background image

BIBLIOTEKA SZCZERBCA

TOM V

Miłosz Sosnowski

Krew i Honor

Działalność bojowa Obozu Narodowo-Radykalnego

w Warszawie w latach 1934-1939

Warszawa 2000

Copyright © by Instytut Narodowo-Radykalny, 2000

WYDANIE I

2000

ISBN 83-908457-4-1

Wydawca: Instytut Narodowo-Radykalny

tel. 0-602-264-676

background image

1. Wprowadzenie

„ONR   powstał   do   walki   z   głównymi   -   zdaniem   jego   twórców   -   wrogami

Polski:komunizmem  i Żydami.  W  walce  tej  zamykał  się  też  w znacznej  mierze  program
politycznytego   ruchu.   Jaka   zaś   to   miała   być   walka,   wyjaśnił   wódz   Obozu   Narodowo-
Radykalnego   Jan   Mosdorf   powołując   się   na   przykład   Włoch:   „...   we   Włoszech
parlamentaryzm skończył się z chwilą, gdy przed krajem stanęło zagadnienie: komunizm czy
duch narodowy. Nie kartka wyborcza, lecz kula rewolwerowa decydowała o zwycięstwie i
wielu poległych z tego okresu liczą w swych szeregach faszyści. Aż wreszcie zwyciężyli i
narzucili wrogom swą wolę... Dziś Włochy zjednoczone są duchowo, jednoczą się duchowo
Niemcy   hitlerowskie...  A  jak   u   nas?   U   nas   w   Polsce   toczy   się   walka   o   najważniejsze
zagadnienia,   wprost   o   sprawy   narodowego   bytu...   Takich   rzeczy   nie   rozstrzygnie
głosowanie...   ruch   narodowo-radykalny  wzbierając   nieustannie   na   sile   w  walce   o  Wielką
Polskę - doprowadzi z żelazną konsekwencją do zwycięstwa”

1

.

14 IV 1934 r. opublikowano w „Sztafecie” deklarację ideową nowej organizacji. Rozdział

w Obozie Narodowym stał się faktem. Doszło do tego, do czego musiało prędzej czy później
dojść.   Różnice   pokoleniowe,   ideowe   i   taktyczne   były   zbyt   duże,   by   w   ramach   jednej
organizacji mogły egzystować środowiska „starych” i „młodych” działaczy.

Wielu   badaczy   bardzo   odmiennie   charakteryzuje   to   wydarzenie,   akcentując   różne,   ich

zdaniem   najważniejsze   aspekty   i   przyczyny.  „Podstawowym   powodem   była   niewiara,   że
Stronnictwo   Narodowe   może   dojść   do   władzy   stosując   dotychczasową   taktykę,
niezadowolenie   z   oportunizmu   „starych”.   Zarzucono   im   brak   programu   w   sprawach
społecznych,   co   szczególnie   raziło   w   okresie   kryzysu.   Rozłam   był   też   konsekwencją
wychowania młodzieży w duchu faszystowskim. Odegrały również rolę ambicje osobiste,
realizacja których była utrudniona w ramach stronnictwa. Powstanie ONR było zapowiedzią
przejścia do działania metodami bardziej brutalnymi, stosowania gwałtu nie jako elementu
doraźnej   walki,   ale   jako   postępowania   założonego   programowo,   płynącego   z   uznania   tej
metody i odpowiedniego przygotowania członków. Było też dalszym krokiem w kierunku
„uwspółcześniania”   polskiego   nacjonalizmu   przez   wprowadzenie   radykalnych   haseł
społecznych. „Młodzi” lepiej rozumieli zjawisko kryzysu i zdawali sobie sprawę, że same
hasła nacjonalistyczne nie są w stanie porwać mas. Pragnąc rozszerzyć bazę społeczną starali
się,   obok   drobnomieszczaństwa,   oddziaływać   również   na   bezrobotnych   oraz   niektóre
środowiska robotnicze. Stąd elementy radykalizmu społecznego”

2

.

Dla   innego   z   kolei   autora:„Powstanie   Obozu   Narodowo-Radykalnego   nie   było

spowodowane jedynie brakiem zaufania do strategii politycznej Stronnictwa Narodowego, ale
wyrazem nowego ruchu tak ideowego jak i organizacyjnego”

3

.

Rok   1934   był   w   polskiej   rzeczywistości   społeczno-politycznej   okresem   pełnym

najróżniejszych napięć. Już wtedy stało się jasne, że reżim sanacyjny nie przyniósł wcale
oczekiwanego uzdrowienia, a nędza, bezrobocie i głód są stałymi elementami szarego życia.
Działania politycznych stronnictw, protesty, odezwy, rozłamy i koalicje nie zmieniają nic.
Starsi   ludzie   tracą   nadzieję,   szukają   dla   siebie   miejsca   w   wegetatywnej   rzeczywistości.
Wymarzona i wywalczona przez ich pokolenie Polska rozczarowuje bardzo wielu. Natomiast
młodzi są zbuntowani, sfrustrowani, gorączkowo poszukują wyjść z sytuacji, nowych dróg,
jakiegokolwiek przełomu. Najatrakcyjniejsze wydają się im ugrupowania skrajne. Jeden z
takich   młodych   ludzi   tak   wspominał   tamte   dni:  „Polityka   wylewała   się   na   ulicę,
parlamentaryzm leżał w gruzach, nikt nie wierzył w demokrację. W tej sytuacji znaczenia
nabierały formy pozaparlamentarne. Wszystkim wydawało się, że rewolucja wisi w powietrzu,
że musi dojść do wybuchu walki, która rozstrzygnie o losach Polski. Poszczególne formacje
polityczne gorączkowo przygotowywały się do tej konfrontacji”

4

.

background image

Nowe sytuacje wymagają nowych koncepcji, a czasem i nowych ludzi. Kto nie chciał tego

zrozumieć,   okazywał   się   nierozwojowy.   Nowe   ugrupowanie   bardzo   wyróżnia   się   na   tle
dotychczas istniejących. ONR - prawicowa ekstrema Rzeczpospolitej lat 30. daje młodzieży
jasny,   przejrzysty,   radykalny   program.   Opierając   go   na   racjonalnych   przesłankach
dajemłodym właśnie nadzieję na lepszą Polskę, na bardziej dostatni byt. Wzbudza zaufanie
młodzieży,   bo   jest   jej   ruchem,   jego   struktura   pokoleniowa   aż   nadto   rzuca   się   w   oczy.
Imponuje jej dynamizm i idealizm istniejący w ugrupowaniu, który wręcz porywa do walki.
Organizacja ani przez chwilę nie ukrywa, że uważa się za rewolucyjną. Ma to być zarazem
rewolucjonizm w programie, jak i w działaniu. Obrazują to ówczesne wytyczne narodowo-
radykalne:  „Celem   ONR   jest   umożliwienie   Polsce   spełnienia   jej   misji   dziejowej   w
nadchodzącej   epoce.   Dlatego   musi   ONR   wywołać   zasadniczą   rewolucję   we   wszystkich
dziedzinach życia. Początkiem tej rewolucji polskiej musi hyc obalenie rządu sanacyjnego i to
jest bezpośredni nasz cel w najbliższym okresie. Praca grup ONR dzieli się na dwie części: I/
grupy kształcące nowych członków i prowadzące szeroką propagandę haseł ONR. II/ drużyny
„Ręki z Mieczem”     prowadzące czynną akcję rewolucyjną. (...) Praca ONR nie polega na
słuchaniu przemówień. Kilka miesięcy pracy na zbiórkach jest okresem próby i ma na celu
zaznajomienie nowych członków z celami rewolucji nar. rad. o które mają walczyć. Właściwa
praca ONR zaczyna się po przejściu okresu pierwszego. Część członków starych prowadzi
nowe   grupy,   część   bierze   bezpośrednio   udział   w   akcji   rewolucyjnej,   która   jest   obecnie
właściwą   pracą   ONR.   Nie   (...)   spocznie   ona   dopóty,   dopóki   cele   rewolucji   narodowo-
radykalnej nie będą spełnione. (...) Siłą jedynie utorujemy sobie drogę do zwycięstwa. Słowa i
drukowane hasła przekonają, że mamy rację, ale i przelana krew przekona także, że mamy
siłę realizacji haseł i siłę do zwycięstwa, a źródłem tej siły jest głęboka wiara w wielkość
ducha Narodu. W walce tylko zrodzi się nowy, uczciwy i odważny Polak który wypełni szeregi
ONR i poprowadzi Polskę do Potęgi i Chwały“

5

.

W   Warszawie,   sercu   ruchu,   okres   bezpośrednio   po   ukazaniu   się   ideowej   deklaracji

charakteryzuje się szybkim rozwojem. Zwłaszcza na terenie akademickim błyskawicznie staje
się jasne, iż pierwszą siłą jest tylko ONR. Liczącej się dla niego konkurencji praktycznie tam
nie   ma.   Jednakże   mimo   dynamicznego   rozrastania   się,   Obóz   zachowuje   wciąż   raczej
charakter elitarny, zdając sobie sprawę z faktu, iż wobec postawionych przed sobą zadań, nie
może   mieć   w   szeregach   elementu   „nie-pełnowartościowego”.   O   tej   tendencji   świadczą
raporty  z   obserwacji   gromadzone   w   MSW:„Zasługuje   na   uwagę,   iż   O.N.R.   poleca   dużą
ostrożność w doborze osób, ujawniających chęć wstąpienia do organizacji, oraz zamierza
poddać nowowstępujących członków organizacji przygotowaniom na kursach kandydackich i
egzaminom przed lokalnymi zarządami”

6

.

Walka   narodowych   radykałów   jest   skierowana   przeciwko   temu,   co   uosabia   „wrogów

Narodu” - czyli Żydom, lewicy, sanacji. Swój antysemityzm, główną tezę programową, ONR
uzasadnia   wielorakimi   względami:   politycznymi   (bo   Żydzi   popierają   zawsze   lewicę);
ekonomicznymi   (bo   Żydzi   są   kapitalistami   i   bogacą   się   korzystając   z   niekiedy
monopolistycznej pozycji w danej dziedzinie obrotu gospodarczego, a polska nędza wciąż
rośnie);   społecznego   (bo   stanowią   element   obcy,   zdemoralizowany   i   kryminogenny);
kulturalnego (bo za nie mają polską tradycję, „zażydzają” polską kulturę, propagują treści
moralnie szkodliwe). Tak więc walka z żywiołem żydowskim była, zdaniem ONR, wręcz
walką o przetrwanie Narodu. „Z naszej analizy wynikało, że jeśli Polacy nie podejmą akcji
obronnej,   to   w   niedalekiej   przyszłości   staną   się   jedynie   tanią   siłą   roboczą,   pozbawioną
silnego mieszczaństwa i przemysłu. Liczby mówiły same za siebie. W1937 r. mieszkało w
Polsce 3.350.000 Żydów, co stanowiło prawie 10% ogółu ludności. Handel opanowany był
przez Żydów w 62%, rzemiosło w 40%, przemysł spożywczy w 15%, odzieżowy w 47%, a
włókienniczy   w  52%.   Na  uczelniach   odsetek   Żydów   znacznie   przewyższał   10%.   Wydziały
prawa i medycyny Uniwersytetu Warszawskiego prawie w 50% były opanowane właśnie przez

background image

nich.   Były   to   dzieci   żydowskiej   burżuazji,   którą   stać   było   na   opłacanie   drogich   studiów.
Polacy stawali się coraz biedniejsi. Rozważając te sprawy doszliśmy do wniosku, że musimy
przejść do działań radykalnych. Większość z nas była studentami, stąd problemy uczącej się
młodzieży   były   nam   najbliższe.   Obserwowaliśmy   rozpaczliwe   próby   awansu   młodzieży
chłopskiej   i   robotniczej.   Zdolniejsze   jednostki   próbowały   zdobyć   wykształcenie   i   pracę.
Wszelkie wysiłki tej młodzieży były bezowocne. Bierność władz tylko sankcjonowała taką
sytuację”

7

.

Także i inne liczby z odmiennego źródła dają pewne wyobrażenie o sytuacji społeczno-

zawodowej   w   ówczesnej   Polsce:   na   98   zatrudnionych   w   rolnictwie   (łącznie   Polaków   i
Żydów) był tylko jeden Żyd, ale na 16 osób zatrudnionych w handlu i w ubezpieczeniach już
było ich aż 10-ciu. Blisko co czwarty nauczyciel i lekarz byli pochodzenia żydowskiego, lecz
już wśród zatrudnionych jako służba domowa, jeden Żyd przypadał na 15 Polaków. Gwoli
przypomnienia, stosunek liczbowy tych narodowości (Żydów do Polaków) w społeczeństwie
wynosił w przybliżeniu 1 : 9. W latach 1931-38 wyjechało z Polski (była to w większości
emigracja zarobkowa) 515 tys. osób, głównie Polaków. Największe miasta Polski miały (w
1931 r.) odpowiednio: Warszawa -30,1% Żydów, Łódź - 33,5%, Lwów -31,9%, Wilno -
28,1%, Kraków -25,8%

8

. Jak widać kwestia żydowska była jednak jakimś zagadnieniem.

Samych Żydów w większości nie interesowała emigracja, ani asymilacja, tylko trwanie w
obecnym   status   quo.   ONR   widząc   w   tym   przyczynę   stojącą   na   przeszkodzie   rozwojowi
Polski,   był   zdeterminowany   do   jej   usunięcia,   także   swoimi   „nowatorskimi”   metodami.
Samego   terroru   bynajmniej   się   nie   wstydzono   pisząc,   iż  „cel,   co   prawda,   nie   uświęca
środków,  ale   je  wskazuje”.
  W żadnym  wypadku   narodowy  radykalizm  nie  stosował  tego
sposobu   w   celu   bezpośredniego   „rozwiązania   problemów”   politycznych   kraju   czyli   np.
fizycznej   eksterminacji   lewicy   czy   Żydów.   Jeden   z   najważniejszych   oenerowskich
bojówkarzy II Rzeczpospolitej, Zygmunt Przetakiewicz, stwierdził: „W każdym razie pragnę
mocno podkreślić, że nigdy naszym celem nie było zabijanie, chodziło o efekt propagandowy i
psychologiczny”

9

.

Moim   zdaniem   rzeczone   efekty   zostały   w   pełni   osiągnięte,   ale   raczej   niezgodnie   z

intencjami autorów, bo prawie wyłącznie od strony negatywnej. Wystarczy choćby przywołać
obiegowe opinie na temat ONR.

Nieprawdą   jednak   byłoby   twierdzenie,   że   po   instrumenty   terroru   sięgano   rzadko   i

niechętnie.   Ponieważ   walka   toczyła   się   o   wielkie   cele,   więc   nie   można   było,   zdaniem
narodowo-radykalnych,   operować   półśrodkami.   Dosyć   znamienna   i   niezwykle   ciekawa   w
temacie   powyższych   problemów   jest   przedwojenna   policyjna   notatka   pod   tytułem
„Likwidacja   materiałów   wybuchowych   grupy   Piaseckiego”:  „W   dniu   16   stycznia   rb.
dokonano rewizji w mieszkaniu Kamińskiej Magdaleny-Jadwigi, uczennicy gimnazjum, zam.
przy   ulicy   Poznańskiej   Nr   16   i   Iwanickiej   Marii,   studentki   Politechniki,   zam.   przy   ulicy
Ząbkowskiej Nr 21 m.6. W wyniku rewizji ujawniono u Kamińskiej Magdaleny między innymi:
1/4   świece   dymne   typu   wojskowego,   2/104   spłonki   wybuchowe   typu   wojskowego   lub
górniczego,   3/dwa   zwoje   sznura   „Bikforda”,   4/spłonkę   wybuchową   z   przewodnikiem
elektrycznym,   5/2   tubki   bradytu   powietrznego,   6/skrzyneczkę   z   mechanizmem   zegarowym,
7/skrzyneczkę   z   4   granatami   do   miotacza   i   3   pociski   do   niemieckiego   miotacza,   8/5
zapalników  do granatów,  9/butlę  stalową  od gazu, 10/puszkę  z masą  do świec  dymnych,
11/torbę z trzema kg azotanu-amunu czystego; u Iwanickiej Marii ujawniono: 1/pudełko z 43
spłonkami, 2/jedna czwarta kg glinu w proszku, 3/pól kg węgla drzewnego w proszku, 4/24
dekagr.   amulinium,   5/dwa   zwoje   lontu,   6/trzy   słoiki   zawierające   dwuchromian   potasu,
chloran potasu, azotan amonowy, 7/druki nielegalne”

10

.

Jednak   stosowanie   przemocy   w   polityce   w   niczym   nie   umniejsza   bardzo   wysokiego

poziomu, zarówno ideowego, jak i intelektualnego wśród kadry ONR. Nie ujmują tego jej
nawet autorzy najbardziej nieprzychylni temu ugrupowaniu. Prawdopodobnie właśnie dzięki

background image

temu poziomowi udało się stworzyć organizację, która choć nieliczna, to jednak wzbudzała
obawy wszystkich, uznanych przez nią za „wrogów narodowej rewolucji”. Dlatego też lewica
szybko, bo już w maju 1934 r., uznała ONR za swego głównego i najniebezpieczniejszego
wroga. Także w tym okresie wpływowe koła żydowskie rozpoczęły naciski na rząd, by ten
zakazał ONR-owi legalnej działalności. Sama sanacja, która bardziej obawiała się oblicza
ideowego Obozu, poddała go bacznej inwigilacji od samego początku istnienia i chyba nigdy
nić   lekceważyła   sobie   tej   siły   (np.   na   terenie   akademickim).   Doceniono   potencjalne
możliwości ONR we wszystkich kierunkach aktywności i to budziło obawę. Wiele mówiące i
niezbyt  optymistyczne  są przykładowo  poufne  meldunki  z obserwacji  ugrupowania  przez
MSW:  „Jeżeli   w   niektórych   województwach   nie   stwierdzono   dotychczas   komórek
organizacyjnych ONR, to albo nie zwrócono na nie dotąd należytej uwagi, albo istnieją one w
zarodku, a dowodzi tego sporadyczne pojawianie się w kolportażu ulotek tej organizacji, co
wskazywałoby na obecność przynajmniej tzw. mężów zaufania, mających za zadanie dalszą
rozbudowę   organizacyjną.   Należy   dodać,   że   propaganda   ONR,   jak   to   już   stwierdzono,
przenika do bardzo wielu organizacyj Stronnictwa Narodowego i że w Kołach lokalnych tego
stronnictwa   znajduje   się   zależnie   od   terenu   mniejsza   lub   większa   ilość   członków   lub
sympatyków ONR”

11

. Nie jest odosobnionym twierdzenie, że środowisko narodowo-radykalne

mogłoby   w   pewnych   warunkach   pokusić   się   o   przejęcie   władzy   w   kraju.  A  same   jego
kierownictwo   uważało   się   za   jak   najbardziej   dojrzałe   do   takiego   rozstrzygnięcia.  „W
szczytowym   punkcie   rozwoju   Falanga   liczyła   około   lub   ponad   5000   ludzi.   Stanowili   oni
jednak sporą siłę jako element sfanatyzowany i ściśle, hierarchicznie zorganizowany, poddany
absolutnej   dyscyplinie.   To,   co   wiemy   o   teorii   i   praktyce   zamachu   stanu   w   państwie
burżuazyjnym typu liberalnego świadczy, że przechwycić władzę zdolna jest nawet niewielka
grupa,  jeśli  zaistnieją  odpowiednie  warunki   ogólne,  a  rozwijający   się  ruch  mas  zostanie
skierowany w pożądane łożysko za pomocą narzucającego się i demagogicznego hasła. (...)
Sanacyjny   Obóz   Zjednoczenia   Narodowego   pod   wodzą   płk.   Koca   pomyślany   był   jako
narzędzie „poszerzenia bazy rządzenia”. W tym celu prowadzono rozmowy z ludowcami,
narodowcami,   socjalistami.  Ale   rezultaty   dały   nieoczekiwanie   tylko   rozmowy   prowadzone
przez Koca z Falangą, mimo, że była ona właśnie grupą najskrajniejszą. Koc uległ urokowi
przywódcy   Falangi   i   dyscypliny   jego   zwolenników”

12

.  ONR   imponował   po   prostu   swoją

zewnętrzną  postawą  zarówno  obozowi   rządzącemu  jak  i  części  opozycji   demokratycznej.
Niewykluczone, że każdy chciał po prostu wykorzystać tę młodzież do swoich celów. Ale
nawet te zabiegi już sytuowały narodowych radykałów w pewnej hierarchii sił politycznych w
państwie.   Szczególnie   niepokojącą   konstatacją   dla   różnych   formacji   politycznych,   a
zwłaszcza dla „sanatorów” kończyło się porównanie własnych organizacji młodzieżowych,
owej przyszłości każdej partii, z oenerowcami. „Wincenty Witos notuje w swoim dzienniku, że
przybył do niego Mikołajczyk po rozmowach z oenerowcami. Był zbudowany ich postawą i
twierdził   że   mają   nie   tylko   jasno   w   głowie,   ale   i   wiedzą   czego   mają   chcieć,   odbijając
niezwykle korzystnie od rozwichrzonych przywódców Wiciowych. (...) Niektórzy przywódcy SL
i Frontu Morges nie mieli nic przeciwko poparciu ze strony ONR. Był to moment fascynacji
zewnętrzną postawą ONR - jego zdecydowaniem w działaniu”

13

.

W takiej właśnie sytuacji, wszystkimi dostępnymi środkami, ONR walczył o Katolickie

Państwo Narodu Polskiego, o Wielką Polskę bez Żydów, lewicy, demokracji i wszechobecnej
nędzy.

background image

PRZYPISY

1.

 J.J. Terej, Idee mity realia. Szkice z dziejów Narodowej Demokracji, Warszawa

1971, s. 143

2.

 Sz. Rudnicki, ONR-Falanga czyli antysemityzm totalny, Biuletyn ŻIH nr3 (159)

1991, s. 34

3.

  K.   Kawęcki,   Działalność   i   myśl   społeczno-polityczna   ONR-ABC   (praca

doktorska z 1985 r.), mps w zbiorach własnych, s. 34

4.

 Z. Przetakicwicz, Od ONR-u do PAX-u. Wspomnienia, Warszawa 1994, s. 15

5.

 AAN, MSW 868, s. 2-3

6.

 AAN, MSW 852, s. 68

7.

 Z. Przetakiewicz, op. cit., s. 20

8.

 Na podstawie tabel w: Historia Polski w liczbach (wyd. przez GUS), Warszawa

1994 s. 172,183,186

9.

 Z. Przetakiewicz, op. cit., s. 24

10.

 AAN, MSW 297/VI1-8, s. 35

11.

AAN, MSW (dopływ) 1069

12.

A. Micewski, Z geografii politycznej II RP. Szkice, Warszawa 1964, s. 271

13.

Sz. Rudnicki, ONR - Geneza i działalność, Warszawa 1985, s. 311

background image

2. Walka z żywiołem żydowskim

W polskiej przedwojennej ideologii narodowo-radykalnej kwestia żydowska zajmowała

poczesne miejsce. Stąd aktywność akcji skierowanej przeciwko tej grupie „wrogów narodu”
była   bardzo   nasilona.   Znaczna   część   ekscesów   antyżydowskich   miała   miejsce   w  murach
warszawskich uczelni, a to z kilku zasadniczych powodów: dużej siły ONR w środowiskach
akademickich, liczby Żydów w szkołach wyższych i doniosłemu znaczeniu tego problemu w
świetle   koncepcji   nacjonalistycznych   oraz   pewnej   specyfice   tego   terenu   (m.in.   w   sensie
działań   prawno-porządkowych   ze   strony   władz).   ONR   od   samego   początku   istnienia
udowadniał, że nie rzuca słów na wiatr i jest absolutnie bezkompromisowy. „Oczywiście (...)
motywem   przewodnim   były   hasła   antysemickie.   W   Warszawie   zanotowano   wzrost   liczby
ekscesów antyżydowskich. Zmusiło to Ministerstwo Spraw Wewnętrznych do wydania 12 maja
1934 roku zarządzenia zalecającego, w przypadku udziału członków ONR w takich zajściach,
rozwiązywanie odpowiednich kół i oddziałów organizacji”

1

.

Jednakże w krótkim okresie działalności legalnej Obozu jego aktywiści nie zdołali pokusić

się   o   dokonanie   jakiegoś   jednego   spektakularnego   wyczynu   antysemickiego,   który
przeszedłby do historii. Były to raczej drobne bójki, tyle że dosyć częste, a wywoływane
przede wszystkim na warszawskich ulicach. Aresztowania oenerowców w związku ze sprawą
zabójstwa   ministra   Pierackiego,   a   następnie   delegalizacja   ugrupowania   wyhamowały
okresowo także rozmach i tej części działalności. Dopiero w 1935r. ONR, tam gdzie był
najmocniejszy zdołał w sposób zorganizowany przejść do ofensywy: „Rozpoczęte z wielkim
rozmachem z nowym rokiem akademickim 1935/1936 wystąpienia antyżydowskie pod hasłami
getta ławkowego,a następnie “numenisnullus” (...), które miały pozyskać na rzecz programu
narodowców   nowe   roczniki   młodzieży   napływające   do   uczelni,   trwały   z   niewielkimi
przerwami   do   1939r.   (...)   doprowadzając   m.   in.   do   blokady   domów   akademickich   i
kilkunastokrotnego zawieszania zajęć w rozmaitych szkołach wyższych (...)”

2

.

Początek roku akademickiego obfitował w zajścia skierowane przeciw Żydom także ze

względu   na   przypadającą   w   pierwszych   dniach   listopada   rocznicę   zgonu   studenta
Wacławskiego, zamordowanego właśnie przez nich w Wilnie w 1931r. Do obchodów tego
wydarzenia   ONR   przywiązywał   propagandowo   bardzo   dużą   wagę.   Jedna   z   rozrzucanych
wtedy ulotek głosiła: „W rocznicę śmierci Wacławskiego musi płynąć krew żydowska. Domy i
przedsiębiorstwa zdobyte krwią i śmiercią Polaków muszą w tym dniu płonąć. Polacy do
walki! Do czynu! Śmierć Żydom i pachołkom żydowskim. ONR”

3

.

Eskalację   ekscesów   na   uczelniach   powodowały   zachowania   samych   Żydów   (np.

demonstrowanie otwartej wrogości do narodowców). Niektórzy autorzy przyznają to wprost:
„W   pewnych   przypadkach   akcje   te   były   sprowokowane   czynną   postawą   młodzieży
żydowskiej”

4

. Burdy przybrały charakter gwałtowniejszy niż w poprzednich latach i wskutek

tego na samym Uniwersytecie Warszawskim zajęcia zostały zawieszone na okres aż od 19-
ego   listopada   do   14-ego   grudnia   1935r.   Na   Politechnice   również   „uczczono”   rzeczoną
rocznicę. „W sobotę 9.11. na teren Politechniki napłynęły bojówki ONR z innych uczelni by
wesprzeć swoją miejscową organizację. Z drugiej strony zorganizowała się grupa lewicowych
studentów Politechniki. Narodowcy usiłujący usunąć Żydów z audytoriów spotkali potężny
opór. (...) W audytorium X doszło do formalnej bójki przez 25 minut walczono na pięści.
Wreszcie wskutek interwencji rektora usunięto się na hol Politechniki”

5

.

Wzrastająca   pod   koniec   tego   roku   antyżydowska   aktywność   ONR   nie   uszła   uwadze

organów bezpieczeństwa. W poufnym sprawozdaniu MSW z 14 listopada 1935r. stwierdzano:
„Obok   tego   ONR   (...)   prowadzi   akcję   antyżydowską,   rozpalając   nienawiść   rasową   i
posuwając się do bardzo agresywnych wystąpień pod postacią czynnych napaści na żydów,
pobicia,   wybijania   szyb,   oblewania   płynami,   żrącemi   i   cuchnącemi   osób   i   towarów   w

background image

sklepach, rzucania petard i bomb do mieszkań, sklepów i żydowskich domów modlitwy a
nawet rabunków mienia”

6

. Żydzi wobec pogarszającego się w ich odczuciu bezpieczeństwa

próbowali różnych sposobów by zmienić tę sytuację (interpelacje poselskie, naciski na rząd),
także   tych   najprostszych:  „Żydzinie   przyglądali   się   biernie   atakom   na   siebie.   Istniały
żydowskie grupy samoobrony. W burdach i zamieszkach padały ofiary po obu stronach. Co
więcej żydowska mniejszość była czasami stroną atakującą”

7

.

W powojennych już wspomnieniach dawni żydowscy bojówkarze przyznają bez ogródek, że

„sami z własnej nieprzymuszonej woli, przychodzili ze swojej dzielnicy, aż pod Uniwersytet,
aby bić polskich narodowców (...). Opisywanie Żydów jako pasywne i wieczne ofiary, które
nie potrafiły się bronić, jest powielaniem antysemickich stereotypów. Żydowscy bojówkarze
nagminnie   zaczajali   się   na   endeków   i   ich   bili.   I   odwrotnie.   To   samo   działo   się   przed
Uniwersytetem, w Ogrodzie Saskim, jak i w innych miejscach w Warszawie (...)”

8

. Tym innym

miejscem mogły być np. Aleje Ujazdowskie. Interesujące są wspomnienia polskiego Żyda - S.
Arskiego - na ten właśnie temat: „W 1936 roku korporanci ogłosili “niedzielę bez Żydów”  w
Alejach Ujazdowskich. Iść tam? Trzeba było być wariatem, żeby iść. Ale nie iść? My, PPS-
owcy   porozumieliśmy   się   wtedy   z   doktorem   Jerzym   Michałowskim,   założycielem   klubu
sportowego   “Skra”,   który   przysłał   nam   chłopaków   z   sekcji   bokserskiej.   No   i   poszliśmy.
Zajęliśmy pozycję na rogu Alei i Pięknej. Patrzymy - są! Grupa z mieczykami i żyletkami w
klapach. Doszło oczywiście miedzy nami i nimi do bijatyki”

9

.

W   ogóle   rok   1936   przyniósł   zaburzenia   antysemickie   jeszcze   poważniejsze   niż   rok

poprzedni. Już w marcu zawrzało na uczelniach przy okazji terminów płatności czesnego za
naukę.   Wydarzenia   te   na   uniwersytecie   (dnia   4   marca)   oczami   komunistycznego
sprawozdawcy wyglądały następująco:  „Potem nastąpiła 2 masówka nieco liczniejsza. Na
niej już ONRowcy rzucili hasła “Wypędzić żydów, bić żydów” - przyczem posługiwali się
argumentem o rzekomem pobiciu jakiegoś Polaka na UW przez żydów i twierdzeniem jakoby
żydzi   łamali   bojkot   opłat.   Rozpoczęła   się   straszliwa   masakra”

10

.  Z   nieco   większą

dokładnością te same fakty zaprezentowała prasa pisząc, że w związku z terminami płatności
II raty czesnego dla I i II roku studiów na UW doszło do poważnych awantur wywołanych
przez członków „Bratniaków”. W holu uniwersyteckim rzucono kilka probówek z gazem
łzawiącym i 2 bomby cuchnące. Zgromadzona młodzież akademicka rzuciła się do wyjścia.
Grupa   napastników   zaczęła   bić   laskami   i   kastetami   opuszczających   gmach   studentów
żydowskich. Bójka przeniosła się na dziedziniec uniwersytetu, a następnie do Audytorium
Maximum i biblioteki gdzie również rzucono probówki z gazem. Rektor zawiesił wykłady do
odwołania. Podobno rannych zostało 13 studentów - Żydów. Zdemolowano podczas

awantur kilka audytoriów, kwesturę, gabloty i wybito kilkadziesiąt szyb.
W   tym   czasie   (tj.   w   początku   marca)   i   z   tych   samych   powodów,   na   PW   młodzież

proklamowała strajk okupacyjny pod przewodnictwem ONR, ku rozczarowaniu lewicy. „(...)
strejk   stał   się   koniecznością,   jako   formę   wysunął   okupację,   zaproponował   na   kierownika
strejku przywódcę ONR na Folii. Salskiego. Mimo opozycji z naszej strony (dość słabej)
wnioski   wszystkie   przeszły   wśród   wielkiego   entuzjazmu.  Przemówił   Salski   i   fuhrerowskim
sposobem   (...)   wydał   następujące   zarządzenia:  w  czasie   strejku   ma   być   całkowita
bezapelacyjna dyscyplina “aby nie doszło do zajść w czasie okupacji - żydzi mają w ciągu 15
minut  dobrowolnie  usunąć  się  z  sali”  (...)  I  tutaj  nastąpił   fakt   niedopuszczalny  -  mojem
zdaniem - iż żydzi, których większość stanowili nasi i sympatycy dobrowolnie wyszli”

11

. Tak

więc z tego powodu na Politechnice nie doszło w tym okresie do burd antysemickich, a tym
samym zawieszenia zajęć. Natomiast na UW przerwa w wykładach miała miejsce w dniach 4
- 20 marca 1936r. Jednakże po 9 listopada (rocznica śmierci Wacławskiego) tego roku na
skutek gwałtownych ekscesów zawieszone zostają zajęcia na Politechnice, a na Uniwersytecie
nie. Szczegółów wypadków tych dni dostarcza relacja naocznego świadka: „Zniecierpliwiona
długim oczekiwaniem końca nabożeństwa gromada bojówkarzy (...) coraz bardziej rwała się

background image

do “czynu ”. Każdy z zebranych miał coś odpowiedniego w ręku lub kieszeni. Jedni przynieśli
kastety, inni gumowe rurki napełnione piaskiem, ale najwięcej było zwolenników lasek. (...)
Podniecony   tłum   prze   dalej.   Otwartą   bramą  wpadają   hurmem   do  Uniwersytetu,   tłukąc   i
demolując   po   drodze   szajki   ogłoszeniowe   demokratycznych   organizacji   (...)   no   i   przede
wszystkim rozbijając w drzazgi szafkę Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Studentów Żydów.
Uprzedzeni woźni zdążyli jednak zamknąć drzwi głównego gmachu. Ale cóż znaczą wielkie
ciężkie drzwi z grubą szybą lustrzaną!(...) Przerażeni woźni pierzchają w rozsypce w głąb
gmachu. Do hallu wdzierają się bojówkarze. - Śmierć Żydom! Bij Żydów!”. Na Politechnice
ONR-owcy napotkali na zacięty opór lewicowców - Polaków i Żydów z OMS „Życie”. Na
skutek tego nie udało im się wyrzucić z uczelni studentów żydowskich.  „(...) później gdy
faszyści ściągnęli posiłki z innych uczelni, w głównych wejściowych drzwiach natknęli się na
wartę życiowców. W ciasnym przejściu można, podobnie jak starożytni Grecy w Termopilach,
wstrzymać mniejszymi siłami najście barbarzyńców. Stoimy więc, a tylko pięści i łokcie mają
robotę. Nie przejdą (...) Wielkie drzwi chwieją się pod naporem ciał jedną lub drugą stronę,
ale   przejścia   nie   ma.   Po   paru   minutach   nadchodząwoźni   i   ogłaszają   decyzję   rektora:
zawieszenie wykładów i przerwanie zajęć”

12

.

Ekscesy powtarzają się na Uniwersytecie w listopadzie, lecz już w niezbyt dużej skali, nie

mniej donosi o tym prasa („Falanga” z 18 XI 1936r.): „Na wydziale prawa UW doszło do
zajść antyżydowskich. Także na wydziale matematyczno-przyrodniczym UW wybuchła bójka w
przerwie pomiędzy wykładami, w której poturbowano kilku żydów. Żydzi nie chcieli siedzieć
po lewej stronie sali”.

Także   zdecydowanie   antyżydowski   charakter   przybrała   blokada   Uniwersytetu

Warszawskiego rozpoczęta 23 XI 1936r. Na bramie głównej zawisły transparenty „ŻĄDAMY
GHETTA DLA ŻYDÓW I OBNIŻKI OPŁAT”
  oraz  „ŚMIERĆ ŻYDOKOMUNIE”.  Akcja ta
wywołała pewien oddźwięk w polskiej społeczności Warszawy.  „Na mieście tworzyły się
gromadki demonstrantów, urządzano napady na pojedynczych Żydów i wytłuczono nieco szyb
w sklepach żydowskich”

13

.

Rok kolejny (1937) upłynął pod znakiem permanentnej i zmasowanej akcji bezpośredniej

wymierzonej w środowiska żydowskie. Już w początku stycznia Obóz Narodowo-Radykalny
podjął akcję zmierzającą do przesadzania studentów żydów na lewą stronę sal wykładowych
oraz zorganizował „Dzień bez Żydów”, jako zapowiedź dążeń do zupełnego usunięcia Żydów
z wyższych uczelni. Zaostrzenie tej walki miało ukazać propagandowo ONR jako organizację
fanatyczną,   bezkompromisową   i   zdecydowaną   na   wszystko.   Ulotka   z   26   stycznia   1937r.
głosiła:  „Postęp, nauka, demokracja - to pięknie brzmi. A co się pod tym kryje? Wstrętny,
żydowski duch. A to wstrętne pałkarstwo przed którym się wzdragasz, to w rzeczywistości
piękna walka o uwolnienie narodu z żydowskich więzów”.

Tak więc starcia i bójki polsko-żydowskie w wyższych szkołach warszawskich były w

pewnych  okresach  na  porządku  dziennym   i  nie  dopatrywano  się w  nich  jakiejś większej
sensacji. Znany profesor, L. Krzywicki ubolewał: „(...) prawie z dnia na dzień są awantury:
zmuszanie Żydów do wyodrębnienia się na ławkach, kpiny, pobicie tego lub innego”.
 ONR z
żelazną konsekwencją ponawiał swoje akcje, wciąż powtarzając hasła numerus clausus oraz
getta ławkowego. Dążono do tego, by władze przychyliły się do odpowiednich rozwiązań
prawnych. Za takim wyjściem z sytuacji opowiadali się już nie tylko sami studenci.  „Do
kolejnych   burzliwych   wydarzeń   w   UW   doszło   w   marcu   1937r.   również   pod   hasłami
antyżydowskimi. Postulat osobnych miejsc dla studentów żydowskich spotkał się z aprobatą
części kadry nauczającej, przy czym motywem postawy niektórych profesorów potępiających
awantury   na   uczelni   była   nadzieja,   iż   spełnienie   żądań   narodowców   pozwoli   przywrócić
spokój na uczelniach”

14

Podobnie na warszawskiej Politechnice, w tych samych dniach co na

Uniwersytecie   także   miała   miejsce   eskalacja   zajść.„Do   nowego   wybuchu   doszło   w
marcu1937r., w okresie wyborów do Bratniej Pomocy, gdy obie grupy oenerowskie licytowały

background image

się w protestach przeciw wyrokom specjalnej komisji dyscyplinarnej, powołanej po zajściach
listopadowych, oraz w antysemityzmie, wywołując niemal codziennie burdy antyżydowskie. W
czasie jednej z nich porozrzucano po gmachu głównym probówki z cuchnącymi płynami,
jedną z nich wrzucono do rektoratu”

15

.  O wyżej wymienionych faktach donosiła, z trudem

ukrywając satysfakcję zrozwoju wydarzeń, również „Falanga”:„W dniu 15 III doszło na UW i
Politechnice do poważnych zaburzeń przeciwżydowskich, które doprowadziły do zamknięcia
tych uczelni. Na UW zajścia rozpoczęły się w gmachu głównym gdzie rzucono świece dymne.
Zajścia   przeniosły   się   następnie   na   wydział   prawny   i   do   biblioteki.   Pobito   dotkliwie
kilkunastu żydów. Studenci po wyłamaniu drzwi dostali się do gabinetu prof. Handelsmana,
którego  obrzucono  spluwaczkami.   Na  Politechnice  pobito   również  kilkunastu  żydów.  Gdy
schronili się oni do biur sekretariatu wrzucono tam kilka bomb z gazami duszącymi. Z racji
solidarności   studentów   z  SGH   i  SGGW  z  młodzieżą   akademicką   Politechniki   i  UJP  tam
również zawieszono od 16 III wykłady”

16

.Tym razem przerwa w zajęciach była stosunkowo

długa,   ponieważ   trwała   (na   Uniwersytecie)   aż   do   25   kwietnia.   Spowodowane   to   było
rozwiązaniem   na   mocy   decyzji   ministra   Świętosławskiego   politycznych   stowarzyszeń
studenckich   oraz   zawieszeniem   stowarzyszeń   samopomocowych.   Wobec   tego   ekscesy
przybrały na uczelniach niespotykaną dotąd częstotliwość i rozmiary, ale miały charakter
głównie antyrządowy.

Tymczasem   nadszedł   1   maja   -   dzień   bardzo   ważny   dla   narodowych   radykałów

organizujących obchody konkurencyjne wobec marksistowsko-żydowskich. Jak okazało się,
była   to   okazja   do   zdecydowanego   wyjścia   bezpośredniej   akcji   antyżydowskiej   z   terenu
akademickiego   na   ulice  Warszawy.   Źródła   informacji   na   temat   zdarzeń   z   IV   1937   r.   są
niezwykle bogate, ale i niestety bardzo zróżnicowane.

Według   krótkiej   relacji   samego   uczestnika,   ONR-owca:  „1   maja   1937   roku

zaatakowaliśmy   pochód   Bundu   (żydowscy   socjaliści)   na   Nalewkach   czy   Smoczej.   Atak
polegał   na   oddaniu   w   górę   strzałów,   aby   wywołać   popłoch   i   zamęt.   Bojowcy   Bundu
odpowiedzieli   również   strzałami   w   górę   i   na   tym   się   skończyło.   Już   po   wojnie   zaczęto
twierdzić, że zginęło wtedy dziecko żydowskie.Wówczas nic nam nie było wiadome, choć
teoretycznie ktoś mógł być raniony, bo po obu stronach ulicy stały wysokie kamienice, a na
balkonach kręciło się trochę ciekawskich”17. Jeden z organów prasowych ONR - „Falanga”
- przytoczyła relację z 1 maja za dziennikiem „5 rano” (z 2 maja): „Zbiórka “Bundu” odbyła
się na Zamenhofa 5 skąd pochód sunął ulicami Nowolipki, Nalewki, Miła, Smocza. Pochód
miał przebieg spokojny i dopiero u zbiegu Smoczej i Miłej doszło do prowokacji i zamachu na
pochód.   5   osobników   przybyłych   od   strony   Niskiej   ustawiło   się   wszerz   ulicy   i   oddało   z
rewolwerów od tyłu pochodu bundowskiego szereg strzałów. Mężczyźni ci byli w wieku 20-30
lat. Oddali łącznie ok. 50 strzałów. W tłumie wybuchła panika. Ludzie stojący na balkonach i
w oknach natychmiast się cofnęli. Ci z chodników szukali schronienia w bramach lecz były
one   zamknięte.   Krzyki   rannych   i   tratowanych   powiększały   panikę.   Po   oddaniu   strzałów
zamachowcy rzucili świece i petardy. Powstały dym osłonił im drogę powrotną. Uciekając
zamachowcy nadal się ostrzeliwali. Żaden z nich nie został zatrzymany. 1 zabite dziecko i
wielu rannych”

18

.  Gazeta SN, „Warszawski Dziennik Narodowy”, także pisała o zabitej 6-

letniej   dziewczynce.   Czyli   Przetakiewicz   jest   nieścisły   twierdząc,   iż   o   ofierze   śmiertelnej
zaczęto mówić dopiero po wojnie. Wspominał także te wydarzenia L. Krzywicki: „Na jednym
z rogów do idących bundowców padły strzały w liczbie kilkudziesięciu. Raniono dwie osoby
dojrzałe, dwóch wyrostków i dwoje dzieci w wieku lat 6-7, a jedno zaś pięcioletnie położono
trupem, po czym sprawcy rzucili petardę i wśród zamieszania znikli”.  Jego relacja co do
liczby ofiar jest zaskakująco dokładna, niestety nie wiadomo na jakich źródłach się oparł.
Dosyć   podobnie   pisał  A.   Micewski:  „W  czasie   napadu   na   pochód   1   majowy   żydowskiej
organizacji   socjalistycznej   Bund   w   1937   roku,   na   rogu   Smoczej   i   Dzielnej   strzałami
rewolwerowymi raniono 6 osób i zabito pięcioletnie dziecko żydowskie. Chłopiec nazywał się

background image

Abram   Szenker.   Był   synem   kupca   tekstylnego”

19

.  Przypuszczalnie   autor   oparł   się,

przynajmniej częściowo, na obszernym i sugestywnym opisie L. Blita (osobnika oczywiście
pochodzenia  żydowskiego),   który  sytuację  widział   następująco:  „Chodniki   ulic   Dzielnej   i
Pawiej  były  zapełnione  ludźmi  sympatyzującymi  z pochodem.  (...) Nagle  dało  się  słyszeć
strzały na rogu Dzielnej i Smoczej. Mała grupa młodych mężczyzn została zauważona jak
rozbiega się w różnych kierunkach. Płacz kobiety rozniósł się wokoło. Na chodniku leżało we
krwi dziecko. Zmarło zanim karetka zdążyła zabrać je do szpitala. Zamordowanym chłopcem
był 5-letni Abram Szenker, syn żydowskiego kupca tekstylnego. Był on jedyną ofiarą strzałów
jakie grupa oddałado tłumu obserwującego 1-majowy pochód. Była to najbardziej “udana”
akcja terrorystyczna przedsięwzięta przed wojną przez Falangę Piaseckiego. Szef bojówek,
Przetakiewicz osobiście brał udział w zajściu (...) Przetakiewicz z dumą pisał, że jego grupa
nie   tylko   zabiła   5-letnie   dziecko,   ale   także,   co   było   wytworem   wyobraźni,   że   jeszcze
przynajmniej  pięciu  demonstrantów  zostało  rannych  na  tyle  ciężko by  zostali  zabrani  do
szpitala”

20

.  Z   dużą   dozą   prawdopodobieństwa   można   stwierdzić,   że   autor,   chyba   pod

wpływem   emocji,   bardzo   mija   się   z   prawdą.   Na   zupełne   wręcz   nieprawdopodobieństwo
zakrawa   ostatnie   zdanie   cytatu.   Wszyscy   pozostali   autorzy,   bez   wątpliwości   wskazują,
podważając   tym  samym  zbyt   asekuracyjną   wersję   Przetakiewicza,  na   liczne   ofiary   ONR-
owskiego   ataku.  „1   maja   pięciu   falangistów   oddało   około   50   strzałów   do   pochodu
bundowskiego.   Zginęła   wtedy   sześcioletnia   dziewczynka,   a   wiele   osób   było   rannych”

21

.

Relacja J. J. Lipskiego nawet zgadza się z powyższą w znacznym stopniu: „Poważniejsza była
sprawa pięćdziesięciu strzałów oddanych do pierwszomajowego pochodu Bundu przy zbiega
Miłej i Smoczej, w wyniku których m. in. została zabita sześcioletnia dziewczynka i ranny
ośmioletni   chłopiec”

22

.  Źródłem   o   dużej   wartości   jest   sprawozdanie,   niestety   dosyć

lakoniczne,   członka   KPP   (zapewne   naocznego   świadka   zdarzeń)   z   tego   pochodu:
„Prowokacje   narowskie,   które   w   tych   pochodach   całkowicie   spaliły   na   panewce,   dzięki
urzeczywistnieniu całkowitej jedności akcji - miały powodzenie na żyd. ulicy. Powód jasny:
milicja   bundowska/wśród   niej   wszyscy   trockiści/   miała   jednego   tylko   “wroga”   na   oku   -
komunistów, kroczących w pochodzie. Pilnować ich i wyrzucać za każdy okrzyk. Oczywista, że
przy takim nastawieniu szczęściem jest, że napastników było tylko 6-ciu a nie kilkudziesięciu.
Zabili dzieciaka i 2 osoby ciężko poranili, 2 lżej”

23

.

Mimo obfitych źródeł trudno nawet dziś ocenić i stwierdzić, jak było naprawdę. Sprzeczne

relacje   dotyczą   praktycznie   wszystkiego:   miejsca   ataku,   liczby   napastników,   liczby  ofiar.
Zamieszania   dopełnia  A.   Garlicki   pisząc,   iż:  „W   Warszawie   pamiętano   zwłaszcza   napad
bojówki ONR - Falangi na pochód Bundu w 1937 roku, kiedy to od strzałów oddanych w
kierunku manifestantów zginęło dwuletnie dziecko”.
  Według mnie można przyjąć, że 1 V
1937r. miał miejsce napad 5-6 narodowych radykałów na pochód „Bundu” z użyciem broni
palnej i nie obyło się bez rozlewu krwi, a żadnego ze sprawców nie zatrzymano.

Kilku autorów - i to zdawałoby się poważnych - myli się jednakże w swoich relacjach

dosyć   wyraźnie.   W.   Sznarbachowski   przytacza   wspomnieniaJerzego   Górskiego,   członka
NOB: „Co roku pojawialiśmy się na obchodach 1 Maja wWarszawie. (...) Parę godzin przed
przejściem   pochodu   zajechał   samochód   Zarządu   Miejskiego   i   dwóch   naszych   w
kombinezonach robotniczych otworzyli właz ściekowy na środku jezdni i zaczęli niby coś
reperować. Podłożyli bombę, odjechali, a gdy czołówka pochodu znalazła się tam, bomba
eksplodowała. Było sporo rannych i zdaje się jedno dziecko, prowadzone komunistycznym
zwyczajem w pierwszym szeregu, zabite. Dużo pisały o tym gazety. Oddano też pięćdziesiąt
strzałów w powietrze dla wywołania popłochu. Było to w 1937roku”

24

.Wspominający, zdaje

się, połączył w jedno wydarzenia z 1 V 37r. i 1 V 38r. - kiedy to faktycznie miało miejsce
podłożenie ładunku wybuchowego pod jezdnią na trasie pochodu. Dosyć podobnie pomylił
się   nawet   sam   Sz.   Rudnicki,   gdy   pisał:  „1   maja   1937r.   rzucono   bombę   w   uczestników
manifestacji   PPS   na   rogu   Nowego   Świata   i   Alei   Jerozolimskich   w   Warszawie.   Wynik:

background image

kilkanaście   osób   rannych”

25

.  Opisany   fakt,   owszem,   zaistniał   -   tylko   że   kilka   miesięcy

później.

Nie było to bynajmniej jakieś apogeum antysemickiej akcji bojówkarskiej. Przykładowo

już   w   czerwcu   1937r.   konspiracyjna   „Sztafeta”   wyrażała   obawę,   że   Polsce   grozi   nowe
niebezpieczeństwo - zagadanie sprawy żydowskiej - i oświadczała, że ONR przeniesie ją „z
płaszczyzny haseł na płaszczyznę czynów”.

Po wakacyjnej przewie kolejny raz rozpoczęto udowadniać, iż narodowo-radykalni nie

rzucają słów na wiatr. „Falanga” relacjonowała:  „W ciągu 2 pierwszych tygodni września
Warszawa   była   terenem   akcji   bojkotu   sklepów   żydowskich,   przeprowadzonej   z   wielkim
rozmachem i energią. W akcji tej brało udział przeszło 400 członków b. O.N.R. Akcja dała
wyniki bardzo dobre. Przez 2 tyg. Sklepy żydowskie stały puste. Doprowadziło to żydów do
wściekłości. Dochodziło wielokrotnie z nimi do starć. Wielu żydów poturbowano. Dochodziło
również   do   starć   z   tymi   Polakami,   którzy   nie   zdając   sobie   sprawy   z   doniosłości   walki
gospodarczej   z   żydami   -   kupowali   u   nich.   Wskutek   tego   pobity   został   m.   in.   burmistrz
Pruszkowa, Gruszczyński. W wyniku zajść aresztowano wielu b. członków O.N.R.”.

Z kolei dzień 15 września zapisał się wystąpieniem przeciw żydowskiemu pochodowi z

użyciem broni palnej. „Żydzi, żydo-komuna i żydosocjały - szli ramię przy ramieniu, zwartą
ciżbą wrzeszcząc i wygrażając pięściami młodemu nacjonalizmowi - Polsce, która nadchodzi.
I wtedy to - przy zbiegu ulic Elektoralnej i Mirowskiej - wystąpiło przeciw temu tłumowi kilku
młodych Polaków. Oddali oni szereg strzałów do wrogiego pochodu. Wśród żydów wybuchła
straszna   panika”

26

.Ten   sam   fragment   cytuje   Rudnicki   w   artykule   „ONR   -   Falanga   czyli

antysemityzm   totalny”,   jednakże   sugerując,   że   chodziło   o   akcję   pierwszomajową.
Prawdopodobnie myli on ze sobą te dwa wydarzenia, gdyż dalej pisze o śmierci dziecka i
kilkunastu osobach rannych, czyli tak jak większość autorów o napadzie z 1 V 37r.

Wracając jednak do zdarzeń wrześniowych w prasie ówczesnej czytamy: „Gdy przed kilku

dniami   w   Sądzie   Apelacyjnym   w   Warszawie   odbywał   sięproces   żyda   Chaskielewicza,
mordercy   wachmistrza   ułanów   (...)   Kazimierz   Dunajski   b.   członek   O.N.R.   spoliczkował
adwokata,   który   stanął   w   obronie   mordercy   polskiego   żołnierza”.  Nie   na   tym   jednak
skończyły się antyżydowskie akcje bojówek narodowo-radykalnych w rzeczonym miesiącu.
Jeden z ich uczestników wspominał: „Jedną z najbardziej krwawych i dramatycznych akcji, w
których brałem udział, był napad w dniu 26 września 1937r. na lokal Bundu w Warszawie.
(...) weszliśmy z bronią w ręku do lokalu Bundu, który mieścił się w oficynie kamienicy, w
podwórzu.   Znajdowała   się   tam   również   drukarnia,   skąd   zaczęto   do   nas   strzelać.
Odpowiedzieliśmy.   W   wymianie   strzałów   kilka   osób   po   obu   stronach   odniosło   rany”

27

.

Relacja drugiej strony (bojówkarza „Bundu” obecnego w lokalu) wygląda nieco odmiennie:
„26 września 1937 między piątą a szóstą przed wieczorem w naszym lokalu przy ulicy Długiej
26 nagłe usłyszeliśmy silną strzelaninę. Do kancelarii, wktórej wówczas był Szoszke Ehrlich,
wleciały dwie kule: jedna utkwiła w piecu przy drzwiach, druga przeleciała obok biurka
Szoszki i ugrzęzła w ścianie. Kilka sekund później usłyszeliśmy straszliwy wybuch (...) drzwi
wejściowe zostały  wyrwane, gabloty spadły na podłogę, w ścianach korytarza naliczyliśmy
przeszło dziesięć dziur od kul, cały mały przedsionek się palił. Ogień ugasiliśmy od razu sami.
(...) został ranny tow: Mejer Trąbka z grupy Arkadia, a jakaś kula zabłądziła do mieszkania
dozorcy raniąc lekko jego żonę”

28

. Do niechętnego narodowcom L. Krzywickiego plotka na

ten   temat   dotarła   już   nieco   zmieniona,   bądź   też   on   sam   zmienił   trochę   wersję:  „(...)
oenerowcy (...) zdemolowali lokal partyjny Bundu, oblali, benzyną czy naftą drzwi i podpalili,
a uciekając ostrzeliwali, się z rewolwerów - kula raniła ciężko dozorczynię, to było na ulicy
Długiej”

29

. Najbardziej rzeczowa wydaje się jednak relacja prasowa lewicowego „Dziennika

Ludowego: „Wczoraj wieczorem bojówka uzbrojona w rewolwery dokonała napadu na lokal
Bundu mieszczący się przy ulicy Długiej 26. Po oddaniu kilku salw rewolwerowych bojówka
oblała drzwi i schody do lokalu benzyną po czym podpaliła i przez nikogo nie zatrzymana

background image

zbiegła. Ofiarą strzałów padło kilka osób (5). Nikogo nie schwytała policja. Bund odpowiadał
strzałami. (...) w nocy o 11 tajemnicza ręka podłożyła petardę pod lokal dziennika “5 rano”

30

.

(„Bund” byt celem zamachów także dlatego, że ONR doceniał bojowość tej organizacji.) W
tym samym czasie „Falanga” informowała też o przedsięwziętej akcji „odżydzania” Ogrodu
Saskiego donosząc, iż kilkunastu Żydów pobili nieznani sprawcy.

Tymczasem   na   wyższe   uczelnie   z   nowym   rokiem   akademickim   1937/38   weszło

rozporządzenie o wprowadzeniu tzw. getta ławkowego (lewe strony audytoriów dla Żydów,
prawe dla członków „Bratniaków”), w indeksach pojawiły się odpowiednie pieczęcie („L” i
„P”).   Być   może   z   tego   powodu   środowisko   akademickie   było   jesienią   1937r.   względnie
spokojne.  Dosyć  skromnie   (w   porównaniu   z poprzednimi  latami)  prezentuje  się  policyjne
sprawozdanie z obchodów rocznicy śmierci Wacławskiego: „Po ogólnoakademickim wiecu ku
uczczeniu śp. Wacławskiego w dniu 10.11. i Mszy Św. S. Akademicka SN wzięła udział wraz z
grupami ONR w demonstracjach ulicznych połączonych z wybijaniem szyb i pikietowaniem
sklepów żydowskicz”.Jednakże, wbrew pozorom Żydzi nie pozostawali całkowicie bierni i
według   relacji   stróżów   porządku   prowadzili   nawet   działania   zaczepne:  „Jako   rewanż   za
napad   bojówki   ZNMS   i   bundowskiego   ogniwa,   składającej   się   głównie   ze   studentów
żydowskich na kolporterów Alma Mater przed gmachem SGH, ZMP i ONR zorganizował 6
XII   na   terenie   UW   najście   na   wykład   prof.   Dicksztajna   gdzie   poturbowano   kilkunastu
żydów”

31

.

Znaczne uaktywnienie się narodowych radykałów nastąpiło już, według dorocznej tradycji,

w marcu roku 1938, tym razem także przy okazji kryzysu litewskiego, a wcześniej zabójstwa
przez   komunistę   ks.   Streicha.   Fakty   z   tych   dni   przytacza   policyjny   wykaz   ilościowy
przestępstw członków ONR za okres 1-31 III 38 r.: „W dn. 1.III. grupa demonstrantów ONR
Piasecki, w liczbie około 300 osób, na ulicy Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich wznosiła
okrzyki antyżydowskie i rozbiła kilka szyb (...) W dn. 7.III. udział w nielegalnym pochodzie po
wiecu   w   Resursie   Obywatelskiej,   połączony   z   ostrymi   wystąpieniami   antyżydowskimi   i
masowym biciem szyb na Marszałkowskiej i Koszykowej”

32

. Prasa ONR-owska prezentowała

zdarzenia   zupełnie   tak   samo:  „Pobito   szereg   żydów,   oraz   wytłuczono   szyby   w   sklepach
żydowskich. (...) Wybito kilkadziesiąt szyb we wszystkich niemal sklepach żydowskich. (...)
Stolica   dała   wyraz   swemu   oburzeniu   z   powodu   ohydnej   zbrodni   dokonanej   na   osobie
katolickiego księdza”.

Zaledwie   kilka   marcowych   dni   minęło   spokojnie   gdy   ONR   znów   wyszedł   na   ulicę.

„Zatarg z Litwą stał się  punktem wyjścia  nowych wybryków  (...) Osiemnastego  młodzież
urządziła pochód, w którym jako też i dnia następnego przodowała Politechnika. Pochód
kroczył   ulica   Marszałkowską,   wybijał   szyby   w   sklepach   żydowskich,   (...)a   nadto   -   czego
dotychczas w Warszawie nie było - z wystaw wyrzucano na ulicę i niszczono towary”

33

. Jakiż

był   jednak   związek   pomiędzy   kryzysem   polsko-litewskim,   a   eskalacją   wystąpień
antysemickich? Pewną odpowiedź daje na to policyjna, wspomniana już notatka - otóż w dniu
19 marca miała miejsce nielegalna demonstracja antyżydowska na terenie m. st. Warszawy w
związku z wycofywaniem przez Żydów z PKO swych wkładów. Doszło także do wybijania
szyb   w sklepach  żydowskich.  Młodzież  narodowo-radykalna  zdawała  sobie   sprawę  czym
grozić może kryzys finansowy państwa w takim momencie. A że większość spanikowanych
wierzycieli   stanowili   (jeżeli   wierzyć   wspomnianym   sprawozdaniom   MSW)   Żydzi,  „(...)
politechnicy zjawili się w liczbie kilkudziesięciu
rozpędzili tłum liczący przynajmniej paręset
głów,   zrywali   kobietom   peruki,   tego   i   owego   poturbowali   i   zajęli   hall   w   PKO,   nie
dopuszczając   publiczności”

34

.  Nie   jest   wykluczone,   że   akcja   ta   była   przeprowadzona   w

porozumieniu   z   czynnikami   rządowymi.   W   samym   marcu   według   źródeł
policyjnychzatrzymano za takie akcje 24 członków b. ONR. Burdy miały miejsce nie tylko na
warszawskich   ulicach:  „21III   młodzież   postanowiła   usunąć   żydów   z   uczelni
zapoczątkowujący   tym   tydzień   bez   żydów.   Wszystkich   żydów   z   uczelni   przepędzono.   W

background image

konsekwencji zajść wykłady zostały zawieszone, a w stosunku do kilku członków b. ONR
wytoczono dochodzenia dyscyplinarne. 9 relegowano”

35

.

Przed   pierwszym   maja   (1938)   organy   bezpieczeństwa,   pomne   na   okoliczności

zeszłoroczne,   przeprowadziły   pod   koniec   kwietnia   w   Warszawie   aresztowania   wśród
najaktywniejszych ONR-owców, zatrzymując według źródeł policyjnych 36 osób, a według
„Falangi” 50. Nie na wiele to się jednakzdało. „I tym razem miała miejsce próba zakłócenia
obchodów bundowskich: mianowicie nieznani sprawcy podłożyli bombę zegarową na ulicy
Muranowskiej. Bomba wybuchła, ale nie spowodowała strat, gdyż pochód przechodził inną
trasą”

36

.  Policyjna notka na ten temat jest więcej niż lakoniczna:  „W dniu 1 maja 1938r.

wybuch   bomby   na   placu   Muranowskim   podłożonej   w  związku   z  obchodem   1  majowym”.
Podobne były w tonie relacje prasowe:„Na pl. Muranowskim w Warszawie wybuchła bomba
zegarowa o b. dużej sile. Energiczne śledztwo trwa”.
  Nieco światła na okoliczności tego
zamach   rzuca   już   przytaczana   relacja   członka   NOB,   J.   Górskiego.   Zapewne   ładunek
wybuchowy umieścili w kratce ściekowej ONR-owcy w przebraniu robotników miejskich, a
ponieważ pochód bundowski zmienił trasę, eksplozja nie przyniosła zamierzonego efektu.
Wręcz odwrotnie było jednak z drugim tego dnia aktem terroru, o czym donosiła „Falanga”:
„1   V   przed   wejściem   do   lokalu   loży   żydowskiej   “Braterstwo”   na   schodach   domu   przy
Rymarskiej   8   wybuchła   bomba   niszcząc   lokal   stowarzyszenia.   Z   siły   wybuchu   można
wnioskować,   że   zamachowcy   sporządzili   bombę   z   dynamitu.   “Braterstwo”   (BneiBrith)
grupowało żydowską plutokrację i wolne zawody”

37

. Także druga połowa miesiąca okazała się

nie mniej „wybuchowa” od pierwszej. Według sprawozdania MSW ze stanu bezpieczeństwa
w stolicy dziełem ONR był również wybuch granatu wojskowego wrzuconego do Banku
Eskontowego   na   rogu   Mariańskiej   i  Twardej   w   dniu   25   maja   1938   roku.   Z   tego   źródła
również   pochodzi   informacja,   że   w   maju   za   „przestępczą”   działalność   zatrzymano   33
członków ONR. Motywy zamachu na tę instytucję wyjaśnia inna relacja: „Kolejnym aktem
terroru związanym z Falangą, pod kierunkiem Przetakiewicza, był bombowy atak na bank
Szereszewskiego. Był to jedyny bank w Polsce całkowicie należący do żydowskiej rodziny.
Szereszewscy byli kimś w rodzaju polskich Rotszyldów”

38

. Nieco szerzej o akcji tej wspomina

jeszcze jeden autor, A. Micewski, konkretyzując nawet jej sprawców i skutki:  „Bojówka
“Falangi” napadła także na bank Żyda Szereszewskięgo przy ulicy Twardej w Warszawie,
raniąc dwóch jego pracowników”.
 Sprawę tę wspominają też A. Dudek i G. Pytel.

Antyżydowskim występkiem, którego echa rozeszły się po całej chyba Rzeczpospolitej była

tzw.   sprawa   ks.   Pudra.   Nawet   „Falanga”   odcięła   się   od   tego   ekscesu   (co   wcale   nie
przeszkodziło   niektórym   autorom   twierdzić,   iż   właśnie   „bepiści”   byli   w   to   zamieszam):
„Aczkolwiek przywykliśmy do perfidnie obmyślanych pociągnięć prowokacyjnych ze strony
fołksfrontu, tym razem jednak ilość sprytu włożonego w prowokację przewyższa wszystko co
dotychczas widzieliśmy. W ubiegłą niedzielę, 3.07., w kościele św. Jacka w Warszawie przy
ulicy Freta osobnik nazwiskiem Rafał Michalski, w czasie odbywającego się nabożeństwa,
znieważył czynnie rektora miejscowego kościoła - ks. Pudra. Osobnik ten motywuje swój krok
tym,   że   ks.   Puder,   mianowany   na   to   stanowisko   przed   miesiącem   w   miejsce   ks.   prałata
Trzeciaka - jest żydem”

39

. Czyn ten wywołał ogromne wzburzenie całej prasy. Dość przytoczyć

dominujące   w   niej   określenia:  „Ponura   robota   wydaje   plon”,  „Powiew   rasizmu”,
„Świętokradczy   napad”,  „Owoc   nagonki   oenerowskiej”,  „Barbarzyńska   napaść”,
„Zdziczenie obyczajów” itp. Natomiast A. Micewski pisze w tejkwestii tylko, że „uderzono w
twarz   przy   ołtarzu   księdza   katolickiego   pochodzenia   żydowskiego   -   Pudra”

40

.  Podobnie

oszczędna w słowa jest relacja Sz. Rudnickiego: „(...) został uderzony w twarz przez Rafała
Michalskiego ks. Puder, wychrzczony Żyd”. Za to L. Blit popuszcza całkowicie wodze fantazji
pisząc: „Jeden z pierwszych “występów” bojówki falangistowskiej miał miejsce w katolickim
kościele w Warszawie. Księdzem był tam człowiek o nazwisku Puder. Urodzony z rodziców -
Żydów w  młodości  został  ochrzczony,  a następnie  wyświęcony  na  księdza. W  omawianej

background image

sytuacji  kończył  on właśnie odprawianie  Mszy Św.wobec swoich parafian  i odchodził  od
ołtarza kiedy to został zaatakowany przez grupę młodych ludzi, którzy weszli do kościoła
kilka   minut   wcześniej.   Byli   to   członkowie   bojówek   Falangi”

41

.  Opis   ten,   powodowany

negatywnymi emocjami, dosyć dalece mija się z prawdą. Dużo bardziej wiarygodnie brzmi
opis autorstwa J.J. Lipskiego: „Dnia 3 lipca 1938 roku bojówka oenerowska, związana raczej
z grupą “ABC” niż z “Falangą”,  pobiła w kościele św. Jacka przy ulicy Freta na Nowym
Mieście w Warszawie księdza Pudra, neofitę, podkreślającego w dodatku swą emocjonalną i
dachową łączność z narodem żydowskim”

42

. Wybryk ten, zresztą jedyny w swoim rodzaju, nie

przyniósł jednak pozytywnych reperkusji dla sprawy walki z Żydami (oburzenie wpływowych
kręgów   katolickich),   kolejny   jednak   raz   ujawnił   fanatyzm   i   bezkompromisowość   (później
próbowano tłumaczyć sprawcę) ONR-owców.

Następną   akcja,   którą,   jak   się   wydaje,   polska   społeczność   odbierała   z   większym

zrozumieniem,   było   pikietowanie   żydowskich   sklepów   w   Warszawie,   jako   forma   walki
ekonomicznej. Terminem tej dorocznej akcji był wrzesień. W dniu 6 IX na Pl. Napoleona
zebrała się grupa około 25 osób, członków RNR, którzy udali się na ulicę Świętokrzyską,
gdzie   prowadzili   bojkot   księgarń   żydowskich.   „Falanga”   naturalnie   nie   omieszkała   także
poinformować o tak ważnych zdarzeniach: „Przez 6 dni drużyny RNR prowadziły doroczną
akcję pikietowania na ul. Świętokrzyskiej. Postawa i energia obozowców udaremniła próby
prowokacji żydów oraz ich obrońców - bojówek socjal-komuny, które kilkakrotnie próbowały
przedrzeć się z ul. Wareckiej na Świętokrzyską. Sklepy żydowskie stały puste”

43

. Ta inicjatywa

ONR nie mogła ujść uwadze organów bezpieczeństwa bacznie obserwujących działalność
ugrupowania. Sprawozdanie policyjne donosiło: „Początek miesiąca jak co roku, poświęcono
akcji   pikietowania   księgarń   żydowskich.   Następnie   w   czasie   dni   śląskich,   RNR   brał
wyjątkowo   czynny   udział   w   wiecach,   demonstrując   również   na   własną   rękę,   przy   czym
demonstracje te kończyły się z reguły biciem żydów i szyb w sklepach żydowskich. Wypadków
tych było stosunkowo więcej niż w innych miesiącach. (…)”.
 Na rok bieżący ONR wysunął
jako hasło “numerus nullus”.  Właśnie w tej ostatniej kwestii Wydział Wykonawczy ONR-
ABC   wydał   jesienią   1938r.   specjalny   rozkaz:  „W   wykonaniu   numerus   nullus   poleca   się
wszystkim członkom ONR, gdyby kto spotkał Żyda na uczelni, pobić go i wyrzucić z terenu
uczelni.   Jeśliby   okazała   się   przeważająca   siła   Żydów   lub   woźnych,   którzy   by   stawali   w
obronie   Żydów,   należy   zaalarmować   innych   kolegów   do   pomocy.   Rozkaz   niniejszy
bezwzględnie musi być wykonany. Numerus nullus musi być zrealizowane tak jak rok temu
zrealizowane zostało getto”

44

Słowa te rozpoczęto wcielać w życie w warszawskich szkołach

wyższych   z   różnym   natężeniem   i   powodzeniem.   Natomiast   niezwykle   w   tym   okresie
uaktywniła się Polska Organizacja Akcji Kulturalnej (agenda RNR) inicjując „Tydzień bez
żydowskiego kina”, polegający na pikietowaniu kin i szerokiej akcji ulotkowej w dniach 15-
22 października. Akcja ta szybko przynosi efekty:„Właściciele kin żydowskich oferują kilka
tys. zł. dla POAK za zaprzestanie akcji. Oprócz prób przekupienia kierownictwa usiłują także
przekupywać   kolporterów   ulotek”.   Tymczasem   na   wdrażanie  
numerus   nullus  nałożyła   się
jeszcze rocznica tragicznej śmierci Wacławskiego. Do starć po prostu musiało dojść. I doszło
wkrótce w WSBM  -„W związku z rocznicą śp. Wacławskiego dla zaznaczenia swej siły i
prowokacyjnej postawy żydzi licznie przybyli na uczelnię. Licząc na swą przewagę i ochronę
Dyrekcji szkoły sprowokowali awantury, które zmusiły studentów Polaków do usunięcia ich z
sal wykładowych. Żydzi i ich protektorzy tak zaognili sytuację, że doprowadzili do pobicia i
zrzucania ze schodów najczynniejszych prowokatorów żydowskich. Wskutek wybuchu petardy
w   gromadzie   żydów   (prawdopodobnie   ich   własnej)   zarządzono   rewizję   w   lokalu
żydowskiej“Wzajemnej Pomocy” w obecności dyrektora szkoły i znaleziono tam cały arsenał
pałek, drążków, kastetów itp. Wykłady na uczelni zawieszono do odwołania. Polsku młodzież
żąda   jak   najszybszego   ich   wznowienia   i   rozwiązania   żydowskiej   Wzajemnej   Pomocy”

45

.

background image

Relację   tęnależy   traktować   z   pewną   rezerwą,   a   to   z   powodu   prezentowanego   w   niej
subiektywizmu.

Obchody rocznicy nie skoncentrowały się, zresztą jak co roku, wyłącznie w murach uczelni.

„Na   nabożeństwo   żałobne   oraz   wiec   późniejszy   przy   ulicy   Karowej   przybyło   kilka   tys.
studentów.   Po   wiecu   brutalnie   zaatakowała   pochód   policja.   (...)   W   czasie   zajść   zostało
wybitych  wiele  szyb  w  sklepach   żydowskich  szczególnie   na  Marszałkowskiej   w  okolicach
dworca Głównego”

46

. Widownią najostrzejszych starć w tym okresie stała się Wyższa Szkoła

Budowy  Maszyn.  Przez  kilka   tygodni   utrzymywała   się  tam  napięta   sytuacja   w  związku   z
walkami   polsko-żydowskimi.  „Wskutek   dalszych   prowokacji   żydowskich   i   bezkarności
bojówkarzy żydowskich niemal codziennie na terenie uczelni dochodzi do zajść. (...) został
pobity   żyd   Rusek,   jeden   z   najbezczelniejszych   żydów   tam   studiujących,   potem   pobito
prezesa“Wzajemnej   Pomocy”   żyda   Genelbe.   Młodzież   polska   WSBM   podjęła   walkę   z
elementem żydowskim i z całą konsekwencją doprowadzi do zwycięstwa. Numerus nullus musi
być osiągnięte!”

47

. Jednakże już do końca II Rzeczpospolitej nie zostało to osiągnięte i nie jest

pewne, czy ta inicjatywa była w ogóle możliwa do zrealizowania. Starcia z grudnia 1938r. na
Uniwersytecie są ostatnimi, o jakich mówią odszukane źródła.  „W odpowiedzi na pobicie
studenta UJP przez najemnych zbirów naszej “kulturalnej demokracji” młodzież narodowa
ogłosiła na uniwersytecie “tydzień bez żydów” nie wpuszczając na jego teren studentów i
profesorów żydów w dniach 25 XI-3 XII. Nie stosujący się do tego, oporni żydzi zostali
przykładnie ukarani i usunięci z terenu UW. Do takich samych zajść doszło na Wydziale
Weterynarii i Medycyny mieszczących się poza terenem UW”

48

. Wydaje się, że ONR odniósł

jednak,   ze   swojej   perspektywy,   pewien   sukces   w   kwestii   żydowskiej   w   środowisku
akademickim. Świadczy o tym choćby fakt, iż bez wątpienia można stwierdzić, że uczelnią, w
której do września 1939r. nie wprowadzono getta ławkowego i nie ogłaszano ani razu „Dnia
bez   Żydów”   była   Wolna   Wszechnica   Polska   w   Warszawie.   Liczba   studentów-Żydów
(klasyfikowanych według wyznania) spadła w latach 1931-37 z 18% do około 10%. 49 Spis
ludności z 1931 r. wskazywał liczbę Żydów w Polsce (wg wyznania) na 9,8%.

background image

PRZYPISY

1.

Dudek, G. Pytel, Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej, Londyn 1990, s. 42

2.

A. Pilch, Studencki ruch polityczny w Polsce 1932-39, Kraków 1972, s. 80

3.

AAN, druki ulotne t. 154

4.

A. Pilch op. cit., s. 151

5.

Na wyższych uczelniach, „Przekrój Tygodnia” z 17 XI 1935r., notka redakcyjna

6.

AAN, MSW (dopływ) 1068, s. 2

7.

 M. Chodakiewicz, Ciemnogród? O prawicy i lewicy, Warszawa 1996, s. 181

8.

 Ibidem s. 182

9.

 R. Pragier, Żydzi czy Polacy (wywiad z S. Arskim), s. 55

10.

 AAN, KZMP 159/VI-171. 6, s. 26

11.

 AAN, KZMP 159/VI-171.6, s. 26

12.

 Ibidem s. l74-75

13.

 „Falanga” z 18 XI 1936r.

14.

 L. Krzywicki, Wspomnienia, Warszawa 1957-59, s. 339

15.

 A. Garlicki op. cit., s. 279

16.

 Politechnika Warszawska 1915-65 (praca zbiorowa), Warszawa 1965, s. 92

17.

 Zamknięcie wyższych uczelni, „Falanga” z 24 111 1937r., notka redakcyjna

18.

 Z. Przetakiewicz, Od ONR-u do PAX-u. Wspomnienia, Warszawa 1994, s. 24

19.

 Strzały na Smoczej, „Falanga” z 9 V 1937r. (za dziennikiem “5 rano”)

20.

  A. Micewski, Współrządzić  czy-nie kłamać? PAX i ZNAK w Polsce 1945-76,

Paryż 1978, s. 15

21.

L. Blit, The Eastern Pretender, Londyn 1965, s. 55

22.

A. Dudek, G. Pytel, op. cit., s. 80

23.

 J. J. Lipski, Katolickie Państwo Narodu Polskiego, Londyn 1994, s. l40

24.

 AAN, KPP 158/XIl-22 t. 15, s. 101

25.

 W. Sznarbachowski, 300 lat wspomnień, Londyn 1997 s. 151

26.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 53

27.

 Z. Dziarmaga, Robotnik polski - żołnierzem Przełomu, „Falanga” z 28 IX 1937r.

28.

 W. Sznarbachowski, op. cit., s. 149

29.

 Ibidem s. 150

30.

 L. Krzywicki, op. cit., s. 346

31.

 „Falanga” z 5 X 1937 (za „Dziennikiem Ludowym” z 27 IX)

32.

 Ibidem

33.

 AAN, MSW 859, K. Rz. 297/YII-8

34.

 L. Krzywicki, op. cit., s. 374-75

35.

 L. Krzywicki, op. cit., s. 376

36.

 Zajścia w szkole Wawelberga, „Falanga” z 5 IV I938r., notka redakcyjna

37.

 „Falanga” z 24 V 1938r. (za prasą warszawską)

38.

L. Blit, op. cit., s. 56

39.

Nowy fakt perfidnej prowokacji, „Falanga” z 12 VII 1938r„ notka redakcyjna

40.

 A. Micewski, op. cit., s. l4

41.

L. Blit, op. cit., s. 52

42.

J. J. Lipski, op. cit., s. 132

43.

 RNR w walce o polskość handlu, „Falanga” z 20 IX 1938r., notka redakcyjna

44.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 306

45.

 Zajścia na WSBM, „Falanga” z 22 XI 1938r., notka redakcyjna

46.

 W rocznicę śmierci śp. Wacławskiego, ibidem, notka redakcyjna

47.

 Z życia WSBM, „Falanga” z 29 XI 1938r., notka redakcyjna

48.

 Z życia UW, „Falanga” z 6 XII 1938r., notka redakcyjna

49.

 A. Pilch, op. cit., tabela na s. 169

background image

3. Aktywność antylewicowa

Antylewicowe   ukierunkowanie   działań   Obozu   Narodowo-Radykalnego   było   zupełnie

klarowne, gdyż idee socjalistyczne i komunistyczne stały i stoją w jawnej sprzeczności z
nacjonalistycznymi koncepcjami budowy monolitycznego społecznie państwa narodowego.
ONR  nie   widział   w  ogóle  miejsca   dla  lewicy  w  nowej   Polsce,  stworzonej   po  Przełomie
Narodowym,   tym   bardziej,   że   ta   formacja   polityczna   była   zdominowana   przez   wpływy
żydowskie, jak najbardziej Polakom obce. Wytyczne ONR z początków działalności są w tej
kwestii nader jasne i proste:  „Polaków tumanionych przez komunistów i socjalistów trzeba
oświecać, przekonać, aby uwierzyli, że jedyną drogą, dla odrodzenia Polski jest rewolucja
nar. rad. Gdy który z nich dalejprzez głupotę lub dla interesu wysługuje się międzynarodówce
żydowskiej i walczy z ONR, należy go usunąć”

1

.

Lewica nie zlekceważyła od początku nowego ugrupowania po prawej stronie politycznej

sceny, trafnie oceniając jego charakter.  „Od kwietnia 1934r.wyrastać zaczęła w Warszawie
nowa siła - tzw. Obóz Narodowo-Radykalny - jawnie faszystowska, aktywna i wojownicza
organizacja   młodoendecka”

2

.  Dosyć   trzeźwa   ocena   sytuacji,   wynikająca   już   poniekąd   z

doświadczeń   historycznych,   pozwoliła   na   chociaż   psychologiczne   przygotowanie   się
lewicowców do konfrontacji z tym nowym politycznym zjawiskiem. Widziano, jak ONR
potężniał i rozszerzał swe wpływy, stawał się realnym zagrożeniem dla lewicy, obawiającej
się „faszyzacji” kraju. PPS i cały ruch robotniczy zdawały sobie sprawę, że jeśli nie rozbiją
ONR, to może powtórzyć się sytuacja jaka zaistniała z komunistami i socjaldemokratami w
Niemczech. Stawało się jasne, że do skutecznej walki z ONR nie wystarczy już mobilizować
przypadkowo zebranych partyjnych towarzyszy.

Tak   więc   partie   lewicowe   byty   dla   oenerowców   jednym   z   wielu   wrogów,   natomiast

narodowy radykalizm stal się wręcz solą w ich oku. Dało się zaobserwować sprawność i
szybkość działań organizacyjnych, które do tej pory się przeciągały: „Ten szybki rozwój ONR,
a zwłaszcza obejmowanie wpływami młodych robotników zaniepokoił organizacje lewicowe.
Najczęściej   do   starć   dochodziło   z   Polską   Partią   Socjalistyczną   i   jej   przybudówkami.   W
ramach   akcji   skierowanej   przeciwko   ONR,   warszawska   organizacja   PPS   powołała
<Antyoenerowski Komitet Akcji Socjalistycznej>. Były to początki <Akcji Socjalistycznej>
spełniającej  rolę milicji  partyjnej  i  bojówki  PPS”

3

.  Również  w tym  kontekście  doszło do

współpracy ugrupowań, która do tej pory za dobrze się nie układała. „Aktywiści KZMP i OM
TUR zainicjowali szereg wystąpień antyoenerowskich. (...) Wspólne walki OM TUR i KZMP
spowodowały zbliżenie między obu organizacjami na terenie Warszawy”.

Jedna z pierwszych takich, głośniejszych już w połowie maja akcji, polegająca na czynnym

przeciwstawieniu   się   propagandzie   narodowo-radykalnej   na   terenie   robotniczym   miała
miejsce   na   warszawskiej   Pradze.   Jeden   z   jej   uczestników   wspominał:  „Kazetempowcy   i
młodzi turowcy w celu przeciwdziałania agitacji ONR wśród robotników wspólnie udali się
na   zebranie   zorganizowane   przez   “Narę”.   Zgodnie   z   umową   pierwszy   miał   przemawiać
turowiec, a następnie kazetempowiec. Turowiec w zwięzłych słowach scharakteryzował istotę
ONR,   wskazując   na   jego   genezę,   wywodzącą   się   ze   starej,   burżuazyjnej   partii   jaką   jest
endecja,   co   już   wystarcza   aby   robotnicy   nie   udzielili   jej   poparcia.   Do   wystąpienia
kazetempowca   nie   doszło,   ponieważ   po   przemówieniu   turowca   rozpoczęła   się   bójka
przerywająca zebranie”. Nieco szerzej na temat tego samego zdarzenia pisał w swojej relacji
młody komunista, prawdopodobnie bezpośrednio i czynnie biorący w nim udział. Niestety,
przynajmniej dla mnie tekst ten jest niezbyt zrozumiały, ale chyba ostatecznie przypisuje on
zwycięstwo stronie lewicowej.  „Na Pradze zorganizowane było zebranie przez Narowców.
Udaliśmy się z turowcami na nie by walczyć o młodzież, wyrwać ją z pod wpływów faszystów.
Nastawiliśmy się na to by w razie potrzeby wytłumaczyć przywód. faszyst. ręcznie (tam byli

background image

uzbrojeni w laski, kamienie, odważniki, w żelazo). Jeden z turowców zaczął mówić co to jest
NaRa, skąd ona powstała i do czego dąży, zabrano mu głos. Tow. zamiast wywalczyć sobie
głos by do zgrupowanej młodz. przemówić to starali się tłumaczyć i demolować lokal, do
bójki nie doszło, przywódcy wezwali defę i sami w taksówki pouciekali”

4

.  Według drugiej

strony,   która   swoje   sprawozdanie   umieściła   w   „Sztafecie”,   sprawy   przedstawiały   się
całkiemodmiennie. „W wielkiej sali przy ulicy Zamoyskiego 20 na Pradze odbyło się zebranie
otwarte   ONR.   Brało   w   nim   udział   400   robotników,   w   tym   zorganizowani   lewicowcy.   Po
referatach ONRowców wystąpił ich przedstawiciel, student Politechniki. Zaraz publiczność
mu przerwała po czym wyrzucono komunistów próbujących śpiewać “Międzynarodówkę”.
Zebranie   zakończono   okrzykami   na   cześć   ONR   i   hymnem   młodych”

5

.  Nie   ulega   jednak

wątpliwości,   że   było   to   jedno   z   pierwszych,   większych   starć   narodowych   radykałów
lewicowcami.

Wydarzenia takie i podobne w okresie legalnej działalności ONR powtarzały się bardzo

często, a to z racji po prostu intensywnego rozwoju organizacji i zakładania wciąż nowych
lokali. ONR, zwany przez otumanionych lewicową ideologią robotników pogardliwie „Narą”,
otworzył swe oddziały na terenie działania organizacji robotniczych, związków zawodowych,
komitetów   dzielnicowych   PPS   itd.   Sytuacja   taka   prowadziła   do   starć   pomiędzy   tymi
robotnikami i oenerowcami. Jedna z autorek, raczej o sympatiach komunistycznych, uważa
nawet,   że   narodowcy  „celowo   umieścili   siedziby   oddziałów   w   pobliżu   lokali   organizacji
robotniczych”

6

.  Twierdząc tak, zapewne sugerowała się ona faktycznie taką sytuacją, która

miała miejsce na Woli przy ulicy Wolskiej 44. Tam to właśnie w jednym budynku rezydowały
oddziały dzielnicowe ONR i PPS lub, według innych źródeł, OM TUR (a zapewne wspólnie).
Fakt ten wzbudzał istotnie spięcia: „Kilkakrotnie już na lokal ONR na Woli podjudzeni przez
żydów socjaliści starali sięurządzić napad. Za każdym razem odpierano ich. Na wczorajszy
wieczór   socjaliści   przygotowali   generalny   atak.   Bojówki   Bundu   i   PPS   napadły   na
odbywające się zebranie. Doszło do ostrego starcia z uzbrojonymi w łomy, noże, broń palną
lewicowcami. Padło wiele strzałów, wyparci z lokalu napastnicy znaleźli się na ulicy gdzie
miały   miejsce   kolejne   walki.   Szereg   osób   zostało   rannych,   szybko   przybyła   policja
aresztowała kilkudziesięciu ONR-owców.Socjaliści przenieśli się do centrum gdzie doszło do
ataku   na   redakcję   “Sztafety”   -   obrzucono   ją   kamieniami   i   ostrzelano.   Następnie   starcia
przeniosły się na ulicę gdzie trwały mimo obecności policji”

7

.

Liczne relacje „lewicowe” są diametralnie różne od powyższej, szczególnie jeżeli chodzi o

aspekt inicjacji zajścia.  „Bojówki ONR (...) 29 maja z bronią w ręku napadły na lokal OM
TUR przy ul. Wolskiej 44. W odpowiedzi dwutysięczny tłum robotników ruszył do Śródmieścia
z zamiarem zdemolowania redakcji pisma ONR na Nowym Świecie, lecz wkroczenie do akcji
policjiudaremniło   dokonanie   odwetu”

8

.Podobnie,   choć   bardziej   szczegółowo,   pisze   A.

Tymieniecka:  „29  maja nastąpił zbrojny napad na lokal KD PPS Wola i OM TUR na ul.
Wolskiej 44, raniono strzałami rewolwerowymi 7 turowców. Młodzież robotnicza PPS-owcy,
turowcy   i   komuniści,   bez   różnicy   poglądów   i   przynależności,   wyruszyli   do   kontrataku.
Dwutysięczny tłum udał się do Śródmieścia z zamiarem rozbicia redakcji  
Sztafety”  (...)”

9

.

Inny, cytowany już autor twierdzi z kolei,że„od strzałów ONR-owskich napastników zostało
rannych 7 PPS-owców”.
Także dla Sz. Rudnickiego oraz historyka ruchu socjalistycznego, E.
Rudzińskiego,  jest  całkowicie  jasne, że  to  właśnie  narodowo-radykalni  byli  prowodyrami
zajścia. Natomiast inny autor, także związany emocjonalnie i politycznie z lewicą, próbuje
bagatelizować to wydarzenie i jego skutki:  „Usadowili się przejściowo nawet na Woli, w
sąsiedztwie lokalu Koła Młodzieży TUR przy ulicy Wolskiej 44. Pewnego dnia zostali jednak
stamtąd   wykurzeni   przy   użyciu   petardy   dymnej.   Przegonieni   przez   turowców,   uciekali   w
panice ulicami Wolską i Chłodną, (...) od tego czasu unikali dzielnic robotniczych”

10

. Jest to

jedyna relacja, z której, w porównaniu z innymi, tchnie optymizmem, wszystkie pozostałe
zawierały   w   sobie   dramatyzm   i   ukrytą   nienawiść.   Tak   właśnie   wypowiedziała   się

background image

teżsocjalistyczna prasa, a konkretnie „Tydzień Robotnika” z 03.06 1934r.:  „Teraz znów w
Warszawie, w centrum dzielnicy robotniczej na Wolskiej banda O.N.R. zamknięta w swoim
lokalu strzela salwami do robotników ppsowców stojących przed swym lokalem partyjnym.
Znów polała się krew. 7 towarzyszy z PPS padło na bruk ciężko ranionych kulami endecko-
hitlerowskich chuliganów (...) Cała Polska robotnicza stanąć musi jak mur przeciw bandytom
z ONR”.
Znamienne jest, że gazeta ta już nie twierdzi, iż napadnięto na lokal tylko poraniono
robotników   przed   nim.   Dużo   bardziej   ostrożnie,   starając   się   uzyskać   maksymalny
obiektywizm, piszą na ten temat A. Dudek i G. Pytel stwierdzając tylko, że:  „29  maja  w
budynku przy ulicy Wolskiej, w którym miały swoje lokalne oddziały ONR i PPS, doszło do
starcia między członkami obu tych organizacji”.
Podobny ton jest zachowany w uzasadnieniu
delegalizacji ONR przez władze sanacyjne, w którym miało miejsce odwołanie się właśnie do
tego   zdarzenia.   Za   fakt   bezsprzeczny   uznane   jest   tylko   posługiwanie   się   bronią   palną   i
poranienie przeciwników politycznych, nie zaś zorganizowanie napaści -„(...) czynny udział
w zajściach i ekscesach, jak np. dnia 29 V 1934r. przy ul. Wolskiej 44, gdzie członkowie
Obozu Narodowo-Radykalnego użyli broni palnej, raniąc kilku członków innego ugrupowania
politycznego.  (...)”

11

.Jak  już  wspomniałem,   reakcja  lewicowców  była  bardzo   szybka,   lecz

nadal trudne jest do ustalenia na ileskuteczna. W odwecie już popołudniu 29 maja 1934 roku
na   lokal   redakcji   „Sztafety”   w   Śródmieściu   dokonały   napadu   bojówki   PPS,   obrzucając
kamieniami okna redakcji. Doszło także do wzajemnej strzelaniny, jednak straty stron nie są
znane.

Dnia następnego (30 V) zebrały się warszawskie władze PPS na obradach poświęconych

całkowicie zagadnieniom związanym z przejawami narodowego radykalizmu. Owocem narad
był   specjalny   okólnik,   który:  „sprecyzował   następujące   zadania   w   walce   z   ONR   (...)   4)
udaremnienie   kolportowania   „Sztafety”   w   dzielnicach   robotniczych;   5)   stosowanie   siły
fizycznej  wobec członków  ONR w dzielnicach robotniczych  i w całej Warszawie.  Sprawa
walki   z   ONR   uznana   została   w   warszawskiej   organizacji   PPS   jako   zagadnienie
ogólnopartyjne. Stwierdzono, że ONR jako polska odmiana hitleryzmu przedstawia dla partii
największe niebezpieczeństwo”

12

.  Przez kilka dni stolica była widownią dosyć ostrych walk

ulicznych. Nie mogło to pozostać oczywiście niezauważone przez organa bezpieczeństwa:
„W związku z zaognieniem się stosunków pomiędzy O.N.R. a P.P.S. i T.U.R.’em doszło w dniu
31 V r.b. do wielokrotnych starć i ekscesów między wspomnianymi organizacjami na ulicach
Warszawy”.
Z kolei prasa lewicowa z entuzjazmem donosiła o praktycznym „wykończeniu”
ONR-u:  „31   V   przenoszą   się   utarczki   z   endeko-hitlerowcami   ze   Śródmieścia   w   Aleje
Ujazdowski i do Łazienek gdzie paniczyki i najemna łobuzeria z ONR poznają, że bezkarnie
nie ujdzie przelewanie robotniczej krwi. W rezultacie na ulicach W-wy nie widać już jasnych
koszul ani mieczyków”

13

.  Na odnoszenie się do tych informacji z pewną rezerwą skłaniają

jednak   chociażby   wspomnienia   jednego   z   socjalistycznych   bojówkarzy   tych   dni:  „Nasze
straty to pokaleczone dłonie od żyletek, umieszczanych pod klapami marynarek w miejscu
umocowania   znaczka.   ONR-owcy   poczęli   to   stosować   po   pierwszych   zetknięciach   się   z
grupami samoobrony. (...) Nasza kontrofensywa wobec poczynań ONR-owców, aczkolwiek
przynosiła skutek i hamowała zapędy, to jednak nie osłabiała ich rozwoju”

14

.

W tym czasie prasa nacjonalistyczna podała informacje, że w ataku na Unii ciężko rannych

zostało   6   socjalistów   (wymienieni   z   imienia   i   nazwiska)   lżej   zaś   kilkunastu.   Policja
zatrzymała w lokalu 45 członków ONR, natomiast w więzieniu osadzono ich 32 pod zarzutem
udziału w bójce zakończonej ciężkimi uszkodzeniami ciała. Nie wspomina się za to o jakimś
krachu   organizacyjnym   ugrupowania   (jakby   chciała   to   widzieć   lewica),   lecz   wręcz
przeciwnie. Komunikat ONR donosił: „3.06. o 13:00 uroczyście otwarto nową siedzibę przy
Dzikiej 13. Manifestacja z tej okazji zgromadziła blisko 200 osób. Bojówki lewicowe zebrały
się   jednak   nie   odważyły   się   na   wystąpienie   w   celu   rozbicia   lokalu,   po   czym   uległy
rozproszeniu”

background image

ONR   z   pewnością   odczuł   kontrakcję   socjalistów   i   komunistów,   zapewne   też   musiał

wycofać   swoją   działalność   z   miejsc   najbardziej   zagrożonych,   tzn.   dzielnic   czy   osiedli
pozostających pod silnymi wpływami lewicy. Wydaje się jednak, że nacisk (fizyczną siłą)
wrogich   ugrupowań   politycznych   na   narodowo-radykalnych   nie   skłonił   ich   nawet   do
zaprzestania   akcji   ofensywnych.   Mianowicie   wkrótce   potem   w   dzielnicy   Powązki
zorganizowano   napad   na   bibliotekę   prowadzoną   przez   młodzież   lewicowo-rewolucyjną.
Zapewne o tym samym fakcie, tylko z dużo większą liczbą szczegółów donosiła także, z
trudem   kryjąc   satysfakcję,   „Sztafeta”   (z   12.06.1934r.):  „Wczoraj   wieczorem   miasteczko
Powązki było terenem krwawych zajść. 30 napastników uzbrojonych w laski, pałki gum. śruby
i kastety dokonało napadu na lokal biblioteki im. Peretza przy ul. Powązkowskiej 15. Wybito
okna razem z ramami (...)”.

Faktyczny kres w tym roku walkom ONR z siłami lewicy położyły represje sanacji w

stosunku do tej organizacji oraz jej oficjalna delegalizacja z dniem 10 VII 1934r. Do końca
tego roku oraz przez cały następny nie zaistniały jakieś konfrontacje pomiędzy rzeczonymi
stronami, o których informowałyby źródła. ONR musiał tworzyć się niemalże od nowa i to w
dużo trudniejszych niż wcześniej warunkach (konspiracja, rozłam).

W marcu 1936r. miał miejsce, opisywany już w poprzednim rozdziale, strajk okupacyjny

na Politechnice Warszawskiej. Brały w nim udział wszystkie siły polityczne występujące na
uczelni (oprócz oczywiście pro-rządowych). Gdy strajk miał się już zakończyć, dały znać o
sobie niesnaski polityczne, tzn. lewica była za jego kontynuowaniem. Lecz w tym przypadku
została ona „przechytrzona” przez oenerowców. „Wtedy wystąpił Salski i krótko oświadczył:
W   czasie   mego   przemówienia   podnieśli   głowę   wichrzyciele.   Wzywam   komunistów   do
usunięcia się, w przeciwnym razie usuniemy ich przemocą. Nasi podnieśli awanturę - trzeba
stwierdzić, że na ogół masa była zaskoczona tą decyzją, ale poza stosunkowo nielicznemi
objawami oburzenia ze strony nawet korporantów endeckich, zachowała się dość biernie przy
wyrzucaniu   naszych.   (Dokładnie   ilu   wyrzucono,   jeszcze   nie   wiem   pono   ponad   100)”

15

.

Kolejny „lewicowy” autor wydaje się przeceniać rolę samych bojówek w tym zdarzeniu, nie
wspominając choćby o porównaniu liczebności sympatyków nacjonalizmu na Politechnice z
sympatykami lewicy.„Widząc zdecydowanie całej młodzieży do dalszej walki oenerowskie
bojówki usuwają z terenu politechniki czołowych lewicowych kierowników strajku, Lewicę
Akademicką,   “życiowców”,   którzy   prą   do   konsekwentnego   doprowadzenia   strajku   aż   do
zwycięstwa.   Resztę   terroryzują   bojówkarskimi   metodami.   W   pół   godziny   po   usunięciu
lewicowych   kierowników   strajku   i   rozpętaniu   bojówkarskich   awantur   -   strajk   zostaje
złamany”

16

.Czyli, jak widać, odbyło się praktycznie bez walki. Po prostu trafne wydaje się

stwierdzenie,   że   strajk   pod   silną   presją   oenerowców   został   przerwany.   Zaostrzyło   to   z
pewnością jeszcze bardziej stosunki między organizacjami lewicowymi a ONR.

Kolejną   okazją   do   konfrontacji   stał   się   nadchodzący   1   V   1936r.   gdyż,   jak   twierdzili

niektórzy,  „napady   bojówek   endeckich   i   ONR-owskich   na   pochody   pierwszomajowe
powtarzały się co roku i należały do smutnej tradycji politycznej”

17

. (Mnie osobiście jakoś to

nie smuci). Nie inaczej było i tego dnia. „Na rogu Świętokrzyskiej przyczaiła się oenerowska
bojówka. Są wściekli, że tylu studentów z Politechniki poszło na demonstrację. Gdy kolumna
studencka dochodzi do tego punktu, usiłują wbić się klinem w szeregi. Zaczyna się bójka (...)
Milicja robotnicza zwijała się elegancko, bez pośpiechu jak na pokazie. Korporanckie łebki,
aczkolwiek przysłowiowo twarde, szybko orientują się, że to nie żarty”

18

.  Rozbicie pochodu

oczywiście nie udaje się, tym razem ze względu na wielką dysproporcję sił na niekorzyść
narodowo-radykalnych.  Ale  ich  agitacja  dociera  także  w  szeregi   robotników.  Ma  miejsce
„nacjonalistyczne” świętowanie pierwszego maja, czyli kontr-manifestowanie przeciw lewicy.
Zauważył to w omawianym dniu komunistyczny sprawozdawca: „ONR pokazało w tym roku,
że   ma   robotników   i   robotnice.   Nie   przeceniam   ich   wpływu,   ale   nie   zgadzam   się   z
towarzyszami, którzy twierdzą np., że ONR nie ma wcale robot. (...) Przed UW było do 250

background image

ONR-owskich   robociarzy”

19

.  I   nie   czekali   tam   oni   bynajmniej   z   pierwszomajowymi

pozdrowieniami dla lewicy.

Niezwykle   udany  pod   względem   organizacyjnym,   co   trzeba   przyznać,   i   bardzo   liczny

pochód   pierwszomajowy   w   1936r.   miał   w   omawianym   kontekście   pewne   reperkusje,
mianowicie   poniekąd   rozkręcił   spiralę   przemocy  pomiędzy  oenerowcami   a   siłami   socjal-
komunistycznymi. „(...) studenci wzięli tłumnie udział w pochodzie (z Politechniki ok. 1000
osób). W odpowiedzi na to bojówki (...) pobiły J. Turlejskiego i J. Albrechta. Zdenerwowana
młodzież   życiowa   w   porozumieniu   z   turowcami   i   komunistami   z   dzielnic   robotniczych
przeprowadziła w odpowiedzi w dniu 5 V tzw. dzień bez klap, zrywając odznaki organizacyjne
w   postaci   mieczyków   z   ubrań   członków   ONR-u.Zdemolowano   również   kilka   lokali
korporacji”

20

. O „wyczynie” oenerowców wspomina też Sz. Rudnicki pisząc, iż w 1936r. po

pochodzie   pierwszomajowym,   na   Politechnice   Warszawskiej   pobito   kilku   komunistów,
socjalistów i Żydów. Nie wspomina on nic jednak o lewicowym odwecie. Natomiast fakt
zaistnienia   akcji   pod   tytułem   „dzień   bez   klap”   potwierdza   w   swojej   pracy   K.   Kawęcki:
„Członkowie nielegalnej Organizacji Młodzieży Socjalistycznej “Życie” wraz z komunistami
przeprowadzili   “dzień   bez   klap”   zrywając   z   ubrań   oenerowców   “mieczyki   Chrobrego”.
Zdemolowano   też   kilka   lokali   korporacyjnych”.  
Najbardziej   szczegółową   relację   podaje
jednak cytowany już S. Minorski, ówczesny student PW i aktywista OMS „Życie”:  „Na
pierwszy ogień poszła korporacja “Walecja”. Jej członkowie może nawet nie należeli do
czołowych   faszystów-bojówkarzy.   Posiadała   lokal   z   oknami   od   ulicy   i   to   miało   swoje
znaczenie.   (...)   Ale   i   w   tym   lokalu   dziś   beztrosko   opowiadano   o   ostatnim   napadzie   na
lewicowców i studentów Żydów. Zastanawiano się nad jutrzejszym dniem. Raptem szyby w
oknach wychodzących na ulicę rozleciały się z trzaskiem i do pokoju posypały się kamienie
zawinięte   w   gazety:   “Robotnika”,   “Walkę   Młodych”,   “Politechnika”   (...)   Tym   razem
postępowe gazety podziałały na rozum przez ciało. Po “Walecji” kolej na inne korporanckie
lokale”

21

.

Akcji tego typu nie dokonywały bynajmniej koleżeńskie grupy ad hoc, lecz po prostu

odpowiednio   do   swych   zadań   przygotowana   partyjna   milicja   PPS   pod   nazwą   „Akcja
Socjalistyczna” lub też bojówki zwane „Czerwoną Strzałą”. Podobno działała ona w zasadzie
bez   aprobaty  politycznej   kierownictwa   PPS.   Natomiast   już   Komitet   Centralny  OM  TUR
przyjął   do   wiadomości   jako   fakt   dokonany   istnienie   tego   typu   grup   porządkowo-
samoobronnych   (a   w   rzeczywistości   terrorystycznych),   które   otaczał   opieką   przede
wszystkim   Stanisław   Dubois.   Wspomniana   osobistość   była   w   II   Rzeczpospolitej   bardzo
znana, także i po prawej stronie sceny politycznej, a reprezentowała PPS-owską lewicę. Jak
łatwo się domyśleć był za swoją działalność szczerze przez ONR-owców znienawidzony.
Udało im się nawet tę, poniekąd słuszną, nienawiść wyrazić: „Latem 1936 roku w biały dzień
na   Nowym   Świecie   dokonano   zbrodniczego   napadu   na   Stanisława   Dubois.   Tylko
szczęśliwemu przypadkowi zawdzięczać należy, że ostrze noża przesunęło się obok serca”

22

.

Jak twierdzi jeden z autorów biografii tego socjalistycznego aktywisty, zresztą byłego posła,
mógł on zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojej działalności. Podobno czasem nawet on
sam  „(...)   ze   swoimi   chłopcami   prowadził   również   akcje   zaczepne,   utrudniając
kolportażoenerowskiego   pisma   “Falanga”   (...)   stał   się   wtedy   nie   lada   postrachem   dla
oenerowców,   toteż   już   nie   tylko   agenci   policji,   ale   także   bojówkarze   ONR   bacznie
obserwowali   jego   kroki.   Chcieli   go   unieszkodliwić   fizycznie.   Pewnego   razu,   gdy   właśnie
znalazł się sam na rogu ulicy Nowy Świat i Chmielnej (...) napadło na niego w dzień kilku
oenerowców. Usiłował bronić się, a miał duży refleks i był silny. Cóż z tego gdy ostrze noża
ugodziło go w pierś, a następnie w szyję. Pierwsze uderzenie było groźniejsze bo obok serca.
Trafem nie zostało naruszone. Poważnie ranny został odstawiony do szpitala, gdzie przebywał
jakiś   czas”

23

.Zwolennikiem   teorii,   iż   napad   ten   był   przygotowanym   zamachem   ze   strony

narodowych radykałów jest także najwyraźniej E. Rudziński, który pisał:„(...) Dokonują na

background image

niego   zamachu   na   rogu   Chmielnej   i   Nowego   Światu   w   Warszawie.   Ostrze   noża,   którym
uderzony zostaje Dubois, przechodzi obok serca. Drugie uderzenie w szyję jest mniej groźne.
(...) Sprawcy napaści oczywiście nie zostają wykryci”.
  Kolejny autor podaje relację dosyć
lakoniczną,   tyle,   że   ze   szczegółowym   umiejscowieniem   w   czasie:  „18   lipca   1936r.
kolporterzy “Falangi” napadli na Nowym Świecie na Stanisława Dubois, zadając mu kilka
ran nożem”

24

.  Natomiast policyjne sprawozdanie z wydarzeń politycznych z lipca 1936r.,

związanych   z   ONR,   zdaje   się   zadawać   kłam   twierdzeniu,   iż   omawiana   napaść   była
przygotowana.   Wynika   z   niego,   moim   zdaniem,   iż   Dubois   został   zraniony   niejako
przypadkowo, być może nawet nierozpoznany, podczas ulicznego starcia, w które sam się
wmieszał.  „Wystąpienia   bojówek   AS   21   VII   przeciw   kolporterom   “Falangi”.   Ostatnie   z
wystąpień było rewanżem za napastowanie 18 VII kolporterów “Tygodnia Robotnika” przez
sprzedawców “Falangi” i pobicie b. pos. Dubois, który stanął w obronie napastowanych”

25

.

Nie mniej sprawa ta obiła się głośnym echem i zapewne zwiększyła jeszcze nienawiść lewicy
do ONR.

„Nieszczęścia” nie ominęły też i innych znanych działaczy lewicy w tym okresie, m.in.

Leszek Raabe został pobity przez oenerowców. Fakt jego pobicia potwierdza również Sz.
Rudnicki:  „(...)  najczęściej  spotykało  to   działaczy  organizacji  lewicowych,   występujących
czynnie. W Warszawie na politechnice pobito “życiowców” (...), na uniwersytecie przywódcę
ZNMS -  Leszka Raabego (...)”

26

.

W   pierwszych   dniach   listopada   odbył   się   w   gmachu   Filharmonii   wielki   wiec

antykomunistyczny, współorganizowany przez ONR. „Po nim rozbito szyby w paru lokalach.
Ofiarą padła redakcja Płomyka przeciwko któremu od paru miesięcy szczuł, nie przebierając
w   środkach,   Ilustrowany   Kurier   Codzienny   krakowski.   Rozbito   Płomykowi   szyby   jako
organowi “komunistycznemu”. Zużytkowano oszczerstwa kurierkowe. Ale i Kurier nie znalazł
łaski u młodych narodowców, gdyż wybito szyby w warszawskiej filii tego pisma”

27

. Wybicie

szyb   w   tym   dniu   przez   nacjonalistycznych   bojówkarzy   w   gazetach   ulegających   żydo-
komunistycznym   wpływom   potwierdzała   też   ówczesna   prasa:  „Po   wiecu   w   Filharmonii
oenerowcy powybijali szyby w redakcji “Wiadomości Literackich”, w administracji “IKC”, w
redakcji “Płomyka”.

Do   ciekawego   i   związanego   z   tematem   incydentu   doszło   również   w  listopadzie,   przy

okazji blokady Uniwersytetu. Opisuje go L. Krzywicki, starając się, mimo swoich sympatii
politycznych, zachować obiektywizm:  „Wieczorem dnia 24 listopada, po wiecu studentów
lewicowych, przedostała się właśnie tędy gromada złożona z paru dziesiątków młodzieży w
opaskach czerwonych, przedarła się na dziedziniec, tutaj poturbowała przy odpowiednich
okrzykach młodzież endecką i wydostawszy się bramą na Krakowskie Przedmieście zmieszała
się z tłumem. Endecy nie byli przygotowani na taką niespodziankę. Prawdopodobnie jest
przesadą opowieść lewicowców, iż przed nimi przeciwnicy pierzchali tchórzliwie, ale fakt
pozostaje faktem, iż ci okazali wielką niezaradność wobec niespodziewanej sytuacji. Trzeba
było   sprowadzić   pogotowie   (...)”

28

.  (Gwoli   wyjaśnienia:   Krzywicki   utożsamia   endeków   z

oenerowcami i stosuje te nazwy wymiennie).

W roku następnym 1937, o pierwszych ekscesach i starciach narodowców z lewicowcami

źródła   donoszą   dopiero   przy   okazji   pierwszego   maja.   Być   może   takie   kilkumiesięczne
„uspokojenie”   spowodowały   ostre   represje   władz   po   blokadzie   wobec   odłamu   ONR
uznawanego za bardziej bojowy, czyli “bepistów”. W każdym bądź razie z relacji socjalistów
z 1 maja wynika, że „(...) Cały pochód był olbrzymi, lecz nastrój nieco mniej bojowy niż w
1936 roku. (...) Milicja PPS i AS zajmowały się tylko walką z atakami ONR”.
 Dużo bardziej
obszerna,   a   co   za   tym   idzie   wartościowa   dla   tematu   jest   relacja   komunistycznego
sprawozdawcy: „Liczyliśmy na to, że będą napady i cała robota szła w tym kierunku, ażeby je
odeprzeć.   Udało   się   to   dzięki   zgraniu   milicji   związ.   i   pps-owskiej   oraz   taktownemu
zachowaniu się AS. Już na rozmowach ustaliliśmy taki podział pracy, że milicje związkowe

background image

mają gł. pilnować porządku w szeregach, a część partyjnej i A.S. zwracać uwagę na zewnątrz.
Tak też było (...) Cała uwaga Akcji Socj. była skierowana na chodniki i dzięki temu narowcy
oberwali morowo. Główna ich zbiórka była na rogu Alei Jerozolimskich i Nowego świata.
Było tu około 100 studentów i drugie tyle lumpów z “Cyrku” (...) Ale skoro tylko pochód
nadszedł, spostrzeżonoich i otoczono kordonem Akcji Socj. i milicji. Nie mogli się ruszyć
nawet, dopiero gdy cały pochód przeszedł, usiłowali wszcząć awanturę, dostali lanie (...)
Krzyczeli z daleka, uformowali demonstrację z 300 ludzi i poszli na Plac 3-ch Krzyży (...)
Były   dwa   wypadki   strzelania   do   pochodu,   ale   policja   zjawiała   się   dopiero   gdy   milicja
dobierała   się   do   skóry   prowokatorów”

29

.  ONR-owcy,   jak   widać,   starali   się,   by  „tradycja

polityczna” nie zaginęła, lecz niestety dla nich, odbywało się to ze zmiennym szczęściem.

Także   w   tym   miesiącu   do   swoistego   apogeum   dochodzi   nacjonalistyczna   kampania

skierowana przeciw opanowanemu przez siły lewicy Związkowi Nauczycielstwa Polskiego.
ONR, jak zazwyczaj, nie pozostał gołosłowny. „Falanga” z początku czerwca informowała:
„28 niewykryci sprawcy dokonali zamachu petardowego w domu przy ul. Smulikowskiego 1
gdzie mieszczą się biura wydawnictw osławionego akcją bezbożniczą i komunist. ZNP. Na
trzecim   piętrze   gmachu   wybuchły   2   petardy,   jedna   z   materiałem   zapalającym,   draga   z
kruszącym. Siła wybuchu była b. duża, w całym domu powylatywały szyby i uległy zniszczeniu
wszystkie   drzwi   na   klatce   schod.   Ponieważ   wybuch   wzniecił   pożar   zawezwano   straż
ogniową”.
  Inny   autor,   T.   Kozanecki,   przytacza   bardzo   podobną   relację,   nawet   nieco
dokładniejszą, z tym, że akcja ta ma już konkretnych wykonawców, a nie „niewykrytych
sprawców”.   Niestety   nie   podaje   on   źródła   pochodzenia   tego   tekstu.  „W   specjalnie
ogłoszonym komunikacie ONR czytamy: W piątek 28 V 1937r. o godz. 11 min. 30 w południe
grupa   bojowa   ONR   dokonała   zamach   na   siedzibę   ZNP   w   Warszawie   przy   ulicy
Smulikowskiego   1.   W   czasie   największego   ruchu   podłożono   na   3piętrze   domu   bombę
zapalającą (termitową) i kruszącą. Wskutek wybuchu zniszczone zostały wszystkie urządzenia
biurowe...   pożar   objął   dwa   piętra...   ZNP   jest   organizacją   bezbożniczą,   deprawującą
młodzież...”

30

.  Udało mi się odnaleźć też głosy, związane z tą kwestią, a sugerujące, iż dla

oenerowców ważniejsze było samo podkładanie ładunków wybuchowych, niż realizowanie w
ten sposób zastraszania politycznych przeciwników.  „By stworzyć klimat strachu i terroru
bojówka  rozpoczęła  detonowanie  bomb  na “wrogim” terytorium. Niektóre  z  celów  miały
charakter   polityczny.   Jedna   z   bomb   eksplodowała   w   siedzibie   głównej   Związku
Nauczycielstwa Polskiego, który miał liberalno-socjalistyczne kierownictwo. Nie było ofiar
lecz   wskutek   wybuchu   zniszczona   została   część   budynku”

31

.  Według   mnie   jednak,   teoria

korzystania z materiałów wybuchowych przez ONR, jako „sztuka dla sztuki”, nie ma zbyt
mocnych podstaw merytorycznych.

Jak już wiadomo, pewnego rodzaju okazją do starć narodowych radykałów z lewicowcami

były święta - raz narodowe, raz robotnicze. 15 sierpnia obchodzono dorocznie święto z okazji
„Cudu   nad  Wisłą”,   tak   też   było   i   w   1937r.   „Falanga”   z   24.08.   pisała:  „Nie   obeszło   się
oczywiście bez zajść z socjalistami, którym solą w oku jest obchód rocznicy wyparcia komuny
z  granic   Polski.   Na   pl.   Narutowicza   grupa   socjalistów   usiłowała   ściągnąć   z   samochodu
rozdającego   ulotki   “Falangi”   narodowca.   Wtedy   Falangowcy   zeskoczyli   z   samochodu   i
odbyła się krótka rozprawa, w której jeden z napastników został pobity kolbami rewolwerów.
Zalanego krwią uprowadzili do domu towarzysze”.

W jednym z następnych numerów ten sam ONR-owski organ prasowy napisał o kolejnym

starciu, które raczej nie miało charakteru spontanicznego, ani cech przypadkowości. „W dniu
31.08   grupa   złożona   z   7   osób   (o   1900)   zdemolowała   lokal   żydowsko-bolszewickiej
ekspozytury   Kominternu   istniejącej   pod   firmą   pol.   biura   podróży   “Union   Lloyd”   przy
Chmielnej 44. Wg zeznań pracowników żydów, którzy w tym czasie byli w biurze wtargnęło do
lokalu   7   mężczyzn,   którzy   po   sterroryzowaniu   rewolwerami   obecnych   przystąpili   do
niszczenia   urządzeń   biura.   (...)   Jednego   sprawcę   zatrzymała   policja”

32

.  Niezwykle

background image

interesujące fakty, związane z tym zdarzeniem, ujawnia wspominany już członek NOB, tym
razem także bezpośredni uczestnik akcji. „Od dłuższego czasu bolesnym cierniem dla władz
była działalność “Inturista” w Warszawie, który był bardziej centralą wywiadu sowieckiego
niż biurem podróży. Oddział II zwrócił się do Piaseckiego z propozycją, abyśmy napadli na to
biuro i zdobyli materiały. Zapewniono, że policja nie będzie przeszkadzać. Biuro to położone
było w centrum miasta, ulicy nie pamiętam. Bojówka nasza rzuciła bardzo hałaśliwą bombę
oszałamiającą   (dostarczoną   przez   “dwójkę”),   nikogo   ona   nie   zraniła,   ale   narobiła   dużo
hałasu.   Personel   dzwonił   na   policję,   która   naturalnie   nie   przyjechała,   zresztą   druty
telefoniczne były częściowo zerwane. Splądrowaliśmy z bronią w ręku cały lokal i wpadły
nam w ręce kapitalne materiały o działalności i kontaktach wywiadu sowieckiego. Ofiar w
ludziach nie było. Wszystko co znaleźliśmy, przekazaliśmy “dwójce”. Natychmiast po akcji
jak zwykle rozjechaliśmy się po całej Polsce”

33

.

Opisane   tu   “rewelacje”   należałoby   jednak   traktować   z   dużą   rezerwą.   Szczególnie

wątpliwości może budzić fakt, jak opowiadający - szeregowy członek NOB, formacji bardzo
ściśle   zakonspirowanej,   także   w   kontaktach   wewnętrznych   (o   czym   zresztą   on   sam
wspomina) - mógł wiedzieć, że akcja jest z czyjegoś polecenia, że “dwójka” gwarantuje brak
konsekwencji, co dzieje się ze zdobytymi materiałami itd. Ale być może wszyscy uczestnicy
wydarzenia   byli   tak   poinformowani,   co   jednak   zdawałoby   się   przeczyć   podstawowym
zasadom konspiracji, jakże potrzebnej ONR-owi w ówczesnej sytuacji.

Lewica   także   podejmowała   akcje   zaczepne.   Miały   miejsce   przypadki   atakowania

wybijających   się   działaczy   oenerowskich   przez   lewicowe   bojówki.   Przykładem   tego   był
napad na Andrzeja Świetlickiego, będącego w kręgu osób najbliższych Piaseckiemu.  „We
wtorek   dn.   21   wrz.   w   godzinach   południowych   do   idącego   ul.   Polną   znanego   działacza
narodowo-radykalnego   kol.  A.   Świetlickiego  podeszło  kilku  drabów  i  ze  słowami  <To  za
organizowanie hecy antysemickiej> - rzuciło się na niego. Kol. Świetlicki zdołał obronić się
napastnikom, którzy zbiegli (...) Kol. Świetlicki jest ranny w rękę”

34

.  Nie wiadomo na ile

eskalację starć powodowały tego typu akcje, a następnie chęć odwetu, a na ile była  ona
wynikiem planowej kampanii terrorystycznej. Faktem jest, że już w kilka dni po omówionym
zdarzeniu, miał miejsce kolejny wybryk, który sprawozdanie policyjne przypisało ONR-owi.
Mianowicie „26.09 odbył się Ogólnopolski Zlot Młodzieży PPS -  ok. 5 tys. maszerowało w
pochodzie. (...) Poza faktem rzucenia petardy przy zbiegu N. Świata i Al. Jerozolimskich, tuż
po przejściu pochodu przebieg zlotu nosił na ogół charakter spokojny”.
  Natomiast relacja
lewicowego   organu   prasowego,   którą   zacytowała   “Falanga”   z   5   X   1937r.   jest   już   dużo
bardziej   dramatyczna,   choć   tylko   trochę   bardziej   szczegółowa:  „Drugiego   aktu   terroru
dokonano anonimowo. Po godz. 13 u zbiegu N. Światu i Al. Jerozol. rzucono bombę o wielkiej
sile wybuchowej w stronę oddalającego się już pochodu młodzieży socjalist. Ofiarą padło 18
przechodniów. Sprawcy zamachu zbiegli pod osłoną bojówki”

35

. O tymże samym zamachu,

domniemanego autorstwa ONR, prawdopodobnie pisze Sz. Rudnicki, jednak dosyć znacznie
przekręcając fakty. Mianowicie w jego pracy odnajdujemy następujące fragmenty: „Falanga
doniosła (...) 4 listopada o napadzie na lokal Bundu (...) Tego samego dnia rzucono bomby na
pochód młodzieży socjalistycznej - 17 osób rannych”

36

.  Otóż było to nie 4 listopada, a 5

października (relacja, a nie wydarzenie). Liczba rannych też się nie zgadza z relacją prasową,
co prawda tylko o 1 osobę. Nie ma tu jasności co do źródeł, z których skorzystał ten znany
badacz dziejów ONR.

Wydarzeniem o wielkim znaczeniu dla narodowego radykalizmu był wiec zwołany w dniu

28   listopada   1937r.   Tak   duże,   publiczne   wystąpienie   ONR   „Falanga”,   musiało   także
zmobilizować ugrupowania lewicowe, którezapragnęły czynnie rozprawić się z „faszystami”.
Z. Przetakiewicz, szef ochrony wiecu, tak wspominał te wydarzenia:  „Tego dnia głównym
zadaniem była ochrona wiecu (...) Jak już wcześniej wspomniałem, lewica miała w Warszawie
liczne,   dobrze   zorganizowane   bojówki,   które   wielokrotnie   atakowały   nasze   zebrania.

background image

Ponieważ wiec w Cyrku Staniewskich był wcześniej rozreklamowany (ulotki) było pewne, że
któraś z organizacji lewicowych podejmie próbę rozbicia go. (...) Sala, w której wiec się
odbywał, mogła pomieścić do 3000 widzów. W takim tłumie nie było rzeczą trudną wejście
nawet pokaźnej bojówki naszych przeciwników. (...) Incydentów w zasadzie nie było poza
próbą rozbicia zebrania podjętą przez grupę socjalistów, która weszła na salę i w pewnym
momencie   zaczęła   zagłuszać   przemówienie   Piaseckiego,   wznosząc   okrzyki:   Niech   żyją
pięcioprzymiotnikowe wybory! Chleba! Pracy! Członkowie NOB szybko opanowali sytuację -
z Cyrku wyniesiono socjalistów, w tym m.in. Janka Krasickiego”

37

.

Relacje aktywistów socjalistycznych, biorących udział w zajściu potwierdzają powyższe

słowa, przyznając, że akcja ta nie skończyła się dla nich zbyt optymistycznie. Jednym z nich
był T. Koral, działacz ZNMS: „Cała młodzież OM TUR, starzy robotnicy i ZNMS postanowili
rozbić mityng. Udało się nam dostać do cyrku i tu rozpoczęliśmy obstrukcję. Rozpoczęła się
krwawa   bójka.   Nasi   robotnicy   dzielnie   bronili   się   i   atakowali.   Ja   blisko   podbiegłem   do
Piaseckiego, nastąpiło zwarcie, ale bojówka unieszkodliwiła nas, byłem ranny, tak jak tow.
Kazimierz Dębicki, Janek Krasicki i wielu innych ”

38

. Podobnie relacjonował E. Rudziński w

swoich wspomnieniach na temat Władysława Pisarka, również czynnego działacza lewicy z
tego   okresu,   sugerując   jednak,   że   akcja   ta   mimo   krwawych   strat   przyniosła   zamierzony
skutek. „Wśród tych, którzy ochotniczo opuścili gmach redakcji Robotnika i udali się na salę
faszystowskiego   wiecu,   był   i   Władek.   Zaczęli   przeszkadzać   mówcom   przez   wznoszenie
okrzyków antyfaszystowskich. Doprowadziło to do ogólnego zamieszania na sali i zerwania
wiecu. Skutki odczuli inicjatorzy na własnej skórze. W walce z bojówkami oenerowskimi wielu
z nich zostało dotkliwie pobitych”

39

. Tyle relacji uczestników bezpośrednich.

Mnie najbardziej obiektywne, bo pozbawione emocji politycznych, wydają się słowa z

książki   autorstwa   A.   Dudka   i   G.   Pytla:  „(...)   z   sali   padł   okrzyk:   <Niech   żyją
pięcioprzymiotnikowe wybory>. Okazało się, że pochodził on z kilkudziesięcioosobowej grupy
bojówkarzy socjalistycznych, którzy przybyli na wiec. Doszło do bijatyki, w której najbardziej
ucierpieli znajdujący się w mniejszości przeciwnicy. Do szpitala odwieziono czterech młodych
socjalistów,   w   tym   także   siedemnastoletniego   Janka   Krasickiego   (...).   Otrzymał   on   trzy
głębokie rany głowy. Po usunięciu socjalistów wiec kontynuowano. (...) Po zakończeniu wiecu
doszło ponownie do starć z socjalistami, ale nie przybrały one większych rozmiarów dzięki
interwencji dużych sił policyjnych”.

Natomiast   sprawozdania   prasowe,   co   charakterystyczne,   były   bardzo   subiektywne.

Wszystkie   je   przytoczyła   w   następnym   numerze   „Falanga”.   Nawet   liczba   uczestników
zgromadzenia została zmanipulowana w relacjach - różnice są bardzo duże, a proporcjonalne
do sympatii danej gazety do narodowych radykałów. Przykładowo: „Kurier Poranny” pisze o
1 tys. uczestników, „Dziennik Ludowy” o 1,2 tys., „Goniec Warszawski” o 1,5 tys., „IKC” i
“Wieczór Warszawski” o 2 tys., „Słowo” o 2,5 tys., zaś „Falanga” o 3 tys. Co do samego
przebiegu   wiecu   rozbieżności   też   są   spore:  „(...)   Gdy   Kwasieborski   wypowiedział   się
przeciwko   wyborom,   sala   odpowiedziała   <niech   żyją   pięcioprzymiotnikowe   wybory>
zagłuszając mówców, którzy mimo megafonu nie zdołali uciszyć wrzawy. Wtedy do czynu
wystąpiła   bojówka   ONR   z   niejakim   “Kozłem”   na   czele,   znanym   w   kołach   kryminalnych
osobnikiem. W wyniku akcji szereg osób odniosło rany”

40

.

Kolejna relacja wskazuje na chyba jeszcze większą niechęć gazety do narodowców niż

poprzednia:  „Do   zabawnego   incydentu   doszło   w   czasie   przemówienia   niejakiego
Kwasieborskiego, kiedy mówca ten <zdzierał maskę z demokracji> (...) ktoś wzniósł okrzyk
<niech   żyją   wybory>   -   Cała   sala   odpowiedziała   gromko   -   <Niech   żyją>.   Manifestacja
powyższa   wywołała   niemałą   konsternację,   która   zakończyła   się   zarządzeniem
przewodniczącego usunięcia z sali sprawcy okrzyku. Ponieważ okazało się, że nie jest on
osamotniony, wywiązała się dłuższa bójka przy pomocy pałek, lasek i krzeseł. Dalsza część

background image

zebrania odbyła się już spokojnie, jednak wobec ław znacznie opustoszałych wskutek wyjścia
oponentów”

41

.

Wileńskie „Słowo” starało się przedstawić rzecz krótko i bezstronnie pisząc:  „Kiedy w

pewnej   chwili   bojówka   PPS   poczęła   wznosić   okrzyki   za   5   przymiotnikową   ordynacją
wyborczą i wyporami, milicja falangi w przeciągu kilku minut usunęła awanturujących się
socjalistów”.

Dosyć podobnie zachował się „Wieczór Warszawski”: „W chwili gdy jeden z mówców, W.

Kwasieborski wystąpił przeciw wyborom i powszechnemu głosowaniu, z grupy znajdujących
się   na   sali   członków   socjal.   TUR   padł   okrzyk   -   <nich   żyje   pięcioprzymiotnikowe
głosowanie>.   W   tym   momencie   B.   Piasecki   wydał   polecenie   usunięcia   socjalistów.   Po
kilkuminutowej bójce straż porządkowa zajście zlikwidowała”

42

.

Sam sprawozdawca „Falangi” przedstawia zgromadzenie jako wielki sukces RNR, a próbę

jego   rozbicia,   jako   nadzwyczaj   nieudaną.  „(Kwasieborski)   Mówi   o   absurdzie
pięcioprzymiotnikowego głosowania. W tym momencie z lewej strony sali pada okrzyk: niech
żyją pięcioprzymiotnikowe wybory. Na sali cisza. Tylko w miejscu skąd padł okrzyk próba
jego   podtrzymania   (...)   Z   trybuny   pada   spokojny   rozkaz   Dziarmagi   (...)   Straż   podbiega.
Krzyczący stawiają opór. To zorganizowana bojówka w sile kilkudziesięciu ludzi. (...) Krótkie,
gwałtowne starcie. Trochę okrzyków i hałasu. Kilku ludzi zwala się na ziemię. Tych wynoszą,
gdyż o własnych siłach nie mogą opuście zebrania. Resztę wyprowadzają wśród rzęsistych
ciosów. Koniec zajścia. Sala śpiewa Hymn Młodych. Po wyjściu z zebrania wrzawa. Straż
porządkowa   rozpędza   bojówki   socjalistyczne   idące   na   odsiecz   obitym   na   zebr.
towarzyszom”

43

.

Oczywiście   tego   typu   ONR-owska   impreza   nie   pozostała   niezauważona   przez   organa

porządku publicznego. Sprawozdanie z tego wydarzenia zaskakuje wręcz swoją oschłością.
Jest   tam   tylko   informacja,   iż   w  związku   z  wiecem   antykomunistycznym   organizowanym
28.11 przez Falangę Komenda Główna Akcji Socjalistycznej organizowała próbę rozbicia
tego wiecu. Próba ta całkowicie nie powiodła się.

Jeszcze w kilka tygodni po opisanych zdarzeniach ich echa przebijały się na łamy prasy,

zwłaszcza lewicowej. Potwierdzało to, iż wiec wywarł silne wrażenie.  „Wspomnieliśmy o
tym, że bojówkarze falangi, którzy w Cyrku poharatali nożami i tępymi narzędziami parę
osób,   uzbrojeni   byli   w   rewolwery.   Twierdzenie   to   oczywiście   podtrzymujemy.   (...)   Opinia
publiczna chce mieć wyjaśnienie skąd się wzięły te rewolwery w rękach członków bojówki
ONR?   Dlaczego   ludzie,   którzy   mają   na   sumieniu   b.   wiele   sprawek   natury   wiadomej   są
posiadaczami broni palnej?”

44

.

Rok   1938   nie   przyniósł   już   tak   wielu   głośnych   starć   narodowo-radykalnych   z

lewicowcami.   Wielkie   oburzenie   w   całym   kraju   wzbudziła   marcowa   sprawa   zabójstwa
księdza przez komunistę. Pisała o tym m.in. prasa narodowa:  „W ubiegłym tygodniu miało
miejsce szereg manifestacji antykomunistycznych, jako reakcja na zamordowanie ks. Streicha
przez członka K.K.P. - Nowaka. Tłumy demonstrowały przed gmachem ambasady sowieckiej,
gdzie,   jak   doniosła   prasa   zostały   wybite   szyby.   (...)   Wznoszono   okrzyki   na   cześć   Ruchu
Narodowo-Radykalnego   i   Bolesława   Piaseckiego”.
  Starcia   spowodowane   próbami
uaktywnienia się sił lewicowych zanotowano w tym czasie na wyższych uczelniach. Doniosła
o   tym   oczywiście   „Falanga”:  „We   wtorek   8   III   grupy   socjal-demokratycznej   młodzieży
usiłowały zorganizowaćdemonstracje na wyższych uczelniach. Wspomagani przez elementy
nieakademickie socjaliści usiłowali kolportować ulotki przed Gmachem U.J.P. i Pol. Warsz.
Między   młodzieżą   narodowo-radykalną   a   socjalistami   wywiązała   się   walka,   której   kilku
socjalistom odebrano pałki i dotkliwie pobito. Na placu pozostały trzy czapki fołksfrontowego
“Bratniaka” (...) W środę socjaliści zgrupowani przed U.J.P. napadli na przechodzącego
studenta.   (...)   Kol.   Szkaradzińskiego   socjaliści   zranili   ciężko   łomem   żelaznym.   Rannego
opatrzono w klinice szpitala św. Rocha”

45

.  Z tego samego dnia także udało się odnaleźć

background image

policyjną notatkę, z której wynika, że w dniu 9 III miało miejsce wywołanie bójki ulicznej
przed gmachem Uniwersytetu Warszawskiego im. Józefa Piłsudskiego pomiędzy członkami
ONR (grupy ABC) i członkami ZNMS. Wbrew pozorom policja niekiedy lepiej orientowała
się   w  takich   wydarzeniach   niż   prasa.   Przykładowo   również   ze   sprawozdania   policyjnego
dowiadujemy się, że dziewięć dni później (18 III) miało miejsce (być może jako odwet za
poprzednie  napaści)  „(...) najście  bojówki  ONR  gr. Falanga  na  lokal  ZNMS przy  ul. Al.
Jerozolimskie 36 oraz pobicie członków ZNMS”

46

.

Marzec   1938r.   nie   był   bynajmniej   miesiącem   spokojnym   na   UW.   Zajścia   i   walki

oenerowców   z   siłami   lewicy   powtarzały   się   niemalże   co   kilka   dni.   Sytuację   obrazuje
dramatyczna wręcz relacja studenta-socjalisty z wiecu „Legii Akademickiej” - ówczesnego
wojskowego przysposobienia studentów. Potwierdza ona, iż atmosfera polityczna tamtych dni
była   faktycznie   dosyć   napięta.  „Wiec   przemienił   się   w   pogrom.   Rozwarły   się   wrota
audytorium i z hasłem obrony Polski przed hitlerowcami, narodowcy zaczęli uganiać się za
Żydami i lewicowcami, którzy przyszli tu mając ze strony dowództwa Legii gwarantowane
bezpieczeństwo. (...) Wyciągnięto przeciw nam pałki i kastety. A nas było za mało aby podjąć
walkę”

47

.  W miesiącu następnym było dosyć spokojnie, jednak już w kolejnym politycznej

tradycji stało się zadość. W związku ze świętem pierwszomajowym doszło do zbiorowego
wystąpienia   ONR   -   na   terenie   miasta   stołecznego   odbyła   się   nielegalna   demonstracja
przeciwko   uczestnikom   obchodów.   Katalog   starć   ONR-owców   z   członkami   ugrupowań
socjalistycznych i komunistycznych zamykają dwa wydarzenia udokumentowane każde tylko
jednym źródłem. Jedna z listopadowych „Falang” napisała:  „W czwartek 3 b.m. wieczorem
miał miejsce napad bojówki na lokal kierownictwa Dzielnicy Warszawskiej przy ul. Kruczej
31. Ok. 20.30 wtargnęło do lokalu kilkudziesięciu uzbrojonych ludzi. Napastnicy rzucili się z
nożami na urzędujących członków kierownictwa RNR i członków organizacji. Po krótkiej
walce napastnicy zostali silą usunięci z lokalu. Podczas zajścia padło kilkanaście strzałów.
Bojówka fołksfrontowa uciekła w popłochu unosząc kilku rannych. Postrzelony został m.in.
ciężko prowodyr bojówki, niejaki Kaszuba, który zmarł po przewiezieniu do szpitala”

48

. Fakt,

że podobno była ofiara śmiertelna i nigdzie indziej nie ma o tym wzmianki, powinien budzić,
moim zdaniem, chociażby nieufność.

Z   kolei   E.   Rudziński   daje   sprawozdanie   z   pewnego   wiecu   zorganizowanego  „(...)   na

Rynku Starego Miasta w Warszawie w końcu 1938 roku pod hasłami obrony zagrożonego
Gdańska i Wybrzeża. W demonstracji biorą udział wszystkie oficjalne organizacje społeczne.
Na Rynku znajdują się także sztandary związków zawodowych i TUR-u. (...) Wyciągnięte w
pozdrowieniu   pięści  robociarskie  i   hymn  robotniczy   stają  się  wyzwaniem   dla  grup  ONR,
znajdujących się w pobliżu. ONR-owcy nie zważając na wyjątkowe okoliczności, rzucają się
na   sztandary   robotnicze.   Uzbrojeni   w   pałki   i   kastety   bojówkarze   osiągają   chwilowo
przewagę.   Z   niespodziewaną   odsieczą   przychodzą   robotnikom   oddziały   Związku
Strzeleckiego. Napastnicy zostają odparci”

49

.

Akcja bezpośrednia w wydaniu ONR nie miała wyłącznie charakteru zaczepnego, jakby to

chcieli widzieć niektórzy. Jednakże swoich wystąpień, także zaczepnych oraz stosowanych w
nich środków narodowi radykałowie się nie wstydzili. Ich zdaniem uderzenia w lewicę były
jak najbardziej słuszne i konieczne jako kierowane we „wrogów Narodu” stojących na drodze
do Nowej Polski.

background image

PRZYPISY

1.

 AAN, MSW 868, s. 3

2.

 A. Tymieniecka, Warszawska organizacja PPS 1918-39, Warszawa 1982, s. 195

3.

  K.   Kawęcki,   Działalność   i   myśl   społeczno-polityczna   ONR-ABC   (praca

doktorska z 1985r.), s. 40-41

4.

 AAN, KZMP 159/VI-17 t. 6

5.

 Klęska komunistów na Pradze, „Sztafeta” z 19 V 1934r., notka redakcyjna

6.

 R. Toruńczyk, KZMP 1933-36, Warszawa 1970, s. 114

7.

  Napad   na   zebranie   robotników   ONR   -   krwawe   starcie   na  Woli,   5   rannych.

Obozowcy odparli napad, „Sztafeta” z 30 V 1934r., notka redakcyjna

8.

 J. Tomicki, Warszawska organizacja PPS 1929-1939, Warszawa 1982, s. 269

9.

 A. Tymieniecka, op. cit., s. 195

10.

 T. Jabłoński, Młodość mego pokolenia, Warszawa 1978, s. 346

11.

 Uzasadnienie rozwiązania ONR za: K. Kawęcki, op. cit., s. 59

12.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 251

13.

 W-wa walczy z Narą, „Tydzień Robotnika” z 10 VI 1934r., notka redakcyjna

14.

 PPS..., s. 946

15.

 AAN, KZMP 159/VI-17 t.6 s. 27

16.

 T. Kozanecki, Z dziejów walk studenckich, Warszawa 1955, s. 140

17.

 A. Garlicki, Pierwsze maje, Warszawa 1984, s. 234

18.

 S. Minorski, Opowieść o „Życiu”, Warszawa 1958, s. 238

19.

 AAN, KPP 158/XII-22 t.l4 (relacja z 1 V 1936r.)

20.

 Politechnika Warszawska 1915-65 (praca zbiorowa) Warszawa 1965, s. 259-60

21.

 S. Minorski, op. cit., s. 247

22.

 Ibidem, s. 346-47

23.

 J. Tomicki, Stanisław Dubois, Warszawa 1980, s. 99-100

24.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 268

25.

 AAN, MSW 859, K. Rz. 297/VII-7

26.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 304

27.

 L. Krzywicki, Wspomnienia, Warszawa 1957-59, s. 364

28.

 L. Krzywicki, op. cit., s. 338

29.

 AAN, KPP 158/XII 22 t.15 s. 100-101

30.

 T. Kozanecki, op. cit., s. 165

31.

L. Blit, The Eastern Pretender, Londyn 1965, s. 53

32.

„Falanga” z 5 IX 1937r.

33.

 W. Sznarbachowski, 300 lat wspomnień, Londyn 1997, s. 148-49

34.

  Napad komunistów na kol. Andrzeja Świetlickiego, „Falanga” z 28 IX 1937r.,

notka redakcyjna

35.

  Jeden   dzień   w   W-wie,   „Falanga”   z   5   X   1937r.,   notka   redakcyjna   (za

„Dziennikiem Ludowym” z 27 IX 1937r.)

36.

  Sz. Rudnicki, ONR- Falanga czyli antysemityzm totalny w: Biuletyn ŻIH nr 3

(159) s. 53

37.

 Z. Przetakiewicz, Od ONR-u do PAX-u. Wspomnienia, Warszawa 1994, s. 26-27

38.

 PPS..., s. 486 (za A. Dudek i G. Pytel, op. cit., s. 90)

39.

 E. Rudziński, R. Olszyna, op. cit., s. 180

40.

 „Falanga” z 7 XII 1937r. (fragment podawany za „Dziennikiem Ludowym” z 29

XI 1937r.)

41.

 Ibidem (za „Czasem” z 29 XI 1937r.)

42.

 Ibidem (za „Wieczorem Warszawskim” z 29 XI 1937r.)

43.

 Ibidem

44.

 „Falanga” z 21-28XII 1937r. (za “Dziennikiem Ludowym”)

45.

  Bojówka socjal-demokralyczna poraniła narodowca na uniwersytecie, ibidem,

notka redakcyjna

46.

 Ibidem

47.

 K. Koźniewski, Różowe cienie, Warszawa, 1960, s. 411

48.

  Napad bojówki fołksfrontowej na lokal RNR w Warszawie, “Falanga” z 8 XI

1938r., notka redakcyjna

49.

 E. Rudziński, op. cit., s. 107

background image

4. Wystąpienia antysanacyjne

ONR powstał na gruncie krytyki dotychczasowej taktyki Obozu Narodowego, który, mimo

swojej siły, został zepchnięty przez sanację do głębokiej opozycji. Narodowy radykalizm,
poprzez   wprowadzenie   nowych   haseł   oraz   zupełnie   nowatorskiego   stylu   działania,   miał
ambitne plany przejęcia władzy w Polsce. Rządy sanacyjne oceniano niezwykle negatywnie,
podnosząc  postulaty permanentnej  walki   z  ich   antypolską  polityką.   Szybki   i  dynamiczny
rozwój   ugrupowania,   bezkompromisowa   realizacja   głoszonych   haseł   z   pewnością
przestraszyła   obóz   rządzący.   Już   w   około   miesiąc   po   powstaniu   ONR,   na   jego   drugim
masowym wystąpieniu publicznym (20 V), sanacja zdecydowała się na swoistą demonstrację
siły. „(...) Wydział Stołeczny ONR zorganizował wycieczkę do Międzylesia pod Warszawą. Był
to jakby zlot pierwszych ośrodków ONR z Warszawy. Wzięło w nim udział około 600 osób. W
Międzylesiu, po Mszy Św., odbyła się defilada, którą przyjął Mieczysław Prószyński. Podczas
defilady   interweniowały   zmobilizowane   oddziały   policji.   Ponad   100   osób,   pod   zarzutem
zakłócenia spokoju publicznego, zostało aresztowanych”

1

.

Relacja prasy narodowo-radykalnej jest co do tego zdarzenia dużo bardziej szczegółowa:

„W pierwszy dzień Zielonych Świątek oddział stołeczny ONR zorganizował wycieczkę 600
osób do Międzylesia. Odbyła się tam Msza Św., a następnie defilada i zabawa. W pewnym
momencie pojawiło się ponad 100 policjantów. Bez oporu zatrzymali oni wspomagani przez 3
samochody pancerne i kilkanaście motocykli ponad 300 osób, przewiezionych następnie do
Warszawy, co wywołało w mieście niemałą sensację. Zachodzi pytanie po co przemęcza się
policję   każąc   w   uroczysty   dzień   rozpraszać   wycieczki.   (...)   120   obozowców   przed   sądem
starościńskim   -   skazani   na   grzywny   od20   do   200   zł   z   ewentualną   zamianą   na   areszt.   8
przewiezionych na Pawiak za czynną napaść na policjantów”

2

.  Akcja ta jednak wcale nie

zahamowała prężnego rozrastania się organizacji. Zapewne wielu jej członków i sympatyków
tylko utwierdziło się we wcześniejszym oświadczeniu jednego z czołowych aktywistów, M.
Prószyńskiego, iż  „O.N.R. dzieli od sanacji mur żydowski”.  Po krótkim okresie istnienia
ONR   został   po   prostu   zdelegalizowany   i   po   dostosowaniu   się   do   nowych   warunków
rozpoczął   działalność   nielegalną,   a   właściwie,   gwoli   ścisłości,   półlegalną.   Cały   czas
utrzymywano w propagandzie ostrą linię antyrządową, zaś okresowe kontakty z sanacją były,
moim   zdaniem,   instrumentalne   i   miały   przynieść   korzyści   doraźne.   Jedne   z   pierwszych
wytycznych ONR głosiły:  „Polak jest sanatorem przez głupotę lub dla interesu. Jeżeli jest
przez głupotę trzeba go uświadomić (...) Gdy walczy z ONR dla interesu (...) trzeba mu
zagrozić karą, gdy walczy dalej z ONR należy uznać go za wroga rew. nar.”

3

.  Narodowi

radykałowie   dosyć   szybko   adaptowali   się   do   działalności   konspiracyjnej.   Ogniskami
aktywności   antysanacyjnej   stały   się   przede   wszystkim   szkoły   wyższe,   w   większości
opanowane   przez   młodzież   narodową.   Jedna   z   ulotek   poprzedzających   ostre   wystąpienia
antyrządowe ogłaszała: „Dopóki trwa dyktatura, dopóki rząd broni Żydów, dopóki służy złotej
międzynarodówce,   dopóki   trwa   chaos   społeczny,   trwa   nędza   i   wyzysk,   dopóty   jawna
działalność   ONR   jest   niemożliwa.   Byłoby   to   dekonspiracją   ludzi,   kompromitacją   idei   i
zejściem na kompromisy z ustrojem żydosanacyjnym”.
 Na samych uczelniach starcia między
ONR-owcami   a   młodzieżą   pro-rządową   należały   raczej   do   rzadkości,   a   to   z   tej   prostej
przyczyny, że „sanatorzy” nie byli w stanie nawiązać walki, ze względu na swą znikomą
liczebność, malejącą jeszcze w drugiej połowie lat ‘30. Kamieniem węgielnym nastrojów
antysanacyjnych wśród młodzieży były płatności za naukę, bardzo wysokie jak na możliwości
akademików. Sprawozdanie MSW na temat nastrojów studenckich stwierdzało:  „Walka o
zniżenie   opłat,   frontem   zwrócona   przeciw   rektoratom   i   przeciw   Ministerstwu   Wyznań
Religijnych   i   Oświecenia   Publicznego,   zasadniczo   jednoczyła   wszystkie   ugrupowania
akademickie   bez   różnicy   przekonań,   od   Młodzieży   Wszechpolskiej,   członków   b.   O.N.R.   i

background image

Sekcji Akademickiej Stronnictwa Narodowego, aż do komunizującego Związku Niezależnej
Młodzieży Socjalistycznej i typowo komunistycznej O.M.S. Życie”.

W pewnym stopniu potwierdzeniem tych słów był strajk antyopłatowy na Politechnice, w

którym jednak zdecydowanie pierwszoplanową rolę odegrali oenerowcy.  „W dniu 9 III na
terenie Politechniki odbył się wiec antyopłatowy, na który zjawili się tłumnie także studenci z
innych   uczelni:   Uniwersytetu,   gdzie   ONR   przez   krwawe   awantury   antysemickie   (4   III)
doprowadził do zawieszenia zajęć, i Szkoły Nauk Politycznych, skąd policja poprzedniego
dnia siłą usunęła strajkujących. Wobec trzy i pół tysięcznej rzeszy młodzieży, nowy prezes
Bratniej Pomocy M. Ostromęcki proklamował strajk okupacyjny, wysuwając jedynie hasła
ekonomiczne. Przemawiający z ramienia lewicy Rumiński i Zubrzycki próbowali wprowadzić
elementy polityczne, ale zostali zakrzyczani przez silny liczebnie ONR. Kierownictwo strajku
objął były prezes Bratniej Pomocy T. Salski (...) Po południu gmachy Politechniki zostały
obstawione przez policję, która jednak w myśl obowiązujących przepisów nie mogła wejść na
teren uczelni bez zgody rektora”

4

.

Przebieg   samego   strajku   dobrze   oddaje   jednak   relacja   uczestnika   wydarzeń,

komunistycznego sprawozdawcy: „Rozpoczęła się okupacja. W ciągu pierwszego dnia aż do
wieczora dostęp do Polit. był wolny, to też liczba okupujących ją znacznie wzrosła, przyczem
b. wielu niepolit. ONR skupiła swoją bojową org. w liczbie (...) 400 ludzi, byli tam pono i
nieakademicy. (...) należy stwierdzić, że w pierwszym i drugim dniu był całkowicie ONRowski
porządek (śpiewy, modlitwy itp.) kierownictwo strajku było całkowicie w ich rękach, nasi byli
tylko w kierownictwach poszczególnych grup. ONRowcy dawali tylko komunikaty w sprawie
żywności itp. - natomiast ani słowem nie wspominali o wynikach rokowań z władzami. (...)
poczęły pojawiać się objawy niezadowolenia”

5

. W wyniku pertraktacji kierownictwo strajku,

całkowicie zmonopolizowane, jak czytamy w relacjach, przez młodzież narodowo-radykalną,
zdecydowało się na jego zakończenie. Być może nie chciano doprowadzić do eskalacji żądań
oraz do odbierania ONR jako formacji nie tylko antysanacyjnej, ale wręcz antypaństwowej.
Taka „zdrada” oburzyła wielce lewicę, która gwałtownie zaprotestowała i chciała koniecznie
kontynuować protest. Mimo wszystko przywódcy ONR-u dokonali dalszych posunięć. Na
hasło „strajk bez komunistów” szybko i sprawnie usunięto z terenu uczelni Rumińskiego i
innych   działaczy   „Życia”.   Salski   wygłosił   wówczas   kolejne   przemówienie,   a   po   nim   w
imieniu senatu zabrał głos prof. Chrzanowski, który zagwarantował nie usunięcie nikogo z
uczelni, nie karanie za strajk, przesunięcie terminu wpłaty drugiej raty czesnego, liczne ulgi
oraz postawienie w Ministerstwie sprawy opłat w bardzo kategorycznej formie. Pod presją
bojówek ONR-u strajk został zakończony. Sz. Rudnicki w swojej krótkiej na ten temat relacji
nieco inaczej widzi przyczynę szybkiego zakończenia tej antyrządowej akcji protestacyjnej.
„NaPolitechnice Warszawskiej oenerowcy pod wodzą Tadeusza Salskiego ogłosili blokadę
uczelni (9-11 III 36). W trakcie tej blokady usunęli z gmachu członków “Życia” i innych
organizacji   lewicowych,   co   nie   znalazło   uznania   nawet   u   niektórych   członków   ONR.   Ze
strachu, że robotnicy warszawscy mogą ogłosić strajk solidarnościowy, blokadę przerwano
wbrew woli większości studentów. Przeciwko opornym wystąpiły bojówki ONR”

6

. Dla mnie

osobiście   jest   niezrozumiałe,   dlaczego   narodowo-radykalni   mieli   by   się   obawiać
solidarnościowego   strajku   robotników,   przecież   w   prawie   każdym   numerze   prasy   ONR-
owskiej   z   tego   okresu   miało   miejsce   podkreślanie   właśnie   akademicko-robotniczego
charakteru ruchu.

Wracając   jednak   do   okupacji   Politechniki   -   nielegalna   „Sztafeta”   pisała:  „Przed

kilkunastoma   dniami   odbyły   się   w   Warszawie   rozruchy   studenckie.   Kilka   tys.   młodzieży
akademickiej, okupowało przez 3 dni gmach politechniki. Równocześnie do 3 tys. ludzi liczące
oddziały demonstrowały na mieście przeciw sanacji. Całe miasto zostało poruszone. Żywy
kontakt   ze   społeczeństwem   Warszawy   -   nawiązany.   Zachowanie   policji   -   chamskie   i
bestialskie. Jeden ze studentów skatowany w kościele w. Krzyża zmarł w szpitalu Św. Rocha.

background image

Rozruchy te były próbą sił i sprawności techn. sekcji akademickiej ONR w stolicy. Próba
wypadła  dobrze”

7

.  Relację  tę  niejako  potwierdza  i  uzupełnia  L.  Krzywicki:  „Akademicy,

rozpraszani,   wciąż   zbierali   się   ponownie   -   dopiero   rozproszono   ich   ostatecznie   przed
pomnikiem Kopernika a kościołem Świętego Krzyża, paru opatrywać musiało pogotowie i
umieścić   w   szpitalach.   Inny   pochód,   lewicowy   podążył   ku   Ministerstwu   Oświecenia”.
Wkrótce po tych burzliwych wydarzeniach, które uzmysłowiły zapewne obozowi rządzącemu
jego „popularność” wśród studentów, Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego
wydał specjalny okólnik, w którym m.in. czytamy: „(...) mogą odbywać się za każdorazowem
zezwoleniem rektora zgromadzenia akademickie w obecności rektora lub jego delegata. W
zgromadzeniach  tych  mogą  brać udział  wyłącznie  słuchacze  danej  szkoły,  przytem  wolno
omawiać tylko sprawy, ściśle związane z życiem akademickiem, zgodnie z zapowiedzianym i
przez rektora zatwierdzonym porządkiem obrad. (...) powinien być zastrzeżony udział rektora
(...)   z   prawem   rozwiązania   /przerwania/   zebrania   w   razie,   gdy   jego   przebieg   nie   będzie
zgodny   z   zatwierdzonym   programem   lub   zajdzie   obawa   o   mogące   zakłócić   życie   szkoły
zagrożenie   bezpieczeństwa,   spokoju   i   porządku   publicznego”

8

.  Gwałtowne   zajścia   nie

ominęły też jesienią 1936r. SGH. Ich powodem były zarówno wysokie opłaty za studia oraz
posunięcia rektora uczelni, Miklaszewskiego, zresztą zaciekłego piłsudczyka, prześladującego
zdaniem   ONR,   młodzież   narodową.   Hasła   antysemickie   były   tych   zdarzeń   oczywistym
dodatkiem. Tak wspominał te dni L. Krzywicki, wówczas profesor tej szkoły: „Ale wracam
do zajścia z 25 października. Przybywszy przed jedenastą do Szkoły Głównej Handlowej na
wykłady zastałem wielkie drzwi prowadzące do wnętrza zamknięte na łańcuch wewnętrzny
(...) a przy łańcuchu trzech cerberów-dozorców szkolnych stojących na straży niewpuszczania
do   Szkoły   nie   należących.   (...)   Okazuje   się,   przyszedłem   po   pierwszym   wybuchu.   Rzecz
rozpoczęła się o godzinie dziesiątej kiedy profesor Jarra skończył swój wykład. (...) zgoła nie
student   Szkoły,   zaczął   rozrzucać   dymiące   świece   (...)   Była   to   mgła   zasłaniająca   i
zabezpieczająca. Inni  schwytali  ławę  z bufetu, a nie  mogąc  wyważyć drzwi  do kwestury,
wybijali nią okna wysoko nad drzwiami i rzucili przez wybite szkła do niej takież świece (...)
wydobyto węża i zaczęto lać wodę na korytarzach, następnie przerzucono go przez szyby
stłuczone   do   kwestury,   ażeby   ją   zalać.   (Jeden   z   woźnych,   już   przyzwyczajony   do   takich
wybryków, pobiegł do piwnic i zamknął dostęp wody do kranu). Dozorcy i woźni również
otworzyli   okna,   ażeby   dać   ujście   gazom  dymnym”

9

.  Z   taką   wielką   zaciekłością   młodzież

atakowała kwestury, gdyż właśnie to był najbliższy namacalny symbol reżimu i ustalonego
przezeń (naturalnie nie bezpośrednio) czesnego. Powyższy autor przytacza także tekst jednej
z ulotek z tych dni:  „W sprawie czesnego zrobiliśmy co w ramach wyższej uczelni uczynić
można   było   (...)   Gdy   to   nie   pomogło,   pokazaliśmy,   że   nie   tylko   prosić   potrafimy.   (...)
Wystarczyłoby zredukować kilka luksusowych samochodów osławionej kolumny lub obciąć
dochody różnym dygnitarzom. (...) I dlatego ONR (...) wzywa was do walki o Wielką Polskę,
do walki z Jej wszystkimi wrogami - żydokomuną, która dziś stoi za rządami sanacji”.

Władze   sięgnęły   naturalnie   w   tej   konfrontacji   po   rozwiązania   najprostsze.  „Przed

dwunastą w nocy przedstawiciel policji oświadczył młodzieży, iż jeżeli do tej godziny nie
zdecyduje się dobrowolnie opuścić gmachu, policja będzie ją usuwała siłą. Młodzież, widząc,
że siła jest po stronie przeciwników, poddała się. (...) Sprawdzenie legitymacji i zagarnięcie
tych,   którzy   nie   mogli   wylegitymować   się   do  “sanatoriów”  policyjnych,   zakończyło   sobą
zamieszki   w   Szkole   Głównej   Handlowej”

10

.  Jednakże   chyba   największym   wystąpieniem

młodych narodowych radykałów, o charakterze antyrządowym i naturalnie antysemickim (w
cytowanych już proklamacjach ONR z tego okresu widzimy, że starano się łączyć te dwie
kwestie) była blokada Uniwersytetu Warszawskiego w listopadzie 1936r. Powody akcji były
takie   same   jak   na   innych   uczelniach,   tyle,   że   przebieg   okazał   się   dużo   gwałtowniejszy.
Następująco   wspominał   te   wydarzenia   i   ich   okoliczności   naoczny   świadek   i   aktywny
uczestnik z ramienia RNR, Z. Przetakiewicz: „Po powrocie z wakacji 1936 roku zrobiliśmy

background image

naradę i postanowiliśmy dokonać demonstracyjnej blokady Uniwersytetu Warszawskiego. W
tym celu nawiązałem kontakt z szefem Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego Witoldem
Borowskim, który kierował jednocześnie Młodzieżą Wszechpolską. W rozmowach uczestniczył
również   jego   zastępca   Jan   Barański.   (...)   23   listopada   moi   koledzy   obsadzili   wszystkie
kluczowe punkty Uniwersytetu. Rozpoczęła się blokada. Sparaliżowała ona na kilka dni pracę
uczelni. Władze były początkowo zaskoczone, ale szybko przeszły do kontrakcji (...) Kiedy pod
koniec   trzeciego   dnia   blokady   stało   się   jasne,   że   policja   wejdzie   na   teren   Uniwersytetu,
przypuści szturm, Borowski i Barański zaczęli się wahać. (...) Zorientowałem się, że miękną.
Szybko wezwałem swoich kolegów z RNR, otoczyliśmy ludzi z komitetu blokady i zwróciłem
się do nich: żadnej kapitulacji nie będzie, jeśli zechcą szturmować niech szturmują, będziemy
wałczyć do końca. (...) Nie mieli innego wyjścia jak przyjąć moje warunki. Po tym incydencie
rozpoczęliśmy   przygotowania   do   odparcia   ataku   policji   na   Audytorium   Maximum.
Zabarykadowaliśmy drzwi. Na dachu zgromadziliśmy wszystko co nadawało się do rzucania,
od kamieni począwszy. (...) Zbliżał się późny wieczór 25 listopada 1936 r. Na teren uczelni
weszły znaczne oddziały policji. Spostrzegłem zwarte kolumny specjalnych oddziałów policji z
Golędzinowa. Byli wyposażeni w hełmy z opadającymi na kark ochraniaczami oraz długie
pałki. Pod gmach Audytorium Maximum podjechał też wóz straży pożarnej i reflektor, którym
policja chciała nas oślepić. (...) Po paru minutach dowódca oddziału policji wydał rozkaz
szturmu.   Zapalono   reflektor,   a   wóz   straży   pożarnej   zaczął   oblewać   budynek   audytorium
strumieniem wody. Zwarty oddział policji zbliżył się do wyjścia i właśnie w tym momencie na
głowy   atakujących   posypał   się   grad   kamieni,   zbiliśmy   reflektor   i   ugodziliśmy   kilku
policjantów. Oni zaczęli wybijać szyby i wrzucać do wnętrza granaty łzawiące i gazowe. Po
pewnym   czasie   nie   było   czym   oddychać.   (...)   Policjanci   nie   dopuszczali   by   ktokolwiek
wychodził z budynku. Przy pomocy drabin zaczęli wdzierać się do wnętrza. Po kilkunastu
minutach nasz opór był złamany”

11

.

W sumie  dosyć   podobna  w  treści  jest  relacja, jak zwykle  dobrze  poinformowanego  o

wybrykach oenerowców L. Krzywickiego. „O dwunastej w nocy policja weszła na podwórze
uniwersyteckie   i   otoczyła   gmach.   Dół   był   zatarasowany   zasiekami   (...)   Bojówka   zaś,   z
najbardziej   gorąco   usposobionymi   obrała   za   miejsce   obrony   płaski   dach   gmachu.
Przygotowano tam kamienie i cegły, szczapy drzewa, skrzynie do kwiatów, znajdujące się w
oknach pierwszego piętra zostały napełnione kamieniami, tak iż przy nachyleniu te spadały z
wysokości kilku metrów na głowy policji. W ogóle dostęp od dołu do środka gmachu był
trudny, a przynajmniej wymagałby dłuższego czasu i był dość niebezpieczny dla wdzierającej
się   policji.   Ta   postanowiła   zaatakować   studentów   przez   okna   pierwszego   piętra,   nie
obwarowane.   Rozbijano   szyby   i   rzucano   tamtędy   granaty   łzawe   i   dymiące,   po   czym   po
drabinach wdzierano się przez okna - cała rozprawa trwała ostatecznie około kwadransa.
Część obecnych opierała się: rzucała cegły, broniła się szczapami. Na ogół młodzież nie
spodziewała   się   tak   poważnego   natarcia   i   wśród   niej   rozpoczął   się   popłoch.   Usiłowała
uniknąć aresztu. Wielu studentów wyskakiwało z okna pierwszego piętra. Naturalnie ten i ów
potłukł się silnie”

12

.  Decyzja władz o użyciu siły zaowocowała niestety sporymi  stratami

materialnymi   na   uczelni   oraz   licznymi   obrażeniami   u   uczestników   zajść.  „Zniszczenie
gmachu było duże, choć mniejsze niż podawały gazety. Naturalnie duże szyby w oknach były
potłuczone, jako też lampy. Niektóre wieszaki powyrywane i połamane, jak również niektóre
drzwi. Dokumenty zostały odymione rzucanymi bombami, a ponieważ zajęły się ogniem, więc
zatopiono je w potokach wody. (...) Opierających się, a wziętych na górze ze szczapami w
ręku   silnie   potarmosiła.   Zresztą   i   niektórzy   z   policji   byli   mocno   poturbowani”

13

.  O   tak

szumnych wydarzeniach napisała oczywiście ówczesna prasa. „Falanga”, widocznie woląc na
gorąco nie komentować tej akcji, przytoczyła tylko relację innej gazety, chyba nieco bardziej
szczegółową niż powyższe. „Ponieważ studenci w określonym terminie nie opuścili gmachu,
policja   przystąpiła   do   usunięcia   ich   siłą.   Zablokowany   gmach   A.   Maximum,   w   którym

background image

poprzednio   wyłączone   było   światło   został   nagle   oświetlony.   Przed   budynek   zajechały   4
motopompy   i   7   hydrantów   straży   ogniowej.   Puszczone   strumienie   wody   wybiły   szyby
frontowe.   W   tej   chwili   z   wnętrza   rozległy   się   krzyki   i   na   strażaków   posypał   się   grad
brukowców rzucanych przez zablokowanych z okien i dachu. Strażacy odstąpili - naprzód zaś
wysunęła  się  kompania  rezerwowa  policji  z Golędzinowa  uzbrojona  w hełmy,  pancerze  i
tarcze. Policjanci zarzucili okna pociskami gazowymi i przystąpili do wyważania drzwi. Do
pomocy użyto toporników straży ogniowej, którzy wyrąbali drzwi, po czym policja wpadła do
hallu, który zawalony był połamanymi wieszadłami i ławami. Tymczasem wnętrze gmachu
wypełniły już gęste kłęby gazu łzaw. i gdzieniegdzie pokazał się ogień. Kilkunastu studentów
wyskoczyło   przez   okna   z   I   p.   Kompania   rezerwowa   szybkousunęła   przeszkody   w   hallu   i
wkroczyła do auli i audytoriów gdzie zamknęli się blokujący. Po upływie kilkunastu minut
sytuacja   była   opanowana.   Blokujących   obezwładniono   i   wyprowadzono   na   dziedziniec.
Wśród nich znajduje się kilkunastu nieprzytomnych wskutek zagazowania”

14

. Z niewiadomych

przyczyn, zazwyczaj chętnie rozwodzący się nad ekscesami ONR-owców Sz. Rudnicki na
temat blokady uniwersytetu jest niezwykle oschły w swojej wypowiedzi. Wspomina tylko, że
na   Uniwersytecie   Warszawskim   blokada   trwała   dwa   dni,   po   czym   jej   uczestnicy   zostali
usunięci z uczelni przez policję. Władze poirytowane wystąpieniami młodzieży akademickiej
zastosowały represje. Zatrzymanych po blokadzie w większości bez ceregieli przewieziono do
więzienia.

Jednocześnie   zajęcia   na   uniwersytecie   zostały   zawieszone   aż   do   7   stycznia   1937r.   i

nakazano   nowe   zapisy   na   studia.   „Falanga”   w   połowie   stycznia   poinformowała,   że   po
blokadzie aktami oskarżenia objęto około 300 osób, w tym 70 kobiet. W jednym z następnych
numerów gazeta ta podjęła ostrą polemikę z socjalistycznym „Robotnikiem”, a dotyczącą
właśnie powyższych zagadnień:  „Robotnik pisze w artykule pt. <Parę słów o zajściach na
wyższych uczelniach: Przywódcy end. i ONR-owskiej młodzieży cieszą się bezkarnością, a w
związku z tym są coraz bardziej rozzuchwaleni> -  No moi panowie czy aby istotnie ci ONR-
owcy <cieszą się bezkarnością> -   Przeczą temu długie listy zawieszonych i usuwanych z
uczelni, dochodzenia dyscyplinarne, cele w Więzieniu Centralnym. Tak wygląda w praktyce
istotna <bezkarność> młodych narodowców”

15

. Jako ciekawostkę sporego kalibru chciałbym

w   tym   miejscu   przytoczyć,   może   trochę   odbiegając   od   tematu,   jeszcze   jeden   fragment
związany z omawianą kwestią.  „Policja nigdy nie aresztowała nikogo za ten akt terroru
chociaż nie było tajemnicy co do jego wykonawców. Nie doprowadzała też policja przed
oblicze   sądu   Falangistów,   kiedy   to   ranili   oni   czy   nawet   mordowali   ludzi   w   centrum
Warszawy”

16

. Jak więc widać, zdania o ponoszeniu odpowiedzialności za swoje czyny przez

oenerowców są bardzo podzielone, ale głębsza analiza tego zagadnienia wykraczałaby już
poza ramy tej pracy. W ostatnio cytowanym numerze „Falangi” możemy też dowiedzieć się,
że represje władz sanacyjnych nie wpłynęły bynajmniej pozytywnie na stosunek narodowo-
radykalnych do obozu rządzącego i wszystkiego, co się z nim kojarzyło. Wręcz przeciwnie:
już w styczniu 1937r. w sanacyjnym Kole Medyków-UW odbył się odczyt niejakiego prof.
Szymanowskiego,   w   czasie   którego   rzucono   3   bomby   z   gazem   cuchnąco-łzawiącym.
Zamachu   dokonał   student   UW,   J.Dumała.   Wraz   z   nim   zatrzymano   jeszcze   5-ciu   innych
studentów UW i SGH za stawianie czynnego oporu policji i próbę odbicia zatrzymanego. Jak
możemy  wnioskować,   starcia   policji  z   młodzieżą   narodowo-radykalną   były  dosyć   częste.
Jeżeli   wierzyć   relacjom   ówczesnych   studentów,   to   nawet   pewne   przedmioty,   w   zasadzie
codziennego użytku (np. dla korporantów, w większości sympatyzujących z ONR) urosły do
rangi   symboli.   Jeden   z   korporantów   wspominał:  „Nauczyciel   historii   z   gimnazjum   im.
Batorego w Warszawie (...) uczył nas po maju, że symbolem “antypaństwowości” jest laska,
do której młodzież narodowa przytwierdza żyletki w celu okaleczania koni policjantów w
czasie manifestacji”

17

.  Z kolei inny uczestnik takich wydarzeń tak opisał swoje obserwacje

przed   rozpoczęciem   demonstracji:  „Rosły   student   w   okrągłej   czapce   ozdobionej   złotymi

background image

kłosami   pszenicy   demonstrował   w   grupie   bliższych   kolegów,   w   jak   przemyślny   sposób
umocował   na   końcu   laski   ostrze   żyletki.   Koledzy   z   dużym   zainteresowaniem   oglądali   tę
innowację.   Wynalazku   dokonano   we   Lwowie,   ale   na   terenie   Warszawy   była   to   nowość.
Tymczasem z kościoła wychodził już tłum studentów...”

18

. Do niezwykle ostrych wystąpień, u

źródeł skierowanych przeciwko sanacyjnym rządom doszło na przełomie marca i kwietnia
1937r.   Prawdopodobnie   w   ramach   represji   wobec   akademików-narodowców   za   marcowe
ekscesy antysemickie minister Świętosławski zarządził rozwiązanie wszystkich politycznych
stowarzyszeń studenckich (m.in. na Politechnice Narodowego Związku Polskiej Młodzieży
Radykalnej) oraz zawieszenie stowarzyszeń samopomocowych.

Początkowa   reakcja   młodzieży   oenerowskiej   była   bardzo   ostra:   w   dniu   wznowienia

wykładów (jedynie dla dwu wyższych lat studiów) rozrzucono w gmachu głównym świece
dymne, a w hallu - rzucono granat ręczny. Senat zdecydował jednak zajęć nie przerywać, a
nawet   po   pewnym   czasie   wznowił   je   -   mimo   powtarzających   się   awantur   i   na   niższych
semestrach.   Wnikliwy   obserwator   sytuacji   i   nastrojów   studenckich   w   tych   dniach,   L.
Krzywicki,   bardzo   negatywnie   ocenił   to   posunięcie   członka   rządu.  „I   w   tej   oto   sytuacji
minister Świętosławski zamyka Bratnie Pomoce w paru wyższych zakładach. Zamknięcie to
było   jak   gdyby   strumieniem   przysłowiowej   oliwy,   wlanym   do   wygasającego   ogniska.
Poniechano donioślejszej akcji, jaką byłoby surowe ukaranie jawnych i znanych uczestników
takich wydarzeń jak porwanie się na profesora Tadeusza Kotarbińskiego (...)”

19

. Oburzenie w

środowiskach   narodowo-radykalnych   (związanych   z   Bratnimi   Pomocami)   było   ogromne.
Nieomal codziennie na uczelniach odbywały się wiece protestacyjne, pod gmach MWRiOP
ciągnęły   demonstracje   akademików.  „Dnia   29-go   w   Szkole   Handlowej   było   na   razie
spokojnie. Natomiast w Szkole Gospodarstwa Wiejskiego zabawiano się petardami i podobno
wysadzono drzwi wejściowe. Sądząc z ulotek rozrzuconych w gmachu Uniwersytetu, zresztą
prawie pustego, zajścia w obu zakładach powyżej wymienionych były wstępną mobilizacją
przed   zamierzonymi   wielkimi   manifestacjami   przeciw   Ministerstwu   Oświecenia.   Główna
Szkoła Handlowa, niedostatecznie zaznaczywszy swój stosunek do ministra w poprzednich
wystąpieniach wynagrodziła to sobie 30 kwietnia, kiedy według przyjętego rytuału urządziła
w hallu masówkę. Tylko, że zamiast zwykłych okrzyków przeciwko rektorowi, wydawała je
przeciwko ministrowi Świętosławskiemu. Świętosławski stawał się czymś w rodzaju betenoire
dla kołtunerii endeckiej i klerykalnej”

20

. Charakterystyczne, że „Falanga”, przypuszczalnie z

powodu politycznej koniunktury, tylko oględnie napomknęła o mających miejsce zdarzeniach,
bez wdawania się nawet w typowe dla siebie komentarze. Gazeta pisała: „Pierwszego dnia po
otwarciu Politechniki i SGGW rzucono na obu uczelniach świece dymne, bomby łzawiące i
petardy.   Prasa   żydowska   twierdzi,   że   <jest   to   demonstracja   ONR   przeciwko   zamknięciu
bratnich pomocy>”.
  Mimo wszystko sanacja nie rezygnowała z różnych wybiegów w celu
pozyskania choćby małej części młodzieży studenckiej. Przykładowo wiadomo, że 05.11.
1937r.   miało   odbyć   się   zebranie   informacyjne   sanacyjno-lewicowej   tzw.   „Akademickiej
Bratniej   Pomocy”   U.J.P.   Na   zebraniu   tym   było   przewidziane   przemówienie   prof.
Michałowicza, znanego z wrogości do idei getta ławkowego (według określenia ówczesnych
studentów myślących po polsku tzw. żyda „honoris causa”). Gdy zebranie miało się zacząć,
na salę weszła grupa ok. 150 studentów kolportując „Falangę”, „Akademika Polskiego” itp.
Jednocześnie w różnych częściach sali wynikły bójki między młodzieżą narodowo-radykalną
a   lewicową.   W   szybkim   tempie   niewydarzeni   obrońcy   „demokracji”   i   „postępu”   zostali
poturbowani i wyrzuceni z sali. W tym czasie przykre chwile przeżył sam prof. Michałowicz,
który   w   obawie   o   swą   skórę   zamknął   się   w   pokoju   profesorskim.   Studenci   zaczęli
bombardować drzwi doniczkami i innymi przedmiotami. Profesor umknął drugim wyjściem.
Zebranie po prostu nie odbyło się z przyczyn obiektywnych. Symboliczna wręcz jest relacja
studenta-socjalisty   z   wiecu   Legii   Akademickiej,   tworu,   który   poprzez   imitację   służby
wojskowej również miał przybliżyć młodzież do obozu rządzącego. „Ale nikt nie omieszkał

background image

raz jeszcze głosić swych własnych haseł politycznych, więc było coraz goręcej. Akademicy z
Legionu Młodzieży Polskiej zaintonowali “Pierwszą Brygadę”, jakże wątłe podjęły ją siły.
Wtem   buchnął   “Hymn   młodych”,   pieśń   pałkarzy,   i   sala   ryknęła   głośno.   Oficerowie   i
profesorowie   zerwali   się   z   miejsc,   honorując   hymn   rasistów   i   antysemitów.   “Pierwsza
Brygada” została zagłuszona, zatłamszona, grzmiał tylko “Hymn młodych” (...) I raptem -
zgodnie z logiką rzeczy - “Hymn” przekształcił się w burdę”

21

.  Jedną z ostatnich okazji do

bezpośredniej konfrontacji ONR-owców z siłami sanacyjnymi była ostatnia rocznica śmierci
Wacławskiego obchodzona w II Rzeczpospolitej. Dnia tego na nabożeństwo żałobne oraz
wiec późniejszy przybyło kilka tysięcy studentów. Po wiecu brutalnie zaatakowała pochód
policja. Rozpraszanie nie przynosiło efektów - doszło do starć o charakterze poważniejszym.
Na   Nowym   Świecie   młodzież   nawet   rozbroiła   policję   nie   dopuszczając   do   użycia   broni
palnej. Ostatecznie więc nie doszło do autentycznego i trwalszego porozumienia ONR-owców
z obozem rządzącym, lecz wkrótce przestało to już mieć znaczenie. Znamienne jest dosyć w
tym miejscu zawiadomienie MSW dotyczące ewentualnej legalizacji ONR z marca 1938r.
opatrzone klauzulami: tajne, pilne, do rąk własnych.  „(...) w przypadku, gdyby organizacja
ONR, która jest nielegalną i taką pozostaje, zgłosiła władzom administracji powstanie tego
“komitetu” lub powstanie org. pod nazwą ONR nie należy w żadnym wypadku przyjmować
tego do wiadomości, a tym bardziej legalizować. Tak samo należy się ustosunkować do ONR
grupy ABC”

22

.

background image

PRZYPISY

1.

 Kawęcki, Działalność i myśl społeczno-polityczna ONR-ABC (praca doktorska z

1985r., mps. w posiadaniu autora), s. 40

2.

 Wycieczka ONR i Za wycieczkę do Międzylesia, „Sztafeta” z 22V i 23V 1934r.,

notki redakcyjne

3.

 AAN, MSW 868, s. 3

4.

 Politechnika Warszawska 1915-65 (praca zbiorowa), Warszawa 1965, s. 258

5.

 AAN, KZMP 159/VI-17 l. 6, s. 27

6.

 Sz. Rudnicki, ONR-geneza i działalność, Warszawa 1985, s. 304

7.

 Rozruchy studenckie, „Sztafeta” z III 1936r., notka redakcyjna

8.

 AAN, MWRiOP 258, s. 89

9.

 L. Krzywicki, op. cit., s. 357-59

10.

 Ibidem, s. 362-63

11.

 Z. Przetakiewicz, Od ONR-u do PAX-u. Wspomnienia, Warszawa 1994, s. 20-22

12.

 L. Krzywicki, op. cit., s. 340

13.

 Ibidem, s. 341

14.

 „Falanga” z 5 XII 1936r. (za “Polską Zbrojną”)

15.

 Ładna bezkarność, „Falanga” z 311 1937r., notka redakcyjna

16.

L. Blil, The Eastern Pretender, Londyn 1965, s. 53

17.

Polskie Korporacje Akademickie - Biuletyn Zarządu Stowarzyszenia Filistrów

PK!A w Warszawie, Warszawa 1995, s. 87

18.

 S. Minorski, Opowieść o „Życiu”, Warszawa 1958, s. 169

19.

 L. Krzywicki, op. cit., s. 309

20.

 Ibidem, s. 316

21.

 K. Koźniewski, Różowe cienie, Warszawa 1960, s. 410

22.

 AAN, MSW 1225, s. 3

background image

5. ONR „ABC” kontra 

RNR 

„Falanga”

Fakt   rozbicia   się   ONR-u   na   dwa   odłamy   w   naturalny   sposób   zaowocował   pewną

rywalizacją w łonie narodowo-radykalnych środowisk. Spore - wbrew pozorom - różnice
programowe   oraz   (najprawdopodobniej   w   znacznie   większym   stopniu)   kontrowersje
koncentrujące   się   wokół   zagadnienia   bieżącej   taktyki   walki   i   działalności   politycznej
spowodowały stopniowe narastanie wzajemnych animozji. Obie strony wzajemnie oskarżały
się o zdradę idei, prowokacyjność, rozbijanie jedności ruchu, ugodowość itd. Niestety, na
słowach   nie   poprzestano   i   ten   właśnie   wątek   walk   niejako   wewnątrz   Obozu   Narodowo-
Radykalnego ma zostać rozwinięty w niniejszym rozdziale.

Wydaje się, iż za genezę sporu poszczególnych grup narodowych radykałów (sporu, a nie

rozłamu - to podkreślenie ma fundamentalne znaczenie dla tematu) należy uznać słynną tzw.
blokadę Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego i okoliczności z nią związane. Sz. Rudnicki widzi
tę   kwestię   dosyć   prosto:  „Tymczasem   stosunki   między   obiema   grupami   ONR   uległy
zaostrzeniu; toczyła się walka o wpływy, a może chodziło o zademonstrowanie swej przewagi
przed sanacją.  Od końca  1936r. datuje się nieprzerwana wrogość. ONR-ABC  nie  poparł
blokady   Uniwersytetu   Warszawskiego,   w   październiku,   w   ulotce   przywódców   “Falangi”
nazwano szczeniakami. 29 Października falangiści napadli na członka grupy ABC z SGGW”

1

.

Niestety,   na   temat   tego   ostatniego   wydarzenia   nie   udało   mi   się   znaleźć   nigdzie   indziej
jakiejkolwiek wzmianki. Można więc przyjąć, że faktycznie starcia rozpoczęły się później,
dopiero   w   czerwcu   1937r.,   co   jest   udokumentowane   przez   kilka   różnych   źródeł.
Rzeczywistość blokady była bardziej skomplikowana. Spór wokół niej prowadziły bowiem
nie dwie, a trzy strony, włącznie z Sekcją Akademicką Stronnictwa Narodowego. Oddaje to
poniekąd   fragment   artykułu   pt.  „Próby   rozbijania   jedności   młodzieży   narodowej   na
Uniwersytecie”  
donoszący:  „(...)   blokada   Uniwersytetu,   w   której   brała   udział   niewielka
grupa studentów w liczbie około trzystu osób, ma charakter inny niż wszystkie dotychczasowe
blokady. Blokada wywołana przez grupę studentów ze Stronnictwa Narodowego i dywersyjną
grupę młodych, jako demagogiczne posunięcie, nie mające właściwie żadnych rzeczowych
podstaw”

2

.

Sam   prezes   NZPMR   (ekspozytury   ONR-ABC   na   uczelniach),   W.   Mossakowski   nie

przebierał   w   słowach   potępiając   całą   inicjatywę   i   jej   organizatorów.   Stwierdził,   że
„ogłoszona w nocy 23/24 IX na UJP na zebraniu “Bratniej Pomocy”, odbywającym się w
innych sprawach, przez pewna grupę młodzieży blokada, pod pozorem żądań odseparowania
żydów, została przedsięwzięta bez porozumienia z nami, bez porozumienia z młodzieżą innych
uczelni warszawskich, w atmosferze wniesionych przez te grupę młodzieży walk na walnym
zebraniu “Bratniej Pomocy” i dlatego jedynie, że ta grupa młodzieży stanowiła niewielką
część zebranych i chciała się ratować od przegranej na walnym zebraniu”.

Z   tonu   i   sposobu   wypowiedzi   sfer   związanych   z   ONR-ABC   można   wysnuć   dosyć

prawdopodobny wniosek, iż było to po prostu wyzwanie rzucone w kierunku „Falangi”. W
interesujący   sposób,   pokrótce,   opisują   tę   sytuację   komuniści   (stosując   nigdzie   indziej
nienapotkane   nazewnictwo),   bądź   co   bądź   patrzący   ze   stanowiska   bezstronnego,   jako
bezpośrednio   nie   zainteresowani:  „Krytyczne   nadzwyczajne   zebranie   Bratniej   Pomocy
Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego było pretekstem do burd i na nim endecy chcąc zaskoczyć
prawicę   ONR,   wspierani   przez   lewicę   ONR*

1

  ogłosili   blokadę”

3

.  Blokada   uniwersytetu

przyniosła w konsekwencji ostre represje władz wobec uczestników. Aktyw ONR-Falanga na
tej   uczelni   został   znacznie   uszczuplony   wskutek   aresztowań,   podobnie   zresztą   jak   w
przypadku “młodych” z SN. ONR-ABC postanowił w pewnym sensie wykorzystać zaistniałą
sytuację   aktywizując   się   na   UW   z   początkiem   stycznia   1937r.:  „Związek   Narodowo-

background image

Radykalny**

2

 podjął akcję zmierzającą do przesadzania studentów żydów na lewą stroną sal

wykładowych   oraz   zorganizował   “dzień   bez   żydów”   jako   zapowiedź   dążeń   do   zupełnego
usunięcia żydów z wyższych uczelni. Chodziło tu o uchwycenie w swoje ręce inicjatywy i
zwiększenie   popularności,   przy   równoczesnym   wykorzystaniu   chwilowego   osłabienia   siły
ONR   grupy   Piaseckiego   i   Sekcji   Akademickiej   spowodowanego   zatrzymaniami   i
dochodzeniami   dyscyplinarnymi   uczestników   blokady   rekrutujących   się   z
wymienionychodłamów”

4

. Tak więc wzajemna niechęć wciąż narastała. Sytuacji nie poprawił

udział Piaseckiego, Wasiutyńskiego i Dziarmagi (przedstawicieli „falangistów”) w pogrzebie
zmarłego 24 II 1937r. Henryka Rossmana.

Trzeba było jeszcze tylko kropli, która przepełniłaby kielich wzajemnej goryczy. Stała się

nią afera związana z upadkiem dziennika „Jutro”, którego redaktorem był między innymi W.
Wasiutyński.  „Jego   współwłaścicielem   był   związany   dosyć   blisko   z   RNR-em   Aleksander
Sendlikowski. Jak się później okazało, pięciogroszowe „Jutro” przynosiło poważny deficyt, na
pokrycie którego Sendlikowski zdefraudował kilkadziesiąt tysięcy złotych z kasy ziemianina
Augusta   Popławskiego,   którego   był   plenipotentem.   Proces   sądowy   i   czteroletni   wyrok
więzienia   dla   Sendlikowskiego   dał   asumpt   do   ataków   na   RNR”

5

.  Środowisko   to   pragnąc

wybrnąć z tej niewygodnej sytuacji kilkakrotnie na łamach „Falangi” stanowczo odżegnywało
się zarówno od dziennika „Jutro”, jak i od jego wydawcy. Jednakże „ABC” nie mogło sobie
odmówić takiej okazji do werbalnej napaści. „Po podaniu przez ABC, że Sendlikowski, ongiś
jeden z wydawców “Sztafety”, dostał wyrok za defraudację pieniędzy i za powiązanie tego z
Falangą rozpoczęło się - jak to określił “Tydzień Robotnika” - “mordobicie w narodzie”.
Najpierw pobito Tadeusza Gluzińskiego, a następnie Jana Korolca z ABC”

6

.  Jakże napięte

musiały być stosunki pomiędzy oboma środowiskami i jak głęboka musiała być, wciąż tląca
się niechęć wzajemna, jeżeli już po kilku dniach napaści prasowych nastąpiło przejście od
słów do czynów. 3l V w „Falandze” pojawił się artykuł „Gdzie wy idziecie?”, zarzucający
grupie  ABC   kompromisowość   i   ostro   ją   w   związku   z   tym   krytykujący.   W   odpowiedzi
oskarżono RNR o przejście do OZN-u. Argumenty postanowiono zastąpić przemocą, przy
czym prawie za pewnik można przyjąć, że winę za to ponosi ONR-Falanga. Najwierniej te
wydarzenia, aczkolwiek pamiętajmy, że bardzo subiektywnie, wydają się opisywać organy
prasowe   obu   ugrupowań.  Według   „Falangi”:  „1   b.m.   ok.   15   został   spoliczkowany   przed
lokalem “ABC” współpracownik tego pisma p. T. Gluziński. Fakt ten pozostaje w związku z
ukazaniem się w numerze  “ABC”z 30 V 1937r. oszczerczej napaści  na RNR”.
  Kilka dni
później  dziennik „ABC” donosił  w alarmującym  tonie  o nowym  bandyckim napadzie na
członka redakcji i pobiciu p. Korolca pałkami i łomami żelaznymi.

„Bepiści” demonstrują swój dobry humor, jeżeli nie wręcz zadowolenie z takiego obrotu

spraw. „Falanga” zawiadamiała: „1 b.m. został spoliczkowany przed lokalem redakcji “ABC”
współpracownik pisma T. Gluziński w odwecie za oszczerczą napaść “ABC” na RNR. W kilka
dni po przygodzie jaka spotkała p. Gluzińskiego “ABC” ośmieliło się ponownie umieścić
szereg   oszczerczych   insynuacji   pod   adresem   RNR   (...)   12   b.m.   o   8   wieczorem   do
współredaktora   “ABC”   p.  J.   Korolca   podeszło   kilku   młodych   ludzi   i   obezwładniwszy   go
położyło   na   chodniku,   następnie   redaktorowi   “ABC”   zdjęto   spodnie   i   jego   własną   laską
wymierzono chłostę w odkrytą część ciała (...) Wzmianka o łomach żelaznych spowodowana
została  niewątpliwie  nadwrażliwością pewnej części ciała redaktora “ABC”, który  swoją
własną laskę odczuł jako łom żelazny”

7

.

Z powyższego można by wysnuć konstatację, że starcia czerwcowe miały charakter dosyć

jednostronny,   a   inicjatywę   dzierżyła   cały   czas   grupa   Piaseckiego.   Niejasne   jest   dlaczego
„rossmanowcy” nie zdecydowali się wtedy na totalną konfrontację, moim zdaniem mogła
nimi   jednak   kierować,   poniekąd   słuszna   obawa   przed   Narodową   Organizacją   Bojową   i
fanatycznymi zwolennikami Bolesława Piaseckiego, których wyczyny już wtedy owiane były
pewnym   mitem.   Nie   mniej   „ABC”   napisało,   że   w   związku   z   oszczerczą   kampanią

background image

prowadzoną   przeciwko   pismu   i   obiciem   jego   współpracowników   został   spoliczkowany
redaktor „Ruchu Młodych” p. Lipkowski.

Replika „Falangi” nastąpiła niemalże natychmiast:  „Na kolegę T. Lipkowskiego żadnego

napadu nie dokonano, o tym, że został spoliczkowany dowiedział się ze wspomnianej notatki
“ABC”   (...)   Podano   tam   również   o   spoliczkowaniu   redaktora   “Wszechpolaka”,   p.
Rodziewicza.   Wiadomość   ta   jest   również   całkowicie   wyssana   z   palca”

8

.  Brak   jest

jakichkolwiek informacji, by w ciągu następnych kilku miesięcy (od tych zdarzeń) dochodziło
do starć „bratobójczych” narodowych radykałów. Być może wpływ na to miał nadchodzący
właśnie okres wakacyjny, choć bardziej prawdopodobne wydaje się, iż uznano (szczególnie
falangiści)   rachunki   za   wyrównane   i   zrezygnowano   z   walki   fizycznej   na   korzyść
propagandowej.

Przełom w interesującej nas kwestii, mający doprowadzić do najbardziej  tragicznych i

gorszących   zajść,   nastąpił   dopiero   we   wrześniu   1937r.   Na   pierwszej   stronie   jednego   z
numerów „Falanga” donosiła:  „Kilka dni temu w paru szkołach warszawskich ukazała się
anonimowa powielana ulotka pełna ohydnych oszczerstw pod adresem “Falangi” i Ruchu
Narodowo-Radykalnego. O poziomie zawartych tam kłamstw, świadczy choćby oszczerczy, a
zarazem wprost komiczny zarzut, że “Falanga” (...) jest wydawana za pieniądze sanacyjne.
Jak   się   okazało   odpowiedzialność   za   tę   plugawą   ulotkę   ponosi   niejaki   Jan   Wyszyński,
współpracownik “ABC”. W sobotę dnia 18 b.m.o godz. 21 przed domem nr 8 na ul. Zgoda
Wyszyński   został   sześciokrotnie   spoliczkowany.   Przykładnie   ukarany   oszczerca   zbiegł   w
popłochu pozostawiając na chodniku czapkę”

9

.

To zajście jeszcze nie wyczerpało cierpliwości ONR-owców spod znaku „ABC”. Zdaje się,

że   o   krwawym   odwecie   zdecydowało   dopiero   naruszenie   nietykalności   samej   siedziby
redakcji   dziennika.   Siłowe   rozgrywki   w   łonie   ONR   stały   się   nawet   niebawem   obiektem
zainteresowania   organów   bezpieczeństwa   publicznego:  „W  związku   rzekomo   z   notatką   w
czasopiśmie “ABC” z 24.09. p.t. “Autentyczność” i szeregiem innych informacji podanych
przez to pismo (...) z inicjatywy ZMP i przy współudziale grupy ONR Piaseckiego dokonano
25 IX napadu na redakcję “ABC” przy czym pobito redaktora naczelnego W. Zalewskiego. W
napadzie   brało   udział   30   osób,   w   tym   część   uzbrojona   w   broń   palną.   Zatrzymano   3
napastników”

10

.

Od tego momentu wydarzenia zaczęły toczyć się coraz szybciej. Niekorzystne było to, że o

owych   walkach   „wewnętrznych”   wiedzieli   już  wszyscy  przeciwnicy  polityczni   i  zarazem
psuły one bardzo polityczny i społeczny wizerunek narodowych radykałów. Zdawali sobie z
tego   sprawę   nawet   postronni   obserwatorzy:  „25   IX   bojówki   (...)   zdemolowały   siedzibę
redakcji ABC. Dopuszczenie do tej ostatniej akcji, do której kierownictwo ZMP oficjalnie się
przyznało było poważnym błędem Piaseckiego. Dano w ten sposób dowód instrumentalnego
traktowania ZMP przez Ruch Narodowo-Radykalny”

11

. ONR ABC zdecydowało się na ostrą

reakcję (w zasadzie, w tym momencie była to już, moim zdaniem także sprawa ich honoru).
Lecz szybko przekonano się, że nie jest to takie łatwe. Przykładowo, wielu autorów jest
zgodnych, iż 26-ego września dokonano napadu na falangistę, W. Kwasieborskiego, ale nikt
nie stwierdza, że go pobito. Wątpliwości na ten temat wydaje się rozwiewać „Falanga”, która
opisała   tę   sprawę:  „W   niedzielę   26   IX   na   idącego   ulicą   Litewską   kol.   Kwasieborskiego
napadło z tyłu trzech opryszków. Jeden z nich uderzył go w głowę, po czym zbiegli. Kol.
Kwasieborski dopędził napastnika na Marszałkowskiej i kilkakrotnie zdzielił pięścią w twarz.
Po obezwładnieniu opryszka wylegitymowano go i okazał się nim być student Uniwersytetu,
znany działacz grupy ABC”.  
Dosyć skrótowo o tych zdarzeniach, jakże wielkie znaczenie
posiadających   dla   opisywanego   tematu,   pisze   Sz.   Rudnicki   (a   przypuszczalnie   za   nim
panowie Pytel i Dudek):  „(...) napadnięto na Wasiutyńskiego i Kwasieborskiego z Falangi.
Wasiutyński miał pękniętą czaszkę i połamane żebra”

12

.  Jednakże W. Wasiutyński w swoim

artykule częściowo dementuje te informacje stwierdzając, że nie słyszał o żadnym napadzie

background image

na Wojciecha Kwasieborskiego. Sam przyznaje, że miał istotnie złamaną, a nawet zmiażdżoną
czaszkę, ale nie wspomina nic o połamanych żebrach. Co do tego, jakie odniósł obrażenia
sam poszkodowany, to naturalnie trudno z nim polemizować, ale w sposób oczywisty myli się
on w pierwszym zdaniu przytoczonej wypowiedzi. Albowiem kolejny numer „Falangi” po
opisującym   napad   na   Kwasieborskiego   poświęca   bardzo   dużo   miejsca   pobiciu   właśnie
Wasiutyńskiego, a wysoce wątpliwe jest, czy on sam nie czytał nawet później tego numeru.
Artykuł   na   ten   temat   jest   bardzo   obszerny  i,   co   charakterystyczne,   pierwszy  raz   w   tych
kwestiach, utrzymany w tonie złowrogim:  „W nocy z 29/30 IX dokonano napadu na kol.
Wasiutyńskiego. Szczegóły napadu i jego konsekwencje są wszystkim znane z prasy. Dokonało
go 8 uzbrojonych w łomy żelazne ludzi na jednego, bezbronnego w nocy na pustej ulicy.
Wiadomo,   że   z   8   napastników   tylko   dwóch   “pracowało   ideowo”,   reszta   była   po   prostu
wynajęta za pieniądze. Inspiratorzy zamachu nie byli na tyle odważni, by wziąć zań, na siebie
odpowiedzialność. Środowisko to jest nam jednak znane (...) Jego szkodliwość uzasadnia nam
konieczność bezwzględnego zlikwidowania jego roli w polskim życiu politycznym. Likwidacja
ta będzie przeprowadzona z całą bezwzględnością i konsekwencją”

13

.

Właśnie   przełom   września   i   października   1937r.   przyniósł   najbardziej   dramatyczne,   w

omawianej materii, zdarzenia. Stan zdrowia bardzo popularnego i lubianego w środowisku
„bepistów” W. Wasiutyńskiego był poważny. Szczegółowo pisała o tym już ponad rok później
„Falanga” przy okazji relacjonowania procesu sądowego sprawców tego napadu i według niej
(lub raczej sądowych lekarzy) poszkodowany odniósł następujące rany:  „(...) zmiażdżenie
kości ciemieniowej, przebicie odłamkami kości opony twardej; pęknięcie podstawy czaszki z
prawej strony. Dokonano niezwykle ciężkiej trepanacji czaszki, stan prawie beznadziejny”

14

.

Rodzaj   obrażeń   wskazuje,   iż   w   tym   przypadku   pisanie   o   łomach   żelaznych   nie   było
nieścisłością   czy   przesadą.   Na   dodatek   tej   samej   nocy   podjęto   próbę   pobicia   samego
Piaseckiego. Gdy Piasecki jednak tylko dobył rewolweru, napastnicy momentalnie zbiegli.

Odpowiedź   „falangistów”   była   prawie   natychmiastowa.   Ustalenie   imienne   sprawców

powyższych   czynów   nastąpiło   niemalże   błyskawicznie,   gdyż   oba   środowiska   były,
szczególnie na niższych szczeblach, mimo wszystko dosyć sobie bliskie. Krwawe porachunki
w mieście rozgorzały na dobre.  „W niedzielę o 8 przed domem Chmielna 48 rozległy się
szybko po sobie nastęujące strzały rewolwerowe. Okazało się, że strzały dane były z taksówki,
w której siedziało dwóch pasażerów. Jeden trzymał rewolwer przy skroni kierowcy, drugi
strzelał do idącego ulicą przechodnia. Po strzałach przechodzień upadł, taksówka szybko
odjechała. Wystrzały zaalarmowały policjantów pełniących służbę przed Dworcem Głównym.
Jeden   zaopiekował   się   rannym   przechodniem,   którym   okazał   się   28-letni   A.   Koszacki   -
krążownik fabryczny. Lekarz pogotowia stwierdził rany postrzałowe lewej nogi, po opatrunku
został on przewieziony w stanie ciężkim do szpitala. Drugi policjant stanął na stopniach
drugiej taksówki i puścił się w pościg za oddalającymi się sprawcami strzałów jednak bez
rezultatu”

15

.  Szybko niniejsze fakty stały się obiektem zainteresowania nawet postronnych

obserwatorów   nie   orientujących   się   do   końca   w   politycznych   zawiłościach.   Krótko
komentował to (w formie nieco zniekształconej zapewne przez plotkę) też L. Krzywicki: „A
wśród tej anarchii walka bratobójcza oenerowców i Falangi. Wojciech Wasiutyński, jeden z
organizatorów   Falangi   został   poturbowany   na   ulicy   przez   swoich   niedawnych
współszeregowców tak dotkliwie, że obawiano się o jego życie. Falangiści odwzajemnili się -
jeden, czatując w dorożce, postrzelił idącego chodnikiem zecera oenerowca, odgrywającego
dosyć poważną rolę w ruchu...”

16

.

Jednak dużo ciekawsze okazały się kulisy tej sprawy, które ujawniły się znacznie później,

m. in. podczas wspomnianego już procesu napastników na W. Wasiutyńskicgo.

Sporo miejsca poświęcają temu w swojej pracy A. Dudek i G. Pytel:  „W październiku

1938r. odbył się proces dwóch uczestników pobicia Wasiutyńskiego. W jego trakcie: Świadek
Pawłowski, karany za kradzież sprzedawca uliczny, były szef <piątki bojowej> organizacji

background image

“ABC” oskarżony zresztą później przez swych towarzyszy politycznych, że jest konfidentem,
zeznał, że w końcu września [1937 - przyp. autorów] zebrano w pewnym domu na Nowym
Świecie kierowników <piątek> i przybył ktoś z redaktorów “ABC”, którego nazwiska nie zna
i oznajmił, że trzeba dokonać napadu na Bolesława Piaseckiego ponieważ ten <za 100 000 zł
sprzedał się Ozonowi>. <Bojowcy> uznali jednak, że Piasecki <jest bardzo bojowy i nosi
zawsze   dwa   rewolwery   przy   sobie>,   wobec   czego   postanowiono   napadu   dokonać   na
Wasiutyńskiego”

17

.

Inną,   ważną   informacją   pochodzącą   co   prawda   z   jednego   źródła,   ale   wydającą   się

wiarygodną,   jest   stosunkowo   niedawno   opublikowana   relacja   głównej   ofiary   walk,   W.
Wasiutyńskiego. Wspomina on:  „Po napadzie na mnie bojówki ABC Nowakowski odwoził
mnie   do   szpitala.   Zorganizowałpotem   represję   w   postaci   postrzelenia   szefa   tej   bojówki,
Rycek-Koszackiego.   Dowiedziałem   się   później,   że   Piasecki   kazał   śledzić   dziesięciu
przywódców ABC. W razie mojej śmierci mieli być zabici”.
 Warto w tym miejscu dodać, iż
podczas procesu swoich oprawców Wasiutyński prosił dla Koszackiego o łagodny wymiar
kary ze względu na to, że działał on ideowo. Sąd prawdopodobnie częściowo się przychylił
do   tego   i   wymierzył   mu   karę   tylko   1,5   roku   więzienia.   Policji   udało   się   zatrzymać
domniemanego   (a   najpewniej   rzeczywistego)   sprawcę   postrzelenia   Koszackiego,   znanego
aktywistę Falangi, R. Romanowskiego, jednakże został on uniewinniony z braku niezbitych
dowodów.

Na   szczęście   dla   ruchu   narodowego   już   w   październiku   1937r.   przyszło   opamiętanie.

Umiarkowana walka koncentrowała się na płaszczyźnie werbalnej, poprzez ulotki i artykuły.
Tymczasem: „Równocześnie nie ustawano we wzajemnej infiltracji, stale utrzymując stosunki
towarzyskie   i   współdziałając   w   akcji   getta   ławkowego.   (...)   z   propozycją   nawiązania
współpracy wystąpili na łamach ABC [20 X - przyp. mój] Gluziński, Jodzewicz, Prószyński,
Todtleben,   Zaleski.  Z  tych,   którzy  podpisali   w  kwietniu  1934r.  deklarację   ONR,  zabrakło
jedynie Dowbora i Mosdorfa. Inicjatorzy porozumienia apelowali do wszystkich “działaczy
publicznych narodowców” o utworzenie Konfederacji Polskiej. Chodziło m. in. o zaprzestanie
wzajemnych ataków”

18

.  Inicjatywa ta nie przyniosła co prawda rzeczywistych skutków, ale

jak gdyby rozładowała poniekąd sytuację. Wydaje się, że od tego momentu poważniejsze
starcia nie miały już miejsca. Nie mniej wzajemna wrogość istniała, było jeszcze później kilka
zgrzytów,   które   mogły   ponownie   wywołać   eskalację   przemocy.   Na   pierwszej   stronie
noworocznego   numeru   (1938r.)   „Falanga”   pisała:  „(...)   Dlatego   także   odsunęliśmy   od
kierownictwa tych kolegów z dawnego sztabu ONR (dzisiejsza grupa “ABC”), którzy nie zdali
egzaminu w ciężkiej powszedniej pracy i w polu walki. I dlatego dzisiaj, a właściwie już od
dawna, jesteśmy z tego powodu atakowani przez tych ludzi i ich zwolenników. Atakowani w
sposób zaciekły i nie przebierający w środkach (...) Wam zaś, panowie z “ABC” nie wolno
nazywać   nas   “zdrajcami   sprawy   narodowej”,   “rozbijaczami   narodowej   jedności”   i
“sanatorami” gdyż na inne nazwy zasłużyliśmy latami twardej pracy, latami przeżytymi za
kratą więzienia i kolczastymi drutami Berezy (...) Pamiętajcie żeście sami nawoływali do
“lojalnej   współpracy”   i   pouczali,   żeby   rządzić   się   zasadami   etycznymi.   Tak   pisaliście   w
“ABC” dnia 20 X 1937 roku. Ale już w dwa miesiące później w tym samym “ABC” dnia 20
grudnia 1937r. obrzucacie nas szeregiem obelgi oszczerstw (...) Jeżeli istotnie chcecie Wielką
Polskę budować przez jedność i zgodę narodową, to nie używajcie cementu z błota, obelg i
oszczerstw.   Taki   cement   nie   łączy   ale   rozdziela   (...)”

19

.  Ten   spokojny   w   tonie   i   bardzo

rzeczowy artykuł obrazuje jakie „bepiści” wyciągnęli nauki z wydarzeń czerwca i września
1937r. Wydaje się, iż decyzje co do rozstrzygania tego typu sporów zapadły na najwyższym
szczeblu. „Rossmanowcy” także zmiarkowali się w swoich oskarżeniach. To, że starano się na
poziomie   kierownictw   utrzymać   pokojowe   stosunki   nie   wykluczało   możliwości   starć
„lokalnych”.   W   wykazie   wystąpień   przeciwko   porządkowi   publicznemu   z   marca   1938r.
znajduje   się   następująca   notatka:  „W   dn.   13   III   przygotowanie   grupy   bojowej   ONR   gr.

background image

Falanga   do  najścia   na  teren   UJP  i   wywołania   bójki   z  grupą ABC”.  Z   jej   treści   można
wywnioskować, że powyższe zamiary zostały po prostu udaremnione w wyniku interwencji
policji. Kolejnym niebezpiecznym tarciem była sprawa, o której mówiono w całym kraju.
„Falanga”   donosiła:  „(...)  Aczkolwiek   przywykliśmy   do   perfidnie   obmyślanych   pociągnięć
prowokacyjnych ze strony fołksfrontu, tym razem jednak ilość sprytu włożonego w prowokację
przewyższa wszystko co dotychczas widzieliśmy (...) osobnik nazwiskiem Rafał Michalski w
czasie odbywającego się nabożeństwa znieważył czynnie rektora miejscowego kościoła - ks.
Pudra.   Osobnik   ten   motywuje   swój   czyn   tym,   że   ks.   Puder   (...)   -   jest   żydem”

20

.  Należy

oczywiście zaznaczyć, iż sprawca związany był z ONR-ABC, a prawie wszystkie środowiska
polityczne   zbulwersował   jego   występek.   O   jakichś   późniejszych,   ewentualnych   scysjach
źródła milczą.

Wszystkie te opisane zdarzenia kładą się ponurym cieniem na historię ONR. Szczęściem w

nieszczęściu był fakt, że obyło się bez ofiar śmiertelnych. W porę przywódcy obu odłamów
dokonali   kalkulacji   strat   i   zysków   jakie   mogła   przynieść   totalna   konfrontacja   i   zgodnie,
aczkolwiek  prawdopodobnie  niezależnie  od siebie,  poniechano  fizycznych  napaści.  Mimo
wszystko, to co miało miejsce na pewno nie pozostało jeszcze przez długie lata bez echa w
umysłach działaczy narodowo-radykalnych.

PRZYPISY

background image

1.

 Sz. Rudnicki, ONR -geneza i działalność, W-wa 1985, s. 308

2.

 Cyt. za L. Krzywicki, Wspomnienia. W-wa 1957-59, s. 342

3.

 AAN, KZMP 159/III 9t. 18

4.

 AAN, MSW 295/VII - 7 s. 24

5.

 Ibidem, s. 85

6.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 308

7.

 Ponowne spoliczkowanie członka redakcji ABC, „Falanga” z 21 VI 1937r., notka

redakcyjna

8.

 „Falanga” z 29 VI 1937r.

9.

 Ukaranie oszczercy RNR, „Falanga” z 28 IX 1937r., notka redakcyjna

10.

 AAN, MSW 859, K. Rz. 297/VII - 7

11.

 A. Dudek, G. Pytel, op. cit., s. 83

12.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 309

13.

 Nie zemsta a usuwanie przeszkody, „Falanga” z 12 X 1937r., notka redakcyjna

14.

 „Falanga” z 18 X 1937r.

15.

 Zamach rewolwerowy na Chmielnej, „ABC” z 4 X 1937r., notka redakcyjna

16.

 L. Krzywicki op. cit., s. 347

17.

 A. Dudek, G. Pytel, op. cit., s. 83-84 (za „Falangą” z 25 X 1938r.)

18.

 Sz. Rudnicki, op. cit., s. 309

19.

 Zygmunt Dziarmaga, Porzućcie jałowe spory, „Falanga” z 1 I 1938r.

20.

 Nowy fakt perfidnej prowokacji, „Falanga” z 12 VII 1938r., notka redakcyjna

* 1 podkreślenia moje

** 2 prawdopodobnie skrót nazwy NZPMR

background image

6. Zakończenie

Bezsprzecznym   faktem   jest   to,   że   Obóz   Narodowo-Radykalny   w   swojej   działalności

częstokroć sięgał po przemoc polityczną. Jednak bliższa próba pełniejszego rozpatrzenia tylko
i wyłącznie tego zagadnienia, z wyabstrahowaniem się nawet od ideologii, dotychczas nie
miała miejsca. Uporczywe porównywanie czy wręcz utożsamianie narodowego radykalizmu
w   okresie   PRL   z   faszyzmem,   z   dosyć   oczywistych   powodów   natury   historycznej   i
ideologicznej, nie sprzyjało obiektywnym i rzeczowym badaniom. „Prawda” na ten temat
była jedna, oczywista i bezdyskusyjna, a myślę, że można by ją streścić w wypowiedzi -
„faszystowscy bandyci i koniec”. I dokładnie tak przedstawiają ONR-owców wspomnienia
już „przedwojennych kombatantów walki z faszyzmem”, w książkach wydawanych po wojnie
w Polsce.

Drugą kwestią, której nie można pominąć, jest bardzo niepełna baza źródłowa. Natomiast

jej   część   odnaleziona,   niestety   nacechowana   jest   emocjonalizmem   „przykrywającym”
poniekąd  poszukiwaną,  „suchą”  prawdę. Wielokrotnie  w  pracy  przewija  się  wątek  relacji
podawanych   z   dwu   przeciwnych   punktów   widzenia   i   całkowicie   się   wykluczających.
Istniejący   materiał   źródłowy   pozwala   tylko   na   ich   przytoczenie,   komentarz,   ocena   czy
interpretacja leżą już w gestii czytelnika. Jedynie stosunkowo niewielką liczbę tekstów udało
się,   powiedzmy,   zakwalifikować,   jako   nie   w   pełni   wiarygodne   -   na   podstawie   analizy
porównawczej   z   innymi   źródłami.   Wobec   niemożliwości   wykonania   niekontrowersyjnej
kompilacji   faktów   i   na   jej   bazie   stworzenia   opracowania   będącego   do   przyjęcia   dla
wszystkich, przyjąłem inną metodę - a mianowicie przeplatanie relacji to jednej, to drugiej
strony, uzupełniane, w miarę możliwości, sprawozdaniami „neutralnymi” (za takie, w sensie
politycznym, uznaję np. notatki policyjne), może nie tyle zbliża do prawdy, ile składa się na
pewien uśredniony, wypadkowy obraz rzeczywistości. Wydaje się, iż temat ten nie został w
tej   pracy  całkowicie   wyczerpany.   Na   tym   polu   jest   jeszcze   sporo   ewentualnej   pracy  dla
historyka. Przykładowo, drobiazgowe poszukiwania mogłyby najprawdopodobniej poszerzyć
bazę źródłową, choćby szczegółowa analiza całej prasy politycznej (tzn. wszystkich ocalałych
numerów). Otwarta pozostaje też kwestia uzyskania bezpośrednich relacji od jeszcze żyjących
uczestników   omawianych   wydarzeń,   co   nie   jest,   wbrew   pozorom,   rzeczą   łatwą.
Niewykluczone,   że   niebawem   ukażą   się   jakieś   wspomnienia   tych   ludzi,   jednak   dla   mnie
osobiście pod pewnym znakiem zapytania staje ich merytoryczna wartość. A to z powodu, iż
pamięć ludzka okazuje się być nadzwyczaj zawodna, czego przykłady w tej pracy także były
dane. Ale  sądzę,  że  niewykluczone  jest,  już  w najbliższej   przyszłości,  rozwinięcie  nawet
poszczególnych rozdziałów tematycznych do ram osobnych prac. Kilka wątków związanych z
„akcją bezpośrednią”, nie zostało w ogóle poruszonych - np. słynny proces Dziarmagi, czy
zdarzenia na ostatnim kongresie NPR.

Dzisiaj, z górą 60 lat po opisywanych wydarzeniach, może niektórych mierzić, bądź nawet

po prostu przerażać działalność ONR, a ściślej jej strona bojówkarska. Fakt niepodważalny,
że stosowanie przemocy towarzyszyło temu ugrupowaniu, czy szerzej, nawet całemu nurtowi
politycznemu. Nie należy jednak poddawać tego problemu analizie z perspektywy czasów
obecnych, gdy wszędzie dominuje myślenie typu demoliberalnego. Już sama nazwa ruchu,
narodowy   radykalizm,   sygnalizowała   już   wtedy   pewne  novum.   „Młodzi”   w   Obozie
Narodowym   odcięli   się   od   „starych”,   wykonali   zdecydowany   zwrot   ku   ekstremizmowi.
Cechował go kult czynu, rozmach w działaniu, bezkompromisowość i - operując dzisiejszymi
słowy - brutalność. Przychylono się do hasła, że rozwiązania najprostsze są najlepsze. Nie
oznaczało to jednak absolutnie anty-intelektualnego charakteru ruchu, co na przykład często
zarzuca się narodowemu socjalizmowi.

background image

Wiele różnorodnych czynników wygenerowało takie, a nie inne oblicze ONR. Po pierwsze,

był to ruch młodych, jak już zaznaczyłem, który musiał ostro odróżnić się od tego co było
dotychczas. Oprócz tego, że był on zjawiskiem generacyjnym, ważny wpływ miały także
czynniki zewnętrzne. Ogólny klimat polityczny lat ‘30 w Europie, poszukiwanie lekarstwa, z
pozycji   narodowych,   na   bolączki   i   niedogodności   demokracji,   a   zarazem   antidotum   na
bolszewizm,   owocowało   istną   eksplozją   ruchów   nacjonalistycznych   i   faszystowskich   na
naszym kontynencie. Występowały one jak Europa długa i szeroka, a nasz polski narodowy
radykalizm nie był na ich tle absolutnie żadną skrajnością. Wręcz przeciwnie: w porównaniu z
np. rumuńską Żelazną Gwardią jawił się jako bardzo łagodny, nieomal pacyfistyczny. Innym
czynnikiem była z kolei przedwojenna, krajowa rzeczywistość. Pamiętajmy, że sanacyjny
reżim bynajmniej nie „hołubił” demokracji, legalne przejęcie władzy w drodze wyborów było
jedną   z   głównych   mrzonek   dotychczas   istniejącej   opozycji.   Moim   zdaniem,   to   realia   po
prostu podpowiedziały inne rozwiązania, sięgnięcie po nowe sposoby walki o jakże szczytne
cele. Nie należy mieć złudzeń, zresztą większość autorów to podkreśla - oenerowcy byli
bezsprzecznie fanatykami swojej idei. Definiowałbym tu fanatyzm w pozytywnym tego słowa
znaczeniu,   czyli   po   prostu   jako   bezkompromisowe   dążenie   do   jasnego,   wytyczonego   i
szlachetnego celu. A gdy ktoś staje na przeszkodzie, oczywistym, przynajmniej dla mnie, jest
zwalczanie go wszelkimi środkami. Zresztą jest w tekście zaznaczone, że często ONR był
zmuszany do używania siły w sytuacjach obrony. Czyli nie był osamotniony w stosowaniu
takich metod. Komuniści i socjaliści również nie przebierali w środkach.

Tak więc stosowanie politycznej przemocy w Drugiej Rzeczpospolitej nie zasługuje na

totalne   potępienie.   Była   ona   bowiem   nierozłącznie   związana   z   głębokim   idealizmem
narodowych radykałów, co przyznają też autorzy im niechętni. Poza tym trudno ferować sądy
choćby o sposobach walki politycznej w systemie autorytarnym, gdy dominują doświadczenia
z okresu totalitaryzmu czy obecnie liberalnej demokracji. Znamienne jest także, iż takiego
poświęcenia się dla idei, jakie miało miejsce w omawianych czasach, dzisiaj już nie ma, co
też   może   utrudniać   naszą   ocenę,   poprzez   niezrozumienie   pewnych   zachowań   ludzkich.
Albowiem   nawet   dzisiejsze   ugrupowania   narodowo-radykalne,   choć   bardzo   chętnie
odwołujące się do ideologii (i nie tylko) Obozu, mają już nieco inny charakter. Na koniec
chciałbym  przytoczyć   słowa jednego  z autorów  wspomnień,  z  którymi  zdecydowanie  się
zgadzam. Syntetyzują one powyższą problematykę, aczkolwiek literalnie odnoszą się tylko do
jednego z odłamów ONR mianowicie „Falangi”:  „(...) zarówno nasza organizacja, jak i ja
sam, staliśmy się symbolem tzw. ‘polskiego faszyzmu’. Dyskusja z tego typu poglądami była
przez   wiele   lat   niemożliwa.   Skutek   jest   taki,   że   w   opinii   publicznej   utrwalono   kilka
stereotypów   na   nasz   temat.   Zachowują   one   zadziwiającą   żywotność,   mimo   upływu   lat   i
absurdalności wielu głoszonych tez. Dodać tu trzeba,że w podtrzymywaniu tych stereotypów
zainteresowane są te same ośrodki polityczne, które zawsze, bez względu na okoliczności
zewnętrzne, zwalczały myśl narodową i dążyły do jej zohydzenia w społeczeństwie. Czym
wobec tego był ONR, a potem RNR “Falanga”? (...) Bolesław Piasecki mówił po łatach, że
Falanga   była   organizacją   studentów   i   lumpenproletariatu,   czyli   elementu   bardzo
niebezpiecznego w połączeniu tych dwóch czynników, bo studenci plus lumpenproletariatu, to
jest straszna siła wybuchowa. Twierdził jednocześnie, że Falanga reprezentowała absolutnie
elitę   intelektualną   swego   pokolenia.   Pisałem   już   wcześniej   o   kilku   naszych   wybitnych
kolegach. To byli rzeczywiście ludzie na bardzo wysokim poziomie. Los tego pokolenia był
tragiczny   -   większość   oddała   życie   w   latach   1939-1945,   ginąc   od   kul   plutonów
egzekucyjnych,   w   akcjach   bojowych,   czy   na   frontach   tej   wielkiej   wojny.   Byliśmy   częścią
narodu polskiego i z narodem polskim dzieliliśmy los. Trzeba o tym pamiętać ferując różne,
często nieprzemyślane oceny”.
 (Z. Przetakiewicz).

background image

Niniejsza publikacja powstała na bazie obronionej przeze mnie na WDiNP UW w kwietniu

1999 pracy magisterskiej.

Miłosz Sosnowski

WYKAZ SKRÓTÓW

AAN - Archiwum Akt Nowych

AS - Akcja Socjalistyczna

BP - Bratnia Pomoc

KPP - Komunistyczna Partia Polski

K Rz - Komisariat Rządu

KZMP - Komunistyczny Związek Młodzieży Polski

MSW - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych

MWRiOP - Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego

NARA - pogardliwa nazwa ONR (od Narodowo-Radykalni)

NOB - Narodowa Organizacja Bojowa

NZPMR - Narodowy Związek Polskiej Młodzieży Radykalnej

OMS - Organizacja Młodzieży Socjalistycznej

OM TUR - Organizacja Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego

ONR - Obóz Narodowo-Radykalny

PPS - Polska Partia Socjalistyczna

PW - Politechnika Warszawska

RNR - Ruch Narodowo-Radykalny

SGGW - Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego

SGH - Szkoła Główna Handlowa

SN - Stronnictwo Narodowe

UJP - Uniwersytet Józefa Piłsudskiego (Warszawski)

UW - Uniwersytet Warszawski

WSBM - Wyższa Szkoła Budowy Maszyn

ZMP - Związek Młodej Polski

ZNMS - Związek Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej

ZNP - Związek Nauczycielstwa Polskiego
ŻIH - Żydowski Instytut Historyczny

background image

Bibliografia

ŹRÓDŁA
I. Materiały archiwalne

Archiwum Akt Nowych, zespoły: MSW (sygnatury -1069, 868, 1225, 852, 859); MWR i OP (258); KZMP

(159/VI-17); KPP (158/XII-22)

Komunikaty Informacyjne Komisariatu Rządu na m. st. Warszawę (wydane zbiory CA MSW; Warszawa 1992)

za okres: 4 VII 1927 - 30 XII 1927, 3 I 1928 - 26 VI 1928, 3 VII 1928 - 27 XII 1928, 21 1929 - 28 III 1929, 3 IV

1929 -28 VI 1929, 3 VII 1929 - 30 IX 1929, 2 X 1929 - 30 XI 1929, 2 XII 1929 - 30 XII 1929.

II. Czasopisma

„ABC” 1936-38

„Falanga” 1936-38

„Przekrój Tygodnia” 1935-37

„Robotnik” 1934-36

„Sztafeta” 1934-36

„Tydzień Robotnika” 1934-36

III. Wspomnienia, relacje

Tadeusz Jabłoński, Młodość mego pokolenia, Warszawa 1978.

Kazimierz Koźniewski, Różowe cienie, Warszawa 1960.

Ludwik Krzywicki, Wspomnienia, Warszawa 1957-59.

Sergiusz Minorski, Opowieść o “Życiu”, Warszawa 1958.

Marian Naszkowski, Niespokojne dni. Wspomnienia z lat ‘30, Warszawa 1962.

PPS. Wspomnienia z lat 1918-39 - wspomnienia, Warszawa 1987.

Romuald Pragier, Żydzi czy Polacy - wywiad ze Stefanem Arskim

Zygmunt Przetakiewicz, Od ONR-u do PAX-u. Wspomnienia, Warszawa 1994. Włodzimierz Sznarbachowski,

300 lat wspomnień, Londyn 1997.

Romana Toruńczyk (red.), Kzmp-owcy - zbiór szkiców i biograficznych wspomnień, Warszawa 1963.

Wojciech Wasiutyński, Prawą stroną labiryntu, Gdańsk 1996.

Leon Wudzki, Dziennik studenta, Warszawa 1961.

IV Opracowania

1. Monografie, syntezy

Lucjan Blit, The EasternPretender, Londyn 1965.

Marek J. Chodakiewicz, Ciemnogród? O prawicy i lewicy., Warszawa 1996.

Piotr Czajka, Dwa radykalizmy. ONR „ABC” i RNR „Falanga” w świetle pism programowych, (praca 

magisterska z 1997r.)

Antoni Czubiński, KPP 1918-38, Warszawa 1985.

Antoni Dudek, Grzegorz Pytel, Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej, Londyn 1990.

Tadeusz Dunin, Nacjonalizm i antysemityzm w programie ONR [w:] Studia nad faszyzmem i zbrodniami 

hitlerowskimi, t. 3, Wrocław 1977.

Andrzej Garlicki, Pierwsze maje, Warszawa 1984.

Andrzej Garlicki (red.), Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1915-39, Warszawa 1982.

Krzysztof Kawęcki, Działalność i myśl społeczno- polityczna ONR-ABC, (praca doktorska z 1985r. mps w 

posiadaniu autora)

Tadeusz Kozanecki, Z dziejów walk studenckich, Warszawa 1955.

Jan Józef Lipski, Katolickie Państwo Narodu Polskiego, Londyn 1994.

Andrzej Micewski, Z geografii politycznej II RP. Szkice, Warszawa 1964.

Andrzej Micewski, Współrządzić czy nie kłamać? PAX i ZNAK w Polsce 1945- 76, Paryż 1978.

Andrzej Pilch, Studencki ruch polityczny w Polsce 1932-39, Kraków 1972. Politechnika Warszawska 1915-1965

(praca zbiorowa), Warszawa 1965.

Polskie Korporacje Akademickie - Biuletyn Zarządu Stowarzyszenia Filistrów PK! A w Warszawie, Warszawa 

1995

Michał Radzikowski, Narodowy Radykalizm w Polsce, Białystok 1996.

Szymon Rudnicki, ONR - geneza i działalność, Warszawa 1985.

Eugeniusz Rudziński, Roman Olszyna, Pasja ich życia, Warszawa 1960.

Eugeniusz Rudziński, Działalność polityczna OM TUR w latach 1931-36, Warszawa 1961.

Jerzy Terej, Idee, mity, realia. Szkice z dziejów Narodowej Demokracji, Warszawa 1971.

Jan Tomicki, Stanisław Dubois, Warszawa 1980.

Jan Tomicki, Warszawska organizacja PPS 1929 - 1939, Warszawa 1982.

Jan Tomicki, PPS 1892-1948, Warszawa 1983.

background image

Romana Toruńczyk, KZMP 1933-36, Warszawa 1970.

Aleksandra Tymieniecka, Warszawska organizacja PPS 1918-39, Warszawa 1982. Marek Windyga, ONR w

Warszawie międzywojennej w: Warszawa II RP, Warszawa 1970.

Jan Żarnowski, PPS - 1935-39, Warszawa 1965.

2. Artykuły

Jacek Majchrowski, ONR - okres działalności legalnej. „Dzieje Najnowsze” 1976 z.3

Szymon Rudnicki, ONR -Falanga czyli antysemityzm totalny., Biuletyn ŻIH nr 3(159)1991.

Jolanta Żyndul, Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935-37., Biuletyn ŻIH nr 3(159)1991.

Wojciech Wasiutyński, Historia ONR Rudnickiego, „Polityka Polska” 1987 nr 9.

background image

Spis rzeczy

1.

Wprowadzenie - s. 52.

2.

Walka z żywiołem żydowskim - s. 12

3.

Aktywność antylewicowa - s. 29

4.

Wystąpienia antysanacyjne - s. 48

5.

ONR „ABC” kontra RNR „Falanga” - s. 60

6.

Zakończenie - s. 70

Wykaz skrótów - s. 74

Bibliografia - s. 75


Document Outline