background image

Stefan Ossowiecki – widzieć poza czasem i przestrzenią

Inżynier Stefan Ossowiecki posiadał sławę międzynarodową i w 
dziejach parapsychologii zajął jedno z honorowych miejsc. 

Znajduje to wyraz i potwierdzenie w niezliczonej ilości 
poświęconych mu publikacji, artykułów, rozpraw i prac 

naukowych. Jego osobą i jego niezwykłymi uzdolnieniami 
paranormalnymi interesowali się uczeni tej miary, co Charles 

Richet, Eugene Osty, Władysław Witwicki, Wilhelm Neumann, 
William Mackenzie, Gustaw Geley i inni. Prof. Charles Richet 

wypowiedział się o polskim jasnowidzu w sposób następujący. 
„Po przeprowadzeniu szeregu doświadczeń z panem 

Ossowieckim doszedłem do przekonania, iż zaliczyć go można 
do kategorii wielkich sensy ty wów klasycznych, do jakich 

należą: pani Piper, pani Briffaut, pani Leonard, Vandam, Rees, 
Kahn i Pascal Fortuny”. To oświadczenie wybitnego uczonego, 

laureata Nagrody Nobla, znajduje całkowite uzasadnienie w 
faktach przytoczonych w książce Ossowieckiego Świąt mego 

ducha i wizje przyszłości, jak w cytowanej poniżej literaturze, 
omawiającej m.in przeprowadzonych z nim eksperymentów. ” 

W rozprawie niniejszej poprzedzającej wymienioną publikację 
sowieckiego przedstawiłem możliwie dokładnie jego biografię, 

następnie poglądy jasnowidza na zjawiska paranormalne, 
wreszcie omówiłem wiele ważnych doświadczeń nie 

uwzględnionych w jego książce, a rzucających jasne światło na 
mechanizm tajemniczych fenomenów, manifestujących się w 

życiu tego niezwykłego człowieka. Do życiorysu jasnowidza 
posiadamy dużo źródeł, z których podstawowe stanowi 

wymieniona wyżej jego rozprawa. Ważne materiały przedstawił 
również Gustaw Geley, oparte są one bowiem na własnych 

zeznaniach Ossowieckiego. Inne źródła przytoczę w dalszym 
ciągu. bezpośrednich i siarkowych. Ossowiecki uzyskał tam 

doskonała praktykę we wspomnianych dziedzinach technologii 
chemicznej’ Słusznie podkreśla to Jerzy Jacyna, że „należał on 

do uprzywilejowanej klasy ludzi wykształconych i wyjątkowo 
zamożnych, stawiających na rozwój nowoczesnego przemysłu 

w ówczesnej carskiej Rosji”. Po powrocie do Moskwy rozpoczął 
pracę w przemyśle chemicznym fabryk benzeno-anilinowych, w 

fabryce papieru w Do-bruszy na Podolu, a następnie w 

background image

zarządzie chemicznym zakładów ojca, których był 
współwłaścicielem. Niektórzy członkowie rodziny Ossowieckiego 

posiadali wybitne uzdolnienia. Jak sam pisze, babka jego ze 
strony ojca była znana w swoim otoczeniu z daru 

jasnowidzenia, matka ,,odznaczała się nadzwyczajną intuicją, a 
siostra, Wiktoria Jacynowa. żona generała Jacyny. po śmierci 

swego syna jedynaka, pod wpływem wstrząsu nerwowego, 
wyłoniła z siebie niepospolity talent rzeźbiarski. Krytyka uznała 

go za tym ciekawszy, że nie miał on za podłoże żadnej szkoły, a 
tylko wytrysnął nagle dzięki intuicji i wrodzonemu u siostry 

mojej poczuciu rytmu linii i form”. Stosunkowo wcześnie 
ujawniły się u Ossowieckiego uzdolnienia paranormalne, m.in. 

telekinetyczne. Oddajmy mu tutaj głos: „Już jako 
czternastoletni chłopiec miałem zdolności telepatyczne. A gdy 

byłem studentem Instytutu Technologicznego, właściwość ta 
przekształciła się w zdolności medialne, więc wówczas 

najróżnorodniejsze zjawiska z tej dziedziny działy się w mojej 
obecności. Wielu z moich kolegów, jak np. inż. Ryszard 

Kaszuba, inż. Arlitewicz i inni, byli świadkami tych zjawisk 
(przytaczam ich, gdyż [obecnie, tj. w 1933 roku - rok wydania 

książki] mieszkają w Warszawie). Na tych seansach, przy 
pełnym oświetleniu, jak również i w ciemności, poruszały się 

przedmioty. Na przykład ołówek w obecności inż. Arlitowicza, w 
chwili kiedy siedziałem przy stole, pisał po grecku, w języku, 

który był mi nieznany. Takich doświadczeń było bardzo wiele”. 
Rozwijały się również u niego zdolności jasnowidzenia. 

Przejawiały się one już w czasie studiów w Instytucie 
Technologicznym. „Ogólnie przyjętym sposobem 

egzaminowania w szkole był zwyczaj wybierania przez uczniów 
w zamkniętych kopertach pytań, na które musieli dawać 

odpowiedzi. Ossowiecki urządzał wtedy zabawę, ku wielkiemu 
zdumieniu profesorów, odpowiada Olbrzymie zainteresowanie i 

zarazem najwyższe zdziwienie i zaskoczenie budziły jego 
manifestacje telekinetyczne. O nich pisze następująco: „Gdy 

byłem na ostatnim kursie Instytutu Technologicznego, 
zdolności te zaczęły się przejawiać w zupełnie innych formach – 

telekinetycznych (samym wysiłkiem woli mogłem przenosić 
odległe przedmioty). Okres ten w moim życiu był najciekawszy, 

zdolności tego rodzaju coraz mocniej się rozwijały. Związywano 

background image

mnie sznurami, nakładano długą koszulę z długimi rękawami, 
które były wiązane z tyłu. Leżałem na ziemi, nie mogąc się 

ruszyć, gdyż nogi w kostkach były także związane mocno i w 
takim stanie, skrępowany, mogłem poruszać najcięższe 

przedmioty. Zrywałem ubrania, przesuwałem figury 
marmurowe lub inne ciężkie przedmioty, zdejmowałem obrazy 

ze ścian, wszystkie te przedmioty mogłem poruszać bardzo 
szybko, bo w pół lub jedną minutę od chwili natężenia woli już 

pociągałem je ku sobie. Ten okres trwał jeszcze w 1919 r. Ze 
świadków tych doświadczeń w Warszawie pozostało jeszcze 

sporo osób, a mianowicie: Karol Zdziechowski, Konstanty 
Biskupski, płk Tadeusz Żółkiewski, hr. Emeryk Czapski, poseł 

na Sejm p. Chludziński i wielu, wielu innych. Ostatnie 
doświadczenie ściągania ku sobie przedmiotów robiłem w 

mieszkaniu pani Olesza wobec całego szeregu osób. Będąc 
związany, przesunąłem z miejsca bardzo ciężką palmę, a w 

obecności także kilku osób, między którymi był Konstanty 
Biskupski, Dominik Łempicki i płk Żółkiewski, będąc mocno 

związany i leżąc na podłodze, ściągnąłem z kominka w 
przeciągu półtorej minuty ogromny zegar, złożony z różnych 

części. Powlokłem go wtedy do siebie z odległości trzech, a 
może więcej metrów, stał zaś on na wysokości jednego metra i 

stamtąd bardzo zręcznie i sprawnie wraz ze wszystkimi swymi 
częściami spłynął jak gdyby do mego boku. Takich doświadczeń 

robiłem w Rosji setki, byłem ogólnie znany i podziwiany z tego 
powodu. Dużo w czasie podobnych seansów bywało wypadków 

histerii, tak wśród kobiet jak i mężczyzn”. Gustaw Geley w 
cytowanej pracy przytoczył jeszcze następujący fakt: „Podczas 

seansu u księżny Olgi Wołkońskiej w biały dzień statua 
marmurowa, bardzo ciężka (potrzeba było trzech osób, aby ją 

przenieść) została przyciągnięta do niego z odległości dwóch i 
pół metra!” ,,Postaram się – mówi Ossowiecki – wytłumaczyć 

technikę tych doświadczeń, o ile tylko możliwe. Siedząc lub 
stojąc byłem bezsilny, musiałem do dokonywania tych 

doświadczeń leżeć, mając oparcie całego ciała na podłodze, 
kanapie lub łóżku. Robiłem w tych chwilach olbrzymi wysiłek 

woli, nadzwyczajnego skupienia. Równoważnikiem energii, 
którą wkładałem, wprowadzając siebie w ten stan prawie 

kataleptyczny, była energia kosmiczna, która wypełniała mnie 

background image

wówczas zewnątrz i przez nią właśnie przesuwałem lub 
podnosiłem przedmioty. Ten wysiłek mógł trwać tylko jedną 

chwilę, o ile zaś przeciągał się dłużej, traciłem siłę i przedmiot 
upadał. Warunkiem koniecznym, by doświadczenie mogło się 

udać, musiała być kompletna cisza; nikt w chwili eksperymentu 
nie powinien był się poruszać. Zadaniem moim wówczas było 

jednym potężnym wysiłkiem unieść lub przesunąć ku sobie 
dany przedmiot. Kosztowało to dużo wysiłku, byłem po nim tak 

wyczerpany, że kilka chwil leżałem prawie nieprzytomny. Dziś 
dla mnie zrozumiała jest potęga wiary i cuda, których można 

dokonać. Modlitwa i ekstatyczne zapatrzenie się w tajemnice 
wiary wyzwala z człowieka ogromną ilość energii, w zamian zaś 

jako równoważnik wypełnia istotę jego nieznana nam bliżej, ale 
potężna energia kosmiczna, której siła potrafi tworzyć cuda. 

Może ona uzdrawiać chore ciała i całkowicie przekształcać 
psychikę danego człowieka”. Właściwości telekinetyczne, a 

towarzyszyły im także stukania i uderzenia, manifestowały się 
u Ossowieckiego do trzydziestego piątego roku życia, później 

zaczęły zanikać. Ojciec jego widząc, jak te eksperymenty 
wyczerpują jego syna, stanowczo sprzeciwił się kontynuowaniu 

ich i na łożu śmierci wymógł od .niego obietnicę zaprzestania 
ich zupełnie. „Moje zdolności telekinetyczne – mówi Ossowiecki 

– zupełnie mnie opuściły, przekształciwszy się w dar 
jasnowidzenia. Ten moment przejścia do innych form psychiki 

wyższej jest bardzo Ciekawy. Twierdzę, że ta sama energia 
kosmiczna, którą rozporządzałem według mojej woli i za 

pomocą której mogłem dźwigać przedmioty, te same fale są 
dziś energią, dzięki której rzutują moje widzenie bez 

ograniczenia przestrzeni i czasu, daleko   ogarniając wzrokiem 
wszechświat niewidzialny”. „Ciekawy jest fakt – dodaje tu 

Gustaw Geley – że za każdym objawem telekinezy zmniejszał 
się u Ossowieckiego dar jasnowidzenia”. Mistrzem 

Ossowieckiego, który wprowadził go w tajniki sztuki 
jasnowidzenia i nauczył sposobu ćwiczenia i doskonalenia 

uzdolnień paranormalnych był tajemniczy Żyd, Worobiej. O nim 
to wypowiedział się w sposób następujący: „Wymieniałem już 

kilka razy nazwisko semity (Wróbla/Woro-bieja), chcę kilka 
wspomnień o nim zestawić. Był to starzec wtajemniczony. 

Prawie całe, swe życie spędził na Wschodzie, potem powrócił 

background image

do swego kraju ojczystego, aby go już więcej nie opuszczać. 
Kiedy go poznałem, miał lat siedemdziesiąt sześć. Starzec ten 

posiadał wielki wpływ na moją psychikę, był moim szczerym 
przyjacielem i on właśnie wskazał mi sposób ćwiczenia oraz 

rozwijania zdolności. Było to wiele lat temu, gdy jeszcze jako 
student trzeciego kursu pojechałem na praktykę do wielkiej 

papierni Dobruszeckiej [będącej własnością księcia Woronow-
Daszkowaj". Dyrektorem tej fabryki był ś.p. inżynier Antoni 

Stulgiński. Znajdowała się ona w odległości mniej więcej 
siedmiu kilometrów od Homla. Kiedy przybyłem do Homla i 

miałem jechać dalej koleją wąskotorową w kierunku Dobrusza, 
pociągu jeszcze nie było, pozostawało więc dwie godziny czasu, 

z którymi nie wiadomo, co robić. Zwróciłem się do naczelnika 
stacji, a on wskazał mi Wróbla, jako miejscową osobliwość i 

podał mi jego adres. Zainteresowałem się tym człowiekiem i 
zapragnąłem go poznać. Wróbel mieszkał na przedmieściu w 

małym drewnianym domku. Jako sędziwy starzec nie wstawał 
już z łóżka - leżał ubrany w czarną, jak gdyby zakonną szatę. 

Twarz miał piękną, semicką z długą siwą brodą. Wzrokiem 
swym przeniknął od razu mój świat wewnętrzny i z miejsca 

powiedział mi, jak się nazywam oraz w jakim celu przybyłem. 
Przeniósł się do Moskwy, w najdrobniejszych szczegółach opisał 

całe moje życie, zastanawiając się nad jego ciekawszymi 
etapami. On pierwszy wyjaśnił mi, co znaczy a u r a i 

oświadczył, że i ja należę do tych, którzy ją widują. Podkreślił 
przy tym moje nadprzyrodzone zdolności i zapowiedział, że w 

latach późniejszych nazwisko moje będzie znane. Mówił o 
mojej przyszłości i przeszłości, a przyznać trzeba, że wszystko 

się dotychczas sprawdziło. Był to człowiek nadzwyczajny. 
„Około czterdziestego roku życia (1917) Ossowiecki został 

wtrącony do więzienia w Moskwie przez bolszewików. Byl on 
podejrzany z powodu swoich stosunków z Misją Wojskową 

Francuską, której członkom ofiarował mieszkanie w swoim 
domu [mianowicie kapitanowi Jouan i wicekonsulowi Fosse]. 

Pewnego dnia bolszewicy zrobili rewizję i znaleźli w pokoju 
kapitana francuskiego proklamację do Czechosłowacji. 

Ossowiecki był oskarżony o pozostawanie w zmowie z 
Francuzami i zaaresztowany, a następnie wtrącony do 

więzienia. W więzieniu pozostawał sześć miesięcy w ciemnicy 

background image

pełnej robactwa, żywiony słoną rybą i jedną szklanką wody 
dziennie. W dzień kazano mu wychodzić z więzienia do kopania 

na cmentarzu rowów dla rozstrzeliwanych. Ostatecznie 
Ossowiecki został skazany na śmierć i zaprowadzony na 

miejsce kaźni przed pluton egzekucji wraz z sześćdziesięcioma 
towarzyszami niedoli. W ostatnim momencie został ocalony 

wraz z dwoma inżynierami, dzięki interwencji pewnego 
wysokiego urzędnika Rosjanina, kolegi Ossowieckiego ze szkoły 

inżynierów. Sześć miesięcy tortur moralnych i materialnych, 
podczas których posiwiały mu włosy, rozwinęły jeszcze jego dar 

jasnowidzenia. Ciekawy szczegół: podczas całego tego 
smutnego okresu swego życia, aż do chwili, naznaczonej na 

egzekucję, Ossowiecki nie miał jasnowidzenia co do swojej 
osoby, był on pewien, że jego ostatnia godzina rzeczywiście 

nadeszła”. W następstwie przedstawionych wydarzeń 
Ossowiecki, zrujnowany całkowicie przez bolszewików 

(skonfiskowano mu zarówno fabrykę, jak posiadany dom), w 
1918 roku opuścił na stale Rosję, wyjechał do Polski i 

zamieszkał w Warszawie, gdzie pozostał do końca życia. 
Gustaw Geley podkreśla w 1924 roku, że również dalsza część 

przepowiedni życia Worobieja spełniła się: Ossowiecki znajduje 
się w dobrym położeniu materialnym i rozwinął wydatnie swój 

dar jasnowidzenia. Pani Ossowiecka, Rosjanka, którą poślubił 
niedawno (1922) nosi nazwisko Alietty (Anny) de la Carrierre. 

Zapowiedź sławy światowej również okazała się prawdziwa, 
publikacje w międzynarodowym czasopiśmie ,,Revue 

Metapsychiąue” całkowicie ją zrealizowały. Autor wspomnień o 
Ossowieckim, Jerzy Jacyna, podnosi fakt. że „epoka młodości 

Ossowieckiego, a więc okresu najbardziej chłonnego na 
wszelkie wrażenia, była wypełniona nie tylko «starcami z 

Homla», ale także starcem z Carskiego Sioła, czyli słynnym 
Grigorijem J. Rasputinem [właściwie G.J. Nowych, ur. 1872, 

zm. 31.12.1916]. Jak wiadomo, ten awanturnik i cudotwórca, 
faworyt carskiej rodziny i tajny agent niemiecki zdobył w 

okresie pierwszej wojny światowej ogromne wpływy na dworze 
Mikołaja II. Nie można wykluczyć, że epoka 

rasputinowszczyzny z jej grozą,  niesamowitością, 
mistycyzmem i innymi specyficznymi cechami klimatu, w jakim 

żyła arystokracja carska, przypominającego pod pewnymi 

background image

względami atmosferę dworu Borgiów – nie mogła nie wpłynąć 
na wrażliwą psychikę młodego wówczas Ossowieckiego w 

kierunku zainteresowania zjawiskami para-psychologicznymi. 
Rodzina Ossowieckich-Jacynów była bardzo zbliżona do kół 

dworu carskiego w Rosji, w których działał Rasputin. …Czy 
złowroga, ale niewątpliwie silna indywidualność Rasputina 

wywarła na polskiego jasnowidza jakiś wpływ – trudno 
powiedzieć. Sądzę jednak, że niezauważona przez 

Ossowieckiego być nie mogła”. Powyższe przypuszczenie 
Jerzego Jacyny wydaje się prawdopodobne. Mistyka i 

okultystyczne praktyki owego mnicha rosyjskiego i faworyta 
rodziny cara Mikołaja II mogły istotnie zafascynować młodego 

Polaka i zainteresować go problematyką par apsy cholo giczn ą. 
* Jak już wspomniałem, Ossowiecki przyjechał do Warszawy 

zrujnowany materialnie. Krzywdy i cierpienia doznane przez 
niego w Rosji w okresie rewolucji ukształtowały jego 

zdecydowanie negatywną postawę do władz radzieckich i 
bolszewizmu. Dal temu kilkakrotnie wyraz w swej książce, w 

której potępił wszystkie systemy totalitarne. Stanowiska tego 
nie zmienił do końca życia. Posiadane wykształcenie 

chemiczno-technologiczne i wysokie kwalifikacje zawodowe 
szybko umożliwiły Ossowieckiemu uzyskanie w powojennej 

Polsce całkowitej niezależności finansowej, a nawet 
zamożności. Przytoczyłem już w tej sprawie informację podaną 

przez Gustawa Geleya, dodam jeszcze, że fakt ten potwierdziła 
w 1927 roku Zofia Tuwanowa. Z mediami tymi członkowie 

wymienionych wyżej towarzystw przeprowadzili wiele 
interesującjch eksperymentów, z których sprawozdania 

zamieszczono w ukazującej się literaturze, „Zagadnieniach 
Metapsychicznych”, „Kurierze Metapsychicznym”. „Lotosie” oraz 

w prasie codziennej. Dużą zasługą parapsychologów polskich 
było wydanie m.in. pięciu znakomitych książek poświęconych 

tej problematyce, które poziomem nie tylko nie odbiegały od 
poziomu najlepszych dzieł literatury światowej tego okresu, ale 

go nawet przewyższały. Należą do nich następujące publikacje: 
dr. Juliana Ochorowicza Zjawiska mediumiczne i jego głośne 

dzieło O sugestii myślowej. Dalej należy wymienić obszerną 
pracę Norberta Okółówicza Wspomnienia z seansów z medium 

Frankiem Kluskim (Teofilem Modrzejewskim), omawianą 

background image

książkę Stefana Ossowieckiego oraz doskonałe studium Józefa 
Switkowskiego: Okultyzm i magia w świetle parapsychologU7 

Druga z wymienionych pozycji ukazała się pierwotnie w języku 
francuskim, a autor otrzymał za nią wysoką nagrodę. 

Wszystkie one stanowią chlubny dorobek parapsychologii 
polskiej okresu międzywojennego. W 1923 roku odbył się w 

Warszawie II Międzynarodowy Kongres Badań Psychicznych. 
Wzbudził on duże zainteresowanie zarówno oficjalnych sfer 

naukowych, jak i osób prywatnych. W organizacji Kongresu, 
którego siedzibą był Uniwersytet Warszawski, wzięli udział 

przedstawiciele rządu polskiego i Magistratu Stołecznego 
Miasta Warszawy. Do stolicy przyjechali wówczas znakomici 

badacze parapsychologii z różnych krajów, że wymienię E.I. 
Dingwalla, Gustawa Geleya, Renę Sudre’a, A. Schrenck-

Notzinga, Fritza Grunewal-da, Wilhelma Neumanna oraz 
Gardnera Murphy. W skład Komitetu Polskiego, który 

zorganizował zjazd, wchodziły m.in. następujące osoby: dr fil. 
Artur Chojecki, dr chemii Janina Garczyńska, inż. Alfons 

Gravier, dr med. Leon Karwacki, inż. Piotr Lebiedziński, prof. 
Uniwersytetu Warszawskiego Władysław Witwicki. Na Kongresie 

wygłoszono wiele odczytów, zademonstrowano szereg pokazów 
i eksperymentów z polskimi mediami, Marią Przybylską, 

Stefanem Ossowieckim, Stanisławą Popielską, Janem 
Guzikiem, Zborowskim i Fronczkiem. Poglądy 

parapsychologiczne jasnowidza W 1938 r. wygłosił prelekcję w 
Polskim Towarzystwie Mempsychicznym w Warszawie, w 1936 

wziął udział w Pierwsza iv. Polskim Zjeździe Ezoterycznym w 
Poznaniu. Obdarzył tam słuchaczy piękną improwizacją, w 

której w poetyckiej formie przedstawił „rozgrywające się w 
bezdennych otchłaniach wielkie procesy kosmiczne, miłość we 

wszechbycie, narodziny światów i człowieka, stopniowe jego 
wydobywanie się z materii, wyzwalanie ducha i jego cudowne 

moce”. Na zjeździe tym ..powstał projekt przeprowadzenia 
naukowej wycieczki do Biskupina i na wyspę jeziora 

Lednickiego, do miejscowości słynnych z odkryć 
archeologicznych. Tam, zgodnie z projektem, Ossowiecki 

mógłby, w zetknięciu z zabytkami odległej przeszłości, 
odtworzyć dzieje zamierzchłe Polski jeszcze przed Mieszkiem I i 

przyjęciem chrześcijaństwa”. Nie wiadomo, czy projekt ten 

background image

został zrealizowany. Wystąpienie Ossowieckiego w tymże roku 
w lwowskim Towarzystwie Parapsychologicznym im. Juliana 

Ochorowicza wzbudziło tak duże zainteresowanie, że Tadeusz 
Walkowski poświęcił mu osobny odczyt pt. „Moje wrażenia z 

prelekcji inż. Stefana Ossowieckiego we Lwowie”, który wywołał 
żywą dyskusję. Był więc jasnowidz w pełnym tego słowa 

znaczeniu parapsychologiem zaangażowanym. W swej książce 
Ossowiecki wyraził główne poglądy na parapsychologię i polski 

ruch metapsychiczny. Jego zdaniem w żadnej dziedzinie nie ma 
tylu szarlatanów, ilu w parapsychologii. Zniechęca to ludzi 

nauki do podjęcia w niej poważnych badań. Jednak do chwili 
obecnej już wiele na tym polu zrobiono. Autor wymienił tu 

Międzynarodowy Instytut Metapsyctiiczny w Paryżu oraz osoby 
kierujące nim, Jeana Mayera, Charlesa Richeta i Gustawa 

Geleya. „Tym ludziom – mówi Ossowiecki – zawdzięczam 
bardzo wiele, z nimi łączy mnie serdeczna przyjaźń. Niestety, 

Gustawa Geleya już nie ma. Zginął tragiczną śmiercią, 
odjeżdżając z Warszawy do Anglii samolotem. Przyjechał do 

mnie, był moim gościem, wiele doświadczeń dokonaliśmy 
wspólnie, badał moje uzdolnienie metapsychiczne szczegółowo 

i zarówno w jego dziełach, jak prof. Richeta, Osty’ego, 
Schrenck-Notzinga i innych można znaleźć relacje z tych 

doświadczeń. Śmierć Gustawa Geleya dotkliwie odczułem, a 
nauka straciła w nim poważnego eksperymentatora i uczonego. 

Jego miejsce w Instytucie Metapsychicznym w Paryżu zajął 
prof. dr Osty”. „Trzy zjazdy – czytamy dalej – zostały 

poświęcone meta-psychice, a mianowicie w ostatnich latach w 
Kopenhadze, w Warszawie i w Paryżu. Zjazd warszawski odbył 

się w murach Uniwersytetu, a paryski w Sorbonie. Sam wybór 
wymienionych uczelni wskazuje na to, w jakiej atmosferze 

zjazdy się odbywały i jaką wagę przywiązują uczeni wiedzy 
pozytywnej do tej młodej nauki”. Autor dzieli zjawiska 

paranormalne zgodnie z przyjętym powszechnie poglądem na 
obiektywne i subiektywne. Do tych ostatnich  zalicza własne 

uzdolnienia. Metapsychika, tak jak każda nowa wiedza, do 
niedawna musiała walczyć o właściwe stanowisko w szeregu 

nauk pozytywnych. „Niestety, dziś jeszcze – mówi Ossowiecki – 
ale już w dużo mniejszym stopniu, panuje sceptycyzm w 

stosunku do zjawisk jasnowidzenia, sugestii, magnetyzmu”. 

background image

Uważa on, że „nie wolno być sceptykiem, trzeba badać i 
niczemu się nie dziwić”. Od Marszałka Józefa Piłsudskiego, 

który w dniu 4 maja 1925 r. odwiedził go osobiście w 
mieszkaniu przy ul. Pięknej nr 5 w Warszawie i z którym zrobił 

kilka ciekawych doświadczeń, otrzymał na pamiątkę fotografię 
z dedykacją: „Panu Stefanowi Ossowiec-kiemu na pamiątkę 

naszych rozmów, w zrozumieniu tego, czego nie ma, a co jest”. 
„Trzeba zaznaczyć – dodaje Ossowiecki – że Marszałek Piłsudski 

ma wielki dar intuicji, wierzy w świat niewidzialny, wierzy w 
przeczucia i bardzo się interesuje dziedziną psychiki ludzkiej”. Z 

Marszałkiem pozostawał on w bliskich kontaktach. 
Parapsychologię uważał Ossowiecki za nową gałąź wiedzy. 

.Coraz więcej światła – mówi on – przybywa w dziedzinie nauki 
metapsychicznej. Jeszcze jeden i drugi krok, a rozjaśni się dla 

nas potężny świat niewidzialny, zaś metapsychika jest właśnie 
tym pomostem, który go udostępni człowiekowi”. We 

współczesnym ruchu tak zwanym okultystycznym – zdaniem 
autora – związek z dawną wiedzą tajemną został właściwie 

przerwany. Różne kierunki, teozofia, joga amerykańska i 
hinduska, mazdaznan europejski itd. wszystko to wymaga 

uporządkowania i sumiennych badań, stanowi bowiem 
bezładny zlepek najrozmaitszych fenomenów z dziedziny 

parapsychologii, szczątki dawnych tradycji prawdziwej wiedzy 
ezoterycznej. Należy dążyć tu do jednej wielkiej syntezy, „w 

tym bowiem stanie, w jakim znajduje się ezoteryzm 
nowoczesny, przynosi on więcej szkody niż pożytku”. Stał więc 

Ossowiecki na stanowisku komparatystycznym opartym na 
nowoczesnej, obiektywnej nauce. „Prawdziwa intuicja – jego 

zdaniem – to przede wszystkim wewnętrzna przemiana – 
przemiana duchowa, która stwarza wyższą świadomość i 

sprawia, że człowiek zaczyna rozumieć celowość życia, siebie 
samego i całą przyrodę”. „Bezkarnie niepodobna jest wedrzeć 

się do sanktuarium i do misterium życia”. Nowoczesny, 
książkowy okultysta przeważnie „szuka tylko dreszczyków i 

ciekawostek, które obiecują mu rzekomą przewagę nad 
bliźnim. … Największą jednak szkodę okultyzmowi dzisiejszemu 

przynoszą różni praktycy tak zwanej wiedzy tajemnej – 
hipnotyzerzy, chiromanci i tym podobni magicy nowożytni, 

którzy spaczyli dawne tradycje poznawania charakteru 

background image

człowieka. Zaszła jakaś tragiczna zmiana w psychice ludzkości. 
… Dzisiejsza wiedza, oparta na intelektualiźmie i 

eksperymencie, wyszła na ulicę sprofanowana, bo stała się 
dostępna zarówno dla bohatera, jak i dla zbrodniarza. Nie 

wszystko wolno podawać każdemu. … I kto wie, czy ta 
profanacja tajemnic przyrody, to brutalne wdzieranie się przez 

nowoczesną technikę do najsubtelniejszych wibracji materii, 
czy ten pozorny triumf nowoczesnego intelektu nie stanie się 

czasem początkiem niesłychanej w dziejach nowożytnego 
świata katastrofy. … Grozi nam załamanie, bo i nasza 

cywilizacja wdarła się brutalnie do tajemnic przyrody, nie 
kultywując przy tym dostatecznie moralności serca i ducha. 

Dziś, latając w powietrzu i prując podwodne głębiny, ludzie XX 
wieku uważają się za zwycięzców przyrody, a w gruncie rzeczy 

są oni bankrutami duchowymi, egoistami w krwawej walce o 
byt. zaślepieni w sobie, zimni, z pustką w sercach. Ich 

samoloty, statki podwodne, radio i telegrafy bez drutu, które, 
kierowane szlachetną wolą, mogłyby stać się chwałą życia, 

będą może w niedługiej przyszłości przekleństwem, gdy 
nienawiść i chciwość rozpętają nową wojnę, w której cała ta 

technika stanie się narzędziami śmierci – nie życia”. Takie i tym 
podobne idee głosił w swych publicznych wystąpieniach Stefan 

Ossowiecki. Jego pacyfistyczne poglądy trafiały do umysłów 
ówczesnego społeczeństwa, szczególnie tego, które skupiało 

się w kręgach towarzystw parapsychologicznych. Znajdował 
tam pełne uznanie, a eksperymenty jego w dziedzinie 

jasnowidzenia wywoływały powszechny entuzjazm i niebywałe 
zainteresowanie fenomenami paranormalnymi. Zdolności 

parapsychiczne Ossowieckiego W ostatnim ćwierćwieczu kilka 
osób znających dobrze Ossowieckiego opublikowało o nim swe 

wspomnienia. Materiały te zawierają wiele ciekawych 
szczegółów i rzucają jasne światło na jego sylwetkę, psychikę i 

życie osobiste. Adam Grzymałą-Siedlecki, krytyk literacki i 
dramatopisarz (1876-1967) w swej książce pt. Niepospolici 

ludzie w dniu swoim powszednim poświęcił mu obszerny 
rozdział. Nazwał go tam „przybyszem z czwartego wymiaru, 

jako że czwartym wymiarem rzeczywistości określono 
wszystkie nie dające się wyjaśnić zjawiska, jak  mediumizm, 

telepatię, spirytyzm etc”. We wspomnieniach Siedleckiego opisy 

background image

różnych epizodów z życia i działalności jasnowidza mieszają się 
z psychologicznymi charakterystykami i analizami jego 

osobowości. Autor był niemal świadkiem następującego, 
zdumiewającego wydarzenia. Szef (prezes) znacznego 

przedsiębiorstwa, mieszkający w swej wilii na przedmieściu 
stolicy stwierdził po przybyciu do pracy brak złotej 

papierośnicy. Przedstawiała ona dużą wartość, wykonana była 
bowiem w sposób artystyczny. Jadąc do biura prezes wstąpił do 

znajomych, gdzie zabawił 20 minut, ale i ani tam, ani w domu 
– jak wykazała indagacja telefoniczna – papierośnicy nie 

odnaleziono. Gdy zawiodły wszystkie środki poszukiwań, 
zwrócono się o radę do Ossowieckiego. Jasnowidz „skupił się w 

sobie, przez pewien czas trwał jakby vv jakimś przenikaniu 
czegoś”, po czym odtworzył dokładnie przebieg pobytu prezesa 

u znajomych, mówiąc m.in.: „— W czasie, gdy pan przebywał 
ze swymi znajomymi w saloniku, do drzwi zadzwonił jakiś 

młody człowiek – (tu opisuje szczegółowo jego wygląd) – pyta 
pokojówki, czy może się widzieć z państwem? «Państwo mają 

gościa». «To poczekam na jego odejście». Pozostaje w 
przedpokoju, pokojówka wychodzi. Młody człowiek dostrzega 

papierośnicę pod lustrem. Ujmuje ją w rękę – chwila jakiegoś 
namysłu, następnie szybki rzut wzrokiem, czy nikt go nie widzi, 

po czym chowa papierośnicę do kieszeni i wychodzi”. Wkrótce 
odnaleziono owego młodzieńca, którym okazał się siostrzeniec 

czy bratanek pani domu. Przyznał się on do czynu i oddał 
papierośnicę. Siedlecki właśnie wchodził do gabinetu prezesa, 

gdy temu przez telefon zakomunikowano, że zguba się 
znalazła. Prezes ze szczegółami opowiedział mu na gorąco całe 

wydarzenie, stał się więc jak gdyby jego świadkiem, i przyznał, 
że trudno mu było w to wszystko uwierzyć. „Nawykiem 

racjonalnym – mówi on – próbujemy znaleźć 
psychofizjologiczne zanalizowanie. Do pewnego stopnia i 

pewną fazę faktu da się od biedy wyjaśnić: prezes swoimi 
myślami, swoimi aktami świadomości narzucał Ossowieckiemu 

taśmę filmową podjechania pod dom znajomych, wchodzenie 
po schodach, rozmowę z pokojówką itd. – ale taki szczegół, jak 

zapalenie papierosa w czasie poprawiania fryzury? Szczegół, 
który wypadł z pamięci badanego? Narzuciła to Ossowieckiemu 

podświadomość prezesa, bo w swojej podświadomości miał on 

background image

niewątpliwie ten szczegół zmagazynowany – twierdzić będą np. 
freudyści. Problematyczne, ale możliwe – trudno się spierać; 

natomiast dalszy ciąg zdarzeń, historia z owym młodym 
człowiekiem, o którym przecież prezes ani świadomie, ani 

podświadomie nic myśleć nie mógł, bo o nim nic nie wiedział?” 
Wspomniałem już o widzeniu aury przez Ossowieckiego, dzięki 

której mógł on z dużym przybliżeniem określić daty zgonu 
niektórych osób. Następujące zdarzenie zanotowane przes 

Siedleckiego, a opowiedziane mu przez pianistę, kompozytora i 
polityka, Ignacego Jana Paderewskiego (1860-1941), 

prawdopodobnie pozostawało w ścisłym związku ze 
wspomnianym uzdolnieniem. „Było to w pierwszych tygodniach 

jego premierostwa, w styczniu 1919 roku. Któregoś dnia na 
rozmowę z nim w pałacu Radziwiłłowskim [w Warszawie] 

zgłosił się Ossowiecki. Wyznaczono mu czas bezpośrednio 
następujący po konferencji z kimś, kto otrzymywał nominację 

na jedną z placówek zagranicznych. Konferencja skończona, 
nominat wychodzi z gabinetu Paderewskiego i witając się z 

Ossowieckim, który już czeka na swoją kolej, powiadamia go o 
swej nowej godności. Żegnają się, sekretarz prezydialny wzywa 

Ossowieckiego: «Pan Prezydent prosi pana». Wszedł do 
gabinetu – opowiada Paderewski – wszedł zmieszany tak, że aż 

go zapytałem. – Co się z panem dzieje? – Na miłosierdzie 
boskie, na co wy go wysyłacie za granicę na tę placówkę, 

przecież on tam nie zdoła dojechać. – Dlaczego? – Jego dni 
policzone. Przejęło mnie to, ale szybko otrząsnąłem się z 

wrażenia: jakiś Ossowieckiego popis jasnowidzki, przecież 
tamtem nie zdradza żadnej choroby, gdzie mu do śmierci? W 

dwa tygodnie później ten zdrowy człowiek umarł”. Grzymała-
Siedlecki przedstawił bardzo ciekawą ocenę i przebieg procesu 

jasnowidzenia. „Swoje zapadanie w wizję – mówi on – 
Ossowiecki odbywał z wykluczeniem wszelkiej inscenizacji. Nie 

zastygał w trans, jak to czyniły media spirytystyczne, nie 
stwarzał sobie żadnych warunków zewnętrznych, które by mu 

pomogły do ześrodkowania się w sobie, nie domagał się nawet 
zachowywania ciszy, można było rozmawiać w trakcie jego 

«seansu» i on sam brał udział w tej rozmowie, jedno drugiemu 
nie przeszkadzało. Należy przypuścić, że jakimś 

niewyjaśnionym zabiegiem psychicznym zdolny był stwarzać w 

background image

sobie wtórny niejako całokształt świadomości – i gdy swoją 
normalną «obiegową» świadomością obcował z otoczeniem, 

równocześnie tym drugim Ossowieckim drążył czas czy 
przestrzeń oraz skryte dla nas wszystkich wydarzenia. Jeżeli 

owe wydarzenia dotyczyły jednostki obecnej przy dochodzeniu, 
jak np. w przypadku prezesa i jego papierośnicy, to 

Ossowieckiemu wystarczyła sama jej obecność czy kontakt z 
nią konkretny: np. ujmowanie tej osoby za rękę; jeśli sprawa 

dotyczyła kogoś niebecnego -powiedzmy: kogoś, kto już nie 
żyje, lub kogoś, z kim nie wiadomo, co się stało, to żądał, by o 

ile to możliwe, dostarczono mu jakiegoś przedmiotu, który ta 
osoba miewała w ręku czy przy sobie: chustki do nosa, 

rękawiczki, brzytwy, nożyczki, portmonetki itp. Nazywał je 
cieniami materialnymi nieobecnej osoby. W jakimś stopniu 

«cień» ten zastępował mu żywego człowieka… Owe «cienie 
materialne» ponad wszelką wątpliwość dużą mu oddawały 

usługę. Obserwowano go niejednokrotnie, jak »brał w siebie» 
taką np. rękawiczkę czy scyzoryk, jak sunął po nim ręką, jak 

go ugniatał w dłoni, jeśli to była np. skóra, sukno czy płótno 
-jak się z nim mocował, jeśli to był metal czy drewno. Po 

ruchach jego ręki można było odgadywać, czy już jest na 
tropie, czy jeszcze nie – nerwowymi, niecierpliwymi atakami 

palców zdradzał, że jeszcze nie może wywołać widzenia, że 
natrafia na jakieś przeszkody – wreszcie uzyskany sukces sam 

już automatycznie zwalniał ruchy ręki; po  ciągłych, niejako 
ociężałych głaskaniach przedmiotu poznawało się, że już trud 

dochodzenia zakończony”. „Usilne to jego kontaktowanie się z 
«cieniem materialnym» zdaje się nam mówić, że – wiedząc czy 

nie wiedząc o tym – doszukiwał się on jakiegoś śladu fluidu, 
który nieobecna osoba pozostawiła po sobie w materii owego 

przedmiotu. Jeśli tak istotnie rzecz się miała, to nie sposób nie 
oddać się zdumieniu, że ten fluid potrafił nasz metawizjoner 

wychwycić nawet po upływie miesięcy czasu. … Nie lubił – 
mówi Siedlecki – gdy go nazywano jasnowidzem, wydawało mu 

się, że w tej nazwie jest coś podobnego do medium czy nawet 
magika. A jednak źródłosłów «widz» ściśle określa jakość jego 

obdarowania: zawsze wszystko odkrywał przez widzenie. Nie 
przez doznania np. słuchowe, lecz przez obraz rzeczy dochodził 

do wyniku. Wszystko przez plastyczne przedstawienie sobie 

background image

tych rzeczy”. Fenomenalne było odgadnięcie treści przesyłki 
wysłanej z Madrytu, a zawierającej rysunek pięciokąta. 

„Trzymając ową z Madrytu przesyłkę – zeznał potem 
Siedleckiemu Ossowiecki – starałem się dotrzeć do widzenia 

osoby, od której ona pochodzi; znalazłem się w jakimś 
obszernym pokoju, przyciemnionym grubymi w oknach 

firankami; pośród ciężkich staroświeckich mebli widziałem stół 
czy biurko z ciemnego drzewa; pochylona nad nim osoba 

kreśliła na kartce to, co mi dano potem do odgadnięcia; po 
sposobie prowadzenia piórem łatwo wywnioskowałem, że to nie 

są wyrazy, nawet nie litery. Wpatrzyłem się baczniej – 
stwierdziłem, że jest to jakiś rysunek – niejako samo mi się we 

mnie obliczyło, że rysująca ręka poprzestała na kilku tylko 
kreskach; po sposobie kreślenia widziałem, że to nie było nic 

innego, jak tylko jakaś figura geometryczna. Wydawało mi się, 
że cztery razy, nie więcej, pociągnięto po papierze. Starałem 

się dojść do widzenia… wizja pokoju, oświetlenia, sprzętów… 
widok osoby pochylonej nad stołem, wzrokiem stwierdzenie, że 

kreślona jest figura geometryczna itd. Ciągłe widzenie, ciągła 
wizja, nieustanny współczynnik optyczny”. Mamy tutaj typową 

eksterioryzację, dotarcie wzrokiem duchowym do miejsca 
opisywanych w widzeniu wydarzeń i oglądanie ich jak gdyby 

,,na żywo”. Jest to tym ciekawsze, że owe wydarzenia 
odbywały się w przeszłości, a jasnowidz obserwował je w czasie 

o wiele późniejszym. Było to widzenie w przestrzeni, ale w 
czasie przeszłym! Kondycja fizyczna i psychiczna 

Ossowieckiego w opisie Siedleckiego przedstawiała się 
znakomicie. „Wysoki, atletycznie zbudowany, o tęgiej 

architekturze mięśni (co z wdzięcznością oceniać umiała rzesza 
jego wielbicielek), twarz okrągła, otwarta, w radosny uśmiech 

ozdobiona i jasnych oczu wejrzenia dziecka, ufnego 
wszystkiemu i wszystkim – całość postaci dla nie znających go: 

obraz boksera, triumfatora sporów,’wreszcie człowieka 
wszelakich możliwych powołań i uzdolnień, tylko nie super-

uduchowiony fenomen. Podstawową cechą jego usposobienia 
był optymizm, który za sobą wiódł nieprawdopodobną wiarę w 

ludzi. On, który przez swoje władze metapsychiczne więcej niż 
ktokolwiek inny mógł wiedzieć o gałgaństwach, podstępach, 

okropności intencyj i skrytego zła – on właśnie żył w 

background image

nieustannym kredycie moralnym, jakiego udzielał bliźnim 
swoim. Nie znałem nikogo innego, którego by w takim stopniu 

zadziwiała ujawniona czyjaś nie-szlachetność czy szpetne 
przewinienie. Nieprawdopodobna wiara w ludzi i niebywała 

potrzeba sympatyzowania z ludźmi”. „Jako inżynier chemik, 
pozostający w bliskich relacjach z zasobnymi 

przedsiębiorstwami przemysłowymi, zarabiał dobrze – i nigdy 
nie mógł sobie pozwolić na jakąś droższą przyjemność, bo 

czasem wszystko niemal, co miał, wycyganiono od niego. 
Należał do ludzi, którzy ani rusz nie umieją się domyślić, że 

można komuś czegoś odmówić. Mniej więcej taka sama historia 
z jego sprawami tzw. sercowymi. Powodzenie u płci pięknej 

miał takie, że mógł uchodzić spadkobiercę sukcesów 
legendarnego hiszpańskiego ,,di Teno- rio” – mówi Siedlecki. 

Uważa on, że Ossowiecki był kilkakrotnie żonaty, trzy czy 
cztery razy. Twierdzenie to stoi w sprzeczności z informacją 

Jerzego Kubiatowskiego, który podał, że był żonaty 
dwukrotnie: w r. 1922 z Rosjanką Aliettą (Anną) de la Carriere, 

z którą rozwiódł się w 1930 r.; po raz drugi ożenił się w lipcu 
1939 r. z Zofią Marią ze Skibińskich, primo voto Gustawową 

Świdową. Jej syn, Marian Świda, przyczynił się do drugiego 
wydania w Stanach Zjednoczonych książki swego ojczyma. To 

drugie małżeństwo przyniosło Ossowieckiemu prawdziwe 
szczęście. Siedlecki podkreśla z naciskiem, że jasnowidz nigdy 

nie brał honorarium za swe usługi. Bardzo głośna była sprawa 
odnalezienia zaginionego testamentu bankiera Rothschilda, do 

czego przyczynił się Ossowiecki. „Umiera miliarder Rothscmld i 
umiera tak, że domniemany spadkobierca nie może 

udokumentować swoich praw do sukcesji, bo nie wiadomo, 
gdzie zmarły pozostawił testament; zainteresowany przybywa z 

Paryża do Ossowieckiego, ten wskazuje miasto, w tym mieście 
ściśle określony dom, w domu tym schowek, gdzie testament 

powinien się znajdować. Znajdują go. Uszczęśliwiony dziedzic 
arcymajątku nie wyobraża sobie, by mógł nie wypłacić prowizji. 

Spotyka go zawód, Ossowiecki odmawia przyjęcia jakiejkolwiek 
zapłaty, nawet co, zdaniem moim, mógł i powinien uczynić: nie 

żąda, by Rothschild wzmógł znacznym datkiem jakąś naszą, 
zawsze wówczas bokami robiącą, instytucję filantropijną czy 

społeczną. A przecież nawet milion złotych byłby w tej sytuacji 

background image

drobiazgiem dla uszczęśliwionego spadkobiercy. Ale w naszym 
don Stephanio spoczywała tęga doza zarówno romantyka, jak i 

hidalga. «Znaj pana!» – coś z tego, na naszym.gruncie 
odwiecznego, dźwięczało w odmowie, jakiej udzielił 

Rothschildowi. «Na swój chleb powszedni zarabiam swoją pracą 
inżynierską, nie będę sprzedawał tego, co mi jest dane w 

najwyższym darze» – tak raz wyjaśnił te rzeczy”. Ossowiecki 
widział skryte rzeczy cudze, a nie mógł dojrzeć własnych, 

przyszłych losów. W życiu codziennym był bardzo roztargniony 
i nieuważny. W najmniejszym stopniu nie mógł spożytkować 

posiadanego daru jasnowidzenia w sprawach osobistych. 
Bezskutecznie poszukiwał zostawionej gdzieś laski, płaszcza lub 

kapelusza. Przedstawiał się tym samym osobom kilkakrotnie. 
Stale coś gubił, czegoś szukał, czemuś się dziwił. Stawał się 

bezkarny, gdy rzecz dotyczyła jego samego. Często zapominał 
o umówionych wizytach. Urodzony, wychowany i wykształcony 

w Rosji, do końca życia mówił złą polszczyzną, zachowując 
akcent i dykcję rosyjską. Czasami grywał w brydża. Gdy 

przybył z Moskwy do Warszawy wiele osób obawiało się 
zasiadać z nim do gry, obawiając się skutków jego niezwykłego 

daru w rozpoznawaniu kart przeciwnika. Szybko jednak 
wszyscy przekonali się, że prawie zawsze przegrywał. Antoni 

Plater-Zyberk, autor wspomnień o Ossowieckim, zanotował 
jego wyznanie w tej sprawie złożone w lecie 1934 roku w 

Poznaniu jego siostrze Teresie Górskiej: „Wie pani, szczerze 
pani powiem, że ja nie bardzo lubię grać w karty, bo zawsze mi 

przy grze partnerzy wymyślają. Gdy karty już są rozdane, biorę 
je do ręki i zaczyna się licytacja, wówczas często się zdarza, że 

się zamyślam i nie biorę udziału w licytacji, co partnerów 
irytuje, gdyż sądzą, iż tak długo kombinuję, z czym się mam 

odezwać. A tymczasem zachodzi zupełnie coś innego… Z kart 
trzymanych w ręku emanują na mnie przeróżne myśli, bo 

wyczuwam, kto je miał ostatnio w rękach; «widzę» daną 
osobę, przenikają mnie jej przeżycia i to właśnie powoduje 

moje chwilowe milczenie przy licytacji. Z drugiej strony 
obawiam się gry w karty, ponieważ mógłbym być łatwo 

posądzony o oszustwo. Przecież, gdybym się skupił, mógłbym 
poznać rozkład kart u partnerów, więc obawa przed tym peszy 

mnie bardzo i z tego powodu zwykle bardzo «patałaszę» w 

background image

grze, co znów irytuje partnerów. Stąd w końcu skutek jest taki, 
że prawie zawsze przegrywam!” Analizując skomplikowaną 

psychikę Ossowieckiego Grzymała-Siedlecki poruszył m.in. 
kwestię trwałości jego predyspozycji paranormalnych. „Trudno 

sobie wyobrazić – mówi on – by do swoich niewiarygodnych 
wprost osiągnięć dochodzić mógł bez wzbudzenia w sobie 

odpowiedniej dyspozycji duchowej. Czy przy każdym stanie 
zdrowia, usposobienia i zespołu zewnętrznych okoliczności 

bywał do tego zdolny? Interpelowany w tej materii, 
odpowiadał, że «prawie zawsze». Ostrożny przysłówek 

«prawie» pozwala nam przypuszczać, że to się mogło zdarzać 
nawet i częściej, niżby sobie tego życzył. Nie ubliża też to jego 

obwarowaniom, gdy przypuścimy, że będąc nieusposobiony, 
mógł doznawać chybionych wizyj. Jeśli nie był odpowiednio 

usposobiony, czy się do tego przyznawał? Trudno na to  
odpowiedzieć, bo nie mamy dowodów, że bywał 

nieusposobiony, ale sprawa sprowadza nas nu L temat 
ogólniejszy. Ludzi słynnych, czy to będą aktorzy teatru, czy 

gwiazdy filmowe, czy sławy sportowe, czy wreszcie takie 
fenomeny władz psychicznych, jakim był Ossowiecki – ludzi 

takich zmysł naszej admiracji lubi ustawiać na cokole. Ofiary 
uwielbienia czują to – i wraz ze wzrostem chwały 

przyzwyczajają się do cokołu – i to do tego stopnia, że aż ich 
zbiera strach, czy cokół im się spod nóg nie usuwa. 

Usposobieni czy nieusposobieni, starają się zawsze utrzymywać 
na wysokości swego postumentu. W dziedzinie okultystycznej 

ileż mediów dopuszczało się humbugu, byle tylko nie obniżać 
swojej reputacji, byleby tylko nie przyznać się do chwilowej 

niedyspozycji. Czy grały tu względy li tylko finansowe? „Nie. 
działała tu i ambicja, i «kompleks primadonny». Czy 

Ossowiecki podlegał jej w jego warunkach niemal nieuniknionej 
słabostce? Niewątpliwie, że tak. Dużo mu sprawiało 

zadowolenia, że rozporządza taką siłą duchową. Najwięcej go 
radowały te jego sukcesy, które przyczyniały się do czyjegoś 

dobra: wykrycia przestępstwa, odnalezienia ważnej zguby, 
komuś zrozpaczonemu dostarczenia otuchy lub spokoju – tak, 

tu cieszył się jak dziecko z dokonanego dobra, ale nie 
zapominał też, że to wzmaga jego sławę. No cóż? Był 

człowiekiem, nie archaniołem. Co w tych sprawach było 

background image

dziwne, to to, że tak nieproporcjonalnie mało miał próżności. 
Nie obnosił się ze swoimi sukcesami, nie był niczyim 

utrapieniem Ten dobry smak zawdzięczał zarówno swojej klasie 
moralnej, jak i psychicznemu swemu usposobieniu. Magazyny 

chwały roztapiały się łatwo w jego humorze, w jego 
bratłactwie, w jego naturze serdecznej a prostej. W takim 

gruncie ludzkim mania wielkości nie zapuści głębszych korzeni. 
Jeszcze jeden czynnik chronił go przed megalomanią. Tym 

czynnikiem stawał się niemalże religijny jego stosunek do tych 
tajemniczych władz, którymi był obdarowany. Jakże znamienne 

bywało przyciszanie głosu, gdy o nich zaczynał mówić ten 
huczny, gromki zazwyczaj siłacz -jakby wstąpił w tym 

momencie w progi świątyni. Z tego zaprawdę nabożeństwa 
rodziła się w nim pokora i ona moderowała pokusy pychy’1.Jak 

widzimy, charakterystyka Ossowieckiego nakreślona przez 
Grzymałę Siedleckiego jest bardzo pozytywna. Jej wnikliwość i 

autentyczność okazała się tak duża. że trudno mi tu było w 
roku 1934 lub 1935, a autor miał już za sobą dwa lata studiów 

na wydziale prawa i przeżywał właśnie młodzieńczą miłość. 
Ossowiecki zaproponował, żeby wyszedł do drugiego pokoju i 

napisał lub narysował coś na kartce papieru, złożył ją kilka 
razy. umieścił w kopercie, następnie w drugiej, mocno zakleił i 

przyniósł mu z powrotem. Autor, myśląc o niepewnych losach 
swej miłości, zdecydował się po lekkim wahaniu na napisanie 

następującego cytatu z Lalki Bolesława Prusa: „Non omnis 
moriar”, a u dołu dopisał wzór chemiczny wody – H20. Do 

przechowania kartki posłużyły mu dwie koperty z ciemną 
„podszewką” wewnątrz. ,,Inż. Ossowiecki – mówi Jacyna – 

wziął kopertę z moich rąk i od razu założył ręce do tyłu. To 
zakładanie rąk do tyłu – to był jego ulubiony gest. Również z 

rękami założonymi do tyłu usiadł na dużej kanapie. Pokój był 
rzęsiście oświetlony. Wszyscy obecni siedzieli w dość dużym 

oddaleniu od jasnowidza. Siedział nieruchomo, trochę sztywno, 
oczy miał zamknięte. Mniej więcej po pięciu minutach milczenia 

zaczął mówić: – Napisałeś nie to, co początkowo myślałeś. 
Myślałeś o bardzo młodej, pięknej brunetce. … Ale w tym liście 

nie ma ani słowa o miłości, choć ona odgrywa tu główną rolę. 
Widzę natomiast cyfrę «2» i znak «0» oraz literę «H». Już mam 

– to jest woda, wzór wody! (chwila milczenia)… Jest również 

background image

mowa o śmierci. Obcy wyraz- na końcu litera r (znowu 
milczenie). Ale co to ma wspólnego z Prusem? Nie rozumiem 

dlaczego «r»? Pierwsze słowo zdania to francuskie «non», a w 
środku jest wyraz złożony z pięciu liter… Tak, już wiem – to 

napisane po łacinie: «Non omnis moriar»”. Tak zakończył się 
ten udany eksperyment jasnowidza. Ossowiecki poświęci! 

jeszcze chwilę uwagi wybrance serca Jacyny i podał kilka 
informacji o posiadanej przez niego fotografii i zamazanym 

napisie, znajdującym się na odwrocie, co także okazało się 
zgodne z prawdą. „W imię prawdy – dodaje Jacyna – muszę 

stwierdzić, że w czasie całego seansu nie pamiętałem i nie 
myślałem o fotografii, którą miałem w kieszeni. Oczywiście po 

tym, jak Ossowiecki zaczął mówić o fotografii – zdałem sobie 
sprawę, że chyba mam ją przy  sobie. Ale czy na fotografii był 

jakiś podpis – tego absolutnie nie pamiętałem. Tym bardziej 
nie pamiętałem, że napis ten sam zakreśliłem atramentem po 

jakimś «konflikcie» z właścicielką fotografii. Zdałem sobie z 
tego sprawę dopiero po wyjęciu fotografii z kieszeni”. Również 

bardzo ciekawa jest przytoczona przez Jacynę relacja 
Aleksandra Mieszczanowskiego, przedwojennego dyrektora 

Towarzystwa „Saturn” na Śląsku koło Czeladzi. 
Mieszczanowskiego i Ossowieckiego w latach 1920-1944 

łączyła wielka przyjaźń. Opowiedział on Jacynie następujące 
wydarzenie z roku 1931 albo 1932, jeszcze przed dojściem 

Hitlera do władzy. Przytaczam je tu w dużym skrócie. Pewnemu 
bogatemu przemysłowcowi milionerowi w Berlinie, zaginęła 11-

letnia córka. W tej sprawie m.in. zwrócono się także do 
Ossowieckiego. Otrzymawszy od sekretarza milionera, który 

zjawił się w mieszkaniu Ossowieckiego, rękawiczkę dziecka, 
jasnowidz oświadczył, że dziewczynka została zgwałcona, a 

następnie zamordowana. Morderca zakopał zwłoki przy szosie 
wiodącej z Berlina do Monachium, na siódmym kilometrze za 

rogatkami Berlina, po lewej stronie szosy pod dużym drzewem 
(grabem). Oświadczenie to okazało się zgodne z prawdą, 

zwłoki zostały tam odnalezione. Ossowiecki opisał również 
wygląd mordercy i wskazał jego fotografię znajdującą się w 

przedstawionym mu albumie przestępców z terenu Niemiec. 
Wkrótce też go odnaleziono i ujęto, a zawieziony na miejsce 

zbrodni przyznał się. Niemiecki milioner złożył Ossowieckiemu 

background image

osobiście kurtuazyjną wizytę w Warszawie i podziękował za 
oddaną przysługę. Zgodnie ze swą zasadą ten ostatni nie 

przyjął od niego żadnego honorarium. Aleksander 
Mieszczanowski podał, że ponowne spotkanie obu tych lud/i 

odbyło się już w czasach okupacji hitlerowskiej również w 
Warszawie, w końcu października 1939 roku. Niemiecki 

milioner /jawił się obecnie w mundurze pułkownika 
Wehrmachtu. Oświadczył, że z wdzięczności za wyświadczoną 

mu w jego nieszczęściu przysługę przywiózł mu dokument 
stwierdzający, że osoba Ossowieckiego jest nietykalna. 

Dokument ów był podpisany przez samego Hitlera. Ossowiecki 
początkowo wzbraniał się przed przyjęciem tego pisma, ale w 

wyniku nalegań pułkownika zachował je. „Dokument ten -jak 
stwierdził Mieszczanowski – pozwolił Ossowieckiemu uczynić 

wiele dobrego wielu ludziom, chroniąc ich przed 
barbarzyństwem okupanta”. W tym czasie Ossowiecki wraz z 

inż. Mieszczanowskim, dzięki uzyskanej przez niego koncesji, 
zajmował się handlem paszą, później zaś handlem żelazem. 

Nie przeszkodziło to jasnowidzowi w wypełnianiu swojej 
społecznej misji i pomaganiu ludziom Czeka na mnie w domu 

Altesse – niech czeka. Ty, – zwracając sic do mnie – weź 
listowy papier i napisz czy narysuj co chcesz. wszystko jedno 

co, co ci przyjdzie do głowy. Potem włóż w kopertę, zaklej i 
przynieś nam tu. Zrobiłam, jak sobie życzył. Usiadłam przy 

stoliku na drugim końcu sali. Patrząc na wazonik z kwiatami 
napisałam: «kwiaty więdną szybko». Po drugiej stronie papieru 

imię «Tamara». Oczywiście w zaklejonej kopercie, a pisząc 
zasłaniałam, pamiętam, ołówek drugą ręką. Ossowiecki położył 

lewą dłoń na kopercie i w naszej obecności zaczął kreślić jakieś 
kreski – linijki na podanym mu papierze. Kreślił, jakby bawiąc 

się, jakby rysując coś. Nam polecił przerwać rozmowę. Dość 
długo kreślił. Wyszło zdanie: «Kwiaty więdną szybko». – «Tu 

jeszcze coś jest, ja widzę» – powiedział. I znów to samo 
kreślenie, z którego zostało zarysowane słowo «Tamara». 

Potem podpis i dedykacja doświadczenia dla mnie. Niestety, 
spaliła się ta koperta wraz z moim mieszkaniem w 1939 roku”. 

Zacytuję teraz list Zofii Łęgiewicz, zamieszczony w „Stolicy”. 
..Poznałam inż. S. Ossowieckiego w dniach grozy najazdu 

hitlerowskiego, był to wrzesień 1939. Brat mój, Stefan 

background image

Łęgiewicz, absolwent Szkoły Nauk Politycznych, został 
powołany do wojska w pierwszych dniach mobilizacji. W 

sierpniu już był w szeregach Obrońców Warszawy. Odcinkiem 
jego działania była Ochota. Ostatniego dnia obrony, rozkazem 

dowództwa, wyruszył na front szczęśliwicki i tam poległ, oddał 
swe życie w ofierze dla wielkiej sprawy, którą jest ojczyzna. 

Nastąpiła  kapitulacja Warszawy, po bohaterskiej beznadziejnej 
walce wkroczenia doń najeźdźcy. A o bracie nie było żadnej 

wiadomości. Czy żyje? Czy niewola? Wtedy ogarnęło mnie 
przemożne pragnienie pójścia do inż. S. Ossowieckiego – 

wierzyłam w jego widzenie prawdy. Szukałam drogi 
skontaktowania się i wtedy przypomniałam sobie, że może mi 

to ułatwi pan Teofil Modrzejewski, dawny przyjaciel nieżyjącego 
już mego ojca. Mieszkał na Żoliborzu na ulicy Dziennikarskiej. 

Pan T. Modrzejewski poznał mnie. był bardzo serdeczny i 
chętnie spełnił moje życzenie – dając mi swój bilecik polecający 

do inż. S. Ossowieckiego. którego znał dobrze. Z tym 
polecającym mnie bilecikiem udałam się na ul. Marszałkowską, 

gdzie mieszkał inż. S. Ossowiecki. Wyszła do mnie pani 
Ossowiecka i poprosiła, abym poczekała w poczekalni. Niedługo 

trwało moje oczekiwanie. W sierpniu tego roku autor przebywał 
w Salsomaggiere na wypoczynku, potem zaś przeniósł się do 

Montecatini, włoskiej Krynicy, następnie do Rapallo. W 
Montecatini spotkał swych starych warszawskich znajomych, 

doktorostwo S., a w ich towarzystwie – inżyniera 
Ossowieckiego. ,,Rozbawiony, jak zawsze elokwentny – mówi 

Wroński – sypał dowcipami. Zażywał «kawalerskiej wolności», 
a przy tym odchudzał się po kulinarnych orgiach (był 

smakoszem)”. W Rapallo zatrzymał się autor w hotelu-
pensjonacie Astoria. ..Jakież było moje zdziwienie – pisze 

Wroński – gdy po kilku dniach zobaczyłem przy ogólnym stole 
Ossowieckiego. Opalony «na czekoladę», błyszczał niebieskimi, 

jak włoskie niebo oczyma. Nieskazitelnie dopasowany biały 
flanelowy garnitur, koszula a la Słowacki, odmładzały go. 

Ucieszył się z ponownego naszego spotkania”. Przez kilka dni 
pobytu w Rapallo obaj znajomi spędzali razem wieczory w 

kasynie w Santa Margherita. Wędrowali tam spacerkiem „przy 
śpiewie cykad i szmerze morza”. Ossowiecki opowiedział 

wówczas Wrońskiemu kilka ciekawych szczegółów ze swych 

background image

eksperymentów. „Humorystyczną przygodę miał w Belwederze. 
W roku 1930 wezwał go do Belwederu marszałek Piłsudski. W 

asyście Sławo -Składkowskiego, Becka, Prystora i adiutantów 
wręczył Os-sowieckiemu zalakowaną grubą kopertę prosząc, 

aby odczytał jej zawartość. Ossowiecki położył na kopercie rękę 
i bezbłędnie odczytał treść kartki z ulubionym zwrotem 

Piłsudskiego”. «Poca-łuj mnie… tam a tam». Po doświadczeniu 
zaproponowano inżynierowi intratną posadę w polskiej  

ambasadzie w Berlinie. – Odmówiłem propozycji – kontynuował 
opowiadanie Ossowiecki. – Przecież kontrwywiad niemiecki od 

razu by mnie wykończył. Z okresu swych studiów w 
Petersburgu – mówi dalej Wroński – opowiedział mi Ossowiecki 

takie zdarzenie: Mieszkał ze swym kolegą – Stanisławem 
Olszakowskim, również studentem (stryjem mego przyjaciela 

Aleksandra Ol-szakowskiego, znanego krakowskiego literata-
dramaturga) u bogatej mieszczki. Pewnej nocy Ossowiecki 

chrapiąc smacznie – spał. W tymże pokoju, przy olbrzymim 
chippendalowskim biurku, Stanisław Olszakowski dziać dziwne 

rzeczy. Ciężkie biurko i takież krzesła rozpoczęły niesamowite 
harce, jakiś piekiełny taniec, unosząc się do góry. Przerażony 

Olszakowski z krzykiem zerwał się na równe nogi. To obudziło 
Ossowieckiego. Mebłe z hukiem runęły na podłogę. Zbudziła się 

także gospodyni. Rezultat? Wymówienie mieszkania. Nie 
chciałem temu wierzyć, dopóki sam się nie przekonam. 

Zaproponowałem, aby powtórzyć ten eksperyment w mojej 
obecności. Ociągał się tłumacząc, że takie doświadczenie 

wymaga absolutnej wstrzemięźliwości od uciech tego świata. Ja 
jednak nalegałem. Wreszcie któregoś dnia, po skromnej 

kolacji, wybraliśmy się na wycieczkę przez Santa Margheritę 
prawie do Portofmo. Późnym wieczorem, zmęczeni, wróciliśmy 

do hotelu. Zaprosiłem Ossowieckiego do swego pokoju na 
lampkę wina. Usiadł w wygodnym wolterowskim fotelu, a ja 

przy biurku, przy nikłym oświetleniu przeglądałem prasę. Po 
chwili posłyszałem chrapanie. Wtem na moich oczach, tańcząc 

z nogi na nogę. jak baletnica. moje biurko zaczęło powoli 
posuwać się w stronę śpiącego Ossowieckiego, unosząc się do 

góry. To samo zaczęło się dziać z taboretem, na którym leżała 
dość ciężka walizka. Niesamowity to był widok, ale nie przeraził 

mnie, tylko zadziwił i przekonał. Po chwili inżynier obudził się. 

background image

Meble powróciły na swoje miejsce. Dywan zagłuszył upadek. – 
Która godzina? – zapytał. Chyba jest bardzo późno, a ja się 

zdrzemnąłem. Opowiedziałem inżynierowi, co się zdarzyło. Był 
zadowolony. Korzystając z nastroju poprosiłem go o 

przepowiednię mojej przyszłości. – Przecież nie jestem 
wróżbitą, ani astrologiem – odpowiedział. Ale uważnie się mi 

przyjrzał. – Powiem panu krótko: należy pan do 
długowiecznych. Na drodze artystycznej – majątku jak Kiepura 

pan nie zrobi, ale biedy nie będzie pan miał. Jednak czekają 
pana burzliwe dni… Po chwili w zamyśleniu dodał: – Jak nas 

wszystkich. Jak dotychczas wszystko się sprawdziło. Długo żyję 
i majątku nie mam. Biedy też. Przemiły wieczór zakończyliśmy 

lampką marsała”. Do najciekawszych bez wątpienia 
eksperymentów demonstrowanych przez Ossowieckiego 

należały jego „wędrówki w ast-ralu’ jak sam je nazywał, czyli 
manifestacje eksterioryzaej i bilokacji (angielskie Out-of-the 

Body-Experiences). Posiadam dość szczegółowy opis jednego 
takiego eksperymentu, sporządzo ny przez samego  

Ossowieckiego i zamieszczony w jego książce Nie będę go tu 
omawiał. Natomiast w całości przytoczę szczegółową relację 

cytowanego Anatola Wrońskiego. „Do najdziwniejszych 
eksperymentów Ossowieckiego – mówi autor – należał jego dar 

ukazywania się jednocześnie w dwóch oddalonych od siebie o 
kilka kilometrów miejscach. O tym opowiadał mi, jako jeden ze 

świadków, Aleksander Olszakowski. potwierdzając tylko to, co 
już słyszałem w 1928 roku od innych bezpośrednich 

obserwatorów, od pułkownika Pasellego, bliskiego sąsiada 
Ossowieckiego z okolic Placu Zbawiciela w Warszawie i Jerzego 

Mazarakiego. Działo się to w roku 1924 czy 1925. Pewnego 
popołudnia na werandzie kawiarni Europejskiej spotkało się 

towarzystwo w osobach popularnej w tym czasie aktorki 
Sulimy, jej koleżanki, pułkownika Pasellego i Mazarakiego, 

potem dołączyli do nich inżynier Ossowiecki i Aleksander 
Olszakowski. Rozmowa potoczyła się w kierunku 

eksperymentów Ossowieckiego, o których w Warszawie było 
głośno. Aktorka Sulima, traktując dość ironicznie eksperyment 

Ossowieckiego z rozdwajaniem się, określiła to jako bajeczkę 
dla dzieci. Stanęło o zakład. Ni mniej ni więcej, tylko o kosz 

(12 butelek) francuskiego szampana. Moi interlokutorzy byli 

background image

świadkami zakładu, a potem świadkami doświadczenia. 
Ustalono dzień i godzinę eksperymentu. Kulminacyjny moment 

doświadczenia miał nastąpić w mieszkaniu aktorki, przy ul. 
Hożej (na trzecim piętrze), dokładnie o godzinie pierwszej po 

północy, kiedy ruch uliczny zamiera, w obecności świadków, 
pod przewodnictwem pułkownika Pasellego. Natomiast 

Ossowiecki z inną grupą świadków pod przewodnictwem 
Mazarakiego, w tymże czasie miał znajdować się w gabinecie 

restauracji hotelu Bristol na Krakowskim Przedmieściu. Na 
Hożej, przy brydżu i kawie czekano z niecierpliwością na 

fatalną dla Ossowieckiego (nie wierzono w udany eksperyment) 
godzinę pierwszą. W Bristolu też czekano, ale przy kolacji 

zakrapianej winem. Ossowiecki, poza dwoma kieliszkami 
martela, nic nie jadł. Obiecywał sobie odrobić kulinarną ucztę 

po seansie. Apetyt mu zawsze dopisywał. Zbliżała się pierwsza 
po północy. Do gabinetu restauracji z oddali dochodziły tylko 

słabe odgłosy tramwajów. Pilnie obserwowano Ossowieckiego. 
Zachowanie się jego nie zdradzało ani specjalnego skupienia, 

ani zdenerwowania. Na pięć minut przed pierwszą wstał od 
stołu i zamknął na klucz drzwi wejściowe do gabinetu. Mazaraki 

wyłączył telefon i zasłonił okno kotarą. Następnie Ossowiecki 
zwrócił się do obecnych, a specjalnie do lekarza, 

uczestniczącego w seansie, aby nikt, gdy zapadnie w trans, nie 
zbliżał się, a tym bardziej nie dotykał go, bo wówczas (cytuję): 

«mogę już nie wrócić». Usiadł w kącie gabinetu. Zgaszono 
górne  światła żyrandoli. Zapadła cisza. Panował półmrok. – 

Byliśmy – jak mi opowiadał Mazaraki – wpatrzeni w Os 
sowieckiego. Stawał się coraz bledszy. Prawie nie oddychał. 

Gdzieś wybiła godzina pierwsza. Ossowiecki jakby zesztywniał. 
Wyglądał na śpiącego. Wtem cera Ossowieckiego nabrała 

koloru szarego. To zaniepokoiło doktora. Cicho stąpając po 
dywanie podszedł i dotknął ręki inżyniera. Był przerażony. 

Wyszeptał: – Proszę państwa, on nie żyje! Nie ma tętna! – 
Wszyscy zdrętwieliśmy – relacjonował Mazaraki. – 

Postanowiliśmy jednak czekać, w myśl zarządzenia 
Ossowieckiego. Była pierwsza minut cztery, kiedy Ossowiecki 

ku naszej radości, obudził się. Głęboko westchnął. 
Półprzytomnymi oczyma rozejrzał się. Powoli wstał i zapytał: – 

Co się stało? Dlaczego jesteście tak przestraszeni? – Zwracając 

background image

się zaś do lekarza, powiedział: – Miałem dużo szczęścia, że pan 
mnie dotknął dopiero wtedy, kiedy już wróciłem z Hożej, bo 

inaczej byłoby po mnie. A uprze działem – nie dotykać mnie. 
Teraz wszyscy zrozumieli, dlaczego Ossowiecki unikał takich 

doświadczeń: zagrażały jego życiu. 205 Przenieśmy się teraz 
na Hożą do aktorki Sulimy, gdzie miał nastąpić kulminacyjny 

moment doświadczenia. W całości zacytuję relację 
bezpośredniego świadka seansu, pułkownika Pasellego: – Noc 

była bezksiężycowa i wyjątkowo pochmurna. Na piętnaście 
minut przed pierwszą zakończyliśmy ostatniego robra. Zgodnie 

z poleceniem Ossowieckiego, ustawiliśmy krzesła rzędem tak, 
aby siedzący byli zwróceni twarzą do okna w, chodzącego na 

słabo oświetloną ulicę Hożą. W salonie przygaszono światła, 
pozostawiając tylko jedną, stojącą lampę, nakryj niebieskim 

abażurem. Telefonicznie sprawdziliśmy z Ossowie, kim nasze 
zegarki. Jako przewodniczący jurorów zamknąłem drzwi do 

salon: i wyłączyłem telefon. Nakazałem bezwzględną ciszę, jak 
sobie tego życzył Ossowiecki. Byliśmy podekscytowani, 

zwłaszcz. gospodyni. W sąsiednim pokoju wybiła godzina 
pierwsza pi północy. Nagle zauważyliśmy w oknie jakiś daleki, 

nikły, a potem córa? intensywniejszy świetlny punkt, o 
zielonkawym zabarwieniu. Powiększał się, zbliżał fosforyzując, 

wypełniając sobą prawic połowę okna. Stopniowo zaczęła 
wyłaniać się, jakby wyrzeźbiona przezroczysta, ale wyraźna, 

uśmiechnięta twarz Ossowieckiego. Pozdrowił nas ręką i posłał 
całusa. Powoli widmo zaczęło blednąc, gasnąć, aż zupełnie 

rozpłynęło się w ciemnościach nocy. Oszołomieni, w milczeniu 
patrzyliśmy to na siebie, to w okno. Spojrzałem na zegarek. 

Były dokładnie cztery minuty po pierwszej. Wstałem i 
włączyłem telefon, a potem wszystkie światła w salonie”. Nie 

posiadamy najmniejszych powodów, aby powyższą relację, 
przekazaną Wrońskiemu przez naocznego świadka, pułkownika 

Pasellego, uważać za nieprawdziwą. Oczywiście należy bardzo 
żałować, że ta niezwykła i niecodzienna próba nie została 

wykonana na przykład w Instytucie Psychologii Uniwersytetu 
Warszawskiego w obecności czcigodnego ciała naukowego 

uczelni i przy zastosowaniu choćby aparatu filmowego i 
fotograficznego. Niestety,  poważnych uczonych w owym czasie 

nie interesowały tego rodzaju^ zagadnienia. Antoni Plater-

background image

Zyberk w cytowanym artykule podaje, że usłyszał z ust 
Ossowieckiego opowieść o innym podobnym doświadczeniu, 

wykonanym kilka lat wcześniej przed opisanymi wyżej 
wydarzeniami. ,,- Słyszałem, panie inżynierze – stwierdził 

Zyberk – że pan sam ze sobą przeprowadził na wzór Jogów 
indyjskich – ćwiczenia z rozdwojeniem jaźni; czy to prawda? – 

Tak, przeprowadziłem ten eksperyment trzykrotnie. Byłem rok 
temu [1922] bardzo zajęty pracą w moim biurze technicznym. 

Miałem w tym czasie bardzo trudne i terminowe prace, 
musiałem więc sam ciężko pracować, a równocześnie 

dozorować, aby moi podwładni pracownicy pilnie przykładali się 
do swoich obowiązków. Jednocześnie otrzymałem z Wiednia 

zaproszenie na kilkudniowy międzynarodowy zjazd. 
Przestudiowałem program zjazdu i skonstatowałem, że 

najciekawsze dla mnie referaty odbędą się drugiego dnia. 
Muszę tam być – powiedziałem sobie, lecz z drugiej strony 

zdawałem sobie sprawę, że nie powinienem nawet na jeden 
dzień opuszczać mojej pracy w Warszawie. Mam dwóch 

przyjaciół – adwokata i lekarza. Zatelefonowałem do nich 
prosząc, by danego dnia poświęcili mi całe popołudnie i 

przyjechali do mego mieszkania. Obydwaj mi obiecali i stawili 
się u mnie w omówionym dniu koło godziny 14-tej. 

Wtajemniczywszy ich w moje kłopoty, oświadczyłem, że chcę w 
ich obecności zapaść w sen kataleptyczny i w tym śnie 

przenieść się duchowo na ów zjazd w Wiedniu, aby słyszeć 
interesujące mnie referaty. Po wyjaśnieniu moim przyjaciołom 

celu tego eksperymentu – opowiadał mi inż. Ossowiecki – 
poprosiłem ich, by pozostawali przy mnie przez cały czas aż do 

momentu mego «przebudzenia się», czyli powrotu do pełni 
życia. Poszliśmy wówczas do mego gabinetu; położyłem się na 

kanapie, a moi przyjaciele zasiedli obok mnie w fotelach. W 
kompletnej ciszy zacząłem się skupiać i natężać wolę. 

Osiągnąwszy już maksimum natężenia, powoli osłabiłem tętno i 
oddech. Z późniejszej relacji wiem, iż po pewnym czasie 

obecny lekarz stwierdził, że tętno ustało jakby zupełnie, jak 
również i oddech. Leżałem na kanapie sztywny i prawie zimny. 

W takim stanie i bez ruchu leżałem do godziny 19-ej. A 
tymczasem… Byłem w Wiedniu na zjeździe, słuchałem 

referatów, a podpis mój figurował na liście obecności. 

background image

Architekci polscy, którzy również byli na owym zjeździe, 
wierzyć później nie chcieli, że tam «nie byłem», skoro mnie 

tam widzieli, i że tego dnia ciało moje, pod nadzorem moich 
dwóch przyjaciół całe to popołudnie leżało na kanapie w moim 

mieszkaniu w Warszawie. -Takie rozdwojenie  przeprowadziłem 
potem jeszcze dwukrotnie – mówił dalej Ossowiecki. – Za 

trzecim razem było ze mną źle: gdy chciałem powrócić, nagle 
odczułem jakieś silne przeszkody. «Widziałem ciało moje leżące 

na kanapie w moim mieszkaniu w Warszawie, widziałem moich 
dwóch przyjaciół, siedzących przy nim w fotelach i… nie 

mogłem wrócić. Zaczął mnie W 1937 roku zdarzyła się nowa 
sensacja. Jeremi Wasiutyński, autor obszernej naukowej pracy 

pt. Kopernik – twórca naszego nieba, uznanej za 
najwybitniejszą książkę polską 1937 i uhonorowanej nagrodą 

czasopisma „Wiadomości Literackie”, nie wahał się przyznać do 
tego, że w badaniach swych nad działalnością wielkiego 

astronoma szukał pomocy u głośnego jasnowidza. Przytoczył 
on obszerne relacje z odbytych seansów, zaopatrując je w 

komentarze. Autor przyjął kryptestezję za fakt nie podlegający 
dyskusji, przytoczył opinie Karola Richeta, Gustawa Geleya, 

Stanisława Witwickiego i innych i stwierdził, co następuje: 
„Kryptestezja Ossowieckiego była wielokrotnie poddawana 

próbom naukowym. Wyniki tych doświadczeń nie dają się 
zrozumieć na gruncie dzisiejszej psychofizjologii. Sądzę, że 

nawet światopogląd dzisiejszej fizyki jest za ciasny, aby w jego 
ramach szukać wytłumaczenia. … Nasza nieumiejętność 

oddzielenia tych czynników (tj. interpretacja wizji dokonana 
przez sensytywa oraz zakłócenia pochodzące z jego 

podświadomości) od kryptestezji, a nie wątpliwość co do 
istnienia jej samej, uniemożliwia nam należyte wykorzystanie 

niektórych wizji Ossowieckiego. W jaki rozsądny sposób można 
odnosić się do tych zjawisk? Niemożność zrozumienia jest 

irytująca, ale musimy się do niej przyznać. Tylko nie 
popełniajmy pewnego bardzo pospolitego błędu. Są mianowicie 

ludzie niezdolni do stwierdzenia faktów sprzecznych z ich 
poglądem na świat”. Wasiutyński nie traktował rewelacji 

uzyskanych od Ossowieckiego jako źródła naukowych 
przyczynków do działalności Kopernika. Przyjmował je 

natomiast za materiał uzupełniający i pomocniczy, który w 

background image

dalszych badaniach naukowych winien zostać sprawdzony i 
zweryfikowany. Autor przedłożył Ossowieckiemu jako „ślad 

psychometrycz-ny” (psychoskopiczny) kilka książek będących 
własnością Kopernika lub jego znajomych, m.in. Calendarium 

zakupione przez astronoma w 1493 roku w Krakowie i 
podarowane następnie znajomemu patrycjuszowi gdańskiemu 

Ferberowi. Brzegi tej książki pokryte były notatkami łacińskimi 
i niemieckimi, niektóre ręki samego Kopernika. Seans został 

przeprowadzony 23 października 1936 roku w obecności 
Ossowieckiego i Wasiutyń-skiego. Jest on niezmiernie ciekawy 

z uwagi na uzyskane intymne szczegóły z życia Kopernika. 
Kilku krytyków 700-stronicowego dzieła Wasiutyńskiego nie 

szczędziło mu słów zjadliwych impresji za zamieszczenie tak 
„kompromitujących” materiałów. „Krytycy ci -jak mówi Wiktor 

Mirski – którym z innych zgoła względów książka 
Wasiutyńskiego była nie na rękę, korzystali z tej łatwej okazji, 

by ośmieszyć autora. Na tym miejscu jakakolwiek obrona 
Wasiutyńskiego (podjęta zresztą już przez bardziej  
autorytatywne pióra) byłaby zupełnie zbędna”. W 
przedwojennej Europie Ossowiecki był osobą powszechnie 

znaną i szanowaną. Przyjeżdżali do niego ludzie z różnych 
stron świata, nawet w odległej Ameryki. Pomagał im 

odnajdywać osoby zaginione, rozwiązywał zagadki kryminalne i 
bezinteresownie udzielał wszelkich usług w zakresie swych 

paranormalnych uzdolnień. W 1938 roku znany malarz 
Bolesław Jan Czedekowski (1885-1969) wykonał jego portret. 

Niestety, zaginął on podczas powstania warszawskiego, a 
obecnie znany jest jedynie z reprodukcji fotograficznych. 

Doświadczeniami Ossowieckiego interesowało się wielu ludzi 
świata nauki i kultury, że wymienię Jana Osterwę, Leona 

Petrażyckiego, Kazimierza Sosnkowskiego, Karola 
Szymanowskiego, Andrzeja Wierzbickiego. Eksperymenty te 

często wyprowadzały ludzi kontaktujących się z nim z 
całkowitej równowagi i przyczyniały się do zachwiania ich 

dotychczasowego światopoglądu. Wspomniany wyżej profesor 
Uniwersytetu Warszawskiego, Leon Petrażycki, prawnik, filozof i 

socjolog, po stwierdzeniu autentyczności faktu paranormalnego 
(odgadnięcie przez Ossowieckiego wykonanego przez profesora 

rysunku, ukrytego w zapieczętowanej kopercie) złożył 

background image

następujące, znamienne wyznanie, że „jest zmęczony życiem, 
że te zjawiska, których nie może zrozumieć, męczą go, gdyż 

przeczą jego przekonaniom i nie wiążą się z nimi”. Ossowiecki 
osiągał znakomite wyniki w różnorodnych dziedzinach 

parapsychologii, był znakomitym propagatorem tej nowej 
gałęzi nauki. Do dziedzin tych należały: 1. Psychokineza 

(telekineza), 2. Auroskopia, 3. Prekognicja, 4. Retrognicja, 5. 
Psychometria, 6. Kryptoskopia, 7. Eksterioryzacja i bilokacja. 

Powyższe zestawienie wskazuje na jego fenomenalne 
wszechstronne uzdolnienia paranormalne. „Swoje zdolności 

tłumaczył w swej książce jako dar natury, pochodzący od 
Ducha Jedynego we Wszechświecie, ale wyjaśniał też, że 

osiąganie dobrych 212 wyników zależy od usilnego kształcenia 
woli i rozwijania własnej psychiki”. Od 1925 r. działał w 

Komitecie Ligi Zjednoczenia Duchowego w Warszawie. Był 
także członkiem honorowym Międzynarodowego Instytutu 

Metapsychicznego w Paryżu. Ossowiecki został zamordowany 
przez gestapo podczas powstania warszawskiego w 

segmentach byłego gmachu Głównego Inspektoratu Sił 
Zbrojnych przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie w dniu 5 

sierpnia 1944 roku. Przy sobie miał podręczną walizeczkę, w 
której przechowywał materiały rękopiśmienne do filmu „Oczy, 

które widzą” i do książki pt. Nieśmiertelność. Przedmioty te nie 
zostały odnalezione. Przepadły także rękopisy Ossowieckiego 

pozostawione w jego mieszkaniu, które wskutek działań 
wojennych uległo całkowitemu zniszczeniu. Duża ich część 

została jednak opublikowana w jego książce oraz w 
czasopismach zagranicznych. Symboliczny grób Ossowieckiego 

znajduje się na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. 
Powstaje pytanie, czy Ossowiecki miał przeciwników i 

oponentów? Bez wątpienia miał. Ich negatywne stanowisko 
sprowadzało się przede  wszystkim do negowania jego 

paranormalnych uzdolnień, zaprzeczania im i do imputowania 
mu działań oszukańczych i różnego rodzaju szalbierstw. 

Zaprezentuję tu wystąpienia publiczne jednej tylko osoby, 
solidaryzującej się z przedstawioną grupą krytyków 

jasnowidza. Była nią pani G.L.H. 1 października 1976 r. 
wygłosiła ona w Instytucie Kultury Austriackiej w Warszawie 

odczyt pt. „Wieszcze i uwodziciele. Proroctwo i wróżba w 

background image

przeszłości – i dzisiaj”. Nie posiadam informacji, czy odczyt ten 
został opublikowany. Część swego wystąpienia autorka 

poświęciła osobie Ossowieckiego. Zdumienie ogarnia, ileż tam 
wytoczyła kpin, drwin i oskarżeń skierowanych pod adresem 

głośnego jasnowidza. G.L.H. starała się dowieść, że był to 
sprytny oszust, który swą „wiedzę” paranormalną czerpał 

przede wszystkim ze znajomości z wpływowymi osobami, 
wśród których miał szczęście się poruszać. One to 

nieświadomie informowały go o wszystkich sprawach wielkiego 
i małego świata i od nich wyciągał wszelkie informacje, które 

następnie sprytnie i przebiegle wykorzystywał w swych 
publicznych wystąpieniach. Prelegentka nie potrafiła jednak 

przytoczyć ani jednego przykładu oszustwa i zdemaskowania 
jasnowidza. Nie wspomniała ani słowem, choć dobrze o tym 

wiedziała, że za swe usługi nigdy nie brał honorariów. Jedynym 
jej argumentem, zresztą zupełnie bezpodstawnym i 

gołosłownym, było założenie, że wszelkie fenomeny 
jasnowidzenia i telepatii są zwykłym oszustwem. Po odczycie, 

niestety, nie było żadnej dyskusji i autorka wielce zadowolona z 
siebie i ze swego wystąpienia opuściła zgromadzenie. 

Światopogląd Wróćmy do książki Ossowieckiego. Stanowi ona 
bardzo ciekawy przyczynek do literatury parapsychologicznej 

nie tylko polskiej, ale światowej, utrwala jego postać i 
doświadczenia, które ongiś cieszyły się tak wielkim rozgłosem. 

Autor przedstawił w niej sprawozdanie ze swoich 
eksperymentów, które zostały zaprotokołowane przez ludzi 

nauki, a więc ludzi godnych zaufania. Zarysował również swój 
światopogląd i usiłował wyjaśnić mechanizm jasnowidzenia. 

Uczynił to na bazie swych zapatrywań na wszechświat i na 
życie. Wywody jego wskazują na duże oczytanie w literaturze 

parapsychologicznej, której terminologię przyswoił sobie w 
całej rozciągłości. Ossowiecki uważał swoją intuicję za odrębną 

i szczególną. Twierdził, że unikał studiowania dzieł 
filozoficznych i psychologicznych, i że szedł własną drogą. Jak 

już wiemy, powoływał się na prace prof. Charłesa Richeta, dr. 
Gustawa Geleya i poety Józefa Jankowskiego, którzy-jak pisze- 

w jego duchowym życiu odegrali poważną rolę i wywarli na 
niego wielki wpływ. Autor wiele mówi o „Wielkim Duchu”, 

przyczynie sprawczej ewolucji wszechświata. Przejawia się 

background image

według niego ten duch wszędzie, dzięki niemu zachodzą 
wszystkie zjawiska w przyrodzie. Ten pogląd stał się podstawą 

spirytualistycznego systemu Ossowieckiego, wyprowadzonego 
z zasad nauki chrześcijańskiej i teozoficznej. Jego zdaniem pięć 

postaci historycznych oraz szósta: Bóg-Człowiek, wpłynęło na 
losy i ewolucję ludzkości: Orfeusz, Kriszna, Budda,  Mojżesz, 

Mahomet oraz Jezus Chrystus. ,,Są to postacie najwyższego 
napięcia psychicznego, postacie ultrahis-toryczne” – mówi 

Ossowiecki. „Wszechświat jest tylko tchnieniem jednej Idei 
wiecznego Boga w nieskończonych jej przejawach” – czytamy 

na innym miejscu. „Zło gnieździ się na najniższych 
płaszczyznach astralu…” Oto próbki wypowiedzi autora. W tym 

stylu i w taki sposób przedstawia on swoje poglądy na świat i 
życie. Ossowiecki dokładnie opisał metodę, którą stosował 

przez dwadzieścia pięć lat, przekazaną mu przez mistrza 
Worobieja. Osiągnięcie pełnego poznania polega na 

najwyższym skupieniu, dzięki któremu mistrzowie czerpią ze 
źródeł najwyższej mądrości – świadomości Ducha Jedynego. 

„Ostatnie odkrycia wskazują – mówi Ossowiecki – że jedność 
sił jest podstawową zasadą i źródłem harmonii Wszechświata. 

Ta energia, stanowiąca przyczynę życia Wszechświata, stanowi 
jedyną jego substancję i jest niezniszczalna. Przybierając szaty 

materii w różnych postaciach bywa płynna, gazowa, stała, lub 
przejawia się w postaci elektryczności, ciepła, magnetyzmu lub 

światła, a każdy objaw przedstawia wyraz myśli i woli Jedynego 
Ducha. Energia ta ciąży ku słońcu, gdyż stanowi jego cząstkę i 

tylko ona właściwie jest życiem na ziemi. Materia to ta sama 
energia. Ona i tylko ona jest wieczna, a podlega Wyższej Sile 

Woli Świadomości Jedynego, który nią włada i rządzi”. 
Wszechświat „naładowany jest atomami eteru w stanie 

dynamicznym”. W nim zachodzą zjawiska świetlne, elektryczne, 
magnetyczne itd. Fenomen jasnowidzenia daje możność 

ponadzmysłowego odbioru informacji. „Istnieją również fale – 
dowodzi autor – które na powierzchni swej niosą MYŚL 

LUDZKĄ. Wrażliwy aparat odbiorczy człowieka przyjmuje je, a 
wtedy to powstają zjawiska telepatii, sugestii, narzucania woli 

genialnych czy przeciętnych jednostek”. Jak w świetle poglądów 
autora przedstawia się mechanizm jasnowidzenia? „W 

momencie przejścia granicy świadomości – mówi on – 

background image

przebywając już w świadomości Ducha Jedynego i mając 
przedmiot z miejsca, dokąd chciałbym się przenieść, posługuję 

się tym przedmiotem, jak nicią Ariadny. Nasycony atomami 
eteru, w który już wkroczyłem (gdyż wszystko jest tym eterem 

przesiąknięte), mam ów przedmiot za przewodnika w bez-
czasowo przestrzennej sferze. Ukazuje mi on rychło wszystkie 

okoliczności, jakie mu towarzyszyły, a które, mniemam, choć 
niedostępne dla wzroku normalnego, są w tym eterze NA 

ZAWSZE ODBITE w postaci miejscowości, osób, przedmiotów, 
czynności i ruchów. Jest to sprawa trudna w ogóle do 

wyjaśnienia. Nie sposób bowiem narzędziami zmysłów, 
przestrzeni i czasu wyrażać rzeczy pozazmysłowe,  

bezprzestrzenne i bez-czasowe, jasnowidzenia, jawiące się w 
wiecznej teraźniejszości. Mowa nasza jest przestrzenna, dla 

zrozumienia zaś tego zjawiska i dla przekonania się o nim, 
trzeba by sięgnąć w głąb jasnowidzenia – być samemu 

jasnowidzem”. Jego zdaniem ,,wielcy pisarze w chwilach 
wysokiego napięcia ekstazy twórczej odrywali się jak gdyby od 

ziemi, zatracali własną świadomość i wkraczali w dziedzinę 
świadomości Ducha Jedynego, a wówczas przed ich wyobraźnią 

snuły się całe szeregi filmów minionej przeszłości i te wizje 
utalentowane pióro przenosiło na papier, by je przekazać 

potomności jako dzieło nieśmiertelne”. Autor przytoczył 
wrażenia ludzi tonących i uratowanych. W chwili tonięcia, w 

momencie tzw. zmatowania ich świadomości, „ujrzeli oni w 
najdrobniejszych szczegółach obraz całego swojego życia na 

jednej płaszczyźnie teraźniejszości”. Zdaniem autora podobnie 
dzieje się w chwili śmierci. „Jest to wynik najwyższego napięcia 

sił psychofizycznych, stan, który jasnowidz sam w sobie 
wytwarza”. „Człowiek wkracza wówczas w świat pozazmysłowy, 

w świat jednoczesności wiecznej, a pozostały błysk 
świadomości mocne  jest to zjawisko pochwycić”. „Można – 

dowodzi Ossowiecki – ogarniając wszechświat widzeniem, 
zatrzymać się i skupić wzrok na jakimkolwiek miejscu, 

posiadając pochodzący stamtąd przedmiot, który z łatwością 
przeniesie wewnętrzny wzrok człowieka w owe strony”. Autor 

wierzy, że kiedyś zostaną wynalezione materialne klisze, dzięki 
którym będziemy w stanie odtwarzać zjawiska zachodzące w 

kosmosie w przeszłości. „Nastąpi wtedy zwycięstwo nad 

background image

czasem i przestrzenią, a będzie ono zwycięstwem Idei 
Jedynego Ducha”. Ciekawe są poglądy Ossowieckiego na 

zjawisko jasnowidzenia i opisana przez niego metoda 
wprowadzania się w trans. Znajdujemy tu oddźwięk różnych 

teorii okultystycznych oraz poglądów Frederica Williama, 
Henry’ego Myersa i Gustawa Geleya. Aparat psychiczny 

człowieka – twierdzi Ossowiecki – jest bardzo skomplikowany. 
„Dzielę go na trzy fazy duchowe: podświadomość, świadomość 

i nadświadomość. Podświadomość to stan psychiki ludzkiej, ów 
aparat psychiczny jednostki, który bezwiednie czerpie ze 

świadomości Ducha Jedynego potrzebny materiał i bierze go w 
ilości, zależnej od płaszczyzny rozwoju duchowego, na jakiej 

się ów człowiek znajduje. Podświadomość to jakby w 
porównaniu z glebą ziarno, które ona przyjmuje, a to. co 

wyrośnie, podświadomość potem wyrzuca, jako już dojrzałe, do 
świadomości człowieka”. … Podświadomość może się łączyć 

bezpośrednio z nadświadomością, na przeszkodzie stoi tu 
świadomość, gdyż ona przeszkadza i zagłusza wszelką robotę 

podświadomości. … Co do świadomości jest to forma psychiki 
ludzkiej, w której się mieści pojęcie epoki, w jakiej człowiek 

żyje, zależnie oczywiście od miary jego rozwoju  duchowego. 
Świadomość ma własne «ja», to «ja» ma swoje imię, nazwisko, 

poczucie tradycji, pokrewieństwo, poczucie istnienia 
indywidualnego. Jest ono jak gdyby sternikiem w ocenie 

kosmicznym, prowadzi człowieka przez życie, napełnia się 
wiedzą, służy mu do życia, daje środki materialne do 

egzystencji. Świadomość nie jest doskonałością psychiczną 
jednostki, przeciwnie, zakrywa ona człowiekowi drogę do 

Ducha Jedynego, przeszkadza połączeniu się podświadomości z 
nadświadomością, o której dalej pisać będę. W ogóle 

podświadomość jest głównym czynnikiem, decydującym o losie 
człowieka oraz jego powodzeniach lub zawodach w życiu. 

Geniusze mieli najmniej tej świadomości swego «ja», 
posiadając za to potężną podświadomość, a więc zastosowywali 

się do «Ja» świadomości Ducha Jedynego. … Teraz parę słów o 
nadświadomości, przynajmniej w moim osobistym rozumieniu. 

Pisałem już, że dusza jest połączona z nadświadomością, czyli 
ze świadomością Ducha Jedynego, a więc ze źródłem wszelkiej 

mądrości idącej od Boga. …Do nadświadomości prowadzi 

background image

pewna droga. Zrozumiałem metodę, przy której zastosowaniu 
każdy człowiek jest w stanie rozwinąć w sobie możliwości 

przejścia tej granicy, a mianowicie przez autosugestię 
świadomości swojej i tu tkwi sedno rzeczy. Przez dwadzieścia 

pięć lat pracowałem nad metodą, a pierwszy wskazał mi ją 
semita-jog Worobiej. …Pomiędzy ludźmi istnieją trzy kategorie 

takich, którzy z łatwością przekroczyć mogą ową granicę, a 
mianowicie: ludzie genialni, ludzie opatrznościowi i ci, którzy 

od urodzenia mają szósty zmysł, czyli dar jasnowidzenia. W 
pewnym stopniu zaliczam siebie do tej ostatniej kategorii”. 

Metoda, która pozwalała przekroczyć granicę świadomości i 
którą stosował Osowiecki, polegała na wprowadzeniu się w 

trans. Czynił on to w sposób następujący: ..Przede wszystkim 
usiłuję odtworzyć w mojej wyobraźni jakiś przedmiot, a gdy go 

już mam przed sobą takim, jakim jest on w naturze, to przez 
to świadomość moja podlega autosugestii, znieczula się. Przez 

cały czas staram się przedmiot ów mieć przed oczyma i kiedy 
już widzę przedmiot lub krajobraz, albo człowieka, na którym 

mi zależy, wówczas zaczynają znikać formy przedmiotu, jaki 
miałem przed oczami i wtedy odczuwam wielkie zadowolenie 

psychiczne, posuwając się coraz dalej w kosmos wszechświata. 
Olbrzymie horyzonty i wizje powstają przed oczyma:  

wystarczy wziąć jakiś przedmiot, a w tej samej chwili przenosi 
mnie do tych miejsc. do których skierowałem całą uwagę, a 

których on właśnie dotykał. Podczas takich momentów tracę 
poczucie czasu i przestrzeni, temperatura się podwyższa, serce 

szybciej bije i patrząc mam wrażenie, że jestem już tam, na 
miejscu. Im więcej wkładam sił, aby dojrzeć, tym słabiej widzę 

rzeczywistość, która mnie otacza. Miałem chwile bardzo 
przykre przy przeniesieniu się kilkakrotnie do Ameryki; trema, 

a także obawa o nieudanie się eksperymentu działają ujemnie 
na moją psychikę. Chwilami miałem uczucie, że z tej Ameryki 

nie będę mógł od razu powrócić. Przeżywałem przez kilka chwil 
obawę, czy powrócę. Drugi wypadek spotkał mnie w sali 

Techników [w Warszawie], kiedy robiłem eksperyment 
publiczny. Przeniosłem się do Hiszpanii, a po opanowaniu tremy 

i po zrobieniu eksperymentu godzina upłynęła, nim powróciłem 
do stanu normalnego. Ciągłe wizje, obrazy, wrażenia plątały się 

i splatały z otoczeniem realnym i rzeczywistością. Po każdym 

background image

seansie na pewien okres zatracam poczucie czasu; trwa to 
nieraz kilka dni. Jeżeli sobie czegoś nie zanotuję, to z 

pewnością zapomnę, gdyż pamięć moja chwilowo słabnie”. 


Document Outline