background image

PAULA MARSHALL 

ICH CZWORO 

background image

PROLOG 

Wiosna 1812 roku 

Atena  Filmer,  uboga  dwudziestolatka,  córka  z  nieprawego  łoża.  miała  w  życiu  jeden 

cel,  a  mianowicie  dobrze  wyjść  za  mąż.  Była  zdecydowana  poślubić  mężczyznę  bogatego  i 

utytułowanego. Gdyby jej się udało, zapewniłaby dostatek i wysoką pozycję nie tylko sobie, 

lecz  także  matce.  Dzisiaj  całkiem  niespodziewanie  los  się  do  niej  uśmiechnął;  zyskała 

nareszcie  sposobność  urzeczywistnienia  śmiałych  planów,  a  tymczasem  matka  próbowała  ją 

namówić do rezygnacji z takiej okazji! 

-  Na  miłość  boską!  Ateno,  jeśli  naprawdę  chcesz  przyjąć  propozycję  pani  Tenison, 

błagam  cię,  byś  kierowała  się  rozsądkiem.  Nie  przeczę,  że  oceniam  fakty  na  podstawie 

własnych  smutnych  doświadczeń,  ale  nie  chciałabym,  żeby  moja  historia  się  powtórzyła. 

Obawiam  się,  że  również  skończysz  jako  samotna  matka  na  zabitej  deskami  prowincji. 

Wolałabym, żebyś została ze mną, w domu. 

Wioska  na  prowincji  wspomniana  przez  Charlotte  Filmer  leżała  w  pobliżu  opactwa 

Steepwood. Była to Steep Ride. Obie panie mieszkały w skromnym domku, nazwanym nieco 

zbyt szumnie Datchet House. Niedaleko rzeka Steep przecinała granty opactwa. 

Pani Filmer miała powody, by martwić się o córkę. Atena była nie tylko mądra, lecz 

także  wytrwała  i  stanowcza,  wręcz  uparta!  Pod  tym  względem  stanowiła  przeciwieństwo 

łagodnej i ustępliwej matki, która raz tylko zboczyła z właściwej drogi i została za to surowo 

ukarana.  Przed  laty  poznała  młodzieńca,  w  którym  się  zakochała,  lecz  nie  dane  im  było  się 

połączyć. Uchodziła za panią Filmer, ale nie była nigdy mężatką. Jedyną pociechą, radością i 

dumą była dla niej piękna córka. 

-  Droga  mamo  -  odparła  Atena,  pochylając  się,  żeby  czule  ucałować  Charlotte  - 

pojechałabym  jako  dama  do  towarzystwa,  a  także  przyjaciółka  Emmy.  Na  pensji  była  moją 

najlepszą  koleżanką.  Nie  wątpisz  chyba,  że  pani  Tenison  będzie  nas  obie  krótko  trzymać,  a 

poza tym nie dopuści, bym przyćmiła Emmę, ponieważ chce ją dobrze wydać za mąż. 

- Na pewno postawi na swoim - powiedziała zatroskana pani Filmer. - Nie rozumiem 

tylko,  czemu  nie  zatrudniła  statecznej  pani  w  średnim  wieku  do  opieki  nad  córką,  zamiast 

przekonywać  ciebie,  żebyś  dotrzymywała  towarzystwa  tej  pannie  i  nad  nią  czuwała.  Jesteś 

niewiele starsza i sama potrzebujesz przyzwoitki. 

- Ależ, mamo, wiesz, jaka bojaźliwa jest Emma. Byłaby całkiem zbita z tropu, gdyby 

stale miała ją na oku surowa dama. Ze mną jest zaprzyjaźniona, na pensji zawsze jej broniłam 

background image

przed złośliwymi koleżankami, a mimo niewielkiej różnicy wieku jestem dla niej autorytetem, 

lecz zarazem wiele nas łączy. W razie czego będę mogła wstawić się za  nią u lady Dunlop, 

która zaprosiła do siebie Tenisonów. To ona będzie dla Emmy surowym cerberem. Poza tym, 

czy  chcesz  mnie  pozbawić  londyńskich  przyjemności  tylko  dlatego,  że  ciebie  przed  laty 

spotkało  nieszczęście?  Byłaś  młodziutka  i  łatwowierna.  Jestem  dużo  starsza  niż  ty  wtedy, 

więc  lepiej  od  ciebie  wiem,  jakie  pułapki  czyhają  na  niewinną  dziewczynę  i  jak  okrutni 

bywają ludzie z towarzystwa. 

- Masz rację - westchnęła Charlotta. - Ale... 

-  Żadnego  ale  -  odparła  stanowczo  Atena.  Do  tej  pory  wygrywała  wszystkie  słowne 

potyczki z matką; Nie miała najmniejszych wątpliwości, że musi jechać. Gdy tego popołudnia 

pani  Tenison  wystąpiła  z  niezwykłą  propozycją,  Atena  pomyślała:  nareszcie!  To  była 

sposobność,  której  od  dawna  wypatrywała.  Niebiosa  spełniły  prośbę  powtarzaną  w  jej 

modlitwach od pewnego czasu. 

- Kochanie, zastanów się nad tym. Być może po namyśle uznasz, że oferta Tenisonów 

nie  jest  wcale  tak  korzystna,  jakby  się  z  pozoru  wydawało.  Na  dobrą  sprawę  zostaniesz 

zaliczona do ich służby. Dama do towarzystwa stoi tylko o szczebel wyżej niż guwernantka. 

Wiem, że pani Tenison obiecała dać ci odpowiednie suknie, ale z pewnością nie będą to stroje 

modne ani twarzowe, bo nie chce, żebyś rywalizowała z jej Emmą. 

-  Jak  miałabym  z  nią  współzawodniczyć?  -  zdziwiła  się  Atena.  -  W  przeciwieństwie 

do mnie Emma pasuje do obecnego ideału urody. Wszystkim podobają się teraz filigranowe, 

niebieskookie blondynki, a ja mam szare oczy, ciemne włosy i jestem wysoka. 

Charlotta wolała nie wspominać, że gdy Atena przyjeżdża na bal do sali redutowej w 

Abbot  Quincey,  wszyscy  się  za  nią  oglądają,  chwaląc  też  jej  rozum  i  znakomite  maniery, 

mimo że jako szarooka brunetka nie odpowiada  modnemu kanonowi kobiecej urody.  Lepiej 

nie wbijać jej w dumę, bo i tak miała o sobie nazbyt dobre mniemanie. Zamiast chwalić urodę 

córki, pani Filmer odparła pojednawczym tonem: 

- Nadal sądzę, że powinnaś się jeszcze zastanowić. Przede wszystkim weź pod uwagę, 

że  gdyby  ktokolwiek  dowiedział  się,  a  nawet  podejrzewał,  że  jesteś  nieślubnym  dzieckiem, 

byłabyś skompromitowana. 

-  Mamo,  przemyślę  to  dziś  wieczorem  i  rano  powiem  ci,  co  postanowiłam.  -  Atena 

dumnie uniosła głowę. Wcale nie zamierzała powtórnie rozważać argumentów za i przeciw, 

bo  już  podjęła  decyzję.  Nadarzyła  się  sposobność  i  trzeba  ją  wykorzystać.  Pani  Tenison  na 

pewno  nie  pozwoli  rozwinąć  skrzydeł  damie  do  towarzystwa  swojej  córki,  lecz  Atena 

background image

obiecała sobie, że znajdzie sposób, żeby zabłysnąć w londyńskim towarzystwie i postarać się 

o zamożnego męża. 

Śmiała  i  rzeczowa  Atena  zastanawiała  się  czasami,  jaki  powinien  być  jej  wybranek. 

Miała  nadzieję,  że  trafi  jej  się  przystojny  młody  mężczyzna,  bogaty,  z  arystokratycznym 

tytułem. Mierzyła wysoko, bo nie należała do kobiet zadowalających się byle czym. 

Rzecz jasna nie mogła pozwolić, żeby matka lub pani Tenison poznały jej prawdziwe 

intencje, które skłoniły ją do przyjęcia zaskakującej propozycji. Musi być skromna, uprzejma 

i wdzięczna swym dobroczyńcom, jak przystało na ubogą panienkę. W rezultacie gdy wraz z 

matką została zaproszona do Tenisonów w celu omówienia szczegółów związanych z posadą, 

pani  domu  uznała,  że  Atena  całkiem  niesłusznie  uchodzi  za  pannę  samowolną  oraz  skłonną 

do  głośnego  wyrażania  własnych  opinii.  Emma  nie  kryła  radości,  kiedy  usłyszała,  że 

przyjaciółka będzie jej damą do towarzystwa. Rozpromieniła się, gdy Atena weszła ze swoją 

matką do salonu. Zareagowała żywiołowo. 

- Och, Ateno! - krzyknęła, podbiegając do przyjaciółki i biorąc ją za rękę. - Nie masz 

pojęcia, jak się cieszę, że postanowiłaś z nami jechać! Zapomnę o wszelkich obawach, jeśli ty 

będziesz przy mnie. 

-  Dość,  dość,  moja  panno  -  wtrąciła  pani  Tenison  lodowatym  tonem.  -  Zachowujesz 

się  niewłaściwie.  Pamiętaj,  że  Atena  będzie  tylko  damą  do  towarzystwa,  a  nie  serdeczną 

przyjaciółką, więc powinnaś nazywać ją panną Filmer. Nie spoufalaj się, moje dziecko. Ty i 

tylko ty zostaniesz przedstawiona księciu regentowi. Mam nadzieję, że panna Filmer rozumie, 

gdzie jest jej miejsce. 

- Naturalnie, proszę pani. - Atena skłoniła się z udawaną pokorą. - Mam towarzyszyć 

pannie Tenison i być na jej rozkazy. Nie zamierzam się spoufalać. 

-  Gdy  będziemy  w  naszym  gronie,  mów  do  mnie  po  imieniu  -  poprosiła  uradowana 

Emma. - Na pensji byłyśmy przecież najlepszymi przyjaciółkami. 

-  To  prawda  -  odparła  chłodno  pani  Tenison  -  ale  nie  wspominaj  o  tym  w 

towarzystwie. Życzyłam sobie tego spotkania, aby poinformować pannę Filmer, jakie będą jej 

obowiązki. Przed wyjazdem zamierzam się ponadto zająć jej strojami. Ty, Emmo, otrzymasz 

kilka sukien uszytych przez krawcową z Northampton, lecz większość twoich toalet wykona 

na miejscu londyńska modystka. 

Atena nie miała wątpliwości, że pani Tenison postanowiła jasno i wyraźnie dać jej do 

zrozumienia, jaką pozycję będzie zajmować podczas wyprawy do Londynu. Upewniła się, że 

ma rację, gdy wyniosła dama ponownie zabrała głos. 

background image

-  Jeśli  przedstawione  warunki  dotyczące  posady  nie  podobają  się  pani,  wolę  teraz  o 

tym usłyszeć. Chcę od początku uniknąć wszelkich niedomówień. 

-  Nie  mam  żadnych  zastrzeżeń,  proszę  pani  -  odparła  Atena.  Unikała  smutnego 

wzroku matki patrzącej w jej stronę. 

- Mam nadzieję, że nie  spodziewa się pani wynagrodzenia za swoje usługi. Otrzyma 

pani  stosowne  ubranie  oraz  wyżywienie.  Nagrodą  jest  sam  wyjazd  do  Londynu  w  pełni 

sezonu. Powinna czuć się pani wyróżniona, towarzysząc młodej damie z dobrej rodziny. 

Zapomniała  dodać,  pomyślała  sarkastycznie  Atena,  że  jej  córka  jest  bogatą 

dziedziczką,  która  jedzie  do  Londynu,  żeby  znaleźć  męża  z  odpowiednim  dochodem  i 

arystokratycznym  tytułem.  Tenisonowie  nie  byli  wprawdzie  krezusami,  ale  na  posag  Emmy 

wynoszący  piętnaście  tysięcy  funtów  powinien  się  skusić  przynajmniej  baronet.  Poza  tym 

miała też odziedziczyć majątek bogatej ciotki, starej panny. 

Nie czekając na odpowiedź Ateny, pani Tenison zwróciła się do jej matki. 

-  Spodziewam  się,  że  i  pani  jest  szczęśliwa,  że  złożyłam  córce  tak  wspaniałą 

propozycję. 

Urocza pani w średnim wieku raz jeszcze zerknęła błagalnie na Atenę. Była śliczna i 

powściągliwa  -  zupełne  przeciwieństwo  przystojnej  i  obcesowej  pani  Tenison.  Gdyby  do 

salonu wszedł obcy człowiek, uznałby pewnie, że Emma to jej córka, Atena zaś jest latoroślą 

majestatycznej pani domu. 

Charlotta Filmer wcale nie była zadowolona, ale nie mogła mówić o tym szczerze, bo 

protektorka Ateny stała się w Steep Ride towarzyską wyrocznią. Jej opinia była prawem dla 

miejscowej socjety, liczyli się z nią nawet arystokraci. 

- Skoro Atena chce jechać... - zaczęła niepewnie Charlotta Filmer. 

-  A  zatem  wszystko  ustaliłyśmy  -  przerwała  obcesowo  pani  Tenison,  wedle  swego 

życzenia  interpretując  te  słowa.  Energicznie  zadzwoniła  na  służbę  i  kazała  przynieść 

podwieczorek.  Doszły  ją  słuchy,  że  w  wielkim  świecie  posiłek  ten  staje  się  modny,  więc 

zaczęła go podawać zamiast poobiedniej przekąski. 

Za  nic  nie  zdradziłaby  się  przed  tymi  dwiema  biedaczkami,  że  jest  szczerze 

uradowana, bo znalazła dla córki odpowiednią damę do towarzystwa, która niewiele kosztuje. 

Na  dodatek  łatwo  wmówiła  tej  dziewczynie  i  jej  matce,  że  wyświadcza  im  prawdziwy 

zaszczyt. 

-  Naprawdę  świetnie,  milordzie!  -  zachwycał  się  Hemmings,  kamerdyner  Adriana 

Drummonda, lorda Kinlocha. - Znakomicie nam się udało! Cudownie! 

background image

Miał  na  myśli  fular,  który  po  kilku  minutach  usilnych  starań  nie  bez  trudu  zawiązał 

wedle  najnowszej  mody.  Adrian  powątpiewał  w  kunszt  swego  kamerdynera  i  wartość  jego 

arcydzieła,  odwrócił  się  więc  w  stronę  usadowionego  wygodnie  w  fotelu  kuzyna,  Nicka 

Camerona,  który  w  milczeniu  obserwował  przedstawienie,  jakim  była  dla  niego  poranna 

toaleta Adriana. 

- Nick, jak wyglądam? - usłyszał naglące pytanie. - Może być? 

W  przeciwieństwie  do  Adriana  starającego  się  uchodzić  za  lwa  salonowego,  Nick 

pogardliwie  odnosił  się do  modnych  błahostek  i  okazywał  to,  ubierając  się  tak  zwyczajnie  i 

skromnie, jakby nadal przebywał w górzystej Szkocji, gdzie Adrian nie bywał od lat. Kiedy 

go  pytano,  czemu  przestał  odwiedzać  rodzinne  strony,  skąd  wyjechał  jako  chłopiec, 

odpowiadał z teatralnym patosem: 

- Któż chciałby utknąć na takim pustkowiu? Nick przechylił głowę na bok i odparł z 

namysłem, jakby zadano mu pytanie o rokowania dotyczące wojny w Europie: 

- Naprawdę zależy ci na mojej opinii, Adrianie? 

- Oczywiście, Nick. Bardzo cenię twoje zdanie. 

- W takim razie wiedz, że nie pojmuję, dlaczego tracisz tyle czasu, zastanawiając się, 

jak zawiązać wokół szyi kawałek tkaniny. Nie wystarczy prosty węzeł? Po co zaprzątać sobie 

głowę takim drobiazgiem? 

-  Tobie  uchodzi  lekceważenie  obyczajów  panujących  w  towarzystwie  -  odparł 

wyniośle  Adrian,  chcąc  przypomnieć  kuzynowi,  że  pochodzą  z  różnych  sfer  -  ale  ja  ze 

względu na stanowisko zajmowane w wielkim świecie muszę być nienaganny. Wykluczone, 

żebym wyglądał jak gajowy. 

-  Ja  też  wcale  go  nie  przypominam  -  odrzekł  Nick,  spoglądając  na  porządne,  choć 

bardzo  tradycyjne  spodnie  z  granatowego  materiału,  na  surdut,  prosty  fular  i  wyglansowane 

buty  od  najlepszego  szewca.  -  Rozumiem,  w  czym  rzecz.  Jego  lordowska  mość  powinien 

hołdować najnowszej modzie. 

Gdy  byli  chłopcami  i  dorastali  razem,  taka  uwaga  skończyłaby  się  bójką,  ponieważ 

Adrian  rzuciłby  się  na  niego  z  pięściami,  żeby  wymóc  cofnięcie  obraźliwych  słów,  Nick  z 

pewnością nie dałby za wygraną, chcąc udowodnić, ze ma rację, więc turlaliby się po ziemi, 

walcząc zawzięcie. Potem wstaliby i na dowód prawdziwej przyjaźni uścisnęliby sobie ręce. 

Nick  miał  sporo  zdrowego  rozsądku,  który  Adrian  instynktownie  szanował.  Dzięki  temu 

wielokrotnie unikali gniewu starszych. 

- Węzeł jest zadowalający, ale wydaje mi się, milordzie, gdyby przesunąć go odrobinę 

w lewo, byłby idealny. Czy mogę... 

background image

Adrian  odwrócił  się  w  stronę  kamerdynera,  a  gdy  poprawka  została  dokonana,  z 

zadowoleniem popatrzył na swoje odbicie w lustrze i powiedział: 

- O to mi właśnie chodziło. Człowiek nie wie nigdy, jak naprawdę wygląda. Zakłada 

milcząco, że nieźle się prezentuje. 

- Racja - mruknął leniwie Nick. - Czy mogę zapytać, dlaczego tak ci dzisiaj zależy na 

dobrej prezencji? 

-  Przecież  jedziemy  do  Hyde  Parku.  Niech  wszyscy  zobaczą,  że  staram  się  dbać  o 

wygląd. Moim zdaniem to ważne, z pewnością przyznasz mi rację. 

- Stale jeździmy do Hyde Parku, ale rzadko przed wyjazdem robisz tyle ceregieli. 

Adrian  gestem  odprawił  Hemmingsa,  który  zrobił  już,  co  do  niego  należało.  Kuzyni 

siedzieli  teraz  naprzeciwko  siebie.  Adrian  czuł  się  nieswojo,  ponieważ  spodnie  miał  tak 

dopasowane, że siadanie w nich  groziło katastrofą, podkreślały jednak zgrabne nogi.  A o to 

właśnie chodziło. 

- Prawda jest taka, że matka nie daje mi spokoju w kwestii ożenku. Przyjdzie mi chyba 

skapitulować  i  ulec  jej  namowom.  Tłumaczy,  że  nie  mam  dziedzica,  byłbym  więc  ostatnim 

lordem Kinloch. Postanowiłem znaleźć sobie posażną i ładną dziedziczkę. Nie mogę poślubić 

brzyduli,  choćby  opływała  w  dostatki,  bo  wtedy  nie  potrafiłbym  wypełnić  życzenia  mamy  i 

spłodzić  potomstwa.  Chcę  żony  urodziwej  jak  moja  droga  Kitty.  Szkoda,  że  nie  mogę  jej 

poślubić. Z łatwością postarałbym się wtedy o dzieci. 

Śliczna  Kitty  była  utrzymanką  Adriana,  który  podarował  jej  mieszkanie  w  modnej 

części Chelsea i dochowywał wierności jak ślubnej małżonce. Był znacznie bardziej oddany 

tej dziewczynie niż większość arystokratów swoim legalnym połowicom. 

-  Aha  -  mruknął  Nick,  który  słuchał  wynurzeń  prostodusznego  kuzyna,  z  trudem 

powstrzymując śmiech. 

-  Rozumiem,  w  czym  rzecz.  Pojadę  z  tobą  i  pomogę  ci  ułożyć  listę  odpowiednich 

kandydatek. 

- Wspaniale! - zawołał Adrian. - Wiedziałem, że mi pomożesz, skoro zrozumiesz, jaka 

to ważna sprawa. 

-  Wstał  i  dodał  z  zapałem:  -  Do  diaska!  A  więc  ruszajmy.  Im  szybciej  znajdę  sobie 

żonę, tym prędzej mama przestanie mi dokuczać. 

- Pozwolę sobie jednak zauważyć, że sezon dopiero się zaczyna - odparł Nick. - Nie 

wszystkie piękne panny, które są do wzięcia, przyjechały już do Londynu. Na twoim miejscu 

wcale bym się tak nie spieszył. 

background image

- Masz rację - odparł pogodnie Adrian. - A co z tobą Nick? Może weźmiesz ze mnie 

przykład. Wprawdzie twoi rodzice nie wypominają ci, że jeszcze nie doczekali się dziedzica, 

ale mógłbyś się o niego  postarać. Tyle lat minęło od tamtej historii z Florą Campbell. Pora, 

żebyś o niej zapomniał. Chyba zacznę ci wytykać starokawalerstwo. Najwyższy czas, żebym 

także cię strofował, bo dotychczas jedynie ty mnie krytykowałeś. 

- Nie warto  - odparł pogodnie Nick, puszczając mimo uszu słowa dotyczące  Flory.  - 

Kawalerski  stan  bardzo  mi  odpowiada.  Nie  spotkałem  jeszcze  kobiety  godnej  zaufania  i 

wartej poślubienia. Ale kto wie? Może wkrótce ją poznam. 

Nick nie wierzył w to, co mówił. Przygoda z Florą Campbell na zawsze pozbawiła go 

złudzeń  na  temat  kobiet,  ale  nie  zamierzał  rozmawiać  o  tym  z  Adrianem.  Postanowił  tylko 

pilnować  kuzyna,  bo  nieuchronnie  zaczną  się  wokół  niego  gromadzić  damy  polujące  na 

bogatych mężów dla swych córek. 

Nick  i  Adrian  stanowili  zupełne  przeciwieństwo.  Ten  pierwszy  był  posępnym 

brunetem,  upartym,  rozumnym  i  cynicznym;  drugi  to  wesoły  blondyn,  ufny  i  niezbyt  lotny. 

Obaj  byli  wysocy.  Adrian  zdobył  się  kiedyś  na  błyskotliwą  uwagę,  co  mu  się  zdarzało 

niesłychanie rzadko. 

- Gdybym był królem, ciebie mianowałbym premierem. 

Nick  także  miał  świadomość,  że  wiele  ich  łączy.  Dotychczas  nie  było  między  nimi 

poważniejszych  nieporozumień.  Wziął  Adriana  pod  rękę  i  poszli  do  stajni,  gdzie  czekała 

nowa kariolka zaprzężona w dwa dorodne konie. 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

-  Na  miłość  boską,  Emmo,  stójże  prosto  -  syknęła  pani  Tenison  do  córki.  -  Podnieś 

głowę.  Bierz  przykład  z  Ateny.  Ona  przynajmniej  zdaje  sobie  sprawę,  jak  powinna  się 

trzymać panna z dobrego domu. 

- Staram się, mamo - wyjąkała Emma. - Przecież wiesz, że nie znoszę tłumu. 

- Dość mam tego biadolenia - skarciła ją surowo matka. - Okaż należny szacunek pani 

domu, gdy wejdziemy na podest, a ty, Ateno, trzymaj się z tyłu, żebyś nie zwracała na siebie 

uwagi. 

- Naturalnie, proszę pani - odparła potulnie Atena. 

Wraz z Tenisonami przyjechała na bal do lady Leominster, który zawsze odbywał się 

w  połowie  kwietnia  i  otwierał  londyński  sezon.  W  tym  czasie  całe  wytworne  towarzystwo 

zjeżdżało do stolicy. Tenisonowie zaczęli już bywać. Wraz ze swą protektorką lady Dunlop, 

która  stale  im  towarzyszyła,  uczestniczyli  w  kilku  skromniejszych  spotkaniach  angielskiej 

socjety,  ale  na  razie  nie  zawarli  ciekawych  znajomości,  bo  wszyscy  młodzi  mężczyźni 

poznani w czasie owych wieczorów byli już żonaci. 

Emma  prezentowała  się  całkiem  nieźle,  lecz  wyglądała  na  prowincjuszkę  w  różowej 

szyfonowej kreacji uszytej przez krawcową z Northampton. Jasne loki podpięte były pąkami 

czerwonych różyczek o bladozielonych listkach. Nosiła skromną biżuterię: naszyjnik z pereł i 

nieduże,  zwisające  perłowe  kolczyki.  Jej  matka  miała  dość  rozsądku,  by  uznać,  że  słynne 

klejnoty Tenisonów  - ogromne szmaragdy otoczone brylantami - nie pasują do młodziutkiej 

panny  o  subtelnej  urodzie.  Gdyby  jednak  włożyła  je  Atena,  stanowiłyby  znakomite 

dopełnienie jej urody. 

Pani Tenison dopilnowała, żeby dama do towarzystwa nie przyćmiła jej córki. Temu 

celowi  służyła  ciemnoszara,  jedwabna  sukienka  z  niewielkim  dekoltem,  niemodna  i  jeszcze 

gorzej skrojona niż strój Emmy. Chcąc zyskać całkowitą pewność, że Atena nie będzie rzucać 

się w oczy, pani Tenison poleciła jej włożyć duży czepek z lnu i koronki, który zasłaniał pół 

twarzy i zakrywał ciemne włosy, gładko zaczesane i zwinięte w tak ciasny kok, że nawet po 

zdjęciu paskudnego czepka nikt by się nie domyślił, jak pięknie falują. 

Atena  cierpliwie  znosiła  wszystkie  szykany,  bo  w  przeciwnym  razie  nie  mogłaby 

nawet  marzyć  o  uczestnictwie  w  wydarzeniu  towarzyskim  tej  rangi  co  bal  u  Leominsterów. 

Dookoła  widziała  najznakomitszych  angielskich  arystokratów  sunących  wolno  po  schodach 

ku  podestowi,  na  którym  gospodarze  witali  zaproszonych  gości.  Państwo  Tenisonowie 

background image

zdążyli  już  zamienić  kilka  słów  z  przybyłymi  na  bal  kuzynami.  Był  wśród  nich  najbardziej 

utytułowany ich krewny, markiz Exford. 

Atena  polubiła  pana  Tenisona,  który  zawsze  był  dla  niej  uprzejmy.  Gdy  wkrótce  po 

przyjeździe do londyńskiego domu zastał ją w bibliotece zaabsorbowaną lekturą, ucieszył się, 

że  w  przeciwieństwie  do  Emmy  i  pani  Tenison  naprawdę  interesowała  się  stojącymi  na 

półkach tomami. 

Zaczął doradzać, co powinna przeczytać, i sporządził listę godnych polecenia książek. 

Emma i jej matka nie zabierały Ateny ze sobą na wizyty do krewnych i znajomych, jako że 

podczas  tych  kameralnych  spotkań  towarzyskich  duchowe  wsparcie  nie  było  potrzebne, 

ilekroć  więc  miała  wolne  popołudnie,  pan  Tenison  z  chęcią  słuchał  jej  sprawozdań 

dotyczących  lektur  oraz  prywatnych  wypraw  w  świat  nauki.  Ucieszył  się,  że  jego 

protegowana  dobrze  zna  łacinę.  Atena  szczerze ubolewała,  że  na  pensji dla  młodych  panien 

nie nauczono jej greki. 

Gdy  przed  dzisiejszym  balem  siedzieli  razem  w  salonie,  czekając,  aż  panie  będą 

gotowe jechać do pałacu Leominsterów na Piccadilly, zapytał, nie kryjąc zdziwienia: 

- Droga panno Filmer, czy naprawdę musi pani nosić na głowie to brzydactwo? 

Atena nie życzyła sobie, aby z jej powodu zaczęła się niepotrzebna kłótnia, do której 

doszłoby niezawodnie, gdyby pan Tenison próbował się za nią wstawić. Poza tym zdążyła się 

już  przekonać,  że  w  sprzeczkach  z  żoną  szybko  dawał  za  wygraną.  Zdrowy  rozsądek 

podpowiadał zresztą, że pani Tenison mogłaby nabrać podejrzeń, gdyby jej mąż zaczął jawnie 

okazywać wyjątkową serdeczność osobie tak nisko stojącej w hierarchii społecznej jak panna 

Filmer. 

-  Ważne  jest  -  tłumaczyła  Atena  -  żeby  to  nasza  kochana  Emma  błyszczała  w 

towarzystwie. Muszę pozostać w cieniu, aby żadnemu dżentelmenowi nie przyszło do głowy, 

że  przybyłam  do  Londynu  w  celu  szukania  męża.  Nie  zamierzam  stwarzać  fałszywych 

pozorów,  skoro  nie  mam  posagu.  Moim  obowiązkiem  jest  wspierać  Emmę,  by  w  tłumie 

nabrała  śmiałości  i  dobrze  się  bawiła.  Niewątpliwie  zdaje  pan  sobie  sprawę,  jak  bardzo  się 

denerwuje, gdy otacza ją mnóstwo ludzi. 

Pan Tenison ponuro kiwał głową. 

-  Jestem  świadomy,  dlaczego  moja  żona  namówiła  cię,  drogie  dziecko,  żebyś  nam 

towarzyszyła, ale nie podoba mi się, że w tym stroju wyglądasz jak własna ciotka. 

-  Wiedziałam,  co  mnie  czeka,  i  przystałam  na  takie  warunki  -  odparła  Atena, 

zdumiona  własną  dwulicowością.  Jakże  przekonująco  grała  rolę  pokornej  sługi!  -  Błagam, 

niech pan nie zaprząta sobie głowy moimi sprawami. 

background image

-  Jak  sobie  życzysz  -  odparł  pan  Tenison.  Rozmowę  przerwało  wejście  jego  żony 

prowadzącej  speszoną  Emmę,  którą  paraliżowała  trema  przed  towarzyskim  debiutem  i 

spotkaniem z tyloma znanymi osobami. 

Atena rozglądała się teraz po ogromnej sali balowej oświetlonej setkami kandelabrów. 

Obserwowała  eleganckich  mężczyzn  zabawiających  rozmową  panie,  spoglądała  na 

tańczących  i  spacerujących.  Największym  cudem  tego  wieczoru  był  fakt,  że  w  ogóle  się  tu 

znalazła. 

Stała  za  Tenisonami,  którzy  oczywiście  siedzieli  wygodnie,  i  zastanawiała  się  z 

roztargnieniem,  jak  rozpocząć  swoją  kampanię.  Zadanie  okazało  się  trudniejsze,  niż 

przypuszczała.  Niewątpliwie  sam  Napoleon  Bonaparte  na  początku  kariery  miał  podobne 

dylematy i proszę, jak wysoko zaszedł: został cesarzem Francji! 

Jej  ambicje  nie  były  tak  wygórowane,  lecz  powinna  dołożyć  starań,  żeby  je 

urzeczywistnić. Nie wolno zmarnować szansy. Zapewne to kwestia szczęścia, lecz jeśli los się 

do niej uśmiechnie, na pewno będzie umiała zrobić z tego użytek. 

Jedno  było  oczywiste:  dziś  wieczorem  w  sali  balowej  nie  brakowało  przystojnych 

młodzieńców, a wielu z nich obrzucało taksującymi spojrzeniami Emmę oraz inne panny na 

wydaniu.  Bez  wątpienia  próbowali  oszacować  ich  posagi  i  zastanawiali  się,  czy  warte  są 

zachodu.  Te  rozważania  o  majątku  boleśnie  uświadomiły  Atenie  jej  własne  ubóstwo.  Na 

domiar  złego  była  dzieckiem  z  nieprawego  łoża.  Gdyby  ktoś  się  o  tym  dowiedział,  taka 

rewelacja stanowiłaby bardzo poważną przeszkodę dla korzystnego zamążpójścia. 

Chcąc  odsunąć  od  siebie  ponure  myśli,  rozejrzała  się  po  sali,  spoglądając  spod 

falbanek ohydnego czepka. Próbowała wśród obecnych na balu gości wypatrzyć młodzieńca, 

na którego warto by zastawić sidła. 

Było wielu panów w różnym wieku noszących mundury. Powinna rozejrzeć się wśród 

nich  czy  też  szukać  kandydata  na  męża  między  londyńskimi  dandysami?  Może  podstarzały 

mężczyzna w pretensjach byłby łatwiejszy do zdobycia niż płochy młodzieniec? Wzdrygnęła 

się na samą myśl o takiej ewentualności. 

-  Ateno,  jaka  szkoda,  że  nie  siedzisz  obok  mnie  -  powiedziała  płaczliwym  tonem 

Emma, spoglądając na nią przez ramię. - Może wtedy nie dokuczałyby mi nudności. 

-  Bzdura  -  przerwała  jej  pani  Tenison.  -  Skoro  już  tu  jesteś,  musisz  stanąć  na 

wysokości  zadania.  Poza  tym,  zaraz  będziesz  miała  tancerza.  Kuzyn  Exford  sam 

zaproponował,  że  przedstawi  nas  kilku  odpowiednim  młodzieńcom  i  właśnie  tu  idzie  z 

dwoma przystojnymi dżentelmenami. 

background image

Emma jęknęła cicho, natomiast Atena zwróciła głowę, żeby spojrzeć na zbliżającego 

się  markiza  Exforda  oraz  jego  znajomych  i  upewnić  się,  czy  pani  Tenison  właściwie  ich 

określiła. 

Jeden  rzeczywiście  wyglądał  zachwycająco.  Atena  nie  widziała  dotąd  równie 

pięknego mężczyzny. Był to doskonale ubrany,  wysoki, bardzo jasny blondyn. Towarzyszył 

mu  młody  człowiek,  którego  nie  nazwałaby  wytwornym.  Raczej  sprawiał  wrażenie 

niebezpiecznego.  Wysoki,  atletycznej  budowy,  przypominał  znane  Atenie  z  rycin  postaci 

bokserów  i  zapaśników.  Był  brunetem  o  ciemnej  karnacji,  twarz  miał  wyrazistą,  rysy  ostre, 

oczy i włosy czarne jak noc. Nikt by go nie wziął za Adonisa. 

-  Dzień  i  noc  -  mruknęła  do  siebie  Atena.  Pan  Tenison  usłyszał  tę  uwagę.  Lekko 

odwrócił głowę ku Atenie i rzekł równie cicho: 

- Jak zwykle, moja droga, poczyniłaś celne spostrzeżenie, lecz który z nich jest dniem, 

a który nocą? 

Te zagadkowe słowa dałyby jej do myślenia, gdyby markiz nie rozpoczął natychmiast 

oficjalnej prezentacji. Tenisonowie podnieśli się z krzeseł. Atena stała za nimi, zastanawiając 

się, jak wypada zachować się w takiej sytuacji i w jaki sposób okazać uszanowanie markizowi 

oraz jego wysoko urodzonym znajomym. Po chwili uznała, że skinienie głową wystarczy. Jak 

pomyślała, tak zrobiła. 

Rozpoczęła się niespieszna wymiana uprzejmości. Młody blondyn nazywał się Adrian 

Drummond,  nosił  tytuł  lorda  Kinloch,  pochodził  z  Argyll.  Towarzyszył  mu  pan  Nicholas 

Cameron z Strathdene Castle w Sutherland. Zarumieniona Emma z trudem wykrztusiła kilka 

słów.  Skromna  dama  do  towarzystwa  została  przedstawiona  niejako  mimochodem.  Nick  i 

Adrian spędzili początek wieczora, obserwując nieznajome panie obecne na balu. Jak zwykle, 

mało  która  sprostała  ich  wysokim  wymaganiom.  Podczas  owej  lustracji  Nick  powiedział  do 

Adriana przyciszonym głosem: 

-  Skoro  jest  tu  sama  śmietanka,  trudno  spodziewać  się  w  tym  sezonie  wielu 

prawdziwych piękności. 

-  Na  Boga,  masz  rację  -  westchnął  boleśnie  Adrian.  -  Matkę  czeka  kolejne 

rozczarowanie. Żadna z tych panien nie umywa się do Kitty. 

Kuzyn  z  konieczności  przyznał  mu  rację.  Właśnie  wtedy  podszedł  do  nich  markiz 

Exford i oznajmił radośnie: 

-  Jest  tu  dzisiaj  śliczna  mała  klaczka.  Chciałbym,  żebyście  ją  sobie  obejrzeli,  moi 

obwiesie,  na  wypadek,  gdybyście  obaj  rwali  się  do  żeniaczki.  Kinloch  mówi,  ze  masz  takie 

plany - zwrócił się do Nicka. 

background image

- Niech mówi za siebie. Mnie się nie spieszy. Po co komu taka kula u nogi? 

- W klubie panowie robią zakłady, że przed końcem tego sezonu obaj dacie się złapać. 

Jeśli tak rzeczywiście myślisz, Cameron, postawię przeciwko nim kilka funtów. Daj mi znać, 

gdybyś zmienił zdanie. 

Nick nie miał ochoty być obiektem plotek i zakładów zawieranych przez znudzonych 

lekkoduchów, natomiast Adrian uśmiechnął się lekko. Z równie pogodnym wyrazem twarzy 

przyglądał się teraz Emmie. 

- Jestem zachwycony, że mogę panią poznać - oznajmił całkiem szczerze. Urodziwych 

panien było w tym roku jak na lekarstwo, z przyjemnością więc obserwował tę blondyneczkę, 

ładniutką, choć trochę bezbarwną, wyróżniającą się korzystnie na tle innych dam. Przemknęło 

mu  przez  głowę,  że  gdyby  się  z  nią  ożenił,  płodzenie  potomstwa  byłoby  przyjemnym 

zajęciem. Na dodatek Exford szepnął mu, że panna ma całkiem duży posag. Okrągła sumka. 

Z  drugiej  strony  jednak  ta  wiadomość  nie  miała  większego  znaczenia.  Adrian  był 

właścicielem niemal połowy szkockich dóbr. Tylko książę Sutherland był od niego bogatszy. 

Młody arystokrata mógł zatem wybrać żonę, kierując się wyłącznie swoimi upodobaniami. 

Atena  spostrzegła,  że  Emma  trzepoce  rzęsami,  i  domyśliła  się  od  razu,  że  urodziwy 

arystokrata  zrobił  na  jej  podopiecznej  ogromne  wrażenie.  Różnił  się  bardzo  od 

nieopierzonych młokosów bywających na balach w ich rodzinnych stronach. Pochylił wysoką 

postać, skłonił się Emmie i powiedział: 

-  Zostałem  już  wprawdzie  zaangażowany  do  kilku  pierwszych  tańców,  ale  byłbym 

zachwycony, gdyby zechciała pani zarezerwować dla mnie kadryla. 

Emma spąsowiała, zerknęła na Atenę, potem na rozpromienioną matkę i odparła: 

- Będę zaszczycona, milordzie. 

-  Ależ  skąd  -  rzucił  natychmiast  i  dodał  uprzejmie:  -  To  pani  wyświadcza  mi 

prawdziwy zaszczyt. 

Emma  ponownie  spłonęła  rumieńcem  i  obiecała  zatańczyć  kadryla.  Zadowolony 

Adrian dodał z wyszukaną grzecznością: 

- Wierzę, że wybaczą nam państwo, jeśli się oddalimy. Pora, abym odnalazł damę, z 

którą mam teraz zatańczyć. Wrócę przed kadrylem. 

-  Omal  nie  zemdlała,  kiedy  ją  zaprosiłeś  -  powiedział  Nick,  gdy  oddalili  się  nieco.  - 

Naprawdę  chcesz  zalecać  się  do  tej  płochliwej  szarej  myszki?  Dla  ciebie  się  chyba  nadaje, 

lecz mnie nie odpowiada taka kandydatka na żonę. 

-  Lubię  nieśmiałe  panienki,  ale  ty,  stary  draniu,  wolisz  uparte  i  wygadane  lub 

potrzebujące  opiekuńczego  męskiego  ramienia.  Podejrzewałem  nawet,  że  porwiesz  do  tańca 

background image

jej damę do towarzystwa. Pewnie nudzi się śmiertelnie, stojąc przez cały wieczór za krzesłem 

podopiecznej. 

- Mówisz o szarookiej Palladzie - odparł Nick. - Spod tego paskudnego czepka ledwie 

było  widać  oczy  panny  Filmer.  Ma  ładną  figurę,  więc  na  tej  podstawie  zgaduję,  że  jest 

niewiele starsza od panny Tenison. Dziwna sprawa. 

- Pallada? - spytał zdziwiony Adrian. - Ojciec Emmy wspomniał chyba, że ma na imię 

Atena. 

Nick wybuchnął śmiechem. Nie ulegało wątpliwości, że wiedza o greckiej mitologii, 

wbita Adrianowi do głowy podczas studiów w Oksfordzie, już się ulotniła. 

-  Atena  jest  antyczną  boginią  mądrości  -  tłumaczył.  -  Ma  wiele  przydomków. 

Nazywano  ją  między  innymi  szarooką  Palladą.  Jej  atrybutem  była  sowa,  ale  wątpię,  żeby 

panna Filmer miała przy sobie taką pupilkę. 

-  Oby  nie!  -  zaprotestował  Adrian.  -  Zresztą  podczas  balu  sowa  się  nie  przyda.  -  Po 

namyśle dodał: - Nick, czasami wygadujesz okropne bzdury. 

Ledwie  odeszli,  pani  Tenison  zaczęła  strofować  córkę,  która  jej  zdaniem  nie  dość 

skwapliwie przyjmowała awanse lorda Kinlocha. 

-  Wierz  mi,  moje  dziecko,  bardzo  się  dziwię.  Przystojny  i  bardzo  bogaty  mężczyzna 

prawi  ci  komplementy,  a  ty  się  rumienisz,  jąkasz  i  nie  potrafisz  zdobyć  się  na  nic  więcej. 

Przed tobą wielka szansa: gdy ten młodzieniec odezwie się do ciebie, musisz podtrzymywać 

rozmowę, a jeśli zechce zatańczyć z tobą po raz wtóry; natychmiast przyjmij zaproszenie. 

- Ale mnie naprawdę jest słabo, mamo - szepnęła Emma. - Okropnie tu gorąco, a on 

wydaje  się  tak...  -  Chciała  powiedzieć,  że  jest  zalękniona,  bo  Adrian  przypomina  księcia  z 

bajki, na pewno więc nie zainteresuje się taką wiejską prostaczką jak ona. 

Przysłuchująca  się  tej  rozmowie  Atena  była  zdziwiona,  że  pan  Tenison  nie  próbuje 

choć trochę bronić córki. Z goryczą pomyślała, że gdyby lord Kinloch zaprosił ją do tańca, z 

ochotą i wdziękiem przyjęłaby jego propozycję. Współczuła Emmie, ale chwilami ogarniało 

ją  zniecierpliwienie.  Rozumiałaby  wahanie  przyjaciółki,  gdyby  to  ciemnowłosy  i  smagły 

Nicholas Cameron chciał porwać ją na parkiet. 

Nie podobało się Atenie uważne, taksujące spojrzenie, jakim ich obrzucił. Czuła je na 

sobie, ale była pewna, że z powodu ohydnego stroju niewiele widział. Zastanawiała się, czy 

wyjazd do Londynu nie był jedną wielką pomyłką. Jak ma oczarować wybranego mężczyznę, 

jeśli  stoi  tutaj  ubrana  jak  strach  na  wróble,  zmuszona  do  milczenia  przez  srogą 

chlebodawczynię? 

- Naprawdę jestem niezdrowa - powtórzyła Emma. 

background image

-  Dość,  panno  Tenison,  dość!  -  powiedziała  ze  złością  jej  matka.  Pan  Tenison 

próbował załagodzić spór. 

- Moja droga, nie sądzisz, że należałoby wziąć pod uwagę obiekcje naszej córki? 

-  Wykluczone,  panie  mężu  -  usłyszał  od  poirytowanej  małżonki.  -  Powinieneś 

zauważyć,  jak  jest  kapryśna.  Najwyższy  czas,  by  dorosła.  Nie  słyszałam,  żeby  Atena 

narzekała  albo  żaliła  się  na  swój  los.  Gdybyśmy  przejmowali  się  marudzeniem  Emmy,  w 

ogóle nie wyjechalibyśmy do Londynu. 

Pan  Tenison  umilkł  i  Atena  wcale  mu  się  nie  dziwiła.  Nie  powiedział  ani  słowa  do 

chwili,  gdy  lord  Kinloch  zjawił  się  ponownie  w  towarzystwie  Nicka,  którego  właśnie 

zachęcał do tańca z damą do towarzystwa. 

- Muszę lepiej poznać tę rodzinę - tłumaczył kuzynowi. - Dobrze byłoby przeciągnąć 

surową mentorkę na swoją stronę. 

Nick  powstrzymał  się  od  wszelkich  uwag,  ale  chętnie  by  mu  uświadomił,  że 

zachowanie  apodyktycznej  matki  wymownie  świadczyło  o  nastawieniu  całej  familii;  Gdyby 

Adrian zaczął się starać o Emmę, nie musiałby wcale zjednywać sobie damy do towarzystwa, 

żeby  osiągnąć  cel.  Wszyscy  i  tak  patrzyli  na  niego  życzliwym  okiem.  Jednak  mimo 

pociągającej aparycji i świadomości własnej pozycji młody lord Kinloch był raczej skromny. 

Zarówno  on,  jak  i  pani  Tenison  starannie  planowali  kolejne  posunięcia,  ale  ich 

zamiary spełzły na niczym. Życie i literatura znają wiele takich przypadków. Ledwie młody 

człowiek  pochylił  głowę  w  ukłonie,  Emma zerwała  się  na  równe  nogi  i  z  poszarzałą  twarzą 

opuściła pędem salę balową, zatykając sobie dłonią usta i pojękując cicho. 

Pani Tenison natychmiast wstała i ruszyła za córką. Atena chciała im towarzyszyć, ale 

pan Tenison zawołał, także wstając: 

- Nie! - W jego głosie było tyle stanowczości, że Atena natychmiast usłuchała. - Niech 

matka się nią zajmuje, skoro zlekceważyła skargi i błaganie o pomoc. - Taktownie wybrnął z 

niezręcznej sytuacji, mówiąc do lorda, który nagle został bez partnerki: - Jestem przekonany, 

że  nie  chce  pan  stracić  tańca,  proponuję  więc,  żeby  panna  Filmer  zastąpiła  Emmę. 

Niewątpliwie ani ona, ani też moja żona nie miałyby nic przeciwko temu. 

- Ale co się stało pańskiej córce? - spytał troskliwie wrażliwy Adrian. - Nie chciałbym 

się bawić, gdy młoda dama jest cierpiąca. 

-  Rzadko  jej  się  zdarzają  takie  niedyspozycje,  poza  tym,  na  szczęście,  dość  szybko 

mijają  -  odparł  rzeczowo  pan  Tenison.  -  Ateno,  zgodzisz  się  zatańczyć  z  jego  lordowską 

mością, prawda? 

background image

Czy się zgodzi? Naturalnie współczuła biednej Emmie, ale nic nie mogła poradzić na 

to,  że  cieszy  się,  bo  ma  wreszcie  sposobność,  aby  oczarować  bogatego  i  przystojnego 

arystokratę, pana z panów. Adrian po chwili wahania podał jej ramię i powiedział: 

- Będę wdzięczny, jeśli zechce mi pani towarzyszyć. Atena dygnęła i lekko pochyliła 

głowę w ukłonie, a wówczas za duży czepek spadł i wylądował u stóp Adriana. Zakłopotana 

podniosła  lniane  paskudztwo,  żeby  je  natychmiast  włożyć,  ale  pan  Tenison  uprzedził  ją 

pierwszy po nie sięgnął. 

- Dosyć tego, moja droga. Po co ryzykować, że na parkiecie znów spadnie? Byłoby to 

nad wyraz krępujące. 

Adrian  nie  słyszał  tych  słów,  bo  wpatrywał  się  z  zachwytem  w  uwolnioną  od 

szpecącego kamuflażu Atenę Filmer. Dodajmy, że ta pomogła trochę losowi. Przed wejściem 

do  sali  balowej  zniknęła  na  chwilę  w  gotowalni.  Rozluźniła  ciasny  kok,  wyjęła  z  włosów 

kilka szpilek i okryła je czepkiem, który stał się nagłe za ciasny, spadł więc przy pierwszym 

gwałtowniejszym  ruchu.  Nawet  okropna  szara  sukienka  nie  mogła  przyćmić  urody  młodej 

damy, którą Adrian porównywał w myśli do cudownych posągów oglądanych we Włoszech 

podczas wielkiej podróży po Europie, odbywanej w towarzystwie Nicka. 

Ten  ostatni  także  przyglądał  się  Atenie.  Szarooka  Pallada  okazała  się  prawdziwą 

boginią.  Oczywiście  nie  było  przy  niej  sów,  zwyczajowych  starożytnych  atrybutów,  miała 

jednak  przenikliwe  i  władcze  spojrzenie  swej  imienniczki,  którym  mierzyła  zauroczonego 

Adriana, uśmiechając się lekko. 

Co  oznaczał  ten  uśmieszek?  Nick  czytał  w  ludzkiej  twarzy  jak  w  otwartej  księdze. 

Gdy  podróżował  po  Włoszech,  przypadkowo  wpadł  mu  w  ręce  starodruk  z  rycinami 

przedstawiającymi  grę  fizjonomii  oraz  miny,  które  nieuchronnie  zdradzają  odczucia  i 

zamierzenia osoby przybierającej dany wyraz twarzy. Z doświadczenia wiedział, że te drobne 

wskazówki zwykłe bardzo dużo mówią o człowieku. 

Rzadko grywał hazardowo, bo uważał takie rozrywki za stratę czasu, ale umiejętność 

interpretowania  wyrazu  twarzy  graczy  była  dodatkowym  atutem,  ilekroć  miał  ochotę  usiąść 

przy zielonym stoliku. Gdy jednak zapragnął ożenić się z pewną młodą i piękną dziewczyną, 

pochopnie  zlekceważył  wyraźne  symptomy.  Z  czasem  odkrył,  że  zalety  owej  damy  są 

pozorne,  co  zresztą  od  dawna  miała  wypisane  na  twarzy.  Wtedy  stał  się  podejrzliwy  wobec 

wszystkich kobiet. 

A  zatem  co  oznaczał  uśmieszek  panny  Ateny  Filmer?  W  przeciwieństwie  do  Emmy 

Tenison oraz wielu innych dam nie wydawała się wcale porażona urodą i wspaniałą prezencją 

Adriana.  Nick  odniósł  wrażenie,  że  wygląda  na  osobę,  która  postawiła  na  swoim  i  coś 

background image

ważnego osiągnęła. Taki wyraz twarzy przybierają mężczyźni po zwycięskiej partii tenisa lub 

wędkarze, którym udało się złowić ogromną rybę. 

Nick  doszedł  do  wniosku,  że  ma  do  czynienia  z  istotą  niebezpieczną.  Prawdziwa 

piękność:  brunetka  o  szarych  oczach  i  wspaniałej  figurze.  Czemu  i  on  stoi  bez  ruchu, 

wpatrując  się  jak  urzeczony  w  zdemaskowaną  kokietkę  noszącą  imię  antycznej  bogini 

mądrości? 

Wzdrygnął  się,  odzyskując  zimną  krew  i  w  końcu  zwrócił  uwagę  na  pana  Tenisona, 

który  poprosił,  żeby  usiadł  i  dotrzymał  mu  towarzystwa,  Adrian  odszedł  z  Pallas  Ateną,  by 

zająć miejsce w szeregu  tancerzy. Nick posłuchał, bo chciał dowiedzieć się czegoś więcej o 

tajemniczej  piękności.  Rozmowa  dotyczyła  ogólnie  znanych  spraw;  mówili  o  londyńskim 

sezonie,  wojennych  nowinach  z  Hiszpanii,  zamieszkach  wzniecanych  w  hrabstwach 

środkowej Anglii przez wywodzących się i pospólstwa luddystów. 

Po  pewnym  czasie  Nick  zmienił  temat  i  wkrótce  dowiedział  się,  że  nowi  znajomi 

mieszkają  niedaleko  opactwa  Steepwood.  Nazwa  miejscowości  kojarzyła  mu  się  ze 

skandalem  dotyczącym  właściciela  majątku,  kobieciarza  i  hulaki,  markiza  Sywella,  który 

poślubił  ubogą  pannę  bez  żadnych  koneksji  w  atmosferze  skandalu.  Była  to  wychowanka 

zarządcy  markiza,  bardzo  młoda  dziewczyna.  Młodziutka  markiza  wkrótce  zniknęła  w 

tajemniczych  okolicznościach.  Krążyły  słuchy,  ze  została  usunięta,  bo  znudziła  się 

Sywellowi, co zważywszy na jego zaszarganą reputację, było całkiem prawdopodobne. 

Na razie sprawa przycichła. Czekano na powrót markizy albo dowody wskazujące na 

to,  że  Sywell  lub  ktoś  inny  pozbył  się  jej  definitywnie.  Gdyby  pojawiły  się  podobne 

rewelacje, plotkom nie byłoby końca. 

- Zna pan Sywella? - zapytał Nick. - Naprawdę taki z niego potwór, jak ludzie mówią? 

- Znacznie gorszy - odparł krótko pan Tenison. - Nie bywam u tego szubrawca. Nikt 

go  nie  odwiedza.  Szczerze  mówiąc,  procesuję  się  z  nim  o  granice  majątków.  Przywłaszczył 

sobie znaczny obszar mojej ziemi, rzecz jasna nie po to, żeby z niej zrobić właściwy użytek. 

Jedynym celem było dokuczenie kolejnemu sąsiadowi. 

Nick  kiwnął  głową.  A  zatem  plotkarze  mieli  rację.  Sywell  był  istotnie  żałosnym 

nikczemnikiem, na domiar złego uciążliwym dla okolicznych mieszkańców. Najwyższy czas 

dowiedzieć się czegoś o Pallas Atenie. Nick z pozoru obojętnie przyglądał się, jak urodziwa 

panna stara się oczarować jego kuzyna. 

-  Dama  do  towarzystwa  pańskiej  córki  jest  znacznie  młodsza  od  pań  sprawujących 

podobne  funkcje.  Większość  z  nich  to  kobiety  w  średnim  wieku.  Panna  Filmer  wydaje  się 

niewiele starsza od swojej podopiecznej. 

background image

-  W  rzeczy  samej  -  przytaknął  skwapliwie  pan  Tenison.  -  Jak  pan  miał  okazję 

zauważyć,  nasza  droga  Emma  jest  bardzo  nerwowa.  Moja  żona  uznała,  że  towarzystwo 

surowej  opiekunki  całkiem  by  ją  przytłoczyło.  Na  szczęście  udało  się  znaleźć  właściwą 

osobę,  która  będzie  mieć  pieczę  nad  Emmą,  nie  wzbudzając  w  niej  lęku.  Panna  Filmer  jest 

niewiele starsza i na pensji chroniła ją przed szykanami koleżanek szydzących z chorobliwej 

nieśmiałości  Tak  się  szczęśliwie  złożyło,  ze  dzięki  posadzie  panna  Filmer  może  tegoroczny 

sezon spędzić w Londynie. Jej matka jest ubogą wdową i nie mogłaby sobie pozwolić na tak 

kosztowną eskapadę. 

Nick podejrzewał, że pan Tenison nie zamierzał idealizować małżonki, przypisując jej 

nazbyt szlachetne motywy, z krótkiej relacji sporo się jednak dowiedział. Uboga dziewczyna 

z  prowincji  stanęła  niespodziewanie  przed  życiową  szansą,  bo  poznała  jednego  z 

najbogatszych kawalerów Zjednoczonego Królestwa. Dlatego tajemniczo się uśmiechała. 

Być może krzywdził ją tymi podejrzeniami, ale istniało spore prawdopodobieństwo, że 

się  nie  mylił.  Zdobywane  latami  doświadczenie  pozwalało  mu  tak  sądzić.  Jakby  na 

potwierdzenie tych domysłów, pan Tenison nieświadomie dał mu do ręki kolejny argument, 

mówiąc: 

- Panna Filmer jest absolutnie wyjątkową dziewczyną, ponieważ uroda idzie u niej w 

parze  z  niepospolitym  rozumem,  którego  brak  mojej  drogiej  Emmie.  Wielokrotnie 

prowadziłem z panną Filmer nadzwyczaj ciekawe rozmowy, w których ujawniła intelektualną 

dojrzałość  ponad  swój  młody  wiek.  Sądzę,  że  dopisało  nam  szczęście,  bo  nie  moglibyśmy 

znaleźć dla Emmy lepszej towarzyszki. To kochane dziecko wiele się od niej może nauczyć. 

Nick krótko obserwował obie panny, lecz szczerze w to wątpił. Uwagi pana Tenisona 

dowodziły  jednak,  że  Atena  zasługuje  na  swoje  imię.  Czas  pokaże,  czy  osądził  ją  zbyt 

surowo, gdy uznał, że poluje na bogatego męża. 

Tymczasem  na  parkiecie  Atena  potwierdzała  jego  ocenę,  starając  się  dopomóc 

łaskawemu losowi. Najpierw czarowała Adriana urokliwą nieśmiałością. 

- Mam nadzieję, że choć przez chwilę zechce pani cieszyć się balem. Należy się pani 

odrobina  rozrywki.  To  okropnie  nudne  zajęcie  stać  tam  i  baczyć  nieustannie  na  płochliwe 

dziewczątko Tenisonów - oznajmił pogodnie. 

-  Och,  pan  Tenison  okazał  mi  wiele  życzliwości,  nalegając,  żebym  zatańczyła  - 

odparła  z  wdziękiem  Atena.  -  Zadbał  wszak  o  partnera  dla  mnie,  gdy  zaproponował  nam 

wspólny  taniec,  prawda?  Jestem  pewna,  że  uczynił  tak,  żeby  nagła  niedyspozycja  biednej 

Emmy nie była dla pana zbyt wielką przykrością. 

background image

- Droga panno Filmer  -  odparł z prostotą Adrian. - Od chwili  gdy spadł  ten okropny 

czepiec,  jestem  pod  pani  urokiem  i  cieszę  się,  że  tańczę  z  panią,  a  nie  z  tą  szarą  myszką.  - 

Nagle  zdał  sobie  sprawę,  że  prawiąc  komplementy  Atenie,  wyraża  się  niepochlebnie  o  jej 

podopiecznej, dodał więc pospiesznie: - Oczywiście nie chciałem powiedzieć o niej nic złego, 

ależ skąd... - Umilkł, świadomy, że cokolwiek teraz doda, tylko pogorszy sprawę. 

- Nie wątpię - zapewniła Atena. - Biedactwo, cierpi katusze. Tłum zawsze ją przerażał. 

-  Ale  nie  panią,  ośmielę  się  zauważyć  -  wpadł  jej  w  słowo  Adrian.  Przy  kolejnej 

figurze  rozdzielili  się  na  pewien  czas,  zajął  się  więc  układaniem  komplementów,  które  nie 

zawierałyby  przytyków  wobec  tamtej  strachliwej  panienki.  Gratulował  sobie  w  duchu,  że 

znalazł  prawdziwą  piękność.  Gdyby  ją  poślubił  i  wypełnił  małżeńskie  obowiązki,  ród 

Drummondów z pewnością doczekałby się wielu spadkobierców. 

Nim taniec dobiegł końca, Atena znalazła sposób, aby dać Adrianowi do zrozumienia, 

że  ich  oczarowanie  jest  wzajemne.  Gdy  oznajmił,  że  chce  podtrzymywać  nową  znajomość, 

podała mu londyński adres Tenisonów. Nie był głupcem, od razu pojął, że tylko u nich może 

ją widywać, musi zatem okazywać pozorne zainteresowanie szarej myszce. 

Mógłby  właściwie  przekonać  Nicka,  żeby  ten  udawał  jej  adoratora,  podczas  gdy  on 

sam  zajmie  się  Ateną.  Po  chwili  uznał,  że  to  nie  jest  dobry  pomysł.  Nick  pod  żadnym 

pozorem nie zgodzi się bałamucić tamtej panny. Był na to zbyt prostolinijny. 

Tymczasem  Nick  dotrzymywał  towarzystwa  panu  Tenisonowi  aż  do  powrotu  pani 

Tenison  i  nieco  lepiej  czującej  się  Emmy.  Dyskutowali  o  poglądach  Platona  na  zasady 

moralne. 

-  Szklanka  wody  z  odrobiną  brandy  dodała  sił  naszej  córce  -  oznajmiła  matrona, 

daremnie szukając wzrokiem Ateny i Adriana. - Gdzie jest panna Filmer? 

- zapytała męża. - Mam nadzieję, że się nie rozchorowała. To byłoby ponad moje siły. 

Emma potrzebuje opieki. 

Pan Tenison przepraszającym tonem wyjaśnił, że za jego namową lord Kinloch, który 

nagle został pozbawiony miłej rozrywki, bo stracił partnerkę do tańca, zaprosił pannę Filmer. 

-  Ach,  tak  -  rzuciła  pani  Tenison  lodowatym  tonem.  Jedno  spojrzenie  na  Nicka 

upewniło ją, że to nie jest odpowiedni partner dla Emmy. Nie nosił tytułu lorda, nie mówiło 

się  o  nim  w  towarzystwie,  a  jego  nazwisko  nie  figurowało  na  liście  potencjalnych 

kandydatów na męża, którą sporządziła ze swą protektorką, lady Dunlop. 

Z  braku  innych  tancerzy  Nick  zostałby  pewnie  doceniony,  gdyby  zaprosił  Emmę, 

której oddał swoje krzesło. Uchronił go od tej konieczności powrót Adriana i Pallas Ateny. Ta 

ostatnia,  zachwycona  jawnym  zainteresowaniem  lorda  Kinlocha,  natychmiast  pokornie 

background image

stanęła za Tenisonami, chociaż uprzejmie nalegał, że przyniesie jej krzesło. Nie chciała zrażać 

do siebie pani Tenison bardziej, niż to było konieczne, żeby nie odesłano jej do Northampton. 

Surowej matronie wystarczył rzut oka na rozpromienioną twarz Ateny, jakże inną od 

bladej twarzyczki Emmy. 

-  Gdzie  twój  czepek,  Filmer?  Co  z  nim  zrobiłaś?  -  burknęła.  Ku  wielkiemu 

rozbawieniu  Ateny  z  ust  Adriana,  urażonego  atakiem  na  urodziwą  dziewczynę.  padła 

natychmiast opryskliwa uwaga. 

- Spadł, łaskawa pani, bo nie jest stosowny dla panny Filmer, która bardzo się różni od 

brzydul zmuszonych ukrywać paskudne oblicza! 

Te  ostre  słowa,  zabawne  i  miłe  dla  Ateny,  nieprzyjemnie  zaskoczyły  panią  Tenison, 

która musiała teraz ugłaskać młodego człowieka, upatrzonego na męża dla Emmy. 

- Ależ tak - odparła, zerkając na męża, co rzadko jej się zdarzało. - Proszę go więcej 

nie wkładać, panno Filmer. 

Aha,  nagłe  przestała  mnie  traktować  jak  służącą,  pomyślała  Atena.  Lord  Kinloch 

oszczędził  jej  upokorzenia,  jakim  było  noszenie  paskudnego  nakrycia  głowy.  ledwie  o  tym 

pomyślała, uderzyło ją, że pan Cameron przygląda jej się z dziwną miną. W przeciwieństwie 

do  niego  stawiała  dopiero  pierwsze  kroki  w  dziedzinie  czytania  z  ludzkich  twarzy,  była 

jednak na tyle spostrzegawcza, by pojąć, że nie cieszy się jego sympatią. Nie przejęła się tym, 

ponieważ nie na niego zagięła parol. Jednak zważywszy na ton, którym nierozłączni kuzyni 

odzywali się do siebie, lepiej go do siebie nie zrażać. 

Nim zdążyła to przemyśleć, Nick skłonił się przed nią. 

-  Mam  nadzieję,  że  zechce  pani  zaszczycić  mnie  kolejnym  tańcem  -  usłyszała  jego 

niski, ponury głos, całkiem inny niż urokliwy i jasny tenor lorda Kinlocha. 

Nadarzała  się  znakomita  sposobność,  aby  umocnić  zawartą  właśnie  znajomość  z 

Adrianem oraz jego nieodłącznym towarzyszem. 

- Z najwyższą radością - odparła, rzucając mu spojrzenie niewiniątka, choć nie kryła 

przed  sobą.  że  chce  oczarować  Adriana,  a  Nick  także  był  tego  świadomy.  Z  domyślnym 

uśmiechem podał jej ramię i poprowadził na parkiet. 

- Ateno - zaczął, spoglądając na jej czarujący profil - szarooka Pallado, zastanawiam 

się, czy ma pani własną sowę? 

Ciekawiło  go,  czy  jest  na  tyle  wykształcona,  żeby  pojąć  mitologiczną  aluzję.  Gdy 

odwróciła  się  w  jego  stronę,  szare  oczy  rozświetlił  niezwykły  blask.  Przeczuwała,  że 

rozmowa  z  panem  Cameronem  będzie  całkiem  inna  niż  konwersacja  z  jego  kuzynem. 

Ciekawe, co pan Tenison mu o niej powiedział. 

background image

Uznała, że nie warto udawać nieśmiałej panienki. 

- Panie Cameron, noszę  wprawdzie imię  greckiej bogini mądrości,  ale nie dysponuję 

jej atrybutami. W Northampton rzadko spotyka się sowy. 

-  Ale  mądrości  nie  brakuje,  jak  sądzę.  Proszę  mi  zdradzić,  czy  pani  młoda 

podopieczna  często  miewa  podobne  ataki?  -  rzucił  nieco  uszczypliwym  tonem.  Stali  już  w 

tanecznym  szeregu  i  nim  wykonali  pierwszą  figurę,  odwróciła  głowę,  żeby  na  niego 

popatrzeć. 

- To nie są żadne ataki - odparła chłodno. - Jestem pewna, że pan Tenison rozmawiał z 

panem na ten temat. Jestem damą do towarzystwa Emmy, nie lekarzem, ale mam pewność, że 

po prostu nerwy odmówiły jej posłuszeństwa. Gdy nabierze pewności siebie, przykre objawy 

ustąpią. 

- Pani ma sprawić, żeby poczuła się pewniej? Moim zdaniem obecność młodej damy, 

która ma na nią tak duży wpływ jak pani, zamiast pomóc, tylko zaszkodzi. 

- W takim razie jest pan w błędzie - odrzekła Atena. Jego mina i ton głosu świadczyły, 

że ma w nim wroga, chociaż nie wiedziała, czemu się do niej uprzedził. - Tak się składa, że w 

mojej  obecności  panna  Tenison  nabiera  śmiałości,  podobnie  jak  wówczas,  gdy 

uczęszczałyśmy  się  razem  na  pensję.  Natomiast  poczynania  innych  osób  dają  odmienne 

rezultaty. 

Nie  powiedziała  wprost  o  władczej  matce  Emmy,  ponieważ  takie  słowa  byłyby 

niewłaściwe  i  nieuprzejme.  Zdziwiła  się,  że  pan  Cameron,  sprawiający  wrażenie 

spostrzegawczego człowieka, nie zauważył, że pani Tenison przytłacza nieśmiałą córkę. 

-  Zrobimy  z  siebie  widowisko,  jeśli  będziemy  tu  stać  i  rozmawiać,  podczas  gdy  inni 

tańczą. 

Brawo,  panno  Filmer,  pomyślał  natychmiast  Nick.  Okazała  się  bystra  ponad  jego 

oczekiwania;  oto  ryzykantka,  która  doskonale  wie,  czego  pragnie.  Jednego  był  pewny  - 

Adrian nie jest godnym przeciwnikiem dla panny tak śmiało dążącej do celu. 

Uznał,  że  później  zastanowi  się  spokojnie  nad  tym,  dlaczego  tak  wrogo  reaguje  na 

samą  myśl,  że  Atena  Filmer  zagięła  parol  na  Adriana  i  chce  go  poślubić.  Teraz  nie  był  w 

stanie bez emocji myśleć o niej i o jej oczywistych zamiarach. 

Tańczyli  w  milczeniu.  Nick  przyglądał  się  ukradkiem  pannie  Filmer  i  odkrył,  że 

zgodnie z jego przewidywaniami pod okropną szarą sukienką ukrywają się posągowe kształty 

dorównujące pięknej twarzy o klasycznych rysach. 

W  drodze  powrotnej  kuzyn  Adrian  nieustannie  zachwycał  się  urodą  i  wdziękiem 

panny Filmer. 

background image

- Cudowna! - wykrzykiwał raz po raz. - Pierwsza klasa, co, Nick? 

Oczywiście Nick przyznał mu rację. Wprawdzie podejrzewał Atenę o interesowność i 

próbę złapania bogatego męża, lecz na razie nie  chciał zrażać do siebie  Adriana, krytykując 

jego  wybrankę.  Jak  większość  niezbyt  rozgarniętych  młodzieńców,  młody  Kinloch  bywał 

niesłychanie uparty. Nick wiedział z doświadczenia, że jeśli teraz przeciwstawi się kuzynowi, 

ten  z  jeszcze  większą  determinacją  będzie  wielbił  nową  piękność  która  pojawiła  się  w 

londyńskich salonach. 

-  Zastanawiam  się,  kim  są  jej  rodzice  -  odparł  wymijająco.  -  Po  rozmowie  z  panią 

Tenison  jestem  pewny,  że  nie  zgodziłaby  się,  aby  przyjaciółką  i  damą  do  towarzystwa  jej 

córki została osoba bez odpowiednich koneksji. 

-  Ta  ich  córka  to  szara  myszka,  prawda?  -  rzucił  lekceważąco  Adrian.  -  Całkiem 

niepodobna do mojej Ateny. 

Ach,  tak!  Moja  Atena!  Dobry  Boże,  pomyślał  rozbawiony  Nick.  Wystarczył  jeden 

taniec i godzina spędzona w towarzystwie panny Filmer, by Adrian uznał ją za swoją. 

-  Nie  przypominam  sobie,  żebyś  kiedykolwiek  był  równie  oczarowany  panną  po  tak 

krótkiej znajomości - zaryzykował. - Nic o niej nie wiesz. 

- Wręcz przeciwnie: należy do naszej sfery, jest urodziwa i dowcipna - odparł Adrian. 

- Zauważyłem, że rozmawialiście przed rozpoczęciem tańca. O czym, na miłość boską, skoro 

jej piękność i postawa nie zrobiły na tobie wrażenia? 

-  O  sowach  -  oznajmił  z  powagą  Nick.  -  Dowiedziałem  się,  że  w  Northampton  są 

rzadkością. 

- O sowach! - zawołał Adrian. - To nie jest ulubiony temat młodych panien. Skoro nie 

potrafiłeś  zdobyć  się  na  nic  więcej,  żeby  ją  zaciekawić,  wcale  się  nie  dziwię,  że  nie  miała 

szans, aby cię zachwycić swoimi przymiotami. 

Nick powstrzymał się od uwagi, że celem panny Filmer nie było wcale olśnienie jego 

skromnej  osoby.  Sam  również  nie  starał  się  jej  oczarować,  oboje  więc  nie  byli  sobą 

zachwyceni.  Na  razie  nie  warto  o  tym  dyskutować.  Może  Adrian  znudzi  się  wkrótce 

przemądrzałą panną zmuszającą go do myślenia, choć na razie jest zachwycony jej rozumem i 

bystrością.  Znacznie  bardziej  pasowałby  do  tamtej  szarej  myszki,  która  przez  cały  wieczór 

wpatrywała  się  w  niego  z  uwielbieniem  i  smutkiem,  świadoma,  że  to  piękna  towarzyszka 

znajduje się w centrum uwagi. 

Nick  postanowił  uważnie  śledzić  rozwój  sytuacji,  bo  zdawał  sobie  sprawę,  że 

zauroczony  Adrian  nie  ustanie  w  wysiłkach,  aby  zdobyć  urodziwą  pannę,  skoro  był 

background image

przekonany,  że  ślub  z  nią  położy  kres  nagabywaniom  matki,  zatroskanej  o  dziedzica 

rodowych posiadłości. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

- Filmer, idziesz z nami do madame Felice. Musisz założyć czepek, ale na wizyty go 

nie wkładaj, bo najwyraźniej denerwuje lorda Kinlocha. 

Pani  Tenison  gotowa  była  na  wiele,  byle  tylko  mu  się  przypodobać,  ponieważ  ze 

wszystkich  młodzieńców  przedstawionych  Emmie  zajmował  w  towarzystwie  najwyższą 

pozycję.  Jego  pytanie,  czy  może  ich  wkrótce  odwiedzić,  odebrała  jako  oznakę 

zainteresowania swoją jedynaczką. 

Lady  Dunlop  oznajmiła,  że  skoro  Emma  ma  wejść  do  londyńskiej  socjety,  powinna 

ubierać  się  u  najmodniejszej  krawcowej,  madame  Felice.  Pani  Tenison  także  zdała  sobie 

sprawę, że choć stroje córki na prowincji sprawiały wrażenie eleganckich, nie nadają się dla 

młodej damy, która ma być przedstawiona u dworu. 

Znajdujący się przy Bond Street salon madame Felice był prawdziwą Mekką bogatych 

elegantek. Właścicielka słynęła nie tylko z dobrego gustu, lecz także z urody. Nie wiedziano, 

skąd  pochodzi  i jak  znalazła  się  w  Londynie.  Chodziły  słuchy,  że  ma  zamożnego  opiekuna. 

To  by  tłumaczyło,  że  mogła  sobie  pozwolić  na  wynajęcie  drogiego  lokalu  oraz  nadzwyczaj 

wytworny i kosztowny wystrój wnętrz. 

Atena  bez  żalu  szła  za  Emmą,  jej  matką  oraz  lady  Dunlop,  która  znów  obiecała 

wstawić się za nimi, bo mówiło się, że madame Felice starannie dobiera klientki i wiele pań 

odprawia z kwitkiem. Atena przyjrzała się pomieszczeniu umeblowanemu jak salon damy z 

towarzystwa.  Nietypowe  były  tylko  dyskretnie  rozmieszczone  duże  lustra.  Urodziwa 

dziewczyna  zachęciła  panie,  żeby  usiadły  na  długiej  kanapie,  przed  którą  umieszczono  stół 

ozdobiony  bukietem  wiosennych  kwiatów  w  kryształowym  wazonie.  Ani  śladu  madame 

Felice oraz szytych i sprzedawanych przez nią kreacji. Pokojówka wkrótce podała lemoniadę 

w srebrnym dzbanku i poszła zaanonsować klientki. 

- Pracownia jest na zapleczu - wyjaśniła z respektem łady Dunlop. Podobnie jak pani 

Tenison,  była  mocnej  budowy  i,  o  ile  to  w  ogóle  możliwe,  nosiła  się  z  jeszcze  większą 

godnością.  Jej  zmarły  mąż  piastował  urząd  burmistrza  Londynu.  Odziedziczyła  po  nim 

ogromny  majątek.  -  Wiecie,  że  ojczysty  język  madame  to  francuski,  lecz  jej  angielski  jest 

całkiem niezły. Otóż i ona. 

Jak  można  się  było  domyślić,  madame  okazała  się  uosobieniem  wytworności.  Miała 

na  sobie  bladoniebieską  dzienną  suknię  o  wysokiej  talii,  skrojoną  z  klasyczną  prostotą. 

background image

Niewielki, wydłużony kołnierzyk z falbanką zawiązała w prosty supeł. Emma. która obawiała 

się. 

że  będzie  namawiana  do  noszenia  wymyślnych  kreacji,  na  widok  skromnego  stroju 

madame szybko nabrała otuchy. Atena żałowała szczerze, że nie stać jej, aby tu się ubierać. 

Wszystkie panie wstały. Gdy madame Felice podeszła bliżej i przywitała je skinieniem 

głowy, wydało się Atenie, że gdzieś ją wcześniej widziała, co oczywiście było niemożliwe, bo 

według opowieści lady Dunlop madame przed dwoma laty przybyła do Londynu z południa 

Anglii, a wcześniej mieszkała w Paryżu. Dopiero niedawno otworzyła pracownię przy Bond 

Street. 

-  Proszę  usiąść  -  powiedziała  z  uroczym  francuskim  akcentem,  gdy  lady  Dunlop 

dokonała  oficjalnej  prezentacji.  Madame  usadowiła  się  w  fotelu  i  dodała:  -  rozumiem,  że 

chodzi o stroje dla panny  Tenison. Ciekawe  wyzwanie i prawdziwa przyjemność, bo należy 

rachować urok niewinności, a zarazem przyciągnąć uwagę, co nie jest łatwe, lecz nie wątpię, 

że  mi  się  uda.  -  Popatrzyła  na  Atenę  i  zapytała:  -  Czy  dla  panny  Filmer  także  mam 

zaprojektować stroje? 

Pani  Tenison,  która  rozpromieniła  się,  słuchając  miłych  uwag  na  temat  swej 

jedynaczki, żachnęła się na te słowa. 

- Ależ skąd. Obawiam się, że panny Filmer nie stać na drogie kreacje. 

-  Szkoda  -  odparła  uprzejmie  madame  Felice.  -  W  takim  razie  zajmijmy  się  panną 

Tenison. 

Natychmiast  przystąpiła  do  pracy.  Wezwała  kilka  podręcznych,  które  przyniosły 

żurnale,  wzorniki,  kupony  jedwabiu,  satyny  i  muślinu,  naręcza  wstążek  oraz  bukiety 

jedwabnych  kwiatów,  które  uznała  za  odpowiednie  dla  Emmy.  Podano  jej  ołówek  i  mały 

szkicownik, w którym zaczęła pospiesznie rysować eleganckie kreacje. Pokazywała je Emmie 

i pytała ją o zdanie co do kroju i koloru. 

Pani  Tenison,  która  przywykła  o  wszystkim  decydować,  zaprotestowała  uprzejmie, 

lecz stanowczo. 

- Jeśli pani nie ma nic przeciwko temu, sama wybiorę stroje dla córki. Obawiam się, 

że w tych kwestiach brak jej dostatecznego rozeznania. 

Emma, która doskonale się bawiła i od czasu do czasu zerkała na Atenę, jakby pytała 

ją o radę, teraz ze spuszczoną  głową  wodziła spojrzeniem od madame do przyjaciółki. Ta z 

uśmiechem  na  ustach  obserwowała  dyskretne  machinacje  francuskiej  krawcowej.  Już  sobie 

przypomniała, skąd się znają. 

background image

Zorientowała  się,  gdy  madame  Felice  zaczęła  rysować.  Stało  się  dla  niej  jasne,  na 

czyjej  twarzy  widziała  ostatnio  wyraz  ogromnego  zajęcia  i  skupienia.  A  jednak...  Czy  to 

możliwe?  Wytworna,  elegancka  madame  Felice,  która  przybyła  do  Anglii  z  Paryża  i  po 

krótkim czasie spędzonym w południowych hrabstwach przeniosła się do Londynu, miałaby 

w rzeczywistości okazać się lekkomyślną uciekinierką, fatalnie ubraną prowincjuszką Louise 

Hanslope,  towarzyszką  zabaw  Ateny  z  dziecinnych  lat?  Podobno  Louise  była  córką 

tajemniczej francuskiej emigrantki, adoptowaną przez Hanslope'ów, którzy  nie doczekali się 

własnego  dziecka.  Jako  młodziutka  dziewczyna  została  posłana  do  terminu  u  krawcowej  w 

Northampton. Korespondowała wtedy z Ateną, chociaż ta była od niej kilka lat młodsza. 

Dwie  pokrzywdzone  przez  los  istoty  szybko  znalazły  wspólny  język  i  się 

zaprzyjaźniły.  Gdy  Louise  została  markizą  Sywell,  przyjaźń  znowu  rozkwitła.  Razem 

wędrowały po zaniedbanych gruntach dawnego opactwa, zauroczone ich dzikim pięknem. 

Atena po raz ostatni widziała się z Louise na krótko przed jej zniknięciem. Malowały 

wówczas  z  różnych  stron  pokryty  runami  głaz  umieszczony  w  zagajniku,  uchodzącym  od 

wieków  za  święte  miejsce.  Atena  raz  po  raz  podnosiła  wtedy  głowę,  żeby  spoglądać  na 

Louise  pochłoniętą  bez  reszty  wyczarowanymi  na  papierze  wizjami,  które  dowodziły 

ogromnego talentu, wyczucia koloru i mistrzostwa rysunku. Teraz ułatwiły jej zaistnienie w 

świecie mody. Obrazki Ateny, choć poprawne, nie wyróżniały się niczym szczególnym. 

Po  namyśle  Atena  doszła  do  wniosku,  że  prawdopodobnie  się  pomyliła.  Jednak  to 

łudzące  podobieństwo...  To  nie  może  być  przypadek.  Chyba  miała  rację.  Mimo  wszystko 

brakowało  jej  całkowitej  pewności,  że  rozpoznaje  zaginioną  markizę,  która  zamiast  umrzeć 

albo głodować na zimnym poddaszu, jest prawdziwą wyrocznią w kwestiach stroju, modystką 

rozchwytywaną przez damy z arystokratycznych rodów. 

-  Chętnie  wysłucham  pani  uwag  -  powiedziała  filigranowa  madame  Felice  do  pani 

Tenison - ale muszę przypomnieć, że to panna Emma ma nosić moje suknie. Z pewnością nie 

będzie dobrze się w nich czuła, jeśli nie uwzględnię jej gustu i życzeń. 

- Te stroje są wyjątkowo skromne - oburzyła się pani Tenison. 

- Podkreślają urok młodzieńczej niewinności - odparła madame Felice. - Jeśli się pani 

nie podobają, radzę pójść gdzie indziej. 

Lady Dunlop energicznie pokręciła  głową, ryzykując zburzenie kunsztownej fryzury, 

pani Tenison powiedziała więc skwapliwie: 

- Och, wykluczone, madame. Zdaję się na pani wybór. Proszę decydować. 

background image

Atena  z  trudem  skryła  uśmiech,  widząc  natychmiastową  kapitulację  srogiej  damy. 

Zaniosła się udawanym kaszlem, gdy Emma, uwolniona spod kurateli groźnej matki, wtrąciła 

uradowana: 

-  Och,  madame,  przyszedł  mi  do  głowy  wspaniały  pomysł.  Czy  wszystkie  moje 

suknie,  niezależnie  od  tkaniny  i  kroju,  mogą  być  białe?  Sadzę,  że  ten  kolor  idealnie  by  do 

mnie  pasował,  zwłaszcza  gdyby  ozdobić  stroje  liliami  świętego  Jana,  białymi  krokusami  i 

drobnymi frezjami. 

Atena  po  raz  pierwszy  była  świadkiem,  że  Emma  sprzeciwia  się  matce  i  forsuje 

własne  zdanie.  Nawiasem  mówiąc,  wszystkie  jej  sugestie  świadczyły  o  dobrym  guście. 

Gdyby  wcześniej  mogła  decydować,  nie  nosiłaby  pospolitych  i  nadmiernie  zdobionych 

kreacji wybranych przez panią Tenison. 

-  Ale...  -  zaczęła  ta  ostatnia,  lecz  umilkła,  czując  na  sobie  karcący  wzrok  madame.  - 

Niech i tak będzie. 

Po  tym  drobnym  incydencie  wszystko  poszło  jak  z  płatka.  Emma  i  madame  Felice 

wspólnie  wybrały  swoje  i  dodatki,  charakteryzujące  się  szlachetną  prostotą.  Rozbawiona 

Atena  zdołała  pochwycić  spojrzenie  madame  sprawdzającej  długość  kuponu  białego 

jedwabiu, który jedna z podręcznych udrapowała na ramionach Emmy. Kiedy pani Tenison i 

lady  Dunlop  patrzyły  w  inną  stronę,  Atena  odważyła  się  na  porozumiewawcze  mrugnięcie, 

które dawniej było umówionym sygnałem obu panien. Madame wprawdzie nie mrugnęła, ale 

uśmiechnęła się tajemniczo. 

Aha,  nie  pomyliłam  się,  pomyślała  Atena.  Odnalazła  dawną  przyjaciółkę,  lecz  jakże 

odmienioną! Teraz pozostało jedynie odnowić znajomość, chociaż nie miała pojęcia, jak tego 

dokona  pod  czujnym  spojrzeniem  dwu  zawistnych  harpii.  Tak  nazywała  w  duchu  obie 

wyniosłe damy. 

Nie  doceniła  pomysłowości  madame  Felice,  która  wkrótce  pod  błahym  pretekstem 

wyszła  do  pracowni  na  zapleczu.  Szybko  wróciła,  niosąc  bukiecik  kwiatów  z  białego 

jedwabiu  i  stos  kartek.  Odczekała,  aż  podręczne  odejdą  do  swoich  zajęć,  i  podała  szkice 

Atenie. 

- Nie wątpię, że to panią zainteresuje - zagadnęła ubogą damę do towarzystwa stojącą 

z boku przy dużym lustrze. - Moje rysunki. Proszę je przejrzeć, a my tymczasem dokończymy 

przymiarkę. - Francuski akcent był teraz silniejszy niż przedtem. Atena posłusznie wzięła plik 

szkiców i zaczęła je oglądać. 

background image

Na pierwszym rzeczywiście był projekt sukni spacerowej, jak to mówią, w sam raz dla 

niej. Pod rysunkiem widniała notatka: „Byłoby  ci w tym do twarzy”. Kolejny arkusz okazał 

się skreślonym pośpiesznie liścikiem. Madame napisała: 

Widzę,  że  moja  dawna  przyjaciółka  nie  dała  się  zwieść  pozorom.  Czy  odnowimy 

znajomość?  Harująca  w  pocie  czoła  niewolnica  miewa  chyba  wychodne  i  może  odwiedzić 

wybrankę losu, która cudem wyrwała się na swobodę. 

List  nie  był  podpisany,  ale  wiadomość  jasna  i  zrozumiała.  Madame  Felice  alias 

Louise, markiza Sywell, chciała się zobaczyć z Ateną bez towarzystwa wścibskich harpii. 

Do końca wizyty Atena pozostała na uboczu, przeglądając szkice wytwornych kreacji, 

okryć, czepków, rękawiczek, a nawet parasolek. Szczególnie udane pokazywała lady Dunlop, 

zgodnie  je  podziwiały.  Pani  Tenison  nie  zważała  na  nic,  pogrążona  w  rozterce  na  widok 

sukien i dodatków dla Emmy, które uznała za przesadnie skromne i całkiem nieodpowiednie. 

Wszyscy  prócz  niej  byli  ogromnie  zadowoleni  i  wkrótce  zaczęli  szykować  się  do  wyjścia. 

Atena wręczyła madame szkice i powiedziała: 

- Serdeczne dziękuję za rady i sugestie. Na pewno z nich skorzystam. 

- To wielka radość, że mogłam się pani trochę przysłużyć. Ubieranie panny Emmy jest 

dla  mnie  prawdziwą  przyjemnością.  Sądzę,  że  rozkwitnie,  gdy  nabierze  pewności  siebie. 

Ufam, że jest pani dla niej właściwą towarzyszką. 

Atena tylko skinęła  głową, bo czuła się winna.  Próbując oczarować lorda Kinlocha i 

odciągnąć  go od Emmy, zdecydowanie szkodziła dziewczynie, zamiast jej pomagać. Jednak 

nie brakowało młodych mężczyzn gotowych starać się o bogatą dziedziczkę, nie należy więc 

zamartwiać się z powodu jednego kandydata do jej ręki. 

Mimo  wszystko  uwagi  dawnej  przyjaciółki  sprawiły,  ze  Atena  poczuła  się  nieswojo. 

Na pocieszenie powiedziała sobie, że jeśli sama nie zadba o swój los, nikt inny tego nie zrobi. 

Następnego  dnia  powtarzała  w  duchu  tę  złotą  myśl  schodząc  do  salonu,  gdy  lord 

Kinloch  z  nieodłącznym  kuzynem,  panem  Cameronem,  złożył  obiecaną  wizytę.  Wcześniej 

postanowiła  sobie,  że  w  pierwsze  wolne  popołudnie  pójdzie  na  Bond  Street,  aby  odnowić 

dawną przyjaźń z Louise... a raczej z madame Felice, jak należało ją obecnie nazywać. 

Teraz nie bez złośliwości zastanawiała się, czy lord Kinloch chodzi gdziekolwiek bez 

swego  antypatycznego  kuzyna.  Czuła  się  nieswojo  pod  jego  ironicznym  spojrzeniem. 

Obserwował  ją  uważnie,  choć  zachowywała  należny  dystans  i  powagę,  siedząc  z  dala  od 

całego towarzystwa. Nie nosiła już czepka. Po burzliwej rozmowie w cztery oczy, którą pan 

Tenison  odbył  ze  swą  małżonką,  po  wczesnym  obiedzie  oznajmiono  jej,  że  nie  musi  już 

wkładać tego nakrycia głowy. 

background image

Adrian  był  zachwycony  kolejnym  spotkaniem  z  Ateną,  mimo  że  podczas  tej  wizyty 

musiał zwracać się głównie do Tenisonów. 

- Mam dla państwa nadzwyczaj ciekawą nowinę - oznajmił przyjaźnie. - Otrzymałem 

właśnie  nową  kariolkę  i  postanowiłem  niezwłocznie  wziąć  udział  w  wyścigu  z  Londynu  do 

Brighton. Zamierzam rozgłosić, że gotów jestem założyć się z każdym o dowolną sumę. 

- W granicach rozsądku - dodał ironicznie Nick. 

- Ależ oczywiście - przytaknął z powagą Adrian, choć takie zastrzeżenie nie przyszło 

mu do głowy. - Nie jestem na tyle głupi, żeby dla kaprysu tracić cały majątek. 

Nick darował sobie uwagę, że kuzyn nie ma wprawy w powożeniu nowiutką kariolką, 

a  udział  w  trudnym  wyścigu  jest  dla  niedoświadczonego  amatora  wielkim  ryzykiem  i  może 

skończyć się tragicznie. 

Pani Tenison wyręczyła go i oznajmiła bez wahania: 

-  Obawiam  się,  milordzie,  że  wyścigi  kariolek  są  niebezpieczne  dla  powożących. 

Zaledwie  przed  tygodniem  dwaj  lekkomyślni  młodzieńcy  mknęli  z  pełną  szybkością  do 

Brighton,  gdy  na drodze przed nimi pojawiła się wielka  chłopska  fura. Doszło do zderzenia 

trzech pojazdów. Jeden z panów złamał rękę, drugi nogę. 

- A biedny rolnik? - wyrwało się Atenie. 

- Relacja go nie uwzględnia - utrącił Nick. - Mówi się tylko o dwóch lekkomyślnych 

kretynach.  Nikogo  dziś  nie  obchodzi  biedaczyna,  w  pocie  czoła  zarabiający  na  kawałek 

chleba, pozbawiony przez tamtych zdolności do pracy. 

- Zapewniam, że nie będę robić żadnych głupstw - zapewnił Adrian, ale Nick, znając 

jego przesadny, wręcz bezmyślny optymizm, raczej w to wątpił, nie chciał jednak krytykować 

go w obecności Tenisonów. 

- Moim zdaniem takie wyścigi są niebezpieczne - odezwała się wystraszona Emma. - 

Proszę, niech pan na siebie uważa, milordzie, i nie podejmuje zbyt wielkiego ryzyka. 

- Powożenie nie jest trudniejsze od jazdy konnej - zapewnił Adrian, który dyskutował 

już  o  tym  z  Nikiem,  ale  był  zdecydowany  postawić  na  swoim,  bo  miał  wielką  ochotę  na 

udział w wyścigu. - Wielu panów ścigało się do Brighton. Wyszli z tego cało. 

Atena uważała, że Adrian nie ma zadatków na zwycięzcę w wyścigu, który wymagał 

znacznej wprawy : trzeźwej oceny sytuacji na trasie, ale nie mieszała się do rozmowy, póki 

Nick jej nie sprowokował, mówiąc: 

- A co panna Filmer sądzi o udziale Adriana w tak ryzykownym przedsięwzięciu? 

background image

-  Nie  mnie  krytykować  zamiary  lorda  Kinlocha,  nie  widziałam  zresztą,  jak  powozi 

kariolką.  Skoro  uważa  się  za  dostatecznie  biegłego  w  tej  sztuce,  musimy  uszanować  jego 

decyzję. 

Z drwiącą miną Nick pomyślał niechętnie, że panna Filmer powinna być mężczyzną, 

bo  wtedy  łatwiej  mogłaby  spożytkować  wyjątkowy  talent  do  udzielania  taktownych  i 

wymijających odpowiedzi, Z coraz większym szacunkiem myślał o rozumie Ateny, ale rosła 

w nim także niechęć do jej dwulicowości. 

-  Brawo,  panno  Filmer!  -  zawołał  Adrian,  nieświadomy,  że  jej  uwagi  były 

dwuznaczne. - Cieszę się, że nie wszyscy moi przyjaciele są ponurakami. Jeśli zdecyduję się 

na udział w wyścigu, pani na pewno będzie mnie dopingować. 

- Obiecuję, milordzie. 

- Dość tych ceremonii - powiedział rozpromieniony, uśmiechając się do wszystkich. - 

Zyskałem nowych przyjaciół, nalegam więc, żeby panie były ze mną po imieniu. A pan może 

mi mówić Kinloch - dodał, zwracając się do Tenisona. 

Matka Emmy była uszczęśliwiona tak wielką poufałością ze strony potomka znanego 

arystokratycznego  rodu.  Nieświadoma,  że  to  Atena  jest  obiektem  westchnień  Adriana, 

dziękowała mu wylewnie, myśląc z niecierpliwością o dniu, kiedy będzie mogła relacjonować 

krewnym i znajomym, co się dzieje w pałacu jej córki, lady Kinloch. Nicka z kolei umieściła 

na wyjątkowo długiej liście osób, których nie lubiła. 

-  Mimo  wszystko  -  wtrącił  oschle  pan  Tenison  -  podzielam  obawy  pana  Camerona. 

Czy to rozsądne, Kinloch, startować w wyścigu bez należytego przygotowania? 

-  Pan  Tenison  zawsze  krytykuje  rozrywki  młodzieży  -  ofuknęła  go  żona.  -  Jestem 

pewna,  że  lord  Kinloch  wie,  co  robi.  Zapewniam,  że  będziemy  wiernie  kibicować,  ilekroć 

zechce pan się ścigać, milordzie! 

Rozmówcy podzielili się wkrótce na dwie grupy. Adrian zwracał się głównie do trzech 

pań,  a  Tenison  przyciszonym  głosem  wdał  się  w  uczoną  dysputę  z  Nickiem,  przerwaną  na 

balu powrotem Emmy. 

-  Jeśli  reszta  towarzystwa  nie  ma  nic  przeciwko  temu,  zapraszam  do  biblioteki. 

Posiadam  rzadki  egzemplarz  dzieł  zebranych  Szekspira,  o  którym  wczoraj  panu 

wspomniałem. Z pewnością wart jest obejrzenia. 

- Proszę się  nie krępować i śmiało zabrać Nicka  do biblioteki - odparł Adrian, który 

usłyszał tę uwagę. - wertowanie starych tomów przywróci mu dobry humor. 

- Jeżeli pani domu nie ma nic przeciwko temu... - powiedział z ociąganiem Nick. 

background image

- Ależ skąd - przerwała pani Tenison. - Zrobimy wszystko, żeby nasi goście dobrze się 

tu czuli. 

Była uradowana, że wraz z córką - no i z Filmer, ale ona się nie liczyła - będą miały 

Adriana tylko dla siebie. 

Jeszcze bardziej ucieszyła się, gdy Nick powiedział ze złośliwą satysfakcją: 

- Pójdę, ale pod jednym warunkiem: panna Filmer musi nam towarzyszyć. Z tego, co 

słyszałem, wynika, że i pani jest molem książkowym. 

Śliski  gad,  pomyślała  zirytowana  Atena.  Natychmiast  przejrzała  jego  gierki. 

Postanowił odsunąć ją od Adriana, żeby ten, chcąc nie chcąc, zajął się Emmą. 

Niestety,  trudno  byłoby  jej  teraz  znaleźć  pretekst  do  odmowy  i  wykręcić  się  od 

wyprawy  do  biblioteki.  Propozycję  Nicka  entuzjastycznie  poparł  pan  Tenison.  Błędnie 

zakładał, że Atena nie ma ochoty uczestniczyć w bezsensownej paplaninie, która zacznie się, 

gdy nieliczne osoby obdarzone rozumem i zdrowym rozsądkiem opuszczą salon. 

Lekko  uśmiechnięty  Nick  podał  ramię  niezadowolonej  Atenie,  która  zdobyła  się  na 

wymuszony uśmiech i udawała, że ceni sobie wyróżnienie, które ją spotkało. Przeczuwał, że 

w drodze powrotnej Adrian zrobi mu karczemną awanturę, bo Atena wyszła, toteż nie mógł 

jej wielbić ukradkiem. Na szczęście jako jedyna z całego towarzystwa praktycznie zachęcała 

go do udziału w wyścigu, podczas gdy wszyscy inni próbowali go od tego odwieść. 

Adrian  gotów  był  się  założyć,  że  gdyby  panie  mogły  ścigać  się  kariolkami,  Atena 

byłaby  prawdziwą  mistrzynią.  Oczyma  wyobraźni  widział,  jak  zachęca  do  wysiłku  swoją 

drużynę, z roztargnieniem więc słuchał, co mówią obie panie... a właściwie pani Tenison, bo 

Emma  siedziała  jak  trusia,  w  milczeniu  podziwiając  urodziwego  Adriana,  który  z  kolei  w 

duchu rozpamiętywał wszystkie walory Ateny. 

W  bibliotece  panowie  kontynuowali  rozmowę  na  temat  rzadkich  wydań  dzieł 

Szekspira.  Atena  z  uwagą  się  jej  przysłuchiwała.  Znała  wszystkie  sztuki  genialnego 

dramatopisarza,  ale  z  sonetami  nie  zdążyła  się  jeszcze  zapoznać.  Pan  Tenison  zdjął  z  półki 

cenny tom, żeby pokazać go Nickowi, który był zachwycony starodrukiem. Po chwili zwrócił 

się do Ateny. 

- Obawiam się, że panna Filmer jest znudzona. 

-  Ależ  skąd  -  odparła  dość  ostrym  tonem.  -  Z  ogromnym  zainteresowaniem  słucham 

wyjaśnień  pana  Tenisona,  bo  dzięki  niemu  zdobywam  wiedzę,  której  sama  pewnie  bym  nie 

uzyskała. 

-  Zapewniam  pana  -  rzekł  z  uśmiechem  pan  Tenison  -  że  Atena  zasługuje  na  swoje 

miano i jak mityczna Pallada zawsze ma na wszystko stosowną odpowiedź. 

background image

- W rzeczy samej - przyznał Nick. - Mądra, spokojna i taktowna. Prawdziwy ideał. 

Atena miała ochotę spoliczkować Nicka. Poznała go już na tyle dobrze, aby wiedzieć, 

że  ukradkiem  stara  się  jej  dokuczyć.  Prostolinijny  pan  Tenison  nie  dopatrzył  się 

dwuznaczności w uwadze swego rozmówcy, z zapałem więc pokiwał głową. 

Odłożył tom dzieł Szekspira, sięgnął na niższą półkę i wyjął jedną z ustawionych na 

niej olbrzymich ksiąg. 

Ostrożnie umieścił ją na stole i otworzył, mówiąc do słuchaczy: 

- Jestem przekonany, że zaciekawi was ten piękny wolumin. Zawiera cudowne ryciny 

przedstawiające greckie bóstwa. Oto Atena z nieodłączną sową. 

Znów mowa o tym nocnym ptaszysku! Na widok sowy Atena i Nick po raz pierwszy 

wymienili  porozumiewawcze  uśmiechy,  które  odmieniły  ich  jak  za  dotknięciem 

czarodziejskiej  różdżki.  Sroga  twarz  Nicka,  którego  Atena  widziała  zawsze  z  kwaśną  miną, 

nagle  złagodniała,  a  ciemne  oczy,  zwykle  ponure,  rozjaśnił  blask  świadczący  o  poczuciu 

humoru. Zniknęła surowość, a pogodne, męskie oblicze tchnęło nieodpartym urokiem. Atena 

także wyglądała inaczej. Przedtem sprawiała wrażenie nazbyt dumnej i wyniosłej, ponieważ 

w ten sposób broniła się przed okrucieństwem nieprzyjaznego świata. Teraz i ona złagodniała. 

Oboje  w  mgnieniu  oka  pojęli,  że  mają  podobną  wizję  świata,  i  niespodziewane 

odkrycie  zbiło  ich  z  tropu.  Chcąc  to  ukryć,  jednocześnie  wyciągnęli  ręce,  żeby  wskazać 

interesujący szczegół wizerunku Pallady, a ich dłonie zetknęły się przypadkowo. 

Porozumiewawczy  uśmiech  wprawił  ich  w  zakłopotanie,  ale  reakcja  na  dotknięcie 

była  całkowitym  zaskoczeniem,  bo  podczas  tańca  na  balu  u  Leominsterów  nie  odczuwali 

takich  doznań.  To  było  jak  grom  z  jasnego  nieba...  jakby  nagle  ogarnął  ich  płomień.  Na 

krótką chwilę zostali we wszechświecie całkiem sami. 

Pan  Tenison  nieświadomy,  że  jego  słuchacze  niespodziewanie  doznali  olśnienia  i 

poznali  swą  prawdziwą  naturę,  kontynuował  wykład,  biorąc  ich  milczenie  za  niemą  zachętę 

do  dalszych  wynurzeń.  Atena  opamiętała  się  pierwsza  i  szybko  zapanowała  nad  dziwną 

reakcją swego ciała na dotknięcie Nicka. Cofnęła dłoń i potarła ją, zastanawiając się, skąd u 

niej  tak  niezwykłe  doznania  pod  wpływem  bliskości  mężczyzny,  którego  nie  lubiła  i  który 

jawnie okazywał jej niechęć. 

Nick doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co czuje. Na miłość boską, tylko tego mu 

brakowało! Nagle zapragnął uwodzicielskiej syreny, która wpadła w oko jego kuzynowi. Znał 

siebie na tyle, by wiedzieć, że powodem żywiołowej niechęci do tej panny mogła być zwykła 

zazdrość,  ponieważ  nie  on  stał  się  obiektem  jej  westchnień.  Mniejsza  z  tym.  Surowo 

przywołał do porządku ciało, które momentalnie zareagowało na bliskość Ateny. 

background image

Przez  moment  stanowili  jedność,  która  jednak  szybko  przestała  istnieć.  Atena  była 

równie  podniecona  jak  Nick,  lecz  jako  niedoświadczona  panna  nie  zdawała  sobie  sprawy  z 

tego,  co  się  z  nią  dzieje.  Podczas  ogólnej  rozmowy  zdradzała  roztargnienie  i  była  tego 

świadoma, natomiast pan Tenison w niczym się nie zorientował. 

-  Czy  można  nazwać  Atenę  czarodziejką?  Umiała  wszak  zmienić  swoją  postać  i 

rzucać uroki - odezwała się Atena. 

Nick,  który  odzyskał  już  panowanie  nad  sobą,  pomyślał  złośliwie:  Twoja  bogini  nie 

była  czarodziejką,  ale  ty  na  pewno  nią  jesteś,  skoro  tak  na  mnie  działasz.  Pan  Tenison  z 

powagę rozważał pytanie. 

-  Z  naszego  punktu  widzenia  owszem,  ale  starożytni  Grecy  nie  śmieliby  tak  o  niej 

mówić. 

Przewracał  strony,  a  dwoje  milczących  słuchaczy  bez  sprzeciwu  pozwoliło  mu 

kontynuować zaimprowizowany wykład. Nareszcie pan Tenison wyciągnął z kieszeni zegarek 

i krzyknął: 

-  O  Boże!  Pora  wrócić  do  salonu.  Drogi  panie  Cameron,  nie  chcę  być  posądzony  o 

nieuprzejmość wobec pańskiego kuzyna, ale podejrzewam, że nie jest bibliofilem. 

-  Ani  trochę  -  przytaknął  Nick  i  dodał,  kłamiąc  w  żywe  oczy:  -  Moim  zdaniem 

ucieszył  się,  gdy  wyszedłem,  bo  nie  życzy  sobie,  żebym  wtrącał  swoje  trzy  grosze  do  jego 

pogawędki z pańską córką. 

-  Ona  także  nie  ma  pociągu  do  ksiąg  -  odparł  zasmucony  pan  Tenison.  -  W 

przeciwieństwie do panny Filmer, która, jak pan słyszał, zadaje niezwykle ciekawe pytania. 

Nick  pomyślał,  że  wie  teraz  o  tej  młodej  damie  dużo  więcej,  lecz  głośno  tego  nie 

powiedział. 

Gdy  wrócili  do  salonu,  Adrian  opowiadał  znów  o  wyścigu  kariolek.  Wkrótce  goście 

pożegnali się, bo czekała ich przejażdżka po Hyde Parku, do którego obiecali w najbliższym 

czasie zabrać Tenisonów. Na odchodnym Adrian powiedział: 

-  Mam  nadzieję,  że  kiedy  dojdzie  do  wyścigu,  pojawią  się  państwo  na  starcie  przy 

moście Westminster. Jestem pewny, że nie pożałujecie. Zapowiada się wspaniała zabawa. 

Wkrótce  Atena  dostała  wychodne  i  zgodnie  z  obietnicą  złożyła  wizytę  w  pracowni 

madame  Felice.  Płonęła  z  ciekawości  i  pragnęła  się  wreszcie  dowiedzieć,  w  jaki  sposób 

Louise  Hanslope,  alias  markizie  Sywell  udało  się  zniknąć  bez  śladu,  a  potem  stać  się 

wyrocznią  mody  dla  londyńskich  wyższych  sfer,  podczas  gdy  pół  hrabstwa  Northampton 

szukało jej zwłok. 

Przypomniała sobie, co kiedyś powiedziała jej bojaźliwa Emma. 

background image

-  Chodzą  słuchy,  że  markiza  jest  kolejną  ofiarą  klątwy  Steepwood.  Wierzysz  w  te 

pogłoski?  Jak  to  się  stało,  że  nagłe  zaginęła  albo,  uchowaj  Boże,  została  zamordowana? 

Wszyscy  w  okolicy  twierdzą,  że  ludziom  mieszkającym  na  ziemi  od  wieków  poświęconej 

grozi straszliwy koniec. Dawne opactwo to jedno z takich miejsc. 

-  Bzdurne  zabobony,  kochanie  -  strofowała  ją  Atena  najłagodniej,  jak  umiała.  - 

Naczytałaś się gotyckich powieści pani Radcliffe, ale zwróć uwagę, że ich akcja dzieje się w 

odległych krajach. Na angielskiej prowincji nie zdarzają się morderstwa ani porwania. 

-  Ale  markiza  zaginęła  -  upierała  się  Emma.  Trudno  było  temu  zaprzeczyć,  a  teraz 

Atena całkiem niespodziewanie miała poznać prawdę. Na szczęście ani jej podopieczna, ani 

pani Tenison nie poznały Louise, kiedy ta była żoną markiza, nie zorientowały się więc, kim 

naprawdę jest madame Felice. 

Dawna  przyjaciółka  ucieszyła  się  z  odwiedzin,  uściskała  Atenę  i  pocałowała  ją  w 

policzek,  a  następnie  zaprowadziła  do  swego  mieszkania  nad  pracownią.  Gdy  usiadły  w 

przytulnym saloniku z oknami wychodzącymi na ulicę, kazała podać herbatę i ciasteczka. 

-  Teraz  możemy  uciąć  sobie  miłą  pogawędkę  -  oznajmiła  po  wyjściu  pokojówki.  - 

Dziwisz się pewnie, że osiadłam na Bond Street, a ja chciałabym wiedzieć, jak zostałaś damą 

do  towarzystwa  biednej  Emmy.  Rozumiesz  chyba,  czemu  mi  jej  żal:  przez  swoją  okropną 

matkę  nie  ma  nawet  odrobiny  swobody.  Właściwie  należy  jej  współczuć,  mimo  że  ma 

pokaźny posag. 

Atena  znowu  poczuła  się  winna,  gdy  uświadomiła  sobie,  że  dodatkowo  pogarsza 

sytuację, próbując zagarnąć dla siebie Adriana, który już oczarował Emmę. Szybko zmieniła 

temat, żeby zapomnieć o wyrzutach sumienia. 

-  Moja  historia  jest  krótka.  Pani  Tenison  miała  dość  zdrowego  rozsądku,  aby 

zrozumieć,  że  jeśli  przydzieli  Emmie  srogą  i  wymagającą  damę  do  towarzystwa,  że  tak 

powiem na swój obraz i podobieństwo, skutki będą żałosne. Miło z jej strony, że rozmówiła 

się z moją mamą i zaproponowała mi tę posadę. W zamian za pobyt w Londynie przez cały 

sezon mam dotrzymywać towarzystwa Emmie. 

- Chcesz powiedzieć, że ten babsztyl ci nie płaci? - spytała z niedowierzaniem Louise. 

- Traktuje cię gorzej niż służącą! 

-  Owszem,  lecz  z  powodu  mego  urodzenia  nie  wypada,  żebym  dostawała  od  niej 

pensję. Ale nie martw się. Pan Tenison jest dla mnie bardzo życzliwy. Mogę bez ograniczeń 

korzystać z jego biblioteki, chętnie ze mną rozmawia. 

background image

-  Mam  nadzieję,  że  nie  jest  przesadnie  życzliwy  -  odparła  Louise.  -  Panowie  w 

pewnym wieku, zwłaszcza mężowie dam takich jak pani Tenison, są zagrożeniem dla każdej 

ładnej kobiety, a ty jesteś prześliczna, choć fatalnie ubrana. 

- Do tej pory nie słyszałam od niego żadnej niestosownej uwagi. Zachowuje się wobec 

mnie  jak  należy.  Nie  sądzę,  by  jego  postępowanie  się  zmieniło,  ale  gdyby  mi  się  narzucał, 

zapewniam cię, że pod byle pretekstem wrócę do domu. 

-  Dzięki,  że  mnie  uspokoiłaś.  Zawsze  podziwiałam  twój  zdrowy  rozsądek.  Nadeszła 

pora, żebym opowiedziała ci swoją historię, która bardziej, niż bym tego chciała, przypomina 

opowieści  pani  Radcliffe.  Dawniej  sądziłam,  że  takie  przygody,  których  sama  później 

doświadczyłam,  to  wierutne  bzdury  dla  rozleniwionych  sawantek.  Niestety,  mnie  to  się 

naprawdę  przytrafiło.  Pamiętasz,  jaka  byłam  młoda  i  niedoświadczona,  gdy  poślubiłam 

markiza Sywell? W złą godzinę wypowiedziałam słowa małżeńskiej przysięgi, oddając się w 

ręce  ukrytego  pod  maską  szlachetności  nikczemnika.  To  był  najgorszy  dzień  mego  życia. 

Tamten  człowiek,  przed  ślubem  czarujący,  zmienił  się  nie  do  poznania.  Stałam  się  jego 

więźniem, niewolnicą. 

Umilkła i odwróciła głowę. Atena pogłaskała ją po ramieniu i powiedziała: 

- Skoro tak ci trudno, nie mówmy o tym. 

- Nie - odparła Louise, która szybko wzięła się w garść i odzyskała zwykły spokój. - 

Nie chodzi jedynie o to, że rozmowa o tym sprawia mi przykrość.  Zrozum, że w obecności 

niewinnej  panienki  nie  wypada  mi  wspominać,  ile  wycierpiałam  przez  tamtego  strasznego 

człowieka... Powiem tylko, że zmienił moje życie w piekło, o którym nikomu wolałabym nie 

opowiadać. Pewnego dnia, gdy byłam u kresu sił i bałam się, że zabije mnie podczas jednego 

z  częstych  napadów  wściekłości,  postanowiłam  uciec  i  rozpocząć  nowe  życie.  Na  szczęście 

wyuczyłam  się  zawodu,  a  w  Londynie  miałam  przyjaciółkę,  modną  krawcową  Marie  de 

Coulanges,  emigrantkę  jak  moja  matka.  U  niej  się  schroniłam.  Pewien  znajomy,  którego 

nazwisko muszę na razie zachować w tajemnicy, bo gdyby mój prześladowca dowiedział się, 

kto mnie wspierał, życie tamtego  człowieka także byłoby  w niebezpieczeństwie, pomógł mi 

zabrać tyle mężowskiego złota, ile zdołałam unieść. Dał mi też całą swoją gotówkę. Uciekłam 

nocą,  świadoma,  że  moje  zniknięcie  ściągnie  na  markiza  podejrzenie  o  morderstwo.  Bardzo 

się  cieszyłam,  że  odpłacę  mu  pięknym  za  nadobne  i  przysporzę  cierpień.  Niech  wszyscy 

myślą,  że  na  Steepwood  ciąży  klątwa,  a  złe  moce  znowu  domagają  się  ofiar.  Popełniłam 

wielki błąd, gdy poślubiłam tamtego potwora, bo nie można nazwać go inaczej, ale tym razem 

podjęłam  właściwą  decyzję.  Wyobrażasz  sobie  moją  radość,  gdy  za  zgromadzoną  kwotę 

dzięki  pomocy  londyńskiej  przyjaciółki  otworzyłam  pracownię  krawiecką  na  Bond  Street  i 

background image

zaczęłam  świetnie  prosperować.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  poczułam  się  bezpieczna  i 

szczęśliwa. 

Atena  skinęła  głową.  Doskonale  zdawała  sobie  sprawę,  że  Louise  nie  miała  łatwego 

życia,  gdy  terminowała,  ucząc  się  zawodu,  i  z  przykrością  dowiedziała  się  teraz,  że  jej 

egzystencja jako markizy była jeszcze gorsza. 

-  W  ogóle  się  nie  skarżyłaś  -  powiedziała  w  końcu.  -  Powinnaś  mnie  poprosić  o 

pomoc. 

-  Tobie  również  jest  trudno  -  odparła  Louise,  kręcąc  głową.  -  Twoja  obecna  posada 

najlepiej  o  tym  świadczy.  Dzięki  naszej  przyjaźni  i  twoim  listom  przetrwałam  długie  lata 

terminowania w zawodzie, nie popadając w rozpacz. Teraz mogę się za to odwdzięczyć. Nie 

mogę  cię  ubrać  tak  wytwornie,  jak  na  to  zasługuje  twoja  uroda  i  figura,  bo  twoja 

chlebodawczyni  zacznie  coś  podejrzewać,  ale  uszyję  ci  skromne,  eleganckie  suknie, 

rozpoznawalne dla wszystkich, którzy mają dobry gust i bystre oko. Głupi babsztyl nie potrafi 

docenić takich kreacji, bo woli toalety przeładowane zdobieniami. Na szczęście udało mi się 

uchronić przed nimi biedną Emmę. 

Wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, a Louise dodała: 

-  Gdy  dopijemy  herbatę,  zabiorę  cię  na  dół,  do  pracowni.  Wezmę  szybko  miarę  i 

zrobimy wstępną przymiarkę. Nareszcie będziesz wyglądała niemal tak, jak powinnaś. Czemu 

i  ty  pod  koniec  sezonu  nie  miałabyś  wyjść  za  mąż?  Rzecz  jasna,  o  ile  znajdziesz 

odpowiedniego  mężczyznę.  Mam  nadzieję,  że  pani  T.  nie  zmusi  biednej  Emmy  do 

poślubienia jakiegoś utytułowanego potwora. 

Adrian  Kinloch  z  pewnością  nie  wyglądał  na  monstrum.  Atena  przeznaczyła  go  dla 

siebie, lecz wolała nie rozwijać tego tematu. 

-  Musisz  jednak  wiedzieć,  że  nie  mam  z  czego  zapłacić.  Jeśli  zechcesz  udzielić  mi 

kredytu. 

-  Bzdura!  -  zaprotestowała  stanowczo  Louise.  -  Chyba  nie  rozumiesz,  co  mówię. 

Uznajmy, suknie za twoją wyprawę. Prawda, że to dobre rozwiązanie? Chcę się odwdzięczyć 

za twoją dobroć. 

- Nie zasługuję na taki dar - odparła zakłopotana Atena, z poczuciem winy myśląc o 

swoich machinacjach względem Adriana. 

-  Kolejna  bzdura,  kochanie.  No,  pora  wziąć  miarę.  Nie  chcę  słyszeć  żadnych 

protestów. Od dziś ja cię ubieram, a moje słowo jest prawem. 

- Przystanę na to pod warunkiem, że odnowimy naszą przyjaźń, skoro mamy po temu 

sposobność. 

background image

-  Zgoda  -  powiedziała  Louise  i  wstała.  Każdy  jej  ruch  i  gest  był  dystyngowany, 

idealnie  pasował  do  subtelnej  urody,  filigranowej  postaci  i  złocistych  włosów.  -  Najpierw 

zajmiemy się nową suknią, a następnie, żeby uczcić spotkanie po latach, przejdziemy się po 

Bond Street. Gdy wspominam opactwo Steepwood, brakuje mi jedynie świeżego powietrza i 

pięknych widoków. Tutaj oddycha się znacznie gorzej, ale przynajmniej będziemy na dworze 

przez krótki czas. 

-  Dobrze  -  przytaknęła  Atena.  Wstała  i  poszła  za  Louise.  Powtarzała  sobie,  że  gdy 

wyjdą z saloniku, powinna nazywać ją madame Felice. 

Obie  damy  spędziły  uroczą  godzinę,  projektując  nowe  suknie  dla  Ateny.  Potem 

włożyły  czepki  i  narzuciły  szale.  Ramię  przy  ramieniu  szły  zatłoczoną  ulicą,  mijając  tłumy 

kobiet i mężczyzn w różnym wieku. Atena uświadomiła sobie, że po raz pierwszy od chwili, 

gdy  po  przyjeździe  do  Londynu  wysiadła  z  powozu  Tenisonów,  czuje  się  szczęśliwa. 

Roześmiane przyjaciółki rozmawiały swobodnie, jakby rozstały się wczoraj, a nie przed kilku 

laty.  Przy  pożegnaniu  obie  uznały  wspólnie  spędzone  popołudnie  za  niezwykle  przyjemne. 

Potem Louise wróciła do swojej pracowni, Atena zaś do Tenisonów. 

Ta ostatnia z pewnością byłaby poważnie zaniepokojona, gdyby wiedziała, że śledziło 

ją czujne oko nieprzyjaznego obserwatora. Wśród przechodniów był Nick Cameron, który po 

południu  ćwiczył  w  sali  Jacksona.  Rozpoznał  nie  tylko  Atenę,  lecz  także  jej  przyjaciółkę. 

Pewien  znajomy  wskazał  mu  słynną  madame  Felice,  gdy  otwartym  powozem  odbywała 

przejażdżkę po Hyde Parku. 

- Dam głowę, że ta harda paniusia ma hojnego protektora - oznajmił pogardliwie. 

Nick pokiwał głową. Nie miał zwyczaju obmawiać kobiet, ale w głębi duszy przyznał 

rację  znajomemu.  Dlaczego  panna  Atena  Filmer,  z  pozoru  młoda  i  nieskazitelna  dama  do 

towarzystwa,  pokazywała  się  publicznie  z  właścicielką  obleganej  przez  damy  z  londyńskiej 

socjety  pracowni  krawieckiej?  Rozmawiały  niczym  stare  znajome.  Różnie  mówiono  o 

madame  Felice.  Jakie  to  może  mieć  konsekwencje  dla  reputacji  panny  Filmer?  Czy  sprytna 

ślicznotka rzeczywiście jest tak niewinna, jak się z pozoru wydaje? 

Nick postanowił to sprawdzić. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

- Bal maskowy ! - zawołała pełna wątpliwości pani Tenison. - Naprawdę uważasz, że 

powinniśmy w nim uczestniczyć? 

-  Nie  wszyscy  zaproszeni  są  zobowiązani  nosić  maski,  a  raczej  specjalny 

maskaradowy  strój  złożony  z  obszernego  płaszcza  zwanego  dominem  oraz  maseczki.  Teraz 

nie  ma  takiego  przymusu  -  tłumaczył  nieco  zafrasowany  pan  Tenison.  -  Zresztą  bal  wydają 

Mortimerowie,  a  to  najwyższa  londyńska  arystokracja,  nie  powinniśmy  więc  obawiać  się 

kompromitacji. Będą tam wszystkie osoby z towarzystwa. 

-  Wyłącznie  błękitna  krew  -  dodała  cicho  Atena,  która  natychmiast  podchwyciła 

modne określenie najlepszych angielskich rodów. 

- W rzeczy samej - przytaknął Tenison, a jego żona powiedziała ostrym tonem: 

-  Nie  widzę  powodu,  żeby  balowe  kreacje  zasłaniać  obszernymi  płaszczami.  Na 

szczęście można pokazać się i bez nich. 

- Sądzę, mamo - wtrąciła trochę nieśmiało Emma - że chodzi o to, aby trudniej było 

rozpoznać gości. 

Jej  ojciec  był  zadowolony,  natomiast  Atena  nieco  ubawiona,  że  Emma,  dotychczas 

pokorna  niczym  niewolnica,  odważyła  się  wreszcie  sprzeciwić  dominującej  i  autokratycznej 

matce.  Oboje  uznali,  każde  na  własną  rękę,  że  towarzyski  debiut  wyraźnie  dodał  zahukanej 

Emmie pewności siebie. Niewątpliwie przyczyniła się do tego i madame Felice, zdecydowana 

słuchać uwag córki, a nie apodyktycznej matki. 

Atena  postanowiła  włożyć  suknię  uszytą  dla  niej  w  sekrecie  przez  Louise  z 

szafirowego jedwabiu, skrojoną nienagannie, lecz tak skromną, że pani  Tenison nie poznała 

się  na  jej  uderzającej  wytworności.  Jedyną  ozdobę  stanowił  bukiecik  jedwabnych 

niezapominajek. 

- Żadnej biżuterii - oznajmiła autorytatywnie Louise w czasie ostatniej przymiarki. 

- Nie mam kosztowności - odparła Atena, trochę zasmucona. 

-  I  bardzo  dobrze  -  uznała  Louise  stanowczym  tonem  madame  Felice.  -  Większość 

kobiet przesadnie się nimi obwiesza. 

- Nie żałujesz, że zostawiłaś swoje? - spytała zaciekawiona Atena. 

- Trochę, choć nie miałam ich dużo. W przeciwieństwie do innych pań nie wkładałam 

nigdy  wszystkiego  naraz!  -  Wręczyła  Atenie  niewielki  wachlarz  koloru  niezapominajek.  - 

background image

Prezent ode mnie. Obiecaj, że gdy bogato wyjdziesz za mąż, czego jestem pewna, wszystkie 

stroje będziesz zamawiać wyłącznie u mnie. 

Pani  Tenison  nie zorientowała  się,  że  szafirowa  kreacja  jest  dziełem  madame  Felice, 

ale gdy przyglądała się wchodzącej do sali balowej Atenie, mimo woli podziwiała jej urodę. 

Przodem szła Emma ubrana w śliczną białą sukienkę, która podkreślała jej niewątpliwe atuty. 

Dla pani Tenison i ta kreacja była zbyt skromna, ale Emma po raz pierwszy, odkąd pokazała 

się  w  towarzystwie,  promieniała  szczęściem,  bo  nie  musiała  nosić  przesadnie  ozdobnych 

toalet. 

-  Przyszła  moja  śliczna  -  szepnął  Adrian  do  Nicka.  Obaj  przyglądali  się  gościom 

wstępującym  po  marmurowych  schodach.  Wraz  z  Tenisonami  przybyła  lady  Dunlop,  która 

obrzuciła  badawczym  spojrzeniem  suknię  Ateny.  Nikt  z  owego  towarzystwa  nie  włożył 

jeszcze maseczek. Adrian i Nick nosili weneckie stroje maskaradowe. Wielkie nosy podobne 

do ptasich dziobów zmieniły ich nie do poznania. Wielu gości włożyło wymyślne stroje, inni, 

wśród nich także lady Dunlop, przybyli ubrani jak na zwykły bal. 

Nick uważnie przyjrzał się Atenie. Biedna Emma nie przyciągnęła spojrzeń żadnego z 

panów.  Nie  wspomniał  Adrianowi,  że  suknia  prześlicznej  damy  do  towarzystwa  została 

uszyła najprawdopodobniej przez madame Felice. 

Atena coraz bardziej go intrygowała. Niech to diabli! Skoro musiał stracić głowę dla 

jakiejś kobiety, czemu nie dla skromnej panienki z dobrej rodziny? Gdyby chciał się ożenić, 

na co wcale nie miał ochoty, posag wybranki byłby dla niego bez znaczenia. Pod względem 

majątku nie mógł równać się z Adrianem, ale żył dostatnio i, jak mówią ludzie zamożni, stać 

go było na więcej niż innych. 

Cóż  za  ironia  losu!  Dał  się  oczarować  pięknej  idealistce,  która  zagięła  parol  na  jego 

kuzyna, głównie dla majątku. Był o tym absolutnie przekonany. Po chwili zreflektował się i 

uznał, że ta myśl niepotrzebnie wyprowadziła go z równowagi. Przecież Tenisonowie z tym 

samym zamiarem przywieźli córkę do Londynu: chcieli dobrze wydać ją za mąż. Wygląda na 

to,  że  panna  Filmer  nie  może  liczyć  na  bogatych  rodziców,  którzy  wprowadziliby  ją  do 

towarzystwa. 

W takim razie skąd wzięła pieniądze na kosztowną suknię? I dlaczego przyjaźni się z 

kobietą  o  podejrzanej  reputacji?  Znajomy  Nicka  mówił,  że  madame  Felice  jest  czyjąś 

utrzymanką,  bo  przybyła  nie  wiadomo  skąd  i  natychmiast  otworzyła  luksusową  pracownię 

krawiecką w najdroższej dzielnicy Londynu. Chodziły słuchy, że ma bogatego protektora, ale 

ku ogólnemu zdziwieniu nie pokazywała się w męskim towarzystwie. 

background image

Adrian  paplał  trzy  po  trzy,  gdy  zamyślony  Nick  próbował  rozwiązać  zagadkę.  Po 

chwili  zadał  sobie  pytanie,  dlaczego  tak  go  absorbują  tajemnice  panny  Ateny  Filmer.  Czy 

wyłącznie z chęci uchronienia kuzyna Adriana przed małżeństwem z wyrachowaną kokietką? 

Wzdrygnął się, ponieważ nagle powróciły wspomnienia. 

Przed  laty  zamierzał  poślubić  dziewczynę,  którą  uznał  za  uroczą  i  niewinną.  Razem 

się wychowywali. Łudził się nadzieją, że wyjdzie za niego, gdy oboje dorosną, a on skończy 

studia. Niestety... 

Wrócił do rzeczywistości i zaczął słuchać paplaniny Adriana. Zatłoczona sala balowa 

nie była odpowiednim miejscem na roztrząsanie dawnych nieszczęść. Po chwili skupił się na 

rozmowie z kuzynem. 

-  Szczerze  pragnę  natychmiast  zaprosić  do  tańca  Atenę  -  mówił  Adrian  -  ale 

Tenisonowie oczekują, że najpierw zatańczę z Emmą, spełnię więc ich życzenie, a ty poproś 

Atenę. Wyda się oczywiste, że potem i ja ulituję się nad pogardzaną damą do towarzystwa, na 

którą nikt prócz ciebie nie zwrócił uwagi. Rzecz jasna ty powinieneś w odpowiedniej chwili 

sprzątnąć  mi  sprzed  nosa  Emmę.  Dzięki  temu  nie  budząc  podejrzeń,  mogę  liczyć 

przynajmniej na jeden taniec z Ateną. 

Nick chciał oznajmić, że nie zamierza przykładać ręki do tych knowań, ale zaskoczył 

samego siebie, mówiąc: 

-  Zgoda, skoro tego sobie życzysz. Uprzedzam jednak, że po raz drugi nie przystanę 

na taki plan. 

Co  mu  strzeliło  do  głowy?  Przecież  obiecywał  sobie,  że  nie  pomoże  Adrianowi 

starającemu się o względy Ateny. Postąpił wbrew sobie! 

Oto  jednak  nadarzyła  się  sposobność,  żeby  sprowokować  Atenę  do  ujawnienia 

chytrych  machinacji.  Otóż  to!  Zaakceptował  pomysły  Adriana,  żeby  go  chronić,  a  nie  by 

spędzić z Ateną trochę czasu. 

Uspokojony,  zgodnie  z  umową  podszedł  do  Tenisonów  i  zaprosił  do  tańca  sprytną 

pannę, chociaż wcale nie zamierzał poprowadzić jej na parkiet. Miał lepszy pomysł, żeby zbić 

z tropu tę imienniczkę Pallas Ateny i wytrącić jej z ręki wszelkie atuty. 

Stała  w  milczeniu  za  Tenisonami,  czując  na  sobie  spojrzenia  wielu  mężczyzn 

zachwyconych  figurą  podkreśloną  strojem  uszytym  przez  Louise.  Obserwowała  kuzynów 

idących  w  ich  stronę  przez  zatłoczoną  salę  balową.  Rozpoznała  ich  mimo  przebrania. 

Zerknęła  na  Adriana,  który  z  prawdziwą  kurtuazją  skłonił  się  przed  Emmą.  Ta  spłonęła 

rumieńcem i podała mu rękę. Odeszli razem na parkiet. Ku wielkiemu zdziwieniu Ateny Nick 

Cameron ukłonił się jej i zapytał najuprzejmiej, jak potrafił: 

background image

- Panno Filmer, nie ma pani jeszcze partnera, prawda? Będę zaszczycony, jeśli zechce 

pani ze mną zatańczyć. 

-  Bardzo  chętnie  -  odparła,  skłoniwszy  głowę.  Wbrew  pozorom  nie  mijała  się  z 

prawdą. Nick Cameron  budził w niej obawy, ale nie potrafiła mu odmówić, ponieważ czuła 

do niego dziwną skłonność. Ponadto zachował się wyjątkowo sympatycznie, bo nikt od niego 

nie oczekiwał, że zechce stanąć na parkiecie ze skromną damą do towarzystwa. 

Wyciągnął rękę, a ona podała mu dłoń. 

Natychmiast  ogarnęły  ich  te  same  emocje,  którymi  wczoraj  oboje  byli  wielce 

zaskoczeni. Nick z kamienną twarzą poprowadził Atenę w głąb sali balowej, gdzie zebrało się 

już wiele par, które zasłoniły ich przed spojrzeniami Tenisonów. 

Zamiast przyłączyć się do tancerzy, poszedł dalej, mówiąc cicho: 

-  Wiem,  że  jesteśmy  tu  głównie  dla  rozrywki,  ale  chyba  wiadomo  pani,  że  lord 

Mortimer ma wspaniałą bibliotekę należącą do najzasobniejszych w Anglii. W tej dziedzinie 

może współzawodniczyć nawet z lordem Hollandem. Zastanawiam się, czy zamiast tańczyć, 

nie zechciałaby pani wraz ze mną rzucić okiem na jego zbiory. Nie można przepuścić takiej 

okazji. 

-  Panie  Cameron,  nie  wypada  mi  opuszczać  sali  balowej  i  zwiedzać  biblioteki  w 

towarzystwie  młodego  mężczyzny,  o  ile  nie  ma  z  nami  przyzwoitki  -  odparła  po  chwili 

wahania.  -  Nawet  miłość  do  ksiąg  nie  stanowi  w  tym  wypadku  dostatecznego 

usprawiedliwienia. 

Oczy Nicka zabłysły  w otworach weneckiej maski, a haczykowaty nos upodobnił go 

na moment do jastrzębia wypatrującego zdobyczy, lecz trwało to zaledwie ułamek sekundy i 

Atena  uznała,  że  ponosi  ją  wyobraźnia,  ale  utwierdziła  się  w  swoich  odczuciach,  gdy  dodał 

niemal znudzony: 

- Aż tak się pani przejmuje tym, co wypada? Zapewniam, że w mojej obecności jest 

pani  najzupełniej  bezpieczna.  Można  by  powiedzieć,  że  raczej  pani  mi  zagraża.  Nikt  z 

pewnością  nie  zauważy  naszej  nieobecności,  a  ja  będę  zaszczycony,  jeśli  zdołam  trochę 

poszerzyć pani wiedzę. Nie jest moim celem szarganie pani reputacji. 

Atena  rozejrzała  się  wokół.  Nick  Cameron  robił  na  niej  tak  ogromne  wrażenie,  że 

najchętniej umknęłaby z sali balowej, żeby uchronić się przed gwałtownymi uczuciami, które 

ją ogarniały, ilekroć był w pobliżu. Otaczał ich jednak tłum łudzi, a nagła ucieczka naraziłaby 

ją na plotki, chociaż Nick w ogóle by nie ucierpiał. Popychał ją delikatnie, ale stanowczo, ku 

podwójnym drzwiom. Była całkiem zbita z tropu. 

- Skoro rzeczywiście mogę panu zaufać... 

background image

- Zapewniam, że nic pani nie grozi. - Otworzył przed nią drzwi na korytarz. Bez oporu 

dała  się  prowadzić.  -  Będę  z  panią  równie  szczery  jak  pani  ze  mną.  Rozumiem,  dlaczego 

wzdraga  się  pani  przed  wspólnym  zwiedzaniem  biblioteki  Mortimerów,  i  przyrzekam 

zachowywać się jak przystało na dżentelmena. 

Zdrowy  rozsądek  podpowiadał  Atenie,  że  gdyby  pan  Nicholas  Cameron  naprawdę 

żywił  dla  niej  szacunek,  nie  zachęcałby  do  złamania  zakazów  obowiązujących  wszystkie 

damy  z  ich  sfery.  Ten  sam  zdrowy  rozsądek  zachęcał,  żeby  wykorzystała  sposobność  i 

wypytała  Camerona,  z  jakiego  powodu  żywi  do  niej  jawną  niechęć.  Utwierdzało  ją  w  tym 

przekonaniu wrogie spojrzenie czarnych oczu widocznych w otworach maski. Może rozmowa 

prowadzona sam na sam pomoże odkryć, czemu się do niej uprzedził. 

Jeszcze  bardziej  zastanawiające  było  to,  czy  Cameron  czuje  się  tak  samo  dziwnie, 

ilekroć jej dotyka. A może tylko ona doznaje tych niezwykłych wrażeń? Oczywiście nie ma 

mowy, żeby straciła dla niego głowę, skoro wyglądem i zachowaniem różni się całkowicie od 

bohaterów  jej  dziewczęcych  snów.  Nie  przypominał  Apolla  ani  innych  greckich  bogów, 

których  często  podziwiała,  oglądając  ryciny  zamieszczone  w  grubych  tomach  z 

bibliotecznych  zbiorów  pana  Tenisona.  Nie  przemawiał  do  niej  głosem  łagodnym  i  pełnym 

uwielbienia. 

W przeciwieństwie do Camerona Adrian Kinloch był prawdziwym ideałem. Nawet z 

wyglądu był podobny do Apollina. Jego kuzyn przypominał raczej Marsa, o którym Szekspir 

pisał,  że  budzi  lęk  i  skłania  do  posłuchu.  Wydawał  się  przyziemny,  a  kiedy  zwracał  się  do 

Ateny, w jego głosie zawsze pobrzmiewała drwina. Był wprawdzie mądry i wykształcony, ale 

nie miał osobistego uroku, który cechował przystojnego i lekkomyślnego Adriana. 

Wszystkie te myśli kłębiły się w głowie Ateny, gdy bez słowa szła za swoim wrogiem 

(tak myślała o Nicku) w głąb korytarza ozdobionego popiersiami rzymskich cesarzy. Wkrótce 

uchyliły się przed nimi drzwi biblioteki lorda Mortimera. Nick zamknął je i powiedział: 

-  Najwyższy  czas,  panno  Filmer,  żebyśmy  się  lepiej  poznali.  Proszę  mi  łaskawie 

zdradzić,  jak  to  możliwe,  ze  stać  panią  na  balową  kreację  od  najdroższej  londyńskiej 

krawcowej, skoro uchodzi pani za pannę z dobrej, lecz biednej rodziny. W towarzystwie jest 

pani przedstawiana jako dama do towarzystwa córki Tenisonów. Ubogie dziewczęta nie mogą 

sobie pozwolić na zakup kreacji madame Felice. 

Atena zbladła i odwróciła się, chwytając gałki dwuskrzydłowych drzwi. 

-  Dość!  -  rzuciła  przez  ramię  najsurowiej,  jak  potrafiła.  -  Nie  zamierzam  się  przed 

panem  tłumaczyć.  Popełniłam  błąd,  zgadzając  się  panu  towarzyszyć.  Zostałam  tu  zwabiona 

background image

pod fałszywym pretekstem. Proszę mnie natychmiast odprowadzić do sali balowej. Nie chcę 

więcej mieć z panem do czynienia i nie będę słuchać kłamliwych insynuacji. 

Nick  oparł  się  plecami  o  kolumnę  podtrzymującą  sufit,  na  którym  namalowany  był 

Zeus porywający Europę. 

-  Proszę  nie  dramatyzować  -  odparł  drwiąco.  -  Zadałem  pytanie  nasuwające  się 

również  wielu  innym  osobom.  Moja  ciekawość  jest  tym  silniejsza,  że  widziałem  panią  na 

Bond Street w towarzystwie owej damy nie tylko słynącej z bajecznych strojów, które szyje i 

sprzedaje, lecz także pozbawionej zasad moralnych. Skąd pani ją zna, mój śliczny motylku z 

prowincji? Co jest warta pani niewinność, skoro jest pani jej przyjaciółką i powiernicą? 

Atena popatrzyła na niego i odparła równie ostro jak przedtem: 

-  To  moje  sprawy,  które  nie  powinny  pana  obchodzić.  Odmawiam  odpowiedzi  na 

impertynenckie pytania. 

Otworzyła drzwi i już miała wyjść, ale Nick chwycił ją za ramiona i obróci, a potem 

cofnął dłonie. Przez ułamek sekundy poczuła jego gwałtowność i siłę. 

- Na Boga, pani, musisz odpowiedzieć, bo sprawy mojego kuzyna uważam za swoje, a 

ty owinęłaś go sobie wokół małego palca. Stale jesteś obecna w jego myślach, nieustannie o 

tobie mówi, zwodzi tamtą biedną dziewczynę oraz jej rodziców, udając, że się nią interesuje. 

Cóż to za chytry planik? A może dalekowzroczna kombinacja? Proszę mi tylko nie wmawiać, 

że kocha go pani nad życie. Doceniam pani rozum, ale nie dam się oszukać. 

- Nie mam zamiaru oszukiwać ani pana, ani innych - odparła chłodno Atena. - To pan 

mnie zwiódł i zwabił tu pod pozorem wspólnego zwiedzania biblioteki lorda Mortimera, żeby 

odbyć nade mną sąd. 

Nick  mimo  woli  podziwiał  jej  odwagę  i  ognisty  temperament.  Pod  wpływem 

gwałtownych uczuć jeszcze bardziej wypiękniała. Musiał walczyć ze sobą, żeby nie wziąć jej 

w ramiona, więc grzmiał nadal i karcił ją, głęboko przekonany, że ma do tego prawo. 

- Moim zdaniem wyszłaby pani cało i z gorszych opałów. Pani boska imienniczka ma 

powody  do  dumy  ze  swej  naśladowczyni.  Niestety,  trudno  uwierzyć,  że  jest  pani  szczera 

wobec  mnie  i  swoich  pracodawców  zarówno  w  kwestii  oczarowania  mego  kuzyna,  jak  i 

pochodzenia tej kosztownej sukni. 

-  Powtarzam,  że  to  nie  pańska  sprawa.  Nie  powinno  pana  obchodzić,  gdzie  się 

ubieram.  Czy  ja  pytam  o  adres  pańskiego  krawca  albo  szewca?  Nawiasem  mówiąc,  gdyby 

mnie to w ogóle interesowało, powiedziałabym, że wygląda pan jak wiejski fornal, a nie jak 

krewny najwytworniejszego kawalera z londyńskiej socjety, dla którego mam wiele czułości. 

background image

-  Nadto  śmiało!  -  obruszył  się  Nick.  -  A  jednak  mam  pewność,  że  pani  mija  się  z 

prawdą, jeśli chodzi o uczucia żywione dla mego kuzyna, i zamierzam tego dowieść. 

Atena chciała wyjść i nie bacząc na konsekwencje, wrócić samotnie do sali balowej, 

ale coś ją podkusiło, żeby spytać: 

- Czyżby? Jaki to dowód? 

-  Taki  -  odparł,  niespodziewanie  objął  ją  i  dotknął  wargami  jej  ust.  Skrywane 

pożądanie  wzmocnione  jej  oporem  i  stanowczością  odebrało  mu  rozsądek;  co  gorsza, 

sprawiło, że zapomniał o honorze. 

Atena  znała  tylko  matczyne  pocałunki.  Nie  całował  jej  dotąd  żaden  mężczyzna.  W 

pierwszej  chwili  chciała  odepchnąć  Nicka,  ale  natychmiast  powróciły  wrażenia,  które 

ogarnęły ją w bibliotece pana Tenisona, gdy na moment zetknęły się ich dłonie. Tak samo jak 

Nick stała się bezbronna wobec swego zauroczenia. 

Nick zreflektował się pierwszy i przerwał namiętny uścisk. Rozsądek podpowiadał, że 

muszą  wrócić  do  sali  balowej,  nim  zagra  muzyka  i  zacznie  się  kolejny  taniec.  Z  pewnością 

zauważono by nieobecność jednej z par. 

- I cóż, pani? - powiedział, odsuwając się. Z kpiącą miną obserwował jej zarumienioną 

twarz.  Wyglądała  całkiem  inaczej  niż  przed  chwilą,  podczas  sprzeczki,  -  Czy  po  tym  nadal 

będzie  mi  pani  wmawiać,  że  to  mój  kuzyn  jest  obiektem  czułych  westchnień?  A  może 

wszystkim mężczyznom z równym zapałem oddaje pani pocałunki? 

Rozmarzona Atena natychmiast wróciła do rzeczywistości. 

-  Och,  jest  pan  obrzydliwy!  -  zawołała.  -  Chodźmy  natychmiast  do  sali  balowej! 

Proszę więcej do mnie się nie odzywać.  Zapewnił pan, że jest dżentelmenem, i natychmiast 

złamał pan słowo. Czy w ogóle można panu ufać? 

Cóż miał na to odpowiedzieć? Mówiła prawdę, a nie mógł wyznać, że nawet jeśli go 

nie zachęca, przez samą swą obecność stanowi nieodpartą pokusę. 

- Nie - przyznał spokojnie. - Trudno zaprzeczyć, że postąpiłem niewłaściwie, i proszę, 

żeby wybaczyła mi pani zachowanie niegodne dżentelmena, ale wziąwszy... 

- Dość, panie Cameron. Nie będę niczego brała pod uwagę i proszę nie liczyć, że panu 

wybaczę.  Wracam  natychmiast  do  sali  balowej,  a  pan  niech  robi,  co  chce.  Nie  dam  się 

przebłagać. Gdyby dotrzymał pan słowa. 

chętnie  obejrzałabym  z  panem  biblioteczne  zbiory  lorda  Mortimera,  lecz  w  tej 

sytuacji... 

Atena  uczyniła  tak,  jak  zapowiedziała.  Minęła  drzwi  i  samotnie  poszła  w  głąb 

korytarza.  Po  chwili  Nick  ruszył  za  nią,  targany  sprzecznymi  uczuciami.  Z  jednej  strony 

background image

niczemu nie zaprzeczyła, co stawiało jej niewinność pod znakiem zapytania, z drugiej strony 

jednak  podziwiał  jej  nieustępliwość  i  hart  ducha.  W  uszach  nadal  brzmiała  mu  uwaga 

dotycząca  jego  powierzchowności:  wyglądał  rzekomo  jak  wiejski  fornal.  Zdobył  się  na 

wymuszony uśmiech. 

O tak, panna Filmer trafnie dobierała określenia. Podczas sprzeczki argumentowała  i 

dawała  odpór  jego  słowom  jak  wytrawny  prawnik  w  sali  sądowej.  Potrafiła  natychmiast 

wykorzystać  każdą  jego  niezręczność.  Mniejsza  z  tym.  Były  ważniejsze  sprawy.  Straciłby 

twarz,  gdyby  dama  powierzona  jego  opiece  wróciła  samotnie  do  sali  balowej,  wzbudzając 

plotki. Musiał temu zapobiec. 

Okazało  się,  że  nie  ma  powodu  do  obaw,  bo  całe  towarzystwo  było  zaabsorbowane 

najnowszym  skandalem  wywołanym  przez  lorda  Byrona  i  lady  Caroline  Lamb,  Chwilowe 

zniknięcie  prowincjonalnej  piękności  przeszło  niezauważone  i  nie  wzbudziło  żadnych 

komentarzy. 

Wszyscy  goście wpatrywali się w zarumienione oblicze lady Caroline, która stała na 

brzegu parkietu i kłóciła się z Byronem. Ten odwrócił się i utykając, wyszedł z sali, ścigany 

spojrzeniami gapiów i tancerzy. Rano będzie o tym mówić cały Londyn! 

Tylko  pani  Tenison  coś  podejrzewała,  bo  gdy  Atena  wróciła  na  swoje  miejsce  za  jej 

krzesłem, usłyszała cierpką uwagę: 

-  Gdzieś  była,  Filmer?  Nie  widziałam  cię  na  parkiecie,  a  potem  lady  Caroline 

wywołała taki zamęt, że nie mogłam dostrzec Emmy i lorda Kinlocha! Gdyby lady Caroline 

była  moją  córką,  na  pewno  dopilnowałabym,  żeby  nie  kompromitowała  się  publicznie. 

Podobno jej mąż zasiadł do kart w jednym z salonów i nie można go wezwać, aby przywołał 

żonę do porządku, toteż matce owej damy przyszło ją utemperować, z tego co wiem, nie po 

raz pierwszy. 

Atena milczała, bo nie mogła się przyznać, że odczuwa ulgę na myśl o niestosownym 

zachowaniu  lady  Caroline,  które  usunęło  w  cień  jej  niefortunną  przygodę.  Na  szczęście  nie 

musiała  nic  mówić,  bo  nadejście  Emmy  i  Adriana  skłoniło  panią  Tenison  do 

natychmiastowego  wygłoszenia  długiej  tyrady,  w  której  chwaliła  własne  metody 

wychowawcze. Oznajmiła Adrianowi, że wpoiła córce zasady, dzięki którym jej rodzina oraz 

przyszły mąż nie muszą się obawiać towarzyskiej kompromitacji. 

- Nie wątpię w to i doceniam pani starania - odparł taktownie Adrian. - Panna Emma 

jest prawdziwym jednorożcem wśród młodych dam, prawda? - dodał po chwili. Miało to być 

niewinne pochlebstwo, a tymczasem jego słowa wywołały jawne zdumienie słuchaczy. Troje 

background image

Tenisonów  otworzyło  szeroko  oczy.  Nick,  który  także  przyłączył  się  do  nich,  mruknął  do 

kuzyna: 

- Mylisz pojęcia, Adrianie. Miałeś chyba na myśli perłę. 

-  Ach,  tak?  -  zawołał  pogodnie  Adrian.  -  Panno  Emmo,  proszę  o  wybaczenie.  W 

młodości nie przykładałem się zbytnio do nauki, ale Nick jest porządnie obkuty, jak więc coś 

pomieszam, zawsze ratuje mnie z opresji. 

Atena  obrzuciła  Nicka  wzrokiem  jadowitego  bazyliszka  i  wtrąciła  z  niewysłowioną 

słodyczą: 

-  Moim  zdaniem  jednorożec  to  symbol  równie  właściwy  jak  perła.  Jedno  i  drugie 

oznacza niewinność. 

Poczuła na sobie ukradkowe spojrzenia pana Tenisona oraz Nicka, natomiast Adrian, 

trochę zmieszany z powodu swego faux pas, od razu poweselał i odparł pogodnie: 

-  Naprawdę,  panno  Filmer?  Muszę  to  zapamiętać,  może  się  przydać  w  konwersacji. 

Jestem pani wdzięczny za tę uwagę. 

Zerknął  na  nią  ponownie,  a  w  jego  spojrzeniu  był  i  jawny  podziw,  i  szczere 

uwielbienie.  Pan  Tenison  omal  się  nie  roześmiał  i  żeby  to,  ukryć,  wydał  odgłos 

przypominający atak kaszlu. Nick oznajmił chłodno: 

- Panna Filmer ma niezwykłe wyczucie językowe. Z takim talentem byłaby wspaniałą 

pisarką. Wystarczy tylko stworzyć ciekawą akcję. Kto wie, czy już nie układa jakiejś intrygi. 

Atena  nie  musiała  odpowiadać  na  dwuznaczny  komplement,  bo  pan  Tenison,  jak 

zawsze jowialny, wtrącił pogodnie: 

- Proponuję, żebyśmy przeszli do jadalni. Zarówno taniec, jak i obserwowanie pląsów 

sprawiają, że człowiekowi zasycha w gardle. Trzeba się odświeżyć i przepłukać gardła. Nam 

wszystkim dobrze to zrobi. 

Teraz Atena stłumiła wybuch śmiechu, bo pojęła, że pan Tenison lepiej od żony, córki 

i  znajomych  orientuje  się  w  zaistniałej  sytuacji.  Zawsze  był  wyjątkowo  bystrym 

obserwatorem i równie szybko jak ona rozszyfrował wszelkie podteksty, które pojawiły się w 

rozmowie. 

Emma  z  uwielbieniem  spojrzała  na  zapatrzonego  w  Atenę  Adriana  i  powiedziała 

cicho: 

-  Miło,  że  nazwał  mnie  pan  jednorożcem.  To  wyjątkowe  stworzenie,  ale  gdybym 

miała się porównać z jakimś stworzeniem, wskazałabym na polną myszkę. 

To wyznanie sprawiło, że Adrian po raz pierwszy przyjrzał się jej uważnie. 

background image

- Ależ skąd! Myszka zupełnie tu nie pasuje. Moim zdaniem przypomina pani raczej... - 

Zawiesił  głos, ponieważ  zabrakło mu konceptu, jak skończyć. Po chwili namysłu dodał pod 

wpływem nagłego impulsu: - Mam! Jest pani niczym mała pliszka. O ile się nie mylę, to miła 

ptaszyna o pogodnym usposobieniu i wesoło błyszczących oczkach. Mam rację, Nick? 

- Naturalnie - usłyszał w odpowiedzi. - Do jej zalet dodałbym wyjątkową skromność i 

prostotę oraz brak próżności właściwej innym ptakom. - Nick skłonił się przed Emmą, która 

stropiła się i spłonęła rumieńcem, a jednak odparła uprzejmie: 

- Myślę, że pan mi pochlebia, ale.., cieszę się, że jestem podobna do pliszki. 

Pani Tenison miała pewne zastrzeżenia, ale jej mąż był zadowolony, bo lord Kinloch 

raczył wreszcie spojrzeć łaskawym okiem na ich jedynaczkę, zamiast wzdychać do jej damy 

do  towarzystwa,  Tenison  nie  oburzał  się,  widząc,  jak  wielki  pan  zabiega  o  względy  Ateny, 

lecz martwiło go, że Emma służy za parawan. 

Na równi z Nickiem zdawał sobie sprawę, że Adrian nie pasuje do Ateny. Gdyby się 

pobrali, po tygodniu byłaby nim śmiertelnie znudzona, a on nie miałby pojęcia, o czym z nią 

rozmawiać.  Na  dalszą  metę  wolałby  zapewne  widzieć  przy  sobie  oddaną  wielbicielkę,  niż 

zabiegać nieustannie o względy swej pani. Dla Ateny stosowniejszy byłby Nick Cameron. Ci 

dwoje zawsze znaleźliby temat do rozmowy. 

Niestety, młodzież często dokonuje błędnych wyborów, ugania się za niewłaściwymi 

osobami  i  marzy  o  niebieskich  migdałach,  choć  w  zasięgu  ręki  ma  prawdziwy  skarb.  Pan 

Tenison  ocknął  się  z  zadumy  i  wziął  pod  ramię  małżonkę,  żeby  odwrócić  jej  uwagę  i 

udaremnić  kolejną  towarzyską  gafę.  Z  ukrywanym  rozbawieniem  obserwował  Nicka 

Camerona,  który  pośpiesznie  zaanektował  dla  siebie  Atenę,  żeby  Kinlochowi  przypadła 

Emma. 

Pan  Tenison  miał  świadomość,  że  niewielkie  jest  prawdopodobieństwo,  by  jeden  z 

nich  oświadczył  się  ubogiej  Atenie,  która  nie  ma  posagu  ani  rodzinnych  koligacji.  Niech 

przynajmniej przez jakiś czas cieszy się umizgami obu wielbicieli, nawet jeśli nic z tego nie 

wyniknie. 

Ani pan Tenison, ani też nikt z jego towarzystwa nie spostrzegł, że pewien mężczyzna 

obserwuje Atenę z równą ciekawością, jak czynił to Nick w czasie przypadkowego spotkania 

na Bond Street. Arystokrata w średnim wieku o  urodziwej, wyrazistej twarzy stał w pewnej 

odległości od nich. Towarzyszył mu nieco młodszy dżentelmen. Gdy mijała ich Atena wraz z 

pozostałymi osobami, starszy mężczyzna zwrócił się nagle do swego sąsiada. 

- Wie pan, kim jest piękność, którą prowadzi Cameron? 

background image

- Nie, książę, ale mogę popytać. Nawiasem mówiąc, pozwolę sobie jednak zauważyć, 

że jest dla pana trochę za młoda. 

- Skoro już o tym mowa, Tupman - odparł chłodno książę Inglesham - od śmierci żony 

w ogóle nie interesuję się kobietami. Młode i stare są mi równie obojętne, ale tamta ogromnie 

przypomina osobę, którą poznałem w latach młodzieńczych. 

A to ciekawostka! W odniesieniu do kobiet reputacja księcia była nienaganna, jeśli nie 

liczyć faktu, że ożenił się z sekutnicą, która zmieniła jego życie w piekło, a na koniec w ataku 

wściekłości wyzionęła ducha. 

- Proszę zdać się na mnie - odparł Tupman. - Dyskrecja zapewniona. Poszli do jadalni. 

Znam Camerona, ostrożnie go wypytam, kim jest panna, której towarzyszy. 

-  Jak  pan  chce  -  powiedział  książę  z  jawną  obojętnością  i  westchnął.  Osobliwe 

podobieństwo  zrobiło  na  nim  spore  wrażenie,  ale  nie  chciał  się  z  tym  zdradzić  przed 

Tupmanem. 

Nick, Adrian i pan Tenison znaleźli cichy kąt, gdzie usiadły panie, a sami podeszli do 

stołu z potrawami i napojami. Nick oddalił się nieco i wtedy spostrzegł osławionego plotkarza 

Tupmana, który zmierzał w jego stronę z pełnym talerzem i kieliszkiem wina. 

- Witaj, Cameron, widziałem cię na parkiecie. Kim była piękność, z którą tańczyłeś? 

Jak zwykle zagarniasz dla siebie najlepsze kąski, stary draniu. Jak ty to robisz? 

- Panna Atena Filmer towarzyszy Emmie, córce Tenisonów. 

- Tej dziedziczce z Northampton? Znaczny posag, ale jako debiutantka nie zrobiła w 

towarzystwie furory, prawda? Ile warta jest panna Filmer? 

- Nie mam pojęcia. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Zbyt krótko się znamy. Dopiero 

niedawno przedstawiono mnie jej i Tenisonom. 

- Ślicznotka z prowincji? Musisz mnie później przedstawić. 

- Naturalnie - odparł Nick, gorączkowo szukając pretekstu, żeby pożegnać się i odejść, 

zanim  nadejdzie  Adrian  i  zacznie  wyśpiewywać  peany  na  cześć  Ateny,  podjudzając  w  ten 

sposób  wścibskiego  plotkarza,  gotowego  natychmiast  sprzedać  wszelkie  rewelacje  w 

londyńskich salonach. - Przepraszam, ale na mnie już czas. Muszę wracać do znajomych. 

Nick spiesznie pożegnał Tupmana, który  patrzył za nim, nie kryjąc zdziwienia. Nick 

Cameron miał opinię narwańca, ale rzadko bywał równie niecierpliwy. Co go napadło, że tak 

się nabzdyczył? Trzeba to sprawdzić. 

Tupman  postanowił  natychmiast  wrócić  do  księcia  Ingleshama,  powiedzieć  mu,  jak 

nazywa się panna, i uważnie obserwować reakcję. 

background image

Czekało  go  spore  rozczarowanie.  Inglesham  zachował  spokój  i  nie  okazał 

najmniejszego poruszenia. Z całkowitą obojętnością słuchał wieści o pięknej dziewczynie. 

- Aha, pochodzi z Northampton - rzekł. - A zatem podobieństwo jest złudne. Mimo to 

dziękuję, że zadał pan sobie tyle trudu. 

Tylko Nick Cameron zachował czujność i nie dał się zwieść. Kierowany instynktem, 

który  dotąd  nigdy  go  nie  zawiódł,  obserwował  Tupmana,  gdy  tamten  wrócił  do  księcia  i 

natychmiast zaczął perorować z ożywieniem. 

Ciekawe, dlaczego Inglesham zaczął się nagle interesować Ateną Filmer? Niezawodny 

instynkt podpowiadał Nickowi, że Tupman zdawał raport księciu, bo chciał się wkraść w jego 

łaski,  płaszcząc  się  przed  nim  i  świadcząc  rozmaite  usługi.  Znany  był  z  tego,  że  schlebia 

wszystkim  wysoko  postawionym  osobistościom,  i  jego  zachowanie  należało  uznać  za 

normalne. Dziwne wydawało się natomiast, że Inglesham korzysta z jego pomocy. 

Zauważył  również  powszechne  zainteresowanie  Ateną  wśród  panów  obecnych  na 

balu,  którzy  natychmiast  wypatrzyli  piękność  w  małym  kółku  Tenisonów.  Nick  wcale  się 

temu  nie  dziwił.  Pozbawiona  cienia  kokieterii  Atena  przyciągała  natychmiast  zachwycone 

spojrzenia.  Bez  żadnych  szczególnych  starań  osiągnęła  swój  ceł  i  zrobiła  furorę  w 

towarzystwie. Oczywiście suknia od madame Felice była doskonałą oprawą. 

W  rezultacie  pewien  sprytny  plan  spalił  na  panewce,  bo  gdy  po  kolacji  Adrian  w 

towarzystwie podszedł do Ateny, żeby zaprosić ją do tańca, tak wszystko ukartowawszy, żeby 

Tenisonowie nie poczuli się urażeni, musiał odejść z kwitkiem, ponieważ okazało się, że obie 

panny są wprost rozrywane i mają już mnóstwo zamówionych tańców. Szczęśliwie dla Emmy 

panowie  odprawieni  przez  Atenę  zwracali  się  do  niej,  dzięki  czemu  stała  się  najbardziej 

obleganą z debiutantek obecnych na balu. 

Gdy po sromotnej klęsce Adriana i Nicka obie panny odeszły, prowadzone na parkiet 

przez innych szczęśliwców. oburzona pani Tenison powiedziała: 

-  Co  ich  wszystkich  napadło,  mężu?  Dlaczego  Atena  znalazła  się  nagie  w  centrum 

uwagi? Przecież jest nikim, a jej suknia zdaje się więcej niż skromna. 

- Ale to urocze dziewczę o nieskazitelnych manierach. Nawiasem mówiąc, Emma też 

wygląda dziś nadzwyczaj korzystnie i wielu panów okazuje jej zainteresowanie. 

Pani Tenison skrzywiła się, ale musiała przyznać, że mąż ma rację. 

- Moja droga, nie zazdrość Atenie tej chwili tryumfu - dodał pojednawczym tonem. - 

Młodzieńcy chętnie będą z nią tańczyć, ale kiedy się dowiedzą o jej ubóstwie, żaden się nie 

oświadczy. Tymczasem nasza Emma ma w ręku dwa atuty: posag i urodę. Zapewniam cię, że 

background image

z  czasem  rozkwitnie  i  poczuje  się  pewnie  w  wytwornym  towarzystwie.  Wierz  mi,  biednej 

Atenie nie ma czego zazdrościć. 

- No dobrze, byle ta Filmer nie zapomniała, gdzie jest jej miejsce. 

Ta  Filmer,  jak  pani  Tenison  z  upodobaniem  nazywała  Atenę,  bawiła  się  doskonale. 

Budziła ogólny zachwyt, a ponadto miała sposobność, by udowodnić Nickowi, że podoba się 

nie tylko jego kuzynowi, lecz także innym panom. 

Nie powinien się nigdy dowiedzieć, że ani jeden spośród adoratorów nie budził w niej 

takich  uczuć  jak  on  sam  -  kłamca  i  arogant.  Celem  Ateny  nadal  było  usidlenie  Adriana 

Kinlocha.  Gdyby  się  pobrali,  jego  majątek  i  stanowisko  w  wielkim  świecie  zapewniłyby 

Charlotcie  Filmer  towarzyską  pozycję,  która  słusznie  jej  się  należała.  Skoro  to  małżeństwo 

wymaga poświęcenia, Atena była na nie gotowa. 

Wykonując  skomplikowane  figury  tańca,  czuła  na  sobie  spojrzenie  przygnębionego 

Adriana. Nick Cameron z kamienną twarzą obserwował tańczących. 

Atena  nie  miała  wątpliwości,  że  tego  wieczoru  zrobiła  w  londyńskim  towarzystwie 

prawdziwą furorę. Adrian będzie szaleć za nią jeszcze bardziej, by pokonać konkurentów. 

Dlaczego w głębi duszy nie potrafiła się tym cieszyć? 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

- Przed chwilą dostarczono przez posłańca bilecik adresowany do pani. Ten człowiek 

nie chciał czekać na odpowiedź. 

Kamerdyner  Tenisonów  wręczył  Atenie  niewielki  list,  gdy  po  balu  u  Mortimerów  w 

radosnym nastroju zeszła na późne śniadanie. 

Służba nie wiedziała, jak się odnosić do panny Filmer, która zawsze była nadzwyczaj 

uprzejma i znała swoje miejsce - gdzieś między państwem a nimi. Szeptano po kątach, że jej 

owdowiała matka ukrywa jakąś tajemnicę, ale nikt ze służących nie miał pojęcia, o jaki sekret 

chodzi, co naturalnie podsycało ciekawość. Pani Filmer przyjechała w ich strony nie wiadomo 

skąd i nie miała chyba rodziny, bo przez te wszystkie lata nikt jej nie odwiedził. 

Atena  uprzejmie  podziękowała  kamerdynerowi  i  weszła  do  pustego  salonu,  by  na 

osobności przeczytać list. Nie życzyła sobie, żeby pani Tenison wzięła ją w krzyżowy ogień 

pytań,  starając  się  dowiedzieć,  kto  pisze  i  w  jakiej  sprawie.  Jedyną  osobą  zamieszkałą  w 

Londynie,  która  mogła  wysłać  list  do  Ateny,  była  Louise,  alias  madame  Felice.  Im  mniej 

zadufana w sobie matrona będzie wiedziała o ich znajomości, tym lepiej. 

List był krótki. Louise pisała: 

Otrzymałam  wiadomość  wielkiej  wagi  i  muszę  porozmawiać  z  zaufaną  osobą  o 

możliwych  następstwach  opisanych  w  wiadomości  wydarzeń.  Prócz  Ciebie  nie  mam  w 

Londynie  żadnej  przyjaciółki.  Błagam,  abyś  zechciała  mnie  odwiedzić  najszybciej,  jak  to 

możliwe. 

MF 

Atena zmięła list. Co się stało? Skąd ten niepokój i pośpiech? Postanowiła zajrzeć na 

Bond  Street  tego  samego  dnia  po  popołudniu.  Louise  i  ona  nie  miały  nikogo,  komu  mogły 

zaufać, powinny więc trzymać się razem, aby wspólnie stawić czoło wrogiemu światu. 

Przyszła  do  jadalni  na  krótko  przed  panem  Tenisonem,  który  wpadł  tam  mocno 

poruszony,  co  mu  się  zdarzało  niesłychanie  rzadko.  Trzymał  w  ręku  list  znacznie 

obszerniejszy niż bilecik doręczony Atenie. 

-  Moje  drogie  -  zaczął  drżącym  głosem  -  z  domu  przyszły  niepokojące  wiadomości. 

Doszedłem  do  wniosku,  że  lepiej  będzie,  jeśli  sam  je  wam  przekażę,  zanim  przeczytacie  o 

tym  w  gazetach.  Bez  wątpienia  dziś  albo  jutro  ukaże  się  artykuł  w  Morning  Post.  Adwokat 

Simpkin donosi mi bez zwłoki, że przed paroma dniami markiz Sywell został znaleziony na 

podłodze  swej  sypialni  w  dawnym  opactwie.  Był  martwy.  Procesowałem  się  z  nim  i  mój 

background image

prawnik  uznał  za  stosowne  natychmiast  zawiadomić  mnie  o  tym  fakcie.  Markiza 

zamordowano z wyjątkowym okrucieństwem, a sprawca lub sprawcy pozostają nieznani. 

-  Kolejne  zabójstwo!  -  wykrzyknęła  pani  Tenison.  -  Niedawno  zginął  nieszczęsny 

premier, pan Spencer Perceval, zastrzelony przez tego szaleńca  Bellinghama. Nikt z nas nie 

może  czuć  się  bezpieczny.  -  Na  znak  rozpaczy  przyłożyła  chusteczkę  do  oczu,  ale  szybko 

przyszła do siebie i perorowała dalej: - Zresztą wcale nie żałuję tego człowieka. Nie mówię o 

Percevalu, mam na myśli markiza. Z pewnością nie będziemy nosić po nim żałoby. Przecież 

to sąsiad, nie krewny. 

- Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek po nim rozpaczał - odparł pan 

Tenison. - Wyjątkowy szubrawiec. Z drugiej strony jednak nie życzyłem mu śmierci. 

-  Klątwa  -  szepnęła  Emma.  -  Kolejne  nieszczęście  spowodowane  przekleństwem 

ciążącym  na  opactwie  Steepwood.  Najpierw  zaginęła  markiza,  teraz  jej  mąż  został 

zamordowany. Może oboje padli ofiarą tego samego zabójcy. 

Emma  rozpłakała  się,  ale  nie  miała  przy  sobie  chusteczki.  Atena  podała  jej  swoją  i 

zauważyła: 

- To brzmi przekonująco. Czy w liście prawnika są wzmianki o podejrzanych? Co na 

to władze? 

Pan  Tenison  popatrzył  na  zapłakane  panie  i  z  wdzięcznością  zerknął  na  opanowaną 

Atenę, która jak zwykle była uosobieniem zdrowego rozsądku. 

-  Nie.  Morderstwo  jest  równie  tajemnicze  jak  zaginięcie  markizy.  Moim  zdaniem 

główna trudność polega na tym, że osób skłóconych z Sywellem jest mnóstwo, ja sam się do 

nich zaliczam, ale na tej podstawie nie należy zakładać, że ktoś z nas usunął go z tego świata. 

Atena  kiwnęła  głową.  Domyślała  się,  że  otrzymany  niedawno  bilecik  dotyczy  tych 

samych wieści. Trudno się dziwić, że Louise chciała natychmiast się z nią naradzić. Jedno nie 

ulegało wątpliwości: przez najbliższy tydzień zamordowany markiz będzie głównym tematem 

rozmów  i  plotek,  a  następnie  pojawi  się  inna  nowina.  Kto  wspominał  jeszcze  zastrzelonego 

niedawno premiera? 

- Sywell zamordowany. Szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię, zwłaszcza po lekturze 

złośliwej satyry na jego temat, którą ostatnio wydano w Londynie. 

Nick Cameron i Adrian spotkali George'a Tupmana, idąc do sportowej sali Jacksona. 

Zatrzymał ich, aby przekazać nowinę, którą właśnie otrzymał w liście od brata zamieszkałego 

w pobliżu opactwa Steepwood. 

- Tupman, jaką złośliwą satyrę masz na myśli? - zapytał Nick. 

background image

-  Nie  czytałeś?  No  tak,  skoro  przyjechałeś  do  Londynu  jakiś  czas  po  jej 

opublikowaniu, nie masz pojęcia, jakie tu powstało zamieszanie. To paszkwil na Sywella pod 

tytułem  ikczemny  markiz.  Bohater  nazywa  się  Rapeall,  a  oprócz  niego  postawiono  pod 

pręgierzem chyba niemal połowę ludzi z towarzystwa. Jeśli chociaż część tego, co zostało w 

tej  książce  napisane,  jest  prawdą,  większość  osób  z  naszej  sfery  miała  powód,  żeby 

znienawidzić Sywella. 

-  Podobno  markiz  miał  wielu  wrogów,  a  inni  się  go  sali.  Domyślasz  się,  kto  zabił, 

Tupman? Gdybym zaproponował mały zakład, na kogo byś postawił? - spytał Nick. 

-  Pewnie  służący  albo  buntownicy  zwani  luddytami.  Zapewne  ktoś  z  gminu.  Nie 

wierzę,  by  człowiek  z  naszej  sfery  zamordował  Sywella.  Mogę  założyć  się  o  wszystko,  że 

mam rację! 

- Nie znałem go - wtrąci! Adrian. - Naprawdę był takim nikczemnikiem, jak twierdzi 

autor satyry? Chciałbym przeczytać tę rzecz. 

- Prawdopodobnie dopuścił się czynów znacznie gorszych niż te opisane w książce - 

dodał  Nick.  -  Miałem  nieszczęście  raz  się  z  nim  zetknąć.  Chłostał  do  nieprzytomności 

nieszczęsnego  lokaja  za  rzekome  uchybienie  etykiecie.  Jakaś  błahostka!  Z  trudem 

powstrzymałem się od tego, żeby nie wyrwać mu bata. Najchętniej jego bym wychłostał, ale 

byłem  wtedy  chłopcem  i  napaść  na  markiza  nie  uszłaby  mi  płazem.  Teraz  nic  by  mnie  nie 

powstrzymało. 

-  Mówi  się,  że  znowu  działa  klątwa  rzucona  na  opactwo  Steepwood  -  powiedział 

Tupman. 

-  Jest  o  niej  wzmianka  w  paszkwilu.  Chętnie  pożyczę  ci  swój  egzemplarz,  Kinloch, 

jeśli  przyrzekniesz,  że  mi  go  zwrócisz.  Nawiasem  mówiąc,  o  tobie  autor  nie  wspomina,  z 

czego powinieneś się cieszyć. Innym nadano obrzydliwe pseudonimy. Ten pismak bez litości 

się z nich natrząsa. 

Adrian nie był pewny, czy istotnie ma powody do radości, że go pominięto. Wolałby 

zostać wyszydzony, ale zauważony. 

- A zatem klątwa ciążąca na opactwie Steepwood znowu działa - odparł w końcu. 

-  Ludzie  zawsze  wymyślają  bzdury,  gdy  usłyszą  o  tajemniczej  i  nagłej  śmierci  - 

powiedział stanowcze Nick. - Kto dziś wierzy w takie głupstwa? 

- Na przykład ja - przyznał Adrian. - Historia naszej rodziny zawiera mnóstwo takich 

opowieści.  W  Szkocji  jest  wiele  miejsc  dotkniętych  klątwą.  Dobrze  o  tym  wiesz,  drogi 

kuzynie. 

background image

Nick  wzruszył  tylko  ramionami  i  podziękował  Tupmanowi  za  przekazanie 

wiadomości.  Kuzyni  ruszyli  dalej.  Niespodziewanie  ujrzeli  pannę  Filmer  wchodzącą  do 

pracowni krawieckiej madame Felice. 

- Ależ to Atena! - zawołał Adrian. - Cóż za szczęśliwy zbieg okoliczności! Wejdźmy 

tam pod byle pretekstem. Będę mógł z nią porozmawiać. 

- Nie zapominaj o pogłoskach krążących na temat madame - przypomniał Nick. - Jeśli 

ktoś z plotkarzy zobaczy, że tam wchodzisz, ludzie zaczną wygadywać o tobie niestworzone 

rzeczy. Nie sądzę, żeby ci się to spodobało. Poza tym warto zadać sobie pytanie, czego panna 

Filmer tam szuka. Nie stać jej przecież na suknie od madame Felice. Tym dziwniejsze wydaje 

się, że wczoraj nosiła taką kreację. 

- Jesteś tego pewny? - spytał z niedowierzaniem Adrian. - Jej suknia nie wydała mi się 

strojna,  Moim  zdaniem  niewiele  się  różniła  od  codziennej.  Nie  dostrzegam  tu  żadnej 

tajemnicy. 

Nick mimo woli pomyślał, że mylna ocena stroju Ateny to kolejny dowód, że ci dwoje 

do  siebie  nie  pasują.  Adrianowi  podobały  się  kreacje  ozdobne  i  wystawne,  których  ona  nie 

chciałaby nosić. 

- Mimo wszystko nie radziłbym ci bez wyraźnego powodu wdzierać się do tego raju 

wytwornych dam. 

- Okropny jesteś, Nick - zauważył Adrian. - Jak zwykle wylewasz mi na głowę kubeł 

zimnej wody, lecz... 

-  Niemal  zawsze  mam  rację  -  przerwał  Nick,  biorąc  go  pod  ramię  i  zmuszając  do 

marszu; byle dalej od nieodpartej pokusy. 

Gdy Atena weszła do salonu, Louise natychmiast znalazła powód, żeby znaleźć się z 

nią sam na sam. Szybko zakończyła rozmowę z klientką i poszła z gościem na górę nakazując 

służbie, by przez najbliższe półgodziny pod żadnym pozorem jej nie przeszkadzano. 

Zamiast podać herbatę, zbliżyła się do kredensu, gdzie stała karafka z maderą i kilka 

kieliszków. Dwa zapełniła do potowy i jeden podała Atenie. 

- Wypij. Podejrzewam, że nim skończę, będziesz musiała się pokrzepić. 

Niezmącony  spokój,  podziwiany  zawsze  przez  Atenę,  gdzieś  zniknął.  Louise  upiła 

mały łyk, wzdrygnęła się i odstawiła kieliszek. 

-  Do  rzeczy.  Nie  chcę  marnować  twojego  cennego  czasu.  Napisał  do  mnie  zaufany 

przyjaciel  ze  Steepwood,  z  pomocą  którego  stamtąd  uciekłam.  List  zawiera  wstrząsające 

nowiny.  Nie  darzyłam  męża  uczuciem  po  tym,  jak  zorientowałam  się,  że  udawał  szaleńczo 

zakochanego,  aby  skłonić  mnie  do  małżeństwa.  Mimo  to  nie  życzyłam  mu  źle.  - 

background image

Nieświadomie  powtórzyła  zdanie  wypowiadane  niemal  przez  wszystkich,  którzy  słyszeli  o 

śmierci  Sywella.  -  Znaleziono  go  w  sypialni.  Został  okrutnie,  brutalnie  zamordowany. 

Tożsamość  mordercy  pozostaje  tajemnicą.  Sywell  odprawił  całą  służbę,  nawet  kamerdynera 

Solomona  Burnecka,  został  więc  całkiem  sam.  Gdyby  nie  to,  biedny  Solomon  byłby 

pierwszym  podejrzanym,  bo  uchodzi  za  nieślubnego  syna  markiza,  a  na  dodatek  był  źle 

traktowany. Trudno o lepszy motyw do morderstwa. 

Louise zamilkła na chwilę. 

-  Markiz  zginął  po  długiej  walce,  pocięty  własną  brzytwą.  Wszędzie  była  krew. 

Oczywiście przypomniano sobie natychmiast o moim zniknięciu, lecz od swego informatora 

wiem,  że  okoliczności  morderstwa  wskazują  wyraźnie,  iż  nie  mogła  tego  dokonać  kobieta. 

Cień podejrzenia pada na lorda Yardleya. Ostatnio znów pokłócił się straszliwie z Sywellem 

w miejscu publicznym. Prowadzący śledztwo będą jednak mieć spore trudności z ustaleniem 

listy  podejrzanych,  bo  markiz  był  zwaśniony  z  wieloma  osobami,  a  większości  z  nich  dał 

powody, aby życzyły mu śmierci. 

- Tak - przyznała Atena. - Wiadomo mi, że pan Tenison również był z nim skłócony, 

ale trudno podejrzewać go o zbrodnię. Nawiasem mówiąc, ma alibi, bo od połowy kwietnia 

nie opuszczał Londynu. 

- Jestem ci winna jeszcze jedną informację - ciągnęła Louise. - Znajomy twierdzi, że 

władze  postanowiły  wznowić  śledztwo  w  sprawie  zaginionej  markizy  i  prowadzą  je  nader 

energicznie.  Pojawiło  się  domniemanie,  że  żona  wprawdzie  nie  zabiła,  ale  wynajęła 

morderców. Teraz rozumiesz, dlaczego cię wezwałam. 

-  Wątpię,  żebyś  znalazła  się  na  liście  potencjalnych  morderców  -  powiedziała 

oszołomiona Atena. - . Kto cię zna, nie śmie podejrzewać, że przyłożyłabyś rękę do zbrodni. 

-  Zapewne,  lecz  oprócz  ciebie  nie  mam  przyjaciół  -  odparła  ze  smutkiem  Louise.  - 

Gdy  przebywałam  opactwie  Steepwood,  prawie  nie  spotykałam  się  z  ludźmi.  Po  ślubie  z 

Sywellem  stałam  się  praktycznie  jego  więźniem.  Kiedy  wychodziłam,  mogłam  jedynie 

spacerować  po  najbliższej  okolicy.  Wcześniej  byłam  prostą  szwaczką.  W  miasteczku  poza 

tobą nie miałam żadnych przyjaciół. Jest również inna trudność: nie za - - - - - - - - - - - - się 

ujawnić nawet po to, żeby dowieść swojej niewinności.  Lepiej, by nikt nie dowiedział się o 

moim  nowym  życiu.  Tamten  rozdział  uważam  za  definitywnie  zamknięty.  Popełniłam  błąd, 

wychodząc  za  łajdaka,  i  drogo  za  to  zapłaciłam.  Ze  smutkiem  muszę  wyznać.  że  nie 

podjęłabym  takiej  decyzji,  gdyby  John  Hanslope  mój  opiekun,  nie  uznał,  że  dobrze  na  tym 

wyjdę, jeśli przyjmę oświadczyny. 

background image

-  Dlaczego  prowadzący  śledztwo  podejrzewają  hrabiego  Yardleya?  -  zapytała  nieco 

zbita  z  tropu  Atena.  -  Moim  zdaniem  to  przypuszczenie  jest  równie  absurdalnie  jak 

przypisywanie winy tobie. Spotkałam go raz jeden i w przeciwieństwie do markiza zrobił na 

mnie wrażenie człowieka spokojnego i godnego szacunku. 

-  Racja  -  przytaknęła  Louise.  -  Teraz  rozumiesz,  dlaczego  chciałam  z  tobą 

porozmawiać.  Jesteś  uosobieniem  zdrowego  rozsądku  i  zadajesz  właściwe  pytania.  Moim 

zdaniem  większość  mężczyzn,  zwłaszcza  po  pijanemu,  zachowuje  się  w  sposób  urągający 

zdrowemu  rozsądkowi,  jeśli  w  grę  wchodzą  ich  pieniądze  lub  honor.  Możemy  tylko 

zgadywać,  czemu  Yardley  zrobił  markizowi  karczemną  awanturę,  a  także  czy  tamta  kłótnia 

miała jakiś związek z morderstwem. 

-  To  mi  przypomina  skomplikowaną  układankę.  Nie  mamy  wzorcowego  obrazka, 

brakuje wielu istotnych elementów, jest też dla mnie zagadką, według jakiego klucza należy 

porządkować  te,  które  mamy.  Zadanie  trudne...  wręcz  niemożliwe  do  wykonania  - 

zastanawiała się Atena. 

- Owszem, lecz jeśli mam być szczera, w całej tej sprawie interesuje mnie tylko jeden 

aspekt.  Żadna  z  nas  nie  może  zdradzić,  że  jestem  zbiegłą  markizą.  Jeśli  ktokolwiek  zapyta, 

jak zaczęła się nasza przyjaźń, powinnyśmy mieć przygotowaną wiarygodną odpowiedź, aby 

zmylić czujność ewentualnych przeciwników. Niestety, trzeba skłamać. 

Obie  młode  kobiety  bezradnie  wpatrywały  się  w  siebie.  Nagle  Atena  wybuchnęła 

śmiechem, chociaż nie było jej wesoło. 

-  Gdybym  została  wziętą  pisarką,  ułożenie  efektownej  i  pasjonującej  opowieści  nie 

stanowiłoby  dla  mnie  najmniejszego  problemu.  Nikt  by  się  nie  zorientował,  że  kłamię,  ale 

teraz... 

- Szczerze mówiąc, też mam pustkę w głowie - przyznała Louise. - Tyle nakłamałam, 

zanim pod fałszywym nazwiskiem osiadłam na Bond Street, że brak mi już pomysłów. 

-  Jak  ci  się  podoba  taka  historyjka  -  zaczęła  Atena,  marszcząc  brwi  i  starając  się 

odpowiednio ubrać w słowa pierzchające myśli. - Jak zapewne wiesz, przez jakiś czas miałam 

francuską  guwernantkę.  Możemy  powiedzieć,  że  jej  młodsza  siostra  przyjechała  do  nas  na 

krótkie  wakacje.  Rozumie  się  samo  przez  się,  że  ty  nią  byłaś.  Kiedy  przyszłam  do  twojej 

pracowni  z  panią  Tenison  i  Emmą,  od  razu  cię  poznałam,  bo  zachowałaś  drobną  posturę  i 

dziewczęcą  urodę.  Moim  paniom  o  tym  nie  wspomniałam,  ponieważ  uznałam,  że  to  nie  ich 

sprawa. 

background image

Atena  była  wstrząśnięta,  że  z  taką  łatwością  ułożyła  przekonującą  fabułkę.  Niemal 

słyszała kpiący głos Nicka: Ależ z pani intrygantka i kłamczucha, Ateno! Imienniczka godna 

antycznej bogini, która u Homera łże jak z nut. 

Ocknęła się z zadumy, gdy Louise pochwaliła jej opowiastkę. 

- To powinno wystarczyć - uznała. - Chyba rozumiesz, dlaczego jestem taka ostrożna. 

Nie sądzę, żeby mnie odnaleźli, ale trzeba brać pod uwagę najgorsze. Jednego nauczyłam się 

ze wszystkich życiowych doświadczeń: wystarczy przekonujące kłamstwo, a reszta opowieści 

niech będzie prosta i prawdziwa. Nadmiar wyjaśnień prowadzi do katastrofy. 

- Okropny jest ten świat - skonstatowała Atena i serdecznie ucałowała przyjaciółkę. - 

Dlaczego ubogie dziewczęta muszą posuwać się do podstępów, żeby przetrwać? 

Myślała nie tylko o Louise, lecz także o sobie, ponieważ życiowe perturbacje zmusiły 

ją  do  samodzielnych  poszukiwań  na  małżeńskim  rynku,  skoro  nie  mogła  liczyć  na  pomoc 

matki. Mimo wszystko zdawała sobie sprawę, że jej sytuacja była lepsza od położenia Louise, 

która  nigdy  nie  miała  nikogo,  kto  wprowadziłby  ją  do  wyższych  sfer.  Znalazła  wprawdzie 

kandydata na obrońcę i opiekuna, lecz ten po ślubie zmienił się w potwora. 

Louise obserwująca uważnie wyraz twarzy Ateny, rozważała po raz pierwszy, czy nie 

nadszedł  czas,  by  podzielić  się  z  nią  sekretem  dotyczącym  swego  pochodzenia,  lecz 

doskonale wiedziała, że przyjaciółka dźwiga ciężkie brzemię i obciążanie jej ponad miarę nie 

pomoże  żadnej  z  nich.  Lepiej  zachować  te  rewelacje  na  później,  kiedy  nowina  o  potwornej 

śmierci markiza trochę spowszednieje. 

Obu  pozostało  jedynie  dopić  maderę  i  powspominać  dawne  dobre  czasy,  żeby  na 

chwilę zapomnieć o smutnej teraźniejszości. 

-  Zimny  trup!  Na  miłość  boską!  Ciekawe,  który  z  niezliczonych  wrogów  postanowił 

nareszcie z nim skończyć. 

Ta uwaga wygłoszona przez damę należała do najłagodniejszych uwag, jakimi dzieliły 

się  osoby  z  wyższych  sfer  po  usłyszeniu  wiadomości  o  brutalnym  zamordowaniu  markiza. 

Ilekroć  w  towarzystwie  pojawiał  się  starszy  syn  hrabiego  Yardleya,  szeptano  po  kątach,  że 

jego ojca podejrzewa się o udział w zbrodni. 

Marcus,  wicehrabia  Angmering  od  razu  rzucał  się  w  oczy.  Wysoki  i  mocno 

zbudowany,  podobnie  jak  Nicholas  Cameron,  twarz  miał  raczej  wyrazistą  niż  urodziwą  i 

gęstą, złotorudą czuprynę. Poza tym przedkładał wygodę nad elegancję i nie aspirował nigdy 

do miana dandysa. 

- Najgorsze jest to, że wszyscy znajomi traktują mnie jak obłożnie chorego. Wygląda 

na  to,  że  każdy  wie,  co  mi  jest,  ale  nikt  się  nie  kwapi,  żeby  mnie  o  tym  poinformować  - 

background image

zwierzał się Nickowi i Adrianowi, gdy pewnego dnia spotkał ich w Hyde Parku. - Ci, których 

szczególnie  nie  lubię,  omijają  mnie  szerokim  łukiem,  żeby  nie  złapać  tych  miazmatów,  a 

prawdziwi  przyjaciele  udają  pogodnych  i  zapewniają  o  swej  sympatii!  Do  głowy  by  mi  nie 

przyszło,  żeby  podejrzewać  ojca  o  mordercze  skłonności,  ale  to  nie  jest  żaden  argument, 

prawda? W ten sposób dowodzę tylko, że jestem oddanym synem. 

- Istotnie. W naszych czasach to prawdziwa rzadkość - przyznał Nick. 

Adrian, który dosłownie zrozumiał uwagi Marcusa, wypytywał troskliwie: 

- Mam nadzieję, Angmering, że nie zapadłeś na groźną chorobę. 

Nie miał pojęcia, dlaczego Nick i Marcus zgodnie wybuchnęli gromkim śmiechem. 

- Przyzwoity z ciebie  gość, Kinloch.  - powiedział Marcus. -  Gdyby  coś ze mną było 

nie tak, trzymałbym się od ciebie z daleka. Zapewniam, że jestem w dobrej formie. Odkąd do 

miasta  dotarła  nowina  o  zamordowaniu  Sywella,  brak  mi  tylko  cierpliwości,  bo  wszyscy 

wygadują bzdury na mój temat? - Och, odetchnąłem z ulgą - rzekł uspokojony Adrian i dodał: 

- Nie chcę przez to powiedzieć, że pochwalam morderstwo, ale Sywell sam się prosił o taki 

los.  Przeczytałem  niedawno  świetną  książkę  na  jego  temat.  Rzecz  nosi  tytuł  „Nikczemny 

markiz”.  Nick  twierdzi, że  sportretowano  w  niej wielu  ludzi  z  naszej  sfery.  Tak  czy  inaczej 

cieszę się, że jesteś zdrów. Sywell nam wszystkim bruździł i dawał do ręki mocne argumenty 

tym okropnym radykałom, którzy obrzucają błotem całą Izbę Lordów. Może po jego śmierci 

wreszcie się uciszą. 

-  Wątpliwe  -  odparli  jednocześnie  Nick  i  Marcus.  Ten  ostatni  dodał  rzeczowo:  - 

Najdziwniejsze jest to, że Sywell zginął dokładnie tak, jak opisano w książce. 

-  Cały  pokój  we  krwi,  denat  zamordowany  swoją  własną  brzytwą!  -  krzyknął 

wstrząśnięty Adrian. 

-  Otóż  to  -  przytaknął  Marcus.  -  Albo  mamy  do  czynienia  z  wyjątkowym  zbiegiem 

okoliczności,  zwłaszcza  że  gdy  paszkwil  został  opublikowany,  Sywell  cieszył  się  dobrym 

zdrowiem...  względnie  dobrym  -  poprawił  się  szybko  i  ciągnął  swoje  wywody:  -  albo 

morderca czerpał inspiracje z książki. 

Wszyscy  trzej  przez  kilka  chwil  rozważali,  każdy  na  swój  sposób,  haniebną  śmierć 

markiza.  W  końcu  Nick  postanowił  zmienić  temat  i  wykorzystać  fakt,  że  natknęli  się  na 

Marcusa. Zaczął go wypytywać o Tenisonów z Steep Ride w hrabstwie Northampton. 

-  Wiem,  Angmering,  że  twoja  rodzina  pochodzi  ze  Steepwood.  Może  ich  tam 

widywałeś?  Niedawno  przyjechali  do  Londynu.  Ich  córka  będzie  przedstawiona  na 

królewskim dworze. 

background image

- Tenison? - zastanawiał się Marcus. - Tak, poznałem go na balu w salach redutowych 

Abbot Quincey, kiedy tam ostatnio bawiłem. Przyzwoity facet, ma w sobie coś z uczonego, Z 

przyjemnością uciąłem sobie z nim pogawędkę na temat dziejów opactwa, które później stało 

się  własnością  naszej  rodziny.  Ojciec  także  ma  go  za  uczciwego  człowieka.  Pamiętam 

jedynaczkę Tenisonów: filigranowa, cichutka, tyranizowana przez władczą matkę. 

-  Miała  damę  do  towarzystwa?  -  zapytał  Nick,  wykorzystując  okazję  do  zdobycia 

informacji. 

- Czyja wiem? Kto by pamiętał te damulki? - wzruszył ramionami Marcus. 

Słuchający nieuważnie Adrian natychmiast się obruszył. 

-  Tę,  która  jej  obecnie  towarzyszy,  na  pewno  byś  zauważył,  Angmering.  Jest 

wyjątkowo  piękna,  usuwa  w  cień  córkę  Tenisonów,  nie  czyniąc  żadnych  starań  w  tym 

kierunku. Pochodzi z tych samych okolic. 

Nick  i  Marcus  nie  widzieli  dotąd  u  Adriana  podobnego  ożywienia.  Był  wyraźnie 

oburzony, że ktoś nie oddał sprawiedliwości Atenie. 

-  Jak  się  nazywa  ta  perła,  Kinloch?  Musi  być  naprawdę  wyjątkowa,  skoro  dla  niej 

zapomniałeś o innych dzierlatkach. 

- Miarkuj się, Angmering! Panna Atena Filmer jest prawdziwą damą, ma nieskazitelne 

maniery i wzorowo wypełnia swoje obowiązki, pomagając córce  Tenisonów odnaleźć się w 

wielkim świecie. Prawda, Nick? 

- Można tak powiedzieć - padła ostrożna odpowiedź. 

- Filmer... - rzekł Marcus. - Nie przypominam sobie nikogo o tym nazwisku. Skoro na 

tobie, Kinloch, zrobiła tak ogromne wrażenie, z pewnością zauważyłbym ją, gdyby pojawiła 

się na horyzoncie. 

-  Nic  straconego  -  odciął  się  Adrian,  nadal  w  wojowniczym  nastroju.  -  Masz 

doskonałą  sposobność,  żeby  ją  poznać.  Spodziewałem  się,  że  Tenisonowie  zechcą  dziś  po 

południu  odwiedzić  Hyde  Park,  bo  pogoda  jest  prześliczna,  i  widzę,  że  udało  mi  się  ich 

namówić.  Już  tu  są!  Przekonam  rodziców  panny  Emmy,  że  młode  damy  zamiast  jechać 

landem, powinny wybrać się z nami na przechadzkę, sam więc ocenisz. Niewątpliwie potem 

zgodzisz się ze mną, że nie wszystkie damy do towarzystwa są podstarzałymi brzydulami. 

Pomaszerował  w  głąb  alejki,  którą  jechało  otwarte  lando  Tenisonów.  Marcus  w 

zamyśleniu odprowadził go wzrokiem. 

-  Powiedz  mi,  Cameron,  co  napadło  Kinlocha?  Chyba  nie  zakochał  się  w  jakiejś 

prostaczce,  w  zwykłej  damie  do  towarzystwa!  Akurat  jego  nigdy  bym  nie  posądził  o 

skłonność do mezaliansu. Nie zadziera nosa, ale trudno nazwać go lekkoduchem. 

background image

Nick zadziwił samego siebie, broniąc Ateny. 

-  Poczekaj,  Marcusie,  aż  sam  zobaczysz  tę  pannę.  Naprawdę  jest  urodziwa...  a  także 

mądra. 

- Mądra! O bogowie! W takim razie o czym rozmawia z Kinlochem? 

Nick  wybuchnął  śmiechem.  Dawno  się  nie  widzieli  i  dlatego  zapomniał,  że  obaj  są 

równie  spostrzegawczy.  Angmering  od  razu  trafił  w  dziesiątkę,  potwierdzając  jego 

wątpliwości co do małżeństwa Adriana z Ateną. 

Nim  zdążył  odpowiedzieć  na  ostatnią  uwagę,  dobiegł  go  przeciągły  gwizd.  Tak 

nieoczekiwanie  Marcus  zareagował  na  widok  Adriana  prowadzącego  pod  ręce  dwie  młode 

damy. 

-  Dobry  Boże!  Już  wiem,  co  miał  na  myśli.  Tamta  mała  trochę  podrosła  od  naszego 

ostatniego  spotkania.  Teraz  jest  całkiem  znośna.  Miła  buzia,  ładna  figurka.  Ale  jej  dama  do 

towarzystwa... Prawdziwa piękność, bez dwóch zdań! 

Nick  spojrzał  spode  łba  na  starego  przyjaciela.  Też  coś!  Co  za  dużo,  to  niezdrowo! 

Atena zyskała kolejnego wielbiciela! To chyba czary... jak w Śnie nocy letniej Szekspira. 

Marcus skłonił się nisko obu paniom, gdy Adrian go im przedstawił. 

-  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie.  Jesteś  szczęściarzem,  Kinloch!  U  obu  ramion 

prawdziwe  ślicznotki.  Idąc  po  panie,  zapowiedziałeś,  że  przyprowadzisz  dwie  wyjątkowe 

piękności, i dotrzymałeś słowa. 

Emma  uroczo  się  zarumieniła.  Dawniej  byłaby  całkiem  zbita  z  tropu  takimi 

pochwałami, ale tamte czasy już minęły... 

- Pan nam pochlebia, milordzie - odparła Atena. 

-  Bez  tytułomanii,  panno  Filmer.  Proszę  mi  mówić  Angmering.  Mam  nadzieję,  że  i 

panna Emma zechce tak się do mnie zwracać. Spotkaliśmy się w okresie Bożego Narodzenia 

w salach redutowych Abbot Quincey. 

- Jestem zaszczycona, że raczył mnie pan zapamiętać, Angmering - odparła nieśmiało 

Emma. 

- Co też pani mówi! Jak mógłbym zapomnieć? Wydaje mi się, że nie poznałem wtedy 

pani towarzyszki. Na pewno też utkwiłaby mi w pamięci. 

Atena  jak  zwykłe  czuła  na  sobie  gniewne  spojrzenie  Nicka.  Od  razu  polubiła 

szczerego i bezpośredniego Angmeringa. 

- Nie spotkaliśmy się, ponieważ moja mama chorowała i nie byłam na balu. 

- Mieszka pani w Abbot Quincey, panno Filmer? Atena pokręciła głową. 

background image

-  Nie.  Moja  owdowiała  matka  osiadła  przed  laty  w  niewielkiej  wiosce  zwanej  Steep 

Ride po drugiej stronie Steepwood. To urocza osada, pewnie dlatego, że taka maleńka. 

Steep  Ride,  powtórzył  w  myślach  Nick.  Trzeba  zapamiętać  tę  nazwę.  Już  wiedział, 

gdzie  szukać  informacji  o  pannie  Filmer  i  jej  pochodzeniu.  Szedł  sam  za  Adrianem 

prowadzącym Emmę i Marcusem, który podał ramię Atenie. Z ponurą miną przysłuchiwał się 

ich rozmowie. 

Po kilku chwilach niezobowiązującej konwersacji Marcus oznajmił: 

-  Panno  Filmer,  moje  gratulacje!  Odkąd  przyjechałem  do  Londynu,  wszyscy 

rozmawiają ze mną, jakby mieli do czynienia z dziwakiem albo szaleńcem. Jest pani pierwszą 

osobą, która zachowuje się normalnie. 

-  Gdyby  chciał  pan  dowieść,  że  ma  w  sobie  coś  z  oryginała  lub  ekscentryka,  z 

pewnością  nic  by  pana  nie  powstrzymało,  lecz  na  razie  nie  oczekuję  takich  niespodzianek. 

Domyślam  się,  że  morderstwo  popełnione  na  osobie  markiza  oraz  więzy  łączące  pańską 

rodzinę  ze  Steepwood  zachęcają  innych  do  szukania  sensacji.  Plotkarze  uwielbiają 

melodramatyczne sytuacje. 

-  Dobrze  powiedziane.  -  Marcus  uśmiechnął  się  do  Ateny.  -  Dzięki  pani  bawi  mnie 

teraz ich postępowanie,  które do tej pory uważałem za irytujące. Nick Cameron powiedział, 

że jest pani mądra, i miał rację. 

- Naprawdę tak mówił? - odparła chłodno Atena. - Uchodzi za rozumnego człowieka, 

więc jego uznanie powinno mi pochlebiać. 

- Uwaga  Nicka z pewnością nie była pochlebstwem. Jestem pewny, że zgodzi się ze 

mną. 

Atena miała w tej kwestii spore wątpliwości. Jej zaufanie wobec Camerona stało pod 

znakiem zapytania, natomiast z każdą minutą nie bez irytacji utwierdzała się w przekonaniu, 

że nadal ją przyciąga niczym magnes. Ilekroć wchodziła do sali balowej czy bawialni albo jak 

dziś  jechała  do  Hyde  Parku,  odruchowo  szukała  go  wzrokiem.  Co  gorsza,  zwyczajne 

spotkanie stawało się dla niej ogromnym przeżyciem. Tak samo czuła się, gdy pewnego razu 

przypadkiem wypiła bardzo mocny alkohol, który natychmiast uderzył jej do głowy. 

Wstydziła  się  przyznać,  że  sama  obecność  tego  mężczyzny  wprawia  ją  w  upojenie. 

Zastanawiała  się,  jak  on  reaguje  na  jej  widok.  Zwykle  odnosiła  wrażenie,  że  go  denerwuje. 

Kiedy się pojawiała, krzywił usta i obrzucał ją chłodnym taksującym spojrzeniem. 

Idący za Marcusem i Ateną Nick był równie poruszony. Przez głowę przebiegały mu 

podobne  myśli  i  spostrzeżenia.  Mimo  woli  podsłuchiwał  tamtych  dwoje  i  utwierdzał  się  w 

przekonaniu, że musi zdobyć jak najwięcej informacji na temat panny Filmer. 

background image

Ostateczną  decyzję  podjął,  gdy  z  powozu  stojącego  za  drzewami  wysiadł  książę 

Inglesham i podszedł do nich, prowadząc na srebrnej smyczy wielkiego charta rosyjskiego. 

Gdy  pies  podbiegł  do  Ateny,  natychmiast  uległ  jej  urokowi.  Jak  wszystkie  samce, 

zaczął się do niej łasić pan musiał go przywołać do porządku. 

-  Angmering,  drogi  przyjacielu,  przedstaw  mnie  swojej  towarzyszce,  żebym  mógł  ją 

przeprosić  za  niefortunne  zachowanie  mego  zwierzaka,  który  wabi  się  Iwan  Groźny,  a 

zachowuje  się  jak  mały  kotek,  więc  przy  nadawaniu  imienia  zaszła  chyba  jakaś  pomyłka  - 

powiedział, jak zwykle opanowany. Ukłonił się nisko Atenie. 

Kolejny wielbiciel, pomyślał z wściekłością Nick. Powinni ją nazwać Afrodytą, a nie 

Ateną.  Imię bogini miłości byłoby w tym wypadku stosowniejsze, bo najwyraźniej wszyscy 

mężczyźni gotowi są paść do jej stóp. Gdyby została kurtyzaną, z pewnością nie narzekałaby 

na brak adoratorów. 

Marcus  natychmiast  przedstawił  Atenę  księciu...  oraz  Iwanowi,  który  skomlał  z 

ukontentowania.  Pochyliła  się,  żeby  pogłaskać  kształtny  łeb  szlachetnego  zwierzęcia,  które 

radośnie polizało jej dłoń. Książę odciągnął go i uniżenie przepraszał, a na koniec rzekł: 

-  Droga  panno  Filmer,  mogę  tylko  powiedzieć,  że  nie  przypominam  sobie,  żeby 

kiedykolwiek zachował się w ten sposób. Do tej pory znany był z niechęci do ludzi. Za mną 

także nie przepada. Jego serdeczność powinna pani schlebiać. 

Znowu mowa o schlebianiu! Atena uśmiechnęła się, a Nick zacisnął zęby, co nie było 

łatwe,  bo  rozmawiając  z  księciem,  starał  się  zachować  przyjemny  wyraz  twarzy.  Inglesham 

miał opinię pustelnika i rzadko szukał towarzystwa ludzi ze swojej sfery. Chodziły słuchy, że 

w  młodości  przeżył  zawód  miłosny,  a  jego  małżeństwo  okazało  się  tragiczną  pomyłką.  Po 

śmierci żony zdecydowanie odsunął się od świata. 

No i proszę, teraz wpadła mu w oko panna Atena Filmer. W tym momencie nastąpił 

gwałtowny  zwrot  w  monologu  wewnętrznym  Nicka  Camerona,  który  nagle  zrozumiał,  że 

spotkała  go  straszliwa  przygoda:  sam  też  zakochał  się  w  pannie  Atenie  Filmer  i  każdego 

samca - obojętnie mężczyznę lub zwierzę - traktował jak rywala! 

Nie, to nie do zniesienia! Z pewnością doświadczał jedynie zwykłej żądzy. Naturalnie, 

nie czuł nic więcej... 

W  głębi  serca  wiedział  jednak,  że  kłamie.  Potrafił  oszukać  innych,  nawet  Atenę,  ale 

nie mógł zwodzić samego siebie. 

Nie ulegało wątpliwości, że książę jest zachwycony nową znajomą. 

-  Atena  -  powiedział.  -  Szlachetne  imię.  Wolno spytać,  czy  występuje  często  w  pani 

rodzinie? 

background image

- Nie sądzę - odparła wymijająco, bo nie znała żadnych krewnych, ale nie mogła tego 

zdradzić księciu. - Mama nazwała mnie tak, ponieważ jej ojciec był wybitnym znawcą antyku 

i uważał to imię za ładne. 

- Przypadło urodziwej właścicielce - odparł szarmancko książę, starając  się panować 

nad Iwanem, który z uwielbieniem wpatrywał się w Atenę i chętnie znów polizałby jej dłoń. - 

Jeśli  dobrze  zrozumiałem  wyjaśnienia  Angmeringa,  przyjechała  pani  do  Londynu  z 

Tenisonami i przyjaźni się z ich córką. To rodzina ze Steepwood w hrabstwie Northampton, 

prawda? Słyszałem, że Tenison ostatnio wszedł w spór z nieżyjącym markizem Sywellem. 

- Możliwe - odparła Atena, starając się jak najmniej mówić o rodzinnych stronach. - 

Wydaje mi się, że był to spór graniczny. 

- Gdyby pani mieszkała we własnym domu, nie u przyjaciół, dałbym pani w prezencie 

Iwana,  ponieważ  obawiam  się,  że  wasze  rozstanie  będzie  dla  niego  trudną  próbą.  Pochodzi 

pani ze Steepwood? Czy dobrze zrozumiałem? Ma pani krewnych? Na pewno matkę. 

Do diabła, o co mu chodzi, pomyśleli jednocześnie Marcus i Nick. Obaj podejrzewali, 

że  książę  usiłuje  zdobyć  względy  Ateny  Filmer,  co  było  założeniem  nader  śmiałym,  jeśli 

wziąć pod uwagę jego reputację, nienaganną pod każdym względem. 

-  Szczerze  mówiąc,  mało  wiem  o  rodzinnych  koligacjach  -  odparła  Atena,  coraz 

bardziej  zakłopotana  tą  indagacją.  Starannie  ukrywała  wszelkie  objawy  lekkiego 

zdenerwowania,  na  które  Nick  był  jednak  szczególnie  wyczulony,  i  dlatego  zaraz  pomyślał, 

że książę trafił chyba w  czułe miejsce. Chętnie by  się dowiedział, czemu  służą te wszystkie 

pytania. 

Do diabła, jakie plany ma książę wobec panny Filmer? 

Atena  zadawała  sobie  to  samo  pytanie.  Z  roztargnieniem  głaskała  po  głowie  Iwana, 

który przestał się wyrywać i znacznie spokojniej wyrażał teraz swoje uwielbienie. Pomyślała, 

że gdyby nie była tylko ubogą znajomą Tenisonów, z radością przyjęłaby podarunek księcia. 

Nie  miała  nigdy  psa.  Pani  Filmer  balansowała  na  granicy  ubóstwa.  Miała  stały  dochód 

zapewniający skromne utrzymanie, trzymała więc kota, którego łatwiej było wykarmić. 

- Mamy kota jak czarownice ze starych baśni - powiedziała kiedyś z westchnieniem. 

Książę  również  uświadomił  sobie,  że  jak  na  początek  znajomości  jest  przesadnie 

dociekliwy,  i  zmienił  temat.  Zaczął  omawiać  polityczne  nowiny.  Wspomniał  o  luddystach, 

którzy zabili kupca w hrabstwie York, mówił o żałosnej doli angielskiego pospólstwa. 

-  To  wojna  -  dodał,  a  Nick  i  Marcus  zgodnie  pokiwali  głowami.  -  Nawet  bez 

rozruchów  i  francuskiej  blokady  sytuacja  wyglądałaby  fatalnie.  Teraz  grozi  nam  klęska. 

background image

Młody Byron miał rację, przemawiając w Izbie Lordów, ale wyraził tylko swoje oburzenie i 

nie zaproponował konkretnych posunięć, które ulżyłyby ludowi w cierpieniu. 

Na  szczęście  przestał  wypytywać  o  moich  widmowych  kuzynów,  pomyślała  Atena, 

ale  te  sprawy  są  równie  przygnębiające.  Niemal  odetchnęła  z  ulgą,  gdy  Adrian  prowadzący 

Emmę zawrócił, wychodząc naprzeciw jej i Angmeringowi. 

- Tam, do kata, co się z wami dzieje? Nick, czemu zostaliście... 

Przerwał mu Iwan, który pod wpływem nagłej niechęci do przybysza zaczął szczekać 

jak szalony. 

-  Niedobry  pies  -  skarcił  go  książę.  -  Muszę  zaprowadzić  cię  do  powozu.  Wybacz, 

Kinloch, że tak nagle odchodzę, ale nie mogę pozwolić, by Iwan się panoszył. Porozmawiamy 

innym razem. Cieszę się, że spotkałem tak miłe towarzystwo i zostałem pani przedstawiony, 

panno Filmer. To dla mnie prawdziwy zaszczyt. - Skłonił się i pociągnął za sobą psa. 

- Mówcie, co się stało! - rzucił Adrian, patrząc za nim. - Zatrzymał was? Podobno to 

istny pustelnik, tak mówią. Dziwnie na panią spoglądał, Ateno. Jego pies również. 

Wszyscy stłumili śmiech wywołany bezceremonialną uwagą. Zdarzało się czasami, że 

prostoduszny Adrian od razu trafiał w sedno, podczas gdy jego subtelniejsi rozmówcy krążyli 

wokół sprawy. To była właśnie jedna z takich chwil. 

- Sądzę, Adrianie, że zwrócił na mnie uwagę tylko z powodu osobliwego zachowania 

swego charta - odparła Atena, starając się mówić spokojnie i rzeczowo. 

Miała świadomość, że mija się z prawdą. Gdy książę zadawał pytania, wyczuwała w 

nich pewną natarczywość, ale nie potrafiła określić, z czego to wynika. Może wpadła mu w 

oko,  a  może  istotnie  interesowali  go  krewni  Filmerów.  Nie  była  świadoma,  że  jej  myśli  są 

odbiciem rozważań Nicka. 

Marcus  także  uznał  zachowanie  księcia  za  dziwne,  ale  nim  zdążył  wyrazić  swoją 

opinię; zbliżyła się do nich bardzo elegancka i urodziwa kobieta, na oko trzydziestoparoletnia. 

Szła pod rękę ze znacznie starszym siwym mężczyzną. 

-  Cameron!  Nick  Cameron,  ach,  to  ty!  Tak  mówiłam,  ale  Laxford  nie  był  całkiem 

pewny.  Ostatnio  wzrok  mu  się  pogorszył.  Ogromnie  się  cieszę  z  tego  spotkania.  Tyle  lat 

minęło. Trzeba wam wiedzieć - zwróciła się do słuchaczy, jakby przemawiała na zebraniu - 

że  w  dzieciństwie  Nick  i  ja  zawsze  trzymaliśmy  się  razem.  Ach,  to  były  piękne  dni  - 

westchnęła i dodała pospiesznie: - Nie przedstawisz mnie znajomym, Nick? Lorda Kinlocha 

pamiętam sprzed lat. 

Podczas tej perory wiekowy mąż stał obok niej jak słup soli. 

background image

Atena  spostrzegła,  że  Nick  wcale  nie  jest  zachwycony  wylewnym  powitaniem  lady 

Laxford.  Na  jego  twarzy  ujrzała  wyraz,  który  pojawił  się,  ilekroć  zamierzał  ją  surowo 

napiętnować. 

Ukłonił  się  niedbale,  zwracając  się  do  kobiety,  nie  użył  arystokratycznego  tytułu  i 

powiedział krótko: 

- Jak sobie życzysz, Floro. Lodowatym tonem dokonał prezentacji wymuszonej przez 

damę o ślicznej twarzy i przenikliwym wzroku. Atena ze zdziwieniem stwierdziła, że głównie 

ona jest nim przeszywana. A zatem towarzyszka  zabaw Nicka była dość  bystra,  aby szybko 

się  zorientować,  że  Emma  nie  jest  obiektem  jego  zainteresowania!  Od  razu  postawiła  na 

Atenę. 

Ciekawe, co na tej podstawie można wywnioskować na temat charakteru owej damy... 

oraz jej przyjaźni z Nickiem. 

Zaczęła  się  ogólna  rozmowa,  w  której  Nick  nie  brał  udziału,  chociaż  lady  Laxford 

próbowała go do niej wciągnąć. 

- Dlaczego jesteś taki milczący? To do ciebie niepodobne - powtarzała raz po raz. 

Nie reagował na te zaczepki, tylko stanął z boku, starając się zwrócić na siebie uwagę 

lorda  Laxforda,  którego  roztargnione  spojrzenie  świadczyło,  że  podeszły  wiek  przyćmił  mu 

nieco  umysł.  Mimo  to  znacznie  młodsza  żona  często  zagadywała  go  przyjaźnie,  lecz  zaraz 

podejmowała wątek, wiedząc, że nie doczeka się odpowiedzi. 

W końcu ku ogólnej uldze mąż pociągnął Florę Laxford za ramię i ochrypłym tonem 

mruknął coś niezrozumiale, na co zareagowała stłumionym piskiem. 

-  Naturalnie,  mój  drogi  -  powiedziała.  -  Wracamy  do  powozu.  Tam  odpoczniesz.  Au 

revoir. Żegnam nowych i starych znajomych. 

Odeszła,  machając  ręką  na  pożegnanie,  ciągnąc  za  sobą  swego  pana  i  władcę,  który, 

jak  kąśliwie  zauważył  Nick,  był  jej  całkowicie  uległy.  Wszyscy  patrzyli  po  sobie,  nie 

wiedząc,  jak  skomentować  to  spotkanie.  Marcus,  jak  zwykle  nie  przebierając  w  słowach, 

wypowiedział uwagę, która właściwie nie powinna paść w towarzystwie. 

-  Boże  miłosierny,  jakaż  ona  męcząca!  Cameron,  naprawdę  byłeś  z  nią  blisko  w 

zamierzchłych czasach dzieciństwa? 

-  Przez  jakiś  czas  -  padła  odpowiedź,  a  ostry  ton  nie  zachęcał  do  kontynuowania 

rozmowy. 

Niespodziewane spotkanie z Florą Campbell było dla Nicka prawdziwym wstrząsem. 

Jego  dawna  wybranka  zachowała  urodę,  ale  zadawał  sobie  pytanie,  czy  zawsze  była  taka 

background image

płytka.  Daremnie  próbował  odepchnąć  smutne  wspomnienia,  nagle  wywołane  z  lamusa 

pamięci, gdy stanął twarzą w twarz z Florą. 

Na  szczęście  przyłączył  się  do  nich  daleki  kuzyn  Marcusa,  który  poprosił,  aby  ten 

poszedł  z  nim  w  głąb  parku,  gdzie  została  reszta  towarzystwa,  i  osobiście  zapewnił  jego 

matkę,  że  żadnemu  z  Yardleyów  nie  grozi  natychmiastowe  aresztowanie  pod  zarzutem 

zamordowania  Sywella.  Adrian  wykorzystał  sposobność,  żeby  podać  ramię  Atenie,  a  Nick 

dotrzymywał towarzystwa Emmie. Uznał ją za miłą, lecz niezbyt interesującą. 

- Ulżyło mi, gdy mama poprosiła Atenę, aby pojechała z nami do Londynu - wyznała 

szczerze  Emma.  -  W  szkole  trzymałyśmy  się  razem,  początkowo  uchodziłam  za  jej 

podopieczną. Niektóre koleżanki dokuczały mi, ponieważ byłam mała i  sporo młodsza, lecz 

Atena  szybko  przywołała  je  do  porządku.  Mam  wobec  niej  ogromny  dług  wdzięczności, 

którego nigdy nie zdołam spłacić. 

Takiego wizerunku Ateny dobrej i opiekuńczej Nick dotąd nie znał. Całkiem możliwe, 

pomyślał z ironią, że dbała o Emmę, żeby wkraść się w łaski jej rodziców. 

Im więcej się dowiadywał, tym bardziej  chciał poszerzyć swoją wiedzę na jej temat. 

Poza tym spotkanie z Florą Campbell obudziło w nim podejrzliwość wobec wszystkich kobiet 

i motywów ich postępowania. Nie zapomniał, że kiedyś byli przyjaciółmi, a potem łączyło ich 

coś więcej. Żartowali razem, spacerowali i szukali miłych rozrywek. Nick miał pewność, że 

dobrze  ulokował  swoje  uczucia.  Przed  wyjazdem  na  uniwersytet,  gdzie  miał  dokończyć 

studia, oświadczył się i został przyjęty. Ustalili, że pobiorą się po jego powrocie do domu. 

Do  ślubu  nie  doszło.  Pod  nieobecność  Nicka  Flora  poznała  wiekowego  lorda 

Laxforda,  który  rozglądał  się  za  młodą  żoną.  Był  niezmiernie  bogaty,  jego  fortuna 

dorównywała  majątkowi  Adriana.  Nicka  czekało  bolesne  rozczarowanie.  Zamiast  poślubić 

ukochaną, której uczucia był absolutnie pewny, musiał wysłuchiwać nowin o jej wspaniałym 

ślubie z innym. 

Najgorsze  miał  jeszcze  przed  sobą.  Przy  pierwszej  sposobności,  która  nadarzyła  się 

pół  roku  później,  surowo  skarcił  Florę  i  zarzucił  jej  złamanie  przyrzeczenia,  ale  został 

wyśmiany. 

-  Nick,  kochanie  moje,  nie  bądź  głupcem  -  odparła  kobieta,  uważana  przez  niego  za 

wzór  cnót.  -  Nic  się  nie  zmieniło.  Teraz  możemy  cieszyć  się  sobą,  kiedy  zechcemy.  Gdy 

Laxford odejdzie na wieczny spoczynek, a zapewne nie pożyje długo, dostanę spadek, który 

zrobi  z  nas  bogaczy  i  pozwoli  opływać  w  dostatki.  Wtedy  się  pobierzemy.  Dlaczego 

mielibyśmy poprzestawać na zwykłej wygodzie, skoro możemy zagarnąć ogromny majątek? 

background image

Z  pogardą  odwrócił  się  od  Flory,  a  wszystkie  młodzieńcze  ideały  nagle  legły  w 

gruzach. Przeżyty zawód uczynił z niego cynika wrogo nastawionego nie tylko do kobiet, lecz 

także  do  wszystkich  ludzi.  Nie  potrafił  i  nie  chciał  żałować,  że  ją  stracił,  bo  nie  była  tego 

warta, ale jej postępki całkiem go odmieniły. Potem znowu szukała z nim porozumienia, bo 

Laxford  wbrew  jej  przypuszczeniom  okazał  się  wyjątkowo  długowieczny,  ale  unikał  jej  jak 

ognia. 

Dziś zaskoczyła go, kiedy był w większym gronie, nie mógł więc jasno i wyraźnie dać 

do zrozumienia, że nie życzy sobie być nagabywany. Nieuchronnym skutkiem ubocznym tego 

spotkania było jednak spotęgowanie wrogości Nicka wobec Ateny. 

Postanowił następnego dnia zwrócić się z prośbą o pomoc do Hugh Camerona, kuzyna 

pracującego  w  ministerstwie  spraw  wewnętrznych,  który  z  pewnością  poleci  mu  jakiegoś 

byłego  śledczego.  Niech  ten  człowiek  pojedzie  do  Steepwood,  żeby  powęszyć  na  miejscu  i 

dowiedzieć  się,  kim  naprawdę  jest  panna  Atena  Filmer.  Miał  nadzieje,  że  wyniki  poufnego 

śledztwa  pozwolą  mu  odzyskać  spokój  i  zapomnieć  o  zwodniczej  czarodziejce  z  hrabstwa 

Northampton. 

Albo nie. To całkiem możliwe! 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Hugh  Cameron  chętnie  zgodził  się  pomóc  Nickowi,  do  którego  miał  słabość, 

zwłaszcza  że  drugi  z  najbliższych  krewnych  imieniem  Jack,  kapitan  siedemdziesiątego 

trzeciego regimentu szkockiego, był w rodzinie czarną owcą, i Hugh nie chciał mieć z nim nic 

wspólnego. 

-  Polecam  Jacksona  -  radził  Nickowi.  -  Jest  cholernie  dyskretny.  Zdradzę  ci  pewien 

sekret. Odejście Jacksona ze służby zostało ukartowane, żebyśmy mogli poufnie korzystać z 

jego usług. Teraz jest wolny. Nie pytam, jakie masz dla niego zlecenie. On sam często mawia, 

że w takich sprawach lepiej trzymać język za zębami. 

-  Jestem  ci  bardzo  wdzięczny.  Gdzie  go  znajdę?  Kuzyn  Hugh  udzielił  potrzebnych 

informacji i dodał: 

- A przy okazji... Pewnie się ucieszysz, jeśli powiem, że kuzyn Jack został wysłany na 

antypody  i  ma  pilnować  więźniów  w  kolonii  karnej  nad  Zatoką  Botany,  przestanie  cię  więc 

zasypywać listownymi prośbami o wsparcie. 

Jackson  okazał  się  dokładnie  taki,  jak  wyobrażał  go  sobie  Nick.  Był  surowy,  dość 

krępy, ale silny. Nie pytał, dlaczego Nickowi zależy na wszelkich informacjach dotyczących 

panny Ateny Filmer oraz jej rodziny. Kiwnął tylko głową i powiedział szorstko: 

-  Proszę  mieć  świadomość,  że  moje  odkrycia  mogą  się  panu  nie  spodobać.  Zawsze 

uprzedzam o tym klientów, bo czasami dostaje mi się od nich, kiedy przynoszę złe wieści, a 

przecież ich nie tworzę, tylko ujawniam. 

- Mniejsza z tym, czy nowiny będą dobre, czy złe. Chcę usłyszeć wszystko, czego pan 

się  dowie  -  zapewnił  Nick.  -  Z  pewnością  nie  będę  na  pana  zły,  jeśli  informacje  mi  się  nie 

spodobają. 

Jackson znowu kiwnął głową. 

- I słusznie. Lubię wiedzieć, na czym stoję. Nie zapytał, czy dziewczyna jest ładna, bo 

szósty  zmysł  podpowiedział  mu,  że  pan  Nicholas  Cameron  nie  zawracałby  sobie  głowy 

brzydulą.  Zatrzymał  dla  siebie  wiadomość,  że  inne  osoby  też  są  zainteresowane  wszystkim, 

co dzieje się w Steepwood w hrabstwie Northampton. Wiadomo: dyskrecja zapewniona. 

Jackson siedział w sprawie po uszy. Władze zleciły mu przeprowadzenie dyskretnego 

śledztwa  dotyczącego  tragicznej  śmierci  Sywella,  podjął  się  też  prywatnego  dochodzenia. 

Teraz  dostał  trzecie  zlecenie.  Trudność  polegała  na  tym,  że  musiał  być  ostrożny  niemal  do 

background image

przesady,  natomiast  ewidentny  pożytek  to  potrójne  honorarium  i  koszta  podróży  płacone 

tylko raz. 

Emma została przedstawiona księciu regentowi, który ogromnie ją rozczarował. 

-  Otyły  staruch  -  opowiadała  Atenie,  nie  kryjąc  zawodu.  -  Po  prostu  okropny.  Tata 

mówił, że w młodości był przystojny, ale brzydko się zestarzał. Pokazano mi tłustą staruchę, 

która jest jego metresą. Wygląda na to, że książę gustuje w brzydocie. 

Tak,  Emma  błyskawicznie  doroślała.  Wieczorem,  w  dniu  dworskiej  prezentacji, 

Tenisonowie wydali małe przyjęcie dla najbliższych przyjaciół. Biedna Atena musiała znów 

włożyć  szarą  domową  suknię,  ponieważ  do  pani  Tenison  dotarło  wreszcie,  że  ta  Filmer 

zaćmiewa  jej  Emmę.  Nie  pozwolono  jej  także  siąść  z  najmilszymi  gośćmi  do  kolacji,  która 

poprzedziła wieczorne spotkanie. 

Mimo  tego  afrontu  wielbiciele  nadal  adorowali  Atenę,  choć  z  daleka.  Adrian 

zamierzał  nawet  wyrazić  swoje  oburzenie,  lecz  Nick  uświadomił  mu,  że  taka  uwaga  byłaby 

nietaktowna. 

- Co gorsza - dodał - głupi babus mógłby odprawić tę biedaczkę i straciłbyś możliwość 

widywania Ateny. 

-  Masz  rację  -  przytaknął  Adrian.  Ledwie  Atena  weszła  do  salonu,  gdzie  po  kolacji 

zebrali się goście, ruszył prosto do niej. 

- Stara megiera nie pozwoliła pani usiąść z nami do stołu - powiedział. - Chciałem jej 

powiedzieć, co o tym myślę, ale Nick mnie powstrzymał. 

-  I  słusznie  -  odparła,  trochę  zdziwiona,  że  Cameron  uchronił  ją  od  przykrej 

reprymendy  ze  strony  rozgniewanej  chlebodawczyni.  -  Moim  zdaniem  pani  Tenison  trochę 

żałuje, że przywiozła mnie do Londynu, a pańska interwencja byłaby dla niej pretekstem, aby 

mnie odprawić. 

Nic  o  tym  nie  wiedząc,  była  bliższa  prawdy,  niż  jej  się  wydawało.  Pani  Tenison 

oznajmiła mężowi, że Filmer powinna wrócić do hrabstwa Northampton. 

-  Popełniłabyś  wielki  błąd,  moja  droga  -  tłumaczył  łagodnie,  -  Emma  zaczyna 

rozkwitać, co w znacznym stopniu zawdzięcza pannie Filmer, która skutecznie namawia ją do 

pokonywania nieśmiałości. 

-  Filmer  zagięła  parol  na  Kinlocha  -  odparła  ze  złością  jego  żona  -  a  ja  miałam 

nadzieję, że on zainteresuje się Emmą. Nie zwróci na nią uwagi, dopóki będzie się uganiał za 

damą do towarzystwa. Nawiasem mówiąc, Filmer nie wie,  gdzie jej miejsce.  Zachowuje się 

jak wytworna dama z wyższych sfer. 

background image

-  Owszem  -  przytaknął  pan  Tenison.  -  Moim  zdaniem  to  bardzo  dobrze.  Większość 

pań  towarzyszących  młodym  dziewczętom  przytłacza  je,  natomiast  panna  Filmer  dzięki 

nienagannym manierom  dyskretnie zachęca Emmę do większej otwartości. Co do Kinlocha, 

pozwól,  żeby  sam  decydował.  Mimo  swej  prostoduszności,  nie  jest  wcale  podatny  na 

wpływy. Poza tym odnoszę wrażenie, że sprawa nie jest przesądzona. Kinloch bez wątpienia 

uwielbia Atenę, ale pamiętaj, że należy tu uwzględnić także odczucia drugiej strony... 

- Jeśli chcesz przez to powiedzieć - przerwała niegrzecznie pani Tenison - że Filmer 

nie skorzysta z okazji, żeby go zbałamucić i zaciągnąć do ołtarza, to bardzo się mylisz. 

-  Ale  z  pewnością  mam  rację  -  odparł  łagodnie  -  twierdząc,  że  panna  Filmer  jest 

rozumną  młodą  damą,  a  Kinloch,  przy  wszystkich  zaletach,  w  najmniejszym  stopniu  nie 

dorównuje jej pod tym względem. Czas pokaże, jak się sprawy ułożą, moim zdaniem jednak 

niepotrzebnie się martwisz. 

Pan Tenison nie uważał za stosowne opowiedzieć żonie o wszelkich zawiłościach tej 

sprawy.  Jej  umysł  nie  był  dość  lotny,  by  pojąć,  dlaczego  wątpliwe  jest,  żeby  Atena  i  lord 

Kinloch  stanęli  przed  ołtarzem.  W  ich  znajomości  istniały  tajemne,  podskórne  nurty.  Pani 

Tenison  była  głucha  i  ślepa  na  symptomy  widoczne  dla  jej  męża  i  dowodzące,  że  Nick 

Cameron nie jest typowym ubogim krewnym trzymającym się Kinlocha. 

Przede  wszystkim  nie  dostrzegała  jego  mądrości  i  gruntownego  wykształcenia,  które 

nie miało dla niej wartości. Lekceważyła je również u Ateny i własnego męża. Oceniała łudzi 

powierzchownie i pan Tenison obawiał się, że jeśli nie stanie się ostrożniejsza i nadal będzie 

ostentacyjnie  szukać  Emmie  męża,  efekty  tych  zabiegów  mogą  być  przeciwne  do 

spodziewanych. 

A  tymczasem  Adrian  chętnie  zapraszał  Atenę  do  tańca,  a  przy  okazji  zaszczycał 

uwagą  także  Emmę,  bo  nie  miał  innego  sposobu,  żeby  zbliżyć  się  do  obiektu  swych 

westchnień.  Młodsza  z  panien  była  tak  naiwna,  że  wątpliwości  dręczące  matkę  w  ogóle  nie 

postały jej w głowie. 

Lubiła Adriana. Kiedy zaproponował, żeby przeszli do holu i dla rozrywki zagrali w 

wista, nie posiadała się z radości. Marcus Angmering miał być jej partnerem, Adrian i Atena 

tworzyli drugą parę. Partyjkę raz po raz przerywały wybuchy śmiechu, bo nikt nie traktował 

serio tej rozgrywki. Nick Cameron, skłonny do  kpin obserwator, z rozbawieniem stwierdził, 

że na podstawie zachowania uczestników partii wista sporo można powiedzieć o ich naturze. 

Marcus  szarżował  i  nieodmiennie  mierzył  siły  na  zamiary,  nie  licząc  się  z 

możliwościami.  Emma  była  rozważna,  lecz  nie  potrafiła  spamiętać  zasad.  Adrian  grał  jak 

background image

psotny chłopak, którym w istocie był, natomiast Atena oceniała warianty rozgrywki w sposób 

przekraczający intelektualne możliwości pozostałych graczy. 

Jak na ironię, stale przegrywała przez Adriana. Nick przypuszczał, że gdyby miał ją za 

partnerkę,  ograliby  wszystkie  pary  gotowe  zmierzyć  się  z  nimi  podczas  dzisiejszego 

przyjęcia.  Partyjka  wista  skończyła  się  zwycięstwem  Marcusa  i  uradowanej  Emmy,  która 

cieszyła się jak dziecko, bo do tej pory zawsze przegrywała. 

-  Zostałeś  pokonany,  Kinloch,  i  tytułem  okupu  musisz  jak  najszybciej  postawić  nam 

wszystkim bilety do teatru. Panie zwierzyły mi się, że nie widziały dotąd żadnego spektaklu. 

Najwyższy więc czas, żeby im to umożliwić. 

-  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie.  -  Adrian  uśmiechnął  się  na  myśl,  że  zyska 

doskonałą sposobność, aby w ciemnej loży ścisnąć rączkę Ateny. Kto wie, może zdoła nawet 

skraść jej całusa. - Nick także powinien z nami pójść. 

-  Trudno,  mus  to  mus  -  odparł  Cameron.  Daleki  był  od  niewdzięczności,  lecz  się 

zirytował, że Atena i Adrian spędzą razem kolejny wieczór. 

-  Kto  panią  nauczył  tak  dobrze  grać  w  karty?  -  zapytał  Atenę,  gdy  mijała  go  po 

zakończeniu partyjki wista, żeby usunąć się w  cień i nie drażnić przeczulonej pani Tenison, 

zbyt długo zatrzymując Adriana dla siebie. 

- Pan Tenison - odparła - . oraz nasz pastor. Zapraszają mnie do stolika, jeśli brakuje 

do  pary.  Emma  nie  ma  talentu  do  kart,  a  jej  ojciec  szybko  odkrył,  że  mnie  go  nie  brakuje, 

zostałam więc na stałe włączona do ich kółka. Pani Tenison gra z pastorem. 

Sielski obrazek z życia prowincji, pomyślał Nick. Nie wątpił, że Atena błyskawicznie 

opanowała zasady gry. 

- Nie chciałbym grać przeciwko pani o duże pieniądze - wyznał pół żarem, pół serio. 

- Ach, tak? - Uniosła brwi. - Wydaje mi się, że w ogóle nie życzy pan sobie mieć ze 

mną do czynienia, niezależnie od tego, czy chodzi o pieniądze, czy też nie. 

Nieopatrznie dała mu sposobność do kolejnego złośliwego ataku. 

-  Droga  Pallas  Ateno,  moim  zdaniem  pieniądze  są  jednym  z  najważniejszych 

powodów,  dla  których  Adrian  i  ja  tak  często  panią  widujemy.  Szczerze  mówiąc,  nie  sądzę, 

żeby chodziło pani o moje zasoby. 

Atena  zdziwiła  się,  że  tak  ją  zabolała  nonszalancka  uwaga  wypowiedziana  pod  jej 

adresem. Przykrość była tym większa, że słowa zawierały sporo prawdy. 

-  Jest  pan  grubiański  -  odparła.  -  Żegnam,  a  na  odchodnym  powiem  tylko,  że  w 

pańskiej obecności czy też z dala od pana w ogóle nie myślę o pieniądzach. 

background image

Czy naprawdę miała łzy w oczach? Nie chciał jej dotknąć do żywego, a jednak mu się 

udało.  Sądził,  że  jest  odporniejsza  na  krytykę.  Zawsze  bez  trudu  parowała  jego  ciosy. 

Dlaczego tym razem było inaczej? 

Niespodziewanie zaczął się usprawiedliwiać. 

-  Ateno,  niech  mi  pani  daruje,  choć  moje  słowa  były  niewybaczalne.  Nie  miałem 

prawa tak powiedzieć, ale. 

-  Och,  zawsze  ma  pan  jakieś  ale  -  przerwała  stanowczo.  Chwila  słabości  minęła.  - 

Proszę darować sobie dalszy ciąg tych wywodów. Niewątpliwie znalazł pan już inny sposób, 

żeby mnie skrytykować. 

Gdyby  okazała  się  równie  szlachetna  jak  wymowna,  byłaby  prawdziwym  skarbem. 

Mimo wszystko sprawiła, że Nick poczuł się jak szubrawiec. 

Otworzył  usta...  ale  było  już  za  późno  na  usprawiedliwienia.  Nie  potrafił  od  razu 

znaleźć  odpowiednich  słów,  a  tymczasem  Atena  oddaliła  się,  ucinając  dyskusję.  Gdyby 

pobiegł za nią, prosząc o wybaczenie, z pewnością zaczęłyby się płotki. 

Jak na złość, mimo woli przysłużył się Adrianowi, który właśnie nadchodził, szukając 

Ateny. 

- Moja śliczna, moja droga, wydaje się pani znużona. Czy mam znaleźć cichy zakątek, 

gdzie odpocznie pani z dała od zgiełku? 

Atena przytaknęła i oboje zniknęli Nickowi z oczu. Przestał się obwiniać i pomyślał o 

dochodzeniu Jacksona. Miał nadzieję, że uzyska informacje, dzięki którym w lepszym świetle 

ujrzy kobietę, którą tak niefortunnie pokochał. 

Jackson  zdążył  już  zainstalować  się  w  najtańszym  zajeździe  Abbot  Quincey. 

Poprzedniego dnia przybył do Northampton i wynajął konia, żeby dotrzeć jeszcze dalej, aż do 

Steepwood.  Miejscowy  oberżysta  był  plotkarzem  i  chętnie  rozprawiał  o  markizie  oraz  jego 

zbiegłej żonie. Nie potrzebował szczególnej zachęty, by perorować na ulubiony temat. 

- Dla mnie prawdziwą tajemnicą jest to, dlaczego nikt wcześniej nie wykończył tego 

łajdaka.  To  był  wcielony  diabeł.  Jedno  mogę  powiedzieć  na  jego  obronę:  przez  wiele  lat 

mieliśmy o kim plotkować. 

-  A  plotek  nie  brakowało  -  mruknął  Jackson,  zasłaniając  twarz  kuflem  spienionego, 

cienkiego piwa. 

- A jakże, panie. Na moje oko lord Yardley nie zamordował markiza. To pan z panów. 

Prędzej  bym  uwierzył,  że  dokonała  tego  żona  Sywella.  A,  to  całkiem  inna  historia.  Nie  ma 

wątpliwości,  że  okrutnie  z  nią  postępował.  Nie  raz  i  nie  dwa  chodziła  z  podbitym  okiem. 

Damy się tak nie traktuje. 

background image

- Podobno nie była prawdziwą damą - wtrącił sucho Jackson. - Jak sądzicie, kto zabił 

markiza? 

-  Trudno  powiedzieć.  Nawiasem  mówiąc,  nie  sądzę  jednak,  żeby  to  markiza...  no, 

chyba  że  wynajęła  zbira,  który  za  pieniądze  zrobił,  co  trzeba.  Nie  wiadomo  nawet,  czy 

biedaczka  żyje.  Wielu  święcie  wierzy,  że  mąż  ją  ukatrupił,  ale  ciała  nie  znaleziono.  Nawet 

jeśli zabił, nie można było oskarżyć drania, bo i o co? Teraz jest za późno, nawet gdyby trap 

się znalazł. 

- Jednak nie ma dowodu, że zabił żonę - drążył Jackson. 

- Ano tak. Jeszcze kufelek? 

-  Nie  odmówię  -  odparł  Jackson,  mając  nadzieję,  że  zdobywanie  informacji 

dotyczących  panny  Ateny  Filmer  okaże  się  łatwiejsze  niż  żmudne  dochodzenie  v  sprawie 

zamordowanego  Sywella  i  jego  zaginionej  żony.  Hugh  Cameron  dał  Jacksonowi  do 

zrozumienia,  ze  sam  książę  regent  życzy  sobie  jak  najszybszego  wykrycia  sprawcy 

morderstwa.  Najwyraźniej  uznał,  że  kolejny  skandal  wśród  ludzi  z  towarzystwa  jest  nie  do 

przyjęcia. 

Jackson nie dbał, ile afer ujawni się w wyższych sferach, byle tylko hojnie mu płacono 

za ich rozpracowanie. Jednemu wielce się dziwił, a mianowicie, że głównymi bohaterami dwu 

największych  i  najnowszych  skandali  stali  się  mieszkańcy  cichego  zakątka  w  hrabstwie 

Northampton.  Nie  wierzył  w  osobliwe  zbiegi  okoliczności,  próbował  więc  ustalić,  jaki 

związek  istnieje  między  Sywellem,  jego  żoną  oraz  panną  Ateną  Filmer.  Nie  był  jednak 

przesadnie  podejrzliwy.  Rządowe  zlecenie  dotyczyło  wprawdzie  okolic  Steepwood,  ale 

wątpił, aby wiązało się bezpośrednio z dwoma prywatnymi śledztwami. 

Przestał  wypytywać  o  Sywella,  żeby  obcy  człowiek  przesadnie  zainteresowany 

miejscowymi  sensacjami  nie  wydał  się  oberżyście  podejrzany.  Nie  stracił  jednak  wiele, 

ponieważ  wszyscy  bywalcy  zajazdu  z  ożywieniem  rozmawiali  o  zamordowanym  markizie. 

Wystarczyło  jedynie  nadstawić  ucha.  Jackson  udawał,  że  drzemie,  i  przysłuchiwał  się 

namiętnie  prowadzonej  dyskusji.  W  ten  sposób  uzyskał  więcej  informacji,  niż  gdyby  sam 

zadawał pytania. 

Jedna  z  zasłyszanych  pogłosek  szczególnie  go  zaciekawiła.  W  rozmowie  padło 

nazwisko  Tenisona  na  dowód,  że  markiz  potrafił  zrazić  do  siebie  nawet  ludzi  wyjątkowo 

łagodnych. 

-  Poszło  o  grunta  leżące  między  ziemiami  należącymi  do  opactwa  Steepwood  a 

majątkiem Tenisona, który zarzekał się, że wytoczy Sywellowi proces, jeśli tamten nie ustąpi. 

Podobno markiz wrzeszczał, że gdyby żyli w dawnych czasach, kazałby Tenisona powiesić za 

background image

jawny  opór  wobec  żądań  wielkiego  pana.  Pastor  mówi,  że  Tenison  był  wściekły.  Po  raz 

pierwszy w życiu tak się zdenerwował. 

- Aż tak, by zabić? 

- Może, kto wie? 

Z  tego  wniosek,  że  chlebodawca  panny  Filmer  należał  do  grona  ludzi 

poszkodowanych przez tamtego szaleńca, co dla Jacksona stanowiło doskonały pretekst, aby 

go odwiedzić i przesłuchać, a przy okazji zadać kilka pytań dotyczących tajemniczej młodej 

damy. 

Następnego  dnia  o  świcie  pokazało  się  słońce,  a  niebo  przybrało  odcień  jasnego 

błękitu.  Pogoda  zachęcała  do  przejażdżki  po  wioskach  rozrzuconych  wokół  ziem  dawnego 

opactwa.  Jackson  dosiadł  konia  i  ruszył,  szukając  wiarygodnego  pretekstu  do  odwiedzin  w 

starym zamczysku. Najpierw jednak musiał zakończyć dochodzenie w sprawie panny Filmer. 

Wybrał się do osady Abbot Giles. Jechał główną ulicą, rozglądając się uważnie, jakby 

czegoś szukał. Staruszka z koszykiem prowadząca na długiej smyczy równie wiekowego psa 

sprawiała wrażenie osoby znającej wszystkie miejscowe plotki. Jackson wiedział, że rodziny 

Filmerów i Tenisonów mieszkają w Steep Ride. Zakładał, że na prowincji wszyscy się znają, 

ale  wiedział  z  doświadczenia,  że  lepiej  kluczyć,  zamiast  wprost  wypytywać,  bo  takie 

podejście do sprawy bardziej się opłaca. 

Zsiadł  z  konia,  przywiązał  uzdę  do  najbliższej  furtki,  zdjął  podniszczony  kapelusz  i 

podszedł do staruszki. 

-  Przepraszam  panią,  mogę  prosić  o  pomoc?  Podano  mi  chyba  błędny  adres.  Mam 

odwiedzić Datchet House, gdzie mieszka osoba, której poszukuję, ale nie mogę znaleźć tego 

domu. 

Dwoje bystrych oczu lustrowało go z jawnym zaciekawieniem. 

- Bo go tutaj nie ma. Źle pana poinformowali. Wolno spytać, o kogo chodzi? 

- O pannę Atenę Filmer. Mam jej dostarczyć list. 

- Ach, panna Filmer! Tak, rzeczywiście mieszka w Datchet House, ale żeby tam trafić, 

trzeba  jechać  do  Steep  Ride.  Wszystko  panu  wytłumaczę.  Prosta  droga.  Nie  zastanie  pan 

Ateny.  W  domu  jest  tylko  jej  matka.  Panna  Filmer  wyjechała  do  Londynu  jako  dama  do 

towarzystwa córki Tenisonów. 

Bystre oczy patrzyły z coraz większym zaciekawieniem. 

- Widzę, że jest pani znakomicie poinformowana. W takim razie pozwolę sobie zadać 

kolejne  pytanie,  licząc  na  dalszą  pomoc.  Bardzo  mi  zależy  na  odnalezieniu  markizy  Sywell 

rzecz jasna, o ile jeszcze żyje. Może wie pani, gdzie jej szukać? 

background image

-  Dziwne,  że  pan  o  nią  pyta..  Mnie  nic  nie  wiadomo,  ale  młoda  dama,  o  której  pan 

wspomniał,  mogłaby  pomóc.  Wiem,  że  przyjaźniła  się  z  Louise  Sywell.  Odkryłam  to 

przypadkiem.  Często  droga  wypada  mi  przez  grunta  należące  go  opactwa  i  kilka  razy 

widziałam,  jak  spacerowały  pogrążone  w  rozmowie.  Tak  się  złożyło,  że  na  dzień  przed 

zniknięciem  markizy  dostrzegłam  ją  w  zagajniku  uważanym  za  święte  miejsce,  obok 

kamienia pokrytego runami. Wydawało mi się, że biedactwo płacze. 

A zatem markiza przyjaźniła się ze znajomą Nicka Camerona! To dopiero rewelacja! 

Chciał  zadać  kolejne  pytanie,  ale  staruszka  uradowana,  że  ma  z  kim  podzielić  się 

ogólnie znanymi plotkami, dodała ochoczo: 

- Nic dziwnego, że się zaprzyjaźniły. Pochodzenie ich obu jest dość tajemnicze. Matka 

panny Filmer podaje się za wdowę, ale mam w tej kwestii spore wątpliwości. Przyjechała tu, 

gdy  Atena  była  niemowlęciem,  i  od  tamtej  pory  nikt  z  krewnych  nie  przybył  do  niej  w 

odwiedziny.  Sprawia  wrażenie  przyzwoitej  kobiety,  ale  każdy  przyzna,  że  jej  życiowa 

sytuacja jest osobliwa. Trudno powiedzieć, czy pan Filmer w ogóle istniał. Wielu w to wątpi. 

Rzecz jasna, nie twierdzę, że panna Filmer różni się od innych panienek  z dobrych domów. 

Mówią,  że  to  prawdziwa  mądrala,  ale  nie  można  czynić  jej  z  tego  zarzutu.  Co  jeszcze 

chciałby pan wiedzieć? Chętnie pomogę. 

- Byłbym zobowiązany, gdyby zechciała pani dać mi londyński adres chlebodawców 

panny Filmer. Chciałbym mieć pewność, że list, który wiozę, zostanie jej doręczony. Jestem 

pani  niezmiernie  wdzięczny  za  okazaną  pomoc  -  oznajmił  Jackson  najzupełniej  szczerze.  - 

Czy mogę znać pani imię i nazwisko? Pozwolę sobie podziękować również listownie. 

-  Jak  pan  sobie  życzy.  Jestem  Amy  Rushmere,  panna.  Mieszkam  na  końcu  ulicy, 

ostatni  dom  po  tej  stronie.  Proszę  do  mnie  wstąpić.  Napiszę  adres  Tenisonów,  a  pan 

tymczasem pokrzepi się filiżanką herbaty. 

Jackson chętnie przyjął zaproszenie starej plotkarki, która oszczędziła mu roboty. Czy 

wspomnieć  przedstawicielom  władz  o  przyjaźni  łączącej  markizę  z  panną  Filmer?  Wolał 

najpierw  odszukać  młodą  damę  w  Londynie  i  dyskretnie  przesłuchać.  Niewykluczone,  że 

markiza powiedziała serdecznej przyjaciółce o jakimś drobiazgu, wówczas nieistotnym, który 

dzięki umiejętnie zadanym pytaniom nagle wypłynie i rzuci nowe światło na sprawę. A może 

po prostu zwierzyła się pannie Filmer, nim zniknęła? 

Panna  Rushmere  niewiele  więcej  miała  do  powiedzenia,  ale  z  ciekawością  pytała  o 

Londyn. 

- Byłam w Londynie tylko raz jako młoda dziewczyna - opowiadała. - Domyślam się, 

że zaszły tam wielkie zmiany. 

background image

Jackson  przyznał  jej  rację,  pożegnał  się  i  ruszył  w  dalszą  drogę.  Uznał,  że  warto 

pojechać  do  Steep  Ride,  ale  ta  wizyta  nie  była  dla  niego  interesująca.  Wystarczył  rzut  na 

Datchet House, aby się upewnić, że w małym domku żyje się skromnie, ale jego mieszkanki 

nie  głodują.  Pani  Filmer  nie  miała  żadnego  zajęcia,  a  zatem  musiała  posiadać  stały  dochód. 

Może  roczną  rentę?  Jackson  nie  odwiedził  jej,  żeby  nie  wzbudzać  sensacji.  Uznał,  że  stara 

plotkarka powiedziała mu wszystko, co powinien wiedzieć o matce i córce. Pani Filmer przez 

dwadzieścia  lat  trzymała  w  sekrecie  tożsamość  zagadkowego  kochanka,  trudno  więc 

oczekiwać,  że  teraz  w  zdawkowej  rozmowie  z  nieznajomym  ujawni  przypadkiem  jego 

nazwisko. 

Sprawdził wcześniej, że jedyny bank w okolicy znajduje się w Abbot Quincey, gdzie 

było  też  kilka  sklepów  i  niewielka  sala  redutowa  nad  oberżą  Pod  Aniołem,  gdzie  odbywały 

się  miejscowe  bale.  Na  co  dzień  mieszkańcy  zbierali  się  tam,  żeby  pogwarzyć  i  wymienić 

ploteczki.  Jackson  postanowił  się  tam  udać.  To  idealne  miejsce,  żeby  poznać  i  przekupić 

urzędnika bankowego, który dostarczy mu potrzebnych informacji. 

Tymczasem kontynuował śledztwo dotyczące śmierci Sywella i zaginięcia jego żony. 

Przekupienie urzędnika okazało się łatwiejsze, niż przypuszczał. Wcześniej zaszedł do 

banku  Jordana  i  przyjrzał  się  chudemu,  słabowitemu  kasjerowi,  ze  skwaszoną  miną 

siedzącemu za jedynym bankowym kontuarem. 

Jackson  podał  mu  czek  na  pięć  funtów,  wystawiony  przez  ministerstwo  skarbu  i 

poprosił o wydanie pięciu suwerenów, co stanowiło równowartość tej sumy. 

- Rzadko się widuje prawdziwego suwerena  - westchnął urzędnik, sięgając po czek i 

przesuwając po blacie monety. 

- Nie ma też wielu prawdziwych suwerenów. - Jackson pozwolił sobie na grę słów. 

- Racja, proszę pana. Bankier Jordan marnie płaci. 

-  Chciałby  pan  zarobić  trochę  grosza,  co?  -  odparł  Jackson,  bawiąc  się  w 

Mefistofelesa. Kasjer miał być jego doktorem Faustem. 

- Zamierza pan rozdać swoje suwereny? 

- Jeśli zechce pan wstąpić dzisiaj do oberży i odpowiedzieć na kilka pytań, za każde 

wypłacę pół suwerena, o ile przyrzeknie mi pan dyskrecję. 

-  Nie  jestem  kretynem,  żeby  gadać  na  prawo  i  lewo  o  swoich  sprawach.  Będę 

punktualnie o siódmej, więc niech mnie pan nie zawiedzie. 

Jackson  przyrzekł  stawić  się  niezawodnie  i  dotrzymał  słowa.  Usiadł  przy  kominku, 

pod zepsutym zegarem wiszącym na brudnej ścianie. Przed nim stało naczynie z piwem. Nie 

wątpił, że kasjer przyjdzie o umówionej godzinie, i miał rację. 

background image

-  Pytaj,  kolego  -  rzucił  pogodnie  urzędnik,  który  w  wyobraźni  już  wydawał  swoje 

pieniądze. 

- Przejdźmy tam  - zaproponował Jackson, wskazując ławę  w zacisznym  kącie sali, z 

dala od innych gości. Zamówił piwo dla kasjera. 

- Domyślam się, że pani Charlotta Filmer jest klientką waszego banku. 

- Tak, proszę pana, zgadza się. To było pierwsze pytanie? 

- Owszem. - Jackson położył na stole monetę. - Zapracujmy teraz na drugą połówkę. 

Czy słusznie mniemam, że ma stały dochód, kwartalnie przelewany na jej konto? 

-  Jasne.  -  Kasjer  uśmiechnął  się  szeroko.  Poszło  jak  z  płatka.  Obowiązywała  go 

wprawdzie  tajemnica  bankowa  i  nie  powinien  ujawniać  informacji  o  klientach,  ale  niech  to 

diabli wezmą. Suwereny były nieodpartą pokusą. 

-  Oto  kolejna  moneta  za  odpowiedzi  na  dwa  pytania.  Czy  należność  przesyłana  jest 

przelewem? Z którego banku? 

Ale łatwizna! Kasjer wiedział, jak zaspokoić ciekawość nowego znajomego. 

- Przelew na sto funtów, płatny kwartalnie. Od Couttsa. 

- A teraz wypijmy, żeby uczcić dobrze wykonane zadanie. 

Jackson przesunął po blacie stołu dwie monety. Przepili do siebie, a potem Jackson z 

miną poważną i groźną pochylił się ku swemu rozmówcy. 

-  Jeśli  ktokolwiek  dowie  się,  o  czym  rozmawiamy,  każę  wypruć  ci  flaki,  zatem  miej 

się na baczności. 

-  Jak  mamę  kocham,  nie  pisnę  ani  słówka  -  zapewnił  skwapliwie  kasjer.  -  Prędzej 

umrę. Może pan na mnie polegać. 

-  Dobrze.  Nie  lubię,  gdy  znajomym  przytrafiają  się  niebezpieczne  wypadki.  Proszę 

cieszyć się swoją fortunką i zapomnieć o naszym spotkaniu. I jeszcze jedno: 

niech pan omija tę oberżę, dopóki stąd nie wyjadę, czyli do końca tygodnia. 

Jackson  rozparł  się  wygodnie  na  krześle  i  sączył  piwo.  Panna  Atena  Filmer  była 

owocem  miłości,  a  jej  matce  wysyłano  pieniądze  przelewem  od  Couttsa.  Ten  bank  słynął  z 

dyskrecji.  Jackson  nie  miał  szans,  aby  dowiedzieć  się,  kto  płaci.  Chyba  nie  było  jeszcze 

wypadku,  żeby  ci  od  Couttsa  zdradzili  tajemnicę  bankową.  Ich  klientami  byli  wyłącznie 

ludzie majętni i wysoko postawieni, co wiele mówiło o fundatorze. 

Co więcej, panna Filmer okazała się przyjaciółką Louise Sywell, Należało zbadać ten 

ślad. Ważna informacja dla pana Nicholasa Camerona. 

background image

Jackson  uznał,  że  nim  złoży  raport  każdemu  z  trzech  zleceniodawców,  musi 

przesłuchać  niezwykłą  i  mądrą  pannę  Filmer,  której  nazwisko  pojawiało  się  przy  każdej 

sposobności. 

Nieokreślone  przeczucie,  którego  w  trakcie  śledztwa  nigdy  nie  lekceważył, 

podpowiadało  mu,  że  zapewne  tylko  ona  może  go  doprowadzić  do  zaginionej  markizy.  Nie 

przejmował  się  brakiem  dowodów  potwierdzających  przeczucie.  Gdy  po  powrocie  do 

Londynu  odwiedzi  Tenisonów,  wypyta  Atenę  o  kontakty  z  żoną  Sywella,  powołując  się  na 

zlecenie  z  ministerstwa  spraw  wewnętrznych,  które  dawało  mu  takie  uprawnienia.  Rzecz 

jasna,  nie  ujawni,  że  prowadzi  również  prywatne  śledztwo  dla  Nicka  Camerona,  zbierając 

dane na temat jej pochodzenia i reputacji! 

Jackson  miał  jeszcze  do  wykonania  ostatnią  misję:  powinien  dostać  się  do  gmachu 

dawnego  opactwa.  Dokonał  tego,  włamując  się  nocą  do  środka,  ale  nie  znalazł  żadnych 

interesujących  śladów,  bo  sypialnia,  gdzie  zginął  Sywell,  po  morderstwie  została  starannie 

wysprzątana.  Łatwość,  z  jaką  wślizgnął  się  do  zamku  pod  nieobecność  Burnecka,  który 

poszedł  się  upić,  dowodziła,  że  morderca  również  nie  napotkał  żadnych  przeszkód. 

Kamerdynera Jackson poznał w oberży Pod Aniołem, ale ich rozmowa nic nie dała. 

-  Nie  było  mnie  tamtej  nocy  -  powiedział  Burneck.  -  Poszedłem  do  knajpy.  Z  tuzin 

kumpli może to potwierdzić. - Nic więcej nie udało się z niego wyciągnąć. 

Jackson  sądził,  że  gdyby  zamknąć  drania  na  jakiś  czas  w  więziennej  celi  i  dać  mu 

solidny  wycisk,  inaczej  by  śpiewał,  nie  było  jednak  żadnych  poszlak  ani  dowodów 

usprawiedliwiających jego aresztowanie. Lepiej wrócić do Londynu i pod pretekstem zadania 

kilku pytań Tenisonowi przyjrzeć się niezwykłej pannie Filmer. 

Cholera jasna, o co mu chodzi? Tak myślał Nick Cameron, raczej zrezygnowany niż 

wściekły,  na  widok  księcia  Ingleshama,  który  szedł  w  stronę  ich  kółka,  dyskutującego  z 

ożywieniem po wysłuchaniu kwartetu Haydna na wieczorku muzycznym u lady Dunlop. 

Książę,  uważany  dotąd  za  odludka  i  od  lat  unikający  kontaktów  towarzyskich,  nagle 

opuścił  swoją  pustelnię  i  zaczął  bywać.  Gdziekolwiek  się  pojawiał,  najpóźniej  po  pięciu 

minutach składał Tenisonom wyrazy uszanowania, jakby od dawna się nie widzieli. Zapewne 

należało to przypisać roztargnieniu. 

Okazał  się  bibliofilem,  podobnie  jak  pan  Tenison.  Ledwie  przywitał  się  z  resztą 

towarzystwa,  zaczynali  obaj  uczoną  dysputę  na  ciekawiące  ich  tematy,  co  byłoby 

zachowaniem typowym dla panów w średnim wieku, gdyby nie fakt, że książę nieodmiennie 

starał się wciągnąć do rozmowy Atenę. Dzisiaj wszyscy troje z uznaniem wypowiadali się na 

temat niedawno odegranego utworu. 

background image

Atena  przy  każdej  sposobności  pokazywała  się  od  najlepszej  strony.  Jako  panna 

wielce oczytana śmiało włączała się do tej wymiany zdań, natomiast Adrian, który niewiele z 

tego rozumiał, stał obok i bałwochwalczo wpatrywał się w ukochaną, podziwiając jej rozum i 

wdzięk. 

Nick,  znacznie  od  niego  bystrzejszy,  zadawał  sobie  pytanie,  czy  to  uczoność  pana 

Tenisona  zwabiła  księcia  do  ich  towarzystwa,  czy  też  zainteresowania  naukowe  stanowią 

jedynie  parawan  umożliwiający  mu  podziwianie  Ateny  i  ustawiczne  zachęcanie  jej,  żeby 

wypowiadała swoje zdanie. 

Nawiasem mówiąc, panna Filmer i bez tego była dość wymowna, uznał ponuro Nick, 

bo przekonał się kilkakrotnie, że nie brak jej celnych określeń, a język ma ostry. 

Do  towarzystwa  przyłączyły  się  pani  Tenison  i  Emma,  obie  nieco  zbite  z  tropu. 

Wróciły  z  jadalni  i  z  trudnością  nadążały  za  dyskutującymi,  którzy  omawiali  teraz  kwestię 

etymologii nazw miejscowości otaczających opactwo Steepwood, takich jak Steep Ride i tym 

podobne. Książę powtarzał każdą z nich, jakby starał się wszystkie zapamiętać. 

- Pani mieszka w Steep Ride, prawda? - zwrócił się nagle do Ateny. - Przypuszczam, 

że  gdy  nadchodzą  zimowe  wieczory,  pani  ojciec  i  pan  Tenison  wiodą  długie,  interesujące 

rozmowy. 

-  Niestety  -  odparła,  podobnie  jak  Nick  zaskoczona,  że  książę  tak  interesuje  się  jej 

sprawami. - Mój ojciec od dawna nie żyje. Mieszkam z matką, która nie zdecydowała się na 

powtórne zamążpójście. 

Książę  spochmurniał,  złożył  jej  wyrazy  współczucia  i  podjął  przerwaną  dyskusję, 

którą  Adrian  określił  później  jako  czczą  gadaninę.  Porównywano  nazwy  miejscowości 

występujące w środkowej Anglii z tymi na północy i na południu, wykazując podobieństwa i 

różnice. 

Zazwyczaj  Nick  z  przyjemnością  uczestniczył  w  tego  rodzaju  dysputach,  ale 

wątpliwości i zastrzeżenia dotyczące księcia i jego postępowania tym  razem go zniechęciły. 

Natrętna myśl, że Inglesham wykorzystuje swoją wiedzę jako zasłonę dymną, aby wkraść się 

w łaski Ateny, zepsuła mu wieczór. Do tej pory z trudem znosił umizgi łaszącego się do niej 

Adriana,  swego  przyjaciela  i  kuzyna,  ale  widok  księcia,  mężczyzny  w  średnim  wieku, 

zachowującego  się  identycznie,  był  dla  niego  znacznie  trudniejszą  próbą.  Gdy  Inglesham 

wkrótce się pożegnał, Nick pozostał ponury. 

Podczas kolejnej przerwy w koncercie goście zaproszeni na kolację ruszyli do jadalni. 

Wykorzystał niewielkie zamieszanie, chwycił ramię Ateny i powiedział przez zaciśnięte zęby: 

background image

- Ożywiona wymiana poglądów z pewnością nadwątliła pani siły, droga Pallado. Duch 

ochoczy,  ale  ciało  mdłe.  Trzeba  się  wzmocnić.  Pani  Tenison  zachwalała  przygotowane  na 

dzisiejszy  wieczór  potrawy  i  napoje.  Pozwoli  pani,  że  zaprowadzę  ją  do  jadalni?  A  może 

zamiast normalnej kolacji woli pani spożywać pokarm bogów, czymkolwiek on jest? 

Zachował  się  bardzo  śmiało.  Po  takim  wstępie  nie  mogła  odmówić.  Dała  się 

zaprowadzić do sali, gdzie lokaje roznosili na srebrnych tacach kanapki z łososiem, zimnym 

mięsem i pasztetem, a na długim stole ustawiono mnóstwo wymyślnych i pięknie podanych 

dań. 

Jak na złość Atena nie miała dziś apetytu. Z niechęcią patrzyła na jedzenie. 

Dlaczego tak bardzo martwiła ją wrogość Camerona? Czemu jej nie lubił? Niczym go 

przecież nie uraziła. Czy to jej wina, że najpierw Adrian, a teraz książę byli nią zachwyceni? 

Dostrzegła  szydercze  spojrzenia  rzucane  przez  Nicka,  gdy  Inglesham  rozmawiał  z  panem 

Tenisonem, ale nie mogła wyznać, że sama też czuje się zakłopotana jawną atencją księcia, i 

byłaby wdzięczna, gdyby nie zaszczycał jej tak często swoją uwagą. 

- Jednego nie rozumiem, panie Cameron - powiedziała w końcu. - Skoro pan nie darzy 

mnie  sympatią,  po  co  szuka  pan  mego  towarzystwa  i  wciąga  mnie  do  rozmowy?  Działam 

panu  na  nerwy.  Dlaczego  chodzi  pan  za  mną,  chociaż  pańska  obecność  jest  mi  przykra? 

Chyba że chce pan trzymać mnie z dala od Adriana. 

Trafiła w sedno. Mimo woli po raz kolejny podziwiał jej spostrzegawczość i talent do 

wyciągania odpowiednich wniosków. 

-  Rozważmy  inny  wariant  -  zaproponował.  -  Dlaczego  nie  chce  pani  przyjąć  do 

wiadomości, że i ja należę do grona pani wielbicieli? Ma ich pani tylu, że składanie hołdów 

Atenie Filmer stało się modne. 

Jej zdaniem tylko ostatnie zdanie było zgodne z prawdą, bo nie potrafiła uwierzyć, że 

Nick gotów jest przyznać się z własnej woli do podobnego zauroczenia. Jaka szkoda! Ilekroć 

zapominał  o  wrogości,  stawał  się  przemiły,  wprost  czarujący.  Swobodnie  rozmawiał  o 

sprawach, które ją interesowały, były zaś czarną magią dla Adriana. Grała z nim w szachy u 

Tenisonów,  a  także  we  wspaniałej  londyńskiej  siedzibie  w  centrum  Londynu  nad  brzegiem 

Tamizy, gdzie Adrian zapraszał całe towarzystwo. 

Pewnego  dnia  Nick  zastał  ją  w  bibliotece,  do  której  Adrian  w  ogóle  nie  wchodził. 

Podziwiała sztychy wiszące na ścianach ponad niskimi szafami, w których ustawiono książki. 

Widziała je nie po raz pierwszy. Wcześniej pytała już Adriana, skąd pochodzą i przez kogo są 

sygnowane. Popatrzył na nią, jakby nie rozumiał, o co chodzi, i odparł lekceważąco: 

- Wydaje mi się, że dziadek kupił je w czasie wielkiej podróży po Europie. 

background image

Wobec  tak  oczywistego  braku  zainteresowania  to  Nick  musiał  zaspokoić  ciekawość 

Ateny. 

-  Autorem  sztychów  jest  włoski  artysta  nazwiskiem  Piranesi,  a  przedstawiają  znane 

rzymskie zabytki i sceny uliczne. 

- W naszej rodzinie Nick jest najmądrzejszy - przyznał kiedyś Adrian w rozmowie z 

Ateną. - Ma również talent plastyczny. Czasami sam maluje i rysuje. 

W  głębi  ducha  żałowała,  że  Adrian  nie  jest  równie  uczony  i  zdolny.  Szkoda,  że  nie 

budzi w niej odczuć równie mocnych jak Nick, który nawet okazując jawną niechęć, wydawał 

się fascynujący. Wszelkie próby wyrwania się spod jego uroku okazały się daremne. 

-  Dlaczego  jest  pani  dzisiaj  taka  milcząca?  -  zapytał  Nick:  Widząc  lokaja  z  tacą, 

sięgnął po kieliszek białego wina i podał go Atenie. 

- Sądziłam, że nie lubi pan, gdy się odzywam - usłyszał w odpowiedzi. 

- Tylko wówczas, gdy Inglesham pani schlebia - wyrwało mu się wbrew woli. - Czy 

wiadomo  pani,  że  jest  bogatszy  od  Adriana?  Może  warto  by  się  nim  zainteresować?  To 

byłoby  wspaniałe  ukoronowanie  londyńskiego  sezonu,  gdyby  została  pani  księżną.  Czymże 

jest zwykły hrabia wobec takiego magnata? 

-  Proponuję  toast,  panie  Cameron.  -  Atena  śmiało  uniosła  kieliszek.  -  Za  pańskiego 

kuzyna Adriana, który w przeciwieństwie do pana jest dobrze wychowany. Brak panu ogłady, 

a jego dobre serce znaczy dla mnie więcej od pańskiej mądrości. Zadowolony? 

Dygotała  tak  mocno,  że  kieliszek  drżał  w  jej  dłoni,  gdy  podniosła  go  do  ust.  Nick 

poczuł się winny. Uwaga na temat dobrego serca Adriana sprawiła, że ogarnął go wstyd. Na 

domiar złego w gniewie Atena wyglądała piękniej niż kiedykolwiek, a jej głos budził tajemne 

pragnienia. 

Nick  znów  przyznał  w  duchu,  że  mimo  podejrzeń  co  do  motywów  postępowania 

Ateny  nie  tylko  jest  w  niej  zakochany  do  szaleństwa,  lecz  także  szaleńczo  zazdrosny  o 

każdego  mężczyznę,  który  na  nią  spojrzał,  na  którego  ona  popatrzyła  lub  do  którego  się 

uśmiechnęła. Jego nie obdarzała uśmiechem. Zbyt często bywał wobec niej grubiański, żeby 

na to zasłużyć. Ogarnęły go żal rozgoryczenie. 

- Ateno - zaczął - przepraszam... - Ukradkiem westchnął z ulgą, gdy mu przerwała, bo 

zabrakło mu słów. 

-  Nie  -  rzuciła,  stawiając  kieliszek  na  stole,  przy  którym  się  zatrzymali.  -  Nie  chcę 

pańskich przeprosin, o ile miał pan zamiar je wygłosić. Trochę się pan zagalopował, za późno 

więc  na  skruchę.  A  teraz  proszę  mi  wybaczyć.  Nie  mam  apetytu.  Poszukam  milszego 

towarzystwa. 

background image

Nie próbował jej zatrzymać. Odeszła wyprostowana, jakby kij połknęła, choć serce jej 

się  krajało,  ponieważ  miała  pewność,  że  z  Nickiem  Cameronem  byłaby  szczęśliwa,  a 

dobroduszny Adrian pozostanie tylko namiastką. 

Tenisonowie  i  Atena  z  apetytem  jedli  późne  śniadanie,  gdy  kamerdyner  oznajmił,  że 

niejaki  Jackson  chce  rozmawiać  z  panem  Tenisonem  oraz  jego  rodziną  w  związku  ze 

śledztwem  dotyczącym  śmierci  markiza  Sywella.  Przesłuchanie  powinno  odbyć  się 

natychmiast,  bo  sprawa  była  pilna,  a  Jackson  działał  z  ramienia  ministerstwa  spraw 

wewnętrznych i mógł rozmawiać z każdą osobą mającą ważne dla niego informacje. 

Jackson  nie  wspomniał  o  zaginionej  markizie,  bo  nie  chciał,  żeby  panna  Filmer 

wyczuła, o co chodzi. Jeśli ma coś do ukrycia, uprzedzona przygotuje wiarygodną historyjkę. 

Należało ją zaskoczyć pod pretekstem urzędowej rozmowy z Tenisonem. 

- Śmierć Sywella! - zawołał pan Tenison, rzucając gazetę Morning Post, którą czytała 

pijąc  kawę  i  jedząc  bułeczki.  -  Cóż  to  ma  wspólnego  ze  mną?  Byłem  w  Londynie,  kiedy 

został  zamordowany.  Jakich  informacji  użytecznych  dla  prawników  albo  ministra  spraw 

wewnętrznych mógłbym udzielić? 

- Może dowiedzieli się o sporze granicznym? - podpowiedziała pani Tenison, która w 

kwestiach praktycznych wykazywała sporo zdrowego rozsądku. 

-  Zapewne.  Obawiam  się,  że  trzeba  przyjąć  tego  Jacksona.  Niech  czeka  w  moim 

gabinecie. Zaraz tam przyjdę. 

- Chyba władze nie podejrzewają, że papa ma coś wspólnego z tą zbrodnią? - spytała 

po wyjściu ojca przerażona Emma. 

- Markiz został zamordowany tej samej nocy, kiedy byliśmy wszyscy na balu u lady 

Cowper.  Dwieście  osób  widziało  twego  ojca.  Tamten  człowiek  zapewne  wyjaśnia  tylko 

drobne wątpliwości - zauważyła Atena. 

Emma  od  razu  poweselała,  a  pani  Tenison  niechętnie  przyznała,  że  ta  Filmer  ma 

wprawdzie sporo wad, lecz nie brak jej rozumu. Tak czy inaczej śledczy nie zajął wiele czasu 

panu  Tenisonowi,  który  wkrótce  wrócił,  aby  oznajmić,  że  jego  żona,  córka  i  jej  dama  do 

towarzystwa także będą przesłuchane. 

Jackson  rzekomo  chciał  im  zadać  kilka  pytań  dla  uściślenia  informacji  zebranych 

podczas  pobytu  w  Steepwood.  Nie  miał  ochoty  przesłuchiwać  pani  Tenison  ani  Emmy,  ale 

postanowił  z  nimi  porozmawiać,  by  uśpić  czujność  Ateny.  Pan  Tenison  sam  zaproponował, 

żeby panna Filmer poszła na pierwszy ogień. 

-  Moja  córka  będzie  śmielsza,  jeśli  przekona  się,  że  jej  przyjaciółka  wyszła  z  tej 

rozmowy bez szwanku. Panna Filmer jest wyjątkowo roztropną młodą damą. 

background image

- Dla mnie bez różnicy,  która będzie odpowiadać pierwsza. Może być panna Filmer. 

W drugiej kolejności przesłucham pańską żonę i córkę. 

Prywatnie  Jackson  był  ciekaw  panny  Filmer,  o  której  wszyscy  znajomi  oraz  jego 

rozmówcy  wyrażali  się  z  dużym  uznaniem.  Przeczuwał,  że  sporo  może  się  od  niej 

dowiedzieć. 

-  Najpierw  ja?  Ale  po  co?  -  spytała,  równie  zdziwiona  jak  nieco  wcześniej  pan 

Tenison. 

- Ten człowiek chce też rozmawiać z panią Tenison i Emmą. 

-  No  dobrze,  lecz  nadał  trudno  przyjąć  do  wiadomości,  że  konieczność  nakazuje 

przesłuchanie kogokolwiek z nas. 

Atena  niczym  nie  dała  po  sobie  poznać,  że  jest  poważnie  zaniepokojona.  Doskonałe 

pamiętała  gorącą  prośbę  Louise,  żeby  pod  żadnym  pozorem  nie  zdradziła  jej  tożsamości. 

Prawdziwe  nazwisko  madame  Felice  musi  pozostać  tajemnicą  nawet  dla  przedstawiciela 

rządu Jego Królewskiej Mości. Pan Tenison poinformował ją, że Jackson działa na zlecenie 

ministerstwa spraw wewnętrznych, a nawet pośrednio samego księcia regenta. 

Z pewnością nie wiedział, gdzie przebywa zaginiona markiza i pod jakim nazwiskiem 

się ukrywa. Trzeba mieć się na baczności i skłamać, o ile zajdzie taka potrzeba, żeby chronić 

przyjaciółkę, która powierzyła jej swoją tajemnicę. 

Gdy Atena weszła do gabinetu pana Tenisona, Jackson z udawanym zaciekawieniem 

wyglądał przez okno. 

Dopiero  gdy  została  zaanonsowana  przez  kamerdynera,  odwrócił  się  i  obrzucił  ją 

bystrym  spojrzeniem  oczu  przypominających  ślepia  lwów,  które  widziała  na  rycinach  w 

grubych woluminach pana Tenisona. 

- Panna Atena Filmer, prawda? Zechce pani usiąść, moja droga. Zadam kilka prostych 

pytań, na które z pewnością bez trudu pani odpowie. 

-  Mam  taką  nadzieję  -  odparła  z  miłym  uśmiechem.  Jackson  także  uśmiechnął  się 

promiennie,  ukazując  zęby  ostre  jak  u  drapieżnika.  Przypominał  złego  wilka  z  bajki  o 

Czerwonym  Kapturku,  który  spytał  wilka:  'Dlaczego  masz  takie  wielkie  zęby?  „Na  co  wilk 

odpowiedział: „Żeby cię lepiej zjeść”. 

Atena  podejrzewała,  że  Jackson,  z  wyglądu  niezbyt  rozgarnięty  prostak  o  nie 

najlepszych  manierach,  jest  człowiekiem  bystrym  i  niebezpiecznym.  Pan  Tenison  nie  zdołał 

od razu go przejrzeć, o czym nie wiedziała. 

background image

Najpierw  zadał  kilka  banalnych  i  niegroźnych  pytań,  po  których  zaczęła  się 

zastanawiać, czemu służy to przesłuchanie. Dotyczyły głównie jej zajęcia w domu Tenisonów 

i codziennego życia w hrabstwie Northampton. 

- Czy znała pani markiza? - spytał w końcu Jackson, gdy uznał, że uśpił już czujność 

Ateny  i  może  sobie  pozwolić  na  wprowadzenie  do  rozmowy  wątku  zaginionej  markizy  bez 

obawy, że przesłuchiwana się spłoszy. 

- Nie. Raz jeden widziałam go z daleka, gdy beształ nieszczęsnego stajennego, który 

czymś  go  zirytował.  Nie  mam  pojęcia,  o  co  poszło.  Wszystkie  uczennice  szkoły  pani 

Guarding ostrzegano, żeby trzymały się od niego z daleka. 

-  Ach,  tak.  -  Kiwnął  głową  i  znów  popatrzył  w  okno,  udając  znudzonego  rozmową. 

Atena  łudziła  się  nadzieją,  że  przesłuchanie  niedługo  dobiegnie  końca,  a  niebezpieczne 

tematy w ogóle nie zostaną poruszone. 

Przekonała się wkrótce, że jest w błędzie. 

-  A  jego  żona...  markiza  -  zapytał  Jackson  znudzonym  głosem.  -  Podobno  była 

niewiele starsza od pani. Znałyście się? 

Póki się da, należało mówić prawdę. 

-  Trochę.  Jako  mała  dziewczynka  mieszkała  w  naszej  okolicy.  Czasem  razem  się 

bawiłyśmy. Pewnego dnia nie zjawiła się w naszym umówionym miejscu, zniknęła na dobre i 

pojawiła się znów w naszych stronach, gdy po ślubie markiz przywiózł ją do swej posiadłości. 

Nie poznałam młodej damy jadącej powozem, ale później natknęłam się na nią, spacerując po 

terenach  należących  do  dawnego  opactwa.  Podeszła  do  mnie  i  przedstawiła  się  jako  moja 

towarzyszka zabaw z dzieciństwa. Widywałyśmy się potem od czasu do czasu. 

- Ach, tak - skwitował Jackson. Szósty zmysł podpowiadał mu, że panna Filmer mówi 

prawdę... lecz nie całą. Z jej zachowania nie można było nic wywnioskować. Całkowicie nad 

sobą panowała, a piękne dłonie złożyła na kolanach spowitych materią brzydkiej sukienki. 

-  Widziała  ją  pani  ostatnio?  Rzecz  jasna,  nim  zaginęła.  Czy  wspomniała,  dokąd 

zamierza się udać? Oczywiście nie wykluczam, że padła ofiarą zabójstwa. 

Atena uznała, że bez ryzyka może powiedzieć prawdę o swoim ostatnim spotkaniu z 

Louise. 

-  Po  raz  ostatni  widziałyśmy  się  na  kilka  dni  przed  jej  zniknięciem.  Była  znakomitą 

akwarelistką.  Jak  wiele  młodych  dam  spotkałyśmy  się  często,  żeby  razem  malować  i 

gawędzić.  Tamtego  dnia  rozstawiłyśmy  sztalugi  przy  głazie  pokrytym  runami,  w  dawnym 

świętym gaju. Nic nie wskazywało na to, że Louise zamierza wyjechać. Wiedziałam tylko, że 

jest bardzo nieszczęśliwa. 

background image

Sama prawda, uznał Jackson. Panna Atena Filmer patrzyła mu prosto w oczy. Mimo 

nieprawego pochodzenia była prawdziwą perłą wśród młodych dam. Zastanawiał się, kim jest 

jej nieznany ojciec. 

Długo  milczał,  jakby  analizował  jej  słowa.  Chciał  w  ten  sposób  wytrącić  ją  z 

równowagi. 

- Panno Filmer, muszę pani uświadomić, że należy mówić prawdę i tylko prawdę, bo 

chodzi o sprawę państwowej wagi. Wiele od niej zależy. Czy wie pani, gdzie należy szukać 

markizy albo kto jej pomaga? Popełnione zostało przerażające morderstwo, w które może być 

zamieszana. Należy ją przesłuchać. Nie wykluczam, że okaże się współwinna. 

Teraz  pora  na  kłamstwo.  Atena  miała  nadzieję,  że  jej  Bóg  wybaczy,  bo  oszukiwała, 

aby chronić boleśnie doświadczoną przez życie przyjaciółkę. 

- Nie, proszę pana. Nie mam pojęcia. Atena uznała, że im mniej powie, tym lepiej na 

tym wyjdzie. Louise ją tego nauczyła. Okazało się, że to dobra rada. 

- Naprawdę? 

- Tak, proszę pana. 

- Podczas długich spacerów nie wspominała o znajomych, którzy mogliby udzielić jej 

schronienia? 

Ktoś  z  okolic  Steepwood  sporo  wypaplał.  Ciekawe  kto.  Mniejsza  z  tym.  Louise 

wyznała Atenie, że ma tam zaufanego człowieka, ale nie wspominała o nim, gdy spotykały się 

w  Steepwood,  więc  odpowiedź  przecząca  udzielona  dociekliwemu  rozmówcy  była 

prawdziwa. 

Jackson  szczerze  podziwiał  pannę  Filmer.  Piękna,  mądra,  a  do  tego  sprytna.  Był 

przekonany,  że  mówiła  prawdę,  dopóki  nie  zadał  ostatniego  pytania  dotyczącego  miejsca 

pobytu Louise Sywell. Nie miał pojęcia, skąd pewność, że wtedy skłamała. 

Zdawał  sobie  sprawę,  że  nic  więcej  z  niej  nie  wyciągnie.  Ta  spryciara  nie  da  się 

podejść  ani  zastraszyć.  Przekonał  się  o  tym,  słuchając  jej  ostrożnych  i  wyważonych 

odpowiedzi, których udzielała szybko i zwięźle. Po prostu koronkowa robota. 

Zaczął z innej beczki. 

- Jestem przekonany, że na równi ze mną pragnie pani schwytania sprawcy okrutnego 

mordu,  nim  popełni  kolejne  przestępstwo.  Zapewne  chce  pani  również  ujrzeć  znów  swoją 

przyjaciółkę, o ile ta jeszcze żyje. Podam pani adres, pod którym można mnie znaleźć. Jeśli 

przypomni  sobie  pani  informację,  która  może  być  pomocna  w  śledztwie,  proszę  mnie 

natychmiast  powiadomić.  Będę  zobowiązany,  jeśli  weźmie  to  pani  pod  uwagę.  Odda  pani 

krajowi ogromną przysługę. 

background image

Ostatnie  zdanie  zdziwiło  Atenę.  Nie  mogła  pojąć,  z  jakiego  powodu  zamordowanie 

Sywella  dotyczy  ważnych  spraw  państwowych.  Nieszczęścia  Louise  tym  bardziej.  Niewiele 

brakowało,  aby  spytała  o  to  Jacksona,  lecz  po  namyśle  doszła  do  wniosku,  że  im  mniej  się 

odzywa, tym dla niej lepiej. 

- Mogę już iść? - spytała nadzwyczaj chłodno i podniosła się z krzesła. 

-  Oczywiście,  panno  Filmer.  Gdy  odwróciła  się  do  niego  plecami  i  położyła  dłoń  na 

klamce, dodał jeszcze: 

- Czy jest pani całkiem pewna, że niczego nie pominęliśmy? 

- Naturalnie, proszę pana - odparła i spojrzała na niego z promiennym uśmiechem. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

- Przesłuchiwał panią w sprawie o morderstwo Sywella i zaginięcie jego żony? Ale po 

co? 

Nick  Cameron  nadszedł,  gdy  Emma  opowiadała  Adrianowi  o  wczorajszej  wizycie 

Jacksona. Ubawiły go pełne niedowierzania słowa Adriana. 

Tenisonowie,  Atena,  Nick,  Adrian  oraz  Marcus  Angmering  wybrali  się  razem  do 

Richmond,  żeby  urządzić  sobie  piknik  na  brzegu  Tamizy.  Adrian  zaproponował  Emmie  i 

Atenie  miejsce  w  swojej  kariolce,  ale  pan  Tenison  uprzejmie,  lecz  stanowczo  oznajmił,  że 

dziewczęta  pojadą  landem  z  nim  i  panią  Tenison.  Nick  także  nie  chciał  ryzykować  podróży 

kariolką.  Wolał  dosiąść  konia,  a  potem  zostawić  go  w  stajni  znajdującej  się  w  pobliżu 

gospody  i  piechotą  dojść  nad  rzekę.  Gdy  nadszedł,  towarzystwo  szykowało  się  do  uczty  na 

świeżym powietrzu. 

Służący  rozpakowali  wiklinowe  kosze  piknikowe.  Naczynia  z  potrawami  i  napojami 

umieścili  na  lnianym  obrusie  ozdobionym  koronką.  Marcus,  który  na  prośbę  Adriana  po 

odmowie  Nicka  zdecydował  się  jechać  kariolką,  z  wolna  dochodził  do  siebie  po  mocnych 

wrażeniach. Przez całą drogę daremnie próbował namówić Adriana, żeby ten zastanowił się 

poważnie, nim stanie do wyścigu na trasie do Brighton. 

Marcus  obawiał  się,  że  Adrian  zamiast  ustanowić  nowy  rekord,  złamie  kark  podczas 

wielce ryzykownego przedsięwzięcia! Usiłował taktownie dać mu do zrozumienia, że byłoby 

wskazane, aby jeszcze trochę potrenował. 

Teraz  słuchał  uważnie  Emmy,  która  miłym,  przyciszonym  głosem  opowiadała  o 

wczorajszym przesłuchaniu. 

- Sądziliśmy, że zależy mu tylko na rozmowie z papą, ale postanowił też zadać kilka 

pytań  mamie,  Atenie  i  mnie.  Papa  uznał,  że  lepiej  się  zgodzić,  bo  odmowa  byłaby  źle 

widziana. 

-  Doszedłem  do  wniosku,  że  gdybym  się  wzbraniał,  tamten  człowiek  mógłby  nas 

podejrzewać o ukrywanie informacji ważnych dla śledztwa. 

Nick  wiedział,  że  pracujący  dla  niego  Jackson  wrócił  niedawno  ze  Steepwood.  Jako 

zleceniodawca  niecierpliwie  czekał  na  sprawozdanie.  Zastanawiał  się  też,  czy  powierzona 

przez  niego  sprawa  ma  jakiś  związek  z  rządowym  śledztwem  w  sprawie  zamordowania 

Sywella. Czyżby zlecono je temu samemu agentowi? 

background image

-  Jest  dla  mnie  zrozumiałe,  że  śledczy  uznał  za  stosowne  pana  przesłuchać  - 

powiedział Nick, starając się zachować spokój - ale nie pojmuję, czemu niepokoił panie. Kto 

mu dał takie pełnomocnictwo? 

-  Ten  agent  nazywa  się  Jackson  -  wyjaśnił  pan  Tenison.  -  Domyślam  się,  że  chciał 

sprawdzić,  czy  ktoś  z  mojej  rodziny  i  domowników  przyjaźnił  się  z  zaginioną  markizą,  i 

dzięki  temu  może  mieć  jakieś  informacje  dotyczące  jej  miejsca  pobytu,  o  ile  biedaczka 

jeszcze  żyje.  Chodzą  słuchy,  że  mąż  ją  zamordował.  A  jeśli  idzie  o  uprawnienia  tamtego 

człowieka,  udowodnił,  że  działa  na  zlecenie  ministerstwa  spraw  wewnętrznych,  i  wskazał 

bardzo wysoko postawionego mocodawcę. Więcej nie mogę ujawnić. 

Nicka zaciekawiła ta odpowiedź. Ile srok próbuje złapać za ogon ten cwany Jackson? 

Kiedy  wreszcie  przyjdzie  złożyć  sprawozdanie?  Najwyższa  pora,  by  ujawnił  informacje 

dotyczące pochodzenia Ateny. 

-  Czy  państwo  zdołali  mu  pomóc?  -  spytał,  zwracając  się  do  Emmy,  nie  do  stojącej 

obok Ateny, zgaszonej i milczącej. 

-  Ja  ani  trochę  -  usłyszał  w  odpowiedzi.  -  Natomiast  jeśli  dobrze  pamiętam,  Atena 

przez  jakiś  czas  widywała  markizę,  ale  nie  sądzę,  żeby  tamten  pan  uzyskał  od  niej  ważne 

informacje. 

Na odchodnym Jackson powiedział Atenie, że wspomniał pani Tenison o jej przyjaźni 

z Louise, a to oznaczało nieustanny grad pytań dotyczących zaginionej markizy. 

- Moim zdaniem to niedopuszczalne, żeby prostak wypytywał damę z towarzystwa o 

jej  dawne  znajome.  Dziwię  się,  Ateno,  że  nie  dostała  pani  spazmów  -  wtrącił  z  oburzeniem 

Adrian. 

Był  tak  wstrząśnięty  i  zatroskany,  że  Marcus  Angmering  zmierzył  go  badawczym 

spojrzeniem,  jakby  odkrył  nareszcie,  w  czym  rzecz.  Obiektem  westchnień  Kinlocha  była 

piękna dama do towarzystwa, a nie cichutka młoda dziedziczka. 

Atena uspokoiła Adriana i wyjaśniła jego wątpliwości, mówiąc: 

-  Ten  człowiek  nie  jest  prostakiem.  Kiedy  mnie  przesłuchiwał,  był  nadzwyczaj 

uprzejmy. Ma lepsze maniery od niejednego dżentelmena z grona moich znajomych. 

Adrian nie zauważył ukradkowego spojrzenia, którym obrzuciła Nicka. 

-  Ateno,  jeśli  w  przyszłości  ktokolwiek  z  towarzystwa  panią  obrazi,  proszę  mnie 

natychmiast zawiadomić. Obiecuję przywołać go do porządku. Daję pani na to moje słowo! 

-  Pan Jackson  także  wobec  mnie  zachowywał  się  uprzejmie  -  wtrąciła  Emma.  -  Nim 

zaczęło się przesłuchanie, byłam mocno wystraszona, ale szybko mnie uspokoił. Z mamą było 

podobnie. 

background image

- A więc znała pani markizę - zwrócił się Marcus do Ateny. - Często zastanawiałem 

się, kim była kobieta, która zdecydowała się poślubić Sywella. 

Jestem  w  sytuacji  bez  wyjścia,  pomyślała  Atena.  Nie  miała  ochoty  rozmawiać  o 

przyjaciółce,  ale  popełniłaby  spory  nietakt,  odmawiając  odpowiedzi  na  zadanie  nie  wprost 

pytanie  Marcusa.  Wydawało  się  całkiem  naturalne,  że  interesuje  go  osoba  Sywella,  a  także 

zaginiona markiza, skoro wielu plotkowało, jakoby jego ojciec był zamieszany w tę sprawę. 

Gdyby Atena nabrała wody w usta, zapewne uznano by to za niewłaściwe. 

- Była młoda i bardzo ładna - odparła z namysłem. - Poznałyśmy się w dzieciństwie, 

potem  gdzieś  ją  wysłano.  Nie  mam  pojęcia  dokąd  i  dlaczego.  Gdy  markiz  przywiózł  ją  do 

Steepwood,  natknęłam  się  na  nią  podczas  spaceru.  Odnowiłyśmy  dawną  znajomość. 

Wydawała  się  samotna  i  nieszczęśliwa.  Zniknęła  równie  nagle,  jak  się  pojawiła.  Jak 

powiedziałam  panu  Jacksonowi,  nie  mam  pojęcia,  gdzie  się  udała.  Nic  więcej  nie  wiem. 

Ogromnie  żałuję,  że  straciłam  dobrą  znajomą.  Czasem  razem  malowałyśmy  i  rysowałyśmy. 

Obawiam się, że to wszystko, co mogę powiedzieć. 

-  Dziękuję,  panno  Filmer.  Mam  nadzieję,  że  swoim  pytaniem  nie  sprawiłem  pani 

przykrości. Utrata przyjaciół to bolesne przeżycie. 

Atena  kiwnęła  głową.  Nick,  podobnie  jak  Jackson,  cynicznie  zastanawiał  się,  czy 

powiedziała całą prawdę o swoich kontaktach z markizą. Ciekawe, kiedy tajny agent raczy go 

wreszcie  poinformować  o  wynikach  poufnego  śledztwa  w  sprawie  jej  pochodzenia.  Nick 

chętnie by się od niego usłyszał, skąd pomysł, żeby ją przesłuchać. Czego naprawdę próbował 

dowiedzieć się Jackson? 

-  Trudno  uwierzyć,  że  osoby  z  naszego  grona  są  na  różne  sposoby  zamieszane  w 

sprawę  Sywella  i  jego  zaginionej  żony.  A  z  pozoru  sprawiamy  wrażenie  radosnej  gromadki 

znajomych, którzy przybyli na piknik i zasiedli nad Tamizą, czekając niecierpliwie, aż służba 

przygotuje dania i napoje. 

- Na szczęście - wtrącił Adrian - nigdy nie miałem z nim do czynienia. Wygląda na to, 

że był okropny. 

-  Moim  zdaniem  najwyższa  pora  o  nim  zapomnieć  -  oznajmił  pan  Tenison  i  zmienił 

temat. Zaczął komentować najnowsze wiadomości dotyczące wojny w Hiszpanii. 

Następnego  popołudnia  Nick  czytał  w  salonie  swojego  londyńskiego  mieszkania, 

które znajdowało się niedaleko siedziby lorda Byrona, gdy lokaj zaanonsował Jacksona. 

Były  podwładny  ministerstwa  spraw  wewnętrznych  tryskał  energią.  Nick  miał 

nadzieję,  że  powodem  jawnego  zadowolenia  jest  owocna  podróż  do  hrabstwa  Northampton. 

background image

Uznał,  że  nim  Jackson  złoży  sprawozdanie,  należy  trochę  przywołać  go  do  porządku  i 

pokazać, gdzie jego miejsce, zaczął więc dość ostro. 

-  Długo  pan  kazał  na  siebie  czekać.  Niecierpliwię  się  od  chwili,  gdy  zostałem 

poinformowany, że moje zlecenie nie było jedynym, które skłoniło pana do niejawnej wizyty 

w Steepwood. 

Aha, 

sprytny 

ten 

Nick 

Cameron, 

pomyślał 

Jackson, 

uśmiechając 

się 

porozumiewawczo. 

- Rozumiem. Tenison puścił farbę, tak? Nick skinął głową. 

- Inni również. Czego się pan dowiedział o pannie Filmer? Podobno jest zamieszana w 

sprawę zamordowanego Sywella i zaginionej markizy, ale mniejsza z tym. Ma pan dla mnie 

jakieś informacje? 

- Owszem, ale jestem trochę zawiedziony, bo niewiele tego jest - odparł Jackson, który 

uważał, że lepiej mówić prawdę, bo to się opłaca. - Wiele poszlak wskazuje na to, że panna 

Filmer jest dzieckiem z nieprawego łoża. Jej matka uchodzi za wdowę i od początku pobytu 

w  hrabstwie  Northampton  cieszy  się  nieskazitelną  reputacją.  Nieżyjący  rzekomo  pan  Filmer 

to  wielce  enigmatyczna  postać.  W  tamtej  okolicy  go  nie  znają.  Przez  dwadzieścia  lat  u 

wdowy  ani razu nie  gościł nikt z rodziny. Pociągnąłem za język miejscową plotkarkę, która 

dyskretnie  dała  mi  do  zrozumienia,  że  panna  Filmer  niemal  na  pewno  jest  nieślubnym 

dzieckiem.  Użyłem  też  innych  sposobów  i  dowiedziałem  się,  że  jej  matka  otrzymywała  i 

nadal otrzymuje roczną rentę, płatną kwartalnie przelewem wystawionym przez bank Couttsa. 

Nie wiadomo, kto wpłaca pieniądze. Ku memu ubolewaniu, tutaj ślad się urywa, bo u Couttsa 

obowiązuje bezwzględna tajemnica bankowa. Dyskrecja gwarantowana, nie mam więc szans, 

by  pójść  dalej  tym  tropem.  Renta  nie  jest  wysoka,  lecz  umożliwia  obu  paniom  względnie 

dostatnie życie. Obawiam się, że nie zdołam ustalić, kim jest ojciec panny Filmer, ponieważ 

nie  sposób  dowiedzieć  się,  gdzie  mieszkała  jej  matka,  zanim  przyjechała  do  Steep  Ride, 

Dodam,  że  mimo  plotek  dotyczących  narodzin  dziecka  pani  Filmer  cieszy  się  w  tamtej 

okolicy  sporym  szacunkiem,  jest  przyjmowana  w  miejscowych  salonach,  uczy  w  szkółce 

niedzielnej i w miarę swoich możliwości wspiera najuboższych. Kolejna ciekawa wiadomość 

dotyczy  znajomości  łączącej  pannę  Filmer  z  markizą  Sywell,  której  była  przyjaciółką  i 

powiernicą. Moim zdaniem zna miejsce pobytu zaginionej, choć stanowczo temu zaprzecza. 

Wiele się mówi o jej mądrości i przekonałem się, że to prawda. Atena była zatem nieślubnym 

dzieckiem,  odrzuconym  przez  stosunkowo  zamożnego  człowieka.  Informacje,  które  zdobył 

Jackson,  wyjaśniały  jej  postępowanie.  Nickowi  zrobiło  się  żal  Ateny.  Szukała  nie  tylko 

bogactwa,  lecz  przede  wszystkim  szacunku  i  pozycji  w  towarzystwie.  Z  pewnością  zdawała 

background image

sobie sprawę, że obie z matką w każdej chwili mogą być z niego wykluczone. Gdyby Atena 

wyszła za Adriana, jej znaczenie tak by wzrosło, że mogłaby patrzeć na innych z góry. 

- Wspomniał pan - zaczął ostrożnie Nick - że panna Filmer jest również zamieszana w 

sprawę morderstwa popełnionego w Steepwood. 

- Jej związek z tą sprawą jest dość luźny. Chodzi o to, że panna Filmer zapewne wie, 

gdzie obecnie przebywa  markiza. Na moje wyczucie niewiele więcej da  się ustalić na temat 

pań Filmer. Matka ma opinię wyjątkowo dyskretnej, a córka wyraźnie ją naśladuje. 

Jackson  nie  wspomniał  o  podziwie  żywionym  dla  Ateny,  odkąd  poznał  ją  osobiście, 

ale dał do zrozumienia, że zrobiła na nim ogromne wrażenie. 

- Mam rozumieć, że uważa pan moje zlecenie za wypełnione? 

- Owszem, chyba że dostarczy mi pan nowych wskazówek. 

Nick pokręcił głową. 

- Nie dysponuję żadnymi, a zatem pozostaje mi tylko zapłacić panu i podziękować za 

pomoc. Mam nadzieję, że inne dochodzenia dalej pana zaprowadzą. 

Teraz Jackson zaprzeczył ruchem głowy. 

-  Słaba  nadzieja.  Sprawa  Sywella  wciąż  pozostaje  zagadką.  Nawet  jeśli  markiza 

zostanie odnaleziona, wątpię, by posiadała użyteczne informacje. 

- Pan nie uważa jej za zmarłą? 

- Intuicja, która rzadko mnie zawodzi, podpowiada, że ta dama żyje, ponadto w moim 

mniemaniu panna Filmer nie powiedziała całej prawdy. 

- Niedomówienia to jej specjalność - zauważył Nick, wręczając Jacksonowi należność. 

Kazał mu pójść do kuchni, gdzie czekał służący z pożegnalnym kuflem piwa. 

Nick  został  sam.  Zapomniana  książka  leżała  na  podłodze.  Niezależnie  od  rewelacji 

Jacksona z niedawnej rozmowy wynikała dla niego jedna, jedyna prawda: mniejsza z tym, czy 

Atena jest,  czy nie jest  nieślubnym dzieckiem oraz czy pomogła w ucieczce  Louise Sywell; 

żadna z tych wiadomości nie rozwiązywała jego problemów. 

Czuł się jak rozbitek na wzburzonym oceanie. Był pewny jedynie tego, że nie wolno 

mu  zdradzić,  skąd  czerpał  wiadomości.  Atena  nie  powinna  się  dowiedzieć,  że  Jackson 

szpiegował ją na jego polecenie. Z pewnością uznała, że była przesłuchiwana z powodu swej 

przyjaźni z Louise. Udział Nicka w tej sprawie musiał na razie pozostać wstydliwą tajemnicą. 

Było  pogodne  popołudnie,  a  od  wizyty  Jacksona,  która  spowodowała  w  domu 

Tenisonów spore zamieszanie, upłynęło kilka dni. 

- Wyjdziesz za Adriana, jeżeli ci się oświadczy? - spytała Emma. 

background image

- Dlaczego uważasz, że mógłby to zrobić? - odparła Atena. Siedziały w salonie. Miały 

zajmować  się  haftem,  lecz  Emma  odłożyła  tamborek  i  kartkowała  powieść,  nim  zagadnęła 

Atenę. 

-  Wpatruje  się  w  ciebie  z  jawnym  uwielbieniem.  Zastanawiałam  się,  co  do  niego 

czujesz. Nie wydaje mi się, żebyś i ty była nim równie zauroczona. 

Emma  okazała  się  nadzwyczaj  spostrzegawcza.  Szybko  nabierała  pewności  siebie  i 

towarzyskiej ogłady i coraz rzadziej ulegała władczej matce. 

- Owszem - przytaknęła po namyśle Atena. 

- Tak myślałam - odparła ze smutkiem Emma. 

-  Bardzo  go  lubię  -  dodała  pospiesznie  Atena.  Skoro  miała  przyjąć  oświadczyny 

Adriana,  których  jednak  oczekiwała  wbrew  temu,  co  powiedziała  Emmie,  należało  okazać 

szczery zapał i cieszyć się na myśl o rychłym ślubie. 

Problem  w  tym,  że  ilekroć  Atena  zastanawiała  się  nad  konsekwencjami  małżeństwa, 

rozmyślając  nie  tylko  o  wspólnej  sypialni,  lecz  także  o  codziennym  życiu  we  dwoje, 

perspektywa dzielenia łoża i spędzania czasu z Adrianem stawała się coraz mniej pociągająca. 

Im  lepiej  go  poznawała,  tym  większe  ogarniały  ją  wątpliwości.  Przyczyniało  się  do  tego 

rosnące  uznanie  i  podziw  dla  Nicka  Camerona.  Z  nim  zawsze  miałaby  o  czym  rozmawiać, 

choć pewnie rzadko byliby tego samego zdania. Wspólne dni byłyby wspaniałe. Atena wolała 

nie myśleć o cudownych nocach! 

Gdy  dawniej  planowała  małżeństwo  z  mężczyzną  bogatym  i  utytułowanym,  nie 

zastanawiała się nad konsekwencjami owej decyzji, ale teraz coraz częściej o nich myślała i z 

wolna ogarniały ją wątpliwości, czy potrafi z zimną krwią zawrzeć taki związek. 

Co  gorsza,  od  początku  znajomości  z  Adrianem  robiła  wszystko,  żeby  go  do  siebie 

przyciągnąć. Teraz nieco ochłodła, czego nie spostrzegł, i nadal uważał ją za pewną zdobycz. 

Ciekawe,  czy  Nick  zauważył  zmianę.  Och,  dosyć  tego!  Dlaczego  tak  uporczywie  o 

nim  myślała?  Ostatnio  przestał  jej  dokuczać.  Zapewne  pogodził  się  z  decyzją  kuzyna 

pragnącego mieć ją za żonę, bo nie chciał mu robić przykrości. 

-  Moim  zdaniem  Adrian  do  ciebie  nie  pasuje  -  oznajmiła  niespodziewanie  Emma.  - 

Nie wydaje mi się. żeby cię kochał. Jest po prostu olśniony. 

Atenę  ponownie  zdumiała  przenikliwość  młodej  przyjaciółki.  Trafne  obserwacje 

dowodziły, że, podobnie jak ojciec, ma bystry umysł. Jej uwagi były  dodatkową zachętą do 

rozważań, jak należy postąpić z Adrianem. 

Gdyby oświadczył się na początku znajomości, Atena przyjęłaby go natychmiast, bez 

najmniejszego  wahania.  Teraz  żywiła  coraz  więcej  poważnych  wątpliwości,  co  dowodziło, 

background image

jak bardzo teoria różni się od praktyki. Przed wyprawą do Londynu Atena nie miała żadnych 

skrupułów  i  gotowa  była,  nie  słuchając  głosu  serca,  poślubić  mężczyznę  bogatego  i 

utytułowanego, ale wszystkie zdarzenia, które zaszły od tamtej pory, stopniowo otwierały jej 

oczy, uświadamiając, że była wyjątkowo naiwna. 

-  To  dobry  człowiek  -  powiedziała,  starając  się  raczej  dodać  sobie  odwagi,  niż 

wyjaśnić Emmie powody swojej decyzji. 

- I dlatego należy postępować z nim uczciwie - odparła Emma, sięgając po tamborek z 

haftem. Zmieniła temat, pytając, jakim kolorem powinna wyszywać kwiatowy wzór. 

Atena  uważnie  obserwowała  swą  podopieczną.  Skąd  tej  dziewczynie  przyszło  do 

głowy,  żeby  martwić  się,  czy  Adrian  właściwie  ulokował  swoje  uczucia?  Nagle  doznała 

olśnienia i pojęła, że Emma jest w nim zakochana. Pasował do niej ten dobroduszny i uczciwy 

młodzieniec, z którym byłaby szczęśliwa, bo nie żądałaby od niego rzeczy, których nie byłby 

w stanie jej dać. 

Niespodziewane  odkrycie  jeszcze  bardziej  zbiło  Atenę  z  tropu.  Dotąd  nie  brała  pod 

uwagę  możliwości,  że  sprytne  machinacje,  którymi  próbowała  zapewnić  sobie  szczęśliwe 

życie, mogą kogoś unieszczęśliwić. 

Dopiero  teraz  pojęła,  dlaczego  Nick  Cameron  tak  bardzo  ją  krytykował,  i  w  głębi 

ducha przyznała mu trochę racji. 

Książę  Inglesham  miał  gościa,  a  właściwie  przyjmował  człowieka,  który  został  do 

niego wezwany. Prze - : nim z obojętną miną stał dawny śledczy polecony prze: samego lorda 

Liverpool.  Do  tej  pory,  gdy  osoby  równie  wysoko  postawione  jak  Inglesham  korzystały  z 

usług  Jacksona,  rozmawiał  z  nim  podwładny,  na  przykład  sekretarz  albo  zaufany  lokaj. 

Ciekawe,  cóż  to  za  ważna  misja  spowodowała,  że  książę  fatygował  się  osobiście  Jackson 

czekał, aż tajemnica zostanie wyjawiona a gdy nadeszła ta chwila, ogarnęło go rozbawienie. 

-  Powiedziano  mi,  że  jest  pan  dyskretny  i  zapewniono,  że  można  na  panu  polegać  - 

zaczął z wahaniem książę. - Nie chcę wzbudzać plotek i narażać się na obmowę. Jest moim 

życzeniem,  żeby  ustalił  pan  tożsamość  i  pochodzenie  pewnej  młodej  damy  oraz  jej  matki. 

Obie  mieszkają  w  hrabstwie  Northampton,  w  osadzie  o  nazwie  Steep  Ride.  Będę  z  panem 

szczery, proszę więc nie doszukiwać się w moich słowach ukrytych znaczeń. 

Jackson kiwnął głową. 

- Rozumiem, wasza książęca mość. Zapewniam, że potrafię milczeć jak grób. 

I  co  dalej  ?  -  zapytał  w  duchu.  Miał  znowu  jechać  do  Steepwood?  Czy  Inglesham 

również interesował się panną Ateną Filmer? 

background image

Wszystko na to wskazuje. Tłumacząc, w czym rzecz, książę mruczał i zawieszał głos, 

jakby był znudzony nie przywiązywał większej wagi do przedstawianej sprawy, ale Jackson 

nie dał się zwieść pozorom. 

- Przypuszczam, że pani Filmer zamieszkała tam z córką wkrótce po jej narodzinach. 

Ze względu na wspólne interesy muszę zdobyć o nich jak najwięcej informacji. 

Śledczy  przybrał  minę  sfinksa.  Lord  Liverpool  uprzedzał,  że  ten  człowiek  jest 

mistrzem kamuflażu. słuchał z głową przechyloną na bok, z kamienną twarzą i malującym się 

na niej wyrazem skupienia. Chłonął każde słowo Ingleshama, który nie domyślał się, że jego 

rozmówca  rozważa,  czy  grać  z  nowym  zleceniodawcą  w  otwarte  karty.  Na  dobrą  sprawę 

wiedział  już  wszystko,  czego  można  było  dowiedzieć,  o  młodej  damie  i  jej  matce.  Jeśli 

zachowa  to  w  sekrecie,  wystarczy  przejechać  się  do  Steep  Ride  i  szybko  wrócić,  udając,  że 

pospiesznie wypełnił życzenie księcia. Była też inna ewentualność: przekazać księciu zebrane 

już  informacje,  tłumacząc,  że  podczas  dochodzenia  w  sprawie  śmierci  Sywella  i  zaginięcia 

jego  żony  wypłynęło  także  nazwisko  pań  Filmer,  starał  się  więc  jak  najwięcej  o  nich 

dowiedzieć. Taka strategia oznaczała jednak, że honorarium wypłacone przez księcia będzie 

mniejsze. 

Po  namyśle  Jackson  uznał  za  stosowne  uczciwie  postawić  sprawę  i  powiedział, 

starannie dobierając słowa. 

-  Tak  się  złożyło,  wasza  książęca  mość,  że  mogę  natychmiast  udzielić  potrzebnych 

informacji dotyczących panny Filmer i jej matki. 

- Jak to? - żachnął się książę. - Mam nadzieję, że nic im nie grozi? Chyba nie ciąży na 

nich podejrzenie. 

-  Ależ  skąd  -  zapewnił  Jackson  i  wyjaśnił  księciu,  że  otrzymał  poufne  zlecenie  z 

ministerstwa  spraw  wewnętrznych  i  prowadząc  śledztwo  w  tej  sprawie,  dowiedział  się  o 

przyjaźni  łączącej  pannę  Atenę  Filmer  z  zaginioną  markizą.  -  Sprawdziłem  ten  trop,  który 

zresztą daleko mnie nie zaprowadził, ponieważ młoda dama zaprzeczyła, jakoby znała obecne 

miejsce pobytu markizy. 

-  Proszę  kontynuować  -  nalegał  Inglesham.  Jackson  wyjawił,  czego  się  dowiedział, 

pracując  dla  Nicka  Camerona.  Nie  wspomniał  jedynie,  że  ten  ostatni  także  interesował  się 

Ateną. 

- Coutts - powtórzył z roztargnieniem książę. - Stamtąd przelewane są pieniądze. 

-  Owszem,  co  oznacza,  że  ślad  tu  się  urywa.  Tajemnica  bankowa,  wasza  książęca 

mość. 

background image

-  Istotnie  -  przytaknął  Inglesham  znużonym  tonem  -  Chętnie  poznałbym  wszystkie 

szczegóły  tej  sprawy  ale  dla  moich  celów  wystarczy  to,  czego  się  teraz  od  pana 

dowiedziałem.  Domyślam  się,  kto  wpłacił  pieniądze.  Powiada  pan,  że  panna  Filmer  jest 

piękna  i  mądra,  i  jej  matka  stanowi  prawdziwy  wzór  cnót,  choć  o  narodzinach  córki  krążą 

rozmaite plotki. 

- W rzeczy samej, wasza książęca mość. Gdybym pojechał do Steep Ride po raz drugi, 

zmarnowałbym tylko pieniądze, bo jestem przekonany, że nic więcej nie zdołam tam ustalić. 

- Zapewne. Widzę, że jest pan uczciwym człowiekiem. 

Książę  podszedł  do  pięknego  mahoniowego  biurka,  otworzył  szufladę,  wyjął  z  niej 

pękatą sakiewkę i podał Jacksonowi. 

-  Daję  panu  całą  kwotę,  jaką  przeznaczyłem  na  załatwienie  tej  sprawy.  Jeżeli  w 

przyszłości będę potrzebował zaufanego człowieka, bez wahania znów pana zatrudnię. 

Po  wyjściu  Jacksona  książę  z  miną  smutną,  a  zarazem  pełną  nadziei  podszedł  do 

biurka i wyjął ze skrytki miniaturę. Był to portret urodziwej młodej kobiety ubranej zgodnie z 

modą sprzed dwudziestu lat. 

-  Nie  sądziłem,  że  kiedykolwiek  znów  cię  zobaczę  -  powiedział,  całując  niewielką 

podobiznę.  -  Nie  zasłużyłem  na  tyle  dobroci,  ale  sądzę,  że  Bóg  w  swej  łaskawości  daje  mi 

drugą szansę. 

Adrian podjął decyzję. Londyński sezon dobiegał końca. Nie ulegało wątpliwości, że 

Nick  jest  przeciwny  jego  małżeństwu  z  Ateną.  Zapewne  matka  też  będzie  zgłaszać 

zastrzeżenia. Jednak do tej pory niczego mu nie odmówiła, a gdy przekona się, jak piękna i 

mądra jest jego ukochana, z pewnością pochwali wybór. 

Poślubienie  Ateny  było  dla  Adriana  tym  korzystniejsze,  że  zaspokajając  własne 

pragnienia,  mógł  przy  okazji  spełnić  życzenie  krewnych,  dając  rodzinie  dziedzica,  którego 

domagano się od niego przy każdym spotkaniu. 

Atena przyjechała do Londynu bez rodziców. Adrian postanowił zwrócić się do pana 

Tenisona,  który  był  tu  jej  opiekunem.  Nie  miał  pojęcia,  co  ten  ostatni  o  nim  myśli.  Pani 

Tenison zawsze była uprzedzająco grzeczna, pewnie dlatego, że chciała upolować Adriana dla 

swojej  Emmy,  ale  ta,  choć  śliczna,  nie  mogła  równać  się  z  Ateną.  Gdyby  nie  to,  pewnie 

zainteresowałby się jednak córką Tenisonów. Między innymi z tego powodu nie był pewny, 

jak pan Tenison zareaguje na jego oświadczyny. Patrzy na człowieka, jakby widział owada na 

szpilce. Nieważne, pomyślał Adrian, skoro nie z nim chciałbym się ożenić. A więc do dzieła! 

Tak właśnie myślał poprzedniego wieczoru, gdy wraz z całym towarzystwem pojechał 

do teatru. Marcus Angmering obiecał z nimi pójść, lecz w końcu się wymówił. 

background image

-  Muszę  ruszać  na  wieś  do  krewnych.  Ojciec  zlecił  mi  załatwienie  kilku  spraw. 

Straszna nuda, ale cóż robić. 

Plotkowano, że Angmering swego ojca również ma za wielkiego nudziarza, lecz mimo 

to stawał zawsze jego obronie. 

Następnego  dnia  po  południu  Adrian  zajechał  przed  dom  Tenisonów.  Ubrał  się 

staranniej niż zwykle, a jego fryzura była prawdziwym dziełem sztuki. Wahał się przez kilka 

minut, a potem zebrał całą odwagę i kazał służącemu zapukać do frontowych drzwi. Czekał 

na  zaproszenie  w  zamkniętym  powozie.  Nie  wziął  kariolki.,  żeby  uchronić  nieskazitelną 

powierzchowność przed kaprysami pogody. 

Na szczęście pan Tenison był w domu i znalazł dla niego czas. Kazał od razu poprosić 

gościa do gabinetu. 

Na widok przesadnie wyelegantowanego Adriana nie dał po sobie poznać, że wie, na 

co  się  zanosi.  Obrzucił  go  badawczym  spojrzeniem.  Adrian  nie  był  pewny,  jakie  wrażenie 

wywarł na pannie Filmer, ale nie miał wątpliwości, że jej chlebodawca odnosi się do niego z 

lekceważeniem. 

- Co pana do mnie sprowadza? Czym mogę służyć? - zapytał. 

- Tak, tak, w istocie - mamrotał zdenerwowany  Adrian. - Zwróciłem się do pana, bo 

panna Atena Filmer nie ma krewnych w Londynie i pan jest teraz jej opiekunem. Uznałem, że 

byłoby niewłaściwe, gdybym się jej oświadczył, nie pytając o zdanie osoby sprawującej nad 

nią pieczę. 

-  To  się  panu  chwali  -  powiedział  rzeczowo  Tenison.  trochę  zdziwiony,  że  Adrian 

wypowiedział jednym tchem tak długie i skomplikowane zdanie.. Najwyraźniej miłość dobrze 

wpłynęła na jego umysł. 

- Czy mogę porozmawiać z panną Filmer w cztery oczy? 

- Owszem, ale najpierw uprzedzę ją, z czym pan przychodzi. Zechce pan poczekać w 

salonie. Porozmawiam z nią i poproszę, żeby tam przyszła. 

Wszystko  poszło  jak  z  płatka,  uznał  Adrian,  siedząc  w  niewielkim,  ładnym  pokoju  i 

czekając  na  swą  wybrankę.  Był  przekonany,  że  nim  opuści  ten  dom,  będą  po  słowie.  Od 

pierwszego  spotkania  mieli  się  ku  sobie.  Nie  brał  pod  uwagę  możliwości,  że  Atena  odrzuci 

jego oświadczyny. 

Pan Tenison poszedł na górę, żeby powiedzieć pannie Filmer o wizycie Adriana. Od 

razu  wspomniał,  że  chodzi  o  oświadczyny.  Kiedy  dawniej  wyobrażała  sobie  ten  dzień, 

spodziewała  się,  że  oszaleję  z  radości.  Teraz  jednak  była  w  rozterce.  Radość  mieszała  się  z 

obawą. Atena wcale nie była pewna, czy odważy się na decydujący krok. 

background image

Podczas rozmowy z panem Tenisonem starała się nie okazywać wzruszenia, toteż nie 

domyślił  się,  że  targają  nią  sprzeczne  uczucia.  Chyba  jednak  czymś  się  zdradziła,  ponieważ 

na odchodnym dodał: 

- Wiesz, moja droga, że propozycja jego lordowskiej mości zadecyduje o całym twoim 

życiu. Mam nadzieję, że zastanowisz się dobrze, nim dasz mu odpowiedź. 

Niespodziewanie oczy Ateny napełniły się łzami. 

- O tak, na pewno - odparła z prostotą. - Nie może być inaczej, ale... - Zamilkła. 

- Co chciałaś powiedzieć, moja droga? 

-  Bywa,  że  kiedy  marzenia  się  spełniają,  rzeczywistość  okazuje  się  odmienna  od 

naszych oczekiwań. 

Pan Tenison skinął głową. 

-  Wiem,  co  masz  na  myśli. Jedno  ci  powiem:  zaufaj  Bogu  i  bądź  wierna  sobie,  a  na 

pewno nie popełnisz błędu. 

Powtarzała  w  myśli  jego  słowa,  gdy  zeszła  na  dół  i  stanęła  twarzą  w  twarz  z 

uśmiechniętym Adrianem. Bała się go urazić, bo wcześniej dawała mu do zrozumienia, że jest 

dla  niej  kimś  więcej,  niż  był  w  istocie,  miał  więc  prawo  oczekiwać,  że  od  razu  zostanie 

przyjęty. 

Gdy przemówił, jej obawy natychmiast się potwierdziły. 

- Och, Ateno, z pewnością wie pani, dlaczego tu jestem. Nawet jeśli Tenison o tym nie 

wspomniał, niewątpliwie domyśla się pani, w jakim celu składam dzisiejszą wizytę. Nie mogę 

bez  pani  żyć,  a  moim  największym  pragnieniem  jest  poślubić  panią  najszybciej,  jak  to 

możliwe. 

Był tak uradowany i pełen zapału, że ukląkł na jedno kolano i ucałował jej ręce. 

Pozostań  wierna  sobie...  Tak  radził  pan  Tenison.  Atena  postawiła  na  całkowitą 

szczerość i uznała, że nim Adrian opuści ten dom, musi poznać jej tajemnicę. 

Spoważniał,  bo  milczała,  a  spodziewał  się,  że  od  razu  zostanie  przyjęty.  Atena 

delikatnie, lecz stanowczo uwolniła dłonie z uścisku i powiedziała: 

- Zanim panu odpowiem, powinnam coś wyznać. 

- Nie ma takiej potrzeby - odparł i znów poweselał - Wystarczy krótkie tak. 

Atena pokręciła głową i speszona wyznała: 

- Trzeba panu wiedzieć, że jestem nieślubną córką Na domiar złego nie mam pojęcia, 

kim był czy może jest mój ojciec. Nie wydaje mi się możliwe, żeby pańska rodzina zgodziła 

się przyjąć kobietę bez nazwiska, majątku i krewnych. 

background image

Musiała  przyznać,  że  stanął  na  wysokości  zadania  i  nie  okazał  żadnych  oznak 

wzburzenia. 

- Droga Ateno - odparł z prostotą - moją wybranką jest pani, mniejsza o rodziców. Nie 

ich zamierzam poślubić. To wyznanie nie zmieni uczuć, które dla pani żywię, pytam więc raz 

jeszcze: czy zechce pani za mnie wyjść? 

Gdyby teraz przyjęła oświadczyny, uczyniłaby to z dwóch powodów, a oba wydawały 

się niewystarczające. Po pierwsze, ujęła ją wielkoduszność Adriana, który nie przejmował się 

jej  wątpliwą  sytuacją  życiową;  po  drugie,  mogła  go  przyjąć  z  litości,  żeby  nie  skrzywdzić 

zacnego człowieka o dobrym sercu. 

Rozsądek  podpowiadał,  że  teraz  Adrian  jest  pewny  swego  i  naprawdę  chce  ją 

poślubić, lecz zapewne pożałuje swojej decyzji, gdy zaczną się plotki, a to pewne, ze ludzie 

będą plotkować. Mogłabym zgodzić się na ślub, gdybym szczerze go kochała, lecz wcale tak 

nie  jest,  pomyślała.  Lubię  go,  nawet  bardzo,  ale  to  nie  wystarczy.  Im  dłużej  milczała,  tym 

bardziej Adrian pochmurniał. 

- Nie spodziewałem się odmowy - rzekł zasmucony. - Sądziłem, że i pani darzy mnie 

uczuciem. 

Postanowiła  go  pocieszyć,  odwlec  decyzję  i  starannie  dobierając  słowa,  zażądać 

zwłoki,  żeby  dać  mu  czas  na  zrozumienie  wagi  decyzji  oraz  jej  konsekwencji.  Niedawna 

chwila  szczerości  mogła  ją  drogo  kosztować,  ale  przyniosła  pewną  ulgę  sumieniu 

przygniecionemu brzemieniem kłamstw. 

-  Adrianie,  nie  jestem  pewna,  co  do  pana  czuję  -  tłumaczyła.  -  Moim  zdaniem  pan 

również  powinien  lepiej  rozeznać  się  w  swoich  uczuciach.  Proponuję,  żebyśmy  na  pewien 

czas odłożyli decyzję. Upewnijmy się, czy naprawdę chcemy wziąć ślub. 

Adrian energicznie pokręcił głową. 

- Wiem na pewno, że pragnę się z panią ożenić. 

-  Czy  moje  wahanie  nie  jest  dla  pana  sygnałem,  że  mamy  o  sobie  fałszywe 

wyobrażenie? 

Zakłopotanie  malujące  się  na  jego  twarzy  dowodziło,  ze  nie  był  w  stanie  zrozumieć 

ostatniej  uwagi.  Atena  mimo  woli  pomyślała,  że  Nick  Cameron  nie  miałby  z  tym 

najmniejszych trudności. Ewidentne różnice między tymi dwoma mężczyznami uświadomiły 

jej, dlaczego waha się, nie mogąc przyjąć oświadczyn Adriana. 

-  Proszę  spokojnie  się  nad  tym  zastanowić  -  przekonywała.  -  Nie  poniesiemy  żadnej 

szkody, odkładając decyzję. Proponuję tydzień zwłoki. W ten sposób zyskamy trochę czasu, 

żeby się lepiej poznać. 

background image

- Znam panią bardzo dobrze - upierał się Adrian. - Chcę, żeby została pani moją żoną. 

- Nie odrzuciłam oświadczyn - powtórzyła Atena. z wolna tracąc cierpliwość. - Proszę 

tylko, żeby poczekał pan trochę na moją odpowiedź. 

-  Obiecuje  pani  udzielić  jej  wkrótce?  Tydzień  zwłoki  nie  jest  mi  potrzebny,  ale 

przyjmuję do wiadomości pani życzenie. 

- Zapewniam, że nie jest moim zamiarem przez długi czas pana zwodzić. 

- Mam nadzieję. Mimo wszystko nie sądzę, żeby mnie pani odprawiła z kwitkiem. 

- Możemy nie wspominać nikomu o tej rozmowie? 

- Skoro pani sobie tego życzy... 

-  Naturalnie.  To  będzie  nasza  tajemnica.  Już  po  wszystkim.  Adrian  pochylił  się  i 

ucałował  jej  dłoń.  Gdy  wychodził,  twarz  miał  smutną.  Atena  stała  nieruchomo, 

odprowadzając  go  wzrokiem.  Została  sama,  a  jej  chytry  plan  spełzł  na  niczym.  Oto  kres 

śmiałych rojeń, które snuła, odkąd dowiedziała się, że ma jechać z Tenisonami do Londynu. 

Pan Tenison doradził jej, żeby pozostała wierna sobie, więc go posłuchała. Jak wysoką 

cenę przyjdzie jej za to zapłacić? 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

- Odważyłem się, Nick. Zadałem jej pytanie. Oświadczyny są łatwiejsze, niż sądziłem. 

Poprosiła o tydzień do namysłu i nalegała, żebyśmy zachowali naszą rozmowę w sekrecie, nie 

sądzę jednak, aby miała do mnie pretensje, że ci powiedziałem. Oczywiście nikomu poza tobą 

nie zdradzę naszej tajemnicy. 

-  Tak,  tak  -  odparł  z  roztargnieniem  Nick.  -  Domyślam  się,  że  mówisz  o  Atenie 

Filmer. 

- Naturalnie! Byłem całkowicie pewny, że mnie przyjmie, póki nie poprosiła o czas do 

namysłu. Mimo to nie sądzę, żeby mi odmówiła. Sam wiesz, że kobiety lubią wodzić nas za 

nos. 

- Masz rację - przyznał Nick, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego Atena po tylu 

staraniach  odwlekała  decyzję,  zamiast  od  razu  przyjąć  oświadczyny  Adriana.  Z  pewnością 

miała swoje powody. Znowu coś knuła. 

Być  może  trzymała  biedaka  w  zawieszeniu,  chcąc  umocnić  swój  wpływ  i  jeszcze 

bardziej przywiązać go do siebie, ryzykowała jednak, że wielbiciel przejrzy na oczy i zmieni 

zdanie.  Nick  był  przekonany,  że  jeśli  wszystko  pójdzie  po  jej  myśli,  pod  koniec  tygodnia 

Adrian usłyszy entuzjastyczne „tak”. 

- Jesteś świadomy, że twoja matka będzie wstrząśnięta, gdy dowie się, że nie wybrałeś 

żadnej z bogatych dziedziczek, które pokazały się podczas tegorocznego sezonu? 

Nie  wspomniał  kuzynowi  o  swoim  odkryciu  dotyczącym  pochodzenia  Ateny,  bo 

musiałby  ujawnić,  że  nasłał  szpiega  na  jego  ukochaną  oraz  jej  rodzinę.  Obawiał  się,  że  ich 

długoletnia przyjaźń byłaby wtedy zagrożona. 

-  Serdeczne  dzięki.  Nie  chciałbym  żadnej  z  nich.  nawet  gdyby  mi  dopłacali.  Są 

okropnie zarozumiałe i uważają, że robią człowiekowi łaskę, zgadzając się za niego wyjść. 

-  Dobrze  powiedziane  -  przytaknął  Nick.  Gdy  dowiedział  się,  że  Atena  ma  poślubić 

Adriana,  ogarnęło  go  poczucie  beznadziejności.  Bił  się  z  myślami,  targały  nim  sprzeczne 

uczucia. Pragnął się z nią zobaczyć, rzucić jej w twarz całą prawdę o nieprawym pochodzeniu 

i  oskarżyć  o  oszukiwanie  swego  kuzyna  Zarazem  nie  chciał  jej  więcej  widzieć,  ponieważ 

takie spotkanie byłoby zbyt bolesne. 

-  Skąd  ta  ponura  mina,  chłopie?  Myślałem,  że  się  ucieszysz.  Powinieneś  mi 

pogratulować. 

- Zrobię to, gdy panna Filmer przyjmie twoje oświadczyny - odparł Nick. 

background image

Postanowił niespodziewanie opuścić  Londyn i złożyć wizytę siostrze mieszkającej w 

hrabstwie  Hamp,  która  stale  skarżyła  się,  że  zbyt  rzadko  go  widuje.  Najpierw  jednak 

zamierzał rozmówić się z Ateną. 

-  Och,  Louise,  tyle  mam  ci  do  powiedzenia.  Moje  życie  ostatnio  tak  bardzo  się 

skomplikowało, że z tęsknotą myślę o spokojnej egzystencji w Steep Ride. Chciałam od niej 

uciec, bo nudził mnie ten spokój, a teraz już mam... O Boże! - Atena zachowała się w sposób, 

który całkiem zaskoczył jej przyjaciółkę. Wybuchnęła płaczem. 

- Cicho, już cicho. To do ciebie niepodobne - szeptała Louise, przytulając ją czule. 

- Wiem. Zwykle jestem dzielna. Nie pamiętam, kiedy ostatnio płakałam. Prawda jest 

taka,  że  muszę  dokonać  wyboru,  lecz  cokolwiek  postanowię,  źle  się  to  skończy.  Tak  mi  się 

przynajmniej wydaje. 

Atena  znalazła  czas,  aby  odwiedzić  Louise,  ponieważ  chciała  ją  ostrzec  przed 

węszącym  w  Steepwood  Jacksonem,  którego  dociekliwość  mogła  zniweczyć  starania 

przyjaciółki,  żeby  zatrzeć  za  sobą  wszelkie  ślady  i  zmienić  tożsamość.  Ponadto  Atena 

pragnęła  się  z  nią  zaradzić  co  do  oświadczyn  Adriana.  Od  czego  zacząć?  Lojalność  wobec 

Louise  nakazywała  od  razu  wspomnieć  o  Jacksonie,  Od  czasu  do  czasu  pociągając  nosem, 

opowiedziała zatem o jego odwiedzinach i zagadkowym przesłuchaniu. 

- Mam nadzieję, że się nie zdradziłam, ale nie jestem pewna, czy mi uwierzył. 

- Skoro wszystkiemu zaprzeczyłaś, zdany jest wyłącznie na swoje domysły. 

- Masz rację - przyznała Atena. - Wahałam się jednak, czy do ciebie przyjść z obawy, 

że jestem śledzona. Widzisz tę dużą torbę? Mam w niej zapasowy czepek i szal. Gdy byłam 

daleko  od  domu  Tenisonów,  zaszyłam  się  w  ciemnym  kącie  i  zamieniłam  je,  a  tamte 

schowałam do torby, żeby utrudnić szpiegowi zadanie. 

- Byłabyś wspaniałym spiskowcem. - Louise popatrzyła na nią z podziwem. 

Atena znów zaszlochała. 

- Nick Cameron powiedziałby, że nadano mi imię właściwej bogini. Grecka Atena też 

oszukiwała i zmieniała postać. 

Louise  od  razu  zwróciła  uwagę,  że  pojawia  się  nowe  nazwisko.  Dotychczas  Atena 

mówiła tylko o Adrianie Kinlochu. Inne osoby z towarzystwa wspominała sporadycznie. 

-  Jeśli  powiedziałaś  mi  całą  prawdę,  a  wiem;  że  tak  jest,  raczej  nie  ma  powodu  do 

obaw. Jackson nie odnajdzie mnie za twoim pośrednictwem. Czy to już wszystko, co ci leży 

na sercu? Moim zdaniem z tego powodu nie warto ronić łez! 

Ten żarcik sprawił, że Atena uśmiechnęła się smutno. 

background image

- Nie, mam też inny problem. Rzecz w tym, że... lord Kinloch oświadczył mi się i nie 

wiem, jaką dać mu odpowiedź. Wczoraj poprosiłam o tydzień do namysłu, a wciąż nie mam 

pojęcia, jaką podjąć decyzję. 

- Mówimy o tym Kinlochu, który jest właścicielem jednej trzeciej Szkocji? - upewniła 

się Louise. 

-  Tak.  Przed  wyjazdem  do  Londynu  uważałam,  że  taki  człowiek  byłby  idealnym 

kandydatem na męża: przystojny, opływający w dostatki, utytułowany. Czegóż więcej może 

pragnąć  uboga  dziewczyna?  Muszę  też  przyznać,  że  od  pierwszego  spotkania  starałam  się 

oczarować Adriana, ponieważ od razu zwrócił na mnie uwagę. 

-  W  takim  razie  nie  rozumiem,  dlaczego  masz  trudności  z  podjęciem  decyzji.  Łatwo 

się  domyślić,  że  taki  kandydat  do  ręki  jest  spełnieniem  marzeń  każdej  panny,  zwłaszcza 

biednej. 

- Och, Louise, to nie takie proste. Rzecz w tym, że on jest... niezbyt lotny. Przypomina 

zabawnego szczeniaka. Bardzo go lubię jako przyjaciela, ale lęk mnie ogarnia na samą myśl, 

że  mogłabym  zostać  jego  żoną.  Szczerze  mówiąc,  niewiele  mamy  ze  sobą  wspólnego. 

Zastanawiam się nawet, czy on mnie kocha. Emma Tenison, moja podopieczna, twierdzi, że 

go olśniłam. Jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy minie pierwsze zauroczenie? Adrian w 

końcu  odkryje,  że  nic  nas  nie  łączy,  że  moje  pasje  i  zainteresowania  dla  niego  są  po  prostu 

nudne. Jeśli zgodzę się za niego wyjść, zrobię to, ponieważ jest bogaty i ma arystokratyczny 

tytuł.  Nie  będę  się  wtedy  różniła  od  sprzedajnej  dziewki.  Czy  wychodząc  za  niego,  mogę 

pozostać wierna sobie? 

- Nie kochasz go ani trochę? - spytała z namysłem Louise. - W ogóle? A zatem byłoby 

to małżeństwo z rozsądku trochę dziwne, bo przez ciebie ułożone. 

- Owszem. Najważniejsze jest, że nie kocham Adriana. Dobrze to ujęłaś. 

Louise pochyliła się, ujęła dłonie Ateny i spojrzała jej prosto w oczy. 

- Moja droga, tylko jedno mogę ci doradzić. Nie mam prawa za ciebie decydować, ale 

pamiętaj, że sama popełniłam wielki błąd, wychodząc za Sywella głównie po to, żeby poczuć 

się bezpiecznie na tym świecie i zyskać wstęp do wyższych sfer. Pokazał mi się od najlepszej 

strony,  ale  po  ślubie  odrzucił  kamuflaż  i  ujawnił  prawdziwą  twarz.  Muszę  przyznać,  że  do 

pewnego stopnia oboje  nawzajem się oszukiwaliśmy.  Zrozum, lord Kinloch nie przypomina 

Sywella, lecz wiele jest przyczyn sprawiających, że ludzie czują się nieszczęśliwi. 

- Dobra z ciebie dziewczyna. - Atena pocałowała Louise w policzek. - Zapamiętam te 

słowa. 

background image

-  Doskonale.  A  teraz  skoro  znam  wszystkie  twoje  sekrety,  powinnam  nareszcie 

zdradzić ci swój. Nie można wykluczyć, że też jestem nieślubną córką. Wspomniałaś, że tak 

jest  w  twoim  przypadku.  Muszę  przyznać,  że  sama  nie  wiem,  jak  to  ze  mną  jest.  Brak 

dowodów  na  potwierdzenie  którejś  z  wersji.  Gdyby  się  okazało,  że  jestem  prawowitym 

dzieckiem,  należałabym  do  jednego  z  najznakomitszych  angielskich  rodów  i  z  racji 

wysokiego urodzenia przysługiwałoby mi wiele przywilejów, których zostałam pozbawiona. 

Umilkła. Atena szybko odzyskała typową dla niej pogodę ducha. 

-  Mamy  pecha,  co?  Powoli  zaczynam  się  przekonywać  do  teorii,  że  na  wszystkich, 

którzy mieszkają wokół opactwa Steepwood, naprawdę ciąży klątwa. 

-  Istotnie  prześladuje  nas  zły  los.  Co  do  klątwy,  również  zaczynam  podejrzewać,  że 

coś jest na rzeczy, ale obyśmy się myliły - odparła Louise. - Moja opowieść przypomina tę, 

którą  od  ciebie  słyszałam.  Różni  je  pewien  ważny  szczegół.  Istnieje  duże 

prawdopodobieństwo,  że  moi  rodzice  jednak  się  pobrali.  Ojciec  nazywał  się  Rupert  Cleeve, 

hrabia  Angmering.  Był  głównym  spadkobiercą  swego  ojca  noszącego  tytuł  hrabiego  i  w 

rodzinie  Yardleyów  uchodził  za  czarną  owcę.  W  czasie  wielkiej  rewolucji  pojechał  do 

Francji, głęboko przekonany, że idea wolności, równości i braterstwa zmieni świat na lepsze. 

Gdy zaczął się terror, wraz z młodą Francuzką, którą pokochał, wrócił do Anglii. Pobrali się 

przed  wyjazdem  z  Francji  albo  tuż  po  jego  powrocie  do  ojczyzny.  Mój  tata  nie  przewidział 

gwałtownej reakcji swego ojca na fakt, że jego żona była katoliczką. Nazywała się Marie de 

Ferrers. Z niewiadomego powodu dziadek nienawidził papistów, o czym tata nie miał pojęcia. 

Gdy  hrabia  dowiedział  się,  jakiego  wyznania  jest  wybranka  jego  syna,  natychmiast  go 

wydziedziczył, do czego ze względu na status majątku i tytułu miał pełne prawo, a następnie 

wypędził z rodzinnego domu. 

Louise posmutniała i przerwała na chwilę opowieść. 

-  Podobno  ojciec  opuścił  Anglię  i  wrócił  do  Francji,  poprzysiągłszy  sobie,  że  jego 

noga nie postanie w rodzinnym kraju dopóty, dopóki rodzina nie pojedna się z Marie. Tak się 

złożyło,  że  oboje  wkrótce  umarli.  Matka  zapadła  na  suchoty,  a  ojciec  został  zabity  podczas 

paryskich zamieszek w 1793 roku. Po śmierci rodziców zniknęły wszystkie dokumenty. John 

Hanslope, mój opiekun, twierdził, że zniszczył je dziadek, żeby uniemożliwić córce Ruperta, 

czyli  mnie,  powrót  do  rodziny  i  odzyskanie  należnych  praw.  Wolał  oddać  wszystko 

dalekiemu  kuzynowi.  W  ten  sposób  zostałam  sama  na  świecie,  bez  grosza  przy  duszy.  Mój 

opiekun  był  przekonany,  że  rodzice  wzięli  ślub,  ale  nie  posiadał  dokumentu 

potwierdzającego,  że  taka  ceremonia  miała  miejsce.  Teraz  znasz  historię  i  wiesz,  że  jestem 

nie  tylko  nieszczęsną  żoną  Sywella,  lecz  także  odrzuconą  przez  Yardleyów  lady  Louise. 

background image

Konieczność  zmusiła  mnie,  żebym  zarabiała  na  życie  jako  wiejska  szwaczka,  a  potem  jako 

londyńska modystka. 

Przyjaciółki popatrzyły na siebie i niespodziewanie zaczęły się śmiać. 

-  Gdybym  czytała  powieść  o  takiej  fabule,  uznałabym,  że  autorka  jest  grafomanką  - 

dodała  Louise.  -  Twierdziłabym,  że  to  całkowita  bzdura,  ale  mój  opiekun,  człowiek 

nadzwyczaj rzetelny i prawy, zapewniał, że tak naprawdę było. 

-  A  mój  chlebodawca,  pan  Tenison,  zwykł  mawiać,  że  prawdziwe  życie  jest  często 

bardziej nieprawdopodobne od romantycznych powieści, bez trudu więc uwierzyłam w każde 

twoje słowo. 

- Wiem, że twoje opowieści również są prawdziwe. 

- W moim przypadku nie ma żadnych wątpliwości: jestem nieślubną córką. Skoro twoi 

rodzice  się  pobrali,  niewątpliwie  ten  fakt  został  gdzieś  odnotowany.  Należy  rozpocząć 

poszukiwania. Człowiek taki jak Jackson na pewno znalazłby potrzebny dokument. 

-  Nie  stać  mnie,  żeby  go  wynająć  -  odparła  Louise.  -  Moje  dochody  wystarczają  na 

godziwe utrzymanie, pracownia stale wymaga sporych nakładów i niewiele zostaje. Z czasem 

na pewno się wzbogacę, ale na razie... - Uroczo wzruszyła ramionami. W każdym poruszeniu 

Louise  było  tyle  wdzięku,  że  Atena  nie  miała  żadnych  wątpliwości  co  do  jej  francuskich 

korzeni. 

Atena miała o czym myśleć w drodze powrotnej do domu Tenisonów. Dziś wypadało 

jej  wychodne,  nie  ciążyły  więc  na  niej  żadne  obowiązki.  Pani  Tenison  i  Emma  poszły  z 

wizytą  do  lady  Dunlop.  Atena  zamknęła  się  w  bibliotece  i  z  ciekawością  przeglądała 

prawnicze  księgi,  szukając  ustaw  i  akt  procesowych,  które  mogłyby  przyczynić  się  do 

wyjaśnienia  sytuacji  nieszczęsnej  Louise.  Czytała  właśnie  komentarz  na  temat  zasad 

dziedziczenia, gdy do biblioteki wszedł kamerdyner. Jego mina wyrażała jawną dezaprobatę. 

- Panno Filmer, przyszedł pan Nicholas Cameron i pyta, czy może z panią rozmawiać. 

Powiedziałem, że jest pani w domu sama, lecz mimo to nalega, żeby go pani przyjęła, choćby 

na kilka chwil. 

Atena zawahała się, niepewna, jak postąpić, bo zdawała sobie sprawę, że nie wypada 

młodej damie rozmawiać z mężczyzną w cztery oczy, ale ciekawiło ją, dlaczego Nick chce się 

z  nią  widzieć.  Może  Adrian  wspomniał  mu  o  oświadczynach?  To  chyba  najprostsze 

wyjaśnienie. Nick zapewne przyszedł ją skarcić i namówić do ich odrzucenia. 

Atena podjęła decyzję. 

- Powiedz panu Cameronowi, że przyjmę go tutaj. w bibliotece, ale może zostać tylko 

kilka minut. 

background image

Kamerdyner  jeszcze  bardziej  spochmurniał,  słysząc  jej  polecenie,  lecz  bez  słowa 

poszedł je wypełnić. 

Okazało  się,  że  wyraz  twarzy  kamerdynera  nie  był  nawet  w  połowie  tak  ponury  jak 

mina  Nicka.  Atena  domyślała  się,  że  lada  chwila  zostanie  napiętnowana.  Splotła  ręce  za 

plecami  i  stała  wyprostowana  na  tle  mapy  świata  ozdabiającej  jedną  ze  ścian.  Spokojnie 

przyglądała się gościowi, ale nie zaproponowała, żeby usiadł. 

- Czego pan sobie życzy? - spytała. Nick ukłonił się sztywno, jakby witał nieznajomą. 

- To zapewne nie moja sprawa, ale słyszałem, że Adrian się pani oświadczył.. 

Atena nie zdołała się powstrzymać i przerwała lodowatym tonem: 

-  W  rzeczy  samej  nie  powinien  się  pan  tym  interesować,  ale  proszę  kontynuować. 

Jestem bardzo ciekawa, co ma pan na ten temat do powiedzenia. 

- Oto moje zdanie: przypuszczam, że trzyma go pani w zawieszeniu, żeby udowodnić, 

jak bardzo jest od pani zależny, albo czeka pani na korzystniejszą propozycję małżeństwa, na 

przykład ze strony Ingleshama. - Nick umilkł. 

Atena  nie  miała  pojęcia,  jak  wielkie  zrobiła  na  nim  wrażenie,  kiedy  ujrzał  ją  na  tle 

ogromnej mapy: piękną, wysoką i dumną. Ogarnięty rozpaczą i wściekłością dodał: 

-  Wiadomo  mi,  że  do  tej  pory  wszystkich  pani  okłamywała,  ukrywając  prawdę 

dotyczącą  swego  pochodzenia.  Ciekawe,  jaka  byłaby  reakcja  ludzi  z  naszej  sfery,  gdyby 

wyszło na jaw, że jest pani... 

Nick  przerwał.  Nie  był  w  stanie  wypowiedzieć  głośno  tego  słowa.  Nie  potrafił 

rozmawiać z nią jak ograniczony plotkarz... a raczej jak bezwzględny okrutnik gotowy rzucić 

jej  w  twarz,  że  jest  nieślubną  córką.  Od  razu  domyśliłaby  się,  że  poznał  prawdę  dzięki 

chytrym machinacjom. 

Atena  pobladła,  lecz  zachowała  spokój.  Nadal  wyglądała  przepięknie,  a  bladość 

upodobniła  ją  do  marmurowych  posągów  bogiń  w  gmachu  londyńskiego  sądu.  Wypisz 

wymaluj grecka Pallada! Mimo niechęci szczerze ją podziwiał. 

- Proszę mówić dalej - powiedziała. - Jestem pewna, że to nie koniec pańskiej tyrady. 

Skoro  zadał  pan  sobie  tyle  trudu,  żeby  tutaj  przyjechać,  nie  należy  zatrzymywać  się  w  pół 

drogi. 

Wydawała  się  spokojna,  ale  serce  jej  pękało.  Z  pewnością  zasłużyła  na  ostrą 

reprymendę za sprytne knowania mające na celu oczarowanie Adriana, ale nie mogła znieść, 

że Nick jest dla niej tak surowym sędzią. Gotowa była stawić czoło całemu światu, ale wobec 

niego czuła się bezbronna. 

Nie można pozwolić, żeby o tym wiedział. 

background image

- Dobrze - odparł. Skoro zaczął tę rozmowę, musi ją doprowadzić do końca, chociaż 

serce przepełniała mu gorycz. - Wiem, że jest pani... osobą bez nazwiska, żeby nie ujmować 

tego nazbyt dosadnie. 

Znowu umilkł. 

-  Proszę  mówić  śmiało  -  zachęcała.  -  Jestem  nieślubną  córką.  Boi  się  pan  użyć  tego 

określenia? Ja pozbyłam się takich obaw. Adrian także nie był wstrząśnięty, kiedy mu o tym 

powiedziałam.  Jeśli  przyjmę  jego  oświadczyny,  weźmie  mnie  za  żonę  ze  świadomością,  że 

jestem dzieckiem z nieprawego łoża, które nie zna swego ojca. Panie Cameron, niepotrzebnie 

się pan fatygował. Sama zdecyduję, czy mam wyjść za lorda Kinlocha, a pan nie będzie miał 

żadnego  wpływu  na  moje  postanowienie.  Nigdy  i  pod  żadnym  pozorem.  Nie  zamierzam 

również pytać, jak poznał pan mój sekret, ale się domyślam. 

Nick  daremnie  szukał  właściwych  słów.  Cóż  miał  powiedzieć?  Że  była  uczciwa  i 

prostolinijna? W głębi duszy żywił nadzieję, że taka właśnie jest, lecz nie śmiał się do tego 

przyznać. Podjęła wielkie ryzyko, wyznając całą prawdę Adrianowi, który okazał się znacznie 

szlachetniejszy  lub  znacznie  głupszy  od  niego.  Nick  uznał,  że  zachował  się  skandalicznie, 

przychodząc  do  domu  jej  chlebodawców,  gdzie  czuła  się  względnie  bezpieczna,  żeby  ją 

szantażować. Tak, choćby się wypierał, szantaż to jedyne właściwe określenie jego postępku. 

- Proszę mi wybaczyć - powiedział. - Gdybym wiedział... 

Atena  najchętniej  by  się  rozpłakała,  bo  uświadomiła  sobie,  że  Nick  od  pierwszej 

chwili  uważał  ją  za  samolubną  harpię.  Do  tej  pory  łudziła  się,  że  zobaczy  w  niej  młodą, 

bezradną dziewczynę, samotnie zmagającą się z okrutnym światem, dla której jedyną nadzieją 

na  poprawienie  sytuacji  życiowej  jest  małżeństwo  z  człowiekiem  wysoko  postawionym, 

takim jak Adrian. 

Musiała dać mu nauczkę. Nie można pozwolić, żeby postawił na swoim. Jeszcze przed 

chwilą  była  zdecydowana  posłuchać  głosu  sumienia  i  odmówić  Adrianowi,  skoro  jednak 

Nicholas Cameron, a z nim cały świat, nie wierzy w jej prawość i uczciwość, zdecydowała się 

przyjąć oświadczyny. 

-  A  co  chciałby  pan  wiedzieć?  Że  nie  jestem  sprytną  kusicielką,  za  jaką  mnie  pan 

uważa?  Mam  dla  pana  niespodziankę.  Zanim  pan  się  tu  zjawił,  uznałam,  że  nie  poślubię 

Adriana,  lecz  pańskie  zachowanie  skłoniło  mnie  do  zmiany  tej  decyzji.  Skoro  pańskim 

zdaniem  niewiele  różnię  się  od  ulicznicy  kupczącej  sobą  za  grosze,  cóż  mam  do  stracenia? 

Sprzedam się za dobrą cenę. Nie mam panu nic więcej do powiedzenia. Może pan wyjść albo 

nie, mnie to jest obojętne. W każdym razie ja dłużej nie zostanę w tym pokoju, skoro pan tu 

przebywa. Wkrótce będę hrabiną i moja reputacja musi być nieskazitelna. 

background image

Boże  miłosierny,  oto  prawdziwa  perła  wśród  kobiet,  o  którą  warto  zabiegać  ze 

wszystkich  sił.  Co  uczyniłem,  żeby  ją  zdobyć  ?  -  zadał  sobie  w  duchu  pytanie  Nick. 

Kompletnie nic, przeciwnie, odtrąciłem ją zaślepiony  głupotą. Nie, raczej pchnął w ramiona 

swego  kuzyna.  Nie  wątpił,  że  Atena  mówiła  prawdę,  tłumacząc,  dlaczego  zmieniła  decyzję, 

lecz z całą pewnością nie była podobna do Flory Laxford. 

Zrobił krok w jej stronę, ale cofnęła się natychmiast. 

- Proszę odejść, błagam pana. Nie mamy sobie nic do powiedzenia. 

Nick zawahał się. 

Po chwili wyszedł z rozpaczą w sercu. 

Atena  pokazywała  światu  pogodną  twarz,  chociaż  była  głęboko  nieszczęśliwa. 

Cierpiała  nie  tylko  dlatego,  że  Nick  źle  o  niej  myślał  i  podejrzewał  o  chęć  ukrycia 

okoliczności  związanych  z  pochodzeniem.  Była  zdruzgotana,  bo  wynajął  detektywa,  który 

miał  węszyć  i  grzebać  w  jej  sprawach.  Pewnie  dlatego  Jackson  był  w  czasie  przesłuchania 

taki dociekliwy. Czyżby Nick zakładał, że jako córka z nieprawego łoża, skażona grzechem 

od chwili poczęcia, gotowa jest popełnić każde oszustwo? 

Twierdził, że poluje na  Ingleshama. Nic dziwnego, zważywszy, że książę przesadnie 

się  nią  interesował.  Cóż  za  ironia  losu!  Wieczorem  tego  dnia  Tenisonowie  wybierali  się  na 

bankiet  wydawany  w  londyńskim  pałacu  księcia,  usytuowanym  niedaleko  Tamizy.  Było  to 

jedno z ostatnich ważniejszych wydarzeń kończącego się sezonu. 

Zaproszono wszystkich z towarzystwa i wszyscy przyjęli zaproszenie, bo książę po raz 

pierwszy od piętnastu lat zaprosił gości. Adrian także przyszedł. Tańczył z Ateną, a gdy tego 

nie robił, nieustannie wodził za nią tęsknym spojrzeniem, narażając się na docinki ze strony 

innych młodych mężczyzn. Tylko Nick się nie pojawił. 

-  Nie  wiem,  dlaczego  zrezygnował  -  żalił  się  Adrian,  rozmawiając  z  przyjacielem.  - 

Wczoraj zapowiadał, że przyjdzie, i cieszył się, że będzie mógł zajrzeć do biblioteki księcia. 

Bóg raczy wiedzieć, czego zamierzał tam szukać. 

-  Podobno  książę  zgromadził  prawdziwe  skarby  -  odparł  Freddie  Marchmont, 

wybuchając śmiechem. - A co do Nicka, czasami trudno go zrozumieć. 

- Ostatnio stał się okropnym dziwakiem - skarżył się Adrian, który nie mógł wybaczyć 

kuzynowi,  że  bez  entuzjazmu  przyjął  nowinę  o  oświadczynach.  Z  niepokojem  zerkał  też  na 

Atenę, która sprawiała dziś wrażenie chłodnej i niedostępnej. Kolejny powód do zmartwienia. 

Można  by  pomyśleć,  że  kobieta,  którą  sam  hrabia  poprosił  o  rękę,  powinna  oszaleć  ze 

szczęścia, a nie proponować czas do namysłu. Adrian po raz pierwszy, odkąd zaczął się starać 

o Atenę, zadawał sobie pytanie, czy dokonał właściwego wyboru. 

background image

Nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy dziś wieczorem, pomyślała Atena, zastanawiając 

się,  dlaczego  wśród  gości  brakuje  Nicka.  Nie  była  daleka  od  prawdy.  Nick  rzeczywiście 

wstydził  się,  że  wynajął  agenta,  by  poznać  jej  sekrety,  a  poza  tym  męczyła  go  próżniacza 

egzystencja w stolicy. 

Przyjechał do Londynu na prośbę ojca. Towarzyski sezon był znakomitą okazją, żeby 

się  zaprezentować  przed  wyborami  do  parlamentu.  Nick  wybrał  karierę  polityczną,  bo  jego 

rodzina  mogła  dysponować  mandatem  poselskim.  Obecny  przedstawiciel  był  już  mocno 

posunięty  w  latach,  więc  pan  Anthony  Cameron  uznał,  że  jego  syn,  młodzieniec  uczony  i 

mądry, jest idealnym następcą. Sir Anthony życzył sobie, aby Nick zasiadł w parlamencie, bo 

wówczas  mogliby  przedłożyć  opracowany  wspólnie  projekt  umiarkowanych  reform 

agrarnych.  W  tej  kwestii  Cameronowie  pragnęli  się  uniezależnić  od  surowych  dyrektyw 

księcia Sutherland. 

Ojciec  Nicka  był  świadomy,  że  metody  działania  księcia  wzbudzają  gwałtowny 

sprzeciw i nienawiść. Wystarczyło je zmienić, żeby uzdrowić sytuację. Wiedział, jak trudne 

jest  życie  dzierżawców,  i  był  przeciwny  represjom  stosowanym  wobec  opornych  i 

niewypłacalnych.  Po  takie  środki  należało  sięgać  jedynie  w  sytuacjach  krańcowych.  Nick 

świadomy nędzy, w jakiej żyli prości ludzie, niekiedy czuł się zażenowany, że socjeta opływa 

w dostatki. 

Te  polityczne  zawirowania,  a  także  kłopoty  osobiste  sprawiły,  że  ogarnęło  go 

przygnębienie.  Czuł  się  nieszczęśliwy,  postanowił  więc  odwiedzić  siostrę  bliźniaczkę,  która 

poślubiła  właściciela  majątku  ziemskiego  w  hrabstwie  Hamp  i  stale  skarżyła  się,  że  zbyt 

rzadko się widują. Po odwiedzinach u rodziny zamierzał na krótko przyjechać do Londynu, a 

potem wrócić do Szkocji. 

Jak  zaplanował,  tak  uczynił.  Po  powrocie  z  domu  Tenisonów  kazał  natychmiast 

poczynić niezbędne przygotowania do wyjazdu, który miał nastąpić jutro rano. Liczył na to, 

że spotkanie z rodziną ulży mu w cierpieniu. 

Kto by pomyślał, że kobieta jest w stanie całkiem wytrącić go z równowagi! 

Atena  także  była  zbita  z  tropu.  Londyński  sezon  rozpoczęty  z  wielkimi  nadziejami 

stracił  dla  niej  wszelki  powab.  Ilekroć  spotykała  Adriana,  ten  przybierał  zbolałą  minę, 

ponieważ jego duma ucierpiała, gdy oświadczyny nie zostały natychmiast przyjęte. Szukając 

pociechy w swej zgryzocie, unikał Ateny i ku ogromnej radości pani Tenison coraz częściej 

rozmawiał z Emmą. 

Atena nie przeczuwała, że tak ją zmartwi nagły  wyjazd Nicka. W ciągu  dnia nudziła 

się okropnie, a wieczory też nie były szczególnie interesujące. Jedyną pociechą stały się dla 

background image

niej listy od matki, która pół żartem, pół serio relacjonowała prowincjonalne nowinki, łącznie 

z wizytą Jacksona. 

Pani Filmer pisała między innymi: 

Byłam chyba jedyną osobą w okolicy, której nie przesłuchał. Nie wiem, czy to objaw 

lekceważenia, czy może szacunku. Cały czas się głowię, jak rozumieć to wyróżnienie. 

Atena roześmiała się ironicznie, wspominając przesłuchanie, w czasie którego Jackson 

wziął ją w krzyżowy ogień pytań. 

Pewnego  ranka,  na  krótko  przed  upływem  tygodnia,  który  miała  do  namysłu, 

doręczone jej cały stos listów. 

- O Boże! Ale z ciebie szczęściara! - zawołała Emma. - Dostaję ich znacznie mniej, a 

uwielbiam je czytać. 

- Napisała do mnie matka oraz dwie przyjaciółki, z których jedna chyba wychodzi za 

mąż.  Aha,  ten  list  wygląda  na  urzędowy.  Nie  mam  pojęcia,  o  co  chodzi.  Pewnie  z  banku  - 

dodała kpiąco. 

Poszła  do  swego  pokoju  i  dopiero  wtedy  przejrzała  korespondencję,  bo  jedną  z 

piszących  do  niej  przyjaciółek  była  Louise,  a  lepiej,  żeby  Emma  o  tym  nie  wiedziała. 

Urzędowy  list  zostawiła  na  koniec,  chociaż  bardzo  ją  intrygował.  Rozłożyła  go  staranne. 

Przyszedł  z  renomowanej  kancelarii  adwokackiej  sygnowanej  nazwiskami:  Hallowes, 

Bunthorne i Thring. Atena przeczytała kilka rzeczowych zdań, które niewiele wyjaśniały. 

Szanowna pani! 

W związku z niecierpiącą zwłoki sprawą, która wypłynęła ostatnio, zmuszeni jesteśmy 

prosić  panią  o  przybycie  do  naszego  biura  jutro  o  godzinie  drugiej  po  południu  celem 

natychmiastowego wyjaśnienia zmienionego stanu prawnego. 

Nalegamy,  aby  zechciała  pani  zarówno  ten  list,  jak  i  wizytę  w  naszej  kancelarii 

zachować w sekrecie. Zapewniamy jednocześnie, że nie prowadzimy żadnych działań na pani 

szkodę.  Warto  nadmienić,  że  cieszymy  się  nienaganną  reputacją,  a  zatem  pani  dobre  imię  z 

pewnością nie ucierpi, jeśli zechce pani spełnić naszą prośbę. 

Na miłość boską! O co chodzi? Jeśli sprawa dotycząca jej osoby jest tak pilna i ważna, 

dlaczego prawnicy nie zwrócili się do matki? W jej liście dostarczonym z poranną pocztą nie 

było wzmianki na ten temat. Może zlekceważyć prośbę o zachowanie tajemnicy i poprosić o 

radę  pana  Tenisona?  Niech  powie,  jak  się  zapatruje  na  sugestię,  żeby  Atena  w  tajemnicy 

odwiedziła kancelarię. 

Jednak  dlaczego  miałaby  szukać  pomocy  u  pana  Tenisona?  Najwyższa  pora,  żeby 

sama  decydowała  o  swoich  sprawach.  Tak  było  w  ubiegłym  tygodniu.  Odważnie  stawiła 

background image

czoło Adrianowi oraz Nickowi, opierając się ich namowom i żądaniom. Jeśli popełniła błąd, 

zachowując się wobec nich tak, a nie inaczej, sama poniesie wszelkie konsekwencje. 

Postanowiła  udać  się  do  kancelarii  adwokackiej  Hallowesa,  Bunthorne'a  i  Thringa. 

Wiele  słyszała  o  tych  renomowanych  prawnikach.  Wszyscy  ludzie  z  towarzystwa  o  nich 

mówili. Zachichotała nerwowo, bo pompatyczne nazwiska wydały jej się zabawne. Ciekawe, 

jak  wyglądają  ludzie,  którzy  je  noszą,  pomyślała.  Zastanawiała  się  również,  dlaczego  ją 

wezwali. Cóż, wkrótce się dowie. 

-  Wczoraj  otrzymałam  ten  list  -  oznajmiła  Atena,  pokazując  urzędowe  pismo 

siedzącemu u wejścia portierowi. - Miałam przyjść o drugiej, więc jestem. 

Mężczyzna zajrzał do zniszczonego notatnika. 

- Panna Atena Filmer? 

- Owszem. Jestem adresatką tego listu. 

- Proszę za mną, czekają na panią. Zaprowadzono ją do holu. Z podziwem rozejrzała 

się wokół. Portier wskazał jej krzesło, a potem zniknął za podwójnymi drzwiami. Wrócił po 

kilku minutach i wskazał jej drogę do pokoju, który był zapewne reprezentacyjnym gabinetem 

trzech prawników. 

Za  ogromnym  biurkiem  siedział  mężczyzna  o  ostrych  rysach.  Gdy  portier 

zaanonsował pannę Atenę Filmer, prawnik wstał i powiał ją niskim ukłonem. 

-  Nazywam  się  Hallowes.  Widzę,  że  zjawiła  się  pani  punktualnie  -  zagadnął 

uprzejmie. - Miło mi, że zechciała nas pani odwiedzić. 

-  Muszę  wyznać,  że  w  przeciwieństwie  do  panów  jestem  raczej  zdziwiona  niż 

usatysfakcjonowana  -  odparła  Atena,  opowiadając  na  jego  ukłon.  Adwokat  roześmiał  się  i 

dodał z uznaniem: 

-  Mówiono  mi,  że  jest  pani  roztropną  młodą  damą,  i  ta  informacja  natychmiast  się 

potwierdziła. Mam nadzieję, że zachowała pani nasze spotkanie w tajemnicy. 

-  Owszem,  choć  to  nie  było  łatwe.  Z  trudem  znalazłam  pretekst  usprawiedliwiający 

opuszczenie  domu  moich  chlebodawców  właśnie  dziś  po  południu,  ale  ostatecznie  mi  się 

udało.  Będę  wdzięczna,  jeśli  zechce  mnie  pan  poinformować,  jaka  to  niecierpiąca  zwłoki 

kwestia sprawiła, że zostałam tutaj zaproszona. 

Prawnik znów roześmiał się, a następnie powiedział: 

-  Droga  panno  Filmer,  jestem  tylko  pośrednikiem,  ale  wszystko  zaraz  się  wyjaśni. 

Proszę łaskawie pójść za mną do naszego prywatnego salonu. 

-  Wygląda  na  to,  że  nie  mam  innego  wyjścia,  bo  moja  ciekawość  jest  silniejsza  niż 

zdrowy rozsądek. 

background image

Prawnik zachichotał po raz trzeci. 

- Znakomicie, panno Filmer. Zapewniam, że czeka panią przyjemna niespodzianka. - 

Wstał i podał jej ramię. - Proszę za mną. Wkrótce dowie się pani, w czym rzecz. 

Przez  kolejne  dwuskrzydłowe  drzwi  przeszli  do  krótkiego  korytarza  ozdobionego 

karykaturami  znanych  postaci  z  prawniczego  świata  i  znaleźli  się  w  salonie  urządzonym  z 

książęcym przepychem. Nic dziwnego, że czekał tam na nich książę we własnej osobie. 

Inglesham  wstał  i  ukłonił  się  wchodzącym.  Hallowes  opuścił  ramię,  które  podał 

Atenie, i odpowiedział na uprzejme powitanie, kłaniając się nisko. 

-  Zgodnie  z  życzeniem  waszej  książęcej  mości  panna  Atena  Filmer  przybyła  na 

spotkanie. Odchodzę, bo wyraźnie dal nam pan do zrozumienia, że rozmowa ma się odbyć w 

cztery oczy. 

- O ile panna Filmer wyrazi na to zgodę. - Książę zwrócił się do przybyłej, raz jeszcze 

pochylając głowę w ukłonie. - Zapewniam, że poza panią i nami dwoma nikt nie wie o tym 

spotkaniu.  W  każdej  chwili  może  pani  opuścić  ten  pokój  i  przerwać  rozmowę,  mam  jednak 

nadzieję, że zostanę wysłuchany do końca. 

Na  Boga,  cóż  to  znaczy,  pomyślała  zbita  z  tropu  Atena,  gdy  pan  Hallowes  pożegnał 

się i z godnością opuścił salon. Ledwie drzwi się za nim zamknęły, książę wskazał jej fotel. 

- Proszę usiąść, panno Filmer. Ja wolę stać, bo tak będzie lepiej ze względu na powagę 

spraw,  o  których  zamierzam  panią  poinformować.  Nie  wypada  mi  relacjonować  ich  na 

siedząco. 

Atena uznała, że nie warto na ten temat dyskutować, zajęła wskazane miejsce. 

-  Nie  wiem,  czego  ma  dotyczyć  nasza  rozmowa,  ale  to  chyba  zrozumiałe,  wasza 

książęca  mość,  że  dziwię  się,  czemu  nie  zaproszono  tutaj  mojej  matki.  Jestem  tylko  młodą, 

samotną kobietą i niewiele znaczę, zatem do niej należało się zwrócić w pierwszej kolejności. 

-  Naturalnie.  Ma  pani  całkowitą  rację.  Jest  pani  jednak  obdarzona  zdrowym 

rozsądkiem i inteligencją, toteż od tego, co mi pani odpowie, gdy nasza rozmowa dobiegnie 

końca, uzależniam, czy spotkam się także z pani matką. 

Atena  podejrzewała,  że  Nick  Cameron  miał  rację,  i  książę  lada  chwila  wystąpi  z 

oświadczynami. 

- A zatem, wasza książęca mość, zamieniam się w słuch. 

-  Znakomicie  -  odparł,  wyraźnie  uradowany,  a  zarazem  jakby  lekko  zakłopotany.  - 

Wydarzenia,  o  których  chcę  opowiedzieć,  miały  miejsce  przed  pani  narodzinami.  Byłem 

wtedy przyszłym dziedzicem książęcego tytułu oraz majątku poważnie nadszarpniętego przez 

dziadka, który wydał fortunę na zbudowanie nowego pałacu, a ponadto uprawiał hazard, pił i 

background image

zadawał  się  z  nieodpowiednimi  kobietami.  Mój  ojciec  przejął  mocno  uszczuploną  schedę. 

Rzecz jasna, we wczesnej młodości nie zaprzątałem sobie głowy takimi sprawami. Ojciec był 

w wielkiej przyjaźni z pastorem osiadłym w Inglesham. Miałem uczyć się w Oksfordzie, więc 

na  rok  przed  rozpoczęciem  studiów  na  życzenie  rodziców  zacząłem  odwiedzać  regularnie 

plebanię,  żeby  pod  kierunkiem  pastora  szlifować  łacinę  i  grekę,  ponieważ  mój  guwerner 

zaniedbał  klasyczną  edukację,  twierdząc,  że  sport  i  przebywanie  na  świeżym  powietrzu 

przynoszą większy pożytek niż książkowe mądrości. 

Książę uśmiechnął się z roztargnieniem, wspominając tamte beztroskie łata. 

-  Pastor  miał  córkę  w  moim  wieku.  Oboje  liczyliśmy  wtedy  po  siedemnaście  lat. 

Wkrótce się z nią zaprzyjaźniłem. Uczestniczyła w lekcjach i mobilizowała mnie do wysiłku. 

Nie mogłem pozwolić, żeby dziewczyna okazała się bystrzejsza ode mnie. W pewnym sensie 

musiałem  jednak  uznać  jej  wyższość.  Gdy  po  pierwszym  roku  spędzonym  w  Oksfordzie 

przyjechałem  na  wakacje,  okazało  się,  że  moja  koleżanka  wyrosła  na  prawdziwą  piękność. 

Była  taka  śliczna,  że  natychmiast  oddałem  jej  serce,  ale  starałem  się  panować  nad  jego 

porywami,  tłumacząc  sobie,  że  po  zakończeniu  edukacji  natychmiast  oświadczę  się 

ukochanej.  Młodzieńcza  naiwność  sprawiła,  że  nie  spodziewałem  się  żadnych  przeszkód. 

Nasi ojcowie byli najlepszymi przyjaciółmi, a rodzina mojej najdroższej wprawdzie zubożała, 

ale to stary ród, sławny i wielce zasłużony dla kraju. Mówię o Nelsonach. 

Książę westchnął, pomilczał chwilę i podjął przerwany watek. 

-  Nie  zapomnę  nigdy  naszego  ostatniego  lata,  gdy  po  ukończeniu  studiów  w 

Oksfordzie  na  dobre  wróciłem  do  domu.  Ufni  w  nasze  szczęście  przemierzaliśmy  razem 

okoliczne  lasy.  Charlotta  wspomniała,  że  mojemu  ojcu  zapewne  nie  w  smak  będzie  nasze 

małżeństwo, ale nie brałem pod uwagę możliwości, że sprzeciwi się mojemu postanowieniu. 

Kiedyś Charlotta i ja poszliśmy na spacer tylko we dwoje. Niech mi Bóg wybaczy, ale wtedy 

po  raz  pierwszy  i  ostatni  wzajemna  czułość  nagle  zamieniła  się  w  gwałtowną  namiętność. 

Ulegliśmy  jej,  zapominając  o  skrupułach.  Honor  nakazywał  mi  natychmiast  poprosić  ojca, 

żeby pobłogosławił nasz związek i dał pozwolenie na rychły ślub. Proszę sobie wyobrazić, jak 

byłem  wstrząśnięty,  kiedy  mnie  poinformowano,  że  nie  ma  mowy,  abym  wziął  za  żonę 

niezbyt zamożną pannę z dobrego domu. Był tylko jeden sposób, żeby nie dopuścić do straty 

rodowych posiadłości, które należały do nas od czasu najazdu Normanów. Miałem poślubić 

bogatą dziedziczkę. Ojciec omawiał już szczegóły takiego mariażu. Jego wybór padł na córkę 

bogatego londyńskiego kupca, który zbił fortunę, Handlując z Indiami. 

Książę z goryczą pokiwał głową i wyraźnie posmutniał. 

background image

-  Daremnie  starałem  się  przekonać  ojca,  żeby  zrezygnował  z  tego  pomysłu.  Do  tej 

pory byłem mu zawsze posłuszny i bez szemrania spełniałem wszystkie polecenia. Kiedy po 

raz  pierwszy  w  życiu  poprosiłem,  żeby  wziął  pod  uwagę  moje  zdanie,  stanowczo  odmówił. 

Niestety,  pozostał  nieugięty.  Zagroził,  że  jeśli  nie  poślubię  dziewczyny,  którą  dla  mnie 

wybrał, zostanę wydziedziczony i nie dostanę ani pensa. Tytułu nie mógł mi odebrać, ale miał 

pełną swobodę dysponowania rodzinnym majątkiem i po jego śmierci zostałbym księciem bez 

grosza  przy  duszy.  Kiedy  ważyły  się  moje  losy,  w  pałacu  zjawił  się  pastor  i  oznajmił,  że 

Charlotta  oczekuje  dziecka.  Myliłem  się,  sądząc,  że  ta  wiadomość  zmiękczy  twarde  serce 

ojca.  Zawziął  się  jeszcze  bardziej  i  oznajmił,  że  nie  poślubię  dziewczyny,  która  okazała  się 

rozwiązła. Co gorsza, ojciec Charlotty we wszystkim mu przytakiwał. Obaj zapowiedzieli, że 

musimy  się  rozstać  na  zawsze,  bo  inaczej  zostaniemy  wypędzeni  z  naszych  domów  i 

wydziedziczeni. Na pocieszenie ojciec przyrzekł, że jeśli ustąpimy, zapewni mojej ukochanej 

niewielki, lecz stały dochód oraz przyzwoite lokum w innym hrabstwie. Właśnie zaczęły się 

działania  wojenne,  mogłaby  zatem  udawać  młodą  wdowę,  prowadząc  dostatnie  i  spokojne 

życie jako osoba ogólnie szanowana. Mnie nakazano, rzecz jasna, poślubienie wybranej przez 

rodzinę córki bogatego mieszczanina. 

Nie  pozwolono  nam  się  pożegnać  z  obawy,  że  wykorzystamy  sposobność  i 

uciekniemy we dwoje. Gdyby doszło do takiego spotkania, być może wszystko potoczyłoby 

się inaczej... 

Inglesham długo milczał, pogrążony w smutnych rozmyślaniach. 

- Niech mi Bóg wybaczy, że uległem namowom i dałem za wygraną, przesyłając tylko 

najdroższej  ostatnie  pożegnanie.  Nie  miałem  pojęcia,  dokąd  została  wysłana,  i  przyrzekłem, 

że  nie  będę  szukać  jej  ani  naszego  dziecka.  Nie  wiedziałem  nawet,  czy  urodziła  syna,  czy 

córkę. Zostałem ukarany za tchórzostwo, ponieważ moja żona okazała się sekutnicą, a dzieci 

nie mieliśmy.  Zyskałem  wysoką pozycję w wielkim świecie, a dzięki ogromnemu posagowi 

rodowa  posiadłość  wróciła  do  dawnej  świetności,  lecz  zaprzedałem  duszę.  Gdybym  mógł 

cofnąć  czas,  bez  wątpienia  postąpiłbym  inaczej.  Nie  zaznałem  ani  chwili  szczęścia.  Trudno 

przewidzieć,  jak  wyglądałoby  moje  życie,  gdybym  rzucił  wszystko  i  poślubił  Charlotte,  ale 

przekonałem się, że kto przedkłada małżeństwo z rozsądku i korzyści materialne nad miłość, 

wyrządza  sobie  najgorszą  krzywdę.  Napisane  jest  w  Biblii,  że  lepiej  spożywać  korzonki  i 

zioła  z  najdroższymi,  niż  ucztować  z  wrogami.  Nie  obwiniam  żony  z  powodu 

nieszczęśliwego  małżeństwa,  bo  wiem,  że  sam  byłem  sobie  winien.  Po  jej  śmierci 

próbowałem  odszukać  pani  matkę,  ale  nie  natrafiłem  na  żaden  ślad,  a  w  banku  Couttsa  nie 

chcieli mi nawet powiedzieć, czy ustanowiono tam dla niej fundusz powierniczy. Pastor i jego 

background image

żona wkrótce po wyjeździe Charlotty opuścili naszą parafię i wszelki słuch o nich zaginął. Już 

zwątpiłem, że kiedykolwiek odnajdę moją ukochaną i wtedy na balu ujrzałem ciebie... panią. 

Uderzające  podobieństwo!  Bytem  przekonany,  że  jesteście  spokrewnione.  i  starałem  się 

zebrać  jak  najwięcej  informacji.  Szczęśliwy  traf  sprawił,  że  mi  się  powiodło.  To  przypadek 

rządzi  naszym  życiem.  Dowiedziałem  się,  gdzie  mieszka  twoja matka,  i odkryłem,  że  jesteś 

moją córką. Teraz mogę tylko błagać, żebyś mi wybaczyła dawne przewinienia. 

Atena wysłuchała smutnej opowieści swego ojca, załamując ręce w niemej rozpaczy. 

Szczególnie  przejęta  była  wówczas,  gdy  wspomniał  o  głupocie,  z  powodu  której  niektórzy 

przedkładają zyskowne małżeństwo z rozsądku ponad miłość. 

-  Z  tego,  co  powiedziałeś,  wynika,  że  dość  się  już  nacierpiałeś  -  odparła  łagodnie.  - 

Mama  także  była  nieszczęśliwa...  nadal  jest.  Dlaczego  nie  zwróciłeś  się  do  niej?  Czemu 

wybrałeś mnie? 

-  Ponieważ  nadal  jestem  tchórzem.  Obawiałem  się.  że  mnie  znienawidziła,  bo  ją 

opuściłem.  Nie  wiedziałem,  co  ci  o  mnie  mówiła.  Bałem  się,  że  zostałem  przedstawiony  w 

czarnych  barwach.  Uznałem,  że  rozmowa  z tobą  to  najlepsze  wyjście.  Masz  rozum,  zdrowy 

rozsądek i czułe serce. Widziałem, jak śliczna córka Tenisonów rozkwitła pod twoją opieką. 

- Najlepsze wyjście - powtórzyła zamyślona Atena. - Przez te wszystkie lata mama ani 

razu  się  nie  poskarżyła,  że  zostawiłeś  ją  z  nieślubnym  dzieckiem,  wydając  na  pastwę 

złośliwych  plotkarzy.  Nie  wyjawiła  mi  również  nazwiska  ukochanego.  Powtarzała,  że 

rozumie, jak przemożnej presji cię poddano, zmuszając do wyrzeczenia się miłości. Pewnego 

dnia, gdy czekała, aż wyprawią ją w nieznane z rodzinnego domu, gdzie była trzymana pod 

kluczem  jak  więzień,  spakowała  torbę  i  próbowała  dotrzeć  do  wiejskiej  drogi,  którą 

codziennie  jeździłeś  konno,  żeby  się  z  tobą  rozmówić.  Miała  nadzieję  przekonać  cię,  że  we 

dwoje potraficie stawić czoło wrogiemu światu, ale dziadek dogonił ją i zawrócił. Więcej nie 

próbowała ucieczki. Jej ojcu trzeba wybaczyć, o ile jeszcze żyje. Nie zdradziła, kim byłeś, nie 

podała prawdziwego nazwiska. Nie znam jej rodziny, która jest również moją. 

-  Wszyscy  jesteśmy  grzesznikami  i  zasługujemy  na  przebaczenie  -  odparł  książę 

znużonym  głosem.  -  Jeśli  zdecyduję  się  odwiedzić  twoją  matkę,  jak  myślisz,  co  powie? 

Odprawi mnie? 

- Nie sądzę, ale powinieneś sam się o tym przekonać. Zaryzykuj. 

-  Odwagę  masz  po  matce,  a  bystrość  po  Ingleshamach,  którzy  uchodzą  za  ludzi 

mądrych i przenikliwych. Mój dziadek był wyjątkiem. Znam adres Charlotty i zamierzam ją 

niezwłocznie odwiedzić. Reszta jest w ręku Boga. 

background image

Atena skinęła głową. Życiowe koleje ojca były dla niej dobrą nauczką. Gdyby wyszła 

za Adriana, popełniłaby taki sam błąd, skazując się na życie jałowe i nieszczęśliwe. Kinloch z 

czasem  ochłonąłby  po  pierwszym  zauroczeniu,  ona  zaś  byłaby  znudzona  jego 

prostodusznością.  Usłyszała  od  księcia  tę  samą  przestrogę,  którą  dał  jej  pan  Tenison  tego 

dnia, gdy Adrian przyszedł się oświadczyć. Słowa były inne, ale treść ta sama. 

Rozmawiając z Nickiem, Atena blefowała i nadrabiała miną, ale teraz potrafiła już bez 

emocji  odmówić  ręki  Adrianowi  i  zachęcić  ojca,  żeby  odwiedził  jej  matkę  i  próbował 

szczęścia. 

Czas pokaże, co z tego wyniknie. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

-  Na  miłość  boską!  Nick,  co  ci  jest?  Ciskasz  się  jak  ranny  niedźwiedź.  Nawet 

Chudleigh  spostrzegł,  że  zniknęła  twoja  pogoda  ducha  i  skłonność  do  sarkazmu,  a  przecież 

wiesz,  że  jego  interesuje  wyłącznie  uprawa  ziemi,  zarządzanie  majątkiem  oraz  najbliższa 

rodzina. 

Nick zmarszczył brwi. Udawał tylko, że czyta londyńską gazetę z obawy, że w kronice 

towarzyskiej  nadane  się  na  informację  o  rychłym  ślubie  Ateny  i  Adriana.  Niewidzącym 

wzrokiem wodził po szpaltach, gdy nadeszła siostra i go zagadnęła. 

-  Wszystko  w  porządku,  Lucy.  Nic  się  nie  stało.  Usiadła  po  drugiej  stronie  stołu 

zastawionego  do  śniadania.  Dania  stygły  prawie  nietknięte,  co  również  stanowiło  powód  do 

niepokoju,  bo  zwykłe  rodzina  żartowała  z  wilczego  apetytu  Nicka,  który  pochłaniał  góry 

jedzenia, lecz pozostawał szczupły. 

-  Nie  próbuj  mnie  zbyć.  Jestem  twoją  siostrą  i  zawsze  wiem,  kiedy  próbujesz  mnie 

oszukać. Co ci jest? Jakaś kobieta zalazła ci za skórę? 

Kolejny rodzinny żarcik. Rodzeństwo było ze sobą tak zżyte, że powstała między nimi 

wyjątkowo mocna psychiczna więź. Gdy jedno cierpiało fizycznie lub duchowo, drugie także 

odczuwało ból. 

Nick wzruszył ramionami i roześmiał się z goryczą. 

-  Jesteś  chyba  czarownicą,  Lucy.  Długo  się  nie  widzieliśmy,  lecz  nadal  czytasz  w 

moich myślach jak w otwartej księdze. Owszem, trafiłaś w dziesiątkę. Chodzi o kobietę. 

- Jaka jest? Pasuje do ciebie? A może nie? Dlatego się zadręczasz? 

Nick westchnął. 

-  Tak...  Nie...  Sam  już  nie  wiem.  Najważniejsze,  że  wychodzi  za  Adriana.  Już  się 

oświadczył i tylko czeka, aż usłyszy sakramentalne „tak”. 

Lucy popatrzyła na brata z niedowierzaniem. 

- Chcesz powiedzieć, ze trafił wreszcie na taką, która nie od razu na niego poleciała? 

O  mój  Boże,  musi  być  bardzo  zamożna,  jeśli  stać  ją  na  to,  żeby  dla  kaprysu  odprawić  go  z 

kwitkiem.  Adrian  jest  przecież  bajecznie  bogaty,  a  na  dodatek  ma  tytuł.  Jedno  i  drugie 

skutecznie rekompensuje niedostatek rozumu. 

- I tu mamy problem, droga siostro. Panna jest piękna jak anioł, mądra jak sam diabeł i 

biedna  jak  mysz  kościelna.  Przyjechała  do  Londynu,  żeby  złapać  bogatego  męża,  najlepiej 

background image

utytułowanego. Udało się. Ma Adriana w garści, ale każe mu czekać na odpowiedź. Nie wiem 

dlaczego. 

- Po tym, co od ciebie usłyszałam, naprawdę nie rozumiem, dlaczego od razu nie padła 

mu w ramiona. - Lucy zamilkła na chwilę i dodała chytrze: - Dobrze słyszałam? Urodziwa i 

rozumna?  To  cię  zwabiło,  prawda?  Jak  ta  sprawa  się  ma  do  faktu,  że  kazała  Adrianowi 

czekać? 

-  Istotnie,  coś  w  tym  jest.  Zaraz  ci  wyjaśnię.  Adrian  jest  bogaty,  lecz  Inglesham  ma 

większy majątek, a chodzą słuchy, ze panna zagięła na niego parol albo on się nią interesuje. 

Można  sądzić,  że  zażądała  od  Adriana  czasu  do  namysłu,  bo  ma  nadzieję,  że  Inglesham 

wreszcie  się  zdeklaruje.  Wiadomo,  że  prawdziwy  książę,  nawet  w  średnim  wieku,  to 

wyjątkowa gratka. 

-  Rozumiem.  Domyślam  się  również,  że  dziewczyna  jest  rzeczywiście  niezwykła, 

skoro wszyscy dostaliście bzika na jej punkcie. 

-  Słuszna  uwaga  -  odparł  z  goryczą  Nick.  -  Rzadko  spotyka  się  męski  umysł  w 

prześlicznym kobiecym ciele. Każde jej słowo i uczynek to doskonałość. 

Niewiele  brakowało,  a  zakląłby,  posyłając  Atenę  do  wszystkich  diabłów,  lecz 

zreflektował się w ostatniej chwili. 

-  Biedny  Nick!  Ale  cię  wzięło,  prawda?  Jednego  nie  rozumiem.  Dlaczego  się  nie 

oświadczyłeś, skoro to chodząca doskonałość, o ile są kobiety pozbawione wad? 

- Moim zdaniem istnieją. A dlaczego nie ryzykowałem oświadczyn? Tak ją do siebie 

zraziłem,  że  na  pewno  dostałbym  kosza.  Dokuczając  tej  dziewczynie,  coraz  bardziej 

poddawałem się jej urokowi. Rozstaliśmy się w gniewie, ale szczerze mówiąc, nigdy nie było 

między  nami  zgody.  Wiem,  co  do  niej  czuję,  ale  nie  mam  pojęcia,  czy  mogę  liczyć  na 

wzajemność.  Zawsze  śmiałem  się  z  zakochanych,  którzy  wielbią  z  daleka  swoją  wybrankę, 

lecz teraz nie jest mi do śmiechu. 

- Już rozumiem. Sądzisz, że twoja ukochana poluje na wielką fortunę, więc odczuwasz 

lęk, bo pamiętasz, jak Flora Campbell wystawiła cię do wiatru. Kim są rodzice tej ślicznotki? 

Powiedziałeś, że przyjechała do Londynu szukać męża, ale chyba nie była tam całkiem sama. 

-  Naturalnie.  Ma  tylko  matkę,  która  chyba  unika  ludzi  z  towarzystwa.  Panna,  której 

narodziny osnuwa mgła tajemnicy, jest damą do towarzystwa pewnej ładniutkiej dziewuszki. 

Żeby oddać jej sprawiedliwość, muszę powiedzieć, że ta dziewuszka dzięki młodej opiekunce 

nabrała  odwagi  i  zaczęła  brylować  w  salonach.  Kolejny  powód  do  chwały  dla  cholernego 

ideału, do którego daremnie wzdycham. 

background image

- Zazdrość - oznajmiła rzeczowo Lucy, podeszła do brata i pocałowała go w policzek - 

w  połączeniu  z  niezaspokojonym  pożądaniem  i  złymi  wspomnieniami  tworzy  mieszankę 

wybuchową.  Nic  dziwnego,  że  jesteś  taki  nieszczęśliwy.  Mam  poprosić  Chudleigha,  żeby 

przygotował  dla  ciebie  beczkę,  żebyś  w  niej  zamieszkał  i  do  woli  pomstował  na 

znienawidzoną rzeczywistość? 

-  Och!  Jesteś  taka  sama  jak  moja  Pallas  Atena.  Obie  uczone  i  wygadane.  Czasami 

zastanawiam się, jak Chudleigh z tobą wytrzymuje. Jego interesują wyłącznie konkrety. Jest 

ogromnie przyziemny. 

-  Każde  z  nas  ma  swoje  dziwactwa.  Gwarancją  małżeńskiego  szczęścia  jest 

umiejętność przymykania oczu na rozmaite aberracje drugiej strony. Kiedy nie rozumiemy, o 

co  chodzi,  warto  zdobyć  się  na  wymuszony  uśmiech  i  łagodne  potakiwanie,  „Ależ  tak, 

kochanie!”  -  oto  magiczne  zaklęcie,  które  pozwala  uniknąć  kłótni.  Nick  roześmiał  się, 

wysłuchawszy żartobliwych wywodów siostry, a potem cmoknął ją w policzek. 

- Zapomniałem już, jak dobrze rozumieliśmy się w młodości, ale widzę, że nic się nie 

zmieniło. Szkoda, że mieszkamy tak daleko. Uleczyłaś mnie z melancholii. Myślę, że gdybyś 

poznała pannę Atenę Filmer, natychmiast byś się z nią zaprzyjaźniła. 

Nie  był  całkiem  szczery,  twierdząc,  że  smutek  go  opuścił,  ale  siostra  się  o  niego 

martwiła, zamierzał więc przez wzgląd na nią i jej męża udawać, że uporał się z problemami, 

i  robić  dobrą  minę  do  złej  gry.  Wkrótce  nadzorujący  prace  polowe  Chudleigh  wrócił  do 

domu, przerywając rodzeństwu serdeczną rozmowę, ale Lucy zdążyła jeszcze dodać: 

-  Skoro  zakochałeś  się  w  tej  pannie,  mogę  śmiało  stwierdzić,  że  przypadłaby  mi  do 

gustu, nawet jeśli poluje na bogatego męża. 

Atena  liczyła  się  z  tym,  że  trudno  jej  będzie  dać  kosza  Adrianowi,  ale  przykrość 

okazała się znacznie większa, niż można by sądzić. 

Gdy  minął  tydzień,  który  miała  do  namysłu,  przyjechał  do  domu  Tenisonów  z 

promiennym uśmiechem na ustach. Zaczynało mu świtać, że milutka Emma byłaby dla niego 

lepszą  żoną  niż  jej  piękna  i  mądra  dama  do  towarzystwa,  ale  gdy  wszedł  do  salonu,  aby 

usłyszeć odpowiedź, i ujrzał Atenę, zachwycił się jej klasycznymi rysami i cudowną figurą. 

Po  raz  pierwszy  w  życiu  doznał  przypływu  poetyckiego  natchnienia  i  zaczął  szukać 

porównań.  Atena  była  niczym  wino,  Emma  przypominała  chleb  i  mleko.  Pierwsza 

zachwycała  harmonią  boskiej  urody,  druga  była  po  prostu  ładna.  Omal  nie  zemdlał  ze 

wzruszenia,  gdy  wyobraził  sobie,  że  Atena  będzie  jego  małżonką  i  jako  hrabina  zostanie 

przedstawiona na królewskim dworze, a wszyscy mężczyźni będą mu zazdrościć, bo ma taki 

skarb. 

background image

Umykało  mu  dotychczas,  że  rozmyślając  o  małżeńskim  życiu,  zapomina  o  nieco 

bardziej przyziemnych radościach tego stanu. Atena była dla niego myśliwskim trofeum, ale 

mieli  też  dzielić  łoże.  Niewątpliwie  cieszył  się  na  myśl,  że  skorzysta  z  mężowskich  praw  i 

spłodzi dziedzica, ale nie to stanowiło główny powód zauroczenia. Niejasno przeczuwał, że w 

przeciwieństwie do Nicka oraz wielu krewnych i znajomych rozum ma nietęgi, ale sądził, że 

małżeństwo  z  Ateną  zrekompensuje  ten  defekt  i  przywróci  równowagę.  Żaden  z  tamtych 

mózgowców nie będzie miał żony równie pięknej, mądrej, wymownej, dumnej i taktownej. 

Niestety, w ogóle nie brał pod uwagę możliwości, że jego oświadczyny  mogą zostać 

odrzucone. Był niezmiernie zdziwiony, gdy Atena dała mu kosza. 

-  Ale  dlaczego?  -  zawołał,  a  na  otwartej  i  wyrazistej  twarzy  pojawił  się  wyraz 

zakłopotania. - Sądziłem, ze pani mnie polubiła. Zapewniam, że i ja panią lubię... to znaczy 

kocham - poprawił się natychmiast, świadomy, że gorące uczucia mogą być atutem w dziwnej 

rozmowie, której przebieg całkiem go zaskoczył. 

Do  tej  pory  uważał,  że prośba  o  zwłokę  to  panieński  kaprys.  I  dobrze.  Dziewczęta  z 

natury są nieprzewidywalne. Nie spodziewał się jednak, że usłyszy zdecydowaną odmowę. 

-  Adrianie,  zapewniam,  że  mam  dla  pana  wiele  sympatii,  ale  lubię  pana  jako 

przyjaciela,  a  nie  przyszłego  męża.  Naturalnie  zdaję  sobie  sprawę,  że  prócz  swej  uroczej 

osoby  może  mi  pan  wiele  dać:  majątek,  pozycję,  tytuł,  wspaniały  pałac,  ale  małżeństwo 

powinno  mieć  trwalsze  podstawy,  których  my  dwoje  nie  zbudowaliśmy.  Nie  mogę  za  pana 

wyjść.  Proszę  się  pogodzić  z  moim  postanowieniem.  Mówię  to  w  dobrej  wierze,  dlatego 

rozstańmy się jak przyjaciele. 

- Proszę się jeszcze zastanowić. Może potrzebuje rani więcej czasu do namysłu? 

Gdyby nie reprymenda Nicka, gdyby nie prośby parni Tenisona, aby pozostała wierna 

sobie, gdyby nie historia opowiedziana przez ojca i jego cierpienia spowodowane zaparciem 

się  samego  siebie,  Atena  ugięłaby  się  widząc  ból  i  przygnębienie  Adriana,  chcąc  mu  ich 

oszczędzić.  Jednak  po  tym  wszystkim,  co  ostatnio  wyszło  na  jaw,  z  obawą  myślała,  jaką 

torturą może się stać dla nich obojga małżeństwo bez miłości. Ta świadomość przesądziła o 

jej decyzji. 

-  Nie  -  powiedział  nagle  Adrian,  właściwie  interpretując  wyraz  pięknej,  zbolałej 

twarzy. - Widzę, że moje starania są daremne. Czy ma pani innego kandydata do ręki. którego 

oświadczyny gotowa jest pani przyjąć? 

Na to pytanie mogła odpowiedzieć szczerze. Nick zerwał z nią wszelkie kontakty, ona 

go odepchnęła. 

background image

- Nie, Adrianie, lecz może się kiedyś pojawi. Na razie żaden mężczyzna nie ma u mnie 

szans. 

-  Cóż,  trudno  -  odparł  pogodniej,  bo  kamień  spadł  mu  z  serca,  kiedy  okazało  się,  że 

nikt  go  nie  wyprzedził  w  wyścigu  do  ręki  Ateny.  -  O  swoich  oświadczynach  wspomniałem 

tylko Nickowi, który pospiesznie wyjechał z miasta, nie miał więc sposobności się wygadać. 

Moim zdaniem oboje powinniśmy zachować tę sprawę w sekrecie. Wie pani, jakie głupstwa 

wygadują ludzie z towarzystwa, gdy rozmowa zejdzie na pewne tematy. 

- Zgoda - odparła z ulgą Atena. Gdyby wyszło na jaw, że Adrian w tajemnicy poprosił 

ją  o  rękę  i  spotkał  się  z  odmową,  wszyscy  zaczęliby  plotkować,  co  z  pewnością  by  jej 

zaszkodziło.  Pan  Tenison  obiecał,  że  nie  zdradzi  żonie,  co  planował  Adrian,  i  pani  Tenison 

nie miała pojęcia o niezwykłej wizycie złożonej pod jej nieobecność i o pamiętnej rozmowie 

z panem domu na temat ślubu z Ateną. 

Adrian pochylił głowę. 

- Pozostaje mi tylko życzyć pani szczęścia - powiedział i dodał z nadzieją: - Gdyby w 

ciągu najbliższych dni zmieniła pani zdanie, proszę mnie natychmiast zawiadomić. Chyba jest 

pani świadoma, że mam złamane serce. 

Na swój prostoduszny sposób był tak miły i pełen uroku, że Atenie łzy zakręciły się w 

oczach. Mimo to zdecydowanie pokręciła głową. 

-  Adrianie,  proszę  nie  robić  sobie  żadnych  nadziei  i  również  przyjąć  ode  mnie 

najlepsze życzenia. 

Nie  wiadomo,  czy  wyniknie  z  tego  szkoda,  czy  pożytek,  ale  stało  się.  Odrzuciła 

sposobność,  której  wypatrywała,  odkąd  wyjechała  ze  Steep  Ride.  Na  nic  się  zdały  subtelne 

machinacje. Gdy Adrian zamknął za sobą drzwi, nic jej nie zostało. Mogła tylko wyobrażać 

sobie, jak wyglądałoby jej życie, gdyby zdecydowała inaczej. 

Atena przekonała się, że mimo wszelkich zawirowań życie toczy się dalej, jakby nic 

szczególnego  nie  zaszło,  a  osobiste  dramaty  absorbujące  ją  od  kilku  tygodni  w  ogóle  nie 

miały  miejsca.  Słońce  wschodziło  i  zachodziło.  Odbywały  się  bale,  na  Tamizie  urządzono 

regaty,  a  na  nabrzeżu  piknik.  Chodziło  się  do  teatru  i  składało  wizyty.  Krótko  mówiąc,  z 

pozoru nic się nie zmieniło. 

Niektórzy trochę plotkowali, bo młody Kinloch  nagłe przestał się interesować ubogą 

damą do towarzystwa zatrudnioną przez Tenisonów. Nie zapraszał jej nawet do tańca. Mało 

kogo jednak obchodziła ta nagła zmiana, nawiasem mówiąc, łatwa do przewidzenia, bo panna 

była  nikim,  trudno  więc  uznać  ją  za  odpowiednią  partię  dla  utytułowanego  młodzieńca  z 

ogromnym majątkiem i wysoką pozycją. 

background image

Adrian  początkowo  flirtował  z  wieloma  pannami,  które  w  porównaniu  z  Ateną 

okazały  się  niezbyt  zajmujące  Potem  ulegając  nagłemu  impulsowi,  przyłączył  się  znowu  do 

kółka  Tenisonów,  gdy  z  daleka  ujrzał  ich  podczas  jednego  z  najgłośniejszych  przyjęć 

londyńskiego  sezonu  Przyznał  w  duchu,  że  Emma  jest  ładniutka.  Nic  nie  wskazywało,  że 

Atena zmieni decyzję, zatem uznał, że mogą pozostać przyjaciółmi. 

-  Bardzo  nam  pana  brakowało,  milordzie  -  szczebiotała  pani  Tenison.  -  Opuścił  pan 

Londyn? 

- Nie, ale miałem inne zobowiązania - odparł. - Przyszedłem, żeby spytać, czy panna 

Emma zechce teraz ze mną zatańczyć. 

Atenie  ukłonił  się  z  daleka.  Umyślnie  nie  patrzył  na  nią,  idąc  na  parkiet  z  jej 

podopieczną.  Pan  Tenison,  któremu  Atena  wyznała,  że  odmówiła  Adrianowi  swej  ręki  ze 

smutkiem przyglądał się córce i jej partnerowi. 

Gdy  Atena  powiedziała  mu  o  swojej  decyzji,  co  nastąpiło  tuż  po  wyjściu  Adriana, 

usłyszała od niego takie słowa: 

-  Moim  zdaniem  postąpiłaś  mądrze,  drogie  dziecko  Nie  pasujecie  do  siebie.  Gdybyś 

wcześniej  poprosiła  mnie  o  radę,  odpowiedziałbym  tak  samo  nie  ze  względu  na  szansę 

korzystnego  mariażu  otwierającą  się  przed  Emmą,  lecz  z  uwagi  na  twoją  pomyślność.  Nie 

będę  zniechęcać  Kinlocha,  chociaż  wołałbym  mieć  trochę  mądrzejszego  zięcia,  z  którym 

dałoby  się  rozmawiać,  ale  wiem,  że  w  przeciwieństwie  do  ciebie  Emma  będzie  z  nim 

szczęśliwa. Martwię się natomiast, że ominęła cię szansa korzystnego zamążpójścia. 

-  Niepotrzebnie  -  odparła  Atena,  wspominając  ojcowskie  przestrogi.  -  Nie 

sprzedałabym siebie, biorąc ślub bez miłości, nawet gdyby przyszły mąż chciał mi rzucić do 

stóp cały świat. Rzecz w tym, że cena, którą przyszłoby mi zapłacić, mogłaby się okazać zbyt 

wysoka.  Miał  pan  słuszność.  Zamiast  się  martwić,  proszę  wziąć  pod  uwagę  jedynie  to,  że 

zastępuje  mi  pan  ojca,  którego  nie  miałam,  a  pańska  życzliwość  sprawia,  że  moje  życie 

nabiera sensu. 

Taki był koniec tamtej rozmowy, a teraz Atena była skazana - choć to wyrażenie jest 

chyba zbyt mocne - aa obserwowanie Adriana zwracającego się z wolna ku Emmie. Podobno 

miał  złamane  serce,  pomyślała  ironicznie.  Jeśli  tak,  błyskawicznie  ozdrowiał!  Skoro 

postanowił  ożenić  się  z  Emmą,  gotowa  była  złożyć  im  obojgu  serdeczne  życzenia.  Nie 

żałowała swojej decyzji, chociaż jej następstwem mogło być staropanieństwo. 

Nick coraz bardziej niecierpliwił się w wiejskiej kryjówce. Życie na wsi okropnie go 

męczyło.  Był  tak  rozdrażniony,  że  gdy  pewnego  wieczoru  po  kolacji  przy  kieliszku  porto 

rozmawiał ze szwagrem, ten poradził mu: 

background image

- Stary, jeśli ślicznotka, do której wzdychasz, tak bardzo zalazła ci za skórę, że Lucy 

zaczyna się martwić, twierdząc, iż zachorujesz od tych amorów, wróć do Londynu i się z nią 

rozmów. 

Kochana siostrzyczka wygadała się przed mężem, pomyślał Nick. 

-  Przemawia  przez  ciebie  głęboka  mądrość  dotycząca  ludzkiej  natury?  -  spytał  z 

powagą. 

-  Nie  -  zaprzeczył  Chudleigh.  -  Raczej  doświadczenie  wyniesione  z  podglądania 

miejscowych zwierząt. Bardziej nas przypominają, niż gotowi jesteśmy przyznać. Zdobądź tę 

dziewczynę  lub  daj  sobie  spokój,  ale  przestań  wzdychać  do  niej  jak  ostatni  głupek. 

Powinieneś działać, a nie rozpaczać. 

Z ironicznym uśmiechem Nick uniósł kieliszek, jakby zamierzał wygłosić toast. 

-  Doskonale  -  powiedział.  -  A  więc  do  roboty!  Jeśli  wyszła  za  mąż  za  Adriana  albo 

szykuje się do ślubu, pójdę do burdelu Rosanny Knight i prześpię się z nią albo z jej siostrą! 

Dobry pomysł? 

-  Ale  go  przycisnęło,  mam  rację?  -  zagadnął  żonę  Tom  Chudleigh,  gdy  patrzyli  za 

oddalającym się powozem. - Twój brat to dobry chłopak, tylko niepotrzebnie tak komplikuje 

sobie życie, prawda? 

Nick miał o sobie podobne mniemanie. 

Przybył  do  Londynu  w  deszczowy  poranek  i  dla  zabicia  czasu  poszedł  do  sali 

Jacksona na Bond Street, Niewiele się tam zmieniło podczas jego miesięcznej nieobecności. 

Widział wokół znajome twarze intensywnie ćwiczących mężczyzn. 

Trenował  właśnie,  gdy  przyszedł  Adrian.  Sprawiał  wrażenie  bardzo  zadowolonego  z 

siebie.  Na  widok  Nicka,  który  zaprzestał  ćwiczeń,  Adrian  natychmiast  podbiegł,  wyraźnie 

uradowany. 

- Pogratuluj mi, stary - zawołał, nie czekając, aż zdyszany Nick zaczerpnie powietrza. 

-  Żenię  się!  Czekam  tylko,  aż  prawnicy  ułożą  intercyzę.  Chcę,  żebyś  był  moim  drużbą. 

Wesele  odbędzie  się  w  naszym  pałacu,  do  którego  można  zaprosić  więcej  gości  niż  do 

kamienicy Tenisonów w Chelsea. 

Ależ  im  spieszno!  Atena  spełniła  groźbę  wypowiedzianą  podczas  ostatniej  kłótni  i 

przyjęła oświadczyny Adriana. Zapewne uczyniła to zaraz po moim wjeździe, pomyślał Nick. 

Wszystko  skończone,  pora  zapomnieć  o  złudnych  marzeniach,  spić  się  na  umór  i  pójść  do 

łóżka  z  Rosanną.  Kolejność  powinna  być  chyba  trochę  inna,  ale  słowo  się  rzekło...  Obiecał 

przecież  Tomowi  Chudleighowi,  że  skończy  z  marazmem.  Najpierw  trzeba  jednak 

pogratulować rozpromienionemu Adrianowi. 

background image

-  Byłem  pewny,  że  Atena  przyjmie  twoje  oświadczyny  -  powiedział,  tracąc  resztki 

nadziei.  -  Pewnie  uznała,  że  jeśli  poprosi  o  kilka  dni  do  namysłu,  oczyści  się  z  zarzutów, 

jakoby chciała poślubić cię tylko dla pieniędzy. 

- Atena? To już przeszłość! Żenię się z Emmą Tenison. Kochana, słodka Emma! Nie 

pojmuję, jak mogłem być tak zaślepiony i nie spostrzec, że to prawdziwy skarb. 

Nick  nie  wierzył  własnym  uszom.  Wybuchnął  urywanym,  nerwowym  śmiechem. 

Wygląda na to, że przez te kilku tygodni Adrian zmienił obiekt czułych westchnień. 

- Ach, tak - wykrztusił w końcu Nick. - Szybko zmieniłeś zdanie. 

- Jak to? Nie ja, tylko Atena. Rozmyśliła się, dała mi kosza... i dobrze zrobiła. Wiesz, 

szczerze mówiąc. nie pasowaliśmy do siebie. Jest dla mnie zbyt mądra. Później byłyby przez 

to same kłopoty. Natomiast moja śliczna Emma... - Rozanielony Adrian uśmiechnął się. zrobił 

wyjątkowo głupią minę i z zapałem plótł bzdury. Nick słuchał z jawnym niedowierzaniem. 

- Powiedziałeś, że Atena dała ci kosza? 

-  Stary,  ogłuchłeś  na  tej  wsi?  Przecież  mówiłem,  że  odrzuciła  moje  oświadczyny. 

Zapewniła, że mnie lubi i uważa za serdecznego przyjaciela, lecz o ślubie nie ma mowy. Jej 

zdaniem  to  byłaby  pomyłka...  Nick,  co  się  z  tobą  dzieje?  W  ogóle  nie  słuchasz.  Dlaczego 

jesteś taki roztargniony? Niby mądrala, a najprostszych rzeczy nie potrafi zrozumieć. Muszę 

iść. Tylko się nie złość. Obiecałem Emmie przejażdżkę moją starą, powolną kariolką. Nowa 

przewróciła się, gdy trenowałem przed wyścigiem do Brighton. W końcu uległem namowom 

mojej najdroższej i zarzuciłem ten sport. Zapowiedziała, że mam stanąć przed ołtarzem zdrów 

i cały. Nie życzy sobie widzieć mnie z pękniętą czaszką lub złamanym ramieniem. Niech to 

diabli, dobrze mówi! Tak się składa, że podczas wypadku uszkodziłem nadgarstek, a kariolka 

jest rozbita! 

Nick  był  wstrząśnięty  usłyszaną  od  Adriana  nowiną  o  postanowieniu  Ateny,  ale  nie 

umknęło mu, że słodka Emma już zaczyna się panoszyć. Brała przykład z władczej mamy i 

wydawała rozkazy przyszłej głowie rodziny. 

A  co  z  Ateną?  Tyle  się  zmieniło.  Jak  przyjęła  utratę  wielbiciela,  który  twierdził,  że 

całkiem zawróciła mu w głowie? 

Mimo  oszołomienia  Nick  złożył  Adrianowi  całkiem  składne  gratulacje,  konotując 

zarazem  w  pamięci,  że  randka  z  Rosanną  Knight  musi  zostać  wykreślona  z  jego 

harmonogramu. Postanowił natychmiast jechać do Tenisonów i pilnie rozmówić się z Ateną. 

Przebrał się i popędził do Chelsea. 

Jedynym powodem do niepokoju było podejrzenie, że Adrian dostał kosza, bo Atena 

wolała Ingleshama. 

background image

Gdy  stanął  przed  domem  Tenisonów,  nie  miał  pojęcia,  o  czym  z  nią  rozmawiać. 

Natychmiastowe  oświadczyny  byłyby  równie  zaskakujące  jak  uczuciowa  wolta  Adriana, 

który niedawno uwielbiał Atenę, a teraz wykosił pod niebiosa Emmę. 

Nick  wciąż  biedził  się,  szukając  taktyki  stosownej  do  okoliczności,  gdy  Pears, 

kamerdyner Tenisonów, otworzył drzwi, a następnie poinformował go, że panna Atena Filmer 

wyjechała z Londynu. 

- Wyjechała z Londynu - powtórzył machinalnie Nick. 

-  Tak,  proszę  pana.  Opuściła  nas  i,  jak  mniemam,  powróciła  do  rodzinnego  domu  w 

hrabstwie Northampton. 

-  Co  tam,  Pears?  -  zapytał  pan  Tenison,  który  z  okna  na  piętrze  zobaczył  Nicka 

wysiadającego z powozi; i natychmiast domyślił się, co go tutaj sprowadza. Nie życzył sobie, 

żeby Pears o tym wiedział, i dlatego pospiesznie zszedł na dół. 

- Z kim chce się pan widzieć, Cameron? Ze mną czy z Emmą? 

-  Cieszę  się  z  naszego  spotkania  -  odparł  Nick,  kłaniając  się  uprzejmie  -  ale  miałem 

nadzieję spotkać tu pannę Filmer. 

-  Nie  będziemy  chyba  rozmawiać,  stojąc  na  progu.  Niech  pan  wejdzie.  Żona  i  córka 

wyszły,  ale  z  przyjemnością  dotrzymam  panu  towarzystwa  i  chętnie  wyjaśnię,  gdzie  można 

znaleźć pannę Filmer. 

Poszli  do  biblioteki,  która  pełniła  również  funkcję  gabinetu.  Gdy  pan  Tenison 

zaproponował kieliszek madery, Nick przyjął to z widocznym roztargnieniem. 

- Powinienem chyba wyjaśnić - zaczął Tenison - że moja żona zatrudniła pannę Filmer 

jako  damę  do  towarzystwa  dla  naszej  córki,  ponieważ  uznała  ją  za  idealną  kandydatkę. 

Przemożny wpływ kobiety starszej i bardziej doświadczonej byłby nadmiernie przytłaczający. 

Panna  Filmer  znakomicie  wywiązała  się  ze  swego  zadania,  lecz  gdy  pański  kuzyn,  lord 

Kinloch, oświadczył się Emmie, moja żona uznała, że młodej kobiecie, która wkrótce będzie 

mężatką,  nie  jest  potrzebna  dama  do  towarzystwa.  Panna  Filmer  została  poproszona  o 

złożenie  rezygnacji,  co  też  uczyniła,  i  tydzień  później  powróciła  w  rodzinne  strony. 

Miejscowość  ta  nazywa  się  Steep  Ride,  a  dom  Datchet  House.  Nie  wątpię,  że  tam  pan 

znajdzie Atenę. 

Nie wspomniał Nickowi, że pani Tenison jawnie tryumfowała, gdy Adrian oświadczył 

się  Emmie  i  został  przyjęty.  Nie  zdradził  również,  że  wie  o  jego  wcześniejszych 

oświadczynach i chęci poślubienia Ateny. 

background image

- Muszę natychmiast wymówić Filmer miejsce - powiedziała pani Tenison do męża. - 

Moim  zdaniem  uroiła  sobie,  że  może  zagarnąć  Adriana  dla  siebie.  Nie  chcę,  żeby  się  tu 

plątała, mieszając szyki Emmie. 

Pan Tenison nie mógł jej uspokoić, bo złamałby słowo dane Atenie, która poprosiła o 

dyskrecję.  Zmuszony  był  przyglądać  się  bezradnie,  jak  małżonka  szybko  i  skutecznie 

odprawia biedną dziewczynę. 

Nick zapewne podzielał jego ciche oburzenie, lecz nie dał tego po sobie poznać. Sam 

miał  wyrzuty  sumienia,  bo  kilka  razy  niesprawiedliwie  potraktował  Atenę.  Dopił  maderę, 

podziękował za informacje, jeszcze przez chwilę rozmawiał o ważnych nowinach. Następnie 

pożegnał się i ruszył do wyjścia. 

Na odchodnym pan Tenison powiedział do niego: 

-  Gdy  dojdzie  do  spotkania  z  panną  Filmer,  proszę  jej  przekazać  moje  najlepsze 

życzenia. Szkoda, że musiała stąd odejść. Jest niezwykłe pracowita, a podczas swego pobytu 

w naszym londyńskim domu natchnęła Emmę pewnością siebie, która przyda się jej po ślubie 

z  pańskim  kuzynem.  Mam  nadzieję,  że  i  pan  zechce  przyjąć  ode  mnie  z  serca  płynące 

życzenia szczęśliwej przyszłości. 

Stary  lis  zwąchał,  o  co  chodzi.  Wiedział,  że  Nickowi  podoba  się  Atena,  i  na  swój 

własny, oryginalny sposób dał do zrozumienia, że w batalii o szczęście jest po jego stronie! 

Przed wyjazdem Atena odwiedziła Louise. Tym razem nie musiała szukać wykrętów, 

żeby wyjść z domu, bo pani Tenison zwolniła ją ze wszystkich obowiązków. 

-  Nie  jest  moją  powinnością  wlec  się  z  nią  do  najbardziej  znanych  londyńskich 

salonów, żeby tam znalazła innego adoratora, skoro z Kinlochem jej nie wyszło - powiedziała 

opryskliwie do męża. 

Louise ze współczuciem słuchała ostatnich nowin przyniesionych przez Atenę. 

- Jesteś pewna, że słusznie postąpiłaś, dając kosza Adrianowi? - zapytała ostrożnie. - Z 

tego,  co  o  nim  wiem,  nie  wynika,  żeby  przypominał  mojego  męża.  Faktem  jest,  że  chodzą 

słuchy, iż to osioł. 

- Owszem, ale całkiem miły - przyznała z ociąganiem Atena. - Pytałaś, czy nie żałuję. 

Ależ skąd! O czym rozmawialibyśmy przy śniadaniu, gdy minie weselna euforia? 

-  Masz  rację  -  przytaknęła  Louise,  -  Kiedy  wracasz  do  Steepwood?  Nie  będzie  ci 

brakować londyńskich rozrywek? 

- Szczerze mówiąc, odczuwam już przesyt - wyznała Atena. - Marzę o wiejskiej ciszy 

i spokoju. 

background image

-  Teraz  mówisz  takie  rzeczy,  lecz  gdy  wrócisz  do  domu,  pewnie  zmienisz  zdanie.  A 

przy  okazji...  Co  z  tym  kuzynem  Kinlocha?  Ma  na  imię  Nick,  prawda?  Nie  pamiętam 

nazwiska. Pożegnałaś się z nim tak jak z Adrianem? 

-  Nie  było  okazji,  bo  jakiś  czas  temu  wyjechał  na  wieś  -  odparła  Atena,  siląc  się  na 

pozorną obojętność i spokój. 

-  Naprawdę?  Kiedy?  Przed  oświadczynami  Adriana  czy  po  nich?  Wiedział  o  twojej 

odmowie? 

Atena już zapomniała, jak przenikliwa i bystra jest Louise, choć wygląda na śliczne i 

lekkomyślne dziewczątko. 

-  Na  krótko  przed  jego  wyjazdem  okropnie  się  pokłóciliśmy  -  odparła  po  chwili.  - 

Wątpię, żebym go jeszcze zobaczyła. - Chciała być dzielna, lecz mimo to czy napłynęły jej do 

oczu. Nie udało jej się stłumić szlochu. 

- Zależy ci na nim, prawda? Co was poróżniło? 

-  Wszystko.  Nick  uważa  mnie  za  wyrachowaną  oszustkę  zdecydowaną  poślubić 

kogokolwiek jedynie przez wzgląd na pieniądze i arystokratyczny tytuł. Dopiero gdy Adrian, 

nie  bez  mojej  zachęty,  na  serio  zaczął  się  zalecać,  pojęłam,  co  czuję  do  Nicka.  Gdyby  jako 

pierwszy... Nie warto fantazjować. Potem stałe mnie karcił, a ja odpłacałam mu pięknym za 

nadobne.  Na  domiar  złego,  jeśli  nie  liczyć  pana  Tenisona,  Nick  to  jedyny  mężczyzna,  z 

którym mogę sensownie porozmawiać. Docenia  moją wiedzę i samodzielność myślenia. Jak 

na  złość  jednocześnie  mną  gardzi,  uważając,  że  nie  jestem  lepsza  od  sprzedajnej  dziewki. 

Louise,  jedynie  ty  zdajesz  sobie  sprawę,  jak  trudno  jest  ubogiej  pannie  z  dobrej  rodziny 

zapewnić sobie znośną egzystencję. 

-  Ludzie  tacy  jak  Nick  Cameron,  od  urodzenia  opływający  w  dostatki,  nadzwyczaj 

surowo oceniają biedaków, którym wiatr wieje w oczy - dodała Louise. 

-  Trafiłaś  w  sedno.  Pomówmy  teraz  o  innych  sprawach.  Słyszałaś  jakieś  nowiny  na 

temat okoliczności zamordowania Sywella? 

- Żadnych. Rozmawiam głównie z klientkami, dla których ta sprawa jest mało istotna. 

Bardziej  obchodzi  je  kolor  nowej  sukni.  Podejrzewam,  że  wiesz  dużo  więcej  ode  mnie.  Nie 

wykluczam,  że  po  powrocie  do  domu  usłyszysz  nowe  wieści.  Bardzo  proszę,  pisz  jak 

najczęściej,  zgoda?  Będzie  mi  ciebie  ogromnie  brakowało.  Jesteś  moją  przyjaciółką. 

Wspomniałaś,  że  Nick  Cameron  to  jedyny  mężczyzna,  z  którym  możesz  sensownie 

porozmawiać.  Dla  mnie  jesteś  takim  samym  wyjątkiem  wśród  kobiet!  A  co  do  pana 

Camerona, mam nadzieję, że spotkacie się w bardziej sprzyjających okolicznościach, chociaż 

mam spore zastrzeżenia wobec człowieka, który zachowuje się przy tobie grubiańsko. 

background image

W drodze z Londynu do Steep Ride Atenę podtrzymywała na duchu myśl o rychłym 

spotkaniu z matką, która na kilka tygodni została sama jak palec. Teraz znowu będzie miała 

towarzystwo. 

List Ateny z informacją  o powrocie do domu przyszedł rankiem, na krótko przed jej 

przyjazdem.  Matka  czekała  na  dziedzińcu  oberży  Pod  Aniołem,  która  pełniła  też  funkcję 

urzędu  pocztowego  w  Abbot  Quincey.  Na  widok  znajomej  sylwetki  Atena  natychmiast 

zapomniała o Nicku Cameronie i wszystkich zdarzeniach, które nastąpiły po wyjeździe. 

- Jesteś okropnie blada, kochanie! - zawołała matka, gdy ucałowały się na powitanie. - 

Nie służy ci londyńskie powietrze? 

-  Podróż  była  męcząca,  a  Londyn  jest  brudny,  zadymiony,  lecz  mimo  wszystko 

fascynujący. 

-  Doszłam  do  tego  samego  wniosku,  kiedy  raz  jeden  bawiłam  tam  przez  kilka  dni. 

Jestem zdziwiona, ale zadowolona, że tak szybko wróciłaś do domu. Dlaczego Tenisonowie z 

tobą nie przyjechali? Mam nadzieję, że nic was nie poróżniło. 

-  Później  ci  wszystko  opowiem  -  odparła  Atena.  Nie  zamierzała  na  dziedzińcu 

gospody zdawać matce relacji ze swej londyńskiej odysei. 

-  Słuszna  uwaga.  Wybacz,  że  jestem  taka  niecierpliwa,  ale  zaniepokoił  mnie  twój 

ostatni  list.  Obawy  powróciły,  gdy  zobaczyłam,  że  zmizerniałaś.  Jestem  pewna,  że  czyste 

wiejskie powietrze i zdrowe, proste jedzenie wkrótce dodadzą ci sił. 

Datchet  House  sprawiał  wrażenie  małej  chatki,  gdy  Atena  porównała  go  ze 

wspaniałymi  londyńskimi  gmachami.  Jadąc  uliczkami  osady,  miała  wrażenie  ogromnej 

ciasnoty, z niedowierzaniem patrzyła na sklepy  mieszczące się w niewielkich klitkach. Była 

wstrząśnięta  swoją  reakcją  na  ubóstwo  prowincjonalnej  codzienności.  Jednak  krajobraz  był 

prześliczny, a wody rzeki Steep nieskażone i czyste jak kryształ. 

Miejscowi ludzie mówili wolniej niż mieszkańcy  Londynu.  Ateną zauważyła to,  gdy 

zaczęli  ją  odwiedzać  sąsiedzi  spragnieni  stołecznych  nowin.  Chcieli  dowiedzieć  się  jak 

najwięcej o urokach londyńskiego sezonu. Atena opowiedziała matce niemal o, wszystkim, co 

ją spotkało, odkąd wyjechała z domu. Charlotta rozumiała, dlaczego Adrian dostał kosza, lecz 

żałowała, że nie mogło być inaczej. 

- Do końca życia opływałabyś w dostatki - westchnęła. - Nie musiałabyś tkwić ze mną 

na tym odludziu. 

- Ale za jaką cenę, mamo? Z pewnością nie życzyłabyś sobie, żebym ją zapłaciła. 

- Ależ skąd. Doskonałe rozumiem... Z drugiej strony jednak... 

background image

Atena  nie  wspomniała  o  spotkaniu  z  księciem  i  jego  smutnej  opowieści,  toteż  gdy 

pewnego  ranka zapukał  do drzwi, nikt go nie oczekiwał. Jedyna służąca  była zajęta i  Atena 

poszła  otworzyć.  Nagle  stanęła  oko  w  oko  z  księciem  Ingleshamem.  Na  jego  urodziwej 

twarzy malowała się obawa. 

-  Kochana  Ateno  -  powiedział,  trochę  zaskoczony.  -  Nie  spodziewałem  się  ciebie  tu 

zastać. Byłbym wdzięczny, gdybyś zapytała matkę, czy mnie przyjmie. Wcale się nie zdziwię, 

jeśli odmówi. 

- Oczywiście, że cię przyjmę - obruszyła się pani Filmer, spoglądając na niego ponad 

ramieniem córki. - Nawet pospolity przestępca zasługuje na to, aby zostać wysłuchany, a ty 

nie popełniłeś żadnego występku. 

Zaprowadziła  księcia  do  salonu.  Atena  zostawiła  ich  samych.  Dwoje  zakochanych 

odnalazło się po długiej rozłące. 

Nick dostał od Jacksona dokładne wskazówki, jak trafić do domu pań Filmer. Nie miał 

pojęcia,  co  na  jego  widok  powie  Atena.  Po  ostatnim  spotkaniu  oboje  byli  do  siebie 

uprzedzeni. Przygotowany na najgorsze pojechał do Steep Ride i wbrew nadziei ufał, że coś 

dobrego wyniknie z tej podróży. 

Opóźnił planowany wyjazd o jeden dzień, ponieważ Adrian błagał go o przybycie na 

pierwsze wielkie przyjęcie z tańcami, które wydał w londyńskiej siedzibie zwanej Drummond 

House. Pani Tenison czyniła honory domu i tak  zadzierała nosa, że aż się prosiło, by  go jej 

utrzeć. 

- Stary, nie możesz odmówić - nalegał Adrian. - To by dopiero była cholerna wpadka, 

gdybyś wyjechał, kiedy po raz pierwszy podejmuję u siebie ludzi z towarzystwa. 

Nick został i pojawił się na balu, ale zapowiedział, że wyjdzie najwcześniej, jak się da. 

Przez cały wieczór znudzony i smutny podpierał ściany, bo Londyn stracił dla niego wszelki 

urok, gdy nie było Ateny. 

Wspominał,  jak  przyjemnie  spędzali  czas,  o  ile  jej  nie  strofował.  Potrafiła  uroczymi 

anegdotami  ubarwić  każdą  rozmowę.  Wcale  się  nie  zdziwił,  gdy  pan  Tenison  wyznał 

szczerze, że mu jej brakuje. 

Gdy  stał  oparty  plecami  o  kolumnę,  obserwując  tańczących,  mimo  woli  podsłuchał 

rozmowę dwu mężczyzn na temat księcia Ingleshama. 

-  Dziwię  się,  że  go  tu  nie  ma  -  rzucił  pierwszy.  -  W  tym  roku  wylazł  nareszcie  ze 

swojej skorupy. Może znów się w niej zamknął? 

-  Nie  sądzę.  Chodzą  słuchy,  że  ruszył  na  prowincję  śladem  jednej  z  piękności,  które 

tegoroczny sezon zwabił do Londynu. 

background image

- Dobry Boże! Byłem pewny, że po śmierci żony sekutnicy raz na zawsze wyrzekł się 

kobiet. Co za ślicznotka wpadła mu w oko i dlaczego miałby jej szukać na prowincji? 

-  Jego  wybranką  jest  podobno  skromna  dama  do  towarzystwa.  Opiekowała  się 

dziedziczką  z  hrabstwa  Northampton,  która  wkrótce  poślubi  naszego  gospodarza.  Kiedy 

Kinloch zdobył pannę, damę do towarzystwa odesłano na wieś. Posag ma niezbyt wielki, ale 

jest urodziwa. Mówię o dziedziczce. Będzie z niej ładna hrabina. Inglesham pojechał szukać 

tamtej drugiej. Pewnie zrobi z niej utrzymankę. Nie ma mowy, żeby poślubił osobę z niższej 

sfery. 

W pierwszym odruchu Nick chciał rzucić się z pięściami na plotkarzy. Wkrótce nieco 

ochłonął; przemknęło mu przez myśl, że samego siebie też powinien obić, bo zarzucił Atenie, 

jakoby polowała na księcia. 

Gdy całkiem się uspokoił, a mężczyźni odeszli, tłumaczył sobie, że pogłoski krążące 

wśród ludzi z towarzystwa nie muszą być prawdziwe. Lepiej na razie nie przesądzać sprawy. 

Zamierzał  przecież  jechać  do  Steep  Ride  i  przekonać  się  naocznie,  czy  Atena  odprawiła 

bogatego zalotnika, bo na horyzoncie pojawił się jeszcze bogatszy i bardziej utytułowany. Oto 

właściwie podejście do sprawy. 

Cóż  za  ironia  losu!  Dlaczego  nie  zakochał  się  w  cichej,  skromnej,  młodziutkiej 

dziewczynie z dobrej rodziny? Każdy rozsądny mężczyzna pragnie takiej żony. Za dumnymi 

mądralami uganiają się tylko idioci... albo mężczyźni o tęgich mózgach! Dla Nicka ta sprawa 

miała jeszcze jeden ważny aspekt. Gdy niedawno żegnał się z siostrą, ta zapowiedziała mu z 

wielką  stanowczością,  że  powinien  uwolnić  się  od  przykrych  wspomnień  związanych  z 

interesowną  Florą  Campbell,  przyjąć  do  wiadomości,  że  są  też  kobiety  wierne  i  uczciwe,  a 

następnie spośród nich wybrać sobie żonę. 

-  Jeśli  zdecydujesz  się  poślubić  tę  uczoną  piękność,  o  której  marzysz  na  jawie  i  we 

śnie, z radością uznam ją za siostrę. 

Z  tej  przyczyny  dwa  dni  później  Nick  jechał  uliczkami  Abbot  Quincey,  gotowy 

wyjaśnić sytuację i zdecydować nareszcie, czy zacznie nowe życie bez Ateny, czy też z nią. 

To drugie rozwiązanie znacznie bardziej mu odpowiadało. 

Problem w tym, czy ona go zechce. 

Hrabstwo  Northampton  spodobało  się  Nickowi  bardziej,  niż  oczekiwał.  Jeden  ze 

znajomych  twierdził,  że  krajobraz  jest  tam  monotonny.  Owszem,  w  porównaniu  ze 

szwajcarskim  Alpami,  które  zachwycały  owego  człowieka.  Takiego  porównania  nie 

wytrzyma  żaden  pejzaż.  Nick  uznał  Abbot  Quincey  za  urocze  miasteczko.  Był  tam  zajazd, 

background image

pełniący  zarazem  rolę  poczty,  dwie  gospody  i  piwiarnia,  przed  którą  krzepcy  wieśniacy 

wygrzewali się w lipcowym słońcu. 

Nick wynajął pokój w zajeździe. Otwarty powóz zostawił na dziedzińcu, kamerdynera 

posłał do pokoju, a sam wyruszył piechotą w stronę Datchet House, żeby przeprowadzić wizję 

lokalną  i  opracować  skuteczną  taktykę.  Nie  miał  pojęcia,  jak  go  przyjmie  Atena,  dobrze 

pamiętał,  że  w  czasie  ostatniej  rozmowy  był  dla  niej  wyjątkowo  okrutny.  Dlatego  wcale  by 

się nie zdziwił, gdyby w pierwszym odruchu kazała wyrzucić go za drzwi. 

Wkrótce ruszył z powrotem do zajazdu, bo właściciel obiecał po dwunastej podać mu 

solidny obiad. Nagle jego oczom ukazał się elegancki czarny powóz jadący od strony Steep 

Ride.  Osłupiał,  widząc  na  drzwiach  herb  Ingleshama  malowany  złotem  i  czerwienią.  W 

środku był sam książę. 

Nick  uznał,  że  potwierdziły  się  jego  podejrzenia,  a  plotkarze  podsłuchani  na  balu 

trafili w dziesiątkę. Atena dała kosza Adrianowi, żeby złapać Ingleshama, który przyjechał tu 

wziąć ją jak swoją. Kto wie, może już do niego należała? 

Rozczarowany  i  wściekły  Nick  w  pierwszej  chwili  postanowił  wrócić  do  zajazdu, 

zjeść obiad, zwolnić pokój i wyruszyć w drogę powrotną do Londynu. 

Wkrótce opamiętał się i zmienił zdanie. 

Jesteś  śmierdzącym  tchórzem,  wymyślał  ze  złością  samemu  sobie.  Długo  trwał  ten 

wewnętrzny dialog. Gdzie twoja odwaga? - pytał sam siebie. Może Atena i księcia odprawiła 

z kwitkiem? Co wtedy? Chcesz ją od razu spisać na straty? Zamierzałeś podobno stanąć z nią 

twarzą  w  twarz,  zapytać  wprost,  jakie  ma  plany.  Jeśli  usłyszysz  z  jej  własnych  ust,  że  chce 

zostać żoną Ingleshama albo jego kochanką, wrócisz do Londynu. Jeśli zaś Atena powie, że 

nie chce mieć z tobą nic wspólnego, zyskasz dowód, że nie potrafisz uczyć się na własnych 

błędach  i  po  raz  drugi  zakochałeś  się  do  szaleństwa  w  interesownej  kokietce.  Lucy  miała 

rację.  Trzeba  zapomnieć  o  przeszłości  i  śmiało  patrzeć  w  przyszłość.  Zbyt  długo  żyłeś 

wspomnieniami sprzed wielu lat. 

Łatwo  powiedzieć...  Mimo  stanowczych  postanowień  Nick  był  tak  rozkojarzony,  że 

obiad pochłonął machinalnie i nie byłby w stanie wymienić potraw, które mu serwowano. Pił 

tylko wodę, żeby zachować przytomność umysłu, bo obawiał się, że gdy wyruszy powozem 

do Steep Ride, powodowany niecierpliwością popędzi jak szaleniec. 

Zawsze  szczycił  się,  że  jest  spokojny  i  opanowany.  Nie  poddawał  się  uczuciom. 

Szydził z mężczyzn, którzy z obłędem w oczach uganiali się za ukochanymi kobietami. No i 

proszę, sam nie był od nich lepszy, ponieważ wsiadł do powozu, zaciął konie i ruszył śladem 

background image

wybranki.  Był tak wytrącony z równowagi, że stracił poczucie czasu. Wydawało mu się, że 

ledwie opuścił Abbot Quincey, a już znalazł się w Steep Ride. 

Zgodnie z tym, co powiedział Jackson, osada była niewielka. Wszystkie budynki stały 

wzdłuż  głównej  drogi,  bez  trudu  więc  odnalazł  Datchet  House.  Zatrzymał  powóz  przed 

frontowymi drzwiami i wysiadł. Dom był wygodny, niewielki i prosty, z ogródkiem od frontu 

pełnym letnich kwiatów i werandą obrośniętą pnącymi różami; w drzwiach małe okienko, pod 

nim żelazna kołatka. 

Nick był świadomy, że ważą się jego losy. Nie miał odwrotu. 

Uniósł  kołatkę  i  dwukrotnie  zastukał.  Obiecał  sobie,  że  podczas  rozmowy  z  Ateną 

będzie się trzymać złotego środka, unikając zarówno gniewu, jak i błagalnego tonu. Wiedział, 

że jego atuty to spokój i opanowanie. 

Atena  haftowała  poduszkę  na  klęcznik  do  wiejskiej  kaplicy,  która  stała  na  skraju 

osady.  W  niedzielę  przyjeżdżał  tam  pastor,  żeby  odprawić  nabożeństwo  i  wygłosić  kazanie. 

Jej matka także wyszywała, opowiadając o porannej wizycie księcia Ingleshama, który wrócił 

do niej po ponad dwudziestu latach rozłąki. 

Gdy  opanowała  się  po  wstrząsie,  jakim  były  niespodziewane  odwiedziny, 

zarumieniona  i  szczęśliwa  w  milczeniu  słuchała  jego  wyjaśnień.  Tłumaczył  obszernie, 

dlaczego pragnął się z nią spotkać. 

-  Trudno  mi  uwierzyć,  że  choć  upłynęło  tyle  lat,  doskonale  pamięta  tych  kilka 

szczęśliwych  dni,  które  spędziliśmy  we  dwoje.  Czy  rzeczywiście  zawsze  mnie  pamiętał? 

Prosił,  żebym  mu  przebaczyła.  Czuje  się  winny,  że  tak  okrutnie  mnie  porzucił.  Gdy 

zapewniłam, że nie mam do niego żalu, oznajmił, że teraz możemy się pobrać, a ty nareszcie 

otrzymasz nazwisko, które jako jego córce słusznie ci się należy. Sama nie wiem, czy mówił 

serio. 

- Myślę, że tak - odparła cicho Atena. Nie powiedziała matce, że książę spotkał się z 

nią, kiedy była w Londynie, bo prosił wówczas o dyskrecję. Byłoby lepiej, gdyby sam o tym 

wspomniał. Atena nie zamierzała go wyręczać. 

Miała  wiele  sekretów,  własnych  i  cudzych.  Louise  powierzyła  jej  wszystkie  swoje 

tajemnice.  Sama  Atena  nie  wspomniała  nikomu,  nawet  matce,  o  miłości  do  Nicka  i 

cierpieniach spowodowanych wizją małżeństwa z rozsądku, które zapewniłoby jej dostatek i 

wysoką  pozycję.  Przedwczesny  powrót  do  domu  też  nie  został  do  końca  wyjaśniony,  choć 

tłumaczyła  matce,  że  gdy  Emma  została  narzeczoną  lorda  Kinlocha,  pani  Tenison  poniekąd 

słusznie zrezygnowała z usług damy do towarzystwa. 

background image

Atena miała pewność, że matka nie pochwaliłaby jej machinacji, których celem było 

usidlenie  Adriana  i  mydlenie  oczu  Nickowi.  Wiele  miała  sobie  do  zarzucenia,  gdy  po 

powrocie  do  domu  przeanalizowała  własne  postępowanie.  Uznała  jednak,  że  nie  warto 

uporczywie  wracać  do  przeszłości.  Było,  minęło.  Niech  matka  cieszy  się  niespodziewanym 

szczęściem.  Po  co  martwić  ją  cierpieniami  innych,  zwłaszcza  że  książę  spędził  u  nich 

przedpołudnie, rozmawiając o przygotowaniach do ślubu z cudem odnalezioną ukochaną. 

-  Postaram  się  o  wszystkie  niezbędne  dokumenty.  Biorę  to  na  siebie  -  zapewnił.  - 

Marzy  mi  się  skromna  uroczystość  w  wiejskim  kościele.  Mój  poprzedni  ślub  był  wspaniałą 

ceremonią,  ale  tamto  małżeństwo  okazało  się  pomyłką.  Teraz  żenię  się  z  miłości,  nie  dla 

pieniędzy.  Poza  tym  musimy  unikać  plotek,  które  i  tak  będą  krążyć,  gdy  zacznę  traktować 

Atenę jak rodzoną córkę. 

Charlotta  przytaknęła  z  uśmiechem.  Podobnie  jak  książę,  nie  pragnęła  wystawnego 

ślubu  i  hucznego  wesela  w  Londynie.  Taka  ostentacja  wzbudziłaby  ogólne  zainteresowanie, 

na którym wcale im obojgu nie zależało. 

-  Ciągle  podejrzewam,  że  to  sen,  że  obudzę  się  i  wszystko  będzie  jak  dawniej  - 

opowiadała córce Charlotta. - Philip powiedział, że nie zdziwiłby się, gdybym nie chciała mu 

przebaczyć, bo przed laty wyrzekł się mnie i odszedł. Ale ja go doskonale rozumiem i wiem, 

jakim  naciskom  był  poddany.  Mam  natomiast  wielki  żal  do  swoich  rodziców,  którzy 

początkowo  trzymali  mnie  z  dala  od  niego,  a  potem  wywieźli.  Mimo  wszystko  powinnam 

chyba  zawiadomić  ich,  że  po  latach  oczekiwania  nareszcie  poślubię  człowieka,  którego 

kocham.  Uważam  napisanie  takiego  listu  za  swój  obowiązek.  -  Uśmiechnęła  się  smutno.  - 

Sądzę,  że  kiedy  rodzice  dowiedzą  się,  że  jednak  zostanę  księżną,  wielkodusznie  darują  mi 

błędy młodości, ale na całkowite pojednanie jest za późno. Nie potrafię im przebaczyć, że się 

ode  mnie  odwrócili.  Gdybym  przed  laty  zyskała  ich  wsparcie,  być  może  ojciec  Philipa  w 

końcu dałby zgodę na nasz ślub. 

Ledwie umilkła, rozległo się stukanie do drzwi.  Wkrótce służąca zaanonsowała pana 

Nicholasa Camerona, który przyjechał, aby zapytać, czy może porozmawiać z panienką. 

-  Cameron?  -  powtórzyła  Charlotta.  -  Wspominałaś,  że  ten  młody  człowiek  jest 

kuzynem lorda Kinlocha, prawda, Ateno? 

- Tak, mamo - wykrztusiła z trudem. Rzadko mówiła o Nicku, bo ilekroć wymieniała 

jego imię, łzy stawały jej w oczach. Co on tutaj robi? Po co przyjechał do Steep Ride? Jakie 

londyńskie wydarzenia skłoniły go do odbycia tej podróży? 

Długo milczała. Matka przypomniała łagodnie: 

- Córeczko, ten pan czeka na odpowiedź. Masz powód, żeby go odprawić? 

background image

- Tak... Nie - powiedziała Atena zdławionym  głosem. Szkoda, że nie wyznała matce 

całej  prawdy.  Spłoszona  rozejrzała  się  po  niewielkim,  ale  przytulnym  salonie.  Nie  mogła 

przyjąć Nicka w tym pokoju, gdzie każdy drobiazg przypominał o szczęśliwym dzieciństwie i 

pierwszej młodości. Wolała rozmawiać z nim na neutralnym gruncie. 

-  Ateno?  -  odezwała  się  jej  matka,  wyraźnie  zniecierpliwiona  przedłużającym  się 

oczekiwaniem.  -  Jeśli  nie  chcesz  wysłuchać  tego,  co  pan  Cameron  ma  ci  do  powiedzenia, 

musisz go natychmiast o tym zawiadomić. Tak nakazują zasady dobrego wychowania. 

- Porozmawiam z nim - oznajmiła Atena, zbierając całą odwagę. Nagle przemknęło jej 

przez  myśl,  że  Nick  szykuje  się  do  kolejnej  reprymendy.  Jeśli  tak,  matka  nie  powinna  tego 

słuchać.  -  Ale  nie  tutaj. Czy  sądzisz, że  mogę  zaproponować  mu  spacer?  Łatwiej  będzie  mi 

rozmówić się na świeżym powietrzu. 

-  Jeśli  się  zgodzi  -  odparła  niepewnie  Charlotta.  -  Osobliwy  pomysł.  Wypadałoby 

raczej, żebyś zaprosiła go tutaj, ale skoro takie jest twoje życzenie... 

-  Owszem.  Później  wszystko  ci  wyjaśnię..  Gdy  pan  Cameron  odjedzie...  -  Atena  nie 

była w stanie zebrać myśli. Mówiła urywanymi zdaniami, nagle milkła. Po chwili opanowała 

zdenerwowanie.  -  Możesz  zaprosić  go  tutaj  i  przez  chwilę  zająć  rozmową,  a  ja  tymczasem 

pójdę po czepek i szal? 

Osobliwa  sytuacja,  pomyślała  Charlotta,  przyglądając  się  Atenie,  która  pobiegła  na 

górę,  jakby  ją  ktoś  gonił.  Czyżby  pan  Cameron  był  potworem,  którego  panicznie  boją  się 

dziewczęta?  Atena  nie  była  strachliwa  i  jej  zachowanie  wydawało  się  tym  bardziej 

zagadkowe. 

Charlotta  zdumiała  się  jeszcze  bardziej,  gdy  służąca  wprowadziła  gościa.  Był 

mocniejszej  budowy  niż  większość  młodych  mężczyzn  w  tych  zdegenerowanych  czasach, 

strój  nie  przypominał  ubioru  londyńskiego  dandysa,  ale  fizjonomia  i  maniery  świadczyły  o 

obyciu i wykształceniu. Uznała w duchu, że ma przed sobą młodzieńca, który mógł spodobać 

się jej córce. 

Nick od razu poczuł ogromną sympatię do pani Filmer. Z przyjemnością rozglądał się 

po gustownym saloniku. Pani Filmer była równie piękna jak Atena, tylko niższa i drobniejsza. 

Na jej twarzy zamiast dumy malowała się łagodność. Uśmiech miała ujmujący. Wyczuwało 

się,  że  zawsze  szuka  zgody  i  stara  się  wszystkich  zadowolić.  Ubierała  się  skromnie  jak 

przystoi  wdowie  zamieszkałej  na  prowincji.  Z  pewnością  nie  było  jej  ambicją  nadążanie  za 

modą. 

background image

-  Mam  nadzieję,  że  nie  jestem  intruzem.  Jeśli  przyszedłem  nie  w  porę,  oddalę  się 

natychmiast  i  wrócę,  kiedy  panie  każą  -  powiedział  Nick,  gdy  przedstawił  się  i  usłyszał  od 

pani Filmer, że Atena zaraz przyjdzie. 

Nie  miał  ochoty  stąd  wychodzić;  od  razu  poczuł  przemożną  potrzebę,  żeby  chronić 

panią Filmer przed wszelkimi przykrościami. Z ciekawością myślał o nieznanym ojcu Ateny, 

po którym zapewne odziedziczyła rozum i niezłomną wolę. 

- Nie ma takiej potrzeby - zapewniła Charlotta. - Córka zaproponowała spacer, będzie 

więc miała znakomitą sposobność, żeby pokazać panu miejscowość, w której spędziła tyle lat. 

Nick  przytaknął  z  powagą,  starając  się  ukryć  zniecierpliwienie.  W  końcu  drzwi  się 

otworzyły  i  stanęła  w  nich  Atena.  Podejrzewał,  że  umyślnie  zwlekała,  trzymając  go  w 

niepewności. 

Była ubrana równie skromnie jak matka: niebieska suknia, szal i czepek. Prosty strój 

pasował  do  klasycznej  urody.  Trochę  pobladła,  lecz  jak  zawsze  wydawała  się  opanowana. 

Być  może  dlatego  Nick  zapragnął  nagle  wziąć  ją  w  objęcia  i  wyznać  miłość.  Zdrowy 

rozsądek i wspomnienie o spotkanym na wiejskiej drodze powozie Ingleshama powstrzymały 

go  od  ujawnienia  długo  skrywanych  pragnień.  Nie  miał  pojęcia,  co  zamierza  Atena,  i  nie 

powinien na razie ujawniać swoich uczuć. Nie widział jej cały miesiąc.  W tym czasie wiele 

mogło się wydarzyć. 

Ukłonił się i podszedł bliżej. 

- Ateno... Panno Filmer, wygląda pani prześlicznie... jak zawsze. 

Dobry  Boże,  czy  po  to  przejechał  taki  kawał  drogi,  żeby  prawić  ukochanej  banalne 

komplementy?  Czuł  się  niezręcznie  w  obecności  pani  Filmer,  a  chłód  bijący  od  Ateny 

całkiem  go  zmroził.  Przed  chwilą  usłyszał,  że  zaproponowała  spacer  po  okolicy,  ale  w  tym 

przypadku stosowniejsza byłaby przechadzka na biegun północny. 

-  Dziękuję  za  miłe  słowa  -  powiedziała  oschle.  -  Widzę,  że  zdrowie  panu  dopisuje. 

Mam nadzieję, że Emma i lord Kinloch także są w pełni sił. 

- Owszem. Przygotowują się do ślubu i mają nadzieję, że pani zechce uczestniczyć w 

ceremonii. 

-  Nie  jestem  pewna,  czy  to  będzie  możliwe  -  odparła  z  powagą.  -  O  ile  dobrze 

zrozumiałam,  chciał  pan  ze  mną  porozmawiać.  Sądzę,  że  łatwiej  nam  będzie  dojść  do 

porozumienia, jeśli znajdziemy się na neutralnym gruncie. Chętnie oprowadzę pana po Steep 

Ride i najbliższej okolicy. 

background image

Wszyscy  troje  pomyśleli  jednocześnie:  jaka  dziwna  wymiana  zdań.  W  uszach  Ateny 

brzmiała jak przykłady grzecznych zwrotów i wyrażeń z podręcznika dobrych manier. Słowa, 

słowa, słowa... Napuszona forma pozbawiona treści. 

Nick ukłonił się pani Filmer i wygłosił kolejną formułkę. 

- Bardzo się cieszę, że panią poznałem. 

- Ja także jestem bardzo rada z naszego spotkania - odparła nadzwyczaj uprzejmie, w 

głębi  ducha  zastanawiając  się,  co  sprawia,  że  tych  dwoje  ludzi  nie  potrafi  zachowywać  się 

naturalnie w obecności innej osoby. 

Młodzi  wyszli  na  świeże  powietrze.  Pod  czujnym  wzrokiem  siedzącego  w  pobliżu 

kota  oraz  dwu  kaczek  drepcących  w  oddali  chwiejnym  krokiem  Nick  podał  ramię  Atenie  i 

skierowali  się  ku  lasowi  rosnącemu  za  osadą.  Wyboista  droga  zmieniła  się  w  leśny  dukt. 

Wkrótce  drzewa  zasłoniły  dwoje  spacerowiczów,  chroniąc  ich  przed  spojrzeniami 

ciekawskich. 

- Skąd ta nagła wizyta, Cameron? - Atena odezwała się pierwsza. - Dlaczego pan mnie 

prześladuje? 

Obrócił  ją  delikatnie,  tak  że  stanęli  twarzą  w  twarz.  Natychmiast  zapomniał,  że  miał 

się  zachowywać  przyzwoicie,  okazywać  łagodność  i  szukać  porozumienia.  Zamiast  tego 

zaatakował  ją  niczym  wroga,  używając  najcięższej  amunicji.  Oczyma  wyobraźni  ujrzał 

jadącego czarnym powozem księcia i ten obraz podziałał na niego jak płachta na byka. 

-  Inglesham  wygrał,  prawda?  Odtrąciła  pani  Adriana,  żeby  wyjść  za  księcia.  Nie 

podoba  się  pani,  że  tutaj  przyjechałem?  Czy  słusznie  się  domyślam,  że  Inglesham  został 

przywitany zupełnie inaczej? 

Zaskoczona  wpatrywała  się  w  niego  pytającym  wzrokiem,  bo  nie  miała  pojęcia, 

dlaczego zrobił jej awanturę z powodu Ingleshama. Domyślała się wcześniej, że Nick sądzi, 

jakoby  pragnęła  dla  siebie  książęcego  tytułu  i  fortuny,  ale  gdy  prawda  o  jej  pochodzeniu 

wyszła  na  jaw,  dawne  spekulacje  i  domysły  poszły.  w  zapomnienie,  jakby  w  ogóle  nie 

istniały. 

-  Inglesham!  -  zawołała  i  nagle  wybuchnęła  śmiechem,  w  którym  nie  było  ani  śladu 

wesołości. - Pan myśli, że przyjechał mi się oświadczyć? Jego także pan śledził? 

- Nie, ale byłem dziś w Abbot Quincey i widziałem, że jechał od strony  Steep Ride. 

Dlaczego, Ateno? Dlaczego? 

Minę miał zbolałą. Atena podejrzewała, że jej twarz wyraża podobne cierpienie. Nagle 

ogarnęło ją współczucie dla Nicka, choć on nie miał dla niej litości. Postanowiła trochę się z 

nim podręczyć. 

background image

-  Pańskim  zdaniem  to  naganne  i  godne  potępienia,  że  ojciec  interesuje  się  rodzoną 

córką? 

Nick był wyraźnie zbity z tropu. 

- Ależ skąd, lecz co te sprawy mają wspólnego z nami? 

-  Och,  Nick...  -  westchnęła  z  czułym  uśmiechem,  zapominając  o  formach 

grzecznościowych.  -  Książę  nie  jest  moim  wielbicielem.  Pozory  mylą.  To  mój  ojciec. 

Dowiedziałam  się  o  tym  przed  twoim  wyjazdem  na  wieś.  Teraz  przyjechał  do  Steep  Ride, 

żeby  po  wieloletnim  oczekiwaniu  poślubić  wreszcie  moją  matkę.  Nie  mogę  ci  opowiedzieć 

ich historii, niech zrobią to sami. Zapewniam tylko, że niepotrzebnie się zadręczałeś. 

- Inglesham? - wykrztusił Nick. Gdy zrozumiał bezmiar swojej pomyłki, zakłopotany i 

wstrząśnięty nie był w stanie panować nad emocjami. - Inglesham jest twoim ojcem? 

-  Przed  chwilą  powiedziałam  ci  o  tym,  prawda?  Jak  zwykle  wolisz  przypisywać  mi 

wszystko, co najgorsze. W takim razie zostaw mnie w spokoju. Wracam do domu. 

Odwróciła  się  i  ruszyła  leśnym  traktem.  Nie  chciała,  żeby  Nick  zobaczył  łzy 

spływające jej po policzkach. Była tak wytrącona z równowagi, że straciła poczucie kierunku 

i zamiast iść w stronę wioski, zmierzała dalej w las. 

Ale ze mnie idiotka, pomyślała. Przez tego głupca zmieniam się w fontannę. Typowy 

Otello!  Zawsze  ma  powód,  żeby  mnie  podejrzewać.  Najpierw  był  zazdrosny  o  Adriana, 

nawiasem  mówiąc,  nie  bez  powodu,  teraz  awanturuje  się  o  księcia,  całkiem  bezzasadnie. 

Wkrótce zarzuci mi, że kokietuję samego regenta albo szacha perskiego lub cara Aleksandra... 

Dla niego nawet archanioł Gabriel może być podejrzany. 

Nick  patrzył  na  odchodzącą  Atenę.  Inglesham  był  jej  ojcem,  a  nie  wielbicielem. 

Istotnie,  pozory  mylą.  Chorobliwe  zaślepienie  stało  się  przyczyną  straszliwych  katuszy. 

Przysparzał  ich  także  Atenie,  nie  chcąc  uznać  z  pokorą,  że  w  dobrej  wierze  dała  kosza 

Adrianowi, że nie chodziło jej o to, by złowić grubą rybę. 

Nick zrozumiał, że postąpił jak głupiec, i to nie raz, ale kilkakrotnie. A karą za głupotę 

będzie  utrata  Ateny,  jedynej  kobiety,  z  którą  mógł  swobodnie  rozmawiać  o  wszystkim,  tak 

samo jak z najbliższymi przyjaciółmi. Najpierw tylko jej pragnął, teraz kochał do szaleństwa. 

Na  domiar  złego  dzięki  opiece  księcia  i  znacznemu  posagowi,  który  niewątpliwie  otrzyma, 

będzie mogła wybrać sobie na męża, kogo zechce. Wystarczy, że kiwnie palcem. A przecież, 

do jasnej cholery, jedynym mężczyzną godnym takiej kobiety jest on, Nick. 

Pobiegł  z  nią,  nie  przejmując  się,  że  ktoś  ich  może  zobaczyć.  Musiał  natychmiast 

przeprosić ją za idiotyczny atak zazdrości, bo w przeciwnym razie będzie dla niego stracona 

na zawsze. Dogonił ją, gdy zatrzymała się i spostrzegła, że idzie w niewłaściwym kierunku. 

background image

Dyszał ciężko, nie tyle z wysiłku, co raczej z powodu głębokiego wzruszenia, którego doznał, 

gdy odkrył prawdę o własnych uczuciach.  Nie  mógł stracić tej kobiety, to byłaby  całkowita 

klęska. 

-  Ateno!  -  zawołał  chrapliwym  głosem.  Nie  odważył  się  jej  dotknąć.  -  Ateno,  czy 

zdołasz mi wybaczyć? Od początku naszej znajomości kochałem cię jak wariat, ale ty wolałaś 

Adriana,  szalałem  więc  z  zazdrości.  Nie  miałem  racji,  gdy  zarzuciłem  ci,  że  chcesz  bogato 

wyjść za mąż i dlatego kokietujesz... 

-  Nie  -  przerwała  uparta  pani  jego  serca.  -  Miałeś  rację.  Na  początku  rzeczywiście 

robiłam  wszystko,  żeby  go  omotać  i  przywiązać  do  siebie,  bo  trafił  mi  się  pogodny  i  miły 

kandydat na męża z ogromnym majątkiem i arystokratycznym tytułem. Bez obaw mogłam go 

poślubić.  Miłość  nie  była  konieczna.  Dopiero  gdy  poznałam  ciebie,  zmieniłam  zdanie. 

Odrzuciłam  oświadczyny  Adriana,  ponieważ  go  nie  kochałam  i  nie  miałam  prawa  za  niego 

wyjść. Ale wtedy było już za późno, bo wyrobiłeś sobie opinię na mój temat. 

Nick z obawą pomyślał, że Atena znowu szykuje się do ucieczki. Nie mógł pozwolić, 

żeby go opuściła. 

- Nie odchodź - poprosił. - Wybacz mi, jeśli zdołasz. Przyznaję, że byłem dla ciebie 

okropny, lecz kochałem cię od pierwszego wejrzenia. Oto cała prawda. Wreszcie odważyłem 

się ją ujawnić. 

Niewiele  myśląc,  wziął  ją  w  objęcia.  Czuł  się  bezradny,  ale  mógł  przynajmniej 

scałować łzy płynące po jej policzkach. 

-  Ateno...  Marzyłem  o  tym,  odkąd  zobaczyłem  cię  po  raz  pierwszy,  gdy  stałaś  za 

Emmą. - Całował ją najpierw czule, potem coraz namiętniej. Nie wyrywała się i pozwoliła mu 

okrywać  pocałunkami  -  mokre  policzki.  Gdy  pieszczoty  stały  się  bardziej  gwałtowne,  gdy 

pocałował  ją  w  usta,  oddała  pocałunek  tak  chętnie,  że  Nick  odsunął  się  z  westchnieniem. 

Zdawał sobie sprawę, dokąd mogą ich zaprowadzić te czułości. 

Oszołomiona Atena zrobiła krok do tyłu i popatrzyła mu w oczy. 

-  Sądziłam,  że  mną  gardzisz,  a  ty  kochałeś.  Kiedy  nastąpiła  ta  niezwykła  zamiana 

uczuć? Skoro wiedziałeś, że to miłość, jak mogłeś uważać, że jestem dwulicową kokietką? 

-  Byłem  zazdrosny  -  wyznał  szczerze,  dotykając  jej  ciepłego  policzka.  -  Poza  tym 

miałem  fatalne  wspomnienia.  Pierwsza  wielka  miłość  skończyła  się  niepowodzeniem. 

Ukochana  rzuciła  mnie  na  krótko  przed  planowanym  ślubem  i  wyszła  za  bogatszego 

wielbiciela. Poczucie krzywdy i moja głupota... jak widzisz, jestem z tobą całkowicie szczery. 

One sprawiły, że od tamtej pory stałem się podejrzliwy wobec wszystkich kobiet. Skoro już 

background image

gramy  w  otwarte  karty,  musisz  przyznać,  że  dla  człowieka,  który  nie  wiedział,  co  łączyło 

twoją matkę z Ingleshamem, wniosek był oczywisty, a mianowicie, że zależy mu na tobie. 

-  W  pewnym  sensie  tak  było,  lecz  inaczej,  niż  myślałeś  -  odparła  Atena 

pojednawczym tonem i położyła rękę na jego dłoni. - Z pierwszą żoną nie miał dzieci, więc 

tym bardziej zależało mu na odzyskaniu córki utraconej przed wielu laty. Dobry Boże, patrząc 

z boku na nasze postępki, można by pomyśleć, że jesteśmy postaciami ze sztuki Szekspira. 

- Moim zdaniem z Komedii pomyłek - wpadł jej w słowo Nick. Gdy zazdrość uleciała 

z  wiatrem,  szybko  odzyskał  dobry  humor.  -  Pozostaje  mi  tylko  raz  jeszcze  poprosić  cię  o 

przebaczenie, a potem zapytać, czy zgodzisz się za mnie wyjść. 

- Chyba wiesz, jaka będzie odpowiedź. Nie ukrywam wprawdzie, że kocham cię nad 

życie,  ale  czy  mogę  być  szczęśliwa  z  mężem  zazdrośnikiem,  który  dostaje  szału,  kiedy 

przelotnie spojrzę na innego mężczyznę? Nie wiem, czy warto ryzykować. 

- Aha, nie wierzysz, że dostałem nauczkę i nabrałem do ciebie zaufania. Moja matka 

powiedziała  kiedyś,  że  od  dzieciństwa  miałem  o  sobie  bardzo  wysokie  mniemanie  i 

uważałem, że znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Odkąd poznałem ciebie, na żadne nie 

potrafię  odpowiedzieć,  więc  ty  mnie  oświeć.  Mogłaś  wyjść  za  Adriana  albo  poślubić 

arystokratę takiego jak twój ojciec. Nie żal takiego mariażu? 

- Nie - odparła natychmiast. - Nie szukam męża bogatego albo utytułowanego. Chcę 

poślubić człowieka, którego kocham, czyli ciebie. 

- Jak brzmi twoja odpowiedź: tak czy nie? 

-  Tak,  zdecydowanie  tak.  Muszę  wierzyć,  że  mówisz  szczere.  Spodziewam  się,  że 

będziemy szczęśliwi. Pamiętasz, jak dobrze się między nami układało, kiedy zajęci rozmową 

albo grą, zapominaliśmy o kłótniach? 

-  To  moja  wina,  że  dzieliły  nas  spory  -  odparł  ponuro.  -  Nie  zasługuję  na  ciebie. 

Błędnie oceniłem moją kochaną Palladę i biję się w piersi. 

- Nie ma powodu, żebyś poczuwał się do winy. Dzieliłam ją z tobą od dnia, w którym 

przyjechałam do Londynu. Ja też błędnie oceniłam samą siebie, uznając, że jestem gotowa do 

małżeństwa z rozsądku, a miłość jest dla mnie nieważna. Ty poszedłeś wskazanym tropem. 

-  Mniejsza  z  tym.  Znam  sposób,  aby  cię  przekonać,  że  moja  skrucha  płynie  z  głębi 

serca  -  powiedział,  obejmując  ją  mocno.  Atena  śmiało  oddawała  mu  pocałunki.  Wkrótce 

odsunął się, by uniknąć pokusy. 

- W tym lesie są  chyba jakieś czary, którym i my  ulegamy - powiedział, rozglądając 

Się wokół. - Naprawdę lubisz tu przychodzić? Szukasz mądrej sowy, żeby się z nią naradzić, 

moja  śliczna  Pallado?  Umyślnie  wodzisz  mnie  po  manowcach.  Zamiast  pędzić  do 

background image

bezpiecznego  domu,  ciągniesz  mnie  do  lasu.  Odczuwam  nieodpartą  pokusę,  żeby  odwrócić 

kolejność wydarzeń i nie czekać do ślubu! 

-  To  wszystko  twoja  wina.  Byłam  taka  wzburzona,  że  kiedy  uciekłam  od  ciebie, 

straciłam poczucie kierunku - odcięła się Atena. - Zresztą kto wie? Może ten las nam sprzyja? 

Zwabił  mnie  w  gęstwinę,  żebyś  musiał  za  mną  pobiec.  Osłonił  nas  przed  wzrokiem 

ciekawskich. Legenda mówi, że jawnie szkodzi obcym i świętokradcom, którzy bezczeszczą 

dawne opactwo. Dlatego wielu jego właścicieli zginęło gwałtowną śmiercią. Chcę wierzyć, że 

te drzewa uznały mnie za swoją, bo przez całe życie spacerowałam wśród nich bez lęku. 

Zamiast odpowiedzieć, Nick pocałował ją czułe. 

- Pewnie masz rację, ale są tak ciemne i potężne, że pasują do mrocznych legend. Dziś 

były świadkami szczęśliwego zakończenia historii dwojga zakochanych, którzy nareszcie się 

pogodzili.  Nie  mogę  się  doczekać,  kiedy  przedstawię  cię  rodzicom  i  mojej  drogiej  siostrze 

Lucy. Cała rodzina obawiała się, że będę starym kawalerem. No i proszę, zostałem usidlony 

przez czarodziejkę, która zdjęła ze mnie rzucone przed laty zaklęcie. 

-  Musisz  pokazać  mi  Szkocję  -  dodała  radośnie  Atena.  -  Chcę  tam  z  tobą  pojechać. 

Niewiele  dotąd  podróżowałam,  najdalej  do  Northampton.  Urzekła  mnie  „dumna  i  dzika 

Calidonia”, kraina Waltera Scotta. 

-  Kiedy  się  pobierzemy,  zawiozę  cię  wszędzie,  gdzie  zechcesz.  Musimy  jak 

najszybciej wziąć ślub. Straciliśmy mnóstwo czasu. A teraz wracamy do Steep Ride, bo twoja 

matka  gotowa  pomyśleć,  że  nie  jesteś  przy  mnie  bezpieczna.  Kiedy  wszedłem  do  salonu, 

poczułem na sobie jej bystre spojrzenie. Wcale się jej nie dziwię, że mi nie ufała, bo w głębi 

ducha szalałem z rozpaczy! 

Trzymając się za ręce,  wrócili do Datchet  House. Przed domem stal powóz księcia - 

widomy znak, że nie jedna, a dwie pary zakochanych nareszcie się odnalazły. Przed nimi była 

wspólna przyszłość oraz prawdziwe szczęście, o którym wszyscy marzymy.