background image

Rozdział 8 – Ślub 

Część III 

 

 

 
 

Dzisiaj mój wielki dzień! Bierzemy z Edwardem ślub. Ostatnie 

dwa dni były dla mnie wykańczające, oczywiście nie fizycznie, gdyŜ 
Edward nie pozwalał mi pomóc w przygotowaniach, ale psychicznie. 
Bałam się panicznie przybycia Ara lecz on się nie pojawiał, czyŜby 
wrócił do Voltery? Alice nie miała Ŝadnych wizji więc Edward 
stwierdził, Ŝe nie mamy się juŜ o co martwić. Prawie wszystko było juŜ 
gotowe na dzisiejszy dzień. Razem z Rosalie, która została moja druhną 
po odmowie Jacoba byłyśmy w jej pokoju gdzie po raz kolejny 
przymierzałam suknię ślubną. Stała się dla mnie bardzo miła od 
wyjazdu Edwarda do ParyŜa, chyba w końcu zrozumiała, Ŝe naprawdę 
kocham jego i całą rodzinę. 

- Ach jak pięknie będziesz wyglądała. Nie mogę się juŜ 

doczekać. 

- Jeszcze tylko parę godzin – powiedziałam ze strachem w 

głosie. Miałam nadzieje, Ŝe Jasper trochę podreperuje mój nastrój. 
Rosalie robiła mi fryzurę, a potem miałam poddać się jej męczącemu 
makijaŜowi. AleŜ ja tego nie lubiłam, ale co się nie robi Ŝeby wyglądać 

background image

pięknie dla ukochanego. Cała ceremonia miała odbyć się o osiemnastej, 
z kaŜdą upływająca godziną wstrzymywałam oddech i coraz bardziej 
się bałam. Miałam teŜ nadzieję, Ŝe nie zrobię ani nie powiem niczego 
głupiego, jeszcze tego by brakowało. Postanowiłam, Ŝe będę się 
pilnować. Kiedy moja fryzura i makijaŜ były gotowe przybiegła do 
mnie równie jak ja wystrojona Alice. 

- Och Bello tak się cieszę! – piszczała skacząc po całym pokoju 

w swojej ślicznej białej sukni. Ona to potrafiła podejść do tego 
wszystkiego na luzie, aŜ jej zazdrościłam. 

- Pamiętaj tylko, Ŝe nasi panowie nie mogą nas zobaczyć w 

sukniach przed czasem bo to przynosi podobno pecha. – zaśmiałam się 
tylko, taka „stara” a wierzy w przesądy, ale po chwili stwierdziłam, Ŝe 
dla bezpieczeństwa pozostanę w pokoju z dziewczynami a nóŜ widelec 
Alice ma rację i co wtedy? Nie wierzyłam swoim własnym myślom. 
„Ech Bello ty teŜ dajesz się w to wciągać?” Chciałam dzisiejszego dnia 
zrobić jeszcze jedno. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Jacoba. 

- Mogę wpaść na chwilę ale nie wiem czy to dobry pomysł. – 

powiedział mi przez słuchawkę telefonu. Wolałbym spotkać się u 
Ciebie w domu. 

- Jake ale ja… - nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, 

przecieŜ byłam juŜ w sukni ślubnej… - a ty nie moŜesz przyjechać do 
Cullenów?  

- Raczej nie. – powiedział chłodno wilkołak 
- Proszę Cię muszę Ci coś waŜnego powiedzieć. 
- Niech Ci będzie, za ich domem za piętnaście minut. 
- Dobrze, będę czekała. – to powiedziawszy odłoŜyłam 

słuchawkę i zaczęłam przebierać się w normalne ciuchy. 

- Co ty robisz? – spytała zdziwiona Rosalie – popsujesz fryzurę. 
- Muszę na chwilę spotkać się z Jacobem, to nie potrwa długo. – 

załoŜyłam swoje normalne ciuchy i widziałam niesmak rysujący się na 
twarzy Rosalie. Moje jeansy stawały się juŜ powoli za małe na mnie, w 
końcu jadłam za dwoje, ale naszczęście jeszcze się dopięłam. „ Muszę 

background image

sobie sprawić nowe rzeczy” pomyślałam i zbiegając na dół wyszłam po 
ciuchy tylnymi drzwiami. Nikt mnie na szczęście nie widział.  

Znalazłam się w duŜym ogrodzie za domem wampirów. 

Przepiękne wiśnie i jabłonie kwitły dając nam swoje dojrzałe owoce, a 
zapach ich kwiatów czuć było wszędzie. Rozglądałam się jak 
zaczarowana dookoła mimo iŜ znałam to miejsce na pamięć. Obok mnie 
przeleciał bezszelestnie mały ptaszek, który postanowił uwić sobie 
przytulne gniazdko na jednej z gałęzi drzew. Podeszłam bliŜej okazało 
się, Ŝe to sprytny śmigacz

1

. Jego delikatne piórka lśniły w 

przebijającym się przez drzewa słońcu tysiącami zmieniających się 
kolorów. On miał juŜ swoją rodzinę specjalnie dla niej szykował 
gniazdo, tak samo jak ja, Edward i Sam szykowaliśmy nasze miejsce na 
tym świecie. Usłyszałam, Ŝe ktoś nadchodzi i się odwróciłam. 

- Jake! – krzyknęłam na powitanie, zobaczyłam, Ŝe jego mina 

jest pełna bólu i rozpaczy. Powoli podnosił na mnie swój wzrok. 

- Cześć Bells. – powiedział spokojnym tonem – ładnie 

wyglądasz. 

- Ach, dzięki. Chciałam się z Tobą zobaczyć zanim… - mój głos 

się zawiesił. 

- Zanim wyjdziesz za mąŜ, moŜesz mówić śmiało. 
- Właśnie – odparłam trochę zmieszana. CięŜko było mi 

spojrzeć mu w oczy po tamtej pamiętnej nocy. Było nam razem tak 
wspaniale a teraz nagle obracam jego Ŝycie o sto-osiemdziesiąt stopni. 

- Wiesz, Ŝe Cię kocham Jake. – tylko tyle zdołałam z siebie 

wykrztusić. 

- Gdyby to była prawda to nie wychodziłabyś za tę pijawkę. – 

mówił chłodnym głosem starając się ukryć wszystkie emocje jakie nim 
targały. 

- Chcę abyśmy nadal się przyjaźnili… 
- To niemoŜliwe. – wstrzymałam oddech. – Odchodzę Bello.  
- Nie, nie moŜesz odejść. To nie moŜliwe. – popadłam w 

rozpacz. – Nie po tym wszystkim co zaszło między nami! 

                                                 

1

  Amerykański koliber 

background image

- Przykro mi, ale właśnie dlatego chcę odejść. Nie mogę tak po 

prostu patrzeć jak z nim Ŝyjesz. Poza tym zostałem nowym samcem alfa 
w sforze i chcę się razem z nimi przenieść gdzieś na jakiś czas, Ŝebyś 
Ŝ

yła w spokoju. 

- Ale Jake… - po moich policzkach ciekły łzy, które nie zrobiły 

na chłopaku Ŝadnego wraŜenia. Stał dalej w tym samym miejscu patrząc 
mi się głęboko w oczy i wypowiadając swoje słowa powoli i z 
premedytacją. 

- JuŜ postanowiłem. 
- Błagam Cię Jacob…  
- Przykro mi. – to rzekłszy ucałował mnie na poŜegnanie w 

czoło, i zaczął odchodzić. 

- Jestem w ciąŜy. – te słowa podziałały na niego jak ogień. Nic 

nie mówiąc stanął i odwrócił się w moją stronę. Spojrzał się na mnie 
pytająco a ja wiedziałam o co mu chodzi. Znaliśmy się juŜ tyle lat, Ŝe 
bez trudu odgadywaliśmy swoje myśli. W smutku spuściłam tylko 
głowę i pokręciłam ją przecząco. W tym momencie Jacob zmienił się w 
wielkiego rudowłosego wilka, zawył głośno i przeraźliwie. Wyczułam 
smutek w jego wyciu, to była oznaka wiecznego poddania się, 
przegranej walki, o nagrodę dla której walczył przez te wszystkie lata. 
Popatrzył się na mnie ten ostatni raz a w kąciku jego wilczych oczu 
dostrzegłam łzę powoli spływającą na suchą od słońca ziemię. Jacob 
Black spuścił głowę i pobiegł pędem przed siebie w wielką nicość, 
pozostawiając za sobą wszystkie piękne wspomnienia i nasze ostatnie 
spotkanie.  

Nie mogłam znieść tej rozpaczy, tego Ŝe juŜ nigdy go nie ujrzę, 

tego Ŝe zostawił mnie samą. Przed oczyma migały mi lata naszej 
przyjaźni. Nasze pierwsze spotkanie, pierwszy pocałunek i ta namiętna 
noc, której nigdy nie zapomnę. Złapałam się pobliskiego drzewa 
płosząc przy tym tego małego ptaszka, który właśnie wił sobie tam 
gniazdo. Płakałam do kory, do kwiatów i owoców. Łkałam do nieba i 
ziemi, wody i ognia. Powoli osunęłam się na ziemię. Nie wiem czy uda 
mi się pojąć, Ŝe to co przeŜywałam w tej chwili będzie miało wpływ na 

background image

moją przyszłość. Pozostał tylko Ŝal po utarcie bliskiej mi osoby, z 
którym sama musiałam sobie poradzić. Dotknęłam opuszkami palców 
ziemi na której leŜałam, łzy mieszały się z nią niczym woda. Nawet nie 
usłyszałam kroków zbliŜającej się do mnie osoby, która dotknęła 
mojego ramienia i połoŜyła się obok mnie na trawie.  

- Nie płacz najdroŜsza, tak widocznie miało być – próbował 

pocieszać mnie Edward. 

- Nie, nie miało prawa tak być. – powiedziałam i nagle złapałam 

się za brzuch zwijając się z doznanego bólu.  

- Co się stało? 
- Nie wiem. Boli mnie. – Edward wziął mnie delikatnie na ręce i 

szybko pobiegł do domu wołając Carlisa o pomoc. Oczy miałam 
zamknięte słyszałam tylko jak lekarz kaŜe mnie połoŜyć na kanapie w 
jego gabinecie. W tym momencie ból mi przeszedł. 

- Jak się czujesz Bello? – pytał 
- JuŜ, juŜ dobrze. Jak leŜałam to poczułam silny skurcz. 
- Muszę Cię koniecznie przebadać. Edward ile czasu zostało do 

uroczystości? 

- Dwie godziny. 
- Wystarczy. – powiedział Carlise i kazał wyjść mojemu 

narzeczonemu. Powoli zdjął mi bluzkę, załoŜył na uszy stetoskop i 
dotknął nim mojego brzucha. Blaszka była lodowato zimna i od razu 
przeszły mnie mrówki.  

- Wydaje się, Ŝe wszystko w porządku, nie widzę Ŝadnego 

zagroŜenia. Powiedz Bello czy coś mogło Cię teraz zdenerwować? 

- Tak. 
- To bardzo Cię proszę ale z takimi emocjami poczekaj do 

rozwiązania, bo jak widzę nie słuŜą Ci one dobrze. Mimo wszystko 
chce ponownie pobrać Twoją krew. – mimowolnie wyciągnęłam swoją 
rękę i zanim się obejrzałam było juŜ po wszystkim.  

- Skąd wiedziałeś, Ŝe byłam zdenerwowana? – spytałam na 

odchodne 

background image

- Masz kochanie rozmazany makijaŜ, lepiej się tak nie pokazuj 

Rosalie bo Cię przechrzci – powiedział z uśmiechem Carlise chcąc mi 
poprawić humor. Ja takŜe blado się do niego uśmiechnęłam i wyszłam z 
gabinetu pozostawiając go z jego badaniami sam na sam. Od razu 
doskoczył do mnie Edward. 

- Czy wszystko jest dobrze? Co Ci się stało? – pytał mnie 

troskliwie. 

- Jest okay. – powiedziałam lecz nie do końca byłam tego pewna. 

– To przez stres. 

- Jak tylko spotkam Jacoba to go zabije. 
- Nie będziesz miał juŜ okazji… - odparłam i poszłam na górę 

do sypialni aby siostry poprawiły mój wygląd. Kolejna łza spadła na 
podłogę. 

- BoŜe Bello jak Ty wyglądasz! – powiedziała z przeraŜeniem 

Alice kiedy tylko weszłam do pokoju. 

- To wszystko przez tego śmierdzącego psa – warknęła Rosalie. 
- Proszę Cię nie mów tak o Jacobie – na sam dźwięk jego 

imienia znowu się rozpłakałam.  

- Oj przepraszam nie chciałam Cię urazić. – uspakajała mnie 

wampirzyca. – Chodź, usiądź poprawimy zaraz wszystko. Będziesz 
wyglądała bosko. 

Tym razem Rosalie nie pieściła się ze mną tylko z 

niewiarygodną prędkością skakała przy mnie zaczynając poprawki od 
włosów aŜ po makijaŜ. 

- Wiesz teraz wydaje mi się, Ŝe nawet lepiej wyglądasz niŜ 

poprzednio. – uśmiechała się kiedy skończyła i obróciła moje krzesło. 
Spojrzałam w lustro, rzeczywiście mówiła prawdę. Starałam się nie 
myśleć juŜ więcej o Jacobie, nie mogłam przecieŜ na własnym ślubie 
wyglądać tak jakby był to pogrzeb. 

- Kochane – usłyszałam głos Esme wchodzącej do pokoju – 

zbliŜa się najwaŜniejsza chwila w waszym Ŝyciu. Teraz przyniosę wam 
coś do jedzenia, Ŝebyście mi nie omdlały podczas ceremonii, później 
zostaniecie w pokoju dopóki do was nie przyjdę. – Esme była taka 

background image

matczyna chciałam być taka sama jak ona kiedy narodzi się moje 
dziecko. Zjadłyśmy powoli nasz delikatny obiad, do wszystkiego 
została niecała godzina, słyszałam z góry Ŝe goście zaczęli się powoli 
zjeŜdŜać. W pewnym momencie usłyszałam głos Rene. Chciałam 
wybiec i przywitać ją lecz Rosalie razem z Alice mi nie pozwoliły. 

- Nie moŜesz zejść. JuŜ Ci mówiłam, Ŝe pan młody nie powinien 

widzieć Cię w sukni przed ślubem. – powtórzyła się Alice a ja 
spokojnie siedziałam na fotelu. 

- Jeszcze tylko mała drobnostka – dodała Rose i wsadziła mi we 

włosy biała spineczkę. 

Ta godzina była dla mnie jak wieczność, nie mogłam usiedzieć 

na miejscu. Znowu poczułam ból w brzuchu lecz tym razem słabszy 
więc nikomu nic nie powiedziałam. Na dole w salonie wrzało z 
podniecenia. Słyszałam znajome mi głosy przyjaciół z Forks, a takŜe 
Charliego. 

- Idzie!- krzyknęła Alice i w tym momencie drzwi od pokoju 

uchyliły się.  

- Jesteście gotowe? – spytała się mnie i sióstr. 
- Pewnie – mówiła ciągle podniecona Alice. 
- Alice, weź mnie pod rękę. Ty Bello złap się Rosalie. 
Przez moment zakręciło mi się w głowie, to chyba z tego 

podniecenia i strachu. Szłam trzymając się Rosalie. Powoli 
wychodziłyśmy z pokoju, otaczała nas bezwzględna cisza. Pierwsza 
para, Esme i Alice stanęły na szycie schodów, usłyszałam jak ktoś gra 
na organach, po gościach przeszedł cichy szmer. Starałam się 
wszystkiego słuchać lecz moje myśli przyćmił tylko jeden widok. Jacob 
mówiący mi prosto w oczy, Ŝe odchodzi i juŜ nigdy się nie ujrzymy. 
Tak bardzo mnie to bolało, łza juŜ, juŜ miała się ku spłynięciu kiedy ją 
powstrzymałam. Przez krótki moment widziałam przed ołtarzem nie 
Edwarda lecz właśnie Jacoba. Jak to by było gdybym razem z nim 
wtedy uciekła, czy naprawdę wiedlibyśmy szczęśliwe i długie Ŝycie? 
Stałam teraz zamyślona aŜ z letargu wyrwał mnie głos Rosalie. 

- JuŜ czas na nas. 

background image

- To juŜ? – spytałam ze zdziwieniem, - aleŜ ten czas szybko 

płynie .   

Rose prowadziła mnie pod rękę kiedy powoli i z gracja 

chodziłyśmy ze schodów. Rozejrzałam się po salonie. Pierwsze co 
zobaczyłam to długie rzędy krzeseł a na nich siedzący zaproszeni goście 
z uśmiechającymi się twarzami. Wszyscy byli tacy radośni, a ja wręcz 
przeciwnie bałam się tego co ma zaraz nastąpić. Potem ujrzałam 
przepiękny biały ołtarz wokół którego były rozsypane kolorowe kwiaty, 
pośrodku nich stał pastor z Forks. Na samym końcu ujrzałam Edwarda. 
Jego piękny uśmiech onieśmielał mnie a ja nadal szlam niepewnie w 
jego stronę. Strach oblewał mnie od góry do dołu. W tle leciała 
piosenka, przy której dwa tygodnie temu poczęliśmy naszego syna. 
Wszystko było tak pięknie zorganizowane, te dekoracje, stroje i … i 
tylko ten mrok za oknem. Rosalie podprowadziła mnie do ołtarza i 
odsunęła się na bok. Stałam teraz naprzeciwko Edwarda. Ubrany był w 
modny garnitur, prawdopodobnie od Gucciego. Jego blond włosy były 
jak zwykle postawione do góry na Ŝel, lecz tym razem błysk w jego oku 
nabrał jeszcze większego blasku.  

Rozejrzałam się po zebranych, ujrzałam swoją mamę, Phila, 

Charliego i przyjaciół, którzy do mnie pomachali z radością. Podszedł 
do nas Carlise z małą czerwoną poduszeczką, na której spoczywały 
obrączki. Nastała chwila ciszy i wszyscy oprócz mnie i Edwarda 
wpatrzeni byli w sędziwego pastora. 

- Moi drodzy – zaczął. – zebraliśmy się tutaj w tak waŜnym dla 

nas, tej młodej pary oraz dla Boga dniu. OtóŜ Ci młodzi ludzie pragną 
złoŜyć przed nami i Bogiem przysięgę wiecznej miłości, oddania i 
zaufania. CzyŜ moŜe być coś piękniejszego niŜ dwoje kochających się 
nawzajem ludzi? 

„Nadal cisza, ta przeraŜająca pustka” moje myśli błądziły po 

całym domu i próbowały się z niego wydostać. Patrzyłam się na mojego 
ukochanego Edwarda i myślałam o naszym dziecku. 

- Dzieci tego świata Ŝenią się i za mąŜ wychodzą. Lecz Ci juŜ 

bowiem umrzeć nie mogą, gdyŜ są równi aniołom i są dziećmi BoŜymi.  

background image

- „ Co ten pastor wygaduje? CzyŜby wiedział kim naprawdę są 

Cullenowie?” zastanawiałam się w myślach. 

-  Bo wiedzcie ludzie, Ŝe miłość cierpliwa jest i łaskawa, 

niczemu nie zazdrości i nie unosi się pychą. Miłość tych dwojga we 
wszystkim pokłada nadzieję.

 .

Zwracam się do Ciebie młodzieńcze. – 

skierował głos w stronę Edwarda – Czy obiecujesz kochać Isabelle 
Swan, 

 – „ Belle, po prostu Belle” 
 – Dopóki śmierć was nie rozłączy? Czy obiecujesz dbać i 

troszczyć się o nią oraz o wasze dzieci? 

 Na wszystkie pytania z ust wampira padła odpowiedź tak. Teraz 

przemówił Edward biorąc do ręki jedną z mieniących się złotem 
obrączek. Spojrzał mi się w oczy, tym razem jego mina była powaŜna, 
ś

miertelnie powaŜna. 

- Ja Edward Cullen, biorę Ciebie Bello Swan za Ŝonę i ślubuję 

Ci, wierność, uczciwość oraz wieczną miłość póki śmierć lub zaraza 
piekielna nas nie rozłączy. – wsunął mi obrączkę na mój serdeczny 
palec. Pastor zwrócił się w moją stronę. 

- Isabello Swan…  
-„Mówiłam, Ŝe nazywam się Bella!” 
- Czy obiecujesz kochać Edwarda Cullena… - nagle świat stał 

się taki duŜy a ja taka malutka, wszystko zaczęło wirować dookoła 
mojej głowy i Ŝadne słowa nie docierały do mnie. W tym momencie 
stałam się głucha na wszelkie wołania. Byłam pośrodku granicy, którą 
miałam zaraz przekroczyć. Poczułam bul w brzuchu, który wysyłał 
paniczne sygnały do mojej głowy. Spojrzałam na Edwarda, wyczekiwał 
bym w końcu cokolwiek powiedziała. 

- Isabello powtarzam po raz kolejny czy bierzesz Edwarda 

Cullena za męŜa? – Patrzyłam na niego błędnym wzrokiem, wszyscy 
zgromadzeni na sali wstrzymali jednocześnie oddech. 

Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam, po prostu podwinęłam 

swoją przepiękną białą suknie i zaczęłam biec w kierunku drzwi nie 
odwracając się za Siebie. Nie patrzyłam się na nikogo, wszyscy 

background image

siedzieli nadal na swoich miejscach jak poprzednio. Usłyszałam tylko 
jak Edward próbował mnie gonić, a za nim głos Carlisa. 

- Nie powstrzymuj jej, dokonała juŜ wyboru. 
Nie odwróciłam się ani na moment, dopiero kiedy wybiegłam z 

domu zerknęłam na pełną gości sale i na stojącego pośrodku niej 
Edwarda, który obserwował kaŜdy mój ruch. W tym momencie 
przystanęłam i patrzyliśmy na siebie, widziałam jak duŜe krople łez 
rozpływają się na jego twarzy. Ujęłam swoją dłoń i delikatnie 
ś

ciągnęłam z niej obrączkę, która przed paroma minutami ofiarował mi 

wampir i połoŜyłam na suchej ziemi przed jego domem. Jeszcze raz 
spojrzałam w zrozpaczone oczy ukochanego i pobiegłam w głuchą 
czerń nocy. 

 
 
Nie wiem jak długo biegłam przez ciemny i złowrogi las. W 

końcu zatrzymałam się będąc pewna, Ŝe nikt mnie juŜ nie będzie gonił. 
RozłoŜyłam swoją suknię i przycupnęłam na nagim, zimnym kamieniu. 
Wypięłam z włosów spinkę, którą dostałam od Rosalie i potrząsnęłam 
głową. KaŜdy z moich ciemnych rozczochranych włosów powoli 
opadał na nagie ramiona. Odwróciłam się w stronę z której przybiegłam. 
Czy juŜ nigdy nie miałam zobaczyć rodziny i mojego ukochanego 
Edwarda? Otaczającą ciszę przerwało spokojne pohukiwanie sowy. 
Spojrzałam w górę na czarne bezchmurne niebo. Z pomiędzy drzew 
padało na mnie blade światło księŜyca w pełni. Miałam zamiar uciec 
stąd jak najdalej, wyrwać się z Forks wraz z moim nienarodzonym 
jeszcze dzieckiem i juŜ nigdy tu nie powrócić. Straciłam właśnie dwie 
ukochane mi osoby, tylko one nadawały mojemu Ŝyciu sens, ale jeden 
bez drugiego to nie była całość, tylko jedna połówka mojej rozdartej 
duszy. Wiedziałam, Ŝe juŜ nigdy ich nie ujrzę i właśnie to przyprawiło 
mnie o rozpacz, w którą bezustannie spadałam. 

W pewnym momencie usłyszałam jak ktoś cicho przedziera się 

pomiędzy drzewami. Nie miałam ochoty nikogo widzieć ani tym 
bardziej rozmawiać. Wstałam i zaczęłam z powrotem biec przed siebie, 

background image

aby uciec jak najdalej, uciec od przeznaczenia. Nie wiedziałam gdzie 
jestem, było zbyt ciemno abym mogła dostrzec cokolwiek. Ten dziwny 
trzask, brzmiał tak jakby coś się rozrywało, sparaliŜował mnie na 
moment. Znałam bardzo dobrze ten odgłos. Zatrzymałam się i zaczęłam 
rozglądać dookoła. W tej chwili z krzaków wyskoczył olbrzymi rudy 
wilk. Staliśmy i patrzyliśmy się na siebie w milczeniu. Nagle poczułam 
straszny ból w brzuchu i osunęłam się mimowolnie na ziemię tracąc 
przytomność… 

 
 
                                     **** 
 
 
Wszędzie dokoła pustka. Ciemno przed oczyma i głucho jak w 

grobowcu. Ciemno w duszy… 

 
 
Ocknęłam się znienacka. Spojrzałam na siebie, nadal byłam w 

swojej sukni ślubnej, która była brudna od mokrej ziemi. Chciałam jak 
najszybciej ją zdjąć, nie mogłam znieść widoku przegranej twarzy 
Edwarda kiedy uciekłam sprzed ołtarza. Rozejrzałam się dookoła. 
LeŜałam na jakimś wielkim stalowym łoŜu, dokoła którego było pełno 
brudnych i zakurzonych rzeczy. Nie znałam tego miejsca. Znajdowałam 
się w jakimś małym domku rodem z taniego horroru. Przy ścianach stał 
mały drewniany i przeŜarty przez korniki stół, który juŜ dawno 
powinien się rozpaść, zresztą jak pozostałe meble w pomieszczeniu. W 
rogach sufitu widniały mniejsze i większe pajęczyny. Nie wiele 
pamiętam z wczorajszego wieczoru nie licząc oczywiście nieodbytych  
zaślubin i mojej ucieczki. Dlaczego się tutaj znalazłam? PrzecieŜ 
pamiętałabym, Ŝe wchodzę do jakiejś rozwalającej się chałupy… 

Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Wyskoczyłam z łóŜka jak 

poparzona i ukryłam się za niewielką zakurzoną biblioteczką. Usta 
zasłoniłam dłońmi tak aby ktokolwiek to był nie usłyszał mojego 

background image

oddechu. Drzwi powoli się otwierały skrzypiąc i równieŜ powoli 
zamknęły wpuszczając do środka osobę, której nie znałam i nie miałam 
zamiaru poznać. 

- Bella? Jesteś tu? – o BoŜe to był Jacob! Natychmiast 

wyskoczyłam zza biblioteczki, moją suknie pokrywały juŜ pajęczyny. 

- Widzę, Ŝe juŜ się obudziłaś mała uciekinierko. – powiedział z 

uśmiechem. – Niezły pokaz dałaś wszystkim. – z radości jego widoku 
rzuciłam się mu na szyję. 

- Powoli skarbie bo wszystko mi wypadnie. – dopiero teraz 

zobaczyłam, Ŝe przyniósł mi śniadanie, które zanim połoŜył na stole 
przetarł go mokrą ścierką. 

- Jedz – podał mi talerz, na którym znajdowały się 

najzwyczajniejsze na świecie kanapki z szynką i duŜa szklanka mleka. 
Spojrzałam się na niego pytająco. 

- Skąd ja się tu wzięłam?  
- Znalazłem Cię w lesie jak biegłaś. Na mój widok zemdlałaś. – 

zaśmiał się chłopak. – Nie miałem pojęcia, Ŝe jestem aŜ tak przystojny. 

Zabrałam się za jedzenie nic nie mówiąc, a Jacob tylko patrzył 

na mnie z zachwytem. 

- Prawdę mówiąc nieźle im wczoraj dałaś popalić – mówił nadal 

się uśmiechając. – Nie wiedziałem, Ŝe jesteś do tego zdolna. Powiedz 
mi czemu to zrobiłaś. – spojrzałam się na niego z kanapką w ustach. – 
Dlaczego uciekłaś Edwardowi z przed ołtarza? – zawahałam  się po 
czym przełknęłam kęs. 

- Wiesz dlaczego. 
- Nie, nie wiem. 
- Nie mogę Ŝyć bez Edwarda, ale bez Ciebie takŜe. To jest tak 

jakbyś próbował połączyć trzy kawałki jabłka z jedną pomarańczy. 

Dokończyliśmy śniadanie w milczeniu, potem Jake zaprowadził 

mnie do łazienki. 

- Przepraszam za te spartańskie warunki ale to było jedyne 

miejsce do którego mogłem Cię zabrać tak aby nikt Cię nie znalazł, bo 
zapewne oto Ci chodziło. A i przyniosłem parę ubrań i jakąś bieliznę z 

background image

Twojego pokoju. Wybacz ale musiałem je ukraść tak by Charlie się nie 
zorientował. Okay ja juŜ pójdę Ŝebyś się w spokoju mogła wykąpać, 
będę czekał na Ciebie przy kominku w salonie. – to powiedziawszy 
zaczął odchodzić. 

- Jake. – na dźwięk swojego imienia natychmiast się odwrócił w 

moją stronę.  

- Dziękuję. 
- Nie ma sprawy. – powiedział i wyszedł zamykając za sobą 

drzwi. 

Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Łazienka była malutka tak 

samo jak wanna stojąca w niej. Mała ale w porównaniu do całego domu 
błyszczała czystością. Natychmiast zrzuciłam z siebie szarą juŜ suknie. 
Nalałam wodę do wanny i wzięłam tak mi potrzebną gorącą kąpiel. 
Tysiące myśli przelatywały przez moją głowę ale na Ŝadnej z nich się 
nie mogłam skupić. Cieszyłam się jedynie, Ŝe Jacob był przy mnie, 
zastanawiałam jak mu się odwdzięczyć za to, Ŝe mnie tutaj 
przyprowadził.  

Wyszłam z wanny wyciągając korek. Wytarłam się ręcznikiem i 

zajrzałam do plecaka z moimi ubraniami, które przyniósł mi wilkołak. 
Wyciągnęłam parę spranych jeansów i jakiś podkoszulek. Nagle na dnie 
dostrzegłam mała torebkę z bielizną, w końcu musiałam coś na siebie w 
łoŜyć, nie chciałam paradować w spodniach bez majtek. 
Przegrzebywałam ją i w tym momencie wiedziałam juŜ co na siebie 
załoŜę… 

- Jake gdzie jesteś? – spytałam wychodząc z łazienki. 
- Tutaj siedzę przy kominku – krzyknął, a ja poszłam za jego 

głosem. Ujrzałam go siedzącego na rozłoŜonym kocu przy kominku, 
bawił się pogrzebaczem. Stanęłam w progu.  

- Jacob… 
Kiedy chłopak odwrócił się w moją stronę jego oczy 

zabłyszczały i wyraźnie nie wiedział co ma odpowiedzieć.  

- Och Bells – wyrwało mu się z ust. 

background image

Ja nadal stałam w progu salonu i czekałam aŜ do mnie podejdzie. 

Spodziewałam się po nim takiej reakcji, w końcu pierwszy raz widział 
mnie tak ubraną, a właściwie do połowy rozebraną. Pragnęłam tego, 
szczególnie po przejściach z zeszłego wieczoru. Moje ciało okrywał 
tylko czerwony koronkowy, prześwitujący stanik, takieŜ same majtki i 
przypięte do nich czerwone pończoszki. Jacob powoli podniósł się z 
miejsca wiedząc, Ŝe ja do niego nie podejdę. Zatrzymał się na wprost 
mnie i spojrzał w oczy. 

- Wygładzasz niesamowicie Bello. – powiedział. 
- Chcę się z Tobą kochać Jake. – odparłam szeptem. 
Młody chłopak objął mnie i zaczął czule całować. Jego ręce 

wplątywały się w moje włosy, a pocałunki stawały się coraz gorętsze. 
Rosła między nami namiętność i pasja taka sama jak tamtej pamiętnej 
nocy. Byliśmy niewolnikami swych pragnień. Uśmiechnęłam się do 
niego ze zmysłowym poŜądaniem a jego zarumieniona twarz wyraŜała 
pragnienie posiadania mnie tylko dla siebie. Moje palce szarpały jego 
ubranie w poszukiwaniu dzikiej przyjemności, pomagałam mu w 
niecierpliwości zdjąć jego koszulkę. Nawet nie zauwaŜyłam kiedy 
znaleźliśmy się na kocu przed kominkiem, który dawał przyjemne 
ciepło. Zachowywaliśmy się jak młodzi kochankowie na nowo 
odkrywając zakazane zakamarki naszych ciał. Jake szeptał mi do ucha 
czułe słówka a ja dawałam się ponieść tej pasji. Połączyliśmy nasze 
ciała i spletliśmy się w miłosnym uścisku zranionych serc. Tym razem 
wszystko było inne. Inna sceneria, inne plany i marzenia, które nigdy 
nie miały się spełnić.  

- Bądź ze mną juŜ na zawsze – powiedział cicho Jacob, lecz ja 

nic na to nie odpowiedziałam, było za wcześnie bym miała o 
czymkolwiek decydować. 

Po pełnych namiętności i rozkoszy godzinach byliśmy tylko 

dwojgiem zmęczonych kochanków wyczerpanych wewnętrznym 
ogniem, który w nas płonął jeszcze kilka chwil wcześniej. 

MoŜe spaliśmy, a moŜe drzemaliśmy, nie byłam pewna. 

Wiedziałam tylko, Ŝe kiedy znowu otworzyłam oczy letnie słońce 

background image

powoli chowało się pod horyzontem. LeŜałam wtulona w ramiona 
nagiego Jacoba, który przyglądając mi się odgarniał włosy z mojego 
policzka. Ucałowałam go jeszcze raz.  

- Jesteś wspaniała – usłyszałam i zarumieniłam się. PrzecieŜ na 

co dzień tak się nie zachowywałam, nie wiem co we mnie wstąpiło. 
MoŜe to ciąŜa tak na mnie działa? A moŜe po prostu za bardzo siebie 
nawzajem pragniemy… 

- Jestem trochę głodna Jake. 
- Ach zapomniałem. – powiedział z przejęciem chłopak i w 

pośpiechu ubierając się z jedną nogą w nogawce spodni skakał do małej 
turystycznej lodówki. – Zaraz zrobię obiad.  

- Od kiedy gotujesz? – spytałam z Ŝartem. 
- Dla Ciebie to od zawsze – uśmiechnął się romantycznie i 

zaczął przygotowywać posiłek. Nim się ubrałam obiad był gotowy. 

- O widzę, Ŝe jest tu nawet kuchenka mikrofalowa. 
- Przytargałem z domu, jedz bo wam wystygnie. – spojrzałam 

się na Jacoba z bliŜej nieokreślonym wyrazem twarzy. 

- Co? W końcu musisz jeść teraz za dwoje – spojrzał się na mój 

powoli rosnący brzuch. 

- Jake proszę nie rozmawiajmy o dziecku. 
- W sumie masz rację, nie chcę sobie psuć nastroju. – Do końca 

posiłku nie rozmawialiśmy. Kiedy skończyłam chłopak zabrał ode mnie 
naczynia i pozmywał wszystko w zlewie. 

- Bello. – nagle spowaŜniał, a ja spojrzałam się na niego ze 

zdziwieniem. – Ktoś chciałby z Tobą porozmawiać… 

- Kto? 
- Ja. 
W tym momencie drzwi od małego domu się otworzyły i w 

progu stanął Aro…