background image

Reginald LANCA STER

W S C H Ó D

tom 2

background image

                                                                          -  1  -

Rozdzia  „0”

ledztwo

     Ani   P T  Czytelnicy  (PT = post titulum, czyli z zachowaniem tytu ów) ani autor – nikt na sto
procent nie wie – jak i kiedy dok adnie powsta a Polska. Kraj niema y, do  ludny, w pewnych –
pó niejszych – okresach zdobywczy, walcz cy. Dopiero za czasów Mieszka Pierwszego obcy
zacz li odrobin  o Polsce pisa  nieco obszerniej ni  Ibn Jakub – dla jednych Arab, dla innych
cz onek narodu najwa niejszego.
     Zdarza si  podobnie s dziom  ledczym na zachodzie, a u nas milicjantom,  e te  nie wiedz  jak
dosz o do zastanego przez nich stanu – s  zw oki wa nej osobisto ci, jest kradzie  czy rabunek, a
nie wiadomo kto by  sprawc  i jakim cudem dosta  si  na miejsce przest pstwa, które by o
strze one. U nas wystarczy pyta  podejrzanych, to jest  ludzi, którzy maczali palce w podobnych
wydarzeniach. Je eli który  z nich przyzna si  i poda prawdopodobny przebieg wydarze , to ju
jest sukces milicji i wymiaru sprawiedliwo ci socjalistycznej. W Wielkiej Brytanii, na przyk ad,
prawo powiada,  e przyznanie si  nie jest adnym dowodem, a do wyroku skazuj cego musi by
dowód i przedmiot przest pstwa
. Takie dochodzenie do prawdy o nieznanej przesz

ci nosi

nazw

ledztwa.

W  ledztwie dozwolone jest snucie ró norakich przypuszcze , a czasem jest to konieczne. Po-

tem musi si  ka de prawie przypuszczenie sprawdzi , szczególnie u nas, bo Scotland Yard, na przy-

ad, najpierw stosuje dedukcj  i dopiero prawdopodobne przypuszczenia s  sprawdzane – tak

mog o by  – powiadaj  agenci Scotland Yardu i sprawdzaj  wydarzenia,  wiadków, dokumenty –
które  (UWAGA!!!)   o b a l a j     przypuszczenie. Oni,  ma si  rozumie ,  mog  nie dotrze  do
wszystkiego, co zdarzy o si  przedtem i jest to zadanie obro ców s dowych – znale  stare rzeczy,
obalaj ce twierdzenia Scotland Yardu o winie podopiecznego obro ców.
      

Autor „Szlaku Piastów” próbuje na ladowa  raczej Brytyjczyków ni  organa sprawiedliwo ci

socjalistycznej, które po prostu „wiedz ” od marksistów jak powsta a Polska. Ja si  na wszelki
wypadek zastrzegam,  e nie nazwa em tu marksistów ani socjalistycznych historyków uczestnikami
jakiego  wydarzenia zbli onego do przest pstwa -to s , po prostu, ludzie ufni, dla których przedtem
Engels, Marks, Lenin i Stalin wszystko odkryli, a to byli geniusze materializmu dialektycznego i
materialistycznej teorii ewolucji. Na swoj  obron  – podobnego do powy szego gatunku – mog
przytoczy  fakt,  e s  uczeni idealistycznymi zwani, którzy (na sposób brytyjski) zajmuj  si
twierdzeniami marksistów i wszystkimi wydarzeniami przez marksistów badanymi. Czy
zwyczajnemu bezpartyjnemu nie wolno (mo e b dnie) wierzy  idealistom i po nich powtarza
opinie o wydarzeniach sprzed wieków?
       Moje zainteresowanie histori  jest znane przez prze

onych do tego stopnia,  e w „nielotne”

dni nakazuj  mi prowadzenie zaj  z historii Polski z 

nierzami s

by zasadniczej (mechanicy,

wartownicy, pisarze itp.) Ja wtedy (biedny) musz  trzyma  si  linii partii i rz du, by sko czy
podchor ówk , zosta  op acanym pilotem wojskowym, a nie – by  mo e – wi niem. Wszelako

mielam si  na zaj ciach napomyka , i  s  autorytety, które twierdz  inaczej, chocia  nas

obowi zuje uznawanie autorytetów socjalistycznych.    Tak to teraz jest, i to tak e jest i b dzie his-
toria, wi c umieszczam ten wtr cik (od wtr t – uwaga wtr cona niejako na boku) dla potomnych,
by wiedzieli jak to by o.
      Przejd my do naszego  ledztwa. Oto mamy przed sob  Polsk  Mieszka Pierwszego, która jest
wi ksza i silniejsza od Czech, Moraw i S owacji razem wzi tych. A z wydarze  przesz ych, sprzed
naszego Mieszka mamy jeno dokument cesarza Karola Wielkiego o

owia skich ziemiach na

zachód od  aby i So awy, na które cesarz zezwala wkracza  kupcom germa skim jeno do
okre lonej w dokumencie linii – te  biegn cej na zachód od rzeczonych rzek. Czy mo emy si
dowiedzie  na pewniaka – jak dosz o do powstania tak wielkiego i ludnego pa stwa Mieszka
Pierwszego? Nie bardzo. Ale za to:
   #  Wiemy,  e w tym pa stwie musia o by stosowane jakie pismoi e nie by a to acina, j zyk
starocerkiewno-s owia ski ani runy skandynawskie czy pismo Niemców, minusku a karoli ska czy
karoli ska majusku a.   Je li powiesz,  e to by  kraj analfabetów, to wymy l inny sposób  przekazy-
wania polece  a  do samego do u w tak pr dki sposób, aby woje zd yli stawi  si  w odleg ym od
domu miejscu jeszcze przed bitw  obronn .   Ilu  trzeba  pos

ców,  przekazuj cych  ustnie  rozkaz

background image

-  2  -

ksi cia?  Jaka  jest pewno  odbiorców,  e pos aniec jest w

nie od ksi cia, a nie od wrogów?

     Raczej dojdziesz do wniosku,  e pismo by  musia o. I musia  by  jaki  sposób przechowywania
wa nych umów, dokumentów nada  itp. Musia  by  tak e sposób utrwalania wa nych dokumen-
tów.
     Kto  to wszystko zniszczy ... Powiedzmy, ze nowa w adza (jak dzisiejsza, niszcz ca rzeczy dla
siebie niekorzystne). Albo nowa religia, mog ca uzna  osi gni cia Polaków za nic warte, bo INNE
od zdobyczy Zachodu... Ale to pismo i urz dzenie  czno ci mi dzy w adz  a wykonawcami
polece musia o by !!! Gdyby tego nie by o, to istnienie Polski nie by oby mo liwe – to nie by o
ksi stewko, w którym jednego dnia mo na dotrze , i powróci , do najodleglejszego zak tka
pa stewka.  W wielkim kraju jedynym  rodkiem jednakowego przekazu by o powielone w wielu
egzemplarzach – pismo.
   

#   Oprócz pisma musia a by  jaka  struktura  nadzorcza. Musia y by  szko y. Musia a by

dru yna wojskowa i wiele innych rzeczy. Kto  to wszystko poniszczy  i skaza  na zapomnienie.
Kto  skaza  Polaków na analfabetyzm i ciemnot . Gall Anonim z pewno ci  nie zna  naszego,
rodzimego pisma, ale czy go nie zasta  w Polsce?... Jako  dziwnie dobrze i obszernie o Boles awie
Krzywoustym rozpisuj  si  kronikarze s siednich pa stw... Ale nawet Gall Anonim, chwalca
swojego w adcy, uchyla r bka tajemnicy – poszed  na Pomorze, zdoby jeden gród i kaza  wraca
(500 kilometrów), aby da  odpocz  koniom... Kto to by  ów Krzywousty? M dry na pewno nie
by .  Za to Pomorze przez ca y czas by o przy Polsce. Mieszko I chcia  je da  synom Ody. Chrobry
za atwi  polskie biskupstwo w Ko obrzegu. Potem nie ma zapisów o utracie Pomorza – nikt nie
chwali si ,  e je od Polski od czy  i nim w ada . A Krzywousty je „zdobywa ”... Tu musz
przypomnie ,  e wiele krain mog o mie  spor  niezale no , nale c do  jakiego  seniora – wtedy
panowa  feudalizm...
     Po  mierci Krzywoustego ksi

 Polski – senior swoich braci – dosta  we w adanie Pomorze, a

Gall Anonim, przecie na dworze Krzywoustego  yj cy, wcale nie pisze o tym,  e Krzywousty je
zdoby ... „Zdobywa ”, pie ni jego rycerze mu  piewali... Taki don Kichot z la Manchy?
Przypuszczalnie „dzi ki” wyprawom Krzywoustego na Pomorze my je utracili my po podziale
Polski mi dzy synów „zdobywcy”.
     No, ale to s  sprawy, które b dzie si  rozpatrywa  w nast pnych ksi kach „Szlaku Piastów”.
Na
razie mamy doj  do czasów Mieszka Pierwszego, nasze  ledztwo ma dotyczy  sprawy doj cia do
pot gi Polski ze wzgl du na wielko  obszaru, liczebno  mieszka ców i dobr  organizacj .

dziemy wysuwa  przypuszczenia, a  zwolennicy pogl du o ciemnocie naszych przodków z

owych czasów niech szukaj  zaprzecze  naszych przypuszcze . Prosz  nie zapomina ,  e „Szlak
Piastów” nie ma by  dzie em naukowym, wi c przypuszcza  nam wolno, je li tylko nie zaczepimy
naszej w adzy ludowej i socjalistycznej.

background image

-  3  -

Rozdzia  I

Ani pi dzi

     Dziwna wojna toczy a si  ju  kilka lat. Wojownicy Olega Wieszcza pojawiali si  na ziemiach
Polski, a tam – dzi ki ludziom Chomy – czeka y na nich przewa aj ce si y polskie. Zaczyna a si
potyczka, potem Rusowie zaczynali odwrót ubezpieczony i czujny, Polacy szarpali im boki i ty y,
spa  nie dawali, w przyrz dzaniu posi ków i w  owach przeszkadzali okropnie... Oleg dowiadywa
si  od swoich przetrzebionych wojaków,  e Polacy silni, tedy wniosek z tego – od zachodu uderze-
nia Germanów na S owian nie by o – jeszcze nie w tym roku, jeszcze nie teraz... Ale Oleg próbo-
wa , bo jakie  nieznane si y uniemo liwia y porozumienie si  z zachodem za pomoc  pism i
pos

ców, raz tylko uda o si  przez pos y porozumie , wszelako pos owie dziwy prawili –  e

zachód  Waregom ze wschodu nie ufa... To by  nie mog o, to wierutna bzdura – jakowe
bezzasadne oskar enia i zarzuty,  e, rzekomo,  wikingów par  tysi cy Waregowie i S owianie
Olega wyt ukli, zasadzki na nich urz dzali. Par  lat up yn o zanim Wieszcz wymy li  i sprawdzi ,

e jego szpiedzy w Polsce ju  nie istniej . Od nich, od tych wykrytych Olegowych szpiegów

musieli Polacy posi

 wiedz  o wspólnych zamiarach wschodu germa skiego i zachodu - i

przygotowali wikingom krwawe 

nie. Wys ano nowych szpiegów i oni rych o potwierdzili

przypuszczenie Olega – by o jakie  przedsi wzi cie tego rodzaju, ploty o tym kr

 po Polsce,

pie ni w drowni grajkowie uk adaj . Niby nic oczywistego, ale domy li  si  i znale
potwierdzenie swoich przypuszcze  mo na. Oleg powesela , odpr

 si , o zwierz tach i ro linach

sobie zacz  dla odpoczynku my le ... No, nie tylko dla odpoczynku i rozrywki – sz o o zwierz ta i
przyrod   na Mazowszu, które nadawa oby si  na miejsce osadnictwa dla tysi cy Normanów z
pó nocy, odgradzaj cych potem Polsk  i Ru  od siebie. Wtedy ludzie Olega mogliby przyst pi  do
ca kowitego, pe nego, dog bnego ujarzmiania Dregowiczów, Drewlan i G omaczy, chronieni przez
mazowieck  os on  norma sk  przed wtr caniem si  Polaków. Te polskie j zory - Podlaski i
Samborski - musia yby zosta  uci te, bo teraz one zas aniaj  Polaków przed  najazdami od wschodu
i pod ich os on  Polacy si  rozradzaj , zagospodarowuj  puste ziemie. Tylko patrze  jak ludzie
ksi cia Leszka rusz  na Mazowsze, na ziemie Drewlan, na dziedziny G omaczy wokó  grodu
Wo

 i  na Dregowiczów...

      

- Ech, ty moje ulubione Mazowsze... Jak e pi knie opisywali ciebie szpiedzy tam  yj cy na

sta e i w drowni kupcy – Oleg przy wyobra aniu sobie Mazowsza zawsze twarz mia
wypogodzon , rozmarzon ... - Puszcze... – widzia  jak na jawie bezkresn  ziele  mateczników stad
turów, watah wilczych i nied wiedzi samotników – te ich wojny nieustanne... Nied wiedzie
najgro niejsze, bo m dre. Od wiosny do pó nej jesieni 

 cielaki turze i pas  si  na zim . A zim  –

wygodnie, ciep o, bezpiecznie... W gawrze, jak w komyszy, rozrodzi  si , aby po obudzeniu
wiosennym jeszcze wi cej turz t zje ... Czy  nied wiedzie nie s  odpowiednikiem  ludzi Olega? A
najm drszy nied wied ...  Za  tury – przez ca y rok czujne i  walcz ce z  wilkami oraz ze  niegiem
o jad o i  o  ycie...To prawie – wypisz-wymaluj  osadnicy norma scy na Mazowszu, nie le sobie
radz cy z hordami wilków, przypominaj cych oddzia y tej ich polskiej dru yny... Poczekajcie,
wilki, i na was przyjdzie kolej karki w jarzmo ruskie w

...

*  *  *

     

Przez te par  lat dziwnej wojny O anka i Jagoda – niech e nam pos

 za przedstawicielki

wielu innych Polek – przysporzy y swoim m om i Polsce nowych istot – przysz ych Polaków.
Broz o – niech e nam pos

y za przyk ad tylko – sta  si  ch opcem rozumnym, sprawnym –

ywaj cym niby wydra, spostrzegawczym niby sokó  i pr dkim niby r czy jele . Co do

pos usze stwa... O anka zabrania a swoim dzieciom k pieli w Wi le bez nadzoru doros ych. Je eli
przyjmiemy,  e oni pos uchali zakazu, to musimy znale

 wyja nienie dla p ywackich umiej tno ci

nurka W adzia,  owcy raków, Zbysia, który lepiej p ywa  ni  mówi  i dla  dziwnej sprawno ci

ywackiej Bogusia, który jeszcze ani mówi , ani chodzi ...

      

Nie wypada nie zaj  si , chocia  przez chwil , nagrodami dla ratowniczek  ycia i zdrowia.

Otó  by y to kobiety z najwy szej pó ki – wy mienicie zna y swój zawód. Tylko nieliczne nie prze-

ama y pierwszej przeszkody, stwarzanej przez natur

owionego, Przewa nie dochodzi o co

najmniej do skutecznych „prac r cznych”. Wi cej ni  w po owie przypadków mia y miejsce noce
zbli enia. Co prawda dziwki mia y nieco u atwione zadanie – zwierzyna wskazana, pomoc nagonki

background image

-  4  -

zapewniona... Wszelako nagroda mia a by  za ma

stwo, a potem za ka de nowe dziecko z m -

em. A co najmniej po owa „upolowanych” by a jeno zbarczona – po nocy zbli enia otrz sa a si  i

ucieka a... I wtedy kobieta nagrody nie dostawa a! To jeden z pierwszych przypadków do  maso-
wej niesprawiedliwo ci spo ecznej, a nawet wyzysku spo ecznego, czego nie sposób poj , bo nie
wiadomo kto i kogo wyzyska , czy woje wyzyskali spo ecze stwo, czy te  spo ecze stwo wyzys-
ka o kobiety...  W ka dym razie zmniejszy a si  liczba nierz dnic i wzros a liczba dzieci.
     Wzros y tak e dwa grody na prawym brzegu Bugu – Brze  i Drohiczyn – one mia y odgrywa
niepo ledni  rol  w  rozgrywce Zdruzny z Olegiem Wieszczem. Ko o nich powinny przechodzi
wojska Olega, aby przeci  do  bezpiecznie J zor Podlaski, a omin  J zor Samborski i ziemie
Kurpiów, czyli Wschodnie Mazowsze. Mo na by o mie  pewno ,  e knia  Oleg zechce unikn
bitew pogranicznych i postanowi  dobra  si  do g biej po

onych ziem polskich, kto wie – czy nie

do samego Gniezna...

*  *  *

     Nareszcie nadesz a wiekopomna pora - tak to oceni  knia  Oleg i a  zatar  r ce z zadowolenia.

  dwóch jego najlepszych szpiegów przyby o z Polski do Kijowa z nowin ,  e wi kszo  si

ksi cia Leszka posz a z W grami na Niemcy, grodów strzeg  niewiasty i otroki, w Gnie nie Gizella
i Leszek niemoc  z

eni, a przy nich garstka dworzan – prawie nie ma za ogi zbrojnej.

      - Który z was zdolen drog  wojsku naszemu wskazywa ? - knia  popatrzy  po nich, a oni miny
mieli frasobliwe. - Chodzi o unikanie przypadkowego spotkania z takimi Polakami, którzy na trwo-

 ka  dzwoni , te ich wici powysy

 by mogli do innych... No?... Nagroda by aby wysoka...

     

- Ja chyba bym móg  – powiedzia  niepewnie jeden. - Mi dzy Brze ciem a Drohiczynem si

przekra , a potem na styku tej ich Ma opolski z Wielkopolsk ... Oni na siebie zwalaj  obowi zek
strze enia pogranicza mi dzy tymi krainami. I przez to – nie strze e tego pogranicznego pasa nikt..
      - Znam t  drog  – o ywi  si  drugi – tamt dy do Kijowa si  przekrada em, bom ze s

by jeich

zbieg  i nie chcia em, by mnie z apali.
      

- Dopadlim skurczybyków – powiedzia  knia  i  wyda  rozkazy zbierania pi ciu tysi cy jezd-

nych i dziesi ciu tysi cy pieszych wojowników. Uzna , ze to jest si a zdolna nie tylko Mazowsze
podbi , skoro a  taka sposobno  si  nadarza – zgwa ci  bezbronn  Polsk .

*  *  *

       Hubert szed  si  po egna . Przed drzwiami komnaty dzieci zatrzyma  go  piew Jagody. Wido-
cznie usypia a ich drugiego synka – malutkiego J drusia.  adny mia a g os – aksamitny,leciutko
faluj cy pod koniec zwrotek... Ach, Jagódka... Jak e ona cudnie  piewa.

Ja ci  przy piersi uko ysz ,

                                                           przegnam precz od nas nastrój z y,
                                                           sprowadz  ci spokojn  cisz ,
                                                           przywo am najpi kniejsze sny.
                                                       pij spokojnie, mój male ki,
                                                      b

 strzeg a twego snu,

                                                      precz przep dz  nocne l ki ,

nie dam ci nastraszy

u.

                                                               Ja  tobie dobry los wy piewam,
                                                               dam ci szmer wiatru, cienie drzew,
                                                               na  drog  gniewu skr ci  nie dam,
                                                               skieruj  ci  na dobra brzeg.
         Wszed   na  palcach  do  komnaty.  Trzyma a  J drusia  przy  piersi  i  czule  patrzy a  w  senne  oczka
maluszka. Huberta ogarn o wzruszenie, lecz zaraz si  z tego rzewnego nastroju otrz sn .
       - Szkoda,  e to nie ja  przy tej pi knej piersi – wyszepta  z u miechem. - Przyszed em si  po-

egna . Wyje

am ze wszystkimi wojami na ostateczny bój, Zdruzno zapewnia , ze tak trzeba, ale

jam niespokojny. Trwo  si ,  e oni na Miasto Lwów napadn , a tu jeno bia ki i niedorostki...
        - Mamy przygotowane wszystko do obrony – odszepn a – jeno ognie skrzesa , potem wrz tek
la   z wy ek. To ka da lwica w obronie swoich ma ych zdoli czyni . Nie troskaj si , Najmilszy,
twoje piersi b

 na ciebie t sknie czeka . Zwyci aj i powracaj w chwale.

background image

-  5  -

*

     Zdruzno porozsy

 wici, Patrycy kaza  wsz dy bi  na trwog , wszystkie dzwonki, sygnaturki i

bny  od rana do nocy powiadamia y: star a! A Star e z Toporami uzgadniali, czy pos ucha  wici,

czy udawa ,  e nie dotar y na czas. Zwyci

a my l po rednia – pój , dotrze  na koniec bitwy,

straty ponie  jak najmniejsze, a  upy dosta  nie gorsze od innych rodów. M odsi, czyli Star owie
gniewni o to byli, oni chcieli lecie  p dem, bo „nasz” wielkorz dca zarz dzi , a on wie co jest dla
Ma opolan dobre. A te stare pryki jeno swoje -  e niektórzy Ma opolanie mog  w bitwie polec i le-
piej  eby to nie byli  Star e -Topory.

*  *  *

     Po naradzie z  przyby ymi z Polski szpiegami knia  Oleg postanowi ,  e po owa pieszych dotrze
tratwami po Muchawcu w pobli e Brze cia, druga po owa przekroczy  Bug  brodem ko o Drohi-
czyna, a on sam przejdzie t  rzek  ko o gródka w Mielniku. Szpiedzy zapewniali,  e te trzy grody

 prawie puste  i nikt z nich nie o mieli si  wyj  - zaczepi  tak du ych si . Ale lepiej w nocy i

ko o nich,  bo  go bie  maj  i  w  dzie  mog   je  wypu ci   do    Gniezna.  Za   w  nocy , je eli  s   tam
jakie  resztki wojów, to  pi , bo  adnych zmian nie mog  mie  – jest ich za ma o na prawdziwe
stró owanie.
     - A po przej ciu Bugu? - knia  bada  twarze szpiegów, oni powinni to mie  umy lone.
     

- Od Brze cia pustym go ci cem dwie jeich mile i wypoczynek w lesie – powiedzia  jeden –

musim noc  omin  gród i miasto Bia a Podlaska. Tam zosta o  wier  setki wojów i oni mogliby
nas zauwa

. Ale w tym mie cie jest nasz cz owiek i on powstrzyma podejrzliwo  co do nocnych

odg osów przechodzenia pi ciu tysi cy piechoty.
     - Od Drohiczyna duktami le nymi a  do rzeczki  Ko odziejki – powiedzia  drugi. - Tam odpo-
czynek w dzie , a nast pnej nocy miniem gród i miasto Soko ów. Dziesi  dni i nocy do Gniezna
powinno nam wystarczy . A kniaziowi bym doradza  rozdzielenie konnicy na mniejsze oddzia y
, bo zaraz za Bugiem jest puszcza. S  przecinki, ale w skie. Trudno panowa  nad bardzo d ugim
sznurem jezdnych.  Pi  tysi cy  jazdy zaj oby pó  mili drogi. Nawet najg

niejszy krzyk nie

dotar by od czo a do ostatniej czwórki...
    

- Ciebie co najmniej setnikiem zrobi  po wyprawie – powiedzia  knia   i u miechn  si  do

swojej my li o ma ej skuteczno ci J zora Podlaskiego, którego do niedawna bardzo si  obawia  i
chcia  go omija .  A okazuje si ,  e on niegro ny, bo prawie nie broniony...

*  * *

     Na wysokim, prawym brzegu Bugu sta  niezbyt wielki polski gródek, a przy nim osada z dwustu
mieszka cami, których mieszczanami o tyle mo na by o nazwa ,  e dorabiali do uprawy roli
obs ug   rzemie lnicz   kilku  wsi  –  Ostowa,  Szerszeni,  Sutna  i  M tnej,  a    powodzianom,  do
cz stym, z Gnojna i Serpelic pomagali w odbudowie zniszcze  powiosennych, pojesiennych albo
letnich – zale y kiedy prze om Bugu  wezbra , rzeka wody wyla a z koryta i podtopi a okolice.

Tej nocy w gródku toczy a si  za arta sprzeczka, której nie nazwiemy sporem, gdy  g

ne

rozmowy by y zakazane i sprzeczano si  szeptem. Woj z za ogi grodu, pochodz cy z Wielkopolski
twierdzi ,  e pi

 jest miar  powierzchni. Powstaje w ten sposób, ze jak sobie staniesz na ziemi

oboma nogami ko o siebie i zaczniesz si  w miejscu obraca , to wyznaczysz kó ko. To wydeptane
kó ko jest w

nie pi dzi . Za  woj z Ma opolski upiera  si ,  e pi

 jest miar  odleg

ci.

Powstaje w ten sposób,  e kciuk d oni stawiasz na ziemi, a palcem  rodkowym starasz si  si gn
jak najdalej od kciuka. Ta odleg

 od kciuka do palca  rodkowego jest w

nie pi dzi .

      

Ciemno  by o, tedy nie zauwa yli,  e ich k ótni przys uchuje si  grododzier ca, pochodz cy z

Kujaw. W ko cu grododzier ca  wmiesza  si  w sprzeczk . Poradzi  Ma opolaninowi, aby obraca
cia o i d

 wokó  tego swojego, wpartego w ziemi  kciuka, zakre laj c palcem  rodkowym okr g.

       

- Wtedy ci powstanie pi

 ziemi – powiedzia  – tyle  e nie wydeptana. U nas pi

 i miar

powierzchni gruntu jest, i miar  odleg

ci. Ta od gruntu zwie si  pi dzi  powierzchni, ale to si

pomija, kiedy wszyscy wiedz  o co chodzi. Co innego: nie post pisz naprzód ani pi dzi, a co
innego – nie oddam ci ani pi dzi ziemi.   Cicho! G by na skobel zawrze , bo ich s ysz . Na wy ki!

*  *  *

 Knia  Oleg móg  by  i by  zadowolony.  Przeprawa  przez Bug  ko o Mielnika odby a si   spra-

wnie pr dko i po cichu, Nawet chlapania wody kopytami nie by o. Nawet  adna sprz czka  elazna

background image

-  6  -

nie d wi kn a.   aden woj ani si  odezwa . Sun li przez bród jak cienie, a Oleg tylko sta  na
prawym brzegu i patrzy , s ucha  i podziwia  – pomniejsi dowódcy musieli w

 moc wysi ku w

wiczenia  i przekonywanie,  e cisza by musi albo b

 kary ostateczne. Prawd  rzek szy - trudno

by oby w nocy znale  winnego naruszenia ciszy – wszelako nie trzeba by o szuka .
     

Na lewym, niskim brzegu stali wszyscy oddzia ami mniejszymi – tak, jak Oleg nakaza  – po

dwustu  je

ców w oddziale. Knia  przejecha  bród na ko cu. Stan  przed swoimi oddzia am i

poda    mieczem  znak do zebrania si  przy nim dowódców. Wykonano polecenie pr dko – te
musieli to  wiczy  – pomy la . Ale...
      

- My si  dopraszamy prosz

aski kniazia – odezwa  si  jeden z zast pców Olega –  eby ten

gródek i miasto posi

. Stra e na wy kach obwo ywa y si  bardzo rzadko – jeno trzy czujki maj

ustawione. Ciemno tam, cicho...  Mo odcy radzi by pobaraszkowa  z niewiastami i  upy pobra ...
Potem wszystkich si  wyr nie i nikt nie b dzie wiedzia ,  e idziemy na Polsk .
      

- Nie, bracia – powiedzia  spokojnie i cicho Oleg – nie spalisz miasta  i grodu, bo si  natych-

miast dowiedz . A jak nie spalisz... Do miasta ch op z okolicznej wsi przyb dzie i zobaczy
pomordowanych... Powiadomi kogo trzeba i my Gniezna i ich ksi cia nie dostaniem bez walki.
Mamy  o  wiele wi kszy  cel ni li teraz  pobaraszkowa . Jak  zajmiem ca  Polsk ,  to  sobie  wszyscy
pou ywacie, a teraz – zabraniam. Tak wszystkim przeka cie. Dalsze nasze posuwanie si  tak, jak
by o omówione – ka dy oddzia  innym duktem. Idziemy a  do rana. W dzie  go ców s

 z

powiadomieniami  o  wszystkim.  Nie  wolno  zostawia   za  sob     ywych   wiadków!  Jak  si   kto
przypadkiem napatoczy – dogna  i ubi . Trupy zakopywa  i maskowa  miejsca zakopywania.
Powodzenia. Przecinek w puszczy szuka , jad c przy rzece; przewodnicy powiadali,  e jest ich tu
du o. Pono co  wier  mili. Dwadzie cia pi  oddzia ów zajmie ponad sze  mil polskich. Ja b

 z

oddzia em  rodkowym. Od rana do wieczora odpoczynek. Po  cichu!!!
        Wszystko si  zgadza o – co kawa ek, znacznie mniej ni  co  wier  mili - by a przecinka i skr -
ca  w ni  kolejny oddzia . Ani z lewa, ani z prawa nie brakowa o  umówionych pohukiwa  sowy –
znaku  e kolejny oddzia  natrafi  na wystarczaj co dobr  drog . Nocne niebo ju  biela o, kiedy
ruszy  dwunasty –  rodkowy oddzia , a z nim sam knia  Oleg. Jeszcze przed  witem zarz dzi
postój i odpoczynek. Rozkulbaczono konie, woje uk adali si  w dogodnych miejscach, maj c za
podg ówek w asne siod o, a za stra nika – w asnego konia. Wnet rozleg o si  chrapanie – znak
du ego zm czenia. Przy broni i na koniach zosta a jeno jedna czujka - kilkunastu je

ców.

       Piechota tak e szcz liwie przekroczy a brody pod Brze ciem i Drohiczynem. Te miasta i gro-
dy albo spa y, albo mia y bardzo nieliczne za ogi, bo nawet obwo ywania stra y nikt nie dos ysza .
Ci spod  Brze cia, wiedzeni przez jednego ze szpiegów Olega  szli  atwo – go ci cem nocnym,
wi c pustym. Ów szpieg wiod cy, teraz pe ni cy rol  przewodnika wczu  si  w rol  wodza pieszych
i na jego wniosek po bokach go ci ca, nieco z przodu buszowa y po puszczy dwie czujki, Dzi ki
temu jaki  przypadkowy  wiadek by by wykryty i  zabity w por . Ponadto czujki mog y znale  w
puszczy jakie  sposobne miejsce na  dzienne obozowisko – pi  tysi cy ludzi musi mie  nieco
miejsca na dzienny odpoczynek. Trzeba go wpierw troch  urz dzi , przygotowa  zanim si
wojowników rozpu ci do odpoczynku. Jako , rzeczywi cie – jedna z czujek znalaz a – du a por ba,
a po rodku niej wielki stos u

ony przez wypalaczy w gla drzewnego. Po przej ciu mostku na

Krznie, w pobli u wsi Woskrzenice piesi skr cili w lewo i rych o, przed samym wschodem mieli
ko o stosu w glarzy ciep o i przestronnie, Rozpalono ma e ogie ki, podgrzewano zapasy jedzenia,
bo gor co nie by o, raczej ch ód panowa , a wiara po d ugim i pr dkim pochodzie mocno zgrzana.
       Podobnie trafi   drugi pi ciotysi czny oddzia  pieszych po przekroczeniu brodu pod Drohiczy-
nem. Nad rzeczk  Ko odziejk  te  by a por ba i wielki stos u

ony przez w glarzy. Przy tym

drugim stosie z apano cz owieka, który przy wypalanym w glu czuwa . Szpieg – przewodnik
doradzi , by go zwi za  i przetrzyma  do rana – mo e wtedy  atwiej wydob dzie si  od niego
zeznania przydatne wyprawie – widzi si  oczy i wyraz twarzy przes uchiwanego i mo na rozpozna
kiedy  e, a kiedy chce uratowa

ywot mówieniem prawdy.  Niech sobie my li,   e prawda go wys

wobodzi...
      Tak si  to u

o,  e  oddzia  jezdnych z Olegiem i oba oddzia y pieszych stanowi y ty y wyp-

rawy. Pozosta e oddzia y konnicy stanowi y co  w rodzaju klina, skierowanego ostrzem na zachód.
Nie wiadomo, czy to by wiadomy zamys  kniazia Olega, czy tylko przypadek – ten grot d

cy ku

background image

-  7  -

Gnieznu, a teraz, nied ugo przed  witem wypoczywaj cy przed pokonaniem nast pnego odcinka, o
którym obaj szpiedzy przedtem opowiadali Olegowi, a nynie omawiali drog  z dowódcami
oddzia ów pieszych.

*  *  *

      

Na pocz tku wschodu s

ca, ledwo si  z ocisty skrawek wychyli  nad widnokr g    przy obu

ciep ych  stosach  piechurzy poczuli zadymienie. Z pocz tku   ludzie t  mgie

 przed oczami

uznali za skutek zm czenia i niedospania, ale  adne przecieranie oczu nie pomaga o – dym by !
Zreszt   wkrótce  wyczu y  go  równie   nosy.  A  potem  stra e  z  wielkim  krzykiem  przybieg y  –
naoko o por by  jest po oga – burza ogniowa. Nikt zdrowy nie wydob dzie si  z por by dopóki te
ognie nie przygasn . Tak wielki by  niepokój, ze nikt nie zauwa

 znikni cia onego cz eka –

glarza. Za to i w pobli u Brze cia i blisko Drohiczyna zauwa ono wybuch p omieni ze stosu

wypalanego  w gla.  To,  co  w  nocy  przyjemnie    grza o  teraz  parzy o  i  trzeba  si   by o  trzyma   od
tego z daleka. Ba, ta daleko  wypada a ju  poza granicami por by, a stamt d sz y ognie, duchota i
smród dymu od tej po ogi zewn trznej, która – nie by o z udze  – zd a do  rodka. Na szcz cie z
piechurami byli przewodnicy. Dowódcy us yszeli ich spokojn  rad .
       - Czujki musia y wpa  w panik  i bresz  teraz g upoty. Ta po oga nie mo e by  naoko o, bo
niedaleko por by jest grobla, wiod ca na wysepk . Mo na na tej wysepce, ciasno – bo ciasno, ale
zawsze bezpieczniej, przeczeka  i potem dalej ruszy . To wygl da na wypalanie puszczy.

rodkowe wielkie ognisko  ci ga powietrze ze wszystkich stron, bo nad samym ogniskiem jest

ciep o i powietrze znad ogniska umyka do góry Tedy ognie zewn trzne zd aj  do  rodka, do
owego wielkiego ogniska, bo tam je ci g powietrza kieruje.
      Sprawdzono. By y groble, by y wysepki – tam si  wcale nic nie pali o, tam si  postoi, przecze-
ka  i potem wyjdzie na pogorzelisko, a potem kniazia powiadomi przez go ców i ruszy dalej.

*  *  *

       Jazda kniazia Olega ju  prawie by a gotowa do dalszej drogi, kiedy od zachodu, ow  przecink
w  puszczy  nadjecha o  siedmiu  polskich  wojów.  Zachowywali  si   g

no,  jakby  czuli  si   ca kiem

bezpiecznie. Przymierzali si  do rozbicia obozowiska i  rozpalenia ognia. A  naraz jeden z nich
oczy od s

ca daszkiem z d oni zrobionym os oni , rozejrza  si  na boki i powiedzia  trwo liwie:

       - Bracia, wle lim wilkowi w paszcz  – tu naoko o pe no ruskich wojów.
      Wtedy na t  siódemk  wypad a czata od wschodu, a w  lad za ni  ju  p dzi a secina tych, co ju
ca kiem do drogi byli gotowi. Wnet i pozostali dosiedli koni i za t  siódemk  gna  ca y oddzia  z
kniaziem Olegiem na czele, którego ko  by  lepszy od innych. Ba, ci uciekinierzy musieli mie
konie nie gorsze od kniaziowego... Zreszt  Oleg nie móg  przecie dogna  tej siódemki sam jeden i
poprosi  uciekinierów,  eby mu si  dali zabi ...
      Bogowie musieli pomaga  ludziom Olega – konie tamtych jakby si  zatchn y – odleg

 do

nich pocz a male . Wida  by o za om przecinki, by  mo e za zakr tem jest dla uciekinierów
ratunek...
       - Dobywa  ostatka si  z koni, a stara  si  dogna  przed zakr tem! - zakrzykn  Oleg i odleg
oraz si y ruskich koni zacz y si  gwa townie zmniejsza .
       Zakr t. Nie dognali przed nim, ale byli tu -tu . Oleg i czo ówka po cigu powstrzymali troch
bieg koni, bo zakr t zdawa  si  ostry. Ty y po cigu nie zauwa

y widocznie tego spowalniania, bo

zrobi a si  ze  cigaj cych zwarta, g sta gromada.
        Pokonali ten zakr t. Uciekinierzy ju  s  na strzelanie z  uku. Wojownicy Olega, nie powstrzy-
muj c p du koni, szykuj

uki do strzelania. I naraz...

        

Pod koniem Olega rozst pi a si  ziemia. Oleg spada  ku dnu do u i by  tylko zdumiony tak

doskona ym zamaskowaniem pu apki. Krótko si  zdumiewa , bo zaraz jego ko  rymn  na dno, a z
góry spada a na niego lawina je

ców i koni. Kwik przera onych wierzchowców, ludzkie okrzyki

przestrachu,  potem rz enia, j ki i st kania,  czasem wyra ne,  cho   cichutkie  b agania  o pomoc i
lito . Knia  Oleg wszystko to s ysza  i odczuwa . Oddycha   z bólem – przypuszczalnie mia
pop kane  ebra. Postanowi  – w razie czego – udawa  trupa, kiedy tamci b

 bada . W siedmiu na

dwustu? ...  Musi ich tu by  wi cej... Je li si  podst p uda, to pozostawi  w dole... Potem, noc ,
wyskraba  si  na wierzch i przekrada  do Kijowa...
     Co do jednego mia  s uszno   -  od  wschodu  nadje

    Zdruzno   na czele dwudziestu  paru

background image

-  8  -

je

ców z gotowymi do strza u  ukami.

       - Sprawdzi  jeszcze raz, czy strza y usypiaj ce za

one – us ysza  Oleg i troch  mu to pomie-

sza o szyki, bo oni najpierw b

 strzela  i dopiero potem sprawdza  bicie serca u pionych...

       Wtedy da  si  s ysze  t tent od zachodu i g osy krzycz cych, jakby to nadje

aj cy, chyba ja-

ki  du y oddzia , czuli si  zwyci zcami.
       - Drabiny szykowa ! - us ysza  Oleg – liny przygotowa  do wi zania, jarzma stroi  – ka de na
pi ciu co najmniej, bo tu ich sporo w tym dole.
        - Hola, hola! - to ten pierwszy g os, co kaza  usypia  – a czemu  to Ma opolanie nie raczyli na
czas si  stawi ?
        - To  jeste my – to ten od drabin i lin...
        - Ostro nie trzeba, bo na samym dole Oleg le y – on jecha  pierwszy. A wam  upy si  nie nale-

. Odst pcie! - ciekawe czy us ucha – Oleg czeka  w napi ciu na k ótni .

        - Odst pimy – powiedzia  ten drugi – je eli dacie nam Olega. Jeno jego jednego. I pomo em
za to w wydobywaniu ich z do u.
       - A je li on martwy?
       - To wtedy trudno, obejdziemy si  smakiem – powiedzia  ten od pomocy w wydobywaniu – ale
mówi ,  e z ego szlag nie trafi...

*  *  *

       

Wysepki okaza y si   matniami  bez wyj cia.  Prawie  si  wypali o,dopala y si   jeszcze tu  i

ówdzie jakie  pomini te przez ogie  drobiazgi, kiedy u wylotu grobel stan y oddzia y

uczników.Du o tego nie by o – mo e z pi dziesi ciu raptem. Lecz z ty u by o wida

zmienników... A grobla w s-ka. Ilu  si  na niej w jednym szeregu zmie ci? Pi ciu?  ucznicy b
po kolei ka

 pi tk  posy

 na tamten  wiat, z czasem zwa  trupów si  zrobi i  ucznikom b dzie

jeszcze  atwiej... Trzeba spróbowa  w bok. Musi si  ostro nie, bo skoro grobla, to i bagienko mo e
by ...
       

To by o bezdenne bagnisko! Wci gn o zwiadowców tak nagle, ze nikt krzykn  nie zd

.

Wtedy do prób przyst pili sami dowódcy. Rozwa nie, m drze. Z podartych koszul sporz dzono
liny. Dowódców opasano nimi w pó  i dopiero tak ubezpieczeni weszli ostro nie w b oto.
Zapowiada o si  dobrze.  Krok za kroczkiem, macaj c w óczni  dno przed sob . I naraz...
          

Nie mo na by o wyci gn  tej nogi, która mia a zrobi  nowy krok. Okaza o si ,  e i druga

no-ga jest uwi ni ta...
        - Ci gnijcie lin ! - pad o ni to  yczenie, ni nakaz.
        

Ci gn li, czemu nie... Wiele r k, wielu ludzi, si y znaczne.A bagno swoje – nie puszcza o  i

ju .
     

- Przesta cie bo  mi nogi w kolanach urwiecie – to  by a nast pna pro ba, albo  polecenie

dowódców. „Dzi ki” spe nieniu ich nakazu obaj zanurzyli si  do po owy ud i nadal si  zag biali.
         Ci gnijcie! Lepiej 

 bez nóg, ni li umrze  z nogami!

        Ci gn li, Toni cie zatrzymano. Liny napr

y si  coraz mocniej... A  w ko cu – trzasn y...

Dowódcy zd

yli jeno –  egnajcie – powiedzie  i ju  mieli g owy schowane w bagnie. Tylko ta

lina... Zag bia a si  coraz pr dzej - jakby to by o spadanie w przepa . Nawet 

owa  za bardzo

nikt nie móg , bo nadlecia a armia komarzyc. Przedtem musia y by  wystraszone dymem, a teraz...

sto i czarno si  w powietrzu zrobi o niby w chmurze ciemnej. Nic nie pomaga o machanie

kami ni pacanie d

mi. Wkrótce wszyscy mieli twarze opuchni te i  wi d zamienia  si  powoli

w ból.  Narasta a  wiadomo ,  e tu nie ma niczego do jedzenia, a picie wody bagiennej spowoduje
rozstanie si  z tym  wiatem.
         - Zdajem si  w plen! - pad y okrzyki z wysp.
        - Wychodzi  grobl  po pi ciu – us yszeli w odpowiedzi i podporz dkowali si  bardzo karnie.
Nast pna pi tka czeka a biernie a  poprzednia mia a za

one jarzmo, r ce zwi zane na plecach i

siedzia a za  ucznikami.

*  *  *

         Na dnie do u le

 ju  tylko knia  Oleg. Twarz mia  skierowan  do do u, skórzana kurta by a

na plecach  zmi ta i podziurawiona – pewno kopyta... Odwrócono kniazi  na plecy. W jego piersi

background image

-  9  -

tkwi  wepchni ty g boko nó ...

*  *  *

     

Bez ma a pi tna cie tysi cy je ców bez strat w asnych – Zdruzno by  z wyników tej wojny

bardzo zadowolony. Rozdzia upów szed  sprawnie, bo Ma opolanie obrazili si  na nieszcz cie od
losu dane i odjechali.

*

        

Za najbardziej zas

onych uznano  dwóch braci – Skub   i S omk . Ich ojcem by  dawny

polski szpieg w Danii, a matka by a z Drewlan. Oni znali obyczaj i mow  zarówno Dunów  jak i
Drewlan, tedy  atwo im by o gra  role szpiegów Olega. Spisali si  gracko – wprowadzili piechurów
ruskich dok adnie tam, gzie  yczy  sobie Zdruzno. Ich ojciec zwa  si  Awdan, a matka by a z
rodziny 

kawów.

*

       Zapowiada  si  czas pokoju – knia  Igor musia  poczeka  na doro ni cie nast pnego  pokolenia
ruskich zuchów. Mo na by o ruszy  na Kijów i zniszczy  tam Waregów, a S owian ujarzmi . Lecz
nie z obra onymi Ma opolanami, a Wielkopolan i Lachów, oraz Kujawów – co musi si  doda
osobno, bo te  si  lubi  obra

 i tym razem maj  sporo s uszno ci, jest na tak  wypraw  za ma o

luda.   Wobec tego Zdruzno uszy  na wschód nie kaza .

background image

-  10  -

Rozdzia  II

Czar Arsenny

     Nadesz y postrzy yny Broz y. By  obyczaj, pozwalaj cy podczas tego obrz du dopasowa  jakie
nowe imi  do ch opca, który spod opieki matki przechodzi pod nadzór ojca. Archierej Patrycy i

anka chcieli to wykorzysta  i nada  Bro le jakie  imi  chrze cija skie. Ale ma y stan  okoniem,

Zdruzno nie bardzo móg  Patrycemu i O ance pomóc, bo przekonywanie upartego syna zawdy
zajmuje wiele czasu, a obowi zki wielkorz dcy te  czas zabiera y. Tedy pozosta  postrzy ony
Broz o, którego zacz to kszta ci  w szkole krakowskiej.
     Celowa  prawie we wszystkim, tedy nauczyciele podejrzewali,  e Zdruzno jeszcze przed szko
uczy  Broz  wielu rzeczy. Dzieciak mo e by  z natury od innych szybszy, skoczniejszy i
zwinniejszy. Ale  eby sam z siebie umia  na poczekaniu z adzi  sza as?... Albo ognisko rozpali
podczas d

u? A jedno zdarzenie wszystkich doros ych upewnia o,  e Broz o by  przez ojca

uczony na pewno.Oto w Wi le ton  cz owiek. Par  razy woda go przykry a i  to na do  d ugo.
Kiedy go wyci gni to – nie oddycha  i serce mu nie bi o.Wtedy Broz o kaza  go po

 na

plecach,

opatkami na pagóreczku, aby g owa topielca by a mocno odchylona do ty u i kaza  nauczycielowi

od konnej jazdy mocno uciska  mostek le cego. A nauczycielowi religii, ksi dzu Tomaszowi
kaza  wdmuchiwa  w usta topielca powietrze. Ten cz owiek o

, co graniczy o z cudem, a Broz o

zakpi  sobie,  e to ojciec Tomasz tchn  w niego nowego ducha. Gdyby to nie by  malec i gdyby to
nie by  syn  wielkorz dcy, to uznano by to za blu nierstwo.  A tak, to tylko zastanawiano si  –
dlaczego doro li wykonywali to, co im kaza  robi , niedawno postrzy ony,  otrok...
     Potem pytano Broz  dlaczego sam mostka topielca nie uciska  i powietrza nie wdmuchiwa . A
on rzek ,  e do uciskania potrzeba mie  du  wag  i si , a i powietrza musi by   wdmuchiwane
wi cej ni li mog  pomie ci  p uca dzieciaka. Czy  taki malec móg by to sam wiedzie  bez nauk
ojcowych?  A mo e jeno wymy li  sobie wymówk  dla w asnej niech ci do ratowania
podtopionego i dlatego wag  i pojemno ci  p uc si  zastawia ?..
      

Najgorzej by o na lekcjach religii. Wymy li  na przyk ad,  e przypadek Jonasza nie móg  si

odnosi  do Chrystusa,, bowiem Jonasz by  po kni ty przez ca e trzy dni i trzy noce, za  Chrystus w
ziemi sp dzi  jeno ponad jeden dzie  i prawie dwie noce i wtedy wsta  z grobu. Czy Chrystus
dopiero po trzech dniach zmartwychwsta ?  Pró no mu ojciec Tomasz na palcach liczy ,  e od
pi tkowego popo udnia do niedzielnego przed witu jest tyle samo, co Jonasz we wn trzu wielkiej
ryby sp dzi . A ponadto przecie si  wyznaje, e - trzeciego dnia  zmartwychwsta .
      Co  tam Broz o pomyli , co  tam ojciec Tomasz nie dopatrzy  i wyliczanie nikomu zrozumienia
nie przynios o. Mo e by oby spokojniej, gdyby Broz o nie mia  w sobie rogatej duszy, ale j  mia  i

óci  si  z ojcem Tomaszem o  talenty na przyk ad –  e przypowie  jest przygan  bogacza, który

nie pracuje a owoce cudzej pracy rad sobie przyw aszcza. Albo  e ojciec nies usznie ukrzywdzi
syna pracowitego, a marnotrawnego ho ubi . A  wreszcie na których  zaj ciach rzek ,  e nauka
chrze cija ska jest zlepkiem popl tanych przez wymy laczy nakazów wierzenia w ludzkie
obramowanie rzeczy najg bszych.
      

- Jeno zakazy s  s uszne – wym drza  si  – które ksi dz przykazaniami zowie. Wszelako i tu

ludzie wkroczyli, bo w jednym mówi  – nie cudzo

, a w innym nie po daj cudzej  ony, a jeszcze

gdzie indziej – ju  j  posiad  w sercu swoim, czyli my

 cudzo

.

      

No, sko czy  t  szko  syn wielkorz dcy, a nawet wcze niej ni li rówie ników go ze szko y

uwolniono, bo ojciec Tomasz nalega  na nauczycieli, by  tego diablika wypchn  – innych uczniów
uwolni  od wp ywu niedobrego.
        - On si  nikomu nigdy nie podporz dkuje – przepowiada  ojciec Tomasz – on  nawet Jezusowi
przygania, gadaj c,  e z y to pasterz, któren wszytkie owce zostawi, a jednej zagubionej szuka,
która albo z g upoty stado opu ci a, albo nieus uchana jest...
        - No, lecz z tym cudzo

eniem... - jaki  nauczyciel nie mia o próbowa  wyrazi  swoje w tpli-

wo ci.

background image

-  11  -

       

- Nie cudzo

 dotyczy jeno niewiast – wyja ni  Tomasz – tedy o cudzych  onach Pan doda

dla m ów. A m ode, niem ate niewiasty... No, lepiej czysto  zachowa , bo Pan nasz Jezus
Chrystus przyk ad  bez enno ci nam da  swoim  ywotem.
    

Grono nauczycielskie przychyli o si  do zdania Tomasza,  e Broz o szko  uko czy  przed

innymi i dlatego nale y go ze szko y wy en , a Pan wska e niepokornej duszy malca dobr  drog
do Zagrody Pa skiej.

      *  *  *

      Akurat na zako czenie szko y do Krakowa zawita o poselstwo z W gier do ksi cia Leszka. Za
razem z poselstwem – Verena!!! Zdruzno pomy la ,  e takie zió ko zawsze nawet tam wschodzi,
gdzie plewisz starannie i gdzie  nie posia .... Tedy wielkorz dca musia  si  natychmiast uda  do
spe niania swoich wa nych obowi zków, a go cia powierzy  opiece  ony. O anka wys ucha a,  e
ten pierwszy m  Vereny by  niedobry i dobrze si  sta o,  e na wyprawie wikingów zgin . A
Verena uda a si  wtedy do siostry i Wszemira Sokolicy. A tam zasta a Tamar  z Topolanem i
dzie mi. Wszemir bardzo mi y, atoli Tamara straszna zazdro nica i zaraz wymy li a,  e one we
dwie – bez Sokolicy – pojad  na W gry, w odwiedziny do starych znajomych. Starzy znajomi
podo-rastali i pami  potracili. Znaczy – Tamar  rozpoznali i z ni  rado nie wspominali czasy
dzieci stwa, a o Verenie nikt nie pami ta . Mo e dlatego,  e Tamara starsza... Z doros ych niewielu
zosta o z tych czasów, kiedy si  nad Bohem w drowa o. Sam Arpad... No nie by o go i ksi ciem

grów by  Zoltan -kto  nieznajomy.  Podobno jaki  pociotek Arpada, mo e z jego szczepu czy

rodu, a mo e z tego samego plemienia. Niewa ne. Otó  Zoltan bal wyprawi  na cze  polskich
ksi niczek. W noc przed balem on i Verena... Ale na balu nawet do ta ca nie poprosi ! Ch opy
takie s ,  e jeno wykorzystaj  niewiast , a potem zna  nie chc .  I to si  z wiekiem m czyzny nie
zmienia. Igor i jego ludzie byli m odzi, m  w  rednim wieku, a Zoltan leciwy. Inni te  byli i
bywali
Ka dy rad z przyjemno ci skorzysta, a  eni  si

aden nie zamierza.

      - Tedy sk d si  ma

stwa bior ? - O ance z trudem uda o si  wtr ci  to pytanie  w przerwie

na oddech Vereny w jej s owotoku.
       Pytanie musia o nie zwróci  uwagi Vereny, bo zacz a mówi  o tym,  e teraz do mamy jedzie,
o pomoc si  zwróci, by jej jakiego nowego m a znalaz a, bo nie ma kto sukni sprawi , futra ma si
stare, a o butach lepiej nie wspomina . Ze s ów Vereny mog o wynika , i  – jej zdaniem –
ma

stwa s  uk adane przez matki i ojców. O anka próbowa a powiedzie ,  e sieroty te  si

eni

i za m  wychodz , lecz nie da si  wcisn  palca w ucho igielne i nie da si  wtr ci  Verenie do  ga-
daniny, je li sama przerwy nie zrobi. Mo liwe,  e to wyp asza od niej ch opów...    Jedno, co
powiedzia a wa nego, ale tak jakby mimochodem, to to,  e wszystkie w gierskie wróble  wierkaj ,

 tato, czyli ksi

 Leszek zamiaruje zrzec si  w adzy i poprosi przedstawicieli mo nych, aby na

jego miejsce naznaczyli ksi ciem Polski Siemomys a.
     

Broz o patrzy  na Veren  bez zachwytu.  A nawet z niesmakiem, kiedy O anka kaza a  mu

gadulsk  nazywa  cioci . Zdruzno dosta  wezwanie do Gniezna, co Broz o postanowi  wykorzysta
dla oddalenia si  od  pog askiwa  „cioteczki” i jej wypytywania, a potem nie s uchania odpowiedzi.
Niestety – Broz o jecha  z ojcem, wszelako i ca e poselstwo w gierskie jecha o do Gniezna, a wraz
z poselstwem – ciocia Verena... Na szcz cie i przedstawiciele mo nych ma opolskich jechali jako

wita wielkorz dcy, tedy Verena mia a wa niejsze dla niej cele do oczarowania swoj  postaci  i

paplanin  ni li podlotek Broz o.

*  *  *

     Broz o przypuszcza ,  e b dzie musia  d ugo molestowa  ojca, aby mu pozwoli  swobodnie, acz-
kolwiek nie namolnie ani natr tnie poogl da  wszystko i pos ucha  wszystkiego, co si  uda  w
zamku gnie nie skim. Tymczasem Zdruzno postawi  jeno jeden warunek – Broz o ma wszystko
zachowa  dla siebie, niczego nikomu nie powtarza  – ma trzyma  j zyk za z bami, bo to cnota nad
cnotami.
     - A kto b dzie wiedzia ,  em pu ci  par  z g by? - zaciekawi  si  Broz o.
    - Zosta

 wprzód zbadany i wiem,  e wszystko zachowasz dla siebie, je li obiecasz dochowa

tajemnicy – powiedzia  Zdruzno i popatrzy  na syna z ukosa, a jego spojrzenie zawiera o uznanie i
ojcowsk  dum  z takiego syna.

background image

-  12  -

     - Obiecuj  – powiedzia  Broz o i te  by  dumny.
     By o na co patrze , co podziwia  i czego s ucha .  Tak si  bowiem jako  dziwnie z

o,   e do

Gniezna zwalili si  ksi

ta – w asn  osob  lub przez przedstawicieli, jakby poczuli lub us yszeli –

co w trawie piszczy i uznali za po yteczn  swoj  obecno  w pobli u mo liwej zamiany w adcy
starego na w adc  m odego. M odzika czasem  atwo jest kupi  u miechem,  podarkiem czy
odpowiednim s owem... Mo e to zreszt  by  przypadek, bo niektórzy nie podlizywali si  m odemu
ksi ciu – po prostu mieli do za atwienia jakie  sprawy i przyjechali.
    

Ludzie ksi cia Madziaru,  Zoltana,  przywie li ksi ciu Leszkowi zapewnienie o  niezmiennej

przyja ni i pomocy przeciwko wrogom, przywie li te  córk  ksi cia i Gizelli – Veren , pozwalaj c
sobie skorzysta  z podarku dla Leszka – pojazdu, wygodniejszego do podró owania od ko skiego
grzbietu, kiedy  lata star y zdolno  do odradzania si  si  po znacznym wysi ku. Pojazd mia
czteroko owe podwozie – ko a ze szprychami,  elazn  obr cz  okute. Do tego podwozia, grubymi i
szerokimi pasami ze skóry by o umocowane zamykane na drzwiczki pud o z okienkami i
wygodnymi siedzeniami, tak e do polegiwania zdatnymi. Po próbnej przeja

ce ksi

 Leszek

powiedzia ,  e w tym poje dzie by o mu wygodniej ni li w 

u, co Verena z zapa em popar a.

Móg by to tak e potwierdzi  Broz o, atoli jego nikt nie pyta  o zdanie, kiedy wysiad  po wspólnej
przeja

ce z ksi ciem Leszkiem, ojciec jeno zapyta  :– Jakim sposobem si  do tego wkr ci

? Za

to ksi

 Siemomys  podszed , poda  Bro le r

 i powiedzia ,  e ro nie mu nowy doradca, nast p-

ca ojca i dziada. Od tej pory Broz o zawsze by  albo obok Siemomys a, albo za nim schowany.
    Z tym chowaniem si  za ksi ciem by o sporo k opotu, bowiem Siemomys  nie by  rozbudowany
wszerz, mo na by o, wr cz, chudzielcem go nazwa .  Za to wzrostu mu nie brakowa o. Z naddat-
ków Siemomys a warto jeszcze wymieni  wyraziste, bladob kitne oczy, które z

liwcy wyba u-

szonymi nazywali, oraz wielk  ruchliwo . Reszta ksi cia Siemomys a by a taka sobie, czyli prze-
ci tna. W sali przyj  sta o dla  niego drugie krzes o z oparciem i por czami, lecz tylko ksi
Leszek siedzia  na swoim, a drugie marnowa o si  puste i tylko niepotrzebnie zajmowa o miejsce,
co Broz o g

no zauwa

, wywo uj c u miech na twarzy Siemomys a.

     Przez pewien czas stali za zas on , wspomagaj

 drzwi do komnaty przyj  z bocznego kory-

tarza, zapewne sz o o powstrzymanie wylotu z komnaty ciep ego powietrza, kiedy te drzwi si
otworzy.  Akurat by  przyjmowany jarl Abo, ojciec dorastaj cych dzieci,  wie y wdowiec – Lars

otow osy. By  raczej  ysy ni  jakikolwiek inny, ale w przesz

ci przydomek zapewne oddawa  t

barw  w osów Larsa, targanych wiatrami podczas zbójeckich wypraw. Lars przyp yn  w pi
okr tów, wszystkie dosz y do Kamienia, a tam – podczas wp ywania na rozlewisko rzeki Dziwnej

elazna ostroga, w wodzie skryta, uszkodzi a dwa okr ty. Podobna przygoda spotka a Larsa przy

przep ywaniu obok grodu Wolin – te  dwa okr ty przesta y nadawa  si  do u ytku i zacz y si
nadawa  do naprawy. Normanowie z Jomsborga zgodzili si  wzi  te cztery okr ty do naprawy w
zamian za dwa dobre. Na jeden z tych dobrych prze adowano z uszkodzonego wszystkie
kosztowno ci, które Lars wióz  w darze dla najpot

niejszego ksi cia w Polsce – tak Lars powie-

dzia , daj c s uchaczom mo liwo  oceny jego  wiedzy o Polsce. Pewno bogowie go za to pokarali,
bo  w  Wolinie  znowu  o  ostrog   jeden  okr t  zaczepi   i  zaton   w  Dziwnej.  By   to  ten  okr t  z
kosztow-no ciami...
      - Du o tego? - spyta  ksi

 Leszek.

      - Wszystko, co mia o op aci  zgod  ksi cia – odpar  Lars.
      - A có  chcieli cie u mnie kupi ? - dr

 Leszek.

      - Tamara si  zwie – Lars dawa  dowód swojej zwi

ci wys awiania si .

      - Domy lam si ,  e chcecie moj  córk  za  on  – powiedzia  Leszek – wszelako Tamara ju  ma

a. Wyda bym za was inn  córk . Nawet wiano bym do niej doda ,  lecz jeden warunek jest. Mu-

sieliby cie przysi c,  e jej zapewnicie byt w Skandynawii i jej stamt d nigdy nie wy eniecie ani nie
pozwolicie jej wyjecha .
       - A ten utopiony skarb? - spyta  Lars.
       - Ja go wydob

 i on pozostanie jako zak ad dotrzymania przez was obietnicy – rzek  ksi

.

      - A kiedy zwrot?
      - Nie wtedy, je li ja prze yj  d

ej ni li moja córa za was wydana – powiedzia  ch odno ksi

background image

-  13  -

i uczyni  r

 gest zako czenia pos uchania.

      - Ja te  go nie zwróc  – powiedzia  szeptem Siemomys  – i obaj z Broz  u miechn li si , nie
wiadomo, czy z tego samego powodu.
     Pos owie z Nowogrodu Wielkiego i Kijowa zdawali si  zdolni o eni  kota z mysz . Najpierw
prosili, prawie skomlenie to by o, o mo liwo  wykupienia z je stwa ich kniazia Olega Wieszcza.
Jako okup przywie li dwie wielkie skrzynie z ota i srebra, a na poparcie swojej pokornej pro by
przywie li gro

 straszliwej wojny, je eli knia  Oleg nie zostanie uwolniony. Ksi

 Leszek ani

powiek  nie mrugn , kiedy mówi ,  e skrzynie z okupem zatrzyma na koszty poszukiwa  kniazia,
wszak e nie mo e da  r kojmi,  e Olega znajd , bo on nie s ysza  jakoby knia  by  w polskiej
niewoli. Ledwo skrzynie wyniesiono do skarbca ksi

cego wsun  si  cichcem jaki  chudy Rusin i

pocz  dawa  znaki ruskim pos om. Ksi

 Leszek pozwoli  mu mówi  g

no – s owami a bez

migów.
      - Powiedziano mi – rzek  chudzielec –  e nasz knia  spad  z konia do  wykrotu i nieszcz liwie
nadzia  si  na w asny nó , tedy nasze z oto i srebro powinnim zabra  z powrotem na Ru .
      - Nie b dziem zabiera  – powiedzia  najwa niejszy pose  ruski, wysoki, chudy Wareg w sobo-
lowym futrze – niech e to b dzie na przeprosiny za nasz ostatni najazd. Teraz chcemy z Polsk
pokój mie , bo m ody knia  Igor poj  za  on  córk  kniazia Olega – m odziutk  Olg  i m odym
potrzeba par  lat pokoju, aby mogli szcz cia we dwoje za

 i potomstwa si  doczeka .

     Potem by y poselstwa z Czech.
    Najpierw z Libic od  ksi cia plemienia Kurzymów. Ksi

 z rodu S awnika donosi  przez pos-

ów,  e pozostali ksi

ta czescy kumaj  si  z Niemcami. Pod pozorem przechodzenia na wiar

chrze cija sk  ca ego ludu czeskiego, co d ugotrwa ych prac misyjnych wymaga, sprowadzaj
osad-ników niemieckich i niemieckich rycerzy,  którym nadaj  ziemie i przywileje.
     

- Nasz ksi

 poddaje pod rozwag  mo liwo  wmieszania si  Polski w te obca owywania

ksi

t z rodu Przemys a z Niemcami podczas sk adania ho dów, S awnikowice sami rady

Przemy lidom nie dadz . Wszelako przy boku Polski mogliby w Czechach zaprowadzi  mir, daj cy
Polsce i S awnikowicom du e korzy ci. Jak chodzi o chrze cija stwo, to ksi

 Kurzymów jest

zdania, i  lepszy dla Czech i Polski jest obrz dek s owia ski, bo cesarz wschodu daleko,  jego
patriarcha te  daleko,a cesarz niemiecki zaraz za granic   zachodni  Czech  ma  swoich  ludzi – mó-
wi  pose  z Libic, a ksi

 Leszek kiwa  g ow  ze zrozumieniem, za  po wys uchaniu pos a

powiedzia ,  e we mie to pod rozwag  i jak tylko b dzie mo liwo , to pomo e ksi ciu z Libic.
      

- Czekaj tatka latka – szepn  w ucho Broz y Siemomys . - Tata taki skory miesza  si  w

sprawy czeskie jak sójka lecie  za morze.
     Potem by  przyj ty sam ksi

 Czech, Spytygniew. Podano mu, wyj tkowo, zydelek do siedze-

nia, chyba ze wzgl du na podesz y wiek. Spytygniew przypomnia ,  e od czasu kl ski pod
Dziewinem by  zawsze przyjazny Polsce i W grom. On dlatego sam przyby , aby uprzedzi  Leszka
o z ych zamiarach swoich potomków.
     

- Oni b

 ciebie napuszcza  na mnie – powiedzia  – a to si  nie godzi, by przemoc  usuwa

adc  jeno dlatego,  e si  zestarza . A ponadto oni knuj  z Niemcami, by tobie 

sko odebra  i

je-
no ja jeden w ca ych Czechach tobie tej krainy zabra  nie chc .
      Broz o od razu pomy la ,  e Spytygniew nie pomy la  – co b dzie po jego  mierci, kto wtedy

dzie ów 

sk chcia  Polsce zabra , albo go nie zabiera . Ksi

 Leszek musia  pomy le

podobnie, bo obieca ,  e si  za Spytygniewem wstawi, ale pomocy zbrojnej nie obiecuje, bo ma za
ma o wojów na wojn  z Czechami.
      - Spytygniew ma osiemdziesi t pi  lat – szepn  Siemomys
     

Nastepny w  izbie przyj   by   Wrocis aw,  syn Spytygniewa,  maj cy lat  sze dziesi t  dwa.

Skar

 si  na nieust pliwo  ojca, który dobrowolnie nie chce si  zrzec w adzy. A w zanadrzu s

jeszcze – syn Wrocis awa, Wac aw i brat Wac awa, kilkunastoletni Boles aw.
     - No, to rzeczywi cie – powiedzia  ksi

 Leszek – a tak szczegó owiej, to z jak  praw  przy-

chodzicie? Wasz ojciec jeszcze ca kiem-ca kiem. Cia o wystarczaj co sprawne, a umys  bardzo
dobry.
     - Ten starzec zmawia si  przeciwko Polsce z ksi ciem Moraw z Welehradu  –  wybuchn    Wro-

background image

-  14  -

cis aw. Oni chc  wam odebra  Ziemi  Go szyców. A tam jest w giel! Z dawna to wiem i za wasz
pomoc gotów jestem wskaza  ów w giel kopalny, któren wydobywa si  tak samo, jak u was jantar.
Wypala  go mo na dopiero w kotlinie lubo w piecu, a ciep a daje wi cej ni li w giel drzewny i pa-
li si  o wiele d

ej.

     - Obiecuj  si  nad tym zastanowi  – g os ksi cia Leszka brzmia  bardzo szczerze.
    Wpuszczono Wac awa, syna poprzednika. By  m em w sile wieku, na  oko ze czterdzie ci lat
móg  mie . Obiecywa  odda  Ziemi  Go szyców w zamian za pomoc w pomini ciu na tronie swo-
jego ojca.
     - Mnie si  zdawa o,  e t  ziemi  Polska ma na w asno  – powiedzia  ksi

 Leszek.

     - Lecz ja bym si  zrzek  jej na zawsze – powiedzia  Wac aw.
    - Jest u nas list waszego brata – Boles awa – powiedzia  ksi

 Leszek. On „odda ” nam t  zie-

mi  przed wami i chce was od tronu odsun  – sam woli po dziadku w adz  obj . Nie pomog  mu,
bo ziemia nie jego. Równie dobrze móg by mi ksi yc dawa ...
     - To co by cie chcieli? - spyta  Wac aw.
     - A za co? - spyta  Leszek.
     - No, za przyja

 i pomoc.

     - Nie b dzie pomocy dla tych, którzy chc  p aci  czym , czego nie maj  i nie posiadaj . Nie lza
dawa  cudzego. Jed cie z Bogiem i czekajcie na naturaln  kolej rzeczy.  mier  po ka dego
przyjdzie – Leszek chyba si  zez

ci , czy co?...

     Ma y nied wiadek, ujrzawszy starego nied wiedzia – samca, natychmiast p dzi do matki, chowa
si  za ni  i pok ada w niej nadziej  na wybawienie od pazurów i k ów g odnego, by  mo e, drapie -
nika. Ma y Brozno, tkni ty nag , poza wiadom  potrzeb , przy

 oko do szpary w zas onie i na-

tychmiast cofn  si  za plecy Siemomys a, przywar  ca ym cia em do jego nóg i pleców...
     - Nie bój si  – szepn  Siemomys  - to jest Nordwig z Rany (staros owia ska nazwa Rugii).
     atwo powiedzie  – nie bój si ... Ten Nordwig wygl da  gro nie! Wielkiego wzrostu m  ju
nieco przejrza y, by  czarny jak smo a widziana w najciemniejsz  noc. Czarny zarost pokrywa  mu
ca   twarz  falistymi  kosmykami,  przechodz cymi  w  sumiaste  w sy  pod    nosem  i  w  d ug
brod ,pos-platan  w cieniutkie warkoczyki. Tylko wielki nos stercza  z tego czarnego  g szczu –
kawa  cia a niezaro ni ty, lecz tylko odrobin  mniej czarny od zarostu – ten cz owiek musia  by
bardzo  niady albo brudny. Czo a Nordwiga nie da o si  zobaczy , bo zakrywa  je przód
sto kowego nakrycia g o-wy, si gaj cego tak wysoko,  e w wysokich przecie drzwiach musia  si
schyli . Wtedy go Broz o zobaczy  – szpic b kitnej czapy, bod cy przed sob  ka

 przeszkod  –

taki jednoro ec czarny... Reszt  wysokiej postaci zakrywa  p aszcz, by  mo e opo cza, do samej
ziemi tej samej barwy, co czapa.
     - Przywioz em j  – zabrzmia  g boki bas Nordwiga, oddalaj c ch  Broz y do wyj cia zza ple-
ców Siemomys a, bo ten g os trz

 powietrzem i zda o si ,  e nawet zas ona od niego si  chybocze,

zaraz si  oderwie i ta bod ca czapa zostanie skierowana w Broz .
         - Zobacz,  zobacz  –  szept  Siemomys a  wion   jakim   gor cem,  wi c  Broz o  przemóg   strach  i
przy

 oko do szpary w zas onie.

       

Wchodzi a niewiastka. Mo e nale

oby rzec,  e wp ywa a, bo suknia do ziemi, b kitna (!),

za-krywa a jej stopy i ich ruchu nie by o wida . Dó  tej sukni falowa , jakby od p du cia a, które
posuwa o si  p ynnie, a jednak pr dko, w stron  ksi cia Leszka. Broz o wycofa  si  nieco, bo
porazi y jego smak miny m ów w komnacie. To by  obraz ciel cego zachwytu – wlepione w
sun

 posta  ga y, pó otwarte g by i pr dkie ruchy piersi, wznoszone przy pieszonym oddechem.

Tylko dziad Broz y, Druzno, i ojciec zachowywali si  zwyczajnie, czyli twarze mieli nieruchome a
oddechy takie, jak na co dzie . Broz o popatrzy  na Siemomys a. Te  oczy gorej ce, przywieraj ce
do postaci niewiastki. Te  przy pieszony oddech, stwarzaj cy niebezpiecze stwo. Grdyka na szyi
Siemomys a poruszy a si  w gór  i w dó , a odg os prze ykanej przez niego  liny by  pewno przez
wszystkich w komnacie s yszalny.
     - Jak ci  zw , dziecino? - g os ksi cia Leszka zdawa  si  pe en przyjaznych uczu .
     - Arsenna – odpar a.
     No, przynajmniej g os ma mile brzmi cy – twarz Broz y zacz a, pod wp ywem tego g osu, tra-

background image

-  15  -

ci  wyraz niech ci do tej baby z za d ug  szyj , za wielkimi i za twardymi piersiami, wypy-
chaj cymi przód sukni, z za d ugimi nogami, przez co biodra by y umieszczone za wysoko i za bar-
dzo skraca y tu ów. Co ci doro li w takiej ciel cinie widz ? Cieliczka zwyczajna, o czym  wiadcz
jej czarne  lepia, bardzo psuj ce wygl d twarzy. Twarz niby  adna, a oczy szeroko rozstawione –
jeszcze troch  i by yby po bokach g owy. O, ju  wychodzi. Rozmowna taka, jakby wiosennym
wiatrem by a. Wion a tym swoim imieniem, przyjemnie to zabrzmia o, lecz sk pi g osu jak ten
wiaterek wiosn  – jeden ciep y podmuch i cisza...
     - No, jak? - teraz  Broz o ju  si  nie ba  basu Nordwiga – ojciec takiej ciel ciny nie mo e by
gro ny.
      - Klej ma w sobie – powiedzia  ksi

 Leszek – gdybym nie mia

ony, to bym jej Siemkowi nie

da . Popatrzcie na miny moich dworzan – ka dy by j  chcia  za  on  i matk  swoich dzieci.
     - A waszego syna zobacz ? - spyta  Nordwig.
     - Ty tu poczekaj – szept Siemomys a by  gor czkowy – ja tu pó niej po ciebie przyjd .
     Po krótkim czasie Broz o ujrza  odmykaj ce si  drzwi komnaty pos ucha  i wszed  do niej Sie-
momys , przebrany  (kiedy on to zd

 zrobi ?) w skórzan  odzie  i pó pancerz na piersiach,

zwierciad o przypominaj cy swoim l nieniem. Wszed , uk oni  si  lekko i czeka .
     - Chc  ci  o eni  – powiedzia  ksi

 Leszek. - Chcesz  on  przysz  obejrze ?

    - Zdaj  si  na wasz  wol , ojcze – powiedzia  Siemomys  – oczajdusza, schylaj c pokornie g o-

 w ge cie poddania si  woli rodzica. - Wezm  ka

, któr  mi ka ecie.

    - Pojedziesz po  lubie do Krakowa – powiedzia  ksi

. - Tam z  on  b dziesz si  uczy  rz -

dzenia krajem. Zdruzno ci na pocz tek pomo e, poobja nia wszystko. A potem b dziesz ksi ciem –
wielkorz dc .
     - A Zdruzno? - spyta  Siemomys , jakby wyjmuj c to pytanie z ust Broz y.
   - Zdruzno b dzie wodzem dru yny – odpar  ksi

 Leszek. Jego miejsce b dzie w Lubyczy –

mi dzy Krakowem a Grodem Lwów. Ty nie b dziesz jego zwierzchnikiem, b dziesz  mu winien
wszelk  pomoc, jakiej od ciebie za da.
     - To nieprzemy lany uk ad – powiedzia  Siemomys  – bo on b dzie wiedzia ,  e ja po was ksi -
ciem Polski mog  zosta  i b dzie si  ogranicza  w  daniach wobec mnie.
      - Wobec mnie ani Druzno, ani Zdruzno jako  si  nie ograniczaj  i ja dobrze na tym wychodz .
Bacz, by  g upszy ode mnie nie by , bo Polska i Polacy na tym nie zyskaj  – ksi

 Leszek patrzy

na syna badawczo i chyba mina Siemomys a sprawi a mu zadowolenie, bo si  u miechn .
      - Ta dziwa powinna si  nazywa  Przylepa – pomy la  Broz o – chyba nie wiadom,  e i on jest
pod urokiem Arsenny.

background image

-  16  -

Rozdzia  III

Wieszczek?

     Po raz pierwszy w  yciu Broz o zazna  lekcewa enia osoby doros ej. A zlekcewa

 go nie byle

kto – by  to sam ksi

. Co prawda jeno ksi

 Ma opolski i to jeszcze przed obj ciem w adzy,  bo

Arsenna  yczy a sobie pojecha  na po egnanie z rodzinnym ostrowem – Ran . To,  e szyja
zakr ci a g ow , Bro le nie przeszkadza o – O anka te  czasem tat  rz dzi a. Ale Siemomys  sam,
bez przynagle  niczyich ani bez niczyjego pytania powiedzia ,   e Broz o jest jego nowym doradc .
A teraz powiada  nieuprzejmie,  e Broz o z nim i Arsenn  za Odr  nie pojedzie. To po co Broz o
naprzykrza  si  tacie,  eby go w Gnie nie zostawi ? Móg  sobie spokojnie do rzeczonej Lubyczy
pojecha  obejrze  nowe okolice, podobno tam  adnie urz dzone...
    Mo na by o próbowa

ez, lecz taki sposób Broz o uzna  za niegodny doradcy ksi cia. Mo e by

si  wyp aka o zgod , a mo e nie. W obu przypadkach zas

oby si  na miano beksy, mazgaja i

baby. Trzeba zastosowa  nacisk i pokaza  przy tym w asn  dojrza

. Tedy czai  si  zawsze gdzie

w okolicy Siemomys a i gdy tylko Arsenna na chwil  m a opu ci a, natychmiast pojawia  si  przy
Siemomy le z krótkim stwierdzeniem. Mówi  na przyk ad:
     - Nieustanna obecno  Przylepki jest m cz ca. Moja obecno  przy was nieco by j  powstrzy-
mywa a od namolnego przylepiania si .
     - Na razie jej przylepno  bardzo mi odpowiada – powiedzia  Siemomys  – a potem przyjdzie
ci a, macierzy stwo... Wtedy niewiasta zmienia si  – zaczyna wi cej w asne dzieci mi owa  ni li

a.

      - Ja – zaczyna  Broz o innym razem z innej beczki – nie wspomn ,  em widzia  jake cie j  zza
zas ony podgl dali, a  potem udawali,  e zdajecie si  na wol  ojca w sprawie przysz ej  ony...
     - Ojciec jeno si  u miechnie - powiedzia  Siemomys  – a Arsenna b dzie rada,  e mi si  wtedy
spodoba a. Wymy l co innego.
      

- Czy  to prawda – Broz o w czy  do swoich pyta  przesz

 –  e mój pradziad, Druzno,

urato-wa

ywot waszemu pradziadowi, Lechowi?

      - Po pierwsze - prapradziad Lech... Pomyli

 pokolenia. A po drugie – co  za bardzo  skory do

podpierania si  zas ugami twoich przodków. Druzn  radbym ze sob  wzi , a ciebie oddam pod
opiek  mojemu ojcu, bo  mi w podró y niepotrzebny.
      Wtedy Broz o „uderzy ” w Arsenn . Co jaki  czas uda o mu si :
      - donie ,  e wszyscy si  jej urod  zachwycaj ;
     

-  powiadomi ,  e  wszystkie  niewiasty  szyj   sobie  takie  same  stroje,  jakie  u  Arsenny

podpatrzy y;
     - podnie  co  przez Arsenn  niechc co upuszczonego i poda  jej z mi ym u miechem;
     - 
dziwi  si  – co te  Siemomys  widzi takiego najpi kniejszego w jej d ugich nogach, skoro inni
powiadaj ,  e piersi, szyj  i biodra ma jeszcze  adniejsze;
      - 
zachwyci  si  pi knem Rany, bo przecie tam musi by  pi knie, skoro taka dziewoja jak Arsen-
na tam si  urodzi a i stamt d musia a od toni stawów i jezior po yczy  pi kna i g bi dla swoich
oczu... A ju  Dymin... Czysta tajemniczo  i wielka m dro ...
      Có ... Z Arsenn  nie sz o  atwiej ni li z Siemomys em. Prosto mówi c, sz o jeszcze gorzej, bo
tamten przynajmniej zagada , a pi kna ksi

na ledwo raczy a, i to rzadko, spojrze

askawie, je li

jej  oczy w ogóle wiedzia y – co to jest  askawo ... Broz o mocno podupad  na duchu, zniech ci
si . Pocz  rozpami tywa  swoje próby przekonania Siemowita i Arsenny. Niejako mimochodem,
licz c na palcach doszed  do tego,  e Piast i Lech byli, jednak, pradziadami Siemomys a, skoro
Siemowit by  jego dziadem, a ojcem Siemowita by  Piast. Tedy ten oczajdusza, Siemowit, ka dego
gotów oszuka . Nie chce mie  Broz y za towarzysza podró y, to niech jedzie sam z t  swoj ... A
Broz o wróci sam do domu. Wszak po szkole by , umie sobie poradzi  samodzielnie w lesie –
zrobi  sid a i pa  przygotowa , sza as z adzi , utrzyma  prosty kierunek podró y w dzie  i w no-
cy...
     Uk ada  sobie list  niezb dnych w samotnej podró y rzeczy – siekierka, nó , krzesiwo i hubka,

background image

-  17  -

odzienie nale yte... A  tu nagle rozwar y si  drzwi jego komnatki i do  rodka wparowa
Siemomys .
     - Chod  ze mn  – powiedzia  – spowiada  si  b dziesz. Musisz zezna  od kogo  o Dyminie wie-
dzia .
     Spowied  by a przed Arsenn . Broz o wyzna ,  e o Dyminie mówiono w szkole.  e chyba taki
gród  gdzie   za  Odr   jest,   e  nikto  nie  wie  w  którym  miejscu  i  co  tam  jest.  By   mo e,   e  wcale
Dymina nie ma, a to co tam mia o by  jest ukryte w ca kiem innym miejscu. Tak samo by o z
grodem Rerik, z którego wszystko przeniesiono nie wiadomo dok d, bo by  za blisko granicy z
Niemcami. A mo e Rerik jeno w plotach i pog oskach wyst powa , a w rzeczywisto ci    nie
istnia ?
Je li Rerik nie istnia , to nie by o mo na z niego czegokolwiek przenosi  i wtedy Dymin by by
zb dny. A zb dnych grodów nikto nie buduje...
     Arsenna i Siemomys  spojrzeli po sobie tak jako   znacz co  i  Siemomys  powiedzia :
    - Chcemy ciebie ze sob  zabra  na Ran  i gdzie indziej. Tobie ch  podró y z nami jeszcze nie
przesz a?
    - Pojad  – powiedzia  Broz o. ci lej mówi c – Broz o z Kamienn  Twarz , takie miano bowiem,
na krótki czas, nada  sobie ten  „doradca ksi cia Siemomys a”.

*  *  *

    

Po drodze ogl dali Jomsborg i Winet . Setka polskich wojów z dru yny – ochroniarzy Sie-

momys a i Arsenny by a rozproszona przy wieczornych ogniskach dla zwyczajnych wojów.
Arsenna, Siemomys  i Broz o go cili przy najwa niejszym ognisku dla dostojnych osób i
dowódców. Przy sposobno ci wynaj to okr ty wikingów do przewiezienia Siemomys a i jego  wity
na Rugi  – tak wikingowie zwali Ran .  Ju  na okr cie Broz o zapyta :
    - Najpierw na Ran , czy do Dymina?
    - Co ty z tym Dyminem? -Siemomys  spojrza  na Broz  do  lekcewa co.
    - Nie by bym przez was o Dymin pytany, gdyby my tam nie mieli pojecha  – powiedzia  Broz o.
   - A mo e ów gród jest na Ranie? - mi y g os Arsenny by  tak cudnie zamy lony, jakby rozmarzo-
ny.Naprawd

liczny by  ten jej cichy g os... Szcz ciarz z tego Siemomys a. I w ogóle – ona jaka

adniejsza si  Bro le wydawa a ni  przedtem. Przylepeczka...

    

Rana bardzo wszystkim si  podoba a. Wysiadali z okr tów norma skich na brzeg, s uchaj c

achów i ochów zachwytu wikingów. Jakie by y powody tych zachwytów?  Tego mo na si  by o
tylko domy la , nie wiadomo, czy s usznie. Arsennie ostrów si  podoba , bo to by a jej ziemia
ojczysta, z któr  przyjdzie jej si  po egna  na d ugo,  kto wie, czy nie na zawsze... Polakom Rana
wyda a si  krain  o zrównowa onej ilo ci  wiat a i cienia o dobrze pomy lanej skali barw. Chyba
dlatego,  e na Ranie nie napotkali puszcz – lasy, laski, zagajniki, pola uprawne,  ki, drogi,
strumyki i stawki, kwiecie ró nobarwne – wszystko stwarza o nale yty stan   adu, daj cego
poczucie bezpiecze stwa i spokoju.
     Ledwo okr ty wikingów odbi y od brzegu, zza pobliskiego lasku pokaza y si  trzy seciny zbroj-
nych z w óczniami bardzo d ugimi, zako czonymi grotami z zadziorami. A za tymi zbrojnymi szed

 wysoki i grzmia  powitalnie basem, od razu rozpoznanym przez Broz . Nordwig by  teraz

ubrany zwyczajnie – w p ócienn  koszul  do kolan przepasan   szerokim, skórzanym pasem z  e-
lazn  klamr .  Buty z cholewami zakrywa y portki – chyba te  ze lnu.  D ugie, faliste, i nadal
czarne, w osy uk ada y mu si  na plecach, gdzie si ga y po owy  opatek. Jego powitanie z Arsenn
by o serdeczne i okraszone przez córk  paroma perlistymi  zami. Troch  za Nordwigiem trzyma o
si  stadko kap anów – wyra nie bacz cych na s owa  i  znaki  ojca Arsenny. Okre li  by to mo na –
gotowych na jego skinienie.
     

Skin  i stadko rozdzieli o  si  jak przesiewany przez g ste sito mak. Poszczególne „ziarna”

spad y mi dzy polskich wojów, a jedno przy Bro le i Siemomy le si  znalaz o. Od tego kap ana us-

yszeli,  e najwa niejszym przejawem Boga Jedynego jest na Ranie Czarnog owy. A to dlatego,  e

pod t  postaci  Bóg kieruje poczynaniami kap anów, a oni u Ranów – znaczy u tutejszego
plemienia – mir maj  wielki. Zwyczajni Ranowie nawet nie bardzo wiedz ,  e g owa pos gu  jest
odlana ze srebra, poczernia ego od staro ci, bo czy ci  go nie wolno. St d miano Czarnog owego, a
jest to po prostu pos g na cze  Boga ustawiony  i  przy nim  mod y  i nabo

stwa   kap ani odpra-

background image

-  18  -

wiaj .  Tylko kap ani wiedz  – gdzie jest ten pos g,  bo innym wiedza  o  jego miejscu  nie jest   do
niczego potrzebna.
      Obrz dy i nabo

stwa wodzów i urz dników s  przy pos gu  o nazwie Junowit.Równie  porad

i pomocy kap anów wodzowie i urz dnicy mog  si  spodziewa  w  wi tyni z tym dwug owym
posagiem, Bogu po wi conym.
     

Ostatnio kap ani stwierdzili,  e Bóg – swoimi cudami – objawia si  najcz ciej w  wi tyni

zaj tej  przez pos g czterog owy, zwany Swantewitem. Mówili jeszcze o pos gu siedmiog owym –
Rujewicie i trzyg owym – Trzyg awie. Pod ró nymi postaciami Bóg mo e wyst powa  i ró nymi
sprawami si  zajmowa  i wtedy sposobny pos g Mu si  czyni i za dobrodziejstwa w tej dziedzinie
pod t  postaci  dzi kczynienie zanosi, wszelako wiadomo,  e zwyczajnym ludziom
najwszechstron-niej udziela pomocy Bóg w   wi tyni ze Swantewitem – oczywi cie poprzez
kap anów z tej  wi tyni.
     

Podziwiaj c krajobrazy i s uchaj c szmeru kap

skich obja nie ,  wita oraz Siemomys , Ar-

senna i Broz o dotarli do Arkony – grodu o murach z bia ego wapiennego kamienia, który
pozyskano  chyba ze zbocza wzgórza (Arkona) na cyplu (Arkona), wchodz cym niewielk  ostrog
w Morze S owian od strony pó nocnej ostrowu Rana. Woje zostali umieszczeni w przygotowanych
namiotach. Ksi cia Siemomys a i Broz , którym z w asnej ochoty towarzyszy a Arsenna, Nordwig
najpierw oprowadzi  naoko o murów Arkony . Od strony morza mury sta y na skraju skarpy, bardzo
urwistej.  Kredow  biel tej skarpy Broz o uzna  za naturaln , bo  nie  pomalowano skarpy dla
lepszego  widoku od strony morza?...
         Potem  dopiero  weszli  w  obr b  murów  i  podeszli  do  chramu  ze  Swantewitem.  Chram  nie  by
bia y, w przeciwie stwie do innych budynków. Nie da o si  rozpozna  z czego  wi tynia jest
zbudowana, bo do ka dego kawal tka  ciany zewn trznej przytyka y, trudno rozpoznawalne od
staro ci, szarzyzny i pop kania, drewniane rze by. Co  z pewno ci  te rze by przedstawia y,
jednak e nawet Nordwig nie wiedzia  co - nazywa  je pami tk  po dawnych, starych czasach. Za to
dach czerwieni  si  niby grz dka kwitn cych maków – to na pewno by a nowa dachówka, wi c
wypalanie wyrobów z gliny by o tutaj znane.
     Weszli do przedsionka  wi tyni. Kap ani pozawi zywali z ty u ich g ów bia e chusty – wygl dali
w nich jak uczestnicy jakiego  tajnego zebrania, którzy nie chc  by  rozpoznani.
     - To po to – powiedzia  Nordwig – aby wydychane powietrze nie mia o z ego wp ywu na pos g i
malunki  cienne. Do wn trza ma o kto wchodzi na co dzie , jeno podczas dorocznej uroczysto ci
wiosennego zrównania dnia z noc  wpuszcza si  wiernych, a potem trzeba d ugo wietrzy  i suszy
wn trze. A my – znaczy kap ani – zak adamy chusty i wiele z ych wydzielin z naszych oddechów
na nich osiada. Zmniejszamy wydatki na od wie anie i odnawianie pos gu.
      Skrzyp otwieranych drzwi z przedsionka do wn trza  móg  przyprawi  o ciarki na plecach – to
by  d wi k g

ny i przykry, a uchylanie si  wielkich skrzyde  grubych, drewnianych, zdobnych

askorze

 d wierzej przywodzi o na my l otwieranie si  bram piekielnych. Jako , na ods anianej

przez te skrzyd a  cianie widnia y czarne w owid a, poskr cane i popl tane niby w ze  Gordiasza.
Po bokach tego k bu gadów namalowano czerwone p omienie, a nad nimi wielkie kot y...
     - Ten malunek zawdy wywo uje dr enie grzeszników – powiedzia  Nordwig. - My to  agodzim,
wyra aj c przypuszczenie,  e m czona we wrz tku i smole dusza grzesznika jest potem wrzucana
w p omienie i tam si  prawie ca a spala. Pozostaje po niej jeno kropelka z ota. Te kropelki s
wynoszone przez z e duchy na powierzchni , by kusi y do grzechu nowych ludzi z czystymi jeszcze
duszami. Nie wiemy jak jest naprawd , wszelako po wyj ciu ze  wi tyni zbieramy datki i one s
szczodre – mo e wierni chc  si  pozby  monety – równoznacznika kropelki z ota...
    

Wn trze okaza o si  bardzo wysokie, jakby smuk e. Przez t  wysoko , a  belkowania dachu

by o wida , rozleg

 chramu zdawa a si  male , chocia  uwa ne przyjrzenie si  posadzce z

czerwonego kamienia i zmierzenie oczami odleg

ci mi dzy  cianami pozwala o przypuszcza ,  e

wn trze pomie ci oby z tysi c ludzi. Po rodku tego wn trza, od samego dachu zwiesza y si  cztery
kobierce, tworz c co  w rodzaju kwadratowego s upa o ró nych barwach  cian – bia ej, zielonej,

otej i br zowej.

      - Ka da z tych barw przedstawia jedn  por  roku – powiedzia  Nordwig – a trzeba zwróci  uwa-

,  e  aden z tych kobierców por  roku nie jest.   Mówi  to  dla  utrwalenia  w pami ci  s ów  pop-

background image

-  19  -

rzednich – pos g nie jest Bogiem...

     Kobierce zacz y si  bezg

nie unosi ,  dopiero ods anianie si  do u pos gu  uzmys owi o ruch

kobierców Siemomys owi i Bro le. Obaj spojrzeli w gór  i zauwa yli,  e kobierce nawijaj  si  na
rolki. Sz o to wolno, lecz jednak sz o. W ko cu ca y pos g zosta  ods oni ty i wtedy Siemomys
powiedzia ,  e na Lednicy jest taki sam pos g, jeno zas on z onych kobierców nie ma.
     - Tak - przyzna  Nordwig – wszelako o mielam si  jeszcze raz zwróci  uwag  zi cia,  e pos g
nie jest nawet wizerunkiem Boga – jest jeno Jego przypomnieniem, znakiem... My wiemy, i  Bóg
mo e przybra  na si  ka

 posta , wszelako na co dzie , przewa nie jako duch wyst puje.

     Zwa cie,  e Bóg  panuje nad wszystkim i wsz dzie. Tedy nasz pos g ma cztery g owy, ka da
jest zwrócona w jedn , wa

 stron

wiata. Jedna patrzy w kierunku Gwiazdy Pó nocnej. Druga

jest skierowana w stron  Krzy a Po udnia. Trzecia widzi gwiazdozbiór Oriona. A czwarta wpatruje
si  w kierunku gwiazdozbioru Ogon W a. Pó noc, po udnie, wschód i zachód, przy czym my nie
wi-dzim Krzy a Po udnia, lecz wiemy,  e on jest naprzeciwko Gwiazdy Pó nocnej, której nie widz
ci, co mog  zobaczy  Krzy  Po udnia. Bóg Panem czterech stron  wiata...
     Pos g jest podzielony poziomymi liniami na cztery cz ci. Rze by w górnej cz ci i ich barwy
przypominaj ,  e Bóg panuje nad wszystkim, co jest wyniesione wysoko – Bóg przestworzy...
Ni ej umieszczono rze by, oznaczaj ce panowanie Boga nad wszystkim tym, co jest nad
powierzchni , lecz nie za wysoko. Ni ej jest cz

 Ziemi – jej powierzchnia oraz wszystkie wody i

to,co w wodach. A najni ej – podziemia – groty, jaskinie, pieczary, wykopy i stworzenia tam

yj ce. Cz sto  lepe, wszelako zdolne do czynnego  ycia. One czasem nie s  zamkni te w

podziemiach i mog yby wyj  na s

ce, wszelako lgn  do ciemno ci, bo w niej mog  korzysta  z

takich samych istot i ro lin skazanych na  ycie bez widoku s

ca i  wiat a sztucznego. To inny

wiat  ni li  ten  nasz.  S   ryby  w  g biach,  te

lepe  –  tam  s

ce  nie  dociera,  one  pewno  mog yby

stopniowo oddala  si  od dna i przystosowywa  powoli do  ycia bli ej powierzchni wody, a  adna
nie próbuje... Zosta y stworzone do  ycia w g biach wodnych.
     Nordwig zamilk , zapad a cisza, jakby kap anowi sz o o danie  s uchaczom mo liwo ci zastano-
wienia si  nad  ró nic  mi dzy przeznaczeniem a zmian  i przystosowaniem si  do innej
konieczno ci. W tej ciszy pojawi  si  pod dachem jaki  szmer. Siemomys  i Broz o zadarli g owy i
zauwa yli pod dachem rz d okienek, okalaj cych ca y chram. Te  by y ró nobarwne – b kitne,
zielone  i  br zowo

te.  One  musia y  tworzy   nastrój  wn trza  –  ciep y,  przytulny,  spokojny.  Ten

szmer wzmóg  si , a po chwili okienka zacz y by  zas aniane opadaj cymi przy  cianach kotarami.
Sk

 pojawili si  kap ani nios cy du e, woskowe, zapalone  wiece. Dzi ki temu nie zapada a

ciemno , cho  okienka pod dachem by y ju  prawie ca kiem zas oni te kotarami, nadal
opadaj cymi z szelestem-niby g os strumyka gdzie  za drzewami, niby wiaterku w koronach
sosen...
     

Rze by na pos gu, Broz o widzia  jeno dwa boki Swantewita, sta y si  przy  wietle  wiecy

wyra niej widoczne. Pod czterema g owami du e, 

te s

ce na b kitnym niebie. Troch  ni ej

lec cy bocian. Obok niego, z ty u za ogonem i wyci gni tymi w poziomie nogami bociana  widnia
orze  z wielkimi, rozpostartymi skrzyd ami, a poni ej niego  stado  órawi. Pod bocianem –
granatowe,  mig e jaskó ki. Broz o nazwa  je w duchu nosicielami dusz takich ludzi, którzy nigdy
nie mogli usiedzie  na jednym miejscu...
     A drugi bok... Czy by miesi c srebrny?Troch  niewyra nie wida , bo to na samym naro niku...
Ko o miesi ca granat nocy, a na nim bure sowy, nietoperze,  my i lelki. A gwiazdy? Jako  ich nie
mo na dostrzec. Namalowali je, czy nie? Poni ej cz

 naziemna. Pole, dwa wo y w jarzmach,

czepigi od p uga i wie niak w bia ej koszuli do kolan. Bose stopy... Z biedy, czy dla wygody?
Oracz zajmuje lew  stron , a przy nim stoi woj, trzymaj cy konia za u dzienic . Ko  wspi ty na
zadnie nogi. Obok woja le y okr

a tarcza – czerwona z bia ym or em. Niemo ebne,   eby pr dko

przemalowali,  wiedz c,   e  Siemomys   tu  si   pojawi...  Miecz  woja  jest  utkwiony  w  ziemi.  Obok
le y szyszak i  uskowa zbroja. Czy to ma oznacza ,  e jest rolnikiem gotowym do walki z
naje

cami?...

     Reszty nie da si  ogl da , bo na zapleczu trzaskaj  jakie  drzwi i dwaj kap ani wprowadzaj  pod

ce star  niewiast . Bardzo star , s dz c po ruchach, bo twarzy nie wida  – jest zakryta cieniem

kaptura. Sadzaj  staruszk  na zydlu. Kto  wnosi niewielkie,  gliniane palenisko z rusztem,  pod któ-

background image

-  20  -

rym wida

arz ce si  w gle. Ko cista r ka – jej w

ciciel pozostaje w cieniu – sypie na ruszt

proszek z szarego woreczka.
      Trzeba jeszcze troch  obejrze , bo mo e zdmuchn  t

wiec , a staruszka nie ucieknie i pó niej

 si  zobaczy i us yszy, bo chyba ma wró

...

     Trzeci prostok t od góry. Znowu niebiesko . To pewno ma by  woda. Upewniaj  o tym srebrne

yski rybich  usek. Spory lin, du y sum i  redniej wielko ci szczupak. Z drugiego boku zdaj  si
yn  na spotkanie tym trzem karasie, oko , kle  i ja , mi tus,  winka i w gorz. A  zza naro nika

niewidocznej  ciany wysuwa szczypce rak.
     Pod ziemi  – stonoga. Czemu ona tak si  zwie, skoro nóg  ma jeno szesna cie?
     

- Tak, ch opcze? - do uszu Broz y dociera pytanie Nordwiga. Chyba mówi  co  od d

szego

czasu, a s uch Broz y by  wy czony. Trzeba co  odpowiedzie . Ale potwierdzi , czy zaprzeczy ?
      - Na bezrybiu i rak ryba – powiedzia o si   Bro le.
      

Chyba  wszystkich  zatka o,  bo  wszystkie  oczy wpatrzy y  si   w  Broz   i  nawet  starucha

podnios a g ow , pokazuj c bardzo g bokie oczodo y pod siwymi brwiami.
      - Tak, potwierdzam, jestem zgodny – powiedzia  Broz o.
      Odwrócili spojrzenia, a starucha opu ci a g ow  i mamrota a, jakby do siebie:
     - Si a unosi si  jak bia a piana na morskiej fali...
      Si a?...
      Mo e szumowina...
      Ulatuje s abo  i zagro enie niczym czarne ptaszysko o wschodzie s

ca...

      Trzy razy bia e orl tka wczepione pazurkami w czerwie  we ny...
      Macierz karmi ca - jedno z dwojga...
      Wznosi si  inne. W po owie dnia?... W dzienne s

ce lot swój kieruje...

      Na wschodz ce s

ce zapatrzona orlica przygarnia karmione. Skrzyd em przygarnia...

      

Wszyscy w  stolce wczepieni,  a  najwa niejszy ten   ostatni –  sk pirad o  straszliwe,  kutwa

najgor-sza. Wszyscy z rozpostartymi skrzyd ami, dzioby rozwarte, oczy p omienne...
      Krasny kur!!! Krasny woschod! Od chciwo ci i pychy macierzy...
     

Drugie w starym gnie dzie zosta o. Raz na wschód, raz na zachód patrzy.  eru szuka albo

pomo-cy wygl da...
     Bolie s awy na jugu. Na starym wysokim stolcu, a nad nim i tak wy szy jest...
     Czcij bory na zachodzie! Stolec dziewi ciono ny opiera si  mocarzom. Ten nie zginie. Ten odda
braciom. Ten bez potomstwa.
     Stara pomamrota a jeszcze przez jaki  czas w sposób ca kiem niezrozumia y. Nordwig da  znak i
kap ani uj li j  pod  okcie, podnie li i wyprowadzili w tym samym kierunku, z którego ona z nimi
przysz a. Po d

szej chwili Nordwig powiedzia :

      - Wieszczka nie ma poj cia – co mówi i nijak nie potrafi wyja ni  znaczenia swoich s ów. Ona
przed wró eniem rzek a,  e jest w  wi tyni kto , kto pojmie jej wieszczb . A jak wesz a to pokaza a
palcem na ciebie. A ty  potwierdzi . Potrafisz obja ni  wieszczb ? Poj

 co przepowiada a?

     W tej chwili Broz o pojmowa  tylko jedno: Nordwig do niego mówi i oczekuje obja nienia s ów
wieszczki. Poza tym pytaj  tego, który ma w g owie pop och, m tlik i pustk .
     - Powiem jeno samej ksi nej – powiedzia o co  za niego. By  wdzi czny temu czemu , bo obja-

nienie – je eli go w ogóle da – zosta o odwleczone. Zapewne przyzna si ,  e stara bajdurzy a nies-

tworzone dyrdyma y i on nie ma poj cia co one mia yby znaczy . Chyba  eby przysz o mu co  do

owy. Poduma  trzeba. Duma zapali wschód... Czy tak powiedzia a wieszczka? Co  trzeba

wymy li ,  bo  b dzie   miech,  kpiny  b

  i  szyderstwa...  Mo e  powiedzie   cokolwiek  w  taki  sam

sposób, jak stara?... Na przyk ad,  e nie ma ró nicy mi dzy pop ochem a pró ni ?... Zagadkowo i
nawet nieg upio... Tylko,  e to te  mu ka  wyja ni  – na zwyczajny j zyk prze

...

     Gdzie  spod dachu da  si  s ysze  trzepot ptasich skrzyde . Z góry sfrun y trzy bia e go bie i
polata y wokó  pos gu, a potem dwa usiad y na barkach Arsenny, a trzeci na nieruchomej g owie
Siemomys a.  Nordwig zdejmowa  je pojedy czo i podawa  kap anowi. Nad g ow  Siemomys a
pojawi a si  srebrna obr cz – co  w rodzaju diademu. Trwa o to nieruchomo, pojawi o si  chyba z
góry.

background image

-  21  -

      - Ukl knij! - powiedzia a Arsenna i Siemomys  wykona  jej polecenie.
      Obr cz opu ci a si  na g ow  kl cz cego. Jej zachwianie si  podpowiedzia o Bro le  w jaki spo-
sób j  opuszczano. Podbieg  do kl cz cego i jednym ruchem zerwa  trzy cieniutkie nitki, na których
wisia a.
     - Do was teraz nale y – powiedzia . - Dzier cie j  mocno, aby jakie  niewidzialne nici wam jej
nie zabra y.
     -Zosta

 przeze mnie, z upowa nienia ludu Rany, koronowany na ksi cia naszego ostrowu i ple-

mion Ranów  oraz Chy anów – powiedzia  Nordwig.

*  *  *

    Siemomys  uprzedzi  Broz ,  e teraz zostan  zawiezieni w bardzo tajemnicze miejsce, za

 im

worki na g owy, nie wolno ich zdejmowa , bo bardzo si  przewo nicy pogniewaj  i mocno zwi

.

     - Dymin – ucieszy  si , prawd  mówi c nie wiadomo dlaczego, Broz o.
   - Mo e Dymin, mo e  agwin albo inaczej  –  powiedzia  Siemomys . - Ja nie wiem jak to si
zwie. Twój ojciec powiedzia ,  e mog  ci  tam w jakiej  szkole zostawi . Ja ci ujawni  – bo ci
lubi  –  e mo esz r

 g upa, bajdy ple , a oni durniów nie przyjmuj  i wtedy z nami powrócisz.

Ale twój ojciec by by z y, gdyby  si  do tej szko y nie nadawa .
     

Worek by  gruby, nie przepuszcza

wiat a, ale powietrze do twarzy dochodzi o swobodnie.

Najpierw wsadzono ich na konie i jechali st pa przez pó  dnia, co Broz o odgad  dzi ki ciep u

ca – by o najgor cej, wyjechali po  niadaniu, po tych chwilach gor ca zacz o si  robi  ch od-

niej  i wtedy w

yli ich na  ód . Zimno oznacza o chyba wieczór, potem  zdj cie worków, bo i bez

nich mo na si  tylko by o domy la ,  e noc jest bardzo pochmurna - w asnej r ki nie by o mo na
dojrze . Przewodnik powi za  ich link  i szli w tym kierunku, sk d ci gni cie czuli. Jak widzia
drog   przewodnik? Mo e szed  na pami ?
     Przed  witem dostali du e wory i nakaz wlezienia do nich z g ow . Kto  te wory zawi zywa  nad

owami, kto  ich niós . Tych ktosiów musia o by  wi cej, bo  s ysza o si  zmienianie nios cych.

Jedni ich k adli na ziemi i jakie  dziwne s owa wypowiadali. Nowi odpowiadali s owami jeszcze
dziwniejszymi i podnosili wory. By y trzy takie zmiany. Miejsce docelowe musia a zna  ostatnia
zmiana. Pozostali przewodnicy i nios cy znali swoje miejsca docelowe, w których móg  kto  na
nich czeka , albo i nie. Mo na by o równie  zna  ostateczny cel i ostatni odcinek, ale nie zna
dalszej drogi wyj cia z tego Dymina dok dkolwiek dalej...
     

Wniesiono  ich do pomieszczenia. Nareszcie zdj to im te uprzykrzone wory. Stali na  rodku

du ej izby. Przed nimi sto y jedzeniem i napojami zastawione. Pod jedn  ze  cian dziewi  postaci
w szarych worach na g owach. Tacy sami „go cie” jak ich troje?... Tym dziewi ciu zdejmowano
wory. Jednym z uwolnionych z wora okaza  si  Nordwig. Wtedy Broz o pomy la  o stolcu z
dziewi cioma nogami... Mo e nie o tych chodzi o, mo e jeno niektórzy z nich i jeszcze inni?... Lecz
dziewi  nóg mog o oznacza  podpieranie w adzy  jakiego  Czcij bora przez dziewi  ksi stw...
      

Kap an w  rednim wieku wymienia  imi  ka dego obecnego i plemi  lub ksi stwo, z którego

pochodzi. Jednak Broz o my la  jeno o jedzeniu i piciu... S usznie, bo poproszono wszystkich do
sto u z zaleceniem by je  niewiele, bo po takim po cie skr tu kiszek mo na dosta . A potem ten
sam kap an powiedzia :
     

- Zwi zek Wielecki zaprosi  was tutaj, by cie mogli pozna  sprawy wielkiej wagi. Ciebie,

ksi

, radzi by my widzieli jako naszego wspólnego w adc , bo inaczej sczezn  nam przyjdzie.

Konrad przesta  by  królem Niemiec i cesarzem zachodu, a nasta  Henryk, potomek Sasa Ludolfa.
Zosta y ponazywane marchie na naszych ziemiach, a wszyscy wiemy co to oznacza.
      Siemomys  d ugo si  wymawia , pozostali d ugo przekonywali i namawiali. W ko cu namówili
i z

yli po kolei przysi

 wierno ci i pos usze stwa, a Siemomys  odwzajemi  si  zaprzysi on

obietnic  o opiece i dba

ci o wszystkich jednakowo.

      Broz  spotka  pierwszy zaszczyt od nowego w adcy.
      - Teraz mojej  onie wieszczb  obja niaj – powiedzia  ksi

.

     - Przy wszystkich? - Brozno jeszcze próbowa  jako  si  z obja niania wywin .
     - Gadaj przy wszystkich – powiedzia  ksi

 – to  sami swoi.

     Broz o wzi  par  g bokich oddechów. Arsenna,  by  mo e,  chcia a mu dopomóc,  bo zacz a

background image

-  22  -

mówi ,  e ona co-nieco poj a z tego gadania staruchy.
    - Wiem,  e  krasa  dziewka  znaczy  pi kn   podwik  lub niewiastk .  Tedy  krasny  kur   oznacza
pi knego koguta...
     - Czerwonego koguta – poprawi  Broz o. Pi kny, to na wschodzie krasiwyj. Krasny kur mo e
oznacza  po ar. Mo e te  by  to zwi zane ze  wieceniem, ze  wiat em. Powiedzmy imi  syna –

wiat omir... Po rusku mówi  te  swiet... Jakby o nasze imi  ch opaka sz o, to móg by by

wia-

tos aw... Ale ta wieszczka czwórk  wam przepowiedzia a. Czworaczki, ksi no. To ci ki poród –
krwi mo e by   du o i ów czerwony ptak j  mo e oznacza . Jednak nic wam si  nie stanie. A i wasi
synkowie znios  poród dobrze. Czcibor zachodem b dzie w ada . Mo liwe,  e w  lady ojca pójdzie
i da si  wybra  ksi ciem wszystkich Wieletów. A mo e jeszcze wi cej. Dajmy na to – ca e mi dzy-
rzecze na zachód od Odry i Nysy 

yczan a na wschód od  aby i So awy. Wielkie rzeczy mu

przepowiedzia a wieszczka.
      - Niechby by o – mrukn a Arsenna. -  wiatos aw na wschodzie, a Czcibor na zachodzie... Jakie
na tym wschodzie ludy s ?
      - Najbli ej Polski Dregowicze, Drewlanie i Dulebowie – powiedzia  Broz o. - Rozleg e krainy,
lecz  ma o ludne. Dobre ziemie do osadnictwa.
      - Teraz dwóch pozosta ych synków – powiedzia a Arsenna.
     

- Wielka s awa na po udniu mo e oznacza  Boles awa w Krakowie – powiedzia  Broz o. Na-

tomiast w gnie dzie... To chyba o Gniezmo chodzi. Tego czwartego tam ostawicie. A nazwiecie go
Trzosik, Kaleta lubo Mieszek – one do gromadzenia oszcz dno ci s

. Kroi si  wam  sk pirad o...

      - A skrzyd em chronione? - zapyta  Siemomys .
      

- Którego  bardziej od pozosta ych ho ubi  b dziecie – powiedzia  Broz o  i ucieszy  si  w

duchu

e zmóg  tak wielki trud ku zadowoleniu wszystkich obecnych, którzy oczy mieli pospuszczane,

twarze  powa ne i zamy lone. Wierzyli w jego obja nienia?
      Przy Bro le znalaz  si  ten kap an, który ich na pocz tku przyjmowa .
     - Jestem Magnord – powiedzia  – kieruj  tutaj szko . Zostaniesz w niej przez jaki  czas – u o-

ym dla ciebie zakres kszta cenia, jeno jutro sprawdzim twoj  wiedz  i sposób my lenia.

background image

-  23  -

Rozdzia  IV

Szko a

     Oni siedzieli za sto em, dwunastu ich by o, miny mieli  yczliwe, aczkolwiek jakby z wy sza na
Broz  patrzyli. On sta  przed nimi i spodziewa  si  prze wietlenia swojej wiedzy, mo e
umiej tno ci równie , przez tych dwunastu nauczycieli szko y. Tak Magnord powiedzia  – To b

,

by  mo e, twoi nauczyciele w naszej szkole.Broz o nie wiedzia , czy chce w tej szkole zosta . Nig-
dy nie by  biernym, t pym odbiorc  darów  ycia – zawsze si  zastanawia , stara  si  dociec przy-
czyny, sposobu powstania czego  i zasady dzia ania. Poza tym – ludzie. Mo na ich podgl da ,
bada  przez zadawanie umy lonych pyta , docieka  powodów ich post powania i ich oczekiwa .
W tej szkole – na pewno – b dzie móg  zdoby  wiedz , umiej tno ci i przyzwyczajenia bogatsze
ni li poza ni . Jednak kogo mia by bada  z ludzi? Zawdy tych samych, pewno nielicznych? Zreszt
oni wiedz ,  e s   ogl dani i s uchani – tu, pewno, sami wybierani z najlepszych – oni wol  innych
bada , a siebie skrywaj ... Mo na r

 g upa, jak podpowiada  Siemomys .A nie mo na by

drzejszym ni  si  jest – m drca nie da si  udawa . - A jaki ja naprawd  jestem? - zada  sobie to

pytanie. Sta  si  ciekawy wyniku badania przez tych dwunastu, badania jego w asnej wiedzy i –
mo e – sposobu  my lenia. Postanowi  odpowiada  swobodnie – to mówi , co wie i co mu na my l
przyjdzie. Przecie go nie przymusz  do pozostania w szkole, je li on powie,  e nie chce?... A jak
wypadnie  le, to  go na pewno nie zostawi  u siebie i b dzie móg  bada  ludzi i  ycie tak samo, jak
do tej pory...  Zaraz zaczn  docieka . Magnord w

nie nabiera oddechu, by zada  pierwsze pyta-

nie.
     - Chcesz-li kszta ci  si  w naszej szkole? - na to pytanie Broz o nie by  przygotowany.
    

- Nie wiem – powiedzia  i zapad a cisza – mo e spodziewali si  od niego zachwytu na sam

my l,  e on b dzie si  móg  od nich uczy ?
     Sze ciu z tych za sto em skierowa o g owy i spojrzenie w lewo. Druga szóstka popatrzy a w pra-
wo – popatrzyli po sobie – tak si  to nazywa... Milczeli. Wreszcie zapyta  najstarszy, chyba, z nich:
     - Dlaczego ptaki lataj ? Na czym to polega?
     - Chyba wiem – powiedzia  Brozno – wszelako chcia bym zacz  odpowied  od innych wyja -
nie ...
     - B dziem s ucha  – powiedzia  Magnord – mamy dla ciebie czas.
     Broz o zacz  od tego,  e jak machnie si  dranic   (deszczu

 udart  z kloca drewna iglastego –

wbi  siekier , w szpar  wbi  klin i oderwie si  od kloca deszczu ka – niezbyt równa, lecz czasem
sposobniejsza do u ytku ni li gruba decha) skierowan  w kierunku ruchu cienk  stron , to nie czuje
si  oporu. Natomiast machni cie desk  w taki sposób, aby ca  powierzchni  rozgarnia a powietrze
stwarza wyczuwalny opór. To samo jest z wios em i wod . St d wniosek,  e powietrze ma g sto  i
mo na w nim wios owa , na przyk ad skrzyd ami ptaka. Lecz to jest tylko jeden sposób latania
ptaków – wios owanie skrzyd ami - niby ryba ogonem czy p etwami lub cz owiek nogami i r kami
w wodzie. Ptaki maj  du  si   wobec ci aru swoich ko ci, które bywaj  w  rodku puste. Lecz
bywa,  e ptak wisi w powietrzu wcale nie ruszaj c skrzyd ami. Nurek traci na niby cz

 ci aru w

wodzie i  ona go wypycha na powierzchni . Chyba pomaga w tym ludzki t uszcz, którego ka dy
troch  w sobie ma – chudym trudniej p ywa  w wodzie bez  adnego ruchu.
     - Trzymaj si  ptaków – przerwa  Magnord.
     - Zauwa

em – powiedzia  Croz o –  e jak li  le y na dnie skrzyneczki i nie ma wiatru, to li

jest nieruchomy. A jak nad skrzyneczk  przeleci wiaterek, to li  bywa podrywany w gór . Przy
silniejszym podmuchu  li   jest podrywany wysoko i porywany przez podmuch w inne miejsce.
Podobnie bywa przy wios owaniu...
     - Musisz znowu o wodzie? - Magnord przerwa  Bro le do  ostrym g osem.
     - Teraz musz , ale woda i powietrze s  do siebie podobne – ró ni  si  g sto ci , lecz wrz tek za-
mienia si  w par , która jest ca kiem do powietrza podobna.
     Rozleg  si  krótki chóralny  miech  i Magnord kiwn  g ow  na znak,  e zgadza si  na mówienie

background image

-  24  -

o wodzie.
     - Kiedy siedz  na dziobie  ódeczki i wios uj  ma ym, pojedy czym wios em raz z jednej strony

ódeczki, raz z drugiej, to  ódeczka p ynie prosto. Jak chc  skr ci  ,  to  zaczynam wios owa  jeno

z
jednej strony,  eby  ódeczka skr ci a w stron  przeciwn  do boku, przy którym wios uj . A ona nie
chce i skr ca w t  stron , z której ja wios uj ! Jakby niezgodnie ze zdrowym rozs dkiem... Zauwa -
my – li  by  jakby poci gany przez wiaterek,  ódka jest jakby poci gana przez przep yw wody  z
jednej strony, brzeg rzeki obrywa si , kiedy woda zaczyna pr dzej p yn  w korycie, p aski dach
chaty jest  atwo zrywany przez wichur  i przenoszony daleko, a stromy dach i  ciany wichurze si
skutecznie opieraj ... A skrzyd o ptaka jest z jednej strony wypuk e, czyli przy przep ywaniu
powietrza nad nim i pod nim powstaje ró nica pr dko ci przep ywu – nad skrzyd em przep yw jest
pr dszy i skrzyd o, a z nim ca y ptak, jest poci gane przez t  ró nic  pr dko ci przep ywów –
poci gane w gór ! Je eli ptak ustawi si  pod wiatr, to mo e trwa  nad tym samym miejscem na
ziemi, nie ruszaj c skrzyd ami i nie trac c wysoko ci. Sprawdzi em na  ódce, siedz c na rufie i
wios uj c podobnie jak na dziobie. Ty ódki jest te  poci gany przez przep yw –  atwo si  skr ca w
prawo, wios uj c na rufie z lewej strony   ódeczki, bo wtedy rufa jest poci gana w stron  wios a,
nadaj cego wodzie przep yw wi kszy ni li z drugiej burty.  Pozostaje jeszcze lot bocianów albo
or ów ze zmian  kierunku lotu i bez ruszania skrzyd ami. One wtedy kr

. Zapewne unosi je

powietrze, w druj ce pod gór , albo wiatr, wznosz cy si  najpierw po zboczu jakiej  góry, a potem
z rozp du, lec cy pod górk , ku niebu...
    - Fiu, fiu – powiedzia  Magnord – nie le. A co powiesz o ocieplaniu si  powietrza? Powiadaj
niektórzy,  e powietrze si  ociepla od odchodów zwierz cych, rozpuszcz  si  lodowce i morze
zaleje cz

 l du...

     - Zale y jak to rozumie  – powiedzia  Broz o. - Od odchodów powietrze mo e si  ociepla  jeno
krótko – one zaraz wystygn  i ju  b

 takie ciep e albo zimne jak powietrze.

     - Mówi ,  e te gazy, które wydzielaj  si  z odchodów tak  zanieczyszczaj  powietrze,  e ono
tworzy  nad  Ziemi   czap  i Ziemia  nie mo e si   wystarczaj co  sch adza  – u ci li  swoje pytanie
 Magnord.
      - Musia oby by  tak – powiedzia  Broz o –  e ta czapa nie przewodzi ciep a albo sama nagrzewa
si  od s

ca. Jak chodzi o z e przewodnictwo ciep a, to cieplejsze, ni li zwyczajnie, powietrze

musia oby  dotkn  powierzchni mórz i l dów. Dopiero wtedy mog yby si  rozpuszcza  lodowce.
To musia oby by  tak ciep e powietrze,  e wcale zim by nie by o ani  niegu, ani zamarzania wody.
Jeno nie wiem dlaczego gazy mia yby nie przewodzi  ciep a... Przecie one s  tak samo niewidoczne
jak powietrze. A powietrze ciep o przewodzi. Ono jest gazem i nie nagrzewa si  od s

ca. Prze-

puszcza przez siebie promienie, które dopiero Ziemi  podgrzewaj . Ciep o wychodzi z Ziemi w
gór  i przenika powietrze, przy sposobno ci je podgrzewaj c. Tedy i czapa z gazów nie mo e si
nagrzewa  od s

ca... Tego nas w szkole uczyli. Czy to nie jest prawda?

     - Dobrze – powiedzia  Magnord – uwa

 dobrze w szkole. Rzeknij jeszcze – co wiesz o  chrze

cija stwie. Mo e  porównaj je z jak  inn   religi .

     - Tego te  uczy em si  w szkole – powiedzia  Brozno – i rozumiem,  e co innego j dro chrze-

cija stwa, a co innego otoczka tego j dra. J dro jest religi  mi osierdzia dla innych ludzi i pomocy

dla biedniejszych od  nas. A otoczka jest wymys em ludzi ciemnych a zatwardzia ych w s dzie o

asnej nieomylno ci. S owianie nijak nie musieliby si  ba  chrze cija stwa. Natomiast niech ich

Bóg strze e od tych, co chc   wciela  chrze cija stwo si . Wiem,  e Niemce nawracali na
chrze cija stwo  mieczem i  wi con  wod . Na zachód od  aby i So awy, ogarn wszy naszych,
którzy przed nimi nie ubie eli – wi zali ich w jarzmach po siedmioro, chrzcili  wi con  wod , a po-
tem nabijali na miecze wszystkie siódemki w jarzmach. Po to – twierdzili – by umarli po od-
puszczeniu wszystkich poga skich grzechów i od razu do nieba poszli. Gadali potem,  e inaczej nie
mo na, bo uwolnieni z jarzma zaraz zaczn  ba wany czci , nagrzesz  i  wi ty sakrament chrztu
zbezczeszcz .
     - Od kogo to wiesz? - spyta   Magnord.
     - Od taty mojego – odpar  Broz o. - A jak chodzi o porównanie chrze cija stwa z inn  religi ...
Mo e z religi  kraju Czajna bym porówna . Tam ka dy po  mierci staje si  ubóstwiony, wszelako

background image

-  25  -

zostaje bóstwem ró nego znaczenia. Na ziemi wybiera drog  doj cia do  stanowiska duszy po

mierci. Je eli wybierze dobr  drog , czyli tsy, i wytrwa przy zasadach onej drogi, to zajmuje

po ród bóstw poczesne miejsce.Obie te religie utrudniaj    ywemu cz owiekowi robienie podst -
pów i oszukiwanie dla zdobycia wysokiego stanowiska na ziemi
     - Hmmm – powiedzia  Magnord – wró my do tego ocieplania powietrza. - Im wy ej od poziomu
morza, tym powietrze jest ch odniejsze. To by potwierdza o,  e ono nie nagrzewa si  bezpo rednio
od s

ca. Atoli w miar  wzrostu wysoko ci powietrze staje si  równie  rzadsze. Mo e ono si

nagrzewa od s

ca, lecz jest go tak ma o, i  ciep a tego nie poczujesz?

     - By em jeno w naszych górach – powiedzia  Broz o. - Tam powietrza jest dosy  do oddychania,
tedy i jego ciep o by oby czu  wyra nie.
     - Mo em ci  do naszej szko y przyj  – powiedzia  Magnord. - Ty sam postanowisz, czy chcesz
w niej zosta . Mia by  osobnych nauczycieli dla siebie samego, bo do grupy ch opców nie pasujesz.
    - Chc  tu zosta  – znowu CO  powiedzia o za Broz  zanim on zd

 nakaza  j zykowi wy-

powiedzenie zdania. Na szcz cie – tego samego – chc  zosta .

*  *  *

       Broz o  zaczyna   szko   w  tym  samym  czasie,  kiedy  królem  Niemiec  zosta   Henryk  Pierwszy  z
dy-nastii Ludolfingów. Kiedy ksi ciem Czech przesta  by  Wratys aw, a zosta  nim Wac aw,
Broz o sko czy  kszta cenie przygotowawcze i przeszed  do wy szego stopnia kszta cenia – mniej
wiedzy, mniej s ów, za to  wicze  strasznie du o. Ka de  wiczenie te  by o przedmiotem docieka
rozumowych – jakie mi nie dzia aj  podczas tego  wiczenia, co – przewa nie – czuje przeciwnik,
kiedy ci  nie trafi, jak otrz sn  si  z poczucia beznadziejno ci, kiedy ci si  zda,  e a  na tak wielki
wysi ek zdoby  si  nie mo esz. Wiele takich rozwa

 by o, lecz jeno na pocz tku ka dego

wiczenia – potem ju  tylko o wpraw  sz o, wyrobienie sprawno ci mi ni i wytrzyma

ci cia a o-

raz ducha.
     Do tych  wicze  potrzeba by o  kogo  do pary. Broz o zosta  sparowany z kim , kogo nie da o
si  nazwa  inaczej jak tylko dzieciakiem. O g ow  ni szy, chucherko ledwo widoczne, m odszy na
pewno, nie wygl da  na mocnego. Zwa  si  Niwa. Okaza o si ,  e je , zoczywszy usk adane na
kupk  ga zki je yny, mia  s uszno  – pozory myl  i mo na si  niechc co pok

, niebacznie

zlekcewa ywszy chucherko. Niwa dogania  konia w galopie i nim Broz o mrugn   zdo

 – Niwa

ju  siedzia  na ko skim grzbiecie, a ko  zdawa  si  czu  jego my li – tak dok adnie i pr dko
wykonywa   potrzebne ruchy. Podczas  wicze  szermierczych kij Broz y jeno czasem i to lekko
móg  dotkn  mikrego cia ka Niwy. A Broz o dostawa  moc pchni  i „ci ” kijem Niwy. Na
szcz

cie Broz y pr dko  i celno  dzieciaka nie sz a w parze z mas , tedy si a owych ciosów nie

by a dla trafionego krzywdz ca.  Ta si a by a jednak wystarczaj ca, by podczas nauki chwytów,
pchni  i potr ce  podczas mocowania si  Niwa obala  Broz  trzy razy na cztery zwarcia. Tak e
strzelanie z  uku nie by o popisow  dziedzin  Broz y w porównaniu z wynikami Niwy, chocia  – to
trzeba przyzna  – trafienia Broz y do figur i tarcz by yby wystarczaj ce dla u miercenia wroga,
gdyby   to strzelanie podczas  prawdziwego boju mia o miejsce. Wszystko-wszystkim, zwyczajnie
mówi c, je-dynie w d wiganiu ci arów Broz o by  lepszy od Niwy, lecz Niwa podro nie, nabierze
cia a i wte-dy – kto wie?...
     Broz o nie by  pysza kiem i umia  doceni  wy szo  Niwy – to wzbudza o szacunek i uznanie,
tedy Bro le pasowa oby zawarcie przyja ni z takim „olbrzymem”sprawno ci, zaradno ci – bo i w
budowaniu wszystkiego Niwa by  lepszy. Taki druh – lepszy ni  obcych dwóch. Broz o zagada  o
tym nie bezpo rednio. Zacz  ogródkiem.
      - Przysz o na S owian niebezpiecze stwo – powiedzia  w chwili odpoczynku pomi dzy  wicze-
niami – ten król Niemców, Henryk, jako  nie d y do zdobycia tytu u cesarza Rzymu i ca y swój po
my lunek kieruje na zdobycie naszych ziem mi dzy  ab  i So aw  a Odr  i Nys

yczan. Ujaw-

ni  nazwy marchii, czyli zamys  ich zdobycia i urz dzenia po swojemu, powyznacza  margrabiów
do opanowywania tych krain...
      - Aha – powiedzia  Niwa i zapad o milczenie.
      Nie doczekawszy si  niczego wi cej, Broz o powiedzia :
      - Nie chcesz powiedzie  – co o tym s dzisz?

background image

-  26  -

      - Nic nie s dz  – powiedzia  Niwa – ja mam by  zaradny, spostrzegawczy, pr dki, wytrzyma y i
silny. Czy masz do mnie zastrze enia? Bo mo e mnie zamieni  kto  inny i z nim by

wiczy ...

Mnie tu szykuj  na ochroniarza kogo  ode mnie  zmy lniejszego, m drzejszego. Nie b

 u ytkow-

nikiem, ja mam by  wykonawc . Mnie nawet zakazali...
     - Przecie jak tylko we dwóch jeste my, to mo em pozwoli  sobie na szczero ?...
     - Tobie nie zakazali, to sobie pozwalaj.
    - Pozwol  sobie powiedzie ,  e my lenie tylko o jednym czyni z cz owieka g ba, tedy b

 ci

przekazywa  to, o czym mnie mówi  na zaj ciach o  wiecie. Lubi  ci , a jeszcze wi cej polubi ,
je li g bem nie b dziesz.
     - Przekazuj – powiedzia  Niwa.
    - W Czechach ksi ciem mia  by  Boles aw, a wybrali Wac awa – jego brata. My jednak by my
woleli,by obrali kogo  z rodu S awnikowniców z Libic. A tych  i Wac aw,i Boles aw radzi by w

-ce wody utopi , bo potomkowie S awnika Niemców nienawidz .

     

- Wiedzia em o tym – powiedzia  Niwa i chwyci  Broz  zapa niczym chwytem,r bn  nim o

zie-mi , a potem  powiedzia ,  e to za nazwanie g bem.
     Tedy wszystko toczy o si  nadal utartym szlakiem, przy czym Niwa stawa  si  ro lejszy i nabie-
ra  cia a, a  post py Broz y ros y wolniej ni  Niwa. Zapowiada o si  chyba na uleg

 Broz y

wobec m odszego, czy co?

*  *  *

     Którego  dnia Broz  powiadomiono,  e ma si  nazajutrz rano stawi  w izbie Magnorda. Czy by
donios o si ,  e Broz o jest s abszy od Niwy?
     Z  pocz tku na to wygl da o, bo Magnord powiedzia ,  e Broz o ma przewag  nad wszystkimi
tutejszymi uczniami – jak chodzi o si  woli.
      - Ty – powiedzia  Magnord – jeste  g ównie rozumem i wol . Za  Niwa jest rozumem i uporem.
     - Jaka jest ró nica mi dzy wytrwa

ci  z w asnej woli,a wytrwa

ci  z w asnego uporu? - Bro-

o wola  si  tego dowiedzie  ni  wymy li  odpowied .

      - Wola podlega rozumowi, a upór cz sto nad rozumem przewa a – powiedzia  Magnord. - Lecz
ja ciebie w innej sprawie wezwa em. Sko czylim twoje kszta cenie. Reszta jest twoj  spraw , two-
im jakby zadaniem domowym. Jest zamys  i przymiarka, aby  ty  zosta  moim nast pc  w tej
szkole.
      - Jaaa?!  Przecie jam jest uleg y wobec... - Broz o nawet si  nie zmiesza  – by  tylko bezgrani-
cznie zdumiony.
       - Nie dzisiaj ani jutro – powiedzia  Magnord. Przypuszczam, 

 odziedziczy  po przodkach co

nadzwyczajnego. To przyjdzie z czasem, spostrze esz to  z nag a. A na razie ucz si  ludzi. Troch
pozwiedzamy teraz szko , aby  wiedzia  co-nieco o swoim przysz ym miejscu pracy.
      Magnord wsta  z zydla i poszed  przodem. Broz o drepta  za nim krok w krok, rozgl daj c si
badawczo na boki, bo wchodzili w miejsca dla niego ca kiem nowe. Schodzili po schodach. Kilka
poziomów schodów... To  to dó  wielki musia  kto  wykopa ... Zeszli do korytarza z md ym

wiat em, s cz cym si   ze styku  cian z powa . Magnord dotkn  jedynych w tym korytarzu

drzwi.
Rozsun y si  bezszelestnie i pokaza a si  wielka sala z jasnym  wiat em, cho  Broz o nigdzie nie
widzia  okna,  wiecy, kaganka, pochodni, lampki oliwnej ani ogniska.  wiat o bez  ród a jasno ci...
      - Przodkowie nam to  wiat o ostawili – powiedzia  Magnord –  wieci, cho  my nie wiemy dla-
czego. Mo e ty to kiedy  odgadniesz albo zbadasz... Tako  sucho  sama si  tutaj zachowuje, a to
jest zbudowane na ziemi bagnistej... Kurzu równie  nie ma – je li nasypiesz kupk  piasku i sobie
pójdziesz, to przy ponownych odwiedzinach ani py ku w ca ym pomieszczeniu nie najdziesz.
      Spojrzenie Broz y pad o na rz d skrzy , stoj cych pod  cian . Kilkadziesi t skrzy ?... Mo e po-
nad sto?...
      - To ksi gi – powiedzia  Magnord.
      - Stare, po przodkach – powiedzia  Broz o, a Magnord u miechn  si , jakby z zadowolenia.
     - Nie s  na wierzbowych wiciach pisane – powiedzia  Magnord. - Na glinie robiono rzezakiem
znaki i kawa ki gliny potem wypalano. Po drodze gliny nie by o i czasu na wypalanie brak o, tedy
na dzisiejszej Rusi kor  brzozow  do pisania stosowano, a u nas wierzb  – to co pod r ka i jest tego

background image

-  27  -

Du o.
      - Sk d ta droga? - spyta  Broz o. - O jej pocz tek pytam.
      Magnord usiad  na pod odze, skrzy owawszy  ydki przed sob , w czym go Broz o na ladowa .
Widocznie prze

ony szko y by  ju  zm czony, to schodzenie po licznych schodach musia o by

dla  cz owieka w sile wieku ci kim wysi kiem
     

Gdyby  si  znudzi , to przerwij opowie  – powiedzia  – w ka dej chwili b dziesz tu móg

powróci  i wszystko przeczyta , us ysze ...Wszelako – tak przypuszczam – dopiero po wielu
latach, a mo e nigdy...
        - Teraz chc  us ysze  rzeczy najwa niejsze – powiedzia  Broz o.
       - Po stworzeniu przez Boga – mówi  Magnord –  wiat nie wygl da  tak, jak teraz go widzimy.
By  jeden zwarty, wielki l d i jeden wielki ocean, naoko o onego l du. Do takiego  wiata, do
takiego l du Bóg stworzy  Praprzodków i  ich porozmieszcza  gdzie  na onym l dzie.  ydowskie
pismo nie musi oszukiwa  – Bóg móg  mie  jakowych  swoich ulubie ców i  ich Praprzodków
zostawi  w pobli u siebie, powiedzmy w jakim  cudnym ogrodzie – w raju. Owi wybra cy bardzo
Bogu bru dzili i za to nie aska ich ci giem spotyka a – a to wygnanie z raju, a to potop. Bóg mo e
chcia  tych swoich ulubie ców naprostowa , na dobr  drog  sprowadzi  ci kimi dopustami. A
przy sposobno ci i innym ludziom, albo nawet ludom si  obrywa o. Ten pierwotny, wielki l d
pocz  p ka  i wielkie jego cz ci odrywa y si ,  p yn c gdzie  na boki  po p ynnym  rodku Ziemi.
Do tej pory jest on p ynny i czasem wylewa si  w postaci gor cej, rozpalonej magmy na wierzch,
tworz c law . Niektóre cz ci, ju  pi knie urz dzone przez jakie  ludy, zosta y zniszczone – na
przyk ad przez wzajemne zderzenia, czy przez straszliwie wielkie i mocne fale oceanu, wywo ane
przez te ruchy kawa ów pral du. Na przyk ad zgin  przez to wielki ostrów bardzo dobrze
urz dzony i zagospodarowany o nazwie Atlantyda. Wszystkie plemiona s owia skie znalaz y si  na
ostrowie Hindia wraz z wieloma innymi ludami, tak e z cz ci  Germanów. Inna cz

 Germanów

znalaz a si , sama jedna – bez innych ludów, na ostrowie Greenlandia. Hindia p yn a przez wieki
wieków na pó noc, a wszystkie ludy na niej zaznawa y najpierw czasów coraz gor tszych, apotem
umiarkowanie ciep ych. Zmienia a si  na Hindii ro linno , coraz lepsze mia a warunki, coraz jej
by o wi cej. Ale Hindia jakby dogania a t  cz

 pierwotnego l du, która oderwa a si  wcze niej i

ju  by a na pó noc od   pasa  ziemskiej gor co ci.  Wreszcie si  z t  pó nocn  cz ci  prawie
zetkn a.  Kto  yw przygotowywa  si  do opuszczenia Hindii – mog o by  tak silne zderzenie,  e
trz sienia ziemi zabij  wiele ludzi,  e wielkie fale powstan  i potop,  e wulkany zaczn  wybucha .
Pierwsi, morzem, na okr tach opu cili Hindi  Czarnog owi. Osiedli na ziemi mi dzy dwoma
wielkimi rzekami i tam zak adali swoje pa stwa. Cz

 z nich dotar a nad rzek  Nil i tam osiad a.

Potem ró ne ludy z Hindii wychodzi y, przy piesza o si  wychodzenie stamt d, kiedy Hindia ju
si  zwar a z dognanym przez siebie l dem i na  napiera a, wypi trzaj c bardzo wysokie góry.

owianie wyszli stamt d mniej wi cej w czasie narodzenia Jezusa. Do rzek Wezery i Werry  szli

ponad trzysta lat. Stopniowo osadnictwo s owia skie tak si  ukszta towa o, jak to pami tamy i z
zapisów wiemy,  e z Karolem Wielkim graniczy o na zachodzie, z Bizancjum na po udniu i z
górami  Ural    na  wschodzie.  Potem  z  Greenlandii  ucieka y  coraz  to  nowe  plemiona  germa skie  i
stara y si  zabiera  ziemie S owianom. Trwa to nadal, a  my chcemy to powstrzyma .
    - Pewno podczas tych w drówek wiele rzeczy zosta o zapomnianych – powiedzia  Broz o – jak
cho by tajemnica owego  wiat a – wskaza  rozja nione  ciany i powa  izby.
     - Niekiedy to na dobre wysz o – powiedzia  Magnord. Ludzie nauczyli si  krzy owa  ze sob
ró ne ro liny i ró ne zwierz ta. Z tych  krzy ówek wyrasta y potwory. Gdyby nie wzajemne wojny
mi dzy tymi maszkarami, to ludzie mogliby by  przez w asne wytwory wyniszczeni. Niekiedy,

ydzi tak napisali, miesza  si  do tego Bóg i niszczy  stwory oraz ludzi, robi cych krzy ówki. Przez

Boga zosta y zniszczone miasta Sodoma i Gomorra. A niekiedy z tych wojen straty by y...
Czarnog owi nad Nilem zaprz gli jakie  stwory do budowy wielkich kamiennych sto ków, z

o-

nych  z  kostek obrobionych do wielko ci  i wagi, które mog  unie  dopiero dwa tuziny m ów.
Ludzie, nawet ze sto tysi cy budowniczych gdyby si  do tego u

o, stawialiby tak  budowl  par

setek lat. A stwory i ludzie z nimi – przez trzydzie ci lat, a nawet pr dzej.
     

- Chrze cijanie powiadaj ,  e my czcimy wielu bogów. Jak przekona  kogo ,  e my jeno

jednego Boga znamy? - Broz o patrzy  na Magnorda wyczekuj co.

background image

-  28  -

     - Gdyby  wiat urz dza o wielu bogów, to on nie by by taki zrównowa ony. Przy jego tworzeniu
jedna my l musia a przy wieca  – wszystko ze sob  wspó gra, wszystko si  zaz bia. Jeno ludzie,
maj cy od Boga woln  wol  cz sto szkodz

wiatu swoim brakiem my lenia o skutkach swoich po-

czyna .
     - B dzie mi wolno tu wróci , abym móg  zapozna  si  z tymi ksi gami w skrzyniach? – zapyta
Broz o?
      - Zg osisz si  wtedy do wskazanej osoby i przywioz  ci  tutaj – rzek  Magnord
      - Sam trafi  – powiedzia  Broz o.
     - Mamy tu takiego jednego, co mówi  podobnie – powiedzia  Magnord - Pójdziem do niego, by
go móg  pos ucha .
     Tym razem musieli po schodach wchodzi . Zanim doszli do w

ciwego poziomu Magnord od-

poczywa  trzy razy, a do w

ciwego korytarza wszed  mocno zadyszany. W tym korytarzu drzwi

by o wiele, a wszystkie zamykane z zewn trz na skobel. W ma ej izdebce, na wyrku z po ciel
siedzia  ch opak nieco m odszy od Broz y. By  rudy. Pod br zowo

tymi piegami mia  bia ,

yszcz

 skór .

      - Ty  zdo

 pozna  drog  z zewn trz do szko y? - zapyta  ch opaka Broz o.

     - Nie by o trudno – mrukn  ch opak. - szed em za tymi, co st d wynosili wór. Potem skrada em
si  za nast pnymi do innego miejsca. I tak cztery razy, a  rozpozna em miejsce na zewn trz – ju
tam by em, kiedy zak adali mi na g ow  worek, wprowadzaj c mnie do  rodka.
     - Jednak jeste  tutaj, a nie poza szko  – zauwa

 Broz o – powiesz dlaczego ci si  nie uda o?

     - Je li mnie wypuszcz ...
     - Mo e on st d wyj ? - spyta  Broz o, patrz c na Magnorda.
     - Je li zar czysz,  e nikomu niczego nie wypaple...
     - Zar czam – powiedzia  Broz o. - Przekaza bym go jego rodzinie z pro

 o przypilnowanie ta-

jemnicy trafienia tutaj.
   

- Ja jestem Chwa ek z Na czów – powiedzia  ch opak. By em tu szykowany na towarzysza

nast pcy  Magnorda. Zagapi em si  w znanym mi ju  miejscu i oni mnie spostrzegli. Z apali i teraz
musz  porz dek robi  po tych, co ksi g u ywaj , a na miejsce zapominaj  w

. Nie chcia em,

ale to warunek dostawania strawy, wody, pralni i 

ni. Wyjd  st d?

     - Wyjdziesz – powiedzia  Magnord – za ma o pracujesz, a za du o jesz i pijesz. T usty si   robisz
     - Wezm  go ze sob  – powiedzia  Broz o.
     Po odwiedzinach u Chwa ka Magnord  wzi  Broz  do siebie, na stole sta y owoce, wnet przy-
niesiono  niadanie, Broz o jad , bo dosta  zezwolenie, równowa ne z nakazem, a Magnord mówi :
    - Ten Na cz jest z Polski, z Kurowa. Nie mam pewno ci, wszelako zaleca bym ostro no  – jak
dot d wszyscy spotkani przeze mnie Na cze nie grzeszyli skromno ci . Byli przem drzali i
niczego im nie mo na by o wyt umaczy . To niby nic, to si  zdarza. Atoli „moi” Na cze nigdy
nikogo nie s uchali, je li ich przem drza

 im podpowiada a,  e rozkaz jest niekorzystny – oni

wtedy byli gotowi nawet na zdrad , byle ich zdanie by o na wierzchu. Chwa ek  e,  e zna drog . Ja
sam jej nie znam i nie chc  zna . Gdyby mnie wrogowie pojmali, to mogliby od znaj cego drog
wydoby  zeznanie i tu trafi ... Cz

 drogi na pewno jest przez wod  i musi by  do tego u ywana

ód . A Chwa ek nic  o   odzi nigdy nie wspomnia ... Ksi ciu Leszkowi to powiedz, ale nie sam –

przez kogo , mo e przez nibypog osk ... To bardzo m dry cz ek, Tak m dry,  e g upiego umie
uda Ty si  tego musisz nauczy . D ugo milcz zanim co   m drego  powiesz. Ja wiem,  e Na cze
niektórzy  brali  srebro  od  Niemców...  Trzeba  patrze ,  czy  który  za  du o  nie  wydaje...  To  niezbyt
zamo ny ród, który chce si  z Ma opolski przenie  bli ej Gniezna i Poznania. Nie dziw si , kiedy

 ci jacy  ludzie pomaga , strzec ci . Szko a ma swoich pomocników w wielu miejscach.

*  *  *

     Przyszli po niego w nocy. Zbrojni, ro li, oczy mieli zimne jak stal. Sam sobie za

 na g ow

podany worek. Prowadzili go, nie li, na  ód  wk adali. Wielokrotna zmiana kierunku. Po zdj ciu
worka zobaczy  jeszcze dwie osoby z zas oni tymi g owami. Kazano mu zdj  im worki. Pod
jednym schowana by a twarz Magnorda. A drugi worek zakrywa  twarz Niwy.
     - A Chwa ek? - spyta  Broz o.

background image

-  29  -

     - Kiedy mu rzeczono, e w niewol  b dzie sprzedany, rzuci  si  na stra ników i ju  nie  yje – po-
wiedzia  Magnord. - Niwa jest twoim pomocnikiem i ochroniarzem. Ja z wami nie pójd .
     - Chc  spyta  – powiedzia  Broz o – o przysz

. Czy  w tych ksi gach...

     - Tylko tyle – powiedzia  Magnord,  e ko o dziejów ma dziesi  tysi cy lat, a w ka dym obrocie
tego ko a ludzie  powtarzaj   stare  b dy, bo rzadko kto zagl da do przesz

ci. Sztuk  jest unika

starych b dów...

background image

-  30  -

Rozdzia  V

Niwa

     

Niwa sta  si  jaki  dziwny – ca kiem nie taki jak w szkole. Sam nigdy prawie nie zaczyna

rozmowy – tylko na pytania odpowiada  i to bardzo zwi le, najlepiej jak  sylab  lub jednym

owem. Pokonywali dziennie dziesi  mil (50 kilometrów), troch  wilczym truchtem,a troch  zwy-

czajnym, cho  wyci gni tym krokiem. Pr dko  wyznacza  Broz o – Niwa zawsze by  z ty u. Tylko
czasem Niwa mówi ,  e musi na chwil  skr ci  w bok, albo pobiec do przodu. Broz o podejrzewa ,

e te kawa ki kory sosnowej z garstk  poziomek, malin lub buczyny s  sprawk  Niwy. Broz o

powiada  – dajmy na to –  e przy najbli szym ruczaju lub strumyku stan  na obiad, dochodzili do
strumyka,  a  tam,  na  polance  –  kora  z  owocami  lub  orzeszkami...  Broz o  mówi   –  we my  dla
przyk adu –  e przy strumieniu jakim  b

 musieli na nocleg stan , cho by to mia o by  przed

po udniem, bo trzeba nogi wywietrzy  i wymoczy , odzie  z potu wysuszy . Niwa powiada  swoje:
- Musz  do przodu, bieg  sobie, wkrótce powraca  i powiada ,  e znalaz  niez e miejsce nad rzek ,
gdzie si  da odzienie wypra  i wysuszy  i samemu wypluska , a wnet to miejsce znajdowali, a tam
owe kawa ki kory z le nymi po ytkami i  sporo drew na ogie  zdatnych.
         

Je li  to  nie  Niwa,  to  kto?  Mo na  by o  cjchcem  za  Niw   pod

  i  podpatrze ,  wszelako  –

prawd  rzek szy – to nie mia o jakiego  zasadniczego znaczenia, bo sz o o ma e rzeczy. Czy to wa -
ne – kto? Mo e Niwa, mo e krasnale, mo e jakie  dobre duszki?... Zreszt  wkrótce si  okaza o,  e
musieli by  jacy  pomagacze, chc cy si  przys

 w drowcom. Oto wieczór si  zbli

, Broz o

zaczyna  si  rozgl da  za sposobnym miejscem na wieczerz  i nocleg, kiedy naraz Niwa dostrzega
w lesie jaki  odblask  wiat a i namawia , by sprawdzi  – co to tak  wieci. Szli sprawdzi  i znaj-
dowali p on cy ogieniek i warz

 si  nad nim kasz  ze skwarkami ze s oniny. Albo ognisko,

posi ek i sza asik na nocleg sposobny....  A par  razy znale li obok przygotowanego stosu drewna
przygotowany do pieczenia udziec m odej sarny. Innym razem znale li kawa  przyprawionego do
pieczenia, nadziany na ro en kawa  dziczego karku – tylko ogie  zarzec i obraca  kark nad p omie-
niami. Mo na si  by o potem zastanawia , czy lepszy jest pieczony dzik, czy te zaj ce sprawione,
przygotowane do pieczenia...
     Sta o si

atwe do przewidzenia,  e po doj ciu do szerokiej rzeki, kiedy trzeba b dzie znale  si

na jej przeciwleg ym brzegu, napotka si  – przypadkiem – hmm.., jakiego  m czyzn  z  ódk ,
który – przypadkiem – wybiera si  na drugi brzeg i potrzebuje dwojga ludzi do obci enia  ódki, bo
on nie lubi, gdy mu dziób  odzi za wysoko nad powierzchni  wody sterczy... Broz o ju  nawet brwi
ze zdziwienia nie podniós , kiedy – doszed szy do go ci ca – natkn li si  na dwa uwi zane do
krzaka leszczyny wierzchowce z u dzienicami i siod ami. Po pewnym czasie, zrobiwszy tego dnia
ponad dwadzie cia mil, musieli skr ci   w puszcz , bo go ci ca jako  nikt nie nakierowa  w dob-
rym dla nich kierunku. Wtedy Broz o,  uwi za  oba konie przy krzaku leszczyny i wiedzia ,  e kto
o nie zadba. Jeden raz – nawet wóz si  trafi ... Akurat Broz o pi

 sobie obtar  i  musia by par  dni

odpoczywa , bo otarcie  atwo przemieni  si  mo e w ran  i wtedy o podró owaniu pieszo nie ma
mowy. Niby pewno ci nie by o – to wszystko mog y by  prawdziwe przypadki. Mo na to by o
sprawdzi ,  ami c sobie, na przyk ad, nog . Je eli wtedy trafi by si  lekarz i powóz, to ju

tpliwo ci  adnej by nie by o. A  takiej próby sprawdzaj cej nikt nie zamierza  zrobi , atoli

przyjemnie by o pomy le ,  e ma si  na zawo anie dobre duchy, strzeg ce podró nych, a przy boku
opieku czego towarzysza, któremu pieczone go bki same wlatuj  do g bki. Przypuszczalnie to on
by  tym szcz ciarzem, którego nie omija y szcz liwe „przypadki”, to on – znikn wszy na troch  –
napotyka  owych pomocników i zleca  im wykonanie pos ugi w imi  Magnorda.
    

Niwa zacz  si  po takich odpoczynkowych dniach na wozie lub na koniu zachowywa  jak

siódme nieszcz cie – skrzywiony by , je  nie bardzo móg ,  le sypia .
       - Chory ? - spyta  Broz o.
      - Nie zrobi em dzisiaj  adnych  wicze . Rdzewiej  od bezruchu – powiedzia  Niwa. Jutro bym
przebieg  z pi  mil, odpocz  przy obiedzie i znowu pi  przebieg . Ale musz  ciebie pilnowa ...
       - To ja przebiegn  si  z tob  – ofiarowa  swój udzia  Broz o.
      

Nazajutrz 

owa  tej ofiary – sam sta  si  ofiar . Gdyby kroki, chody konia nazwa  st pem,

truchtem, wyci gnietym k usem, lekkim galopem i wysilonym galopem oraz cwa em, to jego w as-

background image

  -  31  -

ny bieg, który wy wiczy  w szkole by by wyci gni tym k usem a bieg Niwy – wysilonym galopem.
Na dwa susy Niwy Broz o musia  robi  swoje trzy kroki. Tak samo by o z liczb  i g boko ci
oddechów. Niwa oddala  si  od Broz y, chocia  ten stara  si  biec tu  za nim. Jak e ch tnie Broz o
napotka by teraz jaki  „przypadkowy” wóz... Wreszcie z gard a Broz y wyrwa  si  okrzyk:
     - Niwa!. Zaczekaj! To dla mnie za pr dko!
     Reszt  dnia Broz o bieg  jako pierwszy. Mia  wy wiczony wilczy trucht – bieg d ugotrwa y, z
ustalonym rytmem serca i oddechu, ma o si  zu ywaj cy. Niwa najwyra niej mia  wy wiczony
galop ma o wysilony, dla niego odpowiedni, te  nie zu ywaj cy jego zapasu si . A wieczorem
Broz o wzi  Niw  na spytki. Dowiedzia  si ,  e Niwa  wiczy  w szkole od male ko ci, a ponadto
pochodzi z plemienia Wilków, szczegó owiej mówi c z od amu tego plemienia pod mianem Luci-
ców.
      - To rodzaj zakonu – powiedzia  Niwa. O enek nast puje po czterdziestce, a wcze niej zamiast
mod ów s

wiczenia cia a. Lucice s  jednak znacznie s abi od innego od amu Wilków – od

Lutyków. Lutyk my li jeno podczas walki – jest bardzo skutecznym narz dziem w boju, zasadzce,
w ochronie. Poznasz go po warkoczykach – w osy strzy e co dziesi  lat, a odro ni te poni ej
barków zaplata w liczne, cienkie warkoczyki. No i po zaro cie mo na pozna , bo goli si  jeno
cztery razy w ci gu dwunastu miesi cy – dwa razy podczas równonocy, raz przy najd

szym dniu i

raz przy najd

szej nocy. Szkoda,  e nie jestem Lutykiem. Mia by  wtedy ochroniarza nad

ochroniarzami. Ja si  staram Lutyków na ladowa  w my leniu – poza chwilami walki ma by
oboj tno ,  sen  albo   wiczenia.
         - Powiadasz  od  male ko ci  w  szkole...  -  Brozno  by   zamy lony    –  Czy  ty  jeste   synem  Mag-
norda?
      - Nie zgad

 – powiedzia  Niwa – wszelako bardzo tego 

uj , Magnordowi przyda by si  syn,

bo on od dawna wdowcem jest  i pewno samotno  mu dokucza.
      - To mo e do niego wrócisz? - spyta  Brozno.
    - Nie adnie czynisz – powiedzia  Niwa – w szkole móg bym tob  za kpin  waln  o pod

e,

teraz mam ciebie ochrania  i musz  bez niczego puszcza  p azem twoje docinki. K ad my si  spa ,
bo jutro od rana biegniesz. Nie mo em  limaków na ladowa , bo zima nas w drodze zastanie, a
sposobnej odzie y nie mamy.
      - Przecie wiadomo,  e podrzuc  - mrukn , ju  usypiaj c, Broz o.
      Rano Niwa dowiedzia  si  o zmianach w przebiegu podró y – po  niadaniu Broz o b dzie biec
do po udnia, a Niwa zostanie i odb dzie swoje  wiczenia. Broz o przygotuje obiad, Niwa akurat
dobiegnie, a  po obiedzie pierwszy wyruszy  i  wieczerz  oraz nocleg przygotuje.
     - Nie godzi si , bym zostawia  ciebie przypadkom na po arcie – obruszy  si  Niwa, lecz spoj-
rzenie Broz y musia o mie   du y ci ar gatunkowy, bo Niwa powoli jakby mi

, waha  si , w

ko cu r

 machn  i powiedzia ,  e b dzie pos uszny.

     

Nast pnego dnia droga pokonana do obiadu by a dziwnie krótka – mo e ze dwie mile. Niwa

dobieg  kiedy obiad by  gotowy. Podczas obiadu powiedzia ,  e do wieczerzy pokona nakazany
odcinek drogi, wi c  eby si  Broz o nie zdziwi , i  dotrze na wieczerz  gdzie  w  rodku nocy, a ju-
tro  ca a nakazana droga musi by  te  pokonana, wi c zostanie zbudzony na d ugo przed  witem.
Krótko po obiedzie Niwa ruszy  swoimi d ugimi susami na wschód. Za  Broz o usiad  przy dopala-

cym si  ognisku i czeka . Je li si  nie pomyli , to powinien si  doczeka . A je li pope ni  w

my leniu omy

, to Niwa pojawi si  przy nim nast pnego  dnia z samego rana.

     

Doczeka   si . Niedaleko trzasn a ga zka – znak d wi kowy og aszany  wiatu: przechodzi

ci ki stwór i nieopatrznie nadepn  na suche drewno. Przez  przerwy mi dzy pniami drzew i przez
ga zie wida  by o chybotanie si  odgarnianych na boki ga zek sosenek z samosiewu. Wreszcie
da o si  zobaczy  cz owieka - szed  nie kryj c swojej obecno ci, tedy nie wróg. Podszed  do resztek
ogniska. Pozdrowi .
      - M odo  jest zawzi ta – powiedzia  – wybaczcie Niwie i nam – trzeba m odych szkoli , a przy
was Niwa wiele skorzysta.
      - Potrzebuj  konia wierzchowego – powiedzia  Brozno.
    

Przybysz gwizdn ,  zatupota o, trzaska o  wiele ga zek.  Nadbiega y dwa osiod ane konie  z

dzie

background image

-  32  -

nicami,
     - Je li pozwolicie, b

 przy was – powiedzia  przybysz – tak b dzie  atwiej ni  kry  si  w od-

daleniu i w g szczu. Jeno Niwie nic nie powiadajcie – niech smyk s dzi,  e radzi sobie bez b du.

*  *  *

    Dym ogniska da o si  wyczu  z daleka. Przybysz zabra  konie, a  Broz o poszed  ten kawa ek
pieszo. Piecze  nad ogniem pachnia a przyjemnie. Niwy nie by o. S ycha  by o ciurkanie strumyka.
Gdzie  za drzewami?..
    Poszed  w kierunku tego ciurkotu. To by  rodzaj staweczku, do którego strumyk wpuszcza  swoje
wody z wysoka, a wypuszcza  kr

 nitk  nieco poni ej. W stawku naga posta  czesa a swoje

mokre w osy grzebieniem o rzadkich z bach. Br zowy grzebie  by  chyba z szylkretu. Albo z
szyldkretu – to wszystko jedno – jedni tak mówi , inni nie tak... Ta posta ... Niwa by a
dziewczyn !

background image

-  33  -

Rozdzia  VI

Tajemnice

     Siedzia  przy ognisku nieruchomo, jakby kij po kn . S ysza ,  e nadchodzi, powinien si  chyba
odwróci , a jednak nadal wpatrywa  si  w p omyki ognia i zastanawia  si  – co powinien
powiedzie , albo – co powinien zrobi . Magnord musia , chyba, wiedzie ,  e kszta ci podwik ? Czy
mo liwe by o ukrywanie p ci osoby kszta conej w szkole  przez wiele lat?
      - Spostrzeg am,  e podgl dasz – us ysza  – i wtedy si  odwróci . Patrzy  z przyjemno ci . Nare-
szcie poj  dlaczego chcia  w szkole przyja ni z Niw  – musia  czu  przez skór ,  e Niwa jest
jedynym wyj tkiem, od którego móg  bez wstydu i z

ci odbiera  ci gi podczas  wicze  – on po

prostu  potrzebowa  blisko ci z niewiast , czy niewiastk , albo cho by z podwik . Porzucony przez
Je yn  znalaz  ciep o niewie cie u O anki, lecz to nie by o co , co on sam wybra , to by o co
ofiarowanego prze O ank  mo e z lito ci, co  zast pczego. Co  takiego – gdyby to do jedzenia
przymierzy  – jak otr by i chleb z mas em. Otr by te  da si  zje  i nawet trzewia zapchaj ,
wszelako ich smak i smak chleba posmarowanego mas em... Kto tego nie czuje, kto nie zna ró nicy
– niech spróbuje otr b.
      - Nie podgl da em - powiedzia  – ja nie wiedzia em i szed em jak do ch opaka.
     - Widok mo liwy do zniesienia? - spyta a niby to oboj tnie, lecz zalotne spojrzenie mówi o,  e
to oboj tno  udawana.
     

- Jeste  pi kna i zgrabna – powiedzia  – atoli  swoimi  wiczeniami zepsujesz sobie wygl d.

Mnie nie podobaj  si  kanciaste niewiasty.
     

- Ale  si  napatrzy  – u miechn a si  kpi co - do dwudziestego pierwszego roku  ycia ani

jednej nie ogl da

 bez odzienia. Dopiero teraz. Dopiero mnie. Nie masz porównania.

    

- Wyobra nia podpowiada... Chcesz nadal mnie ochrania , czy wracasz? Magnord... Ty  jego

córk ?
     - Tym razem trafi

. Je li wróc  i si  wyda, to on b dzie wyrzucony, a mo e jeszcze jaka wi -

ksza kara b dzie mu wymierzona. Chcesz tego?
     - Jakbym chcia  ciebie za  on , to od ciebie nie odejd  do szko y. A mam, pono, by  nast pc
Magnorda. To si  wcze niej czy pó niej wyda. Ja bym ciebie zabra  do szko y.
     - Niekoniecznie musia oby si  wszystko wyda . Zwierzchnika nikt nie zapyta  o ojca jego  ony.
Zreszt  – zwierzchnik mo e nie chcie  odpowiada  na pytania. A po wtóre - sk d taka my l w tobie
o o enku ze mn ?
     - Sama mówisz,  e innej nie widzia em. Lecz nie odpowiedzia

 na  pytanie o ch  ochraniania

mnie.
     - Bardzo chc  – powiedzia a g osem zd awionym, jakby jej w asne serce utrudnia o mówienie,
zatykaj c wzruszeniem gard o.
      - Tedy koniec z twoimi  wiczeniami. Lekkie przebie ki, przechadzki, zwyczajna praca codzien-
na... Masz szesna cie lat. Za dwa – trzy lata moglibym si  zwi za .
      

- Wykonam polecenie – powiedzia a Niwa – zaprzestan

mudnych  wicze . Jednak prosz ,

by  nikomu nie zdradza ,  e wiesz... Potem si  gdzie  zaszyjemy i dopiero wtedy mnie poka esz,
kiedy ju  b dzie mo na tacie mojemu nie zaszkodzi . Dobrze?
      - Dobrze. Za atw na jutro wóz kupiecki. Mo e by  na pó niej, to sobie tu odpoczniemy, poga-
damy o Polsce...

*  *  *

      Odt d podró owali wozem, wioz cym „na sprzeda ” bro  i uzbrojenie. Wóz by  zaprz ony w
par  ci kich koni, ko o niego zawsze kr ci y si  trzy konie wierzchowe pod uzbrojonymi je

ca-

mi. Broz o opowiada  Niwie o prawdopodobnych rzeczach,które mog  w Polsce zasta  i o ludziach,
przed którymi b dzie trzeba strzec ich wspólnej tajemnicy. Najpierw ojciec i O anka. Potem ksi
Siemomys , Arsenna, ksi

 Leszek i ksi na Gizella. A nade wszystko – czterech synów Arsenny i

Siemomys a.
     

- Bolko, Czcibor,  wiatos aw i Mieszko maj  po siedem lat   - powiedzia . - Uczy em si  o

zachowaniu dzieci z porodu wielorakiego. Wygl da na to,  e z czterema czartami b dziem mie  do

background image

-  34  -

czynienia.  Tylko im nie pokazuj chwytów  i  rzutów,  bo ca y  wiat   do góry nogami
powywracaj .
A jak pob dziem troch  w Krakowie, to do Lubyczy pojedziem, bom tam jeszcze nigdy nie by .
Tato mój dosta  to od ksi cia Leszka  jako  dobra, przys uguj ce  wodzowi dru yny.  Ty  do
dru yny  nie b dziesz mog a, bo tam co par  dni wspólna 

nia dla oddzia u... Chyba  eby na jak

wypraw  wojenn ....
     Tak sobie gaworzyli podczas  podró y, jeno ranki i wieczory po wi caj c na  wiczenia cia a. On
coraz bardziej si  upewnia ,  e Niwa mu si  podoba i chcia by z ni  by , chcia by stanowi   z ni
ten rodzaj wspólnoty nakazywanej przez pisma chrze cijan – i odt d b

 stanowili jedno cia o i

jedn  dusz . Bynajmniej nie zamierza  popuszcza  cugli swoim pop dom, nie mia  zamiaru da
rozpasa  si  jakiemu  po daniu cielesnemu – uzna ,  e Niwa jest za m oda na ci

 i dziecko, a to,

podczas zaspakajaniu nieujarzmionych chuci zawsze mog o si  zdarzy . Ona z dawna marzy a o
kim  takim jak Broz o. Nie by a jednak pewna, czy w

nie o nim samym, czy jeno o kim  do niego

zbli onym usposobieniem i wygl dem. Jej niewie cia natura i chcia aby, i nie chcia a – wola aby
raczej poznawa  innych, porównywa , poprzebiera  jak w ul ga kach, poczeka  na samoistny
wzrost pot gi uczucia... Gdyby on chocia  poca owa ... On na pewno jej nie mi uje?... Gdyby
mi owa , to przynajmniej za r

 by trzyma , kiedy id  sobie przez puszcz  i nikogo o mil  od nich

nie u wiadczysz... A on – nic...
     

Przed samym Krakowem poprosi a jeszcze raz, by jej p

 pozosta a dla innych tajemnic , bo

je li si  wyda, to wnet wszyscy naoko o zaczn   ich dwoje uznawa  za narzecze stwo, prze miechy
si  zaczn ,  e ona do niego lgnie i nie opuszcza go ani na pó  kroku... On si  zgodzi , a powinien
og osi  swoje mi owanie i  danie zawarcia ma

stwa. Có  – pomy la a – on nie kocha.

     Wjechali pod Wawel jako dwaj m czy ni, z których nieco ni szy by  ochroniarzem nieco mo-
carniej wygl daj cego. Kiedy wysiedli, wóz i towarzysz cy mu woje ruszyli dalej i wnet tylko
zanikaj cy turkot kó  po nich pozosta  –  lad s yszalny, lecz niewidzialny.

*  *  *

      Mówi si  o tajemnicy Poliszynela. Poliszynel jednak ró ne rzeczy jako tajemnice przedstawia .
Najcz ciej „ujawnia  tajemnice” w rodzaju,  e w

nie jest dzie , bo  wieci s

ce, lecz nikomu o

tym nie mówcie, bo lepiej  eby to wiedzieli jeno wybra cy. Wszelako zdarza o mu si , mo e bez-
my lnie, i rzeczywiste tajemnice ka demu powtarza . Ka demu kto chcia  s ucha  i ka demu, kto

ucha  nie chcia .  I ka demu przypomina  – nie rozpowiadaj! W ko cu nikt do gadaniny

Poliszynela nie przywi zywa  wagi, wi c on pokaza  sposób na zachowanie tajemnic prawdziwych
– nale y je powierza  Poliszynelowi, lub komu  do niego podobnemu i niech e on sobie trajkocze
gdzie chce i komu chce – nikt nie zauwa y,  e powiedzia  co  naprawd  znacz cego. A nawet jakby
si  w kim  podejrzenie zrodzi o,  e us ysza  co  wa nego, to machnie r

, bo us ysza  od

Poliszynela...
     Stra nikom ani si  nie  ni o wpuszczanie jakich  tam dwojga m okosów do osobistych komnat
ksi cia Siemomys a albo ksi nej Arsenny. Tylko dzi ki wymownemu spojrzeniu Broz y dowódca
stra ników poradzi  Bro le, aby si  zg osi  nast pnego dnia rano. Wtedy ksi

 z ma onk  b dzie

przyjmowa  skargi prostych mieszka ców Ma opolski. Wprawdzie zapisy s  z wyprzedzeniem
miesi cznym, ale je eli Broz o mówi prawd  i jest rzeczywi cie z ksi ciem spokrewniony, to poza
kolejno ci  na pewno zostanie przyj ty.
     Boga  tam! Czekaliby na przypadkowe spotkanie gdzie  na rynku lub na paradzie dru yny, któ-
rej ksi

 z ma onk  raczy by si  przygl da  i zaciekawi oby go machanie r kami tych dwojga,

zanim stra  wtr ci aby, podejrzanie wymachuj cych, daj cych jakie  znaki – mo e zamachowcom,
do najciemniejszego lochu. Jednak i tym razem Broz o nat

 wol , spojrza  na pokojowca, ten

podszed , wys ucha  i kaza  stra nikom wpu ci  na samym pocz tku przyj .
     

Po wej ciu do komnaty Broz o zobaczy ,  e ksi na Arsenna nic nie straci a ze swoich powa-

bów. Trwa y jeszcze przygotowania do  usadzenia ma onków, stawiano krzes a z oparciami i
wy ció

 – jakby rodzaj tronów. Nia ki przekonywa y czterech ruchliwych otroczków do

opuszczenia komnaty, bo to nie zabawa – tu b

 doro li i b

  bardzo nudne rzeczy mówi .

Spojrzenie Arsenny pad o na wchodz

 Niw .

      - Zobaczcie, ch opcy – krzykn a – ciocia Niwa przyjecha a do was!

background image

-  35  -

      Cztery pary oczu nieufnie spojrza y na m skie odzienie Niwy i  musia y nakaza  czterem parom
nóg ca kowity bezruch, bo przecie malcy nie mogli w mgnieniu oka przyrosn  do posadzki.
     - Ale , Przylepeczko – powiedzia  Siemomys  – to  dwaj m owie weszli. Gdzie ty t  cioci  wy-
patrzy

?

     - To jest Niwa – upiera a si  Arsenna. - A ten wy szy, to pewno jej narzeczony. Ale zi cia sobie
Magnord wybra ! Prawda, Niwa,  e to twojego taty  znalezisko?
      Broz o znów musia  si  uciec do pomocy si y swojego spojrzenia. Tym razem posz o mu  atwiej
i pr dzej,widocznie prawdziwe jest powiedzenie, e  wiczenie wiedzie do mistrzostwa. Arsenna  na-
tychmiast zamkn a usta  i przymru

a oczy. Broz o powiedzia  swoje imi  i  powiadomi ,  e przy-

bywa zza granicy, gdzie uczy  si   w szkole.
      - Ach, to ty – ucieszy  si  Siemomys . - Znasz jakie  obce j zyki? Niemiecki potrzebny i  acina.
Uczy

 si  o podatkach?  Bo mam tu go ci i szukam kogo , kto by im wyja ni  dlaczego u nas nie

ma podatków. Z nieba mi spad

. A tym czterem urwisom piastun potrzebny. We miesz ich po

postrzy ynach?  Do  szko y  dopiero  za  miesi c,  a  nauczyciele  teraz  wolny  czas  maj ,  bo  letnia
przerwa w szkole. Aha, postrzy yny pojutrze. Ale wszystko przygotowane i ty ich dopiero po
postrzy ynach...
      - Wola ksi cia – wola narodu – powiedzia  Broz o.
     Potem nie mo na by o niczego innego robi  oprócz wyja nienia  czworaczkom, czy Niwa jest
wujkiem, czy te  cioci . Ostatecznie rozwi zanie znalaz  Broz o, a Niwa je uprawdopodobni a.
     

- We cie pocz tek ze s owa wujek i pocz tek ze s owa ciocia – powiedzia  Broz o. - Czy nie

wychodzi  wam,  po  po czeniu  tych  dwóch  pocz tków,  s owo  wuj-cio?  To  jest  w

nie  Niwa  –

jakby wujek i ciocia w jednym s owie. Wujcio.
       - Ja wam opowiem baj  o zaczarowanej ksi niczce, która raz niewiastk  by a, a drugi raz m o-
dzianem    prawie tak  dzielnym,  jak  wy  wszyscy we  czterech razem  –  ta  obietnica  Niwy  wywo

a

kolejne chwile bezruchu czteroosobowej watahy m odzików prawie tak samo dzielnych, jak ów
bajeczny m odzian i dziewica w jednym ciele. A potem cztery dzieci ce r czki wyci gn y si  ku
Niwie i pad o chóralne wezwanie kwartetu w stron  Niwy:
      - Chod  opowiada ! Wujek Broz o te  niech idzie.
     Przebiegli doro li uznali to wezwanie za wtr cenie si  Opatrzno ci w wyj cie ch opców z kom-
naty  i byli bardzo zadowoleni. Przebieg e czworaczki postanowi y da  Niwie i Bro le zadatek za
bajk  i zap at  za wyja nienie m tnego pomieszania wujka i cioci w jednej osobie. Dwóch wiod o
za r ce Niw , dwóch prowadzi o z ty u Broz . Potem nast pi o czujne rozgl danie si  malców, mu-
sieli widocznie uzna ,  e czujno  by a wystarczaj ca, bo bez wysi ku ods onili dwie ruchome
deski w jednej ze  cian korytarza i wszyscy sze cioro weszli w korytarzyk dodatkowy, a lu ne deski
zosta y starannie w

one na poprzednie miejsce. Cztery paluszki na czterech wargach wystar-

czaj co powiadamia y Niw  i Broz ,  e teraz trzeba milcze  i zachowywa  si  tak cicho, jak mysz
pod miot , gdy kot nieopodal czatuje.  Wypada o zaufa  przemy lno ci ch opaczków, którzy –
zapewne – sprawdzili,  e z korytarza nikt nie zauwa y zmiany po

enia desek w  cianie. Zreszt ...

Bawi  si  ch opi ta, tedy odkrycie przez doros ych dzieci cych odkry  ró nych zau ków nikomu
zaszkodzi  nie mo e...
      Korytarzyk by  d ugi a w ski. Czterech malców w pewnej chwili rozproszy o si  przy jednej z
jego   cian . Zosta y odsuni te cztery malutkie klapki. Broz o i Niwa zostali przywo ani ruchami r k
do tych klapek i na ladowali malców w przyk adaniu oka do otworu powsta ego po usuni ciu
przeszkody dla wzroku. Te cztery otwory pozwala y widzie  wn trza czterech komnat. Komnaty
by y puste, tedy malcy pozwolili sobie na szepty.
      - Wszystko wida  i wszystko s ycha  – szept kwartetu doszed  uszu Niwy i Broz y.
     - Prawda,  e o tym nikomu nie wolno mówi ? - odszepn a Niwa, a cztery paluszki na wargach
potwierdzi y przypuszczenie „wujcia”.
      - To b dzie nasza wspólna tajemnica – wyszepta  Broz o i przy

 palec do warg.

      - I to,  e ja jestem przebrana za ch opaka – doszepta a Niwa, k ad c palec na wargach.
      W przypadku Niwy i Broz y ta obietnica zosta a z

ona nader uroczy cie, bowiem oni musieli

przy tych ods oni tych klapkach kl ka  – najwidoczniej otwory zrobiono dla niskich wzrostem lu-

background image

-  36  -

dzi. Albo dzieci.

*  *  *

     Sala posiedze  i odpraw zdawa a si  p ka   w szwach od t oku w niej panuj cego. Tylko ksi
Siemomys , jego ochroniarze i Broz o oraz jego ochroniarz, Niwa, mieli jaki - taki luz. Ale powie-
trze bardzo si  zag ci o i stara o si   da  obecnym do zrozumienia,  e duchota mo e zosta  zmniej-
szona przez otwarcie okien na sierpie , gotowy do poratowania wn trza swoim oddechem – te
ciep ym, ale  wie szym.
     Broz o stara  si  przedstawi  ujemne strony ró nego rodzaju podatków. W dialekcie Sasów znad
morza, czasami wtr caj c  zwroty j zykowe Sasów, przesiedlonych niegdy  przez Karolingów, nie
zostawia  suchej i czystej nitki na materii podatku od czego . Niwa pracowicie i dok adnie t uma-
czy a wywody Broz y na j zyk Polaków.
     - Powiedzmy podatek od posiadanego maj tku – mówi  Broz o.- Je eli maj tek nie b dzie pom-
na any, to po pewnym czasie ulegnie zmniejszeniu. Wtedy od mniejszego maj tku w adca dostanie
mniejszy podatek. Dojdzie do tego,  e ów podatek tak bardzo zmaleje, i  dla w adcy przestanie si
liczy  – koszty dopilnowywania podatnika,  ci gania i liczenia podatku stan  si  wi ksze ni li sam
podatek . Przewa nie maj tki s  pomna ane, lecz mo na sobie wyobrazi  srog  zim , powodzie,
susze i inne kl ski w naturze, które doprowadz  w adc  do  g odowania i  proszenia o go cin  tego
poddanego, któremu jeszcze co  zosta o. Rzadko taki stan si  zdarza, lecz jego mo liwo  wykazuje

dno  za

enia, i  wielko  podatku powinna by   zale na od wielko ci posiadanego maj tku.

Taki podatek mo e równie  doprowadza  do n dzy poddanych, czyli podatników. Powiedzmy,  e
bogacz zrobi  du e zakupy, wzi  po yczki, bo mu si  zdawa o,  e wielka korzy  i pomno enie
jego maj tku nast pi, dzi ki jego wielkim wydatkom. A  tu odwrotno  od spodziewa  nasta a. Je-
go maj tek jest nadal wielki, powinien zap aci  olbrzymi podatek, a on miedziakiem nie  mierdzi i
nie ma  adnego dochodu... Zap aci podatek?...  W adca mo e mu za kar  zabra

ycie, lecz z tego

nawet cesarz si  nie wy ywi.
     Tedy mo na wprowadza  podatki od dochodu – im wi kszy dochód, tym wi kszy podatek. Niby
sprawiedliwie... Lecz pos

my si  tym samym przyk adem wielkiego bogacza, który wiele wydaje

dla pomno enia maj tku. Niby dla w adcy rzecz korzystna, bo jak maj tek bogacza si  pomno y, to
i jego dochód wzro nie, tedy wzro nie te  podatek dla w adcy. Ale

zanim wzro nie?... Bogacz,

czy biedak mo e wiele wydawa  dla pomno enia w asnego dostatku, przez co ma mniejszy dochód
i p aci mniejszy podatek. Jak d ugo wytrzyma to w adca? Chyba,  eby si  podatnikom nie
pozwoli o wydawa  na utrzymanie siebie i rodziny przy  yciu. Ba, wtedy wszyscy umr  z g odu i
podatków  nie b dzie mia  kto p aci . Mówi ,  e jak bogacz wyda dla swojej korzy ci, to kto inny

dzie mia  z tego dochód i zap aci podatek z pieni dzy od bogacza uzyskanych... Otó

niekoniecznie. Przez jaki  czas wszyscy podatnicy mog  pozostawa  bez dochodu... Jak d ugo
wytrzyma w adca bez podatków od dochodu, bo nikt dochodu nie ma i nikt podatków nie zap aci?...
     

Ju  w Rzymie staro ytnym zauwa ono i wyliczono,  e najkorzystniejszy jest podatek, zwany

pog ównym – ka dy p aci jednakowej wielko ci podatek od swojego istnienia i  ycia. Ten podatek
nie mo e by  wielki, bo ubogi nie b dzie móg  go zap aci  i  zacznie rabowa , kra , kiedy mu
zabior  wszystko, bo pog ównego nie zap aci . Pog ówne zach ca do zarobkowania, bo wszystko,
co podatnik zarobi ponad pog ówne jest ju  jego i w adcy nic do tego. Op aca si  zdobywa
maj tek, op aca si  mie  du y dochód, bo od tego nikt nie wylicza podatku. Pog ówne jest jeszcze z
tego powodu korzystne, i  jest to jakby rodzaj sk adki na co  – na utrzymanie obro ców granic, na
szko y, na drogi... Powiadaj  niektórzy,  e pog ówne krzywdzi biedaków a daje korzy  boga-
czom... Ja bym takich g upków spyta  – czy bogacz mo e zje  kilka razy wi cej ni li biedak? Czy
bogacz rzeczywi cie mo e bez ko ca wszystko sobie kupowa ? Czy bogacz nie musi z innymi
bogaczami walczy  o utrzymanie si  na wysokim szczeblu znaczenia po ród innych ludzi? Musi.
Ka dy to widzi i wie. A jak on walczy? Ano w ten sposób,  e daje ludziom prac  i zarobek, aby
wytwarzali dla niego coraz wi cej rzeczy i to rzeczy lepszych od tych, które robi  pracownicy
innych bogaczy. Rzecz jasna – te wytwory, te wyroby id  na sprzeda , a dochód nie mo e by
gromadzony w skarbcach, bo tam ukryty nie powoduje pomno enia maj tku bogacza. Z tego
wywodu wida ,  e podatek pog ówny mo e si  przyczynia  do rozwoju gospodarki.

background image

-  37  -

       Od staro ytno ci wiadomo,  e t umi rozwój tak zwane accissio. Niektórzy  to   aci skie  s owo
wymawiaj  akcyzjo. Oznacza ono podatek od czego , nak adany ot tak sobie – ni z gruszki, ni z
pietruszki. Mo e spe nia  po yteczn  rol , kiedy jakich  rzeczy jest w kraju nadmiar. Powiedzmy
miodu jest za wiele, wi c w adca ka e od ka dego ula p aci  akcyzjo, a jak miodu ub dzie, to ów
podatek wycofa. Jednak e rzadki to przypadek - najcz ciej w akcyzjo mie ci si  wy cznie
chciwo  w adcy. Gdyby nie strach przed buntem poddanych istnia oby akcyzjo od wszystkiego, co
najkonieczniejsze do  ycia – od wody, powietrza, okien, dymników i kominów...
     

W Polsce teraz nie ma  adnych podatków. Za to w adcy powierzono w u ytkowanie po ow

wszystkiej ziemi nowozdobytej. Z dochodów owych dóbr, ksi

cymi zwanych, w adca Polaków

musi mie  na wszystko, co przedstawiciele stanów uchwalili. Jest taka d no  w adców,  eby owe
dobra ksi

ce uzna  za ich osobist  w asno , a na potrzeby ogó u, jak cho by na budow  dróg i

obron  granic bra  podatki. Jest to d no  przeciwna rozumowi, bowiem w Polsce w adców si
obiera po ust pieniu poprzednika lub po jego  mierci.  A komu mia yby wtedy przypa  dobra
ksi

ce?  Kroi oby si  porozumienie sitw -  rodzina  zmar ego za ust pienie z dóbr, lub z ich cz -

ci,  da aby wysokiego wynagrodzenia i to samo dawa aby ust puj cym, gdyby znowu  star
rodzin  wywy szono.  Najch tniej sami by si  mi dzy sob  wybierali i o dobro ogó u nie dbali.
     Broz o sko czy , lekko si  sk oni  przed ksi ciem i usiad  na zydlu za nim. Niwa s dzi a,  e na
tym koniec, atoli sam ksi

... Musia a teraz przek ada  na dialekt sakso ski j zyka niemieckiego

to, co ksi

 Siemomys  mówi  po polsku.

     - Takie macie na zachodzie szko y – powiedzia  Siemomys  –  e stamt d przyby y i tam wyksz-
ta cony mój poddany o miela si  rzuca  na mnie cie  podejrzenia o niedba e pe nienie obowi zków

adcy. Mniejsza o to – mo e inny by by ksi ciem lepszym. Atoli nie zgadzam si  z nim jak chodzi

o po ytek z podatków. Podatki o tyle s  lepsze od dochodów z dóbr ksi ciu przydzielonych,  e
dochody s  za ma e i podnie  ich nie sposób, a podatki mo na zwi ksza . W Polsce mamy teraz
sze ciu ksi

t. Ksi

ta polscy, czyli – mój ojciec, ksi

 Polski, nast pnie ja – polski ksi

Ma opolski mamy taki s d o podatkach, jaki przed chwil  wypowiedzia em i  obaj b dziem d
do uzupe nienia dochodów z dóbr ksi

cych podatkami. Pozosta ych czterech polskich ksi

t,

czyli moich czterech synków postaram si  wychowa  w podobnym duchu, bo Polska musi si
wzorowa  na bogatszych od nas krajach, a tam wsz dzie s  podatki. Tego, Niwa, co teraz powiem
ju  nie t umacz. Ci moi poddani, którzy maj  taki sam s d jak ja, niech zostan  po tym spotkaniu,
abym móg  swoich zwolenników policzy ...
     Niwa, ju  od siebie, niejako w imieniu ksi cia podzi kowa a go ciom za przybycie  i zaprosi a
na wieczorn , skromn  uczt . Skromne b

 napitki, bowiem jutro od samego rana wszyscy s

zaproszeni na  owy.   owy na grubego zwierza. Nied wiedzia w puszczy namierzono oraz stado
turów.
      Przy ksi ciu zosta  wianuszek jego zwolenników, a mo e jeno  pochlebców, którzy wietrz  wia-
try górne i dolne, a nawet te z ty u  ksi cia, co mu wiej  poni ej pasa, bo  mo na zwietrzy  mo -
liwo  dostania dobrego stanowiska, albo przynajmniej dobrego zarobku. Rej w tym wianuszku
wiedli  dwaj  mo ni  –  Tobiasz  z  Na czów  i  Radomir  z  Toporów.  A  sz o  –  mo e  –  o  stanowisko
wojewody w Opolu. Roznios o si  niedawno,  e ten gród i to miasto ma  zosta  stolic  nowego wo-
jewództwa, a to za dzieln  postaw  panoszów na przesiece w walce z najazdem wielkomorawskim.
O stanowisku wojewody dla Tobiasza, a jak e, nie by o niby mowy... Tylko wspominki drobne,  e
dla ksi cia jest bardzo wa ne mie  po ród wojewodów jak najwi cej zwolenników wprowadzenia
podatków, a najwi kszym tego  zwolennikiem jest w

nie Tobiasz. W ko cu sam ksi

 zapyta  –

czy wianuszek ma jakie  zarzuty wobec grododzier cy Grodu Lwów, którego na to stanowisko po-
pieraj  liczni jego znajomi – wódz dru yny, Zdruzno im wszystkim przewodzi...
     - Mamy – powiedzia  z wahaniem Tobiasz – wszak e wymaga to zebrania dowodów, znalezie-
nia  pisemnych  wiadectw i odszukania  wiadków...
    - Tedy b dziem przygotowywa  spraw  s dow  – powiedzia  ksi

 – bo ten Hubert staje mi

okoniem przeciwko podatkom. Dostajecie specjaln  izb  na Wawelu, aby cie mogli tam si  spoty-
ka  i gromadzi  wasze dowody. Jest zamykana na klucz i na k ódk . Lepiej wymie cie k ódk  na

asn , by wam sprz taj cy czego przez g upot  b

 nieuwag  nie wyrzucili do  mieci.

background image

-  38  -

     Przy ksi ciu zostali jego stronnicy – tak si  przynajmniej przedstawiali.A inni uczestnicy spotka-
nia wyszli  hurmem na korytarz. Broz o i Niwa, na nikogo si  nieogl daj c, szli pr dko na obiecane
wcze niej spotkanie z „kwartetem”. Ksi

 nalega  na to, by Broz o przynajmniej przez ten miesi c

piastowa  piecz  nad kwartetem jako piastun, ksi na Arsenna  nalega a, by przynajmniej przez ten
miesi c przed szko  Niwa zajmowa a si  kszta towaniem po

danych cech duszy synów przez

opowiadanie im  bajek, przemycaj cych do g ów i serc malców dobre uczucia. A kwartet chcia

ucha , pogada  i popyta  oraz bawi  si , najlepiej bez ustanku i jeszcze troch .

     Ta czwórka na pewno nie pochodzi a z jednego jaja Arsenny. Dzieli a si  najwyra niej „dwuja-
jowo”, na dwie pary. Bolko i  wiatos aw byli otwarci, szczerzy i ufni. Mieszko i Czcibor byli
skryci i przebiegli. Dodatkowo w tej drugiej parze  prymat dzier

 Mieszko, co przejawia o si   w

tym,  e Czcibor natychmiast popiera  wszystko, co  Mieszko powiedzia . Najniezdarniejszy z ca ej
czwórki i najpowolniej my

cy by

wiatos aw – jego pozostali braciszkowie – ma e  otrzyki -

bezlito nie wykorzystywali najnieporadniejszego do najmniej ciekawych robót i na posy ki go
mieli. Skoro czwórki nigdzie nie by o s ycha  i po  adnym korytarzu nie przelatywa y huki i tupoty
„rycerzy na koniach”, to gdzie oni mogli by ? Oczywi cie,  e w tajnym korytarzyku. Który mo e
by  bardzo po yteczny dla u ytkowników, o ile który  z nich nie zechce podzieli  si  tajemnic  o
istnieniu klapek. Z mam  na przyk ad...
     Broz o i Niwa podchodzili w

nie do desek, b

cych wej ciem do owego korytarzyka, kiedy z

ty u dobieg  ich po pieszny tupot kroków. Na pewno nie dzieci cych. Niwa natychmiast, g osem
nie ciszej brzmi cym ni  stentorowy obwie ci a,  e trzeba poczeka  na tego „po piesznego” i to po
cichu. Wnet zobaczyli dysz cego Sasa, jednego z niedawnych s uchaczy wyk adu Broz y o podat-
kach. Prawie bieg , trzymaj c  w wyci gni tej r ce sakiewk  na troki skórzane zawi zywan .
      - No, nareszcie dogoni em – powiedzia . - Zauwa

em jak wam ta sakiewka wypada a zza pa-

zuchy. Zanim zd

em do miejsca jej upadku doj , zanim dogna em ... Ale zwracam w

cicielo-

wi... Ten wasz wyk ad by  wspania y. To  wietny pomys  z tym podatkiem akcyzjo. Zaraz naszemu
królowi przeka  ten pomys ... Miejcie mnie we wdzi cznej pami ci za oddanie sakiewki. Ja was w
mojej zachowam jako niezwykle wykszta conego w naszej zachodniej szkole. Nie chcieliby cie u
naszego króla pracowa ?... Namy lcie si , bo tutaj was nie doceniaj .
      

Posta  od sakiewki, w futrze do kolan, rozchylonym z przodu, chyba po to, by ka dy móg

zoba-czy  pot, mocz cy na piersi sukienny kaftan – widoczne  wiadectwo gor co ci krakowskiego
lata. Jednak – jak e inaczej go  mo e okaza  swoj  zamo no  i dostojno , je li odpowiedniego
stroju na  siebie nie oblecze?... Wypada si  nawet wyk pa  we w asnym pocie, byle tylko tubylcy
nie po-my leli,  e z chudopacho kiem maj  do czynienia...
      Spocony uk oni  si  w pas, odwróci  i pokaza  ty  futra, wiuwaj cego na boki w takt jego, odda-
laj cych si  kroków. Niwa powiedzia a,  e „ju  mo na” i  usun a deski, zamykaj ce korytarzyk.
Na zwyk y, szeroki korytarz wysun y si  po kolei cztery ma e osóbki – Mieszko, Czcibor, Bolko i

wiatos aw.

     - Du o wujek tych pieni dzy zgubi ? - zapyta  Mieszko.
     - Du o – powiedzia  Broz o. Mo ecie mamie powiedzie ,  e Sasi bardzo uczciwi – oddaj  zna-
lezione zguby.
     - Ja sam powiem – g os Mieszka by  bardzo powa ny – bo ze  wiatka mama zaraz wszystko o
korytarzyku wyci gnie. Kto pierwszy dotrze do mamy, ten zuch!
      Czwórka pu ci a si  „konno”, pomagaj c tupotowi nóg przez wydawanie d wi ku „patataj, pa-
tataj”. Kiedy „konni” znikali za za omem korytarza Niwa spyta a:
      - Sk d masz sakiewk  i pieni dze?
      -  Przecie  sama widzia

  –  powiedzia   Broz o  -  kto  mi  to  da .  Ja  niczego nie  zgubi em, tedy  on

tego „zgubienia” nie móg  widzie . Da  znak,  e maj  czym  kaptowa  sobie zwolenników... Ci ka
ta sakiewka a nie za gruba.   Ooo! Z oto – powiedzia , zajrzawszy do  rodka. - Bardzom dla nich
cenny. Trzeba to zaraz zanie  skarbnikowi ksi cia.

*  *  *

     Jaki  nast pca albo przodek Poliszynela – zale y, czy chodzi o rodzaj cz owieczego usposobie-
nia, czy o osob  z pó niejszej komedii -  rozpowiada  po Krakowie trzy rzeczy – najpierw o saskiej

background image

-  39  -

uczciwo ci ze szczegó ami, dotycz cymi ilo ci znalezionego z ota i  nabytków Broz y za owo z oto,
po wtóre,  e tych dwóch przybyszów z zagranicy – ten Broz o i jego t umacz, Niwa, maja si  ku so-
bie w sposób bardzo grzeszny, a po trzecie,  e Miasto Lwów nareszcie zostanie sprowadzone do
poziomu nale nego wszystkim miastom od Krakowa gorszym i mniej wa nym.
   

- Pan Bóg – obja nia  rozpowiadacz – mniej gniewa si  na dwie niewiasty, maj ce ku sobie

grzeszne sk onno ci, bo niewiasta jest jeno nosicielk  jaja, jakoby do kury jest podobna. A kurze
jaja nie wszystkie s

 do rozrodu. Zdarzy  si  mo e,  e jaka  kura nie chce koguta do siebie

dopu ci . Lecz kogut o to nie pyta i jak zgwa ci kokoch , to ona chc c-nie chc c jajo zap odnione
zniesie, a inna wysiedzi i kurczak si  urodzi. Natomiast dwóch takich m ów – Panu Bogu a
wstr t oblicze wykr ca - nijak nie mo e wykona  nakazu Stwórcy: mnó cie si .
      Jak chodzi o Miasto Lwów, to jego grododzier ca, niejaki Hubert, chce zosta  wojewod  opols-
kim i kaptuje sobie zwolenników, obiecuj c nadania ziemskie w swoim nowym województwie, a
innym po prostu   apówki sowite daj c. Takie to miasto, jak i jego grododzier ca. Wymy lili nazw
Miasto Lwów i ju  my

,  e Kraków zostanie zepchni ty na po lednie miejsce w ca ej Ma opolsce.

Niedoczekanie ich!

*  *

     

Sze  par oczu i sze  par uszu widzia o i s ysza o, przez klapki, uzgadnianie – kto powie,  e

dosta  od Huberta  apówk , a kto og osi przed s dem,  e ma w r ku  akt nadania dóbr w
województwie opolskim, podpisany przez Huberta, datowany na nast pne lato po przybyciu zza
granicy zachodniej mo nego uczonego Broz y, czyli za rok. Te oczy wszystkie przygl da y si
sporz dzaniu w pocie czo a stosownych, fa szywych dokumentów i dokumentów prawdziwych,
czyli pokwitowa  dla Sasów za otrzymane od nich  wynagrodzenia za nale yte  wiadczenie przed

dziami.

     - On b dzie mie  za s dziego wodza dru yny – Zdruzn  – powiedzia  którego  razu Tobiasz, a
Bro le serce zadrga o uczuciem t sknoty za ojcem i  zobaczeniem Lubyczy. - A my zamówilim w
Konstantynopolu s dziego Petry , który owego Zdruzn  rad by dziegciem napoi  – doko czy  Na-

cz.

      Po wyj ciu z korytarzyka  wiatos aw chcia  wiedzie  – kogo ma zapami ta , jako przywódc  o-
wej  sfory szalbierców, bo ca a czwórka musi wiedzie  jednakowo i jednakowo innym mówi .
-    - Tobiasz z Na czów- powiedzia  Mieszko.
      - Nie pojmuj  co ma do rzeczy,  e Tobiasz zna 

czów – powiedzia

wiatek – nawet nie wiem,

czy idzie o miejscowo

czów, czy o ludzi, zowi cych si

czami...

      - Tobiasz    zzz   Na- -czów! - poprawi  dobitnie Mieszko, a  wiatek kiwn  g ow .

*  *  *

      List do Huberta przyszed  akurat  podczas go ciny O anki w Grodzie Lwów. Piecz  odci ni ta
w glinie nale

a do Zdruzny, tedy O anka by a ciekawa -co te  jej m  ma do Huberta za spraw ,

e podczas odwiedzin swojej  ony u Jagody list wypisa . Jagoda by a nie mniej ciekawa, pos aniec

wici zostawi  i odjecha , a Hubert by  gdzie  w mie cie... Czy  to niewystarczaj cy powód, do
zerwania piecz ci, umo liwiaj cego swobodne obracanie wiciami i  ich odczytanie?...
     Zdruzno pisa ,  e Hubert mo e ucieka , wszelako ucieczk  odradza . Zaleca  spokój i mówienie
prawdy. Powiadamia ,  e nakaz jest, aby Huberta w p tach do Krakowa dostarczy , gdzie b dzie w
lochu osadzon, wszelako Zdruzno nakaza  wys anym po Huberta wojom, aby poniechali szykan i
raczej za  wit  grododzier cy s

yli.

      Jagoda zblad a, O anka stara a si  j  uspokoi , lecz sama niespokojna by a. Uwi zi ? W p tach
dostarczy ? Jeno najgorszych z oczy ców wolno w ten sposób poniewiera  i godno ci ich uw a-
cza . Co takiego uczyni  Hubert,  e wojów po niego wysy aj ?
     

Kiedy o rodek tego  zamieszania  i tej niewie ciej  niepewno ci,  sam  grododzier ca  Hubert

powróci  do domu, Jagoda zada a mu tylko jedno pytanie;
      - W co ty jeste , Hubert, zamieszany?
     - Sam bym chcia  to wiedzie  – powiedzia  Hubert. - Dowódca stra ników po mnie przys anych
powiada,  e chodzi o spraw  s dow . Moim s dzi  ma by  Zdruzno, a Tobiasz z Na czów naj
sobie s dziego z Konstantynopola. Tobiasz mnie szkaluje i twierdzi,  e ma dowody moich prze-

background image

-  40  -

cherstw  jakowych . Zapewniam ci , Jagódko,  e sumienie mam czyste jak  za.
      

Jagoda    mo e nie uwierzy a w czysto

zy, a mo e jeno przypomnia a sobie swój pobyt

mi dzy kobietami, walcz cymi z innymi lud mi  rodkami wcale nie czystymi.   Nikt si  ju
dowiedzie  nie móg  – co Jagoda o tym wszystkim s dzi a, bo ona jeno powiedzia a zbola ym

osem,  e serce jej si  bardzo  cisn o, a potem obali a si  na plecy i pokazywa a na mostek,

cz cym g osem mówi c coraz ciszej,  e tam, gdzie pokazuje, bardzo j  boli. W ten sposób Hubert

zosta  wdowcem. Dzieci Jagody i Huberta zabra a do Lubyczy O anka, a Hubert popad  w
ot pienie. Stupor, zapewne, uratowa  jego serce od podobnego losu, jaki spotka  serce jego  ony. W
lochu jeno raz odwiedzi  go Broz o i próbowa  co  wyja nia , lecz cz owiek ogarni ty stuporem
niczego nie jest w stanie poj  – on trwa w zapiek ej oboj tno ci na los ca ego  wiata i swój

asny.

*  *  *

     Po Krakowie i okolicach z dawna kr

a legenda o Wawelskim Smoku. Zosta a po nim jama

pod wawelskim zamkiem, któr  ka dy móg  zobaczy . A co bardziej rozgarni ci szukali jakich

ladów smoka, lecz jama pe na by a wszystkiego prócz rzeczy zazwyczaj w takich miejscach przez

natur  sk adanych –  wiru, dajmy na to – pozbawiona. Czy ciutko,  adnych smoczych smrodów,
jamka niewielka, w dodatku przy samej skale pomniejsza  j  jeszcze stawek, z wod   tak
prze roczyst ,  e si  na ca ym dnie najdrobniejsze kamyczki widzia o.
     

T  smocz  jam  musieli – wszak to wypada o – obejrze  tak e Niwa i Broz o. Broz o musia

wyk pa  si  w stawku. A potem musia  zanurkow . A potem po dnie do samej ska y pod wod
podp yn  i... Niwa widzia a,  e cia o Broz y chowa si  stopniowo w skale lub pod ska . A potem
Broz o zacz  si   pod wod  pokazyw  – najpierw g owa, potem barki, r ce zagarniaj ce wod ,
tu ów, biodra... Wreszcie Broz o wynurzy  si , i jeszcze w wodzie b

c powiedzia :

        - Ta ska a, to jeno przegroda jaskini. Po drugiej stronie jest wi ksza i s

lady bytno ci.

       Istotnie – by y. Drwa poci te i wysuszone. Krzesiwo i hubki wyschni te na wiór, niewielka sie-
kiera, pos anie z mchu i paproci do spania zdatne, opo cza ciep a... Niwa uwa

a,  e do tajemnicy

o drugiej stronie jaskini nie ma co dopuszcza  „kwartetu”. Dzieci staj  si  doros ymi, niektóre
mog  ksi

tami zosta ... A niektórzy ksi

ta, nie zwa aj c na s abe serca jagodowe mog

poddanych u ywa  dla swoich zamiarów... Czy  taki schowek przed nieprzemy lnym ksi ciem nie
mo e si  przyda  w przysz

ci?... Tylko pouzupe nia ... Jaki  trójnóg z 

cuszkami, jaki

kocio ek do warzenia strawy i inne wyposa enie dla schowanego tu cz eka...

*  *

      Hubert oboj tnie znosi  kr cenie si  po lochu jakich  istot. Ciemno by o, nie widzia  ich. Lecz

ysza  oddechy i kroki. Wreszcie kto  go podniós , kto  skr powa  mu r ce na plecach, znowu go

uniesiono. Postawiono go na jakim  podwy szeniu... Za

ono mu na szyj  p tl ... Oboj tnie

pomy la ,  e b

 go wiesza ...

      Naraz pod Hubertem rozst pi a si  ziemia. Poczu ,  e spada w dó . Poczu  co  w rodzaju wia-
terku czy ssania w okolicy ko ci ogonowej. Zd

o go ogarn  – ju  ca kiem przytomne – prze-

ra enie. I wtedy upad  na twarde pod

e, ale oddycha  i p tla na szyi nie by a zaci ni ta.

     - Chod  za mn  – us ysza  i kto  pomóg  mu wsta  na nogi, poci gn  za odzienie, wskazuj c
tym poci gni ciem kierunek ruchu.
         Szed   za  odg osem  kroków,  potem  widzia   przy   wietle  gwiazd  zarys  postaci.  S ysza   wyja -
nienia –  e wi zy na r kach mog  by  przydatne, bo b dzie si  go pod wod  przeci ga  lin  i  nie-
przytomne ruchy r k mog yby w tym przeci ganiu przeszkadza , zaczepiwszy o ska . Chcia
powiedzie ,  e on ju  jest przytomny, lecz uzna ,  e ostro niej b dzie nadal  milcze . Potem by
ko o stawku i by o  wiat o pochodni oraz dwie postacie.
      - Wygl da ca kiem przytomnie – powiedzia a posta  wy sza – ale kto go tam wie...
     Przeci gn li go lin  pod ska .  wiat o dwóch pochodni, ciep o,zapach warz cej si  w kocio ku
potrawy spowodowa y rozlu nienie napi cia.
      -  Masz  ca kiem bia e w osy –  powiedzia a ta ni sza posta . Która  go ci gn a pod wod . Ten
stryczek na szyi... Ta powoli zaciskaj ca si  p tla... Ju  my la ,  e go chc  utopi  albo udusi  pod
wod , kiedy wychyn  na powierzchni  i podano mu pomocn  d

 przy wychodzeniu na suche

pod

e. Po chwili w stawku przy  cianie sporej jaskini pokaza a si  ta wy sza posta  i wylaz a na

background image

-  41  -

brzeg, gdzie ta ni sza podawa a jej suche odzienie.
         Powiadomi   ich,   e  stuporu  ju   nie  ma.  D ugo  mu  wyja niali  –  o  co  w  tym  wszystkim  sz o   i
poj ,  e nie o  mier  Jagody. Mówiono mu o chrze cija skim wybaczaniu win i on... Nie podj
postanowienia o zem cie, lecz wybaczy  Siemomys owi nie potrafi .

*  *  *

       Niespodziewane zawalenie si  lochu sta o si  powodem rozg aszania wielu tajemnic w rodzaju
przypominania sobie,  e dziadek niegdy  powiada , i  budowniczy owego lochu z materia ów na
przeznaczonych wybudowa  dla siebie ca kiem niema y dom. A znowu  wujek jeden opowiada ,  e
budowniczy umy lnie byle jak budowa , bo tam mia  by  uwi ziony jego brat i  zamys  by
uwolnienia tego brata po zawaleniu byle jakiej budowli. Ale oliwa sprawiedliwa – loch przetrwa  a
do teraz i dopiero ten przekupuj cy i przekupiony wojewoda niedosz y na tym niedbalstwie
budowniczych  skorzysta . Jak by o – tak by o, za to Huberta nie by o i ksi

 Siemomys  zwróci

si  o pomoc do Tobiasza z Na czów i Radomira z Toporów.
             

-  Z  jednej  strony  –  t umaczy   ksi

  –  on  niejako  przyzna   si   do  wszystkiego,  bo  ze  strachu

przed sprawiedliwym s dem uszed . Niemniej warto by z apa  zbiega, aby gdzie  tam nie
obsmarowywa  niewinnych ludzi swoim gadaniem. Tacy uwa aj ,  e najlepsz  obron  jest napa
na oskar ycieli, tedy  pochwyci  i g

 na wieki zamkn  – katu go da  b

 opryszkom... A nawet

jakby s d by , to mu si  wprzódzi j zor wyrwie, bo w obliczu ucieczki jego zeznania ju  jeno czas
niepotrzebnie by  zajmowa y. Zreszt  mo e on ma jakie wici z nadaniami albo pergaminy... Lepiej
to znale  i zniszczy , by inny wojewoda nie musia  wszystkich jego kr tactw odkr ca .
       Z korytarzyka by o wida  i s ycha  zafrasowane miny „wianuszka” i ich narady – co zrobi  z
tymi ju  przygotowanymi nadaniami i pokwitowaniami, rzekomo podpisanymi przez Huberta za
wiele miesi cy. „Wianuszek” zamierza  ci gn  przygotowania do sprawy s dowej a  do jesieni
nast pnego roku i wtedy przygwo dzi  Huberta  „jego” podpisami i piecz ciami na dowodach
winy.
Postanowiono „dowody” ukry  i naprawd  szuka  zbiega. Ka dy mia  przemy le  przez noc
spraw  ukrycia  potrzebnych na s d wici i spiskowcy rozeszli si , bo noc sta a si  pó na.
       

W nocy Czcibor i Mieszko wymkn li si  z sypialni i Czcibor wlaz  do komnaty spiskowców

przez komin, a Mieszko podtrzymywa  go dla bezpieczno ci lin  w pasie Czcibora uwi zan . Po
zabraniu tego, co si  napatoczy o Czcibor  rozpali  w kominku niewielki ogieniek, poczeka  a
zga nie i wylaz  nad ranem na dach. Broz o i Niwa wszystko w dzie  przejrzeli i u miechn li si
zwyci sko.  A spiskowcy jeden na drugiego koso patrzyli i podejrzewali,  e który  z nich klucze
dorobi ,w nocy wlaz  do komnaty i popali  „dowody”. Potem skryba i Tobiasz znowu si  pocili nad
odtworzeniem tego, co im z komnaty znikn o.  lady ognia na kominku nasun y im pomys , aby
przez ca y czas utrzymywa  p omie , bo w razie czego pr dko fa szywki na palenisko si  wrzuci
,w gli roz arzonych nagarnie i po k opocie. Na wszelki wypadek zmieniono k ódk  i klucz do niej
mia  jeno Tobiasz.
        Na wschód i po udnie wyruszy y grupy po cigowe. Wsz dzie pytano o zbiega, bo  musia  po
drodze co  je , gdzie  zajrze . Nikt nie widzia  i nie s ysza  – kamie  w wod . A  którego
popo udnia dwaj mieszczanie ogl dali sobie zamek na Wzgórzu Wawelskim. Nad miejscem, gdzie
by a Smocza Jama pokazywa  si  dymek...
        - Widzisz, kumie – powiedzia  jeden – powiadaj  legenda, bajda, a dymek wida .
        Nazajutrz ca y Kraków omawia  tajemnic  ponownego pojawienia si  smoka. A wieczorem te-
go dnia zbrojna stra  i Tobiasz z Radomirem weszli do  wn trza jaskini. Przez dwa dni spuszczano i
wybierano wod  ze stawku. Odkryto drug  cz

 jaskini. Ale nigdzie nikogo i niczego nie by o –

pusto, czysto  i cicho.

        *  *  *

      

Sam ksi

 Siemomys   nakaza  przys

 sobie oddzia  stra y i z nim, oraz z gniewn  min ,

wdar  si  do  rodka podczas narady spiskowców. Wszyscy widzieli, jak na palenisko lecia y wici i
pergaminy. Stra nicy mieli ze sob  wiadra z wod  i chlusn li ni  na palenisko. Niestety dowody
by y w szcz tkach i to ponadpalanych mocno. Stra nik zajrza  w komin i zakrzykn :
      - Ju  zgaszone!
      Wtedy z komina posypa y si  wici i pergaminy wcale przez ogie  nie naruszone...

background image

-  42  -

      Wojewod  opolskim mianowano Odrzyw a.

background image

-  43  -

Rozdzia  VII

Le ne dziwy

     Przez par  dni, kiedy po Krakowie kr

a tajemnica  Poliszynela,i  Smok swoj  jam  odwiedzi

i zosta  obra ony przez niedowiarków z rodów Na czów i Toporów, za co Tobiasz, Radomir i
dziesi ciu innych na m ki straszliwe by o wydanych, a potem gard o wszyscy dali – przez te par
dni Hubert by  w skrytce pod Krakowem pod opiek  Niwy i Broz y. Powinien by  poj  – co mu
wytrwale w g ow  wbijano –  e jego nieszcz cia zdarzy y si  wbrew woli ksi cia Siemomys a, tak
jako  niechc cy wysz o, ale za to Hubert zostanie wynagrodzony wy szym stanowiskiem ni  to w
Grodzie Lwów utracone. Wierzy  – nie wierzy ?... Ledwo Broz o i Niwa odjechali z powrotem do
Krakowa, bo mieli zaj  si  kszta ceniem i wychowywaniem „kwartetu”, Hubert wyszed  ze skrytki
i dotychczas nie powróci , a poszukiwania sko czy y si  tak pr dko i takim samym wynikiem jaki
si  osi ga z zapasem surowego mi sa, kiedy si  je usi uje przechowa  w gor co ci i wilgoci, a bez
soli.
    Niedaleko miasta Hubert znalaz  zaj cie przy zwózce snopów z pola, a potem przy m occe sta-
rych zapasów orkiszowego j czmienia i orkiszowej pszenicy. Jako zap at  dosta  wy ywienie,
spanie nad stajni  - na poddaszu wype nionym  wie ym sianem  oraz stary, s omkowy kapelusz
jako ochron  przed s

cem. S

ca by o ma o, za to Hubert wykaza  si  pomys owo ci  i ostrzyg

sobie bia e w osy no ycami do strzy y owiec, a kapelusz zakrywa  nierówno ci po strzy eniu oraz
niecodzienn  barw  w osów m a ju  ponad czterdziestoletniego, wszak e za m odego na siwizn .
      

Mimo  tego kapelusza kto  zacz  po  wsi wypytywa  – czy ten z wychamdanymi bia ymi

kosmy-kami na  bie nie jest czasem jakim przest pc , bo jakby co – to nagrod  za doprowadzenie
daj . Hu-bert nie chcia  czeka  na wynik wypytywania i odszed  na zachód. Udawa o mu si
zaczepi  w paru wsiach a to przy zbieraniu grochu, a to przy wykopywaniu wczesnej rzepy, a to
przy cierlicy i mi dlicy podczas zbierania i oporz dzania lnu z pola, lecz nie uda o mu si
zabezpieczy  na zim , a i jesie  Huberta ciep em nie rozpieszcza a. Za garstk  zarobionych
miedziaków nawet  witki by nie kupi , a potrzebna by a opo cza i buty bez dziur, bo ci my by ego
grododzier cy te  nale

o nazwa  by ymi – mia y dziury pod spodem i tylko  weso ek móg

chwali  ich przepuszczalno , bowiem wody w sobie nie utrzymywa y – wycieka a tymi dziurami.

Pó na jesie  zasta a Huberta w gospodzie przydro nej nad misk  grochówki z kawa kami kie ba-

sy. Jad  gor

 polewk  drewnian

 i rozmy la  nad dwoisto ci  ludzkiej natury. Nie mia  ju

miedziaków, nie mia  mo liwo ci zarobkowania, bo ch odna pora roku zsy a na wie  przymusowy
wypoczynek. Postanowi  zaszy  si  gdzie  w puszczy, ost p znale  i tam umrze . A z drugiej
strony k opota  si  po raz kolejny tym,  e w gospodzie, przy jedzeniu kapelusz musia  zdj , tedy
stawa  si

atwo rozpoznawalny  dla kogo , kto by go szuka , bo odrastaj ce kosmyki bia ych

osów by y nie bardzo d

sze ni  po ostrzy ynach, za to bardziej nierówne i zwracaj ce uwag

nie  tylko  barw .  Do  gospody  wszed   wysoki, chudy  m   wygl daj cy  bardzo  dziwnie  i wszystkie

owy zwróci y si  w stron  jego twarzy i g owy z mnóstwem cienkich warkoczyków. Tylko nos,

czo o i troch  miejsca pod oczami tego warkoczykowatego by y pozbawione zarostu  - niby twarz
zakryta, powinna by  uznana za niewidoczn , a ludzkie oczy przyci ga a... D uga, lu na suknia do
ziemi nie mia a r kawów. Mo e zabrak o materia u... Butów te  musia o zabrakn , bo przybysz
by  bosy, a gor co naprawd  na dworze nie by o... Hubert porówna  z odzieniem przybysza w asne
sukienne spodnie i kaftan z takiego  materia u i wysz o mu,  e jest w lepszym po

eniu od

tamtego
Co prawda przetarcia i dziury w odzieniu Huberta zapewnia y pod koniec lata przewiew, a teraz
chroni y przed zapoceniem si , lecz tamtemu musia o by  jeszcze mniej gor co. Ten dziwak usiad
oboj tnie na  awie pod  cian , co  wymamrota  do pos ugaczki, dosta  misk

uru na kie basie i

chlebek, po czym zaj  si  powolnym jedzeniem. On na nikogo nie zwraca  uwagi, inni wnet
przestali go zauwa

, tedy Hubert by  spokojny o siebie – jego te  nikt nie dostrzega i na pewno

nie szuka.
      Prawie wszyscy w gospodzie uczestniczyli w o ywionym omawianiu jakich  wydarze  w Cze-
chach. W jakich  Libicach ksi

 Czech, Wac aw, kaza  wymordowa  ca y ród potomków

niejakiego S awnika, te  ksi cia, jeno ze starych czasów. Pono  nielicznym uda o si  uj  do Polski

background image

-  44  -

i tu im ksi

 Leszek gdzie  nad Wis  da  sp ache  gruntu na wybudowanie nowego miasta. Poza

tym jacy  dwaj m odziankowie rzezi unikn li – Wojciech i Radzim, bodaj e – bo w Italii w
szko ach przebywali, kiedy Wac aw rodowi S awnika krwaw  jatk  urz dzi . Do pomszczenia
krzywdy wymordowanego rodu stan  brat Wac awa, Boles aw, który mia  by  ksi ciem Czech po

mierci ojca, wszelako nie móg , bo drog  do w adzy zagrodzi  mu Wac aw... Z obawy przed

cicielami Wac aw wszed  w porozumienie z królem Niemiec, Henrykiem Pierwszym, i odby  si

ho d - Wac aw zosta  uznany za ksi cia Rzeszy Niemieckiej, a Czechy zosta y do tej rzeszy

czone jako kraj niemiecki. Do niemieckiej krainy wesz y zbrojne oddzia y Niemców, z dawna

by  tam  aci ski kler niemiecki i  te dwie niemieckoj zyczne rzesze ludzi zapewni y Wac awowi
bezpieczne panowanie nad nowymi Niemcami czeskiego pochodzenia. Podobno Morawy maj  by
uznane za marchi  niemieck ...
   

Ta  opowie  czesko-niemiecka troch  oderwa a Huberta od   przemy liwania nad wyborem

nieodleg ej w asnej  mierci – by o pewne tylko to,  e nie odbierze sobie  ycia za pomoc  broni, bo
jej nie mia . Najprawdopodobniejsza by a  mier  g odowa. Albo z przemarzni cia, je li zima w
por  mrozu dostarczy. No, i  niegu dla schowania zw ok do wiosny...
    Grochówka si  sko czy a, co mog o by  znakiem do opuszczenia gospody i Hubert to zrobi .
Nieopodal musia y by  Czechy, tedy skr ci  na pó noc – nie warto udawa  si  do krainy, gdzie
morduj  za przynale no  do jakiego  rodu. Po przej ciu stajania zatrzyma  si  na chwil , by zasta-
nowi  si  nad tymi Czechami... Bo je li by go tam zamordowali, to koniec ziemskiej m ki by by
ju  poza nim... Ale wnet machn  r

, bo Niemcy ju  mordom kres pewno po

yli... Zaciekawi o

go – czy on naprawd  chce umrze ...
     Droga, któr  szed  chowa a si  w puszczy, najpierw jakby nie mia o – rzadkie drzewa przy niej
sta y i móg  wedle ich wygl du okre li  kierunek pó nocny – od strony pó nocnej ich pnie
pokrywa a do  gruba warstwa mchu. Spotka  przy drodze mrowisko rudnicy. Jedna ze  cian tego
mrówczego kopca by a prawie pionowa, przeciwleg a opada a w dó  z ma ym spadem. Zmy lne
mrówki musia y zauwa

, ze z zimnymi wiatrami od strony pó nocnej warto mie

cian  jak

najkrótsz , a na s

ce od po udnia wystawi

cian  najd

sz . Te pojedy cze drzewa te

wychyla y do s

ca wi cej swoich ga zi, a na pó noc kierowa y ga zi mniej... W ka dym razie

przyroda podpowiada a: idziesz na pó noc.
     Stara  si  wydoby  swoj  dusz  z przygn bienia. Puszcza g stnia a i wnet po obu stronach drogi
postawi a g ste  ciany pni i ga zek krzewów – dobrze, bo to ochroni od bocznego wiatru. Na zim
sz o i ch odem ci gn o po tych miejscach, które nazwa  w odzieniu przewiewnymi – dobrze, bo
deszcz nie b dzie pada , a  nieg wystarczy co jaki  czas strzepywa  i nie zmokniesz... Co  jakby si

ciemnia o – dobrze, bo w oczy  wiat o nie razi, a ponadto noc mo e ju  wkrótce nastanie i

odpocznie  si     albo  w  rozga zieniu  konarów  drzewa,  albo  w  jakim  sza asiku...  Jutro  nie  zje  si
niczego – dobrze, bo l ejszy b dziesz i nogom  atwiej b dzie kroki stawia . A po co te kroki? Ot,
takie byle jakie pytanie, a przygn bienie znowu przywo

o...

     W my li uk ada y mu si  smutne s owa, które niegdy  mog yby by   zapowiedzi  wesela...
                                            Ka dy z nas ma na  wiecie
                                            przyjaciela wiernego -
                                            dziewczyn  z oczami jak gwiazdy.
                                            Ka dy marzy,  e szcz cie
                                             w warkocz trwa y si  splecie -
                                             o mi

ci z nas marzy ka dy.

                                                      Do mej najdro szej dziewczyny,
                                                      do mego przyjaciela,
                                                      gdy  mier  mnie z ni  rozdziela -
                                                      co jest kluczem do niej jedynym?

                                               wiat ca y, pe en zdarze  z ych,
                                              wy wcale o tym nie wiecie,
                                               e koln  mnie cierpienia sztych

background image

45  -

                                              i nie chc

 sam na  wiecie.

     Pomy la ,  e warto zap aka ...  zy s  gor ce, cho by d

 podstawi  i we  zach ugrza ...

     Pomy la , ze jak kto szuka klucza do spotkania Jagody, wygl daj c  mierci, to lepiej mu  nicze-
go nie grza . Klucz w postaci zgonu pr dzej przyjdzie do wych odzonego... Lecz czy na tym
drugim, duchowym  wiecie oni oboje si  spotkaj ?... A co z jej dzie mi u O anki?...
     Pomy la ,  e – jednak – nie chce umiera , ale b dzie musia . Gdyby chocia  sid a jakie ... Upo-
lowan  zwierzyn  mo na w

 mi dzy dwa kamienie, ugniata , a potem na surowo je ... A sko-

ro tak dobrze si  marzy, to mo e  uk?... A jakby tak jeszcze cho  nó  i krzesiwo z hubk ?... Najle-
piej napotka  wie  i poprosi  o prac  za odpowiednie do w drówki wyposa enie. Ile trzeba
pracowa , aby zas

 na  uk, krzesiwo z hubk  i nó ? A w

ciwie dok d on ma w drowa  i po

co?... Co  kaza o mu i  na pó noc. Mo e to Bo a Opatrzno ? Mo e te k amliwe oskar enia ju
niewa ne, mo e wszystko si  wyja ni o i b dzie móg  bez wstydu po swoje i Jagody dziatki
pój ?...  Broz o mówi ,  e Na cze i Topory potraceni, wszelako z Huberta to plamy pos dze  nie
musia o sp uka ...
     

- Jestem jak mrowisko – pomy la , a moje my li jak mrówki – ka da w swoj  stron  ci gnie.

Przecie najpro ciej zgin

, zg osiwszy si  do ludzi Siemomys a. Je li s dz ,  em wspólnikiem

Tobiasza, to  eb utn  i wnet si  przekonam, czy z Jagod  si  zetkn . Ona – jako duch – b dzie wie-
dzia a,  e nie ma we mnie ni krzty winy...
      

Szarówka zmierzchu zaciera a stopniowo zarysy drzew, pora by o  szykowa  sobie nocleg. I

wte-dy wlaz  mu w pole widzenia roz

ysty krzew je yny. A na nim – uzna  to za z udzenie – le

jak na poduszce kolczastej -  uk. Podszed  ostro nie, by nie sp oszy   widziad a. Czasem
wyobra nia  do  patyków  paru  do piewa  kszta ty,  które  chcia oby  si   ujrze   naprawd ...  Zaraz
wszystko si  przemieni i oka e si ,  e to kawa ek krzywego drewna... Potkn  si  o co  le cego na
ziemi. To by a siekierka!!! A obok niej le

a skórzana pochwa, za  przy niej tkwi  w ziemi nó ,

bardzo do owej pochwy pasuj cy. Bardzo ostro nie i powoli unosi  g ow  i r ce ze znaleziskami, bo
ba  si ,  e nie zobaczy  uku. Nie! Te  by , da  si  dotkn , da  si  zdj , przy nim ko czan pe en
strza  le

...

      - Jagódko – powiedzia  pó

osem – czy to ty?  wi

 jeste  i uprosi

 Pana?

     To nie by o wszystko – za je yn , gdzie chcia  sza as z adzi , znalaz  krzesiwo i hubk . Jak móg
najpr dzej, w ko cu prawie po ciemku ci  materia  na sza as, zbiera  opa , sapa , poci  si . Nawet

odu nie czu . Nadzieja go nasyci a – ogieniek pali  si  przy samym wej ciu do male kiego,

niziutkiego sza asiku, w którym  zaledwie na le co si  mie ci  i musia  si  do  wczo giwa , a on
czu  si  jak król jaki w wielkim pa acu z wygodami. Spa  nie le i nie za krótko, chocia  nad ranem
trz

o  nim  zimno.  Dopiero  my l  o  tym,   e  Jagoda  da a  zna   o  sobie  i  chce,  aby  on  

,  bo  mu

pomaga  wi ta dusza z nieba,dopiero ta my l powstrzyma a szcz kanie z bami i móg  rusza  w
swoim ulubionym kierunku – na pó noc.
     Ca y dzie  przepatrywa  skraj puszczy w nadziei,  e dojrzy cokolwiek do upolowania. Albo  le
patrzy , albo niczego tam nie by o... Dopiero o szarówce wieczornej dojrza  zapl tan  w krzaku
je yny – znowu je yna – m od  sarenk . Zabi  j  bez  alu, który przegra  z g odem. Raczej  ar  ni
jad  surow  w trob , a rano sprawi  sobie uczt  w postaci  pieczystego. W drog  ruszy  oko o
po udnia i my la  o soli, zio ach przyprawowych, piwie... Jak to si  cz ek rozbestwia, kiedy mu
troch  lepiej ni li  le...  Do pró b – Jagódko, za atw u Pana – do czona zosta a ciep a odzie  i buty.
     Jeszcze przed wieczorem znalaz  worek z pasami skórzanymi – najwyra niej przysposobiony do
noszenia  na  plecach.  A    w  tym  skórzanym  worku...  No,  niczego  nie  brak o,  a  najwi ksz   rado
sprawi y mu we niane skarpety i futrzane buty na twardej zelówce z cholewami – te  futrzanymi -
pod same kolana. A futrzana szuba przyda si  jako okrycie na noc.  eby tak jakiego konia...
     Konie – wierzchowy i luzak – sta y rano uwi zane nieopodal jego sza asu. D ugo my  nogi, w
rosie najpierw, a potem w napotkanym strumyku. D ugo je suszy  zanim wdzia  skarpety – wszak to
jego ukochanej  ony dzie o – nie wolno pobrudzi  przez lekcewa enie czysto ci... Ona zawsze pil-
nowa a  eby wszyscy wieczorem nogi myli... A on wtedy ze  miechem powiada ,  e mycie nóg –
zdrowia wróg...
     - Ale w óczki do cerowania nie ma – za artowa  i a  si  u miechn  do obrazu Jagody speszonej

artobliw  uwag  – ona zawsze tak  atwo si  peszy a...

background image

-  46  -

     Ten dzie  uczyni  wypoczynkowym. Szykowa  d ugo konie, pakowa  wszystko do sakw na luza-
ku i do worka, przegl da . A potem jeno kawa ek pojecha  go ci cem, wi cej dla spróbowania
wierzchowca ni li dla dojechania jak najdalej. Nast pnie przygotowa  opa  na ognisko, postawi
sza as i znalaz  polank , na której ros a jeszcze ca kiem zno na trawa dla koni. Na tej polance do
zmierzchu pas  konie. A potem powoli wraca  do sza asu.
     Z dala dojrza  p omienie ogniska i poczu  dym. Pomy la ,  e a  tak wiele Pan Bóg dla niego u-
czyni  nie potrzebowa , aby mu ognisko rozpala  zanim on si  pojawi. Chyba ... No, nie!  wiety
Pawe  napisa ,  e nikt nie widzia  Pana. Czy by Hubert mia  by  pierwszym zaszczyconym i Pan
tam... Raczej nie... Mo e najwy ej  Anio . Jakby tak Jagoda w anielskiej postaci z misj  od Pana?...
    To by  ten sam bosonogi z warkoczykami i bez r kawów, którego widzia  w gospodzie zanim
skr ci  na pó noc. Nad ogniskiem piek  si  zaj c nadziany na d ugi patyk, oparty  na dwóch
drewnianych podpórkach. Bosonogi w

nie posypywa  zaj ca jakimi  zio ami.

      - Siadajcie przy ognisku i grzejcie si  – powiedzia  bosonogi, jakby to on by  tu gospodarzem.
      Hubert usiad . Potem odpowiedzia  na pytanie,  e znalaz  plecak w postaci wora ze skóry. Boso-
nogi wyja ni ,  e dosta  nakaz opiekowania si  Hubertem od czasu opuszczenia przez niego
Smoczej Jamy.
      - Mia em wam si  nie pokazywa . Lecz uparli cie si  na zachód i  i musia em wam przez ludzi
w gospodzie przypomnie , i  powinni cie i  na pó noc.  Tam wasza przysz

...

      - A ja my la em,  e to anio  – powiedzia  Hubert ze sporym zawodem w g osie.
     - Ja jestem zwyczajny Wilk – powiedzia  bosonogi – a szczegó owiej jestem kim  mi dzy Luty-
kiem a Lucicem. No, i jeszcze kap anem Jedynego jestem. Jutro nie skr cajcie razem z go ci cem
na wschód, b dzie droga na pó noc i wy z go ci ca w ni  zjed cie. Je li pos uchacie rady, to mo e

adzicie wasz  ywot na nowo... Nie wracajcie do Miasta Lwów – ono ku wam przyb dzie samo.

Jeste cie ze wszystkich zarzutów oczyszczeni, lecz sami wiecie – jak jest z ludzkim gadaniem. Po-
wiada  zawdy b

cie byli w co  tam zamieszani...

    Hubert pos ucha  rady  Wilka, lecz w u adzenie swojego  ywota przesta  wierzy   równo z pierw-
szym  niegiem i mrozem. Niby by  teraz do  dobrze wyposa ony, lecz na czas zawieruchy, d ugiej
a dokuczliwej,zwierzyna pochowa a si  gdzie mog a i znowu do Huberta, a  i jego koni zajrza  g ód.

ód przed

 si  jeszcze o dwa dni, bo ponowa, czyli  wie o spad a warstwa  niegu  przera a

zwierz ta trawo erne –  lady dobrze na takim  niegu  wida  i drapie niki  atwo znajduj  w

cicieli

pozostawionych tropów, nawet w chu nie u ywaj c. Na szcz cie napatoczy a si  jaka  g upia
sarna, któr  Hubert ustrzeli  z  uku, a konie - okaza o si  – umia y ob era  drzewa i krzewy oraz
wygrzebywa  ro liny spod   niegu. Uzna , ze nie musi czeka  na nie wiadomo co, i kiedy znowu
zacz  sypa

nieg, spakowa  si  i ruszy  w drog .

     Pod wieczór poczu  dym i us ysza  porykiwania krów. Jacy  ludzie musieli gdzie  tu mieszka .
Chcia  do nich zawita , mo e si   w ciep ym przespa , jakby tak 

nia...

    Trafi . Sta y ko o siebie trzy cha upy z obej ciami. Mo e jacy  stra nicy ksi

cy, mo e pocz -

tek  jakiej   wsi...  Zsiad   z  konia  i  wszed   na  podwórze  najwi kszego  obej cia.  Zastuka   w  drzwi.
Uchyli y si . Przez szpar  us ysza  m ski g os:
     - Wy cie mo e Hubert?
     - Jam jest – powiedzia  – a sk d moje imi  znacie?
   

-   By o tu dwóch m odych. Zostawili co  dla was. Wejd cie – drzwi otwar y si , ukazuj c

ylastego  cz eka - z w sami - w samej bieli nie. Widocznie wn trze chaty by o mocno nagrzane.

   

Gospodarz zaprosi  do wn trza, gospodyni  wie  po ciel wyci ga a poklepywa a pierzyn  i

poduchy, pow oczki zak ada a. Na kotlinie co  si  warzy o i wydziela o przyjemny zapach.
      - Ale ja nie mam... - Hubert my la  raczej o darmowym noclegu gdzie  na sianie – te  pod da-
chem, od spodu konisie grzej  albo byde ko...
       - Oni wszystko op acili – powiedzia  gospodarz – tak e miejsce i pasz  dla waszych koni, one
ju   stoj   w  stajni.  Jeszcze  dla  was  w óczk   kupili  od  mojej  baby  i  zostawili  dwie  ig y  z  du ymi
oczkami. Nie odprzedaliby cie jednej? Córki jak zobaczy y... Ech te dziewczyniska – tylko by
wyszywa o, barwne szmatki nak ada o na dobre odzienie, barwne cery robi o dla ozdoby...
       Spanie by o wy mienite. 

nia wygna a z Huberta wszystkie ogniska zi bu i uczyni a go czy -

background image

-  47  -

ciejszym od krynicznej wody. A jego dusza zacz a odczuwa  wdzi czno  za tyle starania o jego
nicwarte cia o i zbola  dusz . Za ig  dosta  pó  plecaka  ywno ci – mas o, jajka, boczek
podw dzany, chlebki p askie a okr

e  i kie basy wielkie p to. Przed wyjazdem gospodarz

wyci gn  now  brzytw  i ogoli  twarz Huberta. Okaza o si ,  e brzytwa te  by a przez Broz  i
Niw  zostawiona dla Huberta, a druga dla gospodarza jako dodatek do zap aty za ugoszczenie pod-
ró nego.
      - Oni zauwa yli b ysk w moim oku, jakem dojrza  t  brzytw  dla was i ten wy szy wyci gn
drug  dla mnie – rzek  gospodarz. - Pewno ba  si ,  e wasz  sobie przyw aszcz , ale ja nikomu,
nigdy, nic nie ukrad em i nie ukradn .
       Chyba na poparcie s ów m a gospodyni w

a w jeden z dwóch k bów siana na luzaku ko-

szyk z czosnkiem, cebul  i  garnuszkiem tartego chrzanu ze  mietan . Hubert tak si  czu , jakby
go ci  u najbli szej rodziny, która krewniakowi niczego nie posk pi.

*  *  *

      Potrzebna by a spora dawka przewrotno ci, aby oceni  stan swojej duszy jako zwyczajny.  nieg
pada  wielkimi p atami, mróz  ciska  - dobrze,  e wiatru nie by o, a on  nie stara  si  wyszukiwa  w
swoim po

eniu  adnych dobrych stron – po prostu przebija  si  przez  nie yc , ocenia  zw anie

si  le nej drogi jako du e utrudnienie, a kiedy  cie

 si  sta a pomy la ,  e jednak najprostsze

rodki bywaj  najlepsze – gdyby nie mia  koni, to nie musia by teraz zsiada  i prowadzi

wierzchowca, za u dzienic  trzymaj c, i niepokoj c si  o los luzaka, który powinien nad

 za

wierzchowcem, by  uwi zany do siod a link , ale  nie yca tak g sta by a,  e jeno kawa ek tej linki
widzia , a luzak... Mo e tam, z ty u by  i niczego si  nie ba ... Na luzaku tyle cennych rzeczy by o...
Kiedy niczego nie mia , to o nic si  nie troska , jeno o oddychaniu stara  si  pami ta , o ugrzaniu
siebie my la .  Tak czu  mog a jeno zdrowa, zwyczajna dusza, tylko ona mog a ponarzeka ,
pomarudzi  na rzeczy codzienne...
     

No, nareszcie ta  cie yna si  rozszerza! Wsiad  na konia, zgarn wszy z siod a gór

niegu.

Sprawdziwszy,  e widzi  eb i po ow  luzaka – ruszy  ra no naprzód. Droga – po odleg

ci

majacz cych po bokach pni od niej oceni ,  e szeroka – naraz zosta a tych pni pozbawiona. Albo
pogorszy a  si  widoczno ,  albo  w  tym miejscu zaczyna a  si   polana...   Stan ,  nie  mog c  podj
postanowienia co do kierunku jazdy. Przeczeka

nie yc ? Niegdy , w stepie nad Morzem

Czarnym Zdruzno uczy  budowa  domek ze  niegu... Ba, tamten  nieg by  ule

y – kroi

mieczem kwadratowe kawa y, lekko podwa

 i wyjmowa

 gotowy materia  do stawiania

ciany...

     

Ruszy  na chybi -trafi , bo mo e ko  utrzyma kierunek i dojdzie do przeciwleg ego skraju tej

polany, a tam b dzie dalszy ci g drogi? Stawa  i czeka  nie wolno, bo przysypa  mo e, zreszt
koni przysypywanych powy ej grzbietu nijak nie utrzymasz na wodzy  - zaczn  w panice szuka
ratunku przed   niegowym „pogrzebem”...
     Nagle ko  stan  i w  aden sposób nie dawa  si  zach ci  do dalszej drogi. Trzeba by o zsi

 i

sprawdzi  przyczyn  ko skiego uporu.Znalaz . Wymaca  przed ko sk  piersi  poziom

erd , przy-

sypan

niegiem. Poni ej by a druga – taka sama. Nic tylko ogrodzenie. Uwi za  do  erdzi wodze.

     - Poczekajcie tu na mnie, konisie – powiedzia  – ja sprawdz , czy tu chaty jakiej nie ma. Wróc
do was po  ladach.
      Te  lady by y rowkiem, zostawianym przez przedzieraj ce si  przez kopny  nieg cia o. Brn , z
trudem podnosz c nogi. Wnet doszed  do góry. Wyra nie wznosi  si  przed nim stromy stok

niegowej góry. Zaspa?... Przecie nie wieje...

      Trzymaj c si  tego stoku szed   obok niego. Wkrótce musia  zakr ca . Wnet doszed  do zosta-
wionego przez siebie rowka. To by o co  przysypanego  niegiem! Pewno chata z przyleg

ciami,

bo na sam dom mieszkalny za du e.  Zacz  mieczem i r kami odgarnia

nieg. Mo e uda si

dogrzeba  do  ciany? Mo e na drzwi natrafi? Je li na p askim miejscu  nieg si ga ko skich piersi,
to tutaj warstwa nie mo e by  o wiele grubsza...
      Miecz stukn  o co  twardego. Pr dko  grzebania wzros a, bo  c o    by o! To by y drzwi. Za
szerokie jak na drzwi do mieszkania, tedy stajnia lub obórka... Dobieg o go szczekanie psa
przyt umione jakie ... Spod tego  niegu?... Kiedy drzwi wreszcie zosta y otwarte, by  ca y mokry od
potu .

background image

-  48  -

    To by  ci g pomieszcze  – stajenka (pusta), obórka (krowa z ciel ciem) i drewutnia (du a siekie-
ra). Pies ujada  za ma ymi drzwiami z drewutni do domu (chyba) prowadz cymi. Uj  siekier .
     - Poczekaj, piesku – powiedzia  – ja musz  po konisie, bo mi je zasypie... Wyr bi  im przej cie
przez ogrodzenie i przyprowadz , by  mia  na kogo szczeka .

*  *

     Na górze, nad stajenk  i obórk  by o siano. Hubert sprawdzi  w asn  sprawno  – musia  pods-
koczy , zawis  r kami na brzegu otworu w stropie, podci gn  si , machni cie nogami i ju  by
przy sianie. Zrzuci  stosowny zapas, ponak ada  za drabiny nad   obami. Konie i krowa od razu
zacz y chrupanie karmy. Cielak zacz  ssa  matk . W drewnianym cebrzyku sta a woda, niestety –
w postaci lodu.  Szczekanie psa, na zmian  ze skowytem  mog o martwego obudzi . Hubert
otworzy  drzwiczki w bocznej  cianie. Za nimi by a sionka mocno zagracona narz dziami, drwami
na opa , jakie  koszyki, garnki, naczynia. Drugie drzwi by y z tamtej strony drapane przez tego
uprzykrzonego szczekacza i wyjca.
      Pies, szczeniak w

ciwie, wielko ci dopiero co narodzonej ja ówki, natychmiast przesta  szcze-

ka , gdy tylko drzwi zosta y otwarte.  asi  si , merda  ogonem, piszcza . Hubert zobaczy  kotlin
kamienn  zakryt

elazn  p yt  z otworami na garnki. Z ty u do tej kotliny przytyka  komin,

wystaj cy ze  ciany. Po prawej stó  i  awa – czyste i puste.  ciany z g adzonych bali,
uszczelnianych powrós ami ze s omy.
      - Piesku – powiedzia  Hubert – sam tu  jeste ?
    - Ze mn  – powiedzia  przyt umiony, niewie ci g os i dopiero wtedy Hubert zobaczy  po lewej
stronie 

e, a na nim stos futer i nieziemskiej urody twarz bardzo  licznej niewiastki, czy niewias-

ty, wyzieraj

 spod tego futrzanego okrycia. Troch  ciemno by o, widzia  szklane okna, lecz za

nimi 

ci y si  nowe deski pozamykanych okiennic, jednak ta twarz wygl da a jak  wiat o,

przyci gaj ce  my – ja nia a pi kno ci , wabi a urokiem niecodziennym.
      - Co tu si  dzieje? - zapyta ,
      - Zimno. Le  w 

u, pookrywa am si  wszystkim, co mo liwe, ale nadal zimno – g os niewia-

sty brzmia  jak eolskie harfy.
      - Drwa s , kotlina jest - nie mo na ognia za ec?
      - Próbowa am. Jest krzesiwo, ale ja nie umiem...
     Niemo pokr ci  g ow  z niedowierzaniem. Zakrz tn  si  po chacie. Znalaz  krzesiwo i hubk .

 na ruszcie kotliny stosik trzasek ze smolnej sosny – by y gotowe w sionce, skrzesa  iskry.

Hubka nie by a zawilg a, wi c nie musia  szuka  swojej. Dmucha  na hubk  leciutko niby wiosenny
zefirek. Przytkn  do  aru male

 trzask . Zapali a si  w

ym p omyczkiem. Znowu dmucha  i

zwi ksza  p omyk. Przytkn  p on

 trzask  do kupki przygotowanej w kotlinie. Zaj y si , lecz

opornie – wi cej dymu by o ni li p omienia. Ostro niutko dok ada  kolejne trzaski, potem drobne
drewienka, potem drewna nieco grubsze. D ugo si  kopci o, a  nagle w kominie rozleg  si  hurgot,
na palenisko run a kupa  niegu i wszystko zgas o. Wybra  ten  nieg z paleniska i powtórzy
rozniecanie ognia. Tym razem komin poci gn , zahucza  w nim p d powietrza, p omienie liza y od
spodu  elazn  p yt . Wnet w kotlinie i kominie buzowa o a  mi o. Ta cud dziewica patrzy a na jego
poczynania pi knymi, lazurowymi oczami z wyra nym podziwem.
      - Jest tu m ka? -zapyta .
      - Nie  wiem – us ysza .
     - Lubisz mleko i jajka?
     - Nie wiem – by  prawie pewny takiej odpowiedzi...
     Znalaz  m

 i jajka. W koszyku, który przywióz  te  by y, lecz na pewno na ko  zamarzni te –

te by y ch odne lecz w  rodku jeszcze p ynne. Udoi  troch  mleka do znalezionego w sionce
skopka. Wstawi   garnek  z mlekiem  na p yt . Wbi  do znalezionego kubka cztery jajka. Dosypa

ki. Wymiesza  jajka z m

 ostrzem swojego no a. Masa by a troch  za g sta, lecz mleko

zawrza o, tedy wk ada  do garnka kawa ki g stej masy, u ywaj c do tego ostrza no a.
      Znalaz  tylko jedn  drewnian

. Postawi  garnek z kluskami na desk  i niós  ku 

u z 

-

  po

on  w poprzek garnka. Usiad a, nie spuszczaj c oczu z pary nad mlekiem. By a odziana w

mi kkie futro. W jego rozchyleniu pod brod  widzia  gruby sweter z we ny.

background image

-  49  -

     - Jedna 

ka – powiedzia a – a dla ciebie?

     - Zostawisz mi po ow  – powiedzia . - ja musz  jeszcze lód i  nieg roztapia , by zwierz ta napo-

.

         Niewiele  zjad a.  Mo e  nie  smakowa o,  mo e   cisn   jej  si

dek  od  przymusowego  postu...

On si  najad  i jeszcze dla psa starczy o. W izbie sta o si  gor co. Napoi  zwierz ta letni  wod .
    

- S uchaj – powiedzia  – ja jestem bardzo zm czony. Teraz skorzystam z twojego pos ania i

zdrzemn  si  troch . Zgoda?
    

- Tak – powiedzia a i po piesznie wylaz a spod futer. Mimo grubej odzie y widzia ,  e jest

pos gowo zgrabna.
      Jak sta  - tak rzuci  si  na 

e. Mia  jeszcze zamiar zapyta  o przyczyn  jej samotno ci, lecz nie

zd

 – rzec mo na – usn  w biegu.

*  *  *

       Obudzi  go jej g os.
       - Ja jestem Milena, a ty?
      - Hubert – powiedzia , jeszcze z zamkni tymi oczami.
      Otworzy  je. Sta a przy 

u naga. Zda  sobie nagle spraw  z tego,  e i on nic na sobie nie ma.

Musia a rozebra  go podczas snu. Widzia  przepyszny pos g dziewicy. Z pewno ci  jeszcze
nietkni tej  przez m czyzn .
       - Moge si   przy tobie po

? - w jej zachowaniu nie by o ani odrobiny wstydu – tylko nie -

mia

 w tym g osie d wi cza a.

        Zapraszaj cym gestem uniós  okrycie i odsun  si  pod  cian , robi c miejsce dla niej.

background image

-  50  -

Rozdzia  VIII

Prawdziwe skarby

     Konia z rz dem i królestwo na dodatek nale

oby da   m czy nie, który przebija  si  przez

puszcz  w trudnym dla cia a czasie, szed  na pó noc, ale nie wiadomo dok d, napotka  cud-
dziewic , która mu sama do 

a wlaz a, a on nast pnego dnia zabra  zadek w troki i poszed  znowu

na pó noc. Trzeba przyzna ,  e Hubert by  bliski takiej nagrody – tak on o sobie s dzi  i chcia  i
dalej. Wszak e Milena taka biedna i jak e j  sam  na zatracenie ostawi ? Wszak e  nie yce jedna
za drug  sz y od zachodu, mróz drzewa rozrywa , wichry czasami zaspy wy sze ni li chata Mileny
usypywa y – jak e w tak  pogod  z ciep ej chaty  nos wy ciubia ? Wszak e  zmordowany by
setnie dotychczasow  w drówk  – czy  nie powinien troch  odpocz ?  Czy  nie powinien Milenie
zapasów narobi , zwierza nat uc, drew na ca  zim  nar ba ? Mo e by wpierw nauczy  j  ró nych
rzeczy? Ona bez tego nie prze yje nawet do wiosny, kiedy to mog aby uda  si  po jaki ratunek do
innych ludzi. A zreszt  – jego Jagoda, to by a zasadzka na starzej cego si  a bez ennego i
bezdzietnego Huberta. On s dzi ,  e musi mi owa  Jagod , skoro  by  jej pierwszym m czyzn , a
ona jego pierwsz  niewiast . A Milena... Ooo!  Ona s usznie nosi a to czeskie imi , po polsku
oznaczaj ce – mi owana. Jak e nie kocha  takiego dzieciaka, który ci ufa ze wszech miar, lgnie do
ciebie rano, wieczór, we dnie, w nocy, patrzy na ciebie z wielkim podziwem, wr cz z uwiel-
bieniem?... I jaka pieszczocha nami tna... Nie, od Mileny – mo e – odejdzie wiosn  dopiero! A
mo e to w

nie Milena by a celem, do którego Wilk kaza  mu i ? Oj, to by by o dobrze...

     Milena  mo e i by a niedouczona w sprawach codziennych, b ahych. Atoli uczona by a rzeczy
wa nych. Na przyk ad o dziejach Czech wiedzia a od Huberta du o wi cej. A ju  szczególnie o
pocz tkach  ich pa stwa w dzisiejszym miejscu. Kiedy w izbie ciep o, gdy wszystkie codzienne
sprawy Hubert u adzi  – by o czysto, syto i bezpiecznie i le eli ko o siebie w porze wypoczynku
pomi dzy kolejnymi poca unkami, stanowi cymi pocz tek czego  wi cej, co by o dowodem
gor co ci uczu  obojga, kiedy potem mia a nast powa   nauka, na przyk ad dojenia krowy – w
takich odpoczynkowych, spokojnych chwilach Milena snu a opowie ci o dawnych i tera niejszych
losach Czechów.
     Dawno, dawno temu Czesi  yli w tym miejscu, gdzie dzisiaj Zachodnia Bawaria si  rozci ga. A
pojawili si  Germanie, a po ród nich liczni Bawarowie. Czesi byli wypierani na wschód – nie  eby
jaka wojna by a – po prostu codzienne, zwyczajne, s siedzkie sprzeczki o miedze, o zwierz ta w
szkodzie na  cudzym polu, o obwody  owieckie, o granice posiad

ci i podobne ró no ci bardzo

Czechom dopieka y, a Bawarowie byli najliczniejszym plemieniem germa skim i zbrojnie nauczy
ich szacunku dla S owian mogliby  jeno liczniejsi od Bawarów. I to nie byli Czesi, tedy oni cofali
si  stopniowo, za  ród Przemys ów (czyli rolników) najpierwszy przenosi  swoje siedziby, pola i
pastwiska na wschód, bo – tak przemy lni powiadali – ziemi jest du o i dla wszystkich wystarczy,
tedy wojowa  nie ma o co.
     Wreszcie do g osu doszed  S awnik – Czech, który uwa

, i  Bawarom da  zbrojny odpór nale-

y. W miejscu, gdzie do Dunaju rzeki Wornica i Lech uchodz  by a wielka bitwa, po której ju  by o

wiadomo, i  odpór Bawarom nie mo e by  przez Czechów dawany, bo zosta a ich garstka, a prawie
wszystkie ich niewiasty i dzieci Bawarowie w niewol  wzi li. Ta garstka – kilkuset m ów,
kilkana cie niewiast, kilkadziesi t niewiastek i dzieweczek oraz tylu  otroków  uciek o daleko od
Bawarów – na dzisiejsze miejsce bytowania Czechów.  S awnik wys

 wielu m ów czeskich na

sk – po  ony. Wi kszo  tych Czechów  ony przywiod a ku S awnikowi, nieliczni wsi kli w

ziemi

sk . Zadaniem Czechów, os oni tych od zachodu i po udnia górami, by o mno enie si ,

aby odbudowa  poprzedni  liczebno . Nadal najwa niejsi byli po ród nich Przemys  i  S awnik –
naczelnicy dwóch niegdy  najliczniejszych i najwa niejszych czeskich rodów. Tak to mo e
wygl da , jakby  si  mówi o o dwóch ludziach, wszak e to troch  inaczej w rzeczywisto ci by o –
w ka dym nowym pokoleniu, kiedy zmar  Przemys  albo S awnik, tak e innych rodów to
dotyczy o,
wybierano  nowego,  m odszego  Przemys a,  S awnika  lub  –  dajmy  na  to  –  Vrsza.    Bawarowie
uzyskali mo liwo  dowolnego rozszerzania swoich posiad

ci. Trzeba by o dziesi cioleci, aby

wype nili dawne ziemie czeskie i  te, które na nich czeka y na wschodzie od starych Czech, a na za-
chód od Czech nowych. Kiedy to nast pi, Bawarowie – lud w zasadzie spokojny – uznaj ,  e im si

background image

-  51  -

usznie nale  ziemie Czech nowych... S awnik s dzi ,  e góry dopomog  w powstrzymaniu

Bawarów w ich  rozszerzaniu si  naoko o w asnego j dra. Wkrótce ko o Bawarów osiad y tak e
inne plemiona germa skie, co chwali  wszem i wobec Przemys . On mówi ,  e, w ciasnocie b

c,

plemiona  Germanów  mi dzy  sob     za   by  si   wezm   i  os abn   ich   dania  wobec  Czechów.  Ju
nawet niektórzy Czesi przeb kiwali o obraniu wodzem naczelnym Przemys a, bo on r czy , i
Germanów mi dzy sob  sk óci, napu ci jednych na drugich i nawet powrót Czechów na stare
ziemie b dzie mo liwy – ju -ju  S awnika miano na bok odstawi , kiedy plemiona germa skie
porozumia y si  co do wspólnego kierunku rozszerzania swoich siedzib. Ustali y: nach Osten!
     W pierwszym pokoleniu Czechów na nowej ziemi córa S awnika – Libusza by a jedynym jego
dzieckiem, które z ojcem przysz o do nowych Czech. A ka dy m  syna pragnie... Tedy S awnik
Libusz  w szaty m skie stroi ... Dwa grody Libuszy postawi  – Libice i Prag. Prag po polsku próg
znaczy... S awnik g osi , i  Prag b dzie twierdz , zatrzymuj

 wszystkich Germanów, zd aj cych

w celach zaborczych na pó noc i na wschód... Wnet si  jego s owa potwierdzi y – Bawarowie
wypraw  badawcz  zrobili i na progu z by im wybito. Jednak S awnik poleg  w boju. Zosta a po
nim  ona, Vesna, czyli wiosna i trzech nieletnich synków.  aden wodzem jeszcze obrany by  nie
móg . A Przemys  pozbad  tajemnic  m skich strojów Libuszy i j  gwa tem uczyni  ci arn , a po-
tem Czechom powiedzia ,  e chce j  za  on  poj  jako znak wieczystej przyja ni mi dzy rodami
Przemys ów i S awników. Vesna darmo próbowa a prawd  o gwa cie szerzy . Darmo pomaga  jej
Vrsz i jego ludzie. Czechom si  zda o,  e k ótnie za egnane b

, je li Przemys  o eni si  z Libusz

i b

 dzieci, potomkowie obu najwa niejszych rodów, ju  spokrewnionych...

    

W nast pnych , pó niejszych pokoleniach zacz to  nazywa  wodzów ksi

tami i przestano

nadawa  im pierwotne imiona – na przyk ad Vrsz, Przemys  czy S awnik. Teraz mówi si  o rodach
Vrszowców, S awnikowiców lubo S awnikowniców, czy te  Przemy lidów. Nie tak dawno Wac aw
Przemy lida otoczy  Libice wojskiem, pozamyka  w domach S awnikowniców, okiennice kaza
gwo dziami zabi , drzwi ko kami podpierano... Po ar wielki uczyniono... Nikomu nie darowano. W
dodatku chytry brat Wac awa – Boles aw – g osi, i  on pom ci  mier  S awnikowniców, je li Czesi
swoim ksi ciem go wybior , a Wac awa od w adzy oddal ...
    - A ty, Milena, z jakiego jeste  rodu? - spyta  Hubert, bo Milena zamilk a i strumienie  ez ociera a
na policzkach, tedy on chcia  odwróci  jej uwag  od wspomnie  o  wie ej po odze i pieczeniu
ludzi  ywcem.
   -  Ze  S awnikowniców  –  powiedzia a  przez   zy  Milena  –  a  mój  m   jest  z  Vrszowców.  My
wcze niej uszli my do Polski, bo Vrszowcy ostrzegali.
    - Och – Hubert by  speszony – a gdzie  ten twój Wszowiec?
    - Nie  poni aj Zdenka mianem wszy – powiedzia a ze smutkiem Milena – on mnie nie tkn , sam
widzia

 i czu

, on mnie chcia  ochroni  przed trudami  ycia sieroty. T  chat  dla mnie

zbudowa , dba   by  mi niczego nie brakowa o.
    

- To niechc cy – usprawiedliwia  si  Hubert – mnie trudno wypowiedzie  Vrsz, czy podobne

owa. Vrsz mój j zyk nie potrafi wypowiedzie . Mo e bym u ywa  s owa Varsz? Ten twój Zdenek

tutaj nie wróci?
     - Ty jeste  mój! Zdenek to pojmie i z ego s owa nie powie. On od mojego ojca starszy. Poza tym
on ma na

nic  i z ni  lega  cz sto w grodzie... Tu gdzie  niedaleko moi ziomkowie, Czesi, gród

pobudowali.
     - Trafisz tam? Bo ja bym chcia  twoj  rodzin  pozna ... Mo e by jakie uniewa nienie twojego
ma

stwa?... Mo e ty i ja by my prawdziwy  lub wzi li? Ja jestem chrze cijaninem, Czeszki

chyba te  s  chrze cijankami?...
      - Te , Hubert – powiedzia a. - Mi uj  ciebie wi cej ni li siebie sam . Spróbujemy trafi .
      Na razie jeno na  owy Hubert wychodzi  – trzeba by o wiosny czeka , bo teraz szuka  czego  z
Milen , która tak niewieloma rzeczami powszednimi si  przejmowa a i na innych ludziach polega a
– prawdziwa ksi niczka do s ug przyzwyczajona, opuszcza  nynie ciep e k ty z Milen  by oby
prawie pewnym samobójstwem, a teraz Hubert chcia

. Och, jak bardzo chcia ! Mo e Zdenek te

na wiosn  czeka i przyb dzie do chaty?... Mo e z grodu Czesi jaki podjazd wy

?...

*  *  *

    Reszta zimy i przedwio nie zesz o  Milenie  i Hubertowi   na  rozmowach  w  rodzaju  –  kochasz

background image

-  52  -

mnie? A ty mnie?  liczna jeste . Bardzo lubi   z tob   lega  w 

u. To si  rzuca w oczy, naucz  ci

cerowa  i szyde kowa ,bo co to za niewiasta, która tego nie umie? Och, na twoim szydle umiem...
Nasze dzieci  b dzie bardzo mi owane. A co si  urodzi? Ch opak! I ja te  chc  ch opaka.
     W bardziej s oneczne dni przedwio nia Hubert naprawi  ogrodzenie i posprawdza  drzewka, ros-

  w sadku – na tej ogrodzonej por bie. Wszystkie dobrze znios y zim  i zapowiada y dobry

urodzaj. Hubert postanowi  przyst pi  do nauki robienia przetworów z owoców. Nad kotlin , przy
kominie by  piec do pieczenia chleba. Sprawny, to Hubert sprawdzi  osobi cie – upiek  chleb –
bochenki  grubsze nieco ni li zwyczajowe podp omyki. Milena chleb chwali a, on podejrzewa , i
dla sprawienia mu przyjemno ci, lecz raz przez szyb  z dworu widzia  jak sobie kroi a pajd  wielk
i smarowa a resztk  mas a przez niego przywiezionego na pocz tku zimy. Mas o te  trzeba zrobi ...
Kierzanka jest w sionce przy obórkostajence. Gdyby tak owczarenk  dobudowa ?... W óczka,
dzierganie na patyczkach, robienie sweterków i szali szyde kiem... Jak e mi o by oby wpatrywa
si   w kochane r ce Mileny, sprytnie wywijaj ce patyczkami czy szyde kiem. Umia  to wszystko
robi  od czasu pobytu w szkole, gdzie ró nych po yteczno ci uczono. Po zbiorze owoce oporz dzi
z gniazd nasiennych, pestki pousuwa , umy  i na s

cu, nieco pokrojone, wysuszy . A na

pocz tku zimy – do pieca, potem w gliniane garnczki, serwetkami ponakrywa   i  w obórkostajence
na  okienkach  stawia ,  by  zimno  je  w  dobrym  stanie  utrzymywa o...  Jak  drzewka  zamieni   si     w
wielkie drzewa – piwnic  trzeba b dzie na zapasy i przetwory zbudowa ... Wszystko z Milen ,
wszystko dla Mileny. Kiedy przyjdzie dzieci  – ona przylepno  do niego zmniejszy i przeniesie
cz

 mi owania na to ma e... On... On b dzie to malutkie uwa

 za jej cz

, za jej dalszy ci g ...

Ale ani jedno z nich, ani drugie nie pokocha dziecka tak samo, jak oni w nocy... To zostanie i

dzie  czy  na dobre i na z e dni sporów... A jak on si  zestarzeje, a ona jeszcze nie? A, co tam –

kiedy to nast pi... Trzeba j  nauczy , by   adnego z ego nastroju nie pog bia a niech ci  do
nocnych pieszczot. To musi by  oddzielone od dziennych sporów, które na pewno nast pi ... Oby
jak najpó niej!
     Milena bardzo wiele si  nauczy a. Niegdy  do wszystkiego s ug u ywa a, teraz – dla Huberta –
gotowa by a najci szych prac si  uczy . Na dobr  spraw  jeno o w asn  urod  umia a si  troszczy
i zadba . A i to – potrzymaj mi w osy, umyj mi plecy, zobacz czy mi w oku nic nie siedzi, pomó
brwi wyrówna  i takie tam ró ne... No, ale to nie o pos ug  chodzi o, jeno o przyjemno  z jego
blisko ci i dotyku... Uczy a si  szybko ró nych prac i nawet sprawdza  ani pomaga  nie musia ,
byle by  blisko. Móg  nawet drzema  czy spa , lecz zawdy mog a liczy ,  e  - w razie czego –
dopo-mo e, wesprze, poratuje. A jak si  co nie uda,to przytuli,pog aszcze i powie to swoje: nic to,
Milenko - i tak ci  mi uj ... Mój ci jest! Jak to by o onegdaj? Brus do ostrzenia no y i siekier z sieni
przynios a i dalej e siekier  ostrzy . Znaczy o brus j  pociera  i brusem jej ostrze trze . Zwyczajnie
– bruszy  siekier  zacz a. A on siedzia  na 

u i patrza  tak zach annie jak jej nabrzmia e od ci

y

piersi bujaj  si  w rytm pochyle   i wyprostowa . Potem spyta  - czy by nie chcia a aby jej piersi
podtrzymywa ... A  jej si  od samego wyobra enia tak jako  rozkosznie ko o sutków zrobi o...
Wreszcie rzek : - Daj, ja   pobrusz , a ty poczywaj na 

u, bo  si  ju  spoci a.

     

Wiosn  wszystkie drzewka zakwit y – ogród wygl da  niby zgromadzenie panien w  lubnych

sukniach. A kiedy rankiem wychodzili, by si  napatrze  i zapachów nawdycha , poranna rosa l ni a
na kwiatach drzewek niby wielka gromada klejnotów  w ogromnym skarbcu. Sk

 przylecia y

pszczo y miodne, pomi dzy ich zast pami trafia y si , niby harcownice wspomagaj ce pszczele
wojsko  lotami przy samej ziemi, niedu e pszczo y samotnice. Za  z samego rana, kiedy jeszcze
pszczo om za zimno by o, albo przy lekkiej m awce - jeno trzmiele bucza y i to, chyba, one
najwi ksz  kwiatom rozkosz suli y, bo okazywa  mi owanie i po

danie, gdy wszystko w najlep-

szym porz dku to  adna zas uga – poka ,  e kochasz, kiedy krecha na ciebie przychodzi – zimno,
mokro i do domu daleko... Czy mo na trzmielom domki w sadzie urz dza ? Trzeba Huberta spyta
i za pos ank  tych mi ych buczków basowych s

 – w ich imieniu i w imieniu kwiatów o

trzmiele domki pro

 wnosi ... On potrafi! Ostatnio dla pszczó  samotnic w kawa ku drewna

widrem  do ków nawierci , przymocowa  te drewna pod okapem dachu i powiedzia , ze na drug

wiosn  b

 si   w tych do kach wyl ga  m ode zapylaczki poziomek, jagód i borówek.   A

niektóre ju  jesieni  wylez  na  wiat,  by wiosn  wcze niej  rozpocz   s

 przy kwieciu krzewi-

background image

-  53  -

nek owocowych, które tu Zdenek z puszczy przynosi , sadzi  i sia .

*  *  *

     Hubert straci  ostro  spojrzenia na otoczenie. Tak by  zatopiony w fio kowych oczach Mileny,
tak by   zaj ty przychylaniem jej nieba,  e ani zapyta  o poddasze chaty. Dopiero kiedy si  ca kiem
ciep o na dworze zrobi o, dopiero kiedy pora przysz a, by odwiedzi  ojca Mileny  zauwa

,  e on

nie ma co na siebie w

! Wyzna  Milenie,  e wstyd mu jecha  w zimowym odzieniu, starych

swoich szmat dawno si  pozby  – gdzie  w lesie grzyby zamienia y je w próchnic , a ojciec Mileny
pewno jaki ksi

 i trzeba by  stosownie ubranym, by przysz y te  r ki ukochanej Hubertowi nie

odmówi ,
      Popatrzy a na niego uwa nie – jakby mierzy a go oczami, a potem powiedzia a:
    - Zdenek zamaskowa  drzwi z izby do drugiej sionki. To mia a by  skrytka w razie napadu... Z tej
drugiej sionki nie ma wyj cia na dwór, za to schody s  na poddasze. A tam skrzynie z odzie
Zdenek postawi . On te  by  wysoki i dobrze zbudowany. Gdyby  si  nie brzydzi , to by my co  z
jego rzeczy dla ciebie dobrali. Chcesz? Przy sposobno ci i moje stroje we dwoje obejrzymy... Teraz
za ciasne na mój brzuch, lecz m owie  adne ciuszki swoich niewiast radzi ogl daj .
      Nie by o wyj cia. Skrzynie trzeba by o opró ni  i ich zawarto  porozk ada  na s

cu i wie-

trzyku, by pozby  si  zapachu ro liny zwanej bagno, nie lubianego przez ludzi i przez mole oraz
inne szkodniki. Wisia y na drzewkach suknie Mileny – kilkana cie jesiennych, kilka zimowych,
najwi cej wiosennych i letnich. Barwne sukna, lej ce si , grube jedwabie, po yskliwe, na metal
wygl daj ce lamy, cieniutkie, malowane r cznie p ócienka. Hubert oczu nie móg  oderwa  – i
zwiewne go oczarowywa y, i lej ce zachwyca y, nawet ci kie sukna pozwala y wyobra ni
umieszcza  w nich Milen  i  rozaniela  si , rozczula  nad jej pi kno ci  –  adnemu we wszystkim

adnie.

     Tymczasem Milena dobra a odzienie dla Huberta, kiedy si  wystroi , obejrza a go ze wszystkich
stron, powiedzia a,  e cudnie wygl da, a oczy jej przy tym tak ja nia y rado ci  i dum ... Jemu
podoba o si  to,  e jej si  podoba...
      Którego  dnia Hubert poczu ,  e trzeba jecha . Ona mówi a, ze to mniej ni  pó  dnia drogi, tedy

adne wielkie przygotowania nie by y potrzebne. Hubert posadzi  Milen  na wierzchowcu, bokiem,

by nóg nie musia a rozwiera , sam wzi  konia za u dzienic  i poszed

cie yn  na pó nocny

wschód. Pies pos usznie wykona  komend  „zosta ”, s

ce grzecznie  wieci o,  cie ka prosta jak

strzeli  – tylko  ta niepewno   w duszy, czy ojciec Mileny... Có , i  trzeba, skoro si  po to z domu
wysz o.
       cie ka dochodzi a do traktu, wiod cego  na pó noc. Ju  mieli na ten trakt wyj , kiedy Hubert
pos ysza  odleg y t tent wielu koni, nadbiegaj cy od po udnia. W puszczy pop aca ostro no . Wie-
le  koni, zapewne wielu je

ców... Wiadomo kto? Wiadomo w jakich zamiarach? Hubert

wprowadzi  konia w maskuj ce krzewy i czeka , trzymaj c d

 przy ko skich chrapach, by

wierzchowiec nie zar

 na powitanie swoich licznych towarzyszy.

      Przez li cie wida  by o nadje

aj cych. Nagle Milena wyda a j k – na szcz cie tamci jeszcze

nie byli bardzo blisko, a j k nie by  g

ny. Po

 znacz co palec na swoich wargach.

     

Przek usowali przed ukrytymi – miny powa ne, uzbrojenie pe ne, oczy wlepione w bezkresn

dal... Dopiero kiedy przejechali, Milena powiedzia a:
       

-  Ten  na  czele,  to  by   Zdenek.  Prowadzi   Przemy lidów.  Ko o  niego  jeden S awnikowic

jecha ...
Mo

 dojrza  tarcz ... Znak ró y na niej. A zawo anie ma mój ród „poraj”. Co on wymy li ? Czy

przeciwko mojemu ojcu wrogów prowadzi? Vrszowcy zawdy do ugody nawo ywali... Mo e on roi,

e pogodzi oba rody? Lecz czy do pogodzenia resztek mojego rodu z mordercami trzeba a  tylu

wojów spo ród Przemy lidów?...
     - O co wy si  tak d ugo wadzicie? - spyta  Hubert. - Przecie teraz nowe pokolenia nasta y. Zgo-
da buduje, a niezgoda rujnuje. Czechy przez takie wa nie si y nie zyskuj ...
      - W

nie – twarz Mileny sta a si  pos pna – S awnikowice s   stale za sojuszem z Polsk   i za

ostro no ci  wobec Niemców. A Przemy lidzi nie maj  zasad ani d ugotrwa ych zamiarów. Im jeno
na tym zale y,  by odsun  S anikowiców od mo liwo ci w adania Czechami.  Oni jeno  o  to
dbaj ,

background image

-  54  -

by im nikto nie odebra  tronu. Ca e Czechy sprzedadz , byle na ich tronie siedzie . W

nie

Wac aw sprzeda  i ksi ciem Rzeszy Niemieckiej w Czechach zosta .
     - Skoro tak – powiedzia  Hubert – to musim tu poczeka   a  przejad  z powrotem.
    

Doczekali si . S

ce sta o w zenicie i nie przeszkadza o Milenie w zauwa eniu,  e Zdenek z

nimi nie wraca. Mo e zosta  z ojcem? Mo e jakie  porozumienie zawarto i Zdenka do grodu
przyj to?  Podzieli a si  swoimi przypuszczeniami z Hubertem.
      On te  ogl da  powracaj cych Czechów uwa nie. Tak nie wygl dali ludzie, którzy umow  o po-
koju zawarli. To byli ludzie zadowoleni z udanego podst pu. Hubert przypuszcza ,  e nie b dzie

opotliwego spotkania ze Zdenkiem, ale tym przypuszczeniem z Milen  si  nie podzieli ...

*  *  *

     W pewnej chwili Milena rozpozna a miejsce, ko o którego przeje

ali, czy te  – jak chodzi o

Huberta – przechodzili i powiedzia a,  e za t  góreczk   na drodze, do góreczki w

nie doje

ali,

jest jeszcze do grodu dwa stajania. Tedy Hubert postanowi ,  e ona teraz zostanie ukryta w chasz-
czach, a on pojedzie na zwiad. Gdyby ucieka  drog , to ona ma si  przytai , a on po ni  pó niej
przyb dzie – jeno wprzód zmyli pogonie. Ona powiedzia a,  e bardzo prosi, aby jej samej nie
zostawia . Tedy on zostawi  j  na trakcie, a sam na góreczk  zacz  wchodzi  – chocia  z
niewielkiego oddalenia na gród popatrze , zanim do niego pod

. Nie wszed  ca kiem. Kiedy

cz

 jego g owy wznios a si  nad szczyt góreczki zobaczy  Zdenka na tle bramy – chyba sta  ze

zwieszon  na rami  g ow . A ko o niego kto  z tarcz  na piersi. Na tarczy ró a wymalowana... To
pewno ów S awnikowic, o którym Milena powiada a,  e ze  Zdenkiem jecha  w tamt  stron .
     Wróci  do niej i powiedzia ,  e chyba wszystko w porz dku – Zdenkowi musia o si  jednak uda
pogodzenie zwa nionych stron, bo teraz stoi przed bram . Co prawda chyba smutny, g ow  ma
zwieszon ...
      Na szczycie góreczki Milena ju  wiedzia a – co widzi. Zdenek i ten S awnikowic byli powiesze-
ni na skrzydle bramy. Drugie skrzyd o  by o na o cie  otwarte i przez nie nie wida  by o w grodzie

adnego ruchu. Milena zsun a si  z konia i przytuli a do Huberta.  ka a w przewidywaniu

najgorszego, a on j  przytula  i zaklina ,  eby przesta a. Nieco si  uspokoi a i powoli poszli oboje w
stron  bramy grodu.
     

W ró nych miejscach grodu le eli zabici woje. Milena powiedzia a,  e to Vrszowcy. Naraz

zoba-czyli przez otwart  okiennic  jaki  ruch w jednym z budynków. Po chwili na zewn trz wyszli
z tego budynku Niwa, Broz o, Zdruzno i znany Hubertowi kap an Jedynego z plemienia Wilków.
Kap an by  jaki  czas temu ostrzy ony i ogolony – teraz zarost i w osy odrasta y mu, lecz w
warkoczyki jeszcze nie mo na ich by o splata . Potem za tym budynkiem Milena zobaczy a wojów,
stoj cych karnie w szyku, a miny mieli pochmurne, mo na rzec nawet – ponure. Jeden z tych
wojów wyst pi   z szyku, doby  miecza z pochwy i pobieg  w kierunku bramy. Dwa ci cia mieczem
i dwa cia a wisielców spad y na ziemi , a woj schowa  miecz do pochwy i wróci  na swoje miejsce
w szyku.
     - Troch  zd ylim, a troch  nie – powiedzia  Zdruzno. Choma niby wszystko wiedzia  i prze-
widzia , wszak e niewielka zw oka w wys aniu odsieczy nast pi a. Ojciec tej dzieweczki – wskaza
na Milen  z brzuchem wcale na dzieweczk  nie wygl daj cym -  wczoraj wyjecha  st d z wieloma
osobami. W grodzie zosta a nieliczna za oga. Jeden z obro ców jeszcze dycha , kiedy my nadeszli
z pomoc . Ci wisielcy zar czali,  e przywiedli zwolenników pogodzenia rodów, tedy bram
przybyszom otwarto. Rze  by a, bo zbóje przewag  mieli wielk ...
      - A dok d tatko wyjecha ? - spyta a Milena.
     - Nad Wis  – powiedzia a Niwa – tam ju  jeden gród, Progi si  zwie, a  po waszemu Praga, na
prawym brzegu rzeki stoi. I tam troch  S awnikowiców z dawna mieszka i monet  ksi ciu Polski
bij  z miedzi. Na drugim brzegu Vrszowcy miejsce dostali i swój gród maj  budowa . B dzie si
zwa  Vrszowa .
     - Warszowa – b kn  pod nosem Hubert.
     - My po ciebie przyjechalim, Hubert – powiedzia  Broz o – ale  ty nie sam...
     - Wiem,  e tatko mia  ukryt  skrzynk  ze z otem – powiedzia a Milena. - Czy mog  j  zabra , by
da  Hubertowi skarb w niej zamkni ty?
     - My ju  skrzynk  znale lim – powiedzia  Wilk. - Wedle prawa jest twoja, dziewczyno.

background image

-  55  -

    - Ty, Hubert – powiedzia  Zdruzno – masz do wyboru – albo skarbnikiem ksi cia Leszka w Gnie-

nie zosta , albo wojewod  w Szczecinie. To nowy gród, przy którym nynie ksi

 Leszek w asn

osob  stoi i rol  nadzorcy pe ni.
     Hubert przytuli  Milen  do swojego boku, po

 r

 na jej brzuchu i powiedzia :

     - To s  moje prawdziwe skarby i przy nich zostan .
   - A ten Szczecin... Daleko od Grodu Lwów i od nas? - Milena mia a w oczach, niepokoj ce Hu-
berta zaciekawienie.
    - Bardzo daleko – powiedzia  Broz o.
    - To... Mo e... Jakbym u nas urodzi a Warcis awa, to by  tym wojewod ?... - Milena patrzy a na
Huberta b agalnie i wyczekuj co, a wszyscy wiedzieli,  e prawdziwe jest powiedzenie: gdzie moje
mi owanie – tam skarb mój prawdziwy. Wiadomo by o tak e,  e ów skarb chce do Szczecina...

background image

-  56  -

Rozdzia  IX

Uk adanie przysz

ci

     

Arsennie bardzo nie podoba y si  wa nie i morderstwa w Czechach.   le ocenia a wzajemne

niech ci po ród dzieci ksi cia Leszka i ksi ny Gizelli. Z przykro ci  patrzy a na bijatyki i zale -
no ci oraz przewagi we w asnej czwórce synów, jednego dnia rodzonych . Wyci gn a z wiedzy o
wspó czesno ci, ze wspó czesnych sporów i podst pów wniosek,  e jej czwórka powinna zosta
rozdzielona jak najwcze niej – wtedy uniknie si  k ótni mi dzy bra mi. A ona, jako matka i
przysz a babcia licznej gromadki wnucz t b dzie sp dza a czas na podró ach mi dzy domami
synów, w jednym pomo e, w innym poradzi, w trzecim poprawi b dy m odych, a w czwartym...
     W

nie, czwarty...  wiatos aw by  taki wra liwy i skromny. A niegdysiejsza wró ba jakby to

zapowiada a. Które  orl tko mia o by  skrzyd em przygarniane...
     Mniejsza o to – wa niejsze by o poradzenie sobie ze  wiekrem i   wiekr  – oni zachwycali si
swarami wewn trznymi jej czwórki.  wiekr zapowiada ,  e odda ch opaków do najsurowszej
szko y, a potem w dru ynie b

 s

 jako pro ci woje, w dodatku pod zmy lonymi imionami,

aby nikt nie wiedzia ,  e to synowie ksi

cy.  wiekra przyklaskiwa a swojemu m owi, a z

Arsenn  nikt si  nie liczy . A czy  to nie matka wie najlepiej, bo sercem czuje, co powinno si  z jej
dzie mi dzia  w przysz

ci?

     Arsenna by a pewna,  e to ona wie najlepiej – jak post pi , aby zapewni  synom dobr  przy-
sz

. A wszystkie przeszkody s  do usuni cia! Nie b dzie jej  wiekr, nie mo e jej  wiekra, nawet

ich synek, a jej m

 powolny a niespory do postanowie , nieskory do czynów – nikt nie b dzie

jej narzuca  rzeczy dla jej dzieci niekorzystnych!
     

Takiej jak Arsenna osoby nie spotyka si  cz sto – tak w adczej i zakochanej. Zakochanej w

sobie przede wszystkim, a zaraz potem w swoim dalszym ci gu, czyli w synaczkach czterech, a
najbardziej w  wiatku, bo on zawsze mamusi  chwali  i lubi  przy niej przebywa . A ponadto
samolub lubi mie  usprawiedliwienie przed samym sob  – kim  s abszym dorywczo si
zaopiekowa ,wspomóc biedniejszego, niech e postronni – i ona sama – s dz , i  jest osob  zdoln
do mi owania bli nich. Prawie ka dy cz owiek jest samolubem. I je li nie wykracza to ponad
przeci tno , to jest to cecha dobra – pop dza do stara  o pomna anie w asnych dóbr, sk ania do
ochrony stanu posiadania przed letkiewiczami, kieruje do nowych odkry , do pracy, do nauki.
Ogólnie rzecz bior c, samolubstwo przyczynia si  do rozwoju  wiata, bo jest ujmowane w karby
przez innych samolubów w sobie zakochanych. Gorzej, je li ta cecha jest nadmierna, je eli samolub
jest  skryty, m dry i przebieg y. A najgorzej jest, kiedy taki kto  jest na wysokim stanowisku... Có ,
sama Arsenna mo e nie by a na najwy szym stanowisku, lecz przy umiej tnym powodowaniu

em...

*  *  *

     

Ksi

 Leszek przys

 ze Szczecina zapytanie   - dlaczego on musi osobi cie dopilnowywa

ko -czenia budowy tego miasta i grodu, skoro jest naznaczony wojewoda nowy, zdaje si  Hubert
niejaki... Arsenna nagle jakby w gor czk  popad a – go ce lecieli z ponagleniami, gwa townie
szykowano do podró y pojazd, niegdy  podarowany przez W grów,  wiatka strojono, myto i
strzy ono.
    - Bo wiesz, m u – powiedzia a Siemomys owi Arsenna – pora by mój  wiekr polubi  wreszcie
naszego   wiatos awa. On najmilszy z naszych synków a twój ojciec tak jako ... Zawioz  mu sama
tego Huberta z jego Milen  i ich male kim Warcis awem – mo e b dzie nam to policzone na
korzy  i  wiekr spojrzy na naszego syneczka przychylnym okiem. Ja go do szko y nie oddam.
Wyb agam u twojego taty, by mi jego jednego ostawi  w domu.
     

I  wier  miesi ca nie min o, kiedy  wita z pó  setki wojów z

ona, z Hubertem na czele

wyruszy a z Krakowa do Szczecina, okalaj c pojazd  ze skarbami Huberta i ksi cia Siemomys a.
We wn trzu Arsenna odpowiada a Milenie na liczne pytania z mow  zwi zane – na przyk ad, czy

wier  miesi ca min a, czy te  min o... Gdzie  o pó  dnia przed Szczecinem ustali y,  e jedni

mówi , i  miary s  jeno wyobra eniem tedy  nie wiadomo, czy je odmienia  jakby rzeczami by y, a
inni gotowi powiada ,  e tysi c przyjecha  lubo by y dwie stopy. Obie z obcych stron do Polski
przyjecha y, tedy kogo  miejscowego mia y w Szczecinie o to zapyta .

background image

-  57  -

     

Wszak e Hubert  zarz dzi  popas,  i przerw  w podró y wype niono  zawodami strzeleckimi.

Jeden z  uczników trafi  do  daleko od  rodka celu. I wtedy rozgorza a k ótnia – czy jego strzale do

rodka celu brakuj  dwie stopy, czy te  brakuje dwóch stóp. Niejaki S upek, ów byle jaki strzelec,

upiera  si ,  e brakuj , lecz Hubert orzek ,  e to nie stopy si  licz , wa na jest odleg

 – brakuje

odleg

ci mniejszej, a jest za du a o dwie stopy.  Odleg

 jest poniek d rzecz , chocia  nie

bardzo  ci le okre lon , je li si  miary nie u yje. Tedy brakuje dwóch stóp odleg

ci do  rodka

celu, za  stóp nie brakuje nikomu.
     Arsenna wzi a na bok niecelnego S upka i powiedzia a,  e popiera jego pogl d o tym,  e braku-

 stopy. Potem d ugo z nim rozmawia a, on kiwa  g ow , ona wr czy a mu srebrnika... Potem,

podczas jazdy powiedzia a Milenie,  e ca kowicie zgadza si  z pogl dem m a Mileny (ach, jaki
on m dry) w sprawie tych stóp i odleg

ci.

     - To czemu ksi na srebrnika owemu S upkowi da a? - spyta a Milena.
     - Chcia am pocieszy  przegranego – powiedzia a smutno Arsenna. - Szkoda mi ludzi zawiedzio-
nych w ich nadziejach. Co wcale nie znaczy,  e si  z nim zgadzam w sprawie brakuj cych stóp.

*  *

     Do Szczecina – prawie gotowego, lecz jeszcze bez mieszka ców i bez za ogi – zjechali pod wie-
czór. Puste domostwa pozwala y nocowa  pod dachem, niejako na prób , która wypad a pomy lnie
– akurat deszczyk nad g owami przeszed , a na g owy ani kropla nie spad a. Za  nast pny ranek by

wie utki, deszczem umyty, rze ki, pozwalaj cy wnet po  niadaniu na doko czenie  wi by

dachowej ostatniego budynku – chramu Jedynego. Prawie wszyscy budowniczowie ju  pró nowali.
Jeno gdzie-niegdzie sprz tano trociny i wióry, lecz wi kszo  budowniczych i przybyli do
Szczecina wczoraj wieczorem patrzyli na poczynania tych, co wci gali ponad  ciany chramu
ci kie belki na kant obrobione. Krokwie to b

, do których grube dechy si  przybije i dopiero

wtedy gontem dach ca y pokryje. Ksi

 Leszek sta   z innymi, g owy wszyscy zadarli, belki sun y

w  gór   uwi zane  w  po owie  linami.  I  nagle  trzy  z  nich  wypsn y  si   z  lin.  Lecia y  jakby  w
spowolnieniu. Spad y  le – jedna wprost na g ow  ksi cia Leszka, jedna tu  przed jego nogami, a
trzecia tu  za jego plecami. Ksi

,  adnego d wi ku nie wydawszy, upad  na ziemi . Czaszk  mia

roz upan  ... Nie 

. Arsenna patrzy a rozognionymi oczami. Milena zemdla a. M owie próbowali

ksi cia  ratowa   –  nie li  go  na  p aszczach  w  stron   grodu  na  wzgórzu.  Po  co?  Oni  sami  tego  nie
wiedzieli – po prostu  c o    robili...

*  *  *

     Wsz dy pognali go ce ze straszn  wie ci . Wypuszczono z klatek go bie z przymocowanymi o
nieszcz ciu witkami. Rozlecia y si  na cztery strony  wiata. W trzy dni na miejscu by a ksi na
Gizella. Ledwo oddycha  mog a, bo gardziel jej si

cisn a, zapiek a si

alem... Arsenna jak

mog a pociesza a. Stara a si  zaj  Gizell  rzeczami zwyczajnymi – oderwa  j  od przemy liwa  o
nieszcz ciu.
      - U nas, na Ranie – powiedzia a – kiedy umrze kto  znaczny, stos si  szykuje dwa razy wi kszy
od zwyczajnego. Mo e by  wiekra wyda a stosowne polecenia w tej sprawie?
      W dwie trzecie miesi ca zjechali ju  wszyscy powiadomieni o nieszcz ciu. Na drugi dzie  za-
powiedziano styp  – za egni cie stosu b dzie wieczorem, a rano zacznie si  uczta, po wi cona
wspomnieniom o zmar ym.
       Arsenna posz a po po udniu do tych, którzy na jutro straw  i napoje przygotowywali. Poprosi a
o niewielk  miseczk  jakiego  pokarmu dla ksi nej Gizelli. Wzi a t  miseczk  w r ce, chyba
mia a ch  zanie  j  Gizelli, lecz si  rozmy li a i  poprosi a, aby kto  t  miseczk  ksi

nej zaniós  i

by b agano wdow  o posilenie si  przed d ug  noc  czuwania przy p on cym stosie. Ksi

na

potraw  zjad a. Musia o by  tak,  e trzewia mia a bardzo od  alu i postu  ci ni te , tedy nast pi
skr t kiszek, co bólami straszliwymi si  objawi o. Przed wieczorem ksi

na Gizella odda a ducha

Jedynemu. Spalanie stosu przeniesiono na nast pn  noc. Badanie potraw przygotowanych na styp
nie wykaza o obecno ci trucizny. Obowi zki gospodarza przej  wojewoda Hubert.
      

Wszyscy winni byli si  smuci ,  al im powinien doskwiera ... Wszelako kto  musi w takich

razach trze wo my le  o   ywych i ich przysz

ci. Podczas stypy ksi

ta zza Odry i Nysy

zwrócili si  do ksi cia Siemomys a  z pro

 o danie im wspólnego ksi cia, który poradzi

Henrykowi, królo-

background image

-  58  -

wi Niemiec i jego margrabiom, g osz cym,  e ziemie mi dzy  ab  a So aw  – a  do Odry i Nysy

yczan s  niemieckie i musz  by  chrze cija skie. Ksi

 odpowiedzia ,  e musi si   z t  spraw

przespa  i odpowie nast pnego dnia. W nocy nie spa  wcale. Znaczy – wszyscy byli gotowi
przysi ga ,  e spa  z Arsenn , wszelako jaki to tam sen, kiedy niewiasta stara si  zast pi  uczucie

alu po  mierci   wiekra odczuwaniem rozkoszy... Nad ranem dopiero ksi stwo przyst pili do oma-

wiania pro by ksi

t zachodnich. Omawianie polega o na tym,  e Arsenna przypomnia a

wieszczb  z czasów pierwszych dni ich mi owania, i  ksi ciem Zachodu ma by  Czcibor.
     Urz dzono uroczyst  koronacj  ma ego Czcibora. Obrz du dope niali Magnord i Nordwig. Po-
tem Arsenna zapewni a Czcibora,  e mamusia z nim pojedzie, tedy niech si  nie stracha – wszystko

dzie dobrze. Czcibor si  obruszy , powiedzia , ze on takiego wstydu, takiego trzymania si

maminej spódnicy nie zniós by w  aden sposób i  yczy  sobie jecha  bez mamy. Ot, wdzi czno
synowska...
     Przed wyjazdem ze Szczecina Nordwig wzi  córk  na spytki.
     - Rzeknij mi, Arsenno – powiedzia  – jak to by o z onym Sto bikiem. Za co  mu da a srebrnika?
     - Da am mu na pocieszenie, bo go wojewoda Hubert ukrzywdzi .
    - A on potem dawa  srebrniki tym budowniczym chramu... - Nordwig patrzy  na Arsenn  uwa -
nie.
     - Ja ci , tatku, uprzedz  – powiedzia a Arsenna – on próbowa  dobiera  si  do mnie – ten S upek
przebrzyd y. W pysk ode mnie dosta , a Jedyny go ukara  i dlatego wiecie, i  on kark ma skr cony i
w  lesie  le y.  Nie  dacie  rady  udowodni ,   e  to  moja  sprawka.  Nie  chcia am  m a  do  pomsty
namawia , ale Jedyny m a mojego zast pi .
    - Dwa razy by

 na ostrowie bezludnym na jeziorze D bno – powiedzia  Nordwig. - Dawa

srebrniki wied mie, która tam ma chatk   z sitowia ...
     - Znowu nies usznie mnie, tatuniu, podejrzewasz – powiedzia a Arsenna. - Nikt nie po wiadczy,

e trucizn  od niej kupowa am. Za pierwszym razem by am po wró

. Wied ma  mier  ksi nej

Gizelli wykraka a... Za drugim razem by am wied

 pocieszy , bo  rozpowiada a,  e si  utopi,

jako  e z jej przyczyny ksi

na zmar a. Widocznie moje wsparcie nie by o wystarczaj ce i ona si ,

jednak utopi a...
     - Jedynego nikt nie oszuka – powiedzia  zagadkowo Nordwig i odjecha  z innymi na zachód.

*  *  *

     Ksi

 Siemomys  by   w swojej  onie tak bardzo rozmi owany,  e a  od niej uzale niony. Na

pocz tku, kiedy ujrza  jej powaby cielesne zapragn  o enku, by  te wdzi ki mie  bliziutko i móc z
nich korzysta . Powaby, wdzi ki, magnetyzm cia a – wszystko,co zapowiada o rozkosze swoim
wygl dem, okaza o si  jeszcze lepsze w rzeczywistym obcowaniu cielesnym. I wtedy Siemomys
wsi

 w uczucie jak  deszcz wsi ka w piasek pustyni.  Piasek pustyni jest tu akurat najlepszym po-

równaniem – niekiedy gor cy,  innym razem zimny, mia ki, ja owy... A Siemowit i to wszystko

czy  do ogromu swojego uczucia – zamiast do piasku dodawa  lepiszcza jakowe  i mieszank

do zbudowania rodziny stosowa  – on wielbi , wcale nie zapominaj c o ogromnym po

daniu.

       Mo liwe,  e Arsenna umia a okresowo przemienia  si  w pi kny bluszcz – taki mi y w dotyku,
taki s aby i niegro ny,  adnie kwitn cy,  licznie pachn cy. Szczególnie teraz, kiedy mia  si  odby
zjazd przedstawicieli mo nych z ca ej Polski, z udzia em zaproszonych ksi

t s owia skich –uzna-

cych Polsk  za silniejsz , opieku cz  siostr    -  zjazd maj cy wybra  nowego ksi cia Polski, te-

raz Arsenna oplata a m a powojowymi rozkoszami, pochwa ami, zgodliwo ci ... By a istnym
balsamem,bardzo przydatnym w razie niepewno ci i waha  – codziennych towarzyszy Siemomys a.
      Najwyra niej jeno Siemomys  podda  si  gor cemu uczuciu, rzucaj cemu nieprzejrzyst  zas on
na umiej tno  ch odnego oceniania  ony – dla niego Arsenna by a wielkim wsparciem w jego za-
miarach i d eniach. Wszyscy inni doceniali wygl d Arsenny, nie mieliby nic przeciwko jej
obecno ci przy boku, albo pod spodem. Jednak pojmowali,  e z ni  nale y za atwia  inne sprawy –
ona ma inne d enia i zamiary ni li m , tedy nale y wykorzysta  t  odr bno  od m a i  wp ywa
na ni , w dobrym dla siebie kierunku j  popychaj c – wcale nie w kierunku 

a. Chocia , jakby si

da o...

     *

     W  rodku upojnej nocy,  zapewniwszy m a,   e jest  w ma

skim 

u niezrównany, Arsenna

background image

-  59  -

zapyta a, czy zna S omk  i Skub  z Awda ców. Powiedzia ,  e co  tam s ysza ...
      - Bo wiesz – powiedzia a – oni  nie mog  si  nadziwi ,  e mo e istnie  na  wiecie tak m dry
cz ek, jak ty. Ja si   z nimi zgadzam, jeszczem nie spotka a nikogo od ciebie m drszego. Ciekawa
jest  zbie no  tych imion.... Pomnisz legend  o Wawelskim Smoku? Szewczyk Skuba go podst -
pem u mierci ... Zbie no  imion tego Awda ca i szewczyka jest znamienna mo e... Jakby  tak
mia  w Krakowie wojewod  Skub ... Tego szewczyka jako  nagrodzili za zabicie smoka? Awda ce
bardzo si  przyczynili do zwyci stwa w ostatniej wojnie z Olegiem Wieszczem. Ja ci – ma si
rozumie  – niczego nie podpowiadam, za s abe moje, niewie cie rozeznanie w sprawach wielkich...
Jak ci  na ksi cia Polski obior , to w Krakowie przyda by ci si  wierny stronnik. Ciekawe kogo
naznaczysz tam na wojewod . Mogliby my teraz powtórzy  to samo, co przed chwil  sko czy

 ze

mn  wyczynia ? Och, ty mój byku ogromny – bardzo  adnie umiesz swojej krówce wygadza ...

*

Do rozpocz cia obrad zjazdu by o niedaleko, kiedy pewnego poranka doniesiono,  e nie ma naj-

wy szego kap ana Swarzeca. Druzno umia  znika  na d ugie okresy czasu, lecz zawsze by o
wiadomo,  e wróci – on sam o tym  mówi  kap anom z Lednicy. Tym razem powiedzia  im,  e ju
nie powróci  i nikt go nie widzia  bardzo d ugo. Magnord te  powiadamia ,  e trzeba obra  nast pc
Druzny. By o mo na ró nie wybra , wiele w tej sprawie mia  do powiedzenia Siemomys  jako –
prawdopodobnie – przysz y ksi

 Polski. Arsenna mia a upatrzonego nast pc  do chramu

lednickiego i przyst pi a do tego w sposób zawsze stosowany – gor ca noc rozpocz a zabiegi, pó -
niej by y wzmianki o potrzebie obrania kogo  m odego, bo jak starsi umr , to ksi ciem Polski
zostanie który  z synów Siemomys a i m ody kap an najwy szy wspomo e niedo wiadczonego
go ow sa., chyba Mieszka, bo wró ba w Arkonie jego naznacza a na stolec gnie nie ski. A potem
by y pytania o s d Siemomys a o tym krótkotrwa ym piastunie „kwartetu”. Jak

 on si  zwa ?

Bru-dno, czy Drobno... Jako  tak podobnie. - No. Powiedz mój, samczyku wspania y – jak e si  ów
wykszta cony m odzian nazywa ? No, wiesz – taka niewiastka przy nim by a za m a przebrana...
Dziwa si  zwa a, czy  liwa...
    - Broz o i Niwa – poprawi  Siemomys  i potem pytany o rad  przez obieraj cych swojego zwierz-
chnika wymieni  Broz  jako najlepszego z mo liwych.
    Zdanie ksi cia wzi to pod uwag  i arcykap anem Swarzeca zosta  Broz o.

*

    By o tajemnic  Poliszynela – kto rz dzi kim w tym stadle naczelnym. Do tego dosz o,  e prawie
nikt nie zaczyna  za atwiania swojej pro by, czy innego rodzaju sprawy od pos uchania u Sie-
momys a. Najpierw sz y podarki do Arsenny, opakowane pochlebstwami, a dopiero ona sz a do
Siemomys a. Sz a nocn  por  w  adnym opakowaniu jedwabnej bielizny. Dlaczego noc ?
Siemomys  us ysza  wyja nienie,  e chodzi o mo liwo  spokojnego rozpatrzenia sprawy – nikt nie
przeszkadza, le enie jest mniej m cz ce ni li inne postawy cia a, co jaki  czas zdrzemn  si  dla
wypoczynku mo na albo odpr

 czynnie w inny sposób...

    W sprawie Ma opolski u Arsenny stawili si  przedstawiciele najwa niejszych rodów – Toporów

ównie i Na czów. Spo ród Toporów byli przedstawiciele ich znaku o ró nych zawo aniach –

Pió-ra, Ko ki, W cieklica i Star a, a z Na czów dwóch by o – jeden z rodzin maj cych zawo anie
Pom

, a drugi Jezioro. Arsenna rada  ich s ucha a, bo oni uwa ali,  e znaczenie Ma opolski

trzeba utrzyma  na dotychczasowym poziomie, co jest mo liwe jeno przy daniu tym ziemiom ich

asnego ksi cia.

      - My bym chcieli – mówili Ma opolanie – by nam panowa  wasz m , pani. Wszelako poprzem
go w wyborach na ksi cia ca ej Polski, je eli nam dacie na ksi cia jednego ze swoich synków. Nam
nie pasuje jaki  tam namiestnik albo wielkorz dca – chcemy mie  w asnego ksi cia.
      - Bolko? - rzucia a Arsenna, bacznie spozieraj c po twarzach obecnych.
     - Musi si  ochrzci  – us ysza a.
     - To zrozumia e – powiedzia a Arsenna z mi ym u miechem.
     - Na chrzcie wzi by nasze imi  – to by  nast pny warunek – w Wielkiej Polsce  bolie s awy oz-
naczane jest u nas przez wi cej s awy. Nasze imi  brzmi Wi ces aw, a w skrócie Wi

aw.

     - Kraków wart jest zmiany imienia – powiedzia a Arsenna.
     Siemomys  us ysza  – po ród nami tnych szeptów  ony – wyznanie,  e Ma opolska mog aby

background image

-  60  -

dosta  ksi cia, na przyk ad syna Siemomys a, Bolka... Za to wieczyste poparcie Siemomys  od
Ma oplan by dosta . Arsenna tylko o tym s ysza a, bo gadaj  naoko o, i  tak pi knie urz dzona
przez Siemomys a kraina  w  alu utonie po odej ciu swojego ksi cia do Gniezna, je eli on nie

dzie nadal o ni  dba . A najwi kszy i najlepszy mia by wp yw na dalszy rozwój Ma opolski,

gdyby da  jej na ksi cia swego syna.
     - A czemu nie  wiatos awa? - spyta  Siemomys . - On jeszcze uleglejszy ni li Bolko – s ucha by
mnie we wszystkim.
     - Zapomnia

 – powiedzia a Arsenna –  e  wiatek na wschód jest przeznaczony.

     - Ale tam moja siostra Tamara z m em, Topolanem – powiedzia  ksi

. - Oni maj  dzieci...

     - S ysza am,  e Topolan uleg y wobec kniazia Igora jest. Ka dego lata do Iskorostienia przyby-
waj  wys annicy Kijjowa i dostaj  trybut, czyli ile  tam pieni dzy lub rzeczy od ka dej g owy
mieszka ca. Byli u mnie wys annicy ludu Drewlan. Oni radzi przyjm  ciebie za ksi cia, lecz ja
powiedzia am,  e  ty co najwy ej gotów jeste  ich ziemi  do Polski wcieli . Wtedy oni wpadli na
pomys ,  eby  im da  na ksi cia  wiatos awa i jemu dopomaga  przeciwko Rusi Kijowskiej.
      - To piosenka przysz

ci – powiedzia  Siemomys  – lecz  b dziem j  nuci  ju  teraz.

     Wyrazy wdzi czno ci i poparcia zosta y ksi ciu z

one przez umi owan  ma onk  obficie, go-

co i wylewnie. Dosta  tak e zapewnienie solenne,  e dzieci Tamary i ona sama  zawsze  b

 w

Polsce mi ymi go mi w Kórniku, gdzie ju  buduj  odpowiedni zameczek. Ju  Arsenna zadba
osobi cie o stra e przy go ciach, aby gdzie poza zameczek nie zab dzili podczas jakiej
przechadzki...

*  *  *

     

Stra e powierzono  S omce  Awda cowi. Zjazd wyborczy by  tu -tu  – trzeba by o  otoczy

przed-stawicieli mo nych i Siemomys a z rodzin  sieci  z czujek, czat i podjazdów splecion , bo
tylu wa nych ludzi w jednym miejscu, ludzi cz sto nieznanych okolicznym mieszka com 

czycy,

zreszt  i nawzajem przedstawiciele mo nych przewa nie si  nie znali – otó  takie zgromadzenie
mog o stanowi  pokus  dla wrogów Polski. Nas anie skrytobójcy lub skrytobójców, udany zamach
na  ycie wa nych osób z pewno ci  wywo

by w Polsce zamieszanie, niepewno  i czasow

bezradno . Wtedy  wróg móg by z tego skorzysta .
     Wprawdzie ludzie Chomy i sam Choma nie mieli obaw, lecz wzmo ona ochrona stra y nigdy
nie zaszkodzi, a samym stra nikom – m odym m om z dru yny Polski przecie – pos

y dla

zdobycia wi kszego do wiadczenia. Takie jedno  wiczenie wi cej... Tedy S omka rozstawia
swoich ludzi na czatach, rozsy

 ruchome czujki w pobli u 

czycy i wysy

 podjazdy na nieco

wi ksze odleg

ci.

     W przeddzie  rozpocz cia obrad zjazdu S omka zosta  powiadomiony,  e ma si  stawi  u Cho-
my, bo -jednak – jest jakowe  zagro enie i trzeba to omówi , aby podj  nale yte kroki os onowe.
Akurat S omka by  z podjazdem, okr aj cym 

czyc  w odleg

ci dwie mile od koszar pod

Tumem, szczegó owiej mówi c do wsi Witonia doje

, kiedy goniec z tym wezwaniem do

Chomy nadjecha . S omka kaza  wstrzyma  ruch podjazdu, wzi  jednego woja i pop dzi  w stron

czycy. We wsi Wrony jaki  ch op zatrzyma   S omk  na drodze. Powiedzia ,  e we wsi sze ciu

obcych na koniach jest i tylko jeden z nich s owo zna, a reszta jak niemi si  zachowuj . Ch op
wskaza  chat , w której obcy  przebywaj  – zamówili posi ek, zap acili i czekaj  na podanie jad a
do sto u. S omka natychmiast wys

 woja po reszt  podjazdu, a sam przygotowa uk i czeka  przed

drzwiami ze strza  na

on  na ci ciw .

    Wpatrywa  si  w te drzwi jak sroka w gnat. Niestety nie mia  oczu z ty u. Dosta  pchni cie w ple-
cy, napastnik – jaka  ubezpieczaj ca czata  zapewne – wyci gn  z rany S omki miecz i wtedy ober-
wa  pi ci  w oko, a potem nó  S omki przebi  mu gardziel. Tylko zacharcza  w ostatnim wysi ku
wci gni cia powietrza i ju  nie 

.

    Ba,  S omce brakowa o jeno trzy  wierci do  mierci. Jego rana zapowiada a nieodleg y koniec

ycia,je eli jej si  nie opatrzy. Lecz na razie S omka 

 i czu  si  na si ach stró owa  przed drzwia-

mi podejrzanej chaty. Przygotowa  sze  strza , u

 je pod r

 i na kl cz co czeka . Potem

znalaz  lepsze miejsce – nieopodal kto  rozpocz  uk adanie s gu drewna, na rozpocz tym stosie
da o si  lepiej u

 strza y, mo na by o wesprze  coraz s absze cia o, stosik zas ania  ran  i w o-

góle s abo  S omki.

background image

-  61  -

     Pi ciu tamtych wypad o nagle z chaty z dobytymi mieczami i ruszy o ci kim k usem w stron

omki, widocznie musieli wypatrzy  przez okna jak si  przenosi  za rozpocz ty s g i postanowili

pozby  si  niebezpiecznego dla nich widza. Nie docenili szybko ci strzelania woja z dru yny, w
której pr dko  wymiany strza  by a jednym z podstawowych  wicze . Le

o ich pi ciu i  aden

ani zipn . A szósty sta  przed drzwiami jak zaczarowany i ga y wy azi y mu z orbit na wierzch.
Nagle odwróci  si  od S omki plecami z wyra nym zamiarem ukrycia si  w chacie.
      -Nie ruszaj si ! - okrzyk S omki by  równoczesny z wbiciem si  strza y w o cie nic  drzwi –
tu  obok nosa, maj cego by  w te drzwi wetkni tym.
     Tamtego znowu zaczarowa o i tkwi  jak bocian – z jedn  nog  w powietrzu, przygotowan  do
doko czenia zacz tego kroku.
     - Odwró  si  – powiedzia  S omka i nast pna strza a  na chwil  unios a swoim p dem kosmyk

osów, stoj cego przy drzwiach cz owieka, a potem wbi a si  ko o poprzedniej z g

nym

stukiem.
     

Polecenie zosta o wykonane. Ten spod drzwi widzia  s g, a za nim popiersie cz owieka, trzy-

maj cego napi ty  uk.
      - Po

 si  na brzuchu – nakaza  S omka i tamten znowu by  pos uszny.

     

Co  w g osie S omki musia o zapowiada  jego rych y koniec, bo po pewnym czasie le cy

uniós  g ow , aby sprawdzi  powód ciszy za s giem. Wtedy strza a przygwo dzi a do ziemi jego

. Zd

 zobaczy ,  e inna jest na ci ciwie i przywar  policzkiem do pod

a.

     - Ty by

 dowódc  tych pi ciu trupów? - spyta  S omka.

     - Tak – powiedzia  le cy.
     - S ysz ,  e rozumiesz po naszemu – powiedzia  S omka – tedy pos uchaj mojej rady i nie uno

ba, bo mam zapas strza . Lepiej przygotuj sobie stek  garstw na przes uchanie, które ci  nied ugo

czeka. Wnet przyb

 tu moi ludzie i  doprowadz  przed Chom . Ja do ciebie nie wyjd , bom od

ciebie s abszy, ale strza y widzia

 sam jakie pr dkie...

     - Ja, panie, bym go móg  zwi za  – ozwa  si  z chaty m ski g os.
     - A ty kto? - zapyta  S omka.
     - Ch op – powiedzia  g os.
    - To sied   w chacie  -powiedzia  S omka – dopóki nie sprawdz , czy  z tymi obcymi nie by  w
zmowie. Ja ju  z wami nie b

 teraz gada , bo ju  wszystko wiecie, co trzeba. Nie gada , równo

oddycha  i nie rusza  si , bo strza  mi wystarczy.

*

    Kiedy nadjecha  podjazd S omki, ch op wygl da  przez okno, trzymaj c w r ku siekier , obcy
le

 jak mu kazano, a S omka wsparty piersiami o s g ju  nie oddycha .

*  *  *

      

Zjazd pr dko i jednomy lnie obra  ksi ciem Polski Siemomys a. Zatwierdzi  tak e Wi

awa,

syna Siemomys owego na ksi cia Ma opolski. Zjazd trwa  krócej ni li poprzednie, bo jeno dwóch
synów – ksi

t – jeden Zaodrza, drugi Ma opolski – sk ada o nowemu ksi ciu przysi

 wierno ci

i pos usze stwa. Ludzie podlegli owym ksi

tkom stali niemo, potwierdzaj c swoj  obecno ci  i

milczeniem prawdziwo  przysi g dwóch malców – przedtem ka da ziemia i ka de ksi stwo zza
Odry i Nysy musia oby zaj  sporo czasu swoj  przysi

 i podpisywaniem oraz piecz towaniem

umów. Zmniejszanie liczby  wa nych cz ci kraju upraszcza o obrz dy, aczkolwiek zmniejsza o
znaczenie drobniejszych ziem – Kujawianom, na przyk ad, da o nowy powód do narzeka  i  da
uczynienia Kujaw ksi stwem równym Ma opolsce. Wszak byli jeszcze dwaj synowie Siemomys a,
którym wypada o powierzy  tyle samo, co Czciborowi i Wi

awowi.  Lepiej by  wasalem

najwy szego szczebla ni li sk ada  przysi

 pos uchu ksi ciu ni szej rangi – niejako po rednika

mie  na przegrodzie mi dzy sob  a ksi ciem Polski...

background image

-  62  -

Rozdzia  X

Czterolistna koniczyna

     wi ty Patryk d ugo nie móg  trafi  do dusz Irlandczyków, aby ich uczyni  chrze cijanami.
Wyspiarzom  przeszkadza o  tylko  jedno  –   wi ta  Trójca.  Jest  Bóg  Ojciec  –  dobrze,  to  normalne.
Bóg Ojciec  jest duchem – dobrze, to wyja nia niewidzialno   Boga Ojca, bo ducha nie wida . Bóg
Oj-ciec mo e przybra  na si  ka

 posta  – dobrze, bo dzi ki temu niektórzy Boga Ojca mogli

ujrze  na w asne oczy. Ale dlaczego Syn Boga Ojca jest tym samym, co Bóg Ojciec? Ale dlaczego
oprócz Boga Ojca, który jest duchem jest jeszcze Duch  wi ty? Kto wymy li  takie niepoj te
rzeczy i po co?
     Wreszcie Patrykowi si  uda o. Pokaza  Irlandczykom trójlistn  koniczyn . Trzy listki, jak trzy
O-soby Boskie, a  ro linka jedna... Pozosta o ju  tylko przyzna ,  e Jezus powiedzia : Ojciec i ja
jedno  jeste my. A to nie oznacza,  e jeste my dwaj – dwie koniczyny... Odt d wiara Irlandczyków
by a chrze cija ska, aczkolwiek nieco odmienna od wyznania wiary soborów, papie y, patriarchów
czy cesarzy i ich ludzi. Dla Irlandczyków Trójca nie by a trzema Osobami Boskimi – by a Jedynym
Bogiem p o j e d y   c z y m. Ró nica jeszcze jedna by a – Irlandczycy nie uwa ali za ko ció
duchowie stwa – dla nich Ko cio em Jezusowym byli  w s z y s c y   wierni  i oni si  tego twardo i
sztywno trzymali. Wszyscy, a nie tylko duchowie stwo. Gdyby kto  powiedzia ,  e z e wypowiedzi
o biskupie, albo o kim , kto ma by  biskupem naznaczony przez zwierzchno  rzymsk , czy te  ze
stolicy, jest przeszkadzaniem ko cio owi, czyli klerowi w samodzielno ci podejmowania posta-
nowie , to Irlandczycy byliby takiego  gotowi w 

ce oliwy utopi , cho by w Rzymie papie em

by . Nie tylko biskupi i kap ani mog  na sobie wzajemnie psy wiesza  – w ko ciele ka dy ma
jednakowe uprawnienia do w asnych ocen nawet w odniesieniu do papie a albo zmar ego, na list

wi tych przez Rzym, Konstantynopol, albo Antiochi  lub inny patriarchat wpisanego. Tedy

Irlandczycy niektórych  wi tych czci  nie chcieli i nie zamierzali...
     Arsenna nie na ladowa a   Irlandczyków. Ona szuka a koniczyny, jak   wiety Patryk, atoli jej
by a potrzebna koniczyna czwórlistna. I to nie jedna – ona potrzebowa a czterech takich koniczy-
nek, dla czterech odr bnych osób, a w

ciwie jeszcze osóbek. Czterolistna koniczyna, znaleziona

przez cz owieka zwiastuje mu szcz cie. Jest to rzadka odmiana koniczyny, w

ciwie wyrodek,

rzadko spotykany. Arsenna wierzy a,  e takie ro liny znajdzie jednego dnia i da je swoim czterem
synom. Oni zostan  powiadomieni o cennym podarku, Czcibor i Wi

aw przyb

 do Gniezna i

nareszcie opowiedz  si  rodzicielce ze swoich odczu . Bo jak  dot d ani do Czcibora, ani do
Wi

awa Arsenny nie dopuszczono, chocia  bardzo chcia a synów  odwiedzi . Odmow

uzasadniano niech ci  synów,  ich obaw  przed zas

eniem na przezwisko maminsynków. Boga

tam prawda – na pewno oni chcieli, jeno im zakazywano – tak s dzi a Arsenna. A pomoc m

?...

*  *  *

     - M u – powiedzia a Arsenna – nijak nie mog  znale  jednego dnia czterech czterolistnych ko-
niczynek. Ca a jestem rozogniona z podniecenia, spa  nie mog , wszystko mnie dra ni. Musimy za-
niecha  naszych zbli

 nocnych – ja chc  spa  w osobnym 

u.

     Siemomys a zatka o – oto mo e postrada  niewiast  i rozkosz od niej. Zacz  wypytywa  o rze-
czywist  przyczyn  takiego  dania, bo przecie nie g upia koniczyna o czym  takim  mog aby pos-
tanawia .
      

- Mia am ci nie mówi  – rzek a Arsenna – jednak skoro nalegasz... Ja zawdy mia am dziwne

marzenia. W wyobra ni i snach widzia am wielkiego m czyzn , który, o nic mnie nie pytaj c, po-
pycha  mnie gwa townie w kierunku 

a. Potem rzuci  mnie jak kotk  na 

e, zdar  ze mnie odzie

i pocz  zaspokaja   swoj  chu . Wszystko mia  wielkie... Zatka  mnie tak szczelnie,  e powietrze
wcale nie uchodzi o, jeno si  spr

o, wywo uj c dodatkowe doznania. Jego pierwsze pchni cie

by o takie, jak twoje ostatnie...  Ka de nast pne by o g bsze pr dsze i silniejsze. Zaraz na pocz tku
poczu am rozkosz. Ona si  zwi ksza a i zwi ksza a... A ostatnie pchni cie przyprawi o mnie o co
niebywa ego. Chyba straci am wszystkie zmys y oprócz odczuwania rozkoszy.
      - Znaczy,  e ci ze mn  nie by o nigdy dobrze? - Siemomys  a  zblad  ze zmieszania.
      - Ja nie wiedzia am, ze to tak mo e by . Ja to tylko sobie wyobra

am i si  tego wstydzi am. Ja

to uzna am za wynaturzenie – Arsena by a ca a czerwona.
     - To jak b dzie? - spyta   Siemomys .  - Jak ty sobie  to wszystko  wyobra asz?   Czy   przesta

background image

-  63  -

mnie mi owa ?
     

- Nie wiem – powiedzia a Arsenna. - Teraz sama my l o tym,  e mog abym by  przez ciebie

dotykana wywo uje we mnie groz .  Potrzebuj  czasu, by  si  nad tym zastanowi . Mo e prze ami

 niech , mo e ona sama minie... Ja ci powiem, kiedy to minie.

      - Takie rzeczy raczej si  pog biaj  – powiedzia  Siemomys .
     - Mo e chodzi o t  koniczyn  – powiedzia a Arsenna. - Ja j   musz  znale ! Albo o samolubs-
two m skie.
      - Ale

ono , ja ciebie gor co mi uj !.

     - To mo e o ukszta towanie m skiej duszy idzie – powiedzia a Arsena. - To jest tak,  e ty jeno
do swojej rozkoszy zd

, a ja mog am co  z tego mie , jakie  pocz tki rozkoszy, bo to wszystko

by o za krótko, za s abo... Przewa nie zostawa am sama na lodzie, bardzo zawiedziona, 

 ju

sko czy ... Musimy mie  przerw , albo ca kiem to zako czy . Ja jeszcze nie wiem – co czuj . Po-
trzebuj  czasu, aby si  pozastanawia . Mo e o wypoczynek cia a idzie, bo biodro mnie od tego boli.

*

      

Lato by o w pe ni. Okna w sypialni Siemomys a na o cie  otwarto, on le

 w 

u odkryty i

poci  si  – albo od letniego upa u, albo od my li o raju utraconym i prawie niemo liwym do
odzyskania. Szuka  sposobu rozwi zania k opotu. Powiedzmy, ze postara si  powstrzymywa  jak
najd

ej  z  dopuszczeniem  do  siebie  rozkoszy  i   ona  zacznie  co   wi cej  odczuwa ...  Ba,  jak

doprowadzi  w ogóle do zetkni cia si , je li ona jest przera ona sam  my

 o dotkni ciu?... Mó-

wi a, ze odrazy ni wstr tu nie czuje... To dlaczego nie mo na jej przytuli , pog aska , dotkn ?...
Co  dziwnego w tym si  kryje. Na pewno nie obcy mi

nik – to zosta o sprawdzone. Czy ona

mówi prawd ? Czy ona mówi wszystko?
       

Ma a lampka oliwna na stoliku nieopodal 

a s czy a niewielkie  wiate ko, chybotliwe niby

trawka na wietrze. Za otwartym oknem  wieci  miesi c w pe ni i gwiazdy jak byki wielkie. A on
czu  po danie i mi

 do Arsenny – gdyby ona to inaczej przedstawi a, to przecie mogli zrobi

przerw , w ogóle poniecha  zbli

, je li jej to przykro  sprawia. Ale sam dotyk r k? ...  Nic, tylko

mi

 jej przesz a ...  Do ojca j  odes

? Wzi  na

nic ? ...

      

Naraz pos ysza  st panie bosych stóp. Wesz a w kusej, jedwabnej, b kitnej koszulinie z ra-

mi czkami. Dó  koszulki ledwo zakrywa  po ladki, a z przodu pozwala  domy la  si  wszystkiego,
co ledwo-ledwo przykrywa . Wesz a do 

a i najwyra niej d

a do  zespolenia...

      Wpad , jak  w szerok  studni . Bardzo  lisko by o – chyba by a bardzo podniecona. Prawie ni-
czego nie czu . Robi  wszystko jakby na pami  - d ugo, pr dko, staraj c si  poczu  pierwsze
zwiastuny przyjemno ci. Ale gdzie tam – w wodzie by oby tak samo – brak dotyku, brak tarcia i
jakiegokolwiek oporu. Spoci  si , zm czy , pocz  dysze  i nadal – nic! Ona zacz a podj kiwa .
Najpierw co który  raz, potem za ka dym razem. Spostrzeg ,  e posinia a jej szyja i cia o nad
piersiami. Zacz a kr ci  g ow  i ci ko, g

no oddycha . Urywany oddech zamieni  si  w

wysilone, g bokie wci ganie powietrza do p uc. Potem zatrzymanie powietrza i cichutkie st kanie.
St kni cie. G boki j k. St kni cie. Cichy okrzyk. Wycie. Usta o kr cenie g ow , szyja sta a si
purpurowa. Wydawa a chrapliwe rz enie. Wreszcie dozna  cienia rozkoszy i poczu  nieznaczny
wytrysk, co doprowadzi o j  do drgawek w obr bie brzucha i bioder.
      - Posied  tam jeszcze troch  - szepn a ju  prawie przytomnie.
      - Tak ma by  zawsze? - spyta .
      - Stolarz przyniós  mi dopiero niedawno  te koniczyny – powiedzia a. - Jeszcze musia  poprawi
okno w mojej sypialni. A potem ... On to zrobi ! On spe ni  moje marzenie, tedy ty mia

atwione zadanie. Mam go zawsze  przed   tob  dopuszcza ?...

      - O Bo e Jedyny – powiedzia  ze zgroz  Siemomys  – a je eli on ciebie zap odni ?
    

- Ty te  mog

 to przed chwil  zrobi  – powiedzia a niefrasobliwie. Je li b dzie dziecko, to

mo e by  jego albo twoje. M owie maj  w takich razach pierwsze stwo. Ach, m u – jak e to
by o rozkoszne... Dobrze,  

 nie wpad  na pomys  znalezienia dla mnie tych koniczynek.

*  *  *

      Zameczek w Kórniku pos

 za dom go cinny ksi nej Arsennie, która – tak to przedstawi

ksi

 Siemomys   -  popad a w dziwn  chorob ,  wymagaj

  odosobnienia  i  pilnowania,  aby

background image

-  64  -

ksi na do nikogo si  nie dotyka a. Pró no ona dar a si  jak stare prze cierad o, darmo próbowa a
przedstawia  swoj  prawd  i w asn  krzywd . Nawet uwie  stra nika nie mog a, bo je li jak
chorob  zarazi? ...
     Pozosta o jej rozpami tywanie niesprawiedliwo ci urz dzenia  wiata. Bóg musi by  m czyzn  i
tak to urz dzi ,  e m owie bez przerwy wytwarzaj  nasienie, którego nadmiar musz  wydala . Je -
li si  od wydalania powstrzymuj , to we  nie im si  wydaje, i  maj  zbli enie z niewiast  i
nast puje  wytrysk...  A  niewiasty  jeno  raz  na  miesi c  jajo  wytwarzaj .  I  tak  dobrze,  bo  wilczyca,
dajmy na to,  znacznie rzadziej – przewa nie raz na rok... M czyzna ma przyjemno  przy ka dym
zbli eniu z ka

 niewiast , a ona – biedna – jeno niekiedy i z niektórym rozkosz prze ywa.

Wychodzi  na  to,   e  niewiasta  jeno  w  bólu  ma  dzieci  rodzi ,  ci owe  dolegliwo ci  znosi ,  a  on  –
samiec lekkomy lny – ma ka

 napotkan  zap adnia , bo on to lubi... Ale Arsenna jeszcze  wiatu

poka e! Ju  ona jaki  sposób na powrót do Gniezna i rz dzenia tym myd kiem – Siemomys em
znajdzie.

*  *  *

     

Ksi

 Siemomys  nie móg  si  otrz sn  z goryczy i  alu, które go dopad y w pami tn  noc.

Bo jak e ona tak mog a!? Przecie mog o do tego doj ,  e syn jej i stolarza rz dzi by Polsk . To
by by owoc jej uniesienia i rozkoszy. Ona mog aby nawet swojego umi owanego  wiatka
poniecha  i gotowa by a umi owa  ponad wszystko stolarzowego syna, byle tylko t  swoj
wyuzdan  rozkosz prze ywa . Ot, co mo e z niewiasty uczyni  pragnienie zmys ów.
     Co innego m czyzna. Ksi

 Siemomys  je dzi  po Polsce – chcia

ywot swoich poddanych

pozna . Nawet do ch opskich chat zagl da , do domów mieszcza skich wchodzi , chocia  –

ównie – domostwa mo nych go go ci y. Oczywi cie nie wszystkie – tylko te przez zausznika od

spraw jednego rodzaju wyszukane i polecone. Zawsze w odwiedzanym domostwie by a dziewoja
na wydaniu, ale ju  dobrze rozwini ta. Ta dziewoja zostawa a narzeczon  ksi cia, bo przecie
wypada, by w adca mia

on . W chwili, kiedy stawa o si  jasne,  e dziewoja jest ci arna – grzyby

czu a, oskom  na kwa ne rzeczy mia a i rzyga a dalej ni  widzia a, ksi

 wyja nia ,  e ona si  na

jego  on  nie nadaje. Zausznik wyszukiwa  dla niej m a. M  dostawa  odpowiednie nadanie lub
monet dostatek i znajdowa a si  nowa narzeczona. Wszystko to dla wyleczenia duszy ksi cia, której
godno  zosta a naruszona przez niewiern

on . A on jej nie zdradzi !

       Zausznik wyja nia  nowym m om narzeczonych ksi cia,  e dzieci Piastów zgodliwe s  i  atwe
we wspó yciu. Troch  mu owate w my leniu i powolne w podejmowaniu postanowie , lecz pokre-
wie stwo z Piastami jest zaszczytem. Pop atnym zaszczytem...
       Kiedy ju  dwunastu poddanych i tyle  poddanek zosta o zaszczyconych, ksi ciu doniesiono,  e
Ona  piewa o nim piosenki. Ci giem o tym samym, cho  s owa i melodie s  ró ne. Ona  piewa,  e
wymy li a stolarza dla wzbudzenia zazdro ci w m u, a nynie bardzo tego 

uje, bo on musia  –

biedny – bardzo cierpie , a ona – przecie – tylko jego mi owa a i mi uje i bardzo pragnie by  przy
nim  , chocia by patrze  na niego, cho  tym samym powietrzem pooddycha , którym on oddycha.
      

No, ka dy m czyzna by przyzna ,  e narzeczone ksi cia ani si  do Arsenny umywa y... Ona

wydziela a  z  siebie  co ,  co  sz o  do  m czyzn  przez  powietrze,  a  jak  do  nich  dosz o,  to  oni  czuli
przemo

 ch   dotykania tych cudowno ci w celu pomno enia ludzkiego gatunku. Ksi

 doszed

do wniosku,  e op acalne by oby przywrócenie  Arsennie wolno ci i korzystania z jej czaru oraz
powabów cielesnych. Mi owa  i ulega  ju  by nie musia  i nie chcia , sprawia  jej takiej
postolarzowej rozkoszy ju  by nie zdo

, ale sobie przyjemno  zrobi ... Czy  w adcy nie nale y

si  troch  wygód i odpr enia nocnego po trudach rz dzenia? Sama sobie winna, ze jego uczucie
zszarga a i je utraci a, ale niech e s

y jako  ywa, niema a i  liczna zabawka. K amie – ma si  ro-

zumie  – stolarza odszukano, krzywdy  adnej mu nie zrobiono, bo ona pewno mu kaza a – ale
stworzy a pozór dla wyj cia z twarz  sobie i ksi ciu...
      

-  Twoje  ycie – powiedzia  Arsennie, kiedy przed nim stan a i jeszcze mocniej kusi a ni li

przedtem, b dzie teraz miesi c w miesi c takie same –  wier  miesi ca jedziesz do grodu Czerwie ,
tam przebywasz ze  wiatos awem pó  miesi ca, jedziesz do mnie przez  wier  miesi ca,  pó  mie-
si ca zemn  przebywasz. I od nowa tam jedziesz, tam przebywasz i do mnie jedziesz.
     - Tylko ze  wiatos awem?  A Mieszko? - patrzy a na niego ulegle i pyta a nie mia o.
    -  wiatkowi wpoi  masz,    e na pó noc od Czerwieni   jest Ru  Bia a.   Nazwa bierze si  od bieli

background image

-  65  -

lnianego p ótna – tam len uprawiaj . Za  na po udnie od Czerwieni i tu  przy niej jest Ru
Czerwona. Nazwa bierze si  od barwy sukna, które tam wytwarzaj  i z niego odzie  nosz . Tam
owce  hoduj .  Tak  te  krainy  w  Kijowie  nazywaj   i  my  t   nazw   –  Ru   -  przej lim  od  nich.  Je li

wiatek  b dzie  za  ma o  wiedzia   o  Rusi,  to  ksi ciem  na  wschodzie  nie  zostanie.  Pomnij,   e  tam

trzeba podejrzliwego i przemy lnego w adcy, bo lud tamtejszy skryty bywa i podst pny  - ty masz
naszego syna przygotowa  do trwania w Iskorostieniu, a mo e i w Kjijowie...
      - A czy ty by ... No, st skni am si  za tob ... Ja ju  nigdy nie powiem ci nic nieprzyjemnego.
     

- Czemu  by nie – powiedzia  Siemomys . - W

nie  kolejna narzeczona przygotowa a mnie

odpowiednio dla ciebie. Mo e zaznasz troch  przyjemno ci.
       - Och, Siemeczku... Ja zawsze mia am z tob  przyjemno .
     

Zbli enia trwa y d ugo – ka de nast pne jeszcze d

ej ni  poprzednia. Siemomys  jakby si

ci ... Arsenna dosz a do  sinienia szyi i poj kiwania. Poj kiwania mog aby udawa  –

purpurowienie cia a nad piersiami zwiastowa o, ze nie udaje. Rano powiedzia a,  e odczuwa a
prawdziw  rozkosz i chcia aby to co noc powtarza .
       - Ja te  bym chcia  – powiedzia  Siemomys  – szkoda,  e przed po udniem musisz wyjecha  do
Czerwieni.
       - Ty ju  mnie nie mi ujesz? - w jej twarzy wida  by o napi cie, a w oczach nadziej .
      - Ka dy siebie na pierwszym miejscu lubi stawia  – powiedzia  – a m czyzna potrafi  w sobie
st amsi  ka de uczucie, kiedy rozum podpowiada,  e ono do poni enia jego osoby wiedzie.Przez
miesi c kolejna narzeczona przygotuje mnie na twój przyjazd. Przez pó  miesi ca b dzie ci ze mn
dobrze.
       - Zlituj si , m u. Ja ci wszystkie narzeczone potrafi  zast pi . Nie oddalaj mnie.
     

- Kto ma mi kkie serce, ten musi mie  tward  dup , bo b dzie w ni  ci gi obrywa  za g upi

lito  – powiedzia  zimno Siemomys , cho  serce mu si  kraja o. Rozum podpowiada ,  e Arsennie
nie mo e wierzy .

*  *  *

       Z czterech listków koniczyny ten by  najmniej ukszta towany, lecz najdro szy.  wiatek bardzo
do matki lgn , bo potrzebowa  jej pomocy i wsparcia. Jednak po wielokrotnych podró ach Arsenny
do Gniezna i z powrotem   nazbiera o si  sporo jednomiesi cznych przerw we wspólnym
przebywaniu.
      Czerwie , gród du y z miastem jeszcze wi kszym, by a w przewa aj cej cz ci chrze cija ska.
Oprócz za ogi, czyli wojów z dru yny, którzy stanowili dziesi

 cz

 mieszka ców Czerwieni.

Stu dwudziestu wojów mieszka o w koszarach i pe ni o s

 obronn  na trzy zmiany. W siódmym

dniu s

 przejmowali mieszczanie, a dru ynnicy mieli odpoczynek. To znaczy – 

nia,

strzy enie, pranie i naprawy, odsypianie zaleg

ci i temu podobne rzeczy. Po tym dniu

nast powa o przestawienie zmian – ci, co poprzednio pe nili s

 od rana do obiadu przechodzili

na drug  zmian  – od obiadu do pó nego wieczora. Poprzednia zmiana nocna pe ni a s
porann , a w nocy umocnie  strzeg a poprzednia zmiana popo udniowa. Ka da ze zmian mia a
zapewnione wyspanie si  podczas jednej trzeciej doby – pozosta y czas wype niony by  pracami,
podjazdami, czatami, czujkami i  wiczeniami.Do pos ug z religi  zwi zanych woje mieli niewielki
chram z trze-ma kap anami. Za  chrze cija scy pasterze dusz mieli trzy poka nych rozmiarów

wi tynie i misj  nawracania dru ynników.

    

Ksi na Arsenna zosta a chrze cijank , czym si  g

no nie chwali a –  nawet  wiatek nie

wiedzia ,  e mama porzuci a religi  dziadka Nordwiga. Nie wiedzia  tak e – dlaczego podczas
nieobecno ci mamy przychodzi do niego kap an chrze cija ski i opowiada  wiatkowi to samo, co
opowiadali w Krakowie nauczyciele religii, przychodz cy uczy  go na Wawelu. Jednak odbiór opo-
wiada  kap ana by  inny ni li w Krakowie, bo  wiatek doro la  i dojrzewa . W ko cu dosz o do
zasadniczej rozmowy opowiadacza i s uchacza,  czyli misjonarza  i  nawracanego na wiar  Chrystu-
sow .
      - Ja nie pojmuj  jednego przykazania boskiego – powiedzia

wiatek.  - Tego mianowicie, które

powiada: nie b dziesz mia  bogów cudzych przede mn , a w innym miejscu jest – obok mnie. Co to
przykazanie oznacza?
    - Stare to pismo – powiedzia  misjonarz – dlatego  ró nie  bywa  t umaczone.  Raz  powiada    si

background image

-  66  -

przede mn , a innym razem obok mnie. Wszelako  to jedno i to samo – chodzi o to, by nie czci
innych bogów – z otych cielców, d bów  wi tych,  wi tych  róde , kamieni, pos gów, czyli ba wa-
nów z drewna rze bionych i temu podobnych rzeczy. Jeden jest bóg, a poganie czcz  wielu.
    

- Tutaj w okolicy s  gdzie  takie miejsca? Ja chcia bym zobaczy  takiego boga pogan – po-

wiedzia

wiatos aw.

      - Tu nie ma – rzek  kap an – tu jest kraj chrze cija ski.
      - W Gnie nie i w okolicach Gniezna te  nie ma – powiedzia

wiatos aw. - Nie ma tak e na os-

trowie Rana, gdzie mój dziadek, Nordwig jest najwy szym kap anem  Jedynego i mieszka w chra-
mie na przyl dku Arkona.
      - A ten bo ek o imieniu Jedyny nie jest ba wanem? – spyta  z u miechem wy szo ci kap an.
      - Jedyny, to nie imi  – to przymiot, cecha – powiedzia  oboj tnie  wiatos aw. W chramie dziad-
ka jest pos g z drewna, wszak e to nie pos g Jedynego – to jeno znak, jakich pe no w  wi tyniach
chrze cijan. Malowanki na tym znaku przypominaj  – czym zajmowa  si  i zajmuje Jedyny, je li
tylko zechce, bo On niczego nie musi.
      

Po tej rozmowie kap an – misjonarz przesta  zagl da  do  wiatos awa, tedy on pozosta  przy

religii dziadka i ojca.

*  *  *

      Drugi nienajmocniejszy listek koniczyny, Bolko, czyli Wi

aw dla Ma opolan,podlega  wycho-

waniu w szko ach archiereja Patrycego. Z doskoku, podczas przerw w zaj ciach szkolnych do
ksi cia Ma opolski dobiera y si  wspó zawodnicz ce ze sob  rody. A Wi cek, po dziecinnemu na
razie, ocenia  ich zachowanie i wyrabia  sobie o nich zdanie. Mia  szcz cie – wspó zawodnicz ce
ze sob  rody mia y równorz dne si y – kiedy Wi cek podrós  i zm drza , umia  ju  napuszcza  je
na siebie, umia  korzysta  z donosów jednych na drugich, mianowa  na stanowiska raz jednych, raz
drugich, nada  sk pi  raz jednym, raz drugim...
      Rody postanowi y Wi cka o eni  z W gierk . Jedni raili Aniko (Hank ), inni namawiali na Git-
tt  (Brygid ). Zosta a wybrana Baroka  (Barbara) – niedu a dzieweczka, wszak e we wszystkie
przymioty dobrze wyposa ona, czarnooka, figlarnie spogl daj ca na  wiat martwy i na ludzi. Przez
par  lat nie zanosi o si  z tej pary na potomstwo z powodu wieku obojga ma onków. Wi cek –
czemu nie – chcia by, atoli do dojrza ej niewiasty go ci gn o. Nie  eby do jakiej z imienia znanej –
on dziewczynki mia  – i s usznie – za niezdatne do zespolenia z ch opcami. Chodzi  z  Barok , za

czki si  trzymali, skakank  kazali sobie kr ci  i Wi cek czasem z Barok

askawie przegrywa  - a

to w skakance kusi , a to w berka dawa  si  do cign , a to w chowank  zaklepa  si  nie zd

.

Lubi  t  malutk  Baroczk  i ju , a ona za nim przepada a, bo taki rycerski. Raz nawet do bagienka
po pa

 tataraku wlaz , bo spyta a, czy by jej nie zerwa ... Taka spolegliwo  i dworno  wobec

ony ka dej by si  spodoba a. Do zakochania brakowa o obojgu jeno wieku – latek par . I je li jaka

dojrza a nie dopadnie Wi cka, to b

 si  wzajemnie mi owali,  e a  hej! A Patrycy czujnie przed

owczyniami strzeg  przez zaufanych ludzi i sam na spytki Wi cka czasem bra , t umaczy ,  e nie

warto, bo dla takiej dojrza ej, to nic takiego, a on mo e cierpie , kiedy mu serce do starej klempy
zacznie bi ...
     - Smak by  sobie zepsu  – mówi  archierej. Potem przez ca e  ycie byle jak by  to robi  i czeka
na wskazówki m ódki. No, nieszcz cia same z takich zespole  z rozwydrzonymi fl drami.Kiedy
taka zacznie ci  kusi , kiedy poci g do takiej poczujesz – biegnij gdzie na pole i wyhasaj si  do
siódmych potów. Przyjdzie dojrza

 Baroczki twojej i wtedy... No, sam raj b dzie, je li wytrzy-

masz w cnocie. Przychod  do mnie jakby co, a ja przep dz  wszystkie wszetecznice, na które nikt
starszy ani patrze  nie chce, bo brzydkie i brudne.  Przyjemno  cielesna niczym jest wobec
wspólnej nauki z m od

on . Wytrzymaj, a nie po

ujesz!

     Zapomnia  wó  jak ciel ciem bu . Zdarza si  nierzadko tak, jak w anegdocie o erotomanie. Ten
cz owiek we wszystkim widzia  go e baby... Tedy go do lekarza zaprowadzili na badanie. Lekarz
narysowa  kresk  i spyta  badanego – co on widzi na rysunku.
      - Go  bab  - odpar  badany.
      Lekarz narysowa  krzy yk i ponownie zada  to samo pytanie.
      - Go  bab  – powiedzia  badany.
      Kó ko lekarz narysowa , potem trójk t, kwadrat, choink  i inne rzeczy. Za ka dym razem bada-

background image

-  67  -

ny twierdzi ,  e widzi go  bab .
       - Jeste  chory – powiedzia  lekarz – jeste  erotomanem.
       - Ja? - badany si  oburzy  . - A kto mi bez przerwy te go e baby  rysowa ?

       *  *  *

       

Trzeci listek, Czcibor, by  prowadzony, uczony i wychowywany przez dziadka – Nordwiga.

Po-tem by  dwa lata w szkole Magnorda. Wyrós  z Czcibora opanowany m odzian,  wietny wódz,
dba- y o swoich ludzi wojennych oraz o mieszka ców krain, które mu odda  ojciec. Zrzeczenie si
dia-demu przez ojca i ukoronowanie nim Czcibora by o uroczyste, cho  nie za d ugie, by ma y si
wydarzeniami z w adz  zwi zanymi od pocz tku nie nudzi . Nie wiadomo – jak z tym naprawd
by o, bo Czcibor tak ma o mówi ,  e staro ytny Spartanin z Lakonii móg by mu zwi

ci

wypowiedzi i sk pienia s ów pozazdro ci . Wielkie osi gni cie wychowawców i nauczycieli ten
Czcibor o przydomku Milczek.

*  *  *

       

Wypada par  s ów p wi ci

ody ce... Siemomys  s dzi  na pocz tku,  e stanowi  z Arsenn

grub , mocn

ody

 z dwojga zespolonych splecion . Potem okaza o si ,  e to ma

stwo by o

„zaprz giem” dwojga, z których ka de co innego mia o na widoku. Siemomys  zrazu
podporz dkowywa  si  zachciankom  ony, lecz kiedy dowiedzia  si ,  e ona wcale tak nie uwa a i
za tyrana go ma, który jej nie chce wygadza  – ksi

 wyrozumowa ,  e jego rola jako ojca

sko czy a si  w chwili oddania ch opców komu innemu  On nadal o nich dba , gotów by  im
pomóc, gdyby o to poprosili, ale si  nie wtr ca . Pami ta  jak niezdrowe bywaj  nieporozumienia,
gdy ojciec zanadto dociekliwy i opieku czy.
       Arsenna... Có , kierowa a si  uczuciami i ch ciami, cho  rozumu jej nie brakowa o. Jednak by-

a cz owiekiem, który przenosi uczucia nad rozum. Uznaje uczucia za nadrz dne. Przysz

 mia a

pokaza  – jakie to skutki przyniesie dla  wiatos awa, który pozostawa  pod jej przemo nym
wp ywem.

*  *  *

      

Jak chodzi o czwarty listek, czyli o Mieszka, to   ojciec odda  go do nowootwartej  Szko y

Nadzwyczajnej, co wymaga troch  d

szej opowie ci.

background image

-  68  -

Rozdzia  XI

Szko a Nadzwyczajna

     Dla uczniów nadzwyczajno  tej szko y polega a na tym, i  oni sami musieli o wszystko dba  –
sami    zaopatrywali  sto ówk   w  surowce  do  warzenia  strawy,  sami  gotowali  posi ki,  sprz tali,
naprawiali uszkodzenia – no, spe niali rol  doros ych, cho  jeno otrokami byli. Znaczy – w  wietle
prawa weszli w wiek  rza y i mogli o sobie samodzielnie postanawia , wszelako wiadomo,  e
prawo mo e stanowi  rozporz dzenia ca kiem z natur  sprzeczne...
     Dla niektórych prawdziwie doros ych nadzwyczajno  szko y polega a na tym,  e pracowa o w
niej wi cej nauczycieli ni li by o uczniów, o czym nie mieli poj cia uczniowie i nie wiedzia y o
tym osoby postronne.
      Kierownik i gospodarz szko y w jednej osobie – niejaki Goran, syn Okruszka – powiadomi  na
pocz tku,  e nie ma poj cia – kto z uczniów czyim jest synem i on tego wiedzie  nie chce. A jak od

ugich J zorów  si   dowie,  to  wy le tak  bab   do  domu,  by  si   maminej  kiecki  trzyma a    i  z  ni

wespó  ploty rozpowszechnia a. Zanim taka baba gadulska do domu dojedzie – ca a Polska si
dowie za co zosta a ze szko y usuni ta! Ojcowie pono  przysi gli, za taka latoro l nie dostanie

adnego stanowiska ponad  czy ciciela   wi skich odchodów  z chlewika.   I s usznie, bo kto

tajemnicy nie umie dotrzyma , ten na miano  wi skiego ryja zas uguje i tylko w chlewie mo e

, bo nawet na  winiopasa si  nie nada.

      Potem Goran pokaza  gdzie si  warzy straw  i gdzie jest piwnica z zapasami. Nast pnie powia-
domi ,  e za miesi c b dzie sprawdzian  z wiedzy szkolnej o Polsce  i ze sprawno ci ogólnej – z
my lenia, biegania, zwinno ci, z rzutów oraz z rozpoznawania ptaków  i ro lin. Wszyscy musz  by
na miejscu od zachodu  do wschodu s

ca i w tym czasie musz  by  ko o swojego wyrka, a nie w

go ciach. Po miesi cu przyb

 s dziowie i b

 ocenia  sprawdzian. Jest trzydziestu uczniów i

najlepszy dostanie tyle  karbów na podsumowuj cej wici. A najgorszy – jeden karb b dzie mia ...
Kto przez ca e trzy lata szkolenia zdob dzie na swojej wici podsumowuj cej najwi cej karbów, ten

dzie  wyró niony przez ksi cia nadaniem ziemskim i wysokim stanowiskiem. Za drugie miejsce
dzie nadanie o po ow  mniejsze i mniej wa ne stanowisko – ju  teraz wiadomo jakie, ale

uczniom nie wolno o tym wiedzie . Nawet za ostatnie miejsce jest przewidziane skromne nadania i
niewielkie stanowisko. A przecie potem mo na si  w doros ym  yciu pi  wy ej i do najwy szych
szczebli doj    atwiej od takiego, który Nadzwyczajnej Szko y nie sko czy  i musi zaczyna
doros y  ywot od niczego. Zakres nast pnego sprawdzianu poda si  po poprzednim sprawdzianie.
      W porze posi ku Goran pojawi  si  w sto ówce. Usiad  przy stoliku na zydlu i czeka . Wreszcie
który  z miotaj cych si  po pomieszczeniu jadalnym uczniów domy li  si  – po co kierownik
szko y przyszed . Podszed , jakby z oci ganiem, do stolika i powiadomi  Gorana,  e nie uda o si
przygo-towa

adnego posi ku, bo nikt nie wiedzia  – jak to zrobi ...

       - W takim razie – powiedzia  Goran – za dwa miesi ce b dzie sprawdzian z  ywienia. Ile trzeba
i czego zje , aby dobrze móc dzia

 i mie  zachowane dobre zmys y i zdrowie wn trza. A teraz

id  do   Wsi – tam mog   i wam go ciny u yczy , je li obiecacie odrobek za pocz stunek.
      Poszli do osady Wie . Tamtejsi ludzie uzgodnili wielko  odrobku i ka dy wzi  jednego ucznia
do swojej chaty. We wn trzu uczy  gotowania i zasad zdrowego  ywienia. Ucze  pod nadzorem
doros ego  przyrz dza  sobie i gospodarzowi posi ki... Wie  zyska a darmowych robotników –
uczniowie zyskiwali w ten sposób wiedz  i umiej tno ci z ró nych dziedzin, nie maj c poj cia,  e
obcuj  ze swoimi nauczycielami. Czasem niektórym  wita  cie  podejrzenia, kiedy wszyscy
spotykali si  na torze przeszkód,  albo musieli  uczy  si  czego  w grupach. Na przyk ad wios-

owania na du ej  odzi... Ale nauczyciele przy uczniach ze sob  prawie nie rozmawiali – ka dy jeno

o w asnego ucznia dba  i jego wy cznie poucza , czy poprawia . Nauczyciel obs ugi i pos ugiwania
si  ko mi nawet nie pyta  jak idzie szermierka lub strzelanie z  uku – uczniowie odnosili wra enie,

e ci ludzie nawet nie wiedz  – ile i u kogo taki zagoniony m odzik musi si  nauczy . Ot, zwyczajni

mieszka cy Wsi, dbaj cy o swoje gospodarstwo i  sprzedaj cy swoje umiej tno ci parobkowi,
który  w owym gospodarstwie tyra od  rana do wieczora, a przy sposobno ci przygotowuje si  do
kolejne-

background image

-  69  -

go sprawdzianu...  Kto to tak urz dzi , ze syn wojewody – we my go dla przyk adu – musi p aci

asn  harówk  za zdobywanie wiedzy czy umiej tno ci u zwyczajnego wie niaka?Na szcz cie

owi wie niacy, podobnie jak kierownik Goran, nie wiedzieli czyimi synami s  ich parobkowie. No,
niby wiedzieli – wszak byli to uczniowie Szko y Nadzwyczajnej w So nicy, których palcem tkn
nie lza, bo jak potem taki namiestnikiem, wielkorz dc , wojewod ,  owczym ksi cia, ksi

cym

wodzem czy koniuszym zostanie, to móg by si  m ci ... A wie niakom powiedziano,  e b

 nadal

we Wsi 

 i mie  parobków z So nicy, bo przyjd  do szko y nast pni uczniowie i nast pni...  Po

dziesi ciu latach takiej pracy, za p ace dodatkowe – oprócz utrzymania na co dzie  – b dzie mo na
kupi  z dóbr ksi

cych... No, nie – to niemo liwe,  eby a  tyle...

  Rej po ród uczniów wiód  Mruk. Nie by  najlepszym uczniem, nie by  najro lejszy czy naj-
silniejszy. Byli od niego szybsi i zwinniejsi. Wielu przewy sza o Mruka celno ci  i
umiej tno ciami w pos ugiwaniu si  koniem. A p ywa  najgorzej ze wszystkich – tyle  e si  na
powierzchni móg  utrzyma  i czeka  na pomoc ratownika. Nieufny by  jak ma o kto. No, Mruk –
tedy o gadulstwie nie mo na mówi . Na oko -ciamajda  redniego wzrostu, co to ani be, ani me.
Lecz okaza o si ,  e przewy sza  wszystkich w uk adaniu sposobów chytrych, zapewniaj cych
pokonanie przeszkód i osi ganie zamierzonego celu. Zaraz pierwszego miesi ca by o zadanie
zmierzenia wysoko ci niebotycznego  wierku, na który wiewiórka wlaz aby migiem, ka dy ucze  –
prócz Mruka – wskraba by si  z dwoma odpoczynkami. Ba, ani wiewiórka, ani ucze  nie
potrafiliby powiedzie  – ile stóp,  okci, s ni, a nawet kroków pokonali podczas w

enia na

wierzcho ek. W dodatku ten wierzcho ek – to z do u by o wida  – wiotki by  i móg by si  podczas

enia na  u ama ...

     Wszyscy si  biedzili i okre lali wysoko  niedok adnie – na oko. A Mruk uci  pi

 kawa ek

dechy w taki sposób,  e kwadrat z tego kawa ka powsta , narysowa  rylcem przek tn  i ni
wycelowa  w wierzcho ek   wierka. Zaznaczy  na ziemi miejsce, w które celowa  drugi koniec
przek tnej, po czym od tego miejsca  a  do pnia  wierka zmierzy  odleg

 stopami,  okciami,

niami i parami kroków, czyli tak zwanymi podwójnymi krokami. To by  pierwszy, i zarazem

ostatni, sprawdzian, za który Mruk  dosta  od s dziów trzydzie ci karbów. Potem zdarza o mu si
by  w czo ówce, lecz u ycza  swoich przemy le  przed sprawdzianami innym, oni wykorzystywali
jego pomys y i zajmowali miejsca wy sze. Mruk zdawa  si  o to nie gniewa , chocia  kto go tam
wie – twarz mia  zawsze nieprzeniknion , z lekka u miechni

, wzrok szczery, jasny. Gdyby by y

zawody w udawaniu, to Mruk by by ich zwyci zc . Kto wie, czy on nie bada  swoich rówie ników,

yczaj c im swoich pomys ów przed sprawdzianami, bo bardzo uwa nie przygl da  si  potem ich

zachowaniu, wyci ga  ich na spytki o odczucia, pyta  lakonicznie o twórc  „ich”  pomys u
rozwi zania trudnego zagadnienia. Niektórzy od razu przyznawali ze zdziwieniem,  e przecie  to
on sam wymy li , a oni jeno zastosowali. Inni „zapomnieli” i wywy szali swój sposób my lenia,
który doprowadzi  ich do zaj cia w sprawdzianie wysokiego miejsca...
      Mruk zauwa

 co  dziwnego w zachowaniu jednego z „wie niaków”. Gdzie  znika  ze Wsi na

dzie  ca y, wypytywa  o wiele spraw tych uczniów, z którymi mia  do czynienia... Zostali zwo ani
ci, którzy szczerze przyznawali -  z czyjego pomys u korzystali podczas sprawdzianu. Poszli za
„wie niakiem” - ka dy skrycie, ka dy z osobna. Widzieli spotkanie z obcym. Dwóch s ysza o s owa
zdrajcy. Wszyscy widzieli jak bra  od obcego srebrniki. Na drugi dzie  znaleziono „wie niaka” w
puszczy. W jago ciele, szczegó owiej w w trobie, znaleziono tkwi cy  u amek grubej ga zi. Móg
si  nadzia  na t  ga

 przy nieszcz liwym upadku. Ta ga

 mog a wej   w jego cia o inaczej...

      Goran wezwa  Mruka i powiedzia :
    - By  zamiar podawania zmar emu fa szywych danych  - on by je sprzedawa  obcym, a oni wie-
dzieliby,  e zap acili, a nie znaliby prawdy. Ty  ten zamiar udaremni ... Masz szcz cie, 
wypadek upozorowa ... My mu uroczyste ca opalenie wyprawim, a ty – by  jeszcze mocniej
pomy la  w przysz

ci – przygotujesz i wyg osisz pochwaln  mow  o wzorowym Polaku.

Powiadomienie twoich wspólników w „wypadku” bior  na siebie. Pomy l – kogo by  na tamten

wiat pos

, gdyby ten zdrajca czynnie uczestniczy  w naszym zamiarze i jeno zdrajc  udawa ...

Masz szcz cie, a rozum musisz jeszcze rozwin  i dwa razy pomy le  zanim raz dzia anie...
od

ysz do przemy lenia.

background image

-  70  -

      Jeden z tych, którzy „zapominali” o prawdziwym twórcy pomys ów postawi  si  swojemu „gos-
podarzowi” ze Wsi.  Nauczyciel usi owa  mu wpoi  szacunek dla innych ludzi, lecz ten syn
wielmo y powiedzia ,   e nie b dzie mu tu jaki , pierwszy-lepszy kmiotek dyrdyma ów opowiada .
     - Nie b

 ci  s ucha , ch opie – powiedzia  paniczyk. Zrobi

 zemnie darmowego pracownika,

a za to mój ojciec nauczy ciebie porz dku. Za atwi  ci przeniesienie do pracy przy kr ceniu kieratu,
nap dzaj cego kruszark  ska y w Olkuszu, gdzie srebro dobywaj . Ja tu czo owe miejsca w
sprawdzianach zajmuj , a pierwsze-lepsze chamisko b dzie mnie poucza .
      - Zapomnia

 jak ode mnie nauczy

 si  straw  gotowa  – zauwa

 „wie niak”.

     - Zap aci em ci za to po wielekro  w asnym wysi kiem przy pracy na tym twoim zagonie, cha-
mie jeden.
      - Przypominam ci,  e to ty mnie o pomoc prosi

. Nie zmusza em ci  do zawarcia umowy, nie

zaprasza em, by ci  ró no ci wyuczy ...
       - By em w przymusowym po

eniu – powiedzia  paniczyk – szko a ma wymagania...

       - Czy  to jest szko a przymusowa? - spyta  niewinnie „wie niak”.
      Paniczyka usuwano ze szko y z wielkim hukiem i trzaskiem. Zapowiedziane by o,  e kto innych
nie b dzie szanowa , ten mo e wiele straci . Gro ba by a nieokre lona, bo có  znaczy – wiele – bez
podania miary? Lecz wyobra nia podsuwa w takich razach raczej wi ksze szkody ni li mniejsze...

*  *  *

    

Nie bez kozery powiada si ,  e wi kszo  ludzi p ci m skiej nigdy nie dojrzewa, jakby nie

doro leli. Koniec bliski, niebawem kopyta, jeden z drugim, wyci gnie, a psie figle we  bie,
chcichoty  ze wszystkiego – popi , po artowa , „p”... Takie wieczne ch opaki, których  ony musz
pilnowa  i poskramia . Potwierdzane to by o przez zachowanie uczniów szko y. Jeno Mruk i
Stojgniew spowa nieli i zachowywali si  doro le, chocia  wygl dali najm odziej ze wszystkich. Ju
by o wiadomo,  e to ostatnie podrygi w szkole, ostatnie  wiczenie przygotowano, a „ch opaki” nie
zapowiadali si  na dojrza ych. Taki ch opta  jest skarbem dla  ony – po artuje, nie smuci si , rad w
ka dej chwili prac  od

y, by   onk  popie ci ...  Jest jej pos uszny, dopóki si  ze swoj  sitw  nie

spotka i nie pow cha napitku. Taki wymaga ustawicznego pilnowania – ka

 robot  po nim

dok adnie sprawd , nie powierzaj mu odpowiedzialnych zada  do samodzielnego wykonania.
     Tak sobie my la  Goran – staraj c si  przypomnie  sobie stare czasy swojej m odo ci. Jaki on
wtedy by ? Co teraz osi gn  w szkole? Czy dwóch odpowiedzialnych i powa nych, to nie za ma o?
Pomy la ,  e wszystko zale y od wpojonej cz owiekowi zasady. Taki Gawry a, dajmy na to... Niby
taki sam, jak  Mruk. Ale wykorzystywa  swoje cechy przeciwko Polsce. A jak e wiele od pierwszej
mi

ci zale y... Kto spotka tak , co opieki wymaga, to przybywa  mu zasada opiekowania si

abszymi. Có , przysz

 poka e. Taki los nauczyciela,  e pracuje, stara si  jak najlepiej, a

wyników ostatecznych cz sto nie poznaje...  Tym dwudziestu dziewi ciu chyba wpoi  zasad
mi owania Ojczyzny... Inni to sprawdz , kiedy jego uczniowie b

 musieli stan  w potrzebie

przeciwko wrogom..

*  *  *

     

Szko a roi a si  od rodziców uczniów przyby ych na zako czenie szkolenia. Mi dzy innymi i

sam ksi

 Siemomys  przyby , w towarzystwie kolejnej narzeczonej i  wity stu wojów.

Narzeczona ksi cia wisia a u jego ramienia, jak robak na haczyku w dkarza.
      - Moja narzeczona, Zielona G ska – przedstawi  ksi

 Goranowi – jak ci si  widzi?

     - Mniema,  e ksi cia usidli na zawsze – odpar  z u miechem Goran – nie zdaje sobie sprawy z
tego,  e jej i ksi cia potomstwo b dzie – z zachodu to poj cie wzi em – morganatyczne. I jako
takie nie b dzie po ksi ciu niczego dziedziczy  – ani stanu ksi

cego, ani maj tku, ani w adzy...

Co najwy ej jakie  nadanie ziemskie, jaki  urz d. Potem takiemu zabior , je li oka e si  nie za
bardzo rozgarni ty.
    - Tak to jest, Siemeczku? - oczy Zielonej G ski nadal wpatrywa y si  w ksi cia, wszelako z za-
chwytu nic w nich nie zosta o.
     - Och, G seczko – zagrucha  ksi

 – on ci jeno zazdro ci. Przecie  wiesz,  e ci  nie ukrzywdz .

     - A dzieci? - ten g os by  pe en niepokoju.
     - Ja ci  wzi em z lubo ci do ciebie, a nie do dzieci – ksi

 patrzy  na G sk  badawczo.

background image

-  71  -

    - Ja te  ciebie mi uj  – powiedzia a G ska i przywar a policzkiem do ksi

cego ramienia, aby

 zawodu otrze   ukradkiem  o  r kaw jego kurty.

     - Jak si  moje piskl  sprawowa o? - ksi

 spojrza  wyczekuj co na Gorana – nada si  na mo-

jego dziedzica?
      

- Dzisiaj maj  wróci  – powiedzia  wymijaj co Goran – wywiezieni zostali w puszcz , mieli

podane kierunki stron  wiata, w których mieli i  podan  liczb  par kroków. Doszli do  odzi na
Rzece i teraz sp ywaj  z pr dem. Mieli  owy robi , bo tu musz  obiad po egnalny... O, w

nie

ysz .  piewaj  piosenk , Wasz syn celuje w uk adaniu s ów i melodii. Móg by z tego 

.

       Jako  dobiega a do uszu obecnych piosnka, w rytmie dla wio larzy odpowiednim  piewana.
                                                         Ziele  nadbrze na cieniem plami

leniwy nurt szerokiej rzeki,

                                                         och adza m ów nad wios ami,
                                                         p yn cych dzielnie w  wiat daleki.
                                                                Czasem jest  arko, zawdy mokro,
                                                                a wios a ci gn

 trza wytrwale

                                                                – chcemy dzi  dotrze  za widnokr g,
                                                                by sprawdzi  – co te  b dzie dalej.
                                                         Ranki, wieczory pe ne ch odu,
                                                          zdr twia y d onie przemarzni te,
                                                          ale p yniemy wci  do przodu
                                                          - ciekawi – co jest za zakr tem.
                                                                Wod  lub potem przemoczeni
                                                                spe niamy sny rodziców szczytne:
                                                                - do wszystkich miejsc na polskiej ziemi
                                                                zapuka  serc gor cych rytmem.

Zza zakr tu Rzeki wy oni y si  dwie  odzie wios owe. Sprawnie dobija y do brzegu, równo by y

stawiania wiose , balastowania i  odzie rozp dem w lizgn y si  do po owy d ugo ci na brzeg. Z
jednej wyskoczy  Mruk, opar   wios o  o ziemi , ustawi  je pionowo – niby drzewce proporca i
wyg osi  wierszem „przemow ”

I w ko cu si  przysz o na dróg rozstaje.

                                                           Jedna – do domu. Druga? Któ  wie dok d?...
                                                            L ni srebrzyst

ezk  wzruszone oko,

                                                            a usta szepcz : - Nie jad ! Zostaj !
                                               Pi kne tu wody. I niebo. I ziemia.
                                               I ludzie dobrzy – jako w Polsce wsz dzie...
                                               Chocia  mnie tutaj od jutra nie b dzie,
                                                zostanie pami , zostan  wspomnienia...

Zgodnie  z umow za

ycielsk szko y rodzice nie podchodzili do swoich synów – siedzieli w

sto ówce przy stolikach, sk pili sobie s ów, nie chwalili si  swoim stanowiskiem, nie rozmawiali ze
znajomymi, co trudne by o, ale mo liwe. Nast pnego dnia rano rodzice dostan  wskazówki – gdzie
czeka  poza szko  na syna. W po udnie kto  go w to miejsce przyprowadzi. Sz o pono o to, by
wiadomo  o szkole nie by a rozpowszechniana, sz o o to, by jak najmniej ludzi wiedzia o  – kto w
niej si  uczy i czego. Bano si  porwa , napa ci, szpiegowania. Goran najch tniej dostarcza by
uczniów do ka dego domu i nikomu nie powiada  – gdzie szko a istnieje.
     

Ch opcy przygotowali  dwa  ogniska  wieczorne.  Dwa,  bo  paniczykowie  chcieli osobno...Na

mniejszych, zwyczajnych ogniskach piek y si  my liwskie  upy. Urok p omieni w czerni nocy,
zapach i smak pieczeni, przygotowane na uroczysto  popisy – wszystko zapewne pozostawi o w
pami ci mi y  lad.

*  *  *

      Ksi

 ze swoj

wit  i Zielon  G sk  pozosta  na miejscu. Kiedy ju  prawie wszyscy ch opcy

opu cili szko  – zosta  jeno Mruk i Stojgniew – Mruk podszed  do ksi cia.
       - Stojgniwa niedawno odumarli rodziciele – powiedzia  – pytam was, ojcze, czy móg bym zab-

background image

-  72  -

ra  go ze sob .
       - A je eli nie?
       

- Zostanie u Gorana.To  mój jedyny druh – powiedzia   Mruk -Mieszko, co teraz wolno  ju

ujaw-
ni .
     - Co b dzie jad ? Gdzie b dzie mieszka ? - ksi

 patrzy  na syna spod oka.

    

- Oddam mu po ow  swojego jedzenia – rzek  Mieszko. - A spanie... Jedn  noc ja na 

u, a

drug  na pod odze.  Na zmian  z nim. Nied ugo mu pora do s

by w dru ynie i k opot si  na jaki

czas  sko czy.
     - Skoro to nie dziecinna ch tka, jeno rzecz przemy lana i przydatna, t o niech jedzie z nami –
powiedzia  ksi

. - Pomy

 o jakim nadaniu dla niego. Rodzice pewno mieli w do ywocie, co?

No, có  – nie mamy nic w asnego, by druha w potrzebie wspomóc nadaniem na w asno
wieczyst . On te  jeno w do ywocie dostanie.  Wida ,  e szko a wiele ci da a. Zadowolony ?
      - Tak – odpowiedzia  Mieszko i skin  przywo uj co na  druha.
      Po drodze ksi

 wprowadza  syna w sprawy kraju i rodziny.

           - Zmar   knia   Topolan  –  mówi .  -  ciotka  Tamara  z  dzie mi  jest  w  Poznaniu.  Mama  wasza  ze

wiatos awem s  w Iskorostieniu – tamtejsi ludzie obrali twojego brata kniaziem Drewlan i

Dregowiczów. Olbrzymie krainy, niestety – s abo zaludnione
       - Wujek Topolan danin  kniaziowi Igorowi z Kijowa p aci  – powiedzia  Mieszko.
      - W

nie – przy wiadczy  Siemomys  – w nast pnym roku Igor daniny nie dostanie.

      - Wojna b dzie? - spyta  Mieszko.
    - Niekoniecznie - odpar  ksi

 – wystarczy bitwa dla nas zwyci ska i poza naszym w asnym

krajem stoczona. W tym Zdruzno i Broz o b

 uczestniczy . Ty masz by  moim zast pc . Nie

przeszkadzaj w zbieraniu wojska i uzyskiwaniu pomocy zagranicy. Ucz si  od nich i ufaj im.
      

Zielona G ska przymilnie zapyta a, czy w onym Isk.. Isk... Skoro cieniu te  b

 mieli czas

wy-    cznie dla siebie, bo o na tak lubi owo sam na sam z Semomys em,  e bez tego ju  ani rusz.
       

Ksi

, jakby nie s ysza  jej szczebiotu, przeszed  do omawiania Czcibora. On ani my la  si

eni . Uzasadnia  ten brak ch ci na ma

stwo k opotami z potomstwem i jego matk , czy

matkami. Bo to jest tak,  e on jest ksi ciem zale nym od ksi cia Polski i jeno do ywotnim. Dzieci z
jego ma

stw by yby nazywane potomstwem morganatycznym i nie mia yby uprawnie  do

dziedziczenia. O ile w Polsce wystarczy aby do uznania ich za pe noprawnych dziedziców ojca
wola zjazdu przedstawicieli mo nych, to na Zaodrzu najpierw musieliby si  na to zgodzi  wszyscy
tamtejsi ksi

ta, potem zjazdy mo nych poszczególnych ksi stw, potem zjazd przedstawicieli

mo nych ca ego Zaodrza, potem ksi

 Polski i w ko cu zjazd przedstawicieli mo nych polskich.

Papranina straszliwa, babranina  mudna, wielka jazgotliwo

oneczki, dopytuj cej – kiedy

nareszcie to b dzie za atwione... No, same utrapienia, bo wszystkim dzieciom trzeba by oby co
da , aby ich mamusi g busi  zatka . Tak  e Czcibor ma jeno same narzeczone.
     

- A jak b dzie z naszymi dzie mi? - spyta a Zielona G ska, a jej bu ka przybra a wyraz roz-

marzenia wi kszego ni li Polska ca a.
     

- My nie b dziem mie  dzieci – powiedzia  ksi

 i bo kn

liczno  narzecze sk  w g adki

policzek.
     

- Ty nie mo esz mie ? - upewni a si  narzeczona, a na jej twarzy uwidoczni o si  niepewne

wahanie. Kto wie, czy nie pomy la a o zaj ciu w ci

 z kim innym, bo m odo  mija, staro

ksi cia nadejdzie i on j  sam  oddali. A dziecka  nie wyprze si  tak  atwo...    A poza tym - mama
mówi a,  e na niewiast  nachodzi w pewnej chwili   dza  posiadania dziecka. I wtedy ona staje si
nieszcz liwa, je li on nie mo e dziecka sp odzi  i w tym nieszcz ciu gotowa jest z ka dym

odnym...

       Ksi

 zdawa  si  nie przejmowa  rozterkami narzeczonej – przeszed  do omawiania Wi

a-

wa, czyli Bolka. Jego  ona, Baroczka, zasz a w ci

. Stanowczo za wcze nie! Ale urodzi a

szcz liwie. Na  wiat wyda a bli ni ta. Dworacy chcieli nada  im imiona Cyryl i Metody... Na  to
nie zgodzi  si  archierej Patrycy i malcy dostali imiona Odylen i Przybywoj. Ich obu trzeba na dwór
do Gniezna wzi  i tam trzyma . Bo Baroczka – tylko patrze  – pomy li o przysz

ci Odylenka i

Przybywojka.   Oraz o swojej wa no ci przy nich,  kiedy  m

 och odnie w uczuciach,  bo

background image

-  73  -

ode  owczynie  zaczn  si  stara  o wyr czenie leciwej  ony. Z  yczliwo ci dla niej – ma si

rozumie  – bo to krzes o tronowe tak niewygodne jest dla starszej osoby, a ch op taki ci ki si  robi
i zrz dliwy... Ponadto jest niebezpiecze stwo,  e Wi cek i Baroczka zaczn  w przysz

ci zabiega

o
uczynienie którego  z bli niaków ksi ciem Polski. A Mieszko – on jest przewidziany na zast -
pienie ojca u steru,  chyba b dzie mie

on  i w asnych synów... Wa nie powstaj  w rodzinie, kiedy

jest za du o ch tnych do obj cia spu cizny po zmar ym krewniaku.
     - Mnie si  bardzo podoba  posiadanie narzeczonej – powiedzia  Mieszko.
     - Mnie te  – powiedzia  Stojgniew.
    - No widzisz?  A ty zdajesz si  nie docenia  posiadania takiego skarbu i cudu jak ja – powie-
dzia a Zielona G ska, a jej spojrzenia na Mieszka i Stoigniewa wyra

y albo wdzi czno , albo

zalotno . A mo e dwa uczucia w jednym spojrzeniu. Na pewno niezbyt g bokie, ale zawsze...

background image

-  74  -

Rozdzia  XII

Dostatek i oskoma rosn  razem.

     Oskoma  (apetyt) ro nie w miar  jedzenia? Przecie jak si  najesz, to oskoma przestaje istnie  –
syto  nastaje, zadowolenie. Czy  nie? Tedy mo e rzeczone powiedzenie rozumie  inaczej? Na
przyk ad w taki sposób jak – Daj kurze grz

, (a) ona: - Wy ej si

! Wtedy rzecz by aby

dok adnie oddawana przez  tytu  rozdzia u – dosta

 kos  i zaraz kosisko ci potrzebne. A potem

babka i m otek do klepania ostrza. A babk  trzeba wbi  w jaki  pniak... Potem – kos , babk ,

otek i pniak trzeba gdzie  chowa  przed deszczem. Czego by  si  nie dochrapa , to zaraz rosn

twoje potrzeby z posiadaniem zdobytej rzeczy zwi zane.
      

Mo e niektórzy pomn ,  e w roku dziewi set dwudziestym dziewi tym ksi ciem Czech by

Wac aw, syn Drahomiry z plemienia Wilków, dok adniej z Lutyków, ale sam on by  wychowywany
przez babk  – katoliczk . Babka mia a mir w Niemczech i dzi ki pomocy Niemców doprowadzi a
do og oszenia ksi ciem m odocianego Wac awa, cho  wi kszo  Czechów wola a jego brata –
Boles awa. Warto w tym miejscu zauwa

,  e imi  Wac aw oznacza to samo, co Wi

aw – wi cej

awy, a odpowiada mu s owia ski Boles aw – te  oznaczaj cy wi cej s awy. Te imiona obrazuj

ówczesny podzia  Czech na zwolenników chrze cija stwa obrz dku s owia skiego (prawos awia) i
katolicyzmu. Niby w owym czasie by  to jeden i ten sam ko ció , rozdzia  i gniew nast pi  dopiero
w roku 1054, wszelako, zdobywszy w Czechach przyczó ek, Niemcy i inni katolicy poczuli oskom
na wi cej   aciny, wi cej ko cio ów i czego tam jeszcze. Na wszelki wypadek rozpowszechniali
fa szywe  wiadomo ci,   e  prawos awni,  to  poganie  w  czystej  postaci.  A  pod  pozorem  obrony
prostego ludu przed uciskiem „pogan”, Wac aw – przy poparciu Niemców rozprawi  si  ze

awnikowicami i ich stronnikami. Zbieg y si  wtedy dwie rzeczy – pomoc Niemców i uznanie si

przez Wac awa ksi ciem Rzeszy Niemieckiej w Czechach, w czonych tym samym do onej Rzeszy.
    

Jako sprawiedliwy m ciciel wyst pi  wtedy brat Wac awa – Boles aw. Pono osobi cie zada

Wac awowi  miertelny cios w ko ciele  aci skim – uwaga! - na dworze onego Boles awa, pana
sporego kawa u czeskiej ziemi, ale nie ksi cia. Ko ció  na dworze poganina?... By o to w roku
dziewi set  trzydziestym  dziewi tym.  Wybiegnijmy  troch   w  przysz

  –  Wac aw  rych o  zosta

wpisany przez papie a na list

wi tych, raczej bez poparcia S awnikowiców...

      Czesi obrali swoim ksi ciem Boles awa. Trzeba wzi  pod uwag ,  e byli to chrze cijanie, tedy
w  aden sposób nie mogli uznawa  za godnego  tronu nieusprawiedliwionego bratobójcy... Boles-

aw natychmiast wypowiedzia  pos uch królowi Niemiec, Henrykowi  i skutecznie broni  prze czy

górskich przed napastliwymi rycerzami Henryka. Mo e z w ciek

ci, mo e z innej przyczyny

Henryk  zmar   w  rok  po   mierci  Wac awa.  M ody  nast pca,  syn  Henryka,  Otton  Pierwszy  zyska
uznanie ksi cia Boles awa z Czech i na razie zapanowa  na granicy czesko-niemieckiej spokój.
     

W wytworzonym po

eniu Czechy zyska y naturalnych sojuszników – ksi stwa pod w adz

Czcibora i Polsk , o ile wspólne dzia ania b

 prowadzone przeciwko zajmowaniom przez Ottona

ziem, nazwanych ju  marchiami i maj cych wyznaczonych margrabiów. Nale y pami ta ,  e za
plecami Czech ju  czai y si  Morawy –  tak e nazwane marchi   i chc ce skorzysta  na wyrzuceniu
prawos awia i stania si  czysto katolickimi.
       Jak deska ratunku trafi a si  w takiej chwili zach ta wodza dru yny Polski – Zdruzny do wzi -
cia udzia u w wyprawie obronnej przeciwko Germanom ze wschodu, chc cym zaj  ksi stwa Dre-
wlan i Dregowiczów. Nikt chyba nie s dzi,  e uczestnictwo czeskich wojów mia oby by  darmowe.
Targi trwa y rok z ok adem i wreszcie uzgodniono,  e zap at  b

 dziesi cioletnie dochody z ziem

ksi

cych  na Niskim 

sku z województwem opolskim w cznie. Ponadto por ka bezpiecze s-

twa przez te dziesi  lat od strony Niemiec i Moraw. Za  za ka dego zabitego na wyprawie Czecha
– odszkodowanie - dziesi  srebrników od g owy. Troch  Boles aw marudzi , bo wiedzia ,  e umo-
wy feuda ów wa ne s  jeno do chwili  mierci jednego z umawiaj cych si  – on sam t  wiedz  wy-
korzysta , kiedy umar  Wac aw, a potem i Henryk – król Niemiec. Niestety – Niemców cechowa o
mocne przekonanie,  e ziemia raz przez nich opanowana – musi by  na zawsze niemiecka...

background image

-  75  -

     Dlatego podparcie przez Polsk  i Czcibora swojego przekonania o niewa no ci umowy Henryka
z Wac awem Boles aw uzna  za bardzo cenne i stara  si  wierzy , i  on sam jak i Czcibor oraz
Siemomys  po yj  d

ej ni li dziesi  lat...

     atwiej posz o z ustalaniem uczestnictwa w wyprawie pod Iskorostie  wojów Czcibora, S o-
waków, S owian Po udniowych i W grów – im mo na by o powiedzie ,  e mog  by

upy wojenne

i one b

 podzielone wedle znanych zasad - to wystarczy o, bo przyczyna wyprawy by a jasna –

by  do niedawna Oleg Wieszcz i grozi o to zajmowaniem wielu nie jego ziem, teraz jest zdziwa-
cza y knia  Igor, który s dzi,  e awanturnictwo przysparza mu s awy i chwa y, tedy zagra a wszyst-
kim, do których by by w stanie dotrze  – trzeba wreszcie po

 kres jego b kaniu si  ze swoimi

pu kami po okolicach  bardzo od Kijowa odleg ych. B dny wojownik, b dny rycerz nie jest trudny
do zniesienia, je eli nie jest przy tym w adc  – pojedy czego wariata mo na usadzi , pacho ków
na  nas awszy. A przy b dnym ksi ciu zawsze znajdzie si  grupka ludzi, kieruj cych g upka w
wygodne i korzystne dla siebie kierunki.
     W sumie Zdruzno zdo

 uzyska  zapewnienia o uczestnictwie w wyprawie przeciwko Igorowi

trzydziestu tysi cy wojowników spoza Polski. Szpiedzy Chomy twierdzili, i  Igor by by w stanie
zebra  tyle samo wojska, lecz jeno do jednej bitwy, bo on nie ma poj cia o  sposobie zaopatrzenia
takiej rzeszy ludzi nawet w jedzenie. A zapasowa bro , konie, pomoc lecznicza, namioty, zapas
strza , ludzie do ostrzenia mieczów, wozy, wo nice, koniuchy i inni?... Na najwi ksz  wypraw
Igor zabra  dziesi  pu ków i to w sporym oddaleniu od siebie one sz y,  aby w  owach sobie
wzajemnie nie przeszkadza . W

nie te  owy czyni y najwi cej szkód – po przej ciu pu ku trzeba

by o kilkana cie lat czeka  nim odrodzi a si  taka sama ilo  zwierzyny  ownej jak by a poprzednio.
Lu-dzie Igora przypominali szara cz , która niszczy doszcz tnie szeroki pas  ziemi, oga acaj c go
ze wszystkiego podczas swojego czasowego na nim pobytu.

*  *  *

    

Biadoliny odwiedzali my  dawno,  dawno  temu,  wsi  ch opskiej  nie  odwiedzali my  jeszcze

dawniej
Có , tytu  cyklu zobowizuje. Jednak wra enie o najwa niejszo ci rodu Piastów, a pó niej dynastii
Piastów jest mylne – inny ród, inna dynastia mog aby zapewni  Polsce i Polakom wi ksze
osi gni cia ni li potomkowie Piasta i Lecha. A w rzeczywisto ci osi gni cia i wielko  kraju zale
w du ym stopniu od pracy i powodzenia mas najubo szych a najliczniejszych. Ju  nasza pisarka z
czasów zaborów, Maria Konopnicka,  widzia a prawd  i zawar a j  w s owach: a najmocniej bij
króle, a najg ciej gin  ch opy...

Nale y przypomnie ,  e by  zamys  du ego zwi kszenia liczby obro ców Polski. Po cz ci

przez rozród w ramach stanu mo nych. W wi kszo ci przypadków przez w czenie do tego stanu
od amu mieszka ców, wywodz cych si  z plemion opanowanych przemoc , których w pierwszej
chwili obrócono w ch opów –  ywicieli,  a  potem stworzono z nich panoszów, posiadaj cych bro
i mo liwo  wyd wigni cia si  – poprzez w adyk  – do stanu  mo nych . Tego nie mogli zrobi
Niemcy na ziemiach po

onych na zachód od  aby i So awy – najpierw musieli tamtejszych

owian podbi , a potem ich zgermanizowa , zniemczy . Odr bno  Polski polega a na tym,  e

tutaj S owianie opanowali S owian – niejako ziomków, maj cych taki sam lub zbli ony obyczaj i
bardzo podobny  j zyk. Zas ug  w adców by o to,  e podbici nie byli zmuszani do zmiany religii.
Nawet w Ma opolsce, w zasadzie chrze cjja skiej, nikogo nie przymuszano do porzucenia starych
wierze , a ksi

 Polski nawet zakazywa  nawracania kogokolwiek na jak kolwiek religi , czy te

wiar .

*  *

     Zostawili my panoszów z Biadolin w chwili, kiedy wyprawiali si  na pomoc ksi ciu Leszkowi
przeciwko Gundrze Lindis i  Svenowi. Wszyscy uczestnicy tej wyprawy zostali w adykami. Sta o
si  mo liwe przej cie ich synów do stanu mo nych, je eli rodzice zdol  zakupi  lub otrzyma  dla
ka dego z synów dwadzie cia  anów ziemi. Wtedy w Biadolinach zapowiedzia  swoje przysz e
narodziny Wolis aw. Zapowiedzia  akurat w chwili, kiedy ju  by o wiadomo,  e wyprawa b dzie.
Jego ojciec wróci  z wyprawy jako w adyka, a Wolis aw urodzi  si  bez mo liwo ci zdobycia w
okolicy cho by jednego  anu, bo przed nim urodzi o si  tylu ch opców,  e nie dla wszystkich ziemi
mog o wystarczy  .

background image

-  76  -

     

Ojciec si  sumowa  i chodzi  zas piony, bo z pustego i Salomon nie naleje. Matka wzdycha a

ci ko,co ojca powstrzymywa o od nast pnej próby p odzenia dziecka – dla niego te

anów w oko-

licy nie znajdziesz. Tutaj by si  kupi o na sp aty – wszyscy si  znaj  i wierz  w swoj  uczciwo . A
gdzie  daleko... Raz,  e z dzieciakiem  czno  si  straci, a po drugie – strasznie drogo i od razu
trzeba ca  sum  zap aci .
      W takim zmartwieniu rodzice Wolis awa trwali,  e i on sam sta  si  dzieckiem nad wiek powa -
nym, by nie u ywa  s owa smutnym. Kiedy szko  trzyletni  sko czy , umia  ju  rzeza  znaki na
wiciach, rozpocz  uk adanie smutnych wierszy, oddaj cych odczucia m odzie ca i jego t sknoty.
Jeden z wierszy zawiera  my l g ówn  – od zmartwie  mo na uciec w krain  marze  i roje . Nic to
nie kosztuje, a pozwala o smutkach zapomnie . Co prawda ta odskocznia powoduje strat  czasu,
wszelako ten czas i tak by by po wi cony przemy liwaniu  o beznadziejnej przysz

ci, w której nie

mo na b dzie skorzysta  z mo liwo ci stania si  mo nym. Wolis aw napisa :
                                                                Koraliki marze  ni  na ni  nadziei.
                                                                I    jedno, i drugie – cude ka  z mglistej piany,
                                                                co ba ki zachce  w zmy lone budowle klei,
                                                                trwa e jak mrugni cie powiek, jak zwid pijany.

                                                                W niesko czony sznur splataj  si  te korale -
                                                                marzenie za marzeniem – jedno, drugie, trzecie...
                                                                Mo e mgliste, u udne, nieuchwytne wcale,
                                                                 ale koj ce,  adne... No, i w asne przecie...

                                                                  Linka nadziei spl tana w zawi e sieci -
                                                                  nie znajdziesz ko ca ni pocz tku zwitka,
                                                                  z bytem si  nie  czy  - z babim latem uleci,
                                                                   jednak si  przydaje – jak czapka niewidka.

Ostatnia zwrotka musia a by  wyrzezana na nowej wici, bo ju  si  na poprzedniej nie mie ci a.

Umi owana Mate ka gdzie  t  now  wi  znalaz a, ani popatrzy a na rzezane znaki, jeno cisn a wi
do ognia. Prawda,  e Wolis aw wiele wici zapisa , prawda,  e to si  wsz dzie poniewiera o i mog o
niewie cie przeszkadza , wszelako z  alu i goryczy Wolis aw d ugo nie móg  si  otrz sn . A kiedy
doszed  do siebie – okaza o si ,  e tej ostatniej zwrotki nie pami ta i nie mo e odtworzy . Zast pmy
go, atoli u ywaj c wspó czesnych zwrotów j zykowych.

Bez roje  i spodziewa  –  ycie jak e p askie -

                                                           mg y – tylko mokre,
                                                           woda z  róde  – tylko czysta,
                                                            wit -  nie  zal ni  w  oczach rozpromienionym brzaskiem
                                                           i wszystko jest prozaiczne -
                                                           jak realista...

Rodzice  Wolis awa z tej swojej nieszcz liwej beznadziei popadli w co , co mo na nazwa

bezrozumnym uporem. Ojciec harowa  w obej ciu i na zagonach za trzech. Matka m owi i sobie
od ust odejmowa a,  achy wielokrotnie cerowa a i  ata a, byle czym i sam Wolis aw musia  si
obywa , a  co tylko si  da o wozi o si  na targi do Wojnicza albo do Brzeska nad Uszwic . Rodzina
wyliczenie zrobi a i wychodzi o,  e z uciu anych pieni dzy b dzie mo na kupi  od w odarza
dwadzie cia  anów dla Wolis awa za... sto lat. Czy  nie lepiej by o zje  dobrze, ubra  si  po
ludzku i nie zas ugiwa  na miano rodziny chudych  achmaniarzy - dziwade ?
      A jednak – niezbadane s  wyroki Opatrzno ci.

*  *

      

Której  jesieni   matka Wolis awa wybra a  si  na targ do Brzeska.  W nocy wstali,  ojciec

zostawa  na gospodarstwie,a Wolis aw zosta  wyró niony niesieniem za ucho kosza wype nionego
z czubem

background image

-  77  -

wytworami i przetworami gospodarzy w ich gospodarstwie. Matka dyga a kosz za drugie ucho,
sapi c i przystaj c coraz cz ciej dla z apania oddechu. Doszli na targowisko,  kiedy jeszcze nikogo
nie by o. Wolis aw roz

 na  najczy ciejszym miejscu targowiska du , lnian  p acht , przy spo-

sobno ci zastanawiaj c si  nad  dziwami j zyka – owo najczystsze miejsce by o po prostu brudne,
chocia  inne miejsca by y jeszcze brudniejsze. Matka wyk ada a z kosza na p acht  przyniesione do
sprzeda y rzeczy – warzywa na kupkach, mas o w ose kach, owini tych du ymi li mi chrzanu i  o-
pianu, jaja w osobnym koszyku, tworz ce czubat  stert , sery - bielutkie jak  wie o uprane i
wybielone prze cierad a z najcie szego p ócienka, owoce wszelakie w garnuszkach z wypalanej
gliny – te z przydomowego sadu i te w puszczy zbierane. Prawie wszystko by o wy

one, kiedy na

targowisko zacz y wje

 wózkami dwuko owymi straganiarki i kramarki. Je li nie wiesz jaka

jest ró nica mi dzy straganiark  a kramark , to przypomnij sobie – po czym poznaje si

ab dzia i

ab dzic . Otó  – podaje si  do zjedzenia bu

. Je eli wzi

 – to  ab dzica... Wracaj c do

straganiarki i kramarki – po tym si  je odró nia,  e pierwsza sprzedaje ze straganu, a druga z
kramu...
     Matka Wolis awa zacz

 wyjmowa  z kosza m siwa – krwaw  kiszk , siekane mi so po led-

niejszej jako ci z zio ami i przyprawami pomieszane, a potem w  zwierz cy 

adek powpychane,

we wrz tku d ugo trzymane,które to pyszno ci jeden w drowny mnich niegdy  salcesonem
nazywa ,
szynk  niedawno ubitej maciory – starej ju , i tak by nied ugo  ywot ze staro ci postrada a, lecz tak
umiej tnie przyrz dzonej,  e kto plasterek zjad , ten si  zaraz za nast pnymi rozgl da , ciel tko
po wiartowane, dopiero co zaczynaj ce sol  nasi ka  – wystarczy pó  dnia w wodzie potrzyma  i
soli nie poczujesz. A na koniec matka, z wora - który na plecach przyd wiga a - wyci gn a mi sko
jagni cia – jeszcze ciep e, tak  wie ego by o uboju. No i par  p t kie bas uw dzonych... Te kie basy
odwraca y wszystkie g owy w stron  Wolis awa, jego matki i  p achty  z  towarem. Par
straganiarek i kramarek podesz o i zwyczajne, od miesi cy powtarzane pytanie rzuci o – czy nie
mo naby tego wszystkiego kupi  od razu...
      - Ja zap aci abym wi cej ni li cenicie – powiedzia a jedna ze straganiarek.
     - Po co wam tu do po udnia stercze  i nam kupuj cych odbiera  swoimi cudowno ciami i nisk
den , kiedy ja bym od razu jeszcze wi cej zap aci a za wszystko i potem sprzedawa a po nale ycie
godziwej cenie – dorzuci a w

cicielka ma ego kramiku, stoj cego w  pobok.

     - Takie zani anie cen, jakie wy stosujecie  powinno by  srogo karane – doda a trzecia.
     To przygadywanie i namawianie do sprzeda y wszystkiego jednocze nie w obyczaj ju  wesz o,
lecz zbyt gor ce nie by o, bo wiadomo – matka Wolis awa lubi sprzedawa  wielu ludziom i  woli
posta  na targowisku do po udnia ni li pozby  si  towaru lekk  r

. Podobno sen wieszczy mia a,

e taka sprzeda  los jej rodziny odmieni. Jako  nie odmienia , je eli nie bra  pod uwag ,  e od tego

stania  ylaki si  matce Wolis awa na nogach porobi y...
      Przed matk  i p acht  pojawi  si  ch opak, którego uzna oby si  za ca kiem czarnego, gdyby nie
par  otar  r kawem, które spowodowa y ods oni cie bladej cery na policzku biedaka. Po chwili
podesz a – tak samo niemo ebnie usmolona dzieweczka. Patrzyli oboje na p ta kie basy – trzy
zaledwie ich by y, lecz wygl da y i pachnia y jak dziesi . A potem zacz o si  proszenie „pani
kupcowej” by si  ulitowa a i jedno p tko... Bo w domu mama chora, a tata od roku pracy nie mo e
znale  i z g odu s abuje.  e m odszego rodze stwa jeszcze trójka w domu i ledwo od g odu zipi .
Serce matki od tego proszenia sta o si  nieczu e na los jej w asnego dziecka i chcia a – za darmo –
pomóc biedakom...
      Warzyw nie chcieli, bo na surowo je  si  nie da, a w domu nie ma opa u. To samo z mi sem i
jajami. Sery im nie pasowa y bo bez popitki prze yk rych o zatykaj . Kiedy matka Wolis awa
odwin a zawini tko ze skromnym posi kiem po udniowym dla w asnego syna – chlebek i cebula
sporej wielko ci – ta dwójka odwróci a g owy ze wstretem – tego, to nikt ...
      - Przep

cie oczajdusze – podpowiedzia a s siaduj ca kramarka – to z odziejaszki pod e – jeno

co lepszego capn  i w nogi. Uwa aj...
      Nie zd

a, poczciwina doko czy , bo ch opak capn  jedno p to kie basy, dziewczyna drugie

i rozbiegli si  w dwie przeciwne strony  z pr dko ci  zaprzeczaj

 ich niedo ywieniu. Wolis aw

pogna   za  ch opakiem  i  wnet go dogna .   K tem  oka  zauwa

,   e  za  ma   z odziejk   biegnie

background image

-  78  -

dziewczyna w jego wieku – niewiastka, znaczy. Trzyma  z odzieja za kark i widzia  jak ta
dziewczyna podstawia z odziejce nog . Z odziejka fikn a w powietrzu koz a i zary a nosem w
zesch e b oto. Pojawili si  miejscy pacho kowie. Przej li z odziejk  od dziewczyny i  s uchali wyja-

nie . Wolis awa ju  o nic nie pytali – zabrali z odziejaszka i opu cili targowisko. A dziewczyna,

która pomog a z apa  z odziejk  odda a p to kie basy matce Wolis awa i podesz a do niego.  On ga-
pi  si  na ni  jak ciel  na malowane wrota. W g owie kie basi y mu si  najpi kniejsze zwroty z jego
wierszy, ale s owa nie by  zdolny wypowiedzie . Tylko serce wali o mu jak m otem, policzki na
przemian blad y i kra nia y, a oddech rwa  si  jak ciasto na zacierki, kiedy matka polewk  na mleku
rano robi a. S owem Wolis aw wpad  w zachwyt i by y ku temu powody wi ksze ni li pierwsze

odzie cze pikni cie serca. Dziewczyna  mia a bowiem dwie, parzyste cz ci cia a wi ksze ni li

nie mia e wyobra enia ch opi ce by  mog y, a pozosta e cz ci jej postaci by y nad wyraz kszta tne
i powabne.
     - Ja jestem Kasia – powiedzia a – oddaj mamie to p to, bo psy si  do ciebie zlec , od tego pysz-
nego zapachu a  w nosie kr ci.
     Zanim Wolis awowi przesz o zdumienie w sprawie,  e to mo e by  takie uniesione, stercz ce i
takie wo aj ce o dotyk, zanim zrozumia ,  e jest zachwycony pi kno ci  i gotów wiersz napisa , tak
cudny o niej, jak ona sama – Kasia mówi a  , powiadamia a,  mia a si  i  mia o patrzy a w jego
oczy
Podobno – tak mówi a –  ojciec tych dwojga z odziejaszków jest bogatym wodzem zrzeszenia

oczy ców. Ma ym jeno ci gi sprawi , lecz na drugi raz d onie im obetn  w przegubach, by ju

nigdy kra  nie mogli. Za  ona sama  jest tu nied ugo, to jest od dwóch niedziel, czyli po ichniemu
pó  miesi ca, bo tyle czasu przebywa a w Brzesku u wuja, który ma za  on  ojcow  siostr , czyli
Kasi cioci . - Czy ty pojmujesz – Wolis awie,  e ona ca y czas tobie po wi ci a? A ojciec Kasi jest
grododzier

 w S czu. Za  w Wopjniczu w odarzem jest Kasi stryj, czyli ojcowy brat. I Kasia

dzisiaj ma zamiar do stryja i  – znaczy jecha  mia a, ale ch tnie z Wolis awem pójdzie i pomo e
ten pusty kosz nie . Bo ca  zawarto  zaraz kupi gospodyni wuja, która – tylko patrze  – z
pacho kami si  tu pojawi, jako  e ojciec Kasi jutro przybywa z samego rana  i wuj musi go podj
czym  smacznym, a tutaj wszyscy powiadaj ,  e u matki Wolis awa najlepsze. A jak chodzi o
samego Wolis awa, to Kasia bardzo lubi piwne oczy i br zowe w osy. Nos – kszta tny, usta wielce
obiecuj ce, a zapach wabi cy bardziej ni li zan ta ryby przyci ga. Bardzo te  wa ne,  e Wolis aw
nie jest wysoki jak brzoza, bo to by mog o oznacza ,  e spe nia dalszy ci g powiedzonka – g upi
jak koza. Niech on si  o ten jej  miech w tym miejscu nie gniewa, bo tak naprawd , to jej chodzi o
to,  eby przy ca owaniu nie trzeba by o zadziera  g owy do ust jakiego dryblasa...
      - Czy ty jeste  gotów poj  mnie za  on ? - to pytanie by o cz ci  w

ciw  i zako czeniem

przemowy nadobnej Kasi, a Wolis aw zdoby  si  na wyst kanie odpowiedzi niezbyt d ugiej, lecz –
za to – jednoznacznej.
       - Tak.
       Jejmo  gospodyni pojawi a si  z pacho kami, podjecha  tak e wózek jednokonny i ca a trójka
by a wieziona do Biadolin przez milkliwego wo nic  - wioz cego Kasi  do Wojnicza. Lecz w
Biadolinach  Kasia wo nic  z wózkiem odes

a, bo ona jeszcze tak zadbanej i pi knej a wielkiej

wsi  na  oczy  nie  widzia a  i  musi  si   napatrze ,  a  jutro  niech  tata  wst pi  po  ni   i  razem  do  stryja
pojad  do Wojnicza.
       

W nocy Kasia wlaz a do Wolis awa na siano, z

one nad stajni  na poddaszu. Ma si  rozu-

mie ,  e tylko porozmawia  chcia a, co Wolis aw zrozumia  dos ownie i nawet Kasi nie poca owa ,
cho  bardzo chcia . To dowód z

ono ci niewie ciej natury – je li si  nie chce mówi  o

pokr tno ci . Oraz prostoty natury m skiej, je li si  nie chce nazwa  ch opaka prostakiem. Znaczy –
niczego tu Kasi nie zarzucamy – ona mog a naprawd  nie wiedzie ,  e nie tylko o rozmow  jej
chodzi na tym sianie... Znaczy – Wolis awowi te  niczego nie zarzucamy – widocznie jeszcze nie
przysz a na niego odpowiednia pora i zaskoczenie przeros o jaki  nieu wiadomiony jeszcze pop d...
       A nazajutrz z samego rana... Lament, pokrzykiwanie ojca Kasi, który dojrza  jak ona po drabce
z tego poddasza z azi, a za ni  Wolis aw. Wszyscy si  dowiedzieli – kto chcia  i kto nie chcia ,  e
Kasia z dawna obiecana wielmo y z W gier, który lada dzie  na  lub i weselisko przybywa. A na to
Kasia,  e ona jeno Wolis awa gotowa po lubi  i to natychmiast,  eby z W grem si  nie wi za .

background image

-  79  -

    O przebiegu nocy na sianie nie by o mowy. Wida  ojciec Kasi swoje wiedzia . Tylko na wszy-
stkie  wi to ci  zaklina  rodzicieli Wolis awa,  eby nikomu nic nie mówi , a on ju  jako  tego

gra  oszuka, bo to dla Kasi i dla niego wielka mo liwo  – W gier jest z rodu Arpada i kto wie,

kto wie, czy on na tron...
      W wyniku tej rozmowy ojców i jednej matki postanowiono,   e Wolis aw dostanie wyposa enie
na wypraw  wojenn  i grododzier ca za atwi mu s

 w dru ynie. Ponadto grododzier ca wy-

jedna Wolis awowi przyj cie do stanu mo nych i stanowisko gdzie  daleko od Biadolin. No, to
jasne, tak e nadanie dwudziestu  anów z ch opami. Byle tylko tego ch opaka Kasia nie mog a
znale .
      W chwilach przerwy w uzgodnieniach grododzier ca próbowa  wyrobów matki Wolis awa i go-
rza ki ojca Wolis awa. Rodzice Wolis awa zapewniali,  e w ca ych Biadolinach wszyscy maj  takie
same smaczne i krzepkie wyroby, tedy na wesele b dzie mo na zamówi  nawet na trzystu go ci
weselnych. Grododzier ca odwdzi czy  si  „poufn ” wiadomo ci ,  e ksi na Baroczka urodzi a
bli niaków - Odylena i Przybywoja, a ksi

 Siemomys  zapowiedzia ,  e natychmiast po

postrzy ynach obaj maj  si  stawi  w Gnie nie, i  eby sobie nikt nie roi , i  który  z nich ksi ciem
Polski zostanie, bo o n do tego nie dopu ci, jako  e wa nie by powsta y w rodzie Piastów.
     - No, dobrze – powiedzia  ojciec Wolis awa, kiedy ju  wszystko zda o si  uzgodnione – my ni-
komu nic nigdy nie powiemy, wszelako jaka  pewno ,  e wy si  z umowy wywi ecie?
    

Mo liwe, acz niepewne mo e by  przypuszczenie,  e ta w tpliwo  Wolis awowego ojca nie

mia a zwi zku ze wzrostem oskomy na dobrobyt, ale ojciec Kasi przypuszcza  inaczej.
      - A co by cie jeszcze chcieli? - zapyta
    - Zastawu – odpar  ojciec Wolis awa – u nas by la

y pieni dze na zakup dwudziestu  anów u

odarza  z Wojnicza. A jak Wolis awowi obietnice spe nicie, to wam pieni dze zwrócimy.

     - Dam – powiedzia  ojciec Kasi – je li pomo ecie mi córk  przekona  do ma

stwa z W grem.

Bo sam musia bym j  chyba gorza

 spoi  i pó przytomn  przed ksi dza zawie .

      - Spróbuj  – powiedzia a matka Wolis awa.
      Kasia w ko cu poj

,  e jej przysz

 teraz u boku Wolis awa by aby przysz

ci  niewiasty

niskiego stanu i bardzo ubogiej, zaharowanej. Nie maj cej czasu na nic wi cej poza walk  o
przetrwanie. Takie jakby mi owanie bez objawów – dusza tak, a cia o zbyt zm czone i md e.
      - Ale on by mnie szanowa  – powiedzia a Kasia – on mnie przez calutk  noc na sianie nawet nie
dotkn . A czu am,  e chce! To skarb – taki m , co nie tylko o  zaspokojeniu w asnych  dz my li
i niewiast  szanuje. A ten W gier... On pono m ody, ale mój ojciec umie  ga , kiedy mu to korzy
przynosi. Mo e to stary pryk?...
     - Kasia – powiedzia a matka Wolis awa – mówi  do ciebie jak niewiasta do niewiasty – kiedy
Wolis aw ju  si  urz dzi, dam ci zna  i ty do niego przyjedziesz jako do mo nego i zamo nego. Kto
ci  zmusi by  ze swoim m em si  parzy a? A ma

stwo bez pok adzin – niewa ne jest przed

twoim Bogiem. Ono niewa ne b dzie ju  w chwili zawarcia, je li ty postanowisz, i  do zbli enia ze
swoim W grem nie dopu cisz i tego postanowienia dotrzymasz. Dla duchownych twojej religii
dzieci s   wa niejsze ni li sam  lub.
       - Jak ja go potem dopadn  – powiedzia a Kasia z b yskiem w oczach – to on nie tylko o szacun-
ku zapomni – on o Bo ym  wiecie nie b dzie wiedzia . Gdyby nie ten jego szacunek, to teraz nikt
by mi w g owie niczym nie zawróci .  Ju  ja swoich synów naucz  zachowania wobec dziewczyn.

background image

-  80  -

Rozdzia  XII a

Pod Iskorostie  (945)

     Cokolwiek by si  z ego nie powiedzia o o ksi ciu Siemomy le, to jednak on rz dzi  Polsk  i to
by o uznawane przez najt

sze umys y spo ród mieszka ców Polski. Mo liwe,  e to tylko szcz cie

pozwala o te dobre umys y w Polsce uczyni  pomocnikami ksi cia, nie buntuj cymi si , nie pragn -
cymi czego  wi cej ni li wyznaczone im stanowisko... Gdyby pos

 si  materializmem dialek-

tycznym, to rola jednostki, czyli ksi cia (i jego pomocników) by a  adna – by a obiektywna ko-
nieczno  rozwoju i musia o doj  do wydarze  nap dzaj cych post p „spo eczny”, je eli ktokol-
wiek potrafi wyja ni  co to znaczy. Bo brzmi to podobnie do post pu niespo ecznego albo post pu
zielonego... Taki determinizm spo eczny, czyli socjalistyczny... (te  nie wiadomo – co to za dziw).
      Przez par  lat na drodze od  J zora Podlaskiego, Brze cia i J zora Samborskiego do Iskorostie-
nia utworzono o rodki postoju dla du ych grup w drowców. Mówi o si ,  e chodzi o u atwienia dla
kupców... Mo e, kto wie?... Lecz  eby a  dla tylu kupców?... Pobie nie licz c, te o rodki mog y
pomie ci

cznie dwadzie cia pi  tysi cy ludzi z wozami i zwierz tami. A w ka dym by y 

nie,

lecznice i ogromne zapasy wyposa enia dla w drowców oraz moc jad a i napojów – utrwalonych
przez suszenie czy solenie.
    

Jesieni  roku   944 wyruszy y z Polski liczne  sznury wozów, ochranianych przez wojów.

Wszystkie pojazdy toczy y si  w stron  Iskorostienia. Ksi

 Polski, Siemomys , maj c przy sobie

stu wojów te  w t  stron  wyruszy . Korzystaj c z o rodków wypoczynku dla kupców, zmienia
konie, po piesza , lada co jedz c – i jeszcze przed pierwszymi  niegami dotar  do rzeczonego grodu
i miasta. Pomi my, przynajmniej na razie, wydarzenia poboczne – skupmy si  na odwiedzinach
kniazia Igora z Kijowa. Knia , maj c przy sobie setk   wojów  przyby  po doroczn  danin    z krain
zamieszkiwanych przez Drewlan i Dregowiczów. Sznur sa , zaprz onych w trojki, pozwala
oceni  spodziewan  wielko  daniny, która nie musia a by  wi ksza od pojemno ci wszystkich sa ,
lecz i mniejsza by  nie powinna, bo po co mia oby si  ci gn  w obie strony puste sanie?...
      Co roku czeka y na Igora sterty rzeczy do zabrania na sanie. Tym razem nie czeka o na niego
nic, za to czeka  na niego knia

wiatos aw z rodzicami i za og  z polskich dru ynników z

on –

wszyscy za wa em i palisad  poskrywani, przygotowani do obrony przed wariackim natarciem
seciny Igora, do którego móg  t  swoj  garstk  pos

. B dny wojownik, b dny rycerz, s owo

dny – jest bardzo bliskie s owu ob d...

      Igor – pod wp ywem doradców – zachowa  si  rozs dnie. Przez pos a zapowiedzia ,  e wiosn
przyb dzie z licznym wojskiem i wtedy danin  b

  mu chcieli da , a on nie b dzie chcia  wzi

samej daniny bez  ycia samozwa ca  wiatos awa, jego rodzicieli i wszystkich mieszka ców
Iskorostienia. Lecz najpierw wyznaczy prawego ksi cia Drewlan i Dregowiczów – b dzie to
najupartsze na Rusi o lisko.  wiatos aw i jego przydupnicy b

 mogli przed

 swój  ywot

poca unkami z

onymi na tylnym zako czeniu przewodu pokarmowego prawego w adcy, czyli

rzeczonego os a. A ca kiem uratowa

ywot b dzie mog a nadobna Arsenna, zjad szy odchody

prawego w adcy i zgodziwszy si  na igrce mi osne  z bojcami kniazia Igora, na które on lubi
patrze .  Codziennie! Dopóki  Arsenna zgody nie wycofa albo  nie zemrze.
       Ksi na Arsenna d ugo nie mog a doj  do siebie po przemówieniu pos a, przekazuj cego s o-
wa zwyrodnialca. Ksi

 Siemomys  przyby  do Iskorostienia bez narzeczonej – uzna ,  e to nie

wypad oby dobrze w oczach poddanych syna – tedy móg

on  jako-tako pociesza . Nie  eby

bardzo ogni cie, wszelako lepszy wróbel w gar ci ni  go b na dachu... Siemomys  stwierdzi ,  e
nie przesta  mi owa

ony! Mniema ,  e uczucia ju  si  pozby , narzeczone polubi  i t  z nimi

lekko  obcowania do niczego nie zobowi zuj

, a  tu nagle okaza o si ,  e jemu na Arsennie

nadal bardzo zale y. O tyle zdo

 uczuciu na

 kaganiec rozwagi,  e Arsenna jego stanu ducha

nie pozbad a, tedy wspó ycie ma onków uk ada o si  zno nie – on roi ,  e ona go pokocha, ona
roi a,  e znowu go op ta i b dzie szyj  stad a, kr

 m owsk  g ow . Roili, lecz prawie nie

rozmawiali, a nocna sceneria wspó ycia pozwala a ukry  wyrazy twarzy, b yski oczu i rumie ce
lubo blado .  Ona, na razie, ba a si  przeprowadzi  próby bezpo redniej – niczego od m a nie

da a, bo on by  danie spe ni  jak amen w pacierzu i wszystko ju  by by o wiadome...

background image

-  81  -

      wiatos aw sta  si  m odzie cem godnym zabiegów naiwnych niewiast, które mia y zamiar usi-
dli  ksi cia, ka da stara a si  zosta  jego  on  i ksi

. Ko czy o si  na czym  w rodzaju Siemo-

mys owego narzecze stwa. Znaczy –  wiatos aw zakochiwa  si  naprawd  i gotów by  wi za  si
ma

stwem z t  pierwsz  narzeczon  i ze wszystkimi nast pnymi, po zerwaniu z poprzedni .

Lecz to nie by o tak samo, jak w przypadku ojca – zerwanie zawsze uk ada a Arsenna, bo uwa

a,

e syn i ksi

 musi mie  za  on  ksi niczk  z prawdziwego zdarzenia. Najlepiej,  eby to by a

ksi niczka chrze cija ska, bo w tej religii widzia a przysz

 syna u boku cesarza. A cesarz, to

kto  nawet od króla wi kszy. No, cesarzem  wiatek mo e nie zostanie, lecz je li chrztu nie
przyjmie – nie zostanie nim na pewno!  Prawda,  e mi dzy „mo e” i „na pewno” jest spora ró nica?
Gdyby tak jaka  chrze cija ska ksi niczka Arsennie pomog a, wp yn a na  wiatka... We dwie

atwiej zakochanego namówi  na cokolwiek, a chrzest jest czym  bez porównania warto ciowszym

ni li cokolwiek...  Kochliwy synu , po oddaleniu poprzedniej narzeczonej, pr dko znajdowa  nast -
pn , a kiedy tylko zasz a w ci

 – wkracza a Arsenna i robi a to samo, co zausznik Siemomys a –

zam cie z wojem, nadanie ziemskie, obietnica – nic si  nie martw, my o tobie nie zapomnimy...
     Po odej ciu Igora knia

wiatos aw zdawa  si  wymyka  z r czek mamusi – musia  zadba  o u-

mocnienie Turowa, stolicy Dregowiczów. Ponadto zza Dniepru przybyli uciekinierzy spod panowa-
nia Igora – sami mo ojcy, ze trzy tysi ce ich by o spo ród Siewierzan znad Worskli, Radymiczów
zza Berezyny, Krywiczów znad D winy i Wiatyczów znad Oki. Najwi cej uciek o do  wiatos awa
Dul bów – jeszcze przez Olega Wieszcza przesiedlanych znad Styru, Horynia i S ucza – teraz
masowo wracali ze wschodu do swoich starych  siedzib, nie bacz c na trudne warunki zimowe. 

-

cznie  wiatos aw utworzy  z uciekinierów armi  pi ciotysi czn . Musia o si  to  wie e wojsko
przeszkoli  i zadba  o zaopatrywanie go w  ywno , odzie , bro  i uzbrojenie oraz w
pomieszczenia do przeczekiwania s ot i mrozów. Roboty przy tym by  huk, ostatnia narzeczona
kniazia, Lebiodka, wykazywa a wielk  odporno  na niewygody i trwa a przy boku narzeczonego,
wspieraj c go dobrym s owem i mi ym dotykiem.
      Knia

wiatos aw by  odpowiednim przyk adem do rozwa ania – czy dla ukszta towania cz o-

wieka wa niejsza jest tak zwana krew, czyli dziedziczenie po przodkach, czy te  wi kszy wp yw
ma na wychowanie  rodowisko. Ten m odzieniec od male ko ci by  mi kki jak wosk –  atwo ulega
wp ywom matki i braci, ch on  wszystko, co mu si  podoba o, aczkolwiek nowe upodobania  atwo
wypiera y stare, czyni c z m odego ksi

tka istot  ci gle podlegaj

 zmianom, ci gle niesta .

Te-raz sam nie wiedzia , czy jest Polakiem, czy – mo e Drewlaninem, a mo e Dregowiczem...

atwo opanowa  nowe j zyki, zreszt  niewiele si  ró ni ce od j zyka Polaków, przylgn  do niego

obyczaj Rusinów. Ta nazwa, przej ta od Waregów dla  mieszka ców  raju, czyli po waregsku –
rusi, stawa- a si  niebezpieczna dla zachowania to samo ci plemiennej – tak e  wiatos aw bardzo
cz sto  po-mija  nazw  plemienia swojego poddanego i nazywa  wszystkich „tutejszych” Rusinami.
Jedynie samego siebie knia  Rusinem nie nazywa ,  o swojej „tutejszo ci” nie mówi  i w

ciwie

nie  wiedzia   –  kim  jest.    Jedno  co  wiedzia   na  pewno,  i  to  powtarza   cz sto  –  Igor  jest  tyranem  i
prze la-dowc  nie tylko  wiat ego – Igor prze laduje ca y  wiat, tedy jest wcielon  z

ci . Dlatego

tutejsi Rusini musz  da  Igorowi (i jego ludziom) odpór, kiedy wiosn  przyb dzie wymusi  danin .
Za tarcz , os aniaj

 przed lud mi Igora i przed nim samym  wiatos aw uwa

 ojca. Ojciec ledwo

setk  wojów przywiód , a wcale si  Igora nie ba , 

 zwyczajnie – raczej weso o i wygodnie,

korzystaj c jakby z go ciny tutejszych.
     

Tej wiary swojego kniazia w  moc  zbawcz  ksi cia Polski jako  nie podzielali tutejsi Rusini.

Niemniej garn li si  do s

by wojskowej, chocia  zima by a i w domu by oby cieplej. Wszelako

nachodzi a wszystkich my l trwo na,  e zima zamieni si  w wiosn  i wtedy pojawi si  chmara ludzi
Igora. Có , rady Igorowym si om si  nie da, atoli oddzia om wojskowym  atwiej ucieka  i zdo-
bywa  po ywienie od  zwyczajnych mieszka ców, ni eli pojedy czym ludziom... Owce w groma-
dzie odwa niej przed wilkami uciekaj ... A przed lud mi nie uciekaj , chocia  ludzie wi cej owiec
zabijaj  ni  wilki. Ot, przemy lno  owiec...
       Samopi t przyby  do Iskorostienia wódz dru yny Polski – Zdruzno. Ledwo troch  w cieple od-
taja , zaraz w pole ruszy . Nikt – oprócz ksi cia Siemomys a – nie wiedzia ,  e nocami, cichcem,
przybywaj  z zachodu oddzia y wojów ró nych  narodowo ci,  a  Zdruzno  tak je rozmieszcza  i  tak

background image

-  82  -

przygotowuje, aby stanowi y sak, kocio  – do którego Igor ze swoimi wlezie, a jak ju  b dzie w

rodku, to niektóre oddzia y zamkn  drog  odwrotu.  Je eli sprawdz  i  przewidywania Chomy  od-

no nie mo liwo ci liczebnych Rusinów Igora, mog cych s

 w jego armii. Choma przewidywa ,

e doradcy popchn  Igora i armi  do opanowania ziem Dregowiczów i Drewlan inaczej ni  dot d.

Nie zbieranie daniny, lecz wcielenie tych ksi stw do pa stwa Igora i trzymanie tam si  zbrojnych na
sta e. Pono mo e by  tego zbrojnego ludu sorok tysi cy... Lepiej,  eby Choma si  nie pomyli ...
     

Z Polski na wypraw  ruszyli wszyscy prawie mo ni. Dodatkowo – wiele tysi cy panoszów i

tysi ce w adyków. Mo e ch opów na wozach nie ma co liczy  do wojów, lecz bez ich udzia u bieda
z n dz  by pod Iskorostieniem by a – syty  i ciep o odziany woj  atwiej znosi zim . Ogólnie licz c,
z Polski przyby  pod Iskorostie  co pi ty m czyzna, z czego po owa by a wojami. 

cznie z si ami

wspieraj cymi z W gier, Czech i innych krain spodziewano si  przewy szy  si y Igora dwukrotnie,
za  wojska  wiatos awa uznano za wzmocnienie zapasowe, gdyby – nie daj Bóg – w razie... E, le-
piej nie wywo ywa  wilka z lasu, bo si y  wiatos awa natychmiast rozpoczn  grupowy odwrót –
jego wojsko b dzie si  dzielnie i  pr dko posuwa o do przodu, a nieprzyjaciel pod

y tu -tu  za

nim...
      

Zima  niejako zapewnia a bezpiecze stwo  ludziom zajmuj cym domostwa, szczególnie takie,

które by y okolone wa em i cz stoko em na wale. Wszelako stary lis, Siemomys , wyznawa  zasad ,

e bezpiecze stwa nigdy za du o, nigdy dosy . Tedy pod oga ksi

cego domostwa zosta a

rozebrana i zacz to tam robi  podkop.  Wyj cie z wykopanego tunelu mia o by  na zewn trz wa u –
o stajanie od cz stoko u. W razie obl enia, w razie prze amania obro ców i umocnie  b dzie
mo na tym podkopem wyj  z grodu i próbowa  ucieczki.

*  *  *

     Po powrocie kniazia Igora spod Iskorostienia, bez daniny, z rz dem sa , niezdolnych pomie ci

adunku w ciek

ci i pragnienia pomsty, czego wszak e nikt w Kijowie nie w móg  zobaczy , bo

to  towary  natury  duchowej –  ona  kniazia – Olga – córka Olega Wieszcza, mia a dosy  b dzenia

owego po  wiecie w pogoni za s aw  – te  towarem duchowej natury. Wpad a do komnaty
a niby wichura, jej suknie jednocze nie wiatr zast powa y i miecione przez wicher rzeczy.

Furkot,  szszszelest, wiuuuwwanie,  opot materii na wiatr do wysuszenia wystawionej. A w oczach

yskawice. A na czole zmarszczki gniewne, nadej cie grzmotów zwiastuj ce...

      - Tyle lat ju  ma

stwem jeste my, a ty jeno b dzisz za s aw , jako b dny ognik po bagnach

i bezdro ach si  snujesz, wzrok masz nieobecny,  ona ci oboj tna... Sko czmy z tym udawaniem
ma

stwa! Komu to wszystko ostawisz? Ka dego Kostucha zabierze, ciebie te , a ty nie masz

potomka! Jak e by  móg  mie , skoro  z  on  jeszcze  ni razu nie lega ?! Domagam si  spe nienia
przez ciebie obowi zku ma

skiego! - Olga spodziewa a si  zoczy  skruszon  min  m a,

us ysze  jego pytanie o miejsce zwarcia...
      A zamiast tego zobaczy a szeroko otwarte ze zdumienia jasne oczy i us ysza a:
      - Ja ciebie jutro dam swoim ulubionym wojom do zabawy. Oni ci zrobi  dobrze, a mo e i dzie-
cko b dziesz mia a po tej parodniowej zabawie.
      - Ty zbocze cu! - wrzasn a Olga i wypad a z komnaty, maj c dusz  na ramieniu, bo zapowied

a nie wygl da a na  art lub czcz  pogró

.

      Tego dnia i tej nocy Olga odby a dwaszie cia cztery powa ne rozmowy. Ka dy z rozmówców
u-s ysza ,  e przysz

 Rusi jest zagro ona przez tego szale ca – Igora – jej m a, niestety. Tedy

ona i jej rozmówca musz  si  wspólnie uda  do cesarza w Konstantynopolu i przedstawi  mu
rozwi zanie tego trudnego po

enia kraju i ludu ruskiego. W wyniku takiej rozmowy z cesarzem

na tron w Kijowie by by wyniesiony rozmówca Olgi, a ona by aby now

on  przysz ego kniazia

Rusi – jej obecnego rozmówcy. Jak chodzi o dopracowanie szczegó ów i dotarcie si  cia  – o próby
przedma

skie, to droga do Konstantynopola jest d uga, da si  tak urz dzi  – innych, dajmy na to,

na zwiad gdzie  wys

 – aby Olga i jej rozmówca zostali jeno we dwoje i wtedy... W tym miejscu

Olga  adnie si  p oni a, d ugie, podmalowane rz sy. u miech na jej pi knym obliczu - wzorzec
zmys owego wyrazu twarzy... Jeden z rozmówców, wiking Adnebar, za da  natychmiastowej
zaliczki i j  dosta . Pod koniec nocy, kiedy zaranie w szarówk  przed witu przechodzi, dwadzie cia
pi     koni    wierzchowych      z  je

cami    w  siod ach      i      tyle     luzaków    z    pakunkami    na

grzbietach

background image

-  83  -

opuszcza o Kijów bram  po udniow . Cichy by  ten jakby kondukt pogrzebowy ma

stwa Olgi,

zamy lony...
     Knia  Igor zdawa  si  nie pami ta  o istnieniu swojej  ony.Jego czas i uwag  zaprz tali doradcy.
Oni usi owali wywrze  na kniazia wp yw przeciwny jego ch ciom i naturze – on chcia  gna  z ca
si  pod Iskorostie  i m ci  si  za doznan  zniewag , za  oni widzieli t  pomst  ako cel „przy spo-
sobno ci” - owszem, pom ci  zniewag , a potem – korzystaj c  z zebrania du ych si  – opanowa
ksi stwa Turowa i Iskorostienia, osadzi  tam wojów z wojsk zdobywaj cych owe ziemi , osadzi
w wielu miejscach oddzia y wojskowe, wspomagaj ce ujarzmianie Drewaln i Dregowiczów
zamienionych w cho opów. Potem – po jednym pokoleniu lub po dwóch – ruszy si  dalej na
zachód...
     Niby jedno drugiemu nie przeszkadza o – po zem cie mo na ruszy  dalej – i tak  to przedstawia
Igor. Ba, zdobywanie ziem i  ujarzmianie  mieszka ców wymaga d ugiego czasu oraz zapasów
ró nych rzeczy, z których wy ywienie jest do  istotne, ale s  wa niejsze, jak cho by wyznaczenie
wspomnianych oddzia ów wojskowych i ich dowódców, a tak e ich przygotowanie do skutecznego
dzia ania. Po piech jest wskazany przy  apaniu pche  – urz dzanie ziemi opanowanej przez wojsko
musi by  przemy lane i stopniowe.

*  *  *

     Czterdzie ci tysi cy wojska ruszy o zgodnie z  yczeniem Igora – natychmiast! Od Kijowa Isko-
rostie  le y zaledwie jeden dzie  pr dkiej drogi. Jak zemsta zostanie dokonana, to mo na si
zatrzyma  i pouzupe nia  wszystko wedle wskaza  doradców.
      Ksi

 Siemomys , zobaczywszy z wie y nadbramnej mas  Rusinów, skry  si  w swoim podko-

pie, wzi wszy ze sob  dwóch wojów, aby pomogli mu – w razie potrzeby – wydosta  si  na
powierzchni  i dotrze  do Gniezna. Ksi

na Arsenna zapa

a nag  ch ci  okazania m owi

wierno ci i oddania – najpierw w owym podkopie, a potem – ju  ty si  m u nie bój – nie
po

ujesz...  Jednak on wygarn  jej,  e taka niewiasta. I  ona,  która od jakiego  czasu lega   z z

em nie chcia a, bo jej by o niedobrze i niech  do m a odczuwa a – teraz musi si  wpierw

zastanowi , czy da rad  oddzieli  zwyczajne mi dzy ma onkami gniewy i wa nie od spe niania
podstawowego obowi zku ma

skiego,to jest u yczania mu cia a do pieszczot mi osnych.

      - Tak, m u umi owany – powiedzia a Arsenna.
     - Nie wierz  – powiedzia  Siemomys  – jutro to powtórzysz i pojutrze, za pó  miesi ca – wtedy
mo e uwierz ....
    

Zapowiada o si ,  e jutra Arsenna  ywa nie doczeka. Wcale si  nie zatrzymuj c, wr cz si

rozp dzaj c ku bramie  wschodniej gna a czwórka koni, a za jej zadnimi kopytami hurgota y cztery
ko a wielkiego taranu – pnia  grubej i d ugiej sosny, przymocowanej do podwozia linami o grubo ci
uda t giego m czyzny. Tu  za taranem p dzi  sam jeden knia  Igor ze wzrokiem dzikim, w osem
rozwianym i pian  na ustach.
      - Stoj! Stoj!!! - kto  jeden najpierw wzniós  ten okrzyk, a potem wywrzaskiwa o go coraz wi -
cej Rusinów po obu stronach drogi taranu i Igora.
       Taran wyra nie zwalnia . Igor doby  miecza i wzniós  go do ciosu –  ycie wo nicy taranu zaraz
mia o  dobiec  kresu.  Wtedy  na  kniazia  Igora  rzuci o  si   z  obu  tron  kilkunastu  Rusinów.  Z  wy ek
Iskorostienia wida  by o kot owanin , potem da o si  zoczy  kniazia Igora omotanego linami niby
kokon jedwabnika nitkami przez niego wysnutymi. Drog  ku bramie sz a trójka Rusinów bez
uzbrojenia i broni, nios c w r kach p ki zielonych ga zi.
      - Pos ów przys ali – nios o si  naoko o cz stoko owych wy ek – pewno dadz  nam mo liwo
zdania si  w niewol  w zamian za darowanie  ycia. Postraszyli taranem, teraz b

 kusi

askawo ci .  Jeno czemu oni tego kniazia skr powali?...

       Nikt z za ogi Iskorostienia nie móg  uwierzy  – Rusini przyszli prosi !
       - Przez brak rozwagi i zapalczywo  naszego kniazia weszlim w wasz  zasadzk  – powiedzia
ruski pose . - Dopiero nasza stra  tylna nas o tym powiadomi a. Najpierw j  wasi schwytali,
pokazali wasze si y, a potem pu cili wolno... Jeste my w waszym okr eniu, wszelako te  mamy
znaczn  si . W walce, w boju wielu naszych zginie, lecz i waszym nie przepu cim... Po co mar-
notrawi  tyle  ywotów przez zacietrzewienie jednego cz eka,cho by kniaziem jeszcze wi kszym od

background image

-  84  -

samego cesarza by ?
     Grododzier ca Iskorostienia dziwi  si , jak i ca a jego za oga, jakowej  zasadzce, bo rzecz ca a w
takiej wielkiej tajemnicy zosta a przygotowana,  e a  dziw bierze, i  nikt dzioba nie otwar  i pos-
tronnym niczego nie wypapla . Pos ano po ksi cia, bo mo e on co  o tym wszystkim wie... Cze-
kano cierpliwie na jego przybycie. Tymczasem na drodze, hen – daleko od bramy pokaza  si
bia o- g owy je dziec bez he mu. Przy nim jecha  kto  m odszy, bez cienia szpakowato ci na g owie
– te  he mem nie nakrytej.
      - Zdruzno, Zdruzno – polecia o w kr g po wy kach.
      A wnet potem  polecia  pomruk:
      - Broz o! Syn Zdruzny. Kap an najwy szy Swarzeca.
      Dwaj nadje

aj cy o co  jakby si  sprzeczali... Krótko, bo zaraz zamilkli.

      - Tato – powiedzia  Broz o – starzy jeste cie – zwólcie mnie z tym Igorem walczy ...
      -  Nie – odpar  Zdruzno – zwyczaj jest taki,  e zamiast bitwy dwaj wodzowie walcz  i pokonany
oraz jego wojsko zdaj  si  na  ask  i nie ask  zwyci zcy. Jam to przewidzia  i jestem
przygotowany. Zaraz doradcy Igora odpowiednio nastawi  i on b dzie chcia  walczy  ze mn . Z
tob  by nie chcia  – my z nim mamy stare porachunki...
      Akurat ksi

 doszed  do wa ów i wspi  si  na wy ki, kiedy Igor przesta  pociera  zdr twia e

od wi zów cz onki. Uj  podany sobie miecz lew  r

 i machn  nim, przecinaj c powietrze ze

wistem,  wiadcz cym o du ej sile i pr dko ci.

       - Ma kut, ma kut – ponios o si  po wy kach.
       - Lewor czni s  bardzo gro ni – powiedzia  stary cz ek, ko o ksi cia stoj cy
       - On ma niew adn  praw  r

 i dlatego w lewicy miecz dzier y – wyja ni  ksi

.

       Nawet jednego skrzy owania broni nie by o. Zdruzno omin  zas on  Igora i pchn  miecz tak
mocno,  e na wylot Igora przeszy . Oczy Igora najpierw by y strasznie zdumione, potem zasz y
mg  omroczenia. Skona  w drgawkach brzucha przeszytego mieczem.
     Rusini ustawiali si  w d ugie kolejki. Rzucali po kolei na kupy – osobno miecze, osobno szczy-
ty,  uki, ko czany, pancerze, kolczugi, he my, w ócznie, dziryty, proce, topory... Potem podchodzili
do miejsca, gdzie czekali na nich ludzie z jarzmami – pi ciu ustawia o si  w rz dzie, dwóch
Polaków nak ada o im od góry dwie po ówki jarzma na pi ciu ludzi, zamyka o obie po ówki na
skoble, zak ada o k ódki... Ujarzmieni siadali na komend  – najpierw wszyscy przykucali, potem
przykl kali na jedno kolano i wreszcie niezdarnie siadali z wyprostowanymi nogami i r kami
zamkni tymi tu  ko o w asnej g owy podobnie jak to w g siorach czyniono.
      Wypada jeszcze rozliczy  si  z miejsca potrzebnego na ustawienie ko o siebie czterdziestu ty-
si cy ludzi... Mniej-wi cej ma si  rozumie , bo chodzi jeno  o wyobra enie sobie mo liwo ci
przybli onej. Otó  na jednym metrze kwadratowym mo e sta  ciasno czterech ludzi. Zatem
czterdzie ci tysi cy ludzi potrzebuje do takiego ciasnego stania – dziesi

 tysi cy metrów

kwadratowych, czyli jednego hektara gruntu. Kwadrat sto metrów na sto metrów – spore boisko do
gry w pi

 no

 z bocznymi  awkami do siedzenia dla widzów.

*  *  *

     Ze scen po kl sce Rusinów tylko jedna ma znaczenie wa ne i przydatne do  ledzenia dalszego
ci gu „Szlaku Piastów”. M ody Wolis aw z Biadolin dosta  od Zdruzny wskazówki.
      - Pojedziesz teraz do grododzier cy w Dzia oszynie i do w odarza w Paj cznie. Ode mnie wici
dostajesz na posad  rz dcy we wsi Pierzyny. Niedaleko stamt d b dzie dla ciebie  osadzonych dwu-
dziestu je ców spo ród tych Rusinów w jarzmach. Przez jaki  czas w odarz b dzie ci t  wie  twoj
zagospodarowywa  – potem j  obejmiesz jako w asn , za co grododzier ca  S cza zap aci . Wielkie
czyny przed tob , Wolis aw. I wielkie zas ugi. Czuj duch, Wolis aw!

background image

-  85  -

Ro9zdzia  XIV

Pokaz sztucznych zimnych ogni

     Ksi

 Siemomys  powinien by  odjecha   razem z wojskami i Zdruzn . Jednak e trzyma a go w

Iskorostieniu chora mi

. Niegdy  pokocha  cia o swojej  ony. Od razu zauwa

 jej samolubstwo

i nieust pliwo  – to ona musia aby rz dzi  Polsk  i ksi ciem, aby mog a zaspokoi  swoje
upodobanie do w adania, wydawania polece  i odbierania zachwytów – och, jaka  m dra i
wspania omy lna ksi na... Tymczasem nie wypada o a  tak bardzo  ust powa  –  wiat i tak by
tego nie zrozumia , a i ona sama... Czy znios aby ko o siebie akurat Siemomys a? Czy nie wola aby
jakiego stolarza?...
     

Z czasem oboje ma onkowie kochali ju  tylko jedn  osob  – Arsenn  – z jej bezrozumnym

upo-
rem – ona ani chcia a, ani mog a rozumowa  , kiedy na udry z m em sz o – musia a walczy , aby
jej by o na wierzchu, musia a mu si  przeciwstawia  w ka dej sprawie. Po wydarzeniu z podkopem,
kiedy jej nie ust pi  i tam nie zabra , powiedzia a wprost:
     - Teraz ju  wiem na pewno,  e ci  nie mi uj  i nie chc  by  mnie dotyka .
   

- A ja ciebie nadal mi uj  – odrzek  – uwa am,  e mówisz takie rzeczy pod wp ywem roz-

goryczenia  i roz alenia. Je li zechcesz do mnie wróci , to mi powiedz, a ja ci  przyjm  z
otwartymi ramionami, cho  od dawna post pujesz zemn  wrednie.
     

- Takie same pierdo y opowiadasz, jak mój ojciec - warkn a. - Odszed  od mojej matki, bo,

rzekomo, nie móg  z ni  wydzier

. Pozbawi  mnie matczynego ciep a, bo  nie uznawa  matki za

cz owieka. Wam jeno lalka potrzebna do 

ka.

       - A tobie stolarz milszy – odwarkn  i sta o si  milczenie.

*  *  *

       Przez ca e lato  wiatos aw je dzi  po swoich obu ksi stwach i co jaki  czas przywozi  do Isko-
rostienia  nowiny -  a to o dobrych urodzajach, a to o pomy lnych  owach, czy o swojej bytno ci na
weseliskach poddanych, bardzo radych z pogr enia Rusi Kijowskiej na par  dziesi tków lat. Poru-
sza  równie  sprawy powa ne.
      - Ten Zdruzno – mówi  na przyk ad –  ci gn  na Bia  Ru  wielu osadników z Polski. Znaczy –
mo nych polskich. I im przydzieli  bra ców wiosn  zdobytych na Igorze. Czy my – dwaj ksi

ta –

Polski i Rusi nie powinnim zastanowi  si  – do kogo ma by  przynale na Bia a Ru ?
    - Przecie my obaj Polacy – Siemomys  bywa  takimi pytaniami zdumiony – wszak e obaj z sy-
nem Piastami byli i Polakami.
     

Lato  pobr zowia o  od  listowia drzew  owocowych, 

cie na klonach zaczyna y przewa

,

czerwonolistne graby o jesieni ju  duma y, a po babim lecie wspomnienie jeno zosta o, kiedy pod
bram  po udniow  Iskorostienia  pojawi a si  niewiasta na koniu, a za ni  dwudziestu czterech
wojowników, opancerzonych, uzbrojonych, wszak e w  aden sposób nie mog cych grodowi i
miastu zagrozi . Z ty u kilka wozów czteroko owych z ko ami okutymi  elaznymi obr czami sta o,
konie zaprz one do tych wozów na zdro one wygl da y, budy p ócienne nad wozami robi y
wra enie czego  leciwego i pobrudzonego. Przedwieczerz trwa , jesie  pr dko noc sprowadzi, a
nikt do tych go ci si  nie kwapi  wyj  z zapytaniem – czego by potrzebowali.
       W ko cu knia

wiatos aw wyszed  i z wy ki na wie y przybramnej wypyta  – kto, po co i czy

jako  mo na podró nych czymkolwiek poratowa .
             

-  Ja  jestem   on   kniazia  Igora  –  powiedzia a  niewiasta.  -  Pog oski  s ysza am,i   do  Kijowa  z

wy-prawy do waszego grodu nie powróci , tedy chc  si  dowiedzie , czy tu przy napitkach czasem
nie utkn . Bo ja z d ugiej podró y wracam i nie wiem – co w Kijowie zastan , je li tam m a nie
ma, tedy wola abym z nim wcze niej porozmawia ... Poró nili my si  przed moim wyjazdem, a on
porywczy... Mo e ju  tam nie mam po co jecha ?...
      Niby  al si

wiatos awowi zrobi o, powiedzia  niewie cie,  e zosta a wiosn  wdow , lecz te-

raz on musi wys

 podjazdy, by sprawdzi , czy czasem jakie  ruskie wojska nie kryj  si  po

lasach, a ona – je li taka jej wola – niech poczeka na wynik sprawdzania bezpieczno ci tutejszych.
Ona  ez sporo uroni a, powiedzia a,  e pojmuje konieczno  ostro no ci i poczeka, bo chce w tej
sprawie si  rozmówi  – mo e zw oki zabra , mo e jakie pami tki po nim... Ponadto – wypyta  –
jak zgin , dlaczego nie  yje,  czy czego o niej nie mówi ,  mo e zostawi   przes anie s owne,   jak

background image

-  86  -

ostatni  wol …
    Po nocy przed bram  nadal sta a niewiasta, dwudziestu czterech jej towarzyszy i wozy. Nieru-
chomo, w milczeniu, z minami tak smutnymi, jakby w

nie pogrzeb Igora si  odbywa . Jesie

zdawa a si  nad nieszcz nikami litowa  – ostatnia noc nie by a zbyt ch odna, rankiem zapowiada a
si  s oneczna pogoda. Niestety,  jesie  te  si  cz sto smuci i daje wyraz swojemu  alowi  zami
deszczu. Pod wieczór niebo zaci gn o si  szarymi chmurami, o zmierzchu zacz o si pi , o
zmroku kropi o, a o pó nocy równo, miarowo, jednostajnie pada o. Stra  zak ady robi a o to, czy
Rusini i dama pozostan  nadal pod bram , czy te  odjad , lub przynajmniej jakie sza asy w lesie
sobie postawi ...
    Stali. Wokó  kó  wozów i ko skich kopyt porobi y si  ka

e. Opo cze na tych stworach ze  wia-

ta nieruchomych sta y si  nasi kni te wod . Oblepia y ich cia a, sm tnie zwiesza y ociekaj ce
ko ce  na ko skich bokach. Tym pod bram  musia o by  nieprzyjemnie – zimno, mokro, 

gwa im

doku-cza a. Ksi na Arsenna wymog a na m u i synu przygotowywanie dla nich ciep ego posi ku
oraz izb i 

ek z zimowymi pierzynami i ogrzanym wn trzem. Posi ek b dzie mo na poda  nawet

przez uchylon  bramk  – wszak taka ma a grupka nie wpadnie gwa tem i nie pozabija wielu setek
mieszka ców i ponad dwustu  zbrojnych  z za ogi...
   

Nareszcie powróci  ostatni podjazd wys any przez  wiatos awa. Nigdzie nie by o  niebezpie-

cze stwa –  adnych ukrytych wojsk, nawet  adnych  ladów przej cia ludzi czy tabunu koni.  Tedy
otwarto bram , niewiasta wjecha a powoli, za ni  jej  wita i wozy. Wnet si  nimi zaj to z matczyn
prawie trosk  – suszono odzienie, wycierano r cznikami cia a, podawano gor

 polewk , w ko cu

zap dzono do 

ek i spa  nakazano a  do ca kowitego wypocz cia zmordowanych cia . Ko mi te

zaopiekowano si  starannie – ona tak samo wdzi czne by  musia y jak ludzie i tak samo nie wyra-

y onej wdzi czno ci g osem – przybysze musieli pochodzi  ze  wiata nie tylko nieruchomych –

te postacie musia y by  równie   ze  wiata stworów milcz cych...
     W nocy ksi cia Siemomys a obudzi o jakie  szuranie i odg osy st pania bosych stóp. Pomy la  –

 serce mu  ywiej zabi o –  e to jego Umi owana  ona zapragn a zbli enia z nim... Us ysza  szept

o zimnie w samotno ci, o wystudzeniu 

a... Potem ona szepta a,  e tylko ugrza  si  chcia a i zaraz

do swojego pos ania wraca, ale on ju  nie popu ci . Do rana pie ci  - dogadza  swojej niewie cie,
chocia  bardzo  arliwie i d ugo prosi a,  eby nie.... A rano spojrza  na usypiaj

 z min  kotki,

która zjad a co  smakowitego – pó

mieszek na  adnej buzi, wyg adzone rysy twarzy. Tylko,  e to

nie by a twarz Arsenny – to by a wdowa po Igorze!!!
      - Nic to – powiedzia a rozmarzonym g osem i przeci gn a si  rozkosznie – ty si  niczego nie
bój, ja nikomu nie powiem. Dobrze  mi wygadza .
       Skoro tak si  to niechc co w nocy u

o – zgrzeszy  przy dziennym  wietle, tym razem z pe -

wiadomo ci , a jego zadowolenie przewy sza o wszystko to, czego z Arsenn  do wiadcza . No,

no, no... - A jakby tak j  za narzeczon  mie ?...  Nie zd

 wybada  gruntu – znaczy jej zdania o

tym  narzecze stwie,  bo  wymkn a  si   szybko,  jeno  tupot  bosych  stóp  na  korytarzu  s ysza   przez
chwileczk  – jakby ostatni d wi k, zako czenie niespodziewanej uczty cielesno-duchowej...
       niadanie podano w  wietlicy tu  przed po udniem – Olga jeszcze spa a, kiedy rano usi owano

 na posi ek prosi . Nic dziwnego – po takim deszczu i ch odzie... Potem Olga wys ucha a

opowie ci o  mierci Igora, pokiwa a smutno g ow  i powiedzia a,  e zawsze by  taki
nieprzemy lny, tedy chyba uzna  nale y, i  z w asnej woli doigra  si  nareszcie sprawiedliwej kary,
tedy ona  alu nie czuje do ksi cia Siemomys a, który dobrze zrobi , ka

c zabi  szale ca swojemu

wojowi.
      - Dzieci ci zostawi ? - spyta a Arsenna.
      Olga nagle si  zmiesza a. Z zap onion  twarz  wyzna a:
      - Swojakom mog  to rzec – on by  zbocze cem – na niewiasty nie zwraca  uwagi. On mnie ani
razu nie tkn . Kiedy my si  ostatni raz widzieli usi owa  mnie cisn  swoim 

dakom i obieca ,  e

dzie patrze   z lubo ci  na moj  m

 i poniewierk  z wieloma po kolei... Ja od niego uciek am,

bo nie mog abym znie  tej ha by.
      Arsenn  a  poderwa o. Podbieg a do Olgi, przytuli a j  i g aska a po w osach.
      - Nie masz czego 

owa  - szepta a  - te zespolenia z m em... To nic nadzwyczajnego – lepiej

trwa  w dziewictwie.  Ja ci zazdroszcz ,  bo naprawd  m   to   rednia  przyjemno   w  nocy,  a  w

background image

-  87  -

dzie  wielkie utrapienie. Zrobi sobie dobrze i chrapie, a o  on  nie dba...
         Szepcz c  to,  Arsenna  spogl da a  z  wyrzutem  na  Siemomys a,  a  on    to  blad ,  to  czerwienia   i
oczy powiekami mia  zakryte. Mo e obawia  si ,  e w  renicach wida  jego wyobra enie o
przebiegu wielu nocy z „narzeczon ” Olg ...

      Olga, jej ludzie i ich konie – ca a ta czeredka odpocz a, wszystko o  mierci Igora i o nim wiele
zosta o powiedziane, tedy go cie zbierali si  do odjazdu. Darmo Siemomys  na uboczu prosi  Olg ,
by zosta a - cieplej im obojgu b dzie tej jesieni, ju  przecie  wiadomo,  e umiej  si  wzajemnie
ogrza , a potem... Nawet powtórne ma

stwo ksi cia Polski z wdow  po kniaziu Rusi Kijowskiej

jest do pomy lenia...
      - Dwie  ony? - Olga by a zdumiona. - To jeno u muzu manów dopuszczalne.
      - Oddali bym Arsenn ...
      - Przecie ty  tej jedynej nocy z ni  si  parzy ... Dopiero rano przejrza

 na oczy. Ty j  mi ujesz,

a zmiany chcesz, bo  straci  jej serce.
      Có ... Wszyscy go cie odziani do podró y, wymieniano u ciski, obietnice odwiedzin sk adano...
I wtedy lun o! Gwa towna wichura przygna a olbrzymie chmurzyska i ucich a. Tak to mo na by o
zrozumie ,   e  chmurom  bardzo  si   podoba   ów  p d  z  wiatrem,  ten  po wist  wichury,  to  jego
podrzucanie, rwanie kra ców i sk bianie z powrotem w czer  g st  a nieprzeniknion ,a  tu cisza
nasta a nag a i chmury pocz y z  alu p aka .
       - Przeczekajcie – powiedzia a Arsenna – to wnet przejdzie.
      Na obiad trzeba si  by o rozdzia , po obiedzie nadal pada o albo la o... Po ca ej dobie zacz y
si  rodzi  obawy,  e niebu odwidzia o si  dotrzymywanie obietnicy o zaniechaniu nast pnych
potopów. Nie chcia o przesta , cho  nasilenie czasami mala o – niebo pokazywa o mo liwo ci
ró nicowania opadów. D

, morka, m awka, ulewa, zawiesista mg a, natychmiast si  skraplaj ca

na ro linach i pod

u, tak e na odzieniu s ug do obrz dku i stró y wychodz cych, a na ludzkim

ciele zamieniaj ca si  w g sto sp ywaj ce spore krople wody... Niczego nie brakowa o prócz
sucho ci i czysto ci nieba.
      Po dwóch dobach tego si pienia i padania  wiatos aw oznajmi  rodzicom,  e b dzie si  z Olg

eni .

       - Jak to? -Arsenna  zawrza a oburzeniem – to  du o od ciebie starsza! To  ona bez przysz

ci,

bo kto z wdow  si  liczy? Urzek o ci ,  e taka leciwa a dziewica, czy co? To  mia

 tych swoich

narzeczonych... Nied ugo w liczebno ci ojca by  dogna  i wiesz,  e ka da mniej-wi cej jednakowe
ma  powaby.
      

- Co ty tam mamo wiesz –  wiatos aw u miechn  si , jakby wiedzia  wi cej – Olga nie by a

ca

.

       - To te  przecie nie cud jakowy  – ka da kiedy  przestaje -Arsenna troch  si  zdziwi a nowin ,
bo skoro m  Olgi nie tkn ...
       - Ona mnie mani a – rzek

wiatos aw –  e jeno z jednym i jeno jeden-jedyny raz. Niby jeszcze

przed ma

stwem jakowy  Adnebar j  w sobie rozkocha  i dziewictwo jej zabra . Ale...

       Wszyscy troje – Arsenna, Siemomys  i  wiatos aw sami w  wietlicy siedzieli i naraz wszyscy
zamilkli, jakby si  zastanawiali nad czym , nawet bro  na  cianach powieszona te  sta a si
sm tniejsza jakby... Pewno  sz o o owo s ówko – ale – i o zawieszenie g osu tu  po nim...
        - No! - Arsenna wreszcie ponagli a syna.
        - Ona – powiedzia

wiatos aw – wykonuje takie niespotykane ruchy biodrami. Tak to wycho-

dzi jakby si  na mnie nadziewa a. Przez to - jakby nadziewanie si  na moje szyd o - zag bianie si
w niej jest dwa razy pr dsze i mocniejsze zwarcie nast puje. Tego  adna niewiasta nie mog aby si
nauczy  przy jednym-jedynym m

czy nie i to tylko jeden raz z nim obcuj c. Tych Adnebarów

musia o  by   wielu  i  ró no ci  uczyli.  To  mistrzyni  w  tych  rzeczach...  Wszelako  ona  mnie  co
podpowiedzia a – co tobie, mamusiu, chyba przypasuje...  Te ruchy bioder i to „szyde kowanie”
mnie nie pomaga – ja to potem jej wybij  z g owy. To mnie przypomina, i  ona z wieloma... No, ja
o to nie stoj , nawet o nic nie pyta em – sama mnie o tym Adnebarze powiedzia a. M czyzna – tak
ona uwa a - chce by  u niewiasty jej  pierwszym i ciekaw kto go wyprzedzi . Ale...
       - No! - ponagli a znowu Arsenna,bo Siemomys  jakby zgas  – pewno jego uszy razi y s owa i

background image

-  88  -

obrazy przez  syna  podawane.
     - Olga – powiedzia

wiatos aw – s dzi, i  mo e zosta  – jako moja  ona - kniahini  Kijowa i

Nowogrodu Wielkiego. Ona chce zaj  w ci

 i urodzi  syna. Przedstawi tego syna jako potomka

a – Igora. Nie znam si  na chrze cija stwie, lecz ufam jej, i  chrze cijanie s  gotowi uwierzy

w przed

aj

 si  ci

 z powodu nieobecno ci przy matce ojca dzieci cia albo z powodu

oddalenia matki ci arnej od domu. Pojedzie do Kijowa, tam urodzi syna i przedstawi go jako
dzieci  Igora – prawego nast pc  Rurykowiczów na tronie. Kijowianie okrzykn  niemowl
przysz ym ksi ciem, a ona zostanie opiekunk  nast pcy m a, za  ja jej b

 pomaga . Cichy  lub,

tajny   lub  mo em  tutaj  wzi   zanim  ona  pojedzie  rodzi ...  W  razie  oporu    Rusinów,  w  razie
niepowodzenia – mo em do Kijowa si  wkroczy  – tam teraz niewielu m ów do noszenia broni
zdatnych... Cesarz Bizancjum nam dopomo e, kiedy mu donios  o cudzie przed

onej ci

y. On,

pono, gotów wiele da  za mo liwo  ochrzczenia ca ej Rusi... A cud bardzo mu w trym dopomo e
– Rusini uznaj , i  sam chrze cija ski Bóg znak da , tedy warto chrzest przyj ...
     - Och, to wspania y pomys  – Arsenna okaza a zapa  wielki i rado .
     - To oszustka – powiedzia  Siemomys . Niewiasta nigdy nie oka e swoich sztuczek 

kowych

czy nie., którego chce mie  za swojego m a. Ona jeno dla zaspokojenia w asnej ch ci

rozkoszy, dla przyjemno ci sztuczki wyprawia z kim , kogo chce u ywa  jeno przej ciowo – kogo
nie mi uje. Ona wie,  e takie ruchy bioder ods aniaj  jej prawdziw  przesz

 i nie poka e ich

komu , kogo chce usidli  na d ugo... To  mija – my j  musim zabi !
     -Ty, Siemek – powiedzia a Arsenna ze z

liwym u miechem – z zazdro ci tak mówisz – sam

by  chcia  tych sztuczek skosztowa , a tu Olga m odszego wybra a. Je li chcesz, to my si  jeszcze
dzisiejszej nocy naradzim w tej sprawie... Mnie moje zniech cenie jakby mija o...
      - Ty, Arsenna – powiedzia  ksi

 – mierzysz wszystko pod ug siebie. Tymczasem m czyzna

jest zdolen oddzieli  sprawy 

kowe od mi owania. Dla mnie 

ko ma znaczenie jeno z tob . Ale i

bez niego tobie rad ust puj , chocia  nie powinienem. Ty mnie w niczym nie ust pisz – nawet byle
stolarzowi na wszystko si  zgodzisz, je li ci wygodzi w 

u, bowiem dla niewiasty te przyjemno ci

z uczuciem s  równoznaczne – one mog  z wieloma, atoli jeno z umi owanym duchowej rozkoszy
za ywaj .... Bywa,  e pokochaj  nagle a gwa townie takiego, z którym niespodziewanej rozkoszy,
wbrew z emu pocz tkowi, zazna y...
    

- No, ja si  z tob , Siemowit, nie mog  mierzy    w tych sprawach – powiedzia a Arsenna

zgorzknia ym g osem – tyle narzeczonych... Ho, ho!...
      - Dopóki nie b dziesz bra a pod uwag  – od jakiego wydarzenia mam owe baby – nigdy, nicze-
go nie pojmiesz – powiedzia  Siemomys .
     

- Pewno, pewno – powiedzia a Arsenna ze  zami w oczach – ja jestem wszystkiemu zawsze

winna... Dzisiejszej nocy za dam, by  wszystko przeciwko mnie odszczeka ! Bo jak nie... - taka
straszliwa gro ba zawis a w powietrzu,  e a

wiatos aw uciek  ze  wietlicy, mamrocz c pod

nosem, ze kto si  lubi – ten si  czubi...

*  *

     Po wieczerzy zapalono w  wietlicy  wiece, piec suli  ciep o, s owa opowiadaj cej Olgi te  ciep o
– chocia  nie rado nie – brzmia y. Olga mówi a o Konstantynopolu. Uciek a tam z obawy o  ycie.
Okaza o si ,  e o to samo obawia o si  wielu, tedy  atwo namówi a na podró  dwudziestu czterech

ów wojennych  z  pu ku przybocznego kniazia Igora. Zabra a te  w asne klejnoty i szkatu

 ze

otymi monetami. Troch  si  ba a chciwo ci towarzyszy podró y, lecz uda o jej si  ich przekona ,

e z ni  trzymaj c – wi cej mog  zyska  ni li z oto, które ma zdolno  rozchodzenia si  po innych

ludziach, podczas gdy uczucia wdzi czno ci i  yczliwo ci s  niezniszczalne i mog  owocowa  nie
tylko nowymi gar ciami z ota. Niestety, kiedy dostali si  do stolicy cesarstwa, okaza o si ,  e
cesarz Roman Pierwszy ju  nie  yje... Na szcz cie zaopiekowali si  Olg  Irena i Andrzej
Komnenowie. Oni namówili Olg  na chrzest, zreszt  nie musieli bardzo nalega , bo z wdzi czno ci
za opiek  An-drzeja wypada o ulec jego namowom. Tak e sama Olga widzia a korzy ci z chrztu,
tedy oboje Komnenowie byli jej rodzicami chrzestnymi. Na chrzcie przyj a imi  Helena. Andrzej

yczy  jej po uroczysto ci, by nadal suli a dobro  i nie 

owa a niczego, je li potrzebuj cy poprosi.

I jeszcze  yczy  jej, aby j

wi

 og oszono po bardzo d ugim i zacnym  ywocie doczesnym.

background image

-  89  -

     Dosta am tak e podarki liczne – powiedzia a Olga-Helena  z b yskiem  rado ci  w oczach. - Na-
wet  jeden  wzi am  ze  sob ,  aby  t   zabawk   pokaza .  Nazywa  si   toto  zimy  ogie ,  wszelako  nie
radzi abym nikomu dotyka  podczas spalania, bo parzy jak nie wiem co.
     Wyj a z torebeczki drucik, którego ponad po owa by a czym  jakby oblepiona. Czym  szorst-
kim, ziarnistym i ciemnobr zowym. Przytkn a t  pogrubion  cz

 do p omienia  wiecy. Parskn -

o, trzasn o i z drucika zacz y si  rozlatywa  na wsze strony gwiazdeczki p omieniste, gasn ce

zanim która do ziemi dolecia a. Kula tych gwiazdek wokó  drucika i r ki  Olgi powsta a, wygl da o
to cudnie i patrze  oraz podziwia  mo na by o bez ko ca. Có  – krótko trwa ka dy cud, tedy i ten
pr dko przesta  istnie  – wszystko zgas o, drucik z czerwonego od rozgrzania stawa  si  czarny....

*  *

     Arsenna, zgodnie z zapowiedzi  pojawi a si  w 

nicy m a. On s dzi ,  e przygna a j  potrze-

ba zespolenia z m czyzn  i d

 do owego zespolenia. Ona si  broni a, usi uj c sprowadzi  spot-

kanie na drog  porozumienia s ownego co do dalszej bytno ci w Iskorostieniu kniahini Olgi-Heleny
Wreszcie dosz o do u ycia przez ni  wiedzy przygwa

aj cej.

      - Ona mi powiedziala jak to z wami by o – rzek a m owi. - Deszcz wtedy j  przemoczy , zzi -

a i p cherz jej zachorza . W nocy parcie na mocz poczu a i do ust pu musia a i , bo my o

postawieniu nocnika przy jej 

u zapomnieli. Wraca a z powrotem, drzwi jej si  pomyli y i

lizgn a si , pó pi ca, do  twojego  

a. A ty  j  zgwa ci ! Teraz ci szkoda, bo ona woli naszego

syna i dlatego chcesz si  jej st d pozby .
      - Ale , Arsenno – próbowa  si  broni  – jam my la ,  e to ty do mnie wtedy przysz

...

      - Ona mówi a,  e nie chce z tob ... Mówi a?! Podobno jeszcze podczas gdy  swoj  chu  zaspo-
kaja  b aga a,  eby nie... By o tak ?!
      - By o, lecz jam nie wiedzia , ze to nie ty.
      - Tedy si  przyznajesz, 

 zgwa ci  w asn

on !!! – g os Arsenny sta  si  tryumfuj cy.

      Jak wida  porozumienie tych dwojga nie by o mo liwe bez czego  nadzwyczajnego – on kocha

, ona kocha a siebie... Niby zbie no , a jednak...

*  *  *

      Olga snu a opowie  o pokazie ogni w Konstantynopolu.
     - Niegdy  – mówi a – Grecy z cesarstwa wschodniego poznali tajemnic  ognia, który nazwano
greckim. Ze swoich okr tów wyrzucali strumie  p on cy na okr ty Arabów i je spalali. Dzi ki temu
odnosili zwyci stwa na morzu, bo gasi  tego ognia wod  nie by o mo na. Oburzenie wszystkich

adców na nieludzko  onej broni ograniczy o u ywanie ognia greckiego. Dodatkowo tak si

porobi o,  e uczeni od owego ognia za dali od cesarza wielkich op at. Urz dnicy cesarza obruszy-
li si  na pazerno  uczonych i wszystkich mistrzów od wytwarzania urz dze  i potrzebnej
mieszanki skrócono o g ow . Teraz nikt tajemnicy ognia greckiego nie zna... Lecz maj  stare
urz dzenia i zapasy mieszaniny p on cej nawet w wodzie. Ja z moimi lud mi by am na pokazie
dzia ania tego ognia, bo jaka  wa na uroczysto  by a i oni chcieli przez pokaz one  wi to uczci .
Przypadkowo strumie  ognia polecia  w stron  widzów... Oj, straszne to by o. Ma  p on ca
przylepia a si  do cia  i przepala a je na wylot, Dziury si  w tych ludziach robi y i oni umierali w
straszliwych m kach... Odt d pokazy s  zabronione. Za  stare zapasy zu ywaj  do wytwarzania
zimnych sztucznych ogni, które gasn  zanim do ziemi dolec  i przez to mniej s  gro ne. Ponadto –
sami widzieli cie – ma e gwiazdeczki p omienia powstaj  i jak taka na cz eka spadnie zanim si
wypali, to – owszem – poparzy  kawa eczek cia a mo e, wszelako dla  ycia i zdrowia nie jest to
gro ne. Ja dosta am par  du ych urz dze  do wytwarzania zimnych ogni. Zamiaruj  pokaz w
Kijowie zrobi , aby mnie przyj to lepiej ni li uciekinierk  od m a. Cz

 z nich bardzo Igora

lubi a, a mnie uwa

a za m cicielk .

     - A u nas by nie mo na takiego pokazu? - oczy Arsenny l ni y blaskiem ciekawo ci.
    - Wtedy w Kijowie by nie by o... - twarz Olgi by a zamy lona.
    - To chocia  troszeczk ... -  wiatos aw prosi  bardzo  adnie.
    -  No niby mam tych urz dze  sporo... Mo e wiosn , w ograniczonym wymiarze... - Olga uleg a
namowom i nawet – chyba – nie 

owa a ust pstwa, bo u miecha a si

yczliwie.

    Potem Siemomys  prosi  Arsenn :

background image

-  90  -

     

- B agam ci ,  ono umi owana, Arsenno najdro sza – nie zezwalaj jej na ten pokaz. Ona jest

nieszczera! Ona co  knuje!
           

-  Gdyby   by   prawdziwym  m czyzn ,  to  ani  by   prosi ,  ani  pyta ,  a  ja  w  lot  zgadywa abym

twoje zachcenia i je ochoczo spe nia a. Z ciebie jest zwyk a baba, Siemomys .   W dodatku nie
chcesz si  do zazdro ci o przysz  synow  przyzna  – Arsenna prychn a pogardliwie i odesz a.

   *  *  *

       Zima by a jak na zamówienie. Najpierw pada o i nasypa o ocieplaj cej ziemi  bieli  niegowej
po ko skie kolana. Potem nasta  mróz, który nie by  dokuczliwy, bo wiatru nie by o, s

ce

wieci o pe nym, zimowym blaskiem,  nieg skrzy  si  pi knie... Wymarzona pogoda na

przechadzki i przeja

ki konne. Olga i  wiatos aw korzystali z tego – dla dobra ich uczucia i dla

dobra przysz ego potomka. Nie by o w tpliwo ci – wszystkie znaki wskazywa y na ci

 Olgi i,

niew t-pliwie,  ojcem przysz ego dziecka b dzie Piast. A czy ojciec narzeczonego, czy sam
narzeczony... Przecie o co innego sz o – to ma e mia o by  przedstawione jako dzieci  Igora...
       Z pocz tku ksi

 Siemomys  przeciwstawia  si  tym wyprawom we dwoje – 

da  dawania im

ochrony – przynajmniej z pi ciu wojów.  wiatos aw, nieodrodny syn mamusi, spostrzeg  kto jest
wa niejszy i jak ka da osobowo  s aba wybra  stron  silniejszej postaci. Na  dania ojca wzruszy
ramionami, powiedzia ,  e mama nie kaza a... A ponadto – tu jest ksi stwo  wiatos awa, a nie
ojcowe... Na wiosn  – to Siemomys  ju  postanowi  – on i polscy woje pojad  do Gniezna.

*  *  *

       Wiosna te  sprzyja a ludziom. W  nocy mrozik  cina  ka

e i nadtopiony  nieg, dnie by y s o-

neczne i ciep e. Dzi ki temu nie zagra

y powodzie – roztopiony  nieg  cieka  w dzie  do rzek i

strumyków, w nocy poziom wody w ciekach wodnych opada  i znowu by o miejsce na dzienn
miark  wody ze  niegu. Nawet lekkich podtopie  nie by o.
       Przygotowywano pokaz zimnych ogni, po którym Olga, wozy i ludzie Olgi mieli wyruszy  do
Kijowa, zabieraj c  yczenia szcz cia w przekonywaniu Rusinów,  e powinni uszanowa  cud i
uzna  swoim przysz ym ksi ciem dzieci  Igora, b

ce ju  bardzo d ugo w  onie matki. Poród

przewidywano na kwiecie  i tak wszystko uk adano – Arsenna o to dba a – aby nikt nie nabra
podejrze .
       

Pozamykano  bramy Iskorostienia,  by podczas  pokazu  nikt  go  nie  móg   zak óci   jakimi

wjazda-mi lub wyjazdami. Zreszt  – niebezpieczne to by  mog o, bo mog o odwraca  uwag  ludzi,
obs u-guj cych urz dzenia, którzy musieli kierowa  ognie pod górk , daj c im czas na wyga ni cie
przed opadni ciem na g owy ludzkie. Olga pokaza a urz dzenia, które – to uwaga dla Czytelników
jeno – przypomina y saturatory z wod  sodow  lub wózki ulicznych lodziarzy. Ró nica zasadnicza
tkwi a w du ej korbie, wystaj cej z jednego boku wózka i w otworze bocznym.
      - Jak si  korb  zacznie kr ci  – obja nia a Olga – to z tego bocznego otworu wyjdzie gi tki w .
Z ko ca tego w a zacznie wycieka  do  p ynna ma . Wtedy przytknie si  do tego p on
pochodni  i skieruje wylot w a w niebo. Reszt  ka dy ujrzy na w asne oczy. Jutro przed  witem,
bo po ciemku widok jest o wiele ciekawszy.
      Wózki ustawiono przy bramach. Przy wózkach ustawiono stra e. Jutro ju  nied ugo. Od pó no-
cy na wy kach przy cz stokole zacz y si  gromadzi  grupki ludzi miejscowych i zaproszonych z
zewn trz. Siemomys  z paroma  wojami skry  si  w podkopie. Arsenna na pro

 m a, aby i ona

tam wesz a, wzruszy a pi knymi ramionami i parskn a szyderczym  miechem.
      - Ty, Siemomys , na staro  dziecinniejesz – rzek a i posz a na wy ki.
     

Przed  witem Adnebar zdo

 znale  tak  chwil , w której Olga by a sama. Dopad  do niej i

wy-charcza :
           

-  Oni  wszyscy  si   przyznali.  Ty  suko!  Ty  szmato!  Z  ka dym  si   puszcza

,  a  mnie  za  nos

chcesz wodzi . Ja wszystkim og osz . Ca  drog  do Bizancjum si

ajdaczy

...

        - Opanuj s , Adnebar – powiedzia a spokojnie Olga – bo oni ciebie na m ki wezm . Zd ysz
si  zem ci  na mnie, kiedy b dziem podró owa  do Kijowa. W tpi , zreszt , bo  rozumny i
pojmiesz moje wyja nienia. Dbaj o to, by korbami bez przerwy kr cili, bo inaczej... Pilnuj tego, bo
ogie  cofnie si  do wn trza syfonów i wybuch b dzie.
       O zaraniu wszyscy byli na swoich miejscach. Po sze ciu Rusinów przy czterech syfonach.Jeden

background image

-  91  -

trzyma  w pobli u bocznego otworu p on

 pochodni . Drugi trzyma  r

 na korbie, gotów

zacz  ni  obraca .
     Wtedy do  wiatos awa podesz a Olga z mi ym u miechem na twarzy.
     - We  konia – powiedzia a – wyjdziemy bramk  i b dziem ogl da  pokaz zza cz stoko u. Tylko
we dwoje. To b dzie dla nas dwojga niezapomniane prze ycie.

*  *  *

      Posadzi  Olg  bokiem na siodle, a sam prowadzi  konia za u dzienic . Poprosi a, by zawiód  ko-
nia na wzgórek, gdzie kiedy ...
      - Stamt d bedzie najlepiej wida  – powiedzia a – a ponadto tam... No, mo e jakby tak ostro -
niutko... Co ty na to,  wiat y?
       - Twoje pragnienie zbli enia dowodzi, i  uczucie do mnie  ywisz – powiedzia  – wszelako je-
szcze za zimno.
        Na wzgórku poprosi a, by j  zsadzi  z konia. Potem poprosi a, aby odzie  jej i sobie porozchy-
la  z przodu, bo ona chce si  po egnalnie przytuli . Go ym cia em do go ego  cia a... Kiedy do
siebie przywarli, powiedzia a,  e uwiera j  jego nó  u pasa w pochwie przypi ty.
        - Mog  ci go wyj

? - spyta a, jednocze nie wyci gaj c ostrze z pochwy.

        Poczu  lekkie uk ucie. Potem zdumia  si  rozdzieraj cym pier  pchni ciem. Nó  wrazi  si   w
jego serce, czym on zd

 si  ogromnie zdumie . I z tym wyrazem zdumienia na twarzy umar .

      Odepchn a trupa.  wiatos aw osun  si  bezw adnie na ziemi  niby wór czym  wiotkim wype -
niony.
       - Nie zobaczysz pokazu, Swiet yj – wycedzi a przez zaci niete z by.

*  * *

       Adnebar poda  sygna  d wi kiem rogu. Cztery korby posz y w ruch. Z czterech otworów bocz-
nych wysun y si  cztery mi kkie w

e – do

atwopalne, wszelako na styk z p omieniem nie

musia y by  nara one – wystarczy o nie zaprzestawa  kr cenia korb . Z ko cówek w y pocz y
wyp ywa  krople, a potem grudki posklejanej mazi. Cztery pochodnie przytkni to do ko ców w y.
Korbom nadano wi ksz  pr dko  obrotow  i  powsta y p omie  zamieni  si  w przed

enie

mi kkiego w a, tyle  e ogniste, czerwone i z lekka jakby przybrudzone dymem.
           Z  wy ek  przy  cz stokole,  z  okien  domostw,  z  uliczek  ciasnych  rozleg o  si   zdumione  i  pe ne
po-dziwu, t umne – Ooch! Naraz w e zosta y skierowane na wy ki. Korby a  zawy y od pr dkiego
obracania. Ognisty w  wyd

 si  i si gn  pomostów, drabin i niektórych ludzi. W niebo

buchn y przera one okrzyki. Wy ki – pomosty, ludzi ogarn a po oga. Ju  p on cy ludzie
przenosili lepk  ma  na innych, których potr cali. P on  cz stokó .
      Teraz w e zosta y skierowane w ciasne, wype nione t umem uliczki. Jedno wielkie wycie po-
twierdzi o,  e ogie  piecze i zedrze  si  z cia a nie daje – to przylgn o i w era o si  w g b ludzi.
Skierowano w e na domostwa. Zap on y niby smolne trzaski – od razu mocno, p omieniem
wysokim i brudnym od dymu, a mo e od jakiego  sk adnika mazi...
        Na twarzy Adnegara pojawi  si  wisielczy u miech. Sjierowa  w  na tego Rusina przy s sied-
nim syfonie, który najmocniej przechwala  si  oddaniem Olgi podczas zbli

.  ywa pochodnia

pad a na ziemi , Rusin tarza  si  i próbowa  na siebie nagarnia  piach. Na ratunek po pieszyli mu
towarzysze z jego syfonu.  Korba przesta a si  kr ci ...

*  *  *

     Olga ogl da a po og  ju  z siod a. Pali o si  b yskawicznie. Potem by  pierwszy wybuch...
     Przestali je oppy kr ci  – pomy la a.
     Policzy a wybuchy. Najpierw te cztery syfony przy bramach. Potem – prawie razem – te cztery
w wozowni, pod budami wozów. Nie by o  ywych  wiadków. Jeden trup do obejrzenia – pozosta e
– w popio ach, popalone do cna.
     Obróci a konia w stron  Kijowa i ruszy a.

 *  *  *

     Woje wygrzebali si  z podkopu na powierzchni . Wyci gn li na wierzch ksi cia Siemomys a.
By  nie do poznania – ob dny wzrok, nieruchoma, st

a twarz, zmierzwione, jakby stercz ce

osy. I nieustannie zadawa  pytania.Chcia  dociec – co on ma powiedzie  rodzicom wojów z dru y

background image

-  92  -

ny, których nie ustrzeg  przed  mierci  w p omieniach. Dlaczego on nie wzi  za mord  tej swojej

ony i nie zabi  Olgi?

     

Po dziesi ciu dniach podró y na zachód woje ju  wiedzieli – ksi

 popad  w ob d i b dzie

trzeba co  z nim w Polsce zrobi . Mo e w Kórniku schowa ? Tam siostra Tamara i siostrzankowie
jako  si  ob kanym zaopiekuj ...
      Jedenastej nocy ksi

  znik . Troch  szukali, lecz bez zapa u. Jako  ten k opot zdawa  si  ulec

samorozwi zaniu....

K  O  N  I  E  C

background image

-  93  -

P o s   o w i e

     Wolis aw z Biadolin dowiedzia  si ,  e wie  kupiona dla niego przez grododzier

 S cza zwie

si  Rusiec i jest blisko Pierzyn, w których dano mu stanowisko rz dcy.
     Wobec braku ksi cia, Broz o zwo

 zjazd przedstawicieli mo nych dla wybrania nast pcy. Trzej

yj cy synowie Siemomys a – Mieszko, Czcibor i Wi

aw (Boles aw) umówili si ,  e jeno

Mieszko b dzie si  ubiega  o wybór na ksi cia Polski, a  dwaj pozostali pomog , zaprzysi gn
pos uch i przysi gi dotrzymaj .
      

Zacz y si  wieloletnie, ustawiczne spory o wielko  dochodów ze 

ska, które mia y by

przez dziesi  lat przekazywane Czechom. Mog o chodzi  jeno o dochody z dóbr ksi

cych, albo

te  o wszystkie dochody... Mo na by o jedne koszty od dochodów odlicza , a inne uznawa  za
nieuzasadnione i dolicza  je do dochodów. Mo na by o podejrzewa  p atników o oszustwo. Mo na
by o  da  odsetek za zw ok . A w ko cu mo na by o g osi ,  e udzia  Czechów  w wyprawie na
Igora   mia  tak ma e znaczenie,  e zap ata jest za wysoka i nale y j  zmniejszy . Albo te  –  e zap-

ata jest za ma a i za da  oddania cz ci lub ca

ci Dolnego 

ska Czechom.

       Iskorostie  przesta  istnie  na zawsze – ju  nigdy nie próbowano go odbudowa . Có ... Niesz-
cz liwe miejsce... Stolic  przeniesiono do nowego grodu i miasta – Owrucza, a siedzia  w niej
knia  – syn Tamary i Topolana. Drugi syn Tamary i Topolana siedzia  w Turowie, stolicy
Dregowiczów i te  by  kniaziem. Obaj synowie Tamary byli kniaziami, s uchajacymi namiestnika
ksi cia Polski, a ich znaczenie nie by o nawet tak du e, jak znaczenie i w adza ksi cia Krakowa -
Wi

awa.

      Tak e w Haliczu, po  mierci Wszemira Sokolicy siedzia  namiestnik ksi cia Mieszka Pierwsze-
go.
      Kniahini Oldze uda o si  przekona  kogo trzeba o cudzie przed

onej ci y. Urodzony przez

ni  syn –  wiatos aw -  zosta  og oszony prawym nast pc  kniazia Igora, a Olga jego opiekunk  i

adczyni  do czasu pe noletnio ci syna. Podobno Olga zosta a og oszona  wi

 jako Helena... Ta

ostatnia wiadomo  jest o tyle niepewna,  e historycy radzieccy maj  gdzie  wszystkie religijne

wi to ci i tego faktu nie podaj . A ksi ki zachodnie nie bardzo chc  zajmowa  si

wi tymi

ko cio ów wschodnich. To sprawa o tyle ciekawa,  e Wielki Tydzie  prawos awni obchodz
kilkana cie dni po naszym Wielkim Tygodniu i maj  innych ni  my  wi tych. Czy s usznie?  W
ka dym razie wychodzi na to,  e ustalenie rocznicy Zmartwychwstania i Bo ego Narodzenia zale y
od ludzi i jest obarczone niepewno ci  co do  cis

ci daty. Tak e lista  wi tych... Tym akurat nie

warto si  przejmowa , bowiem Pan Bóg wcale nie zwa a na s dy ludzkie w tej sprawie i sam
orzeka o  wi to ci albo o czym innym.

Lotnisko polowe Krzewica, wrzesie  1957 roku.

background image

-  94  -

tylna strona ok adki

      atwo przewidzie ,  e UCZONY RADZIECKI lub inny towarzysz, wykszta -
cony w uczelni socjalistycznej ods dzi „Wschód” od czci i wiary, bo on wie (na
przyk ad),  e to nie tak by o. On wie,  e Lwów zosta  za

ony przez kniazia

ruskiego znacznie pó niej, a nazwa Lwowa pochodzi od imenia synka
za

yciela, który zwa  si  Lew albo Lwow ... (po naszemu LEW albo syn LWA).

    

U

ono w zwi zku z tym opowiastk  – rz d Polski, zwróci  si  do rz du

ZSRR z pytaniem, czy Zwi zek Radziecki  móg by odda  Polsce Kijów i Lwów,
bo to przecie  kiedy , kiedy ... Odpowied  rz du ZSRR by a  yczliwa: - Kijów
mo ecie dosta

skolko ugodno, a lwów... Tylko dwa mo emy przekaza  do

wskazanego przez was ogrodu zoologicznego, bo za du o tych zwierz t u nas nie
ma.
      

Gdyby  zastrze enia  uczonych socjalistycznych w sprawie Lwowa i innych

rzeczy znanych towarzyszom lepiej ni li mnie zosta y poparte obietnic  nagrody
– na przyk ad wycieczk  szlakiem Lenina po Syberii Wschodniej, lub

ugoletnim pobytem w celi W odzimierza Iljicza Lenina, to ja si  przyznam, i

Kraków by  lokowany po raz pierwszy dopiero przez W adys awa  okietka i to
jest rzecz niew tpliwa. Za  te ró ne smoki wawelskie, Krak, Wanda i temu
podobne rzeczy czy postacie s  wymys em tak zwanej historii bur uazyjnej – to

 po prostu legendy.

          

M odziakom, którzy w roku 2008 nie pojmuj  o co chodzi proponuj  zwrócenie si  do ludzi

starszych. Koniecznie jak najpr dzej, bo jak oni wymr , to zostanie ju  tylko odwieczna przyja  i
zaufanie z naszymi s siadami. A jeszcze pó niej powinno nast pi  przy czenie s siadów do nas,
albo nas do s siadów – to – z punktu widzenia logiki matematycznej jest równoznaczne, a z punktu
dialektyki materialistycznej naukowo uzasadnione.

background image
background image