background image

Michał Zioło OCSO, Roman Bielecki OP 
 

SPRÓBUJMY POROZMAWIAĆ INACZEJ 

     

Nikt nie chce 

ż

ycia zmienia

ć

. Nie jeste

ś

my zainteresowani konkretnymi 

zobowi

ą

zaniami, bo wtedy musieliby

ś

my przesta

ć

 kłama

ć

, a my kochamy to robi

ć

. 

ROMAN BIELECKI OP: Co to jest smutek?  

MICHAŁ ZIOŁO OCSO: To  naturalny  stan 

ż

ycia.  Rado

ść

  prze

ż

ywana  gł

ę

boko  i  prawdziwie  zmusza 

nas  do  wyj

ś

cia  poza  siebie.  Jest  czasem  wyj

ą

tkowym  i 

ś

wi

ą

tecznym.  Natomiast  smutek  to  spokój. 

Czas skupienia.  Smucimy  si

ę

,  bo  próbujemy obj

ąć

 umysłem otaczaj

ą

cy  nas 

ś

wiat, który jest trudny  i 

ci

ęż

ki. Uczymy si

ę

 całe 

ż

ycie, 

ż

e w jego istot

ę

 wpisana jest strata, to znaczy 

ś

wiadomo

ść

 tego, 

ż

e nie 

osi

ą

gniemy wszystkiego, co by

ś

my chcieli w 

ż

yciu osi

ą

gn

ąć

, bo albo jest ju

ż

 za pó

ź

no i nie mamy tyle 

sił i mo

ż

liwo

ś

ci, albo jest jeszcze za wcze

ś

nie i musimy poczeka

ć

. Trafnie opisuje to napi

ę

cie Kohelet, 

mówi

ą

c, 

ż

e  jest  czas  rado

ś

ci  i  jest  czas  smutku,  czas  budowania  i  burzenia,  milczenia  i  mówienia, 

szukania i tracenia. 

I to jest dobra nowina? 

Ale

ż

 tak! Bo Dobra Nowina jak pot

ęż

na rzeka niesie w sobie m

ą

dro

ść

 Pierwszego Przymierza. A poza 

tym  jest  nie  tylko  dobra,  ale  te

ż

  pi

ę

kna  i  prawdziwa  –  te  trzy  boskie  strumienie  si

ę

  w  niej  splataj

ą

Takie  jest  chrze

ś

cija

ń

stwo.  Za  Koheletem  stoi  do

ś

wiadczenie 

ż

ycia.  Długo  podpatrywał  on 

zachowania ludzi i dlatego mo

ż

e spokojnie powiedzie

ć

ż

e wszystko jest marne. Na przykład władza. 

Funkcje do pewnego momentu s

ą

 zaszczytem, a potem zaczynaj

ą

 by

ć

 ci

ęż

arem i albo kto

ś

 nas z nich 

zwalnia,  albo  sami  odchodzimy  ze  wzgl

ę

du  na  zdrowie  lub  wiek.  Marno

ść

  nad  marno

ś

ciami.  Albo 

we

ź

my  urod

ę

.  Najpierw  biegamy,  trenujemy  sporty,  ludzie  si

ę

  za  nami  ogl

ą

daj

ą

,  a  potem  r

ę

ka  dr

ż

y, 

ledwo  lask

ę

  mo

ż

e  utrzyma

ć

,  a  wej

ś

cie  po  trzech  schodach  to  gigantyczny  wysiłek.  Marno

ść

  nad 

marno

ś

ciami. Nie da si

ę

 na tym nic zbudowa

ć

. I to jest dowód na warto

ść

 smutku, czyli stanu ducha, 

który 

ć

wiczy  nas  w  umiej

ę

tnym  wybieraniu. 

Ż

eby  nasza  rado

ść

  była  prawdziwa,  trzeba  odsuwa

ć

  od 

siebie fałszywe rado

ś

ci i rezygnowa

ć

 ze strategii przetrwania. 

To znaczy, z czego? 

Mog

ę

  si

ę

  na  przykład  upi

ć

  albo  naje

ść

  ponad  miar

ę

,  albo  chodzi

ć

  nałogowo  na  zakupy, 

ż

eby 

zapomnie

ć

  o  swoim  cierpieniu.  Mog

ę

  mie

ć

  mały  sukces 

ż

yciowy  lub 

ż

y

ć

  od  ksi

ąż

ki  do  ksi

ąż

ki. 

Wyznaczam  sobie  dora

ź

ne  cele  i  w  ten  sposób  nadaj

ę

  sens  mojemu 

ż

yciu.  I  jeden  sukces  próbuj

ę

 

background image

przeku

ć

 w nast

ę

pny. To jest jednodniowa strategia przetrwania, która nie ma nic wspólnego z 

ż

yciem. 

To próba oswojenia i opanowania rzeczywisto

ś

ci. 

Je

ś

li jednak takiego planu nie ma, to 

ż

ycie przecieka przez palce. 

Za  takim  my

ś

leniem  kryje  si

ę

  obawa  przed  byciem  bezproduktywnym.  Ka

ż

da  minuta  musi  by

ć

  „po 

co

ś

”, bo inaczej jeste

ś

my sfrustrowani, 

ż

e nie słu

ż

ymy ludziom i jeste

ś

my leniwi. Rzecz nie w tym, by 

nie robi

ć

 planów, ale 

ż

eby by

ć

 elastycznym i umie

ć

 przyj

ąć

 nieprzewidywalne, które w 

ż

yciu zdarza si

ę

 

co chwil

ę

. Ju

ż

 wychodzimy z konfesjonału, a tu facet wyskakuje zza filaru i chce spowiedzi, bo nie był 

trzydzie

ś

ci  lat  w  ko

ś

ciele.  I  co?  Powiemy  mu, 

ż

e  mamy  inne  plany, 

ż

e  na  obiad  teraz  idziemy,  wi

ę

je

ś

li chce, to niech poczeka albo przyjdzie pó

ź

niej? Nie przyjdzie. On chciał teraz i dzisiaj. 

Trzeba  odró

ż

ni

ć

 

ż

yciowe  zorganizowanie,  bycie  na  czas,  w  pogotowiu,  w  wirze  niezwykle  wa

ż

nych  i 

najwa

ż

niejszych  spraw,  od  otwarto

ś

ci  na  nieprzewidywalne.  Bo  nagle  Pan  Bóg  mówi,  na  przykład 

przez chorob

ę

, która nas dotyka: Spróbujmy porozmawia

ć

 inaczej. 

Przez chorob

ę

 to raczej wymierza nam kar

ę

, ni

ż

 chce rozmawia

ć

.  

Taka jest nasza pierwsza reakcja. Ale Pan Bóg naprawd

ę

 w takich sytuacjach mówi: Porozmawiajmy, 

kim  ty  wła

ś

ciwie  jeste

ś

.  Bo  ta  choroba  czy  utrata  stanowiska  pokazuj

ą

ż

ś

wiat  nie  jest  taki,  jak  go 

sobie  zaplanowałe

ś

.  Uderza  ci

ę

  co

ś

,  czego  nie  przewidziałe

ś

  –  to  mo

ż

e  by

ć

  co

ś

  bardzo  prostego. 

Kto

ś

 si

ę

 z ciebie na

ś

miewa, niszczy twoje dobre imi

ę

, wyprowadza ci

ę

 z równowagi. Mo

ż

esz udawa

ć

ż

e ci

ę

 to nie obchodzi, kryj

ą

c si

ę

 za mask

ą

 oboj

ę

tno

ś

ci, albo mo

ż

esz dba

ć

 o równowag

ę

 ducha, czyli 

smutek poj

ę

ty jako pewien rodzaj powagi w bólu i zmienno

ś

ci 

ś

wiata. 

Jak si

ę

 uczy

ć

 tej równowagi ducha, o której mówisz? 

Przypomina

ć

  sobie  i  medytowa

ć

  spotkanie  Pana  Jezusa  z  Nikodemem.  W  ich  dialogu  jest  du

ż

powagi,  bo  ta  nocna  rozmowa  dwóch  rabinów  dotyczy  spraw  zasadniczych.  Nikodem  słyszy, 

ż

e  ma 

si

ę

 powtórnie  narodzi

ć

.  Nie rozumie tego  lub  nie chce  zrozumie

ć

. Mo

ż

e przeczuwa, 

ż

e narodzenie  z 

Ducha  jest  zarówno  wielk

ą

  rado

ś

ci

ą

,  jak  i  wielk

ą

  niepewno

ś

ci

ą

.  Narodzenie  to  wyj

ś

cie  nago  z  łona 

matki. Gdy si

ę

 rodzimy z Ducha, jest podobnie – jeste

ś

my nadzy, zale

ż

ni we wszystkim od Boga, który 

ka

ż

e wybra

ć

 to, co najwa

ż

niejsze, a reszt

ę

 pogodnie zostawi

ć

. To posłusze

ń

stwo Bogu i ponawianie 

wyboru  „tego,  co  najwa

ż

niejsze”  jest  fundamentem  równowagi  ducha.  W  tej  rozmowie  smuci  si

ę

  nie 

tylko Nikodem, ale i Jezus – Narodzony z Ducha, bo wie, 

ż

e na Kalwarii zostanie wywy

ż

szony ponad 

ziemi

ę

  nagi  –  Jego  r

ę

ce,  które  uzdrawiały,  zostan

ą

  przybite,  stopy  posła

ń

ca  przygwo

ż

d

ż

one,  serce 

kochaj

ą

ce przebite, pozostanie Jego ufno

ść

 Ojcu. Rado

ść

 zmartwychwstania, która pó

ź

niej nast

ą

pi, to 

owoc tego samotnego zmagania. 

Mo

ż

ś

wiadomo

ść

 tej samotno

ś

ci podpowiada nam, 

ż

eby uwa

ż

a

ć

 ze smutkiem? 

To  raczej  l

ę

k  przed  pozostaniem  z  samym  sob

ą

,  swoim 

ż

yciem  i  swoimi  problemami,  l

ę

k  przed 

decyzj

ą

  zasadnicz

ą

  –  postanowieniem  poprawy,  nawróceniem,  narodzeniem.  Kiedy  pojawia  si

ę

  taka 

szansa,  nie  wiemy,  jak  si

ę

  zachowa

ć

.  Przeczuwamy, 

ż

e  b

ę

dziemy  musieli  odpiera

ć

  pokusy  szatana, 

który  b

ę

dzie  nas  brutalnie  oskar

ż

ał  lub  wy

ś

miewał,  bo  skoro  mamy  wszystko,  co  jest  potrzebne  do 

szcz

ęś

cia,  to  czego  nam  jeszcze  trzeba,  obawiamy  si

ę

  reakcji  naszych  bliskich,  wyobra

ż

amy  sobie 

zdziwione oczy kolegów z pracy. Dlatego wolimy by

ć

 w ruchu i budowa

ć

 na ulotnych rado

ś

ciach. I je

ś

li 

słyszymy, 

ż

e trzeba si

ę

 zatrzyma

ć

 i zrobi

ć

 rekolekcje, to odpowiadamy, 

ż

e zwariujemy. A to jest unik 

przed  konfrontacj

ą

  z  wewn

ę

trzn

ą

  przeci

ę

tno

ś

ci

ą

  i  naszymi  ograniczeniami.  Nikt  nie  chce  zmienia

ć

 

background image

ż

ycia.  Nie  b

ą

d

ź

my  naiwni,  z  grzechem  mo

ż

na  si

ę

  jako

ś

  poukłada

ć

  i  jest  w  tym  jaka

ś

  grzeszna 

przyjemno

ść

.  Nie  jeste

ś

my  zainteresowani  konkretnymi  zobowi

ą

zaniami,  bo  wtedy  musieliby

ś

my 

przesta

ć

 kłama

ć

, a my kochamy to robi

ć

We

ź

my spowied

ź

,  w której wyznaczamy sobie ambitne cele, ale nie dobieramy  wła

ś

ciwych 

ś

rodków, 

ż

eby je zrealizowa

ć

. Mówimy, 

ż

e chcemy si

ę

 wi

ę

cej modli

ć

, ale na modlitw

ę

 mo

ż

emy po

ś

wi

ę

ci

ć

 tylko 

drobny  kawałek  codziennego  czasu.  To  si

ę

  nie  udaje,  wi

ę

c  szybko  wpadamy  w  amok  i  od  razu 

mówimy, 

ż

e to nie ma sensu. Chcemy tak zrobi

ć

ż

eby co

ś

 przestawi

ć

, ale tak naprawd

ę

ż

eby nic si

ę

 

nie  zmieniło.  I  smutek,  który  na  nas  spada,  pokazuje  nam  nasze  kłamstwo: 

ż

yj

ę

  w  obł

ę

dzie,  bo 

oczekuj

ę

 odmiennych efektów przy niezmienionych działaniach. 

Tischnerowski  „nieszcz

ę

sny  dar  wolno

ś

ci”.  Zdajemy  sobie  spraw

ę

  z  konieczno

ś

ci  wysiłku, 

jednocze

ś

nie licz

ą

c, 

ż

e mo

ż

e jednak uda si

ę

 inaczej i przechytrzymy 

ż

ycie. 

Wolno

ść

, je

ś

li j

ą

 przyjmiemy w cało

ś

ci, doprowadzi nas pr

ę

dzej czy pó

ź

niej do 

ś

wiadectwa. B

ę

dziemy 

musieli si

ę

 przyzna

ć

 przed sob

ą

 i  przed Bogiem – kim jeste

ś

my.  Czy  w danej sytuacji  zachowali

ś

my 

si

ę

  jak  ludzie  wolni,  czy  jak  konformi

ś

ci.  Rzeczywi

ś

cie  musimy  przechytrzy

ć

 

ż

ycie  i  znale

źć

  na  nie 

sposób.  Jeden  z  nich  znajdziemy  w  Drugim  Li

ś

cie  do  Koryntian:  „Radosnego  dawc

ę

  miłuje  Bóg”.  To 

znaczy  tego,  który  zdaje  sobie  spraw

ę

ż

e  udana  egzystencja  to  nic  innego  jak  „wydzieranie  si

ę

”  ze 

swojego egoizmu. Dlatego my

ś

l

ę

ż

e b

ę

dziemy umiera

ć

 z poczuciem ogromnej wdzi

ę

czno

ś

ci dla Pana 

Boga, który nas – konformistów i czasami bohaterów – przeprowadził jednak przez to cholerne 

ż

ycie, 

pozwalaj

ą

c  usłu

ż

y

ć

  innym,  a  zarazem  z  takim  smutkiem, 

ż

e  mogło  by

ć

  lepiej,  inaczej.  Wiele 

przegrali

ś

my, a teraz wszystko w r

ę

kach miłosiernego Boga. 

Niewesoła perspektywa. Czy mo

ż

na si

ę

 z ni

ą

 jako

ś

 pogodzi

ć

? 

Za tym pytaniem stoi w gruncie rzeczy kwestia woli Pana Boga. To znaczy tego, czy jestem tam, gdzie 

On by chciał, 

ż

ebym był. 

Jak to odkry

ć

? 

Zacz

ąć

 od tego, jak pisała Emily Dickinson, 

ż

e nie mo

ż

na mie

ć

 wszystkiego. Zamiast oceanu, mamy 

jedn

ą

  kropl

ę

,  zamiast  całego  lasu,  kawałek  wrzosu.  Dzisiejszy 

ś

wiat  jest  fabryk

ą

  nieko

ń

cz

ą

cych  si

ę

 

pragnie

ń

. Chcemy co

ś

 po sobie zostawi

ć

, chcemy da

ć

 miło

ść

 i chcemy j

ą

 przyj

ąć

. Chcieliby

ś

my mie

ć

 

czas  na  kontemplacj

ę

  wszystkich  ko

ś

ciołów  Rzymu,  Florencji  i  Wenecji,  a  na  koniec  pojecha

ć

  do 

Pary

ż

a i do zamków nad Loar

ą

, bo tam te

ż

 jest pi

ę

knie. To niemo

ż

liwe. Nie damy rady. St

ą

d w stanie 

powagi, który objawia si

ę

 smutkiem, w ko

ń

cu zaczynamy słucha

ć

Na przykład? 

Bóg  mówi  do  nas  na  przykład  przez  decyzj

ę

  przeło

ż

onego,  który  zwykle  nas  przecenia  albo  nie 

docenia. Mówi: Od dzisiaj b

ę

dziesz si

ę

 zajmował tym i tym. Cz

ę

sto si

ę

 nam to nie podoba i obra

ż

amy 

si

ę

  na  t

ę

  decyzj

ę

.  W  takich  sytuacjach  trzeba  sobie  przypomnie

ć

  zdanie  skierowane  do  kardynała 

Karola  Wojtyły  podczas  konklawe  tu

ż

  przed  wyborem  na  papie

ż

a:  „Pan  tu  jest  i  woła  Ci

ę

”.  I  wtedy 

trzeba wsta

ć

, odwiesi

ć

 swój 

ż

al i rozgoryczenie i spróbowa

ć

W  regule 

ś

wi

ę

tego  Benedykta  jest  fragment  dotycz

ą

cy  powierzania  braciom  funkcji,  które  ich 

przerastaj

ą

. Je

ś

li mnich czuje, 

ż

e zadanie wyznaczone przez opata przekracza jego mo

ż

liwo

ś

ci, mo

ż

background image

mu o tym powiedzie

ć

. Ale je

ż

eli powtórnie usłyszy od przeło

ż

onego, 

ż

e ma si

ę

 danym zadaniem zaj

ąć

to powinien je przyj

ąć

 i potraktowa

ć

 jako głos ze strony Boga, z ufno

ś

ci

ą

, która wcale nie jest łatwa. 

Dziwna ta logika benedykty

ń

ska, mało zwracaj

ą

ca uwag

ę

 na osobiste predyspozycje. 

Ale  ja  to  nie  tylko  moje  zdolno

ś

ci  i  talenty.  Oczywi

ś

cie, 

ż

e  w  tym  si

ę

  wyra

ż

am.  To  s

ą

 

ś

rodki  i  dary, 

które  mam.  Ale  pomy

ś

lmy,  co  wtedy,  kiedy  nagle  znajd

ę

  si

ę

  w  szpitalu  podpi

ę

ty  do  kroplówki  i  nie 

b

ę

d

ę

  w  stanie  ruszy

ć

  swoimi  ko

ń

czynami  i  u

ż

ywa

ć

  mózgu.  Czy  wtedy  b

ę

d

ę

  kim

ś

  gorszym?  Wci

ąż

 

b

ę

d

ę

  człowiekiem.  Przyparty  do  muru  człowiek  woła:  Szanujcie  mnie  nie  z  tego  powodu, 

ż

e  jestem 

znanym  piosenkarzem,  pisarzem,  menad

ż

erem  czy  zakonnikiem.  Szanujcie  mnie,  bo  jestem 

człowiekiem. W przeciwnym razie z powodu braku produktywno

ś

ci trzeba byłoby mnie wyeliminowa

ć

co  ju

ż

  si

ę

  kiedy

ś

  w 

ś

wiecie  stało.  A  logika  benedykty

ń

ska  mo

ż

e  i  dziwna  jest,  ale  ile  pi

ę

knych  i 

trwałych dzieł zbudowała na niej Europa. 

Czy to wystarczy do odgadni

ę

cia woli Bo

ż

ej? 

Trzeba  pami

ę

ta

ć

ż

e  istnieje  w 

ż

yciu  moment,  kiedy  my  mówimy  i  kiedy  mówi  do  nas  Pan  Bóg. 

Uczono nas, 

ż

e to si

ę

 odbywa równocze

ś

nie. Kiedy ja mówi

ę

, zjawia si

ę

 Pan Bóg, obejmuje mnie i w 

takim obj

ę

ciu dalej toczy si

ę

 ten dialog. A jednak tak nie jest. Spojrzenie realistyczne podpowiada, 

ż

s

ą

  momenty,  kiedy  On  nic  nie  mówi,  bo  mo

ż

e  zwyczajnie  nie  ma  nam  nic  do  powiedzenia. W  takiej 

sytuacji  odsyła  nas  do  tego,  co  ju

ż

  wcze

ś

niej  nam  powiedział.  Na  przykład  do  naszego  pierwotnego 

powołania, którym jest bycie bratem kaznodziej

ą

 albo m

ęż

em czy 

ż

on

ą

. Kokieteri

ą

 jest mówi

ć

 w takiej 

sytuacji, 

ż

e  nie  wiem,  co  mam  robi

ć

.  Wiesz,  bo  dostałe

ś

  powołanie.  Masz  głosi

ć

  ewangeli

ę

  albo 

zajmowa

ć

 si

ę

 rodzin

ą

. Koniec. Kropka. 

W  porz

ą

dku,  a  co  wtedy,  kiedy  nie  ma  si

ę

  pracy,  to  gdzie  tu  wola  Bo

ż

a,  gdzie  pierwotne 

powołanie. Co wtedy powiedzie

ć

? 

Po pierwsze, nie ba

ć

 si

ę

 mówi

ć

. Mamy w sobie bardzo szlachetn

ą

 cech

ę

 solidaryzowania si

ę

 w bólu, 

ale  to  za  mało.  Nie  wystarczy  trwa

ć

  w  niemym  osłupieniu, 

ż

e  to  straszne, 

ż

e  nie  masz  pracy.  To 

niechrze

ś

cija

ń

skie. Podobnie jak pytanie, dlaczego jej nie masz. To jest pytanie do menad

ż

erów albo 

psychologów. Pytanie chrze

ś

cija

ń

skie jest takie: nie masz pracy i co z tego dla ciebie wynika? Wiem, 

jeste

ś

  w  stanie  zawieszenia,  zale

ż

no

ś

ci  i  upokorzenia.  Czujesz  si

ę

  poni

ż

ony  i  coraz  gorzej  o  sobie 

my

ś

lisz. Czyli gdy miałe

ś

 prac

ę

, to my

ś

lałe

ś

 o sobie dobrze. No ale to przecie

ż

 dalej jeste

ś

 ty sam, we 

własnej osobie. Pewien chrze

ś

cijanin, którego wylali z roboty, tak podsumowuje po

ż

ytki z doznanego 

szoku: Dawniej my

ś

lałem, 

ż

e mam by

ć

 „lepszy od”, teraz wiem, 

ż

e mam by

ć

 „lepszy dla”. 

Tyle, 

ż

e przez prac

ę

 cz

ę

sto realizujemy swoje talenty. 

Zgoda,  jej  brak  bywa  niszcz

ą

cy,  ale  nie  powinien  by

ć

  destrukcyjny  dla  ciebie,  bo  jeste

ś

 

chrze

ś

cijaninem, czyli kim

ś

, kto próbuje znale

źć

 drugie dno w tym, co si

ę

 dzieje. Zdaj

ę

 sobie spraw

ę

ż

e to bardzo wysoko postawiona poprzeczka, ale jako chrze

ś

cijanie musimy gra

ć

 na cało

ść

 i pyta

ć

, co 

dla  mnie  z  tego  wszystkiego  wynika,  jaki  to  jest  sygnał.  Miałe

ś

  fart,  to  go  teraz  nie  masz,  miałe

ś

 

poczucie  bycia  wybranym,  to  go  teraz  nie  masz,  szło  ci  gładko,  teraz  nie  idzie.  Co  mówi  ci  przez  to 

Pan Bóg? Dlaczego tak ci

ę

 uderzył? 

Wła

ś

nie, „dlaczego”? 

background image

Bo mo

ż

e cz

ę

sto czułe

ś

 si

ę

 jak On, a ty Bogiem nie jeste

ś

. Bo mo

ż

e teraz musisz odpocz

ąć

. Przyjmij 

ode Mnie ten sygnał. Zastanów si

ę

, jaka jest twoja nowa droga. Jak wykorzystasz t

ę

 szans

ę

? To jest 

taki sprawdzian z nadziei. Bo albo Mi słu

ż

ysz i wierzysz, 

ż

e jestem z tob

ą

, albo nie masz tej dzieci

ę

cej 

ufno

ś

ci. Czy teraz potrafisz si

ę

 cieszy

ć

? Teraz urz

ą

dzamy ci 

ś

wi

ę

to braku pracy. Brodski, który swoje 

prze

ż

ył,  nie  waha  si

ę

  wyzna

ć

ż

e  z  ust  jego  nie  zejdzie  dzi

ę

kczynienie,  dopóki  ich  nie  zatka  gruda 

ziemi, czyli 

ś

mier

ć

Spróbujmy tak tylko powiedzie

ć

, to natychmiast narazimy si

ę

 na fal

ę

 krytyki i obel

ż

ywych komentarzy. 

Bo  jak  ojciec  jest  taki  cwaniak,  to  niech  sam  spróbuje  posiedzie

ć

  na  bezrobociu.  A  my  naprawd

ę

 

musimy zadawa

ć

 sobie powy

ż

sze pytania po to, by ocali

ć

 nasz

ą

 relacj

ę

 z Bogiem. 

A co z tymi, którzy s

ą

 samotni? Lata mijaj

ą

 i nic. Te

ż

 s

ą

 smutni. 

W takich wypadkach nie chowajmy si

ę

  za tajemnic

ę

, mówi

ą

c, 

ż

e nie  wiemy, dlaczego tak si

ę

 dzieje. 

Trzeba  stwierdzi

ć

ż

e  tak  jest,  to  jest  opis  tej  sytuacji.  Jeste

ś

  sam,  cho

ć

  bardzo  chcesz  by

ć

  z  kim

ś

Je

ż

eli  mo

ż

esz  szuka

ć

,  jeste

ś

  przystojny,  niczego  ci  nie  brakuje  i  dalej  jeste

ś

  samotny,  to  masz 

odpowied

ź

To  jest  bardzo  mocne  stwierdzenie.  I  nie  chodzi  o  wyrokowanie  o  ludzkich  sercach,  ale  trzeba  mie

ć

 

odwag

ę

 powiedzie

ć

ż

e by

ć

 mo

ż

e nie znajdziesz nikogo, kto ci

ę

 pokocha, i do ko

ń

ca 

ż

ycia zostaniesz 

sam. A ja mog

ę

 ci obieca

ć

 jedynie to, 

ż

e je

ż

eli  z cał

ą

 odwag

ą

 i smutkiem zadasz sobie pytanie, czy 

przypadkiem  nie  masz  by

ć

  sam,  to  osi

ą

gniesz  pokój,  cho

ć

  oczywi

ś

cie  b

ę

dzie  on  naznaczony 

cierpieniem. 

To okrutne. 

Ale  tylko  tak  jeste

ś

  w  stanie  zobaczy

ć

  swój  krzy

ż

,  który  masz  nie

ść

,  nawet  za  cen

ę

  niezrozumienia, 

dlaczego  tak  si

ę

  stało.  W  perspektywie  zaufania  Jezusowi  jeste

ś

  gotowy  przyj

ąć

  go  bez  obwiniania 

siebie, 

ż

e  mo

ż

e  za  mało  chodziłe

ś

  po  klubach  nocnych,  niewystarczaj

ą

co  cz

ę

sto  zapraszałe

ś

  kogo

ś

 

do łó

ż

ka. 

A kiedy smutek zaczyna by

ć

 grzeszny? 

Wtedy, kiedy nie dopuszczam do siebie momentów rado

ś

ci i broni

ę

 stanu ducha, w którym nikomu i w 

ż

aden  sposób  nie  dam  si

ę

  pocieszy

ć

.  Wol

ę

  mówi

ć

ż

ś

wiat  jest  zły  i  niedobry,  a  ja  jestem 

skrzywdzony. I zapadam si

ę

 coraz bardziej w sobie. 

Bóg  to  jest  ogromna  dynamika  i  energia.  On  nie  lubi  całej  tej  naszej  celebracji  siebie,  swojego 

nieszcz

ęś

cia,  jako  jedynego  i  wyj

ą

tkowego.  Przedłu

ż

amy  je  i  wyolbrzymiamy  cz

ę

sto  w  sposób 

sztuczny,  wmawiaj

ą

c  sobie, 

ż

e  je

ś

li  damy  si

ę

  pocieszy

ć

,  b

ę

dzie  to  dowód  niewierno

ś

ci  wobec 

własnych  przekona

ń

  i  do

ś

wiadcze

ń

.  A  w  którym

ś

  momencie  trzeba  powiedzie

ć

:  Dzi

ś

  z  tym  ko

ń

cz

ę

  i 

chc

ę

 zacz

ąć

 

ż

y

ć

 dalej. 

Pan  Jezus  przez  cał

ą

  Ewangeli

ę

  wypycha  nas  z  takiej  podszytej  strachem  medytacji  nad  złem  tego 

ś

wiata i kr

ę

cenia si

ę

 wokół siebie. We

ź

my niesamowite w swej dramaturgii sceny m

ę

ki Jezusa. Kiedy 

w  Ogrójcu  atmosfera  robi  si

ę

  g

ę

sta,  a  uczniowie  trac

ą

  nadziej

ę

  i  uciekaj

ą

  w  sen,  On  nagle  mówi 

„Wsta

ń

cie,  chod

ź

my!”. To jest kontrapunkt  tej  sceny.  Musimy  stan

ąć

  twarz

ą

  w  twarz  ze  złem. Teraz. 

To jest chrze

ś

cija

ń

stwo. Bo nagle człowiek si

ę

 prostuje i jest w stanie dokona

ć

 rzeczy, o które by si

ę

 

nigdy nie podejrzewał. 

background image

Ale dalej si

ę

 boj

ę

. 

To  nic  nie  zmienia.  Bo  kiedy  ju

ż

  wejdziemy  na  drog

ę

  zaufania,  to  wtedy  zaczn

ą

  si

ę

  dzia

ć

  w  naszym 

ż

yciu cuda Pana Boga, a my zaczynamy by

ć

 

ś

wi

ę

tymi. Ludzie si

ę

 z nas 

ś

miej

ą

 i obgaduj

ą

 za plecami, 

a  my  mówimy, 

ż

e  to  nic.  I  nie  jest  to  z  naszej  strony  dowód  nonszalancji,  ale  element  współczucia 

wobec tych, którzy nas oskar

ż

aj

ą

. Zaczynamy rozumie

ć

, i to bez 

ż

adnej wy

ż

szo

ś

ci, 

ż

e im musi by

ć

 w 

ż

yciu strasznie niewygodnie i 

ż

e bardzo cierpi

ą

, skoro musz

ą

 tak mówi

ć

. To my zacz

ę

li

ś

my patrze

ć

 na 

ż

ycie  z  poczuciem wewn

ę

trznego spokoju serca, na ró

ż

nych  poziomach do

ś

wiadczaj

ą

c intymno

ś

ci  z 

Bogiem. Nie zawsze z poczuciem Jego obecno

ś

ci, ale w ł

ą

czno

ś

ci z Nim samym, nawet je

ż

eli odbywa 

si

ę

 to w pustce emocjonalnej. 

Mówisz o braku poczucia obecno

ś

ci Boga. Czy wiara bez tego nie jest sucha? 

Obecno

ść

,  w  sensie  poczucia,  mo

ż

e  nam  narobi

ć

  wiele  szkody.  Stare  wygi  duchowo

ś

ci  mówi

ą

ż

lepiej 

ż

eby  si

ę

  nic  nie  działo,  ni

ż

 

ż

eby  si

ę

  działo  za  du

ż

o.  Opowie

ś

ci  o  ojcach  pustyni  przynosz

ą

 

histori

ę

 o tym, jak mnisi odesłali szatana, który pojawił si

ę

 pod postaci

ą

 anioła, mówi

ą

c mu, 

ż

e oni nie 

wzywali anioła. To znaczy nie dali si

ę

 oszuka

ć

. Diabeł jest w tej historii symbolem tego, co stworzone. 

Do poczucia, które nale

ż

y do porz

ą

dku stworzenia, łatwo si

ę

 przywi

ą

za

ć

. I mo

ż

na by

ć

 zwiedzionym i 

sfrustrowanym,  kiedy  go  nie  ma.  A  Bóg  jest  Bogiem,  jest  ponad  rzeczami  stworzonymi,  ponad 

odczuciami. A jednak po ludzku potrzebujemy Jego blisko

ś

ci. I jest na to sposób. 

Tym,  którzy  maj

ą

  w  domach  krzy

ż

e  z  Jezusem,  proponuj

ę

  powtórzenie  gestu  Jana  Pawła  II  z 

Wielkiego  Pi

ą

tku,  kiedy  nie  mógł  ju

ż

  i

ść

  w  drodze  krzy

ż

owej.  Wtedy  był  tylko  przytulony  do  krzy

ż

a. 

Zróbmy podobnie i nie wstyd

ź

my si

ę

 tego gestu. Co czujemy, kiedy Chrystus na krzy

ż

u znajduje si

ę

 w 

blisko

ś

ci  klatki  piersiowej,  ust  i  głowy?  To  jest  wła

ś

nie  Bóg.  Z  drewna,  twardy,  z  gwo

ź

d

ź

mi.  Je

ś

li 

chcesz  poczu

ć

  Boga,  to  tak  zrób.  Niby  to  troch

ę

  prymitywne,  ale  to  przecie

ż

  jest  blisko

ść

.  My

ś

l

ę

ż

podobnym 

ć

wiczeniem duchowym jest wielkopi

ą

tkowa adoracja krzy

ż

a. Ka

ż

dy mo

ż

e podej

ść

, kl

ę

kn

ąć

obj

ąć

 i ucałowa

ć

. Szalenie intymny moment. Zamiast nieustannego mówienia ludziom o tym, jaki jest 

Pan Bóg, trzeba ich uczy

ć

 konkretnych gestów, które zbli

żą

 do Niego. 

Na  przykład  przez 

ś

piew.  Napisałe

ś

  kiedy

ś

ż

e  wielkopostne  nabo

ż

e

ń

stwo  gorzkich 

ż

ali  w 

najpi

ę

kniejszy sposób opisuje to, co stało si

ę

 z Chrystusem na krzy

ż

u i co dzieje si

ę

 z lud

ź

mi w 

ich ostatnich godzinach. 

To  jest  nabo

ż

e

ń

stwo,  które  porusza,  bo  odnajdujemy  w  tej  narracji  nasz  los,  nasze  upokorzenie  i 

nasze  l

ę

ki.  Nie  ma  w  nim  agresji,  nie  ma  siłowej  odpowiedzi  na 

ż

yciowe  poni

ż

enie.  W  tym 

nabo

ż

e

ń

stwie  pada  pytanie  o  to,  czy  chcesz, 

ż

eby  twoje  cierpienie  nie  było  zwierz

ę

ce,  nie 

doprowadziło  ci

ę

  do  samobójstwa, 

ż

eby  wołało  do  nieba  jak  krew  Abla  i  Jezusa,  który  idzie  przez 

gorzki 

ż

al. Je

ś

li tak, to musisz przyj

ąć

 postanowienie bycia do Niego podobnym i odzia

ć

 si

ę

 w Niego. 

Codziennie  mamy  milion  takich  okazji,  je

ś

li  tylko  chcemy.  Kto

ś

  nas  poni

ż

a,  kto

ś

  upokarza,  kto

ś

  nas 

niszczy  decyzjami,  kpi,  podwa

ż

a  sensowno

ść

  naszych  zachowa

ń

  i  działa

ń

.  Jak niedu

ż

o  nam  trzeba, 

ż

eby znale

źć

 si

ę

 w przedsionkach piekła. Zaczynamy analizowa

ć

, zastanawia

ć

 si

ę

, mierzy

ć

 i wa

ż

y

ć

. I 

dochodzimy  do  wniosku, 

ż

e  mo

ż

emy  odda

ć

  i  si

ę

  zem

ś

ci

ć

,  a  mo

ż

emy  przej

ść

  przez  cały  dzie

ń

  w 

purpurowej szacie głupca i modli

ć

 si

ę

 za prze

ś

ladowców. 

Je

ż

eli  człowiek  uto

ż

sami  si

ę

  z  gorzkimi 

ż

alami,  to  zobaczy  Jezusa,  który  przeszedł  t

ę

  drog

ę

,  ale  te

ż

 

ci

ą

gle ni

ą

 idzie, z nami. Nasz los to posta

ć

 Szymona z Cyreny. Kogo

ś

 wzi

ę

tego z łapanki, niewinnego 

i  zagonionego  na  sił

ę

  do  pomocy  skaza

ń

cowi.  Wbrew  sobie  podnosi  krzy

ż

  i  zaczyna  go  nie

ść

.  Jest 

upokorzony i o

ś

mieszony. Ale idzie. Cho

ć

 tak naprawd

ę

 to Jezus troch

ę

 niesie i on troch

ę

 niesie. Id

ą

 

background image

razem. To o nas. Wszyscy my

ś

l

ą

ż

e przegrywasz i 

ż

e ci

ę

 nie ma. A ty wygrywasz. Bo to jest pascha, 

nowe 

ż

ycie. 

 

 

Michał  Zioło  OCSO -  ur.  1961,  drog

ę

  zakonn

ą

  rozpocz

ą

ł  w  1980  roku,  wst

ę

puj

ą

c  do  dominikanów, 

ś

wi

ę

cenia  kapła

ń

skie  przyj

ą

ł  w  roku  1987,  od  1995  roku  w  zakonie  trapistów,  obecnie  przebywa  w 

opactwie  Notre  Dame  d'Aiguebelle  we  Francji,  laureat  nagrody  wydawców  katolickich  Feniks  2009, 

napisał  m.in.  "Dziennik  Galfryda",  "Bobry  Pana  Boga",  "Mamo,  mamo,  ile  kroków  mi  darujesz?", 

"Lekarstwo 

ż

ycia", "Jedyne znane zdj

ę

cie Boga", "Li

ś

cie, listki, listy", "Inne sprawy". 

 

Roman  Bielecki  OP -  ur.  1977,  dominikanin,  absolwent  prawa  KUL  oraz  teologii  PAT,  redaktor 

naczelny miesi

ę

cznika "W drodze", mieszka w Poznaniu.