background image

Lillian Crawford 

 

Pierwsza miłość 

Przełożyła Kazimiera Krzysztofiak 

background image

 

On  już  mnie  nie  pamięta,  pomyślała  Fiona  z  uczuciem  niemiłego  zaskoczenia.  W 

lustrującym ją spojrzeniu Philippe^ można było wyczytać uznanie, ale nic nie wskazywało na 
to, żeby ją sobie przypominał.  

Podniecenie wywołało  na jej twarzy lekki rumieniec, kiedy ujrzała  go na progu agencji 

fotomodelek  Ireny  Lord.  W  drzwiach  musiał  pochylić  głowę,  żeby  mimo  swych 
imponujących 195 cm wzrostu zmieścić się w drzwiach.  

Niewysoka,  ruda sekretarka obrzuciła go krótkim spojrzeniem i stwierdziła: – Myślę, że 

pan  się  pomylił.  Tu  jest  piętro  drugie,  pośrednictwo  dla  modelek.  Modele  mężczyźni 
przyjmowani są piętro wyżej.  

Fiona z trudem powstrzymała się od śmiechu, kiedy gość, prostując się do swojej pełnej 

wysokości, uśmiechnął się do kompletnie zmieszanej młodej kobiety.  

– Sądzę, że łaskawa pani jest w błędzie. Czy byłaby pani uprzejma poinformować miss 

Lord, że chciałby z nią rozmawiać Philippe de la Roche? 

Mówiąc te słowa Philippe wyciągnął z kieszeni marynarki wizytówkę ze złotą obwódką i 

eleganckim gestem podał ją sekretarce.  

Rudowłosa  sekretarka  z  przestrachem  spojrzała  na  wizytówkę  i  zaczerwieniła  się  tak 

mocno,  że  jej  cera  przybrała  barwę  niepokojąco  podobną  do  koloru  włosów.  Podniosła  się 

szybko i mrucząc słowa przeprosin zaprowadziła gościa do szefowej agencji, Ireny Lord.  

Fiona współczuła sekretarce. Ktoś, kto po raz pierwszy zobaczył Philippe’a, rzeczywiście 

łatwo  mógł  się  pomylić.  Miał  rysy  jakby  wykute  w  marmurze  i  fantastyczną,  wspaniałą 
sylwetkę. Ale każdy, kto przyjrzał mu się bliżej, natychmiast musiał dostrzec w nim pewną 
kanciastość,  świadczącą  o  zdecydowanie  męskim  charakterze,  jakiego  modele  z  trzeciego 
piętra w ogóle nie posiadali. Tak, Philippe należał do niesłychanie rzadkiego gatunku – był 
prawdziwym mężczyzną.  

Fiona opanowała się. Drogie dziecko, . powiedziała sobie, powstrzymaj się trochę. Jeśli 

nadal będziesz tak marzyć, to zrobisz jeszcze jakieś głupstwo. A wtedy wszystko zepsujesz, i 
to po tak długim okresie starań i wysiłków! 

Prawdziwy powód ubiegania się o posadę w najlepszej nowojorskiej agencji fotomodelek 

był w wypadku Fiony zupełnie różny od tych, jakie mogłyby mieć setki innych kobiet.  

Zmierzała  tylko  do  jednego,  wykluczającego  wszystko  inne  celu:  po  tych  wszystkich 

latach  pragnęła  stanąć  naprzeciw  Philippe’a  de  la  Roche  jako  dorosła,  piękna  i  godna 
pożądania kobieta. Z lektury czasopism  wiedziała, że za każdym  pobytem  w Nowym  Jorku 
Philippe  powierzał  tej  agencji  dokonywanie  zakupów  dla  swych  aktualnych  przyjaciółek. 
Poza tym Philippe de la Roche był człowiekiem mocno zajętym i cieszył się sławą mężczyzny 
otaczającego  się  pięknymi  kobietami.  A  najpiękniejsze  dziewczyny  świata  zatrudniała 
właśnie miss Lord.  

To  właśnie  jej  fotomodelki  można  było  podziwiać  na  okładkach  „Vogue”  i 

„Cosmopolitan”.  To  właśnie  jej  dziewczyny  towarzyszyły  jako  doradczynie  w  sprawach 

background image

mody  arabskim  szejkom  i  greckim  armatorom  podczas  ich  krótkich,  ale  szczegółowo 
opisywanych przez prasę pobytów w Nowym Jorku.  

Fiona z ogromną determinacją przygotowywała się do zawodu fotomodelki. Nie chciała 

stać się jedną z wielu, lecz supergwiazdą, a to znaczyło, że musiała być nie tylko piękna, lecz 
również elegancka i reprezentować własny, wyrazisty styl.  

Chociaż  natura  wyposażyła  ją  w  wielkie  zalety  –  kręcone,  jasne  włosy,  oryginalną, 

owalną twarz, cerę bez skazy i zgrabną figurę – kosztowało ją to wiele wysiłku. Musiała sobie 
narzucić  surowe  reguły,  każdego  wieczora  wcześnie  kłaść  się  do  łóżka  i  bez  przerwy 
kontrolować wagę. Miss Lord uważała, że dobre ubranie bardziej elegancko prezentuje się na 
szczupłych kobietach.  

Fiona  obeszła  z  tuzin  różnych  agencji.  Ściskając  pod  pachą  czarną  teczkę  na  zdjęcia 

przedzierała  się  przez  tłumy  wypełniające  nowojorskie  ulice.  Setki  razy  pozowała 
zawodowym fotografom. I podczas tych sesji zdjęciowych musiała pamiętać o prawidłowym 
ułożeniu  fryzury,  o  poprawianiu  makijażu  i  konieczności  zachowania  uśmiechu.  W  tym 
wszystkim  raczej nie pomagał jej fakt, że była dumną i niezależnie myślącą młodą kobietą. 
Ale przetrzymała wszystko i w końcu przebiła się do ekskluzywnej agencji miss Lord.  

Każdego  roku  szefowa  agencji  wybierała  dwie,  trzy  rokujące  duże  nadzieje  młode 

dziewczyny,  które  otaczała  szczególną  opieką,  po  czym  starannie  planowała  ich  karierę. 
Swoim  faworytkom  często  nakazywała  przeprowadzić  się  do  swojego  mieszkania  w 
wytwornej dzielnicy Nowego Jorku, w Upper East Side, gdzie mogła kontrolować ich dietę, 
rytm dnia i życie prywatne.  

Fiona nie chciała mieć z tym wszystkim nic wspólnego.  
Dla niej istniało tylko jedno pragnienie, jeden cel: Philippe de la Roche.  
Wcześniej  mówiła  na  niego  tylko  Philippe.  Kiedy  jej  ojciec,  Anglik  Charles  Basil 

Marshall,  był  jeszcze  ambasadorem  Jej  Królewskiej  Wysokości  w  Paryżu,  na  jednym  z 
licznych oficjalnych przyjęć poznał Philippe’a de la Roche, i obaj mężczyźni natychmiast się 
polubili. Philippe stał się mile widzianym gościem w domu na rue Babylonne.  

Dwudziestopięcioletni  Philippe  był  wówczas  o  połowę  młodszy  od  jej  ojca  i  stanowił 

dokładne przeciwieństwo poważnego dyplomaty. Ale Charles Marshall nigdy nie miał syna, 
Fiona  była  jego  jedynym  dzieckiem,  delikatną  zwiewną  dziewczynką,  która  z  miejsca 
zakochała się w młodym gościu ojca.  

Philippe  nigdy  nie  zapominał  przynieść  jej  jakiegoś  prezentu.  Miał  nawet  dla  niej 

pieszczotliwe  imię.  Nazywał  ją  „ma  petite”,  moja  mała.  Ale  mówił  tak  jedynie  wtedy,  gdy 
była  grzeczna.  Kiedy  ojciec  żartował  sobie  z  jej  „miłości”,  Fiona  gniewnie  zrywała  się  z 
krzesła i mówiła: – Wyjdę za Philippe’a. – Potem najczęściej wybuchała płaczem, bo nikt nie 
chciał jej traktować poważnie.  

Z wiekiem Fiona zaczęła się zastanawiać, czy naprawdę tego pragnie. Nie widywała już 

Philippe’a i przez pewien czas zdawało się, że o nim zapomniała.  

Jako nastolatka zrozumiała jednak, że Philippe wciąż jeszcze jest dla niej bardzo ważny. 

Porównywała go z każdym napotkanym mężczyzną.  

Pewnego dnia natrafiła w czasopiśmie na jego zdjęcie. Wycięła je i powiesiła na ścianie, 

background image

ale już po kilku chwilach zerwała. Oczy piekły ją od łez. Złościła się na siebie, że nie potrafi 
się opanować.  

Zrozumiała jednak, że już przed laty oddała swoje serce temu właśnie mężczyźnie. W jej 

życiu  zawsze  będzie  tylko  ta  jedna  wielka  miłość.  Dalsze  lekceważenie  tej  miłości,  jako 
dziecinnej  zachcianki  należącej  do  przeszłości,  nie  miało  najmniejszego  sensu.  W  końcu 
musiała zaakceptować prawdę.  

Wszystkie te myśli kłębiły się w głowie Fiony, czekającej w hallu, aż Philippe wreszcie 

wyjdzie z biura miss Lord. Zdawało się jej, że upłynęły już godziny, dni i lata całe, ale zegar 
na  ścianie  pokazywał,  że  minęło  dopiero  piętnaście  minut.  W  końcu  drzwi  się  otworzyły  i 
pojawiła się miss Lord u boku Philippe’a.  

Kiedy ruszyli do wyłożonego grubymi dywanami korytarza, wyszła im naprzeciw śliczna 

blondynka.  

Miss  Lord złapała dziewczynę swoimi szponiastymi rękami. – Koniecznie musisz pójść 

do fryzjera, Liz – powiedziała.  

Potem zwróciła się do swego towarzysza z wyrazem matczynej troski na twarzy. – Ach, 

te dziewczyny! Jeśli człowiek sam się o wszystko nie zatroszczy... Och – dodała, ujrzawszy 
Fionę – chciałabym panu przedstawić moją najlepszą, nową modelkę. To właśnie jest Fiona...  

–  Enchante  –  jestem  oczarowany  –  powiedział  Philippe  z  doskonałym  francuskim 

akcentem i podał Fionie szczupłą dłoń.  

–  Fiona  –  powtórzył  w  zamyśleniu,  zanim  miss  Lord  zdążyła  wymienić  jej  nazwisko  – 

znałem kiedyś dziewczynkę o tym imieniu. To była córka mojego przyjaciela.  

Niewiele brakowało, a Fiona rzuciłaby mu się na szyję i zawołała: – Philippe, to ja! – Ale 

coś ją powstrzymało.  

–  Fiona  często  mi  mówiła,  jak  bardzo  pana  podziwia  –  stwierdziła  niedyskretnie  miss 

Lord. Fiona zarumieniła się. – Poprosiła mnie, żebym wyznaczyła ją na pańską doradczynię w 

kwestiach  mody  w  Nowym  Jorku.  Nie  mogłam  jej  odmówić  –  obdarzyła  Philippe’a 
promiennym uśmiechem – to znaczy, o ile ma te same wymiary, co pańska...? 

– Myślę, że tak. W każdym razie na to wygląda – odparł Philippe, przyglądając się Fionie 

badawczym wzrokiem. Zdawał się nie słuchać paplaniny miss Lord.  

– Zdążyłam ją oczywiście przed panem ostrzec, mój drogi Philippe. Powiedziałam jej, że 

nie sposób się panu oprzeć, że zrujnował pan karierę mojej najlepszej modelki, bo złamał pan 

tej dziewczynie serce. Ale Fiona zlekceważyła moje ostrzeżenia.  

– I słusznie – odparł Philippe nie spuszczając oka z Fiony – bo niewiele w tym prawdy.  
– Niewiele prawdy? – wykrzyknęła miss Lord. – Kiedy pan zerwał zaręczyny, ta biedna 

dziewczyna nie miała odwagi pojawiać się publicznie...  

Fiona przypomniała sobie o tym skandalu.  
– Nigdy nie było żadnych zaręczyn – stwierdził zdecydowanym głosem Philippe. – Tak 

błędnie podała prasa, a „biedna ofiara” tego nie sprostowała. Wprost przeciwnie...  

– Naturalnie – miss Lord wpadła mu w słowo – od razu ostrzegałam to głupie stworzenie. 

Mężczyźni  pańskiego  pokroju  nigdy  nie  żenią  się  z  takimi  dziewczynami.  Wyraźną  linią 
oddzielają  rozrywkę  od  zobowiązań.  Jeśli  już  się  żenią,  to  starannie  wybierają  kobietę  z 

background image

własnej sfery, zawsze mając na uwadze rodzinę i przyszłość.  

Philippe zmarszczył czoło. – W ten sposób nikt mi jeszcze tego nie wyłożył.  
– Uważa pan, że nie mam racji? – zapytała miss Lord.  
– Ależ nie, moja droga Ireno, w żadnym wypadku. – Philippe spojrzał na zegarek. – Czy 

dostatecznie ostrzegła pani tę czarującą młodą damę? Ja osobiście wierzę, że na pewno potrafi 
uważać zarówno na siebie, jak i na moje rachunki...  

Fiona  w  milczeniu  przysłuchiwała  się  tej  wymianie  słów.  Była  wściekła,  że  mówiono  o 

niej  tak,  jakby  jej  tu  nie  było.  Nie  lubiła,  kiedy  traktowano  ją  jak  bezradną  ofiarę.  Cóż  to 
przyszło do głowy temu Philippe’owi, który nawet jej jeszcze nie rozpoznał? 

– Nie sądzę, by to zadanie w jakikolwiek sposób przekraczało moje umiejętności – rzekła 

kąśliwie, patrząc wyzywająco na Philippe’a.  

–  Cóż,  w  takim  razie  powinniśmy  ruszać  w  drogę  –  uśmiechnął  się  Philippe,  który 

doskonale wyczuł zdecydowany ton w głosie Fiony. – Adieu, Ireno, i dziękuję za wszystko.  

–  To  była  dla  mnie  przyjemność,  Philippe  –  rozpromieniła  się  miss  Lord,  nadstawiając 

policzek do ceremonialnego pocałunku.  

– Proszę uważać na Fionę – dodała jeszcze. – Mam wobec niej wielkie plany...  
Philippe obdarzył ją jeszcze jednym, uspokajającym spojrzeniem, po czym poprowadził 

Fionę do czekającej na nich windy.  

–  Irena  jest  czarującą  osobą,  ale  za  dużo  mówi,  a  czasem  bywa  mocno  nietaktowna  – 

powiedział Philippe. Potem drzwi windy otworzyły się i wyszli na rozświetloną słońcem First 
Avenue.  

Fiona nie zdążyła nawet przytakująco skinąć głową, bo Philippe już zaczął niecierpliwie 

rozglądać  się  za  taksówką.  Całkowicie  zignorował  dwa  pierwsze  wozy.  Przywołał  dopiero 
trzeci.  

Otwierając  drzwiczki  przed  Fioną,  wyjaśnił:  –  To  przez  mój  wzrost  –  potrzebuję 

dodatkowej przestrzeni dla nóg, tak będzie mi wygodniej.  

Fiona przyjrzała mu się. Głową dotykał dachu, a jego nogi wbiły się w fotel kierowcy.  
On rzeczywiście jest nieprawdopodobnie wysoki, pomyślała, z trudem powstrzymując się 

od śmiechu.  

– Bergdorf Goodman. I proszę się pospieszyć, mamy niewiele czasu – rzucił Philippe.  
Kierowca mruknął coś pod nosem i nacisnął pedał gazu. Ze środkowego pasa ruchu First 

Avenue skręcił ostro w Ulicę 65, nie włączając nawet migacza. Fiona, która wyglądała przez 
okno, została rzucona na Philippe’a.  

Philippe  natychmiast  objął  ją  w  talii  i  przyciągnął  do  siebie,  chroniąc  ją  w  ten  sposób 

przed uderzeniem głową w szybę, oddzielającą ich od kierowcy.  

Przez  króciutki  moment  Fiona  zapomniała,  kim  jest  i  gdzie  się  znajduje.  Czuła  tylko 

mocne  ciało  Philippe’a,  który  ją  do  siebie  przyciskał,  ramię  wokół  swojej  talii  i  jego  usta, 
które były tak blisko jej warg...  

– Wszystko w porządku? – usłyszała głos Philippe’a.  
Fiona, której krew znów zaczęła normalnie krążyć, a myśli powoli się klarowały, wyczuła 

lekką irytację w jego głosie i szybko się od niego odsunęła. Odetchnęła głęboko i odgarnęła z 

background image

czoła kosmyk włosów.  

– Bardzo przepraszam – powiedziała.  
–  Nie  ma  za  co,  to  nie  była  pani  wina  –  odparł  niechętnie,  jakby  myślał  coś  wręcz 

przeciwnego.  

Fionę ogarnął gniew. Zapomniała o krótkim uczuciu szczęścia i zaczęła się zastanawiać, 

co mogłaby zrobić, żeby nie ulec jego urokowi.  

Absolutnie nic, zdecydowała w końcu. To zarozumialec, któremu się wydaje, że kochają 

się w nim wszystkie kobiety. Ale nie ja. Philippe jest dla mnie jak obcy człowiek. Zachowuje 
się nie tylko z dystansem, ale i bardzo sztywno... mimo to jest jednak piekielnie atrakcyjny. 
Fiona westchnęła.  

–  Nowojorscy  taksówkarze  –  ciągnął  Philippe  podniesionym  głosem  –  to  najgorsi 

kierowcy na całym świecie. We Francji albo w Anglii nie zdaliby nawet egzaminu na prawo 
jazdy. 

Taksówkarz z całkowitym spokojem jechał w kierunku Manhattanu. Ostro skręcił w Fifth 

Avenue. Philippe z irytacją skrzywił twarz.  

– Następnym razem przyjadę tu z własnym wozem i moim szoferem! 
Ale ja z tobą nie będę jeździła, pomyślała Fiona, która wciąż jeszcze czuła się urażona 

jego  wyrzutem.  Niewiele  brakowało,  a  przerwałaby  tę  całą  zabawę  i  z  miejsca  powiedziała 

Philippe’owi w twarz, co myśli o nim i jego arogancji, i zostawiła zakupy na jego głowie.  

Zrozumiała jednak, że było już za późno. Wplątała się w tę historię i teraz sama musiała 

znaleźć jakieś wyjście.  

Philippe sięgnął do kieszeni. – Proszę! Oto lista zakupów, jakie ma pani dla mnie zrobić. 

Większość  znajdzie  pani  w  Bergdorf  Goodman.  Inne  rzeczy  dostanie  pani  w 
wyspecjalizowanym  sklepie  przy  Madison  Avenue.  Adres  jest  na  odwrotnej  stronie. 
Pierścionek  kupi  pani  oczywiście  u  Tiffany’ego.  Czasu  będzie  pani  miała  pod  dostatkiem, 
ponieważ nie wrócę przed wieczorem.  

– Ale gdzie mam te wszystkie rzeczy dostarczyć? – spytała Fiona.  
Philippe przez moment przyglądał jej się zdumionym wzrokiem.  
–  Myślałem,  że  pani  wie.  Jak  zawsze  mieszkam  w  hotelu  Plaża.  Najwyższe  piętro  z 

widokiem na park. Proszę zapytać w recepcji. Zostawię tam wiadomość.  

–  Serdeczne  dzięki  –  chłodno  odparła  Fiona,  kiedy  taksówka  z  piskiem  hamulców 

zatrzymała się przed Bergdorfem.  

Philippe wetknął jej do ręki listę zakupów i rzucił: – Zobaczymy się później...  
Fiona  skinęła  głową  i  wysiadła.  Taksówka  ruszyła  z  miejsca  i  po  kilku  sekundach 

zniknęła w wielkim ruchu na Fifth Avenue.  

Fiona  poczuła  ulgę  i  radość,  że  została  uwolniona  od  obecności  Philippe’a.  Wystrój 

eleganckich okien wystawowych Bergdorfa pozwolił jej odzyskać dobry humor.  

Był to jej ulubiony sklep w Nowym Jorku. Ale rzadko mogła sobie tutaj pozwolić na jakiś 

zakup. Najczęściej przychodziła tylko po to, żeby się rozejrzeć. Ale dzisiaj miała przy sobie 
czek in blanco oraz listę wspaniałych ubrań do kupienia.  

Fiona  postanowiła  się  nie  spieszyć.  Rozkoszowała  się  miękkością  dywanów,  zapachem 

background image

perfum i dyskretnym oświetleniem butików.  

Przymierzała wiele rzeczy. Przy stoisku madame Gres suknie wieczorowe, u Ben Khana 

futra,  u  Christiana  Diora  bluzki,  a  stroje  sportowe  u  Calvina  Kleina.  Nigdy  jeszcze  nie 
widziała tylu kreacji haute couture, nigdy jeszcze nie dotykała tak wspaniałych jedwabi.  

Kiedy  obracała  się  przed  trzyczęściowym  lustrem,  podziwiając  swoje  odbicie,  w 

powietrzu unosił się lekki zapach perfum Chanel.  

W końcu wybrała wszystkie stroje z listy i poprosiła sprzedawczynię, żeby je zapakowała. 

Było tego tak dużo, że sama wszystkiego by nie uniosła.  

– To dla monsieur de la Roche? – spytała sprzedawczyni. Fiona skinęła głową. – W takim 

razie nie musi się pani o nic martwić. Dostarczymy to do Plaża.  

Fiona była zdumiona: Philippe również tutaj cieszył się wielkim poważaniem.  
Spojrzała na listę. Pomijając koszule i skarpety, do kupienia pozostała tylko jedna rzecz: 

pierścionek u Tiffany’ego.  

Pierścionek.  Fiona  zrozumiała  to  dopiero  teraz.  Po  co  mu  pierścionek  i  to  w  dodatku  z 

diamentem? Dla kogo był przeznaczony? Dla tej samej osoby, która miała dostać ubrania? 

Ale  przecież  pierścionek  z  diamentem  mógł  oznaczać  tylko  zaręczyny!  Czyżby  prasa 

brukowa  wreszcie  miała  się  doczekać  sensacyjnej  informacji?  Czy  Philippe  zamierzał  się 
ożenić? 

Philippe  musiał  mieć  teraz  trzydzieści  pięć  lat.  Może  po  tylu  latach  zdecydował  się  na 

zawarcie związku małżeńskiego? 

Ale  jeśli  tak  było,  to  jak  mógł  powierzyć  zupełnie  obcej  osobie  wybór  zaręczynowego 

pierścionka? Czy to miała być niespodzianka? 

Fiona  wzięła  się  w  garść.  Na  cóż  się  zdadzą  te  dociekania!  Przecież  istniały  setki 

możliwych wyjaśnień! 

Jeśli rzeczywiście szło  o pierścionek zaręczynowy, to cóż ona miała z tym  wspólnego? 

Czyż nie zdążyła już pogrzebać wszystkich nadziei i marzeń? 

Bo i cóż znaczył dla niej ten Philippe? Jakiż związek z jej dziecinnymi marzeniami miał 

ten obcy człowiek? 

Fiona  ruszyła  w  dół  Fifth  Avenue,  aż  w  końcu  dotarła  do  Tiffany’ego.  Weszła  do  tego 

słynnego  sklepu  jubilerskiego,  który  opuściła  po  krótkiej  chwili.  Natychmiast  znalazła 
odpowiedni pierścionek, połyskujący soliter w platynowej oprawie.  

Ostatnich  zakupów  Fiona  dokonała  na  Madison  Avenue.  Był  to  specjalny  sklep  dla 

mężczyzn  o  nadwymiarach,  gdzie  kupiła  dla  Philippe’a  największe  rozmiary  wszystkich 
rzeczy, jakie jej wypisał na liście.  

Podliczając wszystkie zakupione ubrania, kasjer zawołał: – Madame, pani małżonek musi 

być olbrzymem. Czy to koszykarz? 

–  Nie,  on  nie  jest...  –  zaczęła  Fiona,  ale  natychmiast  się  zorientowała,  że  tłumaczenie 

wszystkiego od początku nie miałoby sensu. Poprzestała więc na uśmiechu i stwierdzeniu: – 
Nie, on nie jest koszykarzem.  

Potem pozbierała zakupy i opuściła sklep.  
Miała za sobą długi i gorący dzień. Bolały ją stopy, postanowiła zatem przysiąść jeszcze 

background image

na chwilę w ogródku jakiejś kawiarni i napić się czegoś chłodnego.  

Znalazła  miejsce  pod  jaskrawoczerwoną  markizą  i  zamówiła  szklankę  lemoniady 

cytrynowej.  Zaczął  wiać  łagodny  wieczorny  wietrzyk  i  Fiona  z  wdzięcznością  zwróciła  ku 

niemu twarz.  

Jej  spojrzenie  padło  na  rząd  dorożek  konnych,  stojących  po  drugiej  stronie  ulicy  przy 

wejściu do Central Parku. Ten widok przypomniał jej lata młodości. W Lasku Bulońskim w 
Paryżu  odbyła  z  ojcem  niejedną  przejażdżkę.  Myślami  cofnęła  się  do  przeszłości.  Przed 
czterema laty nagle zmarła jej matka. Ojciec ledwie przeżył ten szok.  

Jako  złamany  człowiek  Charles  Marshall  udał  się  do  Szwajcarii,  mając  nadzieję,  że 

odzyska równowagę psychiczną w położonym na odludziu wiejskim domku. W rok później 
powrócił do Paryża w towarzystwie nowej żony, która była od niego o ponad trzydzieści lat 
młodsza.  

Krążyły pogłoski, że Juliette Barrault wyszła za Charlesa tylko po to, żeby wyrwać się ze 

Szwajcarii, gdzie musiała żyć pod okiem swoich surowych rodziców; ta pogłoska sprawiła, że 
Fiona  czuła  do  niej  jeszcze  mniej  sympatii.  W  końcu  Fiona  wyjechała  z  Paryża,  żeby 
zamieszkać w USA.  

Po krótkim czasie ojciec znów popadł w dawną melancholię. Odbywał samotne spacery, 

sprawiając wrażenie bladego portretu człowieka stojącego już jedną nogą w grobie...  

– Czy mogę pani jeszcze coś podać? – spytał kelner, wyrywając Fionę z zamyślenia.  
– Rachunek, proszę – odparła Fiona.  
Nie wiedziała, ile upłynęło czasu, ale słońce już zaszło i zaczynało szarzeć.  
Lepiej sprawdzę, czy Philippe wrócił, pomyślała płacąc rachunek.  
Fiona doszła do hotelu Plaża, spojrzała na imponującą fasadę i weszła do hallu. Panował 

tam  ruch  jak  w  olbrzymim  ulu,  w  którym  to  tu,  to  tam  uwijali  się  wśród  gości  portierzy, 

tragarze  i  windziarze.  Wrażenie  gorliwej  krzątaniny  potęgowały  wysokie  lustrzane  ściany  i 
błyszczące żyrandole.  

Fiona potrzebowała dziesięciu minut, żeby dotrzeć do recepcji.  
– Przepraszam pana, nazywam się Fiona...  
– Proszę chwilę zaczekać – przerwał jej kierownik recepcji sięgając po słuchawkę. Fiona 

przyglądała mu się niecierpliwie.  

– Nazywam się Fiona Marshall, jestem umówiona z monsieur de la Roche.  
Wypowiedziawszy te słowa, Fiona natychmiast sobie uświadomiła, jak mógł je zrozumieć 

obcy człowiek. Poczuła, że oblewa się rumieńcem.  

–  Ach,  miss  Marshall!  Właśnie  pani  oczekiwaliśmy  –  rzekł  recepcjonista,  poufale 

mrugając do niej okiem.  

Dla Fiony było jasne, że Philippe nie po raz pierwszy w ten sposób się umawiał.  
–  Windziarz!  –  Szef  recepcji  zawołał  głosem  generała,  nawykłego  do  wydawania 

rozkazów. Natomiast do Fiony zwrócił się z wyszukaną uprzejmością: – Monsieur nie wrócił 

jeszcze ze swego spotkania w interesach. Ale prosił nas o przekazanie, że może się pani czuć 

w jego apartamencie jak u siebie w domu.  

Z tymi słowami przekazał klucze windziarzowi, który wskazał Fionie drogę do wyłożonej 

background image

dywanami windy. Nacisnął najwyższy guzik. Po kilku chwilach drzwi otworzyły się i stanęli 

przed apartamentem, w którym mieszkał Philippe.  

Windziarz  otworzył  drzwi  i  przekazał  klucze  Fionie.  Zniknął,  nim  zdążyła  mu 

podziękować. Fiona zapaliła światło.  

Wnętrze  było  utrzymane  w  ciepłych  barwach.  Podłogę  pokrywały  grube  dywany. 

Eleganckie fotele i krzesła obciągnięte były jedwabnym brokatem, ściany zaś wytapetowane 
aksamitem.  

Rozsuwane  drzwi  ze  szkła  prowadziły  na  balkon  z  kutą  w  żelazie  balustradą,  skąd 

roztaczał się widok na cały Central Park.  

Łazienka  była  wyposażona  w  marmurowe  umywalki,  lustra  na  całą  ścianę  i  eleganckie 

ręczniki  kąpielowe.  W  sypialni  Fiona  ujrzała  świeże  róże,  zaś  pośrodku  pomieszczenia, 
dominując  nad  całym  pokojem,  stało  wspaniałe,  rzeźbione  w  drewnie  łoże  z  baldachimem. 
Cóż za luksus, pomyślała Fiona.  

Potem w kącie obok łoża zauważyła paczuszki i paczki od Bergdorfa. Podeszła do nich i 

rozpakowała pierwszą.  

Był  to  cudowny  negliż  z  jedwabiu.  Wyglądał  tak  kusząco,  że  Fiona  pomyślała,  iż  miło 

byłoby  go  przymierzyć.  Rozebrała  się  i  włożyła  go.  Zetknięcie  z  jedwabiem  odczuła  jak 
pieszczotę  całego  ciała.  Stanęła  przed  lustrem,  żeby  się  obejrzeć.  Miękki,  niemal 
przeźroczysty materiał schlebiał jej uwodzicielskiej figurze.  

Nagle jednak Fiona poczuła chłód. Ogarnęło ją ogromne zmęczenie.  
Położyła się na łożu z baldachimem, żeby przez chwilę odpocząć...  
Coś  zbliżało  się  do  niej,  ogromne,  ciemne  i  groźne.  Fiona  zerwała  się  gwałtownie  i 

krzyknęła.  

Ten krzyk ją obudził. To był hrabia. W cieniu stała olbrzymia postać, przyglądająca się 

jej  bez  ruchu.  Fiona  pospiesznie  skrzyżowała  ręce  na  piersiach,  jakby  czuła  się  pod  tym 
spojrzeniem obnażona.  

Philippe nie przestawał się w nią wpatrywać. Jego twarz przybrała drwiący wyraz.  
– To nie jest konieczne – stwierdził. – Zleciłem pani kupno tego negliżu i tak czy inaczej 

kiedyś  bym  panią  poprosił  o  zaprezentowanie  go.  –  Fiona  była  na  siebie  wściekła,  że  z 
własnej  winy  znalazła  się  w  takiej  sytuacji.  Ale  co  miał  sobie  pomyśleć  mężczyzna,  który 
znalazł we własnym łóżku skąpo odzianą kobietę? 

Chciała tylko przez moment odpocząć, bo miała za sobą wyczerpujący dzień.  
Jakby  czytając  w  jej  myślach,  Philippe  powiedział:  –  Po  tych  wszystkich  zakupach 

musiała być pani bardzo zmęczona.  

Jego spojrzenie nadal było skierowane na nią. Fiona zastanawiała się, jak długo Philippe 

już tutaj był.  

– Tak, byłam bardzo zmęczona – przyznała podnosząc się z łóżka.  
–  To  bardzo  komfortowe  łoże  –  odparł  Philippe;  w  jego  głosie  wciąż  pobrzmiewała 

drwina.  

Fiona zaczerwieniła się, słysząc tę bezczelność. Czyż przed chwilą nie wyjaśniła mu już 

wszystkiego? Za kogo on ją uważał? Za jedną ze swoich kochanek? 

background image

–  Myślę,  że  już  się  napatrzyłem  na  ten  negliż  –  przerwał  jej  rozmyślania  Philippe.  – 

Proszę mi pokazać inne rzeczy.  

Fiona zapieniła się ze złości. Sięgnęła po pakunki, przeszła do łazienki i  zatrzasnęła za 

sobą drzwi. Usłyszała cichy śmiech Philippe’a.  

Wybrała wieczorową suknię od madame Gres, szczotką zaczesała włosy do tyłu i włożyła 

swoje buty.  

Nagle  usłyszała  obce  głosy.  Odniosła  wrażenie,  że  rozmawiają  ze  sobą  kobieta  i 

mężczyzna, ale nie była pewna, czy to był głos Philippe’a.  

– Cieszę się, że mogłaś przyjść – powiedział mężczyzna.  
– A ja jestem taka szczęśliwa, że mogę tu być – odparła kobieta.  
Fiona domyśliła się, że teraz oboje padli sobie w objęcia, po czym nastąpiło kilka zdań, 

których nie zrozumiała. Choć nie miała zamiaru podsłuchiwać, mimo woli chwytała strzępy 
rozmowy w pokoju obok.  

– Siedziałem tu przez cały dzień – powiedział mężczyzna – myślałem o tobie i czekałem, 

aż przyjdziesz. Po raz pierwszy uświadomiłem sobie, ile dla mnie znaczysz.  

–  Uszczęśliwiasz  mnie  –  odparła  kobieta  –  bo  zakochałam  się  w  tobie  od  pierwszego 

wejrzenia, chociaż zawsze wątpiłam w twoje uczucie do mnie.  

– Nie mówmy już o tym, kochanie – szepnął mężczyzna. – Cieszmy się tym szczęściem, 

że możemy być razem.  

Fiona  stała  jak  wryta.  Nie  była  całkiem  pewna,  czy  się  nie  myli.  Głosy  brzmiały  jakoś 

dziwnie sztucznie.  

Wciąż jeszcze niepewna, otworzyła w końcu drzwi i zajrzała do salonu. Teraz było już jej 

obojętne,  czy  wprawi  Philippe’a  w  zakłopotanie  czy  nie.  Czyżby  on  sobie  wyobrażał,  że 
będzie cicho siedziała w łazience tylko dlatego, że była z nim jedna z jego kochanek? Fiona 
weszła  do  salonu.  Philippe  leżał  w  poprzek  łoża,  podpierając  brodę  ręką.  W  napięciu 
wpatrywał się w ekran telewizora.  

Z  głośnika  dobiegały  głosy  mężczyzny  i  kobiety.  W  pokoju  nie  było  nikogo  prócz 

Philippe’a. Fiona wydała się sobie głupia.  

Philippe usłyszał jej kroki i odwrócił głowę. – Zaczynałem się już zastanawiać, jak długo 

jeszcze  zamierza  pani  pozostawać  w  łazience  –  stwierdził,  po  czym  wyłączył  telewizor  i 
przyjrzał jej się uważnie.  

Fiona  stanęła  na  środku  pomieszczenia,  przy  czym  mimowolnie  przybrała  pozę,  która 

szczególnie wyraźnie podkreślała elegancję sukni.  

Była to cudowna szyfonowa sukienka z obcisłym stanikiem i cienkimi ramiączkami, które 

doskonale eksponowały jej zgrabne ramiona.  

Fiona spojrzała na Philippe’a. Miała wrażenie, że sukienka mu się spodobała. Ale nagle 

jego oczy straciły swój ciepły blask.  

Popatrzył na Fionę zimnym wzrokiem i rozkazał: – Niech się pani obróci. Chciałbym to 

zobaczyć w całości.  

Wściekła na swoją reakcję, usłuchała go i odwróciła się do niego plecami. Jego spojrzenie 

zdawało się palić jej skórę jak ogień. Poczuła się bezradna i obnażona. W końcu zwróciła się 

background image

ku niemu twarzą.  

Całkiem  nieźle  – powiedział Philippe w zamyśleniu, przy czym  na jego twarzy pojawił 

się wyraz szczerego, choć zmieszanego z odrobiną rozbawienia podziwu.  

Potem  poprosił,  żeby  przymierzyła  następną  sukienkę.  Fiona  posłusznie  wykonywała 

wszystkie  polecenia.  Zademonstrowała  całą  garderobę.  Philippe  od  czasu  do  czasu  rzucał 
pełną  uznania  uwagę,  niekiedy  prawił  też  powściągliwe  komplementy,  ale  przy  tym  jakoś 
udawało mu się zachować niezadowoloną minę.  

Co  musiałabym  zrobić,  żeby  go  usatysfakcjonować,  zastanawiała  się  Fiona,  kiedy  w 

końcu włożyła własne ubranie i wyszła z łazienki.  

Philippe rozmawiał przez telefon. Zasłonił ręką słuchawkę i popatrzył na Fionę.  
–  Jaki  stek  pani  woli,  średnio  czy  mocno  przysmażony?  –  Średnio  –  wymruczała 

zaskoczona Fiona.  

–  A  więc:  dwa  razy  „filet  Mignon”,  średnio  wysmażony,  i  butelka  Sankt  Emilion. 

Dziękuję.  

Odłożył słuchawkę i zwrócił się z czarującym uśmiechem do Fiony.  
–  Pozwoliłem  sobie  zamówić  kolację  dla  nas  obojga.  Pomyślałem,  że  pani  jest  równie 

głodna, jak ja.  

– Jak to miło z pańskiej strony. – Fiona uśmiechnęła się nie bez ironii.  
Wprawdzie faktem było, że po całym dniu bez jedzenia czuła silny głód. Ale w wypadku 

Philippe’a nawet taki uprzejmy gest sprawiał wrażenie rozkazu.  

„Pozwoliłem  sobie?”  Czy  nie  mógł  mnie  przynajmniej  zapytać,  zanim  zamówił  kolację 

do pokoju? Dlaczego zawsze jest taki pewny siebie? 

Fiona postanowiła mu się sprzeciwić. Na dzisiaj dość już miała jego arogancji.  
– Pan pewnie sądzi, że wystarczy tylko kiwnąć małym palcem, co? – spytała porywczo.  
– Proszę? – Philippe wydawał się zaskoczony jej zachowaniem.  
– Jest pan bardzo pewny siebie. Wszystko robi pan w sposób władczy i wyniosły. Panu 

się  pewnie  zdaje,  że  prawo  do  tego  daje  panu  bogactwo  i  pański  tytuł,  nie  mówiąc  już  o 
pańskim uroku i dobrym wyglądzie. – Drwina w jej głosie była aż nadto wyraźna.  

–  Najwidoczniej  uważa  pani,  że  nie  można  się  oprzeć  memu  urokowi.  –  Mówiąc  to, 

zbliżył  się  do  niej.  –  Dlaczego  więc  czekała  pani  do  tej  chwili,  żeby  mi  to  powiedzieć? 
Miałem wrażenie, że dobrze się pani bawi! – W jego oczach pojawił się błysk.  

– Ja się dobrze bawię? – zawołała Fiona. – Czy panu się zdaje, że to  przyjemnie przez 

cały  dzień  wykonywać  pańskie  rozkazy?  Gdyby  to  nie  była  część  mojego  zawodu,  nie 
zgodziłabym się na pańskie aroganckie zachowanie.  

– Czy równie nieprzyjemne wrażenie zrobił na pani mój urok osobisty? – spytał Philippe.  
Fiona zawahała się przez chwilę, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Ale zorientowała się, 

że on wciąż jeszcze się z nią bawi.  

Uśmiechnęła się.  
– W ogóle nie zrobił na mnie wrażenia.  
– Ach, doprawdy? – spytał z niedowierzaniem, unosząc brwi. – Jest wiele kobiet, które 

dałyby wszystko, żeby zająć pani miejsce.  

background image

–  Jakiż  z  pana  skromny  człowiek...  Pewnie  wokół  każdego  palca  owinął  pan  sobie  po 

dziesięć wielbicielek. Jak pan to właściwie robi? 

Philippe nie podjął wyzwania, tylko przeszedł do kontrataku. – Czy coś panią denerwuje? 

Czy  kiedyś  przytrafiło  się  pani  coś,  co  sprawia,  że  w  stosunku  do  mężczyzn  jest  pani  taka 
nieufna i rozgoryczona? A może opuścił panią ukochany? 

– Nic z tych rzeczy – odpowiedziała Fiona. – Nikt mnie nie opuścił, a poza tym nigdy nie 

zainteresowałam się poważnie żadnym mężczyzną.  

Oprócz  ciebie,  mogłaby  dodać,  ale  w  obecnych  warunkach  nie  była  tego  już tak  bardzo 

pewna. Pewna była tylko tego, że nic by mu o tym nie powiedziała.  

– W takim razie pani wybuch miał charakter czysto osobisty i odnosił się wyłącznie do 

mnie? – zapytał Philippe.  

– Tak, właśnie to panu powiedziałam.  
– Ale na pewno uważa mnie pani  za bardzo atrakcyjnego mężczyznę, i  to  mimo moich 

przywar.  

Fiona wybuchnęła śmiechem.  
–  Za  atrakcyjnego?  Jest  pan  najwstrętniejszym,  najbardziej  godnym  nienawiści 

mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkałam! 

Philippe  podszedł  tak  blisko,  że  Fiona  poczuła  cierpki  zapach  jego  wody  po  goleniu. 

Popatrzyła  mu  prosto  w  twarz,  w  jego  brązowe  oczy,  przyjrzała  się  jego  arystokratycznym 
rysom i zmysłowym ustom.  

Wiedziała, że w tym momencie wszystko, co powiedziała, straciło znaczenie. Bała się, że 

wydana  została  na  pastwę  jego  woli,  a  nie  miała  pewności,  czy  będzie  w  stanie  się  bronić. 
Philippe zdawał się to wyczuwać, ale czekał.  

Zadzwonił telefon. Philippe rzucił jej spojrzenie i podszedł do aparatu. Fiona odetchnęła. 

Poczuła ulgę, ale również coś na kształt rozczarowania.  

Usłyszała głos Philippe’a: – Ach, bardzo mi przykro, zupełnie o tym zapomniałem. Będę 

na miejscu za dwadzieścia minut. Do zobaczenia.  

Odłożył słuchawkę i włożył marynarkę.  
–  Mam  spotkanie,  które  całkowicie  wypadło  mi  z  pamięci  –  wyjaśnił,  ruszając  ku 

drzwiom. –  Przykro mi z powodu tej kolacji. Podejrzewam  jednak, że z radością uwolni  się 

pani od mojego towarzystwa. Powiem miss Lord, że swoje zadanie wykonała pani wspaniale. 
Czy mogę panią gdzieś odwieźć? 

Fiona potrząsnęła głową.  
– A może woli pani zjeść kolację tutaj i dopiero potem pójść do domu? Proszę zrobić, co 

pani  zechce.  Było  mi  bardzo  miło.  Może  kiedyś  znów  się  spotkamy.  –  Uśmiechnął  się 

uprzejmie. Potem drzwi się za nim zatrzasnęły.  

Fiona usiadła na łóżku, żeby zebrać myśli. Wszystko odbyło się tak szybko.  
Philippe wyszedł. Kiedy znów go zobaczy? I czy w ogóle chciała go jeszcze zobaczyć? 
Sprawy potoczyły się nie tak, jak się spodziewała. On wcale jej nie poznał, między nimi 

nie pozostał nawet ślad dawnej bliskości.  

Wprost  przeciwnie.  Philippe  był  nieuprzejmy,  chłodny  i  obojętny.  Ale  coś  się  między 

background image

nimi stało, tego była pewna.  

Fiona pozbierała swoje rzeczy i zjechała windą do hallu. Pospiesznie ruszyła ku drzwiom 

i wyszła w ciepłą letnią noc.  

Zatrzymała taksówkę, podała adres i oparła się wygodnie o siedzenie.  
Ile czasu upłynie, zanim znów zobaczę Philippe’a? – zastanawiała się w duchu.  

background image

 

Fiona spała niespokojnie. Spotkanie z Philippe’em po tylu latach obudziło w niej dawne 

wspomnienia i uczucia.  

We śnie widziała ojca, matkę i... Philippe’a, tak jak ujrzała go po raz pierwszy. Wydał jej 

się  młodym  księciem  z  bajki.  Lecz  w  jej  snach  pojawiły  się  również  inne,  niepokojące 
postaci. Fiona przewracała się z boku na bok, nękana lękami i obcymi twarzami.  

Obudziła się przy pierwszych promieniach słońca z uczuciem zadowolenia, że tę noc ma 

już za sobą.  

Przygotowała  sobie  śniadanie,  ale  stwierdziła,  że  jest  nazbyt  zdenerwowana,  żeby 

cokolwiek zjeść.  

Ręce drżały jej tak bardzo, że kiedy nalewała sobie kawy, upuściła filiżankę, która rozbiła 

się na podłodze.  

Fiona przejrzała się w lustrze i odkryła cienie pod oczami. Cerę miała wyjątkowo bladą.  
Miss Lord na pewno się zdenerwuje, pomyślała. W tej samej chwili rozległ się dzwonek u 

drzwi.  

Fiona drgnęła ze strachu. Idąc do drzwi zastanawiała się, kto mógł przyjść tak wcześnie.  
– Kto tam? – zapytała przez zamknięte drzwi.  
– Przyniosłem telegram – odpowiedział jakiś młody głos.  
Fiona wyjrzała przez judasz: na korytarzu stał młody człowiek w uniformie. Odryglowała 

drzwi. Posłaniec podał jej cienką żółtą kopertę.  

–  Proszę  tu  podpisać  –  powiedział  podsuwając  jej  ołówek  i  bloczek.  Fiona  z  trudem 

złożyła w miarę czytelny podpis.  

Potem  drżącymi  rękami  otworzyła  telegram.  Wiedziała,  jaka  będzie  jego  treść. 

Spodziewała  się  tego  od  kilku  miesięcy  i  była  na  ten  moment  przygotowana.  Ale  to  nie 
zmniejszyło jej szoku, kiedy przeczytała wiadomość.  

 
Ojciec umarł dziś rano. Pogrzeb w środę. Przyjedź do domu.  
 
Fiona wybuchnęła płaczem. Szloch wstrząsał całym jej ciałem.  
Kiedy się wypłakała, jak w transie przeszła do łazienki. Stanęła pod prysznicem i puściła 

gorącą wodę. Mocny strumień masował jej ciało, przywracając jednocześnie jasność myśli.  

Potem wytarła się ręcznikiem, zawinęła w płaszcz kąpielowy i położyła na łóżku.  
W świetle słońca tańczyły drobinki kurzu. Przyglądając im się, Fiona ponownie zasnęła.  
Kiedy  po  kilku  godzinach  obudziła  się  z  głębokiego  snu,  czuła  się  wypoczęta. 

Przestraszyła  się,  ujrzawszy  na  stole  otwarty  telegram.  Na  moment  o  nim  zapomniała.  Ból 
powrócił, ale tym razem Fiona potrafiła go znieść.  

Wszystko się wyjaśni, pomyślała.  
Podniosła  słuchawkę  i  zarezerwowała  w  Air  France  wieczorny  lot  do  Paryża.  Potem 

zadzwoniła  do miss  Lord  i  wytłumaczyła,  że  na  czas  bliżej  nie  określony  musi  polecieć  do 

background image

Europy.  

Miss Lord wykazała pełne zrozumienie, poprosiła tylko, żeby Fiona zgłosiła się do niej, 

kiedy wszystko powróci do normy.  

– Zorganizowałam ci na lipiec tyle spotkań... – Przenikliwy głos umilkł na chwilę. – Ale 

to  zupełnie  zrozumiałe,  że  teraz  nie  masz  do  tego  głowy.  Uważaj  na  siebie,  kochanie. 
Naprawdę bardzo ci współczuję. – Potem odłożyła słuchawkę.  

Fiona  zadzwoniła  jeszcze  do  kilku  przyjaciół,  żeby  się  z  nimi  pożegnać.  Później 

spakowała walizki, wybrała z konta wszystkie pieniądze i taksówką pojechała na Manhattan, 
gdzie musiała poczekać pół godziny na połączenie z lotniskiem Kennedy’ego.  

Miała jeszcze godzinę czasu, oddała bagaż, odebrała bilet, kupiła kilka gazet i usiadła w 

restauracji. Nagle poczuła się bardzo zmęczona.  

Przerzucając  gazetę  znalazła  nekrolog,  w  którym  informowano  o  śmierci  jej  ojca,  obok 

wydrukowano krótkie wspomnienie o jego życiu i karierze w służbie rządu brytyjskiego.  

Fiona  przeczytała  wszystko  z  głębokim  wzruszeniem.  W  kilka  minut  później 

zapowiedziano  jej  lot.  Wsiadła  do  samolotu  i  westchnęła  z  ulgą,  kiedy  miasto  zniknęło  pod 
nią w ciemności. Bez żalu opuszczała Nowy Jork.  

Czuła, że w jej życiu zaczyna się nowy rozdział. I była zadowolona, że zostawia za sobą 

przeszłość.  

W  siedem  godzin  później  Fiona  wylądowała  na  Orły.  Po  odprawie  celnej  weszła  przez 

automatyczne drzwi do poczekalni.  

O swoim przybyciu powiadomiła telegraficznie wuja Edwarda, ale nie miała pojęcia, czy 

telegram  dotarł  do  niego  na  czas.  Postanowiła  zaczekać  dziesięć  minut.  Ale  to  nie  było 

konieczne.  Jakaś  dłoń  dotknęła  jej  ramienia,  a  kiedy  Fiona  się  obróciła,  ujrzała  przed  sobą 
miłą, uśmiechniętą twarz wuja.  

– Fiona. – Uściskali się serdecznie.  
–  Wujku  Edwardzie,  tak  się  cieszę,  że  po  mnie  wyszedłeś.  –  Fiona  naprawdę  była 

szczęśliwa, że go widzi. Był to jedyny bliski krewny jej ojca, i zawszą bardzo go lubiła.  

–  Wyglądasz  cudownie,  Fiona,  po  prostu  oszałamiająco.  –  Jego  spojrzenie  spoczęło  na 

niej z uznaniem.  

–  Bardzo  ci  dziękuję  – odparła  Fiona.  W  ogóle  nie  myślała  o  swoim  wyglądzie,  ubrała 

więc stare dżinsy i bawełniany T-shirt, który akurat wpadł jej w ręce. Nie miała makijażu.  

– Zachwycająco,  absolutnie zachwycająco – mówił dalej wuj Edward. – Nie widziałem 

ciebie już od dwóch lat. Wyrosłaś na piękną kobietę.  

–  Proszę,  przestań,  wujku  Edwardzie.  Wprawiasz  mnie  w  zakłopotanie.  –  Fiona 

zarumieniła się.  

–  Pozwól,  że  wezmę  twój  bagaż  –  powiedział  Edward,  po  czym  zaprowadził  ją  na 

parking, gdzie wsiedli do jego starego peugeota.  

W drodze z Orły do Paryża Edward powiedział, że jej ojciec odszedł cicho i bez bólu.  
– Już od kilku tygodni wiedzieliśmy, że śmierć jest blisko – ciągnął dalej. – Charles miał 

ciężkie przeziębienie.  

– Dlaczego nikt mnie nie zawiadomił? – Fiona czuła się dotknięta.  

background image

–  On  tego  nie  chciał.  Wiesz  przecież,  jakie  to  było  dla  niego  ważne,  żebyś  mogła  żyć 

swoim  własnym  życiem.  Przeprowadziłem  się  do  jego  mieszkania,  i  ostatnie  tygodnie 
spędziliśmy razem, rozmawialiśmy o dawnych czasach i od wielu już lat tak bardzo się nie 
śmialiśmy.  

– A Juliette? – spytała Fiona.  
– Była bardzo uprzejmą, miłą gospodynią – o ile w ogóle była w domu.  
– Co to znaczy? 
– Myślę, że tak chciał twój ojciec. „To żadna przyjemność pielęgnować starego, obłożnie 

chorego człowieka, kiedy gdzie indziej można się przyjemnie zabawić”,  mawiał twój ojciec. 
Nigdy jej nie pytał, gdzie wychodzi.  

– Ta kobieta... – Fiona była wściekła.  
– Nic jej nie możesz zarzucić – próbował załagodzić Edward. – Ona wciąż jest młoda i 

bardzo atrakcyjna. Sama o tym wiesz.  

– Ale ona była jego żoną. – Fiona niemal czuła, jak te słowa więzną jej w gardle.  
– Och, ona wszystko z góry zaplanowała. Żeniąc się z nią, Charles wiedział, że długo już 

nie  pożyje.  Teraz  krąży  pogłoska,  że  pewna  wysoko  postawiona  osobistość  czyni  poważne 
starania o jej rękę i czeka, aż Juliette będzie mogła za niego wyjść.  

– Czy to jest ktoś, kogo znam? – spytała Fiona.  
– Być może, zobaczymy. – Edward skręcił z Boulevard des Invalides na rue Babylonne.  
Fiona  tak  bardzo  skoncentrowała  się  na  rozmowie  z  wujem,  że  w  ogóle  nie  zwracała 

uwagi  na  otoczenie.  Kiedy  teraz  samochód  zatrzymał  się  przed  cudowną  chińską  pagodą, 
stojącą  naprzeciw  jej  domu,  wspomnienia  ogarnęły  ją  z  gwałtowną  siłą.  Ulica,  na  której 
wyrosła, platany, kasztanowce, znajome tabliczki z nazwami ulic, piekarnia na rogu. Była u 
siebie! Dom znajdował się w jednej z najwytworniejszych dzielnic Paryża. Większość rodzin, 
które  tu  mieszkały,  od  wielu  pokoleń  była  ściśle  związana  z  najwyższymi  kręgami 
rządowymi.  

Na zewnątrz domy nie robiły aż tak wielkiego wrażenia. Zwykły przechodzień nigdy by 

nie uwierzył, że za tymi niepozornymi fasadami i skromnymi ogródkami kryły się najstarsze i 
najkosztowniej wyposażone mieszkania w całym mieście.  

Fiona  weszła  za  wujem  do  niewielkiej  oszklonej  windy,  która  zawiozła  ich  na  czwarte 

piętro.  

Przy drzwiach oczekiwała na nich atrakcyjna blondynka o bladoniebieskich oczach.  
Juliette miała na sobie skromny lniany kostium. Fryzura była starannie ułożona, a makijaż 

dyskretny. Uśmiechnęła się do Fiony, ukazując olśniewająco białe zęby.  

– Hallo, Juliette – powiedziała Fiona, starając się utrafic w możliwie najbardziej obojętny 

ton. Uścisnęła dłoń macochy.  

–  Wyglądasz  fantastycznie  –  stwierdziła  Juliette,  wyraźnie  oczekując  podobnego 

komplementu.  

– To miłe, że to mówisz, ale ty również doskonale wyglądasz – odrzekła Fiona, żeby jej 

nie rozczarować. Juliette rozpromieniła się.  

Zapadło  ciężkie  milczenie.  Edward,  który  przez  cały  czas  stał  za  nimi,  wciąż  jeszcze 

background image

trzymając walizki Fiony, chrząknął.  

– Och, wybacz! – Juliette przytrzymała otwarte drzwi, zapraszając ich szerokim gestem 

do mieszkania.  

Fionę  rozgniewał  ten  pretensjonalny  gest.  Pospiesznie  ruszyła  w  kierunku  swojego 

dawnego pokoju, chcąc się skryć w czterech ścianach.  

– Nie wchodź tam, proszę – powiedziała Juliette.  
– Dlaczego? To przecież mój pokój...  
– To był twój pokój, gdy byłaś jeszcze dzieckiem. Jednak teraz, kiedy jesteś już dorosła, 

uważałam za stosowne przeznaczyć dla ciebie inny. Pozwoliłam sobie przenieść twoje rzeczy 
do dawnej biblioteki.  

„Pozwoliłaś sobie”, pomyślała z sarkazmem Fiona. Głośno jednak powiedziała: – A co z 

moim pokojem? 

– Teraz jest używany jako pokój gościnny.  
– Ale przecież mamy już pokój gościnny.  
– Tak. – Juliette zaczęła się niecierpliwić. – Mieszka w nim twój wuj Edward.  
– A dlaczego w takim razie nie mogę pójść do mojego pokoju? 
– Mamy dwóch gości.  
–  Dwóch?  Kto  tu  jeszcze  jest?  –  spytała  Fiona  zupełnie  zdezorientowana  tą  nową 

sytuacją.  

Fiona  i  Juliette  stały  rozgniewane  naprzeciw  siebie  w  długim  korytarzu  przed  pokojem 

Fiony, gdy nagle otworzyły się drzwi. Z pokoju wyszedł szczupły mężczyzna. Był to Philippe 

de la Roche.  

Fiona  stanęła  jak  wryta.  Nie  dowierzała  własnym  oczom.  Tęskniła  za  nim,  od  kiedy 

wyszła  z  hotelu  Plaża.  Ale  to  uczucie  natychmiast  zostało  zmyte  falą  wściekłości  i 
zmieszania.  

Philippe zbliżył się do niej i rozłożył ramiona. – Fiona, ma petite – rzekł serdecznie.  
Fiona uśmiechnęła się i już miała zamiar paść mu w ramiona, jak to robiła niegdyś. Potem 

jednak przypomniała sobie aroganckiego mężczyznę spotkanego w Nowym Jorku.  

Wyglądało to tak, jakby chodziło o dwóch różnych ludzi. Fiona z trudem zbierała myśli. 

W końcu zrozumiała w czym rzecz, co jeszcze bardziej wzmogło jej wściekłość.  

Philippe  musiał  ją  jednak  w  Nowym  Jorku  rozpoznać.  Dlaczego  więc  kontynuował  tę 

zabawę?  Czyżby  naprawdę  wierzył,  że  ona  tak  po  prostu  może  zapomnieć  o  tych 
upokorzeniach i paść mu w ramiona? 

Ten człowiek jest jeszcze bardziej arogancki niż tamten w Nowym Jorku, pomyślała.  
– Cóż to? Nie pocałujesz mnie? – spytał z udawanym bólem.  
– Chyba przypominasz sobie Philippe’a, mężczyznę, w którym jako dziecko tak bardzo 

byłaś zakochana – wtrąciła się ze śmiechem Juliette.  

Fiona  nie  miała  nawet  czasu,  żeby  poczuć  zakłopotanie.  Zastanawiała  się,  czy  inni 

wiedzą,  że  spotkała  Philippe’a  w  Nowym  Jorku.  Ale  coś  jej  mówiło,  że  nie  mieli  o  tym 
pojęcia.  Czekała  na  jakiś  znak  Philippe’a,  lecz  jego  brązowe  oczy  patrzyły  na  nią  z 
całkowitym spokojem.  

background image

–  Jeśli  Mahomet  nie  przyjdzie  do  góry,  to  góra  przyjdzie  do  Mahometa  –  zażartował 

Philippe. Chwycił Fionę, podniósł ją do góry i pocałował w usta.  

– Puść mnie! – krzyknęła gniewnie, ledwie łapiąc oddech.  
– Ależ doprawdy, Philippe! Fiona jest już dorosła. Nie możesz jej traktować jak dziecka. 

– Juliette przyglądała się swojej pasierbicy z mieszaniną zazdrości i wyniosłości. – Ona jest 
samodzielna i wie, czego chce.  

– W to nie wątpię – stwierdził Philippe, przy czym Fiona odniosła wrażenie, że do niej 

mrugnął, ale w ciemnym korytarzu nie mogła być tego całkiem pewna.  

–  Ma  własne  mieszkanie  w  Nowym  Jorku,  gdzie  jest  zdana  na  samą  siebie.  Jesteś 

fotomodelką,  prawda,  moja  droga?  –  szczebiotała  dalej  Juliette.  Fiona  milcząco  skinęła 
głową.  

–  Fotomodelką?  –  powtórzył  Philippe.  –  Jakież  to  interesujące.  Czy  ta  praca  daje  ci 

zadowolenie? 

–  Najczęściej  tak.  Choć  zdarzają  się  wyjątki.  –  Fiona  nie  potrafiła  jeszcze  przejrzeć 

zamiarów Philippe’a, ale była zdecydowana nie dać się wytrącić z równowagi.  

– Dlaczego nie pozwolicie, żeby Fiona poszła do swojego pokoju i trochę się odświeżyła. 

Zaraz potem moglibyśmy coś zjeść. Umieram z głodu – stwierdził Edward.  

–  Słusznie  –  powiedział  Philippe,  przepuszczając  obok  siebie  Fionę,  która  wprawdzie 

rzuciła  mu  rozwścieczone  spojrzenie,  ale  jej  serce  biło  jak  szalone.  Zrobiła  dwa  kroki  w 
kierunku swojego pokoju.  

– Nie tędy. Chyba że zamierzasz złożyć mi wizytę. Teraz ja tam mieszkam. – Philippe 

zaśmiał się cicho.  

Fiona  obróciła  się  na  pięcie  i  z  wysoko  podniesioną  głową  poszła  do  swojego  nowego 

pokoju.  

Co  za  bezczelność,  pomyślała.  Ośmiela  się  mną  komenderować  w  moim  własnym 

mieszkaniu.  I  wydaje  mu  się,  że  już  zapomniałam,  jak  się  zachował  w  Nowym  Jorku.  Nie! 

Nigdy! 

Fiona  właśnie  się  rozpakowywała,  kiedy  rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Ku  swojemu 

zaskoczeniu ujrzała Juliette.  

– Mogę wejść? 
– Naturalnie. Nie musisz się tak uprzejmie pytać, to przecież twoje mieszkanie.  
Juliette spojrzała na nią urażona.  
– Czy my właściwie zawsze musimy się kłócić? Czy nie możemy zostać przyjaciółkami? 
Fiona  była  zaskoczona  tym  łagodnym  i  przyjaznym  tonem.  Przyglądając  się  jej  bliżej, 

odkryła  w  Juliette  ów  wyraz  serdeczności,  który  zawsze  oznaczał,  że  oczekuje  jakiejś 
przysługi.  

– Oczywiście, że możemy zostać przyjaciółkami, Juliette. A co mogę dla ciebie zrobić? 
–  Skoro  już  tak  otwarcie  mnie  pytasz...  chciałam  cię  prosić,  żebyś  nie  traciła  czasu  na 

rozpakowywanie. Wkrótce wyjeżdżamy.  

– Wyjeżdżamy? – zdziwiła się Fiona.  
– Tak, wszyscy czworo, ty, Edward, ja i Philippe.  

background image

– Philippe? Co on ma z tym wspólnego? 
–  Był  tak  miły,  że  zaprosił  nas  wszystkich  do  swojej  posiadłości  na  południu  Francji, 

blisko  Nicei.  Pojedziemy  tam  mniej  więcej  w  tydzień  po  pogrzebie.  To  takie  straszne.  Od 
kiedy Charles nie żyje, prześladują nas reporterzy, a wszyscy, którzy kiedyś mieli z nim do 
czynienia,  czują  się  zobowiązani  zadzwonić  albo  wpaść.  Philippe  zaproponował  nam  swój 

dom  jako  schronienie,  pomyślałam  więc  sobie,  że  dobrze  by  nam  zrobiło,  gdybyśmy  latem 
wyjechali z Paryża.  

– To bardzo miło ze strony Philippe’a – powiedziała Fiona. – Ale nie rozumiem, co to ma 

wspólnego ze mną.  

– Musisz z nami pojechać – poprosiła Juliette.  
– Dlaczego? 
Juliette zaczerwieniła się.  
Ona coś przede mną ukrywa, pomyślała Fiona.  
– Dlaczego chcesz, żebym z wami pojechała? 
– To nie był mój pomysł, tylko Philippe’a.  
Fiona  miała  wrażenie,  że  Philippe  krył  się  za  wszystkim,  co  się  w  ostatnim  czasie 

zdarzyło. Wpatrzyła się badawczym wzrokiem w Juliette.  

Juliette  ociągała  się  z  odpowiedzią.  Wreszcie  wyznała:  –  Philippe  był  zdania,  że  tak 

będzie lepiej wyglądało, i trochę ukróci płotki, jeśli cała rodzina wyjedzie razem.  

– Plotki? Na jaki temat? 
–  O  nas.  O  mnie  i  o  Philippie  –  Juliette  udała  zaskoczoną.  –  Czyżbyś  nic  o  tym  nie 

wiedziała? 

To  wyjaśnienie  spadło  na  Fionę  jak  grom  z  jasnego  nieba.  Teraz  znów  przyszło  jej  do 

głowy,  że  wuj  Edward  mówił  o  kimś,  kto  ma  poważne  zamiary  wobec  Juliette.  Aż  nazbyt 
dobrze  pamiętała  również  o  diamentowym  pierścionku  od  Tiffany’ego,  jak  też  o  tym,  że 
Juliette nosiła ubrania tego samego rozmiaru.  

Wzięła się jednak w garść i odpowiedziała: – Nie, nie wiedziałam o tym.  
–  Cały  Paryż  o  tym  mówi.  To  jeszcze  jeden  powód,  żeby  stąd  wyjechać.  Poza  tym  nie 

wyglądałoby zbyt dobrze, gdyby tak krótko po śmierci mojego męża Philippe zaprosił mnie 
samą na południe Francji.  

– Pewnie powinnam ci pogratulować? – spytała z goryczą Fiona.  
–  O,  nie,  to  jeszcze  nie  jest  oficjalne.  Philippe  nawet  mi  się  jeszcze  nie  oświadczył. 

Pojedziesz z nami, prawda? – Juliette popatrzyła na nią z nadzieją.  

– Wydaje mi się, że nie mam wielkiego wyboru.  
–  Dziękuję.  Jesteś  prawdziwym  skarbem.  –  Juliette  szybko  pocałowała  ją  w  policzek  i 

wybiegła z pokoju.  

Fiona rzuciła się na łóżko. Juliette i Philippe. Te słowa bez ustanku huczały w jej głowie.  
Juliette  była  dla  Philippe’a  doskonałą  partnerką.  Pochodziła  z  dobrej  rodziny,  świetnie 

wyglądała,  miała  znakomity  gust  oraz  nienaganne  maniery  i  pewność  siebie.  Stojąc  u  jego 
boku przydawałaby mu blasku.  

Fiona  wtuliła  twarz  w  poduszkę.  Philippe  zlecił  jej  kupno  zaręczynowego  pierścionka. 

background image

Cóż za podłość.  

Ale  może  to  było  jego  specyficzne  poczucie  humoru.  Choć  to  jakoś  do  niego  nie 

pasowało.  

Fiona  podeszła  do  okna  i  wyjrzała  na  zewnątrz.  Ulica  była  spokojna  i  pusta.  Tylko  od 

czasu do czasu przejeżdżało jakieś auto.  

Widziała piękną chińską pagodę, która służyła jako restauracja i kino. Jaskrawoczerwone 

i złote kwiaty okalały wejście do pawilonu ogrodowego.  

Fiona przypomniała sobie, jakie magiczne wrażenie robiła na niej kiedyś ta budowla. Był 

to  jej  zamek  z  bajki,  do  którego  zawiódł  ją  dzielny  książę.  Ale  mężczyzna,  który  w  jej 
marzeniach odgrywał tę rolę, miał inną księżniczkę.  

Duża łza spłynęła jej po policzku. Fiona nie wiedziała, jak długo już tak stoi, wpatrzona w 

dal i pogrążona w myślach.  

Otwarcie drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Do pokoju wszedł Philippe i ujął jej ręce.  
Fiona  wzdrygnęła  się  pod  wpływem  tego  nagłego  dotknięcia.  Potem  się  rozluźniła. 

Philippe czule spojrzał jej w oczy. Ostrożnie dotknął palcami jej wilgotnego policzka.  

– Płakałaś? – spytał zaskoczony.  
– Nie, nie płakałam. Coś mi wpadło do oka! 
– Nie musisz się tego wstydzić. To musiał być dla ciebie wielki wstrząs.  
Przez  moment  Fiona  nie  mogła  zrozumieć,  p  czym  Philippe  mówi.  Kiedy  to  sobie 

wreszcie uświadomiła, poczuła zawstydzenie.  

– Jeśli to cię pocieszy,  mogę cię zapewnić, że umarł  jako szczęśliwy człowiek, z dumą 

spoglądający wstecz na swoje spełnione życie i udaną karierę.  

– Skąd o tym wiesz? – spytała ze zdziwieniem Fiona.  
– Widziałem go na tydzień przed śmiercią. Wiedział, że zbliża się kres jego życia i chciał 

ze mną porozmawiać.  

– W Nowym Jorku nic mi o tym nie powiedziałeś! – Fiona była wzburzona.  
– Musiałem mu przyrzec, że będę milczał. Próbowałem go przekonać, że powinnaś się z 

nim  jeszcze  raz  zobaczyć.  Ale  on  tego  nie  chciał.  Pragnął,  żebyś  zachowała  go  w  pamięci 
jako  szczęśliwego  i  zdrowego  człowieka.  Ale  napisał  list  i  prosił,  żebym  ci  go  wręczył  w 
stosownym czasie.  

– W stosownym czasie? 
– Jako zarządca jego majątku zamierzam ściśle trzymać się jego wskazówek.  
– Ty jesteś wykonawcą testamentu? A co z Juliette? 
– Wszystko zostało ustalone przed ich ślubem. Charles był wobec niej bardzo hojny, ale 

nigdy  nie  było  dyskusji  o  spadkobiercach.  Chciał,  żeby  wszystko  przypadło  tobie,  kiedy 
skończysz dwadzieścia jeden lat. Tak więc za dwa miesiące cały majątek będzie należał  do 
ciebie. Charles wiedział, że może być spokojny, oddając całą sprawę w moje ręce.  

– A co z wujem Edwardem? Dlaczego on nie mógł się tego podjąć? 
– Ponieważ nie jest obywatelem francuskim, mogłyby wyniknąć skomplikowane sytuacje 

prawne.  

–  Czy  to  ma  znaczyć  –  spytała  z  niedowierzaniem  Fiona  –  że  przez  następne  dwa 

background image

miesiące będziesz moim opiekunem? 

– Tylko z nazwy – zapewnił ją Philippe. – Gdybyś jednak zamierzała poczynić w swoim 

życiu jakieś zmiany, na przykład wyjść za mąż, to uważam za oczywiste, że musisz otrzymać 
moją  zgodę.  –  Philippe  uśmiechnął  się.  –  Lubię  te  stare  zwyczaje,  choć  w  dzisiejszych 
czasach zaczynają powoli zanikać.  

–  Otrzymać  twoją  zgodę?  Zrobię,  co  zechcę.  Nie  pozwolę  sobie  niczego  narzucać!  Nie 

żyjemy w średniowieczu! – Fiona przestała nad sobą panować.  

Zapomniała,  że  mężczyzna,  którego  kochała,  był  tym  samym,  przeciwko  któremu  teraz 

się zbuntowała.  

–  Nadal  masz  tyle  swobody,  co  dawniej.  Jesteśmy  zainteresowani  tylko  twoją 

pomyślnością.  Teraz  wiesz  już  wszystko,  co  powinnaś  wiedzieć.  Dlaczego  nie  przebierzesz 
się, żebyśmy mogli pójść do restauracji? 

Zupełnie  pogrążona  w  myślach,  Fiona  podeszła  do  szafy  z  ubraniami,  w  której  właśnie 

powiesiła  swoje  rzeczy.  Zdążyła  już  rozpiąć  górne  guziki  swojej  bluzeczki,  kiedy 
uświadomiła sobie, że Philippe wciąż jeszcze jest w pokoju.  

Leżał na jej łóżku, wsparłszy głowę na ręce, i przyglądał się jej. W jego oczach pojawiły 

się błyski rozbawienia.  

Fiona wzięła się pod boki. – Czy nie masz zamiaru stąd wyjść? 
– A powinienem? – spytał wyzywająco.  
– Tak, powinieneś! – odparła zdecydowanie Fiona. – To mój pokój, mam w końcu prawo 

do pewnej intymności. Co byś powiedział, gdybym wpadła do twojego pokoju, a ty byś się w 
tym czasie rozbierał? 

– Byłbym wprost zachwycony. Zostawię moje drzwi otwarte w nadziei, że tak właśnie się 

stanie.  

–  Bardzo  dowcipne  –  syknęła  Fiona  oblewając  się  rumieńcem.  Wyobraziła  sobie 

Philippe’a, jak stoi przed nią opalony na brąz, nagi i dumny.  

Natychmiast odpędziła tę myśl, żeby móc sobie poradzić z obecną sytuacją.  
– Jeśli nie zechcesz opuścić mojego pokoju, to zrobię scenę i zawołam Juliette.  
Fiona od razu pożałowała tej uwagi, ale było już za późno.  
– Juliette? – spytał rozbawiony Philippe. – A cóż ona ma do tego? – Zanim Fiona zdołała 

mu przerwać, dorzucił: – Myślałem, że po naszym intymnym spotkaniu w Nowym Jorku nie 
będziesz już miała nic przeciw temu, żeby pokazać mi się w biustonoszu i majteczkach. Nie 
zapominaj, że demonstrowałaś mi kostium kąpielowy, nie wspominając już o innych, bardziej 
odsłaniających niż zasłaniających ciuszkach.  

Sposób,  w  jaki  Philippe  mówił  o  biustonoszu  i  majteczkach,  sprawił,  że  miała  takie 

uczucie, jakby stała przed nim zupełnie naga.  

–  Nasze  „intymne”  spotkanie  –  wyjaśniła  chłodno  –  odbyło  się  w  Nowym  Jorku  w 

całkowicie  odmiennych  okolicznościach.  –  Obrzuciła  go  niechętnym  spojrzeniem.  –  Teraz 
jesteśmy w Paryżu i byłabym ci bardzo wdzięczna, gdybyś zostawił mnie samą, żebym mogła 
się przebrać do kolacji.  

– Nie musisz tyle mówić, ma petite, przyszykuj się, ale zrób to szybko, bo jestem głodny.  

background image

Philippe  ruszył  w  stronę  drzwi.  Rozzłoszczona  tą  bezczelnością  Fiona  chwyciła 

najbliższy  przedmiot,  jaki  wpadł  jej  w  rękę,  niewielką  książkę,  i  rzuciła  w  niego.  Philippe 
roześmiał  się  i  szybko  zamknął  drzwi.  Książka  spadła  na  podłogę,  a  Fiona  z  wściekłości 
zacisnęła pięści.  

Jedli  w  niewielkiej  restauracji  w  sąsiedztwie,  gdzie  od  wielu  lat  byli  stałymi  gośćmi. 

Każda potrawa została przygotowana specjalnie dla nich. Obsługa była dyskretna.  

Edward  i  Fiona  siedzieli  po  jednej,  Philippe  i Juliette  po  drugiej  stronie  stołu.  Paliła  się 

mała żółta świeca. W wazonie stały świeże kwiaty.  

W  całej  sali  panował  klimat  dyskretnej  elegancji.  Rozmowa  potoczyła  się  w  sposób 

uprzejmy,  ale  powierzchowny.  Unikali  najważniejszych  tematów,  i  każdy  starał  się  o 

podtrzymanie nastroju harmonii.  

Wuj Edward opowiadał zabawne historie i anegdoty, doprowadzając wszystkich troje do 

śmiechu.  

Fiona piła dużo wina i chłonęła tę swobodną atmosferę. Ale nie mogła nie zauważyć, że 

Juliette objęła ramieniem  Philippe’a, jakby był  jej własnością, i  oparła  się o niego, żeby  co 
chwila coś mu szeptać do ucha. Ta scena prześladowała ją później nawet we śnie.  

background image

 

Do  zaplanowanej  podróży  na  południe  Francji  pozostało  tylko  parę  godzin.  Fiona 

postanowiła pójść jeszcze na spacer.  

Szła  powoli  w  górę  szerokiego  Boulevard  des  Invalides,  trzymając  się  cienia  drzew, 

chroniących przed palącym słońcem lata.  

Nie  miała  określonego  celu,  nagle  jednak  znalazła  się  przy  Ecole  Militaire,  położonej 

naprzeciw muzeum Rodina.  

Jako  młoda  dziewczyna  w  upalne  dni  lata  chętnie  zatrzymywała  się  w  chłodzie 

muzealnego ogrodu, i dzisiaj naszła ją ochota, żeby to zrobić jeszcze raz.  

Minęła  bramę  i  weszła  do  muzeum,  gdzie  w  salach  i  w  ogrodzie  znajdowały  się  dzieła 

wielkiego rzeźbiarza.  

Pierwszą  rzeźbą,  na  którą  padł  jej  wzrok,  był  pomnik  Balzaca,  który  Rodin  poświęcił 

wielkiemu pisarzowi.  

Fiona z podziwem oglądała potężną statuę. Kiedy jeszcze chodziła do szkoły we Francji, 

Balzac  był  jej  ulubionym  pisarzem.  Przeczytała  wszystkie  jego  książki,  nawet  pierwsze 
nieznane  powieści,  jakie  napisał  pod  pseudonimem,  żeby  zarobić  pieniądze.  Głęboko 
poruszyła ją szeroka, otwarta i szczera twarz pisarza, na której malował się cień melancholii.  

Weszła do parku, gdzie znajdował się mały staw. Fiona przysiadła na ławce i przyglądała 

się małej dziewczynce z zielonym wiaderkiem i w różowym kapelusiku, która bawiła się w 
piaskownicy. Nie opodal, z lewej strony, zobaczyła słynną rzeźbę Rodina „Pocałunek”.  

Przypomniała  sobie,  jak  to  pewnego  letniego  dnia,  będąc  jeszcze  małą  dziewczynką, 

odkryła ją po raz pierwszy. Była jeszcze zbyt młoda, żeby zrozumieć jej znaczenie, ale dzieło 
zrobiło na niej dziwnie podniecające wrażenie.  

Całymi  godzinami  przyglądała  się  tej  parze,  biegała  wokół  rzeźby  i  w  końcu 

wykorzystała moment, kiedy strażnik nie patrzył w tę stronę, żeby wsunąć się pomiędzy dwie 
postacie  i  dotknąć  ich.  Przez  chwilę  miała  wrażenie,  że  w  jakiś  sposób  uczestniczy  w 
intymnym zetknięciu postaci.  

Realizm figur Rodina zawsze robił na niej wielkie wrażenie.  
Fiona  zarumieniła  się,  przypominając  sobie,  że  dwie  rzeźby,  „Cień”  i  „Epoka  brązu”, 

stanowiły dla niej pierwszą lekcję poglądową męskiej anatomii.  

Spoglądając na zegarek, Fiona stwierdziła, że musi się pospieszyć.  
Kiedy dotarła na rue Babylonne, wszyscy już niecierpliwie na nią czekali. Przeprosiła za 

spóźnienie i szybko się przebrała.  

Nie miała już czasu na prysznic, przemyła więc zimną wodą twarz i ramiona, zaczesała 

włosy do tyłu i po krótkim spojrzeniu w lustro zdecydowała się upiąć je w węzeł. Przy tym 
upale tak będzie najwygodniej podczas długiej podróży na południe. Potem szybko włożyła 
jasnoniebieski opalacz, dżinsy i białe sandałki na wysokich obcasach. W pośpiechu pozbierała 

swoje rzeczy.  

– Do licha! – Wuj Edward gwizdnął cicho na widok Fiony. – Już widzę, że będę musiał 

background image

na ciebie uważać.  

Wszyscy mężczyźni z Nicei ustawią się przed domem w kolejce.  
–  Do  tego  Philippe  nie  potrzebuje  Fiony.  Już  od  lat  przed  jego  drzwiami  wystają 

wielbiciele – wtrąciła się Juliette, po czym zwróciła się do Philippe’a. – Czyż nie tak? 

Philippe nie mógł oderwać wzroku od Fiony.  
–  To  odnosi  się  bardziej  do  domu  niż  do  mnie.  Na  Riwierze  nie  ma  zbyt  wielu 

zameczków z XVIII wieku.  

– Philippe – skarciła go Juliette – ta skromność w ogóle do ciebie nie pasuje. Co ci się 

stało? 

Philippe zmusił  się, żeby  wysłuchać Juliette. – Już dobrze – odpowiedział. – Myślałem 

oczywiście o tego rodzaju ciekawskich.  

–  Te  dwie  piękne  kobiety  będą  cię  kosztowały  sporo  zachodu  –  wtrącił  wuj  Edward.  – 

Pewnie wydasz jakieś przyjęcie na ich cześć, mam rację? 

Philippe uśmiechnął się. – Muszę wyznać, że już o tym pomyślałem.  
– Co? Przyjęcie! – zawołała Juliette. – Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? 

Mogłabym sobie jeszcze kupić jakąś sukienkę.  

Fiona  spojrzała  na  liczne,  ułożone  jedne  na  drugich  walizki  Juliette,  ale  nic  nie 

powiedziała.  

– Jestem pewny – stwierdził Philippe, również spoglądając na bagaże – że znajdziesz coś 

stosownego na tę okazję. A jeśli nie, to coś ci kupimy. Wprawdzie Nicea to nie Paryż, ale tam 
też są eleganckie sklepy.  

–  Dobry  pomysł  –  stwierdziła  z  ulgą  Juliette.  –  W  takim  razie  zaraz  po  przyjeździe 

wybiorę się na zakupy. Fiona, pójdziesz ze mną, prawda? Philippe nienawidzi chodzenia po 
sklepach, nawet gdy chodzi o jego ubrania.  

– Wiem coś o tym – bąknęła pod nosem Fiona, po czym  głośno dodała: – Oczywiście, 

Juliette. Chętnie dotrzymam ci towarzystwa.  

– Jeśli nadal będziemy tu tak wystawać i gadać, to nigdy nie dotrzemy do Nicei – zawołał 

Edward. – To długa podróż, powinniśmy zatem już ruszać.  

Wszyscy  przytaknęli  i  każdy  wziął  swój  bagaż.  Fiona  zauważyła,  z  jaką  lekkością 

Philippe niósł jej walizki, po dwie w jednej ręce, jakby to były paczki z jedzeniem na piknik.  

Zdecydowała,  że  on  jednak  do  czegoś  się  przydaje.  Ale  szybko  zmieniła  zdanie,  kiedy 

wsiedli do jego wozu, pięknego srebrnego rollsroyce’a.  

Był to  luksusowy  wóz, pozwalający odbyć dziesięciogodzinną podróż w  komfortowych 

warunkach. Miękkie skórzane siedzenia zapowiadały przyjemną jazdę.  

Kiedy jednak Fiona zobaczyła, że Philippe zasiada za kierownicą, trochę się zaniepokoiła. 

Wyglądał  jak  kierowca  wyścigowy,  przymierzający  się  do  zdobycia  Grand  Prix.  Jej  obawy 
jeszcze wzrosły, kiedy ruszył z dużą prędkością i w szalonym pędzie pomknął przez bulwar.  

– Myślałam, że masz szofera – powiedziała zwracając się do Philippe’a.  
– Ależ mam, tyle że do jeżdżenia po mieście. Tę podróż chciałem odbyć sam. To moja 

ulubiona trasa, i chcę się przekonać, czy uda mi się pobić mój własny rekord.  

Juliette zwróciła głowę ku Fionie.  

background image

– Nie przejmuj się. Philippe jest tylko sfrustrowanym kierowcą amatorem. W ubiegłym 

roku nie zakwalifikował się do wyścigów Grand Prix, i do dzisiaj nie może tego przeboleć. 
Potrafi  jednak  znakomicie  prowadzić.  –  Przy  ostatnich  słowach  lekko  dotknęła  ramienia 
Philippe’a.  

Jedyną  reakcją  Philippe’a  na  tę  uwagę  było  dociśnięcie  pedału  gazu  i  wyprzedzenie 

dwóch innych wozów.  

Fiona skuliła się nerwowo, ale wuj Edward położył  jej uspokajająco rękę na ramieniu  i 

przekonał ją, że powinna się wygodnie oprzeć i cieszyć przyjemną jazdą.  

Fiona  czuła  się  pewnie,  dopóki  nie  spoglądała  na  licznik.  Samochód  toczył  się  tak 

spokojnie,  siedzenie  było  tak  wygodne,  że  niemal  można  było  zapomnieć  o  szalonej 
szybkości.  

Niekiedy  jej  spojrzenie  zatrzymywało  się  na  lusterku  wstecznym,  a  wówczas  ze 

zdumieniem stwierdzała, że wzrok Philippe’a niezmiennie skierowany jest na nią.  

Po  czterech  godzinach  zrobili  przerwę  i  zjedli  posiłek  w  trzygwiazdkowej  restauracji. 

Potem ruszyli dalej.  

Lyon  leżał  już  za  nimi  i  otoczenie  zaczęło  się  zmieniać.  Fiona  opuściła  szybę,  żeby 

odetchnąć  ciepłym,  wonnym  powietrzem.  Było  już  prawie  ciemno,  lecz  w  oddali  dało  się 
jeszcze dostrzec góry. Zbliżali się do Nicei. W powietrzu wyczuwało się już pobliskie morze. 
W  chwilę  później  samochód  wjechał  na  krętą  drogę  wiodącą  wzdłuż  wybrzeża.  Byli  na 
francuskiej Riwierze! 

Nicea  położona  jest  u  ujścia  rzeki  Paillon,  na  północnym  krańcu  Baie  des  Anges. 

Historyczne  centrum  miasta  stanowi  wzgórze  z  piaskowca,  na  którym  kiedyś  stał  warowny 

zamek.  Na  południowym  zachodzie  wznosi  się  pochodząca  z  V  wieku  wieża,  nazywana 
„Tour Belanda”. Stare miasto rozciąga się wzdłuż zachodniego łańcucha wzgórz. Założona w 
XVII  wieku  część  miasta  znajduje  się  nieco  dalej  na  zachód  na  Paillon.  Od  północnego 
wschodu i północnego zachodu otacza je nowa Nicea.  

Philippe  mieszkał  w  starej  części  miasta.  Siedziba  jego  rodu  nawet  w  nocy  robiła 

imponujące  wrażenie.  Podobny  do  zamku  dom  stał  na  lekkim  wzniesieniu,  oferując 
zapierający dech w piersiach widok na Morze Śródziemne.  

Fiona miała wrażenie, że została przeniesiona o kilka stuleci w przeszłość. Dwaj służący 

w  czerwonych  uniformach  wyszli  im  naprzeciw,  żeby  otworzyć  przed  nimi  drzwi  i  zabrać 
bagaże.  Była  zdumiona,  ujrzawszy  obszerny,  wyłożony  dywanami  hall.  Philippe  wyjaśnił 
służącym, gdzie mają umieścić gości.  

Fiona i Juliette zostały zaprowadzone na drugie piętro w zachodnim skrzydle. Fiona miała 

uczucie,  jakby  szła  przez  muzeum.  Na  ścianach  wisiały  cudowne  stare  portrety.  Pod  nimi 
stały pokryte złotymi zdobieniami sofy i krzesła.  

Fiona powiedziała Juliette dobranoc, po czym każda poszła w przeciwnym kierunku.  
Służący, który towarzyszył Fionie, nazywał się Claude. Zapytał, czy może jej jeszcze coś 

przynieść.  Fiona  potrząsnęła  głową.  Obejrzała  wysokie  pomieszczenie  z  oknami 
wychodzącymi  na  południe.  Służący  ponownie  jej  przypomniał,  że  wystarczy  zadzwonić, 
gdyby czegoś potrzebowała.  

background image

Fiona podziękowała, i kiedy Claude zamknął za sobą drzwi, wyczerpana padła na łóżko.  
Obudził ją jaskrawy blask słońca. Wieczorem zapomniała o zaciągnięciu zasłon.  
Wstała z łóżka i wyszła na balkon.  
Był  wczesny  poranek  i  słońce  jeszcze  nie  osuszyło  rosy.  Głęboko  w  dole  Fiona  ujrzała 

błękitnie połyskujące wody Morza Śródziemnego.  

Długo przeszukiwała walizkę, aż w końcu znalazła to, czego szukała. Kostium kąpielowy. 

Włożyła go, zarzuciła na siebie płaszcz z frotte i zeszła na dół.  

W  domu  panowała  jeszcze  cisza,  tylko  z  kuchni  dobiegały  odgłosy  krzątaniny.  Fiona  z 

rozkoszą  wciągnęła  wspaniały  zapach  świeżo  upieczonego  chleba,  który  uderzył  ją  w 
nozdrza.  

Opuściła dom i zaczęła schodzić wąskimi schodami ku morzu.  
Potrzebowała  prawie  dwudziestu  minut,  żeby  do  niego  dotrzeć.  Wyglądając  wcześniej 

przez okno, miała wrażenie, że morze znajduje się tak blisko.  

Kiedy jednak Fiona zobaczyła biały piasek, musiała przyznać, że opłaciło się odbyć tak 

długą drogę.  

Zdjęła płaszcz kąpielowy i starannie ułożyła go na piasku. Potem rzuciła się w spienione 

fale.  Z początku woda wydała jej się zimna, ale płynęła dalej, aż jej ciało przyzwyczaiło się 

do tej temperatury.  

Nieco zdyszana położyła się w końcu na wodzie i wpatrzyła w rozjaśnione błękitne niebo. 

Pozwoliła się unosić falom, zamknęła oczy i rozluźniła się.  

Otworzywszy je ponownie, stwierdziła ze zdumieniem, że zniosło ją w głąb morza. Prąd 

był silniejszy niż myślała, i wyniósł ją kilkaset metrów od brzegu.  

Fiona  przewróciła  się  na  brzuch  i  wykonując  energiczne  ruchy  ramionami  popłynęła 

kraulem w kierunku brzegu.  

Wyszedłszy z wody, otrząsnęła włosy i usiadła na płaszczu kąpielowym.  
Potem ułożyła się na plecach i pozwoliła, by słońce osuszyło jej mokrą skórę.  
Kiedy  słońce  zbyt  mocno  zaczęło  przypiekać  jej  twarz,  przewróciła  się  na  brzuch. 

Rozwiązała tasiemki kostiumu.  

Przez chwilę pomyślała, żeby zdjąć górę i opalić się na piękny brąz. Jednak nie pozwoliła 

jej  na  to  nieśmiałość.  Wprawdzie  było  wątpliwe,  że  ktoś  mógłby  ją  zobaczyć  w  tym 
odludnym miejscu, ale nie chciała zdać się na przypadek.  

Fiona  leżała  w  ciepłym  porannym  słońcu  i  drzemała.  Nagle  wydało  jej  się,  że  jakaś 

chmura przesłoniła słońce. Obróciła się zdziwiona.  

Przed nią stał Philippe, jego wysoka postać rzucała długi cień na jej ciało.  
– Philippe? Co ty tu robisz? – spytała zaskoczona.  
Philippe przyjrzał  jej się przez moment. – Przyszedłem, żeby popływać. To moja mała, 

prywatna plaża, to znaczy: była moja do dzisiaj. Jak ją znalazłaś? 

–  Przez  przypadek.  To  niepowtarzalne  miejsce,  nie  ma  ludzi,  piasek  jest  biały,  a  woda 

spokojna...  

– Wiem o tym – stwierdził ironicznie Philippe.  
–  Nie  musisz  odgrywać  tutaj  ważnego  właściciela.  Mogę  sobie  pójść  gdzie  indziej  – 

background image

powiedziała Fiona, którą rozzłościł jego drwiący uśmiech.  

– Nie ma takiej potrzeby. Już ją odkryłaś, a poza tym – jego spojrzenie prześliznęło się po 

jej  półnagim  ciele  –  uważam,  że  to  miejsce  stanie  się  bardziej  interesujące,  kiedy  ty  tu 
będziesz.  

Fiona  osłaniała  oczy  przed  słońcem,  spoglądając  w  górę  na  Philippe’a.  Dopiero  teraz 

spostrzegła,  że  górna  część  jej  kostiumu  trochę  się  zsunęła.  Podciągnęła  go  pospiesznie  i 
drżącymi rękami starała się na nowo zawiązać tasiemki.  

– Pozwól, że ja to zrobię – rzekł Philippe, klękając obok niej.  
Nim  Fiona  zdążyła  zaprotestować,  Philippe  zawiązał  już  węzełek.  Poczuła  na  plecach 

jego chłodne palce i usłyszała jego głos: – Dostaniesz poparzenia słonecznego. Dziewczęta o 
jasnej karnacji nie powinny pierwszego dnia tak długo leżeć na słońcu.  

– Pogoda jest zbyt piękna, żeby siedzieć w domu – odparła Fiona.  
– W takim razie lepiej będzie, jeśli natrzesz się kremem.  
Philippe rozłożył swój ręcznik i sięgnął po plastykową tubkę.  
–  Połóż  się  na  brzuchu,  żebym  mógł  cię  natrzeć!  –  rzekł  rozkazującym  tonem.  Fiona 

przyjrzała  się  temu  ogromnemu  aroganckiemu  mężczyźnie  obok  siebie  i  pomyślała:  nawet 
kiedy stara się być uprzejmy, jego słowa brzmią jak rozkazy.  

Philippe  miał  ciemnobrązową  opaleniznę.  Jego  ciało  było  jeszcze  bardziej  umięśnione, 

niż  to  sobie  wyobrażała.  Ogromny  wzrost  nadawał  mu  wygląd  szczupły  i  giętki,  ale  teraz, 
kiedy nie miał na sobie ubrania, mogła się przekonać, jak znakomicie był zbudowany.  

Całe jego ciało, od silnego karku do mocnych ud i nóg, promieniowało siłą, która działała 

na nią zniewalająco.  

Dla  Fiony  Philippe  był  najbardziej  atrakcyjnym  mężczyzną,  jakiego  kiedykolwiek 

spotkała. Ale prędzej by umarła, niż wyznała to Philippe’owi.  

Posłusznie  przekręciła  się  na  brzuch.  Po  szorstkich  słowach  zaskoczyła  ją  czułość  jego 

dotyku. Fiona czuła, jak jego ręce masują i nacierają kremem jej plecy.  

To było cudowne. Krew szybciej popłynęła w jej żyłach. Ręce Philippe’a obudziły w niej 

nigdy do tej pory nie odczuwane pragnienie.  

Widocznie Philippe to wyczuł, gdyż jego ręce zaczęły badać jej ciało coraz intensywniej.  
On sobie wyobraża, że może mnie mieć tak łatwo, jak inne kobiety! Ta myśl gwałtownie 

przywróciła Fionie poczucie rzeczywistości. Obróciła się, żeby odepchnąć Philippe^.  

Ale  on  zupełnie  inaczej  zrozumiał  reakcję  Fiony.  Porwał  ją  w  ramiona.  Daremnie  się 

broniła. Nie zważając na jej opór, Philippe przywarł wargami do jej ust. Całował ją tak długo, 
aż ustąpiła i objęła go za szyję.  

Namiętnie  przywarł  do  niej  całym  ciałem.  Fiona  przestała  pytać,  przestała  myśleć  i 

spostrzegła, że staje się całkowicie bezwolna. Oboje porwała potężna fala uczuć.  

Całym  ciałem  wgniatał  ją  w  piasek.  Fiona  jęknęła  i  jeszcze  mocniej  przycisnęła  go  do 

siebie.  Już  była  gotowa  oddać  mu  się  do  końca,  nagle  jednak  zesztywniała  pod  wpływem 
pewnej myśli.  

Juliette! 
Philippe  podniósł  wzrok,  żeby  się  przekonać,  co  mogło  ją  tak  wystraszyć.  Ponieważ 

background image

jednak nic nie zauważył, znów chciał ją do siebie przytulić.  

– Nie dotykaj mnie, bo zacznę krzyczeć – rzekła Fiona. Odepchnęła go od siebie obiema 

rękami.  

Philippe usiadł. – Tutaj nikt cię nie usłyszy. Skąd ta nagła zmiana uczuć? 
Fiona  zaczerwieniła  się,  ale  próbowała  odzyskać  panowanie  nad  sobą.  Przyglądała  się 

temu niesamowicie atrakcyjnemu mężczyźnie siedzącemu obok niej.  

– To przez ciebie i ...  
– Przeze mnie? – wykrzyknął Philippe. – Czyżbym coś zrobił nie tak? Mógłbym przysiąc, 

że to ci się podobało. Poznałem dostatecznie dużo kobiet, żeby móc to ocenić! 

– O to chodzi! Ty i te twoje kobiety! Nie jestem kolejnym eksponatem w twojej kolekcji! 

– krzyknęła Fiona.  

Philippe był wściekły. W jego oczach pojawiły się gniewne błyski.  
– A więc o to chodzi. Czujesz się jak jedna z moich zdobyczy. Coś ci powiem, ma petite. 

Jesteś jeszcze bardzo młoda i musisz się wiele nauczyć.  

–  Przypuszczam,  że  chcesz  być  moim  nauczycielem.  –  Sarkazm  w  jej  głosie  miał  go 

sprowokować.  

– Jeśli nikt inny się tego nie podejmie, to tak. A w tej chwili jakoś nie widzę ochotników 

–  powiedział  Philippe  spoglądając  na  pustą  plażę.  –  Poza  tym  to  należy  do  moich 
obowiązków jako twojego opiekuna.  

– Ty moim opiekunem? Jesteś dla mnie niczym.  
Jesteś... – Fiona urwała. Ale już było za późno. Philippe złapał ją wpół i przełożył przez 

kolano.  

– Puść mnie! – zawołała.  
Ale  Philippe  bezlitośnie  liczył  dalej:  –  Siedem,  osiem,  dziewięć,  dziesięć!  –  Przerwał, 

trzymając jeszcze rękę uniesioną w górę, i popatrzył na nią. – Myślę, że to będzie dla ciebie 
nauczką – powiedział.  

Fionę  ogarnęła  wściekłość.  Wzięła  garść  piasku  i  sypnęła  nim  Philippe’owi  w  twarz.  – 

Nienawidzę cię! Nienawidzę! 

Philippe  bez  trudu  uchylił  się  przed  piaskiem  i  spojrzał  z  góry  na  Fionę.  –  Powinnaś 

wymyślić  coś  lepszego.  Wytrzyj  sobie  łzy  i  doprowadź  się  do  porządku.  Czekają  na  nas  z 
obiadem, a chyba nie chcesz, żeby widziano cię w takim stanie? 

– Powiem im o tym. Wszystko im powiem! – zagroziła Fiona.  
– Naprawdę? – spytał rozbawiony Philippe. – Opowiesz im o tym, jak ja cię całowałem, 

czy też o tym, jak ty mnie całowałaś? A może zamierzasz ich poinformować, że złoiłem ci 
tyłek jak małej dziewczynce? 

W  tym  momencie  Fiona  zorientowała  się,  co  Philippe  chciał  przez  to  powiedzieć,  i 

poczuła się mocno zawstydzona. Opowiadając o tym, co wydarzyło się na plaży, tylko by się 
ośmieszyła.  

Kiedy o tym pomyślała, krew uderzyła jej do twarzy. Nikomu nie mogła opowiedzieć o 

tych uściskach.  

Cokolwiek  by  się  jednak  miało  zdarzyć,  zachowa  to  wspomnienie  w  swoim  sercu. 

background image

Wspomnienie, którego nie mógł zniszczyć nawet Philippe, bez względu na to, co zrobi.  

Ten moment szczęścia, jakiego nigdy przedtem nie zaznała, należał już do niej.  
To  nie  był  jej  błąd,  że  jedyny  mężczyzna”,  który  potrafił  wzbudzić  w  niej  taką 

namiętność,  był  w  gruncie  rzeczy  wstrętny  i  obrzydliwy.  Tej  namiętności  nie  dało  się 
wyjaśnić. Po prostu los skazał ją na miłość do człowieka, który tej miłości nie był godny.  

A poza tym miał się ożenić z inną.  
Przecież Philippe kupił już swojej przyszłej żonie pierścionek zaręczynowy, a teraz tylko 

czekał, aż minie stosowny czas, żeby zapowiedzieć ślub. Jakże więc mógł ją tak bezwstydnie 
uwodzić? 

Jakiż będzie z niego mąż? Może powinna ostrzec przed nim Juliette? A może chciał tylko 

po raz ostatni zakosztować swojej wolności? 

Jeśli  tak  było,  to  Fiona  nie  potrafiła  zrozumieć,  dlaczego  wybrał  sobie  właśnie  ją, 

stosunkowo  niedoświadczoną  dziewczynę,  skoro  mógł  do  woli  wybierać  spośród  o  wiele 
bardziej doświadczonych kobiet? 

Niewykluczone, że poważnie potraktował swoją rolę „opiekuna”. Ale czyż mieściły się w 

niej także namiętne uściski i pocałunki? 

To absurdalne, że uważa się za mojego opiekuna, powiedziała sobie. Jestem dorosła, już 

dawno przestałam być dzieckiem.  

Obróciła się, żeby porozmawiać z Philippe’em, ale nie było go obok niej.  
Zobaczyła jego ręcznik na piasku i ślady stóp, wiodące do wody.  
Gdzieś daleko, wśród fal, dojrzała pływaka. To był Philippe.  
Zauważyła, że płynął z powrotem w kierunku plaży.  
Kiedy Philippe wyszedł z wody, spostrzegła, że nawet nie miał przyspieszonego oddechu.  
–  Jesteś  dobrym  pływakiem.  –  Uśmiechając  się  do  niego,  podała  mu  ręcznik.  Jego 

opalone,  mokre  ciało  lśniło  w  blasku  słońca.  Włosy  przylepiły  mu  się  do  głowy  i  Fiona 
pomyślała,  że  mógłby  pozować  Rodinowi.  Nie  zorientowała  się,  że  tę  ostatnią  myśl 
wypowiedziała na głos.  

–  Taką  uwagę  z  twoich  ust  traktuję  jak  komplement  –  powiedział  Philippe  z  szerokim 

uśmiechem.  

Nagle Fiona spostrzegła czerwoną pręgę na jego plecach.  
– Co tam masz na plecach? – spytała. Philippe uśmiechnął się.  
– Ktoś mógłby  pomyśleć, że się o mnie troszczysz. To była meduza. Właściwie one są 

zupełnie niegroźne, jeśli pominąć ich żrącą wydzielinę.  

Zdawało się, że przerażenie Fiony mocno go ubawiło.  
– Czy dużo jest ich w morzu? – spytała.  
– Tak, sporo. Ale nie musisz się obawiać. Nie powinnaś tylko wypływać tak daleko jak 

ja. – Nagle Philippe skrzywił twarz.  

– Boli? – z niepokojem zapytała Fiona.  
– Nie, właściwie nie. Tylko jest nieprzyjemne, bo okropnie piecze.  
– Jak możemy temu zaradzić? 
–  Czyż  tak  mówi  mała  dziewczynka,  która  dopiero  co  krzyczała:  „Nienawidzę  cię”,  i 

background image

rzucała mi piasek w oczy? 

–  Jesteś  nieznośny!  –  zawołała  Fiona.  –  Robię  tylko  to,  co  zrobiłabym  również  dla 

każdego obcego na tej plaży, a ty próbujesz nadać temu jakieś znaczenie. Siedź spokojnie, aż 
natrę ci plecy kremem.  

Fiona zbliżyła się do niego z tubką w ręce.  
– Krem? – Philippe spojrzał na nią marszcząc czoło. – Po co? 
– Mam nadzieję, że dzięki temu skonasz z bólu – powiedziała Fiona. – Ale niestety sądzę, 

że to tylko złagodzi ból. Usiądź, żebym mogła cię natrzeć! 

Philippe zrobił, co mu kazała, przy czym wydawał się rozbawiony rozkazującym tonem 

Fiony i odwróceniem ról.  

Fiona  równomiernie  rozprowadzała  krem  na  jego  plecach,  które  były  czerwone  i 

napuchnięte. Zauważyła, że Philippe napiął mięśnie i zaczęła go masować trochę delikatniej.  

Obrócił się, żeby coś powiedzieć, ale Fiona położyła mu rękę na ustach.  
– Poczekaj, aż skończę! – rozkazała. W chwilę  później zakręciła tubkę.  – W porządku, 

teraz możesz mówić.  

– Co, już skończyłaś? – w głosie Philippe’a zabrzmiało rozczarowanie.  
– Tak. Czujesz jakąś ulgę? 
– Naturalnie. Zwłaszcza, kiedy mnie dotykasz. – Wyszczerzył do niej zęby w szerokim 

uśmiechu.  

Przez moment Fiona próbowała nadać swojej twarzy wyraz gniewu. Ale nie potrafiła się 

powstrzymać i wybuchnęła śmiechem.  

Philippe  również  się  roześmiał.  Potem  powiedział:  –  Musimy  już  wracać.  Matylda  już 

pewnie wysłała oddział zwiadowczy. Inni też będą się zastanawiali, gdzie się podziewamy.  

Przy słowie „inni” Fiona poczuła zimny dreszcz. Tak jak przed chwilą bez trudu zniknęły 

bariery pomiędzy nią a Philippe’em, tak teraz równie szybko powstały na nowo. Pozbierała 
swoje rzeczy i w milczeniu ruszyła za Philippe’em. Zdawało się, że on nie odczuwa tego, co 
ona, gdyż gawędził swobodnie. Pokazywał jej winnice, prastare drzewa oliwkowe i wspaniałe 
gaje pomarańczowe.  

Philippe  wyjaśnił  Fionie,  że  za  plantacją  drzew  morwowych  znajduje  się  mały  las,  w 

którym  można  jeździć  konno.  Kiedy  dotarli  do  domu,  przystanął  jeszcze  raz,  by  obrzucić 
dumnym  spojrzeniem  swoje  dobra.  Fiona  przyjrzała  mu  się  z  boku.  Jakąż  burzę  uczuć 
wywołał w niej Philippe.  

Pozostali zdążyli już zjeść posiłek. Edward uśmiechnął się do Fiony i skinął z uznaniem 

głową. – Rano zawsze pierwsza na nogach, tak samo jak ojciec.  

Juliette  podniosła  wzrok  znad  talerza  i  popatrzyła  najpierw  na  Philippe’a,  po  czym  na 

Fionę. – Gdzieście byli? – zapytała.  

– Na plaży, korzystaliśmy z uroków poranka, podczas gdy ty spałaś – odparł Philippe z 

lekką ironią.  

– Ach tak? Razem? Jakież to czarujące – Juliette uśmiechnęła się sarkastycznie.  
– Sama poszłam nad morze, a potem przypadkiem spotkałam Philippe’a – wtrąciła Fiona.  
– To mieliście szczęście – mruknęła Juliette.  

background image

– Philippe’a zraniła meduza – dodała Fiona, chcąc zapobiec dalszym atakom Juliette.  
– Doprawdy? Biedna meduza. Mam nadzieję, że jeszcze żyje – zadrwiła Juliette, rzucając 

ostre  spojrzenie  na  Philippe’a.  Potem  odwróciła  się  do  niego  plecami.  –  Fiona,  czy  po 
jedzeniu wybierzesz się ze mną na zakupy? 

–  Oczywiście,  chętnie  –  odpowiedziała  Fiona,  powodując  się  bardziej  poczuciem  winy 

niż prawdziwą ochotą.  

– Dobrze, powiedzmy zatem: za godzinę. – Juliette wstała i wyszła.  
Philippe rzucił serwetkę i ruszył za nią. Fiona usłyszała ich podniecone głosy. Pochyliła 

się do przodu, żeby zrozumieć toczącą się na zewnątrz rozmowę. Edward chrząknął i ponad 
stołem rzucił Fionie surowe spojrzenie.  

– Czyżbyś podsłuchiwała, moja droga bratanico? Wiesz, że nie jest dobrze wtykać nos w 

sprawy innych ludzi.  

Starając  się  zrozumieć  scenę  na  schodach,  Fiońa  w  ogóle  go  nie  usłyszała.  Odniosła 

wrażenie, że Juliette się śmieje.  

– Chyba że – ciągnął dalej Edward – bardzo obchodzą cię ich prywatne sprawy.  
Fiona drgnęła. – Przepraszam, wuju Edwardzie. Nie zrozumiałam, co powiedziałeś.  
– Nic dziwnego. Omal nie spadłaś z krzesła, żeby usłyszeć, o czym oni rozmawiali.  
Fiona zagryzła dolną wargę. – Czy to było aż tak widoczne? 
– Tak, a poza tym można było zauważyć coś jeszcze...  
– Cóż takiego? – zapytała.  
– Zapomnij o tym. – Wuj Edward popatrzył na swój talerz.  
–  Chyba  ty  nie  zamierzasz  czegoś  przede  mną  ukrywać,  jak  to  robią  inni?  –  Fiona 

wpatrzyła się badawczo w jego twarz.  

– Co chcesz przez to powiedzieć? 
– Mam wrażenie, że tutaj dzieje się coś, o czym ja nic nie wiem. Wydaje mi się, że to ma 

coś wspólnego z moim ojcem i Philippe’em. Może ty wiesz, co się między nimi zdarzyło? 

– Wiem, że przed śmiercią twój ojciec koniecznie chciał zobaczyć Philippe’a. Pamiętasz, 

że bardzo go lubił. Traktował Philippe’a jak własnego syna. Ale nie byłem w pokoju, kiedy 
się widzieli po raz ostatni. Charles poprosił mnie, żebym ich na kilka minut zostawił samych.  

–  Czy  to  nie  jest  dziwne?  –  spytała  Fiona.  –  Przecież  ty  byłeś  jego  rodzonym  bratem  i 

najbliższym krewnym.  

–  Nie,  wcale  mnie  to  nie  zdziwiło  –  zapewnił  ją  Edward.  –  Twój  ojciec  był  na  swój 

sposób  bardzo  zamkniętym  w  sobie  człowiekiem.  Musisz  pamiętać,  że  oni  omawiali 
szczegóły zarządzania majątkiem.  

– I to wszystko? – Fiona była rozczarowana.  
–  To  wszystko,  co  mi  wiadomo.  Oczywiście,  jest  jeszcze  list,  który  ojciec  do  ciebie 

napisał. On może zawierać niejedno wyjaśnienie.  

– List! Zupełnie o nim zapomniałam! – Fiona wstała, zamierzając wyjść z pomieszczenia.  
Ale wuj Edward ją zatrzymał. – Fiona, dokąd chcesz pójść? 
– Poszukam Philippe’a i zażądam od niego listu. On nie ma prawa...  
Wuj  wpadł  jej  w  słowo.  –  Naturalnie  że  ma  prawo,  gdyż  list  został  powierzony  jemu. 

background image

Twój ojciec życzył sobie, żeby Philippe przechował go do twoich dwudziestych pierwszych 
urodzin, i nic nie może zmusić Philippe’a, żeby wręczył ci go wcześniej.  

– Ale to jest mój list! – zawołała wzburzona Fiona.  
–  Prawnie  stanowi  on  część  spuścizny,  która  będzie  do  ciebie  należała  od  twoich 

dwudziestych pierwszych urodzin i ani dnia wcześniej. Twój ojciec powiedział Philippe’owi, 
że może ci ten list wręczyć wcześniej, o ile uzna to za słuszne. Ale to musi być jego własna 
decyzja.  

–  To  nie  jest  sprawiedliwe.  Ten  list  zawiera  ostatnie  słowa,  jakie  mój  ojciec  do  rrinie 

skierował, i Philippe nie ma prawa mnie ich pozbawiać.  

– Ależ właśnie tego życzył sobie twój ojciec...  
– Czy to ma znaczyć, że w każdej sprawie muszę pytać Philippe’a o pozwolenie? – Słowa 

utkwiły Fionie w gardle. – Zachowujecie się tak, jakbym wciąż jeszcze była dzieckiem! 

–  Myślę,  że  to  jest  bardziej  skomplikowane  niż  sądzisz  –  powiedział  Edward  w 

zamyśleniu, po czym szybko dorzucił: – Choć nie umiem powiedzieć, dlaczego tak jest. Mam 
tylko takie przeczucie.  

Fiona uważnie wpatrzyła się w wuja.  
– A jaki był drugi powód, że przed chwilą nie pozwoliłeś mi pójść za Philippe’em? 
Wuj skinął głową w kierunku służącego, który właśnie się do nich zbliżał.  
– Oto i on.  
Służący podsunął Fionie srebrną tacę, na której leżała złożona kartka papieru.  
 

Droga Fiono! 
Jednak nie mam ochoty iść dzisiaj na zakupy. Wybacz, proszę. Może innym razem.  
Juliette.  

 
Fiona  pokazała  list  Edwardowi.  –  Czy  o  to  ci  chodziło?  –  Potem  przypomniała  sobie 

głosy, które nagle umilkły, stłumiony śmiech i milczenie, które potem nastąpiło.  

Wuj  skinął głową. Fiona nagle poczuła mdłości. Ze  wstrętem odsunęła od siebie talerz. 

Straciła apetyt.  

–  Wydaje  mi  się,  że  musisz  się  jeszcze  sporo  nauczyć  –  przyjaźnie  powiedział  wuj, 

przyglądając się jej z ojcowską sympatią.  

– Wielkie dzięki, wujku Edwardzie. – Fiona była zdenerwowana. – Słyszę to dzisiaj po 

raz drugi. Może powinnam wrócić do szkoły? 

–  No,  no  –  próbował  załagodzić  sytuację  Edward.  –  Teraz  tylko  nie  zrób  błędu  i  nie 

wyciągaj pospiesznych wniosków.  

– Pospiesznych wniosków? Przecież to ty mnie powstrzymałeś od wyciągania wniosków, 

zanim dostałam tę wiadomość.  

–  Tak.  Bo  ty  tak  szybko  się  denerwujesz,  nie  chciałem  więc,  żebyś  się  naraziła  na 

kompromitację.  Jeśli  koniecznie  chcesz  mieć  Philippe’a,  to  najpierw  sama  musisz  nad  sobą 
zapanować. Jak tak dalej pójdzie, to wykończysz się nerwowo.  

– A kto tu mówił o Philippie? 

background image

–  Nikt,  ale  to  jest  wypisane  na  twojej  twarzy.  Każdy  może  to  wyczytać.  Nawiasem 

mówiąc, Philippe również. – Wuj uśmiechnął się pod nosem.  

Fiona zaczerwieniła się. – To nieprawda. Philippe myśli, że każda kobieta, którą spotka, 

natychmiast musi się w nim zakochać. Dla niego jestem tylko jedną w długim szeregu jego 
wielbicielek. Ale ja go nienawidzę, nienawidzę go! 

–  Od  pewnego  punktu  –  stwierdził  starszy  pan  –  nie  można  już  odróżnić  miłości  od 

nienawiści. Wydaje mi się, że ty właśnie ten punkt osiągnęłaś.  

– To nieprawda! – sprzeciwiła się Fiona. – Dlaczego nie mogłabym go nienawidzić? To 

wstrętny i nieprzyjemny człowiek.  

– Dlaczego tak się uczepiłaś tej tezy? Możliwe jest przecież także i to, że ty po prostu nie 

jesteś pewna samej siebie. Wiesz tylko, że odczuwasz wielką namiętność, ale nie wiesz, czy 
zostanie  odwzajemniona.  I  żeby  się  zabezpieczyć,  nazywasz  swoje  uczucie  nienawiścią 
zamiast miłością. W ten sposób możesz się bez reszty oddać swoim uczuciom, nie ryzykując, 
że zostaniesz odtrącona.  

–  Wybacz,  ale  nic  z  tego  nie  zrozumiałam.  Nie  potrafię  nadążyć  za  tokiem  twojego 

myślenia! 

– Sama widzisz, że tak słabo rozpoznałaś własne uczucia, iż wszystkie naraz wrzucasz do 

jednego garnka i teraz już nic nie możesz zrozumieć.  

– Czy to ma znaczyć, że pomieszało mi się w głowie? 
– Co to, to nie. Ale czy wybadałaś już swoje serce? 
– Co ty wiesz o moim sercu? 
– Tylko to, co mówi mi o tym moje serce: Ty kochasz Philippe’a.  
Zapadło  długie  milczenie.  Ostatnie  słowa  huczały  w  głowie  Fiony:  Ty  kochasz 

Philippe’a! Ty kochasz Philippe! 

To  był  dla  niej  szok:  wuj  głośno  powiedział  to,  czego  sama  sobie  nie  miała  odwagi 

wyznać nawet szeptem.  

Ale  Fiona  wiedziała,  że  wuj  miał  rację,  i  jeśli  kiedykolwiek  w  to  wątpiła,  to  teraz  nie 

miało już sensu tego przed sobą ukrywać. Westchnęła zrezygnowana.  

– I co ja mam teraz zrobić? – bezradnie popatrzyła na wuja.  
–  Już  zrobiłaś  coś  bardzo  ważnego.  Sama  przed  sobą  przyznałaś,  że  go  kochasz.  Nie 

potrafisz sobie wyobrazić, ilu ludzi marnuje swoją szansę, ponieważ nie potrafi zaakceptować 
własnych uczuć i bez przerwy coś udaje przed sobą i innymi.  

– Ale w czym mi to może pomóc? 
– Tego i ja nie umiem powiedzieć. Ale na pewno ci to pomoże, gdyż będziesz miała nad 

nim przewagę, bo tyś już zaakceptowała swoje uczucia, gdy tymczasem on jeszcze się przed 
nimi broni.  

–  Ale  skąd  wiesz,  że  on  odczuwa  do  mnie  jakąś  sympatię?  Pomijając  oczywiście 

pożądanie cielesne, które odczuwa każdy mężczyzna.  

– Tego oczywiście nie możesz być pewna, ale powinnaś założyć, że on również cię lubi. 

Nie mogę ci wszystkiego wyjaśnić. Musisz mi po prostu zaufać.  

– A co z Juliette? 

background image

Wuj Edward właśnie miał jej odpowiedzieć, gdy dobiegły ich kroki na schodach. Kiedy 

drzwi się otworzyły, równocześnie podnieśli wzrok. Przed nimi stał Philippe.  

background image

 

– Wciąż jeszcze tu jesteście? Kto w taki wspaniały dzień siedzi w domu? 
Wydawał się być w dobrym humorze. Przebrał się: miał na sobie cienkie letnie spodnie i 

rozpiętą pod szyją białą koszulę, która znakomicie podkreślała jego opaleniznę.  

– Ostatni raz widziałem swoją bratanicę przed dwoma laty – Edward uśmiechnął się do 

Fiony. – Mamy o czym rozmawiać.  

– Jestem o tym przekonany. – Philippe spojrzał na nich. – Ale dlaczego nie usiądziecie 

przed domem? 

– Masz jakieś plany na dzisiaj? – spytał Edward.  
–  Myślałem,  że  moglibyśmy  trochę  pożeglować.  Nadchodzi  dobry  wiatr,  a  morze  jest 

spokojne. Już od wielu dni czekałem na ten moment, bo nie pływałem na jachcie od ubiegłego 

roku.  

– Cudowny pomysł – zgodziła się Fiona.  
–  W  porządku.  –  Philippe  zmierzył  ją  pełnym  uznania  wzrokiem.  –  A  co  z  tobą, 

Edwardzie? 

–  Nie  lubię  łodzi.  Nie  urodziłem  się  wilkiem  morskim.  Wolę  stać  na  pewnym  gruncie. 

Ale bardzo dziękuję za propozycję. Ty i Fiona musicie się obejść beze mnie. Czy myślisz, że 
sobie poradzisz? – Rzucił Fionie szelmowskie spojrzenie.  

Fiona najchętniej ucałowałaby wuja z radości, kiedy sobie wyobraziła, że będzie mogła 

żeglować jachtem tylko z Philippe’em.  

Ale  jej  radość  nie  trwała  długo,  gdyż  Juliette  po  cichu  weszła  do  pokoju.  Stanęła  za 

Philippe’em i położyła mu ręce na oczach.  

– Zgadnij, kto to? – zaśmiała się.  
Philippe wyciągnął ręce do tyłu, objął talię Juliette i obrócił się. Lewą rękę pozostawił na 

jej biodrze, prawą natomiast wyciągnął ku Fionie.  

– Idziemy, moje panie? – spytał z drwiącą galanterią.  
Fiona  nie  miała  wyboru.  Ujęła  wyciągniętą  rękę  i  wyszła  za  Philippe’em  z  pokoju.  W 

drzwiach zdążyła jeszcze rzucić wujowi krótkie spojrzenie.  

Edward wzruszył ramionami, jakby chciał ją przeprosić: zrobiłem, co się dało.  
Jednakże mimo tego rozczarowania Fiona była mu wdzięczna.  
Philippe  zawiózł  je  swoim  landroverem  nad  samo  morze.  Do  przystani  jachtowej  było 

około dwóch kilometrów. Tam zostawili samochód.  

Fiona  uświadomiła  sobie  nagle,  że  pod  sukienką  wciąż  jeszcze  ma  kostium  kąpielowy. 

Pozostawało mieć nadzieję, że na łodzi nie będzie zbyt zimno.  

Juliette była lepiej przygotowana. Miała na sobie białe spodnie, koszulę w białoniebieskie 

pasy i wiatrówkę.  

Łódź Philippe’a natychmiast rzucała się w oczy wśród innych zacumowanych w porcie. 

Była wielka, jaskrawożółta, a na dziobie wypisano wyrazistą czerwienią nazwę „Victory”.  

Fiona  i  Juliette  zauważyły  tę  nazwę  równocześnie,  popatrzyły  na  siebie  i  wy  buchnęły 

background image

śmiechem.  

Philippe obrócił się do nich. – Co was tak rozśmieszyło? – spytał.  
– Podziwiałyśmy właśnie nazwę twojej łodzi. Jest taka... – Fiona szukała odpowiedniego 

słowa – jest taka charakterystyczna dla ciebie. „Zwycięstwo”. To doskonale pasuje.  

– A jakie to skromne – dorzuciła z chichotem Juliette.  
– Tak? – Philippe skrzywił twarz. – Ale miałem pewien istotny powód, żeby wybrać taką 

nazwę.  

Juliette popatrzyła na Fionę.  
– W to nie wątpiłyśmy ani przez moment, choć nie do końca rozumiemy, dlaczego użyłeś 

liczby  pojedynczej.  Czemu  nie  nazwałeś  jachtu  „Zwycięstwa”?  –  Juliette  i  Fiona  znów  się 
roześmiały.  

Philippe nie dał się wyprowadzić z równowagi.  
– Nazwałem jacht na cześć tego miasta. Słowo „Nicea” pochodzi z greckiego i oznacza 

„zwycięstwo”. Miasto zostało założone przez Fenicjan przed dwoma tysiącami lat i nazwano 
je tak na cześć zwycięstwa nad sąsiednimi Ligurami. Philippe uśmiechnął się do nich z dumą. 
– Co wy na to, czy to był wystarczający powód? 

Zanim  Fiona  albo  Juliette  zdążyły  odpowiedzieć,  Philippe  ruszył  przodem  i  powitał 

znajomego,  przyjaźnie  poklepując  go  po  ramieniu.  Potem  wskazał  na  obie  kobiety  i  jacht  i 
powiedział coś mężczyźnie na ucho. Ten skinął głową, po czym obaj zbliżyli się do Juliette i 
Fiony.  

– Pomyślałem sobie, że w czworo będziemy stanowili lepszą załogę. Dlatego poprosiłem 

Alaina, żeby popłynął z nami. To wyśmienity żeglarz.  

– Philippe – odezwał się Alain – jeśli już sam nie potrafisz sobie poradzić z dwiema tak 

pięknymi kobietami, to widocznie się starzejesz. Mimo to cieszę się, że mnie zaprosiłeś.  

Alain  miał  łagodny  głos  i  błękitne  oczy.  Fiona  oceniła  go  co  najmniej  na  metr 

osiemdziesiąt,  choć  obok  Philippe’a  wydawał  się  o  wiele  mniejszy.  Wypłowiałe  na  słońcu 
włosy i opalona skóra nadawały mu zuchwały wygląd.  

– To Alain Charnel. Alain, czy mogę ci przedstawić Juliette Barrault i Fionę Marshall, jej 

pasierbicę? – W ten osobliwy sposób Philippe dokonał wzajemnej prezentacji.  

–  Która  z  pań  jest  matką,  a  która  córką?  –  Alain  uśmiechnął  się  i  najpierw  ujął  rękę 

Juliette.  –  Bardzo  mi  miło,  madame.  –  Potem  zwrócił  się  do  Fiony.  –  Enchante, 

mademoiselle. – W ten sposób dał do zrozumienia, że doskonale dostrzega różnicę.  

Fiona  poczuła uścisk jego szorstkiej  dłoni i  zaczęła się zastanawiać,  jaką ma pracę albo 

jaki uprawia sport? Cokolwiek by to być mogło, praca z pewnością należała do ciężkich.  

– Alain – powiedział Philippe, jakby potrafił czytać w jej myślach – zajmuje się między 

innymi  wspinaczką  wysokogórską.  Kierował  jedną  z  największych  wypraw  w  Himalaje,  a 
teraz znów przymierza się do podobnego przedsięwzięcia.  

–  Jestem  tu  na  wakacjach  –  poprawił  go  Alain.  –  Mam  dom  w  starej  części  Nicei.  Nie 

można go naturalnie porównać z willą Philippe’a, ale to ładny domek z widokiem na morze. 
Chcę tu odpocząć przez kilka tygodni.  

Spoglądając na Philippe’a dorzucił: –  Wejście na Mont Blanc musieliśmy przesunąć na 

background image

jesień.  

– Jak to? Czy coś się stało? – zapytał Philippe.  
– Pojawiły się pewne komplikacje z parą amerykańską. Ta kobieta...  
– Nie musisz nic więcej mówić, świetnie cię rozumiem – przerwał mu Philippe, po czym 

dodał  tonem wyjaśnienia: – Alain  cieszy się wśród swoich klientów specyficzną sławą. Ma 
szczególne upodobanie do par małżeńskich, albo raczej one do niego.  

–  Cóż,  w  takim  razie  możemy  się  czuć  całkowicie  bezpieczni,  bo  wszyscy  jesteśmy 

wolni. – Mówiąc to, Juliette spojrzała Alainowi głęboko w oczy.  

–  Mam  wrażenie,  że  nie  bardzo  nadążam  –  Alain  zwrócił  się  do  Philippe’a,  szukając 

pomocy.  

–  Juliette  jest  wdową  i  niełatwo  zmusić  ją  do  odwrotu  –  odparł  Philippe,  rzucając 

przyjacielowi znaczące spojrzenie. – Ale skończmy z tym gadaniem i ruszajmy.  

Weszli na pomost. Dwóch doświadczonych żeglarzy szybko przygotowało  „Victory”  do 

wypłynięcia.  

Wiatr  równomiernie  wiał  od  wschodu.  Philippe  stał  przy  sterze,  a  Alain  obsługiwał 

fokżagiel.  

Fiona  z  lubością  wdychała  świeże,  słone  powietrze.  Brzeg  był  już  ledwie  dostrzegalny. 

Na widok otwartego morza Fiona doznała uczucia wyzwolenia...  

Była  czwarta  po  południu.  Słońce  zniżyło  się  nad  horyzontem.  Nagle  wiatr  zmienił 

kierunek. Wiał teraz z. coraz większą siłą z południowego zachodu.  

Philippe prowadził łódź dotychczasowym kursem tak długo, jak tylko się dało, po czym 

zaczął halsować. Fiona zauważyła, że mężczyźni byli ze sobą świetnie zgrani.  

– Libeccio! – zawołał Alain, starając się przekrzyczeć wiatr.  
Philippe skinął głową.  
– Co to znaczy? – Fiona spytała Alaina, który obdarzył ją czarującym uśmiechem.  
–  Wiatr  z  Libii.  To  wilgotny,  ciepły  wiatr  z  południowego  zachodu,  który  często 

występuje o tej porze roku.  

–  Czy  to  oznacza  niebezpieczeństwo?  –  Fiona  z  niepokojem  przyjrzała  się  napiętym 

mięśniom Alaina, który musiał wytężyć wszystkie siły, żeby utrzymać fokżagiel.  

–  Właściwie  nie.  Znajdujemy  się  tutaj  na  dość  bezpiecznych  wodach,  o  ile  nie  zacznie 

padać  deszcz.  Mistral  z  północnego  wschodu  i  tramontana  z  północy  zazwyczaj 
zatrzymywane są przez Alpy.  

W  tym  momencie  nastąpił  gwałtowny  podmuch  wiatru,  na  który  Philippe  zareagował 

obrotem  steru.  Fiona  straciła  równowagę  i  potknęła  się.  W  tej  samej  chwili  poczuła,  że 
obejmuje ją jakieś stalowe ramię.  

Alain  poskramiał  żagiel  jedną  ręką,  drugą  zaś  mocno  obejmował  Fionę.  W  oczach 

Philippe’a pojawił się dziwny blask. Juliette roześmiała się.  

– Ależ on musi być silny! 
–  O  tak,  i  bardzo  szybki  –  stwierdził  Alain.  Philippe  obrzucił  przyjaciela  ostrym 

spojrzeniem.  

– Wszystko w porządku – cicho powiedziała Fiona. Lecz Alain ani myślał ją wypuścić. 

background image

Ramieniem wciąż jeszcze mocno obejmował jej talię.  

– Naprawdę, Alain, mogę już stać na własnych nogach – powiedziała.  
– Na pewno? – spytał z troską. Fiona skinęła głową. Alain rozluźnił uchwyt.  
–  Lepiej  uważaj  na  łódź!  –  Philippe  ofuknął  Alaina,  który  o  mały  włos  przeoczyłby 

manewr zwrotu. – Myślę, że powinniśmy wracać. Spójrz na niebo.  

W ciągu kilku minut libeccio przygnał ciemne chmury deszczowe, które zaczęły się nad 

nimi groźnie kłębić. Alain i Philippe zawrócili łódź w kierunku brzegu. Żagle wydęły się i po 
niedługim  czasie  jacht  wpłynął  do  portu.  Łódź  została  właśnie  zacumowana,  kiedy  lunęła 
ulewa. Pobiegli do jeepa.  

Fiona  odetchnęła  z  ulgą,  kiedy  zatrzasnęli  za  sobą  drzwiczki.  Deszcz  bębnił  o  dach 

samochodu.  

– Ależ tu mocno pada.  
– Za to krótko. Zobaczysz, za dwadzieścia minut będzie po wszystkim – stwierdził Alain.  
Philippe  ruszył.  –  Gdzie  mogę  cię  wysadzić?  –  spytał  Alaina.  –  A  może  masz  ochotę 

pojechać do mnie i zjeść 

z

 nami kolację? 

– Proszę pojechać z narrii. To byłoby miłe – dodała Fiona.  
– Chętnie. Ale jestem umówiony w kawiarni „Mediterranne”. Może wpadnę później.  
Odpowiedź skierował wprawdzie do wszystkich, ale nie spuszczał oka z Fiony.  
–  Zawsze  jesteś  mile  widziany  –  powiedział  Philippe.  –  Gdybyśmy  się  wcześniej  nie 

zobaczyli, to zarezerwuj dla mnie najbliższą sobotę. Urządzam party.  

– Z jakiej okazji? – spytał Alain.  
–  Nic  szczególnego.  Przyjęcie  na  cześć  moich  gości.  Chciałbym  ich  przedstawić 

tutejszemu towarzystwu.  

Alain przyjrzał się obu kobietom, jakby usiłował podjąć jakąś decyzję.  
–  Chętnie  przyjdę,  żeby  uczcić  to  wydarzenie  razem  z  wami.  Fiona,  Juliette,  było  mi 

bardzo miło. Mam nadzieję, że wkrótce znów się zobaczymy.  

Jego jasnobłękitne oczy rozbłysły, kiedy się żegnał. Wysiadł z samochodu i zatrzymał się 

jeszcze od strony kierowcy, gdzie zamienił kilka słów z Philippe’em. – Au revoir! – Pomachał 
im ręką i wbiegł do kawiarni.  

Philippe  wolno  zajechał  przed  willę.  Fiona  pospieszyła  do  swojego  pokoju,  żeby  się 

przebrać do kolacji. Zdjęła mokre rzeczy, napuściła gorącej wody do wanny i wzięła kąpiel, 
cały czas mając nadzieję, że nie nabawiła się przeziębienia.  

Z  rozkoszą  wyciągnęła  się  w  głębokiej  wannie  i  w  myślach  jeszcze  raz  przeżywała 

ostatnie  godziny.  W  duchu  widziała  Alaina  i  Philippe’a,  jak  po  cichu  ze  sobą  rozmawiają. 
Zastanawiała się, czy Philippe mógł poprosić swojego błękitnookiego przyjaciela, żeby się nią 
zajął, chcąc w ten sposób mieć więcej czasu dla Juliette.  

Ale w takim razie nie umiała sobie wytłumaczyć, dlaczego Philippe tak dziwnie popatrzył 

na Alaina, kiedy ten tak mocno obejmował ją na łodzi. Było to lodowate spojrzenie, jakiego 
nigdy jeszcze u niego nie zaobserwowała.  

Powiedziała sobie, że to musiało się brać z jego egoizmu. Na pewno nie mógł ścierpieć, 

żeby rywal tak atrakcyjny jak Alain naruszył jego autorytet. Nawet jeśli nic dla Philippe’a nie 

background image

znaczyła, to i tak nie mógł dopuścić, żeby ktoś go pokonał.  

Fiona  usłyszała  pukanie  do  drzwi.  Wyszła  z  wanny  i  owinęła  się  w  prześcieradło 

kąpielowe. Idąc do drzwi, zostawiała za sobą mokre ślady na dywanie.  

Do pokoju wszedł Philippe. W tym samym momencie Fiona poczuła lekkie łaskotanie w 

nosie. Kichnęła.  

–  To  tak  mnie  witasz?  –  zażartował  Philippe.  Fiona  kichnęła  ponownie.  –  Wejdź  – 

powiedziała.  

Potem odwróciła się, podeszła do wielkiego lustra na ścianie i zaczęła wycierać włosy.  
W lustrze Fiona widziała Philippe’a siedzącego na jej łóżku. Miał zamyślone spojrzenie. 

Nawet się nie zorientował, że ona go obserwuje.  

Wydał jej się o wiele młodszy i taki wrażliwy. Fiona zapragnęła nagle wziąć jego głowę 

w  ręce  i  pocałować  go.  Uśmiechnęła  się  na  myśl,  do  jakich  reakcji  mógłby  go  skłonić  ten 
gest.  

–  Pamiętam  jeszcze,  jak  zaplatałaś  sobie  warkocze.  –  Zaskoczył  ją  jego  niski  głos. 

Spostrzegła, że na jego twarzy znów malował się ten wyraz siły i wyniosłości.  

– To było wiele lat temu – odparła.  
– Nie tak znów wiele. Wcale tak bardzo się nie zmieniłaś.  
Fiona odwróciła się i zbliżyła do niego. Włosy opadły jej na nagie ramiona. Niebieskie 

prześcieradło  kąpielowe  przylepiło  się  do  wilgotnego  ciała.  Na  moment  zagłębiła  się 
spojrzeniem w jego oczach, po czym płochliwie odwróciła wzrok.  

– Przyznaję, że zewnętrznie się zmieniłaś – wymruczał Philippe wpatrując się w Fionę. – 

Teraz  jesteś  wyższa,  tu  i  tam  bardziej  krągła,  i  masz  lepszą  postawę.  Ale  wewnętrznie 
pozostałaś taka sama.  

–  Czy  przypadkiem  nie  za  wiele  sobie  wyobrażasz?  Cóż  ty  możesz  wiedzieć  o  mnie  i 

moich uczuciach? – spytała z gniewem Fiona.  

–  Zapominasz,  że  byliśmy  przyjaciółmi,  i  że  o  wszystkim  mi  opowiadałaś.  –  Philippe 

roześmiał się.  

– Wówczas byłam małą dziewczynką i inaczej nie umiałam. Ale dziś już mnie nie znasz.  
– Wiem wszystko, co chcę wiedzieć.  
– A co to znaczy? 
– Że twoje uczucia wobec mnie w ogóle się nie zmieniły.  
– Gdyby to nie było takie poważne, to musiałabym cię wyśmiać! – ofuknęła go Fiona.  
– Wciąż jeszcze chcesz mnie zdobyć, zupełnie jak dawniej. Tyle że teraz w inny sposób.  
–  Jeśli  w  ogóle  jeszcze  żywię  do  ciebie  jakieś  uczucia,  to  wyłącznie  w  związku  ze 

wspomnieniami z dzieciństwa – oświadczyła gorączkowo.  

Philippe  nadal  siedział  na  jej  łóżku,  tak  więc  w  tym  momencie  Fiona  miała  nad  nim 

przewagę,  gdyż  mogła  spoglądać  na  niego  z  góry.  Ale  on  zdawał  się  nic  sobie  z  tego  nie 
robić.  

– Mam na myśli prawdziwe pożądanie, a nie rojenia nastolatki. – Wpatrzył się w jej oczy 

nieruchomym wzrokiem.  

Fiona  zarumieniła  się  mimowolnie.  Wiedziała,  że  on  myśli  o  tamtej  czułej  scenie  na 

background image

plaży.  

–  Jeśli  cię  pożądam,  to  jest  to  wyłącznie  zwykły  pociąg  kobiety  do  mężczyzny.  Z  tobą 

samym  nie  ma  to  nic  wspólnego.  Te  same  uczucia  mogłabym  żywić  także  wobec  kogoś 

innego...  

– Na przykład wobec Alaina? – spytał Philippe.  
– Ależ ja go wcale nie znam – zaprotestowała Fiona.  
– Wedle twojej argumentacji nie ma to przecież żadnego znaczenia.  
– Cóż, Alain jest atrakcyjnym mężczyzną – powiedziała z wahaniem.  
Philippe obrzucił ją krótkim spojrzeniem. – Czy to ma znaczyć, że pożądasz go dokładnie 

tak samo, jak mnie? 

–  Ależ  skąd!  –  Fiona  gniewnie  odrzuciła  jego  twierdzenie.  –  To  znaczy...  nie,  nie  chcę 

żadnego z was! 

– Szkoda, że to powiedziałaś. – Philippe przyglądał się jej z dezaprobatą. – Bo to znaczy, 

że chcesz go równie mocno, jak mnie.  

– Nie, nie, nie! Ile razy mam ci jeszcze powtarzać, że ani Alain nic dla mnie nie znaczy, 

ani ty! 

– Czemu więc tak się denerwujesz? 
Philippe przyglądał się jej piersiom, ledwie osłoniętym cienkim prześcieradłem.  
–  Bo  denerwuje  mnie  twoja  próżność.  Jesteś  przekonany,  że  każda  napotkana  kobieta 

chciałaby rzucić ci się na szyję.  

– Nie każda – powiedział w zamyśleniu Philippe. – Nie mówię o innych kobietach, tylko 

o tobie.  

– W porządku, niech będzie. Ale ja ciebie nie kocham. Nawet cię nie lubię.  
–  W  to  ostatnie  mogę  uwierzyć  –  przytaknął  jej  Philippe.  –  Ale  i  tego  jeszcze  się 

nauczysz.  

Fiona zastanawiała się, co on chciał przez to powiedzieć. – Jeśli przyjmujesz, że cię nie 

znoszę, to jakże możesz choćby przez moment wierzyć, że cię kocham? 

– Nie rozumiem, co jedno ma do drugiego – odrzekł Philippe.  
– Nie rozumiesz? – spytała z niedowierzaniem Fiona. – Mężczyzna, którego pokocham, 

musi być porządnym, uczciwym człowiekiem, z którym będę chciała dzielić życie.  

– Doprawdy? – Philippe przyjrzał się jej rozbawionym wzrokiem.  
–  I  musi  to  być  ktoś,  kto  będzie  mnie  traktował  jak  równorzędnego  partnera!  –  dodała 

Fiona.  

–  Co  wolisz?  Być  traktowana  jak  partnerka  czy  jak  kobieta?  –  Zanim  Fiona  zdążyła 

zaprotestować, Philippe pociągnął ją na łóżko.  

Okrył  jej  szyję  i  ramiona  namiętnymi  pocałunkami.  Fiona  czuła  jego  ręce  na  swoich 

plecach  i  udach.  I  znów  ogarnęła  ją  ta  sama  zawstydzająca  słabość.  Miotała  się  pomiędzy 
uczuciem wściekłości na niego a gorącym pragnieniem, żeby oddać mu się bez reszty.  

Na  szczęście  została  uwolniona  od  konieczności  podjęcia  decyzji,  gdyż  rozległo  się 

pukanie do drzwi, i usłyszała głos Juliette: – Fiona, czy mogę wejść? 

Juliette  nacisnęła  klamkę.  Fiona  i  Philippe  usiedli  pospiesznie.  Juliette  stanęła  w 

background image

drzwiach. Na jej twarzy odmalował się wyraz najwyższego zdumienia.  

– Philippe? – spytała kompletnie osłupiała. – Co ty tu robisz? 
– Rozmawiam z twoją pasierbicą. – Głos Philippe’a brzmiał spokojnie i nonszalancko.  
– Widzę – stwierdziła Juliette. Jej spojrzenie spoczęło na skąpo odzianym ciele Fiony. – 

Myślę,  że  nie  muszę  was  pytać,  jaki  temat  omawialiście.  –  Rzuciła  im  pełne  nienawiści 
spojrzenie.  

– Nie sądzę, żeby miało cię to specjalnie zainteresować – odparł lekceważąco Philippe.  
–  Ale  zdaje  się,  że  Fiona  była  mocno  zainteresowana,  jeśli  prawidłowo  interpretuję  jej 

rumieńce.  

Fiona poczuła, jak krew napływa jej do twarzy.  
– Jestem zupełnie innego zdania. Uważam, że Fiona z natury ma różową cerę – stwierdził 

Philippe, przyglądając się Fionie z uśmiechem.  

Fiona poczuła, że zalewa ją kolejna gorąca fala. – Juliette, to nie jest tak, jak myślisz.  
– A co ja myślę? – spytała Juliette zjadliwym tonem.  
– Philippe i ja... to znaczy Philippe...  
– Tak, dobrze znam Philippe’a. Jeśli zechce, potrafi być bardzo przekonujący. Zwłaszcza 

gdy zostanie sprowokowany.  

–  Sprowokowany?  –  Fiona  z  trudem  mogła  złapać  oddech.  –  Co  chcesz  przez  to 

powiedzieć, Juliette? 

– Już ty dobrze wiesz, co chcę przez to powiedzieć, ty mała żmijo. Udajesz taką młodą i 

niewinną, a przez cały dzień biegasz półnago.  

Philippe przerwał jej: – Czy nie uważasz, że teraz jesteś niesprawiedliwa? Ostatecznie to 

jej pokój i akurat brała kąpiel, kiedy wpadłem tu bez uprzedzenia. Jeśli masz jakieś pretensje, 
to skieruj je pod moim adresem.  

–  Jakież  to  szarmanckie  z  twojej  strony,  Philippe.  Doskonale  wiem,  do  czego  zmierza 

Fiona.  

Obie kobiety stały naprzeciw siebie jak prychające kotki. Zdawało się, że Juliette gotowa 

jest swoimi długimi paznokciami wydrapać oczy pasierbicy. A Fiona była zdecydowana się 
bronić.  

Philippe  stanął  pomiędzy  nimi.  Chwycił  Juliette  za  ramiona  i  szepnął  jej  coś  do  ucha. 

Potem zdecydowanie wypchnął ją za drzwi.  

Obejrzał się jeszcze raz za siebie i zobaczył, jak Fiona biegnie do łazienki. Zawahał się 

przez moment, w końcu jednak przymknął drzwi i poszedł za Juliette.  

Przeglądając  się  w  lustrze,  Fiona  trzęsła  się  ze  zdenerwowania.  Jej  dolna  warga  drżała. 

Twarz miała zarumienioną z wściekłości.  

Nigdy  nie  przypuszczała,  że  może  kogoś  tak  nienawidzić.  Doszła  do  wniosku,  że  nie 

potrafiłaby dłużej żyć pod jednym dachem z Juliette.  

Ale dokąd mam pójść? – zastanawiała się Fiona.  
W tym momencie nie czuła się jeszcze na siłach wrócić do agencji miss Lord w Nowym 

Jorku, a z Paryżem wiązały się tylko smutne wspomnienia.  

Poza  tym  odejście  wyglądałoby  na  przyznanie  się  do  winy.  Nie  chciała  dać  Juliette 

background image

powodu do przypuszczeń, że jej oskarżenia mogły być uzasadnione. Nie zrobiła przecież nic, 
żeby sprowokować Philippe’a. To on do niej przyszedł.  

Choć  Fiona  wiedziała,  że  oskarżenia  Juliette  w  gruncie  rzeczy  były  bezpodstawne, 

musiała  jednak  przyznać,  że  zawierały  ziarnko  prawdy.  Naprawdę  pragnęła  Philippe’a,  a 
Juliette to wyczuwała.  

Przez chwilę Fiona pomyślała o Philippie. Czy on rzeczywiście był tego wart? Zdawało 

się jej, że wciąż jeszcze czuje jego namiętne pocałunki. Nie potrafiła się obronić przed jego 
zniewalającym urokiem.  

Zaczęła się jednak zastanawiać, czy on rzeczywiście był jedynym mężczyzną, który mógł 

wzbudzić w niej takie uczucia. Może to wynikało tylko z tego, że był jedynym mężczyzną, 
jakiemu kiedykolwiek dała taką szansę.  

Była  jakby  spętana  uczuciem  do  Philippe’a,  dlatego  też  nigdy  nie  zainteresowała  się 

innym mężczyzną.  

Pomyślała o incydencie  z Alainem, kiedy tak mocno przyciskał  ją do siebie na jachcie. 

Inaczej niż w przypadku Philippe’a, wyczuła u Alaina pewien rodzaj czułości, której Philippe 
nigdy jej nie okazywał. Jakiś wewnętrzny głos odpowiedział Fionie, że to nonsens i że w ten 
sposób  próbuje  tylko  znaleźć  możliwość  ukrycia  swoich  prawdziwych  uczuć  do  Philippe’a. 
Zaczęła nawet wyszukiwać powody, dla których mogłaby go odrzucić, i zastanawiała się, jaki 
mężczyzna  mógłby  zająć  w  jej  sercu  jego  miejsce.  Alain  wydawał  się  być  najbardziej 
odpowiedni.  

Istniał jednak jeszcze inny powód, żeby trzymać się Alaina, choć Fiona niechętnie się do 

tego  przyznawała.  Wiązało  się  to  z  niezwykłą  reakcją  Philippe’a,  kiedy  zobaczył  ją  w 
ramionach  Alaina.  Nigdy  jeszcze  nie  widziała,  żeby  Philippe  był  taki  zły  i  tak  o  nią 

zazdrosny. Doszła do wniosku, że to dobry pomysł – zepchnąć Philippe’a do defensywy.  

Uradowana tym postanowieniem, Fiona włożyła nową letnią sukienkę i zeszła do jadalni 

na  kolację.  Stół  nakryty  był  białym  adamaszkiem  i  zastawiony  drogocenną  błękitno-białą 
porcelaną. Kucharka przyrządziła typową, obfitą kolację francuską. Jedno danie następowało 
po drugim.  

Były  szparagi  w  sosie  ziołowym,  pasztet  z  wątróbek  i  świeże  małże  jako  przystawka, 

potem  podano  smakowitą  zupę  rybną,  po  czym  potrawy  mięsne  i  rybne:  sole  z  ogórkami, 
później kruche mięso jagnięce w delikatnie przyprawionym sosie kurczak w winie.  

Po głównym daniu, zgodnie z francuskim zwyczajem, podano sałatę z własnego ogrodu. 

Na  zakończenie  półmisek  z  niezwykle  bogatym  wyborem  serów  i  pucharki  wypełnione  po 
brzegi dojrzałymi poziomkami.  

Kiedy przyniesiono kawę, Fiona odetchnęła z ulgą. Nie pamiętała już, kiedy to ostatni raz 

jadła tak smacznie i obficie. Nie odmawiała sobie również wina. W końcu poczuła się lekko 
podchmielona.  

Spostrzegłszy zaróżowione policzki bratanicy, Edward zaproponował spacer po parku.  
Fiona z ochotą przyjęła zaproszenie wuja, i oboje wyszli z jadalni.  
– Jak się czujesz, drogie dziecko? – spytał Edward.  
– Zupełnie dobrze. Jestem tylko na lekkim rauszu. Nawet nie zauważyłam, że piję więcej 

background image

niż zwykle.  

– Wypiłaś zaledwie dwa kieliszki – uśmiechnął się Edward. – Jeśli chcesz mieszkać we 

Francji, będziesz się musiała do wina przyzwyczaić.  

Odkrył  niewielką  ławeczkę  i  tam  też  zaprowadził  bratanicę.  Fiona  spoglądała 

rozmarzonym wzrokiem w niebo. Chmury zniknęły i rozświetliło się morze gwiazd.  

Ze swojego miejsca miała widok na leżące u jej stóp miasto, rozjaśnione niezliczonymi 

światłami. Od morza powiewała lekka bryza.  

Fiona był zachwycona.  
– Czyż to nie cudowne? 
– Faktycznie – odparł Edward w swoim suchym angielskim stylu. – Ale teraz opowiedz 

mi wreszcie, co zdarzyło się przed kolacją. Chyba nigdy jeszcze nie widziałem Juliette w tak 
złym nastroju.  

– Ach, była tylko zła na Philippe’a – Fiona wzruszyła ramionami.  
– To zauważyłem. Ale czym to Philippe tak ją zdenerwował? 
– Zastała go u mnie w pokoju, na moim łóżku.  
– Co takiego? – Edward uniósł brwi.  
–  Tak,  a  ja  miałam  na  sobie  tylko  prześcieradło  kąpielowe.  Juliette  zarzuciła  mi,  że  z 

premedytacją  zwabiłam  Philippe’a  do  swojego  pokoju,  żeby  go  uwieść.  A  przecięż  to 
Philippe... – Fiona urwała, zorientowawszy się, co chciała powiedzieć.  

– To Philippe chciał cię uwieść – dokończył jej zdanie Edward.  
– Wujku Edwardzie! – Fiona była oburzona.  
–  Czy  nie  to  miałaś  na  myśli?  Nawiasem  mówiąc,  nawet  w  najmniejszym  stopniu  nie 

jestem zaskoczony. Zacząłem się już zastanawiać, kiedy wreszcie Philippe spróbuje to zrobić. 
Gdybym był na twoim miejscu, to...  

– Wujku Edwardzie! – Fiona popatrzyła na niego zdumionym wzrokiem.  
Edward uśmiechnął się z zakłopotaniem.  
–  Przepraszam,  to  pewnie  z  powodu  tego  wina.  Nie  przejmuj  się  paplaniną  starego 

człowieka.  

Fiona przyjęła przeprosiny i myślała, że temat został zakończony.  
– Ale, jak już powiedziałem, zachowanie Philippe’a nie zaskoczyło mnie w najmniejszym 

stopniu.  Zastanawiałem  się już,  kiedy wreszcie się opamięta i  da sobie spokój  z Juliette.  Ty 

lepiej do niego pasujesz.  

Fiona  była  kompletnie  zaskoczona.  –  Ależ  wujku  Edwardzie.  Nie  bardzo  mogę  za  tobą 

nadążyć.  

– Ja staram się tylko zrozumieć Philippe’a – uśmiechnął się Edward.  
–  Ale  ja  przecież  nie  chcę,  żeby  on  zrezygnował  z  Juliette.  To  jedno  wielkie 

nieporozumienie, i jestem pewna, że zdarza mu się to nie po raz pierwszy.  

– Masz rację – zgodził się wuj. – Ale po raz pierwszy ty zostałaś w to wciągnięta. Juliette 

ogarnął niepokój. Jest gotowa walczyć. I to ty jesteś jej wrogiem.  

Jeszcze kilka godzin wcześniej Fiona też tak sądziła.  
– Dlaczego Juliette przeze mnie miałaby się czuć zagrożona? – zapytała wuja.  

background image

– Wystarczy, że spojrzy na Philippe’a, a instynkt dopowie jej resztę.  
–  Ale  przecież  powinna  zauważyć,  że  Philippe  nie  traktuje  mnie  poważnie.  On  nadal 

widzi we mnie małą dziewczynkę...  

–  Z  ciałem  kobiety  –  wpadł  jej  w  słowo  Edward.  –  A  to  Philippe  traktuje  bardzo 

poważnie.  

– Właśnie o to chodzi. Każda kobieta mogłaby wzbudzić w nim te uczucia. Ja osobiście 

nic  dla  niego  nie  znaczę.  Podnieca  go  tylko  moje  ciało.  Tak  naprawdę  jestem  mu  głęboko 
obojętna. Rzecz w tym, że on jest po prostu typowym mężczyzną.  

– Ach, tak? – Edward uśmiechnął się z rozbawieniem. – Więc mężczyźni nie są zdolni do 

odczuwania głębszych uczuć? 

– Tylko niektórzy.  
– Nie możesz mieć o tym pojęcia, bo jeszcze nigdy żadnemu nie dałaś okazji.  
– Bo też i nie miałam powodu – odparła Fiona.  
– Do tej pory.  
– Możliwe. Nie myślę jednak, żeby Philippe miał poważne zamiary.  
– Tak jednak myśli Juliette.  
– Juliette jest po prostu zazdrosna. Ale w końcu powinna zrozumieć, że nie ma powodu 

do zazdrości. Nie zamierzam jej niczego wyjaśniać. Niech sama do tego dojdzie.  

–  A  dlaczego  Philippe  sam  nie  chce  jej  uspokoić  i  w  ten  sposób  zakończyć  całego 

przedstawienia? 

– Ona by mu nie uwierzyła. A poza tym Juliette jest pewna, że to ja chcę go uwieść. Dla 

niej jestem podstępną uwodzicielką. Niczego innego nie chce przyjąć do wiadomości.  

– Cóż, w takim razie będziecie to musiały załatwić między sobą...  
Jakiś hałas zakłócił ciszę. Zachrzęścił żwir. Oboje zwrócili się w tym kierunku i zobaczyli 

wspinające się na wzgórze światła reflektorów. Samochód zatrzymał się, trzasnęły drzwiczki i 
rozległy się kroki.  

Zbliżał się do nich młody, atletycznie zbudowany mężczyzna. Fiona poznała Alaina.  
Alain  miał  na  sobie  białe  spodnie  i  biały  sweter  w  czerwone  pasy.  Jego  błękitne  oczy 

zalśniły. Fiona przedstawiła go wujowi.  

– Czy to pan jest tym himalaistą? 
– W rzeczy samej. – Alain uśmiechnął się szeroko, pokazując piękne, białe zęby.  
– Fiona, czy wiesz, kim jest ten człowiek? 
–  To  Alain  Charnel,  himalaista,  właśnie  to  powiedziałeś.  –  Fiona  i  Alain  wybuchnęli 

śmiechem.  –  Poza  tym  jest  bliskim  przyjacielem  Philippe’a.  Aha,  o  mały  włos  bym 
zapomniała: Alain jest też bardzo dobrym żeglarzem, błyskawicznie reagującym w trudnych 
sytuacjach. – Spojrzała na Alaina.  

–  Ależ  to  jeden  z  pierwszych  ludzi,  którzy  weszli  na  Mount  Everest,  na  dodatek  w 

rekordowym  czasie  i  w  trudnych  warunkach.  Pisały  o  tym  wszystkie  gazety.  Pan  Charnel 
cieszy się międzynarodową sławą. – Edward był zachwycony.  

– Bez przesady – odparł skromnie Alain. – Byłem jedynie członkiem międzynarodowej 

wyprawy.  Gazety  zawsze  stukają  sensacji,  a  wyczyny  himalaistów  wydają  się  tematem 

background image

poruszającym fantazję opinii publicznej.  

– Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje? – zapytał jakiś tajemniczy głos z ciemności. 

Philippe wyszedł z cienia i serdecznie przywitał się z przyjacielem.  

–  Ach,  sama  nie  wiem.  –  Fiona  świadomie  postanowiła  dokuczyć  Philippe’owi  i 

wpatrzyła się w Alaina.  

– Myślę, że potrafię zrozumieć, co ludzie w nich widzą.  
–  Nie  będę  z  tobą  dyskutował  –  rzekł  powoli  Philippe.  –  W  każdym  razie  odnoszę 

wrażenie,  że  znakomicie  reprezentujesz  tutaj  opinię  publiczną.  –  Obrzucił  ją  wyniosłym 
spojrzeniem.  

–  Wielkie  dzięki  za  komplement  –  odparła  Fiona,  wykonując  przesadnie  uprzejme 

dygnięcie. – Chciałabym cię jednak ostrzec. W odróżnieniu od opinii publicznej w ogóle nie 
interesuję się bogatymi playboyami.  

–  Przypomnę  ci  o  tym  następnym  razem  –  odparł  chłodno  Philippe  –  kiedy  poprosisz 

mnie o autograf.  

Edward  i  Alain  wybuchnęli  śmiechem.  Ale  Fiona  gniewnie  zacisnęła  pięści.  Choć  raz 

chciała mieć nad Philippe’em przewagę.  

–  Miałbyś  ochotę  obejrzeć  galerię  moich  przodków?  –  spytał  Philippe  Alaina.  Potem 

zwrócił się do Edwarda i Fiony: – Możecie nam oczywiście towarzyszyć.  

– Co to za galeria? – Fiona szeptem spytała wuja.  
– O ile się nie mylę, znajdziesz tam całą jego rodzinę.  
– Och, za nic w świecie nie chciałabym przegapić takiej okazji! 
Weszli  do domu. Edward pozostał  na ławeczce,  paląc sobie  fajkę.  Philippe poprowadził 

ich marmurowymi schodami do sali na górze.  

Było to ogromne pomieszczenie z kasetonowym stropem i parkietem, ciemne aksamitne 

kotary przysłaniały łukowe okna. W powietrzu unosił się lekko stęchły zapach, jakby kotary 
wisiały w tej sali od setek lat.  

Fiona była zdumiona podobieństwem Philippe’a do jego przodków. Okazało się, że Alain 

odniósł to samo wrażenie.  

–  Duże  podobieństwo  rodzinne  –  stwierdził  z  uśmiechem.  Wodził  wzrokiem  pomiędzy 

Philippe’em i portretem jego dziadka. – Co o tym sądzisz, Fiona? 

–  Myślę,  że  pewnego  dnia  galeria  wzbogaci  się  o  cudowny  portret  Philippe’a.  – 

Roześmiała się.  

–  Ale,  ale  –  zauważył  Alain  –  nigdzie  nie  widzę  obrazu  twego  ojca.  Czyżbym  go 

przeoczył? 

–  Nie.  Obrazy  wiesza  się  dopiero  po  śmierci  sportretowanej  osoby.  A  ostatnim  razem, 

kiedy  się  widzieliśmy,  ojciec  był  jeszcze  w  świetnej  formie.  Chociaż  trochę  się  postarzał. 
Nawiasem  mówiąc,  jeśli  będziemy  mieli  szczęście  –  dodał  Philippe  –  to  wkrótce  nas 
odwiedzi. Mieszka niedaleko stąd. Z pewnością już wie, że przyjechałem.  

– Czy to znaczy, że jeszcze się z nim nie skontaktowałeś? – spytała zaskoczona Fiona.  
– Nie, surowo mi tego zabronił. Myśli, że z powodu jego wieku mógłbym go zamknąć w 

złotej  klatce.  Dlatego  uparł  się,  że  to  on  pierwszy  będzie  się  ze  mną  kontaktował,  ilekroć 

background image

zjadę  do  Nicei.  Wszyscy  nasi  urzędnicy  doskonale  się  między  sobą  znają  i  potrafią 
zatroszczyć się o to, żeby dowiedział się o moim przyjeździe. Zwłaszcza teraz, kiedy wszyscy 
o tym mówią...  

– O czym mówią? – przerwała mu Fiona.  
–  O  przyjęciu  Philippe’a  –  odpowiedział  Alain.  –  I  o  jego  gościach.  Krąży  mianowicie 

pogłoska, że Philippe przywiózł swoją przyszłą narzeczoną, aby przedstawić ją ojcu.  

– Zawsze krążą jakieś pogłoski – bronił się Philippe.  
–  Ale  to  nie  pogłoska,  że  twój  ojciec  jest  już  w  podeszłym  wieku  i  pragnie,  żebyś  się 

ożenił. Przed śmiercią chciałby się też doczekać wnuków.  

– Mój ojciec będzie żył jeszcze dwadzieścia lat. Jest po prostu zbyt uparty, żeby umrzeć.  
– Gdyby to rzeczywiście była tylko kwestia silnej woli, mógłbym w to uwierzyć – rzekł 

Alain. – Ale siły go opuszczają. Słyszałem, że lekarze nie dają mu więcej niż rok życia.  

– Powtarzają to już od trzech lat – Philippe zwrócił się do Fiony.  
– Jakkolwiek by było – ciągnął dalej Alain – całe miasto nie mówi o niczym innym, jak 

tylko  o  przyjęciu.  Możesz  sobie  wyobrazić,  że  istnieje  tutaj  cała  armia  miejscowych 
piękności, które zagięły parol na Philippe’a, a teraz pojawią się na przyjęciu wystrojone jak 
nigdy w życiu, żeby wydać wyrok na zwycięską rywalkę.  

– Twój ojciec też przyjedzie? – spytała Fiona.  
– Chyba się pokaże – odpowiedział Alain. – Jak myślisz, Philippe? 
– Nie wiem, czy cokolwiek mogłoby go od tego powstrzymać.  
Po tych słowach opuścili galerię i zeszli na dół.  
Fiona zastanawiała się właśnie, gdzie też Juliette może się podziewać przez cały wieczór, 

gdy ta wyszła im naprzeciw w hallu. Kobiety nawet na siebie nie spojrzały.  

Juliette  przywitała  Alaina  przyjacielskim  pocałunkiem,  po  czym  wszyscy  postanowili 

pojechać nad morze na nocny spacer.  

Otwartym sportowym wozem Alaina dojechali do samej plaży.  
Juliette  i  Philippe  pobiegli  na  brzeg.  Fiona  została  w  samochodzie,  skąd  mogła  się  im 

przyglądać.  

– Piękna para, prawda? – odezwał się Alain.  
–  Tak,  myślę,  że  to  będzie  szczęśliwe  małżeństwo  –  odparła  Fiona  zagryzając  dolną 

wargę.  

– Tak, na Philippe’a już czas. Teraz potrzebna mu życiowa stabilizacja.  
– Wydaje mi się, że to stwierdzenie osobliwie brzmi w ustach takiego człowieka jak ty.  
Alain popatrzył na nią. – Właściwie masz rację. Sam się nad tym zastanawiałem, ale do 

tej pory nigdy nie spotkałem odpowiedniej kobiety.  

– Jeśli wierzyć w to, co mówił o tobie Philippe, to okazji ci nie brakowało: 
– Oczywiście, były kobiety w moim życiu, ale właściwie zawsze miałem pecha.  
– Dlaczego? – naiwnie spytała Fiona.  
– Ponieważ nigdy jeszcze nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty.  
Fiona była zupełnie zaskoczona. – Ależ Alain! Przecież dopiero co się poznaliśmy. Nic 

jeszcze o mnie nie wiesz...  

background image

– Są rzeczy, które wie się od razu.  
Fiona  popatrzyła  w  jego  jasne,  błękitne  oczy,  i  przez  chwilę  wydało  się  jej,  że  Alain 

powiedział to szczerze i uczciwie. Wszystko, co robił i mówił, nie było pozbawione pewnego 
uroku, nie chciała więc zaprzeczać, żeby nie popsuć nastroju.  

– A jak jest z tobą? – zapytał z nagła. – Też od razu wiesz, co dla ciebie jest najlepsze? 
–  Wydaje  mi  się,  że  potrzebuję  więcej  czasu  niż  ty.  Alain  łagodnie  położył  rękę  na  jej 

ramieniu. – Dam ci czas, którego potrzebujesz.  

Fiona poczuła się dziwnie poruszona jego słowami. Ale już nie mogła mu odpowiedzieć, 

gdyż Philippe i Juliette wrócili do samochodu.  

Ruszyli  w  powrotną  drogę.  Przy  pożegnaniu  Alain  długo  ściskał  rękę  Fiony,  zanim 

odjechał. Fiona natychmiast pobiegła do swojego pokoju, nie mogła więc zauważyć dziwnego 
spojrzenia, jakim obrzucił ją Philippe.  

Fiona rzuciła się na łóżko. Próbowała uporządkować chaotyczne myśli. W końcu jednak 

zasnęła.  

background image

 

Następnego  ranka  Fiona  obudziła  się  ze  wspaniałym  uczuciem  pełnego  napięcia 

oczekiwania. Zaczęła się zastanawiać nad przyczyną. To był Alain! 

Myślała o nim stojąc pod prysznicem. W wyśmienitym humorze zeszła na śniadanie.  
Kucharka  podała  świeże  rożki  i  kawę  z  mlekiem.  Philippe  przywitał  Fionę  uprzejmym 

uśmiechem. Odpowiedziała mu z rezerwą, co nie uszło uwagi Philippe’a.  

– Czy coś jest nie tak? 
– A co miałoby  być nie tak? Czuję się cudownie. Philippe zatrzymał  na niej badawczy 

wzrok. – Wyglądasz, jakbyś straciła głowę.  

Fiona z rozkoszą ugryzła kawałek rożka. – Tak można by to nazwać.  
– Zastanawiam  się tylko, jaki mógł  być powód? – drwił  dalej. – Bo przecież chyba nie 

mój stary przyjaciel Alain? 

– To nie twoja sprawa.  
– Aha, mogłem się tego domyślać. Wieczór na plaży przy blasku księżyca i już po tobie.  
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – Fiona wypiła łyk kawy.  
– Znam go od tej strony. – Philippe zrobił tajemniczą minę.  
–  Nie  masz  nic  innego  do  roboty,  tylko  wtykać  nos  w  sprawy,  które  nie  powinny  cię 

obchodzić? 

– Rzecz dotyczy mojego przyjaciela, a jego los bardzo mnie obchodzi. – Philippe drwiąco 

skrzywił wargi.  

– Alain ma w sobie coś, czego nigdy jeszcze nie spotkałam u innych mężczyzn.  
–  Czy  aby  szukałaś  we  właściwym  miejscu?  Fiona  puściła  mimo  uszu  tę  dwuznaczną 

uwagę. – Tak, myślę, że tak. Alain to niezwykły człowiek.  

– Nie mam co do tego wątpliwości. Ale co dokładnie tak cię w nim pociąga? 
– Cóż, to atrakcyjny, bardzo atrakcyjny mężczyzna. Ale nie tylko o to chodzi – odparła 

Fiona  z  powagą.  –  Działa  na  mnie  ekscytująco.  Mam  wrażenie,  że  wiele  przeżył  i  wiele 
doświadczył  w  życiu.  Poza  tym  jest  jeszcze  to  c  o  ś,  co  z  niego  emanuje.  Przypuszczalnie 
bierze się to stąd, że jako himalaista wystawiony jest na tyle niebezpieczeństw.  

– Tak, Alain jest niebezpieczny – ironicznie potwierdził Philippe.  
Fiona mówiła dalej, nie zwracając na niego uwagi.  
–  A  mimo  to  jest  łagodny,  uprzejmy  i  czuły.  Potrafi  dostrzegać  uczucia  innych  ludzi  i 

uszanować je nawet wtedy, gdy się z nimi nie zgadza! 

– Zdarzyło mi się słyszeć o nim zupełnie inne rzeczy.  
– Możliwe, nikt nie jest doskonały.  
– Cieszy mnie, że jeszcze nie całkiem jesteś zaślepiona miłością.  
–  Doskonale  wiem,  co  robię  –  Fiona  uśmiechnęła  się.  Philippe  rozparł  się  w  swoim 

krześle. – Mam nadzieję.  

Alain złamał już niejedno serce.  
– Dokładnie to samo miss Lord powiedziała o tobie, kiedy sądziła, że widzę się z tobą po 

background image

raz pierwszy – odparowała Fiona.  

– Nie całkiem rozumiem związek – stwierdził Philippe.  
Fiona  nie  odpowiedziała,  gdyż  nagle  sobie  uświadomiła,  iż  niewiele  brakowało,  a 

wyznałaby coś, czego on w żadnym wypadku nie powinien wiedzieć: ostrzeżenie miss Lord 
nie  zrobiło  na  niej  żadnego  wrażenia,  i  mimo  wszystko  .  zdążyła  się  w  nim  zakochać.  To 
byłoby równoznaczne z wyznaniem miłości.  

–  Chciałam  tylko  powiedzieć  –  stwierdziła  –  że  nie  musisz  wierzyć  opiniom,  jakie 

rozpuszczają o kimś osoby trzecie. Sam musisz tego człowieka poznać i wyrobić sobie własną 
opinię.  

– A jaką opinię wyrobiłaś sobie na mój temat? – spytał Philippe.  
– Mówiłam o Alainie.  
– Wiem. Ale chętnie bym usłyszał, w jakim stopniu mogę liczyć na względy u ciebie. Czy 

doszłaś do wniosku, że opinia miss Lord była uzasadniona? 

– Mogło to dotyczyć kilku innych dziewczyn. Na mnie osobiście nie zrobiło to żadnego 

wrażenia.  

– A zatem po wszystkim, co o mnie usłyszałaś, musiałem cię mocno rozczarować.  
– Możliwe.  
– Jak to: możliwe? Nie jesteś tego pewna? 
Fiona  spostrzegła,  że  rumienią  się  jej  policzki.  –  Ależ  doprawdy,  Philippe.  Jesteś  zbyt 

egocentryczny. Czy choć raz moglibyśmy porozmawiać nie o tobie? 

Philippe przechylił się nad stołem. – Ale przecież my rozmawialiśmy o tobie. Chyba że za 

niemożliwe uznasz zastanawianie się nad sobą bez wplątywania się we własne myśli.  

– Moje myśli – przypomniała mu Fiona – zajmują się kim innym. Dla ciebie nie ma w 

nich miejsca.  

– Ależ Fiona! Jak długo, twoim zdaniem, utrzyma się twoja sympatia dla Alaina? 
– To tak naprawdę jeszcze się nawet  nie zaczęło. Gdybyś mnie nie nękał  pytaniami, to 

wciąż jeszcze miałabym wątpliwości, czy w ogóle można tu mówić o jakimkolwiek związku. 
Wydaje mi się, że oboje zbyt szybko wyciągnęliśmy wnioski.  

–  Tego  mi  nie  wmówisz.  Alain  nie  pozostawia  żadnych  wątpliwości  co  do  swoich 

zamiarów.  

–  Musiałby  się  bardzo  sprężyć,  żeby  pokonać  cię  w  tej  grze.  –  Spojrzała  na  niego 

wyniośle.  

– Nigdy nie zmuszałem cię do czegoś, czego sama byś nie chciała.  
– To już jest arogancja! 
– Wiem, ale to prawda.  
Zamiast nad tym dyskutować, Fiona powiedziała: – To samo może się odnosić do Alaina.  
– Tego się właśnie najbardziej obawiam. – Zdawało się, że już sama myśl o tym była dla 

Philippe’a nie do zniesienia.  

–  Czy  to  znaczy,  że  się  o  mnie  lękasz?  Byłabym  mocno  zaskoczona,  Philippie,  bo 

przecież chyba nie jesteś zazdrosny? 

– Zazdrosny? – Philippe wykonał pogardliwy gest. – Czy ja kiedykolwiek wspominałem 

background image

o zazdrości? 

Zapadło długie milczenie. Fiona przyglądała się Philippe’owi. On miał nad nią osobliwą 

moc. Moc, której Fioria nie potrafiła się oprzeć. Mimo to rozgniewała się na Philippe’a.  

–  To  wyłącznie  sprawa  Alaina  i  moja  –  stwierdziła.  –  Dlaczego  nie  zostawisz  nas  w 

spokoju? 

–  O  czym  rozmawiacie?  –  spytał  Edward,  wchodząc  do  jadalni.  Jego  ciepły  uśmiech 

zburzył mur, jaki wzniosła wokół siebie Fiona.  

– Dzień dobry, wujku Edwardzie. – Nadstawiła mu policzek do pocałunku.  
– Hallo, Philippe! – Edward rzucił panu domu badawcze spojrzenie. – Cóż tak radośnie 

wyglądasz od samego rana? 

– Pańska bratanica i ja rozmawialiśmy o jej romansach.  
Edward spojrzał na nich zdziwiony. – Mam nadzieję, że wam nie przeszkodziłem.  
– Nie, wcale nie – odrzekł uprzejmie Philippe.  
– Rozmawialiśmy o Alainie – wtrąciła Fiona. – To znaczy, ja o nim mówiłam. Philippe 

jak zwykle był zainteresowany wyłącznie rozmową o sobie samym.  

Edward  rozciął  swój  rożek  i  rzucił  bratanicy  badawcze  spojrzenie,  żeby  się  przekonać, 

czy powiedziała to poważnie.  

To  nie  była  ta  sama  Fiona,  która  jeszcze  wczoraj  otwierała  przed  nim  swoje  serce. 

Zastanawiał się, co też tak nagle mogło wpłynąć na zmianę jej zdania, powiedział więc tylko: 
– Ach, ten Charnel? Czarujący człowiek, prawdziwy donżuan – sądząc po jego wyglądzie i po 
tym, co o nim słyszałem.  

– Tak, właśnie dyskutujemy o tym z Fioną.  
– Myślę, że nie masz wielkich szans na dyskusje. Co można powiedzieć kobiecie, która 

się zakochała? 

–  Skąd  wam  coś  takiego  przyszło  do  głowy?  –  ofuknęła  ich  Fiona.  –  Nie  jestem  ani 

zakochana,  ani  zaręczona.  Poznałam  mężczyznę,  którego  lubię  i  który  chyba  też  mnie  lubi. 
Chcielibyśmy  się  widywać  częściej,  i  nikt  nam  w  tym  nie  przeszkodzi.  Dlaczego  wciąż 
traktujecie mnie jak małą dziewczynkę? 

–  Bo  mówisz  i  zachowujesz  się  jak  mała  uparta  dziewczynka.  –  Mówiąc  to,  Philippe 

spojrzał na Edwarda w oczekiwaniu na aplauz.  

– Nie całkiem mogę się z tym zgodzić – odpowiedział Edward, zaskakując w ten sposób i 

Philippe’a,  i  Fionę.  –  Jeśli  Fiona  rzeczywiście  czuje  tak,  jak  mówi,  i  jeśli  wiem,  czego  ona 

chce, to nie mam pojęcia, jak moglibyśmy ją przed tym powstrzymać.  

Swojej bratanicy rzucił jednak pełne dezaprobaty spojrzenie.  
–  W  porządku  –  rzekł  Philippe.  –  Niech  zatem  robi,  co  chce,  dopóki  wiem,  w  co  się 

wdaje.  

–  Philippe,  myślę,  że  możesz  powiedzieć  Fionie  więcej  niż  ja.  Ostatecznie  jesteś 

przyjacielem Alaina i znasz go od lat.  

– W tym właśnie problem – powiedziała Fiona, rzucając spojrzenie na wuja. – Wydaje mi 

się,  że  pomiędzy  nimi  doszło  do  pewnej  rywalizacji.  Philippe  nie  znosi,  kiedy  ktoś  inny 
zyskuje więcej względów u kobiety.  

background image

– Czy to nie jest lekka przesada? – ostrzegł ją Edward.  
– A choćby nawet... Philippe na pewno sobie z tym poradzi – odrzekła spokojnie.  
–  Jeśli  tak  widzisz  te  sprawy,  Fiona,  to  ogromnie  mi  przykro.  Moje  postępowanie  w 

stosunku do ciebie zrozumiałaś całkowicie błędnie. Ale to już nie ma znaczenia. Jesteś wolna 
i możesz robić, co zechcesz. Muszę już iść. Mam jeszcze trochę pracy.  

Po tych słowach wyszedł z pokoju.  
Fiona  z  pewnym  rozczarowaniem  spoglądała  za  jego  oddalającą  się  wysoką  postacią. 

Philippe zbyt szybko się poddał. Miała ochotę pospierać się jeszcze na argumenty.  

W jego zachowaniu było coś, co ją zaskoczyło. Zaniepokoił ją ten cień rezygnacji w jego 

głosie. Zastanawiała się, co też o tym wszystkim myśli wuj. Na odpowiedź nie musiała długo 
czekać,  bo  po  chwili  milczenia  Edward  powiedział:  –  Myślę,  że  to  ci  się  udało,  drogie 
dziecko. Mam nadzieję, że właśnie tego chciałaś.  

– Co masz na myśli, wujku Edwardzie? Co mi się udało? 
–  Zniszczyłaś  wszystko,  co  sobie  wymarzyłaś,  nie  wiem  tylko,  dlaczego.  –  Edward  w 

zamyśleniu pocierał sobie podbródek.  

– Philippe i ja nie mamy wobec siebie żadnych zobowiązań. On nie obchodził się ze mną 

zbyt uprzejmie. Jak w takim razie mogły się rozwinąć moje uczucia? 

– Raz bronisz się przed jego nazbyt namiętnymi uczuciami, innym znów razem skarżysz 

się, że ich nie okazuje. Czy ty właściwie wiesz, czego chcesz, Fiona? – Twarz wuja przybrała 
mocno zatroskany wygląd.  

– Wujku Edwardzie, przecież to wszystko już omówiliśmy.  
– Ale nie dałaś Philippe’owi szansy! 
–  On  nie  miał  szansy?  –  Fiona  zezłościła  się.  –  Na  co  jeszcze  mam  czekać?  Na 

zaproszenie na jego ślub? Jestem przekonana, że on i Juliette będą ze sobą szczęśliwi.  

– Ależ nikt tu jeszcze nie mówił o ślubie, i to w dodatku ślubie Philippe’a z Juliette.  
–  Wujku  Edwardzie,  przecież  to  ty  pierwszy  mi  o  tym  opowiadałeś.  Czyżbyś  już 

zapomniał?  W  drodze  z  lotniska  mówiłeś  o  pewnej  wysoko  postawionej  osobistości,  która 
zabiega o rękę Juliette.  

–  Powiedziałem  jedynie,  że  krążą  takie  pogłoski,  to  wszystko.  Chciałem  z  ciebie 

zażartować. Wiem przecież, jakie uczucia żywisz wobec Philippe’a.  

Fiona straciła pewność siebie. – Ale Juliette też mi coś powiedziała.  
– Czy powiedziała ci, że Philippe jej się oświadczył? 
–  Nie  wprost,  ale  Juliette  zapewniła  mnie,  że  wszystko  jest  na  dobrą  sprawę 

postanowione.  

– I tyś w to uwierzyła? – Edward gniewnie zmarszczył czoło.  
–  A  dlaczego  miałabym  nie  uwierzyć?  –  Fiona  chciała  mu  opowiedzieć  o  zakupie 

pierścionka, w końcu jednak zrezygnowała.  

– Juliette jest przecież ostatnią osobą, której w takich sprawach można by dać wiarę. Ona 

wie, od jak dawna zakochana jesteś w Philippie.  

–  Wujku  Edwardzie,  to  naprawdę  jest  już  postanowione.  Wczoraj  Alain  powiedział,  że 

ojciec Philippe’a pojawi się na przyjęciu, żeby poznać narzeczoną syna. Podobno cała Nicea o 

background image

tym  mówi.  Każdy  chce  zobaczyć  przyszłą  madame  de  la  Roche.  Alain  twierdził,  że  wiele 
młodych dam będzie tym faktem mocno rozczarowanych.  

– Alain ma swoje powody, żeby tak mówić – ostrzegł ją Edward.  
– Ale Philippe był przy tej rozmowie.  
– I co powiedział? 
Fiona  zawahała  się.  –  Powiedział  tylko...  cóż  zresztą  miał  powiedzieć?  Że  to  wszystko 

głupie gadanie.  

– A ty mu oczywiście nie uwierzyłaś? Fiona potrząsnęła głową.  
– Przecież to on jest tym mężczyzną, który rzekomo ma się ożenić. Czy nie sądzisz, że 

właśnie on powinien o wszystkim najlepiej wiedzieć? 

– Przecież wiesz, jaki on jest. Zawsze tajemniczy i pełen niespodzianek. On lubi pogłoski 

na swój temat.  

– Właśnie. I właśnie dlatego takim pogłoskom nie zaprzecza.  
– Sam widziałeś, jak on i Juliette się zachowują. Są zawsze razem i robią wszystko, żeby 

nikt im nie przeszkadzał.  

– Az kimże miałby być, od kiedy tyś się skupiła na tym himalaiście? Nie chcę cię ganić – 

rzekł miękko Edward. – Ale dlaczego tak się uparłaś, żeby zacząć tę historię z Alainem? 

–  Uważam,  że  on  jest  bardzo  miły,  i  chciałabym  go  jeszcze  zobaczyć.  Powiedział,  że 

zabierze mnie na małą wycieczkę. Zgodziłam się, to wszystko, co się zdarzyło, nic więcej.  

– W tym nie musi być nic złego – rzekł z niepokojem Edward. – Ale bądź ostrożna, to 

prawdziwy pożeracz serc.  

– Jeszcze groźniejszy od Philippe’a? – Fiona uśmiechnęła się.  
– On jest inny niż Philippe. To gracz, mówi się, że grywa o wysokie stawki. Właściwie to 

tylko  plotka,  ale  krąży  opowieść  o  tym,  że  pewnego  razu  założył  się  o  kobietę  stawiając 
dziesięć tysięcy franków.  

Fiona wpatrzyła się przerażonym wzrokiem w wuja. – O kobietę? 
Edward odetchnął głęboko. – Założył się, że potrafi rozkochać w sobie pewną kobietę.  
– To wydaje się wprawdzie trochę dziwne, ale właściwie w tym też nie widzę nic złego. 

Jeśli  ją  naprawdę  kochał,  to  jest  całkiem  możliwe,  że  w  ten  sposób  chciał  ją  przekonać  o 
swoich uczuciach.  

– Ależ on jej wcale nie kochał. Kiedy już wygrał zakład, porzucił ją dla innej. I to bez 

słowa pożegnania.  

– To na pewno nie jest cała prawda. – Fiona nie ustępowała.  
– Faktycznie, bo ta kobieta była zamężna.  
–  Zamężna?  Założył  się,  że  potrafi  zdobyć  mężatkę?  Jakoś  trudno  mi  w  to  uwierzyć, 

wujku Edwardzie.  

–  Nie  chcesz  mi  uwierzyć,  bo  to  zburzyłoby  twoje  romantyczne  złudzenia  na  temat 

Alaina. Czemu nie spytasz go o to sama? 

– Nie umiałabym. Poza tym to nieuprzejmie grzebać w przeszłości innych ludzi. Czyżbyś 

przypuszczał, że Alain o mnie też się założył? – Fiona roześmiała się.  

Edward chrząknął. – Wyobraź sobie, że tak by było. Jak byś wówczas o nim myślała? 

background image

– Tak samo. Jedno bowiem jest pewne: tym razem on kieruje się innym motywem.  
– Jesteś pewna? 
– Chyba nie przypuszczasz, że zaleca się do mnie, bo z kimś się o to założył? 
– Czemu nie? Wiadomo przecież, że robi takie rzeczy.  
– Bądźże realistą, Edwardzie. Któż miałby się z nim zakładać? 
– Zastanów się nad tym.  
– Cóż, mogłabym sądzić, że to Philippe, gdyby dziś rano nie zachował się tak dziwnie z 

powodu  Alaina.  Przypominam  sobie  wprawdzie,  że  oni  między  sobą  coś  szeptali,  zanim 

Philippe nas sobie przedstawił. Ale to w tej chwili raczej nie wydaje mi się prawdopodobne. 
Chyba że Philippe przez cały dzień odgrywał komedię.  

Edward potrząsnął głową. – Nie, nie sądzę, żeby to był Philippe. Jego gniew dziś rano był 

prawdziwy.  On  rzeczywiście  nie  chce,  żebyś  się  spotkała  z  Alainem.  Ale  jest  ktoś,  komu 
bardzo by zależało, żebyś zakochała się w Alainie.  

Fiona potrafiła wytłumaczyć sobie wyraz twarzy wuja.  
– Juliette? Nie wierzę, to po prostu niemożliwe! – zawołała z niedowierzaniem.  
– A dlaczego nie? – Edward wpatrzył się w talerz. – To pasowałoby do jej zachowania. 

Ona nie jest pewna Philippe’a.  

–  Ale  jak  miałaby  to  zrobić?  Co  powiedziała  Alainowi?  Przecież  nie  mogła  mu 

oświadczyć, że jest zazdrosna.  

–  A  dlaczego  nie?  Wiesz,  jaka  jest  Juliette,  zwłaszcza  przy  takim  atrakcyjnym 

mężczyźnie jak Alain. Byłaby nich interesująca para – powiedział w zamyśleniu Edward. – 
Wystarczyłoby dać mu do zrozumienia, że Philippe jest tobą zainteresowany. Wówczas Alain 
natychmiast by się tobą zainteresował.  

– Chcąc rywalizować z Philippe’em? 
–  Właśnie.  Może  sobie  wmówił,  że  chce  cię  zdobyć,  ale  że  to  nie  ma  nic  wspólnego  z 

tym, że Philippe interesuje się tobą. W końcu jesteś dostatecznie ładna, żeby go zainteresować 
niezależnie od tego.  

–  Wielkie  dzięki,  wujku  Edwardzie  –  powiedziała  Fiona,  której  ta  rozmowa  powoli 

zaczynała działać na nerwy.  

Jednak Edward nie dał się zbić z tropu. – Sądzę jednak, że za tym kryje się coś jeszcze – 

stwierdził.  

Fiona  nie  odpowiedziała.  Jej  dobry  humor  zniknął  bez  śladu.  Nie  była  nieszczęśliwa, 

raczej zdezorientowana i niepewna.  

Najpierw  dyskusja  z  Philippe’em,  a  teraz  rewelacje  Edwarda  na  temat  Alaina.  Wstała  i 

pożegnała wuja. W zamyśleniu wyszła z jadalni. Czuła, że przez chwilę musi pobyć sama.  

Fiona włożyła kostium kąpielowy i ruszyła w drogę ku samotnej plaży.  
Ale tam był już Philippe! To ją zaskoczyło, gdyż oczekiwała, że jest w swoim gabinecie.  
Zamiast pracować, leżał tu na piasku, z rękami skrzyżowanymi pod głową i rozmarzonym 

wyrazem twarzy.  

Philippe nie usłyszał jej kroków. Fiona przyglądała mu się z pewnego oddalenia. Miała 

wrażenie, że Philippe zastanawia się nad jakimś problemem.  

background image

Naraz usiadł, opierając twarz na dłoniach. Fiona podeszła do niego powoli. Usłyszał jej 

kroki i obrócił się ku niej gniewnie.  

Fiona przystanęła. Philippe przyglądał się jej przez chwilę, aż w końcu powiedział: – Czy 

przyszłaś tu po to, by wystawać w piasku nieruchomo jak pomnik? Możesz usiąść obok mnie 
bez obaw. Przecież cię nie ugryzę.  

Fiona podeszła do niego, ale jeszcze się wahała, czy ma usiąść. Philippe pociągnął ją za 

nogi, po czym złapał w ramiona. Fiona bezradnie patrzyła w jego brązowe oczy.  

Czuła się zdana na jego łaskę. Jej ciało prężyło się ku niemu. Zamknęła oczy, żeby nie 

widzieć jego gorących spojrzeń i pożądliwych ust. Drżała pełna oczekiwania... ale nic się nie 
stało.  

Kiedy Fiona otworzyła zdumione oczy, zobaczyła Philippe^, który wciąż jeszcze się nad 

nią pochylał, patrząc takim wzrokiem, że poczuła się nieswojo.  

Nadal  nie  mogła  się  poruszyć  i  musiała  znosić  to  badawcze  spojrzenie,  aż  w  końcu 

Philippe ją puścił.  

– Przepraszam, o mały włos, a byłbym zapomniał. Przecież teraz należysz do innego. – 

Jego głos brzmiał chłodno i wyniośle.  

– Do nikogo nie należę! – odparła ze złością Fiona.  
– Ale twoje serce tak, a to prawie to samo.  
– Moje serce? – spytała Fiona. – Ono należy do mnie, i zrobię, co zechcę! 
Philippe drwiąco skrzywił usta. – W takim razie powinienem był powiedzieć, że chcesz 

innego.  

–  To  nie  jest  prawda,  nie  chcę  żadnego  innego!  –  Fiona  wykrzyczała  te  słowa,  zanim 

zdążyła się zastanowić.  

– Co powiedziałaś? – Philippe spojrzał na nią osłupiałym wzrokiem.  
– Chciałam powiedzieć, że nic się nie zmieniło! – dodała cicho.  
– Dla mnie tak. – Philippe przyglądał się mewom, krążącym nad wodą.  
– Bo jesteś taki zarozumiały. Myślisz, że byłam w tobie szaleńczo zakochana, a jedynym 

powodem zmiany jest to, że poznałam Alaina.  

Philippe rzucił kamieniem w jedną z mew.  
– Nie jesteś już we mnie zakochana, bo teraz kochasz Alaina! 
– Nie, ja... – Fiona urwała bezradnie.  
Philippe  cisnął  kamień  w  wodę.  –  To  niemożliwe,  żeby  żadna  z  tych  rzeczy  nie  była 

prawdą.  

– Ale tak właśnie jest. To znaczy...  
– To znaczy, że nadal jesteś zakochana we mnie i nie kochasz Alaina? 
– Nie! – Fiona drżała z podniecenia.  
– Więc nie kochasz mnie, tylko Alaina? 
– Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie kocham żadnego z was. Nigdy ciebie nie kochałam i nie 

jestem zakochana w Alainie.  

– Czy to ma znaczyć, że znów mogę cię całować? 
–  Nie!  Nigdy  ci  nie  dałam  takiego  pozwolenia.  Po  prostu  sam  je  sobie  dałeś!  –  W  tej 

background image

samej chwili niczego nie pragnęła bardziej niż jego pocałunków.  

– Ponieważ ty tego chciałaś... – Philippe zdawał się czytać w jej myślach.  
–  Skąd  o  tym  wiesz?  Przecież  nigdy  nie  zaczekałeś  dostatecznie  długo,  żeby  się  o  tym 

przekonać. Po prostu brałeś to, na co miałeś ochotę.  

– Przestałbym, gdybyś tylko zaprotestowała. – Philippe uśmiechnął się szeroko.  
–  To  śmieszne.  Za  każdym  razem  się  broniłam.  Tyś  to  po  prostu  ignorował.  Jesteś 

brutalny.  

Philippe uśmiechnął się. – Mówię o prawdziwej obronie, a nie o udawanych potyczkach, 

które stanowią część gry miłosnej.  

– Gry miłosnej? – Fiona była wzburzona. – Nie wiem, do jakiego pierwotnego plemienia 

należysz, ale twoi współplemieńcy z pewnością nie słyszeli jeszcze o cywilizacji zachodniej.  

Philippe uśmiechnął się.  
–  Zachodnia  cywilizacja  jest  zjawiskiem  stosunkowo  nowym.  Ja  mówię  o  prastarych 

„świętych rytuałach”.  

– Nie mam ochoty słuchać o tym, co robili twoi przodkowie, jaskiniowcy! – krzyknęła na 

niego Fiona.  

–  To  nie  różni  się  specjalnie  od  tego,  co  my  robimy  dzisiaj.  –  Philippe  pogardliwie 

skrzywił  kąciki  ust.  –  Cywilizacja  i  postęp  mogą  wprawdzie  oznaczać  lepsze  możliwości 
transportu, lepszą broń, ale nie mają nic wspólnego z tym, co dzieje się pomiędzy mężczyzną 
i kobietą.  

–  To  twoje  zdanie.  Wiem,  że  również  w  dziedzinie  stosunków  między  kobietą  a 

mężczyzną  ludzkość  zrobiła  duże  postępy.  Rozumiem,  że  wolisz  tego  nie  dostrzegać.  Na 
przykład faktu, że po wielu stuleciach dyskryminacji kobiety mają wreszcie takie same prawa 
jak mężczyźni.  

–  Ale  mężczyzna  i  kobieta  nie  są  tacy  sami.  Niedostrzeganie  tego  faktu  jest  po  prostu 

śmieszne.  

– Jesteś tego taki pewny? 
– Po pierwsze znam historię kultury, a po drugie mam doświadczenia z kobietami.  
– O których mógłbyś pisać całe tomy – powiedziała Fiona.  
– To lekka przesada. Ale kobiety, które znałem, nie domagały się równouprawnienia.  
– Niczego innego się po tobie nie spodziewałam! 
–  Jestem  zdania  –  skontrował  Philippe  –  że  kobiety,  które  zasługują  na  szacunek,  nie 

muszą o niego walczyć.  

–  Przecież  szacunek  i  równouprawnienie  to  pojęcia  względne!  W  twoich  ustach  znaczą 

jeszcze mniej niż u innych mężczyzn.  

Philippe  uśmiechnął  się.  –  Znam  przynajmniej  jednego  mężczyznę,  który...  ach,  dajmy 

temu spokój. Na pewno sama do tego dojdziesz.  

–  Czy  to  miała  być  aluzja  do  Alaina?  –  gniewnie  spytała  Fiona.  –  Mogłeś  to  sobie 

darować. Nawet przy tak krótkiej znajomości mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o traktowanie 
kobiet, jest od ciebie trochę lepszy. Alain...  

Philippe przerwał jej. – Jak już powiedziałaś, twój osąd opiera się na braku dostatecznej 

background image

ilości  doświadczeń  z  Alainem.  Co  się  zaś  tyczy  mojej  osoby,  to  nie  lubię  tracić  czasu  na 
zbędne formalności.  

– Czyżby poczekanie, aż kobieta odwzajemni twoje uczucia, było zbędną formalnością? 
–  Tak,  jeśli  od  razu  widzę,  że  jestem  pożądany!  Jego  arogancja  powoli  doprowadzała 

Fionę do wściekłości. Cóż ten przemądrzały człowiek sobie wyobraża? 

– A co się dzieje, gdy błędnie ocenisz sytuację? 
– To, moja droga Fiono, musiałoby mi się najpierw przytrafić.  
Philippe usiadł i przyjrzał jej się surowo.  
– A co byś powiedział, gdyby to się już przytrafiło? 
– Z kim? – spytał wyniośle.  
–  Ze  mną!  –  krzyknęła  mu  prosto  w  twarz.  Philippe  zachował  całkowity  spokój.  –  W 

żadnej mierze nie podzielam tej opinii – rzekł z uśmiechem.  

Fiona zaczęła nerwowo rysować figury na piasku. – Wiedziałam, że tak będziesz mówił. 

Twoja duma nie pozwala ci pogodzić się z porażką.  

–  Jeszcze  nigdy  się  nie  zdarzyło,  żeby  jakaś  kobieta  odrzuciła  moje  zaloty.  Dotyczy  to 

również ciebie, choć ty – co chętnie przyznaję – na swój sposób się broniłaś. Nigdy jeszcze 
nie spotkałem kobiety tak pełnej sprzeczności jak ty.  

– Kobietami pełnymi sprzeczności nazywasz te, które We rzucają ci się od razu na szyję? 
– Nie znam równie wojowniczej i zbuntowanej kobiety jak ty.  
– W twoich ustach brzmi to jak komplement – zadrwiła Fiona.  
– To miał być komplement. Upór należy do tych cech, które zawsze podziwiałem.  
–  Doprawdy?  –  spytała  Fiona  wysoko  unosząc  brwi.  –  A  więc  to  ma  wyjaśnić  twoje 

bezwzględne zachowanie wobec mnie? 

– Właśnie, oko za oko, ząb za ząb... Prezentujemy się sobie z najgorszej strony.  
– Twoje protekcjonalne zachowanie doprowadza mnie do takiej wściekłości, że po prostu 

muszę się bronić.  

– „Ale to samo dotyczy również mnie.  
–  To  nieprawda,  Philippe.  Ty  zawsze  taki  „byłeś.  Przypominam  sobie,  jak  matka  mi 

kiedyś  mówiła,  że  to  wynika  z  twojego  pochodzenia  i  twojego  wzrostu.  Bo  przecież  ty  w 
dosłownym sensie tych słów patrzysz na ludzi z góry. Powiedziała też, że kobiety cię zepsuły, 
bo nigdy nie stawiały ci oporu.  

– Jest  w tym  ziarno prawdy. A jednak w ten sposób  zachowuję się tylko wobec ciebie. 

Rzucamy się na siebie jak czupurne koguty, choć właściwie nie ma po temu żadnego powodu.  

– Czy to znaczy, że moglibyśmy być przyjaciółmi? – Fiona dostrzegła promyk nadziei.  
– Tak. Ale tylko pod warunkiem, że żadne z nas nie zapomni, iż ja jestem mężczyzną, a 

ty kobietą.  

Fiona ciężko westchnęła. – Znowu zaczynasz! 
–  Dlaczego?  –  niewinnie  spytał  Philippe.  –  Przecież  byłoby  to  strasznie  nienaturalne, 

gdybyśmy byli przyjaciółmi i chcieli o tym zapomnieć. I to przy tak słodkiej kobiecie jak ty.  

Fiona zignorowała tę ostatnią uwagę. – Jeśli nie potrafisz zapomnieć, że jestem kobietą, 

to zawsze będziesz czuł się ode mnie lepszy, i nigdy nie będziemy mogli zostać przyjaciółmi.  

background image

Philippe ujął ją pod brodę i spojrzał jej w oczy. – Czy nie możemy być przyjaciółmi, a 

jednocześnie się kochać? 

Fiona zaczerwieniła się, ale wciąż jeszcze była wściekła. – Nie, nigdy! – Odsunęła się od 

niego.  

– W takim razie proponuję, żebyśmy się tylko kochali.  
–  Nigdy  się  nie  kochaliśmy,  i  nigdy  też  nie  będziemy  się  kochać.  Co  najwyżej  możesz 

ode mnie oczekiwać przyjaźni. Ale najpierw musisz okazać się jej godnym.  

– Bardzo przepraszam, ale jak mam tego dokonać? – Philippe zrobił poważną minę.  
– Nie wiem. Przypuszczam, że coś musi się zdarzyć. Na przykład będę miała jakiś kłopot, 

z którego tylko ty będziesz mógł mnie wybawić.  

Philippe skinął głową. Oczy mu zalśniły. – Myślę, że rozumiem. A co byś powiedziała na 

taką propozycję: Dopadnę ciebie, zacznę ci grozić, zedrę z ciebie ubranie, a w chwili, kiedy 
się na ciebie rzucę, zmienię nagle maskę, okażę się przyjacielem i przyjdę ci z pomocą. To 
chyba niezły pomysł? 

–  Bardzo  zabawne!  –  zadrwiła  Fiona.  –  Widzę,  że  wcale  nie  potraktowałeś  mnie  serio. 

Nic się nie zmieniłeś.  

–  Jakże  ja  mam  cię  traktować  serio?  Przecież  to  nonsens,  to  całe  udawanie,  że 

odczuwamy  do  siebie  tylko  przyjaźń,  kiedy  przecież  wiem,  że  w  tej  chwili  oboje  myślimy 
dokładnie o tym samym.  

– To znaczy? – Fiona gniewnie uniosła pięści.  
– Widzę, jak krew pulsuje w tętnicy na twojej szyi – stwierdził Philippe.  
Fiona  spuściła  wzrok.  Philippe  położył  jej  rękę  na  szyi.  Czuła  bicie  własnego  serca. 

Dotknięcie  palców  Philippe’a  było  tak  łagodne,  że  ogarnęła  ją  dziwna  słabość.  Zapragnęła 
poczuć jego ręce na całym swoim ciele. Ale nie przyznałaby się do tego za nic w świecie.  

Odepchnęła jego rękę, mimo to coś ją ściskało za gardło.  
–  Rozumiesz,  co  mam  na  myśli?  –  czule  zapytał  Philippe.  –  Nie  ma  sensu  dłużej  się 

oszukiwać. Ja czuję dokładnie to samo, co ty. Zobacz.  

Ujął  jej  dłoń  i  przycisnął  ją  do  swojej  piersi.  Fiona  poczuła  pod  palcami  szybkie  bicie 

serca.  Nie  miała  odwagi  spojrzeć  Philippe’owi  w  oczy.  Wiedziała,  że  nie  potrafi  mu  się 
oprzeć. Gwałtownym ruchem, jakby się oparzyła, cofnęła dłoń i odwróciła się do Philippe’a 
plecami.  

Philippe złapał ją za przegub ręki i znów przycisnął do piersi, w której szybko biło serce.  
– Widzisz, Fiona! Takie są nasze wzajemne uczucia, i tak reagują nasze ciała. – W jego 

głosie  dało  się  słyszeć  naleganie.  –  Cokolwiek  byśmy  powiedzieli  o  cywilizacji  i  postępie, 
przyjaźni i równości, nie zmienisz tego uczucia. Czy teraz rozumiesz, co mam na myśli? 

Fiona milcząco skinęła głową.  
–  Chciałbym,  żebyś  na  mnie  spojrzała.  –  Philippe  mocniej  zacisnął  palce  wokół  jej 

przegubu. – Chciałbym, żebyś się odwróciła, spojrzała mi w twarz i powiedziała, że wreszcie 

rozumiesz, co do siebie czujemy.  

– Nie mogę. – Fiona zaczęła płakać z rozpaczy i bezradności.  
– Owszem, możesz. Wszystko, czego od ciebie oczekuję, to żebyś na mnie spojrzała i raz 

background image

wreszcie  to  powiedziała.  Puszczę  cię,  skoro  tylko  to  usłyszę.  Nie  będę  cię  już  więcej 
molestował. Chciałbym tylko, żebyś wiedziała, co ja czuję do ciebie i co ty czujesz do mnie. 
A potem możesz sobie robić, co ci się spodoba.  

– Ale ja nie mogę, nie mogę! – wyszlochała Fiona.  
– Oczywiście że możesz. – Głos Philippe’a był miękki i nie zdradzał zdenerwowania.  
Lekko przyciągnął ją do siebie. Fiona powoli zwróciła się do niego twarzą, ale powieki 

miała opuszczone, a jedwabiste włosy zakrywały jej twarz.  

Philippe łagodnie uniósł jej twarz, aż w końcu musiała mu spojrzeć w oczy. Przyglądał 

się jej spokojnie.  

A  Fiona  zapatrzyła  się  w  niego.  Philippe  miał  wyrazistą,  męską  twarz,  i  ogarnęło  ją 

nieodparte pragnienie, by pogłaskać jego policzek.  

Wpatrując się w twarz Philippe’a, Fiona wiedziała, że go kocha. Ale potrafiła powiedzieć 

tylko dwa słowa: – Tak, Philippie.  

Jeszcze raz popatrzył jej w oczy, po czym rozluźnił uchwyt. Fiona zakryła sobie rękami 

twarz. Philippe wstał i odszedł.  

background image

 

Fiona  nie  miała  świadomości,  jak  długo  siedziała  szlochając  na  plaży  po  odejściu 

Philippe’a.  

W  końcu  jednak  nieprzyjemne  pieczenie  skóry  przywróciło  ją  do  rzeczywistości. 

Obmacała  sobie  plecy:  były  bardzo  gorące.  Nagle  zrozumiała,  że  zbyt  długo  leżała 
nieruchomo w słońcu i nabawiła się oparzenia słonecznego.  

Fiona szybko pozbierała swoje rzeczy i ruszyła do domu. Przy każdym kroku czuła ból, 

złoszcząc się równocześnie na siebie, że była tak nieostrożna.  

Jednakże gorszy był ból w jej wnętrzu. Rozmowa z Philippe’em była dla niej wstrząsem.  
Wciąż jeszcze nie mogła uwierzyć, że Philippe głośno powiedział to, co zawsze chciała 

usłyszeć: że kocha ją tak samo, jak ona jego.  

Cóż za ironia losu, że nie mogła mu ujawnić swoich uczuć. Nie wynikało to z tego, że już 

go nie kochała. Wszystkie jej dotychczasowe wątpliwości zostały już rozproszone.  

Wciąż  jeszcze  zdawało  się  jej,  że  widzi  przed  sobą  jego  twarz,  w  której  na  zmianę 

pojawiał się wyraz namiętności i gniewu.  

Jego  słowa  nadal  rozbrzmiewały  w  jej  uszach.  –  Nie  będę  cię  już  więcej  molestował. 

Możesz sobie robić, co ci się spodoba...  

Fiona drżała z podniecenia. Przypomniała sobie ostatnią uwagę wuja Edwarda.  
Może  rzeczywiście  Philippe  kochał  ją  już  od  dawna?  Tak  bardzo  była  nim  zajęta  we 

własnych  myślach,  że  to  do  niej  nie  dotarło.  Philippe  zachowywał  się  arogancko,  a  nawet 
wyniośle,  ale  taki  już  po  prostu  miał  charakter.  Od  dawna  powinna  się  była  do  tego 
przyzwyczaić. To nie miało nic wspólnego z jego uczuciami do niej, a ona nie potrafiła tego 
zrozumieć.  

A  teraz,  kiedy  jej  wyznał  miłość,  było  już  za  późno.  Swoimi  uwagami  o  Alainie 

odepchnęła od siebie Philippe’a i utraciła go. Philippe był bardzo dumny. Wiedziała o tym.  

Czy teraz mimo wszystko ożeni się z Juliette? 
Fiona weszła przez bramę na chłodne podwórze willi.  
Zobaczyła ją kucharka Matylda, która właśnie wyglądała przez kuchenne okno.  
Matylda  była  przerażona,  widząc  spalone  plecy  Fiony.  –  Mademoiselle!  Niech  pani  tu 

zaraz przyjdzie. Natychmiast musimy coś z tym zrobić! 

Fiona weszła do kuchni i usiadła na ławce.  
Matylda ostrożnie rozwiązała cienkie . tasiemki kostiumu kąpielowego. Nie było tak źle, 

jak się Fiona obawiała.  

– Przez kilka dni musi pani przebywać w cieniu i nosić tylko lekką bawełnę albo rzeczy 

bez ramiączek – poradziła jej kucharka.  

Potem ostrożnie natarła plecy Fiony specjalną maścią. Następnie wzięła z lodówki ogórek 

i zaczęła go obierać.  

Sądząc, że to już koniec, Fiona chciała wstać, ale stara kucharka kazała jej się położyć na 

ławce.  

background image

–  Tu  na  południu  stosujemy  to  przeciw  oparzeniom  słonecznym  –  wyjaśniła  Fionie, 

rozkładając plasterki ogórka na jej plecach.  

Fiona,  która  początkowo  chciała  protestować,  z  ulgą  poczuła  na  piekącej  skórze  kojący 

chłód i leżała bez ruchu.  

Nagle  usłyszała  kroki  i  aż  nazbyt  dobrze  znajome  głosy,  które  zbliżały  się  do  kuchni. 

Mając jednak na plecach plasterki ogórka, nie mogła się obrócić.  

Ale i tak Alain i Juliette ją odkryli i przystanęli przy drzwiach kuchennych. – Alain, ona 

jest tutaj.  

Razem weszli do kuchni. Fiona poczuła na sobie ich spojrzenia. Zwróciła ku nim głowę, 

żeby ich przywitać.  

– Jak się masz? – pozdrowił ją Alain. – A może nie powinienem się o to pytać? 
–  Mam  się  dobrze.  –  Fiona  zmusiła  się  do  uśmiechu  i  spojrzała  nań.  –  Cieszę  się,  że 

przyszedłeś. – Wiedziała, że przyszedł po nią, co znacznie poprawiło jej humor.  

Jego  spojrzenie  powiedziało  jej,  że  on  naprawdę  się  cieszy,  mogąc  ją  znów  zobaczyć. 

Fiona poczuła wielką sympatię do Alaina. Wszystko, co o nim słyszała, poszło w niepamięć. 
Jego miły, otwarty uśmiech przegnał wszystkie myśli o przygodach, jakie mu przypisywano. 
Po wyczerpującej rozmowie odczuła to jako ulgę.  

– Cóż, chyba się już pożegnam – powiedziała Juliette. – Do widzenia, Alain.  
Wyszła z kuchni. Fiona prawie nie zwróciła uwagi na Juliette. Zastanawiała się, czy ona 

nie przyglądała się tej małej scenie z satysfakcją.  

Przyszło  jej  nawet  do  głowy,  że  Juliette  znów  mogła  sobie  coś  wymyślić,  nie  miała 

jednak  ochoty  dłużej  się  nad  tym  zastanawiać.  Przyszła  Matylda,  żeby  pozdejmować  jej  z 
pleców plasterki ogórka.  

Alain z niepokojem przyjrzał się jej plecom. – Ależ to paskudne poparzenie. Zasnęłaś na 

słońcu? 

– Nie – odparła Fiona. – Po prostu nie wzięłam pod uwagę, jak mocno praży słońce. Choć 

może na parę minut się zdrzemnęłam – przyznała.  

Nie miała zamiaru opowiadać mu o rozmowie z Philippe’em, a inne wytłumaczenie nie 

przyszło jej do głowy.  

–  Parę  minut?  –  Alain  roześmiał  się.  –  Musiałaś  leżeć  na  słońcu  przynajmniej  dwie 

godziny.  

Podał jej rękę, żeby pomóc jej wstać. W jego oczach Fiona dostrzegła taki wyraz, jakiego 

nigdy przedtem u niego nie zauważyła. Zaczerwieniła się pod wpływem jego spojrzenia, które 
teraz ześliznęło się „ku jej piersiom. Pospiesznie podciągnęła kostium i zawiązała tasiemki.  

Alain uśmiechnął się do niej uspokajająco, pomagając jej stanąć na nogach. Razem wyszli 

do ogrodu.  

– Czujesz się lepiej? – spytał.  
– Tak, kuracja Matyldy czyni cuda.  
– Wspaniale. W takim razie moglibyśmy pojeździć konno.  
– Świetny pomysł. – Fiona uwielbiała konie. – Myślę jadnak, że powinniśmy zaczekać, aż 

słońce będzie trochę słabsze. Tak będzie lepiej dla moich biednych pleców.  

background image

– Dobrze, zgoda. Lubię jeździć wieczorami. – Alain obdarzył ją promiennym uśmiechem. 

– A może byśmy tak wyskoczyli tymczasem na małą przekąskę? Znam taką małą restaurację, 
nic szczególnego, ale za to mieści się przy samej plaży.  

– To brzmi obiecująco. Daj mi pięć minut, żebym mogła się przebrać.  
– Zaczekam na ciebie tu, w ogrodzie. Fiona pobiegła do swojego pokoju. Ponieważ Alain 

stwierdził, że to nie jest żadna wytworna restauracja, włożyła zielone bermudy i biały T-shirt. 
Upinając sobie włosy zauważyła, że na twarzy pojawiła się już brązowa opalenizna.  

Ucieszyła się, gdyż w ten sposób jej częste rumieńce nie będą takie widoczne. Zawsze się 

tym  denerwowała,  ale  nic  na  to  nie  potrafiła  poradzić.  Niejeden  raz  wprawiało  ją  to  w 
zakłopotanie.  

Fiona odnalazła Alaina w ogrodzie przy rabatkach z różami. Kiedy się do niego zbliżyła, 

zerwał jeden kwiat i podał jej eleganckim gestem.  

–  Róża  dla  najpiękniejszej  kobiety  –  powiedział  pochylając  się  przed  nią  w  głębokim 

ukłonie.  

Fiona  odpowiedziała  mu  uśmiechem  i  dworskim  dygnięciem.  –  Wielki  to  dla  mnie 

zaszczyt.  

Z  różą  w  ręce,  powolnym  krokiem,  ruszyła  ramię  w  ramię  z  Alainem  w  kierunku  jego 

sportowego wozu.  

Restauracja  była  skromna,  ale  roztaczał  się  z  niej  oszałamiający  widok  na  Morze 

Śródziemne.  

Alain zamówił specjalność zakładu i butelkę wina. Fiona usiadła wygodnie w plecionym 

krześle i zaczęła obserwować narciarza wodnego. W oddali, po błękitnie połyskującej wodzie, 
sunął biały jacht.  

Wiatr  muskał  jej  twarz.  Fionę  ogarnęło  uczucie  wielkiego  spokoju  i  wyciszenia.  Wino 

zrobiło swoje, i Fiona uśmiechała się do siebie.  

–  Wyglądasz  fascynująco.  Błękitna  woda  za  tobą  stanowi  cudowne  tło.  Gdybym  był 

malarzem, musiałabyś mi pozować do obrazu. – Głos Alaina wyrwał Fionę z marzycielskiego 

nastroju.  

– Dziękuję za komplement. Ale z góry muszę odrzucić wszelkie propozycje, które choćby 

w najmniejszym stopniu mają coś wspólnego z pracą fotomodelki. – Roześmiała się.  

– Ach, tak, Philippe opowiadał mi, że w Nowym Jorku pracujesz jako modelka. Czy to 

takie nieprzyjemne zajęcie? 

–  Przede  wszystkim  wyczerpujące.  Często  traktują  człowieka  jak  manekin  z  wystawy, 

który nie czuje i nie myśli. Są oczywiście wyjątki, ale...  

– Czemu więc to robisz? – dopytywał się Alain.  
– Nie umiem na to tak po prostu odpowiedzieć. Dobrze płacą, a poza tym przez jakiś czas 

miało to dla mnie pewien urok. Ale to szybko mija.  

– A więc nie cieszysz się, że będziesz mogła wrócić do Nowego Jorku? 
– Teraz, kiedy mnie pytasz, muszę powiedzieć, że rzeczywiście, w ogóle się nie cieszę. – 

Ostatnio  Fiona  nie  myślała  już  o  agencji  miss  Lord.  Przypomniała  sobie,  że  wyjeżdżając  z 
Nowego  Jorku  miała  wrażenie,  że  otwiera  się  przed  nią  nowy  rozdział  jej  życia.  Gorzki 

background image

uśmiech okolił jej wargi, gdy sobie pomyślała, że zmarnowała tę szansę.  

– Dlaczego nie zostaniesz tu, we Francji, gdzie dorastałaś? Masz tu przyjaciół, i jest dość 

miast, w których mogłabyś zamieszkać.  

– Miast takich, jak Nicea? 
– Na przykład.  
– Nie sądzę, żebym miała tu dłużej zabawić. Moja macocha i ja nigdy ze sobą dobrze nie 

współżyłyśmy. A od czasu, kiedy tu przyjechałam, nasze stosunki stale się pogarszają.  

– Z powodu Philippe’a? – Uwaga Alaina trafiła Fionę bez ostrzeżenia.  
– Tak. Skąd to wiesz? 
– Przecież to zupełnie oczywiste.  
– Nie wiem, do czego zmierzasz – broniła się Fiona.  
– Chciałem powiedzieć, że obie jesteście w nim zakochane! 
– To nieprawda! Juliette go kocha, ja nie. – Fiona potrząsnęła głową. – A poza tym – jeśli 

było coś między mną a Philippe’em, to już się skończyło.  

– Skończyło? – Brwi Alaina powędrowały w górę.  
– Tak. Dziś rano odbyliśmy okropną rozmowę. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś go zobaczę.  
Alain uśmiechnął się. – To chyba lekka przesada. Mieszkacie przecież w jednym domu, 

choć  ten  jest  wystarczająco  duży,  żeby  nie  wchodzić  sobie  nawzajem  w  drogę.  –  Pomyślał 
przez chwilę. – Prawdę mówiąc, wydało mi się dziwne, że kiedy dziś przyjechałem, Philippe^ 
nie było w domu.  

– Jak to? – Fiona była zaskoczona.  
– Nie znalazłem go ani w biurze, ani w żadnym innym miejscu, gdzie normalnie można 

go zastać. Nie było też jego samochodu. Powiedziano mi, że Philippe wyjechał, nie mówiąc 
nikomu dokąd.  

Ta informacja wprawiła Fionę w osłupienie. Mówiąc przed chwilą, że pewnie nigdy go 

już nie zobaczy, wcale się nad tym nie zastanowiła. Przypomniała sobie jego słowa na plaży. 
Najchętniej od razu wsiadłaby do samochodu, żeby zacząć go szukać.  

Ale dokąd miałaby pojechać? Nawet nie wiedziała, gdzie powinna zacząć poszukiwania.  
Głos Alaina przerwał jej rozmyślania.  
– Jeśli jest prawdą, że nie żywisz już żadnych głębszych uczuć do Philippe’a, to bardzo 

się cieszę. A więc to już skończone...  

Wino  i  zaskakująca  wiadomość  o  zniknięciu  Philippe’a  zupełnie  zbiły  ją  z  tropu. 

Wymruczała  nieuważnie:  –  Tak,  to  już  skończone.  –  Potem  znów  pogrążyła  się  w  zamęcie 
sprzecznych uczuć.  

– To dobrze. Dobrze dla nas obojga...  
– Proszę? – Fiona nie całkiem pojęła, co Alain chciał powiedzieć. Jej myśli wciąż jeszcze 

krążyły wokół Philippe’a.  

– Fiorta, wiem, że dopiero co się poznaliśmy i. że potrzebujesz trochę czasu. Ale proszę 

cię tylko o jedno: daj mi szansę.  

– Czy naprawdę myślisz to, co mówisz? – spytała niepewnie Fiona.  
– Myślę, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Nigdy jeszcze nie poznałem kogoś takiego jak 

background image

ty. Rzadko spotyka się takie kobiety. Nie chciałbym cię utracić.  

–  Bardzo  mi  to  pochlebia,  Alain.  Ale,  jak  ci  już  powiedziałam  poprzedniej  nocy, 

potrzebuję  trochę  czasu.  Zdarzyło  się  wiele  rzeczy,  których  jeszcze  nie  zdążyłam  do  końca 
przetrawić.  

–  Ależ  czasu  mamy  pod  dostatkiem.  Nie  musisz  się  od  razu  decydować.  Moglibyśmy 

gdzieś wyjechać i sprawdzić nasze uczucia. A gdyby nic z tego nie wyszło, mogłabyś wrócić 
do  Nowego  Jorku.  Nie  mamy  przecież  żadnych  zobowiązań,  i  nic  też  byśmy  na  tym  nie 

stracili.  

Fiona  z  ponownym  zainteresowaniem  spojrzała  na  Alaina,  na  jego  wyblakłe  od  słońca 

włosy, błękitne oczy i mocny podbródek. Uświadomiła sobie, że Alain ją pociąga, że go. lubi 
i że on w jakiś sposób miał rację.  

Alain był szczery. Chciał ją zdobyć dla siebie, ale dawał jej również szansę, by mogła się 

przekonać, czy żywi do niego takie same uczucia.  

Fiona  musiała  przyznać,  że  ten  związek  nie  byłby  taki  zły.  Alain  nadal  był  młody,  ale 

miał już wielkie doświadczenie życiowe. Był silny i zdecydowany, sprawiał jednak wrażenie, 
że dokładnie wie, kiedy powinien ustąpić, a kiedy ma być łagodny.  

Mimo  to  wciąż  jeszcze  nie  była  do  końca  przekonana.  Coś  jej  przeszkadzało. 

Przypuszczała,  że  to  ma  związek  z  historiami,  jakie  opowiedział  jej  o  Alainie  Edward. 
Wiedziała,  że  będzie  się  mogła  uspokoić  dopiero  wtedy,  gdy  te  wątpliwości  zostaną 
wyjaśnione.  

– Dlaczego tak koniecznie mnie chcesz, Alain? – Przyjrzała mu się z uwagą.  
– Dlaczego? Cóż to za pytanie. Czy można wytłumaczyć miłość? To się po prostu staje. 

Miłości nie można podawać w wątpliwość, można ją tylko zaakceptować.  

– Ale dlaczego właśnie ja? Co jest we mnie takiego szczególnego? 
– Wiele różnych rzeczy. Jesteś taka śliczna, i fizycznie bardzo mnie pociągasz. Jesteś też 

mocna  wewnętrznie,  a  to  u  kobiet  rzadkie.  Jesteś  kimś,  kogo  mogę  jednocześnie  kochać  i 
szanować.  

– Ilu kobietom już to mówiłeś? – Fiona uśmiechnęła się.  
– Żadnej, bo nigdy jeszcze nie spotkałem takiej jak ty.  
– A skąd możesz mieć pewność, że twoje uczucia będą trwałe? 
–  Opieram  się  po  prostu  na  tym,  że  żadnej  kobiety  nie  lubiłem  jeszcze  tak  bardzo  jak 

ciebie.  

–  Może  tylko  o  tym  zapomniałeś.  Słyszałam,  że  ludzie  potrafią  się  w  sobie  nawzajem 

zakochać na wieki, ale później pewnego dnia dochodzą do wniosku, że nic już nie pozostało z 
ich uczuć.  

– Nam to się nigdy nie przytrafi – zapewnił Alain.  
– Skąd możesz mieć pewność? 
– Im więcej czasu będziemy razem spędzać, tym mocniejsza będzie nasza miłość. – Alain 

przedstawiał  swoje  argumenty  tak  przekonywająco,  że  Fiona  właściwie  nie  potrafiła  w  nie 
powątpiewać. Nadal jednak była niepewna.  

–  Mówisz  to  na  podstawie  własnych  doświadczeń?  Ile  czasu  trwał  twój  najdłuższy 

background image

związek? 

–  To  pytanie  jest  nie  fair!  Przecież  właśnie  przed  chwilą  ci  wytłumaczyłem,  że  jeszcze 

żadna kobieta nie wzbudziła we mnie takich uczuć. Nie jesteś taka jak inne.  

–  To  nie  całkiem  tak,  Alain.  Mam  takie  same  pragnienia  i  wątpliwości.  Myślę,  że  od 

mężczyzny oczekuję, żeby...  

Alain przerwał jej. – A jednak jesteś mocniejsza od innych kobiet.  
Fiona  zauważyła,  że  wzbiera  w  niej  gniew.  –  Chciałabym  kochać  i  być  kochaną  –  jak 

każda inna kobieta.  

– Naturalnie. Dla mnie to też nie jest przelotny związek.  
– Przelotny związek? Zachowujesz się tak, jakby wierność była ci obojętna.  
–  Uważam,  że  jeśli  dwoje  ludzi  przez  lata  wspólnie  zbudowało  poważny  partnerski 

związek, to przetrwa on” nawet jakieś takie drobne potknięcia.  

Fiona  rzuciła  mu  ostre  spojrzenie.  –  Czyżbyś  już  teraz  chciał  mnie  przygotować  na  te 

„drobne potknięcia” w przyszłości? 

Alain  potrząsnął  głową.  –  Nie  wiedziałem,  że  w  tych  sprawach  masz  takie  surowe 

poglądy.  

– Wiec teraz wiesz. Wierność jest dla mnie bardzo ważna.  
–  Dobrze  zatem,  dochowamy  sobie  całkowitej  wierności  i  w  miarę  możności  będziemy 

unikali kontaktów z ludźmi, żeby nie wystawiać się na pokusy.  

– Teraz sobie ze mnie żartujesz.  
– Nie, staram się tylko myśleć realistycznie. W tych sprawach mam więcej doświadczenia 

niż ty.  

– Tak, coś już o tym słyszałam – wybuchneła Fiona, zanim zdążyła się zastanowić.  
Alain zrobił duże oczy. – Powiedziałem ogólnie o moich doświadczeniach, ale zdaje mi 

się, że ty masz na myśli coś konkretnego? 

– Miałam na myśli tylko to, że określa się ciebie jako kobieciarza.  
– Fiona, tobie na pewno chodzi o coś więcej. Mów więc bez ogródek! 
Fiona odetchnęła głęboko. – Wuj Edward opowiedział mi historię o pewnym zakładzie. 

Czy rzeczywiście założyłeś się o to, że uwiedziesz mężatkę? 

–  Tak,  nie  byłem  wówczas  trzeźwy.  –  Alain  nalał  sobie  kieliszek  wina.  –  Ale  dobrze 

wiedziałem,  co  robię.  –  Uniósł  kieliszek  i  wypił  do  dna.  –  Dla  mnie  był  to  krótki  flirt 
wakacyjny.  

– Ale nie dla niej! – wtrąciła Fiona.  
– Tak, to  prawda,  ale tego nie mogłem wcześniej  wiedzieć.  Nie wyobrażałem sobie, że 

ona potraktuje to tak poważnie. Widocznie naprawdę była we mnie zakochana i potrzebowała 
dużo czasu, żeby się po tej całej historii pozbierać. Ale to jej problem.  

– A gdybym to ja z tobą żyła, byłby to mój problem! 
– Ależ Fiona! Jak możesz coś takiego mówić? Nie możesz się z nią porównywać. Tobie 

nigdy bym tego nie zrobił.  

–  Oczywiście  że  nie.  Nie  teraz.  Ale  co  się  stanie,  kiedy  twoje  uczucia  wygasną? 

Porzuciłbyś mnie równie łatwo jak ją.  

background image

– To bzdura! 
– Nie wierzę, że ty się zmienisz. – Fiona wstała.  
– Dokąd idziesz? 
– Do domu. Myślę, że mam już tego dość! – Łzy napłynęły jej do oczu.  
Alain rzucił pieniądze na stół i poszedł za nią.  
– Przecież nie możesz wracać pieszo! Dlaczego nie wsiądziesz do samochodu? Odwiozę 

cię, kiedy tylko przestaniesz płakać. – Alain podał Fionie chusteczkę.  

Usiedli na murze nabrzeża.  
– Przykro mi, że wprawiłem cię w niepokój.  
– To nie twoja wina, Alain. Po prostu zbyt mocno się różnimy.  
– A ja myślę, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. Ty i ja mamy mnóstwo wspólnego.  
–  Powierzchownie  rzecz  biorąc,  możesz  mieć  rację.  W  rzeczywistości  jestem  jednak 

zupełnie inna.  

– Więc i ja się zmienię. Zrobię, cokolwiek zechcesz, bo chcę ci dać szczęście.  
– Ale ja wcale nie chcę, żebyś się zmieniał. Lubię cię takim, jaki jesteś.  
– W takim razie wyjdź za mnie! – Alain ujął jej rękę.  
–  Nie  rozumiesz  mnie,  Alain.  Lubię  cię,  ale  nigdy  nie  będziemy  mogli  żyć  razem. 

Podziwiam twoją swobodę i twoją szeroką naturę. Ale to nie dla mnie. Potrzebuję kogoś, kto 
da mi więcej oparcia.  

Alain przycisnął rękę Fiony do swojego policzka. – Ja dzięki tobie znalazłbym oparcie. 

Czyż tego nie rozumiesz? Chcę tego samego, co i ty! 

– Nie, tak ci się tylko wydaje. Dla ciebie jest to tylko nowy pomysł, rodzaj przygody. Ale 

szybko znudziłoby ci się to życie i znów zatęskniłbyś za wolnością. – Fiona łagodnie uwolniła 
swoją rękę.  

– To nieprawda. Wolności zażyłem już aż nadto. Teraz chcę tylko ciebie.  
– To się nie może udać, Alain. – Fiona popatrzyła na niego ze smutkiem.  
– A gdybyśmy tak oboje spróbowali? – W jego głosie zabrzmiała rozpacz.  
– Nie, Alain, oszukiwalibyśmy tylko samych siebie. To nie ma najmniejszego sensu.  
Zapadła  długa  cisza.  Alain  wpatrywał  się  badawczo  w  twarz  Fiony.  Zaciskał  pięści  z 

gniewu. – To z jego powodu, prawda? – wyrzucił.  

Fionę  zaskoczył  ten  zwrot  w  rozmowie.  Zdezorientowanym  wzrokiem  spojrzała  na 

Alaina.  

– A więc Juliette jednak miała rację. Nadal jesteś w nim zakochana – ciągnął.  
– Juliette? A co ona ma z tym wspólnego? 
– Opowiedziała mi o tym. Jesteś w nim zakochana... od czasów dzieciństwa. I nigdy nie 

mogłaś  się  pogodzić  z  tym,  że  on  ciebie  nie  kocha,  tak  więc  po  prostu  sama  to  sobie 
wymyśliłaś! 

– Jak możesz coś takiego twierdzić? 
Alain nie zwrócił na nią uwagi. – Poza tym powiedziała mi wszystko o liście – dorzucił.  
– O liście? O jakim liście? 
– Który zostawił dla ciebie twój ojciec...  

background image

– Czy chcesz przez to powiedzieć, że ona go czytała? 
– Ostatecznie była żoną twojego ojca, prawda? 
– I co jest w tym liście? – drążyła Fiona.  
– Według słów Juliette, ona i Philippe mieliby się pobrać za zgodą twego ojca.  
– To niemożliwe – rzekła Fiona cichym głosem.  
– Ale twój ojciec martwił się, jak na to zareagujesz, wiedział bowiem o twoich uczuciach 

do  Philippe’a  i  najwidoczniej  traktował  je  bardzo  serio.  Poprosił  Philippe’a  i  Juliette,  żeby 
wzięli ślub dopiero wówczas, gdy otrzymają twoją zgodę.  

– Nie bardzo mogę w to uwierzyć – rzekła Fiona, z trudem zachowując spokój. – Chcieli 

więc poczekać do moich urodzin? 

–  Tak,  albo  do  momentu,  kiedy  Philippe  będzie  przekonany,  że  wyrazisz  zgodę  na  ich 

ślub. Zrobili wszystko, żeby ci to ułatwić.  

– A teraz musisz mi to wszystko dokładniej wyjaśnić! – gniewnie zażądała Fiona. – Czy 

wuj Edward też o tym wie? 

– To była umowa pomiędzy Philippe’em, twoim ojcem i Juliette.  
– A dlaczego ona ci o tym opowiedziała? 
– Nie potrafisz się domyślić? 
– Wolę tego nie robić. – Fiona wzdrygnęła się na myśl o możliwych wytłumaczeniach. 

Wszystko jej się zaczęło w głowie mieszać.  

–  Juliette  uważała,  że  ty,  zamiast  oswajać  się  z  myślą  o  ich  związku,  z  każdym  dniem 

coraz mocniej byłaś zadurzona w Philippie. Powiedziała mi, że kiedyś cię ostrzegła. Ale tyś to 
zignorowała, widząc w niej wyłącznie zazdrosną rywalkę.  

– A więc poprosiła ciebie, żebyś mnie przekonał? – spytała z goryczą Fiona.  
– Nie. Moje spotkanie z tobą było czysto przypadkowe.  
–  Ale  kiedy  rozmawiałeś  z  Juliette,  to  wyjaśniła  ci,  że  byłaby  z  nas  piękna  para.  Mam 

rację? 

–  Tak.  Tak  powiedziała.  Choć  namowy  nie  były  konieczne,  bo  już  widząc  cię  po  raz 

pierwszy, od razu się zdecydowałem.  

Alain chciał ją wziąć w ramiona, ale Fiona wymknęła mu się.  
– A jaka jest rola Philippe’a w całej tej historii? Dlaczego on nic mi nie powiedział? – 

spytała.  

– Juliette twierdzi, że go prosiła, aby nic ci nie mówił, bo...  
Fiona przerwała mu zdenerwowanym tonem: – Jakaż niezwykła uprzejmość z jej strony. 

Czy Philippe rozmawiał również z tobą? 

– Nie. Przecież wiesz, jaki on jest powściągliwy w tych sprawach.  
– A zatem Juliette jest jedynym źródłem twoich informacji? 
– Tak. Ale co to za różnica? 
– Ogromna. Ona mnie nienawidzi i zrobiłaby wszystko, żeby mnie dotknąć do żywego.  
Alain potrząsnął głową. – Juliette powiedziała mi, że tak zareagujesz. Wciąż jeszcze nie 

jesteś gotowa zaakceptować rzeczy, jakimi one są. Otóż Philippe jest zakochany w Juliette, i 
wkrótce się pobiorą.  

background image

– To nieprawda! On nie kocha Juliette! – Fiona wykrzyczała te słowa.  
– Obawiam się, że jednak tak. I im szybciej zaakceptujesz ten fakt, tym lepiej dla ciebie.  
– Nigdy. – Fiona miała łzy w oczach.  
– Nawet gdybyś to usłyszała od Philippe’a? Gdyby spojrzał ci w oczy i powiedział: Nie 

kocham cię, Fiona, kocham Juliette. Czy wówczas byś mu uwierzyła? 

– Oczywiście. Tylko że on nigdy by tego nie powiedział, bo to nie jest prawda. Philippe 

powiedział mi dziś rano... – Fiona zagryzła wargę.  

– Co powiedział? Że kocha ciebie, a nie Juliette? Fiona odparła wymijająco. – Nie tymi 

słowami, ale...  

– Rozumiem. A więc tylko się tego domyślasz? Fiona w milczeniu skinęła głową.  
– Czy nie widzisz, że to są tylko twoje rojenia, które mają uwolnić cię od prawdy? 
–  Nie,  widzę  jedynie  to,  że  nie  chcesz  mi  uwierzyć,  bo  masz  swoje  własne  powody.  O 

tym nie możesz zapominać.  

–  Przyznaję,  że  tak  jest.  Jestem  gotów  zrozumieć,  że  kobieta,  którą  kocham,  nie 

odwzajemnia moich uczuć, nawet jeśli z tego powodu uważam, że jest głupia.  

–  Niech  ci  będzie:  jestem  głupia,  bo  odrzuciłam  twoją  propozycję.  A  teraz  proszę  cię, 

Alain, zawieź mnie do domu.  

Wolnym krokiem wracali do samochodu, każde zatopione we własnych myślach.  
Fiona chciała przemyśleć tę historię z listem, ale coś jej przeszkadzało. To był Alain.  
Nagle  poczuła  przed  nim  strach.  Alain  skrył  się  w  dziwnym,  niesamowitym  milczeniu, 

którego nie potrafiła sobie wytłumaczyć. W tym momencie był to rozgniewany, rozgoryczony 
mężczyzna, a nie Alain, którego znała.  

Wsiadając  do  samochodu  zauważyła,  że  twarz  miał  zaróżowioną  od  wina,  i  bardzo 

pragnęła znaleźć się już w bezpiecznym domu.  

Alain  jechał  szybko  i  nieuważnie.  Zdawało  się,  że  w  ogóle  nie  patrzy  na  drogę. 

Spojrzenie miał utkwione gdzieś w oddali. Siedział lekko pochylony z agresywnie wysuniętą 
do przodu brodą. Fiona odczuwała narastający lęk, ale nie powiedziała ani słowa.  

Szosą nabrzeżną dojechali do prywatnej drogi, wiodącej ku willi Philippe’a. Jednak Alain 

nacisnął pedał gazu i minął ją w szalonym pędzie.  

Licznik wskazywał 120 kilometrów na godzinę. Wóz wibrował, a pęd wiatru bezlitośnie 

szarpał  jej włosy.  Fiona  pochyliła się ku Alainowi i  usiłowała przekrzyczeć świst wiatru: – 
Przejechałeś rozwidlenie! 

–  Wiem  o  tym!  –  ryknął  w  odpowiedzi.  Strzałka  licznika  dalej  wspinała  się  w  górę.  – 

Chcę zawrócić – poprosiła Fiona. – Alain, proszę cię.  

– Nie! 
Strzałka wskazywała 140 kroti. Fiona siedziała jak skamieniała w swoim fotelu, usiłując 

zachować jasność myślenia.  

Kłótnia  z  Alainem  nie  miałaby  teraz  sensu,  jeśli  nie  chciała  go  zdenerwować  jeszcze 

bardziej. Musiała zachować spokój i czekać.  

Alain  zdawał  się  rozkoszować  tą  sytuacją.  Oto  jej  życie  znajdowało  się  w  jego  rękach. 

Miał nad nią władzę, której w inny sposób nigdy by nie zdobył.  

background image

Teraz  Fiona  już  wiedziała,  że  jej  decyzja  była  słuszna.  Jego  pozorna  siła  okazała  się 

złudzeniem.  Alain  miał  słaby  charakter.  Nie  odzywając  się  słowem,  Fiona  wczepiła  się  w 
fotel i gorąco pragnęła, żeby Alain jak najszybciej odreagował swoją wściekłość. Wiedziała, 
że  to  nie  mogło  już  długo  potrwać.  Jeśli  Alain  jeszcze  przez  kilka  minut  zdoła  utrzymać 
samochód na szosie, to wreszcie się opamięta.  

Ale strzałka licznika wspinała się bezlitośnie w górę. Fiona słyszała pisk opon na każdym 

najmniejszym zakręcie. Kierownica wibrowała w rękach Alaina. Na jćgo twarzy malował się 
wyraz  niezłomnej  determinacji.  Nerwy  odmówiły  Fionie  posłuszeństwa.  Zaczęła  płakać  i 
drżeć na całym ciele.  

Zrozumiała, że Alain wiózł ją na spotkanie śmierci...  
Wycie syreny wyrwało Fionę z odrętwienia. Skuliła się w oczekiwaniu zderzenia. Potem 

jednak zorientowała się, że syrena zbliża się do nich od tyłu.  

Obróciła się i zobaczyła, że ściga ich dwóch policjantów na motocyklach.  
Alain rzucił spojrzenie w lusterko wsteczne. Twarz miał zniekształconą grymasem.  
Fiona wstrzymała oddech. Jednak Alain powoli zdejmował stopę z pedału gazu, a strzałka 

opadała. Po kilku minutach wóz stanął.  

Jeden  z  policjantów  zsiadł  z  motocykla  i  podszedł  do  samochodu.  Drugi  spisywał 

numery. Najwyraźniej znali Alaina.  

Szok sprawił, że Fiona wybuchnęła histerycznym śmiechem. Policjant przyjrzał się jej z 

dezaprobatą i spytał, czy jest pijana.  

Fionie wydało się dziwne, że zapytał ją, a nie Alaina. Opanowała się jednak i potrząsnęła 

głową.  

Policjant poprzestał na dłuższym upomnieniu. Najwidoczniej nie po raz pierwszy złapano 

Alaina na przekroczeniu przepisów.  

Przez  chwilę  Fiona  miała  ochotę  poprosić  policjantów,  żeby  odwieźli  ją  do  domu. 

Ostatecznie  jednak  zrezygnowała.  Alain  wyglądał  na  tak  bardzo  zawstydzonego,  że  zaczęła 
mu współczuć.  

– Może ja poprowadzę? – zaproponowała.  
– Nie, już wszystko w porządku. – Zawrócił i ruszył w powrotną drogę, tym razem jednak 

znacznie wolniej. Twarz znów mu się rozluźniła.  

–  Strasznie  mi  przykro,  Fiona.  Sam  nie  wiem,  co  we  mnie  wstąpiło  –  zaczął  się 

tłumaczyć.  

– Już dobrze, rozumiem – odparła Fiona.  
–  Jeszcze  nigdy  w  życiu  czegoś  takiego  nie  zrobiłem.  Stało  się  tak  pewnie  dlatego,  że 

jeszcze żadna kobieta w ten sposób mi nie odmówiła. Nie byłem na to przygotowany. Czuję 
się skompromitowany. Obawiam się, że nie potrafię zaakceptować odrzucenia.  

–  Najważniejsze,  że  teraz  czujesz  się  już  lepiej  –  łagodnie  stwierdziła  Fiona,  mając 

nadzieję, że w ten sposób uda się uniknąć dalszej dyskusji.  

– O wiele lepiej. – Alain uśmiechnął się blado. – Ale moje uczucia do ciebie wcale się nie 

zmieniły, i wciąż jeszcze mam nadzieję, że pozwolisz się przekonać.  

Fionę ogarnął niepokój. – Nie zaczynajmy tego od nowa – poprosiła.  

background image

–  Dobrze.  Obiecuję,  że  nie  będę  już  o  tym  mówił.  Powiedziałem  wszystko,  co  było  do 

powiedzenia.  Teraz  będę  tylko  czekał,  aż  zrozumiesz  swój  błąd.  –  Alain  uśmiechnął  się 
czarująco. – Obiecaj mi, że nie jesteś zbyt dumna, żeby do mnie przyjść, kiedy to zrozumiesz.  

– Obiecuję – odparła szczerze Fiona.  
Dojechali  do  willi,  Alain  wysadził  Fionę.  Popatrzyła  za  nim,  jak  zjeżdżał  ze  wzgórza. 

Potem westchnęła z ulgą i weszła do środka.  

Stwierdziła, że samochodu Philippe’a nadal nie ma.  
Poszła do swojego pokoju i wyczerpana usiadła na łóżku.  
A  więc  z  Alainem  wszystko  skończone.  Pomyliła  się  co  do  niego,  na  szczęście  jednak 

zauważyła to dostatecznie wcześnie.  

Ale nie mogła zapomnieć tego, co opowiedział jej o Philippie i Juliette.  
Nie potrafiła w to uwierzyć. Ale podobno istniał dowód w postaci listu.  
List! To był klucz do całej zagadki.  
Gdyby  mogła  go  przeczytać,  wszystkie  wątpliwości  zostałyby  rozproszone.  Wtedy 

pozostałoby  jej  tylko  jedno:  przeprosić  Juliette!  I  bez  względu  na  to,  jak  trudno  by  jej  to 
przyszło, musiałaby złożyć tej  parze życzenia szczęścia i  wyrazić zgodę  na ślub. Tak więc, 
sama o tym nie wiedząc, opóźniała szczęście Philippe’a i Juliette.  

Jakże mogła być taka ślepa? Philippe chciał się ożenić z Juliette, a ona, Fiona, była jedyną 

przeszkodą!  Przy  tej  myśli  zrobiło  się  jej  na  przemian  zimno  i  gorąco.  Nie  dość,  że  się 
pomyliła, to jeszcze wyszła na głupią.  

Ale  to  musiało  znaczyć,  że  także  wuj  Edward  błędnie  ocenił  sytuację.  Nie  mogła  tego 

pojąć, gdyż wuj był mądrym obserwatorem i rzadko kiedy się mylił.  

Wiedziała, że wuj bardzo pragnął jej szczęścia. Ale czy to już wystarczało, żeby tak się 

dać omamić? 

Co się tyczy Alaina, wuj miał rację. Edward zrozumiał, że jego pobudki nie były uczciwe 

i że Juliette maczała w tym palce.  

Fiona postanowiła jeszcze raz porozmawiać z wujem o tej sprawie.  
Nie znalazła go w jego pokoju, ujrzała go za to śpiącego w ogrodzie, z głową przykrytą 

gazetą.  

Fiona  zastanawiała  się  jeszcze,  czy  ma  go  obudzić,  kiedy  Edward  wyprostował  się  i 

uśmiechnął do niej. Potem przetarł sobie oczy i spytał: – Jak było z Alainem? 

– Okropnie – odparła Fiona bez ogródek.  
–  Biedne  dziecko  –  wymruczał  Edward.  –  Sam  nie  wiem,  czy  mam  się  cieszyć,  czy 

smucić.  Jeśli  to  oznacza,  że  pozbyłaś  się  tego  Alaina  –  i  to  raz  na  zawsze  –  to  przyznam 
szczerze, że bardzo mnie to cieszy.  

–  Nie  musisz  się  krępować,  wujku  Edwardzie.  Między  mną  a  Alainem  wszystko 

skończone – zanim jeszcze naprawdę się zaczęło.  

– Dobrze. A więc szybko się opamiętałaś. Czy to było dla ciebie przykre? 
– Mówiąc szczerze: tak. – Fiona uśmiechnęła się otwarcie.  
– Tak też sobie myślałem. Ale zdaje się, że nie odniosłaś żadnych zewnętrznych obrażeń. 

– Starszy pan z uśmiechem zlustrował ją od stóp do głów.  

background image

–  Nie.  Jeśli  wziąć  pod  uwagę  okoliczności,  to  można  powiedzieć,  że  mi  się  upiekło.  – 

Fiona wyprostowała się.  

– Dobrze. Teraz jesteś o jedno doświadczenie bogatsza.  
–  To  piękne  popołudnie  mogłam  spędzić  o  wiele  pożyteczniej.  Ale  masz  rację.  Nie 

powtórzę już tego samego błędu.  

– Z pewnością nieprędko spotkasz takiego mężczyznę jak Alain – stwierdził wuj. – Tacy 

mężczyźni zdarzają się rzadko i są niebezpieczni.  

– I to jak niebezpieczni! – Fiona już teraz potrafiła śmiać się ze swojej pomyłki.  
– A co teraz z Philippe’em? 
– O tym właśnie chciałam z tobą rozmawiać.  
– To nie jest dla mnie niespodzianka. Mam wrażenie, że Philippe staje się niezmiennym 

tematem naszych rozmów.  

– Może jako temat jest niewyczerpany – zgodziła się Fiona. – Tymczasem jednak on sam 

zniknął.  

– Co takiego? – Edward szeroko otworzył oczy.  
– Wszystko wskazuje na to, że dziś rano wyjechał z domu w wielkim pośpiechu. Nawet 

swojemu służącemu nie powiedział, dokąd się wybiera. To dziwne.  

– Wiesz przecież, że Philippe jest zagadkowym człowiekiem. Może po prostu chciał tylko 

pobyć przez jakiś czas sam? 

– Obawiam się, że sprawa jest poważniejsza, niż myślisz – z troską odparła Fiona.  
– Skąd ci to przyszło na myśl? 
–  Dzisiejszego  ranka  rozegrała  się  pomiędzy  nami  bardzo  dziwna  scena  –  zaczęła  z 

wahaniem Fiona.  

– Chcesz mi powiedzieć, o co poszło? A może wolisz o tym nie mówić? 
– Nie wiem, czy potrafię, bo sama jeszcze nie do końca to zrozumiałam i przemyślałam. 

Mogę ci powiedzieć jedno: oboje byliśmy do głębi poruszeni.  

–  To  brzmi  tak,  jakby  nastąpił  zwrot  –  stwierdził  starszy  pan,  mrugając  z 

ukontentowaniem.  

– Z jednej strony tak, z drugiej jednak wydaje się, że to wyznanie naszych uczuć nastąpiło 

zbyt późno.  

– Ludzie, którzy przeżywają tak intensywnie jak ty, zawsze tak myślą.  
– Są na to dowody, wujku Edwardzie – strapionym głosem wyznała Fiona.  
– Co proszę? Chyba nie chcesz powiedzieć... Czy Juliette ma z tym coś wspólnego? 
– Dziś rano jeszcze tak nie myślałam, ale teraz wszystko na to wskazuje.  
– Fiona, mówiłem ci już przecież ze sto razy...  
Przerwała mu gwałtownie: – Poczekaj, doszły nowe fakty, które musimy uwzględnić.  
– Nic nie może zmienić faktu, że Philippe nie kocha Juliette i nie ma zamiaru z nią się 

ożenić.  

– Nawet list mojego ojca, który to potwierdza? – podnieconym głosem spytała Fiona.  
– Co? Nie wierzę. Czytałaś go? 
– Nie. Alain mi o nim opowiedział.  

background image

– Czy on go przeczytał? – Edward zmarszczył czoło.  
– Nie. Dowiedział się tego od Juliette.  
– Sama widzisz, wiedziałem, że coś tu nie gra. Chyba mu nie uwierzyłaś? 
–  Początkowo  nie.  Ale  jego  wersja  jest  bardzo  przekonywająca.  –  Fiona  streściła 

Edwardowi swoją rozmowę z Alainem.  

Wuj  wysłuchał  jej  w  milczeniu,  po  czym  stwierdził:  –  W  tej  sytuacji  jest  tylko  jedno 

wyjście... Musisz przeczytać list.  

– Ależ on jest w rękach Philippe’a, a nikt nie wie, gdzie jest Philippe.  
–  Dlaczego  nie  spróbujesz  porozmawiać  z  Juliette?  Fiona  zagryzła  dolną  wargę.  – 

Sądzisz, że to ona ma ten list? 

– Sądzę, że ma jakiś list. Ale dlaczego sama jej nie spytasz? 

background image

 

– Jakiś list? – powtórzyła Fiona ze zdumieniem. – Co chcesz przez to powiedzieć, wujku 

Edwardzie? 

– Nic nie chcę przez to powiedzieć. Zaproponowałem ci tylko, żebyś w końcu rozmówiła 

się z Juliette i wyjaśniła tę sprawę.  

– Ale sądzisz, że ona wymyśliła sobie całą tę historię? 
– Tego nie chciałem powiedzieć – odparł wymijająco Edward.  
– A co będzie, jeśli Juliette nie kłamała? Jeśli mi pokaże list ojca, potwierdzający wersję 

Alaina? Co powinnam wtedy zrobić? – Fiona była bardzo zdenerwowana.  

– Wtedy pokażesz mi ten list, a ja sprawdzę jego autentyczność. Ostatecznie ja najlepiej 

znam charakter pisma mojego brata. – Edward złożył gazetę.  

– A co się stanie, jeśli mi powiesz, że list został napisany przez ojca, i że on zgadza się w 

nim na ślub? Co wtedy? – Głos Fiony stał się trochę piskliwy.  

Edward zawahał się na moment, z zakłopotaniem pocierając sobie podbródek.  
– Wtedy przez jakiś czas będziesz dziewczyną o złamanym sercu.  
– Jak możesz o tym mówić tak chłodno i spokojnie? 
Fiona ze szlochem padła w jego ramiona. Wuj pogłaskał ją po włosach.  
–  Ponieważ  wiem,  że  to  nie  jest  prawda  –  zapewnił  ją 

z

  przekonaniem.  –  Taki  list  nie 

istnieje.  

– Więc mimo wszystko uważasz całą tę historię za zmyśloną? 
–  Nie,  list,  który  zostawił  ci  ojciec,  istnieje,  jestem  o  tym  przekonany.  Ale  z  całą 

pewnością nie jest to ten sam list, na który powoływał się Alain.  

– Czy kiedykolwiek zobaczę prawdziwy list? – Fiona westchnęła.  
–  Tak.  Kiedy  odnajdziesz  Philippe’a.  To  on  nosi  przy  sobie  rozwiązanie  tej  całej 

tajemniczej historii.  

– A jeśli on nie zechce się już ze mną zobaczyć? 
– To mało prawdopodobne.  
– Ale tak mi powiedział! – zawołała Fiona. – Dziś rano na plaży.  
– Co ci dokładnie powiedział, Fiona? – Wuj popatrzył na nią surowo.  
– Philippe powiedział: „Nie będę cię już więcej molestował. Możesz sobie robić, co ci się 

spodoba.  Zostawiam  cię  teraz  samą!”  –  Fiona  powtórzyła  te  słowa  bardzo  cicho  i  głos  jej 
drżał.  

– Brzmi dziwnie. Do czego odnosiło się to, już nie? Fiona poczuła, że się rumieni. – To 

było po tym, jak wyznaliśmy sobie nawzajem, że się kochamy.  

– W takim razie wszystko jest jasne. Skąd więc zatem biorą się twoje wątpliwości? 
– Wydaje się, że mój flirt z Alainem bardzo go dotknął, i dlatego ze mnie zrezygnował.  
–  Bzdura!  Jeśli taki  człowiek  jak  Philippe jest zakochany,  to  trzeba  by  zupełnie  innych 

rzeczy, żeby go . odstraszyć! – energicznie oświadczył Edward.  

– Ale nie zapominaj o jego dumie! Wujku Edwardzie, wiesz przecież, jaki on jest dumny. 

background image

Obawiam się, że zraniłam jego dumę.  

–  Tak,  ja  również  mam  wrażenie,  że  wystawiłaś  jego  cierpliwość  na  ciężką  próbę  – 

stwierdził w zamyśleniu Edward.  

– Nawet tak nie mów! – Fiona znów była bliska płaczu.  
– Myślę, że dobrze mu to zrobiło – uspokoił ją Edward. – Ty byłaś w jego życiu pierwszą, 

która pokazała mu jego granice.  

– Ale ja niczego nie chciałam mu pokazywać. Chciałam tylko, żeby mnie kochał...  
– To przecież to samo, Fiona. Właśnie dlatego będzie cię jeszcze bardziej kochał, że nie 

mogę cię tak łatwo zdobyć.  

– Gdybym tak była inaczej postąpiła, to... Starszy pan położył jej uspokajającym gestem 

rękę na ramieniu. – Cierpliwości. Philippe na pewno znów się pojawi. Wtedy wyjaśni się cała 
ta głupia historia.  

– Ale kiedy? Jak długo może to jeszcze potrwać? 
– Aż zrobi to, co musiał zrobić, i wróci.  
– On już nie wróci! 
Słysząc te słowa wypowiedziane tonem groźby, Fiona i Edward podnieśli wzrok.  
Za nimi stała Juliette, wpatrując się w nich triumfalnie.  
– Może przysiądziesz się do nas – zaproponował Edward.  
–  Nie,  dziękuję  –  odrzekła  jadowicie.  –  Wszystko,  co  mam  do  powiedzenia,  mogę 

powiedzieć na stojąco! 

– Jak wolisz. Co to ma znaczyć, że Philippe już nie wróci? 
– Zadzwonił przed kilkoma minutami i powiedział mi, że jest w Cannes.  
– W Cannes? Co on tam robi? – spytała Fiona.  
– Czeka na mnie – wycedziła Juliette. Fiona zbladła.  
– Weźmiemy tam ślub. – Juliette mówiła z całkowitym spokojem, spoglądając przy tym 

lodowatym wzrokiem na Fionę.  

Fiona była jak oszołomiona.  
Edward spytał łagodnie: – To pięknie, Juliette. Czy jesteśmy zaproszeni na twój ślub? 
–  Niestety  nie.  Philippe  nie  chciałby  robić  wokół  ślubu  żadnej  sensacji.  Alain  i  ojciec 

Philippe’a będą naszymi świadkami. To wszystko.  

Fiona spojrzała na nią ze zdumieniem. – Ojciec Philippe’a? Czy on czuje się dostatecznie 

zdrowy, żeby odbyć podróż do Cannes? 

Juliette nie popatrzyła na nią.  
Edward włączył się do rozmowy: – Szkoda, że nie możemy być obecni na waszym ślubie. 

Przypuszczam, że zaraz potem wyjedziecie w podróż poślubną? 

– Tak. Philippe chce pojechać na Martynikę. Ale ja chyba wolę wyspy Bahama.  
– W takim razie powinniśmy się spakować i pojechać do Paryża – powiedział Edward.  
–  Nie  musicie  tego  robić.  Philippe  kazał  wam  powiedzieć,  że  możecie  tutaj  zostać  tak 

długo, jak zechcecie, ale my naturalnie tak od razu nie wrócimy.  

– Rozumiem. Przekaż Philippe’owi, że jego oferta jest bardzo miła, ale sądzę, że lepiej 

będzie, jak stąd wyjedziemy. Co ty na to, Fiona? 

background image

Fiona  siedziała  tak  załamana,  że  zdawała  się  nie  słyszeć  pytania.  Wuj  powtórzył  swoją 

propozycję.  

– Co ty na to? Zostaniemy jeszcze trochę czy od razu Wyjeżdżamy? 
–  Wyjeżdżamy,  natychmiast  wyjeżdżamy  –  powoli  odpowiedziała  Fiona,  sprawiając 

„przy tym wrażenie nieobecnej.  

– Cóż, w takim razie... – Edward uśmiechnął się uprzejmie do Juliette – wszystko jasne. 

Opuścimy Niceę dziś wieczór. 

Juliette wydała się lekko zaniepokojona. – Nie sądziłam, że natychmiast  wyjedziecie. – 

Nie  martw  się.  Myślę,  że  tak  będzie  lepiej.  Nie  ma  sensu  zostawać  tu  dłużej.  A  tak  przy 
okazji, Juliette, czy słyszałaś o liście, który Charles zostawił dla swojej córki? 

Przez  moment  na  twarzy  Juliette  odmalował  się  wyraz  zakłopotania,  ale  szybko  się 

opanowała.  

– Masz na myśli list, który ma Philippe? – spytała.  
– Tak. Słyszeliśmy, że Philippe dał go tobie.  
– Mnie? Nie, dlaczego miałby to robić? List jest zaadresowany do Fiony.  
– Więc nie masz tego listu? 
– Nie. Przecież już mówiłam.  
– A może przypadkiem go czytałaś? – kontynuował przesłuchanie Edward.  
– Nie. Dlaczego mnie o to wszystko wypytujesz? List ma Philippe.  
– To prawda – odparł Edward – ale Philippe’a tu nie ma, a ty wydajesz się wiedzieć coś 

więcej o miejscu jego pobytu.  

–  Zgadza  się.  Ale  o  liście  nie  wiem  nic  prócz  tego,  że  Fiona  ma  go  otrzymać  w  swoje 

dwudzieste  pierwsze  urodziny.  Jestem  pewna,  że  Philippe  go  jej  prześle.  Przypomnę  mu  o 

tym.  

–  Dziękuję,  Juliette.  To  byłoby  bardzo  uprzejme  z  twojej  strony  –  ironicznie  rzekł 

Edward.  

Juliette z uśmiechem skinęła głową. – W takim razie powiem służącym, żeby spakowali 

wasze rzeczy – stwierdziła, po czym poszła do domu.  

Kiedy  Juliette  zniknęła,  Edward  łagodnie  przyciągnął  do  sobie  Fionę  i  pogładził  ją  po 

czole, jakby chciał ją obudzić z głębokiego, koszmarnego snu.  

Blada  twarz  Fiony  powoli  zaczęła  nabierać  kolorów.  Rozejrzała  się  dookoła  jakby 

zdumiona, że świat nadal istnieje, gdy tymczasem w jej sercu zostały już tylko ruiny.  

Spojrzawszy  na  wuja,  Fiona  wybuchnęła  płaczem.  Edward  przytulił  ją  do  siebie  i 

pozwolił jej się wypłakać.  

W końcu Fiona trochę się uspokoiła. Wuj zaprowadził ją do domu.  
W  hallu  Edward  przywołał  jednego  ze  służących.  –  Może  przypadkiem  wiesz,  czy 

monsieur de la Roche, po swoim wyjeździe dziś rano, dzwonił już do domu? 

– Tak, dokładnie pół godziny temu.  
– Ty odebrałeś telefon? 
– Tak.  
– Iz kim chciał rozmawiać? 

background image

– Z madame Barrault.  
– Jesteś pewny? 
– Tak – odparł młody służący, po czym dorzucił: – Bardzo mi przykro.  
Edward był zaskoczony tym stwierdzeniem, ale nic nie powiedział, tylko podziękował mu 

i zaprowadził Fionę do jej pokoju. Fiona rzuciła się na łóżko.  

– Jak się teraz czujesz? – spytał z troską.  
– A jak mam się czuć? – Fiona minę miała smutną i zrozpaczoną.  
– Przed chwilą wystraszyłaś mnie nie na żarty. – Edward spojrzał na nią z czułością. To 

był jedyny człowiek, któremu mogła zaufać. Jedyny, który ją wspierał. To on pomógł jej się 
podnieść, on dał jej nową nadzieję. Ale teraz nawet on był bezsilny.  

–  Wujku  Edwardzie,  powiedz  mi,  że  to  nie  jest  prawda!  To  nie  może  być  prawda! 

Powiedz, że ona kłamie, że to wszystko tylko mi się przyśniło! Powiedz mi cokolwiek! – Była 

zrozpaczona.  

– Tego nie mogę zrobić – odparł, potrząsając z rezygnacją głową.  
– A więc to już koniec. Ona wyjdzie za Philippe’a, a my pojedziemy do domu. Ja wrócę 

do Nowego Jorku... Więc ona przez cały ten czas miała rację? 

– Kto? Jak? – Edward rzucił jej zaskoczone spojrzenie.  
– Juliette, ona już na samym początku mi powiedziała, że za niego wyjdzie.  
– Teraz rzeczywiście na to wygląda.  
– Nadal nienawidzę Juliette, ale myślę, że powinnam ją przeprosić.  
– Oboje powinniśmy to zrobić.  
– Ale ja pierwsza. – Z tymi słowami Fiona wstała z łóżka i z pochyloną głową opuściła 

pokój.  

Kiedy  dotarła  do  drzwi  pokoju  Juliette  i  już  miała  zapukać,  usłyszała  głos  macochy. 

Juliette widocznie rozmawiała z kimś przez telefon.  

– Dzwonię, żeby się dowiedzieć, jak on się czuje... Aha... powróci do zdrowia?... Dobrze, 

cieszę  się  bardzo...  Czy  wiadomo,  co  się  stało?...  Ach,  tak...  więc  wyjdzie  z  tego.  To 
cudownie... Proszę mu powiedzieć, że zajrzę do niego później, żeby zobaczyć, jak się czuje...  

Fiona przycisnęła ucho do drzwi. Przyszła jej do głowy straszna myśl.  
Philippe miał wypadek! Jest ciężko ranny i leży w szpitalu! Chciał się zobaczyć z Juliette, 

a nie z nią, z Fioną! 

– Nie, przyjadę sama... Wiem, że on tego chciał, ale nie mogę jej znaleźć... Rozumiem, 

szukałam  jej  wszędzie...  Jeśli  czegoś  się  dowiem  albo  ją  spotkam,  to  natychmiast  dam  mu 
znać... Tak, dziękuję, do usłyszenia...  

Fiona  nie  mogła  się  już  dłużej  opanować.  Wpadła  z  impetem  do  pokoju,  Juliette 

gwałtownie się odwróciła, trzymając jeszcze słuchawkę w ręce.  

Stały  naprzeciw  siebie  wpatrując  się  w  siebie  wzrokiem  pełnym  nienawiści.  Fiona 

krzyknęła z wściekłością na macochę: – Z kim rozmawiałaś? 

–  To  nie  twoja  sprawa.  Nie  masz  nic  lepszego  do  roboty,  jak  tylko  skradać  się  i 

podsłuchiwać pod drzwiami? 

– Jeśli już koniecznie chcesz wiedzieć, Juliette, to przyszłam, żeby cię przeprosić, żeby 

background image

przyznać się do błędu.  

Juliette uśmiechnęła się sarkastycznie. – Więc w końcu zrozumiałaś...  
– Teraz jednak nie jestem już tak bardzo pewna... – odparła Fiona.  
– Cóż to ma znaczyć? Powiedziałam ci przecież, że chcemy wziąć ślub w Cannes.  
– Nie wierzę ci! – krzyknęła Fiona, po czym dodała nieco spokojniej: – Nie wiem, czy 

mam ci wierzyć, czy nie. W ogóle nic już nie wiem. Ale jeśli Philippe jest ranny, to chcę go 
zobaczyć. Nie obchodzi mnie, czy, on się z tobą ożeni. Ale jeśli coś mu się stało, to pozwól 
mi go zobaczyć.  

–  Twoja  troskliwość  wzrusza  mnie  do  głębi,  lecz  jest  zupełnie  zbędna.  Philippe  ma  się 

wyśmienicie – zapewniła ją Juliette.  

– Ale przecież słyszałam, jak mówiłaś przez telefon... – próbowała się sprzeciwić Fiona. 

Juliette przerwała jej: 

– Co słyszałaś? 
– Jak o nim rozmawiałaś.  
– Doprawdy? Jakież to interesujące. Czy wspomniałam jego imię? 
Fiona zawahała się. – Nie – przyznała.  
–  Skąd  więc  wiesz,  że  chodziło  właśnie  o  niego?  Mam  wielu  innych  przyjaciół.  – 

Niecierpliwym gestem pokazała Fionie drzwi. – To tyle, a teraz wyjdź z mojego pokoju. Nie 
mam ci już nic więcej do powiedzenia.  

– Nie odejdę, zanim nie przysięgniesz, że Philippe jest zdrowy.  
Na  twarzy  Juliette  odmalowała  się  nie  skrywana  pogarda.  –  Przysięgam.  Jesteś  teraz 

zadowolona? 

Fiona  popatrzyła  Juliette  w  oczy  i  od  razu  się  zorientowała,  że  Juliette  powiedziała  jej 

prawdę w sprawie Philippe’a, ale że przemilczała coś innego.  

– Nie będę zadowolona, jeśli sama nie zobaczę Philippe’a – powiedziała.  
– Nigdy go nie zobaczysz! – wyrzuciła Juliette.  
– Na jakiej podstawie tak twierdzisz? 
– Bo już ja o to zadbam! – krzyknęła Juliette.  
– Nie zdołasz tego zrobić – sprzeciwiła się Fiona.  
– Zapominasz, że wkrótce się pobierzemy, a po miodowym miesiącu ruszymy w podróż 

dookoła świata. I zawsze będziemy unikali spotkania z tobą.  

– Philippe do tego nie dopuści. Napiszę do niego list.  
– Porwę go na strzępy, zanim Philippe zdąży go zobaczyć.  
– Jesteś czarownicą! – krzyknęła Fiona.  
Oczy  Juliette  zalśniły.  –  A  ty  rozpieszczonym  dzieckiem,  które  nigdy  nie  wyrosło  na 

kobietę.  

– Jeśli to ma być aluzja do Philippe’a, to wiedz, że nigdy z niego nie zrezygnuję! 
– Nie masz innego wyboru – stwierdziła Juliette.  
– Serce Philippe’a zawsze będzie należało do mnie, bez względu na to, co zamierzasz z 

nim zrobić! – oświadczyła Fiona.  

– „Zamierzam  z nim zrobić”? Myślisz, że rzuciłam  na niego jakiś czar? Myślisz, że on 

background image

jest bezwolną ofiarą? Wciąż jeszcze żyjesz w świecie marzeń, Fiona! 

– Ufam swoim uczuciom.  
– Twoje uczucia wprowadziły cię w błąd. Dla Philippe’a jesteś dzieckiem, a nie kobietą, 

która zasługuje na prawdziwą miłość.  

– To nieprawda! On mnie kocha! – krzyknęła Fiona.  
– Pomyliłaś się – drwiąco odparła Juliette – on mnie kocha, ze mną się ożeni. Zrozum to 

wreszcie, Fiona! Straciłaś go! 

– Nie wierzę ci. Jest coś, co przede mną ukrywasz.  
– Kiedy to odkryjesz, będzie już za późno.  
W  poczuciu  odniesionego  zwycięstwa  Juliette  pozwoliła  sobie  na  zbyt  wiele.  Fiona 

zauważyła jej nagłą niepewność.  

– A kiedy się tego dowiem? – spytała natychmiast. Ale Juliette już się opanowała, nic nie 

mogło jej pozbawić triumfu. – Dowiesz się, kiedy otrzymasz list.  

– List? Gdzie on jest, Juliette? 
–  Nigdy  go  nie  znajdziesz  –  zadrwiła  Juliette.  Fiona  zacisnęła  pięści.  –  Jeśli  to  będzie 

konieczne, przewrócę twój pokój do góry nogami. Juliette z uśmiechem ustąpiła jej z drogi.  

– Proszę. Z ogromną uciechą będę się tobie przyglądała, jak tu gmerasz. Ale nie zapomnij 

odłożyć wszystkiego na swoje miejsce.  

Fiona bezsilnie opuściła ręce. To nie miało sensu. Najwidoczniej listu nie było w pokoju 

Juliette.  

Jeszcze raz wzięła się w garść. – Znajdę go, a kiedy go już będę miała, skompromituję cię 

przed wszystkimi ludźmi.  

– Mnie skompromitujesz? Cóż za dramatyzm, Fiona! – zadrwiła Juliette.  
Usłyszały  kroki.  W  drzwiach  pojawił  się  Edward  z  walizkami  swoimi  i  Fiony.  Swoją 

wielką torbę podróżną przewiesił sobie przez ramię.  

Na jego twarzy malował się wyraz rezygnacji, kiedy powiedział do Fiony: – Chodź, czas 

jechać.  

Fiona straciła wszelką nadzieję.  
– Tak, Fiona. Bądź grzeczną dziewczynką i idź z wujkiem. On zadba, żebyś dotarła do 

domu cała i zdrowa – rzekła jadowicie Juliette.  

Fiona  już  miała  coś  odpowiedzieć,  gdy  kątem  oka  zobaczyła,  że  wuj  ostrzegawczym 

gestem kładzie palec na ustach. Bez słowa wyszła z pokoju Juliette.  

– Dokąd idziemy? – spytała sięgając po swoją walizkę.  
– Na dworzec – głośno odparł Edward.  
– Ależ wujku Edwardzie... – zaczęła Fiona. Edward znów nakazał jej milczenie. Lekkim 

ruchem głowy wskazał na piętro, skąd przyglądała im się Juliette.  

Na zewnątrz czekał na nich Claude, żeby zawieźć ich mercedesem na dworzec.  
Fiona wsiadła do samochodu. Była zbyt rozkojarzona, aby zauważyć, że wuj zostawił w 

domu niemal połowę jej rzeczy.  

– Wujku Edwardzie, coś tu jest nie w porządku – odezwała się.  
– Nie masz już tego dość? Musimy stąd wyjechać. Claude ruszył z miejsca.  

background image

Fiona pochyliła się do wuja. – Juliette nie powiedziała nam prawdy. Kiedy stanęłam pod 

drzwiami  jej  pokoju,  właśnie  rozmawiała  przez  telefon.  Wywnioskowałam,  że  rozmowa 
dotyczyła kogoś ciężko chorego. Wujku Edwardzie, boję się, że tu chodzi o Philippe’a. Nie 
mogę stąd wyjechać, nie mając pewności, że nic mu się nie stało.  

– Czy po tym wszystkim, co ci zrobił, wciąż jeszcze masz dla niego tyle ciepłych uczuć? 
Fiona spojrzała na wuja zdumionym wzrokiem. – Jak możesz o to pytać? Ja go kocham! 
– Choć wiesz, że ma poślubić Juliette? 
– To jest mi obojętne. Kocham go i zawsze będę go kochała.  
– Dobrze. W takim razie teraz go odwiedzimy – odparł Edward.  
Oczy Fiony rozszerzyły się ze zdumienia. – Odwiedzimy? – szepnęła.  
Edward  uśmiechnął  się  ciepło.  –  Przecież  powiedziałem.  Teraz  pojedziemy  do  niego, 

prawda Claude? 

Młody człowiek przy kierownicy skinął głową. – Oui, monsieur.  
–  Ale...  ale  gdzie  on  jest?  Czy...  czy  miał  wypadek?  Czy  wie,  że  go  odwiedzimy?  – 

Dopytywała się Fiona głosem niemal odmawiającym jej posłuszeństwa.  

– Tylko spokojnie. Wszystko po kolei. Po pierwsze powinnaś podziękować Claude’owi, 

bo bez niego nigdy bym się nie zorientował, co tu się dzieje.  

Z uszczęśliwioną miną Fiona objęła szofera. Samochód zaczął niebezpiecznie kluczyć. – 

Dziękuję panu, dziękuję! 

Claude uśmiechnął się. – Nie ma za co, mademoiselle.  
– Miałaś tylko podziękować, a nie narażać nas na utratę życia – włączył się Edward. – A 

teraz pytaj. Co chcesz usłyszeć? 

– Wszystko! Powiedz mi wszystko! – zawołała Fiona.  
–  Wszystkiego  powiedzieć  ci  nie  mogę.  Kilka  tajemnic  jeszcze  się  nie  wyjaśniło.  Na 

przykład sprawa listu.  

Fiona popatrzyła na wuja z rozczarowaniem.  
– Ale ja jestem całkowicie pewna, że Juliette kłamała.  
–  Wiedziałem  o  tym.  Też  miałem  podejrzenia,  ale  brakowało  mi  dowodu.  Philippe 

rzeczywiście dzwonił. Ale kiedy tyś poszła porozmawiać z Juliette, przypomniałem sobie coś, 
co powiedział nam Claude.  

– Cóż takiego? – Fiona była zaskoczona.  
– Pamiętasz przecież, że potwierdzając wiadomość o telefonie Philippe’a, Claude dodał: 

„Bardzo mi przykro”.  

– Tak. I co z tego wynika? 
–  Wydało  mi  się  to  bardzo  dziwne.  Nie  mogłem  w  tym  znaleźć  sensu.  Myślałem,  że 

dotyczy to naszego wyjazdu.  

– Mnie też tak się zdawało.  
– Ale to był błąd. Przecież Claude nic nie wiedział o naszym wyjeździe. Wiedział jedynie 

o  telefonie  Philippe’a.  Postanowiłem  więc  jeszcze  raz  zapytać  Claude’a.  Początkowo  się 
wahał,  gdyż  Juliette  surowo  mu  przykazała,  żeby  o  niczym  nam  nie  mówił.  Ale  służba 
Philippe’a darzy ją równie małą sympatią, jak my. I Claude szybko ustąpił.  

background image

– Czy Philippe’owi nic się nie stało? – przerwała mu niecierpliwie Fiona.  
– Philippe czuje się dobrze. Nie chodziło o niego, tylko o jego ojca.  
– O ojca? 
– Tak, właśnie do niego jedziemy.  
Fiona  spojrzała  przez  okno  samochodu.  Rzeczywiście,  jechali  wzdłuż  wybrzeża  w 

kierunku Cimiez.  

– Co mu się stało? 
– Dziś rano dostał lekkiego porażenia. Lekarze twierdzą, że czuje się już lepiej i wyjdzie 

z tego, ale w jego wieku nigdy nie można mieć pewności.  

– Przypominam sobie, że Philippe i Alain rozmawiali o jego złym stanie zdrowia.  
– Ojciec Philippe’a bał się śmierci. Myślał, że nadszedł kres jego życia i kazał przywołać 

Philippe’a – wyjaśnił Edward.  

– Dlatego Philippe w takim pośpiechu wyjechał? 
– Tak, służba to wiedziała.  
– Dlaczego nic nam nie powiedzieli? 
– Bo Philippe ich o to prosił. Chciał zadzwonić później i wydać stosowne polecenia.  
– A kiedy zadzwonił telefon, odebrała Juliette? – Fiona straciła otuchę.  
Edward kontynuował niewzruszenie. – Najwidoczniej – rzekł, spoglądając na Claude’a – 

doszło  do  gwałtownej  wymiany  zdań.  Juliette  musiała  stracić  panowanie  nad  sobą,  bo 
odkładając słuchawkę, wybuchnęła płaczem.  

– Nie wygląda na to, by miała usłyszeć oświadczyny – stwierdziła Fiona.  
– Nie. – Edward spojrzał Fionie w oczy. – Jak się zdaje, Juliette miała nam, a raczej tobie, 

coś przekazać, po czym z premedytacją tego nie zrobiła. ° 

Przez chwilę Fiona siedziała w milczeniu. Potem spytała: – Czy Philippe wie, że do niego 

jedziemy? 

– Nie. Uznałem, że byłoby zbyt ryzykowne, gdybym zadzwonił do niego z domu. Juliette 

wszędzie ma swoje uszy, i kto wie, co by przedsięwzięła, żeby nam w tym przeszkodzić.  

– Potem ja słyszałam, że Juliette sama wybiera się do Cimiez.  
– Tak. Dlatego starałem się wyciągnąć cię z domu jak najszybciej, żeby zapobiec dalszym 

dyskusjom pomiędzy wami.  

– Po raz pierwszy mam zobaczyć ojca Philippe’a, a popatrz tylko, jak jestem  ubrana. – 

Fiona wciąż jeszcze miała na sobie zielone bermudy i biały T-shirt.  

Edward uśmiechnął się. – On pewnie też nie najlepiej wygląda. Leży pod ścisłą opieką w 

łóżku. Musisz się wobec niego zachowywać bardzo ostrożnie.  

– Dlaczego? 
– Uważasz, że Philippe jest trudny we współżyciu. W takim razie musisz najpierw poznać 

jego ojca. To zdziwaczały, złośliwy starzec, którego humory są powszechnie znane. Jeśli cię 

nie polubi, a na pewno da ci to natychmiast do zrozumienia, to lepiej uważaj.  

– Ależ dopiero co dostał apopleksji. To chory człowiek.  
–  To  już  był  jego  trzeci  atak.  Możliwe,  że  teraz  jest  obłożnie  chory,  ale  natychmiast  ci 

pokaże, kto tutaj rządzi.  

background image

–  Wydaje  mi  się,  że  wiem,  co  masz  na  myśli.  Najwyraźniej  jest  bardzo  podobny  do 

swojego syna. – Fiona roześmiała się.  

– Jego syn jest wszystkim, co ma – odrzekł Edward. – Jest z Philippe’a dumniejszy niż 

wszyscy ojcowie, jakich spotkałem w swoim życiu. Nawet opinia, że Philippe to kobieciarz i 

playboy, nic w tym nie zmieniła. Teraz jednak chciałby, żeby syn się w końcu zdecydował i 
ożenił.  

– I miał syna, a więc jego wnuka, czyli spadkobiercę.  
– To także – rzekł Edward. – Czasami mam wrażenie, że bardziej mu zależy na wnuku 

niż  na  synowej.  Ale  ponieważ  jedno  nie  jest  możliwe  bez  drugiego,  musi  się  pogodzić  z 
synową.  

– Ale dla jego syna prawdopodobnie żadna nie będzie dość dobra. – Fiona znów spojrzała 

przez szybę. Jej myśli krążyły jednak wyłącznie wokół Philippe’a.  

– Żadna z ewentualnych kandydatek nie zainteresowała Philippe’a, w każdym razie nie na 

dłużej – stwierdził wuj.  

–  Obawiam  się,  że  niewiele  jest  rzeczy,  które  mogłyby  go  zainteresować  na  dłużej  – 

odparła Fiona.  

– Nie sądzę, żebyś mogła się uskarżać.  
– To wynika stąd, że nie zna mnie jeszcze tak długo. To ja byłam w nim od lat zakochana, 

a nie na odwrót. Jeśli o niego chodzi, to dopiero niedawno się spotkaliśmy.  

– Tego bym nie powiedział. Bardzo chciał cię zobaczyć w Paryżu, i wiem, że poleciał do 

Nowego Jorku, żeby się z tobą spotkać.  

– Co? Kto ci to powiedział? Skąd to wiesz? 
– Philippe sam mi to zdradził. Powiedział, że po tych wszystkich fatach chce cię zobaczyć 

i poznać na nowo.  

– I wiedział, że pracuję w agencji miss Lord? 
– Oczywiście. A jak tyś myślała? – Edward uśmiechnął się szeroko.  
–  Sądziłam,  że  poszedł  tam  z  przyzwyczajenia,  bo  tak  robił  za  każdym  pobytem  w 

Nowym Jorku.  

–  Tym  razem  pojechał  tam  wyłącznie  w  sprawie  osobistej:  żeby  spotkać  się  z  tobą. 

Widzisz więc, że nigdy o tobie nie zapomniał.  

– Ależ wujku Edwardzie, to przecież nie to samo. Pojawił się tylko po to, żeby sobie ze 

mnie pożartować. – Fiona gniewnie zmarszczyła czoło.  

– On po prostu inaczej nie potrafi. Przecież o tym wiesz.  
– Czy już ci mówiłam, że on przez cały czas zachowywał się tak, jakby mnie nie poznał? 
– Może tak było, po tylu latach? – Wuj z namysłem pokiwał głową.  
–  Ale  jeśli  z  mojego  powodu  pojawił  się  w  Nowym  Jorku  i  szukał  mnie  w  agencji,  to 

przecież musiał wiedzieć, kim jestem! 

– Przypuszczam, że chciał cię tylko sprawdzić.  
– Sprawdzić? Po co? 
Zanim  Edward  zdążył  odpowiedzieć  na  to  pytanie,  Claude  skręcił  w  bramę  ogromnej 

willi, jeszcze większej niż willa w Nicei. Ale Fiona nie miała czasu się rozejrzeć, gdyż drzwi 

background image

zostały otworzone. Służący wprowadził Fionę do hallu.  

Philippe  wyszedł  im  naprzeciw.  Wyglądał  na  zmęczonego,  pod  oczami  miał  ciemne 

kręgi.  

Fiona najchętniej podbiegłaby ku niemu i objęła go. Ale nie była pewna, jak on by na to 

zareagował.  

Philippe ujął dłoń Fiony i spojrzał na nią z wyrzutem. – Co was tak długo zatrzymywało? 

Mój ojciec zaczął się już pieklić i dopytywać, gdzie się podziewacie.  

Philippe  nie  dał  Fionie  czasu  na  odpowiedź.  Poprowadził  ich  przez  kilka  korytarzy,  po 

czym  z  przepraszającym  uśmiechem  zostawił  Edwarda,  który  spoglądał  za  nim  ze 
zrozumieniem.  

Fiona  wreszcie  zdobyła  się  na  odwagę,  by  zapytać:  –  Dlaczego  twój  ojciec  koniecznie 

chce mnie widzieć? 

– Nie mam najmniejszego pojęcia – zagadkowo odpowiedział Philippe. – Usiłowałem mu 

wytłumaczyć, że nie jesteś warta jego uwagi i całego tego zamieszania. Ale on nie dał się od 
tego odwieść, i domagał się, żeby cię natychmiast do niego zaprowadzić.  

Fiona  zorientowała  się,  że  Philippe  znów  sobie  z  niej  żartuje,  i  zaczerwieniła  się  po 

cebulki włosów.  

– Jak on się czuje? – spytała nerwowo.  
– Dobrze, jeśli wziąć pod uwagę okoliczności.  
– Czy lekarze nadal są przy nim? 
– Nie, wszyscy sobie poszli, z wyjątkiem jednego, który przebywa tutaj bez wiedzy ojca. 

To ojciec ich wszystkich odesłał do domu, oświadczając im krótko i węzłowato, że nie chce 
już ich widzieć.  

– Dlaczego? Czy coś zrobili nie tak? 
– Nie, on po prostu nie lubi lekarzy! 
– Ale przecież ich potrzebuje, bo...  
Philippe  przerwał  jej:  –  To  jest  mojemu  ojcu  zupełnie  obojętne.  Ja  też  nie  próbuję  go 

przekonać.  Kiedy  naprawdę  źle  się  czuje,  sprowadzam  najlepszych  lekarzy  i  proszę  o 
postawienie  diagnozy,  i  najczęściej  jest  wtedy  zbyt  chory,  żeby  to  zauważyć.  Skoro  tylko 
poczuje się lepiej, znów wyrzuca ich za drzwi.  

– Sama nie wiem, czy powinnam się cieszyć z tego spotkania – niepewnie rzekła Fiona.  
– Nic się nie bój – uspokoił ją Philippe i otworzył drzwi.  
Pokój, do którego weszli, był bardzo ciemny, a powietrze duszne. Pośrodku stało wielkie 

łoże  z  baldachimem,  gdzie,  wsparty  na  licznych  poduszkach,  leżał  duży  człowiek  o 
śnieżnobiałych włosach.  

Twarz miał bladą, policzki zapadnięte, lecz Fiona wyczuła emanującą z niego siłę woli.  
– No! Oto wreszcie i ona! – huknął nieoczekiwanie mocnym głosem.  
Nawet  Philippe  wydawał  się  przy  tym  człowieku  mniejszy.  –  Tak,  ojcze.  Czy  mogę  ci 

przedstawić...  

– Ach, też coś! Przecież ja już to wszystko wiem. – Chory uczynił zniecierpliwiony gest, 

po czym przywołał Fionę do łóżka. – Podejdź bliżej, żebym mógł ci się przyjrzeć.  

background image

Fiona  posłusznie zbliżyła  się  do  jego  łoża,  gdzie  z  boku  paliła  się  słaba lampa.  Starzec 

przyglądał się jej długo, mrucząc przy tym coś, czego nie mogła zrozumieć.  

W  swoich  bermudach  Fiona  czuła  się  wyjątkowo  niestosownie  ubrana.  Ale  na  ojcu 

Philippe’a nie zrobiło to widocznie żadnego wrażenia. Minęła cała wieczność, nim wreszcie 
powiedział do swojego syna, jakby jej tu w ogóle nie było: – Ona jest bardzo piękna.  

– Tak, Fiona wygląda całkiem nieźle – zażartował Philippe.  
– Nieźle? – Twarz chorego zaczerwieniła się. – Ona jest wprost niebywała. Gdybym był 

odrobinę młodszy, to... – Zaniósł się kaszlem.  

Fiona chciała go poklepać po plecach, ale on chwycił jej rękę i trzymał ją kurczowo, aż 

minął mu atak kaszlu.  

Spojrzał na nią i mrugnął okiem. – Czy on zawsze tak się do ciebie odnosi? 
– Tylko kiedy mu na to pozwalam. – Fiona spojrzała wojowniczo na Philippe’a.  
Chory  roześmiał  się.  –  Bardzo  dobrze.  Nie  brak  jej  odwagi.  To  właśnie  to,  czego  ci 

potrzeba. – Popatrzył uważnie na syna.  

–  Nie  martw  się  o  to,  czego  mi  potrzeba.  Ty  potrzebujesz  teraz  spokoju  i  snu. 

Przyjdziemy do ciebie później.  

Fiona chciała już uwolnić swoją rękę, ale chory nadal ją mocno ściskał. – Nie będę spał, 

dopóki sprawa nie zostanie załatwiona! – oświadczył.  

Zapadła cisza, która z wolna stawała się nie do zniesienia.  
Fiona przyglądała się Philippe’owi, który sprawiał wrażenie zdenerwowanego.  
– Jeśli ty tego nie powiesz, to ja to zrobię! – oświadczył ojciec.  
– O co tutaj chodzi? – spytała Fiona.  
– Ojcze, to nie jest ani odpowiedni czas, ani odpowiednie miejsce. Prześpij się najpierw. 

Kiedy się obudzisz, wszystko będzie załatwione.  

– Nie! Powiesz jej to teraz. – Trzymał rękę Fiony z całym uporem swojego wieku.  
– O co tutaj chodzi? – powtórzyła swoje pytanie Fiona, trochę już zaniepokojona.  
– Że się z tobą ożeni! 
–  Ożeni?  –  spytała  Fiona  z  niedowierzaniem.  Zrobiło  jej  się  słabo,  kolana  się  pod  nią 

ugięły.  

– Tak – Philippe potwierdził słowa ojca.  
– I to chciałeś mi oznajmić? – Fiona popatrzyła na Philippe’a z wściekłością. – Pewnie 

nigdy jeszcze nie słyszałeś o tym, że należy zapytać kobietę, czy chce ślubu czy nie? A może 
myślisz,  że  twój  urok  jest  tak  nieodparty,  że  nie  trzeba  tracić  czasu  na  takie  zbędne 
formalności? 

Philippe otworzył oczy ze zdumienia. – Ależ ja... – zaczął.  
Fiona  nie  rozumiała,  dlaczego  puściły  jej  nerwy.  Choć  pragnęła  Philippe’a  jak  szalona, 

krzyknęła mu prosto w twarz: – Inaczej wyobrażałam sobie oświadczyny! To, co ty robisz, po 
prostu mnie obraża. – Wybiegła z pokoju, nie czekając na odpowiedź.  

– Widzisz, coś narobił! – z wyrzutem powiedział do ojca Philippe, kiedy drzwi zamknęły 

się z trzaskiem. Ojciec jednak wcale na niego nie zważał. Usiłował powstrzymać atak kaszlu, 
śmiejąc się jednocześnie serdecznie.  

background image

Philippe przestraszył się. – Czy dobrze się czujesz? 
Jego  ojciec  z  trudem  wydobył  z  siebie  odpowiedź:  –  Czuję  się  wyśmienicie,  chyba  że 

umrę ze śmiechu.  

Philippe wpatrzył się w niego osłupiałym wzrokiem. – A z czego tak się śmiejesz? 
– Z was obojga, , a zwłaszcza z ciebie.  
I Philippe poczuł się urażony. – Mnie to się wcale nie wydaje takie zabawne. – Znalazłeś 

w końcu kobietę, która może być dla ciebie równorzędną partnerką. Lubię tę dziewczynę. – Ja 
też ją lubię, i chciałem ją prosić, żeby została moją żoną, a tyś się musiał wtrącić.  

Chory zignorował ten zarzut. – Założę się, że do tej pory jeszcze tak cię nie potraktowała. 

Pewnie byłeś zaskoczony, co? – Znów zaczął się śmiać.  

Potem  wyczerpany  opadł  na  poduszki,  ale  nadal  się  uśmiechał.  –  Zostaw  mnie  teraz 

samego.  Jestem  zmęczony  i  chcę  spać.  ii  Philippe,  który  znał  nagłe  zmiany  nastrojów  ojca, 
pocałował go w policzek i ruszył do drzwi.  

I  jeszcze  jedno,  Philippe!  –  zawołał  za  nim  ojciec  –  Odszukaj  ją  i  z  zachowaniem 

wszelkich  form  poproś,  żeby  zechciała  zostać  twoją  żoną.  Padnij  przed  nią  na  kolana,  jeśli 
będzie trzeba, ale nie pozwól jej odejść. Kiedy się obudzę, chcę usłyszeć jej odpowiedź.  

Philippe zamknął drzwi i pospieszył wzdłuż korytarza, szukając Fiony. Natknął się na nią 

już po chwili.  

– Zabłądziłam – przyznała Fiona. – Inaczej dawno by mnie tu już nie było. Nie mogę się 

zorientować w tym domu.  

Philippe  był  rozbawiony.  –  Każdy,  kto  tu  jest  po  raz  pierwszy,  musi  zabłądzić.  Ale 

przyzwyczaisz się.  

– Nie, odchodzę. Pokaż mi, proszę, wyjście.  
– Dopiero kiedy ci wszystko wytłumaczę! Fiona nie miała wyboru. Musiała czekać.  
–  Najpierw  muszę  przeprosić  za  moje  zachowanie.  Cały  dzień  spędziłem  przy  ojcu,  i 

początkowo bardzo źle to wyglądało. Czuję się trochę wyczerpany.  

– Potrafię to zrozumieć – stwierdziła Fiona ze współczuciem. – Ale to jeszcze nie powód, 

żeby mnie tak traktować.  

– Wiem – przyznał Philippe. – Przecież cię przeprosiłem. Czy teraz mogę wyjaśnić kilka 

spraw? 

– Tak, słucham.  
– Za każdym razem, kiedy ojciec myśli, że już umiera, każe mi przyrzec, że natychmiast 

się ożenię. Nigdy wcześniej nie złożyłem mu tego przyrzeczenia. Teraz jednak ojciec pragnie, 
żeby tak się wreszcie stało. Ma też nadzieję, że zobaczy jeszcze wnuka...  

– A jeśli to będzie wnuczka? – spytała Fiona.  
– To będzie chłopak! 
– Skąd masz taką pewność? – Fiona była wściekła.  
– Po prostu wiem. – Popatrzył na nią z uśmiechem.  
– A co się stanie, jeśli to jednak będzie dziewczynka? 
– Wtedy po prostu spróbujemy jeszcze raz.  
–  Spróbujemy?  –  zawołała  Fiona.  –  Ja  nie  mam  z  tym  nic  wspólnego!  Wygląda  na  to, 

background image

żeście tę całą historię wspólnie z ojcem ukartowali! Ponieważ twój ojciec jest stary i chciałby 
jeszcze zobaczyć swojego wnuka i spadkobiercę, ty postanowiłeś się ożenić. Wzywasz mnie 
tutaj,  żeby  mi  oznajmić,  że  twój  wybór  padł  na  mnie.  Ani  razu  nie  wspomniałeś  o  swoich 
uczuciach do mnie ani nie spytałeś, co ja czuję! 

– Myślałem, że wiesz, że kocham cię i pragnę.  
– Dlaczego wybrałeś sobie akurat mnie? Nie mogłeś znaleźć innej? 
–  Jedyna  kobieta,  jaka  mnie  interesuje,  stoi  tu  przede  mną,  i  chciałbym  tylko,  żeby  nie 

była taka uparta.  

– Wcale nie jestem uparta. Chciałabym tylko wreszcie dowiedzieć się prawdy.  
–  Dokładnie  to  samo  było  ze  mną.  Poleciałem  do  Nowego  Jorku,  żeby  zobaczyć  moją 

przyszłą  żonę.  Byłem  ciekawy,  jak  dziecko  rozwinęło  się  w  kobietę.  Bo  o  tym,  że  jesteś 
piękna, wiedziałem już wcześniej.  

– Co? Z takim zamiarem przyleciałeś do Nowego Jorku? W takim razie wuj Edward miał 

jednak rację. Chciałeś mnie tylko sprawdzić.  

– Chciałem sprawdzić także siebie. Chciałem mieć jasność w kwestii moich uczuć wobec 

ciebie.  

W końcu Fiona zrozumiała, że Philippe chciał się upewnić, czy naprawdę ją kocha. Ale 

dręczyło ją coś jeszcze.  

– A co z listem, który zostawił dla mnie mój ojciec? 
– To był kolejny powód mojej wizyty w Nowym Jorku.  
– Nie rozumiem. Przecież wcale mi go nie dałeś.  
– To przeczytaj go teraz. – Fiona zdumionym wzrokiem patrzyła, jak Philippe sięga do 

kieszeni  marynarki  podaje  jej  list.  –  Jest  w  nim  mnóstwo  rzeczy  osobistych  i  prawniczych, 
które  prawdopodobnie  będziesz  chciała  przeczytać  w  samotności  i  spokoju.  Część,  która 
dotyczy nas obojga, znajduje się na ostatniej stronie – oświadczył Philippe.  

Fiona przerzuciła strony i zaczęła czytać.  

 

... i jeszcze jedno chciałbym ci powiedzieć, moje drogie dziecko...  
Wybacz  staremu  człowiekowi,  że  wtyka  nos  w  Twoje  sprawy.  Wiesz,  że  nigdy  nie 

mieszałem  się  do  Twojego  życia  prywatnego.  Ale  w  moim  sercu  noszę  jeszcze  jedno 
pragnienie. Chciałbym, żebyś pewnego dnia wyszła za Philippe‘a de la Roche...  

 
Fiona popatrzyła na Philippe’a z niedowierzaniem. Ale jego twarz była nieprzenikniona. 

Czytała więc dalej.  

 

...  wiem,  jak  się  nim  zachwycałaś  jako  młoda  dziewczyna,  i  jestem  pewny,  że 

pokochałabyś go jeszcze bardziej, gdybyście się poznali trochę bliżej. Zawsze traktowałem go 
jak własnego syna. I nic nie uczyniłoby mnie bardziej szczęśliwym, jak zobaczyć was razem na 
ślubnym  kobiercu.  Są  jeszcze  inne  powody,  które  sprawiają,  że  uważam  ten  związek  za 
pożądany.  Wydaje  mi  się,  że  Philippe  jest  tym  mężczyzną,  który  potrafi  Cię  uszczęśliwić. 
Potrzebujesz kogoś, kto jest tak silny jak Ty i kto Cię pokocha taką, jaka jesteś. To nie będzie 

background image

łatwe  zadanie  dla  Philippe’a.  On  ofiaruje  Ci  wyzwanie,  siłę,  ale  również  miłość,  której 
potrzebujesz,  by  zaznać  szczęścia.  Ponieważ  ten  list  jest  moją  ostatnią  wolą,  ośmielam  się 
przedłożyć tę tak osobistą prośbę. 
 

Gdybyś jednak miała stwierdzić, że z jakiegoś powodu nie możesz pokochać Philippe ‘a, 

albo że on nie odwzajemnia Twojej miłości, nie wahaj się, tylko natychmiast zapomnij o mojej 
prośbie. 
 

Nie mogę Ci  dyktować,  co masz czuć.  Mogę Ci  jedynie powiedzieć,  co uczyniłoby mnie 

szczęśliwym.  Ale  nic  bardziej  by  mnie  nie  unieszczęśliwiło  niż  świadomość,  że  wyjdziesz  za 
człowieka, którego nie kochasz...  

 
Fiona podniosła wzrok znad listu. Był jeszcze jeden akapit z ostatnimi słowami jej ojca. 

Ale teraz nie mogła ich już przeczytać.  

List  wypadł  jej  z  ręki.  Zakręciło  się  jej  w  głowie.  Wszystko  wokół  niej  zawirowało,  i 

nagle zrobiło jej się ciemno przed oczami...  

Kiedy w kilka minut później Fiona znów otworzyła oczy, leżała już na miękkiej kanapie.  
Philippe klęczał u jej boku. Na jego twarzy malował się wyraz głębokiego zatroskania.  
Patrząc na niego, Fiona zrozumiała, że jest szczęśliwa, mogąc go przy sobie widzieć.  
– Lepiej ci? – łagodnie spytał Philippe.  
Fiona uniosła się na łokciu. – Tak, tak mi się zdaje. Trochę tego wszystkiego było za dużo 

jak na mnie.  

– Wiem, jak się czułaś.  
Fiona  widziała,  jak  bardzo  Philippe  cierpi.  Wyciągnęła  dłoń,  żeby  go  pogłaskać,  ale 

natychmiast ją cofnęła.  

– Dlaczego to zrobiłaś? – spytał cicho.  
– Sama nie wiem. Ja...  
– To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Dlaczego cofnęłaś rękę? – Ujął jej dłoń, na co 

Fiona przystała z ochotą.  

– Miałeś ten list od samego początku? 
– Tak, już w Nowym Jorku.  
– Czy Juliette też znała jego treść? – spytała Fiona.  
–  Nie  wiem.  Ale  nie  wykluczam,  że  mogła  go  przypadkiem  przeczytać.  Dlaczego  o  to 

pytasz? 

– Ponieważ opowiadała Alainowi o jakimś liście. Przypuszczam, że wszystko zmyśliła.  
Na dźwięk imienia „Alain” Philippe drgnął.  
–  To  wszystko  skończone  –  rzekła  Fiona.  –  Zrozumiałam,  że  Alain  nic  dla  mnie  nie 

znaczy. Ale co będzie z tobą i Juliette? 

– Nigdy nic pomiędzy nami nie było, choć ona starała się stworzyć odwrotne wrażenie, 

zwłaszcza gdy ty byłaś w pobliżu.  

– A więc nigdy jej nie kochałeś? 
–  Nie,  kocham  tylko  jedną  kobietę.  Ty  nią  jesteś.  –  Philippe  wziął  ją  w  objęcia  i 

pocałował. Był to pocałunek, który rozproszył jej ostatnie wątpliwości. Odwzajemniała coraz 

background image

namiętniejsze pocałunki Philippe’a, aż do utraty tchu.  

–  Wyjaśnij  mi  jeszcze  tylko  jedno  –  poprosiła  Fiona,  kiedy  Philippe  przyglądał  się  jej 

czułym spojrzeniem.  

– Wszystko, moje serce.  
– Ten pierścionek... – zaczęła.  
– Jaki pierścionek? – przerwał jej Philippe.  
–  Pierścionek  zaręczynowy,  który  kupiłam  dla  ciebie  u  Tiffany’ego.  Czy  dlatego  mnie 

kazałeś go wybrać? 

– Nie wiem, o czym mówisz. – Philippe zrobił niewinną minę.  
– A więc już wiedziałeś, że się ze mną ożenisz? 
– Możliwe – odparł z nieprzeniknioną miną.  
– Nie chcesz mi powiedzieć! – rozgniewała się.  
– Jest proste wyjście. Wyjdź za mnie, a wtedy się przekonasz, czy był dla ciebie.  
Fiona  szczęśliwym  spojrzeniem  patrzyła  na  tego  atrakcyjnego  mężczyznę  przed  sobą. 

Philippe – jej pierwsza i jedyna miłość.  

– Niech będzie – westchnęła, podając mu usta do pocałunku.  
– Czy to ma znaczyć, że mnie chcesz? 
– Tak. Chcesz mieć to na piśmie? – Fiona roześmiała się. – Pocałuj mnie w końcu, jak 

pan młody całuje swoją oblubienicę.  

– Tak – powiedział Philippe, przyciągając ją do siebie. – Chcę ciebie, teraz i na zawsze. 

Tylko ciebie. – Potem zaczęli się namiętnie całować.  

– Dokąd pojedziemy w podróż poślubną? – spytał Philippe, kiedy nasycili się sobą.  
– Wszędzie będę szczęśliwa, byle u twojego boku...  
– Upojna podróż na Hawaje? Miesiąc miodowy na Florydzie? A może wiosna miłości w 

Paryżu...  

– To brzmi bardzo romantycznie, Philippe – czule szepnęła Fiona.  
– Wiosna miłości w Paryżu.