background image

Jay Friedman, Practice makes what? Jun 30, 2016 

tłum. Łukasz Michalski

 

85. Po co ćwiczyć?                                   Practice makes what?  

Jay Friedman, czerwiec 2016

 

 

 
 

Stary  dowcip  o  tym,  jak  dostać  się  do  Filharmonii  krąży  już  od  dłuższego  czasu,  ale  ciągle 

brzmi  pytanie-  jak?  Jest  i  powinno  być  wiele  sposobów  ćwiczenia,  dla  osiągnięcia  wielu  celów. 
Celem najprostszym będzie zachowanie w przyzwoitym stanie tego, co już osiągnąłeś.  Oznacza to 
niestety  również  brak  wszelkiego  postępu  w  tych  wszystkich  kwestiach,  które  prowadzą  do  grania 
w sposób  nadzwyczajny.  Innym  sposobem  jest  wybranie  szczególnego  aspektu  gry  i  całkowite 
skupienie  się  na  jednej  sprawie,  takiej  jak  brzmienie,  technika,  legato,  artykulacja  itp.  Taki  sposób 
ćwiczenia  nie  zaowocuje  pewnie  zwiększeniem  kondycji,  czy  jej  utrzymaniem,  ponieważ 
zorientowany  jest  na  pojedynczy  element.  Trzeba  będzie  przejść  przez  wiele  prób  i  błędów,  czyli 
wiele startów i zatrzymań, które nie służą ani zachowaniu wytrzymałości, ani jej wzrostowi. 

Najważniejszym  pytaniem,  które  musi  sobie  zadać  muzyk  jest:  co  każdy  z  aspektów  grania 

powoduje,  „jak  osiągnąć  lepsze  wyniki?”  Brzmi  to  całkiem  prosto,  ale  jestem  przekonany,  że 
obecnie  największym  błędem  uczniów  jest  „przegrywanie  materiału”.  Granie  mnóstwa  nut  z  tym 
samym  nastawieniem  i  rezultatem,  i  przekonanie,  że  to  już  wystarczy,  byśmy  się  stali  lepszymi 
instrumentalistami.  Takie  podejście  naprawdę  będzie  tylko  mozolnie  „żłobić”  już  osiągnięty 
poziom, a tak naprawdę, to będzie hamować możliwość poprawy. 

Twoja ćwiczeniówka to Twój prywatny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy. Oznacza  to  ciągłe 

kwestionowanie jakości produktu, poszukiwanie jego wad i sposobów naprawy tych usterek. Kilka 
rzeczy,  które  próbowałem  w  ćwiczeniówce,  nie  powinny  wyjść  na  zewnątrz,  ale  właśnie  po  to 
jest ćwiczeniówka.  Na  przykład  praca  nad  dynamiką:  granie  fragmentów  fortissimo  o  wiele  za 
głośno  i pianissimo  znacznie  ciszej,  niż  wymagałby  tego  margines  bezpieczeństwa  w  zetknięciu 
z publicznością. Nie chciałbym, aby publicznie słuchano mego ćwiczenia, ale ważne jest, by w swym 
laboratorium wypuścić się na nieznane wody, aby poznać wszelkie możliwości. 

Tak  doszliśmy  do  bardzo  ważnego  punktu,  który  zgłębiałem  już  wcześniej,  a  który  warto 

powtarzać: by dowiedzieć się, gdzie leży możliwie najlepszy rezultat danego aspektu grania, musisz 
posunąć  się  jeszcze  dalej,  „przekroczyć  granicę”.  Dotyczy  to  całego  grania  na  instrumencie: 
dynamiki,  wibracji,  legato,  rejestru,  artykulacji,  itd.  Na  przykład,  jeśli  ktoś  ma  twarde,  szarpiące 
legato, (co uważam za najczęściej dziś spotykany błąd) to nie każę mu zatrzymywać suwak w jakieś 
określonej  pozycji;  zalecę  przechodzenie  każdej  legowanej  nuty  z  utrzymaniem  stale  płynącego 
powietrza. Ma to cudowny wpływ na to, by strumień powietrza poślubił ruch suwaka. Kiedy później 
mówię studentowi, by zatrzymywał suwak we wszystkich pozycjach, lecz mentalnie omijał je tak, jak 
poprzednio,  to  brzmienie  i  legato  znacząco  się  poprawiają  i  przypadki  „dziur”  (fuj!)  praktycznie 
zostają wyeliminowane. 

Mówiąc ogólnie, jeśli chcesz poczuć się pewnie w rejestrze wysokim, ćwicz ten rejestr nawet 

wówczas, jeśli z początku będzie  to źle  brzmiało. To  samo dotyczy   niskiego rejestru. Najbardziej 
zaniedbany  w  pedagogice  puzonowej,  na  puzonie  tenorowym  i  również  basowym,  jest  odcinek 
między  niskim  B  (B)  i  średnim  F  (f),  w  kluczu  basowym  mieszczący  się  na  pięciolinii.  Dla  jakichś 
powodów instrumentaliści raczej koncentrują się na innych częściach skali. Jednak prawda jest taka, 
że większość literatury na oba instrumenty skupia się właśnie na tym obszarze, więc ważne jest, by 
poświęcić  wiele  czasu  na  uzyskanie  wygody,  istotnej  wyrazistości  i  skoncentrowanego  brzmienia 
w tym rejestrze. Szkoła Arbana zajmuje się głównie tym rejestrem i właśnie dlatego jest, być może, 
najlepszą kiedykolwiek napisaną szkołą. Pamiętam, że lata temu spędzałem z podręcznikiem Arbana 
w tym rejestrze  mnóstwo czasu i zauważyłem, że wspomaga to zarówno wysoki, jak i niski rejestr 
(bez  wchodzenia  w  te  obszary),  pozwalając  osiągnąć  znakomitą  formę,  jedną  z  najlepszych,  jakie 
kiedykolwiek miałem. No i co