy  my,  Bracia  Mniejsi  Konwentualni,  którzy  niegdyś  obro­

niliśmy  Jej  Niepokalane  Poczęcie,  teraz  także  szerzyli  Jej  kult.  Oto  tes­

tament, który Wam zostawiam”

56

.

W  Japonii  ojciec  Maksymilian  bardziej  uniwersalnie  formułuje  cel 

Rycerstwa  Niepokalanej  aniżeli  w  czasie  jego  założenia.  Łagodzi  jego  bo­

jowe  nastawienie  przeciwko  wrogom  Kościoła  katolickiego,  a  eksponuje 

doprowadzanie  człowieka  do  prawdy  i  przemiany  wewnętrznej.  Infor­

mując  społeczeństwo  japońskie  o  Rycerstwie  Niepokalanej,  pisze,  że  ot­

wiera  ono  „oczy  ludziom  mającym  fałszywe  pojęcie  o  religii,  poucza 

o  pięknie  bohaterskiej  cnoty  ludzi  żyjących  na  tym  świecie;  pragnącym 

szczerze  prawdy  staje  się  przewodniczką,  by  nie  zbłądzili  w  dążeniu  do 

najważniejszego  ponad  wszystko  ostatecznego  celu;  oczyszcza  dusze  i  jak 

przyjaciel  zachęca  do  postępowania  drogą  cnoty  (.••)>  daje  silną  pom<jc, 

aby słuchać głosu rozumu i postępować drogą cnoty” 

57

.

czasie 

trzymiesięcznego 

pobytu 

Polsce 

ojciec 

Maksymilian, 

gdzie  tylko  się  da,  upowszechnia  i  umacnia  ducha  misyjnego.  Składa 
wizyty 

wszystkim 

trzem 

najwyższym 

hierarchom 

ówczesnego 

Kościoła 

Polsce: 

kardynałowi 

Al. 

Kakowskiemu 

nuncjuszowi 

papieskiemu 

Marrmagi  w  Warszawie,  kardynałowi  A.  Hlondowi  w  Poznaniu  i  arcy­
biskupowi  S.  Sapieże  w  Krakowie.  W  tychże  miastach  wygłasza  odczy-  ■ 

ty o misjach w salach uniwersytetów i stowarzyszeń oraz w kościołach. ;

84

 M. K o l b e ,  Testamentum Patris Maximiliani, Konferencja. Rzym 23.05.1933. 

W: Konjererucje... s. 31.

57

 M. K o l b e ,  Co jest celem Rycerstwa Niepokalanej, „Mugenzai no Seibo no 

Kishi” 3 (1932) 121—122. W: Pisma... T. 7 s. 36.

background image

28:

Święty Maksymilian Maria Kolbe

Znajduje  czas,  by  codziennie  wykładać  prawdy  wiary  chrześcijańskiej 
ministrowi  japońskiemu  Kawai.  Efektem  tych  dojazdów  do  Otwocka 
i  Warszawy  jest  chrzest  najpierw  ministra,  a  następnie  całej  jego  rodzi­
ny.  W  życie  Kościoła  wprowadza  ich  —  przez  chrzest  —  sam  nuncjusz 
papieski Marmaggi.

Najchętniej  ojciec  Maksymilian  przebywa  w  Niepokalanowie.  Cieszy 

go  rozwój  tej  placówki,  a  najbardziej  widok  ponad  trzystu  młodych  lu­
dzi.  Patrzy  na  nich  przez  pryzmat  działalności  apostolskiej.  W  każdym 
z  nich  chciałby  widzieć  gorliwego  franciszkanina  i  czciciela  Niepokala­
nej.  Jest  przekonany,  że  takimi  właśnie  chcą  być.  Bracia  garną  się  do 

niego  gromadnie,  mimo  że  znaczna  większość  widzi  go  po  raz  pierwszy. 
Jeden  z  braci  tak  oto  opisuje  pobyt  misjonarza  Dalekiego  Wschodu 
w  Niepokalanowie.  „Rekreacje  wieczorne  i  popołudniowe  od  tego  dnia  — 
tzn.  od  dnia  przyjazdu  ojca  Maksymiliana  do  Niepokalanowa  —  były 
szczególnie  ludne  i  gwarne.  Gdy  tylko  o.  Maksymilian  się  zjawił,  zaraz 
gromada  braci  go  okrążyła,  a  on  opowiadał  wrażenia  z  podróży,  o  pra­

cy  w  Mugenzai  no  Sono,  a  już  najczęściej  i  najwięcej  o  Niepokalanej, 
o  tym  jak  Ona  czule  nas  kocha,  jak  my  powinniśmy  Ją  kochać,  Jej  się 
całkowicie oddać, bez zastrzeżeń, na własność i na zawsze.

Zarzucaliśmy  go  pytaniami  najrozmaitszymi,  a  zwłaszcza  na  temat 

Matki  Najśw.  Chętnie  i  wyczerpująco  na  wszystko  odpowiadał,  ale  gdy 

często  dzwonek  przerywał  te  miłe  pogawędki,  a  pytania  mnożyły  się 
stale, powiedział raz tak:

Słuchajcie  bracia,  wszyscy,  którzy  macie  jakieś  pytania,  projekty, 

trudności  itp.,  pospisujcie  to  na  kartkach,  a  na  konferencji,  gdy  będą 
wszyscy  bracia,  będziemy  je  rozwiązywać;  wtedy  będzie  większe  zain­
teresowanie  i  większa  korzyść  duchowa”

58

.  Konferencja  stawała  się 

z czasem dla ojca Maksymiliana ważnym sposobem informowania braci
0  wszystkich  sprawach,  a  przede  wszystkim  doniosłym  środkiem  kształ­

towania  duchowego  oblicza  wspólnoty  zakonnej.  Przywiązuje  do  niej 
wielkie  znaczenie.  W  przyszłości  niemalże  codziennie  będzie  głosił  kon­

ferencję.

Po  kapitule  prowincjalnej  1933  roku  ojciec  Maksymilian  wraca  do 

Japonii  z  o.  Kornelem  Czuprykiem.  Jest  to  wypróbowany  przyjaciel  oj­
ca  Maksymiliana.  Przestając  być  prowincjałem,  uzgadnia  z  ojcem  Mak­
symilianem,  że  chętnie  pojedzie  do  Nagasaki  i  obejmie  tam  funkcję 
przełożonego.  Prosi  o  to  ojców  prowincji  i  kapituła  prośbę  tę  przyjmuje. 
Podejmując się tego obowiązku pragnie pomóc ojcu Maksymilianowi
1  wzmocnić  placówkę  misyjną  w  opinii  zakonu  oraz  dobrze  poznać  jej 

potrzeby  i  warunki  misyjnej  działalności.  Nie  zawsze  i  nie  wszyscy  bo­

wiem  dają  wiarę  temu,  co  ojciec  Maksymilian  referuje.  Powszechnie 
uważany  jest  za  idealistę  i  abnegata,  gotowego  znosić  najgorsze  warun­

ki,  byleby  tylko  szerzyć  chwałę  Niepokalanej.  Na  dalszą  metę  —  kiedy 
jego  zabraknie  —  działalności  misyjnej  należy  stwarzać  bardziej  trwałe 
podstawy.  Nieodzowne  jest  zatem  rozeznanie  dokonane  przez  człowieka 

życzliwego misji a jednocześnie bardzo trzeźwo oceniającego ludzi i wa-

88

  Kamil  M.  B a n a s z e k , / Z   pobytu  o.  Maksymiliana  w  Nicpokalanoicie,  Nie­

pokalanów wrzesień 1933. Dokumenty... s. 13.

background image

282

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

runki.  O.  Kornel  jako  wieloletni  prowincjał,  człowiek  powszechnie  w  za­

konie 

szanowany, 

obecnie 

gwardian 

Niepokalanowa 

japońskiego, 

jak 

najbardziej do tego się nadaje.

Zakonna  wspólnota  w  Niepokalanowie  uroczyście  żegna  misjonarzy. 

Na  to  pożegnanie  przyjeżdża  także  nowy  prowincjał,  o.  Anzelm  Kubit, 

Są  mowy,  śpiewy,  orkiestra,  nawet  sztuka  teatralna,  jaką  bracia  przygo­
towali  dla  uczczenia  swego  ojca,  a  którą  później  będą  grali  dla  miejsco­
wej  ludności.  Jakże  to  wszystko  uroczyste  i  dobrze  zorganizowane.  Ale 
ojciec  Maksymilian  wyrywa  się  do  pracy  pionierskiej,  gdzie  wszystko 

młode,  można  powiedzieć  niekształtne  w  swoich  wymiarach  ludzkich. 

Widzi  siebie  nie  jako  tego,  który  zbiera,  ale  jako  siejącego  ziarno  Boże. 

W  pożegnalnym  słowie  przypomina  więc,  że  każdy  członek  Niepokala­

nowa  takim  siewcą  winien  być.  „Wszyscy  dobrze  wiemy  —  mówi  —  po 

cośmy  tu  do  Niepokalanowa  przyszli,  po  co  nas  Niepokalana  powołała. 
Wiemy,  że  gorącym  pragnieniem  św.  naszego  O.  Franciszka  było  zba­
wienie  dusz.  Porzucił  on  wszystko,  aby  oddać  się  całkowicie  Bogu  i  pra­

cować  dla  Jego  chwały.  Wiemy,  że  jeździł  do  Afryki,  Egiptu,  wysyłał 

braci  swych  do  Maroko.  A  ponieważ  my  czynimy  się  synami  tegoż  św. 

O.  Franciszka  i  nimi  faktycznie  jesteśmy,  więc  i  my  powinniśmy  być, 
jak  On  —  misjonarzami”

59

.  A  misjonarz,  to  ten,  który  z  nieużytków 

i  ugorów  czyni  żyzną  glebę  dla  słowa  Bożego  i  rzuca  w  nią  ziarno  Bo­
że.  Musi  więc  być  gotowy  na  znoszenie  wszelkich  niewygód  jakie  są  u- 

działem  pracy  pionierskiej,  musi  mieć  głęboką  wiarę,  że  ta  praca  wzbo­

gaca ludzi i przynosi chwałę Bogu.

W  dzień  św.  Franciszka  z  Asyżu  —  4  października  1933  roku  ojciec 

Maksymilian  i  ojciec  Kornel  wpływają  do  portu  Nagasaki.  Ojca  Maksy­

miliana  nie  było  tu  sześć  miesięcy.  Były  one  szczególnie  długie,  i  teraz, 

kiedy  już  wreszcie  jest,  witają  go  bracia  z  wdelką  radością.  „Czekali  na 

nas  —  opowiada  o.  Kornel  —  w  porcie  nagasackim,  jak  dzieci  czekają 

na  powrót  rodziców,  witali  nas  nie  słowami,  gdyż  te  utknęły  im  w  gar­

dle,  ale  oczyma  nas  wchłaniali” 

60

.  Ojciec  Maksymilian  wraca  do  swoich, 

a  ojciec  Kornel  sięga  po  coś  dla  siebie  nowego.  Po  latach,  współpracą 
z  ojcem  Maksymilianem  na  terenie  Japonii  określi  jako  „najjaśniejszy 

okres swojego życia”®

1

.

Po  kilku  dniach  obserwacji  o.  Kornel  dokonuje  podziału  obowiązków 

pomiędzy  siebie  i  ojca  Maksymiliana.  Sobie  zachowuje  opiekę  nad  stro­
ną  gospodarczą  domu,  bo  ta  od  samego  początku  jest  zaniedbana,  opie­

kę  nad  nowicjatem  i  wychowywanie  braci.  Ojcu  Maksymilianowi  odda­
je  sprawy  wydawnicze  i  opiekę  duchową  nad  całą  wspólnotą  zakonną, 
ponadto  wykłada  on  w  seminarium  dogmatykę  i  Pismo  św.  Dla  ojca 

Maksymiliana  nastał  czas  bardziej  spokojnej  pracy.  Z  ojcem  Kornelem 

znajduje  wspólny  język.  Każdego  dnia  o  godzinie  16  ojciec  Maksymilian 

przychodzi  do  ojca  Kornela,  by  omówić  plan  zajęć  na  dzień  następ- 

*  •

M

 Tamże s. 19.

* Kornel C zup r y k ,  Wspomnienia o Słudze Bożym O. Maksymilianie Kolbem. 

Sanok 15.10.1970. Dokumenty... s. 77.

ł

  Kornel  C z u p r y k ,   W  sprawie  zarzutów  o.  Konstantego  Onoszki  przeciwko 

działalności 

misyjnej 

ojca 

Maksymiliana 

Marii 

Kolbego. 

Głogówek 

28.11.1985. 

W: 

Dokumenty... s. 87.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

283

ny  i  przedyskutować  ważniejsze  zagadnienia.  Nie  we  wszystkich  spra­
wach  zgadzają  się.  Do  najbardziej  spornych  należy  kierunek  wychowa­
nia  młodzieży,  nakłady  Seibo  no  Kishi,  rozbudowa  administracji.  Ojciec 

Maksymilian  chciałby  widzieć  w  wychowaniu  więcej  heroicznej  posta­
wy,  domaga  się  zwiększania  nakładu  miesięcznika,  rozbudowywania  ad­
ministracji  ułatwiającej  kolportaż  i  korespondencję.  Natomiast  o.  Kor­

nel  wielce  ceni  umartwienie  i  ofiarę,  ale  podchodzi  do  tych  cnót  z  roz­

tropnością.  Nakład  Seibo  no  Kishi  zmniejsza  do  rozmiarów  dyktowanych 
zapotrzebowaniem  czytelniczym.  Kwestie  sporne  nie  dzielą  ich.  Dysku­
tują je i szukają polubownych rozwiązań.

Ojciec  Maksymilian  mając  w  ojcu  Kornelu  doskonałą  pomoc  w  pro­

wadzeniu  zakonnej  wspólnoty,  więcej  czasu  może  poświęcić  działalności 
wydawniczej  i  kierownictwu  Rycerstwa  Niepokalanej.  Więcej  pisze  ar­

tykułów  do  Seibo  no  Kishi  i  doskonali  kolportaż  miesięcznika.  Inten­

sywnie  zajmuje  się  dopracowywaniem  założeń  organizacyjnych  Rycer­
stwa 

Niepokalanej. 

Opracowuje 

ich 

projekt 

dla 

dyrekcji 

generalnej 

i  dyrekcji  krajowej  i  wysyła  go  na  kapitułę  generalną.  Mocno  też  za­
biega,  by  w  czasie  tejże  kapituły  dokonano  poświęcenia  całego  zakonu 
Niepokalanej.  Tak  bardzo  tego  pragnie,  bo  im  „bardziej  Zakon  —  pisze 
do  socjusza  generalnego,  o.  Peregryna  Haczeli  —  zbliży  się  do  Niepoka­

lanej,  tym  więcej  się  odrodzi,  rozwinie,  rozkwitnie  i  owocami  świętych, 
nawet kanonizowanych okryje”

62

.

W  tym  okresie  ojciec  Maksymilian  prowadzi  bardzo  żywą  korespon­

dencję.  Traktuje  ją  jako  środek  apostolstwa  i  uświęcania  dusz  zakon­

nych.  W  listach,  które  stają  się  pomostem  pomiędzy  Polską  a  Japonią 
porusza  przeróżne  sprawy:  od  najdrobniejszych  do  bardzo  ważnych,  ale 
we  wszystkich  zawiera  się  ogromna  troska  o  wierność  Niepokalanej 
i  franciszkańskiemu  ubóstwu.  Pomoc  polskiej  prowincji  dla  nowej  pla­
cówki  w  Japonii  tak  ustawia,  by  szła  ona  w  takim  kierunku,  aby  polscy 
misjonarze  stali  się  tylko  nasieniem,  które  ma  się  zużyć  na  uformowa­

nie  w  duchu  franciszkańskim  zakonników-krajowców,  bo  oni  dopiero 
mogą  akcję  rozwinąć  i  prowadzić  dalszą  ewangelizację  Japonii,  a  nie  ob­
cokrajowcy 

63

.

Bardzo  go  interesują  sprawy  wydawnictwa  niepokalanowskiego.  Cie­

szy  się,  że  w  końcu  będzie  wydawany  dziennik,  ale  jednocześnie  zdaje 
sobie  sprawę  z  ogromu  trudności,  w  jakie  wchodzi  Niepokalanów,  przyj­
mując  na  siebie  jego  wydawanie.  Przestrzega  przed  wikłaniem  się  go 

w  sprawy  polityczne.  Zaleca,  by  był  on  mały,  skromny  w  szacie  graficz­
nej,  łatwy  w  czytaniu,  tani  i  by  zawsze  posiadał  najświeższe  wiadomo­
ści.  Tak  bardzo  troszczy  się  o  prasę,  bo  widzi  jej  wielką  rolę  w  kształ­
towaniu  świata.  Pisujących  w  niej  uważa  za  misjonarzy  i  wychowaw­
ców.  „Misjonarz  pióra  —  pisze  —  nie  liczy  swych  owoców  ilością  wy­
danych  metryk,  ale  jest  wychowawcą  mas,  urabia  opinię,  łagodzi  nie­
nawiść  ku  katolicyzmowi,  wyświetla  i  pomału  usuwa  z  umysłów"  zasta­

rzałe  uprzedzenia  i  zarzuty,  usposabia  do  stopniowej  lojalności  wzglę- 

*  •*

** M. K o l b e ,  List do O. Peregryna Haczeli, Nagasaki 24.04.1936. W: Pisma... 

T. 3 s. 328.

•* M. K o l b e ,  List do o. Anzelma Kubita, Nagasaki 3.11.1934. W: Pisma-. T. 

3 s. 164—165.

background image

284

Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

dem  Kościoła,  z  czasem  (mniej  lub  więcej  długim)  do  pewnej  sympatii, 
zaufania,  wreszcie  chęci  zapoznania  się  bliższego  z  religią.  Droga  to  dłu­

ga,  ale  za  to  prowadzi  nią  taki  misjonarz  już  nie  tylko  jednostki,  ale 
masy.

1  jeszcze  jedno.  Taki  misjonarz,  żeby  trafić  do  serc,  musi  się  zbli­

żyć  do  krajowców,  dużo  jeździć  z  rekolekcjami,  misjami,  spowiedziami 

po różnych częściach kraju, poznać, pokochać ten lud itp. (...)”

64

.

By  poznać  i  pokochać  lud  japoński  ojciec  Maksymilian  z  czasopis­

mem  i  stowarzyszeniem  wychodzi  na  ulice  Nagasaki,  jeździ  do  okolicz­
nych  miasteczek  i  wsi.  Wszędzie  nawiązuje  kontakty  i  wdaje  się  w  roz­
mowę  z  miejscową  ludnością,  zostawiając  jej  Seibo  no  Kishi  i  Cudowny 

Medalik.  Ilekroć  jest  w  terenie,  a  znajduje  się  tam  kościół  katolicki, 
zawsze 

najpierw 

odwiedza 

miejscowego 

księdza. 

swych 

wędrówkach 

po  kraju  nie  omija  klasztorów  buddyjskich.  Wstępuje  w  ich  progi,  by 

z jego mieszkańcami porozmawiać na tematy religijne.

Placówka  japońska  rozwija  się.  Powstaje  nowa  kaplica,  prawie  ko­

ściół.  Buduje  się  internat  dla  małoseminarzystów.  Są  już  tubylcy  no­

wicjusze. 

Dwaj 

polscy 

klerycy 

otrzymują 

święcenia 

kapłańskie. 

Nakład 

Seibo  no  Kishi  sięga  60  tysięcy.  I  kiedy  placówka  ta  zaczyna  przecho­
dzić  od  stanu  narodzin  do  bardziej  samodzielnego  istnienia,  ojciec  Mak­
symilian  23  maja  1936  roku  wyjeżdża  do  kraju  na  kapitułę.  Ma  prze­
czucie,  że  już  tu  nie  wróci.  „Drogie  dzieci  —  pisze  z  podróży  do  braci 

w  Nagasaki  —  gdy  już  okręt  unosił  mnie  coraz  dalej  od  wybrzeża,  po­
myślałem  sobie:  „a  może  rzeczywiście  widzę  Was  po  raz  ostatni  na  tej 
ziemi”  i  ...coś  się  zakręciło  w  oczach.  —  Ale  to  wszystko  dla  Niepoka­

lanej. Zresztą w niebie dopiero będzie prawdziwy Niepokalanów”

65

.

Przeczucia  ojca  Maksymiliana  nie  mylą.  Tu  już  nie  wróci.  Związał 

się  z  krajem  kwitnącej  wiśni  na  stałe.  Pragnął  mu  dać  Boga  i  nie  ża­
łuje  żadnego  trudu,  żadnego  cierpienia,  jakie  przyszło  mu  w  nim  dla 

tego  celu  przeżyć.  „Oddalenie  od  Ojczyzny,  brak  znajomości  języka  ja­
pońskiego  i  znaczne  różnice  klimatu  —  były  powodem  wielu  cierpień  — 

pisze  —  ale  gdyby  tylko  jedna  dusza  zdobyła  przez  to  szczęście  —  wszy­
stkie 

dotąd 

zniesione 

cierpienia 

trudności 

mają 

wielką 

wartość”

68

Pragnął  ubogacać  tu  ludzi  życiem  Bożym,  a  dziś  ich  opuszcza,  ale  z  na­
dzieją,  że  dzieło  rozpoczęte  będzie  się  rozwijało,  bo  jest  ono  Niepoka­
lanej. 

Poznając 

odmienną 

kulturę 

japońską 

wraca 

nią  ubogacony.  Tu 

doświadczał,  że  dróg  dochodzenia  do  prawdy  jest  wiele,  choć  prawda 
jest  jedna.  Stal  się  bardziej  tolerancyjny  dla  odmiennych  postaw  i  za­
chowań. 

Ceniąc 

apostolstwo 

słowa, 

przekonał 

się 

jeszcze 

bardziej, 

że 

prawdziwej 

przemiany 

człowieka 

dokonuje 

się 

świadectwem 

życia, 

a  zmiana  ta  następuje  stopniowo.  Nawrócenie  to  przede  wszystkim  dzie­

ło  Boga  i  wysiłku  poszukiwawczego  samego  nawróconego.  Misjonarz  — 
apostoł  jest  tylko  czymś  w  rodzaju  katalizatora  tego  tajemniczego  pro­
cesu, w wyniku którego rodzi się nowy człowiek. 

* •*

84

 M. K o l b e ,  Sprawozdanie z pracy za rok 1934, „Wiadomości z Prowincji 00. 

Franciszkanów w Polsce” 5 (1935) 24—25 i 27. W: Pisma... T. 7. s. 173.

® M. K o l b e ,  List do Mugenzai no Sono, Szanghaj 25.05.1936. W: Pisma... T. 

3 s. 340.

•* M. K o l b e ,  Wspomnienie czterech ubiegłych lat, „Mugenzai.no Seibo no 

Kishi” 5 (1934) 130—131. W: Pismo... T. 7 s. 122.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

285

VII. DOSKONALENIE PIERWSZEGO DZIEŁA

Ojciec  Maksymilian  jest  już  znaną  postacią  w  Polsce.  I  jak  każdy 

znany  człowiek  posiada  swój  obraz  w  wyobrażeniach  tych,  którzy  in­

teresują  się  jego  dziełem,  podziwiają  je  i  chcą  w  nim  uczestniczyć.  Im 
też  dzieło  jest  większe  i  im  większa  sympatia  dla  jego  twórcy,  tym 
obraz  jest  bardziej  dostojny  w  swoich  fizycznych  rysach,  co  sprawia, 
że  dość  często  znacznie  on  odbiega  od  rzeczywistej  postaci.  Ma  to  miej­
sce  szczególnie  dość  często  w  przypadku  dzieł  Bożych.  Wcale  nierzad­

ko  tworzą  je  bowiem  ludzie  niepozorni,  nie  dbający  o  swój  wygląd  zew­
nętrzny.  Spełnia  się  tu  powiedzenie  św.  Pawła  „moc  w  słabości  się  ob­
jawi”.  Tak  też  jest  z  ojcem  Maksymilianem  i  jego  obrazem,  wytworzo­

nym  na  podstawie  znajomości  jego  działalności.  Ci,  którzy  po  raz  pierw­
szy  spotykają  się  z  nim  przeżywają  swoistego  rodzaju  rozczarowanie. 
Przeżywa  je  też  wielu  braci  w  Niepokalanowie,  którzy  go  po  raz  pierw­

szy  zobaczyli  po  powrocie  z  Japonii.  „Ojca  Maksymiliana  —  pisze  brat 
Jan  Kapistran  Bednarski  —  wyobrażałem  sobie  jako  mężczyznę  wyso­
kiego  wzrostu,  w  sile  wieku,  pełnego  energii  i  wprost  młodzieńczej  ży­
wotności.  A  oto  teraz  spotkało  mnie  rozczarowanie,  bo  zobaczyłem  przed 
sobą  człowieka  niskiego  wzrostu,  w  dodatku  nieco  przygarbionego,  któ­

ry  robił  na  mnie  wrażenie  steranego  wiekiem  i  pracą  staruszka,  zresztą 
żywego  z  usposobienia  i  o  bystrej  inteligencji.  (...)  Oczy  miał  piwne, 
spokojne, a równocześnie bardzo głębokie”

67

.

Istotnie,  na  ojcu  Maksymilianie  znać  trudy  sześciu  lat  misyjnej  pra­

cy  w  fatalnym  dla  niego  klimacie  Dalekiego  Wschodu.  Ale  ci,  którzy  go 

dobrze  znają,  wiedzą,  że  w  tym  wątłym  ciele  jest  zdrowy  duch,  jasna 
myśl  i  optymizm,  którego  nie  są  zdolne  zachwiać  największe  trudności. 
Nic  więc  dziwnego,  że  właśnie  jemu  ojcowie  prowincji  na  kapitule 
w  lipcu  1936  roku  powierzają  obowiązki  przełożonego  klasztoru  Niepo­

kalanowa.

Gwałtowny  rozwój  tej  placówki  zakonnej,  przypominający  pierwsze 

lata  tworzenia  się  zakonu  franciszkańskiego,  jest  powodem  radości,  a  na­
wet  swoistej  dumy  polskich  franciszkanów,  ale  jednocześnie  i  zmart­
wień.  Zasadniczym  przedmiotem  troski  jest  kierunek  wychowawczy  bli­
sko 

sześciusetosobowego 

klasztoru, 

dalszy 

rozwój 

wydawnictwa 

oraz 

problem  kształtowania  środowiska  dla  coraz  liczniej  przyjeżdżających 
gości  do  Niepokalanowa.  Ojcowie  prowincji  są  przekonani,  że  tym  pro­
blemom  sprostać  może  najlepiej  ojciec  Maksymilian,  że  żywiołowemu 

rozwojowi  Niepokalanowa,  jaki  sam  przed  paroma  laty  wywołał,  nada 

właściwy kierunek dalszego rozwoju.

Zanim 

ojciec 

Maksymilian 

zacznie 

pełnić 

funkcje 

przełożonego 

w  Niepokalanowie,  prowincjał  —  o.  Anzelm  Kubit  —  kolega  z  lat  Ma­

łego  Seminarium  we  Lwowie,  nakazuje  mu  kilkudniowy  odpoczynek 

w  Zakopanem.  Jak  zawsze,  tak  i  tym  razem  posłuszny  ojciec  Maksymi­
lian,  jedzie  do  dobrze  sobie  znanego  miejsca.  Mieszka  u  Sióstr  Sercanek 
na Łukaszówkach. W otoczeniu piękna przyrody polskich Tatr rozmy-

87

  Jan  Kapistran  B e d n a r s k i ,   O.  Maksymilian  i  jego  dzieło  Niepokalanów 

w moich wspomnieniach, Niepokalanów 1L 08. 1965. Dokumenty... s. 29.

background image

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

286

śla  nad  nowymi  obowiązkami,  snuje  plany,  a  przede  wszystkim  modli 

się  i  prosi  Niepokalaną,  by  oświeciła  jego  umysł,  żeby  jasno  mógł  po­
znawać  wolę  Bożą,  by  umocniła  jego  wolę,  żeby  znalazł  w  sobie  dość 

sił  na  przeprowadzenie  tego  wszystkiego,  czego  życzą  sobie  ojcowie  pro­

wincji.  Daje  też  folgę  swoim  pasjom  technicznym  i  jako  jeden  z  pierw­

szych  odbywa  podróż  kolejką  linową  na  Kasprowy  Wierch  w  towarzy­
stwie kierownika budowy inżyniera N. Stadnickiego.

Kiedy  w  1930  roku  ojciec  Maksymilian  wyjeżdżał  na  Daleki  Wschód, 

Niepokalanów  liczył  kilkudziesięciu  braci  i  kilka  budynków.  Obecnie, 
kiedy  wraca  do  swego  dzieła,  zastaje  prawdziwe  osiedle  zakonne.  Na 

ongiś  pustych  polach  teresińskiego  majątku  stoi  dzisiaj  15  budynków, 
przypominających  baraki,  połączonych  piaszczystymi  drogami,  po  któ­
rych  biegają  lub  jeżdżą  rowerami  bracia.  A  jest  ich  blisko  sześciuset, 
przeważnie  bardzo  młodych.  Są  niebywale  zapracowani,  bo  nakłady  wy­
dawanych  tu  czasopism  doprowadzili  do  maksymalnych  granic.  Kalen­
darz  Rycerza  Niepokalanej
  na  rok  1936  wydali  w  nakładzie  630  tysięcy 
egzemplarzy,  Rycerza  Niepokalanej  na  sierpień  tegoż  roku  w  nakładzie 
723  500  egzemplarzy,  Małego  Rycerzyka  Niepokalanej  —  pismo  dla  mło­
dzieży  —  w  130  tysiącach  egzemplarzy,  a  Mały  Dziennik  przeciętny  na­

kład  w  tymże  miesiącu  osiągnął  145  280  egzemplarzy.  Te  osiągnięcia 
cieszą  ojca  Maksymiliana,  ale  są  też  sprawy  w  życiu  Niepokalanowa, 

które go nurtują, niepokoją i chciałby je zmienić.

Jakkolwiekby  na  Niepokalanów  popatrzeć,  to  stanowi  on  skompli­

kowaną  machinę  do  rządzenia,  ponieważ  łączy  w  sobie  cechy  życia  ro­

dzinnego  i  przedsiębiorstwa  produkcyjnego,  klasztoru  franciszkańskiego 
i  centrali  stowarzyszenia  Rycerstwa  Niepokalanej.  Jak  tu  pracować,  by 
nie  zgasić  ducha  pobożności,  przed  czym  tak  bardzo  przestrzegał  św. 

ojciec  Franciszek,  i  jak  tu  się  modlić,  oddawać  się  kontemplacji,  by  na­

dal  rosły  nakłady  istniejących  czasopism  i  by  można  było  jeszcze  nowe 
tytuły  powoływać  do  życia,  bo  są  one  potrzebne  dla  nawracania  i  uś­

więcania świata? Oto problem, który stawia sobie ojciec Maksymilian.

Z  energią  przystępuje  do  działania,  i  to  tak,  jak  by  cały  czas  był 

w  Niepokalanowie,  a  nie  w  dalekiej  Japonii.  Wnikliwie  obserwuje  wszy­
stko,  co  dzieje  się  w  życiu  tego  klaśztoru  i  w  trzecim  miesiącu  swojego 

przełożeństwa  dokonuje  zasadniczej  jego  reorganizacji.  Wprowadza  ją 
w  życie  12  listopada.  Stopniowo  będzie  ją  modyfikował  i  udoskonalał, 
ale  będzie  to  czynił  już  wespół  z  braćmi.  Jedną  z  zasadniczych  cech  tej 
reorganizacji 

jest 

bowiem 

dopuszczenie 

wszystkich 

do 

współrządów 

i  wyrabianie  w  każdym  członku  wspólnoty  poczucia  odpowiedzialności 
za  całość.  Są  to  podwaliny  demokratycznego  systemu  zarządzania  klasz­

torem, jaki ojciec Maksymilian wprowadza wraz z reorganizacją.

Uznając  zasadę,  że  jedność  jest  bogatsza  i  doskonalsza,  jeżeli  składa 

się  z  wielości,  ojciec  Maksymilian  całość  życia  w  Niepokalanowie  dzieli 
na  kierownictwa,  te  na  wydziały,  następnie  na  działy  i  poddziały.  Nad 
całością  czuwa  dyrekcja.  W  przyszłości  ukształtuje  się  12  takich  kierow­
nictw,  analogicznie  do  12  gwiazd  w  koronie  Niepokalanej,  o  których 
mówi  Objawienie  św.  Jana.  Poszczególne  kierownictwa  tworzą  stosun­

kowo  duże  zespoły  zakonników,  mających  ściśle  określone  zadania  do 

spełnienia.  Posiadają  swoje  lokale,  pomoce,  i  jeżeli  konieczne,  nawet  od­

mienny program dnia. Kierownictwa są przepływowe, to znaczy, co ja-

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

kiś  czas  bracia  przechodzą  z  jednego  do  drugiego.  Dzięki  temu  zdoby­

wają  nowe  umiejętności,  bogatsze  doświadczenie  z  zakresu  współpracy 
z  innymi  i  nawiązują  bliższe  więzi  z  coraz  to  nową  grupą  współbraci. 

W  ramach  wielkiej  wspólnoty  zakonnej  tworzą  one  nieco  mniejsze 
wspólnoty pracy i życia.

,  Reorganizacja  stwarza  duże  szanse  rozwoju  dla  jednostek  zdolnych 

i  odpowiedzialnych.  Jest  tak  przeprowadzana  przez  ojca  Maksymiliana, 

by  kształtowała  w  nich  poczucie  odpowiedzialności  i  mechanizmy  sa- 
mosterownicze.  Często  wpada  do  jakiegoś  działu  pracy,  by  zachęcić  bra­
ci  do  większej  gorliwości,  pomysłowości,  inicjatywy.  Każdy  ma  prawo 

wyrazić  swoje  zastrzeżenia  i  pomysły.  Sam  zachęca  do  ciągłego  dosko­
nalenia  fachowości  i  dokształcania  się.  Szybko  też  zdobywają  bracia 

najwyższe  kwalifikacje  zawodowe.  Jakością  swej  pracy  biją  stare,  re­
nomowane  zakłady.  Pracują  tak,  jak  ogół  ludzi  w  kraju:  osiem  godzin 
dziennie.  Resztę  dnia  poświęcają  na  modlitwę,  rekreację,  zajęcia  pry­
watne.  W  dni  powszednie  wstają  o  godzinie  5.05,  a  w  niedziele  i  świę­

ta o godzinie 6.00. Spać idą o godz. 22.00.

Ojciec  Maksymilian  czuwa  nad  tym,  by  reorganizacji  bracia  nie  ode­

brali  tylko  jako  reformy  organizacji  pracy  nastawionej  na  zwiększenie 

jej  wydajności.  Lęka  się,  by  młodzi  zakonnicy  nie  ulegli  pokusie  samo­
zadowolenia  z  osiągnięć  wydawniczych,  które  są  rzeczywiście  duże.  Przy­
pomina  dla  kogo  pracują:  dla  Niepokalanej.  Zabiega  o  to,  by  w  świa­

domości  społeczeństwa,  a  tym  bardziej  w  świadomości  samych  braci 
Niepokalanów  nie  kojarzył  się  tylko  z  ośrodkiem  wydawniczym  — 
z  prasą.  Zależy  mu  mocno  na  tym,  by  kojarzył  się  on  z  doskonałym 

życiem zakonnym oraz z centralą Rycerstwa Niepokalanej.

Dokonując  reorganizacji  Niepokalanowa  ojciec  Maksymilian  wiąże 

w  jedno  doskonałość  zakonnego  życia  franciszkańskiego  z  ideologią  Ry­
cerstwa  Niepokalanej,
  rozwój  życia  wewnętrznego  zakonników  z  dzia­
łalnością  zewnętrzną.  Często  przypomina  braciom,  że  cała  działalność 
zewnętrzna,  wszystkie  osiągnięcia  muszą  mieć  podstawę  w  rozwoju  du­
cha.  Są  one  tylko  nadwyżką  tego,  co  w  duszy  jest,  zewnętrznym  prze­

jawem  czystej  i  bezinteresownej  miłości  Boga,  Niepokalanej  i  ludzi. 

Zdobycie  świata  dla  Niepokalanej  musi  poprzedzać  zdobycie  własnej  du­

szy  dla  Niej.  W  licznych  konferencjach,  które  głosi  do  braci  regularnie 
w  każdą  sobotę,  często  zamiast  rozmyślania  i  z  różnych  okazji,  ukazuje 
realność  świata  duchowego.  Przejawia  się  on  w  modlitwie,  cierpieniu 
i  dobrej  intencji.  Wiele  dla  Boga  i  ludzi  mogą  zatem  zdziałać  także  lu­
dzie  w  sensie  fizycznym  nieproduktywni,  a  więc  słabi  i  schorowani,  bo 

„poza  pracą  fizyczną  jest  jeszcze  praca  modlitwy  i  cierpienia”

68

.  Cho­

dząc  do  chorych,  a  czyni  to  bardzo  często,  mówi  im:  „Wyście  działem 

pracy,  i  to  jednym  z  najważniejszych  działów...  Wy  jesteście  w  tym 
szczęśliwym  położeniu,  że  nie  widzicie  owoców  swej  pracy,  a  żyjecie 
z  tego,  co  inni  na  was  zapracują.  Skutków  swego  cierpienia  nie  widzi­
cie  swoimi  obzyma.  Tu  miłość  własna  nie  ma  co  robić,  nie  ma  dla  niej 
między  wami  miejsca.  Pracując  zaś  w  jakimś  innym  dziale,  widzi  się 
wyniki swych wysiłków i nieraz przychodzi taka myśl, że nikt inny nie

; ’

m

  M.  K  o  1  b  e,  Problemy  życia  weumętrmego.  Konferencja  do  braci.  Niepoka­

lanów 8. 11. 1936. W: Konferencje... s. 93.

background image

288

o. 

Leon Benigny Dyczewski OFMConu.

potrafi^tego  zrobić,  że  wszystko  należy  przypisywać  mojemu  pomysło­
wi  i  zdolnościom,  itp.”

6

*  A  przecież  „nie  te  przyrodzone  zdolności  czy­

nią  nas  wielkimi  i  pożytecznymi  w  oczach  Bożyęh,  bo  te  posiadają,  i  to 
może  nieraz  w  wyższym  stopniu,  sami  poganie  i  najwięksi  wrogowie 
Boga.  (...)  Wielkość  naszych  czynów  i  przedsięwzięć  mierzy  się  u  Boga 
tylko  stopniem  miłości  Bożej  i  intencji,  w  jakiej  daną  rzecz  wykonuje­

my”

Zasadnicze  zadanie,  jakie  sobie  stawia  ojciec  Maksymilian  jako  prze­

łożony 

największego 

klasztoru-wydawnictwa, 

to 

troska 

życie 

wew­

nętrzne  własne  i  swoich  współbraci.  W  liście  do  prowincjała  pisze: 

„W 

szczególniejszy 

sposób 

ponad 

wszystko 

podkreśliłem 

uświęcenie 

braci”

*  70  71  *

.  A  w  konferencji  do  braci  sprawę  tę  stawia  jasno:  „Od  braci 

będę  wymagał,  aby  każdy  z  nich  starał  się  być  jak  największym  świę­

tym  i  to  nie  byle  jakim,  ale  jak  największym,  bo  po  to  się  przyszło  do 

klasztoru,  aby  nim  zostać”

75

.  Wzorem  tej  świętości  jest  sama  Niepoka­

lana,  Jej  czysta  miłość  do  Boga  i  ludzi,  całkowite  zjednoczenie  Jej  woli 

z  wolą  Bożą,  dzięki  czemu  nie  uczyniła  w  swoim  życiu  niczego,  co  mo­

głoby  nie  podobać  się  Bogu.  Ją  w  tym  naśladować  —  mówi  ojciec  Mak­

symilian  —  to  osiągnąć  coraz  wyższe  stopnie  doskonałości,  bo  „dosto­
sowanie  naszej  woli  do  woli  Bożej  jest  istotą  doskonałości” 

73  *

.  W  życiu 

codziennym  zakonnik  najlepiej  to  realizuje  wypełniając  doskonale  swo­
je  obowiązki  w  duchu  trzech  ślubów  zakonnych:  posłuszeństwa,  ubóstwa 

i  czystości.  Doskonałe  przestrzeganie  tych  ślubów  odrywa  człowieka  od 
tego,  co  ziemskie  i  uzdalnia  go  do  całkowitego  poświęcenia  się  Bogu  i  lu­

dziom.  Obowiązują  zatem  w  Niepokalanowie  takie  zasady  jak:  wyrzec 

się  własnej  woli,  a  czynić  wolę  Boga  wyrażaną  w  poleceniach  przełożo­

nych;  dla  siebie  jak  najmniej  a  dla  Niepokalanej  i  bliźnich  jak  najwię­
cej;  osoby,  zachowania,  słowa,  rzeczy,  cała  atmosfera  mają  być  czyste, 

tchnąć  nieskazitelnością.  Do  tych  zasad  dochodzi  jeszcze  jedna:  życie 

w  Niepokalanowie  ma  być  radosne,  bo  radość  jest  i  konsekwencją  i  prze­

jawem  prawdziwej  doskonałości.  Ojciec  Maksymilian  wyznaje  starą  za­

sadę mówiącą, że smutny święty, to żaden święty. Sam też jest radosny.

Ojciec 

Maksymilian 

pragnie 

doprowadzić 

swoich 

braci 

do 

takiego 

stanu  doskonałości,  w  którym  wszystko  czyniliby  z  czystej  miłości  do 
Boga  przez  Niepokalaną.  Niepotrzebne  wówczas  będą  przepisy.  W  całej 
rozciągłości  będzie  realne  powiedzenie  św.  Augustyna:  „Kochaj  i  czyń, 

co  chcesz”.  Bo  człowiek  prawdziwie  kochający  Boga  nie  uczyni  niczego, 

co  byłoby  niezgodne  z  Jego  w*olą.  Doprowadzenie  do  takiego  stanu  jest 
zadaniem  Niepokalanowa  jako  klasztoru  i  centrali  Rycerstwa  Niepoka­

lanej  wobec  tych  wszystkich,  którzy  wstępują  w  jego  opłotki.  Bardzo 
prosto ojciec Maksymilian pyta swoich współbraci: „Na czym polega

** M. K o l b e ,  Zycie pozagrobowe. Konferencja do braci. Niepokalanów 4. 11. 

1936. W: Konferencje... s. 89.

70

  M. K o l b e ,  Duch zakonny przed naturalnymi zdolnościami. Konferencja 

do braci. Niepokalanów 12. 09. 1936. W: Konferencje... s. 81—82.

71

  M. K o l b e ,  List do o. Anzelma Kubita, Niepokalanów 10. 06. 1937. W:

Pisma... T. 4 s. 80.

77

  M. K o l b e ,  Narządzie w ręku Niepokalanej. Konferencja do braci. Niepoka­

lanów 3. 05. 1936. W: Konferencje... s. 122.

n

 M. K o l b e ,   Nie bójmy sią mówić „wola Niepokalanej",   c o   wiącej chciejmy

background image

Święty Maksymilian Marla Kolbe 

289

istotny  rozwój  Niepokalanowa?”  Szukając  razem  z  nimi  odpowiedzi,  for­
mułują  ją  tak:  „Czy  to,  że  teraz  płot  przesunięto  już  pod  stację  —  jest 

rozwojem  Niepokalanowa?  (...)  że  corocznie  wyrastają  coraz  to  nowe  bu­
dynki?  (...)  gdy  przyjdą  nowe  i  większe  maszyny?  (...)  gdyby  podczas 
pięciolatki bardzo dużo osób wpisało się do M.I., gdyby nakłady Rycerza,

Rycerzyka  i  Małego  Dziennika  wzrosły  kilkakrotnie,  czy  wtedy  byłby 
już  pewny  rozwój?  (...)  nie,  bo  to  może  być  złudne.  (...)  Niepokalanów  to 
nie  te  budynki,  nie  maszyny  i  nie  wydawnictwa.  —  Niepokalanów  to 
dusze  nasze  —  dusza  każdego  z  nas.  Istotnym  więc  rozwojem  Niepokala­

nowa  jest  rozwój  miłości  Bożej  w  duszach  naszych  i  to  ustawiczne  zbli­
żanie  się  do  Najśw.  Serca  Jezusowego  przez  Niepokalaną.  Choćby  te 

opłotki  Niepokalanowa  się  zwężyly,  a  jeżeli  tylko  dusze  nasze  będą  się 
zbliżały  do  Niepokalanej,  wtedy  można  będzie  powiedzieć,  że  Niepokala­

nów  się  rozwija..  Chociażby  nas  rozpędzili  na  wszystkie  strony  świata 
i  każdy  byłby  zmuszony  uciekać  bez  habitu,  jeśli  mimo  to  w  duszach 

naszych  rozwijałaby  się  miłość  —  byłby  jednak  wtedy  prawdziwy  roz­
wój.  W  tym  tkwi  istotny  rozwój  —  żeby  dusze  nasze  co  chwila,  co  go­
dzina stawały się coraz bardziej własnością Niepokalanej.

Wciąż zapominamy o tym istotnym rozwoju, więc musimy to sobie 

ustawicznie przypominać. Te rzeczy zewnętrzne bardzo nas rozpraszają, 
a nieraz zupełnie pochłaniają. O ile wskutek tego wylania się na zew­

nątrz słabnie zbliżenie się do Niepokalanej, to wtedy słabnie i to sce- 

mentowanie wzajemne dusz” 

* 74

.

Ojciec  Maksymilian  widząc  istotę  doskonałości  w  rozwoju  miłości, 

stara  się,  by  jak najpełniej realizowała się ona we wspólnocie zakonnej. 

Pragnie, by tych paręset ludzi żyjących w Niepokalanowie czuło się złą­

czonych  więzami  bratniej  miłości,  by  stanowili  jedną  wielką  rodzinę. 
Spoidłem łączącyni ich ma być ta sama miłość Boga i Niepokalanej oraz 

praca  dla  ludzi  w  imię  tej  miłości.  Zjednoczenie  wzajemne  braci  uważa 

za  warunek  rozwoju  doskonałości  osobistej  i  działalności  zewnętrznej. 
Tworzy  ono  swoistego  rodzaju  klimat,  w  którym  doskonałość  się  rozwi­

ja.  I  im  jest  on  bardziej  ciepły,  to  znaczy,  im  bracia  są  ściślej  z  sobą 

zjednoczeni,  tym  szybszy  wzrost  ich  osobistej  doskonałości  i  pełniejszy 

owoc  ich  pracy  zewnętrznej.  „Jeżeli  mamy  swój  cel  osiągnąć  —  mówi 
braciom  —  musimy  więcej  niż  gdzie  indziej  być  zjednoczeni  wzajem­
nie” 

7S

.

Sercem  tej  wspólnoty  jest  on  sam.  Dla  każdego  z  braci  ma  czas  i  żad­

nego,  nawet  najbardziej  banalnego  ich  problemu,  nie  lekceważy.  Drzwi 
do  jego  pokoju  są  zawsze  otwarte.  O  każdej  porze  dnia,  a  nawet  nocy 

można  do  niego  przyjść.  Zdaje  sobie  sprawę  z  tego,  że  niektórzy  nigdy 
nie  przyjdą.  Wychodzi  więc  do  nich,  do  miejsc  ich  pracy,  odpoczynku, 
modlitwy  i  choroby.  Wszędzie  jest  z  nimi.  Jedzie  nawet  ze  strażą  pożar­
ną  do  płonącego  domu,  by  być  przy  ofiarnej  pracy  braci  strażaków.  Bra­
cia  czują  jego  obecność  i  czują,  że  każdy  jest  mu  drogi  i  że  za  każdego 
z nich poniósłby wielką ofiarę.

ją pełnić. Konferencja do braci. Niepokalanów 19. 11. 1939. 'W: Konferencje... s. 180.

74

  M. K o l b e .  Istotny rozwój Niepokalanowa. Konferencja do braci Niepo­

kalanów 14. 05. 1938. W: Konferencje... s. 275—276.

75

  M. K o l b e .  Uwagi przed wyjazdem do Rzymu. Konferencja do braci. Nie­

pokalanów 17. 01. 1937. W: Konferencje... s. 103.

19 — polscy święci

background image

290

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

W  bezpośrednich  kontaktach  bracia  odczuwają  wielkość  osoby  swego 

przełożonego,  którego  zawsze  nazywają  ojcem.  Mówią  o  nim  nasz  ojciec. 
Choć  niczego  nadzwyczajnego  nie  robi,  to  czują  jego  wielkość.  Wielkość 

ta  kryje  się  w  tym,  że  swoje  codzienne  czynności  wykonuje  niecodzien­

nie.  A  ta  niecodzienność  płynie  z  trwałego  zjednoczenia  z  Niepokalaną. 

Widoczne  jest  to  nawet  w  czasie  rozmowy.  Momentami  jakby  wyłącza 
się  i  przechodzi  w  inny  świat,  wówczas  rozmawia  z  Niepokalaną.  Z  Nią 
rozmawia  często  i  wszędzie.  Umie  to  robić,  nie  gubiąc  wątku  rozmowy 
i nie obrażając rozmówcy.

Ojciec  Maksymilian  jest  wychowawcą  i  nauczycielem  swych  braci. 

Jest  nim  także  w  czasie  rekreacji  i  przechadzek,  ale  bez  mentorstwa  i  nu- 
dziarstwa.  Nie  zabija  wesołości  braci.  Sam  często  żartuje,  dowcipkuje, 
śmieje  się,  choć  nigdy  hałaśliwie.  Rekreacje  i  przechadzki  z  nim  są  nie­
bywale  wesołe  i  ciekawe.  Gdzie  tylko  pojawi  się,  rośnie  wokół  niego 

grupa  braci.  Wygląda  wśród  nich  jak  prawdziwy  ojciec.  Mówi  też  im  po 
prostu  dzieci.  Często  zasiada  do  partii  szachów  i  umie  przegrywać,  gdy 
widzi,  że  może  tym  sprawić  przyjemność.  W  pogodne  świąteczne  dni  za­

biera  braci  na  przechadzkę  do  pobliskiego  lasu,  parku  pałacowego  księ­
cia  Druckiego  Lubeckiego  lub  Puszczy  Kampinoskiej.  Przed  wyruszeniem 

w  drogę  wstępuje  z  braćmi  do  kaplicy  na  kilkuminutową  adorację  Naj- 
św.  Sakramentu,  a  wyszedłszy  z  niej  laską  wskazuje  braciom  kierunek 
drogi.  W  czasie  tych  eskapad  wykorzystuje  przyrodę  i  odpowiedni  na­

strój, by wtrącić poważniejszą myśl. Wiele opowiada o misjach.

Przebieg  takich  wycieczek  opisuje  brat  Łukasz  Kuźba  następująco: 

„Często  wśród  ukwieconych  polanek  i  nastrojowego  brzęku  robotnic- 
-pszczół  i  figlarnych  koników  polnych  miewał  O.  Kolbe  krótkie  przemó­

wienia  do  braci.  Następnie  czas  był  pozostawiony  do  poszczególnych  upo­

dobań  i  orientacji  zdrowotnych.  Zwykle  zaś  jakaś  grupka  braci  pozosta­

wała  w  bezpośrednim  towarzystwie  O.  Maksymiliana  i  prowadziła  z  nim 

swobodne,  na  dowolne  tematy,  pogawędki.  Nieraz  zagłębiano  się  w  kwes­
tie  budowy  wszechświata  i  inne  ciekawe  problemy  filozoficzno-przyrod- 

nicze.  Na  zakończenie  takiej  pogawędki  uśmiechając  się,  mówił  czasem 

o.  Maksymilian  do  braci:  „Niedługo,  a  będziemy  poznawali  już  dokład­

niej  te  niezmierzone  wspaniałości  kosmosu,  wśród  którego  szczodrą  ręką 

rozrzucił  Bóg  miliardy  i  miliardy  gwiazd”.  (.*.)  O.  Maksymilian  wskazu­

jąc  na  niebo,  mawiał:  „Tam  nasze  miejsce,  nie  gdzie  indziej.  Nawet 
o  czyśćcu  nie  ma  co  wiele  myśleć.  Tylko  się  dobrze  na  chwilę  śmierci 

przygotujmy  w  Niepokalanowie.  Kto  Niepokalanej  z  całym  oddaniem 

służy, ten nie może nie zostać świętym i to wielkim.

Wśród  obfitych  tematów  przechadzkowych  lubił  też  nieraz  o.  Mak­

symilian  porównywać  kształty  drzew  do  charakterów  ludzkich.  I  tak 
wysokopienna  sosna  —  to  już  znacznie  wykształcony  charakter...  Roz­
łożysty  dąb  —  to  męstwo  i  siła  woli...  Białopienna  brzoza  nasuwa  re­
fleksje  o  pokorze;  bo  choć  cała  wysoko  idzie  w  górę,  to  przecież  deli­
katna  jej  rozgałąź  w  zadumie  zwisa  się  ku  dołowi.  Podobnie  i  człowiek 
pokorny,  choć  wysoko  podniesiony  w  miłości  Boga,  to  zawsze  jednak 
ma niskie o sobie mniemanie.

W  czasie  pewnej  przechadzki  (...)  bracia  wspomnieli  o.  Maksymilia­

nowi  o  tym,  że  człowiek,  aby  się  uświęcić  —  musi  bardzo  wiele  znieść 
cierpień. O. Maksymilian powiedział, że tak jest istotnie, ale zaraz dodał,

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

291

że znacznie więcej i to bez porównania więcej muszą wycierpieć ci, któ­

rzy 

zmierzają do piekła”

76

.

W  czasie  jednej  z  pogawędek  w  parku  Chrystusa  Króla  w  Niepoka­

lanowie  ojciec  Maksymilian  mówi  o  Niepokalanej.  Jego  wywód  przery­
wa  mu  jeden  z  braci  żądaniem:  „To  niech  nam  Ojciec  pokaże  Niepoka­
laną!”...

Niespodziewana  ta  prośba  dobrego  brata,  jakby  franciszkowego  bra­

ta  Leona,  wprowadziła  O.  Maksymiliana  w  pewne  zakłopotanie.  Więc 
zamyśliwszy  się  dłuższą  chwilę,  spojrzał  pokornie  na  owego  brata,  uś­

miechną!  się  do  niego*  życzliwie,  poczem  przeniósłszy  swój  ojcowski 

wzrok na cały Niepokalanów, tak powiedział: Chcesz drogie dziecko, bym 
ci  pokazał  Niepokalaną?...  Oto  Ją  masz...  Czy  widzisz  to  wszystko?  ... 
tyle  budynków...  tyle  w  nich  maszyn,  które  drukują  dla  chwały  Nie­
pokalanej  tak  wielkie  nakłady  pism...  A  głównie...  tyle  serc  tu,  w  Niepo­
kalanowie,  bezgranicznie  oddanych  Niepokalanej  dla  Jej  wyłącznej  dys­

pozycji...  Oto  Ją  masz...  A  Niepokalanów  w  Japonii  —  Mugenzai  no  So­

no...  Kiedyś  tego  nie  było...  teraz  jest...  Oglądaj  więc,  dziecko  drogie, 
Niepokalaną  w  Jej  dziele,  które  stworzyło  Jej  miłosierdzie...  Ale  niedłu­
go już i w niebie ujrzymy Ją wyraźnie”

77

.

W  życiu  klasztornym  ojciec  Maksymilian  przestrzega  zasady  rów­

ności. Uważa ją za nieodzowny warunek właściwego zachowywania ślubu 

ubóstwa.  Rozumuje  tu  bardzo  prosto:  skoro  wszyscy  pracują  dla  tego 
samego  celu  i  wszyscy  wkładają  tyle  wysiłku  na  ile  każdego  stać,  to  w 
podstawowych  rzeczach  obowiązuje  równość  niezależnie  od  pochodzenia, 

wykształcenia,  funkcji  czy  stanowiska.  Sam  też  nie  korzysta  z  żadnych 
przywilejów.  Nie  robi  wyjątków  nawet  dla  najwyższych  dostojników 
kościelnych  i  państwowych,  którzy  coraz  liczniej  przyjeżdżają  do  Niepo­
kalanowa. Sadza ich na drewnianych taboretach, prowadzi do refektarza, 
gdzie  jedzą  z  takich  samych  cynowych  talerzy,  jak  wszyscy  bracia.  Jako 

wierny  syn  Biedaczyny  z  Asyżu,  uważa,  że  skrajne  ubóstwo  dobrowolnie 
podjęte  dla  miłości  Boga,  nie  przynosi  wstydu,  lecz  chwałę  i  błogosła­
wieństwo.  Tępi  wszelkie  wyjątki,  jakie  czasami  bracia  usiłują  wprowa­
dzić.  Kiedy  pewnego  razu  dostrzega,  że  bracia  kredensowi  jedne  talerze 
wycierają,  a  inne  nie,  pyta  się  ich  dlaczego  tak  różnicują  swoją  pracę. 
A  dowiedziawszy  się,  że  te  wycierane  to  dla  ojców,  a  niewycierane  dla 
braci,  miesza  jedne  z  drugimi  i  zaznacza,  „by  nie  robić  na  przyszłość 
niepotrzebnych  wyjątków,  ale  wszystkim  dobrze  przygotować”

78

.  Po­

dobnie  reaguje,  kiedy  spostrzega,  że  bracia  fryzjerzy  świeże  nakrycia 

i narzędzia używają przy strzyżeniu ojców.

Ojciec  Maksymilian  takąż  równość  stara  się  przestrzegać  w  budowa­

niu  i  urządzaniu  mieszkań.  Wszystkie  budynki  mają  być  tanie,  wytrzy­
mujące  tylko  jedno  pokolenie  i  na  zewnątrz  nie  reprezentatywne.  Na 
takie budynki nikt nie będzie rzucał zazdrosnym okiem, a wszystkie nad-

78

  Łukasz  K  u  ź  b  a,  Kilka  rysów  z  życia  o.  Maksymiliana  Kolbego.  Oświadcze­

nie.  Niepokalanów  30.  09.  1953.  W:  Oświadczenia  współbraci  zakonnych.  Cz.  2. 

Niepokalanów 1953 s. 143—143b.

77

 Tamże.

78

  Włdzimierz  B ł a s z c z y k ,   Życie  wspólne.  Niepokalanów  1946.  W:  Dokumen­

ty  o  Ojcu  Maksymilianie  Kolbem.  T.  2  Oświadczenia  współbraci  zakonnych,  Niepo­

kalanów 1953 s. 27.

background image

292

o. Leon Benigny Dyczewski OFMCoiw.

wyżki,  które  pochłonęłaby  budowa  trwałych  i  wygodnych  mieszkań,  na­
leży  skierować  na  szerzenie  chwały  Niepokalanej.  Jesteśmy  przechodnia­

mi na tym świecie — mawia — i powinniśmy żyć jak przechodnie.

Byłoby  nieprawdą,  gdybyśmy  powiedzieli,  że  ojciec  Maksymilian  za­

wsze  i  wobec  wszystkich  stosuje  jednakowe  wymogi  i  przykłada  te  same 

miary. 

Wyraźnie 

wyróżnia 

dwie 

grupy 

braci: 

chorych 

zakonników 

o  ślubach  uroczystych,  a  więc  tych,  którzy  już  wiele  lat  przeżyli  w  kla­

sztorze  i  na  cale  życie  poświęcili  się  Bogu.  Pierwszych  darzy  szczególną 

miłością,  ochrania  ich,  uzasadnia,  że  ich  ofiary  i  modlitwy  przynieść  mo­

gą  więcej  pożytku  aniżeli  efektywna  praca  zdolnych,  dynamicznych,  sil­
nych  młodych  zakonników.  Często  ich  odwiedza.  Wpada  do  nich  nawet 

późnym  wieczorem,  kiedy  wraca  z  podróży.  Pozwala  im  na  wyjątki  w 
jedzeniu  i  odpoczynku.  Kiedy  zachodzi  konieczność  gotów  jest  sprzedać 

naczynia liturgiczne, by zdobyć pieniądze na lekarstwa.

Drugą  grupę  braci  wyróżnia  w  taki  sposób,  że  dzieli  się  z  nimi  my­

ślami  i  planami,  odkrywa  przed  nimi  osobiste  tajemnice  oraz  wymaga 

od  nich  więcej.  Kształtuje  ich  w  taki  sposób,  by  stawali  się  wychowaw­

cami  młodych  nie  słowem,  lecz  przykładem.  Nieraz  im  powtarza,  macie 

być  lepszymi  zakonnikami,  bo  jesteście  dłużej  w  klasztorze  i  dłużej  słu­

życie  Niepokalanej.  Uważa  ich  za  swoich  następców  i  pragnie  im  prze­

kazać  wszystko,  czego  w  swoim  życiu  wewnętrznym  i  działalności  do­

świadczył. 

Zdradza 

nawet 

przed 

nimi 

najbardziej 

osobistą 

tajemnicę. 

To nadzwyczajne wyznanie opisuje brat Tadeusz Maj następująco:

W  niedzielę  10  stycznia  1937  roku  grane  są  jasełka.  Ponieważ  wszy­

scy  bracia  nie  pomieszczą  się  w  sali,  więc  ojciec  Maksymilian  profesów 

solemnych  zaprasza  na  spotkanie  z  sobą.  Jest  to  spotkanie  w  bardzo  ro­

dzinnej  atmosferze.  Między  innymi  ojciec  Maksymilian  tak  zwraca  się 

do  swych  braci:  „Zanim  odejdę  od  was  chciałbym  wam  coś  pozosta­

wić.  (...)  Wy  mnie  nazywacie  gwardianem  i  jestem  nim.  Nazywacie  mnie 

dyrektorem,  też  dobrze  mówicie,  bo  jestem  dyrektorem  wydawnictwa. 

(...)  A  czym  jeszcze  jestem?  ...  Jestem  waszym  ojcem  i  to  prawdziwym 

ojcem  —  więcej  nawet  niż  rodzony  ojciec.  Przez  ojca  ziemskiego  daje 

Pan  Bóg  życie  człowiekowi  dotąd  nie  istniejącemu.  Przeze  mnie  otrzy­
maliście życie duchowe, życie Boże, powołanie zakonne (...)

Żebyście  wiedzieli  dzieci  drogie,  jaki  ja  jestem  szczęśliwy!  Serce  mo­

je  jest  przepełnione  szczęściem  i  pokojem,  jakim  tylko  człowiek  może 
się  cieszyć  na  tej  ziemi.  Mimo  trosk  i  kłopotów  codziennych,  gdzieś  na 

dnie  serca  zawsze  panuje  pokój  i  szczęście,  którego  się  nie  da  ludzkimi 

słowy  określić.  Drogie  dzieci  kochajcie  Niepokalaną,  kochajcie  Niepoka­
laną,  a  Ona  uczyni  was  szczęśliwymi.  Zaufajcie  Jej  całkowicie,  oddajcie 

się  Jej  bez  granic.  Zrozumieć,  kim  jest  Niepokalana,  nie  każdy  może  — 
tylko  ten,  kto  sobie  tę  łaskę  na  kolanach  wymodli,  wyprosi.  Niepokalana 
jest  Matką  Bożą.  Rozumiemy,  co  to  jest  matka,  ale  Matka  Boża...  ■ 

Jeszcze  coś  więcej  chciałem  wam  powiedzieć,  ale  czy  już  nie  do-  | 

syć. (...) 

I

Powiedziałem wam, że jestem bardzo szczęśliwy i doznaję wielkich 

radości, a to dlatego, że mam i to z całą pewnością zapewnione niebo.

(..) tyle jeszcze powiem, że to było w Japonii. Więcej wam dzieci drogie 

już nie powiem, i nie pytajcie mnie o te rzeczy. (...) Zdradziłem wam

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

293

swoją tajemnicę, a to dlatego, by wam to było siłą i podporą w trud­

nościach życia. Przyjdą większe trudności i doświadczenia Boże”

79

.

Kiedy  ojciec  Maksymilian  otrzymał  takie  zapewnienie,  trudno  do­

kładnie  określić.  Jest  jednak  znamienne,  że  w  czasie  misji  na  Dalekim 

Wschodzie  przebija  przez  niego  pewność,  iż  jest  na  właściwej  drodze 
apostolskiej  działalności  oraz  poczucie  posłannictwa  w  głoszeniu  tą  właś­

nie  drogą  Królestwa  Bożego.  Jedno  i  drugie  otrzymywał  w  kontempla- 
tywnym  kontakcie  z  Bogiem  i  Niepokalaną,  w  którym  to  kontakcie 
otrzymał  widocznie  także  zapewnienie  swego  zbawienia.  A  być  może 

poznał  też  rodzaj  ofiary,  jaką  przyjdzie  mu  złożyć  na  końcu  życia.  Od 
tamtego  czasu  tak  często  bowiem  mówi  o  cierpieniu  i  tak  bardzo  nie 

miał ochoty opuszczać Japonii. Został w Polsce bo taka jest wola Boża.

Ojciec  Maksymilian  mając  zapewnione  niebo,  czyni  wszystko,  by  do 

niego  wejść  jako  największy  święty,  ale  nie  sam,  lecz  z  wielką  rzeszą 
swych  współbraci  i  członków 

Rycerstwa  Niepokalanej.  Troszcząc  się 

o  postęp  duchowy  innych,  sam  stara  się  przybliżyć  do  Niepokalanej  i  jak 

najwięcej  dla  Niej  zdziałać.  W  zapiskach  z  ośmiodniowych  rekolekcji, 

jakie  w  1937  roku  odprawia  w  Zakopanem  przebija  troska  o  rozwój  mi­
łości  bliźniego,  przejawiającej  się  w  coraz  pełniejszym  dawaniu  siebie 
innym  oraz  łączenie  coraz  pełniejszego  oddania  się  Niepokalanej  z  dzia­
łalnością  apostolską.  Między  innymi  postanowieniami  notuje  i  takie:  „Nie 

opuść  żadnej  sposobności  szerzenia  Królestwa  Niepokalanej  przykładem, 
modlitwą,  cierpieniem  (upokorzeniem),  słowem,  piórem  itp.  Okazuj  czy­

nem miłość ku Niepokalanej. Oddanie się i działanie”.

Daj siebie innym=miłość”

80

.

W  czasie  tychże  rekolekcji  dokonuje  konfrontacji  życia  niepokala- 

nowskiej  wspólnoty  z  przepisami  zakonnymi  i  zaleceniami  o.  Bondinie- 
go,  dawnego  ojca  duchownego.  Odnotowuje  te  sprawy,  które  jego  zda­
niem  wymagają  jeszcze  doprecyzowania.  Pragnie  bowiem,  by  życie  w 
tej  wspólnocie  pod  każdym  względem  było  wzorowe.  Chce  je  doprowa­
dzić  do  zgodności  z  założeniami,  bowiem  w  przeciwnym  wypadku  prze­
pisy  tracą  swoją  moc  obowiązującą  i  stają  się  fikcją.  Skoro  konstytucje 
ułożono,  to  należy  je  stosować  w  życiu.  Szuka  też  nowych  form  działa­
nia  apostolskiego.  Z  rekolekcji  wraca  z  nowymi  planami.  Jest  to  typowe 
dla  ojca  Maksymiliana,  że  po  ciężkich  doświadczeniach  i  po  gorliwie 
odprawionych  rekolekcjach  działalność  apostolska  nabiera  u  niego  siły, 

rozmachu i wzbogaca się w nowe formy działania.

Jest  po  temu  doskonała  okazja:  dziesięciolecie  Niepokalanowa.  Posta­

nawia  wzmocnić  działalność  apostolską  i  prowadzić  ją  bardziej  planowo. 
Wprowadza  pięciolatkę.  W  czasie  tego  okresu  planuje  podwojenie  człon­
ków  Rycerstwa  Niepokalanej,  dalszy  rozwój  działalności  prasowej,  wpro­
wadzenie nowych metod i środków działania.

Jego  śmiała  myśl  nie  lęka  się  żadnych  wynalazków.  Wszystkie  chce 

wprząc w nawracanie i uświęcanie świata. Nie chce dać się wyprzedzić

79

 

Tadeusz  M  a  j,  Moje  spostrzeżenia  z  życia  O.  Maksymiliana.  Oświadcze­

nie.  Niepokalanów,  kwiecień  1944.  W:  Oświadczenia...  s.  156—158:  także  Łukasz 
K u ź b a ,  Kilka Rysów... s. 143d—143g.

80

  M. K o l b e ,  Zapiski z rekolekcji, Zakopane 6—13. 11. 1937. W: Pisma... T. 

5 s. 75.

background image

294

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

tym,  którzy  użyć  ich  mogą  dla  własnych,  egoistycznych  celów,  często 
przynoszących nieszczęście milionom ludzi.

„(...)  Wszelkie  środki  —  pisze  —  wszelkie  najnowsze  wynalazki  w 

maszynach  czy  systemach  pracy,  niechaj  nasamprzód  posłużą  sprawie 

uświęcenia  dusz  przez  Niepokalaną.  Toteż  ograniczając  jak  najbardziej 
potrzeby  prywatne,  prowadząc  życie  jak  najuboższe,  będziemy  używali 
choćby  najnowocześniejszych  środków.  W  połatanym  habicie,  w  połata­
nych  butach,  na  samolocie  najnowszego  typu,  jeżeli  to  będzie  potrzebne 
dla  zbawienia  i  uświęcenia  większej  ilości  dusz  —  pozostanie  naszym 
ideałem. (...)

Wszyscy  bez  wyjątku  ocknijmy  się  do  roztropnej  gorliwości  o  zba­

wienie  i  uświęcenie  naszych  bliźnich  czy  bliskich,  czy  też  dalekich,  albo 
nawet  obcych  zupełnie  narodowością  i  rasą  —  przez  Niepokalaną,  Po­

średniczkę  łask  wszelkich,  wszelkiej  łaski  nawrócenia  i  uświęcenia. 
Wszyscyśmy  bowiem  braćmi  i  siostrami  wobec  wspólnej  niebieskiej  Mat­
ki  Niepokalanej,  wspólnego  Ojca  w  niebie  i  wspólnego  starszego  Brata, 

Boga-Człowieka Jezusa”

81

.

Ograniczając  potrzeby  własne  do  minimum  oraz  mając  wciąż  długi, 

i  to  znaczne,  ojciec  Maksymilian  kupuje  i  organizuje  coraz  to  nowsze 

środki  masow*ego  przekazu.  W  nich  widzi  większe  szanse  przeciwstawie­
nia  się  złu,  szybszego  nawrócenia  i  uświęcenia  świata.  Ich  wykorzysta­
nie  dla  apostolstwa  uważa  za  pilniejszą  sprawę,  aniżeli  budowanie  wiel­

kich i bogatych kościołów.

Niepokalanów  nie  wyszedł  jeszcze  z  długu,  jaki  zaciągnął  na  kupno 

maszyny  rotacyjnej  we  wrześniu  1936  roku,  bijącej  76  tysięcy  egzem­

plarzy  Małego  Dziennika  na  godzinę,  a  już  w  grudniu  1937  roku  ojciec 
Maksymilian  sprowadza  drugą  wielką  nowość:  teleskryptor.  Dzięki  te­

mu  wynalazkowi  niepokalanowska  prasa  będzie  miała  najnowsze  wia­

domości,  bo  i  one  są  potrzebne  dla  szerzenia  Królestwa  Niepokalanej.  Dla 

usprawnienia 

kolportażu 

chce 

wykorzystać 

komunikację 

powietrzną. 

Wysyła  dwóch  braci  na  kurs  pilotażu  i  planuje  lotnisko  na  terenie  ma­

jątku  księcia  Druckiego  Lubeckiego,  który  obecnie  gotów  jest  dać  ojcu 
Maksymilianowi  tyle  ziemi,  ile  mu  potrzeba.  W  1938  roku  przystępuje 

do  organizowania  własnej  radiostacji.  Jeździ  do  Raszyna,  wówczas  jed­
nej  z  większych  radiostacji  w  Europie,  by  zapoznać  się  z  jej  organizacją 
i  funkcjonowaniem.  26  października  1938  roku  bracia  kopią  doły  pod 

budynek  radiostacji,  a  8  grudnia  —  w  święto  Niepokalanej,  które  jest 

największym  świętem  Niepokalanowa  —  rozlega  się  już  próbna  audycja 
radiowa  od  godz.  17  do  18  i  od  19  do  20.  Rozpoczyna  ją  melodia  pow­

szechnie  znanej  pieśni  maryjnej  Po  górach  dolinach,  sławiącej  objawie­
nie  Niepokalanej  w  Lourdes.  Niestety,  starania  o  własną  radiostację 
spełzły  na  niczym.  Niepokalanów  ma  już  wielu  przeciwników,  a  ci  dob­

rze  czuwają,  by  nie  powiększał  wpływu  na  społeczeństwo.  Argumentują 
to  niskim  poziomem  wszystkiego,  co  tworzy  Niepokalanów.  Argumenta­

cja  jest  chwytliwa  i  radiostacja  staje  na  audycjach  próbnych.  Niepowo­
dzeniem tym nie zraża się ojciec Maksymilian. Chodzi wszędzie, by od-

n

 M. K o l b e ,  Do Rycerzy i Rycerek Niepokalanej, „Rycerz Niepokalanej” W 

(1937) 353—355. W: Pisma... T. s. 254.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

blokować przeszkody. Jeszcze tego pomysłu nie zrealizował, a już inte- 

\

resuje się telewizją, która wówczas jest zaledwie w powijakach. 

i.

Przekonany informacjami, że wiele egzemplarzy pism niepokalanow- 

l

skich,  szczególnie  Rycerza  Niepokalanej,  marnuje  się,  ojciec  Maksymi­

lian  dokonuje  weryfikacji  czytelników  i  ogranicza  nieco  nakłady.  Ale 
powołuje  do  tycia  nowe  tytuły  wydawnicze.  Od  stycznia  1938  roku  wy­
chodzi  w  języku  łacińskim  Miles  Immaculatae,  miesięcznik  dla  kleru  ca­

łego  świata.  Od  września  1938  roku  ukazuje  się  Mały  Rycerzyk  Niepoka­

lanej,  miesięcznik  dla  dzieci  poniżej  10  lat,  doskonale  redagowany,  z 
piękną  szatą  graficzną.  Były  misjonarz  nie  może  zapomnieć  o  misjach,  od 
stycznia więc 1939 roku wypuszcza nowy miesięcznik: Biuletyn Misyjny.

Niepokalanów  staje  się  koncernem  prasowym.  Z  racji  bardzo  niskich 

cen  i  doskonale  zorganizowanego  kolportażu  stanowi,  poważną  konku­
rencję dla wielu czasopism w kraju. Ataki na Niepokalanów nasilają się.

Ojciec  Maksymilian  broni  dobrego  imienia  dzieła  Niepokalanej.  Zakła­
da  procesy  o  zniesławienie  i  wygrywa  je.  Sprawa  Małego  Dziennika  tra­

fia nawet na salę sejmową, z której nie wychodzi jako pokonany.

Ojciec  Maksymilian  wielką  wagę  przywiązuje  do  bezpośredniego  kon­

taktu.  Wysyła  więc  braci  z  propagandą  Rycerza  Niepokalanej  do  róż­
nych  diecezji,  szczególnie  wschodnich.  Wysyła  ich,  jak  św.  Franciszek 
swych  braci,  po  dwóch  i  przypomina  im,  że  mają  być  apostołami,  jna- 
wracać  nie  tyle  słowem,  co  przykładem,  bo  słowa  uczą,  a  przykłady  po­

ciągają.  W  myśl  tego,  że  bezpośredni  kontakt  jest  najlepszym  środkiem 
działalności  apostolskiej,  kładzie  wielki  nacisk  na  korespondencję,  a  czy­

telników  i  członków  Rycerstwa  zachęca  do  odwiedzania  Niepokalanowa. 
Liczba  korespondencji  rośnie  z  każdym  rokiem,  i  coraz  więcej  przybywa 

ludzi  do  Niepokalanowa.  W  roku  1938  napłynęło  152  822  przesyłek  kore­
spondencyjnych 

82  *  *

.  Ojciec  Maksymilian  organizuje  specjalną  grupę  bra­

ci,  którzy  odpowiadają  na  listy  udzielając  różnych  rad,  w  szczególności 
w odniesieniu do życia religijnego.

Ojciec  Maksymilian  bardzo  liczy  na  działalność  apostolską  osób  świec­

kich,  dlatego  mocniej  niż  dotychczas  propaguje  Rycerstwo  Niepokalanej. 
Więcej  o  nim  pisze  i  zachęca  do  wstępowania  w  jego  szeregi.  Chciałby, 
by  ono  przybrało  charakter  masowy.  I  faktycznie  z  roku  na  rok  jego 

szeregi  rosną.  W  księgach  centrali  do  24  lipca  1939  roku  jest  zapiane 

691  073  osoby  z  terenu  Polski,  39  792  Polaków  z  emigracji  i  5  370  osób 
z  różnych  narodowości.  Ponadto  na  terenie  całego  kraju  działa  kilkaset 
kół  Rycerstwa  Niepokalanej

8S

.  Ojciec  Maksymilian  tak  kształtuje  człon­

ków  stowarzyszenia,  by  utrzymywali  ścisłą  łączność  z  centralą,  dzięki 
czemu  oddolnie  mogą  wpływać  na  treść,  formę  i  sposób  tego,  co  ona 
planuje  i  wytwarza  oraz  stają  się  przedłużeniem  jej  działalności  w  róż­
nych środowiskach społecznych.

Ceniąc 

bezpośredni 

kontakt 

człowiekiem, 

ojciec 

Maksymilian, 

miarę 

swoich 

możliwości, 

wygłasza 

odczyty, 

uczestniczy 

zjazdach 

krajowych i zagranicznych, bierze udział w konferencjach prasowych,

s* B. L. D y c z e w s k i ,  Religijno-społeczna działalność o. Maksymiliana Kolbe.

W: Studia o ojcu Maksymilianie Kolbe. Dzieło zbiorowe pod red. J.R. B a r a ,
Warszawa 1971 s. 252—253.

8* Tamże s. 241—245.

background image

o. Leon Denigny Dyczewski OFMConv.

296

jest  członkiem  Stowarzyszenia  Dziennikarzy  i  Wydawców,  przyjmuje  ho­
norowe  członkostwa  komitetów,  między  innymi  na  zaproszenie  prezyden­
ta  miasta  Warszawy  S.  Starzyńskiego  wchodzi  w  skład  Społecznego  Ko­
mitetu Obywatelskiego Święta Niepodległości.

Żywo  interesuje  się  sprawami  ogólnymi  kraju.  Jest  głęboko  przeko­

nany,  że  działalność  jaką  prowadzi  stwarza  też  bardziej  ludzkie  warun­
ki  życia.  Przed  słuchaczami  radiowymi,  do  których  przemawia  przez 
Polskie  Radio  w  dniu  8  grudnia  1937  roku,  kreśli  wizję  przyszłości,  któ­

ra  może  zaistnieć,  jeżeli  społeczeństwo  przyjęłoby  głoszone  i  realizowa­
ne przez niego ideały.

„Gdy  duch  Niepokalanowa,  duch  M.I.  —  mówi  —  przeniknie  Ojczyz­

nę  i  świat,  gdy  Niepokalana  stanie  się  Królową  każdego  serca  bijącego 

pod  słońcem,  wtedy  przyjdzie  na  ziemię  raj,  ale  nie  ten  utopijny,  ko­

munistyczny  czy  socjalistyczny,  lecz  —  o  ile  to  na  tej  ziemi  możliwe  — 

prawdziwy,  którego  szczęściem  cieszą  się  obecnie  mieszkańcy  Niepoka­

lanowa,  gdzie  istnieje  jedna  rodzina,  której  ojcem  jest  Bóg,  matką  Nie­

pokalana,  bratem  starszym  Boski  Więzień  miłości  w  Eucharystii,  a  wszy­

scy  inni  nie  towarzyszami,  ale  kochającymi  się  nawzajem  braćmi  i  to 

mniejszymi’'

M

.

Tymczasem  nieubłaganie  zbliża  się  druga  wojna  światowa.  Ojciec 

Maksymilian  od  kilku  lat  o  niej  mówi  i  określa  jako  wielką  tragedię 

ludzi.  Wobec  niewiadomych  jeszcze  zagrożeń  sam  jest  spokojny,  ale 

przygotowuje  na  nie  swych  braci.  Nie  wykazuje  specjalnej  troski  o  to, 
co  stanie  się  z  tak  wspaniale  rozwijającą  się  działalnością  zewnętrzną, 

z  zakonnym  osiedlem  niepokalanowskim,  które  przed  wybuchem  wojny 

zgromadziło  już  13  ojców,  622  braci,  15  kleryków  i  122  uczniów  Małego 

Seminarium  Misyjnego.  Troszczy  się  przede  wszystkim  o  stan  duszy 

swych  braci,  o  to,  by  wszystkie  ciosy  przyjęli  spokojnie  jako  doświad­

czenie  Boże,  jako  próbę  człowieczeństwa  i  zakonności.  Już  w  maju  1938 

roku tak do nich przemawia:

„(...)  Kiedyś  mówiłem,  że  różne  czasy  przyjść  mogą  i  że  ja  z  Wami 

nie  zawsze  będę.  Mogą  przyjść  prześladowania  i  wojny.  Wojna  jest  bliż­
sza,  niż  się  wydaje.  Prześladowania  w  czasie  wojny  są  możliwe.  Wy, 

profesi  solemni,  którzy  macie  być  ojcami  duchowymi  Niepokalanowa, 

macie  się  przygotować  na  to.  Oczywiście,  że  Niepokalana  może  dopuścić 
to  tylko  dla  naszego  dobra.  Kiedy  by  nie  było  trudności,  wytworzyłaby 

się przeciętność. (...)” 

84 85

Ojciec  Maksymilian  stopniowo  przygotowuje  swych  braci,  że  będzie 

musiał  się  z  nimi  rozstać,  że  wojny,  jaka  się  zbliża,  nie  przeżyje.  Trzy 
dni  przed  jej  wybuchem  wygłasza  do  braci  konferencję,  prosząc,  by  nie 
dali  się  pochłonąć  nienawiści,  jaką  niesie  z  sobą  wojna,  ale  by  zawsze 

pamiętali,  że  miłość  jest  istotną  cechą  doskonałości  człowieka  i  do  niej 

należy ostateczne zwycięstwo.

„Wiecie  co,  Drogie  Dzieci  —  mówi  do  nich  —  życie  człowieka  składa 

się z trzech części: przygotowania do pracy, samej pracy i — cierpienia.

84

  M. K o l b e ,  W dziesięciolecie Niepokalanowa. Pisma... T. 7 s. 264.

85

  M.  K o l b e ,   Większe  zbliżenie  się  do  Niepokalanej  przygotowaniem  do  roz­

proszenia  na  wypadek  wojny.  Konferencja  do  braci.  Niepokalanów  1.  05.  1938. 
W: Konferencje... s. 267.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

297

Jedni tu w Niepokalanowie dopiero się przygotowują, inni już pracu- 

\

ją, a takim siwym, o ... jak tu siedzi (wskazał na siebie), to już należa- 

i

loby przejść do tej ostatniej części — cierpienia. Tak to przez te trzy 

t

etapy zbliża nas Bóg do siebie. Im więcej jaka dusza będzie oddan-i 

5

Bogu, tym wcześniej do tej części trzeciej się przygotuje, aby miłość 

i

swoją do Niepokalanej ugruntować cierpieniem z miłości. Bo nic nas 

:

tak  bardzo  nie  zbliża  do  Niepokalanej  i  nie  utwierdza  w  miłości,  jak 
właśnie  miłość  połączona  z  cierpieniem  z  miłości.  Na  tej  to  właśnie  diro- 

dze  cierpienia  możemy  się  przekonać,  czy  naprawdę  jesteśmy  całkowi­
cie Jej oddani, bez żadnych zastrzeżeń. (...)

Wszystko  przeminie  —  wiara  i  nadzieja  przeminą  —  miłość  zostanie, 

z  miłością  wejdziemy  w  życie  wieczne  i  w  miłości  rozkoszować  się  bę­
dziemy w niebie z Niepokalaną”

88

.

VIII. PRZEZ MĘKĘ DO CHWAŁY

Pierwszego września 1939 roku Hitler napada na Polskę. Dla Polski, 

jak później dla wielu krajów, rozpoczyna się czas cierpienia, zniszczeń 
i masowej śmierci. Dla milionów ludzi będzie to czas wyjątkowo trudnej 
próby charakteru, zasad moralnych i przekonań religijnych. Ojciec Ma­

ksymilian  ogłaszając  tę  hiobową  wiadomość  apeluje  do  braci:  „Trzeba 

zachować spokój. Będą i trudności, ale tym się nie zrażajcie. Wszystko 
oddajmy  w  ręce  Niepokalanej.”

*  87

  Jak  dotychczas,  tak i teraz zdaje się 

na  Opatrzność  Bożą.  Zło  przypisuje  człowiekowi,  ale  znoszenie  i  zwal­
czanie  go  uzależnia  od  łączności  z  Bogiem.  Bóg  dopuszcza  nieraz  zło 
i  na  ludzi  niewinnych,  ale  niejednokrotnie  jest  to  konieczne,  by  czło­
wiek  lepiej  poznał  siebie  i  wyciągnął  właściwe  wnioski  w  odniesieniu 
do  swojego  postępowania.  Ojciec  Maksymilian  wojnę  i  wiążące  się  z nią 
cierpienia uważa za konsekwencje odejścia człowieka od Boga.

Ojciec Maksymilian, mając pełne zaufanie do Bożej Opatrzności, nie 

zaniedbuje niczego, co człowiek sam może uczynić w obronie własnej.

W  szybkim  więc  tempie  organizuje  drużyny  przeciwpożarowe,  przeciw­
gazowe, posterunki obserwacyjne, punkty sanitarne. W klasztorze utrzy­
muje  dotychczasowy  porządek,  by  życiu  codziennemu  nadać  charakter 

normalności  i  spokoju.  Ta  normalność  łamie  się  wraz  z  przesuwaniem 
się  linii  frontu  ku  Warszawie.  Zdaje  sobie  doskonale  sprawę  z  tego,  że 
działalność  Niepokalanowa  nie  jest  obojętna  dla  nazistowskich  Niemiec, 
że  okupant  będzie  chciał  pozyskać  go  dla  siebie  albo  zgnieść  i  zniszczyć. 
Poleca  więc  braciom  jak  najszybciej  rozsyłać  zaległe  numery  czasopism 

i  załatwiać  korespondencję,  3  września  ukazuje  się  ostatni  numer  Ma­
łego Dziennika. Obaj z prowincjałem, o. Maurycym Madzurkiem, decy-

89

 M. K o l b e ,  Okażmy największą miłość na etapie cierpienia. Konferencja do 

braci. Niepokalanów 28. 08. 1939. W: Konferencje... s. 361—363.

87

 Cherubin Adam P a w ł o w i c z ,  Taki byt O. Maksymilian. Dokumenty.. 

s. 348.

background image

298

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

dują  się  na  rozesłanie  braci  z  klasztoru.  Czyni  starania,  by  przyjęto  ich 

do  Czerwonego  Krzyża  w  Warszawie  i  Sochaczewie.  Nie  udaje  się  to, 

więc  rozsyła  ich  do  domu  z  zachętą,  by  w  rodzinnych  stronach  starali 

się  wciągnąć  do  Czerwonego  Krzyża  lub  w  inny  sposób  pomagali  lu­
dziom.  Przed  wyruszeniem  ich  z  klasztoru  głosi  im  konferencję,  w  któ­

rej  daje  wytyczne,  jak  mają  postępować  w  nowej  dla  siebie  sytuacji. 

Przypomina  im  z  naciskiem,  że  mają  być  wszędzie  apostołami,  nawracać 

i uświęcać swoim przykładem.

„Drogie  dzieci  —  mówi  do  nich  —  dobrze  nam  tu  było  żyć  razem  pod 

czułą  opieką  Niepokalanej,  lecz  nadszedł  czas,  że  musimy  się  rozejść. 

Przepraszam  was  za  wszystkie  zgorszenia,  jakie  wam  kiedykolwiek  da­
łem i za wszystkie przykrości, jakie wam wyrządziłem. (...)

Drogie 

dzieci! 

Teraz 

idziecie 

na 

misje. 

Chrystus 

Pan 

mówił 

Apo­

stołom:  „Ja  zawsze  z  wami  nie  będę”  (J  16.  16).  Tak  samo  i  ja  muszę 

się  z  wami  rozłączyć.  Ale  pamiętajcie  —  świećcie  zawsze  dobrym  przy­
kładem.  Wspominajcie  na  to,  co  tyle  razy  wam  powtarzałem,  że  Niepo­
kalanów,  to  nie  opłotki,  budynki,  czy  maszyny.  Gdzie  znajdzie  się  nie- 
pokalanowianin, 

tam 

także 

ma 

być 

Niepokalanów. 

Niepokalanów 

ma 

być  w  duszach  i  sercach  waszych.  Pamiętajcie  o  tym  zawsze,  co  przyrze­

kaliście Niepokalanej i bądźcie wierni swym zobowiązaniom. (...)

Wielu  z  was  już  tutaj  nie  powróci  więcej.  Ja  też  tej  wojny  podobno 

nie  przeżyję.  (...)  Proszę  was,  drogie  dzieci,  przyrzeknijcie  mi,  że  będzie­
cie starać się zachować to wszystko, o czym wam tyle mówiłem. (...)

Gdy  znajdziecie  się  w  rodzinie  lub  też  u  innych  ludzi,  gdzie  będzie­

cie  przebywać  przez  czas,  zanim  wrócicie  do  klasztoru,  to  starajcie  się 

pracować 

być 

pomocni 

swym 

chlebodawcom. 

Nie 

bądźcie 

ciężarem, 

lecz pomocą. To jest nasza misja” 

88

.

W  dniu  5  września  około  sześciuset  braci  opuszcza  klasztor.  Zostaje 

w  nim  dwóch  ojców  i  około  40  zakonników.  Także  w  Domu  Zdrowia  — 

tak  zwanym  Lesie  —  położonym  około  trzy  kilometry  od  klasztoru  zosta­
je  jeden  ojciec  i  kilku  braci.  Ruchliwe,  tętniące  życiem  osiedle  zakonne 
nagle  opustoszało.  Stało  się  podobne  do  wyrojonego  ula.  Jego  duch  i  dzia­
łalność  przenoszą  się  wraz  z  braćmi  poza  Niepokalanów.  Bracia  mieszają 
się z uciekinierami i wnoszą w przelęknione serca pociechę i nadzieję.

Ministerstwo 

Spraw 

Wewnętrznych 

chcąc 

uchronić 

od 

zagłady 

zna­

nych 

polityków, 

działaczy 

społecznych 

twórców 

kultury, 

przeciwko 

którym 

zdecydowaną 

walkę 

wypowiedziała 

faszystowska 

partia 

niemiec­

ka,  wydaje  paszporty,  by  jak  najszybciej  mogli  opuścić  kraj  zalewany 
przez  wojska  Hitlera.  Taki  paszport  6  września  otrzymuje  także  ojciec 
Maksymilian.  Zostaje  jednak  w  kraju,  bo  uważa,  że  jest  w  nim  potrzeb­
ny.  Organizuje  pomoc  dla  uciekinierów  i  rannych,  których  w  klasztorze 

przybywa  wraz  ze  zbliżającą  się  linią  frontu.  Po  przerwaniu  oporu  armii 

polskiej  nad  Bzurą  armia  niemiecka  szybko  maszeruje  ku  stolicy.  Jej 
żołnierze  plądrują  niepokalanowski  klasztor.  Od  tej  pory  dzielił  on  bę­
dzie  los  całego  społeczeństwa.  Odczuje  na  sobie  przemoc  i  terror  oku­
panta. 19 września ojciec Maksymilian i 34 braci zostaje aresztowanych

M

 M. K o l b e ,  Napomnienia przed ewakuacją Niepokalanowa. Konferencja do 

braci. Niepokalanów 5. 09. 1939. W: Konferencje... s. 363—364.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe 

299

i  wywiezionych  do  obozów  internowania.  Władze  okupacyjne  nie  wie­

dzą  dokładnie,  co  z  nimi  zrobić,  więc  przewożą  ich  z  jednego  miejsca 
w  drugie.  Kolejno  przebywają  w  Lamsdorf  (obecnie  Łambinowice), 
Amtitz  (Gąbice)  i  Ostrzeszowie.  Obozowe  warunki  życia  są  różne  i  róż­
nie  są  traktowani.  Najbardziej  dokuczają  głód,  brud,  wszy.  Jedni  z  władz 
okupacyjnych  i  strażników  wyzywają  ich  od  bandytów  i  darmozjadów, 

inni  okazują  im  współczucie  i  starają  się  pomóc.  Zakonnicy  dotkliwie 
odczuwają  brak  codziennej  Mszy  św.  Ojciec  Maksymilian  stara  się  utrzy­
mać  dotychczasowy  regulamin  życia  zakonnego.  Odprawiają  więc  wspól­

ne  modlitwy,  rozmyślania,  rachunki  sumienia,  głosi  braciom  konferencje. 

W  październiku  odprawiają  nabożeństwo  różańcowe,  do  którego  dołącza­
ją się osoby świeckie.

Pobyt  w  obozach  internowania  ojciec  Maksymilian  traktuje  jako 

szczególną  misję.  Uważa  go  za  wolę  i  łaskę  Niepokalanej.  Ona  ich  tu 
przysyła,  by  pokrzepiali  strapionych  i  załamanych,  by  wzmacniali  po­
niżanych  i  krzywdzonych.  „Jesteśmy  teraz  potrzebni  tu  —  mówi  braciom 
w  wigilię  swoich  imienin  11  października  —  a  nie  w  Niepokalanowie  (...) 
Przywieźli  nas  tu  za  darmo  i  barak  jest  jakiś,  i  co  zjeść.  A  dla  wielu 

ludzi  może  to  jedyna  okazja,  by  uporządkować  swe  sprawy  z  Panem  Bo­

giem  albo,  by  wzbudzić  większe  zainteresowanie  się  religią,  która  daje 
siłę,  by  spokojnie,  a  nawet  ze  śpiewem  pieśni  znosić  tak  przykre  dla 
natury  warunki  życia.  Inni  się  gniewają,  przeklinają,  a  patrząc  na  braci 
zmieniają  się  na  lepszych.  Gdybyśmy  tu  chcieli  przyjechać,  ile  by  po­
czynić  trzeba  starań  o  dokumenty  i  nie  pozwolono  by  nam  na  taką  mi­
sję.  Teraz  mamy  dobrą  okazję.  Wykorzystajmy  ją,  bo  to  się  skończy. 
Gdybyśmy tak mogli i na Wschód pojechać!...”

8

*

Biorąc  pod  uwagę  takie  motywy  pobytu  w  obozie,  ojciec  Maksymi­

lian  nie  składa  podania  o  zwolnienie,  do  czego  go  niektórzy  starają  się 
nakłonić.  Wie,  że  jest  tu  potrzebny  i  stara  się  ludziom  pomóc.  Pociesza 
strapionych,  wprowadza  pokój  w  ich  duszę,  przygotowuje  do  pojedna­
nia  się  z  Bogiem  i  zgodzenia  się  z  Jego  wolą,  wzmacnia  i  budzi  nadzie­

ję  na  lepsze  jutro.  Przekonuje,  że  „hitleryzm  przeminie.  Musi  zwyciężyć 
prawda” 

*  90

.  Współczując  w  cierpieniu,  dzieląc  się  swoimi  racjami  żyw­

ności  ze  słabymi  i  chorymi,  sprawiedliwie  rozdzielając  żywność  zdobycz­

ną  pomiędzy  wszystkich,  uczy  jak  być  solidarnym  w  trudnych  warun­

kach  życia  i  jak  świadczyć  na  co  dzień  miłość  bliźniego.  Nie  korzysta 

z  przywilejów,  jakie  starają  się  stworzyć  mu  bracia  przez  odstąpienie 

lepszego  miejsca  w  baraku,  zdobycie  dodatkowego  pożywienia  czy  ubra­
nia. On zawsze zadawala się tym, co otrzymują wszyscy.

W  święto  Matki  Bożej  Niepokalanej  —  8-go  grudnia  —  ojciec  Ma­

ksymilian  i  bracia  zostają  zwolnieni  z  obozu  internowania  w  Ostrzeszo­

wie.  Uważają  to  za  szczególną  łaskę  swojej  przemożnej  Patronki  i  z  ra­
dością  wracają  do  Niepokalanowa.  Niektórzy  bracia  namawiają  usilnie 

ojca Maksymiliana, by gdzieś po drodze wysiadł i ukrył się. Zdecydo-

8

» M. K o l b e ,  Pełnienie misji Niepokalanej w warunkach wyjątkowych. Kon­

ferencja do braci. Amtitz 11. 10. 1939. W: Konferencje... s. 365—366.

90

  Juwentyn  M.  M ł o d o ż e n i e c ,   Znalem  Ojca  Maksymiliana  Kolbego.  W: 

Studia  o  błogosławionym  Maksymilianie  Kolbem.  T.  2.  Praca  zbiorowa  pod  red. 

J.A. K s i ą ż k a ,  Niepokalanów 1981 s. 113.

background image

300

o. Leon Bcnigny Dycseiesfci OFMCont*.

wanie  odrzuca  tę  propozycję  uważając,  że  jego  miejsce  jest  w  Niepoka­
lanowie.  W  klasztorze  zastają  około  piędziesięeiu  braci  i  czterech  ojców, 
którzy  wcześniej  wrócili  z  rozproszenia.  Ze  smutkiem  patrzą  na  częścio­
we 

zdemolowanie 

wydawnictwa. 

Niemcy 

zdołali 

już 

wydemontować 

in- 

tertypy 

zecerni, 

część 

maszyn 

drukarskich 

wywieźć 

je. 

Wkrótce 

zabiorą też nagromadzony z trudem materiał budowlany na kościół.

nowej 

sytuacji 

ojciec 

Maksymilian 

szuka 

możliwości 

działania. 

Najpierw  ściąga  braci  i  zabiega  u  władz  okupacyjnych  o  zezwolenie  na 
ich  pobyt  w  klasztorze.  Chce  chronić  ich  powołanie  zakonne,  wciągnąć 
w  nową  działalność  oraz  ustrzec  przed  wywózką  w  głąb  Rzeszy  na  przy­

musowe 

roboty. 

radością 

przyjmuje 

powracających 

zakonników. 

Jed­

nakże  stawia  un  warunek:  muszą  być  przygotowani  na  wszystko.  Tych, 
którzy  są  w  pobliżu  i  uważa,  że  powinni  tam  nadal  zostać,  odwiedza,  by 
ugruntowywać 

nich 

więź 

zakonem, 

do 

przebywających 

dalej 

śle 

listy.  Są  one  pełne  troski  o  nich  oraz  zawierają  wiele  informacji  o  wszy­
stkim,  co  dzieje  się  w  Niepokalanowie.  Są  to  po  prostu  listy  ojca  do 
ukochanych  dzieci,  zatroskanego  o  ich  los  oraz  o  wspólny  dom.  W  jed­

nym z nich między innymi pisze tak:

„Drogie  dzieci!  Już  szereg  miesięcy  upłynęło  od  czasu,  gdy  w  rozma­

ite 

strony 

woli 

Niepokalanej 

rozeszli 

się 

bracia. 

Gdziekolwiek 

jednak 

znajdzie  się  dusza,  co  Niepokalaną  naprawdę  serdecznie  kocha,  to  i  mi­

łość  swą  ku  Niej  przelewa  na  otoczenie,  czyli  zdobywa  dla  Niej  coraz 

liczniejsze dusze i to co raz to doskonalej. (...)

Starajmy 

się 

nie 

ustawać 

misjonarzowaniu 

pozyskiwania 

dla 

Niej 

serc.  Módlmy  się,  by  Jej  królowanie  w  duszach  rozszerzało  się,  ofiaruj­
my  w  tym  celu  nasze  utrapienia  i  przykrości  i  starajmy  się,  by  przede 
wszystkim 

Ona 

nas 

zadowolona 

była. 

(...) 

Strzeżmy 

czujnie 

niepoka­

lanej czystości sumienia. (...)

Jeden 

akt 

miłości 

doskonalej 

odradza 

duszę; 

używajmy 

często 

tego 

środka.  W  praktyce  to  nie  takie  trudne,  bo  istotą  tego  aktu  —  to  mi­
łość 

ofiarna: 

starać 

się 

sprawić 

Jej 

przyjemność 

naszym 

kosztem, 

nie 

ze względu na nagrodę czy karę.

Drogie 

Dzieci! 

Wiem, 

że 

tęsknicie 

za 

zwyczajną 

atmosferą 

klasztor­

ną,  ale  pocieszajmy  się  nadzieją,  że  obecne  warunki  wyjątkowe  nie  będą 
trwać 

zawsze 

wybije 

godzina, 

kiedy 

znowu 

pokój 

nastanie 

każdy 

powróci  do  dawnej  pracy  dla  sprawy  Niepokalanej  w  duszach.  —  Zresz­
tą i teraz ta misja trwa, chociaż w innej formie i w innych warunkach.

Ile 

dusz 

dziękować 

będzie 

Niepokalanej 

(i 

...Wam) 

przez 

całą 

wiecz­

ność, 

że 

w*!aśrtie 

powodu 

obecnego 

rozproszenia 

miały 

sposobność 

z Wami się spotkać i do Niepokalanej Matki dusz zbliżyć.

Więc 

módlmy 

się, 

znośmy 

krzyżyki, 

bardzo 

miłujmy 

dusze 

wszyst­

kich  bez  wyjątku  bliźnich,  przyjaciół  i  nieprzyjaciół  i  ufajmy,  a  to  wszy­

stko 

tym 

celu, 

by 

Ona 

stała 

się 

jak 

najprędzej 

Królową 

wszystkich 

i każdego z osobna po całym świecie. (...)

Celem 

Niepokalanowa, 

jak 

wiemy, 

jest 

szerzenie 

czci 

miłości 

ku 

Niepokalanej 

pociąganie 

ku 

Niej 

dusz. 

Dawniej 

czyniliśmy 

to 

prze­

ważnie 

za 

pomocą 

prasy, 

obecnie 

specjalną 

uwagę 

zwrócono 

na 

modlit­

wy, pracę rąk, wytwórczość i dobroczynność. (...)

Po wojnie wytworzyły się nowe warunki i różne potrzeby, toteż Nie-

background image

301

Święty Maksymilian Maria Kolbe

pokulanów w wielu wypadkach siara się przyjść z pomocą ludności oko­
licznych wiosek, dworom i folwarkom. (...).”

01

Braciom, 

którzy 

są 

Niepokalanowie, 

ojciec 

Maksymilian 

bardzo 

często  głosi  konferencje.  Akcentuje  w  nich  miłość  jako  zasadę  życia  bo­
żego  i  ludzkiego.  „Wszystko,  co  dobre,  co  wzniosie,  co  szlachetne  — 
mówi  w  jednej  z  nich  —  jest  miłością.  Miłość  jest  celem” 

02

.  „Króla  mi­

łości  —  mówi  z  kolei  w  innej  —  można  uczcić  tylko  miłością  —  można 

Mu  złożyć  w  darze  tylko  miłość.  (...)  Opisać  głębiej  miłości  nie  da  się. 

Trzeba  doświadczać.  Niebo  nie  jest  niczym  innym  jak  coraz  większym 
zjednoczeniem z Bogiem przez miłość”

03

.

Ojciec 

Maksymilian 

mając 

już 

dość 

sporą 

liczbę 

braci 

organizuje 

działalność  Niepokalanowa  dostosowaną  do  nowych  potrzeb.  Zaczyna  od 
modlitwy,  bo  od  Boga  wszystko  zależy.  Wprowadza  wieczystą  adorację 

Najświętszego  Sakramentu.  Odtąd  bracia,  zmieniając  się  co  pół  godzi­
ny,  klęczą  po  dwóch,  a  potem  po  czterech,  przed  Najwyższym  i  Najmi­
łosierniejszym  i  proszą  Go  o  pokój,  pomyślność  dla  Ojczyzny  i  Niepo­
kalanowa, 

wolność 

dla 

uwięzionych, 

zdrowie 

dla 

chorych, 

powrót 

dla 

zagubionych, 

wytrwanie 

dla 

chwiejnych, 

wiarę 

dla 

wątpiących. 

Ojciec 

Maksymilian swoją adorację odprawia pomiędzy 15 a 16 godziną.

Klasztor 

staje 

się 

bardziej 

otwarty 

na 

potrzeby 

życiowe 

ludności 

okolicznej 

ludzi 

przebywających 

nim 

charakterze 

przesiedleń­

ców. 

Rozwija 

się 

działalność 

usługowa 

różnych 

warsztatów. 

Szeroką 

działalność  prowadzi  dział  naprawy  i  budowy  maszyn  rolniczych,  tar­

tak,  stolarnia,  kuchnia.  Z  czasem  powstaje  pracownia  zegarmistrzowska, 
warsztat 

naprawy 

rowerów, 

punkt 

sanitarny. 

Klasztor 

przejmuje 

też 

prowadzenie 

powiatowej 

mleczarni 

czym 

bardzo 

służy 

okolicznej 

lud­

ności. 

Intensywnie 

pracuje 

administracja 

Rycerstwa 

Niepokalanej. 

dalszym 

ciągu 

utrzymuje 

kontakt 

korespondencyjny 

czytelnikami 

czasopism  niepokalanowskich  i  członkami  stowarzyszenia.  Wysyła  książ­

ki  i  dewocjonalia,  zwracając  szczególną  uwagę  na  młodzież  wywiezio­
ną  do  Niemiec  na  roboty.  Na  tę  działalność  krzywo  patrzy  gestapo  i  pa­
rokrotnie 

przysyła 

zakaz 

przesyłania 

polskich 

książek 

dewocjonaliów 

na teren Rzeszy.

Ojciec Maksymilian usilnie stara się u władz okupacyjnych o zezwo­

lenie na wydawanie Rycerza Niepokalanej. Pisząc listy w tej sprawie do 

urzędników i rozmawiając z nimi osobiście nie powołuje się na prawa, 
bo wie, że okupant ich nie uznaje. Po prostu apeluje do nich jako ludzi, 
a nie jako urzędników, do ich ogólnoludzkich odczuć. Przedstawia im, 
co chce osiągnąć drukując miesięcznik i jaki ma on charakter. „Co do 

miesięcznika Rycerz Niepokalanej uważam — pisze w liście do urzęd­
nika powiatowego w Sochaczewie — że przyczyni się on do dobra ogól­
nego, a to z następujących powodów.

Ja i Pan za 100 lat czy 200 żyć już nie będziemy. I wtedy ustaną 

* **

»i M. K o l b e ,  List okólny do braci przebywających poza Niepokalanowem, 

Niepokalanów 21. 05. 1940. W: Pisma... T. 4 s. 343—345.

•* M. K o l b e ,  O potrzebie wewnętrznego odrodzenia. Konferencja do braci. 

Niepokalanów 8. 09. 1940. W: Konferencje... s. 392.

** M. K o l b e ,  Miłością uczcić Chrystusa Króla. Konferencja do braci. Nie­

pokalanów 27. 10. 1940. W: Konferencje... s. 408.

background image

302

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

300

wan

lano

któr

we
tert

żabi

Naj

ich
w r

mu

nak

któ
ugi

list

stk

uk'

ny

ite

zn;

ł05

lic

je
n
v
a

wszystkie  sprawy,  choć  najpilniejsze  i  najważniejsze,  i  pozostanie  tylko 

jedna:  czy  i  gdzie  wtedy  będziemy?  —  I  czy  będziemy  szczęśliwi?  Nie 

inaczej  i  inni  ludzie.  Co  godzina  zaś  o  całą  godzinę  (nie  mniej)  zbliżamy 

się do tej chwili.

Podobne zagadnienia porusza pismo religijne.

Najświętsza Maryja Panna to nie bajka czy legenda, ale istota ży­

jąca, kochająca każdego z nas, lecz nie dość znana i nie dość nawzajem 

miiowana — trzeba więc rozgłaszać Jej dobrotliwą działalność, a to 

można dobrze wykonać przez czasopismo.

Wi*eszcie  chciałbym  zaznaczyć,  że  nie  czuję  nienawiści  do  nikogo  na 

świecie.  Treść  mego  ideału  znajduje  się  w  załączonych  drukach.  Co 

z  nich  wypływa,  to  moje;  dla  tego  pragnę  zawsze  i  pracować,  i  cierpieć, 

i  choćby  życie  złożyć  w  ofierze  —  co  zaś  temu  przeciwne,  to  nie  moje, 

ale  z  zewnątrz  i  stąd  wedle  możności  zwalczałem  to,  zwalczam  i  zawsze 

zwalczać będę” 

9

*.

Ojciec  Maksymilian  wbrew  wszelkim  przewidywaniom,  uzyskuje  ze­

zwolenie  na  wydanie  jednego  numeru  Rycerza  Niepokalanej.  Łączy  w 

nim  miesiące  grudzień  1940  i  styczeń  1941  roku  i  drukuje  w  nakładzie 

120  tysięcy.  Na  tyle  tylko  władze  okupacyjne  zezwalają  i  zamykają  go 

tylko  w  dystrykcie  warszawskim.  Społeczeństwo  Rycerza  Niepokalanej 

przyjmuje  radośnie.  Niesie  on  pokrzepienie  w  tragedii  wojennej  i  na­

dzieję  zwycięstwa.  Naczelny  redaktor  akcentuje  w  nim  znaczenie  praw­

dy jako podstawy życia społecznego i szczęścia jednostek.

„Chociaż nie wszyscy miłują prawdę — pisze — to jednak ona jed­

na tylko może być podstawą trwałego szczęścia. (...)

Żadnej  prawdy  więc  nie  może  nikt  zmienić,  ale  może  tylko  prawdy 

poszukiwać,  znaleźć  i  uznać,  i  do  niej  życie  swe  dostosować,  pójść  dro­

gą  prawdy  we  wszystkich  sprawach,  a  zwłaszcza  dotyczących  ostatecz­

nego celu życia, stosunku do Boga, czyli w sprawach religii. (...)

Nie  ma  człowieka  pod  słońcem,  co  by  nie  poszukiwał  szczęścia;  ow­

szem,  w  każdym  czynie  naszym  szczęście  przyświeca  nam  w  tej  czy  in­

nej  formie  jako  cel,  do  którego  naturalnie  zdążamy.  —  Szczęście  jednak, 

zbudowane  nie  na  prawdzie,  nie  może  być  —  jak  sama  zresztą  niepraw­

da  —  trwałe.  Jedynie  prawda  może  być  i  jest  niezłomnym  fundamentem 

szczęścia tak poszczególnych łudzi jak i całej ludzkości”

* 9S

.

Wojenny  numer 

Rycerza  Niepokalanej 

rozchodzi  się  błyskawicznie 

rozwiewa 

wszelkie  wątpliwości  władz  okupacyjnych  co  do  postawy  na­

czelnego  redaktora.  Przeciwstawia  się  ich  przemocy  i  gwałtom,  piętnuje 

kłamstwo,  którym 

posługują  się  w 

uzasadnianiu  swoich  decyzji  i  dzia­

łań. 

Następny  numer  nie 

ukaże  się,  poprzednie  zaczynają  być  ścigane, 

naczelny 

redaktor znajduje się na 

liście 

do likwidacji.

Jeszcze  jeden 

rodzaj 

działalności 

prowadzi  klasztor  niepokalanowski: 

to  pomoc 

dla  wysiedleńców, 

którzy  są  tu  skomasowani  przez  władze  oku­

pacyjne.  W  pierwszym  rzucie  przywożą  około  2000  Polaków  i  około  1500 

Żydów, w drugim około 1500 — głównie Yolksdeutschów. Ojciec Mak-

** M. K o l b e ,  List do urzędnika starostwa powiatowego (okupacyjnego) w 

Sochaczewie, Niepokalanów 16. 02. 1940. W: Pisma... T. 4 s. 334—335.

95

 M. K o l b e ,  Prawda, „Rycerz Niepokalanej” 19/20 (1940/41) 6—8. W: Pisma... 

T. 7 s. 513—515.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

303

symilian  organizuje  dla  nich  pomoc  materialną  i  opiekę  duchową.  Do 
każdej  grupy  przeznacza  dwóch  braci  i  sam  często  je  odwiedza.  „Musi­
my  wszystko  zrobić  —  mówi  do  swych  braci  —  by  ulżyć  doli  tych  bie­
daków 

wyrzuconych 

gniazd 

rodzinnych, 

pozbawionych 

najpotrzeb­

niejszych  rzeczy”

96

.  Pociesza  ich  i  dodaje  optymizmu.  Zanim  władze 

zaczęły  dostarczać  żywność,  organizuje  kwestę  w  pobliskich  dworach 
i  wioskach.  Organizuje  im  pasterkę  i  paczki  świąteczne,  a  dla  Żydów 

coś  w  rodzaju  gwiazdki  na  nowy  rok.  Bracia  przygotowują  dzieci  do 
pierwszej Komunii św. 

,

Ojciec 

Maksymilian 

ograniczony 

prowadzeniu 

zewnętrznej 

dzia­

łalności  udaje  się  na  trzy  tygodnie  do  Domu  Zdrowia,  tak  zwanego  Las­
ku, 

tam 

bratu 

Arnoldowi 

dyktuje 

swoje 

przemyślenia 

teologiczne, 

głównie  na  temat  Niepokalanej,  oraz  przeżycia  religijne.  Od  dawna  no­
sił  się  z  zamiarem  napisania  książki  o  Niepokalanej.  Nadmiar  obowiąz­
ków  nie  pozwalał  mu  na  to,  chce  więc  teraz  wykorzystać  w  tym  celu 
czas, którego ma więcej niż kiedykolwiek dotychczas.

Treść  dyktowanych  przez  ojca  Maksymiliana  tekstów  mocno  odbiega 

od  tego  wszystkiego,  co  wokół  się  dzieje.  Wokół  ludzie  walczą  o  doczes­

ność,  o  panowanie  człowieka  nad  człowiekiem,  nienawiść  do  drugiego 
człowieka  sieje  śmierć,  a  on  mówi  o  zjednoczeniu  przez  miłość,  o  życiu 
bożym,  o  wieczności,  o  Niepokalanej,  która  nie  popełniła  najmniejszego 
zła,  o  powołaniu  człowieka  do  miłości  i  dobra.  W  jednym  z  dyktowa­
nych  wówczas  tekstów  mówi:  „Celem  stworzenia,  człowieka,  to  miłość 

Boga,  Stworzyciela,  Ojca;  miłość  coraz  większa,  ubóstwienie,  powrót  do 

Boga, od którego wyszedł, zjednoczenie z Bogiem, miłość płodna.

By  miłość  ku  Ojcu  stawała  się  jeszcze  doskonalsza,  nieskończenie  do­

skonalsza,  objawia  się  miłość  Syna,  Jezusa,  który  —  żeby  miłość  ku 
sobie  rozniecić  w  sercach,  zstąpił  na  ziemię,  umarł  na  Krzyżu  i  pozo­

stał w Eucharystii.

Aby  zaś  miłość  ku  Synowi  potężniej  się  rozwijała  i  tak  miłość  ku 

Ojcu  jeszcze  goręcej  się  zapalała,  dopomaga  nam  miłość  Ducha,  Niepo­

kalanej,  pełnej  miłosierdzia,  Pośredniczki  łask,  naszej  Współziemki,  któ­
ra  matczynym  swym  sercem  silnie  pociąga  serca  ku  sobie.  —  I  jak  Oj­

ciec  przez  Syna  i  Ducha  miłość  Boga  ku  stworzeniu  zstępuje  na  zie­
mię,  tak  przez  Ducha  i  Syna  do  Ojca  wstępuje  odpowiedź  na  tę  miłość, 
reakcja, miłość stworzenia ku Ojcu.

Miłość  Ojca  i  Syna,  i  Ducha  goreje  odwiecznie,  miłość  Ojca,  Jezusa 

i  Niepokalanej  nie  zna  uszczerbku.  Tylko  człowiek  (nie  zawsze,  nie  we 
wszystkim) niedoskonale na tę miłość odpowiada miłością.

Zapalać  więc  tę  miłość  ku  Niepokalanej,  rozpaliwszy  ją  w  sercu 

swoim,  udzielać  z  tego  ognia  dookoła  siebie;  zapalić  nim  wszystkie  du­
sze  i  każdą  z  osobna,  które  są  i  będą  i  rozpłomieniać  ten  żar  miłości 
w  sobie  i  po  całym  świecie  coraz  goręcej  i  goręcej,  bez  granic  —  oto 

nasz cel.

Wszystko inne to środki tylko. (...)” 

97

Wolność  i  swoboda  działania,  choć  bardzo  ograniczone,  trwają  dla 

ojca Maksymiliana krótko. 17 lutego 1941 roku wraz z ojcami: Piusem,

M

 J. Młodożeniec,'Znałem... s. 122.

 M. Kolbe, Nasz cel. W: Pisma... T. 7 s. 441.

background image

304

o. Leon 

Bt igny Dyczewski OFMCotw.

Antoninem,  Justynem  i  Urbanem  zostaje  aresztowany  przez  gestapo 
i  osadzony  w  centralnym  więzieniu  gestapo  na  Pawiaku  w  Warszawie. 
Prowmcjałat  i  klasztor  mepokalanowski  starają  się  o  zwolnienie.  Dwu­

dziestu  braci  z  Niepokalanowa  zgłasza  się  dobrowolnie  za  swego  ojca. 

Są  golowi  nawet  śmierć  ponieść,  byleby  tylko  go  wypuszczono.  Wszy­
stko  na  nic.  E.  Bordelska,  marianka,  znająca  doskonale  język  niemiecki, 

zasięgając  informacji  u  urzędnika  gestapo  za  co  ojciec  Maksymilian  jest 
aresztowany  i  czy  są  szanse  na  jego  uwolnienie,  dowiaduje  się  od  nie­
go,  że  ojciec  Maksymilian  jest  bandytą,  politycznie  podejrzany  i  nigdy 

nie wyjdzie

98

.

Ojciec  Maksymilian  należy  do  tych,  którzy  upominają  się  o  prawdę, 

wskrzeszają  nadzieję  w  społeczeństwie  na  lepsze  jutro,  budzą  ludzkie 
sumienia,  podnoszą  ducha  narodowego.  A  tacy  są  bardziej  niebezpieczni 
aniżeli  walczący  z  bronią  w  ręku,  ponieważ  oni  uniemożliwiają  władzom 
okupacyjnym  ludzi  wolnych  zamienić  w  niewolników,  oni  buntują  ich 
przeciwko  sile  i  złu.  Są  więc  przestępcami  i  muszą  zginąć.  Ojciec  Mak­
symilian  pada  ofiarą  tego  typu  myślenia  przywódców  nazistowskich 

Niemiec.  28  maja  1941  roku  zostaje  przewieziony  do  obozu  zagłady 
w  Oświęcimiu.  Dostaje  obozowy,  nasiąkły  krwią  i  potem  pasiak,  numer 

16  670  zamiast  nazwiska  i  przydział  do  wyjątkowo  źle  traktowanej  przez 

hitlerowców  grupy,  więźniów  politycznych,  pod  wszechwładnie  panu­
jącego — krwawego Krotta, zboczeńca i sadystę.

Czym  w  latach  okupacji  był  Pawiak  i  koncentracyjny  obóz  w  Oś­

więcimiu  wie  każdy  Polak.  Obydwa  miejsca  najkrócej  można  określić 
jako  piekło  na  ziemi.  To,  co  człowiek  może  wymyśleć  przeciwko  czło­
wiekowi,  znajduje  tu  natychmiast  swoje  zastosowanie  w  całej  rozciągło­

ści.  Głód  i  poniżanie  człowieka,  ciężka  praca  i  bicie,  choroba  i  śmierć 
panują  tu  wszechwładnie.  Z  obydwu  miejsc  drogą  wyjścia  jest  śmierć 

poprzedzona  morzem  cierpień.  Są  to  miejsca  wielkiej  próby  nawet  dla 
najszlachetniejszych  osób.  Opadają  tu  jak  łuski  wszelkie  dobre  nawyki 
i  przyzwyczajenia  wyniesione  z  dobrego  środowiska.  Ostać  się  tu  może 
tylko  prawdziwa  szlachetność,  doskonałość,  którą  przez  lata  zdobywa  się 
własnym 

wysiłkiem. 

Taką 

próbę 

przechodzi 

też 

ojciec 

Maksymilian. 

Weryfikuje  się  tu  cała  jego  działalność,  to,  czego  innych  nauczał  i  co 
sam  realizował.  Kiedyś  postanawiał,  że  chce  być  świętym  i  to  jak  naj­
większym.  Dobrze,  że  właśnie  pragnął  być  największym  świętym  i  czy­
nił  wszystko,  by  nim  zostać,  bo  gdyby  chciał  być  tylko  świętym  —  ot 
takim  przeciętnym,  to  może  tej  ostatniej  próby  nie  przeszedłby  tak 

zwycięsko, jak to miało miejsce w jego przypadku.

Zarówno  w  więzieniu  na  Pawiaku  jak  i  w  Oświęcimiu  ojciec  Mak­

symilian  daje  świadectwo  prawdzie,  nadziei  i  miłości.  Swoim  postępo­
waniem  świadczy  o  istnieniu  świata  nadprzyrodzonego,  realności  miło­
ści  bliźniego  aż  do  zapomnienia  o  sobie  samym  i  że  właśnie  miłość  może 
być  realizowana  w  każdych  warunkach  i  tylko  ona  wprowadza  człowie­

ka w stan zjednoczenia z innymi ludźmi i samym Bogiem.

O  tym,  jakim  on  był  w  okresie  najcięższej  próby  życia,  niech  mówią 

ci, którzy na niego wówczas patrzyli, którzy korzystali z jego bogactwa.

98

 Elżbieta B o r d e l s k a ,  Oświadczenie. Niepokalanów 20. 10. 1969. W: Re­

lacje... s. 12.

background image

Święty Maksymilian Maria Kolbe

305

Ich wypowiedzi nie zastąpi żadne omówienie. Niech one będą epilogiem 
jego życia.

„Był  to  człowiek  spokojny,  zrównoważony,  twardy  dla  siebie,  ale 

bardzo  wyrozumiały  i  wprost  opiekuńczy  dla  innych.  Każdego  i  przy 
każdej  sposobności  otaczał  w  granicach  swych  możliwości  serdeczną 

troską.  Korzystał  z  nadarzającej  się  okazji,  ażeby  nas  zachęcić  do  pogo­

dzenia  się  z  losem  i  utrwalić  w  nas  wiarę  w  lepsze  jutro  i  w  to,  że  spra­
wy  przybiorą  szczęśliwszy  obrót.  (...)  Obecność  tego  człowieka  wpływa­
ła na nas wszystkich, szczególnie na mnie młodzieńca, bardzo uspokaja­

jąco” ".

„Na  przesłuchaniach  przeprowadzonych  przez  gestapo  na  alejach 

Szucha  byłem  mocno  pobity  i  mogłem  spoczywać  tylko  w  pozycji  lezą­
cej  na  brzuchu.  Ojciec  Kolbe  zainteresował  się  mną  sam.  Podszedł  do 
mojego  łóżka  i  usiadł  na  przeciwko  mnie.  Wiedząc,  że  jestem  innego 
wyznania,  pocieszał  mnie  z  wielkim  wyczuciem,  uwzględniając  moje 
przekonania  religijne.  (...)  W  rozmowie  starał  się  wytworzyć  atmosferę 
optymizmu i wiary w przetrwanie” 

10

°.

„Po  paru  dniach  wspólnego  pobytu  z  O.  Kolbem  wpadł  do  naszej 

celi  strażnik  więzienny,  gestapowiec  w  randze  Scharfiihrera.  (...)  Widok 
O.  Kolbego  w  habicie  wywołał  u  gestapowca  gniew  (...)  podszedł  do  O. 
Kolbego i wskazując palcem na krzyżyk przy koronce, zapytał:

—  Ty wierzysz w to?
—  Tak, wierzę, odpowiedział spokojnie zakonnik.

Niedowiarek wymierzył O. Kolbemu silny policzek.
Następnie  gestapowiec  szarpał  ponownie  za  krzyż  O.  Kolbego  i  pow­

tarzał  swoje  pytania:  Czy  wierzysz?  —  Po  każdej  twierdzącej  odpowie­

dzi  O.  Kolbego  —  że  wierzy  —  esesman  był  coraz  bardziej  wzburzony 

.(...)  i  powtarzał  uderzenia  w  twarz.  Widząc  zaś,  że  O.  Kolbe  był  nie­

wzruszony, z gniewem opuścił celę, trzaskając za sobą drzwiami.

O.  Kolbe  podczas  zajścia  był  opanowany.  Nie  zauważyłem  u  niego 

najmniejszego  zdenerwowania.  Po  wyjściu  Scharfiihrera  z  celi  —  O. 
Kolbe  chodził  po  izbie  i  modlił  się.  Na  twarzy  jego  było  widać  czerwo­
ne plamy od uderzeń” 

101

.

„O.  Kolbe  odebrał  swoją  miskę,  przeżegnał  się  i  rozpoczął  jeść,  gdy 

z  drugiego  pomieszczenia  podchodzi  do  O.  Kolbego  rńłody,  wynędznia­
ły  więzień  i  w  prostacki  sposób  prosi:  Ty  stary,  po  co  ijsz,  mosz  durch- 

fall, lepij daj mnie. I z beszczelnym uśmiechem na ustach czeka.

Ku  memu  wielkiemu  zdziwieniu  O.  Kolbe  sam  wygłodniały  daje  pro­

szącemu  swoją  ledwie  zaczętą  zupę.  (...)  Dla  mego  umysłu  i  normalnych 
ludzkich  uczuć  taki  czyn  był  wprost  nadludzkim,  gdyż  głód  zwijający 
kiszki,  instynkt  ratunku  życia  nie  pozwoliłby  mi  nigdy  coś  podobnego 
zrobić” 

102

•* ***

•*  Tadeusz  L.  C h r o ś c i c k i ,   inżynier.  Znałem 

księdza  Maksymiliana  Kolbego 

z  Niepokalanowa  na  „Pawiaku”  w  Warszawie  i  obozie  koncentracyjnym  xo  Oświę­
cimiu  (Auschwitz).
 

Oświadczenie.  Warszawa  14.  09.  1961.  W:  Zemania  współtrięi- 

niów, 

Niepokalanów 1970 s. 11.

100

  Jan  J.  S z e g i d o w i c z ,   mahometanin. 

Oświadczenie  w  sprawie  Ojca  Mak­

symiliana Kolbego, 

Katowice-Ochojec 13. 04. 1967. Tamże s. 60.

*** Edward G n i a d e k ,  

Zeznanie. 

Warszawa 1947. Tamże s. 24.

>°* Henryk S. C y a n k i e w i c z ,  

Moje wspomnienia z kontaktów 

osobistych 

z 

O. 

Maksymilianem Kolbem, 

Niepokalanów 19. 08. 1956. Tamże s. 15.

20 — Polscy świeci

background image

306

o. Leon Benigny Dyczewski OFMConv.

„Pewnego  dnia  w  czasie  niedzielnego  spaceru  na  drogach  wewnątrz 

obozu  podszedł  do  mnie  ojciec  Kolbe  i  powiedział:  „Pan  doktór  tyle  dla 
mnie  zrobił  dobrego,  że  chciałbym  się  czymś  odwdzięczyć.  Jestem  księ­

dzem  i  może  chciałby  pan  wyspowiadać  się  u  mnie”.  Byłem  wtedy  w 
stanie  całkowitego  zwątpienia  w  możliwość  istnienia  Opatrzności,  która 

może  dopuścić  do  takich  bestialstw  w  obozie;  zresztą  nie‘jestem  kato­

likiem  i  zapewne  nie  znajdziemy  wspólnego,  języka.  Przeprowadziliśmy 
dłuższą  dysputę,  w  której  poznałem,  że  mój  rozmówca  jest  naprawdę 

księdzem z powołania.

Zwróciłem  mu  uwagę,  czy  potrzebne  jest  takie  samowyrzeczenie  się 

tu  w  obozie,  w  którym  każdy  walczy  o  utrzymanie  się  przy  życiu  za 

wszelką  cenę.  Odpowiedział,  że  „każdy  ma  swój  cel  w  życiu:  powrót 

do  żony  czy  matki,  on  zaś  poświęcił  swoje  życie  dla  dobra  każdego  czło­
wieka  i  dlatego  wierzy,  że  stanie  się  z  nim  to,  co  mu  jest  przeznaczo­

ne” 

ł0S

.

„Ojciec  Kolbe  zawsze  usuwał  się  na  bok,  zostawiając  co  lepsze  dla 

swych 

współtowarzyszów 

niedoli, 

może 

nieraz 

mniej 

potrzebujących, 

aniżeli on sam” 

,04

.

„W  specyficznym  środowisku  obozowym  zachował  on  wielką  pogodę 

ducha,  nadzieję  i  ufność  w  przyszłość,  a  jego  -sposób  porozumiewania 
się nosił charakter szczególnej pokory” 

10s

.

„To  co  ja  mówiłem  było  żalem  i  buntem.  Ja  chciałem  żyć.  To  co  on 

mówił  było  głębokie  i  proste.  Przede  wszystkim  niezachwiana  wiara  w 

zwycięstwo Dobra.

Nienawiść  nie  jest  siłą  twórczą.  Siłą  twórczą  jest  miłość  —  szeptał, 

ściskając moją rękę swoją rozpaloną dłonią.

Nie  zmogą  nas  te  cierpienia.  Tylko  przetopią  i  zahartują.  Wielkich 

trzeba  ofiar  naszych,  aby  okupić  szczęście  i  pokojowe  życie  tych,  co  po' 

nas będą...” 

106

Z  miłości  ku  Bogu,  Niepokalanej  i  człowiekowi  ofiarowuje  swoje 

życie  za  współwięźnia  —  Franciszka  Gajowniczka.  Ten  akt  heroicznej 
miłości  ma  miejsce  na  placu  apelowym,  na  oczach  całego  bloku  czternas­
tego,  ale  wymiana  życia  za  życie  dokonuje  się  tak  skromnie  i  cicho, 

że  w  pierwszej  chwili  nawet  najbliżej  stojący  nie  wiedzą,  co  się  tu  dzie­
je,  z  czym  ojciec  Maksymilian  występuje  do  komendanta  obozu  F.  Frit- 

scha.

W  bunkrze  głodowym  jest  przy  tych,  którzy  umierają  powoli  w  naj­

większych  cierpieniach.  Godzi  ich  z  Bogiem  i  czyni  wszystko,  by  nie 
umierali  z  nienawiścią  w  duszy  do  swych  oprawców.  Faktycznie,  nie 

słychać  przekleństw  i  złorzeczeń.  Umiera  jako  jeden  z  ostatnich  14 
sierpnia 1941 roku, dobity zastrzykiem fenolu. Dnia następnego z set- 

* 105

,M

 Rudolf D i e m, dr lekarz, wyznania ewangelicko-augsburskiego. 

Wspom­

nienia dotyczące Ojca Kolbego. 

Oświadczenie. Warszawa 27. 04. 1957. Tamże s. 16.

101

 Władysław L e w k o w i c z ,  lekarz weterynarii. 

Zeznanie, 

Poznań 24. 

05.

1961. Tamże s. 37.

105

 Tadeusz P a c z u ł a ,  lekarz. 

Oświadczenie, 

Swiętochowice 13. 04. 1969. Tam­

że s. 39.

,M

 Józef S t e m 1 e r dziennikarz, wydawca. 

Człowiek czynu i ojiary, 

„Kalen­

darz Rycerza Niepokalanej” 1948 s. 25. Tamże s. 57.

background image

I

Święty Maksymilian Maria Kolbe

kami innych ciał niszczy go ogień krematorium, a popiół rozsypuje się 
na polach oświęcimskich.

Tak jak ciało ojca Maksymiliana zostało strawione przez ogień, tak 

wszystkie  jego  niedoskonałości  zostały  wypalone  przez  heroiczny  akt 
miłości. W  dzień wielkiego święta Najśw. Maryi Panny — w dzień Jej 

Wniebowzięcia — której cale życie starał się służyć zapominając o so- 

l

bie — cieszył się oglądaniem Jej i samego Boga. Jego życie stało się 

\

wzorem obrony człowieka i służenia człowiekowi. 

'

Wprawdzie ojciec Maksymilian Kolbe uległ biologicznemu zniszcze­

niu, ale jego życie i śmierć nabrały pozaindywidualnego wymiaru i zna-

czenia, są świadectwem wielkiej miłości. Dzięki niemu miłość okazała 

^^ 

— -

się potężniejsza od śmierci, odniosła swoje zwycięstwo tam, gdzie zda- 

^

wała się tryumfować nienawiść i pogarda człowieka. Przez swoje życie 

i śmierć ojciec Maksymilian stal się świętym, stał się przewodnikiem 
do Boga przez służbę człowiekowi.

Papież Paweł VI-ogłosił ojca Maksymiliana Kolbego błogosławionym 

(17 X 1971), a papież Jan Paweł II zaliczył go do grona świętych mę­

czenników Kościoła katolickiego (10 X 1982).

/

NS

TU


Document Outline