background image

CECILY VON ZIEGESAR 

CHCĘ TYLKO WSZYSTKIEGO 

plotkara 3

 

Przekład Małgorzata Strzelec 

Tytuł oryginału 

ALL I WANT IS EVERYTHING 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Muszę, muszę, muszę być uwielbiany. 

The Stone Roses 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie!

 

 

Bo

ż

e  Narodzenie  w  Nowym  Jorku  jest  naprawd

ę

  magiczne,  zwłaszcza  na  przedmie

ś

ciach.  Pachnie 

ś

wie

ż

ym 

ś

niegiem,  pal

ą

cym  si

ę

  drewnem  i 

ś

wi

ą

tecznymi  ciastami.  Z  góry,  z  naszego  penthouse'u, 

Central  Park  wygl

ą

da  jak  srebrzysty  las,  Park  Avenue  to  parada 

ś

wi

ą

tecznych 

ś

wiateł,  a  rozmiar 

choinki przed Centrum Rockefellera obiecuje, 

ż

e to b

ę

d

ą

 najbardziej niezwykłe 

ś

wi

ę

ta ze wszystkich - 

chocia

ż

  wi

ę

kszo

ść

  z  nas  wypije  za  du

ż

o  szampana, 

ż

eby  to  zauwa

ż

y

ć

.  Okna  wystawowe  wzdłu

ż

 

Pi

ą

tej  Alei  s

ą

 

ś

wi

ą

tecznie  udekorowane,  a  dziewczyny  id

ą

  na  zakupy  w  tych  cudnych  lazurowych 

płaszczach  z  kaszmiru  od  Marca  Jacobsa,  które  kupiły  w  pa

ź

dzierniku  i  ju

ż

  nie  mogły  si

ę

  doczeka

ć

ż

eby  je  wło

ż

y

ć

.  A  wieczorem  wszyscy  wychodz

ą

ż

eby  si

ę

  bawi

ć

,  bawi

ć

,  bawi

ć

!  Zapomnij  o  uczeniu 

si

ę

 przed ko

ń

cem semestru, zapomnij o ostatniej szansie na wysłanie podania do college'u, zapomnij 

o  pomaganiu  mamie  przy  kupowaniu  prezentów  dla  pokojówek,  kucharzy,  kierowców  i  pa

ń

  z  pralni. 

Łap  swoj

ą

  obcisł

ą

  kieck

ę

  z  czarnej  satyny  od  Prady,  dziesi

ę

ciocentymetrowe  szpilki  od  Christiana 

Louboutina z obcasami z perspeksu, pomara

ń

czow

ą

 torebk

ę

 Hermesa, najprzystojniejszego chłopaka, 

jakiego znasz, i chod

ź

 ze mn

ą

 

Na celowniku 

 

D z V przyklejeni do siebie przy Siedemdziesi

ą

tej Dziewi

ą

tej, koło przystani. To wła

ś

ciwie tragiczne - 

tyle czasu min

ę

ło, nim si

ę

 zorientowali, 

ż

e si

ę

 sobie podobaj

ą

N kupuje czerwone ró

ż

e dla J - kto by 

si

ę

 spodziewał, 

ż

e w tym wiecznie najaranym ciele kryje si

ę

 romantyczny duch. B i S wybieraj

ą

 si

ę

 do 

Bendela, 

ż

eby  kupi

ć

  sukienki  na  dzisiejszy  bal  charytatywny  Czer

ń

  i  Biel.  Słysz

ę

  wła

ś

nie, 

ż

e  Flow 

(były  model,  wspaniały  wokal  i  gitarzysta,  którego  zespół  45  za  swoj

ą

  debiutanck

ą

  płyt

ę

  Komunik8 

zdobył  MTV  Music  Award  dla  najlepszego  albumu)  b

ę

dzie  miał  zaszczyt  ogłosi

ć

,  ile  pieni

ę

dzy 

zebrano.  Dochód  z  balu  jest  przeznaczony  dla  B

ą

d

ź

  dobry,  organizacji  walcz

ą

cej  o  prawa  zwierz

ą

t, 

                                                 

  plotkara.net  jest  tłumaczeniem  nazwy  autentycznej  strony  internetowej:  www.gossipgirl.net  (przyp. 

red.). 

* 

background image

której rzecznikiem jest Flow. Ale kogo to obchodzi? Wszyscy wiemy, 

ż

e idziemy tam tylko po to, 

ż

eby 

popatrze

ć

 na jego idealn

ą

 buzi

ę

. Do zobaczenia! 

 

CZY ZNOWU S

Ą

 PRAWDZIWYMI PRZYJACIÓŁKAMI? 

 

To  prawda:  S  i  B  postanowiły  si

ę

  pocałowa

ć

  i  pogodzi

ć

.  Najwy

ż

szy  czas.  No  bo  w  ko

ń

cu,  jak  długo 

mo

ż

na w

ś

cieka

ć

 si

ę

 na kogo

ś

, z kim w szkole 

ś

redniej razem si

ę

 k

ą

piesz? B mo

ż

e nie jest tak blond 

ani tak wysoka, ani tak „do

ś

wiadczona” jak S, ale to nie znaczy, 

ż

e musi jej nienawidzi

ć

. A S nigdy nie 

b

ę

dzie  tak  zwodnicza  ani  tak  skupiona  na  sobie  jak  B,  ale  to  nie  znaczy, 

ż

e  musi  si

ę

  jej  ba

ć

Dziewczyny  postanowiły  wi

ę

c  zapomnie

ć

  o  dziel

ą

cych  je  ró

ż

nicach  i  zacz

ę

ły  by

ć

  dla  siebie  miłe, 

przynajmniej na razie. Pytanie brzmi: Skoro znowu s

ą

 razem, to co szalonego zmaluj

ą

? Wierzcie mi, 

pierwsza si

ę

 o tym dowiem, a wy zaraz potem. Nie 

ż

ebym była dobra w dotrzymywaniu tajemnicy. 

Wiem, 

ż

e mnie 

kochacie plotkara

 

background image

pi

ę

kno

ś

ci na balu 

- Gdyby  była  z  piętnaście  centymetrów  wyższa,  mógłby  oprzeć  brodę  na  rowku 

między  jej  piersiami  -  zauważyła  Blair  Waldorf,  przyglądając  się  swojemu  ekschłopakowi 

Nate'owi Archibaldowi. Tańczył z Jennifer Humphrey, niską i wyjątkowo dobrze zbudowaną 

dziewiątoklasistką, dla której z niewyjaśnionych przyczyn zerwał z Blair raptem parę tygodni 

temu. - Ale wtedy nie miałby jak oddychać. 

Na  szczęście  tego  wieczoru  Blair  nie  zjadła  kolacji.  W  przeciwnym  wypadku 

pobiegłaby prosto do toalety, żeby zwymiotować z obrzydzenia. 

Serena  van  der  Woodsen,  najstarsza  i  najnowsza  przyjaciółka  Blair,  pokręciła  w 

odpowiedzi jasnoblond czupryną. 

- Nie rozumiem - powiedziała. - Nie mam nic przeciwko Jenny, ale zawsze uważałam, 

że ty i Nate jesteście idealną parą. Jesteście sobie przeznaczeni i powinniście spędzić razem 

resztę życia. 

To nie były słowa w stylu Sereny. W końcu latem po dziewiątej klasie ona i Nate za 

plecami  Blair  stracili  razem  dziewictwo.  Jeśli  jakaś  para  była  sobie  przeznaczona,  to  raczej 

należałoby  się  spodziewać,  że  właśnie  Serena  i  Nate.  Ale  jak  w  przypadku  wszystkich 

związków  Sereny,  romans  z  Nate'em  stanowił  tylko  chwilowy  kaprys.  Blair  i  Nate  tworzyli 

starą parę, na poważnie. Zawsze byli elementem  pewnym i niezmiennym  - jak odźwierny w 

wejściu do apartamentowca Sereny przy Piątej Alei. Nie sposób wyobrazić sobie przyszłości 

tych  dwojga  jako  pary.  Obserwując  ich,  Serena  mogła  posmakować,  co  to  znaczy  być  w 

stałym związku. To trochę przerażające zobaczyć, jak bardzo sprawy mogą się posypać. 

Blair  wypiła  duszkiem  kieliszek  szampana.  Dziewczyny  siedziały  samotnie  przy 

wielkim, okrągłym stole przykrytym udrapowanym muślinem i czarną taftą. Cała sala balowa 

hotelu  St.  Claire,  w  której  na  dobre  rozkręcił  się  coroczny  grudniowy  bal  Czerń  i  Biel,  była 

bogato  udekorowana.  Dziewczyny  w  długich  czarnych  sukienkach  na  ramiączkach  od 

Versacego  i  Dolce&Gabbany,  z  białymi  piórami  we  włosach,  tańczyły  z  chłopcami  w 

szeleszczących  czarno  -  białych  smokingach  projektowanych  dla  Gucciego  przez  Toma 

Forda. U sufitu wisiała gigantyczna kula z czarnych i białych róż. Blair miała silne wrażenie 

déjà vu. 

background image

Jej matka wyszła za mąż raptem miesiąc temu za Cyrusa Rose'a, głośnego, pocącego 

się, grubego frajera, a przyjęcie weselne urządzono w tej sali. Wesele ponadto odbyło się  w 

siedemnaste urodziny Blair, w dniu, w który planowała pójść na całość z Nate'em. Poświęciła 

długie godziny na przygotowania i raz za razem wyobrażała sobie ze wszystkimi szczegółami, 

jak to wszystko po kolei będzie przebiegało. Ale potem wpadła na Nate'a obściskującego się z 

tą  małą  w  korytarzu  hotelowym  i  zdała  sobie  sprawę,  że  to  koniec.  I  nieważne  już,  jak 

seksownie  wyglądała  w  ciemnobrązowej  sukience  druhny  od  Chloé,  jak  niesamowite  miała 

włosy i jak wysokie miała szpilki od Manolo Blahnika. Nate za bardzo był zajęty macaniem 

balonów tej czternastolatki z loczkami, żeby cokolwiek zauważyć. 

Były to najgorsze urodziny w życiu Blair. Ale nie miała zamiaru o tym rozmyślać. To 

nie w jej stylu. Aha, jasne. 

- Już nie wierze w przeinaczenie - odezwała się do Sereny, z rozmachem odstawiając 

smukły  kieliszek  na  stół  i  prawie  tłukąc  przy  tym  nóżkę.  Przejechała  palcami  po  długich 

ciemnobrązowych  włosach,  które  tego  samego  dnia  przystrzygł  Antoine,  jej  nowy  ulubiony 

fryzjer w salonie Red Door Elizabeth Arden. 

Serena roześmiała się i przewróciła oczami. 

- Więc dlaczego zawsze mówisz, że Yale to twoje przeznaczenie? 

- To co innego - upierała się Blair. 

Ojciec Blair poszedł do Yale i ona od zawsze marzyła, żeby też tam studiować. Była 

najlepsza w swojej klasie w szkole Constance  Billard, a zajęć dodatkowych miała po prostu 

od  zarąbania,  więc  podanie  o  wcześniejsze  przyjęcie  wydawało  się  najbardziej  oczywistym 

rozwiązaniem. Ale w czasie rozmowy kwalifikacyjnej nie wytrzymała napięcia i zamieniła się 

w  gwiazdę  srebrnego  ekranu.  Z  łamiącym  sercem  szlochem  opowiedziała  facetowi  od 

rozmowy kwalifikacyjnej historię o matce, która  rozwiodła się z jej ojcem, gejem, i właśnie 

miała  zamiar  poślubić  człowieka,  którego  ledwo  znała,  a  Blair  nie  może  doczekać  się 

college'u,  żeby  wreszcie  zacząć  nowe  życie.  A  potem  pocałowała  go  -  stanęła  na  palcach  i 

pocałowała go w zapadnięty, niedogolony policzek! 

Blair  zawsze  wyobrażała  sobie,  że  jest  bohaterką  czarno  -  białego  filmu  z  lat 

pięćdziesiątych, kimś w stylu Audrey Hepbum, jej idolki. Tym razem poniosła klęskę. Teraz 

była zmuszona złożyć podanie o przyjęcie w normalnym trybie, tak jak wszyscy. Rozmawiała 

nawet  z  ojcem,  żeby  zasponsorował  wymianę  studencką  z  Yale  do  Francji.  Dzięki  temu 

zyskałaby przewagę nad resztą. Mimo wszystko miała niewielkie szanse dostać się do Yale. 

Wyjęła butelkę szampana ze srebrnego kubełka z lodem, który stał na środku stołu, i 

nalała sobie kieliszek. 

background image

- Przeznaczenie  jest  dla  frajerów  -  stwierdziła.  -  To  tylko  nędzna  wymówka,  żeby 

pozwolić, aby sprawy same się toczyły, zamiast wziąć je we własne ręce. 

Gdyby  tylko  wiedziała,  jak  załatwić  swoje  sprawy,  nie  pieprząc  wszystkiego  przy 

okazji! 

Serena nie potrafiła na niczym skupić się dłużej, zupełnie jak małe szczenię, i wypiła 

już za dużo wina, żeby poruszać poważne tematy. 

- Nie  rozmawiajmy  o  przyszłości,  dobra?  -  zaproponowała.  Zapaliła  papierosa  i 

wydmuchnęła dym nad głową Blair. - Wiesz, ten blondynek, z którym gada Aaron, gapi się na 

ciebie  bez  przerwy  od  dziesięciu  minut.  -  Przykryła  usta  długimi,  smukłymi  palcami  i 

zachichotała. - Ups! Idą tutaj. 

Blair  odwróciła  się  i  zobaczyła,  że  jej  przybrany  brat,  który  nosi  dredy  i  jest 

wegetarianinem.  Aaron  Rose,  idzie  do  ich  stolika  z  niewiarygodnie  wysokim  chłopakiem  o 

nastroszonych blond włosach, jasnobrązowych oczach i w doskonale skrojonym smokingu od 

Armaniego. Blondyn bębnił smukłymi palcami w swoje nadzwyczaj długie nogi i gapił się na 

lśniące, czarne buty od Christiana Diora, jakby bał się, że się potknie. Za plecami tych dwóch 

chłopców  parkiet  roił  się  od  ślicznych,  prześlicznie  ubranych  dziewczyn  z  wyjątkowo 

przystojnymi facetami, obejmującymi się za szyje i kołyszącymi się do piosenki Becka. 

- Powiedz  Blair  coś  miłego  -  podsunęła  Serena  Aaronowi,  -  Dziewczyna  martwi  się 

przyszłością. 

- A kto się nie martwi? - Blair przewróciła oczami. 

Aaron wykrzywił wąskie usta we współczującym uśmiechu. Przyjechał na bal razem z 

Blair  i  Sereną,  lecz  od  razu  zostawił  dziewczyny  przy  szampanie  i  papierosach,  żeby 

poszukać  swoich  znajomych.  Ale  Blair  ostatnio  była  przybita  Z  powodu  ślubu  rodziców, 

koszmarnej rozmowy kwalifikacyjnej w Yale i całej reszty. Potrzebowała wsparcia. 

- Przepraszam. Kiepski ze mnie partner na randkę. Może chcesz zatańczyć? 

Blair  go  zignorowała.  Czy  wyglądała  na  kogoś,  kto  ma  ochotę  tańczyć?  Zerknęła  na 

wysokiego przyjaciela Aarona. 

- Kim jesteś? 

Blondyn uśmiechnął się szeroko. Zęby miał jeszcze bielsze od koszuli. 

- Miles. Miles Ingram. 

Syn  Danny'ego  Ingrama,  słynnego  właściciela  restauracji  i  nocnych  klubów,  tak 

popularnych jak Gorgon w Nowym Jorku i Trixie w Los Angeles, i wiele innych. 

- Chodzi ze mną do klasy w Bronxdale - dodał Aaron. - Zakładamy zespól. Miles gra 

na perkusji. 

background image

Blair sączyła szampana, czekając, aż powiedzą coś, co nie będzie tak strasznie nudne. 

Miles uśmiechnął się do niej szeroko i zabębnił palcami w oparcie wolnego krzesła. 

- Jesteś o wiele ładniejsza, niż myślałem - powiedział. 

Był milutki, ale to bębnienie palcami potrafiło naprawdę wkurzyć. Nie odpowiedziała 

uśmiechem.  Podniosła  kieliszek.  Aaron  pewnie  odmalował  ją  przed  przyjacielem  jako 

potworną jędzę, a Miles spodziewał się, będzie miała brodawki na nosie i miotłę pod tyłkiem. 

Niezupełnie.  Aaron  nie  lubił  mówić  o  swojej  nowej  przybranej  siostrze,  bo  chciał  ją 

zatrzymać dla siebie. Ale spokojnie, bez pośpiechu - dojdziemy do tego później. 

Aaron odgarnął dredy za ucho. 

- A to Serena - wyjaśnił Milesowi. 

Miles  obrzucił  wzrokiem  idealne  rysy  twarzy  Sereny,  jej  głębokie  błękitne  oczy, 

smukłą figurę i fantastyczną czarną sukienkę od Gucciego. Pozwolił sobie zatrzymać na niej 

wzrok przez chwilę - trudno było się powstrzymać, po czym odwrócił się do Aarona. 

- To dziwne. Nie mówiłeś, że Blair jest taka piękna. 

Aaron wzruszył ramionami. Wyglądał na zakłopotanego. 

- Przepraszam. 

Dziewczyny  zapaliły  i  nadal  czekały,  aż  wydarzy  się  coś  szalonego.  Biorąc  pod 

uwagę,  co  przed  chwilą  Blair  powiedziała  na  temat  przeznaczenia,  to  one  powinny  zadbać, 

aby coś się wydarzyło. 

Aaron odchrząknął. 

- Na pewno nic masz ochoty zatańczyć? - zapytał znowu Blair. 

Blair zauważyła, że Aaron nie ma muszki, a koszulę wypuścił ze spodni i rozpiął pod 

szyją.  Najwyraźniej  chciał  przez  to  dać  coś  do  zrozumienia.  Zaciągnęła  się  i  dmuchnęła  mu 

dymem prosto w twarz. 

- Nie, dzięki. 

Piosenka Becka skończyła się i ludzie tłoczyli się wokół stolików, żeby wlać w siebie 

trochę procentów. 

- Nóg  nie  czuję!  -  jęknęła  Kati  Frank,  opadając  na  krzesło  naprzeciwko  Blair  i 

zdejmując szpilki. 

- Ja też - wtrąciła Isabel Coates, opadając na krzesło obok Kati. 

Przez  ostatnie  dwa  lata,  kiedy  Serena  była  w  Hanover  Academy  w  New  Hampshire, 

Isabel i Kati nie odstępowały Blair na krok. Razem kupowały kosmetyki w Sephorze, razem 

piły  cappuccino  w  Le  Canard  i  nawet  do  toalety  chodziły  razem.  Blair  rządziła  życiem 

towarzyskim,  więc  kiedy  z  nią  były,  czuły  się  niemal  sławne,  wszędzie  przyjmowano  je  jak 

background image

królowe. Ale przed Dniem Kolumba

 wyrzucili Serenę ze szkoły z internatem. Wróciła więc 

do  Nowego  Jorku  i  ukradła  Blair  dziewczynom.  Kati  i  Isabel  znowu  stały  się  zwykłą  Kati  i 

zwykłą Isabel. 

- Dziewczyny, a dlaczego nie tańczycie? - zapytała Kati. 

Blair wzruszyła ramionami. 

- Nie jestem w nastroju. 

- Musimy  tylko  przetrwać  ten  tydzień  przed  końcem  semestru  -  westchnęła  Isabel. 

Znudzenie na twarzy Blair pomyliła ze zmęczeniem. - A potem wyrwiemy się gdzieś na Boże 

Narodzenie. 

- Macie szczęście, że wyjeżdżacie gdzieś, gdzie jest ciepło - dorzuciła Kati. - Ja będę 

musiała jechać na głupie narty do głupiego Aspen. Znowu! 

- To i tak masz lepiej niż ja w moim nudnym domku w Connecticut - odparła Isabel. 

- Ja się cieszę. Będzie niesamowicie. - Serena uśmiechnęła się podekscytowana. 

Kati i Isabel spiorunowały ją wzrokiem. 

Blair i Serena razem wyjeżdżały na ferie świąteczne na St. Hans. Matka Blair i ojciec 

Aarona  spędzali  miesiąc  miodowy,  żeglując  po  Karaibach  i  ustawili  wszystko  tak,  żeby  w 

święta  spotkać  się  z  Blair,  Aaronem  i  młodszym  bratem  Blair,  Tylerem,  w  ekskluzywnym 

kurorcie  Isle  de  la  Paix  na  St.  Bans.  Każde  mogło  zabrać  ze  sobą  kogoś  z  przyjaciół,  więc 

Blair zaprosiła Serenę po tym. jak pogodziły się w łazience w czasie wesela matki. 

Oczywiście wracają do Nowego Jorku na sylwestra. Po ukończeniu dwunastego roku 

życia  żadna  szanująca  się  dziewczyna  nie  wita  Nowego  Roku  gdzieś  na  wakacjach  z 

rodzicami. 

- Świetnie będzie - zgodziła się Blair z szelmowskim uśmiechem. Oczami wyobraźni 

już  widziała  siebie:  ze  skórą  gładką  od  olejku,  w  nowym  bikini  od  Missoniegona 

nieskazitelnym białym piasku plaży, twarz ma schowaną za ogromnymi ciemnymi okularami 

od  Chanel,  a  zabójczo  przystojni  chłopcy  w  szortach  do  surfingu  przynoszą  jej  egzotyczne 

drinki w łupinach kokosa. Zapomni o Yale i Nacie, i o matce, i o Cyrusie. Będzie przypiekać 

się  na  kolor  kawy  z  mlekiem,  leżąc  pod  gorącym  słońcem.  Oczywiście  wiedziała,  że  Kati  i 

Isabel aż skręca z zazdrości, bo nie zaprosiła żadnej z nich na St. Bans, ale miała to absolutnie 

gdzieś. 

Jeszcze tylko tydzień. 

Chuck  Bass  stanął  za  Blair  i  położył  swoje  wielkie,  ciepłe  ręce  na  jej  odsłoniętych, 

                                                 

 Dzień Kolumba - święto obchodzone w Stanach Zjednoczonych w drugi

 

poniedziałek października - 

upamiętniające odkrycie Ameryki przez Krzysztofa Kolumba (przyp. tłum.). 

background image

wyćwiczonych dzięki tenisowi ramionach. 

- Właśnie  widziałem  Nate'a  i  tę  małą  z  Constance  obściskujących  się  w  kącie  - 

oznajmił, jakby ktokolwiek chciał o tym wiedzieć. 

Chuck  był  przystojny,  tak  jak  ci  mroczni  faceci  z  reklam  wody  po  goleniu.  Był  też 

najbardziej  napalonym  chłopakiem  w  całym  Nowym  Jorku.  W  październiku  próbował 

napastować  Serenę  w  apartamencie  hotelu  Tribeca  Star  (należącym  do  jego  rodziny),  kiedy 

straciła przytomność, bo za dużo wypiła. W tym samym tygodniu prawie namówił małą Jenny 

Humphrey,  żeby  zdjęła  dla  niego  sukienkę  w  damskiej  toalecie  na  imprezie  „Buziak  w 

usteczka”. 

Chuck to wyjątkowo odrażający typ, ale nadal wszyscy go tolerowali, bo był jednym z 

nich.  Chodził  do  małej  prywatnej  szkoły  tylko  dla  chłopców.  W  podstawówce  uczył  się 

tańczyć  w  studiu  Arthura  Murraya  i  brał  lekcje  tenisa  w  Asphalt  Green.  Śpiewał  w  chórze 

kościelnym  kaplicy  hotelu  na  plaży  w  południowej  Francji.  Był  zapraszany  na  najlepsze 

imprezy i na najbardziej ekskluzywne prywatne wyprzedaże, tak jak oni wszyscy. Urodził się, 

żeby żyć w wielkim świecie, tak jak oni wszyscy. Nawet gdy został odrzucony, i tak wracał 

po więcej. Absolutnie nic go nie zrażało. 

Blair próbowała strącić jego dłonie. 

- I co z tego? 

Chuck nadał trzymał dłonie tam, gdzie je położył. 

- Nate'owi nigdy nie udało się ciebie namówić, nie? - Zaczął masować jej ramiona.  - 

Pomyślałem sobie, że może mnie przypadnie ten zaszczyt. 

Blair  zesztywniała.  Do  tej  pory  nie  miała  specjalnych  problemów  z  Chuckiem,  ale 

teraz zrozumiała, dlaczego Serena tak serdecznie go nie cierpi. Odsunęła krzesło, wyszarpując 

się spod jego dłoni, i wstała. 

- Muszę zrobić siusiu - oznajmiła wszystkim przy stole, Chucka ignorując całkowicie. 

- A potem wynośmy się stąd. Możemy się zabawić u mnie w domu. 

Aaron wstał i zrobił krok w jej stronę, odgarniając w zażenowaniu dredy za uszy. 

- Wszystko w porządku? - zapytał z troską. 

W  tej  chwili  zachowanie  w  stylu  Pan  Wrażliwy  wkurzało  Blair  równie  mocno,  co 

obrzydliwe zagrywki Chucka. 

- Tak. 

Odwróciła się i przemaszerowała przez salę w dziesięciocentymetrowych szpilkach od 

Christiana  Louboutina z  obcasami z perspeksu i  w superobcisłej czarnej  sukience  Gucciego. 

Patrzyła przed siebie, żeby nie zauważyć Nate'a z małą Ginny, czy jak ona się nazywała. 

background image

Ludzie  zaczęli  zbierać  się  na  parkiecie,  rozmawiali  z  podnieceniem.  Flow  - 

najprzystojniejszy lider spośród wszystkich liderów różnych zespołów  - zaraz się zjawi.  Ale 

Blair  miała  to  gdzieś.  Nie  szalała  na  punkcie  sławnych  ludzi.  Nie  musiała:  była  gwiazdą 

filmu, który nieustannie widziała w wyobraźni, najsłynniejszą osobą, jaką znała. 

background image

sławny przystojniak całkowicie zmienia sytuacj

ę

 

Jenny  przez  cały  wieczór  chodziła  jak  pijana  ze  szczęścia.  Zanim  przyjechali  na  bal, 

Nate  ubrany  w  nowiutki  smoking  od  Donny  Karan  podjechał  po  nią  taksówką,  zabrał  ją  na 

sushi  i  zbyt  dużą  ilość  sake  w  Bond,  a  potem  podarował  jej  mały  turkusowy  wisiorek  w 

kształcie  gwiazdki  od  Jade  Jaggera.  Jego  zielone  oczy  błyszczały  w  świetle  świec,  a 

złocistobrązowe włosy były idealnie zmierzwione. Jenny starała się zapisać w pamięci każdą 

scenę, żeby rano namalować następny jego portret i dodać do swojej kolekcji. 

Najlepsze był to, że kiedy  zjawili się na balu,  Nate nie ciągał jej, żeby  rozmawiała z 

ludźmi,  których  nie  znała  Nawet  jego  najlepsi,  wiecznie  hałaśliwi  przyjaciele,  Jeremy  Scott 

Tompkinson, Anthony Avuldsen i Charlie Dern, zostawili ich w spokoju. Dziś wieczór Nate 

należał  tylko  do  niej;  wystarczało  mu  do  szczęścia,  że  ją  obejmował,  gdy  całowali  się  po 

cichu w kącie. 

- Kojarzysz  taki  obraz  Pocałunek  Gustava  Klimta?  -  zapytała  z  przejęciem  Jenny, 

patrząc na prześliczną twarz Nate'a. 

Nate zmarszczył brwi. 

- Chyba nie. 

- Tak,  na  pewno  kojarzysz.  Jest  strasznie  znany.  W  każdym  razie  pasuje  do  tego,  co 

teraz czuję. 

Nate wzruszył ramionami i spojrzał na scenę. 

- Chyba ten gość z 45 zaraz wyjdzie i coś powie. 

Jenny oparła się o ścianę. Jeszcze niedawno by się posiusiała ze szczęścia, że zobaczy 

taką sławę jak Flow, ale teraz chciała tylko dalej całować się z Nate'em. 

- I  co  z  tego?  -  zachichotała  i  dotknęła  wierzchem  dłoni  ust,  ostrożnie,  żeby  nie 

rozmazać błyszczyka. - To było mile - dodała cicho. 

- Co? - zapytał Nate, rozglądając się z roztargnieniem po sali. 

- Nigdy wcześniej nie całowałam się tak długo - wyznała Jenny. 

Nate odwrócił się do niej i uśmiechnął. Wypalił skręta po drodze, gdy po nią jechał, i 

nadal czuł efekt. Podobała mu się sukienka Jennifer. Długa i czarna, z głębokim wycięciem z 

przodu i z tyłu oraz z efektowną białą lamówką, która okręcała się wokół drobniutkich kostek 

background image

Jenny. 

Kupiła  ją  w  Century  21,  w  sklepie,  gdzie  po  zniżkowych  cenach  można  kupić 

markowe  ciuchy.  Odwiedzają  go  łowcy  okazji  i  ludzie  wyjątkowo  bezmyślni,  kupujący 

wszystko,  co  ma  odpowiednią  metkę,  nawet  jeśli  ewidentnie  jest  to  rzecz  nieudana  albo 

pomyłka projektanta, która nigdzie indziej poza Century 21 w życiu by się nie sprzedała. 

Jenny poświęci kieszonkowe z czterech miesięcy, żeby zwrócić ojcu za sukienkę, ale 

Nate nie musiał o tym wiedzieć. Uważał, że wygląda w niej jak czarno - biały anioł. Anioł z 

najładniejszymi balonami, jakie w życiu widział. Wyciągnął ręce i pogłaskał ją po ramionach. 

W  dotyku  też  była  miła,  mila  i  ciepła,  jak  świeżo  upieczony  chleb  w  pięciogwiazdkowej 

restauracji. 

Didżej  zaczął  grać  przebój  45,  Korrupr  Me.  Flow  wkroczył  dumnie  -  nie  wiadomo 

skąd  -  na  parkiet.  Miał  na  sobie  smoking  i  czerwoną  koszulkę  z  napisem 

BĄDŹ  MIŁY 

wypisanym  dużymi  białymi  literami.  Szczerzył  zęby  w  uśmiechu  jak  ktoś,  kto  wie,  że  jest 

jednym z najprzystojniejszych facetów na świecie. Flow był synem duńskiej modelki bielizny 

i  jamajskiego  króla  kawy.  Wyglądał  jak  opalona,  błękitnooka  wersja  Jima  Morrisona  z 

Doorsów  -  kapeli  z  lat  sześćdziesiątych.  Stanął  za  szklanym  pulpitem,  muzyka  ucichła. 

Wszyscy  zaczęli  wrzeszczeć  i  klaskać.  Jenny  wsunęła  swoją  drobną  dłoń  w  większą  dłoń 

Nate'a i uścisnęła ją, gdy wyszli z kąta, żeby popatrzeć. 

- Chcę  wam  wszystkim  gorąco  podziękować  za  to,  że  się  odstawiliście  i  przyszliście 

tutaj,  żeby  zbierać  pieniądze  na...  -  Flow  rozsunął  poły  smokinga  i  wskazał  na  swoją 

koszulkę. Któryś z dziarskich, rozentuzjazmowanych gości, kto nie bal się wyjść na kretyna, 

krzyknął: „Bądź miły!” 

W tej samej chwili Blair z rozmachem otworzyła drzwi damskiej toalety i zobaczyła, 

że  Nate  i  Jenny  stoją  dokładnie  na  jej  drodze,  trzymając  się  za  ręce.  Jenny  miała  na  sobie 

sukienkę  w  stylu  babuni,  za  dużej  w  biodrach,  a  za  ciasnej  w  ramionach,  wątpliwej  marki. 

Wyglądali z Nate'em tandetnie, jak dzieciaki z przedmieścia na balu maturalnym. 

Blair  poprawiła  ramiączka  sukienki  i  cmoknęła  pomalowanymi  na  rubinowo  ustami. 

Im  prędzej  się  stąd  wyniesie,  tym  lepiej.  Ale  nie  mogła  uciec  chyłkiem  jak  jakaś  biedna, 

porzucona eksdziewczyna. Cholera, na to była zbyt dumna. Zdecydowanie zbyt dumna. 

- Chciałbym 

także 

podziękować 

komitetowi 

organizacyjnemu, 

któremu 

przewodniczyły Blair Waldorf i Serena van der Woodsen - ciągnął Flow, czytając z maleńkiej 

karteczki  schowanej  w  dłoni.  -  Ej,  dziewczyny,  może  byście  tu  przyszły  i  pomogły  mi 

ogłosić, ile zebraliśmy pieniędzy? 

background image

Wszyscy wykręcili głowy, szukając Sereny i Blair. 

Z  typową  dla  siebie  żywiołowością,  Serena  wykrzyknęła  radośnie  i  swobodnie,  z 

wdziękiem  przeszła  przez  parkiet  w  stronę  podium  z  rozwianymi  jasnymi  włosami.  Flow 

cofnął się o krok. oniemiały jej urodą, a Serena pochyliła się nad mikrofonem: 

- Chodź, Blair! - krzyknęła, rozglądając się po zatłoczonej sali. - Rusz się tutaj! 

Blair  czuła,  że  ludzie  gapią  się  na  nią.  Spróbowała  się  uśmiechnąć  i  ruszyła  ze 

swojego posterunku przy drzwiach do toalety. Przeszła tuż przed nosem Nate'a i Jenny. 

Nate  otworzył  usta,  gdy  Blair  śmignęła  obok  niego.  Wyglądała  na  wyższą,  niż 

pamiętał,  a  jej  pupa  nabrała  wyrazu.  Jej  długie  włosy  błyszczały,  a  skóra  miała  perlisty 

połysk.  Wyglądała  rewelacyjnie.  Nie,  wyglądała  lepiej  niż  rewelacyjnie.  Nagle  poczuł  się 

zagubiony. Miał ochotę złapać Blair za rękę i powiedzieć: „Chodź no tutaj. Popełniłem błąd”. 

Ale  Jenny  uścisnęła  jego  dłoń,  a  on  spojrzał  w  jej  ujmujące  brązowe  oczy  i  głęboki  rowek 

miedzy piersiami. Natychmiast zapomniał o Blair. 

Był  jak  wyjątkowo  głupi  labrador.  Jeśli  mu  pomachasz  przed  nosem  kijkiem,  będzie 

musiał go złapać, ale jeśli rzucisz mu piłkę tenisową, zapomni o kijku i poleci za piłką. 

Blair  stanęła  za  pulpitem.  Flow  podał  Serenie  karteczkę,  uśmiechając  się  od  ucha  do 

ucha, bo przewodniczące komitetu okazały się prawdziwymi Ślicznotkami. 

- No dobra - powiedziała Serena, czytając karteczkę. - Zebraliśmy więc osiem tysięcy 

czterysta dolarów. Wszystko zostanie przekazane organizacji Bądź Miły, międzynarodowemu 

funduszowi  ratowania  zwierząt.  -  Popisała  się  słynnym  uśmiechem,  który  obfotografowało 

już tylu reporterów z kronik towarzyskich i rubryk z plotkami. Szturchnęła Blair w rękę. 

Blair uczestniczyła w setkach takich imprez. Wiedziała, jak to leci. 

Pochyliła się do mikrofonu. 

- Dziękujemy  wam  za  przyjście!  -  krzyknęła  i  uśmiechnęła  się  swoim  najlepszym 

uśmiechem  dobroczyńcy.  -  I  nie  zapomnijcie  zabrać  torebek  z  upominkami  -  to  najlepsza 

część zabawy! 

Muzyka znowu zaczęła  grać,  ale teraz  głodniej.  Wszyscy znowu pili i tańczyli. Flow 

szepnął coś Serenie do ucha. Jego oddech połaskotał ją w ucho i nieco je rozgrzał. Pachniał 

świeżą skórą. 

Serena zachichotała. 

- Poczekaj chwile, dobra? 

Flow  kiwnął  głową,  a  Serena  złapała  Blair  za  rękę,  wyciągnęła  ją  zza  pulpitu  i 

poprowadziła do stołu. 

- Chce,  żebym  spotkała  się  z  nim  na  zewnątrz.  Przejedziemy  się  jego  limuzyną. 

background image

Zabieraj szybko swój płaszcz. Ty też jedziesz. 

Blair zmarszczyła brwi. Nie lubiła być piątym kołem u wozu, to nie w jej stylu. 

- Nie sądzę. 

Serena udawała, że jej nie słyszy. Nie miała zamiaru pozwolić Blair, żeby popsuła całą 

imprezę. 

Kati, Isabel, Chuck, Aaron i Miles nadal siedzieli przy stoliku, popijając wódkę, którą 

Chuck przemycił w srebrnej piersiówce z monogramem. 

- Chodźcie!  -  zawołała  Serena  rozradowana.  -  Wszyscy  wychodzimy!  Jedziemy  na 

imprezę limuzyną Flowa! 

Blair  wyłowiła  numerek  do  szatni  ze  swojej  niezupełnie  ekologicznej,  podłużnej 

torebki  z  norek  i  pancernika  od  Fendiego.  Entuzjazm  Sereny  bywał  irytujący.  Ale  trudno 

powiedzieć, żeby na balu bawiła się jakoś szczególnie dobrze. 

Podobał  jej  się  pomysł,  żeby  odstawić  się  i  pojeździć  po  mieście,  oglądać  świat  zza 

przyciemnionych szyb limuzyny. To było takie w stylu Audrey ze Śniadania u Tiffany'ego. 

A może przejażdżka z Flowem będzie czymś, co w magiczny sposób zmieni jej życie 

z pasma katastrof w ciąg spełnionych marzeń. 

A może nie. 

Nate  zaczął  się  nudzić  samym  całowaniem  Jenny.  Nie  miał  co  pić  i  naprawdę 

potrzebował następnego skręta. 

- Masz ochotę na spacer? - zapytał. 

Jenny  uśmiechnęła  się.  Jego  rzęsy  wyglądały  jak  skąpane  w  złocie,  zupełnie  jak 

włosy.  Jedno  tylko  mogłoby  uczynić  ten  wieczór  jeszcze  bardziej  idealnym  -  gdyby  Nate 

powiedział,  że  ją  kocha.  I  mając  nadzieję,  że  to  właśnie  chce  jej  powiedzieć,  zgodziła  się  z 

zapałem: 

- Jasne. 

Zabrali  płaszcze.  Nate  przytrzymał  jej  drzwi,  gdy  wychodzili  z  tętniącego  życiem 

hotelu. 

Ogromna limuzyna o przyciemnianych szybach  stała zaparkowana przed budynkiem. 

Zeszli  na  chodnik  po  marmurowych  schodach.  Nate  wypuścił  dłoń  Jenny,  żeby  dyskretnie 

zapalić  skręta.  Jenny  zawiedziona  bawiła  się  czarnymi  zamszowymi  rękawiczkami.  Jeżeli 

Nate ma zamiar wyznać jej miłość, to wolałaby, żeby nie był wtedy na haju. 

Nagle  ciemna  szyba  w  limuzynie  opuściła  się  i  pojawiła  się  śliczna  blond  głowa 

Sereny. 

- Ej,  wy!  -  krzyknęła  do  Jenny  i  Nate'a.  -  Chodźcie!  Mamy  imprezę!  Wsiadajcie! 

background image

Wsiadajcie! 

Serena jak zwykle działała pod wpływem impulsu. Nawet nic pomyślała, że to ostatni 

ludzie na ziemi, których Blair chciałaby widzieć. 

Jenny  zawsze  uwielbiała  Serenę,  przejażdżka  z  nią  wydawała  się  ekscytującym  i 

dekadenckim  pomysłem.  Bardziej  ekscytującym  niż  chodzenie  w  mroźną  noc  i  czekanie,  aż 

Nate odpłynie. Dotknęła jego ręki. 

- Możemy? 

Nate  wzruszył  ramionami.  Mógł  zrobić  wszystko,  o  ile  będzie  mógł  zabrać  ze  sobą 

skręta. 

- Jasne. Czemu nie? 

Drzwi  otworzyły  się,  a  Jenny,  chichocząc,  zaczęła  gramolić  się  nad  masą  nóg  w 

kabaretkach i w spodniach od smokingów. W końcu wkręciła się w odrobinę miejsca tuż przy 

oknie,  obok  dziewczyny,  która  miała  najbardziej  niezwykłe  buty.  chyba  potwornie  drogie. 

Jenny w życiu czegoś takiego nie widziała. I tak się składa, że to była eksdziewczyna Nate'a - 

Blair Waldorf. 

Jenny zaczerwieniła się jak burak i natychmiast odwróciła głowę - a wtedy zobaczyła 

rzucającego  jej  lubieżne  spojrzenie  Chucka  Bassa,  tego  dupka,  który  przykleił  się  do  niej  w 

łazience na imprezie „Buziak w usteczka” w październiku. 

Widzisz, co się dzieje, kiedy nurkujesz do limuzyny, nie sprawdziwszy wcześniej, kto 

jest w środku? 

background image

D mo

ż

e uchowa si

ę

 do 

ś

lubu 

Daniel Humphrey odgryzł różowy paznokieć Vanessy Abrams i wypluł go na brązowy 

kudłaty dywan leżący w jego sypialni. Ten paznokieć był dużo dłuższy od reszty i Dan miał 

już dość tego, że Vanessa cały czas go nim drapała. 

- Ej, to był mój paznokieć do gitary! - zaprotestowała Vanessa, wyrywając dłoń. żeby 

ocenić straty. 

Dan roześmiał się. Jego blada twarz wykrzywiła się pod szopą włosów. Rzadko kiedy 

je obcinał, ale za długie włosy pasowały do wizerunku poety, który nadużywa kofeiny. 

- Jakbyś grała na gitarze. 

Vanessa  wzruszyła  ramionami  i  potarła  czubek  głowy  bladymi  knykciami.  Miała 

ogromne  brązowe  oczy,  bladą  cerę,  wąskie  czerwone  usta  i  mogłaby  być  ładna,  gdyby 

przestała  golić  głowę.  Ale  Vanessy  nie  interesowała  uroda,  ona  wolała  brzydką  stronę 

rzeczywistości, jej mroczne zakamarki. 

- Skąd wiesz? Za dnia widuję się z tobą, ale w nocy daję czadu. 

- Nawet nie lubisz głośnej muzyki - szydził Dan. Pchnął ją na łóżko i zaczął łaskotać 

pod pachami. - Twoja ulubiona płyta to nagranie burzy z piorunami. 

- Przestań!  -  pisnęła  Vanessa,  śmiejąc  się  histerycznie,  machając  na  oślep  rękoma  i 

nogami. - Danielu Randolphie Humphreys, przestań natychmiast! 

Prawda, że są słodcy? 

Dan przestał ją łaskotać i usiadł prosto. 

- Powiedziałaś to słowo na „r”. 

Vanessa  poprawiła  golf.  który  podjechał  w  górę  na  jej  bladym,  nieco  pulchnym 

brzuchu. 

- Randolph,  Randolph,  Randolph.  Kto  daje  dziecku  na  drugie  Randolph?  Brzmi  jak 

nazwa prezerwatyw albo imię gwiazdy porno. Randolph Posuwacz! - zanosiła się od śmiechu. 

Dan  nagle  umilkł.  Marszcząc  brwi,  wsunął  palec  w  dziurę  wypaloną  papierosem  w 

starym, zielonym wełnianym kocu wojskowym, którym przykrywał łóżko. 

Vanessa usiadła. 

- Przepraszam.  Obiecałam,  że  nie  będę  już  nabijać  się  z  twojego  drugiego  imienia,  a 

background image

teraz siedzę tu i wyję jak szakal. 

Ale nie to gryzło Dana. 

- Ile lat ma Clark? Dwadzieścia dwa? - zapytał. 

Oczy  Vanessy  zrobiły  się  jeszcze  większe.  Clark  był  barmanem,  z  którym  widywała 

się, zanim Dan w końcu zajarzył i zrozumiał, że on i .Vanessa powinni być kimś więcej niż 

przyjaciółmi. 

- No, i co z tego? 

- Prawdziwy ogier? 

- Chyba.  -  Nadal  nie  wiedziała,  do  czego  Dan  zmierza.  Zakręcił  się  gwałtownie  na 

łóżku  i  zapalił  milion  któregoś  camela  tego  dnia.  Zaciągnął  się  głęboko  i  wydmuchnął 

błękitnoszary dym nad głową Vanessy. Chciał wyglądać na spokojnego. 

- Więc wy... OM... uprawialiście seks? 

Vanessa  próbowały  ukryć  uśmiech.  A  więc  o  to  chodziło.  Zastanowiła  się  nad 

odpowiedzią. 

- Tak jakby. 

- Tak jakby tak, czy tak jakby nie? 

- Tak jakby tak, ale niedużo - odparła z wahaniem Vanessa. 

Poszła  do  łóżka  z  Clarkiem  dwa  razy.  Pierwszy  raz  był  w  środku  dnia.  Była  tak 

skrępowana myślami o swoim ciele, że nie zwracała uwagi na nic innego. Za drugim razem 

bardziej się rozluźniła, ale nadal nic rozumiała, o co tyle hałasu. Dla niej to było w zabawny 

sposób  prehistoryczne.  Bo  to  właściwie  dokładnie  to  samo,  co  robią  zebry  i  hieny  w  porze 

godowej na filmach przyrodniczych. Z drugiej strony fajnie było mieć to za sobą. Dzięki temu 

czuła się bardziej doświadczona - pewne rzeczy już znała i robiła. 

Rozumiem.  -  Dan  znowu  zaciągnął  się.  I  jeszcze  raz.  Patrzył  na  szew  na  obszyciu 

białej, poplamionej kawą poduszki. On był prawiczkiem, a Vanessa już nie była dziewicą. Nie 

wiedział, jak się powinien z tym czuć. 

Właściwie  to  wiedział.  Czul  się  zdenerwowany,  głupi,  niski,  chudy,  blady,  dziwny  i 

kompletnie z innej bajki. Czemu poszła do łóżka z innym facetem? 

Słuchaj,  wiem,  że  jesteś  prawiczkiem  -  powiedziała  wprost  Vanessa.  -  Ale  to  nie 

znaczy, że musisz nim zostać na zawsze. - Uniosła znacząco brwi i uśmiechnęła się szeroko. 

Dan podniósł wzrok i odpowiedział uśmiechem. Zaczerwienił się mocno. 

- Naprawdę? 

Vanessa skinęła głową i przysunęła się nieco do niego. 

- Naprawdę. 

background image

Położyła dłonie na jego chudej piersi i pchnęła go na łóżko. Potem wyjęła papierosa z 

jego dłoni i utopiła go w niedopitej wystygłej kawie. 

- Nie martw się - powiedziała chrapliwym głosem doświadczonej kobiety. - Wiem, co 

robię. 

Pocałowała  go  delikatnie  w  usta  i  zaczęła  ich  oboje  rozbierać.  Najpierw  ściągnęła  z 

niego  szarą  koszulkę,  a  potem  zdjęła  swój  czarny  golf.  Miała  na  sobie  obcisły  czarny  top. 

Zawsze ubierała się na czarno. 

Dan wziął głęboki wdech i zamknął oczy. Nie tak to sobie wyobrażał. Dla niego seks 

był zaraz obok narodzin i śmierci jednym z najbardziej krańcowych, poetyckich doświadczeń 

w  życiu  człowieka.  To  nie  coś,  co  człowiek  robi  z  dziewczyną  w  sobotni  wieczór  przed 

końcem semestru, kiedy trochę się nudzi. To było coś, co się robi, kiedy już naprawdę ludzie 

znają  się  do  końca  i  pod  każdym  względem  -  intelektualnym,  duchowym,  filozoficznym. 

Bawił się nawet mysią, żeby poczekać z seksem aż do małżeństwa. Chciał mieć pięciu synów 

i  dać  im  imiona  swoich  ulubionych  pisarzy:  Kafki,  Goethego,  Sartre'a,  Camusa  i  Keatsa. 

Nawet  jeśli  nie  poczeka  do  ślubu,  pierwszy  raz  powinien  być  częścią  odkrywania,  jakby  się 

uczyli mówić do siebie w nowym języku. 

Ale Vanessa nauczyła się już tego języka od innego faceta. 

- Masz  piękne  wąskie  stopy  -  zauważyła,  gdy  klęczała  na  podłodze  i  zdejmowała 

Danowi skarpetki. 

Dan usiadł i cofnął stopy. 

- Poczekaj. 

Vanessa  wpełzła  na  materac  i  usiadła  obok  niego  po  turecku,  w  samych  rajstopach  i 

topie. 

- Co jest? 

- Nie chcę tego robić - powiedział Dan. Splótł chude ręce na nagiej piersi. Nadal miał 

na sobie sztruksy, ale czuł się całkiem nagi. - To znaczy nie tak od razu. 

Vanessa szturchnęła go zawadiacko w ramię. 

- Za  pierwszym  razem  też  się  denerwowałam.  To  nic  takiego  -  powiedziała 

uspokajająco. - Obiecuję. 

Dan przełknął ślinę i spojrzał na sufit. Patrzył na pęknięcie w sztukaterii. 

- Wolałbym poczekać, aż to będzie bardziej... naturalne. 

- No... dobra - odparła powoli Vanessa. - Ale to tylko seks, zrozum. To nie jest wiersz. 

Najwyraźniej  nie  rozumiała.  Dla  Dana  to  był  wiersz.  Pewnie  najważniejszy  wiersz, 

jaki kiedykolwiek napisze. 

background image

Sięgnął po koszulkę i wciągnął ją przez głowę. 

- Naprawdę wolałbym poczekać, i tyle. 

- Dobra - rzuciła Vanessa, tracąc cierpliwość. 

Dan zawsze wszystko analizował. Pisał w swoich czarnych notatnikach tak długo, aż 

nie pozostawało nic więcej do napisania. Uwielbiała to, że jest taki wrażliwy i romantyczny, 

ale  czasem  byłoby  miło,  gdyby  trochę  się  zapomniał  i  dał  się  ponieść.  Z  drugiej  strony 

podkochiwała  się  w  nim  od  pierwszego  spotkania,  odkąd  postali  najlepszymi  przyjaciółmi, 

jakieś trzy lata temu. Nie miała zamiaru wszystkiego popsuć, skoro w końcu byli razem. 

Dan zapalił następnego papierosa. Ręce mu się potwornie trzęsły. 

Vanessa znowu go szturchnęła. 

- Ej, nie martw się. Jeśli o mnie chodzi, możemy tego nie robić. W porządku? 

Kiwnął głową, a Vanessa złapała jego rękę i położyła ją na ramieniu tak, żeby ją objął. 

Ułożyli się na łóżku. Dan wydmuchiwał dym w stronę chińskiego czerwonego lampionu nad 

swoją  głową i delikatnie głaskał kciukiem szorstką, ciemną  głowę Vannessy. Cieszył się, że 

nie  musi  wiele  tłumaczyć.  To  było  fajne  -  spotykać  się  z  najlepszą  przyjaciółką.  Znała  go 

niemalże lepiej niż on sam. 

Leżeli  tak  przez  chwilę,  patrząc,  jak  dym  z  papierosa  szybuje  w  powietrzu.  To  była 

kolejna fajna rzecz w chodzeniu z najlepszą przyjaciółką. Nie zawsze trzeba rozmawiać. 

- Kiedy tylko zaczną się ferie, chcę nakręcić jeszcze trochę materiału do mojego filmu 

-  powiedziała  Vanessa,  przerywając  ciszę.  -  Boję  się,  że  moja  Wojna  i  pokój  jest  zbyt 

mroczna, żeby wysłać ją na uniwersytet. 

Ostatni film Vanessy opierał się na scenie z Wojny i pokoju Tołstoja. Dan grał w nim 

księcia  Andrzeja  uzależnionego  od  kokainy.  Vanessa  złożyła  już  wcześniej  papiery  na 

Uniwersytet  Nowojorski  i  chciała  im  wysłać  film  zamiast  eseju,  ponieważ  jej  główną 

specjalizacją  miała  być  reżyseria.  Nic  mogła  się  doczekać.  Jeszcze  tylko  jeden  semestr  w 

Constance Billard. w szkole dla grzecznych dziewcząt, do której (Bogu dzięki) nie pasowała, 

i wreszcie będzie wolna, wolna, wolna! 

Dan wydmuchnął długą smużkę dymu. Nie rozumiał, czym Vanessa się denerwuje. Jej 

filmy były mroczne, ale dzięki temu genialne. Nie ma siły - muszą ją przyjąć na uniwerek. 

- Jeżeli ktoś tu powinien się martwić, to ja - powiedział i znowu ręce mu zadrżały. 

- Co masz na myśli? Każda szkoła, w której jest porządny kurs pisarski, zabiłaby się, 

żeby cię tylko zdobyć. 

- Tak,  ale  mówimy  o  mrocznych  rzeczach.  Moje  wiersze  są...  -  Dan  urwał.  Jego 

wiersze  były  bardzo  osobiste.  Wydawało  mu  się  to  trochę  dziwne  -  wysłać  cały  ich  plik  do 

background image

przypadkowych  ludzi  zajmujących  się  rekrutacją  w  Columbii,  w  Brown  albo  w  Vassar. 

Zupełnie  jakby  obnażał  duszę  przed  kimś  zupełnie  obcym,  kto  mógł  nawet  nie  czytać 

Goethego, Sartre'a albo Camusa i mógłby nie zrozumieć ewidentnych odniesień do ich dzieł. 

- Wiesz,  mógłbyś  opublikować  kilka  swoich  wierszy  -  zasugerowała  Vanessa.  -  To 

naprawdę zachęciłoby ludzi od rekrutacji, żeby się tobą zainteresowali. 

Dan wcisnął peta do pustej puszki po coli. 

- Aha. jasne - powiedział. 

Lubił  pisać,  ale  zdecydowanie  nie  był  gotowy,  żeby  cokolwiek  wysłać  do  druku. 

Jeszcze  nawet  nie  odnalazł  własnego  stylu.  Wiedział  to.  Każdy  jego  nowy  wiersz  brzmiał 

inaczej niż poprzednie. 

Vanessa znowu usiadła. 

- Mówię poważnie. Powinieneś spróbować. 

Dan schował się pod prześcieradła. 

- Jak uważasz - mruknął bez przekonania. 

Nie  był  gotowy  na  seks,  nie  był  gotowy  na  opublikowanie  wierszy.  Poczuł  jeszcze 

mocniej, że do niczego się nie nadaje. 

Vanessa wiedziała, kiedy trzeba się wycofać. Wzięła głęboki wdech i przestroiła się na 

swojego  wewnętrznego  kociaka,  tego,  który  wstawał  z  ciepłego  legowiska  przy  kaloryferze, 

kiedy ślicznej buzi Dana należał się całus. 

Wsunęła się pod prześcieradła i pocałowała go w brodę. 

- Jeszcze tydzień i będziemy mogli tak spędzić całe ferie - wymruczała. 

W  przeciwieństwie  do  swoich  koleżanek  z  Constance  Billard  i  kolegów  z  prywatnej 

szkoły  średniej  Riverside,  ani  Vanessa,  ani  Dan  nie  wyjeżdżali  w  żadne  oszałamiające 

miejsce na ferie. Vanessa mieszkała na Brooklynie, w części Williamsburg, ze swoją starszą 

siostrą  Ruby,  która  grała  na  gitarze  basowej.  Ich  rodzice  byli  awangardowymi  artystami. 

Mieszkali w Vermont i zawsze w święta mieli objazd z występami swojej grupy. Dan i jego 

siostra  Jenny  mieszkali  z  ojcem,  Rufusem,  komunistycznym  pisarzem  i  wydawcą  mniej 

znanych bitników, który nie uznawał Bożego Narodzenia, Chanuki ani żadnych innych świąt. 

- Tata  w  piątek  przygotowuje  swoją  doroczną  lasagne  -  powiedział  Dan  i  pogłaskał 

Vanessę  po  plecach.  Znowu  się  rozluźnił  Uwielbiał  jej  plecy,  takie  mocne  i  gładkie,  a  nie 

kościste jak jego. - Przyjdziesz, prawda? 

Wzruszyła ramionami. 

- Jasne.  Ale  powiedz  tacie,  że  nie  będę  się  tak  obżerać  jak  w  zeszłym  roku.  W  ferie 

mam zamiar zrzucić trzy kilo. 

background image

Dan nadal głaskał ją po plecach. 

- Po co? 

Vanessa nie musiała stosować diety. Jej ciało - opisał je w jednym ze swoich wierszy - 

było jak woda. 

- Bo ubrania będę lepiej pasować na mnie, jeśli schudnę. - Vanessa nie miała zamiaru 

wyglądać jak jej wychudzone koleżanki z klasy, ale nie podobało jej się to, że musi wciągać 

brzuch, żeby zapiąć spodnie. 

- Mnie się podobasz taka, jaka jesteś - powiedział Dan, trącając ją nosem w ucho. 

Vanessa  obróciła  głowę  i  ich  usta  spotkały  się  w  długim,  słodkim  pocałunku.  Kiedy 

się  całowali,  nic  na  to  nie  mogła  poradzić,  ale  pomyślała,  że  seks  z  Danem  mógłby  być  o 

wiele, wiele bardziej znaczący od seksu z Clarkiem. Gdyby tylko Dan by! gotowy. 

- Kocham cię - szepnął, otwierając oczy. 

- Ja też cię kocham - szepnęła, zamykając oczy. 

Przez  chwilę  chciała  zapytać  go  jeszcze  raz,  czy  nie  chciałby  się  kochać,  ale  nie,  bo 

popsułaby tę chwilę. Może poczekać, aż będzie gotowy, chociaż w przypadku Dana to może 

oznaczać czekanie do ślubu. 

Nuda. Już się zachowują, jakby byli małżeństwem. 

background image

ż

ałuje, 

ż

e zgodziła si

ę

 na t

ę

 imprez

ę

 

Na  tylnym  siedzeniu  limuzyny  Flowa  Blair  ledwo  mogła  odetchnąć,  tak  było  jej 

ciasno między piersiastą Jenny Humphrey a nastroszonym, patykowatym perkusistą Milesem, 

kumplem  Aarona.  Serena  siedziała  na  kolanach  u  Flowa  -  „żeby  reszta  miała  miejsce”,  jak 

stwierdziła.  Nate  przycupnięty  przy  oknie  palił  trawkę.  Zrobił  też  skręta  dla  Kati,  Isabel  i 

Chucka, który po trawce jest jeszcze bardziej denerwujący niż po alkoholu. Aaron siedział po 

turecku  na  podłodze,  palii  jednego  ze  swoich  ziołowych  papierosów  i  grał  na  konsoli 

PlayStation 2, w którą wyposażono limuzynę. 

- Jak się naprawdę nazywasz? - zapytała Flowa Serena, chociaż wiedziała z MTV, że 

naprawdę nazywa się Julian Prospere. Właściwie brzmiało to o wiele lepiej niż Flow, ale nie 

miała zamiaru lego mówić. 

Wyszczerzył  zęby  w  tym  swoi  m  słynnym  uśmiechu  nieśmiałego  chłopca,  który 

pojawiał  się  tyle  razy  na  okładkach  „Spin”,  „Rolling  Stone”,  „Entertainment  Weekly”  oraz 

„Interview”. Pokręcił głową. 

- Nie powiem. 

- Cóż, na żywo nie jesteś już taki przystojny - powiedziała, odwracając się od niego z 

szelmowskim uśmieszkiem. Oczywiście kłamała. Na żywo wyglądał z dziesięć razy lepiej niż 

na zdjęciach, o ile to jeszcze możliwe. 

Serena  wiedziała,  że  jest  zalotna  do  granic  śmieszności,  ale  podobało  jej  się  to,  jak 

jego  ciemnobrązowe  włosy  wiją  się  na  skroniach,  uwielbiała  jego  złocistą  skórę  i  długie, 

delikatne palce. Dlaczego nie poflirtować? To tylko jedna noc. Jutro Flow poleci do LA albo 

gdzie indziej - tam gdzie mieszka, a ona zacznie się uczyć do egzaminów na koniec semestru. 

Chciała się tylko trochę zabawić. 

Serena zawsze chciała tylko tej jednej rzeczy: trochę się zabawić. 

Flow skrzywił się, jakby wstydził się swojego boskiego wyglądu. 

- Wybacz. Obawiam się, że nie jestem też tak wysoki. 

Schylił się i otworzył małą lodówkę schowaną pod siedzeniami. 

- Ej, mamy tu co nieco do picia? Ktoś ma ochotę? 

- Poproszę - odpowiedziała natychmiast Blair. Upić się i robić dobrą minę do złej gry - 

background image

to jedyny sposób, żeby to przetrwać. 

- Eee, ja też spróbuję - zaryzykowała niepewnie Jenny. 

Limuzyna  skręciła  gwałtownie  na  włazie  kanalizacyjnym  i  piersi  Jenny  podskoczyły 

bezlitośnie. Zerknęła na Nate'a, żeby zobaczyć, czy to zauważył, ale on wyglądał przez okno 

zapatrzony w dal, jak zawsze, kiedy zupełnie odlatywał. 

Miles  pomógł  Flowowi  nalać  szampana  do  dziesięciu  kieliszków.  Podał  jeden  Blair, 

mówiąc „na zdrowie” i stuknął się z nią swoim. 

Blair  wzięła  kieliszek,  a ponieważ  nie  siedziała  przy  oknie  i  nie  miała  na  co  patrzeć, 

przyjrzała  się  twarzy  Milesa.  Miał  okrągłe  piwne  oczy,  trochę  jak  Mookie,  pies  Aarona. 

Sterczący, lekko zadarty nos Milesa był usiany drobniutkimi piegami, a blond włosy sterczały 

niemal pionowo. Sądząc po tym, jak rysowały mu się na długiej szyi żyły, pewnie wyciskał 

ciężary albo grał w koszykówkę, czy coś takiego. W sumie wyglądał jak posiać z kreskówki z 

ciałem sportowca. Ale ponieważ nie miała nic innego do roboty, a on zdecydowanie się na nią 

napalił, Blair postanowiła się nieco zabawić w uwodzenie. 

Położyła dłoń na jego nodze. 

- Dzięki - powiedziała, upijając łyk szampana. 

Miles uśmiechnął się, jakby pomyślał, że to początek pięknej przyjaźni. 

Flow nie mógł przestać ślinić się do Sereny. 

- Naprawdę jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką ostatnio widziałem - mruknął jej do 

ucha. - Może nawet jaką w ogóle spotkałem. Nie mogę uwierzyć, że nie jesteś modelką. 

Serena zanurzyła palce w kieliszku z szampanem i włożyła je do ust. Spodziewała się, 

że  sławny  Flow  będzie  arogancki  i  wygadany,  ale  się  zawiodła.  Gdyby  nie  był  takim 

przystojniakiem  i  gwiazdą  rocka,  mógłby  się  okazać  całkowitym  niewypałem,  ale  był 

gwiazdą rocka i przystojniakiem, więc postanowiła przymknąć oko. 

- Nie - odparła. - Jestem po prostu sobą. 

Tak  naprawdę  zdjęcia  Sereny  ciągle  ukazywały  się  w  rubrykach  towarzyskich.  Po 

prostu nie płacili jej za nie, ale nie potrzebowała tych pieniędzy. 

Flow cały czas gapił się na nią. 

Serena zachichotała. 

- Przestań. 

- Oooch,  kochana  -  rzucił  niezbyt  grzecznie  Chuck,  zaciągając  się  skrętem.  -  Komuś 

dziś  wieczór  co  nieco  się  dostanie!  -  Zamknął  oczy.  Wyglądał,  jakby  miał  zaraz  stracić 

przytomność. 

- Umieram z głodu - powiedziała Kati. Otworzyła popielniczkę w drzwiach i zamknęła 

background image

ją z powrotem. - Masz coś do jedzenia? 

- Czuję... mrowienie - oznajmiła Isabel z lekką paniką. 

Aaron podniósł wzrok i zobaczył, że Blair siedzi bardzo blisko Milesa, a jej dłoń leży 

nonszalancko  na  jego  kolanie.  Nie  kończąc  gry,  wyłączył  konsolę,  wsiał  i  wcisnął  się  na 

siedzenie między nimi. 

- Auć! - jęknęła Blair, gdy jego kościsty tyłek uderzył ją w biodro. 

- Przesuń się trochę - powiedział Aaron. - Ej, gdzie my właściwie jedziemy? - zapytał 

Flowa. 

Flow,  który  gładził  swoimi  długimi  palcami  niekończące  się  blond  włosy  Sereny, 

wzruszył ramionami. 

- Do centrum. Może zajrzymy do jakiegoś klubu. 

Jenny  ściskała  kieliszek  szampana  i  miała  ochotę  zapaść  się  pod  ziemię.  Dla  reszty 

pójście do klubu to drobiazg. Wyglądali na dorosłych i pewnie mieli podrobione dowody. A 

Jenny  mimo  swoich  piersi  wyglądała  na  dziesięć  lat.  Musiała  się  nawet  legitymować  przy 

wypożyczaniu  filmów  wideo  dla  dorosłych!  Ostatnia  rzecz,  o  jakiej  marzyła,  to  patrzeć,  jak 

wszyscy  wchodzą  swobodnie  do  fajnego  klubu,  a  ją  bramkarz  grzecznie  pyta,  czy  nie 

powinna być już w łóżku. Czemu nie poszła na spacer z Nate'em? Zawsze o wiele lepiej się 

bawiła, gdy zostawali sami, niż kiedy byli z innymi ludźmi. 

- Nate? - Wzięła go za rękę. - Muszę już wracać. - Była dopiero chwila po dwunastej, 

ale i tak na pierwszą miała być w domu. 

Wbrew powszechnym przekonaniom Nate nie umarł całkiem dla świata. Zauważył, że 

Blair  pokłada  się  na  tym  chudym,  nastroszonym  chłopaku,  którego  w  życiu  wcześniej  nie 

widział, i zauważył też, że Jenny nie bawi się najlepiej. Ale kiedy sprawy przybierały dziwny 

obrót. Nate zwykle wyłączał się i czekał, aż ktoś inny coś zrobi. 

- Dobra - rzucił. - Wynośmy się stąd. 

Trawka,  którą  wziął  ze  sobą,  okazała  się  wyjątkowo  mocna,  a  poza  tym  nic  miał 

ochoty iść teraz do hałaśliwego klubu. Jak odwiezie Jenny, może zadzwonić na komórkę do 

Jeremy'ego i spotkać się z chłopakami w barze na Rivington, W jakimś przytulnym pokoju na 

tyłach,  gdzie  można  spokojnie  siedzieć  na  sofie  i  palić  trawkę,  i  nikt  człowiekowi  nie 

przeszkadza. 

- Ej!  -  krzyknął,  uderzając  w  szybę  między  tylnym  siedzeniem  a  kierowcą.  -  Możesz 

nas wypuścić? 

Blair uśmiechnęła się. Czyżby tak działała Nate'owi na nerwy, że musiał wysiąść, bo 

nie mógł patrzeć, jak dotyka innego faceta? 

background image

- Och, Natie, nie chcecie iść z nami? - zapytała Serena. 

- Muszę ją odwieźć do domu - odpowiedział. 

Jenny  zmarszczyła  brwi.  Nie  lubiła,  kiedy  mówiło  się  o  niej  „ona”.  Kierowca 

zatrzymał  się  i  otworzył  dla  nich  tylne  drzwi.  Jenny  wyskoczyła,  a  za  nią  wygramolił  się 

Nate. 

- Cześć! - krzyknęła wesoło do wszystkich w samochodzie. 

Chuck uśmiechnął się do niej głupawo, patrząc przez zmrużone powieki. 

- Szkoda - burknął. 

Jenny nie wiedziała, co miał na myśli, ale z pewnością chodziło o coś zboczonego. 

- Do zobaczenia! - zawołała Serena. - Powodzenia w czasie egzaminów! 

 

Nate  i  Jenny  siedzieli  w  milczeniu,  jadąc  taksówką  na  przedmieścia.  Nate'owi  do 

szczęścia wystarczyło patrzenie na sklepy i restauracje migające za oknem. W myślach liczył 

od  jednego  do  dwudziestu  i  z  powrotem,  kompletnie  najarany.  Jenny  zmartwiona 

zastanawiała się, co poszło nie tak. To była przede wszystkim jej wina, doszła do wniosku. To 

ona chciała przejechać się limuzyną. 

Taksówka  zatrzymała  się  przy  domu  Jenny  na  rogu  Dziewięćdziesiątej  Dziewiątej  i 

West End Avenue. Jenny sięgnęła do klamki. 

- Ej - odezwał się Nate, dotykając rękawa jej płaszcza. 

Nie  mógł  pozwolić  dziewczynie  odejść  bez  powiedzenia  dobranoc.  Niezależnie  od 

tego, czy się najarał, czy nie, miał pewną ogładę, wiedział, jak się zachować”. 

Pocałował ją w policzek. Jego włosy w kolorze piasku połaskotały ją lekko. 

- Dobranoc - powiedział ze słodkim, chłopięcym uśmiechem. 

Jenny  odpowiedziała  uśmiechem,  desperacko  chcąc  zapomnieć  o  ostatniej  godzinie  i 

udawać, że wieczór kończy się tak samo idealnie, jak się zaczął. 

- Dobranoc - odpowiedziała i nagle odechciało jej się wysiadać. 

- Śpij dobrze - dodał Nate, a jego zielone oczy rozbłysły w świetle lampy ulicznej. 

Och. 

Potrafi  być  tak  niesamowicie  uroczy.  Jej  serce  wezbrało  prawdziwą  miłością.  Jenny 

trzasnęła drzwiami taksówki i pobiegła do domu. Zamiast wsiąść do windy, przebiegła osiem 

pięter i wpadła do mieszkania. 

- Heja - rzucił Dan, jej starszy brat. Niósł właśnie do swojego pokoju dwa kubki kawy. 

- Heja. 

Jenny zdjęła płaszcz ze sztucznego czarnego futra i rzuciła na krzesło w kącie. Płaszcz 

background image

zawisł  na  chwilę  na  krześle,  a  potem  zjechał  na  podłogę.  Nikt  na  to  nie  zwrócił  uwagi. 

Rozległe mieszkanie z czterema sypialniami nie było od lat porządnie wysprzątane. 

- I jak? - zapytał Dan. 

Turkus  w  kształcie  gwiazdy  nadal  wisiał  na  szyi  Jenny.  Dotknęła  go,  żeby  się 

upewnić. 

- W porządku. - Spojrzała na kubki w rękach Dana. - Vanessa jest jeszcze? 

Dan kiwnął głową. Wyczuwał, że coś się stało. 

- Aha. Wejdziesz do nas na chwilę i posiedzisz? 

Jenny i Dan dobrze się ze sobą dogadywali, ale nie zawsze był dla niej tak miły. 

- Dobra - zgodziła się i ruszyła za nim do jego pokoju. 

Vanessa siedziała na łóżku, nadal w samym topie i rajstopach. 

- Cześć,  Jennifer  -  powiedziała,  biorąc  kubek  z  kawą  z  rąk  Dana.  -  Nadal  chcesz, 

żebym cię tak nazywała, tak? 

Jenny  skinęła  głową.  Tylko  Nate  i  Vanessa  mówili  do  niej  Jennifer.  Nate  robił  tak, 

ponieważ w ten sposób mu się przedstawiła, kiedy spotkali się w parku. A Vanessa, ponieważ 

Jenny ją poprosiła. 

Vanessa zawsze była dla niej miła. Zawsze traktowała ją z szacunkiem. 

Łóżko  Dana  było  w  nieładzie,  reszta  ubrań  Vanessy  leżała  na  podłodze.  Dla  Jenny 

było to całkiem oczywiste, że Dan i Vanessa uprawiali seks. Stanęła niepewnie w progu, zbyt 

skrępowana, żeby wejść dalej. 

- Mogę  zadać  jedno  pytanie?  -  powiedziała  w  końcu.  Nie  sprecyzowała,  kogo 

właściwie pyta, ale to dlatego, że nie miała nic przeciwko dwóm odpowiedziom. 

- Śmiało  -  powiedziała  Vanessa,  sącząc  kawę  z  parującego  kubka,  który  trzymała  w 

obu dłoniach. 

- Możecie mi szczerze powiedzieć, co myślicie o Nacie? 

Dan  zmarszczył  brwi.  Nie  chodzili  z  Nate'em  do  tej  samej  szkoły,  ale  czystym 

przypadkiem w zeszłym miesiącu wybrał się do Brown z nim, Sereną van der Woodsen i ich 

naćpanymi  trawką  kumplami.  Na  ile  mógł  go  ocenić.  Nate  był  bogaty,  przystojny  i  wieczne 

najarany.  Nic  można  mu  nic  zarzucić,  ale  też  trudno  powiedzieć,  żeby  był  kimś 

nadzwyczajnym.  Dana  gryzło  to,  że  jego  mądra,  śliczna  siostra  traci  czas z  facetem,  który  z 

pewnością  złamie  jej  serce.  Ale  z  drugiej  strony  rozumiał,  dlaczego  Jenny  tak  dała  się 

oczarować.  Przede  wszystkim  Nate  jest  starszy,  no  i  to  przystojny  chłopak,  z  którym  każda 

dziewczyna  chciałaby  się  umawiać.  Przynajmniej  dopóki  nie  zda  sobie  sprawy,  że  jest 

potwornie nudny. 

background image

W głębi serca Dan obawiał się, że Nate naciskał Jenny, aby zrobiła coś, do czego nie 

jest  jeszcze  gotowa.  Wróciła  jednak  niemal  godzinę  przed  wyznaczonym  czasem  i  nie 

wyglądała na szczególnie zdenerwowaną, więc postanowił nie poruszać tego tematu. 

Vanessa  wzruszyła  ramionami.  Nate  należał  do  rodzaju  przystojnych  idiotów,  dla 

których nie miała czasu. Nie chciała jednak zranić uczuć Jenny, mówiąc jej o tym. 

- Tak  naprawdę  to  go  nie  znam,  ale  wszystkie  dziewczyny  w  Constance  wiecznie  o 

nim mówią. Chyba nadaje się na chłopaka. 

Dany kiwnął głową. 

- Właśnie. 

To było dobrze powiedziane. Jenny zmarszczyła brwi. 

- Dobra - powiedziała, czując się jeszcze bardziej zagubiona. - Chyba wezmę prysznic. 

Zamknęła  drzwi  do  pokoju  Dana  i  poszła  do  siebie.  „Nadaje  się  na  chłopaka”, 

powtórzyła  sobie  w  myślach.  Co  to  ma  znaczyć,  do  cholery?  Nie  chciała  po  prostu  mieć 

chłopaka.  Chciała  tego,  co  Gustav  Klimt  idealnie  oddal  na  obrazie  Pocałunek.  Tego 

promieniejącego, elektryzującego uczucia, wrażenia, „że musisz trzymać mnie mocno, bardzo 

mocno, żebym nie spadła z nieba”, jakie ma człowiek zakochany. 

Cóż, tak naprawdę wszystkie tego chcemy, prawda? 

background image

trzeba by

ć

 okrutnym, 

ż

eby by

ć

 miłym 

Nim  limuzyna  zatrzymała  się  przed  Gorgon,  nowym,  popularnym  klubem  na  Lower 

East  Side.  Kati,  Isabel  i  Chuck  zasnęli,  tworząc  na  czarnym  skórzanym  siedzeniu  coś  w 

rodzaju  zakręconego  stosu  włosów,  szalików,  torebek,  nóg  i  płaszczy.  Blair,  Serena,  Flow, 

Miles i Aaron stali na chodniku i patrzyli na nich z góry. 

- Bogu dzięki - powiedziała Blair. 

Jeśli miałaby jeszcze raz usłyszeć jakąś kretyńską uwagę naćpanej Kati albo Isabel na 

temat tego, że wszyscy wydają się fioletowi albo coś w tym stylu, zaczęłaby krzyczeć. 

- Wyglądają jak szczeniaki - zauważyła Serena. 

- Mam ich obudzić? - zaproponował Miles. 

- Nie! - krzyknęły jednym głosem obie dziewczyny. 

- Ej, Miles - odezwał się Aaron - to nie jest jeden z klubów twojego ojca? 

Miles zaczerwienił się i spuścił wzrok na swoje lśniące buty od Prady. 

- No. 

Blair pomyślała, że to właściwie milutkie, że tak się zawstydził. 

- Super. - Flow splótł pałce z palcami Sereny, która już włożyła rękawiczki. - Gotowi 

na zabawę? 

Serena miała to zwariowane wrażenie zawrotu głowy, które zawsze pojawiało się, gdy 

nie była pewna, co będzie za chwilę. Bardzo lubiła to uczucie. Uścisnęła dłoń Flowa. 

- Zdecydowanie. 

Ruszyli  do  klubu.  Bramkarz  już  zaczął  zdejmować  czerwony  aksamitny  sznur,  żeby 

ich wpuścić. 

- Poczekajcie  -  powiedziała  Blair.  Zatrzymała  się,  bo  przypomniała  sobie  obleśny 

komentarz,  z  którym  Chuck  wyskoczył  wcześniej  tego  wieczoru.  Teraz  miała  szansę  na 

słodką, tanią zemstę. - Ma ktoś długopis? 

Flow  wyjął  z  kieszeni  na  piersi  w  smokingu  pisak,  który  trzymał  pod  ręką  do 

rozdawania  autografów.  Blair  pochyliła  się  do  wnętrza  limuzyny  i  ostrożnie,  żeby  nie 

połaskotać Chucka rękawem płaszcza w nos, napisała mu na czole: 

Zabierz tego frajera 

do domu

A potem trzasnęła drzwiami limuzyny. 

background image

- Dzięki - powiedziała, oddając pisak Flowowi. 

Ruszyli w stronę bramkarza z ogromną brodą, który stał za linką. 

- Hm  -  mruknął  Aaron.  Otworzył  zapalniczkę  marki  Zippo  i  zamknął.  -  Ja  chyba 

wracam do domu. Jutro mam mnóstwo nauki. 

Blair przewróciła oczami. 

- I co Z tego? Ja też. 

- Chcesz wracać ze mną? - zaproponował Aaron. 

Blair zerknęła na Serenę, która twardo kręciła głową. 

- Eee, nie. 

- Na pewno chcesz już iść? zapytał Aarona Miles. - Tam jest naprawdę fajnie. Mogę 

nam załatwić prywatną salę. 

- Totalnie - rzucił z podziwem Flow. 

Aaron pokręcił głową. Był piątym kołem u wozu i dobrze o tym wiedział. 

- No to do zobaczenia. 

Pozostała czwórka patrzyła, jak odchodzi z rękoma w kieszeniach smokingu, z dołem 

koszuli powiewającym za nim. Potem Flow złapał Serenę w tali, podniósł i popędził z nią do 

drzwi klubu. 

- Ostatni w środku to zgniłe jajo! - wrzasnęła. 

Blair już miała ruszyć za nimi, gdy Miles chwycił ją za rękę. 

- Ej, masz coś przeciwko temu, żebym coś zrobił, nim wejdziemy do środka? 

Blair  spojrzała  na  niego.  Nie,  nie  miała  nic  przeciwko.  W  końcu  to  ona  w 

samochodzie położyła dłoń na jego kolanie. 

Miles  pochylił  się  i  pocałował  ją  bardzo  delikatnie  w  usta.  To  był  bardzo  grzeczny, 

dżentelmeński pocałunek. 

- Czekałem na to cały wieczór - przyznał się z nieśmiałym uśmiechem. 

Blair  starała  się  utrzymać  podejście  w  stylu  Sereny  -  „kogo  to  obchodzi”.  Też  tak 

potrafiła.  Mogła  zabawić  się  z  przypadkowym  chłopakiem,  który  w  niczym  nie  przypomina 

Nate'a.  Poza  tym  po  tym  wieczorze  nie  musi  nigdy  więcej  spotkać  Milesa,  jeśli  nie  będzie 

chciała. 

Uśmiechnęła się wstydliwie. 

- Chyba  jesteśmy  zgniłe  jaja  -  powiedziała,  gdy  podniosła  twarz,  aby  znowu 

pocałować Milesa. Tym razem pocałunek bynajmniej nie był taki grzeczny. 

 

W  nie  wi

ę

cej  ni

ż

  trzech  tysi

ą

cach  słów  opisz  osob

ę

,  która  stała  si

ę

  dla  ciebie  prawdziw

ą

ż

yciow

ą

 

background image

inspiracj

ą

. Jak najdokładniej przedstaw wpływ, jaki wywarła na twoje 

ż

ycie. 

 

BLAIR WALDORF 

ESEJ 

UNIWERSYTET YALE, 18 GRUDNIA 

 

Audrey  Hepburn  urodziła  si

ę

  w  Brukseli  4  maja  1929  roku.  Była  córk

ą

  du

ń

skiej  baronowej  i 

irlandzkiego  biznesmena.  Na  jej 

ś

wiadectwie  urodzenia  widniało:  Audrey  Kathleen  van  Heemstra 

Ruston.  Kiedy  miała  raptem  trzy  tygodnie,  zachorowała  na  koklusz  i  jej  serce  przestało  bi

ć

Zdesperowana  matka  przywróciła  j

ą

 

ż

yciu,  daj

ą

c  klapsa.  I  chocia

ż

  Audrey  była  male

ń

kim  dzieckiem, 

musiała tamtego dnia przyswoi

ć

 sobie now

ą

 lekcj

ę

, poniewa

ż

 potem do ko

ń

ca swoich dni, nawet kiedy 

była  bardzo  chora, 

ż

yła  pełni

ą

 

ż

ycia.  Za  ka

ż

dym  razem,  gdy  mam  wra

ż

enie, 

ż

e  przytłaczaj

ą

  mnie 

starania si

ę

 o stypendium na uniwersytecie albo mój zwariowany rozkład zaj

ęć

, my

ś

l

ę

 o Audrey i czuj

ę

 

si

ę

  zainspirowana.  Wierz

ę

ż

e  je

ż

eli  człowiek  przykłada  si

ę

  i  ci

ęż

ko  pracuje  nad  osi

ą

gni

ę

ciem  celu, 

zostanie nagrodzony. Audrey została wynagrodzona tym, 

ż

e odkrył j

ą

... 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja. 

 

hej, ludzie!

 

 

CZY SŁAWY S

Ą

 NAPRAWD

Ę

 CIEKAWSZE OD ZWYKŁYCH LUDZI? 

 

Mówimy  o  nich  tak,  jakby

ś

my  ich  znali.  Czytamy  na  ich  temat  wszystko,  co  nam  wpadnie  w  r

ę

ce. 

Ż

ałujemy  ich,  gdy  przechodz

ą

  trudne  chwile,  i  cieszymy  si

ę

,  gdy  bior

ą

 

ś

lub  albo  zdobywaj

ą

  Oscara. 

Krytykujemy  ich  fryzury,  zauwa

ż

amy,  kiedy  przytyli  albo  schudli.  Fantazjujemy  nawet  o  przyja

ź

ni  z 

nimi.  I  oczywi

ś

cie  oni  maj

ą

  fantastyczne  ciuchy,  mnóstwo  domów  i  zawsze  aktualne  zaproszenie  do 

wszystkich nowo otwartych restauracji. Ale my te

ż

. Prawda jest taka, 

ż

e jedyna  interesuj

ą

ca rzecz  w 

stawnych ludziach to ich sława. No chyba 

ż

e rzeczywi

ś

cie s

ą

 interesuj

ą

cy, jak na przykład... có

ż

, jak 

na przykład ja. 

 

Na celowniku 

 

S i Flow - tak, ten Flow, którego ostatnio widzieli

ś

my, jak odbierał nagrod

ę

 MTV za debiutancki album 

- ta

ń

czyli  ostatniej soboty jak wariaci  w Gorgon. Potem widziano  ich, jak wchodzili do  hotelu Tribeca 

Star - mo

ż

e by wynaj

ąć

 pokój? Niegrzeczni, niegrzeczni - jestem pewna, 

ż

e przeczytamy o tym jutro w 

jakim

ś

 brukowcu. B i nowy chłopak, którego b

ę

dziemy nazywa

ć

 M, te

ż

 w Gorgon, wyl

ą

dowali w k

ą

cie 

na romantycznym papierosieKI  C  zdezorientowani  wytoczyli si

ę

  z  zaparkowanej limuzyny przed 

ś

witem, kiedy kierowca  zatrzymał si

ę

 gdzie

ś

  w okolicach mostu przy Trzeciej Alei, 

ż

eby  zatankowa

ć

Miejmy nadziej

ę

ż

e kierowca byt do

ść

 uprzejmy, by zawie

ść

 ich do domu, gdzie powinni ju

ż

 by

ć

. A w 

smokingu  na  spacerze  po  Pi

ą

tej  Alei  wygl

ą

da  smutno.  Czy  taki  przystojny  chłopak  z  dredami  nie 

zasługuje na troch

ę

 rado

ś

ci? 

 

Wasze e - maile

 

 

P:

 Hej, P! 

Wiem  na  pewno, 

ż

e  Flow  jest  gejem.  Kr

ę

ci  z  S  tylko  dlatego, 

ż

eby  ludzie  my

ś

leli, 

ż

e  jest 

background image

normalny. 

Snoopy 

 

O:

 Drogi Snoopy! 

Zauwa

ż

yłam  na  balu  Czer

ń

  i  Biel, 

ż

e  jego  spodnie  były  troch

ę

  za  ciasne  na  pupie,  wi

ę

mo

ż

e masz racj

ę

 

P:

 Heja, P! 

Jestem w klasie z M w Bronxdale. Podkochuj

ę

 si

ę

 w nim i jego samochodzie ju

ż

 jakie

ś

 dwa 

lata. To takie słodkie, 

ż

e zawsze b

ę

bni palcami w ławk

ę

 i je

ź

dzi swoim rozkosznym, starym 

pomara

ń

czowym porsche. Nie mam poj

ę

cia, co robi z B. To zwykła larwa! 

Olive 

 

O:

 Droga Olive! 

Widzisz,  gdyby

ś

  si

ę

  nie  opieprzała,  to  by  ci  larwa  faceta  nie  zabrała.  Hal  Sama  nie  czuj

ę

jak  mi  si

ę

  rymuje!  A  tak  powa

ż

nie:  nawet  je

ż

eli  nigdy  si

ę

  nie  spikniecie  z  M,  to  zawsze 

mo

ż

esz go poprosi

ć

ż

eby ci

ę

 zabrał na przeja

ż

d

ż

k

ę

 swoimi rozkosznym starym porsche. 

 

OSTANIE SŁOWO NA TEMAT KO

Ń

CA SEMESTRU 

 

Nie zakuwaj. Wiem, 

ż

e to ostatnie oceny, które licz

ą

 si

ę

 do college'u, ale ty ju

ż

 to wszystko wiesz. A 

je

ś

li  nie,  i  tak  za  pó

ź

no, 

ż

eby  nadrobi

ć

.  We

ź

  sobie  gor

ą

c

ą

  k

ą

piel  z  solami  z  Morza  Martwego,  włó

ż

 

ulubion

ą

  jedwabn

ą

  fioletow

ą

  pi

ż

am

ę

  od  Versacego,  wypij  kieliszek  szampana,  pomaluj  paznokcie 

nowym lakierem Chanel, który kupiła

ś

 w Bendel, i wy

ś

pij si

ę

ż

eby dobrze wygl

ą

da

ć

. O wiele lepiej na 

tym  wyjdziesz,  ni

ż

  gdyby

ś

  siedziała  do  pó

ź

na,  zapełniaj

ą

c  karteluszki  zapiskami,  których  rano  nie 

b

ę

dziesz w stanie odczyta

ć

. Powodzenia. Trzymam kciuki! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

nawet słynne dziewczyny zaliczaj

ą

 semestr 

Był  poniedziałek,  pierwszy  tydzień  zaliczeń  semestralnych,  a  dziewczyny  w 

najstarszej  klasie  szkoły  Constance  Billard  siedziały  na  francuskim  na  trzecim  piętrze. 

Wszystkie w mundurkach: superkróciutkich spódniczkach z szarej wełny, czarnych golfach z 

kaszmiru  firmy  TSE.  rajstopach  od  Wolforda  i  czarnych  zamszowych  mokasynach  od 

Gucciego. Siedziały zgarbione nad niebieskimi kartkami testu egzaminacyjnego i bazgrały jak 

szalone.  Blair  siedziała  w  pierwszym  rzędzie,  tuż  obok  pilnującego  ich  nauczyciela,  pana 

Beckhama,  tego  nieudacznika.  Nie  cierpiała  go,  bo  postawił  jej  tróję  za  ostatnią  pracę  na 

temat filmu. Praca dotyczyła filmów Woody'ego Allena i tego, że nie przemawiają do szerszej 

amerykańskiej  publiczności,  ponieważ  opowiadają  tylko  o  Nowym  Jorku  i  żyjących  w  nim 

neurotykach.  Okazało  się,  że  chociaż  pan  Beckham  pochodzi  ze  Środkowego  Zachodu,  jest 

fanatycznym  wielbicielem  Woody'ego  Allena.  Uznał  pracę  Blair  za  „protekcjonalną”.  Co  za 

dupek. 

Na  początku  egzaminu  była  seria  pytań,  na  które  trzeba  odpowiedzieć  w  jednym 

zwięzłym  akapicie.  Pierwsze  pytanie  brzmiało:  Qu'est  -  ce  que  vous  voulez  faire  pendant 

votre temps libres? Co lubisz robić w wolnym czasie? 

To było za łatwe. Blair lubi kupować przepiękne, markowe i drogie buty, jeść steki z 

frytkami,  pić  wódkę  Ketel  One  z  tonikiem  w  towarzystwie  Sereny  i  mnóstwo  palić.  Latem 

lubi grać w tenisa. Kiedyś lubiła też całować się w łóżku z Nate'em, gdy w tle na DVD leciało 

Śniadanie u Tiffany'ego, ale już tego nie lubi. Jest za bardzo zajęta innymi sprawami. 

Następne pytanie: Decrivez voire familie. Opisz swoją rodzinę. 

Blair  westchnęła  zirytowana.  Po  francusku  mówiła  płynnie,  więc  znała  takie 

wyrażenia jak „zadufany homoseksualista”, „głupia dziwaczka”  albo „otyły, obleśny frajer”, 

których  by  użyła  do  opisu  ojca,  matki  i  ojczyma.  Ale  pani  Rogers,  nauczycielka  od 

francuskiego, była sztywna do bólu i nie miała za grosz, poczucia humoru, więc taki opis nie 

zrobiłby  na  niej  dobrego  wrażenia.  Wobec  tego  Blair  opisała  wspaniałomyślnie  ojca  jako 

„przystojnego  gościa,  które  ma  takie  samo  hobby  jak  ja:  kupowanie  butów”,  matkę  jako 

„łagodną  blondynkę,  która  potrafi  zapomnieć  jak  się  nazywa”,  ojczyma  zaś  jako  „wesołego 

mężczyznę,  który  głośno  się  śmieje  i  ma  niezwykły  gust,  jeśli  idzie  o  ubranie”.  Jej  młodszy 

background image

brat  Tyler  to  łatwizna:  „może  wyrosnąć  na  przystojniaka,  ale  jego  najlepszy  przyjaciel  to 

konsola PlayStation 2 i kolekcja płyt z lat osiemdziesiątych”. Został Aaron. Blair zatrzymała 

się  na  chwilę.  Lubiła  Aarona,  chociaż  ostatnio  był  przygaszony  i  smutny.  Mierząc  według 

skali  braci  przyrodnich,  mogła  trafić  o  wiele  gorzej.  Uśmiechnęła  się  do  siebie  i  napisała: 

„Mój  nowy  brat  przyrodni,  Aaron,  prawdopodobnie  ocali  świat”.  Tak.  Chyba  nigdy  o  nikim 

nie powiedziała tak miłej rzeczy. 

Następne pytanie brzmiało: Imaginez qu'un djinn apparait sur votre épaule pour vous 

dire  qu'il  vous  accordera  un  seul  souhait.  Quel  serait  votre  souhait?  Wyobraź  sobie,  że  na 

ramieniu przysiada ci dżin i obiecuje spełnić jedno twoje życzenie. Jak by ono brzmiało? 

Blair  zapukała  ołówkiem  w  drewniany  blat  ławki.  Czego  by  sobie  życzyła? 

Oczywiście chciałaby się dostać do Yale. I chciałaby, żeby matka i Cyrus nigdy nie wrócili z 

miesiąca  miodowego,  żeby  nie  musiała  z  nimi  mieszkać  i  patrzeć,  jak  przez  cały  czas  się 

całują i obściskują publicznie. Chciałaby, żeby Nate wyprowadził się na Antarktydę, żeby nie 

wpadała ciągle na niego i tę jego gówniarę. I chciała też dostać jasnobrązowe skórzane kozaki 

na cieniutkim dziesięciocentymetrowym obcasie - ciągłe jeszcze nie znalazła właściwej pary. 

I chciała mieć kurtkę z baraniej skóry. I czapkę uszatkę z lisa. 

Blair  naprawdę  nie  przeszkadzało,  że  jej  ojciec  jest  gejem,  ale  żałowała,  że  znalazł 

sobie faceta we Francji, a nie w Nowym Jorku, bo wtedy częściej zabierałby ją na zakupy. I 

żałowała,  że  Serena  nie  chodzi  na  francuski,  bo  wtedy  mogłyby  siedzieć  obok  siebie  na 

egzaminie  i  pisać  do  siebie  liściki  na  temat  tych  wszystkich  szalonych  historii,  które 

wypisywali  w  gazetach  na  temat  Sereny  i  Flowa.  Żałowała  też,  że  nie  poszli  z  Nate'em  na 

całość, kiedy jeszcze byli razem, bo wtedy nie byłaby już dziewicą. Żałowała też, że tak długo 

siedziała  w  klubie  z  Milesem,  Flowem  i  Sereną,  bo  nadal  miała  lekkiego  kaca.  No  i  jeszcze 

Miles  dzwonił  do  niej  wczoraj  dwa  razy  i  zostawił  wiadomości  na  sekretarce,  chociaż 

specjalnie dała mu zmyślony numer, żeby  więcej nie musiała z nim rozmawiać.  Nie żeby w 

ogóle brała pod uwagę oddzwonienie do niego. 

W  sobotę  wieczór  dobrze  się  bawiła,  ale  do  cholery,  ostatnia  rzecz,  której  teraz 

potrzebowała, to nowy chłopak. 

Pan  Beckham  odchrząknął  głośno.  Blair  podniosła  wzrok  znad  pracy  i  spojrzała  na 

niego.  Miał  żółte  włosy.  Nie  blond,  ale  właśnie  żółte  -  jak  smarki  naprawdę  chorego 

człowieka.  Ich  spojrzenia  się  spotkały,  a  pan  Beckham  zrobił  naprawdę  coś  dziwnego: 

zaczerwienił się. 

Excuzes - moi? 

Blair  odwróciła  wzrok  przerażona.  Zamachała  nerwowo  stopami,  gdy  przeczytała 

background image

następne pytanie. Vous avez une desire. Que desirez vous? Czego pragniesz? 

Chciała, żeby ten obleśny nauczyciel od filmu, który jej nic cierpiał, nie patrzył na nią 

tak, jakby się w niej podkochiwał. Chciałaby być teraz na plaży, zamiast odmrażać sobie tyłek 

w  tej  niedogrzanej  klasie.  Żałowała,  że  nie  zjadła  śniadania,  bo  teraz  umierała  z  głodu. 

Chciała mnóstwa rzeczy, ale musiała podać jedną odpowiedź. 

Napisała coś o dostaniu się do Yale, chociaż w przypadku uczennicy w ostatniej klasie 

pisanie  o  chęci  pójścia  do  college'u  wydawało  się  oczywiste.  Wolała  jednak  wyjść  na 

nudziarę,  niż  zdradzić  pani  Rogers  osobiste,  soczyste  szczegóły  ze  swojego  życia.  Potem 

narysowała  na  marginesie  arkusza  egzaminacyjnego  bucik  na  wysokim  obcasie  i  znowu 

podniosła  wzrok  na  pana  Beckhama.  Nadal  gapił  się  na  nią,  a  jego  policzki  miały  okropny, 

buraczkowo - czerwony kolor. O czym myślał? Planował zamordowanie jej, czy zastanawiał 

się.  jak  by  wyglądała  w  samej  bieliźnie?  Blair  zdegustowana  odwróciła  wzrok.  Zerknęła  na 

swój platynowy zegarek od Cartierd. Cholera, jeszcze godzina. Następne pytanie. 

 

Dwa piętra pod Blair, w auli, Serena męczyła się na egzaminie z historii Ameryki. 

Nie. Męczenie się nie było w stylu Sereny. 

Policzyła  już  wszystkie  rozdwojone  końce  w  swoim  kucyku  -  dziewięć  -  i 

odpowiedziała na pytanie o zaangażowanie Anglików w działania wojenne w czasie II wojny 

światowej.  Napisała  bardzo  krótki  esej  na  temat  tego,  jak  to  w  czasie  wojny  wszystkiego 

brakowało  i  Angielki  przestały  nosić  pończochy,  bo  nylon  był  nie  do  dostania.  Te  śmiałe, 

pracowite  kobiety,  mające  doskonałe  wyczucie  stylu,  malowały  wzdłuż  tyłu  nogi  linie,  by 

wyglądało, że noszą pończochy. 

Serena  westchnęła.  W  tamtych  czasach  dziewczyna  pewnie  mogła  spędzić  z 

chłopakiem noc w mieście i nie znajdowała na drugi dzień swoich zdjęć w każdej rubryce z 

plotkami. Zdjęcia Sereny i Flowa w Gorgon pojawiły się w „Post”, „Entertainment Weekly”, 

„People”, „Women's Wear Daily” i na niezliczonych stronach internetowych, gdzie wszyscy 

mówili o nich „nowa para”. 

To  śmieszne.  Pocałowała  Flowa  na  do  widzenia  w  niedzielę,  tuż  nad  ranem  przed 

barem  hotelu  Tribeca  Star,  a  on  pojechał,  żeby  złapać  prywatny  samolot  nad  Zatokę 

Kalifornijską,  gdzie  kręcił  wideoklip  do  najnowszej  piosenki  45  -  Life  of  Krime,  a  stamtąd 

wybierał  się  gdzieś  na  Boże  Narodzenie.  Był  niesamowicie  słodki  i  spędzili  naprawdę 

niesamowicie  ten  czas,  ale  zdecydowanie  nie  byli  parą.  Para  znaczy,  że  widujecie  się  co-

dziennie. To znaczy, że jesteście zakochani. Może i mieli z Flowem trochę na siebie ochotę, 

ale to zdecydowanie nie była miłość, chociaż już zdążył przysłać jej kwiaty. 

background image

Ściśle rzecz biorąc, trzy tuziny naprawdę trudnych do znalezienia czarnych tulipanów. 

Serena była przyzwyczajona do otrzymywania prezentów od facetów, więc kwiaty jej 

nie  zbiły  z  tropu  -  przynajmniej  do  czasu,  kiedy  Flow  nie  zaczął  przysyłać  różnych  rzeczy 

dosłownie  codziennie.  Czasem  facet  zaczyna  przesadzać.  Weźmy  na  przykład  Dana 

Humphreya.  Kiedy  na  jesieni  wróciła  z  Francji,  ze  szkoły  z  internatem,  chodził  za  nią  jak 

zakochany psiak.  Nawet pisał dla niej wiersze, które były tak chore z miłości i poważne, że 

wydały  jej  się  przerażające.  Serena  lubiła  Dana,  ale  było  tego  trochę  za  dużo.  Na  szczęście 

związał  się  z  Vanessą,  która  przeżywała  wszystko  równie  mocno.  Tworzyli  świetną  parę.  A 

Serena  nie  chciała  się  z  nikim  wiązać.  Ceniła  sobie  niezależność,  możliwość  kierowania  się 

własnymi  kaprysami  i  robienia,  co  jej  się  żywnie  zechce.  Żyła  chwilą  -  nie  miała  zamiaru  z 

nikim być parą, bo to zniszczyłoby jej styl. 

Spojrzała  na  drugie  pytanie:  „Kiedy  Siany  Zjednoczone  przystąpiły  do  II  wojny 

światowej i dlaczego?” 

Stosowniejsze byłoby pytanie: Czy kiedykolwiek ta wiedza do czegoś jej się przyda'?? 

Odpowiedź  była  dość  oczywista:  Nigdy!  Kogo  obchodzi,  co  się  wydarzyło  w  przeszłości, 

kiedy  przed  nią  rozciąga  się  przyszłość  pełna  niesamowitych  niespodzianek  i  szaleństw 

kryjących się za każdym zakrętem? 

Ktoś popukał ją w ramię i Serena podniosła wzrok. To był pan Hanson, jej nauczyciel 

od łaciny, który pilnował uczennic na egzaminie z historii. Był wysoki i szczupły, nosił wąsy 

zawsze tej samej długości, więc dziewczyny z Constance uważały, że muszą być fałszywe. 

- Co? - zapytała Serena zaskoczona. Wiedziała, że odjechała, ale nikt nie mógł się za 

to czepiać w czasie egzaminu, nie? - Co takiego zrobiłam? 

Wtedy zorientowała się, że pan Hanson uśmiecha się pod wąsem. 

Włożył  jej  do  ręki  egzemplarz  „Post”.  Gazeta  była  otwarta  na  szóstej  stronie,  tej  z 

plotkami  o  gwiazdach,  gdzie  widniało  wielkie  zdjęcie  Sereny  i  Flowa  wsiadających  do 

taksówki, gdy wychodzili w sobotę w nocy z Gorgon. 

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale zauważyłem, że prawie już skończyłaś pisać, a ja 

się zastanawiałem, czy mogłabyś poprosić Flowa o autograf dla mnie - szepnął. - Jestem jego 

wielkim fanem. Wspaniale by było, gdybyś ty też się podpisała. 

Serena zamrugała ze zdziwienia. Przede wszystkim nie miała pojęcia, że pan Hanson 

jest  dość  wyluzowany,  by  wiedzieć,  kim  w  ogóle  jest  Flow.  Po  drugie,  nie  miała  zamiaru 

prosić  Flowa  o  nic.  Po  trzecie  -  że  co  proszę?  Daleko  jej  jeszcze  było  do  skończenia 

egzaminu! 

- Flow  jest  w  Kalifornii  -  odpowiedziała  szeptem.  -  Wystarczy,  jeśli  tylko  ja  dam 

background image

autograf? - Rozejrzała się po sali zażenowana. Większość dziewczyn przesiała pisać i albo pa-

trzyły na nią i pana Hansona, albo gadały między sobą. 

- Słyszałam,  że  Serena  i  Flow  się  zaręczyli  -  powiedziała  Nicki  Button  do  swojej 

przyjaciółki Alicii Edwards. - Pobierają się w sylwestra, w Vegas. W kasynie Bellagio. 

- W „Post” napisali, że poznali się w sobotę na balu Czerń i Biel - powiedziała Isabel 

Coates do Kati Farkas. - Ale to nieprawda. 

- Poznali  się  w  zeszłym  roku  na  odwyku,  nic?  -  powiedziała  Kati.  -  Flow  był  na 

odwyku chyba ze dwadzieścia razy. Ona też. 

Serena  złożyła  autograf  i  oddała  gazetę  panu  Hansonowi.  Miała  nadzieję,  że  nie 

postawi jej kiepskiej oceny z łaciny, skoro nie załatwiła mu autografu Flowa. 

- Dzięki - szepnął, oglądając jej podpis. Uśmiechnął się rozradowany. - Na pewno to 

kiedyś będzie warte fortunę! 

- Nie ma sprawy - odparła cierpliwie Serena. Szum na sali był coraz głośniejszy. 

- No  dobra,  dziewczęta.  Wracajcie  do  pracy!  -  zawołał  surowo  pan  Hanson,  kiedy 

wrócił do biurka. 

Serena  spojrzała  jeszcze  raz  na  arkusz  egzaminacyjny.  „Kiedy  Siany  Zjednoczone 

przystąpiły II wojny światowej i dlaczego?” 

Zanim  zaczęła  odpowiadać  na  to  pytanie,  cała  gromada  jej  koleżanek  podbiegła  z 

egzemplarzami „Post”, żeby dała im autograf. Pan Hanson nie mógł im zabronić, skoro sam 

zaczął. 

- No  dobrze  -  powiedział,  ignorując  błagalne  spojrzenie  Sereny,  -  Dam  wam  pięć 

dodatkowych  minut  na  pisanie.  Pięć  minut,  a  polem  wszystkie  macie  wrócić  na  swoje 

miejsca. 

- Ja pierwsza! krzyknęła Rain Hoffstetter, podsuwając Serenie „Post”. 

- Nie, ja! - wrzasnęła Laura Salon, odpychając Rain. 

Serena  zachichotała  ubawiona.  Kiedy  dwa  miesiące  temu  wróciła  z  internatu, 

traktowano ją jak trędowatą. A teraz wszyscy chcieli mieć jej autograf? 

Zawahała  się  z  długopisem  nad  egzemplarzem  Laury.  Napisała  swoim 

charakterystycznym, nierównym charakterem pisma: Wiem, że mnie kochasz. Serena. 

background image

seks, miło

ść

 i frankenstein 

Egzamin z angielskiego  w ostatniej klasie w Riverside Prep nieodmiennie był długi i 

trudny,  ale  Dan  się  nie  martwił.  Przeczyta!  Frankensteina  Mary  Shelley  dwa  razy,  a 

większość  wierszy  Keatsa  z  antologii  znal  na  pamięć.  Poza  tym  z  zamkniętymi  oczami 

potrafił napisać wypracowanie na piątkę. 

Po gruntownej analizie Ody do słowika zamknął arkusz egzaminacyjny i zaczął pisać 

nowy  wiersz,  który  -  miał  nadzieję  -  okaże  się  czymś,  co  będzie  można  wysłać  razem  z 

podaniami do college'ów. Właściwie zawsze pisał tylko pełne niepokoju wiersze miłosne. Ten 

zatytułował Dla Vanessy. 

 

Papier rani 

rozcinając cytryny 

słona woda w moich oczach 

 

Eksperymentował  z  nową  formą  białego  wiersza  i  nie  był  pewien,  czy  to  ma  jakiś 

sens. 

 

Twoja twarz 

Orzech 

Koisz rany 

I nakręcasz mój silnik 

 

Nakręcasz  mój  silnik?  Nie,  to  brzmi  zbyt  seksualnie.  Nie  chciał,  żeby  Vanessa  coś 

sobie  pomyślała,  gdyby  jednak  pokazał  jej  ten  wiersz.  Chodziło  mu  o  to,  że  jest  dla  niego 

inspiracją.  Dan  zagapił  się  na  słowa  i  próbował  znaleźć  lepszy  sposób  wyrażenia  myśli. 

Potem wyrwał kartkę z zeszytu i zmiął ją w kulkę. Dlaczego nie potrafi już napisać niczego 

dobrego? 

Poczuł, że ktoś na niego patrzy, i zerknął  w lewo, gdzie siedział Chuck Bass, ostatni 

kretyn.  W  siódmej  klasie  był  jednym  z  najniższych  wśród  rówieśników.  Nosił  okulary  w 

background image

rogowej oprawie, brązowe garnitury ze sztruksu i ciągle musiał iść do łazienki. Dan chodził z 

nim  na  angielski  w  siódmej  klasie.  Nauczyciel  kazał  im  napisać  na  lekcji  wiersz  o  jakiejś 

części  ciała.  Chuckowi  pisanie  szło  naprawdę  fatalnie.  Podał  więc  liścik  do  Dana,  błagając, 

żeby  napisał  coś  za  niego.  Danowi  pisanie  przychodziło  z  łatwością,  więc  napisał  pierwszą 

rzecz, która przyszła mu do głowy - wiersz o rękach i o tym, co robiły dla niego w ciągu dnia. 

Dał  ten  wiersz  Chuckowi,  a  potem  w  pośpiechu  napisał  o  swoich  ustach,  ale  ten  wiersz  nie 

był  nawet  w  połowie  tak  dobry  jak  pierwszy.  Chuck  dostał  piątkę  z  plusem  za  kawałek  o 

rękach i notkę: 

Widzisz, ile potrafisz, jak się przyłożysz? ☺ Dan za wiersz o ustach 

dostał czwórkę i notatkę od nauczyciela Wiem, że stać cię na więcej  

Początkowo  Dan  nie  miał  nic  przeciwko  temu.  Pomógł  dzieciakowi,  który 

najwyraźniej  tego  potrzebował.  Ale  w  ciągu  roku  Chuck  urósł  prawic  pól  metra,  zaczął  się 

golić, nosić sygnet z monogramem na małym palcu i granatowy szalik z kaszmiru. W dodatku 

okazał  się  potwornym  dupkiem,  zwłaszcza  jeśli  chodzi  o  dziewczyny.  Próbował  nawet 

molestować  młodszą  siostrę  Dana,  Jenny,  w  ubikacji  na  imprezie  w  zeszłym  miesiącu.  Dan 

bardzo  jasno  dał  do  zrozumienia,  że  szczerze  go  nie  cierpi,  ale  Chuck  najwyraźniej  miał  to 

gdzieś.  Nadal  od  czasu  do  czasu  prosił  o  pomoc  w  angielskim,  a  Dan  za  każdym  razem 

odpowiadał mu, żeby spieprzał. 

W tym momencie Chuck właśnie zerkał do arkusza egzaminacyjnego Dana i próbował 

przeczytać jego wypracowanie na temat Ody do słowika. Dan odwrócił kartkę na pustą stronę 

i napisał wielkimi czarnymi literami: 

Co tu zaglądasz, dupku? Pieprz się! Chuck, mrużąc 

oczy, zerknął na błękitny arkusz Dana. a potem pokazał mu środkowy palec. 

Nie, to Ty się pieprz! - napisał Dan i podkreślił to dwa razy. 

Zanim  przeszedł  do  następnego  pytania,  przeczytał  kilka  linijek  Z  Ody  do  słowika  

arkusza egzaminacyjnego. 

 

Słucham w ciemnościach. Często na pół zakochany 

Byłem w śmierci kojącej. Do niej słałem pienie... 

 

 

To  idealny  początek  wiersza  dla  Vanessy.  Ona  jest  jego  ciemnością.  Dan  naprawdę 

był na wpół zakochany w śmierci - to jego odpalanie jednego papierosa od drugiego, rzadkie 

posiłki  i  picie  kawy  w  zdecydowanie  za  dużych  ilościach.  Vanessa  trzymała  go  przy 

                                                 

 Przeł. Jerzy Pietrkiewicz. 

background image

zdrowych zmysłach. Trzymała go przy życiu. 

Wziął znowu do ręki długopis i próbował wymyślić bardziej zwięzły, poetycki sposób 

wyrażenia tego samego,  co napisał Keats, tylko innymi słowami. Ale choć się bardzo starał, 

nie potrafił wymyślić innego, choćby w połowie równie dobrego sposobu napisania tej samej 

myśli. Zamiast tego więc przeczytał następne pytanie egzaminacyjne. 

„Na  lekcji  omawialiśmy  różnorakie  symboliczne  znaczenia  stworzonej  przez 

człowieka  i  na  jego  podobieństwo  istoty  -  Frankensteina  Mary  Shelley.  Ale  co  dla  ciebie 

znaczy Frankenstein?” 

Dan  zagapił  się  w  zamyśleniu  na  jaśniejący  nad  drzwiami  sali  gimnastycznej  znak 

Wyjście.  Zawsze  uważał,  że  Frankenstein  był  przerażający,  ale  też  na  swój  sposób  piękny. 

Frankenstein  nie  chciał  nikogo  skrzywdzić,  ale  nic  panował  nad  sobą  -  był  potworem.  W 

pewnym  sensie  był  jak  miłość:  straszny  i  cudowny,  przerażający  i  wyzwalający,  budzący 

dreszcz i smutny jednocześnie. 

Drżąc  pod  wpływem  twórczej  energii,  Dan  przekartkował  arkusz  egzaminacyjny  na 

pustą stronę i napisał na górze Dla Vanessy. A potem napisał pierwszą linijkę: 

Jesteś moim 

Frankensteinem. 

O Boże. Czy w ogóle chcemy wiedzieć, jak brzmiała druga linijka? 

 

Vanessa  siedziała  na  końcu  auli  w  szkole  Constance  Billard.  Zdawała  egzamin  z 

historii  razem  z  Sereną.  Skończyła  pisać  czterdzieści  pięć  minut  wcześniej.  Teraz,  kiedy  jej 

głupawe  koleżanki  z  klasy  roiły  się  wokół  Sereny  jak  pszczoły  robotnice  wokół  królowej, 

ponieważ tak się zdarzyło, że sfotografowano ją razem z tym nudnym, pozbawionym słuchu 

chłopaczkiem  z  plakatów,  wokalistą  z  zespołu  45,  Vanessa  planowała  trasę  po  mieście  do 

filmu,  który  miała  nadzieję  wysłać  do  Uniwersytetu  Nowojorskiego  razem  z  podaniem. 

Pieprzyć  rubrykę  towarzyską.  Ona  udokumentuje  prawdziwe  życie,  które  toczy  się  w  tym 

mieście,  naprawdę  interesujące  rzeczy,  które  rozgrywają  się  tuż  pod  nosem  ludzi 

zaczytujących się plotkami z rubryki towarzyskiej. 

Przede  wszystkim  chciała  wstać  przed  świtem  i  sfilmować  rybaków,  jak  przywożą 

ryby  na  targ  w  Fulton.  Od  zapachu  ryby  krztusiła  się,  ale  to  był  idealny  pomysł:  prześledzi 

drogę  ryby  z  łodzi  na  targ,  gdzie  zostanie  sprzedana  po  jakieś  sześćdziesiąt  cztery  centy  za 

kilogram, potem do jakiejś restauracji na przedmieściach, gdzie zostanie podana z orzeszkami 

pistacjowymi,  pomidorami  i  masłem  grzybowym  za  dwadzieścia  dziewięć  dolarów  porcja. 

Zamówi ją jakaś anorektyczka, która zje ledwie parę kęsów, a reszta zostanie wyrzucona. 

background image

Vanessa żyła właśnie dla takiej ironii: gorzko -  słodkiej. Była pesymistką, a Dan był 

romantykiem i dlatego właśnie, choćby nie wiem jak go kochała, nie rozumiała, dlaczego Dan 

tak  się  nakręcał  w  związku  z  seksem.  Uważała,  że  im  dłużej  będzie  zwlekał  i  im  bardziej 

będzie rozdymał sprawę seksu, im więcej będzie pisał o tym wierszy i im bardziej martwił się 

z  tego  powodu  i  nie  mógł  spać,  tym  większe  ma  szanse  się  rozczarować.  Nie  potrafiła 

wymyślić,  jak  delikatnie  dać  mu  to  do  zrozumienia.  Przychodziła  jej  do  głowy  tylko  myśl, 

żeby go związać i zerwać z niego ubranie. Co może nie być takim najgorszym pomysłem. 

Uśmiechnęła się do siebie i wróciła myślami do filmu. 

Po  targu  rybnym  chciała  spędzić  dzień  z  policjantami,  którzy  na  rowerach  patrolują 

parami  Central  Park.  Zawsze  wyglądają  tak,  jakby  nic  nie  obchodziły  ich  niepełnoletnie 

dzieciaki, które na Owczej Łące ćpają albo piją. Chciała sprawdzić, czy kiedykolwiek kogoś 

aresztują,  czy  tylko  próbują  sobie  wyrobić  mięśnie  nóg  pedałowaniem.  Policja  pewnie  nie 

zgodzi się na filmowanie, jeżeli Vanessa nie zdobędzie jakiegoś specjalnego pozwolenia, ale i 

tak pomysł był fajny. 

Na  koniec  chciała  pokręcić  się  przy  sprzedawcy  hot  dogów.  Zobaczyć  jego  dom, 

rodzinę, psa. Sprawdzić, czy ma stałych klientów. Zobaczyć, czy przypadkiem, gdy czeka na 

klientów,  nie  czyta  czegoś,  co  naprawdę  jest  wyzwaniem,  na  przykład  Tęczy  grawitacji 

Thomasa  Pynchona.  I  sprawdzić,  czy  nie  marzy,  aby  pewnego  dnia  stanąć  na  czele  tłum.  A 

może jest po prostu szczęśliwy jako sprzedawca  hot dogów i cieszy się,  że przez cały dzień 

może jeść je za darmo. 

Poruszenie  na  początku  sali  przyciągnęło  uwagę  Vanessy.  Tłum  lemingów  wokół 

krzesła Sereny zaczął się rozpraszać. 

- Dziękuję  wam,  dziewczęta.  Dziękuję,  Sereno!  -  zawołał  pan  Hanson.  -  Macie 

dziesięć dodatkowych minut. 

Vanessa patrzyła, jak Serena wraca do gorliwego liczenia rozdwajających się włosów. 

Serena i Dan mieli grać w październiku w filmie Vanessy, w Wojnie i pokoju. Ale Dan 

zachowywał się w towarzystwie Sereny jak kompletny idiota i Vanessa nie mogła tego znieść, 

więc  poprosiła  dziewczynę,  która  ledwie  potrafiła  grać,  żeby  wzięła  główną  żeńską  rolę. 

Serena  też  zainteresowała  się  Danem,  ale  to  trwało  jakieś  pięć  sekund.  I  zanim  zdążyła 

narobić  zbyt  wielu  szkód,  Vanessa  wparowała  ze  swoją  ogoloną  głową,  czarnym  golfem  i 

glanami, żeby uleczyć jego złamane serce. 

Założyła  nogę  na  nogę.  Myśl  o  ratowaniu  Dana  przed  złamaniem  serca  sprawiła,  że 

jeszcze bardziej chciała iść z nim do łóżka. Westchnęła niecierpliwie. W ferie będą spędzać z 

Danem mnóstwo czasu razem. Bez specjalnej opieki ze strony dorosłych. Jest gotowy czy nie, 

background image

to tylko kwestia czasu - w końcu to zrobią. 

Widzicie?  Mimo  wizerunku  twardziela  i  pogardy  dla  niemal  wszystkich 

przedstawicieli  rasy  ludzkiej,  Vanessa  była  tylko  kolejną,  ciekawą  świata  siedemnastolatką. 

Wszystkie jesteśmy takie same. 

background image

N nie mo

ż

e przesta

ć

 my

ś

le

ć

 o tylko B 

Nate jadł lunch w Jackson Hole razem z Anthonym Avutdsenem, Charliem Demem i 

Jeremym  Scottem  Tompkinsonem  w  czasie  godzinnej  przerwy  między  egzaminami  z 

matematyki  i  chemii.  Egzamin  z  matmy  byt  cholernie  trudny.  Teraz  ładowali  w  siebie 

hamburgery,  frytki  i  colę,  żeby  przetrwać  przez  chemię,  na  której  będzie  pewnie  jeszcze 

gorzej.  Nate  myślał  o  tym,  że  restauracja  powinna  zainwestować  w  wiatraki  na  suficie,  by 

pozbyć  się  smrodu  cebuli  smażonej  na  głębokim  oleju,  który  ciągle  wisiał  w  powietrzu. 

Rozmyślał też o Jenny i Blair w taki luźny, niesprecyzowany sposób, w jaki zwykle myślał o 

większości spraw. 

Od  soboty  Jennifer  się  nie  odzywała,  co  było  dość  dziwne.  bo  zwykle  wysyłała  mu 

zagadkowe,  krótkie  SMS  -  y  na  komórkę  albo  słodkie  liściki  na  adres  mailowy  w  Szkole 

Świętego Judy. Może po prostu była zajęta uczeniem się do egzaminów semestralnych. 

Nate  odsunął  talerz  i  wyjął  z  kieszeni  nokię.  Nie  zaszkodzi,  jeśli  wyśle  krótką 

wiadomość, żeby nie upadała na duchu w czasie egzaminów. 

Och, jakie to przemyślne. 

Napisał: 

Powodzi Czw popoł 

ś

w - czne zakupy razem. Buziaki. N.

 

Jeremy wyciągnął swoje chude  ręce w  górę i pokręcił  głową, żeby  rozluźnić mięśnie 

karku. 

- Ej, facet, do kogo piszesz? - Był niskim, niezgrabnym dzieciakiem, tak chudym, że 

prawie  gubił  spodnie,  ale  nadrabiał  to  fryzurą  w  stylu  angielskich  gwiazdorów  rocka  i 

slangiem trawiarzy. 

- Nie twój interes. - Nate wzruszył ramionami. 

Anthony  wsunął  do  ust  garść  zimnych,  przesiąkniętych  keczupem  frytek.  Grał  w 

niemal wszystkich drużynach Szkoły Świętego Judy, więc mógł jeść frytki przez cały dzień i 

nadal świetnie wyglądał. 

- Ej, zauważyłeś, że w sobotę Blair wyglądała naprawdę odlotowo? 

Nate kiwnął głową, widząc oczami wyobraźni napiętą od gry w tenisa pupę Blair pod 

obcisłą czarną sukienką. Naprawdę dobrze wyglądała. 

- Oczywiście, nie jest tak rozwinięta jak Jennifer - dodał Anthony. 

background image

Chłopcy przestali się już od jakiegoś czasu nabijać z Nate'a z powodu umawiania się z 

dziewięcioklasistką,  ale  przez  cały  czas  robili  aluzje  do  wyjątkowo  dużych  piersi  Jenny. 

Trudno było się powstrzymać. 

Nate  uśmiechnął  się.  Potem  zmarszczył  brwi,  próbując  przypomnieć  sobie,  jak 

wyglądała w sobotę, ale przypominała mu się tylko burza brązowych loków, cudowny rowek 

i nieśmiały uśmiech. 

Łyknął coli, mrużąc śliczne zielone oczy i myśląc intensywnie. 

A to było naprawdę niezwykłe w jego przypadku. 

Dziwne, ale Nate jeszcze nigdy nie usiadł i nie zaczął porównywać dwóch dziewczyn. 

Naprawdę  bardzo  lubił  Jennifer  -  była  mniej  wymagająca  od  Blair,  która  zawsze  chciała 

wiedzieć, o czym myśli albo gdzie był i z kim. Jenny nie naciskała go w żaden sposób, a Blair 

zmuszała  go,  żeby  też  złożył  papiery  do  Yale.  aby  mogli  razem  mieszkać  w  kampusie,  albo 

dawała  mu  drogie  prezenty,  zmuszając  go  do  odwzajemnienia  gestu  i  kupienia  czegoś  dla 

niej.  Jenny  miała  niesamowite  piersi,  a  Blair  po  prostu  miała  piersi.  Ładne,  ale  nic 

nadzwyczajnego. 

Jednak  mimo  wad  Blair  Nate  zawsze  czuł,  że  naprawdę  się  znają  -  w  końcu  razem 

dorastali. Przez cały czas, kiedy się spotykali, miał wrażenie, że zmierzają ku czemuś. Był w 

tym jakiś  cel, jak czerwona pinezka, którą wbijał w mapę morską, kiedy przybijał łodzią do 

jakiegoś portu. Tym celem był po części seks - robili już wszystko poza tym, więc siłą rzeczy 

musiał to być następny  krok. Ale też coś mniej określonego. Ich życie płynęło w podobnym 

tempie,  osobno,  ale  razem,  jak  łodzie  na  regatach.  Oboje  mieli  siedemnaście  lat.  Oboje  w 

czerwcu kończyli szkołę. Oboje od przyszłego roku zaczynali naukę w college'u. 

On  i Jennifer  płynęli  zupełnie  różnym  kursem.  I  niestety  seks  nie  majaczył  nawet  na 

horyzoncie. Miała dopiero czternaście łat. W przyszłym roku i jeszcze przez kolejne dwa lata 

będzie  codziennie  wkładała  mundurek  i  biegła  do  Constance  Billard,  podczas  gdy  on  Bóg 

jeden  wie  co  będzie  robił  w  college'u.  Większość  chłopaków  ta  różnica  wieku  by  odrzuciła, 

ale dla Nate'a to było na swój sposób wygodne. Podczas gdy on będzie dryfował w kierunku 

nieopisanych wód przyszłości, Jenny zostanie bezpiecznie zakotwiczona w domu. On będzie 

mógł do niej pisać, dzwonić albo wrócić i zobaczyć się z nią i nic się nie zmieni. 

Charlie  dźgnął  niedojedzoną  marynatę  widelcem  i  rzucił  ją  na  wierz  Nate'a,  jakby  to 

była martwa ryba. 

- Wyglądasz, jakbyś był na głodzie. Wytrzymasz na chemii? 

Nate podniósł wzrok i ścisnął w kieszeni małą plastikową torebkę z trawką. Zerknął na 

zegarek. 

background image

- A co powiecie na szybkiego dymka przed egzaminem? 

Pozostała  trójka  z  entuzjazmem  pokiwała  głowami.  Nate  uśmiechnął  się  i  wstał.  Coś 

sobie poukładał w głowie, chociaż nie był do końca pewien co. 

- Dobra - powiedział. - Do dzieła. 

background image

mo

ż

e faceci s

ą

 jak ciuchy 

Podczas gdy starsze i młodsze klasy w szkole Constance Billard zaczynały swój drugi 

egzamin  semestralny,  Jenny  siedziała  na  lekcji  higieny,  rozmawiając  między  innymi  o 

miłości, seksie, szamponie i fizjologii chłopców. 

Jedenaście  dziewcząt  w  kole  na  podłodze  pod  rozświetlonym  słońcem  oknem,  w 

przytulnym  kącie  pokoju,  który  pomyślano  w  szkole  specjalnie  dla  tak  intymnych  lekcji  jak 

zajęcia  z  higieny  w  dziewiątej  klasie.  Na  podłodze  leżał  puszysty  karmazynowy  dywan 

zamiast  zielonego  chodnika  w  odcieniu  wymiocin,  jaki  leżał  w  szkole  wszędzie.  Ściany 

pomalowano  na  wesoły  chabrowy  kolor  z  bordiurą  w  kolorze  lnu.  Stała  tam  tablica  z 

mnóstwem kolorowej kredy do rysowania diagramów przez nauczycieli. A co najważniejsze, 

nie stały tam żadne ławki, więc dziewczyny mogły się naprawdę rozluźnić i mówić o tym, co 

chodzi im po głowie. 

Zajęcia prowadziła pani Doherty, hipiska w stylu New Age, nauczycielka tańca, która 

miała  dwadzieścia  pięć  lat,  wspaniałą,  wyrobioną  dzięki  jodze  figurę,  długie  kasztanowe 

włosy i bladą twarz zawsze bez grama makijażu. Była jedyną nauczycielką gimnastyki, która 

nie wyglądała jak babochłop. Dziewczyny uwielbiały jej otwarty, prostolinijny sposób bycia, 

może z wyjątkiem jej skłonności do mówienia o różnych kłopotliwych częściach ciała, jakby 

opowiadała  o  swoim  psie.  Pani  Doherty  pozwalała  dziewczynom  wybierać  temat  do 

rozmowy, więc zwykle na zajęciach rozmawiały o chłopcach. 

- Serio nic rozumiem, jak mamy poznawać nowych chłopaków, skoro dziewięćdziesiąt 

procent  czasu  spędzamy  w  wyłącznie  damskim  środowisku  -  skarżyła  się  Kim  Swanson. 

Ostrożnie  pogładziła  dłońmi  wymodelowane  blond  włosy,  na  których  od  czwartej  klasy  co 

miesiąc miała robione jasne pasemka w salonie Johna Barretta. 

Jenny  siedziała  obok  Kim  i  zachwycała  się  tym,  że  wszystko  w  niej  jest  takie 

perfekcyjne.  Paznokcie  z  francuskim  manikiurem,  złotobeżowa  opalenizna  z  solarium, 

subtelnie  nałożony  tusz  Chanel,  cienie  do  oczu,  błyszczyk.  kwadratowe,  brylantowe  wkrętki 

od Cartiera w uszach, śnieżnobiała koszula od Agnés B. Może gdyby Kim nie poświęcała tyle 

czasu na pielęgnację urody, miałaby więcej wolnego czasu na spotykanie się z chłopakami. 

Pani Doherty uśmiechnęła się swoim pogodnym, życzliwym uśmiechem. 

background image

- Wiem,  że  jest  trudno,  Kim  -  powiedziała  współczująco.  -  Mogę  ci  tylko 

podpowiedzieć,  żebyś  zaangażowała  się  w  koedukacyjne  zajęcia  międzyszkolne,  takie  jak 

kółko  teatralne  albo  chór.  A  jeśli  twoje  przyjaciółki  mają  znajome,  które  znają  jakichś 

chłopców, to nie wstydź się i poproś, żeby cię przedstawiły! 

- Pani  Doherty,  jak  pani  uważa,  czy  trzeba  być  zakochaną  w  chłopaku,  żeby  z  nim 

być?  -  zapytała  Jessica  Soames.  Jessica  wyglądała  dokładnie  tak  jak  baśniowa  Królewna 

Śnieżka: miała gęste czarne włosy, czerwone pełne usta, szare oczy o długich rzęsach, ale nie 

była  tak  czysta  jak  świeży  śnieg.  Zaczęła  miesiączkować  już  w  czwartej  klasie,  a  według 

plotek straciła dziewictwo w szóstej. Początkowo to ona miała największe piersi w klasie, ale 

w ciągu ostatniego roku Jenny ją przegoniła. 

Pani  Doherty  odgarnęła  kasztanowe  pasmo  za  ucho  i  pogładziła  cieniutkie  brwi, 

ewidentnie  szukając  dyplomatycznej  odpowiedzi,  tak  żeby  podtrzymać  dyskusję.  Ale  zanim 

zdążyła coś powiedzieć, odezwała się mała Jenny Humphrey. 

- Tak,  zdecydowanie.  To  znaczy,  może  potrzeba  chwili,  żeby  się  zorientować,  że 

jesteście  w  sobie  zakochani,  ale  kiedy  okaże  się,  że  ty  nie  jesteś,  uważam,  że  powinnaś 

zerwać. 

Wszystkie,  łącznie  z  panią  Doherty,  spojrzały  na  nią.  Pani  Doherty  -  bo  Jenny 

Humphrey  nigdy  nie  odzywała  się  na  zajęciach,  a  tu  nagle  wyraża  tak  jednoznaczne 

przekonania.  Dziewczyny  -  bo  wiedziały,  że  Jenny  zdołała  zwinąć  Nate'a  Archibalda  Blair 

Waldorf, co wydawało się niezwykłe i nie było siły, żeby lego dokonała bez pójścia na całość, 

i  to  niejeden  raz.  Czy  Jenny  Humphrey  w  ukryciu  nie  jest  jeszcze  gorszą  puszczalską  od 

Jessiki Soames? I czy właśnie się do tego przyznała? 

Kiedy Jenny zorientowała się, że wszyscy na nią patrzą, zaczerwieniła się. 

- To znaczy, nie uważam, że musisz zerwać, skoro nie powiedzieliście sobie „kocham 

cię”. Nadal możecie spotykać się i w ogóle, i czekać, aż nadejdzie na to właściwa chwila. 

Pani  Doherty  skinęła  głową  i  rozciągnęła  w  uśmiechu  nieumalowane  usta.  Miłość  to 

jej ulubiony temat. 

- Kiedy  człowiek  się  zakocha  pierwszy  raz,  czasem  nic  potrafi  tego  rozpoznać. 

Niektórzy mylą miłość z grypą! 

Kilka  dziewczyn  zachichotało,  a  Jenny  uśmiechnęła  się  do  siebie.  Doskonale 

wiedziała, co ma na myśli pani Doherty. Czasem Jenny kręciło się w głowie i robiło się słabo, 

gdy była z Nae'em. Jakby ją rozkładało zapalenie płuc albo coś takiego. 

- Ale nie uważam też - ciągnęła pani Doherty - że trzeba być zakochanym, aby być w 

związku. Macie dopiero czternaście lat. Nie zamierzacie od razu wychodzić za chłopaka, nie? 

background image

Dopiero uczycie się być z kimś. To jak przymierzanie ubrań. Trzeba przymierzyć różne style i 

rozmiary, żeby wiedzieć, w czym ci jest najlepiej. 

Jenny  zmarszczyła  brwi.  Nie  chciała  przymierzać  różnych  stylów  i  rozmiarów. 

Chciała tylko Nate'a. 

- Czekajcie, mówimy o seksie z kimś, kogo się nie kocha, czy tylko o spotykaniu się? 

- zapytała sprytnie Alicia Armstrong. Okręcała na nadgarstku opaskę z różowej skóry. - Bo ja 

uważam, że zdecydowanie trzeba się zakochać, jeśli myśli się o seksie. 

- Och, na pewno - zgodziła się szybko Jenny, znowu się czerwieniąc. 

Reszta  klasy  znowu  spojrzała  na  nią.  Więc  przyznaje,  że  poszła  do  łóżka  z  Nate'em, 

czy temu zaprzecza? 

Jenny nie mówiła o seksie, ale teraz zdała sobie sprawę, co Jessica miała na myśli, gdy 

powiedziała  „być  z  facetem”.  Wyciągnęła  nitkę  włóczki  z  czerwonego  dywanu.  Ona  nawet 

nie myślała o seksie. Chodziło o miłość. Jak długo powinna czekać, nim powie Nate'owi, że 

go kocha? A może powinna poczekać, aż on pierwszy to powie? 

Znowu podniosła rękę, ale Azaria Muniz była pierwsza. 

- Pani Doherty, czy to prawda, że trzeba zmieniać szampony przy myciu włosów, żeby 

uniknąć  problemów?  -  Azaria  miała  faliste  włosy  w  kolorze  miodu  aż  do  tyłka,  a  w  szafce 

pełno kosmetyków do ich pielęgnacji. 

Pani Doherty spojrzała na Azarię nieprzytomnie. 

- Proszę  się  na  mnie  nie  powoływać,  ale  osobiście  uważam,  że  dopóki  używa  się 

dobrych kosmetyków z naturalnych składników, można używać cały czas jednego szamponu i 

o nic się nie martwić. - Uśmiechnęła się i odwróciła do Jenny, chętna, aby wrócić do tematu 

miłości. - Tak, Jenny? Podniosłaś rękę? 

Jenny  spojrzała  na  sufit,  ostrożnie  dobierając  słowa.  Zanim  zaczęła,  Jessica 

niegrzecznie weszła jej w słowo. 

- Czy  to  prawda,  że  wszystkie  wrażenia  odbiera  tylko  koniec  penisa?  -  zapytała, 

marszcząc z powagą brwi, jakby pytała o odkrycie atomu. 

Reszta klasy zachichotała. Jessica zawsze zadawała najbardziej szokujące pytania, ale 

w głębi ducha wszystkie się z tego cieszyły. 

- Jessica,  proszę  nie  przerywać  koleżankom  -  powiedziała  spokojnie  pani  Doherty.  - 

Żeby krótko odpowiedzieć na twoje pytanie: tak, zakończenie penisa jest bardzo wrażliwe, ale 

to się różni w zależności od osoby. - Potem odwróciła się do Jenny: - Co chciałaś powiedzieć? 

Jenny  parsknęła  i  zaczerwieniła  się.  Penis,  penis,  penis!  To  słowo  zawsze  ją 

śmieszyło. 

background image

- Tak? - ponaglała nauczycielka. 

Jenny zakryła usta dłonią. 

- Och, nic takiego. 

Jessica zmrużyła oczy. 

- Co cię tak śmieszy? To najwrażliwsza część Nate'a? Koniuszek? 

Jenny przestała się śmiać. Zaczerwieniła się aż po czubki uszu. 

- Jessica,  nie  zapominaj,  żadnych  imion  i  nazwisk  -  ostrzegła  ją  pani  Doherty. 

Poprawiła  nogi  splecione  w  pozycji  lotosu  i  odchrząknęła.  -  Chcę  wam  przypomnieć, 

dziewczęta, że nasza rozmowa jest poufna. Nic, co zostanie tu powiedziane, nie może zostać 

powtórzone poza grupą. 

Aha,  jasne.  No  więc  jakim  cudem  cala  szkoła  wie,  że  Alicia  Armstrong  nie  używa 

tamponów, bo jej rodzice uważają, że gdyby zaczęła, przestałaby być dziewicą? 

Jenny nie była głupia. Wiedziała, że cokolwiek powie, na pewno zostanie powtórzone, 

więc pomyślała, że bezpieczniej nic nie mówić. 

- Pamiętam,  jak  pierwszy  raz  zobaczyłam  penis  -  wypaliła  Jessica,  po  raz  kolejny 

wywołując w klasie wybuch chichotów. - Zupełnie spanikowałam! 

Pani  Doherty  uśmiechnęła  się  ze  spokojem  buddysty  zen.  Nawet  Jessica  Soames  nie 

potrafiła wyprowadzić jej z równowagi. 

- Przypominam - powiedziała - to jest miejsce do zadawania pytań... 

- Nie rozumiem, na czym polega erekcja. Jak to właściwie się dzieje? - zapytała Kim 

Swanson. 

- Czy to prawda, że każdy chłopak ma erekcję z samego rana? - spytała Roni Chang. 

Pani Doherty westchnęła. Zaczęła taktownie odpowiadać. Jenny wyłączyła się, wolała 

dalej rozmyślać o miłości. 

Jeżeli chłopcy byli jak ciuchy, jak to ujęła pani Doherty, to Nate był jak jej pierwsza 

para dżinsów Diesela, które wkładała tylko na specjalne okazje, ponieważ były tak ładne, że 

nie chciała ich zabrudzić. Ale im częściej je nosiła, im częściej je prała, tym lepiej pasowały, 

aż w końcu nie mogła żyć bez nich - tak idealnie leżały. A skoro tak absolutnie była pewna 

swoich uczuć do niego, to co złego jest w powiedzeniu mu o tym? 

background image

niezwykła odpowied

ź

 na zwykle pytanie 

Blair  oddala  swój  esej,  który  miała  wysiać  do  Yale  wcześniej  tego  ranka  i  kiedy 

egzaminy  z  matmy  i  francuskiego  wreszcie  się  skończyły,  wpadła  do  biura  doradcy,  żeby 

sprawdzić, czy pani Glos już go przeczytała. 

Pani Glos przeglądała akta, a zadziwiająco długie, szczupłe nogi trzymała poprawnie 

skrzyżowane w kostkach. 

- O, witam. Może usiądziesz? 

Blair  spojrzała  krytycznie  na  brzydkie,  ortopedyczne  buty  pani  Glos.  Co  za  strata, 

żeby takie wspaniałe nogi trafiły się starej kobiecie, która nie ma żadnego gustu, jeśli idzie o 

buty. Usiadła na twardym, drewnianym krześle naprzeciwko biurka. 

- Przeczytałam twoje wypracowanie. - Pani Glos  przekartkowała stos prac na biurku, 

aż znalazła esej Blair. Zacisnęła wąskie usta i dotknęła lekko chusteczką  nosa. Często miała 

krwotoki  z  nosa  i  uważano,  że  choruje  na  jakąś  rzadką  zakaźną  chorobę.  Wszystkie 

dziewczyny bały się dotykać materiałów, które im rozdawała. 

Blair uniosła idealnie wyregulowaną brew. 

- I...? 

Pani  Glos  podniosła  wzrok.  Włosy  w  mysim  odcieniu  brązu  podwijały  się  jej  na 

końcach,  ledwie  muskając  podbródek.  Zawsze  wyglądały  dokładnie  lak  samo,  więc  musiała 

to być peruka. 

- Powinnaś jeszcze raz się do niego przymierzyć, jeśli poważnie myślisz o pójściu do 

Yale. 

Chwilę potrwało, nim Blair to zrozumiała. 

- Ale... 

Pani Glos otworzyła pracę Blair i popukała w spięte kartki długim, ohydnym, żółtym 

paznokciem. 

- To  jest  idealne  wypracowanie  na  temat  życia  Audrey  Hepburn  -  powiedziała.  -  Ale 

nic nie mówi o tobie. Musisz pokazać ludziom w Yale, że potrafisz dobrze pisać, że myślisz 

w twórczy sposób i że potrafisz dać niezwykłą odpowiedź na zwykłe pytanie. 

Blair  wzięła  sześć  spiętych  kartek  w  dwa  palce.  W  skroniach  jej  dudniło.  Miała 

background image

potworną ochotę powiedzieć pani Glos, żeby spieprzała i żeby kupiła sobie nową perukę, ale 

wiedziała,  że  doradczyni  jest  naprawę  dobra  w  swojej  pracy  i  mogła  pomóc  dostać  się  do 

Yale. 

- Dobrze - stwierdziła krótko. - Spróbuję jeszcze raz. 

- Grzeczna dziewczynka. Spróbuj nie być taka dosłowna. Pokaż im, jak bardzo cenisz 

filmy Audrey Hepburn, zamiast mówić im o tym. 

Blair  kiwnęła  głową  i  wstała.  Poprawiła  spódnicę,  próbując  zachować  kamienną 

twarz, mimo że tak potwornie ją obrażono. Zachowała się właśnie tak, jak zrobiłaby Audrey. 

- Wesołych świąt - dodała uprzejmie. 

Pani Glos znowu przytknęła chusteczkę do nosa i uśmiechnęła się. 

- Wesołych świąt, Blair. 

Blair zamknęła za sobą drzwi i wrzuciła skażony zarazkami esej do metalowego kosza 

na  śmiecie,  wzdychając  przy  tym  ze  złością.  Tyle  jeśli  idzie  o  dobrą  zabawę  na  plaży  w  St. 

Bans.  Serena  będzie  musiała  sama  o  siebie  zadbać,  bo  Blair  cale  pieprzone  ferie  spędzi  w 

domu, pisząc od początku wypracowanie do Yale. Miała ochotę napisać: „Do jasnej cholery, 

po prostu mnie przyjmijcie” i wysłać to do komisji rekrutacyjnej w Yale, ale zważywszy, że 

opowiedziała facetowi od rozmowy kwalifikacyjnej cale swoje życie, a potem go pocałowała, 

to chyba nie był najlepszy pomysł. 

Ruszyła  schodami  na  górę,  żeby  zabrać  z  szafki niebieski  płaszcz  od  Marca  Jacobsa. 

Po drodze wpadła na Kati Farkas i Isabel Coates, które akurat schodziły. 

- Jak ci poszło na francuskim? - zapytała Kati. Tego ranka padało, gdy szła do szkoły, 

i jej jasnorude włosy się poskręcały. 

Blair  pomyślała,  że  Kati  wygląda  jak  pudel,  w  którego  strzelił  piorun.  Wzruszyła 

ramionami. 

- Bez sensu. 

Niecierpliwie  odrzuciła  włosy  z  twarzy.  Miała  już  dość  rozmawiania  o  ocenach, 

szkole i egzaminach. 

Isabel przeczesała palcami krótki ciemny kucyk i uniosła podbródek. 

- Wiem,  że  to  zabrzmi  dziwacznie,  ale  wczoraj  poszłam  na  powtórkę  Z  historii  do 

pana Noble'a i to mi pomogło. Naprawdę dla mnie egzamin był całkiem prosty. 

A  ty  jesteś  naprawdę  wkurzająca,  zauważyła  w  myślach  Blair.  Ojciec  Isabel  był 

aktorem telewizyjnym, który głównie czytał zza kadru i miał sztuczny brytyjski akcent. Isabel 

lubiła  go  naśladować  i  dlatego  mówiła  „całkiem  prosty”  zamiast  „totalnie  lajtowy”.  nie 

wrzucała na luz. 

background image

Kati kiwnęła głową. 

- I  był  krótki.  A  widziałaś  Serenę?  Jeszcze  nie  skończyła.  Siedziała  i  gapiła  się  na 

swoje włosy, gdy my już wychodziłyśmy. 

Oczywiście pominęła ten epizod, kiedy Serena rozdawała autografy. Żadna by się nie 

przyznała Blair, że poprosiła o podpis. 

- Na pewno dobrze jej poszło - stwierdziła lojalnie Blair. Serena nigdy się nie uczyła i 

nie  chodziła  na  zaawansowane  zajęcia,  ale  zawsze  udawało  jej  się  jakoś  wybronić  dzięki 

aktywności  na  lekcjach  i  pisaniu  względnie  przyzwoitych  prac.  Była  bystra  -  jak  wszystkie 

dziewczyny w Constance - ale nauczyciele już od drugiej klasy narzekali, że nie wykorzystuje 

potencjału. W głębi duszy  Blair cieszyła się, że Serena tak odpuszcza sobie szkołę. Żadnym 

cudem nie mogłyby się przyjaźnić, gdyby Serena nie dość, że była taka śliczna, to jeszcze by 

zbierała same piątki. 

- Więc co było między tobą a Milesem? - zapytała Isabel. 

Blair  nie  mogła  uwierzyć  własnym  uszom.  Przecież  leżały  nieprzytomne,  pijane  na 

tyle  limuzyny,  a  ona  pozbyła  się  ich  bez  mrugnięcia  okiem.  Teraz  zachowywały  się,  jakby 

znowu chciały być jej najlepszymi przyjaciółkami. Nie miała ochoty na pogaduszki z nimi o 

jakimś gościu, którego pewnie nigdy więcej nic zobaczy. I to tylko po to, żeby miały o czym 

plotkować w szkole. 

- Naprawdę nic takiego - odparła nonszalancko. 

- Och, robisz się taka tajemnicza - zagruchała Isabel. - To znaczy, że musiało coś być. 

Blair przewróciła oczami. 

- Jak chcesz. 

- Więc  co  powiedziała  pani  Glos  na  temat  twojego  wypracowania  do  Yale?  - 

dopytywała się Kati. 

Tak  to  właśnie  jest,  jak  chodzisz  do  małej  żeńskiej  szkoły:  wszyscy  wiedzą  o 

wszystkim. To doprowadzało Blair do szału. 

- Podobało  jej  się  -  skłamała.  Zaczęła  iść  po  schodach,  a  jej  mały  pierścionek  z 

rubinem pobrzękiwał metalicznie o poręcz. - Do zobaczenie później. Muszę zacząć uczyć się 

do angielskiego. 

- Czekaj! - krzyknęła Isabel. 

Blair odwróciła się i zatrzymała. 

- Co? 

- To prawda, że Serena i Flow się zaręczyli? 

Blair ledwo potrafiła zdusić śmiech. Wiedziała, że powinna im powiedzieć prawdę, ale 

background image

o wiele ciekawsze było skłamać. 

- Aha - powiedziała, kręcąc głową z niedowierzającym uśmiechem. - Szaleństwo, nie? 

Obie  dziewczyny  popatrzyły  po  sobie,  podniecone  tym,  że;  potwierdziły  u 

wiarygodnego źródła lak wstrząsającą plotkę. 

- I nadal jedzie z tobą na St. Bans? - dopytywała się Kati. 

Blair kiwnęła głową i obróciła pierścionek z rubinem na palcu. 

- Będziemy tam planować jej ślub. 

- Och,  to  brzmi  super!  -  rzuciła  Isabel  z  wyjątkowo  odrzucającym  brytyjskim 

akcentem.  Zerknęła  na  Kati,  a  potem  na  Blair.  -  Myślisz,  że  poprosi  nas,  żebyśmy  były 

druhnami? 

Blair  odwróciła  się  i  poszybowała  z  wdziękiem  po  schodach,  tak  jak  Audrey  we 

wspaniałej sukni od Givenchy'ego w czasie pokazu mody w Zabawnej buzi. 

- Może! - krzyknęła. - Jeśli będziecie dla niej mile. 

To, że całe ferie musi spędzić na ponownym pisaniu wypracowania, nie znaczy, że nie 

może jednocześnie trochę się zabawić. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie

 

No dobra, przetrwały

ś

my koniec semestru - teraz trzeba sobie umili

ć

 

ż

ycie. 

 

LISTA 

Ś

WI

Ą

TECZNYCH 

Ż

YCZE

Ń

 

 

1 czapka z lisiego futra z Fendi, chocia

ż

 pewnie którego

ś

 pó

ź

nego wieczoru zostawi

ę

 j

ą

 w taksówce. 

1  zamszowa  torebka  z  fr

ę

dzelkami,  na  nadgarstek  -  dobra, 

ż

eby  wyj

ść

  z  domu,  maj

ą

c  tylko  klucze, 

kart

ę

 kredytow

ą

 i błyszczyk do ust. Po co komu co

ś

 wi

ę

cej? 

Roczny  abonament  na  wizyty  w  salonie  Red  Door  Elizabeth  Arden  na  nakładanie  wosku  na  twarz, 

brwi i okolice bikini, na maseczki z wodorostów, podcinanie włosów i robienie pasemek. 

1 para kozaków z jasnobr

ą

zowej skóry. 

1 para ciemnobr

ą

zowych kozaków. 

1  para  czarnych  kozaków  do  kolan.  Wszystko  od  Stephane'a  Keliana  i  wszystkie  na 

dziesi

ę

ciocentymetrowych obcasach. Nie mo

ż

na mie

ć

 za du

ż

o butów. 

1 kurtka z baraniej skóry z Fendi. 

1 superdu

ż

e pudełko trufli z ciemn

ą

 czekolad

ą

 Godivy - moja słabo

ść

. Có

ż

, jedna z wielu. 

1 kaszmirowy szlafrok k

ą

pielowy, biały, z TSE, a do tego pasuj

ą

ce kapcie, te

ż

 z kaszmiru. 

Wszystkie klasyczne filmy Hitchcocka na DVD. 

Przyj

ę

cie do wszystkich college'ów. do których wysłałam podanie. 

Sylwester, który całkowicie odmieni moje 

ż

ycie!! 

 

Na celowniku 

 

B  wypo

ż

ycza  z  biblioteki  na  Manhattanie  wszystkie  ksi

ąż

ki  o  Audrey  Hepburn.  A  i  jego  przyjaciel  M 

spaceruj

ą

  z  bokserem  (to  jest  pies,  a  nie  mistrz  wagi  ci

ęż

kiej)  koło  szkoły  dla  dziewcz

ą

t  Constance 

Billard i zagl

ą

daj

ą

 w o

ś

miok

ą

tne okna na parterze - ciekawe, kogo szukaj

ą

S sprezentowała swojemu 

od

ź

wiernemu  akwarium  z  małymi  barakudami.  Codzienne  prezenty  od  Flowa  to  lekka  przesada?  N 

background image

popala  z  kumplami  na  Owczej  Ł

ą

ce.  J  przygotowuje  wspaniał

ą

  złocon

ą

  kartk

ę

  dla  N  na  zaj

ę

ciach  z 

plastyki. D wyrzuca jeden ze swoich cennych czarnych notatników do kosza na Broadwayu. Blokada 

twórcza to straszna sprawa, nie? V kr

ę

ci si

ę

 za jakim

ś

 biednym, Bogu ducha winnym sprzedawc

ą

 hot 

dogów w parku na Washington Square. K i I walcz

ą

 o czapk

ę

 z lisa w Intermix. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Kochana „Plotkaro”! 

Odk

ą

d zacz

ę

ła

ś

 pisa

ć

 t

ę

 stron

ę

, staram si

ę

 domy

ś

li

ć

,  kim jeste

ś

. Chyba nie mogłaby

ś

 tyle 

mówi

ć

  o  swoich  znajomych,  gdyby

ś

  nie  była  w  ostatniej  klasie.  Ja  jestem  w  młodszej,  ale 

trzymam si

ę

 z najfajniejszymi lud

ź

mi z ostatniej. Wi

ę

c mo

ż

e nie jeste

ś

 taka super, jak ci si

ę

 

wydaje. Ci

ą

gle podejrzewam, 

ż

e jeste

ś

 jakim

ś

 zboczonym nauczycielem od wuefu. 

Jdwack 

 

O:

 Najdro

ż

sza jdwack! 

Daruj sobie zgadywanie, kim jestem, bo i tak ci nie powiem, Ale jedno mog

ę

 ci obieca

ć

: po 

ś

mierci nie znajd

ą

 mnie w drelichowych spodenkach z gwizdkiem na szyi. 

 

P:

 Hej, P! 

Co  my

ś

lisz  o  tej  plotce  na  temat  zar

ę

czyn  Flowa  i  S?  Ona  zawsze  zachowywała  si

ę

 

tajemniczo, jakby ukrywała wielki sekret, wi

ę

c trudno co

ś

 powiedzie

ć

duch 

 

O:

 Drogi duchu! 

Wiem, co masz na my

ś

li - S wyj

ą

tkowo mało mówi o Flowie, je

ś

li plotki s

ą

 prawdziwe. Ale 

b

ą

d

ź

my realistami. Ma dopiero siedemna

ś

cie lat. Nawet je

ś

li si

ę

 zar

ę

czyła, w

ą

tpi

ę

ż

eby za 

chwil

ę

 czekał nas 

ś

lub. 

 

P:

 Hej, Plotkaro! 

Nie  wiem,  czy  B  o  tym  wie,  ale  dobiegły  mnie  słuchy, 

ż

e  go

ść

,  z  którym  sp

ę

dziła  cały 

sobotni  wieczór  -  ten  perkusista,  kumpel  jej  przyrodniego  brata  -  te

ż

  wybiera  si

ę

  na  St. 

Barts na ferie. 

informator 

 

O:

 Drogi informatorze! 

O: Jezu! My

ś

l

ę

ż

e to b

ę

dzie wielka niespodzianka i chyba B nie b

ę

dzie ni

ą

 zachwycona. 

 

background image

I wreszcie... 

 

Ej

ż

e?  Jaki  sens  ma  zjawianie  si

ę

  w  szkole  po  semestrze,  skoro  oceny  ju

ż

  nie  b

ę

d

ą

  si

ę

  do  niczego 

liczy

ć

? W letnim semestrze powinni pozwoli

ć

 nam wybra

ć

 sobie jedne zaj

ę

cia, na przykład przerw

ę

 na 

lunch, czytelni

ę

 albo teatr. W ko

ń

cu zasłu

ż

yli

ś

my sobie na chwil

ę

 odsapki, nie?! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

barneys kształtuje charakter 

W czwartek przed Bożym Narodzeniem szkoła Constance Billard wreszcie pozwoliła 

dziewczynom  na  luksus  -  dwunastodniowe  ferie.  Po  szkole  Jenny  spotkała  się  z  Nate'em 

przed  sklepem  Barneysa.  Miała  na  sobie  błękitny  sweter  z  szalowym  kołnierzem,  czarną 

parkę  z  obszyciem  ze  sztucznego  lisa,  króciutki  szary  mundurek  szkolny,  kapelusik  z 

czerwonego  moheru,  spod  którego  wystawały  jej  ciemne  loki,  i  dopasowane  kolorem 

rękawiczki z czerwonego moheru. Wyglądała prześlicznie Nate pocałował ją w dłoń. Załatwił 

większą  działkę  trawki  u  swojego  dostawcy  w  pizzerii  na  rogu  Osiemdziesiątej  i  Madison, 

więc był w doskonałym nastroju. 

- Stęskniłem  się  za  tobą  -  powiedział,  a  jego  szmaragdowej  oczy  skrzyły  się  w 

zimowym zmroku. 

Serce Jenny natychmiast się rozpłynęło. 

- Ja  za  tobą  też  -  odpowiedziała,  a  jej  policzki  delikatnie  się  zaróżowiły.  Wyjęła  z 

kieszeni parki świąteczną kartkę, która zrobiła specjalnie dla niego. - Proszę. 

Nate  rozdarł  ręcznie  zrobioną  kopertę.  Gapił  się  na  rysunek  wykonany  węglem, 

akwarelami i złotym flamastrem, próbując odgadnąć, co to właściwie jest. 

- To  bałwan  obejmujący  renifera  -  wyjaśniła  Jenny.  -  Połączyłam  styl  Matisse'a  i 

Picassa, ale nie wiem, co mi z tego wyszło. 

Nate  nic  miał  zielonego  pojęcia  o  Matissie  i  Picassie.  Otworzył  kartkę.  WESOŁYCH 

ŚWIĄT, NATE! Całuję, Jennifer - napisano błyszczącymi, złotymi literami. Nate uśmiechnął 

się i wsunął kartkę do kieszeni płaszcza. 

- Dzięki. 

Jenny wzięła go pod ramię. Weszli do sklepu. 

- Więc co chcesz pod choinkę? Ja kupuję pierwsza. 

Pożyczyła od ojca kolejne pięćdziesiąt dolarów, co właściwie było niczym przy sumie, 

jaką już mu wisiała. Odkąd była z Nate'em, wydała więcej pieniędzy niż przez całe swoje ży-

cie. 

Każda dziewczyna ci to powie, że dobry wygląd kosztuje, ale warto zainwestować. 

W dziale męskim Nate podał jej parę szarych skarpetek z wełny merynosów. 

background image

- Co powiesz na to? 

- Skarpetki?  Ale  ja  chcę  kupić  ci  coś  wyjątkowego.  Coś...  świątecznego  -  uparła  się 

Jenny. - Szykownego - tego słowa szukała. Szykowny. Widziała je w „Vogue'u”. Brzmiało z 

francuska i tak wyrafinowanie. 

Nate odłożył skarpetki i rozejrzał się po sklepie. 

- Nie chcę, żebyś wydawała na mnie za dużo pieniędzy, Jennifer. 

Jenny  uśmiechnęła  się  promiennie.  Teraz  kochała  go  jeszcze  bardziej.  Uwielbiała  to, 

że  mówi  do  niej  Jennifer.  Uwielbiała  te  króciutkie,  słodkie  SMS  -  y,  które  jej  wysyłał. 

Uwielbiała  jego  złotobrązowe  włosy  i  zawsze  opaloną,  idealną  skórę.  Uwielbiała  sposób,  w 

jaki  robił  różne  rzeczy,  na  przykład  całował  ją  w  rękę.  A  najbardziej  ze  wszystkiego 

uwielbiała  to,  jak  kilkoma  słowami,  które  wypowiadał  swoim  seksownym  głosem,  potrafił 

sprawić, że czuła się największą szczęściarą w Barneysie, a to naprawdę coś znaczyło. 

- Nie mogę ci kupić skarpetek - tłumaczyła Jenny. - To musi być coś wyjątkowego. 

Nate  wzruszył  z  rozbawieniem  ramionami.  To  miłe,  że  Jenny  chce  mu  kupić  coś 

bardziej znaczącego niż skarpetki albo woda kolońska. Była taka szczera w swojej hojności. 

Nigdy nie oczekiwała niczego w zamian. 

- A to? - Jenny podniosła flanelowe czerwone spodenki w prążki, ze sznureczkiem w 

pasie. - To chyba ma robić za piżamę. 

Nate zmarszczył brwi. 

- Trochę gejowskie - stwierdził. 

Jenny odłożyła spodenki z powrotem. 

- Masz rację. Przepraszam. 

A  potem  zobaczyła  stolik  ze  stosem  bokserek,  które  na  pupie  miały  fotografie 

żaglówek  nałożone  sitodrukiem.  Była  tam  para  niebieskich  z  czerwoną  łódką.  Idealne. 

Przecież  Nate  żegluje.  Nawet  buduje  lodzie  w  Maine.  Bokserki  kosztowały  sześćdziesiąt 

dolarów,  czyli  więcej  niż  planowała  wydać  i  całkiem  sporo  jak  na  bieliznę,  ale  była  gotowa 

zapomnieć o tych dodatkowych dziesięciu dolarach dla chłopaka, którego tak kochała. 

- Te  są  naprawdę  czadowe  -  powiedział  Nate,  podnosząc  bokserki  i  oglądając 

żaglówkę. - Tylko nie ma mnie kto w nich oglądać. 

Rumieniec zalał szyję Jenny, gdy wyobraziła sobie oglądanie Nate'a w samej bieliźnie. 

- Musisz je mieć - uparła się. - Są dokładnie w twoim stylu. 

Złożyła bokserki i zaniosła do lady. 

- Czy  może  je  pani  zapakować  jak  prezent?  -  Odwróciła  się  do  Nate'a.  -  Jest 

zabawniej,  kiedy  sam  możesz  rozpakować  to  jak  prawdziwy  prezent.  -  Jej  brązowe  oczy 

background image

płonęły z radości. Miała cudownego chłopaka, kupiła mu naprawdę odlotowy prezent, a Nate 

uśmiechał  się  do  niej  tak,  że  miała  ochotę  krzyczeć  „jestem  TAKA  SZCZĘŚLIWA!” 

Wręczyła mu małą czarną reklamówkę Barneysa. 

- Wesołej Chanuki - zażartowała, chociaż sama tylko w połowie była Żydówką, a Nate 

wcale. 

- Dzięki, Jennifer. - Nie spodziewał się, że znajdzie coś, co mu się naprawdę spodoba, 

ale te bokserki były w porządku. Wziął ją za rękę. - Teraz idziemy kupić coś tobie. 

Wepchnął  ją  do  windy  i  pojechali  na  szóste  piętro.  Jenny  nie  wiedziała,  dokąd  jadą, 

dopóki nie otworzyły się drzwi. Wyszli w dziale z damską bielizną. 

Jenny się zawahała. Wyobrażała sobie, że Nate kupi jej coś słodkiego i świątecznego, 

na przykład szalik z głupawym reniferem. A nie bieliznę. 

- Wybierz, co chcesz - powiedział Nate. 

Jenny rozejrzała się po wieszakach z delikatną, ręcznie robioną, importowaną bielizną, 

czerwieniąc się z zakłopotania. Zawsze kupowała zabudowane staniki Bali w Macy, bo miały 

dodatkowe wzmocnienia i naprawdę grube ramiączka, które nie wrzynały się w ramiona pod 

ciężarem piersi. Staniki w Barneysie wyglądały tak, że mogłyby się podrzeć, gdyby włożyła 

do  któregoś  jedną  pierś,  już  nie  wspominając  o  dwóch  naraz.  Nie  było  siły.  żeby  Jenny 

wybrała tu biustonosz, obcisły top albo koszulkę nocną. Po pierwsze, chybaby umarła, gdyby 

Nate usłyszał, jaki ma rozmiar miseczki. Po drugie, pewnie nie robili ładnych, koronkowych 

rzeczy o takim rozmiarze miseczki. 

Ale  nie  mogła  powiedzieć  Nate'owi,  że  nic  chce  bielizny.  Nie  chciała  zranić  jego 

uczuć.  Sięgnęła  po  jedwabne  figi  La  Perła,  z  ładnym  różowym  obszyciem  na  brzegach  i 

różową satynową kokardką na gumce. 

- Te są ładne. 

- Czy  dobrać  dla  pani  pasujący  stanik?  -  zaskrzeczała  sprzedawczyni  koło 

siedemdziesiątki, podchodząc do nich niepewnym krokiem. 

- Nie. - Jenny prawie krzyknęła. Wyszarpnęła majtki z wieszaka i pospiesznie ruszyła 

do lady, żeby Nate za nie zapłacił i wreszcie mogli się stąd wynieść. 

Sprzedawczyni przy kasie wzięła figi i zaczęła je pakować w bibułkę. 

- Tylko stringi, proszę pani? 

Jenny spojrzała na kawałek jedwabiu zwieszający się z dłoni kobiety. Teraz zobaczyła, 

że praktycznie nie ma w nich części zasłaniającej pośladki. 

Nie miała odwagi spojrzeć na Nate'a. 

- Tak - wychrypiała. - To wszystko. 

background image

- I  proszę  zapakować  w  ozdobny  papier  -  dodał  Nate.  Blair  nosiła  stringi  przez  cały 

czas. Nie rozumiał, dlaczego Jenny tak się czerwieni. 

Kiedy pakunek był gotowy, Nate wręczył go Jenny i pocałował ją w policzek. 

- Wesołych świąt. 

Jenny  podniosła  oczy  -  do  tej  pory  nie  odrywała  spojrzenia  od  włosia  kremowego 

dywanu  -  i  wzięła  torebkę.  To  kolejna  rzecz,  którą  uwielbiała  w  Nacie  -  nie  panikował  z 

powodu takiej głupiej rzeczy jak stringi. Zawsze był spokojny i wyluzowany. 

Cóż, łatwo jest wrzucić na luz. kiedy człowiek cały czas chodzi najarany. 

Gdy  zjeżdżali  windą,  Jenny  zastanawiała  się,  gdzie  teraz  powinni  pójść.  Do  domu, 

żeby  przymierzyć  prezenty  i  się  sobie  w  nich  pokazać?  Na  samą  myśl,  że  miałaby 

przedefilować przed Nate'em z pośladkami na wierzchu, chciała umrzeć. 

Drzwi windy się otworzyły. 

- Pomyślałem, że moglibyśmy zajrzeć do St. Regis - rzucił Nate, gdy szli przez dział z 

kosmetykami, żeby wyjść ze sklepu. 

Serce Jenny zabiło niespokojnie. St. Regis to hotel. O Boże! 

- Tam jest miły bar. Moglibyśmy napić się czekolady - dodał Nate. 

Zabrzmiało  to  tak,  jakby  naprawdę  miał  ochotę  na  gorącą  czekoladę,  a  nie  pokaz 

striptizu w pokoju hotelowym. Jenny westchnęła z ulgą. 

- Dobry pomysł. 

Zanim  doszli  do  wyjścia,  Nate  zobaczył  dwie  dziewczyny,  jedną  z  włosami 

jasnoblond  zebranymi  w  kucyk,  drugą  z  ciemnymi  i  rozpuszczonymi.  Serena  i  Blair.  Stały 

przy ladzie z kosmetykami Estée Lauder, dokładnie na ich drodze. 

Nate  objął  Jenny  i  zaczął  ją  prowadzić  w  innym  kierunku,  z  powrotem  do  działu 

męskiego,  do  drugiego  wyjścia.  Nie  żeby  nie  chciał,  aby  go  widziano  z  Jennifer.  Po  prostu 

łatwiej było, kiedy nie musieli z nikim rozmawiać, zwłaszcza z Blair. 

Jenny zawahała się i spojrzała na niego, marszcząc brwi. 

- Gdzie idziemy? - spytała zakłopotana. 

- Eee, pomyślałem, że powinienem kupić sobie nowy pasek - powiedział Nate, mając 

nadzieję, że Blair i Serena nie zauważyły ich jeszcze. 

Za późno. 

- Nate?  -  usłyszał  za  plecami  glos  Sereny.  -  Hej,  Natie!  Odwrócił  się  powoli.  Poczuł 

ziemno - sandałowy i liliowy zapach Sereny, gdy zarzuciła mu ramiona na szyję. Wypuściła 

go i pocałowała Jenny w policzek. 

- Co sobie kupiliście? 

background image

Jenny znowu się zaczerwieniła. 

- E, nic takiego. 

Blair stała kawałek od nich i w milczeniu krytykowała brzydką, czarną parkę Jenny i 

mechacący się czerwony kapelusz. Nate uśmiechnął się do niej. 

- Cześć. Blair. 

Blair  poprawiła  pasek  fioletowej  torebki  Prady  na  ramieniu  i  odgarnęła  włosy  z 

twarzy. 

- Cześć - rzuciła ogólnie. Zerknęła na Jenny. - Cześć, Ginny. Wesołych świąt. 

Jenny  chowała  za  piecami  firmową  torebkę  Barneysa,  bojąc  się,  że  ktoś”  mógłby  ją 

wyrwać jej z rąk i sprawdzić, co jest w środku. 

- Wesołych  świąt  -  odpowiedziała  słabo.  Blair  tak  wkurzył  widok  Nate'a  i  Jenny 

robiących  razem  świąteczne  zakupy  -  nudna,  szczęśliwa  para  -  że  nie  mogła  oprzeć  się 

pokusie, by się ich kosztem zabawić. 

- Może  nam  pomożecie  -  zaproponowała  wesoło.  -  Kupujemy  właśnie  prezenty  dla 

Flowa i Milesa, wiecie, tych facetów, którzy byli z nami w sobotę. Ale nie wiemy, co wybrać. 

-  Szturchnęła  Serenę  w  łokieć.  -  Serena  myślała  o  wodzie  kolońskiej.  Nate,  mogłybyśmy 

przetestować kilka zapachów na tobie? 

Nate nie używał wody kolońskiej i naprawdę chciał się już wynieść z tego sklepu, ale 

nie miał pomysłu, jak się wyłgać. 

- Jasne - odparł bez entuzjazmu. 

Blair poprowadziła ich do lady i nim zdążył zaprotestować, złapała prawą rękę Nate'a i 

spryskała  go  wodą  kolońską  Dolce&Gabbana,  która  -  jak  dobrze  wiedziała  -  śmierdziała 

serem pleśniowym i tyłkiem. 

- Co o tym myślisz? - zapytała, podsuwając rękę Nate'a pod nos Jenny. 

Jenny zaczęła kichać. 

- Na zdrowie - powiedziała Serena. 

Jenny kichała i kichała. Nie mogła przestać. 

Nate skrzywił się. 

- Trochę za mocna. 

- Serio? A co powiesz na to? - Blair złapała jego lewą rękę i spryskała ją Hermes Eau 

D'Orange  Verte.  To  był  czysty,  klasyczny  zapach,  który  uwielbiała  tak  bardzo,  że  czasem 

sama go używała, chociaż był dla mężczyzn. 

Nate powąchał dłoń i natychmiast owiała go nostalgia. Pomyślał o czasie, kiedy leżał 

z Blair w łóżku i całował jej nagi brzuch, rozśmieszając ją przy tym. 

background image

- Ładny - powiedział, wąchając jeszcze raz. 

Jenny zaczęło lać się z nosa. Otarła go rękawiczką. 

Serena podniosła sobie lewą dłoń Nate'a pod nos. 

- Och,  to  absolutnie  pasuje  do  ciebie,  Nate.  -  Uśmiechnęła  się  szczerze  do  Jenny.  - 

Powinnaś mu ją kupić na Gwiazdkę. Jest niesamowita. 

Jenny znowu otarła nos. Nie miała już pieniędzy, poza tym kupiła mu znacznie lepszy 

prezent. Zerknęła na Nate'a, mając nadzieję, że powie coś takiego i będą mogli już iść, ale on 

tylko stał i  gapił się na  Blair z wyciągniętymi rękoma, jak jakiś kretyński sprzedawca wody 

kolońskiej. 

W sercu Jenny pojawiła się wątpliwość. Jak to jest, że Nate wydaje się taki wspaniały, 

gdy są sami, a kiedy wokół pojawiają się inni ludzie, zachowuje się tak... głupio? 

Blair zmarszczyła nos. 

- No,  nie  wiem  -  zastanawiała  się.  -  Pomyślałam,  że  może  powinnyśmy  im  dać  coś 

bardziej osobistego. 

- Na przykład co? - zapytała Serena, wciągając się w zabawę. 

- Ja kupiłam Nate'owi bokserki z nadrukowaną żaglówką - podsunęła pomocnie Jenny. 

- Mają tam różne. Powinnyście obejrzeć. 

Nate uśmiechnął się nieśmiało. 

- Aha, są naprawdę fajowe. 

Blair złapała zieloną buteleczkę z próbką wody D'Orange Verte, gotowa rzucić nią w 

głowę Jenny. Bokserki? A to mała zdzira! 

Serena  zauważyła,  że  niewinny  dowcip  przyjaciółki  zaczyna  się  obracać  przeciwko 

niej. 

- Chodź,  Blair.  -  Pchnęła  ją  delikatnie  za  łokieć.  -  Pójdziemy  na  górę.  Mają  bikini, 

które chciałabym przymierzyć. Powiesz mi, co o tym myślisz. 

Blair odstawiła wodę kolońską z powrotem na ladę. 

- Jasne - odparła spokojnie. 

- Jedziemy jutro na St. Barts - - Serena pocałowała Nate'a w policzek. Potem pochyliła 

się i pocałowała Jenny. - Ale zobaczymy się wszyscy w sylwestra, okay? 

Nate patrzył, jak Blair bawi się swoim pierścionkiem z rubinem. Zrobił krok w przód, 

położył dłoń na rękawie jej płaszcza i pocałował ją w policzek. 

- Wesołych świąt, Blair. 

Najlepsza aktorka zawsze jest opanowana, nawet wobec jawnej obelgi. 

- Wesołych świąt - odparła Blair, trzymając podbródek tak wysoko, jak tylko można, 

background image

nie  przewracając  się  do  tyłu.  Polem  ze  spokojem  odwróciła  się  do  wind  na  tyłach  sklepu  i 

pociągnęła za sobą Serenę. 

Nate  patrzył,  jak  odchodzą.  Podziwiał  długie  ciemne  włosy  Blair  opadające  na 

błękitny  kaszmirowy  płaszcz.  Podniósł  lewą  dłoń  i  wciągnął  czysty,  świeży  zapach,  który 

przypominał  mu  nagą  skórę  Blair.  A  potem  odwrócił  się  do  Jenny.  Jej  ciemne  roztrzepane 

loki. Za duża czarna parka. Drobniutkie dłonie. Nieśmiały uśmiech. Co za ulga, że Blair już 

poszła, bo nie musi już ich porównywać. Bo prawdę mówiąc, nie było porównania. 

Na szklanej ladzie za nimi stała buteleczka perfum w kształcie primabaleriny. 

- Ej!  -  Nate  zmienił  temat.  -  Widziałaś  kiedyś  Dziadka  do  orzechów?  -  Jenny 

interesowała się sztuką, więc pewnie wiedziała wszystko o balecie. 

Jenny  pokręciła  głowa,  uśmiechając  się  niepewnie.  Chodziła  do  Lincoln  Center  na 

zajęcia z architektury i projektowania, ale nigdy nie oglądała tam prawdziwego baletu. 

- Nie, jeszcze nie. 

To  nie  wypada.  Po  prostu  nie  wypada.  Nate  zabierał  Blair  na  Dziadka  do  orzechów 

przez  ostatnie  trzy  lata  w  Boże  Narodzenie.  I  chociaż  widział,  że  to  niepoważne,  zawsze 

świetnie  się  bawił.  To  był  taki  odlot:  na  początku,  w  pierwszej  scenie  kolacji  wigilijnej, 

drzewko  na  scenie  było  normalnych  rozmiarów.  A  polem  dziewczynka  zasypia  i  zaczyna 

śnić,  a  choinka  wyrasta  jak  na  sterydach  na  gigantyczne  drzewo,  o  wiele,  wiele  większe  od 

tego  przy  Rockefeller  Center.  A  potem  wszystkie  zabawki  ożywają  i  zaczynają  ze  sobą 

walczyć. To było niesamowite. 

Nate wyciągnął komórkę z kieszeni. 

- Jutro wieczorem jemy kolację u twojego ojca, prawda? 

Jenny kiwnęła głową. 

- To zobaczmy, czy zostały jeszcze jakieś bilety na popołudnie. 

Jenny  oparła  się  o  ladę  w  perfumerii,  czując,  jak  biorą  górę  objawy  przypominające 

grypę. Nate zabiera ją na balet! Jak można go nie kochać? 

background image

D próbuje pisa

ć

 o seksie w nowym sposób 

Gdy  tylko  skończyły  się  ostatnie  egzaminy  w  czwartek,  Dan  poszedł  do  ulubionej 

chińsko - kubańskiej kawiarni na Broadwayu. Zamówił kawę z mlekiem i krokiet po chińsku. 

Wyciągną!  nowiutki,  czarny  notes  i  czarny  cienkopis.  Przez  cały  tydzień  próbował  napisać 

coś  względnie  przyzwoitego,  żeby  to  wysłać  razem  z  podaniem  o  przyjęcie  na  uczelnię,  ale 

wychodziły mu same śmiecie. Nigdy wcześniej nie miał kłopotów z pisaniem - zwykle słowa 

po  prostu  z  niego  wypływały.  Jasne,  egzaminy  rozpraszały  go  trochę,  ale  nie  ma  co  się 

oszukiwać. Opuściła go wena. 

Sączył  kawę,  rozchlapując  mlecznobrązowe  kropelki  na  czystej  stronie  notatnika.  W 

pewnym  sensie  to  go  stawiało  na  równi  z  wielkimi.  Tołstoj  miał  blokadę  twórczą, 

Hemingway też. Nie był pewny co do swoich ulubionych  francuskich egzystencjalistów, ale 

potem doszedł do wniosku, że w takim czy innym, momencie też musieli to przeżywać. Mimo 

wszystko mu nie ulżyło. Tak naprawdę to była tortura. 

Biedna, zbolała dusza. 

Przeglądając  swoje  stare  notatniki,  stwierdził,  że  ostatni  raz  napisał  coś  sensownego 

przed  Świętem  Dziękczynienia,  zanim  pocałowali  się  z  Vanessą  i  zdali  sobie  sprawę,  że  są 

zakochani. 

Przetoczył  krokiet  w  kleistym  śliwkowym  sosie  i  odgryzł  kawałek.  Poza  śmiercią 

miłość  była  jego  ulubionym  tematem,  ale  teraz,  kiedy  był  zakochany,  słowa,  którymi  o  niej 

pisał, wydawały mu się  powierzchowne i niezręczne. Gdyby potrafił spojrzeć na miłość pod 

innym  niż  zwykle  kątem...  Zanurzył  krokieta  w  sosie  i  znowu  odgryzł  kęs.  Po  nadgarstku 

popłynął mu gorący tłuszcz. Kelnerka strzeliła go biodrem w łokieć i resztka krokieta wpadła 

do kubka, rozpryskując po całym stole kawę z mlekiem. 

Większość ludzi by się wkurzyła, ale w głowie Dana zapaliła się żaróweczka. 

Seks! - pomyślał. Seks był ostatecznym wyrazem miłości. Dlatego jeśli kiedykolwiek 

to zrobi, to tylko wtedy, kiedy będzie czuł, że jedynym sposobem wyrażenia tego, co chce po-

wiedzieć, będzie kochanie się. 

Zdjął skuwkę z cienkopisu. Czyta! dość o teorii literatury, by wiedzieć, że najbardziej 

wyświechtany sposób pisania o seksie to opisywanie kwitnących kwiatów, zachodów słońca i 

background image

fajerwerków.  I  wiedział  też,  że  praktycznie  wszystko  może  zabrzmieć  seksownie.  Ale  on 

chciał pisać o seksie w zupełnie nowy i zaskakujący sposób. 

Zagapił się na krokieta porzuconego w kawie i myślał. 

Każdy normalny chłopak, gdy myśli o seksie, natychmiast ma ochotę zedrzeć ubranie 

ze swojej dziewczyny. Ale Dan nie był normalnym chłopakiem. Zamiast pomyśleć o zdarciu 

z Vanessy ubrania, myślał o słowach, a nie ma nic seksownego w prostych, starych słowach, 

chyba  że  używa  się  ich  w  seksowny  sposób.  Żeby  tego  dokonać,  trzeba  przestać  myśleć  o 

słowach  i  zacząć  myśleć  o  czymś  innym,  a  jeszcze  lepiej  o  kimś  innym.  Najlepiej 

rozebranym. 

Ale  Dan  ugrzązł  w  słowach.  Im  bardziej  biedził  się  nad  słowami,  tym  bardziej  był 

przekonany, że nie może pisać o seksie, bo go jeszcze nie uprawiał. A jeśli nie może pisać o 

seksie,  nie  może  też  pisać  o  miłości,  a  skoro  nie może  pisać  o  miłości,  to  nie  może  pisać  w 

ogóle. 

Czy seks to lekarstwo na blokadę twórczą? 

background image

V odkrywa sekret victorii 

W  czwartek  po  szkole  Vanessa  szła  Broadwayem  w  Soho,  filmując  transwestytę  w 

czarnej  plastikowej  spódniczce,  napiętnastocentymetrowych  obcasach,  który  szedł  z 

maleńkim czarnym chihuahua w puchatym pomarańczowym sweterku. I nagle przed sklepem 

firmowym  Victoria's  Secret

  zatrzymała  ją  kobieta  rozdająca  promocyjne  ulotki,  które 

reklamowały Bardzo Seksowną kolekcję bielizny. 

Kup  dwa  Bardzo  Seksowne  staniki,  a  dostaniesz  za  darmo  dobrane  do  nich 

albo v - stringi, albo tang

! - zachęcała ulotka. 

Vanessa  nie  była  pewna,  co  to  są  v  -  stringi  albo  tanga.  Swoją  bawełnianą  bieliznę 

Hanes Her Way i topy kupowała w Rite Aid, w Victoria's Secret nigdy nie była. Spojrzała na 

wypełniający  okno  wystawowe  plakat  z  Gisele  Bündchen  w  bieliźnie  z  kolekcji  Angel. 

Bielizna  bezszwowa,  bosko  dopasowana  -  tak  napisano  na  plakacie.  Oczywiście  na  Gisele 

wszystko wygląda bezszwowo i bosko, ale czy na niej też będzie się tak prezentowało? 

Przewiesiła  pasek  od  kamery  przez  ramie  i  pociągnęła  ciężkie  szklane  drzwi  do 

sklepu. Pomyślała, że to może być zabawne, sprawdzić, co to jest. 

Gdy tylko weszła, zaczepiła ją sprzedawczyni. 

- Witamy  w  Victoria's  Secret  -  powiedziała  drobna  blondynka  w  dopasowanym 

czarnym kostiumie. - Czy mogę pani w czymś pomóc? 

Vanessa spiorunowała ją wzrokiem. Nie cierpiała namolnych sprzedawców. 

- Nie - odparła lekceważąco. - Chcę się rozejrzeć. 

Sprzedawczyni uśmiechnęła się grzecznie. 

- Dobrze. W takim razie powiem tylko, że nazywam się Vanessa. 

Vanessa spojrzała na nią zaskoczona. 

- Ja  też  tak  się  nazywam  -  powiedziała  i  poczuła  wyrzuty  sumienia,  że  była  taka 

niegrzeczna dla tej kobiety. - Mamy takie samo imię. 

Blond Vanessa się rozpromieniła. 

- Co  za  zbieg  okoliczności!  W  takim  razie  nie  zapomni  pani  mojego  imienia.  Proszę 

zawołać, gdyby czegoś pani potrzebowała. - Odwróciła się, żeby się zająć inną klientką. 

                                                 

 Victoria's Secret - marka damskiej bielizny; dosłownie: Sekret Victorii (przyp. tłum.). 

background image

W  sklepie  pachniało  perfumami,  z  głośników  płynęła  muzyka,  dywan  na  podłodze 

miał  kolor  głębokiej  aksamitnej  czerwieni.  Okrągłe  stoliki  przykryte  udrapowaną  czerwoną 

satyną.  były  zawalone  stringami  i  figami  w  zwierzęce  i  roślinne  wzroki  Na  każdej  ścianie 

wisiały  wieszaki  ze  stanikami  z  koronki,  satyny  i  bawełny.  Były  tutaj  body.  figi,  stringi  i 

męskie bokserki. Slipki, obcisłe topy, podwiązki i pasy do pończoch. 

Vanessa  nigdy  nie  widziała,  żeby  tyle  metrów  kwadratowych  poświecono  takim 

erotycznym  fatałaszkom.  których  nigdy  nie  cierpiała.  Ale  może  jednak  bardzo  seksowna 

koronkowa  różowa  bardotka  z  odpowiednimi  koronkowymi  stringami  to  jest  coś,  czego 

potrzebuje,  aby  Dan  nie  mógł  jej  się  oprzeć,  by  poczuł,  że  nadeszła  la  poetycka...  ta 

„naturalna” chwila - czy na co on tam czekał - i żeby wreszcie zdecydował się pójść z nią do 

łóżka. 

Podeszła  do  wieszaka  z  czerwonymi  koronkowymi  biustonoszami  z  fiszbinami  i 

zaczęła je oglądać. Trzydzieści cztery B, trzydzieści sześć C, trzydzieści osiem D. Nawet nie 

wiedziała, jaki nosi rozmiar. Pod wieszakiem ze stanikami wisiały koronkowe figi, właściwie 

bardziej przypominały spodenki, tyle że wyjątkowo króciutkie spodenki. Vanessa sprawdziła 

metkę. Ach, więc to są tanga. Cóż, nie wyglądały źle. Rozejrzała się za swoją imienniczką. 

- Jednak zdecydowała się pani coś przymierzyć? - zapytała blondynka, wychodząc zza 

lady, gdzie składała stos bawełnianych stringów. 

Vanessa wzruszyła bezradnie ramionami. 

- Są jakieś w czarnym kolorze? - Wskazała czerwoną koronkową bardotkę z kolekcji 

Bardzo Seksowne. 

- A jaki rozmiar? 

Vanessa  zmarszczyła  brwi.  Jak  mogła  przeżyć  siedemnaście  lat  i  nie  wiedzieć,  jaki 

nosi rozmiar stanika? 

- Nie jestem pewna - wymamrotała prawie niesłyszalnie. 

Blond Vanessa uśmiechnęła się życzliwie. 

- Chodźmy  do  przymierzalni,  zmierzę  panią.  A  potem  porozmawiamy  o  tym,  czego 

pani szuka. Znajdziemy coś w pani stylu i w czym będzie się wygodnie chodziło. Co pani na 

to?  Vanessa  kiwnęła  głową  niechętnie.  Nie  bardzo  jej  się  podobał  pomysł,  że  ktoś  będzie 

mierzył jej klatkę piersiową, i nie miała pojęcia, czego szuka, ale skoro zaszła tak daleko, to 

równie dobrze może spróbować dalej. 

- Pod warunkiem że będzie w czarnym kolorze - dorzuciła z uporem. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie

 

KOCHAJ SIOSTR

Ę

 SWOJ

Ą

, ALE NIE ZA BARDZO 

 

Zwrócił  moj

ą

  uwag

ę

  fakt, 

ż

e  dawno  nie  było  nic  a  nic  słycha

ć

  o  milusim  przyrodnim  bracie  Et,  A  z 

dredami. Mo

ż

na by pomy

ś

le

ć

ż

e zbytnio pochłon

ę

ły go egzaminy i zakładanie kapeli. Ale nic takiego. 

On  si

ę

  ukrywa.  Jestem  prawie  przekonana, 

ż

e  ukrywa  si

ę

,  poniewa

ż

  dr

ę

cz

ą

  go  bardzo  powa

ż

ne 

kwestie.  No,  wła

ś

ciwie  to  jedna  powa

ż

na  kwestia:  zakochał  si

ę

  w  swojej  przybranej  siostrze. 

Naj

ś

wie

ż

sze nowinki mówi

ą

ż

e zaprosił swojego kumpla, perkusist

ę

M, na St. Barts i podejrzewam, 

ż

e zrobił to po to, aby M zaj

ą

ł si

ę

 B i trzymał j

ą

 poza zasi

ę

giem jego wzroku. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga P! 

Chodz

ę

 z J na zaj

ę

cia z higieny i wiem na pewno, 

ż

e ona ucz

ę

szcza na terapi

ę

 z powodu 

obsesji  na  punkcie  p

ę

pków.  Na  przykład  musi  i

ść

  co  godzin

ę

  do  łazienki, 

ż

eby  sprawdzi

ć

czy  jej  p

ę

pek  nadal  jest  na  miejscu,  a  kiedy  przebieramy  si

ę

  przed  wuefem,  gapi  si

ę

  na 

p

ę

pki innych. To jest naprawd

ę

 pokr

ę

cone. 

Roni 

 

O:

 Hej, ron! 

I co w tym złego? P

ę

pki s

ą

 bardzo seksowne. Przynajmniej mój jest. 

 

P:

 Hej, P! 

My

ś

l

ę

ż

e  chyba  mieszkam  w  tym  samym  domu  co  B,  o  której  tyle  opowiadasz,  i  czasem 

przez  pomyłk

ę

  dostaj

ę

  jej  poczt

ę

.  Jej  matka  odbiera  tony  listów  z  Nowego  Pocz

ą

tku,  a  to 

musi by

ć

 albo klinika płodno

ś

ci, albo o

ś

rodek leczenia uzale

ż

nie

ń

 - według tego, co widz

ę

 

background image

w ksi

ąż

ce telefonicznej. 

a kuku 

 

O:

 Cze

ść

, a Kuku! 

Miejmy nadziej

ę

ż

e po prostu daje im pieni

ą

dze, a nie korzysta z ich usługi. 

 

Na celowniku 

 

S  dała  od

ź

wiernemu  metrowego  bałwanka  z  czekolady  zawini

ę

tego  w  firmowe  złotko  Godivy.  Flow 

zdecydowanie przesadza, wyrzuca li

ś

ciki bez czytania, chyba 

ż

S ma jakiego

ś

 innego wielbiciela. D 

gapi  si

ę

  w  wod

ę

  przystani  przy  Siedemdziesi

ą

tej  Dziewi

ą

tej  i  szuka  natchnienia.  V  siedzi  w  barze  w 

Billyburg  -  mo

ż

e  sprawdza  działanie  swojej  figury  wymodelowanej  za  pomoc

ą

  zakupów  w  Victoria's 

Secret?  B  i  S  opuszczaj

ą

  salon  J.  Sisters  po  nakładaniu  wosku  na  okolice  bikini  -  wszystko  przed 

wyjazdem na St. Barts. Wygl

ą

da na to, 

ż

e tam b

ę

dzie naprawd

ę

, ale to naprawd

ę

 gor

ą

co! Bawcie si

ę

 

dobrze w czasie ferii i nie marnujcie 

ż

adnej okazji na odlotow

ą

 zabaw

ę

. Ja na pewno nie zmarnuj

ę

. Do 

zobaczenia na miejscu! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

B ugrz

ę

zła w klasie turystycznej i przyci

ą

ga facetów jak lep muchy 

BLAIR WALDORF 

ESEJ 

UNIWERSYTET YALE, 23 GRUDNIA 

 

W kreacjach filmowych Audrey Hepburn najbardziej podoba mi si

ę

 to, 

ż

e zachowuj

ą

 

rezerw

ę

,  a  jednocze

ś

nie  pozostaj

ą

  przyst

ę

pne.  S

ą

  spokojne,  ale  mocno  stoj

ą

  na 

ziemi. Tajemnicze, lecz otwarte.

 

 

Blair  przestała  pisać  na  laptopie  i  przytrzymała  backspace  tak  długo,  aż  zniknęły 

wszystkie  słowa.  Kreacje  filmowe?  Co  to,  do  cholery,  znaczy?  To  brzmi,  jakby  była  jakimś 

snobem, wariatką na punkcie filmów, jak Vanessa Abrams, ta dziewczyna z zajęć o filmie, co 

ma ogoloną głowę i tłuste kolana. Problem polega na tym, że Blair musi pisać o bohaterkach 

granych  przez  Audrey,  a  nie  o  niej  jako  prawdziwej  osobie,  bo  szczerze  mówiąc,  nie 

wiedziała  za  dużo  o  prawdziwej  Audrey  poza  tym,  że  na  starość  przestała  nosić  szyte  na 

miarę  ubrania  od  Givenchy'ego,  ścięła  włosy  i  przez  cały  czas  chodziła  w  drelichowych 

spodniach i czarnym golfie. Blair wypożyczyła z biblioteki masę książek o Audrey Hepburn, 

ale z żadnej nie przeczytała więcej niż pierwszy rozdział. Nie chciała tak naprawdę wiedzieć 

o  problemach  Audrey  z  zapaleniem  okrężnicy  ani  o  jej  pracy  dla  UNICEF  -  u.  O  wiele 

ciekawsze było wyobrażanie sobie życia Audrey niż poznawanie faktów. 

- O czym piszesz? - zapytał Miles, dolewając jej smirnoffa do soku pomarańczowego. 

Jak  się  okazało,  Aaron  zaprosił  Milesa  na  St.  Baits,  żeby  spędzi!  z  nimi  Boże 

Narodzenie,  i  postanowił  nie  mówić  o  tym  Blair  aż  do  chwili,  gdy  spotkali  się  na  lotnisku. 

Było  oczywiste,  że  Miles  zgodził  się  na  wyjazd  tylko  z  jednego  powodu:  myślał,  że  miło 

spędzi  ten  czas  z  Blair.  Ale  ona  postanowiła  dać  mu  do  zrozumienia,  że  się  myli,  zanim 

jeszcze wylądują na miejscu. 

- O niczym - powiedziała, nie podnosząc wzroku. 

Musieli  wyjść  z  domu  o  nieludzkiej  porze  -  siódmej  czterdzieści  rano.  Teraz 

dochodziła pierwsza, a samolot miał jeszcze godzinę do St. Bans. Aaron spał, a może udawał, 

background image

że śpi, żeby nie musieć patrzeć, jak Miles uderza do Blair. Serena słuchała na discmanie płyty 

Coldplay i cieszyła się, że nieustanny przypływ prezentów od Flowa wreszcie się urwie. Tyler 

grał w szachy na Game Boyu i dąsał się, ponieważ w ostatniej chwili matka jego przyjaciela 

księcia  Rolfa  von  Wurtzela  postanowiła  nie  puścić  syna  na  wyjazd  do  St.  Barts,  ponieważ 

młody  niemiecki  książę  cierpiał  na  kłopotliwą  przypadłość  -  moczył  się  w  nocy.  Blair 

zamieszała  brązową  słomką  kostki  lodu  w  drinku.  Cholera,  pięknie  Ci  dziękuję.  Boże,  za  te 

drobne przysługi. 

- Przez  cały  tydzień  próbowałem  się  do  ciebie  dodzwonić  -  powiedział  Miles, 

wyciągając się na swoim siedzeniu, żeby wyprostować nogi. Ku konsternacji Blair, wszyscy 

zostali upakowani do klasy turystycznej jak sardynki. - Ale chyba źle zapisałem twój numer. 

Blair  nie  odrywała  oczu  od  ekranu.  Nie,  odparła  w  myślach.  Po  prostu  podałam  ci 

zmyślony numer. 

Miles wyciągnął rękę i przesunął palcami po końcach długich włosów Blair. 

- Tęskniłem - szepnął. 

Zerknęła  na  niego  bez  uśmiechu  i  odwróciła  wzrok,  zastanawiając  się,  co  by  zrobiła 

Audrey Hepburn w tak niemiłej sytuacji. 

Znacie  tych  religijnych  wariatów,  którzy  na  zderzakach  mają  naklejki  typu:  „Co  by 

zrobił Jezus?” Cóż Blair miała podobne powiedzonko: „Co by zrobiła Audrey?” 

Nie  żeby  miała  coś  przeciwko  Milesowi.  Nie  był  odrażającym  typem,  który  nosi 

niesamowite ciuchy od Armaniego. Był przystojny i przyjaźnił się z Aaronem, który też był w 

porządku, chociaż, jeśli miałaby wybór, Blair wolałaby w ogóle nie mieć przybranego brata. 

Uwaga  Milesa  powinna  jej  pochlebiać  i  może  by  tak  było.  gdyby  miała  ochotę  z  nim 

poflirtować. Ale o jedenastej rano przed południem, upchana do klasy turystycznej w małym, 

kiepskim samolocie z laptopem na kolanach i brudnymi włosami spiętymi w kucyk, nie miała 

ochoty na żaden flirt. 

- Przepraszam,  czy  może  życzy  sobie  pani  brytyjskie  wydanie  „Vogue'a”?  -  zapytał 

steward  z  pierwszej  klasy.  Wyglądał  jak  młodsza,  wyższa  wersja  Pierce'a  Brosnana.  Gdyby 

nie nosił uniformu United Airlines, mógłby świetnie się prezentować. 

Blair  wzięła  czasopismo.  Zauważyła,  że  steward  nie  proponował  brytyjskiego 

„Vogue'a” nikomu innemu w klasie turystycznej oprócz niej. 

- Czy przynieść pani coś do picia? Szampana? - zaproponował, mrugając okiem. 

Blair upuściła pismo na podłogę. Czy nie widział, że jest zajęta? 

- Nie, dziękuję - odparła. 

Miles podał stewardowi pustą szklankę po coli z rumem. 

background image

- Poproszę jeszcze raz. 

Steward wziął szklankę wkurzony. Zapytał tylko Blair, czy czegoś sobie życzy, a teraz 

musiał obsługiwać siedzącego obok niej zarozumiałego nastolatka. 

Miles znowu pogładził jej włosy. 

- Nie będziesz czytać pisma? 

Blair  miała  ochotę  mu  powiedzieć,  żeby  wsadził  sobie  tę  gazetę  w  tyłek.  Wiedziała 

jednak,  że  Audrey  w  takiej  sytuacji  zachowałaby  spokój  i  dalej  robiłaby  swoje,  mając 

nadzieję, że namolny facet wreszcie zrozumie aluzję i zostawi ją w spokoju. 

Skupiła się ponownie na wypracowaniu. Chciała  napisać, że Audrey miała wszystkie 

cechy,  które  powinna  mieć  każda  kobieta.  Klasę,  urodę,  wdzięk,  inteligencję,  poczucie 

humoru, odwagę i pewną tajemniczość, która sprawiała, że mężczyźni natychmiast się w niej 

zakochiwali.  Ale  Blair  nie  była  idiotką.  Nie  mogła  napisać  w  wypracowaniu  dla  Yale,  że 

podziwia Audrey Hepburn, ponieważ mężczyźni nie potrafili jej się oprzeć - nie po tym, jak 

pocałowała tego człowieka od rozmowy kwalifikacyjnej. 

Pani  Glos  powiedziała  jej,  żeby  nie  była  dosłowna.  Blair  położyła  dłonie  na 

klawiaturze i znowu zaczęła pisać, pozwalając, aby słowa same płynęły. 

 

Czasem  marz

ę

ż

e  jestem  Audrey  Hepburn. Czuj

ę

  si

ę

  l

ż

ejsza  i  czystsza,  i  mówi

ę

  z 

tym samym fajnym akcentem co ona. Audrey sprawia, 

ż

e wszystko wydaje si

ę

 łatwe. 

Nigdy  nie  musiała  zdawa

ć

  egzaminów  ani  pisa

ć

  krety

ń

skich  wypracowa

ń

,  które 

doł

ą

cza  si

ę

  do  poda

ń

  o  przyj

ę

cie  do  college'u.  Nigdy  nie  musiała  wyje

ż

d

ż

a

ć

  na 

wakacje  z  matk

ą

  i  jej  tłustym,  wkurzaj

ą

cym  ojczymem  albo  z  napalonym, 

denerwuj

ą

cym  kumplem  przybranego  brata.  Chłopak  nigdy  jej  nie  rzucił  dla 

dziesi

ę

ciolatki. I nawet je

ś

li miała jakie

ś

 problemy, radziła sobie z nimi sama, zamiast 

opowiada

ć

  o  nich  całemu 

ś

wiatu,  tak

ż

e  na  rozmowie  kwalifikacyjnej  do  Yale,  Kiedy 

jestem Audrey, czuj

ę

ż

e mogłabym zmierzy

ć

 si

ę

 z całym 

ś

wiatem. 

 

Blair  przeczytała  jeszcze  raz  to,  co  napisała,  zaznaczyła  cały  akapit  i  go  skasowała. 

„Kiedy jestem Audrey, całkiem świruje” - to było bliższe prawdy. 

- Za chwilę lądujemy w St. Barts, gdzie panuje teraz piękna pogoda - oznajmił niskim 

głosem kapitan przez system nagłośnienia w samolocie. - Dziękujemy państwu za dzisiejszy 

lot  naszymi  liniami.  W  szczególności  pragnę  podziękować  uroczej  szatynce  z  miejsca 

dwadzieścia  cztery  B.  Życzymy  miłych  wakacji  i  mamy  nadzieję,  że  ponownie  wybiorą 

państwo samolot naszej linii. 

background image

Dwadzieścia  cztery  B.  Blair  sprawdziła  tabliczkę  na  suficie.  To  jej  fotel.  Czy  jej  się 

tylko przyśniło, że kapitan ją podrywa, czy on naprawdę to powiedział? 

Miles nadal głaskał jej włosy - Przyszedł steward z drinkiem dla Milesa i szampanem 

dla Blair, chociaż powiedziała, że nie chce. 

- Z wyrazami uszanowania od kapitana - rzekł ze znaczącym uśmiechem. 

Blair  czuła  się  jak  Mia  Farrow  w  Alice,  filmie  Woody'ego  Allena,  do  którego 

obejrzenia pan Beckham zmusił je nie raz. lecz dwa razy. W tym filmie Alice - nudna matka 

mieszkająca przy park Avenue - trafiła do dziwnego miejsca w Chinatown, gdzie zjadła jakieś 

chińskie zioła, po których przyciągała facetów jak lep muchy. 

Blair  nie  należała  do  osób,  które  odmawiają  podawanego  jej  drinka,  więc  wychyliła 

kieliszek,  zatrzasnęła  laptop  i  wrzuciła  do  torby  podróżnej  od  Louisa  Vuittona,  którą  potem 

kopniakiem  wcisnęła  pod  siedzenie  przed  sobą. Samolot zaczął  schodzić  do  lądowania,  a  za 

oknem cieple Morze Karaibskie połyskiwało obiecująco. Blair obróciła na placu pierścionek z 

rubinem. Była gotowa wskoczyć w nowe czarne bikini od Gucciego i wyjść na plażę z dala od 

wszystkich i wszystkiego. 

Aaron otworzył oczy, usiadł prosto i zasłonił jej widok. Uśmiechnął się do niej. 

- Skończyłaś wypracowanie? 

- Odpieprz się - odpowiedziała Blair. 

background image

D jest gotów albo nie 

- Więcej  curry!  -  Rufus  Humphrey  spróbował  sosu  pomidorowego  i  warknął  pod 

nosem: - Więcej rumu! 

To było piątkowe popołudnie i za godzinę miała zacząć się jego coroczna świąteczna 

impreza. 

- Ale tato, lasagne chyba powinna smakować po włosku, nie? - rzucił Dan. 

Rufus  zmarszczył  krzaczaste  siwe  brwi  i  wytarł  uwalane  w  sosie  ręce  o  brudną  białą 

koszulkę z napisem 

OCALCIE KOMUCHÓW!

 

- Od  kiedy  z  ciebie  taki  sztywniak?  -  Machnął  drewnianą  łyżką.  -  Tu  nie  ma  zasad, 

tylko możliwości! 

Dan wzruszył ramionami i wlał kilka filiżanek ciemnego rumu do sosu. Nic dziwnego, 

że wszyscy zakochują się w lasagne ojca. Już po kilku kęsach są kompletnie uwaleni. 

- Więc co to za gościu, którego zaprosiła twoja siostra? - zapyta! Rufus. 

Używał słowa „gościu”, nabijając się ze sposobu, w jaki mówią Dan i Jenny. To było 

potwornie irytujące. 

- Nazywa się Nate - odparł Dan z roztargnieniem. - Jest całkiem w porządku - dodał, 

chociaż  był  pewny,  że  ojcu  absolutnie  się  nie  spodoba.  Nate  chodził  do  drogich  fryzjerów, 

nosił  koszulki  polo  i  buty  z  prawdziwej  skóry,  i  zwykle  był  tak  najarany,  że  nie  potrafił 

rozmawiać bez wybuchania kretyńskim śmiechem w środku zdania. Ale Dan nie chciał o tym 

mówić ojcu. Za bardzo skupił się na tym, że w każdej chwili może zjawić się Vanessa, a on 

prawie już postanowił powiedzieć jej, że chce z nią iść do łóżka. 

- Miejmy nadzieję, że ten Nate lubi lasagne po indyjsku - zażartował Rufus, wlewając 

chianti do swojego ogromnego kubka reklamowego Metsów. 

Rozległ  się  dzwonek  do  drzwi  i  Rufus  popędził,  żeby  wpuścić  swojego  starego 

kumpla  Lyle'a  Grossa,  którego  poznał  w  parku  dwadzieścia  lat  temu.  Lyle  należał  do  tych 

facetów  o  nieokreślonym  wieku,  których  zawsze  się  widuje  w  parku  na  ławce,  jak  słuchają 

transmisji z meczu Metsów w przenośnym radiu albo czytają znalezione na śmietniku „Daily 

News” sprzed trzech tygodni. Był pisarzem - tak mówił - ale Dan nigdy nie wiedział żadnego 

dowodu, który by to potwierdzał. 

background image

- Przyniosłem  winogrona  -  ogłosił  Lyle.  Zaczesał  rzadkie  siwe  włosy  na  pożyczkę  i 

włożył  sweter  w  kolorze  musztardowym,  brązowe  wełniane  spodnie  i  białe  tenisówki  Nike. 

Na  szyi  miał  drobne  strupki  po  zacięciach  przy  goleniu.  Trudno  było  na  niego  patrzeć.  - 

Cześć, Danielson! 

- Cześć - odpowiedział Dan. 

Lyle zawsze ubarwiał imiona ludzi. Pewnie myślał, że jest niesamowicie zabawny, ale 

Dana jakoś to nie bawiło. 

Rufus złapał winogrona i rzucił je Danowi. 

- Dodaj też parę winogron - polecił. 

- Dobra. - Nie do końca przekonany Dan oderwał kilka owoców i wrzucił je do sosu. 

W tym momencie mógłby  dołożyć kilka bobków Marksa i nikt by nawet nie zwrócił uwagi. 

Marx  to  ich  stary,  tłusty,  pręgowany  kocur,  które  właśnie  rozwalił  się  na  stole  kuchennym 

między bagietką a krążkiem parmezanu. 

Rufus i Lyle wybierali w salonie płytę z kolekcji analogów Rufusa, a Dan mieszał sos 

drżącą  dłonią  i  zastanawiał  się,  jak  nawiązać  do  tematu  seksu  w  rozmowie  z  Vanessą. 

Powiedział, ze chce, aby to wypłynęło naturalnie, ale kogo on oszukuje? Teraz tak naprawdę 

chciał mieć to za sobą, i to szybko, żeby móc wrócić do pisania. Robiło mu się już niedobrze 

na widok swoich czarnych notesików. Jego umysł był równie pusty jak ich stronice. 

Mieszał  sos  coraz  szybciej  i  szybciej,  aż  pasta  pomidorowa  zaczęła  przelewać  się  z 

rondla.  Będzie  musiał  zwyczajnie  jej  to  powiedzieć.  I  mieć  nadzieję,  że  Vanessa  go  nie 

wyśmieje. 

background image

V jest we wła

ś

ciwym miejscu, w złym czasie 

Vanessa  powinna  już  być  w  domu  Dana,  ale  taszczyła  ze  sobą  cały  swój  filmowy 

sprzęt,  a  to  był  taki  kawał  drogi  -  najpierw  kolejką  L  z  Williamsburga  do  Czternastej 

Zachodniej,  potem  pociągiem  E  aż  do  Central  Parku.  Wieczór  był  piękny  -  wstyd,  żeby  nie 

nakręcić trochę materiału do filmu, skoro już wyszła z domu. Zeszłej nocy padał śnieg, alejki 

w  parku  były  zmarznięte  i  śliskie.  Gdy  wędrowała  ścieżką  w  stronę  zamarzniętego  jeziora, 

żałowała,  że  włożyła  nową  bieliznę  z  Victoria's  Secret  na  siebie,  zamiast  wrzucić  do  torby. 

Koronka  wydawała  się  taka  zimna  na  skórze  i  w  dodatku  gryzła  ją  we  wszystkich 

niewłaściwych miejscach. 

Nad  jeziorem  rósł  ogromny  stary  dąb;  z  gałęzi  zwisało  mu  mnóstwo  sopli.  Vanessa 

wyciągnęła kamerę z futerału. Mogła sfilmować sople i wykorzystać je jako wprowadzenie do 

filmu  o  Nowym  Jorku.  Odlotowe  wprowadzenie  miejsca  akcji.  Przez  chwilę  ludzie  będą 

myśleli, że akcja rozgrywa się na spokojnej wsi. Potem zrobi ciecie i pokaże coś ewidentnie 

miejskiego, na przykład dostawców mięsa wyładowujących krwawe tusze na Zachodniej. 

Pokręciła obiektywem, próbując zrobić zbliżenie sopli, a polem odjazd. W odwrotnej 

kolejności za bardzo by to przypominało kawałek „National Geographic”. Dan zawsze mówił, 

że w jej filmach brakuje akcji, ale Vanessa upierała się, żeby ten film był jak wiersz. Nic nie 

musiało się dziać, widz miał po prostu coś poczuć. 

I  kiedy  stała  na  ośnieżonym  brzegu  zamarzniętego  stawu  i  próbowała  uchwycić 

surowe, ulotne piękne sopli, zdecydowanie coś czuła: zimną koronkę fig na tyłku. 

 

Wcześniej tego popołudnia Nate i Jenny wybrali się do Lincoln Center na Dziadka do 

orzechów.  Było  właśnie  tak,  jak  to  Nate  pamiętał:  z  gigantyczną  choinką  i  niesamowitymi, 

walczącymi  myszami  wielkości  ludzi.  Jenny  siedziała  zachwycona,  oczarowana  muzyką, 

scenografią,  tancerzami  i  kostiumami  -  zwłaszcza  Wieszczki  Cukrowej.  Serce  mało  jej  nie 

pękło,  kiedy  pod  koniec  Klara  i  Książę  poszybowali  w  niebo  na  zaprzężonych  w  konie 

saniach. 

Potem  Jenny  i  Nate  powinni  ruszyć  prosto  do  domu  na  przyjęcie  Rufusa,  ale  nie  ma 

szybszego sposobu na zniszczenia idealnego popołudnia niż wejście w kuchni na jej ojca bez 

background image

koszuli,  nalewającego  właśnie  do  gara  rum  i  keczup  z  gigantycznej  butelki.  Nate  przez  cały 

dzień  był  taki  idealny,  trzymał  ją  za  rękę  i  wskazywał  ulubione  fragmenty  baletu.  Nawet 

wyglądał  idealnie:  włożył  szary  garnitur  z  kaszmiru  i  niebiesko  -  fioletową  koszulę.  Więc 

Jenny postanowiła wrócić do domu dłuższą drogą, przez Central Park. 

Kiedy  szli  ścieżką  w  stronę  stawu,  złapała  Nate'a  za  rękę  i  ścisnęła  ją  mocno.  Jej 

czarne  zamszowe  kozaki  miały  gładkie  podeszwy  i  cały  czas  ślizgała  się  na  lodzie.  Teraz, 

kiedy balet nie odciągał jej uwagi, nie mogła na to nic poradzić, ale ciągle czuła, jak koronka 

wgryza  jej  się  między  pośladki.  W  duchu  upomniała  się,  że  powinna  wyluzować  -  to  tylko 

nowe stringi. 

Wolną  rękę  Nate  zaciskał  wokół  torebki  z  trawą,  którą  niósł  w  kieszeni  wełnianego 

płaszcza.  Ogrzewał  ją.  Nie  ma  nic  gorszego  niż  przemrożona  trawka.  Robiła  się  wtedy 

rozmokła  i  potwornie  kopciła  po  zapaleniu.  Miał  zamiar  zapalić  zaraz  po  wyjściu  z  Lincoln 

Center,  ale  było  coś  surrealistycznego  i  pięknego  w  słońcu  rozświetlającym  śnieg  i  cieple 

dłoni Jenny. Odechciało mu się skręta. Miał ochotę porozmawiać. 

- Bez sensu, że muszę jechać jutro do Maine - powiedział. - Ale muszę skończyć moje 

podania,  więc  przyda  mi  się  chwila  spokoju.  Na  rozmowie  kwalifikacyjnej  w  Brown 

powiedzieli mi, że mają nową superspecjalizację: nauki ścisłe i techniczne. Myślałem, że jeśli 

to wybiorę, mógłbym zająć się projektowaniem łodzi, no wiesz. 

Jenny skinęła głową, skupiając się na nogach. Nie chciała, żeby Nate jutro wyjeżdżał. 

Nie chciała też, żeby wyjechał do college'u. 

Staw już było widać. Wiosną Nate lubił stawać w altance, palić i patrzeć na kaczki z 

pisklętami. Teraz jeziorko było całkiem zamarznięte. Pewnie można by po nim przejść. 

- To dziwne - mówił dalej. - O tej porze w zeszłym roku dokładnie wiedziałem, gdzie 

będę za rok: tu, w mieście, będę chodził do szkoły i opieprzał się z kumplami, jak zwykle. Ale 

teraz nie mam pojęcia, co będzie za rok. Niesamowite. 

Jenny  spojrzała  na  Nate'a,  zastanawiając  się,  jak  by  zareagował,  gdyby  mu  teraz 

powiedziała, że go kocha. Miał od zimna zaróżowione policzki i czubki ślicznych, idealnych 

uszu. Był taki cudowny, że chciała krzyczeć ze szczęścia. 

- Mam  na  sobie  stringi  -  wydyszała,  zanim  zdążyła  ugryźć  się  w  język.  Zaczęła 

szybciej iść. Nie mogła uwierzyć, że to powiedziała! 

- Co?! - Nate przyspieszył, żeby ją dogonić. Nie dosłyszał, co powiedziała. 

Jenny puściła jego dłoń. 

- Mam  na  sobie  stringi!  -  krzyknęła  głośniej.  A  potem  zachichotała  i  zaczęła  biec, 

ześlizgując się ze wzgórza ku stawowi. 

background image

Nate tym razem ją usłyszał. Przestaj ściskać torebkę z trawą i ruszył pędem za Jenny. 

- Wracaj tutaj! Chcę zobaczyć te stringi! - krzyknął za nią upiornym głosem wampira. 

Jenny pisnęła i biegła dalej. Oczy jej łzawiły z zimna, a oddech wiązł w gardle. 

Nate  biegł  za  nią  po  lodzie  przykrytym  śniegiem,  aż  do  miejsca,  w  którym  Jenny 

poślizgnęła  się  i  wyciągnęła  jak  długa  pod  wielkim  dębem  ozdobionym  długimi  soplami. 

Rzucił się na nią i zaczęli się tarzać, śmiejąc się bez tchu i zbierając śnieg we włosy. 

Nate obrócił Jenny na brzuch i podciągnął jej płaszcz. 

- Pokaż,  pokaż!  -  krzyczał,  ściągając  jej  czarne,  aksamitne  spodnie,  żeby  zerknąć  na 

nagą pupę. 

- Czekaj! - Jenny piszczała, chichotała i wierciła się. Zacisnęła oczy, nie mogąc się już 

dłużej powstrzymać. - Czekaj. Nate kocham cię! 

Nate znieruchomiał na chwilę. Potem, zamiast ją obrócić, pocałować i powiedzieć, że 

też  ją  kocha,  cmoknął  w  śliczny,  zaróżowiony  pośladek,  a  potem  przewrócił  się  na  plecy  i 

wyrzucił chmurkę ciepłego oddechu prosto w błękitne niebo. 

Jenny  leżała  dalej  wyciągnięta  na  brzuchu  przez  kilka  sekund,  łapiąc  oddech.  Potem 

wstała  i  poprawiła  ubranie.  Dobrze,  że  w  końcu  to  powiedziała,  ale  byłoby  o  wiele  milej, 

gdyby Nate odwzajemnił się tym samym. Powinien był odpowiedzieć „kocham cię”, wziąć ją 

na ręce i zanieść do sań, które zabrałyby ich do Krainy Nigdy - Nigdy. 

Ale on tylko cmoknął ją w pośladek. 

- Nie  masz  na  sobie  bokserek  z  żaglówką,  co?  -  zapytała  z  nadzieją,  próbując 

przywrócić żartobliwy ton, od którego wszystko się zaczęło. 

- Nie  wiem.  -  Nate  odpiął  pasek.  Ściągnął  spodnie  do  bioder.  -  W  niebieską  kratkę. 

Wybacz. 

- W  porządku  -  odparła  szybko  Jenny,  owijając  się  płaszczem.  -  Przejdźmy  koło 

pomnika Romea i Julii. To mój ulubiony i jest po drodze. 

Nate spędził w tym parku mnóstwo czasu, ale nie miał pojęcia, o czym Jenny mówi. 

- Jaki pomnik Romea i Julii? 

- Nieważne. Pokażę ci, jak tam dojdziemy. 

- Zimno ci? - zapytał Nate, opierając się na łokciach i wyciągając dłoń. - Chodź tu. 

Zawahała  się  przez  sekundę,  a  potem  podeszła.  Nate  przygarnął  ją,  zawinął  w  swój 

płaszcz, pocałował w czoło i w oba zimne zaczerwienione policzki. 

Musnęła go ustami w brodę i nie mogła się oprzeć, żeby nie powiedzieć tego jeszcze 

raz. Może nie usłyszał jej za pierwszym razem. 

- Kocham cię - szepnęła. 

background image

Patrzyli  sobie  prosto  w  oczy.  Tym  razem  Nate  musiał  odpowiedzieć.  Dopiero  co 

widzieli Dziadka do orzechów, a na litość boską, to była historia miłosna, na wypadek gdyby 

mu to umknęło. 

- Ja też cię kocham - wymamrotał. 

A potem całowali się. Długo, naprawdę długo. Jenny spadł czerwony kapelusik, a jej 

ciemne loki zakryły ich twarze. 

Ale niezbyt dobrze. 

 

Dan  powiedział  Vanessie,  że  w  jej  filmach  brakuje  akcji.  Cóż,  to  zdecydowanie  jest 

akcja.  Tak,  sople  były  wspaniałe,  po  prostu  super.  Ale  jak  często  widzi  się  kobietę  z  nagim 

tyłkiem  na  śniegu?  Jak  często  widzi  się  całkiem  porządnego  faceta  ściągającego  spodnie 

zimą,  w  biały  dzień?  I  jak  często  widuje  się  parę  tarzającą  się  w  jednym  płaszczu  po 

zamarzniętym jeziorze, w środku najżywszego miasta na świecie? Gdyby tylko Vanessa miała 

śmigłowiec,  wzniosłaby  się  wysoko  i  kręciła  ich  z  coraz  większej  odległości,  aż  para 

zamieniłaby  się  w  plamkę  wielkości  łebka  od  szpilki  pośród  przecinających  się  ulic 

Manhattanu.  Ale  nie  miała  helikoptera,  więc  musiała  bardziej  twórczo  rozwiązać 

zakończenie.  Najlepsze  było  to,  że  nie  złapała  dokładnie  twarzy  tej  dwójki,  więc  mogli  być 

kimkolwiek,  w  dowolnym  wieku  -  tobą  i  twoim  chłopakiem  albo  twoją  babcią  i  jej 

chłopakiem.  Czysta  poezja,  surowa  i  piękna.  Nie  mogła  się  doczekać,  żeby  pokazać  to 

Danowi. 

Zaraz... Ma to zrobić przed czy po tym, jak mu pokaże, co ma pod czarnym golfem i 

czarną wełnianą spódniczką? 

background image

la isla bonita 

W  kurorcie  Isle  de  la  Paix  na  wyspie  St.  Barts  ukrywały  się  sławy  i  mieszkanki 

Nowego  Jorku  w  średnim  wieku,  które  muszą  dojść  do  siebie  po  operacji  plastycznej.  Nie 

można  było  tam  się  zatrzymać,  jeśli  człowiek  nie  był  kimś  albo  kogoś  nie  znał.  Ale  tak  się 

składało, że do Cyrusa Rose'a, ojczyma Blair, należała firma budowlana, która zbudowała ten 

kurort.  Dlatego  trzy  wille,  które  on  i  matka  Blair  zarezerwowali  dla  rodziny,  należały  do 

najlepszych. 

Wokół  całej  willi  Sereny  i  Blair  ciągnął  się  taras.  Mogły  z  niego  oglądać  basen  w 

kurorcie, gdzie kobiety po czterdziestce z chirurgicznie poprawionym biustem i chirurgicznie 

wyszczuplonymi  udami  leżały  na  leżakach  w  wielkich  okularach  przeciwsłonecznych  i  w 

jednoczęściowych  kostiumach  kąpielowych  bez  ramiączek,  udając,  że  czytają  francuskie 

pisma  z  modą,  podczas  gdy  tak  naprawdę  zalewały  się  ponczem  rumowym.  Jedna  z  kobiet 

miał  ze  sobą  małego  biszona  -  nawet  jej  pies  nosił  ciemne  okulary.  Z  drugiej  części  tarasu 

widziały kawałek plaży  o białym piasku,  gdzie  młodsze kobiety opalały się topless, a faceci 

nonszalancko surfowali na deskach z żaglem, udając, że nie patrzą. Morze było tak spokojne i 

miało tak idealny odcień turkusowy, że wyglądało jak sztuczne. 

Serena  usiadła  na  tarasie  i,  paląc  gitana,  przeglądała  francuską  „Elle”,  Czekała,  aż 

Blair ubierze się, nim pójdą spotkać się ze wszystkimi w jadalni na późnym lunchu. Dopiero 

co umyła  włosy, które teraz ociekały jej na odsłonięte ramiona i łopatki  w topie bez pleców 

od Diane von Furstenberg. Po prysznicu wtarła w siebie samoopalacz Lancôme i jej skóra już 

nabrała  zdrowego,  złotego  odcienia  brązu.  Na  nogach  miała  sandałki  z  białej  skóry 

wysadzane kryształkami. 

Jej minispódniczka z białego dżinsu od Agnes B. ledwo zakrywała górę ud. 

W pobliżu barierki tarasu koliber wysysał pyłek z hibiskusa, latając od jednego kwiatu 

do drugiego. Serena zastanawiała się, dlaczego nie zostanie przy jednym i porządnie sobie nie 

łyknie, zamiast tak latać z miejsca na miejsce. 

Dobre pytanie. 

- Przepraszam? Pardon? - usłyszała. 

Zgasiła  papierosa,  przydeptując  go  butem,  i  wstała.  Facet  w  koszulce  Isle  de  la  Paix 

background image

stał u stóp schodów i trzymał olbrzymi bukiet rzadkich, tropikalnych kwiatów. 

Çac'estpour vous, mademoiselle - powiedział, wchodząc i podając Serenie kwiaty. 

Jezu! Czy Flow ma szpiegów? Jak, do cholery, ją odnalazł? 

Powąchała kwiaty. 

- Dzięki - powiedziała do faceta. 

- Nie ma sprawy  - odparł po angielsku. Już miał się odwrócić, kiedy  Blair otworzyła 

drzwi i wyszła na taras. 

- Lepiej,  żeby  mama  miała  otwarty  rachunek  w  barze  -  powiedziała  do  Sereny,  nim 

zauważyła  faceta.  Blair  miała  na  sobie  dopasowaną,  jedwabną  beżową  sukienkę,  która  była 

praktycznie  takiego  samego  koloru  jak  jej  opalenizna  po  Lancôme.  Z  daleka  wydawała  się 

naga. Na nogach miała plastikowe czerwone klapki, które kupiła w drogerii, a na mały palec 

lewej  stopy  założyła  pierścionek  z  fałszywym  diamentem  -  wypróbowywała  nowy  styl 

„biedaczki Z kasą”. Zauważyła, że gość z obsługi kurortu gapi się na nią. 

- Tak? - zapytała ostro. - Parlez vous anglais? 

Facet wyglądał na zakłopotanego. 

- Przepraszam. Chciałem tylko przywitać dwie najpiękniejsze dziewczyny na wyspie. 

Na szczęście jego  akcent był wyjątkowo seksowny. Tylko dzięki temu mógł mu ujść 

taki kwasiarski tekst. 

- Dzięki - rzuciła Blair. - Zobaczymy się później - dodała, spławiając go. 

- Mam  nadzieję,  że  kwiaty  się  podobają,  mademoiselle.  -  Skinął  głową  do  Sereny. 

Potem uśmiechnął się szeroko do Blair i poszedł sobie. 

Blair przeczesała włosy palcami i mrużąc oczy, spojrzała na morze. To, że podrywają 

każdy facet, na którego wpada, zaczynało być trochę nudne. 

Serena położyła kwiaty na ratanowym stoliku. 

- Od kogo? - zapytała Blair. 

Serena wzruszyła ramionami. 

- Chyba nie musisz pytać. 

Blair podeszła do bukietu i obróciła bilecik przyczepiony do kryształowego wazonu, w 

którym przyszły kwiaty. 

- „Życzymy  wspaniałych  wakacji  i  nie  stresujcie  się  za  bardzo  ślubnymi  planami  - 

przeczytała na głos. - Całusy, wasze kochane przyjaciółki, K i I”. 

Obie wybuchły śmiechem. 

Serenie  naprawdę  ulżyło,  gdy  dowiedziała  się,  że  może  to  nie  Flow  przysyłał  te 

wszystkie prezenty. Na przykład czekoladowego bałwana i akwarium z barakudami. Może to 

background image

też przysłały Kati i Isabel. 

- Chodź! - Złapała Blair za rękę i pociągnęła ją na schody. - Dajmy szansę Cyrusowi, 

niech postawi nam drinka! 

 

Aaron i Miles już siedzieli w barze, grali w tryktraka i próbowali namówić Tylera na 

zjedzenie  smażonego  ślimaka.  Matka  Blair  i  Cyrus  nadal  żeglowali  na  jachcie  właścicieli 

kurortu i nikt ich do tej pory nie widział. 

Jadalnia  nie  wyglądała  wcale  jak  jadalnia:  to  był  wielki  kryty  taras  wychodzący  na 

plażę  i  idealnie  turkusowe  morze.  Po  jednej  stronie  stał  bar  z  bambusa  i  szkła  ze  stołkami 

barowymi z białej skóry. Bardzo nowoczesny, tropikalny styl. 

- Dwa  rumy  i  dwie  cole  proszę  -  powiedziała  Blair  po  francusku  do  barmana.  We 

francuskich wyspach piękne było to, że człowiek nie musiał się martwić, że go wylegitymują. 

Nie żeby często ją legitymowano. 

Serena wzięła swojego drinka i stuknęła się szklanką z Blair. - Za nas - wzniosła toast. 

Potem obie przechyliły głowy i wypiły jednym haustem. 

Wow! - sapnął Miles, patrząc z podziwem na Blair. Przebrał się w czarne spodnie z 

mnóstwem  kieszeni  od  Armaniego  i  popielatą  koszulkę  polo  (też  Armani).  Wyglądał  dość 

blado. - Jak wam się udaje nie bekać potem jak kierowcy ciężarówki? 

Blair uśmiechnęła się szeroko i otarła usta wierzchem dłoni. 

- Lata praktyki. 

Aaron pokręcił głową. Teraz jego dredy wyglądały bardziej na miejscu, z plażą w tle. 

Wsuną! dłonie do kieszeni swoich wojskowych zielonych szortów. 

- Nie wiem, czy jest czym się chwalić. 

Blair przewróciła oczami. 

- Jakbyś nigdy nie pił. 

Aaron wzruszył ramionami. 

- Piję. Po prostu wolę napić się wody, kiedy jestem spragniony. 

Tyler ugryzł kawałek ślimaka i wypluł kęs do serwetki. 

- A Blair pije denaturat - zażartował. 

Blair już miała go zdzielić, kiedy zobaczyła, że nadbrzeżem idą matka i Cyrus. Cyrus 

trzymał  Eleanor  za  łokieć,  jakby  bał  się,  że  się  potknie.  Gdyby  to  był  ktoś  inny,  Blair  by 

pomyślała, że to słodkie, ale jej zdaniem nic, co robił Cyrus, nie było słodkie. Matka miała na 

sobie  sukienkę  Lilly  Pulitzer  w  rażącym,  zielono  -  różowym  kolorze  z  deseniem  w  białe 

żabki,  która  wyglądałaby  o  wiele  lepiej,  gdyby  była  w  jednym  kolorze  i  bardziej zakrywała 

background image

nie  takie  znowu  szczupłe  nogi.  Na  blond  włosach  z  pasemkami,  obciętych  na  pazia,  miała 

białą  płócienną  opaskę.  Już  się  mocno  opaliła.  Cyrus  włożył  czerwone  płócienne  spodnie  i 

koszulkę polo w marynarskie biało - granatowe pasy. Twarz miał czerwoną i błyszczącą - nie 

mógł już bardziej przypominać knura. 

Czyli świni, dla tych, którzy mieli niskie wyniki na skali umiejętności werbalnych. 

Eleanor Waldorf Rose pisnęła, gdy zobaczyła ich wszystkich przy barze. 

- Cześć,  dzieciaki!  -  krzyknęła,  podbiegła  i  mocno  objęła  Tylera.  Puściła  go  i  rzuciła 

się na Blair. - Tak się za wami stęskniłam. I mam wam tyle do powiedzenia! 

Serena uśmiechnęła się uprzejmie. 

- Dzień  dobry,  pani  Rose.  -  Matka  Blair  była  trochę  zbzikowana,  ale  zdecydowanie 

mniej zadzierała nosa niż jej matka. 

Cyrus uścisnął dłoń Aarona. 

- Cieszę się, że cię widzę, synu. Mój prawnik do mnie nie dzwonił, więc zakładam, że 

udało się wam z Blair nie spalić domu podczas naszej nieobecności. 

Aaron uśmiechnął się szeroko. 

- Pewnie,  że  spaliliśmy.  Ale  budujemy  ci  nowy.  Zobaczysz,  jak  wrócisz.  Będzie 

naprawdę odjazdowy. 

Blair postanowiła też trochę się zabawić. A może po prostu była pijana. 

- Jestem w ciąży - powiedziała. Objęła Milesa. - Z Milesem. On jest ojcem. 

Szeroki uśmiech zniknął z twarzy Aarona. 

- Od kiedy z ciebie taki komik? - zapytała Eleanor i przekrzywiła głowę, dziwiąc się, 

skąd u córki takie niesmaczne poczucie humoru. 

Blair zabrała ręce Z ramion Milesa i uśmiechnęła się krzywo do matki. 

- Odkąd wyrzucili mnie z Constance. 

Serena uśmiechnęła się szeroko. 

- Ale z ciebie kłamczucha. 

Cyrus złapał Blair swoją mięsistą łapą i objął. 

- Ktoś jest w świetnym humorze! - powiedział. 

Już nie. 

Wypuścił ją i machnął do barmana. 

- Szampan dla wszystkich! 

Blair wykrzywiła się. Co za tandeta. 

Eleanor poklepała się po brzuchu. 

- Beze mnie, kochanie. 

background image

Od kiedy ona odmawia szampana? 

- Więcej będzie dla nas. - Cyrus mrugnął do Blair, podając kieliszki Aaronowi, Blair, 

Serenie,  Milesowi  i  Tylerowi.  Wręczył  Eleanor  kieliszek  z  wodą  sodową,  a  swój,  z 

szampanem, uniósł do toastu. 

- Za naszą wielką, szczęśliwą rodzinę! - zawołał i wyszczerzył zęby jak idiota. 

Blair już miała dość rodziny. 

- Czy możemy usiąść i coś zjeść? - jęknęła. - Umieram z głodu. - Nie zmuszała się do 

wymiotów,  odkąd  matka  i  Cyrus  wyjechali,  ale  miała  przeczucie,  że  cokolwiek  dziś zje,  nie 

utrzyma długo w żołądku. 

Weszli gromadą do jadalni i usiedli na jednej długiej ławie z białej skóry. Wiatrak na 

suficie  kręcił  się  leniwie  nad  ich  głową,  lekka  bryza  poruszała  gałęziami  palm.  Wszyscy  z 

wyjątkiem  Aarona  zamówili  hamburgery.  To  była  francuska  restauracja  i  nie  mieli  ani 

jednego wegetariańskiego dania. 

- Wezmę  tylko  sałatkę  i  frytki  -  powiedział  Aaron  kelnerowi,  zapalając  ziołowego 

papierosa. 

- Świetnie  się  bawiliśmy  -  wyrzuciła  z  siebie  Eleanor,  smarując  bułeczkę  masłem  i 

zajadając  ją  z  wilczym  apetytem,  jakby  przez  tygodnie  nic  nie  jadła.  Tyle  przytyła  od 

wyjazdu, że Blair zastanawiała się, czy nie powinna czegoś powiedzieć. - Ale tak się cieszę, 

że przyjechaliście. 

Cyrus ścisnął jej rękę. 

- I  mamy  dla  was  wielką  niespodziankę  -  powiedział,  a  jego  niebieskie  oczy  były 

bardziej wytrzeszczone niż zwykle. 

Eleanor położyła dłoń w diamentach na jego tłustych wargach. 

- Ciii... Dopiero w święta. 

Aaron poczuł, że kolano Blair dotyka jego kolana pod stołem. Nie odsunął się. To była 

jedna  z  jego  pokręconych,  małych  radości  -  przypadkowe  zetkniecie  kolanami,  jej  ręka 

ocierająca się o jego, gdy sięgała po chleb, jej oddech łaskoczący jego ucho. gdy wzdychała 

znudzona. 

Wiedział,  że  dopiero  co  brała  prysznic,  chociaż  miała  suche  włosy,  ponieważ 

pachniała jej ulubionym kokosowym szamponem firmy Kiehl. Zauważył też, że jej skóra jest 

ciemniejsza, niż gdy siedzieli w samolocie, więc najwyraźniej musiała użyć jakiego balsamu 

do  opalania  zaraz  po  przyjeździe.  Widział,  że  paznokcie  u  stóp  pomalowała  na  blady  róż,  i 

zauważył,  że  zdjęła  zegarek.  Nienawidził  siebie  za  to,  że  zauważa  te  rzeczy,  bo  brat  nie 

powinien ich dostrzegać. 

background image

Tyler patrzył zniechęcony w swoją colę. Chciał pewnego dnia mieć własną wytwórnię 

płytową i robić klipy dla MTV. Nie dość, że wolałby jechać na festiwal Osbourne'ów, zamiast 

spędzać ferie z rodziną, to jeszcze każdy oprócz niego miał tu przyjaciela. 

- Nie martw się, koleś - powiedział Aaron, widząc minę młodszego przybranego brata. 

- Zaraz po jedzeniu zabieramy cię z Milesem na skuter wodny. 

Tyler wyjął ze szklanki słomkę i próbował ją podpalić zippo Aarona. 

- Super  -  powiedział,  próbując  podtrzymywać  wizerunek  jedenastoletniego  łobuza, 

chociaż był ubrany w absurdalnie ugrzecznione spodenki i zieloną koszulkę Lacoste. 

Przyniesiono  jedzenie  i  Cyrus  z  Eleanor  zaczęli  pokrótce  opowiadać  o  poślubnym 

rejsie. W zeszłym tygodniu wspięli się na wulkan i oglądali jadowite płaszczki na Martynice. 

Na St. Johns Cyrus kupił Eleanor szpilkę z brylantami i koralami, którą wyłowiono z wraku. 

Na  Wyspach  Dziewiczych  pili  koktajl  z  Albertem  Finneyem,  podobno  bardzo  sławnym, 

starym aktorem, ale nikt o nim nie słyszał. 

Serena  wyłączyła  się.  Siedziały  z  Blair  twarzą  do  plaży.  Na  niebie  nad  wodą 

hydroplan wykręcał pętle i nurkował w powietrzu. Szybko zorientowała się, że pilot pisze coś 

na  niebie.  Jak  oni  to  robią?  Byłoby  zabawnie,  gdyby  pilot  miał  kłopoty  z  ortografią,  nie? 

Zmrużyła oczy i zaczęła czytać szybujące po niebie litery, zakładając, że będą po francusku. 

S - E - R - E - N - A 

Serena  zakryła  usta  dłonią  i  ostro  strzeliła  łokciem  Blair.  Blair  oddała  jej  równie 

mocno. Wzięła mały, złożony bilecik wyłożony na środku stołu i podała go Serenie. 

Palce Sereny drżały, gdy odczytywała złoty druk: 

 

Prosimy zrobić rezerwację na kolację wigilijną 

Isle de la Paix 

Występ 45 

20.00 - 0.00 

 

Serena uścisnęła mocno dłoń Blair. Nie zwariują w te święta, tylko jeśli będą trzymać 

się razem. 

- Och,  patrzcie!  -  syknęła  Eleanor,  przez  co  Blair  i  Serena  prawie  podskoczyły. 

Machnęła  ręką  w  stronę  recepcji.  -  To  Misty  i  Bartholomew  Bassowie!  -  Zniżyła  głos  do 

szeptu.  -  Słyszałam,  że  wycięli  Misty  wątrobę.  Ma  potworny  problem  z  piciem.  Ale  moim 

zdaniem  wygląda  dobrze.  Ciekawe,  czy  przypłynęli  tu  łodzią.  Co  za  sprytny  pomysł  na 

background image

odwyk. No bo trudno się napić czegoś na łódce, jeśli nie wniesiesz tam żadnej wódy. 

Misty i Bartholomew Bassowie, rodzice niesławnego Chucka Bassa, meldowali się w 

hotelu, a obok nich stał stos walizek Louisa Vuittona. Blair i Serena czekały, czy pojawi się 

Chuck - całe ich pieskie szczęście - ale nigdzie go nie było widać. 

- To  był  wyrostek,  mamo  -  powiedziała  po  chwili  Blair.  Wyglądało  na  to,  że  Chuck 

został w domu. Bogu dzięki. - Miała zapalenie wyrostka. To nic wielkiego. 

- Ja słyszałam co innego - upierała się Eleanor. - W każdym razie nie wiedziałam, że 

przyjeżdżają tu na Boże Narodzenie. - Rozejrzała się po restauracji, głaszcząc palcami szpilkę 

z brylantami i koralami. - Słyszałam też, że zatrzymuje się tutaj dużo sław, ale nie widziałam 

jeszcze nikogo, kogo bym rozpoznawała. 

Cyrus uciszył ją, wsuwając jej do ust frytkę. 

- Dbaj  tylko,  żebyś  przyjmowała  wszystkie  witaminy  i  minerały,  kochanie  - 

powiedział z miłością. 

Blair  była  pewna,  że  jej  matka  nie  potrzebuje  dodatkowej  porcji  frytek,  i  była  też 

pewna, że nie chce tak siedzieć i patrzeć, jak Cyrus ją nimi karmi. Już jej się chciało rzygać. 

- Przepraszam - mruknęła i popędziła do najbliższej toalety dla pań. 

Wszyscy  przyzwyczaili  się  do  tego,  że  Blair  nagle  zrywa  się  od  stołu,  więc  nikt  się 

nad  tym  nie  zastanawiał,  ale  Serenę  gryzła  mysi.  Że  Blair  zmusza  się  w  łazience  do 

wymiotów. Położyła serwetkę na niedojedzonym hamburgerze. 

- Dziękuję za lunch powiedziała słabo. Wstała i ruszyła za Blair, żeby sprawdzić, czy 

wszystko  z  nią  w  porządku.  Trzymała  głowę  nisko  na  wszelki  wpadek,  gdyby  Flow  był  w 

pobliżu i czaił się za jakąś palmą. 

background image

kto naprawd

ę

 chce pozna

ć

 sekret vicorii? 

- Czekaj, aż zobaczysz, co dziś nakręciłam - powiedziała Vanessa do Dana, gdy siadali 

u jego ojca w jadalni. Jenny i Nate jeszcze nie przyszli, ale Rufus wypił za dużo czerwonego 

wina i nie mógł się doczekać jedzenia. - Totalny odlot. Będziesz ze mnie dumny. 

- Więc  kręcisz  filmy,  Vanessamondo?  -  zapytał  przyjaciel  ojca  Dana,  Lyle, 

nakładające sobie lasagne. - Jakiego typu? 

Vanessa łyknęła wody. 

- Czarno - białe. No wiesz. Mało akcji. 

Lyle zapełnił talerz gotowaną fasolką, którą Rufus wybrał na przystawkę do lasagne. 

- Artystyczne, hę? 

- Tak jakby. - Vanessa kiwnęła głową. 

- Ja  jestem  wielbicielem  kina  przygodowego.  Widziałaś  kiedyś  Mumię?  Moim 

zdaniem to idealny film. 

Vanessa  nie  słuchała.  Właśnie  przyszli  Nate  i  Jenny  i  rozbierali  się  pospiesznie  w 

korytarzu. 

- Przepraszam,  tato  -  powiedziała  Jenny,  ledwo  łapiąc  oddech  i  zdejmując  kapelusz. 

Vanessa rozpoznała go natychmiast. Czerwony i kudłaty, tak jak kapelusz tamtej dziewczyny 

z  parku.  A  Nate  miał  na  sobie  długi  granatowy  płaszcz,  jak  tamten  chłopak  -  Tamten  leż 

wyglądał jak uczniak i miał takie same złotobrązowe włosy. 

Ups! Vanessa odłożyła widelec. 

- Tato,  to  jest  Nate  -  powiedziała  Jenny,  prowadząc  Nate'a  do  stołu.  Miała  ochotę 

tańczyć i wszystkich całować. Nie wiedziała, że można czuć takie szczęście! Powiedział, że ją 

kocha! 

Nate uścisnął rękę jej ojcu. 

- Miło mi pana poznać, panie Humphrey. 

Rufus miał pełne usta. więc musiał popić winem. 

- Nate,  mój  chłopcze  -  powiedział  -  to  przez  ciebie  moja  córka  w  ciągu  ostatniego 

miesiąca pożyczyła ode  mnie ponad czterysta dolarów. Miło cię wreszcie poznać. - Odsunął 

krzesło obok siebie. - Chodź, siadaj. 

background image

Jenny  była  tak  rozradowana,  że  nie  miała  do  ojca  pretensja  Oby  tylko  był  miły  dla 

Nate'a. 

- Więc  powiedz  mi,  Nate  -  ciągnął  Rufus,  wlewając  mu  do  kieliszka  beczkę  wina  - 

czym się zajmujesz? 

Nate uśmiechnął się. Ojciec Jennifer wydawał się całkiem spoko. 

- Łodziami  -  powiedział.  -  Moi  rodzice  mają  dom  w  Mount  Desert,  w  Maine. 

Budujemy z ojcem łodzie i żeglujemy. 

Dan  czekał,  aż  Rufus  pożre  Nate'a  żywcem,  pomstując  na  temat  egoistycznych 

rozrywek wyższych klas i bezużyteczności takich rzeczy jak żaglówki, ale Rufus wydawał się 

zafascynowany i cały czas zadawał Nate'owi pytania. 

Normalnie  taka  hipokryzja  doprowadziłaby  Dana  do  białej  gorączki,  ale  teraz  zbyt 

pochłaniało go to. co miał zamiar powiedzieć Vanessie, więc nie denerwował się tym, że tata 

pieprzy  od  rzeczy  z  takim  zepsutym,  wiecznie  ujaranym  dzieciakiem.  Wziął  się  za  swoją 

lasagne. Za dziesięć minut przeprosi wszystkich i pójdą z Vanessą do jego pokoju. 

Nagle Rufus zapukał w siół. 

- Czekajcie,  wszyscy  mają  podać  mi  swoje  talerze.  Lasagne  będzie  o  wiele  lepiej 

smakować, jeśli się ją podpali. 

- Tato! - jęknęła Jenny. To naprawdę było żenujące. I nie dało się lego uniknąć. 

Nate podał Rufusowi swój talerz. Rufus podpalił zapałkę i rzucił ją na lasagne Nate'a. 

W sosie było tyle rumu, że buchnęły płomienie. 

- Super! - wykrzyknął Nate. 

Rufus roześmiał się wesoło, a Jenny podała mu swój talerz z uśmiechem. Wygląda na 

to, że się polubili! 

Dan nie mógł tego dłużej znieść. Odwrócił się i pochylił do Vanessy. 

- Możemy pogadać minutkę? - Z nerwów dłonie mu się trzęsły. 

- Dobra - odparła Vanessa, też zdenerwowana. Czy będzie miała odwagę przejść przez 

to? Lyle zabrał jej talerz i oddał stojący w płomieniach. 

- Dzięki - mruknęła z roztargnieniem. 

Dan wstał. 

- Chodź. 

Vanessa  zabrała  swoją  torbę  i  poszli  długim  korytarzem  do  jego  sypialni. 

Humphreyowie  mieli  mieszkanie  w  zabytkowym  domu,  nieodnawiane  od  lat  czterdziestych. 

Było  ogromne  i  zakurzone.  Podłogi  skrzypiały,  ze  ścian  schodziła  farba.  Pachniało  jak  stare 

buty  i  butwiejące  książki.  Dan  znalazł  raz  na  półce  u  ojca  nierozpakowaną  talię  kart  z  1955 

background image

roku. Wszystkie króle wyglądały jak Elvis Presley. Były niesamowite. 

- Więc...  -  zaczął  niezręcznie  Dan,  gdy  już  zamknął  drzwi.  -  Chciałem  ci  coś 

powiedzieć. 

Vanessa usiadła na podłodze i rozsznurowała swoje czarne glany. Jeśli miała przez to 

przejść, musi to zrobić szybko, zanim zacznie myśleć. 

- Yhm...  -  odparła.  Zdjęła  czarne  wełniane  podkolanówki  i  poruszyła  palcami  nagich 

stóp. Dwa wieczory temu pozwoliła swojej siostrze Ruby pomalować sobie paznokcie u stóp 

na czekoladowy kolor. Nadal wyglądały całkiem dobrze. Wstała i rozpięła czarny sweter. 

Dan  podszedł  do  biurka  i  wziął  ostatni  czarny  notatnik,  myśląc,  że  może  pokaże 

Vanessie,  jak  kiepsko  z  jego  poezją,  a  ona  zrozumie,  że  muszą  iść  do  łóżka.  Przekartkował 

strony.  Były  pełne  początków  wierszy  typu: 

Jeste

ś

  moim  Frankensteinem,  moim 

Liechsteinem, jeste

ś

 boska. 

Żaden  się  nie  kończył,  bo  pod  koniec  wszystkie  robiły  się  zbyt  potworne.  Czytał  je, 

czerwieniąc się ze wstydu. 

- Nie potrafię już napisać niczego dobrego - powiedział. przerzucając kartki. 

Vanessa  zdjęła  czarną  wełnianą  spódnicę.  Ściągnęła  golf  przez  ogoloną  tuż  przy 

skórze głowę. Potem stanęła dłońmi na biodrach i czekała, aż Dan się odwróci. 

- I myślałem, że może nie mogę pisać, ponieważ... - Dan zamknął notatnik i odwrócił 

się gwałtownie. - Muszę,.. - Urwał. 

Vanessa  stała  koło  jego  łóżka  w  czarnym  koronkowym  staniku  i  czarnych 

koronkowych szortach, tak cieniutkich, że wszystko przez nie było widać. 

Jasne. O to chodziło. 

Vanessa uśmiechnęła się szeroko i zatrzepotała rzęsami. 

- Co o tym myślisz? 

Dan patrzył na nią wstrząśnięty. To była ostatnia rzecz. którą spodziewał się zobaczyć. 

- Co robisz? 

Vanessa  podeszła  do  niego,  próbując  nie  myśleć,  jak  wygląda  górna  część  jej  ud  i 

dolna  część  tyłka  w  wysoko  podciętych  figach.  Położyła  dłonie  na  ramionach  Dana.  Drżał. 

Nic była pewna, czy to dobrze, czy źle. 

Dan rozejrzał się po pokoju. 

- Nie  filmujesz  tego,  prawda?  -  zapytał  podejrzliwie.  Zwykle  Vanessa  najpierw  go 

pytała,  czy  chce  być  na  filmie,  ale  mogła  próbować  zdobyć  zupełnie  naturalny  materiał,  nie 

mówiąc mu o niczym. 

Pokręciła głową. 

background image

- Pocałuj mnie - powiedziała. 

Dan splótł ręce na piersiach. Zaczynał widzieć, do czego Vanessa zmierza. 

I co z tego? Byli zakochani. Dlaczego w końcu tego nie spróbują? 

Każdy  inny  facet  zdecydowanie  by  spróbował.  Ale  Dan  nie  był  taki  jak  inni.  On  był 

wrażliwym  romantykiem.  Nie  chciał,  żeby  za  jego  pierwszym  razem  wszędzie  walała  się 

czarna koronkowa bielizna. To było zbyt wyrachowane, zbyt oczywiste... i złe. Chciał, żeby 

to było czyste, spontaniczne i... dobre. 

Odsunął się o krok i odwrócił głowę. 

- Przepraszam - powiedział. 

Vanessa zrozumiała, że zbyt go naciska i może to było nie w porządku, ale próbowała 

się  tylko  trochę  zabawić.  Próbowała  też  zrobić  coś,  żeby  nie  mógł  jej  się  oprzeć,  ale  on 

najwyraźniej opierał się jej bez trudu. Złapała koszulkę z łóżka i naciągnęła ją szybko przez 

głowę. Czuła się kompletnie upokorzona. 

Dan zapalił papierosa i zaciągnął się głęboko. 

- Chcesz mi pokazać ten kawałek, który nakręciłaś w parku? 

Hm. Może nie. 

Vanessa  pokręciła  głową,  nie  potrafiąc  spojrzeć  na  niego.  Wciągnęła  spódnicę  i 

zapięła sweter. 

Dan zgasił papierosa w pustym kubku po kawie. 

- W takim razie chyba powinniśmy wracać do stołu. 

Vanessa zawiązała sznurówki i wstała. 

- Ja chyba już pójdę - powiedziała drżącym głosem. 

Nie płakała, odkąd skończyła cztery lata, ale teraz niewiele jej brakowało. 

Dan  skinął  głową,  rozdarty  między  chęcią  zapytania  jej,  co  się  stało,  a  pragnieniem, 

żeby już wyszła, to on siądzie i spróbuje coś napisać. Właściwie co mogli sobie powiedzieć, 

gdyby została? 

To  dziwne,  jak  zobaczenie  swojej  dziewczyny  w  skąpej  bieliźnie  może  totalnie 

odmienić związek. 

Vanessa otworzyła drzwi. 

- Do widzenia - szepnęła. 

- Do  widzenia  -  odpowiedział  Dan,  gdy  drzwi  zamknęły  się  za  nią.  Podszedł  do 

biurka,  usiadł,  otworzył  notatnik,  mając  nadzieję,  że  to  przeżycie  zainspiruje  go  do  czegoś 

genialnego. Ale nie - więc tylko palił jednego papierosa za drugim. 

background image

sztuka J przera

ż

a N 

- Możemy na chwilę was przeprosić, tato? - zapytała Jenny. - Chcę pokazać Nate'owi 

mój pokój. 

Rufus nawet na nią nie spojrzał. 

Mais oui - powiedział z okropnym francuskim akcentem. 

Bien sûr. 

Jenny przewróciła oczami. Kiedy jej ojciec wypił za dużo, próbował stać się bitnikiem 

mówiącym po francusku w kafejce z cyganerią. . 

Jaki ojciec, taki syn. 

- Chodź  -  powiedziała  do  Nate'a  i  poprowadziła  go  korytarzem  do  siebie.  Otworzyła 

drzwi i zapaliła światło. 

Nate  nie  spodziewał  się,  że  pokój  Jenny  go  zaskoczy.  Reszta  mieszkania  była 

wygodna  i  rozpadająca  się  jak  domek  na  wsi,  którego  nigdy  się  nie  sprząta.  Myślał,  że  jej 

pokój będzie podobny. Ale Jenny nigdy nie lubiła prostych, szarawych ścian, pękającej farby 

na  suficie,  gołej  drewnianej  podłogi,  swojej  starej,  zwykłej  białej  pościeli  i  naprawdę  sporo 

potrafiła.  Od  kilku  miesięcy  zajmowała  się  malowaniem,  zwłaszcza  portretów.  Było  tam 

sześć  portretów  Nate'a,  każdy  w  innym  stylu.  Był  więc  Nate  w  stylu  Moneta, 

impresjonistyczny,  Nate  w  stylu  Picassa,  z  oczami  na  stopach,  Nate  Dalego,  spływający  do 

kałuży  na  chodniku.  Nate  w  stylu  Warhola,  z  oczami  w  kolorze  elektryzującej  zieleni  i 

złotymi  włosami,  Nate  według  Pollocka,  z  farbą  rozlaną  w  kształt  jego  głowy,  i  Nate 

Chagalla, z głową latającą po nocnym niebie. 

- Podobają  ci  się?  -  zapytała  Jenny  z  nadzieją.  -  Próbowałam  kopiować  różne  style. 

Pollock był chyba najtrudniejszy. 

Nate z otwartymi ustami gapił się na obrazy na ścianach. Nie wiedział, który portret to 

Pollock, tak samo jak nie poznał pozostałych stylów, które wykorzystała Jenny, ale rozpoznał 

siebie w sześciu wersjach. I to wystarczyło, żeby go zbić z tropu. 

- Tutaj  spędzam  większość  czasu  -  wyjaśniła  radośnie  Jenny.  Nate  był  taki  czarujący 

w  rozmowie  z  jej  ojcem,  że  jeszcze  bardziej  się  w  nich  zakochała.  Odważnie  stanęła  na 

palcach  i  położyła  ręce  na  jego  ramionach.  -  Chciałabym  cię  całować  przez  całą  noc  - 

background image

szepnęła chrapliwym głosem. 

Nate zesztywniał, ale nie tak, jak by się człowiek mógł spodziewać. 

Tak,  zwykle  takie  słowa  sprawiłyby,  że  stanąłby  w  pełnej  gotowości,  ale  teraz  miał 

przed  oczami  obraz  Jenny  spędzającej  samotne  godziny  w  swoim  pokoju  i  malującej  te 

świetne, ale niewiarygodnie dziwaczne portrety. Jego portrety. 

Dopiero co powiedział Jenny, że ją kocha. Na tym polegał problem. I wtedy naprawdę 

tak myślał, w pewnym sensie. Ale teraz czego ona się spodziewała? Że ją rozprawiczy? 

Pocałował Jenny delikatnie w usta. 

- Lepiej już pójdę - powiedział cicho. - Muszę się spakować na jutro. 

Zmarszczyła brwi. 

- Proszę,  nie  wychodź  jeszcze.  -  Uśmiechnęła  się  szeroko  i  spojrzała  na  podłogę.  - 

Nadał mam na sobie stringi. 

Nate  musiał  wyjść  stamtąd,  zanim  Jenny  zacznie  się  rozbierać  przed  swoją  kolekcją 

obrazów.  Na  szczęście  nie  musiał  wymyślać  pretekstu  do  natychmiastowego  wyjścia,  bo 

zadzwoniła jego komórka. 

Wyciągnął  ją  z  kieszeni  spodni  i  spojrzał  na  numer  rozbłyskujący  na  ekranie.  To 

Jeremy. 

- Ej, gościu, gdzie jesteś? Spotykamy się w barze na Rivington. Kojarzysz? W tym. z 

którego wywalili Charliego za przypalanie trawy na drabinie przeciwpożarowej. 

- Dobra,  uspokój  się  -  rzekł  Nate  do  telefonu,  mając  nadzieję,  że  to  zabrzmi,  jakby 

sprawa była pilna i Jenny go puści. 

- Co? - zdziwił się Jeremy. 

- Zaraz będę.  - Nate rozłączył się i złapał Jenny  za rękę. - Przepraszam, Jennifer, ale 

muszę  jechać.  Jeremy  powiedział,  ze  Charlie  i  Anthony  wzięli  jakąś  fatalną  „eskę”  i 

zaczynają świrować. Muszę im pomóc, zanim narobią sobie kłopotów. 

Jenny  kiwnęła  głową.  Dolna  warga  jej  zadrżała.  Nate  jutro  wyjeżdża  do  Maine.  Nie 

zobaczy go przez tyle dni. 

- Dobra. 

Objął ją. 

- Wrócę na sylwestra. Bądź grzeczna, dobrze? 

Zacisnęła oczy i objęła go mocno. 

- Kocham cię. - Nie mogła przestać tego powtarzać. 

Nate oswobodził się i złapał misia pandę z jej łóżka. Wcisnął go jej w ramiona. 

- Pomyśl,  że  to  ja  -  powiedział,  całując  ją  w  nos.  Wyskoczył  z  pokoju,  popędził 

background image

korytarzem,  obsypał  pana  Humphreya  podziękowaniami,  a  potem  wskoczył  do  taksówki  i 

pojechał  prosto  do  baru  na  Rivington  Street,  gdzie  miał  zamiar  postawić  Jeremy'emu 

wielkiego drinka w podzięce za uratowanie mu niechcący tyłka. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie

 

Przepraszam, 

ż

e  dawno  si

ę

  nie  odzywałam,  ale  wiecie,  jak  jest:  nie  ma  szkoły  i  mnie  te

ż

  nie  ma  - 

ka

ż

dego wieczoru! 

 

WI

Ę

C O CO CHODZI Z TYM LINKIEM? 

 

Wszyscy słyszeli

ś

my o tych ludziach, którzy w 

Ś

wiadku daj

ą

 policji cynk, bo akurat tak si

ę

 zło

ż

yło, 

ż

filmowali  swoje  dziecko  bawi

ą

ce  si

ę

  na  podwórku,  kiedy  zacz

ę

ła  si

ę

  strzelanina  i  maj

ą

  numery  reje-

stracyjne  samochodu.  Wi

ę

c  tutaj  mam  co

ś

  dokładnie  odwrotnego.  Wiem,  kto  jest  na  ta

ś

mie,  w  tym 

wypadku pod linkiem, ale jak to si

ę

 znalazło w Internecie? 

Jestem  pewna, 

ż

e  ju

ż

  wiecie,  który  link  mam  na  my

ś

li.  Kliknijcie  tam  i  znajdziecie  doskonale  uj

ę

cia 

dwojga ludzi, których  znamy  i kochamy,  w parku, w 

ś

niegu. Zobaczycie, jak 

ś

ci

ą

gaj

ą

 sobie spodnie i 

tarzaj

ą

  si

ę

  otuleni  jednym  płaszczem.  J  ma  całkiem  zgrabny  tyłeczek,  nie 

ż

ebym  przygl

ą

dała  si

ę

 

szczególnie  uwa

ż

nie.  A  tyłek  N  nie  zawodzi  nawet  w  bokserkach.  Nic  dziwnego, 

ż

e  link  kr

ąż

y  po 

całym  Internecie,  jak  naj

ś

wie

ż

szy  bootleg  z  koncertu  45.  Nie  b

ę

d

ę

  rzuca

ć

  nazwiskami,  ale  jestem 

prawie pewna, 

ż

e nakr

ę

ciła to V - wida

ć

 typowe dla niej artystyczne uj

ę

cia i pewn

ą

 r

ę

k

ę

. Ale po co, do 

cholery, wrzucałaby to do sieci? To nie ma sensu. Je

ś

li to ona. nigdy tego nie odpokutuje, a je

ś

li nie 

ona, to kto? Musz

ę

 po raz pierwszy przyzna

ć

: jestem w kropce. 

 

Na celowniku 

 

Prosto z ekskluzywnego hotelu Isle de la Paix na St. Barts: Flow wychodzi ze sklepu zoologicznego w 

Gustavii  -  jedynym  prawdziwym  mie

ś

cie  na  St.  Barts  -  z  klatk

ą

  dla  ptaków.  Nie  pytajcie.  Pani  MWR 

wymiotuje  do  kosza  na 

ś

mieci  w  damskiej  toalecie.  Teraz  ju

ż

  wiemy,  po  kim  ma  to  B.  B  i  S 

przeszmuglowały do willi kolejny dzbanek z ponczem rumowym, gdzie si

ę

 ukrywaj

ą

 od wczorajszego 

przyjazdu.  Na  pla

ż

y  A  gra  samotnie  na  gitarze.  Mo

ż

e  i  jest  milusi,  ale  nie  ma  nic  seksownego  w 

sm

ę

tnym wegetarianinie w koszulce z napisem „ZALEGALIZOWA

Ć

 KONOPIE”. A w Nowym Jorku: K 

background image

I płacz

ą

 i ob

ś

ciskuj

ą

 si

ę

 na Park Avenue, bo rozstaj

ą

 si

ę

 na 

ś

wi

ę

ta. Hm, mo

ż

e powinny wymieni

ć

 si

ę

 

pier

ś

cionkami zar

ę

czynowymi. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Kochana Plotkaro! 

Mam  przyjaciółk

ę

,  której  starsza  siostra  przyja

ź

ni  si

ę

  z  rzeczniczk

ą

  prasow

ą

  Flowa.  I  ona 

powiedziała siostrze mojej kumpeli, 

ż

e Flow próbuje na St. Barts sko

ń

czy

ć

 z kokain

ą

Brownie 

 

O:

 Hej, Brownie! 

ż

, słyszałam, 

ż

e St. Barts to narkotykowy raj, wi

ę

c je

ś

li masz racj

ę

, to pewnie długo nie 

powalczy. 

 

W

Ś

RÓD NOCNEJ CISZY 

 

Dzisiaj jest Wigilia. Ostatnia szansa, 

ż

eby kupi

ć

  wszystko, co macie na li

ś

cie. Ostatnia szansa, 

ż

eby 

zerkn

ąć

  pod  choink

ę

  i  upewni

ć

  si

ę

ż

e  zgarniecie  najwi

ę

cej  prezentów,  a  je

ś

li  nie,  to  naklejcie  nowe 

karteczki na pudełkach. Ostatnia szansa, 

ż

eby zje

ść

 tyle trufli z deserow

ą

 czekolad

ą

 Godivy, ile dusza 

zapragnie.  Ostatnia  szansa, 

ż

eby  znowu  poczu

ć

  si

ę

  pi

ę

ciolatk

ą

  i  zostawi

ć

  pierniczki  dla 

Ś

wi

ę

tego 

Mikołaja.  I  ostatnia  szansa, 

ż

eby  by

ć

  bardzo  miłym  dla  ludzi,  którzy  kupuj

ą

  wam  prezenty.  Mo

ż

zmieni

ą

 zdanie i jednak kupi

ą

 wam t

ę

 pomara

ń

czow

ą

 torebk

ę

 ze 

ś

wi

ń

skiej skóry u Hermesa Birkina. 

Wesołych 

ś

wi

ą

t! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

S i B pozwalaj

ą

 chłopcom by

ć

 chłopcami 

- Nie możemy tu siedzieć cały dzień - powiedziała Serena do Blair. Dochodziło prawie 

południe w Wigilię, a ona stała w oknie i patrzyła tęsknie przez taras na biały piasek plaży i 

turkusowe morze w oddali. 

- Ale co z Flowem i Milesem? - zapytała Blair, wyciskając koperkową pastę do zębów 

na elektryczną szczoteczkę. - Myślałam, że się ukrywamy. 

Myślała, że chowając się z Sereną w willi, znajdzie czas, żeby skończyć swój esej do 

Yale, ale jak na razie głównie piły z wysokich szklanek poncz rumowy przybrany kawałkami 

pomarańczy,  wisienkami  i  papierowymi  parasoleczkami;  grały  w  brydża;  pomalowały  sobie 

nawzajem paznokcie u stóp na cukieroworóżowy kolor. Najwyższy czas otworzyć laptop. 

Serena miała inny pomysł. Cały  wieczór i pól dnia w domu spędzone na absolutnym 

nieróbstwie przekraczało jej wytrzymałość. 

- Idziemy  na  plażę  -  ogłosiła,  wciągając  króciutkie  białe  szorty  Miu  Miu  na  białe 

bikini.  -  I  jeśli  ktoś  będzie  chciał  z  nami  rozmawiać,  to  będzie  musiał  rozmawiać  z  nimi.  - 

Błyskawicznym  ruchem  obróciła się i rozsunęła białe trójkąciki stanika od bikini, pokazując 

piersi. 

Blair uniosła brwi i wróciła do mycia zębów. Wypluła pianę do umywalki. 

- Masz na myśli topless? - Wreszcie załapała, o co chodzi. 

Serena kiwnęła głową z szatańskim uśmiechem. 

- Właśnie to mam na myśli. 

 

Aaron, Miles i Tyler brali lekcję windsurfingu kilka metrów od brzegu, kiedy .Serena i 

Blair rozłożyły swoje kanarkowożółte ręczniki na piasku, zdjęły górę od bikini i położyły się 

na plecach, z obnażonymi piersiami do nieba. 

- Ohyda - powiedział Tyler, odwracając się, żeby nie musieć patrzeć. 

Miles  puścił  żagiel  i  wpadł  do  wody.  Wypłynął  i  pokręcił  głową  do  Aarona,  który 

nadal stał na desce. 

- Nie mogę uwierzyć, że co dzień to widujesz - powiedział z zazdrością. 

Aaron  nie  mógł  podnieść  żagla  z  wody.  Szarpał  linkę  z  całej  siły.  Blair  pewnie 

background image

myślała,  że  dzięki  toplessowi  wydaje  się  taka  europejska  i  wyrafinowana,  ale  jego  zdaniem 

zachowała  się  jak  zdzira.  Każdy,  kto  będzie  przechodził,  popatrzy  sobie,  a  potem,  w  czasie 

kolacji, chociaż Blair już się ubierze, każdy będzie mógł sobie wyobrazić, jak wygląda naga. 

Już na samą myśl o tym kręciło mu się w głowie. 

Prinz,  ich  rastafariański  instruktor,  który  nosił  kostium  pływacki  Speedo,  szedł  przez 

wodę tyłem do plaży. 

- Pomogę ci. - Zanurkował jak delfin, podpłynął pod żagiel. Aarona i wypchnął go  Z 

wody głową. 

Sprytne. 

Aaron  zbierał  luźną  linkę,  aż  ustawił  żagiel  prostopadle  do  deski.  Złapał  gumową 

rączkę  i  przechylił  się  do  tyłu.  żeby  złapać  wiatr.  Deska  prześlizgnęła  się  po  powierzchni 

wody  z  cichym  pluskiem.  Zostawiała  za  sobą  ładną  smugę.  Aaron  czuł  się  naprawdę  super. 

Udało się! 

Ludzie zaczęli krzyczeć za jego plecami, więc zerknął przez ramię. 

Serena i Blair stały na ręcznikach, nadal topless, i kibicowały mu. 

- Dalej, Aaron! Dawaj, dawaj! Prawdziwy ogier! 

Aaron  zagapił  się  na  nie  -  nie  mógł  się  powstrzymać  -  o  sekundę  za  długo.  Zakręcił 

znowu,  jego  deska  osiadła  na  mieliźnie  w  zatoczce,  a  on  poleciał  do  tyłu  i  wylądował  jak 

przewrócony krab na plecach w płytkiej wodzie. 

Auć! 

 

Miles  chciał  porozmawiać  z  Blair,  ale  nie  wiedział,  czy  nie  istnieje  jakaś  reguła 

mówiąca, jak blisko można stanąć obok dziewczyny, która opala się topless, żeby nie wyszło, 

że się na nią obleśnie gapi. Nie był pewien, czy Blair w ogóle to rusza. 

Prinz  podpłynął,  żeby  pomóc  Aaronowi  na  mieliźnie,  więc  Miles  wyciągnął  swoją 

deskę na brzeg. Stanął jakieś dwa metry od ręcznika Blair. Obie z Sereną leżały na plecach. 

Człowieku, to był widok! 

- Hej - rzucił nonszalancko. 

Blair  odwróciła  głowę  i  mrużąc  oczy,  spojrzała  na  niego.  Będzie  zabawnie.  Usiadła, 

pokazując mu się w całej krasie. W każdym razie od pasa w górę. 

- Cześć. 

Miles  spojrzał  na  piasek,  rumieniąc  się  mimo  woli.  Wyglądał  milutko  w 

pomarańczowych  szortach  do  surfowania  i  naszyjniku  z  muszelek,  a  jego  najeżone  blond 

włosy sterczały na wszystkie strony. 

background image

- Eee...  Tak  się  zastanawiałem,  czy  wybieracie  się  dziś  wieczorem  na  te  imprezę 

wigilijną. 

Blair zerknęła na Serenę. 

- Wybieramy się dziś wieczorem na imprezę wigilijną? - szepnęła. 

Serena uśmiechnęła się szeroko, osłaniając oczy dłonią. 

- Zdecydowanie. 

Blair odwróciła się do Milesa. 

- Jasne - odparła. 

Miles kiwnął głową, próbując patrzeć jej w twarz. 

- Super. Do zobaczenia. 

Blair uśmiechnęła się i osłoniła oczy, patrząc, jak odbiega do swojej deski i popisuje 

się mięśniami, spychając ją do wody. Zabawne. Jak często faceci dają ci dwa metry swobody 

ruchu? Położyła się na ręczniku i obróciła na brzuch. 

 

Po  półtorej  godzinie  opalania  Serena  zbrązowiała  po  obu  stronach.  Już  miała 

powiedzieć Blair, że ma dość, kiedy... 

- Serena? 

Obróciła się i usiadła. 

Tak, to był Flow. Tak, nadal była topless. 

Jemu  to  nie  przeszkadzało.  Stanął  na  brzegu  jej  ręcznika.  Obok  Blair  leżała  na 

brzuchu, z głową przykrytą koszulką. Udawała. że śpi. 

- Wreszcie - westchnął Flow, odgarniając ciemne loki z ocienionych długimi rzęsami 

niebieskich  oczu.  Miał  jadowicie  pomarańczowe  szorty  do  surfingu  i  nic  poza  tym.  Jego 

szczupłe,  muskularne  ciało  było  idealnie  opalone  na  ciemny  kolor  tostu  z  cynamonem.  Na 

szyi miał rzemyk z zębem rekina. - Tęskniłaś? 

Serena  wzruszyła  ramionami  i  potarła  nagie  ramiona,  zasłaniając  częściowo  piersi, 

żeby mu nic nie ułatwiać. 

- Eee... przysłałeś tyle prezentów... 

Zmarszczył brwi. 

- Nie lak wiele. 

Może  więcej  prezentów,  niż  początkowo  myślała,  przyszło  od  Kati  i  Isabel.  Z  tymi 

dwiema nigdy nic nie wiadomo. 

- Nieważne - powiedziała. - A słyszałeś nowiny? Podobno jesteśmy zaręczeni. 

Flow uśmiechnął się szeroko. 

background image

- Aha, też tak słyszałem. Nie martw się. Przywykniesz. 

Problem  polegał  na  tym,  że  Serena  z  pewnością  nie  chciała  do  tego  przywyknąć. 

Nigdy wcześniej nie umawiała się z gwiazdą rocka i miło spędziła tamten wieczór z Flowem, 

ale  jest  tylu  innych  facetów  -  alpinistów,  fotografów,  kierowców  wyścigowych,  aktorów, 

didżejów. Serena była jak ten koliber, którego obserwowała ostatniego wieczoru, nieustannie 

kręcący się między kwiatami. Nie chciała się trzymać tylko jednego kwiatka, wysysać z niego 

wszystko, co miał. Chciała zasmakować wielu kwiatów. Przewiesiła kucyk przez ramię i bez 

słowa  zaczęła  oglądać  końcówki  włosów.  Flow  nie  był  przyzwyczajony  do  tego,  że 

dziewczyny  są  w  jego  obecności  tak  zblazowane.  Kiedy  wreszcie  rzuci  mu  się  na  szyję  i 

powie, że tęskniła za nim i nigdy nie chciała się z nim rozstawać? 

- Mój  zespół  gra  dziś  wieczorem  -  powiedział  w  końcu.  -  Przyjdź.  Chciałbym  ci  dać 

gwiazdkowy prezent. 

Serena uśmiechnęła się. O Boże, jeszcze jeden prezent! Tylko nie to! 

- Przyjdę. 

- Świetnie. - Zamilkł, czekając, aż Serena powie coś więcej. Ale milczała. - Dobra. Do 

zobaczenia wieczorem. 

- Do zobaczenia. - Położyła się znowu na plecach i walnęła Blair w żebra. 

- Ale z ciebie hipokrytka - mruknęła Blair, obracając się i ściągając z twarzy koszulkę. 

Serena przechyliła głowę. 

- Jak to? 

- Zachowujesz, się, jakbyś nie cierpiała tych jego prezentów, ale mogę się założyć, że 

nie możesz się doczekać, by zobaczyć, co da ci na Gwiazdkę. 

Serena wyszczerzyła zęby. Blair miała rację. Mogła narzekać na nieustanny strumień 

prezentów od Flowa, ale dziewczyny lubią prezenty, zwłaszcza od sławnych, nieprzyzwoicie 

przystojnych gwiazd rocka. 

background image

zagadka linku rozwi

ą

zana 

- Jaka kamera? - wymamrotała Ruby, starsza siostra Vanessy. 

Była  trzecia  po  południu  w  niedzielę,  ale  wyglądało  na  to,  że  Ruby  położyła  się 

raptem  parę  godzin  temu.  Pod  oczami  miała  jeszcze  rozmazany  tusz  z  zeszłego  wieczoru  i 

nadal  była  w  obcisłych,  skórzanych  spodniach  w  kolorze  burgunda.  Spała  na  materacu  w 

Czymś,  co  miało  robić  za  salon  w  ich  mieszkaniu  z  jedną  sypialnią  w  Williamsburgu,  na 

Brooklynie.  W  mieszkaniu  walało  się  mnóstwo  różnego  sprzętu  -  wzmacniaczy,  głośników, 

gitar  i  mikrofonów,  należących  do  zespołu  Ruby,  Sugar  -  Daddy,  oraz  kamer  i  sprzętu 

oświetleniowego do filmów Vanessy. Na podłodze leżał dywan w kolorze wojskowej zieleni i 

czerwonego jabłka, który utkali ich zwariowani rodzice na krosnach. Była na nim arka Noego 

ze zwierzętami stojącymi w parach na zielonej rafie pośród czerwonego morza, ale wzór znik-

nął pod stertami ubrań Ruby i sprzętu nagłośnieniowego. 

- Moja kamera cyfrowa Sony - dopytywała się ze złością Vanessa. - Zostawiłam ją na 

blacie w kuchni. - Chciała przejrzeć materiał, który nakręciła w piątek w parku, i sprawdzić, 

czy kawałki z soplami warto zostawić. No i planowała skasować Nate'a i Jenny, ale nie mogła 

nigdzie znaleźć kamery. 

Ruby obróciła się na drugi bok i przykryła twarz poduszką. 

- Pożyczyłam ją. 

Vanessa się wściekła. 

- Co ty mówisz?! Jak to pożyczyłaś?! Gdzie ona jest, do cholery?! 

- Pożyczyłam ją znajomym w Five and Dime. Kręcą coś o skate'ach. 

- Ja  tam  miałam  nakręcony  materiał!  -  wrzasnęła  przerażona  Vanessa.  -  Materiał  do 

nowego filmu! 

Ruby odepchnęła poduszkę i usiadła prosto. 

- Jakbyś  nie  miała  dziesięciu  innych  kamer.  Przepraszam  -  rzuciła  zgryźliwie.  - 

Przepraszam, że naruszyłam twoją prywatność bez pytania. Możesz mnie przytulić? 

Vanessa  zacisnęła  pięści  tak  mocno,  że  paznokcie  wbiły  jej  się  w  dłonie.  Teraz  już 

wiedziała,  dlaczego  dostała  dziś  rano  piętnaście  e  -  maili  oskarżających  ją,  że  jest  lesbijką, 

kręci  pornografię,  podgląda  ludzi  i  jest  zdzirą.  Znajomi  Ruby  wrzucili  film  do  pieprzonego 

background image

Internetu! 

Dan i tak już myślał, że jest zboczona. Co teraz sobie pomyśli? 

 

W wigilijne popołudnie Dan surfował po Internecie, szukając sposobów na poradzenie 

sobie  z  blokadą  twórczą.  Wszystko,  co  znalazł,  było  głupie  i  dziwaczne.  „Idź  na  spacer”. 

Jakby  już  nie  włóczył  się  codziennie  po  całym  Manhattanie,  wciąż  się  zadręczając,  że  nie 

potrafi  napisać  niczego  do  rzeczy.  ..Weź  gorącą  kąpiel”.  Nie  cierpiał  kąpieli.  Tylko  go 

usypiały. „Poćwicz”. Nie ma mowy. Jego dieta z papierosów i kawy nie komponowała się z 

wysiłkiem fizycznym. Na jednej stronie rozważano korzyści z łyknięcia kwasu. Podobno jakiś 

nagrodzony  pisarz  napisał  całą  powieść  w  ciągu  jednej  nocy  pod  wpływem  odjazdu  po 

kwasie, a rano nawet nie pamiętał, jak ją pisał. Ale poza piciem na imprezach Dan przez całą 

szkole  średnią  był  czysty  i  nie  miał  zamiaru  zaczynać  teraz  z  kwasem.  Inna  strona 

proponowała  ćwiczenie.  Trzeba  zapisać  pierwsze  słowo,  które  przychodzi  człowiekowi  do 

głowy,  a  potem  dopisywać  do  niego  skojarzenia.  Może  to  się  zakończyć  listą  zakupów  w 

spożywczym,  jak  ostrzegano  na  stronie,  ale  nawet  to  jest  lepsze  niż  nic.  Dan  postanowił 

spróbować. Otworzył notatnik na świeżej stronie i chwycił długopis. 

Napisał  słowo  „telefon”,  ale  wtedy  komputer  zapiszczał  sygnalizując,  że  przyszedł 

nowy e - mail. Złapał za myszkę i otworzył skrzynkę odbiorczą. Wiadomość była od Zeke'a, 

jego jedynego dobrego kumpla z Riverside. 

 

Facet, zajrzyj pod ten link. Z. 

 

Dan  kliknął  na  link,  myśląc,  że  to  pewnie  jakieś  głupie  ciekawostki  z  koszykówki, 

które Zeke gdzieś wygrzebał. Wrócił do notatnika, nie czekając, co pokaże się na monitorze. 

„Telefon”. Co teraz? Szukał następnego słowa. 

Ojciec zapukał w otwarte drzwi i zajrzał do pokoju. 

- Cześć, Dan. Wychodzę po bajgle. Jakieś życzenia? 

Dan  odwrócił  się  na  krześle  i  już  miał  powiedzieć  ojcu,  żeby  mu  przyniósł  bardzo 

dużą

 

czarną kawę, gdy nagle na twarzy ojca pojawiło się przerażenie. Patrzył na monitor. 

- Jennifer  Tallulah  Humphrey,  to  ty?!  -  ryknął,  wpadając  do  pokoju  jak  wściekły 

niedźwiedź.  Miał  na  sobie  podartą  koszulkę,  a  jego  potargane  siwe  włosy  sterczały  na 

wszystkie strony. 

Dan  obrócił  się  i  spojrzał  na  ekran.  Najpierw  rozpoznał  kapelusz  Jenny.  Potem 

zobaczył  coś,  co  wyglądało  jak  jej  odsłonięta  pupa  w  białych  stringach.  Nagle  facet  o 

background image

falujących złotobrązowych włosach pocałował ją w pośladek. Potem kamera pokazała go. jak 

ściąga spodnie, a potem obraz pokazywał ich dwoje zawiniętych ciasno w płaszcz i robiących 

coś, co wyglądało naprawdę ohydnie. 

Ojciec i syn patrzyli z przerażeniem i niedowierzaniem na zapętlony filmik. 

- Jennifer! - wrzasnął znowu Rufus z taką złością, że opryskał śliną ekran komputera. 

Jenny stanęła w drzwiach. W błękitnym welurowym dresie i loczkach związanych w 

kucyk. Wyglądała jak chodząca niewinność. 

- Co? - zapytała. 

Dan odjechał na krześle, żeby odsłonić jej ekran. 

- Co? - powtórzyła niecierpliwie Jenny. Zrobiła krok w przód. Wtedy zobaczyła swój 

nagi  tyłek  na  ekranie  i  zakryła  usta  dłonią.  Jakby  oglądała  horror,  w  którym  zagrała  główną 

rolę. Jak to mogło się stać? - zastanawiała się, umierając ze wstydu. 

- To  ty  i  ten  chłopak,  Nate  -  zauważył  całkiem  niepotrzebnie  Rufus,  z  twarzą 

wykrzywioną ze złości. 

Był liberalnym rodzicem. Pozwolił palić Danowi w swoim pokoju i pić, kiedy chciał. 

Pozwolił  Jenny  kupić  pierwsze  buty  na  platformie,  gdy  miała  dziewięć  lat.  Ale  Jenny  nadal 

była  dzieckiem  i  oglądać  w  Internecie,  jak  wije  się  półnaga  z  chłopakiem,  to  więcej  niż 

otrzeźwienie. 

Oniemiała z przerażenia Jenny  gapiła się na ekran z zapętlonym filmem. Widać było 

jej  kapelusz,  jej  stringi,  jej  pośladki  i  głowę  Nate'a  przyciśniętą  do  nich,  potem  ich  dwoje 

tarzających  się  w  śniegu,  zawiniętych  w  jego  płaszczu.  To  było  coś  tak  intymnego,  taka 

specjalna  chwila,  ale  teraz  oglądał  to  cały  świat  -  łącznie  z  jej  ojcem  i  bratem.  Pisnęła 

zduszonym głosem i pomknęła jak strzała do swojego pokoju. 

Rufus patrzył jeszcze przez chwilę na ekran, a potem spojrzał krzywo na Dana. 

- Wiesz coś na ten lemat? 

Dan pokręcił głową. Chociaż czuł się za to po części odpowiedzialny. Tak się skupił 

na  swojej  blokadzie  twórczej  i  rozważaniu,  czy  iść  z  Vanessą  do  łóżka,  czy  nie,  że  nie 

uchronił Jenny przed bogatym wielbicielem małych dziewczynek, łajdakiem. 

- Od dzisiaj chcę, żebyś miał na nią oko - warknął Rufus. - Mogę być pobłażliwy, ale 

nie pozwolę jej prowadzać się jak jakiejś lafiryndzie. 

Dan  poważnie  pokiwał  głową,  Rufus  klepnął  go  w  ramię  i  poszedł  do  córki.  Jenny 

leżała  na  łóżku  z  twarzą  schowaną  w  poduszkę  z  gęsiego  pierza,  otoczona  portretami 

ukochanego Nate'a. 

- Jennifer  -  powiedział  jej  ojciec,  starając  się  panować  nad  głosem.  -  Nigdy  nie 

background image

sądziłem,  że  będę  musiał  to  zrobić,  ale  nie  dałaś  mi  wyboru.  Do  końca  ferii  masz  szlaban. 

Żadnego  wychodzenia.  Żadnych  filmów.  Żadnego  kieszonkowego.  Żadnych  rozmów 

telefonicznych. Żadnych e - maili. Nic. A już z pewnością żadnych kontaktów z tym Nate'em. 

Dan będzie cię miał na oku i dopilnuje, żebyś się nigdzie nie wykradła, bo najwyraźniej nie 

można ci ufać. 

Jenny usiadła prosto. Miała zaczerwienioną od płaczu twarz, usta jej drżały. 

- To niesprawiedliwe! - zaprotestowała. - Nie wiem, kto to zrobił! To nie moja wina! 

Nate i ja się kochamy - Zabrał mnie na Dziadka do orzechów. Nie robiliśmy nic złego! 

Rufus tylko machnął ręką. 

- Jesteś  za  młoda,  żeby  wiedzieć  wszystko  o  świecie,  a  zwłaszcza  o  miłości.  - 

Odchrząknął. 

- Ale tato, nie wiedziałam, że ktoś nas filmuje - starała się tłumaczyć Jenny, ściskając 

misia pandę. 

Rufus uniósł krzaczaste brwi i podrapał się po brodze. 

- Myślisz, że to wszystko załatwia? 

- Mam to gdzieś! - wrzasnęła Jenny. Rzuciła miśkiem o podłogę i na nowo poryczała 

się ze złości. - Mam gdzieś, co sobie myślisz! Nie robiliśmy nic złego. 

Rufus  przykucnął  i  zdjął  z  półki  nieczytaną  Annę  Kareninę,  którą  podarował  Jenny 

zeszłego lata. Wstał i rzucił książkę na łóżko. 

- Powiem ci. co ja myślę! Moim zdaniem powinnaś siedzieć w domu i więcej czytać! 

Jenny  obrzuciła  książkę  wściekłym  spojrzeniem  i  dziecinnym  gestem  skopała  ją  z 

łóżka. Rufus pokręcił głową, odwrócił się i wyszedł, trzaskając drzwiami, nim stracił resztki 

nerwów. 

 

Dan  nasłuchiwał  ze  swojego  pokoju,  nadal  gapiąc  się  na  film  powtarzający  się  na 

ekranie komputera. Teraz, kiedy minął już początkowy szok związany z oglądaniem młodszej 

siostry  w  pornograficznym  filmie  w  sieci,  dostrzegł  coś  przerażająco  znajomego  w  pracy 

kamerą. Ujęcia pod niezwykłymi kątami. Te zbliżenia tak bliskie, że obraz stawał się niemal 

abstrakcyjny,  a  potem  odjazdy  tak  odlegle,  że  Nate  i  Jenny  wydawali  się  jedynie  wijącą  się 

plamą na białym śniegu. To robota Vanessy Abrams. Dan był tego pewny. 

Wyłączył  komputer,  zdegustowany  sobą,  że  tak  długo  oglądał  ten  film,  ale  jeszcze 

bardziej zdegustowany Vanessą i Jenny. Jak to jest, że obie okazały się takimi... Wziął czarny 

notatnik i natychmiast wymyślił nowe słowo, od którego zacznie swojej ćwiczenie na blokadę 

twórczą. Wziął długopis i napisał: 

Zdziry

background image

niezbyt liczny zjazd u N 

Można by pomyśleć, że  siedząc w wiejskim domku tak daleko od Nowego Jorku, na 

Mount Desert Island, człowiek czuje się osamotniony. Jednakże w Mount Desert stało pełno 

ogromnych  „domków”,  które  należały  do  najstarszych  i  najbogatszych  rodzin  nowojorskich. 

Ich  dzieci  od  małego  bawiły  się  ze  sobą  latem  i  w  czasie  ferii.  W  czasie  szkoły  średniej 

większość porozjeżdżała się do  różnych szkół z internatami na Wschodnim Wybrzeżu, więc 

kiedy  spotykali  się  na  wyspie,  trochę  przypominało  to  zjazd  dawnych  przyjaciół.  Każdego 

Czwartego  Lipca  całą  bandą  organizowali  wielkie  ognisko  na  plaży  i  puszczali  fajerwerki 

przeszmuglowane  z  Kanady.  W  każdą  Wigilię  Nate  spotykał  się  z  tymi  samymi  dwoma 

kumplami. Siadywali wtedy z fajką wodną i trawką w jego pokoju wypoczynkowym. 

Pokój wypoczynkowy miał dębową boazerię, ogromny kamienny kominek, podłogę z 

łupków, którą podgrzewały biegnące w niej miedziane rury. Na ścianach wisiały poroża jeleni 

i łosi, trofea dziadka Nate'a. Był tam dębowy bar pełen starej whisky i rzadkich europejskich 

brandy  oraz  piwniczka  z  winem,  do  której  trzeba  zejść  po  drabinie  przez  klapę  przykrytą 

ręcznie  tkanym  perskim  dywanem.  Antyczny  mahoniowy  stół  bilardowy  z  pięknie 

rzeźbionymi nóżkami i pokryły czerwonym filcem stał na samym środku. 

Nate  załadował  fajkę.  Dostał  ją,  kiedy  miał  trzynaście  lat  -  cała  była  w  naklejkach  z 

Kaczorem  Duffym  i  Strusiem  Pędziwiatrem.  Pozostali  dwaj  chłopcy  wyszczerzyli  zęby. 

patrząc na nią, jakby była starym kumplem, który przeżył jeszcze więcej zakręconych historii 

niż oni sami. 

- Gościu - powiedział John Gause, który przyniósł towar. - Dobrze cię widzieć. 

John miał na sobie kamizelkę z baraniej skóry, rozszerzane u dołu wyblakłe dżinsy i 

zdarte  kowbojki  z  jasne  skóry.  Nie  najlepszy  styl,  no  chyba  że  jesteś  Mężczyzną  Marlboro 

albo modelem u Ralpha Laurena, a on nie by! żadnym z nich. 

Tydzień przed końcowymi egzaminami Johna usunięto z Deerfield za rozprowadzanie 

trawki  i  właśnie  wrócił  z  dziesięciodniowego  pobytu  na  ranczu  dla  turystów,  gdzie  miał 

przyswoić sobie takie wartości, jak uczciwość, zaufanie i szacunek dla bliźniego. 

Nate nałożył trawkę i podał fajkę Ryanowi O'Brienowi, który miał dopiero piętnaście 

lat,  ale  palił  znacznie  więcej  niż  John,  i  Nate  razem  wzięci.  Już  w  pierwszym  tygodniu 

background image

wywalili go ze Szkoły Świętego Judy. Wyjechał do Hannover Academy, szkoły z internatem, 

do której chodziła Serena. 

- Chyba urosłeś - powiedział Nate. - Nie uważasz, że Ryan wygląda doroślej? - zapytał 

Johna. 

Ryan zapalił zapalniczkę nad miseczką z trawką. Miał bez mała metr dziewięćdziesiąt 

i  długie  kręcone  włosy,  które  spadały  mu  na  ramiona,  dokładnie  takie  jak  Flow,  tyle  że 

ciemniejsze. 

- Odpieprz się - rzekł, podciągając workowate szare spodnie do snowboardu. 

Nate  poczekał,  aż  Ryan  się  zaciągnie  i  poda  mu  fajkę.  Słońce  zachodziło  i  okna  w 

pokoju jaśniały różem. Tej zimy ostro padał śnieg i wielki dom otuliła dwumetrowa zaspa. Na 

zewnątrz  nie  było  piszczących  alarmów  samochodowych  i  ryczących  autobusów.  Trwała 

kompletna  cisza.  Ale  gdyby  Nate  wytężył  słuch,  usłyszałby  fale  oceanu  rozbijające  się  o 

skały. Uwielbiał ten dźwięk. Czasem leżał nocą na łóżku i nasłuchiwał. 

Zaciągnął się, przykrywając górny wylot fajki, żeby dym nie mógł uciec. Potem wziął 

drugiego  dymka,  nagradzając  się  za  poświęcenie  dwóch  godzin  tego  dnia  na  przejrzenie 

swoich podań do college'ów i wypełnienie najłatwiejszych części. Wypuścił dym, podał fajkę 

Johnowi i zamknął oczy. Jak dobrze uciec z miasta - być z dala od szkoły i ludzi nieustannie 

mówiących  o  przyszłości.  Tutaj  mógł  się  zrelaksować  i  cieszyć  życiem,  nie  martwiąc  się 

egzaminami, college'em i nie musząc się nikomu z niczego tłumaczyć. 

John  zaciągnął  się  i  postawił  fajkę  na  stole  bilardowym.  Wziął  do  ręki  białą  bilę  i 

obrócił ją w dłoni. 

- No więc, Nate - zaczął - o co chodzi z tym pornosem w Internecie? 

Nate zamrugał powoli. Był rozleniwiony jak jaszczurka na słońcu. 

- Hę? 

Ryan zapalił marlboro light i wypuścił krążek dymu w stronę belek sufitu. 

- No wiesz... z tobą i tą niską panną z kręconymi włosami i wielkimi cyckami. 

Nate kiwnął głową. Wiedział, o kim mówi Ryan, ale przez ułamek sekundy nie mógł 

sobie przypomnieć jej imienia. 

- Jennifer - skojarzył sobie nagle. 

- Aha, Jennifer. Widziałeś ten link? 

Nate pokręcił głową. 

- Jaki link? 

John złapał kij bilardowy z wieszaka na ścianie i zakręcił nim jak bagnetem. 

- Ten link, o którym wszyscy mówią, człowieku! - Roześmiał się. - Nie wierze, że go 

background image

jeszcze nie widziałeś! 

Ryan  podniósł  kawałek  niebieskiej  kredy  do  kijów,  podsunął  sobie  pod  nos  i 

powąchał. Coś takiego mogła zrobić tylko nieźle najarana osoba. 

- To  cały  film  o  tobie  i  tej  lasce,  Jennifer  -  wyjaśnił.  -  Wiesz,  pieprzenie  w  Central 

Parku. 

Nate  trzymał  fajkę  przed  sobą.  Nie  mógł  sobie  przypomnieć  pieprzenia  Jennifer  w 

parku.  Nie  pamiętał,  żeby  kiedykolwiek  ją  przeleciał.  Pamiętał  tylko  te  dziwaczne  portrety 

wiszące  na  ścianach  jej  sypialni.  Pokręcił  ciężką,  zaćpaną  głową  i  zachichotał  pod  nosem. 

Pornos  w  Internecie?  A  to  dobre.  Ci  goście  nabijali  się  z  niego.  Wzruszył  ramionami  i 

przytknął  usta  do  cybucha  fajki  i  zapalił  zapalniczkę,  żeby  wziąć  sobie  porządnego, 

bożonarodzeniowego  dymka.  Wybierał  się  do  krainy  błogości,  gdzie  Jennifer  i  jej  szalone 

obrazy były tylko drobnymi punktami w mglistej oddali. 

Zgrzytnął domowy intercom. Nagle pokój wypełnił głos ojca Nate'a. 

- Twoja matka i ja robimy koktajle w dużym salonie. Przyjdziesz do nas? 

Można  by  pomyśleć,  że  to  koniec  odlotu,  ale  Nate  zawsze  świetnie  się  bawił  ze 

swoimi arystokratycznymi rodzicami, gdy był najarany. Robili mocne drinki, a poza tym była 

Wigilia. 

Nate podał fajkę Johnowi i nacisnął guzik intercomu. 

- Zaraz będę. - Puścił przycisk i kiwnął na Johna. - Streszczaj się. Jeszcze jeden dymek 

i lepiej się zmywajcie. 

Patrzyli z Ryanem, jak John zaciąga się ostatni raz. 

- Więc ty i ta Jennifer dalej jesteście razem? - zapytał Ryan. 

Nate  złapał  ósmą  bilę  i  potoczył  ją  po  stole.  Próbował  sobie  przypomnieć,  na  czym 

ostatnio stanęło z Jenny, ale pamiętał tylko misia pandę siedzącego na jej łóżku. 

To zabawne, jak udawało mu się nie pamiętać tego momentu z „kocham cię”. 

- E tam - odparł. - Nie bardzo. 

John  skończył  dymka.  Nate  wypuścił  kumpli  tylnymi  drzwiami  wprost  na  śnieg. 

Zamknął drzwi, włożył fajkę do puszki po ciastkach i schował pod barowym zlewem. Potem 

poszedł na górę do rodziców napić się dżinu z tonikiem i zjeść z nimi trochę świeżych ostryg 

z Maine. 

background image

matka B powala niespodziank

ą

 

Blair  wzięła  prysznic  i  włożyła  nową  różową  sukienkę  z  gazy,  prosto  z  Calypso. 

Siedziała  teraz  na  tarasie  i  paliła  merita.  Czekała,  aż  Serena  będzie  gotowa.  Rozmyślała  o 

Audrey Hepburn. 

Jakby nie myślała o niej na okrągło. 

Kolejna rzecz, którą w niej uwielbiała i o której  chciała napisać w wypracowaniu, to 

wszechstronność. Niezależnie od tego, gdzie Andrey wylądowała albo co miała na sobie - czy 

staroświecki  kostium  z  tweedu,  jak  w  Zabawnej  buzi,  czy  też  zwariowany  kapelusz  i 

koronkowe suknie z Ascot jak w My fair lady - zawsze była naturalna, potrafiła przystosować 

się do otoczenia i zachować ten charakterystyczny luz. 

Blair  lubiła  myśleć,  że  ona  też  tak  będzie  potrafiła,  gdy  wyjedzie  do  college'u. 

Najwyraźniej nie zamieszkają z Nate'em poza kampusem w mieszkaniu w New Haven, więc 

może  przyjdzie  jej  mieszkać  w  jednym  pokoju  z  jakąś  dziewczyną.  Pewnie  będzie  musiała 

jeść  w  stołówce  i  zdecydowanie  będzie  musiała  chodzić  na  zajęcia.  Ale  nie  ma  siły,  żeby 

zaczęła  nosić  za  duże  bluzy  Yale  i  plecak.  Zachowa  swoją  godność,  swój  styl  i  swoją 

niepowtarzalność. 

Wypuściła  dym.  Próbowała  wyobrazić  sobie  Audrey  na  Yale,  ubraną  w  sukienkę  ze 

Śniadania u Tiffany'ego. w rękawiczkach do łokci i naszyjniku z pereł i brylantów. 

Wtedy  to  do  niej  dotarło.  Tak  właśnie  powinna  napisać  wypracowanie:  w  formie 

scenariusza dla Audrey w roli studentki Yale! 

Pani Glos powiedziała, że ma być twórcza. Chyba już trud - no być bardziej twórczą! 

Blair  skoczyła  na  równe  nogi,  otworzyła  z  rozmachem  drzwi,  gotowa  zacząć  pisać  od  razu. 

Mogła  sobie  odpuścić  to  głupie  przyjęcie  wigilijne.  Dostanie  się  do  Yale  jest  o  wiele 

ważniejsze. 

Serena  stała  przed  lustrem  i  wiązała  w  talii  wyszywany  koralikami  szal  koloru 

morskiej  zieleni.  Nadal  miała  na  sobie  mokre  białe  bikini  i  jeszcze  widać  było  piasek  w  jej 

włosach. 

- Myślałam, że się przebierzesz - powiedziała Blair. 

Serena zmarszczyła brwi. 

background image

- Nie miałam ochoty. 

Wszyscy  spodziewali  się,  że  się  odstawi  dla  Flowa,  ale  właściwie  dlaczego  ma  to 

robić? Zresztą i tak była dziesięć razy ładniejsza od każdej dziewczyny na wyspie, niezależnie 

od tego, co miała na sobie. 

- Więc idziesz w kostiumie kąpielowym? - zdziwiła się Blair. 

- Aha - przytaknęła Serena. 

Blair wyjęła laptop z torby i rzuciła go na łóżko. 

- Moim zdaniem trochę przesadzasz. 

Serena klapnęła na łóżko obok niej. 

- Może. - Zerknęła badawczo na Blair, która już się wzięła do roboty. - Co piszesz? 

- Scenariusz. - Blair wstukała datę „24 grudnia” oraz tytuł: Audrey idzie do college'u. 

Chyba odpuszczę sobie imprezę, żeby móc nad tym popracować. 

- I ty mówisz, że ja przesadzam! Miles napalił się, żeby spędzić ten wieczór z tobą, a 

ja w żadnym razie nie pójdę lam sama. - Serena oparła głowę na ramieniu Blair. - Nie chcesz 

się zabawić w Wigilię? 

Blair przygryzła dolną wargę. 

- Chcę, ale jeszcze bardziej chcę dostać się do Yale. 

Serena wyciągnęła rękę i szybko zamknęła laptop. 

- Zadbam, żebyś dostała wszystko, czego chcesz! - krzyknęła. Poderwała przyjaciółkę 

na równe nogi. - Proszę, chodź ze mną. 

Serena w mgnieniu oka potrafiła przejść od smutku do radości. 

- No  dobra.  -  Blair  westchnęła.  -  Ale  jeśli  nie  dostanę  się  do  Yale,  to  będzie  twoja 

wina. 

 

Miles  i  Aaron  czekali  na  dziewczyny  w  barze.  Aaron  ułożył  inaczej  dredy,  teraz  z 

boków  opadały  płasko,  a  na  czubku  stały.  Miał  na  sobie  czarną  lnianą  marynarkę,  szarą 

koszulkę i czarne lniane spodnie. Gdyby nie był jej przybranym brałem, Blair mogłaby nawet 

uznać, że wygląda naprawdę dobrze. 

Aaron uważał, że Blair wygląda lepiej niż dobrze. Miała ciemniejszą opaleniznę, a w 

jej  ciemnych  włosach  pojawiły  się  złote  pasemka  od  słońca.  Delikatna  sukienka  z  gazy 

przylegała do jej ciała we wszystkich właściwych miejscach. Blair wyglądała jak bogini, ale 

oczywiście nie mógł jej tego powiedzieć. Bardzo się bal, że może zrobić coś niestosownego, 

w efekcie w stosunku do niej zachowywał się jak automat. 

- Usiądźmy  -  rzucił  ogólnie.  -  Twoja  mama  i  mój  tata  mają  dla  nas  jakąś  wielką 

background image

niespodziankę. Czekali na was prawie godzinę. 

Blair zerknęła do zatłoczonej jadalni, gdzie jej matka, Cyrus i Tyler siedzieli już przy 

stole. 

- O Boże, bardzo jestem ciekawa. Mogę się najpierw czegoś napić? - poprosiła. 

- Pod warunkiem że wypijesz szybko - zgodził się Aaron. 

Jakby to był jakiś problem. 

Miles uśmiechnął się do Blair. 

- Ładnie wyglądasz. 

Aaron przykopał sobie w myślach. Sam mógł to powiedzieć! 

Miles  nieźle  się  prezentował,  ubrany  w  czarną  koszulę  z  białymi  guzikami  od 

Armaniego, kremowe, bawełniane spodnie i skórzane sandały - na coś takiego mogą pozwolić 

sobie  faceci,  którzy  naprawdę  mają  styl.  Blair  mimo  woli  odpowiedziała  mu  uśmiechem. 

Może jednak nie będzie żałować, że przyszła na to przyjęcie. 

- Dzięki. 

Serena  poprawiła  węzeł  w  talii  i  rozejrzała  się  za  Flowem.  Część  stolików  w  jadalni 

przesunięto  pod  ściany,  żeby  zostawić  miejsce  do  tańca.  Instrumenty,  wzmacniacze  i 

mikrofony ustawiono nad basenem. Ale muzyków nigdzie nie było widać. 

- Zaczną  grać  dopiero  po  dziewiątej  -  rzekł  Aaron,  zgadując  jej  myśli.  -  Zapytałem 

barmana. 

Serena nie odpowiedziała. Do dziewiątej brakowało tylko dwudziestu minut, a ona nie 

stęskniła się za Flowem. 

Blair błyskawicznie wypiła wódkę z tonikiem i podała pusty kieliszek Aaronowi. 

- Dobra, jestem gotowa. 

Restauracja  w  hotelu  Isle  de  la  Paix  to  doskonale  miejsce  na  Wigilię.  Na  jednym 

końcu  sali  najsłynniejsza  angielska  modelka  karmiła  swoje  dziecko  zupą  rybną,  a  obok  niej 

siedziała  w  zawansowanej  ciąży  gwiazda  serialu  Przyjaciele  i  trzymała  za  rękę  swojego 

przystojnego  męża,  gwiazdora  z  Hollywood.  Jadalnię  wypełniały  tłumy  opalonych  ludzi  w 

markowych  ciuchach,  skubiących  wigilijne  specjalne  danie:  okonia  pieczonego  razem  z 

głową i ogonem, z młodymi ziemniakami w czarnym kawiorze i z duszonymi porami. 

- Nie martw się, kochanie - zapewniła Aarona Eleanor, gdy; usiadł z nimi przy stoliku. 

- Zamówiliśmy ci coś specjalnego. 

Kelner nalewał szampan do kieliszków. 

Matka  Blair  zachichotała  i  zerknęła  na  Cyrusa.  Poklepał  ją  po  dłoni  uspokajająco. 

Eleanor odchrząknęła. 

background image

- No dobrze. Już dłużej nie mogę tego trzymać w sekrecie. - Wzięła głęboki wdech. - 

Cyrus i ja będziemy mieli dziecko. 

Blair właśnie rozmyślała, jak zacząć scenariusz, kiedy niepokojące słowa matki raz na 

zawsze zmieniły jej świat. Wykrzywiła się z niedowierzaniem i obrzydzeniem. 

Co takiego?! 

- Wiem,  że  czterdzieści siedem  lat  to trochę  późno  na  ciążę,  nawet  w  Nowym  Jorku, 

ale  lekarz  mnie  zapewnił,  że  jestem  idealnie  zdrowa  i  w  świetnej  kondycji,  więc  nie  ma  się 

czym martwić. - Zachichotała. - Poza tym że zrobię się wielka jak szafa. 

Przez chwilę nikt nic nie mówił. Cyrus uścisnął Eleanor. 

- Nie  gadajcie  jedno  przez  drugie  -  zażartował  niezręcznie,  masując  się  po  tłustym 

brzuchu wolną ręką. 

Serena nie chciała być niegrzeczna. 

- To niesamowite! - krzyknęła, przerywając ciszę z całym entuzjazmem, jaki zdołała z 

siebie wykrzesać. 

Zerwała  się  z  krzesła  i  pochyliła  nad  stołem,  żeby  ucałować  w  policzki  Eleanor  i 

Cyrusa,  jednocześnie  pokazując  całej  sali  swoją  talię,  Blair  miała  ochotę  jej  przykopać”. 

Cholera, Serena nie byłaby taka radosna, gdyby chodziło o jej matkę. 

- Kiedy się urodzi? - zapytała Serena, siadając z powrotem. 

Eleanor rozpromieniła się ze szczęścia. 

- Osiemnastego czerwca. 

Blair  nawet  nie  próbowała  wymyślić,  co  powinna  powiedzieć.  Czuła  się,  jakby 

przywalił ją w głowę pień palmy. Bardzo możliwe, że nie odezwie się już nigdy więcej. 

Aaron zerknął niespokojnie na Blair. Wzniósł kieliszek z szampanem. 

- Moje gratulacje - powiedział, mając nadzieję, że Blair przyłączy się do toastu. 

Ale  ona  oczywiście  tego  nie  zrobiła,  nawet  kiedy  delikatnie  szturchnął  ją  stopą  pod 

stołem. Miles bębnił długimi palcami o stół i kręcił się niespokojnie na krześle, żałując, że nie 

może  wrócić  do  baru.  Przyjaźnił  się  z  Aaronem  od  dziewiątej  klasy,  ale  la  sytuacja  była 

trochę zbyt prywatna jak na jego gust. 

Eleanor sięgnęła przez stół i uścisnęła sztywne palce Blair. 

- Mam  nadzieję,  że  przemyślisz  teraz  sprawę  przyjęcia  nazwiska  Cyrusa,  kochanie. 

Będziemy mieli teraz całkiem sporą, wspaniałą rodzinę. 

Tyler  i  Eleanor  zmienili  nazwisko  na  Rose  po  ślubie  Eleanor  i  Cyrusa,  ale  Blair 

odmówiła. Blair Rose? Nie, dziękuję bardzo. To brzmiało jak nazwa tanich perfum. 

- Oczywiście nie musisz podejmować decyzji już teraz - dodała Eleanor. 

background image

Blair  zabrała  dłoń  z  uścisku  matki.  Gdyby  nie  siedziała  na  ławce  wciśnięta  między 

Serenę  i  Milesa,  już  by  poleciała  do  łazienki,  żeby  puścić  pawia.  Zamiast  tego  wypiła 

szampana jednym haustem. 

- A gdzie dziecko będzie spało? - zapytał Tyler. Posmarował kawałek bagietki masłem 

i wsadził ją sobie do ust. - Skoro teraz Aaron śpi w pokoju gościnnym? 

Eleanor  i  Cyrus  spojrzeli  po  sobie,  jakby  nie  pomyśleli  o  tym.  Eleanor  wzruszyła 

ramionami. 

- Cóż, w przyszłym roku na jesieni Blair i Aaron wyjeżdżają do college'u. Na pewno 

nie  będą  mieli  nic  przeciwko  temu,  żeby  w  czasie  wizyt  w  domu  spać  razem  w  pokoju 

gościnnym, Pokój Blair przerobimy na dziecinny! 

Aaron  poczuł,  że  policzki  mu  płoną.  Blair  zmrużyła  oczy.  Więc  teraz  mają  zamiar 

zabrać jej pokój, żeby tam umieścić diabelski pomiot? 

Już  się  nakręcała,  żeby  powiedzieć  coś,  co  zamknie  usta  matce,  a  potem  pobiec  do 

łazienki  i  wyrzygać  sobie  flaki,  ale  wtedy  bez  żadnej  zapowiedzi  członkowie  45  weszli  po 

cichu  na  scenę  i  zaczęli  grać.  A  muzyka  była  naprawdę  głośna.  Fantastycznie  ogłuszająco 

głośna. 

Miles złapał Blair za rękę. 

- Zatańczysz? 

Blair zerwała się, prawie ściągając za sobą obrus. 

 

Zespół  nie  zdobył  nagrody  MTV  za  nudy  -  naprawdę  potrafili  rozgrzać  ludzi.  I  nie 

było  siły,  żeby  Serena  siedziała  przy  stole,  kiedy  grali.  Złapała  za  rękę  Aarona  i  Tylera  i 

pociągnęła ich, żeby wstali. 

- Ej, chodźcie! - krzyknęła. - Zatańczcie ze mną! 

Kiedy  tylko  nagimi  stopami  dotknęła  parkietu,  zamknęła  oczy  i  poddała  się  muzyce. 

Odrzuciła głowę w tył, poruszała biodrami i tupała nogami bez opamiętania. W białym bikini 

i skąpym zielonym szalu w talii wyglądała jak syrena, która uciekła z morza. Flow nie mógł 

przestać gapić się na nią, kiedy wykrzykiwał słowa ich przeboju Masakra. To o niej zawsze 

śpiewał w swoich piosenkach. Była dziewczyną jego marzeń. 

Blair  włożyła  całą  swoją  złość  w  taniec,  bijąc  powietrze  pięściami,  wymachując 

nogami,  rzucając  głową  i  chłoszcząc  twarz  Milesa  włosami  w  stylu,  który  w  niczym  nie 

przypominał  Audrey.  Różowa  sukienka  lepiła  jej  się  do  spoconego  ciała,  ale  Blair  miała 

gdzieś, jak wygląda. Nie żeby wyglądała źle. Miles nie mógł od niej oczu oderwać. 

Trzecia  piosenka  była  wolna  i  parkiet  pękał  w  szwach,  gdy  do  tańczących  dołączyło 

background image

kilka  starszych  par.  Serena  tanecznym  krokiem  zbliżyła  się  do  Tylera  i  uśmiechając  się 

szeroko,  położyła  jego  dłonie  na  swoich  nagich  biodrach.  Tyler  zaczerwienił  się,  ale  nie 

cofnął dłoni. Wiedział, jakie ma szczęście. Nawet we krwi jedenastolatka płynie testosteron. 

Piosenka była powolna i seksowna. Miles przesunął dłonie na talię Blair i przytulił jej 

głowę  do  swojej  piersi.  Blair  przytuliła  się  do  niego  mocno.  Nadal  była  wściekła  i 

zrozpaczona.  Drżała  na  całym  ciele.  Nie  chciała  o  niczym  myśleć.  Chciała  tylko  dobrze  się 

czuć i cholera jasna, na szczęście tańczyła z Milesem, z facetem, który... tak, zgadza się, nie 

był Nate'em, ale był cholernie przystojny. Odsunęła twarz od piersi Milesa i spojrzała w jego 

migdałowe brązowe oczy, pozwalając, aby wódka z szampanem uderzyły jej do głowy. Nim 

zapanowała nad sobą, przyciągnęła jego twarz i pocałowała go, długo i mocno, podczas gdy 

ich ciała kołysały się do muzyki. 

Aaron  stał  przy  barze,  na  przemian  patrząc  i  nie  patrząc  na  Blair  z  Milesem;  wypił 

jedną  tequilę,  potem  drugą.  Był  wdzięczny  Milesowi,  bo  lepiej  niż  on  potrafił  poprawić 

samopoczucie  Blair.  Tyle  że  tańczyli  nieprzyzwoicie  mocno  przytuleni  do  siebie.  Nie 

zaszkodzi, jeśli wetnie się przy następnym kawałku. Zapalił ziołowego papierosa, pospiesznie 

zaciągnął  się  dwa  razy,  potem  zgasił  go  w  popielniczce.  Gdy  Flow  zagrał  ostatni  akord 

piosenki, Aaron zaczął przeciskać się między starszymi parami na obrzeżach parkietu. 

Ale kiedy doszedł do miejsca, w którym stali Blair i Miles, oni już odchodzili objęci. 

Poszli spacerem w stronę krzewów hibiskusa okalających basen, do willi. 

Aaron  stał  pośrodku  zatłoczonego  parkietu  z  rękami  w  kieszeniach  i  patrzył  za  nimi. 

Naprawdę uważał, że zabranie Milesa na St. Bans to dobry pomysł? Nie do wiary. 

Zespół  przyspieszył,  grając  Pocałuj,  pocałuj,  pocałuj,  jeden  ze  swoich  tanecznych 

przebojów  w  stylu  retro  ska.  Nadał  tańcząc  jak  nakręcona,  Serena  doskoczyła  do  Aarona  i 

zaczęła tańczyć wokół niego. 

- Ej, smutasie, ściągaj te gacie i tańcz! - krzyknęła. 

Aaron  uśmiechnął  się  z  zakłopotaniem,  ale  ruszył  za  Sereną  w  wijący  się  tłum 

spoconych tancerzy. Bardzo chciał przestać myśleć o Blair, a Serena potrafiła skupić na sobie 

uwagę. Zdjął marynarkę i rzucił ją w powietrze, jego dredy kołysały się w tańcu. 

Muzyka  była  coraz  głośniejsza,  tempo  narastało.  Szal  Sereny  spadł  na  podłogę,  ale 

ona tańczyła dalej. Potrząsała włosami i machała rękoma nad głową. Podobało jej się to, jak 

Aaron tańczy całym ciałem. Większość facetów tylko kołysze głową i drepcze z nogi na nogę, 

ale  Aaron  był  naturalny.  I  wyglądał  prześlicznie  w  tych  naprawdę  fajnych  płóciennych 

spodniach,  z  dredami  sterczącymi  na  czubku  głowy.  Zaczęła  tańczyć  trochę  bliżej  niego, 

wdychając  jego  zapach  i  potrząsając  biodrami.  Dlaczego  nie  zauważyła  wcześniej,  jaki  jest 

background image

przystojny? 

Flow  patrzył,  jak  tańczą,  i  przypominał  sobie  w  myślach  listę  następnych  kawałków. 

Samo  patrzenie,  jak  miłość  jego  życia  tańczy  półnaga  z  innymi  facetami,  było  już  dość 

bolesne. Jedno tylko mógł zrobić - zadbać, żeby już nie było więcej wolnych kawałków. 

Za późno. Niektórzy już tańczyli swój prywatny, wolny taniec. W łóżku. 

background image

B postanawia straci

ć

 raz na zawsze 

Może to przez upał. A może przez to, że jej życie to jeden wielki burdel i chciała coś 

radykalnie zmienić. Niezależnie od przyczyny Blair wiedziała, że pójdą z Milesem do łóżka. 

Właściwie to ona prowadziła jego. Praktycznie go ciągnęła. 

- Nie  wolisz  iść  do  ciebie?  -  zapytał  po  drodze  Miles.  On,  Aaron  i  Tyler  zrobili  u 

siebie niezły bajzel. 

Blair  pomyślała,  że  powinna  zostawić  ich  willę  przyjaciółce,  na  wypadek  gdyby 

musiała uciec przed Flowem. 

- Serena może potrzebować miejsca dla siebie - odparła. - Chyba nie sądzisz, że Aaron 

miałby coś przeciwko. 

- E, nie. - Miles zamknął za nimi drzwi. - Już zacząłem myśleć, że ci się nie podobam. 

- Skrzywił się, gdy zapalił światło. Podłoga była zarzucona ubraniami i kompaktami. Na noc-

nym  stoliku  Milesa  leżał  nawet  niedojedzony  banan.  Pokojówki  musiały  go  przeoczyć,  gdy 

pościeliły łóżka i zostawiły na poduszce miętowe czekoladki. 

Nadgryziony banan? Jakie to romantyczne! 

Ale  Blair  miała  to  gdzieś.  Wyślizgnęła  się  z  sandałów  Jimmy  Choo  i  zdjęła  przez 

głowę  sukienkę,  zrzucając  ją  na  podłogę  obok  reszty  ubrań  chłopców.  Została  w  różowych 

stringach La Perla. 

- Podobasz  mi  się  -  powiedziała  najbardziej  zmysłowym  tonem,  opadając  na  łóżko 

Milesa. - Chodź tu. 

Miles  ściągnął  koszulkę,  zrzucił  buty  i  położył  się  obok  niej.  Wziął  z  poduszki 

czekoladki, odwinął sreberko i zaczął ją karmić. 

Blair  przytrzymała  czekoladkę  w  ustach,  złapała  Milesa  za  głowę,  pocałowała  go  i 

wcisnęła  mu  językiem  czekoladkę  między  zęby.  Nie  miała  już  ochoty  udawać  Audrey 

Hepburn  ze  Śniadania  u  Tiffany'ego.  Audrey  to  przeszłość,  wczorajsze  wiadomości.  Teraz 

była Debbie, jak z Debbie Does Dallas

. 

Sięgnęła ręką do jego białego płóciennego paska, a drugą do gumki swoich stringów, 

żeby je ściągnąć. 

                                                 

 Debbie Does Dallas - słynny film pornograficzny z 1978 roku. 

background image

Witaj, kobieto! Żegnaj, dziewczynko! 

 

Po kilku kolejnych piosenkach Serena, Aaron i Tyler wrócili do stolika. 

- Czyż  nie  jest  zabawnie?  -  zapytała  radośnie  Eleanor.  Zjadła  już  cały  talerz  okonia, 

ziemniaków z kawiorem i porów i właśnie pracowała nad czekoladowym sufletem na ciepło. 

To  mile,  że  dzieci  tak  dobrze  się  bawią.  Nie  miała  nawet  nic  przeciwko  temu,  że  Blair  i 

młody, przystojny przyjaciel Aarona jeszcze nie wrócili na kolację. 

Aaron zmarszczył brwi nad zimnym szpinakiem i duszonymi porami. 

Tyler oderwał rybie głowę i cisnął nią w stronę Aarona jak torpedą. 

- Uwaga! - wrzasnął. - Latająca ryba! 

- Talerze Waldorfie Rose! - syknęła Eleanor. 

Aaron walnął w rękę Tylera i oderwany łeb ryby wylądował na jego talerzu. Skrzywił 

się. 

- W porządku, i tak nie mam ochoty jeść. 

Serena nie była pewna, dlaczego Aaron jest w takim podłym nastroju, ale chciała mu 

pomóc. 

- Proszę  -  zaoferowała  się,  myśląc,  że  pewnie  umiera  z  głodu.  Wzięła  jeden  z 

ziemniaków i zaczęła go wycierać serwetką. - Zjesz, jeśli wytrę go z kawioru? 

Nie zauważyła, że zespół zrobił sobie przerwę i Flow ruszył w jej kierunku. 

- Serena! - zawołał. 

Podniosła  wzrok.  Flow  miał  na  sobie  czarny  podkoszulek  bez  rękawów  i  rzemyk  z 

zębem  rekina,  a  jego  szyja  i  ramiona  mokre  były  od  potu.  Błękitne  oczy  błyszczały  mu  od 

adrenaliny. 

Serena podała ziemniak Aaronowi, wzięła widelec i włożyła do ust kawałek ryby. 

- Cześć - rzuciła lekko, z pełnymi ustami. 

Flow zerknął na Eleanor i Cyrusa. 

- Cześć - powiedział. 

- Synu,  może  usiądziesz?  -  zaproponował  Cyrus.  -  Musisz  być  wykończony. 

Odwalacie kawał fantastycznej roboty. Naprawdę fantastycznej. 

Jakby miał jakieś pojęcie o rock and rollu. 

Flow pokręcił głową. 

- Dzięki,  ale  zaraz  muszę  wracać.  -  Zwrócił  się  znowu  do  Sereny,  marszcząc  brwi.  - 

Podoba ci się muzyka? 

Roześmiała się. Nie widział, że tańczyła jak szalona? 

background image

- Aha, jesteście rewelacyjni. Potraficie rozgrzać tłum. 

Flow przyjął to z ulgą. 

- Zagramy  jeszcze  parę  kawałków,  a  potem,  mam  nadzieję,  będę  mógł  postawić  ci 

drinka i może dać gwiazdowy prezent. 

Serena napiła się wody. Trochę się zmachała tańcem. 

- Właściwie to jestem zmęczona. Może spotkamy się przy śniadaniu? A poza tym nie 

powinieneś dawać mi prezentów. 

- Przy  śniadaniu?  -  powtórzył  z  powątpiewaniem  Flow.  W  końcu  był  gwiazdą  rocka. 

Zwykle nie wstawał przed południem. 

- Aha. Wpół do jedenastej - zaćwierkała. - Będzie fajnie! 

Gitarzysta  basowy  zagrał  akord,  a  perkusista  uderzył  kilka  razy  w  bębny,  żeby  dać 

Flowowi znać, że na niego czekają. 

- Dobra - powiedział. Pochylił się, zamknął swoje ocienione długimi rzęsami błękitne 

oczy i pocałował Serenę w usta. - Nie zapomnij. 

Uśmiechnęła się do niego słodko. 

- Nie zapomnę. 

Nagle cały pokój zahuczał od plotek. 

„Widziałaś to?” 

„Słyszałam, że ona kręci też z gitarzystą basowym”. 

„Myślisz, że naprawdę się pobiorą?” 

„Podobno są zamieszani w przemyt narkotyków”. 

Kilka  dziewczyn  pisnęło,  gdy  Flow  wskoczył  z  powrotem  na  scenę  i  złapał  białą 

gitarę.  Poprawił  mikrofon  długimi,  delikatnymi  palcami  i  spojrzał  na  widownię,  szukając 

jednej dziewczyny. 

- Dla Sereny - mruknął, marszcząc brwi ze wzruszenia. Potem zagrał kilka pierwszych 

akordów  swojej  ulubionej  piosenki  Mroczny  rycerz.  Teraz  rozumiał,  do  kogo  te  słowa  są 

kierowane. 

 

Dziewczyno, jesteś moją jasną gwiazdą. 

Podążam za tobą, gdziekolwiek jesteś, 

Walczę Z wilkami, które cię ścigają... 

 

Serena  usiadła  z  powrotem  przy  stoliku.  Słuchała  Jak  Flow  otwiera  przed  nią  serce. 

Trudno, żeby jej to nie schlebiało. Był taki przystojny, a kiedy śpiewał te seksowne, wysokie 

background image

tony, nie mogła powstrzymać uśmiechu. 

Aaron nagle wstał. 

- Chcesz zatańczyć? - zapytała z nadzieją. 

Pokręcił głową. 

- Chyba wrócę do siebie - wymamrotał. 

Zachowywał się tak dziwnie, że zaczęła się o niego martwić. 

- Pójdę z tobą - zaproponowała, zapominając kompletnie o Flowie. 

Ruszyła  za  Aaronem  obrzeżem  parkietu  i  przez  tłum  otaczający  bar.  Zerknęła  na 

nieruchome zielone morze i idealnie białą plażę  jaśniejącą w blasku księżyca. Przypomniała 

sobie letnie noce w domku ojca Blair, na plaży w Newport. Zwykłe wypijały martini, a potem 

wybiegały z domku i nago wskakiwały do zimnej wody. 

Serena nie mogła oprzeć się pokusie. 

- Chodź, pójdziemy popływać! 

Aaron wciąż był markotny. 

- E, idź sama. 

- Serio? 

Kiwnął głową. 

- Ale nie wypływaj za daleko. 

- Dobra!  -  krzyknęła  Serena  i  puściła  się  biegiem.  Popędziła  przez  plażę,  wpadła  w 

fale  i  zanurkowała,  chcąc  poczuć  ten  dreszczyk  obejmujący  całe  ciało,  gdy  wokół  niej 

zamknęła  się  zimna  woda.  Płynęła  jak  foka,  aż  w  końcu  wynurzyła  się  i  nabrała  powietrza. 

Czasem dobrze po prostu czuć, że się żyje. 

background image

beznadzieja, kiedy nie mo

ż

esz znale

źć

 swojego ubrania 

Blair chciała mieć to za sobą jak najszybciej, ale Miles postanowił wykorzystać swój 

czas.  Badał  każdy  centymetr  jej  skóry  z  niemal  lekarską  dokładnością,  jakby  był 

dermatologiem,  który  szuka  egzemy  albo  czerniaka.  Próbowała  się  rozluźnić  i  dobrze  się 

bawić,  gdy  Miles  całował  podbicie  jej  stopy,  ale  oboje  byli  kompletnie  nadzy  i  nie  mogła 

pozbyć się myśli, że gdyby Miles był Nate'em, mieliby już to za sobą. 

Nate, kiedy się napalał, robił się gwałtowny. Nie w przerażający sposób, ale namiętny, 

budzący dreszczyk - nic go nie mogło powstrzymać. Blair zawsze musiała bardzo stanowczo 

odmawiać, skoro nie chciała iść na całość, a potem musiała jakoś odwrócić jego uwagę. 

Teraz  pewnie  już  by  było  po  wszystkim,  leżeliby  objęci,  patrzyli  na  gwiazdy  przez 

okno, palili papierosy i gadali leniwie O przyszłości. 

Miles wziął się do jej drugiej stopy. Przygryzł czubek dużego palca i muskał językiem 

delikatną skórę między palcami obok pierścionka z diamentem. Wzdrygnęła się. Kiedy była z 

Nate'em,  wszystko  zawsze  wydawało  się  takie,  jak  trzeba.  Byli  jak  dwa  pasujące  do  siebie 

kawałki  puzzli.  Czemu  leży  całkiem  naga,  na  hotelowym  łóżku  na  wyspie  pośrodku 

Karaibów,  z  nagim  Milesem  liżącym  jej  stopy?  A  samotny  Nate  pewnie  właśnie  marznie  w 

Maine i być może - miała nadzieję - myśli o niej... 

Wyszarpnęła duży palec z ust Milesa i sturlała się z łóżka. 

Miles wynurzył głowę spod prześcieradła. 

- Co się stało? - zapytał. 

- Muszę  iść  -  powiedziała,  nawet  nie  patrząc  na  niego.  Przykucnęła  i  zaczęła  szukać 

sukienki, ale było ciemno, a na podłodze leżało tyle śmiecia, że nic mogła jej znaleźć. 

Miles przygarbiony siadł na brzegu łóżka. Bębnił palcami o udo. 

- Starałem się nie spieszyć. 

No jasne, wiadomo. 

- Gdzie ta pieprzona sukienka? - mruknęła Blair. 

Nagle  zapaliło  się  światło  i  zobaczyła  sukienkę  na  stosie  rzeczy  u  stóp  łóżka.  Aaron 

stał  w  drzwiach,  ale  zamiast  natychmiast  przeprosić  i  wycofać  się  z  pokoju,  jak  powinien 

każdy przybrany brat, gapił się na nią. 

background image

Początkowo  była  straszliwie  zakłopotana.  W  ciągu  dwóch  sekund  zakłopotanie 

przerodziło  się  w  gniew.  Jak  on  śmie?  Jak  śmie  gapić  się  na  nią  w  ten  sposób?  Jest  jej 

dziwacznym przybranym bratem. 

Aaron  wiedział,  że  powinien  się  odwrócić  i  zostawić  ich  samych,  ale  nie  mógł  się 

poruszyć. Miles schylił się i podniósł różową sukienkę Blair z podłogi - leżała koło jego nóg. 

- Cześć - powiedział do Aarona, rzucając sukienkę Blair. 

Blair naciągnęła ją na siebie i ruszyła w stronę drzwi. 

- Masz jakiś problem? - syknęła, przeciskając się w drzwiach obok Aarona. 

Nie była ciekawa odpowiedzi. 

Willa Blair i Sereny była raptem sześć metrów dalej. Blair minęła ją i poszła w stronę 

plaży,  a  kiedy  tylko  stopami  dotknęła  piasku,  zaczęła  biec.  Miała  gdzieś  to,  że  włożyła 

sukienkę z Calypso, szytą na zamówienie i dopłaciła do niej sto pięćdziesiąt dolarów. Biegła 

co  sił,  wreszcie  rzuciła  się  w  fale,  niszcząc  sukienkę.  Nabrała  pełne  płuca  powietrza  i 

zanurkowała.  Dopiero  kiedy  płuca  mało  już  jej  nie  pękły,  wynurzyła  się,  łapiąc  z  trudem 

powietrze i mrugając od soli w oczach. 

Księżyc  świecił  jasno,  muzyka  z  przyjęcia  gwiazdkowego  niosła  się  nad  wodą.  45 

skończyło grać i didżej puścił Blame it on the boogie - stary kawałek Michaela Jacksona. Na 

plaży  Blair  dostrzegła  sylwetkę  dziewczyny,  która  stała  w  płytkiej  wodzie.  Wyglądała  jak 

Halle Berry w Śmierć nadejdzie jutro, tyle że miała jasne włosy i białe, a nie pomarańczowe 

bikini. 

Oczywiście to była Serena. 

- Gdzie Miles?! - zawołała Serena, zwijając dłonie w trąbkę przy ustach. 

- A kogo to obchodzi? - odkrzyknęła Blair, płynąc. - A gdzie Flow? 

- A kogo to obchodzi? - odkrzyknęła Serena. 

Obie  się  roześmiały,  Blair  przez  chwilę  leżała  na  wodzie,  patrząc  na  księżyc.  Potem 

obróciła się i popłynęła do Sereny. 

- Jutro  wracam  -  powiedziała,  wychodząc  z  wody.  Chciała  popracować  bez 

towarzystwa matki w ciąży, dziwacznego przybranego brata i jego tyczkowatego kumpla. 

Serena nie musiała pytać, co się stało. 

- Ale jutro jest Boże Narodzenie - zauważyła. - Twoja matka się wścieknie. 

Blair wycisnęła wodę z włosów. 

- Nic mnie to nie obchodzi. Poza tym Cyrus jest Żydem. 

Dziewczyny  wolno  szły  plażą  do  swojej  willi,  ciesząc  się  swoim  towarzystwem  i 

kojącym szumem fal rozbijających się o brzeg. Gdyby tylko mogły tak iść bez końca! 

background image

Kiedy  wreszcie  doszły  do  willi,  przy  drzwiach  stało  coś,  co  wyglądało  jak  wielka 

klatka z kutego żelaza przykryta czerwono - zielonym materiałem w kratę. 

Prezent gwiazdkowy. 

Serena podniosła klatkę za mosiężną rączkę i wniosła do domu. Postawiła na nocnym 

stoliku i zdjęła materiał, a Blair włączyła światło. 

W  klatce  siedziała  przepiękna  niebiesko  -  zielona  papuga  z  żółtym  dziobem. 

Przycupnęła na cienkiej, drewnianej huśtawce. Papuga zamrugała, patrząc na Serenę oczami 

jak paciorki. 

- Kocham  cię, Sereno! Kocham cię, Sereno!  - zaskrzeczała. - Wyjdź za mnie. Wyjdź 

za mnie. 

Blair parsknęła. 

- Myślisz, że to od Kati i Isabel? 

Serena zachichotała. 

- Nie wiem. Nie ma wizytówki. 

- Kocham  cię,  Sereno!  Wyjdź  za  mnie.  Wyjdź  za  mnie  -  powtarzała  papuga, 

trzepocząc skrzydłami. 

Serena  przykryła  klatkę  materiałem  i  odsunęła  się  od  klatki.  Owszem,  Flow  był 

szalenie  przystojny  i  pochlebiała  jej  jego  hojność,  ale  posunął  się  za  daleko.  Spojrzała  na 

Blair. 

- Mówiłaś coś o wyjeździe jutro? 

- Aha! - Blair zdjęła przemoczoną sukienkę i rzuciła ją w kąt do kosza na śmieci. 

Serena podeszła do szafy i zdjęła z górnej półki czerwoną walizkę od Kate Spade. 

- Mogę wyjeżdżać, gdy będziesz gotowa. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie

 

Ho, ho, ho! Wesołych 

ś

wi

ą

t! 

 

Wiem, 

ż

e rodzina V nie 

ś

wi

ę

tuje Bo

ż

ego Narodzenia, ale i tak mam dla niej prezent. Wygl

ą

da na to, 

ż

mimo wszystko wyniknie co

ś

 dobrego z faktu, 

ż

e pewien link kr

ąż

ył po Internecie. Patrzcie ni

ż

ej: 

 

Droga Plotkaro! 

Nazywam  si

ę

  Ken  Mogul  i  jestem  niezale

ż

nym  re

ż

yserem.  Mo

ż

e  widziała

ś

  film  Seahorse  z  Chloe 

Sevigny i Tobeyem Maguire, który wyszedł teraz na DVD? Tak si

ę

 składa, 

ż

e widziałem ten kawałek w 

Internecie pod linkiem, o którym mówiła

ś

 na swojej stronie, i chciałem zapyta

ć

, jak skontaktowa

ć

 si

ę

 z 

osob

ą

,  która  go  nakr

ę

ciła.  Ktokolwiek  to  jest,  ma  talent  i  bardzo  chciałbym  z  ni

ą

  lub  nim  pracowa

ć

Wielkie dzi

ę

ki, a poza tym naprawd

ę

 jeste

ś

 niezła. 

Buziaki 

KM 

 

Pozwoliłam  sobie  odegra

ć

  jednocze

ś

nie 

Ś

wi

ę

tego  Mikołaja  i  dobr

ą

  wró

ż

k

ę

.  Podałam  panu  Mogulowi 

nazwisko  V  i  poinformowałam, 

ż

e  mieszka  na  Brooklynie.  Uwa

ż

aj,  V:  dzi

ś

  porno  w  Internecie,  jutro 

festiwal w Cannes! 

 

Reszta waszych e - maili 

 

P:

 Hej, P! 

musz

ę

  ci  powiedzie

ć

ż

e  słyszałem, 

ż

e  S  znowu  wróciła  do  narkotyków.  Plotki  mówi

ą

ż

ona i Flow wmieszali si

ę

 w co

ś

 brzydkiego. Tak naprawd

ę

 pojechała na St. Barts, 

ż

eby zna-

le

źć

  dealera  -  planowała  wróci

ć

  z  całym  mnóstwem  towaru  do  rozprowadzenia. 

Pomy

ś

lałem, 

ż

e wszyscy powinni wiedzie

ć

wtajemniczony 

background image

 

O:

 Cze

ść

, wtajemniczony! 

Mo

ż

esz  mie

ć

  racj

ę

.  Słyszałam  te

ż

ż

e  chce  urz

ą

dzi

ć

  własn

ą

  noworoczn

ą

  balang

ę

.  Ale  nie 

zapominaj: musi jeszcze przej

ść

 przez celników na lotnisku. 

 

P:

 Droga plotkaro! 

mam  dom  w  Mt.  Desert  w  Maine.  Spotkałam  si

ę

  z  kilkoma  znajomymi, 

ż

eby  poje

ź

dzi

ć

  na 

sankach, mi

ę

dzy  innymi  z  N.  My

ś

lałam, 

ż

e  ma  dziewczyn

ę

,  ale  on  flirtował  ze  wszystkimi, 

ze  mn

ą

  te

ż

.  Był  tak  najarany, 

ż

e  nie  chciałam, 

ż

eby  zje

ż

d

ż

ał  ze  mn

ą

  i  sterował  sankami. 

Całuj

ę

 

misiaczek 

 

O:

 Drogi misiaczkul 

Wygl

ą

da na to, 

ż

N po prostu szuka pokrewnej  duszy.  A moimi sankami mo

ż

e  kierowa

ć

kiedy zechce. Pozdrówki. 

 

Na celowniku 

 

Ś

licznie  opalone  B  i  S  łapi

ą

  taksówk

ę

  z  lotniska  JFK  na  Pi

ą

t

ą

  Alej

ę

.  Jak  dla  mnie  wygl

ą

daj

ą

  na 

szcz

ęś

liwe. K i I znowu s

ą

 razem. 

Sprawdzaj

ą

 w Williams Sonoma na Madison, czy S i Flow dali ju

ż

 list

ę

 prezentów 

ś

lubnych. Opalony 

go

ść

  w  koszulce  obsługi  hotelu  Isle  de  la  Paix  zwraca  wielk

ą

  zielono  -  niebiesk

ą

  papug

ę

  do  sklepu 

zoologicznego w Gustavii. 

 

OSTATNIE 

Ż

YCZENIE 

 

Dobra,  wi

ę

c  dostałam  prawie  wszystko,  co  było  na  mojej  gwiazdkowej  li

ś

cie,  nawet  pomara

ń

czow

ą

 

torebk

ę

  z  Hèrmes  Birkin.  Wiem,  my

ś

licie, 

ż

e  jestem  zepsuta,  ale  zasłu

ż

yłam  sobie  na  ni

ą

.  Nie  do-

stałam  jeszcze  -  bo  ci

ą

gle  brakuje  sze

ś

ciu  dni  -  sylwestra,  który  odmieniłby  moje 

ż

ycie.  Miejmy 

nadziej

ę

ż

S zrobi imprez

ę

 i kto wie - mo

ż

e zjawi si

ę

 Flow! Do zobaczenia na miejscu o północy. 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

zamkni

ę

ta w wie

ż

Zamknięta w domu, nie mając nic innego do roboty oprócz czytania i marzenia, Jenny 

czuła  się  jak  Złotowłosa,  tyle  że  z  krótszymi  włosami  i  większymi  cyckami.  Schowała 

satynowe  stringi  na  dnie  szuflady  z  bielizną  do  czasu,  aż  znowu  spotka  się  z  Nate'em. 

Sylwester był już niedaleko, ale może nie będzie musiała czekać aż tak długo. W głębi ducha 

miała  nadzieję,  iż  Nate  tak  będzie  za  nią  tęsknił,  że  wróci  z  Maine  i  zakradnie  się  do  jej 

pokoju  w  środku  nocy  po  drabinie  przeciwpożarowej.  Wyobrażanie  sobie,  co  zrobią,  gdy 

znowu się zobaczą, zajmowało jej całe godziny. 

Biedny  Nate,  zasypany  śniegiem  w  Maine!  Wczoraj  było  Boże  Narodzenie,  a  on 

pewnie przez cały dzień oglądał stare filmy z rodzicami, co jakiś czas patrzył przez okno na 

śnieg i zastanawiał się, kiedy znowu usłyszy jej głos. Jenny nie miała nic przeciwko temu, że 

nie rozmawiali przez telefon - wymuszona separacja tylko umacniała ich miłość - ale musiała 

coś  zrobić,  by  Nate  wiedział,  że  myśli  o  nim  i  kocha  go  jeszcze  bardziej.  I  dlatego 

postanowiła wysiać mu paczkę. 

Najpierw  znalazła  stare  pudełko  po  butach  Nike,  które  wyłożyła  folią  aluminiową. 

Potem  włożyła  do  środka  zaczytany  egzemplarz  Romea  i  Julii,  Trudne  położenie,  w  którym 

znaleźli  się  kochankowie  z  tej  tragedii,  przypominało  ich  sytuację:  byli  w  sobie  mocno 

zakochani  i  nie  mogli  się  widywać,  a  jednak  miłość  na  końcu  zwycięży.  Oczywiście  ona  i 

Nate nie umrą w przeciwieństwie do Romea i Julii. Pobiorą się, będą mieli wielką rodzinę i 

będą  opowiadać  wnukom,  jak  poznali  się  w  parku  pewnego  słonecznego  jesiennego  dnia, 

kiedy wszystkie siły wszechświata im sprzyjały. 

Potem  Jenny  dołożyła  dwie  paczki  jagodowych  batoników  PopTart.  To  były  jej 

ulubione,  ale  rzadko  je  jadła,  bo  miały  za  dużo  kalorii  i  absolutnie  żadnych  wartości 

odżywczych.  Ale  spodobała  jej  się  myśl,  że  Nate  zje  coś,  co  ona  uwielbia,  i  będzie  za  nią 

tęsknił. 

Potem dołożyła jeszcze swoje zdjęcie, które Dan zrobił jej latem. Miała na sobie żółtą 

sukienkę  bez  rękawów  i  stała  na  brzegu  basenu  w  motelu  w  Hershey,  w  Pensylwanii,  gdzie 

Rufus  ich  zabrał,  żeby  uciec  z  miasta  na  weekend.  Podobało  jej  się,  że  na  zdjęciu  jej  włosy 

wydawały się takie błyszczące i że jej opalone ręce przesłaniały piersi, więc nie było widać, 

background image

jakie są wielkie. 

Potem dorzuciła program z Dziadka do orzechów, który zachowała sobie na pamiątkę. 

Chciała,  by  Nate  wiedział,  że  począwszy  od  przedstawienia,  ten  dzień  był  najbardziej 

niezwykły w jej życiu - dzień, w którym powiedzieli sobie „kocham cię”. 

Na koniec obcięła pukiel swoich włosów, przewiązała je czerwoną nitką i wrzuciła do 

pudełka.  Wyglądały  trochę  dziwnie  w  zestawieniu  z  resztą,  jak  pamiątka  po  kimś  zmarłym, 

ale chciała, by Nate czuł, że jest tuż obok niego. Wydawało jej się, że to najlepszy sposób. 

Zamknęła  paczkę  i  zakleiła  wieczko.  Potem zawinęła  ją  w  strony  z  różnych  pisemek 

dla  nastolatków,  których  miała  pełno  w  pokoju.  Uważała  jednak,  żeby  nie  wziąć  żenującej 

reklamy  tamponów,  pigułek  antykoncepcyjnych  albo  leków  na  drożdżycę.  Na  koniec 

przykleiła  żółtą  naklejkę  i  uważnie  napisała  adres  Nate'a  w  Maine,  który  miała  spisany  w 

notatniku  wraz  z  adresami  wszystkich  innych  domów  jego  rodziny  w  Montauk,  Nicei,  St. 

Anton, na Barbadosie - tak na wszelki wypadek. 

Po  naklejeniu  na  paczkę  dwudziestu  znaczków,  które  ukradła  z  szuflady  w  biurku 

ojca,  Jenny  zaniosła  paczkę  do  kuchni,  otworzyła  tylne  drzwi  i  zostawiła  paczkę  dla 

listonosza  na  klatce  schodowej.  To  jest  zaleta  mieszkania  w  starych  budynkach.  Nie  ma  na 

dole  skrzynek  na  listy,  więc  listonosz  musi  wjechać  na  górę  i  dostarczyć  pocztę  pod  drzwi. 

Postawiła  paczkę  na  podłodze  obok  stojaka  na  pocztę.  Chwilę  jeszcze  się  zastanawiała,  czy 

nie  powinna  dołożyć  stringów,  żeby  paczka  była  trochę  bardziej  seksowna,  ale  doszła  do 

wniosku,  że  to  zbyt  wulgarne.  Poza  tym  Nate  dał  je  Jenny  na  Boże  Narodzenie.  Mógłby 

pomyśleć, że jej się nie podobają i je odsyła. 

Dan wszedł do kuchni i zobaczył Jenny stojącą w drzwiach. 

- Co  robisz?  -  zapytał  podejrzliwie.  Ojciec  kazał  mu  pilnować  siostry  i  Dan 

potraktował swoje zadanie bardzo poważnie. 

Jenny zamknęła drzwi. 

- Sprawdzałam,  czy  nie  przyszła  żadna  poczta.  -  Odwróciła  się  i  przyjrzała  mu  się, 

mrużąc oczy. Włosy miał matowe i od dwóch dni nosił tę samą. zaplamioną kawą koszulkę. - 

Wyglądasz okropnie. 

Dan  wrzucił  łyżeczkę  kawy  rozpuszczalnej  do  kubka  i  odkręcił  kran  z  gorącą  wodą, 

czekając, aż będzie dość ciepła, żeby rozpuścić kawę. Nalał jej do kubka i pociągnął łyk. 

- Pracuję nad wierszem - powiedział, jakby to wyjaśniało wszystko. 

Jenny otworzyła lodówkę, sięgnęła po jogurt kawowy Danona, a polem cofnęła rękę i 

zatrzasnęła drzwiczki. O nie, nie może utyć przed kolejnym spotkaniem z Nate'em. 

Dan dmuchał do kubka, patrząc na siostrę. 

background image

- Wiesz, że to Vanessa, prawda? - powiedział zimno. - To ona was nagrała w parku. 

Jenny odwróciła się, poprawiając biustonosz, który podjechał jej w górę. Nie zaglądała 

na  stronę  od  czasu,  gdy  zobaczyła  ją  na  komputerze  Dana.  Nie  przyszło  jej  do  głowy 

zastanawiać się, kto to zrobił. Myśl, że Vanessa mogła to umieścić na stronie, była śmieszna. 

- Skąd wiesz? - zapytała ostro. 

Dan wzruszy! ramionami. 

- Obejrzyj ten film. To musiała być Vanessa. 

Jenny splotła ręce na piersiach. 

- Wolałabym  nie.  A  zresztą  co  z  tego,  że  to  ona?  -  Pracowały  razem  przy  „Rancor”, 

artystycznym piśmie uczennic z Constance Billard, i zawsze świetnie się dogadywały. Jeżeli 

Vanessa  sfilmowała  ich  z  Nate'em  w  parku,  to  na  pewno  miała  jakieś  usprawiedliwienie, 

dlaczego to wylądowało w Internecie. 

- Pomyślałem,  że  chciałabyś  wiedzieć,  tylko  tyle  -  odparł  Dan  i  poszedł  do  swojego 

pokoju. Cały czas przestawiał słowa na liście, którą stworzył w ramach ćwiczenia na blokadę 

twórczą. Teraz próbował je ustawić w kolejności stosownej do wiersza Zdziry. 

 

Dziwka,  niewolnik,  ogolony,  czarny,  koronka,  lód,  zimno,  deszcz,  plącz,  wycierać, 

spać, kawa, plama, wina... 

 

To  miał  być  gniewny  wiersz,  rzecz  jasna,  ale  nie  o  gniewaniu  się.  Miał  być  o 

odkryciu, że osoba, którą kochasz, jest kimś zupełnie innym. Jenny nie była słodką, niewinną 

siostrzyczką, jak zawsze o niej myślał, a Vanessa okazała się podglądaczem, który nosi taką 

bieliznę jak dziwki i wykorzystuje sfilmowane intymne sytuacje między innymi ludźmi, żeby 

zwrócić na siebie uwagę. 

Zaczął  wypisywać  słowa  z  listy,  dodając  od  czasu  do  czasu  czasownik  lub 

przymiotnik dla ozdoby. 

 

Otrzyj  resztki  snu  z  moich  oczu  i  nalej  mi  następną  filiżankę.  Rozumiem,  co 

próbowałaś mi przez cały czas powiedzieć. Goląc głowę i obchodząc się  ze mną  (tak 

delikatnie) 

Za pomocą satyny i koronki: 

Jesteś dziwką. 

 

Danowi podobała się bezpośredniość tego, co napisał, i energia w tym zawarta. Pisał 

background image

dalej,  podekscytowany  faktem,  że  znów  wypełnia  strony.  Kiedy  skończy,  wyśle  wiersz  e  - 

mailem  do  Vanessy.  Pisanie  wierszy  to  jedyny  sposób,  w  jaki  potrafił  określić  własne 

uczucia, i wysłanie go to jedyny sposób, w jaki potrafił to powiedzieć. 

background image

V znajduje sposób na przeprosiny 

Ruby  zajrzała  do  pokoju  Vanessy.  Miała  na  sobie  czarną  gumowaną  kurtkę,  dżinsy, 

czarne buty w szpic na szpilce. Podcięła czarną grzywkę żyletką na superkrótko. 

- Jakaś poczta? - zapytała. 

Vanessa pokręciła głową. Ich rodzice podróżowali po Europie - mieli tournee z jakąś 

grupą artystyczną i nawet nie przysłali żadnej kartki. 

- Telefony? Wiadomości? 

Vanessa znowu pokręciła głową. 

- Są  jakieś  szanse,  że  wyjdziesz  razem  ze  mną?  -  zaproponowała  Ruby.  -  Przecież 

masz ferie. 

Vanessa wzruszyła ramionami i zapięła suwak czarnej bluzy z kapturem aż pod brodę. 

Nadal była wściekła na siostrę za to, że wzięła kamerę bez pytania, i nie miała ochoty na nic, 

może z wyjątkiem rozmowy z Danem. 

Nie  rozmawiała  z  Danem,  odkąd  wyszła  od  niego  w  piątek.  Nie  mieli  tak  długiej 

przerwy w rozmowach, odkąd trzy lata temu zostali przyjaciółmi. Chciała mu wyjaśnić, że ta 

wpadka  z  linkiem  była  potwornym,  nieszczęśliwym  wypadkiem,  że  kupiła  bieliznę  w 

Victoria's Secret, bo myślała, że to pomoże mu  się rozluźnić i będzie zabawnie. Chciała mu 

powiedzieć,  że  zbyt  długo  byli  przyjaciółmi,  by  tak  się  wściekać  na  siebie,  i  chciała 

przeprosić  go  na  milion  innych  sposobów.  Ale  w  głębi  duszy  miała  nadzieje,  że  Dan  znają 

dość dobrze, żeby domyślić się, że nigdy nie wysłałaby do Internetu czegoś takiego. I w głębi 

duszy  miała  nadzieję,  że  zrozumie,  że  upokorzy  i  ją,  gdy  ona  stała  przed  nim  prawie  naga, 

tylko w skąpej bieliźnie, i że to on pierwszy przeprosi. 

- No  dobra.  Do  zobaczenia  później.  Przyniosę  ci  coś  na  wynos  -  powiedziała  Ruby  i 

wyszła. 

Vanessa podeszła do komputera, żeby po raz setny sprawdzić, czy Dan nie przysłał jej 

e - maila. 

Tym  razem  tak!  Przysłał!  I  to  był  wiersz!  Szybko  przysunęła  do  biurka  krzesło, 

kliknęła na plik i zaczęła czytać. 

Przeczytała wiersz trzy razy na ekranie, potem go wydrukowała i przeczytała jeszcze 

background image

raz. Słowa były wstrętne i wściekłe. Złamały jej serce. Dan jej nie wybaczył, to było jasne. 

Ale  Vanessa  zawsze  potrafiła  dostrzec  piękno  w  brzydocie  i  przeczytała  dość  dużo 

propozycji  przynoszonych  do  „Rancore”,  by  wiedzieć,  że  ten  wiersz  jest  specjalny.  Zdobiły 

go  bogate  metafory,  a  język  był  pełen  pasji.  I  chociaż  miała  ochotę  schować  głowę  pod 

prześcieradłami  i  szlochać,  nie  mogła  też  nie  podziwiać  zręczności  zwrotów  we  frazach. 

Wiersz był genialny. 

Nawet  jeśli  Dan  nigdy  więcej  się  do  niej  nie  odezwie  i  nawet  jeśli  ten  wiersz  był 

właśnie o niej i o tym, za jakiego potwora ją uważał, miała zamiar opublikować ten wiersz. 

Dan nigdy nie próbował niczego opublikować. Nie ma siły, żeby nie zdumiał się, gdy 

otworzy „New Yorkera” i zobaczy wydrukwany swój wiersz Zdziry. Co za wspaniały sposób, 

żeby zrobić wrażenie na college'ach, do których będzie składał podania. Nie mogła tego nie 

zrobić. Była mu to winna. 

Zerwała się z krzesła i zaczęła krążyć po pokoju Ruby, aż znalazła egzemplarz „New 

Yorkera”  przycięty  drzwiami  do  szafy.  Przekartkowała  go  i  znalazła  nazwisko  redaktora 

zajmującego  się  przysyłanymi  tekstami.  Napisała  list,  wpisując  nazwisko  i  adres  Dana  na 

zwrotnej kopercie. 

background image

audrey idzie do college'u 

PRZED  BUDYNKIEM  WYDZIAŁU  LITERATURY  ANGIELSKIEJ,  COLLEGE  W 

NOWEJ ANGLII, DZIE

Ń

 W KAMPUSIE 

 

Trzypi

ę

trowy  budynek  z  cegły  z  białymi  kolumnami  i  bluszczem.  Zielony  trawnik 

przed nim. Marmurowe schody. 

 

Osiemnastoletnia Audrey, 

ś

liczna brunetka w modnej spódnicy i bluzce, w butach na 

płaskim  obcasie,  jedzie  przez  trawnik  na  klasycznym  rowerze  Schwinn  i  parkuje  na 

stojaku przy marmurowych schodach. Potem wbiega po schodach do budynku. 

 

WN

Ę

TRZE BUDYNKU WYDZ. LIT ANGIELSKIEJ - BEZ ZMIAN 

 

Wzdłu

ż

  długiego  korytarza  znajduj

ą

  si

ę

  małe  gabinety.  Drzwi  do  nich  s

ą

  otwarte,  w 

ka

ż

dym profesor ze swoim studentem omawia wa

ż

niejsze kwestie w literaturze. 

 

STUDENT A 

- Naprawd

ę

  uwa

ż

am, 

ż

e  lepiej  by  było,  gdyby  wieloryb  potrafił  mówi

ć

,  panie 

profesorze. 

 

PROFESOR A 

- Ale  tu  nie  chodzi  o  gadaj

ą

cego  wieloryba.  Chodzi  o  człowieka,  który  szuka  sensu 

ż

ycia. 

 

STUDENT B 

- Tu  nie  ma  interpunkcji.  Widzi  pan?  Nie  postawiłem  nawet  jednego  przecinka  ani 

kropki. 

 

PROFESOR B 

background image

- Ale to nie czyni z tego wiersza. W wierszu jest... có

ż

, w wierszu jest poezja. 

 

PROFESOR C 

- Czy przeczytał pan ksi

ąż

k

ę

, o której mówiłem? 

 

STUDENT C 

- T

ę

 o wielorybie? 

 

PROFESOR C 

- Yhm. I co pan my

ś

li? 

 

STUDENT C 

- Có

ż

, uwa

ż

am, 

ż

e lepiej by było, gdyby wieloryb potrafił mówi

ć

, panie profesorze. 

 

Czwarty profesor wychodzi na korytarz, rozgl

ą

da si

ę

 po korytarzu i zatrzaskuje drzwi. 

Audrey biegnie korytarzem, wygl

ą

da na wyko

ń

czon

ą

. Puka do drzwi, które profesor 

dopiero co zatrzasn

ą

ł. 

 

AUDREY 

- Profesorze Weeks! Och, profesorze Weeks! 

 

Profesor otwiera drzwi. 

 

PROFESOR WEEKS 

- Spó

ź

niła si

ę

 pani. 

 

AUDREY 

- Tak, ale mam doskonałe usprawiedliwienie. 

 

Profesor czeka, a

ż

 Audrey si

ę

 wytłumaczy. Długa chwila ciszy. 

 

PROFESOR WEEKS 

- Tak? 

 

background image

AUDREY 

(ledwo łapi

ą

c oddech) 

- Och, ale nie mog

ę

 panu powiedzie

ć

. To co

ś

 niezgodnego z prawem. 

 

PROFESOR WEEKS 

(marszcz

ą

c brwi) 

- Niezgodnego z prawem? Czy powinienem wezwa

ć

 ochron

ę

 kampusu? 

 

AUDREY 

(kr

ę

c

ą

c głow

ą

- Och,  nie.  Przynajmniej  jeszcze  nie.  (Podaje  mu  prac

ę

).  Nie  mogłam  si

ę

 

zdecydowa

ć

, o której sztuce Szekspira napisa

ć

, wi

ę

c napisałam o wszystkich. Mam 

nadziej

ę

ż

e nie ma pan nic przeciw temu. 

 

Profesor zakłada okulary do czytania i zaczyna przegl

ą

da

ć

 prac

ę

. Siada za biurkiem, 

zaabsorbowany lektur

ą

. Kiedy on czyta, Audrey wychodzi jakby nigdy nic z gabinetu i 

zamyka  za  sob

ą

  drzwi.  Idzie  korytarzem  do  drzwi  wyj

ś

ciowych,  wsiada  na  rower  i 

jedzie przez trawnik. 

 

DZIEDZINIEC COLLEGE'U - BEZ ZMIAN 

 

Ogromny trawnik okolony budynkami z cegły. 

 

Audrey jedzie trawnikiem, patrz

ą

c  w  gór

ę

 na jesienne li

ś

cie, zamiast uwa

ż

a

ć

,  gdzie 

jedzie. Wpada  na  chłopca  w  bluzie  dru

ż

yny  uniwersyteckiej,  który  wła

ś

nie  szedł  na 

trening. Chłopak si

ę

 przewraca. 

To Colin Davis. 

 

COLIN 

- Au

ć

 

Audrey zsiada z roweru i kuca obok niego. 

 

AUDREY 

background image

- Przepraszam. Nic ci nie jest? 

 

COLIN 

- Chyba złamałem nog

ę

. (Próbuje si

ę

 poruszy

ć

). Au

ć

 

AUDREY 

- Nie ruszaj si

ę

. Zaraz wezw

ę

 karetk

ę

 

Grzebie  w  torebce, 

ż

eby  znale

źć

  komórk

ę

.  Z  torebki  wypada  pistolet.  Colin  patrzy 

szeroko  otwartymi  oczami.  Audrey  podnosi  bro

ń

  i  chowa  j

ą

  do  torebki.  Otwiera 

komórk

ę

 i wybiera numer pogotowia. 

background image

S rozkr

ę

ca imprez

ę

 

Serena  stwierdziła,  że  jedyny  sposób,  by  nadrobić  fatalne  Boże  Narodzenie,  to 

zafundować  sobie  naprawdę  nieziemskiego  sylwestra,  a  najlepiej  można  o  to  zadbać, 

urządzając  własną  imprezę.  Uwielbiała  planować  imprezy  i  naprawdę  świetnie  sobie  z  tym 

radziła, ale była już środa i zostało jej tylko trzy  i pół dnia, żeby wszystko zorganizować.  Z 

Blair  nie  było  żadnej  pomocy.  Zamknęła  się  w  pokoju  z  laptopem,  kanonem  papierosów  i 

ekspresem do kawy, i postanowiła nie wychodzić, dopóki nie skończy scenariusza. Serena nie 

lubiła nic robić sama. Do kogo mogła zadzwonić? No do kogo, jak nie do dwóch dziewczyn, 

które tak desperacko chciały stać się jej najlepszymi przyjaciółkami? 

- Halo? Kati? Mówi Serena. - Cześć! 

- Słuchaj, jest tam Isabel? - Aha. 

Pewnie, że była. 

- Super. Tak się zastanawiałam, czybyście nie wpadły i nie pomogły mi w planowaniu 

sylwestra? Postanowiłam urządzić coś w ostatniej chwili i naprawdę chcę, żeby impreza była 

udana, ale mam mało czasu. 

Obie dziewczyny zatkało. Potem zaczęły piszczeć. 

- O  mój  Boże!  To  będzie  najlepsza  impreza  w  historii!  Nie  martw  się,  zaraz 

przyjeżdżamy. 

I przyjechały. 

Serena otworzyła drzwi w aksamitnych czerwonych spodniach od dresu Juicy Couture 

i obcisłej koszulce z obrazkiem bałwana. 

- O mój Boże, ale jesteś opalona! - pisnęła z zachwytu Isabel, całując ją w policzek. 

- Schudłaś? - dorzuciła Kati, też ją całując. 

Zupełnie jakby Serena musiała chudnąć! 

Jako  dobrze  wychowana  gospodyni  zaprowadziła  dziewczyny  do  salonu  ogromnego 

mieszkania, które znajdowało się na Piątej Alei i wychodziło na Metropolitan Museum of Art. 

Jej  rodzice  wyjechali  na  wakacje  do  Ridgfield,  a  brat  z  przyjaciółmi  z  colleges  siedział  w 

Bostonie. Cale mieszkanie miała więc dla siebie. 

Rozłożyła już kilka arkuszy białego papieru na szklanym stoliku do kawy i napisała na 

background image

nich  nagłówki: 

Miejsce.  Alkohol/  Jedzenie.  Muzyka  /Nagło

ś

nienie.  Motyw 

przewodni/Dekoracje/O

ś

wietlenie.  Zaproszenia.  Lista  go

ś

ci

.  Wręczyła  kartki  Kati  i 

Isabel. 

Widzicie, jaka dobra była w wydawaniu dyspozycji? 

- Byłyście w komitecie organizacyjnym imprezy „Buziak w usteczka” w październiku, 

nie? 

Kiwnęły głowami. 

- Świetnie.  Możecie  zamówić  tego  samego  dostawcę  jedzenia  i  dekoratora,  którzy 

robili tamtą imprezę? 

- Jasne! - Isabel rzuciła się po torebkę, żeby wyjąć palmtop. 

- I musimy znaleźć fajnego didżeja - pouczyła je Serena. 

Kati była zakłopotana. 

- 45 nie zagra? 

Serena  zamrugała.  Nie  miała  pojęcia,  jakie  plany  na  sylwestra  ma  Flow,  ale  nie 

chciała, żeby uganiał się za nią na jej własnej imprezie. 

- Nie,  jest  zajęty,  nagrywa  nową  płytę  -  zmyśliła  na  poczekaniu.  -  Didżej  i  tak  jest 

lepszy. Większa różnorodność. 

Obie dziewczyny były zawiedzione. 

- Pomyślałam, że mogłybyśmy wykorzystać listę gości z balu Czerń i Biel - ciągnęła 

Serena, biorąc kolejną garść kartek ze stolika. - Oczywiście możecie dopisać, kogo chcecie. 

Isabel zerknęła na listę. 

- A przyjdzie chociaż Flow? 

Serena  zawahała  się.  Jeżeli  powie,  że  nie,  Kati  i  Isabel  pewnie  znowu  rozpuszczą 

plotki  - zaręczyny  Sereny  i  Flowa  zostały  zerwane,  i  takie  tam  bla,  bla, bla.  To  mógłby  być 

miły gest, wysłać mu zaproszenie do domu na Malibu, zwłaszcza po tym, jak zostawiła jego 

papugę  w  recepcji  w  kurorcie  na  St.  Barts  i  odleciała  rano  w  dzień  Bożego  Narodzenia  do 

Nowego Jorku. Pewnie i tak by nie przyszedł na imprezę. 

- Obiecał, że będzie - powiedziała, wskazując nazwisko Flowa na liście. 

Nie zastanawiając się. co robi, przekartkowała listę, aż doszła do litery R i sprawdziła, 

czy  jest  Aaron  Rose.  Aaron  nie  wróci  z  St.  Barts  przed  trzydziestym,  ale  miała  nadzieję,  że 

zjawi się na imprezie. Kiedy go ostatnio widziała, wyglądał na bardzo smutnego. Chciała go 

rozweselić. 

- Mam  się  zająć  zaproszeniami?  -  spytała  Kati,  wchodząc  w  rolę  organizatorki. 

Wyciągnęła  nokię  z  czerwonej  torby  na  zakupy  od  Hervé  Chapeliera.  -  Mogę  od  razu 

background image

zadzwonić do drukarza. 

- Dobrze - zgodziła się Serena. - A ty, Isabel, zadzwoń do agencji w sprawie miejsca 

na imprezę, dobrze? Powiedz im, że potrzebujemy wielkiego poddasza w centrum z dobrym 

widokiem na fajerwerki. Najlepiej z tarasem. 

Kiedy  wręczała  Kati  listę  gości,  zauważyła  pierwsze  nazwisko:  Nathaniel  Archibald. 

Do cholery, gdzie ostatnio Nate się podziewał? - zastanawiała się. Musi być na jej przyjęciu. 

Bez niego sylwester się nie uda. 

 

Nate  właśnie  otwierał  paczkę  od  Jenny,  co  nie  było  prostym  zadaniem,  ponieważ 

zawinięto ją w pięciocentymetrową warstwę pism dla nastolatków i zaklejono taśmą klejącą. 

Paczka  dotarła  wczoraj  po  południu,  ale  jakoś  między  zjazdami  na  snowboardzie  z  Cadillav 

Mountain  z  Johnem  i  Ryanem  a  paleniem  haszyszu  w  jacuzzi  u  jakiejś  dziewczyny  na 

imprezie w Bar Harbor zupełnie o niej zapomniał. 

Jedyne  czyste  bokserki,  jakie  zostały  Nate'owi  w  szufladzie,  to  były  te,  które  Jenny 

kupiła  mu  w  Barneysie.  Siedział  więc  na  podłodze  w  bokserkach  z  żaglówkami  i  rozdzierał 

stronice pism okrywających pudełko od butów, w którym przyszła paczka - właśnie tak, jak to 

sobie wyobrażała Jenny. 

Uniósł  wieczko  i  zajrzał  do  środka.  Zachichotał  pod  nosem,  gdy  znalazł  pukiel 

włosów Jenny. Wysłanie mu pukla włosów to coś w stylu Blair, tyle że ona pewnie najpierw 

spryskałaby  je  perfumami,  a  potem  włożyła  do  srebrnego  pudełeczka  od  Tiffany'ego, 

wykładanego  czerwonym  aksamitem  i  z  inicjałem  Nate'a  na  wieczku.  Nate  wyjął  program 

Dziadka  do  orzechów  i  przekartkował  go.  Zamiast  powrócić  myślami  do  popołudnia  sprzed 

pięciu dni, kiedy zabrał  Jenny na balet i kiedy siedzieli w pierwszym rzędzie na balkonie  w 

New York State Theatre w Lincoln Center i trzymali się za ręce, patrząc na walkę ołowianych 

żołnierzyków  ze  złymi  myszami  pod  zaczarowaną,  ogromną  choinką,  Nate  pomyślał  o 

ostatnim razie, kiedy poszedł na ten balet z Blair. 

Blair bolał brzuch, więc w czasie przerwy Nate załatwił dla niej tabletkę advilu i wodę 

perrier  od  barmana,  a  potem  wyszli  na  taras  zapalić.  W  końcu zaczęli  się całować  i  spędzili 

tam  cały  drugi  akt  -  paląc,  całując  się  i  patrząc,  jak  ludzie  przechodzą  obok  nieczynnej 

fontanny.  Blair  miała  na  sobie  płaszcz  z  wielbłądziej  sierści  i  kołnierz  z  norek,  do  którego 

Nate  lubił  przytulać  twarz  i  wdychać  pomieszany  zapach  zwierzęcego  futra,  perfum  Blair  i 

dymu papierosowego. 

Na  komodzie  z  drewna  klonowego,  która  stała  w  sypialni  Nate'a  w  Mount  Desert, 

zadzwoniła komórka. Na sekretarce było już dziewięć telefonów z domowego numeru Jenny, 

background image

ale Nate jeszcze nie oddzwonił. Lecz tym razem na ekranie rozbłysnął inny numer. 

Nate wyszczerzył zęby w uśmiechu. Super! Serena się odezwała! 

Aha, tak właśnie by się ucieszył każdy facet na jego miejscu. 

- Cześć. Co jest? 

- Natie?  -  głos  Sereny  zadźwięczał  poprzez  fale  radiowe.  -  Tak  się  zastanawiałam, 

kiedy znowu cię zobaczę. Masz zamiar zostać w Maine do końca szkoły? 

Nate  schylił  się  i  złapał  opakowanie  jagodowych  batoników  PopTart  z  paczki  od 

Jenny. Rozdarł folię zębami, wyciągnął jeden baton i zjadł migiem. 

- Chyba  zostanę  tu  jeszcze  chwilę.  -  Chciał  odłożyć  spotkanie  z  Jenny  do  ostatniej 

chwili. Albo na zawsze, jeśli to możliwe. 

- Ale ja urządzam sylwestra - powiedziała kwaśno Serena. - Kati i Isabel pomagają mi 

wszystko  zorganizować.  Mamy  obłędny  pomysł,  najlepszego  didżeja  i  ogromny  taras,  z 

którego  będzie  można  oglądać  fajerwerki.  Wyjdziesz  na  frajera,  jeśli  się  nie  zjawisz,  a  ja 

przysięgam, że ci tego nie wybaczę. 

Nate  zachichotał  pod  nosem.  Impreza  zapowiadała  się  fajnie.  A  potem  coś  mu  -  się 

przypomniało. 

- Ej, a gdzie jest Blair? Nie siedzicie na St. Bans? 

- Wróciłyśmy  wcześniej  -  westchnęła  Serena.  -  Blair  jak  ostatni  kujon  pracuje  nad 

swoim podaniem do Yale. 

Nate  wziął  Romea  i  Julię  i  przekartkował  kartki  o  pozaginanych  rogach.  Spojrzał  na 

okładkę - klasyczny wizerunek chłopca i dziewczyny w objęciach. 

- Ale przyjdzie na imprezę, nie? 

- Jasne! - wykrzyknęła Serena. - Aż tak nie zgłupiała. 

- Dobra - zgodził się. - Będę. 

Serena  się  rozłączyła.  Naprzeciwko  niej  Kati  i  Isabel  siedziały  na  obitej  biało  - 

czerwonym  perkalem  sofie  i  pracowicie  rozmawiały  przez  komórki,  zamawiając  dostawców 

jedzenia i więcej alkoholu, niż ktokolwiek potrzebował, Serena uśmiechnęła się do siebie. To 

całkiem  ciekawe  -  Nate  powiedział,  że  przyjdzie,  dopiero  po  tym,  jak  wspomniała,  że  Blair 

też się zjawi. Miała przeczucie, że to będzie naprawdę ciekawy sylwester. 

background image

wielki czas dla udr

ę

czonych artystów 

Od niemal tygodnia Dan nie zdejmował zaplamionej kawą koszulki i prawie wypełnił 

cały nowy czarny notesik chorobliwymi wierszami, które mówiły o tym, że miłość to żałosny 

żart wymyślony przez Hallmark, by sprzedawać kartki walentynkowe i dać ludziom fałszywe 

wrażenie,  że  ich  życie  ma  sens.  Teraz  właśnie  pracował  nad  kawałkiem  pod  tytułem  Wóz 

pełen  kamieni,  o  chłopaku,  który  napełnił  samochód  kamieniami  i  wjechał  nim  do  rzeki,  bo 

auto przypominało mu byłą dziewczynę, która lubiła jeździć po okolicy i słuchać zakłóceń w 

radiu samochodowym zamiast muzyki. 

Jenny zapukała do jego drzwi. 

- List do ciebie, panie Pustelniku. 

Dan  odłożył  długopis  i  otworzył  drzwi.  Jenny  miała  na  sobie  różowy  szlafrok,  a  na 

twarzy wąsy z gęstego białego kremu. Podała mu kopertę. 

- Co masz na twarzy? - zapytał, biorąc list. 

- Depiluję się - powiedziała, odwróciła się i poszła korytarzem do łazienki. 

Co  to  znaczy,  do  cholery?  -  pomyślał  Dan,  zamykając  drzwi.  Najwyraźniej  Jenny 

zdecydowanie za dużo czasu spędzała zamknięta w domu razem z kobiecymi pisemkami, ale 

to jej się należało. Zdzira. 

Dan  odwrócił  cieniutką  białą  kopertę  i  obejrzał  adres  zwrotny.  To  był  list  z  „New 

Yorkera”.  Pewnie  prośba  o  prenumeratę,  skoro  jego  ojciec  już  był  dożywotnim 

prenumeratorem. Rozdarł kopertę i wyjął dwie złożone kartki. 

 

Drogi Panie Humphrey. 

Dzi

ę

kuj

ę

 za przysłany przez Pana do „New Yorkera” wiersz Zdziry Gratuluj

ę

! Z 

przyjemno

ś

ci

ą

  informuj

ę

ż

e  opublikujemy  Pana  wiersz  w  naszym  walentynkowym 

wydaniu.  Prosz

ę

  wypełni

ć

  doł

ą

czony  formularz  Informacje  o  pisarzu.  aby

ś

my  mogli 

napisa

ć

 kilka słów o Panu na naszej stronie współpracownikach. Prze

ś

lemy Panu 

czek na osiemset dolarów. 

Szcz

ęś

liwego Nowego Roku! 

red. Jani Price

 

background image

 

Czy to jakiś żart? - zastanawiał się Dan. Przeczyła! list dwa razy i w końcu opadł na 

łóżko, trzęsąc się z przerażenia. „New Yorker” rzadko publikuje wiersze nieznanych autorów, 

a  Jani  Price  słynęła  z  przysyłania  wrednych  jednozdaniowych  odmów  typu:  „Próbować 

zawsze  warto!”  albo  „Przykro  mi,  Charlie”.  Dan  przyjrzał  się  nagłówkowi  firmowemu. 

Wyglądał na autentyczny. Przeczytał list jeszcze raz nadal z potwornie trzęsącymi się rękoma 

na  myśl,  że  ktoś  obcy  -  już  nie  mówiąc  o  kimś  tak  słynnym  w  literackim  świecie  jak  Jani 

Price - czytał jego wiersz. 

Im dłużej o tym myślał, tym bardziej wydawało mu się jasne, że jedyna osoba, która 

mogła przesłać ten wiersz do pisma, to Vanessa. Jakby nie dość już narobiła szkód. Co sobie 

myślała, do cholery... nie, co jej, do cholery, odpieprzyło? 

Rzucił list na łóżko i zdjął brudną koszulkę. Najpierw weźmie gorący prysznic i włoży 

coś czystego. 

Wreszcie! 

A potem wybierze się prosto do Brooklynu i objedzie Vanessę z góry na dół. Jak śmie 

pogwałcać jego prywatność, wysyłając jego prace, komu zechce, bez pytania go o zdanie? Co 

ona sobie wyobraża, że niby kim jest? Dobrą wróżką z ogoloną głową i w glanach? 

A może złośliwą Dobrą Czarownicą ze wschodu? 

 

Ruby  w  końcu  odzyskała  zaginioną  kamerę  cyfrową  Sony.  Vanessa  siedziała  teraz 

przy  komputerze,  przegrywała  z  niej  materiał  z  soplami  i  wklejała  go  do  nowego  filmu,  tuż 

przed  kawałkiem  z  gołębiami  siedzącymi  w  śmieciarce.  Usunęła  już  fragment  z  Nate'em  i 

Jenny w śniegu. Postanowiła zapomnieć o tym i skupić się na nowym filmie. Za siedzącymi 

gołębiami  z  pękającej  torby  na  śmieci  wystawała  brudna,  łysa  głowa  lalki  bez  jednego  oka. 

Coś niesamowitego! 

W  górnym  prawym  rogu  ekranu  komputera  pojawiło  się  okienko  komunikatora  z 

nową  wiadomością.  Vanessa  kliknęła  na  nie,  mając  nadzieję,  że  to  Dan.  Może  dostał  już 

odpowiedź  z  „New  Yorkera”  i  odezwał  się,  żeby  jej  podziękować,  ponieważ  postanowili 

wydrukować jego wiersz i wszystko jej wybaczył. Ale to nie był Dan. 

 

KM10001: Jeste

ś

 vanessa abrams, robisz filmy? 

Łysakotka: mo

ż

KM10001:  szukam  osoby,  która  nakr

ę

ciła  tych  dwoje  dzieciaków  baraszkuj

ą

cych  w 

parku, praca kamery była niewiarygodna. 

background image

Łysakotka: serio? kto tak mówi? 

KM10001:  ken  mogul,  zrobiłem  Seahorse,  mo

ż

e  widziała

ś

,  to  jak  rozmawiam  z 

wła

ś

ciw

ą

 osob

ą

Łysakotka: tak. 

KM10001:  super,  wi

ę

c  naprawd

ę

  chciałbym  z  tob

ą

  pracowa

ć

,  ko

ń

cz

ę

  wła

ś

nie  film, 

który  zgłaszam  do  Cannes,  jeste

ś

  zainteresowana?  Łysakotka:  wła

ś

ciwie  nadal 

chodz

ę

 do szkoły, ale jasne, jestem zainteresowana. 

KM10001: super, mo

ż

emy si

ę

 gdzie

ś

 spotka

ć

? na przykład dzisiaj? wła

ś

nie jestem w 

nowym jorku. 

Łysakotka: b

ę

d

ę

 dzi

ś

 kr

ę

ciła wieczorem w central parku koło dziesi

ą

tej, mo

ż

e tam? 

KM10001: 

ś

wietnie, ch

ę

tnie popatrz

ę

, jak pracujesz, do zobaczenia. 

Łysakotka: na ra 

 

Vanessa wróciła do pracy nad filmem, wiedząc, że najprawdopodobniej osoba, z którą 

właśnie rozmawiała, to ktoś z szkolnych kolegów Nate'a. Pewnie teraz wyrąbywali dziurę w 

lodzie na stawie w Central Parku, żeby ją wrzucić do lodowatej wody i utopić z powodu tego 

linku,  który  krążył  po  Internecie.  A  może  to  naprawdę  był  Ken  Mogul,  reżyser  kina 

niezależnego, jeden z jej idoli? Łatwo ją nabrać. Ale kto wie? Wszystko jest możliwe. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie

 

JAK ZAFUNDOWA

Ć

 SOBIE NAJLEPSZEGO SYLWESTRA W 

Ż

YCIU 

 

Dwie krótkie rady: 

1) Trzymajcie si

ę

 mnie. Wiem, gdzie co

ś

 si

ę

 dzieje. 

2) Całujcie ludzi. Dzi

ś

 o północy przychodzi czas, kiedy jedyny raz w roku mo

ż

na całowa

ć

 całkowicie 

przypadkowe osoby i wcale si

ę

 z tego nie tłumaczy

ć

. Wi

ę

c korzystajcie z okazji! 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Droga Plotkaro! 

Dobra, zwykle nie zajmuj

ę

 si

ę

 plotkami, ale my

ś

l

ę

ż

e powinnam to powiedzie

ć

, skoro nadal 

siedz

ę

  tutaj  na  St.  Barts.  M,  ten  chłopak,  z  którym  kr

ę

ciła  B,  kojarzysz?  Po  tym  jak  B 

wyjechała,  zacz

ą

ł  spotyka

ć

  si

ę

  z  Francuzk

ą

,  która  uczy  jazdy  na  nartach  wodnych  i 

sp

ę

dzaj

ą

 razem mnóstwo czasu. 

groszek 

 

O:

 Drogi groszku! 

Dzi

ę

ki  za  informacje.  Przykro  mi, 

ż

e  ugrz

ę

zła

ś

  tam,  zamiast  by

ć

  tutaj.  A  przy  okazji: 

powinna

ś

 wi

ę

cej plotkowa

ć

. Od tego skóra nabiera blasku. 

 

Na celowniku 

 

A chodzi na spacery z bokserem wzdłu

ż

 Park Avenue. Najwyra

ź

niej wrócił ju

ż

 z St. Barts, chocia

ż

 M 

został.  Flow  dzi

ś

  z  samego  rana  wskakuje  do  samolotu  z  LA  do  Nowego  Jorku  na  lotnisko 

Kennedy'ego.  Serio?  B  wynurza  si

ę

  z  pokoju, 

ż

eby  kupi

ć

  super  -  mocny  lakier  do  włosów  Frederica 

background image

Fekkaia  w  drogerii  Zitomer  na  Madison.  Najpewniej  planuje  jak

ąś

  zwariowan

ą

  fryzur

ę

  na  dzisiejszy 

wieczór.  Nie  mog

ę

  si

ę

  doczeka

ć

ż

eby  j

ą

  zobaczy

ć

.  Nie  mog

ę

  si

ę

  doczeka

ć

ż

eby  zobaczy

ć

  was 

wszystkich! 

 

JEDYNA IMPREZA, NA KTÓR

Ą

 WARTO I

ŚĆ

 

 

Je

ż

eli nie dostali

ś

cie jeszcze czego

ś

 takiego, to lepiej od razu wyje

ż

d

ż

ajcie z miasta: 

Nie b

ą

d

ź

 frajerem! 

Przyjd

ź

 i 

ś

wi

ę

tuj Nowy Rok razem ze mn

ą

! 

Motyw: szalona noc w raju. 

Gdzie? Lodowy Zamek, West, Dziewi

ę

tnasta. 

Kiedy? Niedziela wieczór, ech... od 21.00 do... 

Co zabra

ć

? Siebie i swoich przyjaciół, tylu, ilu zmie

ś

ci si

ę

 do windy. 

Do zobaczenia na miejscu! 

Serena 

 

NASZE 

Ż

YCIE JEST LEPSZE OD FILMU 

 

Gdyby  nasze 

ż

ycie  było  kiepskim  filmem  dla  nastolatków,  to  zaprosiliby

ś

my  członków  komisji 

rekrutacyjnych  z  college'ów,  do  których  staramy  si

ę

  dosta

ć

,  i  zadbaliby

ś

my, 

ż

eby  dobrze  si

ę

  bawili  i 

nas  przyj

ę

li.  Ale  nasze 

ż

ycie  jest  lepsze  od  filmów,  wi

ę

c  nie  musimy  popada

ć

  w  takie  skrajno

ś

ci, 

prawda? 

Nie mog

ę

 si

ę

 doczeka

ć

ż

eby zobaczy

ć

, kogo pocałuj

ę

 o północy! 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara 

background image

wielka ucieczka J 

Jenny  ogoliła  nogi,  wydepilowała  się,  wyregulowała  brwi,  zrobiła  peeling,  nawilżyła 

całe  ciało,  wypolerowała  paznokcie,  wymodelowała  włosy  i  nałożyła  delikatny  makijaż  w 

odcieniach  złota  i  brązu  zgodnie  z  tabelą,  którą  zostawiła  sobie  z  pisma  „Allure”.  Potem 

włożyła stringi i te same czarne aksamitne spodnie, która miała na sobie tamtego specjalnego 

dnia w parku. Do tego obcisły czarny sweter w serek ze złotą nitką. Wyglądał kwasiarsko na 

wieszaku, ale wspaniale na niej. 

Przynajmniej zdaniem Jenny. 

Jeszcze turkusowy wisiorek od Nate'a i buty w szpic na wysokim obcasie, w których 

źle  się  chodziło,  ale  co  z  tego?  O  szóstej  była  gotowa.  Przez  ostatnie  dwie  i  pół  godziny 

próbowała  dobrze  się  bawić,  oglądając  powtórki  Osbourne'ów  i  powoli  pochłaniając  całą 

torbę  chrupek  o  smaku  serowym.  Przez  cały  czas  trzymała  komórkę  w  kolorze  błękitny 

metallic na kolanach. Dochodziło wpół do ósmej, trwał sylwestrowy wieczór, a Nate jeszcze 

nie zadzwonił. 

Jenny  tak  była  zajęta  przygotowaniami  i  czekaniem  na  telefon  Nate'a,  że  nie 

zauważyła, co robi jej rodzina. Wyłączyła telewizor i ruszyła ciężko korytarzem. 

Drzwi  do  pokoju  Dana  były  uchylone,  więc  pchnęła  je  mocniej.  Komputer  stał 

wyłączony, w popielniczce nie było zapalonego papierosa. 

- Dan! - zawołała, ale nikt jej nie odpowiedział. 

Zrobiła w tył zwrot i pobiegła do gabinetu ojca. Drzwi były otwarte. Pusto. 

- Tato! 

Znowu żadnej odpowiedzi. 

Zwykle w sylwestra Rufus szedł ze swoimi kumplami na całonocny maraton czytania 

poezji w kafejce w Greenwich Village. Wyglądało na to, że już wyszedł. 

Jenny  przycisnęła  kilka  klawiszy  na  komórce  i  telefon  natychmiast  wybrał  numer  do 

Nate'a. Odezwała się automatyczna sekretarka. Znowu. 

- Jeżeli próbujesz połączyć się z... - zaczął nagrany kobiecy głos. 

- Nate'em - odezwał się Nate. 

- Proszę,  naciśnij  jeden  i  zostaw  wiadomość  albo  poczekaj  na  sygnał  -  dokończył 

background image

kobiecy głos. 

- To  znowu  ja  -  zaćwierkała  Jenny,  próbując  mówić  radośnie.  -  Podejrzewam,  że 

ugrzęzłeś  w  korku.  Ja  chyba  po  prostu  pojadę  teraz  na  imprezę  do  Sereny.  Może  wezmę 

taksówkę,  żeby  zatrzymać  się  koło  ciebie  i  sprawdzić,  czy  jesteś.  W  każdym  razie  mam 

nadzieję, że spotkamy się przed północą! Dobra. Całuję. Cześć. 

Rozłączyła się i wróciła do swojego pokoju po torbę i płaszcz. Co z tego, że oficjalnie 

ma szlaban? Rufus i Dan zostawili ją samą w domu. 

Czego spodziewali się po księżniczce, która zbyt długo siedziała zamknięta w wieży? 

Nate  zastanawiał  się,  czy  nie  zaczekać  z  paleniem,  dopóki  nie  dotrze  na  imprezę,  bo 

wiedział, że Blair woli. kiedy nie jest najarany. Ale dajcie spokój, w końcu to sylwester. 

- Masz  -  powiedział  Jeremy,  podając  Nate'owi  ogromnego  skręta,  którego  właśnie 

przypalił. Nate, Jeremy i Anthony skupili się pod pomnikiem Gandhiego przy Union Square. 

Niedaleko ktoś puścił Yesterday. 

- Zaciągnij  się  porządnie  -  doradził  Jeremy.  -  A  potem  zbierajmy  się  na  tę  cholerną 

imprezę. Tutaj można sobie tyłek odmrozić. 

Nate  włożył  skręta  w  usta,  zaciągnął  się  i  zamknął  oczy.  Nie  ma  nic  lepszego  niż 

porządny towar w mroźną noc. Podał skręta Charliemu, przytrzymując dym w płucach chwilę 

dłużej. 

- A jeśli impreza będzie do bani? - zapytał Charlie, nim wziął dymka. 

Nate  przypomniał  sobie,  co  Serena  mówiła  o  Blair  zamykającej  się  w  swoim  pokoju 

przez  cały  tydzień,  żeby  pracować  nad  podaniem  do  Yale.  Zawsze  kiedy  Blair  spędzała 

dłuższy czas na nauce, robiła się potem strasznie napalona. 

- Gościu  -  powiedział,  wydmuchując  w  powietrze  chmurkę  dymu,  tuż  koło  głowy 

Gandhiego. - Uwierz mi, będzie w porzo. 

background image

N nadal nosi serce B w swoim r

ę

kawie 

Zostaw  to  Serenie,  a  wywinduje  standard  każdej  imprezy.  Wystarczyły  dwie  minuty 

na poddaszu w Chelsea, które wynajęła na sylwestra, by zorientować się, że to zdecydowanie 

najlepsza  impreza  w  historii.  Pochodnie  tliły  się  w  kątach,  parkiet  do  tańca  by!  zrobiony  z 

prawdziwej  trawy.  Barmani  nosili  slipki  robione  na  szydełku,  a  didżejem  był  popularny 

ostatnio gość z Islandii. Na jednym końcu poddasza znajdowały się trzy pokoje z kanapami z 

białej  skóry  i  wannami,  gdyby  ktoś  potrzebował  prywatności  albo  po  prostu  chciał  się 

wykąpać.  Z  olbrzymiego  tarasu  z  widokiem  na  miasto  na  wszystkie  trzy  strony  można  było 

oglądać fajerwerki. 

Blair  od  powrotu  z  St.  Barts  nie  spala  więcej  niż  kilka  godzin  i  praktycznie  nie 

wychodziła  z  domu.  Żyła  na  kawie  espresso,  adrenalinie,  papierosach  i  determinacji.  Jej 

scenariusz musi zadziałać, czuła to - dzięki niemu dostanie się na Yale! 

Ale nawet najwięksi pisarze potrzebują przerwy. 

Zjawiła się w superminispódniczce z fioletowego zamszu od Diora, czarnej satynowej 

koszulce  od  Chloé  i  w  czarnych  kabaretkach.  Włosy  związała  na  samym  czubku  w 

ekstrawysoki  koński  ogon  w  stylu  lat  sześćdziesiątych.  Miała  sztuczne  rzęsy  i  srebrną 

szminkę  na  ustach.  Do  tego  włożyła  nowiutkie  botki  do  kostek  z  czarnego  zamszu  na 

dziesięciocentymetrowych  szpilcach  od  Christiana  Louboutina,  które  ojciec  przysłał  jej  na 

Gwiazdkę z Francji. Dołożył do tego kartkę: Wesołych świąt, misiaczku. Uwaga: nie noś ich 

sama, bez opieki! Ale Blair nie posłuchała rady - przyszła w nich sama. 

Nie musiała długo szukać Sereny. Była jedyną dziewczyną z różowymi pasemkami we 

włosach,  która  tańczyła  boso  w  wiązanym  staniku  od  bikini  Missoni,  w  króciutkich 

aksamitnych  czarnych  szortach  i  długich  kolczykach  z  diamentami.  Didżej  podkręcił 

głośność. Od muzyki ściany drżały. 

- Cycki mnie bolą! - wrzasnęła Serena do Blair, nie przerywając tańca. 

- Mózg mnie boli! - odkrzyknęła Blair. 

Zanim  będzie  choćby  mogła  pomyśleć  o  tańcu  czy  rozmowie  z  kimkolwiek, 

potrzebowała mocnego drinka. 

Albo trzech. 

background image

- Dopiero co widziałam Nate'a! - krzyknęła Serena, wskazując gdzieś w tłum. - Szukał 

cię! 

Jasne. 

Blair  minęła  Serenę  i  przepchnęła  się  przez  tłum  do  baru.  Zasłużyła  sobie,  żeby  się 

upić.  Prawie  skończyła  swój  scenariusz  -  ma  wszystko,  prócz  zakończenia  -  i  wiedziała 

niemal na pewno, że jest niezły. W dodatku był pieprzony sylwester i jeśli Nate chciał z nią 

rozmawiać, to musiała wcześniej wypić przynajmniej jednego drinka. 

Kati i Isabel przy barze czekały na swoje cosmo. 

- Cześć, Blair! - zagruchały zgodnym chórkiem. 

Obie miały na sobie długie czarne sukienki bez pleców, dokładnie takie, jakie Blair i 

Serena miały na balu Czerń i Biel. 

- Serena  mówiła,  ze  pracujesz  nad  podaniem  do  Yale  -  powiedziała  Kati,  sącząc 

cosmo. - A przecież mamy jeszcze miesiąc na złożenie podań. 

Blair spiorunowała wzrokiem barmana za to, że tak długo każe jej czekać. 

- Po prostu chcę, żeby było idealne. 

- I na pewno będzie - zapewnił ją znajomy głos. 

Blair obróciła się gwałtownie i zobaczyła Nate'a - swojego mężczyznę - stojącego tuż 

obok  w  zielonym  kaszmirowym  swetrze  w  serek,  który  podarowała  mu  zeszłej  Wielkanocy. 

Zanim  go  zapakowała,  zaszyła  w  rękawie  małe  złote  serduszko,  żeby  Nate  zawsze  je  nosił. 

Zastanawiała się, że czy serduszko nadal lam jest. 

Kati i Isabel zostawiły ich samych. Chyłkiem oddaliły się do grupy dziewczyn, które 

szeptały między sobą. 

- Podobno straciła z Milesem na St. Bans - powiedziała Tina Ford. 

- Dlatego  wróciła  wcześniej  -  dodała  Rain  Hoffstetter.  -  Żeby  wziąć  od  ginekologa 

pigułkę „dzień po”. 

- Ktoś widział Flowa? - zapytała Kati. 

- Serena obiecała, że się zjawi - westchnęła Isabel. 

Nicki Button pokręciła głową z miną osoby wszystkowiedzącej. 

- Słyszałam, że Flow zerwał z Sereną, ponieważ nie chce już brać, a ona jest totalnie 

uzależniona. 

- Więc gdzie twój przedszkolak? - zapytała Blair, wyciągając merita ultralight z paczki 

w torebce i czekając, aż Nate jej zapali. 

Nate uśmiechnął się szeroko. To dobry początek. Przynajmniej odezwała się do niego. 

- Zerwaliśmy - powiedział po prostu. 

background image

Zerwali? Ciekawe kiedy... 

Barman w końcu zjawił się w swoich skąpych szydełkowych slipkach i Nate uderzył 

dłonią w bar. 

- Ketel one z tonikiem oraz jack z colą i mnóstwem lodu - zamówił dla nich obojga. 

Blair uwielbiała to, że Nate bez pytania wiedział, co ona chce, ale udawała, że niczego 

nie zauważyła. Paliła papierosa i patrzyła, jak tańczący uderzają się tyłkami. 

- Jak  święta?  -  zapytał  Nate,  ostrożnie  podając  jej  zbyt  pełny  kieliszek  wódki  z 

tonikiem. 

Nie najlepszy początek rozmowy. 

Blair łyknęła solidnie, a potem zaciągnęła się papierosem. 

- Do dupy. 

Nate widział, że nie chce o tym mówić. 

- Nieważne - rzucił. - Już za sześć miesięcy koniec szkoły. 

Spojrzeli po sobie z przerażeniem. 

- Sześć miesięcy - powtórzyła Blair, upijając kolejny łyk. 

- To zdecydowanie zbyt dużo - stwierdził Nate, kończąc za nią myśl. 

Blair prawie pozwoliła sobie na uśmiech. To kolejna rzecz, którą uwielbiała w Nacie: 

zawsze dokładnie wiedział, co ona myśli. 

- To  szaleństwo  -  ciągnął  Nate,  zachęcony  drgnieniem  jej  ust.  -  W  przyszłym  roku  o 

tej porze będziemy bawić się z nowymi znajomymi, których poznamy w college'u. Z ludźmi, 

o których istnieniu jeszcze nie wiemy. 

Blair  zagryzła  słomkę,  patrząc,  jak  Serena  zderza  się  tyłkiem  z  dwoma 

ciemnowłosymi  facetami  koło  dwudziestki,  w  podobnych  granatowych  marynarskich 

mundurach. Ci dwaj wyglądali jak bliźniacy. 

- Kiedy dostanę się do Yale, nigdy nie wrócę. 

Nate uśmiechnął się. Uwielbiał to. że Blair zawsze zakładała, że pójdzie do Yale. 

- Będę w takim razie musiał jeździć do ciebie w odwiedziny. 

Blair czuła, że wódka uderza jej do głowy. Widziała, że Nate próbuje rozmawiać z nią, 

jakby  nigdy  nic się nie stało, jakby nie  rzucił jej  dla jakiejś  gówniary i jakby nie unikali się 

przez  kilka  tygodni  -  To  było  trochę  irytujące,  ale  też  wspaniałe,  jak  ten  kawałek  w  jej 

scenariuszu, kiedy Audrey zdaje sobie sprawę, że Colin byt dla niej równie okropny, jak ona 

dla  niego,  i  postanawia  pokochać  go  za  to  jeszcze  bardziej.  Blair  wzięła  głęboki  wdech  i 

skończyła drinka. Zapomniała, jak zielone były oczy Nate'a. 

Charlie Dren podszedł do nich i przybił z Nate'em piątkę. 

background image

- Witaj w mieście, facet. Widziałem twój tyłek w sieci. Niezła robota! 

Świetne wyczucie czasu. 

- Dzięki. - Nate próbował zachować spokój. - Do zobaczenia później - dorzucił, dając 

Charliemu do zrozumienia, że nie chce teraz rozmawiać. 

Charlie zniknął, a Blair włożyła do ust następnego papierosa. 

- Co on miał na myśli? 

Nate wyjął zapalniczkę Zippo i zapalił jej papierosa. Skoro Blair nie słyszała o stronie 

z nim i Jenny, chociaż wszyscy o niej mówili, to zdecydowanie wolał, żeby tak zostało. 

- Nic - odpowiedział. 

Pukiel włosów opadł mu na czoło i Blair odgarnęła go. Uśmiechnęli się do siebie. 

Prawie jak za starych dobrych czasów. 

Prawie. 

background image

A znajduje odmian

ę

 

Chwilę  po  dziesiątej  zaginiony  przybrany  brat  Blair,  Aaron,  wysiadł  z  windy  w 

chmurze dymu z ziołowego papierosa. Miał na sobie jedną z wielu swoich czarnych koszulek 

z  hasłem 

ZALEGALIZOWAĆ KONOPIEWygląda! zaskakująco blado jak na kogoś, kto 

dopiero co spędził tydzień na St. Baits. 

W gęstym tłumie pijących, palących oraz spoconych tancerzy od razu dostrzegł Blair i 

Nate'a, którzy rozmawiali przy barze, nie odrywając od siebie oczu. Serce zabiło mu mocniej. 

Blair wyglądała całkiem inaczej niż na St. Barts. Jaśniała. 

Chciał  podejść,  przeprosić  ją  i  wyjaśnić  swoje  idiotyczne  zachowanie  w  willi,  ale 

potem  wpadł  na  lepszy  pomysł.  To  była  impreza,  wszyscy  mieli  się  dobrze  bawić.  Może 

zaczekać do jutra, jeśli Blair nie będzie miała zbyt dużego kaca. 

Serena  wyśledziła  z  parkietu  dredy  Aarona.  Zbliżyła  się  tanecznym  krokiem, 

potrząsając włosami z różowymi pasemkami, lśniąc pomalowanymi na srebrno paznokciami u 

nóg. Zarzuciła mu ramiona na szyję i przycisnęła rozpalony policzek do jego ucha. 

- Tak się cieszę, że przyszedłeś! - powiedziała, jakby naprawdę tak uważała. 

- Ja też - odparł z szerokim uśmiechem i pomyślał, że może rzeczywiście tak uważa. 

- Gdzie jest Miles? Nie przyszedł z tobą? 

Aaron pokręcił głową. 

- Nadal siedzi na St. Barts. Chyba kogoś poznał. 

Serena zachichotała. 

- O, serio? 

Aaron schował ręce do kieszeni bojówek i zerknął w stronę Blair i Nate'a. 

Serena podążyła za jego wzrokiem. Dlaczego Aaron zawsze gapił się na Blair z takim 

smutnym, strasznie smutnym wyrazem twarzy? 

- Świetnie, że znowu są razem, nie? - Miała nadzieję, że Aaron przytaknie. 

Aaron kiwnął głową. Nie mógł mieć Blair, a teraz wydawała się szczęśliwa. 

- Aha - powiedział. - Racja. 

Serena wzięła go pod ramię i poprowadziła w stronę parkietu. 

- Chodź! - krzyknęła. - Zatańczymy! 

background image

Pachniała drzewem sandałowym i paczulą. Bez butów była dokładnie takiego samego 

wzrostu  co  on.  Wow!  Ona  jest  naprawdę  prześliczna!  -  zachwycił  się,  gdy  Serena  uniosła 

gibkie,  złote  ramiona  nad  głowę  i  obróciła  się,  sprawiając,  że  jej  włosy  z  różowymi 

pasemkami rozsypały się we wszystkie strony. 

Może  i  wyglądał  nieco  blado,  gdy  się  zjawił,  ale  chyba  komuś  się  kroi  naprawdę 

bardzo szczęśliwy Nowy Rok. 

background image

tylko w nowym jorku 

Vanessa nie przepadała za ideą całowania mnóstwa pijanych ludzi, których zbytnio nie 

lubiła,  i  krzyczenia  „Szczęśliwego  Nowego  Roku!”  Dla  niej  to  był  prawdziwy  koszmar. 

Zamiast iść na imprezę do Sereny, spakowała sprzęt, ubrała się ciepło i pojechała metrem do 

Central Parku. Wszyscy z „towarzystwa” są na przyjęciu Sereny, więc może warto zobaczyć, 

co  robią  pozostali?  Na  dworze  było  minus  sześć  stopni  i  temperatura  ciągle  spadała.  Nie 

można chyba znaleźć większych dziwaków niż ludzie, którzy biorą udział w corocznym biegu 

o północy po zmarzniętym parku. To idealne zakończenie do jej filmowego wypracowania o 

Nowym Jorku. 

Zaczęła filmować zawodników, którzy zjawili się na starcie przy wejściu do parku w 

pobliżu  jeziorka  przy  Osiemdziesiątej  Dziewiątej.  Zaczął  padać  śnieg  i  trudno  było 

upilnować,  żeby  nie  prószyło  do  obiektywu  i  żeby  światło  było  dobre,  ale  park  wyglądał 

pięknie  pod  cieniutką  powłoką  świeżego  śniegu,  a  biegacze  byli  kompletnie  szurnięci.  To 

będzie jeszcze lepsze od głowy lalki w śmieciarce. 

- Czy  to  pana  pierwszy  bieg,  czy  biega  pan  tak  co  roku?  -  zapytała  Vanessa 

wychudzonego  faceta  ubranego  tylko  w  spodenki  z  obciętych  dżinsów  i  buty  do  kosza,  bez 

skarpetek. Zrobiła najazd na jego chudą, zapadniętą klatkę piersiową, spodziewając się gęsiej 

skórki. Ale facet jej nie miał, co było przerażające. 

- Pierwszy raz?! - wykrzyknął, zaczesując siwe włosy w kucyk i szczerząc do Vanessy 

żółte od tytoniu zęby. - Czy ja wyglądam na dziewicę? 

Fuj! 

Vanessa cieszyła się, że chowa twarz za kamerą. 

- No dobra - powiedziała, wycofując się. - Powodzenia. 

Wpadła  prosto  na  kobietę  około  siedemdziesiątki  w  płaszczu  i  nausznikach  z  norek 

oraz w trampkach od Chanel. Prowadziła białego pudla, też w kurteczce z norek. 

- Ej. a to kto?! - zawołała Vanessa, przykucając koło psa. 

- Uwielbiamy biegać po śniegu. - Starsza pani uśmiechnęła się wesoło. Pomarszczone 

usta miała mocno pomalowane pomarańczową szminką. Siwe włosy upięła we francuski kok, 

a  na  policzkach  miała  pomarańczowy  róż.  -  Moje  dzieci  dorosły,  a  mąż  pojechał  grać  do 

background image

Nicei, więc Aniołek i ja postawiliśmy trochę się zabawić. 

- Ja  też  -  powiedziała  Vanessa,  chociaż  rzecz  jasna  nie  miała  dzieci,  męża  ani  nawet 

psa. Uśmiechnęła się porozumiewawczo do kobiety. - Prawdziwy odjazd, nie? 

Kobieta  wyjęła  coś  z  zielonej  torebki  od  Hermesa  Kelly,  a  Vanessa  zrobiła  zbliżenie 

na małe gumowe buciki. 

- Żeby mu się śnieg nie zbierał na poduszkach łap - wyjaśniła kobieta, pochylając się i 

zapinając psu buły na rzepy. 

- A jakie są stylowe - dodała Vanessa. 

Teraz już wiedziała, co ludzie mają na myśli, kiedy mówią „tylko w Nowym Jorku”. 

Tylko  w  Nowym  Jorku  można  spotkać  kobietę  z  pudlem  -  oboje  w  norkach,  biegną  w 

wyścigu  o  północy  z  dziwakiem  w  krótkich  spodenkach.  Teraz  miała  już  tytuł  do  swojego 

filmu: Tylko w Nowym Jorku. Genialne, nawet jeśli to tylko jej zdanie. 

Aniołek już w bulach biegał w kółko, popisując się. 

- Dobry piesek! - zawołała Vanessa, powoli wodząc za nim kamerą. 

Tak  była  oczarowana  pudłem,  że  nawet  nie  zauważyła  swojego  idola  Kena  Mogula, 

który usiadł na pobliskiej ławce i zaczął ją obserwować. 

 

Dan  szukał  Vanessy  od  kilku  godzin.  Najpierw  pojechał  do  jej  mieszkania. 

Czternaście razy zadzwonił dzwonkiem z dołu i wrzeszczał pod jej oknami, zanim się poddał. 

Potem  zszedł  do  Five  and  Dime,  speluny  w  Williamsburgu,  gdzie  grywała  kapela  Ruby, 

SugarDaddy. Ruby była zajęta, miała próbę, ale powiedziała Danowi, że Vanessa wspomniała 

coś o filmowaniu wariatów w parku o północy. 

Bardzo  przydatna  informacja.  Jakby  każdy  park  w  tym  mieście  nie  był  pełny 

wariatów. 

Najpierw poszedł do parku przy Madison Square, gdzie Vanessa kręciła scenę z Wojny 

i pokoju. Ale poza kilkoma ludźmi z psami i mężczyzną śpiącym na ławce z papierową torbą 

na  głowie,  w  parku  było  spokojnie.  Potem  zajrzał  do  parku  przy  Washington  Square,  gdzie 

pełno  było  zbuntowanych  skate'ów  i  studentów,  którzy  odpalali  nielegalne  fajerwerki.  W 

końcu wrócił do centrum, do Central Parku, gdzie włóczył się bez celu i przeklinał Vanesse za 

to, że nie uznaje komórek. Okrążył jeziorko, patrząc na pływające kry. Zastanawiał się, gdzie 

podziały  się  kaczki.  A  potem  zauważył  tłum  zbierający  się  przy  wejściu  od  Osiemdziesiątej 

Dziewiątej.  A  przez  tłum,  zagadując  ludzi  i  patrząc  na  nich  przez  kamerę,  przepychała  się 

blada dziewczyna w czarnym płaszczu, czarnej czapce i czarnych glanach. 

Dan podszedł do szerokich stopni prowadzących nad jeziorko i usiadł na ławce obok 

background image

faceta koło trzydziestki, piegowatego, o kręconych rudych włosach, który miał na sobie szarą 

narciarską  kurtkę  z  kapturem  obszytym  filtrem,  wyglądającą  na  dość  drogą.  Facet  przysiadł 

na dłoniach, bo nie miał rękawiczek, i najwyraźniej bacznie obserwował Vanessę. 

- Widzisz,  jak  łapie  ludzi,  zanim  do  nich  podejdzie  i  zagadnie?  -  zapytał  Dana  i 

wskazał Vanessę. - Jakby poznawała tę część ich samych, której nawet oni nie znają. 

Dan kiwnął głową. A właściwie kim, do cholery, był ten facet? 

- Cudownie  wtapia  się  w  tło,  stoi  całkiem  nieruchomo  i  pozwala  robić  ludziom,  co 

chcą. Jest piękna. 

Dan odwrócił się i spiorunował faceta wzrokiem. Miał ochotę mu przywalić. 

Facet wyciągnął dłoń. 

- Ej,  jestem  Ken  Mogul,  reżyser  -  przedstawił  się.  -  Też  siedzisz  w  biznesie 

filmowym? 

Dan pokręcił głową. 

- Nie. - Jego oddech uleciał w powietrze w postaci białego dymu. - Jestem poetą. 

Obaj patrzyli, jak Vanessa pochyla się nad pudlem w kurtce z norek i manipuluje przy 

obiektywie.  Miała  tyle  wdzięku  za  kamerą,  że  trudno  było  uwierzyć,  by  nakręcony  materiał 

wykorzystała  do  czegoś  złego.  Pomyślał,  że  może  Jenny  ma  rację,  nie  wierząc  w  winę 

Vanessy. Może jakimś cudem film po prostu wpadł w nieodpowiednie ręce. 

- Publikowałeś już coś? - zapytał go Ken Mogul. 

- Jeszcze nie. - Dan uśmiechnął się do siebie. - Ale w przyszłym miesiącu mój wiersz 

będzie w „New Yorkerze” - dodał z dumą. 

background image

ona nie chce tego, co ma 

Dochodziła  prawie  jedenasta,  gdy  Jenny  zjawiła  się  na  imprezie  u  Sereny.  Jej  zbyt 

przyjacielski  taksówkarz  utknął  w  korku  przy  Times  Square  -  każdy  wie,  że  trzeba  unikać 

tego miejsca w sylwestra, bo roi się od zalanych turystów i robi się tam kompletny koszmar. 

Więc Jenny wysiadła i poszła piechotą. Czuła się taka dojrzała i wyluzowana, sama w nocy, 

w  mieście  -  szła  na  imprezę,  żeby  wreszcie  zobaczyć  swojego  chłopaka,  miłość  swojego 

życia. 

Kiedy  wysiadła  z  windy  na  poddaszu,  rozpięła  płaszcz  i  podała  go  szatniarce.  Jej 

ogromne piersi wyskoczyły w czarno - złotym sweterku wprost do pokoju. 

Kilku  chłopaków  natychmiast  rozpoznało  drobną  brunetkę  o  kręconych  włosach  z 

linku w sieci, który okazał się hitem tych ferii. Przerwali zabawę i zaczęli bić brawo. 

- Ej,  chodź  tu  i  pokaż  mi  swoje  stringi!  -  krzyknął  pijacko  któryś  chłopak  w 

staroświeckim cylindrze. 

- Chcesz wskoczyć do mojego płaszcza?! - wrzasnął inny. 

Jenny  zamarła  w  drzwiach,  ścisnęła  torebkę  i  czuła  się  dokładnie  jak  Klara,  kiedy 

otoczyły ją złe myszy. Desperacko zaczęła rozglądać się za Nate'em. 

Gdzie, och, gdzie jest jej Książę? 

Na  drugim  końcu  pomieszczenia  przy  barze  stał  chłopak  o  falujących 

złocistobrązowych  włosach  z  dziewczyną  o  ciemnych  włosach  sięgających  do  połowy 

pleców. Rozmawiali, patrząc sobie w oczy i stojąc tak blisko, że równie dobrze mogliby się 

całować.  Jakby  zapomnieli,  że  na  imprezie  jest  mnóstwo  ludzi,  zbyt  byli  pochłonięci  swoją 

miłością. 

Chłopcy  nadal  klaskali  i  pokrzykiwali  na  Jenny,  kiedy  złotowłosy  chłopak  i 

ciemnowłosa dziewczyna odwrócili się w jej stronę. 

Jenny natychmiast zrozumiała. 

Nate  nie  był  w  niej  zakochany,  bo  nigdy  nie  przestał  kochać  Blair.  A  ponieważ 

okłamywał  ją  i  udawał,  że  jest  zakochany,  nie  okazał  się  nawet  przyzwoitym  chłopakiem, 

choć  za  takiego  mieli  go  Vanessa  i  Dan.  Nate  nie  był  jej  Księciem,  tylko  jeszcze  jedną  złą 

myszą. 

background image

- Nate!  -  jęknęła;  głos  uwiązł  jej  w  gardle.  Chybotliwym  krokiem  podeszła  do  baru, 

szarpnęła turkusowy wisiorek i cisnęła nim w Nate'a z całej siły. 

- Jennifer,  przepraszam...  -  Nate  zaczął  się  jąkać,  ale  w  jego  oczach  nie  było  żalu,  a 

Jenny nie chciała słuchać. Blair spiorunowała ją wzrokiem, lecz to też jej nie przeszkadzało. 

- Pieprz się - szepnęła. 

Gorące  łzy  płynęły  jej  po  policzkach.  Odwróciła  się.  żeby  znaleźć  łazienkę,  gdzie 

mogłaby przemyć twarz zimną wodą i potem wyjść z imprezy z godnością. 

 

Nate pochylił się i schował wisiorek do kieszeni. Wyglądał na zmęczonego i był taki 

niezdarny. Blair włożyła do ust kolejnego papierosa i potarła zapałką o draskę. Pocierała tak 

kilka razy bez skutku, aż w końcu odrzuciła zapałkę z pełnym irytacji westchnieniem. 

Nate otworzył zapalniczkę i podał jej ogień, ale Blair go zignorowała. 

- Co jest? - zapytał, chociaż dobrze wiedział. 

Blair  zmrużyła  oczy.  W  ustach  nadal  trzymała  niezapalonego  papierosa.  Nie  był  jej 

mężczyzną. To tylko jej  eks. A na świecie czeka tyle obiecujących młodych gwiazd - czego 

ona od niego chciała? 

- Jesteś kolejnym powodem, dla którego nie mogę doczekać się wyjazdu do college'u. 

- Chciałem tylko dać ci ogień - odparł Nate słabo. 

- Dobra. 

Zapalił  jej  papierosa.  Blair  zaciągnęła  się  mocno.  Wydmuchnęła  dym  prosto  w  jego 

twarz. 

- A teraz odpieprz się. 

Nate  zmarszczył  brwi.  Zamknął  zapalniczkę,  gasząc  płomień.  Blair  zawsze 

przesadzała. Ludzie wokół zaczęli odliczać: Dziesięć! Dziewięć! Osiem! 

- Blair?  -  Nate  zrobił  krok.  Musieli  tylko  pocałować  się  i  wszystko  wróci  do  normy. 

Jak za starych dobrych czasów. 

Ale  Blair  już  zniknęła,  rzucając  zapalonego  papierosa  Nate'owi  na  stopy.  Ciemny 

kucyk kołysał się między jej łopatkami, gdy ruszyła w stronę przesuwanych szklanych drzwi 

prowadzących  na  taras.  Dochodziła  północ  i  miała  lepsze  rzeczy  do  roboty  niż  całowanie 

kolejnego frajera. 

background image

S dostaje serenad

ę

 

Serena tańczyła tak ostro, że czuła się, jakby przebiegła maraton. W ustach jej zaschło, 

nogi ją bolały, a ręce opadły bezwładnie. Ktoś wypluł drinka prosto w jej włosy, ale miała to 

gdzieś.  Obok  jej  tyłka  kołysał  się  zgrabny  tyłeczek,  ubrany  w  zielone  wojskowe  spodnie, 

który należał do bardzo milusiego chłopaka z krótkimi ciemnymi dredami. 

- Siedem! Sześć! Pięć! 

Aaron złapał Serenę za rękę. 

- Chodźmy na taras! - wrzasnął, ciągnąc ją w stronę szklanych drzwi. 

- Serena! - ktoś krzyknął, zatrzymując ich w pól kroku. 

Serena  się  odwróciła  W  jej  niebieskich  oczach  malowało  się  niedowierzanie.  Flow! 

Wysiadł z windy w zamszowym jasnobrązowym płaszczu i niósł futerał na gitarę. Oczy miał 

podkrążone, kręcone ciemne włosy z jednej strony trochę mu oklapły po długim locie z LA, 

ale  nadał  wygląda!  prześlicznie.  Dziewczyny  na  imprezie  zamarły  i  zaczęły  się  gapić. 

Podobnie większość facetów. 

- Cześć. - Serena uśmiechnęła się z zakłopotaniem. 

Flow  oddychał  nią  jak  świeżym  powietrzem.  W  bikini,  skąpych  szortach  i  boso 

wyglądała jak bogini z jego najdzikszych snów. Przyklęknął i otworzył futerał. 

- Po drodze napisałem piosenkę dla ciebie. 

Serena  puściła  dłoń  Aarona  i  splotła  ręce  na  piersi.  Nie  chciała  być  niegrzeczna,  ale 

kiedy w końcu Flow sobie odpuści i wróci do domu? 

Aaron zgarbił się obok niej i schował ręce do kieszeni. Chętnie posłucha Flowa. Tak 

samo jak pozostali goście. 

- Nazywa  się  Moja  słodka  dziewczyna  -  mruknął  cicho  Flow.  Przewiesił  sobie  gitarę 

przez ramię, zacisnął powieki i zaczął śpiewać. 

 

Skradłaś mi serce, a ja za to płacę. 

Zostawiłaś bez niczego, a ja grunt tracę. 

Moja miłość jest słodka, w twych dłoniach się stopiła, 

Gdybyś jej spróbowała, nigdy byś nie zwątpiła. 

background image

 

Fuj! Ale pamiętajcie, on był naprawdę przystojny. 

To  pewnie  najgorsza  piosenka,  jaka  kiedykolwiek  powstała,  ale  goście  nadal  tłoczyli 

się  wokół,  oczarowani  muzyką  i  urodą  Flowa.  Wszystkie  dziewczyny  miały  nadzieję,  że  je 

zauważy i zaimprowizuje piosenkę dla nich, faceci myśleli, że gdyby pokręcili się z Flowem, 

to na pewno tej nocy by im się poszczęściło. 

Serenę kusiło, by wrzucić dolara do futerału gitary, ale wystarczy, że złamała Flowowi 

serce, nie musiała go jeszcze upokarzać. 

- Chodź - szepnęła do Aarona, wycofując się z tłumu i szarpiąc go za rękę. - Wyjdźmy 

na taras. 

 

Blair  nic  była  zaskoczona,  gdy  Chuck  Bass  znalazł  ją  na  tarasie.  Zajadała  ze  złością 

oliwki, paliła papierosy, popijała veuve clicquot i odmrażała sobie tyłek. Właśnie dochodziła 

północ i Chuck szukał kogoś, kto zrobi mu usta - usta, gdy zaczną strzelać fajerwerki. 

- Szczęśliwego Nowego Roku! - Podszedł do Blair i pocałował ją w usta. Miała w buzi 

pestkę od oliwki, ale jemu to nie przeszkadzało. 

Blair wypluła pestkę na ziemię. 

- Oby był taki. 

Chuck powoli zjechał dłonią z jej pleców na pupę. 

- Wiesz, jak najlepiej świętować Nowy Rok? 

Odsunęła  się  i  wskazała  przez  szklane  drzwi  na  Kati  i  Isabel,  które  stały  na  małym 

stoliku i odliczały sekundy do północy. 

- Te dwie zawsze na ciebie leciały  - stwierdziła,  próbując zachować powagę. - Jeżeli 

chcesz z kimś świętować Nowy Rok, to czemu nie z nimi? 

Chuck uśmiechnął się szeroko. 

- Serio? 

Kiwnęła głową. 

- Śmiało.  Ja...  -  Ale  nim  skończyła  zdanie.  Chuck  już  wpadł  do  środka  i  objął  obie 

dziewczyny. 

- Cztery! Trzy! Dwa! 

background image

V i D maj

ą

 własne przedstawienie 

Mróz  był  spory.  Za  kwadrans  północ  zawodnicy  ruszyli  powoli  trasą  wokół  parku. 

Vanessa  biegła  obok  nich  z  kamerą,  próbując  uchwycić  mieszaninę  determinacji,  bólu  i 

uniesienia na ich twarzach. Koniec starego roku i początek nowego - może to nawet początek 

nowej ery! 

Biegli powoli i nadążała za nimi bez trudu, ale zostawiła torbę ze sprzętem w śniegu i 

obcierały ją buty, więc postanowiła wrócić do mety, żeby złapać zawodników na finiszu. 

Dan i Ken Mogul nadal czekali na ławce. 

- Nominowano mnie kilka razy - mówił Ken - ale nigdy żadnej nagrody nie zdobyłem. 

Może praca z Vanessą to zmieni. - Prowadził swój monolog od chwili, gdy Dan usiadł obok 

niego. 

Danowi  to  nie  przeszkadzało.  Siedział  z  otwartym  notatnikiem  na  kolanach  i 

wpatrywał się w poświatę wokół latarni rozpraszającą się w śniegu. Szukał właściwych słów, 

aby opisać płatki lecące w świetle tak wolno, że chyba wcale nie spadały na ziemię. 

Nagle w kręgu światła pojawiła się Vanessa z policzkami zaróżowionymi od biegu. Jej 

wielkie  brązowe  oczy  błyszczały.  Uśmiechnęła  się,  patrząc  na  śmieszny  obrazek:  Dan  z 

jakimś  starszym  gościem  w  eleganckiej  kurtce  narciarskiej  siedzą  razem  na  ławce  z 

kilkucentymetrową warstwą świeżego śniegu na ramionach. Ujmujące oczy Dana spojrzały na 

nią  spod  białej  wełnianej  czapki.  Nie  wyglądał  na  wściekłego.  Boże,  jak  się  cieszyła,  że  go 

widzi! 

- Jak długo tu siedzisz? 

Facet w kurtce wstał. 

- Dość długo, by się przekonać, że zdecydowanie jesteś świetnym filmowcem. 

Vanessa znowu się roześmiała. Ten facet jest prawdziwy? Podszedł do niej i podał jej 

wizytówkę. Ken Mogul, reżyser filmowy - tyle było napisane. 

- Jadę  do  Brazylii,  żeby  nakręcić  parę  zdjęć  do  dokumentu  o  prostytutkach  w  Rio  - 

mówił dalej. - Mam nadzieję, że zadzwonisz do mnie. Może razem coś zrobimy. 

Vanessa podeszła do torby ze sprzętem i wrzuciła do środka kamerę. Podziwiała prace 

Kena Mogula, ale nie była pewna, czy chce pracować razem z kimś, choćby nie wiadomo jak 

background image

dobrym. Chciała pracować sama. 

- Zadzwonisz do mnie? - dopytywał się Ken. 

- Przepraszam... - odezwał się cicho Dan za ich plecami. 

Ken odwrócił się. 

- Ten chłopak czekał na ciebie tak długo jak ja. A kim właściwie pan jest? 

Dan wstał z ławki, zrzucając notatnik w śnieg. Podszedł do Vanessy i ją objął. 

- Jej chłopakiem - powiedział Kenowi Mogulowi przez ramię. 

Potem pocałował ją mocno, bojąc się, że jeśli zrobi to zbyt delikatnie, to Vanessa  go 

zlekceważy. Był jej chłopakiem, do cholery! Był na nią wściekły, był z niej dumny i dumny z 

siebie, że ją całował i skończył z tym zamieszaniem raz na zawsze. 

Vanessa  odpowiedziała  równie  namiętnym  pocałunkiem.  Pieprzyć  Kena  Mogula, 

reżyserii.  Robiła  film  o  niebo  lepszy  od  łych,  co  kręcił  Ken  Mogul.  I  nić  miała  ochoty 

rozmawiać teraz o swojej karierze. Była zbyt zajęta całowaniem Dana. 

Nad ich głowami rozbłysły fajerwerki. Taki banał zniszczyłby każdy film czy wiersz, 

ale to było o niebo lepsze od filmu i o niebo lepsze od wierszy. To się działo naprawdę. 

background image

J olewa słynn

ą

 gwiazd

ę

 rocka 

Przy  ostatniej  nucie  piosenki  Flow  otworzył  oczy  i  zobaczył,  że  Serena  zniknęła. 

Zegar  wybił  północ,  wszyscy  zaczęli  się  całować,  dmuchać  w  papierowe  trąbki,  kompletnie 

go ignorując, co przydarzyło mu się pierwszy raz w życiu. 

Kilka osób wrzuciło dla zabawy parę setek do futerału gitary. Cisnął je na podłogę, a 

potem schował gitarę i zatrzasnął futerał. Złapał windę w chwili, gdy drzwi już się zamykały. 

Wcisnął futerał między zsuwające się skrzydła i poczekał, aż znowu się otworzą. 

Niska  dziewczyna  o  kręconych  włosach  i  wyjątkowo  dużych  piersiach  opierała  się  o 

ścianę windy. 

- Cześć. - Flow rzucił jej swój słynny chłopięcy uśmiech. 

Dziewczyna nie odpowiedziała nic. Chyba płakała. 

- Jedziesz do centrum? - zapytał. - Mam samochód. Może postawić ci drinka? 

Jenny nie odrywała wzroku od podłogi. Flow, Nate, oni wszyscy są tacy sami. Tylko 

dlatego, że jest słynny, nie znaczy, że musi z nim rozmawiać, nie? 

Nie, z pewnością nie musi. 

Drzwi windy się otworzyły. 

- Spadaj - powiedziała Jenny. 

Przeszła  przez  obrotowe  drzwi  i  rozejrzała  się  za  taksówką.  Zaczął  się  Nowy  Rok  i 

całe  miasto  było  jednym  wielkim  przyjęciem,  ale  Jenny  jechała  do  domu,  żeby  choć  raz 

posłuchać rady ojca i położyć się do łóżka z dobrą książką. 

 

Gdy tylko Serena i Aaron wyszli na taras, wokół nich na niebie rozbłysły fajerwerki. 

Było potwornie zimno i raptem kilka osób wyszło na taras. Reszta została w środku, oblewała 

się szampanem i tańczyła jak szalona, bo didżej podkręcił muzykę jeszcze głośniej. 

Patrząc na psychodeliczny krajobraz, Serena znowu to poczuła - uwielbiała to uczucie. 

Nie  była  pewna,  co  stanie  się  w  przyszłości,  ale  wiedziała,  że  to  będzie  coś  dobrego.  Może 

nawet coś najlepszego. 

- Patrz!  -  Wskazała  wielką  błękitną  fontannę  iskier,  która  śmignęła  po  niebie  i 

wybuchła nad ich głowami drobnymi kaskadami, dokładnie nad East River. 

background image

Aaron  zapalił  ziołowego  papierosa.  Miał  na  sobie  tylko  koszulkę,  ale  nie  było  mu 

zimno. 

- Nigdy  nie  przepadałem  za  sztucznymi  ogniami  -  powiedział,  wydmuchując  dym.  - 

Uważałem, że są głośne, szkodliwe dla środowiska i że to tylko wyrzucanie pieniędzy. 

- Ale teraz ci się podobają, prawda? - zapytała Serena. Pożyczyła sobie z krzesła czyjś 

kożuch, lecz nadal była boso. 

Aaron kiwnął głową. 

- Uwielbiam je. 

- Ja też - westchnęła. Drżała i nie była pewna, czy z zimna, czy dlatego, że za chwilę 

mieli się pocałować. 

Aaron wziął ją za rękę. 

- Nie marzniesz? - Nie. 

Kąciki jego ust delikatnie się uniosły. 

- Nie całujmy się, dopóki nie skończą się fajerwerki, dobrze? 

- Dobrze  -  zgodziła  się  zaskoczona  Serena.  Najbardziej  lubiła  niespodzianki.  Nad 

Times  Square  zaczęła  się  następna  fala  sztucznych  ogni.  -  Chociaż  może  nie  wytrzymam 

takiego czekania. 

Teraz,  kiedy  koliber  znalazł  kwiat,  przy  którym  chciał  się  chwilę  pokręcić,  nie  mógł 

doczekać się, żeby wylądować. 

- Dlaczego  nie  pocałujecie  się  już  teraz?  Potem  możecie  pocałować  się  znowu  - 

powiedziała dziewczyna za ich plecami. 

To  była  Blair.  Stała  ze  dwa  metry  od  nich,  opatulona  w  błękitny  płaszcz  od  Marca 

Jacobsa i mimo to drżąca z zimna. 

- Szczęśliwego Nowego Roku! - Podeszła i pocałowała Aarona w policzek. 

Aaron objął ją. Normalnie, jak brat. 

- Szczęśliwego Nowego Roku, siostrzyczko. 

Blair objęła Serenę. 

- Szczęśliwego  Nowego  Roku!  -  pisnęły  dziewczyny,  ściskając  się  jak  szalone. 

Jeszcze niedawno miały ochotę się pozabijać. Teraz nie wiedziały, co by bez siebie zrobiły. 

- No, możecie już się pocałować - powiedziała Blair. 

Zostawiła  ich,  żeby  zdecydowali,  czy  całować  się  teraz,  czy  nie.  Poszła  na  koniec 

tarasu i spojrzała na rzekę Hudson oraz przystań. Patrzyła, jak sztuczne ognie rozbłyskują nad 

Statuą Wolności i toną w ciemnej wodzie. 

Przedostatnia  scena  jej  scenariusza  kończyła  się  pocałunkiem.  Teraz  musiała  dopisać 

background image

tylko finał, zakończenie. 

Nie  będzie  prawdziwego  końca,  pomyślała.  Żadnego  zamknięcia.  Najlepsze  historie 

nigdy się nie kończą. Może po prostu przeskoczy na następny poranek. Audrey wymieni kilka 

zabawnych uwag z facetem w delikatesach, u którego kupi sobie kawę. Potem roześmieje się, 

wyjdzie na ulicę i zostawi wszystkich w niepewności. 

background image

 

tematy    ◄    wstecz    dalej    ►    wyślij pytanie    odpowiedź 

Wszystkie  nazwy  miejsc,  imiona  i  nazwisko  oraz  wydarzenia  zostały  zmienione  lub  skrócone,  po  to  by  nie 

ucierpieli niewinni. Czyli ja.

 

 

hej, ludzie

 

Dobra,  wi

ę

c  zdecydowanie  spełniła  si

ę

  moja  pro

ś

ba  o  sylwestra,  który  zmieni  moje 

ż

ycie.  My

ś

l

ę

ż

spełniła  si

ę

  wszystkim,  którzy  przyszli  na  t

ę

  szalon

ą

,  niewiarygodn

ą

  imprez

ę

.  No  bo  kto  z  was 

uwierzyłby, 

ż

e Flow naprawd

ę

 si

ę

 zjawi? Tym gorzej dla niego, bo impreza rozkr

ę

ciła si

ę

, dopiero gdy 

wyszedł. 

 

Wasze e - maile 

 

P:

 Hej, P! 

Słyszałem, 

ż

e  cała  ta  impreza  była  za  kas

ę

  z  narkotyków  rozprowadzanych  przez  S.  Nie 

poszedłem tam, ale jak inaczej 

ś

ci

ą

gn

ę

łaby takiego did

ż

eja? 

pół

ś

wiatek 

 

O:

 Drogi pół

ś

wiatku! 

S ma do

ść

 kasy, 

ż

eby nie potrzebowa

ć

 forsy z narkotyków na urz

ą

dzenie takiej odjazdowej 

imprezy. A skoro tam nie byłe

ś

, po co w ogóle si

ę

 odzywasz? 

 

P:

 Droga P! 

Chyba ta

ń

czyłem z tob

ą

 na sylwestrze. Masz długie blond włosy i wspaniałe ciało? 

CliffS 

 

O:

 O: Cze

ść

, CliffS! 

Mo

ż

e. Tylko tyle powiem. 

 

Na celowniku 

background image

 

ś

wicie w Nowym Roku: C 

ś

pi z K i I w ramionach na sofie w holu hotelu Tribeca Star. Chyba nawet 

nie  dotarli  do  apartamentu  jego  rodziny.  N  przypala  fajk

ę

  z  przyjaciółmi  w  parku  przy  Union  Square. 

Najlepiej sko

ń

czy

ć

 wieczór tak samo, jak si

ę

 go zacz

ę

ło. V i D trzymaj

ą

 si

ę

 za r

ę

ce w ksi

ę

garni Strand. 

Tylko tych dwoje mo

ż

e si

ę

 napala

ć

 w takim miejscu. S i A jedz

ą

 

ś

niadanie we Florencie. Wygl

ą

daj

ą

 na 

zm

ę

czonych,  ale  szcz

ęś

liwych.  B  kupuje  kaw

ę

  w  delikatesach  przy  Madison  Avenue  i  wraca 

pospiesznie  do  siebie.  J  puszcza  z  dymem  obrazy  w  metalowym  koszu  na 

ś

mieci  przy  West  End 

Avenue  i  próbuje  nauczy

ć

  si

ę

  pali

ć

  papierosy.  Teraz,  gdy  jest  kobiet

ą

  zdeprawowan

ą

,  musi  si

ę

 

odpowiednio prezentowa

ć

 

PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI

 

 

Czy B w ko

ń

cu straci? A je

ś

li tak, to z kim? 

Czy N odzyska twarz? (Chocia

ż

 i tak b

ę

dziemy go kocha

ć

, nawet je

ś

li mu si

ę

 nie uda). 

Czy S ustatkuje si

ę

 i wytrzyma z A dłu

ż

ej ni

ż

 jeden dzie

ń

Czy D b

ę

dzie gotów zrobi

ć

 to z V teraz, kiedy jest publikuj

ą

cym poet

ą

Czy J znajdzie prawdziw

ą

 miło

ść

Czy ktokolwiek z nas wyleczy si

ę

 z kaca do

ść

 wcze

ś

nie, 

ż

eby sko

ń

czy

ć

 pisanie poda

ń

 do college'ów? 

A co wa

ż

niejsze - czy ktokolwiek z nas gdzie

ś

 si

ę

 dostanie? 

Nie 

ż

ebym  si

ę

  bardzo  martwiła.  Nast

ę

pny  semestr  to  impreza  za  imprez

ą

  i  mam  zamiar  dobrze  si

ę

 

bawi

ć

Do nast

ę

pnego razu. 

Wiem, 

ż

e mnie kochacie 

plotkara