background image

JENNIFER GREENE

MARZYCIELKA

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Widok, który miała przed sobą, obrażał 

jej poczucie estetyki. Czarna, posępna noc, 

szalejąca nad miastem burza - czy może 
być   coś   bardziej   banalnego?   Nagle   ja-

skrawa błyskawica przeszywa niebo, a na 
jej   tle   wyłania   się   z   ciemności   wielka, 

szpetna   rezydencja,   która   wygląda   jak 
scenografia

 

do

 

tandetnego 

hollywoodzkiego filmu.

Najgorsze jest to, że niczym bohaterka 

kiepskiego filmu zamierza się włamać do 
pogrążonej w mroku rezydencji.

Rebeka   Fortune   pisała   powieści 

background image

kryminalne. Umieszczała swe bohaterki w 

najbardziej   niebezpiecznych   sytuacjach, 
jakie tylko zdołała wymyślić, a wyobraźnię 

miała   wyjątkowo   bujną.   Ale   prędzej   by 
wyrzuciła na śmietnik komputer, niż kazała 

bohaterce   włamywać   się   po   ciemku   do 
ogromnej,, zamkniętej na cztery spusty re-

zydencji,   w   której   zostało   popełnione 
morderstwo.

Deszcz padał na jej rude loki, ciekł po 

szyi,   spływał   po   powiekach   i   rzęsach. 

Drżała na całym ciele, od czubka nosa po 
czubki   palców   w   przemoczonych 

tenisówkach.   Zazwyczaj   w   marcu 
panowała   w   Minnesocie   temperatura 

background image

około zera, ale tego dnia od samego rana 

było nadspodziewanie ciepło i słonecznie, 
prawie wiosennie.

Przed   wyjściem   z   domu   Rebeka 

obejrzała   w   telewizji   prognozę   pogody; 

zapowiadano   w   nocy   burzę.   Gdyby   miała 
czarny płaszcz od deszczu, pewnie by go z 

sobą   wzięła,   ale   miała   jaskrawożółty,   w 
kolorze   całkiem   nieodpowiednim   dla 

włamywacza,   więc   włożyła   grubą   czarną 
bluzę oraz czarne dżinsy. Obie rzeczy lepiły 

się jej do skóry.

Przypuszczalnie   kiedyś   w   życiu   czuła 

się   bardziej   nieszczęśliwa   niż   teraz,   lecz 
nie   pamiętała   tej   chwili.   Miała   bogate 

background image

doświadczenie

 

w

 

dziedzinie 

kryminalistyki,   znała   dziesiątki   metod 
używanych   przez   włamywaczy,   jednakże 

całą swą wiedzę zdobyła w ciepłym, ładnie 
urządzonym   gabinecie,   szperając   w 

książkach   i   korzystając   z   Internetu. 
Praktyka   okazała   się   odrobinę   bardziej 

skomplikowana od teorii.

Rezydencję   otaczało   wysokie 

ogrodzenie   z   kutego   żelaza.   Zamknięta 
brama   nie   stanowiła   problemu;   na 

ogrodzenie   można   się   było   wdrapać   i 
zeskoczyć z niego po drugiej stronie. Tuż 

po   zabójstwie   Moniki   Malone   po   terenie 
kręciło się mnóstwo policji. Teraz ryzyko 

background image

natknięcia   się   na   kogokolwiek   było 

znikome.   Zarówno   dom,   jak   i   ogród 
opustoszały dawno temu; od wielu tygodni 

nikt tu nie zaglądał.

Do   samej   rezydencji   prowadziło   pięć 

par   drzwi:   frontowe,   boczne,   kuchenne, 
tylne   i   piwniczne.   Rebeka   próbowała   je 

kolejno otworzyć - bez powodzenia. Z kata-
logu   dla   pisarzy   powieści   kryminalnych 

zamówiła klucz uniwersalny. Okazało się, 
że wcale nie był tak uniwersalny, jak go 

reklamowano. W plecaku, z którym wyru-
szyła   na   włamanie,   miała   również   łom   - 

zawsze przydawał się jej bohaterkom. Ona 
jednak   nie   była   stworzoną   przez   siebie 

background image

postacią i, w przeciwieństwie do nich, z ło-

mem kiepsko sobie radziła. Obeszła cały 
dom,   dokładnie   sprawdzając   okna   na 

parterze.   Ani   jedno   nie   było   zabite 
deskami,   ale   wszystkie   były   szczelnie 

zamknięte.   Jedyne,   co   zdołała   łomem 
dokonać, to zdrapać z kilku framug farbę.

Poza   łomem   i   wytrychem   do   plecaka 

zapakowała   pełno   innych   narzędzi.   Jako 

autorka   kryminałów,   która   przed 
przystąpieniem do pracy zawsze starannie 

się przygotowuje, miała ogromną wiedzę 
na   temat   przestępstw   i   sposobów   ich 

popełniania.   Na   razie   jednak   żadne   z 
narzędzi   nie   znalazło   zastosowania,   a 

background image

plecak, który ważył z tonę, wpijał się jej w 

łopatki.

Ciężkie deszczowe chmury kłębiły się 

na nocnym niebie, a od łoskotu piorunów 
trzęsła   się   ziemia.   A   może   nic   się   nie 

trzęsło,   może   to   tylko   ona,   Rebeka,   tak 
mocno dygotała.

Każda   zdrowa   na   umyśle   kobieta   już 

dawno by się poddała, a ty co? - spytała 

sama siebie.

Otóż   Rebeka   Fortune   różniła   się   od 

innych   kobiet.   Nigdy   się   nie   poddawała, 
zwłaszcza   gdy   na   czymś   jej   zależało. 

Niektórzy   twierdzili,   że   cechuje   ją   upór 
osła.   Ona   broniła   się,   mówiąc,   że 

background image

stanowczość i determinację odziedziczyła 

po matce, Kate Fortune, której nigdy nie 
brakowało siły ani odwagi, aby dążyć do 

wytyczonego celu.

Cel, który Rebeka sobie wyznaczyła, był 

niezwykle   ważny.   Wiele   osób   starało   się 
oczyścić Jake'a z zarzutu morderstwa, lecz 

czas   mijał,   a   jakoś   nikt   nie   znajdował 
dowodów, które mogłyby potwierdzić jego 

niewinność.

Rebeka   sama   postanowiła   się   tym 

zająć, tym bardziej że - pomijając członków 
rodziny   -   reszta   ludzi   podejrzewała,   iż   to 

właśnie Jake był winien śmierci Moniki.

Zacisnęła   z   determinacją   usta   i   nie 

background image

zwracając   uwagi   na   mokrą   trawę   pod 

nogami, jeszcze raz okrążyła dom. Musi być 
jakiś sposób, żeby dostać się do środka. 

Musi!

Srogi, porywisty wiatr targał jej włosy. 

Gdy podniosła rękę, by odgarnąć z twarzy 
burzę rudych loków, w świetle błyskawicy, 

która przebiła mrok, zamigotała złota bran-
soleta.   Widok   obwieszonej   ozdóbkami 

bransolety   należącej   kiedyś   do   Kate 
sprawił,   że   Rebekę   opadły   dziesiątki 

bolesnych wspomnień.

Prawie   straciła   ukochaną   matkę. 

Wszyscy sądzili, że Kate Fortune zginęła w 
katastrofie samolotu; nikt nie wiedział, że 

background image

w samolocie był jeszcze porywacz, że Kate 

z   nim   walczyła,   że   podczas   zderzenia 
maszyny   z   ziemią   wypadła   przez   otwarte 

drzwi   na   zewnątrz,   w   gęste   zarośla,   i   że 
przez   wiele   miesięcy   odzyskiwała   w 

dżungli zdrowie. Rebeka nadal czuła ucisk 
w   sercu   na   myśl   o   rozpaczy,   w   jakiej 

pogrążyła się rodzina, o ilości wylanych łez 
oraz   o   spotkaniu   u   Sterlinga   Fostera, 

doradcy prawnego rodziny, kiedy to oczom 
zebranych   niespodziewanie   ukazała   się 

Kate.

Tego dnia, gdy po raz pierwszy od lat 

Kate   nie   pojawiła   się   w   pracy,   złota 
bransoleta   obwieszona   drobnymi 

background image

ozdóbkami,   które   świętej   pamięci   Ben 

Fortune   ofiarowywał   żonie   przy   okazji 
narodzin kolejnych dzieci i wnuków, tkwiła 

na   zakończonym   ręką   alabastrowym 
ramieniu   ustawionym   w   gabinecie 

seniorki rodu. Dla Rebeki, podobnie jak i 
dla   innych,   bransoleta   stanowiła   wyraz 

miłości,   rodziny,   tradycji.   Nie   mogąc   się 
oprzeć,   przywłaszczyła   ją   sobie; 

potrzebowała chociażby takiego kontaktu 
z matką. Po odczytaniu testamentu każdy 

członek   rodziny   dostał   na   pamiątkę 
serduszko,   podkowę,   różę   czy   inną 

ozdóbkę, którą doczepiono do bransolety 
w dniu jego narodzin. Przez pewien czas 

background image

Rebeka   nosiła   pustą   bransoletę   bez 

pobrzękujących   ozdób,   ale   potem 
zawiesiła   na   niej   własne   maleńkie 

wisiorki - symbole szczęścia.

Powróciwszy   na   łono   rodziny,   Kate 

prosiła   córkę,   aby   chwilę   dłużej 
zaopiekowała   się   bransoletą.   Rebeka 

ucieszyła   się.   Traktowała   bransoletę   jak 
talizman,   a   jej   złote   ogniwa   jak   symbol 

nierozerwalności uczuć rodzinnych.

Potarła   je   palcem.   Owszem,   Kate 

stworzyła   jedną   z   największych   dynastii 
finansowych   w   Stanach   Zjednoczonych, 

ale najbardziej w świecie kochała swoje 
dzieci;   rodzina   zawsze   była   dla   niej 

background image

najważniejsza.   Te   wartości   -   lojalność, 

przywiązanie do najbliższych, konieczność 
wspierania   się   w   potrzebie   -   przekazała 

swym potomkom.

Swoim synom i córkom...

Nie   była   to   najbardziej   odpowiednia 

chwila,   aby   rozmyślać   o   dzieciach,   ale 

Rebeka miała trzydzieści trzy lata, marzyła 
o   własnym   maleństwie,   a   w   ostatnim 

okresie to pragnienie stało się tak silne, że 
nawiedzało ją o każdej porze dnia i nocy. 

Nie liczyło się to, że żyła samotnie, że żaden 
królewicz nie kręcił się na horyzoncie. Po 

prostu jej zegar biologiczny głośno tykał, 
zagłuszając   wszelkie   inne   argumenty. 

background image

Chciała mieć dziecko i już!

Zastanawiając   się   nad   przyszłością, 

zawsze widziała siebie w roli szczęśliwej 

żony i matki. W przeciwieństwie do swych 
braci,   sióstr,   kuzynów,   którzy   szukali   w 

życiu   przygód   czy   nowych   wyzwań,   ona 
była   beznadziejną   romantyczką   i 

domatorką.   Jednak   mimo   że   szczęście 
utożsamiała z posiadaniem męża i dzieci, 

była   jedyną   osobą   z   klanu   Fortune'ów, 
która nie założyła rodziny. Boże, nawet jej 

bratanice wydały już na świat potomstwo!

Chociaż   nie   miała   w   tym   większej 

wprawy,   potrafiła   ukołysać   do   snu 
niemowlę, natomiast zupełnie nie potrafiła 

background image

włamać się do cudzego domu. Psiakrew!

Przeszył ją dreszcz przerażenia. Nie bała 

się burzy z piorunami. I na pewno nie bała 

się ogromnego, pustego domu, w którym 
popełniono morderstwo.

Bała się porażki. Kochała brata, chciała 

mu pomóc, znaleźć dowód potwierdzający 

jego niewinność, i robiło się jej słabo na 
myśl, że może nie podołać. Ale nie! Gdzieś 

w tej wielkiej chałupie muszą być jakieś 
informacje, ślady czy znaki, które policja 

przeoczyła,   a   które   oczyszczą   Jake'a   z 
ciążących   na   nim   zarzutów.   Dziesiątki 

osób, w tym co najmniej kilku Fortune'ów, 
miały   powód,   aby   zabić   tę   starą   jędzę. 

background image

Monica była okrutną, zachłanną egoistką, 

która od niemal dwóch pokoleń starała się 
zniszczyć Bena i Kate. Przysporzyła sobie 

mnóstwo   wrogów;   nawet   dwuletnie 
dziecko bez trudu mogłoby wskazać parę 

osób, które chętnie by się jej pozbyły.

Problem   w   tym,   że   na   skutek   działań 

Moniki Malone Jake omal nie stracił tego 
wszystkiego,   na   czym   mu   najbardziej   w 

życiu zależało, a zatem miał doskonały mo-
tyw,   żeby   ją   zamordować.   W   dodatku   w 

wieczór,   gdy   Monica   zginęła,   był   na 
miejscu zbrodni i tysiące dowodów, takich 

jak   odciski   palców,   wskazywały   na   jego 
winę.   Ani   policja,   ani   wynajęci   przez 

background image

rodzinę   detektywi   nie   zdołali   wpaść   na 

trop jakiegokolwiek innego podejrzanego. 
Zespół obrońców również robił, co mógł, 

lecz sprawa wyglądała beznadziejnie. Nikt 
nie   uronił   łzy   nad   losem,   jaki   spotkał 

dawną hollywoodzką gwiazdę, ale też nikt 
nie wierzył w niewinność Jake'a.

Rebeka   wiedziała   ponad   wszelką 

wątpliwość, że jej brat nie mógłby nikogo 

zabić,   bez   względu   na   to,   jak   bardzo   ta 
osoba   zalazłaby   mu   za   skórę.   Bała   się 

jednak, że nie mając innych podejrzanych, 
sąd uwierzy oskarżycielowi i skaże Jake'a 

na wieloletnie więzienie.

Mimo   że   krążyła   wokół   domu   i 

background image

usiłowała   dostać   się   do   środka,   żaden 

alarm się nie włączył. Wszystkie drzwi były 
zamknięte,   okna   także.   Zresztą   okna   na 

parterze   miały   specjalnie   wzmocnione 
szyby.   Okna   na   piętrze   wyglądały   na 

łatwiejsze   do   sforsowania,   ale   nie 
wiedziała, jak do nich dotrzeć. Treliaż, po 

którym pięły się róże, raczej nie wchodził w 
rachubę.   Wprawdzie   ważyła   niewiele, 

zaledwie   pięćdziesiąt   kilogramów,   ale 
podejrzewała,   że   chwiejna   drewniana 

konstrukcja nie utrzyma ciężaru jej ciała. 
W ogrodzie rósł wielki rozłożysty dąb, jed-

nakże   gałęzie   nie   sięgały   na   tyle   blisko 
domu, by mogła przeskoczyć z którejś na 

background image

dach - chyba że wyrosłyby jej skrzydła, a na 

to się nie zanosiło.

W   ostateczności   zamierzała 

zaryzykować   wspinaczkę   po   kracie   z 
różami, ale najpierw postanowiła jeszcze 

raz obejść dom. Tak też zrobiła, tym razem 
na   czworakach.   Przedzierała   się   przez 

krzaki   rosnące   pod   domem   i   kolejno 
świeciła   latarką   we   wszystkie   okna 

prowadzące do pomieszczeń w piwnicy.

Od czasu do czasu kolce - wyobrażała 

sobie, że to szpony niewidocznej wiedźmy - 
czepiały się jej włosów i ubrania, wbijały 

się   jej   w   skórę,   drapały   ją   po   ciele.   W 
tenisówkach   chlupotało   błoto.   Na   jednej 

background image

okiennej   framudze   złamała   paznokieć. 

Kiedy   usiłowała   podważyć   inną,   drzazga 
weszła   jej   w   palec,   a   z   palca   popłynęła 

krew.

Deszcz   przestał   padać,   ale   ponieważ 

była   przemoczona   do   suchej   nitki, 
zmarznięta   i   nieszczęśliwa,   nawet   nie 

miała siły się z tego cieszyć.

Wreszcie   promień   latarki   oświetlił 

ramę   okienną,   która   była   krzywa   i 
pęknięta.   Odgarnąwszy   na   bok   gałęzie 

kwitnącego   bzu,   Rebeka   przysunęła   się 
bliżej i zaczęła sprawdzać szybę. Okno nie 

było zamknięte, a jedynie zaklejone farbą.

Otwierało   się   na   zewnątrz.   Trochę 

background image

niewygodnie,   ale   trudno.   Gorzej   było   z 

wielkością.   Może   przez   niewielką   szparę 
zdołałby   się   przecisnąć   chudy 

dziesięciolatek, ale nie dorosła kobieta...

Uznała, że warto spróbować; pewnie nie 

znajdzie   lepszego   wejścia.   Sięgnęła   do 
plecaka   po   łom.   Dwa   razy   usiłowała 

podważyć okno. Bezskutecznie. W ciasnej 
przestrzeni miała małą swobodę ruchów, 

łom ślizgał się po mokrym błocie, nie było 
go   o   co   oprzeć.   Na   szczęście   za   trzecim 

razem   się   udało.   Wepchnęła   łom   pod 
dolną krawędź ramy; rozległ się koszmarny 

zgrzyt,   a   po   chwili   między   gruntem   a 
oknem pojawiła się szpara.

background image

Oddychając ciężko, Rebeka przysiadła 

na piętach i podrapała się po brodzie. W 
porządku.   Sukces.   Czuła   się   jednak   tak, 

jakby   trzymała   w   dłoni   zwycięski   kupon 
loteryjny,   lecz   nie   miała   jak   ani   gdzie 

odebrać   nagrody.   Okno   faktycznie 
otwierało się na zewnątrz, lecz otwór był o 

wiele   mniejszy,   niż   się   spodziewała. 
Wszyscy   zawsze   twierdzili,   że   jest   chuda 

jak patyk, ale żeby wśliznąć się do środka, 
musiałaby zgubić jeszcze parę kilo.

Powoli zbliżyła latarkę do otworu. Nigdy 

nie   potrafiła   dobrze   oceniać   odległości, 

ale   miała   wrażenie,   że   od   twardej 
betonowej   podłogi   dzieli   ją   co   najmniej 

background image

trzydzieści   metrów.   W   dole   nie   było 

żadnych   poduszek,   materacy   czy   choćby 
dywanu,   który   mógłby   złagodzić   upadek. 

Spoglądając przez otwór, pomyślała sobie, 
że Stephen King mógłby śmiało umieścić 

akcję   kolejnej   swojej  powieści   w  takich 
mrocznych, ponurych wnętrzach.

Podejrzewała,   że   jeśli   nawet   zdoła 

przecisnąć się przez otwór, to zabije się, 

spadając w dół. Z drugiej strony, tylko tędy 
może dostać się do środka. Innego wejścia 

nie   znalazła,   a   poddawać   się   nie   miała 
zamiaru.

No   trudno,   po   prostu   musi   wciągnąć 

brzuch, wypuścić powietrze, skurczyć się. 

background image

Bo cóż innego jej pozostało?

Zgasiwszy   latarkę,   schowała   ją   do 

plecaka, a plecak wrzuciła do środka. Przez 

chwilę   panowała   cisza;   potem   usłyszała 
głośne   plaśnięcie.   Plecak   wylądował   na 

podłodze.

Przełknęła   ślinę.   Strach   dławił   ją   za 

gardło.   Położywszy   się   na   plecach, 
wepchnęła   stopy   w   otwór,   następnie 

poruszając barkami i nie zwracając uwagi 
na   to,   że   pod   bluzą   zbiera   się   błoto, 

przysuwała   się   coraz   bliżej   otworu.   Po 
chwili   łydki   miała   po   drugiej   stronie, 

kolana,   uda,   pośladki,   biodra...   I   wtedy 
zaczęły   się   kłopoty.   Utknęła.   Nie   była   w 

background image

stanie ruszyć się ani w przód, ani w tył.

Boże! Tyle razy marzyła o tym, aby mieć 

nieco   pełniejsze   kształty.   Tyle   razy 

zazdrościła innym kobietom, że dżinsy tak 
ładnie opinają im biodra. Teraz ogarnęła ją 

złość   na   samą   siebie.   Może   gdyby   w 
zeszłym   tygodniu   nie   zjadła   tych   pięciu 

wysokokalorycznych ciastek, zdołałaby się 
przecisnąć   albo   w   jedną,   albo   w   drugą 

stronę. A tak... Cholera! Nogi sterczały jej 
wysoko nad podłogą piwnicy, tułów leżał w 

błocie   przed   domem,   biodra   i   pośladki 
tkwiły   zaklinowane.   Sytuacja   była 

poważna.

Korciło   ją,   żeby   wybuchnąć   płaczem. 

background image

Chociaż   nie,   wcale   nie   miała   ochoty 

płakać. Po prostu chciała znaleźć się we 
własnym   domu   i   zrobić   sobie   gorącą 

kąpiel:   napełnić   wannę,   wlać   do   wody 
odrobinę   olejku   różanego,   potem 

wyciągnąć   się   i   wymoczyć,   popijając 
kieliszek   chablis,   przeglądając   plik 

informacji,   jakie   zgromadziła   na   temat 
banków spermy, i marząc o dziecku.

Uwielbiała   snuć   fantazje   o   dzieciach. 

Było to kuszące, choć w tym momencie nie 

bardzo praktyczne. Czuła się jak kretynka. 
Nie mogła wykonać żadnego ruchu; ilekroć 

próbowała,   bolały   ją   stawy,   z   kolei   gdy 
leżała   nieruchomo,   protestował   jej 

background image

kręgosłup. Bądź co bądź, gdyby potrafiła 

wyginać ciało na wszystkie strony, może 
zatrudniłaby się jako akrobatka w cyrku. 

Miło   by   było,   gdyby   nagle   pojawił   się 
przystojny   rycerz   na   białym   koniu   i   wy-

bawił   ją   z   kłopotów,   ale   było   to   mało 
prawdopodobne.   Prędzej   oblezą   ją 

dżdżownice.   Myśl   o   glistach,   które   wy-
chodzą   z   ziemi   po   deszczu   i   suną   w   jej 

stronę, podziałała na nią mobilizująco.

Wciągnęła powietrze i z całej siły się 

odepchnęła.

Udało się! Odniosła sukces... chyba. W 

każdym   razie   żyła,   kiedy   wylądowała   na 
twardej   podłodze.   Zanim   jednak   to   się 

background image

stało,   rozbiła   głowę   o   ramę   okienną,   a 

także   boleśnie   zgniotła   i   otarła   piersi. 
Upadając zaś, stłukła sobie kość biodrową 

oraz skręciła nadgarstek.

Na dole było ciemno jak w grobowcu. W 

powietrzu   unosił   się   duszny,   stęchły 
zapach. Oczywiście nie robiłoby jej różnicy, 

gdyby   znajdowała   się   teraz   w   pięknym, 
jasnym Tadż Mahalu; była zbyt obolała, aby 

czymkolwiek   się   przejmować.   Świat 
wirował jej przed oczami. Nie była pewna, 

czy można sobie złamać pośladki - nigdy 
nie   widziała,   aby   ktoś   nosił   na   biodrach 

gips albo leżał z pupą na wyciągu - bała się 
jednak, że ona tego dokonała.

background image

Nagle oślepił ją ostry promień światła.

Jaskrawy   blask   pochodził   z   łysej 

żarówki   zawieszonej   na   środku   sufitu. 

Najgorsze było to, że mężczyzna, który stał 
w drzwiach, z ręką na kontakcie, i kręcił z 

niedowierzaniem głową, nie wyglądał na 
obcego. A kiedy otworzył usta, jego niski, 

ochrypły głos też brzmiał znajomo.

-   Sądziłem,   że   banda   złożona   co 

najmniej z tuzina nastolatków usiłuje się 
włamać do środka. Narobiłaś tyle hałasu, 

jakbyś   zmarłych   chciała   pobudzić. 
Powinienem   był   się   domyślić,   że   to   ty. 

Chryste, Ruda, wyjaśnij mi, co u licha tu 
robisz?

background image

Zacisnęła powieki.

-   W   tej   chwili   siedzę   na   podłodze   w 

piwnicy   i   roztkliwiam   się   nad   sobą,   bo 

mam   z   pięćdziesiąt   połamanych   kości. 
Boże kochany, spraw, żeby to był zły sen. 

Żebym   się   obudziła   i   zobaczyła,   że   ten 
człowiek z ręką na kontakcie to ktoś inny, 

niż mi się wydaje. Niech to będzie rosyjski 
szpieg. Niech to będzie seryjny morderca. 

Niech   to   będzie   ktokolwiek,   byle   nie 
Gabriel Devereax.

Czekała z zamkniętymi oczami, aż zjawa 

zniknie,   ale   niestety   niski,   ochrypły   głos 

przybliżał się.

-   Nie   wygłupiaj   się,   Ruda.   Ja 

background image

przynajmniej mam powód, żeby być w tym 

domu, ale ty? Chyba całkiem postradałaś 
zmysły.   Mogłaś   się   zabić...   albo   ktoś 

mógłby cię zabić. Co ci strzeliło do łba? 
Swoją   drogą,   wyglądasz   jak   bezpańska 

kotka po przegranej walce na śmietniku.

- Ale jesteś miły! Ja tu leżę połamana, 

umieram z bólu, a ty na mnie krzyczysz!

- Krzyczałbym o wiele głośniej, gdybym 

wierzył, że to cokolwiek da. Tylko spójrz na 
siebie!   Jesteś   cała   mokra,   oblepiona 

błotem, z włosów wystają ci jakieś patyki. 
Nie powiesz mi chyba, że masz wszystko 

normalnie   poukładane   w   głowie? 
Psiakrew,   przestań   machać   ręką!   Chcę 

background image

tylko sprawdzić, gdzie cię boli.

- Wszędzie - warknęła.
I faktycznie, wszystko sobie poobijała, 

ale najbardziej ucierpiała jej duma.

Gabe   kucnął   obok.   Wciąż   miała 

zamknięte oczy; póki na niego nie patrzyła, 
mogła udawać, że to nie on. Kiedy jednak 

poczuła, jak jego silne dłonie zaczynają ją 
obmacywać,   natychmiast   podniosła 

powieki.

Kiedy indziej nie miałaby nic przeciwko 

temu,   aby   dotykał   jej   przystojny   facet, 
mógłby   to   nawet   być   detektyw,   ale 

życzyłaby sobie, by okazywał trochę więcej 
delikatności.   Na   miłość   boską,   nie   jest 

background image

workiem kartofli!

Bezlitosne łapy wędrowały po jej ciele, 

ściskały jej stopy, kostki, łydki, sprawdzały 

stawy kolanowe, podnosiły i opuszczały jej 
ramiona, zginały i prostowały nadgarstki. 

Kilka razy jęknęła z bólu. Gabe albo był tak 
zaaferowany tym, co robi, że nic nie słyszał, 

albo jej niedowierzał.

A   ona...   cóż,   przypuszczalnie 

odczuwałaby mniejsze upokorzenie i złość, 
gdyby   facet   nie   był   tak   piekielnie 

przystojny.

Nie wiedziała, jakim cudem dostał się 

do domu, ale nie dziwiła się, że tu jest. Był 
inteligentny,   przedsiębiorczy,   po   prostu 

background image

najlepszy w swojej branży. Dlatego prze-

konała Jake'a, aby zlecił mu dochodzenie w 
sprawie   katastrofy,   w   której   -   według 

policji brazylijskiej - zginęła Kate. Chociaż 
tej   zagadki   nie   udało   mu   się   rozwikłać, 

dokonał parę innych ważnych dla rodziny 
odkryć.

Wracając   jednak   do   teraźniejszości... 

Kiedy   tak   siedziała   w   piwnicy   na 

betonowej podłodze, wyglądała jak półtora 
nieszczęścia.   On   zaś   był   elegancki, 

uczesany,   świeżo   ogolony.   Ubranie   miał 
czyste, bez ani jednej plamki czy rozdarcia. 

Jasne dżinsy, granatowa koszula starannie 
wpuszczona w spodnie, buty z cholewami. 

background image

Nawet one nie nosiły śladów błota.

Nie   znała   go   zbyt   dobrze.   Zresztą   nie 

była   pewna,   czy   kogoś   takiego   jak   Gabe 

Devereax   jakakolwiek   kobieta   może 
dogłębnie   poznać.   W   każdym   razie   od 

czasu do czasu wpadali na siebie i zwykle 
kończyło się to potężną scysją. Kilka osób z 

rodziny   zauważyło,   że   żrą   się   jak   pies   z 
kotem. Wprawdzie to ona, Rebeka, zebrała 

informacje   o   różnych   agencjach 
detektywistycznych i namówiła rodzinę, by 

zatrudniła właśnie Gabe'a. To ona najlepiej 
spośród   wszystkich   wiedziała,   jak 

doskonałą   Gabe   cieszy   się   opinią   i   jak 
świetne   osiąga   wyniki.   Darzyła   go 

background image

szacunkiem.   Ale   kiedy   w   grę   wchodziło 

życie najbliższych, nie potrafiła przekazać 
steru w obce ręce, choćby były najbardziej 

kompetentne.

Gabe   zaś   nie   znosił,   kiedy   ktoś   go 

pouczał albo wtrącał mu się do pracy. Coś, 
co   ona   określała   mianem   pomocy,   on 

traktował   jak   niepotrzebną   ingerencję. 
Ona uważała, że powinien zrozumieć, co nią 

kieruje:   miłość,   przywiązanie,   lojalność. 
Jednakże nie była w stanie mu tego wy-

tłumaczyć;   prędzej   udałoby   się   jej 
wywiercić   palcem   dziurę   w   granitowym 

bloku.

Mimo że ciągle mieli z sobą na pieńku, 

background image

Rebeka   nie   była   ślepa.   Może   i   Gabe 

Devereax   jest   upartym   osłem,   ale   tak 
przystojnego osła rzadko się widuje. Liczył 

trzydzieści   osiem   lat   i   na   tyle   wyglądał. 
Zdecydowany   zarys   szczęki,   blizna   na 

prawej skroni, zmarszczki wokół oczu i przy 
ustach - wszystko to świadczyło o tym, że 

człowiek ten wiele w życiu przeszedł.

Gabe nie oszczędzał się. Był mężczyzną, 

nie chłopcem. Mężczyzną, który emanował 
silą i energią. Mężczyzną, z którego twarzy 

można było wyczytać determinację, upór w 
dążeniu do celu, wolę zwycięstwa.

W głębi duszy Rebeka wierzyła, że tylko 

kobieta, która ma nie całkiem po kolei w 

background image

głowie,   mogłaby   chcieć   się   zadawać   z 

człowiekiem tak zatwardziałym i zamknię-
tym   w   sobie.   Z   drugiej   strony   Gabe 

Devereax   miał   najpiękniejsze   oczy,   o 
najbardziej   zmysłowym   spojrzeniu,   jakie 

kiedykolwiek   widziała.   W   dodatku   nie 
mogła   ich   zignorować,   przynajmniej   na 

razie, bo uporczywie się w nią wpatrywały. 
Właściciel tych oczu trzymał ją za brodę i z 

takim   skupieniem,   jakby   badał   pod 
mikroskopem robaka, oglądał jej policzki, 

czoło, nos, sprawdzając, czy są w jednym 
kawałku.

- Chyba przeżyjesz - oznajmił w końcu. - 

Chociaż   pewności   nie   mam,   bo   trudno 

background image

cokolwiek dojrzeć pod tą warstwą brudu.

Ponieważ patrzył jej prosto w twarz, nie 

od razu się zorientowała, co robi. On zaś, 

jak   gdyby   nigdy   nic,   wsunął   prawą   rękę 
pod jej bluzę i lekko naciskał żebra.

Przeszył ją dreszcz.
- Hej!

Oburzona, usiłowała go odepchnąć. Nie 

dała rady.

-   Nie   denerwuj   się,   Ruda.   Gdybym 

chciał   cię   poderwać,   znalazłbym   inny 

sposób. - Uśmiechnął się. - O seksie myślę 
tylko   dwadzieścia   godzin   na   dobę,   a   nie 

dwadzieścia cztery. - Na moment zamilkł. - 
Masz   paskudnie   rozciętą   skórę,   tu   na 

background image

boku...   Spokojnie,   nie   zamierzam 

sprawdzać, dokąd sięga rana. A teraz bądź 
tak miła i odkaszlnij.

- Mam kasłać? Po co?
-   Jeśli   wolisz,   możemy   podjechać   do 

szpitala   i   zrobić   ci   prześwietlenie.   Aha! 
Spodziewałem się, że nie będziesz chciała. 

No   więc   jeśli   zakaszlesz   i   jeśli   nic   cię 
wtedy   bardziej   nie   zaboli,   może... 

powtarzam: może uwierzę, że żebra masz 
nie połamane. Ale oczywiście jeśli wolisz 

prześwietlenie...

Zakaszlała najgłośniej jak potrafiła.

- Na pewno nic cię nie zabolało?
- Na sto procent. I przestań mi grozić 

background image

szpitalem. Nie dałabyś rady mnie nigdzie 

zawieźć, nawet gdybyś miał pułk żołnierzy 
do pomocy. Czuję się świetnie. Po prostu 

upadek lekko mnie oszołomił i tyle.

- Tak? - Zabrał rękę, którą uciskał jej 

żebra, ale sam się nie cofnął. - Na czole 
wyrósł ci guz wielkości śliwki, ciało masz 

podrapane do krwi i jesteś cała mokra. Tyl-
ko   patrzeć,   jak   nabawisz   się   zapalenia 

płuc.   Rany   możemy   obmyć,   bo   wody   w 
domu   nie   wyłączono,   ale   nie   wiem,   czy 

znajdziemy   coś   suchego,   żebyś   nie 
musiała siedzieć w tym ubraniu. Jak czoło? 

Bardzo boli? Nie kręci ci się przypadkiem 
w głowie? A może widzisz podwójnie?

background image

Co za paskudny typ! Gdyby był odrobinę 

lepiej   wychowany,   zamilkłby   na   chwilę   i 
dał jej szansę odpowiedzieć. On jednak nie 

miał   zamiaru   wierzyć   jej   na   słowo,   bo 
ponownie ujął ją za brodę i obrócił twarzą 

do siebie. Drugą ręką delikatnie odgarnął 
jej   włosy   z   czoła.   Dopiero   gdy   skończył 

zabawę w lekarza, napotkał jej wzrok.

I wtedy... Nie, nie umiałaby powiedzieć, 

co się wtedy stało. Wpatrywał się w nią 
zaledwie   parę   sekund,   ale   grymas 

niezadowolenia znikł z jego twarzy. Wyraz 
oczu zmienił się. Ujrzała w nich coś... coś 

innego.   Nie   złość,   nie   zniechęcenie,   nie 
obsesyjną   potrzebę   usuwania   ze   swojej 

background image

drogi wszelkich przeszkód, nie irytację, że 

ktoś wtrąca się do jego pracy.

Z   całą   pewnością   nie   przedstawiała 

ładnego   obrazka.   Była   mokra,   brudna, 
rozczochrana;   podejrzewała,   że   ofiara 

wypadku   drogowego   wyglądałaby 
atrakcyjniej.   Ale   ciemne   oczy   detektywa 

wpatrywały   się   w   nią   tak   intensywnie,   z 
taką fascynacją, że nagle poczuła, jak wali 

jej serce.

Jeśli   Gabe   kiedykolwiek   wcześniej 

dostrzegł w niej kobietę, nigdy nie dał tego 
po sobie poznać. On sam był energicznym, 

niezwykle pociągającym mężczyzną i póki 
nie zwracał na nią większej uwagi, lubiła 

background image

się z nim przekomarzać i droczyć. Nigdy go 

jednak   nie   kokietowała   ani   z   nim   nie 
flirtowała; takie kobiece gierki były jej ob-

ce.   Upadek   musiał   jej   coś   pomieszać   w 
głowie, sprawić, że pękła jakaś tama.

Nigdy   dotąd   bliskość   Gabe'a   nie 

wywoływała   w   niej   takiego   drżenia. 

Przecież   to   absurd,   żeby   akurat   teraz,   w 
środku   deszczowej   nocy,   w   piwnicy 

cudzego   domu,   ogarnęło   ją...   Przestań!   - 
zganiła się. Masz majaki i tyle!

Serce   biło   jej   niemal   tak   głośno   jak 

dzwon   na   wieży   kościelnej,   kiedy   wyraz 

oczu   Gabe'a   ponownie   się   zmienił.   Na 
twarzy   znów   pojawił   się   grymas,   jeszcze 

background image

bardziej   ponury   niż   ten   przed   chwilą. 

Zmarszczywszy czoło, odchylił się, po czym 
wstał i wyprostował.

- Może nie potrzebujesz lekarza - rzekł - 

ale zobaczmy, jak się będziesz czuła, kiedy 

dźwigniesz się z podłogi.

-   Na   miłość   boską,   nie   przesadzaj. 

Naprawdę nic mi nie jest.

Ignorując wyciągniętą rękę, poderwała 

się na nogi.

To był błąd. Duży błąd. Ból rozsadzał jej 

głowę,   piersi   ją   piekły,   nadgarstki 
szczypały, a pośladki... Tak, nie miała już 

żadnych   wątpliwości,   że   złamała   sobie 
pupę.   Strugała   jednak   chojraka.   Nawet 

background image

gdyby ktoś jej zagroził, że zginie marnie, 

jeśli nie powie prawdy, nie przyznałaby się, 
że kolana ma jak z waty.

- A ty? Jak się tu dostałeś? - spytała.
- Normalnie. Legalnie. Drzwiami - odparł 

z   lekką   ironią   w   głosie.   -   Prędzej   czy 
później dom trafi na rynek nieruchomości, 

ale   na   razie   stoi   zamknięty.   Dopóki   nie 
skończy się postępowanie spadkowe, nie 

można   go   sprzedać.   Zadzwoniłem   do 
prawnika   Moniki   Malone,   przedstawiłem 

się,   wytłumaczyłem,   że   moim   zdaniem   w 
domu muszą być jakieś ślady, które policja 

przeoczyła,   i   spytałem,   czy   mógłbym   się 
rozejrzeć. Zgodził się i dał mi klucz.

background image

- Tak po prostu? Zadzwoniłeś i już? To 

wystarczyło?   Wydało   się   jej   to   bardzo 
niesprawiedliwe.

-   Wiesz,   Rebeko,   nie   każdego   natura 

obdarzyła   bujną   wyobraźnią   oraz 

skłonnością   do   dramaturgii.   Niektórzy   z 
nas żyją zwyczajnie, można powiedzieć, że 

nudnie. A w życiu kierują się zwykłą logiką 
i zdrowym rozsądkiem.

-   Niesamowite.   Gotowa   byłabym 

przysiąc, że odbyliśmy kiedyś identyczną 

rozmowę.

- Bo istotnie odbyliśmy. Wtedy też nic 

do ciebie nie trafiało. - Okrążył ją i zamknął 
otwarte   okno.   -   No   dobrze,   chodźmy   na 

background image

górę. Przemyjemy ci rany, a potem wrócisz 

do domu.

-   Mylisz   się,   koteczku.   Nie   po   to 

ryzykowałam   zdrowie   i   życie,   żeby   teraz 
potulnie spełniać twoje polecenia.

Była   pewna,   że   żadna   klientka   nie 

odważyła   się   zwrócić   per   „koteczku”   do 

detektywa Gabriela Devereax. W pierwszej 
chwili   określenie   go   zaskoczyło,   potem 

rozbawiło.   Może   i   Gabe   był   władczym, 
aroganckim   macho,   który   nie   dawał   się 

przerobić   na   grzecznego   baranka,   ale 
zawsze   miał   duże   poczucie   humoru   i 

potrafił się śmiać z samego siebie.

- Oj, Ruda, Ruda. Nie jestem tutaj dla 

background image

własnej   przyjemności.   Może   ci   się   to 

wydać dziwne i całkiem niedorzeczne, ale 
twoja   rodzina   mi   ufa.   Wierzy,   że   zrobię 

wszystko, co w mojej mocy, aby oczyścić 
Jake'a   z   ciążących   na   nim   zarzutów. 

Wyobrażasz to sobie? Inni mają zaufanie 
do   moich   umiejętności   zawodowych   i 

ponad dziesięcioletniego doświadczenia.

Rebeka   schyliła   się   po   plecak   z 

narzędziami. Boże, ależ facet ma tupet! Co 
za   bezczelność!   Gdyby   nie   to,   że   dobro 

Jake'a   leżało   jej   na   sercu,   pewnie   by 
ryknęła śmiechem.

-   Ja   też   ci   ufam,   panie   Sherlock   - 

oznajmiła z powagą. - Jesteś doskonałym 

background image

detektywem.   Ale   to   nie   twojego   brata 

policja   oskarżyła   o   morderstwo,   tylko 
mojego.   Kocham   Jake'a.   Później,   kiedy 

zostanie   uniewinniony,   mogę   siedzieć   w 
domu   i   robić   na   drutach.   A   na   razie... 

Powiedz, znalazłeś coś?

-   Jeszcze   nie   miałem   okazji   się 

rozejrzeć.   Ledwo   przekręciłem   klucz   w 
zamku, kiedy z dołu doleciał mnie straszny 

hurgot. Jakoś od razu pomyślałem o tobie. 
Ciekawe dlaczego? - Twarz miał w cieniu; 

znużonym gestem podniósł do niej rękę i 
podrapał   się   po   brodzie.   -   Rebeko, 

posłuchaj.

- Słucham. - W jej głosie można było 

background image

wyczuć irytację.

-   Jak   dobrze   wiesz,   zajmuję   się   tą 

sprawą   od   dnia,   kiedy   aresztowano 

twojego   brata.   Byłem   tu   wtedy,   kiedy 
policja   szukała   odcisków   palców.   Potem 

zaś,   kiedy   zdjęto   żółtą   taśmę,   którą 
otoczono   posiadłość   panny   Malone, 

dokładnie   przeczesałem   cały   teren.   Dziś 
przyjechałem   po   raz   trzeci.   Na   razie 

wszystkie dowody wskazują na Jake'a.

- Wiem.

Westchnęła głośno. Wiedziała, że Jake 

jest   jedynym   podejrzanym,   ale   wiedziała 

również, że nikogo nie zabił.

- Miłość i bezstronność nie idą w parze. 

background image

Zdaję   sobie   sprawę,   że   chcesz   pomóc 

bratu.   Rozumiem   to.   I   kiedy   mówię,   że 
powinnaś   wrócić   do   domu   i   zająć   się 

robótką na drutach, kieruje mną wyłącznie 
troska o ciebie. Nie chcę, żeby spotkała cię 

krzywda.

Wpatrując się w miejsce pod ścianą, 

gdzie   nie   docierało   światło   żarówki, 
Rebeka ujrzała jakiś piec czy grzejnik oraz 

plątaninę rur, a także drewniane stopnie i 
balustradę.   Po   chwili   skojarzyła,   że   to 

schody   prowadzące   na   górę,   do   kuchni, 
salonu i innych pomieszczeń. Słyszała głos 

Gabe'a, ale słowa, które wypowiadał, coraz 
bardziej utwierdzały ją w przekonaniu, że 

background image

powinna   polegać   głównie   na   sobie.   Nie 

wątpiła

 

w

 

jego

 

zdolności 

detektywistyczne. Ani w to, że sumiennie 

wykonuje   powierzone   mu   zadanie. 
Problem polegał na tym, że Gabe, podobnie 

jak   policja,   nie   wierzył   w   niewinność 
Jake'a.

Przez chwilę stała bez ruchu, po czym, 

odgarniając z twarzy mokre strąki, ruszyła 

w kierunku schodów.

- Masz rację, że nie jestem bezstronna. 

Bezstronność w ogóle mnie nie interesuje. 
Nie wiem,  czy pamiętasz,  Gabe, ale to ja 

wyszukałam   dla   rodziny   twoją   agencję, 
kiedy   otrzymaliśmy   wiadomość   o 

background image

katastrofie, w której zginęła moja matka.

- Oczywiście, że pamiętam.
-   Dobrze.   -   Skinęła   głową.   -   Nikt   nie 

wierzył,   że   Kate   przeżyła.   Wszystkim 
wydawało   się   to   niemożliwe.   A   ja 

nalegałam,   żeby   Jake   skorzystał   z   usług 
twojej agencji, ponieważ jesteś najlepszy i 

ponieważ   miałam   świadomość,   że 
potrafisz   robić   rzeczy,   na   których   ja   się 

zupełnie nie znam. Przyjąłeś zlecenie, ale 
tak jak inni nie wierzyłeś, że Kate mogła 

ocaleć. I kto miał rację? Ja czy ty?

- Ty. Ale to była całkiem inna sytuacja...

Tak energicznie potrząsnęła głową, że 

niewiele brakowało, aby guz odpadł jej z 

background image

czoła. Przynajmniej takie miała wrażenie.

- Dokładnie taka sama! Ty kierujesz się 

rozumem, ja sercem. Tobie rozum mówi, że 

coś   jest   czarne,   a   mnie   serce,   że   pod 
czernią tkwi biel. Bardzo mocno kocham 

brata   i   właśnie   dlatego   wiem,   że   nie 
zamordował Moniki, mimo że była podła i 

starała się go zniszczyć.

Gabe westchnął. Zezłościła się. Było to 

bowiem   typowo   samcze   westchnienie 
wyrażające   politowanie   i   wielowiekową 

wyższość płci męskiej nad żeńską.

- Mam kilka zastrzeżeń do twojego toku 

rozumowania,   ale   mniejsza   z   tym. 
Chciałbym   zwrócić   ci   uwagę   na   inną 

background image

sprawę.   Otóż   jeśli   wierzysz,   że   twój   brat 

jest niewinny i wszystkie dotychczasowe 
dowody   świadczące   przeciwko   niemu   są 

wytworem   czyjejś   chorej   wyobraźni,   to 
znaczy,   że   prawdziwy   morderca   chodzi 

sobie   po   świecie.   A   więc   tym   bardziej 
powinnaś wrócić do domu. Zrozum, osoba 

niedoświadczona,   nie   potrafiąca   gasić 
ognia, nie powinna bawić się zapałkami, 

bo może wyrządzić sobie krzywdę.

-   Na   miłość   boską,   Gabe!   Po   to   tu 

jestem! Nie żeby bawić się zapałkami, tylko 
żeby je odnaleźć.

- Czuję się, jakbym gadał do ściany. Nic 

do ciebie nie dociera, prawda? - Ponownie 

background image

podniósł rękę do twarzy i potarł brodę. - 

Czyli   nie   zdołam   cię   przekonać,   żebyś 
wróciła do domu i położyła się lulu?

-   No,   nareszcie   mówisz   do   rzeczy.   - 

Przyjaznym   gestem   poklepała   go   po 

ramieniu.   -   Zobaczysz,   Gabe,   pomogę   ci. 
Jeszcze będziesz mi wdzięczny.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Rebeka   była   równie   pomocna   jak 

tornado.   Z   dwojga   złego   Gabe   wolałby 

naturalną   trąbę   powietrzną;   łatwiej   by 
sobie   z   nią   poradził.   Opanowanie 

krnąbrnego rudzielca było ponad jego siły.

Ponownie   zamoczył   ściereczkę   w 

zimnej wodzie, wyżął ją, po czym przyłożył 
do guza na czole Rebeki.  Deszcz  walił  w 

okna   niczym   kanonada   z   dział.   W   Min-
nesocie   zdarzały   się   potężne   burze   z 

piorunami,   ale   zazwyczaj   później,   nie   w 
marcu.   Trudno,   pomyślał;   nie   ma   sensu 

narzekać.   Lepszy   deszcz   niż   śnieżyca. 

background image

Błyskawice   rozwidniały   niebo,   ściany 

domu trzęsły się od grzmotów; za każdym 
razem   gdy   strzelał   piorun,   światła 

migotały,   jakby   lada   moment   miały 
zgasnąć.

Oczywiście   nic   strasznego   by   się   nie 

stało.   Gabe'owi   nie   przeszkadzałby   brak 

elektryczności.   Detektyw   Devereax   był 
człowiekiem zaradnym. Spędził kilka lat w 

Siłach   Specjalnych,   codziennie   w 
najtrudniejszych   sytuacjach   wykazując 

się inteligencją, pomysłowością i odwagą. 
Niebezpieczeństwo   nie   stanowiło   dla 

niego   przeszkody.   Przeciwności   losu   też 
nie. Ilekroć natykał się na problem, który 

background image

należało rozwiązać, zawsze liczył na siebie, 

na   swój   spryt,   przedsiębiorczość   i 
doświadczenie, nigdy zaś na łut szczęścia 

czy pomoc boską.

Podejrzewał   jednak,   że   po   paru 

godzinach   spędzonych   w   towarzystwie 
Rebeki   nawet   najbardziej   zatwardziały 

poganin mógłby zacząć odprawiać modły, 
błagając Boga o zmiłowanie.

- Au! Brałeś lekcje u inkwizycji, czy co? 

Zostaw mnie, potworze jeden!

Nie   przerwał   zabiegów,   nawet   nie 

podniósł głowy.

Rebeka siedziała na kuchennym blacie 

z   twarzą   zwróconą   w   stronę   lampki 

background image

przymocowanej do szafki nad zlewem. Na 

czole   miała   wielkiego   guza,   obok 
paskudne rozcięcie, oprócz tego mnóstwo 

zadrapań   na   całym   ciele,   które   należało 
oczyścić, ale bez przerwy się wierciła.

-   Siedź   spokojnie!   Jeśli   cię   boli,   to 

wyłącznie twoja wina! Masz pełno śmieci 

w ranie na czole; sądzę, że to drobiny farby 
z ramy okiennej. Trzeba je usunąć. Gdybyś 

przestała   się   wiercić,   już   dawno   bym 
skończył,   a   tak...   Moim   zdaniem   nie 

obejdzie się bez paru szwów.

Na reakcję nie musiał długo czekać.

- Nie!
-   A   ponieważ   nie   wiadomo,   o   jakie 

background image

jeszcze   brudy   się   ocierałaś,   myślę,   że 

warto   byłoby   zrobić   zastrzyk 
przeciwtężcowy.

Reakcja   była   jeszcze   szybsza   niż 

poprzednia.

- Miałam robiony kilka tygodni temu.
-   No   jasne.   A   koty   pływają   kraulem. 

Masz   niezwykle   płodną   wyobraźnię.   To 
dobrze, pisz dalej te swoje książki, bo nie 

wydaje mi się, abyś mogła odnieść sukces 
jako włamywaczka. Sądząc po dzisiejszej 

próbce,   nie   masz   w   tym   kierunku   zbyt 
dużych zdolności.

- Przestań się wymądrzać, Devereax. I 

nie   denerwuj   mnie.   Jestem   tu   z   powodu 

background image

mojego   brata.   Nawet   gdybym   miała 

poharatać   sobie   wszystkie   członki,   dla 
niego włamałabym się po raz drugi i trzeci.

Wierzył,   że   tak   by   było.   I   to   go 

przerażało.

Większości ludzi daje się przemówić do 

rozsądku.   Z   kolei   większość   kobiet   ceni 

sobie   bezpieczeństwo,   nie   lubi   się 
niepotrzebnie narażać, wie, jak wystrzegać 

się   ryzyka.   Dla   Rebeki   poczucie 
bezpieczeństwa   było   pojęciem   obcym, 

abstrakcyjnym. Kiedy on wspominał o ry-
zyku,   ona   wytrzeszczała   oczy,   jakby 

opowiadał jej o życiu na Marsie.

Odłożył na moment mokrą ściereczkę i 

background image

obrócił twarz Rebeki w stronę światła, żeby 

mieć lepszy widok na rozcięte czoło. No, 
chyba   wreszcie   udało   mu   się   oczyścić 

ranę z drobinek farby. Na myśl o tym, że tak 
brzydka rana szpeci jej gładką skórę, zrobił 

się zły. Na nią, Rebekę.

Przysunął   palec   do   jej   czoła.   Fala 

gorąca,   która   go   uderzyła,   sprawiła,   że 
zrobił się jeszcze bardziej zły. Na siebie.

Kiedy   mężczyzna   stoi   pomiędzy 

rozwartymi   udami   kobiety,   jest   rzeczą 

naturalną,   i   chyba   nieuniknioną,   że 
zaczyna   odczuwać   podniecenie.   Nie 

dziwiła   go   reakcja   własnego   ciała.   W 
końcu raz na trzysta sześćdziesiąt pięć dni 

background image

mężczyzna   ma   prawo   przez   kilka   minut 

płonąć nieokiełznaną żądzą.

Ale   z   powodu   tej   żądzy   ogarnęła   go 

wściekłość.

Kiedy   cofnął   się   o   krok,   Rebeka   - 

uznawszy,   że   skończył   zabiegi   lekarskie, 
odepchnęła się - zamierzając zeskoczyć z 

szafki.

-   Nie   waż   się   stąd   ruszyć   -   oznajmił 

tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Trzeba 
nakleić plaster.

-   Nie   przesadzaj.   To   tylko   drobne 

rozcięcie.

-   Które   może   pozostawić   paskudną 

bliznę.

background image

- Mój brat siedzi w więzieniu oskarżony 

o morderstwo, a ja mam się przejmować 
głupią   blizną?   Już   dość   czasu 

zmarnowaliśmy na te...

- Jeszcze minuta i pozwolę ci zejść.

Ponownie   wsunął   się   między   jej   uda. 

Nie miał wyboru. W przeciwnym razie na 

pewno zeskoczyłaby na ziemię i pognała 
szukać dowodów niewinności tego brata. 

W jednej z szafek dojrzał starą apteczkę, a 
w niej kilka plastrów i bandaży.

Znów   poczuł,   jak   ogarnia   go 

podniecenie. Psiakość!

Wiedząc, że nic z tego nie będzie, starał 

się zignorować problem i skupić na czole 

background image

Rebeki.

Od śmierci Moniki dom stał pusty i nikt 

w   nim   niczego   nie   ruszał.   Z   tego   też 

powodu szafki, półki i szuflady były pełne 
różnych   rzeczy.   Gabe   bez   trudu   znalazł 

potrzebne   mu   przybory:   ściereczkę, 
ręcznik,   apteczkę,   suche   ubranie.   Na 

jednej z górnych półek zauważył butelkę 
trzydziestoletniej   whisky.   Łyk   szkockiej... 

Hm, kuszące.

-   Skończyłeś?   -   spytała   z   nadzieją   w 

głosie Rebeka.

- Tak.

-   Dzięki.   Wiesz,   Gabe,   nie   zdawałam 

sobie   sprawy,   że   to   rozcięcie   jest   tak 

background image

głębokie.   Gdybym   wiedziała,   może   bym 

była bardziej potulna...

Ona?   Bardziej   potulna?   Jakoś   trudno 

było   mu   sobie   to   wyobrazić.   Jednakże   w 
przeciwieństwie do wielu kobiet, z którymi 

się stykał, nie była próżna ani samolubna. 
Biorąc   zaś   pod   uwagę   pozycję   oraz 

bogactwo   Fortune'ów,   nikt   by   się   nie 
zdziwił, gdyby zadzierała nosa.

Dorastała otoczona rodziną, niczego jej 

nie   brakowało,   nie   znała   biedy.   Może 

dlatego   patrzyła   na   świat   przez   różowe 
okulary.   Była   idealistką,   która   wiodła 

uprzywilejowane   życie.   Odznaczała   się 
inteligencją, ale pod wieloma względami 

background image

była naiwna jak nowo narodzone dziecię. O 

nic nigdy nie musiała walczyć, niczego nie 
musiała zdobywać. Obce jej były ciemne, 

ponure aspekty życia. Wierzyła w miłość, w 
dobroć i sprawiedliwość, w to, że z opresji 

wybawi   ją   rycerz   na   białym   koniu.   Nie 
miała pojęcia, że po ulicach miasta kręcą 

się   różne   wredne   typy,   które   mogą 
wyrządzić jej krzywdę.

Najgorsze było to, że ponieważ napisała 

kilka   powieści   kryminalnych,   wyobrażała 

sobie,   że   jest   żeńskim   Sherlockiem 
Holmesem.

 

Szukając

 

dowodów 

niewinności   brata,   mogła   niechcący 
zatrzeć   inne   ślady.   Na   samą   myśl   o   tym 

background image

Gabe miał ochotę ją udusić.

Kiedy   zsunęła  się   z   blatu,   odruchowo 

powiódł   wzrokiem   po   jej   koronkowym 

staniku wystającym spod dekoltu swetra. 
Próbował ją namówić, żeby zdjęła mokrą, 

zabłoconą   bluzę.   Odmówiła.   Zgodziła   się 
dopiero   wtedy,   kiedy   przyniósł   z   góry 

czarny sweterek z dużym dekoltem. Pewnie 
należał do Moniki Malone.

Do świętej pamięci Moniki, która - jak 

wiele hollywoodzkich gwiazd świecących 

triumfy   przed   wieloma   laty   -  miała   dość 
pokaźny   biust.   Przypuszczalnie   sweter 

ciasno   opinał   jej   kształty,   lecz   kształtów 
Rebeki   nie   opinał.   Przeciwnie,   w   luźnym 

background image

swetrze   Rebeka   wyglądała   jak   biedna, 

mała   sierotka,   która   włożyła   ubranie 
starszej i grubszej koleżanki.

Sweter co prawda był obszerny, lecz za 

to   czarne   dżinsy   były   idealnie 

dopasowane; podkreślały długie, szczupłe 
nogi   i   drobne   pośladki.   Ponieważ   nie 

potrafiła   usiedzieć   w   miejscu, 
podejrzewał,   że   dość   boleśnie   musiała 

poobijać   sobie   tyłek,   ale   duma   nie 
pozwalała się jej do tego przyznać. Tak, ona 

ma   więcej   dumy   niż   rozumu,   pomyślał, 
patrząc w jej lśniące zielone oczy.

Oczy... duże o powłóczystym spojrzeniu, 

twarz   w   kształcie   serca,   szersza   u   góry, 

background image

zwężająca się ku brodzie, cera jasna, może 

zbyt   blada,   usta   pełne,   mięsiste,   nosek 
śmiesznie   zadarty.   Wzrost...   pewnie   metr 

sześćdziesiąt   pięć,   ani   za   niska,   ani   za 
wysoka, choć gdy stała przy nim, wydawała 

się   maleńka.   W   myślach   właśnie   tak   ją 
nazywał: mała.

Włosy miała kręcone, barwy ciemnego 

cynamonu,   długości   do   ramion.   I 

straszliwie potargane. On widział ją jednak 
nie po raz pierwszy w życiu i wiedział, że 

grzebień   czy   szczotka   niewiele   by 
pomogły.   Jeśli   chodzi   o   fryzurę,   zawsze 

wyglądała tak, jakby dopiero wstała z łóżka 
po upojnej nocy w ramionach kochanka. 

background image

Jako że należała do rodu Fortune'ów, nie 

ulegało   wątpliwości,   że   gdyby   chciała, 
stać by ją było na najdroższych fryzjerów w 

mieście.   A   zatem   szopa,   którą   nosiła   na 
głowie,   wynikała   z   jej   lenistwa   lub 

nonszalancji.   Zresztą   postrzyżyny   nic   by 
pewnie nie dały. Nawet obcięta na zapałkę 

i ubrana w bezkształtny wór, wciąż byłaby 
szczupła,   zgrabna,   seksowna   i...   cholera, 

jakaś taka krucha.

Nigdy  nie pociągały go małe,  kruche, 

wrażliwe kobietki potrzebujące męskiego 
wsparcia,   nie   wiedział   więc,   dlaczego 

obecność   Rebeki   działa   na   niego   tak 
podniecająco.   I   wolał   się   nad   tym   nie 

background image

zastanawiać. Zatrudniono go, aby wykonał 

konkretne zadanie i zamierzał się z tego 
wywiązać.   Owszem,   czasem   popełniał   w 

życiu   błędy   i   teraz   intuicyjnie   czuł,   że 
bliższa znajomość z Rebeką byłaby właśnie 

błędem.   Nie   był   niewiniątkiem;   w   wieku 
trzydziestu ośmiu lat miał całkiem spore 

doświadczenie z kobietami. Doskonale się 
orientował, kiedy warto ryzykować, a kiedy 

lepiej   sobie   odpuścić.   Lubił   ryzyko   i   nie 
brakowało mu odwagi, ale na pewno nie 

był kamikadze.

- Rebeko... - Patrząc za jej oddalającą 

się sylwetką, potarł z namysłem brodę. - 
Dokąd tak pędzisz?

background image

-   Wszędzie.   Nigdzie.   Boże,   nie   wiem. 

Pomyślałam   sobie,   że   najpierw   rzucę 
okiem   na   miejsce   zbrodni.   To   było   w 

salonie,   prawda?   A   potem   udam   się   na 
górę do sypialni panny Malone i tam się 

trochę rozejrzę.

- Do salonu prowadzą drzwi z prawej. 

Tymi   z   lewej   dojdziesz   do   spiżarni   i 
pomieszczeń   zajmowanych   przez   lokaja. 

Tylko   pamiętaj   o   jednym,   Sherlocku 
Holmesie. Zostawiamy po sobie porządek. 

Niczego nie zabieramy. Tak z ręką na sercu, 
to   wolałbym,   abyś   bez   porozumienia   ze 

mną niczego nie dotykała...

- Spokojna głowa, Gabe. Przeczytałam 

background image

dziesiątki   książek   o   metodach   pracy 

policji. Wiem, co mam robić. Jeśli zauważę 
cokolwiek, co uznam za dowód czy choćby 

trop, będę bardzo ostrożna. Nie denerwuj 
się.

-   Sam   fakt,   że   przeczytałaś   dziesiątki 

książek jakoś nie rozprasza moich obaw.

Uśmiech miała porażający.
- Wiem, koteczku, wiem. Nic na to nie 

możesz poradzić, prawda? Po prostu jesteś 
władczym,   autorytatywnym   typem,   który 

lubi  mieć  wszystko  pod  kontrolą.  I który 
nie   cierpi,   kiedy   kobieta   wykazuje 

odrobinę   inicjatywy.   Boże,   zupełnie   nie 
wyobrażam sobie ciebie w roli ojca. Swoją 

background image

żonę i córkę doprowadzałbyś do szału.

- Zagalopowałaś się, Ruda. Jaką córkę? 

Nie planuję być ojcem. Dzieci to ostatnia 

rzecz, o jakiej marzę.

- I tu się różnimy. Choć muszę przyznać, 

że   jakoś   to   mnie   nie   dziwi.   Gdyby   nie 
zarzuty   ciążące   na   moim   bracie,   dziecko 

byłoby dla mnie priorytetem. Boże, żebyś 
widział   te   góry   materiałów,   jakie 

zgromadziłam na temat banków spermy.

-   Banków   spermy?   -   zdumiał   się.   - 

Chyba nie mówisz tego poważnie?

-   Jak   najpoważniej.   Na   temat   dzieci 

nigdy nie żartuję - rzekła, uśmiechając się 
od ucha do ucha. - Nie mogłam się oprzeć, 

background image

kotku.   Specjalnie   wspomniałam   o 

bankach   spermy,   bo   chciałam   zobaczyć 
wyraz, jaki pojawi się na twojej twarzy. No, 

ale bierzmy się do roboty...

Tak, pomyślał Gabe, na razie zbrodnia 

bardziej ją pociąga. Swoją drogą nie znał 
nikogo,   kto   potrafiłby   z   równą   łatwością 

przeskakiwać z tematu na temat.

Nie zamierzał krążyć za nią z pokoju do 

pokoju.   Miał   do   wykonania   konkretne 
zadanie. Do jego obowiązków nie należała 

opieka   nad   obarczonymi   bujną 
wyobraźnią,   rudowłosymi   uparciuchami, 

nawet jeśli te rudowłose uparciuchy były 
blisko spokrewnione z człowiekiem, który 

background image

płacił mu honorarium.

Skierował   się   do   gabinetu   zmarłej 

aktorki. Wiedział, że w rezydencji istnieje 

takie   pomieszczenie,   ponieważ   odkrył   je 
podczas   swojej   poprzedniej   wizyty. 

Dziwnie się w nim czuł: ściany pokrywała 
jedwabna   tapeta,   w   oknach   wisiały 

zasłony, które bardziej pasowały do dam-
skiej sypialni, przy biurku stał fotel obity 

brokatem.   Żaden   mężczyzna   na   pewno 
nigdy   by   w   czymś   takim   nie   urzędował, 

Monica   przypuszczalnie   też   rzadko   tu 
zaglądała. Podejrzewał, że nigdy sama nie 

wystawiała czeków, a jeśli nawet to robiła, 
to nie przychodziła w tym celu do gabinetu.

background image

Tak   jak   się   spodziewał,   albo   policja, 

albo   prawnicy   zabrali   z   biurka   wszelkie 
rachunki   i   wyciągi   bankowe.   Mimo   to 

zapalił światło - wielki ozdobny żyrandol - 
po czym zaczął wyciągać szuflady.

Liczył   na   to,   że   mogli   coś   przeoczyć. 

Zwykle   tak   jest,   że   koncentrując   się   na 

jednym, nie dostrzega się czegoś innego. 
Policja   zdołała   zgromadzić   już   całkiem 

sporo   informacji   i   dowodów   w   sprawie 
morderstwa   aktorki,   ale   wciąż   było 

mnóstwo pytań bez odpowiedzi.

Przystąpił   do   pracy;   wszystko 

dokładnie   sprawdzał,   każdy   przedmiot, 
każdą   notatkę,   każdy   skrawek   papieru. 

background image

Pracował w skupieniu przez mniej więcej 

dwadzieścia minut.

Nagle   zdał   sobie   sprawę   z   ciszy 

panującej w całym domu. Zupełnie jakby 
poza nim jednym na terenie rezydencji nie 

było żywego ducha.

Teoretycznie miał wymarzone warunki 

do pracy, nic mu nie przeszkadzało, żaden 
najmniejszy   hałas.   Tyle   że   właśnie   z 

powodu   tej   ciszy   nie   mógł   się 
skoncentrować.

Bez przerwy myślał o Rebece: usiłował 

odgadnąć,   gdzie   w   tym   momencie 

przebywa   i   co   robi.   Miał   jej   za   złe,   że 
określiła   go   mianem   władczego, 

background image

autorytarnego typa. Wcale nie był władczy 

i   nikomu   nie   lubił   nic   narzucać.   Jeśli 
zachowywał się autorytarnie, to dlatego, że 

po   swoich   poprzednich   kontaktach   z 
Rebeką   wiedział,   że   jest   ona   osobą 

impulsywną,   która   mimo   najlepszych 
chęci   potrafi   przysporzyć   mnóstwo 

problemów. A kiedy człowiek znajduje się 
w tym samym  domu co reaktor jądrowy, 

chyba ma prawo odczuwać lekki niepokój.

Wyszedł z gabinetu. Rebekę odnalazł w 

salonie;   siedziała   skulona   w   fotelu   i 
wpatrywała   się   w   marmurowy   kominek. 

Usłyszawszy   kroki,   skierowała   na   Gabe'a 
wzrok.

background image

- Usiłuję sobie to wszystko wyobrazić - 

powiedziała   cicho.   -   Ona   tutaj   zginęła, 
prawda?

- Tak.
- Wiemy, że Jake ją odwiedził. I że był 

pijany. Wiemy też, że się kłócili i że doszło 
do rękoczynów. Jake twierdzi, że Monica” 

go podrapała, a potem rzuciła się na niego 
z   nożem   do   listów.   Pokazywał   nam   ranę, 

jaką mu zadała w ramię. Przyznał, że pchnął 
Monikę, że poleciała na kominek i rąbnęła 

głową o marmurową półkę.

- Wszędzie były odciski palców twojego 

brata   i   Moniki   -   zauważył.   Nie   musiał 
dodawać, że żadnych innych odcisków nie 

background image

znaleziono.

Rebeka zacisnęła nerwowo dłonie.
-   Zgadza   się   -   przyznała.   -   Ale   Jake 

przysięga, że Monica żyła, kiedy opuszczał 
jej dom. Wkrótce potem widziała go jego 

córka,   Natalie.   Wszyscy   z   nim 
rozmawialiśmy. Mówił, że pchnął Monicę, 

ponieważ   go   zaatakowała.   Nie   miał 
powodu nas okłamywać i twierdzić, że żyła, 

jeśli   faktycznie   nie   żyła.   Przecież   śmiało 
mógł   powiedzieć,   że   w   obronie   własnej 

pchnął ją tak nieszczęśliwie, że uderzyła 
się w głowę i poniosła śmierć na miejscu. 

Moim zdaniem, albo w domu był ktoś trzeci, 
albo pojawił się tuż po wyjściu Jake'a. Mój 

background image

brat nikogo nie zabił.

Gabe przeszedł na drugi koniec salonu 

do   barku   urządzonego   w   stylu   art   déco. 

Żaden   ze   stojących   tam   trunków   nie 
dorównywał   trzydziestoletniej   whisky, 

którą   widział   w   kuchni,   ale   w   tym 
momencie zadowoliłby go zwykły bimber. 

Nie, nie chodziło mu o siebie. Wprawdzie 
przebywając w towarzystwie Rebeki, miał 

ochotę   czymś   zagłuszyć   zmysły,   głównie 
jednak   myślał   o   niej:   siedziała   tak 

przeraźliwie   smutna,   że   nie   mógł   tego 
wytrzymać.

Sięgnął po pierwszą z brzegu butelkę, 

wlał   do   kryształowej   szklanki   trochę 

background image

złocistego   płynu   i   podał   ją   Rebece. 

Podniosła szklankę do nosa.

- Fuj!

- Nie wybrzydzaj, mała. No, śmiało. Do 

dna.

- Jak mnie jeszcze raz nazwiesz „mała”... 

- zaczęła, ale nie dokończyła.

To   było   doprawdy   niezwykłe;   zamiast 

się zjeżyć i wszcząć awanturę, posłusznie 

przechyliła szklankę i opróżniła ją w trzech 
haustach.   Po   chwili   wzdrygnęła   się   z 

obrzydzeniem i przetarła dłonią załzawione 
oczy.

-   Osobiście   wyznaję   zasadę   głoszoną 

przez   Mary   Poppins,   słynną   filmową 

background image

opiekunkę   do   dzieci,   że   każde   lekarstwo 

lepiej smakuje z łyżeczką cukru.

Teraz on się wzdrygnął z obrzydzeniem. 

Whisky z cukrem? Ohyda! Ale przynajmniej 
osiągnął swój cel. Rebeka nie była już tak 

trupioblada,   przestała   też   nerwowo 
wykręcać   palce.   Teraz   albo   nigdy,   uznał. 

Musi   przemówić   jej   do   rozumu,   sprawić, 
aby wreszcie przejrzała na oczy.

-   Posłuchaj,   Rebeko.   W   całej   tej 

sprawie   nie   ma   innych   podejrzanych. 

Podczas   śledztwa   nie   wypłynęło   ja-
kiekolwiek inne nazwisko. Nie znaleziono 

innych odcisków palców. Wszystkie tropy 
prowadzą do Jake'a. Który w dodatku miał 

background image

świetny powód, aby zabić Monicę.

-   Tak,   wiem.   Ona   go   szantażowała. 

Odkąd   odkryła,   że   Jake   pochodzi   z 

nieprawego   łoża,   postanowiła   tanim 
kosztem   zgromadzić   jak   najwięcej   akcji 

Fortune   Industries.   Groziła   Jake'owi,   że 
ujawni   prawdę,   on   zaś   bał   się,   że   wtedy 

straci wszystko. Znam rodzinne tajemnice, 
Gabe. Tajemnice, czy może raczej brudy. I 

wiem, że mój brat popełnił w życiu wiele 
błędów.   Okazał   się   słaby.   Za   dużo   pił, 

zaniedbywał się w pracy. Stres i napięcie, 
które   mu   nieustannie   towarzyszyły, 

wpłynęły   na   rozpad   jego   małżeństwa   i 
sprawiły, że zwrócił się przeciwko Nate'o-

background image

wi. Ale to nie oznacza, że jest mordercą.

W życiu Gabe'a zawsze dotąd dwa plus 

dwa   równało   się   cztery,   wzruszała   go 

jednak   tak   wielka   miłość   i   lojalność 
siostry w stosunku do brata.

- Zamierzałem ci tylko uświadomić, jak 

kiepsko to wszystko wygląda - powiedział 

łagodnie.

Zerwała się z fotela; złość nie pozwalała 

jej na bezczynne siedzenie.

-   A   wiesz,   co   sama   sobie 

uświadomiłam?   Że   od   dwóch   pokoleń 
Monica Malone na różne sposoby starała 

się zniszczyć moją rodzinę. Teraz wredne 
babsko   nie   żyje,   ale   machina   zła,   którą 

background image

puściła w ruch, wciąż się kręci. Nawet nie 

wyobrażasz sobie, ile ta wiedźma ma na su-
mieniu:   porwanie,   sabotaż,   cudzołóstwo, 

kradzieże,   włamania,   szantaż.   I   pewnie 
dziesiątki innych przewinień. Odkąd przed 

wieloma laty wdała się w romans z moim 
ojcem, próbuje się na nim, a zatem i na nas 

wszystkich, zemścić. Ale na szczęście ktoś 
ją pozbawił życia. Więcej krzywd już nam 

nie   wyrządzi.   Tak,   ten   koszmar   musi   się 
wreszcie skończyć.

- Rebeko, wróć do domu. Proszę cię.
- Nie.

- Może masz rację. Może faktycznie ktoś 

przyszedł   tu   po   wyjściu   twojego   brata   i 

background image

zamordował Monicę. Jeżeli istnieje w tym 

domu   choćby   najmniejszy   dowód   wska-
zujący na winę trzeciej osoby, na pewno go 

znajdę. Przysięgam.

- Nie wątpię, że zrobisz wszystko, co w 

twojej   mocy.   I   wiem,   że   cieszysz   się 
doskonałą opinią. Ale nie jesteś kobietą, 

Gabe. Kobiety  potrafią  dojrzeć  szczegóły, 
na   które   normalny   mężczyzna   nie 

zwróciłby uwagi. Może uda mi się zobaczyć 
coś, co ty byś przeoczył.

Potarł   ręką   twarz.   Na   wszystko   miała 

gotową odpowiedź. Postanowił zajść ją od 

nieco innej strony.

-   Słuchaj,   Ruda.   Jest   pewna   drobna 

background image

rzecz,   którą   pomijasz.   Nawet   jeśli 

znajdziesz   dowód   na   to,   że   ktoś   inny 
zamordował   Monicę,   to   wcale   nie   musi 

oznaczać,   że   skończą   się   twoje   kłopoty. 
Dobrze wiem, jak bardzo Monica naraziła 

się   Fortune'om.   Ile   mieliście   przez   nią 
zmartwień.   I   tu   dochodzimy   do   sedna. 

Jeżeli Jake nie zabił Moniki, niewykluczone, 
że   zrobił   to   inny   członek   twojej   rodziny. 

Motywów nikomu z was nie brakuje.

- Mordercą nie jest żaden z Fortune'ów - 

oznajmiła stanowczo Rebeka.

-   Myślę,   że   nie   przekonałabyś   sądu. 

Ławnicy prędzej by uwierzyli, że przemawia 
przez   ciebie   solidarność   rodzinna   niż 

background image

rozsądek i obiektywizm.

- Byliby w błędzie. To wredne babsko... 

Zrozum, Gabe, ona od wczesnej młodości 

była   obłudną,   pazerną   egoistką.   Przez   te 
wszystkie   lata   narobiła   sobie   tysiące 

wrogów.   Nie   tylko   my   poznaliśmy   jej 
prawdziwą   naturę.   W   dodatku...   zresztą 

mniejsza z tym. Już dość czasu straciliśmy 
na gadanie. Idę się rozejrzeć.

Ruszyła   w   stronę   drzwi   i   zanim   się 

zorientował, co chce zrobić, zniknęła mu z 

oczu. Nie miał zamiaru jej powstrzymywać. 
Równie   dobrze   mógłby   starać   się   prze-

mówić   do   rozsądku   osłowi.   Popatrzył   z 
tęsknotą na butelkę whisky.

background image

Nie bardzo wierzył, że Rebeka znajdzie 

dowody, które mogłyby oczyścić jej brata, 
ale drobna szansa jednak istniała. Nawet 

jeśli   prawdopodobieństwo,   że   Jake   jest 
niewinny,   wynosi   jeden   do   tysiąca, 

oznacza to, że faktyczny morderca chodzi 
bezkarnie   po   mieście.   Człowiek,   który   z 

zimną   krwią   popełnił   morderstwo,   na 
pewno nie życzyłby sobie, aby ktokolwiek 

krążył   po   miejscu   zbrodni,   szukając 
dowodów   niewinności   głównego 

podejrzanego.   Dotychczas   Gabe   nie 
wspominał   Rebece   o   tym,   że   może   jej 

grozić   niebezpieczeństwo,   ale   nagle 
przyszło mu do głowy, że lepiej, aby ktoś 

background image

miał ją na oku.

Oczywiście   nie   należało   to   do   jego 

obowiązków.   W   razie   czego   zawsze   mógł 

się zwrócić o pomoc do seniorki rodu. Kate 
Fortune   jednym   spojrzeniem   potrafiła 

wymóc posłuch na każdym. Podejrzewał, że 
batalion   piechoty   morskiej   grzecznie 

wykonywałby wszystkie jej polecenia. Na 
szczęście tylko przez tę jedną noc Rebeka 

znajdowała się pod jego opieką. Marzyła 
mu się szklaneczka whisky, ale wiedział, że 

będzie mógł sobie na nią pozwolić dopiero 
później, kiedy wróci do domu. Bo na razie w 

obecności   Rudej   musi   zachować 
całkowitą   trzeźwość   i   przytomność 

background image

umysłu.

Rebeka   oparła   ręce   na   biodrach.   Nie 

zdziwiła   się   na   widok   wyposażenia 

sypialni.   Kobieta   tak   próżna   jak   Monica 
Malone, tak łasa na splendory i pieniądze, 

nie mogłaby spać w jakichkolwiek innych 
warunkach.

Świat   Moniki   obracał   się   wokół   niej 

samej. Była jego najważniejszą postacią. 

Świadczyły   o   tym   choćby   dwa   obrazy 
olejne, na których została uwieczniona. W 

ogromnej   garderobie   wisiały   dziesiątki 
sukien z dekoltami do pępka; obok stały 

buty   -   ich   liczby   mogłaby   śmiało   po-
zazdrościć   Monice   słynna   miłośniczka 

background image

butów, Imelda Marcos. Zasłane aksamitną 

pościelą łóżko w kształcie serca - czy może 
być   coś   bardziej   kiczowatego?   -   miało 

obite   aksamitem   wezgłowie.   Zarówno   w 
szafie,   jak   i   na   krześle   przy   łóżku   leżały 

gorsety;   starzejąca   się   gwiazda 
najwyraźniej   lubiła   niektóre   części   ciała 

chować i  upychać,  a inne eksponować i 
wypychać.   Blatu   toaletki   nie   było   widać 

spod   setek   słoiczków,   fiolek,   tubek   i 
buteleczek   -   takich   ilości   nie   zdołałaby 

wyprodukować żadna firma kosmetyczna, 
o czym Rebeka doskonale wiedziała.

Minuty płynęły. Przejrzała już wszystkie 

szuflady   i   półki   w   szafie.   Sprawdziwszy 

background image

zawartość   szafek   w   luksusowej   łazience 

utrzymanej   w   zielonej   kolorystyce,   po-
stanowiła skorzystać z okazji, że jest z dala 

od   świdrujących   oczu   detektywa,   i 
ściągnęła   dżinsy,   ciekawa,   dlaczego   tak 

strasznie boli ją pupa. W licznych lustrach 
bez trudu zobaczyła siniaka wielkości piłki 

nożnej,   który   zdążył   przybrać   intensywną 
barwę fioletu.

Psiakość. Paskudne rozcięcie na czole, 

fioletowe   pośladki,   długa   rana   ciągnąca 

się   od   żeber   przez   klatkę   piersiową   i 
oczywiście dziesiątki drobnych zadrapań... 

Wszystko bolące.

No cóż, po powrocie do domu wymoczy 

background image

się w wannie i od razu się lepiej poczuje. 

Teraz nie miała czasu się nad sobą użalać. 
Nawet   nie   przyjmowała   do   świadomości 

tego, że jest zmęczona, a przecież jest już 
trzecia   rano   i   wszyscy   dawno   śpią.   Na 

zewnątrz   znów   rozległ   się   huk   piorunu. 
Popatrzyła w lustro. Grymas, który ujrzała 

na swojej twarzy, był równie ponury, jak 
burza za oknem.

Gabe   nie   wierzył,   że   w   rezydencji 

Moniki   można   znaleźć   jakiekolwiek 

dowody poza tymi, które odkryli policjanci. 
W dodatku jasno dał jej do zrozumienia, że 

wolałby,   aby   wróciła   do   domu   i   nie 
przeszkadzała   mu   w   pracy.   W   pewnym 

background image

momencie sama zaczęła się zastanawiać, 

czy   słusznie   zrobiła,   przychodząc   tu.   Ale 
szklanka whisky, którą wypiła, rozgrzała ją 

i dodała nowych sił.

To   śmieszne,   ale   przez   chwilę   miała 

nadzieję, że może zdoła przekonać Gabe'a o 
niewinności Jake'a. Nie udało się jednak. 

Pod tym względem nie różnił się od innych. 
Nie   po   raz   pierwszy   w   życiu   poczuła   się 

osamotniona.

Rozglądając   się   uważnie   po   sypialni, 

odruchowo   zaczęła   pocierać   złotą 
bransoletę.   Ten   piękny   symbol   miłości 

rodzinnej   zawsze   podtrzymywał   ją   na 
duchu.   Chociaż   Fortune'owie   różnili   się 

background image

między   sobą,   Rebeka   odstawała   od 

wszystkich. Wyznawała własne poglądy i 
nigdy   nie   starała   się   do   nikogo 

dopasować.   Ale   to   nie   miało   znaczenia. 
Rodzina oznaczała dla niej wierność. Przy-

wiązanie. Cudowne i nierozerwalne więzy 
krwi. Dlatego zamierzała oczyścić brata z 

zarzutów,   przywrócić   mu   dobre   imię. 
Wiedziała, że nie spocznie, póki tego nie 

dokona.

Przenosząc wzrok z toaletki na łóżko, z 

łóżka na fotel i szafki, raz po raz pocierała 
bransoletę. Zastanawiała się, czy Gabe ma 

rodzinę, a jeśli tak, to jak liczną. Nigdy nic 
nie   mówił   o   braciach   i   siostrach   ani 

background image

jakichkolwiek   kuzynach.   Żona   i   dzieci 

wyraźnie   nie   figurowały   na   liście   jego 
priorytetów. Sprawiał wrażenie człowieka, 

który nie szuka towarzystwa, lecz gdzieś w 
głębi   duszy   Rebeka   podejrzewała,   że   to 

tylko pozory; że w rzeczywistości dokucza 
mu samotność.

Pewnie potwornie by się oburzył, gdyby 

powiedziała mu coś takiego, może nawet... 

I nagle zapomniała o Gabrielu. Wbiła oczy 
w   bransoletę,   którą   się   bawiła,   po   czym 

szybko   powiodła   wzrokiem   po   sypialni. 
Biżuteria. Monica Malone musiała mieć jej 

całe   tony.   Przypuszczalnie   drogocenne 
broszki,   naszyjniki   czy   pierścionki   wciąż 

background image

tkwią w sejfie bankowym. Albo w sejfach 

prawników,   którzy   zajmowali   się   masą 
spadkową.   Ale   Monica   zawsze   chodziła 

obwieszona   świecidełkami.   Chyba   na 
żadnym zdjęciu Rebeka nie widziała jej bez 

błyszczących   ozdób,   a   to   wielkich 
kolczyków,   a   to   wisiorków,   a   to   po-

brzękujących  bransolet.  Gdzieś  tu  muszą 
być   jakieś   szkatułki,   w   których   trzymała 

swoje skarby.

Znalazła dwie pod ścianą w garderobie. 

Obie   były   załadowane   po   brzegi. 
Kucnąwszy,   zaczęła   wyciągać   szufladki, 

grzebać   wśród   dziesiątków   metrów 
bieżących   lśniących   pasków,   bransolet, 

background image

błyskotek.

Czuła   narastające   podniecenie.   Nie 

wiedziała, gdzie powinna szukać dowodów 

niewinności   Jake'a,   na   co   powinna 
zwracać szczególną uwagę i czy w ogóle 

jakiekolwiek dowody istnieją. Ale intuicja 
mówiła   jej,   że   jeśli   Monica   miała   jakieś 

tajemnice,   które   pragnęła   ukryć   przed 
światem, należy ich szukać właśnie tu, w 

sypialni. O ile facet zwykle chowa rzeczy w 
samochodzie   lub   w   biurku,   dla   kobiety 

takim   sekretnym   schowkiem   jest   jej 
sypialnia.

W   czwartej   szufladzie,   którą 

wyciągnęła,   przypadkiem   coś   wyczuła. 

background image

Jakieś wybrzuszenie. Sprawdziła je jeszcze 

raz. Tak, nie pomyliła się. Obróciła szufladę 
do  góry  nogami,   wyrzucając   świecidełka 

na białą wykładzinę podłogową, po czym 
przysunęła   szufladę   do   światła.   W   at-

łasowym   obiciu   ujrzała   wyraźne 
wzniesienie.

Jednym ruchem ręki zerwała atłas.
Jej   oczom   ukazało   się   kilka   kartek 

papieru.   Wyjęła   tę   z   wierzchu.   Był   to 
telegram   na   papierze   pożółkłym   ze 

starości   i   tak   kruchym,   że   wyglądał   jak 
pomięta serwetka - telegram zawierający 

wyznanie miłosne. Rebeka odłożyła go na 
bok i sięgnęła po kolejną kartkę. Okazało 

background image

się, że jest to list miłosny od następnego 

wielbiciela,   podpisany:   „Twój   wiemy 
kundel”.   Już   zamierzała   rzucić   go   tam, 

gdzie   wcześniej   rzuciła   telegram,   ale 
raptem   zawahała   się.   List   był   sprzed 

dziesięciu   laty,   czyli   raczej   nie   miał 
związku z morderstwem, lecz skoro Monica 

go   zatrzymała,   musiała   przywiązywać   do 
niego wagę. Na wszelki wypadek Rebeka 

wsunęła go pod kolano.

Większość   kartek   to   były   nic   nie 

znaczące   skrawki   papieru,   jakieś   bilety, 
zaproszenia,   po   prostu   pamiątki.   Nagle 

Rebekę   ogarnęła   wściekłość.   Wśród   tej 
bezwartościowej   makulatury   znalazła 

background image

kolejne   dowody   perfidii   Moniki,   rzeczy 

jednoznacznie wskazujące, że to ona stała 
za   próbą   kradzieży   receptury   kremu 

młodości,   nad   którym   pracowano   w 
Fortune Cosmetics, że to ona zachęcała do 

działania faceta, który prześladował Allie, 
że to ona opłaciła ludzi, którzy włamali się 

do   laboratorium,   i   że   to   ona   usiłowała 
doprowadzić   do   deportacji   ze   Stanów 

Zjednoczonych   naukowca   Nicka   Valkova. 
Groźba deportacji wpłynęła na decyzję o 

małżeństwie   Nicka   z   Caroline   Fortune, 
najstarszą córką Jake'a. To małżeństwo z 

rozsądku okazało się bardzo szczęśliwe. Po 
nim ruszyła lawina kolejnych małżeństw w 

background image

rodzinie.

No   dobrze,   pomyślała   Rebeka,   ale   to 

wszystko   nie   ma   związku   z   Jakiem   i 

ciążących na nim zarzutach.

Podniosła następny list. Zaczęła czytać 

i   nagle   zakręciło   się   jej   w   głowie. 
Przeczytała go po raz drugi. Serce zaczęło 

walić jej młotem.

List   był   pisany   przez   kalkę   -   nie   do 

Moniki,   lecz   przez   Monicę.   Datowany 
dziesięć   dni   przed   jej   śmiercią,   zawierał 

zaledwie   kilka   zdań,   ale   nie   były   to 
niewinne   zdania   o   pogodzie.   W   liście 

Monica   groziła   niejakiej   Tammy   Diller: 
jeśli Tammy nie pojawi się w umówionym 

background image

terminie, to gorzko tego pożałuje.

Oho! Strzał w dziesiątkę!
Rebekę przebiegł dreszcz podniecenia. 

Nazwisko   adresatki   wydało   jej   się 
znajome, ale nie mogła sobie przypomnieć, 

kiedy i gdzie mogła spotkać Tammy Diller. 
Na razie nie miało to większego znaczenia. 

Ważny   był   sam   list.   Może   nie   dowodził 
niewinności   Jake'a.   Ani   nie   świadczył   o 

jakiejkolwiek winie Tammy Diller. Wskazy-
wał   jednak   na   to,   że   tuż   przed   śmiercią 

Monica zamierzała się z kimś spotkać i że 
relacje,   jakie   łączyły   ją   z   Tammy, 

zdecydowanie   nie   należały   do 
przyjacielskich.

background image

Zapominając   o   siniakach   i 

potłuczeniach,   poderwała   się   na   nogi. 
Trzymała  list delikatnie, jakby był cenną 

porcelanową   filiżanką.   Wybiegłszy   z 
sypialni do holu, zaczęła wydzierać się na 

całe gardło, wołając Gabe'a.

Zobaczyła,   jak   sadzi   na   górę, 

przeskakując   po   trzy   stopnie   naraz. 
Dopiero później pomyślała sobie, że może 

jej krzyk go wystraszył; może uznał, że o 
mało   się   nie   zabiła   i   dlatego   wrzeszczy 

wniebogłosy.   Ona   zaś   czuła   jedynie 
podniecenie,   ulgę   i   radość,   że   znalazła 

namacalny dowód na to, iż ktoś inny poza 
Jakiem   miał   kontakt   z   Monica   niedługo 

background image

przed jej śmiercią.

Kiedy Gabe wbiegł na górę, rzuciła mu 

się naprzeciw.

Zareagowała najnormalniej w świecie. 

Oplotła ręce wokół jego szyi. Był to zdrowy 

ludzki odruch. Każda kobieta zrozumiałaby 
jej zachowanie.

Gabe jednak nie był kobietą.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Widząc, jak Rebeka pędzi w jego stronę, 

tylko jedno przyszło mu do głowy: że gonią 

ją   demony,   potwory...   lub   morderca. 
Wprawdzie w Siłach Specjalnych nie służył 

już od siedmiu lat, ale pewne reakcje miał 
zakodowane w pamięci i po prostu działał 

instynktownie. Wyciągnął rękę. Zamierzał 
chwycić   Rebekę,   odsunąć   za   siebie   i 

własnym   ciałem   bronić   ją   przed 
niebezpieczeństwem. Gotów był przyjąć na 

siebie ciosy, stawić czoło zagrożeniu.

Gotów był na wszystko, tylko nie na to, 

że   ta   kretynka   rzuci   mu   się   w   ramiona. 

background image

Zapewne chciała go cmoknąć w policzek, 

ale   nie   trafiła.   Wpiła   się   ustami   w   jego 
usta, i to z całej siły. Miał wrażenie, jakby 

trafił go pocisk.

Dwukrotnie   w   życiu   był   postrzelony. 

Jest to doświadczenie, którego nigdy się 
nie zapomina. On też nie zapomniał, mimo 

że ani za pierwszym, ani za drugim razem 
nie   czuł   bólu,   przynajmniej   nie   w   chwili 

uderzenia.   Raczej   czuł   ostre   pieczenie, 
jakby   ktoś   skierował   ku   niemu   gorący 

palnik.   Lecz   kule   były   niczym   w 
porównaniu z Rebeką.

Od dawna wiedział, że bliższy kontakt z 

tą   rudowłosą   diablicą   oznacza   kłopoty. 

background image

Instynkt mu mówił, że tylko trzymając się 

od   niej   z   daleka,   może   im   zapobiec. 
Chwycił ją, bo działał odruchowo, wierząc, 

iż grozi jej niebezpieczeństwo. W pierwszej 
chwili   czuł   niesamowity   przypływ 

adrenaliny.   Sekundę   później   do   głosu 
doszedł testosteron.

Hol   był   długi,   pogrążony   w   mroku   i 

pusty.   W   tej   ciszy   i   pustce   Gabe'owi 

wydawało   się,   że   słyszy   bicie   własnego 
serca.   Że   każde   uderzenie   odbija   się   od 

ścian niczym echo w górach. Nie domyślał 
się,   dlaczego   Rebeka   rzuciła   mu   się   w 

ramiona. Po paru sekundach odchyliła do 
tyłu głowę i wbiła w niego swoje zielone 

background image

ślepia. Wielki radosny uśmiech zadrżał na 

jej wargach, po czym znikł. Nie cofnęła się, 
nie opuściła rąk, którymi oplotła mu szyję, 

nie zachowała się jak normalna, rozsądna, 
trzeźwo myśląca kobieta. Wspięła się na 

palce i pocałowała go znowu.

Miała   smak   świeżego   wiosennego 

wiatru. Smak niewinności. Smak, jakiego 
od dłuższego czasu Gabe nie kosztował. Za 

jakim nie tęsknił i o jakim, psiakość, wcale 
nie marzył. Aż do tej chwili. Zamknął oczy. 

Jej   usta   były   miękkie,   gorące,   skóra 
pachnąca,   gładka   jak   jedwab.   W   jednej 

ręce coś chyba trzymała, bo poczuł lekkie 
draśnięcie   w   szyję.   Coś   jakby   kawałek 

background image

papieru. Drugą zaś... tak, w drugą chwyciła 

garść   jego  włosów   i  przywarła  do   niego 
całym ciałem, zapierając mu dech.

Wszystko w porządku, nic się nie dzieje, 

powtarzał w myślach Gabe. Nic a nic. To 

tylko testosteron. Od dłuższego czasu żył 
jak mnich, w celibacie, a bardzo tego nie 

lubił. Rebeka zaś, choć doprowadzała go 
do białej gorączki, była atrakcyjną kobietą. 

Żądza,   jaką  w   nim  wzbudziła,  była   czymś 
zupełnie naturalnym. Ot, biologia.

Tak   to   już   jest,   że   mężczyzna   reaguje 

podnieceniem na kontakt fizyczny z ładną 

kobietą.

Wsunął palce w potargane rude loki i 

background image

wpił   się   w   jej   usta.   Oboje   zapomnieli   o 

bożym   świecie.   Byli   tylko   oni,   on   i   ona, 
mężczyzna   i   kobieta.   Całowała   go 

namiętnie, z uczuciem, bez jakichkolwiek 
hamulców. Była jak dziecko, które po raz 

pierwszy wsiada na karuzelę i zachwycone 
pragnie, by ta chwila szczęścia trwała jak 

najdłużej.

Tak,   trzymając   w   objęciach   Rebekę, 

mężczyzna łatwo mógł stracić głowę. Gabe 
jednak   nie   mógł   sobie   na   to   pozwolić. 

Oderwał   usta   od   jej   warg,   po   czym 
wciągnął w płuca powietrze. Pomogło, ale 

na   krótko.   Parę   sekund   później   wziął 
kolejny   oddech.   Znów   nie   osiągnął 

background image

zamierzonego   celu.   Postanowił   wykonać 

bardziej inteligentny ruch: opuścił dłonie i 
zaklął pod nosem. To zadziałało.

Rebeka otworzyła oczy. Przez moment 

wpatrywała się w niego niepewnie, jakby 

wolno   wyłaniał   się   z   mlecznych   oparów. 
Wreszcie zabrała ręce, ale wciąż stała na 

palcach. Miał wrażenie, że minął rok lub 
dwa, zanim opadła z powrotem na pięty.

- No, no - mruknęła.
Nie   podobał   mu   się   jej   ton:   na   wpół 

drwiący, na wpół żartobliwy. Potem uniosła 
z rozbawieniem brwi. Spojrzenie, jakim go 

obrzuciła, też mu się nie podobało.

- Oj, koteczku, gdybym wiedziała, że tak 

background image

wspaniale   całujesz,   wcześniej   bym 

poprosiła o próbkę twoich umiejętności.

Boże, miej litość nade mną, pomyślał 

Gabe.

-   Przepraszam.   Nie...   nie   planowałem 

tego.

- Wiem.

- Więcej to się nie powtórzy.
-   Aż   dziw,   że   w   ogóle   się   zdarzyło   - 

powiedziała.   -   Dotychczas   ilekroć 
przebywaliśmy   razem   w   jednym 

pomieszczeniu, zawsze wydawało mi się, że 
prędzej mnie udusisz niż pocałujesz.

- Bo to prawda. Ale coś się między nami 

zaiskrzyło.   Wprawdzie   ty   żyjesz   w   swoim 

background image

własnym świecie, wpatrzona w komputer, i 

nie   wiesz,   co   się   wkoło   dzieje,   ja 
natomiast... Nieważne. Po prostu lepiej nie 

budzić licha. Tam, skąd ja pochodzę, obcy 
ludzie, którzy nic do siebie nie czują, nie 

padają sobie w ramiona i nie całują się. A 
teraz mów. Bo zakładam, że musiałaś mieć 

jakiś powód, żeby mnie wołać, prawda?

- Co? Powód?

Miała taką minę, jakby nie wiedziała, o 

co   mu   chodzi.   Ale   w   wypadku   Rebeki 

wszystko   było   możliwe.   Przez   chwilę   jej 
piękne   zielone   oczy   błądziły   po   jego 

twarzy, badały ją, jakby chciały zapamiętać 
każdy szczegół.

background image

Nagle   zamrugała   i   w   tym   momencie 

ocknęła   się.   Podniosła   rękę,   w   której 
trzymała kartkę. Dopiero teraz sobie o niej 

przypomniała.

-   Jasne,   że   miałam   powód!   I   to   jaki! 

Boże, Gabe, nie uwierzysz, co znalazłam!

Wepchnęła   mu   list   do   ręki   i 

przestępując niecierpliwie z nogi na nogę, 
czekała,   aż   go   przeczyta.   Potem   zapro-

wadziła   detektywa   do   sypialni   Moniki. 
Wskazała   mu   garderobę   aktorki   oraz 

wybebeszoną szkatułkę, w której trafiła na 
pisany   przez   kalkę   list   do   Tammy   Diller. 

Parę minut później, kiedy zeszli do salonu, 
wciąż roznosiła ją energia. Oczywiście nie 

background image

mogła   oprzeć   się   pokusie,   aby   wytknąć 

Gabe'owi jego brak wiary w jej zdolności 
śledcze.

-   A   nie   mówiłam,   że   coś   znajdę?   Że 

kobiety   bywają   bardziej   spostrzegawcze 

od mężczyzn? Nie mówiłam?

-   Posłuchaj,   mała.   Za   bardzo   się 

podniecasz.   Ten   list   o   niczym   nie 
przesądza. Wcale nie musi nic oznaczać...

- Jak to? Stanowi dowód, że motywem 

zabójstwa mogło być coś całkiem innego. 

Że ktoś inny poza moim bratem miał w tym 
czasie na pieńku z Monicą.

Tak,   to   prawda.   Chcąc   nie   chcąc, 

musiał   przyznać   jej   rację.   I   bardzo   mu 

background image

przeszkadzało,   że   idealistka,   marzycielka, 

pisarka żyjąca w świecie fantazji zdołała 
znaleźć coś, co on przeoczył. A przecież to 

on jest detektywem, w dodatku trzy razy 
przeczesywał całą rezydencję, i za każdym 

razem wychodził z niczym.

Ponieważ jednak był starym wygą, wziął 

od   Rebeki   list,   złożył   go   starannie   i,   jak 
gdyby   nigdy   nic,   schował   do   kieszeni.   U 

góry strony figurował adres Tammy Diller; 
Rebeka   z   pewnością   go   zauważyła,   ale   - 

miał nadzieję - nie zapamiętała.

Zaczął obmyślać kolejne kroki, układać 

plan  działania.   Natychmiast   po  powrocie 
do domu wprowadzi dane do komputera. 

background image

Może pojawią się jakieś informacje na te-

mat   Tammy   Diller?   Jeśli   tak,   czeka   go 
podróż do Los Angeles.

Ale najpierw musi pozbyć się Rebeki. 

Nie mieściło mu się w głowie, jak można 

być   tak   rześkim   w   środku   nocy.   Wciąż 
roznosiła ją energia, mimo że wyglądała, 

jakby   w   ciemnej   alejce   stoczyła   zacięty 
bój z bandą chuliganów. Twarz miała białą 

niczym suknia ślubna dziewicy, a osłonięty 
plastrem   guz   na   czole   stawał   się   coraz 

większy.

-   A   nie   mówiłam?   Nie   wierzyłeś,   że 

cokolwiek   znajdę,   prawda?   Tak   jak 
dawniej nie wierzyłeś mi, kiedy upierałam 

background image

się, że moja mama żyje. Rozum, kotku, nie 

zawsze ma przewagę nad intuicją. Kobieta 
i mężczyzna po prostu inaczej myślą. Ich 

umysły   inaczej   funkcjonują.   Nawet 
gdybym   nie   przeczytała   setek   książek   o 

prowadzeniu   śledztwa   i   rozwiązywaniu 
zagadek kryminalnych, może jako kobieta 

zdołałabym dojrzeć pewne szczegóły...

Nie   dawała   mu   dojść   do   słowa. 

Skorzystał   z   okazji,   kiedy   na   moment 
zamilkła, żeby złapać oddech.

-   No   dobrze   -   wtrącił.   -   Przyznaję,   że 

spisałaś   się   na   medal.   Ale   zbliża   się 

czwarta   rano   i   myślę,   że   czas   najwyższy 
zakończyć rewizję...

background image

-   I   co?   Udać   się   do   domu?   -   spytała 

zdumiona. Pomysł opuszczenia rezydencji 
wyraźnie nie przypadł jej do gustu.

-   Jestem   skonany.   -   Gabe   ziewnął 

szeroko.   -   Chętnie   pozamykałbym   tu 

wszystko i położył się wreszcie spać, ale 
nie zamierzam zostawiać cię samej. Miałaś 

świetnego   nosa,   szukając   wskazówek   w 
sypialni - dodał szybko, bojąc się, że jeśli 

jeszcze raz jej nie pochwali, Rebeka znów 
zacznie wiercić mu dziurę w brzuchu. Jej 

przechwałki   wychodziły   mu   bokiem.   -   A 
teraz proponuję, żeby każde z nas ruszyło w 

swoją stronę. Prześpię się kilka godzin i 
zaraz potem spróbuję dowiedzieć się cze-

background image

goś o adresatce tego listu.

- Jeśli jesteś skonany, to faktycznie jedź 

do domu i się prześpij. Ja mogłabym sobie 

dalej   tu   poszperać.   Niewykluczone,   że 
Monica miała inne skrytki czy kryjówki...

- Owszem, niewykluczone. Ale pamiętaj, 

że   policja   kilkakrotnie   przeczesała   cały 

dom.   Szukanie   kolejnej   kryjówki,   którą 
wszyscy przeoczyli, to jak szukanie igły w 

stogu siana. Zresztą mamy list Moniki do 
jakiejś Tammy Diller i tym się teraz trzeba 

zająć, a nie dalszym szperaniem. Szperamy 
od paru godzin...

-   Ale   ja   nie   jestem   zmęczona   - 

zapewniła   go   Rebeka,   marszcząc   butnie 

background image

czoło.

On   swoje   też   zmarszczył.   Groźnie. 

Zwykle   to   skutkowało,   gdy   miał   do 

czynienia z malkontentem czy wojowniczo 
nastawionym uparciuchem.

-   Kogo   próbujesz   oszukać,   co? 

Wyglądasz   jak   kocica   z   naderwanym 

uchem, która przegrała walkę z bandą ko-
curów   na   śmietniku.   Nie   wierzę,   że   te 

wszystkie   siniaki   i   potłuczenia   nie   bolą. 
Masz guza wielkości... już nawet nie śliwki, 

ale   gruszki.   Gdzie   zaparkowałaś 
samochód?

Stanowczy   ton   i   groźna   mina   nie 

wystraszyły jej, lecz pytanie o samochód 

background image

zbiło ją z tropu.

-   Mniej   więcej   półtora   kilometra   od 

głównej   bramy   -   odparła.   -   Pomyślałam 

sobie,   że   jak   zostawię   wóz   tak   daleko   i 
resztę   drogi   pokonam  pieszo,   wtedy   nikt 

nie   skojarzy   osoby   przełażącej   przez 
ogrodzenie z...

- Starczy! Nie chcę słuchać o tym, jak 

się włamywałaś do cudzego domu.

Dopóki nie poznał Rebeki, uważał się za 

stosunkowo młodego człowieka. Młodego 

ciałem   i   duchem.   Miał   trzydzieści   osiem 
lat   i   kruczoczarne   włosy.   Kiedy   służył   w 

Siłach Specjalnych, stykał się ze śmiercią, 
z   destrukcją,   z   atakami   terrorystów.   Ale 

background image

dopiero znajomość z Rebeką sprawiła, że 

pojawiły mu się na głowie pierwsze siwe 
włosy.

- Ja zaparkowałem przed domem, więc 

podwiozę cię te półtora kilometra, żebyś 

nie musiała drałować na piechotę. A gdzie 
zostawiłaś swoją mokrą bluzę?

- W kuchni.
Zerknęła na czarny sweter, który miała 

na   sobie,   i   odruchowo   zasłoniła   ręką 
dekolt. Diabli wiedzą po co. Wielokrotnie 

dzisiejszego   wieczoru   widział   jej   stanik 
oraz   wgłębienie   między   piersiami.   I   za 

każdym razem ten widok go podniecał.

- Przebiorę się... Tylko nie wiem, gdzie 

background image

mam odłożyć pożyczony sweter?

- Nigdzie. Kiedyś odbiorę go od ciebie i 

zwrócę.   Paradowanie   w   mokrej   bluzie   w 

zimną   marcową   noc   nie   jest   najlepszym 
pomysłem.  Po prostu  weź  swoje  rzeczy  i 

idziemy.

-   Za   moment,   dobrze?   Chyba 

zostawiłam   na   górze   włączone   światło. 
Poza   tym   muszę   sprzątnąć   bałagan   w 

garderobie. No i trzeba umyć szklankę po 
whisky...

Dlatego   Gabe   zawsze   pracował   sam, 

bez pomocników. Miał w agencji świetny 

zespół   ludzi,   którzy   do   różnych   zadań 
przystępowali   w   grupach   dwu   -   lub 

background image

trzyosobowych.   Ale   nie   on.   Nie   lubił   być 

zależny   od   kogokolwiek.   Wolał   działać 
szybko, sprawnie i polegać wyłącznie na 

sobie.

Moment”   Rebeki   trwał   przeraźliwie 

długo. Zanim była gotowa do wyjścia, Gabe 
zdążyłby   ze   sto   razy   odmówić   pacierz. 

Niecierpliwym   gestem   wskazał   w   końcu 
drzwi.   Przekręciwszy   klucz   w   zamku, 

skierował się do stojącego przed domem 
luksusowego, starego morgana o typowym 

dla tych samochodów niskim zawieszeniu. 
Na   widok   auta   Rebeka   zagwizdała 

przeciągle.

- Ale cudo!

background image

- Prawda? Rocznik pięćdziesiąty piąty. 

Za   to   bardzo  niewielki   przebieg.  Przez   te 
wszystkie   lata   służył   głównie   jako 

eksponat.

- A jak się coś zepsuje? Wciąż można 

zdobyć części?

-   Można,   choć   z   trudem.   I   oczywiście 

kosztują majątek. Nawet wśród dealerów 
wyspecjalizowanych   w   starych   autach 

mało   jest   takich,   którzy   znają   się   na   tej 
marce.

-   Ale   tobie   to   nie   przeszkadza,   bo 

kochasz   ten   wóz   i   jesteś   gotów   do 

najwyższych poświęceń?

- Zgadza się - przyznał.

background image

Nie   spodziewał   się,   że   Rebeka   to 

zrozumie.

Otworzył   drzwi   od   strony   pasażera   i 

patrzył,   jak   pod   piękną,   długą   tablicą 
rozdzielczą   znikają   piękne,   długie   nogi. 

Przemknęło mu przez myśl, że rudowłosa, 
zielonooka   Rebeka   i   jego   wymuskany 

morgan idealnie do siebie pasują.

Chyba z niewyspania przychodzą mu do 

głowy   takie   głupoty.   Zatrzasnął   drzwi   i 
okrążył   auto,   by   zająć   miejsce   za 

kierownicą. Po chwili silnik zamruczał.

- Ależ wspaniałe maleństwo - szepnęła 

z zachwytem Rebeka.

Na   dźwięk   słowa   „maleństwo”   Gabe 

background image

natychmiast   przypomniał   sobie   to,   co 

mówiła wcześniej o dzieciach i bankach 
spermy. Czym prędzej ugryzł się w język. To 

była jej sprawa; nie powinien się wtrącać. 
Z   drugiej   strony,   pomysł   sztucznego 

zapłodnienia   wydał   mu   się   tak 
niedorzeczny...

Przez   kilka   minut   w   samochodzie 

panowało   milczenie.   Burza   oddaliła   się, 

ale   deszcz   wciąż   siąpił.   Rosnąca   wzdłuż 
podjazdu   trawa   i   drzewa   połyskiwały 

srebrzyście   w   blasku   reflektorów,   Gabe 
zatrzymał   się   przed   bramą,   wysiadł, 

otworzył zamek kluczem, przejechał kilka 
metrów,   znów   stanął   i   wrócił   zamknąć 

background image

bramę. Wokół było pusto. Wszyscy spali. 

Nigdzie   nie   paliło   się   światło,   a   ciszę 
zakłócał   jedynie   szelest   liści   i   szmer 

deszczu.

Odnalezienie   samochodu   Rebeki 

okazało się nad wyraz łatwe. Było to jedyne 
auto   zaparkowane   przy   krawężniku. 

Samochody   mieszkających   wkoło   ludzi 
stały w garażach lub na podjazdach.

Podjechawszy do czerwonej ciery, Gabe 

zerknął   na   swoją   pasażerkę.   Głośno 

zachwycała   się   jego   morganem. 
Pochodziła   z   bogatej   rodziny;   gdyby 

chciała, stać by ją było na tuzin morganów. 
Zamiast   tego   wybrała   porządny,   solidny 

background image

samochód.   Czterodrzwiowy.   Odpowiedni 

dla   osoby   mającej   dużą   rodzinę. 
Oczywiście   nie   kryła,   że   takie   jest   jej 

marzenie:   mieć   kochającego   męża   i 
gromadkę dzieci. A jeśli męża nie znajdzie, 

to przynajmniej gromadkę dzieci.

Sprawa   ta   nie   dawała   Gabe'owi 

spokoju.

- Chyba nie mówiłaś serio o bankach 

spermy? - spytał w końcu.

- Dlaczego nie? - Schyliła się po leżący 

na podłodze plecak i wilgotną bluzę.

- Bo zazwyczaj kiedy kobieta chce mieć 

dziecko, to kocha się z mężem. A jeśli nie 
ma   męża,   rozgląda   się   za   jakimś 

background image

kandydatem   albo   na   męża,   albo   na   ojca 

dziecka.

- Zazwyczaj tak - przyznała kwaśno. - Ja 

też się rozglądałam. I nadal się rozglądam. 
Jednakże   przynależność   do   rodu 

Fortune'ów,

 

oprócz

 

pewnych 

niezaprzeczalnych   plusów,   ma   również 

minusy. Wielu mężczyzn wykazuje większe 
zainteresowanie majątkiem mojej rodziny 

niż mną samą. Poza tym, jak człowiek siedzi 
w domu i pisze książki, to nie ma zbyt dużo 

okazji do nawiązywania znajomości. Wierz 
mi,   kotku,   wcale   nie   tak   łatwo   spotkać 

królewicza   z   bajki.   Przynajmniej   mnie   to 
jakoś   nie   wychodzi,   a   mój   zegar 

background image

biologiczny tyka coraz głośniej.

-   Nie   wątpię,   że   trafiło   ci   się   paru 

łowców   posagu,   ale   daj   sobie   jeszcze 

szansę. Wciąż jesteś młoda...

- Młoda i niemłoda. Trzydzieści trzy lata 

to   idealny   wiek   na   zajście   w   ciążę.   Na 
szczęście   żyjemy   w   latach 

dziewięćdziesiątych.   Nikt   nie   wytyka 
palcem samotnych matek. A ja nie widzę 

powodu,   żeby   dłużej   zwlekać.   Jestem 
zdrowa,  finansowo  niezależna   i   o  niczym 

bardziej   nie   marzę   niż   o   dziecku. 
Najchętniej miałabym szóstkę.

Szóstkę? Z trudem przełknął ślinę.
-   Nie   sądzisz,   że   poddanie   się 

background image

sztucznemu   zapłodnieniu   to   trochę... 

drastyczne rozwiązanie?

- Nie. Drastycznym rozwiązaniem byłoby 

małżeństwo za wszelką cenę. Poślubienie 
pierwszego z brzegu mężczyzny tylko po to, 

żeby   dziecko   miało   ojca.   Jestem 
romantyczką,   kotku.   Wierzę   w   miłość   do 

grobowej   deski   i   namiastka   małżeństwa 
mnie   nie   interesuje.   Ale   bardzo   pragnę 

mieć   dzieci,   które   mogłabym   kochać   i 
otaczać opieką. Oczywiście lepiej byłoby, 

żeby dzieci chowały się w pełnej rodzinie, 
lecz   jeśli   mąż   nie   jest   mi   pisany,   czy 

również muszę rezygnować z potomstwa?

- Rozmawiałaś o tym ze swoją mamą?

background image

- Z Kate? - Uśmiechnęła się, wyraźnie 

rozbawiona. - A co, myślisz, że wybiłaby mi 
pomysł z głowy?

Tak, do licha! Banki spermy? Na miłość 

boską, to powinna być ostateczność!

- Rozczaruję cię, kotku. Jestem pewna, 

że  mama  by  mi   przyklasnęła.   Zawsze  we 

wszystkim   starała   się   mnie   wspierać. 
Odkąd   pojawiłam   się   na   świecie,   za-

chęcała mnie, abym szła własną drogą, nie 
oglądając się na innych. Ludziom wydaje 

się,   że   jesteśmy   całkiem   do   siebie 
niepodobne.   Ona   stąpa   twardo   po   ziemi, 

jest   osobą   rzeczową,   kochającą   pracę   i 
sukcesy.   Nic   dziwnego,   że   stoi   na   czele 

background image

wielkiego   finansowego   imperium.   Ja 

jestem   jej   przeciwieństwem.   Ale   to   ona 
pchnęła   mnie   do   pisania,   to   ona 

zachęcała, abym żyła po swojemu, to ona 
przekonywała,   żebym   nigdy   nie 

rezygnowała z marzeń i nie poddawała się 
presji otoczenia. Wierz mi, Gabe, Kate całe 

życie mnie wspierała. Teraz też służyłaby 
mi wsparciem.

Gabe   nie   był   do   końca   przekonany. 

Podejrzewał,   że   starsza   pani   bardzo   by 

chciała,   żeby   Rebeka   zakochała   się   i 
wyszła za mąż, najlepiej za faceta, który nie 

dałby   się   jej   owinąć   wokół   palca,   tylko 
sam potrafiłby utrzymać ją w sensownych 

background image

ryzach.   Tak,   Kate   znacznie   bardziej   wo-

lałaby, aby jej wnuki miały prawdziwego 
tatusia,   a   nie   anonimowego   dawcę 

nasienia.

Rebeka uważnie mu się przypatrywała. 

Poczuł się nieswojo.

-   A   w   tobie   nie   tyka   żaden   zegar?   - 

spytała wreszcie. - Nie chcesz mieć syna, 
córki, rodziny, do której mógłbyś wracać 

po   ciężkim   dniu   pracy?   Nie   kusi   cię 
przedłużenie rodu?

- Bynajmniej - odparł krótko. - Obawiam 

się,   że   nie   podzielam   twoich 

idealistycznych   poglądów.   Szczęśliwe 
rodziny istnieją tylko w filmach dla dzieci.

background image

- Straszny z ciebie cynik, kotku.

- Realista, mała. Realista.
Nagle pochylił się i wyciągnąwszy rękę, 

pchnął drzwi od strony Rebeki. Rozmowa 
stawała się zbyt osobista; należało ją czym 

prędzej zakończyć.

-   No   dobra,   wyskakuj.   Nalej   sobie 

gorącej   wody   do   wanny,   wymocz   się,   a 
potem   kładź   się   spać.   Nie   myśl   o   liście, 

który   znalazłaś.   Ja   się   wszystkim   zajmę. 
Odtąd, Rebeko, masz się trzymać z dala od 

śledztwa.

-   Proszę,   proszę!   Od   kiedy   to   jesteś 

moim szefem? Było wpół do piątej rano, a 
ona wciąż miała energię, żeby się z nim 

background image

kłócić.

-   Posłuchaj.   Spisałaś   się   dziś 

znakomicie. Wpadłaś na trop, który może 

okazać się ważny. Uczyniłaś dla swojego 
brata więcej niż ktokolwiek inny. Ale ten 

list zmienia całą postać rzeczy. Być może 
Jake przestanie być jedynym podejrzanym. 

Być   może   policja   zainteresuje   się   panią 
Diller.

- O co ci chodzi?
-   O   to,   że   jeśli   Jake   jest   niewinny, 

mordercą może okazać się Tammy Diller.

- Rozumiem.

-   Nawet   jeśli   Tammy   Diller   nie 

zamordowała   Moniki   Malone,   to   jednak 

background image

czymś się jej naraziła. Nie wydaje mi się, 

żeby to była miła osoba. Dlatego wolałbym, 
żebyś   trzymała   się   od   niej   z   daleka. 

Słyszysz, Ruda, co mówię?

- Słyszę, kotku.

Wysiadła z samochodu, zamiast jednak 

zatrzasnąć   za   sobą   drzwi,   schyliła   się, 

wsunęła   głowę   do   ciemnego   wnętrza   i 
przez kilka sekund stała bez słowa, patrząc 

Gabe'owi w oczy. Po jej wargach błąkał się 
uśmiech,   trochę   drwiący,   trochę 

łobuzerski.   Może   dlatego   Gabe   nie   był 
pewien,   na   ile   Rebeka   sobie   z   niego 

żartuje, a na ile przyznaje mu rację.

Nagle   uśmiech   zniknął   z   jej   twarzy. 

background image

Gabe'a   przeszył   dreszcz.   Mierzyła   go 

dziwnym spojrzeniem, ciepłym, a zarazem 
natarczywym.   Przez   moment   bał   się,   że 

zaraz znów rzuci mu się na szyję. Nie, tym 
razem   na   pewno   nie   czuł   podniecenia   - 

czuł strach.

-   Wiem,   że   mi   nie   wierzysz   -   rzekła 

szeptem   -   ale   naprawdę   jestem   dużą 
dziewczynką   i   potrafię   się   o   siebie 

troszczyć.   Dobranoc,   Gabe.   Ty   też   się 
wyśpij. A o mnie się nie martw.

Nie   martw   się.   Łatwo   powiedzieć, 

pomyślał, patrząc, jak idzie te kilka kroków 

do   czerwonej   ciery.   Po   drodze   upuściła 
plecak;   podnosząc   go,   potknęła   się   i   o 

background image

mało nie zwaliła z nóg. Wreszcie wsiadła 

do   samochodu,   który   -   jak   zauważył 
właściwie   bez   zdziwienia   -   pozostawiła 

otwarty.   Zatrzasnęła   drzwi,   ale   ich   nie 
zablokowała.

Tak, Rebeka Fortune wierzy w miłość do 

grobowej   deski   i   królewiczów   z   bajki. 

Wierzy w sprawiedliwość, w to, że dobro 
zwycięży,   a   jej   samej   nie   może   stać   się 

krzywda.

I jak tu się o głupią nie martwić?

Zaparkowała wynajętego forda taurusa 

na jedynym wolnym miejscu, jakie znalazła 

w   promieniu   trzech   kwartałów,   po   czym 
rozglądając   się   wkoło,   wzięła   głęboki 

background image

oddech.   Czuła   się   trochę   niepewnie;   nie 

znała   tej   części   Los   Angeles. 
Popołudniowe słońce oświetlało tabliczkę 

z   nazwą   ulicy:   Randolph.   W   porządku. 
Chodziło jej o dom przy Randolph 12970, 

kilka przecznic dalej. Nigdzie bliżej jednak 
nie   mogła   zaparkować.   No   cóż, 

postanowiła,   że   zostawi   tu   samochód   i 
pokona ten kawałek na piechotę.

Okolica   nie   wyglądała   zbyt 

zachęcająco.   Na   rogu   stała   grupka 

wytatuowanych   skinów.   W   bramach 
domów   kręciły   się   dzieciaki   w   różnym 

wieku.   Na   najbliższym   murze   widniało 
wykonane   kolorowym   sprayem   graffiti 

background image

oferujące   darmową   edukację   seksualną. 

Jakiś   mężczyzna   leżał   wyciągnięty   na 
chodniku;   nie   wiadomo,   czy   martwy,   czy 

pijany. Z pordzewiałych koszy wysypywały 
się zwały cuchnących śmieci. Sądząc po 

wizerunkach   na   koszulach   wygolonych 
młodzieńców podpierających ściany, ulica 

należała do Gangu Tygrysa.

Zebrawszy   się   na   odwagę,   Rebeka 

wysiadła   z   samochodu,   pamiętając   o 
zablokowaniu okien i drzwi. Przemknęło jej 

przez   myśl,   że   dziesiątki   razy   opisywała 
takie sceny w książkach, ale sama nigdy w 

podobnej nie uczestniczyła. Podejrzewała, 
że   gdyby   Gabe   wiedział,   czym   się 

background image

zajmowała,   odkąd   pożegnali   się   nad 

ranem, i gdzie obecnie przebywa, dostałby 
zawału.

Ale   oczywiście   nie   wiedział.   Bo   skąd 

mógł wiedzieć, że przed oddaniem mu listu 

zapamiętała   adres   Tammy   i   że   tuż   po 
otwarciu biur podróży zarezerwowała bilet 

na najbliższy lot do Los Angeles?

Mały   Latynos,   na   oko   dwunastoletni, 

zagwizdał przeciągle, kiedy go mijała. Hm, 
byłby   z   niego   świetny   ojciec,   pomyślała. 

Nie, nie gwiżdżący chłopaczek, tylko Gabe 
Devereax.

Z   całej   siły   usiłowała   się   skupić   na 

wynajętym przez rodzinę detektywie i nie 

background image

patrzeć, jak stojący nieopodal młodzian o 

tępym, zamglonym spojrzeniu bawi się no-
żem sprężynowym.

Gabe   był   cierpliwym,   opiekuńczym 

człowiekiem   z   zasadami   -   właśnie   takie 

cechy   powinien   mieć   ojciec   jej   dziecka. 
Nie   pozwoliłby   jakiemukolwiek   łowcy 

posagów - ani skinowi - zbliżyć się do swej 
żony   lub   córki.   Jego   samego   nie 

interesowały   pieniądze;   w   identyczny 
sposób   traktował   bogaczy   i   biedaków. 

Swoje   dzieci   na   pewno   nauczyłby 
odróżniać   dobro   od   zła.   Nie   wyobrażała 

sobie,   aby   kiedykolwiek   mógł   wpaść   w 
furię,   urządzić   dziką   awanturę.   Jedyną 

background image

rzeczą...   a   raczej   osobą,   która   go   de-

nerwowała, była ona - Rebeka.

Ich  pocałunek   mocno  odcisnął  się   w 

jej pamięci. Był niesamowity: pełen żaru, 
seksu,   namiętności.   Zawsze   marzyła   o 

pocałunkach, które zwalają z nóg, które po-
wodują, że zapomina się o całym świecie, 

ale   nigdy   dotąd   jej   marzenie   się   nie 
spełniło.   Może   dlatego,   że   dotychczas 

całowała   się   albo   z   żabami,   czyli 
osobnikami   udającymi   zakochanych,   a 

myślącymi   wyłącznie   o   stanie   jej   konta, 
albo z miłymi facetami, którzy najbardziej 

lubili kąpiel w letniej wodzie - i takie też 
wzbudzali uczucia.

background image

Gabe nie mieścił się ani w jednej, ani w 

drugiej   kategorii.   Był   inny,   cudownie 
zblazowany, niebezpieczny, nonszalancki, a 

zarazem wyjątkowo troskliwy. Nie zdradził 
jej, dlaczego jest tak przeciwny pomysłowi 

założenia rodziny. Niestety, zbyt słabo się 
znali, by mogła go o to spytać wprost.

Ciekawe,   czy   równie   przeciwny   byłby 

odegraniu   roli   kochanka.   Jej   kochanka. 

Zastanawiała   się,   jaki   jest   w   łóżku:   czy 
równie sumienny i dokładny jak w pracy? 

Skoro   jednym   pocałunkiem   potrafił 
wzniecić   w   niej   ogień   namiętności, 

sprawić, by przeniosła się w inny świat, co 
by   było,   gdyby   się   kochali?   Do   jakiego 

background image

stanu podniecenia doprowadziłyby ją jego 

pieszczoty, uciskanie czułych miejsc...

Nagle   tknęło   ją,   że   chyba   całkiem 

zwariowała   -   jest   w   obcym   mieście,   w 
obskurnej dzielnicy, rozmyśla o Gabrielu i 

seksie, a z naprzeciwka nadchodzi sześciu 
twardzieli   w   koszulach   z   rysunkiem 

tygrysa. Z odległości dwudziestu  metrów 
widziała   ich   pogardliwe   spojrzenia, 

posuwisty krok, zadziorne miny.

Nie spuszczali z niej wzroku. Ci wszyscy 

zaś,   którzy   zaledwie   kilka   sekund 
wcześniej   stali   w   grupkach,   podpierając 

ściany,   rozpierzchli   się   jak   stado   kur   na 
widok jastrzębia.

background image

W   jedwabnej   zielonej   sukience   i 

butach   na   wysokich   obcasach   Rebeka 
była   zapewne   niestosownie   ubrana   do 

okoliczności,   ale   cóż,   nie   wiedziała 
zawczasu,   po   jakiej   dzielnicy   będzie 

musiała spacerować. Tammy Diller znała 
Monicę   Malone.   A   jej,   Rebece,   nigdy   nie 

przyszło do głowy, że jakakolwiek znajoma 
uwielbiającej   luksusy   Moniki   może 

mieszkać w tak obskurnej części miasta.

Przed wyjściem z domu uznała, że idąc z 

wizytą,   nawet   niezapowiedzianą,   wypada 
się   ładnie   ubrać.   Teraz   żałowała,   że 

zamiast  szpilek   nie  włożyła  tenisówek,   a 
zamiast   krótkiej   zwiewnej   sukienki   - 

background image

kamizelki   kuloodpornej.   Pamiątkowa 

bransoleta   połyskiwała   w   kalifornijskim 
słońcu. Złoty naszyjnik pewnie też rzucał 

się w oczy.

Coraz   mniejsza   odległość   dzieliła 

Rebekę   od   sześciu   członków   Gangu 
Tygrysa. Jeden z młodzieńców wpatrywał 

się w jej szyję, drugi nie odrywał oczu od 
jej długich nóg.

Wiedziała,   że   nie   zdoła   ich   wyminąć. 

Tworzyli   mur.   Może   powinna 

zwymiotować?   Czy   wymiotująca   ofiara 
potrafi zniechęcić złodzieja lub mordercę? 

Nie była pewna, nawet nie orientowała się, 
czy   kiedykolwiek   robiono   taki   sondaż 

background image

wśród niedoszłych ofiar. W każdym razie 

Rebeka, gdy ogarniał ją paniczny strach, 
natychmiast zwracała posiłek.

Najwyższy   z   Tygrysów,   o   czarnych 

włosach   wygolonych   po   bokach,   a   na 

czubku   głowy   postawionych   w   szpic, 
powiedział   coś   do   idącego   po   swojej 

prawej ręce kolesia. Coś na jej temat, bo 
cała   grupa   wybuchnęła   rubasznym 

śmiechem.   Strach   ścisnął   ją   za   gardło. 
Dystans zmniejszył się do ośmiu metrów. 

Siedmiu. Sześciu. Mur powoli zamieniał się 
w półkole. Przełknęła ślinę.

Zdobywając się na odwagę, wbiła oczy 

w   twarz   najwyższego   i   uśmiechnęła   się 

background image

promiennie.

- Cześć - oznajmiła przyjaznym tonem. - 

Słuchaj, może mógłbyś mi pomóc...

Może   nikt   się   nigdy   nie   zwracał   do 

niego   z   taką   prośbą.   Może   żadnego   z 

szóstki nikt nigdy nie prosił o pomoc, bo 
przez   moment   patrzyli   na   Rebekę   zbyt 

oszołomieni,   aby   w   jakikolwiek   sposób 
zareagować.   Wreszcie   chudy   dryblas 

wysunął do przodu nogę i zahaczył kciuki o 
pasek spodni.

-   Jasne,   lalunia,   że   mogę   ci   pomóc   - 

powiedział niskim, ochrypłym głosem.

Słysząc   to,   jego   koledzy   zarechotali 

grubiańsko.

background image

Gdyby   miała   na   nogach   czerwone 

sportowe   buty,   może   spróbowałaby 
ucieczki,   ale   w   szpilkach   daleko   by   nie 

dobiegła.   Zdawała   sobie   sprawę,   że 
tupetem też wiele nie osiągnie, nie bardzo 

jednak wiedziała, co innego może robić.

-   To   świetnie!   -   ucieszyła   się.   - 

Przypadkiem nie znasz kobiety o nazwisku 
Tammy   Diller?   Mieszka   tu   niedaleko...   - 

Pochyliwszy głowę, sięgnęła do torebki po 
kartkę z adresem. - O, mam. Przy Randolph, 

pod numerem 12970. To chyba za kolejnym 
skrzyżowaniem, prawda?

- Przykro mi, lalunia, żadnej Tammy nie 

znam. Ale ciebie chętnie poznam. Blisko, 

background image

dogłębnie...

Wyciągnął rękę, na której połyskiwało 

kilka sygnetów w kształcie węży, i wolno 

zaczął pocierać szyję Rebeki.

To wystarczyło, by opuściły ją resztki 

udawanej   odwagi.   Wiedziała,   że   lada 
moment   zwymiotuje;   nie   zdoła   temu 

zapobiec...

Nagle   jednak   dryblas   opuścił   rękę   i 

cofnął   się   o   krok,   a   lubieżny   uśmieszek 
znikł   z   jego   twarzy.   Pozostali   członkowie 

Gangu Tygrysa też przestali szczerzyć zęby. 
I też cofnęli się o krok.

Odruchowo Rebeka obejrzała się przez 

ramię.

background image

Nie   wierzyła   własnym   oczom.   Gabe? 

Skąd, u diabła, się tu wziął? Promieniowała 
od   niego   wściekłość.   Był   jak   chmura 

brzemienna piorunami. Sprawiał wrażenie, 
jakby wzrokiem potrafił nieść śmierć.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

- Wyjechali z dnia na dzień, ona z tym 

swoim   facetem.   Nawet   nie   zapłacili   za 

ostatni   miesiąc.   Następnym   razem   nie 
będę taki ufny, na pewno nie. Z niego... nie 

pamiętam,   jak   miał   na   imię;   Wayne, 
Dwayne, jakoś tak... był całkiem przystojny 

gość,   ale   intelektem   to   zbytnio   nie 
grzeszył.   Natomiast   Tammy...   och,   to 

dopiero   była   kobitka!   Każdego   potrafiła 
owinąć   sobie   wokół   palca.   Ładna   figura, 

ładne oczy, zawsze ładnie ubrana. Może nie 
pierwszej   młodości,   ale   kto   by   się   tym 

przejmował.   Dałem   się   nabrać   na   ich 

background image

wygląd, na sposób ubierania się. Po prostu 

uwierzyłem,   że   chwilowo   znaleźli   się   w 
dołku   finansowym.   Bo   tacy   jak   oni, 

eleganccy, kulturalni ludzie zazwyczaj nie 
szukają mieszkania w tej dzielnicy...

Gabe   postanowił   przerwać   długi, 

monotonny   wywód.   Właściciel   domu 

przypominał z wyglądu smutnego oposa o 
wydłużonym pysku i wyłupiastych oczach, 

ale był gadatliwy jak sroka.

-   Czyli   Tammy   Diller   wyjechała,   nie 

płacąc panu za ostatni miesiąc, tak? A jej 
narzeczony, ten Dwayne lub Wayne...

- No właśnie, nawet nie wiem, jak się 

gość nazywał. To ona zawsze regulowała 

background image

czynsz,   a   ponieważ   płaciła   gotówką,   nie 

zwracałem   uwagi   na   takie   drobiazgi   jak 
imię jej faceta. Swoją drogą, nie bardzo mi 

się ten narzeczony podobał. Za szeroko się 
uśmiechał.   Nie   można   ufać   takim,   co   to 

ciągle szczerzą zęby.

- Kiedy ostatni raz pan ich widział?

- Bo ja wiem? Pewnie ze dwa tygodnie 

temu. Wie pan, dbam o dom, dość często tu 

bywam,   ale   przecież   nie   codziennie. 
Najemcy   nie   daliby   mi   spokoju.   Ciągle 

mają jakieś pretensje i żądania, a to kran 
cieknie, a to wyłącznik światła nie działa...

Gabe pokiwał współczująco głową.
- Cóż, każdy lubi pomarudzić... Czyli co, 

background image

nie widział pan Tammy i jej narzeczonego 

co najmniej od dwóch tygodni i nie wie 
pan, dokąd mogli wyjechać?

- Gdybym wiedział, pojechałbym za nimi 

i  odebrał   forsę,   którą  są   mi   winni.  Może 

zdradzili swoje plany któremuś z sąsiadów, 
ale   kiedy   ich   pytałem,   wszyscy   zgodnie 

twierdzili,   że   o   niczym   nie   mają   pojęcia. 
Oczywiście   mieszkańcy   tej   dzielnicy 

niechętnie udzielają informacji...

Właściciel   domu   wyraźnie   należał   do 

wyjątków. Ale póki mówił na temat Tammy 
Diller, Gabe gotów był zacisnąć zęby i nie 

okazywać   zniecierpliwienia.   To   się   rap-
townie   zmieniło,   kiedy   ni   stąd,   ni   zowąd 

background image

sięgnął za siebie, spodziewając się trafić 

na rękę Rebeki. Trafił na ścianę.

Zapominając   o   swoim   rozmówcy, 

obrócił   się   na   pięcie.   Zaledwie   ułamek 
sekundy temu Rebeka stała tuż obok, na 

wyciągnięcie   ręki.   Teraz   jej   nie   było. 
Zupełnie jakby rozpłynęła się w powietrzu.

Obiecał   sobie,   że   kiedy   następnym 

razem   będą   sami,   zabije   ją.   Udusi 

własnymi   rękami.   Ciągle   pakuje   się   w 
kłopoty, a on ciągle wybawia ją z opresji. 

Jeżeli znów ktoś jej grozi... Nie, psiakość, 
chciał mieć pierwszeństwo! To oznaczało, 

że   musi   się   o   nią   troszczyć,   dopóki   nie 
nadarzy się odpowiednia okazja. Troszczyć, 

background image

czyli nie spuszczać z oczu, zwłaszcza tutaj, 

w dzielnicy rządzonej przez gangi.

Pożegnał   się   szybko   z   gadatliwym 

właścicielem   domu   i   ruszył   pędem   w 
stronę siatkowych drzwi. Zatrzasnęły się z 

hukiem.   Dlaczego   nie   mogła   zaczekać   w 
środku? Tu przynajmniej była bezpieczna.

Wiedział dlaczego: bo ta idiotka nie ma 

za   grosz   rozumu!   Ani   instynktu 

samozachowawczego!

Na   zewnątrz   było   duszno   i   gorąco. 

Powietrze   zdawało   się   stać   w   miejscu. 
Przez kilka sekund Gabe tkwił bez ruchu, 

rozglądając   się   w   prawo   i   lewo;   szukał 
kobiety z burzą rudych włosów. Gdyby była 

background image

w zasięgu wzroku, na pewno by ją zauważył. 

Na rogu prostytutka w obcisłej skórzanej 
spódnicy oferowała chętnym swoje usługi, 

parę   metrów   dalej   handlarz   sprzedawał 
narkotyki.   Koło   Gabe'a   przemknął   chudy 

nastolatek,   przyciskając   do   piersi   pismo 
ze   zdjęciami   pornograficznymi,   którego 

wyzywał   od   parszywców   i   złodziei 
zgarbiony, pomarszczony sklepikarz.

Kiedy tego popołudnia Gabe przyleciał 

z Minnesoty - dumny, że tak szybko udało 

mu się zdobyć bilet na lot do Los Angeles - 
dokładnie   wiedział,   gdzie   powinien   się 

udać   i   jak   będzie   wyglądała   ulica,   przy 
której   mieszka   Tammy   Diller.   Jego 

background image

przypuszczenia   się   potwierdziły,   zobaczył 

obdrapane   domy,   graffiti   na   murach, 
snujących   się   wyrostków,   ale   jedno   go 

zaskoczyło   -   widok   przerażonej   Rebeki 
otoczonej   bandą   łobuzów.   Ilekroć   o   tym 

myślał, od nowa wstępowała w niego furia.

Jeżeli ta wariatka znów wpakuje się w 

kłopoty, naprawdę ją zabije! Cholera, żeby 
tylko nic się jej nie stało. Gdzie, do diabła, 

mogła poleźć?

O tam!

Po drugiej stronie ulicy dojrzał gęstą, 

kasztanową   czuprynę,   która   lśniła 

ogniście  w blasku  zachodzącego słońca. 
Przez moment widział tylko włosy - ją samą 

background image

przysłaniała postać Murzyna co najmniej 

dwumetrowego   wzrostu,   ubranego   w 
bawełnianą   koszulkę   ciasno   opinającą 

umięśniony tors. Mężczyzna miał ramiona 
pokryte tatuażami, na głowie zaś wygolony 

pojedynczy   inicjał.   Rebeka   prowadziła   z 
nim ożywioną rozmowę, zupełnie jakby byli 

starymi przyjaciółmi.

Obserwując   ich,   Gabe   zauważył,   że   w 

tylnej kieszeni spodni olbrzyma tkwi nóż o 
piętnastocentymetrowym   ostrzu.   Rebeka 

postąpiła krok do przodu. Teraz widział ją 
jak na dłoni: potargana fryzura, plaster na 

czole,   kretyńskie   buty   na   wysokich, 
cienkich   obcasach,   krótka,   zwiewna 

background image

sukienka,   złota   biżuteria   połyskująca   na 

rękach   i   szyi.   Olbrzym   spojrzał   w   bok. 
Oczom   Gabe'a   ukazała   się   długa   szrama 

ciągnąca się przez cały policzek.

I wtem Murzyn podniósł rękę.

Gabe ruszył do akcji. Nawet nie zaklął, 

żeby nie tracić czasu. Zdarzało mu się biec 

szybciej,   ale   na   pewno   nie   w   tym 
dziesięcioleciu. Zbyt dużo ludzi kręciło się 

po chodnikach i ulicy, aby mógł zwiększyć 
tempo,   ale   ci,   którzy   w   porę   dostrzegli 

wyraz determinacji i gniewu malujący się 
na jego twarzy, sami czym prędzej usuwali 

się z drogi. Ruda głowa to znikała, to znów 
się pojawiała, ale towarzyszący jej czarny 

background image

wielkolud   przez   cały   czas   był   doskonale 

widoczny.

Kiedy   Gabe   ich   dogonił,   sapał   jak 

miech kowalski; w głowie mu huczało, czuł 
kłucie   w   płucach.   Niewiele   się 

zastanawiając, chwycił olbrzyma za ramię. 
Ten obrócił się, warcząc groźnie:

- Co, do jasnej...
Spostrzegłszy   detektywa,   Rebeka 

uśmiechnęła się od ucha do ucha.

-   Gabe!   Zgadnij,   czego   się 

dowiedziałam?! - zawołała radośnie.

W   tym   momencie   uświadomił   sobie 

własną pomyłkę. Wielkolud wcale nie miał 
zamiaru skrzywdzić Rebeki; podniósł rękę, 

background image

by na pożegnanie uścisnąć jej dłoń.

Gabe   puścił   olbrzyma   i   starał   się 

uspokoić.   Oczywiście   Rebeka   nie 

wiedziałaby, że coś jej grozi, nawet gdyby 
wrzucono   ją   do   klatki   z   lwami,   ale   -   z 

jakichś niezrozumiałych powodów - akurat 
tym   razem   nic   jej   nie   zagrażało. 

Szczebiocząc   wesoło,   przedstawiła 
Gabe'owi   swojego   czarnoskórego 

przyjaciela   Snarka.   Czy   on,   Gabe,   daje 
wiarę?  Snark   zna   Tammy   Diller!  Kiedy 

ostatni raz się z nią widział, wybierała się z 
narzeczonym do Las Vegas; podobno mieli 

tam załatwić jakieś interesy.

Snark   popatrzył   na   detektywa   równie 

background image

przyjaźnie,   jak   kobra   na   jaszczurkę   -   nie 

miał   cienia   wątpliwości,   dlaczego   ten 
chwycił go za ramię. Rebeka niczego nie 

zauważyła.   Szczebiotała   dalej,   jak   gdyby 
nigdy nic.

Po   chwili   Snark   powściągnął   złość,   a 

Gabe   opanował   bicie   serca.   Parę   minut 

później umięśniony, czarnoskóry olbrzym 
oddalił   się   dostojnym   krokiem, 

zostawiając   swoją   nową   rudowłosą 
przyjaciółkę z jej troskliwym, trochę zbyt 

nerwowym opiekunem.

- Czyli nie zastaliśmy ich w Los Angeles 

-   trajlowała   Rebeka   -   ale   przynajmniej 
mamy wskazówkę, dokąd mogli się udać. A 

background image

tobie   jak   poszło?   Zdobyłeś   jakieś 

informacje?

- Nie - odparł krótko.

-   No   cóż...   -   Pokiwała   współczująco 

głową.   -   Czasem   kobiecie   łatwiej   jest 

nawiązać   z   obcymi   rozmowę,   pociągnąć 
ich za język. Chyba dobrze, że tu przyjecha-

łam, prawda?

Istotnie.   Zdobyła   wskazówkę,   której 

jemu nie udało się uzyskać. Lecz to, że jej 
metody nie są bezpieczne i że ktoś mógłby 

ją   zgwałcić   lub   ukatrupić,   po   prostu   nie 
przyszło   jej   do   głowy.   Swoim   strojem   i 

wyglądem   przyciągała   spojrzenia 
wszystkich mężczyzn w promieniu kilkuset 

background image

metrów, ale z tego też nie zdawała sobie 

sprawy.

- Gdzie zostawiłaś samochód?

- Dwie przecznice stąd.
Lewą ręką wykonała jakiś nieokreślony 

ruch. Gabe zauważył z satysfakcją, że nie 
próbowała   uwolnić   prawej   ręki   z   jego 

dłoni.   Jej   policzki   niespodziewanie 
przybrały barwę róży.

- Odprowadzę cię - oznajmił tonem nie 

znoszącym sprzeciwu. - W którym hotelu 

się zatrzymałaś?

-  Co?   W żadnym.  Nie zdążyłam  zrobić 

rezerwacji.   Ledwo   udało   mi   się   zdobyć 
bilet na samolot. Pomyślałam sobie, że po 

background image

przylocie   na   miejsce   zajmę   się   sprawą 

noclegu,   a   jeśli   nie   zdołam   nic   znaleźć, 
wtedy zacznę się martwić.

Podejrzewał, że tak prozaiczna sprawa 

jak   brak   noclegu   na   pewno   nie 

przysporzyłaby   jej   zmartwień.   Po   raz   nie 
wiadomo   który   z   rzędu   próbował   sobie 

wytłumaczyć, że to nie jej wina - żyła dotąd 
otoczona troską i miłością, w świecie, w 

którym nic jej nie zagrażało. Nic dziwnego, 
że nie myślała  o  żadnych bandytach  czy 

gwałcicielach.   Ale   oni   istnieli,   żyli   obok 
niej.

Gabe   westchnął,   świadom,   że 

zapewnienie  bezpieczeństwa  tak  żarliwej 

background image

idealistce wymaga niemało wysiłku.

- Znasz to miasto? Nie zgubisz się?
-   Och,   byłam   w   Los   Angeles 

wielokrotnie. - Nagle zawahała się. - Choć 
prawdę mówiąc, w tej dzielnicy jestem po 

raz pierwszy. Ale mam mapę, więc...

- Powiem ci, jak zrobimy. Podwieziesz 

mnie   swoim   samochodem   do   mojego 
wozu,   a   potem   ruszysz   za   mną.   Razem 

znajdziemy   ci   jakiś   w   miarę   przyzwoity 
pokój, dobrze?

Hotelowi „Shelton Arms” daleko było do 

„Ritza”,   ale   Rebeka   nie   narzekała. 

Rozglądając   się   po   pokoju   o   ścianach 
barwy   przydymionego   błękitu,   uznała,   że 

background image

można trafić dużo gorzej. Dostarczony na 

górę stek nie pozostawiał nic do życzenia. 
Był olbrzymi i wyśmienity. Olbrzymie były 

też fotele; można było wygodnie się w nich 
zwinąć i urządzić sobie drzemkę.

Rebeka zjadła z apetytem całą porcję: 

mięso,   wielkiego   pieczonego   ziemniaka, 

sałatkę, po czym uniosła pokrywkę, która 
chroniła   przed   wystygnięciem   kolację 

Gabe'a.

- Jeśli nie chcesz swoich żeberek...

- Nie ruszaj! Już kończę.
- Kończysz? Zanim jeszcze zaczęliśmy? 

No, no. Gabe wzniósł oczy do nieba.

- Oj, Ruda, Ruda. - Westchnął głośno. - 

background image

Dziwne masz poczucie humoru. Hej, co ci 

mówiłem? Wara od żeberek!

-   No   dobra.   Myślałam,   że 

skoncentrowany na pracy nie zauważysz, 
jak sobie kawałek skubnę.

Na   długo   przed   pojawieniem   się 

kelnera z kolacją Gabe ustawił na biurku 

swego   laptopa.   Obserwując   go,   Rebeka 
pomyślała z rozbawieniem, że nie ma już 

detektywów   w   prochowcach,   którzy 
zdzierają   sobie   podeszwy,   wydeptując 

dziesiątki   ścieżek,   by   zdobyć 
najdrobniejszą   informację.   Gabe   nigdzie 

nie   musiał   chodzić,   nawet   nie   musiał 
szperać   w   książce   telefonicznej; 

background image

wystarczyło   wcisnąć   parę   klawiszy   i 

informacje   same   ukazywały   się   na 
ekranie.

-   I   co?   Odkryłeś,   czy   nasza   kochana 

Tammy kręci się po Las Vegas?

- Tak. I za wszystko płaci kartą. Tylko nie 

wiem,   czy   jest   sama,   czy   z   narzeczonym. 

Może   limit   na   jego   karcie   został   dawno 
wyczerpany?   A   może   postanowiła   rzucić 

kochasia? Wydaje mi się, że Tammy Diller 
nie   jest   jej   prawdziwym   imieniem   i 

nazwiskiem. Widoczna tu lista płatności i 
zakupów jest podejrzanie krótka. Fałszywe 

dokumenty okazują się bardzo przydatne, 
kiedy   przekracza   się   limit   i   występuje   o 

background image

kolejną kartę. Ma się czyste konto, żadnych 

zadłużeń...

- No i kogoś takiego, kto się posługuje 

fikcyjnym nazwiskiem, trudniej odszukać - 
wtrąciła   Rebeka.   -   A   czy   na   podstawie 

płaconych przez nią rachunków jesteś w 
stanie odkryć, gdzie się zatrzymała?

- Tak - odparł, ale nie powiedział gdzie. 

Wstał od komputera i przeciągnął się, po 

czym przeszedł do stołu, na którym stała 
taca. - Zjadłaś całą swoją porcję? To była 

fura jedzenia!

- Mam teorię na temat cholesterolu i 

kalorii. Jak grzeszyć, to na całego.

-   Ale   tego   musu   czekoladowego   na 

background image

pewno nie zmieścisz.

Oczy lśniły jej wesoło.
-   Oj,   kotku.   Zupełnie,   ale   to   zupełnie 

mnie   nie   znasz.   Czekolada   to   mój 
przysmak.   Nic,   ani   żadne   tornado,   ani 

wojna   światowa,   ani   wezwanie   z   urzędu 
podatkowego, nie zdoła mnie powstrzymać 

przed zjedzeniem tego musu.

Już   wcześniej   zdjęła   buty;   teraz 

rozsiadła   się   wygodniej   w   fotelu, 
podwinęła nogi pod siebie i z błogim wes-

tchnieniem   przystąpiła   do   konsumpcji 
deseru.

Gabe   przysunął   do   siebie   talerz   z 

mięsem.   Jadł   w   podobny   sposób,   w   jaki 

background image

robił   wszystko:   sprawnie,   dokładnie,   nie 

tracąc   czasu   na   delektowanie   się 
smakiem   czy   zapachem.   Najwyraźniej 

uważał jedzenie za czynność potrzebną do 
prawidłowego funkcjonowania organizmu. 

Paliwo dla ciała.

Opróżniając   talerz,   cały   czas   bacznie 

obserwował Rebekę. Jakby bał się, że jeśli 
na moment spuści z niej wzrok, ona zacznie 

się huśtać na żyrandolu - chociaż w pokoju 
były tylko kinkiety. Pokój, który wynajął dla 

niej,   mieścił   się   na   drugim   końcu 
korytarza. Tam też nie było żyrandoli.

Przywiózł Rebekę do hotelu, w którym 

zarezerwował dla siebie nocleg. Poprosił w 

background image

recepcji   o   przydzielenie   im   pokojów   na 

tym   samym   piętrze.   Następnie 
zaproponował   wspólną   kolację.   Tak,   u 

niego w pokoju. Gdyby z taką propozycją 
wyszedł   ktokolwiek   inny,   Rebeka   zawa-

hałaby   się.   Podejrzewałaby   swojego 
towarzysza o niecne zamiary.

Gabe   natomiast   zachowywał   się   tak, 

jakby   nie   pamiętał   ich   namiętnego 

pocałunku.   Traktował   ją   jak   krnąbrną 
młodszą siostrę, w dodatku chorą na ospę.

Skończywszy   posiłek,   podszedł   do 

zamkniętego  barku  przy łóżku,  przekręcił 

klucz i wyjął malutką butelkę whisky.

- Masz na coś ochotę? - spytał Rebekę.

background image

- Jeśli jest tam wino, to chętnie wypiję 

kieliszek.

- Mus czekoladowy popity kieliszkiem 

wina? Zwariowałaś?

-   Mam   strusi   żołądek.   A   boję   się,   że 

gdybym zamówiła kawę, nie spałabym do 
rana. Jeżeli jednak nie ma wina...

-   Jest.   -   Pogrzebał   w   barku;   chwilę 

później   wydobył   niedużą   butelkę, 

mieszczącą   najwyżej   dwa   kieliszki.   -   Nie 
mam pojęcia, czy nadaje się do picia...

-   Nie   szkodzi.   Ludzie   myślą,   że   jak 

człowiek pochodzi z Fortune'ów, to zna się 

na winach, a przynajmniej odróżnia dobrą 
markę   od   sikacza.   A   mnie   po   prostu   al-

background image

kohol usypia i tyle. - Na moment zamilkła. - 

Gabe, jak myślisz, co mogło łączyć Monicę 
z Tammy?

- Nie wiem - przyznał. - Wszystko i nic. 

Monica nigdy nie przebierała w środkach. 

To,   na   czym   jej   zależało,   zdobywała 
wszelkimi   sposobami,   legalnymi   i   nie-

legalnymi. Podejrzewam, że ich znajomość 
mogła mieć związek z twoją rodziną.

Rebeka zmarszczyła czoło.
- Dlaczego tak sądzisz?

-   Monica   od   dawna   żyła   tylko   jedną 

myślą: żeby się zemścić na Fortune'ach. Od 

lat miała obsesję na punkcie twojego ojca, 
do tego stopnia, że kiedy okazało się, że nie 

background image

może   mieć   z   nim   dziecka,   porwała   jego 

syna.   To   ona   stała   za   próbą   kradzieży 
receptury   kremu   młodości;   wiemy,   że 

wynajęła   ludzi,   którzy   włamali   się   do 
laboratorium i którzy prześladowali Allie. 

To była osoba chora psychicznie, opętana 
zazdrością   i   chęcią   wyrządzenia   krzywdy 

twojej   rodzinie,   może   nawet   zniszczenia 
jej.

Potem   ktoś   zabija   Monicę,   twój   brat 

trafia   do   więzienia   oskarżony   o 

morderstwo...   i   nagle   wypływa   nazwisko 
Tammy,   do   której   Monika   zaledwie   kilka 

dni   przed   śmiercią   wysłała   list   z 
pogróżkami.   Dziwny   zbieg   okoliczności, 

background image

prawda?   Z   informacji,   jakie   dotychczas 

zdobyłem,   wynika,   że   Tammy   lubi   żyć   na 
bakier z prawem. Nigdzie nie pracuje, nie 

ma   stałego   miejsca   zamieszkania,   za   to 
regularnie   otrzymuje   duże   zastrzyki 

gotówki,   zaciąga   kredyty.   Wygląda   mi   to 
dość   podejrzanie.   Zazwyczaj   tak 

funkcjonują różni oszuści.

-   Masz   rację.   -   Rebeka   pokiwała   z 

namysłem   głową.   -   I   to,   co   mówisz, 
pasowałoby   do   treści   listu,   Monica   była 

wyraźnie   wściekła.   Może   Tammy   coś 
odkryła   i   próbowała   ją   szantażować? 

Cholera. Tammy... Tammy Diller... To imię i 
nazwisko nie dają mi spokoju. Mam wra-

background image

żenie, że już je kiedyś słyszałam, ale nie 

mogę sobie przypomnieć gdzie.

-   Cierpliwości.   Poznamy   przeszłość 

panny   Diller.   Tego   możesz   być   pewna. 
Kazałem   swoim   ludziom   w   biurze   w 

Minneapolis   zebrać   o   niej   informacje. 
Wszystkie nieczyste sprawki, jakie ma na 

sumieniu, prędzej czy później wypłyną. To 
tylko kwestia czasu.

Niestety, czas był jedyną rzeczą, jakiej 

im   brakowało.   Rebeka   odstawiła   pustą 

salaterkę na tacę, wzięła kieliszek wina i 
ponownie rozsiadła się w fotelu.

-   To   kiedy   lecimy   do   Las   Vegas?   - 

spytała.

background image

- My? My w ogóle nie lecimy. Ja lecę.

- Chyba żartujesz! - oburzyła się. - Kto 

znalazł list Moniki do Tammy? Kto odkrył, 

dokąd   się   Tammy   wyniosła,   kiedy 
porzuciła   mieszkanie   na   Randolph?   No, 

kto? Czyżby uszło twojej uwadze, że jednak 
na coś się przydaję? Ale nie przejmuj się, 

kotku. Jak wolisz podróżować w pojedynkę, 
proszę   bardzo.   Jestem   dużą   dziewczynką, 

potrafię   kupić   sobie   bilet,   dotrzeć   na 
lotnisko i zapiąć pasy. Po prostu wydawało 

mi się logiczne, że skoro zajmujemy się tą 
samą sprawą, możemy połączyć siły...

Nie odrywając oczu od twarzy Rebeki, 

Gabe   nalał   do   szklanki   whisky   i   wypił 

background image

jednym haustem.

-   Posłuchaj,   mała.   Być   może   Tammy 

Diller nie jest notowana na policji, ale jeśli 

tak jest, to tylko dlatego, że szczęście jej 
sprzyja, a nie dlatego, że wiedzie uczciwe 

życie. To cwana bestia, która po trupach 
dąży do celu.

- Tak? To dobrze. Bardzo dobrze. Mimo 

że   nie   mamy   żadnych   konkretnych 

dowodów,   wszystko   coraz   bardziej 
wskazuje na to, że może być zamieszana w 

morderstwo Moniki. Więc o co ci chodzi?

- O to, że powinnaś wrócić do domu - 

odparł   Gabe,   usiłując   zachować 
cierpliwość.   -   Jeżeli   Tammy   istotnie   jest 

background image

zamieszana   w   zabójstwo   Moniki   i   jeżeli 

dowie się, że ktoś ją śledzi albo próbuje 
zdobyć   o   niej   informacje,   na   pewno   nie 

przyjmie   tego   wzruszeniem   ramion.   Wo-
lałbym,   żebyś   wróciła   do   Minneapolis, 

skupiła   na   pisaniu   książek   i   robieniu 
dzieci.

-   O   niczym   bardziej   nie   marzę. 

Natychmiast   bym   cię   posłuchała,   gdyby 

mój brat nie tkwił w więzieniu.

Odstawiła   kieliszek.   Oczywiście 

spodziewała   się   wykładu.   Wiedziała,   że 
Gabe   czuje   się   w   obowiązku   ostrzec   ją 

przed

 

czyhającym

 

wokół 

niebezpieczeństwem.   Wciągając   głęboko 

background image

powietrze, postanowiła jeszcze raz przed-

stawić mu swój punkt widzenia. Zależało 
jej na tym, aby ją zrozumiał.

-   Dziś   po   południu   byłam   naprawdę 

przerażona. Wszystkiego się bałam. I tych 

wytatuowanych wyrostków snujących się 
po   Randolph.   I   Snarka.   Owszem,   olbrzym 

okazał   się   całkiem   pomocny,   ale   nawet 
sobie nie wyobrażasz, jak się ucieszyłam, 

kiedy do nas podszedłeś. Nie przywykłam 
do takich miejsc i takich ludzi.

-   Psiakość,   Ruda!   Przecież   cały   czas 

próbuję ci to wytłumaczyć.

Skinęła głową, po czym kontynuowała 

cicho:

background image

- Wiem. Ale Jake to mój brat, więc nie 

zamierzam   się   przejmować   własnym 
strachem.   Będę   gmerać,   szperać, 

rozmawiać   ze   wszystkimi,   dopóki   nie 
oczyszczę jego imienia. Nikt i nic mnie nie 

powstrzyma.

Gabe słuchał uważnie. Słuchał, ale nic 

do niego nie docierało. Przyglądając mu 
się, Rebeka poczuła dziwne kłucie w sercu. 

Polubiła tego człowieka. Jej sympatia nie 
miała nic wspólnego z tym, że pomagał jej 

szukać   dowodów   niewinności   Jake'a,   że 
kilka   razy   wybawił   ją   z   opresji,   że... 

Mniejsza   o   to.   Żałowała,   że   nie   zna   go 
lepiej;   że   ich   znajomość   ogranicza   się 

background image

niemal wyłącznie do spraw służbowych.

Widziała, że jest skonany. Zawsze, gdy 

ogarniało go zmęczenie, jego ciemne oczy 

obramowane   długimi   ciemnymi   rzęsami 
stawały się czarne. Siedział w fotelu, lekko 

potargany,   z   zarostem   ocieniającym 
policzki.   Mimo   znużenia   szykował   się   do 

kolejnego ataku. Nie zamierzał popuścić; 
uważał, że koniecznie powinna zaszyć się w 

domu   i   czekać,   aż   sprawy   się   same 
wyjaśnią.

Ale ona nie miała zamiaru patrzeć, jak 

sąd skazuje Jake'a za morderstwo, którego 

nie popełnił.

Postanowiła zajść go od innej strony. 

background image

Zresztą i tak chciała dowiedzieć się czegoś 

o jego życiu prywatnym.

-   Słuchaj,   a   ty   nie   masz   brata?   Albo 

rodziny?   Kogoś,   za   kogo   dałbyś   się 
poćwiartować?

Wzruszył ramionami.
-   Owszem,   mam   rodzinę.   Tyle   że 

dorastałem   w   innym   świecie   niż   ty.   W 
Nowym Orleanie, ale nie wśród luksusów. 

Moi rodzice ciągle skakali sobie do oczu. 
Najstarszy brat dość wcześnie wszedł na 

drogę   przestępstwa.   Środkowy   brat   jako 
nastolatek uciekł z domu i więcej się nie 

pojawił.   Ja   uciekłem   do   wojska.   Na 
podstawie   własnych   doświadczeń   i 

background image

obserwacji   mogę   powiedzieć,   że   ludzie, 

którzy twierdzą, że się kochają, wyrządzają 
sobie nawzajem więcej szkód niż żołnierze 

swoim   wrogom   podczas   walki.   A   w   para 
potyczkach brałem udział. Więc wracając 

do twojego pytania... Nie, nie mam nikogo 
takiego, za kogo dałbym się poćwiartować.

-   Współczuję   ci   -   powiedziała   cicho. 

Zdumiała go jej reakcja.

- Niepotrzebnie - rzekł.
Ona   jednak   była   przeciwnego   zdania. 

Często   w   obecności   Gabe'a   mówiła   o 
dzieciach i rodzinie, wiedząc, że będzie się 

krzywił i oburzał. Od samego początku ona 
była   niepoprawną   idealistką,   on   zaś   do 

background image

wszystkiego   podchodził   trzeźwo   i 

rzeczowo.   Lubiła   się   z   nim   drażnić, 
wyrzucać   mu   cynizm...   ale   wcześniej   nic 

nie wiedziała o jego pochodzeniu, o tym, w 
jakich   warunkach   był   wychowywany.   Z 

tego,   co   mówił,   wynikało,   że   dorastał   w 
domu pozbawionym ciepła i miłości. Jakie 

to smutne.

Rebeka   zawsze   ponad   wszystko 

stawiała miłość, rodzinę, dzieci. Wierzyła w 
to,   że   ludzie   rodzą   się   dobrzy.   Nigdy   nie 

uważała się za osobę mającą idealistyczne 
lub altruistyczne poglądy. Jej zdaniem, bez 

miłości   i   rodziny   życie   nie   miało   sensu. 
Było jej żal Gabe'a, że nie miał okazji, aby 

background image

się o tym przekonać.

-   Co   mi  się   tak   przyglądasz?   -  spytał 

podejrzliwym tonem. - Ubrudziłem się czy 

co?

-   Nie   -   odparła.   -   Po   prostu   się 

zastanawiam.   Czy   naprawdę   nigdy   nie 
poznałeś smaku miłości...

- Poznałem, mała, poznałem. Tyle że nie 

patrzę na świat przez różowe okulary. Jak 

kocham, to nie wmawiam w siebie, że to 
miłość do grobowej deski. Życie całkiem 

dobrze się ze mną obchodzi. Nie potrzebuję 
złudzeń, żeby czuć się szczęśliwy. - Nagle 

zmarszczył czoło, zaskoczony kierunkiem, 
w jakim potoczyła się ich rozmowa. - Ale 

background image

wracając   do   tematu...   Chciałbym,   żebyś 

mnie posłuchała i jutro pierwszym lotem, 
jaki...

Spuściła nogi z fotela i wstała. Ją też 

dopadło   zmęczenie.   Obfita   kolacja   i 

kieliszek   wina   podziałały   na   nią   jak 
proszek nasenny. Zresztą nic dziwnego; w 

ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin 
prawie   w   ogóle   nie   zmrużyła   oka.   W 

dodatku   napięcie   i   siniaki   sprawiały,   że 
czuła się jak zbity pies.

-   Ależ   z   ciebie,   kotku,   uparciuch   - 

powiedziała lekkim tonem. - Nie złość się, 

proszę, ale nie zamierzam  nigdzie lecieć 
żadnym pierwszym lotem. Podejrzewam, że 

background image

jak tylko przyłożę głowę do poduszki, zasnę 

kamiennym   snem   i   przez   najbliższych 
dwanaście godzin nie dam się zbudzić.

On   też   wstał   z   fotela,   a   właściwie 

poderwał się tak szybko i ochoczo, jakby 

nie   mógł   się   doczekać,   kiedy   wreszcie 
zostanie sam.

-   To   świetny   pomysł.   Sen   dobrze   ci 

zrobi. Wyglądasz jak ostatnie nieszczęście.

-   Och,   przestań.   Jeszcze   jeden   taki 

komplement i zacznę zadzierać nosa.

Wyszczerzył   zęby.   Nawet   nie   udawał 

skruszonego.

- Nie chciałem cię urazić.
- Chcesz czy nie, robisz to bez przerwy - 

background image

burknęła.

-   Naprawdę   wyglądasz   tak,   jakbyś 

dawno nie spała. Gdzie masz buty? I gdzie 

położyłaś klucz?

- Jedno i drugie gdzieś tu jest.

Rozejrzała się po pokoju, ale po chwili 

podniosła   wzrok   i   zaczęła   uważnie 

wpatrywać   się   w   twarz   Gabe'a.   Jak   to 
możliwe, że samotność, która czaiła się w 

jego   oczach,   brała   przedtem   za   chłód   i 
obojętność?   Gabe   nie   był   zimnym 

draniem.   Może   nie   wierzył   w   miłość, 
wierzył za to w honor i odpowiedzialność. 

Był   człowiekiem   sumiennym,   troskliwym, 
pracowitym.   Wyznawał   nieco   inne 

background image

wartości   niż   ona,   na   co   innego   kładł   w 

życiu nacisk, szkoda tylko, że nie dane mu 
było zaznać prawdziwej miłości.

Zamierzała   schylić   się   po   buty,   lecz 

zamiast   tego   uniosła   ręce   i   oplotła   je 

wokół szyi Gabe'a. Może gdyby stał dalej, 
nie   zrobiłaby   tego.   Ale   on,   znalazłszy   na 

stoliku klucz, podszedł bliżej, żeby go jej 
wręczyć.   Po   prostu   był   pod   ręką,   a   ona 

czuła nieprzepartą pokusę, żeby przytulić 
się   do   niego.   Oczywiście   natychmiast 

wymyśliła   sobie   dziesiątki   pretekstów. 
Biedak   miał   takie   podłe   dzieciństwo. 

Dorastał w domu bez miłości, we wrogim 
otoczeniu.

 

Samotny,

 

szukający 

background image

zrozumienia...   Nawet   jeśli   głoszone   przez 

niego   opinie   doprowadzały   ją   do   szału, 
nawet jeśli buntowała się przeciwko jego 

wrodzonej   skłonności   do   rządzenia   i 
dyrygowania, to jednak była mu wdzięczna 

za pomoc, za to, że tyle razy wybawił ją z 
opresji. Poza tym...

Poza   tym   oszukiwała   samą   siebie. 

Wszystkie powody były ważne, ale - co tu 

dużo   mówić!   -   po   prostu   chciała   się 
przytulić i już.

Dwie sekundy po tym, gdy przytuliła do 

Gabe'a, klimatyzacja w pokoju się zacięła. 

Zamiast   chłodzić   powietrze,   grzała   je. 
Temperatura   skoczyła   o   jakieś 

background image

dwadzieścia   stopni.   Żar   tropików   był 

niczym w porównaniu z ciepłem, które oni 
wytwarzali. A przecież zaczęło się tak nie-

winnie.

Z chwilą, gdy Gabe przywarł wargami do 

jej   ust,   niewinne   myśli   uleciały   niczym 
drobinki pyłu na wietrze. Rzecz niewinna 

nie   może   być   tak   kusząca.   Ani   tak   pod-
niecająca.   Czuła   na   jego   ustach   smak 

whisky   -   ostry,   mocny,   gorzkawy.   Czuła 
goryczkę,   czuła   pożądanie,   czuła 

ostrzeżenie.   Tak,   ostrzegał   ją,   że   jest 
mężczyzną   z   krwi   i   kości,   którego   nie 

zadowoli   niewinne   cmoknięcie.   Ona   zaś 
była na tyle dorosła, aby wiedzieć, że nie 

background image

można drażnić się z lwem. Nie drażniła się. 

Pragnęła go. A on pragnął jej. Był brutalny, 
a jednocześnie delikatny, dziki, a zarazem 

wrażliwy.   Różnił   się   od   wszystkich 
mężczyzn,   jakich   kiedykolwiek   znała.   Z 

żadnym nie czuła się tak jak z nim.

Nigdy   nie   była   cicha,   potulna,   uległa. 

Ale   to,   czego   teraz   doświadczała,   to   nie 
była   uległość   -   to   było   poczucie 

przynależności. Byli dla siebie stworzeni, 
idealnie dopasowani psychiką, ruchami...

Wargi miała obolałe, szyję zdrętwiałą. 

Nie   mogła   oddychać.   Ale   wcale   nie 

chciała.   Tak   było   dobrze.   Całe   życie 
bardziej   niż   faktom   wierzyła   intuicji.   I   w 

background image

tym momencie intuicja mówiła jej, że nie 

należy się bać. Że wszystko się cudownie 
ułoży. Jego ręce błądziły po jej ciele, coraz 

szybciej,   coraz   pewniej.   Nagle   zacisnął 
dłonie na jej biodrach...

Jęknęła, bardziej zaskakując siebie niż 

Gabe'a. Ten odgłos jednak nie był wyrazem 

sprzeciwu lub niezadowolenia z tempa, w 
jakim wszystko się posuwało. Przeciwnie, 

tempo całkiem jej odpowiadało. Po prostu 
od czasu upadku w domu Moniki miała na 

pupie   siniaki   i   kiedy   Gabe   mocniej   ją 
przycisnął,   nie   zdołała   powstrzymać 

krzyku.

-   Sprawiłem   ci   ból?   -   spytał, 

background image

przerywając pocałunek.

-  Nie.  Tak.  To znaczy... -  Doświadczała 

tyle   wspaniałych   wrażeń,   że   nie   była   w 

stanie   się   skupić   i   sensownie 
odpowiedzieć.   -   Nic   się   nie   stało. 

Niechcący   chwyciłeś   za   posiniaczoną 
część mojego ciała.

- A chcący za mnóstwo innych części. - 

Opuścił ręce tak szybko, jakby trzymał je 

nad  ogniem.   Głos   miał  ochrypły,   oddech 
przyśpieszony,   spojrzenie   płomienne.   - 

Szlag by to trafił, Ruda.

-   A   nawet   dwa   szlagi   -   powiedziała 

szeptem.   Chciała,   by   się   rozchmurzył, 
uśmiechnął.   -   Całujesz   wybornie,   kotku. 

background image

Więc nie miej mi za złe, że się wciągnęłam.

- Niczego nie mam ci za złe. Żadne z nas 

nie   spodziewało   się   takiej   chemii.   Ale 

oboje   dobrze   wiemy,   że   nie   powinniśmy 
pozwolić, aby sprawa wymknęła nam się 

spod kontroli. Ani żeby podobna sytuacja 
powtórzyła się w przyszłości.

- No tak - mruknęła.  - Zbyt wiele  nas 

dzieli.

-   Zgadza   się.   Pasujemy   do   siebie   jak 

osioł   do   karocy.   Ponownie   zlokalizował 

klucz   do   drugiego   pokoju,   wcisnął   go 
Rebece do prawej ręki, do lewej zaś podał 

jej buty.

-   Idziemy   -   powiedział.   -   Odprowadzę 

background image

cię.

Szedł   obok   niej   ciemnym   korytarzem, 

bez   słowa,   z   nasrożoną   miną,   która 

zniechęcała   do   rozmowy.   Odczekał,   aż 
Rebeka   otworzy   drzwi.   Kiedy   weszła   do 

środka, ruszył z powrotem do siebie.

Rebeka rzuciła pantofle i klucz na łóżko, 

oparła   się   o   zamknięte   drzwi   i   głośno 
westchnęła. Gabe miał rację, mówiąc, że 

są diametralnie inni. Teraz, gdy wiedziała, 
w jakim wyrastał środowisku, nie dziwiła 

się, że nie marzył o posiadaniu rodziny, ale 
to niczego nie zmieniało.  Jej zależało  na 

dzieciach, na mężu, na miłości. Związek bez 
miłości,   oparty   na   pożądaniu,   nie 

background image

interesował jej. Nie zamierzała wiązać się z 

mężczyzną, który nie podzielał jej wartości.

Nie   mogła   przestać   myśleć   o 

namiętnych pocałunkach. Drżała na całym 
ciele, serce waliło jej młotem, nogi miała 

jak   z   waty.   Tłumaczyła   sobie,   że   to   nie 
miłość, tylko pożądanie. Że po raz pierwszy 

w życiu spotkała mężczyznę, który wzbudził 
w   niej   tak   wielką   żądzę.   Gabe   był   z   nią 

szczery,   nie   próbował   mydlić   jej   oczu, 
kłamać. Prosto z mostu oznajmił, że nie jest 

dla niej odpowiednim partnerem.

Miał   słuszność.   Sama   też   o   tym 

wiedziała.   Ale   co   z   tego?   Trudno   się 
otrząsnąć   i   o   wszystkim   zapomnieć.   Naj-

background image

gorsze było to, że dopóki sąd nie uniewinni 

Jake'a,   dalsze   kontakty   z   Gabe'em   będą 
nieuniknione.

Dawno   nie   czuła   się   taka   rozdarta   i 

zagubiona.

Zdawała   sobie   sprawę,   że   musi   być 

bardzo,   bardzo   ostrożna,   bo   tylko   krok 

dzieli ją od zakochania.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Jak   to   dziwnie   czasem   w   życiu   bywa, 

pomyślał Gabe. Chciał, by Rebeka wsiadła 

do   pierwszego   samolotu   odlatującego   z 
Kalifornii   do   Minnesoty,   a   zamiast   tego 

wsiadł on. W dodatku sam. Ona została w 
hotelu.

Niebo   nad   Minneapolis   dopiero 

zaczynało się rozwidniać, kiedy w podłym 

nastroju   opuścił   lotnisko,   niosąc   dwie 
torby:   jedną   podróżną,   drugą   z 

komputerem. Nigdy nie potrzebował wiele 
snu,   toteż   parogodzinna   drzemka   w 

samolocie  w  zupełności  mu  wystarczyła. 

background image

Kiedy   uzyskał   informację   o   najbliższym 

locie,   zastanawiał   się,   czy   nie   obudzić 
Rebeki. W końcu zrezygnował z pomysłu. 

Niech   odpocznie.   Była   tak   zmęczona,   że 
pewnie prześpi cały dzień. A w hotelu nic 

jej   nie   grozi.   Przez   szparę   pod   drzwiami 
wsunął do pokoju kartkę z wiadomością, że 

wyjeżdża.   O   tym,   dokąd   się   udaje,   nie 
wspomniał słowem. Nie miał zamiaru się 

jej spowiadać. Spowiadać zamierzał się jej 
matce.

Odnalazłszy   swego   czarnego   lexusa   - 

bo starego morgana za nic w świecie nie 

zostawiłby na parkingu przed lotniskiem - 
ruszył w kierunku centrum. Po drodze zjadł 

background image

naprędce śniadanie.

Niecałą   godzinę   po   wylądowaniu   w 

Minneapolis wkroczył do siedziby Fortune 

Cosmetics.   Strażnik   dokładnie   sprawdził 
jego   dokumenty,   zanim   pozwolił   mu 

wsiąść do prywatnej windy, jedynej, która 
docierała   na   najwyższe   piętra,   gdzie 

mieściły   się   laboratoria   chemiczne   oraz 
gabinet Kate.

Teoretycznie   to   Jake   Fortune   płacił 

Gabe'owi za jego usługi, ale póki Jake tkwił 

za   kratkami,   czeki   podpisywał   prawnik 
rodziny,   Sterling   Foster.   Gabe   miał 

obowiązek   składania   ustnych   raportów 
obu mężczyznom. I tak też robił. Doskonałe 

background image

się   jednak   orientował,   kto   w   świecie 

Fortune'ów naprawdę dzierży władzę i nad 
wszystkim sprawuje pieczę.

Kate   Fortune   życzyła   sobie,   by 

informować   ją   o   każdej   najdrobniejszej 

rzeczy   dotyczącej   jej   dzieci.   Wolała 
spotkania   w   cztery   oczy;   nie   cierpiała 

rozmów   przez   telefon.   Za   czas,   jaki 
detektyw   tracił   na   dojazdy   do   jej   biura, 

hojnie   go   wynagradzała.   Ale   i   bez   tego 
Gabe chętnie spełniałby jej prośbę.

Lubił Kate. Właśnie od niej zaczęła się 

jego   praca   dla   rodziny;   wynajęli   go,   by 

zbadał okoliczności jej śmierci. Samolot, 
który prowadziła, rozbił się w dżungli, kiedy 

background image

porywacz   usiłował   przejąć   nad   nim 

kontrolę.   Znaleziono   jedno   ciało,   tak 
spalone, że identyfikacja była niemożliwa. 

Wszyscy uznali, że to szczątki Kate. Okazało 
się   jednak,   że   Kate   wypadła   z   samolotu, 

zanim   ten   stanął   w   ogniu.   Zaopiekowało 
się nią indiańskie plemię. Kiedy odzyskała 

zdrowie, wróciła do Minneapolis - zdążyła 
w   porę   na   otwarcie   swego   testamentu. 

Bała   się,   że   człowiek,   który   opłacił 
porywacza, będzie znów próbował ją zabić - 

albo skrzywdzić kogoś z jej rodziny - jeżeli 
dowie   się,   że   pierwsza   próba   zakończyła 

się niepowodzeniem.

Dlatego Kate postanowiła nie ujawniać 

background image

się; skontaktowała się jedynie ze swoim 

starym przyjacielem i wieloletnim doradcą 
rodziny, Sterlingiem Fosterem. Przez kilka 

lat żyła incognito, z ukrycia obserwowała 
najbliższych, od czasu do czasu bawiła się 

w   swatkę.   Ale   nie   zamierzała   stać 
bezczynnie i patrzeć, jak jej najstarszy syn 

zostaje   oskarżony   o   morderstwo. 
Przynajmniej   chciała   go   wesprzeć 

duchowo.

Od pierwszego spotkania Gabe darzył ją 

szacunkiem   i   podziwem.   Miała   wiele 
wspólnych   cech   ze   swoją   najmłodszą 

córką,   jednakże   w   przeciwieństwie   do 
Rebeki była osobą rozsądną i logiczną. W 

background image

nic nie grała, niczego nie udawała, może 

dlatego   cieszyła   się   tak   powszechną 
sympatią.

Nie zdziwił się, że o siódmej rano Kate 

pracuje w najlepsze. Zanim jeszcze zdążył 

usiąść,   nalała   mu   filiżankę   kawy.   Po 
wyposażeniu   gabinetu   -   nowego,   bo   w 

starym urzędował teraz Nate - trudno było 
poznać, że stojąca przy ekspresie kobieta 

jest   twórcą   i   właścicielką   wielkiego 
imperium   kosmetycznego.   Gabinet 

urządzony   był   w   sposób   wygodny   i 
praktyczny.   Wprawdzie   ściany   obito 

drewnem   tekowym,   a   na   podłodze   leżał 
orientalny dywan, ale biurko i reszta mebli 

background image

mogłyby   służyć   za   wzór   prostoty   i 

funkcjonalności.

Kate miała na sobie biały fartuch.

-   Od   ilu   godzin   jesteś   na   nogach?   - 

spytał. - O której zaczynasz pracę?

Wybuchnęła śmiechem.
- To nie praca, Gabe. To przyjemność. A 

jestem   tu   od   piątej   rano.   Uwielbiam   tę 
porę. Nikt nie dzwoni, nikt nie przeszkadza. 

W   ciągu   dnia   niczego   sensownego   nie 
można zrobić. - Wsunęła na nos okulary w 

cienkich   złotych   oprawkach.   Jak   zwykle, 
nie traciła czasu. - No dobrze. Zamieniam 

się w słuch.

Opowiedział   jej   wszystko   po   kolei, 

background image

zarówno   o   ślepych   zaułkach,   po   których 

błądził   nadaremnie,   jak   i   o   sukcesach, 
które udało mu się odnieść. Zmarszczyła z 

namysłem czoło, kiedy podał jej kopię listu 
Moniki  do  Tammy  Diller.  Przeczytanie  go 

zajęło   Kate   najwyżej   dziesięć   sekund. 
Wykorzystał ten czas, by się jej dokładnie 

przyjrzeć.

Uderzyło

 

go

 

niesamowite 

podobieństwo między matką a córką. Kate 
dość   późno   urodziła   swe   najmłodsze 

dziecko. Teraz pewnie zbliżała się już do 
siedemdziesiątki.   I   matka,   i   córka   były 

szczupłe, drobnej budowy, o regularnych 
rysach   twarzy   i   wydatnych   kościach 

background image

policzkowych. Obie miały duże piękne oczy 

i gęste kasztanoworude włosy, z tą różnicą, 
że   włosy   Kate   były   poprzetykane   siwymi 

nitkami   i,   jak   przystało   na   kobietę 
interesów, starannie upięte w kok.

Przypuszczalnie   Kate   stosowała 

wytwarzane przez własną firmę kosmetyki, 

ale na pewno ich  nie nadużywała. Miała 
niewiele   zmarszczek,   co   doskonale   było 

widać  w świetle  poranka,  lecz  nigdy  nie 
próbowała ich ukryć pod grubą warstwą 

pudru.   Odznaczała   się   siłą,   zde-
cydowaniem. Nie bawiła się w sentymenty. 

Była   inteligentna,   rzeczowa,   czasem 
apodyktyczna, ale właśnie to się Gabe'owi 

background image

spodobało. Twardo broniła swoich zasad, 

nigdy   nie   spuszczała   z   tonu.   I   miała 
wspaniałe poczucie humoru.

Obserwując matkę, bez przerwy myślał 

o córce. Były podobne, a jednak tak różne. Z 

Kate dawało się normalnie porozmawiać. 
W przeciwieństwie do Rebeki nie bujała w 

obłokach.   Była   realistką.   Rebeka   pewnie 
nawet nie wiedziała, co to słowo oznacza.

Przeczytawszy   list,   Kate   oddała   go 

Gabe'owi.

-   Prawdę   mówiąc,   liczyłam   na   coś 

więcej - rzekła.

-   Obawiam   się,   że   zawarte   w   liście 

pogróżki Moniki pod adresem Tammy to za 

background image

mało, żeby przekonać sąd o niewinności 

Jake'a.

- Wiem. Ale trudno znaleźć coś, co być 

może nie istnieje.

Kate   westchnęła   głośno,   po   czym, 

oparłszy   łokcie   o   biurko,   popatrzyła 
swemu rozmówcy prosto w oczy.

- Słuchaj, nie mogę przysiąc, że mój syn 

nie   zabił   Moniki.   Od   początku   ci   to 

mówiłam.   Ale   chcę   znać   prawdę,   całą 
prawdę,   bez   względu   na   to,   jaka   by   ona 

była. Lada moment rozpocznie się proces. 
Czas nagli, Gabe. Jeżeli Jake jest niewinny, 

nie chcę, żeby trafił do więzienia. A na to 
się zanosi. - Zamilkła. Przez dłuższą chwilę 

background image

siedziała   z  wzrokiem  utkwionym  w  okno. 

Wreszcie ponownie przeniosła spojrzenie 
na Gabe'a. - Tammy Diller... To nazwisko nie 

daje mi spokoju.

- Zauważyłem to po twojej minie, kiedy 

czytałaś   list   -   powiedział.   -   Miałem 
nadzieję, że je rozpoznasz.

-   Nie.   Nigdy   nie   spotkałam   żadnej 

Tammy Diller. Uderzyło mnie jednak, że ma 

takie   same   inicjały   jak   Tracey   Ducet.   - 
Wzruszyła   ramionami.   -   Pewnie   to   przy-

padkowa   zbieżność.   Zwykły   zbieg 
okoliczności. A ja, przejęta losem  Jake'a, 

jestem   jak   tonący,   który   chwyta   się 
brzytwy.   Chociaż   trudno   się   dziwić,   że 

background image

pomyślałam sobie o Tracey. Pojawiła się 

ni   stąd,   ni   zowąd,   namieszała,   narobiła 
pełno kłopotów, a potem zniknęła, zanim 

ktokolwiek zdążył jej udowodnić kłamstwo. 
Słyszałeś o tej sprawie?

-   Tak.   Nawet   próbowałem   dowiedzieć 

się   czegoś   o   przeszłości   panny   Ducet. 

Twierdziła, że należy się jej część spadku 
po tobie. Ale ponieważ nie potrafiła przed-

stawić żadnych dowodów świadczących o 
pokrewieństwie   z   Fortune'ami   i   dość 

szybko   zniknęła   z   pola   widzenia, 
przestałem się nią interesować. Może byś 

mi   zdradziła,   o   co   w   tym   wszystkim 
chodziło?

background image

Kate   wstała   i   zaczęła   przemierzać 

gabinet. Podobnie jak Rebekę, roznosiła ją 
energia.

-   Jak   wiesz,   zbudowałam   potężne 

imperium   kosmetyczne.   Niestety,   zawsze 

znajdą się pijawki i pasożyty podszywające 
się pod członków rodziny w nadziei na to, 

że   kapnie   im   trochę   forsy.   Każdy,   kto 
posiada   choć   trochę   większy   majątek, 

musi się z tym liczyć. Tracey Ducet była 
właśnie   taką   pijawką.   Oszustką 

wykorzystującą   ludzką   naiwność...   -   Kate 
zawahała   się.   -   Nie   wiem,   czy   jest   sens, 

żebym ci o niej opowiadała. Nie sądzę, aby 
istniał   jakikolwiek   związek   pomiędzy 

background image

Tammy Diller a Tracey Ducet.

-   Może   nie   istnieje.   Ale   najpierw 

opowiedz mi o Tracey - zaproponował Gabe 

- a potem wspólnie zastanowimy się, czy 
coś z tego wynika, czy nie.

Kate skinęła głową.
-   No   dobrze.   Jak   wiesz,   dawno   temu 

urodziłam bliźnięta. Jedno dziecko zostało 
porwane.   Prasa   tak   szeroko   się   o   tym 

rozpisywała, że mimo upływu lat co jakiś 
czas ktoś się do nas zgłasza, twierdząc, że 

jest porwanym bliźniakiem. Tak też było z 
Tracey;   uznała,   że   poda   się   za   siostrę 

Lindsay.   Pewnie   wpadła   na   ten   pomysł, 
kiedy zobaczyła jej zdjęcie. Rzeczywiście 

background image

podobieństwo   między   nią   a   Lindsay   jest 

uderzające. Gdyby kazano jej wypluć gumę 
do   żucia   i   porządnie   ją   ubrano,   trudno 

byłoby je rozróżnić.

- Ale ty nie miałaś wątpliwości? - spytał 

Gabe.

- Najmniejszych. W tamtym czasie, gdy 

nastąpiło   porwanie,   FBI   starało   się   nie 
ujawniać szczegółów śledztwa. Liczyliśmy 

na to, że może uda się złapać kidnaperów. 
Prasy nigdy nie poinformowano, jakiej płci 

było porwane dziecko. A był to chłopiec, 
Brandon.   Czyli   Tracey   chciała   osiągnąć 

rzecz   niemożliwą.   Może   innych   zdołałaby 
przekonać,   ale   ze   mną   by   nie   wygrała. 

background image

Reszta rodziny nie wiedziała o Brandonie. 

Kiedy   wróciłam   z   Lindsay   ze   szpitala, 
zamknęłam   się   w   sobie.   Nie   potrafiłam 

mówić   o   tym   koszmarze,   który   mi   się 
przydarzył.   A   potem,   zanim   do 

czegokolwiek doszło, Tracey rozpłynęła się 
w powietrzu. Po prostu zniknęła. Nie było o 

co   jej   oskarżyć.   W   końcu   nie   popełniła 
żadnego   przestępstwa.   Naprawdę   mogła 

działać w dobrej wierze. Mogła zobaczyć w 
gazecie zdjęcie Lindsay i uznać, że jeść jej 

zaginioną siostrą bliźniaczką.

- Z twojego opisu panna Ducet jakoś nie 

wydaje   mi   się   słodkim   niewiniątkiem   - 
oznajmił Gabe.

background image

- To przebiegła cwaniara - skwitowała 

Kate.

-   Poszukam   czegoś   o   niej   w 

komputerze, ale nie nastawiaj się na żadne 
rewelacje.   Jest   raczej   mało 

prawdopodobne, aby obie te kobiety miały 
cokolwiek   wspólnego   z   morderstwem 

Moniki Malone.

- Też tak myślę.

Gabe podrapał się po brodzie.
- Tracey Ducet coś musiała wywęszyć. - 

Zamyślił   się.   -   Jeżeli   odkryła,   że   Monica 
stała   za   porwaniem   twojego   dziecka, 

mogła dojść do wniosku, że zamiast prze-
konywać wszystkich, że w jej żyłach płynie 

background image

krew   Fortune'ów,   szybciej   zdobędzie 

pieniądze szantażem.

W Kate wstąpiła nadzieja. Ale tylko na 

moment.

-   Takie   rozumowanie   nazywa   się 

pobożnym życzeniem, Gabe. Zresztą nawet 
gdyby ta cwaniara szantażowała  Monicę, 

to nie znaczy, że ją zabiła. Musiałaby mieć 
sposobność i motyw, a my musielibyśmy 

przedstawić niezbite dowody, aby sąd nam 
uwierzył i uniewinnił Jake'a... Swoją drogą, 

to nagle zniknięcie Tracey wydało mi się 
dość podejrzane. Pamiętasz tamten seans 

spirytystyczny,   na   którym   wystąpiłam   w 
roli ducha? Zrobiłam to ze względu na nią. 

background image

Któryś   z   sąsiadów   Moniki   opisał   policji 

osobę,   którą   widział   koło   domu 
zamordowanej.   Osoba   ta   była   z   wyglądu 

podobna   do   Lindsay.   Chciałam   zwrócić 
wam   na   to   uwagę.   Ale   potem   w   całym 

zamęcie,   jaki   towarzyszył   mojemu 
„zmartwychwstaniu”,   Tracey   Ducet 

całkiem wyleciała mi z głowy.

Widział   troskę   malującą   się   na   jej 

twarzy.

-   Posłuchaj,   Kate   -   rzekł.   -   Wcale   nie 

musimy   udowadniać   w   sądzie,   kto   zabił 
Monicę.   Wystarczy,   jeżeli   w   umysłach 

ławników   zasiejemy   wątpliwości.   Jeżeli 
pokażemy, że ktoś inny, poza Jakiem, mógł 

background image

to   zrobić.   A   na   moje   oko   Tammy   Diller 

można uznać za podejrzaną. Niewiele o niej 
wiemy, umiejętnie zaciera ślady, ale mamy 

kopię listu, jaki Monica do niej wysłała, i 
wiemy, gdzie obecnie przebywa. Zaraz po 

wyjściu   stąd   lecę   do   Las   Vegas.   Jeżeli 
Tammy   ma   cokolwiek   na   sumieniu,   na 

pewno   to   odkryję.   -   Zawahał   się.   -   Jest 
jeszcze   jedna   sprawa,   którą   chciałbym   z 

tobą omówić.

Pokiwała głową, jakby domyślała się, o 

co zamierza ją poprosić.

- Chodzi ci o transport, tak? Firmowym 

samolotem szybciej dolecisz na miejsce. 
Powinnam była sama ci to zaproponować...

background image

- Nie, mylisz się. Z transportem sobie 

poradzę.   Zresztą   już   kupiłem   bilety. 
Sprawa,   którą   chcę   poruszyć,   dotyczy 

Rebeki.

-   Rebeki?   -   Przyjrzała   mu   się   znad 

złotych oprawek. - Na miłość boską, co ma 
piernik do wiatraka?

Podobała mu się bezpośredniość Kate. 

Sam   nigdy   nie   grzeszył   nadmiernym 

taktem   i   przy   Kate   mógł   być   sobą;   nie 
musiał niczego owijać w bawełnę, udawać 

lepszego niż jest ani bić pokłonów.

-   Ano   ma.   Twoja   najmłodsza   córka 

włamuje   się   do   cudzych   domów   i   w 
dzielnicach   zamieszkanych   przez 

background image

bandziorów   prowadzi   pogaduszki   z 

członkami młodzieżowych gangów. Gotowa 
jest   na   wszystko,   żeby   zdobyć   dowody 

niewinności Jake'a.

Kate,   która   ponownie   zaczęła 

wydeptywać ścieżkę w dywanie, stanęła w 
pół kroku. Obróciwszy się, przez moment 

uważnie wpatrywała się w Gabe'a. Coś w 
jego podkrążonych oczach i zachmurzonej 

twarzy   wzbudziło   jej   czujność.   Jake,   jej 
pierworodny   syn,   znajdował   się   w 

strasznych   tarapatach   i   głównie   o   nim 
myślała,   ale   to   nie   znaczyło,   że   reszta 

dzieci   się   dla   niej   nie   liczyła.   Wszystkie 
darzyła   miłością.   Jednak   szczególne 

background image

miejsce   w   jej   sercu   zajmowała   Rebeka; 

chociaż   nikt   nie   zdawał   sobie   z   tego 
sprawy, właśnie najmłodsza córka najbar-

dziej się w nią wdała.

- Lojalność to jedna z naszych gorszych 

cech - oświadczyła. - I obawiam się, że u 
Rebeki   jest   ona   silniej   rozwinięta   niż   u 

pozostałych.

- Silniej? To mało powiedziane. Rebece 

się   wydaje,   że   potrafi   na   własną   rękę 
prowadzić śledztwo. W dodatku uważa, że 

powinna czynnie uczestniczyć w szukaniu 
dowodów   wskazujących   na   winę   osób 

trzecich.   Nie   wiem,   czy   zauważyłaś,   ale 
twoja   córka   nie   ma   za   grosz   instynktu 

background image

samozachowawczego.

 

Łatwiej 

powstrzymać erupcję wulkanu niż Rebekę, 
kiedy uprze się, żeby coś zrobić. - Poderwał 

się na równe nogi, zupełnie jakby użądliła 
go   osa.   -   Pomyślałem   sobie,   że   jeśli 

ktokolwiek ma nad nią władzę, to tylko ty. 
Przywołaj ją do porządku, Kate.

-   Ojej   -   szepnęła   starsza   pani,   nie 

odrywając   oczu   od   twarzy   Gabe'a.   -   Ona 

nigdy   mnie   nie   słuchała.   Ani   mnie,   ani 
nikogo.

- Najwyższy czas, żeby ktoś przemówił 

jej do rozsądku. - Gabe wydobył z kieszeni 

klucze i zacisnął wokół nich palce. - Nie 
zdradziłem   jej,   w   którym   hotelu   Tammy 

background image

zatrzymała   się   w   Las   Vegas,   ale 

podejrzewam,   że   poleci   tam   i   zacznie 
szukać.   Nie   gniewaj   się,   Kate,   ale   moim 

zdaniem   zwykła   mysz   polna   ma   więcej 
rozumu niż twoja córka.

-   No   tak,   widzę,   że   przysparza   ci 

problemów.

Kate   przybrała   współczującą   minę, 

bądź   co   bądź   nie   wypadało   się   jej 

roześmiać.   Od   kilku   lat   obserwowała   z 
ukrycia poczynania Gabe'a. Widziała go w 

różnych kryzysowych sytuacjach, patrzyła, 
jak   reaguje   na   stres,   napięcie, 

niebezpieczeństwo.   Za   każdym   razem 
przyjmował   wszystko   ze   stoickim 

background image

spokojem, nad wszystkim miał kontrolę. A 

tu nagle okazuje się, że z równowagi wy-
prowadza   go   Rebeka,   najmłodsza   z   jej 

córek,   o   najsłodszym   usposobieniu   i 
największym sercu.

Ciekawe...
- Nie spotyka się przypadkiem z jakimś 

miłym, kulturalnym młodzieńcem? - drążył 
Gabe. - Z kimś, kto by na nią wpłynął? Kogo 

by posłuchała?

-   Zna   wielu,   jak   to   mówisz,   miłych, 

kulturalnych młodzieńców, ale trzyma ich 
na dystans. Nie pozwala im się do siebie 

zbliżyć. Obawiam się, że ci mili i kulturalni 
po prostu ją nudzą. Wszystkie moje dzieci 

background image

dawno pożeniły się, powychodziły za mąż, 

tylko ona wiedzie samotny żywot. Marzę o 
tym,   żeby   wreszcie   się   ustatkowała,   ale 

niestety, Rebeka jest...

Kiedy zamilkła, szukając odpowiednich 

słów,   Gabe   ochoczo   podrzucił   jej   kilka 
propozycji.

- Wybredna? Humorzastą? Przekorna? 

Uparta jak osioł?

- Hm, widzę, że dość dobrze ją poznałeś. 

Gabe...? Ściskając klucze, powoli kierował 

się ku drzwiom.

- Słucham?

Na twarzy Kate malowała się powaga.
-   Nie   obchodzi   mnie,   jakich   będziesz 

background image

musiał użyć metod. Ale proszę cię, pilnuj 

jej. Nie pozwól, żeby spotkało ją cokolwiek 
złego. Liczę na ciebie.

Świetnie,   pomyślał.   Jazda   w   dół 

szybkobieżną   windą   sprawiła,   że   żołądek 

podszedł mu do gardła. Oczywiście istnieje 
szansa, że Rebeka zachowa się jak mądra, 

rozsądna   osoba   i   nie   pojedzie   do   Las 
Vegas.   Idąc   do   Kate,   miał   nadzieję,   że 

znajdzie w niej sprzymierzeńca; skończyło 
się   na   tym,   że   przybył   mu   kolejny 

obowiązek.

Dotychczas   śledztwo   w   sprawie 

morderstwa Moniki Malone przypominało 
wielką łamigłówkę, której nie dawało się 

background image

ułożyć w całość. Opowieść Kate o Tracey 

Ducet   uzmysłowiła   mu,   że   kobieta 
podająca   się   za   porwaną   przed   laty 

bliźniaczkę   może   być   kolejnym   wrogiem 
Fortune'ów,   z   drugiej   jednak   strony 

wszyscy   bogacze   mają   wrogów,   ludzi, 
którzy   im   zazdroszczą   pozycji,   władzy   i 

pieniędzy.   Na   razie   chciał   odkryć,   co 
łączyło Tammy Diller z Monicą i przekonać 

się, czy maczała palce w jej zabójstwie. Z 
listu   wynikało,   że   Tammy   szantażowała 

Monicę, natomiast informacje, jakie zdobył 
przez   komputer,   świadczyły   o   tym,   że 

zawsze starannie zaciera za sobą ślady. To 
zaś oznaczało jedno: że ma coś do ukrycia. 

background image

Pachniało   to   kłopotami,   a   tam,   gdzie 

pojawiały się kłopoty, często pojawiało się 
niebezpieczeństwo.

Wiedział,   że   pilnowanie   Rebeki 

dodatkowo skomplikuje mu pracę, która i 

bez   tego   była   wystarczająco   skom-
plikowana.   Ale   nawet   gdyby   Kate   nie 

poprosiła   go   o   ochronę   córki,   i   tak 
strzegłby jej jak oka w głowie.

Strzec   przed   bandziorami   to   jedno, 

strzec przed nim, Gabrielem Devereax, to 

całkiem   co   innego.   Czy   podoła?   Kiedy 
obejmowała go za szyję, najzwyczajniej w 

świecie   tracił   rozum.   Hormony   w   nim 
buzowały, przestawał logicznie myśleć...

background image

Z  drugiej strony,  nie należał   do  ludzi, 

którzy lubią gdybać lub wyobrażać sobie 
nie istniejące problemy. Może Rebeka jest 

żarliwą idealistką, ale chyba ma odrobinę 
oleju w głowie. A jeśli tak, to jest teraz w 

drodze do domu, a nie w drodze do jaskini 
hazardu.

Ledwo zeszła po schodkach z samolotu 

w Las Vegas, a już doleciał ją szczęk i brzęk 

automatów   do   gry.   Zmęczeni   podróżą 
pasażerowie żwawym krokiem skierowali 

się   w   ich   stronę;   na   widok   maszyn   do 
hazardu wstąpiła w nich energia.

Rebekę   korciło,   aby   wydobyć   bilon   z 

portmonetki   i   spróbować   szczęścia. 

background image

Hazard miała we krwi. Fortune'owie zawsze 

w interesach grali  o wysokie  stawki.  Jej 
matka uważała, że tylko ryzykując, można 

coś   osiągnąć.   Tchórzom   sukces   nie 
sprzyja.

Ale   po   chwili   namysłu   uznała,   że 

prawdziwym wyzwaniem są nie automaty 

do   gry,   ruletka   i   hazard,   lecz   Gabriel 
Devereax.   Tajemnicza,   mroczna   postać. 

Ogromne ryzyko, wysoka stawka, niepewna 
nagroda.

Przestań!   -   zganiła   się   w   myślach.   W 

brzuchu jej burczało, głowa pękała z bólu. 

Była   rozczochrana,   ubrana   w   pomiętą 
flanelową bluzę. Wyglądała jak straszydło.

background image

Powtarzała sobie, że musi się skupić na 

Jake'u, a nie na Gabrielu czy kimkolwiek 
innym.   Tak   czy   owak,   zamierza   odszukać 

Tammy Diller. Najpierw jednak musi  coś 
zjeść,   najlepiej   wielkiego   hamburgera   z 

frytkami, i porządnie się wyspać. Była na 
nogach,   odkąd   Gabe   wsunął   jej   pod 

drzwiami   kartkę.   Tak   ją   zezłościł,   że   nie 
zdołała później już zmrużyć oka.

Napisał,   że   wyjeżdża.   Akurat   ta 

wiadomość   jej   nie   zaskoczyła;   poza   tym 

mógł   zniknąć   bez   słowa,   a   więc   to,   że 
poinformował   ją   o   swoim   zamiarze, 

całkiem   dobrze   o   nim   świadczyło. 
Zirytowało   ją   co   innego.   Jakim   prawem 

background image

cokolwiek   ten   człowiek   jej   rozkazuje? 

Pisał, by wróciła do Minneapolis. I jeszcze 
coś   -   pismo   miał   dość   nieczytelne   -   o 

niebezpieczeństwie, które może jej grozić. 
Wcale by się nie zdziwiła, gdyby ten uparty, 

nadopiekuńczy   neandertalczyk,   ten 
twardogłową   zagorzały   jaskiniowiec, 

napuścił na nią Kate.

O   Boże!   Jeżeli   śmiał   niepokoić   Kate, 

ona,   Rebeka,   chyba   go   zabije!   Myśl   o 
okrutnej   zemście,   jaką   mu   zgotuje, 

ogromnie   ją   ożywiła.   Podobnie   jak   jazda 
przez miasto taksówką.

Znała   Paryż,   Szwajcarię,   prawie   całe 

Stany zwiedziła z rodziną podczas wakacji i 

background image

podróży   służbowych,   ale   po   raz   pierwszy 

była w Las Vegas. Miasto miało swój włas-
ny,   niepowtarzalny   klimat   -   ulice 

rozjarzone barwnymi neonami, migoczące 
reklamy,   zgiełk,   wszędzie   pełno   barw, 

ludzie   w   różnych   strojach,   jedni   ubrani 
wieczorowo, inni w podarte dżinsy. Plakaty 

na   latarniach   zachęcały   do   odwiedzania 
burdeli,   które   w   Newadzie   działały 

legalnie.

Patrzyła przez okno szeroko otwartymi 

oczami,   zachwycona   i   oszołomiona   jak 
wszyscy   przyjeżdżający   do   Las   Vegas 

turyści.

- W którym hotelu ma pani rezerwację? 

background image

- spytał taksówkarz.

-   W   żadnym.   -   Psiakość!   Powinna 

myśleć o takich rzeczach. - Sądzi pan, że 

może być z tym problem?

-   Wątpię.   To   miasto   żyje   z   turystów   i 

hazardu. - Chwilę wcześniej zatrzymał się 
przed McDonaldem. Wychodził z założenia, 

że   jeśli   pasażer   ma   ochotę   siedzieć   w 
taksówce, jedząc hamburgera, wolno mu. 

Licznik   i   tak   tyka.   -   Ale   dobrze   by   było, 
gdybym   znał   pani   preferencje   -   dodał.   - 

Woli być pani w centrum wydarzeń, przy 
głównej   ulicy,   czy   w   miejscu   trochę 

bardziej cichym i ustronnym?

Zanim   wysadził   ją   przed   „Circus 

background image

Circus”, znała już całą historię jego życia. 

Był   rozwiedziony,   miał   dwójkę   dzieci. 
Starszy   syn   wpakował   się   w   nie   lada 

tarapaty - romansował z dziewczyną, która 
nie dość, że okazała się niepełnoletnia, to 

jeszcze zaszła z nim w ciążę. Rozmawiali na 
różne   tematy.   Najlepsze   centrum 

handlowe?   Niedaleko.   Można   przejść   na 
piechotę.   Tammy   Diller?   Nie,   nigdy   nie 

obiło mu się o uszy to nazwisko. Jedzenie? 
Lokali jest od groma. Swoją drogą powinna 

koniecznie   zajrzeć   do   restauracji   jego 
kuzyna;   jeśli   powie,   z   kim   jechała   z 

lotniska, Harry na pewno da jej zniżkę.

Na   pożegnanie   serdecznie   uścisnęła 

background image

swego   nowego   przyjaciela,   po   czym 

wręczyła mu banknot dwudziestodolarowy.

Na   szczęście   w   „Circus   Circus”   mieli 

wolne pokoje. Był to też chyba jedyny hotel 
w mieście, do którego wpuszczano gości z 

małymi dziećmi. Właśnie dlatego go wy-
brała. Hotel, w którym nie krzywiono się na 

dzieci,   wydał   się   jej   najbardziej...   ludzki. 
Oczywiście nie łudziła się, że znajdzie tu 

Tammy Diller. Zresztą na razie wcale nie 
zamierzała jej szukać. Chciała wyspać się, 

wykąpać,   przebrać   w   czyste   ubranie. 
Według tego, co mówił taksówkarz, miasto 

zaczynało żyć dopiero po zachodzie słońca. 
Poważni gracze rzadko pojawiali się przy 

background image

stołach przed zapadnięciem zmroku.

Przekręciwszy klucz w zamku, weszła do 

różowo - białego pokoju. Rzuciła torbę na 

podłogę, następnie położyła się na łóżku, 
żeby sprawdzić miękkość materaca. Obu-

dziła   się   po   czterech   godzinach.   Sen 
dobrze   jej   zrobił;   czuła   się   świeża, 

wypoczęta. Zamówiła do pokoju mleko oraz 
kanapkę z masłem orzechowym, po czym 

otworzyła walizkę.

Dobrze.   Czas   na   kąpiel   i   decyzję.   W 

drodze z lotniska do hotelu przekonała się, 
że   w   Las   Vegas   nie   obowiązują   żadne 

reguły   dotyczące   stroju;   równie   dobrze 
mogła   wyjść   na   miasto   w   spodniach   i 

background image

flanelowej   koszuli.   Ale   chciała   odszukać 

Tammy   Diller,   oszustkę   i   dziwkę,   czyli 
powinna się ubrać podobnie do niej, też 

jak dziwka i oszustka.

Nie   wzięła   z   sobą   żadnej   sukni 

przetykanej złotem. Nawet takiej nie miała. 
Lecz ponieważ należała do bogatej rodziny, 

zawsze   mogła   błysnąć   jakąś   biżuterią. 
Umyła   się,   wytarła   do   sucha;   mokrym 

grzebieniem   zwilżyła   włosy,   żeby   nadać 
fryzurze   kształt.   Używając   rodzinnych 

kosmetyków,   wykonała   staranny   makijaż 
oczu,   następnie   wciągnęła   czarne 

pończochy   ze   szwem   i   skropiła   się 
perfumami. Nie odrywając wzroku od sukni 

background image

koktajlowej, zasiadła do kolacji. Kanapka z 

masłem   orzechowym   popita   mlekiem   - 
pyszne.

Suknia była czarna jak noc i zdawała 

się   zachęcać   do   grzechu.   Obcisła,   o 

długich   rękawach,   z   przodu   wyglądała 
skromnie, za to z tyłu... właściwie w ogóle 

nie miała żadnego tyłu. Rebeka ubrała się, 
włożyła szpilki, wszędzie, gdzie można było, 

obwiesiła się biżuterią.

Przed wyjściem zerknęła do lustra. Nie 

całkiem   wygląda   jak   kobieta   lekkich 
obyczajów, ale niewiele brakuje.

W   windzie   dwóch   facetów   zaczęło 

składać   jej   niedwuznaczne   propozycje. 

background image

Ucieszyła się, bo to znaczyło, że przebranie 

dobrze spełnia swoją funkcję. Kiedy tylko 
drzwi się rozsunęły i wysiadła na parterze, 

natychmiast zapomniała o zaczepkach.

Postanowiła,   że   zanim   wyruszy   na 

poszukiwanie   Tammy,   powinna   lepiej 
poznać   klimat   miasta.   Przez   jakiś   czas 

spacerowała bez celu. Ulica tętniła życiem, 
lokale też. Wszędzie panowała atmosfera 

podniecenia,   radości,   oczekiwania;   gdzie 
się nie spojrzało, migotały kolorowe neo-

ny,   gasnące   i   zapalające   się   światła 
układały się we wzory i napisy. Kelnerki 

krążyły   między   graczami,   oferując   dar-
mowe   drinki.   Co   chwila   z   automatów 

background image

sypały   się   z   głośnym   brzękiem   monety. 

Przy stołach do ruletki i blackjacka było 
nieco ciszej i dostojniej, ale w powietrzu 

wyczuwało   się   głód   zwycięstwa.   Oczy 
graczy   lśniły   gorączkowo,   jednym   z 

przejęcia, innym z rozpaczy.

Rozglądała   się   wokół   z 

zafascynowaniem.   Jako   pisarka   lubiła 
obserwować   ludzi,   badać   ich   reakcje; 

wiedziała,   że   nieprędko   nadarzy   się   jej 
okazja, aby z tak bliska patrzeć na euforię 

zwycięzców,   smutek   przegranych,   ner-
wowe podniecenie gapiów.

W którymś momencie zawędrowała na 

pierwsze piętro. Słyszała dobiegający zza 

background image

drzwi głośny śmiech dzieci i postanowiła 

sprawdzić,   co   się   tam   dzieje   -   uchylić 
drzwi,   wsunąć   głowę   do   środka,   a   zaraz 

potem zejść z powrotem na dół. Atmosfera 
na piętrze była całkiem inna niż na dole. 

Dzieciaki skakały, chichotały, ganiały się, 
niektóre   oglądały   popisy   klownów   i 

akrobatów,   inne   bawiły   się   w 
przygotowane dla nich gry.

Dziesięć   minut   po   przyjściu   na   górę 

Rebeka   wygrała   pluszowego   zwierzaka; 

podarowała go małemu blondasowi, który 
płakał   z   powodu   stłuczonego   kolana. 

Wieść,   że   Rebeka   celnie   rzuca   piłką   w 
przesuwającą   się   kaczkę   i   rozdaje   swe 

background image

nagrody,   szybko   się   rozniosła;   po   chwili 

zebrał się wokół niej tłum małych widzów. 
Pracownik   przy   stanowisku   z   kaczką 

zdawał   sobie   sprawę,   że   nie   powinien 
pozwolić jej grać, bądź co bądź już dawno 

skończyła osiemnaście lat, ale ponieważ 
jego praca polegała na tym, by dzieci były 

zadowolone, postanowił przymknąć oko na 
reguły.

Odwróciła się, żeby jakiemuś małemu 

urwisowi   wręczyć   białego   jednorożca, 

kiedy   nagłe   spostrzegła   skórzane   buty. 
Męskie, nie dziecięce. Duże męskie buty. 

Na   nich   opierały   się   nogawki   czarnych 
eleganckich   spodni.   Powoli   przesuwała 

background image

wzrok, coraz wyżej i wyżej, minęła zamek 

błyskawiczny,   doszła   do   umięśnionego 
torsu   okrytego   białą   koszulą,   zauważyła 

ręce skrzyżowane na piersi...

Z trudem przełknęła ślinę i zmusiła się, 

by   spojrzeć   wyżej,   na   twarz   mężczyzny. 
Psiakość. Gabe!

Serce waliło jej mocniej niż wtedy, gdy 

była małą dziewczynką i bała się, że pod 

łóżkiem czyha na nią groźny krokodyl. Gabe 
nie   był   krokodylem   -   w   eleganckim 

czarnym   garniturze   uosabiał   siłę, 
męskość, zmysłowość - ale patrzył groźnie, 

jakby miał ochotę ją rozszarpać.

Dzieciaki   rozbiegły   się.   Gdyby   była 

background image

niższa, starałaby się wtopić w tłum i uciec 

razem z nimi.

Przez dobrą minutę Gabe nic nie mówił, 

jedynie   mierzył   ją   wzrokiem:   ogarnął 
spojrzeniem   rude   loki,   potem   obcisłą 

czarną suknię, na końcu nogi w czarnych 
pończochach. Coś błysnęło w jego oczach. 

Ogień. Tak, z całą pewnością żar. Ale raczej 
wywołany wściekłością niż pożądaniem.

-   Cześć   -   powiedziała   wesoło,   choć 

wcale nie było jej do śmiechu. - Skąd się tu 

wziąłeś? Szukałeś mnie?

-   Ja?   Broń   Boże!   Wiedziałem,   że   jako 

mądra,   inteligentna   osoba   wrócisz   do 
Minneapolis.   Wiedziałem,   że   posłuchasz 

background image

głosu   rozsądku   i   zrozumiesz,   że   dalsza 

zabawa w Sherlocka Holmesa może się źle 
skończyć.   Tłumaczyłem   sobie,   że   nie 

muszę   się   o   ciebie   bać.   Mówiłem:   nie 
martw   się,   Gabe;   ta   kobieta   ma   więcej 

rozumu, niż sądzisz; na pewno zrobi z niego 
użytek i...

- Proszę, kotku, uspokój się - przerwała 

mu. - Bo jeżeli zaczniesz na mnie krzyczeć 

w miejscu publicznym, huknę cię w nos, a 
to   zdenerwuje   wszystkie   dzieci.   Jeśli 

chcesz   wiedzieć,   posłuchałam   głosu 
rozsądku. Tyle że ty i ja co innego uważamy 

za rozsądne. Poza tym dobrze wiesz, że to ja 
znalazłam list Moniki i ja odkryłam, dokąd 

background image

Tammy wyjechała. Chyba udowodniłam, że 

potrafię się na coś przydać...

Nie, nie tędy droga, uznała. Grymas na 

twarzy   Gabe'a   pogłębił   się,   przybierając 
gigantyczne   rozmiary.   Oczy   ziały   furią. 

Może   lepiej   zmienić   temat?   Sprowadzić 
rozmowę na inne tory?

-   Jakim   cudem   mnie   znalazłeś?   - 

spytała.

- To akurat nie było trudne. Większość 

hoteli,   restauracji   i   kasyn   w   Las   Vegas 

nastawiona jest na dorosłych turystów. Na 
palcach   jednej   ręki   można   policzyć 

miejsca, gdzie wolno przebywać z dziećmi. 
Wiedziałem,   że   właśnie   tam   należy   cię 

background image

szukać.   A   teraz   wyjaśnij   mi,   mała,   gdzie 

podziałaś buty?

- Buty?

Spojrzała   na   nogi.   Faktycznie,   była 

boso. Nie pamiętała,  kiedy  zdjęła szpilki, 

ale   pamiętała,   jak   strasznie   bolał   ją 
kręgosłup.

- Buty? - powtórzyła. - Nie wiem. Gdzieś 

tu muszą być.

-   No   dobrze,   Ruda.   Poszukamy   ich,   a 

potem odbędziemy poważną rozmowę.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Chciał   rozmawiać,   ale   nie 

zaproponował, żeby poszli do niego lub do 

niej, gdzie nikt by im nie przeszkadzał. No 
tak, pomyślała, woli nie ryzykować, że znów 

mu   się   rzucę   na   szyję.   Tchórz.   Z 
rozbawieniem zauważyła, że trzyma się od 

niej na dystans, jakby była groźnym dra-
pieżnikiem, po którym nie wiadomo czego 

się spodziewać.

Ponownie zsunęła buty z nóg. Po co ma 

się   męczyć?   Zresztą   nikomu   to   nie   robi 
różnicy. Każdy tu nosi, co chce, i pewnie 

gdyby   wyszła   z   hotelu   nago,   nikt   poza 

background image

Gabe'em nie wyciągnąłby z tego żadnych 

radykalnych wniosków.

Wokół   kasyn   było   zatrzęsienie 

najróżniejszych   barów,   ale   Gabe   wybrał 
lokal na uboczu, stosunkowo pusty i cichy, 

po   czym   zaprowadził   ją   do   stolika   w 
najdalszym kącie sali. Nad barem zapalały 

się   kolejne   numery   losowane   w   jakiejś 
loterii, ale poza tym nic nie wskazywało na 

to, że znajdują się w stolicy hazardu. Błysk 
świateł, zgiełk i wrzawę zostawili daleko za 

sobą.   Rebeka   rozejrzała   się   z 
zaciekawieniem:   ciemna   boazeria   na 

ścianach, fotele obite czerwonym atłasem, 
miękkie   dywany.   Długi   granatowy   obrus 

background image

zakrywał jej gołe stopy. Na każdym stole 

paliła się świeczka.

Gabe zamówił dla siebie kufel piwa i z 

westchnieniem spojrzał w sufit, kiedy ona 
poprosiła   o   szklankę   mleka.   Rebeka 

odetchnęła z ulgą. Przynajmniej złość mu 
minęła.   Szczerze   mówiąc,   wolałaby 

kieliszek brandy, lepiej by się jej spało, ale 
trudno.   Na   twarzy   Gabe'a,   odkąd   tylko 

pojawił   się   w   sali   zabaw,   malowało   się 
niezadowolenie.   Dopiero   kiedy   kelnerka 

postawiła na stoliku zamówione napoje i 
gdy wypił parę łyków, trochę się odprężył.

Przedstawił   jej   wszystkie   informacje, 

jakie zdołał zebrać na temat Tammy. Nawet 

background image

się zdziwiła, że jest taki szczery i niczego 

nie   próbuje   zataić.   Później   jednak   zro-
zumiała,   o   co   mu   chodzi.   Ten   spryciarz 

wcale nie chce dzielić się informacjami. 
Chce ją nastraszyć, pokazać, że Tammy jest 

niebezpieczna i zwłaszcza ktoś, kto pija w 
barze mleko, powinien się jej wystrzegać 

jak ognia.

Rebeka słuchała uważnie, majtając pod 

stołem   nogą,   bardziej   zainteresowana 
wiadomościami, jakie jej przekazywał, niż 

jego   nieudolną   próbą   zasiania   w   niej 
strachu.

-   W   porządku   -   powiedziała,   kiedy 

skończył. - Podsumujmy: wiemy, że używa 

background image

fałszywych   dokumentów.   Że   wraz   z 

narzeczonym   przenosi   się   z   miejsca   na 
miejsce. Że ma około trzydziestu pięciu lat 

i jest w miarę atrakcyjna. Lubi obracać się 
wśród ludzi z gotówką, lubi robić zakupy w 

najdroższych sklepach, a także nocować w 
najlepszych   hotelach.   Rachunek   na   ogół 

reguluje kartą; zaciąga kredyt, którego nie 
spłaca. Z rachunku hotelowego wiemy, że 

była   w   Minneapolis   w   tym   czasie,   kiedy 
zamordowano   Monicę.   Nie   znaczy   to,   że 

sama ją zadźgała. Ale przynajmniej miała 
sposobność. Musimy tylko znaleźć dowody 

jej winy. Wiemy też, że nigdy nie pracowała 
i nie ma stałego źródła utrzymania, które 

background image

pozwalałoby   jej   żyć   na   poziomie,   do 

jakiego   przywykła.   Niczego   nie 
pominęłam?

- Nie. To wszystko.
- Do jasnej cholery, Gabe! Jesteśmy tak 

blisko! Nie mam żadnych wątpliwości, że to 
ona   zabiła   Monicę.   Po   prostu   czuję   to. 

Gdybyśmy   tylko   mogli   się   jej   przyjrzeć, 
zamienić   z   nią   parę   słów,   na   pewno 

odkrylibyśmy,   co   ją   łączyło   z   Monicą... 
Powiedziałeś,   że   w   którym   hotelu   się 

zatrzymała?

-   Tracisz   czas,   mała.   Nie   podałem   ci 

nazwy   hotelu   i   nie   mam   zamiaru   tego 
robić.   A   informacjami   podzieliłem   się   z 

background image

tobą wyłącznie z jednego powodu...

-   Wiem.   Nie   jestem   głupia.   Chciałeś 

mnie przekonać, po raz nie wiadomo który, 

abym   nie   mieszała   się   do   śledztwa.   - 
Zniżyła   głos   o   trzy   oktawy   i   naśladując 

chropawy baryton Gabriela, kontynuowała: 
-   Jeszcze   nie   wszystko   wiem   o   pannie 

Diller, ale wydaje mi się, że to osoba, która 
nie przebiera w środkach i po trupach do-

chodzi   do  celu.  Jeżeli   istnieje  choć   cień 
szansy,   że   maczała   palce   w   zabójstwie 

Moniki, wpadnie w złość, kiedy usłyszy, że 
dwoje ludzi zbiera o niej informacje. To ją 

może sprowokować do działania. A wierz 
mi,   Ruda,   lepiej   nie   prowokować   osoby, 

background image

która   nie   cofa   się   przed   morderstwem. 

Będzie bezpieczniej, jak wrócisz do domu i 
zaczniesz piec ciasteczka. Czekoladowe, z 

rodzynkami, z makiem, z siakiem...

- Widzę, że nie muszę już nic mówić - 

stwierdził Gabe. - Wyjęłaś mi te słowa z ust. 
Chociaż   ja   bym   nie   wspomniał   o 

ciasteczkach. Aż tak bym się nie narażał!

-   Wcale   nie   -   zaprotestowała.   - 

Uwielbiam piec ciastka. Mogę ci obiecać, 
że   kiedy   sąd   uniewinni   mojego   brata, 

natychmiast  wrócę do domu i zajmę się 
wypiekami...

Właściwie straciła już wiarę, że Gabe 

kiedykolwiek zrozumie jej punkt widzenia. 

background image

Miała jednak nadzieję przekonać go, że w 

kwestii   pomocy   Jake'owi   na   pewno   nie 
zmieni   zdania;   nie   będzie   siedziała 

grzecznie   w   domu,   podczas   gdy   jej   brat 
gnije za kratkami.

Gabe odchrząknął.
-   Jak   się   będziesz   rozbierać   w 

miejscach publicznych, sama wylądujesz 
w ciupie.

Na moment zamilkła stropiona, po czym 

wybuchnęła śmiechem.

-   Na   razie   niczego   poza   butami   nie 

zdjęłam. Ale ta biżuteria doprowadza mnie 

do szału. Ciężkie toto. I potwornie uwiera.

Odpięła   naszyjnik   i   rzuciła   na   stos 

background image

błyskotek  na  stole,  wśród  których  leżała 

już   broszka,   pierścionek   i   para   długich 
klipsów.   Jedyną   rzeczą   z   biżuterii,   jaką 

lubiła nosić, była pamiątkowa bransoleta z 
ozdóbkami.

Klejnoty   lśniły   w   blasku   świecy. 

Podobnie   jak   oczy   Gabe'a.   Nagle   Rebeka 

uświadomiła   sobie,   że   w   niczyim   innym 
towarzystwie   nie   siedziałaby   boso,   nie 

zdejmowałaby   swoich   cennych 
świecidełek, nie czułaby się tak dobrze i 

swobodnie. Od samego początku ufała mu; 
ani   razu   nie   wkładała   przy   nim   żadnych 

masek, po prostu była sobą. On przeciwnie 
- ciągle zdawał się spięty, zdenerwowany. 

background image

Biedaczek! Teraz znów potarł ręką czoło.

-  Mogłabyś  to   schować   do   torebki?   - 

poprosił, wskazując na powiększający się 

stosik. - Zanim zlecą się wszyscy złodzieje i 
oszuści w mieście?

-   Nie   wzięłam   torebki.   Zresztą   to 

sztuczna biżuteria, tyle że dobrej jakości. 

Jak chcesz, sam ją schowaj.

Czym prędzej zgarnął precjoza ze stołu, 

żeby nikogo nie kłuły w oczy.

-   Skoro   nie   wzięłaś   torebki,   gdzie 

wsadziłaś klucz do pokoju? - spytał.

- Do buta. - Sięgnęła po szklankę mleka. 

- Razem z monetą ćwierćdolarową. Kiedy 
skończyłam cztery latka, wytłumaczono mi, 

background image

że zawsze powinnam mieć przy sobie kilka 

centów   na   telefon   do   domu.   To   mi   już 
zostało.

 

Pewnie

 

jako 

dziewięćdziesięcioletnia   staruszka   wciąż 
będę   nosić   w   kieszeni   drobniaki...   - 

Zamyśliła się. - Wiesz co? Jutro wybiorę się 
do jednego z tutejszych burdeli.

Z wrażenia aż się zachłysnął.
- Słucham?

- Nie widziałeś ogłoszeń? W Newadzie 

prostytucja jest legalna.

- Wiem, że jest legalna. Ale... Pewnie od 

brzęku tych wszystkich automatów do gry 

trochę   ogłuchłem,   bo   usłyszałem   coś 
dziwnego.   Że   chcesz   się   wybrać   do 

background image

burdelu.   Ale   to   niemożliwe.   Nie 

powiedziałabyś   czegoś   tak   głupiego, 
prawda?

- Czyste masz uszka, czyste. Boże, Gabe, 

to miasto  jest istną  kopalnią wiedzy dla 

autorki   powieści   kryminalnych.   Mogę   tu 
zebrać   informacje   do   kilku   następnych 

książek.   Nigdy   na   własne   oczy   nie 
widziałam   nałogowego   hazardzisty.   Ani 

prostytutki z prawdziwego zdarzenia. No i 
nigdy nie miałam okazji zwiedzić burdelu...

- Jeszcze chwila, a dostanę przez ciebie 

zawału!

- A ty miałeś? Pytam z ciekawości.
- Czy co miałem? Zawał?

background image

- Nie, głuptasie. Okazję wybrać się do 

burdelu. - Uniosła rękę, nie dopuszczając 
go do słowa. - Och, wiem, co mi powiesz. Że 

nie musisz płacić za seks. Słusznie. Jesteś 
przystojny,   dobrze   zbudowany,   ale   jesteś 

również facetem z krwi i kości. Nigdy nie 
pociągał   cię   seks   dla   seksu?   Z 

doświadczoną,   wyuzdaną...   Co   ci   jest, 
kotku? Boli cię głowa?

Natychmiast przestał pocierać czoło.
- Jeszcze nie, ale za chwilę rozboli. Ta 

rozmowa   każdego   może   przyprawić   o 
migrenę. Jakoś nie spodziewałem się tego 

rodzaju pytań od osoby, która pija mleko. 
Często wypytujesz facetów, których ledwo 

background image

znasz, o ich życie erotyczne?

Bez biżuterii, w czarnej sukni pod szyję, 

wyglądała   od   przodu   skromnie   jak 

zakonnica.

- Pewnie chodziłeś do tej samej szkoły 

co mój ojciec. Tata zawsze tłumaczył mi, że 
dama nigdy nie porusza w rozmowie trzech 

tematów: seksu, polityki i religii. Obawiam 
się,   że   jego   nauki   trafiły   na   niepodatny 

grunt. Akurat te trzy tematy ogromnie mnie 
fascynują.   No   i   jestem   pisarką.   Nigdy 

niczego bym się nie dowiedziała, gdybym 
nie zadawała ludziom pytań. Na tym polega 

moja praca.

- Na wścibstwie? Uśmiechnęła się.

background image

- Między innymi. Ale twoja też, więc nie 

udawaj   świętego.   Poza   tym   chciałam 
zauważyć,   że   bardzo   sprytnie   próbujesz 

wymigać   się   od   odpowiedzi.   A   przecież 
często się zdarza

że ojciec prowadzi syna 

do panienki lekkich obyczajów, aby z nią 
stracił   dziewictwo.   Traktuje   to   jako 

pewnego rodzaju rytuał inicjacyjny...

- Rany boskie, pchła na psie nie jest tak 

namolna jak ty! Kiedy wreszcie zakończysz 
ten temat?

- Kiedy dasz mi odpowiedź.
- No dobrze. Brzmi: nie. Z żadną dziwką 

nie   przechodziłem   rytuału   inicjacyjnego 
ani w ogóle nic.

background image

- Więc z kim straciłeś dziewictwo?

- Z trzydziestotrzyletnią mężatką, która 

uwiodła   mnie,   kiedy   miałem   czternaście 

lat.   I   co?   Jesteś   zadowolona,   że 
wyciągnęłaś to ze mnie?

-   Boże!   Zupełnie   jak   na   filmie 

„Absolwent”.   Tyle   że   Dustin   Hoffman   był 

trochę starszy. - Odstawiła na środek stołu 
szklankę z resztką niedopitego mleka. - To 

seksualne wykorzystywanie dzieci!

-   To   stara   historia,   która   nie   ma 

większego znaczenia.

-   Mylisz   się,   Gabe.   Nikt   nie   zapomina 

swego pierwszego razu. Od tego, jakie to 
było doświadczenie, miłe, przykre, bolesne 

background image

czy nijakie, w dużym stopniu zależy nasz 

stosunek do płci przeciwnej, podejście do 
spraw miłości, seksu...

- Przystopuj, Ruda. Mój „pierwszy raz” 

nie   zasługuje   na   żadną   głębszą   analizę. 

Babka   miała   ognisty   temperament,   a 
pojęcie moralności było jej obce. Uznała, 

że czternastoletni smarkacz będzie pełen 
chęci   i   wigoru.   Nie   pomyliła   się.   Kiedy 

dowiedziałem się, że ma męża, przestałem 
ją   odwiedzać.   Koniec   historii.   Długo 

jeszcze będziesz siedzieć nad tą szklanką 
mleka?   -   W   jego   głosie   pobrzmiewała 

lekka ironia.

- Jeszcze trochę.

background image

Zauważyła, że się rozluźnił. Wyciągnął 

nogi, rozpiął pod szyją koszulę. Wyglądał 
zupełnie   inaczej   niż   pół   godziny   temu. 

Kiedy   tu   weszli,   był   spięty.   Teraz,   nawet 
jeśli   gorszyła   go   rozmowa   o   seksie, 

siedział wyraźnie odprężony. Widać było, 
że   jej   towarzystwo   sprawia   mu   przy-

jemność. Ciekawa była, czy zdaje sobie z 
tego sprawę.

- Wiesz, kotku, te pytania o prostytutki 

mają   głębszy   sens   -   dodała   po   chwili.   - 

Cały   czas   myślę   o   tym,   gdzie   można 
odnaleźć Tammy Diller.

-   Tak?   -   Uśmiechnął   się   od   ucha   do 

ucha.   -   I   do   jakich   doszłaś   wniosków? 

background image

Zamieniam się w słuch.

Podparła brodę na dłoni i przyjrzała mu 

się z powagą.

- Wiemy, że Tammy jest hochsztaplerką. 

Kimś,   kto   zarabia   na   życie   oszustwem, 

naciąganiem,   szantażem.   Kimś,   kto   w 
pogardzie   ma   zarówno   moralność,   jak   i 

prawo. Podejrzewam, że ona kocha ryzyko i 
wyzwanie,   że   możliwość   uczciwej   pracy 

nigdy jej nie pociągała. Woli knuć, kraść, 
obmyślać intrygi; to znacznie bardziej pod-

niecające.   Cały   czas   oczy   ma   szeroko 
otwarte.   Szuka   frajera,   bogatego   frajera, 

którego mogłaby usidlić albo przynajmniej 
porządnie oskubać.

background image

Gabe   pokręcił   z   niedowierzaniem 

głową.

- Wymyśliłaś to na podstawie tych para 

informacji,   których   ci   udzieliłem?   Muszę 
przyznać, że masz niezłą intuicję. Podobnie 

odbieram Tammy, ale nadał nie wiem, do 
czego zmierzasz.

- Usiłuję ją rozgryźć. Jeżeli jest w Vegas, 

jakimi drogami chadza? Z kim się zadaje? 

W jakim towarzystwie się obraca? Pewnie 
szuka   bogatego   starca...   chociaż 

niekoniecznie starca, po prostu bogacza, 
którego   mogłaby   wycyckać.   Nie 

żartowałam, mówiąc o tym burdelu...

- Żartowałaś. Nie wybierzesz się i już.

background image

- Niby nie mam powodu sądzić, że jest 

prostytutką   -   kontynuowała   Rebeka   jak 
gdyby   nigdy   nic   -   ale   ma   mentalność 

prostytutki. Prostytutka ciałem zarabia na 
życie,   Tammy   z   kolei   wykorzystuje   swój 

wygląd,   aby   zwabić   do   siebie   ofiarę. 
Cholera, mam wrażenie, że już kiedyś się z 

nią   zetknęłam,   ale   nie   mogę   sobie 
przypomnieć kiedy ani gdzie...

-   Pewnie   stworzyłaś   taką   postać   w 

którejś z książek. Bo jakoś nie wydaje mi 

się,   żebyś   obracała   się   wśród   dziwek   i 
oszustek.

Czasem lubił sobie z niej pokpić, z jej 

uprzywilejowanego życia i nieznajomości 

background image

prawdziwego świata. Tym razem puściła to 

mimo uszu.

-   Masz   rację,   nie   obracam   się.   Stąd 

pomysł   wizyty   w   burdelu.   Bo   znalezienie 
Tammy to pestka. Trudniej będzie znaleźć 

sposób na to, żeby ją przechytrzyć. Przecież 
sama   niczego   nam   nie   zdradzi.   Więc 

pomyślałam sobie, że gdybym pogadała z 
panienkami   lekkich   obyczajów,   może 

potrafiłabym lepiej zrozumieć...

- Rebeko, posłuchaj. Po pierwsze, nikt 

cię nie wpuści do burdelu. Jesteś kobietą. 
Ich   interesują   mężczyźni.   A   po   drugie, 

jeżeli   chociaż   zbliżysz   się   do   któregoś   z 
tych   przybytków   rozkoszy,   uduszę   cię 

background image

własnymi rękami. Przysięgam.

- Gabe?
- Co?

- Wierzę, że masz porywczy charakter. 

Wierzę też, że poradziłbyś sobie w bójce na 

pięści,   gdyby   napadnięto   cię   w   ciemnej 
alejce. Ale nie wierzę, abyś w największym 

nawet   szale   wyrządził   mi   jakąkolwiek 
krzywdę.

Siedział   bez   słowa,   z   grymasem 

niezadowolenia na twarzy, zły, że odgadła 

prawdę.   Obdarzyła   go   promiennym 
uśmiechem, po czym schyliła się, znikając 

mu z pola widzenia. Po chwili wyłoniła się, 
trzymając w ręku szpilki.

background image

- Wiesz, kotku, któregoś dnia muszę cię 

wziąć   na   spytki,   dowiedzieć,   skąd   się 
wzięła ta twoja nadmierna opiekuńczość. 

Ale to już nie dziś. Oczy mam na zapałki. 
Pora uderzyć w kimono.

- Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy.
-   Wiem.   Spotkajmy   się   jutro   koło 

południa. Na dole przy recepcji.

- W porządku.

Wstała,   nie   mogąc   powstrzymać 

ziewnięcia. Na twarzy Gabe'a malowały się 

różne emocje. Frustracja - jakoś zawsze ją 
w nim wywoływała. Ulga - jakby zmęczyło 

go   jej   towarzystwo   i   cieszył   się,   że 
wreszcie zostanie sam.

background image

Ale widziała coś jeszcze, tylko nie była 

pewna co.

Prześliznął po niej wzrokiem - trwało to 

ułamek   sekundy.   Po   jej   skłębionych 
rudych   włosach,   po   twarzy   lekko 

opromienionej złocistym blaskiem świecy, 
po   figurze   opiętej   lśniącym   czarnym 

materiałem.   Wcześniej   nie   było   w   jego 
spojrzeniu   cienia   pożądania.   Przeciwnie, 

patrzył na nią z dystansem, jak na kogoś, 
kto trzyma w ręku dynamit. Ale teraz... tak, 

teraz   wyraźnie   dostrzegła   żądzę,   a   po 
chwili - przerażenie.

Przerażenie   pojawiło   się,   kiedy 

podeszła krok bliżej i pochyliła się.

background image

- Dobranoc, pchły na noc.

Siedział   sztywno,   bez   ruchu,   jakby 

wykuty   z   kamienia,   kiedy   niewiele   się 

namyślając,   cmoknęła   go   w   czoło. 
Pocałunek   był   lekki   jak   muśnięcie 

piórkiem,   krótki   jak   mgnienie.   Mimo   to 
serce zaczęło jej walić. Bo ten kamień był 

gorący, jakby w jego głębi szalał ogień.

Wyprostowała się, unikając jego oczu i 

trzymając   buty   za   paski,   przewiesiła   je 
przez ramię.

-   Nie   martw   się,   kotku.   Wspólnymi 

siłami   poradzimy   sobie   z   Tammy   - 

oznajmiła.

Skierowała się do wyjścia, zanim zdążył 

background image

cokolwiek   odpowiedzieć.   Pięć   minut 

później wjechała windą na górę i ruszyła 
korytarzem do swego pokoju. Sześć minut 

później   zamknęła   za   sobą   drzwi.   Uff, 
wreszcie jest sama i bezpieczna.

Rzuciwszy buty na podłogę, opadła na 

łóżko i przez chwilę wpatrywała się tępo w 

sufit. Nagle oczami wyobraźni ujrzała twarz 
Jake'a.   Pięćdziesięcioczteroletni   Jake   był 

od   niej   starszy   o   dwadzieścia   jeden   lat. 
Ostatni raz spotkali się w pokoju widzeń 

pod okiem strażnika. Zawsze uważała brata 
za   przystojnego,   niezwykle   dys-

tyngowanego   mężczyznę,   w   więzieniu 
jednak   wydawał   się   jakiś   wychudzony, 

background image

wymizerowany. Kraty oraz ciążące na nim 

zarzuty   zupełnie   pozbawiły   go   energii   i 
woli życia. Był cieniem dawnego siebie.

Kilka   tygodni   temu   rozmawiała   z 

Adamem,   najstarszym   synem   Jake'a.   Bał 

się,   że   jeśli   ojciec   zostanie   skazany,   nie 
przetrwa w więzieniu nawet roku.

Rebeka,   choć   się   do   tego   nie 

przyznawała, żywiła te same obawy.

Wiedziała, co Gabe myśli: że urządziła 

sobie   zabawę   w   detektywa.   Ale   to 

nieprawda. W nic się nie bawi. Podchodzi 
do   śledztwa   z   najwyższą   powagą.   A   że 

czasem   zdarza   jej   się   zażartować?   Po 
prostu w ten sposób rozładowuje napięcie. 

background image

Rodzina dawno temu nadała jej przydomek 

„Nieustraszona”,   bo   zawsze   brała   za   rogi 
każdy problem i niczego się nie bała.

Teraz jednak bała się - tego, że może 

zawieść brata.

A   także   uczuć,   jakie   wzniecał   w   niej 

Gabe.   Wystarczy   zwykły   pocałunek   - 

przyjacielski, w czoło! - by serce łomotało 
jej   jak   opętane.   Zawsze   ufała   swojemu 

instynktowi.   Zawsze   też   słuchała   głosu 
serca,   ale   nawet   taka   niepoprawna 

optymistka   i   miłośniczka   ryzyka   jak   ona 
zdawała

 

sobie

 

sprawę

 

niebezpieczeństwa.

Pragnęła   Gabe'a   jak   zbłąkany 

background image

wędrowiec   przemierzający   pustynię 

pragnie deszczu. Kiedy jej dotykał, znikało 
poczucie osamotnienia. Wszystko stawało 

się inne, piękniejsze, bardziej wyostrzone, 
naładowane elektrycznością.

W   pewnym   sensie   Gabe   przypominał 

jej   Jake'a.   Nie   dlatego,   że   darzyła   go 

braterskim   uczuciem.   Co   to,   to   nie!   Ale 
dlatego, że - podobnie jak on - żył w izolacji, 

odcięty   od   świata.   Różne   bywają   formy 
odosobnienia.   Jake   tkwi   w   małej, 

zamkniętej   celi,  z   której  nie  ma   wyjścia, 
Gabe zaś za kratami, którymi odgradza się 

od miłości.

A ona, głupia i naiwna, myślała, że może 

background image

je złamać albo się między nimi przecisnąć. 

Gabe nie chce jej pocałunków. Ostatnim 
razem wyraźnie dał jej to do zrozumienia. 

Nie   marzy   o   rodzinie,   nie   przepada   za 
dziećmi.   Podejrzewała,   że   nic   tego   nie 

zmieni.

Pragnęła   pomóc   im   obu,   i   bratu,   i 

Gabe'owi.   Ulżyć   ich   niedoli.   Bała   się 
jednak, że jeśli popełni błąd, obaj jeszcze 

bardziej na tym ucierpią.

Nie stać jej było na pomyłki.

Jake   jest   jednak   najważniejszy.   Nie 

może sprawić mu zawodu. Ale Gabe... Tak 

niewiele brakowało, by straciła dla niego 
głowę.   Musi   uważać,   powściągnąć   swe 

background image

pragnienia, nim będzie za późno.

Nerwowo   podrzucając   w   kieszeni 

drobne, przemierzał hol tam i z powrotem. 

Po chwili wyciągnął rękę z kieszeni i znów 
spojrzał na zegarek. Trzecia. A dokładniej: 

druga   pięćdziesiąt   sześć.   Właściwie   na 
jedno wychodzi.

Gabe nigdy nie wpadał w panikę. Bez 

względu   na   okoliczności,   zawsze   potrafił 

panować   nad   nerwami.   Kiedy   służył   w 
Siłach Specjalnych, dwukrotnie został od-

znaczony - za to, że w krytycznej sytuacji 
nie stracił zimnej krwi.

Teraz   jednak   był   bliski   obłędu.   Do 

jasnej   cholery,   gdzie   się   podziewa   ten 

background image

nieznośny, uparty rudzielec?

Nie wierzył jej, że zgodnie z obietnicą o 

dwunastej zjawi się na dole przy recepcji. 

Znając ją, wiedział, że pomiędzy wstaniem 
a   dwunastą   zdążyłaby   wywołać   kilka 

wojen. Dlatego o dziewiątej zadzwonił do 
niej   do   pokoju.   Nikt   nie   podniósł 

słuchawki.   Godzinę   później   zadzwonił   po 
raz drugi. Po raz trzeci wykręcił numer o je-

denastej.   O   dwunastej   zszedł   na   dół   do 
holu i przez kilka minut krążył, czekając. O 

pierwszej zszedł ponownie. A potem znów o 
drugiej.

Coraz bardziej zniecierpliwiony pchnął 

oszklone   drzwi;   stojąc   przed   hotelem, 

background image

rozglądał się w prawo i w lewo. Jaskrawe 

słońce raziło go w oczy. Zmrużył powieki. 
Taksówki   trąbiły,   dziesiątki   turystów 

krążyły   po   ulicach   i   chodnikach,   ale 
nigdzie   nie   było   widać   mierzącej   metr 

sześćdziesiąt pięć rudowłosej piękności.

Wróciwszy do środka, przeczesał ręką 

czuprynę,   po   czym   znów   spojrzał   na 
zegarek.   Druga   pięćdziesiąt   dziewięć. 

Minęły   zaledwie   trzy   minuty,   odkąd 
poprzedni   raz   sprawdzał   czas.   Psiakrew! 

Zabije ją, kiedy wreszcie się pojawi. A jeśli 
jest ranna albo wpakowała się w kłopoty, 

zabije ją z tym większą furią.

Tylko   jedna   rzecz   pozwalała   mu 

background image

zachować

 

resztki

 

opanowania: 

świadomość, że Rebeka nie wpadła na trop 
Tammy   Diller   i   jej   narzeczonego. 

Wprawdzie obiecał Kate, że dopilnuje, aby 
jej córki nie spotkało żadne nieszczęście, 

ale - do licha! - nie jest niańką. Ma do wy-
konania   poważne   zadanie.   I   wykonał   je: 

odkrył, gdzie panna Diller urzęduje.

Okazało się, że wynajęła z narzeczonym 

skromną chałupę poza granicami miasta. 
Postanowił złożyć im wizytę. Pojechał tam 

wynajętym   samochodem,   pukał   do 
różnych   drzwi,   rozmawiał   z   sąsiadami. 

Tammy i jej gacha nie było w domu, ale 
wszyscy   potwierdzili,   że   taka   para   tu 

background image

mieszka.

Nie   spieszyło   mu   się.   Ważne,   że   wie, 

gdzie ich szukać; reszta może poczekać.

Co innego Rebeka. Ją chciał odnaleźć 

jak najszybciej.

Przecież   to   niemożliwe,   przekonywał 

sam   siebie,   aby   jednak   wybrała   się   do 

burdelu. Nie mówiła tego serio. Lubiła się z 
nim drażnić, prowokować go...

Prowokowała sposobem, w jaki mówiła 

do   niego   „kotku”   -   cicho   i   ponętnie. 

Prowokowała   spojrzeniem,   zachowaniem, 
ubiorem. Strojem, który wczoraj miała na 

sobie, mogłaby skusić do grzechu nawet 
mnicha. Tak, wczoraj Rebeka Fortune dała 

background image

prawdziwy   popis   swoich   umiejętności 

uwodzicielskich.   Czarna   suknia,   gołe 
plecy, długie nogi, jedwabista cera, włosy 

w seksownym nieładzie, szelmowski błysk 
w oku... Niełatwo było się jej oprzeć. Kiedyś 

zastanawiał   się,   czy   istnieje   na   świecie 
kobieta,   która   potrafiłaby   zburzyć   jego 

opanowanie,   doprowadzić   go   do   białej 
gorączki. Teraz chyba już znał odpowiedź.

Rozejrzawszy   się   po   holu,   jeszcze   raz 

przeczesał ręką włosy, po czym gniewnym 

krokiem   skierował   się   do   aparatów 
telefonicznych.   Zadzwoni   do   niej   do 

pokoju.   Ostatni   raz.   Jeżeli   nie   odbierze, 
wtedy...   Sam   nie   wiedział.   Może   zacznie 

background image

obdzwaniać szpitale, może poprosi o po-

moc policję, wojsko albo Kate...

Chociaż podejrzewał, że nikt - ani Kate, 

ani policja - nie zdoła przemówić tej rudej 
wariatce do rozumu.

Akurat   podniósł   słuchawkę,   kiedy 

kątem   oka   ujrzał   przemieszczającą   się 

holem barwną plamę. Odłożył słuchawkę 
na miejsce. Strach, który od paru godzin w 

nim   narastał,   powoli   zaczął   ustępować. 
Rebeka nie jest ranna. Nie wpakowała się 

w żadne kłopoty.

Ubrana w obszerną bawełnianą bluzkę z 

rysunkiem   Myszki   Miki,   obcisłe   dżinsy   i 
tenisówki

 

z

 

jaskrawozielonymi 

background image

sznurowadłami,   gnała   przed   siebie   tak 

szybko, że chyba prościej byłoby zatrzymać 
rozpędzony pociąg. Rude włosy jak zwykłe 

miała w nieładzie. Gdyby nie wiedział, że to 
ona,   z   odległości   kilkunastu   metrów 

wziąłby ją za dwunastolatkę.

Tymczasem   nie   była   to   żadna 

dwunastolatka.   To   była   kobieta   z   krwi   i 
kości, która powinna się nazywać Udręka, 

bo   ciągle   tego   przez   nią   doświadczał. 
Diabli   wiedzą,   dlaczego   wystroiła   się   w 

Myszkę Miki, ale przynajmniej pusty, nudny 
hol nabrał koloru i życia.

No i żyje. Świetnie! Doskonale!
Będzie mógł ją udusić!

background image

Wreszcie go spostrzegła.

-   Gabe!   -   zawołała.   Wymijając   ludzi   i 

walizki,   rzuciła   się   w   jego   kierunku. 

Uśmiech, który wykwitł na jej twarzy, był 
jaśniejszy   niż   słońce.   -   Zgadnij,   co 

zrobiłam!

Oczywiście   nie   miała   pojęcia,   co   on 

zamierza z nią zrobić. Była tak przejęta, tak 
podniecona, że uwiesiła mu się na szyi.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

- Spóźniłaś się.
Chciał   ryknąć,   wyrazić   oburzenie,   ale 

coś   się   stało   z   jego   głosem.   Przez   kilka 
chwil, kiedy obejmowała go za szyję, ledwo 

nad sobą panował. Jej włosy pachniały jak 
świeże truskawki, usta miała rozchylone, 

skórę miękką, aksamitną.

Poczuł   okropną   suchość   w   gardle. 

Wiedział, że uścisk Rebeki nic nie znaczy, 
że jest to spontaniczny odruch; że w ten 

sposób Ruda daje wyraz radości, która ją 
rozpiera.   Nigdy   nie   potrafiła   ukrywać 

emocji.

background image

W   przeciwieństwie   do   niego.   Nie   był 

przyzwyczajony,   by   ktokolwiek   okazywał 
mu uczucie. Ani tego nie oczekiwał, ani o to 

nie   prosił.   I   nigdy   nie   sądził,   że   kiedyś 
będzie   mu   brakowało   ciepła, 

serdeczności. To się zmieniło, kiedy poznał 
Rebekę.

-   Wiem.   Przepraszam.   Strasznie   mi 

głupio.   Ale   nie   mogłam   się   wcześniej 

wyrwać.

Napotkała   jego   oczy   zaledwie   na 

ułamek   sekundy,   ale   to   wystarczyło. 
Powoli opuściła ręce i cofnęła się o krok. A 

potem zaczęła trajkotać jak najęta.

- Byłam w jednej z salek na zapleczu. 

background image

Tam, gdzie toczy się gra w pokera. Nawet 

sobie nie wyobrażasz, jak wielka może być 
pula!   W   każdym   razie   towarzystwo 

szemrane,   ostra   rywalizacja...   Nie   bardzo 
mi   wypadało   nagle   wstać   i   wyjść. 

Zdawałam sobie sprawę, że robi się coraz 
później, ale kiedy człowiek wygrywa, musi 

zostać   do   końca,   a   przynajmniej   dopóki 
szczęście   się   od   niego   nie   odwróci. 

Oczywiście   mogłabym   specjalnie   źle 
zagrać,   kilka   razy   stracić   forsę,   ale   tak 

wiele rzeczy się w trakcie dowiadywałam, 
że...

-   Poczekaj.   Zwolnij.   Gdzie   byłaś?   W 

salce   na   zapleczu   z   największymi, 

background image

najbardziej zatwardziałymi hazardzistami?

Może się przesłyszał. Miał nadzieję, że 

się przesłyszał.

-   Tak.   Właśnie   dlatego   włożyłam 

koszulkę z Myszką Miki. - Uśmiechając się 

szeroko,   wskazała   na   duże   czarne   uszy 
znajdujące się mniej więcej na wysokości 

jej piersi. - Uznałam, że faceci wezmą mnie 
za naiwną frajerkę. Za nadzianą babę, która 

nie zna się na pokerze, ale którą hazard 
podnieca.   Chodziło   mi   o   to,   żeby   nie 

wzbudzić   ich   podejrzeń.   Chciałam 
pociągnąć ich za języki, no i udało się! Bo 

wiesz,   pomyślałam   sobie,   że   pewnie 
Tammy   bywa   w   takich   miejscach.   No   i 

background image

miałam   rację.   Okazało   się,   że   jeden   z 

graczy   ją   zna,   mnóstwo   mi   o   niej 
opowiedział. O niej i tym jej przyjacielu... 

Słuchaj   no,   Gabe.   Czuję,   że   spada   mi 
poziom cukru. Muszę koniecznie zjeść coś 

słodkiego. Jest tu gdzieś lodziarnia?

Wcale nie miała ochoty na lody, wolała 

znacznie   zdrowszy   mrożony   jogurt, 
najlepiej   o   smaku   malinowym.   Trochę 

trwało,   zanim   znaleźli   lokal,   w   którym 
mogła   coś   takiego   kupić.   Zapłaciwszy, 

wyszli   na   zewnątrz.   Ponieważ   dość   się 
nasiedziała   podczas   gry   w   pokera,   teraz 

chciała pochodzić.

Na   ulicy   panował   straszliwy   skwar, 

background image

słońce raziło w oczy, jogurt topniał, ciekł 

po waflu, po palcach. Zgrabnie wymijając 
przechodniów,   Rebeka   zlizywała,   co   się 

dało i z przejęciem dzieliła się zdobytymi 
informacjami.

-   Najczęściej   Tammy   odwiedza 

„Caesar's   Palace”   i   ,,O'Henry's”.   Z   tych 

dwóch   zdaje   się,   że   woli   „O'Henry's”. 
Oczywiście   nie   gra   tam   gdzie   wszyscy. 

Dwudolarowe   stawki   jej   nie   interesują. 
Lubi   duże   zakłady   i   duże   wygrane,   jakie 

padają w salkach na zapleczu. Facet, który 
mi   o   niej   opowiadał...   oczywiście   to   nie 

musi   być   prawda,   może   się   tylko 
przechwalał,   w   każdym   razie   dał   mi   do 

background image

zrozumienia, że spali ze sobą. Wyobrażasz 

to sobie?

- Wiesz, mała, nie mam zbyt wysokiego 

mniemania   o   naszej   tajemniczej 
przyjaciółce.   Nie   jest   to   osoba,   która 

przywiązuje   wagę   do   dziesięciorga 
przykazań.

Wyciągnął   z   kieszeni   kolejną 

chusteczkę.   Jak   to   dobrze,   pomyślał,   że 

wziął   z   sobą   zapas.   Rebeka   nadstawiła 
ubrudzoną jogurtem brodę.

- Nic nie kapujesz! Byli w trójkę. Ona, jej 

narzeczony i ten facet. Przynajmniej tak mi 

się   wydaje.   Nie   powiedział   tego   wprost, 
ale...

background image

Gabe   kontynuował   swe   rozważania. 

Może nic dziwnego, że Rebeka tak bardzo 
go   fascynuje.   Nigdy   dotąd   nie   spotkał 

kobiety, która nosi brylanty i pija w barach 
mleko.   I   która   idąc   ulicą   i   liżąc   lody, 

opowiada o trójkącie erotycznym.

- Powiedz mi, jak to się stało, że obcy 

człowiek   zaczął   ci   opowiadać   o   swoich 
przygodach łóżkowych?

- Wcale nie zaczął! Graliśmy w pokera, a 

po jakimś czasie napomknęłam, że szukam 

swojej   starej   szkolnej   kumpelki.   Ledwo 
wymieniłam imię i nazwisko Tammy Diller, 

facetowi   oczy   się   zaświeciły.   Mrugnął 
porozumiewawczo do siedzącego z prawej 

background image

gościa,   tego   z   lewej   trącił   łokciem   i 

dopiero wtedy opowiedział nam o swojej 
przygodzie z Tammy. Ale nie mówił wprost. 

Mówił półsłówkami, rzucał aluzje, obrzyd-
liwe   dwuznaczniki.   Wstrętny   typ.   Nie   do 

końca   mu   wierzę   z   tym   trójkątem, 
podejrzewam, że raczej się przechwalał, w 

każdym   razie   opisał   Tammy.   Brunetka   o 
piwnych   oczach,   szczupła,   średniego 

wzrostu...   Myślałam,   że   nie   wytrzymam   i 
parsknę śmiechem. Połowa kobiet w mojej 

rodzinie   tak   wygląda.   Tyle   że   potem 
przeszedł do opisu bardziej, że tak powiem, 

intymnego. Rany boskie, znali się zaledwie 
godzinę!   Nie   wierzę,   żeby   jakakolwiek 

background image

kobieta...

Bał się, że będzie ciągnęła rozmowę o 

trójkącie   w   nieskończoność.   Gorzej,   że 

będzie chciała podzielić się z nim każdym 
pasjonującym szczegółem. Postanawiając 

odwrócić   jej   uwagę   od   tego   jakże 
interesującego tematu, skorzystał z chwili, 

gdy   na   moment   zamilkła,   i   sam   zaczął 
opowiadać   o   tym,   czego   się   dziś 

dowiedział: jak narzeczony Tammy ma na 
imię (Dwayne), gdzie mieszkają (w nędznej 

chałupie za miastem) i gdzie panna Diller 
zostawia najwięcej pieniędzy.

Nowe informacje faktycznie odciągnęły 

uwagę Rebeki od trójkątów i seksu.

background image

-   Dwayne,   powiadasz?   Mogłabym 

przysiąc, że już gdzieś słyszałam to imię. 
Tak, na pewno. Tylko nie pamiętam, kiedy i 

gdzie. Mam dziwne poczucie, jakbym znała 
Tammy   i   Dwayne'a.   Jakbyśmy   się   kiedyś 

spotkali...

-   Znów   ta   twoja   słynna   kobieca 

intuicja?   Dokończyła   loda,   oblizała   ze 
smakiem palce i uśmiechnęła się od ucha 

do ucha.

-   Straszny   z   ciebie   sceptyk,   kotku! 

Wciąż się ze mnie wyśmiewasz, ale zauważ, 
że posuwamy się naprzód nie tylko dzięki 

twojej   chłodnej   logice.   Naprawdę 
tworzymy świetny tandem. Co dwie głowy, 

background image

to   niejedna!   Więc   jak?   Wybierzemy   się 

wieczorem do ,,O'Henry's”?

Wczoraj też twierdziła, że tworzą razem 

zgrany zespół. Gdyby nie wymknęła się w 
nocy   i   nie   zdobyła   nowych   informacji, 

pewnie na jej pytanie odparłby: „Po moim 
trupie!” Ale teraz się zawahał.

Chociaż   wcale   się   z   tego   nie   cieszył, 

trudno   mu   było   zaprzeczyć,   że   Rebeka 

całkiem   sporo   wnosi   do   śledztwa. 
Oczywiście   w   znacznej   mierze   jest   to 

zasługa   przypadku.   Szczęścia.   Przez 
przypadek   znalazła   w   szkatułce   na   bi-

żuterię   kopię   listu   Moniki   do   Tammy.   I 
przez przypadek spotkała faceta, który znał 

background image

Tammy. Owszem, ma dobrego nosa i choć 

kieruje   się   intuicją,   a   nie   logiką,   osiąga 
niezłe rezultaty. Ale nie zamierzał tworzyć z 

nią   żadnego   zespołu.   On   pracuje   w 
pojedynkę.   Tak   jest   lepiej;   szybciej 

zdobywa się wiadomości, szybciej osiąga 
wyniki.

Poza   wszystkim   innym   nie   mógł 

pozwolić,   żeby   Rebeka   narażała   się   na 

niebezpieczeństwo.   Nigdy   by   sobie   nie 
wybaczył, gdyby coś się jej stało.

Niestety, powoli dochodził do przykrego 

wniosku,  że  na  pannę  Idealistkę  Fortune 

nie   ma   mocnych.   Robi,   co   chce,   nie 
słuchając   innych.   Omal   nie   połamała 

background image

sobie kości, włamując się po ciemku do 

rezydencji aktorki. Dwukrotnie ruszyła na 
drugi   koniec   kontynentu,   nie   zastana-

wiając się nad konsekwencjami. A osoby, z 
którymi   wdaje   się   w   pogawędki!   Na 

przykład   czarnoskóry   olbrzym   w   Los 
Angeles albo kretyn pokerzysta chwalący 

się podbojami erotycznymi! Na samą myśl 
o   tych   typach   Gabe   poczuł,   jak   go 

przechodzą ciarki.

-   Gabe,   słyszałeś,   co   mówiłam?   Nie 

sądzisz, że warto byłoby zajrzeć wieczorem 
do ,,O'Henry's”?

Boże, co za kobieta! Nie może mu dać 

nawet pięciu sekund, żeby zastanowił się 

background image

nad   odpowiedzią!   Ale   czy   myślenie 

rozwiąże   problem?   Nie,   bo   tu   nie   ma 
żadnych   dobrych   rozwiązań.   A   co   do 

Rebeki, to lepiej nie spuszczać jej z oka. 
Przynajmniej wtedy będzie wiedział, że nic 

jej nie grozi.

- W porządku - odparł. - Pójdziemy do 

„Caesar's”, potem wstąpimy do ,,O'Henry's”. 
Obejdziemy wszystkie kasyna, gdzie toczy 

się   gra   o   prawdziwe   pieniądze.   Ale 
najpierw,   mała,   musimy   ustalić   kilka 

zasad.

- Jak chcesz.

- Trzymamy się razem. Nie ma tak, że 

nagle   odchodzisz   sobie   sama   do   jakiejś 

background image

salki na zapleczu.

- Dobrze - zgodziła się.
-   Naszym   głównym   celem   jest 

zlokalizowanie   Tammy.   Najpierw   musimy 
poznać   teren,   po   którym   się   porusza,   a 

dopiero   potem   zastanowimy   się,   jak   ją 
podejść.

- Dobrze - powtórzyła.
-   Wolałbym,   aby   nie   wiedziała,   że 

pochodzisz   z   Fortune'ów.   Że   masz 
cokolwiek wspólnego z Jakiem lub Monicą. 

Czyli umawiamy się, że nic nie mówisz. Z 
nikim  nie wdajesz się  w rozmowy. Kiedy 

odnajdziemy Tammy, usuniesz się w cień. 
Zostawisz wszystko w moich rękach. Czy to 

background image

jasne?

Ściągnęła   brwi.   Nastawił   się 

psychicznie   na   to,   że   zacznie   się   z   nim 

wykłócać. Serce zabiło mu mocniej, kiedy 
podniosła   rękę   i   poufałym   gestem 

poprawiła mu kołnierzyk u koszuli.

-   Nie   martw   się   o   mnie,   Gabe   - 

powiedziała   łagodnie.   -   Proszę   cię.   Nie 
jestem dzieckiem. Od wielu lat żyję sama, 

na własnym garnuszku, i doskonale sobie 
radzę.

Akurat!   -   pomyślał,   ale   nie 

zaprotestował. Bał się, że cokolwiek powie, 

może   zabrzmieć   protekcjonalnie.   A 
przecież   nie   wątpił   w   siłę   Rebeki,   w   jej 

background image

intuicję   ani   zdolności   intelektualne. 

Przeszkadzało mu co innego: jej idealizm. 
Rebeka Fortune wierzy w miłość. Wierzy w 

królewiczów z bajki, w to, że dobro zawsze 
zwycięża   zło,   że   nie   spotka   jej   żadna 

krzywda.   Ponieważ   od   urodzenia   żyje   w 
świecie Fortune'ów i nie styka się ze ziem, 

nie dziwił się jej romantycznym ideałom. 
Tyle że były one nieprawdziwe.

Ufność   i   naiwność   czyniły   z   niej 

łatwiejszy łup.

Nagle   przyszło   mu   do   głowy,   że   nie 

chciałby,   aby   się   kiedykolwiek   zmieniła. 

Chociaż   utrudniało   to   jego   zadanie,   bo 
prościej   pilnować   realistki,   która   sama 

background image

zdaje sobie sprawę z zagrożeń, wolał, żeby 

Rebeka   pozostała   taka,   jaka   jest,   żeby 
nadal   wierzyła   w   miłość,   szlachetność   i 

dobro.

Na samą myśl o tym, że mogłoby się jej 

przydarzyć coś złego, przeszył go piekący 
ból. Zupełnie jakby ktoś wbił mu w nóż w 

serce.

Hm.   Do   tej   pory   sądził,   że   wszelkie 

uczucia, jakimi ją darzył, rodzą się w nim 
pod wpływem hormonów.

Oby dalej tak było.
Z żądzą umiał sobie radzić, z miłością 

nie. A Rebeka należy do kobiet, od których 
dzieli go przepaść. Do kobiet, których nie 

background image

może, nie chce i nie powinien kochać.

-   Szlag   by   to   trafił!   Najchętniej 

wybiłabym   dziurę   w   ścianie,   cisnęła   na 

podłogę bezcenną porcelanową filiżankę, 
rozkwasiła komuś nos...

-   Wybacz,   że   ci   przerwę.   Ale   czy 

mogłabyś   na   moment   pohamować   swój 

napad złego humoru i odszukać klucz do 
pokoju?   -   zapytał   Gabe,   ledwo 

powstrzymując radość.

Wcisnęła mu go do ręki.

- Grrr, czuję się taka sfrustrowana...
- Serio?

- Chodź. Wypij ze mną drinka i przestań 

być   taki   irytujący.   Zawsze   jesteś   tak 

background image

cholernie   opanowany?   Nigdy   nie   tracisz 

cierpliwości?   Nie   masz   ochoty   tupnąć 
nogą, wrzasnąć, poryczeć się?

-   Poryczeć   się?   Nie   -   odparł   z   lekką 

ironią   w   głosie.   Od   powrotu   do   hotelu 

zachowywał się jak dżentelmen:

odprowadził ją na górę, otworzył drzwi, 

ale   zaproszenia   na   drinka   wyraźnie   nie 
chciał przyjąć.

-   Słuchaj,   już   dawno   minęła   północ. 

Myślę, że o tej porze...

- Tylko nie mów, że oczy ci się kleją, bo 

nie uwierzę. Jesteś tak samo rozbudzony 

jak ja. Ale nie obawiaj się. - Uśmiechnęła 
się. - Proponując drinka, wcale nie miałam 

background image

na   myśli   mleka.   Wszędzie   wożę   z   sobą 

metalową   piersioweczkę.   Nie   pamiętam, 
co do niej wlałam, whisky czy koniak, ale 

na pewno coś z procentami.

Wszedł   do   środka,   by   wyjąć   klucz   z 

zamka. Nadal jednak miał wątpliwości, czy 
powinien zostawać na drinka.

Zatrzasnąwszy   drzwi,   Rebeka   ruchem 

głowy   wskazała   mu   stół   stojący   w   rogu 

pokoju i dwa fotele. Skierował się w ich 
stronę.   Postanowił   nie   wchodzić   jej   w 

drogę.

Ściągnęła   buty,   rzuciła   torebkę   na 

łóżko, przyniosła z łazienki dwie szklanki, a 
następnie   zaczęła   grzebać   w   walizce. 

background image

Najpierw   wydobyła   piersiówkę,   potem 

spore   opakowanie   ciastek,   paczkę 
krakersów   oraz   ogromną   torebkę 

kolorowych M&M - sów. Po chwili wstała z 
klęczek i cisnęła przysmaki przez pokój.

Gabe   złapał   je   w   locie.   Usiadłszy   w 

fotelu,   wyciągnął   przed   siebie   nogi   i 

zarechotał pod nosem.

- Zawsze podróżujesz ze spiżarnią?

-   Zawsze   -   odparła.   -   Nie   ma   to   jak 

smaczne,   pożywne   jedzenie.   Wiesz,   jakie 

są posiłki w restauracjach: ładnie podane, 
ale czy można się nimi najeść? - Na mo-

ment   urwała.   -   Psiakość!   Gdziekolwiek 
poszliśmy, oni przed chwilą zdążyli wyjść. 

background image

Gdybyśmy   pojawili   się   pół   minuty 

wcześniej, a oni wyszli pół minuty później, 
prawdopodobnie   byśmy   się   na   nich 

natknęli.   To   niesamowite,   że   się   tak 
mijaliśmy.

- Przynajmniej wiemy, że na pewno tu 

są. I że nie próbują się ukrywać.

- Ale być tak blisko celu i nie móc go 

dosięgnąć! - Nie potrafiła przejść nad tym 

do porządku dziennego.

- A ty, dlaczego jesteś taki spokojny? 

Dlaczego się nie wściekasz?

-   Moim   zdaniem   dobrze   się   stało,   że 

panna   Diller   cię   nie   widziała.   Posłuchaj, 
mała.   Sporo   się   dziś   dowiedzieliśmy. 

background image

Myślę,   że   jutro   na   pewno   dojdzie   do 

konfrontacji.

Faktycznie, sporo się dziś dowiedzieli, 

przyznała   w   duchu   Rebeka.   Usiadła   na 
drugim fotelu; po chwili wyciągnęła nogi i 

oparła je na łóżku. Niewiele to pomogło. 
Potrafiła zmusić ciało do bezruchu, ale nie 

potrafiła powstrzymać gonitwy myśli.

Gabe   wyjął   z   kieszeni   garść   lśniącej 

biżuterii   -   zapomniał   ją   zwrócić 
wczorajszego   wieczoru.   Rebeka   też   nie 

pamiętała o swoich błyskotkach.

Spojrzała   na   materiał   opinający   jej 

uda.   Przydałaby   się   jakaś   biżuteria,   żeby 
ożywić   czarną   sukienkę,   którą   miała   na 

background image

sobie. Wcześniej,  kiedy zeszła  na dół  do 

holu, Gabe omal nie dostał zawału. Sądził, 
że ona paraduje w halce.

Oczywiście   nie   była   to   halka,   tylko 

przeraźliwie   droga   sukienka   na   cienkich 

ramiączkach   sięgająca   do   połowy   uda. 
Problem w tym, że nie dawało się jej nosić 

ze stanikiem.

Wyruszając z domu, Rebeka nie zabrała 

wieczorowych   kreacji.   Po   prostu   nie 
przyszło jej do głowy, że mogą się przydać. 

Przed wyjściem z Gabe'em do kasyna miała 
zaledwie   kilka   minut   na   kupno 

odpowiedniego  stroju. Cieszyła  się, że  w 
ogóle znalazła coś w swoim rozmiarze.

background image

Pamiątkowa   bransoleta   zawieszona 

ozdóbkami zabrzęczała. Rebeka wysypała z 
torebki   garść   czekoladowych   drażetek   i 

zaczęła segregować je według kolorów.

Podobno   Tammy   Diller,   tym   razem 

ufarbowana na jasny blond, też krąży po 
mieście bez stanika. Z tego, co opowiadali 

ludzie, którzy ją widzieli, lubi intensywne 
barwy. Usta miała pociągnięte szkarłatną 

szminką,   ubrana   zaś   była   w   czerwoną 
suknię rozciętą z przodu i z tyłu, która jeśli 

nawet   wszystkiego   nie   odsłaniała,   to 
niewiele zostawiała wyobraźni.

Przyjaciel   Tammy,   Dwayne,   chudy 

blondynek   obdarzony   chłopięcym 

background image

wdziękiem,   który   najbardziej   uwidaczniał 

się, gdy zalecał się do pulchnych wdów, 
miał   na   sobie   wytworny   smoking. 

Wyglądali jak para bogaczy, która nie musi 
liczyć się z groszem. Każdego, z kim roz-

mawiali,   usiłowali   namówić   do 
zainwestowania   pieniędzy   we   wspaniałą 

nieruchomość,   która...   I   tu   następował 
opis.

Mieli wystarczająco dużo gotówki, aby 

mogli   sobie   pograć.   I   grali,   ale   tylko 

chwilę. Byli za sprytni na to, aby ryzykować 
kapitał. Pieniądze służyły im za maskę, za 

parawan.

-   Nie   bardzo   przestrzegałaś   zasad   - 

background image

powiedział   nagle   Gabe.   -   Mieliśmy   się 

trzymać razem, a ty się ciągle oddalałaś.

-   Pewnie,   że   się   oddalałam.   Niczego 

byśmy   nie   odkryli,   gdybyśmy   wszędzie 
chodzili   jak   papużki   nierozłączki.   Inaczej 

ludzie   rozmawiają   z   mężczyzną,   inaczej   z 
kobietą. - Wsunęła garść zielonych M&M - 

sów   do   ust.   -   Pamiętasz   tę   blondynkę   w 
„Caesar's”?   Miała   ochotę   rzucić   się   na 

ciebie,   nie   przejmując   się   obecnymi   na 
sali   ludźmi.   Wykazałeś,   kotku,   niezwykłe 

opanowanie. Bo była bardzo seksowna...

Ale   nikt   nie   był   tak   seksowny,   tak 

pociągający   jak   on   sam,   pomyślała. 
Wszędzie zwracał na siebie uwagę. Teraz 

background image

siedział bez marynarki, z rozpiętą pod szyją 

koszulą, twarz pokrywał mu ciemny zarost. 
Lecz to niczego nie zmieniało. Śnieżna biel 

koszuli   kontrastującej   z   opaloną   skórą, 
wysoki wzrost, umięśnione ciało, ciemne 

oczy   o   przenikliwym   spojrzeniu...   to 
wystarcza,   by   każdą   kobietę   przebiegały 

dreszcze.

Teraz te ciemne oczy wpatrywały się w 

Rebekę.

-   Zaczynasz   wreszcie   dochodzić   do 

siebie? Uspokajać się?

-   Bo   jest   druga   nad   ranem?   Nie.   - 

Potarła   palcami   skronie.   -   Zrozum,   Gabe; 
muszę   pomóc   Jake'owi.   Data   procesu 

background image

zbliża   się   szybciej   niż   tornado.   Nie 

interesuje   mnie   szukanie   dowodów   w 
lipcu. Potrzebuję ich dziś, jutro. Chcę, żeby 

mój brat wyszedł z więzienia. Chcę, żeby 
przywrócono mu jego dobre imię.

-   Nie   denerwuj   się,   Ruda.   -   Otworzył 

piersiówkę, przysunął do nosa, powąchał 

jej   zawartość,   po   czym   wlał   trochę   do 
dwóch szklanek, sobie o połowę mniej niż 

Rebece. - Posłuchaj. Moi pracownicy cały 
czas trzymają rękę na pulsie, sprawdzają 

stare informacje, zbierają nowe. W każdej 
chwili może pojawić się kolejne nazwisko, 

na   które   dotąd   nie   wpadliśmy.   Ostatnio 
twoja   mama   podała   mi   jedno,   które 

background image

zamierzam   sprawdzić.   Wiemy,   że   Monica 

miała mnóstwo wrogów. Zainteresowałem 
się Tammy, bo list Moniki pisany był kilka 

dni przed jej śmiercią. Ale to nie znaczy, że 
Tammy   ją   zabiła.   Może   tak,   może   nie. 

Pamiętaj   o   jednym.   Niczego   nie   musimy 
udowadniać. Wystarczy jeśli pokażemy, że 

przebywała   w   Minneapolis   w   dniu 
zabójstwa   i   że   mogła   mieć   powód,   aby 

pozbyć   się   Moniki.   Wystarczy   jeśli 
zasiejemy   w   ławnikach   wątpliwości.   Bo 

żeby   skazać   twojego   brata,   muszą   być 
absolutnie przekonani o jego winie.

-   To   za   mało,   Gabe.   Mnie   to   nie 

satysfakcjonuje.   Jake   nikogo   nie 

background image

zamordował.   Chcę,   żeby   osoba   winna 

zawisła   na   szubienicy.   Mój   brat   musi 
zostać oczyszczony z zarzutów, całkowicie 

uniewinniony.   Nienawidzę   tego   uczucia 
bezsilności!   Tak   strasznie   chcę   mu 

pomóc...

-   Pomagasz,   mała.   Naprawdę   - 

powiedział cicho. - Dowiedzieliśmy się dziś 
wszystkiego, co trzeba. Może miło byłoby 

zobaczyć, jak Tammy z Dwayne'em wyglą-
dają, ale to nie takie istotne. Chodziło nam 

o   poznanie   ich   zamiarów,   i   poznaliśmy. 
Informacja,   że   naciągają   ludzi   na   kupno 

jakiejś lipnej nieruchomości, pomoże mi 
opracować plan działania. Będę wiedział, 

background image

jak ich podejść, jak z nimi rozmawiać. Więc 

nie narzekaj, że nic dziś nie osiągnęliśmy, 
bo osiągnęliśmy wiele.

Pociągnęła   kolejny   łyk   whisky.   Nie 

lubiła   tego   smaku,   ale   przynajmniej 

alkohol ją rozgrzewał, koił nerwy. Powoli 
opuszczała   ją   złość   i   rozdrażnienie. 

Oczywiście   nadal   niepokoiła   się   o   los 
brata,   ale   dzięki   Gabe'owi   potrafiła 

spojrzeć   na   sytuację   z   nieco   większego 
dystansu.   Może   Gabe   nie   wierzył   w 

niewinność Jake'a, wiedziała jednak, że nic 
- żadne tornado czy trzęsienie ziemi - nie 

przeszkodzi w wykonaniu powierzonej mu 
pracy. Jest solidny, dokładny, nieustępliwy 

background image

i - chwała Bogu - uparty jak osioł.

-   Masz   rację   -   przyznała   po   chwili.   - 

Odwaliliśmy kawał dobrej roboty.

Skinął głową.
Zobaczyła   w   jego   oczach   wahanie, 

może   rozterkę   -   nie   była   pewna.   Gabe 
rozejrzał się po małym, ciasnym pokoju.

-   Całkiem   tu   przytulnie   -   powiedział, 

chcąc zmienić temat. - Ale podejrzewam, 

że dom masz urządzony w zupełnie innym 
stylu.

- Jakbyś zgadł!
Ponieważ   patrzył   na   nią   wyczekująco, 

dodała:

- Najwięcej czasu spędzam w gabinecie 

background image

i   tam   panuje   największy   bałagan.   Po 

prostu wszędzie walają się stosy książek, 
na   podłodze,   na   krzesłach,   na   biurku. 

Ledwo   komputer   się   mieści.   Większość 
mebli   przywiozłam   od   mamy.   Stały   na 

strychu i nikt ich nie chciał. Nic do niczego 
nie pasuje, każda rzecz jest jakby z innej 

parafii.   Pełen   eklektyzm.   Ale   ja   to 
uwielbiam.   W   łazience   z   kolei...   Boże, 

chybabyś   zemdlał   na   widok   tych 
wszystkich   kosmetyków.   Cóż,   po 

znajomości dostaję z firmy każdy produkt, 
zanim jeszcze trafi na rynek. W ogóle cały 

dom jest potwornie zagracony. Pewnie po 
godzinie   zacząłbyś   się   w   nim   dusić.   - 

background image

Roześmiała się. - Mam jeden wolny pokój, 

prawie   pusty,   który   zamierzam   kiedyś 
przeznaczyć na pokój dla dziecka.

Temat dzieci omijał z daleka, jakby to 

była zaraza.

-   Twoja   mama   nie   nalegała,   żebyś 

została   z   nią?   -   spytał.   -   Żebyś   nie 

wyprowadzała się?

- Nie. - Potrząsnęła głową. - Wiedziała, 

że to nic nie da. Dwie uparte kobiety żyjące 
pod   jednym   dachem?   Ciągle   byśmy   się 

żarły.   Mama   oczywiście   miała   bzika   na 
punkcie   mojego   bezpieczeństwa,   ale   to 

zrozumiałe.

Chociaż   nie   byłam   związana   z 

background image

rodzinnym   interesem,   nosiłam   nazwisko 

Fortune.   Nigdy   jednak   nie   ograniczała 
mojej swobody. Kochałam oboje rodziców, 

a   po   śmierci   ojca   matka   stała   mi   się 
jeszcze bliższa. Ale miałam własne życie, 

własną pracę. Nie wyobrażam sobie, abym 
w   moim   wieku   nadal   mogła   mieszkać   z 

matką. A ty? Jaki jest twój dom?

-   Mój?   Nic   szczególnego.   Ot,   cztery 

ściany, a w nich różne sprzęty ułatwiające 
życie.   Zresztą   większość   czasu   i   tak 

spędzam   w   pracy.   Cztery   lata   temu 
kupiłem   do   biura   rozkładaną   kanapę. 

Niekiedy prościej się na niej przespać, niż 
wracać po nocy na drugi koniec miasta.

background image

Rebeka zamyśliła się. Królestwo Gabe'a 

wydawało   się   jej   puste,   zimne, 
bezosobowe. Nie było to miejsce, w którym 

człowiek   odpręża   się   długim   męczącym 
dniu pracy.

- Wiesz - powiedziała z zadumą - kiedy 

cię   poznałam,   uważałam   cię   za 

aroganckiego, apodyktycznego szowinistę. 
Myliłam się.

- Miło mi to słyszeć.
- Lubisz nad wszystkim mieć kontrolę, 

ale nie narzucasz innym swojego zdania. 
Apodyktyczny   i   arogancki   stajesz   się 

dopiero wtedy, kiedy się o kogoś martwisz. 
Wynika   to   z   twojego   poczucia 

background image

odpowiedzialności.

-   Pani   psycholog   zamierza 

przeprowadzić   gruntowną   analizę   mojej 

osobowości? - spytał.

-   Nie.   -   Uśmiechnęła   się.   -   Po   prostu 

zastanawiam   się,   skąd   to   się   bierze.   Ta 
twoja   potrzeba   osłaniania   innych, 

zapewniania im ochrony.

- Diabli wiedzą. Zresztą co za różnica?

- Pomyśl. Proszę cię. Jak mi odpowiesz, 

przestanę cię nękać.

- Oho! Już to widzę! Ty, Ruda, będziesz 

wścibska do grobowej deski.

Przyglądała mu się uważnie. Czy skusi 

go łapówka, którą mu zaoferowała? Chyba 

background image

nie.

Przez   moment   nie   odzywał   się,   jakby 

dumał   nad   tym,   czy   warto   zaspokajać 

cudzą ciekawość.

- No dobrze - oznajmił wreszcie. - Może 

rzeczywiście   bywam   nadmiernie 
opiekuńczy. Kiedy dorastałem, brakowało 

mi   poczucia   bezpieczeństwa.   W   domu 
ciągłe   wybuchały   kłótnie,   awantury.   Bez 

względu   na   to,   co   robiłem,   nie   byłem   w 
stanie   im   zapobiec.   Okoliczne   dzieciaki 

ginęły w przypadkowych strzelaninach na 
ulicy, brały narkotyki, wdawały się w bójki 

na noże, przyłączały do gangów. To byli moi 
koledzy.   Nie   mogłem   ich   zmienić,   nie 

background image

mogłem ochronić.

Rebeka słyszała zarówno słowa, które 

wypowiadał na głos, jak i to, co się za nimi 

kryło. Gabe był człowiekiem zamkniętym w 
sobie; otwierał się tylko wtedy, gdy chciał 

przekazać   konkretną   wiadomość,   na 
przykład   taką,   że   pochodzą   z   dwóch 

różnych światów i zupełnie do siebie nie 
pasują.

-   Czy...   czy   dlatego,   że   czułeś   się   taki 

bezradny,   zdecydowałeś   się   wstąpić   do 

wojska?

- Służba w wojsku stanowiła dla mnie 

jedyną możliwość ucieczki. Siły Specjalne, 
do   których   wstąpiłem,   pozwalały   mi   się 

background image

wyrwać z tego piekielnego kręgu. Nie tylko 

nauczyłem się, jak chronić podległych mi 
ludzi,   ale   również   wielokrotnie   miałem 

okazję to czynić.

W wojsku liczy się odpowiedzialność, 

obowiązkowość, honor. Niestety, liczą się 
także   siła,   refleks,   wytrwałość,   a   przede 

wszystkim młodość. Kiedy odszedłem z Sił 
Specjalnych... praca detektywa wydała mi 

się   naturalną   kontynuacją   tego,   co 
robiłem wcześniej.

- Fakty, zasady, porządek. Sprawowanie 

kontroli.   Planowanie.   Trzymanie   ręki   na 

pulsie. Hm...

-   Ty   natomiast   nie   lubisz   niczego 

background image

planować, wolisz  podejmować decyzję w 

locie,   działać   spontanicznie.   Mój   sposób 
musi wydawać ci się straszliwie nudny.

- Mylisz się, Gabe. Nie miałeś wyjścia. 

To całkiem zrozumiałe, że ktoś, kto przez 

całe   dzieciństwo   patrzy   bezradnie   na 
otaczający go chaos, wybiera później tak 

zwaną „nudę”, czyli  życie ustabilizowane, 
bez niespodzianek. W porównaniu z twoim, 

moje dzieciństwo to istna sielanka.

Wiedziała, że jest z nią szczery, choć nie 

otworzył   się   do   końca.   Na   pewno   nie 
kłamał, opowiadając o swojej przeszłości, 

ale też i nie wszystko mówił. Jakby się bał. 
Ilekroć   ona   zdradzała   najmniejszy   ślad 

background image

zainteresowania   nim   jako   mężczyzną, 

ilekroć   okazywała   troskę,   sympatię,   on 
natychmiast   ostrzegał   ją,   aby   nie   robiła 

sobie nadziei, bo dzieli ich przepaść nie do 
pokonania.

Zdawała sobie sprawę z różnic. Miała 

też świadomość, że pokochanie człowieka, 

który nie pragnie dzieci i nie wierzy w sens 
rodziny, stanowi ryzykowny krok. Ale była 

gotowa   podjąć   to   ryzyko.   Uczuć,   jakimi 
darzyła   Gabe'a,   nie   umiała   powstrzymać. 

Równie   dobrze   ktoś   mógłby   jej   kazać 
powstrzymać deszcz.

Tak, z każdą minutą kochała go coraz 

mocniej.

background image

-   Każdy   dźwiga   jakiś   krzyż   -   rzekł   po 

chwili. - Twoje dzieciństwo pewnie też nie 
przebiegało   bezproblemowo.   Myślę,   że 

niełatwo się dorasta wśród Fortune'ów.

-   Bo   ja   wiem?   Może   niełatwo,   ale   na 

pewno   ciekawie.   Byłam   jednak   zawsze 
otoczona   miłością.   Nigdy   nie   czułam   się 

odsunięta na boczny tor.

-   Otoczona   miłością...   Miłość,   moja 

droga, to zużyta waluta.

Kiedy   indziej   błyskawicznie   by 

zareagowała, ale teraz... Zawsze lubił się z 
nią   drażnić;   udając   cynika,   lubił 

wyśmiewać   się   z   jej   idealistycznego 
podejścia   do   świata.   Potyczki   słowne 

background image

obojgu   im   sprawiały   przyjemność.   Teraz 

jednak   zadumała   się;   ciekawa   była,   czy 
Gabe   kiedykolwiek   wyzwoli   się   z 

przeszłości,   czy   kiedykolwiek   będzie   w 
stanie   spojrzeć   optymistycznie   w 

przyszłość.

- Przestań - powiedział.

Nagle pojawiło się w nim napięcie. A 

przecież nic nie zrobiła, jedynie spuściła 

nogi   na   podłogę   i   wstała.   Widząc   zaś 
przerażenie   w   jego   oczach,   można   by 

sądzić, że rozebrała się do naga w miejscu 
publicznym.

-   Ten   drink   to   był   doskonały   pomysł. 

Pomógł   mi   się   odprężyć,   ale   teraz 

background image

powinienem już ruszać do siebie.

- Tak, powinieneś - zgodziła się.
Zauważyła, że nie zaprotestował, kiedy 

wpadła   na   kolejny   doskonały   pomysł   i 
usiadła mu na kolanach.

- Oj, mała, lepiej nie.
- Zdecydowanie lepiej nie.

- Do tej pory świetnie sobie dawaliśmy 

radę.

- Wiem.
- Trzeba dalej ignorować to wzajemne 

przyciąganie.

Nie   zwracając   na   nie   uwagi,   nie 

wpakujemy się w kłopoty.

- Teoretycznie masz rację - przyznała - 

background image

ale   przymykanie   oczu   nie   zawsze  odnosi 

pożądany skutek. Ilekroć jesteśmy razem, 
między nami aż iskrzy. A przynajmniej we 

mnie się iskrzy. Nogi mam jak waty. Serce 
mi łomocze. Dlaczego tak się dzieje, kiedy 

jesteś   przy   mnie?   Dlaczego   nigdy 
wcześniej   tego   nie   czułam?   Nie   cierpię 

pytań,   na   które   nie   znam   odpowiedzi. 
Męczą   mnie.   Nie   cierpię   też   niejasnych 

sytuacji.

- No dobrze, ale to jeszcze nie powód, 

żebyś siedziała mi na kolanach.

- To mnie zrzuć.

Nie chciał tego zrobić, i nie umiał.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Chwycił ją wpół. Nagle, brutalnie. Jakby 

był   rozbitkiem   na   środku   ciemnego, 

wzburzonego   morza,   który   ratując   się 
przed topielą, chwyta boję.

Znieruchomiała.

 

Nie

 

miała 

najmniejszego   zamiaru   uciekać.   I   wtem 

poczuła na wargach miażdżący ucisk jego 
warg. Czegoś takiego jeszcze nigdy w życiu 

nie zaznała. To było jak erupcja wulkanu. 
Pierwszy   pocałunek,   dziki,   szalony, 

niebezpieczny,   był   tylko   wstępem.   Przy-
miarką. Potem potoczyła się lawina.

Świat   przestał   istnieć.   Byli   tylko   oni. 

background image

Ona   i   Gabriel.   Żaden   mężczyzna   nie 

wzbudzał   w   niej   takiego   pożądania.   Z 
żadnym   nie   było   jej   tak   dobrze.   Mimo 

różnic i przepaści byli dla siebie stworzeni.

Wysunął   rękę   z   jej   gęstych   włosów. 

Odrzuciła   w   tył   głowę.   Drobnymi 
pocałunkami   okrywał   jej   szyję,   kość 

obojczyka, dekolt.  Delikatnie  ujął  w  zęby 
ramiączko sukni. Po chwili ujął w dłoń jej 

nagą pierś.

Był   dobrym   człowiekiem.   Chociaż   tak 

wiele ich dzieliło, czuła, że po raz pierwszy 
w życiu spotyka człowieka tej miary co on. 

Wspaniałego, szlachetnego. Ale teraz nie 
był dobry ani szlachetny. Teraz co innego 

background image

było mu w głowie.

Ostrym   zarostem   drapał   jej   skórę. 

Ustami   i   językiem   doprowadzał   do 

szaleństwa. Oczy mieli zamknięte, oddechy 
przyśpieszone.   Jeszcze   nigdy   nikogo   tak 

nie pragnęła, nigdy sama nie czuła się tak 
pożądana.   Rozpięła   Gabe'owi   koszulę. 

Pachniał ciepłem, czystością, seksem.

Jak   ktoś   zbyt   długo   trzymany   w 

zamknięciu,   zdawał   się   łaknąć 
towarzystwa,   słońca,   piękna.   A   ona   tym 

wszystkim   była.   To   wszystko   dla   niego 
uosabiała.   Była   jego   słońcem,   jego 

światem. Trzymała w ręku klucz otwiera-
jący   drzwi   celi.   Tak,   tylko   ona   mogła   go 

background image

wypuścić, uwolnić. Potrzebował jej.

Podobnie   jak   on,   jeszcze   nigdy   nie 

czuła się tak naga. Ale nie wstydziła się 

okazywać   emocji,   głodu,   samotności, 
pożądania.   Obróciwszy   się   twarzą   do 

Gabe'a,   trochę   niezdarnie   objęła   go   w 
pasie   udami.   Podciągnął   wyżej   jej 

sukienkę, po czym zacisnął dłonie na jej 
pośladkach.

- Rebeko... - szepnął.
I   w   tym   momencie   zadzwonił   telefon. 

Ostry   przenikliwy   terkot   zaskoczył   ich 
oboje.

Przez kilka sekund Rebeka tkwiła bez 

ruchu,   wpatrując   się   w   Gabe'a 

background image

nieprzytomnym   wzrokiem.   Dopiero   po 

chwili   skojarzyła,   że   jest   pokoju 
hotelowym i że gdzieś w tym pokoju jest 

również telefon, który wydaje przeraźliwe 
dźwięki. Znajdował się daleko, na stoliku 

po   drugiej   stronie   łóżka.   Nie   chciała   go 
odbierać,   ale   nie   miała   wyboru:   Gabe 

zepchnął ją z kolan.

-

 

Kiedy

 

indziej,

 

mała, 

zaproponowałbym, żebyśmy wyrwali sznur 
ze   ściany.   Ale   obawiam   się,   że   jak   ktoś 

dzwoni w środku nocy, sprawa może być 
poważna. Lepiej podnieś słuchawkę.

To, co mówił, brzmiało logicznie, tyle że 

do   niej   ta   logika   docierała   jakoś 

background image

wyjątkowo powoli i opornie.

Potykając   się   o  buty,  Rebeka   obeszła 

łóżko i chwyciła słuchawkę, zanim głośne 

brzęczenie   ponownie   zdążyło   wypełnić 
pokój.

- Halo?
- Rebeka Fortune?

- Tak, słucham.
Nie rozpoznała głosu osoby dzwoniącej, 

ale   akurat   w   takim   momencie,   kiedy 
dosłownie przed chwilą rozkoszowała się 

pieszczotami Gabe'a, prawdopodobnie nie 
rozpoznałaby   głosu   własnej   matki.   W 

myślach   wciąż   siedziała   u   Gabe'a   na 
kolanach,   skupiona   na   jego   dłoniach, 

background image

wargach, ramionach. Jeszcze minuta, może 

dwie,   najwyżej   pięć,   a   wylądowaliby   w 
łóżku,   kochaliby   się...   Nie   potrafiła 

skoncentrować się na niczym innym.

- Mówi Tammy. Tammy Diller.

Imię   i   nazwisko   rozmówczyni 

podziałało na nią jak kubeł zimnej wody. 

Zniknęło   pożądanie,   zniknęły   myśli   o 
miłosnych   igraszkach.   Wciągając 

gwałtownie powietrze, Rebeka usiadła na 
łóżku.

- Nie - sprzeciwił się stanowczo Gabe. - 

Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie spotkasz się z 

tą kobietą. Absolutnie wykluczone. Wybij 
to sobie z głowy.

background image

- Uspokój się, kotku. Mnie też się ten 

pomysł nie bardzo podoba, ale nie mam 
wyboru. Po prostu muszę.

- Po moim trupie! - zawołał. - Zrozum, 

Ruda. Naprawdę nie musisz. Diabli wiedzą, 

o co jej chodzi.

- Ciekawe, jak mnie znalazła...

-   To   nie   było   trudne.   Szukałaś   jej   po 

całym mieście, ba! po dwóch miastach, bo 

wcześniej w Los Angeles. Jak gdyby nigdy 
nic wypytywałaś o kobietę, która być może 

jest   morderczynią.   Cholera   jasna, 
powinienem   był   cię   zakneblować!   Teraz 

panna   Diller   wie,   jak   się   nazywasz   i   w 
którym   hotelu   mieszkasz.   Wrzodów   się 

background image

przez   ciebie   nabawię!   -   W   jego   głosie 

zabrzmiała złość. - No dobra, pakujesz się i 
wracasz do domu. Tym razem to rozkaz, a 

nie prośba.

- Przestań się na mnie wydzierać, bo to 

nic nie da. Zostaję tu i już.

- Wyjeżdżasz!

- Gabe, wiem, że się niepokoisz. Ja też 

się boję. Ale nareszcie mam szansę, żeby 

pomóc   Jake'owi.   I   nikt   mnie   nie 
powstrzyma.

Powiedziała to cicho i łagodnie, lecz z 

taką   stanowczością,   że   miał   ochotę   ją 

udusić.

Zaczęli   przemierzać   ciasny   pokój;   on 

background image

chodził   od   ściany   do   ściany   po   jednej 

stronie łóżka, ona po drugiej. Przy każdym 
nawrocie ich spojrzenia się krzyżowały.

Nigdy dotąd nie walczył z kobietą. Nigdy 

też na żadną nie podnosił głosu. Było to 

sprzeczne z jego naturą. Po prostu tak nie 
zachowuje się mężczyzna wobec kobiety.

Dręczyły go wyrzuty sumienia. Wyrzuty 

z   powodu   podniesionego   głosu   nie   były 

jeszcze   najgorsze.   Westchnął   głośno. 
Cholera, jest uparta jak kozioł. Jeżeli okaże 

się, że musi ją związać i zakneblować, by 
ocalić jej życie, zrobi to bez najmniejszych 

skrupułów.   O   ileż   mniejszym   wysiłkiem 
wymuszał   posłuszeństwo   na   podległych 

background image

mu   żołnierzach!   A   tego   przeklętego 

rudzielca nic nie jest w stanie zastraszyć 
czy   spłoszyć.   Nie   świadczy   to   o   jej 

odwadze,   przeciwnie   stanowi   dowód 
głupoty   i   lekkomyślności.   Nawet   nie 

zdawała   sobie   sprawy   z   grożącego   jej 
niebezpieczeństwa!

Na razie ani prośbą, ani krzykiem nie 

zdołał przemówić jej do rozumu, lecz nie 

zamierzał się poddać. W razie czego gotów 
był użyć siły. W tym wypadku cel uświęca 

środki.

Ale targały nim również innego rodzaju 

wyrzuty   sumienia,   i   te   było   mu   o   wiele 
trudniej zaakceptować - wyrzuty z powodu 

background image

żądzy, jaka w nim wrzała.

Jedno   z   cienkich   ramiączek   wisiało 

oderwane.   Tylko   wypukłość   piersi 

powstrzymywała   sukienkę   przed 
osunięciem   się   niżej.   Rebeka   wzięła 

głęboki   oddech.   Usta   miała   czerwone, 
nabrzmiałe   od   pocałunków,   włosy 

rozczochrane, skórę gładką, zaróżowioną z 
podniecenia.

Ilekroć   patrzył   na   stojące   pomiędzy 

nimi   łóżko,   uświadamiał   sobie,   jak 

niewiele brakowało, aby się w nim znaleźli. 
I jak bardzo tego nadal pragnął - porwać 

Rebekę   w   ramiona,   pieścić   ją,   tulić, 
całować.

background image

Mężczyzna ma prawo pożądać kobiety. 

Ma prawo się z nią kochać, zwłaszcza jeśli 
ona również tego chce. Ale w tym wypadku 

kobietą jest  Rebeka, która marzy  o dzie-
ciach,   o   wielkiej   miłości,   o   rodzinie.   O 

stabilizacji.

To zaś w ogóle jego nie kusiło.

Co   innego   seks,   co   innego 

zaangażowanie   emocjonalne.   Żadnej 

kobiety   świadomie   dotąd   nie   skrzywdził; 
zawsze   wybierał   takie,   którym 

odpowiadały te same reguły gry.

Nigdy   też   nie   zdarzyło   się,   aby 

ktokolwiek - kobieta, mężczyzna, dziecko - 
przeszkodził mu w pracy.

background image

-   Psiakrew!   -   mruknął   pod   nosem.   - 

Sytuacja całkiem wymknęła mi się spod 
kontroli.   Tammy   nie   powinna   była 

domyślić się twojego nazwiska.

- Gdyby go nie odkryła, nigdy by się ze 

mną   nie   skontaktowała   -   stwierdziła 
Rebeka.   -   Zresztą   przez   telefon   brzmiała 

bardzo   sympatycznie.   Najpierw   przepro-
siła,   że   dzwoni   tak   późno.   A   potem 

powiedziała, iż słyszała od znajomych, że 
jej szukam. Wprawdzie nie wie po co, ale 

jeżeli zależy mi na spotkaniu, to jutro ma 
trochę wolnego czasu.

Gabe wywrócił oczami.
- A ty od razu musiałaś się zgodzić?!

background image

-   Musiałam   i   chciałam.   Na   miłość 

boską, przecież po to tu jesteśmy. Żeby z 
nią   porozmawiać.   A   ona   sama   to 

zaproponowała.

-   No   właśnie.   Jaka   miła!   A   jakie   miłe 

miejsce   wybrała.   Ciche,   puste, 
odosobnione.  Kanion   Red   Rock.  Zrozum, 

Tammy Diller nie jest żadną miłośniczką 
przyrody. Jeśli wybrała miejsce z dala od 

cywilizacji,   to   na   pewno   nie   dlatego,   że 
chce tam z tobą pomedytować.

- Ależ ty jesteś podejrzliwy! - zirytowała 

się Rebeka. - Skąd wiesz, że ona coś knuje? 

Że   chce   mi   wyrządzić   krzywdę?   Nic   nie 
wiemy i niczego się nie dowiemy, dopóki 

background image

się z nią nie spotkam.

- Nie puszczę cię samej.
- Gabe, ona chce rozmawiać ze mną, nie 

z   tobą.   Proszę   cię,   przestań   myśleć   jak 
troskliwy tatuś małolaty, która wybiera się 

na pierwszą randkę, i skup się na moment. 
Pojadę   do   tego   kanionu.   Sama.   Kobieta 

inaczej   rozmawia   z   kobietą,   a   inaczej   z 
mężczyzną.   Zobaczę,   co   mi   powie,   a   co 

pominie   milczeniem.   Wiele   można   wy-
czytać między wierszami, a jeszcze więcej z 

wyrazu   oczu.   Ty   byś   wszystko   sknocił. 
Owszem,   jesteś   przystojny   i   mógłbyś   jej 

zawrócić w głowie, ale czasem masz skłon-
ności do krzyku. A poza tym zupełnie nie 

background image

potrafisz być subtelny.

-   Ja   mówię   o   bezpieczeństwie,   a   ty   o 

moich manierach? Kogo to obchodzi, czy 

jestem subtelny, czy nie?

Posłała mu szelmowski uśmiech.

-   Nie   dyskutujmy,   kotku.   Jadę   na   to 

spotkanie i już.

- Jestem przeciwny.
- Wiem.

- Bardzo mi się to nie podoba.
- Wiem.

W   końcu   poddał   się.   Niechętnie   i 

wbrew   sobie.   Gdyby   wierzył,   że   to 

cokolwiek   da,   zadzwoniłby   do   Kate   i   po-
prosił ją, by natychmiast zamknęła córkę 

background image

w klasztorze. Podejrzewał jednak, że Kate, 

choć   niezwykle   prężna   i   stanowcza   w 
interesach,   nie   ma   nad   Rebeką   żadnej 

władzy.

Rebeka nikogo nie słuchała. Uważała, 

że wszystko wie najlepiej. Musiał coś z tym 
fantem zrobić.

Najgorsze było to, że nie miał do niej za 

grosz   zaufania.   Już   kilka   razy   coś 

obiecywała,   a   potem   bezczelnie   łamała 
reguły.   Mógłby   ją   odwieźć   na   lotnisko, 

wsadzić do samolotu, ale nie miał żadnej 
pewności, czy nie sterroryzowałaby załogi 

i nie zmusiła kapitana do wylądowania w 
Red Rock. Niemal gotów był się założyć, że 

background image

związana i poćwiartowana też dotarłaby na 

spotkanie z Tammy.

Dlatego się poddał, lecz postawił kilka 

warunków. On pierwszy się uda do kanionu 
- oddzielnym samochodem. Nie będzie go 

widziała   -   bo   gdzieś   się   ukryje.   Ona   ma 
uważnie słuchać wszystkiego, co Tammy 

mówi;   wolno   jej   zadawać   pytania,   ale 
absolutnie   nie   wolno   wspominać   o 

śmierci   Moniki.   Niech   sobie   wymyśli,   co 
chce,   dowolną   bajeczkę,   by   wyjaśnić 

Tammy,   dlaczego   próbowała   się   z   nią 
skontaktować, lecz niech unika wszelkich 

niebezpiecznych tematów.

Rebeka   bez   wahania   przystała   na 

background image

wszystkie warunki.

Gabe pominął dwa drobne szczegóły: że 

na wyznaczone miejsce zamierza przybyć 

uzbrojony i dopiero wtedy zdecyduje, czy 
cały czas pozostanie w ukryciu, czy jednak 

się ujawni.

Rebeka o nic go nie zapytała. Po chwili 

głośno   ziewnęła.   Przeciągnąwszy   się, 
przetarła   oczy   i   uśmiechnęła   się 

bezradnie.

- Strasznie męczące są te kłótnie z tobą. 

-   Spojrzała   na   zegarek.   -   O   rety!   Wiesz, 
która jest godzina?

Nie miał pojęcia, lecz kiedy sprawdził, 

natychmiast sięgnął po marynarkę.

background image

-   Słuchaj,   omówimy   wszystko   jeszcze 

raz,   zanim   ruszysz   jutro   w   drogę.   Jeśli 
macie się spotkać p drugiej, może zjemy 

wczesny   lunch   o...   na   przykład   o 
jedenastej. Przyjdę po ciebie na górę.

-  Dla  kogo  lunch,  dla  tego  lunch.  Dla 

mnie   to   pewnie   będzie   śniadanie.   Przed 

dziesiątą nie wstanę.

- Świetnie. Wyśpij się.

Podejrzewał,   że   on   sam   nie   zdoła 

zmrużyć   oka.   Miał   mnóstwo   spraw   do 

załatwienia przed jutrzejszym spotkaniem, 
choćby   wynajęcie   drugiego   wozu   czy 

dokładne   obejrzenie   kanionu.   Skierował 
się pośpiesznie ku drzwiom. Nagle stanął 

background image

w pół kroku.

- Mała...
Nie   był   pewien,   co   chce   powiedzieć, 

jedynie czuł, że powinien coś powiedzieć. 
Nie   wypada   wybiec   bez   słowa.   Całowali 

się,   pieścili.   Telefon   od   Tammy   zburzył 
intymny   nastrój;   podziałał   jak   zimny 

prysznic.   Ale   przecież   te   pocałunki   były 
prawdziwe, pieszczoty nie dokończone...

- Zamierzasz przeprosić za to, do czego 

prawie   między   nami   doszło?   -   spytała 

cicho.

- Przeprosić? Nie. - Potarł ręką brodę. - 

A właściwie tak. Chcę cię przeprosić.

-   To   nie   była   twoja   wina,   Gabe. 

background image

Grzecznie   sobie   siedziałeś,   a   ja   ci   się 

wpakowałam na kolana. - Też potarła ręką 
twarz,   jakby   ten   gest   był   zaraźliwy.   - 

Powinnam cały czas myśleć o Jake'u. To z 
jego   powodu   tu   przyleciałam.   Kiedy 

Tammy zadzwoniła, myślami byłam gdzie 
indziej.   Mam  

i  

tego   powodu   wyrzuty 

sumienia.

-   Niepotrzebnie.   Szukanie   dowodów 

niewinności   Jake'a   to   moja   praca,   nie 
twoja. Wiem, że go kochasz i chcesz mu 

pomóc, ale ty żyjesz w innym świecie. Nie 
jesteś   przyzwyczajona   do   krętactw   ani 

łajdactw,   do   śledzenia   podejrzanych 
typów, do rozmów z ludźmi z marginesu. - 

background image

Wsunął   ręce   do   kieszeni.   -   Poza   tym 

martwisz   się   o   brata.   Kiedy   żyje   się   w 
stresie,   wszystko   się   inaczej   postrzega. 

Inaczej   reaguje   się   na   rzeczywistość. 
Wewnętrzne   napięcie   wypacza   nasz 

sposób myślenia, czucia...

- Moje myślenie czy czucie wcale nie 

jest wypaczone. - Popatrzyła mu prosto w 
oczy.   -   Jedynie   wybrałam   nieodpowiedni 

moment.   I   tego   żałuję.   Ale   niczego   poza 
tym. Rozumiesz?

-   Dobra,   dobra.   Kiedy   wrócisz   do 

Minneapolis,   znów   będziesz   marzyła   o 

domku na wsi, z huśtawką w ogrodzie. O 
dzieciach. I o mężczyźnie, który ci je da.

background image

Otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale 

po   chwili   je   zamknęła.   W   jej   dużych 
zielonych   oczach   Gabe   dojrzał   smutek   i 

ból. Ból, który sam zadał, odbierając jej na-
dzieję.

Skinąwszy   na   pożegnanie   głową, 

wyszedł z pokoju.

Korytarz   był   pusty.   Gabe   ruszył   przed 

siebie. Cisza dzwoniła mu w uszach. Miał 

wrażenie, że słyszy stukot własnego serca.

W rozmowie z Rebeką był szczery. Nie 

chciał   sprawiać   jej   przykrości,   ale   nie 
chciał też, by nastawiała się na coś, co nie 

ma szansy się spełnić. Jest romantyczką, 
która   buja   w   obłokach   i   wierzy   w 

background image

królewiczów z bajki. Gdyby związała się z 

nim,   przeżyłaby   bolesne   rozczarowanie. 
Bezwzględna   uczciwość   -   to   jedyne,   co 

mógł jej zaofiarować, mimo to czuł się jak 
ostatni drań.

Była   tym,   o   czym   marzył   jako   mały 

chłopiec - blaskiem księżyca, promykiem 

słońca.   Bał   się   takich   wielkich   słów   jak 
miłość, ale nie ukrywał, że darzy ją uczu-

ciem. Wcale nie chciał, żeby się zmieniła. 
Ma prawo być altruistką, wierzyć w bajki, 

dążyć do spełnienia marzeń.

Dlatego   musi   ją   chronić.   Nie   przed 

niebezpieczeństwem z zewnątrz. Przed nim 
samym, Gabrielem Devereax.

background image

Zdawał   sobie   sprawę,   że   nie   jest 

mężczyzną,   jakiego   Rebeka   potrzebuje,   a 
tym bardziej pragnie.

Nóż   był   jej   ulubionym   narzędziem 

zbrodni. Kilka osób uśmierciła za pomocą 

trucizny,   jedną   czy   dwie   zastrzeliła, 
używając starego brytyjskiego stena, parę 

utopiła,   kilka   innych   zrzuciła   ze   skał.   W 
komputerze miała na ukończeniu kolejną 

powieść   kryminalną:   główny   złoczyńca 
posługuje się srebrnym sztyletem. Śmierć 

zadana   tą   metodą   jest   znacznie 
okrutniejsza,   wymaga   większej   odwagi, 

bezpośredniego   kontaktu   z   ofiarą.   A 
Rebece   sprawiała   to   dużo   większą 

background image

przyjemność.

Pamiętała   jedną   recenzję.   Krytyk 

pochwalił   ją   za   drapieżną   wyobraźnię   i 

zabójcze poczucie humoru. Czuła się mile 
połechtana.   Ale   tak   ochoczo   i   tak   lekką 

ręką mordowała jedynie postaci fikcyjne - 
swoich   książkowych   bohaterów.   W   życiu 

natomiast miała wyrzuty sumienia, kiedy 
zabijała komara. Nigdy też nie marzyła o 

spotkaniu   w   cztery   oczy   w   osobą,   która 
może być mordercą.

Zapięła   guziki   jasnej   bawełnianej 

koszuli,   wsunęła   poły   do   beżowych 

sportowych   spodni,   po   czym   włożyła 
tenisówki.   W   głowie   jej   szumiało,   w 

background image

żołądku czuła dziwny ucisk. Jasna koszula i 

beżowe   spodnie   były   trzecim   strojem, 
który przymierzyła po wstaniu, co najlepiej 

świadczyło o stanie jej nerwów. Dziesiątki 
godzin   poświęcała   na   tworzenie 

bezdusznych   morderców,   a   nie   miała 
najmniejszego   pojęcia,   jak   się   ubrać   na 

spotkanie   z   prawdziwym   potencjalnym 
zabójcą.

Poranne słońce wpadało przez okno do 

pokoju.   Nie   zwracając   uwagi   na   pogodę, 

Rebeka   chwyciła   szczotkę   do   włosów. 
Włosy jak zwykle sterczały jej na wszystkie 

strony. Przez moment zastanawiała się, czy 
nie   spiąć   ich   klamerkami,   potem 

background image

zrezygnowała   z   tego   pomysłu.   Na   miłość 

boską,   przecież   nie   idzie   na   rozmowę   w 
sprawie pracy!

To, że Monica Malone zginęła dźgnięta 

nożem do  korespondencji, nie  znaczy, że 

Tammy   -   adresatka   jednego   z   listów   - 
pozbawiła   ją   życia.   Nie   ma   żadnych 

dowodów   na   to,   że   w   dniu   morderstwa 
Tammy   przebywała   w   domu   Moniki.   Na 

nożu nie było śladów jej palców. Jednakże 
od chwili znalezienia  listu Rebeka miała 

silne,   choć   niczym   nie   uzasadnione 
przeczucie,   że   pomiędzy   Tammy   Diller   a 

rodziną   Fortune'ów   istnieje   jakiś 
tajemniczy związek. Z drugiej strony, Gabe 

background image

bez przerwy powtarzał jej, że ma zbyt bujną 

wyobraźnię.

Podejrzewała,   że   gdyby   naprawdę 

wierzył w winę Tammy, stanąłby na głowie, 
aby   nie   dopuścić   do   ich   spotkania.   On 

natomiast uważał, że Tammy jest typową 
oszustką   i   naciągaczką,   osobą   o 

koszmarnej   opinii   i   brudnych   rękach, 
mającą jakieś powiązania z Monicą, które 

mogą   rzucić   światło   na   śledztwo   i 
przyczynić   się   do   zwolnienia   Jake'a.   W 

niewinność   Jake'a   nie   bardzo   wierzył. 
Tylko rodzina obstawała przy tym, że Jake 

nie   mógł   zabić   Moniki.   Ale   rodzina 
wynajęła   najlepszych   prawników   i   im 

background image

zostawiła obronę Jake'a.

Ona,   Rebeka,   wolała   nie   ryzykować; 

bądź co bądź chodziło o jej brata.

Jake   był   niezdolny   -   psychicznie, 

emocjonalnie, moralnie - do popełnienia 

jakiejkolwiek zbrodni. Rebeka nie miała co 
do   tego   cienia   wątpliwości.   Ale   ktoś 

zasztyletował   aktorkę.   I   tą   osobą   mogła 
być   Tammy,   która   mniej   więcej   w   tym 

czasie kontaktowała się z Monicą.

Rebeka   spojrzała   na   zegarek.   Do 

spotkania   w   kanionie   zostały   równe   trzy 
godziny.

Rzuciła szczotkę na łóżko, pomalowała 

usta, pociągnęła różem policzki. Zapinając 

background image

pamiątkową bransoletę - dziś bez swojego 

talizmanu   nie   zamierzała   wychodzić   - 
zastanawiała się, czy zdąży zwymiotować. 

Denerwowała się. Sama myśl o spotkaniu z 
Tammy przyprawiała ją o mdłości. Ale lada 

moment powinien nadejść Gabe. Jest już 
dwie minuty spóźniony.

Zastukał do drzwi, zanim uporała się z 

bransoletą. Kiedy mu otworzyła, przyjrzał 

się jej z zatroskaniem, jakby wyruszała w 
długą podróż za ocean.

- Jak się czujesz? Spałaś dobrze? Nie 

zmieniłaś zdania?

-   Czuję   się   świetnie   i   rwę   się   do 

działania - odparła.

background image

Okazało   się,   że   wcale   nie   musi   go 

okłamywać.   Albowiem   z   chwilą,   gdy   się 
pojawił, ogarnął ją błogi spokój - mdłości 

minęły, choć serce waliło, jakby dopiero 
skończyła bieg na setkę.

Ubrany   był   na   sportowo:   koszula   w 

kratkę, dżinsy, cienka kurtka. Zauważyła, że 

bez względu na to, co Gabe ma na sobie, 
dres czy smoking, zawsze wygląda bardziej 

dystyngowanie od niej. Poły koszuli tkwią 
mu   w   spodniach,   włosy   nie   sterczą   na 

wszystkie   strony.   Był   ogolony,   ale   oczy 
miał wyraźnie podkrążone. Nie mógł spać, 

pomyślała. Podobnie jak ona, pewnie leżał, 
dumając o tym, co robili, zanim przerwał im 

background image

telefon.

Wcześniej   zastanawiała   się,   czy 

przypadkiem   nie   zakochała   się   w   Gabie. 

Teraz   już   wiedziała.   Z   jednej   strony, 
pociągał   ją   fizycznie,   a   z   drugiej...   Tak,   z 

drugiej strony serce jej łomotało, kolana 
miała jak z waty, dłonie wilgotne.

-   Wciąż   nie   jestem   pewien,   czy 

powinienem ci pozwolić na to spotkanie - 

rzekł ponuro:

-   Dam   ci   dobrą   radę,   kotku.   W 

dzisiejszych czasach lepiej nie używaj w 
rozmowie   z   kobietą   takich   słów   jak   „czy 

powinienem   ci   pozwolić”,   bo   możesz 
zarobić guza.

background image

Oparł się o framugę drzwi.

- Z innymi kobietami na pewno bym nie 

użył.   Tu   nie   chodzi   o   płeć,   mała,   lecz   o 

charakter. Jedni mają wojowniczą naturę, 
inni   łagodną   jak   baranek.   Ty   do   końca 

życia będziesz barankiem.

-   Może.   Ale   jeśli   się   zastanowisz, 

zrozumiesz, że bycie barankiem ma kilka 
niezaprzeczalnych   korzyści.   -   Chwyciła   z 

łóżka torebkę oraz kartkę z podyktowaną 
jej   przez   Tammy   instrukcją   dojazdu   do 

kanionu,   po   czym   wyszła   na   korytarz   i 
skierowała   się   do   windy.   -   Naprawdę 

możesz   się   o   mnie   nie   martwić.   Jestem 
straszliwym   tchórzem.   Jeśli   myślisz,   że 

background image

uczynię coś, co by mogło rozgniewać czy 

sprowokować pannę Diller, to się mylisz.

Gabe   przekręcił   klucz   w   zamku   i 

pośpieszył za Rebeką. Oboje jednocześnie 
wyciągnęli   ręce,   żeby   wcisnąć   guzik 

przywołujący windę.

-   Ty   tchórzem?   Prędzej   uwierzę   w 

obietnice   wyborcze   naszych   polityków. 
Odkąd cię poznałem, podejmujesz ryzyko 

za ryzykiem. Żyjesz po to, żeby ryzykować. 
Ale dziś, Ruda, musisz zagrać bezpiecznie. 

To   ważne.   Pamiętasz,   o   czym 
rozmawialiśmy wczoraj? Jeżeli poczujesz, 

że coś jest nie tak, jeżeli cokolwiek wyda ci 
się   dziwne   lub   podejrzane,   masz 

background image

natychmiast   wsiąść   do   samochodu   i 

odjechać.

Drzwi   windy   rozsunęły   się   z   cichym 

sykiem.   Weszli   do   środka.   W   oczach 
Rebeki pojawiły się wesołe iskierki.

-   Ależ,   Gabe!   Co   ty   mówisz?   Czyżbyś 

zaczął wierzyć w przeczucia, w intuicję?

Westchnął głośno.
- Mam nadzieję, że wrócisz do hotelu 

cała   i   zdrowa.   Po   chwili,   gwoli 
przypomnienia,   powtórzył   jej   to,   co 

uzgodnili   wczoraj:   jadą   dwoma 
samochodami,   on   pozostaje   w   ukryciu, 

potem spotykają się w ustalonym miejscu 
o   ustalonej   porze.   Wręczył   jej   mapkę   z 

background image

zaznaczoną   flamastrem   trasą.   Rebeka 

domyśliła się, że zamiast próbować w nocy 
zasnąć,   udał   się   do   kanionu   i   dokładnie 

obejrzał teren.

Wysiedli   z   windy.   Zbliżali   się   do 

restauracji,   kiedy   Gabe   skończył   litanię 
rozkazów,   próśb   i   żądań.   Zanim   pchnął 

szklane   drzwi,   wcisnął   Rebece   do   ręki 
klucz.

- Co to? - spytała.
- Wynająłem ci wóz. Czarną mazdę RX - 

7. Uniosła brwi.

- Wystarczyłby chevy.

-   Może.   Wziąłem   mazdę   na   wypadek, 

gdyby   pojawił   się   jakiś   problem   i 

background image

chciałabyś szybko zwiać.

Do tej pory Rebeka grzecznie słuchała. 

Nawet nie próbowała nic dodać od siebie. 

Bądź co bądź chirurgowi w trakcie operacji 
nie przerywa się. Widziała, że Gabe jest w 

swoim   żywiole;   wszystko   dokładnie 
sprawdził,   zaplanował,   przygotował.   Bez 

niego na pewno by sobie nie poradziła. Ale 
ostatniej   uwagi   nie   mogła   puścić   bez 

komentarza.

Delikatnie ujęła go za łokieć, po czym 

oznajmiła   cicho:   -   Nie   uciekam   przed 
problemami, Gabe. Czasem ogarnia mnie 

strach, czasem z nerwów wymiotuję, cza-
sem   robię   nie   to,   co   trzeba.   Ale   nie 

background image

uciekam. Tego możesz być pewien.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Chociaż   odległość   z   Las   Vegas   do 

kanionu   Red   Rock   wynosiła   tylko 

dwadzieścia   pięć   kilometrów,   Gabe   miał 
wrażenie, jakby nagle znalazł się na innej 

planecie.   Zgiełk   ucichł,   światła   wygasły, 
domy   zniknęły   -   miasto   zostało   w   tyle. 

Najpierw   pojawiła   się   pustynia,   a   parę 
kilometrów   dalej   dziki,   kamienisty 

krajobraz.

Dla   turysty,   któremu   znudziło   się 

przegrywanie forsy w kasynach, wycieczka 
do kanionu mogła stanowić miłą odmianę. 

Gabe   jednak   podejrzewał,   że   Tammy 

background image

wybrała   to   pustkowie   z   całkiem   innych 

powodów.

Podrapał   się   po   brodzie.   Kilka   minut 

temu   panna   Diller   przybyła   na   miejsce 
jasnożółtym   cadillakiem.   Nie   swoim   - 

wynajętym. Miał okazję dokładnie się jej 
przyjrzeć. I to, co ujrzał, bardzo mu się nie 

podobało.

Leżał   na   skraju   półki   skalnej,   około 

dziesięć   metrów   nad   dnem   kanionu. 
Trudno   byłoby   o   lepszy   punkt   ob-

serwacyjny; widział wszystko jak na dłoni. 
Liczył na to, że może uda mu się również 

śledzić przebieg rozmowy - o ile wcześniej 
nie roztopi się w słońcu.

background image

Tammy zaproponowała spotkanie przy 

stołach piknikowych w parku na  terenie 
kanionu.   Teoretycznie   było   to   idealne 

miejsce na rozmowę, ciche, spokojne. W 
parku - a zatem wśród ludzi. Tyle że ludzie 

przyjeżdżali   do   kanionu   w   soboty   i   w 
niedziele. W środku tygodnia panowała tu 

pustka.   Słońce   prażyło   niemiłosiernie, 
promienie   odbijały   się   o   łyse   skały, 

powietrze stało nieruchomo. I w promieniu 
wielu   kilometrów   nie   było   widać   żywej 

duszy   -   ptaka,   jaszczurki,   a   tym   bardziej 
człowieka.

Gabe miał przy sobie menażkę z wodą, 

ale   bał   się   wyciągnąć   ją   z   kieszeni   i 

background image

podnieść do ust, by hałas nie zdradził jego 

obecności. Dla geologa okolica ta pewnie 
była   rajem;   tu   i   ówdzie   rosło   parę 

poskręcanych   topoli   rzucających 
zbawienny cień na stoliki piknikowe, dalej 

jednak ciągnęły się różowopomarańczowe 
formacje   skalne,   które   przyjmowały 

dziwne strzeliste kształty.

Gabe   nie   był   geologiem;   nie 

interesowały   go   formacje   skalne   ani 
surowe   piękno   krajobrazu.   Samochód 

zostawił daleko od parku. Pokonując drogę 
piechotą,   cały   czas   denerwował   się,   że 

miejsce   wybrane   przez   Tammy   jest   tak 
ustronne. Tak na uboczu. Mogła tu zrobić 

background image

wszystko i nikt by niczego nie widział.

To, że przybyła dwadzieścia minut przed 

czasem,   wydało   mu   się   podejrzane   i 

natychmiast   wzmogło   jego   czujność.   Ale 
dzięki   temu   miał   okazję   dobrze   się   jej 

przyjrzeć.   Najbardziej   rzucała   się   w   oczy 
fryzura  - Tammy  miała  włosy do ramion, 

dość puszyste, a może natapirowane.

Pewnie   uważała,   że   ma   na   głowie 

artystyczny   nieład.   Gabe   zaś   uważał,   że 
czesała się koszmarnie. Kiczowato.

Tak samo się malowała. W myśl zasady, 

że im więcej koloru na powiekach i tuszu 

na   rzęsach,   tym   lepiej.   Nogi   -   długie   i 
zgrabne. Bluzka, pełna falbanek i koronek, 

background image

opinała obfity biust. Przypuszczalnie dzięki 

tym   koronkom   Tammy   Diller   chciała 
sprawiać   wrażenie   osoby   niewinnej   i 

godnej   zaufania,   a   sprawiała   wrażenie 
zdziry. Lafiryndy. Nie chodziło o ubranie, bo 

to,   co   miała   na   sobie,   musiało   sporo 
kosztować.   Chodziło   raczej   o   sposób,   w 

jaki   je   nosiła,   i   o   sposób,   w   jaki   się 
poruszała.

Spojrzenie   miała   zimne,   przebiegłe. 

Twarz całkiem ładną, gdyby nie makijaż. I 

gdyby   nie   wyraz   okrucieństwa,   sprytu   i 
wyrachowania, którego nic nie było w sta-

nie   ukryć.   Była   wyraźnie   spięta;   co   rusz 
podskakiwała nerwowo i oglądała się za 

background image

siebie, jakby coś słyszała. A słyszeć nic nie 

mogła,   bo   on   nie   czynił   najmniejszego 
szmeru.

Wreszcie   z   oddali   dobiegł   ich   cichy 

warkot   silnika.   Rebeka.   Gabe   poczuł,   jak 

mięśnie   mu   się   napinają,   nie   oderwał 
jednak   oczu   od   Tammy.   Kobieta   rzuciła 

papierosa   na   ziemię,   zgniotła   go   butem, 
wypluła   gumę   do   żucia,   zawiązała   na 

głowie cienką chusteczkę, włożyła na nos 
wielkie okulary słoneczne i czym prędzej 

przybrała wyraz spokoju i powagi.

Rebeka   zatrzymała   czarną   mazdę   tuż 

obok cadillaca i wysiadła. No dobrze, mała. 
Bądź grzeczna, prosił ją w myślach Gabe. 

background image

Zachowuj   się   tak,   jak   uzgodniliśmy. 

Rozmawiaj, ale nie wspominaj słowem o 
Monice,   o   Jake'u   i   o   morderstwie.   Jutro 

możesz   sobie   ryzykować,   ile   chcesz. 
Przysięgam, że nie będę na ciebie krzyczał, 

ale dziś błagam, bądź ostrożna.

Spostrzegłszy   Tammy,   Rebeka 

skierowała się w jej stronę. W porównaniu 
z nią, była jak powiew wiatru, jak promień 

słońca - czysta, naturalna, świeża.

- Panna Diller?

Coś   jest   nie   tak.   Gabe   wyraźnie   to 

widział. Znał Rebekę, jej sposób chodzenia 

i stania. Ktoś inny pewnie niczego by nie 
zauważył,   ale   on   od   razu   spostrzegł   nie-

background image

naturalną   sztywność   w   jej   ruchach   oraz 

przylepiony   do   warg   uśmiech   -   szeroki, 
promienny, lecz wymuszony.

Natychmiast   rozdzwoniły   się   w   nim 

dzwonki   alarmowe.   Maksymalnie   wytężył 

wzrok,   wzmógł   czujność.   Wczesnym 
rankiem postanowił zajrzeć do komputera, 

zobaczyć,   czy   nie   pojawiło   się   więcej 
informacji   o   Tammy   lub   o   jakimś   innym 

podejrzanym, o którym dotąd było cicho. 
Monica   nie   narzekała   na   brak   wrogów. 

Pracownicy agencji dokładnie sprawdzili 
każde nazwisko otrzymane od Kate i Jake'a 

Fortune'ów.   Wygrzebali   mnóstwo 
ciekawych informacji, ale nic, co mogłoby 

background image

się przydać w śledztwie. Gabe uznał, że nie 

ma powodu zakazywać Rebece spotkania z 
Tammy, skoro tak bardzo jej na tym zależy.

Teraz żałował swej decyzji. Trzeba było 

zakazać   i   już.   Skoro   Rebeka   jest   tak 

poruszona   samym   widokiem   Tammy, 
znaczy to jedno: że istnieje coś, o czym on 

nie wie. Tak w ogóle to lubił niespodzianki, 
ale   nie   wtedy,   gdy   dotyczyły   Rebeki,   a 

szczególnie jej bezpieczeństwa.

Obserwował   ją   uważnie.   Po   chwili 

nienaturalna sztywność zniknęła. Rebeka 
wyciągnęła na powitanie rękę i - jak to ona 

- ćwierkając wesoło, rzekła:

- Dziękuję, że chciała się pani ze mną 

background image

spotkać. - Rozejrzała się dookoła. - Boże, 

jak tu pięknie!

Tammy   uścisnęła   jej   dłoń,   szczerząc 

zęby w fałszywym uśmiechu.

- Prawda? Uwielbiam to miejsce. Cisza, 

spokój,   można   się   odprężyć,   swobodnie 
porozmawiać.   Zwłaszcza   tu,   w   Vegas, 

człowiek potrzebuje chwili wytchnienia. - 
Mówiła z południowym akcentem, którego 

chyba nie udawała, głosem ociekającym 
słodyczą,   która   niewątpliwie   prawdziwa 

nie była.

- No tak. Po wrażeniach w kasynie...

Nie   wszystko   docierało   do   jego   uszu. 

Tammy   stała   zwrócona   tyłem;   przyglądał 

background image

się jej więc bez obawy, że go dostrzeże. Z 

początku   tylko   na   to   liczył:   że   znajdzie 
kryjówkę  na  tyle  blisko, by mógł  śledzić 

obie kobiety, a gdyby co do czego doszło, 
rzucić   się   Rebece   na   ratunek.   To,   że   w 

czystym   powietrzu   i   panującej   wokół 
niezmąconej   ciszy   głos   niósł   się   tak 

dobrze,   było   miłą   niespodzianką. 
Najmniejszy   ruch   powodował   jednak,   że 

głosy się zlewały. A kobiety, wiadomo, nie 
potrafią ustać w miejscu.

Gabe   wstrzymał   oddech.   Starał   się 

zignorować   swędzenie   w   okolicy   karku, 

zapomnieć o żarze lejącym się z nieba, nie 
zwracać uwagi na ostre odłamki wpijające 

background image

mu się w tors.

Sądząc po twarzy Rebeki, nie mówiły o 

niczym   ważnym;   po   prostu   prowadziły 

uprzejmą,   zdawkową   rozmowę.   Rebeka 
uśmiechała   się,   potakiwała,   co   pewien 

czas   entuzjastycznie   przyznawała   swej 
rozmówczyni rację.

Brawo, Ruda, pochwalił ją w myślach. 

Świetnie się spisujesz.

Podeszły   nieco   bliżej   skały,   na   której 

leżał.  Po chwili  Tammy,  uznawszy, że  nie 

przyjechała   tu,   by   rozprawiać   o   urodzie 
kanionu, przystąpiła do sedna.

- Gdziekolwiek się wczoraj pojawiłam, 

ktoś mówił, że pani mnie szuka. Ponieważ 

background image

nie   znamy   się,   nigdy   się   nawet   nie 

widziałyśmy, zastanawiałam się, o co może 
chodzić...

- Jeśli mogę być z panią szczera...
Szczera?   Gabe   poczuł   dreszcz   trwogi. 

Mógł   się   tego   spodziewać.   Wczoraj 
wyraźnie   mu   powiedziała,   że   nie   ma 

zwyczaju   uciekać   przed   problemami. 
Zresztą   sam   to   doskonale   wiedział. 

Wielokrotnie   udowodniła   swoim   za-
chowaniem,   że   gotowa   jest   uczynić 

wszystko,   żeby   pomóc   bratu.   Żadne 
problemy nie były jej straszne. Nie myślała 

o   ryzyku   czy   zagrożeniu.   Miał   tego 
najlepszy przykład wczorajszej nocy, kiedy 

background image

o mało nie wylądowała z nim w łóżku.

Każdy   dotyk,   każda   pieszczota   i 

pocałunek odżyły w jego pamięci. Miotany 

paniczną   trwogą,   usiłował   telepatycznie 
przekazać Rebece swe myśli, przypomnieć 

jej, co ustalili.

- Ależ, moja droga! Oczywiście, że tak - 

zapewniła ją Tammy.

-   Pewnie   czytała   pani   w   gazecie   o 

morderstwie Moniki Malone? No więc mój 
brat Jake został oskarżony o tę zbrodnię. W 

rzeczach   Moniki   znalazłam   kopię   listu, 
który   napisała   do   pani   kilka   dni   przed 

śmiercią.   Nie   wiem,   co   panią   łączyło   z 
Monicą, ale miałam nadzieję, że zdoła mi 

background image

pani jakoś pomóc. Szukam jakichś śladów, 

informacji,   czegokolwiek,   co   by   mogło 
oczyścić dobre imię mojego brata.

Serce   Gabe'a   zamarło.   W   ustach   mu 

zaschło,   jakby   godzinami   wędrował   po 

pustyni. Psiakrew! Tyle razy jej tłumaczył, a 
ona kiwała głową na znak, że się zgadza i 

rozumie! Przecież uzgodnili, że nie wolno 
jej słowem wspomnieć o śmierci Moniki. 

Jeżeli tak zrobi, wówczas Tammy dostrzeże 
w niej wroga. Zagrożenie.

Cholera, Ruda! Zamknij się, ani słowa 

więcej!

Przez   moment   nie   widział   twarzy 

Tammy Diller, widział jedynie, że uniosła 

background image

ręce, jakby wyznanie Rebeki ogromnie ją 

zdziwiło.

-   Tak,   oczywiście,   że   słyszałam   o 

morderstwie. Monika Malone była sławną 
aktorką   i   wszystkie   gazety   pisały   o   jej 

śmierci. Ale nie znałam jej osobiście...

- No a list? - spytała Rebeka. - Napisała 

do pani zaledwie kilka dni przed śmiercią...

Serce Gabe'a znów zaczęło bić. A raczej 

walić   młotem.   Przez   chwilę   zastanawiał 
się, co ma zrobić, kiedy wreszcie dorwie tę 

rudowłosą kretynkę. Czy ma ją usmażyć na 
skwierczącym   tłuszczu,   przywiązać   do 

słupa   na   środku   termitiery,   czy   utopić? 
Wszystkie   trzy   rozwiązania   były   tak 

background image

kuszące, że nie potrafił się zdecydować. No 

cóż, później nad  tym  pomyśli, a  na  razie 
przygwoździł  wzrokiem  Tammy Diller. Nie 

zamierzał spuszczać z niej oczu - nawet na 
moment, żeby mrugnąć.

- Tak, to prawda - przyznała Tammy. - 

Byłam zaskoczona. Jak się pani zapewne 

domyśla   -   wykonała   ręką   nieokreślony 
gest, jakby wskazywała na swoją twarz i fi-

gurę - jestem modelką. Uznałam, że pani 
Malone   chce   mi   zaoferować   pracę. 

Czytałam kiedyś, że jest związana z firmą 
kosmetyczną   należącą   do   pani   rodziny. 

Akurat   byłam   między   zleceniami...   Ale 
sama nie wiem. Wkrótce zaproponowano 

background image

mi ciekawe zajęcie, a potem... Nie zdążyłam 

odpowiedzieć   na   list   pani   Malone   ani 
dowiedzieć się, o co jej chodziło.

-   Szkoda.   -   Rebeka   westchnęła.   - 

Liczyłam   na   coś   więcej.   Że   podsunie   mi 

pani   jakiś   trop,   na   przykład   nazwisko 
osoby, która mogła źle Monice życzyć...

- Przykro mi, kochana. Nigdy w życiu nie 

spotkałam   pani   Malone.   Rzecz   jasna, 

byłam przerażona, kiedy przeczytałam o jej 
morderstwie.   To   straszne!   Stara   holly-

woodzka   aktorka   ginie   zasztyletowana 
ozdobnym nożem do listów. Zupełnie jak na 

filmie, no nie? Po prostu wierzyć się nie 
chce, że ktoś mógłby popełnić tak ohydną 

background image

zbrodnię.

Cholera! Znów coś jest nie tak! Rebeka 

pokiwała   głową,   mruknęła,   że   tak,   to 

straszne,   ale   Gabe   zauważył,   że   krew 
odpłynęła jej z twarzy. Zauważył też, że z 

całej   siły   zaciska   dłonie.   Choć   robiła   to 
dyskretnie,   w   sposób   ledwo   widoczny, 

pamiątkowa   bransoleta   głośno   zabrzę-
czała.

Tammy, starając się uciec od tematu 

Moniki, pochwaliła bransoletę i po chwili 

rozmowa zeszła na biżuterię. Obie kobiety 
przestępowały   nerwowo   z   nogi   na   nogę. 

Były wyraźnie spięte. Obie wyjęły z torebki 
kluczyki samochodowe. Podrzucając je w 

background image

dłoni, kontynuowały rozmowę. Nie chciały 

przedłużać spotkania, ale żadna nie umiała 
go zakończyć.

Gabe z ulgą wypuścił z pluć powietrze. 

Uznał, że nic groźnego się już nie wydarzy. 

Gdyby   Tammy   chciała   wyrządzić   Rebece 
krzywdę, miała aż nadto czasu. Być może 

była   zadowolona   ze   spotkania.   Może 
stwierdziła,   że   poszło   po   jej   myśli.   Bo 

przecież   osiągnęła   cel:   zdołała   zamydlić 
Rebece oczy, wcisnąć jej trochę kitu, a przy 

okazji   dowiedzieć   się,   czego   Rebeka   od 
niej oczekuje.

Niestety, Gabe nie wierzył w szczęśliwe 

zakończenia.   Trafiały   się   jedynie   w 

background image

bajkach i czasem w filmach.

Leżenie bez ruchu doprowadzało go do 

szału. Miał ochotę zejść ze skały, wrócić do 

samochodu   i   odjechać,   zanim   Tammy 
wsiądzie do swojego cadillaca. Ale to nie 

wchodziło   w   grę.   Każdy   najlżejszy   szmer 
mógł   zdradzić   jego   obecność.   Musiał 

uzbroić   się   w   cierpliwość,   poczekać,   aż 
Tammy   ruszy   w   drogę.   Dziesiątki   myśli 

kłębiły   się   w   jego   głowie.   Nawet   jeżeli 
będzie miała kilka minut wyprzedzenia, bez 

trudu powinien ją dogonić. Niewiele dróg 
prowadzi do kanionu, a żółty cadillac łatwo 

da się zauważyć na autostradzie.

Nie wiedział, dokąd Tammy planuje się 

background image

stąd   udać,   instynkt   jednak   podpowiadał 

mu,   że   należy   to   koniecznie   sprawdzić. 
Siedząc ją, zorientuje się, czy rozmowa z 

Rebeką   wytrąciła   ją   z   równowagi   i   co   z 
tego dalej wynika.

Rudą zajmie się później.
Ręce   Rebeki,   wilgotne   ze 

zdenerwowania i podniecenia, ślizgały się 
po   kierownicy.   Czarna   mazda   pruła   w 

kierunku Las Vegas z prędkością około stu 
czterdziestu   kilometrów   na   godzinę. 

Rebeka   wreszcie   zreflektowała   się,   jak 
mocno   naciska   pedał   gazu.   Ale   tak   jak 

jeździec   nie   może   spowolnić   konia 
podczas   wyścigu,   tak   ona   nie   potrafiła 

background image

zmusić się do wolniejszej jazdy.

Czarny pojazd wyrywał się do przodu. 

Spieszyło mu się. Jej też. Na widok Tammy 

omal   nie   dostała   ataku   serca.   Chociaż 
kobieta starała się zmienić swój wygląd, 

podobieństwo między nią a starszą siostrą 
Rebeki,   Lindsay,   było   uderzające.   Kiedy 

Rebeka   to   sobie   uświadomiła,   dziesiątki 
porozrzucanych   części   łamigłówki   nagle 

zaczęły układać się w całość.

Tammy Diller i Tracey Ducet to jedna i 

ta   sama   osoba.   Od   początku   imię   i 
nazwisko adresatki listu wydawało jej się 

znajome, nie mogła sobie jednak przypo-
mnieć, gdzie się z nim zetknęła. Oczywiście 

background image

nigdzie się z nim nie zetknęła. Po prostu 

było dziwnie zbieżne z nazwiskiem Tracey 
Ducet.   Rebeka   oczywiście   słyszała   opo-

wieść o kobiecie, która mniej więcej rok 
temu usiłowała się podać za porwaną w 

dzieciństwie   bliźniaczkę   Lindsay.   Cała 
rodzina żyła tą historią. Ale nie powiązała 

Tracey z Tammy, dopóki nie stanęła z nią 
twarzą w twarz.

Tracey   -   Tammy   ma   niebywały   tupet, 

decydując   się   na   spotkanie   z   członkiem 

rodziny Fortune'ów. Żadna ilość makijażu 
ani   żadne   przebranie   nie   jest   w   stanie 

zmienić   człowieka   tak,   by   go   nie 
rozpoznano.

background image

Rebeka nie dość, że prawie zemdlała na 

widok Tracey - Tammy, to potem omal nie 
dostała   drugiego   ataku   serca,   kiedy   ta 

wspomniała   o   śmierci   Moniki   przez   za-
sztyletowanie. Ani w poważnych gazetach, 

ani   w   prasie   brukowej   nie   podano 
narzędzia   zbrodni.   Policja   strzegła   tej 

informacji   niczym   sztabek   złota. 
Oficerowie   prowadzący   śledztwo   mieli 

wystarczającą ilość dowodów, by oskarżyć 
Jake'a o morderstwo, ale wiele pytań wciąż 

pozostawało bez odpowiedzi, na przykład: 
kto   jeszcze   dotykał   zdobionego 

kamieniami   noża   do   listów?   Do   kogo 
należały   zamazane   odciski   palców? 

background image

Ponieważ oskarżony był członkiem jednej z 

najbogatszych   rodzin   w   Stanach, 
oczekiwano, że proces stanie się głośny. 

Wszyscy   bali   się   popełnić   jakikolwiek 
błąd.   Dlatego   do   informacji   mogących 

mieć bezpośredni wpływ na wynik procesu 
nie dopuszczano prasy.

Tammy   jednak   wiedziała,   jak   Monica 

zginęła.   Wspomniała   zarówno   o 

zasztyletowaniu, jak i o ozdobnym nożu.

To   ostatecznie   przekonało   Rebekę,   że 

dawna   Tracey   Ducet,   a   obecna   Tammy 
Diller zabiła aktorkę. Dalsza rozmowa z nią 

stanowiła prawdziwą udrękę. Nie chciała 
rozmawiać,   chciała   jak   najszybciej 

background image

pożegnać się, wrócić do hotelu, podzielić 

się   wiadomością   z   Gabrielem   i   policją. 
Niech   policja   aresztuje   prawdziwego 

mordercę,   czy   raczej   morderczynię,   i 
zwolni   niesłusznie   przetrzymywanego   w 

areszcie Jake'a.

Autostrada   była   stosunkowo   pusta, 

dopiero   pod   miastem   ruch   się   nasilił. 
Rebeka, która przez cały czas rozmyślała o 

swoim   odkryciu,   kilka   razy   skręciła   nie 
tam, gdzie trzeba. Trudno było zgubić się w 

Las Vegas - główne hotele z daleka rzucały 
się w oczy, ich nazwy migotały na tle nieba 

- jej się jednak udało.

Wreszcie zlokalizowała „Circus Circus”. 

background image

Była   wściekła   na   siebie,   że   straciła   tyle 

czasu,   a   przecież   tak   bardzo   się   jej 
spieszyło.   Skierowała   wóz   na 

wielopoziomowy   parking.   Przy   wjeździe 
zwolniła,   by   wziąć   z   automatu   kwit   z 

godziną, od której liczy się czas postoju. 
Oślepiające słońce pozostało na zewnątrz; 

w   środku   panował   chłodny   półmrok. 
Umówiła   się   z   Gabe'em   w   swym   pokoju. 

Ponieważ   błądziła,   było   całkiem 
prawdopodobne, że już na nią czekał.

Ciekawa   była   jego   reakcji,   kiedy 

przekaże   mu   wiadomość   o   Tracey. 

Wiedziała, że wysłucha jej w skupieniu, bo 
do pracy zawsze podchodził z powagą. I że 

background image

w jego oczach pojawi się błysk zawiści lub 

urażonej dumy - biedak nie znosił, kiedy to 
ona coś odkrywała albo wpadała na trop, 

który   jemu   uniknął.   W   sumie   jednak 
ucieszy się i pogratuluje jej sukcesu. Może 

z   radości   nawet   zapomni   o   tym,   że 
zignorowała   jego   polecenia   dotyczące 

przebiegu spotkania w kanionie.

Zdążył ją poznać dość dobrze, powinien 

zatem wiedzieć, z kim ma do czynienia: z 
osobą, która nie lubi, jak ktoś jej coś każe 

czy   czegoś   zabrania.   Poczuła   ukłucie   w 
sercu.   Zawsze   gdy   jej   na   kimś   zależało, 

robiła wszystko na opak, łamała wszelkie 
zasady, ale jeszcze nigdy tylu nie złamała 

background image

co teraz, przy Gabie.

Na razie jednak nie miała czasu się nad 

tym zastanawiać. Na pierwszym poziomie 

wszystkie   miejsca   były   zajęte,   więc 
wjechała   na   drugi.   Przez   chwilę   krążyła, 

rozglądając się na boki; wreszcie dojrzała 
puste miejsce. Zgasiła silnik, wyciągnęła 

ze   stacyjki   kluczyki,   wzięła   torebkę.   Na 
myśl o tym, że zaraz zobaczy Gabe'a i opo-

wie mu o Tammy, zadrżała z podniecenia.

Wysiadłszy   z   samochodu,   sprawdziła, 

czy drzwi są zamknięte, po czym odwróciła 
się.   Wokół   było   ciemno,   pusto,   cicho   - 

betonowe ściany, betonowa podłoga, masy 
samochodów.   Przez   moment   stała 

background image

zdezorientowana,   niepewna,   gdzie   są 

schody lub winda i którędy wiedzie droga 
do hotelu.

- Hej!
Na   dźwięk   męskiego   głosu   obejrzała 

się przez ramię. W pierwszej chwili nawet 
się nie zdziwiła, że ktoś do niej woła. Las 

Vegas   zostało   zbudowane   z   myślą   o 
turystach,   więc   obcy   ludzie   często 

zagadywali do siebie. Najpierw zobaczyła 
uśmiech   na   twarzy   obcego.   Potem 

zarejestrowała kilka innych szczegółów: że 
mężczyzna

 

jest

 

sympatycznie 

wyglądającym blondynem w wieku około 
trzydziestu   pięciu   lat,   dość   wysokim, 

background image

ubranym   podobnie   jak   dziesiątki   innych 

ludzi   na   ulicach...   i   nagle   doznała 
olśnienia.

Tammy   Diller   miała   narzeczonego. 

Choćby   z   tego   powodu   ona,   Rebeka, 

powinna była skojarzyć Tammy z Tracey. 
Bo   Tracey   też   cały   czas   towarzyszył 

narzeczony,   który   pomagał   jej,   gdy 
odgrywała   rolę   odnalezionej   siostry 

bliźniaczki. Jak on miał na imię? Dwayne, 
Wayne, jakoś tak. W głowie jej zaszumiało, 

zrozumiała bowiem, że nie jest bezpieczna, 
ale było już za późno. Mężczyzna podbiegł 

bliżej.   Mimo   półmroku   wyraźnie   widziała 
jego chłopięcy uśmiech i uprzejmy wyraz 

background image

twarzy.

A   potem   w   jego   prawej   ręce 

spostrzegła   długie   lśniące   ostrze. 

Podnosząc je, wciąż się uśmiechał.

Wokół nie było żywego ducha. Cisza aż 

dudniła   w   uszach.   Rebeka   uzmysłowiła 
sobie, że jest zdana wyłącznie na siebie. 

Chociaż wiedziała, że nikt jej nie usłyszy, 
wciągnęła głęboko powietrze, zamierzając 

krzyknąć   na   całe   gardło.   Tak   głośno,   by 
pobudzić zmarłych.

Nie   zdążyła;   wydała   z   siebie   jedynie 

żałosny kwik. Obcy boleśnie wykręcił  jej 

do tyłu rękę. W nozdrza uderzył ją duszny 
zapach   wody   kolońskiej.   Nie   mogła   od-

background image

dychać. Do szyi miała przytknięty nóż; jego 

srebrne ostrze rzucało fantazyjne refleksy 
na ścianę nieopodal.

Czuła   narastającą   panikę.   Nie   umiała 

się przed nią bronić. Nagle przyszło jej do 

głowy   imię   i   nazwisko   narzeczonego 
Tracey   Ducet:   Wayne   Potts.   Niestety,   na 

niewiele mogło się jej teraz przydać. Coraz 
więcej   fragmentów   łamigłówki   układało 

się w całość, ale...

Psiakość,   Gabe   miał   rację.   Powinna 

była bardziej na siebie uważać. Powinna 
była też zaufać swojej intuicji, starać się 

rozgryźć,   kim   jest   Tammy   Diller   i   jej 
tajemniczy towarzysz. No ale nie czas teraz 

background image

na gdybanie i robienie sobie wyrzutów, gdy 

czubek ostrza kłuł ją w szyję.

- Panna Rebeka Fortune... Spóźniłaś się, 

ciziuniu.   Spodziewałem   się   ciebie 
dwadzieścia   minut   temu.   Już   zaczynałem 

się martwić, że coś się stało. Zgubiłaś się, 
czy   co?   W   końcu   ile   czasu   trzeba   na 

pokonanie   niecałych   trzydziestu 
kilometrów?

Chciał rozmawiać? Przytykając jej nóż 

do szyi? Nie była w nastroju do rozmowy. 

Mogła   posikać   się   ze   strachu,   wpaść   w 
histerię, zemdleć, zacząć dygotać jak w fe-

brze - albo wszystko naraz. Ale z nożem przy 
szyi nie mogła rozmawiać. Z drugiej strony, 

background image

póki on mówi, ona żyje. Póki mówi, nie kroi 

jej na kawałki.

- Skąd... skąd znasz moje nazwisko?

- Telefony w samochodach to świetny 

wynalazek. Wszystko wiem o tobie. Tracey 

nie   mogła   się   doczekać,   żeby   mi 
opowiedzieć   o   waszym   spotkaniu.   Muszę 

przyznać,   że   doskonała   z   ciebie   aktorka, 
wiesz?   Tracey   nabrała   się   na   twoją 

szczerość i naiwność. Była przekonana, że 
uwierzyłaś   w   każde   jej   słowo.   Ja   jednak 

dość   wcześnie   w   życiu   nauczyłem   się 
odróżniać prawdę od fałszu.

Wykręcił   mocniej   jej   rękę.   W   oczach 

zapiekły   ją   łzy.   Poprzez   zapach   wody 

background image

kolońskiej   przedzierał   się   odór   potu. 

Napastnik pocił się z podniecenia. Rebeka 
instynktownie   pojęła,   że   podoba   mu   się 

rola agresora i zabawa ostrym nożem.

- To jakaś pomyłka. Nie mam pojęcia, o 

co ci chodzi. O czym ty mówisz? Nie znam 
żadnej Tracey...

Zarechotał jej prosto w ucho.
-   Całkiem   nieźle,   ciziuniu.   Całkiem 

nieźle.   Ale   nie   próbuj   okłamywać 
zawodowca.   Od   razu   rozpoznałaś   Tracey, 

prawda? Wygląda dokładnie tak samo jak 
twoja   starsza   siostra.   Tłumaczyłem   jej, 

żeby nie dzwoniła do ciebie, że spotkanie z 
tobą   to   głupi   pomysł,   ale   uparła   się.   To 

background image

ważne, mówiła, żebyśmy odkryli, co wiesz. 

No i odkryliśmy. Wiesz za dużo...

Nagle rozległ się przeraźliwy pisk opon. 

Zaskoczony hałasem Wayne uniósł głowę, 
odruchowo   przyciskając   mocniej   nóż. 

Rebeka   poczuła,   jak   po   szyi   cieknie   jej 
strużka   krwi.   Bała   się   drgnąć   choćby   o 

milimetr. Kątem oka dojrzała lśniący biały 
dach auta Gabe'a, który właśnie wyłaniał 

się zza zakrętu.

Silnik   wył,   samochód   -   niczym 

odrzutowiec pędzący po pasie startowym - 
nabierał   coraz   większej   szybkości, 

zupełnie   jakby   kierowca   nie   przejmował 
się   tym,   że   na   jego   drodze   stoją   dwie 

background image

osoby: mężczyzna z nożem i skostniała ze 

strachu kobieta. Po chwili wóz zniknął z jej 
pola   widzenia.   Ułamek   sekundy   później 

huknął w auto zaparkowane obok mazdy, 
którą Rebeka przyjechała. Koła wciąż się 

obracały, a silnik warczał, kiedy drzwi się 
otworzyły i ze środka wypadł Gabe.

Wszystko trwało zaledwie parę sekund. 

Gdyby   Wayne   miał   odrobinę   rozumu, 

domyśliłby   się,   że   trzyma   w   ręku   asa, 
którego   absolutnie   nie   powinien 

wypuszczać. On jednak zdał się na instynkt, 
a   instynkt   kazał   mu   brać   nogi   za   pas   i 

uciekać.

Ostrze   przesunęło   się   po   jej   gardle. 

background image

Rebeka   poczuła   piekący   ból,   po   czym 

została   brutalnie   odepchnięta.   Uderzyła 
brzuchem o maskę stojącego obok wozu. 

Jest wolna! Przez chwilę nie mogła złapać 
ani oddechu, ani równowagi; miała ochotę 

przysiąść   na   betonowej   podłodze,   na 
przemian głośno śmiać się i płakać - ale 

nagle   zobaczyła   Gabe'a.   Przemknął   obok, 
nie patrząc na nią, z dziką furią w oczach.

- Gabe, on ma nóż! - krzyknęła.
Ale   równie   dobrze   mogłaby   wołać   do 

pilota w odrzutowcu. Do głuchego pilota w 
ryczącym odrzutowcu. Rzucił się na wroga 

jak wygłodniały tygrys. Obaj przeturlali się 
kilka razy. Nóż błysnął w powietrzu, spadł 

background image

na   beton   i   zniknął   pod   najbliżej 

zaparkowanym samochodem.

Wayne   nie   miał   szansy.   Wył,   jęczał, 

szlochał,   usiłował   się   wyrwać,   uwolnić, 
ochronić przed ciosami.

Rebeka   stała   nieruchomo,   z   ręką 

zaciśniętą   na   brzuchu,   zbyt   przerażona   i 

zdenerwowana, by jasno myśleć. Chciała 
pomóc Gabe'owi, ale nie wiedziała jak. Czy 

powinna wyciągnąć spod samochodu nóż? 
A   może   wezwać   policję?   Ale   bała   się 

odejść i zostawić mężczyzn samych.

Wtem   usłyszała   warkot   silnika   i   po 

chwili   zza   zakrętu   wyłonił   się   inny 
samochód. Na przednich fotelach siedziała 

background image

para turystów, starsze małżeństwo, które 

wybrało   ten   niefortunny   moment   na 
szukanie   miejsca   do   zaparkowania. 

Potykając się, Rebeka wybiegła na środek 
drogi i zaczęła machać do kierowcy, by się 

zatrzymał. Dwie pary wystraszonych oczu 
patrzyły na nią przez szybę.

- Zostawcie tu wóz i wezwijcie policję! - 

zawołała do turystów.

Zdjęci   przerażeniem,   nie   ruszyli   się   z 

miejsca.

-   Błagam!   Biegnijcie   do   hotelu   i 

zadzwońcie po policję!

Drzwi   się   otworzyły   i   małżonkowie 

posłusznie   wysiedli.   Spoglądając 

background image

niepewnie   na   Rebekę,   siwowłosy 

mężczyzna zapytał:

- Dobrze się pani czuje?

-   Świetnie   -   zapewniła   go,   ale   ledwo 

zniknęli   jej   z   oczu,   pomyślała   sobie,   że 

gorzej chyba jeszcze nigdy się nie czuła.

Odwróciwszy   się,   zobaczyła,   jak   Gabe 

wali   Wayne'a   pięścią   w   brzuch. 
Potrzebował pomocy. Bała się. Nawet jeśli 

Wayne   Potts   otrzymuje   ciosy,   to   - 
podświadomie   czuła   -   Gabe   znacznie 

bardziej cierpi. Nigdy dotąd nie widziała go 
w   takim   stanie,   ani   razu   czynem, 

spojrzeniem   czy   słowem   nie   zdradzał 
śladu agresji.

background image

-   Gabe,   nic   -   mi   nie   jest!   -   zawołała, 

instynktownie   szukając   wyjścia   z   tej 
sytuacji. - Nie wyrządził mi krzywdy!

Zero reakcji. Nie była pewna, czy Gabe 

ją słyszał, czy zdawał sobie sprawę z jej 

obecności. Podbiegła bliżej. Nie wiedziała, 
co robić, w jaki sposób może pomóc. Im 

mniejszy dzielił ją dystans od Gabe'a, tym 
wyraźniej   widziała   dziką   wściekłość 

malującą się w jego oczach i twarzy.

- Gabe, nic mi nie jest! - powtórzyła. - 

Nic mi nie jest. Rozumiesz? Nie skrzywdził 
mnie.

Może   wreszcie   zdołała   do   niego 

przemówić, a może po prostu sam uznał, że 

background image

wystarczy.   Ciosy   ustały.   Wayne   podniósł 

się   na   czworaki;   dyszał   ciężko,   szlochał, 
jęczał. Przez chwilę patrzył osłupiały, nie 

wierząc, że już nikt go nie bije. Na wszelki 
wypadek wolał nie ruszać się z miejsca.

Raptem otworzyły się metalowe drzwi i 

parking   zapełnił   się   ludźmi.   Rebeka 

zauważyła   biegnących   w   ich   stronę 
strażników. W oddali słychać było jadące 

na sygnale wozy policyjne. Przymknęła na 
moment powieki, usiłując złapać oddech.

Kiedy   je   uniosła,   wszędzie   panował 

straszliwy   rozgardiasz.   Mnóstwo   ludzi 

krzyczało, nawoływało się. Ale ona tego nie 
widziała - widziała tylko oczy Gabe'a pa-

background image

trzące na nią z odległości trzech metrów, 

patrzące tak, jakby byli sami na świecie.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Gabe zastukał do drzwi łazienki.
- Obsługa hotelowa, proszę pani.

Ze   środka   dobiegł   go   stłumiony 

śmiech.

-   Obawiam   się,   że   w   tym   momencie 

obsługa   hotelowa   zarumieniłaby   się   po 

czubki uszu. Wciąż leżę w wannie, Gabe. Ale 
już zaraz wychodzę.

-   Nie   spiesz   się.   Im   dłużej   się 

pomoczysz, tym lepiej będziesz się czuła. 

Tyle   że...   hm,   rosół   wystygnie.   Ale   mam 
pomysł.   Weź   ręcznik,   zawsze   dają   ich   za 

dużo,   i   owiń   się,   żebym   mógł   wejść   z 

background image

kolacją.

- Mam jeść kolację, leżąc w wannie? - 

Westchnęła.   -   Co   za   wyrafinowana 

rozpusta!

- Czy to znaczy, że mam dać ci święty 

spokój czy przeciwnie: że czekasz owinięta 
ręcznikiem?

- Czekam owinięta. I nie mogę uwierzyć, 

że zamówiłeś dla mnie gorący rosołek.

Ostrożnie   balansując   tacą   na   jednej 

dłoni,   drugą   ręką   nacisnął   klamkę. 

Wewnątrz   unosiły   się   kłęby   pary   prze-
siąkniętej słodkim zmysłowym zapachem, 

chyba jaśminu. Gabe natychmiast poczuł, 
jak   skacze   mu   poziom   adrenaliny,   ale 

background image

starał   się   zachować   skromnie   i 

przyzwoicie niczym mnich. Trzymał wzrok 
utkwiony w twarzy Rebeki.

Gdyby   numer   z   rosołem   nie   wypalił, 

znalazłby inny sposób na dostanie się do 

łazienki,   ale   tego   nie   zdradził   Rudej.   Nie 
zdradził też, że zamierza pozbawić ją ręcz-

nika.

Powtarzała mu wielokrotnie, że dobrze 

się czuje, że Wayne Potts nie wyrządził jej 
krzywdy.   Oczywiście   widział   długi,   wąski 

ślad po cięciu, jakie ten drań zostawił jej 
na szyi, ale to wszystko. Wcześniej Rebeka 

była ubrana od stóp do głów, więc niczego 
więcej nie dało się zauważyć. Miał jednak 

background image

świadomość,   że   prędzej   krowa   zatańczy 

walca,   niż   Rebeka   przyzna   się   do 
otrzymanych ran.

-   Ponieważ   dopiero   terminuję   jako 

kelner   i   jeszcze   nie   opanowałem 

wszystkich potrzebnych w tym fachu umie-
jętności   -   rzekł   -   mam   następującą 

propozycję. Jeżeli wyleję rosół do wanny, 
możesz nie dawać mi napiwku.

Z   wzrokiem   wciąż   odwróconym   od 

wyciągniętej   w   wodzie   postaci,   postawił 

tacę na umywalce, po czym kopnął nogą 
drzwi,   żeby   gęsta,   zmysłowo   pachnąca 

para nie wydostawała się na zewnątrz.

- Najpierw łyżeczka. O, bardzo proszę. A 

background image

teraz... ostrożnie... miseczka. Mamy również 

elegancką   płócienną   serwetkę,   ale 
osobiście   uważam,   że   śmiesznie   by   wy-

glądało, gdyby ją pani położyła sobie na 
kolanach   albo   zawiązała   pod   szyją. 

Zostawmy ją tu obok, dobrze? Aha, i jeśli 
ma pani ochotę głośno siorbać, proszę się 

mną nie przejmować.

Zaśmiała   się   cicho   pod   nosem,   ale 

inaczej niż zwykle. Na pewno nie był to jej 
normalny śmiech.

Odgrywając rolę kelnera, Gabe ani razu 

nie   zerknął   na   przysłonięte   ręcznikiem 

ciało.   Wpatrywał   się   w   twarz   Rebeki,   od 
czasu do czasu w rozcięcie na szyi.

background image

Kiedy   zaczęła   jeść,   przysiadł   na 

opuszczonej   desce   sedesowej.   Powietrze 
było nagrzane, więc udając, że mu gorąco, 

schylił   się,   aby   zdjąć   buty   i   skarpetki. 
Zrobił   to   jednak   tylko   po   to,   aby   móc 

dyskretnie   i   bezkarnie   przyjrzeć   się 
Rebece.

Na skutek wilgoci niesforne rude włosy 

jeszcze   bardziej   się   nastroszyły,   tworząc 

ognistą aureolę. Parę mokrych kosmyków 
przylepiło się do karku. Rebeka zawiązała 

ręcznik   nad   biustem,   zakrywając 
najbardziej   intymne   części   ciała,   ale   na 

szczęście   hotelowe   ręczniki   nie   miały 
wielkich rozmiarów i co nieco było widać.

background image

Skórę   miała   białą   niczym   pierwszy 

śnieg. Na widok cienkiej czerwonej pręgi 
biegnącej   w   poprzek   szyi   Gabe   zacisnął 

zęby; znów poczuł, jak wszystko się w nim 
gotuje.   Na   zanurzonym   w   wodzie   udzie 

dostrzegł   wielki   fioletowoczarny   siniec, 
dwa inne - jakby ślady odciśniętych dłoni - 

znaczyły jej ramiona. Bydlak się z nią nie 
patyczkował!

Ale mogło być gorzej, pocieszył się w 

duchu.

Najbardziej   boląca   rana   nie   była 

jednak   widoczna   w   postaci   sińca   czy 

zadrapania. Ta największa i najdotkliwsza 
tkwiła głęboko ukryta, a dostrzec ją można 

background image

było, patrząc w zielone oczy Rebeki, zawsze 

lśniące   i   pełne   życia,   a   teraz   mętne, 
pozbawione blasku.

Jadła   zupę   z   apetytem,   ale   cały   czas 

była   spięta.   Rozglądała   się   wkoło,   jakby 

szukała   drogi   ucieczki.   Na   niczym   dłużej 
nie potrafiła zatrzymać wzroku. Po prostu 

wciąż czuła strach.

Minęły   trzy   godziny,   odkąd   zakuto 

Wayne'a   w   kajdanki   i   odwieziono   do 
aresztu.   Gabe   udzielił   policji 

szczegółowych odpowiedzi, po czym wziął 
Rebekę za rękę i zaprowadził do hotelu. Na 

parkingu zachowywała się spokojnie, nie 
okazując   najmniejszego   zdenerwowania. 

background image

Nie   wiedziała,   że   gdy   człowiek   przeżywa 

silny   wstrząs   psychiczny,   prędzej   czy 
później zawsze następuje reakcja.

- Skąd ci w ogóle przyszedł do głowy 

pomysł rosołu? - spytała. - Czyżbyś jednak 

posiadał   typowo   ojcowski   instynkt 
opiekuńczy?

- Ojcowski? Nie żartuj - oburzył się. - 

Zupa to jedyne, na co wpadłem. Uznałem, 

że normalnego jedzenia nie przełkniesz.

- Słusznie. Nie wyobrażam sobie, abym 

mogła   zasiąść   dziś   nad   stekiem...   Jak 
sądzisz, czy policja złapała już Tracey?

Rozmawiali   o   tym   dziesiątki   razy,   ale 

nie dziwił się, że Rebeka wciąż powraca do 

background image

tematu.

- Bardzo możliwe - odparł. - Tammy, czy 

też Tracey, nie miała powodu się ukrywać; 

nie   wiedziała,   co   się   przydarzyło   jej 
narzeczonemu. Przypuszczalnie pojechała 

prosto   do   domu,   żeby   tam   się   z   nim 
spotkać. Myślę, że policjanci bez trudu ją 

namierzyli.

- A myślisz, że... że powinnam jeszcze raz 

zadzwonić do mamy?

To też już przerabiali.

-   Podejrzewam,   że   Kate   wisi   na 

telefonie,   odkąd   się   z   nią   pożegnałaś. 

Miała dziwne przeczucie w sprawie Tammy 
Diller.   Coś   ją   tknęło.   Natychmiast 

background image

przypomniała sobie Tracey Ducet. Kiedy mi 

o   niej   opowiedziała,   postanowiłem 
sprawdzić oba nazwiska w komputerze. Ta 

kobieta tak często zmienia swój wygląd i 
tożsamość,   że   niełatwo   cokolwiek   o   niej 

znaleźć. Zanim mi się udało, spotkałyście 
się w kanionie. Dalej wypadki potoczyły się 

błyskawicznie. Założę się, że Kate właśnie 
obdzwania   wszystkich   prawników 

broniących twojego brata...

-   To...   to,   co   się   zdarzyło,   wpłynie   na 

wynik procesu, prawda?

- Możesz być spokojna.

- Nie chciałabym kiedykolwiek więcej 

mieć   do   czynienia   z   Wayne'em   i   jego 

background image

nożem. Ani z Tracey. Ale tego jednego razu 

absolutnie   nie   żałuję.   Gdyby   nic   się   nie 
zdarzyło, gdyby do niczego nie doszło, wina 

Tracey byłaby nie do udowodnienia. Różne 
oszustwa   czy   szachrajstwa,   na   których 

ewentualnie   można   byłoby   ją   przyłapać, 
nie miałyby związku z zabójstwem Moniki 

Malone.

- Fakt - przyznał Gabe.

Tak   naprawdę   to   miał   ochotę   ją 

porządnie   zrugać.   Za   to,   że   zlekceważyła 

jego polecenia, narażając się na ogromne 
niebezpieczeństwo. O mało, psiakrew, nie 

zginęła! Ale awantura może poczekać. Nie 
zamierzał

 

puścić

 

Rebece 

background image

nieposłuszeństwa płazem, lecz nakrzyczeć 

na nią może kiedy indziej. Nie dzisiaj.

Wbiła   swoje   wielkie   smutne   oczy   w 

jego twarz.

- Nadal nie pojmuję, jak to się stało, że 

tak szybko mnie odnalazłeś.

O   tym   również   rozmawiali   wcześniej, 

ale   ponieważ   sprawa   nie   dawała   jej 
spokoju, zaczął cierpliwie tłumaczyć po raz 

trzeci z rzędu:

- Jak już mówiłem, zamierzałem jechać 

za Tammy - Tracey, bo obserwując was z 
półki   skalnej,   widziałem,   że   coś   cię 

poruszyło.   Może   nawet   wystraszyło. 
Chciałem   przekonać   się,   dokąd   Tammy 

background image

pojedzie i co zrobi. I nagle zobaczyłem, jak 

sięga w dół, po czym przykłada do ucha 
słuchawkę. Uznałem, że jedyną osobą, do 

której   może   dzwonić,   to   jej   wspólnik,   a 
zarazem   przyjaciel.   Skoro   postanowiła 

zdać mu sprawozdanie ze spotkania z tobą, 
pomyślałem   sobie,   że   lepiej 

skoncentrować się na nim. Ze z jego strony 
może ci zagrażać większe niebezpieczeń-

stwo.

Skończywszy   jeść,   słuchała   w 

milczeniu. Gabe wstał z deski sedesowej, 
wyjął   jej   z   ręki   pustą   miskę   i   łyżkę, 

odstawi! je na tacę. Rebeka nie spuszczała 
z niego wzroku. Od kilku minut uważnie mu 

background image

się przyglądała, jakby chciała zapamiętać 

każdy   centymetr   jego   twarzy,   każdą 
zmarszczkę, bruzdę, włosek.

Nie wytrzymał.
- Powiesz mi wreszcie, czy nie? - spytał 

wprost.

- Co?

-   Żebym   to   ja   wiedział!   Wałkujemy 

jeden temat w kółko na okrągło. Wszystkie 

kwestie poruszyliśmy już co najmniej kilka 
razy. Ale mam wrażenie, że coś ukrywasz.

Przełknęła   ślinę,   po   czym   wolno 

pokiwała głową.

- Bałam się, kiedy biłeś Wayne'a. Bałam 

się, że zatłuczesz go na śmierć.

background image

- Próbował cię zabić.

- To był gnojek. Tchórz. Niegodny ciebie 

przeciwnik.

- Próbował cię zabić - powtórzył Gabe, 

po   czym   westchnął   głośno.   Żadnemu 

mężczyźnie   nie   musiałby   nic   więcej 
tłumaczyć, ale Rebeka nie była mężczyzną 

ani   nie   umiała   myśleć   jak   mężczyzna.   - 
Posłuchaj, Ruda. Jeśli sądzisz, że lubię się 

naparzać,   to   się   mylisz.   Nienawidzę 
przemocy. Praca detektywa w niczym nie 

przypomina tego, co się ogląda na filmach 
w   telewizji.   Nie   przypomina   też   tego,   co 

robiłem   w   wojsku.   Rzadko   się   zdarza, 
żebym   rozwiązywał   problemy   za   pomocą 

background image

pięści.   Zazwyczaj   są   inne   metody.   Ale 

potrafię się bić. I czasem nie ma innego 
wyjścia.

- Chciałeś wyrządzić mu krzywdę...
-   Owszem,   chciałem.   I   bez   trudu 

mógłbym to zrobić. Ale wbrew temu, co ci 
się   wydaje,   miałem   nad   wszystkim 

kontrolę.   Wiedziałem,   że   nie   wolno   mi 
stracić   panowania.   Że   tę   parę 

cwaniaczków  trzeba  dostarczyć policji  w 
jednym kawałku. Najpierw policja musi ich 

przesłuchać, a potem sąd. Wiedziałem, jak 
wiele od nich zależy. Uwierz mi, nigdy nie 

naraziłbym na dłuższy pobyt w więzieniu 
twojego brata.

background image

-   A   gdyby   ich   pojmanie   nie   miało 

wpływu   na   sytuację   prawną   mojego 
brata?

Gabe ponownie westchnął.
- Słuchaj, mała, żadna moja odpowiedź 

cię nie zadowoli. Rzuciłem się na drania 
nie dlatego, że zapraszał cię na randkę, ale 

dlatego,   że   groził   ci   nożem.   Że   mógł   cię 
zabić. Uważasz, że powinienem był pacnąć 

go   w   rękę   i   powiedzieć:   „Puść   ją,   ty 
niedobry!”? Przykro mi, ale to w ogóle nie 

wchodziło w grę. Ponieważ nie wiem, jak 
Wayne'a

 

potraktuje

 

wymiar 

sprawiedliwości,   chciałem   wbić   mu   do 
głowy, aby nigdy więcej nie ważył się do 

background image

ciebie zbliżyć. On nie jest miłym chłopcem, 

który   zbłądził.   To   dzikie   zwierzę,   które 
zatrzymało się na niższym stopniu rozwoju. 

Do dzikiego zwierzęcia nie trafiają żadne 
rozsądne argumenty.

- W porządku. Rozumiem. Ale nie mogę 

pogodzić   się   z   tym,   że   przeze   mnie 

musiałeś uderzyć człowieka.

Nie wiedział, jak zareagować. Zresztą co 

innego   nie   dawało   mu   spokoju.   Rebeka 
słuchała, uważnie patrzyła mu w oczy, ale 

coś w jej twarzy i spojrzeniu sprawiało, że 
czuł rosnące podniecenie.

Chyba zgłupiał! Ostatnia rzecz, o jakiej 

powinien   teraz   myśleć,   to   seks!   Biedna 

background image

Rebeka   jest   roztrzęsiona,   ciało   ma 

fioletowosine, twarz bladą jak kreda, oczy 
wielkie   i   wystraszone.   Owszem,   jest 

piękna,   ale   kiedy   indziej   powinien 
podziwiać   jej   delikatną   urodę.   I   kiedy 

indziej odczuwać pożądanie, w dodatku tak 
silne, że ledwo nad nim panował.

- Gabe?
- Co?

Potarł   ręką   twarz,   usiłując   odzyskać 

równowagę. Wiedział, skąd się wzięły jego 

zdrożne myśli i płomienne uczucia. Kiedy 
zobaczył   tego   sukinsyna   z   nożem   przy-

tkniętym   do   gardła   Rebeki,   ogarnął   go 
przeraźliwy   strach.   Bał   się,   że   ją   straci. 

background image

Była tak blisko śmierci. Na szczęście nic 

się   jej   nie   stało.   Leżała   teraz   w   wannie, 
trochę posiniaczona i poobijana, ale cała i 

zdrowa.

-   Długo   ci   zajęło,   ale   wreszcie 

uwierzyłeś w niewinność Jake'a, prawda?

-   Prawda   -   przyznał,   rad,   że   może 

skoncentrować się na czymś innym. - Ale 
moje zdanie nie ma znaczenia. Ważne jest 

to, że zdobyliśmy dowody rzucające cień 
na   inną   osobę.   Nie   wiadomo,   czy 

prokurator zdoła udowodnić Tracey winę. 
W dużej mierze będzie to zależało od tego, 

co policja uzyska w trakcie przesłuchania. 
Jednakże   nasze   prawo   pozwala   skazać 

background image

człowieka tylko wtedy, gdy jego wina nie 

budzi   żadnych   wątpliwości.   Żeby   skazać 
Jake'a, ławnicy musieliby być ślepi i głusi.

Rebeka zadumała się.
- Dla mnie twoje zdanie ma ogromne 

znaczenie   -   powiedziała   cicho.   -   Jesteś 
pierwszą osobą spoza rodziny, którą udało 

mi się przekonać.

-   Wiesz,   mała,   nie   każdego   natura 

obdarzyła   taką   intuicją   jak   ciebie. 
Większość   z   nas   woli   opierać   się   na 

faktach.

Wstał.   Czuł   się   jak   lew   uwięziony   w 

klatce. Musiał wyjść, coś zrobić. Im dłużej 
patrzył na Rebekę, tym bardziej jego myśli 

background image

podążały w zakazane rejony.

-   Przejdę   do   pokoju,   a   ty   wyskakuj   z 

wanny.   Jeżeli   jeszcze   trochę   poleżysz   w 

wodzie,   będziesz   pomarszczona   jak 
suszona śliwka. Niczego nie potrzebujesz? 

Piżamy? Szlafroka?

Zauważywszy   białe   jedwabne   kimono 

wiszące na drzwiach łazienki, natychmiast 
wyobraził sobie w nim Rebekę. Przestań! - 

zganił się w myślach.

- Posiedzę z tobą, dopóki nie zaśniesz, 

dobrze?   Możemy   obejrzeć   jakiś   głupi 
serial   w   telewizji   albo   zamówić   kolację. 

Cokolwiek. Po prostu masz się wyciągnąć 
wygodnie, odprężyć...

background image

- Nic mi nie jest, Gabe.

Tak   twierdziła.   Powtarzała   to   do 

znudzenia. Ale nie bardzo jej wierzył.

Znalazłszy się po drugiej stronie drzwi, 

natychmiast przystąpił do działania. Okno 

było odsłonięte - zaciągnął zasłony; górne 
światło się paliło - zgasił je. Zrzucił z łóżka 

narzutę,   poprawił   poduszki,   następnie 
przeleciał   pilotem   po   kanałach 

telewizyjnych,   aż   trafił   na   spokojny 
program,   przy   którym   nie   trzeba   wysilać 

umysłu; ściszył dźwięk.

Przez cały czas serce głośno mu waliło. 

Miał   wrażenie,   jakby   ktoś   rytmicznie 
wybijał   takt   na   bębnie.   W   filmach 

background image

Hitchcocka   dźwięk   bębnów   zawsze 

poprzedzał   jakąś   tragedię,   ale   Gabe   nie 
obawiał się żadnych nieszczęść; wszystkie, 

jakie miały się wydarzyć, już się wydarzyły. 
Owszem,   Rebeka   nadal   była 

zdenerwowana, wciąż nie mogła dojść do 
siebie, ale nic jej nie groziło. Podejrzewał, 

że po raz pierwszy w życiu zetknęła się z 
przemocą,   o   której   wcześniej   jedynie 

pisała.   Nie   zdziwiłby   się,   gdyby   tej   nocy 
śniły jej się koszmary.

Przeczesując ręką włosy, rozejrzał się 

po pokoju. Usiądzie w fotelu. W najdalszym 

rogu.   Tak,   by   dzieliła   ich   możliwie 
największa odległość. Nie mówił Rudej - bo 

background image

i po co? - że zamierza zostać z nią do rana. 

Tylko by się złościła. A tak zaśnie, a kiedy 
zaczną dręczyć ją koszmary, on będzie przy 

niej.

Znów usłyszał w głowie dźwięk bębna - 

wolny, ponury, pogański rytm. Nie potrafił 
go   uciszyć.   Zadumał   się.   Dlaczego   serce 

mu tak wali? Na pewno nie dlatego, że całe 
życie marzył o takiej kobiecie jak Rebeka, 

bo to nie jest prawda. Nie dlatego, że wpadł 
w   szał,   kiedy   zobaczył   Wayne'a   z   nożem. 

Owszem, wpadł, ale to było wiele godzin 
temu. I na pewno nie ze strachu, że świat 

mu się zawali, jeśli straci Rudą - bo teraz 
była już bezpieczna.

background image

Po   prostu...   po   prostu   miał   za   wiele 

wrażeń   jak   na   jeden   dzień.   Zazwyczaj 
uwielbiał   ryzyko,   stres,   ten   zastrzyk 

adrenaliny,   który   pozwalał   mu 
funkcjonować   na   najwyższych   obrotach. 

Dziś   jednak   przeszkadzała   mu 
świadomość, że Rebeka cierpi i nie może 

odzyskać   spokoju.   Niech   już   wreszcie 
wyjdzie z łazienki, położy się, otuli kołdrą i 

pogrąży w błogim śnie.

Ale kiedy drzwi łazienki się otworzyły, 

Rebeka   w   narzuconym   na   nagie   ciało 
miękkim,   jedwabnym   kimonie   nawet   nie 

spojrzała na łóżko.

Skierowała   się   prosto   w   ramiona 

background image

Gabe'a.

- Tak strasznie się bałam.
- Wiem, mała.

-   Jeszcze   nigdy   nie   byłam   tak 

przerażona.   Najpierw   tam   w   kanionie, 

kiedy   rozmawiałam   z   Tammy.   Po   raz 
pierwszy   w   życiu   widziałam   oczy   o   tak 

pustym,   lodowatym   spojrzeniu.   Miałam 
wrażenie,   że   patrzę   na   robota,   a   nie   na 

człowieka. To śmieszne, ale chyba bardziej 
bałam   się   Tammy   niż   Wayne'a.   Kiedy 

Wayne   przyłożył   mi   do   gardła   nóż...   Nie 
wierzyłam w to, co się dzieje. W to, że chce 

mnie   zabić.   Że   tak   łatwo   można   kogoś 
okaleczyć lub pozbawić życia...

background image

- Już dobrze, maleńka. Nigdy więcej nie 

musisz się z takimi ludźmi spotykać. Ciii... 
Już   po   wszystkim.   Teraz   nikt   cię   nie 

skrzywdzi. Teraz...

Wychodząc z łazienki, nie spodziewała 

się,   że   zacznie   opowiadać   Gabe'owi   o 
swoim   strachu.   Nie   wiedziała,   że   nagle 

zapragnie, aby ją przytulił, pocieszył, wziął 
w ramiona.

Potrzebowała   Gabe'a,   jego   obecności, 

siły, spokoju.

Zaskoczyła ją jego reakcja. Okazało się 

bowiem, że on jej też potrzebuje.

W jego głosie, tak cichym i kojącym, 

słyszała   ból.   Ciekawa   była,   czy   Gabe 

background image

świadom jest własnego cierpienia. Twarz 

miał   poważną,   srebrzystą   w   blasku 
migoczącego   telewizora,   oczy   czarne   jak 

węgiel.   Tulił   ją   mocno   do   piersi.   Nagle 
jeszcze bardziej zacisnął ramiona, a słowa 

pocieszenia urwały się. Zapadła cisza. Po 
chwili wargi Gabe'a przysunęły się; od jej 

ust dzieliło je może z pięć centymetrów.

Pragnęła   go.   Rozpaczliwie   pragnęła 

znaleźć   się   w   jego   objęciach.   Ale   to 
wszystko.   O   niczym   więcej   nie   myślała. 

Napięcie   i   strach   sprawiły,   że   szukała 
bliskości. Przerażała ją samotność.

Wyglądało na to, że jego też.
Przywarł wargami do jej ust. Przedtem 

background image

w   jego   pocałunkach   była   dzikość   i 

namiętność, która wzbudzała w niej żądzę. 
Teraz   była   w   nich   delikatność   i   czułość, 

która dotykała ją znacznie głębiej.

Kiedy uniósł głowę, Rebeka ujrzała w 

jego oczach pożądanie, potrzebę bliskości, 
zdziwienie.   Zdziwienie   własnym 

zachowaniem.   Nie   wiedział,   że   wkrótce 
będą się kochać. Ona to już wiedziała.

Nie   po   raz   pierwszy   uderzyło   Rebekę 

podobieństwo między Gabe'em a Jakiem. 

Gabriel   Devereax   też   nie   potrafił   żyć   za 
kratkami. Uczuć nie sposób tłumić w nie-

skończoność. Nawet gdy człowiek się boi, 
że   nikt   ich   nie   odwzajemni,   że   trafią   w 

background image

pustkę,   czasem   trzeba   zaryzykować. 

Chowanie   głowy   w   piasek,   udawanie,   że 
wszystko jest dobrze, nie likwiduje pustki, 

nie zasklepia ran.

Zaczęła   rozpinać   mu   pasek   u   spodni, 

guziki   u   koszuli.   Po   chwili   jedwabne 
kimono osunęło się na podłogę.

Gabe   wstrzymał   oddech.   Jest   taka 

piękna.

- Rebeko...
Jego niski, ochrypły głos podziałał na 

nią   jak   najczulsza   pieszczota.   Opadli   na 
łóżko. Oboje zżerała tęsknota i żądza. Świat 

przestał istnieć. Liczyli się tylko oni i dziki 
ogień, który w nich płonął.

background image

- Poczekaj - szepnął, przytrzymując jej 

rękę.

- Nie mogę. Nie chcę.

Ściągnęła   z   niego   resztę   ubrania.   W 

ostatniej   chwili   zauważyła,   jak   wyciąga 

coś z kieszeni. Prezerwatywę.

Poczuła ostre kłucie w sercu. Marzyła o 

tym,   by   Gabe   został   ojcem   jej   dzieci,   by 
wyrzucił   prezerwatywę.   Z   drugiej   strony 

wiedziała, że nie może mu tego zapropono-
wać. Byłoby to sprzeczne z jego zasadami. 

Nie chciał mieć dzieci, a był człowiekiem 
odpowiedzialnym.   Takim,   na   którym 

zawsze można polegać. Człowiekiem hono-
rowym,   który   uważał   za   swój   obowiązek 

background image

zapewnienie   kobiecie   poczucia 

bezpieczeństwa.

Tak   też   zrobił.   Najpierw   zadbał   o   jej 

bezpieczeństwo,   a   później   o   jej 
przyjemność.   Drażnił   się   z   nią,   bawił, 

sprawdzał, czy jest gotowa. Wstrzymywał 
pieszczoty, przedłużał chwile rozkoszy.

Oplotła   nogi   wokół   jego   bioder. 

Niecierpliwiła się. Nie chciała czekać ani 

się bawić. Chciała się kochać.

- Kocham cię - szepnęła.

Słowa wymknęły się same. Z Gabe'em 

czuła   się   wolna,   swobodna, 

nieskrępowana. Mogła być sobą, niczego 
nie musiała ukrywać. Jeśli chciała wyznać 

background image

mu miłość, mogła. Nikt nie miał prawa jej 

tego zabraniać.

Było   im   ze   sobą   dobrze.   Cudownie. 

Wspinali   się   razem   na   szczyty,   razem 
szybowali   po   kwiecistych   łąkach,   razem 

badali   nieznane   obszary   rozkoszy. 
Pragnęli, by ta wspaniała podróż trwała jak 

najdłużej,   by   razem   dotarli   na   krańce 
świata.

Nagle   coś   się   zmieniło.   Z   początku 

Rebeka nie zorientowała się, o co chodzi. 

Po   prostu   wpadli   jakby   w   inny  rytm.   Ale 
potem zobaczyła trwogę malującą się na 

twarzy Gabe'a. Z nich dwojga on pierwszy 
się domyślił, co się stało.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Albo nie mógł przestać się ruszać, albo 

nie chciał. Rebeka nawet nie próbowała. 

Pragnęła   obdarować   Gabe'a   swoją 
miłością.   To,   co   ich   łączyło,   było   zbyt 

piękne,   aby   je   przerywać.   Kiedy   było   po 
wszystkim, uczucie bliskości nadal trwało. 

Serca wciąż biły mocno, i jego, i jej. Byli 
częścią siebie, jednością. Ona nie mogła 

oderwać od niego oczu ani dłoni. Głaskała 
go, pieściła, on nie pozostawał jej dłużny.

Leżeli   w   ciszy,   złączeni   uściskiem. 

Rozmowę   prowadzili   oczami.   W   końcu 

jednak Gabe szepnął, że musi na moment 

background image

wstać.   Udał   się   do   łazienki.   Nie   było   go 

zaledwie   kilka   minut.   Kiedy   wrócił, 
wyłączył telewizor, zgasił światło, po czym 

wsunął się pod kołdrę.

Przez wąską szparę w zasłonie wpadała 

cienka   strużka   światła,   która   niewiele   w 
sumie   dawała.   W   pokoju   panował   gęsty 

mrok.   Rebeka   nie   była   w   stanie   dojrzeć 
oczu Gabe'a ani wyrazu jego twarzy. Kiedy 

wszedł   pod   kołdrę,   domyśliła   się,   że 
zamierza   zostać   do   rana.   Nie   był   typem 

kochanka, który po upojnym seksie wciąga 
spodnie i wraca do siebie.

O   ile   jednak   kilka   minut   temu   był 

rozgrzany, teraz skórę miał całkiem zimną. 

background image

Mięśnie   zaś,   przed   chwilą   rozluźnione, 

teraz były napięte. Rebeka, która zaczynała 
przysypiać,   natychmiast   się   obudziła. 

Ogarnął ją dziwny niepokój. Nie wiedziała, 
co powiedzieć ani jak się zachować. Miała 

wrażenie,   że   Gabe   oddala   się   od   niej   z 
szybkością światła.

Wtem   poczuła   w   ciemnościach,   jak 

odgarnia jej z czoła kosmyk włosów.

- Powinienem był przestać - powiedział 

cicho. - To moja wina.

Zacisnęła   powieki.   Mogła   się   tego 

spodziewać: to ta pęknięta prezerwatywa 

nie   daje   mu   spokoju.   No   dobrze,   teraz 
wszystko   zależy   od   niej.   Od   tego,   jak 

background image

zareaguje.

- Nie wydaje mi się, żeby „wina” było 

najlepszym   słowem.   Żadne   z   nas   nie 

zawiniło.   Zachowaliśmy   się   jak   dorośli 
odpowiedzialni ludzie. Statystycznie rzecz 

biorąc,   ryzyko,   że   prezerwatywa   pęknie, 
jest   naprawdę   minimalna.   Nie   mogliśmy 

tego przewidzieć.

-   Niby   tak...   Ale   obiecaj   mi,   że   jeśli 

zajdziesz   w   ciążę,   powiesz   mi   o   tym, 
dobrze?   Że   nie   będziesz   trzymać   tego   w 

tajemnicy   i   się   denerwować.   To   nasz 
wspólny   problem.   Rozumiesz,   mała?   Nie 

zostawię   cię   samej.   Razem   znajdziemy 
rozwiązanie.

background image

Zrobiło   się   jej   przykro. 

Odpowiedzialność, obowiązkowość, honor. 
Wiedziała,   jakim   Gabe   jest   człowiekiem, 

dobrym i sumiennym, ale w tym momencie 
liczyła   na   inną   reakcję.   Na   odrobinę 

uczucia, a nie na ofiarność i poświęcenie.

- Znam twój stosunek do dzieci i rodziny 

- rzekła cicho.

- No właśnie. Tym bardziej powinienem 

był uważać.

-   Nie   przesadzaj,   kotku.   Wypadki 

czasem się zdarzają. Nikt nie ponosi winy.

-   Zawsze   istnieje   ryzyko,   że 

zabezpieczenie nie zadziała. Dlatego nigdy 
nie sypiam  z kobietami, które mają inny 

background image

system wartości niż ja. Które czego innego 

oczekują   od   życia.   Ty...   byłaś 
zdenerwowana   spotkaniem   z   Tammy   i 

incydentem   na   parkingu.   Podświadomie 
szukałaś   pomocy.   Chciałaś,   żebym   cię 

przytulił,   nic   więcej.   Nie   chciałaś   się   ze 
mną kochać.

- Mylisz się. Bardzo chciałam - wtrąciła 

szybko, ale nie zamierzał jej słuchać.

-   To   nie   było   fair   z   mojej   strony. 

Wykorzystałem twoją bezsilność i strach. 

Dobrze wiem, jak się czuje człowiek, który 
o   włos   uniknął   śmierci.   Strach   wpływa 

zarówno   na   naszą   psychikę,   jak   i   na 
funkcje   naszego   organizmu.   Ty   tego   nie 

background image

wiesz,   bo   skąd   masz   wiedzieć?   W 

porządku,   może   chciałaś   się   ze   mną 
przespać,   ale   podejrzewam,   że   rano 

będziesz żałować swojej decyzji.

- Na pewno nie! - oburzyła się. - Kocham 

cię.   Przez   chwilę   nie   odzywał   się,   ale 
Rebeka   poczuła,   jak   napina   wszystkie 

mięśnie.

- Nie twierdzę, że nie kochasz - oznajmił 

wreszcie.   -   Ani   że   się   oszukujesz. 
Posłuchaj, mała. Nigdy cię nie okłamałem i 

nie zamierzam tego robić teraz. Ja... po pro-
stu   inną   wagę   przykładam   do   słowa 

„miłość”.

Rebeka westchnęła głośno.

background image

- Devereax?

- Słucham?
- Nie wiem, co rozumiesz przez „ryzyko”. 

Mój   ojciec   zawsze   powiadał,   że   człowiek 
nie powinien zasiadać do gry, jeśli stawka 

jest dla niego zbyt wysoka. Ja inaczej do 
tego podchodzę. Uważam, że nie ma sensu 

grać, jeśli stawka nie jest warta wygrania.

-   Dobra,   dobra.   W   kategorii   ryzyka 

przyznałbym ci palmę pierwszeństwa, ale 
rozmawiamy   o   czymś   całkiem   innym.   - 

Odwrócił ją twarzą do siebie. - Dla ciebie 
miłość nie jest grą.

-   To   prawda.   Coś   ci   powiem,   Gabe. 

Gdybym   szukała   kandydata   na   ojca 

background image

mojego dziecka, wybrałabym ciebie.

Znów poczuła, jak Gabe się spina.
- To znaczy, że w ogóle mnie nie znasz.

-   Chyba   znam.   Ale   nie   dlatego   o   tym 

mówię   -   rzekła.   -   Zrozum,   nigdy   nie 

starałabym się zastawić na ciebie pułapki. 
Wobec nikogo bym tak nie postąpiła, a tym 

bardziej   wobec   człowieka,   którego 
kocham.  Owszem,  pragnę mieć  dziecko  i 

rodzinę. Ale wiem, że ciebie te sprawy nie 
interesują. Zwykle zabezpieczam się przed 

ciążą. Dziś niczego przy sobie nie miałam, 
bo nie wiedziałam, że wylądujemy w łóżku. 

Nigdy,   przenigdy   nie   próbowałabym   cię 
usidlić ani... - urwała.

background image

Odszukał w mroku jej oczy.

-   Wiem,   Ruda.   Jesteś   uczciwa   aż   do 

bólu.   I   masz   rację:   nie   wiedziałaś,   że 

wylądujemy w łóżku. Dlatego wina leży po 
mojej stronie. I dlatego masz mi obiecać, 

że   gdybyś   zaszła   w   ciążę,   natychmiast 
mnie o tym powiadomisz. Że nie będziesz 

trzymała tego w tajemnicy.

- Przecież to był tylko jeden raz. Szansa 

ciąży jest naprawdę znikoma.

Zdawała sobie sprawę, że robi unik. Nie 

o to ją Gabe prosił. Ale czuła wewnętrzny 
opór   przed   złożeniem   obietnicy,   której   - 

być   może   -   nie   potrafiłaby   spełnić.   Po-
trzebowała więcej czasu do namysłu.

background image

- Co innego chciałam ci powiedzieć - 

dodała po chwili.

- Co takiego?

-   Mówiąc,   że   cię   kocham,   na   nic   nie 

liczyłam.   Na   pewno   nie   czekałam,   że 

odwzajemnisz

 

się

 

podobnym 

oświadczeniem.   -   Zrobiło   się   jej   żal 

biedaka: był tak piekielnie spięty. - Wolno 
mi cię kochać, Devereax. Jestem dorosła i 

sama o sobie decyduję.

Ułożyła go na wznak, po czym oparła się 

na   jego   klatce   piersiowej.   Małymi 
pocałunkami zaczęła obsypywać mu twarz. 

Przyjmował   wszystko   z   pokorą,   jak 
przystało   na   mężczyznę,   okazując 

background image

wyrozumiałość, cierpliwość, odwagę. I nie 

potrafiąc - mimo najlepszych chęci - po-
skromić swej żądzy.

-   Powiedz,   kotku.   Nie   chcesz   być 

kochany? Przymknął oczy.

- Wiedziałem,  że będą z tobą kłopoty, 

Ruda. Domyśliłem się tego, kiedy tylko...

- Masz więcej prezerwatyw? - spytała, 

przerywając mu w pół zdania.

-   Po   doświadczeniu   z   pierwszą, 

wolałbym ich nie używać - odparł kwaśno.

- Hm, w takim razie musimy wykazać się 

inwencją. - Cmoknęła go w czubek brody, 

następnie przesunęła się niżej, w stronę 
szyi i obojczyka. - Liczę na twoją pomoc, 

background image

kotku.   Jestem   dobra   w   wymyślaniu 

wrednych   złoczyńców   popełniających 
ohydne morderstwa, ale nigdy dotąd nie 

musiałam   opisywać   sceny   uwodzenia. 
Jeśli   jednak   dasz   mi   parę   wskazówek... 

Uczę   się   szybko.   Zobaczysz,   będziesz 
zaskoczony.

-   Nigdy   się   nie   uspokoisz?   Zawsze 

musisz ściągać na siebie kłopoty?

-   Kłopoty?   Bez   przesady.   Powinieneś 

się cieszyć, że ktoś cię kocha i pragnie ci 

to okazać. Przyznaj się, kiedy ostatni raz się 
tobą troskliwie zajmowano?

- Jestem dorosły. Sam się sobą potrafię 

zająć.

background image

- Mylisz się, kotku. - Delikatnie ugryzła 

go   w   szyję.   -   Każdy   czasem   potrzebuje 
troski i miłości. A teraz zamknij oczy i daj 

mi zrobić mały eksperyment. Tylko się nie 
denerwuj.   Zobaczymy,   czy   potrafisz 

zaakceptować   uczucie   i   nie   wpaść   w 
panikę.

- Rebeko...
Więcej   nie   był   w   stanie   z   siebie 

wydusić.   Zresztą   ona   wcale   nie   miała 
zamiaru kontynuować rozmowy.

Poczekalnia   na   lotnisku   pełna   była 

turystów   objuczonych   torbami   i 

pamiątkami   z   pobytu   w   stolicy   hazardu. 
Samolot   Rebeki   odlatywał   o   trzeciej   po 

background image

południu.   Mogła   pojechać   na   lotnisko 

taksówką,   ale   Gabe   się   uparł,   że   ją 
odwiezie.   Podejrzewała,   że   jej   nie 

dowierza.   Że   chce   się   przekonać,   czy   na 
pewno   wsiądzie   na   pokład   i   wróci   do 

Minneapolis.

Odstawił  na  bok jej  bagaż  podręczny. 

Atmosfera na lotnisku była identyczna jak 
w   dniu,   gdy   Rebeka   wylądowała   w   Las 

Vegas.   Jaskrawe   promienie   słońca 
wpadały przez okna; z samolotów wylewały 

się tłumy pasażerów rwących się do kart, 
kości,   ruletki   i   innych   gier;   na   ścianach 

wisiały plakaty reklamujące kasyna oraz 
odbywające   się   w   nich   przedstawienia; 

background image

wszędzie wkoło brzęczały automaty.

Tak,   wszystko   było   takie   samo,   a 

zarazem   inne.   Różnica   między   dniem 

przylotu a dniem wylotu uderzyła Rebekę z 
niespodziewaną siłą.

Sprawa morderstwa Moniki Malone nie 

została   jeszcze   wyjaśniona.   Ale   to   była 

kwestia   kilku   dni.   Kiedy   sąd   uniewinni 
Jake'a   z   ciążących   na   nim   zarzutów, 

Fortune'owie   zrezygnują   z   usług 
detektywa. Czyli wraz z ustaniem zlecenia 

Gabe nie będzie miał powodu dłużej się z 
nią widywać.

Poczuła   w   sercu...   nie,   nawet   nie 

niepokój,   raczej   stopniowo   narastający 

background image

ból.   Nie   muszą   się   przecież   rozstawać. 

Mogą  kontynuować znajomość.  Wszystko 
zależy od Gabe'a, od jego nastawienia, od 

tego,   czy   potrafi   dostrzec   i   docenić   tę 
cudowną bliskość, która ich łączy.

Na   widok   stewardes   i   pilotów 

podążających w stronę płyty lotniska Gabe 

zaczął   podrzucać   bilon   w   kieszeni.   W 
przeciwieństwie do Rebeki, która miała na 

sobie   wygniecioną   bluzkę   z   rysunkiem 
Myszki   Miki   i   której   fryzurę   nieustannie 

cechował artystyczny nieład, był starannie 
uczesany,   a   jego   koszula   wyglądała   tak, 

jakby przed chwilą skończył ją prasować. 
Szkoda,   pomyślała   Rebeka,   Wolała   go 

background image

potarganego,   z   rozpiętymi   guzikami   i 

wyciągniętymi połami - och, jaki wtedy był 
seksowny! - ale takim widziała go tylko raz 

czy dwa razy, w sytuacji intymnej.

Teraz - ogolony, uczesany, ubrany - był 

kimś obcym. Ból w jej sercu przybrał na 
sile.   Wiedziała,   że   prawdziwy   Gabe   jest 

szlachetny, wrażliwy, skory do poświęceń. 
Niestety,   prawdziwy   Gabe   gdzieś   się 

zapodział. Zniknął.

- Masz pieniądze? - spytał. Zmusiła usta 

do uśmiechu.

-   Nie   noszę   gotówki.   Ale   mam 

czterdzieści   siedem   różnych   kart 
kredytowych.

background image

- Czy Kate po ciebie wyjdzie?

-   Nie.   Zostawiłam   przed   lotniskiem 

samochód,   więc   nie   ma   powodu,   aby 

ktokolwiek   po   mnie   wychodził.   Z   mamą 
zobaczę się później.

Zmarszczył niezadowolony czoło.
-   Przylatujesz   wieczorem.   Będzie 

ciemno. Czułbym się lepiej, gdyby ktoś cię 
odbierał.

-   Oj,   kotku.   Musisz   się   wyzbyć   tych 

swoich   typowo   męskich   uprzedzeń.   My, 

kobiety,   nie   jesteśmy   tak   słabe   i 
bezbronne, jak ci się wydaje.

Równie dobrze mogła mówić do ściany.
-   Te   ostatnie   dni   były   dla   ciebie 

background image

stresujące.

- Owszem. Dla ciebie też.
Zapowiedziano   lot   do   Minneapolis. 

Rebeka   przewiesiła   torebkę   przez   ramię, 
po czym schyliła się po bagaż podręczny. 

Kiedy wyprostowała  się,  Gabe wyciągnął 
ręce z kieszeni i zacisnął na jej ramionach. 

Popatrzyła   mu   w   oczy.   Nim   się 
zorientowała, o co chodzi, przycisnął usta 

do jej warg. Był to pocałunek w jego stylu. 
Gorący,   namiętny.   Szalony,   upajający. 

Kiedy jednak Gabe podniósł głowę, znów 
spostrzegła   ten   dziwny   wyraz   w   jego 

oczach. Pocałunek oznaczał pożegnanie.

Zabolało ją to tysiąc razy bardziej niż 

background image

ostrze Wayne'a. Z trudem przełknęła ślinę.

- A ty o której wylatujesz? - spytała.
-   Jeszcze   nie   mam   rezerwacji.   Ale 

pewnie jutro po południu. Chcę pogadać z 
tutejszymi   policjantami.   Zobaczyć,   czego 

się dowiedzieli od Tracey i Wayne'a. I mu-
szę jeszcze sprawdzić parę drobiazgów.

- A potem?
- Potem czeka na mnie fura kolejnych 

spraw. Żyję w zupełnie innym świecie niż 
ty, Ruda.

Czubkiem   palca   obrysował   zarys   jej 

policzków i brody. W jego oczach Rebeka 

widziała tęsknotę. A także miłość, chociaż 
tak   bardzo   się   przed   nią   bronił.   Jednak 

background image

Gabe nic nie powiedział. Ani że zadzwoni. 

Ani   że   chciałby   się   z   nią   zobaczyć   po 
powrocie.

Opuścił rękę.
- Zawiadomisz mnie, gdyby pojawił się 

jakiś problem?

Powinna   była   wiedzieć,   że   przed 

rozstaniem   znów   poruszy   temat   jej 
potencjalnej   ciąży.   Był   przecież   rozsąd-

nym, honorowym człowiekiem.

Ale   jeśli   o   niej   i   dziecku   myślał   w 

kategoriach problemu, nie miała  mu nic 
więcej do powiedzenia.

Kiedy otworzyła drzwi, ostatnią osobą, 

jaką   spodziewała   się   ujrzeć,   był   Jake. 

background image

Minęło   pięć   tygodni   od   niezwykłego, 

pełnego wrażeń weekendu, który spędziła 
z Gabe'em w Las Vegas. Trzy tygodnie temu 

zaś   wycofano   oskarżenia   przeciwko 
Jake'owi.   Wreszcie   mógł   się   cieszyć 

wolnością.   Nie   należał   jednak   do   ludzi, 
którzy składają niezapowiedziane wizyty.

Z radosnym śmiechem rzuciła się bratu 

w objęcia.

- Jak to miło cię widzieć! No, wejdź! Nie 

stój   w   drzwiach.   Czego   się   napijesz? 

Herbaty? Kawy?

-   Napiłbym   się   kawy,   ale   sądząc   po 

twoim   wyglądzie,   chyba   ci   w   czymś 
przeszkadzam...

background image

Rebeka spojrzała na swoje bose stopy. 

Dzień   rozpoczęła   starannie   ubrana   w 
czarny golf i miękką sportową spódnicę. 

Od czterech godzin siedziała przy biurku, 
pisząc   na   komputerze.   W   ciągu   tych 

czterech   godzin   buty   się   jej   gdzieś 
zapodziały, spódnica przekrzywiła, sweter 

powyciągał; podejrzewała, że włosy też ma 
w nieładzie, jakby od paru dni nie widziały 

grzebienia.

Wyszczerzyła w uśmiechu zęby.

-   Strasznie   się   wiercę   przy   pracy. 

Pewnie   spalam   więcej   kalorii   niż 

sportowcy trenujący na olimpiadę. Ale do-
brze,   że   wpadłeś.   Właśnie   zaparzyłam 

background image

kawę   i   miałam   zamiar   zrobić   sobie 

przerwę. Rozgość się, a ja zaraz do ciebie 
przyjdę.

Po chwili wniosła do swojego gabinetu 

dwa   kubki   ciemnego   aromatycznego 

płynu.   Jake   stał   na   środku   pokoju, 
rozglądając się z zaciekawieniem.

- Wiesz, siostra, przydałby ci się jakiś 

buldożer...

-   Jeśli   myślisz,   że   mam   bałagan, 

powinieneś zobaczyć, jak tu wygląda, kiedy 

nie jest posprzątane.

- Chcesz powiedzieć, że sprzątałaś ten 

pokój w ciągu ostatniej dekady?

Postawiwszy kubki na biurku, zacisnęła 

background image

dłonie w pięści i podskakując jak bokser, 

wymierzyła w brata ze dwa ciosy. Kiedy ten, 
udając rannego, zaczął się zwijać z bólu, 

Rebeka   aż   popłakała   się   ze   śmiechu. 
Wyglądał znakomicie. Móc go oglądać na 

wolności - to była prawdziwa uczta dla jej 
oczu i serca.

Inni   uważali   Jake'a   za   poważnego 

człowieka, niekiedy nawet wzbudzającego 

strach.   Mało   kto   zdecydowałby   się 
wymierzyć   mu   kuksańca   lub   się   z   nim 

podroczyć.   Tylko   najmłodsza   siostra   nie 
miała zahamowań.

Ogromna,   wynosząca   ponad 

dwadzieścia lat różnica wieku nigdy im nie 

background image

przeszkadzała.   Jake   był   przystojnym 

mężczyzną   liczącym   metr   osiemdziesiąt 
pięć   wzrostu,   o   ciemnych   włosach   i 

identycznych jak Rebeka zielonych oczach. 
Tygodnie spędzone w więzieniu odcisnęły 

na nim piętno. Zawsze był szczupły i zawsze 
się elegancko ubierał, teraz jednak nawet 

w   doskonale   skrojonym   garniturze   nie 
potrafił   ukryć   dużego   ubytku   wagi. 

Przybyło mu też siwych włosów.

Wszyscy   mieli   go   za   człowieka 

opanowanego, ponurego i zamkniętego w 
sobie. Ale co innego zamknąć się w sobie, 

a   co   innego   być   zamkniętym   w   celi. 
Rebeka   instynktownie   czuła,   że   pobyt   za 

background image

kratkami to najgorsza rzecz, jaka mogła się 

Jake'owi   przydarzyć.   Ale   nareszcie   był 
wolny. Nie chciała wracać w rozmowie do 

tych przykrych dla niego wspomnień.

-   Przyszedłeś,   żeby   wytknąć   mi 

bałagan? I wpędzić mnie w kompleksy? - 
spytała żartem.

Usiadła   przy   biurku   i   zaczęła   grzać 

dłonie o gorący kubek.

- Nie. Przyświecał mi inny pomysł. - Jake 

spojrzał   za   siebie,   szukając   jakiegoś 

wolnego miejsca. Po chwili zdjął z krzesła 
parę kilo papierów i również usiadł. - Już 

dawno   powinienem   był   tu   wpaść   i 
osobiście   ci   podziękować.   Gdyby   nie   ty, 

background image

pewnie wciąż gniłbym w pudle.

Potrząsnęła energicznie głową.
-   Nie,   Jake.   Całe   śledztwo   prowadził 

Gabe. Ja tylko pomagałam.

- Widziałem się z nim. Miałem okazję 

mu   podziękować,   jak   i   reszcie   rodziny.   - 
Kawa stygła. Nawet po nią nie sięgnął. - 

Jestem   naprawdę   wzruszony,   że   wszyscy 
stali za mną murem. Że twardo wierzyli w 

moją niewinność. Ale ty jedna uznałaś, że 
nie   wystarczy   wierzyć.   Że   trzeba   również 

działać. Nie myśl, że tego nie doceniam.

Wiedziała,   że   jej   wsparcie 

podtrzymywało go na duchu i dawało mu 
sił, aby wytrwać, ale wyjście z więzienia 

background image

zawdzięczał wyłącznie Gabe'owi.

W   ciągu   ostatnich   kilku   tygodni 

wypadki   potoczyły   się   w   zawrotnym 

tempie. Gabriel Devereax cały czas był w 
kontakcie   z   policją   w   Newadzie.   O 

wszystkim, co dotyczyło Tracey i Wayne'a, 
był na bieżąco informowany. Oczywiście, ta 

para   oszustów   potrafiła   kłamać   po   mi-
strzowsku,   bądź   co   bądź   z   tego   się 

utrzymywała, ale policyjni detektywi każde 
z nich maglowali z osobna. Oboje tak się 

wystraszyli więzienia, że zaczęli się plątać, 
mylić,   sypać.   Gabe   na   własną   rękę 

posprawdzał   wszystkie   nieścisłości   i 
rozbieżności w ich zeznaniach. Skończyło 

background image

się na tym, że Tracey została oskarżona o 

popełnienie   morderstwa,   a   Wayne   o 
udzielanie jej pomocy.

Jake'a   nie   tylko   wypuszczono   z 

więzienia,   ale   również   oczyszczono   z 

wszelkich zarzutów. Odzyskał dobre imię. 
Rebeka wiedziała, jakie to dla niego ważne. 

Wolność   to   coś   więcej   niż   brak   krat;   to 
również   poczucie   dumy.   Dzięki   Gabe'owi 

Jake mógł chodzić z uniesioną głową.

-   Popatrz,   jakie   to   dziwne.   -   Rebeka 

zadumała się.

-   Tracey   i   Monica   były   do   siebie 

podobne jak dwie krople wody. Ani jedna, 
ani   druga   nie   znała   znaczenia   słowa 

background image

„etyka”. Obie cechowała zachłanność, obie 

były   fałszywe,   zakłamane,   gotowe   uciec 
się do szantażu, kradzieży, oszustwa, żeby 

tylko osiągnąć upragniony cel. Nie twier-
dzę, że Monica zasłużyła na śmierć z ręki 

Tracey, ale... Sam powiedz, jak często się 
zdarza, żeby w świecie zamieszkanym przez 

miliony ludzi odnalazły się dwie wiedźmy?

Jake pokiwał głową.

-   Tak,   to   niesamowite,   cały   ten   ciąg 

wypadków.   Najpierw   Tracey   odkrywa,   że 

Monica   zaadoptowała   Brandona   wkrótce 
po tym, jak porwano dziecko Kate i Bena 

Fortune'ów;   zaczyna   drążyć,   sprawdzać. 
Potem w jej podstępnej głowie rodzi się 

background image

podejrzenie,   że   Brandon   jest   tym 

porwanym przed laty niemowlęciem. Idzie 
do Moniki. Monica usiłuje na niej wymóc, 

żeby   nikomu   nic   nie   mówiła.   Tracey 
dochodzi jednak do wniosku, że...

-   Jake   urwał.   -   Dwie   zepsute, 

diaboliczne   baby!   Widocznie   było   im 

pisane się spotkać. Ale wiesz co? Wiele 
cierpień   można   byłoby   uniknąć,   gdyby 

rodzina   Fortune'ów   nie   miała   tylu 
tajemnic.

- To dotyczy również ciebie, prawda? - 

spytała   łagodnie   Rebeka.   -   Jak   po   tym 

wszystkim   sobie   radzicie?   Córki   nie 
pozwoliły   powiedzieć   na   ciebie   złego 

background image

słowa, ale... Jak ci się układa z Ericą? No i z 

Adamem?

O ile z Ericą nigdy nie łączyła jej zbyt 

wielka zażyłość, o tyle z Adamem, jedynym 
synem Jake'a, z którym była mniej więcej w 

podobnym wieku, razem się wychowywała. 
Wiedziała,   że   przez   ładnych   kilka   lat 

pomiędzy   ojcem   a   synem   panowały 
napięte stosunki.

- Dobrze. Oczywiście mnóstwo błędów 

popełniłem   w   życiu.   Robiłem   rzeczy, 

których   nie   powinienem   był   robić.   To 
wszystko się na mnie mści... - Zawahał się.

-   Moje   kontakty   z   Monicą... 

Szantażowała   mnie.   Nie   wiem,   skąd 

background image

dowiedziała się, że moim biologicznym oj-

cem nie był Ben Fortune. W każdym razie 
wpadłem   w   panikę.   Myślałem   tak:   jeśli 

wyjdzie na jaw, że nie jestem prawowitym 
spadkobiercą, stracę wszystko. Żonę, dom, 

pracę. Nie chodziło mi o majątek. Bałem 
się,   że   stracę   wszystko,   co   w   życiu 

osiągnąłem. Że stanę się nikim.

Poderwawszy   się   z   krzesła,   zaczął 

przemierzać tam i z powrotem mały, ciasny 
gabinet.

-   To   właśnie   było   najgorsze,   kiedy 

zostałem   oskarżony   o   zamordowanie 

Moniki.   Znajdowałem   się   pod   wpływem 
alkoholu. Pojechałem się z nią rozmówić. 

background image

Byłem   na   nią   wściekły.   Ale   nie   miałem 

powodu pozbawiać jej życia. Wiem, wiem, 
można było odnieść odwrotne wrażenie. Że 

mam   mnóstwo   powodów.   Ale   ja   już 
pogodziłem   się   z   faktem,   że   prawda 

powinna wyjść na jaw. Że nie ma sensu 
dłużej tego ukrywać. Nie chciałem żyć w 

kłamstwie.   Ale   jak   miałem   o   tym 
przekonać innych?

- Obawiam się, że w sądzie prawda nie 

zawsze   wystarcza.   Zwykle   musi   być 

poparta   konkretnymi   dowodami   - 
powiedziała   cicho   Rebeka,   pamiętając 

spory,   jakie   toczyła   z   Gabe'em   na   temat 
faktów i intuicji. Czym prędzej odepchnęła 

background image

od siebie te myśli. Na samo wspomnienie 

Gabe'a   przenikał   ją   ostry,   piekący   ból, 
którego nic nie potrafiło załagodzić. - Nie 

powiedziałeś mi, jak Erica i Adam odnoszą 
się do tych rewelacji o twoim poczęciu.

-   Normalnie.   W   ogóle   im   to   nie 

przeszkadza. Adama zawsze denerwowało 

co innego. Moja nieuczciwość, upieranie 
się   przy   tajemnicach.   On   jest   znacznie 

lepszym   człowiekiem   ode   mnie.   Bardziej 
moralnym.

- Och, ty też nie jesteś taki zły, jak ci się 

wydaje - zaprotestowała Rebeka. - Każdy 

może zbłądzić...

-   Wiem.   Na   szczęście   udało   mi   się 

background image

odnaleźć.   Jeśli   chodzi   o   Erice... 

postanowiliśmy   spróbować   jeszcze   raz. 
Powinno   się   nam   udać.   Ona   mnie 

naprawdę kocha.

- Dziwi cię to? - Rebeka uśmiechnęła 

się z wyrozumiałością.

- Myślałem, że kocha syna Bena i Kate. 

Spadkobiercę   imperium   kosmetycznego. 
Że   kocha   luksus,   pieniądze,   pozycję 

społeczną.   -   Zadumał   się.   -   Starałem   się 
spełnić   jej   oczekiwania.   Być   takim 

człowiekiem,   jakiego   chciała   we   mnie 
widzieć.   Zmarnowaliśmy   kupę   lat,   nie 

będąc ze sobą szczerzy.

Rozmowę   przerwał   dzwonek   telefonu. 

background image

Zarówno   aparat   telefoniczny,   jak   i 

sekretarka automatyczna stały na stoliku 
pod   przeciwległą   ścianą   i   były 

niewidoczne   pod   stosem   poduszek, 
papierów, nici oraz kordonków. W cudzym 

domu Jake nigdy nie odebrałby telefonu, 
nawet gdyby udało mu się go zlokalizować, 

ale   uniósł   zdziwiony   brwi,   kiedy   po 
pierwszym dzwonku Rebeka nie wstała z 

fotela.

Nie   wstała,   bo   nie   miała   zamiaru 

podnosić   słuchawki.   Zacisnęła   nerwowo 
dłonie.   Po   drugim   dzwonku   włączyła   się 

sekretarka.   W   ciszy   wypełniającej   pokój 
rozległ   się   głos   Gabe'a.   Niski,   cichy, 

background image

zmysłowy.

-   Cześć,   mała.   Mam   nadzieję,   że 

któregoś   pięknego   dnia   wreszcie   cię 

zastanę. Muszę z tobą porozmawiać.

To była cała wiadomość, Jake jednak 

wyczuł, że coś się dzieje. Przez chwilę w 
skupieniu przyglądał się siostrze.

-   Wiedziałaś,   kto   dzwoni,   prawda?   - 

spytał. - Dlaczego nie odebrałaś telefonu?

- Bo ty tu jesteś, a rzadko mam okazję 

cię gościć. Oddzwonię później...

-   Oj,   Rebeko,   kiepski   z   ciebie 

kłamczuch.   Czy   to   był   Gabe?   Może   bym 

rozpoznał   jego   glos,   gdyby   nie   docierał 
spod   stosu   poduszek.   Powiedz,   co   się 

background image

stało?

-   Nic.   Wszystko   jest   w   porządku   - 

oznajmiła   ze   śmiechem,   po   czym   szybko 

wróciła do spraw rodzinnych.

Pół   godziny   później,   kiedy 

odprowadzała Jake'a do drzwi, sądziła, że 
zapomniał o telefonie. Myliła się. Uścisnął 

ją na pożegnanie, a potem delikatnie ujął 
za   brodę   i   zmusił,   aby   popatrzyła   mu   w 

oczy.

-   Jeśli   kiedykolwiek   będziesz 

potrzebowała   pomocy,   wszystko   jedno 
jakiej, chciałbym, żebyś do mnie przyszła. 

Cała   rodzina   podtrzymywała   mnie   na 
duchu,   ale   ty,   myszko,   gotowa   byłaś 

background image

skoczyć za mną w ogień. Wytrwałem tylko 

dzięki tobie. Więc pamiętaj, zawsze możesz 
na mnie liczyć. O nic nie będę cię pytał.

- Dzięki, staruszku.
Wiedziała, że brat ma dobre intencje, 

ale pewnym sprawom kobieta sama musi 
stawić czoło. Po wyjściu Jake'a przyłożyła 

rękę do brzucha.

Opakowanie po teście ciążowym leżało 

w   łazience.   Od   trzech   dni   Rebeka   znała 
jego wynik.

Wolnym krokiem wróciła do gabinetu, 

włączyła   komputer   i   otworzyła   plik   z 

powieścią, nad którą pracowała. Gdyby nie 
praca, nie wytrzymałaby ostatnich tygodni. 

background image

Pisanie   ratowało   ją   przed   depresją. 

Zazwyczaj   kiedy   siedziała   przy   biurku, 
myślała   tylko   o   swych   bohaterach; 

potrafiła   zapomnieć   o   całym   świecie,   ze 
wszystkiego się wyłączyć. Jedna z postaci 

znajdowała   się   w   straszliwym 
niebezpieczeństwie.   Przed   wizytą   Jake'a 

Rebeka nie zdążyła zaradzić jej kłopotom, 
uratować ją od śmierci. Powinna to zrobić 

teraz.   Mijały   minuty,   kursor   mrugał,   ale 
żadne   pomysły   nie   przychodziły   jej   do 

głowy.

Na   prawo   od   komputera   trzymała 

ukochaną   maskotkę   -   misia   o   wielkich 
smutnych oczach. Towarzyszył jej od lat i 

background image

pomagał,   kiedy   miała   chandrę   albo 

trudności   z   pisaniem.   Odruchowo 
przytuliła go do piersi. Tym razem miś nie 

pomógł. Odłożyła go na miejsce i zaczęła 
bawić się bransoletą. To też nie pomogło.

Podciągnęła   kolana   i   oparłszy   o   nie 

brodę,   zamknęła   oczy.   Gabe   od   tygodnia 

usiłował   się   z   nią   skontaktować. 
Udawanie,   że   nie   ma   jej   w   domu,   było 

zachowaniem   dziecinnym   i   nieuczciwym, 
ale nie czuła się na siłach, by odbyć z nim 

poważną rozmowę.

Mógł zadzwonić wcześniej. Nie odzywał 

się   od   kilku   tygodni   i   to   jego   milczenie 
najbardziej ją bolało. Nie należała do osób 

background image

przykładających zbyt dużą wagę do logiki, 

Gabe   jednak   był   miłośnikiem   zdrowego 
rozsądku. To, że się nagle obudził i zaczął 

do   niej   wydzwaniać,   ma   konkretny   i 
logiczny powód. Upłynęło dość czasu, aby 

mogła stwierdzić, czy przypadkiem nie jest 
w ciąży.

Wkrótce po powrocie do Minneapolis 

uznała, że jeśli podczas tamtej cudownej, 

niezapomnianej nocy w Las Vegas zaszła w 
ciążę,   to   nie   przyzna   się   Gabe'owi.   Od 

początku   stawiał   sprawę   jasno:   nie 
interesuje   go   małżeństwo   ani   dzieci. 

Ponieważ   jednak   był   człowiekiem   ho-
norowym,   spodziewała   się,   że   kiedy 

background image

usłyszy   o   ciąży,   natychmiast   przyleci   z 

pierścionkiem   zaręczynowym.   Gorszego 
scenariusza nie potrafiła sobie wyobrazić. 

Trudno,   żeby   ludzie   się   kochali,   kiedy 
jedno czuje się złapane w pułapkę. Zamiast 

miłości,   narastają   pretensje,   nasila   się 
poczucie krzywdy i niesprawiedliwości.

Gdyby   zadzwonił   wcześniej,   może 

uwierzyłaby,   że   mają   szansę   być   razem 

szczęśliwi.   Że   sympatia,   jaką   ją   darzył, 
może   z   czasem   przerodzić   się   w   coś 

głębszego.   Ale   teraz   jest   już   za   późno. 
Wiedziała,   że   nie   powoduje   nim   żadna 

sympatia, tylko honor i obowiązkowość.

To nie duma powstrzymywała ją przed 

background image

odebraniem telefonu, lecz miłość.

Otworzyła   oczy   i   przez   moment 

wpatrywała   się   w   widoczne   za   oknem 

gałęzie okryte pączkami. Nigdy dotąd nie 
spotkała mężczyzny bardziej spragnionego 

miłości   niż   Gabriel   Devereax.   On   jednak 
bał   się   zaangażowania   emocjonalnego. 

Miał w sobie ogromne pokłady wrażliwości 
i   uczucia,   ale   potrzebował   kobiety,   która 

umiałaby   je   wyzwolić.   Która   pokazałaby 
mu, że miłość to nie klatka pozbawiająca 

swobody,   lecz   brama   otwierająca   przed 
człowiekiem mnóstwo różnych możliwości. 

Odpowiednia   kobieta   mogłaby   odmienić 
jego   życie,   uczynić   je   o   wiele 

background image

szczęśliwszym.

Niestety ona, Rebeka Fortune, nie jest 

tą kobietą. Przełknęła łzy, które podeszły 

jej  do  gardła.   Płacz  na   niewiele  się   zda. 
Gabe   często   żartował   z   niej,   że   jest 

idealistką,   że   nie   potrafi   zaakceptować 
rzeczywistości.

Teraz ją zaakceptowała. Zrozumiała, że 

nie   przebije   muru,   za   którym   Gabe   się 

skrywa. Mur jest za wysoki i za gruby, a jej 
miłość widocznie za słaba.

Rebeka znała smak porażki. Znała smak 

smutku   i   żalu.   Znała   też   różne   odcienie 

samotności.   Ale   jeszcze   nigdy   nie 
cierpiała tak jak teraz.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Kiedy   sekretarka   odszukała   ją   w 

laboratorium,   Kate   właśnie   skończyła 

rozmawiać   z   chemikami.   Była   w   zna-
komitym   humorze.   Cudowny   krem 

odmładzający,   nad   którym   od   dawna 
pracowano   w   Fortune   Cosmetics,   a 

którego produkcję Monica Malone niemal 
od   początku   sabotowała,   wreszcie 

przeszedł   pomyślnie   wszystkie   próby   i 
niedługo pojawi się na rynku. Na wieść, że 

Gabriel   Devereax   czeka   w   holu   na   dole, 
Kate ucieszyła się. Należała się jej krótka 

przerwa w pracy.

background image

Weszła   do   holu,   wyciągając   na 

powitanie obie ręce.

-   Co   za   miła   niespodzianka!   Ale 

dlaczego nie wjechałeś na górę? - spytała.

- Nie byłem pewien, co w takiej sytuacji 

nakazuje savoir - vivre - wyjaśnił. - Chyba 
teraz,   kiedy   już   nie   jestem   twoim 

pracownikiem, nie bardzo wypada, żebym 
krążył po budynku...

Kate prychnęła pogardliwie.
- Kto by się przejmował tym, co wypada, 

a   co   nie!   Stęskniłam   się   za   tobą, 
przystojniaku.

Gabe roześmiał się wesoło.
- To dobrze. Bałem się, że możesz mnie 

background image

nie   lubić.   Bądź   co   bądź   pojawiałem   się 

zawsze   wtedy,   gdy   działo   się   coś 
nieprzyjemnego.   A   to   włamanie,   a   to 

porwanie, a to morderstwo...

Mówił   tak   samo   jak   dawniej,   z   lekką 

drwiną   w   głosie,   ale   wyglądał   jakoś 
inaczej. Coś się zmieniło w jego wyglądzie, 

w spojrzeniu, w sposobie bycia. Starając 
się   odgadnąć,   co   to   może   być,   Kate 

skierowała   gościa   do   swojej   prywatnej 
windy.

-   Tak   to   już   jest,   kiedy   się   zarządza 

wielkim   imperium   finansowym.   - 

Wzruszyła ramionami. - Po prostu bywa się 
narażonym   na   kłopoty.   Ale   ostatnio 

background image

rzeczywiście mieliśmy ich w nadmiarze i 

należy   nam   się   chwila   spokoju.   - 
Uśmiechnęła   się   pogodnie.   -   Wiesz   co? 

Brakuje   mi   rozmów   z   tobą.   Sterlingowi 
również.

Gabe   tyle   samo   czasu   spędził   w 

gabinecie   Sterlinga,   co   u   niej.   Oboje   go 

szczerze polubili. Kate przyszło do głowy, 
że powinna wreszcie powiadomić rodzinę i 

przyjaciół,   co   czuje   do   wieloletniego 
doradcy   prawnego   Fortune'ów.   Na   razie 

jednak   skupiła   się   na   detektywie.   Wy-
siadłszy   z   windy,   zapraszającym   gestem 

wskazała drzwi do swojego gabinetu.

-   Powiedz,   Gabe,   czemu   zawdzięczam 

background image

twoją wizytę? Czcze pogaduszki nigdy cię 

nie pociągały. - Nagle zrobiła przerażoną 
minę. - Ojej, mam nadzieję, że czek, który ci 

wystawiłam, nie okazał się bez pokrycia?

Błysnął   zębami   w   uśmiechu,   ale   po 

chwili spoważniał.

-   Nie.   Czek   zrealizowałem   bez 

problemów.   Drugi,   ten   z   hojną   premią, 
również. Nie sądziłem, że jesteś taka roz-

rzutna, Kate.

-   Ja?   Mylisz   się.   Mam   bardzo   mądre 

podejście do pieniędzy. Nigdy nie rozdaję 
ich bez powodu. Ty, mój drogi, uczciwie na 

wszystko zapracowałeś.

Puścił   komplement   mimo   uszu.   Nie 

background image

usiadł.   Wsunął   ręce   do   kieszeni   i   stał 

sztywno, jakby kij połknął.

-   Przyszedłem   w   sprawie   osobistej   - 

wyjaśnił. - Chciałam porozmawiać z tobą o 
twojej córce.

-   Hm.   Jakoś   nie   wydaje   mi   się,   żebyś 

miał na myśli Lindsay. - Kate podeszła do 

srebrnej zastawy na stoliku. - Napiłbyś się 
kawy, Gabe? Albo herbaty? A może wolisz 

coś mocniejszego?

-   Obawiam   się,   że   nie   będziesz   taka 

miła,   kiedy   usłyszysz,   co   mam   do 
powiedzenia.

- No, no, to brzmi groźnie.
A   właściwie   nie   tyle   groźnie,   co 

background image

intrygująco, poprawiła się w duchu. Kiedy 

ostatni raz rozmawiali, wyczuła, że coś się 
stało między Gabe'em a jej najmłodszą po-

ciechą.   Wiele   o   tym   później   rozmyślała. 
Nawet próbowała wyciągnąć coś z Rebeki, 

ale ta nabrała wody w usta.

Natomiast sporo jej zdradził sam widok 

Gabe'a.   Chwilę   trwało,   zanim   się 
zorientowała,   co   się   zmieniło   w   jego 

wyglądzie.   Otóż   podczas   swojej 
wielomiesięcznej   pracy   dla   Fortune'ów 

zawsze prezentował się nienagannie. Był 
czysty, schludny, zadbany. Po jego stroju 

czy mimice nigdy nie można było niczego 
się domyślić.

background image

Teraz zaś... Do fryzjera nie zaglądał co 

najmniej   od   paru   tygodni.   Włosy   miał 
rozczochrane,   buty   zdarte,   twarz   chudszą 

niż przed miesiącem, jakąś wymizerowaną.

Jak zwykle, od razu przeszedł do sedna.

-   Od   trzech   tygodni   usiłuję 

skontaktować się z Rebeką. Kiedy dzwonię, 

nie   odbiera   telefonu.   Ciągle   trafiam   na 
sekretarkę.   A   kiedy   stukam   do   drzwi,   to 

albo jej nie ma, albo udaje, że wyszła.

- Hm... - Kate przyjrzała mu się uważnie. - 

W trakcie pracy nad powieścią zdarza się 
jej   żyć   jak   pustelnik,   z   nikim   się   nie 

widywać,   z   nikim   nie   rozmawiać.   Jeśli 
chcesz, żebym w twoim imieniu...

background image

- Nie, broń Boże! Sam to muszę załatwić. 

- Potarł ręką twarz. - Słuchaj, pewnie się 
wściekniesz,   kiedy   usłyszysz,   co 

postanowiłem. Uznałem jednak, że zdradzę 
ci moje plany, żebyś niepotrzebnie się nie 

martwiła.   Tajemnice   pociągają   za   sobą 
kłopoty, a ty miałaś ich stanowczo za dużo.

- To się robi coraz bardziej fascynujące 

- oznajmiła Kate, ale podejrzewała, że Gabe 

jej nie słyszy; że nic do niego nie dociera. - 
Nie   wiem   jak   ty,   ale   kusi   mnie   kieliszek 

sherry. Niby pora jest wczesna...

- Mam zamiar porwać twoją córkę.

- Tak?
-   Ponieważ   unika   mnie   jak   zarazy, 

background image

przypuszczalnie nigdzie ze mną nie pójdzie 

z własnej nieprzymuszonej woli. Stąd mój 
pomysł.

- A dokąd chcesz ją porwać, jeśli wolno 

spytać?

-   Jeszcze   nie   wiem.   Pewnie   na   jakąś 

wyspę na środku oceanu. Gdzieś, gdzie nie 

ma telefonów i skąd trudno uciec. Tylko 
nie myśl, Kate, że proszę o twoje pozwo-

lenie. Mówię ci o tym wyłącznie w jednym 
celu: żebyś się nie martwiła, kiedy Rebeka 

zniknie. Po prostu wiedz, że nic złego się jej 
nie stało.

-   Nie   wierzę!   Jestem   oburzona. 

Zszokowana!   -   zawołała   Kate,   po   czym 

background image

dodała cicho: - Gdybyś nie mógł znaleźć 

odpowiedniej   wyspy,   mogę   ci   pożyczyć 
rodzinny jacht.

-   Rebeka...   -   zaczął   Gabe.   Nagle   się 

zreflektował. - Co powiedziałaś?

- Zaoferowałam ci nasz jacht. A może 

wolałbyś samolot?

Zamurowało go. Miał taką minę, jakby 

nagle ujrzał słonia lub żyrafę. Podejrzenia 

Kate,   że   nic   do   Gabe'a   nie   dociera, 
potwierdziły się. Najwyraźniej spodziewał 

się   ostrego   sprzeciwu,   wybuchu 
niezadowolenia.

Bez słowa nalała mu kieliszek sherry. 

Przypuszczalnie   detektyw   Devereax, 

background image

twardziel   walczący   z   groźnymi   prze-

stępcami,   pijał   mocniejsze   trunki,   ale 
whisky czy koniaku nie trzymała w barku. 

Zresztą, lepsze sherry niż nic. Tym bardziej 
że Gabe wciąż wyglądał tak, jakby trwał w 

szoku.

Kiedy   trochę   się   odpręży,   będzie 

bardziej   skory   do   rozmowy,   pomyślała 
Kate.   A   nie   zamierzała   pozwolić   mu 

opuścić gabinetu, dopóki nie dowie się, co 
go łączy z Rebeką.

Wszystkie   klony   wypuściły   już   liście. 

Żonkile   i   tulipany   też   zaczynały   kwitnąć. 

Trawa   zaś   miała   wspaniały   odcień 
soczystej   zieleni.   Ale   od   zachodu 

background image

nadciągały   ciężkie   deszczowe   chmury. 

Popołudnie   stawało   się   coraz   bardziej 
ciemne i ponure.

Kiedy Gabe zajechał pod dom Rebeki, 

ulice były wyludnione. Dzieci nie bujały się 

na   huśtawkach,   młodzież   nie   szalała   na 
rowerach,   nikt   nie   spacerował,   żadne 

mamy   nie   pchały   wózków.   Błyskawice 
rozdzierały niebo, a od grzmotów omal nie 

pękały bębenki w uszach.

Otworzył drzwi morgana i używając obu 

rąk, postawił lewą nogę na krawężniku. Od 
kostki po kolano otaczał ją gips. Z powodu 

gipsu był tylko w prawym bucie. Lewa ręka 
na   temblaku   stanowiła   dodatkowe 

background image

utrudnienie   przy   poruszaniu   się.   Powoli, 

niezdarnie   wysiadł   z   samochodu. 
Wyciągnął   zza   fotela   drewnianą   kulę   i 

oparł się o nią.

W oknie salonu poruszyła się zasłona.

Gabe skrzywił się z bólu. Przystanąwszy 

na moment, potarł ręką prawą skroń, na 

której widniał duży plaster.

Na ziemię zaczęły padać wielkie grube 

krople   deszczu;   po   chwili   przeszły   w 
rzęsistą ulewę. Gabe zadrżał z zimna. Miał 

na sobie bluzę i dżinsy rozcięte u dołu, by 
można je było wciągnąć na gips. Wiedział, 

że   zaraz   będzie   przemoczony   do   suchej 
nitki, ale trudno - wsparty na kuli, nie mógł 

background image

rzucić się biegiem pod dach werandy.

Drzwi   prowadzące   do   ciepłego, 

suchego wnętrza znajdowały się z siedem 

lub osiem metrów od chodnika. Daleko. Na 
tyle   daleko,   że   kuśtykając   wolno   w   ich 

kierunku,   Gabe   miał   czas   odtworzyć   w 
myślach   dziwną   rozmowę,   jaką   odbył   z 

Kate w jej gabinecie.

Biorąc   pod   uwagę   to,   że   pochodził   z 

innych   sfer,   że   nie   uczęszczał   na 
uniwersytet,   że   nie   miał   wykwintnych 

manier i nigdy w życiu nawet nie widział 
garnituru   od   Armaniego,   wciąż   nie   mógł 

zrozumieć, dlaczego Kate nie oburzyła się, 
słysząc o tym, że coś go łączy z jej córką. 

background image

Nawet   nie   spytała,   czy   zamierza   się   z 

Rebeką ożenić.

Zamiast   tego   nalała   mu   kieliszek 

słodkawego   sherry   i   trochę   zmieniła 
temat.   W   ciągu   ostatnich   dwóch   lat,   oz-

najmiła,   w   życiu   jej   rodziny   zapanował 
chaos.

- Każde z moich dzieci przeżyło mniejszy 

lub większy kryzys emocjonalny. Poza tym, 

jak   sam   wiesz,   mieliśmy   również   do 
czynienia z sabotażem oraz z problemami 

natury finansowej, które wywarły wpływ na 
firmę.   Wszyscy   wyszli   z   tych   prób 

zwycięsko:

 

silniejsi,

 

mądrzejsi, 

szczęśliwsi. Wszyscy z jednym wyjątkiem.

background image

- Z wyjątkiem Rebeki?

- Zgadłeś. - Sobie także nalała sherry, 

ale nawet nie zwilżyła nim ust. - Tylko jej 

nie   byłam   w   stanie   pomóc.   Wszyscy 
uważają,   że   jesteśmy   zupełnie   do   siebie 

niepodobne. To nieprawda. Owszem, ja nie 
bujam w obłokach, a Rebeka nie ma mojej 

głowy do interesów, ale charaktery mamy 
identyczne. Tak jak ja, Rebeka kieruje się 

w życiu własnymi zasadami i nigdy się nie 
waha, kiedy już podejmie decyzję. Pragnę 

jej szczęścia. Chcę, żeby się ustatkowała. 
Żeby   miała   dom   pełen   dzieci,   o   jakim 

marzy. Ale spośród wszystkich mężczyzn, z 
którymi się spotykała, żaden nie zalazł jej 

background image

za   skórę.   Żaden   jej   nie   denerwował.   Ty 

jesteś pierwszy.

Kuśtykając   w   stronę   drzwi,   wciąż 

usiłował dociec, co Kate miała na myśli. 
Czy to dobrze czy źle, że zalazł Rebece za 

skórę? Dobrze czy źle, że ją denerwował?

Uznał, że musi się o tym przekonać.

Kilka   tygodni   temu,   kiedy   Jake'a 

wreszcie   wypuszczono   do   domu,   Gabe 

odetchnął   z   ulgą.   Skończył   pracę   dla 
Fortune'ów   i   z   zapałem   przystąpił   do 

innych zleceń.

Cieszył   się   swobodą,   wolnością, 

brakiem jakichkolwiek ograniczeń.

A   potem   pojawiły   się   objawy   dziwnej 

background image

choroby. Uczucie pustki, ssanie w żołądku, 

tęsknota   tak   silna,   że   nie   mógł   jeść   ani 
spać.   Starał   się   zwalczyć   te   objawy,   wy-

zdrowieć. Bezskutecznie.

Setki razy odtwarzał w pamięci sceny 

ze swojego dzieciństwa: oczami wyobraźni 
widział rodziców, którzy nieustannie kłócili 

się,   poszturchiwali   i   warczeli   na   siebie, 
zamieniając   dom   w   piekło.   Pamiętał 

awantury,   po   których   następowały   ciche 
dni, pamiętał gorycz, napięcie, łzy. Każda 

zakochana para obiecuje sobie dozgonną 
miłość, ale jakoś ta miłość szybko wygasa.

Gabe   całe   życie   był   realistą.   Jako 

realista wierzył, że ludzie się zakochują i 

background image

miłość   naprawdę   istnieje,   tyle   że   jest 

nietrwała.   Po   co   się   więc   łudzić,   po   co 
robić sobie nadzieję, a potem przeżywać 

rozczarowanie? Czy nie lepiej być zdanym 
wyłącznie na siebie?

I   nagle   któregoś   dnia,   w   trakcie 

największego   nasilenia   choroby,   Gabe 

doznał olśnienia. Wojujące pary, które bez 
przerwy skakały sobie do oczu, na pewno 

wpłynęły   na   jego   filozofię   życiową,   na 
niechęć   do   zawierania   małżeństwa.   Ale 

przecież on z Rebeką wojowali od samego 
początku.  W   dodatku   te   zwady   i   utarczki 

sprawiały im autentyczną przyjemność.

Chciał móc toczyć z nią boje tak długo, 

background image

jak będzie żył. A nawet i po śmierci.

Wiedział, że Rebeka stale pakuje się w 

kłopoty.   Ledwo   z   jednych   wybrnie,   zaraz 

wpada w następne. Rodzina ogromnie ją 
kocha,   ale   nie   ma   na   nią  najmniejszego 

wpływu. Na pewno nie zdoła uchronić jej 
przed żadnym niebezpieczeństwem.

Przypuszczalnie inne kobiety wierzyły w 

to samo, co Ruda. W rycerzy i królewiczów z 

bajki.   W   to,   że   człowiek   jest   z   gruntu 
szlachetny, że dobro przezwycięża zło, że 

tych, co postępują uczciwie, nie spotka w 
życiu żadna krzywda.

Ale Gabe'a nie obchodziły inne kobiety. 

Obchodziła   go   wyłącznie   Rebeka.   Miała 

background image

prawo do swoich marzeń i przekonań. Ktoś 

jednak powinien nad nią czuwać. Ktoś, kto 
wie, jak cudowną jest osobą. Ktoś na tyle 

silny, aby czasem stanąć okoniem i czegoś 
jej   zabronić.   Ktoś,   kto   nie   bałby   się   jej 

gniewu.   Ktoś,   kto   odwzajemniałby   jej 
uczucia. Ktoś, kto by rozumiał, że Rebeka 

potrzebuje   wolności,   że   uwięziona   w 
sztywnych   konwenansach   uschnie   jak 

kwiat pozbawiony wody.

Tak,   ktoś   powinien   stale   jej   strzec. 

Chronić przed krzywdą, cierpieniem, złem.

I raptem uświadomił sobie, że nie ktoś, 

tylko on sam.

Kochał Rebekę. Kochał do bólu.

background image

Którejś nocy obudził się zlany potem. 

Śniło  mu  się,  że  Rebeka  jest   w ciąży, że 
nosi   jego   dziecko.   Ku   własnemu 

zdumieniu,   z   całego   serca   zapragnął 
zostać ojcem. Innym niż był jego własny 

ojciec. Czułym, troskliwym, kochającym. A 
także mężem. Ojcem i mężem.

Przeraził   się.   Zrozumiał   bowiem,   że 

Rebeka   postanowiła   zachować   ciążę   w 

tajemnicy   przed   nim.   Mógł   się   tego 
domyślić!   W   takich   sprawach   Ruda   nie 

uznawała   kompromisów.   Chciała   mieć 
wszystko   albo   nic.   Wszystko   oznaczało 

miłość,   ślub,   domek   z   ogródkiem. 
Połowiczne   rozwiązania   jej   nie 

background image

interesowały.

Zasłona   w   oknie   znów   się   poruszyła. 

Tym   razem   powstała   kilkucentymetrowa 

szpara.

Gabe   ponownie   wykrzywił   się   z   bólu. 

Wolno,   krok   po   kroku,   zbliżał   się   do 
werandy,   nie   zwracając   uwagi   na   strugi 

deszczu   lejące   mu   się   na   głowę.   Nagle 
drzwi się otworzyły.

-   Gabe!   Zauważyłam   przez   okno   jakiś 

ruch,   ale   nawet   kiedy   wyjrzałam   na 

zewnątrz   i   zobaczyłam   twoją   pochyloną 
głowę, nie skojarzyłam, że to ty! Mój Boże! 

Co się stało?

- Miałem mały wypadek - odparł.

background image

Na   chwilę   zapomniał   o   cierpiętniczej 

minie. Po prostu rozkoszował się widokiem 
Rudej. Ubrana była w pomiętą białą bluzę, 

lekko wystrzępioną u dołu, włosy sterczały 
jej na wszystkie strony, nogi miała bose, a 

spojrzenie przerażone.

-   Mały   wypadek?   Na   miłość   boską, 

Gabe...

-   Wiesz   co,   mała?   Przydałaby   mi   się 

twoja pomoc. Słowo honoru. - Zatrzymał się 
przy   balustradzie   okalającej   werandę.   - 

Muszę   się   na   zaszyć   w   jakimś   cichym 
miejscu,   żeby   odpocząć   i   zregenerować 

siły. Znalazłem taki wymarzony zakątek, ale 
trudno   mi   tam   samemu   dojechać,   nie 

background image

mówiąc o wniesieniu do środka toreb z za-

kupami. Kiedy się już zainstaluję, z resztą 
rzeczy na pewno sobie poradzę, ale teraz... 

Gdybyś   mogła   mi   poświęcić   jedno 
popołudnie...   -   Wciągnął   powietrze.   - 

Potrzebuję cię, Ruda.

Jego   głos   zabrzmiał   jakoś   ostro   i 

chrapliwie, ale może nie było w tym nic 
dziwnego.   Gabe   nigdy   dotąd   nikomu   nie 

mówił, że go potrzebuje. Bał się, że Rebeka 
zarzuci mu kłamstwo. Bo faktycznie, nie był 

z   nią   do   końca   szczery,   jednakże   w   tej 
najważniejszej sprawie nie kłamał.

Przez   sekundę   czy   dwie   patrzyła   mu 

głęboko   w   oczy;   decyzję   podjęła 

background image

błyskawicznie.

-   Tylko   wyłączę   komputer   i   wezmę 

torebkę.

- Nie zapomnij o butach.
- E tam! Na co komu buty?

Wyszła się jednak w butach i nie tracąc 

czasu,   pomogła   Gabe'owi   wsiąść   do 

samochodu   po   stronie   pasażera.   Sama 
zajęła miejsce za kierownicą. Wyjaśnił jej, 

o   co   mu   chodzi:   żeby   zawiozła   go   pod 
wskazany   adres,   przeniosła   sprawunki   z 

bagażnika do domu, wróciła samochodem 
do   siebie,   a   po   tygodniu   przyjechała   po 

niego.   Oczywiście   wiedział,   że   plan   nie 
trzyma   się   kupy,   ale   Rebeka,   która 

background image

zawodowo trudniła się wymyślaniem róż-

nych   mniej   lub   bardziej   fantastycznych 
fabuł, niczego nie zakwestionowała.

Ruszyli sprzed domu. Przez całą drogę 

dawał   wskazówki,   którędy   najlepiej 

jechać. Po godzinie skręcili z autostrady w 
węższą szosę stanową. Zamiast podziwiać 

wiejski   krajobraz,   Rebeka   raz   po   raz 
spoglądała   ukradkiem   na   swojego 

pasażera.

W   pewnym   momencie   zatrzymali   się 

przed dużym sklepem spożywczym. Rebeka 
przeistoczyła   się   w   dyktatora.   Pozwoliła 

Gabe'owi   wejść   z   nią   do   środka,   ale   to 
wszystko. Sama wybierała z półek towary, 

background image

ignorując wszelkie rady i sugestie, sama 

pchała   wózek,   sama   taszczyła   torby   z 
zakupami do samochodu. Kiedy Gabe ni-

czemu się nie sprzeciwiał, nie protestował, 
a   jedynie   potulnie   kiwał   głową,   czym 

prędzej przyłożyła rękę do jego czoła.

-   Na   pewno   nie   masz   gorączki?   - 

spytała.

-   Tylko   dlatego,   że   jestem   miły   i   na 

wszystko   się   zgadzam,   myślisz,   że   mam 
gorączkę?

-   Nigdy   dotąd   nie   słuchałeś   mnie, 

kotku. A nawet  kameleon  tak  szybko  nie 

zmienia barwy. Oczywiście nie wykluczam, 
że może być inny powód twojej uległości. 

background image

Powiedz,   dużo   łykasz   leków 

przeciwbólowych?

W   odpowiedzi   mruknął   coś 

niewyraźnie, po czym znów zaczął dawać 
wskazówki   odnośnie   dalszej   jazdy. 

Skręcali raz w prawo, raz w lewo, zawracali, 
ponownie skręcali, aż wreszcie zjechali z 

czarnej   asfaltowej   szosy   w   wąską 
nieutwardzoną   drogę,   która   wiła   się 

między   polami   i   lasami.   Przypuszczalnie 
nawet wytrawny podróżnik wyposażony w 

świetny kompas miałby totalny mętlik w 
głowie.

Pół   godziny   później   zatrzymali   się   na 

porośniętym   kępami   trawy   żwirowanym 

background image

podjeździe.   Rebeka   pierwsza   wysiadła   z 

auta i z rękami wspartymi na biodrach, ro-
zejrzała się wkoło. Na wzgórzu stała chata 

zbudowana chyba z drewna cedrowego. Za 
nią   ciągnął   się   dziewiczy   las.   Od   frontu 

szklane   drzwi   prowadziły   na   werandę,   z 
której rozpościerał się widok na płynący w 

dole srebrzysty strumyk.

- Och, Gabe! Ależ tu pięknie! Wynająłeś 

ten dom?

- Tak, na tydzień.

- Nie wyobrażam sobie wspanialszego 

miejsca   na   odpoczynek,   ale   będziesz 

strasznie daleko od cywilizacji. Najbliższa 
posiadłość   znajduje   się   co   najmniej 

background image

kilometr stąd.

Wyjęła z samochodu torby z jedzeniem 

i   rozkazawszy   Gabe'owi   nie   ruszać   się   z 

miejsca, wniosła zakupy do środka. Gabe 
oparł   się   o   maskę.   Wiedział,   co   Rebeka 

ujrzy wewnątrz. Piękne drewniane podłogi, 
kamienny   kominek   czekający   na 

rozpalenie,   meble   w   tonacji 
rdzawobrązowej;   kuchnię   z   sosnowym 

stołem   pełnym   fantazyjnych   sęków, 
urządzoną   w   stylu   rustykalnym;   oraz 

sypialnię   z   ogromnym   oknem 
wychodzącym   na   zbocze,   wielkim 

małżeńskim   łożem   i   kilkoma   komodami. 
Żadnych   udziwnień.   Jedynym   luksusem 

background image

była   przylegająca   do   łazienki   sauna   z 

drewna sekwojowego.

- Tu jest cudownie - oznajmiła Rebeka, 

kiedy wróciła na podjazd przed domem. - 
Cicho, sielsko i spokojnie. Nie zauważyłam 

telefonu...

- Bo go nie ma.

-   Co?   Ani   telefonu,   ani   sąsiadów?   A 

jeżeli   upadniesz?   A   jeżeli   będziesz 

potrzebował pomocy? - Potrząsnęła głową. 
- Nie wiem, czy mogę cię tu zostawić sa-

mego.

- Całe życie mieszkam sam i jakoś daję 

sobie radę.

- Tak, ale całe życie nie jesteś kaleką.

background image

- Teraz też nie jestem. Ruda...

Otworzył   dłoń,   pokazując   jej   kluczyki, 

po   czym   cisnął   je   przed   siebie.   Całkiem 

niezły   rzut,   pomyślał   z   zadowoleniem. 
Wylądowały z pluskiem w strumyku.

Rebeka otworzyła usta ze zdziwienia.
-   Nie   wierzę   własnym   oczom!   Czyś   ty 

zwariował? Rany boskie, co ci strzeliło do 
łba?   Bez   kluczyków   oboje   jesteśmy   tu 

uwięzieni...

Zanim skończyła mówić, Gabe cisnął w 

dół zbocza kulę. Następnie zerwał ze skroni 
plaster, wysunął rękę z temblaka, po czym 

schylił się i zaczął ściągać z nogi gips.

Wszystko razem zajęło ze trzy minuty. 

background image

Kiedy   wyprostował   się,   serce   waliło   mu 

młotem.

Rebeka stała jak zahipnotyzowana. Nie 

drgnęła. Nie zmieniła pozycji. Mijały wieki, 
a ona wciąż milczała.

Podejrzewał, że go zabije.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Potem   wolno,   bez   słowa,   okrążyła   go, 

uważnie  mu  się  przyglądając. Był trochę 

bledszy   niż   zazwyczaj,   ale   to   wszystko.   Z 
chwilą   gdy   pozbył   się   gipsu,   jej   oczom 

ukazała   się   zdrowa,   włochata   łydka. 
Żadnych obrzęków czy siniaków się na niej 

nie   dopatrzyła.   Na   czole,   policzkach   czy 
nosie też nic nie było, nawet drobnego roz-

cięcia,   jakie   czasem   się   zdarzają   przy 
goleniu. Im dłużej się w niego wpatrywała, 

tym bardziej się spinał; był jak dziki kocur 
zamknięty w klatce.

- Nie jesteś ranny - oświadczyła.

background image

- Nie jestem - przyznał.

-   Nie   miałeś   żadnego   groźnego 

wypadku.

- Wczoraj, kiedy chowałem grill, ukąsił 

mnie   komar.   Natomiast   ostatni   raz 

niebezpieczeństwo groziło mi w Las Vegas. 
Rebeko...

- Słucham?
-   Jakoś   nie   sprawiasz   wrażenia 

zaskoczonej.

- Dziwisz się? Przecież cię znam. Gdyby 

w   ciemnej   alejce   napadło   cię   sześciu 
zbirów,   wszystkim   porachowałbyś   kości. 

Doskonale potrafisz sobie radzić sam. Chy-
ba nie myślałeś, że uwierzę w bajeczkę o 

background image

wypadku,   co?   Że   nie   zadając   żadnych 

pytań, pojadę z tobą na jakieś odludzie? Na 
miłość boską, jestem pisarką. Wymyślam 

fabuły.   I   z   zamkniętymi   oczami   potrafię 
odróżnić prawdę od fałszu.

Wyraźnie   zbiła   go   z   tropu.   Nie   miał 

pojęcia, co powiedzieć.

- Ale... mimo to wsiadłaś do samochodu 

i przyjechałaś ze mną.

-   Oczywiście.   Bałam   się   o   ciebie   - 

rzekła, po czym natychmiast się poprawiła. 

- Nadal się boję. Kłamstwa nie są w twoim 
stylu,   kotku.   Coś   ważnego   musiało   się 

wydarzyć, skoro nie szczędziłeś  zachodu, 
żeby mnie tu ściągnąć.

background image

- Owszem, wydarzyło się. Nie odbierasz 

telefonu, kiedy dzwonię. Robisz wszystko, 
żeby trzymać mnie na dystans. Chcąc nie 

chcąc,   musiałem   wymyślić   sposób,   żeby 
zwrócić twoją uwagę.

- Udało ci się.
Miał   rację.   Rzeczywiście   go   unikała, 

głównie   dlatego,   że   nie   chciała 
odpowiadać na pytania o ciążę. Ale pod-

czas   długiej   jazdy   samochodem   z 
Minneapolis  do   domku   na   wzgórzu   Gabe 

ani razu nie poruszył tego tematu. To jej 
dodało sił.

-   Chciałeś   ze   mną   porozmawiać?   - 

spytała.

background image

-   Tak.   Ale   na   razie   już   dość   się 

nagadałem.   Wciąż   krążyła   wokół   niego, 
kiedy nagle porwał ją w ramiona. Przytulił 

ją mocno - tak mocno, że czuła, jak serce 
mu wali - i przywarł ustami do jej ust.

Tego   się   właśnie   obawiała.   Że   mu 

ulegnie.   Że   będzie   chciała   tkwić   w   jego 

objęciach   i   całować   się   z   nim   w 
nieskończoność.   Że   jeszcze   mocniej   go 

pokocha.

Ten pierwszy pocałunek nie rozwiał jej 

obaw.   Gabe   był   jak   zbłąkany   wędrowiec 
przemierzający   pustynię,   który   wreszcie 

znalazł źródło. Źródło, które biło tylko dla 
niego.   Wiosenny   wietrzyk   poruszył 

background image

gałęziami drzew, strząsając z liści krople 

deszczu.   W   oddali   słychać   było   szum 
strumyka, w powietrzu unosił się zapach 

sosen.

Rebeka zamknęła oczy. Och, gdyby tylko 

marzenia mogły się spełnić...

- Gabe... - Głos miała gruby, ochrypły.

- Wiem, mała, musimy porozmawiać. I 

porozmawiamy,   obiecuję.   Ale   najpierw 

chcę   sprawdzić,   czy   potrafię   cię 
zdenerwować.

- Zdenerwować? Dlaczego?
- Diabli wiedzą. Ale to ważne. - Podniósł 

ją, a kiedy ona oplotła go nogami w pasie, 
ruszył po schodach do domu. - Koniecznie 

background image

trzeba nad tym popracować.

- Nad moim stanem psychicznym?
-   Tak.   Wiesz,   dokąd   cię   niosę?   Do 

sypialni. Denerwujesz się? Powiedz.

- Nie. A powinnam?

Siatkowe   drzwi   zatrzasnęły   się   z 

hukiem. Gabe nie odrywał od niej wzroku. I 

przez całą drogę obsypywał pocałunkami 
jej twarz i włosy.

- Nie będziemy tam grać w warcaby - 

oznajmił.

- To dobrze.
Uderzył   się   o   ścianę   w   holu.   Uważaj, 

kotku, ostrzegła go w myślach Rebeka, bo 
nabijesz sobie guza.

background image

- Nie chodzi o seks - kontynuował po 

chwili. - Chodzi o coś całkiem innego. Po 
prostu... jesteś mi potrzebna. Każdy dzień 

bez ciebie jest dniem spisanym na straty. 
Wydawało   mi   się,   że   jestem   wolnym 

człowiekiem. Okazało się, że ta wolność już 
mnie nie bawi. Chcę być wolny, ale tylko z 

tobą. Czy to, co mówię, niepokoi cię?

- Ani trochę - odparła szeptem.

-   Kocham   cię,   mała.   Bardziej   niż 

kogokolwiek na świecie. Nie sądziłem, że 

jestem   zdolny   do   takich   uczuć.   Do 
prawdziwej   miłości...   Rany   boskie,   Ruda! 

Kiedy się w końcu zdenerwujesz?

Pomyślała,   że   trzeba   tę   sprawę   jak 

background image

najszybciej wyjaśnić. Co on sobie ubzdurał 

z tym zdenerwowaniem? Na razie to on się 
coraz bardziej denerwował.

Spieszył   się   do   sypialni,   pragnął 

dotrzeć   tam   jak   najprędzej,   ale   gdy   już 

dotarł, nie bardzo wiedział, co ma począć.

-   Gabe   -   szepnęła   między   jednym 

pocałunkiem   a   drugim.   -   Puść   mnie. 
Nigdzie nie ucieknę.

- Nie puszczę - wycharczał, ale po chwili 

posłusznie postawił ją na podłodze.

Ściągnęła   mu   przez   głowę   bluzę,   po 

czym   pocałowała   go   w   brodę.   Następnie 

rozpięła mu spodnie i pocałowała w usta. 
Wyraz strachu i niepewności nie zniknął z 

background image

jego   oczu.   Kiedy   przystąpiła   do   nieco 

śmielszych   pieszczot,   popatrzył   na   nią 
oskarżycielskim wzrokiem.

- W ogóle nie jesteś zdenerwowana - 

powiedział z pretensją w głosie.

- Za to ty jesteś. I dobrze, kotku. Bo ja 

bywam baaardzo grrroźna!

Pchnąwszy go na łóżko, szybko zdarła z 

siebie ubranie. Koc służący za narzutę, z 

ostrej,   drapiącej   wełny,   działał   na   nią 
podniecająco z powodu kontrastu z jedwa-

biście gładką skórą Gabe'a.

Gabe.   Twardziel,   który   wystrzegał   się 

miłości, a jednak jej uległ. Rebeka słyszała 
słowa, których nigdy nie spodziewała się 

background image

usłyszeć   z   jego   ust.   Ale   wyznawał   jej 

miłość   nie   tylko   słowami   -   również 
dotykiem, pocałunkiem, spojrzeniem.

Wiele musieli sobie jeszcze wyjaśnić, 

ale   na   razie   liczyło   się   tylko   to,   że   się 

odnaleźli.   Niebo   za   oknem   przybierało 
coraz   ciemniejszą   barwę,   lecz   oni   nie 

zwracali   uwagi   na   upływające   godziny. 
Pochłonięci sobą, wspinali się na szczyty 

rozkoszy,   ofiarowując   jedno   drugiemu 
wszystko - ciało i duszę.

Rebeka   nie   pamiętała,   kiedy   zasnęła. 

Ale   gdy   otworzyła   oczy,   na   zewnątrz 

panował   nieprzenikniony   mrok.   Drapiący 
wełniany   koc   znikł.   Leżała   przykryta 

background image

cienką, puszystą kołdrą. Na stoliku nocnym 

paliła się lampka.

Gabe   leżał   obok,   w   pełni   obudzony,   z 

wyrazem   zamyślenia   na   twarzy.   Rebeka 
wyciągnęła rękę i delikatnie pogładziła go 

po policzku. Bała się odezwać, ale bała się 
też   milczeć.   Postanowiła   jednak   zaufać 

Gabe'owi.

- Będę miała twoje dziecko - oznajmiła 

cicho.   Myślała,   że   się   zasępi,   że   okaże 
niezadowolenie. Zamiast tego ujrzała błysk 

radości w jego oczach.

- Dzięki Bogu. Może jak dom się zapełni 

małymi urwisami, nie będziesz miała czasu 
na   szpiegowskie   misje   i   zabawy   w 

background image

detektywa.

Uniosła się na łokciu.
- To chyba nie są żadne oświadczyny, 

co?   Kiedy   ostatni   raz   się   widzieliśmy, 
byłeś   zdecydowanym   przeciwnikiem 

instytucji   małżeństwa.   Nie   interesowała 
cię rodzina, a tym bardziej dzieci.

-   Miłość   sprawiła,   że   pewne   rzeczy 

musiałem sobie przewartościować. Ja... po 

prostu bałem  się  popełnienia  błędu. Nie 
chcę cię oszukiwać, mała. Wiążąc się ze 

mną, ryzykujesz.

- Mylisz się. Ryzykuje się wtedy, kiedy 

się nie wie, czego oczekiwać. A ja wiem. 
Nie uciekasz przed problemami...

background image

- To prawda.

- Wiem też, że będziemy się spierać. Ale 

kto się czubi, ten się lubi.

- No właśnie. Dotąd sądziłem, że kłócą 

się tylko ludzie, którzy się nienawidzą. A z 

tobą... z tobą uwielbiam toczyć boje. Może 
nie zawsze będziemy się zgadzać, Ruda, ale 

na pewno nigdy nie będziemy się nudzić. 
Nie chcę, żebyś się zmieniała. Kocham cię 

taką,   jaka   jesteś.   -   Obsypał   jej   twarz 
pocałunkami,   po   czym   przesunął   głowę 

niżej, do szyi. - Nie przestanę, dopóki nie 
usłyszę słowa „tak” - zagroził.

- A wtedy przestaniesz? W takim razie 

przez kilka najbliższych godzin zamierzam 

background image

milczeć.

-   Czy   po   ślubie   też   będziesz   taka 

okrutna i bezwzględna?

- Będę taka aż do śmierci. Sam się o to 

prosisz, Devereax. Obyś tylko nie żałował.

- Nie będę - odparł.
Ufała   mu.   Widziała   w   jego   oczach,   że 

wyzbył się lęku przed bliskością.

- Tak, kochany - szepnęła. - Tak, tak, tak. 

Całe życie marzyłam o takiej miłości, ale 
nie   wierzyłam,   że   moje   marzenia   się 

spełnią.   Dopóki   nie   spotkałam   ciebie. 
Powiedz mi jednak...

- Co?
- Jak, u licha, wrócimy do domu, skoro 

background image

wyrzuciłeś kluczyki?

- A może mam drugą parę?
-   Jako   człowiek   logiczny   i   rozsądny 

zapewne masz.

-   A   wiesz,   że   ostatnio   coraz   częściej 

polegam na intuicji i instynkcie? Brzmi to 
niewiarygodnie...   -   Na   moment   zamilkł.   - 

Chociaż nie. Tobie to się wydaje zupełnie 
normalne. Ale...

- Co ale?
-   Impulsywne   zachowanie   niekiedy 

pociąga   za   sobą   negatywne 
konsekwencje.

- Hm, więc jednak nie masz zapasowych 

kluczyków?

background image

- Mam. Ale w domu. Nie tu.

- To znaczy, że jesteśmy zdani wyłącznie 

na siebie? - Tak.

-   Że   ugrzęźliśmy   tu   na   czas 

nieograniczony?

- Tak.
- Świetnie - szepnęła i pochyliwszy się 

nad nim, wyłączyła lampkę.

background image

EPILOG

Kate rzadko wpadała w złość. Zbyt wiele 

w życiu widziała i zbyt wiele doświadczyła, 

aby   przejmować   się   drobiazgami. 
Katastrofa

 

samolotowa,

 

próby 

pozbawienia jej życia, sabotaż, knowania 
wrogów   zazdroszczących   jej   pozycji   oraz 

majątku,   do   którego   dochodziła 
dziesiątkami lat - to wszystko przetrwała. 

Była silna. Byle problem typu kradzież czy 
kolejny   szantaż   nie   byłby   w   stanie   jej 

załamać.

Jednakże   co   innego   kradzież,   a   co 

innego ślub i wesele.

background image

Stała na tarasie, z którego rozciągał się 

wspaniały widok. Mała dziewczynka, która 
swoje dzieciństwo spędziła w sierocińcu, 

jest   teraz   właścicielką   luksusowej 
rezydencji nad jeziorem.

Spoglądała na ogród, sprawdzając, czy 

o   niczym   nie   zapomniała.   Wzdłuż   ścieżki 

posypanej   białymi   płatkami   róż,   którą 
miała iść panna młoda, rosły w donicach 

kamelie.   Znad   jeziora   nadciągał   lekki 
wietrzyk;   liście   szeleściły,   powietrze 

wypełniała   balsamiczna   woń   kwiatów. 
Powoli   zbierali   się   goście,   eleganccy 

mężczyźni,   kobiety   w   bieli   i   pastelach. 
Śmiech   oraz   szmer   rozmów   niósł   się   po 

background image

całym terenie.

W   głosach   gromadzących   się   w 

ogrodzie   ludzi   Kate   słyszała   radość.   Na 

wszelki   wypadek,   jakby   nie   dowierzając 
własnym   uszom,   obserwowała   twarze 

gości,   upewniając   się,   czy   na   pewno   są 
szczęśliwi.   Nick   i   Caroline,   Kyle   i 

Samantha, Rafe i Allie, Mike z Julią... Przez 
chwilę   nie   mogła   doszukać   się   Luke'a   i 

Rocky, ale potem ich dojrzała. Trzymając 
się   za   ręce,   wracali   ze   spaceru   nad 

brzegiem jeziora. Adam i Laura, Zach i Jane, 
Rick z Natalie, Grant z Meredith...

Ktoś obcy mógłby się pogubić w tym 

tłumie,   ale   nie   Kate.   Osoby,   na   które 

background image

patrzyła, dzieci jej dzieci, reprezentowały 

kolejne   pokolenie   Fortune'ów.   W   ciągu 
ostatnich dwóch lat spotykali się na wielu 

ślubach,   ale   ten   był   najważniejszy, 
przynajmniej dla Kate.

Rebeka   była   jej   najmłodszą   córką, 

jedyną, która dotąd nie znalazła partnera. 

Kate   powoli   traciła   nadzieję,   czy   to   się 
kiedykolwiek   stanie.   O   Rebekę   zawsze 

najbardziej się niepokoiła.

Zrobiła,   co   mogła,   żeby   był   to 

najszczęśliwszy   dzień   w   życiu   jej   córki. 
Zamówiła u bogów niebo w kolorze błękitu. 

I   takie   było.   Co   najmniej   ze   trzy   razy 
obeszła   stoły,   sprawdziła   nakrycia, 

background image

dekoracje, bukiety kwiatów. Dziesiątki razy 

rozmawiała ze służbą. Poprawiała drużbom 
krawaty,   strzepywała   im   z   ramion 

niewidoczne  pyłki, druhnom doradzała  w 
kwestii fryzur, kosmetyków, biżuterii.

Pomogła   córce   włożyć   suknię, 

następnie   wpięła   jej   we   włosy   piękny 

welon z delikatnej belgijskiej koronki. Łzy 
ścisnęły ją za gardło. Czym prędzej skryła 

się w pokoju na piętrze. Potrzebowała para 
minut dla siebie, z dala od zgiełku, żeby się 

wyciszyć, opanować emocje.

Stojąc na tarasie, usłyszała, jak drzwi 

się otwierają. Nie musiała się odwracać - 
wiedziała, że wszedł Sterling Foster. Kiedy 

background image

objął ją w pasie, poczuła, jak spływa na nią 

błogi spokój. Zamknęła oczy i oparła się o 
jego klatkę piersiową.

Wkrótce   zamierzała   powiadomić 

rodzinę o własnych planach małżeńskich. 

Miała siedemdziesiąt jeden lat. Nigdy nie 
spodziewała się, że jeszcze kiedykolwiek 

znajdzie   miłość,   że   pokocha   jakiegoś 
mężczyznę,   że   zaufa   mu   i   będzie   chciała 

dzielić z nim życie.

- Jesteś zdenerwowana, Kate? - spytał. 

Potrafił wyczuwać jej nastroje.

-   Nie,   nie   zdenerwowana,   raczej 

wściekła   na   pana   młodego.   Chyba   mam 
prawo dać córce prezent ślubny?

background image

- Rozumiem. A więc Gabe podarł czek?

- Zaproponowałam, że pożyczę im jacht 

albo samolot. Niczego nie chce ode mnie 

przyjąć.   I   nie   chce   mi   zdradzić,   gdzie 
pojadą na miesiąc miodowy.

- Coś podobnego!
-   Uścisnął   mnie,   serdecznie   mi   za 

wszystko  podziękował,  po  czym  oznajmił, 
że nie potrzebuje pomocy. Że sam potrafi 

zaopiekować się Rebeką. Psiakość! I co z 
takim zrobić?

Sterling zarechotał pod nosem.
- Człowiek tak dumny i uparty idealnie 

nadaje się na męża twojej córki.

- To prawda - przyznała Kate. - Ale nie po 

background image

to mam pieniądze, żeby zabrać je z sobą do 

grobu.   Mógłby   mi   drań   okazać   trochę 
szacunku i pozwolić nimi poszastać.

-   Co   się   odwlecze,   to   nie   uciecze. 

Przecież nikt ci nie zabroni rozpieszczania 

wnuków.   A   coś   mi   mówi,   że   pierwsze 
maleństwo jest już w drodze.

- Tak myślisz? - Kate nie posiadała się z 

radości. Spojrzała w dół na Gabe'a, który 

zajął   miejsce   obok   swojego   drużby.   W 
przeciwieństwie   do   normalnych   panów 

młodych,   którzy   nerwowo   przestępują   z 
nogi   na   nogę,   Gabriel   Devereax   był 

spokojny i opanowany. Szeroki uśmiech na 
jego   twarzy   natychmiast   podbił   serce 

background image

Kate.   Tak,   jej   przyszły   zięć   cieszył   się 

bardziej niż pirat, który wziął we władanie 
statek pełen skarbów.

Niemal gotowa była wybaczyć mu jego 

głupi   upór   i   odmowę   przyjęcia   od   niej 

pieniędzy.

-   Nikomu   nie   zdradziłaś   tajemnicy?   - 

spytał   Sterling,   głaszcząc   ją   czule   po 
policzku.

- Nie. Pokusa była bardzo silna, ale dziś 

jest   święto   Rebeki   i   Gabe'a.   Nie   chcę 

odciągać od nich uwagi.

Oczywiście   rodzina   zdawała   sobie 

sprawę,   że   zakończono   prace   nad 
magicznym   kremem   młodości,   jednakże 

background image

tylko   Kate   ze   Sterlingiem   wiedzieli,   że 

przeszedł   pomyślnie   wszystkie   testy. 
Produkt, któremu poświęcono tyle czasu i 

wysiłku, wreszcie miał trafić na rynek.

Nowy produkt, nowa fortuna.

Kate   pomacała   bransoletę,   którą 

włożyła   na   dzisiejszą   uroczystość. 

Bransoletę,   która   stanowiła   symbol 
rodziny,   symbol   siły,   przywiązania   i 

lojalności.

Przez   pewien   czas   nosiła   ją   Rebeka. 

Dziś   rano   Kate   odebrała   córce   starą 
bransoletę i podarowała jej nową. Rebeka 

nie   potrzebowała   wspomnień;   powinna 
patrzeć w przyszłość, nie w przeszłość.

background image

-   Kate,   kochanie...   -   Sterling   ujął   ją 

delikatnie za łokieć. - Gotowa jesteś wydać 
swoją najmłodszą córkę za mąż?

- Absolutnie. - Skinęła głową.
Tak, była gotowa. I nie wypadało, aby 

matka panny młodej spóźniła się na ślub.

Na moment zadumała się. Był taki czas 

w jej życiu, kiedy całą energię wkładała w 
powiększanie majątku, a co za tym idzie - 

władzy i wpływów. Ale to było dawno temu. 
Teraz liczyło się dla niej co innego.

Liczyło się szczęście jej dzieci. Oraz to, 

że rodzina jest razem. Czy może być coś 

ważniejszego?