background image

Rozdział drugi

Cassie   wędrowała   przez   kasyno,   obserwując   ludzi,   którzy   stali   jak

zahipnotyzowani przez migające światła i obracające się koła w automatach do
gry.  Powietrze   wypełniały   ich   skomplikowane   emocje   –   nadzieja,   chciwość,
rzadziej   fala   radości,   a   znacznie   częściej   zwyczajna   desperacja.   Była
zafascynowana,   nawet   gdy   smuciły   ją   ich   gorączkowe   próby   uchwycenia…
czegoś. 

Pieniędzy? Seksu?  Szczęścia?  Bezwiednie wyciągnęła rękę, by chwycić

dłoń Caine’a, potrzebując stałego poczucia bezpieczeństwa, które jej oferował.
Uścisnął jej palce, przyciągając ją bliżej muskularnego ciała, gdy grupa pijanych
imprezowiczów przechodziła obok.

- Cieszy mnie cywilizacja, ale możesz mi powiedzieć, co my tu robimy? –

mruknął, zapach mydła i szamponu po jego ostatnim prysznicu nie był w stanie
zamaskować ciepłego, wspaniałego zapachu wilka.

Z   powodów,   których   Cassie   nie   rozumiała,   jej   skóra   mrowiła   ją   od

podniecenia, sprawiając, że miała ochotę zdjąć swoją nową sukienkę i ocierać
się   o   mężczyznę   znajdującego   się   u   jej   boku.   Oczywiście,   nie   poddała   się
impulsowi. Powoli uczyła się, że istnieją różnego rodzaju głupie zasady i reguły,
których   musiała   przestrzegać,   kiedy   była   w   obecności   śmiertelników.   A
zdejmowanie ubrań znajdowało się na szczycie tej listy. Wróciła myślami do
jego pytania, lekko wzdychając.

- Powiem ci, kiedy będę wiedziała – odrzekła.
- Błyskotliwie niejasne.
Wzruszyła ramionami.
- Jest, jakie jest.
- To nie znaczy, że muszę to lubić – mruknął z grymasem.
- Nie.
Podeszła bliżej, zatrzymując się gwałtownie i odwracając, by napotkać jego

pełne   smutku   spojrzenie.   Pomimo   chronicznego   rozproszenia   uwagi,   które
zakłócało jej myśli, wiedziała, że nie zawsze doceniała tego mężczyznę tak, jak
powinna. Któż inny uratowałby  ją od losu  gorszego  niż śmierć, a następnie
został   przy   niej,   podczas   gdy   ona   prowadziła   go   z   jednego   przypadkowego
miejsca   w   drugie,   zmuszana   do   tego   przez   wizje,   które   pochłaniały   ją,   aż
zatracała się w niepamięci?

background image

Nikt, tylko on szeptał głos w głębi jej umysłu. Nikt, tylko Caine. Marszcząc

brwi z troską, Caine przytulił dłoń do jej policzka. Jego ciepły dotyk był dla niej
jedyną kotwicą na tym świecie.

- Cassie? – zapytał.
-   Przepraszam   –   powiedziała   nagle,   jej   wzrok   musnął   jego   szczupłe,

misternie   rzeźbione   rysy.  On   naprawdę   był   pięknym   mężczyzną,   z   jasnymi
włosami, lśniącymi jak złoto w jasnym świetle i oczami tak iskrzącymi się jak
szafiry. Nic dziwnego, że mogła wyczuć zapach pożądania płynący od wielu
kobiet, patrzących na niego głodnymi oczami. – Nie byłam sprawiedliwa wobec
ciebie.

Jego kciuk przesunął się po jej ustach, gdy pokiwał głową.
- Zgadza się.
Chwyciła   go   za   nadgarstek,   odciągając   jego   rękę   od   twarzy.   Musiała

powiedzieć to teraz. Kto wie, jak długo potrwa jasność jej umysłu?

- Zatracałam się… w swoich wizjach i nigdy naprawdę nie zastanawiałam

się,   co   musiałeś   poświęcić,   by   zapewnić   mi   bezpieczeństwo   –   jej   palce   z
roztargnieniem pieściły wewnętrzną stronę jego nadgarstka, czując skok pulsu
pod jej dotykiem. – Bez ciebie…

Jego oczy pociemniały z ciepła, które Cassie poczuła aż w koniuszkach

palców.

- To nie jest konieczne – mruknął.
W oddali słyszała dzwonienie maszyn i ogłuszający gwar setek rozmów,

ale w tej chwili nie była świadoma niczego, poza stojącym przed nią mężczyzną
o spokojnym szafirowym spojrzeniu, w którym kobieta mogła utonąć.

- Nie, pozwól mi to powiedzieć – błagała.
Ściągnął usta, ale był mądrzejszy niż większość Wilkołaków. Wiedział, że

lepiej nie próbować powstrzymywać zdeterminowanej kobiety.

- W porządku.
-   Byłam   więźniem,   odkąd   pamiętam   –   zadrżała,   walcząc   z   powrotem

ponurych wspomnień z ostatnich trzydziestu lat. Byłam nie tylko zakładniczką
lorda demona, ale także mojej wiedzy, że nie przetrwam sama na własną rękę.

Nie starał się protestować. Oboje wiedzieli, że nie przeżyłaby dnia bez

niego.

- To jest coś, o co już nigdy nie będziesz musiała się martwić – obiecał

szorstko.

Podeszła bliżej, pełna namiętności moc jego wilczej natury przemawiała do

jej najbardziej prymitywnych instynktów. Mimo iż nie mogła się przemieniać,

background image

bestia w niej wciąż czaiła się pod skórą, rozkoszując się przemiłym mężczyzną,
który zdobył jej zaufanie. To było coś, w co nigdy by nie uwierzyła jeszcze kilka
tygodni temu.

- Gdyby nie ty, wciąż byłabym w jaskini.
- Nie rób ze mnie bohatera, Cassie – skrzywił się. – Oboje wiemy, że

zacząłem jako czarny charakter.

Jej usta zadrżały. Może nie była doświadczona, ale wiedziała, że Caine był

bardziej   pociągający   ze   swoim   wizerunkiem   złego   chłopca.   I   jak   sam   się
przyznał, zasłużył na swoją reputację. Ale jeśli o nią chodzi, to on zawsze będzie
jej mistrzem.

- Gdybyś był czarnym charakterem, nie byłoby cię tu ze mną – zauważyła

cicho.

Prychnął,   przebiegając   badawczym   wzrokiem   w   dół   po   jej   smukłych

krzywiznach, uwydatnionych przez sukienkę.

- Patrzyłaś w lustro? – zapytał. – Nie ma mężczyzny, który nie zabiłby za

możliwość dzielenia z tobą hotelowego pokoju.

Zignorowała  jego  niedorzeczne  słowa,  przechylając  głowę  i  mierząc  go

bacznym spojrzeniem.

- Dlaczego zostałeś?
- Właśnie ci powiedziałem.
Zacisnęła palce na jego nadgarstku, zirytowana nonszalanckim tonem.
- Może jestem nieobyta ze światem, ale nie jestem głupia, Caine.
Uniósł złotą brew.
- Nigdy tak nie myślałem.
- Widziałam, jak patrzą na ciebie kobiety.
- Naprawdę? – coś mrocznego i drapieżnego błysnęło w jego oczach. – A

jak?

Zerknęła   w   kierunku   grupy   kobiet,   które   udawały,  że   obserwują   grę   w

ruletkę, podczas gdy rzucały tęskne spojrzenia na Caine’a. Zupełnie bez powodu
poczuła nagłą potrzebę zatopienia w nich swoich zębów. A może wyszarpałaby
kilka garści ich tlenionych włosów.

- Byłyby chętne oddać ci własne ciała – powiedziała gniewnym tonem,

jakiego u niej nigdy nie słyszał. – Jeśli wszystko, czego pragniesz, to seks,
powinieneś znaleźć znacznie łatwiejszą, nie wspominając już, że może bardziej
doświadczoną partnerkę do łóżka.

Powolny, szelmowski uśmiech wygiął jego usta, gdy nagle objął ramieniem

jej talię i przyciągnął mocno do swojego ciała.

background image

- To jest tylko seks, ale między nami będzie działo się coś zupełnie innego.
Zadrżała, przyjemne ciepło eksplodowało w dole jej brzucha.
- Co takiego? – dociekała.
Jego   spojrzenie   zwisło   na   jej   ustach,   zapach   wilczej   natury   wypełnił

powietrze.

- Magia.
Zachwycona   przepływającymi   przez   nią   doznaniami,   Cassie   odchyliła

głowę do tyłu, by studiować jego piękną twarz.

- Nie powiedziałeś mi, dlaczego zostałeś.
Przez dłuższą chwilę myślała, że jej nie odpowie. Potem, wplątując palce w

jej włosy, lekko westchnął.

- Można powiedzieć, że próbuję wyrównać rachunki.
- Wyrównać rachunki?
Miał nieobecny wyraz twarzy, gdy pozwolił sobie na przeczesanie palcami

jej włosów, jakby zahipnotyzowany satynową gładkością pasm.

-   Z  powodu   mojego   nadętego   ego  Wilkołaki   zostały   niemal   całkowicie

zniszczone – powiedział, wyraźnie żałując lat poświęconych pomocy Briggsowi,
szalonemu Wilkołakowi, który był w zmowie z lordem demonem, trzymającym
ją   w   niewoli.   –   Będzie   sprawiedliwie,   gdy   poświęcę   się   ochronie   ich
najcenniejszego skarbu.

Zdenerwowała się, słysząc jego ciche słowa, nieprawdopodobnie cierpiąc.
- Więc jestem obowiązkiem?
Opuścił głowę, ukrywając twarz w zagłębieniu szyi i wdychając jej zapach.
- To właśnie sobie wmawiam, więc mogę spać w nocy.
Położyła dłonie na jego piersi, unosząc głowę, więc miał łatwiejszy dostęp

do jej odsłoniętego gardła. To był Caine. I ufała mu bez zbędnych pytań.

- Nie jestem pewna, co masz na myśli – szepnęła.
Zesztywniał   na   ten   milczący   gest   kapitulacji,   jego   palce   wbiły   się   w

zaokrąglenie  jej biodra, nim  gwałtownie się  od  niej oderwał,  gdy  rumieniec
zabarwił mu policzki.

-   Ja   też   nie   i   zamierzam   to   tak   zostawić   –   mruknął,   odwracając   się   i

zmierzając przez krzykliwy dywan kasyna.

- Caine? – pobiegła za nim, nie mając pewności, co zrobiła źle. – Co jest?
- Kolacja – nie zwolnił kroku, kierując się ponuro do pobliskiego bufetu.
- Jesteś głodny?
- Chryste, nie masz pieprzonego pojęcia jak bardzo.

background image

Legowisko Gaiusa na mokradłach Luizjany

Pierwsi Nieśmiertelni byli postaciami z legend. Wieki temu klan wampirów

zdecydował   się   opuścić   ten   świat.   Używając   potężnego   medalionu   Nefri
przenieśli się przez Zasłonę do innego wymiaru, gdzie żyli z dala od słabości,
które   nękały   mniej   cywilizowanych.   Za   Zasłoną   nie   było   głodu,   pożądania,
potrzeby   snu.   Zamiast   tego   poświęcali   noce   na   badania   w   niezliczonych
bibliotekach, czy uprawę ogrodów, które udawało się rozwijać, pomimo braku
światła słonecznego. A ich dnie wypełniała medytacja.

Ale   były   też   pogłoski,   że   zachowali   pradawne   moce   utracone   przez

wampiry na tym świecie, które wzbudzały w innych strach. Większość plotek
była przesadzona, ale istniały jeszcze jakieś zapomniane talenty, które ktoś mógł
posiadać. Co, oczywiście, było główną przyczyną, dla której Gaius zwrócił się z
prośbą o podróż przez Zasłonę po śmierci swojej partnerki. Chociaż większość
założyła, że poszukuje ukojenia, jakie można znaleźć po drugiej stronie. Jakby
medytacja i kwiaty mogły złagodzić brutalną stratę jego ukochanej Dary. 

Głupie skurwysyny.
Zmuszony stać i patrzeć, jak jego partnerka jest palona na stosie przez

konkurencyjny klan wampirów, Gaius wyszedłby od razu na słońce, gdyby nie
Mroczny Lord. Potężne bóstwo, które pojawiło się jak mglisty cień u jego boku,
wyszeptało mu obietnicę, że nawet jeśli Dara spłonęła, to powróci zza grobu. A
wszystko to za niewielką cenę: duszę Gaiusa. 

To była wymiana, na którą Gaius przystał bez namysłu. Powrót partnerki?

Do   diabła,   tak,   był   gotów   sprzedać   swoją   duszę   kilkanaście   razy.  I   to   była
decyzja,   której   nie   żałował,   mimo   długich   lat   odosobnienia   za   Zasłoną.
Posłuszny swojemu nowemu panu, unikał przyciągania uwagi podczas nauki
umiejętności zmiany kształtu, a w końcu używania medalionu, znalezionego w
ukryciu   pod   jedną   z   fontann,   do   spacerów   we   mgle.   To   była   kolejna
umiejętność, pozwalająca mu uciec niezauważenie spoza Zasłony i wrócić do
świata, który pozostawił wiele lat temu.

Chwilowo  zdezorientowany  nagłą  podróżą,  Gaius oparł  się  o najbliższe

drzewo cyprysowe i starał się odzyskać równowagę. Czuł…  tak. To było to.
Czuł wszystkie rzeczy, o których zapomniał po drugiej stronie. Ciężar smukłego
ciała okrytego prostą szatą. Letni wiatr, poruszający ciemnymi kosmykami jego
włosów, które nosił krótko zaczesane przy twarzy. Zaskoczony podniósł rękę, by
dotknąć chłodnej skóry policzka, zanim przesunął nią w dół, silnie naciskając na
nos,   z   którego   był   dumny   już   od   czasów   bycia   rzymskim   generałem.

background image

Przypominał   sobie   niejasno,   że   większość   istot   uważała   go  za   przystojnego,
choć jego ciemne oczy pozostały ponure i bez życia, jak w dniu, w którym
patrzył na śmierć Dary.

Potem   uderzyły   w   niego   mniej   pożądane   wrażenia.   Marszcząc   brwi,

przesunął palcami po kłach, które nagle zapulsowały, bo wyczuł odległy zapach
ludzkiej krwi. Głód. Pełen gniewu zdał sobie sprawę, że jego ciało zareagowało
nie   tylko   na   różnorodność   płynów,   ale   i   na   niemal   zapomniane,   palące
pożądanie.  Odpychając  od  siebie  nieprzyjemną  prawdę,  Gaius ponuro skupił
swoją   uwagę   na   zacisznym   domu,   który   znajdował   się   na   skraju   mokradeł
Luizjany.

Była   to   duża   budowla   pomalowana   na   biało   z   czarnymi   okiennicami   i

otoczona gankiem, zbudowana na ceglanych palach. Frontowy dziedziniec był
pełen   dużych   drzew,   udrapowanych   hiszpańskim   mchem

1

  który   skutecznie

ukrywał miejsce przed widokiem z wąskiej ścieżki prowadzącej do miasteczka.
W sumie było to idealne miejsce dla ukrywającego się wampira. To był bez
wątpienia   powód,   dla   którego   Mroczny   Lord   wysłał   go   tutaj,   by   czekał   na
kolejne rozkazy.

Ignorując   wilgotne   ciepło   i   roje   robactwa,   które   wypełniały   powietrze,

Gaius ruszył przez bramę ku szerokiej klatce schodowej. Wszedł przez drzwi na
ganek,   z   ulgą   dostrzegając   napowietrzny   wentylator,   zapewniający   bardzo
potrzebny wietrzyk. Chociaż przebywał po drugiej stronie Zasłony, doskonale
zdawał   sobie   sprawę   ze   zmian   w   tym  świecie,   a   po   wiekach   egzystencji   w
spartańskich   warunkach   i   skupieniu   się   na   badaniach,   pragnął   cieszyć   się
legowiskiem   zaopatrzonym   we   wszystkie   nowoczesne   technologie.   W   tym
elektryczność i gorący prysznic. I prywatność.

Mrużąc   oczy   z   opóźnieniem   uświadomił   sobie,   że   zapach   człowieka

pochodzi z wnętrza domu. I był coraz bliżej. Upływ czasu sprawił, że stał się
mniej czujny, skarcił się w duchu, sięgając pod szatę, by wyciągnąć puginał –
mały,   rzymski     sztylet   –   który   ukrywał   między   fałdami   atłasu.   Następnie
poruszając   się   w   ciszy   z   niebywałą   prędkością,   pchnął   drzwi   i   wszedł   do
spowitego cieniem salonu.

-   Kto   tam   jest?   –   warknął,   jego   wzrok   przebiegł   po   wyściełanych,

bambusowych   krzesłach   i   kanapie,   które   były   porozstawiane   na   drewnianej
podłodze.

Usłyszał   cichy   szelest,   a   potem   rozbłysły   światła   zamontowane   pod

wysokim sufitem z belek i do pokoju weszła młoda kobieta.

1

 Oplątwa brodaczkowa – gatunek rośliny z rodziny bromeliowatych.  

background image

- Ja.
Gaius schował sztylet. Jeśli zdecyduje się zabić kobietę, zrobi to osuszając

ją z tej słodkiej, kuszącej krwi.

- Bądź bardziej precyzyjna – rozkazał, jego mowa była sztywna i formalna,

ponieważ gniew zwyciężył miesiące tajnego treningu wmieszania się pomiędzy
tubylców.

- Sally Grace.
Zmrużył oczy, bacznie przyglądając się intruzowi. Może byłaby i urocza na

swój dziecinny sposób z ciemnymi włosami splecionymi w dwa warkocze po
obu   stronach   jej   jasnej,   ładnej   twarzy.   Ale   brązowe   oczy   były   mocno
podkreślone makijażem, a pełne usta pomalowane na szokujący odcień czerni i
przekłute złotymi kolczykami. Pasowały one do kolczyka na jednej brwi i tuzina
wzdłuż płatka ucha. Gorszy był jej dziwny strój. Maleńki biust zakrywał jedynie
szkarłatny   gorset,   a   mikroskopijna,   skórzana   spódnica   obciskała   jej   biodra.
Miała   na   sobie   legginsy   i   buty   na   wysokim  obcasie,   ale   one   tylko   bardziej
podkreślały jej smukłe krągłości. Z pewnością w jej życiu nie było mężczyzny,
który zabroniłby jej takiego szokującego eksponowania ciała.

- Co robisz w moim domu?
Oparła się o framugę drzwi, patrząc na niego bez żadnego skrępowania.
-   Nasz   pan   wysłał   mnie,   bym   upewniła   się,   że   masz   wszystko,   czego

potrzebujesz po powrocie.

A więc została wysłana przez Mrocznego Lorda. Nie, żeby jej osoba była

tu mile widziana.

- Jesteś gospodynią?
-   Gospodynią?   –   kobieta   wyprostowała   się,   klepiąc   się   po   biodrach   z

oburzenia. – Czy ja wyglądam jak pieprzona gospodyni?

Zacisnął zęby, słysząc jej piskliwy ton.
- Nie prowokuj mnie, kobieto.
Potrząsnęła głową.
- Tak się składa, że jestem bardzo potężną czarownicą. Jedną z ulubionych

uczennic Mrocznego Lorda…

- Czarownica – jego moc eksplodowała w powietrzu, wysyłając kobietę na

ścianę przyległej jadalni. Podszedł do przodu, obnażając kły i przygotowując się
do  położenia  kresu  dziwce.  To czarownica   uczyniła  go  bezsilnym,   gdy   jego
ukochana partnerka płonęła na stosie. – Nienawidzę czarownic.

Gdy dotarł do kobiety, owinął palce wokół jej gardła i zaczął ściskać. Z

całą pewnością nie splami sobie języka jej skażoną krwią. Skupiony na duszeniu

background image

swojej   towarzyszki,   Gaius   nie   był   przygotowany   na   to,   co   zobaczył.   W   jej
ciemnych oczach nagle zapłonął szkarłatny ogień.

-   Przestań   –   rozkazała,   jej   cichy   głos   był   pełen   mocy,  która   wprawiła

Gaiusa w zdumienie.

Wpatrując   się   w   jej   niespodziewanie   pozbawioną   wyrazu   twarz,   Gaius

poczuł niepokój przemykający w dół kręgosłupa.

- Co jest nie tak z twoimi oczami?
Usta Sally rozchyliły się, ale to nie jej głos z nich wyszedł.
- Gaius.
Zmarszczył brwi, uświadamiając sobie, że dławiąca moc w powietrzu nie

ma nic wspólnego z czarownicą, a z obcą istotą, która wtargnęła w jej ciało.

- Kto tu jest?
- To twój pan, mój ukochany synu.
Gaius zmrużył oczy, jego palce kontynuowały silny uścisk na szyi Sally.
- To jakaś sztuczka?
- Żadna sztuczka – zapewnił go głęboki głos. – Sally jest łącznikiem.
- Łącznikiem?
- Dzięki niej jestem w stanie bezpośrednio rozmawiać ze swoimi sługami.
To  ma   być   pokrzepiające?   Gaius   skrzywił   się.   Wystarczająco   źle   było

słyszeć szept Mrocznego Lorda w głowie podczas medytacji. Słyszeć jego głos
dochodzący z ust wiedźmy to dopiero była… jakie dziś padły słowa? Pieprzona?
Tak, to było to. Całkowicie pieprzona historia. Nie, żeby miał zamiar ujawniać
swoją słabość. Mroczny Lord był bezlitosnym potworem, który zniszczyłby go
w jednej chwili, gdyby podejrzewał, że Gaius już mu się nie przyda.

- Nie żywię miłości do magii – wychrypiał.
Czarne wargi wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu.
- Więc zrobimy to szybko.
-   Bardzo   dobrze   –   niechętnie   zwolnił   swój   uścisk,   odsunął   się   od

czarownicy   i   ukrył   drżące   dłonie   w   fałdach   szaty.  –   Jestem  tutaj,   jak   sobie
życzyłeś.

- Nabyłeś umiejętności, o które prosiłem?
Gaius skinął głową.
- Jestem w stanie zmienić swój kształt, choć tylko na krótki okres czasu.
- A inne?
- Jestem zdolny podróżować przez Zasłonę z medalionem, który ukryłeś

dla mnie po drugiej stronie.

background image

-   Dobrze   –   szkarłatny   ogień   migotał   w   ciemnych   oczach   kobiety.   –

Medalion pozwoli ci również wejść w mgły, gdzie jestem uwięziony.

- Czy tego żądasz ode mnie? – zapytał Gaius, mając nadzieję, że łagodny

ton ukryje jego niechęć.

Był gotów zrobić wszystko, co konieczne, aby przywrócić do życia swoją

najdroższą   Darę,   ale   sama   myśl   o   dołączeniu   do   Mrocznego   Lorda   w   jego
piekielnym wymiarze mogła w każdym wywołać dreszcze.

- Jeszcze nie teraz. Mam dla ciebie polecenie, zanim do mnie dołączysz.
Gaius skłonił się.
- Jestem na twoje rozkazy.
- Tak, jesteś – mruknął posępny głos.
Gaius mądrze zignorował drwinę.
- Jakie to zadanie?
- Prorok został odnaleziony.
Oczy Gaiusa rozszerzyły się w szoku. Słyszał plotki, oczywiście, ale je

odrzucił. Minęły wieki, odkąd ostatni prorok chodził po ziemi.

- Prawdziwy prorok?
- Chcę, żebyś mi ją przyprowadził – rozkazał Mroczny Lord. – Żywą.
- Oczywiście. Czy ona jest człowiekiem?
- Wilkołakiem.
Gaius rozmyślał nad taktyką. Nie pamiętał swojego poprzedniego życia

rzymskiego   generała,   ale   zachował   rzadki   talent   do   strategii.   Która   właśnie,
niestety,   była   powodem   ataku   na   jego   klan…   Nie.   Wyrwał   swój   umysł   z
bolesnych wspomnień. Nie mógł o tym myśleć. Poczucie winy, nieważne jak
bardzo zasłużone, było odwróceniem uwagi, na które nie mógł sobie pozwolić.

- To czyni jej porwanie nieco trudniejszym, ale jestem przekonany, że będę

w stanie przyprowadzić ją do ciebie z minimalnymi obrażeniami.

- Ona  jest  chroniona przez  Wilkołaka  – kontynuował  Mroczny   Lord. –

Chcę, żebyś jego też przyprowadził.

- Dlaczego? – gdy to słowo opuściło jego usta, Gaius wiedział, że popełnił

błąd.

Jak na zawołanie przeraźliwy ból wwiercił się w jego głowę, posyłając go

na kolana.

- To nie jest twoja sprawa.
- Nie, panie.
-   Zapewnię   ci   niezbędnych   towarzyszy,   którzy   pomogą   ci   w   twoim

zadaniu.

background image

Towarzysze? To była ostatnia rzecz, jakiej potrzebował, czy pragnął.
- To nie jest konieczne… – po raz kolejny ból przeszył jego mózg, na

krótko go oślepiając wielkim cierpieniem. – Bogowie.

- Gaius – czarownica gwałtownie przysunęła się, aby poklepać czubek jego

obolałej głowy, jej twarz wciąż była pozbawiona wyrazu, a oczy jarzyły się
niesamowitą mocą. – Nie zmuszaj mnie, bym żałował, że nie wybrałem innego
sługi do tak ważnego zadania.

Zmuszając się do powstania z kolan, Gaius posłał mu sztywny uśmiech.
- Nie będziesz miał powodu, by żałować, panie.
Zapadła długa cisza. Jakby Mroczny Lord zestawiał przyjemność zabicia

go   przeciwko   potrzebie   schwytania   proroka.   W   końcu   czarownica   skinęła
głową.

- Sally będzie podróżować z tobą, jako moje oczy i uszy.
Gaius   był   dumny   i   uparty,   i   miał   obsesję   na   punkcie   swojej   zmarłej

partnerki. Ale nie był głupi. Tym razem bez wahania skinął głową.

- Oczywiście.
- Dołączą do ciebie jeszcze dwaj inni.
Kolejny pospieszny ukłon. Był pewien, że jego… towarzysze zrozumieją,

kto tu rządzi, gdy przybędą.

- Gdzie znajdziemy proroka? – zapytał.
Szkarłatne oczy rozbłysły.
- Gdybym wiedział, gdzie ona jest, nie potrzebowałbym ciebie, prawda?
Słuszna uwaga.

Las Vegas

Po spożyciu jedzenia w ilości wystarczającej do nakarmienia małej armii,

czy też jednego głodnego Wilkołaka, Caine eskortował Cassie z powrotem przez
kasyno. Instynktownie zwolnił kroku, dostosowując się do towarzyszki, podczas
gdy   ona   obserwowała   pijany   tłum,   który   snuł   się   po   ich   drodze   obok
migoczących maszyn, w kierunku zespołu muzycznego śpiewającego na tyłach
olbrzymiego   pomieszczenia.   Pragnął   znaleźć   się   z   dala   od   chaotycznych
wybuchów dźwięków i światła oraz emocji, które bombardowały jego zmysły.
Jego przemiana w czystej krwi Wilkołaka sprawiła, że stał się super wrażliwy

background image

nawet na najbardziej subtelne bodźce i tkwiąc w środku Vegas, czuł się tak,
jakby był osaczany przez doznania.

Co gorsza, jego najbardziej prymitywne instynkty zostały wprowadzone w

stan   wielkiego   pobudzenia   przez   męskie   spojrzenia,   które   śledziły   Cassie   z
jawnym pożądaniem. Ale nie był masochistą. Każdej nocy coraz trudniej było
mu   odgrywać   rolę   opiekuna.   Spędzać   z   nią   więcej   czasu   sam   na   sam   w
hotelowym pokoju… to był bardzo zły pomysł. Zwłaszcza gdy podzieliła się z
nim tą ostatnią sensacyjną informacją. 

Ukradkiem studiując jej idealny profil, położył zaborczo rękę na jej krzyżu,

kierując ją w stronę wejścia do holu. Może, gdyby byli na ulicach, mógłby
odświeżyć swój umysł i skupić się ponownie na zadaniu zapewnienia kobiecie
bezpieczeństwa.   Co   było   wszystkim,   o   czym  powinien   teraz   myśleć.   Zajęty
przypominaniem sobie, że tu nie było demona, który chciałby go zabić, aby
dostać w swoje ręce prawdziwego proroka, Caine nie był przygotowany na to,
że   Cassie   nagle   się   zatrzymała   i   popatrzyła   na   niego   ze   skonsternowanym
wyrazem twarzy.

- Zrobiłam coś złego?
Zmarszczył brwi na to niespodziewane pytanie.
- Dlaczego pytasz?
- Ciągle się na mnie gapisz.
- Nie jestem jedynym – mruknął, krzywiąc usta w grymasie, gdy grupa

mężczyzn ubranych w spodnie khaki i koszulki polo zatrzymała się, by pożerać
wzrokiem   smukłe   ciało   Cassie,   którego   zaskakujące   detale   zdradzała   letnia
sukienka. – Potrzebujesz więcej ubrań.

- Nie dam się zbyć. Powiedz mi, co się stało.
Caine   westchnął.   Po   raz   pierwszy   szmaragdowe   oczy   były   niezwykle

klarowne. Ten raz pragnął, aby go nie dostrzegała, przyznał ironicznie. Typowa
kobieta.

- To, co wcześniej powiedziałaś – nagle przyznał.
Skrzywiła się.
- Przykro mi, wciąż nie wiem, dlaczego czułam się zmuszona tutaj przybyć

– powiedziała, źle rozumiejąc jego wyznanie. – Spodziewam się, że to w końcu
mi się objawi.

Pokręcił głową.
- Nie, to nie to.
- A co?
- To o tobie…

background image

- Caine? – zapytała.
Och, do diabła. Musi wiedzieć. To dręczyło go od ostatnich dwóch godzin.
- O to, że nie jesteś tak doświadczona jak inne kobiety.
- Och – przechyliła głowę na bok. – Pytasz, czy kiedykolwiek uprawiałam

seks?

Ze stłumionym okrzykiem Caine pociągnął Cassie ku płytkiej wnęce. –

Ciii.

- Dlaczego? – machnęła ręku w kierunku mijającego ich tłumu. – Wszyscy

tutaj rozmawiają o seksie. Wiele.

Przełknął   jęk,   jego   ciało   zareagowało   na   jej   słowa   możliwym   do

przewidzenia entuzjazmem.

- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Bez ostrzeżenia uniosła rękę, by pogłaskać delikatnie palcami linię jego

szczęki.

- Nie musisz być prorokiem, by wiedzieć, że kobieta, która była trzymana

w   jednym   więzieniu,   a   potem   w   drugim,   nie   ma   dużego   doświadczenia   z
mężczyznami – powiedziała cicho. – Było tam kilku, oczywiście, ale nie takich,
których polubiłaby normalna kobieta.

Wpatrywał   się   w   jej   oczy,  wyciągając   rękę   i   przyciskając   jej   palce   do

swojego policzka.

- Briggs? – zapytał, wspominając obłąkanego Wilkołaka, któremu pomagał

przetrzymywać ją jako zakładniczkę.

- Co z nim?
- Briggs… – stwierdził, że trudno nawet wypowiedzieć to pytanie. – Nigdy

cię nie wykorzystał?

- Oczywiście, że nie – pozwoliła sobie na mały, tajemniczy uśmiech. – Bał

się mnie.

Caine   odetchnął   lekko,   odczuwając   ogromną   ulgę,   że   nie   została

wykorzystana, choć już wcześniej podejrzewał prawdę. Niewinność lśniąca w
jej oczach była czymś więcej niż tylko brakiem doświadczenia.

- Więc jesteś…
- Dziewicą.