background image

Leigh Michaels 

Lekcja uczuć 

 

background image

Rozdział pierwszy 

Erika  wykonała  w  ciągu  ostatnich  dziesięciu  dni  pracę,  która  normalnie 

zajęłaby jej co najmniej trzy tygodnie. Nawet spokojny sen we własnym łóżku nie 
zdołał w pełni przywrócić jej sił i złagodzić skutków zmiany czasu. 

Jednakże nie mogła pozwolić sobie na odpoczynek. Nie dzisiaj. Dzień miała 

wypełniony  spotkaniami  i  sprawami  czekającymi  na  natychmiastowe  załatwienie. 
Czuła  się  tak,  jakby  wróciła  do  domu  po  ponad  miesięcznej  nieobecności.  Nawet 
hol  jej  budynku  wyglądał  nieco  inaczej  niż  w  dniu  wyjazdu.  Promienie  słońca 
wpadały  przez  szybę  przy  głównym  wejściu  i  kładły  się  tęczowymi  smugami  na 
ś

wieżo wyczyszczonym dywanie. 

Jednak  pewne  rzeczy  nigdy  się  nie  zmieniają,  pomyślała  Erika,  idąc  do 

małego biura, znajdującego się tuż obok windy. 

Wewnątrz  zastała  Stephena.  Był  odwrócony  tyłem  do  drzwi  i  pochylał  się 

nad  notatnikiem.  Pomyślała,  że poznanie  go było  największą zaletą  mieszkania  w 
tym  nowo  otwartym  apartamentowcu.  Tabliczka  na  drzwiach  głosiła,  że  Stephen 
jest  administratorem  budynku,  odpowiedzialnym  za  wynajem,  depozyty,  naprawy 
oraz  reklamacje  składane  przez  lokatorów.  Ale  w  rzeczywistości  pracę,  jaką 
wykonywał  przez  ostatnie  osiem  miesięcy,  odkąd  budynek  został  oddany  do 
użytku, można by raczej porównać do obowiązków portiera w pięciogwiazdkowym 
hotelu. 

Potrzebujesz  biletów  do  filharmonii?  Porozmawiaj  ze  Stephenem,  on 

wszędzie ma kontakty. Nie masz czasu regularnie wyprowadzać psa? Porozmawiaj 
ze  Stephenem,  on  na  pewno  zna  kogoś,  kto  chętnie  się  tym  zajmie.  Czekasz  na 
ludzi  z  firmy  przeprowadzkowej?  Zdaj  się  na  Stephena,  bo  on  nie  tylko  wpuści 
tragarzy  do  budynku,  ale  także  dopilnuje,  by  ustawiono  meble  zgodnie  z  twoimi 
wskazówkami. 

Tak, to była zdecydowanie największa korzyść z mieszkania tutaj, pomyślała 

Erika po raz kolejny. 

- Stephen, kochanie… 

Wyprostował  się  i  spojrzał  na  nią.  Dopiero  gdy  mężczyzna  się  poruszył, 

Erika  zrozumiała  swój  błąd.  Ruchy  Stephena  były  zdecydowane,  natomiast 
nieznajomy  poruszał  się  wolno  i  miękko,  jak  pantera  na  łowach.  Był  także  nieco 
wyższy, a włosy miał o ton ciemniejsze. 

background image

Stał teraz naprzeciwko niej, mogła lepiej mu się przyjrzeć. Zorientowała się, 

ż

e w ogóle nie przypominał Stephena. Jego włosy nie tylko były nieco ciemniejsze, 

ale  niemal  czarne,  bardziej  gęste,  kręcone  i  rozwichrzone.  Jego  oczy  nie  były 
brązowe,  ale  błękitne,  jak  woda  w  zatoce  w  ciepły  letni  dzień.  Spojrzenie  miał 
głębokie i intrygujące. 

Może nie był zbyt przystojny, ale z pewnością mógł się podobać. Był lekko 

opalony, choć nie tak mocno jak Stephen. 

Ubrany był w taki sam ciemny uniform jak Stephena, ale było widać, że nie 

czuje się w tym stroju zbyt dobrze. 

- Nie jestem Stephenem… - powiedział. 

Jakbym sama nie zauważyła, pomyślała sarkastycznie. 

- …kochanie - dodał. 

Erika miała ochotę zrugać go za bezczelność, ale uznała, że na dłuższą metę 

lepiej nie zadzierać z człowiekiem, który mógł załatwić wiele pożytecznych spraw. 

- Zauważyłam - odparła. - A gdzie jest Stephen? 

- Mogę go wezwać, jeśli pani sobie życzy, panno Forrester. 

Nie zapytała, skąd zna jej nazwisko. Nie musiała. 

- Nie chcę mu przeszkadzać. A pan kim właściwie jest? - zapytała. 

- Jestem nowym asystentem Stephena. 

-  Zorientowałam  się  po  uniformie.  -  Wskazała  na  krawat.  -  Zdecydowanie 

potrzebny  mu  pomocnik.  Powinnam  raczej  powiedzieć, że  mieszkańcy  potrzebują 
dwóch Stephenów. 

Mężczyzna spojrzał na swój strój i skrzywił się lekko. 

-  Jak  pan  się  nazywa?  -  Ponieważ  nie  odpowiedział,  Erika  kontynuowała:  - 

Lubię wiedzieć, z kim rozmawiam. Zwłaszcza że będziesz zastępować Stephena. 

- Mam na imię Amos… - zawiesił głos. 

Erika  odniosła  wrażenie,  że  wcale  nie  zamierzał  podać  nazwiska. 

Prawdopodobnie chciał dodać „kochanie”, ale szczęśliwie zdołał się pohamować. 

-  Powiem  mu,  że  pani  go  szukała  -  powiedział  i  odwrócił  się  w  kierunku 

background image

leżącego na stole notes 

Co on sobie, u licha, wyobraża? - pomyślała. 

-  Cóż,  pozwól,  że  wprowadzę  cię  w  obowiązujące  tutaj  zasady.  Dzisiaj  jest 

dzień sprzątania, więc… 

-  Chodzi  o  ekipę  sprzątającą  budynek  czy  o  pralnię?  -  przerwał  jej.  -  Już 

zostałem  szczegółowo  poinstruowany.  Ponieważ  dzisiaj  jest  wtorek,  ekipa 
porządkowa  zaraz  zamelduje  się  w  pani  mieszkaniu.  Jak  wiem,  wczoraj  wróciła 
pani z podróży, także dzisiaj ktoś zabierze pani rzeczy do pralni. Stephen zostawił 
mi szczegółowe informacje. On zawsze o wszystkim pamięta. 

Przyglądała  mu  się  przez  dłuższą  chwilę.  Czuła  rosnącą  irytację  i  chęć 

ciśnięcia czymś w tego bezczelnego typka. 

-  Jeśli  pragniesz  dobrze  wypełniać  swoje  obowiązki  -  zmusiła  się  do 

wygłoszenia tej uwagi grzecznie - powinieneś wziąć u Stephena kilka lekcji. 

Uniósł brwi. 

-  Ależ  panno  Forrester,  chciałem  po  prostu  oszczędzić  pani  czas.  Po  co 

miałaby pani powtarzać instrukcje, które przekazał mi już Stephen? - Wyglądał jak 
niewiniątko, a w jego głosie pobrzmiewała troska. 

Erika nie dała się jednak zwieść. 

-  Domyślam  się,  że  wolałaby  pani,  aby  to  Stephen  zajmował  się  pani 

sprawami,  bo  bardzo  pani  ceni  jego  doświadczenie  i  uważa  za  osobę  godną 
zaufania. Gdybym jednak mógł być w czymś pomocny, wystarczy mnie poprosić. 

- Zrobię co w mojej mocy, aby coś takiego wymyślić - mruknęła i poprawiła 

na  ramieniu  skórzaną  czarną  torebkę.  -  Nie  chcę,  żebyś  czuł  się  jak  piąte  koło  u 
wozu, o co przy Stephenie nietrudno. 

Dziarski  spacer  w  stronę  budynku  firmy  Ladylove  na  środkowym 

Manhattanie  odświeżył  Erikę  i  kiedy  dotarła  do  celu,  niemal  wyrzuciła  z  pamięci 
„kochanego  Amosa”.  Wjechała  windą  na  ostatnie  piętro.  Jej  osobista  asystentka 
czekała już na nią z parującym cappuccino. 

-  Jak  ty  to  robisz,  Kelly,  że  zawsze  masz  gotową  kawę,  kiedy  wchodzę  do 

biura? - spytała Erika. 

Mały  rudzielec  wyszczerzył  zęby  w  uśmiechu.  W  jej  oczach  błysnęły 

figlarne ogniki. 

background image

-  Firmowa  sieć  szpiegowska  działa  bez  zarzutu  -  odparła,  biorąc  od  Eriki 

płaszcz.  -  Przypominam,  że  masz  dziś  spotkanie  z  krawcową.  Przyniesie  kilka 
sukienek, żebyś mogła wybrać jedną na sobotni bankiet. 

-  Spróbuj  ją  złapać,  zanim  wyjdzie  ze  sklepu,  dobrze?  Potrzebuję  jeszcze 

białej, jedwabnej bluzki, bo swoją poplamiłam winem w Rzymie - poprosiła Erika, 
po  czym  zmarszczyła  brwi.  -  Hej,  jaki  bankiet?  Nie  mam  nic  takiego  w  moim 
kalendarzu. 

-  Zaproszenie  przyszło,  kiedy  byłaś  w  podróży.  Ale  już  od  zeszłego  piątku 

„Sentinel” rozgłasza, że będziesz obecna, więc sama rozumiesz… 

-  Czasami  -  mruknęła  pod  nosem  Erika  -  chciałabym  zrobić  na  złość 

brukowcom. 

Kelly wzruszyła ramionami. 

- W ten sposób tylko wyświadczyłabyś im przysługę. Pisaliby wtedy o tobie 

każdego dnia, a nie, tak jak teraz, dwa trzy razy w tygodniu. Poza tym bankiet jest 
organizowany w słusznej sprawie. 

- Jak każdy, czyż nie, Kelly? - Erika uśmiechnęła się i usiadła przy biurku. - 

Czy  „Sentinel”  napisał  również,  gdzie  jadę  na  wakacje?  Jeszcze  nic  nie 
zaplanowałam, ale dziennikarze na pewno mają dużo do powiedzenia na ten temat. 
- Upiła łyk cappuccino i zaczęła przeglądać pocztę. 

- Czy to nie za wczesna pora na takie sarkastyczne uwagi? Wiem, co myślisz 

o „Sentinelu”, ale powinnaś przeczytać dzisiejsze wydanie. 

Kelly  wyszła,  zamykając  za  sobą  drzwi,  Erika  usiadła  głęboko  w  fotelu  i 

sięgnęła  po  zmiętą  gazetę  leżącą  na  biurku.  Przynajmniej  dowie  się,  jakiej  to 
szczytnej  idei  ma  służyć  sobotni  bankiet.  A  dodatkowo  przeczyta,  co  tym  razem 
wysmarował  na  jej  temat  najbardziej  szmatławy,  plotkarski  brukowiec.  A  może 
opublikowano jakieś zdjęcie, na którym wyszła jeszcze gorzej niż ostatnio? 

Przeglądając  pobieżnie  gazetę,  nie  dostrzegła  jednak  nigdzie  swojego 

zdjęcia. Zaskoczona zaczęła przeglądać ją od początku. 

Znalazła  to,  o  czym  mówiła  Kelly.  Artykuł  nie  był  o  niej.  W  każdym  razie 

nie  dotyczył  jej  bezpośrednio.  Oznajmiał  o  zaręczynach  pewnej  pary.  Na  zdjęciu 
widać  było  młodziutko  wyglądającą  kobietę  z  dołeczkami  w  policzkach  i 
mężczyznę,  którego Erika ledwie  mogła  rozpoznać.  W  ostatnim  akapicie  artykułu 
znalazła informację, że przyszły pan młody był już wcześniej zaręczony… 

background image

Odstawiła cappuccino i przeczytała tekst raz jeszcze, powoli i uważnie. 

Denby  Miles  był  wcześniej  zaręczony  z  Eriką  Forrester.  Była  ona  w  owym 

czasie  czołową  modelką  koncernu  kosmetycznego  Ladylove  Cosmetics,  a  obecnie 
jest  jego  prezesem.  Zaręczyny  zostały  zerwane  wkrótce  po  tym,  jak  ojciec  Eriki, 
Stanford Forrester III, kupił od pana Milesa prawo do sprzedaży nowych perfum, 
które  natychmiast  dodał  do  gamy  swoich  produktów.  Nadał  krążą  pogłoski  o 
szczegółach rozpadu tego związku. 

„To,  co  ona  mu  zrobiła,  śmierdzi  bardziej  niż  jego  perfumy  -  powiedziała 

naszej gazecie anonimowa czytelniczka. - Zwodziła go tylko po to, żeby uzyskać tę 
chemiczną formułę, a potem go rzuciła. Cieszę się, że ten biedny chłopak wreszcie 
znalazł ukojenie i wyleczy złamane serce”. 

Erika zmięła gazetę i cisnęła ją tak daleko, jak potrafiła. Papier odbił się od 

drzwi gabinetu i upadł na dywan. Drzwi uchyliły się i ukazała się w nich Kelly. 

-  Czy  to  znaczy,  że  tego  artykułu  mam  nie  wkładać  do  segregatora  z 

wycinkami  prasowymi?  -  Podniosła  gazetę  z  podłogi  i  rozprostowała  kartki.  - 
Kiedy  czytałam  artykuł,  pomyślałam,  że  wzmianka  o  śmierdzących  perfumach 
Denbyego była naprawdę poniżej pasa. To bardzo krzywdząca opinia. 

Erika próbowała powstrzymać uśmieszek. 

-  Cóż,  nic  dziwnego,  że  autorka  tych  słów  wolała  pozostać  anonimowa.  To 

była  zapewne  matka  Denbyego.  Kelly,  powiedz  mi  szczerze,  co  ja  takiego 
zrobiłam, że zalazłam za skórę tym dziennikarzom z brukowców? 

-  Naprawdę  nie  wiesz?  -  Kelly  oparła  się  o  poręcz  fotela.  -  Pomyśl,  Eriko. 

Twoja  historia  to  gotowy  scenariusz  na  operę  mydlaną.  Śliczna  i  zapewne 
głupiutka blondynka najpierw pracuje jako modelka, a potem przejmuje biznes ojca 
i doprowadza firmę do jeszcze większego rozkwitu. Właśnie dlatego zalazłaś im za 
skórę. Nie pasujesz do wizerunku, jaki sobie wymarzyli, a to działa im na nerwy. 

-  Nie  sądzisz,  że  mogliby  już  sobie  odpuścić?  Minęły  dwa  lata,  odkąd 

zerwałam te zaręczyny i odkąd zmarł mój ojciec. 

-  I  za  każdym  razem,  kiedy  pojawia  się  nowa  reklama  Ladylove,  twoje 

zdjęcia przypominają im, jak bardzo mylili się co do ciebie. Ciesz się z tego, Eriko. 
To jest miara twojego sukcesu. 

- Staram się o tym pamiętać. - Uniosła pióro. - A przy okazji… jeśli chodzi o 

sobotni  bankiet…  czy  ty  lub  „Sentinel”  zdecydowaliście  już,  z  kim  powinnam 
pójść? 

background image

-  Nie  wspomnieli  o  tym.  -  Kelly  starała  się  zachować  kamienną  twarz.  - 

Ciesz się, że w tej sprawie pozostawiono ci wolną rękę.  

 

 

 

W  czasie  kiedy  Erika  płaciła  za  taksówkę  przed  wejściem  do  swego 

apartamentowca, Stephen wybiegł, aby ją powitać. 

- Oto osoba, którą pragnęłam zobaczyć - powiedziała, wręczając mu torbę, w 

której przywiozła sukienkę.  

- Witamy w domu, panno Forrester - powiedział, zapraszając ją gestem, aby 

weszła  do  holu.  -  Żałuję,  że  nie  mogłem  powitać  pani  wczoraj  wieczorem,  kiedy 
pani  wróciła  z  podróży.  W  moim  biurze  czeka  na  panią  świeżo  zaparzona  kawa, 
jeśli miałaby pani ochotę na filiżankę. 

-  Jesteś  kochany,  Stephen.  -  Usiadła  w  wyjątkowo  wygodnym,  pokrytym 

pluszem fotelu dla gości w biurze Stephena i postawiła stopy na małym podnóżku, 
pasującym  idealnie  do  wystroju  wnętrza.  Patrzyła,  jak  portier  wiesza  jej  torbę  z 
suknią obok identycznej torby, znajdującej się na wieszaku przy drzwiach. - A co 
stało się z twoim asystentem? Wysłałeś go na noc do domu czy już zrezygnował z 
pracy? 

- Dlaczego miałby zrezygnować? - zapytał zmieszany. 

Wzruszyła ramionami. 

-  Dziś  rano  odniosłam  wrażenie,  że  jest  już  nieco  zmęczony  wymaganiami 

lokatorów, więc byłabym zaskoczona, gdyby zagrzał tu miejsce dłużej. 

- Amos zaraz przyjdzie. On wyznaje po prostu nieco inną filozofię niż ja. To 

wszystko. 

Powinieneś  dostać  tytuł  najbardziej  wyrozumiałego  człowieka  roku, 

pomyślała. 

- Co mogę dla pani zrobić, panno Forrester? 

-  Potrzebuję  rady  -  szepnęła.  -  Poszperaj  w  swoim  czarnym  notesie  z 

kontaktami i powiedz mi, który z twoich przyjaciół mógłby i chciałby pójść ze mną 
w sobotę na bankiet. 

background image

- Obawiam się, że nie znam nikogo odpowiedniego. 

- Umiem się odwdzięczyć. 

- Czyżby tak piękna kobieta potrzebowała kogoś do towarzystwa? - usłyszała 

głos  dobiegający  zza  pleców.  Była tak  zaskoczona,  że niemal  upuściła  filiżankę z 
kawą. Odwróciła się i w drzwiach zobaczyła szeroko uśmiechniętego Amosa. 

-  Amos,  nie  możesz  zwracać  się  do  lokatorów  w  taki…  -  zaczął  Stephen 

karcąco. 

- Już jestem po pracy. - Amos oparł się swobodnie o biurko. 

Istotnie, z daleka widać, że już nie jest na służbie, pomyślała Erika. Czarny 

uniform  i  krawat  zastąpił dżinsami  i  cienkim  swetrem. Rękawy  miał  podciągnięte 
powyżej  łokci.  Jego  ramiona  wydawały  się  jeszcze  szersze,  a  niebieskie  oczy 
bardziej błyszczące. 

-  Próbuję  -  zaczął  z  lekkim  znużeniem  Stephen  -  uświadomić  ci,  że  na  tej 

posadzie pracuje się dwadzieścia cztery godziny na dobę. 

- Mów za siebie, Stephen. Nic dziwnego, że jesteś wiecznie zmęczony. Chcę 

się jedynie dowiedzieć, dlaczego panna Forrester potrzebuje pomocy w organizacji 
randki.  Nie  wspominam  już  o  tym,  że  zżera  mnie  ciekawość,  w  jaki  sposób 
zamierza się odwdzięczyć za taką specjalną przysługę… 

Było  zdecydowanie  za  późno,  by  próbować  obrócić  całą  sytuację  w  żart.  Z 

drugiej  strony  niby  dlaczego  miałaby  się  przejmować  opinią  Amosa  na  temat  jej 
kontaktów z mężczyznami? Spojrzała na niego. 

- Nie wiem, dlaczego jesteś złośliwy, ale jeśli to ze mną masz jakiś problem, 

obiecuję  więcej  cię  nie  niepokoić.  Prawdę  mówiąc,  takie  rozwiązanie  jest  mi 
bardzo na rękę. A teraz, Amos, skarbie, zostaw nas samych, chciałabym skończyć 
moją prywatną rozmowę z Stephenem. 

-  Jeśli  jeszcze  kiedyś  zapragniesz  poufnej  rozmowy,  po  prostu  zamknij 

drzwi. Słychać cię prawie w całym domu. Nie możesz  mieć do  mnie pretensji, że 
akurat przechodziłem. 

Stephen odchrząknął znacząco i spróbował zapanować nad sytuacją. 

- Wróćmy do początku. Co to za bankiet i kto na nim będzie? Jeśli mam coś 

zaradzić, potrzebuję podstawowych informacji. 

- Sprawa dotyczy walki z analfabetyzmem wśród dorosłych. Dobrze byłoby 

background image

zatem,  żeby  twój  przyjaciel  obracał  się  w  towarzystwie  autorów,  wydawców, 
agentów… 

Stephen uśmiechnął się. 

- Masz kogoś? - spytała z nadzieją w głosie Erika. - Stephen, jesteś aniołem. 

-  Wygląda  na  to,  że  twój  problem  został  rozwiązany.  -  Amos  podszedł  do 

biurka. 

- Wymagania w sam raz pasują do Amosa - wyjaśnił Stephen. 

Erika spojrzała na niego badawczo. 

- To chyba nie najlepszy czas na żarty. 

- Mówię poważnie. Amos pisze książkę. Dlatego tu jest.  

Przeniosła wzrok na Amosa. Odniosła wrażenie, że dostrzegła błysk irytacji 

w jego oczach. 

- Chyba nie całkiem zrozumiałam… - zaczęła zaskoczona. 

- Jest wiele zalet tej pracy. - Z wyjaśnieniem pospieszył sam zainteresowany. 

- Główna to taka, że mam dużo wolnego czasu. 

- Rzeczywiście. Ale kiedy już wszystkich przekonasz, że lepiej nie zawracać 

ci głowy, to wyjdziesz na tym jeszcze lepiej - powiedziała, po czym odwróciła się 
do  Stephena.  -  Nie,  nie  mogę  odrywać  artysty  od  pracy.  Strach  pomyśleć,  co  by 
było, gdyby nasz przyjaciel przez głupie przyjęcie stracił jakąś literacką nagrodę. - 
Wstała z krzesła. - Zresztą zapewne sam artysta zgodzi się ze mną. 

-  No,  to  akurat  zależy  od  wyrazów  wdzięczności,  o  których  wspominałaś  - 

mruknął Amos. 

Zapomnij  o  tym,  skarbie,  odpowiedziała  mu  w  myślach.  Spojrzała  na 

wieszak  i  spytała  Stephena,  który  z  dwóch  niemal  identycznych  pokrowców  na 
ubrania należy do niej. 

-  Pozwól,  że  zgadnę  -  zaczął  Amos.  -  Jak  przypuszczam,  kupiłaś  białą 

jedwabną bluzkę? 

Zaskoczona przytaknęła. 

- Hm, Stephen wysłał mnie dziś do miasta, żebym na wszelki wypadek taką 

kupił.  Wygląda  na  to,  że  masz  teraz  dwie  takie  same.  Pewnie  będziesz  chciała, 

background image

ż

ebym jedną oddał? 

- To byłoby logiczne. Ale może raczej prosiłabym cię, żebyś wymienił ją na 

inny kolor, na przykład niebieski. 

- A może czerwony niczym wino? 

-  Wiesz  co?  Może  lepiej  po  prostu  zwróć  ją  do  sklepu.  -  Wzięła  swoje 

rzeczy, podziękowała Stephenowi za pamięć i ruszyła w stronę wind. 

 

 

 

Część  dla  VIP-ów  w  ekskluzywnym  klubie  Civic  nigdy  nie  była  specjalnie 

zatłoczona.  Tego  dnia  jednak  ciężko  byłoby  wetknąć  tu  szpilkę.  Erika  siedziała  z 
kieliszkiem  sherry  i  czekając  na  swojego  gościa,  próbowała  opanować 
zdenerwowanie. 

Czy ty wiesz, w co się pakujesz? - pytała samą siebie w myślach. 

Przypomniały  jej  się  przestrogi  i  napomnienia  ojca:  „Nie  masz  żadnego 

doświadczenia w tym biznesie. Dotąd los był dla ciebie łaskawy, ale to nie będzie 
trwało wiecznie. Nie kuś losu, Eriko”. 

Kelly  pewnie  miała  rację,  przemknęło  Erice  przez  głowę.  Wydawcy 

„Sentinelu” nie byli jedynymi, których zaskoczyła jej decyzja przejęcia schedy po 
ojcu.  Wspominając  tamten  czas,  musiała  przyznać,  że  początkowo  sama  była 
zdumiona. 

Tym  bardziej  osłupiały  był  zarząd  Ladylove  Cosmetics,  ale  ich  protesty  na 

nic się nie zdały, bo Erika posiadała pakiet kontrolny akcji. Ojciec chyba w ogóle 
nie  wierzył  w  jej  możliwości  w  tej  dziedzinie,  bo  zwykł  mawiać:  „Nie  zawracaj 
sobie głowy biznesem, skarbie. Po prostu uśmiechaj się do kamery”. 

Udowodniła jednak, że nadaje się do tej pracy. W niecałe dwa lata od objęcia 

przez  nią  posady  dyrektora  generalnego  firmy  wzrosły  wyraźnie  notowania 
Ladylove  Cosmetics  na  giełdzie.  Firma  przynosiła  coraz  większe  zyski.  Z  tak 
ugruntowaną  pozycją  Erika  mogła  rozwinąć  skrzydła.  Wydawało  się,  że przejęcie 
firmy Feliksa La Croix to naturalny, kolejny ruch, jaki powinna wykonać. 

Teraz tylko pozostawało przekonać Feliksa do tego pomysłu. 

background image

Ponieważ jej kieliszek był już pusty, rozejrzała się wkoło. Feliksa wciąż nie 

było  nigdzie  widać,  a  wszyscy  kelnerzy  gdzieś  znikli.  Odchyliła  się  na  krześle  i 
zamknęła oczy. Wierzyła, że czasem wystarczy o czymś mocno pomyśleć, by stało 
się rzeczywistości  

Wyczuła, że ktoś stoi przed nią. Zmieszana wyprostowała się szybko. 

- Felix, bardzo się cieszę… - zaczęła, ale zmieszała się jeszcze bardziej, bo 

zorientowała się, że to nie Felix przyłapał ją na fantazjowaniu. 

Przed Eriką stał Denby Miles, jej były narzeczony. 

Od  czasu  zerwania  zaręczyn  wpadali  na  siebie  od  czasu  do  czasu,  ale 

ograniczali się wówczas do chłodnej wymiany grzeczności i starali się zejść sobie z 
oczu. 

- Denby, co za niespodzianka spotkać cię tu podczas lunchu - powiedziała. 

- Co konkretnie masz na myśli? - Jego oczy zwęziły się, jakby dopatrywał się 

jakiegoś podstępu w jej słowach i zachowaniu. 

-  Dokładnie  to,  co  powiedziałam.  Jeśli  czujesz  się  urażony  zwykłym 

powitaniem,  to…  -  przerwała.  -  Widziałam  informację,  że  żenisz  się  z  córką 
swojego szefa. Pewnie powinnam ci pogratulować. 

-  To  oczywiste,  że  czytałaś  tę  informację.  Musiałaś  znowu  się  pojawić  i 

wszystko zniszczyć? 

- Zniszczyć? Nie mam pojęcia, o czym mówisz. 

- Dlaczego jesteś taka samolubna i egocentryczna? Twoje nazwisko musiało 

się pojawić nawet w anonsie o moich zaręczynach! 

-  Wydaje  ci  się,  że  chciałam,  aby  mnie  w  ten  sposób  opisano?  -  zapytała 

zaskoczona. 

- Jeanette ogromnie to przeżyła. To najważniejszy moment w jej życiu, a ty 

musiałaś wtrącić swoje trzy grosze. 

Erika wstała. 

-  Twoja  narzeczona  musi  się  nauczyć  z  tym  żyć.  Jestem  częścią  twojej 

przeszłości,  Denby.  Choćbyśmy  oboje  bardzo  tego  chcieli,  nie  zdołamy  zmienić 
faktów. Oczywiście, jeśli te zaręczyny są dla ciebie tak samo ważne, jak dla niej, to 
twoja narzeczona nie ma powodu do obaw. A już zwłaszcza nie przeze mnie… 

background image

-  Naprawdę  musisz  skupiać  na  sobie  całą  uwagę?  Nie  wystarczało  ci  już 

bycie  czołową  modelką  i  pojawianie  się  na  okładkach  wszystkich  czasopism? 
Musiałaś jeszcze zostać dyrektorem generalnym, a… 

-  Słuchaj,  Denby,  to  nie  był  mój  pomysł,  żeby  „Sentinel”  ponownie 

rozpisywał  się  o  naszym  związku.  A  teraz  przepraszam…  -  Próbowała przecisnąć 
się obok niego, ale zastąpił jej drogę. 

- Może się mylę - zgodził się. - Może faktycznie nie chciałaś znów wyciągać 

tego na światło dzienne. Zwłaszcza teraz… kiedy coś szykujesz. 

- A co ja takiego szykuję? O czym ty mówisz? 

-  Przecież  wiesz  -  odparł.  -  Zawsze  wierzyłem,  że  to  był  pomysł  twojego 

ojca, żebyś mnie zwodziła obietnicami do chwili, gdy on osiągnie zamierzony cel. 
A teraz zastanawiam się, kto tak naprawdę pociągał za sznurki. Może to był jednak 
twój plan? 

Mówił  coraz  głośniej  i  dobitniej.  Jego  głos  odbijał  się  echem  i  wszyscy 

siedzący  przy  stolikach  zaczęli  bacznie  im  się  przyglądać.  Jednak  Denby  nie 
zamierzał przerywać tyrady. 

- A skoro ta metoda tak świetnie zdała egzamin w moim przypadku, czemu 

nie  spróbować  ponownie?  Może  powinienem  ostrzec  Feliksa,  w  co  się  pakuje? 
Niech wie, że jedyne, na czym ci zależy, to przejęcie jego firmy. 

- Nie zamierzam dłużej tego słuchać… 

-  To  z  nim  jesteś  dziś  umówiona,  prawda?  Może  będę  siedział  w  pobliżu, 

ż

eby upewnić się, czy powiesz mu całą prawdę. 

- Denby, to jakaś kpina! 

-  A  może  pójdę  prosto  do  redakcji  jakiegoś  brukowca  -  zagroził.  -  To  jest 

pomysł! Efekt będzie ten sam, a przynajmniej dobrze mi zapłacą. 

Kątem  oka  Erika  zauważyła  jakiś  ruch.  To  nie  mógł  być  żaden  członek 

klubu.  Ktoś  poruszał  się  zbyt  szybko,  a  klubowicze  nigdy  się  nie  spieszą.  W 
każdym razie nie tutaj. 

Kiedy dotarło do niej, co się dzieje, próbowała jeszcze opuścić głowę, ale już 

było  za  późno.  Błysk  flesza  niemal  ją  oślepił.  Fotograf  uniósł  aparat  nad  głowę  i 
potrząsnął nim w geście triumfu. Po chwili wymknął się kelnerowi, przebiegł przez 
hol i zniknął za frontowymi drzwiami. 

background image

Denby zamrugał i zapytał z głupia frant: 

- Co to było? 

-  „Sentinel”  -  odparła  ponuro.  -  Jeśli  chcesz  dostać  dobrą  cenę  za  swoją 

plotkę, lepiej się pospiesz, zanim ten paparazzi cię uprzedzi. 

Odwróciła  się  i  wpadła  na  kelnera,  który  przed  momentem  próbował 

zatrzymać fotografa. 

-  Panno Forrester,  pan La  Croix prosił, żebym  to pani przekazał.  -  Wręczył 

jej złożoną kartkę papieru. Był to klubowy papier listowy. 

Przez  chwilę  zapomniała  o  Feliksie  i  przyczynie,  dla  której  umówiła  się  z 

nim na lunch, ale wręczony przez kelnera elegancki blankiet przywrócił jej pamięć. 

Wiadomość była krótka i treściwa. 

„Na  pewno  zrozumiesz,  dlaczego  nie  mam  ochoty  być  częścią  tego 

przedstawienia. Odezwę się, jak już wszystko przemyślę”. 

Felix  La  Croix  był  więc  tutaj,  widział  Denbyego,  słyszał  jego  przemowę  i 

postanowił  odwołać  spotkanie.  Nawet  nie  mogła  go  winić  za  wycofanie  się. 
Dobrze, że chociaż zostawił wiadomość. 

- Czy przejdzie pani teraz do jadalni, panno Forrester? - zapytał kelner. 

Ż

ołądek ścisnął jej się na samą myśl o jedzeniu. 

- Nie, dziękuję, Harry. - Zabrała teczkę z dokumentami ze stolika i płaszcz z 

szatni, wkładając list Feliksa do kieszeni. W biurze czekało na nią dużo pracy. 

Jednakże nie miała ochoty widzieć się teraz z Kelly i wysłuchiwać pytań, jak 

poszły negocjacje i dlaczego spotkanie trwało tak krótko. 

Wrócę  do  domu  i  wcześniej  się  położę,  zdecydowała.  Do  jej  budynku  było 

tylko kilka przecznic, a Stephen z pewnością znajdzie sposób, żeby ją rozweselić. 

Jednakże Stephena nie było w biurze, znów zastępował go Amos. Na biurku 

przed  nim  leżała  kanapka  i  notatnik  z  żółtymi  kartkami,  na  którym  widać  było 
same pokreślone zdania. 

- Przepraszam, nie zamierzałam przeszkadzać. - Wycofała się pospiesznie. 

- Wejdź. - Wstał. - Co mogę dla ciebie zrobić?  

background image

Erika  czuła,  że  nadal  kręci  jej  się  w  głowie.  To  pewnie  z  tego  powodu 

wydało jej się, że Amos zachowuje się przyjacielsko. 

-  Co  cię  tak  odmieniło?  Ach,  wiem…  zdecydowałeś,  że  jednak  nic  się  nie 

stanie,  jeśli  pójdziesz  na  bankiet  i  spotkasz  się  z  wydawcami  i  popularnymi 
pisarzami. 

-  Powiedziałem  ci,  że  to  zależy  tylko  od  ciebie.  Wyglądasz,  jakbyś  właśnie 

straciła ostatniego przyjaciela. Co się stało? 

- Masz coś na zgagę? - westchnęła. 

Wskazał na leżącą przed nim kanapkę. 

-  Włoska  kiełbasa,  cebula  i  szwajcarski  ser.  Jeśli  to  nie  pomoże,  nic  nie 

pomoże. 

- Miałam na myśli coś, co wyleczy zgagę, a nie ją wywoła. - Zachwiała się. 

Amos wziął ją pod rękę i podprowadził do fotela. 

-  Naprawdę  nic  mi  nie  jest  -  zaprotestowała.  -  Po  prostu  straciłam 

równowagę. To wszystko. Nie zamierzam zemdleć. 

- Tak czy siak, nic się nie stanie, jeśli usiądziesz. Co się stało? 

-  Och,  nic  wielkiego  -  próbowała  zbagatelizować  ostatnie  niepowodzenia.  - 

Duch z przeszłości - to raz. Paparazzi wyskakujący zza kwiatów w miejscu, które 
miało  być  najbardziej  prywatnym  klubem  w  mieście.  I  wreszcie  porażka 
biznesowa. 

- Cieszę się w takim razie, że to nie było nic ważnego. - Odłożył kanapkę na 

bok. 

- Czy to twoja książka? - Wskazała na notes. 

- Jedynie mały fragment. - Westchnął, patrząc na pokreślone zdania. 

- Jak ci idzie pisanie? 

- Powoli. Zbyt wiele rzeczy mnie rozprasza. 

-  Muszę  ci  coś powiedzieć. Ta  praca  może wydawać  się łatwa,  ale taka  nie 

jest. 

- Tylko dlatego, że Stephen wszystkich rozpuścił. 

background image

- Szczególnie mnie - odparła niepewnie. - Tak przypuszczalnie myślisz. 

- Ty potrzebujesz służącej, sekretarki i ochroniarza w jednej osobie. Chociaż 

w sumie właśnie takie funkcje spełnia niemal każda żona. 

- Żona? 

- Tak myślę. - Wydawał się z siebie bardzo zadowolony. 

-  Taki  jest  twój  ideał  żony?  Mój  Boże,  ty  masz  zupełnie  spaczony  obraz 

ś

wiata… 

Dręczyły  ją  słowa,  które  usłyszała:  potrzebujesz  służącej,  sekretarki  i 

ochroniarza… 

Sekretarkę  miała.  Z  doborem  ubrań  radziła  sobie  świetnie  i  bez  pokojówki. 

Ale ochroniarz… 

-  Wiesz,  myślę,  że  z  jednym  trafiłeś.  Nie  chodzi  mi  o  żonę,  bo  to  dopiero 

byłby  świetny  temat  dla  brukowców.  Już widzę  te nagłówki. Ale  mąż  to  zupełnie 
inna kwestia. Amos, kochanie, co o tym myślisz?  

background image

Rozdział drugi 

 

Amosowi  przychodził  do  głowy  tylko  jeden  powód,  dla  którego  Erika 

mogłaby  chcieć poznać  jego  zdanie  w tej kwestii.  Jedyny,  który  pasował  do  całej 
układanki. 

Gdyby  powiedział,  co  naprawdę  myśli,  Erika  pewnie  oskarżyłaby  go  o 

używanie  nieprzyzwoitego  języka  w  obecności  dam.  Miałaby  rację.  Przynajmniej 
w kwestii języka, bo co do obecności dam, sprawa pozostawała otwarta. 

-  Jaka  kobieta…  -  odchrząknął  i  zaczął  jeszcze  raz.  -  Damy  nie  sugerują 

małżeństwa nieznajomym mężczyznom. Mam rację? 

Kiedy  dotarło  do  niej,  o  co  mu  chodzi,  spojrzała  na  niego  przerażona  i 

oburzona. 

- Odniosłeś wrażenie, że proponuję ci małżeństwo? 

W głowie miał zamęt. Przecież wciąż powtarzała: „Amos, kochanie…” Ale 

jeśli nie to miała na myśli, to o co jej właściwie chodziło? - zastanawiał się. 

- Dokładnie tak to zrozumiałem - odpowiedział. 

- Nie dość, że jesteś arogancki, to jeszcze upośledzony słuchowo. Wszystko, 

co chciałam powiedzieć, to… 

-  W  porządku,  w  porządku.  Już  rozumiem.  -  Teatralnie  westchnął.  -  I 

naprawdę bardzo mi ulżyło. 

- Jak w ogóle mogłeś coś takiego pomyśleć? Przecież ja nawet nie wiem, jak 

się nazywasz. 

- To kogo zamierzasz poślubić? I wyjaśnij mi, o co w tym wszystkim chodzi. 

Hm, chyba że mówisz sama do siebie i nie powinienem się wtrącać. 

Przez  chwilę  wydawało  mu  się,  że  Erika  nie  zareaguje  na  pytanie,  ale  po 

kilku sekundach uniosła głowę i odparła tajemniczo: 

- To sprawa zawodowa. 

Amos ku swemu zdziwieniu zupełnie nie poczuł się zaskoczony. 

Erika zdjęła płaszcz, odchyliła się na fotelu i westchnąwszy, zamknęła oczy. 

background image

Amos  skłamałby,  mówiąc,  że  jej  figura  nie  zrobiła  na  nim  wrażenia. 

Reklamy  Ladylove  koncentrowały  się  zazwyczaj  na  twarzy,  a  teraz  pierwszy  raz 
mógł podziwiać całą sylwetkę Eriki. Miała wspaniałą, niemal idealną figurę. 

Szkoda  tylko,  że  przymioty  ciała  nie  idą  w  parze  z  przymiotami  ducha, 

pomyślał sarkastycznie. 

-  Wiesz,  jest  firma,  którą  próbuję  kupić  -  zaczęła.  -  Przez  pewien  czas 

zajmowaliśmy się jedynie kolorowymi kosmetykami, takimi jak szminki czy cienie 
do powiek. Później rozszerzyliśmy produkcję o perfumy. 

- Dzięki pozyskaniu receptur Denbyego Milesa - wtrącił Amos. 

- Och, a zatem ty też czytasz brukowce - skomentowała ozięble. 

- Jedynie kiedy stoję w kolejce po zakupy dla mieszkańców tego domu. 

Erika skrzyżowała nogi. 

Długie i bardzo zgrabne, jak natychmiast zauważył Amos. Spostrzegła, że jej 

się przygląda, ale nie zmieniła pozycji, co mu zaimponowało. 

- Mówiłaś o gazetach - przypomniał. 

-  Cóż,  chyba  nie  muszę  ci  wyjaśniać,  że  historia  znajomości  z  Denbym  nie 

przebiegła dokładnie tak, jak opisuje to „Sentinel”? 

Słono zapłacę, by poznać prawdę, pomyślał. 

- W każdym razie Ladylove ma ugruntowaną pozycję i pora myśleć o dalszej 

ekspansji  rynkowej.  Jest  pewna  firma,  która  idealnie  odpowiada  naszym 
zamierzeniom. - Przyjrzała mu się uważnie, ale po chwili wahania uznała, że może 
mu zaufać, i kontynuowała. - Chcę przejąć produkty do pielęgnacji włosów z linii 
Kate La Croix. 

- Myślałem, że Kate La Croix nie żyje. - Zmarszczył brwi. 

- Zgadza się. Od pół roku. I dlatego jej mąż jest gotów odsprzedać firmę. 

- A skoro ty chcesz kupić, to elementy układanki zaczynają pasować… 

- Dokładnie tak. Możemy połączyć siły dwóch małych firm i stworzyć duże, 

silne przedsiębiorstwo. 

-  Brzmi  to  logicznie.  Nie  rozumiem tylko,  co tu  ma  do  rzeczy  małżeństwo. 

Chyba  że…  O,  teraz  rozumiem.  Jeśli  za  niego  wyjdziesz,  to  nie  trzeba  będzie 

background image

wydawać pieniędzy na jego firmę. 

Chwilę  później  Amos  pomyślał,  że  na  reklamach  Ladylove  Erika  Forrester 

wyglądała  łagodnie  i  nic  nie  wskazywało,  by  umiała  wpadać  w  tak  wielką 
wściekłość. Nie zerwała się gwałtownie, nie krzyczała, ale w jej oczach pojawił się 
lód, który go niemal obezwładnił. 

- Dokładnie tak pomyślałby każdy kretyn, który wiedzę o świecie czerpie ze 

szmatławców. 

-  Przykro  mi,  że  ponownie  wychodzę  na  idiotę,  ale  nadal  nie  rozumiem,  w 

czym rzecz. 

-  Przepraszam.  Nie  chciałam  cię  urazić.  Nie  ty  jeden  dojdziesz  do  takiego 

wniosku. 

Na biurku zadzwonił telefon. Erika spojrzała na Amosa, który nie kwapił się, 

ż

eby podnieść słuchawkę. 

- Automatyczna sekretarka załatwi sprawę - wyjaśnił, po czym wyciągnął do 

Eriki rękę z kawałkiem kanapki.  

-  Czytelnicy  brukowców,  czyli  mniej  więcej  połowa  świata,  wierzą,  że 

umawiałam się z Denbym tylko dla tych receptur, i rzuciłam go, kiedy mój ojciec 
je dostał. Teraz wszyscy pomyślą, że tak samo postąpię z Feliksem. 

-  Zignoruj  ich.  To  tylko  brukowce.  Jakie  ma  znaczenie,  co  myślą  ich 

ograniczeni czytelnicy? 

- Ja się nie przejmuję. Wściekam się, złoszczę, ale w końcu potrafię przejść 

nad  tym  do  porządku  dziennego.  Jednak  będzie  to  miało  znaczenie  dla  Feliksa  - 
skończyła i podała Amosowi liścik, który otrzymała w klubie. 

Z ociąganiem spojrzał na treść. 

- To od niego - pospieszyła z wyjaśnieniem. - Denby zrobił niezłą scenę dziś 

w  klubie.  Felix  musiał  nas  zobaczyć  i  wycofał  się.  Nie  mogę  go  winić.  Prasa 
jeszcze  nic  nie  wie  o  planowanych  negocjacjach,  ale  wkrótce  na  pewno  coś 
wywęszą.  I  wtedy  biedny  Felix  stanie  się  obiektem  przeróżnych  nieprzyjemnych 
spekulacji. Dlaczego się ze mną spotyka, jakie będą warunki umowy, jak szybko go 
zostawię  po  załatwieniu  interesów  i  tak  dalej.  A  przecież  dopiero  niedawno 
skończyła się żałoba po jego żonie. 

-  To  rzeczywiście  może  być  dla  niego  ciężkie  do  zniesienia  -  zamyślił  się 

background image

Amos. - Ale może zmotywuje go do szybkiej sprzedaży udziałów. 

-  Prędzej  do  zerwania  wszelkich  kontaktów  ze  mną.  Szczególnie  kiedy 

dojdzie do wniosku, że specjalnie manipuluję mediami, żeby szybciej sprzedał mi 
firmę. Ani mi to w głowie, ale gdybym była zamężna… Nikt nie mógłby twierdzić, 
ż

e zamierzam usidlić Feliksa. 

-  I  twoim  zdaniem  to  nie  jest  manipulowanie  opinią  publiczną?  Zresztą 

mniejsza z tym. Jeśli Felix jest taki wrażliwy, to czemu nie rozejrzysz się za inną 
firmą tego typu? 

- Bo nie ma takiej innej. Myślisz, że nie szukałam? 

Większość z tych, które znalazłam, to były oddziały dużych korporacji i nie 

bylibyśmy w stanie ich kupić. Nawet gdyby były na sprzedaż. Poza tym produkty 
Kate  doskonale  uzupełniają  linię  Ladylove.  Przykładała  dużą  wagę  do  tego,  by 
produkowano  je  wyłącznie  ze  składników  naturalnych,  a  nie  z  ich  chemicznych 
substytutów. 

-  Wydaje  mi  się,  że  Felix  potrzebuje  cię  bardziej  niż  ty  jego.  Ponieważ  to 

była  firma  jego  żony,  w  tej  chwili  z  każdym  dniem  traci  na  wartości.  Siedź 
spokojnie i czekaj, a on sam do ciebie przyjdzie. 

-  Nie.  -  Erika  pokręciła  przecząco  głową.  -  Od  śmierci  Kate  sprzedaż  ich 

produktów  znacznie  wzrosła.  Obecnie  używanie  szamponów  Kate  La  Croix  stało 
się  bardzo  modne.  Felix  chce  sprzedać  firmę  tylko  dlatego,  że  zbyt  duży  ból 
sprawia  mu  codzienny  kontakt  z  produktami,  które  przypominają  mu  żonę. 
Zapewniłam  go,  że  zachowamy  imię  Kate  w  nazwie  i  nie  zmienimy  logo  na 
produktach.  Nasze  firmy  to  idealne  połączenie.  Gdyby  tylko  brukowce  nie 
mieszały w to spraw osobistych. 

- W porządku - podsumował. - Rozumiem teraz, co masz na myśli, ale nadal 

jestem  zdania,  że  fikcyjne  małżeństwo  to  głupi  pomysł.  A  o  kim  myślałaś  jako  o 
swym przyszłym mężu, skoro nawet nie masz z kim iść na sobotni bankiet? 

Jej oczy zapłonęły, ale nic nie powiedziała. 

-  Dlaczego  więc  prosisz  Stephena,  żeby  znalazł  ci  kogoś  do  towarzystwa? 

Jeśli  masz  tylu  dobrych  kandydatów,  lepiej  wybierz  któregoś  z  nich,  zamiast 
szukać nowego. 

- Ponieważ jeśli pojawię się publicznie z jakimś  mężczyzną więcej niż dwa 

razy, wywołam kolejną falę plotek. Potrzebuję kogoś takiego jak… - zawahała się - 
jak Stephen. 

background image

Amos  próbował  się  pohamować,  ale jednak nie wytrzymał. 

-  Panno  Forrester,  nie  lubię  być  posłańcem  złych  wiadomości,  ale  Stephen 

jest…  Powiedzmy,  że  nie  jest  zainteresowany  kobietami.  Jedynie  na  płaszczyźnie 
przyjacielskiej. 

Spojrzała na niego groźnie. 

-  Myślisz,  że  o  tym  nie  wiedziałam?  Tak  czy  siak,  jaka  to  różnica?  Mówię 

tutaj o umowie handlowej, a nie o… - Przerwała. 

- Zaspokojeniu potrzeb cielesnych? - dokończył za nią. 

-  Gdybym  szukała  właśnie  tego,  nie  miałabym  problemu  z  wyborem  - 

powiedziała gorzko. 

Amos  nie  wątpił  w  jej  słowa.  Rozumiał  też  przyczynę  rozczarowania 

wyczuwalną  w  jej  głosie.  Z  jej  figurą  i  urodą  miała  zapewne  wielu  adoratorów, 
gotowych  wskoczyć do  jej  łóżka,  a  potem  przechwalających  się,  że  spędzili  z  nią 
noc. Była jak trofeum, o które chętnie stanęłoby do walki wielu mężczyzn. 

Hej,  nie  masz  co  jej  współczuć,  pomyślał.  W  końcu  sama  naraża  się  na 

częste zaczepki, regularnie pojawiając się w reklamach. 

- To, czego pragniesz, nie jest w tej chwili najważniejsze - odparł. - Chodzi o 

to,  co  pomyśli  opinia  publiczna.  Jeśli  chcesz  więc,  aby  wszyscy  wierzyli,  że 
wzięłaś  prawdziwy  ślub,  Stephen  nie  jest  najlepszym  kandydatem.  Nikt  nie  da 
wiary jego cudownej przemianie, więc lepiej nie marnuj czasu. 

- Skoro nie może to być Stephen, potrzebuję kogoś podobnego - upierała się. 

- Kogoś uprzejmego, pomocnego i miłego… 

- Kogoś, kto zrobiłby to z miłości? 

- Nie wierzę w miłość. 

-  No,  przynajmniej  masz  na  tyle  rozumu.  Chyba  nie  zaufałabyś  komuś,  kto 

pojawiłby się nagle i oznajmił, że szaleje za tobą? 

-  Musiałabym  być  kompletną  idiotką.  Wolę  jasne  relacje  i  umowy 

biznesowe. 

- Skoro nie wymieniasz żadnych nazwisk, to znaczy, że rozpaczliwie brakuje 

ci odpowiednich kandydatów - wywnioskował. - No trudno, w takim razie będziesz 
musiała kupić sobie męża. 

background image

- Dlaczego jesteś taki brutalnie szczery? 

-  Nie  jestem  brutalny,  skarbie.  Po  prostu  jasno  myślę.  Mówiłaś,  że  chcesz 

czystego  biznesowego  układu.  Jeśli  wolisz,  możemy  nazywać  to  właściwą 
motywacją kandydata. 

Kluczowe pytanie brzmi, co on będzie z tego miał? 

- Będzie miał z tego rozliczne korzyści - powiedziała sucho, marszcząc brwi. 

- Podaj mi choćby dwa przykłady. 

Zapadła  cisza.  Amos  skończył  jeść  kanapkę,  podniósł  papier,  zmiął  go  i 

cisnął do kosza. 

-  Tego  się  właśnie  obawiałem  -  kontynuował.  -  Nie  masz  poważnych 

propozycji. 

-  Nie  mogę  podać  żadnych  szczegółów.  To  będzie  zależało  od  mężczyzny. 

Każdy jest zainteresowany tym samym rodzajem… 

- Łapówki. 

-  Korzyści.  Tak  czy  siak  nie  mówię  tu  o  związku  na  stałe.  To  umowa 

krótkoterminowa. Kiedy już kupię firmę La Croix, umowa wygaśnie. Ten związek 
potrwa zaledwie kilka miesięcy. 

- A co zrobisz, jeśli kiedyś ponownie będziesz chciała kupić jakąś firmę? 

- Słuchaj, nie mam zamiaru kupić całego świata. Jeśli wyjdzie mi ten interes, 

będę bardzo szczęśliwa. 

- Tak ci się teraz wydaje. 

-  W  porządku -  zgodziła  się.  -  Być  może  będę jeszcze kiedyś chciała kupić 

jakąś  firmę.  Ale  wtedy  będą  inne  okoliczności.  Dla  sprzedającego  plotki  na  mój 
temat  mogą  być  nawet  na  rękę.  Tak  czy  inaczej,  za  wcześnie  się  tym  martwić, 
prawda? 

- W takim razie najlepiej byłoby wziąć ślub odnawialny. 

- Naprawdę myślisz, że to jest śmieszne? 

- Skoro pytasz, to odpowiem. Tak, to jest śmieszne. 

-  Nie  wiem,  jak  ci  dziękować,  Amos,  kochanie.  -  Wstała.  -  Byłeś  bardzo 

background image

pomocny w rozjaśnieniu moich myśli. Z pewnością dam ci znać, co postanowiłam. 

-  Trzymam  cię  za  słowo  -  odparł  uprzejmie.  Telefon  ponownie  zadzwonił. 

Amos położył rękę na słuchawce. - Po prostu nie mogę się doczekać dalszego ciągu 
tej historii. 

Amos  bez  wątpienia  miał  rację,  doszła  do  wniosku  Erika,  kiedy  wszystko 

spokojnie  przemyślała.  Była  wstrząśnięta  atakiem  Denbyego  i  reakcją  Feliksa, 
dlatego  początkowo  wpadła  w  lekki  popłoch  i  stąd  ten  głupi  pomysł.  Nie  wart 
dalszego rozważania. 

Oczywiście nie zamierzała zdradzać „kochanemu Amosowi”, że jego opinia 

wpłynęła na jej decyzję. Poza tym nie miała nawet okazji. W ciągu kolejnych dni 
po  ich  rozmowie  widzieli  się  tylko  kilka  razy,  a  do  tego  na  odległość  lub  w 
obecności Stephena. 

Zapomni  o  całej  sprawie,  nadal  będzie  ignorowała  informacje  zawarte  w 

brukowcach, a Felix La Croix przemyśli wszystko i odezwie się, tak jak obiecywał. 
Podpiszą korzystny kontrakt i koniec. 

Nie mogła do końca zrozumieć, dlaczego nadal ocenia każdego napotkanego 

mężczyznę jako potencjalnego kandydata na męża. Przecież raz na zawsze ustaliła, 
ż

e pomysł ze ślubem nie był trafiony. 

Szef  działu  reklamy,  który  pracował  już  nad  nową  wiosenną  kampanią,  był 

zbyt  bystry,  zbyt  skory  do  flirtu,  no  i  znali  się  zbyt  długo.  Kierownik  działu 
marketingu  Ladylove  był  zbyt  poważny  i  miał  zapędy  dyktatorskie  także  w 
prywatnym  życiu.  Prawnik,  którzy  tworzył  ofertę  dla  firmy  La  Croix,  był  zbyt 
pewny siebie i arogancki. 

Jednakże  kiedy  przyłapała  się  na  ocenianiu  dostawcy  chińskiego  jedzenia 

jako  „zbyt  młodego  i  prostodusznego”,  załamała  się  i  postanowiła  wziąć  się  w 
garść. 

- Wszystko w porządku? - zapytała Kelly, zaglądając do gabinetu Eriki. 

- Nie - wymknęło jej się. - Tak, nic mi nie jest - poprawiła się. - Chcesz moje 

jedzenie? Straciłam apetyt. 

- Musisz coś jeść - upomniała ją Kelly, sięgając po porcję smażonego ryżu. - 

W  przyszłym  tygodniu  masz  sesję  zdjęciową  do  nowej  jesiennej  reklamy.  Nie 
możesz wyglądać jak szkielet. 

-  Nie  mogę?  Wydawało  mi  się,  że  specjaliści  od  reklamy  wolą,  gdy  jestem 

background image

szczupła. 

- Nie, nie możesz - odparła Kelly łagodnie. - Makijaż dla nieboszczyków nie 

zapewni nam wystarczającego udziału w rynku. 

Erika  nie  słuchała.  Patrzyła  na  projekt  zamówienia,  który  czytała,  zanim 

przywieziono jej lunch. 

- Czy Felix La Croix już dzwonił? 

- Nie i nic się nie zmieniło od twojego pytania dziesięć minut temu. Obiecał, 

ż

e  się  odezwie,  jak  już  wszystko  przemyśli.  Za  godzinę  mam  spotkanie  z 

prawnikami i nie wiem, co im powiedzieć. 

- Może Felix wciąż się zastanawia. - Kelly wzruszyła ramionami. - A może 

ma  nadzieję,  że  jeśli  będzie  zwlekał  z  decyzją,  to  podniesiesz  cenę.  Chyba 
powinnaś zabrać go na bankiet. Zdecydowałaś się już na kogoś? 

-  Nie,  ale  nie  sądzę,  żeby  Felix  był  zainteresowany  tym  pomysłem.  Minęło 

ledwo sześć miesięcy od śmierci Kate. 

-  Czyli  nadszedł  już  czas,  żeby  wyszedł  ze  swojej  skorupy  i  zaczął  bywać 

wśród ludzi. Zabierasz go tylko na obiad, nie do ołtarza, prawda? 

Erika miała ochotę uderzyć asystentkę w głowę. Ty też o tym? - pomyślała 

smętnie. 

- W każdym razie - kontynuowała Kelly - jeśli jesteś pewna, że odmówi, to 

tym bardziej możesz do niego zadzwonić. 

- A może po prostu wezmę ciebie - pogroziła jej Erika. - Dlaczego wszyscy 

myślą, że wyjście na taką imprezę jest równoznaczne z randką? 

-  Wybacz,  ale  mam  już  plany.  Będę  pomagać  na  jednym  ze  stoisk  z 

książkami,  to  świetne  miejsce,  żeby  poznać  wielu  ludzi  -  powiedziała  Kelly,  po 
czym sięgnęła po telefon. 

Erika spostrzegła, że dzwoni prywatna linia, której numer dała Feliksowi. Jej 

serce zabiło mocniej z podniecenia. 

-  Biuro  panny  Forrester  -  powiedziała  Kelly.  -  Nie,  panie  La  Croix.  Z  tej 

strony jej osobista asystentka. Już pana przełączam. - Podała Erice słuchawkę. 

-  Dzień  dobry,  Feliksie  -  zaczęła  Erika.  -  Przykro  mi,  że  nie  udało  nam  się 

zjeść razem lunchu. Może przełożymy to na przyszły tydzień? 

background image

-  Powodem  mojego  wyjścia  była  rozmowa  z  reporterką  z  „Sentinelu”. 

Uznałem,  że  tak  będzie  lepiej  -  odparł,  nie  reagując  na  propozycję  ponownego 
spotkania. 

-  Przykro  mi  to  słyszeć  -  odpowiedziała  na  głos,  a  w  myślach  dodała,  że 

wcale nie jest zaskoczona. 

- Dziennikarka sprawiała wrażenie, jakby uważała, że coś nas łączy - ciągnął 

Felix. - I nie miała na myśli spraw zawodowych. Wyraźnie dała do zrozumienia, że 
jej gazeta przymierza się do opisania historii naszego planowanego ślubu. 

To gorzej, niż przypuszczałam, pomyślała Erika. 

-  Nie  pierwszy  raz  się  ośmieszą,  pisząc  bzdury  -  próbowała  łagodzić 

sytuację. 

- Nie pozwolę, by prasa grzebała w moim prywatnym życiu. - Głos Feliksa 

był  zdecydowany.  -  Nie  życzę  sobie  żadnych  plotek,  które  godzą  w  imię  mojej 
zmarłej  żony.  Dzwonię,  żeby  ci  powiedzieć,  że  rozpocząłem  negocjacje  z  twoją 
konkurencją. 

Erika poczuła, że grunt usuwa się jej spod nóg. 

-  Felix,  przecież  powiedziałeś  mi,  że  nie  sprzedasz  firmy  Kate  żadnemu  z 

wielkich koncernów. Właśnie dlatego rozmawiałeś najpierw ze mną, prawda? 

- Cóż, nie uważasz, że sytuacja się zmieniła? Nie widzę innego wyjścia. Jeśli 

nie powstrzymasz tych plotek, sprzedam firmę każdemu, tylko nie tobie. 

Erika z trudem przełknęła ślinę. 

- Daj mi kilka dni, proszę. Zobaczę, co mogę zdziałać. 

Przez chwilę milczał, a potem odezwał się oschle: 

- W porządku, masz czas do poniedziałku - oświadczył i odłożył słuchawkę. 

Cóż  za  wspaniałomyślność  z  jego  strony,  dał  mi  cały  weekend,  pomyślała 

przerażona i wściekła Erika. 

- Chyba sprawy nie mają się dobrze - mruknęła Kelly. 

- Wiesz, pójdę dziś wcześniej do domu. - Erika odchyliła się w fotelu. Może 

to  właściwy  moment,  żeby  zrezygnować  z  ambicji  zawodowych?  -  zastanawiała 
się.  Czas,  jaki  dał  jej  Felix,  niewiele  zmieni.  Może  powinnam  pogodzić  się  z 
porażką i poszukać innego zajęcia? - rozważała. 

background image

Nawet  ojciec  nie  wróżył  jej  powodzenia.  Zdenerwowana  zdławiła  w  sobie 

wątpliwości. Wierzyła, że nie myli się co do produktów Kate La Croix. Połączenie 
sił to było najlepsze rozwiązanie dla obu przedsiębiorstw. Dlaczego Felix tego nie 
widzi?  No,  ale  skoro  nie  rozumie,  pomyślała,  a transakcja  ma  dojść do  skutku, to 
muszę coś wykombinować. 

„Jeśli nie powstrzymasz tych plotek…” 

Była  tylko  jedna  rzecz,  jaką  Erika  mogła  zrobić.  Pokona  „Sentinel”,  jeśli 

przed publikacją ich artykułu ogłosi publicznie zaręczyny. 

Założenie  było  słuszne,  jednak  jego  realizacja  nie  należała  do 

najłatwiejszych. Jak to Amos powiedział? - przypominała sobie. „O kim myślałaś, 
jako o swym przyszłym mężu, skoro nawet nie masz z kim iść na sobotni bankiet?” 

Jest przecież wiele możliwości, przekonywała siebie. Oczywiście, na pewno 

nie chłopak z restauracji, ale szef reklamy, dyrektor marketingu, prawnik… Prawda 
jednak była taka, że nie odważyłaby się porozmawiać o tym z żadnym z ich. 

Pomyślała  o  Amosie.  Co  prawda  uznał  jej  pomysł  za  szalony,  ale 

przynajmniej  wysłuchał,  co  miała  do  powiedzenia.  Skoro  raz  pomógł 
uporządkować jej zamęt w głowie, może zechce zrobić to ponownie. Pokrzepiona 
tą myślą ruszyła raźno do domu. 

Amos siedział za biurkiem i przeglądał jakieś notatki. 

- Muszę z tobą porozmawiać - powiedziała. 

- Weź numerek. Jesteś dwudziesta w kolejce - odparł. 

- Poczekam. - Zdjęła płaszcz, po który sięgnął Stephen, gdy nieoczekiwanie 

pojawił się w pokoju. - Och, nie wiedziałam, że tu jesteś - powiedziała zaskoczona. 

- Właśnie wszedłem. Ale cieszę się, że panią widzę i służę pomocą. 

-  W  porządku  -  odparła  z  wdzięcznością.  -  Amos  uczy  mnie  czekania  na 

swoją kolejkę, więc poczekam. 

- No nie, miałem nadzieję, że zrezygnujesz - mruknął zawiedziony Amos. 

- Co się stało? - Erika usiadła na krześle. - Czyżby praca okazała się bardziej 

wymagająca, niż się spodziewałeś? Wiesz, odnoszę wrażenie, że za każdym razem 
kiedy cię widzę, jesteś bardziej wykończony. 

- A ciebie to najwyraźniej cieszy. - Spojrzał na nią groźnie, ale nie przejęła 

background image

się. 

- Jadłeś już lunch? 

- Dlaczego pytasz? - spytał podejrzliwie. 

-  Ponieważ  teraz  ja  coś  kupię.  Byłam  ci  to  winna.  Ostatnio  poczęstowałeś 

mnie kanapką, a ja nawet ci nie podziękowałam. 

- Zastąpię cię - odezwał się Stephen, sięgając z uśmiechem po telefon. 

Amos wstał niechętnie. Erika włożyła płaszcz. 

- Jak ci idzie z książką? 

- Dobrze wiesz, jak dobić faceta, prawda? - odpowiedział zgryźliwie. 

-  Uważa,  że  w  tym  tempie  skończy  za  jakieś  czterdzieści  lat  -  pospieszył  z 

wyjaśnieniem Stephen. 

-  No  cóż,  przynajmniej  nie  musisz  się  obawiać  odrzucenia  ze  strony 

czytelników. Gdzie chcesz zjeść? 

Amos wyprowadził ją na ulicę. 

- Gdzieś, gdzie nikt cię nie rozpozna. Zostają nam zatem budki z hot dogami 

i bary. 

Dotarli  do  najbliższego  stoiska  z  hot  dogami.  Erika  kupiła  im  po  sztuce, 

wzięła coś do picia i poprowadziła Amosa w stronę ławki w parku. Kiedy usiedli i 
zaspokoili pierwszy głód, Amos spytał: 

- To o czym chciałaś porozmawiać? 

- Pamiętasz mój plan, o którym dyskutowaliśmy? Zamierzam wprowadzić go 

w życie. 

- A dlaczego mi o tym opowiadasz? - Przyjrzał się jej nieufnie. 

-  Kwestia  dobrego  wychowania.  Powiedziałeś,  że  chcesz  wiedzieć,  co 

postanowiłam. Poza tym… - zawahała się. - Poza tym uważam, że jesteś idealnym 
kandydatem. 

Amos zastygł w bezruchu niczym figura woskowa. 

- O, co to, to nie. Nie wciągniesz mnie w to - odezwał się po chwili. 

background image

-  Nie  zamierzam  cię  wciągać.  Sam  stwierdziłeś,  że  wszystko  jest  kwestią 

odpowiedniej  motywacji.  Porozmawiajmy  zatem  o  tym.  Amos,  kochanie,  jak 
można cię kupić? 

Nie odpowiedział. 

-  Czterdzieści  lat  ślęczenia  nad  książką  -  powiedziała  pod  nosem.  -  Warto 

jakoś temu zaradzić. Jeśli oczywiście jesteś zainteresowany dalszą rozmową. 

background image

Rozdział trzeci 

- Sam nie wierzę, że w ogóle słucham czegoś podobnego - powiedział Amos. 

Sprawiał wrażenie, jakby na chwilę zapomniał o obecności Eriki. 

-  Dlaczego  tak  się  zdenerwowałeś?  -  spytała.  -  Boisz  się,  że  propozycja 

będzie zbyt kusząca? 

- Pobożne życzenie, skarbie. 

Erika odetchnęła głęboko. 

- Amos, wydajesz się mądrym człowiekiem, który odznacza się praktycznym 

zmysłem. Zatem… 

- No tak! Znasz mnie tak dobrze po zaledwie czterech dniach? 

- Widzę, że prowadzisz dokładne statystyki. 

-  Nie  schlebiaj  sobie.  -  Spojrzał  na  nią  kpiąco.  -  Wierzę,  że  z  twoim 

rozległym  doświadczeniem  psychologicznym  zdążyłaś  mnie  już  odpowiednio 
zaszufladkować. Jednak czasami pozory mylą. 

- Nie złość się na mnie. Mam powody, by uważać, że w pierwszej kolejności 

dbasz  o  własny  interes.  Dlatego  wziąłeś  tę  pracę,  choć  to  nie  w  twoim  stylu 
odpowiadać na głupawe telefony. 

- Zapewne zaraz mi powiesz, co jest w moim stylu - ironizował. 

-  Dążysz  do  tego,  żeby  być  niezależnym  -  ciągnęła  niezrażona.  -  Żeby 

samemu sobie szefować. A przede wszystkim wydawało ci się, że ta praca będzie 
miła, łatwa i przyjemna. 

Poruszyło go to. 

-  Nie  mam  nic  złego  na  myśli  -  dodała  pospiesznie.  -  Spodziewałeś  się 

spokojnego  i  niezbyt  czasochłonnego  zajęcia,  dzięki  któremu  zarobisz  na 
utrzymanie. W ten sposób mógłbyś skoncentrować się na pisaniu. 

- Cóż, tak było - westchnął ciężko. 

-  Rzeczywistość  okazała  się  dużo  bardziej  brutalna.  Gdybyś  miał  więcej 

doświadczenia  z  mieszkańcami  ekskluzywnych  dzielnic  Manhattanu,  wiedziałbyś, 
co cię czeka. 

background image

Skrzywił się i zapatrzył na drzewa. Ech, błąd, skarciła się w myślach. 

-  Przepraszam  -  powiedziała.  -  Zabrzmiało  to  trochę  snobistycznie  i 

protekcjonalnie, prawda? Chodziło mi jednak o nakreślenie nagich faktów. 

-  Masz  specyficzny  sposób  przedstawiania  faktów,  wiesz?  -  odparł,  nie 

patrząc na nią. 

- Nie jesteś lepszy. No, ale nie zmieniajmy tematu. Praca okazała się daleka 

od ideału, dlaczego więc nie rozejrzeć się za lepszym rozwiązaniem? 

- To, co oferujesz, nie jest lepszym rozwiązaniem. 

- Skąd wiesz? Przecież jeszcze nie rozmawialiśmy o mojej propozycji. 

Ugryzła hot doga. W jej głowie kłębiły się myśli. Nie spiesz się, pomyślała. 

Nie  wystrasz  go.  Spraw,  żeby  sam  zaczął  zachodzić  w  głowę,  ile  straci,  jeśli 
odrzuci plan. 

- Masz rację. Mogę cię przynajmniej wysłuchać - odezwał się w końcu. 

Poczuła  się  wspaniale.  Niczym  wytrawny  myśliwy,  który  po  długich 

podchodach wreszcie zwabił zwierzynę w pułapkę. 

- Oferuję ci wolność - odpowiedziała. - Coś, czego szukałeś, podejmując tę 

pracę. Dach nad głową, pełną lodówkę i żadnych więcej telefonów. Pasuje? 

- No i oczywiście kilkanaście sznurków, za które będziesz mogła pociągać? 

-  Wystarczy,  jeśli  od  czasu  do  czasu  pokażesz  się  gdzieś  w  moim 

towarzystwie. - Wzruszyła ramionami. - Ale nie znaczy to, że będziesz dreptał za 
mną całymi dniami. 

- A co w ogóle popchnęło cię do takiego ruchu? - zainteresował się. 

Opowiedziała  mu  o  telefonie  od  Feliksa.  Przez  dłuższą  chwilę  milczał  w 

zamyśleniu. 

- Zdaje się, że ten facet jest odrobinę przewrażliwiony… - mruknął wreszcie. 

- Rozumiem, jest wciąż w żałobie, ale żeby dać się zwariować głupim plotkom w 
jakimś  szmatławcu  i  przez  to  stracić  doskonałą  transakcję?  Jesteś  pewna,  że  nie 
chodzi o zabieg zmierzający do uzyskania lepszej ceny? 

- Jego przekaz był klarowny. Albo do poniedziałku ukręcę łeb sprawie, albo 

idzie do konkurencji. 

background image

- A tego byś nie chciała. 

-  Oczywiście,  że  nie.  I  dlatego  muszę  zaprzeczyć  plotkom.  Pomożesz  mi, 

Amos? 

-  Co  konkretnie  proponujesz?  -  spytał,  wyrzucając  papier  po  hot  dogu  do 

kosza. 

- Krótkoterminowe małżeństwo. 

- Możesz sprecyzować ramy czasowe? 

- Do momentu podpisania formalnej umowy z Feliksem. Prawdopodobnie to 

potrwa dwa do trzech miesięcy. 

Szczęśliwie… 

- A potem? - przerwał jej. 

- Dyskretny rozwód. I tyle. 

- W twoich ustach brzmi to niezwykle prosto - zadumał się. 

-  Bo  takie  jest.  Pomyśl  o  tym,  Amos.  Dwa,  trzy  miesiące  pisania  bez 

przerwy, dzień po dniu. Ile jesteś w stanie napisać przez dwa miesiące? 

- To zależy, ile będę miał dodatkowych zadań. 

-  Nie  wiem  -  wzruszyła  ramionami.  -  Ważne,  żebyśmy  raz  na  jakiś  czas 

pokazywali  się  publicznie.  Poszli  czasem  na  jakiś  lunch.  Nic  więcej  -  zapewniała 
go. 

- A co z mieszkaniem pod jednym dachem? 

- Z tym nie będzie problemu. Mam trzy sypialnie. Jedna jest przerobiona na 

gabinet.  Okna  i  balkon  wychodzą  na  Central  Park.  Doskonałe  miejsce  do  pracy. 
Jestem  przekonana,  że  uda  nam  się  ułożyć  jakiś  sensowny  plan  współistnienia. 
Mam dużo pracy i w domu bywam raczej gościem. 

- I to całe moje zadanie? 

-  W  zasadzie  tak.  Oczywiście  nigdy,  pod  żadnym  pozorem,  nie  możesz 

rozmawiać o mnie z prasą. 

- I nawzajem. 

-  O  to  się  nie  martw.  Z  „Sentinelem”  nie  rozmawiam  nawet  o  pogodzie.  - 

background image

Zawahała się chwilę. - Chciałabym dać ci coś w rodzaju stypendium. 

- Żebym pamiętał o zakazie kontaktów z prasą? 

- Niezupełnie. Potraktujmy to jako honorarium za wykonaną pracę. 

Uniósł brwi zdziwiony. 

-  Spodziewam  się,  że  będą  cię  nachodzić.  Chcę  jakoś  wynagrodzić  ci  czas, 

który zmarnujesz na użeranie się z nimi - wyjaśniła. 

- Skoro tak stawiasz sprawę, jak mógłbym odmówić?  

Nie  brzmiało  to  całkiem  jak  pytanie,  choć  nie  było  też  wyrażeniem  zgody. 

Postanowiła jednak nie drążyć tematu. 

- O jakich pieniądzach rozmawiamy? - spytał. 

Teraz z kolei ją zaskoczyła nieoczekiwana bezpośredniość pytania, ale zaraz 

uświadomiła  sobie,  że  przecież  tego  właśnie  chciała.  Uczciwej,  szczerej  i 
prowadzącej prosto do celu rozmowy. 

-  Powiedziałam  stypendium  -  ostrzegła.  -  Nie  obiecywałam,  że  dam  ci 

niezależność.  Ale  rozumiem,  że  potrzebujesz  pieniędzy.  Pisanie  książki  to  z 
pewnością  pasjonujące  zajęcie,  jednak  zajmuje  dużo  czasu,  a  pracując  tutaj,  nie 
zbijesz fortuny. - Zrobiła pauzę. - To trochę krępujące, żeby pytać, ale… 

-  Zadziwiasz  mnie.  Erika  Forrester  zażenowana?  Umieram  z  ciekawości,  z 

jakiego powodu. 

-  Cóż…  Amos.  Widzisz,  nie  znam  twojego  nazwiska.  Nigdy  mi  nie 

powiedziałeś. 

-  Nigdy  nie  pytałaś  -  przypomniał.  -  Nazywam  się  Abernathy.  Może 

powinienem zapisać ci to na dłoni? Prawdę mówiąc, spodziewałem się pytań typu, 
czy nie jestem już żonaty, czy nie byłem karany… 

Zamilkła. O czymś intensywnie myślała, po czym odezwała się: 

-  Zakładam,  że  Stephen  już  to  sprawdził.  Nie  zatrudniłby  cię  tutaj  bez 

odpowiednich referencji. 

Amos nie mógł powstrzymać śmiechu. 

-  Jesteś  niesamowita.  Jeśli  chodzi  o  karalność,  to  masz  rację.  Jednak 

Stephena zupełnie nie interesowało, czy mam żonę. 

background image

Pomyślała, że nie ułatwia jej zadania. Ale ponieważ to ona była w potrzebie, 

nie okazała więc irytacji, a nawet zmusiła się do uśmiechu. 

- W porządku, zapytam zatem. Czy jesteś lub kiedykolwiek byłeś w związku 

małżeńskim? 

- Na oba pytania odpowiadam przecząco. 

- Wspaniałe - ucieszyła się. - Podpiszemy zatem przedślubną umowę i… 

-  Nie.  -  Amos  pokręcił  energicznie  głową.  -  Taki  dokument  łatwo  może 

wpaść  w  niepowołane  ręce  -  odparł  spokojnie.  -  Nie  wierzę,  że  naprawdę 
odważyłabyś się na spisanie tego wszystkiego, o czym tu rozmawiamy. 

- Ależ ja zamierzam… - przerwała jednak, uświadomiwszy sobie ewentualne 

konsekwencje takiego postępku. A niech to… 

-  Tak?  Spisać  warunki  umowy,  daty  spotkań,  wystąpień  publicznych, 

wysokość  honorarium?  Dokument  na  wagę  złota  dla  łowców  sensacji  ze 
wszystkich brukowców. 

Erika przygryzła wargę. Nie chciała nawet myśleć, co powiedzą jej prawnicy 

na ślub bez intercyzy, ale Amos miał rację. 

- Wyobrażasz sobie, że wystarczy uścisk dłoni? 

- Jeśli nie możemy sobie ufać, to lepiej w ogóle zapomnijmy o całej sprawie 

- powiedział i wstał z ławki. - Dzięki za hot doga. 

-  W  porządku.  -  Zerwała  się  na  równe  nogi  i  wyciągnęła  w  jego  kierunku 

dłoń. - Umowa stoi. 

Zwlekał przez moment, ale potem ujął jej rękę. 

Nie był to pierwszy raz, kiedy się dotknęli, ale poczuła, że w tym dotyku jest 

coś niezwykłego. Miała wrażenie, jakby w jego dłoń włożyła nie tylko swoją rękę, 
ale całe życie. 

Zaraz  zresztą  zezłościła  się  na  siebie,  że  pozwala  sobie  na  takie  myśli.  To 

tylko krótkoterminowa umowa biznesowa, środek do celu. Powinna się cieszyć, że 
poszło tak gładko. 

Przyglądał się jej, jakby pierwszy raz widział ją na oczy. 

-  Miło  cię  poznać,  Eriko  -  powiedział  lekko  zachrypniętym  głosem.  Nie 

sprawiał wrażenia specjalnie zachwyconego. 

background image

Zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy nie nazwał jej panną Forrester, lecz 

po imieniu. 

-  Mnie  również  -  zdołała  z  siebie  wykrztusić.  -  Ach,  Amos,  kochanie  - 

przypomniała  sobie  -  zanim  złożysz  wymówienie,  zrób,  proszę,  jeszcze  jedną 
rzecz. Wpadnij do sądu i weź zezwolenie na zawarcie małżeństwa. 

 

 

 

Amos  zdawał  sobie  sprawę,  że  zdecydowana  większość  osób  z  otoczenia 

Eriki Forrester będzie miała sporo do powiedzenia, kiedy prawda wyjdzie na jaw. 
W  końcu  Erika  zdecydowała  się  na  ślub  z  obcym  człowiekiem…  Nie  spodziewał 
się jednak, że pierwszym i najgłośniejszym komentatorem nowiny będzie Stephen. 

Słuchał go jednym uchem, podczas gdy walczył z krawatem, który za nic nie 

dawał  się  porządnie  zawiązać.  Kiedy  Stephen  zrobił  przerwę  na  zaczerpnięcie 
powietrza, Amos odezwał się. 

- Zdawało mi się, że będziesz zadowolony. Przecież to w zasadzie był twój 

pomysł. 

-  Ja  chciałem  tylko,  żebyś  towarzyszył  jej  na  bankiecie  -  jęknął  oburzony 

Stephen. 

- No i właśnie to robię. 

- Żeby tylko to - nie dawał się przekonać. 

- Wydawało mi się, że ją lubisz. 

- Lubię, ale tylko jako miłą lokatorkę. Owszem, bywa nieco władcza… 

- Władcza? Masz na myśli te chwile, kiedy zachowuje się jak rozkapryszona 

królewna? 

- Ale nie szczędzi też pochwał i podziękowań. 

-  Doprawdy?  Nie  miałem  przyjemności  zauważyć  -  skomentował  Amos.  - 

Słuchaj, Stephen, wiem, że dość nieoczekiwanie zrezygnowałem z pracy… 

-  Zanim  tu  przyszedłeś,  sam  sobie  ze  wszystkim  radziłem.  -  Stephen 

wzruszył  ramionami.  -  Poradzę  sobie  i  teraz.  Skoro  uważasz,  że  panna  Forrester 

background image

jest władcza i despotyczna, to dlaczego u licha… 

-  Dlaczego  się  z  nią  żenię?  -  zapytał,  przyglądając  się  swemu  odbiciu  w 

lustrze. - Wszyscy pisarze są masochistami. 

-  Jeśli  ci  się  wydaje,  że  to  jest  odpowiedź…  Musisz  wszystko  dobrze 

przemyśleć,  Amos.  Kręcenie  się  tutaj  i  udawanie  administratora  przez  kilka 
miesięcy to jedna sprawa, ale ten pomysł… 

-  A  co  to  za  różnica?  Będę  się  po  prostu  włóczył  gdzieś  na  górze,  a  nie  w 

holu. Na razie, stary. 

Wsiadł  do  windy  jadącej  na  górne  piętra  do  apartamentów.  Kiedy  Erika 

otworzyła mu drzwi, wydała mu się niższa niż zwykle. To pewnie dlatego, że jest 
na  bosaka,  pomyślał.  Miała  na  sobie  ciasno  zawiązany  granatowy  szlafrok.  Bose 
stopy kuliła na marmurowej, z pewnością lodowatej, posadzce. 

- Wybacz - powitała go - jestem nieco spóźniona. Wejdź i nalej sobie drinka, 

a ja pójdę się ubrać. 

Wszedł  do  salonu.  Spojrzał  w  kierunku  drzwi,  za  którymi  zniknęła  Erika, 

zostawiając  je  jednak  niedomknięte.  Dziwne,  pomyślał,  ale  złożył  to  na  karb  jej 
zdenerwowania. 

Kiedy później zastanawiał się nad tym, doszedł do wniosku, że to wcale nie 

było  dziwne.  Erika,  jako  modelka,  często  pozowała  do  zdjęć  w  niekompletnym 
stroju. Dlaczego teraz miałaby się nagle wstydzić? 

A może starannie to zaplanowała, żeby go przetestować? Tak jakby sam się 

nie pilnował. Tak jakby był nią w najmniejszym stopniu zainteresowany. Co z tego, 
ż

e  była  śliczna  i  zgrabna,  przynajmniej  według  obowiązujących  kanonów? 

Prawdziwe  piękno  to  nie  tylko  fiołkowe  oczy,  śnieżnobiałe  zęby,  krągłe  piersi  i 
długie nogi. 

W  pewnym  momencie  uświadomił  sobie,  że  nadal  stoi  w  drzwiach. 

Dokładnie  w  tym  samym  miejscu,  w  którym  go  zostawiła.  Ruszył  więc  w  stronę 
barku. Łyk whisky być może pomoże mu wziąć się w garść. 

- Nalać ci coś?! - krzyknął w stronę uchylonych drzwi. 

- Poproszę sherry. 

Spodziewał  się,  że  Erika,  myjąc  się  i  ubierając,  nie  dosłyszy  jego  pytania. 

Jednak  jej  odpowiedź  zabrzmiała  bardzo  wyraźnie.  Znaczyło  to,  że  musiała 

background image

zatrzymać  się  na  środku  pokoju,  żeby  zdjąć  szlafrok…  żeby  delikatnie  wślizgnąć 
się w sukienkę, nie niszcząc przy tym misternej fryzury. 

Zauważył butelkę sherry. Sięgnął po szklaneczkę. 

Drzwi  od  sypialni  otworzyły  się.  Zaskoczył  go  stukot  wysokich  obcasów  o 

marmurową posadzę. Nie spodziewał się takiej przemiany. 

Jej  sukienka  wykonana  była  z  bardzo  miękkiego  materiału,  który  wyglądał 

jak  obłoczek,  przetykany  srebrną  nitką  odbijającą  promienie  słońca.  Sukienka 
miała  odkryte  ramiona,  ale  długie  rękawy.  Spódniczka  była  za  to  bardzo  krótka. 
Amos  pomyślał,  że  projekt  sukni  wyszedł  spod  ręki  wyjątkowo  utalentowanego 
człowieka. 

Erika  nie  paradowała  jak  modelka  na  wybiegu  i  nie  oczekiwała  na 

komplementy.  To  pozytywnie  zaskoczyło  Amosa.  Co  mógłby  jej  powiedzieć?  Że 
suknia sprawia wrażenie, jakby krawcowej nie starczyło materiału na dokończenie 
dzieła? 

- Ładny smoking - powiedziała, sięgając po szklankę sherry. 

- To zrozumiałe. Stephen załatwił mi go z wypożyczalni. 

- Widzę, że zaczynasz się przyzwyczajać do korzystania z pomocy Stephena. 

Zobaczysz, jakie to wygodne. - Uśmiechnęła się. - Chyba powinieneś kupić sobie 
własny  smoking.  To  opłacalna  inwestycja,  która  szybko  się  zwróci,  zwłaszcza  że 
korzystanie z wypożyczalni jest dość drogie. 

- A po co? 

- Na te huczne balangi z okazji wydania twojej książki. 

- A, o to chodzi. Sądziłem, że sugerujesz, jak mam się ubrać do następnego 

ś

lubu. 

-  To  także  -  przyznała.  -  Nigdy  nie  wiadomo,  co  może  się  przydać.  Chcę 

zrobić  wszystko,  aby  pomóc  ci  odnieść  sukces,  Amos.  Powinnam  wiedzieć  nieco 
więcej na temat twojej książki. Od tego będzie zależało to, jak cię przedstawię. 

- Czy określenie „mój narzeczony” nie jest wystarczająco dobre? 

-  Amos,  dziś  wieczór  spotkamy  wielu  wydawców,  agentów.  Ja  znam  tych 

wszystkich  ludzi.  Kiedy  zorientują  się,  że  jesteś  ze  mną,  będą  się  bić  o  twoje 
zainteresowanie  i  względy.  Gdybym  przedstawiła  cię  jako  mojego  narzeczonego, 
który  pisze  najwspanialszą  amerykańską  powieść  dwudziestego  pierwszego 

background image

wieku… 

- Zimno, zimno. Nie trafiłaś. - Potrząsnął głową. 

-  No  i  to  jest  właśnie  pocieszające.  -  Odstawiła  szklankę  z  sherry.  -  Nigdy 

wcześniej  nie  spotkałam  autora,  który  nie  uważałby  się  za  twórcę  genialnego 
dzieła. 

- Nie powiedziałem, że nie jestem genialny - odparł skromnie. - Jedynie to, 

ż

e moja książka nie jest zupełnie w stylu przygód Hucka Finna. 

Po  raz  pierwszy  zauważył,  że  jego  słowa  sprawiły  jej  dużą  przyjemność. 

Zaśmiała się cicho. Radość rozświetliła jej oczy, rysy twarzy złagodniały. 

Powinni ją pokazywać z tym uśmiechem w reklamach, pomyślał. 

Erika zostawiła płaszcz w damskiej szatni, tuż obok hotelowej sali balowej, 

po  czym  weszła  do  łazienki,  aby  upewnić  się,  czy  wszystko  w  porządku  z  jej 
makijażem. Ku swemu zaskoczeniu zastała tam Kelly poprawiającą fryzurę. 

-  Więc  jednak  przyszłaś?  -  zapytała  Erika  zaskoczona.  -  Myślałam,  że 

będziesz się dzisiaj udzielać jako wolontariuszka. 

-  Już  to  zrobiłam.  Muszę  się  trochę  rozluźnić  po  kilku  godzinach 

rozpakowywania książek i układania ich przy nakryciach dla gości. Zajmij szybko 
miejsce, to jeszcze załapiesz się na jakieś dzieło. Próbowałam wymieszać horrory, 
romanse i science fiction na każdym stole. Teraz muszę odpocząć. 

-  Tak,  zasłużyłaś  na  wypoczynek.  Wyświadczysz  mi  przysługę?  -  Erika 

otworzyła  kosmetyczkę.  -  Zadzwoń  do  „Sentinelu”  i  powiedz  im,  że  jestem  tu 
dzisiaj z moim narzeczonym. 

- Chcesz, żebym oznajmiła… co takiego? 

- Nie, nic nie oznajmiaj, bo od razu pomyślą, że wszystko jest zaaranżowane. 

Zadzwoń jako  anonimowy  informator i powiedz, że  słyszałaś,  jak przedstawiałam 
komuś mojego narzeczonego. 

-  I  oni  w  to  uwierzą?  Taka  bajeczka  wcale  nie  odciągnie  ich  uwagi  od 

twojego rzekomego związku z Feliksem… 

Erika wyciągnęła garść monet z torebki. 

- Weź to, w szatni jest automat telefoniczny.  

- Jeśli jesteś zaręczona, Eriko, to gdzie jest pierścionek z brylantem? 

background image

Erika zamarła. Pierścionek. Kompletnie o tym zapomniała. 

- Jest… eee… u jubilera. Kamień należał do rodziny mojego narzeczonego, a 

teraz został oddany do jubilera, który go oprawi. 

- W porządku - Kelly uśmiechnęła się. - Więc o co ci tak naprawdę chodzi? 

- Oto i on - odparła Erika. Amos czekał na nią przy wejściu na salę balową. 

Położyła  rękę  na  jego  ramieniu,  stanęła  na  palcach  i  delikatnie  pocałowała  go  w 
policzek.  -  Kelly,  to  mój  narzeczony.  Amos,  kochanie,  to  jest  Kelly,  moja 
asystentka. Z pewnością będziecie się często spotykać. 

Kelly zerknęła na nią zaskoczona. Po chwili odwróciła się, żeby spojrzeć na 

Amosa, a jej już i tak szeroko otwarte oczy zrobiły się jeszcze większe. 

- Ślub odbędzie się we wtorek - dodała Erika. - Wejdźmy i znajdźmy dobre 

miejsce,  kochanie.  Kelly,  czy  chcesz,  żebyśmy  zajęli  miejsce  również  dla  ciebie? 
Wiem, że musisz teraz załatwić ważny i pilny telefon. 

Kelly  pokiwała  powoli  głową,  zupełnie  jakby  działała  na  zwolnionych 

obrotach. Zupełnie, jakby nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Erika poprowadziła 
Amosa ku sali balowej. 

- Musimy załatwić pierścionek zaręczynowy. Nikt nam nie uwierzy, jeśli na 

palcu narzeczonej nie pojawi się brylant. Gdyby ktokolwiek o to pytał, powiedz, że 
oddaliśmy do jubilera kamień, który od dawna należy do twojej rodziny. 

-  Cieszę  się,  że  tak  szybko  zdecydowałaś  o  wyborze  kamienia.  A  zatem 

brylant - powiedział sucho. - Tam, skąd pochodzę, kamieniami nazywa się marmur 
i granit. O co chodzi z tym telefonem, który Kelly musi tak pilnie wykonać? 

- Skup się lepiej na operatorach kamer i fotografach. Wkrótce tu będą. 

- I co mam zrobić, jeśli jakiegoś zobaczę? 

Erika rozejrzała się po zatłoczonej sali. 

- Łagodna forma publicznego okazywania uczuć byłaby na miejscu. 

-  Może  powinniśmy  doprecyzować  to  sformułowanie,  zanim  nie  będzie  za 

późno. Czy to będzie odpowiednie? - pochylił się i musnął ustami jej kark. 

Erika poczuła, jak jej ciało przebiegają dreszcze. 

- A co powiesz na to? - Skubnął wargami płatek jej ucha. 

background image

- A to? - Powiódł palcami po jej nagich ramionach. Drugą ręką chwycił ją za 

brodę i uniósł twarz tak, że ich usta znalazły się na tym samym poziomie. 

- W porządku - wydusiła z siebie. - Posunąłeś się wystarczająco daleko. 

-  Jaka  szkoda.  Miałem  nadzieję,  że  może  zsuniemy  się  pod  stół  w  czasie 

jakiegoś nudnego przemówienia. - Puścił ją i podał jej ramię, aby poprowadzić na 
salę. 

Po jednej stronie znajdowały się stoiska znanych, liczących się wydawców i 

księgarni,  ogromne  plakaty  i  stosy  książek.  Ludzie  kręcili  się,  rozmawiali, 
niektórzy usiedli już przy okrągłych stołach. Na niektórych krzesłach stały torebki i 
wisiały marynarki. 

W przeciwległym rogu za stosem bestsellerów stała niewysoka, korpulentna 

kobieta  o  nieprawdopodobnie  czarnych  włosach  i  w  rzucającej  się  w  oczy 
jasnozielonej  sukience.  Zobaczyła  Erikę  i  zaczęła  przeciskać  się  przez  tłum  w  jej 
kierunku. 

Erika westchnęła i próbowała dodać sobie odwagi. 

Robię  to  wszystko  w  szczytnym  celu,  przekonywała  siebie.  Na  szczęście 

dzisiaj podsunę jej wiadomość, która z pewnością ją zadowoli. 

- Witaj, Philippo. Dobrze wyglądasz. 

- Nie oszukuj mnie, ty niegrzeczna dziewczynko - zażartowała Philippa. Głos 

miała  niski  jak  palacz  z  długoletnim  stażem.  Z  głośnym  mlaśnięciem  ucałowała 
powietrze tuż obok policzka Eriki. - Mam nadzieję, że przemyślałaś moją ofertę. 

- Ach, tak. Oczywiście. 

-  Jest  nadal  aktualna.  Twoja  historia  jest  świetna  i  moglibyśmy  ją  sprzedać 

każdemu  z  tych  wydawców.  -  Wskazała  ręką  na  stoiska  za  nimi.  -  Bardzo  bym 
chciała uruchomić ten projekt jeszcze dzisiaj. 

-  Wiesz,  może  zajmiemy  się  tym  kiedy  indziej.  Chciałabym  ci  kogoś 

przedstawić.  To  jest  Amos  Abernathy,  pisarz.  Amos,  kochanie,  to  jest  Philippa 
Strang, agentka. 

Philippa zmrużyła oczy. 

- Nie kojarzę pana nazwiska. Kto pana reprezentuje? 

- Och, nie mogła pani o mnie słyszeć. - Wyciągnął do niej rękę na powitanie. 

background image

- Jestem kompletnie nieznany. 

Spojrzała na niego badawczo. 

- Jeśli zajmujesz się czymś z mojej dziedziny, chętnie rzucę na to okiem. 

- To bardzo uprzejme z pani strony, panno Strang. 

- Nie bądźmy tacy oficjalni. Nazywaj mnie Philippa. 

- Skarbie - mruknął Amos do ucha Eriki - miałaś rację, że wszyscy starają się 

być dziś wieczór bardzo pomocni. 

- Skarbie? - wykrzyknęła zdumiona Philippa. 

-  Tak.  Amos  jest  nie  tylko  bardzo  dobrym  pisarzem,  ale  także  moim 

narzeczonym - wyjaśniła Erika słodkim głosem. - Zobacz, kochanie, tam w rogu są 
dwa wolne miejsca. Wszyscy już siadają przy stołach. Chyba my też powinniśmy 
usiąść. - Uśmiechnęła się do Philippy i pociągnęła Amosa za sobą. 

- Możesz mi powiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło? - spytał. - Po co 

mnie przedstawiłaś, skoro nie chciałaś rozmawiać o biznesie? 

- Czy te dwa miejsca są wolne? - zapytała. - Tak? Dziękuję. 

Amos pomógł jej usiąść. 

-  Ty  to  nazywasz  biznesem?  -  wyszeptała.  -  Nie  sądzę,  żeby  zamierzała 

rozmawiać z tobą o kwestiach zawodowych. 

Pochylił się w jej stronę, otaczając ramieniem. Ustami musnął jej ucho. 

-  Wspaniały  sposób  publicznego  okazywania  uczuć.  Szkoda,  że  nie  było 

wtedy fotografa. - Jego oddech łaskotał jej szyję. - Muszę przyznać, że sam bym na 
to nie wpadł. To był bardzo efektowny pokaz zazdrości, Eriko. 

background image

Rozdział czwarty 

 

Zazdrość? Jak on śmiał sugerować coś podobnego? Ostatnim uczuciem, jakie 

mogła  żywić, gdy  w  grę  wchodziła  Philippa,  była  zazdrość  o mężczyznę.  Irytacja 
czy rozdrażnienie - owszem - ta kobieta była mistrzynią prowokacji. Ale zazdrość? 

Nagle  zauważyła  komizm  całej  sytuacji.  Jeśli  prasa  będzie  chciała  w  ten 

sposób interpretować jej zachowanie, to chyba nikt na tym nie ucierpi. Amos miał 
rację.  Nie  mogła  wybrać  lepszego  sposobu  na  publiczne  ogłoszenie  swych 
zaręczyn.  Philippa  zaprowadzi  ich  do  upragnionego  celu.  A  jeśli  prasa  zauważy  i 
skomentuje  jej  wybuch  zazdrości…  Cóż,  jeśli  kobieta  okazuje  zaborczość 
względem jednego mężczyzny, to najprawdopodobniej nie w głowie jej ktoś inny. 
To powinno zakończyć spekulacje na temat jej związku z Feliksem. 

Pogładziła  policzek  Amosa,  z  nadzieją,  że  zostanie  to  odebrane  jako  wyraz 

sympatii. Po chwili odwróciła się, aby przedstawić się osobie, która siedziała po jej 
lewej strome. 

Ucichły  rozmowy,  wszyscy  zajmowali  miejsca  przy  stołach  i  zaglądali  do 

menu. Kelnerzy ruszyli przez salę zbierając zamówienia. 

-  Weź  swoją  książkę  -  zwrócił  jej  uwagę  Amos,  kiedy  kelner  nadszedł  z 

pierwszym daniem. 

-  Jaką  książkę?  -  Erika  po  chwili  przypomniała  sobie,  co  Kelly  mówiła  o 

darmowych  egzemplarzach  leżących  przy  każdym  nakryciu.  Uniosła  serwetkę  i 
podniosła książkę w twardej oprawie. 

-  Madison  Adams  „Mroczne historie”  - przeczytała.  -  Cóż, mogę  się  mylić, 

ale  z  widoku  ociekających  krwią  kłów,  widocznych  na  okładce,  wnoszę,  że  to 
niezbyt ambitna pozycja. 

Sąsiad, siedzący po jej lewej stronie, zaśmiał się. 

- Już chciałem się z panią wymienić - powiedział, wskazując na trzymamy w 

dłoni  romans,  na  którego  okładce  widać  było  pirata  z  nagim  torsem  i  okiem 
zasłoniętym  opaską.  -  Jednak  po  namyśle  doszedłem  do  wniosku,  że  to  byłoby 
niegrzeczne. 

-  Ja  się  z  panem  wymienię  -  powiedziała  kobieta  siedząca  po  przekątnej  i 

wręczyła mu opowiadania science fiction w zamian za romans. 

background image

Erika spojrzała na książkę leżącą obok Amosa. Przykrył ją serwetką, ale bez 

trudu dostrzegła tytuł. Judd Thorne „Złośliwe działania”. 

- Skoro to wydają, ktoś musi to czytać - zauważył Amos. - Szarpnęli się na 

twardą oprawę, a w dodatku widnieje tu długa lista innych tytułów z tej serii. 

Wokół uwijali się kelnerzy. Inni goście przy stoliku zaczęli już jeść. 

-  Podobno  masz  do  sprzedania  jakąś  historię  o  sobie  -  zagadnął  Amos.  - 

Odniosłem wrażenie, że Philippa chciała cię namówić do napisania książki.  

- Następnym razem, jeśli o tym wspomni, powiem jej, że w rodzinie nie ma 

miejsca  dla  dwóch  autorów.  O,  przepraszam,  pisarzy.  Jedyne,  czego  chciała,  to 
ż

ebym  jej  wszystko  opowiedziała.  Ma  to  być  moja  biografia,  choć  w 

rzeczywistości  chodzi  raczej  o  opisanie,  jak  mój  ojciec  stworzył  firmę,  z  iloma 
modelkami sypiał i jak to jest dorastać w cieniu takiego człowieka. 

Jeden  z  mężczyzn  skinął  głową  w  stronę  kryminału  leżącego  przy  talerzu 

Amosa. 

-  To  jest  akurat  całkiem  dobra  książka  -  zagadnął.  -  Wypożyczyłem  ją  z 

biblioteki  zaraz  po  jej  opublikowaniu.  Zawsze  tak  robię  z  książkami  nowych 
autorów. Wolę pożyczyć niż kupować, jeśli nie znam twórcy. 

-  Chce  się  pan  zamienić?  -  zaoferował  Amos.  -  Będzie  pan  miał  własny 

egzemplarz. 

-  Nie,  dziękuję.  -  Pokręcił  głową.  -  Teraz,  kiedy  znam  całą  historię,  nie 

muszę już ponownie tego czytać. 

-  To  ciekawa  filozofia  -  wtrącił  ktoś  inny.  -  Znawcy  i  miłośnicy  Szekspira 

zapewne  byliby  zbulwersowani  taką  opinią,  bo  oni  czytają  dzieła  mistrza  po 
kilkanaście razy. 

Wielbiciel powieści detektywistycznych zaśmiał się. 

- Cóż, Juddowi Thorneowi daleko do Szekspira. Czy ktoś z państwa zgodzi 

się ze mną, że pierwsza książka autorów kryminałów jest zwykle najlepsza? 

- Ciii - zganiła go żona. - Przedstawiają pierwszego prelegenta. 

Amos pochylił się ku Erice. 

-  Spójrz  na  tego  mężczyznę  z  lewej  strony.  Wygląda  na  mocno  przejętego. 

Nie widzę aparatu, ale… 

background image

Spojrzała przez ramię. Na sali panował ruch, część osób wracała do stolików, 

aby  posłuchać  przemówienia,  inni  wstawali,  aby  podejść  bliżej  sceny.  Kelnerzy 
krążyli po całej sali, zbierali naczynia i roznosili filiżanki z kawą. Zajęło jej więc 
dłuższą chwilę, zanim dostrzegła mężczyznę wskazanego przez Amosa. 

- To Felix - mruknęła. - Zastanawiam się, czego on chce. 

Felix La Croix podszedł do ich stolika. 

- Mogę poprosić panią na chwilę, panno Forrester? - zapytał. 

-  Oczywiście.  -  Rozejrzała  się.  -  Tam  jest  wolne  krzesło.  Proszę  się 

przysiąść. 

Felix  jednak  nie  odpowiedział.  Poszedł  w  kierunku  kolumn,  oddzielających 

główną część sali od wejścia do kuchni. Najwyraźniej oczekiwał, że Erika pójdzie 
za nim. Chociaż w sali było bardzo tłoczno, Felix nie chciał, by ktoś zobaczył go w 
towarzystwie Eriki. To nie był dobry znak. Odłożyła serwetkę i wstała. 

Amos poszedł w jej ślady. 

Chciała  przekonać  go,  że  powinna  sama  porozmawiać  z  Feliksem,  ale  po 

chwili  zdecydowała,  że  lepiej  będzie  się  czuła,  jeśli  ktoś  ją  wesprze.  Czego  też 
Felix  mógł  od  niej  chcieć?  Raczej  nie  chodziło  o  sprawy  zawodowe,  ponieważ 
obiecał  dać  jej  odpowiedź  dopiero  w  poniedziałek.  Prawdopodobnie  zdążył  już 
usłyszeć  o  niej  i  o  Amosie.  Jeśli  to  właśnie  był  temat,  o  którym  chciał  z  nią 
rozmawiać, zupełnie bez powodu zachowywał się jak konspirator. 

Felix stał oparty o pierwszy filar.  

-  W  co  ty  pogrywasz?  -  warknął,  kiedy  zbliżyła  się  do  niego.  -  Pierwszą 

rzeczą, jaką dzisiaj usłyszałem, były pogłoski o zaręczynach. 

-  Pogłoski  o  naszych  zaręczynach?  -  dopytywała  się.  -  Czy  może  o  moich 

zaręczynach?  A  właśnie,  chciałabym  ci  przedstawić…  -  Odwróciła  się,  żeby 
włączyć Amosa do rozmowy. 

Jednakże  Amosa  nie  było,  chociaż  szedł  zaledwie  kilka  kroków  za  nią. 

Rozejrzała  się  nerwowo,  ale  nie  sposób  było  dojrzeć  kogoś  w  takim  tłumie. 
Wszyscy  wstali,  żeby  nagrodzić  mówcę  oklaskami.  Amos  był  wyższy  niż 
większość mężczyzn, powinien więc górować nad tłumem. 

-  Prosiłem  cię,  żebyś  zakończyła  plotki.  -  Felix był  tak  wściekły,  że  niemal 

krzyczał. - Zamiast tego słyszę wokół różne spekulacje. Powiem to raz jeszcze: nie 

background image

zamierzam żenić się z tobą, choćby od tego zależało twoje życie. 

Erika  zamarła.  A  więc  Felix  myślał,  że  ona  zaaranżowała  wszystko,  gdyż 

chciała wyjść za niego za mąż? Musiała mu wyjaśnić pomyłkę. 

Nagle jak spod ziemi u jej boku pojawił się Amos. 

-  Oczywiście,  że  się  z  nią  nie  ożenisz  -  zwrócił  się  do  Feliksa.  -  Eriko, 

skarbie,  naprawdę  musisz  przestać  traktować  tak  życzliwie  każdego  napotkanego 
mężczyznę, bo to prowadzi do licznych nieporozumień. Oni zaczynają wierzyć, że 
ci  na  nich  zależy,  potem  zachowują  się  jak  dzikie  zwierzęta.  Przepraszam,  jeśli 
przeszkodziłem w rozmowie. Pan La Croix, prawda? 

- Kto pana prosił, żeby pan się wtrącał do naszej rozmowy? - krzyknął Felix. 

- I w ogóle, kim pan jest? 

Amos jednak zignorował to pytanie. 

-  Mówiłaś  mi  przed  kolacją,  kochanie,  że  nikt  nie  potraktuje  poważnie 

informacji o zaręczynach, jeśli nie będziesz miała na palcu pierścionka. - Wysunął 
przed siebie rękę, jakby chciał zrobić magiczną sztuczkę. Odwrócił dłoń. 

Okazało się, że trzyma w niej małe pudełeczko.  

- Zróbmy to zatem oficjalnie. 

Poprowadził Erikę w mniej zatłoczoną część sali. Uklęknął na jedno kolano i 

ujął dłoń Eriki. 

-  Eriko,  czy  zostaniesz  moją  żoną?  -  Nie  mówił  głośno,  ale  nagle  na  sali 

zapanowała kompletna cisza. 

Nie  odpowiedziała,  ale  musiała  poruszyć  się  w  sposób,  który  został 

odczytany  jak  zgoda,  gdyż  ludzie  przy  stolikach  odetchnęli  z  ulgą  i  zaczęli  bić 
brawo. 

Amos otworzył pudełeczko. Wewnątrz znajdował się pierścionek z pięknym 

dużym brylantem, w którym odbijało się światło, opromieniając twarz Eriki. 

Poczuła dotyk chłodnego metalu i ciepłej dłoni Amosa, kiedy, nadal klęcząc, 

wsuwał jej pierścionek na palec. Pociągnął lekko jej dłoń. Pochyliła się i musnęła 
delikatnie ustami jego wargi. 

Amos wstał, otoczył ją ramionami i przytulił do siebie. Erika zauważyła, że 

wszyscy goście patrzyli tylko na nich. 

background image

Nie mogła złapać oddechu. Ledwie trzymała się na nogach. Kiedy pocałował 

ją  wcześniej, przed  salą balową, gdy nikt na nich nie patrzył,  czuła,  że kolana  się 
pod nią uginają. Teraz, w obecności licznie zebranych gości, musiała zmobilizować 
wszystkie  siły,  żeby  nie  zemdleć.  Uśmiechnęła  się,  otoczyła  szyję  Amosa 
ramionami i oddała się jego pocałunkowi.  

Amos  całował  ją  w  sposób,  jakiego  nie  oczekiwała.  Usta  miał  miękkie, 

delikatne i gorące. Pocałunek nie miał nic wspólnego z okazaniem siły i dominacji, 
których  się  po  nim  spodziewała.  Był  dostatecznie  długi,  żeby  paparazzi  zdążyli 
zrobić wystarczająco dużo zdjęć, ale na tyle krótki, że zapragnęła, aby trwał dłużej. 

- Powinno wystarczyć - mruknął Amos. 

Przyznała mu rację. Przedstawienie powinno odnieść skutek. 

- Gdzie Felix? - spytała. 

- Zmył się, kiedy pojawiły się kamery. 

Amos  poprowadził  ją  do  stolika.  Kiedy  usiedli  na  swoich  miejscach, 

spostrzegła, że współtowarzysze przypatrują się im z zaciekawieniem. 

-  Nie  mieliśmy  pojęcia  -  szepnęła  kobieta  siedząca  na  przeciwko.  -  Pokaż 

nam pierścionek, kochanie. 

Erika  sama  z  przyjemnością  rzuciła  na  niego  okiem.  Kamień  był  bardzo 

duży, kształtem przypominał kroplę. Obrączka była z platyny. 

Prowadzący opowiedział żart i sala buchnęła śmiechem. Erika skorzystała z 

hałasu, nachyliła się i spytała: 

- Amos, skąd jest ten pierścionek? 

- Nie wiem - odparł beznamiętnym głosem. 

- O czym ty mówisz? - Zmarszczyła czoło. - Przecież nie pojawił się znikąd 

w twoim portfelu. Pomyślałam, że może od kogoś pożyczyłeś. 

-  Pożyczyć  pierścionek  zaręczynowy?  Eriko,  skarbie.  To  nie  byłoby  w 

dobrym guście. Poza tym ktoś mógłby go rozpoznać… 

- Ale przecież, kiedy przypomniałam sobie o pierścionku, to zniknąłeś mi z 

oczu  na  zaledwie  kilka  minut.  Skąd  zatem  go  wytrzasnąłeś?  -  Patrzyła  na  niego 
szerokimi ze zdziwienia oczami. 

- Hm, masz bujną wyobraźnię, a może po prostu wszystko odbyło się o wiele 

background image

prościej? 

Poczuła, że robi się jej gorąco. 

- Czy to znaczy, że miałeś go cały czas przy sobie? Ale dlaczego ukrywałeś 

aż do teraz? 

- To nie tak. Kiedy rozmawiałaś z Kelly, zadzwoniłem do Stephena. - Rzucił 

okiem  na  zegarek.  -  Sporo  czasu  zajęło  mu  dotarcie  tutaj.  Prawdę  mówiąc, 
zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle podoła temu wyzwaniu. 

- Jak mu się to udało? 

-  Pytasz,  który  jubiler  otworzył  dla  niego  sklep  o  tej  porze?  Nie  mam 

zielonego pojęcia. Zapewne dowiesz się, kiedy przyjdzie rachunek. 

Kiedy weszli do holu, Stephen wciąż tam siedział. Było już późno, nawet jak 

na niego, więc Erika doszła do wniosku, że został po godzinach z jakiegoś ważnego 
powodu. 

-  Sprawdzasz,  czy  zdążymy  przed  godziną  policyjną?  -  spytał  go  Amos.  - 

Czy może chcesz się upewnić, że brylant dotarł do adresata? Nie martw się, kolego, 
twoja nieskazitelna reputacja nie została nadszarpnięta. 

- Dziękuję, Stephen - odezwała się Erika. - Ten pierścionek nas uratował. 

-  Prawdziwy  gwóźdź  programu  -  przyznał  Amos.  -  Warto  było  zobaczyć 

minę Feliksa, kiedy dotarło do niego, że to nie on jest gwiazdą wieczoru. 

-  Choć  może  powinnam  była  przeprosić  go,  kiedy  powiedziałeś,  że 

zachowuje się jak zwierzę - dodała Erika. 

- Dlaczego? On nawet nie zauważył, że go obrażam. 

-  Tego  nie  byłabym  taka  pewna.  Być  może  przemyśli  to  po  powrocie  do 

domu. 

-  Wątpię.  Będzie  próbował  opanować  szok,  jakiego  doznał  na  wieść  o 

naszych zaręczynach. - Amos potrząsnął głową. 

- Zobaczymy. - Erika sięgnęła po książki, które przynieśli. - Mam nadzieję, 

ż

e się nie mylisz. 

Stephen osłupiały patrzył na tytuły książek. 

- Panno Forrester? 

background image

- To tylko tak wygląda, jakby Erika miała zły gust - wtrącił Amos. - Trudno 

w  to  uwierzyć,  ale  okazuje  się,  że  panna  Forrester  jest  amatorką  okazji.  Książki 
były darmowe, więc wzięliśmy wszystko, co się nawinęło. 

- Jasne! Za darmo! - oburzyła się. - Zapłaciłam pięćset dolarów za bilety na 

bankiet, więc chyba mam prawo do skromnego upominku od organizatorów. Poza 
tym  niegrzecznie  byłoby  zostawić  prezenty,  które  przygotowali  dla  gości. 
Dobranoc wam obu. 

W  windzie  dotarło  do  niej,  że  nie  pożegnała  swojego  narzeczonego  w 

sposób,  w jaki  żegnają  się  zakochani.  W  końcu  Amos  był  mężczyzną,  za  którego 
lada dzień miała wyjść za mąż. A niech to, powinna być ostrożniej sza. Nie mogą 
dać  się  przyłapać  na  kłamstwie,  ważny  jest  każdy  szczegół,  nawet  właściwe 
pożegnanie. 

Przeszedł  ją  dreszcz  na  myśl  o  powtórzeniu  pocałunku.  Szczęśliwie, 

pomyślała, ten problem nie będzie pojawiał się zbyt często. Kiedy już się pobiorą, 
nie będą musieli na każdym kroku przekonywać ludzi o swoim uczuciu. 

Uniosła rękę i z westchnieniem zachwytu przyglądała się kamieniowi, który 

błyszczał cudownie na jej palcu. Brylant skrzył się niczym gwiazda. 

Weszła  do  mieszkania  i  opadła  na  fotel.  To  była  pierwsza  chwila  od 

zakończenia  bankietu,  kiedy  mogła  sobie  pozwolić  na  chwile  relaksu.  Prawdę 
mówiąc,  już  na  długo  przed  bankietem  była  wyczerpana  zarówno  fizycznie,  jak  i 
psychicznie.  Później,  po  oficjalnym  wystąpieniu,  zrobiło  się  jeszcze  gorzej. 
Wszystkie  oczy  skierowane  były  na  nich.  Wszyscy  o  nich  mówili.  Czuła  się 
wykończona jak po intensywnym dniu zdjęciowym. 

Ale  teraz,  siedząc  w swoim  cichym  apartamencie,  mogła  się już  całkowicie 

rozluźnić i na spokojnie przeanalizować ostatnie wydarzenia. 

Pomyślała,  że  w  istocie  wszystko  poszło  nadzwyczaj  dobrze  i  po  jej  myśli. 

Oczywiście  poza  tym  dziwnym  oświadczeniem  Feliksa.  Co  u  licha  kazało  mu 
podejrzewać, że zamierzała wmanewrować go w małżeństwo? 

Kusiło  ją,  by  zerwać  negocjacje,  ale  zależało  jej  na  produktach  Kate  La 

Croix. Prawdę powiedziawszy, potrzebowała ich. W najgorszym przypadku chciała 
być pewna, że nikt inny nie dostanie receptur. No i zawarła umowę z Amosem, o 
czym nie powinna zapominać. Obiecała mu trzy miesiące spokojnej pracy w zmian 
za  pomoc.  Trzeba  przyznać,  że  dzisiaj  spisał  się  wspaniale.  Nie  mogła  teraz 
zmienić planów, to byłoby niepoważne. 

background image

Choć z drugiej strony mogłaby zapewnić mu spokój i warunki do pracy bez 

kontynuowania  tej  farsy.  Pewnie  Amos  poczułby ulgę,  że  nie  musi  już  wypełniać 
ż

adnych punktów umowy, a jedynie czerpać z niej korzyści. 

Spojrzała na pierścionek. I nagle poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. 

 

 

 

Siedziba  Ladylove  Cosmetics  była  elegancka  i  nowoczesna,  ale 

bezpretensjonalna  -  szans  na  wygranie  nagrody  w  konkursie  architektonicznym 
raczej  nie  miała.  Prawdę  mówiąc,  Amos,  kiedy  ją  zobaczył,  pomyślał,  że 
przypomina coś pomiędzy krzyżem a wielką butelką perfum. Nie bardzo wiedział, 
czego się spodziewać. Może raczej czegoś podobnego do sklepów Ladylove, jakie 
widział w mieście? Ostatnio przechodził koło jednego, kiedy wybrał się po bluzkę 
dla  Eriki.  Swoją  drogą  zapomniał  jej  zwrócić.  Trudno,  przecież  miał  kilka 
ważniejszych spraw na głowie. 

W  każdym  razie  gdy  przechodził  koło  sklepu  firmy  Eriki,  poświęcił  mu 

nieco  uwagi.  Nigdy  nie  przykładał  specjalnej  wagi  do  makijażu  czy  kobiecych 
perfum. Chyba że jakaś kobieta zdecydowanie przesadziła lub z innych powodów 
zwróciła  na  siebie  jego  uwagę.  Poznanie  właścicielki  takiej  firmy  zmieniło  jego 
podejście i skłoniło do pewnego zainteresowania sprawami dotyczącymi tej branży. 

W przeciwieństwie do sklepów, centrala była wyciszona i spokojna. Jedyną 

ekstrawagancją była fantazyjna linia  recepcji.  Naprzeciwko  wejścia  widniało logo 
firmy i wisiały naturalnej wielkości fotografie modelek Ladylove. 

Większość  dziewczyn  osiągnęła  wielki  sukces  na  wybiegu  lub  planie 

filmowym po tym, jak pojawiły się w reklamach Ladylove. 

Recepcjonistka  uniosła  wzrok,  ale  zanim  Amos  zdążył  się  przedstawić, 

dziewczyna powiedziała: 

- Pan Abernathy? Powiem pannie Forrester, że już pan przyszedł. 

Zastanawiał  się,  czy recepcjonistka otrzymała  tak dobry opis jego  wyglądu, 

czy  też  tak  mało  gości  przychodziło  do  biura,  że  nie  mogła  się  pomylić.  Uniosła 
słuchawkę  telefonu,  a  Amos  podszedł,  aby  bliżej  przyjrzeć  się  portretom.  Na 
jednym z ostatnich zdjęć zobaczył Erikę. Oczy miała szeroko otwarte, usta piękne, 
lecz bez uśmiechu. 

background image

- To wielki błąd - powiedział sam do siebie. 

Technika  komputerowa  zrobiła  swoje,  pomyślał.  Nikt  nie  ma  tak  idealnej 

cery.  Nie  chodzi  o  to,  że  zauważył  jakieś  niedoskonałości  na  twarzy  Eriki,  kiedy 
całował ją wczorajszej nocy… 

- Panie Abernathy? 

Drgnął, słysząc głos asystentki Eriki. 

Kelly  wygląda  dzisiaj  nieco  inaczej,  pomyślał.  W  końcu  miała  kilka  dni  na 

oswojenie  się  z  sytuacją.  Nie  mógł  jej  winić  za  to,  że  na  sobotnim  bankiecie 
przyglądała  mu  się  niczym  przybyszowi  z  Marsa.  Dzisiaj  sprawiała  wrażenie 
kompetentnej i pewnej siebie osoby. 

- Mów mi po imieniu - poprosił Amos. 

- Co miałeś na myśli, mówiąc „to wielki błąd”? 

 Spojrzał ponownie na zdjęcie Eriki. 

- Powinni sfotografować ją, kiedy się uśmiecha. 

- Twarz Ladylove jest zawsze poważna. 

-  Można  nawet  powiedzieć  smutna.  -  Wskazał  na  zdjęcie  modelki  równie 

pięknej  jak  Erika.  Dziewczyna  miała  mocno  umalowane  oczy,  w  których  widać 
było ból i cierpienie, co makijaż jeszcze podkreślał. - Może nadszedł czas, aby to 
zmienić. 

Chyba  powinieneś  zachować  swoje  opinie  dla  siebie…  Amos  niemal 

usłyszał,  co  pomyślała  lub  mogła  pomyśleć  Kelly.  Prawdopodobnie  miała  rację, 
doszedł  do  wniosku.  Co  on  wiedział  o  biznesie  kosmetycznym?  Nie  był  także 
ekspertem w dziedzinie marketingu i reklamy. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnął, było 
krytykowanie Eriki i jej sposobu zarządzania firmą. 

-  Przemawia  przeze  mnie  czysty  egoizm  -  dodał.  -  Po  prostu  wolę,  kiedy 

Erika się uśmiecha. 

Kelly przyjrzała mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 

- Tędy. - Wskazała na windę. - A dla ścisłości, to był portret pani Forrester. 

- Ta smutna kobieta na zdjęciu to była matka Eriki? Nie miałem pojęcia… 

-  Zdjęcie  zostało  zrobione  kilka  lat  po  ślubie,  ale  przestała  pozować,  kiedy 

background image

zaszła w ciążę. 

- A potem były nowe twarze Ladylove - mruknął Amos, przypominając sobie 

rząd zdjęć dzielących matkę i córkę. 

Zastanawiał  się,  z  iloma  modelkami  Stanford  Forrester  III  spędził  noc  w 

łóżku.  Erika  wspominała  o  miłosnych  podbojach  ojca  i  Amos  nie  zdziwiłby  się, 
gdyby większość tych dziewczyn była kochankami jej ojca. 

-  Erika  chciałaby  spotkać  się  z  tobą  w  jej  biurze  przed  ceremonią  - 

powiedziała  Kelly.  Zastukała  do  drzwi,  otworzyła  je,  a  następnie  zamknęła  za 
Amosem. 

Amos zastanawiał się, czy biuro, w którym się znajdował, należało kiedyś do 

Stanforda 

Forrestera. 

Jeśli  tak,  prawdopodobnie 

zmieniono  całkowicie 

wcześniejszy  wystrój.  Był  to  bowiem  bardzo  kobiecy  gabinet.  I  to  nie  z  powodu 
koronek  czy  falbanek.  Stylowy  stół  o  rzeźbionych  nogach  stał  na  środku  pokoju 
nieopodal kominka. Obok dwa obrotowe fotele pokryte perkalem. 

Ś

wietny  sposób,  żeby  odstraszyć  mężczyznę  od  zajęcia  miejsca,  pomyślał. 

Jedynym  miejscem,  na  którym  mógłby  usiąść,  było  proste  krzesło  stojące  przy 
biurku.  Z  tego  wynikało,  że  Erika  nie  organizuje  tu  spotkań,  przynajmniej  tych 
dłuższych. 

Erika  wstała  zza  biurka.  Ubrana  w  świetnie  dopasowany  biały  komplet  ze 

spodniami,  wyglądała  doskonale.  Amos  był  nieco  zaskoczony  faktem,  że  zadała 
sobie tyle trudu. Przecież to wszystko tylko na niby… 

- Dziękuję, że przyszedłeś - powitała go. 

- Wydawało mi się, że byliśmy umówieni na ślub? 

-  No  tak.  Oczywiście.  Chyba  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  by  ceremonia 

odbyła się tutaj, w sali konferencyjnej? Kelly wspaniale udekorowała pokój. 

- W sali konferencyjnej? 

-  Cóż,  branie  ślubu  w  kościele  byłoby  w  naszych  okolicznościach  pewną 

hipokryzją - broniła się. 

Bez  wątpienia  pragnęła  mieć  już  ten  krok  za  sobą  i  przystąpić  do  realizacji 

kupna firmy Kate La Croix. 

- Jestem po prostu zaskoczony, bo to niezbyt duże pomieszczenie. Nawet w 

tak nagłym przypadku i bez wcześniejszego powiadamiania, musi być spora grupa 

background image

osób, która chciałaby być na twoim ślubie. No wiesz… rodzina, przyjaciele… 

- Nie aż tak wiele. A czy ty kogoś zaprosiłeś? 

Amos miał nadzieję, że Erika nie zauważy braku gości z jego strony. 

- To chyba nie jest ślub twoich marzeń - zmienił temat. 

- Moich marzeń? - spytała zaskoczona. 

- Sama rozumiesz… katedra, biała suknia z trenem, szesnaście druhen… 

- To wszystko tylko niepotrzebne zamieszanie. - Potrząsnęła głową. 

- I do tego mąż, w którym jesteś zakochana - skończył. 

-  To  mity.  Zakochanie  jest  ulotne  jak  perfumy.  -  Koś  zapukał  do  drzwi.  - 

Słucham, Kelly? 

- Wszyscy już czekają - poinformowała asystentka. 

- Miejmy to za sobą - powiedziała Erika. Wyprostowała się i wzięła głęboki 

oddech. 

background image

Rozdział piąty 

 

Erika  odnosiła  wrażenie,  że  sala  konferencyjna  ginie  w  gęstej  mgle.  Nie 

widziała zbyt dobrze, a i dźwięki docierały do niej nieco przygłuszone. A może to 
po  prostu  jej  umysł  nie  funkcjonował  jak  należy?  Nikt  inny  chyba  nie  miał 
problemów ze wzrokiem czy słuchem. 

Miłość  nigdy  nie  była  tematem,  którym  zaprzątałaby  sobie  głowę.  Zbyt 

często widziała opłakane skutki uczuć, a raczej mitów o miłości. 

Stanford  Forrester  był  playboyem  i  wszyscy  o  tym  wiedzieli.  Jednak 

powszechnie rozprzestrzeniony mit głosił, że nawet playboy zmienia się w obliczu 
miłości. A dokładniej, że powinien się zmienić, kiedy sam się w kimś zakocha. A 
może wtedy, gdy pokocha go właściwa kobieta… 

To  i  tak  bez  znaczenia,  bo  jej  ojciec  zupełnie  się  nie  zmienił.  Erika  nie 

wiedziała, czy czuł się kochany i zakochany i specjalnie o to nie dbała. Musiał czuć 
coś  szczególnego  do  jej  matki,  bo  tylko  z  nią  się  ożenił.  Nawet  kiedy  odzyskał 
wolność, nigdy więcej nie planował powtórnego ożenku. 

Erika nie miała żadnych wątpliwości, że jej matka była szczerze zakochana 

w ojcu i chciała stworzyć idealną rodzinę. Jej uczucia nie wystarczyły, aby zmienić 
Stanforda  Forrestera  z  playboya  w  przykładnego  męża,  ale  nie  poddawała  się. 
Wierzyła, że miłość może zdziałać cuda. 

Patrząc  na  jej  cierpienie,  Erika  dorastała  w  przekonaniu,  że  miłość  nie  jest 

niczym  więcej  jak  romantycznym  mitem.  Kiedy  już  trochę  dorosła  do  tego,  by 
zmienić zdanie i uwierzyć w moc uczuć, w jej życiu pojawił się Denby Miles… 

- Eriko? - szepnął Amos. 

- Tak - odpowiedziała automatycznie, po czym zorientowała się, że nie takiej 

odpowiedzi od niej oczekiwano. - To znaczy będę - dodała zmieszana. - To znaczy 
tak… 

-  To  mi wystarczy.  -  Sędzia  pokoju uśmiechnął  się  przyjaźnie.  -  Czy  macie 

obrączki? 

Amos sięgnął do kieszeni. 

Erika  wyciągnęła  rękę  z  nadzieją,  że  Amos  wsunie  jej  obrączkę  obok 

background image

pierścionka  zaręczynowego.  Amos  jednak  najpierw  zdjął  pierścionek  z  jej  palca, 
potem zastąpił go obrączką. 

-  Żono,  przyjmij  tę  obrączkę  jako  znak  mojej  miłości  i  wierności  - 

powiedział. 

Romantyczna bzdura, miała ochotę odpowiedzieć. 

-  Na  mocy  uprawnień  nadanych  mi  przez  Stan  Nowy  Jork  ogłaszam  was 

mężem i żoną - oznajmił sędzia i zebrani zaczęli klaskać. 

Erika niemal zapomniała o pozostałych uczestnikach ceremonii. Nie chciała 

ż

adnego  zamieszania  wokół  tego  ślubu.  Ot,  tyle  osób,  ile  wypada.  Jednak  Kelly 

była odmiennego zdania. Uważała, że jest istotna różnica między cichym ślubem i 
zakonspirowaną  ceremonią  podobną  do  jakiegoś  tajnego  spisku.  Dlatego  też 
zaprosiła  na  uroczystość  personel  firmy.  Choć  Erika  marzyła  teraz  jedynie  o 
powrocie do domu, posłusznie przyjmowała kolejne gratulacje. 

- Zapomniałaś o pocałunku - wypomniał jej szeptem Amos. - Ale poczekaj, 

aż nie będę musiał przejmować się tym całym makijażem. 

Pocałunek. No tak, kompletnie nie pomyślała, że wypadałoby tak zakończyć 

ś

lub. Teraz już trochę na to za późno. Ruszyła dalej, rozmawiając z gośćmi i sącząc 

szampana. 

Spostrzegła,  że  w  kącie  sali  stoją  dyrektor  marketingu  i  szef  reklamy, 

namiętnie dyskutując o jesiennej kampanii. Uśmiechnęła się do siebie. 

- Co cię rozbawiło? - spytał zza jej pleców Amos. 

-  Och,  zastanawiałam  się  tylko,  co  ci  dwaj  pomyśleliby,  gdyby  się 

dowiedzieli, po co bierzemy ślub. Jak nazwałeś moją akcję? Mąż do wynajęcia? 

- Nie mówisz poważnie. - Amos zlustrował wzrokiem obu mężczyzn. - Obaj 

byli na twojej liście? 

- A co z nimi jest nie tak? 

- Jeden to wazeliniarz, drugi naiwniak - skomentował. - Kogo jeszcze brałaś 

pod uwagę? 

Jakoś nie miała ochoty opowiadać mu o gońcu z chińskiej restauracji. 

- Dlaczego pytasz? 

- Wiesz, będę ich liczył, jeśli nie będę mógł zasnąć. 

background image

-  Przykro  mi,  ale  chyba  jednak  musisz  zostać  przy  baranach.  -  Ruszyła  w 

stronę mężczyzn. - Hej, czy rozmawiacie o sesji zdjęciowej? 

-  Najpierw  praca,  potem  przyjemności  -  odparł  szef  reklamy  z  przymilnym 

uśmiechem. - Skoro zyskaliśmy kilka dodatkowych dni, myślałem… 

- Dodatkowych dni? - zdziwiła się Erika. - Zdjęcia zaczynają się jutro. 

Dyrektor  marketingu  zmieszał  się,  nawet  zaczerwienił,  a  potem  zaczął 

przebąkiwać o zwłoce z powodu ślubu Eriki. 

- O co chodzi? - spytała. - Nie zamierzam nic przekładać. 

- Chyba chodzi mu o to - wtrącił niewinnie Amos - że skoro dziś jest twoja 

noc  poślubna,  to  nie  będziesz  miała  ochoty  na  wczesne  zrywanie  się  i  pozowanie 
od bladego świtu. 

Twarz dyrektora płonęła niemal żywym ogniem. Jęczał coś niezrozumiale. 

- Ach - szepnęła ze słabym uśmiechem. - Cóż, jako profesjonalistka, poradzę 

sobie z tym. 

- I zaczniesz później - skończył za nią Amos. - Jeśli wy dwaj dacie jej kilka 

dodatkowych  godzin  na  pozbieranie  się  rano,  to  ja  obiecuję,  że  dziś  zaciągnę  ją 
wcześniej do łóżka. 

Szef  reklamy  zaczął  się  śmiać,  jakby  usłyszał  najlepszy  kawał  w  swoim 

ż

yciu. Dyrektor marketingu sprawiał wrażenie rozeźlonego. 

- Prawdę mówiąc - dodał Amos - skoro już ze wszystkimi porozmawialiśmy, 

to najchętniej wróciłbym do domu. Co o tym myślisz, kochanie? Chyba należy nam 
się chwila wytchnienia? 

Wytchnienie,  odpoczynek…  To  zabrzmiało  cudownie.  Szybko  jednak 

uświadomiła sobie, że od tej chwili będzie wypoczywać zupełnie inaczej. 

 

 

 

Kiedy  dotarli  pod  drzwi  apartamentu,  zaczęła  szukać  kluczy.  Zanim 

wygrzebała  je  z  dna  torebki,  Amos  otworzył  drzwi  i  schował  swój  klucz  do 
kieszeni. 

background image

Opanowała  się,  żeby  nie  wyskoczyć  z  jakąś  gwałtowną  reakcją.  To 

oczywiste,  że  będzie  potrzebował  klucza.  Powinna  to  załatwić,  ale  zapomniała. 
Ciekawe, dlaczego zezłościło ją, że Amos sam się tym zajął? 

- Złościsz się z powodu klucza? - spytał. - Czy może czekasz, aż zgodnie ze 

zwyczajem przeniosę cię przez próg? 

- Nie bądź śmieszny. - Minęła go i weszła do środka. - Po prostu zaskoczyłeś 

mnie, ale to oczywiste, że potrzebujesz klucza, choćby po to, żeby móc przywieźć 
tu dziś swoje rzeczy. 

Rozejrzała  się  po  mieszkaniu,  i  choć  na  pierwszy  rzut  oka  nic  się  nie 

zmieniło, czuła, że jest jakoś inaczej. 

-  Chyba  już  częściowo  zdążyłeś  się  z  tym  uporać  -  raczej  stwierdziła  niż 

spytała. 

- Oczywiście. Nie chciałem, żeby przeszkadzały, dlatego na razie umieściłem 

wszystko w pokoju gościnnym i w gabinecie. 

Amos  rewelacyjnie  wywiązywał  się  ze  swojej  części  umowy,  natomiast 

Eriką  targały  wątpliwości,  czy  odgrywa  swoją  rolę  należycie.  Równie  dobrze 
mogła  sama  zgłosić  się  do  „Sentinelu”  i  udzielić  im  długiego,  smakowitego 
wywiadu. 

Postanowiła jak najszybciej się poprawić. 

-  Nie  jesteś  głodny,  Amos?  Lodówka  jest  prawie  pusta,  ale  możemy 

zamówić pizzę. 

- Jasne, chętnie. 

- Masz jakiś ulubiony rodzaj? 

-  Jeśli  chodzi  o  pizzę,  to  zjadam  każdą,  jaka  wpadnie  mi  w  ręce.  Poproszę 

tylko bez oliwek. 

Złożyła  zamówienie  przez  telefon  i  sięgnęła  po  portfel  do  torebki. 

Uświadomiła  sobie,  że  zapomniała  zatrzymać  się  przy  bankomacie,  żeby  pobrać 
gotówkę. 

-  Przepraszam  cię  bardzo,  ale  muszę  iść  do  gabinetu  po  czeki…  I  jeszcze 

jedno.  Powiedziałam,  że  możesz  korzystać  z  tamtego  pokoju,  ale  nie  wyniosłam 
jeszcze swoich rzeczy. Przepraszam. 

background image

- Nie żartuj, przecież to cały czas jest twój gabinet. Wiesz co? Możemy się 

umówić,  że  ja  nie  dotknę  twoich  czeków,  a  ty  nie  będziesz  zaglądać  do  moich 
szuflad. Obie strony będą zadowolone. 

Choć  odparła,  że  to  świetne  rozwiązanie,  wchodząc  do  „pokoju  Amosa”, 

czuła  się  niezręcznie.  Czego  się  spodziewasz?  -  zadawała  sobie  w  duchu  pytanie. 
Jeśli  schował tu jakieś  pisemka  dla dorosłych,  to  wymyśliłby coś  i  sam  przyszedł 
po czeki. 

Na  biurku,  które  zostawiła  puste,  stał  teraz  laptop,  a  obok  na  podłodze 

tekturowe  pudło.  Pewnie  przybory  biurowe  albo  materiały  do  książki,  domyśliła 
się. 

Zaskoczyło  ją,  że  przynajmniej  na  pierwszy  rzut  oka  w  pomieszczeniu  nic 

więcej  się  nie  zmieniło.  Powiedział  jej,  że  zostawił  swoje  rzeczy  w  gabinecie  i 
pokoju  gościnnym.  Skoro  tutaj  niemal  nic  nie  było,  to  zapewne  drugi  pokój  jest 
wyładowany pod sufit, pomyślała. Nieważne, to przecież nie jej sprawa. Wypełniła 
dwa czeki i wróciła do salonu. 

-  Trochę  się  zawiodłam.  -  Uśmiechnęła  się.  -  Sądziłam,  że  piszesz  w 

tradycyjny sposób. Wiesz, papier, ołówek. 

-  Kwestia  bezpieczeństwa  i  wygody  -  odparł.  -  Tylko  ja  jestem  w  stanie 

odczytać moje bazgroły. 

-  Możesz  odebrać  pizzę?  -  Podała  mu  czek.  -  Chciałabym  się  szybko 

wykąpać i przebrać - powiedziała i podała mu drugi czek. 

Spojrzał na nią zdziwiony. 

- Będziesz potrzebował trochę pieniędzy. Pomyślałam, że najprościej będzie 

wypisywać ci czek każdego dnia. 

- Kieszonkowe, jak miło. 

- Jeśli wolisz w innej formie… 

- Tak jest w porządku. 

- Albo gdybyś chciał więcej… 

- Przecież mówię, że tak jest w porządku. 

-  Świetnie.  Nie  chcę,  żebyś  musiał  mnie  prosić  o  pieniądze  za  każdym 

razem, kiedy na przykład zaplanujesz jakieś wyjście. - Nigdy jeszcze nie czuła się 

background image

tak  niezręcznie.  -  Powiedziałeś,  że  mam  traktować  nasz  układ  poważnie.  Staram 
się, prawda? 

-  Tak  -  odparł  po  chwili  zastanowienia.  -  Oczywiście,  że  tak.  -  Miał 

zaciśnięte usta i wcale nie wyglądało na to, że myśli dokładnie to, co mówi. 

 

 

 

Erika  przywykła  do  sesji  zdjęciowych,  choć  dla  laika  mogły  się  one 

wydawać czymś niezwykle ekscytującym. Dzień zawsze zaczynał się od żmudnych 
przygotowań pod opieką stylistów. Później traktują człowieka jak lalkę i ustawiają 
w setkach dziwnych póz, każąc robić różne dziwne miny. Następnie przechodzą do 
etapu zażartych kłótni każde ujęcie i często cała zabawa zaczyna się od nowa. 

Kiedy  już  są  zadowoleni  z  efektu,  modelka  jest  na  ogół  tak  zmęczona,  że 

ledwie może się ruszyć. 

Erika  uważała,  że  dziewczyny,  które  uczestniczą  w  sesjach  dzień  po  dniu, 

albo  jakimś  cudem  przyzwyczaiły  się  do  tego  trybu  życia,  albo  są  tak  próżne,  że 
wymagają  stałego  adorowania  i  podziwiania,  toteż  takie  zamieszanie  wokół  ich 
osoby jest im potrzebne jak tlen. Ona sama, po trzech latach pozowania do zdjęć, 
nadal nie przyzwyczaiła się do trudów tej profesji. Nigdy natomiast nie marzyła o 
wianuszku  pochlebców.  Ponieważ  jednak  dobro  firmy  stawiała  ponad  wszystko, 
cierpliwie znosiła kolejne sesje, które szczęśliwie zdarzały się teraz nie więcej niż 
dwa, trzy razy do roku. 

Ze  względu  na  jej  noc  poślubną  sesja  zaczęła  się  później,  co  wpędziło 

wszystkich  w  jakiś  ponury  nastrój.  Kiedy  zrobili  pierwszą  przerwę,  wciąż  byli  na 
początku  pracy.  Erika  wzięła  butelkę  zimnej  wody  od  Kelly.  Miała  ochotę 
przyłożyć ją do czoła. Było jej gorąco od świateł lamp fleszy. Wiedziała jednak, że 
wtedy  będzie  trzeba  poprawiać  makijaż,  a  na  to  nie  miała  ochoty.  Dlatego 
zachowywała ostrożność i nawet piła w taki sposób, żeby nie zetrzeć szminki. 

Za  ścianą  światła  pomieszczenie  tonęło  w  mroku.  Erika  na  wpół  oślepiona 

ś

wiatłem, przecisnęła się pomiędzy ludźmi i sprzętem, znalazła kanapę w kącie sali 

i  opadła  na  nią.  Poluzowała  perłowe  kolczyki,  które  były  zapięte  tak  ciasno,  że 
czuła ból. Odchyliła głowę i oparła ją o pozostawioną przez kogoś poduszkę. 

Ktoś zbliżył się do niej. Widziała jedynie cień. To Amos przysiadł na oparciu 

kanapy. 

background image

- Nienawidzisz tego pozowania, prawda? 

Wyprostowała się gwałtownie. 

- Co ty tu do diabła robisz? I od jak dawna mnie podglądasz? 

-  Jakąś  godzinkę.  Przyszedłem,  żeby  mieć  na  oku  moją  ukochaną  nowo 

poślubioną żonę. Muszę się upewnić, czy nikt cię tu nie dręczy. 

- Czyli innymi słowy pakujesz nos w nie swoje sprawy i szpiegujesz. 

-  To  także.  -  Uśmiechnął  się,  jakby  jej  słowa  nie  zrobiły  na  nim  żadnego 

wrażenia. 

Zresztą,  nie  ma  się  co  dziwić,  pomyślała.  W  końcu  to  także  część  gry. 

Chciał, żeby jak najwięcej osób zobaczyło, jak troszczy się o swoją żonę. 

- Nikt nie wyglądał na zdziwionego moją obecnością - dodał. 

- A może po prostu dobrze to ukrywali? 

- A może są przyzwyczajeni do gości na planie? 

- Nie, wolę, kiedy na sesjach jest jak najmniej osób. 

-  Zabawne.  Policzyłem,  są  tu  trzydzieści  dwie  osoby,  a  jestem  prawie 

pewien, że jeszcze nie wszystkich widziałem. 

Nagle Erice wydało się, że cała ekipa gdzieś się rozpłynęła. Zostało jedynie 

kilku  techników,  którzy  zajmowali  się  przygotowaniem  kolejnych  ujęć.  Nikt  nie 
zwracał uwagi na Erikę. Poza Amosem oczywiście, który patrzył na nią badawczo. 

- Nienawidzisz tego pozowania, prawda? - powtórzył. 

Chciała zaprzeczyć, ale czuła się zbyt zmęczona. 

- Nie sądziłam, że tak to widać. 

-  Pewnie  nie  dla  każdego  jest  to  widoczne.  -  Wskazał  na  pokój.  -  Ale  w 

końcu  ja  nie  jestem  kimś  z  ekipy.  Widzę  wszystko  dużo  wyraźniej.  Dlaczego 
pozujesz, skoro tak tego nie znosisz? 

- Sesje mam tylko trzy razy do roku. 

- Zleć to komuś innemu. 

- Może kiedyś. - Wypiła łyk wody i wstała. - Wracajmy do pracy i miejmy to 

background image

z głowy. 

Amos nie ruszał się. 

-  Rozumiem.  Nie  lubisz  pozować,  ale  nie  chcesz  stracić  kontroli  nad 

wszystkim. 

-  To  nieprawda.  Ja…  -  Dlaczego  się  z  nim  kłóciła?  Jaka  to  różnica,  co  on 

myśli?  Poirytowana  Erika  odwróciła  się  na  pięcie  i  poszła  w  kierunku  świateł  i 
statywów. Była tak zdenerwowana na siebie, że ledwie zachowywała równowagę. 
Nagle  czubkiem  buta  zaczepiła  o  statyw  i  upadła  na  ziemię.  Nawet  gumowana 
wykładzina  nie  mogła  w  pełni  zamortyzować  upadku.  Świat  jej  zawirował  przed 
oczami. Jęknęła i leżała bez ruchu. 

Kiedy otworzyła oczy, Amos klęczał przy niej. 

- Nawet nie próbuj się ruszać - zakomenderował. - Nieźle się potłukłaś. 

- Zabawne - syknęła. - Sama to zauważyłam. 

Technicy patrzyli na nią ponad ramionami Amosa. 

- Będzie siniak - skomentował jeden z nich. 

Erika  intuicyjnie  uniosła  dłoń  do  twarzy,  żeby  sprawdzić,  czy  mocno 

ucierpiała. Amos chwycił ją za nadgarstek, unieruchamiając rękę. 

- Czy ja krwawię? 

Pokręcił przecząco głową. 

- Skóra nie jest przecięta. Na szczęście upadłaś na podłogę, nie uderzyłaś w 

ż

aden kant. 

- Cała połowa twarzy mnie boli, a ty mówisz, że miałam szczęście? 

-  Tak.  Mogłaś  zranić  się  w  oko.  -  Spojrzał  na  technika.  -  Czy  dla  odmiany 

mógłbyś zrobić coś pożytecznego i skierować tu jeden z reflektorów, zamiast stać i 
gapić  się?  I  poślij  kogoś  po  lód.  -  Wziął  butelkę  wody,  którą  Erika  upuściła, 
upadając,  i  przyłożył  ją  do  jej  obitego  policzka.  Drgnęła,  gdy  poczuła  zimny 
plastik.  Nawet  tak  drobny  ruch  powodował  ból,  dlatego  postanowiła  leżeć 
spokojnie. 

Coraz więcej osób pochylało się nad nią. Słyszała szepty, okrzyki, dyskusje. 

Ktoś mówił o wezwaniu pogotowia. 

background image

- Czy wszyscy mogą się zamknąć! - krzyknął Amos. - Jeśli Erika jeszcze nie 

ma bólu głowy, zaraz się go nabawi.  

- Już za późno - mruknęła. 

Zdenerwowana  asystentka  nadbiegła,  niosąc  garść  kostek  lodu.  Woda 

wyciekała spomiędzy jej palców. Amos rozejrzał się, chwycił ręcznik należący do 
stylisty i owinął weń kostki lodu. Delikatnie przyłożył zawiniątko do twarzy Eriki. 

- Ten ręcznik kosztuje sto dolarów - pisnął stylista. 

- Świetnie. A teraz jest bezcenny, bo służy do udzielenia pierwszej pomocy. - 

Pochylił się niżej nad Erika. - Chyba już minął pierwszy szok. Czy myślisz, że dasz 
radę wstać, czy powinniśmy wezwać pogotowie? 

- Boli mnie biodro. - Wyprostowała nogę i próbowała poruszyć kostką. - Ale 

mogę wstać. 

- Sprawdźmy to. Skończyłaś pozowanie na dzisiaj - dodał stanowczo. 

Erika dotknęła opuszkami palców policzka. Czuła, że jest opuchnięta. 

- Chyba że nalegasz na kontynuowanie zdjęć - mruknął. 

- Następne ujęcia będą warte niezłą sumkę, o ile „Sentinel” zechce je kupić. 

Erika  nie  zgodziła  się  pojechać  do  szpitala.  Amos  musiał  przyznać,  że 

rozumie  jej  punkt  widzenia.  Zdjęcie  Eriki  Forrester,  siedzącej  w  zatłoczonej 
poczekalni  w  szpitalnej  izbie  przyjęć  i  trzymającej  worek  z  lodem  przytknięty  do 
twarzy,  byłoby  z  pewnością  warte  tysiące  dolarów.  Przysięgała,  że  nie  straciła 
przytomności  nawet  na  sekundę.  Nie  krwawiła  też,  a  skóra  nie  była  przecięta. 
Amos zgodził się więc odwieźć ją do domu. 

Stephen  zadzwonił  po  miłego  emerytowanego  lekarza,  mieszkającego  na 

trzecim piętrze, który zgodził się przyjść i obejrzeć Erikę. 

- Obserwuj ją uważnie przez kilka godzin - powiedział do Amosa i pokazał 

mu,  jak  sprawdzać,  czy  źrenice  oczu  prawidłowo  reagują  na  światło.  -  Jeśli  nic 
złego nie wydarzy się do wieczora, myślę, że szybko z tego wyjdzie. 

Amos odprowadził lekarza do drzwi i wrócił do sypialni. Erika uniosła rękę 

do  twarzy.  Amos  nie  był  pewien,  czy  zasłania  oczy  przed  światłem,  czy  próbuje 
zakryć  opuchliznę.  Rano  miejsce  stłuczenia  zamieni  się  w  wielki  siniak.  Tak  jak 
mówił jeden z techników. 

background image

- Zostaw mnie - mruknęła. - Nie rób sobie kłopotu.  

Podał jej szklankę zimnej wody i kilka tabletek przeciwbólowych. 

- Potrzebujesz trochę świeżego lodu? 

- Czuję się idiotycznie, przykładając sobie lód. Dla ciebie to też nie najlepszy 

sposób spędzania wolnego czasu, jak sądzę. 

-  Na  dobre  i  na  złe.  W  chorobie  i  zdrowiu…  -  powiedział  łagodnie.  Zgasił 

ś

wiatło. - Spróbuj odpocząć. Będę w salonie, gdybyś czegokolwiek potrzebowała. 

- Może lepiej… - przerwała nagle. - Nie, to głupie. 

- Co chciałaś powiedzieć? 

Wahała się, czy odpowiedzieć. 

- Zastanawiałam się, czy mógłbyś jeszcze ze mną zostać. Pewnie masz inne 

ciekawsze zajęcia - powiedziała z ledwo słyszalnym drżeniem głosu. 

Usiadł na brzegu łóżka i chwycił ją za rękę. Zacisnęła palce na jego dłoni, a 

po chwili rozluźniła uścisk, zapadając w spokojny sen. 

Siedział przy niej długo, słuchając równego oddechu. 

Na dobre i na złe… Dlaczego to powiedziałem? - zastanawiał się. W co ja się 

u licha pakuję? 

background image

Rozdział szósty 

Erika obudziła się z dziwnym przeczuciem, że nie powinna zbyt gwałtownie 

się  poruszać.  Nie  była  do  końca  pewna  dlaczego.  Po  chwili  przypomniała  sobie 
dokładnie  wczorajsze  zdarzenie.  Leżała  więc  nieruchomo,  próbując  wybadać 
sytuację.  Głowa  ani  biodro  już  tak  mocno  jej  nie  bolały.  Czuła  jednak  tępy  ból 
wokół  prawego  oka.  Opatrunek  z  lodu  zsunął  jej  się  w  czasie  snu.  Dotknęła 
delikatnie policzka opuszkami palców. Nadal był opuchnięty i wrażliwy na dotyk. 

Jak  przez  mgłę  pamiętała,  że  Amos  wchodził  kilkakrotnie  w  nocy  do  jej 

pokoju, żeby sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku. Czy naprawdę poprosiła 
go, żeby z nią został? 

Opuściła  nogi  z  łóżka  i  usiadła.  W  tej  samej  chwili  na  wpół  przymknięte 

drzwi do jej sypialni otworzyły się na oścież. Stał w nich Amos. 

- Lepiej się czujesz? 

- Tak. - Wstała zbyt raptownie i chwyciła się pionowej podpory baldachimu, 

ż

eby nie stracić równowagi. - Wygląda na to, że siedziałeś tuż za drzwiami. 

- Musiałem mieć na ciebie oko. 

- Jak dziś wyglądam? - Wskazała na swój policzek. 

- Nie za dobrze, ale też nie na tyle tragicznie, byś pomyślała o samobójstwie. 

Czego  się  spodziewała?  Może  wolałaby  usłyszeć  mniej  szczerą  odpowiedź, 

ale  w  przypadku  Amosa  taka  ewentualność  nie  wchodziła  w  grę.  Mimo  wszystko 
trochę  się  zdenerwowała.  Czy  on  naprawdę  myśli,  że  jestem  tak  niesamowicie 
próżna? 

-  Daj  spokój,  Amos  -  żachnęła  się.  -  Nauczyłam  się  kilku  pożytecznych 

sztuczek.  Prawie  wszystko  można  zatu¬szować  umiejętnym  makijażem…  - 
Spojrzała na swoje odbicie w dużym lustrze przy toaletce i zesztywniała. 

Wiedziała, że policzek ma nadal spuchnięty. Teraz jednak zauważyła, że cała 

połowa  jej  twarzy  wyglądała  wręcz  karykaturalnie,  a  okolice  oka  przybrały 
sinoczarny kolor. 

- Co mówiłaś? - zapytał grzecznie. 

Nawet  nie  próbowała  odpowiadać.  Usiadła  na  krześle  przy  toaletce  i 

włączyła  oświetlenie.  Żarówki  zainstalowane  wokół  lustra  dawały  niezbyt  silne 

background image

ś

wiatło,  w  którym  jej  siniaki  wyglądały  wręcz  fatalnie.  Zabawne,  sądziła  przed 

chwilą, że już nie może być gorzej. 

Nasączyła  wacik  mleczkiem  kosmetycznym  i  zaczęła  zmywać  resztki 

wczorajszego  makijażu.  Przyjrzała  się  swemu  odbiciu  i  doszła  do  wniosku,  że  to 
będzie  prawdziwe  wyzwanie  dla  jej  kosmetyków.  Potrzebowała  tony  podkładu, 
ż

eby zakryć sińce. 

-  A  może  przyda  ci  się  kapelusz  z  szerokim  rondem  i  czarna  woalka?  - 

zaoferował. - Jestem pewien, że Stephen znajdzie coś odpowiedniego… 

- Nigdy nie pokazałabym się publicznie w czymś takim. - Dotknęła policzka 

i syknęła. 

- Ostrożnie - poradził. - Nie naciskaj, bo będzie jeszcze gorzej. 

- Gorzej niż w tej chwili? To mało prawdopodobne. Czy mógłbyś przynieść 

mi sok pomarańczowy? W lodówce jest kilka butelek. 

- Zrozumiałem aluzję. Nie potrzebujesz publiki, kiedy się malujesz. 

Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Poderwała się na równe nogi. A może to 

fotografom z brukowców udało się przechytrzyć Stephena na dole… 

- Amos, nie otwieraj! - krzyknęła. 

-  To  na  pewno  Kelly  -  odkrzyknął.  -  Dzwoniła  wcześniej  i  powiedziała,  że 

wpadnie. 

Erika  usiadła  ponownie  i  spojrzała  na  swą  twarz.  Kapelusz  z  woalką?  - 

pomyślała. Nie, nie wystarczy. Potrzebowałabym koca… 

Właściwie  dlaczego  miałaby  się  zachowywać  tak,  jakby  się  wstydziła? 

Przecież nie zrobiła nic złego. Spróbuje zamaskować obrażenia, ale nie będzie się 
przesadnie ukrywać. Miała wypadek przy pracy. To wszystko. 

Sięgnęła  po  róż,  żeby  pokryć  nim  policzki  mocniej  niż  zwykle.  Nie  mogła 

zbyt silnie uciskać opuchniętych miejsc, a to stanowiło dodatkową trudność. 

Słyszała odgłosy rozmowy w holu. Damski głos z pewnością nie należał do 

Kelly. Zaintrygowana poszła w kierunku holu, żeby dowiedzieć się, o co chodzi. 

Drzwi wejściowe były na wpół otwarte, a Amos skutecznie je blokował. Tuż 

pod  jego  ramieniem  Erika  ujrzała  kobietę  o  rudych  włosach.  Kolor  włosów  był 
znajomy, ale nie mogła przypomnieć sobie osoby. Wydawało jej się tylko, że musi 

background image

to być jej sąsiadka. 

- Doskonale rozumiem, że nie pracuje już pan jako gospodarz tego budynku - 

kobieta mówiła bardzo szybko. - wiem, że jest pan zajęty pisaniem książki. Jestem 
zaszczycona,  mogąc  poznać  prawdziwego  pisarza!  Ale  Stephen  jest  kompletnie 
zawalony  robotą  dziś  po  południu  i  zastanawiałam  się,  czy  pan  nie  mógłby  mi 
pomóc. 

- A co Stephen ma tak pilnego do roboty? - zapytał Amos. 

Dobry ruch, pomyślała Erika. Nie odmówił, choć to właśnie miał na myśli. A 

teraz wyproś ją, Amos… 

-  W  holu  było  bardzo  wiele  obcych  osób,  kiedy  tam  weszłam.  Nie  mam 

pojęcia, po co oni wszyscy tu przyszli. A pan… 

Erika tak była zaciekawiona ich rozmową, że nie zdawała sobie sprawy, jak 

daleko weszła w głąb holu i jak głośno się poruszała. Nagle kobieta odwróciła się i 
spojrzała  wprost  na  Erikę.  Krzyknęła,  a  Erika  cofnęła  się  do  sypialni.  Chwała 
Bogu, pomyślała, że stałam w cieniu. 

-  Nie  wiedziałam,  że  ona  jest  w  domu  -  powiedziała  sąsiadka  z 

rozczarowaniem. 

Och,  wierzę  ci,  skarbie,  pomyślała  Erika.  Po  chwili  usłyszała  dźwięk 

zamykanych drzwi, a następnie kroki w korytarzu. 

-  Już  jest  bezpiecznie.  Przepraszam  za  opóźnienie.  -  Amos  przyjrzał  się  jej 

uważnie,  podając  jednocześnie  butelkę  soku.  -  Nie  wygląda  na  to,  żebyś  robiła 
jakieś postępy. 

-  Dzięki.  Naprawdę  dodajesz  mi  otuchy  -  odparła  ironicznie  i  powróciła  do 

prób zatuszowania siniaka. 

Niestety musiała przyznać, że Amos miał rację. Sięgnęła po wacik i zaczęła 

zmywać makijaż. 

- Poddajesz się? - spytał. 

- Gdzież tam. Zaczynam od początku. 

- Cóż, nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że lepiej zostawić zasinienie 

nie przykryte, żeby skóra mogła oddychać i szybciej się zagoić. 

-  Jeśli  uda  mi  się  zamaskować, to  co  za  różnica,  czy  będzie  się  goiło  dzień 

background image

czy dwa dłużej? - Odkręciła butelkę i upiła łyk soku. - Widzę, że cieszysz się sporą 
popularnością. Jeśli sądzisz, że ci odpuszczą, bo ich unikasz, to chyba nie zdajesz 
sobie sprawy z tego, jakim jesteś dla nich wyzwaniem. 

- A konkretnie? - W jego oczach pojawił się dziwny błysk. 

- „Jestem zaszczycona, mogąc poznać prawdziwego pisarza!” - naśladowała 

sąsiadkę.  -  Szczerze?  Niektóre  kobiety  są  po  prostu  tępe.  Albo  traktują  mężczyzn 
jak skończonych idiotów. 

Amos przestał pić i spojrzał na Erikę. 

-  Co  masz  na  myśli?  -  spytał  uprzejmie.  -  Że  wcale  nie  robię  dobrego 

wrażenia? 

- Nie. Chodzi mi o to, że gdyby ta kobieta naprawdę szanowała twoją pracę, 

to nie zawracałaby ci głowy… Czego ona chciała? 

Nagle ponownie rozległ się dzwonek u drzwi. Amos poszedł sprawdzić, kto 

to. 

- Amos, uważaj - krzyknęła za nim. - Pamiętaj, co mówiła o grupie ludzi na 

dole. Jeśli są tam jacyś dziennikarze, to mogli prześliznąć się na górę. 

-  Zdawało  mi  się,  że  uważałaś  Stephena  za  niepokonanego  -  odkrzyknął 

przez ramię i otworzył drzwi. 

Tym razem wrócił szybciej. Za nim szła Kelly. Spojrzała na Erikę i jęknęła. 

- A tobie co? - zezłościła się Erika. - Wiem, że nie wygląda to najlepiej, ale 

też nie przypominam chyba potwora, na litość boską! 

- Jest gorzej niż wczoraj. Co zrobisz? 

Erika  rzuciła  okiem  w  lustro.  Bez  makijażu  twarz  wyglądała  rzeczywiście 

gorzej. Może Amos dobrze radził, żeby zostawić obrzęk w spokoju. Nadszedł czas, 
by  stawić  czoła  faktom.  Cokolwiek  zrobi,  nie  zatuszuje  stłuczenia.  Co  najwyżej 
zmieni kolor siniaka. 

-  Cóż,  chyba  nic  na  to  już  nie  poradzę  -  przyznała,  wstając  z  krzesła.  - 

Chodźmy do salonu, tam będzie nam wygodniej. 

-  W  porządku.  -  Kelly  kiwnęła  głową.  -  Mam  ze  sobą  twój  kalendarz. 

Będziesz musiała zdecydować, co przełożyć, a co można załatwić telefonicznie. 

- O czym ty mówisz? 

background image

Weszły do salonu. Na stoliku stał laptop, przed nim usiadł Amos. 

- Przepraszam - speszyła się Erika. - Nie będziemy ci przeszkadzać?  

-  W  porządku,  wchodźcie.  Przeniosłem  się  z  gabinetu,  żeby  mieć  na  ciebie 

oko. - Zamknął komputer i usiadł na kanapie. - Napijesz się czegoś, Kelly? 

- Chętnie - odparła, nie spuszczając wzroku z Eriki. 

-  Nie  możesz  nigdzie  się  pokazać  w  takim  stanie  -  odpowiedziała  na 

wcześniej zadane pytanie. 

- Ależ oczywiście, że mogę - sprzeciwiła się Erika kategorycznie. - Pracuję. 

Nie mogę zniknąć, dopóki moja twarz nie będzie wyglądała normalnie. 

- Musisz. Nikt nie może zobaczyć cię w takim stanie. - Kelly nie dawała za 

wygraną. 

- Kelly, to był zwykły wypadek. 

-  Wypadek  czy  nie,  z  marketingowego  punktu  widzenia  to  istny  koszmar  - 

oświadczyła  asystentka  stanowczo.  -  Czołowa  twarz  Ladylove  nie  może  pokazać 
się z podbitym okiem. 

- Przecież jesienna kampania nie będzie kręcić się tylko wokół mojej twarzy. 

- To bez znaczenia. Gdziekolwiek się pojawisz, jesteś kojarzona z Ladylove. 

Co powiedzą o firmie, widząc twoje stłuczenia? 

Erika otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć, ale zaraz je zamknęła. 

- Przyszłam, żeby cię ostrzec - kontynuowała Kelly. - Trzy minuty po twoim 

wyjściu  zaczęła  się  narada  osób  odpowiedzialnych  za  reklamę  i  wizerunek  firmy. 
Początkowo myślałam, że przesadzają, ale teraz… 

- Ostrzec mnie? - Erika miała złe przeczucia. - Jakie wnioski wyciągnęli na 

naradzie? 

-  Uznali,  że  nie  możesz  tak  pokazać  się  światu.  Niestety  mają  rację  - 

westchnęła. 

- Widzisz mnie w złym momencie - zaczęła Erika. 

Za plecami Kelly pojawił się Amos z butelką soku. 

- Przykro mi to mówić, ale uważam, że jutro będzie jeszcze gorzej. 

background image

- Cudownie - jęknęła Erika. 

-  A  za  dwa  dni  stłuczenie  zacznie  nabierać  śliwkowego  koloru.  Za  kolejne 

trzy - zielonego, potem żółtego… 

-  Dziękuję,  wystarczy.  Przecież  nie  mogę  bezczynnie  siedzieć  w  domu  i 

czekać, aż siniak zniknie. 

- Widzisz inne wyjście? - Wzruszył ramionami. 

Jedyne, co przychodziło jej do głowy, to papierowa torba na głowie. Trzeba 

by tylko wyciąć otwory na oczy… 

-  A  gdybyś  zrobiła  sobie taki  makijaż,  jaki  miałaś  podczas  sesji?  -  spytał. - 

Wyglądał na niezniszczalny. 

-  Jest  dobry  -  przyznała  Erika.  -  Ale  przy  dziennym  świetle  człowiek 

wygląda w nim jak upiór. 

-  Hm,  kiedy  tam  leżałaś,  to  rzeczywiście  wyglądałaś  nieszczególnie…  - 

mruknął pod nosem. - Czy podczas sesji zdjęciowych nie korzystasz z produktów 
własnej firmy? To co to za reklama? 

-  Ależ  korzystam.  To  jest  nasza  specjalna,  profesjonalna  linia  kosmetyków, 

skierowana do aktorów i modelek. 

- Ale nawet one nie wystarczą, żeby zamaskować twoje obrażenia - wtrąciła 

Kelly. 

-  I  dlatego  uważam,  że  jedynym  sensownym  rozwiązaniem  jest  normalne 

funkcjonowanie, bez ukrywania się - złościła się Erika. - Po prostu powiem, co się 
stało, tak będzie najlepiej. Po kilku dniach spekulacji, sprawa ucichnie. 

-  Nie  bądź  taka  pewna  -  ostrzegła  Kelly.  -  Rozmawiałam  z  marketingiem  i 

działem PR. Przekonałam ich, żeby powstrzymali się przed wszelkimi działaniami, 
zanim nie dowiem się, jak to wygląda, ale… 

- Mów śmiało, już chyba nie może być gorzej - mruknęła Erika. 

-  Ich  zdaniem,  jeśli  nie  będziesz  wyglądała  bardzo  źle,  to  nie  będzie  miało 

znaczenia,  co  kto  myśli  lub  mówi.  Ale  jeśli  będzie  okropnie,  będą  musieli 
natychmiast  coś  zrobić,  żeby  zapobiec  plotkom,  zanim  brukowce  zaczną 
spekulować i wymyślać niestworzone rzeczy. 

Erika ukryła twarz w dłoniach, po czym natychmiast znów je odsunęła, gdyż 

background image

ból przy dotyku był zbyt silny. 

-  Zwołali  wszystkich,  którzy  byli  na  sesji  i  zagrozili  im    natychmiastowym 

zwolnieniem,  jeśli  ktokolwiek  powie   prasie,  co  ci  się  stało.  Oficjalne  stanowisko 
jest  takie,  że  nic  się  nie  wydarzyło.  Mamy  ujęcia,  które  są  nam  potrzebne.    A  ty 
zostaniesz w domu, żeby delektować się swym miodowym miesiącem. 

- Zamorduję ich - syknęła Erika przez zęby. 

-  Robili  tylko  to,  co  uznali  za  najlepsze  -  przekonywała  Kelly.  -  Przecież 

wiesz, że prasa uwielbia o tobie pisać. 

Przyznaj  też  uczciwie,  że  wczoraj  nie  byłaś  w  stanie  podejmować  żadnych 

decyzji. 

Amos rozsiadł się wygodniej na kanapie. 

- Skoro zaprzeczyli, że cokolwiek ci się stało… 

-  A  teraz  pojawisz  się  nagle  z  podbitym  okiem  i  będziesz  opowiadała,  że 

potknęłaś się o statyw aparatu… - dodała Kelly. 

Nikt w to nie uwierzy, to było pewne. Zaczną spekulować i rozdmuchają całą 

sprawę. 

Erika wyglądała na zszokowaną. 

-  Chyba  masz  jakieś  hobby,  kochanie  -  powiedział  Amos.  -  Musisz  coś 

zrobić z wolnym czasem. 

Rozłożyły kalendarz Eriki na stole kuchennym i ponad godzinę zastanawiały 

się, które sprawy mogą zostać przekazane komuś innemu, co Erika może załatwić 
przez telefon, a co może zaczekać do jej powrotu do biura. 

- Tydzień - mruknęła z niedowierzaniem. 

- Lepiej nastaw się na dziesięć dni - zasugerował Amos, wchodząc do kuchni 

z naręczem listów, które właśnie dostarczono. - Tak na wszelki wypadek. 

Próbowała zignorować jego słowa. 

To nie może być dłużej niż tydzień, myślała. Zawsze szybko dochodziłam do 

siebie. 

Kiedy  Kelly  wyszła,  zaopatrzona  w  szczegółowe  instrukcje,  Erika  poszła 

szukać Amosa. 

background image

Najwyraźniej zabrał komputer do gabinetu, bo na stoliku w salonie już go nie 

było. Amos siedział na kanapie w salonie, z notesem na kolanach i długopisem w 
ręku.  Erika  zastanawiała  się,  czy  rozmyśla  nad  swoją  książką,  czy  też  snuje 
filozoficzne  refleksje  na  temat  ludzkiej  egzystencji.  Właściwie  szczerze  mu 
współczuła.  Nie  tego  się  przecież  spodziewał  po  ich  umowie.  Przyszedł  na  sesję 
tylko  po to,  żeby uwiarygodnić  ich historię.  Był to pewnie  chybiony  ruch,  ale nie 
miała wątpliwości, że wynikał ze szczerych chęci. A teraz wszystko wywróciło się 
do góry nogami. 

Amos wydarł kartkę z notesu, zmiął ją w kulkę i cisnął w stronę kosza. 

- Co mogę dla ciebie zrobić? - zapytał. 

-  Musimy  to  i  owo  ustalić.  Nie  miałam  w  planach  spędzenia  tego  czasu  w 

domu  i  przykro  mi,  jeśli  moja  obecność  zakłóci  ci  spokój,  ale  nie  mogę  bez 
przerwy tkwić w sypialni. 

Amos wzruszył ramionami. 

- To twoje mieszkanie. Ja jestem tylko gościem. 

- Ja muszę tu siedzieć niczym w wiezieniu, ale ty masz wolną rękę. Możesz 

na przykład przenieść się do hotelu… - przerwała, bo spojrzenie Amosa prawie ją 
zmroziło. 

- Bez ciebie? - zapytał cicho. - Ależ kochanie, nie mógłbym zostawić mojej 

ż

ony  samej  podczas  miesiąca  miodowego.  Tylko  pomyśl,  co  by  się  stało,  gdyby 

„Sentinel” się o tym dowiedział. 

Przygryzła  wargę.  Oczywiście  Amos  miał  rację.  Nawet  nie  przyszło  jej  do 

głowy, co pomyśleliby wszyscy, gdyby wyprowadził się od niej dzień czy dwa po 
ś

lubie.  Zwykły,  na  pozór  niewinny  upadek,  a  takie  konsekwencje…  Teraz  ona  i 

Amos byli skazani na swoje towarzystwo dwadzieścia cztery godziny na dobę. 

Czy w zaistniałej sytuacji to papierowe małżeństwo rzeczywiście nie będzie 

miało  żadnego  wpływu  na  jej  życie?  Wszystko  miało  być  takie  proste,  łatwe  i 
krótkotrwałe. A teraz… 

Spędzenie  tygodnia  w  mieszkaniu  wpędzi  ją  ani  chybi  w  klaustrofobię.  A 

spędzenie tego czasu w towarzystwie doprowadzi ją do szaleństwa. Zwłaszcza jeśli 
jej towarzyszem będzie Amos. Sama myśl o tym, że tydzień może przeciągnąć się 
do dziesięciu dni, przeraziła ją i zdenerwowała. 

Nigdy  wcześniej  nie  myślała  o  swoim  mieszkaniu  jako  o  ciasnym  miejscu. 

background image

Teraz wydało jej się duszną klitką o bardzo ograniczonej powierzchni. 

Mieszkając  razem,  nie  mogli  skutecznie  się  unikać  ani  tym  bardziej  strzec 

swej prywatności. Erika postanowiła zatem poniechać takich prób, bo były skazane 
na niepowodzenie. 

Amos  słusznie  zauważył,  że  to  w  końcu  było  jej  mieszkanie.  Poza  tym  to 

przez niego doszło do wypadku. Nie, wcale nie próbowała zwalić na niego winy za 
swą nieuwagę, po prostu taka była prawda. Trudno, teraz będzie musiał znosić jej 
nieustanną obecność. Zamierzała ignorować Amosa i zająć się własnymi sprawami 
na tyle, na ile będzie to możliwe. Zacznie od tego, że odda się błogiemu lenistwu. 
Nie pamiętała, kiedy ostatnio leniuchowała, niczym się nie przejmując. 

Dopiero teraz zauważyła, że nadal ma na sobie niebieską satynową bluzkę, w 

której  pozowała  do  zdjęć  reklamowych,  w  tej  chwili  już  mocno  wygniecioną  i 
pobrudzoną makijażem. Skoro wszystko omówiła z Kelly, mogła wreszcie zająć się 
sobą.  Najpierw  zrelaksowała  się  w  wannie,  potem  przebrała  w  wygodną  koszulę 
nocną z czerwonego jedwabiu, sięgającą ziemi, na czarnych ramiączkach.  

Po  kąpieli  przygotowała  w  kuchni  przekąskę  i  weszła  do  salonu.  Było  tam 

cicho i nawet magnetofon, z którego dobiegała wcześniej delikatna muzyka, teraz 
zamilkł. Słychać było jedynie szum samochodów z ulicy. 

Amos nadal leżał na kanapie. W pierwszej chwili Erika sądziła, że zasnął, ale 

musiał usłyszeć jej ciche kroki, bo otworzył oczy, kiedy weszła do pokoju. 

-  Przepraszam,  ale  to  jest  jedyny  telewizor  w  tym  mieszkaniu.  Chciałabym 

trochę pooglądać, jeśli nie masz nic przeciwko temu - odezwała się. 

- Ani trochę - odparł i usiadł. 

Erika  skuliła  się  w  końcu kanapy.  Skórzane obicie nadal było rozgrzane od 

jego stóp. Sięgnęła po marchewkę, zaczęła ją chrupać i przełączać kanały. 

- Marchewka - zauważył inteligentnie. - Seler naciowy. Zielona papryka. 

- Częstuj się - zaoferowała. 

Po  chwili  doszła  do  wniosku,  że  niewiele  straciła,  nie  oglądając  regularnie 

telewizji. 

- Widziałeś ten film? 

Amos spojrzał na ekran. 

background image

- Każdy go widział, Eriko. Ma więcej lat niż my oboje razem wzięci. - Wstał 

i wyszedł z pokoju. 

Punkt  dla  mnie,  pomyślała.  Nie  czuła  jednak  radości,  jak  się  spodziewała. 

Usiadła wygodniej i próbowała wciągnąć się w fabułę. 

Amos  wrócił  po  chwili  z  ogromną  chińską  misą,  której  do  tej  pory  nie 

widziała, wypełnioną popcornem. 

-  Spróbuj,  proszę.  Wyglądasz  na  zaskoczoną.  Jeśli  dziwi  cię,  że  umiem 

przygotować popcorn, powinienem cię ostrzec, że potrafię również odgrzać pizzę. 

- Nie o to chodzi. Zaskoczyło mnie, że masz misę wielkości małego basenu, 

która  najwyraźniej  jest  przeznaczona  na  popcorn.  Tak  zresztą  głosi  napis  na 
bocznej ściance. Mało który mężczyzna inwestuje w naczynia kuchenne. 

-  Popcorn,  pizza  i  piwo.  -  Amos  wyliczał  na  palcach.  -  Ukochane  dania 

każdego mężczyzny. - Postawił misę na środku kanapy i ułożył się wygodnie. 

Erika  próbowała  wciągnąć  się  w  akcję  filmu,  ale  nie  bardzo  jej  to 

wychodziło.  Dla  zabicia  czasu  zastanawiała  się,  co  by  zrobiła,  gdyby  Amos, 
zamiast  zajadać  popcorn  i  oglądać  film,  położył  się  trochę  bliżej  niej,  otoczył  ją 
silnym  ramieniem,  pieścił  jej  szyję,  chciał  się  z  nią  kochać…  Zamknęła  oczy, 
niemal poczuła ciepło jego dłoni… 

Ochrypły szept przywołał ją do porządku. 

- Czas do łóżka. Chodź, skarbie. 

Uśmiechnęła  się  do  siebie.  Cóż  za  wyraziste  fantazje…  Kiedy  jednak 

otworzyła oczy, zrozumiała, że to nie był tylko wytwór jej wyobraźni. Głowę miała 
opartą na barku Amosa, jego ramię otaczało ją, a ciepłe usta były tuż przy policzku. 
Usiadła gwałtownie, o mały włos nie wybijając mu zębów. 

- Co ty robisz? - spytała przestraszona. 

-  Budzę  cię  -  odparł.  -  Ale  tylko  po  to,  żeby  odprowadzić  cię  do  sypialni  i 

położyć do łóżka - dodał łagodnie. - Samą. Jeśli miałaś nadzieję na coś więcej, to 
musisz rozbudzić się całkowicie, bo zniewolenie półprzytomnej kobiety niezbyt mi 
się uśmiecha. 

Na te słowa Erika rozbudziła się w okamgnieniu. 

- Tylko w ten sposób mógłbyś zaciągnąć mnie do łóżka - krzyknęła wściekła. 

background image

- Doprawdy? - przekomarzał się. - Hej, nie odchodź zła - krzyknął za nią. 

Miała nadzieję, że przybiegnie, a ona z triumfalną miną zatrzaśnie mu drzwi 

przed  nosem.  Była  w  połowie  drogi  do  sypialni,  kiedy  rozległ  się  dzwonek  do 
drzwi. 

- Kogo u diabła niesie o tej porze? - Zaskoczona zatrzymała się. 

- Wcale nie jest tak późno - uświadomił jej Amos. 

Schowała się za drzwiami sypialni, a Amos wyjrzał przez wizjer. 

- To tylko goniec - uspokoił Erikę. 

Goniec?  -  pomyślała  jeszcze  bardziej  zdziwiona.  O  tej  porze?  Ciekawe,  co 

przynosi. 

Przez  szparę  podglądała,  co  się  wydarzy.  Poza  plecami  Amosa  i  stosem 

pudełek nic nie widziała. 

-  Zamawiałeś  coś?  -  spytała  szeptem.  -  Czy  to  może  twoje  rzeczy? 

Wydawało mi się, że wszystko przywiozłeś wczoraj. 

- Zamawiałem - przyznał. 

Zza pudeł wychyliła się głowa Stephena. 

-  To  prezenty  ślubne  -  wyjaśnił.  -  Nie  miałem  możliwości  dostarczenia  ich 

wcześniej. Miałem nadzieję, że… - Zamilkł, widząc Erikę. 

- Daruj sobie - powiedziała zniecierpliwiona. - Dobrze wiem, jak wyglądam - 

dodała, ale w tym samym momencie zorientowała się, że Stephen wcale nie patrzy 
na jej podbite oko. 

Rozchylone  poły  szlafroka  ukazywały  pomiętą  koszulę  nocną  i  trochę 

nagości. 

Stephen odwrócił wzrok. 

- …teraz jest dobry moment - skończył i wszedł do środka. - Na pewno nie 

przeszkadzam? - upewnił się. 

background image

Rozdział siódmy 

 

Erika poprawiła szlafrok. 

- Oczywiście, że nie przeszkadzasz, Stephen. 

-  W  każdym  razie  nie  robimy  nic,  o  czym  chcielibyśmy  rozmawiać  -  dodał 

radośnie Amos. - Gdzie zamierzasz ulokować te łupy, kochanie? 

Odeślij je, miała ochotę powiedzieć. 

-  Jadalnia  to  chyba  dobre  miejsce  -  zasugerował  Amos.-  Na  razie  nie 

planujemy żadnego przyjęcia, a tam Erika będzie mogła tygodnie napisać liściki z 
podziękowaniami. Pomogę rozładować wózek - zwrócił się do Stephena. 

Erika  przygryzła  wargi  i  niecierpliwie  czekała,  by  weszli  do  jadalni.  Kiedy 

wszystkie  pudełka  leżały  już  na  stole,  a  Stephen  poszedł  odstawić  wózek,  Erika 
spojrzała na Amosa. 

- Wygodne miejsce, bym mogła napisać podziękowania? - spytała. 

- Oczywiście. Podczas gdy ja będę pracował w gabinecie… 

- Nie sądzisz, że to trochę nie w porządku zwalać całą robotę na mnie? 

-  Wiesz,  może  rzeczywiście  tak  to  zabrzmiało  -  przyznał.  -  Jednak  to  są 

prezenty od twoich przyjaciół, których  ja nawet nie znam. 

-  Musiałeś  zadbać  o  swój  wizerunek  macho,  prawda?  -  niespodziewanie 

zmieniła temat. 

- O czym mówisz? - spytał szczerze zaskoczony. 

- Wtedy, gdy sugerowałeś… kiedy Stephen… 

- A, rozumiem. Martwi cię, że Stephen mógł pomyśleć, że przeszkodził nam 

w intymnej sytuacji. 

- Na miłość boską - zdenerwowała się. - Nie musisz grać przed Stephenem. 

- Nie grałem. Ot, wykorzystałem sytuację, kiedy się nadarzyła. Swoją drogą, 

bardzo sugestywnie i przekonująco rozchyliłaś szlafrok. 

Ś

ciągnęła mocniej pasek. 

background image

-  Nie  zrobiłam  tego  celowo,  chyba  mi  wierzysz  -  powiedziała.  -  A  czemu 

miało  służyć  to  przedstawienie?  Stephen  wie  o  naszej  umowie,  więc  po  co 
komplikować sprawy? 

- Chciałem zasiać w jego umyśle ziarno wątpliwości. 

-  Ale  po  co?  Nie  było  potrzeby…  -  zawahała  się.  -  No  chyba  że  nie  ufasz 

nawet jemu. 

-  To  nie  kwestia  zaufania  -  odparł  zamyślony.  -  Ale  wiesz,  on  jest  zbyt 

uczciwy,  żeby  być  dobrym  kłamcą.  Lepiej,  by  wierzył,  że  coś  nas  łączy.  Na 
wypadek, gdyby jakiś dociekliwy dziennikarz zaczął mu zadawać za dużo pytań. 

- Celowo wprowadzasz go w błąd? - Erika próbowała uporządkować sobie w 

głowie to, co właśnie usłyszała. 

-  Każdy,  kto  cię  zna,  doskonale  zna  również  twój  stosunek  do  Stephena  - 

tłumaczył  dalej  Amos.  -  Będą  zatem  spodziewali  się,  że  on  wie  wszystko  i  zna 
twoje  tajemnice.  Prędzej  czy  później  spróbują  coś  z  niego  wyciągnąć.  Ja  tylko 
ułatwiam mu zadanie.  

Chociaż musiała przyznać Amosowi rację, nadal się złościła. 

-  Dlaczego  wobec tego  poprzestajemy  jedynie na  odgrywaniu jakichś  ról?  - 

zapytała.  -  Następnym  razem,  kiedy  Stephen  przyniesie  paczki  z  prezentami, 
otwórz  drzwi,  a  potem  rzuć  się  na  mnie  i  zacznij  tarzać  się  ze  mną  po  podłodze. 
Wtedy  nie  tylko  nie  będzie  musiał  kłamać,  ale  nawet  nie  będzie  musiał  wysilać 
wyobraźni! 

Amos  nie  odpowiedział,  ale  jego  uśmiech  sprawił,  że  pożałowała  swych 

słów. 

- Miałam na myśli… - próbowała wytłumaczyć. 

- Och, nie psuj chwili, w której wreszcie otwarcie przyznałaś, o co ci chodzi. 

Wiesz co? Odegrajmy tę scenkę w salonie. Na dywanie będzie nam wygodniej niż 
na tej zimnej i twardej posadzce. 

 

 

 

Następnego poranka Erika nie spieszyła się ze wstawaniem i wychodzeniem 

background image

z  sypialni.  Przekonywała  się  w  myślach,  że  nie  miało  to  nic  wspólnego  z 
wczorajszą rozmową z Amosem. 

Wzięła  gorący  prysznic  i  zeszła  na  dół,  licząc  na  to,  że  Amos  będzie 

pogrążony w pracy i nie usłyszy nawet jej kroków. 

Niestety nie było go w gabinecie. Siedział w kuchni, w dodatku miał gościa. 

Erika  schowała  się  w  holu  i  nasłuchiwała.  Gościem  Amosa  była  kobieta. 

Najwyraźniej dobrze się bawiła i co jakiś czas wybuchała perlistym śmiechem. 

Nagle jej głos spoważniał. 

- Może powinieneś zobaczyć, co się z nią dzieje, Amos. 

Erika odetchnęła i przekroczyła próg. 

-  Witaj,  Kelly.  Przecież  umówiłyśmy  się,  że  będziemy  się  kontaktować 

wyłącznie  przez  telefon.  Twoje  częste  wizyty  u  mnie  mogą  wzbudzić  czujność 
paparazzich. 

- Widzisz? - powiedział Amos. - Mówiłem ci, że dobrze się czuje. Napijesz 

się kawy? - Nie czekając na odpowiedź, podał jej filiżankę z parującą kawą. 

-  Prawdziwa  kawa?  -  Erika  była  wyraźnie  zdziwiona.  -  Pachnie  niemal 

równie dobrze jak cappuccino robione przez Kelly. 

- Jest lepsza - odezwała się Kelly. - Przyniosłam ze sobą ostateczny projekt 

kontraktu dla La Croix. Podpiszesz i możemy wysyłać to Feliksowi. 

A Felix raz, dwa odeśle nam podpisane dokumenty i całe to przedstawienie 

się skończy, pomyślała uradowana Erika. 

- Przeczytam to od razu - zapaliła się. 

- Mam też dla ciebie zdjęcia z sesji. 

- Bardzo źle wyszły? 

- Widziałam gorsze. - Kelly pchnęła teczkę ze zdjęciami po blacie. 

- Zgaduję, że szef reklamy będzie chciał je powtórzyć? 

-  Nie  wiem,  czy  zdążymy.  Kampania  trwa,  sesja  przesunęła  się  z  powodu 

twojego wyjazdu do Europy, teraz ten wypadek… 

Erika przejrzała zdjęcia. 

background image

- No tak, nic nadzwyczajnego. Cóż, przekaż, że mu współczuję, ale na razie 

nie ma po co przysyłać fotografa.  

-  Nie  ucieszy  się,  kiedy  to  usłyszy  -  zauważyła  Kelly.  -  Sam  chciał  tu  dziś 

przyjść,  ale  przekazałam  mu,  że  zgodnie  z  twoim  poleceniem  tylko  ja  mogę  cię 
odwiedzać. 

-  Świetnie.  Teraz  zapewne  jest  przekonany,  że  unikam  pracowników,  bo 

mam  ochotę  na  wakacje.  Jeśli  będzie  nalegał,  pozwól  mu  przyjść,  niech  się 
przekona, że zdjęcia są niemożliwe. 

- To chyba nie najlepszy pomysł. 

-  Nieważne  -  skwitowała.  -  Idę  teraz  przeczytać  ten  kontrakt,  żeby  nie 

trzymać cię tu dłużej, niż to konieczne. 

- Nie spiesz się. Mogę przysłać po południu kuriera… 

Erika potrząsnęła głową. 

- Wolę pilnować tych dokumentów jak oka w głowie. Mam duże zaufanie do 

firm kurierskich, jednak gdyby kopia tej umowy dostała się w ręce ludzi z jakiegoś 
brukowca… No nic, życzę smacznego. To mi nie zajmie dużo czasu. 

Wzięła  teczkę  z  dokumentami  i  automatycznie  skierowała  się  w  stronę 

gabinetu. 

Drzwi były otwarte. Na biurku stał włączony komputer Amosa. Jednakże na 

monitorze  nie  było  widać,  nad  czym  pracował,  gdyż  włączony  był  wygaszacz 
ekranu. Erika ucieszyła się. Obiecała sobie, że nie przeczyta jego notatek, a gdyby 
siedziała  przed  otwartym  tekstem,  trudno  by  jej  było  na  niego  nie  spoglądać. 
Gdyby zaś przeczytała kilka linijek, a potem udawała, że tego nie zrobiła, byłoby to 
nieuczciwe. 

A  gdyby  na  przykład  przeczytała  pół  strony  i  była  rozczarowana  lekturą? 

Lubiła  Amosa,  ale  czy  spodobałaby  się  jej  jego  książka?  To  przecież  dwie  różne 
sprawy. 

Nie, wcale nie chce wiedzieć, o czym pisał. 

Kiedy  wróciła  do  kuchni,  Kelly  skończyła  już  śniadanie.  Jej  talerz  stał  z 

boku, a dziewczyna siedziała wsparta łokciami o stół, z kubkiem kawy w ręku. 

- Pracuję w Ladylove od około trzech lat - opowiadała. - Zatrudniono  mnie 

jako  asystentkę  Eriki  przy  jej  pierwszej  sesji  zdjęciowej.  Biegałam  po  grzebień  i 

background image

podawałam  jej  wodę  do  picia,  żeby  nie  musiała  wstawać.  Potem,  kiedy  przejęła 
zarządzanie firmą, potrzebowała kogoś, komu mogłaby zaufać. 

-  Miło  sobie  plotkujecie?  -  zapytała  Erika,  kładąc  na  stole  teczkę  z 

dokumentami. 

Kelly  otworzyła  szeroko  oczy.  Wydawała  się  tak  pochłonięta  pogawędką  z 

Amosem, że dopiero teraz zauważyła obecność szefowej. Erika wyczuwała jednak, 
ż

e  chodzi  o  coś  więcej.  Wygląda  na  zdenerwowaną,  pomyślała.  Zupełnie  jakby 

została przyłapana na czymś, czego nie powinna robić. Cóż, odpowiedź nasuwa się 
sama. Po prostu flirtowała z Amosem i bała się, że Erika będzie na nią zła. Miała 
ochotę powiedzieć Kelly, żeby się nie krępowała, ponieważ Amos jest do wzięcia. 

Oczywiście  nie  zrobiła  tego.  Co  takiego  Amos  powiedział  o  Stephenie?  Że 

będzie znacznie bardziej przekonujący, kiedy uwierzy w prawdziwość jej związku 
z Amosem. To samo dotyczyło Kelly. 

Jeśli Feliksowi spodoba się oferta, wtedy Kelly, a wraz z nią połowa Nowego 

Jorku, dowie się, że Amos był tylko narzędziem. Jednak do tego czasu… 

- Co myślisz o tej umowie? - zapytała Kelly. 

Erika musiała wrócić do rzeczywistości.  

-  Zrobiłam  kilka  uwag  na  marginesie.  Jeśli  te  kwestie  zostaną  sprawdzone, 

możemy wysyłać kontrakt do Feliksa i czekać na jego odpowiedź. 

- Chyba powinniśmy to uczcić - zasugerował Amos. 

Eriki nie zdziwiło, że Amos cieszył się z perspektywy odzyskania wolności. 

Mimo to pokręciła przecząco głową. 

-  Jeszcze  nie  teraz.  Na  razie  to  tylko  wstępna  oferta.  Negocjacje  mogą 

potrwać bardzo długo. 

Przeszła  przez  kuchnię,  żeby  dolać  sobie  kawy.  Kelly  wstała  i  wygładziła 

spódnicę. 

- Zajmę się wysłaniem tej oferty. Miło się z tobą rozmawiało Amos. 

Ale  najwyraźniej  nie  spieszyło  jej  się  do  wyjścia.  Erika  słyszała  ich  głosy 

przy drzwiach wejściowych jeszcze przez dłuższy czas. 

Kiedy Amos wrócił do kuchni, Erika wyglądała na zaskoczoną. 

- Myślałam, że wracasz prosto do pracy. 

background image

- Wybacz, że ci przeszkadzam. 

- Nie o to chodzi. Po prostu myślałam… Nie przeszkadzasz mi. 

- Muszę wypić jeszcze filiżankę kawy, zanim siądę do pisania. 

No tak, wcale nie wrócił, żeby z nią porozmawiać. 

- Nalałam sobie resztkę z dzbanka, ale zaraz przygotuję świeżą. 

Spodziewała się, że Amos podziękuje i wyjdzie, ale zamiast tego oparł się o 

blat  i  przyglądał  się,  jak  przygotowywała  kawę.  Erika  czuła,  że  ją  obserwuje,  co 
zdenerwowało ja nieco. 

- Przyniosę ci filiżankę, jak tylko kawa będzie gotowa - zaproponowała. - To 

dla mnie żaden problem. I tak nie mam teraz zbyt wiele zajęć.  

Amos nadal się nie poruszał. 

- Co zaplanowałaś na dzisiaj? 

- Nic szczególnego. W ciągu dnia jest tu bardzo cicho i spokojnie, prawda? 

- Tylko tutaj na górze. 

- Cóż, chyba faktycznie za bardzo nie wiem, co ze sobą począć. 

- Kiedy ostatnio byłaś choćby przez tydzień poza biurem? 

-  Masz  na  myśli  taką  nieobecność,  która  nie  byłaby  spowodowana 

wyjazdami służbowymi? 

- No tak, znam już odpowiedź na moje pytanie. - Wziął ze stołu talerz Kelly i 

wstawił go do zmywarki. - Czy nikt do ciebie nie telefonuje? 

- Bardzo rzadko. Większość osób dzwoni na mój biurowy numer telefonu. 

- Teraz chyba zamartwiają się twoim zdrowiem i samopoczuciem? 

-  Nie  pamiętasz?  Przecież  oficjalnie  nic  się  nie  stało  i  świetnie  się  bawię 

podczas miesiąca miodowego. 

- No tak. Prawie zapomniałem. - Przysunął się bliżej, odsuwając włosy z jej 

policzka  i  przyjrzał  się  siniakom.  -  Wygląda  trochę  lepiej,  niż  się  spodziewałem. 
Przeszkadza ci, że na ciebie patrzę? 

- Niespecjalnie - skłamała. - Sama nie mogę ocenić, jak to wygląda. Trudno 

background image

zobaczyć cały efekt w lustrze. - Jeśli ci to nie przeszkadza, Eriko, to dlaczego nie 
jesteś  w  stanie  ustać  na  nogach?  -  pytała  się  w  myślach.  -  Poza  tym  -  dodała  - 
przecież w końcu nie wybieramy się razem na randkę. 

- Nie, spędzamy po prostu nasz miesiąc miodowy - odparł. - A z ciekawości, 

Eriko, kiedy ostatnio jakiś mężczyzna widział cię bez makijażu? 

Zaczęła się zastanawiać. 

-  Poza  wizażystami,  którzy  przygotowują  mnie  do  sesji  zdjęciowej?  Nie 

mogę sobie przypomnieć. Miałam około dwunastu lat, kiedy ojciec zabrał mnie do 
centrali Ladylove, żeby nauczyli mnie tajników makijażu, a potem… 

-  Rety,  otrzymanie  formalnych  instrukcji  musi  odebrać  całą  frajdę  z 

dziewczęcych przebieranek i podkradania mamie szminki. 

- Nikomu nie było wolno dotykać kosmetyków mamy. - Wyrzuciła fusy po 

kawie ze swojego kubka. - Lubisz Kelly? - zapytała, nie patrząc na Amosa. 

- Wydaje się bardzo miła. 

Erika nie spodziewała się, że będzie wylewny, ale ostrożność w jego głosie i 

fakt, że zwlekał z udzieleniem odpowiedzi o sekundę za długo, zaskoczyły ją. Taka 
rozwaga  z  jego  strony  mogła  znaczyć  tylko  jedno.  Naprawdę  lubił  Kelly,  ale  nie 
chciał się do tego przyznać przed Eriką. 

Nie miała mu tego za złe, bo cóż ją to mogło obchodzić? Oboje byli miłymi 

ludźmi  i  cieszyłaby  się,  gdyby  coś  ich  połączyło.  Jednak  sprawy  sercowe  rzadko 
kiedy toczą się tak gładko. 

Tak  jak  Erika  powiedziała,  apartament  był  cichy  i  spokojny.  Nazbyt  cichy, 

pomyślał  Amos,  wręcz  nienaturalnie.  To,  czego  bezskutecznie  nasłuchiwał,  to 
dowody  na  obecność  Eriki.  Wściekał  się  sam  na  siebie,  ale  to  było  silniejsze  od 
niego. 

Wiedział, że nigdzie nie wyszła: No bo jak mogłaby wyjść? - zastanawiał się. 

Po pierwsze obiecała, że dla dobra firmy nie ruszy się z domu, a po drugie, żadna 
kobieta  nie  miałaby  ochoty  paradować  z  podbitym  okiem.  A  już  szczególnie 
kobieta, w której życiu wygląd odgrywał tak ważną rolę. 

Jak  to  możliwe,  że  w  ogóle  jej  nie  słychać?  -  zachodził  w  głowę,  próbując 

skoncentrować  się  na  pracy.  Niemożliwe  chyba,  żeby  przez  te  ściany  nie 
dochodziły żadne dźwięki. Rano przecież bardzo wyraźnie słyszał szum prysznica. 
Co ona teraz robi? Może położyła się spać? 

background image

Nie,  na  pewno  nie.  Była  pora  lunchu,  a  przecież  Erika  wstała  późno  i  nie 

powinna  być  jeszcze  zmęczona.  No,  chyba  że  leki  przeciwbólowe  działały 
usypiająco.  A  może  lekarz  wykazał  się  nadmiernym  optymizmem  i  Erika  straciła 
przytomność? 

Tak bardzo wsłuchiwał się w ciszę, że kiedy wreszcie coś huknęło w drugim 

końcu mieszkania, Amos przez chwilę myślał, że to tylko wytwór jego wyobraźni. 
Zerwał się z krzesła i rzucił w stronę źródła hałasu. Zatrzymał się w progu jadalni. 

Erika  stała  przy  stole.  Dookoła  niej  na  podłodze  leżał  stos  porozrzucanych 

pudełek. 

- Co się stało? - spytał. 

-  Chciałam  to  tak  poprzestawiać,  żeby  w  pewnym  momencie  nie  runęło  - 

wyjaśniła. - Teraz musze otworzyć wszystkie prezenty i sprawdzić, co stłukłam. 

Amos  westchnął  i  zaczął  zbierać  porozrzucane  pudełka.  Każdym  delikatnie 

potrząsał, sprawdzając zawartość. 

- Wiesz, skarbie - zagadnął - odkąd zeszłej nocy poruszyłaś temat wspólnej 

sypialni… 

- Nie zrobiłam niczego takiego. 

-  Zastanawiałem  się,  czy  nasza  demonstracja  przed  Stephenem  była 

dostatecznie  przekonująca  -  kontynuował  niezrażony.  -  Odrobina  praktyki  bardzo 
by nam pomogła. 

- Zastanów się, co mówisz, Amos - powiedziała chłodno. 

-  Wszystko  bardzo  się  zmieniło.  Pierwotny  układ  nie  zakładał  spędzania  z 

sobą dwudziestu czterech godzin na dobę. 

-  Faktycznie,  nie  planowaliśmy  tego.  Jednak  skoro  odmówiłeś  spisania 

naszych ustaleń, pozostaje nam trzymać się ustnej umowy. 

-  Zgadza  się.  Twoje  słowo  kontra  moje.  -  Czekał  i  patrzył,  jaki  wpływ 

wywarła  na  niej  jego  wypowiedź.  Chyba  zaczynała  rozumieć,  jak  jej  własne 
argumenty mogły obrócić się przeciwko niej. W oczach Eriki pojawiła się obawa. 

To  wielki  postęp,  pomyślał.  Teraz  musiał  się  zastanowić,  jak  to  najlepiej 

wykorzystać. Jednej rzeczy mógł być pewien. Erika już nigdy nie będzie próbowała 
go ignorować. 

background image

Rozdział ósmy 

 

Erika  nie  potrafiłaby  powiedzieć,  ile  razy  telefon  dzwonił,  zanim  jego 

dźwięk  dobiegł  do  jej  umysłu.  Jednakże  nawet  gdy  już  go  usłyszała,  nadal  miała 
kłopot, żeby się poruszyć. 

To  śmieszne,  myślała,  ale  czuję  się  jak  zahipnotyzowana  przenikliwym 

spojrzeniem  Amosa.  A  co  do  ich  umowy  -  dokładnie  pamiętała,  co  ustalili.  On 
także bez wątpienia to pamiętał. 

- Więc do czego zmierzasz, Amos? - zapytała. - Jeśli nie prześpię się z tobą, 

opowiesz  wszystkim  o  naszej  umowie?  Przecież  nie  jesteś  mną  tak  naprawdę 
zainteresowany. Myślę, że drażnisz się ze mną tylko dla własnej zabawy. To na nic 
- oznajmiła z mocą i poszła sprawdzić, kto dzwoni. 

-  Więc  twój  telefon  jednak  czasami  ożywa  -  zagadnął,  kiedy  wróciła  do 

kuchni.  -  Myślałem,  że  jest  kompletnie  nieużywany.  -  Spojrzał  na  nią.  -  Co  się 
stało? Jesteś bardzo blada. 

- Dzwoniła Kelly - wykrztusiła z siebie. - Ktoś, kto był na sesji, opowiedział, 

co się stało i „Sentinel” zamierza opublikować artykuł na ten temat. 

- To rozwiązuje wiele twoich problemów. Jeśli cały świat dowie się, że masz 

podbite  oko,  będziesz  mogła  ubrać  się  i  iść  do  pracy.  Przecież  tego  właśnie 
pragniesz.  Czyż  nie?  Powiedz  mu,  Eriko.  Musisz  powiedzieć  mu  całą  prawdę, 
przekonywała się. 

Wzięła głęboki oddech. 

-  Jest  gorzej,  niż  myślisz,  Amos.  Plotka  głosi,  że  nie  pod  biłam  sobie  oka, 

upadając, tylko że ty mnie pobiłeś. 

Nastąpiła długa cisza. 

- I to cię martwi? - spytał w końcu. 

- A czego się spodziewałeś? Oczywiście, że mnie martwi! 

- Dlaczego? 

-  Co  z  tobą,  Amos?  „Sentinel”  wypisuje  o  mnie  okropne  rzeczy.  Zdążyłam 

się przyzwyczaić, robią to od lat. Ale czego chcą od ciebie? To nie w porządku! Ty 

background image

tego nie zrobiłeś i wszyscy, którzy byli na sesji, dobrze znają prawdę. - Odruchowo 
otarła łzy. 

- Chodź tutaj - powiedział. 

Wcale  nie  miała  na  to  ochoty,  ale  dziwny  ton  w  jego  głosie  zmusił  ją  do 

posłuszeństwa. 

-  Nie  zasłużyłeś  na  takie  traktowanie.  -  Łzy  ponownie  potoczyły  się  po  jej 

policzkach. 

Amos pochylił się i uniósł ją w ramionach. 

- Co ty wyprawiasz? - spytała zdumiona. 

- Spokojnie. Jeśli cię upuszczę, będziesz miała kolejnego siniaka i „Sentinel” 

już nigdy nie przestanie o tobie pisać. 

Doszedł do salonu i usiadł na kanapie, sadzając sobie Erikę na kolanach. 

- Teraz możesz sobie spokojnie popłakać. 

- Zamierzasz tu tak siedzieć i pocieszać mnie? - zapytała sceptycznie. 

-  A  czemu  nie?  To  miejsce  jest  równie  dobre  jak  każde  inne.  Trzeba  parę 

spraw przemyśleć. 

- To znaczy? - zapytała, ocierając oczy. 

- Najwyższy czas, żebyś miała kogoś, kto będzie cię chronił. 

- A konkretnie? 

- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. 

Położył  dłoń  na  jej  głowie.  Erika  poczuła,  że  nie  może  opanować 

napływających  do  oczu  łez.  Płakała  zbyt  głośno,  żeby  słyszeć  jego  szept,  ale 
dochodził  do  niej  jego  cichy  niski  głos.  Zdołałby  uspokoić  nawet  rozpłakane 
niemowlę… Ta myśl przestraszyła ją i kazała się podnieść. 

- Już? - zapytał. - To nie trwało długo. Skąd „Sentinel” zdobył tę historię? 

-  Pewnie  wyssali  z  palca  -  odparła,  wzruszając  ramionami.  -  Albo 

zaoferowali komuś tyle pieniędzy, że powiedział im, co chcieli usłyszeć. To nawet 
bardziej prawdopodobne, bo potem będą mogli zrzucić winę na tak zwane dobrze 
poinformowane źródło. - Przygryzła wargę. - Co my teraz zrobimy, Amos? 

background image

- Jeśli Kelly tylko słyszała o artykule, ale nie czytała go, to nadal nie wiemy, 

co dokładnie w nim jest. Ludzie z tego brukowca są wystarczająco przebiegli, żeby 
rozprzestrzeniać  różne  plotki  i  spokojnie  czekać  na  twoją  reakcję.  Może  w  ogóle 
nie opisali tej historii. 

-  Owszem  -  zgodziła  się.  -  Ale  nigdy  wcześniej  nie  stosowali  takich 

chwytów.  

-  Mimo  wszystko  nie  róbmy  niczego,  dopóki  nie  sprawdzimy,  co  tak 

naprawdę  ukaże  się  drukiem.  Wtedy  podejmiemy  ostateczną  decyzję.  Wszystko 
będzie dobrze, Eriko. 

Dotknął wargami jej włosów. Zamknęła oczy i oparła się o jego ramię. Nie 

wiedziała, czy sprawiło to bijące od niego ciepło, czy jego czuła troska, ale nagle 
poczuła się bardzo senna. 

-  Amos?  -  ziewnęła.  -  Przepraszam,  że  wciągnęłam  cię  w  to  bagno.  Opiszą 

cię jako potwora, który pastwi się nad żoną. 

- W ogóle nie zawracaj sobie tym głowy, skarbie. Z drugiej strony - zaśmiał 

się - to dobrze wpływa na mój wizerunek twardego faceta. 

-  No  tak,  Kelly  zapewne  zadrży  z  rozkoszy,  kiedy  dowie  się,  że  jesteś  nie 

tylko pisarzem, ale i dzikusem. Takie połączenie będzie dla niej niczym afrodyzjak. 

Nic nie odpowiedział, tylko delikatnie ją pocałował. 

Nie  ma  nic  złego  w  przyjacielskim,  uprzejmym  pocałunku  wynikającym  z 

sympatii,  pomyślała.  Dopóki  oczywiście  nikt  nie  zacznie  myśleć  o  nim  zbyt 
poważnie. Zamierzała dopilnować, żeby tak się nie stało. 

Odwzajemniła pieszczotę. 

- Jeśli tak właśnie zachowuje się dzikus… 

Amos uśmiechnął się i przytulił ją mocniej. Trzymał Erikę blisko siebie, ale 

bardzo delikatnie. Gdyby tylko chciała, z łatwością uwolniłaby się z jego ramion. 

Ona jednak nawet nie próbowała. 

Działała na zwolnionych obrotach, nie nadążała za jego ruchami. Nie  miała 

nawet siły, by zaooponować, gdy porwał ją w ramiona i poniósł w stronę sypialni. 

- Sytuacja chyba wymyka się spod kontroli - zdołała  powiedzieć, kiedy kładł 

ją na łóżku. Sama ledwo słyszała, co mówi. - Nie  miałam na myśli… 

background image

- Zdrzemnij się - powiedział. - Ja wracam do pracy. 

Erika oprzytomniała. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. 

- Masz na myśli książkę? - upewniła się. 

Odwrócił się w drzwiach. 

-  Wiesz,  nie  mogłem  sobie  poradzić  z  pewną  sceną  miłosną,  ale  chyba  już 

wiem, jak to opisać. Dzięki za pomoc. 

Wzięła  do  ręki  pierwszy  przedmiot,  jaki  się  nawinął,  a  był  to  horror  z 

bankietu, i rzuciła nim w Amosa. 

Uchylił się sprawnie, po czym odrzucił powieść w jej stronę. 

- No, jeśli to czytałaś całą noc, doskonale rozumiem, dlaczego ziewasz. 

Przycisnęła książkę do piersi i mruknęła. 

- Jednak jest w tobie wiele z dzikusa… 

- Ale z takiego, który pragnie, by jego kobiety były zaangażowane w takim 

samym stopniu co on - odparł zagadkowo. - Poczekam, aż będziesz gotowa, Eriko. 

-  Uzbrój  się  zatem  w  cierpliwość.  -  Otworzyła  książkę  i  udała,  że  zaczyna 

czytać. 

Jestem  pewna,  że  tylko  udawał  zainteresowanie  moją  osobą,  by  sprawdzić, 

jak  zareaguję,  doszła  do  wniosku,  kiedy  zamknął  za  sobą  drzwi.  I  dobrze,  to  mi 
odpowiada.  

 

 

 

Skończyła  czytać  późnym  popołudniem.  Kiedy  przyszła  do  salonu,  Amos 

wstał z kanapy i podał jej kieliszek sherry. 

Zachowuj się normalnie, upomniała się. Co z tego, że cię  pocałował i wciąż 

czujesz  na  wargach  smak  tego  pocałunku.  Dla  niego  to  na  pewno  nie  miało 
ż

adnego znaczenia. Dla mnie też. Choć to może nie całkiem  prawda, pomyślała z 

poczuciem winy. 

-  Byłeś  bardzo  cicho  przez  całe  popołudnie.  Poradziłeś  sobie  z  tą  sceną 

background image

miłosną? - spytała. 

- Jeszcze nie do końca, ale robię postępy. Dzięki tobie. 

- Cieszę się, że mogłam pomóc. - Wskazała na stolik. - Czy to „Sentinel”? 

Skinął głową. 

- Stephen przyniósł gazetę kilka minut temu. Kelly miała rację. 

Zadrżała.  Do  tej  pory  wmawiała  sobie,  że  może  nie  zamieścili  nic  na  jej 

temat. Po przeczytaniu artykułu poczuła się fatalnie. 

- Najbardziej podoba  mi się fragment, w którym proponują, żebyś pokazała 

się  publicznie  i  rozwiała  wątpliwości  czytelników  -  odezwał  się  Amos,  gdy 
skończyła czytać. 

-  Cóż,  to  brzmi  jak  wyzwanie,  prawda?  Co  teraz  zrobimy?  Jeśli  będę  się 

ukrywać, uznają to za potwierdzenie ich domysłów. A z kolei jeśli się pokażę, tym 
bardziej będą triumfować i wtedy nikt nie uwierzy w moją wersję. - Wypiła sherry 
do końca i wyciągnęła do Amosa rękę z pustym kieliszkiem, prosząc o dolewkę. - 
Kelly  mogłaby  oświadczyć,  że  wymknęliśmy  się  na  tydzień  do  Europy.  Choć 
wątpię, czy to coś da. 

Amos potrząsnął głową. 

- Nie. Będziemy musieli stawić temu czoła. Mamy zarezerwowany stolik na 

dzisiejszą kolację w „Civic Club”. 

- Oszalałeś? - zapytała zdumiona. - Chcesz, żebym poszła taka posiniaczona 

na kolację? 

- Oczywiście, kochanie - powiedział spokojnie. 

- Doskonale. I jaki masz plan? Znalazłeś dla mnie dublerkę? 

- Z tak rozpoznawalną twarzą nie ma mowy o zastępstwie. Stephen jest teraz 

w mieście i kupuje dla ciebie kapelusz z szerokim rondem i czarną woalką. Chyba 
masz jakąś suknię, która będzie do tego pasować. 

Erika była wściekła i najchętniej zaczęłaby krzyczeć. 

-  Amos,  powiedziałam  ci  już  dawno  temu,  że  kapelusz  nie  jest  dobrym 

rozwiązaniem.  Nigdy  nie  noszę  kapeluszy.  Wyglądałam  w  nich  jak  spiskowiec, 
nawet kiedy z moją twarzą wszystko było w porządku. A chowanie się za woalką 
sprawi, że ludzie będą zadawali jeszcze więcej pytań. 

background image

-  I  bardzo  dobrze.  Chodźmy  poszukać  czegoś  odpowiedniego  w  twojej 

garderobie. 

 

 

 

W  „Civic  Club”  było  jeszcze  więcej  gości  niż  zazwyczaj.  Kapelusz  Eriki 

ledwie  się  mieścił  w  drzwiach  taksówki,  którą  podjechali  pod  główne  wejście. 
Kiedy wysiadła, wiatr zaczął unosić jej woalkę. 

- Czuję się tak, jakbym  miała oponę na głowie - mruknęła, kiedy weszli do 

ś

rodka. 

Amos  oddał  szatniarzowi  okrycia  wierzchnie  i  pomógł  Erice  otulić  się 

szalem.  

- To powinno pomóc. Nic nie będzie widać. 

- Wiesz, na co się porywamy? To nie ma prawa się udać. 

Jednak Amos wydawał się zachwycony swoim pomysłem i nie miał zamiaru 

zmieniać planów. 

- Przekonamy się, czy jesteś dobrą aktorką. 

- Chcę tylko wrócić do kierowania moją firmą. 

-  A  to  jest  właśnie  najkrótsza  i  najszybsza  droga  do  twojego  biura.  - 

Rozejrzał  się  po  sali  i  zatrzymał  wzrok  na  pokrytym  freskami  suficie.  -  Ładne 
miejsce, choć oczywiście nie w moim stylu. 

-  Pamiętaj  tylko,  co  ci  mówiłam  o  używaniu  sztućców.  Gdybyś  miał 

wątpliwości, zacznij od tych najbardziej zewnętrznych. 

- Będę robił to samo co ty. Ludzie wprawdzie zauważą, że nie odrywam od 

ciebie wzroku, ale złożą to na karb wielkiej miłości. 

- Tędy. - Przeszła przez hol i skierowała się w stronę sali. 

Kiedy szef sali spojrzał na kapelusz Eriki, dość nieudolnie ukrył zaskoczenie. 

Jednakże  jego  praca  polegała  na  udawaniu,  że  nie  zauważa  ekscentrycznego 
wyglądu czy zachowania klientów. Błyskawicznie wziął się w garść. 

background image

-  Tędy,  proszę,  panno  Forrester.  Proszę  pana  -  skinął  na  Amosa  -  państwa 

stolik jest już gotowy. 

Poprowadził ich przez środek sali do spokojnego miejsca w rogu, w którym 

stał mały okrągły stolik nakryty dla dwóch osób. Zamiast krzeseł była tu skórzana 
kanapa.  Erika  widziała  to  miejsce  setki  razy,  ale  nigdy  nie  poświęciła  mu  uwagi. 
Tej nocy odniosła wrażenie, że jest to kącik stworzony dla zakochanych par. 

Wsunęła się za stolik, a Amos podążył w jej ślady, siadając tuż obok. Serce 

Eriki już od kilku sekund przyspieszyło, ale kiedy udo Amosa otarło się o jej nogę, 
zaczęło bić w zawrotnym tempie. 

To wszystko jest częścią naszego planu, musimy tylko dobrze odegrać nasze 

role, przypomniała sobie. 

Rozejrzała  się  po  sali,  próbując  zorientować  się,  kto  z  jej  znajomych 

przyszedł dziś do klubu. Po chwili coś ją tknęło i spojrzała na Amosa. 

- Nie przypominam sobie, żeby ten stolik był tak na widoku. 

-  Stephen  musiał  dać  im  łapówkę,  żeby  wynieśli  część  roślin  -  wyjaśnił.  - 

Oczywiście tylko część, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Wszelka ostentacja 
jest niewskazana, ale chcemy zwrócić na siebie uwagę. 

-  Cóż,  teraz  sądzę,  że  moim  pierwszym  poważnym  błędem  było 

zasugerowanie  ci,  byś  korzystał  z  dobrych  rad  Stephena  -  powiedziała 
zrezygnowanym głosem. 

-  Och,  kochanie,  po  co  te  zgryźliwe  uwagi?  Powiedz,  proszę,  na  co  masz 

ochotę? 

Otworzyła kartę dań i odruchowo sięgnęła do woalki, ale w ostatniej chwili 

cofnęła rękę. 

- Homar odpada. W tym stroju nie dałabym rady. 

Przy  stoliku  pojawił  się  kelner  z  winem.  Amos  z  łatwością  przebrnął  przez 

rytuał  próbowania  trunku.  Kiedy  mężczyzna  odszedł,  Erika  odetchnęła  z  ulgą. 
Miała  nadzieję,  że  Amos  nie  spostrzeże  jej  zdenerwowania.  Ponieważ  jednak 
siedzieli bardzo blisko siebie, nie mogło ujść jego uwadze drżenie ud Eriki.  

-  Stephen  mnie  podszkolił  -  wyjaśnił  z  szelmowskim  błyskiem  w  oku.  - 

Powiedz, czy dziś po południu naprawdę czytałaś tę książkę o duchach, czy dąsałaś 
się, bo zająłem się własnymi sprawami i nie dotrzymywałem ci towarzystwa? 

background image

- Naprawdę czytałam. Powieść okazała się zupełnie do rzeczy. 

-  Opowiedz,  proszę.  -  Zachęcił  ją  do  mówienia.  -  Musimy  przecież  znaleźć 

temat  do  swobodnej  pogawędki.  Przynajmniej  dopóki  nie  przebrniemy  przez 
przystawki. Choć dużo zależy od tego, jak liczną będziemy mieli widownię. 

- Aha! A twoja praca będzie polegała jedynie na wpatrywaniu się we mnie i 

udawaniu, że chłoniesz każde moje słowo, tak? 

-  Czuję  się  niedoceniony.  Słuchanie  streszczenia  horroru  to  wcale  nie  taka 

łatwa sprawa. Naprawdę podobała ci się ta książka? 

-  Powiedziałabym  nawet,  że  bardzo  -  westchnęła.  -  To  chyba  nie  najlepiej 

ś

wiadczy o mojej kondycji psychicznej. - Uśmiechnęła się blado. - W każdym razie 

będę  się  czuła  trochę  głupio,  opowiadając  ci  mrożące  krew  w  żyłach  historie, 
podczas gdy będziesz zamawiał średnio wysmażony stek. Po prostu przejdę od razu 
do zakończenia książki. Co ty na to? Choć ostrzegam, to bardzo krwawa opowieść. 

- Przeczytałaś ja do końca? - Spojrzał zdziwiony. - Kiedy zdążyłaś to zrobić? 

-  Zeszłej  nocy.  Ale  rozumiem  i  przepraszam,  następnym  razem  zapytam  o 

pozwolenie. Ta książka należy do ciebie. 

- Ty zapłaciłaś za bilety. - Wzruszył ramionami. - To znaczy, że nie mogłaś 

spać.  Interesujące.  Obawiałaś  się,  że  źle  zrozumiałem  twoją  ofertę  pokazania 
Stephenowi siły naszego związku? 

Taka  woalka  to  niegłupia  rzecz,  pomyślała  Erika.  Można  ukryć  wyraz 

zażenowania i zaróżowione policzki. Erika bowiem nie zamierzała się przyznać, że 
właśnie wspomnienie tamtej rozmowy z Amosem odebrało jej sen. 

Kiedy przywitali się mniej więcej z tuzinem podchodzących co chwila do ich 

stolika gości, Erika przestała liczyć. 

- Mam nadzieję, że nie spieszy im się do wyjścia - powiedziała, kiedy przez 

chwilę  przy  ich  stoliku  nikogo  nie  było.  -  Nie  chciałabym,  żeby  stracili 
przedstawienie.  Zobacz,  fotograf  z  „Sentinelu”  stoi  tam  w  rogu,  robi  zdjęcia 
teleobiektywem. 

Odsunęła swój talerz. Już czas, pomyślała. 

Złapała  obiema  rękami  za  brzeg  szerokiego  ronda  od  kapelusza.  Szmer 

przebiegł  po  sali  i  wszystkie  twarze  skierowały  się  ku  niej.  Krzesła  skrzypnęły, 
gdyż ludzie przesiadali się, żeby mieć lepszy widok. Niektórzy szturchali sąsiadów 

background image

łokciem i wskazywali na Erikę. 

- Czuję się tak, jakbym robiła publicznie striptiz - mruknęła. 

-  Wiele  masz  jeszcze  tych  erotycznych  fantazji?  Chętnie  posłucham,  bo  to 

ciekawsze niż streszczenie książki. - Wypił łyk wina. 

Erika  zdjęła  kapelusz  i  położyła  go  na  stole.  Kiedy  się  poruszyła,  szal 

ześlizgnął się z jej szyi, odsłaniając gołe ramiona. Teraz Erika dobrze widziała całą 
salę, ale sama też była lepiej widoczna. Wszyscy goście mogli zobaczyć nie tylko 
jej podbite oko, ale także wszystkie inne obrażenia: siniaki i zadrapania na szczęce, 
sine  smugi  na  obojczyku,  wcześniej  zakryte  szalem,  purpurowe  ślady  na  obu 
ramionach, wyglądające tak, jakby ktoś ścisnął ją zbyt mocno. 

Na  sali  zapanowała  martwa  cisza,  a  potem  rozległy  się  zaniepokojone, 

przybierające na sile szepty. 

-  O  rany,  dobra  jesteś  -  szepnął  Amos.  -  Prawdziwa  mistrzyni.  Pozbądź  się 

tego  jak  najszybciej,  zanim  każdy  obecny  tu  mężczyzna  będzie  próbował  mnie 
zabić. 

Erika zawahała się. 

-  Muszę  się  zastanowić.  Teraz jest  niezła  okazja  do  renegocjacji  warunków 

naszej umowy. Amos, kochanie… 

-  Eriko,  skarbie… - Oczy  miał coraz  szersze  ze zdumienia,  patrzył  na nią  z 

uznaniem. 

Wstała,  rozejrzała  się  dookoła  tak,  żeby  każdy,  łącznie  z  fotografem 

stojącym w rogu, mógł zobaczyć pełen efekt najlepszej pracy charakteryzatorskiej, 
jaką kiedykolwiek wykonała. 

-  Domyślam  się,  że  wszyscy  czytaliście  dzisiejsze  wydanie  „Sentinelu”  - 

oznajmiła.  -  I  wiecie  zapewne,  że  dziennikarze  nigdy  się  nie  mylą.  Napisali,  że 
jestem  maltretowaną  żoną,  więc  muszę  nią  być.  Pokażę  wam  jednak,  jak  jest 
naprawdę. 

Wyjęła z torebki gąbkę nasączoną mleczkiem do zmywania makijażu. Jeden 

ruch  wystarczył, a  żółte  smugi na jej  twarzy zniknęły.  Wszyscy  wpatrywali  się w 
nią  zaskoczeni.  Zmyła  ślady  z  ramion  i  podniosła  wysoko  nad  głowę  ubrudzony 
kosmetykami  wacik.  Teraz  tłum  zaczął  klaskać  i  śmiać  się  z  żartu,  jaki  im 
zafundowała. 

background image

-  Dobrze  im  tak  -  powiedziała  jedna  z  kobiet.  -  To,  co  wypisują  w  tych 

gazetach, jest po prostu obrzydliwe. 

- Czas się zbierać - mruknął Amos. 

-  A  teraz,  jeśli  pozwolicie,  pójdę  do  domu,  żeby  zmyć  resztę  makijażu  - 

oznajmiła. 

Zajęło  im  dobre  piętnaście  minut,  nim  przecisnęli  się  przez  otaczający  ich 

tłum. Kiedy wychodzili z klubu, Erika z trudem powstrzymywała śmiech. 

-  Chyba  będę  zmuszona  oddać  kartę  członkowską.  Dyrekcja  może  uznać 

moje zachowanie za wielce naganne. Cóż, warto było. 

- A widziałaś twarz fotografa, kiedy ślady zaczęły znikać z twojej twarzy? - 

dopytywał się uśmiechnięty Amos. 

- Tych zdjęć raczej dobrze nie sprzeda.  

Nagle ktoś odezwał się niskim głosem. 

- Szczerze się cieszę, że te historie okazały się wyssane z palca. 

Erika odwróciła się gwałtownie. 

- Felix?! Nie zauważyłam cię wcześniej. 

-  W  przeciwieństwie  do  ciebie,  preferuję  spokojne  i  ciche  miejsca.  Cieszę 

się, że na ciebie wpadłem, bo nie będę musiał nękać cię telefonami. Nie chciałbym 
zakłócać waszego miesiąca miodowego. 

- Zakłócać? - powiedziała wolno. 

-  Tak.  Przeczytałem  twój  projekt  umowy.  Chciałbym  się  spotkać  w  celu 

omówienia szczegółów. Może jutro u mnie w biurze? 

Erice zaschło w gardle. Plan Amosa zaczynał działać. „Sentinel” przegrał tę 

rundę z kretesem, ale to jeszcze nie koniec bitwy. Wszyscy musieli uwierzyć, że jej 
podbite  oko  jest  tylko  zręczną  charakteryzacją.  A  zatem  chwilowo  nie  powinna 
wychodzić z domu. 

- Jutro nie mogę - odpowiedziała. - Może w przyszłym tygodniu? Wrócę do 

biura i łatwiej będzie mi skupić się wyłącznie na prawach zawodowych. 

-  Jak  bardzo  ci  zależy,  żeby  zamknąć  tę  sprawę?  -  spytał  łagodnie, 

przyglądając się jej uważnie. 

background image

Cholera,  nie  mogę  tego  teraz  popsuć,  pomyślała  nerwowo.  Nie  po  tym 

wszystkim,  co  zrobiłam  dla  tego  kontraktu.  Gwałtownie  szukała  w  głowie  innego 
rozwiązania. 

- Może u mnie w mieszkaniu? Wpadnij jutro w porze obiadu, dobrze? 

- Chcesz spotkania na osobności? - Nie odrywał od niej wzroku. 

-  Tak  -  odparła.  -  Będzie  nam  łatwiej  skoncentrować  się  na  pracy. 

Prawnikom  pokażemy  już  finalny  produkt  naszych  ustaleń.  Inaczej  będziemy  to 
ciągnąć w nieskończoność. 

- No tak, masz rację - zgodził się. - Jednak i tak czekają nas długie rozmowy. 

Może  lepiej  przyjedź  na  weekend  do  mojego  domku  za  miastem.  Nie  jest  to  zbyt 
rozrywkowe  miejsce,  ale  przecież  mamy  odbyć  spotkanie  robocze.  -  Jego  wzrok 
ześliznął się z Eriki i na chwile zatrzymał na Amosie. - We trójkę - dodał. 

- Nie wiem, czy Amos będzie mógł… - zaczęła. 

- Musi. - Felix uniósł brew. - Nie śmiałbym rozłączać nowożeńców. Przyślę 

po  was  samochód  jutro  około  piątej.  -  Nie  czekając  na  odpowiedź,  odwrócił  się  i 
wszedł do klubu. 

Wsiedli do taksówki. 

-  I  co  teraz?  -  Gryzła  nerwowo  wargi.  -  Przepraszam,  Amos.  Naprawdę 

próbowałam cię chronić, ale… 

- Widziałem i słyszałem. 

-  Co  masz  na  myśli?  Że  wolałabym  pojechać  sama?  Nic  podobnego.  - 

Położyła  dłoń  na  jego  ramieniu.  -  Będę  potrzebowała  wsparcia.  Muszę  cię  mieć 
blisko siebie, Amos. 

Te  słowa  odbiły  się  echem  w  jej  głowie.  Kiedy  dotarło  do  niej,  co  właśnie 

powiedziała, aż się skuliła z wrażenia. O rany, pomyślała. Tak bardzo bym chciała, 
ż

eby to wszystko nie działo się naprawdę. 

Bo  absolutnie  nie  powinna,  nie  mogła  się  w  nim  zakochać.  To  byłaby 

katastrofa… 

background image

Rozdział dziewiąty 

 

Jeszcze  godzinę  wcześniej  takie  słowa  nie  przeszłyby  Erice  przez  gardło. 

Zakochać się w Amosie? To byłoby naprawdę żałosne i głupie. Jednak po słowach, 
które  padły  z  jej  ust  w  taksówce,  zaczęła  patrzeć  na  wszystko  z  zupełnie  innej 
perspektywy.  Nagle  porozrzucane  części  układanki  wskoczyły  na  swoje  miejsce  i 
Erika  uzyskała  jasny  ogląd  sytuacji.  Zakochała  się,  nie  było  innego  logicznego 
wyjaśnienia jej stanu ducha. 

Przemawiał  za  tym  na  przykład  fakt,  że  przy  nim  czuła  się  spokojna  i 

bezpieczna.  Lubiła,  gdy  ją  całował,  jego  troska  i  czułość  wzruszały  ją, 
instynktownie szukała schronienia w jego silnych ramionach. Tak, to musiała być 
miłość. 

Czuła  się  bardzo  niezręcznie  za  każdym  razem,  kiedy  wspominał  o  seksie. 

Ta  perspektywa  kusiła  ją  i  wprowadzała  w  stan  miłego  podekscytowania. 
Wiedziała  też,  że  rozmowy  Kelly  z  Amosem  działają  jej  na  nerwy  z  bardzo 
prozaicznego powodu. Była zazdrosna, czas spojrzeć prawdzie w oczy. 

Popatrzyła na brylant błyszczący na jej palcu i obrączkę. 

To czary, pomyślała. 

Nie,  wcale nie,  poprawiła  się.  W  tym pierścionku  nie było nic  magicznego. 

To jedynie rekwizyty, potrzebne w grze, którą prowadzili. 

Zaaranżowała  tę  fikcyjną  sytuację  w  określonym  celu.  Jednak  gdzieś  po 

drodze zmieniła zdanie na temat tego, czego pragnie i oczekuje. 

Przestań, skarciła się w duchu. Nie możesz zmieniać reguł w trakcie gry, to 

nie w porządku. 

- Co się dzieje, Eriko? - Głos Amosa wyrwał ją z rozmyślań. 

Zamrugała  szybko  i  starała  się  przypomnieć  sobie,  o  czym  rozmawiali.  O 

tak, Felix 

-  Potrzebuję  cię  -  odezwała  się.  -  Nawet  jeśli  Feli  wierzy  w  prawdziwość 

naszych  uczuć,  nie  mogę  pozwolić,  by  ktoś  inny  zastanawiał  się,  dlaczego 
wyjeżdżam sama na weekend tuż po ślubie. Poza tym nadal mam podbite oko. Jeśli 
chcę to załatwić z klasą, potrzebuję twojego wsparcia. 

background image

- Eriko, powiedziałem już, że pojadę z tobą. 

Tak była zajęta swoimi rozmyślaniami, że zupełnie go nie słuchała. 

- Ach tak. Chyba to do mnie nie dotarło. 

Ponownie ucieszyła się, że gęsta woalka skutecznie skrywa jej zarumienione 

policzki. 

Taksówka zatrzymała się przed ich budynkiem. Jedyne, czego teraz pragnęła 

Erika, to znaleźć się we własnym łóżku. Jutro wszystko będzie wyglądało lepiej. 

Przy  odrobinie  szczęścia,  wmawiała  sobie,  jutro  spojrzę  na  sytuację 

chłodnym  okiem.  Zrozumiem,  że  wcale  nie  zakochałam  się  w  Amosie,  a  moje 
pobudzenie  jest  zwykłą  reakcją  na  stres.  To  był  przecież  bardzo  ciężki  dzień,  w 
którym wiele się zdarzyło. 

Co ona w ogóle wiedziała o miłości? Wydawało jej się, że kocha Denbyego 

Milesa. I proszę, jak to się skończyło. Może i tym razem się myliła? 

Kiedy  się  nad  tym  zastanawiała,  doszła  do  wniosku,  że  jej  uczucia  w 

stosunku do Amosa nie były ani trochę podobne do wcześniejszych. Ale to żaden 
dowód, że tym razem chodziło o prawdziwą miłość… 

Wóz,  który  przysłał  po  nich  Felix,  okazał  się  elegancką  limuzyną.  Erika 

wcisnęła  na głowę  kapelusz  i przemknęła  przez hol  w  stronę  samochodu.  Usiadła 
na  wygodnym  siedzeniu  i  z  satysfakcją  spostrzegła,  że  auto  ma  przyciemniane 
szyby, co chroniło ją przed wścibskimi spojrzeniami. Amos dopilnował, by szofer 
zapakował ich torby, po czym usiadł obok Eriki. 

- Gdzie jest moja aktówka? - spytała 

- W bagażniku. 

- Chciałam jeszcze raz przejrzeć notatki. 

-  Kolejny  raz?  Czasem  zbyt  duże  zaangażowanie  w  sprawę  może  jej  tylko 

zaszkodzić. Każdy powinien od czasu do czasu wziąć sobie urlop od obowiązków i 
na przykład wyskoczyć na pizzę. 

- Ta filozofia pozwoliła ci skończyć szkołę? 

- Nie tylko, bo na przykład wyłącznie dzięki niej przetrwałem aż tydzień na 

stanowisku asystenta Stephena. Ciekawe, czy kierowca pozwoliłby nam zatrzymać 
się gdzieś na małą przekąskę. 

background image

- Jestem przekonana, że Felix ugości nas obiadem. 

- Zapewne, pytanie tylko, co poda. 

- Dlaczego go nie lubisz? - spytała zaintrygowana. 

-  Ponieważ  jest  potwornym  sztywniakiem  -  wyjaśnił  bez  chwili 

zastanowienia. - Założę się, że da nam oddzielne sypialnie. 

To rozwiązałoby wiele problemów, pomyślała. 

-  Na  to  bym  nie  liczyła,  bo  zbyt  często  powtarzał,  że  nie  chce  rozłączać 

nowożeńców. Ale skoro już jesteśmy przy tym temacie… 

-  Mówisz  o  wspólnym  spaniu?  Skarbie,  nigdy  nie  traciłem  nadziei,  że  w 

końcu dasz się przekonać… 

-  Nie  obiecuj  sobie  zbyt  wiele.  Dzielenie  pokoju  nie  oznacza  od  razu 

dzielenia łóżka. 

- Tego się obawiałem - westchnął. - A tak w ogóle, to gdzie jest ten dom? 

- Nie mam bladego pojęcia. 

- W takim razie muszę zamówić aż dwie pizze - oświadczył. - Jedna uratuje 

mnie od śmierci głodowej. Drugą będziemy po kawałku wyrzucać przez okno, żeby 
na wszelki wypadek bez trudu odnaleźć drogę powrotną. 

Miejsce, do którego dotarli, w oczach Eriki nie zasługiwało na miano domku 

na wsi. Dojazd zabrał im sporo czasu, ale  powodowane to było wyłącznie korkami 
na  drogach  wyjazdowych.  Dom  znajdował  się  po  prostu  na  przedmieściu. 
Samochód  zatrzymał  się  przed  dużym,  nowoczesnym  budynkiem  w  pobliżu 
małego jeziorka.  

- Nie jest to klasyczna chatka w lesie - zauważył Amos. 

Felix  wyszedł  na  powitanie  i  zaprosił  ich  do  środka.  Przeszli  do 

pomieszczenia, które pełniło rolę salonu. 

-  Proponuję,  żebyśmy  dziś  spędzili  miły,  relaksowy  wieczór,  a  sprawy 

zawodowe  zostawili  na  jutro  -  powiedział,  po  czym  zwrócił  się  do  Amosa:  - 
Wierzę, że nie będziesz się nudził, podczas gdy my z Eriką zajmiemy się pracą. 

Amos nic nie odpowiedział, rozejrzał się jedynie po pokoju. Na jego twarzy 

widoczne było zaintrygowanie. Erika zastanawiała się, co tak przykuło jego uwagę, 
szczególnie  że  pomieszczenie  urządzone  było  dość  skromnie.  Jedynymi 

background image

przedmiotami    rzucającymi  się  w  oczy  były  dwa  współczesne  obrazy  wiszące 
naprzeciwko przeszkolonej ściany, przez którą rozciągał się widok na jezioro. 

- Co się stało? - spytała cicho. 

-  Pomyślałem,  że  te  współczesne  bohomazy  muszą  być  odbiciem  gustu 

Feliksa. Nie sądzę, żeby Kate się podobały. 

Erika poczuła się jeszcze bardziej zaintrygowana. 

- Skąd możesz wiedzieć, jaki gust miała Kate? 

-  Oceniam  to  jedynie  na  podstawie  charakteru  jej  zdjęć  reklamowych.  - 

Amos wzruszył ramionami. 

-  Ale  to  ogromna  różnica  -  wtrącił  Felix.  -  Urządzanie  własnego  domu  to 

sprawa osobista, zdjęcia reklamowe to element wielkiej marketingowej machiny. 

-  Najmocniej  cię  przepraszam. -  Amos  odwrócił  się  w  stronę Feliksa.  -  Nie 

powinienem był poruszać tego bolesnego dla ciebie tematu. 

Felix chłodno przytaknął. 

-  No  dobrze,  pójdę  sprawdzić,  na  jakim  etapie  przygotowań  jest  obiad.  Ale 

najpierw pokażę wam wasze pokoje. 

Erika  odetchnęła  z  ulgą,  że  ich  po  prostu  nie  wyrzucił  na  ulicę.  Nawet  nie 

spostrzegła, że Felix powiedział „pokoje”. Poprawiała makijaż, kiedy do jej pokoju 
wszedł Amos. 

- Chyba nie słyszałam pukania - powiedziała, nie odwracając się od lustra. 

- Bo nie pukałem - odparł radośnie. - Jak twoje oko? 

- Opuchlizna wreszcie zeszła, więc łatwiej mi to przykryć pudrem, ale siniak 

jeszcze nie znikł. 

- Dziwne, Felix słowem nie skomentował twojego wyglądu. 

- Widzę, że dla ciebie wszystko jest dziwne, gdy w grę wchodzi zachowanie 

Feliksa. 

-  Mam  powody,  uwierz  mi.  Zresztą  czy  nie  miałem  racji  w  sprawie 

oddzielnych  sypialni?  A  teraz  twierdzę,  że  Kate  nie  wiedziała  o  tym  zacisznym 
gniazdku, w którym gościmy. 

background image

-  Co?  Wyciągasz  takie  wnioski  na  podstawie  umeblowania?  To  śmieszne  i 

niepoważne. Przecież sam powiedziałeś, że Felix to taki ugrzeczniony typ… 

-  Nie.  Ja  powiedziałem,  że  jest  sztywny,  a  to  nie  zawsze  idzie  w  parze  ze 

szlachetnością  charakteru.  Musi  sprawiać  wrażenie  dobrze  wychowanego,  bo  to 
część  jego  wizerunku  na  potrzeby  marketingu.  Do  zobaczenia  na  obiedzie  - 
powiedział i wyszedł. 

Bez względu na to, co myślał Amos, Erika uważała Feliksa za wspaniałego 

gospodarza.  Po  wystawnym  obiedzie  i  doskonałym  śniadaniu  następnego  ranka, 
upewnił się, czy Amos jako tako orientuje się w okolicy i załatwił mu nawet kartę 
wstępu do siłowni. 

Jednak Amos najwyraźniej nie spieszył się do ćwiczeń. 

Rozsiadł się za to wygodnie z gazetą w pobliżu gabinetu Feliksa. 

W  południe  Felix  podskakiwał  nerwowo  na  każdy  szelest  gazety  i  zaczął 

zapominać o dobrych manierach. 

- Myślałem, że ten facet zrozumie aluzję i zostawi nas w spokoju - prychnął. 

- To jego niemal psie przywiązanie jest co najmniej niesmaczne. 

Erika przygryzła wargę. 

- Może pójdź i zrób sobie filiżankę kawy, a ja z nim porozmawiam, dobrze? 

Kiedy Felix wyszedł, przeszła do salonu i usiadła naprzeciwko Amosa. Ten 

jednak  nawet  nie  oderwał  wzroku  od  gazety.  Erika  gotowa  była  przysiąc,  że  od 
kilku godzin czyta ten sam artykuł. 

- Posuwacie się do przodu? - zapytał znad gazety. 

- Prawdę mówiąc, nie. Felix wydaje się nieco rozkojarzony. 

-  Doprawdy?  Ja  bym  powiedział  „niezorganizowany”.  Wygląda  na  to,  że 

większość z jego oczekiwań została już zawarta w tekście wstępnej umowy. 

- Daj spokój. Idź się pobawić na dwór. Zawołam cię na obiad. 

Myślała,  że  będzie  protestował,  ale  stało  się  inaczej.  Powoli  i  precyzyjnie 

złożył gazetę i wyszedł z pokoju. Erika wróciła do gabinetu, a chwilę potem zjawił 
się Felix, niosąc dwa kubki z kawą. 

-  Wspaniale  -  powiedział.  -  Cieszę  się,  że  wszystko  mu  wyjaśniłaś. 

Niepotrzebnie tak często wspominałem o tym, że nie chcę rozdzielać nowożeńców. 

background image

To  był  tylko  taki  konwencjonalny  zwrot,  jednak  Amos  potraktował  go  poważnie. 
Powinien zrozumieć, że jest tu w roli piątego koła u wozu. 

- Oczywiście, nasza rozmowa niezbyt go obchodzi, jednak Amos… 

- Nie oskarżam twego męża o szpiegostwo przemysłowe. Po prostu uważam, 

ż

e nie potrzebujemy przyzwoitki. 

- Nie potrzebujemy - bąknęła. - Mówiliśmy o opakowaniach. Wydaje mi się, 

ż

e  już  na  wstępie  negocjacji  zgodziłam  się  zachować  wzory  stworzone  przez 

Kate… 

-  Tak,  tak,  wyraziłaś  się  jasno.  Wiesz,  imponujesz  mi.  To  było  bardzo 

sprytne  posunięcie,  że  zdecydowałaś  się  wyjść  za  mąż,  Eriko.  Tak  długo,  jak 
paradujesz publicznie u boku przystojnego męża, nikt nie będzie się zastanawiał, co 
i z kim robisz. Prawda? 

Erika zamrugała ze zdziwienia. 

- Co takiego? 

-  Teraz  możemy  przejść  do  prawdziwych  interesów.  Chyba  powinniśmy 

kontynuować nasze… negocjacje… w twoim lub moim pokoju. 

- Nie pójdę z tobą do łóżka, jeśli to miałeś na myśli. 

-  Dlaczego  zatem  prosiłaś  o  prywatne  spotkanie,  skoro  nie  zależało  ci  na 

tym, żeby być ze mną sam na sam? 

Erika  dotknęła  swojego  podbitego  oka,  ale  nie  zamierzała  tłumaczyć  się 

Feliksowi. I tak by nie uwierzył. 

-  Byłeś  niezadowolony  z  plotek,  które  o  nas  rozgłaszano  -  zaczęła.  - 

Powiedziałeś, że nie jesteś mną zainteresowany. 

- Nie - poprawił ją. - Powiedziałem, że nie chcę cię poślubić. Mam za sobą 

jedno  nieudane  małżeństwo  i  nie  zamierzam  marnować  reszty  życia  z  kolejną 
rozpieszczoną księżniczką. W każdym razie nie w związku małżeńskim. Ale teraz, 
kiedy  pokonałaś  tę  przeszkodę  i  ukręciłaś  łeb  plotkom  na  nasz  temat,  nie  widzę 
najmniejszego powodu, dla którego nie moglibyśmy się trochę zabawić.  

Erice zabrakło tchu. 

-  Nie  widzisz  powodu,  Feliksie?  -  odezwał  się  cichy  głos.  -  Ale  ja  widzę  - 

dodał Amos, wchodząc do pokoju. 

background image

-  Zbieraj  dokumenty,  Eriko.  Samochód  stoi  przed  drzwiami.  Twoje  walizki 

już są w bagażniku. 

Patrzyła na niego przez chwilę, a potem zaczęła wkładać papiery do teczki. 

Dłonie trzęsły jej się tak mocno, że nie była w stanie zapiąć zamka. Amos sięgnął 
nad jej ramieniem i zapiął teczkę. Obejmując nadal Erikę, zwrócił się do Feliksa. 

- Od tej pory będziesz się kontaktował z Eriką wyłącznie przez prawników, 

La Croix. Trzymaj łapy z dala od mojej żony. I nie waż się pisnąć słowa na temat 
tego,  co  tu  miało  miejsce,  bo  osobiście  dopilnuję,  żebyś  tego  gorzko  żałował. 
Rozumiesz? 

Erika potknęła się, idąc do samochodu, ale Amos podtrzymał ją. Pomógł też 

zająć miejsce na tylnym siedzeniu małego białego kabrioletu. 

- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? 

Przytaknęła. 

-  Po  prostu  nie  mogę  uwierzyć,  że  nie  zauważyłam,  co  z  niego  za  facet. 

Wydawał się taki oddany Kate. 

- Wizerunek na potrzeby marketingu - Amos rzekł cierpko. 

- Niestety masz rację. Skąd wziąłeś ten samochód? 

- Zadzwoniłem z samego rana do firmy wynajmującej samochody i wszystko 

załatwiłem. Zapakowałem nasze bagaże, kiedy siadaliście po śniadaniu do pracy. 

- Wiedziałeś, że tak mnie potraktuje. 

- Aha. 

- Skąd? 

- Po prostu wiedziałem - odparł, nie patrząc na nią. 

- Wszystkie moje wysiłki na nic - mruknęła Erika. 

- Niekoniecznie. Felix może być świnią, ale na pewno zna się na interesach i 

nie przepuści takiej okazji. 

Erika nie była co do tego przekonana. Zaskoczyło ją jednak, że nie zależy jej 

już tak bardzo na zdobyciu firmy Kate La Croix. Czy kiedykolwiek o to dbała? O 
tak,  z  pewnością.  Jedyne,  czego  nie  była  pewna,  to  kiedy  przestało  jej  na  tym 
zależeć.  Kiedy  najważniejszym  życiowym  celem  stało  się  zatrzymanie  przy  sobie 

background image

Amosa? 

Czy stało się to na bankiecie wydawców, gdy otrzymała od niego pierścionek 

z brylantem? A może jeszcze wcześniej, podczas lunchu w parku? 

W  sumie  co  za  różnica,  ważne,  że  zupełnie  straciła  głowę.  Nie  była 

przyzwyczajona do stałej obecności mężczyzny w swoim życiu. W dodatku Amos 
opiekował się nią z oddaniem. Oczywiście, wcześniej troszczył się o nią Stephen, 
ale to przecież coś zupełnie innego, bo on nigdy nie był zagrożeniem dla jej serca. 
Natomiast Amos to zupełnie inna historia… 

Weszli  do  mieszkania.  Amos  zebrał  pocztę  wrzuconą  przez  otwór  w 

drzwiach.  

-  Dziękuję,  że  wybawiłeś  mnie  z  opresji…  -  Głos  Eriki  załamał  się  w 

pewnym momencie i nie mogła skończyć zdania. 

- Wykonuję jedynie moją pracę, proszę pani - odparł łagodnie. 

Czuła, że nie może tego dalej ciągnąć. Zbyt wiele wycierpiała. 

-  Nie  obchodzi  mnie,  co  myśli  Felix  ani  co  piszą  brukowce.  Nie  musisz  ze 

mną zostawać, Amos. Rozwiązuję naszą umowę. 

- Nie muszę też nigdzie odchodzić - odezwał się szorstko. 

- Nie kłóć się ze mną, nie zniosę tego. 

- Nie chciałem cię denerwować, kochanie. Decyzja należy do ciebie. 

Przez  chwilę  stali  nieruchomo,  potem  Amos  gestem  pokazał,  by  podeszła 

bliżej. Zanim się zorientowała, już była w jego ramionach. 

Poprzedni  pocałunek  wywarł  na  niej  wielkie  wrażenie,  ale  to,  co  nastąpiło 

teraz,  niemal  pozbawiło  ją  oddechu.  Przywarł  do  niej  ciepłymi,  łagodnymi,  ale 
zdecydowanymi wargami. Całował ją powoli i namiętnie. Ugięły się pod nią kolana 
i musiał przytrzymać ją mocniej, żeby nie osunęła się na podłogę. 

-  Powinnaś  dopisać  noszenie  cię  do  listy  moich  obowiązków  -  mruknął 

pomiędzy pocałunkami. 

Chwilę później byli już w sypialni. Tym razem Amos nie wyszedł z niej aż 

do rana. 

 

background image

 

 

Następnego dnia Erika miała się spotkać z prawnikami. 

- Co im powiesz? - spytał Amos. 

Siedział przy  kuchennym  stole,  z  kubkiem  kawy  w  dłoniach. Miał  na  sobie 

jedynie dżinsy, a jego włosy pozostawały w nieładzie. 

- Poza tym, że Felix to drań? Nie myślałam o tym jeszcze. 

- Czyżbyś miała głowę zajętą czymś innym? - przekomarzał się. 

Zupełnie straciłam głowę, pomyślała. Myślę tylko o tobie. 

-  To  także  -  dodała  na  głos.  -  Muszę  kiedyś  wrócić  do  pracy.  I  ty  także 

powinieneś. 

-  Chodź  do  mnie,  skarbie.  -  Ucałował  ja  tak  czule,  że  niemal  zapomniała, 

gdzie jest i co robi. 

Pomyślała nagle, że prędzej czy później sprawa umowy z La Croix zostanie 

zakończona, pozytywnie lub negatywnie, i Amos odejdzie z jej życia. 

Obiecała  sobie,  że  będzie  silna.  Jednak  jeśli  chce  dotrzymać  tej  obietnicy, 

Amos nie może poznać jej uczuć. Nie może się dowiedzieć, że jego odejście złamie 
jej serce. 

Kiedy  weszła  do  swojego  biura,  Kelly  stawiała  właśnie  cappuccino  na  jej 

biurku, obok stosu korespondencji i zwiniętych gazet. Przez chwilę Erice zdawało 
się, że czas zatrzymał się w miejscu i ostatnie dni były tylko snem. 

-  Jesteś  cudowna,  Kelly.  -  Upiła  łyk  kawy  i  zaczęła  przeglądać  listy.  -  Co 

„Sentinel” ma tym razem do powiedzenia? 

-  O  tobie?  Nic.  Milczą  jak  zaklęci  i  udają,  że  nic  się  nie  stało,  choć  inne 

gazety nie zostawiły na nich suchej nitki. 

- To miła odmiana. 

- Natomiast Denby Miles i jego narzeczona mieli przedmałżeńską sprzeczkę 

w  teatrze  w  ostatni  weekend.  Komuś  udało  się  to  uwiecznić  i  teraz  „Sentinel” 
będzie  o  tym  pisać  przez  kilka  dni.  A  przy  okazji,  dzwoniła  Philippa  Strang. 
Chciała się z tobą spotkać, choćby na parę minut dziś rano. 

background image

- Nie mam ochoty na to spotkanie. Jeśli do tej pory nie dotarło do niej, że nie 

zamierzam napisać historii mego życia, to… 

-  Nie  zamierzasz?  -  rozległ  się  chrapliwy  głos  przy  drzwiach.  -  To 

zdecydowana zmiana frontu. Rozumiem,  wydaje ci się, że to  wielka różnica, czy 
będziesz  tylko  współpracowała  z  autorem,  czy  też  napiszesz  książkę  sama.  - 
Pucułowata  kobieta  o  nienaturalnie  czarnych  włosach  wyglądała  starzej  niż  na 
bankiecie wydawców. - Wybacz, że wparowałam tak bez zapowiedzi, ale jeśli nie 
chcesz, żeby ludzie cię podsłuchiwali, powinnaś zamykać dokładnie drzwi. 

Erika policzyła do dziesięciu, żeby się opanować. 

-  Dzień  dobry,  Philippo.  Skoro  tak  dobrze  mnie  słyszałaś,  nie  ma  sensu, 

ż

ebym wszystko powtarzała. Poza tym jestem dzisiaj dość zajęta, więc… 

-  Prosiłam  cię,  żebyś  napisała  tę  książkę.  To  był  mój  pomysł,  mój  projekt, 

moje  dziecko.  Powinnaś  przynajmniej  zachować  dobre  maniery  i  do  mnie 
pierwszej zwrócić się z propozycją. 

-  Nie  mam  pojęcia,  o  czym  mówisz,  ale  nie  zamierzam  pisać  historii  mego 

ż

ycia ani współpracować w tej sprawie z nikim innym. 

- Jak więc wytłumaczysz obecność u twego boku Amosa Abernathyego? 

Pytanie wydawało się tak zabawne, że Erika omal nie parsknęła śmiechem. 

- Wytłumaczyć? O co ci chodzi? 

Philippa przyglądała jej się przez dłuższy czas, mrużąc oczy. 

-  Jeśli  naprawdę  nie  wiesz,  to  może  powinnaś  z  nim  pilnie  porozmawiać. 

Poproś, żeby ci wyjaśnił, dlaczego spotyka się ze swoim wydawcą w barze, zamiast 
w wydawnictwie. 

- Amos ma wydawcę? - zapytała słabym głosem. 

- I dlaczego rozmawiali o tobie. 

- Daj spokój, Philippo, przecież jesteśmy małżeństwem. 

-  Ale  on  nie  opowiadał  o  ślubie.  Możesz  się  także  dowiedzieć,  dlaczego 

zadawał wszystkim tak wiele pytań na twój temat, na temat twojego ojca i firmy. - 
Rzuciła okiem na Kelly. - Ciebie także wypytywał, mam rację? 

Nie 

nazwałabym 

tego 

wyciąganiem 

zeznań. 

Oczywiście 

był 

zainteresowany… - plątała się Kelly. 

background image

-  Podpytywał  cię  o mnie?  Myślałam,  że  kiedy  rozmawialiście,  chodziło  mu 

raczej o ciebie - zdziwiła się Erika. 

-  To  właśnie  sprawia,  że  jest  w  tym  dobry  -  wtrąciła  się  Philippa.  -  Ludzie 

chcą z nim rozmawiać. 

Erika zauważyła, że Kelly zagryza wargi i jest bardzo zmieszana. 

- Wydaje mi się, Eriko, moje dziecko, że nie masz pojęcia, co on naprawdę 

robi. Ten chłopak zebrał całkiem sporo interesującego materiału do swojej książki. 

background image

Rozdział dziesiąty 

 

Philippa  się  myli,  powtarzała  sobie  w  myślach  zdenerwowana  Erika.  To 

jakaś pomyłka, kosmiczne nieporozumienie! 

Co z tego, że Amos wszystkich o nią pyta? Ma do tego prawo. Poza tym niby 

kiedy  spotykał  się  z  tymi  wszystkimi  ludźmi?  W  końcu  od  kilku  dni  prawie  nie 
wychodził z mieszkania. 

Zaraz, przecież ma telefon i komputer, przypomniała sobie. Co on robił przez 

te  wszystkie  godziny,  kiedy  siedział  zamknięty  w  gabinecie?  Pisał?  A  może 
dzwonił i wypytywał o nią? 

Jeśli  ciekawiło  go,  kim  jest  kobieta,  którą  poślubił,  wszystko  było  w 

porządku.  W  sumie  ona  także  chciałaby  dowiedzieć  się  o  nim  kilku  rzeczy.  Ale 
dlaczego wypytywał o jej ojca i o Ladylove? 

Czy  dlatego  tak  chętnie  pomagał  jej  przechytrzyć  „Sentinela”,  bo  chciał  ją 

chronić,  czy  może  zamierzał  odciągnąć  uwagę  brukowców,  by  nie  ukradli  mu 
wspaniałego tematu? 

Nie  masz  dowodów  na  prawdziwość  tych  teorii.  Nie  wyciągaj  pochopnych 

wniosków,  nie  oskarżaj  bezpodstawnie  Amosa.  Philippa  musi  się  mylić, 
przekonywała się. 

A  może  Amos  skusił  się  na  posadę  u  boku  Stephena  nie  tyle  z  powodu 

elastycznych  godzin  pracy,  lecz  by  znaleźć  się  bliżej  obiektu  swego  śledztwa?  - 
zastanawiała się. 

- Skąd to wszystko wiesz? - spytała Philippę, próbując uspokoić drżący głos. 

-  W  zeszłą  środę  rano  wpadłam  do  baru  i  natknęłam  się  na  Amosa  i  jego 

wydawcę. 

To  był  dzień  sesji  zdjęciowej,  szybko  przypomniała  sobie  Erika.  Dzień,  w 

którym  doszło  do  wypadku.  Amos  pojawił  się  w  studiu  dość  późno.  Co  robił 
przedtem? 

- Pamiętałam go z bankietu - kontynuowała Philippa. - Znam też dobrze tego 

wydawcę,  bo  kilka  lat  temu  robiłam  z  nim  interesy.  No  i  na  dodatek  słyszałam 
fragment ich rozmowy. Mówili o zaliczkach, kontrakcie i o tobie.  

background image

Zaliczki  i  kontrakt?  Czyżby  Amos  sprzedał  swoją  książkę?  Jeśli  tak, 

dlaczego  nie podzielił  się z  nią tą  radosną nowiną?  Na  myśl  przychodził  jej tylko 
jeden powód. Nagle poczuła dziwny skurcz w okolicach serca. 

-  A  potem  podpytałam  przyjaciela,  który  pracuje  w  tym  wydawnictwie  i 

dowiedziałam  się,  że  mają  na  tapecie  rewelacyjny  projekt,  książkę  pod  roboczym 
tytułem „Prywatnie i z bliska”. Dodał, że autor wolał na razie pozostać anonimowy, 
aby  móc  zakończyć  zbieranie  materiału.  Wybacz  mi,  moje  dziecko  -  powiedziała 
Philippa ze smutkiem. - Niezwykle przykro być osobą, która przynosi złe wieści. 

Kiedy drzwi za agentką zamknęły się, Kelly wzięła głęboki oddech. 

- Och, Eriko, co ty teraz zrobisz? 

- Spotkam się z prawnikami - odparła, wstając z fotela. - Muszę sfinalizować 

podpisanie dokumentu z Feliksem. 

 

 

 

Erika  wracała  do  domu  bardzo  powoli,  w  kapturze  nasuniętym  na  głowę 

mimo  ciepłych  promieni  wiosennego  słońca.  Przywitała  się  słabym  głosem  ze 
Stephenem,  odebrała  od  niego  pocztę  i  poszła  na  górę,  wzdrygając  się  na  myśl  o 
spotkaniu z Amosem. 

Czy  to,  co  wydarzyło  się  między  nimi  w  ciągu  ostatnich  trzech  dni,  było 

prawdziwe?  A  może  Amos  zaciągnął  ją  do  sypialni  z  wyrachowania,  by  poznać 
jeszcze więcej sekretów „żony”? 

Z  góry  zakładasz,  że  jest  winny,  skarciła  się.  Poczekaj,  dowiedz  się,  co  on 

ma do powiedzenia na ten temat. 

W mieszkaniu nie było nikogo. Czuła to już w chwili, gdy przekraczała próg. 

Tak mocno w to uwierzyła, że widok komputera Amosa naprawdę ją zdziwił. 

Gdziekolwiek podziewał się Amos, najwyraźniej planował tu wrócić. 

Oczywiście nie oczyszczało go to jeszcze z podejrzeń. Prawdopodobnie nie 

wiedział  jeszcze,  że  Erika  dzięki  Philippie  poznała  prawdziwe  motywy  jego 
postępowania. 

Najpierw przekonaj się, czy jest winny, przypomniała sobie. Głowa zaczęła 

background image

jej powoli puchnąć od nadmiaru niespokojnych, dręczących myśli. 

Korciło  ją,  żeby  włączyć  jego  komputer  i  przeszukać  wszystkie  pliki. 

Obiecała jednak, że tego nie zrobi, a skoro tak, dotrzyma słowa. 

Ale  nie  obiecywała  przecież,  że  nie  spojrzy  na  biurko.  Nadal  było  to  jej 

biurko. Miała pełne prawo grzebać w swoich szufladach. 

W środkowej szufladzie znalazła żółty notes zapisany drobnym pismem. To 

był  ten  sam  notatnik,  który  widziała  w  pokoju  Stephena,  kiedy  pierwszy  raz 
rozmawiała  dłużej  z  Amosem.  Powiedział,  że  bez  wahania  zostawia  notatki  na 
wierzchu,  ponieważ  i  tak  nikt  nie  jest  w  stanie  odczytać  jego  pisma.  Teraz 
rozumiała, o czym mówił. 

Mimo  takich  trudności  nie  sposób  było  przeoczyć  jednego  imienia,  które 

pojawiało się w zapiskach niezwykle często. I było to jej imię. 

Zorientowała się, że Amos oprócz obserwacji zapisywał też własne wnioski i 

spekulacje, a także próbował analizować jej postępowanie i zachowanie. Pierwsze 
notatki  powstały  w  dniu,  w  którym  się  poznali,  kiedy  to  opisał  historię  białej 
jedwabnej bluzki. 

Przeglądała  notatki,  gdy  usłyszała  kroki  w  holu.  Amos  zatrzymał  się  w 

progu, zaskoczony jej widokiem. 

- Wróciłaś wcześniej, niż się spodziewałem. 

- Najwyraźniej. Co to jest, Amos? - Podniosła notatki. 

- Mój notes. Dlaczego to czytasz? 

-  A  dlaczego  nie  miałabym  czytać?  Wygląda  na  to,  że  dotyczą  mnie.  Nie 

jestem w stanie odszyfrować każdego słowa, ale zrozumiałam sens. - Rzuciła notes 
na  biurko.  -  Domyślam  się,  że  nie  masz  ochoty  opowiedzieć  mi  o  dziele 
zatytułowanym „Prywatnie i z bliska”? 

Amos nie zdołał ukryć zaskoczenia. 

- Skąd o tym wiesz? 

Erika  poczuła,  że  robi  jej  się  słabo.  A  więc  to  prawda,  pomyślała.  To 

wszystko, co usłyszała od Philippy, okazało się prawdą… 

-  Nieważne.  Masz  godzinę,  żeby  spakować  swoje  rzeczy.  Jeśli  nie 

wyprowadzisz się do tego czasu, poproszę Stephena, żeby wezwał ochronę. 

background image

Ruszyła w stronę swego pokoju, ale po namyśle zmieniła zdanie. To nie ona 

powinna  się  wstydzić  i  ukrywać.  Weszła  do  kuchni  i  zrobiła  sobie  filiżankę 
herbaty, na którą wcale nie miała ochoty. 

- Eriko, czy powiesz mi przynajmniej, dlaczego jesteś na mnie zła? 

-  Nie  udawaj,  że  nie  wiesz.  Kontrakt,  wydawca,  zaliczka  „Prywatnie  i  z 

bliska”. Czy to układa się w całość? 

- Tak, ale nie rozumiem, dlaczego jesteś zła. 

- Nie rozumiesz, dlaczego jestem zła? - Odwróciła się, żeby spojrzeć mu w 

twarz.  -  Wydaje  ci  się,  że  lubię,  kiedy  moje  życie  osobiste  jest  wystawiane  na 
sprzedaż? Wystarczająco cierpię z powodu artykułów w brukowcach, ale gazeta ma 
krótki  żywot,  następnego  dnia  ludzie  przeczytają  plotki  o  kimś  innym.  Ty 
zamierzasz napisać o mnie książkę, a ona zostanie na zawsze! 

- Eriko, „Prywatnie i z bliska” nie jest o tobie. 

- No jasne. I zrobiłeś te wszystkie notatki na mój temat tylko dla żartu. 

-  Kiedyś  będziesz  musiała  mnie  wysłuchać,  wiesz  o  tym.  Nie  podpiszę 

dokumentów rozwodowych, jeśli nie pozwolisz mi wszystkiego wyjaśnić. 

-  W  porządku.  Nie  podpisuj.  -  Spojrzała  na  zegar.  -  Zostało  ci  czterdzieści 

pięć minut. 

Odwrócił  się  na  pięcie  i  wyszedł.  Wrócił  po  chwili  z  plikiem  papierów  w 

ręku. 

- Masz tu coś do poczytania, podczas kiedy ja będę się pakował. 

Udawała, że go nie słyszy i przegląda pocztę. Jednak ciekawość zwyciężyła i 

już  po  chwili  Erika  podeszła  do  rozrzuconych  papierów.  Było  tego  nad  podziw 
dużo. Postanowiła sprawdzić, co Amos napisał na jej temat. Lepiej przygotować się 
na ból, zanim książka trafi na rynek. 

Nie bawiła się w szczegółową lekturę, przerzucała kartki, czytając zdanie to 

tu,  to  tam.  Kiedy  Amos  wrócił,  skończyła  wertować  ostatnie  strony  i  usiadła, 
wpatrując się w ścianę. Nie odwróciła się, aby na niego spojrzeć. 

- To nie jest o mnie. 

-  Właśnie  próbowałem  ci  wyjaśnić,  Eriko.  -  Usiadł  na  krześle  naprzeciwko 

niej. 

background image

- Więc co to jest i dlaczego mi to dałeś? 

-  To  jest  historia  o  życiu  codziennym  mieszkańców  pewnego  luksusowego 

apartamentowca. To kryminał. Będą co najmniej dwa morderstwa. Może trzy. Nie 
wiem,  bo  jeszcze  nie  skończyłem.  Wśród  bohaterów  jest  i  modelka,  i  menedżer, 
który  prowadzi  prywatne  śledztwo,  pragnąc  zapobiec  kolejnemu  zabójstwu. 
Książka będzie nosiła tytuł „Prywatnie i z bliska”. Oczywiście, jeśli kiedykolwiek 
uda mi się ją dokończyć. 

- Piszesz kryminały? 

- Tak. 

-  Po  co  robiłeś  z  tego  taki  wielki  sekret?  Może  nie  jest  to  literatura 

najwyższych  lotów,  ale  nie  ma  się  czego  wstydzić.  Dlaczego  nikomu  o  tym  nie 
powiedziałeś? 

-  Czy  naprawdę  myślisz,  że  mógłbym  przedstawić  się  w  ten  sposób 

lokatorom?  Cześć,  jestem  nowym  pomocnikiem  Stephena.  Będę  was  uważnie 
obserwował, bo może wkrótce znajdziecie się na kartach mojej książki, niestety w 
charakterze…  zwłok.  Obawiam  się,  że  większość  z  was  nie  okazałaby  zbytniego 
zrozumienia. 

- A więc to dlatego przyjąłeś tę pracę? Chciałeś być bliżej lokatorów? 

- Sama powiedziałaś - przypomniał jej - że niewiele wiem o ludziach, którzy 

mieszkają w takich miejscach. I rzeczywiście nie wiedziałem  tyle, żeby napisać o 
nich  przekonującą  opowieść.  Musiałem  zebrać  trochę  informacji,  zabawić  się  w 
detektywa. 

- Czy wtajemniczyłeś we wszystko Stephena? Ile on wie? 

-  Tylko  tyle,  ile  sam  ci  powiedział.  Że  przyjąłem  tę  posadę,  bo  jestem 

początkującym  pisarzem,  który  potrzebuje  niezbyt  uciążliwego  i  absorbującego 
zajęcia.  

-  A  zatem  teraz  to  ja  jestem  najlepiej  zorientowana.  -  Wygładziła  kartki.  - 

Dlatego  pomysł  poślubienia  mnie  tak  bardzo  przypadł  ci  do  gustu?  Wszystko 
jasne… 

- Jeśli dobrze pamiętasz, to wcale nie był mój pomysł. 

Nie słuchała jego odpowiedzi. 

- Dlaczego wydawca tak bardzo na ciebie naciska? - zapytała nagle. 

background image

- To nieco trudniej wyjaśnić. 

- Mamy przed sobą całą noc. 

- Co za postęp - mruknął. - Już nie zamierzasz wyrzucić mnie z domu za… - 

spojrzał na zegarek - piętnaście minut. 

- Dzięki za przypomnienie. I nie próbuj unikać odpowiedzi. 

- W porządku. Kiedy ukazała się moja pierwsza książka… 

- Twoja pierwsza książka? To ta nie będzie pierwsza? 

-  Każde  pytanie  wydłuża  moją  opowieść  co  najmniej  o  minutę  -  ostrzegł.  - 

Pierwszą książkę opublikowałem pod pseudonimem, ponieważ nie chciałem, żeby 
mój pracodawca odkrył, co robiłem w wolnym czasie. 

Ciekawe  dlaczego?  -  pomyślała  Erika,  ale  ugryzła  się  w  język,  żeby  znów 

mu nie przerywać. 

-  Marzę,  że  dzięki  tej  książce  będę  mógł  zrezygnować  z  pracy  i  zająć  się 

wyłącznie pisaniem. Oczywiście, o ile sprzedadzą się więcej niż dwa egzemplarze. 

- A czym się zajmujesz? - Nie zdołała powstrzymać się przed zadaniem tego 

pytania. 

-  Byłem  prawnikiem  w  dużej  kancelarii.  Początkującym,  więc  w  zasadzie 

chłopcem na posyłki. 

A to dopiero niespodzianka, pomyślała w przebłysku wisielczego humoru. 

- Tak więc książka ukazała się pod innym nazwiskiem - kontynuował. - Nie 

jeździłem  na  wieczory  autorskie,  nie  podpisywałem  egzemplarzy  w  księgarniach, 
co  mogłoby  podnieść  sprzedaż.  Jednak  mimo  to  moja historia znalazła  uznanie  w 
oczach  czytelników.  Wszyscy  byli  ciekawi,  jaka  będzie  kolejna  powieść  Judda 
Thorne'a. 

- Judd Thorne… - Próbowała sobie przypomnieć, gdzie widziała lub słyszała 

to nazwisko. - Książka, którą dostałeś na bankiecie wydawców… To twoja? 

-  Właśnie  dlatego  tak  bardzo  chciałem  ją  komuś  oddać,  a  potem  miałem 

nadzieję,  że  nigdy  do  niej  nie  zajrzysz.  Bałem  się,  że  po    przeczytaniu  domyślisz 
się, kto jest jej autorem. 

- Ale nie udało mi się. 

background image

-  Za  każdym  razem,  kiedy  napomykałaś  o  mojej  książce,  truchlałem  ze 

strachu.  Chyba  jednak  nie  znasz  mnie  tak  dobrze,  jak  myślałem.  -  Cień  smutku 
przebiegł przez jego twarz. 

-  Dlaczego  mi  nie  powiedziałeś?  -  szepnęła,  a  potem  sama  znalazła 

odpowiedź  na  swoje  pytanie. Tak  było  lepiej,  niż  gdyby  usłyszała  to  z  jego  ust. - 
Ponieważ nie było powodu, żebym o tym wiedziała. Ponieważ nigdy nie byłam dla 
ciebie kimś wyjątkowym. 

- Tak, ale tylko na początku naszej znajomości. A potem, potem było już za 

późno  i  zupełnie  nie  wiedziałem,  jak  to  zrobić.  Znalazłem  się  w  niezręcznej 
sytuacji… 

-  Zrobiłeś  tak  dużo  notatek  na  mój  temat,  bo  miałam  być  kolejną  ofiarą 

morderstwa  w  twojej  książce?  -  próbowała  zażartować.  -  Pewnie  były  dni,  kiedy 
miałeś ochotę mnie zamordować. 

-  Może  nie  dni,  ale  chwile  -  poprawił.  Miał  teraz  bardzo  poważną  minę, 

jakby  szykował  się  do  wygłoszenia  przemówienia.  -  Eriko,  zbierałem  te  notatki, 
ponieważ  chciałem  zrozumieć,  dlaczego  taka  cudowna  kobieta  tak  nisko  się  ceni. 
Jak to się dzieje, że potrafi być silna jak skała, a chwilę potem słaba i bezradna jak 
dziecko. 

-  Ach,  studia  psychologiczne.  Daj  mi  znać,  kiedy  mnie  rozpracujesz. 

Zaoszczędzę na rachunkach za sesje u psychoterapeuty. Więc dlaczego się ze mną 
ożeniłeś? 

Przez  chwilę  myślała,  że  Amos  nie  odpowie,  lecz  przemówił  bardzo 

poważnym tonem. 

- Chcesz poznać prawdziwą przyczynę czy wymówkę? 

-  A  czy  jest  między  nimi  duża  różnica?  Autor,  który  z  sukcesem 

zadebiutował  na  rynku,  a  teraz  przymierza  się  do  napisania  kolejnej  powieści  i 
prawdopodobnie  stanie  się  sławny…  Musiałeś  się  nieźle  ubawić,  kiedy 
zaproponowałam  ci  stypendium,  żebyś  mógł  spokojnie  zająć  się  pisaniem. 
Nieważne.  Pewnie  chodziło  o  to,  że  mieszkając  tutaj  jako  mój  mąż,  więcej 
zobaczysz. 

- Tak. To jest ta wymówka - zgodził się. 

-  Prawnicy  są  pewni,  że Felix  podpisze  umowę,  tak  więc  nie  muszę  się  już 

przejmować, co wydrukuje na mój temat „Sentinel”. 

background image

- Czyli to koniec? 

-  Cóż,  umowa,  którą  zawarliśmy,  miała  obowiązywać  do  chwili 

sfinalizowania  kontraktu  z  Feliksem.  Tak,  chyba  jesteśmy  blisko  celu.  Na  pewno 
bardzo  cię  to  cieszy.  Wreszcie będziesz  mógł  spokojnie zająć się  pisaniem.  Zdaje 
się, że w tym tygodniu nie udało ci się za wiele popracować. No ale przynajmniej 
zebrałeś sporo materiału. 

- Bardzo dużo się nauczyłem - odparł poważnie. 

- Ja także. Dzięki, że wszystko mi wyjaśniłeś. To było bardzo… pouczające. 

I  dziękuję  za  ten  cały  tydzień.  -  Chciała  być  twarda,  ale  głos  jej  się  załamał.  - 
Powiedziałabym, że dobrze się bawiłam, ale… 

- Czego chcesz, Eriko?  

Ciebie,  wołało  jej  serce,  ale  po  co  było  mówić  to  głośno?  Nie  chciała 

usłyszeć, że nie jest nią zainteresowany. 

- Pragnę odzyskać moje życie. 

Siedział jeszcze przez chwilę nieruchomo, po czym wstał i odstawił krzesło 

na miejsce. 

- Skończę się pakować. 

- Nie zapomnij tego. - Pchnęła w jego stronę plik papierów. - Aha! Przyszedł 

też do ciebie jakiś rachunek. 

Amos popatrzył prosto w jej oczy.  

-  I  pomyśleć,  że  uważałem  Denbyego  za  idiotę,  który  nie  potrafił  o  ciebie 

walczyć i pozwolił ci odejść. 

- Słucham? 

-  Przynajmniej  w  tej  sprawie  „Sentinel”  napisał  szczerą  prawdę.  Zwodziłaś 

go, żeby uzyskać receptury, a potem porzuciłaś. W gruncie rzeczy może Felix tak 
bardzo się nie mylił, kiedy miał wątpliwości co do czystości twoich intencji. 

- Wynoś się! 

- Dobrze, że twój ojciec nie żyje - stwierdził, a w jego głosie nie słychać już 

było  gniewu,  tylko  zmęczenie.  Zaczął  zbierać  notatki  ze  stołu.  -  Ponieważ 
musiałbym  go  zabić  za  to,  co  ci  zrobił.  Sprawił,  że  przestałaś  wierzyć  w  siebie. 
Zmienił cię w bezdusznego robota, który boi się okazywania emocji. 

background image

Erika czuła, że gardło jej się zaciska, a oczy wypełniają się łzami. 

- A to co? - zapytał. 

Trzymał  w  ręku  małe  pudełeczko,  przesyłkę,  którą  wręczył  jej  na  dole 

Stephen,  kiedy  dziś  po  południu  wracała  do  domu.  Zostawiła  pudełko  na  stole,  a 
potem  przysypała  przeglądanymi  listami.  Pod  wpływem  emocji  zupełnie  o  nim 
zapomniała. 

- Nic. Oddaj mi to. 

- Ale na opakowaniu jest moje nazwisko - zauważył. 

Patrzyła, jak zagląda do środka. 

- Obrączka? Dlaczego, Eriko? 

Potrząsnęła  głową,  ale  nie  była  w  stanie  nic  powiedzieć.  Odstawił  pudełko 

delikatnie na stół i podszedł do niej. 

- Kilka minut temu zadałaś mi pytanie, dlaczego się z tobą ożeniłem. Znasz 

już wymówkę. Chcesz poznać prawdziwą przyczynę? 

Nie, pomyślała. Nie chcę już więcej cierpieć. 

Amos nigdy jej nie skrzywdził i wierzyła, że nie miał nawet takiego zamiaru. 

Po prostu zbierał materiały do swej książki. To ona sprawiła, że ich związek stał się 
czymś więcej, niż przewidywała umowa. Kiedy zakochała się w Amosie, odsłoniła 
się, stała się słaba i bezbronna, nieodporna na ból i cierpienie. Nie powinna winić 
za to Amosa. 

Ale  nie  musiała  słuchać  jego  wyjaśnień  i  jeszcze  bardziej  pogrążać  się  w 

rozpaczy. 

- Byłeś mną zafascynowany - powiedziała wypranym z emocji głosem. - Już 

mi to kiedyś powiedziałeś. 

-  To  tylko  część  prawdy  -  zgodził  się.  -  Jednak  powód  tej  fascynacji 

poznałem  dopiero  niedawno.  Zbyt  późno,  jak  się  okazuje.  Spodziewałem  się,  że 
będziesz  taka  jak  zdjęcia  z  twoją  podobizną:  perfekcyjna  i  zimna.  Stephen 
próbował mi otworzyć oczy, ale zapomniał mnie ostrzec, jak łatwo cię pokochać. 

- Nie wierzę ci. 

- Nie oczekuję, że uwierzysz, ale to prawda. Nie wiedziałem, co się ze mną 

dzieje.  Pragnąłem  chronić  cię,  opiekować  się  tobą.  A  kiedy  już  zrozumiałem,  z 

background image

czego  to  wynika,  nie  umiałem  wyznać  ci  mojej  miłości.  Tak,  straciłem  dla  ciebie 
głowę.  Powiedziałaś  kiedyś,  że  musiałabyś  być  głupia,  żeby  w  coś  takiego 
uwierzyć. A przecież nie brakuje ci inteligencji i zdrowego rozsądku. Nigdy o tym 
nie zapominaj. - Zamilkł na chwilę. - Kiedy kupiłaś obrączkę, kochanie? I dlaczego 
to zrobiłaś? 

Powiedział  to  miękko  i  ze  smutkiem  w  głosie.  Serce  Eriki  ścisnęło  się 

ponownie. Musiała wyznać mu prawdę. 

-  Poprosiłam  rano  Stephena  o  kupno  obrączki.  Tak  bardzo  pragnęłam,  aby 

nasze małżeństwo było prawdziwe. 

Amos chwycił ją w ramiona i zaczął namiętnie całować. 

-  Kocham  cię  -  zdołała  wykrztusić.  Potem  nie  mogła  już  powiedzieć  nic 

więcej. 

Po chwili przypomniała sobie o obrączce i wsunęła ją na jego palec. 

- Przyjmij tę obrączkę… - zaczęła uroczyście. - Och, nie pamiętam, co trzeba 

powiedzieć. Ale wiesz, co mam na myśli. 

Uśmiechnął się i ponownie ją pocałował. 

- Przypomnij mi, żebym uregulowała rachunek za pierścionek zaręczynowy. 

Powiedziałeś, że już przyszedł, ale nie znalazłam go. 

- Nie znalazłaś, bo zapłaciłem dziś rano. Prawdziwy mężczyzna nie pozwoli, 

by  kobieta  płaciła  za  pierścionek  zaręczynowy.  Oczywiście  będę  musiał 
powiedzieć  Stephenowi,  że  jego  dobry  gust  okazał  się  nieco  kosztowny  i  dlatego 
nasz przyjaciel w tym roku nie dostanie ode mnie prezentu gwiazdkowego, ale… 

-  Na  pewno  zrozumie  i  wybaczy.  Aha,  należy  ci  się  jeszcze  jedno 

wyjaśnienie.  Denby  wcale  nie  zamierzał  ożenić  się  ze  mną.  Chciał  być  prezesem 
Ladylove.  Był  gotów  sprzedać  receptury  i  poślubić  córkę  właściciela  firmy,  byle 
osiągnąć cel. 

- Więc go porzuciłaś i sama przejęłaś to stanowisko. Zdolna dziewczynka. 

-  Był  wściekły,  kiedy  przekazałam  zarządowi,  że  nie  zgodzę  się  na  jego 

kandydaturę, ponieważ sama zamierzam objąć tę posadę. Najzabawniejsze było to, 
ż

e ja jej tak naprawdę nie chciałam. W każdym razie wtedy tak mi się wydawało. 

- I pewnie nie byłaś pewna, czy sobie poradzisz - dodał. 

background image

-  Ponieważ  twój  ojciec  wmówił  ci,  że  masz  jedynie  piękną buzię  i  zgrabną 

figurę… 

- Hm, zebrałeś sporo informacji na mój temat. - Nie miała do niego żalu o te 

gorzkie  słowa.  Zasmuciły  ją,  oczywiście,  ale  nie  czuła  się  upokorzona.  -  Może 
masz rację. Może już pora na nową twarz Ladylove. 

- Później… później o tym porozmawiamy. 

-  A  może  powinno  być  wiele  twarzy.  Uśmiechnięte,  zrelaksowane,  pełne 

radości życia… 

Nie powiedziała nic więcej, bo Amos znów zaczął ją całować. 

-  Jest  jeszcze jedna  mała  sprawa,  kochanie  -  dodała  po  dłuższej  przerwie.  - 

Nie mogłam tego nie zauważyć, przeglądając „Prywatnie i z bliska”… 

- Co takiego? - mruczał do jej ucha. 

-  Powiedziałeś  mi  kiedyś,  że  pracujesz  nad  sceną  miłosną,  a  tam  nie  ma 

ż

adnej takiej sceny. 

- Czy próbowałem ci wmówić, że chodzi wyłącznie o książkę? - wyszeptał. - 

Pozwól, że cię wyprowadzę z błędu, skarbie. 

Przyciągnął ją bliżej i pokazał dokładnie, o co mu tak naprawdę chodziło.