background image
background image
background image

Copyright

 © by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o., 2015.

Wszystkie

 prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być

przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach

masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie

 pierwsze 2015 rok

Redaktor

 prowadząca: Patrycja Pacyniak

Redakcja:

 Agnieszka Adamska, Patrycja Pacyniak

Korekta:

 zespół

Skład: Mirosław Tojza

Projekt

 okładki: Monika Pollak

Zdjęcie

 na

 okładce: © Getty Images

ISBN

 978-83-7489-647-4

Gdańskie

 Wydawnictwo

 Psychologiczne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81–753 Sopot

e-mail:

 

gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

www.wydawnictwogwp.pl

Skład

 wersji

 elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

background image

Spis treści

Zamiast wstępu

O książce

Część 1. Relacje z sobą

Rozdział 1. Temperament – co to takiego?

Rozdział 2. Temperament i maski, które nakładamy

Rozdział 3. Filary świadomości

Rozdział 4. Budowanie poczucia własnej wartości

Rozdział 5. Temperament i asertywność

Rozdział 6. Batonik na zastępstwie, czyli o przybieraniu na wadze

Rozdział 7. Toksyczny temperament

Część 2. Relacje partnerskie

Rozdział 8. Miłość, czyli jak kochają temperamenty

Rozdział 9. Koniec miłości czy koniec cierpliwości? Rozstania i powroty

Rozdział 10. Przeciwieństwa się przyciągają

Zadanie coachingowe

Przypisy

background image

Zamiast wstępu

Spojrzenie

 na własne wybory i decyzje przez pryzmat osobowości pozwala

nam lepiej zrozumieć siebie, lepiej wyznaczać cele i żyć bardziej świadomie.

Nasza  osobowość  wpływa  nie  tylko  na  relacje  z  innymi  czy  na  ścieżkę

zawodową  –  wpływa  także  na  tak  drobne  decyzje  jak  wybór  konkretnych

aktywności  ruchowych,  miejsca,  w  którym  spożywamy  posiłek,  czy…

głośności słuchanej muzyki.

Zrozumienie,  „dlaczego

  ja

  mam  tak,  a  ty  masz  inaczej”,  pogłębia  naszą

tolerancję  i  wzmacnia  postawę  otwartości.  Stąd  już  tylko  krok  do

wzmocnienia poczucia własnej wartości, do budowania pewności siebie na

solidnych filarach asertywności.

Na

  co  dzień  spotykamy  się  z  ogromną  liczbą  podziałów,  schematów,

typów charakterologicznych. Niektóre wprost mówią nam, jak żyć, inne są

równie  enigmatyczne,  co  ogólne,  i  w  zasadzie…  niepotrzebne.  A  jednak

człowiecza  natura  wymusza  na  każdym  z  nas  potrzebę  pewnej

przynależności  przy  jednoczesnym  pragnieniu  wyjątkowości,  dlatego  tak

namiętnie szufladkujemy siebie i innych, dlatego szukamy cech wspólnych

z innymi ludźmi. W tym gwarze informacji uniwersalizm temperamentów

to pewna wskazówka, która nie ogranicza, a otwiera drzwi do zrozumienia

siebie  i  innych,  jednocześnie  dając  możliwość  rozwoju.  Każdy  z  nas  jest

bowiem  unikatową  mieszanką  czterech  typów  temperamentu  –  każdy  jest

wyjątkowy, choć mamy cechy wspólne z innymi ludźmi.

Współpraca  z  Małgosią  rozpoczęła  się

  na

  dobre  od  uruchomienia  na

prowadzonym  przeze  mnie  portalu  dla  kobiet  Wellnessday.eu  cyklu

wywiadów „Rozmowy z coach”. Poruszana przez nas tematyka spotkała się

z ogromnym zainteresowaniem czytelniczek i czytelników, co potwierdzały

nie  tylko  szybujące  w  górę  statystyki  odwiedzin,  ale  także  e-maile

napływające do redakcji.

Publikowane

  artykuły  miały  jednak  ograniczoną  objętość,  tymczasem

nasze spotkania przeradzały się w coraz dłuższe rozmowy na temat ludzkiej

osobowości, stereotypów, zachowań i całej gamy relacji. Moja melancholijna

background image

przezorność sprawiła, że wszystko skrupulatnie dokumentowałam, a nasze

choleryczne  cechy  pchnęły  nas  do  podjęcia  odważnej  decyzji  o  zebraniu

całości materiału w jednym miejscu. Sangwiniczny entuzjazm i optymizm

Małgosi były jak niewyczerpane źródło energii, dzięki której książka ta ma

właśnie  tyle  odcieni,  co  ludzkie  emocje,  i  porusza  różne  aspekty  życia

człowieka. Mnie nie brakowało wytrwałości, a Małgosi wiary, że nasza praca

spotka  się  z  zainteresowaniem  czytelników.  Obydwie  wierzymy,  że

znajomość tematyki dotyczącej temperamentów znacząco wpływa nie tylko

na rozwój własny człowieka, ale także na poprawę relacji z najbliższymi czy

jakości życia w ogóle. W tym przekonaniu utwierdziły mnie także spotkania

z  kobietami  podczas  prowadzonych  przeze  mnie  warsztatów  z  zakresu

rozwoju osobistego, zarządzania stresem i negatywnymi myślami.

Zapraszam

  zatem  w  podróż  przez  aspekty  czterech  temperamentów.

Potrzebujesz  jedynie  skupienia  i  otwartego  umysłu.  Niebezpieczeństwo

związane  z  poznawaniem  temperamentów  tkwi  w  zbyt  pochopnym

osądzaniu innych i przyklejaniu etykiet. Pamiętaj, że nikt nie reprezentuje

jednego  czystego  typu  temperamentu,  zawsze  mamy  do  czynienia

z mieszanką różnych cech przyporządkowanych czterem typom osobowości.

To  właśnie  sprawia,  że  człowiek  jest  niezwykłą  istotą,  a  złożoność

osobowości  inspiruje  nas  do  poznawania  siebie  nawzajem,  zrzucania

niepotrzebnych masek i zmiany na lepsze.

Beata

 Mąkolska

background image

Zanim

  poznałam  Beatę,  miałam  przynajmniej  dwa  pomysły  na  książkę.

Zbierałam  materiały,  robiłam  notatki,  zapisywałam  kolejne  tytuły

rozdziałów i ciągle coś było nie tak, ciągle czułam pewien niedosyt nie tyle

treści,  bo  ta  się  mnożyła,  ile  uporządkowania  zapisków  w  sensowną

i czytelną dla innych całość. Mój entuzjazm, mimo że rozumiał wyrażenie

„usiądź,  uporządkuj,  przeanalizuj”,  nie  potrafił  się  do  tego  zastosować.

Z pomocą przyszedł mi wewnętrzny choleryk, który zadał kluczowe pytanie:

„Skoro  sama  nie  potrafisz  się  do  tego  zabrać,  to  kto  mógłby  ci  w  tym

pomóc?”. W tym czasie stawałam się coachem, a tworzenie, zadawanie pytań

i  poszukiwanie  odpowiedzi  na  nie  sprawiało  mi  ogromną  radość  –

odkrywałam siebie bardziej i głębiej. Tego też chciałam dla innych.

Kiedy

  poznałam  Beatę,  nie  myślałam  o  książce  –  te  myśli  odłożyłam  na

później,  do  czasu,  aż  znajdę  osobę,  która  pomogłaby  mi  okiełznać  moje

entuzjastyczne  pomysły.  Nasze  rozmowy  poruszały  dokładnie  te  aspekty,

które  były  mi  najbliższe,  które  najbardziej  poznawałam  podczas  sesji

coachingowych.  W  wywiadach  mogłam  dzielić  się  z  innymi  swoją  wiedzą

i  refleksjami.  To  było  cudowne.  A  dodatkowej  cudowności  dostarczały  mi

rozmowy z Beatą. Jej wnikliwe, całkiem inne niż moje pytania pozwalały mi

brylować  podczas  odpowiadania.  Ileż  to  razy  z  jednego  materiału

wychodziły dwa…

Czas

 spędzony z Beatą uświadomił mi, że moje wcześniejsze pomysły na

książki  były  niedojrzałe.  Pewnie  dlatego  czułam  wspomniany  niedosyt.

Dopiero  praca  coachingowa  i  współpraca  z  Beatą  pozwoliły  mi  na  tyle

zgłębić własną wiedzę i nabrać doświadczenia, aby poczuć to, co chciałabym

w książce przekazać czytelnikom. Wtedy też zaczęłam lepiej dostrzegać, jak

z tych zapisków i wątków wybrać te, które tworzą pewną całość. Wówczas

również  zrodził  się  pomysł  wspólnego  napisania  książki.  I  wtedy

zobaczyłam jej formę i właśnie tego chciałam.

Zapraszam

  na  nietypową  przygodę,  na  wyprawę  do  głębi  jestestwa

człowieka,  na  nieznane  lądy  naszych  osobowości.  Będzie  to  podróż

niesamowita,  podczas  której  razem  z  Beatą  przedrzemy  się  przez  gąszcze

stereotypów, niedomówień, różnych zasad i przekonań. Wybierając się na tę

wyprawę, nie potrzebujesz odwagi. Wystarczy, że będziesz chcieć. Odwaga

pojawi  się  po  drodze  i  będzie  wzrastała.  Odczujesz  ją  w  wyrażaniu  siebie,

w  rozumieniu  zachowań  ludzi,  w  rozmowie  z  nimi  i  w  nawiązywaniu

background image

nowych  znajomości.  Tak  naprawdę  to  my  sami  jesteśmy  specjalistami  od

naszego życia, o czym pozwolono nam zapomnieć, albo wcale nam tego nie

powiedziano. Przed tobą cały arsenał zakamuflowanych narzędzi. Znajdź je,

wybierz te, których potrzebujesz, i używaj ich. Będzie ci łatwiej zrozumieć

świat, ludzi, a przede wszystkim siebie…

Małgorzata Krawczak

background image

O książce

Wszelkie

  historie  przytoczone  w  tej  książce  stanowią  wypadkową  różnych

sytuacji,  z  jakimi  spotykałyśmy  się  w  trakcie  naszej  pracy  zawodowej.

Wykorzystałyśmy  także  informacje  uzyskane  z  przeprowadzonej

anonimowo  ankiety  kwestionariuszowej  dla  par,  badającej  temperament

i różne aspekty związku. Szanując osoby, które zaufały nam na spotkaniach

coachingowych, konsultacjach czy warsztatach rozwojowych, a także które

spotykałyśmy na swojej drodze i których zachowanie miałyśmy możliwość

obserwować,  zmieniłyśmy  imiona,  daty,  fakty  i  zdarzenia,  aby

zagwarantować  anonimowość,  a  jednocześnie  pokazać  pewne  schematy,

w jakie wpadamy. Czasami łączymy zdarzenia, czasami fakty, innym razem

przedstawiamy  jedynie  fragment  podobnego  zdarzenia  –  wszystko  po  to,

aby za pomocą przykładów lepiej oddać naturę temperamentów i typowych

zachowań.  W  trakcie  swojej  pracy  wysłuchałyśmy  wielu  tak  podobnych

historii, że główne wątki postanowiłyśmy przelać na papier. Choć czytając

książkę, niejednokrotnie poczujesz, iż piszemy dokładnie o tobie, pamiętaj,

że  wszelkie  przedstawione  tutaj  zdarzenia  i  osoby  stanowią  jedynie

przykłady typowych zachowań i sytuacji.

Znając

 tendencje

 niektórych temperamentów do wyrywkowego czytania,

lojalnie  uprzedzamy,  że  mimo  wszystko  najlepiej  czytać  naszą  książkę  od

początku  do  końca.  Dzięki  temu  pełniej  zgłębisz  temat  we  właściwej

kolejności – najpierw poznasz siebie, potem otworzysz się na innych.

W

  pierwszej  części  skupiamy  się  bardziej  na  wyjaśnianiu  kwestii

dotyczących  poznawania  własnego  temperamentu  i  aspektów  osobowości.

Znajdziesz tutaj pomocne tabele oraz pytania coachingowe, które pozwolą ci

poznać  swoją  osobowość  i  umożliwią  pracę  nad  własnym  rozwojem.

W drugiej części książki przedstawiamy przede wszystkim relacje z innymi

ludźmi – z typowymi dla danych temperamentów zachowaniami i wszelkimi

ich konsekwencjami.

background image

Część 1

Relacje z sobą

background image

Rozdział 1

Temperament – co to takiego?

Beata

  Mąkolska

:

  Określenie  „charakter”  jest  jednoznaczne.  „Osobowość”

także  coraz  częściej  pojawia  się  w  powszechnym  użyciu.  Jednakże

„temperament” wielu osobom wciąż kojarzy się z… aktywnością seksualną.

A  przecież  temperament  to  przede  wszystkim  cechy  osobowości,  które

mamy od urodzenia.

Małgorzata  Krawczak

:

  Każdy  rodzi  się  z  zalążkiem  temperamentu.  To  te

cechy, które od początku nas charakteryzują i rozwijają się w nas niezależnie

od  sytuacji  czy  otoczenia.  Widać  to  już  w  przypadku  dzieci  –  jedno  jest

spokojne, inne bardziej płaczliwe, jeszcze inne wyjątkowo radosne. Na bazie

temperamentu  budują  się  charakter  i  osobowość,  ale  te  cechy  są  już

kształtowane przez wychowanie, rodziców, środowisko i otoczenie.

B.  M.

:

  Są  cztery  typy  temperamentów:  sangwinik,  choleryk,  flegmatyk,

melancholik.  Każdy  z  nich  w  czystej  postaci  dysponuje  specyficznymi

cechami.  Ponieważ  jednak  życie  jest  bardziej  skomplikowane  od  teorii,

u jednej osoby nie występuje wyłącznie jeden typ temperamentu. Zazwyczaj

jeden  dominuje,  ale  równie  dobrze  może  się  zdarzyć,  że  dwa  typy

temperamentu będą u danego człowieka jednakowo rozwinięte.

M.  K.

:

  Może  również  być  tak,  że  z  zewnątrz  reprezentujemy  inny

temperament, nawet taki, którego ledwie mamy namiastkę, tylko po to, by

chronić swoje kruche Ja, albo dlatego, że zostaliśmy tak wychowani. Zanim

jednak  przejdziemy  do  przykładów  z  życia,  posłużmy  się  bajką,  która

przerysowanej 

formie 

przybliża 

charakterystykę 

czterech

temperamentów.

B.  M.

:

  Dodajmy  jeszcze,  że  chociaż  w  naszej  bajce  cztery  temperamenty

przyjmują  męską  postać,  to  poszczególne  cechy  każdego  temperamentu

background image

z  równą  siłą  występują  u  kobiet.  Czasem  nawet  z  powodu  naleciałości

związanych  ze  stereotypami  są  one  bardziej  widoczne  bądź  przeciwnie  –

kobiety  podejmują  próby  maskowania  tych  cech,  które  powszechnie  są

uważane za męskie. Ale o tym później…

Królestwo

 Czterech

 – bajka o temperamentach

Za

  niewygodnymi  nawykami,  za  niezrozumiałymi  stereotypami,  za

wieloma  smutkami  i  tęsknotami,  za  morzem  niezadowolenia

i  wodospadami  zazdrości  i  nienawiści,  pośródzłowrogich  szczytów

ambitnych  wymogów,  na  głębokiej  nizinie  beznadziejności  znajduje  się

Królestwo  Czterech.  W  krainie  tej  największy  wpływ  na  mieszkańców

mają  cztery  postaci:  Choleryczny  Majestat  Jego  Królewskiej  Mości,

Sangwinicznie  Beztroski  Błazen,  Flegmatycznie  Obserwujący  Mędrzec

i Melancholijnie Szara Eminencja Czarnoksiężnik.

Cholery

k

Władzę

 niepodzielnie

 sprawował 

Choleryczny

 Majestat Jego Królewskiej

Mości

.  Choleryczny

  Król,  przekonany  o  swej  wspaniałości,  zakładał,  że

wszyscy  jego  poddani  powinni  byćidealni  według  jego  zamysłu.

Denerwował  się,  gdyż  okazywało  się  to  niemożliwe.  Nikt  nie  stawał  na

wysokości  zadania,  nikt  nie  potrafił  wykonać  niczego  zgodnie  z  jego

poleceniem.  I  on,  taki  doskonały  i  jedyny  wiedzący,  pośród  takiej

miernoty ma wieść swój los! Cóż za niegodziwość!

Cios

 w samo serce zadawała mu nikczemność dworu. Ludzie szeptali

po kątach z niezadowolenia, ci odważniejsi wprost zarzucali mu, że nie

pyta ich o zdanie i zgodę. Króla oburzała taka bezczelność: kogo, u diabła,

ma  pytać,  skoro  to  on  wie  najlepiej?!  To  przecież  on  wie,  jak  i  komu

pomóc, jak i kogo pouczyć, kto czego potrzebuje!

Czas

 mijał, a poddani odwracali się od niego, mówili, że zrobią, a nie

robili, obrażali się, gdy udzielał im dobrych rad, ignorowali, gdy mówił, co

dla nich najlepsze.

Król

 nie

 rozumiał buntu i oporu, nie rozumiał zniechęcenia. Wściekał

się, że rozkazy nie są należycie wypełniane: albo za wolno, albo nie tak,

jak sobie wyobrażał. Ponieważ mówił

 szybciej

  niż  myślał,  nie  pamiętał

background image

słów, które wypowiadał, raniąc i obrażając

. Zadaniem

  Króla  wszak  nie

jest pamiętać własne słowa – liczy się tylko jego cel i to o nim pamięta.

Skoro  nie  pamięta  słów,  to  za  co  ma  przepraszać?  O  co  chodzi  tym

ludziom? Skoro on coś powiedział, to nie ma co się obrażać, tylko należy

wziąć się do pracy!

Król dostawał szału,

 gdy

 mówiono mu, aby się nie denerwował. Sypiał

coraz  gorzej,  często  budził  się  w  nocy  i  martwił  sytuacją  w  królestwie.

Ciągłe

  zamartwianie

  się  i  złość  na  poddanych  doprowadziły  do  dużej

nerwowości,  bólów  żołądka,  serca  i  kręgosłupa.  Król  sięgał

  po

  pigułki,

aby zasnąć, potem po kolejne mikstury na ból, a nawet po mocne trunki.

On, Król, musi być silny, nie może pokazać innym swoich słabości!

Pewnego

  dnia  znaleziono  go  schorowanego  w  jego  komnacie.

Tragizmu całej sytuacji dodawała myśl, że wkoło nie ma nikogo godnego,

kto mógłby go zastąpić. Co będzie z królestwem? Co będzie z dworem?

Jak  ci  niegodziwcy  sobie  poradzą?  Dlaczego  nikt,  do  jasnej  cholery,  nie

jest w stanie zatroszczyć się należycie o jego królewskie samopoczucie?

A  przecież  wystarczyłoby,  żeby  inni  robili  to,  co  on,  Król,  uznaje  za

słuszne!

Sangwini

k

Lepsze

  życie  zdawał  się  wieść 

Sangwinicznie

  Beztroski  Błazen.  Miał

lekkie

  podejście  do  życia,  żonglując  sarkazmem  i  cynizmem,  unikał

wszelkiej  pracy,  z  wyjątkiem  jednego:  robił  wszystko,  by  każdy  go

zauważył.

Mówił

  szybciej

  niż  myślał,  więc  często  obrażał  innych,  kpił  z  nich,

dokazywał.  A  gdy  się  opamiętał,  przychodził  i  przepraszał,  koloryzując

sytuację  tak,  jakby  sam  był  ofiarą  i  niechcący  musiał  kogoś  krzywdzić.

Piorunująco szybkie i mistrzowskie skojarzenia pozwalały mu na snucie

wyjątkowo barwnych opowieści. Łatwość

 ulegania

 emocjom czyniła zeń

wybitnego  aktora,  zatem  odgrywał  takie  role,  by  jego  wyczyny  nie

schodziły  ludziom  z  ust

.  Wszystko

  po  to,  aby  być  w  centrum

zainteresowania.  W  końcu  był  Błaznem!  A  to  bardzo  ważna  rola  na

dworze  królewskim.  Nie  był  głupcem,  o  nie!  Był  elastyczny  w  swym

działaniu,  choć  zarazem  naiwny.  Miał  też  wiele  talentów,  które

wykorzystywał na różne sposoby. Dużo zaczynał,

 niewiele

 kończył

. To, co

było potrzebne wczoraj, stawało się niepotrzebne dziś. Denerwowało go,

background image

gdy  ktoś  zwracał  mu  uwagę,  że  wczoraj  mówił  coś  innego.  Przecież

wczoraj to nie dziś, to były inne okoliczności!

Błazen był postacią przesadzoną i przekoloryzowaną.

 Nie

 znał granic.

Nie wiedział, kiedy przestać, bo nikogo nie słuchał. On swoje wie, nikt nie

jest tak blisko króla jak on! Nie wyciągał wniosków z żadnej sytuacji. Jego

pogmatwana  i  chaotyczna  postawa  czyniła  zeń  prawdziwego  mistrza

niedomówień, pustych obietnic i zapominania o ważnych rzeczach.

W

  pewnym  momencie  Beztroski  Błazen  zaczął  odczuwać  cierpienie.

Dziwne,  bo  nie  bolała  go  głowa  czy  serce,  jak  Króla.  Ciało  zdawało  się

w porządku. A jednak ten ból gdzieś w środku rozpraszał jego wygłupy,

jego barwne wizje przyszłości. Bolały go myśli, bolała go dusza. Nie bawiły

go  wybryki  innych,  przestał  bywać  w  miejscach  publicznych,  coraz

rzadziej  wdawał  się  w  rozmowy.  Denerwowały  go  zaczepki  dzieci,

uśmiechy  ludzi.  Nie  miał  ochoty  żartować.  Zagubienie  i  beznadzieja

zaczęły zżerać jego energię od środka.

Flegmaty

k

Na

  dworze  królewskim  mieszkał  też 

Flegmatycznie

  Obserwujący

Mędrzec

Ze

 

swojego 

wygodnego 

fotela, 

ustawionego

w najdogodniejszym miejscu dworu, obserwował wszystko i wszystkich.

Nie  miał  celów,  bo  i  po  co?  Wystarczy,  że  Król  ma  ich  aż  zanadto  i  że

Błaznowi się wydaje, że je ma. Jego zdaniem życie toczy się tu i teraz i nie

ma co się wychylać. 

Co

 ma być, to i tak będzie, a jak ktoś chce inaczej, to

niech  robi,  ale  potem  niech  nie  narzeka,  że  mu  nie  wyszło

.  On

  sobie

popatrzy, poprzygląda się, poobserwuje. Nie działa, zatem nie ryzykuje,

więc nie ponosi odpowiedzialności za to, że w królestwie dzieje się coraz

gorzej.

Strategią

 Flegmatycznego

 Mędrca było przeczekanie. 

Zawsze

 bowiem

jest  dobry  moment,  by  czekać  na  dobry  moment.  Tak,  właśnie  tak.

Wpadał  w  gniew,

  gdy

  słyszał,  że  ma  tak  nie  siedzieć,  że  coś  powinien

zrobić. Ale co on ma robić? Ludzie nie myślą, porywają się na ryzykowne

rzeczy,  zabierają  się  za  coś  bez  planu  działania  i  kończą  z  różnym

skutkiem. I on ma w tej sytuacji się ruszyć i coś zrobić?! A czy on to zaczął,

czy on to zepsuł, czy on zawinił? Skoro nie, to dlaczego on ma coś zrobić?

Jedyne, co on może, to udzielić dobrych rad, wysnuć teorię, według której

można by działać, żyć. A trzeba przyznać, że choć myślał wolno, to mówił,

background image

dobierając odpowiednie słowa.

Z

  biegiem  lat  Mędrzec  przyrósł  do  swojego  fotela.  Stanowiło  to

doskonałą  wymówkę  dla  dalszego  unikania  działania.  Przecież  on  nie

może  wstać!  Przecież  nie  może  się  ruszyć!  Zresztą,  tu  gdzie  jest,  jest

wygodnie.  Aby  nawet  nie  podejmowano  prób  angażowania  go  w  żadne

działania,  dławił  każdy  oryginalny  pomysł,  podważał  zasadność  niemal

każdego przedsięwzięcia. 

A

 gdy już ktoś przyszedł do niego po radę, to po

wysłuchaniu go obiecywał zająć się sprawą później. Następnie, zrzędząc

i gderając, wypowiadał się

 na

  temat  nieudolności  władzy  i  pochopności

ludu,  aby  zakończyć  stwierdzeniem,  że  każdy  ma  to,  na  co  zasłużył,

i  skoro  ludzie  żyją  w  takim  chaosie,  to  niech  sami  sobie  z  tym  radzą.

Dostawał  uderzeń  wściekłości,  gdy  mu  przerywano  lub  go  popędzano.

Obruszony przestawał się odzywać. Tyle mądrości, tyle czasu spędzonego

na obserwowaniu, na czekaniu, a ludzie tego nie szanują, nie doceniają.

To się nie mieści w głowie!

Mędrca

 przestano

 odwiedzać. A że przyrósł do fotela, to sam także się

nie ruszał. Nagle się okazało, że nie ma kogo obserwować, bo został sam.

Już nie jest częścią miłej całości dworu, bezpieczny w swoim fotelu, wśród

gwarów i pogawędek innych. Przyrośnięty

 do

 tronu lenistwa zaczął być

duszony przez samotność. I choć wokół było

 pusto, jemu

 coraz bardziej

brakowało powietrza.

Melancholi

k

Stojącą

  nieco

  z  boku  wieżę  zamieszkiwał 

Melancholijnie

  Szara

Eminencja  Czarnoksiężnik.  Wieża  była

  jego

  azylem  niedostępnym  dla

nikogo,  bo  nikt  nie  miał  się  interesować  tym,  jak  mieszka  i  co  robi

Czarnoksiężnik. Tymczasem on pracował nad własnymi miksturami, nad

ulepszaniem  tej  trywialnej  koncepcji  świata,  w  której  ludzie  idiotycznie

tracą czas na błahostki, nie zostawiając po sobie żadnej wartości. Znany

ze swej skrupulatności i niezwykłej dokładności bywał proszony o radę,

choć  niełatwo  było  zdobyć  odrobinę  jego  czasu.  Dążył

  do

  perfekcji

w  swojej  pracowni,  a  że  sam  był  swoim  największym  krytykiem,  to

efekty  zwykle  nie  zadowalały  go  w  należytym  stopniu

.  Aby

  wykazać

czyjąś  niekompetencję,  w  czym  był  wyjątkowo  dobry,  tak  długo  szukał

dziury  w  całym,  aż  znalazł.  Wtedy  świętował  w  samotności  swoją

absolutną doskonałość, swoją nieomylność.

background image

Czarnoksiężnik  myślał  dużo  więcej  niż  mówił.  Ponieważ  był

  bardzo

oszczędny w słowach, nikt nie wiedział, o czym myśli. W zasadzie

 nie

 do

końca  było  jasne,  czym  Czarnoksiężnik  się  zajmuje.  Jego  niewzruszone

oblicze potrafiło doprowadzić ludzi do szału.

Niechętnie  bywał  wśród  ludzi,  a  gdy  już  się  pojawiał,

  to

  raczej

tajemniczo przemieszczał się w ciszy i skupieniu, wzbudzając lęk. Zawsze

był bardzo krytyczny wobec innych i nie pozostawiał złudzeń, że oto świat

dąży do katastrofy przez swój beztroski i bezmyślny konsumpcjonizm, że

pochopność  niewątpliwie  doprowadzi  do  tragedii,  że  oto  nadchodzą

złowrogie  czasy.  Bezlitośnie  kazał  się  zastanawiać  nad  swoimi

potrzebami  materialnymi  i  drwił  ze  wszystkiego,  co  było  dla  niego  bez

znaczenia.  Tych,  którzy  odważyli  się  działać,  uważał  za  bezczelnych

i  zarozumiałych,  a  tym,  którzy  wiedli  życie  w  spokoju,  zarzucał  brak

zaangażowania i wygodnictwo.

Zniechęceni  ciągłą  krytyką

  lub

  okrutnym  milczeniem  ludzie  zaczęli

unikać Czarnoksiężnika. Woleli popełniać swoje błędy, niż wysłuchiwać

ciętych  słów.  Niedługo  potem  Czarnoksiężnik  zaczął  podupadać  na

zdrowiu. Trudno powiedzieć, jaki ból zaczął odczuwać jako pierwszy – ból

ciała  czy  ból  duszy.  Cierpiał  niewyobrażalnie  i  początkowo  nawet  łykał

jakieś mikstury, jednak przestał, bo nie odczuwał poprawy. Zamknął się

w swojej wieży i nie wpuszczał nikogo. Zresztą

 nikt

 już nawet nie chciał

do niego przyjść. Wieża zaczęła się chwiać, więc Czarnoksiężnik musiał

przytrzymywać  ją  całym  sobą.  I  tak  dźwigał  rozpaczliwie  te  kamienne,

przytłaczające ściany, bez nadziei na odmianę losu.

Odkrywanie

 własnego temperamentu

B.  M.

:

  Nasza  bajka  dość  mocno  przerysowuje  poszczególne  cechy  typów

temperamentu, skupiając się przede wszystkim na negatywnych aspektach.

Myślę jednak, że dobrze oddaje kwintesencję różnic.

M.  K.

:

  To  taki  sygnał,  że  nieuświadomione  cechy,  skumulowane  przez

nawyki i stereotypy, mogą wyrządzić ogromną krzywdę. Przede wszystkim

tę krzywdę wyrządzamy sobie sami, jednak cierpi też nasze otoczenie. Typy

temperamentu  poznajemy  po  to,  aby  nauczyć  się  lepiej  ze  sobą

background image

komunikować  –  i  to  zarówno  z  samym  sobą,  jak  i  z  drugim  człowiekiem.

Każdy  z  czterech  typów  w  naszej  bajce  nie  potrafił  należycie  wykorzystać

swojego  ogromnego  talentu,  co  skończyło  się  chorobami,  bólem,

opuszczeniem, nieszczęściem.

B. M.

:

 To samo, choć oczywiście w bardziej skomplikowanej i zawoalowanej

formie,  dzieje  się  w  życiu  codziennym.  W  internecie  jest  mnóstwo  stron,

gdzie można wykonać test na profil osobowości, dzięki któremu dowiemy

się,  jaki  temperament  u  nas  dominuje.  Tego  typu  narzędzie

rozpowszechniła Florence Littauer, autorka książki Osobowość plus

1

.

M.  K.

:

  Samo  wykonanie  testu  być  może  pozwoli  spojrzeć  na  siebie  nieco

inaczej,  ale  nie  stanowi  jeszcze  właściwego  drogowskazu.  Jest  to  pewien

wynik,  a  do  wyników  często  podchodzimy  w  sposób  zerojedynkowy.

Ponieważ nie o to chodzi, aby się pogrążyć czy popaść w swoistą egzaltację.

Dopiero właściwa interpretacja wyników może być pomocna.

B. M.

:

 Tym bardziej że nie zawsze dominuje u nas tylko jeden temperament.

Bywa,  że  równie  silne  są  dwa  przeciwstawne  temperamenty,  na  przykład

sangwinik  i  melancholik,  które  nieco  łagodzą  kilka  cech  flegmatyka  lub

zaostrzają kilka cech choleryka. Bez właściwej interpretacji wyniki testu są

bezużyteczne, mogą wręcz przynieść więcej złego niż dobrego.

Joasia

  rozwiązała  taki  test  i  przybiegła  do  mnie  zawiedziona,  gdyż

otrzymała wynik: flegmatyczka. Niepocieszona stwierdziła, że przecież ona

nie jest taka „rozlazła”. Gdy przyjrzałyśmy się jej odpowiedziom, okazało się,

że choć rzeczywiście dominują u niej cechy flegmatyka, to jest to dominacja,

ale…  o  jeden  punkt  nad  cholerykiem,  a  wielką  rolę  w  jej  temperamencie

odgrywają  także  najpiękniejsze  cechy  sangwinika:  Joasia  jest  pogodną,

czarującą, dowcipną osobą.

M.  K.

:

  I  bardzo  często  tak  jest,  tymczasem  rozwiązując  interaktywny  test,

dostajemy tylko informację na temat jednego temperamentu. Teoretycznie

tego, który przeważa, jednak w praktyce przewaga ta może dotyczyć tylko

jednej  cechy!  Wszystkie  temperamenty  tkwią  w  nas  –  jesteśmy  ich

mieszanką.

Poza

 tym testy zawierają podział na wady i zalety, bywa więc, że frustrację

background image

fundujemy  sobie  od  ręki.  Zupełnie  niepotrzebnie,  gdyż  temperament  to

zbiór cech, które dopiero doprowadzone do skrajności stają się wadami.

Cechy

  przedstawione  jako  wady  wcale  nie  muszą  nimi  być  w  takim

rozumieniu  tego  słowa.  Analogicznie  jest  z  zaletami.  Przecież  nie  ma  nic

złego w byciu miłym, prawda? Jest to zaleta. Tylko jeśli jesteś za miła, możesz

być  wykorzystywana  przez  innych  i  odczuwać  przygnębienie.  Natomiast

jeżeli jesteś zbyt mało miła, możesz być postrzegana jako ponura.

B. M.

:

 Czasem miła osoba jest uważana za naiwną.

M.  K.

:

  Właśnie,  naiwność  bywa  traktowana  jako  wada.  A  tymczasem

odpowiednia dawka naiwności otwiera na ludzi, na świat, jej brak zaś czyni

człowieka niedostępnym.

Hipokrates

  powiedział:  „Wszystko  jest  lekarstwem  i  wszystko  jest

trucizną.  To  kwestia  dawki”.  To  samo  można  powiedzieć  o  cechach

temperamentu.  Wszystkie  cechy  mogą  być  zaletami  i  wszystkie  mogą  być

wadami.  To  zależy  od  okoliczności  i  czynników  zewnętrznych,  które

uwydatniają  jedne  cechy,  a  tłamszą  inne.  Pomocne  są  tu  poznanie

i świadomość, że tylko od nas samych zależy, jacy chcemy być.

B.  M.

:

  Bywa,  że  testy  osobowości  znajdują  się  w  tych  samych  działach  co

horoskopy  i  rozrywka.  To  sprawia,  że  bagatelizujemy  wiedzę

o  temperamentach,  która  dobrze  wykorzystana  może  być  naprawdę

świetnym narzędziem do pracy nad sobą, do świadomych wyborów czy to

w kwestii zawierania znajomości, czy też w kwestii kształtowania kariery.

M.  K.

:

  Horoskopy  w  kolorowych  gazetach  to  forma  rozrywki.  Są  w  miarę

krótkie, mają zaintrygować i pobudzić do zabawy. Podobnie testy typu: „Jaki

jesteś jako…”. To ma być rozrywka, zabawa. Tymczasem ludzie podchodzą do

nich wyjątkowo poważnie, nie zdając sobie sprawy, że za tymi testami stoi

zwykły  marketing,  mający  na  celu  zwiększenie  oglądalności  serwisu  bądź

sprzedaży  gazety.  Prasa  kolorowa  ma  bawić,  bo  gdyby  nie  bawiła,  byłaby

popularnonaukowa.

Temperament

 jest nam dany w chwili poczęcia. Ja to nazywam własnym

jestestwem. Nie ma dwóch takich samych osób, nawet przy zachowaniu tych

samych  metod  wychowawczych  czy  okoliczności.  Nawet  bliźniaki

background image

jednojajowe  mają  różne  temperamenty.  Zatem  warto  zgłębić  temat,

korzystając  z  bardziej  ambitnych  testów,  które  są  interpretowane

indywidualnie,  zamiast  zadowalać  się  garstką  sensacji  po  wykonaniu

szybkiego, kolorowego teściku.

Znajomość

  swojego

  temperamentu  oraz  obserwacja  temperamentów

innych  ludzi  przydają  się  zarówno  na  gruncie  zawodowym  (menedżerom

łatwiej jest budować zespoły i dobierać personel z uwzględnieniem nie tylko

kwalifikacji, ale i temperamentu, aby każdy czuł się dobrze w tym, co robi),

jak i na gruncie prywatnym – w relacjach z najbliższymi.

Temperament

 a charakter

B.  M.

:

  Zatem  temperament  to  coś,  co  już  mamy  w  sobie.  Możemy  go

kształtować, rozwijać, możemy o niego dbać, a możemy go zaniedbać bądź

żyć niemalże wbrew niemu. Aby lepiej to zrozumieć, warto odnieść się do

ciała – w końcu łączenie cech charakteru czy osobowości z funkcjonowaniem

ciała  i  występującymi  dolegliwościami  było  powszechne  setki  lat  temu.

Współczesna  medycyna  podzieliła  nas  na  „części”,  zajmując  się  leczeniem

fragmentów bądź farmakologicznym zaleczaniem poszczególnych objawów,

rzadko  kiedy  holistycznie  podchodząc  do  człowieka,  który  przecież

funkcjonuje  jako  całość.  W  greckiej  medycynie  różne  organy,  tkanki  czy

części  ciała  mają  nie  tylko  swoje  funkcje,  ale  także  i  swoje  właściwości.

Wątroba,  dajmy  na  to,  jest  określana  jako  ciepła,  gąbczasta  i  ciemna,

przyczynia  się  do  oczyszczania  krwi,  a  w  życiu  płodowym  –  do  jej

produkowania. Jest też związana z produkcją ciepła. Grecy szybko powiązali

te funkcje z odpowiedzialnością za nastrój i emocje człowieka.

M.  K.

:

  Tak,  temperamenty  mają  swoje  źródło  w  ciele.  Tę  koncepcję

przedstawił wspomniany już przeze mnie Hipokrates, zwany właśnie ojcem

medycyny. To on zauważył, że ludzi można podzielić na cztery typy zgodnie

z dominującym u nich płynem ustrojowym. I tak, u choleryka dominuje żółć

(cholé

),  kojarzona

  z  wątrobą.  U  sangwinika  zaś  krew  (

sangui

s),  którą

rozporządza serce. U melancholika przeważa

 czarna

 żółć (mélas cholé), która

znajduje

  się  w  odcinku  między  wątrobą  a  śledzioną.  Płynem,  którego

najwięcej ma flegmatyk, jest śluz (

phlegm

a), przepływający

 przez

  organizm

background image

bardzo wolno i powodujący zatory. Tak też działa flegmatyk – płynie powoli,

ale  bywa,  że  się  zatnie  i  nikt  go  do  niczego  nie  przekona.  Z  kolei  żółć

wydostaje  się  z  wątroby,  aby  eliminować  zmetabolizowane  lipidy,  na

przykład  cholesterol,  substancje  mineralne  i  leki.  Tak  jak  choleryk,  który

osobiście  musi  pozbyć  się  tego,  co  niepotrzebne,  i  zaprowadzić  swój  ład.

Krew krąży w organizmie bez przerwy, dlatego sangwinik nie usiedzi długo

i  cicho  w  jednym  miejscu.  Melancholik  to  ten  typ,  u  którego  nie  ma

gwałtowności,  tylko  spokój,  opanowanie  i  pewien  bezruch,  podobnie  jak

między wątrobą a śledzioną…

B.  M.

:

  Urodziliśmy  się  z  takim,  a  nie  innym  temperamentem.  Bywa,  że

trudno  jest  nam  to  zaakceptować,  albo  wręcz  podejmujemy  próby

zmieniania  temperamentu  na  siłę.  Tymczasem  świadomość  własnego

potencjału, tego, czym dysponujemy, daje nam możliwość rozwoju.

M.  K.

:

  Odwołałabym  się  do  metafory  temperamentu  jako  nasionka.  Nie

mamy  wpływu  na  to,  czy  jest  to  nasienie  brzozy,  dębu,  jesionu  czy  sosny.

Mamy wpływ na to, czy będziemy je podlewać, dbać o nie, pielęgnować. Brak

pielęgnacji z naszej strony oznacza jedynie to, że będziemy „pielęgnowani”

według czyichś upodobań. A przecież wiele osób może chcieć pielęgnować

nas po swojemu. Wtedy zamiast pięknego rozłożystego dębu wyrośnie dąb,

który  będzie  pokaleczony  płotem,  z  poobcinanymi  konarami,  na  którym

powieszą huśtawki lub który zetną i zrobią zeń stolik ogrodowy.

B. M.

:

 Albo będzie ociosany wedle odgórnych upodobań… Warto rozróżnić

jeszcze  pojęcie  temperamentu  od  charakteru  –  ponieważ  na  skutek

wychowania  czy  pracy  nad  sobą  właśnie  charakter  najczęściej  ulega

przeobrażeniom i metamorfozom.

M.  K.

:

  Charakter  kształtuje  się  na  kanwie  temperamentu  pod  wpływem

otaczających nas ludzi i otoczenia oraz własnej aktywności życiowej. O ile

temperament  jest  stały  i  podlega  tylko  nieznacznym  modyfikacjom,  czyli

większemu  lub  mniejszemu  eksponowaniu  właściwości  psychicznych

człowieka,  o  tyle  charakter  ulega  bardziej  zauważalnym,  jednak  niezbyt

częstym,  zmianom  w  wyniku  działania  długotrwałych  czynników

zewnętrznych,  które  są  powiązane  z  etapami  życia  człowieka,  takimi  jak

background image

dzieciństwo,  młodość,  szkoła,  praca,  dorosłość  czy  dojrzałość.  Charakter

stanowi pewien zapis naszych norm moralnych, zgodnie z którymi żyjemy

i  działamy.  Łatwiej  mówić  o  temperamencie,  pomijając  charakter,  niż

odwrotnie.  Na  podstawie  swoich  doświadczeń  z  coachingu  mogę

powiedzieć,  że  charakter  to  wyeksponowanie  w  danym  momencie  życia

określonych cech temperamentu.

B.  M.

:

  Temperament  i  charakter  składają  się  na  to,  co  określamy  mianem

osobowości człowieka.

M.  K.

:

  Osobowość,  czyli  temperament,  zachowanie,  aktywność,  charakter.

Temperament  to  nasze  jestestwo,  z  którym  się  rodzimy,  nasze  korzenie

i  nasze  skrzydła  jednocześnie.  Na  to  oczywiście  nakładają  się  pewne  role

życiowe, czasem zakładamy maski, udając kogoś, kim nie jesteśmy. A kim

jesteśmy? Warto skupić się właśnie na poznaniu własnego temperamentu.

Psycholog  Hans  Eysenck  stworzył  na  podstawie  teorii  Hipokratesa  i  jego

następców bardzo przejrzystą typologię osobowości. Osobiście nazywam ją

elementarzem człowieka.

Tabela

 1.

 Temperamenty

 – ogólna charakterystyka

Cholery

k

Sangwini

k

Ekstrawertyk

 o logicznym sposobie myślenia, polegający

na rozsądku i własnej ocenie.

Ekstrawertyk

  o  abstrakcyjnym  sposobie  myślenia,

kierujący  się  emocjami,  intuicyjny  i  inspirujący  innych
do działania.

Cechy

  charakterystyczne:  zdecydowany,  asertywny,

bezpośredni,

  ma

  skłonności  do  ryzyka,  lubi

współzawodnictwo, 

wymagający, 

pozytywny,

kontrolujący, 

dominujący, 

żądający, 

decyzyjny,

delegujący zadania.

Cechy

  charakterystyczne:  ciepły,  energiczny,  ożywiony,

entuzjastyczny,  przekonujący,  rozmowny,  impulsywny,
uczuciowy, 

interaktywny, 

kochający 

ludzi,

optymistyczny.

Oczekuje

:

 

szybkich

 

rezultatów, 

efektywności

w działaniu, bezpośrednich i jasnych komunikatów.

Oczekuje

:

 dzielenia

 się pomysłami, inspiracji, motywacji

do działania, swobody, uporządkowania chaosu.

Motywują  go:  przywództwo,  szacunek,  rozwój,
niezależność, dochód, prestiż.

Motywują  go:  uznanie,  nagrody,  oddziaływanie

  na

innych.

Obawia

 się:

 bycia

 wykorzystanym i ignorowanym.

Obawia

 się: odrzucenia.

Ceni

 sobie: niezależność i kontrolę.

Ceni

 sobie: więzi z ludźmi.

Ma

 

trudności 

z: 

dyplomacją, 

tolerancją,

bezkompromisowością,  cierpliwością,

  wychodzeniem

poza własne schematy.

Ma

  trudności  z:

  dotrzymywaniem

  terminów,

systematycznością, 

konsekwencją, 

nadmiernym

promowaniem siebie, angażowaniem się w wiele spraw,

background image

gadatliwością.

Jego

 motto: „Zrób to!”.

Jego

 motto: „Nie

 chodzi

 o to, co wiesz, ale kogo znasz”.

Flegmaty

k

Melancholi

k

Introwertyk

 o emocjonalnym sposobie myślenia, kieruje

się uczuciami, obserwujący.

Introwertyk

  o  analitycznym  sposobie  myślenia,  realista

bazujący  na  doświadczeniu,  wnikliwie  analizujący,
polegający na własnej obserwacji.

Cechy

 

charakterystyczne: 

zrównoważony,

zrelaksowany, uważnie słuchający, rozważny, niechętny

do

  zmian,  lojalny,  przewidywalny,  pracuje  w  zespole,

zorientowany na rodzinę, zdystansowany.

Cechy

  charakterystyczne:  staranny,  spójny,  spokojny,

ciekawy, perfekcjonista, pokorny, obiektywny, ostrożny,
konwencjonalny, 

krytyczny, 

zachowawczy,

powściągliwy.

Oczekuje

:

  indywidualnego

  podejścia,  możliwości

podzielenia się problemami, poczucia bezpieczeństwa.

Oczekuje

:  dokładnej

  analizy

  problemu,  działania  we

własnym tempie, doskonalenia się, okazji do refleksji.

Motywują  go:

  czas

  spędzony  z  najbliższymi,  wsparcie

innych, bezpieczeństwo.

Motywują go:

 konkretne

 liczby i zestawienia, statystyki,

fachowość, precyzja.

Obawia

 się:

 utraty

 bezpieczeństwa.

Obawia

 się:

 krytyki

 swojej pracy i osoby.

Ceni

  sobie:

  argumenty

  za  i  przeciw,  przyznawanie  mu

racji.

Ceni

  sobie:  zależność

  od

  innych  i  poczucie  bycia

potrzebnym.

Ma

  trudności  z:  komunikacją  wprost,  asertywnością,

definiowaniem

  celu,  nadwrażliwością,  podejmowaniem

działania.

Ma

  trudności  z:  podatnością

  na

  manipulację,

improwizacją, 

konfrontacją, 

perfekcjonizmem,

pesymizmem, szablonowym podejściem.

Jego

 motto: „Planuj swoją pracę,

 wykonaj

 swój plan”.

Jego

  motto:  „Jeżeli  w  ogóle

  warto

  coś  robić,  to  warto

robić to dobrze”.

Źródło:

 opracowanie

 własne.

Mapa

 osobowości, czyli równowaga emocjonalna

a neurotyczność, introwersja a ekstrawersja

B.  M.

:

  Mamy  zatem  cztery  typy  temperamentu  oraz  ich  kluczowe  cechy,

a  także  pojęcia,  takie  jak  „neurotyczność”,  „równowaga  emocjonalna”,

„introwersja” i „ekstrawersja”.

M.  K.

:

  To  topografia  naszego  temperamentu,  nazwijmy  to  mapą  naszej

osobowości. By odwołać się do porównania: w przyrodzie, mimo pewnych

ogólnych reguł, nawet ten sam gatunek drzewa rosnący w innym otoczeniu,

w  innych  warunkach  klimatycznych  będzie  się  inaczej  prezentował.

Podobnie jest z cechami temperamentu. Niektóre z nich lepiej rozwijają się

w pewnych warunkach, a w innych wręcz zamierają.

background image

Neurotyczność

  to

  otchłanie  i  głębiny  oceanów,  rowy  tektoniczne,

poddawanie się prądom oceanicznym… W tym stanie zawsze odczuwane są

lęk,  wrogość  wobec  świata,  różnego  rodzaju  zagrożenia,  osamotnienie

i  bezradność.  Neurotyk  ma  niskie  poczucie  własnej  wartości  i  wręcz

rozpaczliwe  pragnie  miłości.  Ma  wygórowane  potrzeby  (chce,  aby  wszyscy

go lubili, nawet przypadkowe osoby, i boleje nad każdym przejawem braku

sympatii) i nierealistyczny obraz siebie i świata („Wszędzie czyha na mnie

zło”,  „Świat  jest  zbyt  doskonały,  aby  zwrócić  na  mnie  uwagę”,  „Jestem

bezwartościowy”, „Jestem doskonały, tylko nikt tego nie dostrzega”).

B. M.

:

 Wiele  osób ma  takie podejście,  jakie opisujesz  – w  mniejszym  bądź

większym  stopniu.  Niektórzy  nawet  uważają,  że  większość  ludzi  jest

neurotyczna…  Unikając  jednak  uogólnień,  dodajmy,  że  przejawianie

pewnych cech neurotycznych nie oznacza od razu zaburzenia osobowości

2

.

M.  K.

:

  Oczywiście.  W  przypadku  osoby  skrajnie  neurotycznej  mamy  do

czynienia z nieskutecznymi metodami działania oraz z całkowitym brakiem

elastyczności (nie uczy się na błędach i nie dostosowuje swojego zachowania

do okoliczności), a także z wręcz fanatycznym upieraniem się przy swoich

racjach i udowadnianiem, że świat gnębi ją celowo. Taki neurotyk całą winę

bierze  na  siebie  i  żyje  w  ciągłym  strachu  przed  zdemaskowaniem

(nadwrażliwość  na  krytykę).  Często  udaje  głupiego  bądź  chorego.  Jest

egocentryczny  i  skupia  się  na  własnym  cierpieniu,  nie  potrafi  dawać  czy

opiekować się innymi. Manipuluje ludźmi, aby osiągnąć własne cele. Bywa

albo  nadmiernie  agresywny,  albo  nadmiernie  uległy.  Ma  silne  poczucie

krzywdy i czuje zawiść wobec świata, co często prowadzi do bezinteresownej

złośliwości.  Dla  zabicia  czasu  ucieka  w  alkohol  lub  powierzchowne  życie

towarzyskie. Unika sytuacji, które wydają mu się trudne (tych, w których ma

zahamowania). Neurotyk ma jeden główny cel (na ogół nieuświadomiony) –

redukowanie lęku. W związku z tym może obsesyjnie poszukiwać miłości,

dążyć do władzy, prestiżu, posiadania, wdając się w fanatyczną rywalizację,

lub wycofywać się w fantazje.

B. M.

:

 Dlatego porównujesz neurotyczność do otchłani morskiej. Ciemność,

lęk,  zagrożenie.  Dramatyczne  próby  wydostania  się  na  powierzchnię  przy

wbitej w dno kotwicy, która trzyma neurotyka w ryzach.

background image

M.  K.

:

  Tak.  Z  kolei  introwersję  porównałabym  do  dryfowania  na  pełnym

morzu  z  dala  od  lądów.  To  z  pozoru  wygląda  na  bierne  poddawanie  się

losowi.

B. M.

:

 A introwertyk cieszy się na bezkresnym oceanie ciszą i spokojem. Bo

wreszcie ma czas na myślenie, analizowanie, na magię swojej wyobraźni.

M.  K.

:

  Ma  czas  na  zwrócenie  się  ku  własnemu  życiu  wewnętrznemu  –  to

kwintesencja  introwersji.  Introwertyk  docenia  możliwość  spędzenia  czasu

w towarzystwie własnych myśli i przeżyć, z dala od nadmiaru zewnętrznych

bodźców, których w zasadzie nie potrzebuje. To nie odludek i egoista, jak się

powszechnie  o  nim  sądzi,  a  raczej  samotnik.  Introwertyczność  stanowi

uciążliwość bardziej dla innych ludzi niż dla samego introwertyka, ponieważ

ten  w  kontaktach  interpersonalnych  tworzy  pewną  przestrzeń  i  ciszę,

których nie rozumieją inni.

B. M.

:

  Introwertycy  często  dostają  etykietę  „aspołeczni”.  Jednak  oni  nie  są

aspołeczni. Lubią towarzystwo wybranych ludzi, a jeszcze lepiej – wybranego

człowieka. Lubią głębokie rozmowy na ważne tematy z drugą osobą, a nie

hałas i błahostki generowane przez grupę. Dlatego introwertyk zaciągnięty

na konferencję, spotkanie rodzinne czy przyjęcie prawdopodobnie znajdzie

sobie jedną pokrewną duszę do rozmowy. Po jakimś czasie jednak nadmiar

bodźców stanie się dla niego zbyt męczący i będzie odczuwał silną potrzebę

powrotu do domu, odizolowania się, ciszy i spokoju.

M. K.

:

 Jeśli introwertyk wychodzi wcześniej z imprezy, to po prostu dlatego,

że chce być sam ze sobą, posiedzieć sobie w ciszy. Kiedy mówi, że dobrze się

bawi, to dobrze się bawi i nie należy sądzić inaczej.

Według  introwertyków

  dryfowanie

  po  wodach  życia  nie  jest  niczym

przerażającym, to po prostu dogodna sytuacja, aby pobyć samemu ze sobą,

ze swoimi myślami, w samotności. Introwertycy nie mają z tym problemu.

Samotność  jest  im  niezbędna  do  naładowania  wewnętrznych

akumulatorów,  które  bardzo  często  wyczerpują  się  w  typowych  sytuacjach

życiowych,  takich  właśnie  jak  przyjęcia,  spotkania  towarzyskie,  praca

w dużej grupie. Zawieranie znajomości jest dla nich wyczynem, a zawarcie

przyjaźni kosztuje ich wiele wysiłku.

background image

Rycina

 1. Podział typów temperamentów

 pod

 względem cech

ekstrawertycznych i introwertycznych oraz równowagi emocjonalnej

i neurotyczności

Źródło:

 opracowanie

 własne.

B. M.

:

 Introwertycy mają niewielu przyjaciół, ale za to sprawdzonych. Każda

nowa osoba, którą mieliby nazwać przyjacielem, musi przejść długi proces

bacznej obserwacji…

M. K.

:

 Z pewnością wpływa na to także fakt, że introwertyk w rozmowie nie

jest  bezpośredni  –  nie  porusza  tematów,  które  są  dla  niego  zbyt  osobiste,

background image

uważa,  aby  nie  popełnić  gafy,  jest  ostrożny  w  prezentacji  opinii.  Raczej

unika  dotyku,  chyba  że  chodzi  o  osobę,  którą  zna  i  przy  której  czuje  się

bezpiecznie. Zanim podejmie decyzję, musi ją przemyśleć, a zanim zacznie

drugie  zadanie,  najpierw  musi  skończyć  pierwsze.  Introwertyk

zdecydowanie unika ryzyka, dłużej oswaja się z nową sytuacją.

B.  M.

:

  Często  bodźcem  do  działania  jest  dla  introwertyka  unikanie

zagrożenia – to motywator o wiele silniejszy niż wizja nagrody za określone

czyny.  Paradoksalnie  introwertyk  może  o  wiele  lepiej  wykonać  zadanie

w pracy, gdy boi się na przykład utraty kontraktu z klientem, niż gdy szef

obieca  mu  premię  za  realizację  projektu.  Introwertycy  mogą  postrzegać

nagrodę jako coś wielce niepewnego, natomiast wizja porażki jest dla nich

bardzo  realistyczna,  dlatego  robią  wszystko,  by  jej  zapobiec.  Na  gruncie

zawodowym  takie  osoby  często  są  spychane  na  margines.  Podczas  gdy

ekstrawertycy  pławią  się  we  własnych  pomysłach,  napędzają  wzajemnie

i eksplodują rozwiązaniami, introwertycy siedzą z boku, analizują i czepiają

się  każdego  słabego  punktu.  Oczywiście  krytykanctwo  jest  niepopularne,

w  dodatku  nie  jest  potrzebne,  jednak  w  każdym  zespole  musi  się  znaleźć

osoba, która nie tylko będzie miała plan B, ale także znajdzie wszystkie słabe

punkty planu A na tyle wcześnie, by zapobiec porażce.

Ponieważ

  introwertycy

  działają  niejako  w  ciszy  –  mam  na  myśli  to,  że

potrzebują dużo mniej bodźców niż ekstrawertycy – bardzo ważne jest dla

nich  znalezienie  własnej  misji  życiowej.  To  niweluje  ryzyko  ciągłego

działania  pod  wpływem  innych  (najczęściej  silnych  osobowościowo

ekstrawertyków).  Gdy  introwertyk  znajdzie  własną  misję  życiową,  to  –  by

nawiązać do twojej metafory dryfowania – stawia żagle i czeka na właściwy

wiatr,  umiejętnie  operując  sterem.  Potrafi  nawet  zacumować  do  brzegu,

wejść między ludzi, jeżeli widzi w tym większą wartość i jeżeli jest to zadanie

związane z realizacją własnej misji, spójne z wartościami, jakimi się kieruje.

M. K.

:

 Dla mnie ląd to symbol równowagi emocjonalnej, która polega na tym,

że dominujące w danej chwili nieprzyjemne emocje mogą być do pewnego

stopnia zneutralizowane przez emocje przyjemne – i odwrotnie. Nie trzeba

za  bardzo  podkreślać,  że  idealny  stan  równowagi  emocjonalnej  występuje

wtedy, gdy przeważają emocje pozytywne. Jeżeli przez jakiś czas walczyłaś

w głębinach lub długo dryfowałaś bez wody do picia, to ucieszysz się, gdy

background image

poczujesz pod nogami stały ląd. To tu znajdziesz inny wymiar wód i inny

sposób „dryfowania”. Możesz czuć strach i mieć poczucie swoistej nicości,

i nie tracić nad tym kontroli.

Tutaj

  kontrola  oznacza  pokazywanie,  jak  poprzez  pewną  postawę

zbudowaną na zrozumieniu i tolerancji możemy „obłaskawiać” emocje. To

po  prostu  inne,  bardzo  świadome  spojrzenie  na  rzeczywistość.  Osoby

zrównoważone emocjonalnie patrzą na świat i życie z pewnym dystansem,

który czasem może być odbierany jako brak zaangażowania, ambiwalencja,

egoizm.  Ale  tak  jest  też  na  lądzie  –  ile  ukształtowań  terenu,  tyle  samo

zachwytu i narzekań.

Równowaga

  emocjonalna

  to  umiejętność  dostosowywania  się  do

istniejących  warunków.  Zmieniam  miejsce,  gdy  chcę  innych  doznań.  Nie

szukam  odpowiedzi  na  pytanie  „Dlaczego?”,  po  prostu  idę  w  zgodzie  ze

sobą.  Poszukuję  i  dobrze  mi  z  tym.  Mam  świadomość,  że  mam  tyle  samo

zwolenników, ilu przeciwników – to oznacza równowagę. W danym miejscu,

z  daną  osobą  będę  tyle,  ile  trzeba,  i  nie  dłużej,  aby  nie  zakłócić  swojej

równowagi, aby nikt mi niczego nie narzucił.

Osoby

  o  dużej  równowadze  emocjonalnej  znajdziemy  wśród  mnichów,

myślicieli,  guru,  liderów.  Profesor  Antoni  Kępiński  podkreślał,  że

równowaga emocjonalna to również balans między tym, co cielesne, a tym,

co duchowe. Gdy nie ma tego balansu, człowiek czuje się zagubiony. Osoba,

która nie chce czuć się w ten sposób, niestrudzenie poszukuje równowagi.

To może stanowić istotę jej życia. Dlatego nie będzie się z nikim wiązać i nie

będzie sobie niczego obiecywać. Nie dlatego, że cię nie kocha, nie szanuje

czy ucieka przed odpowiedzialnością. To właśnie w imię odpowiedzialności

nie będzie wkraczała w związek.

B. M.

:

 Osiągnięcie takiego poziomu świadomości i równowagi emocjonalnej

nierzadko zajmuje lata. Introwertycy mają potrzebną cierpliwość, jednak co

mają powiedzieć ekstrawertycy…

M.  K.

:

  Ekstrawersja  to  na  mapie  osobowości  góry,  wyżyny,  szczyty.

Introwertyk  wykazuje  tendencję  do  kierowania  swojego  postrzegania  do

wewnątrz, w stronę własnych myśli i emocji, natomiast ekstrawertyk kieruje

swoje  postrzeganie  na  zewnątrz,  interesują  go  czyjeś  myśli  i  emocje

w kontekście jego osoby. Ekstrawertyk zyskuje energię do działania wśród

background image

ludzi,  a  traci  ją  w  samotności.  W  działaniu  inspiruje  się  całym  światem,

uwielbia działać i wprowadzać różne zmiany. Przeważnie mówi i postępuje

spontanicznie,  bez  planu  czy  specjalnych  przygotowań.  Ma  wiele

zainteresowań, uwielbia pochwały i jest duszą towarzystwa.

B. M.

:

 Ekstrawertyk chce być w centrum uwagi, więc by ją zdobyć, wejdzie na

najwyższą górę!

M.  K.

:

  Właśnie.  Ekstrawertycy  postrzegają  świat  przez  różowe  okulary

i przez pryzmat tego, co im przynosi frajdę, dlatego nie potrafią zrozumieć

introwertyków, dopóki ktoś im nie wytłumaczy, że ci postrzegają otoczenie

inaczej. Jednak nawet jeśli przyjmą to do wiadomości, nie ma gwarancji, że

zrozumieją,  dlatego  zawsze  będą  próbować  namawiać  introwertyków  na

zwierzenia, kazać im wyluzować czy zechcą wyciągnąć ich na imprezę, bo

tak jest po prostu fajnie.

B.  M.

:

  Najczęściej  ekstrawertyk  mówi  introwertykowi:  „Bo  ty  powinieneś

otworzyć się na ludzi, wyjść do nich”.

M. K.

:

 Otóż to! Ekstrawertycy w ogóle przeważnie mówią więcej niż trzeba,

a nie zawsze ilość przekłada się na jakość. Wolą mówić niż słuchać. Warto

się od nich uczyć sztuki rozmowy, ponieważ konwersują z lekkością. Jednak

warto też uważać na nich podczas imprez – potrafią wciągnąć cię w tłum,

zagaić rozmowę i porzucić, bo znajdą coś ciekawszego do roboty.

B. M.

:

 Przypomina mi się historia Agaty, która miała męża ekstrawertyka –

to  był  klasyczny  sangwinik,  uwielbiający  być  w  centrum  uwagi,

opowiadający  rubaszne  kawały  i  anegdotki  z  życia  własnego  bądź

znajomych.  Krąg  adorujących  go  słuchaczy  bił  brawo  i  śmiał  się  do  łez.

Radek  wyciągał  Agatę  na  imprezy,  za  każdym  razem  obiecując,  że  nie

zostawi  jej  samej  wśród  obcych,  że  będzie  zawsze  obok  niej.  I  za  każdym

razem  sytuacja  była  identyczna:  przychodzili,  Radek  przedstawiał  Agatę

pierwszym napotkanym osobom, po czym w tłumie dostrzegał a to starego

znajomego, a to przekąski, a to dawnego szefa i biegł do nowego celu, zanim

żona  zdążyła  się  zorientować,  o  co  chodzi.  Nie  muszę  dodawać,  że  jako

introwertyczka czuła się skrępowana w towarzystwie obcych ludzi (których

background image

najczęściej uważała za „dziwnych, hałaśliwych znajomych Radka”).

M.  K.

:

  Ekstrawertyk  nie  czuje  oporów  przed  nowym.  Jest  zdecydowany,

uwielbia  szybkie  działanie  i  współzawodnictwo.  Jest  pewny  swoich  opinii,

a tematy porusza w sposób bezpośredni, czasem na granicy taktu. Dotyk jest

częścią  jego  natury,  często  bezwiednie  dotyka  ramienia  rozmówcy.  Zanim

podejmie decyzję, to mówi, a w zasadzie musi mówić, w myśl zasady: gdy

mówi, to myśli.

B.  M.

:

  Niektórym  trudno  ulokować  się  po  jednej  stronie  –  określić  jako

ekstrawertyk bądź introwertyk.

M.  K.

:

  Literatura  fachowa  donosi,  że  ponad  70%  ludzi  to  tak  zwani

ambiwertycy,  czyli  osoby  czerpiące  ze  wszystkich  cech  w  zależności  od

sytuacji.  Ambiwertycy  mają  zrównoważone  cechy  introwertyków

i  ekstrawertyków  oraz  umiejętnie  balansują  między  neurotyzmem

a równowagą emocjonalną. Jest to uzależnione od sytuacji, w której akurat

się znajdują, oraz ludzi, którzy ich otaczają w danym momencie. W pracy

może to oznaczać, że jeśli pracują w zespole X, będą się u nich uaktywniać

cechy ekstrawertyka, a gdy pracują w zespole Y, pokażą cechy introwertyka.

Natomiast  podczas  rozwiązywania  problemów  czy  rozważania,  co  dalej,

świetnie wykorzystują umiejętności emocjonalne.

Tabela

 2. Często używane wyrażenia

 charakterystyczne

 dla poszczególnych

temperamentów

Cholery

k

Często

 wydaje

 rozkazy, oczekuje, że inni będą realizować

wytyczone  przez  niego  plany  dokładnie  w  sposób
określony  przez  niego.  Szybko  wpada  w  złość,  jeżeli
zadanie nie zostało wykonane tak, jak sobie zaplanował.
Stanowczy, 

ma 

skłonność 

do 

manipulacji

i  wykorzystywania  zdobytych  informacji  dla  własnych
korzyści.

Co

 często mówi choleryk

– Już!
– 

To

 trzeba zrobić tak…

– 

Bo

 ty powinieneś…

– 

Rusz

 się!

– 

Wszystko

 muszę robić sam!

Sangwini

k

Otwarty

 na relacje z innymi ludźmi, żyje spontanicznie,

bez konkretnego planu. Roztacza śmiałe wizje, lubi być
w  centrum  zainteresowania,  uwielbia  dominować.  Ma
skłonność  do  patrzenia  na  innych  z  góry.  Bardzo
towarzyski, potrafi przyciągać do siebie ludzi, wzbudza
zainteresowanie,  tryska  energią  i  entuzjazmem.  Bywa
naiwny.

Co

 często mówi sangwinik

– 

Mam

 pomysł!

– Życie

 jest

 piękne!

– 

Raz

 się żyje!

– 

Szkoda

 dnia, zróbmy coś!

– 

Doskonale

 cię rozumiem.

background image

– Szybciej!
– 

Daj, lepiej

 zrobię to sam.

– 

Z

 kim ja muszę pracować! Wszystko na mojej głowie!

– 

Dlaczego

 ja muszę myśleć za wszystkich?!

– Jeżeli

 chcesz, to

 mogę to zrobić.

– 

No

 dobrze, zgadzam się.

– 

Jak

 chcesz, to ci pomogę.

– 

Nie

 ma sprawy, zrobię to za ciebie.

Flegmaty

k

Lubi

  uczestniczyć  w  rozmowach,  łatwo  wciągnąć  go

w  dyskusję.  Dopuszczony  do  głosu  mówi  chętnie,
szczegółowo,  czasem  potysiąc  razy  powtarza  te  same
historie.  Rzadko  podejmuje  decyzje,  raczej  odwraca
pytanie,  przerzucając  decyzyjność  na  drugą  osobę.
Dyplomata,  cierpliwy  słuchacz,  często  unika  jasnych
deklaracji.  Stanowi  doskonałą  publiczność,  ma  świetne
poczucie  humoru.  Często  staje  się  powiernikiem
cudzych  tajemnic  i  najczęściej  można  liczyć  na  jego
dyskrecję.

Co

 często mówi flegmatyk

– Zobaczymy.
– Spokojnie.
– Jakoś

 to

 będzie.

– Będzie,

 co

 ma być.

– A

 jak

 ty uważasz?

– A

 co

 ty byś wolał?

– A

 po

 co się tak spieszyć?

– W życiu

 zawsze

 się jakoś układa.

– Ale

 po

 co się pakować w kłopoty?

Melancholi

k

Mówi  mało,

  ale

  za  to  konkretnie.  Jest  uprzejmy,

taktowny, jeżeli jednak ktoś zajdzie mu za skórę, poczeka
na  odpowiedni  moment  i  wbije  szpilę.  Potrafi  słuchać,
odbiera  drugiego  człowieka  całym  sobą,  ponieważ  jest
bardzo  empatyczny.  To  sprawia,  że  szybko  męczą  go
ludzie i nadmiar bodźców. Często pogrąża się w swoich
myślach.  Gdy  nie  ma  ochoty  na  rozmowę,  nie  odbiera
telefonu. 

Small

  talk

  to

  dla  niego  strata  czasu.  Jest  za  to

doskonałym  towarzyszem  całonocnych  rozmów
związanych z głębokimi przemyśleniami bądź na temat
działalności, w której jest ekspertem.

Co

 często mówi melancholik

– 

Dajcie

 mi święty spokój.

– 

Tu

 jest za głośno.

– Zamyśliłem się.
– 

Nie

 wiem

 [nawet

 jeżeli zna odpowiedź, jednak nie chce

kontynuować rozmowy].
– 

Jak

 można tego nie wiedzieć?

– 

To

 ja robię sam.

– Wiedziałem, że

 tak

 będzie. To nie mogło się udać

[negatywizm

 i pesymizm].

– 

Jeszcze

 nie ma co się cieszyć. To jeszcze nie koniec. (Nie

chwalmy dnia przed zachodem słońca).
– Może.

Źródło:

 opracowanie

 własne.

Coaching

 dla ciebie:

do

 jakiego temperamentu ci najbliżej?

Jeżeli

  chcesz

  się  dowiedzieć  o  sobie  czegoś  więcej,  poświęć  kwadrans  na

wypisanie odpowiedzi na podane pytania coachingowe.

Jak

 określasz swój temperament?

 

Które

 cechy

 masz „od zawsze”?

 

Które

 cechy

 wykształciły się w tobie w wyniku

doświadczeń życiowych?

 

Które

 cechy

 dają ci siłę? Jakie właściwości ma twoja

siła: niszczące czy wspierające innych?

 

Które

 cechy

 cię osłabiają? Jakich ludzi wzmacnia

 

background image

twoja słabość?

Których

 cech

 ci brakuje? Jak wyglądałoby twoje

życie, gdyby ci ich nie brakowało?

 

Wyobraź sobie, że

 wszystko

 jest możliwe. Jakim

człowiekiem chcesz być?

 

background image

Rozdział 2

Temperament i maski, które nakładamy

Beata Mąkolska: Bardzo często spotykam się z tym, że osoby rozwiązujące

„test na temperament” nieco naginają fakty bądź zbyt mocno sugerują się

zdaniem  otoczenia,  na  przykład  powtarzaną  od  lat  opinią  jednego

z rodziców. Tymczasem trzeba rozróżnić to, jaki temperament rzeczywiście

mamy, od tego, jaki chcielibyśmy mieć. To kwestia uczciwości własnej, do

której  bywa,  że  dochodzimy  dopiero  za  trzecim  czy  czwartym  razem  przy

rozwiązywaniu testu.

Małgorzata  Krawczak:  Takie  naciąganie  cech  zostaje  natychmiast

ujawnione  w  momencie  interpretacji  wyników.  Na  przykład  Ani  z  testu

wychodziło  wiele  cech  melancholika,  tymczasem  w  trakcie  wstępnej

rozmowy o cechach i temperamentach nie mogła usiedzieć w milczeniu, co

chwilę  wtrącała  swoje  zdanie.  Gdy  pogłębiłam  temat  podczas  interpretacji

testu, przyznała się, że nie zawsze odpowiadała uczciwie. Często zarzuca się

jej, że jest zbyt władcza i arogancka, zatem ona bardzo stara się być taka, jak

jej starsza siostra, którą stawiano jej za wzór – spokojna, opanowana. I tak,

Ania,  w  przewadze  choleryczka,  bardzo  się  starała  zrobić  z  siebie

melancholiczkę.  Jej  próba  maskowania  się  bardzo  szybko  wyszła  na  jaw.

Maskujemy  się,  aby  wypaść  korzystniej.  Zdradza  nas  jednak  natura,

jestestwo,  i  zamiast  spodziewanych  zachwytów  nad  naszą  osobowością

dostajemy pakiet nieufności i podejrzeń.

B.  M.:  Jednak  to  nie  oznacza,  że  choleryk  nie  będzie  w  stanie  słuchać

spokojnie.

M. K.:  Oczywiście.  Każdy,  nawet  choleryk,  może  wyrobić  nawyk  słuchania

ludzi, na przykład gdy jest to związane z wykonywanym zawodem. Karolina,

trenerka sprzedaży w firmie z branży finansowej, często mówiła o sobie, że

jest  choleryczką.  Trener  musi  utrzymać  w  ryzach  grupę  ludzi,  musi  mieć

background image

cechy lidera i być przygotowany na każdą sytuację. Karolina często używała

etykiety  „choleryk”,  ponieważ  chciała  dodać  sobie  prestiżu  i  władzy.  To

przykład  na  to,  jak  potrafimy  wyolbrzymić  pewne  cechy,  które  w  danym

momencie uważamy za istotne.

B. M.: Jak Karolina została zdemaskowana?

M.  K.:  Zdradziły  ją  niuanse,  które  bystrego  obserwatora  nie  są  w  stanie

wyprowadzić  w  pole.  W  przypadku  Karoliny  była  to  prezentacja

wykraczająca  poza  zwykłe  przedstawienie  tematu  –  było  w  niej  więcej

dramatyzmu  i  teatralności  niż  wiedzy.  Komentarze  uczestników

wyprowadziły Karolinę z równowagi. Gdyby jednak była typową choleryczką,

odcięłaby  się  z  miejsca,  od  razu  odpowiedziała  w  taki  czy  inny  sposób,

odwracając  sytuację  na  swoją  korzyść.  Tymczasem  ona  zakończyła

prezentację,  szkolenie  przejęła  jej  partnerka,  a  Karolina  przez  jakieś  pół

godziny siedziała bez słowa, trzymając rękę w okolicy serca.

B.  M.:  Powiedziałabym,  że  to  raczej  reakcja  charakterystyczna  dla

melancholika, który na zewnątrz nic po sobie nie pokaże, ale w środku serce

łomocze w zastraszającym tempie.

M. K.: Właśnie. Karolina na pewno ma trochę cech choleryka i melancholika

–  w  końcu  każdy  z  nas  jest  mieszanką  temperamentów.  Jednak  z  racji

wykonywanego  zawodu  windowała  wybrany  i  jej  zdaniem  najbardziej

intratny  temperament,  żeby  poczuć  się  kimś  ważnym  i  dodać  sobie

animuszu.  Melancholika  też  za  dużo  w  niej  nie  było,  ponieważ  ten  nie

zaryzykowałby  w  taki  sposób.  Dramatyzm  to  nie  jego  działka.  To  działka

sangwinika, który lubi blask reflektorów i łatwo odda zadanie, jeśli zmęczy

go sytuacja. Siedzenie pół godziny w ciszy z ręką na sercu to też dramatyzm,

tylko  z  innej  perspektywy  i  z  innym  przesłaniem:  „Jestem  ofiarą  tych

niegodziwców.  Zobaczcie,  co  zrobiliście.  Ja  cierpię.  Przez  was!”.  I  nie

przyjdzie  Karolinie  zbyt  szybko  na  myśl,  że  to  jej  prezentacja  była

niedopracowana.

B.  M.:  Jest  różnica  między  byciem  autentycznym  a  kreowaniem  się  na

potrzeby danej sytuacji.

background image

M.  K.:  Osoby  zakładające  maski  stronią  od  ludzi  autentycznych.  Laikowi

może to nie przeszkadzać, jednak osoby o większej świadomości będą czuły,

że coś jest nie tak. Jeżeli bardzo chcemy być towarzyscy i lubiani, możemy

ćwiczyć  się  w  sztuce  konwersacji,  poznawać  dowcipy  i  sypać  anegdotami.

Jednak  będzie  to  wyćwiczone  –  lepiej  lub  gorzej.  Tymczasem  tylko

naturalnym sangwinikom takie zachowanie przychodzi bez wysiłku.

W  przypadku  Karoliny  ciekawa  jestem,  w  jakim  stopniu  zablokowała

swojego  sangwinika,  bo  moim  zdaniem  ten  temperament  jest  u  niej

silniejszy  niż  choleryk.  Mówi  się,  że  sangwinika  się  kocha,  a  choleryka

szanuje. Karolina postawiła na szacunek i wyciągała z siebie choleryka.

Czy  warto  tak  robić?  Ta  firma  nie  była  jej  pierwszym  miejscem  pracy,

zresztą już w niej nie pracuje, szuka nowej posady, nie ma odwagi założyć

własnej  działalności.  Rasowy  choleryk  by  to  zrobił.  Ale  Karolina  czuje  się

osaczona, chce najlepiej dla innych i często jej to nie wychodzi, bo nie pyta,

czego oczekują ludzie, tylko co może dla nich zrobić, a ci to wykorzystują,

zamiast docenić. W takich sytuacjach nierzadko dochodzi do zmiany pracy

lub do całkowitego podporządkowania się. I tutaj rodzi się pytanie: dlaczego

Karolina  pogardziła  swoim  flegmatykiem?  Ze  względu  na  stereotypowe

podejście do tego temperamentu?

B.  M.:  Strach  przed  oceną  związaną  ze  stereotypowym  podejściem  do

danego  temperamentu  jest  charakterystyczny  niemal  w  każdej  grupie

wiekowej. Dotyczy to też młodych ludzi. Z badań przeprowadzonych w 2010

roku wynika, że 74% nastolatek wykorzystuje media społecznościowe, żeby

przedstawić  się  jako  fajniejsze,  niż  są  w  rzeczywistości

3

.  Na  przykład  76%

dziewczyn  zadeklarowało  się  jako  „miłe”,  a  84%  jako  „zabawne”.  Zresztą

nastolatki często kreują się na spontaniczne, w końcu młodość temu sprzyja.

Jednak nie wszyscy jesteśmy sangwinikami!

M. K.: W zależności od tego, w jakim wieku jesteśmy, próbujemy naśladować

to,  co  jest  na  topie.  Niektóre  temperamenty  mają  łatwość  naśladowania,

inne  niestety  nie  i  wszelkie  takie  próby  są  rażąco  sztuczne  dla  otoczenia.

Największą elastyczność w tym zakresie przejawiają sangwinik i flegmatyk.

Choleryk i melancholik mają zbyt dużo swoich zasad, przekonań, dyrektyw.

Im  jest  trudniej  spuścić  z  tonu  i  dostosować  się  do  nowego  modnego

wzorca.  Najbardziej  przebojowi  są  zawsze  sangwinicy.  Natomiast  napisać

background image

„jestem przebojowy” może każdy z nas. Prawdziwą przebojowość lub jej brak

zdradzą treści umieszczane na profilu w serwisach społecznościowych.

B.  M.:  Przychodzi  mi  na  myśl  jeszcze  przykład  Andrzeja,  typowego

melancholika  z  naukowym  zacięciem,  który  lubił  pracować  sam,  rozwijać

własne teorie, pogłębiać wiedzę w dziedzinie, w której już stał się ekspertem.

Jednak  w  pewnym  momencie  Andrzej  awansował  na  stanowisko

kierownicze  i  zarządzał  grupą  około  dwudziestu  osób.  Szczęśliwie  każdy

z jego podwładnych miał dość niezależne i samodzielne stanowisko, jednak

nie  każdy  sumiennie  wykonywał  swoją  pracę,  a  czasem  okoliczności  nie

sprzyjały  terminowej  realizacji  projektów  –  czyli  samo  życie.  Zarządzanie

Andrzeja było bardzo specyficzne – zasadniczo nie mieszał się do niczego,

o ile nie został postawiony pod ścianą. Wówczas z wielkim niezadowoleniem

najczęściej  odpowiadał  wymijająco  bądź  reagował  negatywnie  i  wracał  do

swoich zajęć.

M.  K.:  Andrzej  to  typowy  melancholik,  dla  którego  zarządzanie  ludźmi  to

bardzo  wyczerpujące  emocjonalnie  zadanie.  Jako  życiowy  perfekcjonista

uważa, że poważny człowiek powinien się poważnie zachowywać. Dlaczego

on ma odpowiadać za zachowanie innych ludzi? Czy oni nie wiedzą, jak się

zachowywać? Postawiony pod ścianą nie miał za dużo do powiedzenia, a to,

co mówił, paraliżowało podwładnych. I do tego zapewne jeszcze miał wzrok

bazyliszka…

B. M.: Właśnie. Jednak co jakiś czas wysyłano go na różne szkolenia, sięgał

także sporadycznie po lektury z zakresu zarządzania ludźmi. Skutkowało to

tym, że ni z tego, ni z owego przypominało mu się, że jest kierownikiem –

wtedy  następowała  zmiana  zachowania.  Andrzej  odwiedzał  podwładnych,

chwilę  z  nimi  rozmawiał  albo  przybierał  napuszony  ton,  używał

skomplikowanej terminologii, wydając rozkaz, z którym nie wiadomo było,

co zrobić, bo każdy był przyzwyczajony, że szef się nie wtrąca do pracy nad

projektem.  Zmiana  zachowania  Andrzeja  była  odbierana  jako  sztuczna,

wręcz  niepokojąca.  I  chociaż  był  on  niekwestionowanym  autorytetem

w  zakresie  wiedzy  technicznej,  to  jednak  brakowało  mu  typowych

umiejętności,  jakie  powinien  przejawiać  przywódca.  Po  prostu  nie  był

liderem  i  nie  był  w  stanie  wykształcić  w  sobie  nawet  namiastki  cech

background image

przywódczych.

M.  K.:  A  jednak  pod  wpływem  presji  nieudolnie  próbował  coś  z  siebie

wykrzesać. Niestety melancholik ma to do siebie, że jest płynny tylko między

swoimi  zasadami.  Choleryk  także,  jednak  o  ile  melancholik  zawsze  będzie

stronił od ludzi, o tyle choleryk zawsze będzie do nich ciągnął i potrzebował

ich  adoracji.  Andrzej  pracował  nad  swoimi  projektami,  czy  było  to  komuś

potrzebne,  czy  nie.  Gdyby  był  przywódcą  cholerykiem,  prawdopodobnie

typowo  naukową  pracę  analityczną  delegowałby  komuś  z  zespołu,  a  sam

zajął się kwestiami decyzyjnymi.

B.  M.:  A  on  pozostawiał  decyzyjność  pracownikom,  co  prowadziło  do

konfliktów między nimi.

M. K.: Co Andrzeja, jako melancholika, obchodziło średnio lub wcale, dopóki

nie rzutowało to na wykonywaną przez niego pracę.

B. M.: Świetny specjalista i beznadziejny kierownik.

M.  K.:  Melancholicy,  cholerycy  –  te  „sztywne”  temperamenty  zawsze

podświadomie chcą się wpasować w swój schemat, dlatego wszelkie próby

naśladowania innego zachowania są odbierane jako sztuczne.

B.  M.:  I  urządzamy  takie  maskarady  –  przywdziewamy  maskę  w  pracy,

a czasem także w domu. Sztuczność aż bije po oczach, chociaż bywają osoby,

które zlewają się ze swoją maską i zatracają tożsamość.

M. K.:  Zakładamy  maski,  aby  być  bardziej  atrakcyjni  w  danym  momencie.

Jeżeli jestem pesymistką, to zakładam maskę optymistki, dopasowuję się do

oczekiwań  rozmówcy,  żeby  zyskać  jego  względy.  Zdobyłam  swoje,  to

ściągam maskę.

Maski  stosujemy  po  to,  żeby  osiągnąć  coś,  co  przy  naszym  normalnym

zachowaniu byłoby trudne. Kryjemy się za maską tuszującą nasze intencje

i sposoby działania. Manipulujemy z wdziękiem. Bez maski nasze zamiary

są  widoczne.  Są  ludzie,  którzy  ubierają  maski,  aby  wzbudzić  litość  czy

współczucie,  i  tacy,  którzy  ubierają  maskę  osoby  silnej,  by  wzbudzić

poczucie  autorytetu  –  jak  to  było  w  przypadku  Karoliny  czy  właśnie

background image

Andrzeja. Masek może być naprawdę wiele.

B. M.:  Każda  maska  ma  jednak  swoją  cenę.  Karolina  po  owym  sztucznym

zachowaniu trzymała się za serce, zatem było to dla niej mocno obciążające

emocjonalnie.

M.  K.:  Cena  jest  wysoka.  Trzymaniem  się  za  serce  Karolina  chciała  raczej

uspokoić urażonego sangwinika i ściągnąć na siebie wzrok innych. Gdyby

była  typowym  sangwinikiem,  obróciłaby  całą  sytuację  w  żart  i  nie  oddała

prowadzenia szkolenia. Karolina walczyła jednak z poczuciem winy, w które

popchnął  ją  jej  melancholik,  więc  zdecydowała  się  na  tak  nieprzemyślaną

akcję.  W  jakimś  sensie  przegrała,  ponieważ  postawiła  na  choleryka,  który

u  niej  nie  dominował,  a  zignorowała  dwa  przeciwstawne  temperamenty  –

sangwinika  i  melancholika,  oraz  ten,  który  u  niej  dominował,  czyli

flegmatyka.  Skrajny  optymizm  kontra  skrajny  pesymizm  u  jednej  osoby

gwarantuje kłopoty.

B.  M.:  Melancholik-sangwinik  to  jednostka  najbardziej  niebezpieczna  dla

siebie.  Z  jednej  strony  nieprzeparta  chęć  błyszczenia  między  innymi,

z drugiej – potrzeba izolacji i poczucie niezrozumienia. Można wnioskować,

że właśnie taką mieszanką była Marilyn Monroe – uwielbiana przez tłumy,

a  jednocześnie  głęboko  nieszczęśliwa.  Oszałamiająca  popularność,  skrajne

emocje, talent, uzależnienie…

M.  K.:  Zgadza  się.  Takie  skrajności  w  jednym  człowieku  mogą  mieć

dramatyczne  konsekwencje.  Jednak  nawet  jeżeli  mniejsze  natężenie

skrajnych  cech  zmusza  nas  do  zakładania  pewnej  maski,  to  możemy  być

pewni, że ta opadnie, gdy będziemy sami. Bywa, że uczynny dotąd człowiek

staje  się  egoistą,  bo  zrzucił  maskę.  A  my  usprawiedliwiamy  go  kryzysem

wieku  średniego  albo  wręcz  nazywamy  sytuację  po  imieniu,  mówiąc,  że

pokazał  prawdziwą  twarz.  Żywimy  do  niego  urazę  i  unikamy  kontaktów

z  nim,  jeśli  to  tylko  możliwe.  Gdy  takiej  możliwości  nie  mamy,  po  prostu

jesteśmy z tą osobą, czując do niej złość i nienawiść. Tak naprawdę krzywdę

robimy sobie.

B. M.: Nieliczni mają odwagę przyznać, że noszą maski. I to niezależnie od

background image

temperamentu.

M. K.: Zdecydowanie łatwiej jest nie dostrzegać masek, zwłaszcza jeżeli te

mają  mieć  pozytywny  wydźwięk  –  czyli  osoba  przywdziewa  maskę  miłej,

uczynnej, takiej z sercem na dłoni. Najczęściej trudno nam uwierzyć w to, że

zostaliśmy  oszukani,  więc  szukamy  usprawiedliwień  dla  tej  osoby,  by  nie

przyznać przed sobą, że po prostu daliśmy się nabrać.

B. M.: Zwłaszcza cholerykom i melancholikom trudno jest się przyznać do

błędu. Łatwiej im udawać, że nie widzą zmian, albo tłumaczyć owe zmiany

na swój sposób. Czasem jednak, gdy długo nosimy maskę, możemy się z nią

stopić do tego stopnia, że już nie wiemy, kim jesteśmy.

Tabela 3. Charakterystyka czternastu typów osobowości ze względu na

przewagę temperamentu

Choleryk

1.  Władczy  (bierze  władzę  w  swoje  ręce,  szanuje

hierarchię, żelazna dyscyplina, celowość i skuteczność
działania,  odważny,  lubi  akcję  i  przygodę,  uwielbia
rywalizację).

2.  Pewny  siebie  (ma  wysokie  mniemanie  o  sobie

i  poczucie  godności,  duże  poczucie  ważności,
ambitny,  ma  talenty  polityczne,  lubi  wysokie
stanowiska i prestiż, myśli o sobie jak o bohaterze, ma
silną potrzebę współzawodnictwa).

Sangwinik

1.  Dramatyczny  (wielki  dar  przeżywania  emocji,

witalność,  ekscytacja  życiem,  w  centrum  uwagi,
dbający  o  wygląd,  czarujący  uwodziciel,  łatwo
angażujący się, entuzjastyczny).

2.  Zmienny  emocjonalnie  (romantyczny,  namiętny

skoncentrowany, 

wrażliwy 

uczuciowy,

niepohamowany  i  spontaniczny,  żywotny  i  twórczy,
ciekawy  świata,  otwarty  umysł,  odpowiednio
zdystansowany do rzeczywistości).

3. Awanturniczy (nonkonformista, odważny, niezależny,

ma  dar  przekonywania,  niespokojny  duch,  goni  za
przygodą, 

odważny, 

wytrzymały 

psychicznie

i fizycznie, żyje teraźniejszością).

Flegmatyk

1.  Oddany  (silnie  angażuje  się  wzwiązki,  towarzyski,

entuzjasta  pracy  zespołowej,  pokorny,  uprzejmy,
zgodny,  pełen  taktu,  spolegliwy,  ma  potrzebę
przywiązywania się do ludzi i rzeczy).

2.  Wygodny  (ceni  wygodę,  własny  czas  i  drogę  do

szczęścia, nie robi więcej niż trzeba, buntuje się przy
próbie  wykorzystywania  go,  ma  swobodny  stosunek
do  czasu,  akceptuje  siebie  i  swój  styl  życia,  wierzy
w ślepy los).

3.  Ofiarny  (wspaniałomyślny,  w  służbie  bliźniego,

uczciwy,  godny  zaufania,  tolerancyjny,  pobłażliwy,
pokorny,  wytrzymały  na  cierpienie  i  niewygody,

Melancholik

1.  Sumienny  (oddany  swojej  pracy,  ma  silne  zasady

i  normy  moralne,  wykonuje  wszystko  jak  trzeba,
perfekcjonista,  uparty,  ma  zamiłowanie  do  porządku
i  szczegółów,  oszczędny,  uważny,  ostrożny
w działaniu, chomikuje dużo rzeczy).

2.  Czujny  (duża  autonomia,  ostrożność  w  relacjach

z  innymi,  spostrzegawczy,  dobry  słuchacz,  bardzo
wrażliwy na krytykę, wierny, lojalny).

3.  Samotniczy  (niewielkie  potrzeby  towarzyskie,

samowystarczalny, zrównoważony, spokojny, realista,
wydaje  się  równie  obojętny  na  ból  i  przyjemność,
powściągliwy, nie okazuje wyraźnego zaangażowania

background image

prostoduszny).

i emocji).

4. Wrażliwy (zamiłowanie do swojskości, wrażliwość na

opinie  innych,  rozwaga,  uprzejma  rezerwa,  potrzeba
wyraźnych ram, zamknięty w sobie).

5.  Niezwyczajny  (trzyma  się  własnych  odczuć

i  przekonań,  zamknięty  w  sobie,  niewrażliwy  na
konwenanse,  oryginalny,  ma  skłonność  do  myślenia
i filozofowania, skupiony na sobie, obserwator).

6.  Poważny  (ma  trzeźwy  umysł,  rzetelny,

bezpretensjonalny, 

odpowiedzialny, 

rozważny,

analityczny,  oceniający,  krytycznie  spoglądający  na
życie, pesymista, życie to dla niego praca).

Źródło: opracowanie własne na podstawie doświadczeń z pracy coachingowej oraz książki

Twój psychologiczny autoportret (J. M. Oldham, L. B. Morris, przeł. A. Bielik, Warszawa: Jacek

Santorski & Co).

Wyzwolenie z gorsetu

M. K.: Jeżeli długo nosi się maskę, traci się cel i sens, a to, co zdobywamy

w  ten  sposób,  przestaje  mieć  dla  nas  znaczenie.  Z  czasem  maska  zaczyna

uwierać, wpadamy we frustrację, złość, depresję, borykamy się z poczuciem

winy. To właśnie z powodu zrzucania latami noszonych masek mamy potem

takie  spektakularne  odmiany,  zdrady,  rozstania,  rzucanie  pracy.  Jeżeli  zaś

nigdy  nie  zrzucimy  maski,  to  dożyjemy  swoich  dni  z  poczuciem  winy

i frustracji, podejrzewając wszystkich o wszystko.

B. M.: Spektakularne odmiany są szczególnie widoczne wtedy, gdy do głosu

dochodzi  tłamszony  dotąd  rzeczywisty  temperament.  Kobieta,  która  całe

życie  była  cichą,  uległą  myszką,  wdaje  się  w  romans,  rozkwita,  zostawia

dotychczasowego partnera. Jak Joasia, która całe życie była w cieniu męża.

Uległa,  niekwestionująca,  poddana,  dopiero  wśród  przyjaciółek  mogła

zabłysnąć  i  śmiać  się  do  woli.  Aż  przyszedł  moment,  że  dowiedziała  się

o zdradzie. Najpierw chciała udawać, że to nic takiego. Robiła to ze strachu

przed  tym,  co  mogłoby  się  stać,  gdyby  mąż  zostawił  ją  dla  innej.  Jednak

spotkała swoją pierwszą miłość, szaloną, jak to określiła, beztroską, piękną

i wolną. I przypomniała sobie, że ten cień, ta małomówna postać w szarych

ciuchach stojąca za mężem cholerykiem to nie ona. Że ona kocha tańczyć,

śmiać  się,  spotykać  ze  znajomymi,  bawić,  a  dla  jej  męża  liczą  się  praca

i obiad podany na czas. I Joasia sama nawiązała romans, w którym nie była

background image

cieniem, a gwiazdą.

M.  K.:  Tłumiony  temperament  w  końcu  znajdzie  ujście.  Jeżeli  Joasia  była

radosnym  dzieckiem,  właśnie  takim  sangwinikiem,  a  dorastając,  ciągle

słyszała, że powinna być poważna, że nie przystoi się tyle śmiać i żartować,

to zaczęła spełniać narzucane jej oczekiwania, bo chciała być akceptowana

i kochana, jak każde dziecko.

Rodzice  bardzo  często  nakładają  dzieciom  maski  –  tworzą  je  takimi,

jakimi  chcieliby  je  widzieć.  Potem  przychodzi  moment,  że  gorset

poprawności  uwiera  i  zaczyna  pękać,  na  jaw  wychodzą  spontaniczność,

radość, otwartość.

Często się zdarza, że odwagi do zrzucenia maski nabywamy z wiekiem.

Osiągnęliśmy  już  swoje,  nie  mamy  zahamowań  i  wracamy  do  tego,  co

zostało  nam  zabrane.  I  taka  czterdziestoletnia,  pięćdziesięcioletnia  czy

starsza  osoba  zaczyna  się  bawić,  odkrywa,  że  życie  jest  piękne.  Mówi  się

„rycząca czterdziestka” w kontekście minionych lat. Hm… a ja często widzę,

że to jest kontekst stłamszonych temperamentów i ukrytych pragnień. Pani

ma  czterdzieści  lat  i  w  końcu  dociera  do  niej,  że  jest  dorosła.  Niektórzy

dorastają koło trzydziestki, inni później. Są i tacy, którzy nigdy nie zdobędą

się na taką odwagę. Maska wrosła głęboko w ich serce i w duszę.

A  Joasi  dawna  miłość  przypomniała  o  tym,  co  daje  jej  radość,  której

w obecnym życiu jej brakowało.

B.  M.:  Jeszcze  w  okresie  zalotów  między  Joasią  i  jej  mężem  było  nieco

inaczej. Piotr zabierał ją na tańce czy do kina. Potrafił porwać na ciekawy

wyjazd.  To  jednak  trwało  bardzo  krótko.  Szybko  wzięli  ślub,  potem  było

dziecko, a Piotr stał się pracoholikiem.

M. K.: Zakochanie jest piękną maską – widzimy tylko zalety i sami staramy

się tacy być. Ale tak jak każda maska, zauroczenie też zaczyna opadać. Jeżeli

pod tą maską jest człowiek, który nas interesuje, to taki związek się fajnie

rozwija i trwa. A jeśli nie, i w dodatku jest za późno na rozstanie… Są dzieci,

jest lęk przed przyznaniem się do tego, że czujemy się oszukani…

B. M.: …że to nie tak miało być…

background image

M. K.: Wówczas nakładamy drugą maskę, mówiąc: „Nie mogłam się aż tak

pomylić”. Nie przyznajemy się do winy przed sobą i przed całym światem.

Trwamy, bo tak jest wygodniej.

B. M.: Taką tendencję mają zwłaszcza flegmatycy. Trzeba przyznać, że Joasia

ma w sobie wiele cech flegmatyka – dzięki temu tyle lat żyła w tle swojego

męża.  Dominujący  jednak  okazał  się  u  niej  stłamszony  sangwinik,  który

rozkwitł  w  odpowiednim  momencie.  Nagle  lęk  przed  tym,  jak  ona  sobie

poradzi bez męża, przestał istnieć.

M. K.:  Strach  po  trosze  usypia  i  znieczula.  Na  temperament,  z  którym  się

rodzimy,  wychowanie,  które  odbieramy,  nakłada  nam  ciasne,  sztywne,

krępujące ruchy „ubranka” pewnych zachowań. Coraz ciaśniej oplatają nas

stereotypy, narzucone nam przekonania i wypracowane przez lata nawyki.

Przestajemy wierzyć w siebie, bo zapomnieliśmy, jak naprawdę wyglądamy.

Ulegamy tym, których uważamy za lepszych, bardziej godnych, ładniejszych.

Dlatego  ludzie  o  osobowości  usłużnej,  wycofującej  się,  nawet  jeśli  mają

ekspresyjny  temperament,  pozostaną  męczennikami  –  jak  Joasia.  Ludzie

o  osobowości  dominującej,  nawet  przy  introwertycznym  temperamencie,

pozostaną raczej nieczułymi tyranami.

B. M.: Jak Piotr.

M.  K.:  To  częsty  model  tych  „trwających  w  związku”  dla  dobra  wyższego,

w kłamstwie, frustracji i niespełnieniu. U Joasi jej rzeczywisty temperament

obudziła  dawna  miłość,  jednak  nie  wszyscy  „trwający”  mają  możliwość

doświadczenia tego rodzaju przebudzenia. Piotr swoją zdradę uznał za coś

normalnego. To, czego nie dostawał w związku, znalazł gdzie indziej.

B.  M.:  To  częste  tłumaczenie  –  gdyby  Joasia  była  inna,  on  nie  musiałby

postępować w ten sposób…

M. K.: I to jest prawda, okrutna, ale niestety prawda. Bez rozmów, w gąszczu

domysłów i frustracji Joasia i Piotr stali się dla siebie bezbarwni. Przestali się

dostrzegać. W takich „trwających” związkach emocje opadają. A przecież to

emocje są barwą życia. Jeżeli ich nie ma, podświadomie czujemy zagrożenie

background image

i  ich  szukamy.  Człowiek  zawsze  poszukuje  najłatwiejszych  rozwiązań.

A  łatwiej  szukać  na  zewnątrz  niż  w  sobie.  Natomiast  to,  co  potrzebujemy

znaleźć, jest w nas samych i nigdzie indziej.

B.  M.:  Tylko  aby  zajrzeć  w  głąb  siebie,  trzeba  do  tego  dojrzeć,  wziąć

odpowiedzialność  za  swoje  życie,  dokonane  wybory,  ich  konsekwencje  i  w

końcu  –  działania  prowadzące  do  zmiany.  Trzeba  dojrzałości  i  odwagi,  by

zajrzeć  w  te  miejsca  własnego  umysłu  i  serca,  które  schowaliśmy  przed

całym światem i własną świadomością.

Dodajmy  jeszcze,  że  nawet  osoby  odpowiedzialne  i  świadome  czasem

przywdziewają  maskę  w  dobrej  intencji  –  aby  chronić  innych  lub  siebie.

Rozwodząca się kobieta, która jest dyrektorką w firmie, nie będzie przecież

swojej rozpaczy przenosić na grunt zawodowy. Nawet jeżeli w środku ledwie

się trzyma, to na potrzeby swoich zadań zawodowych przywdziewa maskę

kompetencji, odcinając się od domowych emocji.

M.  K.:  Właśnie,  maski  bardziej  kojarzą  się  nam  z  kłamstwem  niż  ze

szczerymi zamiarami. Jednak one też pomagają nam w codziennym życiu.

Powiedziałabym,  że  wtedy  są  filtrem,  który  chroni  nas  przed  zranieniem.

Nie  zawsze  to,  co  czujemy,  chcemy  pokazać  innym.  Wówczas  zakładamy

maskę  sugerującą  spokój  czy  pełne  zaufanie,  nawet  gdy  w  środku  nie

jesteśmy  o  tym  przekonani.  Możemy  to  zrobić,  mając  bardzo  szlachetne

intencje, aby dodać komuś otuchy lub kogoś zainspirować.

Zawsze  warto  pamiętać,  co  jest  naszą  intencją  i  z  jakiego  powodu

zakładamy maskę. Maski odgrywają ogromną rolę w naszym życiu. To pod

nimi  ukrywamy  emocje,  w  nich  uciekamy  przed  światem  i  światu  się

pokazujemy.

Coaching dla ciebie:

jak wyjść z błędnego koła?

Jeżeli nie zadowala cię obecna sytuacja (domowa, zawodowa czy inna) i chcesz coś
zmienić, poświęć trochę czasu, aby odpowiedzieć na pytania coachingowe. Warto
wracać do tych pytań co jakiś czas (np. raz w roku, we własne urodziny).

Kim jestem teraz, a kim pragnę być?

 

Jakich zmian muszę dokonać, aby stać się tym, kim

 

background image

pragnę być?

Co mogę zrobić z tym, co mam, aby stać się tym, kim
pragnę być?

 

Co jest moją pasją? Jak moja pasja może pomóc mi
stać się tą osobą, którą pragnę być?

 

Jakim człowiekiem chciałam być, gdy byłam
dzieckiem?

 

Jakich ludzi podziwiałam, będąc dzieckiem, i za co?

 

Jak to, kim teraz jestem, może wpłynąć na to, kim
chcę być?

 

background image

Rozdział 3

Filary świadomości

Beata Mąkolska: Żeby zrzucić maskę, musimy podejść do siebie uczciwie –

być  świadomi  swoich  cech  temperamentu.  Nie  każdy  jednak  tak  samo

rozumie słowo „świadomość”. Dla jednego jest to forma samodyscypliny, co

oznacza, że niwelowanie tendencji do niepunktualności przełoży się u niego

na nastawienie budzika o pół godziny wcześniej. Dla innego świadomość to

powód, by uśmiechnąć się pobłażliwie i skwitować: „No, ja już tak mam”.

Małgorzata Krawczak: Świadomość to rama naszej osobowości. Zbyt wiotka

rama  nie  utrzyma  osobowości,  a  przy  zbyt  mocnym  naprężeniu  ramy

osobowość może nie wytrzymać. Trzeba uważać, żeby nie patrzeć na ludzi

tylko przez pryzmat cech, jakimi siebie określają.

Tak jak już wspomniałam, cecha charakteryzuje daną osobę. Staje się ona

wadą, gdy doprowadzimy ją do skrajności. W każdym innym przypadku jest

zaletą. Ktoś może określić siebie jako osobę naiwną, a w rzeczywistości może

uciekać  przed  podejmowaniem  decyzji  czy  szukać  wymówki  dla  swoich

niepowodzeń. Oczywiście może to też być stwierdzenie faktu.

Samo  mówienie  to  zaledwie  kierunkowskaz,  dopiero  czyny  określają

kierunek. Nic nie jest nigdy jednoznaczne, zawsze są różne barwy. Kto jest

świadomy?  Świadoma  jest  osoba,  która  doskonale  rozumie,  że  jako  ludzie

jesteśmy różni, że zrozumienie tej różnorodności pozwala otworzyć się na

nowe, na inne. Osoba świadoma wie, że w różnościach się odnajdujemy nie

poprzez  krytykowanie,  eliminowanie  czy  piętnowanie,  lecz  poprzez

tolerancję  i  asertywność.  Świadomość  to  nie  jest  zawężenie  typu:  „mam

takie cechy i koniec”. To jest stworzenie własnego dogmatu na swój użytek

i  ku  utrapieniu  innych.  Podejście  typu:  „zatrudnię  sangwiników,  żeby

zdobywali  sympatię,  flegmatyków,  żeby  wykonywali  rozkazy  jak  mrówki,

choleryków,  żeby  trochę  pokrzyczeli  na  flegmatyków,  gdy  ci  zaczną  się

obijać,  i  melancholików,  żeby  obmyślili,  jak  udoskonalić  proces”  sugeruje

świadomą rozgrywkę przybliżającą do sukcesu, jest zalążkiem biznesplanu

background image

dotyczącego zasobów ludzkich.

B.  M.:  Musimy  nauczyć  się  odróżniać  świadomość  od  bezmyślnego

szufladkowania innych i narzucania im własnych przekonań.

M. K.: Często spotykam się z taką postawą klientów w trakcie coachingu: „Bo

ja  jestem  świadoma  swoich  cech”,  „Jestem  świadomy  tego,  co  robię”.

Niestety w przekonaniu niektórych owo bycie świadomym przekłada się na

definiowanie  oczekiwań  wobec  innych,  szczególnie  osób  z  bliskiego

otoczenia. A tymczasem nie ma świadomości bez otwartości i tolerancji na

cechy innych.

„Świadomość” i „samoświadomość” to słowa, które robią karierę. Niestety

jest to kariera celebryty, który jest znany z tego, że jest znany. Tak właśnie

ludzie  podchodzą  do  świadomości  –  mylą  ją  z  własnymi  bądź  cudzymi

przekonaniami. Często też świadomością nazywamy stereotypowe podejście

do  życia.  I  żeby  dodać  wagi  swoim  słowom,  podkreślamy  słowo

„świadomość”  określeniem  „moja”.  Mówimy:  „Jak  rudy,  to  na  pewno

fałszywy” tylko dlatego, że sami nie lubimy osób o rudym kolorze włosów. Tu

nie ma ani odrobiny świadomości, tu jest aż nadmiar uprzedzeń.

B.  M.:  Dyskryminujemy  innych  i  tłumaczymy  to  świadomością  własnych

preferencji.

M.  K.:  A  to  jest  tylko  wyłuszczenie  tego,  czego  nie  lubimy.  Warto  się

zastanowić,  dlaczego  nie  lubię  tego  rudego.  Czy  jeśli  kiedyś  miałam  do

czynienia  z  rudym,  to  dałam  mu  szansę,  czy  też  potraktowałam  go  „jak

rudego”?  Czy  dałam  sobie  szansę  przyjrzenia  się  temu  człowiekowi,

poznania go bliżej, czy też z racji tego, że jest rudy, to…?

Mamy  problem  z  akceptowaniem  inności,  a  przecież  akceptacja  nie

oznacza przyjmowania danej postawy. Akceptacja to odpowiednie proporcje

tolerancji  i  asertywności.  Aby  cokolwiek  zmienić  w  sobie,  muszę  to

zaakceptować i ocenić, na ile jest to dla mnie wygodne i opłacalne. Sprawa

wygląda trochę inaczej, gdy chcemy zmienić kogoś. Po pierwsze, nie da się.

Po  drugie,  ktoś  może  się  zmienić,  gdy  my  zaczniemy  się  zmieniać.  A  my

zaczniemy  to  robić,  gdy  zadamy  sobie  pytania:  „W  jakim  stopniu  potrafię

zaakceptować  inność?”,  „Czego  potrzebuję,  aby  nauczyć  się  akceptować

background image

inność?”,  „Co  mi  przeszkadza  akceptować  inność?”.  Takie  pytania  ani

odpowiedzi na nie nie oznaczają, że jesteśmy inni. One tworzą świadomość,

uczą  nas  jej.  A  zatem  czy  jestem  gotowa  na  zadanie  sobie  takich  pytań

i  szukanie  na  nie  odpowiedzi?  Zachowania  innych  ludzi  są  często

odpowiedzią na nasze zachowania. Prawo akcji i reakcji.

Bo ja nigdy nie będę modelką…

B. M.: Można jeszcze poruszyć kwestię świadomości w kontekście kontroli

i samokontroli. Jeżeli na przykład Ania ma figurę taką, a nie inną, uważa, że

jest za niska, za gruba, i wie albo właśnie „ma świadomość”, że nie będzie

modelką, to nie oznacza, że ma sobie odpuścić, nie ćwiczyć, jeść słodycze czy

inne niezdrowe jedzenie w nieograniczonych ilościach.

M. K.: Dobry przykład! Gdzie jest świadomość, gdzie ograniczenie, a gdzie

odpuszczenie  sobie  w  drodze  do  zaniedbania?  Jeżeli  mówię,  że  mam

świadomość,  iż  nie  będę  modelką,  to  muszę  sobie  zadać  pytanie,  po  co  to

mówię.  Aby  wskazać  wytłumaczenie  mojej  słabej  woli  czy  podkreślić,  za

czym tęsknię  i czego  w życiu  nie osiągnęłam?  Takie podejście  nie  zwalnia

mnie z działania na rzecz własnego zdrowia i urody.

Kolejne pytanie dotyczy tego, co wiem o modelkach. Dzisiaj bycie modelką

nie  oznacza  już  jedynie  posiadania  piętnastu  lat  i  niemalże  anorektycznej

figury.  Mamy  przecież  modelki  XL  czy  40+.  Dlatego  być  może  należałoby

zmodyfikować  pytanie  i  zapytać:  „W  której  grupie  modelek  mam

świadomość, że się nie znajdę?”.

I  jeszcze  jedno:  „Na  ile  jest  to  świadomość,  a  na  ile  przekonanie?”.  Bo

skoro mam czterdzieści lat i metr sześćdziesiąt cztery wzrostu, to na pewno

nie znajdę się w grupie wysokich modelek nastolatek. Natomiast mam duże

szanse  zostać  modelką  na  niszowych  pokazach,  na  przykład  dla  kobiet

dojrzałych,  na  których  już  taka  „czterdziestka”  będzie  mile  widziana,

ponieważ tam będą pokazywane ubrania właśnie dla tej grupy wiekowej.

W  momencie  gdy  sami  narzucamy  sobie  ograniczenia,  znajdujemy

wytłumaczenie dla niedbania o siebie: „Nie będę modelką, więc nie muszę

o siebie dbać”. Osoba świadoma dba o siebie. Nie jest modelką, bo to ją po

prostu nie interesuje, ale dba o siebie, o swoje samopoczucie, figurę, bo wie,

background image

że warto. Ma przekonania, jednak nie ogranicza siebie, wie, że bez względu

na  to,  czy  będzie  tą  modelką  czy  nie,  warto  dbać  o  siebie.  Nie  muszę  być

modelką na wybiegu, jednak jestem matką, żoną i sobą też pokazuję pewien

sposób życia. Jeżeli bezkarnie się objadam i mam pretensje do przyjaciółki,

że  jest  szczupła  i  wszystko  łatwo  jej  przychodzi  w  życiu,  to  tak  naprawdę

pokazuję,  że  jestem  niewiele  warta,  że  nic  sobą  nie  reprezentuję  poza

użalaniem się nad swoją osobą.

B. M.: To dosyć częsty scenariusz. Mamy tendencję do szukania wymówek

i  ograniczeń,  które  nas  usprawiedliwiają.  Zawsze  przecież  można  zrzucić

winę na „kogoś” lub na „coś” i pozbyć się odpowiedzialności za swoje życie.

M. K.: Niestety tak. I nie dlatego, że około 20% ludzi to flegmatycy, którzy nie

mają siły walczyć. Wtedy statystyki nie wyglądałyby aż tak źle. Do tej puli

trzeba dodać spory odsetek stłamszonych sangwiników, którzy weszli w role

ofiar życiowych, i zdruzgotanych melancholików, którym zawalił się świat.

Fakt, że jeszcze świeci słońce, to zwykłe niedopatrzenie Matki Natury i nie

warto się tym ekscytować.

B.  M.:  Przyjrzyjmy  się,  kogo  podziwiamy  i  za  co,  bo  podziwiamy  innych

w kontekście nas samych, nierzadko naszych braków czy kompleksów.

M. K.: I nauczmy się podziwiać szczerym sercem – zachwycajmy się urodą

modelek,  nie  róbmy  z  tego  demagogii,  nie  szukajmy  dziury  w  całym,  nie

tłumaczmy pieniędzmi, operacjami plastycznymi i tak dalej.

Warto  pamiętać,  że  piękno  i  bogactwo  są  stanem  umysłu,  a  nie

posiadania.  To,  czego  świadomość  mamy  w  naszym  umyśle,  najczęściej

spotykamy w życiu. Więc jeżeli mamy świadomość braków, to nasze życie

składa się właśnie z nich i zawsze będziemy zazdrościć innym tego, co mają.

B. M.: Życie w ciągłym poczuciu braku jest frustrujące – umysł jest wiecznie

niezaspokojony, pragnienia są generowane nie tyle z rzeczywistych potrzeb,

ile  z  powodu  presji  otoczenia.  Trudno  całkowicie  wyzbyć  się  chęci

posiadania,  ponieważ  właśnie  tak  wychowują  nas  media  –  presja

producentów dóbr i usług, by kształtować popyt. Specjaliści od marketingu

prześcigają  się  w  wymyślaniu  metod  zaspokajania  czasem  jeszcze  nawet

background image

nieuświadomionych  potrzeb.  Aby  sprzedać  produkt,  generują  potrzebę

i  uświadamiają  ją  klientowi.  Wszystkie  techniki  manipulacyjne,  jakimi

jesteśmy  atakowani  na  każdym  kroku,  nie  mają  na  celu  uczynienia

człowieka  szczęśliwszym,  tylko  zrobienie  z  niego  klienta.  Niestety  bardzo

mało osób podchodzi do tego świadomie – jesteśmy wygodni, lubimy łatwe

rozwiązania, więc kupujemy szybkość i wygodę.

M.  K.:  Jeśli  świadomie  sformatujemy  umysł  i  zaczniemy  skupiać  się  na

własnym  wewnętrznym  pięknie  i  bogactwie,  to  z  czasem  zaczniemy

zauważać, że zdarzają się jakieś dziwne cuda. CUD zaś oznacza: Czas Unieść

D**ę.  Działanie  ma  przyszłość,  bo  poprzez  nie  torujemy  sobie  drogę.  Jak

działamy, tak mamy. I na tym polega tajemnica cudu. Najczęściej wszyscy

jesteśmy wystawieni na takie same pokusy – jedni ulegają batonikowi przy

kasie, inni nie; jedni wyciągają wnioski ze zjedzonego batonika, inni sięgają

po następnego, bo tak łatwiej.

B. M.: Nawiązując do batonika: doktor Deborah Cohen i doktor Susan Babey

opublikowały  w  „New  England  Journal  of  Medicine”  artykuł,  w  którym

dowodzą, że nasze wybory zakupowe są coraz bardziej automatyczne, czyli

kupujemy  coraz  mniej  świadomie.  W  kontekście  pokus  można  nawet

posunąć się do stwierdzenia, że im więcej pieniędzy i otwartości na nowe,

tym więcej pokus, ponieważ dowolność w dysponowaniu finansami zwalnia

co niektórych z myślenia.

Kampanie  marketingowe  przekonują  nas,  co  jest  dla  nas  najlepsze

w każdej dziedzinie życia. Dochodzi do tego, że się nie zastanawiamy, co jest

nam  potrzebne,  czego  tak  naprawdę  chcemy,  tylko  wybieramy  to,  co  jest

pokazywane  w  spotach  reklamowych.  Zresztą  spójrzmy  na  te  wszystkie

obietnice  lepszego  samopoczucia,  szczęścia,  świetnego  nastroju,

popularności, które mają się ziścić w magiczny sposób tylko dzięki temu, że

kupimy  dany  produkt.  Tymczasem  nawet  jeżeli  po  zjedzeniu  batonika  czy

kupieniu  nowej  spódnicy  poprawi  się  nam  humor,  będzie  to  chwilowe,

przejściowe,  krótkie.  Nie  jest  to  trwała  zmiana,  a  powierzchowny,

tymczasowy plasterek. Jeżeli poddamy się przekazom medialnym czy presji

otoczenia, to będziemy obklejeni coraz większą liczbą takich plasterków. Ani

to stałe, ani ładne, ani pożyteczne.

Prawdziwe  źródło  trwałej  zmiany  leży  w  nas  samych.  Aby  do  niego

background image

dotrzeć, musimy się nauczyć ignorować to, co nam nie służy, i odrzucać to,

co  nas  nie  rozwija,  a  hamuje.  To  też  jest  świadomość  –  umiejętność

rozróżnienia  tego,  co  mnie  hamuje,  od  tego,  co  dodaje  mi  skrzydeł.

Umiejętność  rozróżnienia  motywacyjnej  atrapy  od  prawdziwej  inspiracji.

Wtedy  dopiero  świadomość  staje  się  tym,  czym  jest,  a  nie  ograniczeniem.

W przeciwnym wypadku choleryk kwituje swoją wybuchowość: „Czego wy

oczekujecie, przecież taki jestem” i jest przekonany, że to świetna wymówka.

M. K.: Właśnie! Choleryk nazwie świadomością tendencję do wybuchowości,

a może to być równie dobrze po prostu brak asertywności. Cholerycy to nie

tylko  ludzie  wybuchowi,  to  wspaniali  przywódcy  o  genialnych  cechach.

Jednak  to  od  nich  samych  zależy,  jak  będą  wykorzystywać  te  cechy.

Wybuchowość,  nerwowość,  krzykliwość  –  te  emocje  łatwo  wychodzą

z  człowieka,  który  nie  zna  samego  siebie,  który  stworzył  obraz  siebie  na

podstawie  tego,  co  o  nim  mówili  i  jak  go  traktowali  inni,  o  czym  mówią

media i  kogo lansują,  czy też  na podstawie  własnych pragnień  bycia  kimś

ważnym, których się wstydzi nawet przed samym sobą.

B. M.: Niestety wybuchowość i agresja często objawiają się w stosunku do

bliskich  osób.  Najłatwiej  zranić  tych,  których  kochamy,  bo  wiemy  o  nich

najwięcej i nie mamy przed nimi zahamowań. To przykre, bo przecież taki

choleryk,  który  huka  na  żonę  z  byle  powodu,  w  pracy  potrafi  się

powstrzymać, gdy zirytuje go przełożony. Taki właśnie był Piotr, mąż Joasi,

o  którym  rozmawiałyśmy  wcześniej.  W  kontekście  zawodowym  dochodzi

kwestia  hierarchii,  więc  Piotr  nie  chciał  podpaść  silniejszemu,  gdyż  to

mogłoby zaważyć na jego karierze. Ale w domu nie miał skrupułów, by robić

awanturę z powodu źle zawieszonego papieru toaletowego czy zimnej zupy.

Przy czym twierdził, że on oczywiście kocha swoją żonę.

M.  K.:  To  swoisty  paradoks  życiowy.  Najbardziej  ranimy  tych,  których

kochamy, bo oni otworzyli się na nas. O Joasi Piotr wiedział wszystko, znał

jej słabe punkty, wiedział, jak złamać ją ostrą krytyką. Nie stosował krytyki

w pracy w stosunku do przełożonego, jednak niewykluczone, że gdyby sam

był  przełożonym,  to  podwładnym  by  jej  nie  szczędził.  Być  może  nie

krytykowałby  ich  tak  ostro,  ale  jednak.  Piotr  miał  piękną  maskę,  gdy

zakochał  się  w  Joasi,  zresztą  ona  też  miała  maskę.  Gdy  oboje  zdjęli  swoje

background image

maski, zobaczyli to, czego się nie spodziewali – wzajemne słabości. Zabrakło

charakteru, aby zająć się własnym związkiem i relacją. Poszli na łatwiznę.

Nałożyli maski „no nie wyszło” i rozeszli się w przeciwnych kierunkach. Gdy

Joasia  jeszcze  szukała  odpowiedzi  na  pytanie  „Dlaczego?”,  Piotr  testował

ułańską  fantazję.  Zabrakło  głębi  świadomości.  Zapamiętane  zostało  tylko:

„świadomy praw i…”. Do tego własna interpretacja zdarzeń i zaczynamy żyć

świadomie  niestety  tylko  z  pozoru.  „Nie  dam  się  drugi  raz  wyprowadzić

w  pole”  –  przyrzekamy  sobie  i  oczywiście  przy  najbliższej  okazji  jesteśmy

znowu  jak  dzieci  we  mgle,  gdyż  nie  wyciągnęliśmy  wniosków,  nie

zajrzeliśmy w głąb siebie i nie zadaliśmy sobie pytania: „Jaki był mój udział

w tym niepowodzeniu?”.

Przebudzenie świadomości

B.  M.:  Wróćmy  zatem  do  świadomości  –  choleryk  mający  świadomość,  że

emocjonalnie reaguje na niepowodzenia, może zacząć pracować nad sobą,

na przykład nad panowaniem nad gniewem. Wtedy będzie mógł powiedzieć

o  sobie,  że  jest  świadomy  swojej  skłonności  do  wybuchania  złością.

Zauważyłam,  że  czasem  cholerykom  bardzo  pomaga  nazwanie  swoich

emocji,  na  przykład:  „Zdenerwowała  mnie  ta  rozmowa,  dajmy  sobie  pięć

minut  na  ochłonięcie”.  Jeżeli  choleryk  nauczy  się  pracować  z  własnymi

emocjami,  to  będzie  w  stanie  zauważyć,  że  podnosi  się  mu  ciśnienie,

i zareagować przed eksplozją. Dobrze jest tutaj zastosować skalę – lubiących

konkrety  choleryków  bardziej  przekonują  liczby  niż  poetyckie  określenia.

Jeżeli  więc  choleryk  w  trakcie  dyskusji  zada  sobie  trud,  by  skupić  się  na

moment na sobie i określić, że w skali od 1 do 10 jest zdenerwowany na 3, to

będzie mógł kontynuować dyskusję. Jeżeli jego irytacja dojdzie do poziomu

7,  to  powinien  przerwać  rozmowę  i  ochłonąć,  zanim  dojdzie  do  10

i wybuchnie niczym wulkan. To sztuczka, która doskonale się sprawdza.

Spójrzmy też na inne temperamenty. Zwykle sangwinikom się zarzuca, że

są  chaotyczni.  Jeżeli  sangwinik  zda  sobie  sprawę  ze  swojej  skłonności  do

chaotyczności,  to  będzie  mógł  ją  kontrolować.  Może  przecież  wypracować

nawyk  korzystania  z  organizatora  czy  kalendarza,  dzięki  czemu  będzie

porządkował i zapisywał ważne informacje.

background image

M. K.:  Niezależnie  od  temperamentu  do  zmian  potrzebna  jest  motywacja.

Szybciej znajdą ją cholerycy i sangwinicy. Melancholicy i flegmatycy bardziej

potrzebują bodźca, który „ruszy z posad bryłę ich świata”, niż motywacji.

Dla  przykładu  opowiem  historię  Sandry  –  uroczej,  miłej  flegmatyczki

z  fantazją  sangwinika  i  pesymizmem  melancholika.  Sandrze  brakowało

zdecydowania  typowego  dla  choleryka.  Jej  ciepłe  usposobienie  przyciągało

mężczyzn, ale na krótko. Szybko nudzili się „sielskością”, jaką roztaczała. Jak

można się domyślić, związek, który przetrwał stosunkowo długo, opierał się

na dominacji partnera. I gdy już Sandra miała odejść i zacząć żyć inaczej,

pojawiło  się  dziecko.  Dało  jej  ono  pewną  siłę,  aby  nadal  trwać  w  związku,

który  niszczył  ją  coraz  bardziej.  Gdy  po  latach  wszystko  stało  się  nie  do

zniesienia  nawet  dla  flegmatyka,  Sandra  myślała  o  odejściu.  Kilka  dni

zbierała  się  na  odwagę,  aby  powiedzieć  kilkuletniemu  dziecku,  że

wyprowadzają  się  ze  wspólnego  mieszkania.  Gdy  zaś  w  końcu  to

powiedziała,  dziecko  postawiło  jeden  warunek:  „Mamusiu,  ale  nie

zabierzemy  tam  taty  i  nie  powiemy  mu,  gdzie  będziemy  mieszkać,  żeby

nigdy do nas nie przyszedł”. I to był ten bodziec, który „ruszył z posad bryłę

świata” – przesądził o decyzji i dał moc do działania.

Teraz  Sandra  jest  samotną  matką  i  szczęśliwszą  kobietą,  która

udowodniła  sobie,  że  potrafi,  że  ma  w  sobie  siłę,  że  dbanie  o  innych  to

rozmowa  z  nimi,  a  nie  spełnianie  niewypowiedzianych  życzeń,  których

flegmatyk się domyśla.

Ja  z  kolei  jestem  dobrym  przykładem  sangwinika,  którego  opisałaś.

Chaotyczność  i  zapominanie  były  u  mnie  dawno  temu  na  porządku

dziennym.  I  jest  to  zdecydowanie  kwestia,  która  wymaga  pracy  własnej.

Pracując  z  ludźmi,  nie  mogłam  sobie  pozwolić  na  chaotyczność,  dlatego

w pewnym sensie się poświęciłam, pilnowałam jej, aby nie przejęła kontroli

nad  moim  życiem.  Pewne  rzeczy  zaczęłam  zapisywać,  segregować,

kategoryzować. Skupiłam się na organizacji pracy, grupowaniu informacji,

dokumentów. Tak, można to zrobić.

B.  M.:  Użyłaś  sformułowania  „poświęciłam  się”,  które  często  jest

nacechowane  pejoratywnie.  Wyjaśnijmy,  że  świadomość  to  nie  jest

„wiązanie”  siebie.  Przykładowo,  jeżeli  sangwinik  lubi  mówić,  to  rozmawia

i nie ma z tym problemów. Przecież gdy ktoś „życzliwy” powie mu: „Bo ty za

dużo gadasz”, nie oznacza to, że ma już zawsze zamykać usta na spotkaniu

background image

towarzyskim.

M.  K.:  Rzeczywiście,  warto  podkreślić,  że  świadomość  jest  pomiędzy

skrajnościami – pomiędzy ograniczeniem a rozluźnieniem. Sangwinik lubi

dużo mówić, jednak może nauczyć się pracować nad słowotokiem.

B.  M.:  W  takim  przypadku  świadomość  wiązałaby  się  ze  stwierdzeniem:

„Wiem,  że  dużo  mówię,  dlatego  nauczę  się  lepiej  słuchać,  wychwytywać

sygnały świadczące o znudzeniu słuchacza”.

M. K.: Właśnie, sangwinik ma łatwość mówienia. Jest jednak różnica między

mówieniem  a  mówieniem  do  ludzi.  W  dzieciństwie  i  w  młodości  często

zwracano  mi  uwagę,  że  jestem  gadułą  i  bardzo  głośno  mówię.  Gdy  mnie

uciszano  i  zamykano  mi  usta  mało  wyszukanymi  uwagami,  czułam  się

okropnie – niedoceniana, beznadziejna, gorsza. Na szczęście, do czasu. Jako

coach i mówca motywacyjny pracuję głosem i tym, jak tworzę przekaz czy

prowadzę  rozmowę.  To,  co  było  moim  przekleństwem,  jest  teraz  moim

atutem, narzędziem pracy.

Oczywiście  każdym  narzędziem  trzeba  umieć  się  posługiwać.  Ja  też  się

tego  uczyłam.  Jeśli  teraz  ktoś  zarzuca  mi  gadulstwo  czy  donośność  głosu,

uśmiecham się albo kwituję to słowami: „Wiem, cały czas pracuję nad tym”

czy „To właśnie dzięki temu mam wspaniałą pracę” lub delikatnie ściszam

głos i zwięźle kończę – zależy od kontekstu.

Świadomość nie eliminuje danych cech, tylko oznacza, że uczymy się nimi

zarządzać. Każdy temperament ma swoje cechy, określenia „cechy dodatnie”

i „cechy ujemne” nie są przypadkowe. Mamy swoje mocne i słabe strony, co

nie znaczy, że to są wady.

B. M.: Bo wada to cecha, którą doprowadzamy do skrajności…

M.  K.:  I  nie  ma  znaczenia,  czy  daną  cechę  uważamy  za  pozytywną  czy

negatywną.  To  tylko  nasza  subiektywna  ocena.  Nauczyliśmy  się  oceniać

w  procesie  dorastania,  wychowania  i  obserwowania  innych.  Wada  to  taki

stan danej cechy, który utrudnia funkcjonowanie czy budowanie relacji. Nad

wadami  należy  pracować,  i  to  intensywnie.  Podobnie  jak  nad  zaletami,

ponieważ są to cechy, które eksponują nasze umiejętności i talenty. Moim

background image

zdaniem zalety to właśnie talenty. I nad nimi też trzeba mocno pracować,

żeby je rozwinąć.

Między  wadami  i  zaletami  jest  miejsce  na  słabe  i  mocne  strony.  Słabe

strony, czyli te, które są raczej pasywne, i mocne, które częściej dochodzą do

głosu.  Gdy  zmieniają  się  okoliczności,  na  przykład  już  nie  jestem  na

utrzymaniu  rodziców,  tylko  zaczynam  pierwszą  pracę,  też  następuje

przetasowanie cech.

B.  M.:  Choleryk,  o  którym  jedni  mówią,  że  jest  agresywny,  będzie  przez

innych postrzegany jako osoba nastawiona na realizację zadania za wszelką

cenę.  Agresywny  w  domu,  ale  już  reprezentując  interes  ogółu  w  jakiejś

spornej  kwestii,  broniąc  swojego  stanowiska  bądź  nawet  walcząc  o  pewne

przywileje,  może  być  nazywany  walecznym  czy  odważnym.  Staje  się

podziwianym wojownikiem.

M.  K.:  Agresywność  też  może  być  formą  pewności  siebie,  odwagi,

ukierunkowania  na  realizację  zadań.  Zachowanie  choleryka  może  być

przerażające  dla  flegmatyka,  raczej  uległego  temperamentu.  Choleryk  zaś

jest  nastawiony  na  konkrety  i  zdecydowane  wyjaśnienie  swojego  punktu

widzenia  jest  dla  niego  w  danym  momencie  najlepszą  formą  szybkiego

załatwienia sprawy.

Flegmatyk  z  kolei  jest  temperamentem  bardzo  taktownym

i  potrzebującym  czasu  na  przemyślenie,  co  sprawia,  że  łagodzi  pewne

sytuacje. Dzięki temu uczymy się, że można inaczej, spokojniej.

B. M.: Flegmatycy to ciekawi negocjatorzy – bywają uparci, a jednocześnie

uprzejmie stanowczy.

M.  K.:  Melancholik  ociąga  się  z  podejmowaniem  decyzji,  jest  podejrzliwy,

nastrojowy.  Te  cechy  w  nadmiarze  mogą  odebrać  innym  radość  życia.

Jednak  filtrują  ich  pochopność.  Łagodzą  na  przykład  ostre  zapędy

sangwiników.

Wracając  do  pojęcia  świadomości  i  do  świadomości  swoich  mocnych

i słabych stron, swoich talentów i chęci ich rozwijania… Świadomość to bycie

przygotowanym  na  różne  zachowania  innych  ludzi.  Tymczasem  to,  co

robimy  najczęściej,  czyli  ocenianie,  jest  formą  krytyki,  ucieczki  od

background image

świadomości.  Świadomość  jest  to  też  silne  zaangażowanie  w  zrozumienie

świata i ludzi.

Świadomość jako zaangażowanie

B.  M.:  Użyłaś  słowa  „zaangażowanie”  –  przyznam,  że  w  tym  obszarze

obserwuję coraz więcej problemów. Czasem odnoszę wrażenie, że niektórzy

z  zaangażowaniem  to  tylko  oglądają  telewizję.  Wszystkim  się  przecież

spieszy.  Szybciej,  lepiej,  dalej,  mocniej.  Więcej  i  więcej.  I  nawet  jeżeli

kontakty ze znajomymi mamy powierzchowne, to jednak nie da się tak żyć

z samym sobą. Bo to jest życie w masce, o czym mówiłyśmy. Dzieci się nie

spieszą, są tu i teraz. A potem dojrzewają, rosną i zaczyna się wyścig. Koło

trzydziestki już siedzimy w rozpędzonej kolejce górskiej…

M. K.: Mało tego, jako dorośli mądrzymy się, mamy fakultety, pokończone

szkoły i uzurpujemy sobie prawo do kształtowania swoich dzieci na wybrany

przez siebie model. Stawiamy poprzeczkę wyżej wedle swojej perspektywy,

a  nie  możliwości  dziecka.  A  przecież  od  własnych  dzieci  można  się  wiele

nauczyć.

Jako osoba o wielu cechach sangwinika wiedziałam, że mam tendencję do

powtarzania  się  –  efekt  uboczny  gadulstwa  i  ewidentna  uciążliwość  dla

innych. Swego czasu zaryzykowałam i polecam taki eksperyment wszystkim

rodzicom. Poprosiłam córki, by zwracały mi uwagę, kiedy się powtarzam –

w każdej sytuacji, nawet w czasie kłótni. Gdybyśmy były w większym gronie,

to aby nie narażać się na komentarze na temat wychowania, miały mi o tym

mówić już po wszystkim. Początkowo nie było łatwo znieść krytykę ze strony

swoich  dzieci.  Potem  dopracowywałyśmy  wszystko,  czyli  moje  i  ich

wypowiedzi. Dzięki temu dotarła do mnie skala problemu.

B.  M.:  Ktoś  mógłby  powiedzieć,  że  zaryzykowałaś  utratę  rodzicielskiego

autorytetu. A przecież tak naprawdę właśnie pokazałaś swoim dzieciom, że

dorosły  też  może  się  pomylić,  a  jeżeli  tak  się  zdarzy,  to  może  swoje  błędy

naprawić, i – co najważniejsze – że liczysz się ze zdaniem córek i im ufasz.

Myślę, że to dobry pomysł, by pytać swoje dzieci, jak nas postrzegają, czego

się od nas nauczyły, co w nas lubią, co im przeszkadza…

background image

M.  K.:  Może  się  okazać,  że  będzie  to  dla  nas  wartościowa  lekcja  pokory.

Między innymi dzięki temu mam dziś większą świadomość tego, co mówię

i  jak  mówię.  Mam  też  głębszą  relację  z  córkami  –  pokazałam  im,  że  są

wartościowymi,  mądrymi  osobami  i  ich  zdanie  jest  dla  mnie  ważne.

Wzmocniłam ich poczucie własnej wartości. Pokazałam im, jak udzielać tak

zwanej informacji zwrotnej, nie raniąc drugiej osoby i jej nie umniejszając.

W tym eksperymencie najbardziej zdziwiło mnie podejście moich córek.

Myślałam, że będą nadużywać krytyki, triumfować nad moimi wpadkami, co

początkowo  budziło  moje  obawy.  Tymczasem  one  też  były  pełne  obaw  –

pytały,  czy  jestem  tego  pewna,  czy  nie  będę  się  złościć  i  krzyczeć,  czy  to

wypada  zwracać  dorosłemu  uwagę,  co  powiedzą  inni.  Uspokoiło  je

stwierdzenie, że aby być lepszą osobą, potrzebuję ich pomocy, ponieważ ja

nie widzę i nie słyszę tego, co widzą i słyszą one. Córki musiały się upewnić,

że to bezpieczne, a mnie zadziwiło to, jak bardzo dzieci nie czują się ludźmi,

jak im trudno i jak nisko stawiają się w hierarchii ważności. Podoba mi się

to, co powiedział Janusz Korczak, że dzieci nie są głupsze, one mają tylko

mniej  życiowego  doświadczenia.  I  dodam,  że  mają  w  sobie  tę  mądrość,

o której my, dorośli, zapomnieliśmy.

B.  M.:  Może  być  nam  trudno  przyjąć  to,  jak  nasze  zachowania  wyglądają

w oczach naszych dzieci, ale jednocześnie może to stanowić początek zmian

w nas samych i pracy nad sobą.

M. K.: Bo świadomość to budzenie w sobie mechanizmów do działania, a nie

ocenianie innych.

B.  M.:  Nieocenianie  jest  szczególnie  ważne,  gdy  próbujemy  określić

temperament innych. Może się okazać, że zwykle reagujący nerwowo i ostro

choleryk zaskoczy nas w nowej sytuacji. Uruchomią się w nim zachowania

typowe dla temperamentu, który być może ma w mniejszości, który jednak

właśnie  teraz  doszedł  do  głosu.  Takie  zupełnie  inne  zachowania

obserwujemy zwłaszcza w nowych, dotąd niespotykanych sytuacjach.

Tak  właśnie  było  z  Joasią,  o  której  mówiłyśmy  wcześniej.  Spotkała

młodzieńczą  miłość,  przypomniała  sobie,  kim  była,  odżyła  w  niej

sangwiniczka i gdy mąż zrobił jej kolejną awanturę o porozrzucane zabawki

dzieci, wrzasnęła na niego, że dzieci są w połowie jego, że też ma ręce i sam

background image

może  pozbierać  zabawki.  Zwykle  reagowała  przeprosinami  i  w  pośpiechu

sprzątała,  a  tym  razem  jej  furia  „sprzątnęła”  cały  autorytet  Piotra,  który

stanął  jak  wryty,  patrzył  na  nią  dobry  kwadrans,  po  czym  mruknął,  że

właściwie to dzieci same już powinny po sobie sprzątać.

M. K.:  Jesteśmy  mieszanką  czterech  temperamentów,  dlatego  daje  to  nam

wiele  możliwości.  Możemy  w  pewnym  momencie  zmienić  bieg  wydarzeń.

Potrzebny  jest  do  tego  odpowiedni  bodziec.  To,  co  zadziałało  na  Joasię,

niekoniecznie  zadziałałoby  na  kogoś  innego,  nawet  jeśli  też  byłby

flegmatykiem.

Sandra  potrzebowała  innego  bodźca  –  wiązał  się  on  z  instynktem

macierzyńskim: „Moje dziecko jest nieszczęśliwe! Muszę z tym skończyć!”.

Różne bodźce pozwalają zmienić perspektywę nie tylko nam, ale też naszym

bliskim czy współpracownikom. Zrobienie czegoś inaczej daje nam siłę i z

czasem buduje nasz autorytet.

Warto wiedzieć, kim jesteśmy, jakie cechy nas charakteryzują, aby lepiej

zareagować na bodźce. Należy pamiętać, że jednorazowe zrobienie „testu na

temperament” bez właściwej interpretacji może przynieść nam więcej złego

niż dobrego. Zamiast zyskać świadomość poznania, możemy utwierdzić się

w zgubnych przekonaniach.

Bez wymówek

B.  M.:  Utwierdzamy  się  w  zgubnych  przekonaniach,  ponieważ  zyskujemy

wyjaśnienie  własnych  zachowań.  A  przecież  dwie  osoby  zaznaczające  tę

samą cechę, na przykład „nieśmiały”, mogą mieć coś innego na myśli. Ania

powie, że jest nieśmiała, bo nie lubi przemawiać publicznie, przy czym dla

niej  oznacza  to  występowanie  przed  więcej  niż  dwiema  osobami.  Z  kolei

Konrad  może  uważać  się  za  nieśmiałego,  bo  nigdy  nie  wychodzi  z  żadną

inicjatywą.  Jednak  mówi  wyraźnie  i  ma  dobrą  aparycję,  dlatego  prowadził

w  szkole  wszystkie  apele,  dzielnie  trzymając  w  ręku  przygotowany  przez

koleżanki tekst.

M.  K.:  Nie  tylko  ta  sama  cecha  może  się  u  różnych  ludzi  objawiać  czymś

innym,  ale  jeszcze  jej  poziom  może  być  różny.  Często  spotykam  się  też

z  tym,  że  to,  co  inni  o  nas  mówią,  przekłada  się  na  to,  jak  postrzegamy

background image

siebie.  Agnieszka  zaznaczyła,  że  jest  naiwna,  a  okazuje  się  racjonalnie

myślącą osobą o analitycznym umyśle. Spytałam ją zatem, dlaczego uważa,

że jest naiwna. A ona na to, że wszyscy jej to mówią.

B.  M.:  Przy  czym  jeśli  dopytamy,  to  „wszyscy”  pewnie  okażą  się  jedynie

matką albo partnerem.

M. K.: Bardzo często tak jest. Znamy siebie z opinii innych na nasz temat.

Nie zadajemy sobie trudu, żeby poznać siebie i stworzyć własne zdanie na

swój  temat.  Wzmocnić,  a  może  i  odbudować  poczucie  własnej  wartości

i pewności siebie, a nie cudzą opinię w tej sprawie. Naiwność, co prawda, nie

kojarzy się zbyt dobrze, co jednak nie znaczy, że jest zła.

B.  M.:  Naiwność  może  też  być  określeniem  pewnej  otwartości  na  świat

i  tendencji  do  okazywania  życzliwości  i  ufności  innym  ludziom,

dopatrywania się w nich dobrych rzeczy, a nie złych.

M. K.: Słowa są pewnymi symbolami, którymi się posługujemy, aby tworzyć

i wymieniać informacje. Słowo „stół” przywołuje na myśl obraz przedmiotu

powszechnie  używanego  do  określonych  czynności.  I  tych  obrazów  będzie

tyle,  ilu  jest  ludzi.  I  nie  będzie  dwóch  identycznych.  Słowo  spełnia  pewną

funkcję informacyjną. Czytałam gdzieś, że używamy słów, aby ukryć własne

myśli.  W  mojej  pracy  coachingowej  często  spotykam  się  z  tym,  że  ludzie

używają słów, aby wręcz zagłuszyć własne myśli. Jaki przyświeca temu cel?

Jakie mają intencje?

Określając osobę czy jej zachowanie, należy zawsze zwrócić uwagę na jej

intencje. Jeżeli ja lubię komuś pomagać i nie oczekuję zapłaty, to po prostu

pomagam.  Ktoś,  kto  ma  inne  zasady,  powie,  że  jestem  naiwna,  a  przecież

moją  intencją  była  pomoc,  a  nie  zarobek.  Świadomość  różnorodności  nie

szkodzi,  ocenianie  zaś  bardzo.  Świadomość  pozwala  odbierać  sytuację,

a  ocena  klasyfikuje  zachowania  w  obrębie  wad  i  zalet,  przy  czym  tych

pierwszych przeważnie jest więcej.

B.  M.:  Każda  zaleta  w  nadmiarze  może  stać  się  wadą.  Nad  każdą  wadą

można  popracować,  aby  nie  uprzykrzała  życia  nam  lub  innym.  A  jeżeli

rozkładam  ręce  i  twierdzę,  że  się  nie  da,  to  znaczy,  że  żyję  w  małej

background image

świadomości.

M. K.: Gdy słyszę, że czegoś nie da się zrobić, to powtarzam za dziadkiem

mojego znajomego, że nie da się parasola w d….. otworzyć. Po czym dodaję,

że Tom i Jerry dzięki pomysłowości swoich twórców akurat z tym zadaniem

sobie  poradzili.  W  tym  miejscu  posłużę  się  słowami  Walta  Disneya,  że

człowiek może stworzyć wszystko, co jego umysł jest w stanie wymyślić.

Kiedyś usłyszałam od lekarza w bardzo podeszłym wieku, że większości

jego  pacjentów  nie  dolega  nic  z  wyjątkiem  ich  myśli.  Jakie  zatem  myśli

przeszkadzają nam tworzyć własne życie?

B.  M.:  Wiem  coś  o  tym.  Prowadzone  przeze  mnie  warsztaty  na  temat

powstrzymywania negatywnych myśli cieszą się niezmienną popularnością.

Okazuje  się,  że  niezależnie  od  temperamentu,  statusu  finansowego,

posiadania lub nie rodziny myśli uprzykrzają nam życie i odbierają radość.

Gdy  stajemy  się  świadomi  ograniczających  nas  myśli,  możemy  uczyć  się

nimi zarządzać. I to jest przełamanie utartych schematów. Otwarcie drzwi,

które nie tylko były dotąd zamknięte, ale których się po prostu nie widziało.

M. K.: Trzeba zmienić perspektywę – to ja mam zaakceptować świat, a nie

świat ma zaakceptować mnie. Większość z nas narzeka, zrzędzi i przyjmuje

postawę roszczeniową. Takim osobom mówię przeważnie: „Moment, a co ty

takiego robisz, że świat ma zauważyć właśnie ciebie? Jeżeli tylko narzekasz

i  zrzędzisz,  to  jesteś  w  większości.  Daj  coś  od  siebie,  a  świat  zacznie  cię

zauważać”. Bo jak powiedział Henry Ford: „Jeżeli będziesz postępować tak

jak  większość,  to  tak  jak  większość  poniesiesz  porażkę,  a  jeśli  będziesz

postępować tak jak nieliczni, to tak jak nieliczni odniesiesz sukces”. Sukces

zaś to jedna z kategorii świadomości.

B. M.: Ludzie lubią postępować tak jak większość. Kopiują swoje nawyki, nie

wychylają  się  z  tłumu.  W  grupie  rozkrzyczanych  ekstrawertyków,  którzy

walczą  o  dominującą  pozycję,  introwertyk  analizuje  sytuację  z  pewnym

dystansem. I nawet jeżeli jest pewien, że inne rozwiązanie jest lepsze niż to

proponowane przez rozkrzyczanych ekstrawertyków, to się nie odezwie. Siła

tłumu i masy – wciskamy się w otoczenie, stajemy niewidzialni, podążamy

za  trendami  narzuconymi  przez  kilku  rozkrzyczanych  ekstrawertyków.

background image

Zamiast wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje czyny, poddajemy się woli

większości. A potem możemy do woli narzekać.

M.  K.:  Stoimy  w  miejscu  i  narzekamy,  mamy  złudne  poczucie

bezpieczeństwa.  Skoro  wszyscy,  to  ja  też,  przecież  krzywda  nie  może

dotyczyć tylu osób. Potem się okazuje, że może. I koło się zamyka konkluzją:

„Biednemu to zawsze wiatr w oczy”.

W świecie zwierząt działanie bądź jego brak dyktuje instynkt. Człowiek

oprócz pytania „Po co?” dodaje „Co ja z tego będę miał?”. To, co chcemy mieć,

staje  się  intencją.  Po  to  mamy  świadomość,  aby  decydować  o  naszych

intencjach – chcę budować, czy chcę niszczyć? Chcę wychodzić naprzeciw,

czy  chcę  się  odgradzać  od  innych?  Intencje  nadają  barwę  naszym

działaniom.

Coaching dla ciebie:

przebudzenie świadomości

Jeżeli  stoisz  w  miejscu,  mylisz  samoocenę  z  postrzeganiem  przez  innych  lub
ogranicza się krytyka z zewnątrz, to poświęć kwadrans, by odpowiedzieć sobie na
podane pytania coachingowe.

Kiedy działasz świadomie? Co chcesz dzięki temu

zyskać?

 

Jakie zachowania są poza twoją świadomością? Jak
się o nich dowiadujesz?

 

Które cechy świadomie wpisałabyś sobie
w życiorys? Jak zmieniłoby się wtedy twoje życie?

 

Którą cechę uważasz u siebie za najtrudniejszą? Co
pozytywnego zadziało się wtwoim życiu dzięki tej
cesze?

 

Którą cechę uważasz u siebie za najlepszą? Co
negatywnego zadziało się w twoim życiu dzięki tej
cesze?

 

Jak te cechy mogą stanowić o twojej sile?

 

Co bardziej ciebie rani: opinie innych ludzi czy
własne? Jak sobie z tym radzisz?

 

Co bardziej cię wzmacnia: opinie innych ludzi czy
własne? Co z tym robisz dalej?

 

background image

Rozdział 4

Budowanie poczucia własnej wartości

Beata  Mąkolska:  Świadomość  własnych  cech  i  umiejętność  zarządzania

nimi  ugruntowuje  poczucie  własnej  wartości.  Jeżeli  nie  mamy

ustabilizowanego poczucia własnej wartości, jeżeli nie motywujemy siebie,

nie doceniamy i nie pracujemy nad postawą asertywną, to zakładamy maski

i niestety nie żyjemy w zgodzie ze sobą – niezależnie od temperamentu.

Małgorzata  Krawczak:  Nathaniel  Branden  powiedział:  „W  systemie

wartości człowieka nie ma nic ważniejszego i bardziej decydującego o jego

rozwoju psychicznym i motywacjach niż szacunek, jakim darzy on samego

siebie”. Poczucie własnej wartości to szacunek, jakim darzę siebie. Poprzez

to,  jak  szanuję  siebie,  pokazuję  innym,  jak  mają  mnie  szanować.  Jeżeli  ja

tego nie robię, to daję innym przyzwolenie na poniewieranie mną. I tu się

sprawa komplikuje, bo inni wcale nie są aż tak niegodziwi i niewdzięczni,

oni po prostu stosują się do naszych „zaleceń”. Jeżeli szanuję siebie, to czuję

się  dobrze  sama  ze  sobą  i  nie  mam  potrzeby  zakładania  masek.  Jestem

autentyczna  i  dobrze  mi  z  tym.  A  jeżeli  nie  szanuję  siebie,  to  moje  życie

układa  się  według  jednego  z  dwóch  scenariuszy.  Albo  staję  się  uległą,

sfrustrowaną  i  bezradną  osobą,  która  ciągle  szuka  sposobu  na  to,  aby  ją

szanowano,  i  robi  to  poprzez  udowadnianie  innym,  że  na  to  zasługuje,

ponieważ się stara. Albo też sięgam po agresję i arogancję, czyli wymuszanie

szacunku  za  pomocą  siły.  Oba  scenariusze  mogą  być  rozbudowane

w  zależności  od  temperamentów  i  okoliczności.  Nie  przynoszą  one

szacunku, a frustrację – i to w nadmiarze. Oba są wyczerpujące psychicznie –

dla realizującej je osoby i dla jej otoczenia, z powodu noszenia masek. I co

najważniejsze, oba można przełamać i nauczyć się szacunku do siebie.

B. M.: Napisano wiele książek na temat poczucia własnej wartości, a mimo

to  kobiety  nadal  cierpią  z  powodu  niedoceniania  siebie.  Z  racji  ról

społecznych podlegają ciągłej krytyce, same krytykują inne kobiety i siebie

background image

także oceniają bardzo surowo. Wartościują siebie przez pryzmat własnych

zachowań,  relacji  z  innymi  i  społecznych  oczekiwań.  Iwona  Majewska

Opiełka  w  książce  Siła  kobiecości  pisze,  że  w  ten  sposób  mieszają  pojęcie

tożsamości z podleganiem nieustannej ocenie

4

.

M. K.: Zgadzam się z tym. Z całą odpowiedzialnością chcę podkreślić, że to,

kim jesteś i jak siebie traktujesz, jest ważniejsze od tego, kim jesteś w życiu

zawodowym.  A  zdarza  się,  i  to  nie  tak  rzadko,  że  życiem  zawodowym

nadrabiamy własne braki, aby lepiej wypaść na przykład przed znajomymi.

Ocena  to  rozliczanie  pewnych  dokonań  i  zachowań.  Często  kończy  się

kolekcjonowaniem fakultetów czy tytułów naukowych, z których nie wynika

nic, jeśli za tym nie idzie postawa „wiem, po co to robię”. Nie ma niczego

złego  w  byciu  osobą  wykształconą,  która  dzięki  swojej  wiedzy  tworzy

postawę  poszanowania  siebie  i  innych,  eksponowania  wartości  życiowych

czy stwarzania dla siebie i innych przestrzeni do rozwoju. Dużo złego wiąże

się zaś z byciem wykształconym dla samego wykształcenia.

B.  M.:  Są  ludzie,  którzy  uwielbiają  zasłaniać  się  dyplomami.  Kolejny  kurs,

kolejny  dyplom,  kolejny  papier  i  czują  się  pewniej.  Jakby  wciąż  musieli

komuś coś udowadniać. Albo rywalizują na liczbę tytułów i świadectw.

M.  K.:  Kiedyś  pracowałam  w  pewnej  firmie  transportowej.  Jednym

z  kierowców  był  pan  Henio.  Starszy,  szpakowaty  mężczyzna,  niezwykle

zadbany, grzeczny, taktowny. Jeździł ogromną ciężarówką po całej Europie

i rozwoził towary. Czasem nie było go kilkanaście dni. Taka praca. Zawsze

jednak wprawiało mnie w zdumienie, a czasem wręcz w osłupienie, to, że

obojętnie, z jakiej trasy wracał, wysiadał z samochodu nienagannie ubrany,

ogolony, pachnący. Inni kierowcy przy nim wyglądali mizernie, mimo że byli

o wiele młodsi.

Cały  czas  się  zastanawiałam,  co  taki  elegancki  człowiek  robi  w  takiej

pracy.  Zachowanie,  sposób  bycia,  elokwencja,  obycie  –  dzięki  samemu

przebywaniu z panem Heniem czułam, że staję się lepszą osobą. On uważał,

że jego praca nie zwalnia go z obowiązku dbania o siebie. Jeżeli człowiek dba

o  siebie,  to  nie  musi  się  martwić  o  to,  kto  ma  o  niego  zadbać.  Te  słowa

dźwięczą mi w głowie cały czas. Pan Henio uwielbiał swoją pracę, ponieważ

za  rozwiezienie  towarów  otrzymywał  pensję,  a  możliwość  jeżdżenia  po

background image

Europie  miał  gratis.  Gdy  pytałam  innego  kierowcę,  jak  było  w  Paryżu,  to

słyszałam, że jak w każdym magazynie. Gdy o to samo pytałam pana Henia,

odpowiadał, że Pola Elizejskie są przepiękne nocą, bo z jednej strony czuje

się  tam  życie,  a  z  drugiej  strony  tworzą  atmosferę  tajemniczości.

Niesamowite było to, że inni w miastach Europy widzieli tylko magazyny,

a dzień kończyli „browarem i kimką”. Pan Henio widział ciekawe i piękne

miejsca,  bo  przed  każdą  trasą  planował,  co  chce  zobaczyć,  czekając  na

rozładunek  czy  załadunek.  Gdy  inni  kierowcy  musieli  pomagać

rozładowywać „cholerny towar”, on udostępniał samochód do rozładunku,

obserwując bacznym okiem działania innych – w końcu był odpowiedzialny

za  auto.  Pijał  dobre  piwo  w  towarzystwie  żony,  w  pracy  czytywał  dobre

książki,  szczególnie  historyczne,  prasę  popularnonaukową  i  przewodniki

turystyczne, zwiedzał miasta. I żeby rozwiać ewentualne wątpliwości nigdy

nie  dopuścił  się  żadnych  nadużyć,  czy  to  z  powodu  liczby  przejechanych

kilometrów,  czy  zużycia  paliwa,  czy  też  przebywania  w  trasie  dłużej  niż

trzeba.

B. M.:  Pan  Henio  miał  klasę  –  którą  się  ma  albo  nie.  Żadne  pieniądze  ani

piastowane stanowiska nie sprawią, że nagle zaczniemy ją mieć. Oczywiście

na niektórych prestiżowych stanowiskach trzeba mieć pewne obycie i kto go

nie  ma,  ten  zatrudnia  sztab  doradców,  aby  nauczyli  go  odpowiedniego

i przekonującego zachowania. Jednym ta nauka przychodzi łatwiej, innym

trudniej – wystarczy popatrzeć na naszych polityków.

Dlaczego  jednak  kierowca  nie  miałby  zachowywać  się  z  klasą?  Znów

włącza się nam nawyk oceniania, że kierowca i budowlaniec mogą wyglądać

niechlujnie i kląć pod nosem, ile zapragną…

M. K.: Pan Henio miał wykształcenie podstawowe niepełne, ukończył sześć

klas.  Mógł  zatem  jak  najbardziej  wpasować  się  w  „powszechny  wizerunek

kierowcy”, o którym mówisz. Jak jednak mi wyjaśnił, po wojnie jego rodzina

miała problemy, a gdy zmarł jego ojciec, on musiał pomóc mamie i poszedł

do pracy. Z tamtego okresu najbardziej zapamiętał słowa matki, że nie jest

ważne to, czego nauczą go w szkołach, ale to, czego on się może nauczyć od

życia, nie chodząc do szkoły. I to było dla mnie wręcz odkrywcze. W końcu

nie jest sztuką być dobrym uczniem w szkole, gdzie wszystko masz podane.

Sztuką  jest  być  dobrym  uczniem,  gdy  szkołą  jest  życie,  gdy  nie  ma

background image

podręczników i wykwalifikowanych nauczycieli.

B.  M.:  Szkoła  uczy  tylko  jednego  sposobu  myślenia,  w  dodatku  jest

nastawiona  na  odtwarzanie,  a  nie  kreatywność  i  przedsiębiorczość.  To

dlatego  piątkowi  uczniowie  często  zasilają  szeregi  korporacji,  pokornie

wykonując narzuconą pracę i nie zadając niepotrzebnych pytań. A niesforne

ziółka,  które  swoją  bezczelnością  czy  nieustannym  drążeniem  tematu

zadręczały nauczycieli, zamęczając ich pytaniami „A po co to robić?” czy „A

nie można tego zrobić inaczej?”, otwierają własne firmy, awansują, odnoszą

sukcesy.  Osoby  te  bowiem  myślą  nieszablonowo  i  wychodzą  poza  ramy

narzucone przez innych. W szkołach taka postawa jest niestety karana słabą

oceną  (nie  myślisz  jak  nauczyciel,  to  znaczy,  że  źle  myślisz),  a  po  wyjściu

z trybów powszechnej edukacji trzeba sobie radzić samemu.

M. K.: Wykształcenie jest wspaniałym dodatkiem, ale to nadal tylko dodatek

do naszej osobowości. Gdy nauczymy się nie obwiniać nikogo za to, co się

stało – zyskamy siłę. Właśnie tak do życia podszedł pan Henio – perfekcyjny

melancholik, który rozbroił pesymizm taktem i dyplomacją flegmatyka oraz

właściwą sangwinikowi umiejętnością cieszenia się tym, co przynosi życie.

B.  M.:  Proste  mądrości,  o  których  zapominamy  w  technologicznie

wygodnym świecie. Pan Henio wziął sobie do serca słowa matki. Niezależnie

od  tego,  co  robił,  kierował  się  w  życiu  pewnymi  wartościami  i  nadrzędną

zasadą. To perspektywiczne myślenie, dające siłę w momentach, w których

bieżące okoliczności nie sprzyjają.

M.  K.:  Pan  Henio  to  człowiek  o  pewnych  wartościach,  który  miał  i  ma

autorytety. A takich ludzi jest bardzo wielu, tylko ich skromność i szacunek

do siebie nie pozwalają im taplać się w „błocie współczesnego szumu”.

Wolność wyboru i kobiecy biznes

M. K.: Paradoksalnie żyjemy w dobrych czasach. Co prawda jest więcej idoli

i  celebrytów  niż  prawdziwych  bohaterów,  jednak  to  właśnie  teraz  mamy

więcej  wolności  osobistej.  Problem  polega  na  tym,  że  nie  umiemy  z  niej

korzystać.  W  przeszłości  nie  było  wolnego  wyboru.  Wszystko,  łącznie

background image

z  mężem  i  żoną,  było  narzucane  z  góry.  To  nauczyło  nas  bierności,  życia

w  strachu  i  poczuciu  winy:  „Co  ze  mnie  za  kobieta,  że  nie  mogę  urodzić

syna”, „Co ze mnie za mężczyzna bez syna”. Obecnie jest inaczej.

B.  M.:  Tylko  czasem  brak  nam  odwagi.  Podążamy  za  tłumem,  jak  już

mówiłyśmy. Człowiek ceniący sobie pewne wartości nie będzie podążał za

tłumem, skoro ten depcze wspomniane wartości. Jednak musi mieć odwagę,

żeby się sprzeciwić.

M. K.: Z braku odwagi czasem wolimy dopasowywać stare niż kształtować

nowe. Tworzenie własnej tożsamości powinno opierać się na wiedzy, którą

mamy  w  sobie,  a  do  której  dostęp  został  nam  ograniczony  stereotypami

i  przekonaniami.  Tożsamości  nie  kreuje  się  na  podstawie  czyjejś  oceny

i porównywania się z innymi. W ten sposób tworzy się maski. Prawdziwa

tożsamość to moje jestestwo, mój temperament, charakter, osobowość i to,

jak  potrafię  tego  używać.  Im  bardziej  szanuję  siebie,  tym  lepiej  używam

moich zasobów.

B. M.: Wiele kobiecych problemów z poczuciem własnej wartości bierze się

ze  zmiany  ról  społecznych.  Przecież  stosunkowo  niedawno  kobiety

wkroczyły  w  świat  biznesu  i  ekonomii,  od  niedawna  mają  takie  samo  jak

mężczyźni  prawo  do  edukacji  czy  głosowania  w  wyborach  powszechnych.

Do  tej  pory  wystarczyło,  że  przykładnie  zajmowały  się  dziećmi  i  dbały

o relacje rodzinne. Dziś muszą jeszcze zarabiać i wykazywać się jako kobiety

sukcesu w – bądź co bądź – męskim świecie. Specjalnie użyłam określenia

„męskim”.  Prowadząc  wywiady  z  kobietami  na  wysokich  stanowiskach

kierowniczych  lub  z  właścicielkami  dużych  i  małych  firm,  wielokrotnie

spotkałam  się  ze  stwierdzeniem,  że  biznes  ma  płeć.  Inaczej  interesy

załatwiają  panowie,  nieco  inaczej  panie.  Kiedy  na  gruncie  zawodowym

spotykają się przedstawiciele obu płci, robi się ciekawie. Jeżeli dołożymy do

tego różnicę wieku, to będzie jeszcze ciekawiej. I tutaj zagubione są zarówno

panie,  jak  i  panowie.  Dotąd  bowiem  w  interesach  trzeba  było  być

skutecznym,  twardym  negocjatorem,  ambitnym  i  tak  dalej.  Mężczyźni  od

dzieciństwa  uczą  się  maskowania  emocji  w  celu  zdobycia  przewagi

i  wygryzienia  rywali  (o  ile  w  grę  nie  wchodzi  jawna  agresja  jako  metoda

walki o swoje). Tymczasem kobiety przeciwnie – od małego nastawione są

background image

na  empatię  i  wychwytywanie  sygnałów  o  stanie  samopoczucia  z  twarzy

drugiej osoby

5

.

Niejedna utalentowana i biznesowo kompetentna kobieta poległa podczas

negocjacji  z  biznesmenem  czy  rozmowy  z  przełożonym,  skupiając  się  na

tym,  co  on  czuje,  co  kryje  się  za  jego  kamienną  miną.  Podczas

przedstawiania własnych argumentów szukała aprobaty na jego twarzy lub

próbowała naśladować jego gesty w myśl zasady „myślimy podobnie, nasze

ciała  kopiują  swoje  ruchy”.  A  tu  niespodzianka  –  pan  odbiera  panią  jako

niestabilną emocjonalnie, niepoważną, niemyślącą o konkretach. Może się

nawet pojawić określenie „zbyt kobieca”. Bo przecież dobrego biznesmena

charakteryzowały wcześniej przede wszystkim cechy męskie.

M. K.: A jakie miały go charakteryzować, skoro biznesmenami byli przez lata

mężczyźni.  Jeżeli  kobieta  prowadziła  biznes,  było  to  raczej  małe

przedsięwzięcie dla kobiet, ale i tu szybko wkroczyli mężczyźni i z lokalnych

firm stworzyli korporacje. Ponieważ my, kobiety, jesteśmy w świecie biznesu

od  niedawna,  to  nie  mamy  kobiecych  wzorców.  Cechy,  o  których  mówisz,

w  zasadzie  nigdy  nie  przystawały  kobiecie.  Tworzymy  nasze  biznesy,

„ukobiecając”  męskie  wzorce  czy  wręcz  je  naśladując,  rezygnując  tym

samym  z  siły  kobiecości.  Niepotrzebnie.  Coraz  więcej  badaczy

przedsiębiorczości  przyszłości  podkreśla  fakt,  że  będzie  ona  należała  do

kobiet.

B.  M.:  Wiele  kobiet  nadal  jednak  nie  wierzy  w  siebie  i  w  to,  że  mogą  coś

więcej niż „siedzieć w domu”. Przykre jest to, że wydają o sobie takie opinie,

nawet  nie  podjąwszy  jakiejkolwiek  próby  zmiany  obecnego  stanu  rzeczy,

albo  poddają  się  po  jednej  mizernej  próbie,  kwitując  to  słowami:

„Wiedziałam,  że  tak  będzie”.  Nie  chodzi  tylko  o  nieudane  poszukiwania

pracy  i  pierwsze  niepowodzenia  w  biznesie  –  one  podsumowują  to  w  taki

sposób, jakby katastrofą było całe ich życie. Można powiedzieć, że kobiety są

mistrzyniami  negatywnego  myślenia,  trzymania  siebie  w  mizerności

i rezygnowania ze strachu z szans, z okazji, z podejmowania ryzyka.

M. K.: No właśnie! Od czego zaczęły tę próbę? Od przeczytania romansidła

czy  obejrzenia  tandety  i  próby  wcielenia  tego  w  życie?  Życie  to  nie  fikcja

literacka czy film. To przykre, ale współczesny komercyjny świat nie jest zbyt

background image

zainteresowany  ludźmi  świadomymi  swoich  wartości.  Stąd  cała  masa

kolorowych,  przesączonych  szmirą  i  tandetą  pism,  programów,  filmów.

Ludzie żyją życiem niczyim, zapominają o własnym, pamiętają swoje imię

i  nazwisko  i  utrwalają  w  sobie  poczucie  beznadziejności  oraz  narastającej

frustracji. I gdy ona oddaje się gotowaniu obiadów i sprzątaniu, on oczekuje

od  niej  wampa,  bo  naoglądał  się  głupot.  I  odwrotnie,  gdy  on  przychodzi

zmęczony  z  pracy,  ona  oczekuje,  że  będzie  ją  uwodził  i  obsypywał

komplementami,  które  doprowadzą  do  wybuchu  namiętności  –  efekt

uboczny  przyswajania  scenariuszy  pisanych  dla  pieniędzy.  Wielu  ludzi

narzeka,  że  nie  ma  czasu  na  nic,  jednocześnie  trwoniąc  go  na  oglądanie

banalnych  i  naiwnych  bzdur.  Przy  tym  zazdroszczą  tym,  którzy  nie  mają

czasu  na  masowo  ogłupiające  przyjemności,  a  wolą  rozwijać  swoją

osobowość.

B. M.: Są panie, które narzekają, że nie mają czasu ani możliwości wyrwać

się  na  warsztaty  rozwoju  osobistego,  za  to  potrafią  streścić  kilkanaście

odcinków  różnych  seriali.  Pełnienie  warty  przed  telewizorem  pochłania

czas.  Są  to  mistrzynie  tłumaczenia  się,  które  mnie  oczywiście  nie  jest  do

niczego  potrzebne  –  one  tłumaczą  się  przed  sobą.  Używamy  wymówek,

ponieważ strach przed zmianami i przed tym, co nieznane, trzyma nas w tej

samej niewygodnej, ciasnej i smutnej, ale znanej rzeczywistości.

Oczywiście  panów  zalegających  po  pracy  na  kanapie  z  pilotem  w  ręku

także nie brakuje.

M.  K.:  Bezpowrotnie  zabrany  czas  i  poczucie  własnej  wartości.

Nicnierobienie  ćwiczy  w  nicnierobieniu,  podobnie  jak  narzekanie  jest

treningiem w narzekaniu. To kwestia wyboru. Jeżeli wybieram bierność, nie

powinnam  mieć  do  nikogo  pretensji.  Ale  jeżeli  chcę  działać  w  biznesie,  to

muszę być aktywna.

B. M.: Od kiedy w biznesie są kobiety, zaczęły się pojawiać określenia takie

jak  „empatia”  czy  „inteligencja  emocjonalna”.  Wprost  mówi  się  o  tym,  że

tam, gdzie są kobiety, poprawia się atmosfera w pracy, polepszają się relacje

i komunikacja interpersonalna. Nic w tym dziwnego – jesteśmy biologicznie

zaprogramowane  na  budowanie  relacji  i  w  pewnym  momencie  swojego

życia wiele z nas odczuwa potrzebę działania na rzecz jakiejś społeczności.

background image

Czasem łączymy to z biznesem, a czasem nie.

M.  K.:  Kobiety  kierują  się  intuicją,  a  to  „takie  niemęskie”.  Nadal  pokutuje

przekonanie,  że  męski  styl  w  biznesie  to  ten  jedyny  słuszny.  Panie  w  to

wierzą,  panowie  nie  zaprzeczają,  a  poczucie  własnej  wartości  ciągle

niedomaga.

B.  M.:  Zamiast  wartościować  (lepszy,  gorszy)  styl  zarządzania  czy  styl

biznesowy zależnie od płci, lepiej mówić po prostu „inny”.

M. K.: Właśnie. Gdy mówimy „lepszy”, „gorszy”, wówczas skupiamy się na

ocenie, narzucamy własne przekonania. Gdy mówimy „inny”, „odmienny”,

to stwarzamy płaszczyznę odbioru. Dla jednego będzie to nie do przyjęcia,

dla  innego  wprost  przeciwnie.  Ale  to  oni  sami  zagospodarują  sobie  swoją

płaszczyznę odbierania ludzi i zdarzeń. W ten sposób nabieramy większej

pewności siebie – zarówno my jako nadawcy, jak i ci, którzy są odbiorcami

naszego komunikatu.

Gdy  narzucimy  własną  ocenę  danej  sytuacji,  choleryk  zareaguje

natychmiast.  Jeżeli  nie  zgadza  się  z  naszą  opinią,  może  być  głośno

i  burzliwie.  Jeżeli  ją  akceptuje,  rozegra  to  w  taki  sposób,  aby  wszyscy  byli

przekonani, że ocena wyszła od niego i tylko przypadkiem ktoś inny o tym

powiedział. Podobnie zareaguje sangwinik, i na pewno doda swoje wywody

i domniemania. Flegmatyk może być oburzony i urażony bezpośredniością

oceny; w końcu jako symbol tolerancji i ustępstw nie może na to przystać, ale

cóż może zrobić? Melancholik stwierdzi, że to nie jego sprawa.

Jaki  będzie  efekt?  Wszyscy  skupią  się  na  narzuconym  zdaniu  i  nikt  nie

przyjrzy się istocie sprawy. W zasadzie w taki sposób byliśmy wychowywani.

Tego też zresztą uczono nas w szkołach. Poniekąd wmówiono nam, że ocena

to  najlepszy  sposób  na  życie,  ponieważ  motywuje  do  działania.  Natomiast

życie  pokazuje,  że  ocena,  owszem,  działa,  ale  nie  na  wszystkich.  Gdy

oceniamy temperamenty ekstrawertyczne, czyli choleryka i sangwinika, to

działanie i dyskusję mamy zapewnione. Flegmatyk i melancholik po prostu

przyjmą ocenę i ją zapamiętają.

B. M.: A melancholik nie dość, że zapamięta, to jeszcze weźmie to głęboko do

siebie i zrazi się do osoby oceniającej.

background image

M. K.: Są takie warunki, na przykład testy, egzaminy, konkursy, w których

ocenianie  jest  koniecznością.  I  w  porządku.  W  ten  sposób  dostajemy

instrukcje, jak wzmacniać swoje talenty, jak wspinać się na wyżyny sukcesu.

Natomiast w sytuacjach życiowych unikanie oceny umożliwia samodzielne

odlezienie  się  w  sytuacji.  A  wystarczy  zmienić  ocenę  na  opis  okoliczności,

które nam przeszkadzają, blokują nasze działanie czy zamiary. Bywa, że jest

to  lepszy  motywator  niż  ocena.  Jednak  trzeba  pamiętać,  że  wdrażanie

nowych reguł trwa. Wymaga czasu na sprawdzanie wytrzymałości nowych

zasad  i  wytrwałości  wprowadzającego  je  człowieka.  I  jeszcze  kwestia

pochwały. Jej brak osłabia nie tylko wiarę w dobre wykonanie zadania, ale

też poczucie własnej wartości: „Cokolwiek zrobię, i tak będzie źle”. Człowiek

źle siebie ocenia i wpędza się w poczucie winy (introwertycy) lub popycha do

buntu (ekstrawertycy).

Coaching a poczucie własnej wartości

B.  M.:  Ugruntowane  poczucie  własnej  wartości  stanowi  o  naszej  sile

niezależnie  od  płci  i  reprezentowanego  temperamentu.  Melancholikom

i  cholerykom  trudno  dać  sobie  prawo  do  popełniania  błędów,  ponieważ

obydwa typy mają zapędy na perfekcjonistę. Z kolei sangwinicy i flegmatycy

nazbyt często chcą sprawić przyjemność innym, nierzadko kosztem siebie.

M.  K.:  Zachwiane  poczucie  własnej  wartości  jest  źródłem  wielu  innych

problemów,  jak  choćby  toksyczne  relacje  z  otoczeniem.  Osoby  o  niskiej

samoocenie  są  niepewne  siebie,  swoich  umiejętności,  częściej  ulegają

naciskom  i  manipulacji,  czują  się  nieatrakcyjne  fizycznie,  stają  się  zbyt

uległe  lub  agresywne  i  często  oszukują,  by  otrzymać  nagrodę.  Uległość

i  agresja  to  dwie  strony  jednego  medalu  –  niskiego  poczucia  własnej

wartości. Z kolei szacunek i otwartość to cechy wysokiej samooceny.

B. M.: Budując poczucie własnej wartości, musimy się skupić na tym, czym

dysponujemy.  Ciekawie  podchodzi  się  do  tego  w  coachingu,  ponieważ

w przeciwieństwie do psychoterapii coaching nie zajmuje się wywlekaniem

spraw z przeszłości.

M.  K.:  Tak,  to  prawda.  Coaching  nie  bazuje  na  ocenie  sytuacji  czy  osoby,

background image

tylko na stwarzaniu przestrzeni do poznawania siebie. Traktuje przeszłość

człowieka jako historię, która już się wydarzyła, i sięga do niej po „momenty

chwały”, aby pokazać osobie, która bierze udział w coachingu, że skoro tak

bywało w przeszłości, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby to powtórzyć. Nic

oprócz myśli, przekonań, stereotypów i niewygodnych nawyków. I na tym

skupia  się  coaching.  Na  właściwym  rozpoznaniu,  co  tak  naprawdę

przeszkadza  osobie  w  osiągnięciu  celu,  na  inspirowaniu  jej  przy

opracowywaniu  taktyki  i  strategii  oraz  na  wspieraniu,  gdy  wprowadza  je

w życie. Johann Wolfgang von Goethe pisał: „Nic nie jest ani dobre, ani złe,

to  nasze  myślenie  takim  to  czyni”.  Właśnie  podczas  coachingu  można  się

o  tym  przekonać.  Ludzie  przychodzą  na  coaching,  bo  nie  mogą  poradzić

sobie z tą czy inną osobą. Chcą znaleźć na nią jakiś sposób. A sposób jest

tylko jeden – zacząć od siebie. Cytowany już Goethe powiedział też, że jeśli

każdy  posprząta  w  swoim  ogródku,  to  świat  będzie  czysty.  I  właśnie  tego

uczymy  się  w  trakcie  procesu  coachingowego  sprzątania  we  własnym

ogródku.

B. M.: Ta metafora trafi do ludzi przekonanych o tym, że ich życie spoczywa

w ich rękach, i do tych, którzy biorą odpowiedzialność za to, co robią.

M.  K.:  Metafora  pozwala  przełamać  racjonalne  podejście  do  sprawy.

W swojej pracy często używam metafor i wizualizacji. Są to narzędzia, które

oddziałują na podświadomość. Bardzo podoba mi się to, co powiedział jeden

z moich klientów, który podczas pewnej sesji coachingu poprosił o metaforę:

„Dzięki  metaforze  mój  rozum  głupieje  i  się  wycofuje,  a  ja  mogę

porozmawiać ze swoją intuicją”. Każdy proces coachingu rozpoczynam od

poznania  temperamentu  danej  osoby.  To  stwarza  dla  niej  przestrzeń,  aby

mogła  zrozumieć  i  zaakceptować  swoje  dotychczasowe  zachowanie  oraz

pojąć, że nic nie jest przesądzone, a nad każdą sprawą można popracować

i jest to tylko kwestia odpowiedniej strategii. Odkryłam, że od kiedy stosuję

taki system pracy, moim klientom jest łatwiej rozprawiać się z poczuciem

winy i szybciej odbudowują wiarę w siebie. Po prostu nikt ich wcześniej nie

uświadomił, oni sami nie wiedzieli. Nie ma winnych, jest doświadczenie.

B.  M.:  Nauka  akceptacji.  Na  warsztatach  niektóre  panie  z  trudem

uświadamiają  sobie,  że  ich  silna  potrzeba  kontrolowania  niemalże

background image

wszystkiego uniemożliwia im akceptację tego, co się dzieje, a na co w istocie

nie  mają  wpływu.  Sprawy  wymykają  im  się  spod  kontroli  i  trzeba  znaleźć

winnego.

Kiedyś  jedna  z  uczestniczek  warsztatu  odkryła  przyczynę  niechęci  do

swojej synowej, którą (w dużym skrócie) winiła za to, że syn wyprowadził się

nie tylko z domu, ale i z rodzinnego miasta. W przekonaniu tej pani jej syn

był nieskazitelny (bardzo chciała, aby taki był), zatem dla kontrastu czarnym

charakterem  musiała  zostać  synowa.  Nadmierna  potrzeba  kontroli

dorosłego syna oraz jednoczesny brak takiej możliwości rodziły frustrację,

złość, gniew i maskowały odczuwaną pustkę.

M. K.: To jest bardziej widoczne u kobiet, ponieważ one są nastawione na

relacje,  a  mężczyźni  na  zadaniowość.  Dla  kobiet,  które  nie  mają

ugruntowanego  poczucia  własnej  wartości,  dorastanie  dzieci  jest  bolesne.

Trudno im się odciąć od utartych schematów. Całe swoje życie dostosowały

do dzieci. Tak naprawdę zapomniały o sobie i o partnerze. Mamy dzieci po

to, aby wychować je na wspaniałych, samodzielnych dorosłych, a nie po to,

by  traktować  je  jak  zabawki.  Niestety  często  traktujemy  je  jak  własność  –

jesteś  moim  dzieckiem  i  ja  wiem,  czego  ci  potrzeba.  Taka  postawa  jest

bardzo  toksyczna.  Z  czasem,  w  zależności  od  temperamentu,  przybiera

różne odcienie, ale zawsze zatruwa dzieciom życie na wiele sposobów.

Tabela 4. Mocne i słabe strony poszczególnych temperamentów

Mocne strony

Słabe strony

Choleryk

 ukierunkowany na cel

 bardzo dobry organizator

 łatwo dostrzega praktyczne rozwiązania

 szybki w działaniu

 rozdziela pracę

 kładzie nacisk na wydajność

 realizuje cele

 potrafi motywować innych

 opozycja pobudza go do działania

 trudno mu uznawać racje innych

 nie lubi przekazywać innym kontroli

 nie potrafi się podporządkować

 wydaje spontaniczne sądy, oceny, często raniąc innych

  nie  jest  skłonny  udzielać  emocjonalnego  wsparcia

innym ludziom

Sangwinik

 inicjuje nowe formy aktywności

 sprawia bardzo dobre wrażenie

 twórczy i barwny

 ma problemy z wykonywaniem zadań, zwłaszcza tych

precyzyjnych i w określonym terminie

 nie umie odmawiać, w związku z tym często przejmuje

background image

 tryska energią i entuzjazmem

 rozpoczyna w efektowny sposób

 pobudza innych do współpracy

 oczarowuje współpracowników

za dużo obowiązków

 zapomina o różnych sprawach

 jest niepunktualny

 łatwo ulega emocjom

Flegmatyk

 kompetentny i solidny

 zgodny, tolerancyjny

 ma zdolności administracyjne

 unika konfliktów

  ma  zdolności  mediacyjne,  potrafi  być  rozjemcą

w konfliktach

 dobrze znosi naciski

 znajduje proste rozwiązania

 ma problemy z szybkim podejmowaniem decyzji

 ma skłonności do unikania ryzyka

 zwleka, odkłada sprawy na później

 ma trudności w określaniu celów

 unika odpowiedzialności (np. niechęć do awansu)

Melancholik

 perfekcjonista o wysokich wymaganiach

 wytrwały i dokładny

 podporządkowuje się regulaminom

  zorganizowany,  uporządkowany,  docenia  wagę

szczegółów

 oszczędny

  łatwo  dostrzega  problem  i  znajduje  twórcze

rozwiązanie

 musi dokończyć, co zaczął

 uwielbia liczby, wykresy, tabele, zestawienia

 nieufny w stosunku do ludzi i sytuacji

 bardzo wrażliwy, łatwo go urazić

 łatwo popada w apatię i depresję

 perfekcjonista wymagający wobec siebie i innych

 ma trudności w określaniu celów

 unika odpowiedzialności (np. niechęć do awansu)

Źródło: opracowanie własne.

Flegmatyk jest jak kameleon

B. M.: O zatruwających życie teściowych mówi się często, gdy te przejawiają

cechy  choleryka.  Jednak  także  matki  flegmatyczki  potrafią  zatruć  życie

dzieciom  i  innym  osobom  w  swoim  otoczeniu  przez  narzekanie,

marudzenie i mentalne tkwienie w przeszłości.

Trzeba  przyznać,  że  flegmatyk,  jako  temperament  niezdecydowany,

często obojętny i ugodowy, ma tendencję do bycia bezbarwnym. Stanowi tło

dla innych, zatracając poniekąd swoją osobowość, zwłaszcza jeżeli ma słaby

charakter, a jego partnerem życiowym jest silny choleryk, silny melancholik

czy  nawet  silny  sangwinik.  Flegmatyk  wpasowuje  się  w  otoczenie.

Przypomina  kameleona,  który  przybiera  barwy  otoczenia,  aby  jak

najbardziej  do  niego  pasować  i  stać  się  niewidocznym  oraz  bezpiecznym.

Dlatego  flegmatycy  podążają  za  swoimi  silnymi  partnerami,  którzy

background image

najczęściej mają w sobie wiele z choleryka. I gdy taka pani flegmatyk, która

całe  życie  poświęciła  dzieciom,  zostaje  nagle  w  opuszczonym  gnieździe

z  mężem  pracoholikiem,  którego  ciągle  nie  ma,  albo  z  mężem

melancholikiem,  który  ma  swoje  pasje,  świat  wywraca  jej  się  do  góry

nogami.  Brakuje  tła,  w  jakie  mogłaby  się  wpasować,  brakuje  codziennych

zadań, które dotąd regulowały jej czas. Cóż ma wtedy zrobić pozostawiona

sama  sobie,  jeżeli  nie  wie,  jaką  barwę  przybrać  i  jak  dostosować  się  do

otoczenia, bo to właśnie się zmienia?

M.  K.:  Ponieważ  flegmatyk  jest  taki  tolerancyjny  i  wycofany,  chce  być

uczestnikiem,  a  nie  decydentem.  Wtapia  się  w  otoczenie.  A  gdy  coś  się

wydarza, układ się zmienia, on głupieje.

Znam  flegmatyczkę,  panią  Alinę,  która  całe  życie  podążała  za  mężem

cholerykiem. Wykonywała jego rozkazy, wszystko było w zasadzie pod jego

dyktando. I dopóki była praca i dzieci, jakoś się to kręciło. A potem dzieci

dorosły,  wyprowadziły  się  z  domu  i  zajęły  własnym  życiem,  praca  się

skończyła, zaczął się etap emerytury. Choleryk zawsze znajdzie sobie coś do

roboty,  i  tak  też  było  z  mężem  pani  Aliny.  Ona  zaś  zobaczyła  przed  sobą

wielką pustkę. Nie miała tła, nie było już dzieci czy pracy, został tylko mąż

choleryk,  którego  w  przypływie  bezsilności  zaczęła  naśladować.  To

prowadziło  do  coraz  częstszych  nieporozumień.  Pasja,  z  jaką  kiedyś  pani

Alina piekła ciasta, przestała mieć dla niej znaczenie, bo i po co piec ciasto.

Dom stał się jej twierdzą. Z rozżaleniem wspominała, jak było kiedyś, czym

doprowadzała  męża  do  szału.  Czuła  się  coraz  bardziej  niepotrzebna,

a jedynym, co miała, była nadzieja. Choć też do końca nie wiedziała, na co

ma nadzieję. Na to nałożyła się choroba, która coraz bardziej ograniczała jej

ruch  i  swobodę  życia.  W  pewnym  sensie  choroba  stała  się  wygodną

wymówką – nie mogę tego, bo jestem chora, bo szybko się męczę. Mężowi

cholerykowi  zaś  stworzyła  piękną  okazję  do  wykazania  się  –  nie  było  już

dzieci  ani  pracy,  zmniejszyła  się  liczba  obowiązków  domowych,  zatem

mężczyzna z impetem zaczął dyrygować leczeniem swej małżonki, wyręczać

ją  z  codziennych  zadań.  Tak  naprawdę  uwięził  ją  w  chorobie.  Pani  Alina

odżywała, gdy dowiadywała się, że przyjadą dzieci. Te mieszkały za granicą

i  przyjeżdżały  dwa  razy  w  roku.  Wówczas  pani  Alina  zaczynała  piec

i gotować. Miała siłę, by na przekór chorobie robić to, co uwielbiała.

background image

B. M.:  Obecnie  mężczyźni  nadal  rzadko  zostają  w  domu  z  dziećmi,  zatem

jeszcze  do  emerytury  (a  ta  zaczyna  się  coraz  później)  mają  pewne  tło,

w które mogą się wpasować. Gorzej z kobietami, które rezygnują z pracy na

rzecz wychowywania dziecka. Flegmatyk jest leniwy z natury, zatem jeżeli

partner zdejmie z niego obowiązki zawodowe, oddycha z ulgą i „poświęca

się” dzieciom.

M. K.: Dla flegmatyczek jest to wręcz wymarzona sytuacja.

B.  M.:  Tym  bardziej  że  dzieci  zwykle  same  z  siebie  generują  zadania  do

wykonania.  Trzeba  je  nakarmić,  ubrać,  odwieźć  do  szkoły,  na  zajęcia.  To

wszystko jest bardzo ważne i z pewnością rodzic flegmatyk potrafi oddać się

dzieciom bez reszty i poświęcić ich wychowaniu. Jeżeli jednak zatraci w tym

siebie,  jeżeli  jego  Ja  oznacza  „obowiązki  związane  z  dziećmi”,  a  jego

marzenia kończą się tam, gdzie zaczyna się wolność dzieci, to w momencie,

kiedy  te  dorastają  i  stają  się  niezależne,  flegmatyk  staje  się  niepotrzebny.

Wszystkie krótkofalowe cele się kończą, a on nie wie, co ma ze sobą zrobić.

M.  K.:  To  jest  tak  naprawdę  tragedia  flegmatyka.  Dobrze,  jeśli  partner

przynajmniej docenia jego wkład i stara się narzucić mu jakiś nowy rytm.

Jeżeli  zaś  partner  flegmatyka  jest  zajęty  sam  sobą  lub  wręcz  gardzi  jego

postawą,  powstaje  poważny  problem.  Pojawiają  się  ucieczki  w  telewizję,

narzekanie  na  los,  generowanie  chorób  przewlekłych.  Flegmatyka  może

ocalić  własna  pasja,  jeżeli  jest  wystarczająco  silna.  Pasję  jednak  można

rozwijać  wtedy,  gdy  odbudujemy  poczucie  własnej  wartości.  To  właśnie

przykład pani Aliny – pasja do pieczenia wzmocniła ją, gdy znajomy jej córki

otworzył niewielką kawiarnię, a ta poleciła mu swoją mamę. Nie obyło się

oczywiście  bez  pewnych  zabiegów,  bo  zrezygnowany  flegmatyk  to  trudny

orzech do zgryzienia.

Gdy  flegmatyk  jest  doceniany,  zaczyna  się  inaczej  zachowywać.

Podchodząc  doń  pełni  zrozumienia,  empatii,  otwieramy  przed  nim  nowe

perspektywy. Gdyby flegmatyk miał warunki, to może znalazłby sobie jakąś

pasję. Jeżeli zaś choleryk podciął mu skrzydła, to choroba może się dla niego

okazać  błogosławieństwem  –  poddaje  mu  wymówkę  dla  dalszego

„nicnierobienia”, dla niezmieniania niczego i dla braku decyzyjności. Jeżeli

flegmatyk  nie  ma  pasji,  to  ucieka  w  chorobę,  żeby  mieć  święty  spokój.  Co

background image

ciekawe,  zazwyczaj  choruje  bardzo  specyficznie  –  jego  życiowy  spokój,

tolerancja dla otoczenia, swoiste pogodzenie się z losem sprawiają, że jest

dość  odporny  na  stres  i  ma  w  miarę  zdrowy  organizm.  Dlatego  jeżeli

flegmatyk  choruje,  często  są  to  różne  choroby  płuc,  krtani,  układu

oddechowego.  Medycyna  chińska  mówi,  że  tego  typu  schorzenia  mają

związek  z  byciem  pod  presją,  z  uleganiem  innym,  nieumiejętnością

wypowiadania  swojego  zdania,  wieloletnim  tłamszeniem.  Flegmatyk

pragnie  akceptacji  i  zrozumienia;  czasami,  żeby  zwrócić  na  siebie  uwagę

i  przyciągnąć  ludzi,  zaczyna  chorować.  Jest  to  oczywiście  podświadomy

proces.

Melancholik – najbardziej krytyczny wobec siebie

B. M.: Trzeba przyznać, że sporo problemów z poczuciem własnej wartości

ma  też  melancholik.  To  temperament  najbardziej  krytyczny  wobec  siebie.

Surowy  w  ocenie  własnych  działań,  zachowań,  swój  największy,

bezwzględny sędzia. Jeżeli dodać do tego skłonność do pesymizmu, często

efektem  jest  podważanie  własnego  Ja,  swoich  umiejętności  i  talentów.

Melancholik lubi rozgrzebywać rany, dlatego bywa, że nieopatrzna krytyka

wypowiedziana  pod  jego  adresem  przełoży  się  na  podjęte  decyzje  czy

myślenie o sobie.

Miałam  znajomą,  która  była  nazbyt  poważna.  Melancholicy  są  poważni

sami z siebie, jednak kamienna twarz Moniki rzutowała na relacje z innymi.

Było to zwyczajnie przykre dla otoczenia. Znajoma była nielubiana, unikano

jej  towarzystwa.  Zresztą  było  coś  sztucznego  w  tej  masce  powagi.  Co  się

okazało? Kiedyś matka w złości powiedziała Monice, żeby przestała się tak

śmiać, bo wygląda jak półgłówek. Po flegmatyku taka uwaga spłynie jak po

kaczce,  choleryk  może  by  się  wściekł,  odgryzł  i  zapomniał  o  sprawie,

sangwinik także by sobie z tym poradził. Jednak silna melancholiczka, jaką

jest  Monika,  zapamiętała  to,  wzięła  sobie  do  serca  i  bardzo  kontrolowała

swoją mimikę. Gdy mi o tym opowiadała, płakała jak bóbr i wiadomo było, że

to  zaledwie  czubek  góry  lodowej  –  skrawek  jej  zamrożonej  przez  krytykę

osobowości. Dotarcie do własnego Ja nie jest bowiem dla melancholika aż

tak  trudne  –  on  ciągle  myśli,  zastanawia  się,  analizuje,  poznaje,  zgłębia.

Wyzwaniem jest dopiero uwierzenie we własne siły, w swoje zalety, w to, że

background image

jest się wystarczająco dobrym.

M. K.: Melancholik ma silną potrzebę bycia nieskazitelnym, jednak stwarza

pozory, że mu na tym nie zależy. Chowa się za maską nonszalancji, aby nikt

nie  odkrył,  kim  naprawdę  jest.  W  głębi  duszy  melancholika  mieszka

samotność – boi się on opuszczenia przez najbliższych i ośmieszenia przez

pozostałych.  Nie  jest  łatwo  dotrzeć  do  niego  z  metaforą  i  wizualizacją.

Potrzeba  czasu,  aby  melancholik  nam  zaufał,  a  gdy  już  się  dotrze,  może

zobaczyć w końcu to, co stanowi o jego sile. Największą wartością jest, że

zobaczył to i doświadczył tego sam, nikt mu tego nie narzucił. Ubóstwiam tę

malującą się na twarzach melancholików błogość – wtedy wiem, że poznają

swoją prawdę.

Podobnie  jest  z  zatwardziałymi  cholerykami.  To  zadaniowcy,  których

prowadzi  ambicja.  Widzą  przysłowiową  drzazgę  w  czyimś  oku,  a  belki  we

własnym  nie  dostrzegają.  Są  przekonani  o  swojej  nieomylności

i nieudolności świata. Cholerycy często opierają poczucie własnej wartości

na  swojej  skuteczności  działania.  Wyrzekając  się  swoich  emocji,  wpadają

w  wir  rywalizacji  i  udowadniają,  że  racja  jest  po  ich  stronie.  Nie  zwracają

uwagi  na  spustoszenie,  jakie  sieją  wokół.  Opamiętanie  przychodzi

w  momencie,  gdy  mają  przed  sobą  widmo  samotności  i  odrzucenia.  Gdy

rodziny już nie ma, a firma z nich rezygnuje.

Inaczej wygląda to u sangwinika. Jego poczucie własnej wartości rośnie

proporcjonalnie  do  liczby  pochwał  za  to,  że  to,  co  robi,  ma  sens  –  czyli

pochwał za kreatywność. Jeżeli będziemy chwalić sangwinika za to, że jest

uroczy,  to  stworzymy  celebrytę,  który  utożsami  poczucie  własnej  wartości

z pychą. Skrajny sangwinik to naiwny lekkoduch i niepoprawny optymista,

który opiera samoocenę na liczbie oklasków i długości owacji. Kiedy te się

kończą,  pojawia  się  bezradność  skrzywdzonego  dziecka  –  płacz,  histeria,

krzyki  i  obrażanie  się  na  cały  świat.  Sangwinik  lubi  nowości,  dlatego

metafora  i  wizualizacja  są  dla  niego  bardzo  atrakcyjne.  I  ta  niepojęta

mimika twarzy dziecka, które odkrywa drugą stronę swojego życia…

Kobiece poczucie własnej wartości

M. K.: Żyjemy w czasach, w których liczą się szybkość i ilość. I gdy tak prędko

background image

zdobywamy  dużo,  równie  szybko  to  tracimy  i  zyskujemy  coraz  mniej.  Co

zyskujemy? Wykształcenie, pracę, dodatkowe dochody, zajęcia, znajomości,

partnerów,  związki.  Co  tracimy?  Spokój,  zdrowie,  czas,  pasje,  znajomości,

partnerów,  związki  i  przede  wszystkim  kontakt  z  samym  sobą.

Wzmacniamy  się  tym,  co  przyniosą  okoliczności,  inni  ludzie,  pieniądze.

Zapominamy  o  wzmacnianiu  siebie,  swoich  wartości.  W  tym  pośpiechu

skupiamy się na tym, co z wierzchu, nie zaglądamy do środka. Sądzimy po

pozorach, bo przecież nie ma czasu na więcej, przez co zaniedbujemy własną

intuicję i wrażliwość. Uczymy się manipulacji. Bardziej obserwujemy ludzi

i mylimy patrzenie z poznaniem. Zauważamy czynniki zewnętrzne, jednak

nie  szukamy  zrozumienia  i  wyjaśnienia,  dlaczego  postępujemy  tak,  a  nie

inaczej.

B.  M.:  Wyjątkiem  może  być  melancholik,  w  którego  przypadku  pytanie

„Dlaczego?” i szukanie przyczyn stanowią drugą naturę. Bywa jednak, że na

szukaniu poprzestaje i nie wyciąga z tego wniosków, które mógłby przekuć

na działania. Często wynika to z lęku przed porażką.

M. K.:  Opieramy  się  na  powierzchowności,  podejmujemy  takie,  a  nie  inne

decyzje, wchodzimy w takie, a nie inne związki i nie rozumiemy dlaczego.

Nie zastanawiamy się bowiem też na sobą. Zaczynamy oceniać, że ktoś się

zachowuje nie tak, jak my tego oczekujemy. Nie wystarczy patrzeć na ludzi

z  zewnątrz  –  warto  się  pochylić  nad  sobą,  skupić  na  poznaniu  siebie,

ponieważ  wtedy  zaczniemy  inaczej  patrzeć  na  drugiego  człowieka.  Gdy

mniej  oceniamy,  jesteśmy  bardziej  skłonni  do  zadawania  pytań.  Jeżeli  nie

zmierzymy  się  z  własnymi  cechami,  będzie  nam  trudno,  ponieważ  nie

będziemy potrafili poznawać ludzi, tylko patrzeć na nich.

B.  M.:  Na  powierzchowności  nie  oprzesz  przecież  poczucia  własnej

wartości…

M.  K.:  Na  powierzchowności  opiera  się  niskie  poczucie  własnej  wartości,

które  bardzo  negatywnie  rzutuje  na  nasze  życie,  ponieważ  sprawia,  że

dajemy  sobą  manipulować  i  pozwalamy  się  wykorzystywać,  choć  bardzo

tego  nie  chcemy.  Taki  człowiek  w  trudnych  sytuacjach  się  wycofuje,

ponieważ  nie  jest  pewien  swoich  sił  lub  jest  wręcz  przekonany,  że  jest

background image

słabszy.  Czasami  atakuje  z  całym  impetem,  aby  nikt  nie  dostrzegł,  że  jest

słaby,  i  nie  zastanawia  się  nad  tym,  że  właśnie  odkrył  swoją  słabość.  Co

ciekawe, niskie poczucie własnej wartości może się odnosić do wszystkich

sfer  życia  lub  tylko  do  wybranych.  Możemy  czuć  się  wyjątkowo  silnie  na

gruncie zawodowym, a na gruncie rodzinnym cierpieć katusze. Dajemy się

wykorzystywać, spełniamy zachcianki najbliższych, jesteśmy zagubieni. Albo

też ze strachu przed tym wszystkim w ogóle nie zakładamy rodziny, tak na

wszelki  wypadek,  żeby  nie  cierpieć.  A  przecież  cierpimy  z  powodu  braku

miłości.

B. M.: Brak ugruntowanego poczucia własnej wartości cechuje wiele kobiet.

Obserwuję  to  na  prowadzonych  przez  siebie  warsztatach  i  u  internautek

zaglądających  na  portal  Wellnessday.eu.  Dużo  już  powiedziano  na  ten

temat,  wiele  pań  wkroczyło  na  ścieżkę  budowania  poczucia  własnej

wartości,  jednak  jest  to  droga  nierzadko  długa,  czasochłonna  i  pełna

powrotów  do  przykrych  sytuacji  z  przeszłości.  Nawet  kobiety  piastujące

kierownicze  stanowiska,  mimo  wyuczonych  formułek  i  zachowań,  często

zdradzają brak pewności siebie poprzez mowę ciała. To widać.

M.  K.:  Dużą  rolę  odegrała  w  naszym  społeczeństwie  historia.  Jesteśmy

dziećmi  pokolenia,  które  wychowywało  się  między  dwoma  totalitarnymi

systemami. Jedni zamienili poczucie własnej wartości na poczucie własnej

godności  i  aktywnie  walczyli  z  systemem,  inni  zamienili  je  na  poczucie

własnej uległości, która pozwalała zachować życie, aby wychowywać dzieci

i  budować  kraj.  Gdy  ci  pierwsi  ginęli,  ci  drudzy  pamiętali  ich  patriotyzm.

I  takie  wartości  w  większym  stopniu  były  przekazywane  kolejnemu

pokoleniu: ważniejsze jest to, jak cię widzą, bo to decyduje o twoim życiu,

a w zasadzie o jego przeciętności. Czyli to, co masz i robisz, daje ci dokładnie

takie  możliwości  życia.  I  my,  jako  kolejne  pokolenie,  które  dostało  tyle

nowych możliwości, zamiast wzmacniać poczucie własnej wartości, czujemy

się słabsi, bo mocno wierzymy, że wszystko co na zewnątrz stanowi o naszej

sile.  Ale  jak  tu  wybrać  z  takiej  mnogości?  A  przecież  na  zewnątrz  są  tylko

substytuty siły.

Kształtował  nas  cały  system  przekonań,  ograniczeń,  słabości,  siły,

akceptacji  i  wyrozumiałości  naszych  rodziców  i  otoczenia.  W  każdej

rodzinie  te  proporcje  wyglądały  inaczej.  Im  więcej  było  aspektów

background image

pozytywnych, tym większe zyskiwaliśmy poczucie własnej wartości. Niestety

na obniżenie samooceny dziecka często wpływa naprawianie przez rodzica

własnego życia jego życiem. Chcemy, aby nasze dzieci miały lepiej, i robimy

wszystko, żeby uchronić je przed naszymi błędami. Tylko jak? Swoje błędy

popełniliśmy  osobiście.  Pozwólmy  dzieciom  popełniać  ich  pomyłki.  I  tu

pojawia się największa trudność. Jak mam zrezygnować z oceniania innych

ludzi i ich działań oraz jak zaufać komuś, skoro nie ufam sobie? Przyznajmy

się, ilu z nas żyje, słuchając: „Ty zrób tak, bo to jest najlepsze dla ciebie”? Ilu

ludzi uważa, że to, co teraz robią i co mają za namową najbliższych, jest dla

nich najlepsze?

B. M.: Co twoim zdaniem najbardziej szkodzi poczuciu własnej wartości?

M. K.: Porównywanie nas z innymi i robienie czegoś za nas, bo jesteśmy za

mali, bo ktoś zrobi to lepiej, szybciej, dokładniej. W obu sytuacjach jesteśmy

skazani  na  uwierzenie  w  to,  że  są  lepsi  od  nas.  Kiedyś  usłyszałam  takie

stwierdzenie: gdyby kilkunastomiesięczne dzieci uwierzyły w to, co dorośli

mówią na temat chodzenia, to ludzkość czołgałaby się w swej dorosłości.

B.  M.:  Poczuciu  własnej  wartości  pomaga  poznanie  swoich  talentów,

rozwijanie umiejętności, kompetencji i wyzwalanie potencjału. Co jeszcze?

M. K.: Zaufanie do siebie i swoich możliwości. Nabranie pewności, że jestem

tak dobra, jak trzeba, że powinnam poznać siebie, by wiedzieć, jak szanować

siebie i innych, jak być asertywną i jak nie szkodzić sobie i innym. Jak się

tego nauczyć? Trzeba zacząć od pokory i otwartości na nowe, wybaczać sobie

i innym oraz skupić się na własnym rozwoju. Kluczowe jest uświadomienie

sobie,  że  to  proces  trwający  długie  lata.  W  krótkim  czasie  możemy  się

nauczyć, jak udawać pewną siebie osobę, czyli nałożyć maskę. A przecież nie

o to chodzi…

Coaching dla ciebie:

poczucie własnej wartości

Poświęć  kilkanaście  minut  i  zastanów  się  nad  poniższymi  pytaniami.  Koniecznie
spisz odpowiedzi. Mogą cię zaskoczyć!

background image

Zastanów się nad świadomością siebie. Kim jesteś?
Co o sobie myślisz? Jak to, co o sobie myślisz,
wpływa na to, kim jesteś?

 

Jakie cechy u ciebie dominują twoim zdaniem,
a jakie zdaniem innych ludzi?

 

Jakich cech ci brakuje twoim zdaniem, a jakich
zdaniem innych ludzi?

 

Kim byś była, gdybyś nie porównywała się z innymi?

 

Kim byś była, gdybyś nie chciała dorównać innym?

 

Kim byś była, gdybyś nie chciała przypodobać się
pewnym osobom?

 

Kim byś była, gdybyś nie chciała być niezastąpiona?

 

background image

Rozdział 5

Temperament i asertywność

Beata Mąkolska: Poczucie własnej wartości współgra z postawą asertywną –

w  zasadzie  jedno  bez  drugiego  nie  istnieje.  Jednak  temperamenty  różnie

rozumieją asertywność.

Małgorzata  Krawczak:  Choleryk  w  czystej  postaci  reprezentuje  typową

agresję.  Flegmatyk,  temperament  przeciwległy,  uległość  i  bierność.

A  ciekawe  wypadkowe  tych  cech  widać  u  sangwinika  i  melancholika.

Psychologia  ogólna  nie  różnicuje  zachowań  bierno-agresywnych

i  agresywno-biernych,  a  skupia  się  na  bierno-agresywnych  jako  pewnych

zaburzeniach osobowości. Podobnie podchodzi do agresywności i uległości.

Chciałabym wyraźnie podkreślić, że moje obserwacje nie dotyczą zaburzeń

osobowości,  tylko  są  opisem  pewnych  zachowań  charakterystycznych  dla

danego typu temperamentu.

Dla  mnie  widoczna  jest  różnica  między  zachowaniem  agresywno-

biernym a bierno-agresywnym, ponieważ wskazują one odmienną kolejność

zachowań w zależności od danego temperamentu. I tak, sangwinika można

określić  jako  agresywno-biernego,  ponieważ  najpierw  pokazuje  pazur,

a  następnie  odpuszcza  i  jest  uległy.  Z  kolei  melancholik  odwrotnie  –  na

początku nie ingeruje, nie widzi sensu angażowania się i zawracania sobie

czymś głowy, aż do momentu, w którym sytuacja stanie się dla niego nie do

zniesienia. Wtedy staje się na swój sposób agresywny, dlatego określam go

jako bierno-agresywnego.

Tabela 5. Temperamenty a zachowanie

Agresywno-bierne (Sangwinik)

Agresja (Choleryk)

Uległość (Flegmatyk)

Bierno-agresywne (Melancholik)

Źródło: opracowanie własne.

B.  M.:  Wyjaśnijmy,  na  czym  polegają  zachowania  agresywno-bierne  lub

background image

bierno-agresywne.

M. K.: Agresję i uległość łatwo rozpoznać. Zachowania bierno-agresywne czy

agresywno-bierne nie są widoczne na pierwszy rzut oka.

Gdy  w  pracy  szef  wydaje  nam  dyspozycję,  z  którą  się  nie  zgadzamy,  to

agresywne  zachowanie  będzie  od  razu  skutkowało  mocnym  sprzeciwem,

łącznie z używaniem niecenzuralnych określeń. Zachowanie uległe, mimo że

wewnętrznie  się  z  czymś  nie  zgadzamy,  będzie  polegało  na  posłusznym

wykonywaniu zadania.

W  przypadku  zachowań  mieszanych,  a  częściej  są  to  bierno-agresywne,

na  pierwszy  rzut  oka  zgadzamy  się  z  zadaniem  czy  dyspozycją,  jednak

w jakiś sposób zostanie to odreagowane. Pracownik mówi: „Dobrze, szefie,

zrobię  to  dziś,  zostanę  po  godzinach”,  a  po  chwili  na  innym  gruncie

(znajomych, współpracowników) następuje wybuch agresji, na przykład: „Co

on  sobie  myśli?!  Nie  będzie  mną  manipulował,  kawał  łajdaka!”.  Albo  też

reaguje w rzadziej spotykany sposób agresywno-bierny: „Dlaczego ja?!”, po

czym po odpowiedniej argumentacji szefa zgadza się z nim. Tutaj też pada

komentarz  za  plecami,  raczej  do  siebie:  „Jaki  ja  jestem  głupi,  znów

uległem!”, a przed innymi: „Gdyby nie był szefem, to w życiu bym tego nie

zrobił!”.

Nie mając odwagi powiedzieć czegoś prosto w twarz, używamy sobie za

plecami.  Agresja  może  jednak  mieć  nie  tylko  formę  krzyku,  ale  też

dobitnych, raniących słów. Wówczas agresywne zachowanie wiąże się z ich

treścią.

B. M.: Kobiety są zdecydowanie „lepsze” w agresji słownej – używamy więcej

słów  niż  mężczyźni,  mamy  o  11%  więcej  neuronów  w  obszarach  mózgu

odpowiedzialnych  za  język  i  słuch.  Zdolności  werbalne  kobiet  biologicznie

przeważają  nad  męskimi.  To  zupełnie  naturalne  –  jako  zazwyczaj  słabsze

fizycznie zostałyśmy wyposażone w broń innego rodzaju.

Wracając  do  zachowań  bierno-agresywnych:  z  zewnątrz  może  się

wydawać, że potrzebujemy dużo czasu do namysłu. Jeżeli nie reagujemy od

razu,  a  dopiero  po  pewnym  czasie  ogłaszamy,  że  miarka  się  przebrała,

i  przechodzimy  od  braku  reakcji  do  ataku,  to  możemy  nawet  zyskać

w pewnym sensie w oczach otoczenia. Natomiast działania odwrotne, czyli

agresywno-bierne, najczęściej nas pogrążają. Jeżeli dana osoba ostro reaguje

background image

(„To  jest  zły  pomysł,  nie  będę  tego  robić”),  po  czym  idzie  i  robi  to,  przed

czym  się  opierała,  ponieważ  jej  postawa  przechodzi  w  uległą,  to  działa

przede  wszystkim  na  własną  niekorzyść.  Podważa  swój  autorytet,  zaczyna

być postrzegana jako niekonsekwentna, która trochę pokrzyczy, a następnie

i tak zrobi to, co się jej każe.

M. K.: Tego typu zachowania często są widoczne w relacji rodzic – dziecko,

gdy  dziecko  wchodzi  w  okres  buntu,  jest  niezadowolone  do  granic

możliwości,  ale  wykonuje  polecenia  rodzica.  Podobnie  w  układach

partnerskich  –  brak  konsekwencji  powoduje,  że  początkowa  agresja

przeradza się w uległość. I niestety dostarczamy drugiej osobie argumentów

do manipulacji. Uczymy ją, że reprezentujemy postawę „pokrzyczę, ale i tak

ulegnę”. Czasem to „pokrzyczę” trwa kilka godzin, czasem kilka dni, jednak

wiadomo, że po nim nastąpi trwałe „ulegam”.

B.  M.:  Jeśli  reagujący  w  ten  sposób  sangwinik  jest  w  związku  z  silnym

cholerykiem  lub  melancholikiem,  sytuacja  często  przybiera  taki  właśnie

obrót. Dobrym przykładem są różnego rodzaju święta rodzinne. Na przykład

umęczona  sangwiniczka  chce  spędzić  Wigilię  tylko  u  swoich  rodziców

i  ogłasza  to  mężowi  już  we  wrześniu,  co  mąż  melancholik  enigmatycznie

kwituje słowem „zobaczymy”, nie podejmując żadnych działań. W grudniu

się okazuje, że teściowa już się naszykowała na odwiedziny syna z rodziną,

więc  nie  można  jej  zawieść.  Sangwiniczka  pokrzyczy,  obrazi  się,  ale  i  tak

skończy na Wigilii u teściowej wraz z mężem. Mamy tu doskonały przykład

wykorzystania  żony  przez  męża  o  silniejszym,  melancholicznym

charakterze oraz braku konsekwencji, tendencji do uległości i zaspakajania

potrzeb  wszystkich  przez  kobietę  o  temperamencie  sangwinika.  Fakt,  że

sangwinik chce być lubiany, nie pozostaje bez znaczenia.

M.  K.:  Sangwiniczka  pokrzyczy,  melancholik  przeczeka  i  w  końcu  jego

będzie na wierzchu. Podobnie gdy choleryk jest związany z sangwinikiem,

tyle że tutaj głośniej ścierają się argumenty. Jeśli jest odwrotnie i próbujemy

wywrzeć  presję  na  melancholiku,  ten  się  odcina  i  ucieka  w  swój  świat.

Jednak w sytuacji bez wyjścia lub gdy miarka się przebierze, także potrafi

wybuchnąć  i  nie  będzie  to  cichy  wybuch.  Rozjuszony  melancholik  potrafi

wyciągnąć  broń,  jest  krytykantem,  bywa  mściwy  i  ma  doskonałą  pamięć.

background image

Dlatego  siła  jego  rażenia  będzie  ogromna.  Melancholik  też  jest  bierny  do

czasu,  jeśli  jednak  nadepniemy  mu  na  odcisk,  może  zaatakować.  Właśnie

dlatego  określam  go  jako  bierno-agresywnego,  w  przypadku  gdy  nie  ma

asertywnej postawy.

B.  M.:  Znaczenie  ma  jeszcze  skala  emocji.  Emocje  melancholika  trwają

dłużej  –  jeśli  przeżywa  coś  negatywnie,  to  długo  i  dobitnie,  jeśli  się

denerwuje, to przez długi czas. Sangwinikowi wszystko przechodzi szybciej,

zmienność jego nastrojów i emocji jest dużo bardziej płynna.

M. K.: Do tego sangwinik z natury jest optymistą, ma więcej energii. Warto

też podkreślić, że agresja to nie tylko krzyk, może się przejawiać w postawie

życiowej:  „jestem  zachłanny,  odważny,  chcę  działać,  robić  więcej  i  być  na

topie”. Najczęściej ten typ agresji cechuje sangwinika.

B. M.: Słowem: przebojowość. Choć inni nazwą to bezczelnością.

M.  K.:  Właśnie,  to  zależy  od  tego,  przez  pryzmat  jakich  cech  sami  na  to

patrzymy.  Sangwinik  ma  zdecydowanie  więcej  tego  typu  odwagi  niż

melancholik – ten ostatni jest pesymistą z urodzenia, dlatego będzie czekał

i patrzył, jak się sytuacja rozwinie.

B. M.: I czasem ta zwłoka działa na jego korzyść. Bo przecież gdy sangwinik

podejmuje działanie dlatego, że nie umie komuś odmówić, to też jest oznaka

braku asertywności.

M.  K.:  Mam  na  to  dobry  przykład.  Emilia  była  w  pierwszych  latach

małżeństwa  bardzo  niepewna  siebie.  Dlatego  mąż  szybko  przejął  nad  nią

władzę.  Paweł  to  melancholik  z  kilkoma  cechami  choleryka,  zatem  mocny

krytykant  przy  zamkniętej  osobowości  i  skłonnościach  do  manipulowania

otoczeniem. W tym przypadku jednak sterowanie żoną odbywało się za jej

przyzwoleniem  –  niepewna  siebie  Emilia  poddawała  się  silniejszemu

partnerowi.  Przeprowadziła  się  do  innego  miasta,  bo  nie  była  w  stanie

wyobrazić  sobie,  że  mogłaby  się  przeciwstawić  jego  woli.  Nie  miała  też

pomysłu na siebie, nie wiedziała, czego chce, więc szybko poddała się temu,

czego chciał Paweł.

background image

B.  M.:  Jeżeli  nie  zadamy  sobie  trudu  stworzenia  własnej  wizji  siebie

w  przyszłości,  nie  poszukamy  kotwic,  na  których  będzie  oparte  nasze

poczucie  własnej  wartości,  to  przyjmiemy  cudze  wizje  za  własne,  cudze

potrzeby za swoje i tak dalej.

M.  K.:  I  zrealizujemy  marzenia  innych.  Tak  było  z  Emilią  –  nie  była

asertywna  tylko  bierna,  w  związku  z  tym  Paweł  szybko  wszedł

automatycznie w rolę agresywnego.

B. M.: Mogłoby się wydawać, że to cholerykowi najtrudniej jest wypracować

postawę  asertywną,  a  tymczasem  melancholik,  który  bierze  wszystko  do

siebie,  za  wszystko  czuje  się  odpowiedzialny,  także  ma  z  tym  problem.

Czasem pomóc może poszukanie u siebie konkretnych cech, niezależnie od

głównego  temperamentu,  które  będą  punktem  wyjścia  wzmacniania

postawy asertywnej.

M.  K.:  Chyba  najszybciej  postawę  asertywną  są  w  stanie  wypracować

sangwinik  i  flegmatyk.  Z  osoby  zupełnie  nieasertywnej,  mającej  duże

dylematy  i  duże  wyrzuty  sumienia,  krok  po  kroku  można  się  zmieniać

w  potrafiącą  powiedzieć  „nie”.  Największą  przeszkodą  w  budowaniu

postawy  asertywnej  jest  podejście  „ja  sam”,  które  zdaje  się  dominować

właśnie  u  choleryka  i  melancholika.  Sangwinik  i  flegmatyk  są  bardziej

otwarci na innych, lubią się uczyć poznawania ludzi, są bardziej otwarci na

nowe, choć nie zapominajmy o tym, że gdy flegmatyk się uprze, że nie, bo

nie,  trudno  będzie  go  przekonać.  Doskonałym  przykładem  takiej  postawy

jest wspomniana już wcześniej Sandra.

Dojrzewanie  do  powiedzenia  „nie”  widać  było  też  u  Jacka,  flegmatyka

z  namiastką  sangwinika.  Jacek  nie  znał  pojęcia  „asertywność”.  Ustępując

swojej dziewczynie Justynie i znosząc jej zachowanie, czekał, aż go doceni.

Ona,  pewna  siebie  sangwiniczka  z  wyrazistym  cholerykiem,  miała  inne

zdanie w tej kwestii. Jacek był dla niej źródłem dochodów. Jako programista

komputerowy zarabiał duże pieniądze. Dostał propozycję pracy za granicą

za  jeszcze  większą  kwotę,  więc  wyjechali  oboje.  Ona  mówiła,  czego

potrzebuje,  on  to  zapewniał.  Na  jego  uległą  postawę  wpływała  również

ogromna liczba kompleksów związanych z własnym wyglądem. Jednak życie

na  obczyźnie  pod  ciągłe  dyktando  Justyny  zaczęło  być  uciążliwe.  Znajomi

background image

Jacka  się  wykruszali,  natomiast  towarzystwo  Justyny  nim  pomiatało,  lecz

mężczyzna nie słuchał rad życzliwych mu osób podpowiadających, żeby ją

zostawił.  Aż  przyszedł  impuls,  który  zadziałał  na  Jacka.  Znajomy  Justyny

zaprosił go na piwo i powiedział: „W zasadzie to nie moja sprawa, ale jesteś

facetem  jak  ja  i  nie  rozumiem,  jak  możesz  tego  wszystkiego  nie  widzieć.

Możesz dać mi po pysku, ale tę koszulę i katanę kupiła mi Justyna za twoją

kasę”.  Jacek  nie  dał  znajomemu  w  pysk.  Postawił  mu  piwo,  pogadali  i  w

jednej  chwili  mężczyzna  wiedział,  co  ma  zrobić.  To  było  większe

upokorzenie niż kilkuletnie znoszenie zniewag Justyny.

B.  M.:  Trzeba  przyznać,  że  flegmatyk  jest  jak  wielbłąd  –  potrafi  znieść

naprawdę wiele, i to bardzo długo, a jak już podejmie decyzję, to jest w niej

wytrwały.  Sandra  podjęła  decyzję  o  związaniu  się  z  toksycznym  mężem,

więc w niej trwała. Podobnie Jacek.

M.  K.:  Wszystko  to,  co  mówili  im  do  tej  pory  znajomi,  nie  miało  takiego

znaczenia jak słowa wypowiedziane przez osoby w jakimś sensie z zewnątrz.

To też pokazuje, jak oddani potrafią być flegmatycy.

B.  M.:  I  kolejna  charakterystyczna  cecha  flegmatyka  –  gdy  już  podejmie

decyzję o odejściu, odchodzi. Może się długo namyślać, ale gdy dojdzie do

kresu, będzie to decyzja nieodwołalna.

M.  K.:  W  Sandrze  i  w  Jacku  odezwały  się  dodatkowo  cechy  sangwiników,

dzięki  czemu  nabrali  optymizmu,  wstąpiła  w  nich  energia  i  w  miesiąc

zmienili  swoje  życie,  czego  nie  potrafili  zrobić  latami.  Świat  zaczął  im

sprzyjać.

Łatwiej  wypracować  asertywność,  jeśli  jest  się  mieszanką  sangwinika

i  flegmatyka.  Cholerycy,  aby  stać  się  bardziej  asertywni,  najpierw  muszą

ogarnąć swoją dyrektywność.

B.  M.:  A  melancholicy  chroniczne  poczucie  winy  i  tendencję  do  brania

odpowiedzialności  za  wszystko.  Podkreślmy  jednak,  że  asertywność  to  nie

tylko  sztuka  mówienia  „nie”.  To  także  umiejętność  szanowania  drugiego

człowieka i jego często innych poglądów, potrzeb i oczekiwań. To zarówno

sztuka proszenia o pomoc, gdy jej potrzebujemy, jak i szacunek dla odmowy

background image

udzielenia pomocy, z jaką możemy się spotkać. Znowu wracam do kwestii

świadomości – świadomego wartościowania własnych celów i umiejętności

oraz poszanowania tych kwestii u drugiej osoby.

M. K.: Asertywności można się nauczyć. A z nauką jest tak, że jak chcemy, to

się  uczymy,  a  jak  nie,  to  nie.  Chcę  podkreślić,  że  jeśli  komuś  łatwiej

przychodzi  stawanie  się  osobą  asertywną,  nie  oznacza  to  wcale,  że  jest  to

proste  zadanie.  Ważna  jest  świadomość,  po  co  to  robimy.  Każdy

temperament potrzebuje innej motywacji, każdy wyciąga inne wnioski i ma

inną „datę ważności”. Nie bez znaczenia jest ambicja, której bardzo dużo,

czasem  aż  nadto,  ma  choleryk,  całkiem  sporo  melancholik,  widoczna  jest

u  sangwinika  i  ledwo  zauważalna  u  flegmatyka.  Ambicję  wzmacnia

przysięga  złożona  samemu  sobie:  „Nigdy  więcej  nie  dam  się  nikomu!”.

Asertywność zaś jest subtelną mieszanką agresywności i uległości.

Zachowanie  asertywne  oznacza  uczciwe,  stanowcze  i  bezpośrednie

wyrażanie  swoich  praw,  uczuć,  postaw,  opinii  oraz  pragnień  w  sposób

szanujący uczucia, postawy, opinie, prawa i pragnienia drugiej osoby. Różni

się ono od zachowania uległego tym, że zakłada działanie zgodne z własnym

interesem  oraz  stanowczą  obronę  siebie  i  swoich  praw  –  bez

nieuzasadnionego  poczucia  lęku  i  winy.  Natomiast  od  zachowania

agresywnego odróżnia je to, że oznacza korzystanie z osobistych praw bez

naruszania  praw  innych  osób.  Asertywność  zależy  od  sytuacji  i  może  być

zmienna.  Mogę  na  przykład  być  asertywna  na  gruncie  zawodowym,  a  w

życiu  prywatnym  odczuwać  paraliżującą  trudność  w  byciu  sobą  wobec

innych.

Naukę asertywności dobrze zacząć od wyrażania pozytywnych uczuć, na

przykład przyjmowania komplementów.

B. M.:  Umiejętność  przyjmowania  komplementów  to  dla  wielu  pań  sztuka

wyższa.  Nagminnie  umniejszamy  cudze  słowa,  albo  nie  wierząc

komplementującemu, albo nie wierząc w siebie. Pewna pani na warsztatach

wprost powiedziała, że nie wie, co ma zrobić, jak słyszy komplement. Tak ją

to  zawstydza,  że  wręcz  paraliżuje.  Często  zaczyna  się  tłumaczyć

komplementującemu,  zaniżając  własne  zasługi  i  nie  doceniając  siebie.  Bo

przecież inni są ładniejsi, zdolniejsi, zgrabniejsi, więc dlaczego ktoś miałby

docenić ją? Brak wiary w siebie przeradza się w brak wiary w cudzą ocenę

background image

sytuacji.  Przecież  zaprzeczając  komplementowi,  podważamy  intencje

drugiej osoby.

M. K.: To smutna prawda, ale nie umiemy przyjmować komplementów czy

miłych  słów  pod  swoim  adresem.  Wynika  to  ze  stereotypowego

przekonania,  że  skromność  jest  cnotą,  dlatego  grzeczne  dziewczynki  nie

łaszą  się  na  miłe  słówka,  a  chłopcy  nie  słuchają  komplementów,  bo  to

niemęskie.  Często  też  odrzucamy  komplementy,  ponieważ  tak  się

nauczyliśmy:  „No  nic  podobnego…  gdzie  ja…  to  stara  sukienka…”.

A wystarczy się uśmiechnąć i powiedzieć: „Dziękuję”.

Przyjmowanie  komplementów  jest  istotne  z  powodu  ich  nadawcy.

Zaprzeczając  jego  opinii,  przekazujemy  mu,  że  jest  dla  nas  kimś

niewiarygodnym,  kto  się  nie  zna.  Odbieramy  mu  radość  uszczęśliwienia

nas, co jest celem prawienia komplementów.

B. M.: Gdy mamy wątpliwości co do prawdomówności komplementującego,

zawsze możemy powiedzieć: „To miłe, że tak uważasz” albo „Dziękuję, że to

mówisz”. Wtedy pokazujemy, że zakładamy jego dobre intencje.

M. K.: Jeśli nauczymy się przyjmować komplementy, możemy przejść do ich

wyrażania.  Należy  je  mówić  szczerze,  pewnie  i  zdecydowanie,  bez

nieuzasadnionego  używania  wielkich  słów,  w  sposób  bezpośredni,  na

przykład: „Ładnie wyglądasz”, „Uważam, że postąpiłeś mądrze”.

Na  drodze  do  stawania  się  osobą  asertywną  warto  wytyczyć  sobie  cele.

Odpowiedzieć  sobie  na  pytanie,  dlaczego  chcemy  rozwijać  asertywność.

Asertywne  zachowanie  nie  jest  możliwe  bez  poczucia  własnej  wartości.

Dlatego warto stworzyć sobie pozytywne wyobrażenie o sobie. Nieustannie

porównując się z innymi, zawsze znajdziemy kogoś lepszego.

Asertywność to umiejętność prawdziwego wyrażania siebie. Skoro mam

niskie  poczucie  własnej  wartości,  to  skąd  wezmę  siłę  na  prawdę?  A  jeżeli

mam wyolbrzymione poczucie własnej wartości, to na jakiej prawdzie będzie

mi zależało? Asertywność to prawo wyrażania siebie, a jak można dać sobie

prawo?  Przecież  to  takie…  –  i  tu  zaczyna  się  lista  stereotypów,  przekonań

i  uprzedzeń.  Są  też  osoby,  które  nadinterpretują  dawanie  sobie  prawa,

wówczas  jednak  mamy  już  do  czynienia  z  agresywnością.  Jeżeli  nie  damy

sobie prawa, zawsze będziemy ulegli. Choleryk i sangwinik nie będą mieli

background image

oporów, by przyznać sobie owo prawo. Melancholik przemyśli sprawę, żeby

niepotrzebnie nie ryzykować, a flegmatyk będzie miał kłopot. Jak to, on sam

ma  dać  sobie  prawo?  Dlatego  flegmatyk  dobrze  zareaguje  na  bodziec

zewnętrzny,  co  może  być  przełomem  w  jego  życiu.  Ten  typ  bowiem  ma

potrzebę  dawania  raczej  komuś  niż  sobie  i  lepiej  na  niego  działa  słowo

z zewnątrz niż z wewnątrz.

Coaching dla ciebie:

w stronę asertywności

Chcesz  wzmocnić  swoją  asertywność?  Przemyśl  odpowiedzi  na  poniższe  pytania
coachingowe.

Kim się stanę dzięki asertywnej postawie?

 

Jakie moje myśli o sobie mnie wzmacniają?

 

Jakie moje myśli o sobie mnie osłabiają?

 

Jak chcę myśleć o sobie?

 

Gdy myślę o sobie w taki sposób, jakim czuję się
człowiekiem?

 

background image

Rozdział 6

Batonik na zastępstwie, czyli o przybieraniu na wadze

Beata  Mąkolska:  Gdy  tak  rozmawiamy  o  uległości,  o  braku  asertywności,

przypomina  mi  się  Marzena,  która  całe  swoje  nastoletnie  i  dorosłe  życie

poświęciła odgadywaniu pragnień innych. Była miła do przesady. Wszystko

dla męża i dzieci, jej nic nie jest potrzebne. W związku z tym nie pracowała,

jej  ubrania  przypominały  zestawy  piżamowe,  na  dodatek  wszystkie

w ciemnych kolorach. U fryzjera nie była od dnia ślubu, a jej zainteresowania

ograniczały  się  do  życia  szkolnego  dzieci,  przepisów  kulinarnych

i  stosowania  wciąż  nowych  diet.  Marzena  bowiem  przy  wzroście  metr

sześćdziesiąt pięć ważyła ponad dziewięćdziesiąt kilo. Jak wiadomo, nikt nie

kładzie  się  spać  szczupły  i  nie  wstaje  następnego  dnia  ze  sporą  otyłością,

a  jednak  ona  zachowywała  się  tak,  jakby  właśnie  coś  takiego  jej  się

przydarzyło.  Gdy  już  mówiła  o  swojej  tuszy,  bagatelizowała  problem,  nie

biorąc  odpowiedzialności  za  swój  wygląd.  Ot,  nawet  nie  wie,  kiedy  trochę

przybrała  na  wadze.  Albo  zasłaniała  się  tłumaczeniem,  że  po  ciąży  to

normalne.  Tylko  że  córki  urodziła  ponad  dekadę  temu,  a  jej  stuknęła  już

czterdziestka.

Mąż  Marzeny  dla  odmiany  chodził  codziennie  do  pracy  w  garniturze,

latem jeździł z córkami na kajaki i wycieczki rowerowe, zimą zabierał je na

narty. Większość tygodnia spędzał w pracy, jednak przynajmniej sobotę lub

niedzielę poświęcał na aktywne zajęcia z córkami, na wycieczkę czy choćby

spacer.  Marzena  nie  chodziła  na  spacery,  bo  przecież  ktoś  musiał

przygotować  obiad.  Kiedy  ją  spytałam,  co  robią  z  mężem  tylko  we  dwoje,

głupio  się  uśmiechnęła  i  zmieniła  temat.  Przyciśnięta  do  muru  ze  łzami

w  oczach  stwierdziła,  że  mąż  już  jej  nie  kocha,  że  ona  tak  się  dla  niego

poświęciła,  a  on  od  dawna  nigdzie  jej  nie  zabrał,  nie  prawi  jej

komplementów – i tak dalej. Patrzyłam na tę czterdziestokilkuletnią kobietę,

która zajmowała prawie całą kanapę i płakała jak kilkuletnia dziewczynka.

Jej  brak  asertywności  w  kontaktach  codziennych  był  tak  oczywisty,  że  aż

background image

bolesny.  Marzena  w  swoim  przekonaniu  dawała  innym  całą  siebie,

angażowała  się,  poświęcała,  lecz  nie  dostawała  niczego  w  zamian.

Rekompensowała  sobie  zatem  niedostatek  miłości  bliskich  przesyconą

słodkościami  dietą.  Doskonale  wiedziała,  ile  waży,  jak  wygląda  i  od  czego

tyje.  Ale  nałóg  jedzenia  z  samotności  i  nieszczęścia  był  tak  silny,  że  nie

umiała sobie z nim poradzić.

Małgorzata  Krawczak:  Na  to  zapewne  nałożył  się  jeszcze  temperament.

Bardzo często tyją flegmatycy. Sangwinicy też są zagrożeni tyciem, i to nie

tylko przez zajadanie emocji.

B. M.: Marzena to przede wszystkim flegmatyczka.

Panuje przekonanie, że kobiety tyją po ślubie. Po części jest to tłumaczone

faktem,  że  przed  ślubem  panie  intensywnie  się  odchudzają,  i  to  różnymi

metodami,  także  nieracjonalnymi,  dlatego  później  często  przybywa  im

kilogramów  –  znany  efekt  jo-jo.  Dmitry  Tumin,  doktorant  socjologii  na

Stanowym Uniwersytecie Ohio, przeprowadził badania, które potwierdziły

to przekonanie. Obserwował przyrost bądź spadek wagi w ciągu dwóch lat

wśród par, które zawarły małżeństwo albo wzięły rozwód. Sprawdził dane

łącznie ponad dziesięciu tysięcy osób, które brały udział w badaniach od 1986

do  2008  roku

6

.  Z  analizy  wynikało,  że  kobiety  rzeczywiście  tyją  po  ślubie,

a mężczyźni po rozwodzie. Po trzydziestym roku życia ryzyko wzrostu wagi

po ślubie czy rozwodzie jest jeszcze większe i rośnie z wiekiem.

Naukowcy  w  badaniach  nie  skupiali  się  na  szukaniu  przyczyn  tycia.

Wysnuli wniosek, że kobiety po ślubie mają więcej obowiązków i nie mają

już  tak  wiele  czasu  na  aktywność  fizyczną.  Zapominamy  jednak,  że  nasze

ciało  –  szczególnie  jeżeli  nic  z  nim  nie  robimy  –  się  starzeje,  a  z  wiekiem

tyjemy przeciętnie mniej więcej od jednej czwartej do pół kilograma na rok

7

.

Mająca w dniu ślubu przeciętną wagę Marzena roztyła się nienaturalnie

przez dwadzieścia lat małżeństwa, co trudno jednak tłumaczyć tylko zmianą

stanu cywilnego czy spowolnieniem metabolizmu. Ona zajadała emocje – im

bardziej brakowało jej miłości i podziwu męża, tym więcej jadła. Im więcej

jadła,  tym  bardziej  gardziła  sobą.  Im  gorzej  się  czuła  ze  sobą,  tym  więcej

starała się zrobić dla innych, aby zyskać w ich oczach. Nie widziała jednak

podziwu,  więc  znowu  jadła.  I  tak  w  kółko.  Jej  przypadek  nie  jest

odosobniony.  Naukowcy  twierdzą,  że  75%  osób  przejadających  się  robi  to

background image

właśnie z powodu zajadania emocji

8

.

M.  K.:  Ja  także  to  zaobserwowałam.  Na  przykład  Irena  przed  ślubem  była

szczuplutka.  Widziałam  jej  zdjęcia  ślubne  –  figura  modelki,  biała  mini,

piękne,  proste,  szczupłe  nogi.  Wyglądała  bardzo  elegancko.  Gdy  zaszła

w ciążę, przejadanie się tłumaczyła tym, że chce jak najlepiej dla dziecka –

nie  je  dla  siebie,  tylko  dla  niego.  Przecież  nie  będzie  dziecku  żałować.

I przybyło jej trzydzieści kilogramów. Urodziła, a potem nadal tyła. Karmiła

piersią, to musiała jeść. I tak wymówka goniła wymówkę. Irena jest niska,

więc sto kilogramów sprawia, że jest to już chorobliwa otyłość.

Irena, Marzena i setki innych kobiet, które tyją w trakcie i po ciąży oraz

w  kolejnych  latach  małżeństwa,  najczęściej  cierpią  z  powodu  niskiego

poczucia  własnej  wartości.  Plus  to,  o  czym  powiedziałaś  –  poziom  miłości

w ich związku jest niski; w zasadzie miłości jest niewiele już w momencie,

gdy  wchodzą  w  ten  związek.  Dlatego  też  wynagradzają  sobie  jej  brak

jedzeniem.

Najpierw w ciąży tyją dla dziecka, bo przecież żadna nie powie, że je, by

przytyć.  Po  porodzie  mózg  gadzi  –  mała  część  naszego  mózgu  związana

z  pierwotnymi  instynktami  –  podpowiada:  „Tyj,  bo  musisz  być  ostoją  dla

tego  dziecka”.  W  końcu  w  świecie  zwierząt  im  jesteś  większy,  tym  masz

większą  szansę  przeżycia.  Coraz  większa  z  każdym  rokiem  sylwetka  jest

także oznaką rozpaczliwego wołania: „Zauważ mnie, jestem tutaj”.

B.  M.:  A  trzeba  przyznać,  że  szczególnej  aprobaty  pragnie  i  sangwinik,

i flegmatyk.

M.  K.:  Zwłaszcza  flegmatyk  lubi  być  doceniany  tylko  za  to,  że  jest.

Flegmatyczki  często  rekompensują  brak  podziwu  czy  uczucia  jedzeniem.

Jeżeli mają w sobie także sporo sangwinika, to pragnienie bycia podziwianą

jest jeszcze silniejsze.

B.  M.:  Mają  też  ogromną  potrzebę  dotyku,  a  jednocześnie  unikają

zaangażowania  intymnego  z  obawy  przed  odsłonięciem  ciała.  W  pewnym

momencie  otyłość  staje  się  zarówno  skutkiem,  jak  i  przyczyną  rezygnacji

z  wielu  rzeczy  –  z  aktywności  fizycznej,  kupowania  nowych  ubrań,

spotykania się ze znajomymi, seksu. Można się pokusić o stwierdzenie, że

background image

w  takim  przypadku  im  więcej  kilogramów,  tym  mniej  miłości  między

małżonkami i większe skupienie na dziecku.

M. K.: Na  pewno. Z  kolei skupienie  się na  dziecku pogrąża  relację  między

rodzicami.  Jeżeli  jest  to  syn,  kobieta  zyskuje  w  nim  niejako  zastępczego

partnera,  oczywiście  o  ile  chodzi  o  lokowanie  swoich  uczuć.  Z  czasem

wymagania są coraz większe, a że dziecko nie może im sprostać, rodzi się

w nim poczucie winy.

B.  M.:  To  są  ci  synowie,  którzy  zrobią  wszystko,  by  zadowolić  wiecznie

nieszczęśliwe matki.

M. K.: Dokładnie. Jeśli obiektem jest córka, to matka często kształtuje w niej

przekonanie,  że  kobiety  są  uległe,  nieszczęśliwe  przy  dominującym

mężczyźnie, ale i całkowicie od niego zależne.

Gdy  tak  myślę  o  tendencjach  do  otyłości,  to  przyznam,  że  nie  znam

otyłych  melancholików  i  choleryków.  Nie  chodzi  mi  o  kilkuczy

dziesięciokilogramową  nadwagę,  ale  o  typową  otyłość,  szkodliwą  dla

zdrowia.

B. M.: Te dwa temperamenty mają dużo wyższy poziom samokontroli, której

brakuje  zwłaszcza  flegmatykom.  Cholerycy  to  energia,  działanie,  ruch  –

zatem sami z siebie generują więcej aktywności, nawet jeżeli nie uprawiają

sportu.  Choleryk  to  także  temperament  najbliższy  osobowości  typu  A  –

podatnej na stres, nerwowej, dążącej do perfekcji, pracoholika.

M.  K.:  Dlatego  nawet  jeżeli  cholerycy  mają  brzuch,  to  są  sprawni,  nadal

cechują  ich  pewna  rzutkość,  energia  i  charyzma.  Tymczasem  otyli

flegmatycy  to  osoby  nieruchliwe.  Ich  lenistwo  i  niechęć  do  ruchu  są

widoczne  na  każdym  kroku.  Gdy  tylko  mają  możliwość,  siadają.  Jeszcze

lepiej,  jeśli  mogą  się  położyć  i  odpocząć.  Sangwiniczki  też  są  bardziej

rzutkie. A w przypadku flegmatyczek otyłość jest bardziej „galaretowata”.

B. M.: Flegmatyczkom z natury nie chce się ruszać. Wykazują niemal stały

niski poziom energii. Jeżeli dodamy do tego problemy z poczuciem własnej

wartości  i  wynikający  z  nich  brak  asertywności,  otrzymujemy  mieszankę,

background image

która prowadzi wprost do zajadania emocji.

M.  K.:  Paulina  to  radosna  sangwiniczka,  która  doświadczyła  w  życiu

momentów, gdy jej poczucie własnej wartości było zachwiane i gdy nie czuła

pewnie  filarów  własnej  tożsamości.  To  był  też  czas,  kiedy  czuła  się

niekomfortowo  w  małżeństwie  –  okres  dominacji  męża  melancholika

i najwyższej wagi. Mąż narzucał plan, który musiał być wykonany wedle jego

woli,  a  że  Paulina  ma  w  sobie  sporo  z  flegmatyka  (zresztą  temperament

sangwiniczny  także  ma  skłonność  do  uległości),  poddawała  się  jego

wytycznym.

Małżeństwo nie prezentowało się najlepiej. Ona – szara myszka w domu

z  dzieckiem,  on  –  samiec  alfa,  jedyny  żywiciel  rodziny.  Ich  relacja  była

w  fatalnym  stanie  i  nawet  kilkumiesięczna  rozłąka  spowodowana  jego

wyjazdem  zawodowym  nie  ociepliła  kontaktu.  Wręcz  przeciwnie,  Paulina

zajadała  brak  miłości  batonikami  pawełek.  Uzależniła  się  od  słodkości.

Potrafiła po dwudziestej trzeciej zostawić śpiącą córeczkę w domu i pobiec

do pobliskiego sklepu nocnego po batonik. Myślę, że wybór pawełka nie był

przypadkowy  –  był  to  podświadomy  substytut  mężczyzny,  który  dawał  jej

chwilową  otuchę.  Gdy  waga  przekroczyła  osiemdziesiąt  kilo,  zapaliła  się

czerwona  lampka.  Paulina  zaczęła  stosować  dietę  i  schudła.  Część

kilogramów  wróciła,  ale  nie  w  takiej  liczbie  jak  przedtem.  Dopiero  gdy

Paulina  zaczęła  myśleć  o  sobie,  a  nie  o  odchudzaniu,  wówczas  zaczęła

chudnąć.  Stało  się  tak,  gdy  skupiła  się  na  własnym  rozwoju,  na  swoich

zaletach,  talentach  i  badaniu  swojej  osobowości.  Mąż  wrócił  i  zastał  ją

odmienioną  zewnętrznie  i  wewnętrznie.  Dziś  Paulina  czuje  się  dobrze  ze

sobą  i  ze  swoim  ciałem,  nie  ma  potrzeby  zajadania  smutku  czy  braku

bliskości  słodyczami,  ponieważ  jej  relacje  z  mężem  opierają  się  na

asertywności i poszanowaniu własnych wartości. Dzięki swojemu rozwojowi

mogła  lepiej  zrozumieć  zachowania  męża.  Oswajała  melancholika  z  nową

sobą i nakładała maskę niewzruszonej na docinki i krytykę. Coraz częściej

pokazywała  swoje  prawdziwe,  wcześniej  gdzieś  zagubione  oblicze

uśmiechniętej i radosnej kobiety z nutką autoironii.

B.  M.:  Myślę,  że  jest  jeszcze  jeden  czynnik  ryzyka  otyłości  w  przypadku

sangwiniczek  i  flegmatyczek.  To  ich  skłonność  do  uległości  w  kontaktach

z ludźmi i do naśladowania zachowań innych osób. Jakkolwiek może się to

background image

wydać  śmieszne,  kobiety  kopiują  swoje  nawyki  żywieniowe.  Jeżeli

przyjaciółki  wybiorą  się  na  kawę  i  jedna  z  nich  zamówi  ciastko,  to  druga

prawdopodobnie  zrobi  to  samo.  Jeżeli  jedna  zacznie  jeść  –  druga  w  ciągu

kilkunastu sekund też to zrobi. Ten efekt mimikry zaobserwowali naukowcy

z  Radboud  University  w  holenderskim  Nijmegen

9

.  Badanie,  co  prawda,

dotyczyło  kobiet  mających  BMI  w  normie,  jednak  nietrudno  sobie

wyobrazić,  jak  skończyłyby  się  częste  spotkania  uległej  flegmatyczki

z lubiącą pojeść choleryczką…

M. K.: Choleryczka jakoś by sobie poradziła, stosując się do zaleceń dietetyka

czy trenera fitness. Flegmatyczka byłaby w sytuacji patowej.

B. M.:  Podsumujmy  raz  jeszcze:  im  niższe  poczucie  własnej  wartości,  tym

mniejsze szanse na bycie asertywnym, za to większe skłonności do zajadania

emocji.  Żeby  przestrzec  czytelników  przed  sięganiem  po  kolejną  dietę,

należy zwrócić uwagę na cel, jaki ma nam przyświecać w odchudzaniu. Czy

odchudzam  się  po  to,  żeby  mąż  znów  się  we  mnie  zakochał?  Czy  chcę

schudnąć na ślub córki? Może chcę coś udowodnić znajomym? A może zbliża

się  lato,  więc  trzeba  się  wcisnąć  w  ubiegłoroczny  kostium  kąpielowy?  To,

z jaką intencją przystępujemy do odchudzania, nie pozostaje bez wpływu na

efekt naszej diety.

M. K.: Jeżeli chcemy schudnąć dla siebie, aby lepiej się czuć i wyglądać, to do

mózgu  dociera  informacja,  że  trzeba  utrzymać  doskonałą  wagę  przez  całe

życie.  Nasza  świadomość  zaczyna  się  zmieniać.  Mózg  sam  steruje

łaknieniem,  zmienia  zatem  swój  stosunek  do  jedzenia  –  skoro  nie  ma

potrzeby  wyrzeczeń,  nie  jest  wymagane  magazynowanie.  Jest  to  działanie

długoterminowe, za to bez efektu jo-jo.

Dieta  to  nie  tylko  mniej  czy  bardziej  rygorystycznie  skomponowany

jadłospis  na  kilka  tygodni.  Dieta  to  styl  życia.  A  ten  zależy  od  naszego

sposobu  myślenia  przede  wszystkim  o  sobie.  Jeżeli  robisz  coś  dla  siebie,

będzie  to  trwałe,  jeżeli  robisz  coś  dla  czegoś  lub  dla  kogoś,  efekt  będzie

krótkotrwały,  a  powracająca  frustracja  uciążliwa.  Zbyt  mocno  staramy  się

przypodobać innym, zamiast skupić się na tym, czego tak naprawdę chcemy.

background image

Coaching dla ciebie:

akceptacja ciała

W zaakceptowaniu własnego ciała i zrozumieniu niektórych zachowań pomogą ci
podane pytania coachingowe.

Czym jest dla ciebie twoje ciało?

 

Co myślisz o swoim ciele?

 

Jak dbasz o swoje ciało? Co możesz robić lepiej?
Czego możesz robić więcej?

 

Z czym kojarzy ci się wyrażenie „moje ciało”?
Zamknij oczy i dokończ zdanie: „Moje ciało jest
jak…”. Jaki obraz udało ci się zobaczyć? Dlaczego
ten obraz ci się podoba, a dlaczego ci się nie
podoba? Co warto zmienić?

 

Odpowiedz  jeszcze  raz  na  wszystkie  pytania,  zamieniając  wyraz  „ciało”  na
„zdrowie”.

background image

Rozdział 7

Toksyczny temperament

Beata Mąkolska: Pojęcie toksyczności rozpowszechniła doktor Lilian Glass

w  książce  Toksyczni  ludzie.  Wyodrębniła  ona  aż  trzydzieści  toksycznych

typów ludzi oraz sugerowała, jak sobie z nimi radzić. Trudno jednak w życiu

codziennym  chodzić  z  książką  w  ręku,  aby  diagnozować  toksyczne  osoby,

a następnie dobierać właściwe metody postępowania. Tym bardziej że ten

sam  człowiek  na  jedną  osobę  może  działać  toksycznie,  a  na  inną  już  nie.

Krótko mówiąc, każdy temperament tak naprawdę może być toksyczny

Małgorzata  Krawczak:  To,  jak  bardzo  toksycznie  oddziałuje  na  nas  i  na

innych,  zależy  od  tego,  co  sobą  reprezentujemy,  jak  czujemy  się  sami  ze

sobą, jakie jest nasze poczucie własnej wartości. W tej kwestii warto zwrócić

uwagę  na  źródło  toksyczności.  Zachowanie  toksyczne  wiąże  się  z  tym,  że

toksyczna osoba uważa siebie za ofiarę wszelkich negatywnych okoliczności

i  żeby  ulżyć  sobie  w  niedoli,  sprawia,  iż  to  my  zaczynamy  czuć  się  coraz

gorzej. Dostrzega w nas tylko złe cechy i zachowania, które często wymyśla

i  nam  wmawia,  albo  wyolbrzymia  nieistotne  szczegóły,  przez  co  uwłacza

naszej  godności.  Takie  osoby  znajdują  się  wszędzie  wokół.  Przebywanie

z nimi jest bardzo obciążające dla psychiki. Wyzwala w nas to, co najgorsze.

Postępowanie  osoby  toksycznej  ma  zazwyczaj  jeden  cel,  który  realizuje

ona  różnymi  dostępnymi  sobie  sposobami,  takimi  jak  nadmierna  krytyka,

obgadywanie,  niezdrowa  rywalizacja,  nieprzestrzeganie  zasad,  nieuczciwe

traktowanie innych, zmienianie reguł gry bez uprzedzenia, niedocenianie,

ośmieszanie. A celem jest obniżenie naszego poczucia własnej wartości.

Próby  samodzielnego  radzenia  sobie  z  toksycznymi  ludźmi  mogą

przysporzyć  zdecydowanie  więcej  kłopotów.  Ludzie  ci  często  nakładają

maski,  w  których  są  trudni  do  rozpoznania.  Leczeniu  podlegają  choroby

psychiczne i jakiś procent zaburzeń. Na szczęście świadomość toksyczności

wzrasta i coraz więcej osób szuka pomocy, aby wydostać się z toksycznych

background image

układów

10

.

Toksyczności nie nabawiamy się jak kataru. Ona przechodzi z pokolenia

na  pokolenie.  Dziecko  wychowywane  przez  rodziców,  którzy  na  każdym

kroku zaszczepiali w nim poczucie winy i niedoceniania, będzie dorosłym

żyjącym  w  ciągłym  poczuciu  niedosytu,  czującym  się  niekochanym

niezależnie  od  tego,  ilu  kochających  ludzi  będzie  wokół,  nienasyconym

niezależnie  od  tego,  ile  sukcesów  w  życiu  odniesie,  bezwartościowym

niezależnie od zasług. I taki schemat powieli w stosunku do swoich dzieci,

a one w stosunku do swoich.

B.  M.:  Są  ludzie,  którzy  znajdują  w  sobie  siłę  i  wyrywają  się  z  kręgu

toksyczności.  Ważne  są  tutaj  determinacja,  motywacja  i  wzmacnianie

świadomości.

M.  K.:  Łatwiej  jest  cholerykom  i  sangwinikom,  bo  oni  sprawnie  wchodzą

w interakcje z ludźmi, są otwarci na nowe i aktywni w działaniu. Flegmatycy

i melancholicy są ostrożni w podejmowaniu działania, a otwieranie się na

nowe nie przychodzi im łatwo. Nie potrafią też zaufać innym, skoro ludzie,

których  znają,  krzywdzą.  Przypomnijmy  sobie  historie  Sandry  i  Jacka  –

wystarczy odpowiedni bodziec i się uwalniają. To jeszcze nie daje gwarancji,

że  kolejne  związki  –  zarówno  zawodowe,  jak  i  prywatne  –  nie  będą

toksyczne.  Dopóki  nie  zainwestujemy  w  siebie,  w  zbudowanie  silnego

poczucia własnej wartości, można zakładać, że będziemy wpadać z deszczu

pod  rynnę.  W  różnych  opakowaniach  i  okolicznościach  ciągle  będziemy

dostawać ten sam zestaw emocjonalnej toksyczności. Bez względu na nasz

temperament.

B. M.: I tak się dzieje. Kobiety pytają, skąd brać siłę na zmianę toksycznej

relacji  i  obecnego  stanu  rzeczy.  Grzęzną  u  psychoterapeutów  na  wiele  lat

terapii,  chwytają  się  jak  tonący  brzytwy  każdego  koła  ratunkowego.  A  siłę

trzeba wyzwolić z siebie.

M.  K.:  Ludzie  szukają  siły  na  zewnątrz  –  w  majątku,  w  partnerach,

w  dzieciach.  Tam  jej  nigdy  nie  znajdą.  Prawdziwa  siła  jest  w  nas  samych.

Nazywam  to  zasadą  czterech  zet:  zaakceptować,  zrozumieć  i  zastosować,

aby zmienić. Dotyczy to tylko własnego życia. Zaakceptować to, co się wokół

background image

mnie dzieje, i fakt, że źle to na mnie wpływa. Zrozumieć, że nie jest moją

winą,  iż  ludzie  mają  inne  zdanie  na  mój  temat  –  ja  mam  wpływ  tylko  na

swoje myśli i czyny, co nie zawsze będzie im się podobało. Muszę zrozumieć,

że nic się nie zmieni, jeśli ja tak nie postanowię i nie stworzę planu zmiany,

nie  poznam  strategii.  Jeśli  to  zrozumiem  oraz  stworzę  wizję  siebie  i  tego,

czego  chcę,  muszę  zastosować  to  w  działaniu,  aby  zmienić  swoje  życie.

Niezbędna  jest  wytrwałość.  Ta  zasada  się  nie  sprawdza,  gdy  chcemy  ją

stosować w stosunku do innych. Przypomnijmy sobie, jak reagowaliśmy, gdy

wszyscy dorośli w domu czy szkole wiedzieli, co powinniśmy robić i co jest

dla na najlepsze… Życie to ciągła walka. Jeśli nie będziesz walczyć o to, czego

chcesz, przegrasz.

Toksyczny choleryk

B. M.: Trzeba przyznać, że najczęściej skrajne cechy choleryczne wiążą się

z  określeniem  „toksyczny”.  Choleryk  to  przywódca,  król,  władca  –  tak  jak

w  naszej  wprowadzającej  bajce.  Jest  on  „doskonały  pośród  miernoty”,

wszystko  wie  najlepiej.  Identyfikacja  większości  cech  cholerycznych

związanych  z  władzą,  kontrolą,  ocenianiem,  podnoszeniem  głosu  nie

sprawia trudności osobom z otoczenia choleryka. Sam choleryk niechętnie

się do nich przyznaje albo wręcz uważa, że są one na miejscu. Często także

się  zdarza,  że  zwyczajnie  zapomina.  Gdy  mówimy  o  toksycznych

temperamentach, jednym z najczęstszych pytań zadawanych na warsztatach

dotyczących temperamentu jest: „Jak sobie radzić z cholerykiem?”.

M.  K.:  Tak,  to  prawda.  Choleryk  ma  złą  sławę.  Wynika  to  zarówno  ze

stereotypów, jak i z tych gwałtowniejszych i bardziej zdecydowanych cech.

Toksyczność  zawdzięcza  swoją  niechlubną  sławę  w  dużej  mierze

przyzwoleniu na zachowania gwałtowne. Bo jak choleryk się zdenerwuje, to

lepiej schodzić mu z drogi, więc dla świętego spokoju robimy to. Niektóre

sprawy załatwiamy za jego plecami. A choleryk, który lubi mieć kontrolę nad

wszystkim,  bardzo  szybko  się  orientuje  w  takim  postępowaniu.  Zakłada

więc,  że  tak  jest  i  było,  a  także  będzie  w  przyszłości  –  i  mamy  piekło.  Tak

naprawdę na własne życzenie.

Choleryk to wspaniały temperament, pod warunkiem że pewne jego cechy

background image

nie zostały doprowadzone do skrajności. Choleryk mówi donośnym głosem,

często niemal podniesionym tonem. To podświadome akcentowanie własnej

ważności.  Głośna  rozmowa  według  choleryka  nie  jest  kłótnią,  tylko  formą

konwersacji. Jeżeli wszyscy schodzą mu z drogi, on podświadomie odbiera

to  jako  ignorowanie  jego  osoby.  Jeśli  ktoś  wchodzi  z  nim  w  dyskusję,  to

oczekuje  tylko  konkretów.  Inne  temperamenty,  szczególnie  sangwinik

i  flegmatyk,  nie  są  dobre  w  konkretyzowaniu,  dlatego  taką  postawę

odbierają  jako  atak.  Zaczyna  się  pyskówka,  w  której  zawsze  zwycięża

choleryk.  Świetnie  dogaduje  się  z  nim  melancholik.  Małomówny  z  natury,

cicho  i  spokojnie  mówiący,  a  do  tego  perfekcjonista  w  swojej  pracy.

Widziałam  takie  pary  nie  raz  i  wcale  nie  dominował  w  nich  choleryk.

Zilustruję to może przykładem.

Feliks to przedsiębiorczy biznesmen i choleryk, jakich mało. Wszędzie go

słychać,  nikt  się  na  niczym  nie  zna,  a  wszystko  jest  na  jego  głowie.

Większość  jego  pracowników  to  sangwinicy  i  flegmatycy,  jest  też  kilku

choleryków,  którzy  w  milczeniu  przyjmują  reprymendy  szefa.  Ten  potrafi

doprowadzić niektórych do płaczu.

Wśród  jego  pracowników  było  dwóch  melancholików,  na  których  Feliks

nie  krzyczał,  których  szanował,  pytał  o  rady  i  nigdy  nie  podważył  ich

kompetencji.  Najciekawszym  elementem  w  firmie  Feliksa  było  pracujące

w niej rodzeństwo. Julia, sangwiniczka z głową pełną pomysłów, pracowała

w  dziale  reklamy  i  marketingu.  Michał,  jeden  ze  wspomnianych

melancholików, pracował w dziale analiz. Ona, mimo ogromnej fachowości,

ciągle była niedoceniana i często miała ochotę rzucić pracę. On, bez tytułów

naukowych, był doceniany w każdym calu. Nie myślmy jednak, że Feliks jest

szowinistą czy seksistą. Drugim melancholikiem w jego firmie była bardzo

atrakcyjna kobieta – jego sekretarka.

Ten  przykład  pokazuje,  że  choleryk  to  nie  jest  typ,  który  kieruje  się

emocjami  w  stosunku  do  innych  ludzi.  W  jego  przypadku  są  to  raczej

emocje,  które  dotyczą  ludzkich  zachowań.  Melancholicy  nigdy  nie  dali  się

sprowokować Feliksowi, nie zwątpili w swój profesjonalizm, posługiwali się

konkretami i tego samego wymagali od szefa.

I  jeszcze  jedna  scena  z  zawodowego  życia  Feliksa.  Po  roku  Julia  nie

wytrzymała  i  odeszła.  Podjęła  pracę  w  firmie,  która  po  dwóch  latach

rozpoczęła  współpracę  z  firmą  Feliksa.  Gdy  obojgu  minął  szok  przy

background image

pierwszym  spotkaniu,  ona  uświadomiła  sobie,  że  już  nie  musi  się  go  bać,

a  on  zrozumiał,  że  już  nie  może  jej  kontrolować.  Julia  trzymała  zdrowy

dystans, a Feliks nawet nie próbował jej zdominować.

Toksyczna nieprzewidywalność

B.  M.:  Choleryków  w  czystej  postaci  nie  ma  wcale,  każdy  z  nas  jest

mieszanką  temperamentów,  o  czym  mówiłyśmy  wielokrotnie.  Teraz

przejdziemy  do  identyfikacji  temperamentu  niezwykle  toksycznego  –

połączenia  skrajnych  cech  cholerycznych  ze  skrajnymi  cechami

melancholika  u  jednej  osoby.  Taka  osobowość  staje  się  toksyczna  dla

otoczenia. Skłonność do wybuchów, nieuzasadniona agresja i coś, co mnie

męczy  najbardziej  –  całkowita  nieprzewidywalność.  Gdy  idziemy  na

spotkanie  z  osobą,  o  której  wiemy,  że  reaguje  agresywnie  na  każdą  próbę

sprzeciwu czy forsowania własnych racji, od razu nastawiamy się na trudne

negocjacje. Jednak w przypadku mieszanki melancholiczno-cholerycznej nie

wiadomo, czy spotkamy się z grobowym milczeniem, wybuchem agresji, czy

też doświadczymy całej gamy negatywnych emocji tej osoby.

M.  K.:  O  ile  melancholik  z  cholerykiem  przeważnie  znajdą  płaszczyznę

porozumienia, o tyle połączenie cech obu typów u jednej osoby nie do końca

to  gwarantuje.  Wszystko  zależy  od  natężenia  owych  cech.  Gdy  jest  ono

wysokie, to choleryk staje się optymistą zdążającym do skrajnego realizmu

i zaczyna sobie uzurpować prawo do zmiany całego świata, a melancholik to

pesymista  dążący  do  większego  pesymizmu,  który  staje  się  mistrzem

cynizmu.  Choleryk  i  melancholik  to  temperamenty,  którym  blisko  do

neurotyzmu,  a  ten  leży  na  granicy  toksyczności  i  zaburzeń  osobowości.

W takim przypadku nie ma jasnych reguł i można domniemywać, że jest to

najbardziej toksyczne z możliwych połączeń.

Natomiast takie połączenie na optymalnym poziomie natężenia cech daje

ciekawą  kompilację  rozsądnego  przywódcy,  który  z  jednej  strony  miewa

dylematy  typu:  „Po  co  mi  to  ryzyko?!”.  Ale  z  drugiej  strony,  jak  żyć  bez

ryzyka?

B.  M.:  Właśnie.  Mówiłyśmy  wcześniej,  że  mieszanka  sangwiniczno-

melancholiczna  może  być  toksyczna  dla  samej  osoby  o  tych  cechach,  ale

background image

mniej dla otoczenia. Dla innych taka osoba może być pociągająca i czarująca,

bo potrafi urzekać otoczenie, a jednocześnie jest owiana aurą tajemniczości.

Natomiast  w  przypadku  temperamentu  choleryczno-melancholicznego

mamy do czynienia z toksycznym oddziaływaniem na najbliższych.

M.  K.:  Choleryk-melancholik  jest  jak  bomba  z  opóźnionym  zapłonem.

Choleryk to egocentryk, który nie liczy się z otoczeniem. Melancholik także

ma  skłonność  do  uważania  się  za  lepszego.  Jeden  i  drugi  czuje  swoją

wyższość, tylko choleryk o tym mówi, a melancholik uważa, że inni ludzie

nawet  nie  są  godni  tego,  by  z  nimi  rozmawiać.  Gdy  takie  przeciwstawne

podejścia spotykają się w jednej osobie, może ona w sytuacjach stresowych

reagować bardzo różnie. Może wrzeszczeć jak typowy choleryk, a może się

stonować i wtedy mowa ciała przekaże wszystko – zaobserwujemy wypisaną

na  twarzy  ironię.  U  choleryka  wszystko  dzieje  się  bardzo  szybko,  dlatego

taką  mieszankę  zachowań  możemy  zaobserwować  na  jednym  spotkaniu  –

najpierw  podnosi  głos,  potem  się  wycisza  i  widzimy  maskę  ironiczną.  Za

jakiś czas wachlarz emocji ponownie się otwiera.

Nie  wiadomo,  jak  rozmawiać  z  taką  osobą,  ponieważ  gdy  mówimy

spokojnie, na choleryka działa to jak płachta na byka i może więcej krzyczeć.

Z kolei melancholik zamknie się w sobie i spojrzy na nas z pogardą. Pytanie,

który z temperamentów dojdzie do głosu w danym momencie. Na jednym

spotkaniu mogą się objawić oba, a taka nieprzewidywalność jest naprawdę

męcząca.

B.  M.:  Weźmy  przykład  Kasi,  która  miała  toksycznego  szefa.  Dariusz  to

połączenie  choleryka  z  melancholikiem.  Kasia  stresowała  się  codziennie

rano, jadąc do pracy, ponieważ nie wiedziała, w jakim nastroju będzie tego

dnia szef. Jeżeli ten miał dobry nastrój, przychodził do pracy z uśmiechem,

potrafił zmotywować do działania, podpytać o coś lub coś podpowiedzieć –

współpraca  przebiegała  harmonijnie.  Jeżeli  Dariusz  miał  zły  humor,  Kasia

marzyła, by uciec na zwolnienie lekarskie, ponieważ grobowe milczenie lub

trzaskanie  drzwiami  przeplatało  się  z  nieuzasadnionym  krzykiem,

wyciąganiem jakichś dziwnych spraw i pretensjami nie wiadomo o co.

Kasia  opowiadała  mi  o  swoim  ostatnim  zebraniu  z  szefem,  podczas

którego  mieli  omówić  sprzedaż  w  pierwszym  kwartale.  Ona  solidnie  się

przygotowała,  miała  wszystkie  raporty  i  tabelki.  Z  plikiem  dokumentów

background image

o umówionej godzinie udała się do gabinetu szefa. Dariusz się spóźnił. Kasię

przywitała jego żona, która wraz z nim prowadzi firmę, a że w przewadze

jest  sangwinikiem,  potrafi  świetnie  rozładowywać  napiętą  atmosferę

generowaną przez męża.

Podczas  godzinnego  zebrania  Kasia  doświadczyła  skrajnych  stanów

emocjonalnych  szefa.  Przyszedł  spóźniony,  jednak  w  dobrym  nastroju,

i zapytał, jakie są plany na sprzedaż w regionie wschodnim. Kasia zgodnie

z prawdą powiedziała, że planów nie ma, bo przecież nie podpisali umowy

o  współpracę  z  dystrybutorem.  Wtedy  szef  z  radosnego  i  energicznego

zmienił  się  w  furiata  i  zaczął  krzyczeć,  szukać  winnych,  zadawać  tysiące

pytań,  nie  czekając  oczywiście  na  odpowiedzi,  ponieważ  miał  je  już

przygotowane: „Wszyscy są idiotami”, „Tylko ja tutaj naprawdę pracuję”, „O

wszystkim sam muszę myśleć”. Zaczął też atakować Kasię werbalnie: „To jest

postawa  roszczeniowa”,  „Pani  się  do  niczego  nie  nadaje!”,  „Nawet

z kontrahentem pani nie umie rozmawiać!”, „Co z pani za pracownik, tylko

by pani chciała siedzieć i czekać, żeby kasa spływała na konto!”, „Ja muszę

zatrudnić kogoś nowego, bo z pani nie ma pożytku!”.

Po dwudziestu minutach wrzasków żona Dariusza przypomniała mu, kto

podjął  decyzję  o  zakończeniu  współpracy  z  dystrybutorem  –  była  to  jego

decyzja. Kasia w ułamku sekundy podsunęła listę z kilkoma potencjalnymi

kontrahentami,  którą  przygotowała  wcześniej,  oraz  tabelkę  z  wynikami

sprzedaży za pierwszy kwartał. Twarz szefa nieco złagodniała, uspokoił się,

pogrymasił przy niektórych kolumnach, ale zasadniczo w ciągu pięciu minut

z  furiata  zmienił  się  w  osobę,  z  którą  można  porozmawiać  o  konkretach.

Podczas ostatnich piętnastu minut spotkania ustalili najważniejsze cele na

najbliższy  miesiąc  i  zebranie  zakończyło  się  podsumowaniem  szefa:  „Jak

pięknie doszliśmy do porozumienia”.

Dariusz jak gdyby nigdy nic zaczął pracować dalej, natomiast Kasia była

tak  wyczerpana  psychicznie,  że  do  końca  dnia  gapiła  się  w  monitor,  nie

mogąc zebrać myśli. Szef i jego zmienne nastroje wykończyły ją psychicznie.

M. K.: I to jest najlepsza historia na dowód, że choleryk chce być zawsze na

górze.  Nie  może  być  inaczej.  Nawet  jeżeli  Dariusz  nie  zrobił  nic,  żeby

spotkanie  zakończyło  się  konstruktywnie  i  z  jasnymi  postanowieniami,  to

wykorzystał  moment,  aby  przypisać  sobie  zasługi  za  jego  pozytywne

zakończenie. Choleryk wykorzysta każdą szansę, żeby jego było na wierzchu.

background image

Może  słuchać  wybiórczo,  wyłapie  tylko  to,  co  jemu  się  podoba  i  co  będzie

mógł wykorzystać zgodnie z własnym uznaniem. Nie przyzna się do błędu

(na przykład Dariusz nie powie, że niepotrzebnie zaatakował Kasię, skoro jej

działania wynikały z podjętych przez niego decyzji), ponieważ on zawsze ma

rację, nawet jeżeli to jest racja w danej chwili.

B. M.: Typowe dla choleryka – gdy bierzesz oddech, on to wykorzystuje, żeby

zaatakować.  I  nawet  nie  wyciąga  faktów,  tylko  oskarżenia.  Dariusz  nie

zarzucił Kasi konkretnego błędu, tylko ogólnie nazwał ją złym pracownikiem

i twierdził, że ma postawę roszczeniową.

M.  K.:  Tak  naprawdę  to  choleryk  potrafi  być  bardzo  roszczeniowy.  Ma

pretensje do wszystkich o wszystko. Ma roszczeniową postawę wobec życia,

ale  oczywiście  z  różnym  nasileniem.  Większość  ludzi  zawsze  zbyt

emocjonalnie podkreśla u innych to, co u nich samych nie jest harmonijne

i spójne. Dlatego jeżeli Dariusz wskazywał u Kasi postawę roszczeniową, jest

to sygnał, że to on jest najbardziej roszczeniowy i widzi u pracownicy taką

postawę,  nawet  jeżeli  ta  jej  nie  przejawiała.  To  jest  jedyna  strategia,  którą

choleryk  umie  wprowadzić  w  życie.  Jest  wobec  wszystkich  roszczeniowy,

dlatego  dopatruje  się  roszczeń  wobec  siebie.  Król  chce  rządzić  –  jeżeli  nie

może  niesubordynowanemu  poddanemu  ściąć  głowy,  to  będzie  próbował

linczować go na swój sposób.

B.  M.:  Dopiero  gdy  Dariusz  się  uspokoił,  jego  melancholiczny  umysł

przyswoił  fakty  przedstawiane  przez  żonę  i  przez  Kasię.  Cechy  choleryka,

które  opierają  się  na  ocenie  sytuacji,  wreszcie  pozwoliły  mu  poprowadzić

spotkanie w konstruktywny sposób.

M. K.:  Melancholik  to  temperament,  który  twardo  stoi  na  ziemi  i  czasami

jest wręcz ociężały w podejmowaniu decyzji. Natomiast choleryk wykazuje

tu  naturalną  lekkość,  podobnie  jak  przy  wydawaniu  sądów.  Szef  Kasi

pokazał to swoim zachowaniem.

B. M.: Gdyby takie sytuacje zdarzały się raz na miesiąc, pewnie praca Kasi

byłaby znośna. Jednak takie sceny miały miejsce kilka razy w tygodniu, więc

ta postanowiła poszukać innej pracy. Osobowość szefa nazbyt obciążała ją

background image

psychicznie.  Kasia  ma  tendencję  do  bycia  uległą,  jednak  zawsze  solidnie

przygotowuje  się  na  spotkania,  co  jak  twierdzi,  niejednokrotnie  ratuje  jej

posadę.  Nie  można  przecież  żyć  w  ciągłym  strachu  przed  gniewem

pracodawcy,  tym  bardziej  gdy  jest  to  nieprzewidywalny  i  nieuzasadniony

gniew. Doszło bowiem do tego, że ciało Kasi silnie reagowało: często bolała

ją  głowa,  zaczęła  mieć  kłopoty  ze  snem.  Wyczuwała  kołatanie  serca,  gdy

tylko numer szefa wyświetlał się na komórce, nawet jeżeli nie wiedziała, po

co  i  w  jakim  nastroju  dzwoni.  Te  objawy  somatyczne  doprowadziły  ją  do

choroby.  Dostała  zwolnienie  i  wreszcie  po  dwóch  tygodniach  wymuszonej

gorączką separacji od szefa doszła do wniosku, że nie może tak żyć.

M.  K.:  Choleryk  w  przewadze  czy  z  domieszką  melancholika  w  roli  szefa

potrafi  w  nietuzinkowy  sposób  zatruwać  ludziom  życie.  Flegmatycy

i sangwinicy często cierpią katusze, nie mogąc uciec z danej relacji, bo praca

jest ważna. Warto podkreślić, że choleryk zawsze czuje się na stanowisku,

nawet  jeżeli  jest  szeregowym  pracownikiem.  Dlatego  objawy

psychosomatyczne  mogą  pojawiać  się  też  u  choleryka,  gdy  nie  zajmuje  on

należytej  pozycji  i  nie  dostaje  należnego  mu  uznania.  W  chorobie  dostaje

współczucie,  które  utożsamia  z  potrzebnymi  mu  wartościami.  Choroby

psychosomatyczne  dotyczą  duszy,  a  chore  ciało  tylko  o  tym  informuje.

Problem  polega  na  tym,  że  nie  zawsze,  a  nawet  zbyt  rzadko,  umiemy  te

informacje  odczytać.  Potrafimy  latami  leczyć  ciało,  nie  troszcząc  się

o psychikę.

Nie graj, postaw na autentyczność

B.  M.:  Jeżeli  chodzi  o  kontakt  z  toksycznym  temperamentem,  to  możemy

albo się od niego uwolnić, czyli na przykład tak jak Kasia zmienić pracę, albo

zacząć  pracować  nad  postawą  asertywną  i  wzmacnianiem  poczucia

pewności siebie. Tylko czy to zawsze pomoże?

M.  K.:  Stosunkowo  skuteczną  metodą  jest  bycie  autentycznym.

Niewchodzenie  w  żadną  rolę,  czy  to  ofiary,  czy  kata,  bo  to  przypomina

walkę. Najczęściej stajemy się ulegli (właśnie jak Kasia), mając nadzieję, że

to złagodzi sytuację i zmniejszy konflikt. Ofiara podświadomie szuka kata,

który  będzie  ją  nękał.  To  jedna  z  relacji  w  tak  zwanym  trójkącie

background image

dramatycznym. Brakujące ogniwo to ratownik, czyli ktoś, kto chce ratować,

wyzwalać  spod  jarzma  prześladowcy  i  kata.  W  tę  interpersonalną  grę

wszyscy  jesteśmy  uwikłani  w  różnym  stopniu.  Jednocześnie  możemy  być

zarówno  katem  czy  ofiarą,  jak  i  ratownikiem,  w  zależności  od  sytuacji

życiowych  –  w  pracy  katem,  w  domu  ofiarą  wymagań  rodziny,  a  jako

sąsiadka ratownikiem i chcieć wyzwolić sąsiada z jego ciężkiego losu.

Taką grę możemy prowadzić również w sobie, kiedy to nasze myśli stają

się katem, działamy jak ofiara, a ciało ratuje się chorobą. Autentyczność to

bardzo ważna cecha, która pokazuje poziom poczucia własnej wartości. To

drugie imię asertywności. Naturalną autentyczność ma melancholik. Jednak

chroni ona melancholika przed światem zewnętrznym, ale już nie przed nim

samym. W tym też upatrywałabym źródła toksyczności tego temperamentu.

Niezadowolony  z  siebie  melancholik  nie  może  znieść  apodyktyczności

choleryka,  beztroski  sangwinika  i  braku  zaangażowania  flegmatyka.

W  jednej  ręce  ma  cynizm,  w  drugiej  krytykanctwo  i  wali  gdzie  popadnie,

tym samym tracąc swoją autentyczność. Ludzie zaczynają unikać chłodnego

tonu  jego  głosu  i  krótkich,  ostrych  zwrotów.  Jedni  go  unikają,  inni  mu

ulegają.

B.  M.:  I  jest  jeszcze  gorzej,  ponieważ  toksyczny  temperament  karmi  się

naszą  uległością.  Asertywne  podejście  utrudnia  fakt,  że  postawa  uległości

jest potęgowana przez naszą kulturę i wychowanie. Dzieci od małego uczy

się posłuszeństwa, w szkołach uczą nas karności i ustępowania. Mówisz, że

metodą  na  toksyczny  typ  jest  bycie  autentycznym.  Autentyczność,  czyli

wyjście z postawy rzeczowego dorosłego?

M.  K.:  Czy  ja  wiem?  Rzeczowy  dorosły  też  może  być  autentyczny.

Rzeczowość  to  cecha  choleryka  i  melancholika.  Autentyczność  to  postawa,

którą  może  przyjąć  każdy.  Rodzimy  się  autentyczni,  a  dorastamy,

zmieniając autentyczność na maski, które nakładamy. To one doprowadzają

nas  do  granic  toksyczności.  Zakładamy  je  z  różnych  powodów,  aby  się

chronić  przed  trudnymi  sytuacjami  i  osiągnąć  swój  cel.  Najwięcej  masek

i  toksyczności,  a  najmniej  autentyczności  występuje  w  kręgach  patologii.

Tam toksyczność sięga zenitu. Czytałam, że toksyczność jest efektem braku

systemu  obronnego  na  bolesne  doznania.  Umiemy  radzić  sobie  z  bólem

fizycznym, ale nie potrafimy radzić sobie z bólem psychicznym. Traktujemy

background image

go  jak  krzywdę.  Dlatego  toksyczni  ludzie  często  nie  uświadamiają  sobie

krzywdy, jaką wyrządzają innym, ponieważ „robią to z miłości do nas i dla

naszego dobra”. Ten tok myślenia pokazuje, jak zostali wychowani oraz jaki

wpływ  na  ich  życie  miała  najbliższa  rodzina.  Dlatego  warto  zdać  sobie

sprawę,  że  z  toksyczną  osobą  możemy  zmierzyć  się  tylko  jako  ludzie

autentyczni,  czyli  z  uregulowanym  stosunkiem  do  poczucia  własnej

wartości,  i  asertywni.  Wówczas  będziemy  mogli  podjąć  odpowiednie

działanie.  Mam  tu  na  myśli  oczywiście  toksyczność  niebędącą  jeszcze

zaburzeniem  osobowości,  chorobą  psychiczną  czy  zagrażającą  zdrowiu

i  życiu  patologią.  Tu  trzeba  działać  w  inny  sposób.  Mówię  o  toksyczności,

która jest efektem doprowadzania cech do skrajności przez różne sytuacje

życiowe.  Tu  wystarczy  autentyczność,  ale  tę  trzeba  w  sobie  odnaleźć.

Doprowadzi nas do niej asertywność, której należy się nauczyć.

B.  M.:  Ciekawym  przypadkiem  toksycznej  mieszanki  jest  choleryk-

melancholik  z  domieszką  flegmatyka.  Jeżeli  jest  to  kwintesencja

negatywnych  cech  melancholika  i  flegmatyka,  to  nawet  choleryczna

umiejętność  przewodzenia  innym  będzie  studzona  flegmatyczną  refleksją

„A właściwie, to po co mi to wszystko?”.

M.  K.:  Na  przykład  Dagmara  –  ma  sporo  cech  choleryka,  również  tych

pozytywnych, dzięki którym potrafi zrobić wiele ciekawych rzeczy, dlatego

zawsze znajdują się ludzie, którzy z przyjemnością za nią podążają. Jednak

przychodzi taki moment, a trudno się nań przygotować – ponieważ mamy

do  czynienia  z  nieprzewidywalnością  –  kiedy  Dagmarze  włącza  się

irracjonalny  pesymizm  melancholika  i  brak  działania  flegmatyka.  I  to  jest

fatalna,  toksyczna  przeciwwaga.  Dagmara  zaskarbia  sobie  sympatię  ludzi

swoim optymizmem i odważnymi planami, wzbudza ich zaufanie i stwarza

sytuacje, w których oni czują się potrzebni.

B. M.: Doskonała przywódczość, którą choleryk może się poszczycić?

M.  K.:  Z  pozoru.  Ludzie  ulegają  Dagmarze  w  poczuciu  bezpieczeństwa,

jednak  nie  wiedzą  dokładnie,  kiedy  ona  przejmuje  nad  nimi  kontrolę  za

pomocą  swoich  zdolności  manipulacyjnych.  Usypia  ich  czujność,  tworząc

atmosferę przyjaźni. Jej motto to: „Uzależnić od siebie i kąsać bezlitośnie”.

background image

Nagle  się  okazuje,  że  wszystko  zostało  źle  zrozumiane  i  że  ludzie

przysparzają  jej  kłopotów.  Wszyscy  są  winni,  tylko  nie  ona.  Gdy  sprawy

zajdą za daleko, Dagmara wycofuje się w zacisze domowe, gdzie czuje się

najlepiej,  ponieważ  tworzy  obraz  osoby  przybitej,  oszukanej,

niedowartościowanej,  niezrozumianej.  Teraz  rodzina  cicho  spełnia  jej

życzenia.  To  czas  melancholika  –  obrażonego  i  pokrzywdzonego.

W mniemaniu Dagmary rodzina w niczym nie potrafi jej dogodzić, zatem

znów odzywa się choleryk i pojawiają się pretensje.

B.  M.:  Zmienność,  nieprzewidywalność,  tylko  skala  agresji  zdaje  się

mniejsza.

M.  K.:  Dagmarze  cechy  flegmatyka  nie  pozwalają  na  tak  wielkie  wybuchy

agresji,  jakie  cechowały  wspomnianego  wcześniej  Dariusza.  Jednak

zmienność  jest,  i  to  spora.  Najpierw  zaangażowanie  i  kontakt  wzrokowy,

wszystko  przebiega  harmonijnie,  aż  nagle  Dagmara  wstaje,  odwraca  się

i poprawia dokumenty. Typowe zachowanie melancholika, którego przerosła

sytuacja, więc zajmuje się sobą.

B. M.: Może też chodzić o rozładowanie napięcia – czasem człowiek nawet

nie  wie,  że  sytuacja  powoduje  w  nim  napięcie,  dyskomfort,  więc

automatycznie  uruchamiają  się  ruchy  ciała.  Ciekawie  opisują  to  znawcy

zachowań psów. Gdy dwa psy się mierzą, stają jak do walki, mają zjeżone

grzbiety, toczą pianę z pysków. Nagle jeden zaczyna się drapać – to czynność

biologiczna,  która  ma  za  zadanie  na  moment  rozładować  skumulowane

napięcie. Może w przypadku ludzi takie wstanie i przeglądanie dokumentów

też ma rozładować napięcie?

M. K.: Być może. Niemniej wstanie do szafki z dokumentami to odcięcie się,

odwrócenie tyłem. Gość nie wie wtedy, czy Dagmara go słucha, czy ma dalej

mówić.  Rozmówcy  mieli  z  nią  problem,  ponieważ  czuli  się  niesłuchani,

ignorowani. Takie zachowanie występujące sporadycznie jest denerwujące,

a stale powtarzane sprawiło, że ludzie zaczęli się odsuwać od Dagmary. Ona,

jako choleryk, ma silną potrzebę sprawowania kontroli, dlatego gdy kolejne

osoby  zaczęły  jej  się  wymykać,  w  panice  starała  się  odnawiać  kontakty,

zagadywać, być miłą. I tutaj trzeba uważać, bo nie zawsze dopytywanie się

background image

jest  oznaką  szczerego  zainteresowania.  Czasem  jest  sygnałem  potrzeby

sprawowania kontroli.

B. M.: To ważna wskazówka dla otoczenia. Uważajmy na nazbyt dociekliwe

pytania, bo czasem nie są one wyrazem jedynie sympatii.

M. K.: Właśnie! Za to mogą posłużyć cholerykowi do sprawowania kontroli.

Zwłaszcza  gdy  zaczynamy  czuć  się  winni  z  jakiegoś  powodu  i  się

tłumaczymy – choleryk ma nas w garści.

B. M.: To też jest wskazówką, jak rozpoznać toksyczną osobę w dość prosty

sposób: jeżeli nie mamy nic na sumieniu, a mimo to czujemy się winni lub

musimy się z czegoś tłumaczyć, to znak, że powinniśmy być czujni. Może to

być  próba  manipulowania  nami.  Wtedy  racjonalne  tłumaczenie  sobie

zainteresowania drugiej osoby może wywieść nas na manowce. Gdy logika

wydaje się w porządku, a ciało mimo to ostrzega nas różnymi symptomami,

jestem za tym, żeby słuchać ciała i uciekać gdzie pieprz rośnie.

M.  K.:  Może  nie  od  razu  uciekać,  ale  być  świadomym  tego,  co  się  dzieje.

Choleryczno-melancholijny temperament będzie wyciągał z nas informacje

i drążył temat. Słaba osobowość się zadowoli, gdy odeślemy ją z kwitkiem,

jednak im silniejsza, tym więcej przebiegłych prób dowiedzenia się, w czym

rzecz.  Gdy  przestaniesz  rozmawiać  z  silnym  cholerykiem,  to  urośniesz

w siłę, a on będzie się czuł coraz bardziej zagubiony, bo coś nie układa się po

jego myśli.

B. M.: Nasuwa mi się jeszcze taki wniosek – gdy rośniesz w siłę, nie masz

potrzeby raportowania cholerykowi przebiegu zdarzeń i stajesz się odporny

na tego rodzaju manipulacje.

M.  K.:  Na  pewno.  Jednak  choleryk-melancholik  nie  przyzna  się  do  błędu,

o  czym  mówiłyśmy  wcześniej,  z  jego  ust  nie  usłyszysz:  „Przepraszam”.

Czasami burknie coś pod nosem, aby rozładować sytuację i rozpocząć inny

manewr manipulacyjny. Gdy już wytkniesz mu ewidentny błąd, najczęściej

dalej będzie szedł w zaparte, tylko zmieni strategię. Dagmara maskuje się

w taki sposób: „Może nie zdążyłam tego powiedzieć, ale od początku byłam

background image

o tym przekonana”. Potrafi też interpretować słowa innych na swój sposób,

nie  zachowując  kontekstu,  z  którego  zostały  one  wyrwane.  To  wyjątkowo

mylące dla otoczenia.

B. M.: Czyli nie dość, że toksyczny temperament chce wyciągnąć z ciebie to,

co  mu  potrzebne,  to  jeszcze  potrafi  obrócić  wszystko  na  swoją  korzyść.

Kieruje  się  przede  wszystkim  swoim  interesem,  dlatego  zdolności

manipulacyjne choleryka-melancholika są zwykle wysoko rozwinięte.

M. K.: Pamięć jest wybiórcza, dlatego taka osoba często idzie w zaparte („Ja

tego nie mówiłam”), a jeżeli już nie ma wyjścia, bo masz na coś dowody, to

powie: „Ale ja w tym momencie nie miałem wyjścia” czy „Ale ja nie mogłam

inaczej”.

Połączenie  choleryk-melancholik  daje  cechy,  które  przy  bliższym

poznaniu  mogą  się  uzupełniać  i  tworzyć  naprawdę  ciekawe  osobowości,

podobnie  jak  połączenie  sangwinik-flegmatyk.  Jeżeli  jednak  cechy

przekroczą  granicę  równowagi  emocjonalnej,  to  nadmiar  harmonii

i  nieingerowanie  w  to,  co  dzień  przyniesie,  będą  bardzo  toksyczną

mieszanką. Najpierw dowie się o tym otoczenie takiej osoby, ponieważ żyje

ona  beztrosko  i  jest  piewcą  miłości,  a  z  czasem  sama  wpadnie  w  sidła

toksyczności.  Nikt  jej  nie  rozumie,  ludzie  unikają  jej  towarzystwa,  kpią

z niej. Nasilają się frustracja i użalanie nad sobą. Takie osoby przestają się

cieszyć dniem obecnym, a zaczynają żyć wspomnieniami.

B.  M.:  To  męczące.  Kasia  miała  tendencję  do  bycia  uległą  w  kontaktach

z Dariuszem, ponieważ posiadała wiele cech flegmatyka. Jednak zadziałało

to  w  pewnym  momencie  na  jej  korzyść  –  flegmatyk  jest  niezwykle

stanowczy,  dlatego  gdy  Kasia  podjęła  decyzję  o  zmianie  pracy,  była  to

decyzja  nieodwracalna.  Kto  jeszcze  jest  podatny  na  toksyczne  działanie

choleryczno-melancholicznego temperamentu? Kto jest w stanie wytrzymać

z taką osobą?

M.  K.:  Na  te  pytania  trudno  odpowiedzieć  w  sposób  jednoznaczny.

Toksyczni  ludzie  nie  są  po  to,  aby  z  nimi  wytrzymywać,  ale  po  to,  byśmy

lepiej poznawali siebie i swoje słabości oraz odkrywali ukrytą w nas siłę. Od

takich  ludzi  należy  odchodzić,  żeby  oni  zatracili  się  całkiem  w  swojej

background image

toksyczności  albo  przejrzeli  na  oczy.  Toksyczność  zatacza  coraz  szersze

kręgi  za  naszym  przyzwoleniem.  Przestańmy  zatem  przyzwalać

i  podejmijmy  działanie  w  swojej  obronie.  A  wracając  do  pytania:  mogę

jedynie  spekulować.  Im  więcej  ktoś  ma  cech  sangwinika,  tym  dłużej

wytrzyma z taką osobą albo szybciej odejdzie – w myśl zasady: „Jak nie ten,

to  inny”.  To  zależy  od  wielu  czynników.  Flegmatyk  w  pewnym  momencie

powie:  „Po  co  mi  to?”.  I  tak  jak  wspomniałaś,  gdy  już  podejmie  decyzję

o  zerwaniu  kontaktu,  będzie  to  najczęściej  decyzja  ostateczna.  Flegmatyk

może  się  długo  namyślać,  dużo  znieść,  ale  jak  już  zdecyduje,  to  klamka

zapadła.

B. M.: I nie ma odwrotu. To też tłumaczy, dlaczego mężowie, o których się

mówi „pantoflarze”, są w stanie tak długo wytrzymać z żonami furiatkami,

które wyżywają się na nich latami. Jednak w końcu przychodzi moment, gdy

dzieci wybywają z domu i mąż flegmatyk odchodzi, by wreszcie mieć święty

spokój.

M. K.: Właśnie. I nawet jeżeli żona furiatka, jak to określiłaś, zacznie nagle

być  miła,  spolegliwa,  dogadzać  flegmatykowi,  najczęściej  będzie  już  za

późno.  Może  wyjaśnią  sobie  kilka  spraw,  jednak  decyzja  została  podjęta.

Chociaż  flegmatyka  bardzo  łatwo  obłaskawić  i  jeżeli  żona  furiatka  go  nie

przekona, mogą to zrobić dzieci. Pamiętajmy, że flegmatyk myśli o sobie na

samym końcu.

B. M.: Jednak często są to relacje nie do naprawienia.

M.  K.:  Na  pewno  łatwiej  odejść,  jeżeli  problem  dotyczy  biznesu  i  spraw

zawodowych.  Wieloletnich  partnerów  życiowych  często  łączą  dzieci,

wspólny  majątek.  Trudno  przewidzieć,  jak  się  zachowają  toksyczni  ludzie.

Raczej  będą  grać  na  zwłokę,  ukazywać  siebie  jako  ofiarę  życia,  innych

i  systemu.  Toksyczni  ludzie  mają  do  perfekcji  opanowaną  sztukę

manipulacji,  dlatego  tak  trudno  wydostać  się  z  takich  związków,  nawet

zawodowych.  Mam  tu  na  myśli  na  przykład  sferę  finansowo-

ubezpieczeniową,  w  której  ogromna  rotacja  właściwie  na  wszystkich

szczeblach  zatrudnienia  poniekąd  wymaga  toksyczności.  Toksyczny

temperament  jest  szczególnie  często  spotykany  wśród  menedżerów

background image

tworzących  zespoły.  Na  początku  menedżer  jest  charyzmatyczny,  potrafi

pociągnąć  za  sobą  ludzi,  zmotywować,  roztacza  zwycięskie  wizje.  Po

pewnym  czasie  maska  spada  i  odsłania  się  choleryk  z  melancholikiem

w  najgorszym  wydaniu  –  porównywanie  ludzi,  czepianie  się,  szukanie

dziury  w  całym,  wywieranie  dziwnej  presji.  To  demotywuje  pracowników

i rozbija zespół. Tacy menedżerowie sami czują presję odgórną, najczęściej

dotyczącą wyników, które są inne niż zakładane. Jednak oni nie przyznają

się  do  błędu,  dlatego  będą  szukać  ofiar  w  zespole.  Będą  obrażać

pracowników,  krzyczeć,  szukać  winnych,  nie  będą  się  liczyli  z  faktami.

Zgniotą psychicznie słabsze osoby swoją postawą i roszczeniami.

Pamiętajmy jednak, że choleryczno-melancholijny menedżer robi bardzo

dobre  pierwsze  wrażenie.  Kupi  ludzi,  zabierze,  co  się  da,  i  jako  lider

wyczerpie swoje możliwości. To samo będzie w kontaktach z klientami – ci

mogą  się  złapać  na  wspaniałe  pierwsze  wrażenie,  jednak  później  będą  się

czuć  oszukani  i  więcej  nie  skorzystają  z  usług  tego  finansisty  czy  agenta

ubezpieczeniowego.  Dlatego  w  takich  firmach  pracownicy  ciągle  się

zmieniają,  wypalony  menedżer  przechodzi  do  następnej  firmy,  w  której

początkowo łapie wiatr w żagle, a potem szuka kozłów ofiarnych. Jego życie

prywatne wygląda podobnie – jest powierzchowne, od jednego związku do

drugiego, byle czerpać zyski. Gdy już się zdarzy, że partner zaciągnie go do

ołtarza, zaczną się romanse…

B. M.: Szarpane związki. Bywa, że tacy „poszarpańcy” związują się ze sobą.

Uzależnieni  od  zastrzyków  adrenaliny,  jakich  dostarcza  im  wzajemne

szczucie się na siebie, zamęczają siebie i otoczenie.

M. K.: Wtedy każde z partnerów prowadzi trochę odrębne życie. Często są to

związki,  które  cechuje  dobry  status  materialny,  bo  obydwoje  partnerzy  są

ambitni i rywalizują ze sobą. Ich dzieci mają mnóstwo zajęć pozalekcyjnych,

drogie hobby typu lekcje baletu czy jazdy konnej. Jednak dzieci te nie uczą

się wzajemnego szacunku i miłości, tylko rywalizacji.

B.  M.:  Wracając  do  spraw  zawodowych,  mówiłyśmy,  że  choleryk  nie

przyznaje  się  do  błędów.  Wykorzystuje  też  powierzone  mu  tajemnice  do

własnych celów. Mam na to doskonały przykład. Anna, bojąc się, że kolejna

redukcja etatów w firmie obejmie także jej stanowisko, zaczęła się rozglądać

background image

za  nową  posadą.  Szykując  się  na  rozmowę  kwalifikacyjną  w  innej  firmie,

spotkała Maję – koleżankę z pracy na wyższym stanowisku. Dziewczyny się

lubiły, zdarzało się, że razem jeździły w delegację. Maja z zainteresowaniem

wypytywała  Annę,  dokąd  idzie,  bo  tak  ładnie  wygląda,  i  tak  dalej.  Anna

powiedziała, że idzie na rozmowę kwalifikacyjną do innej firmy, ponieważ

boi  się  o  swoją  pracę.  Wydawałoby  się,  że  nic  takiego  się  nie  stało  –

dziewczyny,  choć  się  nie  przyjaźnią,  to  jednak  się  znały  i  na  gruncie

zawodowym sobie ufały.

I co się stało? Maja po zebraniu z dyrektorem oddziału pochwaliła się, że

wie więcej o pracownikach, niż się dyrektorom wydaje. Zdradziła, że Anna

rozgląda się za nową posadą. Trudno jednoznacznie określić intencje Mai –

prawdopodobnie  chciała  zabłysnąć,  że  wie  więcej  niż  zarząd,  więc  chciała

być w centrum uwagi.

Dyrektor  osobiście  pofatygował  się  do  Anny,  aby  ją  zapewnić,  że  jej

stanowisko  mimo  redukcji  etatów  jest  bezpieczne.  Można  by  więc

wnioskować, że dobrze się stało. Jednak Annie pozostał niesmak, a Maja nie

widziała  niczego  złego  w  swoim  działaniu.  Jako  typowa  choleryczka

wykazała,  że  przekłada  swoje  ego  nad  interesy  koleżanki  z  pracy  –

wykorzystała  coś,  o  czym  nikt  nie  wiedział,  tylko  po  to,  by  pokazać

przełożonym  przewagę  (w  jej  przekonaniu).  Manipulowała  informacjami

w taki sposób, aby stały się korzystne dla niej samej.

M.  K.:  To  typowe  zachowanie  choleryka.  Jeśli  coś  się  dzieje,  to  ten,

porównując innych ze sobą, najczęściej stwierdza: „Ja jestem ok, to z nimi

wszystkimi  coś  jest  nie  w  porządku”.  Dlatego  na  przykład  potrafi  ostro

skrytykować  i  często  jest  przekonany,  że  takie  zachowanie  służy  naszej

poprawie, motywacji i mobilizacji.

B. M.: Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane…

M.  K.:  To  po  pierwsze.  A  po  drugie,  bardzo  łatwo  zrazić  do  siebie  ludzi

uszczypliwym,  krytycznym  komentarzem,  zwłaszcza  wypowiedzianym

w  obecności  innych.  Ponieważ  choleryk  potrzebuje  publiczności,  to  jest

niemal pewne, że jak już coś zrobi, to w obecności świadków.

B. M.: Jaka jest najlepsza metoda na taką uszczypliwość? Na ciętą krytykę?

background image

M. K.: Najlepiej odpowiedzieć cholerykowi równie ciętą uwagą, czego on się

nie  spodziewa.  To  dobry  sposób  na  wzmocnienie  swojej  pozycji  w  jego

oczach. Nie zawsze jednak cięta riposta przyjdzie nam do głowy w danym

momencie,  zwłaszcza  jeżeli  krytyka  spada  na  nas  nagle  i  jest  wyjątkowo

dotkliwa lub pochodzi od osoby, od której zupełnie się jej nie spodziewamy.

Czasem pomaga obrócenie sytuacji w żart, a czasem po prostu zignorowanie

ataku.

B.  M.:  Zignorowanie  choleryka  jest  równie  dotkliwe  jak  wymierzenie  mu

policzka.

M. K.: Więc można to wykorzystać.

B.  M.:  Tylko  jeżeli  mamy  do  czynienia  z  toksyczną  mieszanką  choleryka

i  melancholika,  istnieje  ryzyko,  że  zostanie  nam  to  zapamiętane.

Melancholik ma przecież to do siebie, że pamięta wszystko i umie czekać na

stosowny  moment,  by  się  zemścić.  Przy  negatywnych  cechach  choleryka

pamięć może być wybiórcza, a moment ataku może być wyjątkowo dotkliwy.

M. K.: Może. Jednak osoby o wysokim poczuciu własnej wartości nie dotknie

to  tak  bardzo  jak  osoby  uległej,  lękliwej,  niepewnej.  Dlatego  wracamy  do

autentyczności  –  warto  o  nią  dbać,  żeby  była  zbudowana  na  mocnym

poczuciu własnej wartości. Eleanor Roosevelt powiedziała: „Nikt nie może

sprawić, byś poczuł się gorzej, bez twojego przyzwolenia na to”. A zatem nie

przyzwalajmy. Uczmy się asertywności, aby odsłonić swoją autentyczność.

B. M.: Inna sprawa, czy chcemy kontynuować toksyczną znajomość, czy też

nie…  Może  się  zdarzyć,  że  raniąca  uwaga  zostanie  wypowiedziana

nieświadomie. Mam jednak wrażenie, że najczęściej jest to wykorzystywane

celowo jako manipulacja.

M.  K.:  Możesz  mieć  rację.  Im  bardziej  potulny  i  uległy  jest  adresat  takiej

raniącej uwagi, tym gorzej będzie się czuł. Będzie brał to do siebie. Zatem

choleryk-melancholik wróci na piedestał i osiągnie swój cel. Jeśli nabierzemy

pewności  siebie,  przestaniemy  brać  do  siebie  tego  typu  komentarze,

uodpornimy  się  na  nie.  Wówczas  wytrącimy  manipulatorowi  narzędzie

background image

z ręki.

B. M.: I straci grunt pod nogami, a my będziemy mogli rozwinąć skrzydła.

M. K.: Choleryk-melancholik to wyjątkowo sfrustrowany człowiek. Dla niego

większość  ludzi  to  głupcy.  Nie  stara  się  dopatrywać  pozytywnych  cech

u  innych  –  wystarczy,  że  znajdzie  jedną  wadę,  a  będzie  ją  uwypuklał,

wyolbrzymiał i interpretował po swojemu. Ciężko żyć na świecie, gdy uważa

się większość ludzi za idiotów. To ciężar, który szkodzi przede wszystkim tej

osobie. Przekleństwo choleryka i skrajnego melancholika.

B.  M.:  Jeżeli  jeszcze  dodamy  do  tego  kilka  negatywnych  cech  flegmatyka,

takich jak obojętność, ociąganie się, skłonność do zamykania się w sobie, to

uzyskamy  bardzo  kontrastową  osobowość  o  skrajnych  zachowaniach  –  od

krzyku,  manipulacji  i  kontroli  po  wyobcowanie  podsumowane  zdaniem:

„Rób co chcesz, mam to gdzieś”.

M.  K.:  Niestety.  Jeśli  z  cech  wszystkich  temperamentów  dana  osoba  ma

głównie skrajności melancholika i flegmatyka, to nawet kilka fantastycznych

cech choleryka nie jest w stanie zrównoważyć toksycznego oddziaływania na

innych.

W  przypadku  wspomnianej  wcześniej  Dagmary  było  to  zauważalne  dla

otoczenia i miało swoje konsekwencje. Nikt nie chce być obrażany, dlatego

w kontaktach biznesowych wystarczy kilka spotkań, a klienci zaczną się od

niej odsuwać. Każdy chce czuć się słuchany i szanowany.

Również połączenie choleryk-flegmatyk jest bardzo uciążliwe nie tylko dla

otoczenia,  ale  i  dla  osoby  o  tych  cechach.  To  ogień  i  woda,  zadaniowość

kontra postawa „po co mi to?”. W tej wewnętrznej walce nie gra się o to, by

wygrać. Walczy się o to, by nie przegrać. W tym starciu zostają aktywowane

wszystkie  cechy  pozostałych  temperamentów,  które  doprowadza  się  do

skrajności. Dlatego tak często obserwuje się rozdźwięk między działaniem

a mówieniem. Podobnie jest w połączeniu cech sangwinika i melancholika.

Niczym niepohamowany optymizm kontra pesymizm. Świat jest piękny, ale

po co żyć?

U  bliskich  rodzi  to  po  pewnym  czasie  toksyczną  bezradność  i  pewien

rodzaj  obojętności.  Dochodzimy  do  punktu,  w  którym  toksyczna  postawa

background image

jest na tyle irytująca, że unikamy danej osoby, ponieważ nie mamy wpływu

na jej zdrowie, możemy być jedynie świadkami samozniszczenia. Jeżeli taką

postawą  cechuje  się  rodzic,  prowadzi  to  do  izolacji  miłości.  Kochanie

i  szanowanie  są  odarte  z  prawdziwego  uczucia.  Dziecko  być  może  kocha

i szanuje, ponieważ to rodzic, jednak więzi praktycznie nie ma.

Toksyczne narzekanie

B.  M.:  Z  wiekiem  nasila  się  skłonność  do  narzekania,  marudzenia

i  spodziewania  się  najgorszego.  Jeżeli  nie  dbamy  o  swoje  zdrowie,  to

z  biegiem  lat  ciało  o  sobie  przypomina  różnymi  chorobami

i dolegliwościami.

M. K.: Jeśli jeszcze dochodzą jątrzenie i rozdrapywanie wciąż tych samych

ran,  staje  się  to  nie  do  zniesienia  dla  otoczenia.  Flegmatyk  potrzebuje

docenienia przez otoczenie, dlatego gdy to odsuwa się od niego (na skutek

jego postępowania), on cierpi dodatkowo i utwierdza się w pesymistycznym

postrzeganiu świata (co jest charakterystyczne dla melancholika). Flegmatyk

jest  bardzo  oporny  na  nowości,  dlatego  z  wiekiem  wszelkie  propozycje

zmian  pojawiające  się  z  zewnątrz  będą  napotykały  silny  sprzeciw.  Co

ciekawe,  takie  osoby,  mimo  schorzeń  czy  poważnych  dolegliwości

zdrowotnych, mogą naprawdę długo żyć.

B.  M.:  Choleryk  to  gorącokrwisty  typ,  pracoholik,  ogień  w  nim  wybucha

szybko, żyje w ciągłym stresie, działa i wykonuje zadania. To z kolei typowe

dla tak zwanej osobowości typu A, która jest najbardziej podatna na choroby

serca, zawały, wylewy. Flegmatyk, jak wiemy, ma stosunkowo niski poziom

stresu,  niewiele  rzeczy  go  obchodzi,  charakteryzuje  się  wręcz  chroniczną

obojętnością, zatem i stres go nie wykańcza.

M.  K.:  Podam  ci  przykład.  Kuba,  mężczyzna  mocno  po  czterdziestce,

kawaler, właściciel dobrze prosperującej firmy, zdążył już pochować matkę,

natomiast  jego  babcia  nadal  żyje.  Kuba  jest  przerażony,  bo  jak  twierdzi:

„Babcia wpędziła do grobu mamę, wpędzi i mnie”. Czyli toksyczna seniorka,

która z powodu choroby stawów, co prawda, nie może chodzić, ale poza tym

jest  okazem  zdrowia,  sączy  jad  codziennie,  wykańcza  psychicznie,  jest

background image

upierdliwa ponad wszelkie granice. Do tego dochodzi jeszcze uzależnienie

emocjonalne związane z obowiązkami rodzinnymi.

B. M.: Właśnie! W przypadku gdy toksyczna osoba nie jest członkiem naszej

rodziny,  to  o  ile  wzmocnimy  poczucie  własnej  wartości  i  będziemy

autentyczni, możemy zerwać relacje zawodowe, tak samo jak zmienić pracę

czy branżę lub spróbować czegoś nowego. Jednak w przypadku rodziny nie

jest  to  tak  oczywiste.  Zwłaszcza  nam,  Polakom,  trudno  zerwać  więzi

rodzinne, choć i tak się zdarza. Wiele badań socjologicznych wykazuje, że

nadal najbardziej cenimy wartości rodzinne.

M.  K.:  Otóż  to.  Kuba  czuje  się  więc  w  obowiązku  doglądać  babci,  nawet

kosztem własnego zdrowia i firmy. Gdyby chodziło o relacje na przykład ze

wspólnikiem, prawdopodobnie założyłby inny biznes lub wyplątał się z tego

w  inny  sposób.  Tutaj  w  grę  wchodzą  jednak  emocje  i  przekonania,  za

którymi idą narzucone wzorce zachowań. I taki toksyczny flegmatyk, mimo

że  ma  opiekę,  nie  może  się  cieszyć  prawdziwym  szacunkiem,  miłością

i przyjaźnią bliskich.

Toksyczne temperamenty mają tendencję do nakładania masek, żeby jak

najlepiej  wyglądać  w  danym  momencie.  Zdrowy  melancholik,  mający

świadomość swoich zalet i wad, nie nakłada maski, po prostu jest, jaki jest.

Nie  podlizuje  się,  ale  i  nikogo  nie  obraża.  Natomiast  jeżeli  mamy  do

czynienia  ze  skrajnościami,  jak  w  przypadku  połączenia  cech  typowo

melancholicznych  z  typowo  cholerycznymi  u  jednej  osoby,  to  najczęściej

oglądamy  całe  mnóstwo  masek.  Taka  toksyczna  osoba  chce,  aby  wszystko

było dokładnie według jej zamysłu (melancholik) oraz aby było zauważane

przez  innych  (choleryk).  Ponieważ  masek  jest  bardzo  dużo,  nie  jesteśmy

w stanie przewidzieć, za którą z nich się danego dnia schowa.

Toksyczny  flegmatyk-melancholik  ma  tylko  jedną  maskę  –  bez  końca

zatruwa otoczenie. W tym przypadku wiemy, czego się spodziewać. Możemy

nie wiedzieć, która historia zostanie opowiedziana po raz setny, ale historie

te  pochodzą  z  tej  samej  puli.  Natomiast  maski  choleryka-melancholika  są

nieprzewidywalne, a co za tym idzie – skrajnie różne, od agresywnych przez

zwyczajnie nieprzyjemne aż do podejrzanie łagodnych.

B. M.: Jedyne, co nam pozostaje, to skupić się na sobie, budować poczucie

background image

własnej  wartości,  dzięki  czemu  przeniesiemy  uwagę  na  własny  rozwój

i autentyczność, zamiast na podtrzymywanie toksycznej relacji.

M. K.: Poczuć swoją autentyczność, nie udawać, być sobą. Asertywnie mówić

o  swoich  potrzebach,  prawach,  oczekiwaniach.  Moim  zdaniem  antidotum

na wszystkie toksyczne typy jest autentyczność. Utrudnieniem będą zawsze

relacje oparte na więziach rodzinnych.

B.  M.:  Jednakże  pewne  relacje  rodzinne,  niekoniecznie  pozytywne,

wymagają  przepracowania  choćby  na  coachingu.  Przychodzi  bowiem  taki

moment,  gdy  będąc  autentyczni  i  czując  własną  wartość,  dochodzimy  do

wniosku,  że  nie  jesteśmy  odpowiedzialni  za  to,  czy  druga  osoba  czuje  się

szczęśliwa, czy też nie.

M. K.: To prawda. Coaching doskonale się sprawdza w takich przypadkach.

Trudne rzeczy i sytuacje wzmacniają człowieka, ale w żaden sposób go nie

definiują.  O  tym  można  się  przekonać  na  coachingu.  Jak  powiedział  Les

Brown: „Czyjaś opinia na twój temat wcale nie oznacza prawdy o tobie”. Na

coachingu ludzie odnajdują właśnie prawdę o sobie.

Coaching dla ciebie:

niwelowanie toksyczności

Podane  pytania  coachingowe  pomogą  ci  się  zastanowić  nad  relacjami  z  ludźmi,
którzy mogą oddziaływać lub oddziałują na ciebie toksycznie, a także nad twoimi
toksycznymi zachowaniami.

W jakim stopniu jestem osobą autentyczną?

 

Które ze swoich zachowań lubię najbardziej?
Dlaczego?

 

Których ze swoich zachowań nie lubię? Kiedy się
one pojawiają?

 

Które z moich zachowań są dobrze odbierane przez
otoczenie? Jak bardzo lubię te zachowania?

 

Które swoje zachowania mogę uznać za toksyczne
dla innych? Co mogę z nimi zrobić?

 

Które swoje zachowania mogę uznać za toksyczne
dla siebie? Co mogę z nimi zrobić?

 

Jak to, kim teraz jestem, może wpłynąć na to, kim

 

background image

chcę być?

background image

Część 2

Relacje partnerskie

background image

Rozdział 8

Miłość, czyli jak kochają temperamenty

Małgorzata Krawczak:  Jak  kochają  temperamenty?  Upraszczając:  choleryk

kocha zadaniowo, flegmatyk za wszystko, melancholik głęboko, a sangwinik

na bogato. Każdy może kochać szczerze i każdy może kochać nieszczerze.

Beata Mąkolska: Najbardziej spektakularna jest miłość sangwinika. To jest

ta przejaskrawiona romantyczność, piękne okoliczności i atmosfera wielkich

romansów.

M. K.: Sangwinikowi zawsze zależy na otoczeniu, dlatego też wszyscy muszą

wiedzieć, że kocha. Swoją miłość będzie podkreślał niemal na każdym kroku,

oczekując, że obiekt miłości odpłaci mu tym samym. Jeżeli mówi: „Kocham

cię”,  to  oczekuje  w  rewanżu  takiego  samego  wyznania.  Sangwinik  kocha

mocno,  wylewnie  i  czeka  na  to  samo.  Jeżeli  nie  usłyszy:  „Kocham  cię”,  to

będzie dopytywał: „A czy ty mnie kochasz?”. Musi mieć partnera, aby kochać

całym  sercem  i  całą  duszą,  potrzebuje  ludzi,  aby  ładować  swoją  energię

życiową.

B.  M.:  Sangwinik  często  kocha  na  pokaz,  co  nie  znaczy,  że  nieszczerze.

Jednak z naszego badania temperamentów par wynika, że to introwertycy

częściej odczuwają wszystko głębiej. To, co dla sangwinika może być jedynie

drobiazgiem, introwertyk melancholik uzna za niezwykle znaczący gest.

M. K.: Oczywiście może się zdarzyć „płytki” sangwinik w typie narcyza, który

wytworzy piękną otoczkę, a w środku zamiast mocnego uczucia będzie jego

kiepski  substytut.  Pamiętajmy  jednak,  że  typowy  sangwinik  nie  ma

skłonności  do  manipulacji  –  on  kocha  siebie,  ludzi,  a  osobę,  którą  darzy

uczuciem  szczególnie  mocno,  pragnie  wyróżnić.  Chce  nadać  tej  miłości

właściwy wymiar na zewnątrz. Podobnie flegmatyk, choć w jego przypadku

niebezpieczeństwo wiąże się z tym, że może stać się usłużny, jeśli kocha za

background image

bardzo.  Pamiętajmy,  że  ten  typ  kocha  najpierw  kogoś,  potem  siebie,  o  ile

o  sobie  nie  zapomni.  Flegmatyk  to  introwertyk  i  jego  miłość  może  być

bardzo  głęboka.  Sangwinicy,  jako  typowi  ekstrawertycy,  kochają  kolorowo

i głęboko. Natomiast introwertycy kochają przede wszystkim głęboko.

B. M.: I ta intensywność emocji często im wystarcza – nie muszą już tego

wyrażać.

M. K.: Nie muszą dzielić się tym z całym światem. Natomiast ekstrawertycy

tak.

B.  M.:  Dzisiejszy  świat  jest  nastawiony  na  ekstrawertyzm,  dlatego  nawet

jeżeli  ktoś  jest  introwertykiem,  to  i  tak  poniekąd  oczekujemy  od  niego

zachowań ekstrawertycznych. Natomiast jeszcze do niedawna na piedestale

były zupełnie inne cechy: wierność zasadom, stanowczość, powściągliwość.

I  takie  też  były  zaloty.  Spójrzmy  na  powieści  Jane  Austen,  pisarki

przedstawiającej  życie  angielskiej  klasy  wyższej  z  początku  XIX  wieku.

Bohater książki Duma i uprzedzenie Fitzwilliam Darcy kocha introwertycznie

– nic nie mówi, patrzy i podziwia skrycie. To typowy melancholik – niełatwo

nawiązuje kontakty, dobrze się czuje wśród garstki przyjaciół, jest krytyczny,

wyniosły,  dumny.  Zresztą  Jane  Austen  zrobiła  wiele  dobrego  dla

melancholików  –  i  nie  tylko  –  pokazując,  że  pierwsze  wrażenie  może  być

mylące.  Że  człowiek,  któremu  pozornie  wszystko  jest  obojętne  i  którego

oskarża  się  o  pogardzanie  światem,  ogromnie  zyskuje  przy  bliższym

poznaniu.

M. K.: Hm… uważam, że gdyby nie melancholicy, to świat balansowałby na

granicy  chaosu  i  powierzchowności.  Melancholik  to  temperament,  który

może  tracić  przy  pierwszym  poznaniu,  natomiast  zyskuje  przy  dłuższym

kontakcie. To wieża, której nie da się zdobyć podstępem, tylko wytrwałością.

Trzymając się dalej tej metafory: życie melancholika toczy się w jego wieży.

Jest ona mobilna, wszędzie przemieszcza się razem ze swoim właścicielem.

Dlatego  gdy  melancholik  jest  w  pracy,  jednocześnie  jest  w  swojej  wieży.

Współpracownicy  mogą  wejść  tylko  do  drugiego  czy  trzeciego  piętra.  Gdy

melancholik jest w domu, też nie opuszcza swojej wieży. Domownicy mogą

wejść  na  przykład  do  siódmego,  góra  ósmego  piętra.  Dziewiąte  piętro  to

background image

apartament  melancholika,  a  na  dziesiąte  sam  właściciel  wchodzi  bardzo

rzadko. Przypadkowi ludzie nie są wpuszczani do wieży, a jeżeli już, to do

jednego  pomieszczenia  na  parterze.  Melancholik  nie  jest  dla  wszystkich,

tylko  dla  tych,  których  wybrał.  Trudność  polega  na  tym,  że  mało  kto  to

rozumie, nawet osoby z wybranego kręgu mają z tym problemy.

B. M.: Ekstrawertykom szkoda czasu na zgłębianie introwertyków, a ci nie

mają  siły  przebicia  ani  potrzeby  krzyczenia  o  sobie.  Mylimy  się  we

wzajemnych osądach, powstają niedomówienia i dystans narasta.

M.  K.:  Relacje  coraz  częściej  stają  się  krótkoterminowe.  Przyciągamy  się

głównie  na  zasadzie  przeciwieństw  i  nie  mamy  czasu  się  poznać  ani

zrozumieć.  Coraz  wyraźniej  zaznacza  się  rozdźwięk  między

ekstrawertykami  i  introwertykami.  Pierwsi  z  podwyższonym  ciśnieniem

walczą  z  wrzodami  i  atakami  serca,  drudzy  w  ciszy  popadają  w  depresję.

A  związki  rozpadają  się  jak  domki  z  kart.  W  erze  dobrobytu  cierpimy

katusze emocjonalne.

B.  M.:  Wróćmy  jednak  do  zalotów.  Gdy  introwertyk  zdobywa  kobietę,

podejmuje  dużo  bardziej  wysublimowane  działania.  Najpierw  patrzy,

przygląda się, upewnia, że to ta właściwa. To typ mężczyzny, który wzbudza

niepewność – kobieta po randce z nim zastanawia się godzinami: „Mój Boże,

czy  ja  naprawdę  mu  się  podobam?”.  Sangwinik  okazuje  zainteresowanie

całym sobą i to, czy mu się podobasz, czy też zostaniecie tylko przyjaciółmi,

jest jasne od początku. Z melancholikiem jest inaczej.

M.  K.:  Rzeczywiście,  kiedyś  introwertykom  łatwiej  było  okazywać  miłość

i było to bardziej akceptowalne. Był skryty romantyzm, były zasady i czas na

zaloty  –  za  to  nie  było  żadnego  show.  Dziś  introwertycy  są  tacy  sami  jak

przed wiekami, ale czasy są diametralnie odmienne.

B. M.: Dzisiaj o miłości mówimy głośno. Celebryci i gwiazdy ścigają się na

okładki  z  ukochanym  czy  ukochaną,  potem  na  okładki  ślubne,  okładki

z  dzieckiem,  a  nawet  na  zdjęcia  rozwodowe.  I  nawet  jeżeli  nie  jesteśmy

znani,  to  mamy  przecież  potężne  narzędzie  –  media  społecznościowe.

Możemy tam zamieszczać swoje zdjęcia z wakacji, ze ślubu, z wycieczek czy

background image

z podrasowanej w programie graficznym szarej codzienności.

M.  K.:  Właśnie!  Sami  możemy  stawać  się  gwiazdami.  Miłość,  uczucie,

związek, ja i moja praca – ma być głośno i kolorowo. W sieci toczy się drugie

życie.  Niestety  na  co  dzień  także  oczekujemy  fajerwerków,  wystrzałowych

randek – im więcej w nas z ekstrawertyka, tym więcej wrażeń potrzebujemy.

A życie nie chce nałożyć maski. Introwertyk w mediach społecznościowych

może  się  wylansować  na  ekstrawertyka  z  niezłym  pazurem,  ale  to  nie

oznacza, że taki się stanie.

B.  M.:  Nierzadko  dawka  emocji,  która  dla  ekstrawertyka  jest  zbyt  słaba,

introwertyka przytłacza.

M. K.: Introwertyk mówi ciszej i rzadziej. Melancholik powie raz, co czuje,

i w jego przekonaniu to wystarczy. Bo przecież on jest stały, jego uczucia są

niezmienne.  Określił  się.  Po  co  się  powtarzać?  Jemu  to  wystarczy.  Drugiej

osobie – ekstrawertycznej już niekoniecznie.

B. M.: I zaczyna się dopytywanie, naciskanie, pojawiają się pretensje. Jeżeli

taką  nagonkę  przypuszczamy  na  melancholika,  to  jest  pewne,  że  ten

zamknie  się  w  swoim  świecie  i  osiągniemy  efekt  odwrotny  do

zamierzonego. Chyba że odezwą się w nim cechy innego temperamentu.

M. K.: Dlatego przydaje się znajomość charakterystyki temperamentów. Jest

nam pomocna choćby w tym, żeby wiedzieć, czego możemy oczekiwać, a co

jest  trudno  osiągalne  czy  nawet  nierealne.  Wszystko  utrudnia  fakt,  że

jesteśmy  podatni  na  wpływ  oglądanych  filmów,  reklam,  w  których

serwowane  są  gotowe  sposoby  na  supermiłość,  superrandkę,

supersamopoczucie  czy  superseks.  I  to  niestety  przekłada  się  na  nasze

oczekiwania. Przed erą telewizji ludzie się zadowalali tym, co było dookoła –

własną  obecnością,  naturą.  To  było  intelektualnie  intymne  i  nawet

ekstrawertyzm  przybierał  inne  formy  niż  obecnie.  Teraz  wszystko  jest

bardziej  rozdmuchane.  Introwertycy  cierpią,  że  muszą  się  wpasowywać

w obce im reguły, a ekstrawertycy dodają sobie więcej niż w rzeczywistości,

często koloryzując. Z tym introwertyk się nie zgadza.

background image

B. M.: Melancholik jest odbierany jako dumny i wyniosły, ponieważ najpierw

upewnia się co do swojego wyboru, nie żałując na to czasu. Sangwinik po

pierwszych  randkach  już  wie,  czy  coś  z  tego  będzie,  czy  nie.  Choleryk  zaś

nawet  miłość  przekłada  na  zadania.  Jeżeli  w  ramach  randki  ma  jechać  na

wycieczkę, zaplanuje godzinę wyjazdu, trasę i poszczególne atrakcje.

M. K.: A jeśli sobie zaplanuje, że przez pierwsze trzy randki będzie poznawał

partnera, a potem podejmie decyzję, co dalej, to właśnie przez ten określony

czas  będzie  „badał  teren”.  Dopiero  po  realizacji  poszczególnych  założeń

zdecyduje,  czy  angażować  się  w  związek,  czy  też  odpuścić.  A  flegmatyk?

Poczeka, co mu się zaproponuje. Chętnie podda się porywom uczucia.

B. M.: Na przykład poczeka, aż to druga strona do niego zadzwoni.

M. K.: Skrajny flegmatyk tak, będzie czekał. Jest jak zamek, który ma otwarte

wrota, tylko nigdzie nie ma drogowskazów, którędy do niego wejść.

B.  M.:  To  by  tłumaczyło,  dlaczego  tak  fantastycznie  układają  się  zaloty

choleryka  i  flegmatyczki  –  ona  jest  zachwycona  jego  pomysłami,

organizowanymi  przez  niego  randkami,  spotkaniami,  a  on  jest

wniebowzięty, że ona się na wszystko godzi, jest szczęśliwa i urzeczona jego

propozycjami.

M.  K.:  Najwięcej  jest  właśnie  takich  małżeństw,  czy  związków  w  ogóle,

opartych  na  skrajnościach.  To  zresztą  także  wynika  z  naszego  badania.

Flegmatyk wiąże się z cholerykiem. Sangwinik z melancholikiem. Przy czym

nie  zapominajmy,  jak  ogromną  rolę  odgrywają  domieszki  innych

temperamentów.

B.  M.:  Typowa  scena  z  filmów  o  miłości:  mężczyzna  spokojnie  siedzi  na

uboczu, pije drinka i obserwuje tłum, aż jego spojrzenie przyciąga czarująca

damska  postać,  z  lekkością  roztaczająca  urok  w  towarzystwie.  Czujny

i  zdystansowany  melancholik  dostrzega  magię  sangwiniczki.  Ją  pociągają

jego opanowanie, dystans, tajemniczość, chłód, który niby odpycha, a jednak

stanowi wyzwanie. Jego pociągają jej urok, lekkość bytu i najczęściej fakt, że

przy niej przez moment zapomni o swoich problemach. Magia zauroczenia

background image

przeciwieństwem.

M. K.: Bo najbardziej przyciągają nas przeciwieństwa. Choleryk i sangwinik

w jakimś sensie są podobni do siebie. Chcą mówić o wszystkim, pragną, żeby

świat to widział. Stosują inne filtry, ale przewodzą ludźmi na swój sposób.

Mogą  stworzyć  gwarny  związek  pełen  życia,  przyciągając  innych  ludzi  do

siebie.

B. M.: Jeden urokiem i lekkością, drugi dyscypliną i dyrektywą.

M. K.: Melancholik i flegmatyk też nadają na podobnych falach. Jeśli połączy

ich coś wyjątkowego, na przykład wspólna pasja, będzie to związek oparty na

porozumieniu bez słów.

B. M.: Dwa introwertyczne typy rozumieją swoją potrzebę izolacji, potrafią

się akceptować bez presji. Harmonia ciszy.

M.  K.:  Harmonia  potrzeby  samotności.  Jeśli  zaś  łączy  się  flegmatyk

z  sangwinikiem,  to  rozpęd  będzie  hamowany  przez  spokój  i  opanowanie.

Podobnie  w  przypadku  pary  choleryk  –  melancholik.  Przy  czym  duet

flegmatyk – sangwinik będzie pokojowo i niejako beztrosko nastawiony do

świata,  w  którym  wszystko  może  się  zdarzyć.  Natomiast  duet  choleryk  –

melancholik może wietrzyć podstęp, bo przecież życie nie jest takie, jak się

wszystkim zdaje. To, co może się zdarzyć, dla choleryka oznacza sporą liczbę

spraw  do  załatwienia,  a  dla  melancholika  jedynie  kolejne  kłopoty.  O  ile

flegmatyk  z  sangwinikiem  będą  się  w  związku  kierować  radością

i serdecznością, o tyle w związku choleryka i melancholika może dominować

pewien  rodzaj  wyrachowania.  Ci  pierwsi  mogą  być  narażeni  na

wykorzystywanie  przez  otoczenie,  ci  drudzy  mogą  być  postrzegani  jako

niedostępni emocjonalnie, a nawet nieszczerzy towarzysko.

B.  M.:  Jednych  mogą  zgubić  naiwność  i  tolerancja,  drugich  mierzenie

wszystkich swoją miarą i brak zaangażowania w znajomość.

M.  K.:  W  zasadzie  to,  co  gubi  nas  towarzysko,  może  również  zwieść  nas

w miłości. Asia i Janek to przykład związku sangwinika i flegmatyka. Oboje

otwarci i serdeczni dla innych. Janek, jak na flegmatyka przystało, preferuje

background image

domowe  zacisze,  wystarczy,  że  musi  chodzić  do  pracy.  Jeśli  ktoś  chce,  to

przecież  zawsze  może  do  nich  wpaść.  Asia,  jak  na  sangwinika  przystało,

chętnie by gdzieś wyszła, ale skoro Janek jest zmęczony, to może zabłysnąć

towarzysko  w  inny  sposób  –  jako  idealna  pani  domu.  Znajomym  szybko

spodobał  ich  się  otwarty  dom.  Zawsze  miło,  „na  bogato”,  bo  Asia  nie

żałowała  niczego.  Kiedy  znajomi  przyprowadzali  swoich  znajomych,

piszczała  ze  szczęścia:  „Oni  nas  lubią!”.  Janek  też  był  szczęśliwy:  „Lubią

i szanują!”. Po roku byli wykończeni znajomymi, którzy po prostu do nich

wpadali.  Asia  zaczęła  obwiniać  Janka,  że  to  przez  niego  i  jego  niechęć  do

wychodzenia z domu. On z kolei uważał, że to jej wina, skoro zrobiła z ich

domu darmową jadłodajnię.

A tak naprawdę Janek chciał po pracy być sam ze sobą i wcale nie zabiegał

o to, by Asia mu towarzyszyła. Z kolei ona nie lubiła gotowania, chciała być

z  mężem  i  myślała,  że  on  tego  od  niej  wymaga.  Gdy  poznali  swoje

temperamenty,  lepiej  zrozumieli  siebie.  Przestali  się  obwiniać.  Teraz

podczas  gdy  Janek  celebruje  w  domu  swoje  chwile  samotności,  Asia

wychodzi  z  koleżankami.  Czasem  spotykają  się  ze  znajomymi  na  mieście.

Potrzebowali kilku miesięcy, aby wypracować model partnerski.

B.  M.:  Podobnie  może  być  w  przypadku  choleryka  i  melancholika,  z  tą

różnicą, że do nich znajomi nie będą wpadać, kiedy im się spodoba. Tutaj

wszystko będzie zaplanowane.

M. K.: W  takim związku  nie ma  zbyt wiele  miejsca na  spontaniczność.  Ta

czasami  się  zdarza,  w  końcu  czym  byłoby  życie  bez  spontanicznych

wydarzeń, ale częściej są to zaplanowane spotkania.

background image

Rozdział 9

Koniec miłości

czy koniec cierpliwości?

Rozstania i powroty

Małgorzata  Krawczak:  Jeżeli  mimo  przeciwieństw  wypracujemy  właściwe

relacje, to związek może przetrwać lata. Jeżeli nie, czeka nas rozstanie. Nie

zawsze  jest  to  rozstanie  fizyczne.  Czasem  konwenanse,  tradycja,  to,  co

wypada,  a  co  nie  wypada,  trzymają  nas  w  ryzach  i  odejście  jest  tylko

symboliczne  lub  emocjonalne.  Ze  wszystkich  temperamentów  najtrudniej

odejść melancholikowi. Jest on bardzo lojalny, więc ostrożnie podchodzi do

wszelkich  związków.  Jeśli  jednak  się  zaangażuje,  to  na  zawsze.  To

najwierniejszy typ. To on najdłużej się przygląda, aby się upewnić w swoim

wyborze, a gdy już zdecyduje, chce konsekwentnie trwać przy swojej decyzji.

Beata  Mąkolska:  Wierny  swoim  zasadom.  Jakże  zgubna  bywa  taka  ślepa

konsekwencja, trudność przyznania się do błędu.

M.  K.:  Melancholik  nie  zakochuje  się  z  dnia  na  dzień,  dlatego  gdy  już  się

zakocha, jest to stałe uczucie. Co nie znaczy, że jego partner może robić, co

mu się podoba. Melancholik, bez względu na płeć, także potrafi odejść, gdy

wydarzy się coś wielkiego. Najczęściej walczy na swój sposób o związek, bo

z  jego  strony  zaangażowanie  było  decyzją  przemyślaną.  Będzie  to  jednak

walka daleka od spektakularnych przedsięwzięć.

B. M.:  To  typ  skryty,  ale  ambitny,  do  tego  długo  pamięta  wszystkie  urazy,

ponieważ ma doskonałą pamięć.

M.  K.:  Dlatego  jeżeli  zostanie  zraniony  naprawdę  mocno,  na  przykład

partner  dopuści  się  zdrady,  a  wspólna  intymność  była  dla  melancholika

ważniejsza niż wszystko inne, to odejdzie.

background image

B. M.: Ważne jest poznanie wartości melancholika, jego zasad. Jest bowiem

tak, jak mówisz – on pozostaje wierny swoim zasadom. Jest w stanie znieść

pewną  dozę  krzywdy  i  trudów  –  jednak  tylko  tyle,  ile  się  mieści  w  jego

wyobrażeniu  miłości.  Zakładam,  że  nie  mówimy  tutaj  o  poważnych

zaburzeniach  czy  toksycznych  lub  wręcz  patologicznych  związkach.

Melancholik  kocha  mocno,  głęboko,  oddaje  się  cały,  poniekąd  mając

świadomość, jak łatwo go zranić. Kwintesencją miłości melancholika są dla

mnie  słowa  Sebastiana  Karpiel-Bułecki,  wokalisty  grupy  Zakopower,  który

w wywiadzie z kwietnia 2013 roku dla magazynu „Twój Styl” stwierdził: „jak

kochać, to do bólu, do krwi, do końca”. Tylko mężczyzna, który ma w sobie

ogromnego melancholika, może tak powiedzieć.

M.  K.:  O  tak,  przy  czym  to  „do  bólu,  do  końca”  zakłada  pewien  margines

błędu,  ponieważ  melancholik  rzadko  bywa  pewny  drugiej  osoby  na  sto

procent.  Zawsze  ma  w  zanadrzu  pesymistyczny  scenariusz.  Duża

wrażliwość czyni go bezbronnym wobec słów i emocji innych ludzi. Dlatego

melancholik zakłada maskę, aby się chronić, ponieważ w swoim mniemaniu

musi  być  silny  dla  najbliższych.  Sangwinik  czy  choleryk  potrafią

zrezygnować ze związku z błahych powodów. Tutaj ważna jest też sytuacja

materialna  –  im  jest  lepsza,  to  znaczy  poziom  życia  nie  obniży  się  po

rozstaniu,  tym  łatwiej  odejść.  W  przypadku  flegmatyków  i  melancholików

status finansowy nie jest taki ważny, prym wiedzie głębia uczucia.

B.  M.:  Co  fascynujące,  to  najczęściej  sangwinicy  utrzymują  pozytywne

relacje  z  byłymi  partnerami.  Ich  elastyczność  w  kontaktach,  szczerość,

życzliwość są widoczne nawet po rozstaniu.

M. K.: Rzeczywiście, sangwinicy potrafią rozstać się w pokoju i stwierdzić,

że  po  prostu  nie  gramy  w  tej  samej  orkiestrze.  Sangwinik  nawet  przy

rozstaniu  chce,  żeby  wszystko  było  dobrze  –  jest  chętny  do  negocjacji,

otwarty  na  kontakt,  co  oczywiście  nie  oznacza,  że  nie  przeżywa  czy  nie

cierpi. Gdy rozstanie wynika z inicjatywy choleryka, jest to raczej postawa

„już ciebie nie potrzebuję”. Choleryk może wówczas podtrzymywać kontakty

z byłym partnerem, zwłaszcza gdy widzi w tym jakieś korzyści. Jeżeli to on

zostaje  opuszczony,  jest  urażony  i  przyjmuje  postawę  „precz  z  mojego

życia”. Flegmatyk przy rozstaniu cierpi, rzadko jednak dopatruje się swojej

background image

winy. Jego wielka tolerancja dla życia może się przerodzić w brak ambicji, co

może  przeszkadzać  drugiej  stronie  i  być  przyczyną  rozpadu  związku.

Skrajny  flegmatyk  nie  robi  nic  albo  robi  niewiele  –  i  takie  zarzuty  słyszy

najczęściej.  Rzadko  się  zdarza,  by  sam  odchodził.  Znajduje  swoją  enklawę

i trwa w związku nawet kilkadziesiąt lat.

B.  M.:  Flegmatykowi  trudno  odejść  także  z  powodu  lenistwa  i  tej  cechy,

dzięki  której  jest  to  niezwykle  elastyczny  temperament  –  zdolności

akceptacji  stanu  obecnego.  Jemu  nie  chce  się  zmieniać  związku,  często

nawet  o  tym  nie  pomyśli.  To  temperament  będący  tu  i  teraz,  i  czasem

niestety  taka  postawa  bywa  dla  niego  zgubna.  Niemniej  mimo  tego,  że

flegmatyk jest w stanie wiele znieść, niemal niczego nie oczekując, to gdy

pokaże  mu  się  inny  świat,  którego  zakosztuje,  potrafi  odejść  nagle,  bez

uprzedzenia i będzie to decyzja ostateczna.

Przypomina mi się sytuacja Jarka, któremu żona nie szczędziła przykrości

i upokorzeń przez całe małżeństwo. Kłótnie były czymś codziennym, chociaż

najczęściej to po prostu ona krzyczała – on starał się łagodzić sytuację lub

ignorował żonę, co oczywiście doprowadzało ją do szewskiej pasji. Aż stał się

cud – jego kolega z pracy złamał nogę i w delegację pojechał Jarek. A był to

wyjazd  za  granicę,  i  to  na  kilka  tygodni.  Jarek  się  spakował,  pocałował

w  policzek  oniemiałą  żonę  i  pojechał  na  lotnisko,  skąd  miał  lot  do  Anglii.

Tam poznał cichą Azjatkę, stanowczą, ale łagodną, która nigdy nie podnosiła

głosu. Cóż, Jarek z Anglii nie wrócił, a żona dostała pozew o rozwód. Dobrze,

że z tego małżeństwa nie było dzieci…

M. K.: I tak to jest z flegmatykami – nie myślą o sobie, tylko o drugiej osobie.

Jarek chciał uszczęśliwić żonę, ale mu nie wychodziło. Poznał kogoś, kto był

zainteresowany  uszczęśliwianiem  jego,  i  podjął  nową  decyzję.  Tu  liczy  się

przede wszystkim bodziec zewnętrzny, własne szczęście jest sprawą wtórną.

B. M.: Z kolei jeśli chodzi o rozstania sangwiników i choleryków, to bywa, że

ci rozstają się i godzą. I tak kilka razy. A za każdym razem jest w tym spory

ładunek emocjonalny. Janusz, mieszanka choleryka z sangwinikiem, właśnie

tak rozstawał się z dziewczyną. Zrywali ze sobą kilka razy w ciągu pół roku,

a  za  każdym  razem  ona  się  wyprowadzała.  Tego  typu  szarpanina  jest

niewyobrażalna dla melancholika. Dla flegmatyka chyba zresztą też – albo

background image

jesteśmy razem, albo nie, żadnego życia na walizce, bo dzisiaj się kochamy,

a jutro się kłócimy i jedno się wyprowadza.

M.  K.:  Jeżeli  Janusz  i  jego  dziewczyna  przejawiali  wiele  cech

ekstrawertycznych,  to  takie  spektakularne  rozstania  i  zejścia  mogły

stanowić pewną normę. Tutaj znaczenie mają też wzorce, jakie wynieśliśmy

z dzieciństwa, gdy obserwowaliśmy związek rodziców. Najbardziej stabilne

są związki flegmatyków i melancholików. Ich często przeraża już sama myśl

o rozstaniu.

B. M.: Flegmatyk, choć ugodowy, jest przecież cierpliwy, tolerancyjny i stały.

Melancholik jest wytrwały i się poświęca. To głównie te cechy trzymają osoby

w  typie  melancholika  czy  flegmatyka  przy  niestabilnych,  pretensjonalnych

partnerach.  Jarkowi  żona  niejednokrotnie  groziła  odejściem.  Zdarzało  się

nawet,  że  zaczynała  się  pakować,  za  każdym  razem  odgrywając  te  same

sceny – wyciągała wszystkie walizki z szafy, krzycząc, że on już jej na pewno

nie kocha, skoro mu nie zależy, i tak dalej. Doprawdy, widz miałby świetne

przedstawienie. Gorzej jednak, gdy musimy uczestniczyć w tym osobiście.

Melancholik  z  toksyczną,  choleryczną  partnerką  stworzy  własny  świat,  do

którego krok po kroku będzie się przenosił. Flegmatyk nie wyobraża sobie

innego  życia,  dopóki  go  nie  doświadczy.  Jarek  spakował  walizki  raz,  ale

solidnie. I bez odwołania.

M. K.: W czasie takiej kłótni Jarkowi zapewne nie chciałoby się nawet sięgać

po  torbę.  Niemniej  jego  żona  w  danym  momencie  na  pewno  mówiła

zupełnie  szczerze  i  poważnie.  Była  zraniona  jego  ignorancką  postawą

i  działała  w  afekcie.  Zarówno  sangwinik,  jak  i  choleryk  najpierw  działa,

a potem myśli. Jeżeli ktoś ma w sobie więcej z choleryka, to zawsze zadziała

ambicja  –  choleryk  naprawdę  się  spakuje  i  wyprowadzi,  chociażby  po  to,

żeby było tak, jak on chce.

Zwykle Jarek łagodził sytuację, co było na rękę jego partnerce – sangwinik

i choleryk lubią bowiem, gdy się ich o coś prosi. Kiedy Jarek mówił: „Zostań,

proszę,  nie  kłóćmy  się”,  to  ona  miała  podstawę,  by  zmienić  zachowanie  –

została poproszona, więc mogła okazać swą łaskę i zostać. Kiedy Jarek z dnia

na  dzień  się  spakował  i  wyjechał,  jego  żona  została  całkowicie

wyprowadzona z równowagi. Oto choleryk został pozbawiony kontroli nad

background image

drugą  osobą!  Najgorsze,  co  może  spotkać  taki  typ  człowieka,  to  właśnie

odebranie  mu  kontroli  nad  innymi  ludźmi.  Choleryk  bez  tego  choruje,

wpada w stany neurotyczne.

B. M.: Co ciekawe, na początku przecież często odbieramy tę skłonność do

kontroli  jako  opiekuńczość  i  troskliwość.  Nierzadko  nawet  się  nam  to

podoba! A gdy zdejmujemy różowe okulary zakochania, zaczynamy nazywać

to nadmierną kontrolą.

M. K.: A tymczasem choleryk cały czas jest taki sam. Tyle tylko, że w okresie

zakochania nakładamy odpowiednie maski, które dzięki różowym okularom

robią człowieka na bóstwo. W tym okresie patrzymy przez pewne filtry.

B. M.: Filtry to nawet mało powiedziane. Gdy się zakochujemy, mózg zalewa

nam fala hormonów, dzięki którym możemy nie jeść, nie pić, nie spać, za to

obsesyjnie  pragniemy  towarzystwa  naszego  obiektu  pożądania.  Naukowcy

wielokrotnie  udowodnili,  że  zakochanie  jest  jak  narkotyk.  I  nie  jest  to

jedynie  metafora,  a  obraz  zmian,  jakie  zachodzą  w  mózgu  i  zachowaniu

człowieka. Nasze widzenie jest mocno zniekształcone.

M. K.: Dlatego właśnie początkowe organizowanie randek przez choleryka

traktujemy  jako  wyraz  troski,  przejaw  wykazania  się,  zaloty.  Gdy  opadają

emocje,  zaczynamy  się  wkurzać,  że  to  on  zawsze  decyduje,  na  jaki  film

idziemy  do  kina,  kupując  bilety  bez  porozumienia  z  nami.  A  wcześniej

byliśmy  szczęśliwi,  że  nie  musimy  nawet  się  zastanawiać,  co  chcielibyśmy

obejrzeć, ponieważ on już wszystko tak pięknie zaplanował.

B. M.: Słynne: „Bo zawsze robimy tak, jak ty chcesz!”.

M. K.: Tak. I co ciekawe, jeśli to kobieta jest cholerykiem, w takiej sytuacji

mogą  się  pojawić  pretensje  i  oskarżenia  związane  ze  stereotypem,  że  to

mężczyzna  powinien  rządzić.  Cholerycy  niezależnie  od  płci  twierdzą,  że

wszystko jest na ich głowie, co ich jednocześnie wykańcza. Z tego błędnego

koła  mogą  wyjść  tylko  dzięki  rozwinięciu  świadomości  własnego

temperamentu.

background image

Temperament w kinie

B.  M.:  Poszukajmy  dobrego  przykładu  fascynującej  miłości

w kinematografii. Może Titanic?

M.  K.:  Miłość  melancholijna.  Bohaterka  kocha  właśnie  w  taki  sposób

i konwenanse nie mają dla niej znaczenia. Wartością nadrzędną jest miłość.

Poświęca  się  jej  bezgranicznie  na  tyle,  na  ile  oczywiście  pozwalają  czasy,

w jakich rozgrywa się akcja filmu. Znaczenia nie ma dla niej ani różnica klas,

ani fakt, że jest zaręczona z innym, równym sobie klasą kawalerem. Jeżeli

melancholik uzna, że warto, to dla miłości poświęci wiele, o ile nie wszystko.

Bohater zaś się zakochał.

B. M.: Musiał mieć w sobie sporo cech sangwinika i choleryka. Sangwinika,

bo umiał się odnaleźć w każdej sytuacji i robił to z wdziękiem. A choleryka

dlatego,  że  postanowił  zdobyć  ukochaną.  Postawił  sobie  zadanie  i  je

zrealizował. Flegmatyk nawet by się nie ruszył.

M.  K.:  To  była  też  inna  epoka,  inaczej  wówczas  wyglądały  zaloty,  ten

„zakazany owoc” miał ogromne znaczenie. Niemniej na pewno bohater miał

cel, i mógł to być cel wielopłaszczyznowy, co nie przekreśla szczerości uczuć.

Chciał  żyć  godniej  i  lepiej,  do  tego  dążył,  inaczej  nie  znalazłby  się  na  tym

statku.

B. M.: Innego przykładu tragicznej miłości melancholijnej dostarcza poemat

Eugeniusz  Oniegin  Aleksandra  Puszkina  i  jego  niezwykła  ekranizacja

z  doborową  obsadą.  Oniegin  to  postać  dramatyczna,  pełna  wewnętrznych

sprzeczności i skrajnych namiętności, co zawsze kończy się tragicznie. Nie

inaczej jest tutaj.

M. K.: Drugą naturą melancholika jest cierpienie. W czasach konwenansów,

dumy i honoru to ono nadawało życiu tej wybornej szlachetności. Dramat

melancholika  polega  na  tym,  że  jakąkolwiek  decyzję  podejmie,  zawsze

będzie towarzyszyło temu cierpienie w jakimś obszarze.

Charakterystyczne  dla  introwertyków  jest  właśnie  to,  że  ich  życie

w pewnym sensie jest utkane na kanwie cierpienia. Flegmatycy cierpią, bo

background image

często  są  niedocenieni,  jeżeli  nie  mają  charyzmatycznej  siły  przebicia

choleryka. Pozostają po drugiej stronie, gdzieś w cieniu, niezauważeni. A ich

pragnieniem jest bycie docenionym za to, że są. Melancholicy są wiecznie

samotni,  boją  się  coś  powiedzieć,  obawiają  się  odrzucenia  i  zranienia,

dlatego często na wszelki wypadek nie podejmują żadnych działań. Bronią

swojego wnętrza i cierpienie jest wpisane w ich życie.

B. M.: Melancholik to także najbardziej pesymistyczny temperament.

M.  K.:  Właśnie.  Podczas  gdy  melancholicy  pogrążają  się  w  odmętach

pesymizmu  na  głębokość  niebezpieczną  dla  życia  i  zdrowia,  flegmatycy

taplają  się  na  powierzchni  w  kole  ratunkowym  optymizmu.  Jedni  cierpią

z  powodu  ciśnienia  na  głębokości,  drudzy  z  powodu  niewygody  koła

ratunkowego.  Świat  introwertyków  to  świat  pewnych  dylematów

i  związanego  z  nimi  cierpienia:  „Dlaczego  moja  cisza  jest  problemem  dla

innych?”. Ekstrawertycy zaś nie mają cierpienia wpisanego w codzienność.

B. M.: Im szybki ślub i równie szybki rozwód pasuje!

M. K.:  Dzisiejsze  czasy  są  rzeczywiście  ekstrawertyczne,  nie  trzymamy  się

już sztywnych zasad i konwenansów, jak to było wcześniej. Szybki ślub, a jak

coś nie pasuje, to szybki rozwód.

B.  M.:  Film  Księżna  to  też  opowieść  pełna  konwenansów.  Aranżowane

małżeństwo  z  ciekawym  zestawieniem  temperamentów.  Ona  –  typowa

sangwiniczka,  która  paradoksalnie  dzięki  temu,  że  mąż  jest  skrytym

i  nieczułym  gburem,  mogła  rozkwitnąć.  Prawdopodobnie  nie  stałaby  się

postacią  o  ogromnym  znaczeniu  dla  rozwoju  sztuki  i  kultury,  a  przede

wszystkim mody, gdyby to jej mąż brylował w towarzystwie. Ten stronił od

ludzi,  zatem  jego  gości  zabawiać  musiała  żona.  I  tak,  on  cierpiał

w samotności uwikłany w tradycje, układy i zasady, a ona cierpiała z braku

miłości i adoracji męża.

M.  K.:  On  umęczony  wszystkim  dookoła,  ona  zaś  szybko  odnalazła  się

w  towarzystwie,  w  którym  zaczęła  żonglować  prestiżem,  wiedząc,  jak  to

wykorzystać – zaczęła wyznaczać pewne trendy. W parze zawsze zwycięża

background image

silniejszy temperament. Może to być też melancholik. Zresztą tutaj mówimy

o  czasach  patriarchalnych,  w  których  kobieta  nie  miała  zbyt  wiele  do

powiedzenia.  Jednak  ona  zwyciężyła,  to  o  niej  się  mówiło.  Paradoksalnie

melancholik dzięki nakładanym maskom wydaje się wyjątkowo silny. Magia

opanowania, skupienia i dobrze dobranych masek.

B. M.: I tu widać różnicę między osobą wpływową (on) a lubianą i popularną

(ona).

M. K.: W dzisiejszych czasach jest podobnie.

B. M.: Jeśli chodzi o filmy opowiadające o miłości współczesnej, to ciekawe

połączenie  mamy  w  Nothing  Hill.  On  –  wielki  flegmatyk,  całkowicie

podporządkowuje  się  jej  decyzjom  i  wyborom.  Wybrał,  czy  raczej  został

wybrany, kocha, czeka cierpliwie, akceptując tu i teraz, poddając się biegowi

zdarzeń, nawet gdy ten przybiera dla niego niekorzystny obrót. Tylko wielki

flegmatyk jest w stanie cierpliwie czekać na wybrankę przez wiele miesięcy.

Oczywiście  to  film,  lecz  w  codziennym  życiu  też  nie  brakuje  dowodów

flegmatycznej  cierpliwości  i  stałości.  Myślę  jednak,  że  choć  określenie

„flegmatyk”  często  jest  nacechowane  pejoratywne,  to  gdy  określimy  tak

odgrywaną  przez  lubianego  aktora  (Hugh  Grant)  postać  w  popularnym

filmie,  zyskuje  ono  nowy  wymiar.  Flegmatyk  dżentelmen  wspiera  kobietę,

którą  kocha,  w  jej  decyzjach,  a  jego  opanowanie  i  zrównoważenie  jest  dla

niej ostoją bezpieczeństwa w krzykliwym świecie show-biznesu.

M.  K.:  Urokliwość  flegmatyka  została  przygnieciona  ekstrawertycznym

stylem życia, który rozkwitł w ubiegłym stuleciu. Poprzednie epoki to czasy

introwertyków, dżentelmenów umiejących się zachować. To wspaniałe czasy

honoru i pojedynków z niewiele znaczącymi epizodami prania się po pysku,

w  wykonaniu  narwanych  choleryków.  Introwertyk  musiał  sobie

przekalkulować  niewygodne  wydarzenie,  po  czym  wysyłał  sekundanta.

Liczba  pomyłek  wahała  się  na  poziomie  błędu  statystycznego.  Obecnie

analizowanie  i  cisza  traktowane  są  jako  ospałość  życiowa  i  brak

zaangażowania. A dżentelmeni nie działają w chaosie, dlatego wycofali się

z  wyścigów  próżności,  blichtru  i  megalomanii.  Są  po  prostu  spokojnymi

ludźmi,  czasem  na  granicy  nudy  –  na  szczęście  to  tylko  opinia

background image

ekstrawertyków.

B.  M.:  Szkoda,  bo  introwertycy  potrafili  tworzyć  atmosferę  sprzyjającą

miłości.

M.  K.:  Oni  potrafią  wspaniale  kochać.  Hrabia  Monte  Christo,  uroczy

melancholik,  który  padł  ofiarą  intryg  sangwiników  i  choleryków  oraz

okoliczności. Mógł się załamać w samotności, jednak on znalazł w niej siłę.

Potem się zemścił, smakując zemstę po kawałku, i w rezultacie był ze swoją

ukochaną Mercedes. A gdyby to był choleryk? Jeżeli ten wytrzymałby tyle lat

na  uwięzi  i  jakimś  cudem  uciekł,  pierwsze,  co  by  zrobił,  to  pozabijał  tych,

których trzeba, a następnie dałby się złapać i trafiłby tam, skąd uciekł. Ale tę

powieść  pisał  Aleksander  Dumas,  prawdziwy  introwertyk  i  wnikliwy

obserwator.

B. M.: Choleryk wpędziłby Mercedes w poczucie winy: jak mogła nie czekać

na niego?

M. K.: A melancholik pokazał jej całą prawdę. I nie ważne, że zajęło mu to

kilka lat po odzyskaniu wolności. Warto było.

Pewne  niuanse  miłości  cholerycznej  przedstawione  są  w  filmie  Diabeł

ubiera się u Prady. Bohaterka grana przez Meryl Streep wykazuje zadaniowe

podejście  do  życia  nie  tylko  w  pracy,  ale  i  na  gruncie  domowym.  Postać

grana  przez  Sharon  Stone  w  Nagim  instynkcie  także  dopuszcza  się

manipulacji typowych dla choleryka. Natomiast Fatalne zauroczenie z  Glenn

Close  i  Michaelem  Douglasem  to  już  przykład  skrajnej  cholerycznej

namiętności na pograniczu osobowości borderline. Jak wiemy, tutaj też nie

skończyło się dobrze. W filmie Sypiając z wrogiem z  kolei  Julia  Roberts  gra

stłamszoną  flegmatyczkę,  jej  mąż  zaś  to  skłonny  do  manipulacji  choleryk,

wręcz  sadysta.  Upór  bohaterki  pozwala  jej  przełamać  ogromy  lęk  przed

wodą, który mąż nieustannie wykorzystywał, by ją sobie podporządkować.

B. M.:  Z  bardziej  optymistycznych  obrazów  mamy  jeszcze  Dziennik  Bridget

Jones, gdzie znajdziemy postaci sangwiniczki i współczesnego melancholika.

M. K.: Tak, ten film dokładnie pokazuje, co liczy się dla ekstrawertyków, a co

background image

dla  introwertyków.  Ona,  nietuzinkowa  sangwiniczka,  goni  za  pewnym

ideałem, który „błyszczy”. On, mało widoczny, choć liczący się melancholik,

potrafi czekać. Ona chce zgubić kilogramy, on na to nie patrzy. Dla niego

liczy się piękno widziane sercem, nie okiem.

B. M.: Temat rzeka – tyle jest rodzajów miłości, ile scenariuszy filmowych.

A może i więcej.

M.  K.:  Na  pewno  więcej.  Można  jednak  zauważyć  wspólne  cechy.

Ekstrawertycy,  zanim  dokopią  się  do  wnętrza  człowieka,  chcą  najpierw

zachwycić się pięknem widzianym i pochwalić się nim przed innymi. Często

przypomina to postawę łowców trofeów. Natomiast introwertycy podchodzą

do tych spraw inaczej. Dla nich takie polowania to utrapienie, jeżeli już, to

jakaś  niezobowiązująca  przygoda  i  tyle.  Introwertycy  dążą  do  spokoju

i pewności, że wybór okazał się trafny. Jeśli nie, potrafią cierpieć w ciszy, bo

taki  jest  los.  Musi  się  wydarzyć  coś  naprawdę  poważnego,  by  introwertyk

zdecydował się odejść.

B.  M.:  Ale  niczego  nie  można  przesądzić.  Wszystko  komplikuje  fakt,  że

jesteśmy mieszanką cech introwertycznych i ekstrawertycznych.

M.  K.:  No  właśnie.  A  czasem  o  trwałości  relacji  bardziej  niż  sam

temperament  decyduje  natężenie  niektórych  cech  i  odnajdowanie  się

w nich.

background image

Rozdział 10

Przeciwieństwa się przyciągają

Beata  Mąkolska:  Przeciwieństwa  się  przyciągają,  jak  mówią  stare

powiedzenie  i  nasze  obserwacje.  Cechy,  które  przyciągają  naszą  uwagę

u  innych,  to  często  takie,  których  nam  brakuje.  Jeżeli  mamy  trudności

z  podejmowaniem  decyzji,  stanowczy  i  konkretny  partner  będzie  nam

imponował.  Stanie  się  pewnego  rodzaju  wybawieniem,  gdyż  przejmie

odpowiedzialność za podejmowanie większości decyzji, pozostawiając nam

dostosowanie się.

Tymczasem  według  danych  Głównego  Urzędu  Statystycznego

niezgodność  charakterów  była  przyczyną  32%  rozwodów  w  2004  roku,

podobnie w roku 2009 odpowiadała mniej więcej za jedną trzecią rozstań.

Badania  przeprowadzone  na  próbie  3400  internautów  wskazują

niezgodność  charakterów  jako  przyczynę  45%  rozwodów  w  2010  roku

11

.

Wydaje  się  zatem,  że  przeciwieństwa  zarówno  się  przyciągają,  jak  i  są

przyczyną rozstania par.

Ciekawe  podejście  do  kwestii  przeciwieństw  ma  Arnold  A.  Lazarus,

terapeuta  behawioralny.  Otóż  napisał  on  książkę  Jak  przeżyć  w  związku,

unikając  pułapek,  w  której  właśnie  przekonanie,  że  przeciwieństwa  się

przeciągają,  zostało  wskazane  jako  jedna  z  pułapek

12

.  Według  tego

zasłużonego  specjalisty  w  zakresie  psychologii  i  związków  dobre

małżeństwo  opiera  się  na  podobieństwach,  a  nie  na  różnicach.  Myślę,  że

warto  wyjaśnić,  czym  się  różni  przeciwieństwo  charakterów  od

przeciwieństw poglądów na życie.

Małgorzata  Krawczak:  Ja  doprecyzowałabym  opinię  Lazarusa:  dobre

małżeństwo opiera się na podobieństwach poglądów życiowych i ciekawych

różnicach  charakterów.  Najprościej  rzecz  ujmując,  przeciwieństwa

charakterów  to  pesymizm  versus  optymizm  czy  potrzeba  kontroli  versus

tolerancja.  Te  różnice  wynikają  z  temperamentów,  z  jakimi  się  rodzimy.

background image

Natomiast  różne  poglądy  na  życie  wynikają  z  naszego  wychowania,

podejmowanych decyzji i ich konsekwencji. Są to pewne wartości, z którymi

się  utożsamiamy,  coś,  co  poniekąd  zdobyliśmy,  dlatego  bronimy  tego

bardziej niż swojego temperamentu, który po prostu mamy. Moim zdaniem

powszechne stwierdzenie „niezgodność charakterów” bardziej odnosi się do

wartości, których chcemy bronić. Zdecydowanie większe szanse na szczęście

i trwałość ma związek, w którym jedno z partnerów jest rannym ptaszkiem,

a  drugie  nie  wychodzi  z  łóżka  przed  południem,  niż  ten,  w  którym  jedno

wydaje  pieniądze  ze  wspólnego  konta  według  własnych  upodobań,

pomijając opłaty związane z utrzymaniem rodziny, podczas gdy drugie ma

całkiem  inne  zasady  dotyczące  wydawania  pieniędzy.  W  pierwszym

przypadku  mamy  do  czynienia  z  różnicami  w  temperamencie,  w  drugim

z różnicami w podejściu do życia.

B.  M.:  Warto  wyodrębnić  kilka  obszarów,  w  których  zbieżne  poglądy  są

kluczowe  dla  harmonijnego  związku.  Są  to  wychowanie  dzieci,  spędzanie

wolnego czasu, wydawanie pieniędzy, nastawienie do wiary, religii, podobny

system  moralny.  Jeżeli  w  tych  dziedzinach  się  nie  zgadzamy,  różnice

temperamentów  będą  tylko  dodatkowym  punktem  zapalnym.  Rezolutny

melancholik, który ma wpojony szacunek do pieniądza i potrafi poskromić

swoje zapędy do wydawania w imię odkładania na wymarzone wakacje, to

nie to samo, co rozrzutny sangwinik, który każdego miesiąca czyści konto

właściwie nie wiadomo na co.

M.  K.:  Różnice  temperamentów  będą  dodatkowym  punktem  zapalnym,

jeżeli za wszelką cenę będziemy chcieli stawiać na swoim. Jeśli zaś zechcemy

się z tych zachowań uczyć, zyskamy nowe możliwości zarządzania sobą. Tu

sporą rolę odgrywa zaufanie. Jeżeli ufam partnerowi, to wiem, że jego słowa

mogą  być  cierpkie,  ale  to  właśnie  dzięki  nim  mogę  się  wiele  nauczyć.

Sangwinik  buja  w  obłokach  niczym  balonik,  melancholik  stoi  twardo  na

ziemi  niczym  skała.  Jeżeli  połączy  ich  miłość,  to  właśnie  ona  stanie  się

sznureczkiem, który nie pozwoli niekorzystnym wiatrom porwać balonika,

ale  wykorzystując  siłę  korzystnego  wiatru,  dźwignie  skałę  i  przeciągnie  ją

kawałek dalej. Właśnie dzięki takim „podróżom” melancholik poznaje nowe

perspektywy.

background image

B.  M.:  Różnice  temperamentów  oczywiście  wywołują  konflikty,

przynajmniej  do  momentu,  w  którym  uświadamiamy  sobie,  jak  je

wykorzystywać  do  budowania  jeszcze  lepszego  związku.  W  naprawdę

udanych relacjach występuje efekt synergii – razem możemy więcej i lepiej

niż każde z nas z osobna.

M. K.: Te wiedzę możemy posiąść w momencie, gdy związek osiągnie pewną

dojrzałość.  Po  drodze  zdarzy  się  niejedna  próba  sił,  którą  wygra  silniejszy

w  danym  momencie  temperament.  To  może  być  sangwinik,  melancholik,

choleryk.  Tylko  ta  próba  sił  ma  być  początkiem  harmonijnego  współżycia,

a nie destrukcji.

B.  M.:  Tym  bardziej  że  im  dłuższy  związek,  tym  więcej  takich  prób.  Bo

przecież  rozkład  sił  może  się  zmieniać  w  zależności  od  okoliczności,

zdobytych doświadczeń, własnego rozwoju.

M. K.: I jeżeli przy próbie sił na początku związku jedna strona całkowicie się

podporządkuje, relacja będzie zmierzała do zagłady. Przy czym ową zagładą

może  być  wewnętrzne  poczucie  nieszczęścia  i  niespełnienia  jednego

z  partnerów  przy  jednoczesnym  życiu  na  pokaz.  Jeżeli  zaś  oboje  wyniosą

z takiej próby sił spory zapas wiedzy i tolerancji, to związek się rozwinie.

W związkach przeciwieństw – a z takimi mamy do czynienia najczęściej –

jedna  osoba  jest  bardziej  widoczna.  Na  przykład  choleryk  będzie  się

wyróżniał, a flegmatyk nawet nie będzie miał potrzeby się wybić – stanie się

doskonałym  tłem  i  wsparciem  dla  partnera.  W  związku  sangwinika

i  melancholika  to  ten  drugi  będzie  dbał  o  „zaplecze”  domu  i  przyziemne

sprawy, takie jak finanse, a ten pierwszy będzie miał możliwość rozwinięcia

skrzydeł  i  swoich  pomysłów,  które  w  efekcie  i  tak  przysłużą  się  całej

rodzinie.

Próba sił jest ważna. Pomocne mogą być spotkania z coachem, warsztaty

rozwoju  osobistego,  nawet  mediacje  –  wszystko,  co  pozwoli  nam  poznać

i zaakceptować różnice między nami. Musimy pamiętać, że nie są one po to,

by się eliminować, tylko wspierać i uzupełniać.

B.  M.:  To  kwestia  dojrzałości  osobistej,  która  przekłada  się  na  dojrzałość

związku. W dojrzałym związku partnerzy akceptują siebie takimi, jakimi są,

background image

wyrażają szczerą troskę i zainteresowanie drugą osobą, szanują dzielące ich

różnice, są otwarci na nieustanne poznawanie siebie.

Mimo  że  temperament  się  nie  zmienia  na  przestrzeni  lat,  różne

okoliczności  wydobywają  z  nas  różne  cechy.  Możemy  pracować  nad

własnymi  słabościami,  kształtując  swój  charakter.  Jednak  o  dojrzałości

związku świadczy fakt, że nie staramy się zmienić partnera, a akceptujemy

go  takim,  jaki  jest,  jednocześnie  zachowując  postawę  pełną  autentycznej

miłości i szacunku.

M. K.: Jak trudno dzisiaj kochać kogoś za to, że po prostu jest! Nie rozliczać,

nie  targować  się,  kto  ile  i  czego  zrobił!  Dojrzałość  to,  jak  powiedział

Mahatma Gandhi, świadomość tego, że sam powinieneś być zmianą, której

oczekujesz od świata.

Dojrzałość  związku  to  przejście  prób  sił,  dzięki  którym  rozwija  się

wzajemne  poszanowanie.  W  związkach  przeciwieństw  konieczne  jest,  by

każdy znalazł swoją odrębną płaszczyznę, a także by oboje partnerzy mieli

płaszczyznę  wspólną.  Jeśli  tego  nie  ma,  jedno  jest  sfrustrowane  i  płacze,

a drugie jest złe i rządzi. Próba sił to wyznacznik prawdziwości miłości. Na

ile mamy w sobie tolerancji, asertywności, miłości, by zaakceptować własną

odmienność?

Gra przeciwieństw: choleryk wiąże się z flegmatykiem

M. K.: Ludzie dobierają się na zasadzie przeciwieństw. Czasami są to duże

różnice (całkowity sangwinik i całkowity melancholik), a czasami łączą ich

cechy  wspólnego  temperamentu  (na  przykład  flegmatyk  i  choleryk  ze

wspólnym  sangwinikiem).  Przejdźmy  do  związków  skrajnych

przeciwieństw, czyli choleryka i flegmatyka, typów z dwóch różnych stron

barykady.  Zadaniowość  kontra  brak  zaangażowania.  Działanie  kontra

lenistwo.

B.  M.:  I  w  drugą  stronę  –  uprzejmość  flegmatyka  kontra  nieustępliwość

choleryka. Spokój kontra porywczość. Faza zakochania takiej pary wygląda

pięknie…

Oto  przykład.  Natalia  to  flegmatyczka  pracująca  w  urzędzie,  a  Marcin,

choleryk  z  domieszką  sangwinika,  jest  przedstawicielem  handlowym.  On

background image

sam znaczy dla siebie tyle, ile wynosi jego premia. A że jest pracoholikiem

i  potrafi  być  bezwzględny,  to  premie  wyrabia  bardzo  wysokie.  Marcin  to

osobowość  typu  A,  nastawiona  na  rywalizację,  zdobywanie,  jest  ciągle

w stresie i pod presją – za dużo kofeiny i za mało snu. Poznali się z Natalią

przypadkiem,  gdy  klient  Marcina  załatwiał  sprawę  w  urzędzie.  Chłopak

pojechał  tam  podrzucić  mu  dokumenty  do  podpisania.  Wszedł  do

pomieszczenia i poczuł się tak, jakby był w innej strefie czasowej, co mocno

go  zirytowało.  Klient  wciąż  coś  załatwiał,  nie  było  go  w  zasięgu  wzroku,

a  przecież  Marcinowi  się  spieszyło!  Nie  omieszkał  zrugać  sekretarki  za

opieszałość  urzędu.  To  właśnie  była  Natalia.  Nieco  przestraszona  jego

wybuchowością i bezczelnością najuprzejmiej jak potrafiła zapytała, czy nie

napiłby się herbaty, co umili mu czas oczekiwania. Natalia była na stażu, nie

wiedziała, kto  jest „ważny”,  a kto  nie, więc  z właściwą  sobie  flegmatyczną

uprzejmością  była  życzliwa  dla  wszystkich.  Zapytała  Marcina  o  powód

pośpiechu i ten przesiedział przy herbacie dobre półgodziny, opowiadając jej

o  parszywych  dostawcach,  z  którymi  ciągle  musi  się  użerać.  Czas  stanął

w  miejscu,  a  ona  słuchała,  otwierając  co  chwilę  oczy  ze  zdumienia

i  wyrażając  autentyczny  podziw  dla  jego  skuteczności  i  umiejętności

przywódczych. Marcin zapytał, o której kończy pracę, i zaproponował, że po

nią  przyjedzie.  Natalia  nawet  nie  wie,  jak  to  się  stało,  że  nagle  zaczął  ją

odwozić z pracy do domu kilka razy w tygodniu, a potem niemal codziennie,

o  ile  nie  wyjeżdżał  daleko  w  delegację.  Zabierał  ją  na  kolacje,  najpierw  do

restauracji,  a  potem  do  siebie.  Ona  gotowała,  oczywiście  to,  co  on  lubi,

i zachwycona słuchała opowieści o jego pracy. W urzędzie nie działo się nic

ciekawego,  za  to  praca  Marcina  wydawała  jej  się  szalenie  odpowiedzialna,

ważna, wymagająca i wyczerpująca.

M. K.: Natalia, jak to flegmatyk, była zauroczona zaradnością choleryka, tym,

że  jedna  osoba  potrafi  ogarnąć  tak  wiele  rzeczy.  Imponowały  jej  szybkość

podejmowania  decyzji,  zdecydowanie,  odwaga,  przebojowość.  Z  kolei

Marcina, choleryka, przyciągnęły jej spokój i opanowanie.

B. M.: Zrównoważenie czy wręcz momentami apatyczna obojętność, której

tak bardzo mu brakuje.

M.  K.:  Choleryk  łapie  przy  flegmatyku  chwilę  wytchnienia,  na  moment

background image

zapomina  o  swoim  poukładanym  świecie  –  bycie  na  topie  jest  męczące.

Decyzyjność  i  odpowiedzialność  idą  w  parze  z  wyczerpaniem.  Choleryk

często  nie  umie  spuścić  z  tonu,  bo  to  wiązałoby  się  z  utratą  autorytetu,

a  przecież  on  nie  może  sobie  na  to  pozwolić.  Marcin  dobrze  trafił,  bo  ze

swojego  szybkiego,  rywalizującego  świata  wpadł  do  istnej  oazy  spokoju.

Natalia  swoją  umiejętnością  słuchania,  wdziękiem  i  opanowaniem

zahamowała wieczne tornado.

B.  M.:  Wpatrzona  w  niego  jak  w  obrazek  wydawała  mu  się  idealną

towarzyszką – od początku ich znajomości nie zakwestionowała ani jednej

jego decyzji. Gdy nie była czegoś pewna i wahała się z odpowiedzią, milczała,

namyślając  się,  co  powiedzieć,  a  dla  Marcina  cisza  oznaczała  „tak”,  więc

przechodził do działania. Przyjeżdżał po nią, odwoził ją, zapraszał na randki.

Znamienne  było  choćby  pytanie:  „O  której  kończysz  pracę?”  i  następujące

potem: „Przyjadę po ciebie”. Nawet nie pytał Natalii o zdanie! Ona widziała

to jako dowód jego stanowczości, pewności siebie, męskości. Król i władca!

M. K.: Który traktuje swoją zdobycz jak księżniczkę. Zaprasza, zabiera, a ona

zachwyca  się  wszystkim,  cierpliwie  go  słucha,  z  uległością  spełnia  jego

fantazje.

B.  M.:  Gdy  Marcin  zdecydował,  że  czas  zalotów  się  skończył,  zamiast  do

restauracji zawiózł Natalię do swojego mieszkania i oczywiście zaczął się do

niej  dobierać.  Natalia,  choć  zaskoczona,  przede  wszystkim  czuła  się

onieśmielona  i  nie  mogła  uwierzyć,  że  ktoś  tak  przebojowy  jak  Marcin

zainteresował się właśnie nią. Gdy następnego dnia skończyła pracę, a jego

nie było pod urzędem, miała wrażenie, jakby jej świat się zawalił. Chłopak

przyjechał,  tylko  spóźnił  się  trochę,  a  ona  na  jego  widok  się  rozpłakała.

Zdenerwowany,  że  coś  się  stało,  podbiegł  do  niej  i  zapytał:  „Co  ci  jest?!!”.

Natalia  jeszcze  bardziej  zaniosła  się  płaczem  i  wyjęczała  przez  łzy,  że  się

bała, iż on już po nią nie przyjedzie, bo przecież dostał, co chciał.

Przekonanie,  że  seks  bez  ślubu  jest  czymś  złym,  dziewczyna  wyniosła

z  domu  rodzinnego,  dlatego  też  mimo  fascynacji  Marcinem  borykała  się

z poczuciem winy. On zaś skwitował jej płacz, mówiąc: „Przecież zawsze po

ciebie  przyjeżdżam,  o  ile  jestem  w  mieście!  Skąd  ty  masz  takie  głupie

pomysły? Zadzwoniłbym, gdybym nie mógł przyjechać. Wsiadaj, bo jeszcze

background image

muszę  do  paru  klientów  podjechać”.  Dla  niego  sprawa  była  załatwiona  –

przyjeżdża  po  Natalię,  kiedy  tylko  może,  i  koniec.  Marcin  był  słowny

rzeczywiście  przyjeżdżał.  A  Natalia  szybko  się  przekonała,  że  pod  tym

względem może na niego liczyć.

M.  K.:  Flegmatyczki  bardzo  często  czują  się  niedoceniane,  mają  niskie

poczucie  własnej  wartości.  Przy  tak  silnej  osobowości,  jaką  Marcin

reprezentuje  poprzez  choleryczny  temperament,  niejedna  kobieta  czułaby

się onieśmielona. Zgaduję, że to on zdecydował, kiedy wezmą ślub…

B. M.: W zasadzie zdecydowała jego firma. Kiedy Marcin usłyszał o awansie

kolegi, wściekł się nie na żarty. Kolega ponoć awansował dlatego, że miał się

żenić,  zakładać  rodzinę,  a  szefowa  firmy  starała  się  prowadzić  politykę

prorodzinną. Nim Natalia się obejrzała, miała obrączkę na palcu i wesele na

setkę gości, z czego większość stanowili znajomi Marcina z pracy (łącznie

z szefową). Po ślubie zaś ten stwierdził, że najlepiej od razu mieć dziecko,

a  kiedy  jego  żona  zaszła  w  ciążę,  kazał  jej  dla  dobra  dziecka  zrezygnować

z pracy.

M.  K.:  I  Natalia  pewnie  zrezygnowała.  A  potem  Marcin  zaangażował  się

w swoją karierę, a ona w opiekę nad dzieckiem…

B. M.: Dokładnie tak to wyglądało.

M.  K.:  To  bardzo  częsty  schemat  w  parze  choleryk  –  flegmatyczka.  Im

bardziej  on  się  angażuje  w  pracę,  tym  bardziej  ona  się  angażuje

w  wychowanie  dzieci.  Początkowo  zawsze  jest  nim  zauroczona  i  z

ciekawością słucha jego opowieści, natomiast później, mając na głowie cały

dom  i  dzieci,  często  już  nie  przejawia  takiego  zainteresowania,  bo

najzwyczajniej  w  świecie  jest  zmęczona.  Nierzadko  też  flegmatyczki

w takim układzie tyją w ciąży i mają problemy z powrotem do swojej wagi,

o  czym  już  rozmawiałyśmy.  Mąż,  który  na  początku  tak  zabiegał  o  swoją

żonę,  teraz  ucieka  w  pracę,  a  im  więcej  w  takiej  kobiecie  flegmatyka,  tym

mniej ochoty i sił do walki. Nieszczęście się pogłębia i nierzadko przenosi na

dziecko. Choleryk już nie widzi podziwu w oczach żony, więc szuka go gdzie

indziej. Marcin całkowicie zaangażował się w pracę. Zgaduję, że po latach

background image

Natalia była zależna od męża ekonomicznie i uzależniona od jego humorów.

Natomiast on zaczął nią pomiatać…

B.  M.:  Na  początku  był  jej  opiekunem,  mentorem,  przewodnikiem.  W  ich

przypadku ważna była też różnica wieku między nimi – Natalia jest siedem

czy  osiem  lat  młodsza  od  Marcina.  Po  latach  nie  widział  w  jej  oczach

zachwytu,  tylko  obojętność.  Zaczął  ją  nazywać  leniem  i  kulą  u  nogi.

Rzeczywiście, Natalia przytyła, zatem mąż często wytykał jej, że już nie umie

o siebie zadbać. Co ciekawe, docinki się skończyły, gdy Marcin zaangażował

się w nowy projekt, co wiązało się z wyjazdami w długie delegacje z szefową.

Nie muszę dodawać, jak bardzo się zaangażował…

M. K.:  Choleryk  znaczy  dla  siebie  tyle,  ile  wykonywana  przez  niego  praca.

Nierzadko  opiera  poczucie  własnej  wartości  na  odniesionych  sukcesach,

jednak  wymiar  tych  sukcesów  może  być  różny.  I  tak  samo  choleryk

postrzega  innych.  Na  początku  Marcin  chciał,  aby  Natalia  zrezygnowała

z pracy dla dobra dziecka, i zapewne miał dobre intencje. Dzięki temu też

mógł jeszcze bardziej się wykazać jako osoba odpowiedzialna za rodzinę, jej

jedyny  żywiciel.  Opieka  nad  dzieckiem  to  dla  niego  zupełnie  inny  świat,

którego on nie rozumie i którego nie docenia. Zapewne dziwił się, że żona

jest  zmęczona  po  całym  dniu  „siedzenia”  z  dziećmi  i  nie  ma  ochoty

wysłuchiwać  go  jak  dawniej.  Jeżeli  do  tego  dochodzą  jeszcze  inne  punkty

zapalne  –  na  przykład  ochłodzenie  seksualne  –  to  choleryk  nie  zyskuje

podziwu, który jest mu niezbędny do życia. Nasila dyrektywność i kontrolę,

a  jednocześnie  gardzi  ludźmi,  którzy  się  tej  kontroli  poddają.  Tymczasem

szefowa stanowiła dla Marcina wyzwanie…

B. M.: Po pierwsze, kobieta, która osiągnęła więcej niż on (w końcu była jego

szefową),  po  drugie,  spędzali  ze  sobą  dużo  czasu,  co  sprzyjało  wymianie

myśli, poglądów, doświadczeń…

M.  K.:  Choleryk  to  typ  ambitny,  zawsze  chce  więcej.  W  tym  przypadku

„więcej” to była przełożona.

B.  M.:  Właśnie.  Smaczku  wszystkiemu  dodawał  fakt,  że  szefowa  Marcina

traktowała  ludzi  instrumentalnie.  Lubiła  pozory  (na  przykład  ta  niby-

background image

prorodzinna  polityka  firmy),  ale  równie  mocno  lubiła  zdobywać  to,  co

niedostępne.  Zatem  oboje  mieli  satysfakcję  –  ona  uwiodła  żonatego

mężczyznę,  a  on  podbił  serce  przełożonej.  Romans  był  burzliwy,  krótki

i skończył się z hukiem. Ją zarząd przeniósł do oddziału w innym mieście,

a  jego  przesunięto  na  zupełnie  inne  stanowisko  –  miał  szkolić  nowych

pracowników. I tu kolejna ciekawostka: choć była to w zasadzie degradacja,

zwłaszcza  finansowa  (koniec  zawrotnych  premii),  to  jednak  Marcin  po

początkowym  szoku  wyjątkowo  szybko  odnalazł  się  w  nowej  sytuacji.

Wreszcie to on był mentorem dla nowych, miał prestiż, uczył innych, a oni

pytali go o zdanie i wykonywali polecenia tak, jak on chciał.

M. K.: Zyskał nowe pole do popisu. To on teraz rozdaje karty, narzuca tempo

pracy,  sprawdza  innych,  a  wszystko  sprowadza  się  do  wspólnego

mianownika  –  kontroli  i  rozliczania  z  efektywności,  co  jest  jego

specjalnością.  Marcin  jest  panem  i  władcą  –  dostaje  raporty  z  działów

sprzedaży, reklamacji czy obsługi klienta i decyduje, w czym ludzie muszą

się podciągnąć i co jest dla nich najlepsze.

B. M.: Po aferze zmieniło się także życie rodzinne Marcina i Natalii. Ona się

nie  przyznała,  że  wiedziała  o  romansie,  a  on  nie  zamierzał  się  tłumaczyć.

Natalia schudła ze stresu, postanowiła dbać o siebie, żeby mąż znów chciał

wracać  do  domu.  Nowy  charakter  pracy  sprawił,  że  Marcin  częściej  bywał

w  domu  i  wracał  o  stałych  porach,  a  ponieważ  dzieci  podrosły,  wreszcie

można  było  z  nimi  porozmawiać,  pobawić  się,  spędzić  aktywnie  czas.

Natalia zyskała więcej czasu dla siebie, zaczęła znów z podziwem patrzeć na

męża i go słuchać. On stał się serdeczniejszy, zaczął zabierać ją na zakupy

i komplementować jej nowe stroje. Ona wierzyła, że najgorsze mają za sobą

i  że  teraz  będzie  już  tylko  dobrze.  A  on  od  czasu  do  czasu  ulegał  urokom

nowej pracownicy, zawsze jednak wracał do domu. I stał się łagodniejszy.

M.  K.:  Choleryk  nie  musi  rządzić  wszędzie  i  przez  cały  czas.  Z  czasem

dorośleje,  stabilizuje  się,  ogranicza  liczbę  obszarów,  na  których  sprawuje

władzę  niepodzielnie.  Zaczyna  zwracać  uwagę  na  zasoby  energii,  które

nadmiernie  eksploatował.  Odczytuje  sygnały  płynące  z  ciała  i  z  otoczenia,

które  się  usamodzielnia  i  zaczyna  żyć  własnym  życiem.  Choleryk  wyciąga

wnioski: gdy ustąpię trochę pola, zostaną przy mnie. Ten typ nie umie być

background image

sam,  samotność  go  przytłacza.  To  perspektywa  samotności  skłania  go  do

„podziału  strefy  wpływów”.  Choleryk  często  łagodnieje  w  domu,  by

pokazywać  pazury  w  pracy.  Bywa  też  odwrotnie.  To  niestety  kwestia  jego

wewnętrznej, podświadomej kalkulacji.

B. M.: Można zatem przyjąć następującą tezę: jeżeli choleryk stwierdzi, że

żona  flegmatyczka  to  skarb,  odpuści  sobie  totalitarne  rządy  w  domu.

Czasem  pewnie  zarządzi  wakacje  lub  jakieś  wyjście,  ale  będzie  to  miało

raczej posmak miłej niespodzianki. Mam wrażenie, że w parze flegmatyk –

choleryk  bitwy  będzie  często  wygrywał  ten  drugi.  Ale  może  się  okazać,  że

wojnę wygra ten pierwszy.

M. K.:  Choleryk  i  flegmatyk  podchodzą  do  świata  z  dużą  dawką  realizmu.

Z biegiem lat wychodzi na jaw, kto ma silniejszy charakter, na co nakładają

się  doświadczenia  i  okoliczności.  I  tak,  flegmatyk  może  być  silniejszy  od

choleryka,  jeśli  ma  odpowiednią  charyzmę  lub  jeśli  w  grę  wchodzi  długi

okres. Bo to flegmatyk potrafi cierpliwie czekać. I czasem ta cierpliwość oraz

niepodejmowanie  pochopnych  decyzji,  do  czego  skory  jest  choleryk,

wychodzą mu na dobre.

Początkowa fascynacja odmiennością drugiej osoby zawsze mija. Cechy,

które  na  początku  bierzemy  za  zalety,  z  czasem  stają  się  wadami,  jeżeli

związek opiera się na całkowitym przeciwieństwie. Z biegiem lat następuje

„zmęczenie materiału”. Bo choleryk też może być zmęczony – nastaje szara

rzeczywistość, zdrowie i kondycja się pogarszają. Nasze słabości wychodzą

na  jaw,  nie  chce  się  nam  udawać  przed  drugą  osobą,  pojawiają  się

roszczenia,  pretensje.  I  może  się  zdarzyć,  że  choleryk  zostanie  całkowicie

zaskoczony,  ponieważ  przez  lata  nawet  nie  zauważył,  że  flegmatyczny

partner  rozwinął  swoje  zainteresowania.  Jest  to  stosunkowo  częste

i  jednocześnie  słabo  zauważalne,  ponieważ  flegmatyk  nie  traktuje  swoich

talentów jako czegoś nadzwyczajnego ani nie obnosi się z nimi, ale właśnie

dzięki nim buduje swoją oazę.

B. M.: Historia Natalii i Marcina paradoksalnie, mimo zdrady, skończyła się

dobrze, na co wpływ miał nie tylko charakter Natalii, ale przede wszystkim

jej wiara w stałość związku, w stabilizację i w to, że ślub bierze się na zawsze.

W  układzie  odwrotnym,  gdyby  to  choleryczka  dowiedziała  się  o  zdradzie

background image

męża  flegmatyka,  losy  związku  zapewne  byłyby  inne.  O  ile  tłamszone

flegmatyczki,  najczęściej  z  powodu  finansowego  uzależnienia  od  partnera

i  ze  względu  na  dzieci,  pozostają  przy  swoich  mężach,  o  tyle  flegmatycy

potrafią zniknąć z dnia na dzień, czego przykładem była historia Jarka, który

nagle wyjechał do Anglii.

M.  K.:  W  naturę  flegmatyka  wpisane  jest  cierpienie,  tak  jak  w  naturę

choleryka  wpisane  jest  ranienie  innych.  To  kwestia  podświadomości  oraz

granic i wyczucia. Przekraczanie granic i brak wyczucia też trwają do czasu.

Związek dramatyczny: sangwinik wiąże się
z melancholikiem

B. M.:  O  trudności  życia  pośród  skrajności  przekonali  się  Anna  i  Szymon.

Poznali się u wspólnych znajomych. Anna, właścicielka biura rachunkowego,

to skrajna melancholiczka, kochająca spokój i ciszę. Nic dziwnego, że głośny

i rozrywkowy Szymon początkowo nie przypadł jej do gustu. Ten starał się

jak mógł, zabawiał, prosił do tańca, Anna jednak zbywała go wymówkami.

Potem  spotkali  się  przy  innej  okazji,  nie  było  tak  wielu  ludzi,  mogli

porozmawiać,  zatem  zgodziła  się  pójść  z  nim  na  kawę.  Dzięki  swoim

znajomościom  Szymon  podesłał  jej  dwóch  intratnych  klientów,  więc  Anna

poczuła się zobowiązana jakoś mu się odwdzięczyć. Skończyło się kolacją ze

sporą dawką wina i jeszcze większą dawką śmiechu. I nagle ten „fircyk”, jak

go początkowo określała, wydał jej się dość czarującym mężczyzną, z którym

można przyjemnie spędzić czas.

M. K.:  Melancholicy  mogą  z  zaciekawieniem  obserwować,  z  jaką  lekkością

sangwinicy  zawierają  nowe  znajomości,  lecz  nierzadko  nie  brak  im  też

pogardy  dla  tak  „płytkiego”  rozumienia  świata.  Sangwinicy  z  kolei  są

zafascynowani  zimnymi  taflami,  jak  postrzegają  melancholików,  ich

niewzruszonym  obliczem  i  stanowczością.  Z  jednej  strony  mamy  lekkość

życia,  urok,  zabawę,  radość,  z  drugiej  –  tajemniczość,  opanowanie,

niedostępność.  Skrajny  sangwinik  jest  jak  otwarta  książka  –  ma  emocje

wypisane  na  twarzy,  w  swoim  zachowaniu,  jest  szczery.  Melancholik  zaś

przyciąga  tajemniczością  jak  magnez.  Daje  sangwinikowi  wytchnienie,

background image

a jednocześnie wykorzystuje fakt, że wreszcie może trochę wyluzować i nie

musi wiecznie zachowywać pokerowej twarzy. Czasami samo obserwowanie

zachowania sangwinika stanowi dla niego oderwanie od stresu, jaki sam na

siebie  ściąga,  tym  bardziej  że  najczęściej  jest  to  zachowanie,  na  które

melancholik nigdy by sobie nie pozwolił.

B. M.:  Dlatego  też  Anna  coraz  częściej  pozwalała  porywać  się  Szymonowi,

a trzeba przyznać, że on dbał o szczegóły ich randek, o odpowiednią oprawę,

niespodzianki,  kwiaty,  komplementy.  Anna  wysłuchała  wielu

komplementów  w  ciągu  pierwszych  spotkań,  zatem  rozkwitła,  częściej  się

uśmiechała,  pozwalała  sobie  czasem  na  odrobinę  kokieterii  i  flirtu.  To

oczywiście nakręcało Szymona jeszcze bardziej.

Nie  mieli  już  dwudziestu  lat,  zatem  po  pół  roku  randkowania,  gdy

Szymon znów nocował u Anny, powiedział nagle: „A może byśmy budzili się

razem codziennie?”. Ona odpowiedziała: „Zobaczymy”, po czym odizolowała

się od niego na tydzień, żeby przemyśleć sprawę. Skalkulowała swój wiek,

stan  cywilny  rówieśniczek,  stan  konta  (trzeba  przyznać,  że  on  zarabiał

połowę tego co ona), stworzyła listę zalet Szymona i równie długą (a może

nawet dłuższą) listę jego wad i wyszło jej, że wiele nie ryzykuje, za to może

zyskać. Poza tym Szymon miał coś w sobie, było jej przy nim weselej, potrafił

ją  pokrzepić,  podnieść  na  duchu,  przytulić,  nie  mówiąc  o  tym,  jak  dobre

wrażenie  robił  na  jej  znajomych.  Anna  powiedziała  „tak”  i  na  drugi  dzień

Szymon przyjechał z trzema walizkami i kartonem, wyprowadzając się tym

samym od rodziców.

M.  K.:  Sangwinik  widzi  w  melancholiku  fundament  bezpieczeństwa,  i  nie

inaczej było w tym przypadku. W końcu to Anna miała firmę i mieszkanie,

więcej zarabiała. Poczucie bezpieczeństwa jest dla sangwinika ważne – typ

ten  często  bywa  wykorzystywany,  nie  zawsze  umie  na  bieżąco  ocenić

sytuację,  leci  jak  ćma  do  ognia,  co  może  różnie  się  skończyć.  Melancholik

pod tym względem doskonale go uzupełnia – jest wierny i jeżeli pokocha, to

będzie chronił partnera i dbał o niego.

Związek  melancholika  i  sangwinika  może  być  naprawdę  udany,  pod

warunkiem  że  nauczą  się  szanować  swoje  odrębności.  Niestety  nazbyt

często sangwinik poddaje się melancholikowi, staje się uległy, więc tamten

przejmuje  ster,  przez  co  staje  się  jeszcze  bardziej  krytyczny,  oceniający,

background image

cięty. Łatwo może wówczas podciąć skrzydła sangwinikowi, który zaczyna

przypominać ptaka w złotej klatce – jest bezpieczny, ale nie może rozwinąć

skrzydeł.

B.  M.:  Tak  zaczynał  wyglądać  związek  Anny  i  Szymona.  On  stracił  pracę,

zatem ona pracowała jeszcze więcej, aby standard ich życia się nie obniżył.

Pod  presją  Anny  Szymon  zapisywał  się  na  różne  kursy,  aby  podnieść

kwalifikacje, nic jednak z tego nie wychodziło, bo do „sztywnego biznesu on

się  nie  nadaje”.  Mężczyzna  marzył  o  tym,  aby  kupić  sobie  profesjonalny

aparat  fotograficzny  i  podróżować.  Anna  traktowała  to  jak  dziecięcą

fanaberię  i  rozglądała  się  za  pracą  dla  niego  wśród  znajomych.  Wkrótce

załatwiła  mu  posadę  dostawcy  w  branży  tekstylnej,  co  miało  tę  zaletę,  że

Szymon nie musiał siedzieć cały dzień w biurze (czego sobie nie wyobrażał)

– jeździł samochodem i dostarczał towar.

M. K.: Anna dbała o Szymona na swój sposób – wysyłała go na kursy, które

w  jej  przekonaniu  mogły  mu  się  przydać  w  pracy.  Mężczyzna  się

podporządkował  i  robił,  co  chciała.  Dużą  rolę  mogła  tu  odgrywać  duma  –

Szymon  mógł  przyjąć  posadę  choćby  z  tego  względu,  by  nie  być  na

utrzymaniu Anny. Niestety, jeżeli sangwinik nie ma w sobie tyle siły, żeby się

podnieść,  sprzeciwić  i  postępować  po  swojemu,  to  jego  życie  będzie

gehenną.

B. M.: Anna nalegała na zalegalizowanie ich związku, myśląc ze względu na

wiek o macierzyństwie. Wzięli cichy ślub, mimo że Szymonowi marzyło się

wesele z prawdziwego zdarzenia. Ona jednak racjonalizowała wydatki i nie

widziała potrzeby karmienia dalekich znajomych. Miesiąca miodowego też

nie  było,  ponieważ  nadszedł  czas  rozliczeń  rocznych,  więc  Anna  całe  dnie

spędzała w pracy. Twierdziła, że musi zarobić jak najwięcej, bo gdy pojawi

się  dziecko,  będą  mieli  jeszcze  więcej  wydatków,  a  przecież  od  razu  po

porodzie  nie  będzie  mogła  pracować.  Nie  wiedziała  jednak,  kiedy  miałoby

się pojawić to dziecko. Wewnętrznie czuła, że muszą jeszcze poczekać.

M.  K.:  Anna  wzięła  odpowiedzialność  za  całą  rodzinę.  Mówiła,  że  to  ona

musi  zarobić,  a  przecież  myślała  o  bycie  finansowym  rodziny.  To  nie  jest

sytuacja,  w  której  melancholiczka  będzie  się  czuła  bezpiecznie,  chyba  że

background image

zgromadzi  naprawdę  spore  środki  na  czarną  godzinę.  Jednak  oprócz

temperamentu w tym przypadku ważne były stereotypy. Przecież od wieków

to mężczyźni zarabiali na rodzinę, utrzymywali kobiety i dzieci. Nawet jeżeli

Anna  jest  nowoczesną  bizneswoman,  to  jej  sztywne  zasady  i  podejście  do

świata  wyrażały  się  właśnie  w  tych  podświadomych  lękach  –  mogła  mieć

dziecko,  a  jednak  „coś”  ją  powstrzymywało.  Czyli  nie  był  to  związek,

w którym czuła się do końca bezpiecznie.

Słownictwo  Anny  także  miało  znaczenie  dla  Szymona.  Dla  niego,  jako

sangwinika, „ja” to „ja”, a „my” to „my”. Zatem w jego przekonaniu to Anna

budowała  odrębny  świat,  odgradzała  się  od  niego,  co  jeszcze  bardziej  go

raniło. Nie było jej całymi dniami i w ich związku zaczął się kryzys.

B.  M.:  Anna  starała  się  w  weekendy  wynagradzać  Szymonowi  swoją

nieobecność, co nie było łatwe. W soboty i niedziele on spędzał coraz więcej

czasu  z  rodzicami,  których  zdanie  znów  zaczęło  mieć  dla  niego  większe

znaczenie  niż  opinia  żony.  To  potęgowało  kryzys.  Anna  zaczęła  miewać

depresyjny  nastrój.  Z  gorszymi  dniami  przeplatały  się  lepsze,  czyli  takie,

w których Szymon tryskał humorem.

Doszło do  tego, że  Anna zaczęła  się zastanawiać,  co właściwie  ich  łączy

i  dlaczego  ich  życie  przypomina  wieczną  sinusoidę,  a  także  dlaczego

właściwie wyszła za Szymona. Przez głowę przechodziły jej argumenty typu:

„Bo  już  tyle  byliśmy  razem.  Bo  jestem  już  po  trzydziestce.  Bo  mnie

rozśmieszał”.

M. K.: Melancholik z łatwością ucieka we własny świat, w dodatku mało kogo

doń  dopuszcza.  Skoro  Anna  i  Szymon  oddalili  się  od  siebie,  ona  uciekała

w  pracę  albo  w  samotność,  z  kolei  on  szukał  przyjaznych  mu  ludzi.

Mężczyzna  odnowił  kontakty  z  rodzicami,  czyli  osobami,  które  zawsze  go

wspierały  i  bezkrytycznie  kochały.  Przy  nich  Szymon  czuje  się  beztrosko,

izoluje od zmartwień i problemów, jakie odczuwał przy Annie.

Związek  melancholika  i  sangwinika  jest  o  tyle  trudny,  że  oba

temperamenty  są  wyjątkowo  emocjonalne.  To,  co  sangwinik  przeżywa

zaledwie  w  ciągu  godziny,  melancholik  odczuwa  nawet  przez  miesiąc.

Rozkład  przeżywanych  emocji  jest  inny,  co  ma  swoje  odzwierciedlenie

właśnie w sinusoidzie stanów emocjonalnych związku. Sangwinik szybciej

wybucha emocjami, uczucia melancholika często są głębsze, jednak rzadziej

background image

je okazuje.

Jak  wspomniałaś,  Anna  wyszła  za  Szymona  na  skutek  przestrzegania

własnych zasad i konsekwencji w działaniu. Byli ze sobą jakiś czas, mieszkali

razem,  zatem  wypadało  wziąć  ślub.  Co  jeszcze  wymieniła?  Że  Szymon  ją

rozśmieszał.  Czyli  kwintesencja  sangwinicznego  temperamentu  –  Szymon

wprowadzał optymizm w jej poukładane, przewidywalne i szare życie.

B. M.: Rozśmieszał ją, zabawiał. I choć to było jej potrzebne – jak wiadomo,

większość kobiet ceni sobie poczucie humoru partnera – to jednak z czasem

błazeństwo  męża  zaczęło  jej  przeszkadzać.  Anna  czekała,  aż  ten  dorośnie

i  stanie  się  odpowiedzialny,  co  oznaczało  dla  niej  poważne  traktowanie

życia. Na próżno jednak szukać tego w tak skrajnym sangwiniku, jakim jest

Szymon.

M.  K.:  Skrajny  sangwinik  to  wieczny  chłopiec,  Piotruś  Pan,  który  chce

czerpać z życia garściami, smakować się w nim. Wszystko, co zaplanowane,

skalkulowane, jest nudne i ogranicza swobodę działania. Taki sangwinik to

niezwykły  minimalista.  Robi  tylko  to,  co  absolutnie  niezbędne,  resztę

nadrabia  urokiem  osobistym,  którego  mu  nie  brakuje.  Natomiast  dla

melancholika takie zachowanie to szczyt nieodpowiedzialności. Lekkoduch

jest dlań nie lada wyzwaniem, a paradoks takiego związku polega na tym, że

melancholik  ma  „materiał  do  obróbki”,  a  sangwinik  zyskuje  anioła  stróża,

który  nie  pozwoli  mu  się  zatracić.  Jednak  tylko  sangwinik  da  radę  unieść

pesymizm  melancholika.  Jeżeli  to  jest  prawdziwa  miłość,  melancholikowi

nie grozi depresja czy poważny kryzys osobowości. Układ wręcz idealny, o ile

obie strony zaakceptują swoje odmienności i zrezygnują z wytykania sobie

niedociągnięć. Jednak nim dojdzie do osiągnięcia zrozumienia, co wymaga

co najmniej kilkunastu podejść, należy liczyć się z tym, że sangwinik zacznie

odczuwać  presję  i  będzie  miał  poczucie,  iż  jego  pomysły  są  tłamszone,

a  melancholik  będzie  miał  wrażenie,  iż  się  z  niego  kpi  i  nie  docenia  jego

starań.

B. M.: Anna czuła się coraz mniej doceniana. Bardzo się starała, a Szymon,

owszem,  wychwalał  żonę,  ale  na  spotkaniach  rodzinnych  lub  wśród

znajomych.  Skakał  wokół  niej,  komplementował.  Gdy  mógł  się  nią

pochwalić,  robił  to  w  taki  sposób,  jakby  chwalił  się  sam  sobą  –  był

background image

autentycznie  dumny,  ale  przez  chwilę.  Kiedy  wracali  do  domu,  nie  było

publiczności  i  nie  miał  się  przed  kim  popisywać,  wówczas  siadał  przed

komputerem  i  czatował  z  kolegami  z  dawnej  pracy.  Anna  w  takich

momentach czuła się naprawdę zagubiona i rozczarowana – oto rozbudził

w  niej  przyjemne  odczucia,  czarował,  komplementował,  by  po  chwili

zupełnie  ją  ignorować.  Gdy  przegrywała  z  tysiącem  internetowych

znajomych, przypominała sobie, że to ona kupiła mężowi komputer. I że to

ona  go  zachęcała,  aby  w  oczekiwaniu  na  lepszą  posadę  odnowił  stare

znajomości. Dochodziła więc do wniosku, że nie może mieć pretensji o to,

do  czego  sama  go  zachęcała.  Znów  mamy  przykład  poświęcania  się

melancholika, obwiniania się i uciekania we własny świat.

M. K.: Stłamszony sangwinik zaczął szukać ucieczki w wirtualnym świecie –

a ten ma naprawdę wiele do zaoferowania. Zszokowany takim zachowaniem

melancholik zaczął się miotać pośród najczarniejszych myśli i scenariuszy.

B.  M.:  Na  forach  internetowych,  czatach,  w  serwisach  społecznościowych

i tak dalej zawsze jest ktoś, z kim można pogadać o różnych sprawach, także

osobistych.

M. K.: Dlatego sangwinik, który wprowadza w świat melancholika dystans

do cierpienia i optymizm oraz niejednokrotnie wyciąga go z depresyjnego

nastroju, może poczuć się zawiedziony i zacząć się odsuwać. Tak działa na

niego przytłoczenie zasadami i silną osobowością melancholika – sangwinik

zaczyna tracić polot.

B.  M.:  Anna  zaproponowała  terapię  dla  par,  jednak  dla  Szymona  to  była

głupota.  Pokłócili  się  i  on  zapytał,  po  co  właściwie  są  razem.  Skoro  ona

krytykuje wszystkie jego pomysły, nie pozwala mu spełniać marzeń i działać

po swojemu, a wszystko ma być tak, jak ona chce…

Z  kolei  perspektywa  Anny  przedstawiała  się  następująco:  ona  zarabia

więcej, utrzymuje ich, zarządza budżetem domowym – planuje wydatki na

święta,  wakacje,  remont,  dziecko  i  tak  dalej.  Krótko  mówiąc,  stara  się

trzymać  rękę  na  pulsie,  dlatego  też  puszcza  mimo  uszu  uwagi  Szymona

o  aparacie.  Rok  temu  przecież  upierał  się  na  skuter,  a  jeszcze  wcześniej

marzył mu się kurs nurkowania. W jej przekonaniu mąż był niestały, dlatego

background image

stała  musiała  być  przynajmniej  ona.  A  życie,  jak  mawiała,  to  nie  ciągła

zabawa,  ale  również  zobowiązania  i  odpowiedzialność.  Anna  z  każdym

miesiącem  czuła,  że  coraz  mniej  może  liczyć  na  Szymona  w  kwestiach

życiowych.

Obydwoje  stwierdzili,  że  przestali  ze  sobą  rozmawiać.  Ustalali  tylko

kwestie typu, czy jest chleb, a jeśli nie ma, to kto ma go kupić. Postanowili

reaktywować  związek  na  wakacjach  i  dwa  tygodnie  w  malowniczej

Hiszpanii  rzeczywiście  korzystnie  wpłynęły  na  ich  relację.  Jednak  po

powrocie do domu wszystko wróciło do „normy”. Rozstali się niecały rok po

ślubie.

M.  K.:  Być  może  zabrakło  mediacji,  a  być  może  Anna  i  Szymon

reprezentowali  zbytnie  skrajności  i  mieli  za  mało  wspólnych  cech,  aby

budować  przyszłość.  Niewykluczone,  że  gdyby  skorzystali  z  terapii,  jak

proponowała  Anna,  los  ich  związku  potoczyłby  się  inaczej,  trudno  jednak

wyrokować.  Znam  wiele  par  melancholik  –  sangwinik,  które  potrafiły

stworzyć  zgrany  duet.  Czasem  kluczowe  okazują  się  cechy  temperamentu

flegmatycznego, które umożliwiają tolerancję. Ale nie zawsze tak jest.

Sangwinik  i  melancholik  to  dwa  przeciwieństwa.  Ten  pierwszy  jest

powierzchowny, jednak niejednokrotnie może uratować melancholika, który

ma  skłonność  do  zamartwiania  się  wszystkim.  Być  może  gdyby  Szymon

zawalczył o swoje pasje – kupił sobie aparat i pojechał w egzotyczną podróż –

wróciłby  silniejszy  i  stanowiłby  mocną  przeciwwagę  dla  melancholiczki

Anny.

B.  M.:  Może  dzięki  temu  zyskałby  w  jej  oczach  jako  mężczyzna,  który

wreszcie postawił na swoim, a nie jedynie poddawał się presji żony.

M.  K.:  Dokładnie.  Melancholicy  podziwiają  i  szanują  ludzi  silnych

i stanowczych. Ale równie dobrze Szymon mógłby przyspieszyć rozpad ich

związku,  ponieważ  Anna  przestraszyłaby  się  takiej  siły.  Gra  o  spełnienie

własnych marzeń jest warta świeczki, nawet jeżeli melancholik uważa je za

naiwny entuzjazm sangwinika. Zakładam, że mówimy o marzeniach, a nie

o  zachciankach.  Sangwinik,  który  ma  ugruntowane  poczucie  własnej

wartości,  nie  poddaje  się  rozkazom,  jest  niezwykłym  wsparciem  dla

melancholika. Przypomnijmy sobie początek związku Anny i Szymona – to

background image

on  zabiegał  o  nią,  proponował,  działał,  nierzadko  postępowali  wedle  jego

wyobrażeń. Czując siłę Anny oraz na skutek różnych okoliczności (takich jak

utrata  pracy),  odpuścił  sobie,  a  to  uruchomiło  lawinę  emocji,  zdarzeń

i zachowań.

B.  M.:  Anna,  jak  to  melancholiczka,  poświęciła  się,  jednak  nie  szczędziła

Szymonowi krytyki, co ten odbierał jako podcinanie mu skrzydeł.

M.  K.:  I  z  tymi  podciętymi  skrzydłami  siedział  nadal  w  klatce,  zamiast

spróbować wyjść na zewnątrz. Ale zobacz, co się stało w pewnym momencie:

Szymon zakwestionował sens ich związku, mówiąc głośno to, o czym Anna

myślała  już  wcześniej.  Odrodził  się,  co  –  jak  każde  odrodzenie  –  niosło  ze

sobą ofiary. Tym razem ofiarą był ich związek, ponieważ małżonkowie się

rozstali. Czarę goryczy mogli też przelać rodzice Szymona, którzy przecież

bardzo  wspierali  syna.  Wydaje  mi  się,  że  takie  pary  częściej  się  dogadują,

a związek jest bardzo udany. Może nie ma wielu fajerwerków i szaleństw, ale

są harmonia i poczucie bezpieczeństwa.

B.  M.:  O  ile  melancholik  wykształci  dużą  tolerancję  dla  wybryków

sangwinika.

Związek introwertyczny: melancholik wiąże się
z flegmatykiem

B. M.: Basia i Andrzej są ze sobą od początku liceum. Wiodą spokojne życie

bez  ekscesów.  Andrzej  miewa  humory,  swoje  argumenty,  które  Basia

najczęściej zbywa milczeniem i łagodzi atmosferę. Cokolwiek by się działo,

on wie, że tylko przy niej czuje się bezpiecznie.

M.  K.:  Flegmatyk  jako  jedyny  temperament  ma  naturalną  zdolność

zyskiwania sympatii i budowania poczucia bezpieczeństwa. To dlatego, że

potrafi  doskonale  słuchać  –  słucha  całym  sobą,  mową  ciała  pokazuje,  że

możemy  czuć  się  przy  nim  bezpiecznie.  Kiedy  podejmiemy  z  nim  jakiś

temat,  flegmatyk  go  pogłębia,  z  zainteresowaniem  dopytuje  o  szczegóły,

dzięki  czemu  czujemy  się  ważni  i  słuchani.  W  związku  melancholika

i  flegmatyka  to  może  stanowić  małą  trudność  –  ten  pierwszy  nie  ma

background image

potrzeby mówienia, a ten drugi ma potrzebę słuchania. Czasem niełatwo to

pogodzić. Trzeba jednak przyznać, że flegmatyk także lubi mówić, zwłaszcza

gdy może się odwoływać do wspomnień. Jego opowieści są barwne i żywe.

B.  M.:  Co  obserwujemy  zwłaszcza  u  ludzi  starszych,  gdyż  z  wiekiem

flegmatyczne  cechy  stają  się  wyraźniejsze.  Powracanie  w  opowieściach  do

przeszłości,  do  zabawnych  i  ciekawych  wydarzeń  sprawia  flegmatykom

autentyczną przyjemność.

M.  K.:  Przeżywają  wówczas  wszystko  na  nowo.  Oczywiście  to  może  się

skończyć  powtarzaniem  tej  samej  historii,  jednak  nie  mówimy  teraz

o  skrajnych  cechach  nacechowanych  w  sposób  negatywny.  Kwintesencję

zalet flegmatyka stanowią właśnie fantastyczna umiejętność słuchania, ale

także  gawędzenia.  W  takim  przypadku  melancholik  jest  doskonałym

słuchaczem. Bywa nawet, że nie musi się zbytnio angażować w rozmowę –

skinie  głową  czy  mruknie  coś  pod  nosem,  a  flegmatyk  uzna  to  za  objaw

uważnego słuchania i zachętę do mówienia, więc będzie kontynuował swoją

opowieść.

B.  M.:  To  tłumaczy,  dlaczego  Basia  czasem  jest  wyjątkowo  odporna  na

subtelne  sygnały  Andrzeja  świadczące  o  tym,  że  już  nie  chce  mu  się

rozmawiać.  Wzdychanie,  odwracanie  wzroku  czy  nawet  próba  ponaglenia

w celu streszczenia opowieści na nic się zdają. Jak już Basia się rozgada, to

opowiada w swoim tempie całą historię ze szczegółami.

M. K.: Bo dla flegmatyka czas jest płynny, ten typ ma swoją strefę czasową.

Bywa,  że  coś  ubarwia,  a  znający  fakty  melancholik  zaraz  wszystko

sprostowuje.  Flegmatyk  powie:  „Jechaliśmy  w  tamte  wakacje  gdzieś  nad

jezioro”, a melancholik, który zna sytuację, sprostuje: „Nie nad jezioro, tylko

do twojej ciotki w Gdańsku, wakacje nad jeziorem mieliśmy dwa tygodnie

później”.

B. M.: Dokładnie tak to wygląda u Basi i Andrzeja. On ma w głowie swoisty

notatnik, w którym ma zapisane wszystkie szczegóły ich wspomnień.

M.  K.:  I  to  zapewne  bardzo  dokładnie.  Takie  wtrącenia  często  wynikają

background image

z chęci uszczegółowienia faktów i nie mają na celu poniżenia danej osoby

czy zarzucenia jej kłamstwa. Natomiast flegmatyk może to zinterpretować

zupełnie  przeciwnie.  Oczywiście  pomijam  przypadki,  gdy  związek  ma  już

wiele cech toksycznych i tego typu komentarze są wypowiadane w zjadliwy

sposób, aby upokorzyć partnera.

B. M.: Należy domniemywać, że w związku flegmatyka i melancholika to ten

drugi rządzi…

M.  K.:  Flegmatyk  jest  bardzo  tolerancyjny,  uległy,  więc  najczęściej  to

melancholik  naturalnie  przejmuje  władzę.  Ten  pierwszy  zaś  wychodzi

z założenia, że taki jest jego los, choć lubi stwarzać sytuacje, w których druga

strona  może  się  wykazać.  Tu  pojawia  się  ciekawy  paradoks.  Nie

zapominajmy,  że  hierarchia  ważności  flegmatyka  wygląda  zdecydowanie

inaczej  niż  pozostałych  temperamentów  –  najpierw  najbliżsi,  potem  inni

ludzie i na końcu on sam. Flegmatyk jest niewymagający wobec siebie, ale

lubi być użyteczny dla innych. Czasem staje się w tym zbyt nachalny i bywa

wykorzystywany. W obu przypadkach ofiarność daje mu poczucie spełnienia

swojego  obowiązku.  Konflikt  pojawia  się  wtedy,  gdy  zarzuci  mu  się

nachalność i naiwność. Wówczas flegmatyk cierpi, bo on miał przecież inne

intencje.

B. M.: Basia i Andrzej zdają się tworzyć udany związek. Kochają się i szanują.

Można przypuszczać, że Basia jest zadowolona ze swojego losu. Jednak co

w przypadku niezbyt udanych związków? Przecież i wtedy flegmatyk uważa,

że taki jego los. Tylko że ten los jest nijaki…

M. K.: Tak, ale „taki jego los”. Trzeba przyznać, że flegmatyk nie lubi kłótni

ani sporów, jest to ugodowy temperament. Flegmatyk i melancholik wytyczą

sobie  pewne  granice  współdziałania,  określą  swój  teren  i  stworzą  udany

związek.  Ani  jednemu,  ani  drugiemu  nie  zależy  na  relacji  na  pokaz  i  na

publiczności. Nie są to dla nich nadrzędne wartości.

B. M.: Powiem więcej, nadrzędną wartością ich związku jest święty spokój.

M.  K.:  Tak,  oni  sobie  tworzą  własny  świat  –  melancholik  czuje  się

background image

bezpiecznie,  a  flegmatyk  wie,  że  jest  kochany.  Nie  przejmują  się  tym,  co

mówią  inni,  nie  ulegają  wpływom  z  zewnątrz.  Przecież  mają  siebie,  mają

swoje miejsce na Ziemi i to wystarczy. Zachłanność jest im obca.

B. M.: Jakie są zagrożenia w przypadku takiego związku?

M. K.:  Zagrożenie  stanowi  postawa  „taki  mój  los”.  Jeżeli  flegmatyk  tworzy

z kimś związek, przyzwyczaja się, że skoro jest w związku, to będzie w nim

trwał, więc może przestać się starać. Podobnie na gruncie zawodowym – jest

praca za określoną pensję, i dobrze. Melancholik to typ, który się poświęca,

dlatego  on  prędzej  będzie  zabiegał  o  lepiej  płatną  pracę,  gdy  na  przykład

rodzina się powiększy i wzrosną jej potrzeby.

B.  M.:  Czyli  flegmatykowi  brak  ambicji,  co  może  grozić  spoczęciem  na

laurach?

M. K.: Niestety, im bardziej rozchodzą się drogi melancholika i flegmatyka,

tym  bardziej  ten  pierwszy  będzie  się  angażował  w  pracę,  co  może  się

skończyć spotkaniami rano i wieczorem przy posiłkach.

B. M.: Basia i Andrzej mają za sobą pewien kryzys, o którym mówisz. Basia

po urodzeniu dziecka przestała pracować, później brała dorywczo zlecenia

tłumaczeń.  Andrzej  podjął  dodatkową  pracę,  ponieważ  rodzina  się

powiększyła  i  czuł  się  w  obowiązku  zapewnić  większe  dochody.  Gdy  ich

córka była mała, w zasadzie nie bywał w domu. Dla Basi naturalne stało się

to, że Andrzeja zwykle nie ma, ale za to są pieniądze. Gdy któregoś wieczoru

pracowała nad tłumaczeniem, mąż kolejny raz zaglądał do pustych garnków,

szukając  obiadu,  więc  się  bardzo  zdenerwował  i  stwierdził,  że  te  grosze,

jakie  ona  zarabia  na  tłumaczeniach,  są  im  niepotrzebne,  a  on  woli  mieć

obiad,  gdy  wraca  do  domu  po  dwunastu  godzinach  harówki.  Zatem  Basia

całkowicie zrezygnowała z pracy.

M. K.: To dość charakterystyczne dla związku melancholik – flegmatyczka.

Andrzej pracował, poświęcał się, więc jemu się należało – choćby to, by Basia

zapewniła mu posiłki. Ponadto melancholik patrzy przez pryzmat tego, ile

on jest w stanie zrobić, dlatego czasami nie potrafi docenić pracy innych, na

background image

przykład  żony  w  domu.  Dla  Andrzeja  zarobki  Basi  to  były  tylko  grosze.

Melancholik  doskonale  rozumie  pracę,  której  efekty  są  widoczne

i  namacalne,  ma  jednak  problemy  z  oceną  przydatności  pracy,  która

przynosi efekty w odległym czasie.

B.  M.:  Być  może  dla  Basi  to  był  początek  czegoś  większego,  jakaś  forma

rozwoju  zawodowego,  albo  nawet  odskocznia  od  opieki  nad  dzieckiem

i domem. Andrzej stwierdził, że żona zarabia grosze, i jej to wystarczyło, by

z tego zrezygnować.

M. K.: Flegmatyk pragnie być lubiany i doceniany, dlatego Basia, chcąc się

przypodobać mężowi, zrezygnowała z pracy. Czy Andrzej to docenił? Jeżeli

melancholik  i  flegmatyk  tworzą  dobry  związek,  oparty  na  wzajemnym

szacunku, ten pierwszy to doceni. Zrozumie, że partner stworzył mu dom,

do  którego  on  zawsze  będzie  wracał.  Jednak  istnieje  bardzo  duże

niebezpieczeństwo,  że  w  słabszym  związku  lub  w  jakimś  kryzysowym

momencie  rezygnacja  z  pracy  zostanie  wypomniana  w  brzydki  sposób,

w stylu: „Bo ty się nawet do pracy nie nadajesz”.

B.  M.:  Jak  mówiłam,  był  to  początek,  a  może  już  nawet  bardziej

zaawansowane  stadium,  ich  kryzysu.  Przez  kolejny  rok  Andrzej  dużo

pracował, więc oddalili się od siebie. On za dużo nie opowiadał, co się dzieje

w  pracy,  dlatego  Basia  miała  mgliste  pojęcie  o  tym,  co  robi  mąż.  Dla  niej

świat kręcił się wokół dziecka i tego, co trzeba było w związku z nim zrobić.

Dlatego  żałowała,  że  rezygnuje  z  tłumaczeń,  bo  praca  zapewniała  jej

uznanie,  którego  jako  flegmatyk  potrzebowała,  choćby  w  momencie,  gdy

zadowolony  klient  polecał  ją  znajomemu.  Gdy  zabrakło  potwierdzenia  na

polu  zawodowym,  Basia  zapragnęła  większego  doceniania  w  domu,

a  Andrzej  był  raczej  nieskory  do  komplementów.  To  typ,  o  którym

mówiłyśmy wcześniej – powie raz „kocham cię” i wystarczy. Dla niego miłość

to  stan  permanentny,  zatem  nie  widzi  potrzeby  powtarzania  tego

codziennie.  A  Basia  pragnęła  uznania  jak  powietrza.  Coraz  więcej  uczucia

przelewała na córkę, która zaczęła jej wchodzić na głowę. Dla Basi postawa

pełna miłości była jednoznaczna z robieniem wszystkiego dla dziecka i za

dziecko,  co  córka  zaczęła  wykorzystywać  –  matka  we  wszystkim  ją

wyręczała.

background image

M.  K.:  Basia  przyjęła  postawę  „taki  mój  los”,  czyli  zamknęła  się  w  sobie,

zaniedbała się, automatycznie wykonywała swoje zadania. Nie zabiegała już

o męża, nie starała się. Przywykła, że on jest i że mają jakiś określony układ.

Skupiła się na spełnianiu zachcianek córki.

B. M.: Właśnie tak było.

M.  K.:  Basia  tkwiła  w  małżeństwie,  robiła  to,  co  powinna,  i  nic  więcej.

Tymczasem  jeżeli  melancholik  widzi  brak  zaangażowania  flegmatyka,  to

także ucieka w swój świat. Andrzej skupił się na pracy, co jest bardzo częste.

Miał pewność, że żona zajmie się domem i dzieckiem. Basia zaś myślała, że

dzięki  temu  mąż  będzie  ją  bardziej  szanował.  Nie  zawsze  jednak  tak  jest.

Melancholik może szanować pracę flegmatyka, ale może też jej nie doceniać,

bo  sam  wykonuje  inną  i  przez  pryzmat  własnego  zmęczenia  patrzy  na

innych.  Andrzej  mógł  brać  to,  co  robiła  Basia,  za  oczywistość.  W  końcu

dokonali podziału, kto się czym zajmuje.

B. M.: Ten ich cichy kryzys, bo w związku melancholika z flegmatykiem nie

ma  krzyku,  zaczął  narastać.  I  wtedy  Basia,  która  po  urodzeniu  dziecka

w zasadzie zaniedbała kontakty ze znajomymi, spotkała w sklepie koleżankę

–  typową  plotkarę,  która  zalała  ją  potokiem  słów.  W  pewnym  momencie

zadzwonił Andrzej. Basia odebrała telefon, ustalili coś i skończyli rozmowę.

Koleżanka,  która  mówi  szybciej  niż  myśli,  zapytała  zdziwiona:  „To  wy

umiecie tak spokojnie rozmawiać? Po rozstaniu? Mój Boże, to niebywałe!”.

Basi  grunt  usunął  się  spod  nóg.  „Jak  to  po  rozstaniu?”  –  zapytała.

A  koleżanka  szczegółowo  opowiedziała  jej,  że  widywała  ostatnio  Andrzeja

w  towarzystwie  jakiejś  kobiety  –  wysokiej,  smukłej  i  uśmiechniętej

blondynki, która wciąż go kokietuje.

Basia  wróciła  do  domu  blada  jak  ściana,  nieczuła  na  tradycyjne  próby

córki  wymuszenia  czegoś  na  mamie.  W  jej  głowie  toczyła  się  bitwa  myśli.

Gdy Andrzej wrócił do domu, jak zawsze podała mu obiad, a potem zniknęła

w  kuchni.  Minęło  kilka  dni,  w  końcu  mąż  wyczuł,  że  coś  jest  na  rzeczy,

i podjął próbę rozmowy. Basia przez tych kilka dni wybladła, schudła, więc

zapytał,  czy  nie  jest  chora.  Ta  zapytała  wprost:  „Chcesz  mnie  zostawić?”.

Andrzej  na  początku  w  ogóle  nie  zrozumiał,  o  co  jej  chodzi,  dlatego

odpowiedział,  że  jeśli  trzeba,  to  zawiezie  ją  do  lekarza  i  może  tam  z  nią

background image

poczekać, żeby nie została sama. Basia dopowiedziała: „Dla tej blondynki”.

I  pękła  –  popłakała  się,  zaczęła  przepraszać,  że  się  zaniedbała,  pytać,  czy

Andrzej  da  jej  szansę,  i  tak  dalej.  Ten,  gdy  wreszcie  zrozumiał,  że  żona

podejrzewa go o romans, zaczął prostować, że ta blondynka to żona klienta,

z którą nic go nie łączy, i dopytywać, skąd jej przyszły do głowy takie rzeczy.

Ta rozmowa była przełomowa dla ich związku, który zaczął trącić rutyną.

Skłonność obojga do zamykania się we własnym świecie sprawiła, że stali się

bardziej  ufającymi  sobie  współlokatorami  i  rodzicami  niż  małżonkami.

Andrzej  uważał  ową  blondynkę  za  idiotkę,  która  śmieje  się  z  byle  czego,

i powiedział, że nie wyobraża sobie nawet, by mógł wdać się w romans. Dla

niego  najważniejsza  jest  rodzina,  przecież  to  dla  niej  tyle  pracuje.

Małżonkowie porozmawiali szczerze, czego nie robili od lat. Okazało się, że

Andrzej pamiętał o marzeniach Basi dotyczących własnego biura tłumaczeń.

Powiedział, że znajomy architekt właśnie zmienia siedzibę firmy i lokal po

nim będzie do wynajęcia za nieduże pieniądze. I tak, krok po kroku tchnęli

w  swój  związek  nowe  życie  –  mniej  pracy  Andrzeja,  więcej  pracy  Basi.

Poprawa ich relacji pozytywnie wpłynęła także na córkę.

M. K.: Melancholik to jednak bardzo lojalny, a także wygodny i stroniący od

nowości  typ.  Andrzej  powrócił  na  znany  grunt.  W  zasadzie  można

przypuszczać,  że  on  donikąd  się  nie  wybierał.  Zresztą  po  co?  Na  nowo

budować plan finansowy? Podwójne życie to także podwójne wydatki. A jeśli

te  nowe  okazałyby  się  większe?  Po  co  tak  ryzykować?  Spotkanie  Basi

z koleżanką przyśpieszyło jego „powrót” do rodziny. Dla niej to był cudowny

sygnał, by zadbała o siebie.

Związek  flegmatyka  i  melancholika,  o  ile  partnerzy  się  dogadają,  jest

stabilny  i  nie  ma  w  nim  krzyku.  Dzieci  takich  par  najczęściej  są  bardzo

zrównoważone,  a  ich  temperamenty  ujawniają  się  szybko,  ponieważ

flegmatyk  jest  tolerancyjny,  a  melancholik  obserwuje  i  nie  ingeruje,  o  ile

naprawdę nie musi. Może to jednak oznaczać, że dzieci wejdą flegmatykowi

na głowę.

B.  M.:  Pojawiają  się  różnego  rodzaju  niedomówienia,  które  zbywa  się

milczeniem, a które stają się źródłem podejrzeń, domysłów i spekulacji. Nie

mówi  się  wprost,  tylko  wysyła  krótkie  komunikaty,  które  są  niezbędne  do

funkcjonowania rodziny. Melancholik i flegmatyk mogą żyć jakby razem, ale

background image

obok siebie. Taka sytuacja niekoniecznie dobrze wpływa na dzieci.

M. K.: Tak. Zwłaszcza jeżeli melancholik poświęci się pracy, a flegmatyczka

skupi  na  dzieciach.  Podejście  „taki  mój  los”  może  ona  niestety  przekazać

dzieciom i zrobić z nich ofiary życiowe już na starcie. W niedogadującym się

związku matka najczęściej jest ofiarą i dzieci to widzą. Syn uczy się wtedy,

że  się  nie  krzyczy,  tylko  manipuluje,  córka  zaś,  że  wszyscy  mężczyźni  to

manipulanci, dlatego później może wchodzić w toksyczne związki.

Jednak  Basia  i  Andrzej  tworzą  naprawdę  stabilny  związek,  oparty  na

silnym  filarze:  ich  najważniejszą  wartością  jest  rodzina  i  dla  niej  zrobią

wszystko. Każde z nich rozumiało to w trochę inny sposób, jednak doszli do

porozumienia.  Możemy  gdybać,  co  by  się  stało,  gdyby  koleżanka  nie

zasugerowała romansu Andrzeja. Czy Basia wyzwoliłaby w sobie impuls do

zmiany? Czy Andrzej znów zbliżyłby się do żony, zamiast uciekać w pracę?

Taka  sytuacja  często  ma  gorsze  skutki,  gdy  mamy  związek  flegmatyka

i melancholiczki, która z różnych powodów ucieka w pracoholizm. Kobieta

może  się  czuć  nierozumiana,  zwłaszcza  jeżeli  to  mąż  ma  lepszy  kontakt

z  dziećmi  –  wtedy  dodatkowo  czuje,  że  zawiodła  jako  matka,  a  w  tym

zakresie  presja  społeczeństwa  nadal  jest  ogromna.  Gdy  mama

melancholiczka  nie  ma  dobrych  relacji  z  tatą  flegmatykiem,  gdy  nie  ma

czasu na emocje, wówczas ich nie okazuje, a dzieci cierpią na „emocjonalną

anemię”.  W  takich  domach  brakuje  czułości,  przytulania,  a  przecież  więź

z matką budowana przez dotyk jest bardzo istotna.

B. M.:  Zatem  flegmatyk  i  melancholik  mogą  stworzyć  głęboki,  harmonijny

i  bardzo  intymny  związek.  Budują  swój  hermetyczny  świat  oparty  na

współdzielonych wartościach.

M. K.: Jak najbardziej. Jeśli zaś nie doceniają siebie nawzajem i nie nauczą

się  ze  sobą  współgrać,  a  już  się  zaangażują,  to  jest  duże

prawdopodobieństwo, że będą trwać w związku, żyjąc obok siebie, a nie ze

sobą.  Melancholik  dlatego,  że  się  poświęcił  i  chce  być  konsekwentny,

a flegmatyk dlatego, że taki jest jego los…

Związek ekstrawertyczny: choleryk wiąże się

background image

z sangwinikiem

B.  M.:  Flegmatyk  i  melancholik  to  temperamenty  z  tej  samej  –

introwertycznej  –  strony  barykady.  Po  drugiej  stronie  mamy  choleryka

i sangwinika.

M. K.: Tak, choleryk i sangwinik są po tej samej stronie ekspresyjności. To

temperamenty, które uwielbiają ludzi (sangwinik) bądź tych ludzi do czegoś

potrzebują (choleryk). Sangwinik lubi brylować w towarzystwie, a choleryk

tylko wśród innych może się spełniać jako przywódca.

Choleryk  jest  zadaniowy,  ale  „ociosany”,  jeżeli  chodzi  o  wrażliwość  czy

delikatność,  dlatego  jego  komentarze  świetnie  łagodzi  sangwinik.  Jeżeli

będą się dogadywać, to stworzą fajny związek pełen barw i ekscytacji, który

będzie nastawiony na ludzi. Jeżeli się nie dogadają i będzie wojna, to dowie

się o niej pół osiedla.

B.  M.:  Basia  i  Andrzej,  wspomniane  introwertyczne  małżeństwo,  mieli

właśnie  takich  sąsiadów  –  Krystynę  i  Janka.  Ci  całowali  się  na  klatce

schodowej równie głośno, co kłócili. Wszystko robili z rozmachem. Potrafili

wpaść  wieczorem  do  sąsiadów  (gdy  ci  szykowali  się  do  snu)  i  rozkręcać

imprezę. Kiedy Basia była w domu z dzieckiem, zdarzało się, że Janek sam

wpadał  do  niej  i  siedział  kilka  godzin.  Ona,  jak  to  flegmatyk,  słuchała  go

cierpliwie, chociaż wolałaby być sama, ale nie chciała go urazić, wypraszając

od  siebie.  Krystyna  była  mieszanką  choleryka  i  sangwinika,  zatem  to  ona

najczęściej  wychodziła  z  pretensjami  i  najczęściej  stawiała  na  swoim.

Niemniej Janek bronił się równie mocno. Kiedy się kłócili, to na całą klatkę

schodową,  a  bywało,  że  jak  się  kochali,  to  sąsiedzi,  chcąc  nie  chcąc,  także

wszystko słyszeli.

M. K.: Tak właśnie wygląda związek sangwinika i choleryka. Dewiza życiowa

ekstrawertyków brzmi: „Skoro my chcemy się bawić, to inni też tego chcą”.

Czas  i  miejsce  są  nieistotne.  Często  działają  z  rozmachem,  na  zasadzie

zastaw się, a postaw się (typowe dla sangwinika), jednocześnie zaspokajając

nierzadko wygórowane ambicje choleryka („Co? Ja miałbym nie dać rady?”).

Jeśli  się  kochają,  to  z  fajerwerkami,  kiedy  się  kłócą,  używają  głośnej

artylerii.  Choleryczka  Krystyna  często  okazuje  swoją  wyższość,  a  gdy

background image

podpada Jankowi, on już się stara, by pokazać ją jako tę, która nie szanuje

ludzi. Publiczne pranie brudów jest na porządku dziennym – im więcej osób

wie  o  ich  problemach,  tym  lepiej,  bo  łatwiej  zdobyć  zainteresowanie,

współczucie czy obrońców, w zależności od tego, co w danym momencie jest

potrzebne.

Związek  Krystyny  i  Janka  dobrze  charakteryzuje  słowo  „wybuchowość”.

Ich miłość jest nagła i namiętna, barwna, kolorowa, podobnie jak ich kłótnie.

W  dobrych  momentach  tworzą  towarzyską  parę  –  otwartą  na  nowe

zdarzenia  i  nowych  ludzi.  W  złych  chwilach  rozmowy  przeradzają  się

w  krzyk  i  dochodzenie  swoich  racji,  przy  czym  i  tak  najczęściej  wygrywa

choleryk,  ponieważ  sangwinik  ma  tendencję  do  uległości.  Jednak  co  sobie

wcześniej pokrzyczy, to jego.

B.  M.:  Dzieci  dorastające  w  takich  domach  są  przyzwyczajone  do  hałasu.

Latorośle Krystyny i Janka także wrzeszczały na całą okolicę – czasem był to

wrzask  pełen  złości,  a  za  chwilę  oznaczał  radość  i  zabawę.  Ania  i  Ada  to

bliźniaczki równie temperamentne jak ich rodzice.

M. K.: Bo w rodzinach sangwiniczno-cholerycznych krzyk i walka o swoje są

na porządku dziennym. Każdy chce błyszczeć i dobrze wyglądać, a im więcej

publiczności, tym większa presja! Dlatego Ania i Ada były najgłośniejsze na

podwórku,  a  gdy  rodzina  szła  na  zakupy,  ich  rozmowy  przypominały

jarmarczny harmider.

B. M.: Basia i Andrzej zawsze się zastanawiali, jak ci ludzie mogą żyć ze sobą

– w takim hałasie i ciągle się kłócąc.

M.  K.:  A  tymczasem  Krystyna  i  Janek  zapewne  myśleli,  jak  można  żyć

w  takiej  martwej  ciszy.  Dla  nich  to  nuda  i  brak  polotu,  dlatego  często

„ratowali” sytuację, wpadając do sąsiadów bez zapowiedzi lub wyciągając ich

znienacka  na  grilla  w  niedzielne  przedpołudnie.  Wówczas  Basia  i  Andrzej

przeżywali  katusze  –  oni  chcieli  ciszy  i  spokoju.  Tak  to  wygląda,  gdy  pary

osób mających temperamenty o takim samym poziome ekstrawertyczności

i introwertyczności staną naprzeciw siebie.

Z  introwertycznych  rodzin  najczęściej  wychodzą  zrównoważone  dzieci,

a w rodzinach, w których rodzice są głośni i krzykliwi, nawet introwertyczne

background image

latorośle uczą się, że tylko krzykiem można coś uzyskać. Mało które dziecko

jest jednak w stanie przekrzyczeć dorosłego, dlatego dzieci z takich rodzin

bywają agresywne fizycznie.

B. M.: Bliźniaczki Krystyny i Janka terroryzowały inne dzieci.

M. K.: Miały predyspozycje do zachowań agresywnych. Wszystko zależy od

wyczucia, od nasilenia pewnych cech i oczywiście od kultury. Jeżeli rodzice

wytyczą  dobre  granice,  to  dzieci  są  pewne  siebie,  przebojowe,  głośne

i  interesujące.  Jeżeli  przeważają  negatywne  cechy  ekspresyjnych

temperamentów, to w domu dominują rywalizacja i agresja. Melancholiczne

dziecko  w  takim  środowisku  zostanie  stłamszone,  ucieknie  w  swój  świat,

ewentualnie  nauczy  się  manipulować  z  oddalenia.  Z  flegmatycznego  zaś

rodzice  mogą  zrobić  tak  zwaną  sierotę  życiową.  Wszystkie  cechy

charakterystyczne  dla  flegmatyka,  takie  jak  ugodowość,  życzliwość,

nieśmiałość,  niezdecydowanie,  będą  mu  bowiem  wypominać  w  szyderczy

sposób, ponieważ przebojowi rodzice oczekują równie ambitnych i śmiałych

dzieci.  Ania  i  Ada  mają  temperamenty  po  rodzicach,  co  też  może  być

zagrożeniem. Dziecko z domieszką sangwinika może wyrosnąć na wiecznie

niedojrzałego  błazna,  którego  nikt  nie  traktuje  poważnie.  Z  kolei  choleryk

może wyrosnąć na łobuza – będzie bić oraz zaczepiać innych i dostanie łatkę

ADHD.

W  parze  choleryk  –  sangwinik  to  sangwinik  musi  zacząć  pierwszy

pracować  nad  związkiem,  i  to  tak,  by  nie  podważyć  autorytetu  partnera.

Wówczas rywalizacja przerodzi się we współpracę, będzie wspólna energia

do  działania.  Ponieważ  tej  energii  jest  naprawdę  wiele,  ich  dzieci  mają

fantastyczne wsparcie.

Związek konkretny: choleryk wiąże się
z melancholikiem

B.  M.:  Weronika  to  spokojna  dziewczyna  o  tajemniczym  spojrzeniu  –  tak

postrzega  ją  większość  osób.  Znajomi  opisują  ją  jako  niedostępną,

zdystansowaną,  może  nawet  zadzierającą  nosa,  jednak  w  kontakcie

z  drugim  człowiekiem  jest  bardzo  życzliwa,  taktowna,  nie  popełnia  gaf.

background image

Z  kolei  Adam  jest  konkretny,  zdecydowany,  nierzadko  krzyknie,  żeby  coś

osiągnąć.  Ta  przebojowość  zaimponowała  Weronice,  on  zaś  polubił  jej

spokój.  Zakochali  się  w  sobie,  kupili  mieszkanie.  I  podczas  urządzania

wspólnego  lokum  zaczęły  się  pojawiać  pierwsze  konflikty.  Adam  od  razu

załatwiał ekipy remontowe, chciał kupować materiały. Weronika zaś chciała

najpierw  przemyśleć  koncepcję  wystroju.  Jej  melancholiczna  skłonność  do

głębokiego  namysłu  i  dokładnego  analizowania  sytuacji  działała  na

gotowego do działania Adama jak płachta na byka.

M.  K.:  Związek  choleryka  z  melancholiczką  to  ciekawa  relacja.  Zadaniowy

choleryk  dba  o  to,  żeby  cele,  które  sam  narzuci,  zostały  zrealizowane,  i  to

w  sposób,  który  on  uważa  za  słuszny.  Oczywiście  sam  to  skontroluje.

Melancholik  jest  wyjątkowo  perfekcyjny  i  też  lubi  zadania,  jednak  nie

wyznacza  ich  innym,  woli  wskazać  je  sobie.  Związek  tych  dwóch

temperamentów to relacja z tendencją do perfekcjonizmu, tyle że choleryk

zakłada  perfekcjonizm  zespołowy  (wszyscy  mają  zrobić  coś  równie  dobrze

jak  on),  a  melancholik  nie  potrzebuje  innych  –  sam  sobie  wysoko  stawia

poprzeczkę.

B. M.: Dlatego właśnie Weronika spędzała mnóstwo czasu na przeglądaniu

zdjęć  mieszkań,  oglądaniu  różnych  projektów,  planowaniu,  liczeniu,  bo

oprócz  walorów  estetycznych  trzeba  brać  pod  uwagę  koszty.  Więc  ona

liczyła, ile wyniesie ich położenie płytek w łazience, ile to będzie kosztowało

przy  układzie  z  kabiną  lub  wanną.  Kalkulowała,  mieszała  warianty,

a wszystko wymagało czasu. Ten zaś był dla Adama bezcenny, bo przecież

mogliby już zacząć. Ona się obrażała, że on nie docenia jej pracy i planów,

a on się wściekał, że ona jest taka powolna.

M. K.: Właśnie, przy przewadze cech melancholicznych człowiek jest bardzo

wrażliwy na krytykę. Wątpi w komplementy, przykra uwaga zaś zostaje mu

w głowie na długo.

B. M.: Do tego jeszcze dochodzi doskonała pamięć. Weronika dokładnie wie,

kiedy  Adam  sprawił  jej  przykrość,  kiedy  podniósł  głos  i  w  jakiej  sytuacji

zachował się wobec niej nie w porządku.

background image

M.  K.:  On  zaś  nawet  tego  nie  pamięta.  Choleryk  nie  jest  skłonny  zbytnio

komplementować,  za  to  błędy  wytyka  bardzo  szybko  i  konkretnie,  co  jest

najczęściej  bolesne  dla  otoczenia.  Adam  chciał  sprawdzać  postęp  prac,

działać, a Weronika nie cierpi kontroli, dąży do perfekcji.

B.  M.:  Czy  w  takim  związku  zawsze  rządzi  choleryk?  Bywa,  że  ten,  kto

krzyczy najwięcej, rządzi tylko pozornie, a efekt jest taki, jaki sobie wymyślił

spokojny melancholik.

M. K.: Nie ma tu reguły. Choleryk będzie krzykliwy, a melancholik zamknie

się w sobie i będzie sączył jad – drobne złośliwości, spojrzenia pełne pogardy

czy  wyższości.  To  z  kolei  bardzo  negatywnie  nakręca  choleryka.  Oba  typy

potrafią być neurotyczne, z tym że melancholik wpada w depresyjny nastrój,

a  nadpobudliwość  choleryka  przejawia  się  obsesją  kontroli.  Fakt,  że  ten

pierwszy nie lubi się tłumaczyć i zazwyczaj nie tłumaczy się z tego, gdzie był,

co  robił  albo  co  myślał,  wzmaga  jeszcze  silną  potrzebę  kontrolowania

i niepokój tego drugiego. W takim związku pozornie może rządzić choleryk,

podczas gdy to melancholik tak naprawdę pociąga za sznurki.

B.  M.:  Myślę,  że  sprzyja  temu  cechująca  melancholików  wyjątkowa

skłonność  do  manipulacji  połączona  z  cechą,  której  brak  cholerykowi  –

z cierpliwością.

M.  K.:  Choleryk  też  posiada  zdolności  manipulacyjne,  ale  rzeczywiście

najczęściej brak mu cierpliwości. Chce już, teraz i dokładnie tak, jak on tego

wymaga.  To  może  prowokować  działania  pozorne,  które  mają  na  celu

szybkie  złagodzenie  jego  gniewu  albo  przeniesienie  jego  uwagi  na  coś

innego. A szara eminencja w tym czasie robi swoje.

B. M.: Szara eminencja, czyli melancholik.

M. K.: Tak.

B.  M.:  Walka  o  władzę  nigdy  nie  jest  dobra  dla  związku,  jednak  te  dwa

temperamenty  przy  chęci  współpracy  mogą  się  uzupełniać.  Na  zewnątrz

będzie  rządził  choleryk,  czyli  będzie  królem,  jak  lubi,  natomiast  wewnątrz

relacji decydujące zdanie może mieć melancholik.

background image

M. K.: Jeśli partnerzy nauczą się ze sobą rozmawiać, mogą stworzyć ciekawy

związek.  Przede  wszystkim  choleryk  musi  wykazać  ogromną  chęć

współpracy  i  pracować  nad  pokorą,  aby  przyhamować  swoją  ekspresję.

Melancholik otwiera się tylko wtedy, gdy czuje się bezpiecznie. Ten pierwszy

będzie  tworzył  wizję  działania,  a  ten  drugi  będzie  świetnym  wykonawcą

poszczególnych etapów, pod warunkiem że choleryk nie będzie się wtrącał.

Ponieważ  ten  ma  ogromną  potrzebę  kontroli,  dobrze  jest  znaleźć  mu

działkę, w której będzie mógł się spełniać jako nadzorca.

B. M.: Tak też zrobiła Weronika. Adam pilnował wykonawców, a ona zajęła

się  projektowaniem  i  dobieraniem  materiałów.  Gdy  prace  ruszyły  i  on

wreszcie miał kogo kontrolować, ona mogła odetchnąć z ulgą i przyspieszyła

swoje działania. Nie bez znaczenia był również fakt, że Adam praktycznie

bez  żadnych  uwag  akceptował  jej  projekty.  Był  tak  zajęty  kontrolowaniem

jakości  ich  wykonania,  że  nie  przyszło  mu  do  głowy,  by  kłócić  się  o  kolor

ścian. Natomiast o to, czy ściana jest dobrze malowana, to i owszem.

M.  K.:  I  to  jest  rozwiązanie,  które  zaspokaja  ambicje  każdego

temperamentu.  Choleryk  i  melancholik  mogą  się  uzupełniać  w  związku  –

jeden będzie przywódcą, drugi specjalistą.

B.  M.:  Dodam  jeszcze,  że  ważny  jest  również  fakt,  iż  Adam  ma  w  sobie

trochę  cech  flegmatyka.  Właśnie  to,  jak  sądzę,  umożliwiło  mu  akceptację

pomysłów Weroniki.

M. K.: Flegmatyk to temperament, który odpuszcza. Taka domieszka dodaje

cholerykowi czaru i łagodności. Zresztą nie tylko jemu.

B. M.: Powiedzmy jeszcze kilka słów o odwrotnym układzie na przykładzie

związku choleryczki Kasi i melancholika Dominika. Ona wiecznie wszystko

wymusza  krzykiem,  on  najczęściej  nic  nie  mówi.  Ona  narzeka,  że  jego

milczenie doprowadza ją do szewskiej pasji. Kasię irytuje to, że Adam jest

zamknięty w sobie. Jak mówi, codziennie pyta go, jak było w pracy, co robił,

z  kim  rozmawiał  i  o  czym.  Nie  muszę  dodawać,  że  to,  co  dla  niej  ma  być

przyjemną  pogawędką,  dla  niego  jest  nieprzyjemnym,  niepotrzebnym

i szalenie irytującym przesłuchaniem.

background image

M. K.: I tutaj po raz kolejny ujawnia się kwestia nie tylko temperamentu, ale

i  płci.  Mężczyzna  melancholik  potrafi  w  jednym  momencie  się  odciąć,

zamknąć  w  sobie  i  dotarcie  do  niego  będzie  graniczyło  z  cudem.  Ten

temperament uczy cierpliwości i jeżeli druga strona jej nie okaże, to nigdy

nie  pozna  melancholika  w  pełni.  Mężczyzna  to  bardziej  logiczny  typ,

rozumowy,  nastawiony  na  realizację  poszczególnych  zadań.  Gdy  po  pracy

przychodzi do domu, to najpierw chce coś zjeść, potem może coś powie. My,

kobiety,  jesteśmy  bardziej  emocjonalne,  nastawione  na  budowanie

atmosfery. Mamy wpojone stereotypowe przekonanie, że o wszystko należy

zapytać. I tu pojawiają się schody. Ktoś, kto wraca do domu, najpierw chce

do  tego  domu  się  przyzwyczaić  po  kilkugodzinnej  nieobecności.  Dlatego

zamiast bombardować powracającego partnera pytaniami typu: „I jak było?”,

„Co  robiłeś?”,  „Co  mi  powiesz?”,  lepiej  powiedzieć:  „Cieszę  się,  że  jesteś”,

„Miło  cię  widzieć  w  domu”,  „Wyglądasz  na  zmęczonego,  musiałeś  mieć

wyczerpujący  dzień”.  Po  takim  powitaniu  najprawdopodobniej  usłyszymy

więcej ciekawych informacji niż po serii pytań.

B.  M.:  Dodajmy  jeszcze,  że  mężczyznom  z  natury  przypisuje  się  większy

dystans, skłonność do zamykania się w sobie, odpoczywania w inny sposób.

John Gray, słynny autor poradników, między innymi bestsellera Mężczyźni są

z Marsa, kobiety z Wenus, przekonuje kobiety, że mężczyzna musi pobyć sam

w  swojej  jaskini,  aby  się  zregenerować  po  ciężkim  dniu  pracy.  W  innej

książce  Grey  podkreśla  rolę  oksytocyny  w  relacji  partnerskiej  (hormonu

wydzielanego na przykład podczas karmienia piersią czy orgazmu)

13

. Uważa

on,  że  kobietom  potrzebny  jest  wysoki  poziom  oksytocyny  (badania

naukowe  potwierdzają,  że  zarówno  ludzie,  jak  i  zwierzęta  o  wysokim

poziomie  tego  hormonu  są  bardziej  spokojni,  mniej  lękliwi  i  przyjaźniej

nastawieni  do  innych).  Tymczasem  zmiany  cywilizacyjne  wywróciły  nasz

świat i nasze relacje do góry nogami. Niegdyś kobiety całe dnie spędzały ze

sobą  i  z  dziećmi,  ładując  w  ten  sposób  „akumulatory  oksytocyny”,  a  dziś

pracują  jak  mężczyźni,  stresują  się,  ich  mózg  zaś  wydziela  więcej

testosteronu,  który  jest  zabójczy  dla  oksytocyny.  Kobieta  po  całym  dniu

stresującej  pracy  oczekuje  od  swojego  mężczyzny  naładowania

„akumulatora  oksytocyny”  właśnie  poprzez  rozmowy,  przytulanie,

głaskanie,  podczas  gdy  mężczyzna  jest  równie  wyczerpany  i  chce  się

background image

zregenerować  na  swój  sposób.  Jeżeli  więc  na  to  nałożą  się  jeszcze  cechy

wynikające  z  temperamentu,  czyli  spragniona  kontaktu,  uczucia

i  zainteresowania  oraz  mająca  obsesję  kontroli  choleryczka  spotka  się

z  wyczerpanym  kontaktami  z  innymi  ludźmi  introwertycznym

melancholikiem, który najbardziej lubi być sam, konflikt gotowy. I to taki,

który może się ciągnąć latami.

M.  K.:  W  parze  indagująca  choleryczka  –  wyobcowany  melancholik  jest

bardzo duże ryzyko, że melancholik zamknie się w sobie na stałe. Owszem,

będzie wykonywał polecenia, pozostanie w związku, ale będzie egzystował –

nie  będzie  związany  emocjonalnie  z  partnerką.  Będzie  zaś  trwał  przy

rodzinie, poświęcał się i pozostanie wierny swoim zasadom. Seks w takim

wypadku zaspokoi jego potrzeby fizjologiczne. Melancholik stanie się raczej

bezbarwnym niż intrygującym partnerem.

B. M.: I stworzy własny świat…

M. K.: Do którego nikt, a już na pewno choleryczka, nie będzie miał dostępu.

Taką  odskocznią  może  być  wyczerpujące,  czasochłonne  hobby,  dodatkowa

praca  lub  coś,  co  sprawi,  że  melancholik  będzie  znikał  na  całe  dnie,  żeby

mieć święty spokój.

B. M.: Czy to może też być romans?

M.  K.:  Może,  owszem.  Romans,  który  zaspokoi  potrzebę  bezpieczeństwa,

zrozumienia.  Często  jest  to  relacja  z  kimś  równie  niedostępnym  (na

przykład  z  mężatką),  ponieważ  jej  celem  nie  jest  zbudowanie  nowego,

prawdziwego związku, a raczej znalezienie odskoczni i stworzenie choć na

moment idealnego świata. Jeżeli melancholik decyduje się na romans, może

to  oznaczać,  że  potrzebuje  jakiegoś  bodźca,  żeby  odejść.  Zwykłe

romansowanie nie leży w jego naturze. To bardzo lojalny temperament. Nie

lubi  zdradzać  innych  ani  samego  siebie.  Niestety  lubi  cierpieć.  I  romans

może być uzasadnionym powodem cierpienia.

Związek beztroski: sangwinik wiąże się
z flegmatykiem

background image

B.  M.:  Sangwinik,  wieczny  optymista,  oraz  flegmatyk,  którego  optymizm

kieruje się w stronę realizmu, mogą się doskonale uzupełniać.

M. K.: Sangwinik w takim związku nie tylko łapie oddech, ale ma też własną

publiczność, bo flegmatyk uwielbia słuchać, chwalić, zachęcać do działania:

„Niech robi to kto inny, ja sobie odpocznę”. Flegmatyk jak mało kto potrafi

bardzo się zaangażować w drugą osobę.

B. M.: Co jest balsamem dla duszy sangwinika.

M. K.: Justyna jako sangwiniczka bywała tu i tam, a Jacek potrzebował tła, na

którym  by  istniał.  Poznali  się  w  pracy.  Jacek  poczuł,  że  Justyna  będzie

motorem zdarzeń,  i zaufał  jej bezgranicznie.  Zakochali się  w sobie  i  mieli

potrzebę  uszczęśliwiania  się  nawzajem.  Wyrazista  sangwiniczka

z  cholerykiem  i  wyrazisty  flegmatyk  z  domieszką  sangwinika.  Jako

sangwinicy  chcieli  uszczęśliwiać  się  wzajemnie,  a  odrobina  choleryczki

w Justynie doskonale dyrygowała flegmatykiem Jacka. Było pięknie.

B. M.:  Ona  cały  czas  mówiła,  on  cały  czas  słuchał.  Zresztą,  gdy  kończą  się

tematy,  flegmatyk  zawsze  przypomni  jakąś  historię,  którą  można

opowiedzieć na nowo. A że ani sangwinik, ani flegmatyk nie mają za bardzo

pamięci do dat, to za każdym razem ta historia będzie troszkę inna. To może

być całkiem zgrana para – sangwinik więcej rządzi, jest kuźnią pomysłów,

motorem zdarzeń, którym pięknie będzie się poddawał flegmatyk.

M.  K.:  Jeśli  w  dodatku  sangwinik  się  sparzy,  trafi  prosto  w  wyrozumiałe

ramiona  flegmatyka  –  bez  krytyki,  oburzenia,  przy  pełnej  tolerancji.

Niebezpieczeństwo  tkwi  w  nadmiernym  poluzowaniu  sobie  kontroli  –  to

mogą  być  te  pary,  które  zaciągają  co  rusz  kolejny  kredyt  na  nowy,  lepszy

biznes.  Sangwinik  realizuje  wszystkie  swoje  pomysły  naraz,  najlepiej  za

cudze pieniądze, jeżeli nie ma własnych, a flegmatyk się na wszystko zgadza.

Jak nietrudno zauważyć, grozi to katastrofą finansową, uleganiem oszustom

czy  manipulacji  innych  ludzi.  W  skrajnym  przypadku  oboje  będą  się  czuć

ofiarami.

B. M.: Wówczas przynajmniej jedno z partnerów powinno poszukać w sobie

background image

cech umożliwiających odzyskanie kontroli nad własnym życiem.

M. K.: Tym bardziej że ani jeden, ani drugi typ nie ma wyjątkowo silnej woli.

Mogą ugrzęznąć i wieść nijakie życie bez celu i bez talentu.

B. M.: Upór flegmatyka, jego powściągliwość i długie podejmowanie decyzji

mogą  ich  uratować,  zwłaszcza  gdy  ten  obudzi  w  sobie  wytrwałość  do

realizacji  wybranego  zadania.  Flegmatyk  musi  mieć  długoterminowy  cel  –

wówczas  jest  w  stanie  udźwignąć  wszystko.  Dla  sangwinika  taki  cel  to

kompletna abstrakcja, a dla flegmatyka motywator. W imię wyższej idei ten

drugi będzie w stanie wiele znieść i się podporządkować. Bez celu flegmatyk

wtapia się w tło, „przykleja się” do zmiennego sangwinika.

M.  K.:  Ten  zaś  szybko  się  nudzi  podporządkowanym  i  „przyklejonym”

flegmatykiem.  Justyna  właśnie  dlatego  zaczęła  żyć  w  swoim  świecie.  Nie

czuła potrzeby tłumaczenia się, co robi i gdzie – miała swój plan, który nie

zawsze  uwzględniał  Jacka.  Choć  początki  były  piękne.  Justyna  wracała  do

domu  jak  na  skrzydłach,  a  gdy  zamieszkali  razem,  Jacek  jej  słuchał,

komplementował  ją.  Odrobina  choleryczki  w  niej  wyznaczyła  cel,  który

Justyna zamierzała realizować po swojemu – chciała pokazywać światu, że

jest  fajna.  Jacek  już  jej  nie  wystarczał,  potrzebowała  większego  kręgu

adoracji.  Choleryk  Justyny  zawładnął  flegmatykiem  Jacka,  jej  sangwinik

znudził  się  jego  przewidywalnością,  więc  poszła  dalej  –  szukać  nowych

wrażeń w romansie sponsorowanym pieniędzmi partnera.

B.  M.:  Ważna  w  takich  przypadkach  jest  również  dojrzałość  osobista.  Bo

nawet  znudzony  partnerem  sangwinik  potrafi  dostarczyć  sobie  atrakcji

w  inny  sposób,  na  przykład  poprzez  nowe  wyzwania  zawodowe  lub

poszerzanie kręgu znajomych. Niekoniecznie musi się to odbywać kosztem

związku romantycznego.

M.  K.:  Niestety  niedojrzały  sangwinik  nie  patrzy  na  konsekwencje,  tylko

szuka  wrażeń.  Nie  znajduje  ich  w  związku,  nie  bierze  za  nic

odpowiedzialności, nie uświadamia sobie, że jakość relacji zależy także od

niego.  Flegmatyk  z  kolei  nie  ma  takich  potrzeb.  Jeśli  więc  partnerzy  nie

porozmawiają o tym wprost, będą żyć w nieświadomości, a związek będzie

background image

kulał.

B.  M.:  I  prędzej  czy  później  sangwinik  uleci  w  stronę  większych  wrażeń,

nawet jeżeli fizycznie będzie wracał na noc do domu. A porzucony flegmatyk

zacznie  wypełniać  pustkę  zajęciami  –  szczęście,  jeżeli  odkryje  hobby  albo

zacznie  się  czymś  interesować.  W  przeciwnym  wypadku  poświęci  się

dzieciom,  o  czym  już  mówiłyśmy,  co  także  skazane  jest  na  porażkę.

Przychodzi  bowiem  taki  moment,  gdy  rodzic  nie  jest  w  stanie  żyć  życiem

dziecka,  bo  dziecko  ma  własne  życie.  Znów  więc  pojawi  się  pustka,  którą

trzeba będzie wypełnić.

M.  K.:  Dlatego  flegmatycy  często  odkrywają  prawdziwe  pasje  w  późnym

wieku. Flegmatyk musi mieć tło, w które będzie mógł się wpasować, jeżeli

jego  dotychczasowe  otoczenie  przestanie  istnieć.  Łatwiej  mu  znosić  trudy

dnia codziennego, gdy wie, że po tygodniu pracy będzie mógł przepaść na

weekend z wędką i posiedzieć w samotności nad wodą. To dla niego rodzaj

nagrody.  Sangwinik  może  się  dziwić  i  zwyczajnie  nie  wpaść  na  to,  że

flegmatyk ucieka w ten sposób od szumu. Niemniej często się zdarza, że to

właśnie  sangwinik  szuka  flegmatykowi  jakiejś  pasji,  hobby  i  wspiera  go

w  tym  –  także  po  to,  by  mieć  satysfakcję,  że  dzięki  niemu  partner  może

zrobić coś dla siebie.

B. M.: Lojalny sangwinik to prawdziwy skarb dla flegmatyka. Taki związek

może  być  naprawdę  udany,  zwłaszcza  jeżeli  sangwinik  wykorzystuje

momenty  wyciszenia  flegmatyka  na  ładowanie  swoich  ekstrawertycznych

akumulatorów – czyli na przykład on jedzie na ryby, a ona spędza sobotę na

zakupach  z  przyjaciółką  czy  na  spotkaniach  ze  znajomymi.  Potem  ona

będzie miała o czym mu opowiadać, a on po dniu ciszy chętnie jej posłucha.

Tylko oboje muszą mieć wyrozumiałość dla odmienności.

M.  K.:  Właśnie  tak.  Flegmatyk,  który  za  wszelką  cenę  będzie  ciągnął

sangwiniczkę  na  ryby  tylko  dlatego,  że  lubi,  gdy  ona  jest  obok,  może  się

rozczarować,  jeśli  po  godzinie  partnerka  stwierdzi,  że  już  się  nasiedzieli

i pora wracać do ludzi, a jeszcze lepiej odwiedzić jej rodziców. I odwrotnie –

ciągany  ze  spotkania  na  spotkanie  flegmatyk  nie  będzie  miał  okazji

wypocząć,  zatem  później  nie  będzie  w  stanie  poświęcić  uwagi  wybrance,

background image

ponieważ nadal będzie szukał okazji do odpoczynku w spokoju. Tymczasem

sangwinik, który wybywa z domu, może na różne sposoby dostarczać sobie

rozrywki – brylować w towarzystwie, a czasem nawet flirtować.

B. M.: Flirt to też interesująca kwestia. To, co dla sangwinika jest niewinnym

flirtem,  dla  wielu  melancholików  jest  już  zdradą.  Jeśli  więc  flegmatyk  ma

domieszkę  cech  melancholika,  konflikt  gwarantowany.  I  to  konflikt,  który

będzie zupełnie niezrozumiały dla sangwinika.

M.  K.:  Bo  przecież  on  tylko  uprzejmie  rozmawiał!  Sangwinik  bryluje

w  rozmowie,  więc  często  wykorzystuje  różne  okazje  do  zawierania

znajomości,  do  zainicjowania  konwersacji,  nawet  w  przelocie.  Dlatego

w  parze  sangwinik  –  flegmatyk,  jak  zresztą  w  każdym  związku

przeciwieństw, partnerzy powinni mieć szacunek dla odrębności. Wówczas

jedna strona zyskuje na kreatywności, druga na spokoju.

B. M.:  Ani  sangwinik,  ani  flegmatyk  nie  mają  potrzeby  dominacji,  dlatego

w  takim  związku  władzę  najczęściej  przejmuje  to  z  partnerów,  które  ma

domieszkę cech choleryka bądź melancholika.

M.  K.:  Jest  prawdopodobne,  że  w  niezgranym  związku  flegmatyk  będzie

odgrywał  rolę  głównego  cierpiętnika.  Jeśli  dziecko  takiej  pary  będzie

flegmatykiem,  będzie  się  czuło  kochane,  akceptowane,  ale  mały  choleryk

szybko  owinie  sobie  rodziców  wokół  palca  będzie  rządził,  ponieważ

sangwinik  i  flegmatyk  są  temperamentami  spolegliwymi.  Dziecko

melancholiczne  też  może  zacząć  rządzić,  choć  w  bardziej  wyrafinowany

sposób. Mały sangwinik zaś będzie miał pełen radości i akceptacji dom, choć

istnieje ryzyko, że będzie mu brakowało reguł i sztywnych zasad.

B. M.: Wróćmy do Jacka i Justyny, która nie była uczciwa wobec partnera.

M.  K.:  Na  motywację  flegmatyka  często  wpływają  czynniki  zewnętrzne.

W przypadku Jacka i Justyny był to kolega, który przyznał wprost, że Justyna

finansuje różne  jego wydatki  z pieniędzy  Jacka. To  zabolało i  ruszyło  tego

ostatniego. U flegmatyka zaś, jeśli coś się zmienia, to bardzo i konkretnie.

Flegmatyk unosi się wewnętrzną ambicją i jest w stanie zupełnie odwrócić

background image

się  od  danej  osoby.  Gdyby  Justyna  sama  się  przyznała,  Jacek  może  by  jej

wybaczył, przy impulsie z zewnątrz raczej nie ma takiej możliwości. W tym

przypadku  ważna  też  była  forma  przekazu  –  kolega  nie  ośmieszył  i  nie

wyśmiał Jacka, tylko przekazał mu informację. Flegmatyk to szanuje. I zrobi,

co powinien. Jacek zakończył związek z Justyną bez specjalnego tłumaczenia

się.

B.  M.:  Ryzyko  związku  z  flegmatykiem  wiąże  się  z  tym,  że  możesz  nie

zauważyć,  jak  w  partnerze  coś  wzbiera,  a  gdy  kropla  przepełni  czarę,

zostajesz bez słowa wyjaśnienia.

Niezależnie od temperamentu

M.  K.:  W  związku,  niezależnie  od  temperamentu,  musimy  pamiętać,  żeby

nie  punktować  się  wzajemnie,  nie  zaplątać  w  podsumowaniach,  analizach

i wyliczeniach. Jednocześnie nie możemy się poddawać przy pierwszej czy

drugiej przeszkodzie, nie rozstawać od razu i nie rezygnować z relacji. To

trudne w dzisiejszych czasach, często zbyt nastawionych na ilość, a nie na

jakość.

Warto  zainspirować  się  mądrą  książką  czy  artykułem,  porozmawiać

z coachem, zapisać się na warsztaty. Szukać nie winnego, lecz rozwiązania –

wspólnie.  Ludzie  boją  się  korzystać  z  usług  terapeutów,  psychologów,

seksuologów.  Obawiają  się,  że  będą  musieli  się  zmierzyć  ze  swoją  winą,

a przecież nie o to w tym chodzi.

B.  M.:  Czasem  wystarczy  nieco  zmienić  perspektywę  i  nastawienie.

Spodziewać się najlepszego, wychwytywać i zauważać to, co nam się podoba.

Doceniać proste przyjemności.

Niezależnie  od  własnego  temperamentu  dobrze  jest  określić  wartości,

jakimi  się  kierujemy  w  związku,  i  sprawdzić,  czy  dla  partnera  te  same

wartości są najważniejsze i czy on tak samo je rozumie. To, że mamy różne

temperamenty,  nie  oznacza,  że  nie  możemy  kierować  się  w  życiu  takimi

samymi  wartościami.  Moim  zdaniem  o  sukcesie  związku  w  długiej

perspektywie  decyduje  to,  czy  partnerzy  kierują  się  tymi  samymi

wartościami i podobnie je pojmują.

background image

M.  K.:  Współczesność  to  czasy  nie  tylko  wielu  możliwości,  ale  też  wielu

wyborów. Aby wybór przyniósł nam właściwe możliwości i aby spośród wielu

możliwości  wybrać  tę  najlepszą  dla  nas,  musimy  wiedzieć,  kim  tak

naprawdę  jesteśmy,  jakie  wartości  są  dla  nas  ważne,  czego  pragniemy  dla

siebie,  co  możemy  dać  i  czego  oczekujemy  od  samych  siebie.  Ta  wiedza

samoistnie czyni nas autorytetem dla innych. To dzięki takiemu podejściu

do życia doświadczamy prawdziwej miłości czy szacunku i spełniamy swoje

marzenia.  Wspomniany  już  Mahatma  Gandhi  powiedział:  „Bądź  zmianą,

którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Nie czekaj na innych – zacznij od siebie.

B. M.: Niezależnie  od tego,  ilu i  jakich ekspertów  w życiu  spotykasz,  bądź

ekspertem i autorytetem dla samego siebie.

background image

Zadanie coachingowe

A teraz czas na ciebie. Napisz swoją bajkę

……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………

background image

1

  Zob.  F.  Littauer,  Osobowość  plus.  Jak  zrozumieć  innych  przez  zrozumienie  siebie,  przeł.

M. Klecka, Warszawa: Logos 2000.

2

 Zob. K. Horney, Neurotyczna osobowość naszych czasów, przeł. H. Grzegołowska, Poznań:

Rebis 2013.

3

 Zob. 

http://wellnessday.eu/dziecko/nastolatki/321-nastolatki-nacigaj-swoj-wizerunek-w-

serwisach-spolecznosciowych.html

 (dostęp: kwiecień 2015).

4

 I. Majewska-Opiełka, Siła kobiecości, Sopot: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 2011.

5

  Zainteresowanych  odsyłamy  do  świetnych  książek  Louann  Brizendine  Mózg  kobiety

(przeł. P. J. Szwajcer, A. E. Eichler, Gdańsk: VM Group 2006) oraz Mózg mężczyzny (przeł.

A. Krochmal, R. Kędzierski, Gdańsk: VM Group 2010).

6

  Za: 

http://wellnessday.eu/relacje/partnerstwo-i-milosc/306-kobiety-tyja-po-slubie.html

(dostęp: kwiecień 2015).

7

    Za:  C.  B.  Corbin,  G.  J.  Welk,  W.  R.  Corbin,  K.  A.  Welk,  Fitness  i  wellness.  Kondycja,

sprawność, zdrowie, przeł. M. Kowaleczko-Szumowska, M. Trojański, Poznań: Zysk i S-ka

2007; 

http://wellnessday.eu/odzywianie/odchudzanie-otylosc/259-tkanka-tluszczowa-

ciekawe-fakty.html

 (dostęp: kwiecień 2015).

8

  Za: 

http://wellnessday.eu/odzywianie/odchudzanie-otylosc/252-dlacego-jemy-chociaz-

nie-jestesmy-glodni-emocjonalne-tycie.html

 (dostęp: kwiecień 2015).

9

  Za: 

http://wellnessday.eu/odzywianie/odzywianie-fakty/450-kobiety-kopiuja-swoje-

nawyki-zywieniowe.html

 (dostęp: kwiecień 2015).

10

  Mówiąc  o  toksyczności,  nie  wkraczamy  w  sferę  zdiagnozowanych  zaburzeń

osobowości. W pracy nad zrozumieniem i wzmocnieniem osobowości bardzo pomocne

są  coaching  lub  warsztaty  rozwojowe,  a  w  pracy  nad  zaburzeniami  osobowości

konieczny  jest  psychiatra,  psycholog  czy  psychoterapeuta.  Zaburzenia  osobowości  to

zaawansowana emocjonalna toksyczność, która często kończy się chorobą. Dotknięte

nimi osoby potrzebują specjalisty.

11

 Badania przeprowadzone przez portal 

prawnik-online.eu

.

12

 A. A. Lazarus, Jak przeżyć w związku, unikając pułapek, przeł. M. Gajdzińska, Sopot: Funky

Books, Grupa Wydawnicza GWP (pierwsze wydanie książki nosiło tytuł Mity na temat

małżeństwa).

13

 J. Gray, Dlaczego Mars zderza się z Wenus, przeł. B. Jóźwiak, Rebis: Poznań 2008.


Document Outline