background image

             

 

 

  Barbara Cartland 

 

       

   

 

    Lucyfer i anioł 

 

 
 
 
        Tytuł oryginału: LUCIFER ANID THE ANGEL 

 

 

background image

Rozdział pierwszy 

 
ROK 1860 
Anita stała przed furtką i spoglądała na las. Siadywała w nim często, kiedy 

szukała  samotności  i  pragnęła  porozmyślać".  Właśnie  sięgnęła  ręką  do 
zasuwy, gdy, podniósłszy wzrok, ujrzała jak chmury, szare i ciężkie od rana, 
rozstąpiły  się  nagle  i  błyszczący  promień  słońca  rozjaśnił  niebo  aż  do  samej 
ziemi. 

Przypomniały się jej słowa usłyszane wczoraj z ambony. Był to tekst raczej 

niezwykły w porównaniu z tymi, które wybierał wielebny Adolphus Jameson 
i  przykuł  uwagę  Anity  akurat  w  chwili,  gdy,  spodziewając  się  jak  zwykle 
długiego, pełnego erudycji i niesłychanie nudnego kazania, zaczynała uciekać 
w świat swoich marzeń. 

- Jakże upadłeś z niebios, o Lucyferze, synu poranka! - zagrzmiał wielebny 

Adolphus. 

Anita  wyobraziła  sobie  nagle  przystojnego  archanioła,  który  spada  w 

przepaść,  pozbawiony  na  zawsze  wiekuistej  szczęśliwości.  To,  jak  został 
strącony  z  nieba,  zawsze  ją  fascynowało  i  teraz,  spoglądając  na  słoneczne 
światło, zastanawiała się, jak też wyglądał Lucyfer, zanim zgrzeszył. Ujrzała 
w  myślach  przystojną,  uśmiechniętą  twarz,  z  owym  nieco  rozpustnym 
błyskiem  w  oczach,  tak  jakby  jego  los  był  przypieczętowany  jeszcze  przed 
popełnieniem  owego  ostatecznego  czynu,  przez  który  został  zrzucony  w 
otchłań i skazany na potępienie. 

Wtem, niespodziewanie wdzierając się w jej marzenia, rozległ się głos: 
- No cóż, młoda kobieto, ma pani zamiar otworzyć mi bramę czy nadal śnie 

na jawie? 

Odwróciła się i gwałtownie zaczerpnęła powietrza, bo tuż za nią siedział na 

wspaniałym czarnym ogierze Lucyfer we własnej osobie, właśnie taki, jakiego 
zawsze  sobie  wyobrażała.  Patrzyła  na  jego  przystojną  twarz  z  grymasem 
cynizmu  i  na  ciemne  oczy,  którym  kpiący  wyraz  nadawały  lekko  uniesione 
brwi.  Przekrzywiony  nieco  na  bakier  jedwabny  cylinder  zdawał  się 
zastępować aureolę otaczającą niegdyś jego głowę. 

Anitę  oszołomiło  pojawienie  się  tego  dżentelmena,  ale  on  także  był 

zaskoczony  jej  widokiem.  Widząc  dziewczynę  stojącą  samotnie  przy  furtce 
wychodzącej na pastwisko, na którym zamierzał jeździć konno, pomyślał, że 
zapewne przyszła tu z sąsiedniej farmy. Ale drobna owalna twarz w kształcie 
serca, ogromne niebieskie oczy i miękkie, bardzo jasne włosy wijące się nad 
czołem  nie  mogły  należeć  do  mleczarki.  Pomyślał  też,  że  dziewczyna  musi 

background image

być bardzo młoda, zapewne jeszcze nastoletnia. Ponieważ patrzyła na niego w 
oszołomieniu,  kąciki  jego  ust  uniosły  się  w  lekkim  uśmiechu  i  zapytał:  -  O 
kim marzyła pani tak pochłonięta myślami? 

Niemal zmuszona odpowiedzieć na to pytanie, Anita odrzekła: 
- O Lucyferze! Dżentelmen zaśmiał się. 
-  A  teraz  sądzi  pani,  że  ma  przed  sobą  księcia  ciemności  we  własnej 

osobie? 

Skoro tak było naprawdę, Anita nie  zdziwiła się, lecz  nie odpowiedziała i 

nieznajomy rzekł po chwili: 

-  Gdyby  czytywała  pani  waszych  poetów,  wiedziałaby  pani,  że  gwiazdy 

cicho krążą, czas biegnie, zegar wybije i szatan nadejdzie. 

Recytował  strofy,  jakby  były  mu  dobrze  znane,  a  gdy  skończył,  Anita 

powiedziała miękko: 

- To Christopher Marlowe. 
-  A  więc  zna  pani  poetów!  -  zauważył  dżentelmen.  -  No  cóż,  proszę  się 

strzec Lucyfera wszędzie tam, gdzie może go pani spotkać! To najlepsza rada, 
jaką mogę pani dać. 

Mówiąc to odwrócił od niej spojrzenie, a Anita, jakby nagle przypomniała 

sobie, czemu się tu znalazła, przesunęła zasuwę furtki, która otworzyła się pod 
dotknięciem jej ręki. - Dziękuję - rzekł dżentelmen - i proszę zapamiętać, co 
pani powiedziałem. 

Wyrzekłszy  te  słowa  uśmiechnął  się,  jakby  uważał  za  mało 

prawdopodobne, że go posłucha. Puścił konia galopem, odjeżdżając na drugi 
kraniec  pola,  a  Anita,  widząc  jak  się  oddala,  pomyślała,  że  odszedł  w 
ciemność  potępionych".  Powoli,  obserwując  go  wciąż  w  oddali,  zamknęła 
furtkę.  Straciła  już  chęć  na  wizytę  w  swoim  sekretnym  lesie.  Wolała  wrócić 
do  domu  i  pomyśleć  o  nieznajomym,  na  którego  się  natknęła,  a  który  bez 
wątpienia przypominał Lucyfera. 

Pragnęła  opowiedzieć  komuś  o  dziwnym  spotkaniu,  ale  wiedziała  aż  za 

dobrze, że jej siostry, Sarah i Daphne, będą się z niej śmiały. Zawsze kpiły z 
jej  przesadnie  bujnej  wyobraźni  i  z  marzeń,  które  czyniły  ją  nieświadomą 
tego, co się wokół dzieje. 

- Ale ten sen był rzeczywistością! - powiedziała do siebie Anita. - On tam 

naprawdę był, Lucyfer, syn poranka! 

To  zadziwiające,  lecz  wyglądał  dokładnie  tak,  jak  go  sobie  wyobrażała: 

linie biegnące od klasycznego nosa do kącików ust, lekkie cienie pod oczami, 
wargi,  które,  czuła  to,  potrafiły  wymawiać  słowa  gorzko  i  okrutnie,  choć  to, 
co usłyszała, brzmiało jedynie cynicznie. 

background image

Gdy upadnie, upadnie jak Lucyfer, na zawsze pozbawiony nadziei. 
Anita  zapamiętała  strofy  z „Henryka  VIII”  Szekspira,  których  nauczyła  ją 

guwernantka.  Uznała  jednak,  że  te  słowa  nie  odnoszą  się  do  Lucyfera  na 
czarnym  ogierze,  bo  on  najwyraźniej  nie  żałował  swojego  upadku  i  nie  był 
pozbawiony  nadziei.  Wtedy,  przypomniawszy  sobie  słowa  Christophera 
Marfowe'a, którego cytował, pomyślała o dwóch wersach opisujących księcia 
ciemności: 

Och, przez wzniosłą dumę i zuchwałość Bóg strącił go z oblicza niebios. 
Duma  i  zuchwałość  -  oto  co,  jak  przeczuwała,  Lucyfer  przemawiający  do 

niej posiadał. 

Wracając  do  dworu  myślała  o  tuzinie  rzeczy,  które  pragnęła  mu 

powiedzieć,  o  setce  pytań,  jakie  chciała  mu  zadać.  Wtedy  przyszło  jej  na 
myśl,  że  z  pewnością  uznałby  ją  za  szaloną.  Przecież  w  rzeczywistości  był 
tylko  dżentelmenem,  niewątpliwie  gościem  hrabiego  Spearmont,  o  którego 
przyjęciach mówiła cała wieś i wszyscy w hrabstwie. 

- Nigdy już go nie zobaczę - pomyślała Anita, zbliżając się do dworu - ale 

na zawsze zapamiętam jak wyglądał. 

- Do widzenia, mamo! 
- Baw się dobrze, będziemy o tobie myślały! 
- Pisz, proszę, tak często, jak będziesz mogła! 
- Do widzenia... Do widzenia! Dziewczęta wciąż powtarzały te słowa, gdy 

dość staroświecki, lecz wygodny powóz, w którym siedziały ich matka i żona 
dziedzica, lady Benson, ruszył drogą. Spoglądały za nim tak długo, aż zniknął 
im  z  oczu.  Wówczas  weszły  z  powrotem  do  nędznie  wyglądającego  holu, 
który  wydał  im  się  opustoszały  po  rozbrzmiewających  w  nim  przed  chwilą 
pełnych  miłości  słowach  pożegnania  i  wydawanych  w  ostatniej  chwili 
poleceniach. 

- Teraz, gdy mama wyjechała - rzekła Sarah - chce z wami porozmawiać, 

więc pójdźcie do pokoju lekcyjnego. 

Daphne  i  Anita  weszły  za  nią  do  pokoju,  który  nawet  teraz,  gdy  były  już 

dorosłe, nadal nazywano lekcyjnym, choć pani Lavenham uczyniła wszystko, 
by  stał  się  przytulnym  salonem,  gdzie  mogły  trzymać  swoje  ulubione 
przedmioty.  Stała  tam  sztaluga,  służąca  Daphne  do  szkicowania  oraz  zbiór 
rozmaitych farb i pędzli. Był też koszyczek z przyborami do szycia należący 
do Sarah, bardzo podobny do tego, którego używała ich matka. Książki Anity 
wypełniały  całą  biblioteczkę  i  mimo  niezliczonych  protestów,  piętrzyły  się 
luzem na podłodze. 

background image

Kanapy  i  krzesła  pokryte  były  lekko  spłowiałym,  lecz  ładnym  perkalem 

dobranym  do  zasłon.  Na  stole  stały  kwiaty,  a  słoneczne  światło  wpadające 
przez okno sprawiało, że pokój robił wrażenie bardzo radosnego. 

Sarah  stała  na  dywaniku  przed  kominkiem  i  czekała,  aż  Daphne  i  Anita 

usiądą, po czym rzekła: 

- Myślałam o tym od dawna. 
- O czym? - spytała Daphne. - I o czym chcesz z nami rozmawiać? 
- To właśnie próbuję wam powiedzieć - odrzekła Sarah niecierpliwie. Była 

najbardziej  efektowną  spośród  trzech  sióstr,  a  jej  różanomleczna  cera, 
złociste, pobłyskujące rudo włosy i niebieskie jak hiacynty oczy sprawiły, że 
uznano  ją  za  piękność,  gdy  jeszcze  przebywała  z  guwernantką  w  pokoju 
lekcyjnym. 

-  Musisz  spędzić  sezon  w  Londynie  i  koniecznie  powinnaś  zostać 

zaprezentowana u dworu - powtarzała od dawna pani Lavenham, toteż Sarah 
oczekiwała tego i była tak samo pewna, jak i jej rodzina, że odniesie w stolicy 
sukces towarzyski. 

Wtedy  wydarzyła  się  katastrofa.  Jej  ojciec,  czcigodny  Harold  Lavenham, 

spadł z konia podczas polowania. Zwierzę przywaliło go własnym ciężarem i 
jeździec został ciężko ranny. Dwa lata trwały jego cierpienia, zanim wreszcie 
zmarł. Po roku żałoby doktorzy stwierdzili, że związane z tą sytuacją napięcie 
spowodowało zmiany w płucach u jego żony. 

- Sześć miesięcy w Szwajcarii może uratować życie waszej matki - orzekli 

twardo lekarze. 

Były przekonane, że taki wydatek przekracza ich możliwości. Jednak żona 

dziedzica  majątku,  lady  Benson,  która  zawsze  podziwiała  ich  matkę, 
zaoferowała  się  zabrać  ją  do  Szwajcarii  i  dotrzymać  towarzystwa  przez  co 
najmniej  trzy  miesiące,  ponieważ,  jej  zdrowie  również  szwankowało,  choć  z 
innego  powodu.  Z  punktu  widzenia  pani  Lavenham  wszystko  wyglądało  nie 
tylko  na  wyborny  układ,  ale  wręcz  na  dar  niebios,  gdyż  mogły  za  podróż  i 
pokój w hotelu zapłacić jak za jedną osobę. 

Dziewczęta  zdawały  sobie  jednak  sprawę,  że  prawie  wszystkie  pieniądze, 

którymi rodzina dysponowała, zostaną wydane na potrzeby matki, dla nich zaś 
pozostanie niewiele. Daphne i Anita odgadły, że właśnie o tym Sarah chcę z. 
nimi porozmawiać i spoglądały na nią z pewną obawą. 

Sarah  już  od  dawna  była  głową  domu.  Od  śmierci  ojca  zarządzała 

skromnymi  finansami  rodziny,  umiejętnie  zapobiegając  nadmiernym 
wydatkom, co nigdy nie udawało się panu Lavenhamowi. 

background image

- Jak obie wiecie - zaczęła Sarah- sądziłam, że będę zmuszona towarzyszyć 

mamie do Szwajcarii i - prawdę mówiąc - bardzo się tego bałam. 

- Mogłoby być interesujące zobaczyć obcy kraj - zauważyła Daphne. 
- Interesujące! - wykrzyknęła Sarah ironicznie. - Miejsce, do którego udała 

się  mama,  pełne  jest  podstarzałych  chorych,  a  w  broszurze  napisano,  że 
doktorzy  nalegają,  aby  pacjenci  unikali  wszelkich  rozrywek  i  zabaw,  które 
mogłyby ich kusić i zniechęcać do przestrzegania ścisłych reguł kuracji. 

- Biedna mama! - wtrąciła Anita ze współczuciem. 
- Mamie to obojętne - odpowiedziała Sarah. - Zdecydowana jest wrócić do 

zdrowia, a poza tym będzie  mogła plotkować z lady Benson. Ale nie byłoby 
tam  nikogo  w  moim  wieku.  -  Ostry  ton,  jakim  wypowiedziała  te  słowa, 
spowodował, że siostry spojrzały na nią zaskoczone, Sarah zaś ciągnęła: - Czy 
zdajecie sobie sprawę, że mam prawie dwadzieścia jeden lat i nigdy nie byłam 
na balu, poza miejscowymi, które się nie liczą? Nie miałam swojego sezonu w 
Londynie.  Nie  robiłam  niczego  poza  dotrzymywaniem  towarzystwa  papie  i 
mamie, i troszczeniem się o was! 

Zanim Anita zdążyła się odezwać, Daphne wykrzyknęła: 
-  Och,  Sarah,  nigdy  o  tym  nie  pomyślałam!  Jakież  jesteśmy  samolubne! 

Ale  przecież  papa  był  taki  chory,  a  gdy  umarł,  mama  była  tak  bardzo 
nieszczęśliwa. 

- Wiem - odrzekła Sarah ponuro - i robiłam wszystko, co w mojej mocy - 

naprawdę wszystko. 

- Oczywiście, że tak, najdroższa - przytaknęła Anita. 
Daphne  zerwała  się  z  krzesła,  by  zarzucić  Sarah  ramiona  na  szyję  i 

powiedziała: 

- Byłaś nadzwyczajna i obie o tym wiemy! 
- Nie chcę waszych pochwał - rzekła Sarah. 
- Usiądź, Daphne, pragnę wam powiedzieć, co zrobimy. - Zamilkła, jakby 

szukała  odpowiednich  stów.  Potem  powiedziała:  -  Napisałam  już  do  siostry 
papy, hrabiny Charmouth, i zapytałam, czy pozwoli mi się u siebie zatrzymać. 

-  Do  ciotki  Elizabeth?  zawołała  Daphne.  -  Ależ  ona  nigdy  się  nami  nie 

interesowała i nawet nie przyjechała na pogrzeb papy. 

- Mam tego świadomość - odparła Sarah. 
- Wiemy także, że rodzina papy nigdy nie zaaprobowała jego małżeństwa z 

mamą, ale nie ma powodu, dla którego miałaby nie aprobować nas. 

- Hrabina nigdy nas nie zapraszała - upierała się Daphne. 
- To prawda, ale będzie jej bardzo trudno odmówić w związku z tym, co jej 

zasugerowałam w liście. 

background image

- A co takiego zasugerowałaś? - zaciekawiła się Anita. 
-  Zapytałam,  czy  mogę  przyjechać  i  zostać  u  niej  przez  ostatnie  dwa 

miesiące  sezonu.  Wyjaśniłam,  że  mama  musiała  pojechać  do  Szwajcarii  i 
ponieważ zostałyśmy tu same, zwracamy się do niej, jako do jednej z naszych 
nielicznych krewnych, by okazała trochę litości najstarszej córce papy. Gdyby 
żył, na pewno byłby jej za to ogromnie wdzięczny. 

Sarah  wypowiedziała  te  słowa  tak,  by  zabrzmiały  bardzo  wzruszająco  i 

Daphne roześmiała się: 

- Masz rację, Sarah, chyba nie będzie mogła odmówić twojej prośbie. 
-  Taką  właśnie  mam  nadzieję  -  rzekła  Sarah.  -  Liczę  też  na  to,  że  twoja 

matka chrzestna, lady de Vere, przyjmie ciebie. 

Daphne westchnęła. 
- Moja... matka chrzestna? Ależ ona nie napisała do mnie ani nie przysłała 

żadnego prezentu od czasu mojej konfirmacji. 

-  Wiem  o  tym  -  odparła  Sarah  -  ale  jest  bardzo  bogata  i  choć  już  się 

starzeje, nadal przyjmuje gości w swoim, jak mówił papa, wspaniałym domu 
w Surrey. 

- Pamiętam, jak nam o tym opowiadał - rzekła Daphne. 
-  Napisałam  do  niej  dokładnie  taki  sam  list  jak  do  ciotki  Elizabeth,  a 

ponieważ zawsze odnosiła się do papy z czułością, myślę, że zgodzi się ciebie 
przyjąć. Daphne klasnęła w dłonie. 

- Mam nadzieję! 
- Ja także - odparła jej siostra. 
Wzrok  Sarah  spoczął  teraz  na  Anicie.  Przypatrując  się  jej,  pomyślała,  jak 

bardzo  młodo  wygląda  jej  siostra.  W  rzeczywistości  Anita  miała  już 
osiemnaście  lat,  lecz  ze  swą  drobną  budową,  z  twarzyczką  jak  kwiat  i 
wyglądem małego cherubina robiła wrażenie dziecka. 

- A co ze mną? - spytała Anita, gdy Sarah wciąż milczała. - Mam tu zostać 

sama z Deborah? 

- Nie zapomniałam o tobie, Anito - powiedziała Sarah łagodniej niż do tej 

pory - ale nie mamy już więcej krewnych, z wyjątkiem jednej osoby. 

- Kogo masz na myśli? 
- Cioteczną babkę Matildę. 
Przez chwilę Anita zastanawiała się, po czym rzekła: 
- Od tak dawna nie miałyśmy od niej żadnych wiadomości! Jesteś pewna, 

że jeszcze żyje? 

-  Myślę,  że  tak.  Z  pewnością  żyła,  gdy  zmarł  papa,  ponieważ  przysłała 

wieniec na pogrzeb. 

background image

- Nie miałam o tym pojęcia! - wykrzyknęła Daphne. - Ale było ich wtedy 

tak wiele. 

-  Jeśli  pamiętacie,  zrobiłam  listę  osób,  które  przysłały  wieńce  i  napisałam 

do wszystkich, żeby im podziękować. 

- Gdzie mieszka ciotka Matilda? - spytała Anita. 
-  Wieniec  został  wysłany  z  Harrogate  -  odpowiedziała  Sarah.  -  Nadszedł 

pocztą  i  był  zrobiony  z  liści,  co  uznałam  za  bardzo  rozsądne,  gdyż  kwiaty 
zwiędłyby w czasie podróży. 

- Czy sądzisz, że ciotka Matilda zechce mnie przyjąć? - spytała niepewnie 

Anita. 

-  Może  nie  będzie  miała  na  to  większej  ochoty  niż  ciotka  Elizabeth  czy 

lady  de  Vere  w  przypadku  Daphne  i  mnie  -  odpowiedziała  Sarah  -  ale 
uważam,  że  nas  przyjmą.  Zdajecie  sobie  sprawę,  dziewczęta,  że  to  dla  nas 
wielka  szansa  i  -  jeśli  o  mnie  chodzi  -  ostatnia.  -  Zauważyła,  że  Anita  ani 
trochę  nie  zrozumiała,  co  miała  na  myśli,  więc  wyjaśniła:  -  Żebyśmy  mogły 
znaleźć  sobie  mężów!  Z  pewnością  macie  świadomość,  że  zostając  tutaj  i 
żyjąc tak jak przez ostatnie trzy lata, umrzemy jako stare panny? 

Jej głos rozbrzmiał donośnie w pokoju lekcyjnym i zarówno Daphne, jak i 

Anita  rozumiały  dobrze,  że  Sarah  mówi  prawdę.  W  niewielkiej  wiosce 
Fenchurch,  w  której  mieszkały,  nie  było  młodych  ludzi  w  ich  wieku,  a  po 
śmierci  ojca  nieliczne  rodziny  mieszkające  w  hrabstwie  zapomniały  o  nich. 
To właśnie Sarah uświadomiła sobie, że nikt zbytnio nie pragnie podejmować 
trzech  wyjątkowo  atrakcyjnych  dziewcząt  pozbawionych  towarzystwa 
mężczyzn. 

Dziedzic  majątku  sir  Robert  Benson  i  jego  żona  zapraszali  je  często  na 

lunch lub obiad, ale sir Robert był mężczyzną po sześćdziesiątce. Jego żonaty 
syn  służył  w  pułku  w  Indiach,  a  córka  wybrała  życie  w  odosobnieniu  jako 
zakonnica.  Najbardziej  okazały  dom  w  hrabstwie,  a  zarazem  ten,  o  którym 
najwięcej mówiono, należał do hrabiego Spearmont, lecz hrabiostwo obracali 
się w wykwintnym świecie, bywając u księcia i księżnej Walii w Marlborough 
House,  i  mówili  otwarcie,  że  nigdy  nie  przyjmują  miejscowych.  Ludzie 
mieszkający w ich sąsiedztwie musieli zadowalać się plotkami powtarzanymi 
przez  służbę  bądź  ujrzanym  w  przelocie  widokiem  pięknych  kobiet  i 
przystojnych  mężczyzn,  którzy  konno  lub  w  eleganckich  powozach 
przejeżdżali przez wieś. 

Sarah miała rację. Ich styl życia, odkąd zachorował, a potem zmarł ojciec, 

nie dawał żadnych okazji do poznania odpowiednich kawalerów i, gdy szło o 
Sarah, położenie stawało się rozpaczliwe. 

background image

Sarah  była  bardzo  ładna  i  nic  dziwnego  nie  było  w  jej  tęsknocie  do 

większego,  umiejącego  bardziej  docenić  jej  wdzięki  audytorium  niż  matka  i 
siostry oraz dziedzic i jego żona. 

- Teraz musimy zdecydować - mówiła - ile możemy wydać na nowe stroje, 

które  będą  nam  absolutnie  niezbędne,  jeśli  nie  chcemy  wyglądać  jakbyśmy 
wysiadły właśnie z arki Noego. 

- Stroje! - wykrzyknęła Daphne niemal z ekstazą. 
- Nie przypuszczam, aby w Harrogate potrzebne mi były eleganckie stroje - 

zauważyła  Anita.  -  Z  tego,  co  pamiętam,  papa  mówił  o  ciotce  Matildzie,  że 
jest  oddana  dobroczynności,  a  zatem  jest  mało  prawdopodobne,  abym 
spotkała  u  niej  przyszłego  męża,  chyba  że  będzie  miał  za  sobą  święcenia 
kapłańskie! 

Sarah  zaśmiała  się.  Anita  miała  zabawny  sposób  wyrażania  się,  który 

zawsze budził ich wesołość. 

- Nie martw się, kochanie - powiedziała. 
-  Jeśli  wyjdę  za  mąż  za  kogoś  o  wysokiej  pozycji  albo  przynajmniej 

majętnego, wtedy ty i Daphne będziecie mogły przyjechać i zostać u mnie, a 
ja  przeszukam  cały  Londyn  i  okolice  albo  inne  miejsce,  w  którym 
zamieszkam, i znajdę dla was odpowiednich kawalerów. 

-  Oczywiście,  to  jest  wyjście!  -  zawołała  Daphne.  -  Musisz  więc  mieć 

piękne stroje, Sarah, a Anita i ja jakoś sobie poradzimy. 

Powiedziała  to  lekko  rozmarzona,  gdyż  często  wyobrażała  sobie,  jak 

podniecające byłoby mieć wreszcie suknie, z których nie wyrosła Sarah. 

-  Mam  wszakże  nadzieję  -  powiedziała  Sarah  -  że  twoja  matka  chrzestna, 

która,  o  ile  mi  wiadomo,  jest  bardzo  bogata,  nie  tylko  pozwoli  ci  u  siebie 
zamieszkać, ale i sprawi ci stroje potrzebne podczas tej wizyty. 

- Chyba nie mogę jej o to poprosić! - rzekła Daphne. 
- Nie, oczywiście, że nie - odparła Sarah. 
-  Jednak  podkreśliłam  w  liście,  jak  bardzo  jesteśmy  biedne  i  jak  wielkie 

miałyśmy  szczęście,  mogąc  wysłać  mamę  do  Szwajcarii  dzięki  pomocy  jej 
przyjaciółki lady Benson. 

Anita poruszyła się nieco zaniepokojona. 
- To brzmi, Sarah, jakbyśmy żebrały. 
- Oczywiście, że tak brzmi! - odrzekła ostro Sarah. - Bo to właśnie robimy! 

Nie ma co do tego wątpliwości, jesteśmy żebraczkami i nie wstydzę się tego 
powiedzieć. A zresztą rodzina Lavenham jest nam coś winna. 

- Winna? - spytała Daphne. 

background image

-  Ależ  oczywiście!  -  odrzekła  Sarah.  -  Zachowali  się  wstrętnie,  gdy  papa 

ożenił się z mamą, i to tylko dlatego, iż dziadek był nadętym hrabią i uważał, 
że  nawet  jego  młodszy  syn  powinien  poślubić  kogoś  z  tytułem  albo 
pieniędzmi.  A  mama  nie  miała  żadnej  z  tych  rzeczy.  Ale  była  nadzwyczaj 
piękna i papa zakochał się w niej. 

-  W  chwili,  gdy  ją  ujrzał  -  dodała  rozmarzona  Anita.  -  To  było  jak  w 

książce. Mama powiedziała, że gdy tylko spojrzała na papę, rozpoznała w nim 
mężczyznę ze swoich snów. 

-  To  było  z  pewnością  bardzo  idylliczne  -  stwierdziła  Sarah  -  ale  każda  z 

nas  także  chce  spotkać  mężczyznę  swoich  marzeń,  a  tutaj  na  pewno  nie 
znajdziemy ani jego, ani żadnego innego dżentelmena. 

Anita  chciała  odpowiedzieć,  że  -  dziwna  rzecz  -  spotkała  mężczyznę 

właśnie  tego  ranka.  A  był  on  Lucyferem...  Wtedy  zdała  sobie  sprawę,  że 
Sarah  będzie  rozdrażniona,  gdy  przerwie  jej  przemowę  i  przedstawianie 
planów,  które  powzięła.  Kiedy  Sarah  koncentrowała  się  na  czymś, 
oczekiwała, że wszyscy zrobią to samo. Anita słuchała więc dalej, jak siostra 
wyliczała,  ile  pieniędzy  mogą  wydać  i  jakie  przygotowania  poczyniła,  aby 
dom pozostawał pod opieką podczas ich nieobecności. 

- Jesteś całkiem przekonana, że krewni, do których napisałaś, zaproszą nad 

do siebie? - próbowała upewnić się Daphne. 

- Muszą! Muszą zrobić to, o co ich poprosiłam - odpowiedziała Sarah, a w 

jej głosie brzmiała teraz desperacja. - Inaczej będziemy zgubione! 

Księżna Ollerton siedziała przy oknie dużego domu, który wynajmowała w 

Prospect  Gardens.  Czuła,  że  siarkowe  źródła  i  żelaziste  wody,  które  piła 
każdego ranka, poprawiały jej samopoczucie. 

Przyjechała  do  Harrogate,  ponieważ  nalegał  na  to  syn  księżnej  po 

wysłuchaniu  tego,  co  miał  do  powiedzenia  na  temat  jej  zdrowia  doktor. 
Uznała,  że  nie  może  protestować,  choć  wcale  nie  miała  ochoty  opuszczać 
swego pięknego, wygodnego domu i jechać na północ. 

Odkąd  została  wdową  nauczyła  się  nie  spierać  z  synem,  gdy  podjął  on 

jakąś decyzję, zwłaszcza dotyczącą jej samej. Wiedziała zatem, że na pewno 
przygotował wszystko tak, aby miała w Harrogate wszelkie możliwe wygody. 

Dom  wybrany  przez  jego  sekretarza  i  zarazem  księgowego  był  duży  i 

wyjątkowo  dobrze  umeblowany.  Należał  do  arystokraty,  który  wyjechał  na 
lato  zagranicę.  Było  tam  praktycznie  wszystko,  czego  dystyngowana  dama 
mogłaby potrzebować, lecz gdy księżna Ollertón podróżowała, zachowywała 
się  -  jak  ktoś  powiedział  żartobliwie  -  niczym  ślimak  noszący  swój  dom  na 
plecach! 

background image

Przyjechała więc z południa Anglii z własną bielizną, własnymi srebrami i 

oczywiście  własną służbą. Prócz tego zabrała swoje -  jak Jej Wysokość była 
uprzejma nazywać - drobiazgi. One same wypełniły mnóstwo kufrów i trzeba 
było kilkoma powozami przewieźć je z prywatnego pociągu księcia do domu 
w Prospect Gardens. 

Wśród wielu rzeczy, bez których księżna nigdy nie wyjeżdżała, był portret 

jej  syna,  Kerne'a,  obecnie  piątego  księcia  Ollertón.  Obraz  umieszczony  na 
dużej, specjalnie wykonanej sztaludze, stał teraz obok miejsca, gdzie siedziała 
księżna. Jej wzrok miękł za każdym razem, gdy patrzyła na przystojną twarz 
syna i myślała, jak dobrze artysta sportretował jego ciemne oczy i stanowczy 
podbródek. 

Całkiem jakby go wyczarowała myślami, drzwi się otwarły i książę wszedł 

do pokoju. Matka z okrzykiem radości wyciągnęła do niego ramiona. 

-  Przyjechałeś,  najdroższy!  Miałam  nadzieję,  że  będziesz  dziś,  ale  pan 

Brigstock był zdania, iż należy się ciebie spodziewać raczej jutro. 

- Jak mama widzi, przyjechałem dziś. Jak się mama miewa? 
Mówiąc to, usiadł przy niej i nachylił się, by ucałować delikatny policzek, 

trzymając jednocześnie w dłoniach jej rękę. 

-  Lepiej,  znacznie  lepiej  -  odrzekła  księżna  -  i  nie  mogę  już  doczekać  się 

powrotu do domu. 

- Nie była tu mama szczęśliwa? 
Przy tym pytaniu między brwiami księcia pojawiła się drobna zmarszczka. 
-  To  było  interesujące  doświadczenie  -  odpowiedziała  -  lecz,  szczerze 

mówiąc,  nie  pragnęłabym  go  powtórzyć.  Wiesz  równie  dobrze  jak  ja,  że  nie 
cierpię przebywać z dala od Ollerton i od ciebie. 

- Ja także za mamą tęskniłem. 
-  Jak  to  słodko  i  miło  z  twojej  strony,  że  przyjechałeś  mnie  odwiedzić  - 

rzekła księżna. 

Syn oswobodził jej rękę, by usiąść w fotelu naprzeciw niej. 
- Będę szczery, bo mama życzyłaby sobie tego, i wyznam, że choć gorąco 

pragnąłem ujrzeć mamę znowu, moja podróż na północ nie była podyktowana 
jedynie synowskim obowiązkiem. 

-  Miałeś  jakiś  inny  powód?  -  spytała  księżna  z  uśmiechem.  -  Pozwól,  że 

zgadnę  -  to  może  mieć  coś  wspólnego  z  hrabią  Harewood  i  jego 
nadzwyczajnymi końmi. 

Książę roześmiał się. 

background image

-  Gdy  chodzi  o  mnie,  nigdy  mamę  nie  zawodzi  intuicja.  Tak,  to  prawda. 

Gdy  stąd  wyjadę,  zatrzymam  się  w  Harewood  House,  zanim  udam  się  do 
Doncaster na wyścigi. 

- Czy twój koń będzie w nich startował? - zainteresowała się księżna. 
-  Trzy  konie,  jak  się  spodziewam  -  odparł  -  i  myślę,  że  jeden  z  nich  z 

pewnością zdobędzie główną nagrodę. 

- Tak bardzo chciałabym tam być - westchnęła księżna. 
-  Być  może  w  przyszłym  roku,  mamo.  Ale  jeśli  mama  będzie  czuła  się 

dostatecznie dobrze, mogłaby się mama wybrać na jeden dzień do Ascot. 

-  To  sprawiłoby  mi  największą  przyjemność  -  uśmiechnęła  się  księżna  -  i 

jestem  przekonana,  że  Jej  Królewska  Mość  będzie  tak  łaskawa,  by  pozwolić 
mi zatrzymać się w Windsorze. 

- Wie  mama, że będzie - odrzekł syn - ale  musi  mama najpierw powrócić 

do  zdrowia.  Całe  to  stanie  w  obecności  królowej  może  być  zbyt 
wyczerpujące. 

-  Rzeczywiście,  mogłoby  -  przyznała.  -  Ale  powiedz  mi,  proszę,  więcej  o 

swojej  wizycie  u  markiza  Doncaster.  Zawsze  byłam  zdania,  że  to  czarujący 
mężczyzna. 

- Ja również tak uważam i dlatego na pewno mama zrozumie, że chciałbym 

zobaczyć się z jego córką.  

Na chwilę zapadło milczenie i księżna siedziała nieruchomo. Potem rzekła: 
- To znaczy... być może myślisz o...? 
- O małżeństwie - odpowiedział syn, kończąc za nią zdanie. - Tak, mamo. 

Doszedłem do wniosku, że czas, abym się ożenił. 

-  Och,  Kerne,  o  to  właśnie  się  modliłam!  -  zawołała  księżna.  -  Ale  to 

Marmion sprawił, że tak nagle zdecydowałeś się to uczynić? 

- Tak, Marmion - przyznał książę - ale jest to bardziej zasługa królowej. 
- Królowej? 
- Jej Królewska Mość rozmawiała ze mną w zeszłym tygodniu. 
- O Marmionie? 
-  Właśnie.  -  Z  piersi  księżnej  wyrwał  się  cichy  okrzyk  zgrozy,  lecz  nie 

przerywała synowi. 

-  Jej  Królewska  Mość  zaprosiła  mnie  na  rozmowę  w  swoim  prywatnym 

salonie. Od razu zorientowałem się, że chce mi powiedzieć coś ważnego. 

-  Prawdopodobnie  był  to  także  jedyny  temat  rozmowy  -  dodała  księżna 

szybko. 

background image

- W rzeczy samej! Słyszała, że Marmion i jego żona byli w loży w Covent 

Garden tej samej nocy co książę Walii i obaj zachowywali się w sposób, który 
królowa określiła jako wołający o pomstę do nieba. 

- Zapewne Jej Królewska Mość miała na myśli to, że obaj zbyt dużo wypili 

- rzekła księżna cicho. 

- Słyszałem o tym z innego źródła. Byli haniebnie, odrażająco wręcz pijani! 
- Och, Kerne, co mogę na to poradzić? 
-  Nie  możemy  niczego  zrobić  -  odparł  książę  -  poza  dopilnowaniem,  aby 

Marmion nie odziedziczył po mnie tytułu. , 

- Czy to właśnie powiedziała Jej Królewska Mość? 
- Zwróciła mi uwagę, że księżna Ollertón jest tradycyjnie damą królewskiej 

sypialni. 

-  I  oczywiście  w  tej  sytuacji  Jej  Królewska  Mość  nie  mogłaby 

zaakceptować  tego  pospolitego  stworzenia,  które  twój  kuzyn  wziął  sobie  za 
żonę - dodała księżna. 

-  Dokładnie  to  Jej  Królewska  Mość  dała  mi  do  zrozumienia  i  dlatego, 

mamo, nadszedł czas, jakkolwiek uważam to za godne ubolewania, abym się 
ożenił. 

- Oczywiście, kochanie, ale czy musi to być godne ubolewania? 
Książę wahał się przez chwilę, po czym odpowiedział: 
-  Nie  pragnę  się  ożenić,  mamo,  powtarzałem  to  wiele  razy,  gdy  o  tym 

rozmawialiśmy. Jestem całkowicie zadowolony ze sposobu, w jaki żyję, lecz 
w  pełni  zdaję  sobie  sprawę,  że  moim  obowiązkiem  jest  postarać  się  o 
dziedzica tytułu. Dlatego potrzebna mi jest pomoc mamy. 

- Moja pomoc? - powtórzyła zaskoczona księżna. 
Syn uśmiechnął się. 
-  Z  wyjątkiem  córki  markiza,  która  przypadkiem  jest  w  odpowiednim 

wieku, a ostatnim razem, gdy odwiedziłem Doncaster, jeszcze się uczyła, nie 
mam zwyczaju spotykać młodych dziewcząt i w żadnym z domów, w których 
bywam, nie widać ich wśród gości. 

- Nie, oczywiście, że nie! - wykrzyknęła księżna, - Rozumiem. 
-  Tak  więc  proszę  mamę  -  ciągnął  książę  -  o  sporządzenie  krótkiej  listy 

dziewcząt,  które  uważa  mama  za  odpowiednie,  a  ja  przyjrzę  się  im,  zanim 
zdecyduję  się  wybrać  najwłaściwszą.  -  Księżna  nie  odpowiedziała,  a  syn, 
spoglądając na nią, zapytał: - Co się stało, mamo? Sądziłem, że właśnie mama 
-  po  wszystkim,  co  usłyszałem  od  niej  na  temat  mojego  małżeństwa  i 
konieczności spłodzenia syna - będzie najbardziej zadowolona, że zamierzam 
to wreszcie uczynić. 

background image

-  Oczywiście,  jestem  zadowolona,  że  się  ożenisz,  Kerne,  mój  drogi  - 

odparła księżna - ale miałam nadzieję, być może niemądrze, że się zakochasz. 

Usta księcia skrzywił lekki grymas. 
- Jak powiedziałaby służba, to już całkiem inna para kaloszy. 
-  Ale  twoje  podejście  do  sprawy  małżeństwa  wydaje  się  tak  bardzo 

chłodne. 

-  Jaka  jest  alternatywa?  Zna  mama  większość  czarujących  kobiet  z 

towarzystwa  i  na  pewno  są  wśród  nich  takie,  które  na  krótko  zawładnęły 
moim sercem. Żadna nie jest jednak odpowiednia, by zostać moją żoną. 

Księżna,  która  wiedziała  znacznie  więcej  o  miłosnych  przygodach  swego 

syna  niż  sobie  wyobrażał,  przyznała  w  duchu,  że  była  to  prawda.  O  jego 
affaires de coeur, choć dyskretnych, było powszechnie wiadomo w sferach, w 
których  się  obracał,  a  księżna  miała  przyjaciół  aż  nadto  skłonnych  do 
powtarzania jej najświeższych plotek. Była zatem świadoma, że przez ostatnie 
sześć  miesięcy  książę  nieustannie  przebywał  w  towarzystwie  znanej 
piękności,  której  mąż  w  każdej  chwili  gotów  był  jeździć  na  koniach  Jego 
Wysokości, pływać jego jachtem, pić wino z jego piwnic i przymykać oko na 
to,  że  gospodarz  zajęty  jest  jego  własną  żoną.  Księżna  uważała  to  za  nader 
cywilizowane  zachowanie,  którego  przykład  dawał  sam  księże  Walii.  Nie 
miała  jednak  wątpliwości,  iż  jej  syn  miał  rację,  mówiąc,  że  jest  mało 
prawdopodobne, aby podczas przyjęć, na których bywał czy to jako gość, czy 
gospodarz, mógł spotkać młode, niezamężne dziewczęta. 

Jakby czytając w myślach matki, książę pochylił się ku niej i rzekł: 
- Proszę, niech mama przestanie się martwić. Obiecuję, że gdy się ożenię, 

będę zachowywał się w stosunku do mojej żony z wielką przyzwoitością. Ale 
musi być ona właściwą osobą, godną zająć miejsce mamy, choć żadna kobieta 
nigdy nie będzie wyglądać tak pięknie jak mama. 

Przemawiał  z  taką  szczerością,  że  księżna  wyciągnęła  do  niego  dłoń  i 

powiedziała: 

-  Najdroższy  Kerne,  byłeś  cudownym  synem  i  mam  nadzieję,  że  twoja 

żona,  ktokolwiek  nią  zostanie,  doceni  cię.  Zarazem  małżeństwo  wymaga 
miłości i życzę ci, abyś ją właśnie znalazł. 

Jakby zakłopotany obrotem tej rozmowy, książę wstał. 
-  Miłość  to  jedno,  a  małżeństwo  to  drugie,  mamo.  Skupmy  się  na 

małżeństwie. Proszę, by pomogła  mi mama znaleźć odpowiednią żonę, która 
przyniesie zaszczyt diamentom Ollertonów. 

Księżna uśmiechnęła się. 

background image

- To oznacza, że skoro nasze diademy są wyższe i wspanialsze od innych, 

twoja wybranka powinna być wysoka. 

- Oczywiście - zgodził się książę - powinna mieć przynajmniej pięć stóp i 

dziewięć lub dziesięć cali wzrostu, a ponieważ szafiry najlepiej wyglądają na 
blondynkach, powinna mieć włosy w kolorze dojrzałego zboża. - Księżna nie 
odpowiedziała,  lecz  jej  oczy  błysnęły  rozbawieniem,  gdyż  pamiętała,  że 
ostatnie  trzy  kobiety,  z  którymi  kojarzono  imię  jej  syna,  były  brunetkami.  - 
Mamy  też  perły  -  kontynuował  książę,  podążając  za  tokiem  swoich  myśli.  - 
Pięć  sznurów  pereł,  mamo,  wymaga  osoby,  powiedzmy  sobie,  o  pełnej 
figurze, aby mogła je zademonstrować. 

-  Osoby  postawnej  jak  Junona  -  to  najodpowiedniejsze  porównanie,  mój 

drogi  -  rzekła  matka.  -  To  jest  określenie,  którym  ja  sama  zawsze  się 
cieszyłam  i  zechciej  pamiętać,  że  zanim  zostałam  dotknięta  tym  okropnym 
reumatyzmem, udawało mi się zachować bardzo wąską talię. 

- Nie wydaje się prawdopodobne, abym o tym zapomniał - przyznał książę. 

-  Ktoś  powiedział,  nie  tak  dawno,  że  byłaś  ideałem  piękna,  gdy  jaśniejąca 
diamentami  stałaś  w  sukni  z  długim  trenem  na  szczycie  schodów  Ollerton 
House. 

-  Jesteś  zawsze  taki  uprzejmy,  najdroższy  -  odpowiedziała  księżna  -  i  tak 

bardzo  to  lubię! Wiem  już  dokładnie,  jak  powinna  wyglądać  twoja  żona,  ale 
nie będzie łatwo ją znaleźć. 

Księże chodził po pokoju tam i z powrotem. 
-  Bóg  jeden  wie,  mamo  -  rzekł  po  chwili  -  że  nie  będzie  łatwo  nie  tylko 

znaleźć żonę, jakiej wymagam, ale także wytrzymać z nią, gdy już będziemy 
małżeństwem. O czym można rozmawiać z nieopierzonym podlotkiem? 

-  Jeszcze  nie  urodziła  się  kobieta,  która  nie  marzyłaby  o  miłości  -  rzekł 

księżna  miękko.  Jej  syn  wydał  ironiczny  okrzyk,  lecz  zanim  zdążył  się 
odezwać,  matka  mówiła  dalej:  -  Powinieneś  pamiętać,  najdroższy,  że  piękne 
kobiety,  uznawane  przez  ciebie  za  godne  pożądania,  były  kiedyś  nie 
opierzonymi  podlotkami,  które  ledwie  opuściły  pokój  lekcyjny.  Wszystkie 
zaczynają tak samo - jako nieśmiałe, bez ogłady, głupiutkie i niedouczone. 

- Boże, cóż za ponura perspektywa! - wykrzyknął książę. 
Matka roześmiała się. 
-  Nie  będzie  aż  tak  źle!  Przyznaję,  że  sama  byłam  nieśmiała,  gdy 

wychodziłam  za  mąż  za  twojego  ojca  i,  jak  sądzę,  pod  wieloma  względami 
byłam ignorantką. Ale chociaż nasz związek zaaranżowali rodzice, uczyniłam 
twego ojca bardzo szczęśliwym. 

background image

- Wie mama równie dobrze jak ja, że ojciec stracił dla niej głowę z miłości 

już  w  chwili,  gdy  mamę  ujrzał.  Wyznał  mi  kiedyś,  że  była  mama 
najpiękniejszą  osobą,  jaką  kiedykolwiek  w  życiu  widział.  -  Księżna 
uśmiechnęła się z zadowoleniem, zaś jej syn ciągnął: - Ale tato dodał: „Dziś 
już się takie nie rodzą, Kernel miał rację. 

- Uczyniłam twego ojca szczęśliwym i tylko to się liczyło. Nie ma powodu, 

dla którego nie mielibyśmy znaleźć kobiety takiej jak ja, która uczyniłaby to 
samo dla ciebie. 

Książę usiadł naprzeciwko matki. 
- Ojciec kochał mamę całym sercem, aż do śmierci. A mama? 
Przez chwilę księżna spoglądała na niego zaskoczona, po czym spytała: 
- Co przez to rozumiesz? 
-  Dokładnie  to,  co  powiedziałem.  Tato  był  od  mamy  dużo  starszy  i  choć 

było  to  zaaranżowane  małżeństwo,,  przerodziło  się,  jeśli  o  niego  chodzi,  w 
doskonały związek. Ale czy mama pokochała ojca tak samo głęboko? 

Znów zapadło milczenie i księżna odwróciła wzrok od syna. 
-  Miłość,  gdy  się  ją  odnajduje  -  rzekła  po  chwili  -  jest  tak  cudowna,  tak 

doskonała, że jej przeżycia nigdy się nie żałuje. 

-  Odpowiedziała  mama  na  moje  pytanie.  Lecz  to  nie  rozwiązuje  mojego 

problemu.  Ja  nigdy  nie  zaznałem  takiej  miłości,  jaką  tato  żywił  do  mamy  i 
jaką mama bez wątpienia odnalazła w życiu, choć być może nie z nim. 

Zaskoczenie  w  oczach  księżnej  było  tak  widoczne,  że  nie  czekając  na 

odpowiedź  rzekł:  -  Wiem,  wiem!  W  moim  życiu  zawsze  były  kobiety,  już 
odkąd przebywałem w Eton, i choć zabrzmi to dziwnie, nie zdarzyło się, aby 
prędzej czy później - zwykle wcześniej - nie rozczarowały mnie.. 

- Kerne, najdroższy, tak mi przykro! 
- Nie ma potrzeby, aby było mamie przykro - odrzekł książę. - Dostarczyły 

mi  mnóstwo  przyjemności  i  rozrywki,  lecz  pamiętając  co  ojciec  czuł  do 
mamy, zawsze zadawałem sobie pytanie, czy czegoś nie tracę. 

- Och, kochanie, myślałam, że miałaś wszystko! - wykrzyknęła księżna. 
-  Pragnąłem  w  to  wierzyć-odparł.  -  Ale  jeśli  mam  być  uczciwy,  jak  dziś, 

podczas  rozmowy  z  mamą,  muszę  przyznać,  że  nie  była  to  w  pełni  prawda. 
Toteż mówię sobie teraz, że oczekuję zbyt wiele. 

Matka  spojrzała  na  niego  wzrokiem  pełnym  ogromnej  czułości.  Zawsze 

pragnął doskonałości bardziej niż którykolwiek ze znanych jej mężczyzn. We 
wszystkim  co  robił,  co  posiadał,  książę  musiał  przewyższać  innych.  Jego 
domy musiały być najlepsze, służba najzręczniejsza, konie musiały wygrywać 
wszystkie  najważniejsze  wyścigi,  na  polowaniach,  które  urządzał,  należało 

background image

ustrzelić  najwięcej  zwierzyny  w  całym  sezonie.  Kobiety,  którym  asystował, 
bez wątpienia wyróżniały się urodą i było zrozumiałe, pomyślała księżna, że 
teraz  właśnie  może  znaleźć  się  wreszcie  jedna,  która  okaże  się  dla  niego  nie 
dość doskonała. 

W  chwili,  gdy  miała  się  znów  odezwać,  książę  zaśmiał  się  lekko,  jakby 

żartując z siebie samego. 

-  Staję  się  ckliwy,  mamo.  Wie  mama  równie  dobrze  jak  ja,  że  pragnę 

gwiazdki z nieba, a nikt jej dotąd nie zdobył. 

- Może pewnego dnia... - rzekła księżna miękko. 
-  Och,  nie,  nie  łudźmy  się  -  odparł.  -  Bądźmy  praktyczni  i  wróćmy  do 

punktu,  w  którym  poprosiłem  mamę  o  pomoc.  Chcę  mieć  żonę,  mamo,  i 
proszę - nie, w rzeczy samej domagam się - aby znalazła mi mama taką, która 
będzie  odpowiadać  wszystkim  moim  wymaganiom.  Ale  proszę  pozwolić,  że 
jedną sprawę postawię jasno. 

-  O  co  chodzi?  -  spytała  księżna.  Przerwał  na  chwilę,  jakby  szukając 

właściwych słów. 

- Nie chcę kobiety, która będzie nadmiernie demonstrować swoje uczucia. 

Jej charakter musi dorównywać wyglądowi. Musi przestrzegać konwenansów, 
być  pełna  godności  i  nie  powinna  okazywać  emocji.  Oto  czego  oczekuję  od 
swojej przyszłej żony i księżnej Ollertón. 

- Ależ, Kerne... 
Żadnych  ale,  mamo.  Jak  już  uzgodniliśmy,  małżeństwo  i  miłość  to  dwie 

różne rzeczy i nie mam najmniejszej ochoty starać się łączyć ich z sobą, skoro 
wiem, że taka próba bez wątpienia skazana jest na niepowodzenie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Rozdział drugi 

 
Kierując się w stronę pijalni wód, Anita rozglądała się wokół z zachwytem. 

Nie sądziła, że w Harrogate będzie tak ładnie. Gdy razem z Deborah jechały 
na północ pociągiem wiozącym je do stacji końcowej w West Park, pełna była 
niepokoju i obaw. 

Na  wszystkie  listy,  które  Sarah  wysłała  z  takim  pośpiechem,  otrzymały 

natychmiastową  odpowiedź.  Hrabina  Charmouth  napisała,  że  będzie 
zachwycona,  mogąc  gościć  bratanicę  podczas  reszty  sezonu  i  przyśle  po  nią 
powóz, a na dodatek starszą damę, która będzie towarzyszyć jej w drodze do 
Londynu.  Wykazała  nawet  sporo  zmysłu  praktycznego,  posyłając  Sarze 
pieniądze, aby mogła sobie kupić nową suknię i kapelusz na podróż. Hrabina 
dodała: 

Wszystkie  inne  rzeczy,  moja  droga  Bratanico,  będą  cmokać  na  Twoje 

przybycie. Sądząc z tego, co do mnie napisałaś, jestem całkiem pewna, że aby 
móc  pokazać  się  w  towarzystwie,  będziesz  potrzebowała  całej  nowej 
garderoby.  Wyglądam  Cię,  myśląc  często  o  Twoim  drogim  ojcu  i 
szczęśliwych latach dzieciństwa, które razem spędziliśmy. 

- Nic nie mogłoby brzmieć milej! - wykrzyknęła Sarah triumfalnie. 
-  Rzeczywiście  -  przyznała  Daphne.  -  Ale  list  od  mojej  matki  chrzestnej 

jest  także  bardzo  miły,  choć  ona  najwyraźniej  oczekuje,  że  sama  dotrę  do 
Londynu, a dopiero stamtąd kurier będzie mi towarzyszył w drodze do Surrey. 

-  To  oznacza  -  stwierdziła  Sarah  -  że  Deborah  najpierw  zawiezie  cię  do 

Londynu, a potem pojedzie z Anitą do Harrogate. 

List, który napisała cioteczna babka Matilda, był nie tylko znacznie mniej 

wylewny, ale dołączone były do niego pieniądze na opłacenie dwóch biletów 
drugiej klasy do Harrogate. 

- Druga klasa, doprawdy! - Deborah parsknęła oburzona, gdy dowiedziała 

się, jak przyjdzie im podróżować. - A jest bogata jak hinduscy nababowie, o 
których piszą w gazetach! 

- Skąd Deborah o tym wie? - zaciekawiła się Anita. 
- Pamiętam jak ojciec panienki opowiadał mamie o swojej ciotce Matildzie 

i mówił, że to sknera, a wszystkie pieniądze, które wydaje, mają jej zapewnić 
miejsce w niebie, o ile kiedykolwiek tam trafi. 

Anita  zaśmiała  się.  Przywykła  do  ciętych  uwag  Deborah  i  jej 

bezceremonialności.  Deborah  była  nianią  wszystkich  trzech  sióstr.  Teraz  już 
się  starzała,  lecz  nadal  znakomicie  radziła  sobie  z  utrzymywaniem  porządku 

background image

w  domu  i  zmuszała  dziewczęta  do  wykonywania  wszystkiego,  czego 
oczekiwałaby od nich matka. 

-  To  będzie  podniecająca  przygoda  -  podróż  pociągiem  do  Harrogate  - 

powiedziała Anita, jakby starała się uspokoić starą kobietę. 

- Powinna panienka podróżować pierwszą klasą, panno Anito, i już ja tam 

dobrze wiem, co powiedzieć pannie Lavenham, gdy ją zobaczę. 

-  Och,  proszę,  niech  Deborah  nie  robi  niczego  takiego!  -  błagała  Anita.  - 

Ciotka Matilda może się rozgniewać i natychmiast odesłać mnie z powrotem, 
a wtedy będę musiała zostać tu sama i Sarah byłoby niezmiernie przykro. 

-  U  panienki  Sarah  wszystko  w  porządku,  niech  ją  Bóg  błogosławi. 

Wybrała  sobie  najtłustszy  kąsek  i  miejmy  tylko  nadzieję,  że  coś  z  tego 
wyjdzie. 

Deborah  powiedziała  to,  jakby  była  zdziwiona,  gdyby  tak  się  stało.  Anita 

wiedziała jednak,  że stara niania obawia się, aby ich  desperackie wysiłki nie 
spełzły na niczym i wraz z przyjściem zimy nie trafiły wszystkie z powrotem 
do Manor House, gdzie znów musiałyby żyć, oszczędzając każdy grosz i nie 
mając do kogo się odezwać. 

To ostatnie akurat Anicie nie przeszkadzało. Zawsze mogła uciec w swoje 

sny na jawie, zwłaszcza teraz, gdy był ktoś szczególny, o kim mogła marzyć - 
Lucyfer.  Im  więcej  myślała  o  tym,  jak  siedział  na  czarnym  ogierze,  tym 
bardziej  utwierdzała  się  w  przekonaniu,  że  był  jedynie  wytworem  jej 
wyobraźni.  Czyż  jakikolwiek  człowiek  mógłby  wyglądać  dokładnie  tak  jak 
upadły  archanioł,  że  najzręczniejszy  artysta  na  świecie  nie  potrafiłby 
odmalować go z większą precyzją? 

-  To  mi  się  przyśniło!  Wiem,  że  mi  się  przyśniło!  -  powiedziała  sobie 

Anita. Wówczas przypomniała się jej oschła nuta sarkazmu w jego głosie, gdy 
rzekł: 

- Proszę strzec się Lucyfera, gdziekolwiek może go pani spotkać! 
Gdyby  naprawdę  był  Lucyferem,  myślała,  nie  przestrzegałby  mnie  przed 

sobą  samym.  Spędziła  wiele  godzin,  zastanawiając  się,  jakież  to 
niegodziwości  popełniał  diabeł,  gdy  czynił  zło,  tak  jak  się  tego  po  nim 
spodziewano.  Musiał  mieć  inne  wady  poza  dumą  i  zuchwalstwem,  ale  nie 
miała pojęcia jakie. Książki, które czytała w bibliotece ojca, choć z pewnością 
rozwinęły  jej  umysł  i  poszerzyły  wiedzę,  nie  określały  wyraźnie  tego,  co 
uznawane było za grzech. I chociaż wielebny Adolphus często o nim mówił, 
nigdy  nie  dodawał  żadnych  objaśniających  szczegółów,  które  -  jak  Anita 
zawsze sądziła - mogłyby okazać się interesujące. Ten dżentelmen w każdym 

background image

razie podsunął jej wiele nowych idei, nad którymi mogła się teraz zastanawiać 
i snuć znaczniej więcej nowych marzeń.  

Prawdą  było,  że  dziewczęta  nie  miały  wielu  i  krewnych.  Ich  dziadek, 

hrabia  Lambourn  i  Beckive,  miał  trzech  synów,  ale  wszyscy  zmarli,  nie 
pozostawiając  dziedzica  tytułu.  Obecny,  dziewiąty  hrabia,  był  zatem  bardzo 
dalekim  kuzynem.  Mieszkał  w  Afryce  Południowej  i  sprzedał  rodzinne 
posiadłości w kraju. Anita nieraz marzyła, aby zaprosił je w odwiedziny, lecz 
zdawała sobie sprawę, że nawet gdyby to zrobił, nie mogłyby sobie pozwolić 
na tak kosztowną podróż. 

Teraz  jednak  podróżowała,  nawet  jeśli  jej  celem  było  tylko  Harrogate,  i 

szczęśliwa, że  mogła zająć  miejsce  w rogu przedziału przy oknie, przez całą 
drogę spoglądała na mijane okolice, próbując odgadywać, w którym hrabstwie 
się  znajdują.  Przyszło  jej  do  głowy,  że  powinny  być  oddzielone  kolorowymi 
ogrodzeniami,  pozwalającymi  na  łatwe  ich  odróżnianie.  Pociąg  przejeżdżał 
przez  równiny,  łąki,  lasy  i  doliny,  by  wreszcie,  buchając  parą,  dotrzeć  do 
Harrogate. Były na miejscu. 

-  To  takie  emocjonujące,  Deborah!  -  krzyknęła  Anita,  gdy  wsiadły  do 

otwartego powozu, który miał je wieźć przez miasto do domu ciotki Matildy. 

-  Niech  panienka  aby  nie  oczekuje  zbyt  wiele  -  powiedziała  Deborah.  - 

Tylko  się  panienka  rozczaruje.  I  proszę  pamiętać,  że  panna  Lavenham  jest 
bardzo  wiekowa  i  nie  widzi  mi  się,  żeby  miała  jakieś  pojęcie  o  młodych 
ludziach.  -  Żachnęła  się  i  dodała:  -  Panna  Sarah  mogłaby  znaleźć  panience 
lepsze miejsce. 

Anita słyszała to już wcześniej, lecz odpowiedziała łagodnie: 
-  Obawiam  się,  że  nie  pozostało  nam  wielu  żyjących  krewnych.  Skoro 

jestem najmłodsza, słuszne jest, abym zaczekała na swoją kolej. 

Ku  zaskoczeniu  Anity  Deborah  obdarzyła  ją  jednym  ze  swoich  rzadkich 

uśmiechów: 

- Nigdy się nie wie, co się  może zdarzyć, panienko Anito, nawet w takim 

miejscu jak Harrogate, gdzie większość ludzi stoi jedną nogą w grobie! 

Anita roześmiała się. A gdy powóz zaczaj zwalniać, powiedziała cicho: 
-  Bardzo  bym  chciała,  żeby  Deborah  mogła  zostać  ze  mną.  Byłoby  nam 

razem tak przyjemnie. 

- Ja też bym tego chciała - odrzekła stara niania - ale obawiam się, że panna 

Lavenham uzna mnie za jeszcze jedną gębę do wyżywienia. 

Jak wkrótce się przekonały, obawy Deborah okazały się słuszne. 
Anita już wcześniej wyobrażała sobie jak wygląda ciotka Matilda i, jak się 

okazało, niewiele się pomyliła. 

background image

Panna Lavenham była stara, lecz wciąż siedziała sztywno wyprostowana na 

krześle,  mimo  że  reumatyzm  nie  pozwalał  jej  chodzić.  Na  siwe  włosy 
wkładała  kapturek  z  muślinu,  jako  żywo  przypominający  ten,  który  nosiła 
królowa Wiktoria. W rzeczy samej wyglądała jak Jej Królewska Mość, tyle że 
twarz  miała  szczuplejszą  i  bardziej  pomarszczoną.  Miała  też,  co  Anita 
zauważyła z obawą, bardzo surowy wygląd. 

- A więc jesteś moją najmłodszą bratanicą! - odezwała się cierpko niskim, 

szorstkim  głosem,  gdy  Anita  została  zaanonsowana.  -  Jesteś  bardzo  niska  i 
bynajmniej nie przypominasz swojego ojca! 

Miało to zabrzmieć jak godny ubolewania brak, lecz Anita uśmiechnęła się 

do  niej  odważnie  i  wygłosiła  przemowę,  którą  wcześniej  przygotowała  i 
przećwiczyła. 

-  Jak  się  ciocia  miewa,  ciociu  Matildo?  Dziękuję  bardzo,  że  ciocia 

pozwoliła mi się u siebie zatrzymać. To bardzo łaskawe. 

-  Twoja  siostra  pozostawiła  mi  niewielki  wybór  -  stwierdziła 

oskarżycielsko panna Lavenham. - Jednak skoro już tu jesteś, myślę sobie, że 
mogłabyś stać się użyteczna. 

- Mam nadzieję - odrzekła Anita. - Ale w jaki sposób? 
-  Wkrótce  się  dowiesz.  Co  z  tą  służącą,  którą  ze  sobą przywiozłaś?  Może 

dziś zostać, ale jutro wyjdzie porannym pociągiem. 

Anita zawahała się przez chwilę, po czym rzekła: 
- Byłoby bardzo uprzejme z cioci strony, gdyby mogła zostać nieco dłużej. 

To była męcząca podróż, a Deborah nie jest już tak młoda jak kiedyś. 

-  Może  odpocząć  w  pociągu  -  odparła  panna  Lavenham  tonem,  który 

powiedział Anicie, że temat został zamknięty. 

Tak  więc  Deborah  wróciła  do  domu,  a  Anita  szybko  stwierdziła,  że  ma 

sporo pracy. 

Panna Lavenham rzeczywiście była oddana dobroczynności, tak jak mówił 

ojciec Anity. Były więc do uszycia suknie, proste koszule bez ozdób, według 
wzoru  nazywanego  „Matka  Hubbard",  które  wysyłano  do  misjonarzy  w 
Afryce,  by  mogli  przyodziać  w  nie  tubylców  na  tyle  nieuświadomionych,  że 
chodzili niemal nago. Były broszury do zaadresowania i dostarczenia setkom 
ludzi,  którzy  mieszkali  w  Harrogate  lub  w  sąsiedztwie  -  robiła  to  Anita  lub 
któryś ze służących, aby zaoszczędzić na opłacie pocztowej. Były też zbiórki 
pieniędzy 

organizowane 

na 

rzecz 

wszelkiego 

rodzaju 

instytucji 

dobroczynnych, o których Anita nigdy dotąd nie słyszała. 

Szybko zauważyła, że w domu ciotki Matildy bywają tylko osoby związane 

z popieranymi przez nią organizacjami religijnymi. Osobisty duchowny ciotki, 

background image

wielebny  Joshua  Hislip,  był  bardzo  częstym  gościem,  ponieważ,  jak  Anita 
wkrótce się domyśliła, nigdy nie wychodził z pustymi rękami. 

Na szczęście już tego samego dnia, w którym przybyła do Harrogate, Anita 

dowiedziała  się,  że  zdrowie  ciotki  Matildy  wymaga,  aby  piła  ona  wody  ze 
źródeł. To oznaczało, że codziennie wczesnym rankiem udawały się do pijalni 
Cheltenham. 

Pannę  Lavenham  umieszczano  tam  w  specjalnym  zdrojowym  fotelu 

popychanym  przez  lokaja.  Anita  zaś  szła  obok,  ciesząc  oczy  wszystkim,  co 
widziała.  Przyglądała  się  zwłaszcza  spacerującym  ludziom.  Niektórzy  z  nich 
byli bardzo eleganccy i to jej uświadomiło, jak bardzo niemodne są jej własne 
ubrania. 

Sarah  wyglądała  ślicznie,  wyruszając  do  Londynu  w  nowej  sukni 

podróżnej  z  obszerną  krynoliną  i  w  narzuconym  na  nią  płaszczu.  Daphne 
miała nowy kapelusz. Zabrakło jednak pieniędzy, by można było sprawić coś 
Anicie.  Kupiła  więc  kilka  jardów  błękitnej  wstążki,  aby  przystroić  nią 
noszony od dwóch lat kapelusz. 

Choć  nie  zdawała  sobie  z  tego  sprawy,  jej  błękitna  suknia,  uszyta  przez 

Deborah,  z  lśniącym,  białym  muślinowym  kołnierzem  i  takimi  samymi 
mankietami, sprawiała, że Anita wyglądała bardzo młodo, bardzo niewinnie i 
bardziej niż zwykle przypominała małego anioła. 

Teraz  właśnie  miała  na  sobie  tę  suknię  i  jej  błękitne  oczy  płonęły  z 

ciekawości, gdy przez bramę podążała za fotelem ciotki Matildy. 

Pijalnia  Chełtenham  była  największym  publicznym  budynkiem  w 

Harrogate. Szczególne wrażenie robił w niej ozdobiony doryckimi kolumnami 
portyk,  przywodzący  Anicie  na  myśl  architekturę  rzymską.  Wewnątrz 
znajdował  się  obszerny  salon,  w  którym  chorzy  gromadzili  się  na  plotki,  a 
także zdrój i biblioteka, do której na szczęście należała panna Lavenham. 

Mieszkając  w  Harrogate  przez  całe  niemal  swoje  długie  życie,  ciotka 

Matilda  znała  praktycznie  wszystkich,  a  na  miasto  patrzyła  niczym  na  swoją 
prywatną własność i posiadłość. Anita zauważyła, że ciotka spogląda na nowo 
przybyłych  zazdrosnym  okiem  i  broni  się  przed  każdym  z  nich  na  wypadek, 
gdyby  któryś  próbował  nieświadomie  naruszyć  należne  jej,  jak  uważała, 
przywileje.  Jak  wszyscy  :  starzy  ludzie  nie  lubiła  zmian  i  chciała,  aby 
wszystko,  co  działo  się  dziś,  było  takie  samo  jak  wczoraj,  i  przedwczoraj  i 
przed laty. Oczekiwała zatem, że jej fotel będzie zawsze czekał na nią w tym 
samym miejscu w pijalni. 

Niemal  każdego  ranka  odbywała  się  tam  istna  bitwa,  gdyż  pewna 

nieostrożna osoba, która niedawno przyjechała do Harrogate, także upatrzyła 

background image

sobie  miejsce  uważane  przez  pannę  Lavenham  za  jej  własne.  Anita 
zauważyła,  że  ciotka  Matilda  ma  bardzo  ostry  język  i  rumieniła  się,  słysząc 
niegrzeczne  słowa  wypowiadane  przez  starszą  panią,  chociaż  nowo  przybyli 
szybko  przepraszali  i  uciekali  ze  świętego  skrawka  ziemi,  na  który 
nieświadomie się wdarli. 

Gdy  Anita  pobyła  tam  dwa,  trzy  dni,  zorientowała  się,  że  ludzie,  którzy 

wozili  chorych  w  wynajętych  fotelach,  często  rozmyślnie  ustawiali  je  na 
miejscu  panny  Lavenham,  aby  mieć  uciechę.  Widziała  jak  Śmieją  się  i 
puszczają do siebie oko, gdy są zmuszani do wycofania się. Zastanawiała się, 
dlaczego ciotka Matilda przywiązywała tak wielką wagę do swojego miejsca 
w  pijalni,  że  gotowa  była,  jak  powiedziałby  ojciec,  robić  z  siebie 
przedstawienie. 

W  każdym  razie  Anicie  wystarczało  bystrości,  by  zorientować  się,  że 

panna  Lavenham  jest  ekscentryczką  i  miasto  jest  z  niej  w  pewnym  sensie 
dumne. 

Gdy  tylko  fotel  ciotki,  bardzo  wygodny,  z  sier  dzeniem  wyłożonym 

grubymi,  miękkimi  poduszkami,  ustawiony  został  na  właściwym  miejscu, 
Anitę  wysyłano  do  zdroju.  Tam  otrzymywała  szklaneczkę  wody  mineralnej, 
zawierającej  specjalne  składniki,  szczególnie  żelazo.  Woda  ta  przyciągała 
chorych do Harrogate od czasu odkrycia źródła w 1571 roku. 

Anita  znalazła  książkę  opisującą  żelaziste  źródło  Tewit,  którego  wody 

„przewyższały  cierpkie  źródła  zamorskie  jako  bardziej  bystre  i  żywe  oraz 
zawierające  więcej  soli  mineralnych".  Osobiście  uważała  smak  tych  wód  za 
obrzydliwy i czuła się szczęśliwa, że nie musi ich pić. 

Tego  ranka,  przyglądając  się  chorym  tłumnie  zgromadzonym  w  pijalni; 

postanowiła  krótko  pomodlić  się  za  ich  wyzdrowienie  po  piciu  wody  ze 
źródła. Wyobraziła sobie poruszenie, gdyby wszyscy, którzy sączyli wodę ze 
szklaneczek przyniesionych przez służących, skoczyli nagle ze swoich foteli i 
wykrzyknęli  w  zachwycie,  że  zostali  wyleczeni.  Na  pewno  zaśpiewaliby 
wówczas  hymn  radości,  i  wdzięczności.  Niemal  słyszała  alleluja,  wznoszące 
się triumfalnie ku wysokiemu sklepieniu pijalni. 

Myślała  właśnie  jak  byłoby  to  ekscytujące,  gdy  służący,  który  obsługiwał 

chorych  przy  zdroju,  podał  jej  szklaneczkę  wody  mineralnej  przeznaczonej 
dla  panny  Lavenham.  Ujęła  ją  w  obie  dłonie  i  wciąż  rozmyślając,  jak 
cudownego  uzdrowienia  mogłaby  dokonać  ta  woda,  odwróciła  się  dość 
gwałtownie. Potknęła się przy tym o podnóżek fotela stojącego tuż za nią i z 
lekkim  okrzykiem  niemal  na  niego  upadła,  rozlewając  przy  tym  zawartość 

background image

szklanki. Odzyskała równowagę i z przerażeniem spojrzała na damę siedzącą 
w fotelu. 

- Bardzo przepraszam... bardzo... bardzo przepraszam - wyjąkała. - To było 

niezdarne z mojej strony. Mam nadzieję, że nic się pani nie stało? 

- Nie, nic mi nie jest - usłyszała w odpowiedzi słodki głos. - Być może obie 

stałyśmy zbyt blisko zdroju. 

-  Mam  nadzieję,  że  woda  nie  zniszczyła  pani  koca  -  rzekła  Anita 

spoglądając na mokrą plamę na pledzie z delikatnej wełny, który okrywał nogi 
damy.  Wyciągnęła  chusteczkę  i  pochyliła  się,  by  go  osuszyć,  gdy  usłyszała 
tak dobrze zapamiętany głos: 

-  Znów  śniła  pani  na  jawie,  ale  nie  mogę  uwierzyć,  że  i  tym  razem  o 

Lucyferze. 

Poderwała  się  i  spojrzała  w  górę.  Za  fotelem  stał  Lucyfer.  Wyglądał 

dokładnie  tak samo  jak  wówczas,  gdy  się  spotkali  i  jak  go  sobie  od  tamtego 
czasu  wyobrażała  niemal  każdego  dnia.  Jedyna  różnica  polegała  na  tym,  że 
nie  siedział  na  koniu,  lecz  stał  w  cylindrze  zawadiacko  przekrzywionym  na 
ciemnych włosach i eleganckim płaszczu zarzuconym na szerokie ramiona. 

Gdy patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, dama w fotelu odezwała 

się: 

- Wydaje się, Kerne, że zdążyłeś już zawrzeć znajomość z tą młodą damą. 

Może mnie przedstawisz? 

-  Spotkaliśmy  się  przypadkiem,  mamo,  i,  jak  mi  powiedziała,  myślała 

wówczas o Lucyferze. Być może kojarzę się jej z tym właśnie dżentelmenem. 

Księżna spojrzała na syna zaskoczona, po czym zwróciła się do Anity: 
- Powie mi pani, kim jest? 
Trochę zbyt późno Anita przypomniała sobie, że powinna dygnąć. 
-  Nazywam  się  Anita  Lavenham,  proszę  pani  -  odpowiedziała  -  i 

przebywam w Harrogate u mojej ciotecznej babki, panny Matildy Lavenham. 

- Matilda! - zawołała księżna. - Boże miłosierny, ona tu jest? 
- Jest tam, na prawo od pani - odparła Anita - i proszę mi wybaczyć, muszę 

przynieść jej nową szklaneczkę wody. 

Dygnęła jeszcze raz z wahaniem i pospiesznie oddaliła się w stronę zdroju, 

księżna zaś rzekła do syna: 

Sądziłam,  że  Matilda  Lavenham  nie  żyje  od  lat.  Ale  chodźmy  z  nią 

porozmawiać. Pamiętam ją z czasów, gdy byłam dziewczynką i podejrzewam, 
że twoja młoda przyjaciółka jest córką tego jej bardzo przystojnego bratanka, 
Harolda Lavenhama. 

background image

Znalazłszy  się  znów  przy  zdroju,  Anita  zaczekała  na  swoją  kolej,  by 

otrzymać  szklaneczkę  wody  mineralnej.  Niosąc  ją  tym  razem  znacznie 
ostrożniej  w  stronę  ciotki,  zauważyła,  że  dama  w  fotelu,  na  którą  upadła, 
właśnie  z  nią  rozmawia.  Nieco  z  boku,  z  dostrzegalnym  wyrazem  cynizmu  i 
znudzenia na twarzy, stał Lucyfer. 

-  Długo  cię  nie  było,  Anito!  -  rzekła  ostro  panna  Lavenham,  biorąc 

szklaneczkę z jej ręki. 

- Przepraszam, ale musiałam zaczekać w kolejce - odpowiedziała Anita. 
Mówiąc  to  zerknęła  na  księżnę,  by  zobaczyć  czy  ją  zdradzi,  lecz  ta 

przesłała  jej  tylko  dodający  otuchy  uśmiech.  Panna  Lavenham  zaś  rzekła 
niemal z niechęcią: 

-  To  jest,  Clarice,  moja  cioteczna  wnuczka  Anita.  Pamiętasz  zapewne  jej 

ojca? 

-  Oczywiście,  pamiętam  Harry’ego  Lavenhama  -  odparła  księżna.  -  Był 

najprzystojniejszym  mężczyzną,  z  jakim  kiedykolwiek  tańczyłam  i  zawsze 
trzymałam  się  blisko  niego  na  polowaniach,  gdyż  byłam  pewna,  że  na 
zakończenie dopadnie zwierzynę. 

-  To  były  czasy,  kiedy  stać  go  było  na  polowanie  w  towarzystwie 

przyzwoitych ludzi - stwierdziła panna Lavenham. 

Ciotka  kolejny  raz  uczyniła  aluzję  do  faktu,  że  cały  luksus,  którym 

otoczony był kiedyś ojciec, zniknął w momencie poślubienia jej matki, a nie, 
jak się spodziewano, bogatej panny. Od chwili przybycia Anity do Harrogate, 
ciotka  Matilda  dawała  jasno  do  zrozumienia,  że  okoliczności,  w  jakich 
znalazły  się  teraz  jej  bratanice,  są  wyłącznie  skutkiem  marnotrawnego  życia 
ich ojca. 

Zupełnie  bezcelowe  byłoby  podkreślanie,  że  ojciec  był  z  matką  bardzo 

szczęśliwy  i  nigdy  nie  tęsknił,  za  przywilejami,  którymi  cieszył  się  w  domu 
swoich  rodziców.  Ciotka  Matilda  nie  zrozumiałaby,  że  miłość  mogła  być 
rekompensatą  za  brak  tego  wszystkiego,  na  co  nie  mógł  już  sobie  pozwolić. 
Ponieważ  ciotka  Matilda  najwyraźniej  nigdy  nie  kochała,  skłonna  była  nie 
tylko  umniejszać  znaczenie  tego  uczucia,  ale  także  uznawać  je  za  zbyteczny 
luksus. 

Przez chwilę trudno było Anicie skupić się na tym, co ciotka mówiła, bądź 

kogo  konkretnie  miała  na  myśli.  Natomiast  uświadomiła  sobie  żywo,  że 
ciemne  oczy  Lucyfera  przez  cały  czas  wpatrywały  się  w  jej  twarz  i 
zastanawiała  się,  co  by  powiedział,  gdyby  spytała  go,  jak  długo  zamierza 
jeszcze przebywać w piekle, które wybrał ostatnio zamiast nieba. 

background image

Uśmiechając się lekko do siebie, pomyślała, że byłby zdumiony, gdyby coś 

takiego powiedziała, a ciotka Matilda bez wątpienia odesłałaby ją najbliższym 
pociągiem do domu z powodu impertynenckiego zachowania. 

-  Szkoda,  iż  nie  wiedziałam  wcześniej,  że  tu  jesteś,  Matildo  -  mówiła 

księżna. - Spędziłam w Harrogate pięć tygodni i byłoby tak miło porozmawiać 
o starych czasach. 

-  Jestem  zbyt  zajęta,  by  przyjmować  gości  -  odrzekła  ostro  panna 

Lavenham - lecz jeśli chciałabyś odwiedzić mnie w porze herbaty w przyszłą 
sobotę, będziesz bardzo mile widziana. 

-  Dziękuję  -  odrzekła  księżna.  -  Z  przyjemnością,  jeśli  tylko  będę  mogła. 

Mam nadzieję, że zarówno ty, jak i twoja bratanica odwiedzicie mnie, zanim 
wyjadę.  Wynajęłam  wyjątkowo  wygodny  dom  lorda  Arringtona  w  Prospect 
Gardens. 

-  Śmieszny  człowiek,  który  zanadto  troszczy  się  o  swoje  zdrowie!  - 

prychnęła  pogardliwie  panna  Lavenham.  -  Jeździł  do  wód  we  Francji  i 
Szwajcarii, więc powiedziałam mu, że to strata pieniędzy. 

Mówiąc  to  dała  znak  lokajowi,  stojącemu  za  jej  fotelem,  aby  odjechał. 

Jednocześnie wręczyła Anicie pustą szklaneczkę do odstawienia obok zdroju. 

Gdy  Anita  pospieszyła  za  ciotką,  która  zdążyła  już  opuścić  pijalnię, 

musiała przejść obok Lucyfera. Zastąpił jej drogę, zmuszając do zatrzymania 
się. 

- Czy słucha pani mojej rady, panno Lavenham? - zapytał. 
Rozumiała,  do  czego  robił  aluzję  i  że  kpi  sobie  z  niej,  wiedząc,  co  o  nim 

myślała. 

- Pamiętam, co pan powiedział, sir - odrzekła - ale dodał pan wówczas, iż 

„diabeł nadejdzie". Obawiam się zatem, czy aby zdołam go powstrzymać. 

W  jego  oczach  dostrzegła  rozbawienie  wywołane  tymi  słowami.  Nie 

czekając na odpowiedź wybiegła z pijalni, by dogonić ciotkę Matildę. 

Zdążyły  przemierzyć  spory  kawałek  drogi,  zanim  panna  Lavenham 

odezwała się: 

- Przypuszczam, że wiesz, kim byli ci ludzie? 
- Nie - odrzekła Anita - ciocia przedstawiła tylko mnie, nie mówiąc jak oni 

się nazywają. 

- To była wdowa - księżna Ollertón - poinformowała panna Lavenham - i 

jej  syn.  Mężczyzna  płochy,  z  tego  co  słyszałam,  ale  to  samo  można  by  dziś 
powiedzieć o wszystkich młodych ludziach. 

Anita  nie  odpowiedziała.  Wiele  razy  wysłuchiwała  już  opinii  ciotki  na 

temat współczesnej młodzieży i jej braku odpowiedzialności. 

background image

Teraz Anitę najbardziej interesował fakt, że Lucyfer był księciem Ollertón. 

Zawsze była przekonana, że książęta są starzy, pompatyczni i władczy. Księże 
Ollertón  był  niewątpliwie  władczy,  lecz  nie  pompatyczny.  Miał  dużo 
wdzięku,  poruszał  się  z  gracją  i,  według  jej  wyobrażeń,  mógł  z  łatwością  z 
rozpostartymi  skrzydłami  sfrunąć  z  nieba  miękkim  lotem  i  wylądować  ze 
zręcznością sportowca, która urchroniłaby go przed urazem. 

Książę Ollertón! 
Ten  tytuł  napełniał  ją  czcią  i  lękiem.  Nie  mogła  już  dłużej  myśleć  o  nim 

jako o Lucyferze, lecz jako o arystokracie. Była przy tym całkiem pewna, że 
już  kiedyś  słyszała  jego  nazwisko.  Dość  długo  zastanawiała  się,  gdzie  to 
mogło  być,  aż  przypomniała  sobie,  że  podczas  choroby  ojciec  lubił,  aby 
czytała  mu  gazety,  a  w  nich  doniesienia  z  wyścigów  konnych.  Oczywiście 
książę był wymieniany wśród właścicieli zwycięskich  koni, biorących udział 
w wielkich wyścigach, takich jak derby czy gonitwa o złoty puchar w Ascot. 

- Papa na pewno pragnąłby go spotkać - pomyślała Anita. 
Była ciekawa, czy przyszedłby w sobotę z matką na herbatę do ciotki, ale, 

pomyślała,  iż  z  pewnością  bardzo  by  się  wtedy  nudził.  Jedynym  gościem 
ciotki  bywał  wielebny  Joshua  Hislip.  W  zeszłym  tygodniu  złożyły  wizyty 
także  dwie  damy,  które  poświęciły  życie  nauczaniu  głuchoniemych  dzieci 
języka  migowego.  Zasługiwało  to  na  szacunek,  Anita  wiedziała  o  tym,  lecz 
ich towarzystwo na pewno nie bawiłoby księcia Ollerton. 

-  Nie.  nie  przyjdzie  -  powiedziała  sobie  i  zaczęła  zastanawiać  się,  czy 

kiedykolwiek jeszcze go zobaczy. 

W  ogromnym  salonie  w  domu  w  Prospect  Gardens,  zasiadłszy  wygodnie 

na swoim ulubionym miejscu przy oknie, księżna powiedziała do syna: 

-  Bardzo  ładne  dziecko  było  z  Matilda  Lavenham,  ale  nie  wyobrażam 

sobie,  aby  korzystała  przy  ciotce  z  życia.  Matilda  ma  obsesję  na  punkcie 
pomocy biednym i potrzebującym w każdym kraju z wyjątkiem jej własnego. 

-  Widać,  że  to  okropny  stary  babsztyl!  -  zauważył  książę.  -  Ale 

prawdopodobnie  dziewczyna  jest  tylko  jej  gościem.  Poprzednim  razem 
spotkałem ją w Cambridgeshire. 

- Czy Anita gościła u hrabiego Spearmont? 
-  Dobry  Boże,  nie!  Jechałem  konno  i  poprosiłem  ją,  aby  otworzyła  mi 

furtkę, gdyż wziąłem ją za  mleczarkę. A ona stała zatopiona w  marzeniach i 
powiedziała mi, że myślała o Lucyferze. 

-  A  więc  to  wyjaśnia  waszą  niezwykłą  rozmowę  -  zauważyła  księżna.  Jej 

syn zasiadł  w wygodnym krześle, a  ona rzekła po chwili: -  Skoro poprosiłeś 
mnie o to, najdroższy Kerne, sporządziłam dla ciebie listę. Nie jest zbyt długa. 

background image

Z jedwabnej torebki leżącej obok niej wydobyła kartkę, lecz gdy wręczyła 

ją księciu, ten powiedział: 

- Nie ma potrzeby, abym to czytał. Proszę, niech mama zaprosi dziewczęta 

- jeśli według  mamy są odpowiednie - za trzy tygodnie do Ollertón. Wydam 
przyjęcie,  na  którym  mama  będzie  gospodynią,  i,  chociaż  to  straszliwe 
nudziarstwo, muszę wypełnić ten obowiązek. 

- Dziewczęta powinnam zaprosić z rodzicami - dodała księżna. 
-  Oczywiście  -  zgodził  się.  -  A  ja  napiszę  do  kilku  moich  przyjaciół  i 

poproszę, by przyjechali pocieszyć mnie podczas tych najbardziej mozolnych, 
wypełnionych nudą dni. 

Księżna westchnęła. 
-  Nie  cierpię,  gdy  tak  mówisz,  Kerne  -  powiedziała  po  chwili.  -  Musisz 

pamiętać, kochanie, że planujemy właśnie twoją przyszłość i gdy się ożenisz, 
już nic nie będzie można zrobić. 

Księżna mówiła z pewnym wahaniem i jej syn wtrącił: 
-  Jestem  w  pełni  tego  świadom,  mamo,  ale  skoro  już  się  zgodziliśmy,  że 

Marmion  i  jego  przerażająca  żona  nie  mogą  po  mojej  śmierci  odziedziczyć 
Ollerton i całej odpowiedzialności związanej z moją pozycją, to - jakkolwiek 
byłoby  to  nieprzyjemne  -  muszę  dostosować  się  do  sytuacji  i  zrobić  co  do 
mnie należy. 

-  Wybrałam  dziewczęta,  których  rodzice  są  przykładami  przyzwoitości  - 

oznajmiła  księżna  -  i,  co  więcej,  wiem,  że  Jej  Królewska  Mość  by  je 
zaaprobowała. 

-  W  tej  sytuacji  mogę  tylko  mamie  podziękować  i  błagać,  by  przestała 

mama się o mnie martwić tak jak teraz. 

- Oczywiście, że się martwię. Któraż matka zachowywałaby się inaczej w 

takich okolicznościach? 

-  Może  nie  będzie  tak  źle  jak  się  tego  oboje  spodziewamy  -  stwierdził 

książę  -  i  jestem  pewien,  mamo,  że  okaże  się  to  lepsze  dla  mojej  duszy  niż 
cokolwiek innego. Często zarzucała mi mama, że jestem zepsuty i samolubny. 

- Nie wówczas, gdy chodzi o mnie - wtrąciła księżna szybko. - W stosunku 

do  mnie  zawsze  byłeś  miły  i  bynajmniej  nie  samolubny.  Choćbyś  nie  wiem 
jak temu zaprzeczał, to z tego właśnie powodu nudzisz się teraz w Harrogate. 

- Prawdę powiedziawszy, jest tu całkiem zabawnie - odparł. - Pomijając to, 

że  mogę  być  z  mamą,  hrabia  Harewood  zaproponował,  abym  korzystał  ze 
znakomitych koni, które trzyma w Harewood House, jak ze swoich własnych i 
dziś  po  południu  wypróbuję  zaprzęg.  Mam  tylko  nadzieję,  że  będzie  mama 
czuła się dostatecznie dobrze, by wybrać się ze mną. 

background image

- Chciałabym, aby tak było, najdroższy - odrzekła księżna. - Gdy wrócisz, 

powiedz hrabiemu, że mam nadzieję, iż on i jego żona złożą mi wizytę, zanim 
wyjadę. Nie czułam się dość dobrze, aby jechać do Harewood i zostawić tam 
moje karty wizytowe. 

- Jestem pewien, że zechcą mamę odwiedzić. 
-  Książę  podniósł  się  i  pochylił,  by  ucałować  policzek  matki.  -  Wygląda 

mama dużo lepiej - rzekł - i możemy chyba podziękować za to Harrogate. 

Miał już wyjść, gdy księżna ujęła go za rękę. 
- Zanim wyślę zaproszenia, kochanie powiedziała -; czy jesteś całkowicie, 

ale to całkowicie pewny, że chcesz, abym to zrobiła? 

- Całkowicie pewny - odrzekł książę stanowczo - ale ponieważ nudzi mnie 

ta sprawa, nie chciałbym więcej o tym dyskutować. 

- Nie, oczywiście, że nie - powiedziała puszczając jego dłoń. 
W jej oczach widać było jednak głęboki smutek, gdy patrzyła jak wychodzi 

z pokoju i cicho zamyka za sobą drzwi. 

Trzy  dni  później  książę,  powożąc  zaprzęgiem  złożonym  z  czterech 

doskonale zgranych kasztanów, ujrzał przed sobą na zakręcie drogi biegnącą 
prędko drobną postać. Wydały mu się znajome błękitne wstążki jej kapelusza, 
który widział w pijalni w uzdrowisku, i po pierwsze zdziwiło go, że Anita jest 
sama - nikt jej nie towarzyszy, a po drugie zdawała się uciekać z miasta w tym 
samym kierunku, w którym jechał. 

Miał  świadomość,  że  Cornwall  Road,  gdy  tylko  minie  Knaresborough 

Forest,  zaprowadzi  go  w  wiejskie  okolice.  Właśnie  tam,  na  otwartej 
przestrzeni  zamierzał  wypróbować  szybkość  koni,  którymi  teraz  powoził  i  o 
ich postępach poinformować właściciela. 

Powściągnął  konie,  gdy  zrównały  się  z  maleńką  figurką,  po  czym 

zatrzymał powóz. 

Anita  musiała  zauważyć,  że  stara  się  zwrócić  jej  uwagę,  gdyż  odwróciła 

twarz w jego stronę. Spostrzegł wówczas oczy dziewczyny wypełnione łzami, 
spływającymi jej po policzkach. 

-  Bardzo  się  pani  spieszy,  panno  Lavenham  -  stwierdził  książę  sucho.  - 

Może  uzna  pani,  że  łatwiej  i  szybciej  byłoby  podróżować,  dokądkolwiek  się 
pani wybiera, w moim powozie. 

- Ja... ja wybieram się do... na wieś - odrzekła po chwili wahania, odrobinę 

się plącząc. 

- Ja także tam jadę, więc powinniśmy pojechać razem. 

background image

Mówiąc to wyciągnął do niej dłoń, a Anita, jakby wypełniając rozkaz, ujęła 

ją  i  wspięła  się  do  powozu,  siadając  obok  księcia.  Nie  starała  się  nawet 
wytrzeć łez, a gdy konie ruszyły, książę zapytał: 

- Co panią tak wzburzyło?  
- Ja... ja chcę wrócić do domu. Chcę... wyjechać - wyjąkała Anita. -  Lecz 

nie mam... pieniędzy... i nie jestem pewna czy mogę to zrobić. 

- Co się stało, dlaczego jest pani w takim stanie? 
Przez chwilę sądził, że  mu nie odpowie. Ponieważ czekał, a ona czuła się 

zobowiązana  udzielić  mu  wyjaśnienia,  odrzekła  po  chwili  łamiącym  się 
głosem: 

-  Ciotka  Matilda  powiedziała  mi,  że  mam  wyjść  za  mąż  za...  wielebnego 

Joshuę... Hislipa. 

- I to panią tak rozstroiło? 
-  On  jest...  stary  i...  ciągle  wygłasza  kazania  o  karach,  jakie  czekają  tych, 

którzy... grzeszą, A gdy na mnie patrzy... mam wrażenie, jakby w jego oczach 
był... płomień. 

Książę  pomyślał  z  niejakim  sarkazmem,  że  być  może  oczy  wielebnego 

Joshuy  płonęły  z  zupełnie  innych  przyczyn  niż  grzechy  Anity,  ale  głośno 
rzekł: 

- Z pewnością, jeśli nie życzy sobie pani ża niego wyjść, najprościej byłoby 

powiedzieć nie. 

- Ciotka Matilda uważa to za mój... obowiązek, ponieważ jego żona zmarła 

i  on  potrzebuje...  kogoś,  kto  się  nim  zaopiekuje  -  odparła  Anita.  -  Sarah 
powiedziała, że musimy wszystkie znaleźć... sobie mężów. A tam, gdzie mnie 
książę spotkał po raz pierwszy, w... Fenchurch, nie ma... młodych mężczyzn. 

-  A  więc  poluje  pani  na  męża?  -  stwierdził  książę,  a  w  jego  ustach 

zabrzmiało to bardzo niemiło. 

-  Sarah  ma  prawie...  dwadzieścia  jeden  lat  -  wyjaśniła  Anita  i  nie  może 

czekać.  Ale  ja  mam  jeszcze  mnóstwo  czasu,  a  w  każdym  razie...  nie  mam 
ochoty wychodzić za mąż za nikogo, zanim... go nie pokocham! 

Z piersi Anity wydobył się szloch i głos jej się załamał. Jakby dopiero teraz 

zorientowała  się,  że  twarz  ma  zalaną  łzami,  dotknęła  palcami  policzków,  po 
czym zaczęła szukać chusteczki. Ponieważ nie znalazła jej, książę wydostał z 
kieszeni  na  piersi  chustkę  z  delikatnej  tkaniny  i  podał  ją  Anicie.  Gdy 
odwróciła  się  ku  niemu,  by  podziękować,  stwierdził,  że  płakała  niczym 
dziecko.  Łzy  spływały  jej  po  policzkach,  podczas  gdy  załzawione  oczy 
pozostawały  otwarte  i  książę  pomyślał,  że  nigdy  nie  widział  kobiety,  która 
płakałaby tak ładnie, nie wykrzywiając przy tym twarzy. 

background image

-  Dzięk...  dziękuję  -  wyjąkała  Anita.  -  Pomyśli  książę  z  pewnością,  że 

jestem  bardzo...  głupia,  ale  nie  wiem  czemu  jestem  przekonana,  że  ciotka 
Matilda... zmusi mnie... do poślubienia wielebnego Joshuy, gdyż uważa go za 
tak... godnego podziwu człowieka. 

- Ojciec pani nie żyje - rzekł na to książę - lecz nie mogę uwierzyć, aby nie 

znalazł  się  bliższy  krewny,  który  mógłby  zaopiekować  się  panią  i  w  razie 
potrzeby udzielić pomocy. 

-  Jest  tylko  hrabina  Charmouth,  moja  ciotka  Elizabeth,  siostra  ojca  - 

odparła  Anita.  -  Sarah  przebywa  u  niej  i  nie  byłoby  ładnie  z  mojej  strony, 
gdybym...  narzuciła  swoją  obecność.  -  Zajęty  powożeniem  książę  nie 
odpowiedział,  a  Anita  ciągnęła:  -  Ja  muszę  uciec...  Gdybym  mogła  pojechać 
do domu... może udałoby mi się ukryć tak, by ciotka Matilda nie zdołała mnie 
zmusić do powrotu i wielebny Joshua nie mógłby mnie... znaleźć. 

- Splotła palce na moment, po czym dodała bardzo cicho: - Ale nie mam... 

pieniędzy. 

- A więc prosi mnie pani o pożyczkę? 
- Książę mógłby? Proszę... czy mógłby książę to zrobić? Obiecuje zwrócić 

je... co do pensa. To może potrwać długo... ale otrzyma je książę z powrotem. 

- Jeśli dam pani pieniądze - odparł - co konkretnie pani z nimi zrobi? 
- Dowiem się, o której odjeżdża pociąg na południe, a potem wymknę się z 

domu,  zanim  ktokolwiek  zauważy  moje  zniknięcie  i  już  mnie  nie  będzie  - 
odrzekła Anita. 

-  Naprawdę  sądzi  pani,  że  może  podróżować  sama?  Całą  drogę  do 

Fenchurch, jeśli tak nazywa się pani wieś? 

-  Tak...  właśnie  tak  -  odparła  -  i  nie  sądzę,  aby...  podróż  drugą  klasą była 

bardzo kosztowna, ale jeśli książę woli, pojadę trzecią. 

- Wolę, aby pani tego nie robiła. Musimy pomyśleć o innym rozwiązaniu. 
- Nie ma żadnego - szybko powiedziała Anita. 
- Gdy ciotka Matilda po lunchu, zanim poszła się położyć, poinformowała 

mnie,  że  mam...  poślubić  wielebnego  Joshuę,  powiedziała  też  o  jego 
odwiedzinach  zaplanowanych  na  jutro.  To  znaczy,  że  !  muszę  wyjechać... 
jeszcze dziś.  

- A dokąd biegła pani teraz? 
-  Zawsze  łatwiej  myślało  mi  się  na  wsi  -  odrzekła  Anita  z  prostotą.  -  W 

pewien  sposób  jest  :  to  trudniejsze  w  mieście,  wśród  domów  i  ludzi,  którzy 
wciąż  mnie  mijają.  Myślałam,  że  znajdę  las  podobny  do  tego...  sekretnego 
lasu, do którego chodziłam będąc w domu, aby uporządkować myśli. 

- To tam poszła pani, po naszym spotkaniu? Anita potrząsnęła głową. 

background image

- Nie. Wróciłam do domu. 
- Dlaczego? 
-  Myślałam...  o  księciu...  bo  sądziłam,  że  jest  pan  Lucyferem.  To  było 

bardzo  interesujące  i  ekscytujące,  więc  nie  musiałam  już  chodzić  rozmyślać 
do mojego lasu. 

Książę uśmiechnął się, po czym rzekł: 
-  Ponieważ  dziś  po  południu  może  padać,  nie  zostawię  pani  w 

Knaresborough  Forest,  do  którego  się  zbliżamy,  ale  proponuję  wspólne 
przemyślenie pani planów. 

- Powiedziałam księciu... muszę wracać... do domu. 
- Skoro pani siostry wyjechały, czy jest tam ktokolwiek? 
- Jest Deborah, nasza stara służąca. Będzie zajmowała się domem, dopóki 

mama nie poczuje się na tyle dobrze, by wrócić ze Szwajcarii. 

-  To  nie  wygląda  na  najlepsze  rozwiązanie  -  zauważył  książę.  -  Istnieje 

oczywiście możliwość, że pani jednak nie wyjedzie. 

Anicie wyrwał się okrzyk. 
-  Aleja  muszę...  muszę!  Jeśli  wielebny  Joshua  przyjdzie  do  mnie  jutro  z 

wizytą, to choćbym nie wiem jak mocno... obstawała przy tym, że nie wyjdę 
za niego za mąż, ciotka Matilda mnie do tego zmusi. Dlaczego on chce mnie? 
Przecież  jest  tyle  innych  kobiet  -kościół  jest  ich  pełen  w  niedzielę  -  które 
chciałyby go poślubić. To śmieszne, że zapragnął właśnie mnie! 

Książę  spojrzał  na  jej  drobną  twarzyczkę  jak  u  cherubina  i  ogromne, 

zatroskane oczy. Przyszło mu na myśl wiele powodów, dla których wielebny 
Joshua powinien mieć ochotę na małżeństwo z nią, pomijając nawet poparcie 
jego wpływowej protektorki. Ponieważ nie chciał jeszcze bardziej wystraszyć 
Anity, powiedział jedynie: 

-  Czy  jest  pani  całkowicie  pewna,  że  to  małżeństwo  nie  leżałoby  w  jej 

najlepszym  interesie?  W  końcu,  jak  sama  pani  mówi,  jeśli  w  Fęnchurch  jest 
tak  nudno,  życie  w  Harrogate  może  wydać  się  pani  znacznie  bardziej 
zabawne. 

-  Nie  z...  tym  człowiekiem  jako  moim...  mężem  -  odpowiedziała  szeptem 

Anita. - Gdy podaje  mi rękę... przechodzą  mnie ciarki  i wydaje  mi się, że to 
wąż. Jak mogłabym pozwolić, by mnie... dotykał? 

W  jej  głosie  było  tyle  zgrozy,  że  książę  instynktownie  zacisnął  dłonie  na 

lejcach. Potem zaś rzekł: 

- Będę teraz jechał bardzo szybko i gdy już wypróbuję te konie, być może 

znajdziemy jakieś rozwiązanie pani problemu. 

background image

Nie  czekał  na  jej  odpowiedź,  tylko  trzasnął  z  bicza,  a  konie  wyrwały 

naprzód. Powóz pędził z taką szybkością, z jaką Anicie nigdy jeszcze nie dane 
było  jechać.  Kurz  z  drogi  unosił  się  za  nimi  i  pomyślała,  że  nie  siedzi  obok 
Lucyfera,  lecz  Apolla,  który  pędził  swoim  rydwanem  po  niebie,  niosąc 
światło  z  jednej  strony  świata  na  drugą.  Anita  drżała  z  podniecenia.  Gdy 
zaczęli zbliżać się do końca prostego odcinka drogi, książę powstrzymał nieco 
konie, a po kilku minutach zawrócił. 

- To było ekscytujące! - zawołała Anita. - A konie są wspaniałe! Gdzie je 

pan znalazł? 

-  Nie  są  moje  -  odparł  książę  -  ale  mam  własne  konie,  które  potrafią  biec 

równie  szybko  albo  nawet  szybciej  jak  te,  choć  przyznaję,  że  tym  koniom 
trudno byłoby coś zarzucić. 

- Więc proszę tego nie robić - poprosiła Anita. 
- Dlaczego? - spytał zaciekawiony. 
-  Bo  to  zawsze  przynosi  rozczarowanie,  gdy  coś,,  co  uważaliśmy  za 

doskonałe, zawodzi nasze oczekiwania. 

- Jest pani zbyt młoda, by już coś wiedzieć na ten temat - zauważył książę, 

a w jego głosie zabrzmiała wyraźnie nuta cynizmu. 

-  A  więc  nigdy  nie  powinniśmy  oczekiwać  zbyt  wiele  -r  ciągnęła  Anita, 

jakby  rozmawiała  sama  z  sobą  -  lecz  próbować  być  wdzięczni  za  to,  że  jest 
dobrze, tak jak jest. 

- Gdy przemawia pani w taki sposób, czuję, że byłaby pani doskonałą żoną 

proboszcza. 

Krzyknęła przejęta zgrozą. 
- To nieuprzejme i okrutne! Mówi tak książę tylko po to, by... mnie zranić! 

Nie  prawiłam  kazania,  ale  próbowałam  zrozumieć,  dlaczego  jest  książę  tak 
cyniczny,  mając  ten  tytuł  i  z  pewnością  wszystko,  czego  tylko  zapragnie  na 
całym świecie... i jeszcze mnóstwo ponad to. 

Książę zaśmiał się. 
- A kto pani o mnie opowiadał? 
- Nie o księciu w szczególności - odrzekła Anita. - Ale książęta są bardzo 

ważnymi  osobistościami...  Wiem  o  tym...  i  ponieważ  są  w  następnej  linii 
pretendentami do tronu, chce się wierzyć, że są szczęśliwi. 

Książę znów się roześmiał. 
- Mówi pani o mnie, jakbym był księciem z bajki, jednej z tych, które sobie 

pani opowiada, spoglądając w niebo lub nabierając wody ze zdroju. 

- Skąd książę wie, że to robię? - spytała Anita. 
- To oczywiste. 

background image

- Próbuję... nie robić tego... przez cały czas. 
-  Nie  byłoby  dobrze,  gdyby  pani  się  zmieniła  -  zauważył  książę.  -  Małe 

anioły  z  pewnością  wierzą,  że  wszystko  jest  doskonałe.  -  Uśmiechnął  się 
ponownie, po czym wyrecytował: - Niech na murach nieba krążą teraz anioły 
jak wartownicy, by ostrzegać nieśmiertelne dusze. - Zauważył', że oczy Anity 
zabłysły nagle i zapytał: - Czy to właśnie pani robi? 

Czy  to  właśnie...  robię?  -  powtórzyła  jego  pytanie.  -  Czy  naprawdę 

wyglądam jak anioł? 

- Oczywiście! 
- To śliczna myśl - rzekła Anita jakby do siebie. 
-  Więc cóż  może  być odpowiedniejsze niż ostrzeganie jego nieśmiertelnej 

duszy, gdy jedzie pani w towarzystwie Lucyfera? 

- Wydaje mi się... to była... impertynencja z mojej strony, myśleć, że książę 

wyglądał  jak  on  -  odrzekła  Anita.  -  Ale  właśnie  w  chwili,  gdy  się  książę 
pojawił,  myślałam,  jak  przystojny  musiał  być  Lucyfer,  zanim  strącono  go  z 
nieba. 

Księciu prawiono wiele komplementów, lecz ten był najbardziej szczery. 
- Dziękuję - powiedział i zauważył pokryte rumieńcem policzki Anity. 
-  Być  może  nie  powinnam  była...  tego  powiedzieć  -  szepnęła.  -  To,  co 

czasem  myślę,  wymyka  mi  się  naprawdę  bez  zastanowienia,  więc  musi  mi 
książę wybaczyć. 

-  Nie  ma  czego  wybaczać  -  odrzekł  -  a  teraz,  gdy  wracamy  już  do  domu, 

chyba znalazłem rozwiązanie pani problemu. 

-  Znalazł  książę?  -  W  jej  głosie  zabrzmiała  zupełnie  inna  nuta  i  Anita 

klasnęła w dłonie. Obróciła się w stronę księcia, patrząc na niego błagalnie. - 
Czy to naprawdę znaczy, Wasza Wysokość, że pan mi pomoże? Proszę... jeśli 
książę to zrobi, będę mu... wdzięczna przez całe życie! 

-  Z  pewnością  spróbuję  -  odrzekł.  -  I  myślę,  że  nie  będzie  pani 

zawiedziona. 

- Proszę obiecać, że nie będę musiała... poślubić... wielebnego Joshuy! 
- Tylko wtedy, gdy będzie pani sobie tego życzyła. 
-  Książę  wie,  że  to  nie  może  stać  się  nigdy...  nigdy...  nigdy!  -  krzyknęła 

Anita. - Ale jak książę może temu zapobiec? 

- Myślę, że będziemy potrzebować pomocy jeszcze jednej osoby - odrzekł. 

Po  czym,  dostrzegając  niepokój  na  twarzy  Anity,  dodał:  -  Proszę  się  nie 
martwić. Osoba, którą mam na myśli, to moja matka! 

 
 

background image

Rozdział trzeci 

 
Księżna  odpoczywała  na  swoim  ulubionym  miejscu  przy  oknie,  gdy 

zdumiona ujrzała syna jadącego w kierunku domu. Ponieważ opuścił ją ponad 
godzinę  temu,  by  wrócić  do  Harewood  House,  nie  mogła  zrozumieć,  co 
spowodowało  ten  niespodziewany  powrót.  Słysząc  jego  kroki  zbliżające  się 
do  drzwi  salonu,  patrzyła  wyczekująco.  Wszedł  i  zanim  zdążył  się  odezwać, 
księżna wykrzyknęła: 

- Co się stało, Kerne? Nie spodziewałam się ujrzeć cię znów tak szybko! 
- Nie musi się mama martwić - rzekł książę, podchodząc do niej. 
- Więc o co chodzi? - spytała z ciekawością. Usiadł przy niej w fotelu, po 

czym odrzekł: 

-  Gdy  jechałem  powozem,  ujrzałem  bratanicę  panny  Lavenham  i 

zauważyłem, że jest w wielkim strapieniu. 

- Cóż ją mogło tak zmartwić? 
- Najwyraźniej mamy stara przyjaciółka, która - jak mi mama mówiła - jest 

oddana  dobroczynności,  zdecydowała,  ze  to  dziecko  ma  poślubić  jej 
ulubionego duchownego. 

Na  twarzy  księżnej  odmalowało  się  zaskoczenie.  -:  Nie  masz  chyba  na 

myśli wielebnego Joshuy Hislipa? 

- Sądzę, że tak właśnie się ów pan nazywa. 
- Ależ on jest stary, a w dodatku to bardzo niesympatyczny człowiek, .o. ile 

mi  wiadomo.  Gdy  słuchałam  go  w  zeszłą  niedzielę,  dosłownie  w  kółko 
powtarzał,  jakie  to  surowe  kary  czekają  niegodziwców  za  ich  grzechy. 
Odniosłam  wrażenie,  że  miałby  ochotę  wymierzać  je  osobiście,  gdyby  tylko 
dać mu taką szansę. 

-  Tak  więc  zrozumie  mama,  że  zbrodnią  byłoby  pozwolić,  aby  tę  młodą 

dziewczynę  zmuszono  do  poślubienia  kogoś,  kto  z  racji  wieku  z 
powodzeniem mógłby być jej ojcem. 

-  Ktoś  mi  mówił,  że  żona  wielebnego  Joshuy  zmarła  całkiem  niedawno  - 

zauważyła księżna. 

- Ależ oczywiście, jest za stary dla bratanicy Matildy... jak ona ma na imię? 
- Anita. 
-  Jednocześnie  -  ciągnęła  -  nie  mogę  nic  na  to  poradzić  i  jestem  całkiem 

pewna,  że  Matilda  Lavenham  byłaby  ogromnie  urażona,  gdybym  w 
jakikolwiek sposób wtrąciła się w tę sprawę. 

Po chwili milczenia książę rzekł: 
- Sądziłem, że potrzebuje mama lektorki. 

background image

Księżna  niemal  podskoczyła  z  oburzenia.  W  przeciwieństwie  do 

większości swoich rówieśników, wciąż miała wyśmienity wzrok, z czego była 
bardzo  dumna.  Widziała  wszystko  z  dużej  odległości  i,  co  więcej,  szkła 
powiększające używała tylko do czytania najdrobniejszego druku. 

Już  miała  powiedzieć,  że  lektorka  jest  ostatnią  rzeczą,  jakiej  potrzebuje, 

lecz powstrzymała się i po sekundzie wahania rzekła: 

-  Jeśli  naprawdę  sądzisz,  że  to  jest  właśnie...  niezbędne,  Kerne,  to  na 

pewno masz... rację. 

-  Byłem  niemal  pewien,  że  mama  zgodzi  się  ze  mną  -  odrzekł  książę  -  a 

skoro  wraca  mama  jutro  do  domu,  zapewne  uzna  za  przyjemne  mieć  przy 
sobie kogoś, kto będzie czytał jej gazety podczas długiej podróży. 

-  Sugerujesz,  że  Anita  Lavenham  mogłaby  pojechać  ze  mną?  -  spytała 

matka. 

-  Byłoby  najlepiej,  gdyby  przybyła  tu  już  dziś  -  odrzekł  -  gdyż,  o  ile 

zrozumiałem, kochliwy proboszcz wznowi zaloty jutro w południe. 

-  A  wiec  oczywiście  trzeba  temu  zapobiec  -  zgodziła  się  księżna.  -  Co, 

twoim zdaniem, mam uczynić? 

-  Zamówiłem  już  dla  mamy  powóz.  Jeśli  pojedzie  mama  do  domu  panny 

Lavenham  i  poprosi  ją,  by  była  łaskawa  wypożyczyć  swoją  bratanicę,  nie 
będzie w stanie odmówić. 

-  Tak,  oczywiście,  mój  najdroższy  -  przyznała  księżna.  -  Może 

zadzwoniłbyś na Eleonorę, aby przyniosła mi kapelusz i szal. 

Książę  podniósł  się,  by  sięgnąć  po  dzwonek,  więc  nie  zauważył 

zdumionego wzroku matki. To prawda, często oskarżała go o samolubstwo, a 
wielu ludzi mówiło, że jest rozpieszczonym jedynakiem. Księżna uważała, że 
odkąd  stał  się  dorosły,  nie  okazał  ani  odrobiny  zainteresowania  problemami 
innych ludzi. 

-  Teraz  ponownie  wyruszę  do  Harewood  House  -  mówił  książę  -  i  może 

tym razem uniknę po drodze kolejnych przygód. Jutro udam się do Doncaster 
i powinienem być w Ollertón mniej więcej za dwa tygodnie. 

- Zaprosiłam naszych gości na dwudziestego piątego - rzekła księżna. 
-  Dziękuję,  mamo.  Oczywiście  Brigstock  wróci  pociągiem,  by  opiekować 

się  mamą  podczas  podróży  i  zapewnić  wszystko,  czego  mama  będzie 
potrzebowała. 

-  Jestem  pewna,  że  pan  Brigstock  zrobi  wszystko  wyśmienicie  - 

odpowiedziała  księżna.  -  Wyciągnęła  ręce  do  syna.  -  Do  zobaczenia, 
najdroższy  chłopcze.  Baw  się  dobrze  podczas  wyścigów  i  mam  nadzieję,  że 
twoje konie wygrają. 

background image

- Byłbym niepocieszony, gdyby przegrały. 
Książę  pocałował  matkę  i  opuścił  salon  w  pośpiechu,  jakby  nie  mógł 

doczekać się powtórnego powożenia kasztanami, które czekały na niego przed 
domem. 

Księżna patrzyła na jego szerokie barki znikające w drzwiach i wyszeptała 

cicho: 

- Lektorka, doprawdy! Myślę jednak, że to tak samo dobrą wymówka, jak 

każda inna! 

Anita  posłuchała  zalecenia  księcia  i  wróciła  prędko  do  domu  ciotki.  Było 

już jednak za późno, by uniknąć zbesztania za tak długą nieobecność. 

-  Masz  tu  aż  nadto  dużo  do  zrobienia,  Anito  -  rzekła  surowo  panna 

Lavenham  -  bez  wałęsania  się  samopas  nie  wiadomo  gdzie,  co  jest 
zachowaniem, którego nie aprobuję. 

-  Przepraszam  -  odparła  Anita  z  pokorą.  -  To  był  piękny  dzień  i  zaszłam 

dalej niż zamierzałam. 

- To szaleństwo młodych ludzi na punkcie ćwiczeń fizycznych jest całkiem 

zbyteczne - rzuciła opryskliwie panna Lavenham - zwłaszcza gdy zaniedbują 
oni swoje obowiązki. Pospiesz się i dokończ pisanie tych listów, żebyś mogła 
dać je księdzu, gdy przyjdzie jutro z wizytą. 

Nie spostrzegła, że Anita lekko zadrżała na myśl o prawdziwym powodzie 

jutrzejszych odwiedzin wielebnego Joshuy. 

Anita zaczęła myśleć rozpaczliwie, czy książę dotrzyma słowa i uratuje ją 

przed czymś, co - jak sądziła - było losem zbyt straszliwym, by go rozważać. 
Łatwo  było  Sarah  mówić  o  znalezieniu  mężów.  Żywa  wyobraźnia  Anity 
podpowiadała  jej,  że  posiadanie  męża  pociągało  za  sobą  coś  więcej,  niż 
noszenie nazwiska mężczyzny i doglądanie jego domu. Czym to miało być w 
rzeczywistości,  tak  naprawdę  nie  miała  pojęcia.  Myśl  o  tym,  że  wielebny 
Joshua  dotyka  i  całuje  ją,  wywoływała  w  Anicie  grozę.  Wydawało  jej  się  to 
wbrew naturze. 

Gdy  ujrzała  proboszcza  na  ambonie  pierwszej  niedzieli  po  swoim 

przyjeździe  do  Harrogate,  uznała  go  za  brzydkiego,  nudnego  człowieka. 
Wobec  tego  zapadła  w  jeden  ze  swoich  snów  na  jawie,  który,  rzecz  dziwna, 
związany  był  z  Lucyferem,  chociaż  kazanie  wielebnego  Joshuy  w  żaden 
sposób nie przypominało tego, które wygłosił wielebny Adolphus: 

Jakie upadłeś z niebios, o Lucyferze, synu poranka! 
Anita powtarzała te słowa i uśmiechając się lekko, myślała, że jej Lucyfer 

upadł bardzo wygodnie na pozycję księcia. 

background image

Gdy  wielebny  Joshua  przyszedł  później  tego  popołudnia  na  herbatę  do 

ciotki Matildy, Anita stwierdziła, że z bliska jest jeszcze bardziej niemiły, niż 
gdy  celebruje  mszę  w  kościele.  Było  w  nim  coś  z  lizusa,  coś  oślizgłego  w 
sposobie, w jaki zwracał się do jej ciotki. Anita nie przeoczyła błysku w jego 
oczach,  który  -  była  o  tym  przekonana  -  był  błyskiem  chciwości,  gdy 
opuszczając dom, przyjął od ciotki Matildy zapieczętowaną kopertę. 

-  Jeszcze  jedna  darowizna  na  pana  ulubioną  instytucje  dobroczynną,  mój 

drogi księże - rzekła ciotka zaskakująco miękkim głosem.  

Anicie  przyszło  na  myśl,  że  być  może  była  niesprawiedliwa,  lecz 

podejrzewała, iż ulubioną instytucją dobroczynną wielebnego Joshuy był: on 
sam.  

Przychodził  w  odwiedziny  nader  często  i,  ku  zdziwieniu  Anity,  następnej 

niedzieli trzymał jej rękę w swojej wilgotnej, lepkiej dłoni cokolwiek dłużej, 
niż było trzeba. Słyszała też, jak bardzo uprzejmie wyrażał się o niej do ciotki 
Matildy. 

-  Gdyby  wiedział,  co  o  nim  myślę  -  rzekła  do  siebie  -  Śpiewałby  całkiem 

inaczej! 

W każdym razie nie  myślała o nim  więcej, niż  musiała, a tego ranka była 

zaprzątnięta i podniecona pierwszym listem, który otrzymała od Sarah. Ta zaś 
pisała: 

Nie umiem Ci opisać, jak cudownie jest być w Londynie z ciocią Elizabeth. 

Okazała  się  dla  mnie  milsza,  niż  to  sobie  wyobrażałam.  Stroje,  które  mi 
podarowała,  są  śliczne,  tak  śliczne,  ie  ilekroć  je  wkładam,  czuję  się  jak 
Kopciuszek, nad którym dobra wróżka machnęła swoją magiczną różdżką. 

Wyobraź  sobie,  mam  ogromną  krynolinę,  a  w  szafie  wiszą  już  cztery 

suknie balowe, oprócz wielu innych zachwycających strojów! 

Pragnęłabym Ci opowiedzieć, droga Anito, o balach, na których byłam i o 

przyjęciu,  na  którym  ciocia  Elizabeth  nawet  przedstawiła  mnie  księżniczce 
Aleksandrze, ale teraz nie mam czasu, gdyż muszę się przygotować do dużego 
przyjęcia w porze lunchu. 

Mam nadzieję, że nie czujesz się zbyt nieszczęśliwa w Harrogate i wkrótce 

znów  napiszę  tak  szybko,  jak  tylko  będzie  to  możliwe.  Teraz  chciałam 
jedynie, abyś się dowiedziała, że Cię kocham i żałuję,, że nie jesteś tu ze mną. 

Anita  czytała  ten  list  wciąż  od  nowa.  Myślała  o  uroku  Sarah,  o  tym,  że 

wszyscy będą ją podziwiali i na pewno znajdzie sobie takiego  męża, jakiego 
zapragnie. Spędziła ranek, rozmyślając o Sarah, zatem  zaskoczyło ją, gdy na 
zakończenie lunchu, prostego i raczej monotonnego posiłku, panna Lavenham 
odezwała się: 

background image

-  Chciałabym  porozmawiać  z  tobą,  Anito,  zanim  pójdę  odpocząć.  -  Anita 

zdziwiła się, lecz podążyła za ciotką do jej pokoju porannego, który przylegał 
do  jadalni.  Gdy  zamknęły  drzwi,  panna  Lavenham  powiedziała:  -  Usiądź, 
Anito.  Mam  ci  coś  do  powiedzenia  i  jestem  pewna,  że  to,  co  usłyszysz, 
uświadomi  ci,  jak  wielkie  masz  szczęście,  dziewczyno.  -  Anicie  przemknęło 
przez  myśl,  że  ciotka  być  może  chce  dać  jej  nową  sukienkę,  lecz  panna 
Lavenham  ciągnęła:  -  Spotkałaś  tu  wiele  razy  wielebnego  Joshuę  Hislipa  i 
słuchałaś go w kościele. Musiałaś zauważyć, że jest człowiekiem o wybitnych 
zdolnościach i charakterze. 

Przerwała. Ponieważ oczekiwała na odpowiedź, Anita przyznała: 
- Tak, w rzeczy samej, nie wątpię w to. 
-  W  takim  razie  z  pewnością  docenisz  -  i  ciągnęła  panna  Lavenham  -  jak 

wielkim honorem ; byłoby zostać jego towarzyszką i żoną. 

Anitę zdumiała wielce i zaskoczyła gotowość ciotki do wyjścia za mąż po 

siedemdziesiątce.  Ale  ;  gdy  się  nad  tym  zastanowiła,  nabrała  pewności,  że 
wielebny  Joshua  uznałby  za  wielce  pomyślą  okoliczność  posiadanie  tak 
bogatej  żony.  Nie  było  też  wątpliwości,  że  Ciotka  Matilda  bardzo  go  lubiła. 
Głośno zaś rzekła: 

-  A  więc  wychodzi  ciocia  za  mąż,  ciociu  Matildo!  Jakie  to  ekscytujące! 

Czy będę mogła zostać cioci druhną? 

Na  chwilę  zapadła  kamienna  cisza,  po  czym  Anita  zorientowała  się,  że 

powiedziała coś niewłaściwego. 

Wypowiadając  dobitnie  każde  słowo,  tak,  by  nie  było  żadnych 

wątpliwości, panna Lavenham rzekła: 

- Proboszcz poprosił o twoją rękę, Anito! Pomijając sposób, w jaki ciotka 

to powiedziała, 

Anita  odniosła  wrażenie,  że  źle  słyszy.  Potem  wyrwał  się  jej  stłumiony 

okrzyk: 

- N-nie... to niemożliwe! Jakże... mógł? Przecież jest stanowczo za stary! 
-  Wiek  nie  ma  znaczenia!  -  odparła  ostro  panna  Lavenham  -  i,  jak 

proboszcz  sam  powiedział,  przyniesiesz  mu  wiosnę  po  tak  długim  życiu  w 
grudniowym  chłodzie  i  śniegach.  -  Ponieważ  przez  chwilę  Anita  nie  była 
zdolna wydusić z siebie słowa, panna Lavenham ciągnęła: - Czynił aluzję do 
wieloletniej  choroby  swojej  żony,  zanim  wreszcie  zmarła.  Osobiście  zawsze 
uważałam ją za kobietę  męczącą, zazdrosną i zrzędną, i nie udało jej się dać 
mu dzieci, chociaż to mogła być siła wyższa. 

- Dzie... ci! - Anita wyszeptała to słowo niemal bez tchu. A potem śmiało, 

bowiem serce waliło jej w piersi, powiedziała: - Przykro mi... ciociu Matildo... 

background image

ale nie mogłabym... poślubić człowieka, który jest... o tyle odemnie starszy, a 
zarazem kogoś, kogo nie... kocham. 

Panna  Lavenham  zignorowała  jej  słowa,  jakby  nie  były  ważniejsze  niż 

brzęczenie komara. 

- Nonsens! Nonsens! - powiedziała. - Oczywiście, że poślubisz wielebnego 

Joshuę  i  masz  wielkie  szczęście,  mogąc  to  uczynić.  Nie  będziesz  miała 
wystawnego  wesela.  To  byłoby  zupełnie  niepotrzebne. Wydam  tu  niewielkie 
przyjęcie.  Przypuszczam  też,  że  będę  musiała  uzupełnić  twoją  ślubną 
wyprawę. 

Anita podniosła się. 
-  Nie!...  Nie!...  Nie  mogę...  i  nie  wyjdę  za  mąż  za  wielebnego... 

dżentelmena! 

-  Zrobisz  tak,  jak  ci  powiedziano!  -  ucięła  panna  Lavenham.  -  Nie  życzę 

sobie,  aby  był  rozczarowany  i  to  małżeństwo  ma  moją  pełną  akceptację. 
Uważam,  skoro  twój  ojciec  nie  żyje,  a  matka  jest  za  granicą,  że  to  ja,  jako 
najstarsza  z  rodziny  Lavenhamów,  jestem  twoją  opiekunką  i  właśnie  jako 
twoja  opiekunka,  Anito,  oczekuję,  że  nie  będziesz  sprzeciwiać  się  moim 
planom.  Gdy  proboszcz  złoży  nam  jutro  wizytę,  przyjmiesz  jego 
oświadczyny,  a  ja  poczynię  przygotowania  do  twojego  ślubu  w  ciągu 
miesiąca. 

Ton,  jakim  panna  Lavenham  przemawiała,  był  tak  zdecydowany,  tak 

władczy, że Anita miała uczucie, jakby ściany zwierały się nad nią i nie było 
żadnej  możliwości  ucieczki.  Płacząc  cichutko,  jak  zwierzę  złapane  w 
potrzask, uciekła z pokoju i pobiegła po schodach na górę, do swojej sypialni. 
Zamknęła się w niej, a gdy usłyszała, jak ciotka wchodzi na górę, by położyć 
się  w  swoim  pokoju,  włożyła  kapelusz  i  wymknęła  się  z  domu,  czując,  że 
tylko poza miastem, na wsi, będzie mogła odetchnąć i wszystko przemyśleć. 

Wówczas,  jakby  zrządzeniem  opatrzności,  spotkał  ją  książę  i  obiecał 

uratować, ale w jaki sposób to zrobi, nie miała pojęcia. 

Teraz  myślała  desperacko,  że  będzie  musiała  uciec  dziś  w  nocy  i  w  jakiś 

sposób  znaleźć  drogę  do  domu,  do  Fenchurch,  gdy  majordomus  otworzył 
drzwi i oznajmił: 

- Księżna Ollerton, proszę pani! 
Panna  Lavenham  wyglądała  na  zdziwioną,  a  Anita  poczuła,  jak  serce 

skoczyło w niej z radości. 

Księżna  podeszła  bardzo  powoli  i  z  wyraźnym  trudem  do  panny 

Lavenham, która powstała, by ją przywitać. 

- Jaka niespodzianka, Clarice. Nie oczekiwałam cię! 

background image

Pomogła  usiąść  w  fotelu  księżnej,  która  nie  odzywała  się,  zanim  nie 

usadowiła się wygodnie, dopiero potem rzekła: 

-  Wybacz,  że  zaniedbałam  zapowiedzieć  swoją  wizytę,  Matildo,  lecz 

wyjeżdżam  jutro  i  jest  to  dla  mnie  ostatnia  okazja,  by  złożyć  ci  wyrazy 
uszanowania. Ponadto pragnę cię prosić o wielką przysługę. 

-  Nie  miałam  pojęcia,  że  wyjeżdżasz  tak  szybko  -  przerwała  panna 

Lavenham. 

- Mój pobyt tutaj trwał bardzo długo - odparła księżna. - Jestem pewna, że 

siarkowe  kąpiele  dobrze  mi  zrobiły  i  z  pewnością  czuję  się  lepiej,  odkąd 
zażywam wodę ze zdroju. 

- Miło mi to słyszeć. 
Słuchając słów ciotki, Anita stwierdziła, że ta zawsze zachowywała się tak, 

jakby komplement dla Harrogate był zarazem komplementem dla niej. Myśląc 
o tym, wstała od biurka, przy którym pisała, i teraz księżna uśmiechnęła się do 
niej. 

- Wyglądasz na bardzo zapracowaną, moje dziecko. 
Anita dygnęła. 
-  Tak,  Wasza  Wysokość.  Piszę  listy  z  prośbą  o  wsparcie,  które  ciocia 

Matilda wysyła w imieniu misjonarzy z Afryki Zachodniej. 

- Jakaś ty łaskawa - zwróciła się księżna do panny Lavenham. - Oczywiście 

musisz pozwolić mi także coś ofiarować. 

-  Nie  ma  potrzeby  -  odparła  panna  Lavenham,  lecz  szybko  dodała:  - 

Chociaż, oczywiście, liczy się każdy pens. 

Księżna otworzyła niewielką siateczkową torebkę. 
- Oto pięć suwerenów - powiedziała-imam nadzieję, że moja ofiara uczyni 

tyle dobra, ile się spodziewasz. 

-  Tubylcy  w  Afryce  Zachodniej  byli  bardzo  zaniedbani  -  odrzekła  panna 

Lavenham,  biorąc  złote  suwereny  od  księżnej.  -  Wielebny  Josuha  Hislip, 
którego kazanie słyszałaś w niedzielę, ma nadzieję, że będziemy mogli wysłać 
z  Harrogate  naszego  własnego  misjonarza,  by  uratować  dusze  tych  ludzi, 
nawracając ich na chrześcijaństwo. 

Gdy  panna  Lavenham  wymówiła  imię  wielebnego  Joshuy,  księżna  miała 

świadomość, że Anita patrzy na nią z rozpaczliwym błaganiem w błękitnych 
oczach. 

- W istocie przyszłam prosić cię, Matildo - rzekła - abyś wyświadczyła mi 

wielką uprzejmość i wypożyczyła swoją bratanicę. 

-  Wypożyczyć  ci  moją  bratanicę!  wykrzyknęła  panna  Lavenham  z 

niedowierzaniem. 

background image

- Jutro wyruszam w podróż do domu prywatnym pociągiem mojego syna - 

nowy  nabytek,  z  którego  jest  bardzo  dumny  -  wyjaśniła  księżna.  -  Jednak 
będzie to długa podróż, nawet jeśli względnie komfortowa, a ponieważ moje 
oczy nie są już takie jak kiedyś, byłoby miło mieć przy sobie kogoś, kto by mi 
czytał. 

Anita wstrzymała oddech i przez chwilę sądziła z wyrazu twarzy ciotki, że 

ta  ma  zamiar  odmówić.  W  końcu  panna  Lavenham  rzekła  z  wyraźną 
niechęcią: 

-  W  tych  okolicznościach  byłoby  mi  trudno  nie  wypożyczyć  ci  Anity. 

Równocześnie  pragnęłabym,  abyś  odesłała  ją  tu  z  powrotem  tak  szybko,  jak 
tylko przestanie być ci potrzebna. 

-  Ależ  oczywiście!  -  odrzekła  księżna.  Widzę,  ile  ona  dla  ciebie  znaczy, 

Matildo.  To  bardzo  uprzejme  z  twojej  strony,  że  pozwalasz  mi  ją  zabrać, 
skoro mój syn nie może odwieźć mnie do domu osobiście. 

-  O  której  życzysz  sobie,  aby  Anita  była  gotowa?  -  spytała  panna 

Lavenham. 

- Myślę, że byłoby najdogodniej, gdyby poszła ze  mną już teraz - odparła 

księżna.  -  Zanim  wypijemy  herbatę,  Matildo,  i  pogadamy  o  starych  czasach, 
na  pewno  uda  jej  się  spakować  swoje  rzeczy.  A  mój  powóz  czeka  przed 
domem. 

Panna  Lavenham  uczyniła  wyraźną  pauzę,  zanim  wyraziła  zgodę  na  tę 

propozycję.  W  tym  czasie  Anita  myślała  z  rozpaczą,  że  być  może  ciotką 
rozważa  posłanie  po  wielebnego  Joshuę,  aby  porozmawiał  z  nią  przed 
odjazdem. 

- Jeśli tego sobie życzysz, Clarice, muszę się zgodzić - oznajmiła szorstko 

panna  Lavenham.  Wtedy,  jakby  zdecydowała,  że  ktoś  powinien  cierpieć  za 
zmianę  jej  planów,  powiedziała:  -  Na  co  czekasz,  Anito?  Z  pewnością  masz 
dość  rozsądku,  by  zorientować  się,  że  powinnaś  była  poprosić  Batesa  o 
przyniesienie  herbaty!  I  pospiesz  się  z  pakowaniem!  Nie  każ  Jej  Wysokości 
na siebie czekać. 

- Nie... nie, oczywiście, że nie! - odpowiedziała Anita. 
Wybiegła  z  pokoju,  jakby  miała  skrzydła  u  nóg.  Książę  ją  uratował. 

Naprawdę ją uratował! Wiedziała, że skoro raz ucieknie z Harrogate, nigdy tu 
już nie wróci. 

Odjeżdżając  z  księżną  pół  godziny  później,  Anicie  brakowało  słów,  by 

wyrazić swą wdzięczność. 

-  Nie  wiem...  jak  zacząć,  by  podziękować  Waszej  Wysokości  za  zabranie 

mnie od... ciotki Matildy. 

background image

-  Z  tego  co  mówił  mój  syn  zrozumiałam,  że  był  bardzo  specjalny  powód, 

dla którego chciałaś wyjechać. 

-  Widziała  księżna  wielebnego  Joshuę  -  odrzekła  Anita.  -  Jak  mogłabym 

poślubić... takiego starego mężczyznę? 

-  W  twoim  wieku  sądzisz  z  pewnością,  jak  mi  się  wydaje,  że  każdy 

mężczyzna po czterdziestce jest stary - zauważyła księżna. 

- Jest w nim też coś nieprzyjemnego rzekła Anita. - Myślę, że bynajmniej 

nie martwi się o tubylców z Afryki Zachodniej! - Powstrzymała się i spojrzała 
na  księżnę  ż  obawą.  -  Przepraszam,  jeśli  to  zabrzmiało...  nie  po 
chrześcijańsku. 

Księżna zaśmiała się lekko. 
-  Być  może  jesteś  do  niego  uprzedzona  -  powiedziała.  -  Wiem  jednak,  że 

bez trudu znajdziemy ci o wiele młodszego i sympatyczniejszego męża. 

Anita zaczerpnęła powietrza. 
-  Błagam,  madame,  ja  nie  chcę...  męża!  -  wykrzyknęła.  -  Widząc 

zaskoczenie  księżnej,  wyjaśniła:  -  Sarah  i  Daphne  chcą  wyjść  za  mąż,  ale  ja 
raczej wolę pozostać tak jak teraz. Przynajmniej dopóty, dopóki nie znajdę... 
kogoś, kogo naprawdę... pokocham i kto... pokocha mnie. 

- Zawsze słyszałam, że twoi rodzice byli razem bardzo szczęśliwi - rzekła 

księżna - i mając ich za przykład, tego właśnie szukasz w swoim życiu. 

Anita  spojrzała  na  księżnę  w  sposób,  który  tej  wydał  się  bardzo 

wzruszający. 

- W końcu spotkałam kogoś, kto mnie rozumie! - wykrzyknęła. - Każdemu, 

z kim rozmawiam, nawet Sarah i Jego Wysokości, wydaje się ważne jedynie 
to, że powinnam wyjść za mąż. Oczekuję od życia o wiele więcej niż tylko... 
ślubnej obrączki. 

Księżna spojrzała na nią rozbawiona. Nie wiedziała, w przeciwieństwie do 

sióstr Anity, że ma ona bardzo zabawny sposób formułowania myśli. 

- A więc czego jeszcze pragniesz? - spytała. 
-  Przede  wszystkim  miłości  -  odparła  poważnie  Anita  -  a  także  kogoś,  z 

kim  można  inteligentnie  porozmawiać,  kto  będzie  rozumiał,  co  próbuję 
powiedzieć,  nie  myśląc  przy  tym,  że  wyobrażam  sobie  rzeczy,  które  nie 
istnieją. 

- Sądzę, że rozumiem - powiedziała księżna. 
- A ty zrozumiesz, gdy naprawdę się zakochasz, jak łatwo rozmawia się z 

kimś, kto cię kocha - nie tylko z pomocą słów, ale i serca. Anita wydała cichy 
okrzyk radości. 

background image

-  Księżna  naprawdę  rozumie,  o  czym  mówię,  tak  jak  mama.  Och,  tak 

bardzo  jestem  szczęśliwa,  że  księżnę  spotkałam!  To  była  najszczęśliwsza 
rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przydarzyła, gdy upadłam na fotel księżnej w 
pijalni i wylałam jej wodę na koc. 

-  Mam  nadzieję,  że  mogę  być  dla  ciebie  wszystkim,  o  czym  myślisz  - 

rzekła  księżna  -  ale  musisz  podziękować  mojemu  synowi.  To  on  przekonał 
mnie,  że  potrzebuję  lektorki  i  zasugerował,  abym  poprosiła  twoją  ciotkę  o 
wypożyczenie ciebie. 

-  Zabrzmiało  to  trochę  jakbym  była  książką  z  biblioteki!  -  rzekła  Anita  z 

uśmiechem.  -  Ale  proszę,  czy  podziękuje  Wasza  Wysokość  księciu,  gdy  go 
zobaczy i powie jak bardzo, bardzo jestem wdzięczna? 

- Możesz mu sama podziękować, gdy przyjedzie do Ollerton. 
Na chwilę zapadła cisza. Potem Anita spytała z niedowierzaniem: 
-  Czy  Wasza  Wysokość  chce  powiedzieć,  że  zabiera  mnie  z  sobą  do 

Ollerton? Że mogę... tam się zatrzymać? 

- To właśnie miałam na myśli - odparła księżna - chyba że będziesz chciała 

zrobić coś innego. 

- To byłoby cudownie, wspaniale! - wykrzykneła Anita. - Myślałam tylko, 

że  gdy  księżna...  uratowała  mnie  i  zabiera  na  południe,  będzie  mnie  chciała 
odesłać... do domu. 

-  A  kto  jest  w  domu?  -  zapytała  księżna.  Wtedy  Anita  musiała  jej 

opowiedzieć  całą  historię  o  matce,  która  wyjechała  do  Szwajcarii  i  o  Sarah, 
która  przebywała  u  ciotki  Elizabeth,  i  o  Daphne  pozostającej  u  swojej 
chrzestnej matki. 

- A więc nikt nie pozostał dla ciebie - stwierdziła księżna na koniec - poza 

Matyldą Lavenham! 

- Myślę, że chciała być dla mnie  miła - odrzekła Anita - ale ponieważ tak 

bardzo lubi wielebnego Joshuę, nie mogła zrozumieć, dlaczego nie odczuwam 
w  stosunku  do  niego  tego  samego  co  ona.  W  istocie,  gdy  powiedziała  mi  o 
jego  jutrzejszych  odwiedzinach  z  początku  pomyślałam,  że  zamierza  ożenić 
się z nią. 

Powiedziała  to,  gdy  dojeżdżały  do  Prospect  Gardens  i  księżna  śmiała  się, 

dopóki konie nie przystanęły i lokaj otworzył drzwi powozu. 

- Książę Ollertón, milady! - zaanonsował majordomus. 
Lady Blankley, stojąc upozowana obok wielkiej wazy z liliami chińskimi, 

obróciła  się  z  afektowaną  gracją  w  stronę  mężczyzny,  który  pojawił  się  w 
drzwiach.  Wyraźnie  widać  było  jej  zachwyt  na  widok  księcia.  Bo  też 

background image

wyglądał  nad  wyraz  elegancko,  gdy  położywszy  cylinder  i  laskę  na  krześle, 
postąpił ku niej, a lekki uśmiech rozjaśnił jego oczy. 

-  Wróciłeś!  -  wykrzyknęła.  -  Liczyłam  godziny,  naprawdę!  Bez  ciebie 

byłam taka nieszczęśliwa! 

Jej  głos  był  melodyjny  w  pewien  wystudiowany  sposób,  lecz,  jak  książę 

często  myślał,  wszystko,  co  dotyczyło  lady  Blankley,  miało  w  sobie  polor  i 
nienaganną perfekcję - jak przedmiot, któremu kształt nadał mistrz rzemiosła. 

Książę  ujął  dłoń,  którą  ku  niemu  wyciągnęła,  złożył  na  niej  pocałunek  i 

obrócił,  by  pocałować  jej  perłoworóżowe  wnętrze.  Gdy  wyprostował  się, 
rzekł: 

- Jesteś jeszcze piękniejsza, niż zapamiętałem! 
- Dziękuję, Kerne! 
Jej  oczy  błyszczały  jak  szmaragdy,  które  miała  na  szyi,  a  ciemne  włosy  z 

niebieskawym połyskiem wyglądały bardzo kusząco. 

- Ponieważ nie było  mnie tak długo - rzekł książę -  mamy sobie wiele do 

powiedzenia. Czy możemy usiąść? 

Lady Blankley przysunęła się bliżej ku niemu. 
- Po co tracić czas na słowa? - spytała. - George gra w polo w Hurlingham i 

nie wróci wcześniej niż za dwie godziny. 

Otoczyła  ramionami  szyję  księcia,  przyciągając  jego  głowę  ku  swojej,  a 

usta, gorące i pożądliwe, znalazły się na jego wargach... 

Znacznie później, gdy książę poprawiał włosy przed lustrem wiszącym nad 

kominkiem, zapytała miękkim głosem: 

- Kiedy znów cię zobaczę? 
- Przede wszystkim jutro rano jadę do Ollertón - odrzekł książę - a w piątek 

wydaję przyjęcie. 

- Przyjęcie? - powtórzyła lady Blankley. - I nie zaprosiłeś mnie. 
Książę potrząsnął głową. 
-  To  nie  jest  przyjęcie  w  twoim  stylu,  Elaine,  gospodynią  będzie  moja 

matka. 

- To nie przeszkodziłoby nam być razem, gdybym była twoim gościem. 
Książę  uświadomił  sobie,  że  popełnił  błąd,  wspominając  o  tych  planach, 

ponieważ  Elaine  była  ostatnią  osobą,  której  obecności  pragnął  na  owym 
szczególnym  przyjęciu,  podczas  którego  zamierzał  wybrać  sobie  przyszłą 
żonę. 

Była  piękna,  trudno  temu  zaprzeczyć.  Zawsze  jednak  miał  wrażenie,  że 

pragnie od niego więcej niż gotów był jej ofiarować.  Chociaż ich pełne żaru 
miłosne  pieszczoty  w  pewien  sposób  były  nader  satysfakcjonujące, 

background image

niezmiennie  czuł  się  po  nich  rozczarowany,  czego  nie  umiał  sobie 
wytłumaczyć. 

- Czego jeszcze mogę chcieć? - zadawał sobie pytanie. - Czego szukam? 
Gdy zaczynał uwodzić Elaine Blankley, lub raczej gdy ona uwodziła jego, 

myślał,  że  ta  kobieta  uosabia  wszystko,  czego  mężczyzna  mógłby  pragnąć. 
Była piękna, dowcipna i miała w sobie tę nienaganną perfekcję, której książę 
zawsze  poszukiwał.  Nawet  przez  swoje  rywalki  uważana  była  za  najlepiej 
ubraną  kobietę  w  Londynie.  Podobno,  gdy  książę  Walii  był  w  gniewnym 
nastroju,  potrafiła  go  oczarować  i  poprawić  mu  humor  szybciej  niż 
ktokolwiek inny. 

Gdy  książę  kochał  się  z  Elaine  Blankley,  jakiś  szalony,  prymitywny 

płomień  pojawiał  się  pod  tą  kontrolowaną,  ucywilizowaną  maską  na  twarzy, 
którą ukazywała światu, i ten płomień go ogarniał, wywołując w nich obojgu 
pasję i namiętność, jakiej nie znał wcześniej. 

A jednak teraz książę stwierdził, że czegoś mu w tym brakowało. Czego - 

nie  miał  pojęcia.  Wiedział  jedynie,  że  z  jakiegoś  powodu,  którego  nie  umiał 
określić, był zadowolony z jutrzejszego wyjazdu do Ollerton i z ewentualnego 
spotkania się znów z Elaine nie wcześniej niż za dziesięć dni. 

Przestał przyglądać się swemu odbiciu w lustrze i odwrócił się, by spojrzeć 

na Elaine. Miała w sobie koci wdzięk, który doceniał i zdawał sobie sprawę, 
że sposób, w jaki ułożyła się na sofie, był rozmyślnie prowokujący. 

- Sprawiłeś, że byłam bardzo szczęśliwa, Kerne - rzekła miękko. 
- To właśnie zamierzałem powiedzieć tobie, Elaine. 
Wyciągnęła rękę, a gdy ją ujął, jej palce zacisnęły się na jego dłoni. 
- Przyjedź znów bardzo, bardzo prędko - powiedziała. - Wiesz, jak za tobą 

tęsknię. 

-  Mnie  też  będzie  ciebie  brak  -  odrzekł,  bo  tego  właśnie  od  niego 

oczekiwano, lecz te słowa nie wyrażały prawdy. 

Skierował się ku drzwiom, podniósł cylinder i laskę, i nic już nie  mówiąc 

opuścił pokój. Gdy schodził po szerokich schodach do holu, w którym krążyli 
lokaje w liberiach Blankleyów, zadał sobie pytanie, czy jeszcze kiedykolwiek 
odwiedzi ten dom. 

Następnego  ranka,  powożąc  końmi,  gdyż  podróż  do  Ollertón  była  zbyt 

krótka,  by  usprawiedliwić  skorzystanie  z  jego  prywatnego  pociągu,  a  także 
dlatego,  że  wolał  świeże  powietrze,  książę  Ollertón  rozmyślał  nie  o  lady 
Blankley, lecz o swoim przyjęciu. Otrzymał właśnie list od  matki, w którym 
donosiła, co nie było dla niego niespodzianką, że wszystkie osoby, do których 
napisała, przyjęły jej zaproszenie. 

background image

Młode  dziewczęta,  które  miały  przyjechać,  to  lady  Millicent  Clyde,  córka 

hrabiego  i  hrabiny  Clydeshire,  wielmożna  Alice  Down,  córka  lorda  i  lady 
Downham i lady Rosemary, którą już zdążył poznać, córka markiza i markizy 
Doncaster. Księżna pisała: Skoro znasz lady Rosemary, być może podjąłeś juz 
decyzję i przyjęcie nie będzie potrzebne. 

Jeśli  coś  było  niepotrzebne,  pomyślał  książę,  czytając  list  matki,  to 

zaproszenie  lady  Rosemary.  Rok  wcześniej  sądził  -  chociaż  poświęcał  jej 
niewiele  uwagi,  gdyż  pobierała  jeszcze  nauki  -  że  była  raczej  atrakcyjną 
dziewczyną, która wkrótce może wyrosnąć na prawdziwą piękność. Wykazał 
jednak w tej sprawie zbyt wielki optymizm i po przybyciu do domu markiza, 
stojącego  w  pobliżu  torów  wyścigowych,  stwierdził,  że  lady  Rosemary  nie 
była nawet w połowie tak interesująca ani tak atrakcyjna, jak konie jej ojca. W 
istocie  było  coś  końskiego  w  jej  wyglądzie,  a  za  tym  książę  u  kobiet  nie 
przepadał.  Jej  sposób  wyrażania  się  także  przywodził  na  myśl  stajnie,  w 
których  najwyraźniej  spędzała  zbyt  dużo  czasu.  Gdy  jeździł  z  nią  konno  i 
przebywał  czasem  w  jej  towarzystwie  podczas  wyścigów,  dochodził  do 
wniosku, że nie była typem kobiety, którą mógłby poprosić o rękę. 

-  Miejmy  nadzieję,  że  dwie  pozostałe  będą  lepsze  -  myślał  teraz,  gdy 

wyjechał już poza granice Londynu i znalazł się na otwartej przestrzeni poza 
miastem. 

Potem stwierdził, że cały ten pomysł z ożenkiem, jest mu bardzo niemiły, 

więc  powziął  silne  postanowienie,  by  zawrócić  do  Londynu  i  poszukać  tam 
rozrywek,  które  sprawiały  mu  przyjemność.  Gdy  jednak  przypomniał  sobie 
kuzyna  Marmiona,  jego  nalaną  twarz  i  wydatny  brzuch,  zrozumiał,  że  nawet 
jeśli  nie  odczuwa  gwałtownej  potrzeby,  by  zapobiec  odziedziczeniu  przez 
niego tytułu, musi być posłuszny rozkazowi królowej. 

Jednak każdy jego zmysł buntował się przeciw tej  myśli. Nie  miał ochoty 

się  żenić  i  wiedział  aż  nazbyt  dobrze,  że  gdyby  nawet  był  choć  trochę 
zainteresowany swoją żoną lub gdyby w zwykły, naturalny sposób pożądał jej 
jako kobiety, uczucia te szybko by się ulotniły. 

Elaine  Blankley  była  właśnie  tego  przykładem.  Gdy  wczoraj  wieczorem 

kładł  się  spać,  wiedział  już,  że  skończył  tę  znajomość,  choć  niewątpliwie 
będzie  protestowała  lub  może  urządzi  scenę,  kiedy  spotkają  się  sam  na  sam. 
Po prostu została  skreślona z listy, a to wykluczało ją  z grona potencjalnych 
gości w Ollertón. 

- Ciekawe, kto  mnie teraz zainteresuje - zapytał sam siebie i pomyślał,  że 

nieuniknione  zakończenia  łowów,  nigdy  zresztą  nie  trwających  zbyt  długo, 
stają się nudne. - Dlaczego wszystkie kobiety są takie same? - pomyślał. 

background image

Gdy  po  raz  pierwszy  spotykał  jakąś  piękność,  czuł  się  zaintrygowany  jak 

badacz,  odkrywający  nowe  terytoria  lub  ktoś,  kto  na  zboczu  góry  znajduje 
dziwny,  do  tej  pory  nie  nazwany  kwiat.  A  wtedy,  zawsze  zbyt  prędko, 
stwierdzał,  że  zna  każdy  ruch  w  tej  grze,  zanim  owa  kobieta  jakikolwiek 
uczyniła.  To  było  jak  partia  szachów  z  kiepskim  przeciwnikiem,  w  której 
książę nigdy nie miał szansy na nic innego jak wygranie walkowerem. 

Czasem  kobieta  wydawała  mu  się  tajemnicza,  jakby  umykająca,  lecz 

wkrótce stwierdzał, że nie było w niej nic ze Sfinksa i jedyne, czego chciała, 
to  jak  najszybciej  znaleźć  się  w  jego  ramionach.  -  Niech  to  diabli  -  rzekł  do 
siebie książę - powinienem wreszcie zapolować na grubą zwierzynę. 

Wtedy  przyszło  mu  do  głowy,  że  właśnie  to  robi  i,  co  więcej,  jego 

przyszłość  czeka  na  niego  w  Ollerton  -  trzy  jasnowłose,  błękitnookie  młode 
kobiety, dość wysokie, by błyszczeć w diademach Ollertonów i postawne jak 
Junona, by przynieść chlubę sznurom książęcych pereł. 

Dokładnie  to  samo  księżna  powiedziała  Anicie,  gdy  jechały  pociągiem  z 

Harrogate. Anita niczym dziecko przejęta była podróżą prywatnym pociągiem 
księcia. 

-  Myślałam,  że  tylko  królowa  ma  własny  pociąg  -  powiedziała  -  ale 

przecież książę to prawie to samo co król, prawda? 

- Niezupełnie! - uśmiechnęła się księżna. 
- Chociaż jestem pewna, że Kernelowi podobałaby się ta myśl. 
- Prezentuje się tak wspaniale i bardzo słusznie należy mu się wszystko, co 

podkreśla  jego  pozycję  -  powiedziała  Anita  z  niewinną  prostotą.  -  Jestem 
pewna,  że  gdy  był  małym  chłopcem,  bawił  się  kolejką  i  postanowił  w 
przyszłości, mieć prawdziwą. 

-  Nigdy  nie  przyszło  mi  to  na  myśl  -  rzekła  księżna  -  ale  spytamy  go 

kiedyś, czy naprawdę tak było. 

Uśmiechnęła  się  do  Anity,  która  usiadła  najpierw  na  jednym,  potem  na 

drugim  siedzeniu  w  przedziale,  zdecydowana  wypróbować  tam  wszystko  po 
kolei. 

Gdy  służący  w  liberiach  wnieśli  lunch,  oczy  jej  błyszczały  i  księżna 

pomyślała,  że  Anita  wygląda,  jakby  pierwszy  raz  w  życiu  oglądała 
pantomimę. 

-  Moim  obowiązkiem  jest  czytać  Waszej  Wysokości  -  powiedziała  Anita, 

gdy minął już dłuższy czas odkąd wyruszy z Harrogate i księżna oznajmiła, że 
udaje się teraz na drzemkę do sypialnej części wagonu. 

- Nasza rozmowa sprawiła mi przyjemność, moja droga - odrzekła księżna 

-  a  poza  tym  w  rzeczywistości  nie  potrzebuję  lektorki.  -  Dostrzegając 

background image

rozczarowanie w oczach Anity, odgadła, że dziewczyna zastanawiacie, czy w 
tej sytuacji szybko zrezygnuje z jej usług. - Bardzo lubię mieć cię przy sobie - 
powiedziała - a ponieważ mój sekretarz wyjechał na urlop, możesz pomóc mi 
przy urządzaniu specjalnego przyjęcia, które wydaje mój syn w Ollertón. 

- Specjalne przyjęcie? - powtórzyła Anita. 
- Tak - odrzekła księżna - i właśnie dlatego obie zatrzymamy się w pałacu, 

a nie we Wdowim Domu, w którym mieszkam, jak jestem sama. 

-  Proszę  mi  opowiedzieć,  czym  Wasza  Wysokość  tak  naprawdę  się 

zajmuje? - błagała Anita. 

Słuchała  w  skupieniu  i  z  uwagą,  gdy  księżna  opowiadała  o  balach  i 

przyjęciach, jakie czasem jej syn urządzał w Ollertón i życzył sobie, by jego 
matka  była  ich  gospodynią.  Zwykle  jednak  księżna  spędzała  czas  w  swoim 
domu,  mniejszym  i  bardzo  pięknym,  w  którym  miała  pod  ręką  wszystkie 
potrzebne i ulubione przedmioty. 

- Który dom Wasza Wysokość woli? - spytała Anita. 
-  Trudno  powiedzieć  -  odparła  księżna.  -  Gdy  po  raz  pierwszy  opuściłam 

Ollerton,  gdzie  mieszkałam  przez  wszystkie  lata,  odkąd  wyszłam  za  mąż, 
chyba uroniłam parę łez. Wydawało mi się wówczas, że żegnam się ze swoją 
młodością. Potem pokochałam mój własny dom i teraz cieszę się, iż mogę w 
nim robić dokładnie to, co chcę, nie przejmując się zbytnio pozorami. 

- Rozumiem - powiedziała Anita. - Ale teraz jedziemy do Ollerton? 
- Tak, ponieważ to przyjęcie będzie bardzo szczególne. 
- Czemu jest tak szczególne? - zainteresowała się Anita. 
Księżna  powiedziała  jej  prawdę.  Była  prawie  pewna,  że  Anicie  nie  krążą 

po  głowie  żadne  romantyczne  fantazje  na  temat  księcia,  ale  z  młodymi 
dziewczętami  nigdy  nic  nie  wiadomo,  a  księżna  życzyła  sobie  nie  tylko 
uchronić  syna  przed  kłopotliwymi  sytuacjami,  lecz  także  zapobiec  złamaniu 
serca temu czarującemu dziecku. 

Zaczęła  opowiadać  Anicie  ze  szczegółami,  czego  książę  oczekiwał  od 

przyszłej  żony  i  ze  sposobu,  w  jaki  ta  jej  słuchała  oraz  entuzjazmu,  z  jakim 
zadawała pytania, wywnioskowała, że zupełnie! niepotrzebnie żywiła obawy, 
iż Anita mogłaby mieć w tej materii jakiekolwiek niemądre aspiracje. 

-  Musi  księżna  znaleźć  mu  osobę  bardzo,;;  bardzo  piękną  -  powiedziała 

Anita. 

-  Właśnie  próbuję  -  odrzekła  księżna  -  ale  nie  jest  to  łatwe.  Widzisz,  mój 

syn  przywykł  do  towarzystwa  znacznie  starszych  kobiet  -  wyrafinowanych, 
dowcipnych,  eleganckich  i  zabawnych.  Trudno  jest  znaleźć  te  cechy  u 
dziewczyny, która ledwie zakończyła edukację. Anita kiwnęła głową. 

background image

-  Rozumiem  -  powiedziała  -  na  pewno  wiele  z  nich  obawiałoby  się 

wprowadzenia w świat na podobieństwo statku, który nigdy przedtem nie był 
na wodzie. 

-  To  prawda  -  uśmiechnęła  się  księżna  -  a  czasami  morze  wydaje  się 

wzburzone... 

Anita zaśmiała się. 
- Nikt nie wygląda najlepiej, gdy cierpi na morską chorobę! 
- Próbuję - ciągnęła księżna - znaleźć trzy dziewczęta, spośród których mój 

syn mógłby wybrać żonę spełniającą wszystkie jego wymagania. 

-  Księżna  z  pewnością  potrafi  jej  pomóc  -  rzekła  Anita  -  lecz  będzie  jej 

bardzo trudno okazać się tak czarującą i piękną jak Wasza Wysokość! 

Księżna  pomyślała,  że  Anita  niemal  dosłownie  powtarza  słowa  jej  syna  i 

odpowiedziała z uśmiechem: 

-  To  bardzo  miłe,  co  mówisz,  ale  starzeję  się  i  doskonale  zdaję  sobie 

sprawę  ze  zmarszczek,  które  wyrył  mi  na  twarzy  reumatyzm.  Oprócz  tego 
powoduje on, że poruszam się w dość groteskowy sposób. 

Anita zastanowiła się chwilę, a potem powiedziała: 
- Czy Wasza Wysokość uzna za wielką impertynencję ż mojej strony, jeśli 

coś zaproponuję? 

- Oczywiście, że nie - odrzekła księżna. 
-  A  więc  mieliśmy  w  Fenchurch  doktora,  który  był  przyjacielem  papy  i 

mamy.  Leczył  on  z  dużym  powodzeniem  w  wiosce  ludzi  cierpiących  na 
reumatyzm. 

- Jak to robił? 
-  Po  pierwsze,  zalecał  codzienny  długi  spacer,  ponieważ  przykuwanie  się 

do fotela uważał za zgubne dla nich, bo wcześniej czy później będą przykuci 
do łóżka, a wtedy nie będzie już nadziei. 

Księżna spojrzała na Anitę zdumiona. 
- Nigdy o tym nie pomyślałam - rzekła. 
- Sądzę, że masz rację! 
- Jestem pewna, że doktor Emerson miał rację - powiedziała Anita. - Dawał 

także swoim pacjentom wywar ziołowy, który mama czasem przyrządzała na 
jego  prośbę,  a  ja  mogę  przyrządzić  go  dla  księżnej,  jeśli  Wasza  Wysokość 
sobie życzy. 

- Spróbowałabym wszystkiego, aby pozbyć się bólu i móc znów normalnie 

się poruszać - odrzekła księżna. 

Przez chwilę Anita milczała. Potem zaś powiedziała: 

background image

-  Tego  dnia,  gdy  upadłam  na  fotel  księżnej,  myślałam,  jak  byłoby 

cudownie,  gdyby  wody  naprawdę  podziałały  na  tych,  którzy  je  piją  i  gdyby 
wszyscy  wyskoczyli  ze  swoich  foteli  i  wykrzyknęli,  że  zostali  uleczeni.  - 
Zamilkła, a potem dodała: 

-  Zmówiłam  krótką  modlitwę,  aby  mogło  się  to  wydarzyć,  ale  w  zamian 

spotkałam  Waszą  Wysokość  i  to  była  najwspanialsza  rzecz,  jaka  mi  się 
kiedykolwiek  przydarzyła!  Być  może  -jeśli  księżna  wypije  zioła,  a  ja  będę 
bardzo  gorąco  modlić  się,  gdy  będę  je  mieszać  -  zadziałają  jak  cud  i  Wasza 
Wysokość będzie zdrowa, zupełnie zdrowa, a reumatyzm ustąpi. 

- To cudowna myśl rzekła księżna. - Oczywiście posłucham twojej rady. Ja 

także  wierzę,  że  modlitwa  może  zdziałać  zadziwiające  i  nieoczekiwane 
rzeczy. 

- Mama zawsze mawiała, że Bóg pomaga tym, którzy sobie sami pomagają 

- odparła Anita - więc my także musimy wykonać naszą część pracy. 

-  I  to  właśnie  zrobimy  -  zgodziła  się  księżną.  Gdy  wysiadły  z  pociągu  na 

stacji,  przeznaczonej  tylko  dla  odwiedzających  Ollertón  Park,  Anita 
zauważyła  czekający  na  nie  otwarty  powóz  z  białą  płócienną  markizą 
chroniącą  przed  słońcem.  Jechały  teraz  drogą,  która  wiodła  przez  wiejskie 
okolice, wśród lasów i łąk porośniętych polnymi kwiatami. Nagle przed nimi 
wyłonił  się  Ollertón  Park.  Pałac  okazał  się  jeszcze  okazalszy  i  bardziej 
imponujący, niż Anita oczekiwała. 

- Jest piękny, wspaniały! - wykrzyknęła. - Właśnie w takim domu powinien 

mieszkać książę! Czy Wasza Wysokość uważa tak samo? 

-  Owszem,  ja  też  tak  sądzę  -  odrzekła  księżna.  -  I  miałam  takie  samo 

uczucie jak ty, gdy po raz pierwszy tu przyjechałam po swoich zaręczynach. 

- Zapewne miała księżna wrażenie, że wstępuje w krainę baśni - stwierdziła 

Anita  -  i  na  pewno  Wasza  Wysokość  wyglądała  jak  księżniczka,  która 
poślubiła królewicza z bajki. 

Księżna  uśmiechnęła  się.  Zaczęła  dostrzegać,  że  wszystko,  co  Anita 

mówiła lub myślała, w jakiś sposób wiązało się z marzeniami i miało niewiele 
wspólnego  z  rzeczywistością.  Stwierdziła,  że  to  niezwykłe,  znaleźć 
dziewczynę  tak  kompletnie  oderwaną  od  wszystkiego,  co  realne,  a  zarazem 
mającą  w  sobie  tyle  radości  życia.  Czyniło  ją  to  odmienną  od  wszystkich 
młodych kobiet, które księżna wcześniej spotykała. 

Ponieważ właśnie o tym pomyślała, rzekła: 
-  Tak,  Ollerton  to  pałac  niczym  z  baśni.  Dlatego  myślę,  Anito,  że  skoro 

zostaniesz  tu  ze  mną  jakiś  czas,  powinnam  dać  ci  kilka  sukni  pasujących  do 
domu, w którym zamieszkasz. 

background image

Anita  odwróciła  się,  by  na  nią  spojrzeć  i  księżna  pomyślała,  że  błękitne 

oczy dziewczyny rozbłysły jak gwiazdy. 

- Nowe suknie! - wykrzyknęła. - Och, madame, naprawdę? To najbardziej 

ekscytująca rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć! - Przerwała. A potem, zanim 
księżna  zdążyła  odpowiedzieć,  rzekła  szybko:  -  Jestem  pewna,  że  nie 
powinnam przyjąć tak hojnego prezentu, skoro Wasza Wysokość pomogła mi 
już... uciec od... wielebnego Joshuy. 

-  Będzie  jeszcze  dużo  więcej  ekscytujących  rzeczy  do  zrobienia  -  odparła 

księżna  spokojnie  -  i  powinnaś  mieć  kilka  nowych  sukni.  O  wiele  bardziej 
będzie  ci  się  podobało  w  Ollertón,  jeśli  będziesz  miała  poczucie,  że  jesteś 
odpowiednio ubrana. 

-  Ależ  oczywiście  -  przyznała  Anita.  -  Ale  proszę...  czy  księżna  myśli,  że 

mogłabym  dostać  nową  krynolinę...  taką  naprawdę  szeroką?  -  Dostrzegła 
uśmiech na twarzy księżnej i szybko dodała: 

- Może niezbyt wielką... bo wyglądałabym w niej dziwnie, jestem przecież 

niewysoka... lecz taką, która byłaby modna. 

- Dam ci taką, która będzie odpowiednia - obiecała księżna. 
Anita klasnęła w dłonie. 
- Śnię na jawie... na pewno śnię na jawie! - rzekła. - Ale mam nadzieję, że 

nie obudzę się, zanim jej nie włożę! 

I  znów  księżna  śmiała  się  dopóty,  dopóki  konie  nie  przystanęła  na 

podjeździe przed pałacem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Rozdział czwarty 

 
Książę wszedł po schodach do okazałego, wyłożonego marmurem holu, w 

którym  stały  rzeźby  przedstawiające  boginie.  Kolejny  raz  pomyślał,  że  hol 
żadnego z domów, w których bywał, nie mógł konkurować z jego własnym. 

- Witamy w domu, Wasza Wysokość - rzekł z szacunkiem  majordomus. - 

Jej Wysokość jest w salonie muzycznym. 

Książe wręczył mu cylinder i rękawiczki, a potem stwierdził z satysfakcją, 

że sześciu lokajów ubranych w liberie Ollertonów spełnia wymagane warunki. 
Zawsze  podkreślał,  że  muszą  mieć  ponad  sześć  stóp  wzrostu  i  szczególny 
nacisk kładł na zręczność oraz elegancję w sposobie bycia. 

Opuszczając  hol  poszedł  dalej  szerokim  korytarzem,  w  którym  wisiały 

portrety  jego  pradziadów,  wiodącym  do  salonu  muzycznego  położonego  w 
zachodnim  skrzydle  pałacu.  Był  to  pokój  urządzony  przez  księżnę  na  nowo 
tuż przed śmiercią jego ojca. Uczyniła z niego salon artystyczny, ze smakiem 
komponując elementy klasyczne z nowoczesnymi. 

Zbliżając  się  do  salonu  muzycznego,  książę  spodziewał  się  usłyszeć 

muzykę  Chopina  lub  Bacha,  wiedział  bowiem,  że  to  ulubieni  kompozytorzy 
jego  matki.  Niespodziewanie  dobiegły  go  dźwięki  wesołego  walca, 
popularnego w Londynie zeszłej zimy, do którego zapraszał wiele pięknych i 
fascynujących kobiet. Przypomniał sobie teraz, że właśnie tańcząc tego walca 
na balu wydanym w Marlborough House, po raz pierwszy zdał sobie sprawę z 
atrakcyjności Elaine Blankley. Użyła wtedy wszystkich znanych sztuczek, aby 
w  pełni  uświadomić  mu,  że  jest  kobietą  -  rzucała  spod  uczernionych  rzęs 
zalotne spojrzenia i starała się, by jej dłoń miała dotyk pieszczoty. 

Rozdrażniło go, że przypomniał sobie Elaine właśnie w chwili, gdy wrócił 

do  domu.  Kiedy  otworzył  drzwi  do  salonu  muzycznego,  między  brwiami 
rysowała mu się zmarszczka. Wówczas przystanął nieruchomo w całkowitym 
zdumieniu.  Z  trudem  mógł  uwierzyć  własnym  oczom,  gdy  stwierdził,  że 
księżna  tańczy.  Poruszała  się  co  prawda  wolno,  lecz  z  wielka  gracją,  a 
uniesione  ramiona,  wskazywały,  że  tańczy  walca  z  wyimaginowanym 
partnerem  w  takt  melodii,  którą  grała  siedząca  przy  wielkim  fortepianie 
Broadwooda Anita. 

Księżna odwróciła się, gdy ujrzała syna, przystanęła, Po chwili także Anita 

zorientowała się kto wszedł do pokoju i uniosła ręce znad klawiatury. Książę 
przemówił, a w jego głosie wyraźnie zabrzmiało zdumienie. 

-  Ależ  mama  tańczy!  Jak  to  możliwe?  Księżna  już  miała  odpowiedzieć, 

lecz w tej chwili Anita przebiegła ku niej przez pokój, wołając: 

background image

- Zrobiła to Wasza Wysokość! Zrobiła to! Czyż to nie cudowne? A mówiła 

mi księżna, że już nigdy nie zatańczy! 

- Ale, jak widzisz, mogę tańczyć walca - odrzekła księżna. 
- Czy zawdzięcza to mama Harrogate? - spytał książę. 
Matka potrząsnęła głową przecząco. 
- Pomogło mi troszkę, lecz to, że zaczęłam chodzić i tańczyć, jest wyłączną 

zasługą Anity. 

- Anity? - powtórzył książę. 
Mówiąc to spojrzał na drobną postać stojącą obok niego, ale jej wypełnione 

radością oczy wpatrzone były w twarz księżnej. 

-  Anita  dała  mi  do  picia  ziołową  mieszankę,  która,  jestem  o  tym 

przekonana, zdziałała cuda i sprawiła, że chodzę. 

-  Rzeczywiście!  -  przyznał  książę.  -  Nie  spodziewałem  się  kiedykolwiek 

ujrzeć mamę tańczącą ani chodzącą z taką łatwością. 

-  Ale  teraz  mogę  robić  jedno  i  drugie,  a  zawdzięczam  to  jedynie  temu 

drogiemu dziecku - rzekła księżna, wskazując dłonią Anitę. 

- Nie może księżna zapomnieć o jednej ważnej rzeczy - odrzekła Anita. - O 

tym, że obie bardzo gorąco modliłyśmy się o cud. 

-  Tak,  oczywiście  -  przyznała  księżna.  -  o  tym  nie  możemy  zapomnieć. 

Anita spojrzała na księcia. 

-  Modliłam  się  właśnie  o  cud  -  powiedziała  -  gdy  wpadłam  na  fotel  Jej 

Wysokości w pijalni wód w Harrogate. 

-  Ale  zamiast  tego  „spadła pani  z  wysokości"  i  utraciła  bożą  łaskę  -  rzekł 

książę z uśmiechem. 

-  Nie  -  zaprzeczyła  Anita.  -  To  właśnie  był  cud,  o  który  prosiłam,  ale 

dokonał się w najbardziej tajemniczy sposób. - Podskoczyła lekko z radości i 
mówiła  dalej:  -  To  był  cud,  że  uratował  mnie  książę  przed  poślubieniem 
wielebnego Joshuy;, cud, bo przyjechałam tutaj, i bardzo, bardzo wielki cud, 
jaki  sprawiły  zioła  i  nasze  modlitwy,  że  księżna  czuje  się  dobrze  i  może 
tańczyć! 

Książę uśmiechnął się. 
- Czy mama się z tym zgadza? 
-  Ależ  oczywiście!  -  odrzekła  księżna.  -  Teraz  jednak,  cud  czy  nie  cud, 

chciałabym na chwilę usiąść. 

Książę  podprowadził  matkę  do  sofy,  a  gdy  na  niej  usiadła,  Anita  rzekła  z 

nutką niepokoju w głosie: 

background image

- Czy to wszystko nie było dla księżnej zbyt męczące? Czy mam zawołać 

lokajów,  aby  przynieśli  fotel  Waszej  Wysokości  i  wnieśli  ją  na  górę,  żeby 
mogła się położyć? 

- Nie, czuję się doskonale - odparła  księżna. - Potrzebuję tylko chwili, by 

złapać oddech i porozmawiać z moim synem. 

- A więc pozostawię księżnę, aby mogła porozmawiać z Jego Wysokością - 

powiedziała Anita taktownie. 

-  Myślę,  że  najpierw  powinnaś  mu  pokazać  swoją  nową  suknię  - 

zaproponowała księżna. 

Książę spojrzał na Anitę i dopiero teraz zrozumiał, dlaczego wydawało mu 

się, że wygląda inaczej. Zamiast prostej sukienczyny z białym kołnierzykiem i 
mankietami,  w  której  widział  ją  w  Harrogate,  miała  na  sobie  bardzo 
atrakcyjną  i  najwyraźniej  kosztowną  białą  suknię  z  szeroką  spódnicą,  która 
bez  wątpienia  usztywniona  była  krynoliną.  Wąską  talię  Anity  otaczała 
błękitna  szarfa,  a  jasne  włosy  dziewczyny  upięte  była  wedle  najnowszej 
mody, dzięki czemu wyglądała jak mały anioł. 

Po tym, co zrobiła dla jego matki, spodziewał się niemal ujrzeć skrzydła u 

jej  ramion,  zwłaszcza  w  chwili,  gdy  obracając  się,  by  mu  pokazać  suknię, 
rzekła: 

- Jej Wysokość była dla mnie taka uprzejma. Nigdy, nigdy w całym moim 

życiu nie spodziewałam się, że będę kiedyś miała tak śliczne suknie. One są 
najwyraźniej częścią mojego cudu. 

- I bardzo w nich pani do twarzy - stwierdził książę. 
W  jego  głosie  zabrzmiała  żartobliwa  nuta  i  Anitą  nie  była  pewna  czy  mu 

się  podoba,  czy  też  może  uznał  za  zbytnią  zarozumiałość'  z  jej  strony 
przyjęcie od jego matki tak kosztownych prezentów. 

-  Pragnę  z  tobą  porozmawiać,  Kerne  -  powiedziała  księżna  -  ale  zanim  to 

zrobimy, chciałabym, abyś zobaczył jak Anita udekorowała salę balową. 

Książę uniósł brwi. 
- Salę balową? 
- Tak, kochanie, w sobotę wydajemy bal. Pomyślałam, że dzięki temu, co 

wymyśliła  Anita,  przyjęcie  dobrze  wypadnie  i  usunie  skrępowanie,  które 
mogą  odczuwać  nasi  młodsi  goście.  -  Wydało  jej  się,  że  dostrzega  złowrogi 
błysk  w  oczach  syna,  więc  szybko  dodała:  -  To  będzie  niewielki  bal,  tylko 
nasi  goście  i  przyjaciele  z  najbliższego  sąsiedztwa.  Mam  nadzieję,  że  ten 
pomysł ci się podoba. 

-  Oczywiście,  jestem  zachwycony  wszystkim,  co  mama  zarządziła  - 

odrzekł książę pospiesznie. 

background image

-  A  więc  pójdź  obejrzeć  salę  balową  -  zaproponowała  księżna  -  i  jeśli nie 

przypadnie ci do gustu, będziemy mogły wszystko zmienić. 

Ze  sposobu,  w  jaki  matka  to  powiedziała,  książę  wywnioskował,  że  to 

byłoby  trudne.  Ponieważ  pragnął  sprawić  jej  przyjemność,  wstał,  a  Anita 
pobiegła  przed  nim  w  kierunku  drzwi.  Gdy  przeszli  razem  przez  korytarz 
wiodący do sali balowej, znajdującej się w innej części pałacu, odezwała się 
nieco zdenerwowana: 

-  Mam  nadzieję,  że  książę...  nie  ma  nic  przeciw  temu,  że...  mieszkam  tu, 

skoro  jego  matka...  poprosiła  mnie  o  to.  Zaprosiła  mnie  również...  na  bal, 
który książę wydaje. 

Mówiła  z  wyraźnym  niepokojem  i  jakby  obawiając  się,  że  mógłby  nie 

wyrazić na to zgody, lecz książę odpowiedział: 

- Ponieważ jest pani taka drobniutka, jakoś tam panią wciśniemy! 
Wiedziała,  że  droczy  się  z  nią  i  raz  jeszcze  podskoczyła  idąc  obok  niego, 

po czym rzekła: 

-  To  takie,  takie  ekscytujące!  Nigdy  jeszcze  nie  byłam  na  balu,  a  moja 

suknia  jest  taka  piękna!  -  Przerwała,  po  czym  dodała  innym  tonem:  - 
Czekałam  na  przyjazd  księcia,  odkąd  tylko  znalazłam  się  w  Ollerton,  żeby 
móc mu podziękować. Nigdy jeszcze nie byłam taka szczęśliwa jak tu z jego 
matką.  Tak  zabawnie  zaaranżowałyśmy  salę  balową!  Mam  nadzieję,  że  się 
Waszej Wysokości spodoba. 

Książę pomyślał nagle, że większość dziewcząt w wieku Anity uważałaby 

za nudne, nawet bawiąc w Ollerton,  spędzenie blisko dwóch tygodni sam na 
sam  ze  starszą  kobietą  bez  żadnych  innych  rozrywek.  Jednak  oczy  Anity 
błyszczały  podnieceniem,  a  w  tym,  co  mówiła,  była  taka  szczerość,  że  nie 
można było jej nie wierzyć. 

Dotarli  do  sali  balowej  i  książę,  stojąc  w  drzwiach,  rozglądał  się  wokół 

zaskoczony.  Długa  sala  dobudowana  na  początku  panowania  królowej 
Wiktorii nie była szczególnie interesującym elementem pałacu, który stanowił 
skądinąd  ciekawy  przykład  architektury  projektu  Adama.  Teraz  sala  została 
przekształcona,  a  on  zastanawiał  się,  jak  bardzo  ta  przemiana  była  zasługą 
wyobraźni Anity. 

Zamiast ścian w kremowym odcieniu, cokolwiek pretensjonalnych filarów 

i banalnych ozdób, ujrzał widok Wenecji. W odległym krańcu sali znajdował 
się  fresk,  który  sprawiał,  że  książę  miał  wrażenie,  jakby  patrzył  na  kanał  w 
świetle księżyca, a z oddali widać było plac św. Marka. Na podłodze, zamiast 
zwykłych  krzeseł,  rozstawiono  pokryte  jedwabnymi  poduszkami  ławki, 
zakończone  z  jednej  strony  wysokim  dziobem,  takie,  jakie  można  było 

background image

znaleźć  w  gondolach.  Książę  zdawał  sobie  sprawę,  że  Anita  z  niepokojem 
obserwuje jego twarz i po chwili rzekł: 

-  Bardzo  efektowne.  I  jest  to  coś,  czego  jeszcze  w  Ollertón  wcześniej  nie 

widzieliśmy! 

- Naprawdę podoba się księciu? 
- Z pewnością mogę rozpoznać miejsce, które przedstawia - odrzekł. 
Anita krzyknęła zachwycona. 
- Miałam nadzieję właśnie to usłyszeć od księcia. Jej Wysokość nigdy nie 

była. w Wenecji, więc musiałyśmy polegać na rycinach, które znalazłyśmy w 
książkach w bibliotece. 

- Mam wrażenie - odparł książę -? że to był pani pomysł i to pani namówiła 

moją matkę na taką ekstrawagancję. 

-  Jej  Wysokość  powiedziała,  że  sala  jest  niezbyt  ładna  i  może  girlandy 

kwiatów albo coś w tym rodzaju zmieniłyby jej wygląd. 

- I zamiast tego, zainspirowana jednym ze swoich marzeń, wymyśliła pani 

Wenecję. 

- Podoba się księciu?... Naprawdę? - dopytywała się niespokojnie. 
-  Byłaby  pani  bardzo  rozczarowana,  gdybym  powiedział  coś  innego  - 

odrzekł. 

-  Nie  chciałam,  aby  książę  oglądał  salę  aż  do  sobotniego  wieczoru  - 

powiedziała Anita - ale Jej Wysokość trochę się obawiała, że uzna książę ten 
wystrój za nazbyt dziwaczny. 

-  Trudno  mi  sobie  wyobrazić,  aby  nasi  goście  potrafili  pochwalić  go  tak, 

jakby  to  uczynił  włoski  dżentelmen  -  rzekł  książę  -  ale  mam  przynajmniej 
nadzieje,  że  zrobią  wszystko,  aby  dostarczyć  odpowiednią  porcję  romansu, 
którego się pani spodziewa. 

Znów  z  niej  zażartował,  lecz  dostrzegł  lekki  rumieniec  wypływający  na 

policzki  Anity,  Domyślił  się,  że  po  doświadczeniach  w  Harrogate  opiera  się 
teraz  wszelkiej  myśli  o  zbliżeniu  jakiegokolwiek  mężczyzny  w  miłosnych 
zamiarach. 

Takiej postawy się nie spodziewał. - To nieuchronne - pomyślał - po tym, 

jak  przestraszyła  się  perspektywy  poślubienia  ulubionego  proboszcza  ciotki, 
zacznie obawiać się wszystkich mężczyzn. 

-  Jest  bardzo  młodziutka  -  rzekł  książę  do  siebie  -  a  dla  dziewczyny 

wychowanej  w  niewielkiej  wiosce,  mężczyźni  są  niewiadomą.  Gdyby 
naprawdę  polubiła  zaloty  ze  strony  mężczyzn,  prawienie  komplementów  lub 
flirty, których by  oczekiwali,  z pewnością zepsułyby  otaczającą ją atmosferę 
dziecięcości i zniszczyły podobieństwo do małego anioła. 

background image

Ujrzał  teraz,  jak  podchodzi  do  fresku  na  końcu  sali,  przyglądając  się 

gondolom  na  kanale  tak,  jakby  naprawdę  widziała  i  łodzie,  i  wspaniały  plac 
rozciągający się za nimi. 

-  Modli  się  pani,  by  któregoś  dnia  cud  przeniósł  ją  do  najbardziej 

czarownego miasta na świecie? - spytał. 

- Rozmyślałam o jego historii - odrzekła. 
-  Gdy  szukałam  obrazów  Wenecji,  przeczytałam  o  tym,  jak  Wenecjanie 

marnotrawili  życie,  goniąc  za  przyjemnościami  i  utracili  władzę,  a  nawet 
zyski z handlu. To wielka szkoda. 

- Naprawdę uważa pani, że poszukiwanie przyjemności to strata czasu? 
-  Każdy  pragnie  przyjemności  -  odrzekła  z  powagą.  -  Jednakże  powinny 

one  być  zasłużone,  jak  wakacje.  -  Książę  nie  odpowiedział,  więc  po  chwili 
Anita  rzekła:  -  Matka  księcia  powiedziała  mi,  że  regularnie  zabiera  Wasza 
Wysokość  głos  w  Izbie  Lordów,  mówiła  też  o  pracy  księcia  nad 
doprowadzeniem do świetności swoich domów i posiadłości. Właśnie dlatego 
tak  bardzo  chciałam,  aby  przyjęcie  sprawiło  mu  przyjemność,  zwłaszcza  że 
jest szczególny powód, by je wydać. 

Książę znów zmarszczył brwi. Jeśli coś mu się nie podobało, to rozmowy o 

jego  prywatnych  sprawach,  nawet  jeśli  mówiła  o  nich  jego  własna  matka. 
Jednak  Anita  wspomniała  o  tej  sprawie  w  tak  naturalny  sposób,  że  nie 
rozdrażniło go to aż tak bardzo jak wówczas, gdyby uczynił to ktoś inny. 

Zorientowała  się,  że  mówi  zbyt  serio  i  dodała  lekko:  -  Scena  jest 

ustawiona,  wszystko  przygotowane,  a  księciu  pozostaje  tylko  zagrać  rolę 
Parysa. 

W  jej  głosie  zabrzmiała  radosna  nuta,  jakby  uznała  tę  myśl  za  niezwykle 

romantyczną, jednak książę, z grymasem na ustach, odrzekł: 

A więc sugeruje pani, bym ofiarował to złote jabłko? 
Anita zachichotała. 
- Myślę, Wasza  Wysokość, iż w rzeczywistości  ma to być książęca  mitra, 

lecz którakolwiek wybranka ją otrzyma nie zauważy różnicy! 

Książę  uznał,  że  rozmowa  zaszła  za  daleko  i  odebrał  jej  słowa  jako 

wyraźną  impertynencję.  Nie  zdążył  jednak  wyrazić  protestu,  gdyż  Anita 
rzekła: - Nie wolno mi tu stać i rozmawiać. Jej Wysokość chciałaby wiedzieć, 
co  książę  sądzi  o  sali  balowej.  Tak  bardzo  się  obawiała  niezadowolenia 
księcia. Powiem jej, że wszystko jest w porządku. 

Ostatnie  słowa  wypowiedziała  przez  ramię,  ruszając  w  poprzek  parkietu  i 

zanim książę pomyślał co ma powiedzieć, zniknęła w drzwiach. 

background image

To z pewnością niezwykłe, pomyślał, aby kobieta, mogąc być z nim sam na 

sam, uciekała, by porozmawiać z kimś innym! 

Gdy  wracał  powoli  do  frontowej  części  pałacu  przyszło  mu  na  myśl,  jak 

nadzwyczaj pomysłowej z jego strony było uratowanie Anity przed fatalnym 
małżeństwem, dzięki czemu znalazł kogoś, kto potrafi rozbawić jego matkę i 
pomagać jej. 

Podczas kolacji byli tylko we troje i książę postanowił zabawiać nie tylko 

matkę,  ale  i  Anitę,  która  patrzyła  na  niego  szeroko  otwartymi  oczami  i 
słuchała wszystkiego, co mówił z pełną zachwytu uwagą. Nie była nieśmiała i 
od czasu do czasu czyniła drobne, lecz błyskotliwe uwagi, które pobudzały do 
śmiechu. 

Doszedł  do  wniosku,  że  nie  ma  sensu  zachowywać  wyniosłej  dostojności 

ponieważ  Anita  najwyraźniej  cieszyła  się  pełnym  zaufaniem  jego  matki, 
rozmawiali  więc  całkiem  naturalnie  o  trzech  dziewczętach,  które  zostały 
zaproszone do Ollertón. 

- Muszę wyznać mamie - rzekł książę - że Rosemary Castor, przy drugim 

spotkaniu nader mnie rozczarowała. 

- Przykro mi to słyszeć - odpowiedziała księżna. - Rok temu wspominałeś, 

że zapowiada się na atrakcyjną młodą kobietę. 

- Jest teraz nazbyt krzepka i sprawiła na mnie wrażenie konia czystej krwi - 

stwierdził książę. 

Matka uśmiechnęła się trochę smutno, a Anita powiedziała: 
-  Gdy  poszłam  do  stajni  i  ujrzałam  konie  księcia,  stwierdziłam,  że 

wolałabym raczej wyjść za któregoś z nich niż za wielebnego Joshuę. 

-  Zastanawiam  się  tylko  -  odrzekł  książę  drocząc  się  z  nią  -  czy  rodowód 

pani  jest  wystarczająco  dobry,  aby  mogła  być  pani  odpowiednią  partią  dla 
Gromowładcy lub Herkulesa! 

Anita wiedziała, ze mówi o swoich dwóch najlepszych ogierach, które były 

dumą jego stajni. 

- Z pewnością nie miałabym śmiałości sięgać aż tak wysoko do któregoś z 

nich dwóch - odparowała. - Ale wczoraj Gromowładca pozwolił mi, z wielką 
łaskawością, poklepać się po szyi i poczęstować się marchewką! 

Książę zmarszczył brwi. 
- Musi być pani ostrożna - powiedział. - Gromowładcy nie zawsze można 

ufać. Mam nadzieje, że nie weszła pani do boksu? 

-  Nie  odpowiem  na  to  pytanie  -  odrzekła  -  bo  mógłby  książę  być  zły  na 

mnie lub na swojego stajennego! 

background image

- Próbuje mi pani powiedzieć, że dzięki boskiej protekcji nawet moje konie 

nie zrobią pani krzywdy. 

-  Gdybym  potwierdziła,  zabrzmiałoby  to  zarozumiale  -  odparła  Anita.  - 

Gdybym zaprzeczyła, mogłoby mi to przynieść pecha! 

Książę roześmiał się. 
-  Nie  jest  pani  aniołem,  którego  pani  udaje  -  rzekł.  -  W  rzeczywistości 

błądzi pani tak krętymi drogami, Anito, że należy pani do zupełnie innej sfery 
niebieskiej. 

-  Skoro  mnie  książę  rozpoznał  -  odrzekła  szybko  -  nie  mam  nic  do 

powiedzenia na swoją obronę! 

Książę  był  rozbawiony  bystrością  jej  umysłu  i  przekomarzali  się  aż  do 

końca  kolacji.  Oczekiwał!  następnie  -  bo  tak  bywało  w  zwyczaju  jego  gości 
gdy  matka  po  kolacji  udawała  się  na  spoczynek  -  że  Anita  znajdzie  jakieś 
usprawiedliwienie,  by  kontynuować  konwersację  i  pozostać  w  jego 
towarzystwie.  Ona  jednak  poszła  na  górę  razem  z  księżną  i  owego  wieczoru 
już jej nie widział. 

Następnego ranka po śniadaniu udał się jak zwykle do stajni, aby obejrzeć 

konie  i  zastał  tam  Anitę.  Stała  wewnątrz  boksu  Gromowładcy,  jedną  ręką 
podawała  mu  marchewkę,  drugą  zaś  poklepywała  konia  po  szyi.  Książę 
przyglądał się jej przez kilka minut, zanim uświadomiła sobie jego obecność. 
Gdy odwróciła się i go dostrzegła, lekki rumieniec oblał jej policzki. 

- Wasza Wysokość wstał tak wcześnie! - powiedziała. Sądziłam, że książę 

nie przychodzi do stajni przed wpół do dziesiątej. 

- A więc starała się mnie pani uprzedzić! 
-  Może  nie  powinnam  dziś  przychodzić,  skoro  książę  jest  w  Ollertón  - 

odrzekła  Anita  -  ale  pomyślałam,  że  Gromowładcy  będzie  brakować 
marchewki, którą mu zawsze daję. 

- Wkradła się pani w łaski  moich koni - stwierdził książę - więc zapewne 

oczekuje teraz, że zabiorę ją na przejażdżkę. 

Wyraz  oczu  Anity  podpowiedział  mu,  iż  taka  myśl  nigdy  nie  przyszła  jej 

do głowy. Patrzyła na niego, próbując domyślić się, czy mówi serio, a potem 
rzekła: 

-  Zabrałby  mnie  książę?...  Naprawdę?  Mogłabym...  z  księciem  pojechać? 

Raz  już  jeździłam  konno,  odkąd  tu  jestem,  ale  nie  chciałam  pozostawiać  Jej 
Wysokości samej. 

- Co teraz robi moja matka? - zapytał książę. 
- Służąca myje jej włosy - odpowiedziała - aby wyglądała pięknie, gdy po 

południu przyjadą goście. 

background image

- Zatem w tej sytuacji jest pani wolna od swoich obowiązków? - Przerwał, 

ponieważ Anita oczekiwała w napięciu, niemal jak jeden z jego myśliwskich 
psów  przed  zabraniem  go  na  spacer.  Wyjął  zegarek  z  kieszonki  kamizelki  i 
rzekł:  -  Daję  pani  dokładnie pięć  minut,  żeby  mogła  się  pani  przebrać.  Będę 
na  panią  czekał  przed  frontowymi  drzwiami  i  jeśli  się  pani  choć  troszkę 
spóźni, odjadę sam! 

Anita  krzyknęła  z  radości,  po  czym  wybiegła  ze  stajni,  podtrzymując 

krynolinę  obiema  rękami.  Książę  odprowadził  ją  wzrokiem,  a  potem  zaczął 
rozmawiać ze stajennym o koniach, których nie widział od kilku tygodni. 

Nieco  później,  jadąc  przez  park  i  przyglądając  się  Anicie  dosiadającej 

konia,  który  wydawał  się  dla  niej  zbyt  duży,'  pomyślał,  że  wygląda  ona 
nadzwyczaj  atrakcyjnie  we  wciętym  w  talii  stroju  do  konnej  jazdy  z 
niebieskiej  piki  i  cylindrze  ozdobionym  welonem  z  gazy.  Książę  od  lat 
wybierał już zbyt wiele sukni dla kolejnych piękności, by nie stać się znawcą 
kobiecego wyglądu. Dostrzegaj teraz, że jego matka, ze swoim niezawodnym 
dobrym  smakiem,  wybrała  dla  Anity  stroje,  które  doskonale  pasowały 
zarówno do jej wzrostu, jak i młodego wieku. 

Jednak  żaden  krawiec  nie  zdołałby  dodać  urody  jej  buzi  jak  kwiat, 

błękitnym  oczom  błyszczącym  niewinnością  i  podekscytowaniem,  a  także 
figlarnemu  uśmieszkowi  wyginającemu  ku  górze  kąciki  jej  ust  w  kształcie 
łuku  Kupidyna.  Była  z  pewnością  czarującą  małą  osóbką,  pomyślał  książę  i 
nie  mylił  się  sądząc,  że  miała  rękę  do  koni,  co  jest  umiejętnością  wrodzoną, 
której nie można się nauczyć. 

Jadąc  u  jego  boku,  Anita  uświadomiła  sobie,  że  żaden  mężczyzna  nie 

mógłby  być  przystojniejszy  i  żaden  nie  potrafiłby  lepiej  dosiadać  konia. 
Wyobraźnia  kazała  jej  się  zastanowić,  czy  w  Hadesie  można  byłoby  spotkać 
jakieś  zwierzęta.  Potem  pomyślała,  że  przecież  zwierzęta  rodzą  się  bez 
grzechu  i  jeśli  później  któreś  z  nich  wykazuje  złe  lub  dzikie  usposobienie, 
należy za to winić sposób, w jaki traktował je człowiek. Niebo musi być pełne 
zwierząt,  bo  bez  nich  nie  byłoby  niebem,  podczas  gdy  w  piekle  stanowiłyby 
one przedmiot tęsknoty, coś, czego nie można mieć. 

Głos księcia wyrwał ją z zadumy: 
- O czym pani rozmyśla? 
Ponieważ nie chciała przyznać się, że myślała właśnie o nim, odrzekła: 
- Myślałam o zwierzętach i o tym, ile znaczą w naszym życiu. 
- Miała ich pani wiele? 

background image

-  Papa  hodował  kilka  koni  aż  do  swojego  wypadku,  mieliśmy  też 

oczywiście  psy,  a  gdy  byłam  mała,  miałam  kota,  który  sypiał  zwinięty  na 
moim łóżku. 

- I to nauczyło panią, jak obchodzić się z takim koniem jak Gromowładca? 
- Chodzi o to, że ja go kocham i on o tym wie - odrzekła Anita. - Łatwiej 

jest koniowi i, jak przypuszczam, każdemu  zwierzęciu  uświadomić sobie, co 
myślimy  i  co  czujemy,  niż  nam  -  w  dzisiejszych  czasach  w  ten  sam  sposób 
rozumieć ludzkie istoty. 

- Dlaczego w dzisiejszych czasach? - spytał książę zaciekawiony. 
- Bo nie używamy szóstego zmysłu. 
- Czy tym właśnie się pani posłużyła, rozpoznając we mnie Lucyfera, gdy 

spotkaliśmy się po raz pierwszy? 

-  Nie  -  odrzekła  Anita.  -  Wtedy  patrzyłam  oczami.  Aż  do  czasu,  gdy  był 

książę dla mnie tak dobry i pomógł mi uciec. Wtedy zorientowałam się, że nie 
strącono  księcia  z  nieba,  tak  jak  sobie  wyobrażałam,  bo  książę  w  nim  żyje  - 
właśnie tu, w Ollerton. 

- Szkoda, że nie jest to prawda. 
-  Ależ  to  prawda!  -  powiedziała  Anita  z  przekonaniem.  -  Jak  Wasza 

Wysokość może być tak niewdzięczny? 

- Niewdzięczny? 
-  Nie  dostrzega  książę,  że  nie  ma  drugiego  miejsca  piękniejszego  i 

doskonalszego niż pałac i posiadłość, które do księcia należą? A poza tym ma 
książę matkę, która kocha go bardziej niż ktokolwiek na świecie. 

Głos Anity zmiękł, gdy wspomniała o księżnej. Przez kilka chwil jechali w 

milczeniu  i  książę  nie  mógł  uniknąć  myśli  o  młodych  dziewczętach,  które 
miały  przybyć  po  południu;  jedna  z  nich,  jako  jego  żona,  dzieliłaby  z  nim 
doskonałość  Ollertón.  Dziwna  rzecz,  lecz  jakby  odczytując  jego  myśli, 
których nie wypowiedział na głos,  Anita spytała cicho: - Czy  musi to książę 
zrobić? 

Tym  razem  nie  poczuł  się  urażony  jej  poufałością,  gdy  poruszyła  jego 

prywatne sprawy. Zamiast tego powiedział: 

-  Nie  mam  innego  wyjścia.  Jeśli  to  przyjęcia  zakończy  się 

niepowodzeniem,  będzie  następne,  a  potem  jeszcze  następne,  Ale  koniec 
będzie ten sam. Nie ma dla mnie ucieczki! 

Zupełnie  jakby  nie  mógł  znieść  myśli  o  tym,  uderzył  Gromowładcę 

szpicrutą  i  ogier  ruszył  galopem,  tak  więc  nie  było  szans  na  kontynuowanie 
rozmowy. 

background image

Gdy  dotarli  do  pałacu  i  Anita  poszła  do  swojej  sypialni,  by  się  przebrać, 

stanęła  na  chwilę  przy  oknie  spoglądając  na  park.  Słońce  lśniło  wśród 
ogromnych  dębów  i  na  powierzchni  jeziora,  po  którym  z  niezwykłą  gracją 
pływały białe łabędzie. 

- Proszę, o Boże,  pozwól  mu znaleźć kogoś, kto uczyni go szczęśliwym - 

modliła  się  w  sercu.  Potem  szybko,  gdyż  przypomniała  sobie,  że  księżna  na 
nią czeka, zaczęła przebierać się w jedną ze swoich pięknych, nowych sukni. 

Tak  jak  się  spodziewała,  większość  gości  przybyła  dokładnie  na  czas, 

ponieważ podróżowali pociągiem księcia i zostali przywiezieni ze stacji jego 
wygodnymi  powozami.  Księżna  oczekiwała  ich  w  srebrnym  salonie, 
mieszczącym się na parterze. 

Anita miała na sobie jedną ze swoich najładniejszych sukni.  
- Czy chciałaby księżna, abym jej towarzyszyła? - spytała, zanim zeszły na 

dół.  -  Być  może  księżna  i  Jego  Wysokość  woleliby  przyjąć  swoich  gości 
sami? 

- Nie, oczywiście, że nie, drogie dziecko - odrzekła księżna -  możesz być 

bardzo pomocna, gdyż ci goście są zupełnie inni od towarzystwa, do którego 
Kernel przywykł. 

- Ma księżna na myśli to, że zaproszone dziewczęta są tak młode? 
- Właśnie! - przyznała księżna. 
-  Nie  ma  żadnego  powodu,  dla  którego  miałoby  być  trudno  z  nimi 

rozmawiać  czy  nie  miałyby  się  dobrze  bawić  -  stwierdziła  Anita,  -  Sarah  na 
pewno jest duszą towarzystwa na każdym balu, na którym bywa w Londynie. 
Mama zwykła mawiać, że Sarah zawsze zapewnia przyjęciom powodzenie; 

- Mam nadzieję, że ty uczynisz to samo -i uśmiechnęła się księżna. 
Anita  zauważyła,  że  Jej  Wysokość  jest  pełna  obaw,  nie  mogła  jednak 

zrozumieć dlaczego. 

Markiz  i  markiza  Doncaster  weszli  do  salonu  jako  pierwsi  i  książę 

najwyraźniej  był  zachwycony  ich  widokiem.  Ich  córka,  lady  Rosemary, 
została przedstawiona księżnej i Anita natychmiast zorientowała się, dlaczego 
w  najmniejszym  stopniu  nie  pasowała  do  roli  żony  księcia.  W  jej  wyglądzie 
było coś końskiego, chód pozbawiony był gracji, a rękę podawała niemal po 
męska 

Córka  hrabiostwa  Clydeshire  okazała  się  zupełnie  inna.  Wysoka, 

złotowłosa  i  błękitnooka  -  rzeczywiście,  pomyślała  Anita,  wyjątkowo  ładna. 
Miała  spokojny,  powściągliwy  sposób  mówienia,  lecz  to,  jak  Anita  sądziła, 
wynikało  zapewne  z  nieśmiałości.  Podeszła  do  niej,  by  zapytać,  czy  miała 
dobrą podróż. 

background image

- Po raz pierwszy w życiu jechałam prywatnym pociągiem i była to bardzo 

luksusowa podróż - odrzekła lady Millicent. 

- Dla  mnie było to fascynujące przeżycie - powiedziała Anita.  -  Z trudem 

mogłam uwierzyć, że wszystko dzieje się naprawdę. 

-  Dla  mnie  było  to  aż  nadto  rzeczywiste!  -  odparła  lady  Millicent  tonem, 

którego Anita nie mogła zrozumieć. 

Zjawili  się  też  inni  przyjaciele  księcia  podróżujący  pociągiem  -  jedna 

małżeńska  para,  gorący  wielbiciele  wyścigów,  i  nieco  starszy  mężczyzna  - 
lord Greshame. 

-  Miło  było  tu  przyjechać,  Ollerton!  -  powiedział  do  księcia.  -  Zawsze 

mówię, że masz najlepsze konie i najwygodniejsze domy w całym kraju. 

-  Oto  komplement,  jaki  pragnąłem  usłyszeć,  George  -  odrzekł  książę.  - 

Myślę, że znasz wszystkich z wyjątkiem panny Lavenham, Lord Greshame  i 
Anita  podali  sobie  ręce  i  w  tym  momencie  zaanonsowani  zostali  lordostwo 
Downham  i  ich  córka  Alice.  Przyjechali  powozem  z  Londynu  i  zdołali,  jak 
zapewnił  lord  Downhąm  gromkim  głosem,  pobić  jego  poprzedni  rekord 
prędkości podróżowania o dziesięć minut i pięćdziesiąt sekund. 

Widok  lady  Alice  rozczarował  Anitę.  Oczywiście  wysoka,  jasnowłosa  i 

błękitnooka,  robiła  jednak  cokolwiek  ponure  wrażenie.  Była  zbyt  otyła,  aby 
wyglądać  atrakcyjnie,  a  na  jej  brodzie  najwyraźniej  można  było  dostrzec 
plamy.  -  Lady  Millicent  z  pewnością  dopnie  swego!  -  pomyślała  Anita  i 
zaczęła  zastanawiać  się,  co  też  księżna  będzie  sądziła  o  swojej  przyszłej 
synowej. 

W  ciągu  następnej  godziny  przybyli  kolejni  goście,  tak  że  w  końcu  ich 

liczba sięgnęła dwudziestu. 

- Musisz być bardzo zajęta tam na dole - rzekła Anita do pokojówki, która 

przygotowała jej kąpiel. 

- Nie tak zajęta,  jak to czasami bywało, panienko - odparła dziewczyna.  - 

Jego Wysokości zdarzało się podejmować w pałacu nawet czterdziestu gości, 
a to znaczyło, że skoro większość z nich przyjeżdżała tu z własną pokojówką 
lub  kamerdynerem,  było  nas  blisko  czterdzieścioro  więcej  w  jadalni  i 
pokojach dla służby. 

- A więc jest to przyjęcie także dla was - zauważyła Anita z uśmiechem. 
-  Tak  właśnie  myślę,  panienko  -  odparła  pokojówka  j-  chociaż  starsi 

utyskują. 

-  Mam  nadzieję,  że  naprawdę  miło  spędzą  czas.  Pamiętała  jak  Deborah 

często narzekała, gdy w domu pojawiali się dodatkowi stołownicy. Z czasem, 

background image

gdy gości bywało coraz mniej, zaczęła narzekać, że w domu brakuje życia. - 
W Ollertón z pewnością jest mnóstwo życia! - pomyślała Anita. 

Gdy była gotowa i spojrzała na siebie w lustrze, z trudem mogła uwierzyć, 

że ta atrakcyjna, modnie ubrana osoba, była odbiciem Anity Lavenham. 

Wysłała  długie  listy  do  obu  sióstr,  aby  im  donieść,  co  się  z  nią  działo. 

Sarah  odpisała  jej,  że  jest  tym  wszystkim  zachwycona  i  nakazała  Anicie 
wykorzystać każdą sposobność, by poznać w Ollertón ważnych ludzi. 

Sarah pisała: 
Być  może,  najdroższa  Siostrzyczko,  któryś  z  przyjaciół  księcia  upodoba 

sobie Ciebie, a jeśli tak się stanie, proszę, bądź praktyczna. Możesz już nigdy 
więcej  nie  mieć  takiej  okazji!  Chociaż  zgadzam  się,  ze  było  śmieszne  ze 
strony  ciotki  Matildy  oczekiwać,  abyś  poślubiła  wiekowego  proboszcza,  na 
pewno uświadamiasz sobie, ii alternatywą dla Ciebie, gdy księżna zmęczy się 
Twoim towarzystwem, będzie powrót do Fenchurch i zostanie starą panną. 

Na  razie  niczego  nie  chcę  Ci  zdradzać,  aby  nie  zapeszyć,  lecz  trzymaj 

kciuki za to, abym mogła przekazać Ci bardzo szczególne nowiny już w ciągu 
kilku tygodni. Och, Anito, proszę, módl się, aby to się spełniło, gdyż pragnę 
tego bardziej niż czegokolwiek dotąd. 

- Sarah się zakochała - pomyślała Anita, czytając list, a ponieważ kochała 

siostrę, modliła się gorąco, by marzenia Sarah się spełniły. 

Późnym  wieczorem,  gdy  goście  gawędzili  w  salonie,  jednym  z 

najpiękniejszych  pomieszczeń  w  pałacu,  księżna  zaproponowała,  aby  Anita 
zasiadła  do  fortepianu.  Podczas  wcześniejszej  rozmowy  o  przyjęciu  księżna 
powiedziała, że, jej zdaniem, muzyka zawsze odpręża ludzi, którzy spotykają 
się po raz pierwszy. 

Anita wybrała zatem łagodną, romantyczną melodię, ponieważ potrafiła ją 

lepiej  interpretować  niż  bardziej  klasyczne  utwory,  które  tak  lubiła  Jej 
Wysokość. 

- To mama nauczyła mnie grać - wyznała księżnej. - Była naprawdę dobrą 

pianistką. Ja tylko brzdąkam dla własnej przyjemności. 

- Uważam, że grasz bardzo ładnie - odparty księżna. - To jest talent, który 

powinno  posiada  więcej  dziewcząt.  W  dodatku  czyni  kobietę  bardzo 
pociągającą. 

Anita  grała  zatem  to,  co  jej  zdaniem  mogłoby  stworzyć  miły  i  radosny 

nastrój gościom księcia, lecz myślami uciekła do własnej rodziny. 

- Proszę, Boże, pomóż Sarah znaleźć męża - modliła się skrycie - i pozwól, 

aby i Daphne znalazła go dla siebie, a mnie chroń przed tym, żebym musiała 
spieszyć się z wyborem kogokolwiek. 

background image

Modliła się żarliwie z zamkniętymi oczami. Nagle ocknęła się, słysząc, jak 

książę mówi: 

- Nad czym pani duma w mroku swojego umysłu? 
Otworzyła oczy i zobaczyła, że stoi oparty o fortepian i przygląda się jej. 
- Myślałam... 
- O kim? 
- O mojej siostrze Sarah. 
-  Będąc  w  Londynie  słyszałem,  że  odniosła  tam  wielki  sukces  w 

towarzystwie.  W  rzeczy  samej,  zapomniałem  powiedzieć  pani  o  tym, 
widziałem ją nawet podczas jednego z przyjęć. 

- Gzy zdaniem księcia ładnie wyglądała? 
- Bardzo, ale pani bynajmniej nie jest do niej podobna. 
- Wiem - przyznała Anita. - Sarah jest największą pięknością w rodzinie. - 

Oczy zajaśniały jej, gdy dodała: - Jeśli słyszał książę, że odniosła sukces, być 
może spełni się to, czego pragnie. Właśnie modliłam się o to. 

- Czegóż ona pragnie? 
- Myślę, chociaż nie napisała tego wprost, że jest zakochana - zwierzyła się 

Anita. 

-  Zatem  miejmy  nadzieję,  że  złowi  mężczyznę,  do  którego  przylgnęła 

sercem - odrzekł książę. 

Jego  słowa  zabrzmiały  Jak  zgrzyt,  lecz  Anita  nie  winiła  go  za  to.  Sarah 

rzeczywiście próbowała złowić męża i Daphne czyniła to samo. 

- Jest to coś, czego nigdy... nigdy nie będę robiła! - przyrzekła sobie Anita 

w duchu. 

Książę  nadal  się  jej  przypatrywał.  Chociaż  wydawało  się  to  niemożliwe  i 

nie potrafiła tego wytłumaczyć, poczuła, że on dokładnie zna jej myśli. 

-  Za  pewien  czas  zmieni  pani  zdanie  -  rzekł  jakby  usłyszał  głośno 

wypowiedziane  myśli  Anity.  -  Wówczas  stanie  się  pani  taka  sama  jak 
wszystkie  kobiety.  Będzie  pani  polować  na  jakiegoś  nieszczęsnego 
mężczyznę, choć zgodnie z naturą to on powinien uganiać się za panią. 

Powiedział  to  tak  szorstko,  tak  nieprzyjemnie,  że  Anita  szeroko  rozwarła 

oczy,  a  muzyka  zamarła  jej  pod  palcami.  Zanim  zdążyła  odpowiedzieć,  czy 
choćby zaprzeczyć oskarżeniu, książę odszedł do swoich gości. 

 
 
 
 
 

background image

Rozdział piąty 

 
Odtańczywszy  cztery  obowiązkowe  tańce  z  najszacowniejszymi  damami, 

książę  stwierdził,  że  nadszedł  moment  zaproszenia  na  parkiet  dziewcząt 
wybranych przez jego matkę. Zdecydował już, podobnie jak Anita, że jedyną 
możliwą  do  zaakceptowania  była  lady  Millicent  Clyde.  Chociaż  jej  ojciec 
znany był w Izbie Lordów jako nudziarz, z pewnością jednak doceniał dobre 
konie, a jego dom w Huntingdonshire był okazały i wygodny. 

Już na początku balu książę zauważył, że jego matka - lub raczej, jeśli miał 

być  uczciwy,  Anita  -  miała  rację  ozdabiając  salę  w  tak  oryginalny  sposób. 
Uczyniła  z  niej  przynajmniej  temat  do  rozmów.  Goście  byli  zaskoczeni  i 
zarazem  zachwyceni  dekoracyjnym  efektem,  jaki  Anita  osiągnęła, 
zamieniając  ją  w  Wenecję.  Sprowadzona  z  Londynu  orkiestra  grała 
odpowiednią  w  nastroju  muzykę,  raz  subtelną  i  romantyczną,  innym  razem 
zaś radosną i ożywioną. Nawet książę nie mógł balowi nic zarzucić, ponieważ 
wszystko szło gładko. 

Radością napawało go dobre samopoczucie matki, która nawet zatańczyła z 

lordem  naczelnikiem  sądownictwa.  Wyglądała  wyjątkowo  pięknie  w 
atłasowej  sukni  w  odcieniu  gołębiej  szarości,  która  stała  się  ostatnio  modna 
dzięki  księżniczce  Aleksandrze.  Na  tle  tej  sukni  jedyne  w  swoim  rodzaju 
szafiry Ollertonów prezentowały się nadzwyczaj okazale. 

Książę  kolejny  już  raz  pomyślał,  że  nie  jest  możliwe,  aby  udało  mu  się 

znaleźć  żonę,  która  wyglądałaby  tak  ślicznie  jak  jego  matka  lub  miałaby 
podobny do niej charakter. Doskonale zdawał sobie sprawę, że komplementy 
prawione  jej  przez  gości,  brały  się  nie  tylko  z  podziwu,  lecz  i  z  miłości  do 
niej.  Pomogła  w  przeprowadzeniu  wielu  niezbędnych  w  hrabstwie  reform  i 
nigdy  nie  była  zbyt  zajęta,  aby  wysłuchać  ludzi  -  czy  to  wysokiego,;  czy 
niskiego stanu - którzy przyszli zwierzyć się jej ze swoich kłopotów. Księciu 
wciąż brzmiały w uszach słowa ojca: „Takie kobiety już dziś się nie rodzą". 

Jednak obowiązek był obowiązkiem i książę, przechodząc teraz przez salę 

balową, skierował się w stronę, gdzie obok swojej matki stała lady Millicent 
Clyde.  Wyglądała  rzeczywiście  bardzo  pociągająco.  Anita  stwierdziła  to  już 
wówczas, gdy wszyscy zgromadzili się przed kolacją w srebrnym salonie. 

Suknia lady Millicent uszyta była z białej koronki, zmarszczonej gęsto od 

samej  talii,  który  to  fason,  wylansowany  przez  cesarzową  Eugenie,  uważano 
za  szczególnie  odpowiedni  dla  młodych  dziewcząt.  Oczy  miała  błękitne,  a 
włosy  połyskujące  złociście,  tak  jak  książę  oczekiwał  od  swojej  przyszłej 
żony. 

background image

- Czy mogę mieć przyjemność zaprosić panią do tańca? - zapytał. 
Mówiąc  to  spodziewał  się,  że  błękitne  oczy  lady  Millicent  zapłoną 

blaskiem podniecenia, które zawsze dostrzegał w oczach kobiet, gdy prosił je 
na  parkiet.  Ale  ona  zaledwie  skinęła  głową,  za  to  hrabina  odrzekła 
skwapliwie: 

-  To  będzie  zachwycające,  mój  drogi  książę.  Przekona  się  książę,  że  Mili 

jest doskonałą tancerką: 

- Jestem tego pewien - odrzekł krótko. 
W  tej  chwili  orkiestra  zagrała  walca  Offenbacha  i  książę  powiódł  lady 

Millicent  na  środek  sali.  Przy  tej  okazji  stwierdził,  że  ma  ona  odpowiedni 
wzrost, co zastrzegł sobie w stosunku do osoby, która miałaby nosić diamenty 
Ollertonów  i  pięć  rzędów  orientalnych  pereł,  należących  niegdyś  do 
maharadży  Indii.  Przodek  księcia,  jeden  z  pierwszych  generalnych 
gubernatorów, kupił perły - jak się dziś wydawało - za bezcen i każda kolejna 
księżna  uważała  je  za  nadzwyczaj  twarzowe.  Perły  trzeba  nosić  na  nagiej 
skórze  -  mówiono,  toteż  chętnie  ozdabiały  dekolty  klejnotami,  które  często 
nazywane były „królewskim okupem". 

- Mam nadzieję, że dobrze bawi się pani w Ollerton, lady Millicent - zagaił 

książę, gdy zaczęli krążyć po wypolerowanym parkiecie. 

- Tak, dziękuję. 
Jej odpowiedź była konwencjonalna, a głos jakby pozbawiony życia. 
-  Pewien  jestem,  iż  uważa  pani  dekorację  sali  balowej  za  niezwykłą  i 

muszę przyznać, że mnie także zaskoczyła, gdy ujrzałem ją po raz pierwszy. 

- Wygląda bardzo ładnie! 
- Czy nigdy nie była pani w Wenecji? 
- Nie. 
Książę  stwierdził  z  rosnącą  irytacją,  że  rozmowa  się  nie  kleiła.  Mimo  to 

wytrwale kontynuował: 

-  Uważam  to  miasto  za  wyjątkowo  piękne.  Jak  sądzę,  mówiono  pani 

zapewne, że jest doskonałym miejscem, by spędzić w nim miesiąc miodowy. 

Ku jego zaskoczeniu lady Millicent zesztywniała i zgubiła krok. Następnie 

rzekła: 

- Sądzę, że kanały czynią je bardzo niezdrowym. 
-  Wszystko  zależy  od  tego,  w  której  części  Wenecji  się  mieszka  -  odparł 

książę. - W pobliżu laguny jest korzystniej ze względu na przypływy. 

- Mimo to nie chciałabym pojechać do Wenecji.  
Sposób,  w  jaki  lady  Millicent  to  powiedziała  ostatecznie  zamknął  temat  i 

książę  uznał,  że  jeśli  ona  nie  ma  ochoty  rozmawiać,  on  także  gotów  jest: 

background image

milczeć.  Wtem  dostrzegł  matkę  obserwującą  go  z  drugiego  końca  sali  i 
postanowił uczynić jeszcze jeden wysiłek. 

-  Ojciec  pani  ma  kilka  znakomitych  koni  -  powiedział.  -  Czy  lubi  pani 

jeździć konno? 

- Nieszczególnie. 
- A więc, co pani lubi? 
Lady Millicent wyraźnie się zawahała, po czym rzekła: 
- Całkiem... sporo rzeczy. 
Gdyby  byli  małżeństwem,  w  tym  momencie  pragnąłby  nią  potrząsnąć. 

Zamiast tego rzekł z wyraźną ironią: 

- To niewątpliwie wiele wyjaśnia! 
- Nie mogę pojąć, dlaczego miałoby to księcia... interesować. 
Słowa te zabrzmiały ledwie dosłyszalnie, a jednak do niego dotarły. Uznał 

za  niemożliwe,  aby  Clydeshire'owie  nie  wiedzieli,  po  co  zaproszono  ich  do 
Ollertón. Hrabiostwo bywali tu przedtem przy wielu innych okazjach i musieli 
zauważyć,  że  w  przyjęciach,  które  książę  wydawał,  nigdy  nie  uczestniczyły 
młode  niezamężne  dziewczęta.  Ale  teraz  zaproszenia  wysłała  jego  matka,  co 
powinno wyjaśnić każdemu, kto jak hrabina zna zasady życia towarzyskiego, 
z jakiego powodu przyjęcie zostało zorganizowane. Książę pomyślał również, 
że  hrabina,  widząc  rywalki  swojej  córki,  powinna  dojść  do  tego  samego 
wniosku co on: lady Millicent była zdecydowaną faworytką w wyścigu. 

-  Czy  w  tych  okolicznościach  jest  możliwe,  aby  niczego  nie  powiedzieli 

lady Millicent? - zastanawiał się. Jeśli tak właśnie było, mogło tłumaczyć fakt, 
że dziewczyna nie robiła absolutnie niczego, by wydać się sympatyczna. Być 
może  jednak  brakowało  jej  inteligencji  i  nie  umiała  nic  wnieść  do 
konwersacji.  Kiedy  w  ciągu  dnia  rozmawiał  z  Rosemary  Castor  czy  Alice 
Down,  odpowiadały  w  sposób,  który  nie  pozostawiał  wątpliwości,  że  usilnie 
starały się dobrze wypaść w jego oczach. 

Książce wciąż zastanawiał się nad zachowaniem lady Millicent, gdy taniec 

się skończył. Nawet nie uśmiechnąwszy się do niego, natychmiast skierowała 
się, jak to było przyjęte, w stronę matki i księciu nie pozostało nic innego, jak 
tylko pójść za nią. 

-  Myślałam  właśnie,  jak  czarującą  parę  tworzycie  na  parkiecie  - 

powiedziała hrabina. 

- Dziękuję pani za najbardziej rozkosznego walca - rzekł grzecznie książę 

do lady Millicent. 

Miał zamiar odwrócić się i odejść, lecz jego matka, siedząca obok hrabiny, 

wyciągnęła ku niemu rękę. Podszedł do niej natychmiast. 

background image

-  Czy  dobrze  się  mama  czuje?  Nie  powinna  mama  tańczyć,  jeśli  jest 

zmęczona. 

-  Wspaniale  się  bawię!  -  odrzekła  księżna.  -  Nie  spodziewałam  się  być  tu 

obecna  dzisiejszego  wieczoru  inaczej  niż  na  wózku  inwalidzkim!  -  Książę 
właśnie  miał  jej  powiedzieć  komplement,  gdy  rzekła  cicho:  -  Mógłbyś 
sprawdzić,  czy  z  Anitą  wszystko  w  porządku?  Nie  widziałam  jej  już  od 
dłuższego czasu. 

- Tak, oczywiście - odrzekł. - Z kim tańczyła, gdy mama widziała ją po raz 

ostatni? 

- Z lordem Greshamem. 
Książę  zmarszczył  brwi.  Zauważył  podczas  kolacji  Anitę  siedzącą  obok 

George'a  Greshame'a.  Został  on  zaproszony  na  to  szczególne  przyjęcie, 
ponieważ jak mało kto potrafił zabawić towarzystwo, a ponadto świetnie grał 
w  brydża.  Książę  spodziewał  się,  że  Greshame  będzie  flirtował  z  dwiema 
ładnymi  mężatkami,  które  zaprosił.  Jednak  George  poświęcał  zbyt  wiele 
uwagi Anicie i książę pomyślał, że to był błąd. 

Lord  Greshame  był  eleganckim,  wyrafinowanym  flirciarzem,  którego 

większość  kobiet  z  towarzystwa  nie  traktowała  poważnie.  Zapraszano  go  na 
najwytworniejsze  przyjęcia  po  pierwsze  dlatego,  że  nie  był  żonaty,  a  po 
drugie  -  z  powodu  jego  osobistego  uroku.  Książe  był  świadom,  że  kobiety, 
które Greshame z oddaniem adorował, śmiały się z niego za plecami, mówiąc: 

-  Biedny  George!  Wciąż  poszukuje  grandę  passion,  ale  jak  może  mieć 

nadzieję, że po tylu falstartach będzie pierwszy na mecie? 

Książę jednak go lubił i sądził, że George Greshame uczyni przyjęcie - jeśli 

o niego chodzi - przynajmniej znośnym. 

Opuścił salę balową, przechodząc następnie przez dwa lub trzy saloniki, w 

których  siedziało  kilka  par,  rozmawiając  W  sposób  bardziej  lub  mniej 
intymny.  Nigdzie  nie  było  widać  Anity  ani  Greshame'a  i  książę  zastanawiał 
się,  czy  przypadkiem  nie  była  na  tyle  nierozsądna,  by  pójść  z  George'em  do 
oranżerii.  Dziewczęta,  które  można  było  podczas  balu  zaprowadzić  do 
oranżerii,  zawsze  bywały  przedmiotami  mało  wybrednych  żartów,  ale  Anita 
zapewne nie jest tego świadoma. 

Oranżeria  w  Ollertón,  zbudowana  zaledwie  przed  trzydziestu  laty,  była 

wyjątkowa.  Wyróżniała  się  nie  tylko  wielkością  i  lepszym  rozwiązaniem 
architektonicznym,  ale  również  tym,  że  rosły  w  niej  kwiaty  sprowadzone  z 
całego  świata.  Azalie  z  Himalajów,  lilie  z  Malezji  i  wiele  roślin  z  Ameryki 
Południowej, których nigdy przedtem nie widziano w Anglii, czyniły ją rajem 
dla  botanika.  Niezwykle  piękne  były  orchidee.  W  Ollertón  stało  się 

background image

zwyczajem,  że  robiono  z  nich  bukieciki  do  ozdabiania  sukni  i  zanoszono 
przed  kolacją  do  pokojów  goszczących  w  pałacu  dam,  a  do  pokojów  panów 
kwiaty do butonierek. 

Książę  zauważył,  że  Anita  miała  przypięte  małe  orchidee  w  kształcie 

gwiazd,  bardzo  odpowiednie  do  jej  sukni.  Właśnie  taką  powinna  mieć  na 
sobie  debiutantka.  Suknia  uszyta  była  z  białego  tiulu,  okalającego  ramiona 
Anity  miękką  chmurą,  na  którym  naszyto,  niczym  krople  rosy,  maleńkie 
diamenciki.  Przybrano  nimi  także  spódnicę  i  gdy  Anita  poruszała  się, 
wydawało  się,  że  cała  migocze.!;  Gdy  książę  dostrzegł  ją  w  sali  balowej, 
pomyślał, i dzięki tej sukni robiła wrażenie, jakby rozjaśniało ją nadzwyczajne 
światło. 

Uznał  jednak,  że  to  nie  na  suknię  ludzie  zwróciliby  uwagę,  lecz  na 

podniecenie  widoczne  w  oczach  Anity  i  z  niejakim  cynizmem  pomyślał,  że 
przynajmniej jedna osoba dobrze bawiła się tego wieczoru, co bynajmniej nie 
pokrywało się z jego odczuciami. 

Otworzył drzwi do oranżerii i poczuł woń kwiatów, która uderzyła w niego 

gorącą falą. Gdy wszedł do pomieszczenia, dobiegł go słaby głos: 

- Nie... proszę... Chcę wrócić... do księżnej! 
- Najpierw cię pocałuję - mówił mężczyzna. 
-  Powiedziałam  panu...  Nie  chcę  być  całowana.  Proszę  zostawić  mnie  w 

spokoju! 

-  Nie  chcesz,  by  cię  całować,  ale  dzięki  mnie  przekonasz  się,  jakie  to 

przyjemne.  Szczerze  mówiąc  chciałbym  być  pierwszym  mężczyzną,  który 
dotknie twoich ust. 

-  Nie...  nie!...  Proszę  pozwolić  mi...  odejść!  W  głosie  Anity  zabrzmiała 

panika,  więc  książę  szybko  ruszył,  przedzierając  się  przez  listowie 
rozłożystego  eukaliptusa,  by  ujrzeć  Anitę  desperacko  walczącą  z  lordem 
Greshame'em,  który  Ściskał  ją  w  ramionach.  Greshame  zauważył  księcia  i 
zwolnił  uścisk.  Anita  poczuła  się  wolna  i  wtedy  spostrzegła,  że  obok  stoi 
książę.  Rzuciła  się  instynktownie  w  jego  stronę,  chwytając  go  mocno,  jakby 
był liną ratunkową. 

Poczuł,  jak  Anita  drży  przywarłszy  do  niego,  lecz  nie  otoczył  jej 

ramionami;  spojrzał  tylko  ponad  jej  głową  na  lorda  Greshame'a,  który  robił 
wrażenie nieco zmieszanego. 

- Moja matka o panią pytała, Anito - rzekł książę spokojnie. 
Nie  odpowiedziała,  odsunęła  się  jedynie  od  niego,  nie  podnosząc  głowy  i 

po chwili usłyszał jej kroki, gdy biegła po marmurowej posadzce w kierunku 

background image

drzwi. Zapadła nieprzyjemna cisza, po czym książę odezwał się: - Podobają ci 
się dzieci w kołyskach, George? 

Lord Greshame poprawił klapy surduta. 
- Niebrzydkie maleństwo - odparł - lecz niezbyt wyrafinowane. 
-  W  rzeczy  samej  -  przyznał  książę  sucho.  -  Dlatego  sugeruję,  abyś 

zostawił ją w spokoju! 

Lord Greshame uśmiechnął się. 
- Nie bądź taki pompatyczny, Kerne. Ktoś wcześniej czy później nauczy ją 

życia, a poza wszystkim, jest tylko lektorką twojej matki. 

Książę  dobrze  zrozumiał,  co  jego  przyjaciel  dawał  mu  do  zrozumienia  i 

rozdrażniło go to nie tylko ze względu na Anitę, lecz także z powodu odrazy 
do  mężczyzn,  którzy  uwodzili  bezbronne  guwernantki,  a  nawet  służące  w 
cudzych domach. Nigdy przedtem nie przypuszczał, że George należy do tego 
typu  ludzi.  Teraz  zdecydował  o  zakończeniu  ich  przyjaźni,  o  ile  to  była 
przyjaźń,  i  postanowił  w  przyszłości  nigdy  nie  zapraszać  go  na  żadne  z 
przyjęć w Ollertón. Głośno zaś rzekł: 

-  Myślę,  że  odniosłeś  mylne  wrażenie.  Anita  Lavenham  jest  tu  jako  gość 

mojej matki. Jej dziadek był hrabią Lavenham i Bective, a ciotka jest hrabiną 
Charmouth. 

-  Dobry  Boże,  nie  wiedziałem  o  tym!  -  wykrzyknął  lord  Greshame.  - 

Sądziłem,  że  została  zaproszona  do  stołu  jedynie  po  to,  by  liczba  gości 
pasowała! 

-  I  tu  się  pomyliłeś  -  uciął  książę.  Mówiąc  to,  wyszedł  z  oranżerii,  nie 

czekając, by zobaczyć, czy lord Greshame podąża za nim, czy też nie. 

Idąc  z  powrotem  do  sali  balowej  stwierdził,  że  to  otwartość  i  szczerość 

Anity postawiła ją w położeniu, w jakim nie powinna się znaleźć. Zastanowił 
się,  ile  jeszcze  osób  spośród  jego  gości  sądziło,  tak  jak  lord  Greshame,  że 
znaczyła  niewiele  więcej  niż  służąca  księżnej.  Gdy  wszedł  do  sali  balowej, 
zaczął  zastanawiać  się,  jak  naprawić  to,  co  sam  zainicjował,  ratując  Anitę 
przed  podstarzałym  proboszczem  z  Harrogate.  Orkiestra  zaczęła  grać 
kolejnego romantycznego walca i książę postanowił bez zbędnych tłumaczeń 
uczynić jej pozycję jasną dla wszystkich. 

Anita  siedziała  już  u  boku  jego  matki.  Zastanowił  się,  czy  księżna  zdaje 

sobie sprawę z przygnębienia dziewczyny. Podszedł do nich, mijając tancerzy, 
a widząc twarz  matki, zorientował się, że wiedziała już o wszystkim.  Książę 
spojrzał na Anitę. - Czy mogę mieć przyjemność zatańczyć z panią. 

Przestrach w jej oczach nieco zelżał, więc nie czekając na odpowiedź, objął 

Anitę ramieniem i poprowadził na parkiet. 

background image

Była  znacznie  niższa  niż  inne  jego  partnerki,  lecz  poruszała  się  lekko  jak 

piórko i miała wrodzone poczucie rytmu. Gdy krążyli po parkiecie, sprawiali 
wrażenie,  jakby  płynęli  raczej  niż  tańczyli.  Anita  drżała  jeszcze  trochę  ze 
strachu, który wzbudził w niej George Greshame. 

-  Proszę  zapomnieć  o  tym,  co  się  stało  -  rzekł  łagodnie.  -  Ale  niech  to 

będzie dla pani lekcja, że nie należy chodzić samej do oranżerii z mężczyzną, 
zanim nie zechce pani mieć z nim romansu. 

Anita zadrżała lekko. 
- Poprosił mnie, abym z nim poszła, a ja nie chciałam... odmówić. Dopiero 

gdy zobaczyłam, że nie ma tam nikogo poza nami, zorientowałam się, jak źle 
zrobiłam. 

- Może nie tyle źle, ile cokolwiek lekkomyślnie. Anita westchnęła. 
-  Gdyby  mama  tu  była,  powiedziałaby  mi  o...  tych  sprawach.  Ale,  jak 

książę widzi, jestem wielką... ignorantką. 

-  Nauczy  się  pani  wszystkiego,  próbując  i  popełniając  błędy.  Każdy  musi 

tak się uczyć - odpowiedział książę. 

- Wiem - rzekła Anita cicho - ale on mnie... przestraszył. 
- Powiedziałem już, żeby pani o nim zapomniała. 
- Byłam taka szczęśliwa, tak cudownie było pójść na pierwszy w życiu bal 

- szeptała - ale nigdy nie spodziewałam się, że mężczyźni mogą być... tacy. 

- Jacy? - zapytał z ciekawością. 
-  Jak  wielebny  Joshua,  który  chciał...  żenić  się  ze  mną,  chociaż  mnie 

spotkał  zaledwie  dwa  albo  trzy  razy.  I  jak...  lord  Greshame,  który  próbował 
mnie...  pocałować,  chociaż  nigdy  nie  rozmawiał  ze  mną,  zanim  nie 
spotkaliśmy się przy kolacji. 

Widząc  zakłopotanie  na  jej  drobnej,  podobnej  do  kwiatu  twarzy,  książę 

pomyślał, źe jest w stanie zrozumieć uczucia zarówno wielebnego Joshuy, jak 
i lorda Greshame'a. Łagodnie, gdyż uznał, że nie można pozwolić, by zaczęła 
zbytnio zastanawiać się nad sobą, rzekł: 

- Moja matka lepiej niż ktokolwiek inny mogłaby pani wyjaśnić, jaką karę 

płaci się za bycie piękną kobietą. 

Anita milczała przez chwilę, a potem wyszeptała z niedowierzaniem: 
- Czy mówi książę... że naprawdę... rzeczywiście uważa mnie za... ładną? 
Książę  nie  mógł  powstrzymać  uśmiechu.  Gdyby  Anita  zadała  to  pytanie 

któremukolwiek mężczyźnie w tej sali, żaden z nich nie uwierzyłby, iż ona nie 
pragnie być komplementowana, tylko nie zdaje sobie zupełnie sprawy z tego, 
że jest nie tylko ładna, lecz po prostu śliczna. Jej nieśmiałość brała się stąd, że 

background image

Anita  miała  kompleks  na  punkcie  swojego  wyglądu.  Zrozumiał  to,  gdy 
zobaczył jej siostrę Sarah. 

Sarah  była  efektowna  i  barwna,  w  typie  angielskiej  róży,  uważanym  za 

ideał  piękna  przez  wszelkiego  rodzaju  artystów.  Gdy  książę  dowiedział  się, 
kim jest ta dziewczyna, pomyślał, że jej złote włosy, niebieskie oczy i cera jak 
krew  z  mlekiem  przyciągają  wzrok  i  wzbudzają  zachwyt  wszystkich 
mężczyzn obecnych w tamtym salonie. 

Anita  była  jak  mały  biały  fiołek,  którego  trzeba  długo  szukać  wśród 

zielonych liści, zanim się goi dostrzeże, albo - co było lepszym porównaniem! 
- przypominała malutkie orchidee w kształcie; gwiazd przypięte do jej sukni. 
Były  bardzo  rzadkie  i  książę  niezmiernie  szczycił  się  hodowaniem  ich  w 
swojej  oranżerii.  Zdawał  sobie  jednak  sprawę,  że  ludzie  oglądający  orchidee 
byli pod większym wrażeniem purpurowej katlei i karmazynowej soph: ronitis 
i ledwie zauważali tę, która była jego, ulubioną. 

- Jest pani bardzo ładna - powiedział - i proszę docenić, że nie mówię pani 

komplementu,! lecz stwierdzam fakt. 

Po  raz  pierwszy  od  chwili,  gdy  zaczęli  ze  sobą  tańczyć,  w  oczach  Anity 

znów zabłysły gwiazdy i przestała drżeć. 

- Teraz znów jestem szczęśliwa! - zawołała; 
- I obiecuję, że już nigdy nie będę tak głupia, by iść do oranżerii, chyba że 

będzie tam ze mną mnóstwo innych ludzi. 

-  I  być  może  byłoby  mądrze  nie  chodzić  też  dej  kościoła!  -  zażartował 

książę. 

- Najpierw dowiem się, czy proboszcz jest żonaty - odparła, a on roześmiał 

się serdecznie. 

Przez  resztę  wieczoru  tańczył  z  innymi  damami,  także  z  lady  Rosemary  i 

Alice  Down,  lecz  zauważył,  że  Anita  baczyła,  by  wracać  do  księżnej 
natychmiast, gdy orkiestra kończyła grać. Nigdy nie brakowało jej partnerów i 
mijając  ją  na  parkiecie  słyszał,  jak  rozmawia  z  nimi  z  ożywieniem  swoim 
melodyjnym  głosem.  Od  czasu  do  czasu  rozbrzmiewał  jej  radosny, 
spontaniczny jak u dziecka śmiech. 

Nad  ranem  goście,  którzy  nie  mieszkali  w  pałacu,  w  końcu  odjechali,  a 

książę rzekł do matki; 

- Mama powinna już pójść się położyć. Lekarze na pewno zganiliby mamę 

za to, że tak późno chodzi spać. 

- Bawiłam się świetnie przez  cały czas - odparła księżna z prostotą. -  Ale 

Anita mi powiedziała, że jutro całkiem zesztywnieję, więc cię posłucham. 

background image

Anita  podbiegła  do  niej,  a  dwóch  krzepkich,  młodych  lokajów  wniosło 

fotel,  w  którym  unieruchomioną  przez  reumatyzm  księżną  wnoszono  po 
schodach. Księżna spojrzała na fotel z dezaprobatą. 

- Jestem w stanie iść sama! - zaprotestowała. 
- Nie dziś - rzekła Anita. - Proszę, Wasza Wysokość, proszę być rozsądną, 

bo inaczej spędzę jutrzejszy dzień na parzeniu ziółek. 

Księżna zaśmiała się i skapitulowała. 
- Ty i Kerne tyranizujecie mnie bezlitośnie. Ale chyba nic na to nie mogę 

poradzić. 

-  Może  księżna  jedynie  powiedzieć  szybko  dobranoc  -  odparła  Anita.  -  I 

trzeba,  aby  Wasza  Wysokość  wiedziała,  iż  była  bezdyskusyjną  i  nie  mającą 
sobie równych królową balu! 

- To prawda - dodał książę - i żałuję, że nie powiedziałem tego pierwszy! 
-  To  do  ciebie  niepodobne,  dać  się  zaskoczyć  na  posterunku,  Ollertón!  - 

zauważył jeden z gości. 

- Widać zaczynam się starzeć - odrzekł książę. 
- To nieprawda - powiedziała Anita. - Bywa jednak, że od czasu do czasu 

ktoś z zewnątrz może się zakraść, gdy się tego najmniej spodziewamy. 

Wszyscy  śmiali  się,  a  Anita  podążyła  za  księżną,  wynoszoną  na  fotelu  w 

sali balowej. 

-  To  najatrakcyjniejsze  dziecko,  jakie  spotkałem  od  lat!  -  zauważył  stary 

generał. 

Książę  pomyślał,  że  chciałby  powiedzieć  to  samo,  lecz  w  tym  momencie 

hrabina Clydeshire zalała go potokiem słów, zachwycając się tym, jak tańczył 
z  jej  córką.  Lady  Millicent  stała  przy  niej,  a  księciu  przyszło  na  myśl,  że 
rozmyślnie  nie  patrzyła  w  jego  stronę.  Nie  uczyniła  nawet  żadnego  wysiłku, 
by wydobyć z siebie słowo podziękowania. 

- Ta dziewczyna jest nudziarą - rzekł do siebie książę. 
Jednak patrząc na lady Rosemary Castor i Alice Down nie potrafił zmusić 

się  do  wyobrażenia  sobie  którejkolwiek  z  nich  po  drugiej  stronie  długiego 
stołu  w  jadalni,  ani  zaprezentowania  ich  królowej  w  pałacu  Buckingham.  - 
Być może lady Millicent zyska przy bliższym poznaniu - pomyślał. - Jeśli nie, 
skończę z nią i nie poproszę, by za mnie wyszła. 

Wtedy  zdał  sobie  sprawę,  że  będzie  to  oznaczało,  jak  powiedział  Anicie, 

więcej  gości  takich  jak  ci,  którzy  przyjechali  teraz  do  Ollerton  oraz  więcej 
matek podobnych do hrabiny przymilającej się do niego w nadziei, że zostanie 
jej  zięciem.  Straci  wiele  dni  na  podejmowanie  ludzi,  których  uważał  za 
nudziarzy, podczas gdy mógłby jeździć konno, grać w polo lub spędzać czas 

background image

w towarzystwie księcia Walii. Wiedział, że gdy się już ożeni, wszystko będzie 
wyglądało  inaczej,  nawet  w  wypadku  księcia  Walii,  który  dotychczas 
zapraszał go na wszystkie przyjęcia wydawane w Marlborough House. 

-  Jak  moglibyśmy  urządzić  przyjęcie  bez  ciebie?  -  powiedziała  lady  de 

Grey  zaledwie  kilka  tygodni  temu.  -  Sprawiasz,  iż  wszystkie  piękne  kobiety 
stają  się  czujne  w  nadziei,  że  w  ich  stronę  zabłądzi  twoje  spojrzenie.  I 
jakkolwiek zuchwale byś sobie poczynał, ich mężowie tolerują cię, ponieważ 
zdajesz sobie sprawę ze swojej pozycji i nigdy nie wywołasz skandalu. 

Piękna  lady  de  Grey  słynęła  z  otwartego  sposobu  mówienia  i  książę  nie 

obraził się na nią. Pomyślał jedynie, tak jak i teraz, że gdy się ożeni, sprawy 
będą  przedstawiały  się  inaczej.  Oczywiście  nie  zabraknie  okazji,  by  mógł 
przyjmować  i  być  przyjmowanym  bez  żony,  ale  ponieważ  miał  poczucie 
przyzwoitości,  wiedział,  że  zdarzać  się  będą  rzadko,  a  publicznie  zawsze 
powinni  być  widywani  razem.  Poczuł  ogarniającą  go  falę  niechęci  i 
postanowił  ani  razu  nie  powtórzyć  podobnej  farsy  tylko  po  to,  aby  sprawić 
przyjemność królowej czy komukolwiek innemu. 

Wtedy ponownie wyobraził sobie czerwoną, nalaną twarz swojego kuzyna 

i jego wulgarną żonę krzykliwie ubraną i obwieszoną biżuterią, kobietę, która 
wciąż się chwiała, gdyż piła zbyt dużo. Jak mógł pozwolić, by zamieszkali w 
Ollertón,  przyjmowali  gości  w  należącym  do  rodziny  domu  w  Londynie  i 
odziedziczyli wszystko, co posiadał w całym kraju? 

Książę z wysiłkiem przywołał uśmiech na usta. 
-  Mam  nadzieję  -  rzekł  do  lady  Millicent  -  że  skoro  nie  przepada  pani  za 

jazdą  konną,  pozwoli  pani  zabrać  się  jutro  po  południu  na  przejażdżkę 
powozem? Niedaleko stąd jest bardzo interesująca budowla, wzniesiona przez 
moich przodków, doprawdy warta obejrzenia. 

-  Cóż  za  wspaniały  pomysł,  mój  drogi  książę!  -  zawołała  hrabina,  niemal 

wpadając mu w słowo. 

- Oczywiście, że Milly będzie zachwycona, mogąc ją zobaczyć. 
- A więc uzgodnione - rzekł książę. 
Lady Millicent widocznie uważała, że jej matka powiedziała wystarczająco 

dużo, więc nie uczyniła wysiłku, by się odezwać.  

- Musimy już wszyscy pójść spać, jeśli  mamy być jutro rano w kościele - 

powiedziała hrabina. - Słyszałam, książę, że zawsze sam odczytujesz lekcję. 

- Jeśli akurat przebywam w rezydencji. 
-  A  więc  z  niecierpliwością  będziemy  oczekiwać,  by  móc  cię  posłuchać  - 

rozpływała  się  w  uprzejmościach  hrabina.  -  Na  pewno  czytasz,  książę,  tak 
dobrze, jak robisz wszystko inne, a więc oczywiście doskonale! 

background image

Książę skłonił głowę w odpowiedzi na ten komplement, po czym odwrócił 

się,  aby  życzyć  dobrej  nocy  pozostałym  gościom,  którzy  zaczynali  już  z 
wolna ziewać. 

- To był bardzo miły wieczór - stwierdzili wszyscy. 
Udali się w kierunku holu, w którym czekali lokaje z zapalonymi świecami 

w srebrnych lichtarzach. Goście w Ollerton tradycyjnie zabierali je ze sobą na 
górę, choć w sypialniach było zainstalowanie oświetlenie gazowe. 

Książę  chciał  jeszcze  zamienić  słowo  ze  swoim  majordomusem,  więc 

wszedł na schody ostatni. 

-  Czy  Wasza  Wysokość  będzie  jeździł  konno  jak  zwykle?  -  zapytał 

majordomus, gdy książę postawił nogę na pierwszym stopniu. 

- Oczywiście. A ponieważ jest niedziela, wybiorę się o wpół do dziewiątej 

zamiast o dziewiątej. 

- Tak jest, Wasza Wysokość. 
Wchodząc  na  górę,  książę  zastanawiał  się,  kto  dotrzyma  mu  towarzystwa 

podczas przejażdżki, lecz podejrzewał, że nikomu nie wystarczy energii, aby 
wstać  tak  wcześnie.  Wtedy  przyszła  mu  na  myśl  Anita.  Był  pewien,  że  jego 
konie są dla niej większą; atrakcją niż miękka poduszka. 

Myśl o Anicie przypomniała mu George'a Greshame'a, który nie pożegnał 

się przed pójściem na spoczynek i udał się do sypialni wcześniej niż pozostali 
goście. - Być może wstydzi się swego zachowania - pomyślał - i dobrze, jeśli 
tak jest. Kimkolwiek była Anita, George nie  miał prawa zachować się  w ten 
sposób w Ollertón. 

Nagle  uderzyła  go  myśl,  że  po  raz  pierwszy  w  życiu  troszczył  się  o 

moralność swoich przyjaciół, choć niektórzy z nich, obiektywnie rzecz biorąc, 
zachowywali  się  bezwstydnie.  Ponieważ  wszystkie  piękności,  z  którymi 
miewał  zwykle  gorące,  lecz  krótkie  affaires  de  coeur  były  -  jak  Elaine 
Blanckley - swobodne i namiętne, książę stwierdził teraz, że nigdy nie patrzył 
na kobiety w inny sposób. 

Rozbierał się w milczeniu, a gdy kamerdyner opuścił sypialnię, położył się 

do łóżka i zgasił światło. Wtedy przypomniał sobie, jakie przed laty, gdy był 
młodym  człowiekiem,  jego  myśli  były  rycerskie  i  pełne  szacunku 
graniczącego  z  uwielbieniem.  W  wyobraźni  był  rycerzem  starającym  się  o 
łaski  kobiety,  którą  pokochał  wówczas  pierwszą  miłością.  Pragnął  oddawać 
jej cześć, myśląc, że otaczają aura świętości i że jest czysta jak lilia; A potem, 
ponieważ  był  tak  bardzo  przystojny  i  pociągający,  szybko  przekonał  się,  że 
jest ona istotą jak najbardziej ludzką i pożąda go w zupełnie inny sposób.  

background image

A  wiec,  naturalnie,  odpowiedział  na jej  oczekiwania.  Jednocześnie  poczuł 

się rozczarowany - albo może pozbawiony złudzeń? Pamiętał, jak cześć, którą 
dla  niej  czuł,  zmieniła  się  w  zwykłe  fizyczne  pożądanie.  -  Oczekiwałem 
niemożliwego - pomyślał gorzko. 

A  jednak  pamiętał  dokładnie,  co  wtedy  odczuwał  i  jak  zaledwie  myśl  o 

Pauline, bo tak miała na imię, sprawiała, że jego dusza wzlatywała. Ponieważ 
ją kochał, pragnął sięgnąć pogwiazdy z nieba i złożyć u jej stóp. Pragnął też 
być  lepszy,  wspanialszy  i  szlachetniejszy.  Chciał  być  godny,  dokonywać 
wielkich i chwalebnych czynów, aby mogła być z niego duma. Myślał, że jest 
gotów  umrzeć  w  jej  obronie  i  uczyniłby  to  z  radością.  -  Byłem  takim 
głupcem! - powiedział sobie teraz. 

Jednak  ideały,  których  wówczas  szukał,  wciąż  w  nim  były,  choć  pokryte 

cynizmem  i,  ku  jego  zdziwieniu,  dotąd  nie  całkiem  wygasły.  Uderzyła  go 
myśl, że gdyby nie spotkał Pauline, jego życie mogłoby być zupełnie inne. 

Potem  roześmiał  się,  bo  przecież  to  wszystko  wydarzyło  się  dawno  temu. 

Wciąż  był  zbyt  młody,  by  wzdychać  do  przeszłości,  a  tym,  co  naprawdę 
powinno go obchodzić, jest przyszłość. A jego przyszłość, choćby najbardziej 
nie  podobała  mu  się  ta  myśl,  musi  być  związana  z  lady  Millicent  albo 
dziewczyną taką jak ona. - Niech  to wszystko diabli wezmą-  musi być  jakaś 
alternatywa! - rzekł głośno w ciemności. 

Ale odpowiedzi nie było. Jedynie złowroga cisza. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Rozdział szósty 

 
Podczas  porannego  nabożeństwa  w  maleńkim  kościółku  z  szarego 

kamienia,  stojącym  w  Ollerton  Park,  Anita  zauważyła,  że  lady  Millicent 
modliła  się  z  żarliwością,  jakiej  się  po  niej  nie  spodziewała.  Siedziały  obok 
siebie,  więc  wyraźnie  czuła  emanujące  z  dziewczyny  napięcie.  Anita  zawsze 
była  wrażliwa  na  uczucia  innych  i  zapragnęła  teraz,  w  miarę  swoich 
możliwości,  pomóc  lady  Millicent,  Nie  chciała  jednak  okazać  braku 
delikatności. 

Książe  odczytywał  lekcję  głębokim  głosem  i  Anita  pomyślała,  że  Stary  i 

Nowy  Testament  brzmiały  w  jego  ustach  jak  poezja,  a  ponadto  potrafił,  co 
księżom rzadko się udawało, nadać słowom znaczenie. 

Nabożeństwo  skończyło  się.  Ponieważ  dziewczęta  siedziały  w  ławce 

Ollertonów, wierni zaczekali aż wyjdą pierwsze. Gdy znalazły się w kruchcie, 
lady Millicent spytała: 

- Czy możemy wrócić pieszo? 
-  Znakomity  pomysł!  -  odrzekła  Anita.  -  Wolę  przejść  się  niż  jechać 

powozem. 

Lady  Millicent  poinformowała  hrabinę,  że  wybierają  się  na  spacer  i  obie 

dziewczyny  odłączyły  się  od  reszty  towarzystwa.  Miały  zamiar  pójść  przez 
park zamiast wysadzaną dębami drogą, po której jeździły powozy. 

Ollertón z oddali wyglądało bardzo okazale. Książęcy proporzec powiewał 

na lekkim wietrze, a pałac odbijał się w gładkiej, srebrzystej tafli jeziora. 

-  Jest  taki  piękny!  -  powiedziała  głośno  Anita.  Powtarzała  to  sobie 

wcześniej  już  wiele  razy.  Spojrzała  na  lady  Millicent.  Nie  było  wątpliwości, 
że  na  jej  ładnej,  choć  pozbawionej  wyrazu  twarzy  malowało  się  głębokie 
cierpienie. - Co się stało? - spytała Anita. - Czy mogę ci jakoś pomóc? 

-  Nikt  nie  może  mi...  pomóc  -  odparła  lady  Millicent  z  głębokim 

westchnieniem. Zapanowało milczenie. Nagle, głosem zupełnie innym niż ten, 
którym  odzywała  się  dotąd,  lady  Millicent  wykrzyknęła:  -  Jestem  taka 
nieszczęśliwa! Gdybym tylko mogła umrzeć! 

Widać  było,  że  za  chwilę  dziewczyna  wybuchnie  płaczem,  więc  Anita 

wzięła ją za rękę i poprowadziła w kierunku zwalonego na ziemię drzewa, na 
którym mogły usiąść i spokojnie porozmawiać. Lady Millicent trzymała przy 
oczach chusteczkę, choć Anita widziała, jak bardzo stara się powstrzymać łzy. 

- Prószę, pozwól, abym ci pomogła - poprosiła Anita. 

background image

-  To  się  na  nic  nie  zda  -  powiedziała  lady  Millicent,  a  głos  jej  się 

załamywał. - Mama mówi, że książę... oświadczy mi się dziś po południu, gdy 
zabierze mnie na przejażdżkę i że... muszę go przyjąć. 

Anita spojrzała na nią zaskoczona. 
- Nie chcesz poślubić księcia? 
- Nie - oczywiście, że nie! - wykrzyknęła lady Millicent. - Nienawidzę go... 

i chcę wyjść za... Stephena! 

Gdy wymówiła to imię, rozszlochała się na dobre i teraz nie panowała już 

nad sobą. 

- Powiedz mi, kim jest Stephen - poprosiła Anita po chwili - i dlaczego nie 

możesz za niego wyjść. 

-  Jest  najcudowniejszym,  najwspanialszym  mężczyzną...  mężczyzną  na 

świecie! - odpowiedziała lady Millicent bezładnie. - Kocham go, a on kocha 
mnie! 

Wybuch płaczu uczynił jej słowa niemal niezrozumiałymi. 
- Dlaczego nie możesz za niego wyjść? - dopytywała się Anita. 
- Papa by się zgodził, jestem pewna, że tak, ale przyszedł list od księżnej, 

w  którym  nas...  zaprosiła.  Wtedy  papa...  zabronił  mi  widywać  się  nadal...  ze 
Stephenem. 

- Ale dlaczego? - zapytała Anita. - Nie;; rozumiem. 
Lady Millicent podniosła głowę i spojrzała na nią ze zdziwieniem. 
-  Czy  przypuszczasz,  że  papa  straciłby...  okazję,  aby  jego  zięciem  został 

książę - zwłaszcza tak bogaty jak ten? 

- Ale z pewnością - rzekła Anita - gdyby twój ojciec i matka wiedzieli, że 

kochasz kogoś innego... 

-  Stephen  jest  drugim  synem.  Jego  ojciec,  lord  Ludlow,  jest  starym 

przyjacielem papy, ale to, że kocham Stephena, nie ma... znaczenia, gdy mogę 
zostać... księżną. 

Lady  Millicent  znów  się  rozpłakała,  szlochając  bezsilnie,  i  Anita  poczuła 

się głęboko poruszona jej nieszczęściem. 

-  Posłuchaj  -  powiedziała.  -  Musisz  powiedzieć  o  tym  księciu,  a  jestem 

pewna, że nie poprosi, abyś za niego wyszła. 

-  Będzie  na  to  za  późno  -  odparła  lady  Millicent.  -  Mama  i  papa  zabiliby 

mnie, gdyby pomyśleli, że poprosił mnie... o rękę, a ja mu... odmówiłam. 

- A więc nie może cię poprosić. 
- Jak mogę go powstrzymać? 
Anita myślała przez chwilę, po czym odrzekła: 
- Czy mogę mu powiedzieć, że kochasz kogoś innego? 

background image

Lady  Millicent  odjęła  chusteczkę  od  oczu,  spoglądając  na  Anitę  ze 

zdumieniem i spytała: 

- Czy mogłabyś... to zrobić? Czy on by... zrozumiał? 
-  Oczywiście!  -  odparła  Anita.  -  Książe  był  dla  mnie  bardzo  miły,  gdy 

okropny stary proboszcz chciał się ze mną ożenić, a moja ciotka, która uznała 
się  moją  opiekunką  na  czas,  gdy  mama  jest  za  granicą,  nalegała,  abym  za 
niego wyszła. Właśnie dlatego jestem teraz tutaj. 

- I naprawdę on... zrozumiałby, że ja chcę; poślubić Stephena, a nie jego? 
- Oczywiście, że zrozumie! - odparła z przekonaniem Anita. 
Mówiła  to,  wiedząc,  iż  książę  wcale  nie  był?  zainteresowany  lady 

Millicent,  miała  być  środkiem,  dzięki  któremu  zadowoliłby  królową  i 
powstrzymał kuzyna przed odziedziczeniem jego tytułu. 

Lady Millicent klasnęła w dłonie.  
-  Och,  Anito,  jeśli  obronisz  mnie  przed  poślubieniem  księcia,  to  będzie 

najlepsza, najwspanialsza rzecz, jaką mogłabyś dla mnie zrobić. 

- A więc zrobię to - rzekła Anita. 
- Musisz z tym zdążyć, zanim wyjedziemy na przejażdżkę. Jakby nie było, 

przebywanie z nim sam na sam jest dla mnie równoznaczne z oświadczynami. 
Anita skinęła głową. 

- Rozumiem to i znajdę jakiś sposób, aby go powstrzymać przed zabraniem 

cię na ten spacer. 

-  Uratowałaś  mnie,  gdy  już  myślałam,  że  wszystko  stracone  i  jestem 

skazana na to, by nigdy więcej nie ujrzeć Stephena! 

- Wszystko będzie dobrze - rzekła Anita. 
-  Zanim  poszłyśmy  do  kościoła,  mama  powiedziała  mi,  że  książę  ją 

uprzedził, abym była gotowa na trzecią. Zdecydowała już nawet, którą suknię 
i kapelusz powinnam włożyć. 

-  Nie  mów  niczego  swojej  mamie  -  odparła  Anita  -  i  zachowuj  się 

normalnie  podczas  lunchu.  Porozmawiam  z  księciem  przed  albo  tuż  po 
lunchu, to będzie zależało od tego, kiedy uda mi się go na chwilę złapać. 

- Obiecujesz... że to zrobisz? - spytała lady Millicent, a w jej głosie znów 

słychać było strach. 

-  Obiecuję  -  odrzekła  Anita  -  i  jestem  całkiem  pewna,  że  on  wszystko 

zrozumie.  -  Mówiąc  to  przypomniała  sobie,  jak  miły  był  dla  niej  nie  tylko 
wtedy, gdy chodziło o wielebnego Joshuę, ale także gdy uratował ją od lorda 
Greshame'a. Skoro lady Millicent była tak młoda, na pewno nie przyszło mu 
do  głowy,  że  zdążyła  już  oddać  serce  komuś  innemu.  Przypominając  sobie 
teraz,  co  mówili  książę  i  jego  matka,  stwierdziła,  że  żadne  z  nich  nie 

background image

pomyślało  o  trzech  dziewczętach  zaproszonych  do  ich  domu  jak  o  istotach 
ludzkich,  lecz  potraktowali  je  jak  marionetki,  którymi  można  manipulować, 
narzucając  im  małżeństwo,  bo  ono  właśnie  księciu  odpowiada.  Cały  ten 
pomysł jest zły! - pomyślała Anita. - Głośno zaś rzekła: - Wytrzyj oczy, Milly, 
i  umyj  twarz,  zanim  zobaczy  cię  matka.  Nie  powinna  zorientować  się,  że 
płakałaś. 

- Nie będę więcej płakać - odparła lady Millicent. - Dziękuję ci, dziękuję, 

Anito,  jesteś  dla  mnie  taka  dobra!  Być  może,  jeśli  książę  mnie  nie  poślubi, 
wybierze  teraz  Rosemary  albo  Alice.  Zauważyłam  wczoraj  wieczorem,  że 
obie patrzyły z nienawiścią, bo tańczył ze mną dwa razy, a z nimi tylko raz. 

Anita pomyślała w duchu, że ani lady Rosemary, ani Alice Down nie miała 

żadnych  szans  zostać  księżną  Ollerton,  lecz  uznała,  że  błędem  byłoby  to 
mówić..  Teraz  powinna  uratować  lady  Millicent.  Ponieważ  ją  to 
zainteresowało,  poprosiła  dziewczynę,  aby  opowiedziała  jej  o  mężczyźnie, 
którego kocha. 

Ponieważ  lady  Millicent  ukrywała  swoje  uczucia,  odkąd  przyjechała  do 

Ollerton,  teraz  wydawało  się,  że  wybuchły.  Po  raz  pierwszy  zaczęła 
rozmawiać z ożywieniem i podnieceniem, a wówczas okazało się, że wygląda 
na znacznie ładniejszą niż dotychczas. 

- Kochaliśmy się ponad rok - wyznała Anicie. 
-  Najpierw  papa  powiedział,  że  to  śmiechu  warta  partia  i  nie  miał  wcale 

zamiaru  pozwolić  mi  związać  się  z  kimś,  kto  nie  ma  żadnych  szans  na 
odziedziczenie tytułu. - Zamilkła, a po chwili ciągnęła: 

- Potem, ponieważ Stephen był w stosunku do niego taki ujmujący, zaczaj 

mięknąć i nabraliśmy pewności, że będziemy mogli pobrać się przed Bożym 
Narodzeniem. 

- I tak właśnie się stanie - powiedziała Anita z uśmiechem. 
- A ty musisz mi obiecać, że przyjedziesz na ślub! Musisz tam być! 
- Będę szczęśliwa, jeśli mnie zaprosisz - odparła Anita. 
Gdy  wróciły  do  pałacu,  pora  lunchu  była  już  tak  blisko,  że  Anita  nie 

zdążyła porozmawiać z księciem, zanim znaleźli się w jadalni. 

Podczas  lunchu  z  ulgą  stwierdziła,  że  tym  razem  siedzi  daleko  od  lorda 

Greshame'a, a jej sąsiadem jest pewien par w średnim wieku, posiadacz kilku 
znakomitych  koni,  więc  podczas  całego  posiłku  porównywali  stajnie  jego  i 
księcia.  Gdy  opuścili  jadalnię,  zauważyła,  że  lady  Millicent  rzuciła  jej 
niespokojne  spojrzenie,  więc  postanowiła  porozmawiać  z  księciem  jak 
najszybciej,  bo  było  prawie  wpół  do  trzeciej.  Manewrując  zręcznie,  aby  być 
ostatnią damą, która opuści pomieszczenie, zbliżyła się do niego. 

background image

- Czy mogłabym z księciem porozmawiać przez chwilę? To bardzo pilne - 

powiedziała szybko. 

Spojrzał na nią zaskoczony, lecz odrzekł natychmiast: 
- Oczywiście, Anito. Przyjdź za dziesięć minut do mojego gabinetu. 
Uśmiechnęła  się  do  niego  i  podążyła  za  księżną,  która,  jak  zwykle  po 

lunchu,  poszła  odpocząć  w  swoim  pokoju.  Widząc,  że  Eleanor,  pokojówka 
księżnej,  pomaga  swojej  pani  położyć  się  na  szezlongu  przy  oknie,  gdzie 
mogła cieszyć się słońcem i korzystać ze świeżego powietrza, Anita pobiegła 
w dół bocznymi schodami do gabinetu księcia. 

Dzięki  temu  nie  musiała  przechodzić  przez  główny  hol.  Gabinet  był 

pokojem, którego używał wyłącznie książę i nikt nie miał prawa zakłócać mu 
tam spokoju, chyba że był specjalnie zaproszony. 

Otworzyła  drzwi  i  zobaczyła  go  stojącego  przed  kominkiem.  Wyglądał 

nadzwyczaj elegancko z orchideą w butonierce. 

- Wejdź, Anito! - powiedział. - Cóż to za doniosła sprawa, o której chcesz 

ze  mną  rozmawiać?  Mam  nadzieję,  że  to  będzie  trwało  krótko,  bo  o  trzeciej 
mam zabrać lady Millicent Cłyde na, przejażdżkę powozem. 

Anita ostrożnie zamknęła drzwi i zbliżyła się do niego. 
- O tym właśnie chcę pomówić z Waszą Wysokością. 
Książę spojrzał na nią zdziwiony, ona zaś ciągnęła: 
- Milly jest zrozpaczona i nieszczęśliwa. Kocha kogoś innego i wie, że jeśli 

książę się jej oświadczy, rodzice zmuszają, aby za niego wyszła. - Książę nic 
nie  odpowiedział,  więc  dodała  po  chwili:  -  Powiedziałam  jej,  żeby  się  nie 
martwiła,  ponieważ  książę  to  zrozumie  i  znajdzie  usprawiedliwienie,  aby  po 
południu  nie  zabierać  jej  na  przejażdżkę.  Wtedy  jej  rodzice  przestaną  żywić 
nadzieję,  że  książę  zostanie  ich  zięciem,  a  ona  będzie  mogła  poślubić 
człowieka,  którego  kocha.  -  Zamilkła  i  spojrzała  na  księcia  z  uśmiechem.  - 
Wiedziałam że książę... - zaczęła. 

Przerwała  nagle,  widząc  wyraz  jego  twarzy.  Gdy  zrozumiała,  że  stało  się 

coś złego, książę przemówił: 

- Jak pani śmie! Jak ma pani czelność mieszać się w moje prywatne sprawy 

i dyskutować o mnie z moimi gośćmi! 

- Ja... bardzo mi... przykro... 
- Nigdy jeszcze nie spotkałem się z taką impertynencją, aby ktoś, w moim 

własnym domu, mieszał się w moje plany i przygotowania. To jest absolutnie 
niewyobrażalne;  żeby  pani  ośmielała  się  mówić  innym,  co  bym  zrobił,  a 
czego bym nie zrobił! Niech to diabli, myśli pani, że kim, u licha, jest!? 

background image

Jego  głos  wydawał  się  grzmieć  w  wielkim  pokoju.  Być  może  dlatego,  że 

książę  tak  bardzo  górował  nad  nią  wzrostem,  a  jego  wściekłość  była  tak 
przemożna,  Anita  krzyknęła  przestraszona  i  pobiegła  ku  drzwiom.  Dotarłszy 
do nich odwróciła się i książę zobaczył, jak bardzo jest blada. A potem już jej 
nie było. Wybiegła na korytarz, pozostawiając za sobą otwarte drzwi. 

Księżna niemal już zasypiała, gdy Anita wpadła do pokoju. 
- Ach, to ty, moja droga - mruknęła. 
-  Jeśli  Wasza  Wysokość  pozwoli,  chciałabym  natychmiast  wyjechać!  - 

powiedziała Anita. 

Księżna zdumiała się. Wydało jej się, że źle usłyszała. 
- Wyjechać - dokąd? 
- Dokądkolwiek... do domu - odparła Anita. 
- Co się stało? Co cię tak wzburzyło? 
Księżna  przebudziła  się  już  całkowicie  i  dostrzegła,  że  Anita  jest  bardzo 

blada. W jej oczach widać było udrękę, chociaż nie płakała. 

- Co cię wzburzyło? - spytała ponownie. 
-  Nie  mogę  tego  wyjaśnić  -  odpowiedziała  Anita  -  ale,  proszę,  Wasza 

Wysokość, proszę pozwolić mi wrócić do domu. Obawiam się, że nie mam... 
pieniędzy, żeby opłacić podróż... ale jeśli księżna pożyczyłaby  mi je, zwrócę 
wszystko. 

- Tak, oczywiście - powiedziała księżna. - Ale jest niedziela i tak późno po 

południu  nie  ma  już  pociągów.  Jeśli  naprawdę  chcesz  wyjechać,  będziesz 
musiała poczekać do jutra rana. 

- Wolałabym... wyjechać teraz... od razu. 
- Jestem pewna, że to niemożliwe - odparła księżna. 
Z  piersi  Anity  wyrwał  się  szloch.  Odwróciła  się  bez  słowa  i  wyszła  z 

pokoju.  Księżna  zadzwoniła  na  pokojówkę  i  gdy  pojawiła  się  stara  kobieta, 
która służyła u niej od lat, powiedziała: - Coś bardzo przygnębiło pannę Anitę, 
Eleanor. Czy możesz dowiedzieć się, co się stało. Bardzo się o nią martwię. 

- Zobaczę, co się da zrobić, Wasza Wysokość. Księżna na powrót położyła 

się na poduszkach. 

Niewiele mogło wydarzyć się w domu, o czym Eleanor prędzej czy później 

by się nie dowiedziała. 

Trzeba było teraz zaczekać aż ktoś w końcu poinformuje ją, co zaszło. Nie 

myliła się. Już za kwadrans Eleanor wróciła do pokoju i księżna spojrzała na 
nią wyczekująco. - Wygląda na to, Wasza Wysokość, że panna Lavenham po 
lunchu  poszła  do  gabinetu  Jego  Wysokości.  Była  tam  tylko  parę  minut,  po 
czym wyszła i pobiegła prosto do pokoju Waszej Wysokości. 

background image

- Czy domyślasz się, co mogło ją tak zdenerwować? 
-  Nie,  Wasza  Wysokość,  ale  mam  podejrzenia,  że  po  tym,  co  panna 

Lavenham powiedziała Jego Wysokości, wysłał wiadomość do lady Millicent, 
że w żaden sposób nie może zabrać jej na spacer powozem o trzeciej, jak było 
umówione. 

-  A  więc  Jego  Wysokość  nie  wyjechał  -  rzekła  księżna  cicho,  jakby  do 

siebie. 

-  Nie,  Wasza  Wysokość  -  odpowiedziała  Eleanor  -  i  jeśliby  mnie  Wasza 

Wysokość  spytała,  powiedziałabym,  że  lady  Millicent  musiała  zwierzyć  się 
pannie Lavenham, iż ma nadzieję nie wyjść za mąż za Jego Wysokość, bo jest 
zakochana po uszy w młodym człowieku, którego zna od dziecka. 

- A więc lady Millicent jest zakochana w kimś innym - szepnęła księżna. 
- Tak, Wasza Wysokość. Pokojówka matki Jej Lordowskiej Mości mówiła 

mi, gdy tu przyjechali, jak bardzo byli zaskoczeni, otrzymawszy zaproszenie, 
bo sądzili, że lady Millicent poślubi pana Stephena. 

- Zaczynam teraz rozumieć, dlaczego lady Millicent robiła wrażenie, jakby 

nie bawiła się najlepiej. 

- Pokojówka Jej Lordowskiej Mości mówiłaś mi, że ona rozchorowała się z 

płaczu  na  wieść,  że  ma  tu  przyjechać.  Proszę  w  to  wierzyć  lub  nie,  Wasza 
Wysokość,  ale  nie  każda  młoda  dama  chce  poślubić  księcia,  nawet  tak 
przystojnego jak Jego Wysokość. 

- A więc to tak! - rzekła księżna. 
Nie  miała  ochoty  dłużej  rozmawiać  i  Eleanor  wyszła,  mówiąc,  by 

odpoczywała i nie martwiła się. 

-  Martwienie  się  nikomu  nie  pomaga  -  powiedziała  stara  służąca-jedynie 

wpędza człowieka do grobu, a Waszej Wysokości do tego daleko, sądząc, po 
tym jak dobrze się Wasza Wysokość miewa od powrotu do domu. 

Jednak  w  oczach  księżnej  pozostała  troska.  Przymknęła  powieki  i  zaczęła 

się  modlić,  jak  co  dzień  i  co  noc,  aby  jej  ukochany  syn  znalazł  szczęście. 
Wiedziała,  że  nigdy  nie  był  naprawdę  zakochany,  lecz  jak  miała  mu 
wytłumaczyć, że na to cudowne uczucie warto czekać nawet bardzo długo? 

Nagle usłyszała głos księcia, który rozmawiał z kimś za drzwiami i szybko 

sięgnęła  po  gazetę  leżącą  na  stoliku  przy  szezlongu.  Gdy  syn  wszedł  do 
pokoju, trzymała ją w ręce. 

- Och, Kerne! - zawołała. - Tak się cieszę, że tu jesteś! Proszę, przeczytaj 

mi  to  wczorajsze  przemówienie  premiera.  Jest  tak  kiepsko  wydrukowane,  że 
nie mogę odczytać liter. 

background image

- Gdzie jest Anita? - zapytał książę szorstko i, jak się jej wydało, z cierpką 

nutą w głosie. 

- Sądzę, że się pakuje. 
- Pakuje się! 
Okrzyk wyrwał się z ust księcia niemal jak strzał z pistoletu. 
- Przyszła tu przed chwilą i powiedziała mi, że wyjeżdża - rzekła księżna. - 

Chciała  wyjechać  jeszcze  dziś,  ale  to  chyba  niemożliwe,  ponieważ  jest 
niedziela  i  nie  będzie,  pociągów  po  południu.  Może  poprosiłbyś  pana 
Brigstocka,  aby  zawiózł  ją  jutro  do  Londynu.  W  żaden  sposób  nie  może 
podróżować sama. 

Książę  bez  słowa  odwrócił  się  i  wyszedł  z  pokoju.  Księżna  nie  robiła 

wrażenia zdziwionej. Obserwowała go tylko jak wychodził i gdy drzwi się za 
nim zamknęły, w jej oczach pojawił się błysk, a na ustach lekki uśmiech. 

Książę zszedł po schodach i gdy znalazł się w holu, rzekł do majordomusa: 
- Proszę przekazać pannie Lavenham wiadomość, że chciałbym z nią przez 

chwilę porozmawiać. 

- Tak jest, Wasza Wysokość. 
Książę  wrócił  do  swojego  gabinetu.  Najwyraźniej  zniecierpliwiony 

przechadzał się wzdłuż i wszerz pokoju aż, po długim - jak mu się wydawało - 
czasie - majordomus otworzył drzwi. 

-  Dowiedziałem  się,  Wasza  Wysokość,  że  panny  Lavenham  nie  ma  w 

pałacu. 

- A zatem gdzie jest? - spytał książę. 
- Dokładnie nie wiadomo, Wasza Wysokość, ale jedna ze służących sądzi, 

chociaż nie jest całkiem pewna, że widziała jak panna Lavenham biegła przez 
park  w  stronę  Domowego  Lasu.  -  Książę  nie  odpowiedział  i  po  chwili 
majordomus  dodał:  -  Mam  nadzieję,  Wasza  Wysokość,  że  to  nie  jest  pewna 
wiadomość, bo zbiera się na burzę z piorunami. 

Książę  wyjrzał  przez  okno.  Niebo  pokryte  było  chmurami.  Poszectt  w 

stronę  drzwi  i  gdy  mijał  majordomusa,  ten  zapytał:  -  Czy  Wasza  Wysokość 
życzy sobie, aby przygotować mu powóz? 

- Pójdę sam do stajni - odrzekł książę. Pięć minut później opuścił podjazd 

na grzbiecie 

Gromowładcy  i  przejechawszy  przez  most  na  jeziorze,  skierował  się  w 

stronę lasu, który porastał znaczny obszar po zachodniej stronie pałacu. Rosły 
tam gęsto drzewa o grubych pniach, ale można było poruszać się między nimi 
konno.  Odgadł,  że  Anita,  będąc  przygnębiona,  poszuka,  jak  to  miała  w 
zwyczaju,  lasu,  w  którym  mogłaby  usiąść  i  pomyśleć,  gdzie  nikt  by  jej  nie 

background image

przeszkadzał. Nie zapomniał, że szła do lasu, gdy po raz pierwszy się spotkali 
i  gdy  rozmyślała  o  Lucyferze,  i  także  do  lasu  biegła  szukać  pociechy,  gdy 
powiedziano jej, że ma poślubić wielebnego Joshuę. 

Las  zwany  Domowym  znajdował  się  blisko  pałacu,  więc  tam  musiała  się 

ukryć,  gdy  dowiedziała  się,  że  nie  będzie  mogła  wyjechać  tak  prędko,  jakby 
chciała. 

Gromowładca był dziwnie niespokojny, czego książę nie mógł zrozumieć, 

ponieważ jeździł już na nim rano. Odległy grzmot podpowiedział mu, co jest 
tego przyczyną. Na przekór swojemu imieniu Gromowładca nie lubił burz, a 
patrząc teraz na niebo, książę upewnił się co do prognozy majordomusa, gdyż 
właśnie nadciągała burza. 

Opuścił park i wjechał do lasu, kierując Gromowładcę między drzewa, na 

wąskie, kręte dróżki porośnięte mchem. Książę dobrze znał las i pomyślał, że 
niepodobna,  aby  Anita  poszła  przez  gęste  poszycie,  zbaczając  ze  ścieżek. 
Mimo  odległego  grzmotu,  na  razie  panowały  cisza  i  spokój  poprzedzające 
burzę.  Książę  miał  nadzieję,  że  znajdzie  Anitę,  zanim  dziewczyna  zmoknie. 
Nigdzie  jednak  nie  dostrzegł  jej  śladu,  więc  jechał  dalej,  przekonany,  że 
musiała biec szybko, skoro oddaliła się tak bardzo w krótkim czasie. 

Obliczył,  że  musiały  minąć  blisko  trzy  kwadranse,  odkąd  wylał  na  nią 

swoją złość, a biegnąc szybko, Anita może przebyć znaczną odległość, zanim 
ją w końcu odnajdzie. Wtedy nagle,  gdy zaczaj wątpić  czy pobiegła do lasu, 
ujrzał ją. 

Siedziała na ściętym pniu drzewa na małej polance wyrąbanej przez drwali. 

Głowę  miała  opuszczoną,  a  twarz  zasłoniła  rękami.  Na  jej  widok  książę 
instynktownie  powstrzymał  konia.  Wówczas  bliższy  i  głośniejszy  niż  dotąd 
huk grzmotu spowodował, że Gromowładca poderwał się i stanął dęba. 

Anita spojrzała w górę i, spostrzegłszy księcia, wstała. Była bardzo blada, a 

jej  oczy  z  wyrazem  przestrachu,  którego  się  spodziewał,  zdawały  się 
wypełniać całą twarz. Podjechał do niej. 

-  Przyjechałem,  żeby  panią  odszukać,  Anito  -  rzekł  -  a  ponieważ 

Gromowładca  nienawidzi  dźwięku,  od  którego  go  nazwano,  powinniśmy 
wracać jak najszybciej do domu.  

- Tak... oczywiście. 
Książę  podał  jej  rękę.  Ujęła  ją  obiema  dłońmi,  a  on  podciągnął  ją  tak,  że 

mogła  usiąść  przed  nim  na  siodle.  Była  tak  lekka,  iż  miał  wrażenie  jakby 
wzleciała  z  ziemi  na  grzbiet  konia.  Gdy  zawrócił  Gromowładcę,  błyskawica 
przecięła niebo i rozległ się następny grzmot, co tak zdenerwowało konia, że 
książę z trudem mógł nim powodować. 

background image

- Może pójdę pieszo? - spytała Anita cicho. 
-  Nie  -  odrzekł.  -  Niedaleko  stąd  jest  stodoła.  Możemy  się  tam  schronić  i 

przeczekać najgroźniejszą burzę. 

Kolejny grzmot podpowiedział mu, że nadciągała coraz bliżej, więc książę 

zmusił  Gromowładcę,  by  ruszył  szybko  ścieżką,  która  wiodła  w  głąb  lasu. 
Ponieważ otaczał ramionami Anitę, nie było mu łatwo kierować koniem, lecz 
będąc  doskonałym  jeźdźcem,  zdołał  przeprowadzić  przestraszone  zwierzę 
pomiędzy  drzewami,  a  potem  na  pole,  skąd  widać  już  było  stodołę.  Wtedy 
spadły pierwsze krople deszczu, po czym błyskawica przecięła niebo. Zanim 
Gromowładca  zdążył  zaprotestować,  książę  wjechał  do  stodoły  przez 
wpółotwarte  wrota,  a  rozdzierający  huk  pioruna  rozległ  się  tuż  nad  ich 
głowami. 

Książę  i  Anita  zeskoczyli  na  ziemię,  oboje  skupiając  uwagę  na 

Gromowładcy, który wyrywał się gwałtownie. Trudno było go utrzymać, ale 
Anita zaczęła przemawiać do niego łagodnym głosem, tak jak przedtem robiła 
to w stajni. 

-  Już  wszystko  dobrze  -  mówiła.  -  To  coś  nie  zrobi  ci  krzywdy.  To  tylko 

straszliwy hałas, a tu nie będziesz widział błyskawic. 

Wyglądało  to  tak,  jakby  hipnotyzowała  konia.  Drżał  teraz  i  niespokojnie 

przestępował z nogi na nogę, lecz już nie stawał dęba. Książę trzymał uzdę i 
klepał go po szyi, a Anita wciąż mówiła. 

Wtem łoskot, niczym  eksplozja, wstrząsnął stodołą i gwałtowny podmuch 

wiatru  otworzył  na  oścież  wrota,  które  z  trzaskiem  zaczęły  poruszać  się  w 
przód  i  w  tył.  Gromowładca  był  wciąż  przerażony  i  Anita,  westchnąwszy, 
wyszeptała drżącym głosem: - Och, Gromowładco... Ja też się... boję. 

Koń  jakby  zrozumiał,  co  do  niego  powiedziała,  bo  odwrócił  głowę  i 

przytulił ją do głowy Anity. Książę, stojąc z drugiej strony zwierzęcia, poczuł 
nagłe  olśnienie.  Jakby  rażony  piorunem,  zrozumiał,  że  ją  kocha!  Z  trudem 
mógł pojąć realność uczucia, które  go porwało, a jednak bezwiednie pragnął 
otoczyć Anitę ramionami i trzymać mocno, aby już nigdy nie musiała się bać. 
Chciał ją pocieszać i ochraniać nie tylko przed burzą, ale przed wszystkim, co 
mogłoby ją kiedykolwiek przestraszyć lub zaniepokoić i wiedział, że chce to 
robić przez całe życie. 

Zdumiały go własne uczucia, lecz zdał sobie sprawę, że jeśli ma być wobec 

siebie szczery, powinien być ich świadom już od pewnego czasu. Tylko upór i 
przekonanie,  iż  sfera  towarzyska,  do  której  należy,  jest  święta  i  niedostępna, 
kazały mu, gdy już poznał Anitę, nadal poszukiwać żony gdzie indziej. 

background image

Całe  jego  ciało  pulsowało  od  nagle  uświadomionych  emocji,  których,  jak 

mu się wydawało, nie potrafił przeżywać. Książę zrozumiał, że kochał Anitę 
od pierwszej chwili, gdy odwróciła ku niemu twarzyczkę jak kwiat i wyznała 
myśli  o  Lucyferze.  Uświadomił  sobie  teraz,  że  rozmyślał  o  niej  przez  całą 
drogę  do  Harrogate,  a  gdy  ją  tam  ujrzał,  ich  ponowne  spotkanie  wydało  mu 
się nieuchronne. 

Kiedy uratował ją przed ślubem z proboszczem, a potem przed George'em 

Greshame'em,  wydawało  mu  się,  iż  jego  pobudki  były  całkowicie 
bezinteresowne. Teraz musiał przyznać, że ją kochał i że wypełnia jego życie 
w sposób, w jaki nie uczyniła tego dotąd żadna kobieta. 

Rozległ się kolejny huk pioruna, tym  razem  już nieco dalej. Nadal jednak 

padał  ulewny  deszcz  i  łoskot  wody  spadającej  na  dach  stodoły  nie  pozwalał 
dosłyszeć żadnego innego dźwięku. 

Anita znów przemawiała do Gromowładcy i do księcia dotarły słowa: 
- To już przechodzi. Teraz już nie musimy się bać... ty i ja... i w ogóle było 

to  bardzo...  niemądre  z  naszej  strony.  Jesteśmy  bezpieczni...  zupełnie... 
zupełnie bezpieczni... i nawet nie zmokniemy. 

- To prawda - zauważył książę. 
Anita  spojrzała  na  niego,  a  potem  szybko  odwróciła  wzrok.  Książę 

zrozumiał, że jest spłoszona i nadal obawia się jego gniewu. Stali oboje przy 
Gromowładcy, gdy książę rzekł: - Jakie to szczęście, że tak bardzo pragnąłem 
przeprosić panią. Inaczej przemokłaby pani do suchej nitki! - Zauważył błysk 
w  oczach  Anity,  ale  wciąż  unikała  jego  wzroku.  Obserwując  jej  twarz, 
powiedział bardzo cicho: - Przepraszam cię, Anito. Czy mi wybaczysz? 

- To było... niestosowne z mojej strony... - zaczęła. 
- Nie, nie! - odrzekł prędko. - Miałaś rację, miałaś absolutną rację, mówiąc 

mi o tym. Później wytłumaczę ci, dlaczego tak się wtedy zachowałem. 

Na chwilę zapadła cisza, po czym Anita powiedziała: 
- Myślę, że... deszcz przestaje... padać. 
- Przytrzymaj Gromowładcę, a ja wyjdę to sprawdzić. 
Przeszedł przez stodołę i stanął we wrotach. Burza uspokajała się. Usłyszał 

grzmot,  lecz  był  to  tylko  jego  daleki  odgłos.  Gdy  tak  stał,  myśląc  o  tym,  że 
skronie  mu  pulsują,  a  serce  ogarnęło  dziwne  uczucie,  słońce  przedarło  się 
przez chmury i burza ustała. Książę wstrzymał oddech, czując, iż jest to znak 
przeznaczony dla niego. Odwrócił się i podszedł do Anity. Wydawało mu się, 
że  w  białej  sukience  i  bez  kapelusza,  bardziej  niż  kiedykolwiek  przedtem 
przypomina  małego  anioła.  Oparł  się  impulsowi  objęcia  jej  i  wyznania  jak 

background image

bardzo  ją  kocha.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  była  wciąż  przygnębiona  jego 
zachowaniem, lecz nie był to ani czas, ani miejsce, by o tym rozmawiać. 

- Możemy już wracać do domu - powiedział z uśmiechem, który większość 

kobiet uważała za nieodparty. 

- Przestało... padać? 
Jej głos drżał lekko i książę domyślił się, że naprawdę chciałaby spytać  o 

coś innego. 

- Przestało padać - rzekł. - Słońce wychodzi, a to znak, że mi wybaczyłaś. 
Nie  odpowiedziała,  więc  podniósł  ją  i  posadził  w  siodle.  Jedynie 

długoletnie 

kontrolowanie 

swojego 

zachowania 

pozwoliło 

księciu 

powstrzymać  się  od  przytulenia  Anity  i  pocałowania  jej.  Zamiast  tego 
poprawił jej spódnicę i kiedy ujęła cugle, wspiął się na konia. 

Teraz,  gdy  nie  słyszał  już  odgłosów,  których  tak  nie  lubił,  Gromowładca 

zachowywał  się  z  właściwą  sobie  godnością.  Anita  nic  nie  mówiła,  a  książę 
cieszył się, że może czuć ją blisko przy sobie. Jej włosy pachniały perfumami, 
których  zwykle  używała,  przypominającymi  mu  woń  fiołków.  Pomyślał,  że 
wszystko  w  niej  było  wiosną  i  zrozumiał,  że  właśnie  wiosnę  mu  przyniosła. 
Tak jak ostatniej nocy, powróciła do niego owa rycerskość, którą miał w sobie 
za młodu, zrozumiał więc, że dzięki Anicie ożyło w nim ponownie wszystko 
co dobre i szlachetne. Postanowił nigdy jej nie utracić. 

Gdy tylko w zasięgu wzroku ukazał się błyszczący w słońcu pałac, książę 

poczuł,  jak  Anita  przylgnęła  do  niego  nieco  mocniej,  jakby  obawiała  się 
wracać. 

- Jutro - rzekł cicho - goście wyjadą, a ty, ja i  mama zostaniemy sami tak 

jak przedtem. 

- Miałam... zamiar... wyjechać. 
- Ale tego nie zrobisz, bo chcę, byś została - odrzekł. - Proszę, Anito! 
Nie  mógł  dojrzeć  jej  twarzy,  lecz  miał  uczucie,  że  troska  zniknęła  z  oczu 

Anity. 

- ...Zostanę. 
Jej  głos  brzmiał  bardzo  niepewnie,  ale  była  w  nim  radosna  nuta  i  choć 

Anita  nie  wiedziała  o  tym,  książę  pozwolił  sobie  na  dotkniecie  ustami  jej 
włosów. 

-  Jesteś  moja  -  szeptał  do  siebie  w  sercu  -  i  nigdy  cię  nie  utracę,  mój 

najdroższy mały aniele! 

 
 
 

background image

Rozdział siódmy 

 
Goście  zaczęli  rozjeżdżać  się  wczesnym  rankiem  następnego  dnia.  Tylko 

Clydeshire'owie  i  Downhamowie  mieli  wyruszyć  o  drugiej  po  południu 
prywatnym  pociągiem  księcia  do  Londynu.  Podczas  kolacji  poprzedniego 
wieczoru  Anita  wyraźnie  dostrzegła  wyraz  rozczarowania  malujący  się  na 
twarzy  hrabiego  i  zgryźliwość  w  głosie  hrabiny.  Robili  wrażenie,  jakby  nie 
rozumieli,  co  się  stało.  Jedynie  lady  Millicent  była  szczęśliwa  i  bardziej 
ożywiona  niż  wówczas,  gdy  przyjechała  do  Ollertón.  Wyglądała  teraz  tak 
atrakcyjnie,  że  Anita  zastanawiała  się,  czy  mimo  wszystko  książę  nie  żałuje 
odwołania przejażdżki z nią i unikania jej towarzystwa przez cały wieczór. 

Księżna,  z  wielkim  taktem,  jakby  przewidziała,  że  rozmowa  mogłaby 

potoczyć  się  niezbyt  miło,  urządziła  na  zakończenie  wieczoru  pokaz  z 
użyciem latarni magicznej. Dla Anity był on wręcz porywający i to jej śmiech 
sprawiał,  że  inni  goście  także  się  śmiali,  a  wieczór  okazał  się  wyjątkowo 
udany,  jeśli  nie  brać  pod  uwagę  obecności  dwóch  rozczarowanych  par 
rodziców. 

Gdy  wybierały  się  na  spoczynek,  lady  Millicent  zarzuciła  Anicie  ręce  na 

szyję i zawołała: 

- Uratowałaś mnie! Uratowałaś! Jakże ci się kiedykolwiek odwdzięczę? 
- Nie ma potrzeby - odparła z uśmiechem Anita. 
- Książę najwyraźniej nieprzejął się tym, że mnie utracił - zauważyła lady 

Millicent. - Jak zareagował, gdy mu powiedziałaś, że kocham Stephena? 

Nie dostrzegła wykrętnej odpowiedzi Anity, ani nie wiedziała o obietnicy, 

którą sobie złożyła po powrocie do swojego pokoju, żeby już nigdy więcej o 
tej sprawie nie myśleć. Przerażenie z powodu gniewu księcia wciąż tkwiło w 
jej  podświadomości,  a  o  udręce,  którą  odczuwała  biegnąc  do  lasu,  pragnęła 
teraz jak najszybciej zapomnieć. Co prawda książę potem powiedział, że jest 
mu przykro i nawet zabrał ją do pałacu na grzbiecie Gromowładcy. To zresztą 
nieoczekiwanie  okazało  się  nader  ekscytującym  sposobem  podróżowania. 
Anita  jednak  nadal  nie  mogła  zrozumieć,  dlaczego  tak  bardzo  był  na  nią 
rozgniewany. 

-  To  dlatego  że  jestem  osobą  spoza  towarzystwa  i  nie  mam  tu  żadnych 

praw - powiedziała do siebie z pokorą. - Narzuciłam się jemu i księżnej i było 
z mojej strony oczywistą impertynencją wtrącać się w jego prywatne życie. 

Jednocześnie  czuła  się,  jakby  serce  w  niej  śpiewało,  ponieważ  on  był 

zadowolony, że goście wjeżdżają i, jak powiedział, mogli być teraz sami, tak 

background image

jak  przedtem  -  tylko  we  troje.  -  Ale  jak  długo  on  tu  zostanie?  -  zadała  sobie 
znów pytanie Anita. 

Po  chwili  zorientowała  się,  że  odmawia  modlitwę,  aby  nie  spieszył  się  z 

powrotem do Londynu. 

- Do widzenia, Ollertón! Dziękujemy za bardzo miłą gościnę - rzekł hrabia 

z godnym pochwały wysiłkiem. 

-  Było  bardzo  miło  gościć  państwa  -  odparł  książę,  to  samo  niemal 

powtarzając Downhamom. 

Lady Millicent ucałowała Anitę. 
- Nie zapomnij przyjechać na mój ślub - szepnęła jej do ucha. 
-  Będę  czekała  na  zaproszenie  od  ciebie.  Dziewczęta  uśmiechnęły  się  do 

siebie konspiracyjnie. 

Potem  goście  wyruszyli  wygodnym,  odkrytym  powozem  księcia,  zaś 

księżna,  książę  i  Anita  machali  im  na  pożegnanie  ze  schodów.  Książę 
odetchnął z wyraźną ulgą, po czym rzekł: 

- Spodziewam się, że będzie mama chciała odpocząć. 
- Nie mogę się doczekać - odparła księżna. - Jeśli jest ktoś, kto potrafi mnie 

zmęczyć, tym kimś jest Edith Clydeshire. 

- Nie musimy ich więcej zapraszać - rzekł książę, a jego matka zaśmiała się 

lekko. 

Zaczęła  wchodzić  na  schody,  a  gdy  Anita  podążyła  za  nią,  książę 

powiedział: 

-  Myślałem,  że  zechcesz  obejrzeć  nową  orchideę,  którą  właśnie 

otrzymałem jako prezent z Singapuru. 

- Nową! - wykrzyknęła Anita. - Wspaniale! Jakiego jest koloru? 
- Chodź i zobacz sama. 
Anita spojrzała na księżnę, oczekując na pozwolenie. 
- Idź ją obejrzeć, dziecko - odrzekła księżna - a potem opowiesz mi o niej, 

gdy zejdę na herbatę. 

Anita  uśmiechnęła  się  i  w  podskokach,  które  zawsze  świadczyły  o  jej 

podekscytowaniu, poszła z księciem korytarzem wiodącym do oranżerii. Gdy 
otworzył  drzwi,  powitała  ich  pachnąca,  ciepła  fala,  i  złocisty  blask 
odbijającego się w szybach słońca. 

W  milczeniu  dotarli  do  orchidei.  Wydały  się  Anicie  jeszcze  piękniejsze  i 

bardziej  niezwykłe  niż  wtedy,  gdy  oglądała  je  po  raz  pierwszy.  Niemal 
instynktownie  spojrzała  na  mały  kwiat  w  kształcie  gwiazdy,  taki  jaki  książę 
przysłał jej do pokoju pierwszej nocy po przyjeździe do Ollerton. 

background image

-  Wszystkie  są  takie  śliczne!  -  wyciągnęła  rękę,  by  delikatnie  dotknąć 

płatków. - Ale ta zawsze będzie dla mnie oznaczała coś szczególnego. 

- Tak jak ty znaczysz coś szczególnego dla mnie - odrzekł książę miękko. 

Wydało jej się, że źle dosłyszała jego słowa. Gdy jednak spojrzała ku niemu 
pytająco  i  dostrzegła  wyraz  jego  oczu,  nie  potrafiła  już  odwrócić  wzroku.  - 
Czyżbyś zapomniało, Anito, że powiedziałem ci, abyś nigdy nie przychodziła 
do oranżerii sama z mężczyzną, zanim nie zechcesz, by się do ciebie zalecał? 

- Ja... nigdy nie myślałam... 
-  Że  to  dotyczy  mnie?  -  dokończył  książę.  -  Cóż,  dotyczy!  To  dlatego, 

kochanie, przyprowadziłem cię tutaj - aby powiedzieć, że cię kocham! 

Ujrzał  jak  jej  oczy  rozszerzają  się,  a  twarz  rozpromienia  blaskiem.  Będąc 

pewna, że śni, powiedziała nieco rozkojarzona: 

- Co książę... do mnie... mówi? 
-  Wyraziłem  to  słowami  -  odparł  -  choć  wolałbym  powiedzieć  w  inny 

sposób. 

Objął  ją  i  bardzo  delikatnie  przyciągnął  do  siebie.  Gdy  patrzyła  na  niego 

jakby  nie  mogła  uwierzyć,  że  to  wszystko  dzieje  się  naprawdę,  odnalazł 
ustami jej usta. 

Wiedział,  że  jeszcze  nikt  jej  nie  całował.  Był  bardzo  delikatny  i  przyszło 

mu  na  myśl,  iż  nie  istnieje  nic  cudowniejszego  niż  miękkość,  słodycz  i 
niewinność  tego  pocałunku,  tak  innego  od  wszystkich,  które  kiedykolwiek 
poznał.  Potem,  ponieważ  nie  mógł  się  powstrzymać,  przytulił  ją  mocniej,  a 
jego  wargi  stały  się  bardziej  zachłanne,  bardziej  pożądliwe.  Tego  właśnie 
szukał  przez  całe  życie,  sądząc  jednocześnie,  że  szuka  na  próżno.  Podniósł 
głowę  i  spojrzawszy  na  Anitę  pomyślał,  że  żadna  istota  ludzka  nie  mogłaby 
wyglądać piękniej, bardziej bosko. 

- Kocham... cię - wyszeptała. 
-  Tak  jak  ja  kocham  ciebie.  Powiedz  mi,  najsłodsza,  czy  twój  pierwszy 

pocałunek był taki jak oczekiwałaś? 

-  Był  cudowny...  zdumiewający...  Nie  wiedziałem,  że  pocałunek  może 

być... taki! 

- Jaki? 
-  Jak  wszystko,  o  czym  marzyłam...  jak  światło  księżyca...  gwiazdy... 

słońce przeświecające przez chmury... i jak niebo! 

- Najdroższa moja, pragnąłem, abyś to właśnie czuła. 
- Czy dla ciebie też to... było takie? 
-  Było  doskonałe  i  cudowniejsze  niż  wszystkie  pocałunki,  które 

kiedykolwiek poznałem. 

background image

- Aach! 
Pojął,  że  nie  było  słów,  którymi  mogłaby  wyrazić  swoją  radość 

usłyszawszy jego słowa i pocałował ją ponownie. Wydało się, że minęło dużo 
czasu,  gdy  książę  uniósł  wreszcie  głowę,  by  spojrzeć  na  gwiazdy  w  jej 
oczach. 

-  Uwielbiam  cię,  moja  najdroższa!  -  rzekł  dziwnie  ochrypłym  głosem.  - 

Kiedy za mnie wyjdziesz? 

Ku jego zaskoczeniu Anita zesztywniała. Po chwili rzekła: 
- Kocham cię... i  nie wiedziałem, że...  miłość  może być tak... wspaniała... 

ale nie mogę cię poślubić! 

Jeśli  Anita  była  przedtem'  zaskoczona,  teraz  przyszła  kolej  na  księcia. 

Nigdy nie wyobrażał sobie, aby jakakolwiek kobieta, której by się oświadczył, 
mogła mu odmówić. Przez moment myślał, że źle zrozumiał jej słowa. 

- Poprosiłem cię, abyś za mnie wyszła, moja ukochana - rzekł po chwili. 
-  Wiem,  że...  mnie  poprosiłeś...  i  zawsze  będę  bardzo...  bardzo  z  tego 

dumna - odparła Anita - lecz nie mogę... poślubić cię... Musisz to zrozumieć. 

- Dlaczego? Nie pojmuję! 
Ku  zdumieniu  księcia  Anita  wydostała  się  z  jego  opiekuńczych  ramion  i 

odwróciła się w stronę orchidei, tak że nie mógł widzieć jej twarzy. 

- Czy dobrze usłyszałem, jak mówisz, że mnie kochasz, Anito? - zapytał. 
-  Tak,  dobrze  słyszałeś  -  odrzekła  -  choć  nigdy  nie  myślałam...  nigdy  nie 

marzyłam o tym, żebyś ty  mnie pokochał. Sądzę teraz, że... kochałam cię od 
bardzo dawna. 

- Od jak dawna? 
- Myślę... naprawdę od pierwszej chwili... gdy cię ujrzałam. Wydawało mi 

się, że jesteś... Lucyferem, ale to nie powstrzymało mnie przed pokochaniem 
cię...  I  być  może  kochałam  cię  już  przedtem...  gdy  marzyłam  o  tobie  jako  o 
archaniele  w  niebie  i  martwiłam  się,  bo  cię  stamtąd  strącono  i  byłeś 
nieszczęśliwy... pomiędzy innymi duszami, które były... przeklęte. 

- Teraz nie jestem przeklęty - odrzekł książę. 
-  Jestem  najbardziej  błogosławionym,  najszczęśliwszym  człowiekiem  na 

świecie,  bo  znalazłem  ciebie.  Jesteś  wszystkim,  czego  kiedykolwiek 
pragnąłem,  i  za  czym  tęskniłem.  Byłem  tylko  głupcem,  że  nie  dostrzegłem 
tego  od  razu.  Zamilkł,  a  potem  ciągnął  z  uśmiechem:  -  Odkryłem,  że  jesteś 
wszystkim,  czego  pragnąłem,  wszystkim,  czego  nie  znalazłem  w  kobietach, 
które dotąd znałem. 

-  Właśnie  dlatego...  nie  mogę  za  ciebie...  wyjść  -  rzekła  Anita 

powstrzymując szloch. 

background image

-  Czy  naprawdę  myślisz,  że  pozwolę,  abyś  mnie  odrzuciła?  -  zapytał.  - 

Musisz wytłumaczyć, dlaczego chcesz to zrobić. 

Mówiąc to obrócił ją ku sobie. Dostrzegł troskę w jej  błękitnych oczach i 

zauważył, że blask zniknął z jej twarzy. 

-  Jak  mogłaś  choć  przez  chwilę  pomyśleć  o  porzuceniu  mnie,  skoro 

wyznałaś, że mnie kochasz? 

- Kocham cię tak bardzo, że... nie mogę uczynić cię... nieszczęśliwym. 
- Nieszczęśliwym? - zapytał. - Dlaczego miałbym być nieszczęśliwy? 
- Bo musisz przecież wiedzieć, nie jestem... odpowiednia dla ciebie... i jeśli 

pobraliśmy się... zawsze czekałabym na dzień, w którym żałowałbyś tego, co 
się stało. 

Książę uśmiechnął się. 
-  Czy  naprawdę  wierzysz,  że  mógłbym  kiedykolwiek  żałować  tego,  że 

jesteś  moja?  Powiedziałem  ci  już,  Anito,  kocham  cię  tak,  jak  nie  kochałem 
dotąd żadnej kobiety w całym moim życiu i nigdy żadnej już nie pokocham. 

- Ale gdy... przyjrzysz mi się... będziesz... rozczarowany. 
- Czy chcesz powiedzieć, że odrzucasz  mnie, ponieważ nie spełniasz tych 

absurdalnych,  nonsensownych  warunków,  które  wyznaczyłem,  określając 
wygląd  przyszłej  księżnej  Ollertón?  -  Jakby  nie  ufając  swojemu  głosowi, 
Anita skinęła głową. - Och, moja kochana, mój najdroższy mała aniele - rzekł 
książę  -  czy  nie  rozumiesz,  iż  byłem  nadętym  głupcem,  który  myślał  przez 
chwilę, że można wybrać sobie żonę jak ze sklepowej wystawy? 

- To właśnie... powiedziałeś - rzekła Anita z dziecinną naiwnością. 
-  Nie  wiedziałem  wówczas,  że  zakocham  się  w  kimś  tak  czarującym,  tak 

słodkim, kto wypełni całe moje serce, mój umysł i moją duszę, i że będzie to 
osoba całkowicie i absolutnie doskonała. 

Zauważył  nagły  blask  w  oczach  Anity,  która  przez  moment  patrzyła  na 

niego,  jakby  dotarła  doń  poprzez  wieczność.  A  potem  znów  odwróciła 
spojrzenie. 

- Ja... nie mogłabym nosić szafirowego diademu, ani... diamentowego. 
Książę roześmiał się śmiechem ciepłym i pełnym miłości. 
-  To  prawda,  najdroższa.  Będziemy  więc  mieli  inny,  zrobiony  specjalnie 

dla  ciebie.  Może  wieniec  z  kwiatów,  albo  może  wolisz  małą  aureolę,  taką, 
jaką nosisz, gdy odgrywasz „wartownika nieśmiertelnych dusz?" 

Anita nie mogła powstrzymać się od śmiechu. 
- Być może, gdy będę... z tobą, nie będę mogła jej ze sobą zabrać. 
Książę roześmiał się i rzekł: 

background image

- Czy znajdę się w niebie, czy w piekle, ty będziesz ze mną. Tego możesz 

być absolutnie pewna. - Przyciągnął ją do siebie i objął. - To jedyny powód, 
dla którego nie chcesz za mnie wyjść? 

- Szukałeś osoby wysokiej... postawnej... i pięknej jak twoja... matka. 
- Zamiast tego znalazłem kogoś uroczego, kto jest teraz w moim sercu i jest 

moim sercem, i poza tym nic nie ma znaczenia. 

Anita wydała lekki okrzyk i ukryła twarz na jego piersi. 
- Kocham cię tak bardzo... i chcę... wyjść za ciebie - szepnęła. 
-  I  to  właśnie  zrobisz.  Choćbyś  znalazła  nie  wiadomo  jak  wiele 

usprawiedliwień,  aby  tego  nie  uczynić,  nie  mam  najmniejszego  zamiaru  ich 
wysłuchiwać. 

- Przypuśćmy - rzekła Anita niepewnym głosem    ze cię... rozgniewam? 
Książę ujął jej podbródek i skierował drobną buzię ku sobie. 
- Powiem ci dlaczego byłem zagniewany rzekł. - Wpadłem w złość dlatego, 

że  odkryłaś,  podobnie  jak  ja,  że  dziewczyna,  którą  miałem  zamiar  poślubić, 
jest  istotą  obdarzoną  ludzkimi  uczuciami.  -  Jego  glos  stał  się  twardszy,  gdy 
ciągnął:  -  Gdy  powiedziałaś  mi,  że  kocha  ona  kogoś  innego,  byłem 
zaszokowany  i  oburzony,  gdyż  uznałem  za  rzecz  pewną,  iż  ona  za  mnie 
wyjdzie, czy chce tego, czy nie, ponieważ jestem księciem! Wstydziłem się za 
siebie,  Anito,  i  w  samoobronie  wylałem  złość  na  ciebie.  Dopiero  gdy  mnie 
opuściłaś,  zdałem  sobie  sprawę  z  tego,  co  uczyniłem.  -  Muskając  ustami  jej 
czoło,  rzekł  miękko:  -  Powiedziałem  ci,  że  bardzo  mi  przykro  i  przyrzekam 
już nigdy nie zwracać się do ciebie w ten sposób. Czy mi wierzysz? 

-  Czy  jesteś  pewien...  całkowicie  pewien,  że...  kochasz  mnie... 

wystarczająco  mocno?  Może  powinieneś...  rozejrzeć  się  raz  jeszcze  na 
wypadek, gdyby znalazł się ktoś... lepszy ode mnie. 

- Czy to możliwe? - zapytał książę. - Muszę postarać się, żebyś zrozumiała, 

moja słodka, że przez moją głupotę i upór, a także dlatego, że jestem zepsuty i 
samolubny,  omal  cię  nie  straciłem.  Nigdy  już  nie  będę  narażał  się  na  utratę 
ciebie ani własnego szczęścia. Czy mi wierzysz? 

- Chciałabym... rozpaczliwie. 
-  Będziemy  szczęśliwi,  kochanie.  Obiecuję  ci  to.  Jest  tyle  rzeczy,  które 

możemy zrobić razem, tyle spraw, o których myślimy i które odczuwamy tak 
samo. - Przerwał, dodając po chwili: - Wiem, że wpłyniesz na mnie, abym stał 
się  lepszym  człowiekiem  niż  dawniej.  W  rzeczy  samej,  kochanie,  jeśli  mi 
pomożesz,  nie  poślubisz  Lucyfera,  jak  ci  się  teraz  wydaje,  lecz  archanioła, 
który  w  jakiś  sposób  odnalazł  drogę  do  nieba  wyłącznie  dlatego,  że  maleńki 
anioł go tam doprowadził. Anita wydała okrzyk radości. 

background image

-  Mówisz  mi  takie  cudowne...  cudowne  rzeczy.  Jeśli  jesteś  naprawdę 

pewien, że mnie chcesz... to, proszę... pragnę być z tobą i kochać cię zawsze! 

- I tak się stanie - rzekł książę - bo nasza miłość będzie wieczna i nawet po 

śmierci będziemy razem... I nic nas nie rozłączy. 

Przemawiał  uroczyście,  głosem,  którego  Anita  wcześniej  u  niego  nie 

słyszała.  W  jakiś  sposób  linie  wyżłobione  przez  cynizm  zniknęły  z  jego 
twarzy, a oczy przestały mieć drwiący wyraz. 

Wyglądał zupełnie inaczej niż dotychczas, a Anita wiedziała, że sprawiła to 

miłość. Miłość, która pulsowała w całym jej ciele; miłość, dzięki której czuła 
się,  jakby  ulatywali  ku  niebu,  z  którego  zstąpili.  Ujrzała  ponownie  promień 
światła  rozbłyskujący  między  ciemnymi  chmurami,  promień,  który  po  raz 
pierwszy przywiódł jej na myśl Lucyfera. Teraz jednak Lucyfer nie spadł już 
z  nieba,  lecz  razem  wznosili  się  ku  światłu,  wszechogarniającemu, 
otaczającemu wszystko. 

Ponieważ  nie  istniały  słowa,,  którymi  mogłaby  wyrazić  swoje  myśli, 

wyciągnęła jedynie ku niemu ramiona, mówiąc: 

- Kocham cię! Kocham... cię! Spróbuję... uczynić cię szczęśliwym! 
Książę przyciągnął ją mocno ku sobie. 
- Uczyniłaś mnie szczęśliwym! - zawołał. 
-  Kocham  cię,  mój  najdroższy  mały  aniele,  i  dopóki  gwiazdy  będą 

błyszczeć na niebie, a Ziemia wciąż będzie się kręcić, ty będziesz moja! Mój 
aniele zesłany po to, by przynieść mi szczęście, na które nie zasługiwałem, ale 
które zawsze pragnąłem odnaleźć. 

- Pozwól, że ci je dam... proszę... proszę! - wyszeptała Anita z ustami przy 

jego  ustach.  Nie  było  już  nic  do  dodania.  Słoneczny  blask  promieniał  teraz 
nad  ich  głowami,  stając  się  częścią  ich  obojga.  Płonąc  w  nich  gwałtownie, 
zbliżał  tych  dwoje  wciąż  bardziej  i  bardziej  do  istoty  miłości,  miłości,  która 
jest niebem. 

 
 


Document Outline