background image
background image

 

 

 

 

Radosław Antczak

 

 

Historia małżeńska dla

dorosłych

 

 
 

[Wydawnictwo:  Muza 2009]

background image

1

Śmierćstałanieruchomo.Jakposągalbokukłazzamkustrachówwparku

rozrywki.Jejczarnypłaszczpowiewałnawietrze,odsłaniającjaskrawebiałeżebra

wymalowanenaobcisłymtrykocie.Jedenmocniejszypowiewodsłoniłteż

niepasującedocałościciężkieczarnebuty,wzorowanenawojskowych.Alemoże

właśnietakiebyłynajbardziejodpowiednie?Prawdziwaśmierćtoprzecież

zdychaniewokopachododniesionychran,anieteatralneosunięciesięzkrzesłana

rauciepodczasdyskusjioostatniejwystawiezatytułowanej„Śmierćkroczyzatobą

odnarodzin”wKunsthallewBazylei.TakiebutynadawaływięcŚmiercipowagi.

Podobniejakpomalowananabiałotwarz,jakteatralnymakijaż,czylicoś

umownego,przesadnego.Dotegooczyobwiedzionegrubymi,czarnymiliniami.I

żadnejłzywkącikuust,jakuklauna,aniinnychtegotypuakcentów.Tylkoczarne

włosyzkilkomabiałymipasemkami.

Śmierćstałanametalowymstołku,jakichzapewneużywająwędkarze,

wyczekującnadbrzegiemrzekinadrgnięciespławika.Onateżczekała.Wspierając

sięnadługimdrewnianymkosturze,stałanieruchomo.Dopierowtakiejsytuacji

możnasobieuświadomić,żetowłaśnieruchjestnajważniejsząoznakążycia.

Poprośmykogoś,żebygdzieśstanąłinieruszałsięprzeztrzy,choćbydwieminuty.

Nieruszałsięanitrochę,zupełnie,boprzecieżnawetsiedzącleniwienasofiei

czytającksiążkę,bezwiednieporuszamynogą,pocieramynos,poprawiamywłosy.

Wpatrujmysięwtegoczłowiekanieprzerwanie,nieodrywającodniegowzroku

nawetnasekundę.Towystarczy,bystałsięprzedmiotem,rzeczą,elementem

krajobrazu.Czytowłaśnieruchnasokreśla?Takjakbyśmywysyłalisygnał:„uwaga,

żyję,jestem,czuwam”,niczymneandertalczykwyczekującyatakudrapieżnika.Apo

upływietychdwóch,trzechminutzłudzeniejestkompletne,wiemy,żetoczłowiek,

aledlanaszychoczu,dlamózgujestprzedmiotem,obejrzeliśmygoiwystarczy,teraz

możemyobejrzećinny.

NaszczęścieŚmierćdostałaswojąszansęnazaistnienie.Monetazbrzękiem

wpadładomosiężnegomoździerza,którystałtużobokdrewnianegokostura.

Śmierćwyraźnienatoczekała;jeszczenieucichłdźwiękmetalu,kiedychwyciłaza

ramięprzechodzącąobokjapońskąturystkę.Właściwieledwiejądotknęła,atamta,

udającprzerażenie,zpiskiemumknęładoswoichkoleżanekiwszystkiezaczęły

trajkotać,przekrzykującsięwzajemnie.AOnazaczęłaswójnibytaniec.Wyginałasię,

unosiłapłaszcz,stukałakosturemobruk.

TowłaśniewtedyFilipzauważył,żeŚmierćjestkobietą.Dotejpory,niewiadomo

czemu,sądził,żetomężczyzna,młodychłopakzbierającynapiwoiwejściedoklubu.

Tengesttrwałzaledwieułameksekundy-międzyjednymadrugimuderzeniem

drewnianegokijaŚmierćpoprawiłasobieopadająceramiączkoodstanika.

Tymczasemjapońskieturystkiniezamierzałyodchodzić.Wyjęłyzplecaków

aparatyfotograficzneikameryiustalały,któramastanąćkołoŚmierciipozowaćdo

zdjęcia.Filippomyślał,żenatyminteresiezdecydowanielepiejwyjdądziewczynyz

DalekiegoWschoduniżŚmierć:mnóstwozdjęćiwspomnieńzBrukselizajedyne

dwaeuro.

-Chybazaczynapadać-LidiaprzerwałaobserwacjeFilipa.

-Nie-Filippokręciłgłową.-Nicnieczuję.No,możecośkapnęło,aleniemadużej

chmury,przejdzie.

Lidiasięnieodezwała.Siedziałabokiemdoscenyzjapońskimiturystkamiiw

ogóleichniezauważyła.

-Możejednaksięschowamy?-spytałaniepewnie,jakbysamasięzastanawiała.

-Jakzacznie,schowamysięwtychpodcieniach-Filipwskazałruchemgłowy

budynekopodal.

Chciałjeszczezobaczyć,jakŚmierćznówzastygniewbezruchu,chciałulectemu

background image

złudzeniu,uchwycićtenmoment,kiedyprostasztuczkaznówzwiedziejegomózg,i

choćwie,żetodziewczyna,będziemusięwydawałarówniemartwajakstojącyobok

pomnik.

Przezkilkasekundbędzietozłudzenieabsolutne.

-Tocorobimy?-Lidianiepozwoliłamuzapomniećosobie.

-Jakto,co?-zdziwiłsię.-Siedzimy.

-Alepotem.

-Niewiemjeszcze.Mamtuprzewodnik,cośznajdziemy.

Lidiawestchnęła,dopiłakawę,aleodsunęłatalerzzniedojedzonymgofremz

Liège.

-Niesmakujeci?-spytałFilip.

-Nie-skrzywiłasię.-Sąchybaniedopieczone,jakzgliny.

-Takiemająbyć.Wezmętwojego.

-Jeszczesięnienajadłeś?

-Ococichodzi?-Filipspojrzałnaniąuważnie.-Przecieżchciałaśgdzieśjechaćw

tenweekend.

-AleniedoBrukseli.

-Agdzie?Rozmawialiśmyotymkilkarazyiucieszyłaśsię,żeznalazłemtakie

taniebilety.

-Alejawolęjakieścieplejszemiejsca.

-Lidka,wtamtymrokubyliśmywBarcelonieimiałaśdośćupałów.Sądziłem,że

tucisięspodoba…

Zastanawiałsię,cotaknaprawdęzepsułojejhumor.Jeślispytawprost,możebyć

jeszczegorzej,znałjądobrze.Poznalisiępiętnaścielattemu,takzwyczajnie,żejuż

bardziejniemożna:liceum,tasamaklasa,wspólnapaczka,imprezy,osiemnastki,

wyjazdyzamiasto,wygłupywszkole,nicwielkiego.Pomaturzeposzlinatensam

uniwersytet,takjakpołowaklasy-doŁodzibyłonajbliżej,aktowtedymyślało

poziomieuczelniczy,niedajBoże,szansachnapracę!Coprawda,byłjużrok1991i

wszyscyzaczynalimówićomarketingu,sprzedażybezpośredniej,akcjachiwolnym

rynku,aletojeszczebyłotakienowe,niepewne,nienasze,możechwilowe?Komuna

upadłaikrzyżjejnadrogę,aleonijeszczenieczulitejzmiany,niewiedzieli,coztego

dlanichwynika.Handelherbatągranulowanązłóżkaturystycznego-czemunie,ale

studia-tocoinnego!Topoważnasprawa!Wybraliwięcpedagogikę,filologiępolską,

prawo,medycynęalboekonomię.Każdykierowałsięraczejtym,jakieprzedmioty

trzebazdawaćnaegzaminiewstępnym,nieszansaminazawód,pracę,karierę.Lidia

byładobrazmatematyki,więcwybrałafinanse,aFiliplepiejradziłsobiez

wypracowaniami,więcwybrałsocjologię.Ijeszczepodobałomusię,żetotakiemało

konkretneiwłaściwieniewiadomo,copotymrobić,więcmożemożnawszystko.

Wokresiestudiówbyliprzyjaciółmi:spotykalisięodczasudoczasu,wspominali

dawnedziejeisprzeczali,któryprofesormanudniejszewykłady.Początkowow

grupie,potemjużtylkowedwoje,razpodtakimpretekstem,razpodinnym.Na

początkutrzeciegorokuprzespalisięzesobą,właściwietoniebyłprawdziwyseks,

całowalisięipieścilijaknastolatki.Tobyłichpierwszyraz,choćmielijużpo

dwadzieściajedenlat.

Pobralisięwwakacjepotrzecimroku.Studiazabierałyimcorazmniejczasu,a

buzującykapitalizmroztaczałolśniewającewizje.Zaczęliszukaćpracy,mieszkania

dowynajęcia,pochłonęłyichwszystkiedrobnesprawy,któreskładająsięna

małżeństwo.Nadalczulisiętakjakwtedy,kiedypolekcjachleżelinatrawienad

brudnąrzekąikrztusilisiępapierosamiZefir,popijanymipiwemŁódzkim-atu

takiedziwnesłowo„małżeństwo”.

Itakniepostrzeżenieminęłoosiemlat.Wszystkoplanowalirazem,sprzątaliwe

dwoje,nawakacjewedwojeiwłóżkurazem,cowieczór.Znalisięwięcnatyle

dobrze,żepotrafiliczytaćmiędzysłowamidrugiejosobylubzezmarszczeknaczole.

-Jakaprognozanajutro?-spytała,patrzącwniebo.

background image

-Niewiem-wzruszyłramionami.-Cozaróżnica?Lecimywponiedziałek

wieczoremitetrzydnispędzimytutaj.Niewrócimyprzecieżdodomuzpowodu

deszczu.

-Możewieczoremobejrzymyprognozę?-zaproponowałaLidia,ignorującjego

zaczepkęwgłosie.

-Dobrze-zgodziłsię.Znałjejnastroje,przychodzącenagleirównieszybko

znikające.

Zacząłprzeglądaćprzewodnik.

-Tujestgłównyrynekstaregomiasta,GrandPlace-powiedział,patrzącw

książkę.-

Możemytupospacerować,obejrzećokolicę.

-Brrr,zimno-Lidiaotrząsnęłasię.

-Nieprzesadzaj,jestpewniezpiętnaściestopni.

-Alewiatr.

Filipczytałdalej.Siedzielichwilęwmilczeniu.Lidiaobserwowałaludziprzy

innychstolikach,jaksąubrani,cojedzą,jakiemajątorbyibuty,jakrozmawiająze

sobą,jakzamawiająijakpłacą;chciałapochwycićmożliwienajwięcejróżnicmiędzy

bogatymi,wypielęgnowanymiludźmizZachodu,atymi,którychznałaiwidziałaod

urodzenia.

-Tuniedalekojestjakaśulicahandlowa-Filipprzerwałjejrozmyślania.

-Gdzie?-spytałazzainteresowaniem.

-Niewiemdokładnie,piszą,żewpobliżu.Zarazsprawdzęnamapie.

Lidiaożywiłasię,wyraźnieminęłojejpodenerwowanie,byćmożewywołanetym,

żechciałasięwygrzać,amimomajatrafilinajesiennąpogodę,amożetym,żeokres

jejsięspóźniał,bolałjąbrzuchizastanawiałasię,czyniejestwciąży.Niewiedziała

też,cobędąrobićprzeztetrzydni,tylkowedwoje,bezgazet,telewizji,kina,bez

znajomychinawetbezrozmówzprzypadkowymiludźmi,boprzecieżnieznają

języka.Niechciałazwiedzaćstaregomiasta,nieobchodziłjejpomniksiusiającego

chłopcaanigigantycznymodelatomu.

Ciekawe,czyktośzezwiedzającychwogólepotrafisobiewyobrazić,jakiej

wielkościjestrzeczywistyatom?AtuFilippodsunąłświetnypomysł,rozwiązanie

łatweiprzyjemne.Pójdąnazakupy.Apotemmożenawetobejrzećtenatom.

-Excuseme-odezwałasiędoprzechodzącegokelneraowyraźniehiszpańskiej

urodzie.

-Wewouldliketopay.

-Si-skinąłgłową.

-Idziemyjuż?-zdziwiłsięFilip.

-Tak,nazakupy-odpowiedziałazuśmiechem.-Wiesz,jaktamdojść?

-Mniejwięcej-powiedział,składającmapętak,abymócsprawdzaćulice,którymi

będąszli.

Wieczoremtegosamegodniaobojebyliwdoskonałymnastroju.Lidiakupiła

sobiekilkaciuchów,aFilipcieszyłsię,żeniewydaliwszystkichpieniędzy.Teraz

wybieralisiędojednejzpobliskichrestauracji,więcLidiajużodtrzydziestuminut

okupowałałazienkę,podczasgdyFilipczekając,ażjązwolni,bezmyślnie

przeskakiwałkanałybelgijskiejtelewizji.

HotelznaleźliprzezInternet,nazdjęciachwyglądałnaeleganckiiniemal

zabytkowy,nażywookazałsięniecozaniedbany.Naszczęściedostaliczystyi

przestronnypokójzesporąwnęką,gdziestałoogromnełóżko,ikanapą,doktórej

Filipzdążyłsięjużprzyzwyczaić.

-Jesteśjużgotowy?-Lidiaodezwałasięzłazienkitaknagle,żejejmążażzadrżał.

-Prawie-odpowiedział,cotaknaprawdęznaczyło„jeszczeniezacząłem”.

-Todobrze.

Filipuznał,żesporomujeszczebrakujedotego„prawie”,więcwstałz

ociąganiem,wszedłdołazienkiprzezotwartedrzwiizacząłmyćzęby.Pomyślał,że

background image

toidiotycznemyćzębyprzedposiłkiem.Lidiasiedziałanamuszliklozetowejze

złączonymikolanami,awrękachmięłapapiertoaletowy.

-Czojeszt?-spytałjązeszczoteczkądozębówwustach.

-Niemamjeszczeokresu-odpowiedziała,patrzącnaswojestopy.

-Przecieżczęstocisięspóźnia-wzruszyłramionamiiwyplułspienionąślinędo

umywalki.

-Aletojużdwadni.

-Dajspokój,dwadniwtęczywewtę,częstotakmasz.

-Niewiem,jakośtakdziwniebolimniebrzuch.

-Zestrachu.

-Atyco,takizciebiebohater?Tojabędęgruba.Niewiem,jakwogólekobiety

mogąprzeżyćporód.

-Przecieżzawszekochamysięzgumką.

-Alekiedyś,jużpo,jeszczemnietamdotykałeś…

-Kochanie,plemnikiniewejdąsobiesamedodziurki,trzebajewypuścićw

środku,głęboko.

-Ajakgumkabyłaprzebita?

Odwiesiłręcznik,podszedłdoniejipocałowałjąwczubekgłowy.Włosymiała

jeszczelekkowilgotne,pachniałyszamponem:waniliąimiodem.

-Wstań-powiedział.-Jateżmuszę.

Zamienilisięmiejscami,terazonusiadł,nastojąco,pomęskuzałatwiałsiętylko

wmiejscachpublicznych.Lidiazaczęłamalowaćoczy,robiącprzytymśmieszne

miny.

-Niechcębyćwciąży-powiedziałapowoli,każdywyrazoddzielnie.

-Iniejesteś-powiedziałkrótko.

-Skądwiesz?Noskąd?

-Wiem.Dotegojestpotrzebnynormalnyseks,niejakieśdotykanie.

-Amynibycorobimy?Seksprzeztelefon?

-Lidka-wstałispuściłwodę-jakchcesztokupimyjutrotest.

-Ciekawe,jakwyjaśnisz,cochceszkupić?Znaszfrancuski?Pozatymjutrojest

niedziela.

-Możecośbędzieotwarte.

-Zawcześnie,nicniewykaże.

-Noto,cochcesz?-podniósłgłos,choćstarałsięnadsobąpanować.-Pewnie

jutrodostanieszokres-chciałjąjużtylkouspokoić.-Powinniśmytowykorzystać,

właśnietutaj…

-Tobietylkojednowgłowie.

-Nietylkowgłowie-pogłaskałjąpopośladku.

-Dajspokój-zgasiłago,odkładająctuszdokosmetyczki.-Niemamnastroju.

Filipwyszedłzłazienkiizacząłsięszykowaćdowieczornegowyjścia.

-Ciekawe,czytobardzoboli-Lidiaznówsięodezwałazłazienki.-Boże,niechcę!

Nieteraz.Wogóleniewiem,czychcę.

-Ajeślinawetjesteś,tocozrobisz?-zapytał.

-Niewiem-odpowiedziała,aFilipowiwydawałosię,żemówidosiebie.

 

Tobyłajednaztychkolacji,kiedyniespodziewaniewszystkojestjaknależy:

stolikisączyste,kelnerzyniekażączekaćnasiebiezbytdługo,światłojest

dyskretne,alewidać,cosięmanatalerzu,amuzykaniezagłuszanaszychmyśli.

Nawetpotrawyokazałysięwsamraz:niezbytwykwintne,alesmaczneichyba

nawetzdrowe.Niestety,nadaltkwiłamiędzynimitarozmowazłazienki,słowa

wypowiedzianemiędzymuszląaumywalką,międzyniepokojemalekceważeniem.

Onamiałanadzieję,żetobezpodstawnylęk,żejednakniejestwciąży;onstraciłcałą

pewnośćsiebieizastanawiałsię,cobędzie,jeślijednakjejobawysiępotwierdzą.

Nadrugidzieńmogliowszystkimzapomnieć.Filipzobaczyłwłazienceotwartą

background image

paczkępodpasekiresztękrótkiegourlopuspędzilijakprawdziwituryści,zmapąw

rękuiaparatemfotograficznymzawieszonymnaszyi.

background image

2

Tozadziwiające,zjawilisięprawiewszyscy.Beatawszystkozorganizowała:

zarezerwowałalokalnadrzeką,zadzwoniładoTomkaiŁysego,ustaliładatęi

wszystkimprzydzieliłazadania.Potemsprawarozeszłasięnazasadziedomina.

FilipdostałSMSaodŁysego,kiedyjeszczebylizLidiąwBrukseli,podczas

pakowaniawalizki,kilkagodzinprzedwylotemdoWarszawy.

Iotosięspotkali.Zamawiająpiwoiorzeszki,witająsiętrochęniepewnie,

ostrożnie,wkońcuostatnirazwidzielisięjedenaścielattemu;wtymsamymlokalu

świętowalizdanąmaturę,nieuświadamiającsobiewcale,żebyłatostypanad

grobemichmłodości,żeotonastąpiłkoniecświatanieskończonychmożliwości,

czekającychtużzaprogiem,jeszczenieodkrytych,jeszczeprzednimi.

Terazjużwszyscymajątedecyzjezasobą,przemyślane,przypadkowe,

wymuszone,alepodjęte.Pytaniowiek,zaczynająodtrójki,awtedytobyłojeszcze

dziewiętnaście,więcjesttak,jakbyminęłydwiedekady.Ajednakbardzoszybko,

jeszczewtrakciepierwszegopiwa,zaczynajązachowywaćsiętak,jakbytobyło

spotkaniepowakacjach,azamiastjedenastulatminęłytrzyletniemiesiącei

właśniedzieląsięwrażeniamizlata.Każdybłyskawiczniezaczynamówićjęzykiem,

jakiegoużywałwszkoleśredniej,tesamepowiedzonkaiprzekleństwa,minyigesty,

abyjaknajszybciejzasypaćtelata,wczasiektórychzałożylirodziny,podjęlipracę,

wyjechalidoinnychmiast.Byćmożeinaczejniepotrafilibyzesobąrozmawiać?Być

możewogóleniemielibyoczymrozmawiać,gdybyniewspólniespędzona

młodość?

-Noijaktamwstolicy?-ŁysyzagadnąłFilipazmieszaninązazdrościipogardy.

Wszyscywtensposóbmówiliotych,którzywyjechalidoWarszawynapoczątku

latdziewięćdziesiątych.Mieligłowypełneobrazówztelewizoraigazet,maklerówz

czerwonymiszelkamiiprzestępcówstrzelającychnaulicach,zazdrościlikolorowego

światailegendarnychjużpensji,pocieszalisiędrożyznąwsklepachibrakiem

moralnościmieszkańcówstolicy.Cokolwiekbyimodpowiedzieć,niezmieniałoto

obrazka,jakisobiestworzyli.

-Wstolicy?-Filipzastanowiłsięchwilę.-Cośpierdoląpolitycy,kasależynaulicy.

-Taaa-Łysypokiwałgłową.-Aunaschłopstoipodpłotemiwymachujemłotem.

-Pierdolnąłmłotemkota,ażmusięrozeszłakapota-wtrąciłstojącyobokPiasek.

-Komu?-spytałŁysy.-Kotu?

-Chybakotowi-poprawiłgoPiasek.

-Maciezajarać?-Kwaśny,jakzwyklespóźniłsięijakzwyklechciałznaleźćsięod

razuwcentrumwydarzeń.

Tozadziwiające,jakłatwoprzychodziłoimwejśćdotejsamejrzeki.Filipprzez

momentzastanawiałsię,naczymzeszłomuostatniedziesięćlat.Poczuł,żewłaśnie

wróciłdoswojego,dobrzeznanegomuświata;niebyłogotutajdługo,aletenczas

kurczyłsięgwałtownie-możetobyłotylkokilkadni?Wszyscywyglądajątaksamoi

zachowująsięidentycznie,jakwtedy,gdymieliposiedemnaście,osiemnaścielat,i

zdążylisięjużpoznaćtak,jaknigdypotemnieudaimsięjużpoznaćnikogo.Łysy

krzywiustaprzykażdymłykupiwa,jakbywlewałjewsiebieznajwyższym

obrzydzeniem;Kwaśnyijegodenerwującyzwyczajprzeciskaniasięwmiejscu,gdzie

akuratstoinajwięcejludzi.IBeata,któraciąglemarszczybrwi,jakbyniezgadzałasię

zżadnymkierowanymdoniejzdaniem.

ApotemFilipspojrzałnastojącąopodalLidię.Rozmawiałazdziewczynami,alew

tejchwilipatrzyłananiego.Filipprzymknąłleweoko,uśmiechnąłsiędożonyi

ostatnielataznówwypełniłysięzdarzeniami,miesiącpomiesiącu,rokporoku.

-Asłyszałeś,żeKazazostałburmistrzem?-zagadnąłPiasek.

-Kim?-spytałFilip,choćdobrzeusłyszał.

-No,kurwa,prezesemtegocyrkowegomiasteczka-objaśniłKwaśny.

background image

-Aleco,złapankibraliczynormalniejakaśpomyłkaprzylosowaniubyła?-spytał

Filip.

-Osananiegogłosował-Łysywskazałbrodąkolegę.

Barmanpodałimkolejnekuflepełnezimnegopiwaiprzezchwilęwszyscypiliw

milczeniu.Osaniezamierzałjednakzbyćmilczeniemoskarżenia,którepadłozust

jegonajlepszegoprzyjaciela.

-No-pokiwałgłową-zmniejszyłmiosiedemdziewięćdziesiątpodatekodpsa.

Wszyscyzaczęliklepaćgoporamionachiwznosićentuzjastyczneokrzyki„nie,no

tooczywistasprawa”,„świetnadecyzja”,„poszczęściłocisię,chłopie!”idalejwtym

stylu.

Zrobiłosięlekkiezamieszanie,nadodatekKwaśnywylałpiwonabutyFilipa,a

tenzacząłjezdejmować,ijużpochwiliwszyscyspieralisię,czylepiejwysuszyćjew

kuchencemikrofalowejczypodsuszarkądorąkwłazience.PrzeztoLidianiemogła

siędoniegodostać,apotemmusiaładwarazyzcałejsiłypociągnąćgozarękaw,by

wreszcieodwróciłsiędoniej.

-Chodź-powiedziałacicho.

-Poczekaj,niemambutów.

-Proszęcię,szybko.

Zauważyłcośwjejoczachizaciśniętychustach.Wyszlizbarunazewnątrz,

naprzeciwkomielirzekę,wktórejprzeglądałysięresztkizachodzącego,czerwonego

słońca.

-Mama-zaszlochała.

-Cosięstało?

-Wszpitalu.-Lidiatrzęsłasięipłakałabezłez.

Filipchciałjąobjąć,alezesztywniała,obejmującsiękurczoworamionami.

Odsunąłsięodniej.Wiedział,żemusiterazdoniejmówić,zmusićdoskupieniasię

nafaktach.

-Kiedy?-spytał.

-Dzisiaj,dostałamprzedchwiląSMSa.

-OdKasi?

-Tak.

-Alecowłaściwie?

-Niewiem!-wybuchłagłośnympłaczem.-Niewiem,pogotowiejązabrało,

dzwoniłamdoKaśki,alenieodbiera.Boże,Boże,nie…

-Lidka,uspokójsię…

-Tojestmojamatka,nierozumiesz?!

-Wiem.Pojedźmytam,zobaczymy,cosiędzieje,możetonicstrasznego.

-Niechcę,niechcę…

-Uspokójsię,nicniewiemy.Jedziemyterazizobaczymy.-Przecieżpiłeś.-Aty?-

Janie.Dwałyki.-Dobrze,typoprowadzisz.Totylkostokilometrów,przedjedenastą

będziemynamiejscu,otejporzeniemaruchu.

-Tak.Idźiweźrzeczy,jatamjużniewejdęztakimioczami.

-Wporządku.Zarazbędę.

-Zaczekamwsamochodzie.

Filippodałjejkluczykiiwróciłdobaru,żebyzabraćjejżakietiswojemokrebuty.

Zastanawiałsię,czyjewłożyć,czyjechaćbeznich.Wkońcunieprowadził,mógł

sobiepozwolićnajazdęwskarpetkach.

background image

3

Wszpitaluzaspanapielęgniarkastarałasięmiłym,spokojnymgłosemwyjaśnić,

dlaczegootejporzeniemożnaodwiedzaćchorych.Pracowałatujednaktakdługo,że

natychmiastdostrzegłanapięcienatwarzyLidii,jejpodkrążoneoczy-niepytałao

nic.

Przezszklanedrzwiweszlidokorytarzatonącegowostrymświetlelamp

jarzeniowych.Szlioboksiebiewmilczeniu,mijalisale,zktórychprzezotwartedrzwi

wydobywałsięciężkizaduch-niedomytych,spoconychciał,lekarstw,środków

dezynfekcyjnych.FilipdostrzegłwreszciesiostręLidii;siedziaławjednejzsalpod

ścianą,właściwiepółleżałanatwardymdrewnianymkrześle.Nogimiała

wyciągniętepodżelaznymłóżkiem.MamaLidiispała.

-Kasia!-Lidiarzuciłasiękusiostrze.Chciałająprzytulić,więcmiałazamiar

uklęknąć.

ZkoleiKasiazaczęłasiępodnosić,żebywstać,alesiostraprzytrzymałająiobie

zastygływdziwnejpozycji,nitostojąc,nitosiedząc.

Filipuspokoiłsię,widzącteściowąpogrążonąwspokojnymśnie.Naglepoczuł

zapachpiwa,któryunosiłsięzjegobutów.

-Chodźcie,niebudźmyjej-powiedziałdosióstr.

Wyszlinakorytarz,alenadalrozmawialiprzyciszonymigłosami.

-Cosięstało?-spytałFilip.

-Nerki-wyjaśniłaKasia.-Zawszenarzekała,żejąkłujewdolepleców,ależeby

gdzieśposzła?Nigdy!Dzisiajjużodranawidziałam,żecośzniąnietak.Chodziłapo

mieszkaniujakaśprzygarbiona,skrzywiona,anamójwidokodrazusięprostowała.

Mówięjej,jedziemydolekarza,tylkonabadanie,aonaswoje:nieinie,nicminie

jest,poprostuźlespałam.Doszałumnietodoprowadzało.Wpołudniezaobiadsię

wzięła,jaszykowałamsiędowyjścia,miałamjechaćnazakupy,atusłyszęjakiś

łomot.Wpadamdokuchni,widzęgarnekzziemniakaminapodłodze.Jakniekrzyknę

nanią:„Zostawtecholernegary”,alewidzę,żeonakucainiemożewstać.

Przestraszyłamsię.Dzwoniępopogotowie,ocośmniepytają,objawy,odkiedy,jak

silne,awidzę,żemamasiętrzęsie,więcrzucamsłuchawkęibiegnędoniej.Patrzę,a

tunapodłodzekałuża…

-Kasia-Filipprzerywajej,chcącoszczędzićżonieszczegółów.-Cojejrobili?

-Miałaoperację.

-OBoże!-krzyknęłaLidia.

-Aleco?-dopytywałsięFilip.-Kamienie?

-No-odpowiedziałaKasia.-Podobnojakziarnafasoliczygrochu.

-Alejak?Co?-Lidiazszokowananiewiedziała,ocopytać.-Coteraz?

Kasiawzruszyłaramionami.-WujkowiMarkowidziesięćlattemuwyciętonerkęi

wogóleponimniewidać.Wczorajnachlanywrowiesiedział,oławkęsięopierał.

-Przestań-rzuciłaLidia.

-Tomożemyterazposiedzimyprzymamie?-zaproponowałFilip.

-Nie,chodźciedonas-powiedziałaKasia.-Mamaterazbędziespała.Siedziałam,

boczekałam,ażtatapomnieprzyjedzie.

-Zostawimyjąsamą?!-zdziwiłasięLidia.

-Tojestdobryszpital-wyjaśniłaKasia.-Pielęgniarkisąwporządku,lekarze

małopiją.

Przyjdziemyjutrorano.Tylkoprzypomnijciemi,żebykupićczekoladkidlatych

pielęgniarek.

background image

4

-Wiesz,żeMartynajestwciąży?-spytałFilip.-Nocoty?!-zdziwiłasięLidia.–W

którym?-Chybazktórym-zaśmiałsięFilip.Siedzieliwpokoju,niemającnic

specjalnegodoroboty.Wsobotniewieczoryzazwyczajwychodziligdzieś,

najczęściejzeznajomymidoklubulubdokina,czasaminazakupydocentrum

handlowego,apotemcośzjeśćnamieście,wszystko,byleniesiedziećwedwojew

domu.Nienudzilisięzesobą,leniweżyciedomowesprawiałoimnawet

przyjemność,aleniewsobotniewieczory.Tobyłowręczzakazane.

Tasobotawyglądałajednakinaczej.Możedlatego,żematkaLidiizaledwiekilka

dniwcześniejwyszłazeszpitalainadalotymmyśleli?Wszystkowporządku,

żadnychpowikłań,alejejżyciejużnapewnoniebędzietakie,jakkiedyś.SiostraLidii

powiedziałanawet,żemamawreszcieprzestaniecodrugidzieńsprzątaćikażeojcu

naprawićpralkę.Filipzastanawiałsię,czyKasianaprawdęjesttaksilna,czyteż

swojeprzerażeniecałąsytuacjąkryjepodmaskąoptymizmuispokoju.

Wkażdymrazietejsobotydonikogoniedzwonili,aichtelefonrównieżmilczał;

dziękitemuniemusielizastanawiaćsięnadkażdąpropozycjąani-cogorsza-

wymyślaćusprawiedliwieniaprzedprzyjaciółmi.Zaobopólnąmilczącązgodą

wybraliwieczórwdomuwedwoje.

Siedzielinakanapieioglądalitelewizję.Jaktysiąceludzinaświecie,kilkagodzin

dziennie,kilkadziesiątwmiesiącu.WłaściwieFilipsiedział,aLidiależałanaplecach

zgłowąnajegoudach.Miałanasobiegruby,czerwonyszlafrokfrotté,mocno

związanywtalii.

Włożyłago,bozawszepokąpielibyłojejzimno.Filipwłożyłnatenwieczór

piłkarskiespodenki,wktórychnigdyniegrałwpiłkę,ipomarańczowypodkoszulek.

Jemupokąpielizawszebyłociepło.

-AskądwieszoMartynie?-Lidiaspojrzałananiego,wyginającgłowędotyłui

marszczącbrwiwudawanymgniewie.

-Nowiesz…-zaczął.-Zamierzałem,jakbyprzekazać,żetakpowiem…toznaczy…

rozpowszechnićmojegeny…

-Jacidamgeny!-krzyknęła.-Niczegomituniebędzieszrozpowszechniał!

-Totylkotakie…czystonaukowepodejście…

-Niebędzieżadnychpodejść-przerwałamu.

Wyciągnęłarękęiprzezpiłkarskiespodenkiścisnęłajegogenitalia.

-Zarazsięskończątwojepodejścia.

-Nie,nie-złapałjązaprzegub.Naprawdępoczułbólichciałzabraćstamtądjej

dłoń.

Puściłagoiumilkła,wpatrującsięwekran.Filipzacząłbawićsięjejwłosami,

gładziłjąpoczole,policzkach,zauszami.Lidiaułożyłasięwygodniej,poluzowała

pasekszlafroka.

-Oczymwłaściwiejesttenfilm?-spytał,patrzącnajejdługierzęsyidelikatne

piegiwokółnosa.

-Ożyciu-odpowiedziała.

-Ożyciutych,którzynieistnieją.

-Dlaczego?-obruszyłasię.-Tusąważneświatowedylematy.

-Tak.Naprzykład,dlaczegorządukrywaciałotegokosmity?Dlaczegowszystkie

rządywszystkichkrajówukrywająciałajakichśkosmitów?Możetojestjedeniten

samkosmitatransportowanyzjednegokrajudodrugiego?Dlaczegopiramidy

zbudowanowtensposób,żebymogłybyćidealnyminadajnikami?Iczemusygnał

radiowywysyłanyzdowolnejpiramidynajłatwiejdocierawsamśrodekPasa

Kuipera…

-Dajspokój.Chodzioto,czyoniwreszciesiępocałują.Ktopierwszywykonaten

ruch?

background image

-Ja-szepnąłFilip.

Jegorękawślizgnęłasiępodgrubyczerwonyszlafrok,głaskałjejpiersi,zataczał

kręgiicorazbardziejzbliżałsiędosutka.Chciałpocałowaćjąwusta,alewtej

pozycjimógłledwiemusnąćjejwargi.Rękąpowędrowałniżej,dobrzucha,bawiłsię

tymikilkomawłosami,którewyznaczałydrogęodpępkawdół.Lidianiemyślała

jeszczeoseksie,chciałapoprostupoleżećbezczynnie,alejegodotyk,amatorski

masażbrzucha,zaczynałjąrozgrzewać.Niekochalisięponaddwatygodnieijejciało

domagałosiętego.

Uniosłasięnałokciuiodwróciłanabrzuch.

-Zdejmijspodenki-powiedziała,patrzącmuwoczy.

Opierającsięnałokciach,zbrodąnajegoudzie,polizałajegopenisa.Razidrugi,

oddołudogóry.Rękąodsłoniłajegownętrze.

-Jesttakiczerwony-powiedziała.-Ibłyszczący.-Wypastowałemgodlaciebie.-

Mhmmm-zamruczałaipochwilipołowapenisaFilipaznalazłasięwustachLidii.

TymczasemFilipstarałsięzdjąćzniejszlafrok;onachciałamupomóc,przeniosła

ciężarciałanaprawąrękę,aleprzeztougryzłalekkojegoniezwyklesztywnyjuż

członek.

-Auuu!-jęknął.

-Mmmm,szpodobałoczisię-wymruczałazpełnymiustami.

Kiedynachwilęprzestałassać,Filipwstałiuklęknąłprzykanapie.Lidiabezsłów

usiadłairozsunęłakolananaboki.

-Dajmiją-powiedział.

Zacząłodlizaniajejcipki,oddołudogóry,całymjęzykiem,jakwłoskielodyz

automatu.Lidiazaczęłapojękiwać,lubiławydawaćdźwięki,kiedysiękochali,inie

zważałanato,żerobitonaprawdęgłośno.

PochwiliFilippołożyłsięnaplecachnapodłodzeiściągnąłżonęnasiebie.

Usiadłamunaklatcepiersiowej,aonująłsilniejejpośladkiiprzysunąłdosiebie,aż

jejbrunatnoczerwonewargisromowezakryłyjegousta.Zacząłssaćjejłechtaczkę,

przygryzaćwargi,aonajęczałagłośnoiugniatałajegojądraręką.

Naglewstałazniegoiusiadłanakanapie.

-Przynieśgumkę-wysapała.

Właziencemielidwawiklinowekosze,jedenzlekarstwami,drugizpodpaskamii

płatkamidodemakijażu,aleprezerwatywniebyłowżadnym.Znalazłjedopierow

sypialni,wszufladzie,podswoimiskarpetami.

Lidiaczekałananiegozwypiekaminatwarzy,alekiedyzobaczyłajegoobwisły

penis,skrzywiłasię.

-Niemogłemznaleźć-zacząłjejtłumaczyć.

-No,wszufladzie,wsypialni.

-Wiem,aleostatniochybabyływłazience.

-Oj,przestań-pociągnęłagonakanapę.Przylgnęładoniego,przycisnęłago

swoimciałemtak,żeniemógłsięruszyć,amiędzyjegonogiwcisnęłaswojeudo.

Całowalisiędługo,ażjegopenisponowniestwardniałimożnabyłonaniegonałożyć

cieniutką,testowanąlaboratoryjniegumęlateksową,którazapobiega

przedostawaniusiępłynówustrojowychzciałamężczyznydociałakobiety.U

niektórychkobietśluzówkapochwymożereagowaćlekkimuczuleniemnamateriał,

zktóregowykonanesąprezerwatywy.

Skończylinapodłodzeijeszczechwilętamleżeli.Zapadliwkrótkądrzemkę.

Potemjeszczegłaskalisięidotykali;FilipzarzuciłnaLidięisiebieczerwony

szlafrok.Stopywystającespodniegoszybkoimmarzły.

-Chciałabymtokiedyśzrobićbezgumki-powiedziałaLidia.

-Todosyćproste.Wystarczyjejniezakładać-uśmiechnąłsię.

-Adziecko?

-Czyje?

-Nasze.

background image

-Acodotegomadziecko?

-OjFil,nieudawajidioty.Niewiem,czychciałabymterazmiećdziecko.

-Możeszbraćtabletki.

-Nie-pokręciłagłową.-Podobnosąszkodliwe.Itrzebacodziennieotym

pamiętać.

-Alezobacz,jakbyłobyświetnie-rozmarzyłsięFilip.-Taknaturalnie,nietrzeba

przerywać,otwieraćtejfolii,nakładać,apotemzdejmowaćpełnąizastanawiaćsię,

gdziejąpołożyć.

Lidianieodpowiedziała.

-Mamyjużtrzydziestkę-zaczęła.

-Jeszczenieskończoną.

-Jakbędęchora,ktosięmnązajmie?-Ja.-Ajaktybędzieszchory?-spojrzałamu

woczy.-Chybaty.Tak?-Azadziesięćlat,naWigilii,teżbędziemytylkowedwoje?-

Dobra.

Ococichodzi?-Niewiem,myślętylko.Wiesz,żepotrzydziestcezwiększasię

ryzykopowikłańprzyporodzie?

-Lidka,jeślichcesz,tojasięmogępoświęcićiwziąćdorobotynawetteraz.O

widzisz,juższtywnieje.

-Mówiępoważnie.

-Jateż.Dotknij.

-Chceszmiećdziecko?

Filipwzruszyłramionami.Wstałzpodłogi,ubrałsięiusiadłnakrześle.

-Bojawiem?

-Jaktoniewiesz?-zgromiłago.

-Niemyślałemotym.Właściwieniemamnicprzeciwkotemu.Odstawiamy

gumkiirobimydziecko.

-Alenieotochodzi!-Lidiapodniosłagłos.-Czytyudajesz,czywogóleniemasz

oniczympojęcia?

Filipmilczał,wpatrującsięwpodłogę.

-Chcecisięwstawaćwnocy?-spytała.-Płacz,przewijanie,śmierdzącakupa,

wstawaniewnocyokażdejporze,choroby,zęby,kaszki,grzechotki.Konieczkinem,

przyjaciółmi.Karmienie.Noiporód.Totakstrasznieboli!

-Skądwiesz?

-Wiem.

-Notoocopytasz?

-Czytegochcemy?Czychcemyzmieniaćswojeżycie?

Filipwstał.

-Niezastanawiałemsięnadtym,jeślichceszwiedzieć.Oczywiściesądzę,że

będziemymielikiedyśdziecko,alemożepóźniej.Choćzdrugiejstrony,niejesteśmy

jużzbytmłodzi,niemożnategoodkładaćwnieskończoność.Więcmożeterazjest

dobryczas,boczemunie?

Pocałowałjąwusta.

-Chodźmyspać-szepnął.-Pomyślimyotymjutro.

background image

5

Todziwne,żeniespotkalisięnigdywŁodzipodczasstudiów.Bylinatymsamym

wydziale,musielimijaćsięmiędzyzajęciami,możesiedziećoboksiebiena

parapeciewoczekiwaniunawykładalbostaćwkolejcedodziekanatu,żebyjak

zwykledostaćreprymendęodutapirowanejsekretarki,którejniespodobałasię

pieczątkanapodaniuostypendium.

OdnaleźlisiędopierowWarszawie.Przyjechalituzarazpoobroniepracy

magisterskiej,latem1996roku,iznaleźlisięwwolnorynkowymrajuzpierwsząw

życiupensją,jużterazwiększąniżpółrocznezarobkiichrodziców,nauczycieliczy

urzędnikówwmałychmiasteczkachpołożonychzaledwiedwiegodzinyjazdy

pociągiemodstolicy.

Ktośspotkałkogośprzypadkowowpracy,„gdziekończyłeśstudia,nopopatrz,ja

też,cozazbiegokoliczności,znaszjeszczekogośzwydziałutuwWarszawie,

naprawdę,onteż!?”,iwtensposóbichluźnągrupęośmiu,dziesięciuosób,połączyła

corazodleglejsza,aprzeztojeszczewspanialszaprzeszłośćorazpoczucie,żesię

załapali,zdążylinatenpociąg,któryruszałnasamympoczątkulat

dziewięćdziesiątych,ichoćmająmiejscatylkowkorytarzu,wprzeciwieństwiedo

swoichrówieśnikówzWarszawy,wiceprezesówidyrektorów,tojednakjest

nadzieja,żezwolnisięcośwdrugiejklasie;aprzecieżwieluinnychzostałona

peronie.

Spotykalisięodczasudoczasuwieczorami,wśrodylubwczwartki;wweekendy

zazwyczajwyjeżdżalizestolicydorodziców,którzymogliwtensposóbpielęgnować

dumęzeswoichdzieciiobnosićjąpoznajomychisąsiadach,awniedzielę

wieczoremuronićłzęipotajemniewłożyćimdotorbyświeżąwiejskąkiełbasęi

prawdziwychleb,bowWarszawie,wiadomo,tylkobenzoesaniulepszacze.

Tegoupalnegoczerwcowegowieczoruwybraliknajpęzbałkańskimipotrawami

naNowogrodzkiej.PozaFilipemiLidiąprzyszlitylkoMichałzMałgosią,Ingai

Agnieszka.

Dziewczynyodniedawnamieszkałyrazem,comiałopoprawićichsytuację

finansową,takbywreszciemogłykupićwłasnemieszkania.AMałgosiawłaśniepo

razdrugiwprowadziłasiędoMichałaiwtensposóbzostawiłanalodzieswoją

współlokatorkęAlinę.MożedlategoAlinanieprzyszła?

PoprzystawkachMichałniedałsięprosićiwyjąłzplecakaalbumzezdjęciamiz

wakacji.TrzydnitemuwrócilizMałgosiązCypru.

-Czytosątesłynnemozaiki?-spytałFilipzniedowierzaniem.

-Tak-zapewniłMichał.-Wiesz,tutajdobrzeniewidać,aletonaprawdęrobi

wrażenie.

-No,atenkopczykkamieni?

Lidia,zaintrygowana,spojrzałaFilipowiprzezramię.

-Niepowieszchyba,żeonetakleżąodtrzechtysięcylat?-rzuciłazaczepnie.-Na

pewnoukładająjetakprzedkażdymsezonemturystycznym.

-O,tojestładne-Filipwskazałkolejnezdjęcie.

-SkałaAfrodyty-wyjaśniłMichał.

-Wyobraźsobie…-włączyłasięMałgosia.-Jestgorącelato,jaktonaCyprze,i

Afrodytaprzybiegatutajzeswoimikochankami,abypopływać…

-Kochankami?-zdziwiłasięInga.-Znaczy,kobietami?-Zfacetami,zfacetami-

Małgosiasięskrzywiła.-Chociaż,ktoichtamwie?Załóżmy,żetobylijednak

faceci.No,więcprzybiegają…

-Niemoglipoprostuprzyjść?-spytałFilip.

-Przestań-oburzyłasięMałgosia.-Dajcieskończyć.Jestichtrzech.Goniąją

wokółskały,zdzierajązniejubranie,warstwapowarstwie,ażzostajenaga,wtedy

któryśprzyciskajądochropowatej,twardejskałyi…wiadomo.Faleichoblewająraz

background image

zarazem.

Małgosiaprzerwała.

-Icodalej?-spytałaInga.

-Dajspokój,Gośka-wtrąciłsięMichał.-Tenprzewodniknapewnokażdej

wycieczceopowiadatęsamąhistorię,lepiejnamagnetofonbytonagrał,zamiasttak

nawijaćcodziennie.

Atyzcałegowyjazduakuratzapamiętałaśtękiczowatąopowiastkę.

-Kiczowatą?-Ingasięuśmiechnęła.-Gosiu,cowyrobiliścienatychwczasach?

-Chybawłaśnietegonierobili-wyrwałosięLidii.

-Tomożenastępnezdjęcie-odezwałsięFilipiostentacyjnieprzerzuciłkilka

stronalbumu.-Tojestniezłe-zachwyciłsię.

-Teatrgrecki-wyjaśniłMichałgłosemprzewodnika.-Alezdjęcieniejestwstanie

pokazać,jakietoogromne.Ześrodkascenyludzienasamejgórzewidownimusieli

wyglądaćjakmrówki.Podobnoprzychodziłytamtysiącewidzówiwszyscy

komentowali,gwizdali,krzyczeli.Jaknastadionie.Taknaprawdętoludziezupełnie

sięniezmieniają.DziśmamymeczLiverpool-RealMadryt,amożeWidzew-Legia.

Tasamaatmosfera,tesameemocje.

Nawetwidowniawyglądaprawieidentycznie.Awiesz-MichałmrugnąłdoFilipa

-żewtedywszystkierolegralimężczyźni?

Filipuniósłbrwi,zdziwiony.

-Tak,toniedopomyślenia,żebywtedykobietabyłaaktorem.Nawetnieistniało

słowo„aktorka”.

-Nojasne-Małgosianiewytrzymała.-Takjakterazjestniedopomyślenia,żeby

mężczyznazwłasnejwolizmyłposobienaczynia.

-Czymogęprzyjąćzamówienie?-NaszczęściedlaMichała,pojawiłsiękelnerz

mikroskopijnymnotatnikiemiołówkiem.

Niebylijeszczegotowiidługotrwało,zanimkażdeznichzdecydowałosięna

daniegłówne.Naturalnie,Inga,AgnieszkaiMałgosiazamówiłysałatki,tylkoLidia,

którazamawiałajakopierwszaipotemjeszczesięzastanawiała,czytegonie

zmienić,wybrałazapiekanąfasolęzcebulą.Panowiesobienieżałowalii

zdecydowalisięnacośkalorycznego,zczosnkiemipapryką.

Poodejściukelnerawnaturalnysposóbzmienilitemat.

-UnaswbiurzezatrudnilidziśkogośzŁodzi-oznajmiłaInga.

-Znaszgo?-zainteresowałsięFilip.-Znaszegouniwerku?

-Tak-przyznała.-Aletomłodziak,zarazpoobronie.

-No,toraptempięćlatmłodszy,nieprzesadzajmy-oburzyłsięMichał.

-Zastanawialiśmysiędziśprzyobiedzie-kontynuowałaInga-ktounaswpracy

jestprawdziwymwarszawiakiem.

Przerwaławoczekiwaniunakomentarze,aleniktsięnieodezwał.

-Dwieosoby-ogłosiłaztriumfem.

-Warszawiacytogatunekwymierający-podsumowałFilip.-Jakkazuary.

-Ka,co?-spytałaLidia.

-Takiezwierzęta-wyjaśniłMichał.-Podobnedostrusi.

-Ijakituzwiązek?-spytałaInga.

-Taki,żeniedługoioniwymrą-odpowiedziałFilip.-Ktowie,możejużwymarli,

drugawojna,czystkiSB…

-Przestań!-Lidiastuknęłagowramię.

-Mydamypocząteknowemugatunkowi-kontynuowałniezrażony.-To

normalnypostępewolucyjny,teraz,kurczę,my!

-Janielubiętegomiasta-wtrąciłaAgnieszka,któracałyczassiedziałabezsłowa,

alewywoduFilipasłuchałauważnie.

-Niktnielubi-przyznałaInga.-Anajbardziejnielubiągowarszawiacy.Zadużo

tuprzyjezdnych.Wsioków.

-Znaczynas?-spytałaLidia.

background image

-Tak,kochana.-Ingaobjęłają.

-Niematuklimatu-przyznałMichał.-PamiętaciewŁodziPodSiódemkami?

-AlboimprezywPretorze-rozmarzyłasięInga.

-NazakupyteżwolędoŁódki-dodałaMałgosia.-Jednaulicaiwszystkotamjest.

Nietrzebajeździć,galeriatakaczyowaka,gdziewszystkoalbodrogie,albo

badziewne.

-PoprostuPiotrkowskąznaszlepiej-wyjaśniłFilip.-Zadwa,trzylatanawetnie

spojrzysznaplacWolności.

-Japlanujęwrócićdosiebiezadwa,trzylata-odezwałasięcichoAgnieszka.

-Poco?!-zdziwiłasięInga.-Chceszpracowaćwośrodkupomocyspołecznejza

tysiączłotychbrutto?

-Znadgodzinami-dodałFilip.

-Będęmusiałazająćsięrodzicami-wyjaśniłaAgnieszka.-Mójbratjestw

Niemczech,pewnieniewróci.Urządziłsiętam,przysyłarodzicompieniądze,alenóg

sobiezatoniekupią.Mójojciecmajużsześćdziesiątosiemlat,jednąnogę

sparaliżowaną.Terazjeszczejakośchodzi,mamamupomaga,aleniewiem,co

będziezakilkalat.Zarobiętutrochę,kupięmieszkanie,bonatymnapewnosięnie

straci,apotemznajdęjakąśrobotębliskodomu.Albonajlepiejkorepetycjewdomu.

Przerwała,żebynapićsięherbaty.Wszyscyzamilkli,Michałdyskretnieschował

albumzezdjęciami.Zajęlisiętym,comielinatalerzach.

-Chciałbymmiećtakącórkę-przerwałciszęFilip.

Zestojącegonaśrodkustołuwiklinowegokoszykawybrałmocnoprzypieczoną

greckąpitę,odłamałsporykawałekiugryzłkęs,popijającłykiemczerwonegowina.

-Tydzisiajprowadzisz?-spytałLidię.

Kiwnęłagłową,przymykającnachwilępowieki.

background image

6

PokolacjiFilipwkładałnaczyniadozmywarki.Uważał,żeonpotrafizmieścićw

niejnajwięcej;żedziękitemuniemarnująwodyienergii,aprzeztodbająo

środowisko.

Przeliczałwmyślach,oilemniejdetergentówmożnabyzużyćtylkoprzez

umiejętneukładanienaczyń,mnożyłtoprzezczęstotliwośćużywaniazmywarkiw

ciągurokuorazprzezilośćgospodarstwdomowych,napoczątektylkowWarszawie.

Samdziwiłsię,jakdużąliczbęotrzymywał.

Lidiasiedziałanakanapieipochylonamalowałapaznokcieunóg.

-Mógłbyśzapalićjeszczejednoświatło?-poprosiłaFilipa.

-Niepowinnaśtaksiedzieć-skarciłją,włączająctrzykolejneżarówki.

-Czylijak?-spytała,wkładającgumowepodkładkimiędzydwanajmniejszepalce.

-Pochylaćsię.Tonajgorszedlakręgosłupa.

-Alenajlepszedlamnie.

Filipwróciłdozmywarki,żebypoprawićkilkatalerzy.Potemusiadłnakrześlei

patrzyłnażonę.

Mieszkanieurządzilizgodniezmodnymtrendemłączeniakuchnizsalonem.

Jednaściana,ażdookna,pełnabyłaszafekkuchennych,anaprzeciwkoniejstała

ogromnakomoda,którąwypatrzyliwsklepiezantykami,orazdwaregałynaksiążki,

zapełnioneteraztylkodopołowy.KanapęzIkeiwsunęlipodścianę,bokiemdo

komodyinawprostokna.Wjednymzmagazynówzprojektamiwnętrzpodpatrzyli

pomysłwysokiegobarkuibyliwdzięczniredakcji,żewłaśniewtedyukazałsię

artykuł.Barekten,wzamyśleprojektantamodnygadżet,byłterazjedynągranicą

międzykuchniąasalonem,międzyzlewemizmywarkąakanapąitelewizorem.Filip

zastanawiałsięczasami,czybyniezrobićzniegościany,abynaprawdęmiećdwa

oddzielnepomieszczenia,aletylkowtedy,gdypracaurządzeńkuchennych

zagłuszałakomentarzWłodzimierzaSzaranowiczapodczastransmisjiskoków

narciarskichwramachTurniejuCzterechSkoczni.Winnewieczorydoceniali

przestrzeń,jakąmieli,ito,żesiedzącnakrześlewkuchni,możnabyłoobserwować,

cosiędziejewsalonie.

Filipwstałnaglezkrzesłaiprzeszedłdosypialni.Pochwiliprzyniósłaparat

fotograficzny.Lidiakończyłamalowaniepaznokci.

-Tobędzienaprawdęświetneujęcie-stwierdziłiaparatstrzeliłfleszem.

-Przestań,bomikrzywowyjdzie!-krzyknęłaLidia.

-Nieprzeszkadzajsobie-powiedziałzaparatemprzypoliczku.-Bądźnaturalna.

-Naturalnie-odpowiedziała,opierającsięwygodnie,abyobserwowaćschnące

paznokcie.

Filipodłożyłaparat;podszedłdoniejiuklęknąłprzykanapie.

-Uważaj-ostrzegłago,aleniezbytstanowczo.

Zpowoduwysychającegolakierusiedziałanieruchomozrozstawionyminogami.

Onklęczałmiędzynimi,opierającdłonienajejkolanach.

-Wjakiejsprawie?-spytała.

Delikatniewsunąłdłoniepodjejspódnicę,złapałdwomapalcamigumkęmajteki

zacząłjeściągać.Lidiauniosłasięlekko.

-Spróbujtylkodotknąćmoichpalców-ostrzegłago.

Kiedyjejmajtkizsunęłysięnapodłogę,jaktylkomógłnajdelikatniejuniósłjej

jednąstopę,wysunąłbieliznę,postawiłostrożniestopęzpowrotemnapodłodzeito

samozrobiłzdrugąnogą.

-Niemożeszsięruszać-powiedział,patrzącjejprostowoczy.-Lakierjest

jeszczewilgotny.

-Ajanie.

-Zarazbędziesz.

background image

Całyczasostrożnieipowoliuniósłjejspódnicęizacząłcałowaćuda,cochwila

dmuchającciepłympowietrzemmiędzyjejnogi.Potemwypróbowywałwszystkie

znanemusposobypieszczeniajejcipki,oddotykaniajęzykiem,przygryzania

samymiwargami,lizania,drażnieniałechtaczkipogryzienieissaniewarg

sromowych.Trwałotonaprawdędługoijejświeżylakierzpewnościąbyłjuż

bezpieczny.WtedypospiesznierozebralisięiFilipzaproponował,żebypołożylisię

wprzedpokojuprzedlustrem.Toonawybrałatolustro,wysokienapółtorametrai

szerokiena45centymetrów.Kazałajezawiesićtużnadpodłogą,chciaładobrze

widziećbutyprzedwyjściemdopracy,alenadawałosięteżdoinnychcelów.

Próbowaliznaleźćtakąpozycję,abyobojewidzieliswojeodbicia.Filipwsunąłsię

wniąwczasietychzapasów.Lidiabyłanadole,leżała,opierającjednąstopęoszkło

lustra,adrugąochłodnąścianę.Widziała,jakczłonekFiliparozpychają,ugniata,

wysuwasięichowa.

Podnieciłjątenwidok;kiedyFilippowoliwysuwałsięzniej,zastanawiałasię,jak

onsięwniejmieści,jakgłębokajestjejpochwa?Czegodotykatamwśrodku?Jego

członekwydawałsięjejtakidługi,takmocnojąrozpychał,chciałajeszczemocniej.

Jakułożyćsię,żebybyłjeszczegłębiej?Tenwidok,kiedyonchowasięwnieji

wysuwazniej,corazszybciej,mocniej,szybciej.Ach!Aaaaaa!!Ścisnęłagoudami,

zamknęłaoczy,alecałyczasmiałajeszczepodpowiekamitenwidok,jakjego

członekwysuwasięzniej,iczułalekkistrachwoczekiwaniu,kiedyznówwejdziew

niąjaknajgłębiej.

Filipopadłnanią,oddychającgłośno.Lidiawciążjeszczeczułaciepłomiędzy

nogami,wpodbrzuszu,wpiersiach.Czuła,żemiędzyjejudamijestmokroilepko,

czuładużowilgociwśrodku,jakwylewasięzniej,spływaleniwiewdół.Filippołożył

sięoboknaplecach.

-Coteraz?-spytała.

-Co?-Filipniezrozumiał.Byłzmęczony.

Lidiaczułarozkosznazmianęzpaniką.Przeżyłaorgazm,jakiegoniepamiętała,

czułajeszczeciepłąfalę,opadającąpowoli,wnogach,piersiach,brzuchu.Jednak

panikazaczynałabraćgórę.

-Może-zaczęła.-Możejeszczesięuda…

Wstała.Zakręciłojejsięwgłowieimusiałaoprzećsięościanę.Patrzyłnanią,nic

nierozumiejąc.JużwłazienceLidiaweszłapodprysznic,odkręciławodęinastawiła

silnystrumień.Filippowlókłsięzanią,usiadłnapodłodze,opierającsięplecamio

zimnepłytkinaścianie.

-Cotyrobisz?-spytał.-Przecieżmyłaśsięgodzinętemu.

Nieodpowiedziała.Stanęławrozkroku,jednarękąrozchyliłajaknajszerzejswoje

wargisromowe,drugąustawiłagłówkęprysznicatak,abystrumieńwodyuderzałw

jejpochwęiwypłukałwszystko,cojestwśrodku.Całepodnieceniejużopadłoisilne,

gorącestrumieniekłułyjejnajdelikatniejszeczęścijakigiełki.Starałasięniezwracać

uwaginaból.Liczyła,żedasięjeszczewszystkoodwrócićiniebędziemusiałapłacić

zatechwilezapomnienia,aleimimowszystko-radości.

Filippodumywalkąspłukałzsiebieresztkiklejącejsięspermyzmieszanejze

śluzemżonyiwyszedłdokuchni.Napiłsięwodyprostozbutelki,zaniósłichubrania

dosypialni,wróciłdokuchniinastawiłwodęnaherbatę.Niedawnojedlikolację,

jednakpoczułssaniewżołądkuiprzedotwartąlodówkązastanawiałsię,czy

wystarczyjogurt,czyteżmusizrobićsobieporządnąkanapkęzwędlinąi

rzodkiewką.Usłyszał,żeprysznicwłaziencejużucichł,leczLidianiepojawiłasię

jeszczeprzezpewienczas.

 

Kiedywreszciewyszła,odrazuruszyładosypialniipołożyłasiędołóżka.Filip

siedziałnakanapiewsalonieijadłkanapkę.Przezotwartedrzwisypialniwidział,jak

Lidia,przykrytakołdrą,odwróconadoniegoplecami,leżynieruchomo.Niechciało

musięjeszczespać.

background image

Odłożyłnadgryzionykawałekkorzennejbagietkiiposzedłdosypialnizobaczyć,

cozLidią.

Miałazamknięteoczy,aleniespała-rozpoznałtoponierównym,płytkim

oddechu.Głaskałjąpowłosachipróbowałpocieszać,opowiadającoznajomych,

którzyprzezrokkochalisiębezzabezpieczeń,zanimonazaszławciążę.Mówił,jak

byłoimświetnie,wtedyprzedlustrem.Lidiaotworzyłaoczy,lecznieodpowiadała.

Pochwiliwzięłajegodłoń,pocałowałaiprzyłożyłająsobiedopoliczka.

-Chcemisięspać-powiedziałacicho.-Naprawdę.Takmituciepłoimiłopod

kołdrą.

Posiedźsobietamjeszcze,jakchcesz.Jajużodpływam.

Filippocałowałjąmocnowusta,wstał,patrzyłprzezchwilęnajejbłogiuśmiech,

długierzęsy,rudawewłosyrozrzuconenapoduszcejakbyrękąnowoczesnego

artystyperformera.

Pocałowałjeszczejejwystającąspodkołdrystopęiwyszedłzsypialni.Dokończył

kanapkę,apotemdopółnocyoglądałhorroroszalonymmordercystudentów,który

zawieszałichnarzeźniczychhakach,poczymobcinałpokawałkunogipiłą

spalinową.

background image

7

WostatniąniedzielęczerwcaodwiedziłaichKasia,siostraLidii.Miałado

załatwieniakilkasprawwWarszawie,aponieważwłaśnieskończyłsięrokszkolny,

mogłazostaćunichdoponiedziałkuiobjechaćkilkaurzędówwjedendzień.Jak

zwykle,przywiozłaimcałątorbędarówwsi:jajka,mięsoichlebupieczony

własnoręcznieprzezsąsiadkę.Filipniemógłsiępowstrzymaćijeszczeprzed

obiademukroiłsobiewielkąpajdę,pachnącąiwilgotną.

Kiedyzasiedlidostołu,Lidiawyjęłazpiekarnikaparującypółmisekzpieczonym

pstrągiem.

Dobrzewiedziała,żeurodzicównaobiadzawszemusibyćmięso,jesieniąco

najwyżejknedleześliwkami,wsierpniumożeziemniakizgrzybami-arybatylkow

Wigilię.AKasialubiłarybyiLidiachciałazrobićjejprzyjemność.Ta,wyraźnie

ucieszona,nałożyłasobienatalerzpłatróżowegomięsaipowąchałaje,zamykając

oczy.Lidiasięuśmiechnęła.

Siostryniemieszkałyrazemjużoddziesięciulat,alełączyłajetakawięź,żebez

słówwiedziały,czegodrugiejpotrzeba.Napozórwydawałysięzupełnieinne.Kasia,

młodszaodwaipółroku,wyglądałaprawiejaknastolatka.Szczupłaiwyższaod

siostry.Malowałasiędelikatnielubwcale;długieciemnoblondwłosywiązaław

warkoczalbokucyki,jakudziewczynki.Częstosięśmiała,miaławłasnezdanie,

którejednakbezwahaniaporzucała,kiedyktośjąprzekonał.Filipnigdyniesłyszał,

żebynarzekałaczywpadaławgniew.Nawetwtedy,gdymatka,półżartem,na

dwudziestesiódmeurodzinyżyczyłajejznalezieniamężaprzedkolejnąrocznicą

urodzin.

Lidianietylkobyłaniższa,szerszawbiodrach,zzawszerozpuszczonymi,lekko

rudawymiwłosami,miałateżbardziejskomplikowanycharakter.Takprzynajmniej

sądził

Filip.Potrafiłazastanawiaćsięwnieskończonośćnawetnadnajbardziejbłahą

sprawą,kiedywięcFilipbyłjużpewien,żewłaśnieidądokinanaseanso

dwudziestej,ona,jużwsamochodzie,tużpowyjeździezgarażuoznajmiała,że

dopierocosłyszałabardzoniepochlebneopinieotymfilmieiniechcemarnować

czasuanipieniędzy.Ponerwowejwymianiezdańkończylijednakwkinowych

fotelachzpopcornemwręku,aposeansiewracalidodomuwświetnychnastrojach,

jakbytejrozmowydwiegodzinywcześniejwogóleniebyło.Filipczułwtedyjej

szczerąradość,jakudziecka,którenajpierwboisięzamoczyćstopywmorzu,a

potemochoczorzucasięwfale.Niezastanawiałsię,skądtachwiejność,cieszyłsię

jejradością.Bodobrynastrójbyłzaraźliwy.Podobniejakzdenerwowanie-wtedy

Filipniemógłdojśćdosiebiejeszczeprzezgodzinę,podczasgdyonazapominała,o

cotaknaprawdęposzło.Mimotodowielusprawpodchodziłachłodnoirzeczowo;

podtymwzględemobiesiostrysięnieróżniły.Ichybatylkopodtym,boKasi

rozsądekioptymizmcechowałcałejejżycie,adlaLidiibyłzastygłąskorupą,pod

którąwrzałojakwwulkanie,któryniebawemwybuchnie.Wsumie,pokilkulatach

małżeństwa,Filippolubiłtenuśpionywulkanicieszyłsię,żeudałomusięuniknąć

spokojnego,ciepłegoichybanudnegomorza,jakimbyłaKasia.

Jedlizapetytem,cojakiśczaswymieniającuwaginatematsoczystościrybyi

koloruryżuzaprawianegoszafranem.PoobiedzieFilipładowałzmywarkę,a

dziewczynyznosiłymunaczyniaisztućce.

-Możekawy?-zaproponował.

-Już?!-zaprotestowałaKasia.-Jestemokropnienajedzona.

-Posiedźcienabalkonie-zaproponowałFilip.-Świeżewarszawskiepowietrze

dobrzecizrobi.Ajaprzyniosępaniomaromatycznąkawę.

Lidiapociągnęłasiostręzarękęiobieusiadływwiklinowychfotelachna

balkonie.Byłytylkodwa,więcpotemmusielidostawićkrzesłozkuchni.

background image

RytuałparzeniakawynależałdoFilipa.Jednymzpierwszychurządzeń

kuchennych,jakiemieliwdomu,byłciśnieniowyekspresdokawykupionyokazyjnie

przezznajomegoFilipazfirmyAGD.Prawietakijakwkawiarniach,naszczęście

mniejszy,boinaczejLidiawyrzuciłabygoprzezokno.

Filipniepozwalałgojednakchować,mimożeużywanybyłtylkowsobotyi

niedziele.

Wszystkozaczynałosięodnalaniazawszezimnej,przefiltrowanejwodydo

przezroczystegopojemnikaekspresu.Potemnagrzewaniegrzałki.WtymczasieFilip

mieliłkawęwręcznymmłynkuiwsypywałdwieplastikowełyżeczkidositka.

Następnieugniatałlekkokawęipłynnymruchemdokręcałrączkędourządzenia.

Wreszcieuruchamiałfunkcjęparzenia;pokuchnirozchodziłsięwspaniałyaromat

kawy,którapowolispływała,awłaściwieskapywaładofiliżanek,najpierwgęstai

czarna,akiedyfiliżankibyłyjużdopołowypełne,zaczynaładonichspływać

jasnobrązowapianka.Filipczekałjeszczekilkasekundiwłączałfunkcjęspieniania

mleka.Totrudniejszaczęśćrytuału,strumieńparymusibyćsilny,alenie

maksymalny.Dzbaneknależyustawićtak,abydyszaledwosięwnimzanurzała,a

następnielekkoporuszaćnimwgóręiwdół.Noi,naturalnie,trzebaużywaćtylko

tłustegomleka.

WszystkotozajęłoFilipowipiętnaścieminutidziewczynynabalkonie,

rozgadane,całkiemzapomniały,żemiałimpodaćkawę.Ustawiłtacęzfiliżankami

nastolikuikiedyusiadł,zorientowałsię,żesiostryzamilkły.

-Co,niechceciekawy?-spytałzdziwiony.

-Nie,nie-Kasiapospieszniezaprzeczyła.

-Tomożejawaszostawię,jeślimaciejakieśsprawy?-zasugerował.

Nieodpowiedziały.Nalewałyspienioneciepłemlekodofiliżanek.

-Wiesz,jakdojechaćautobusemdoszpitalanaKasprzaka?-spytałanagleLidia.

-Chybatak-odpowiedział.-Zarazsprawdzę.

-Amoże-Lidiazastanowiłasię-mógłbyśzawieźćjutroranoKasię?

-Czemunie?-Pokiwałgłową.-Pewnie.Acosięstało?

Patrzyłtonajedną,tonadrugą.OdpowiedziałaLidia.

-Kasiachcewziąćrocznyurlopzdrowotny.

-Acosiędzieje?!-zaniepokoiłsięFilip.

-Nic,nic-Kasiamachnęłaręką.-Wiesz,nauczycielomprzysługujeroktakiego

urlopu.

Chciałamsiędowiedzieć,jakiedokumentysąpotrzebne,jakiebadania.Mam

niewielkieproblemyginekologiczne,możenatosięuda.

Filipniewiedział,czypytaćdalej.Ajeślitak,tooco.

-Agdybyśgodostała,cobędzieszrobić?-spytał.-Pojedzieszdosanatorium?

-Fil-Lidiapostanowiławyjaśnićwszystkomężowi.-ToniechodzioKasię,nic

poważnegojejniedolega.Onamusisięzająćmamą.Tatasobienieradzi,niewie,jak

sięzachować,czywyręczaćmamęwewszystkim,czyzostawićjejjaknajwięcejzajęć,

którelekipodawać,jakczęstoitakdalej.Tomamazawszezaojcamyślała,awięcjak

onmaterazprzejąćinicjatywę?Gubisięwtym.

-Aleprzecieżmieszkaszznimi-FilipspojrzałnaKasię.-Iletymaszgodzin

dzienniewszkole?Cztery?Pięć?Pozatym,całyczasznimi.

-Tak,alechybalepiej,jakcałydzieńbędęwdomu,mamabędziespokojniejsza,ai

tatasięwkońcunauczy.

-Dobrze,żemająciebie-podsumowałFilip.

Lidiawstałaipochwiliusłyszeli,jakwkuchniwydmuchujenos.

-Świetnakawa-pochwaliłaKasia.-Dzięki.-Filipupiłdużyłykzfiliżanki.-A

możechcesztakiekspres?Mójkolegamożezałatwićotrzydzieściprocenttaniejniż

wsklepie.

-E,toitakpewniedrogo.Zresztą,rodzicepijątylkopoturecku,zfusami.

-Tak,tak.

background image

Lidiawróciłanabalkon,aleniemogłaukryćzaczerwienionychoczu.Filipnie

komentowałtego.

-Słuchajcie!-zawołał.-ChodźmynaspacerdoPowsina.

-Takdaleko?-Lidiaskrzywiłasię;nielubiłaspacerów,pieszochodziłatylko

wtedy,kiedytobyłokonieczne.

-Czemunie?-Filipbyłzdecydowanyiniedawałzawygranąmimojejniechęci.-

Dziśnapewnojesttamjakiśfestyn.Przecieżtopierwszaniedzielawakacji!

background image

8

Obudziłasię,zanimzadzwoniłbudzik.Filipspałnaboku,zwróconydoniej

przodem.

Jegogałkiocznewykonywałyjakiśchaotycznytaniec.Ciekawe,comusięśni?-

pomyślałaLidia.-Jaksięobudziitakniebędziepamiętał.Nigdynicniepamięta.

Zamknęłaoczyipróbowałasobieprzypomniećswójdzisiejszysen.Pod

powiekamimigałyjejobrazy,niejasne,rozmazane,bardziejodczucianiżkształtyczy

słowa.Dotknęłaswojegobrzuchaiwtedyprzypomniałasobie,żewtymśniebyła

gruba,wielkiciążowybrzuchprzysłaniałjejnogi,czułasięjaknapompowana.Nie

pamiętała,gdziebyłaanizkim,tylkotenswójbrzuch.Choćtaknaprawdęnie

przeszkadzałjejspecjalnie-itojąnajbardziejdziwiło.Terazdotykałago,był

przyjemniepłaskiigładki.Bawiłasięswoimiwłosamiłonowymi,zjechałarękąniżej

iwyobraziłasobietociepło,kiedysiękochająispermaFilipastrzeladojejwnętrza.

Odszukałaprawąrękąjegoczłonekizdziwiłasię,żestwardniał,jakbyjejmążmyślał

otymsamym.Objęłaczłonekdelikatnie,ściskałairozluźniałauchwytrytmicznie,w

tymsamymczasielewąrękąleciutkogłaskałaswojąłechtaczkę.

Filipzamruczałiotworzyłoczy.Uśmiechnąłsię,chybatrochędoswojegosnu,a

trochęjednakdożony,zaskoczonytakąpobudką.Jegoręka,jakzaprogramowana,

powędrowaładocipkiLidii.Delikatniepobudzalisię,ichoddechyprzyspieszały,

ruchystawałysięszybsze,bardziejnerwowe,mocniejsze.Wtedyzadzwoniłbudzik.

-Nie!-wyrwałosięLidii.

Filipodrzuciłkołdrę,wyłączyłnatarczywyelektronicznydźwiękiusiadłnałóżku

zpodkurczonyminogami.Terazmógłjednąrękąlekkoirównomierniepobudzaćjej

łechtaczkę,adwomapalcamidrugiejdłoniściskaćiobracaćnabrzmiały,twardy

sutekjejpiersi.Lidiachwyciłajegosztywnyczłonekiporuszałarękąwgóręiwdół.

Starałasięrobićtorównomiernie,alekiedyFilipodczasudoczasutrafiałnajej

najczulszypunkt,jejruchystawałysięgwałtowne,szarpane,jakbychciałazgnieść

jegoczłonek,zerwaćzniegoskórę.

Nieodzywalisiędosiebie,skupieninawzajemnychpieszczotach.Onastarałasię

ułożyćbiodratak,byjegopalecdotykałnajwrażliwszegopunktu,ażesamaniebyła

pewna,gdzieonjest,skupiona,zzamkniętymioczamiwsłuchiwałasięwswojeciało

iwyginałabiodrawgórę,wdółinaboki.

Filipjużniemaldoszedłdopunktu,zktóregoniemapowrotu,przytrzymałwięc

jejdłoń.

Lidiaoddychałagłośno,jęczała,rzucałagłowąnaboki,drapałapaznokciamiudo

Filipa.

Wtedyonprzerwał,uklęknąłmiędzyjejrozrzuconyminabokinogami.

-Nie!-krzyknęła.-Róbdalej!

-Niechcesz?-zdziwiłsięlekkorozczarowany.

-Chcę,aleróbmiręką.Proszę-błagała.-Proszę.

Znówzacząłgładzićjeszczemiękkąfałdkęjejłechtaczkiwskazującympalcem,ale

przerwawytrąciłaLidięzrównowagi.Filipzamknąłoczy,bynicgonierozpraszało,

pracowałwskupieniujaklekarzwykonującyoperację,wymagającąwyjątkowej

precyzji.

WreszcieLidiadotarładoswojegopunktu-krzyczała,rzucałagłowąnabokii

biodramijakwkonwulsjach,złapałaczłonekFilipaikilkomasilnymiruchami

doprowadziłatakżemężadoorgazmu.Milionyplemnikówstrzeliłynajejpiersii

brzuch,spłynęłypobiodrzenaprześcieradłoitamzginęły.

Potakimprzebudzeniunawetzwykłeporanneczynnościmiaływsobiecoś

niecodziennego.Kiedyonabrałaprysznic,onprzygotowywałśniadanie.Jakzwykle

poseksiebyłgłodnyizamiasttradycyjnychpłatkówkukurydzianychzjogurtem,

usmażyłjajecznicęnabekonie.AdlaLidiikanapkizserem,onarzadkojadałajajka.

background image

TymrazemjednakLidiaskubnęładwarazyjajecznicęzniecozamocno

spieczonymikawałkamiwędlinywprostztalerzaFilipa.Skrzywiłasię.

-Niewyszłaci.Zatwarda.

-Takamiałabyć-odpowiedział.

-Niedobra-znówsięskrzywiła.

Jedli,spoglądająccojakiśczasnazegarwiszącynaścianie.

-Fil-Lidiazaczęłaizamilkła,zastanawiającsię,jakzadaćpytanie.-Corobimyz

urlopemwtymroku?

-Acomabyć?-Filipwzruszyłramionami.-Jestwcześnie,dowrześniadużo

czasu,zdążymycośzarezerwować.

-Ajakbędęwciąży?

-Niewiem.Torobimydzieckoczynie?-Ajakmyślisz?-Niewiem-powtórzył

Filip.-

Dziśniechciałaś.-Tonieotochodzi.Byłomidobrzewłaśnietak.Wstawili

naczyniadozlewuiprzeszlidołazienki.Ranozazwyczajmylizębyjednocześnie.

Filipnadalmyślałorozmowieprzystole.

-Przecieżmożemyjechaćnawczasy,nawetjeślibędzieszwciąży.

-Ajakbędęsięźleczuła?

-Dlaczegomaszsięźleczuć?

-Większośćkobietnapoczątkuźlesięczuje.

-Czylirobimy,tak?-Filipspojrzałnanią.

-Chyba.

-Towyrzucamprezerwatywy.Symbolicznie.

-Możenie-szepnęła.

Przytuliłją,zaczęlisięcałować.Jejrękawślizgnęłasiępodjegospodnie.

-Niemaszmajtek!-wykrzyknęła.

-Miałemzamiarzadzwonićdociebiedopracyipowiedzieć,żeniemam.

-Zboczeniec-klepnęłagowpośladek.

-Możetyteżpójdzieszdopracybezmajtek?-zaproponował.-Będziemycały

dzieńotymmyślećipopowrociedodomuodrazurzucimysięnasiebie.

-Dajspokój.

Filipukucnąłprzednią,podciągnąłjejspódnicęizsunąłmajtkizfioletowejlycry.

-Maszdośćdługąspódnicę-przekonywał.-Iczarną.Niebędzienicwidać.

Przecieżniktniebędziecitamzaglądał.

-Skądwiesz?

Całowałjejbrzuch,arękągłaskałpośladki.Lidiaspojrzałanazegarekiobciągnęła

spódnicę.

-Idę,bosięnaprawdęspóźnię-powiedziała.-Zadzwoniędociebie-puściłdo

niejoko.

Kiedywychodziłazdomu,jużwdrzwiach,ścisnęłamocnogenitaliamężaprzez

spodnie.

TrzyminutypóźniejFilipteżzbiegłschodami,poczymruszyłwkierunku

przystankuautobusowego.Zastanawiałsię,czymadziśjakieśspotkaniewpracy?

 

Wbiurzeniezdążyłjeszczezalogowaćsiędosieci,gdyokazałosię,żejegoobawy

byłyzasadne.Będziespotkanie,choćniezaplanowane.Szefwyskoczyłzeswojego

pokoju,jakbycałyczasstałprzydrzwiach,czekająctylkonaprzyjścieFilipa.

-Jesteś-zauważył.

-Nojestem-potwierdziłFilip.-Amiałomnieniebyć?

Szefzignorowałzaczepkę.

-Dzwonilipółgodzinytemu-opowiadałpodekscytowany.-Mamydziśdonich

przyjechaćijeszczerazomówićnasząofertę.

-Kto?-Filipbyłzły,żeniezdążyłjeszczepołożyćteczki,ajużmusiprzeistoczyć

sięwmłodegokapitalistycznegoprofesjonalistę.Azaledwiepółgodzinytemu…

background image

-Kto?Kto?-szefudawałpoirytowanie.-Dlakogopisałeśwczorajofertę?Projekt

zatrzystapięćdziesiąttysięcyzłotych!Odwunastejunich,weźmiemyjeszcze

Tomka.

-Więcmamyjeszczetrochęczasu.

-Wogóleniemamy.Zagodzinęprzyjdźdomniezlistąpytań,jakiewedługciebie

mogąnamzadać.Borozumiem,żewszystkieodpowiedzimaszwjednympalcu.

-Taaajest!-Filipzasalutował.

Szefpokiwałgłową,uśmiechającsięzprzekąsem,iwróciłdoswojegogabinetu,

zostawiającjednakotwartedrzwi.

DoFilipadotarłowreszcieznaczeniesłówszefaizacząłmusięudzielaćjego

entuzjazm.

Takiklient!Takiprojekt!Skorochcąsięspotkać,możecośztegowyjdzie?!Toby

byłonaprawdęcoś!

Poszedłzrobićsobiekawę,ajegoumysłzaczynałjużpracować.Klientzgłosiłsię

donichtydzieńwcześniejzprośbąozbadanierynkugierkomputerowych.

Potraktowalitojakociekawostkę,małodochodową,zatoczasochłonną,aleuznali,

żemożeudasiętozleceniewykorzystaćjakowizytówkę,coś,czymbędąsięmogli

chwalićprzedkolejnymiklientami.

Filipnapisałofertęwjedendzień,szefrzuciłtylkonaniąokiemikazałwysyłać.

Tematodfajkowany.Inagle,trzydnitemu,zadzwonilizprośbąoprzesłaniedrugiej

wersji,aletymrazemnapróbiedwóchtysięcyosób,idodatkowo-badaniewśród

sprzedawców!Projektmarzeniedlakażdejagencjibadańrynkowych.Ciekawytemat

gwarantujewyzwanieintelektualne,adużaliczbawywiadów-solidnyobrót.

Filipoddałsięzadaniubezreszty.Wiedział,żejeślisięuda,tobędzietakżejego

osobistysukces.Naspotkaniedotarlipięćpodwunastej.Potemrozmawialidwie

godzinyikiedywracalidofirmy,Filipbyłjużporządniegłodny.Naszczęścieszef

zaproponowałgreckąrestaurację,naUrsynowie,kilkaminutjazdyodfirmy,achoć

pospotkaniuniebylijeszczepewnidecyzjiklienta,wszyscywierzyliwsukcesi

chcielijakośuczcićdobrzewykonanąrobotę.

Dopieropopowrociedobiura,włazience,Filipprzypomniałsobie,wcosię

dzisiajbawiązLidią.Jakiśnowoczesnyarchitektpowiesiłjednolustronad

umywalką,adrugienaprzeciwko,dokładnienadmuszląklozetową.KiedyFilip

oddawałmocznastojąco,mógłwidzieć,jakżółtystrumieńwytryskujezjego

członka.Pomyślałwtedyożoniewbiurze,jaksiedzinakrześlewpatrzonaw

monitor,piszecośpowoli,bezwiednierozsuwającnoginaboki,apodspódnicąnie

manic.Tenobrazbyłtaksilny,żemusiałwalczyćzerekcjąjeszczepowyjściuz

łazienki.Byłpewien,żesekretarkaMarysiazwróciłanatouwagę,cojeszcze

wzmogłojegosztywność.Naszczęście,gdyusiadłzabiurkiem,koledzy

zaproponowaligręwQuake’awsieci.Zabijającpotworyibędączabijanym,

zapomniałotym,coma,awłaściwie,czegoniemawspodniach.

 

TymczasemLidiadotarładopracynaminutęprzeddziewiątą.Zaparkowała

jednymkołemnakrawężniku,zrezygnowałajednakzpoprawieniatego.Jejszefbył

bardzoczułynapunkciespóźnieńiwszyscypracownicycierpielinapewną

nerwowość,jeślizbliżałasiędziewiątarano,aonijeszczeniesiedzielizabiurkiem

gotowidonowychwyzwań.

Lidiapracowaławbanku,wnowoczesnymbiurowcuprzyaleiJanaPawłaII,w

centrumstolicy.Największąwadątejlokalizacjibyłakoniecznośćparkowania

samochodemkilkasetmetrówodbiura,zaulicąŻelazną,jeśliniechciałosiępłacić

słonychstawekzaparkowaniewścisłymcentrum.Teoretyczniemogładojeżdżać

metrem,aleitakmusiałabyprzejśćpieszosporykawałek.Atakprzynajmniejmogła

słuchaćmuzykiwsamochodzieiniemusiałauważać,byżakietniepogniótłsięjejw

tłoku.

Doprzerwyobiadowejmiaładużospraw,spotkaniepoświęconezadaniomnaten

background image

tydzień,omówieniezyskownościkredytówhipotecznychwpierwszymkwartale,

jakiśnagłyraportdopoprawy.NaobiadwyszłazeswojąnajlepsząkoleżankąAliną

dopizzeriiidopierowtedysilniejszypodmuchwiatruuświadomiłjej,żejejbielizna

zostaładziśwdomu.Odtejchwilicałyczasprzytrzymywałajednąrękąspódnicę,a

przykażdym,najdelikatniejszympowiewiewiatrunatychmiastopuszczałatakże

drugąrękęiszłasztywnozdłońmiprzyudach.

Wrestauracjipilnowałasię,byniezakładaćnoginanogę.Poobiedzie

przypomniałasobienagleoniezwyklepilnychzakupachirozstałasięzkoleżanką.

Najednymzestoiskrozłożonychprzezemerytkiwzdłużchodnikawybrałaproste,

białebawełnianemajtkiipobiegłanasztywnychnogachdobiura.Popowrocie

uzmysłowiłasobie,żeniemożeprzecieżwłożyćbieliznykupionejnaulicy!Może

ktośjąprzymierzał!Byłazła-zamiastpracować,całyczaszastanawiałasię,co

zrobić.Cośjąnieprzyjemnieuwierało,mimożemiałanasobiemniejniżzazwyczaj.

WreszciezdecydowałasiępożyczyćwkładkęhigienicznąodAliny,włazience

pospieszniewłożyłamajtki,przykleiławkładkęidopierowtedysięrozluźniła.

Musiałajednakprzyznać,żeprzezcałytenczas,choćspiętaizdenerwowana,była

teżlekkopodniecona.

PopracypostanowiłajeszczeprzespacerowaćsięreprezentacyjnąalejąJana

PawłaII,żebykupićszminkęlubtuszdorzęs,cokolwiek.Wdrogerii,kiedyszukała

odpowiedniejkartykredytowej,zportfelawypadłajejmałabiaławizytówka.W

ubiegłymtygodniu,kiedyprzezdwienocezrzędukochalisięzFilipembez

zabezpieczeń,dopadłjąnagłystrach.

Wyobraziłasobieogromnybrzuch,któryzniekształcająniedopoznania.Potem

męczarniewszpitalu,dziesięciogodzinnyporód,anakoniec,żedzieckozaczęłosię

dusićwjejdrogachrodnych.Kiedybyłojużpowszystkim,zszywanienażywca.

Karmienienaławcewparkuijakprzechodzącyfacecigapiąsięnajejwielkie,

wiszącecycki.Starasięjeukryćiwtedynabluzcewykwitająwielkiemokreplamy.

Wreszciepowrótdopracyiczekającenabiurkupismo:„Wramachredukcjipani

stanowisko…”.

Potejnocyczekaławbiurzenamoment,kiedyzostaniewpokojusamazAliną.

Zapytałają,czyznalekarza,którymożecoświedziećotym,jakpozbyćsię

niechcianejciąży.

Niedlasiebie,oczywiście.IAlina,niepytająconic,wręczyłajejmałą,białą

wizytówkęzimieniem,nazwiskieminumeremtelefonu.Przestrzegłatylko,aby

nigdyniemówiłaprzeztelefon,wjakiejsprawie.Umówićsięnawizytęityle.

WsklepieLidiabłyskawiczniepodniosłakarteczkę,jakbytobyłareklamazakładu

„IzaiOla,miłaatmosfera,dojazdy,całodobowo”.Ściskającjąwręku,pospiesznie

wyszłazesklepu.Poczuławstyd,żepoprosiłakoleżankęocośtakiegoiniemogła

sobienawetprzypomnieć,pocotozrobiła.Szłapowolichodnikiemiwyobrażała

sobie,jakleżynafoteluzestopamiuwięzionymiwmetalowychobręczach,alekarz,

uśmiechającsięsztucznie,zbliżasiędoniejzdziwnąniby-łyżeczką.Następnie

kątemokawidzi,jaktąłyżeczkąwyjmujezniejcośczerwonego,jeszczepulsującego.

Lekarznawetniestarałsiętegoukryćprzednią.

Zrobiłojejsięniedobrze.Musiałazatrzymaćsięikilkarazygłębokozaczerpnąć

powietrza.Ktośjąpotrącił,ktośspytał,czywszystkowporządku.Pokiwałaztrudem

głowąiprzesadnieszybkimkrokiemruszyłaprzedsiebie.Chciałaczymprędzej

wsiąśćdosamochodu,denerwowaćsięnawarszawskiekorkiisłuchać

Strzyczkowskiegow„ZapraszamydoTrójki”.Alemusiałajeszczeminąćtenskleppo

drodzezbiuradozaparkowanegosamochodu.Izawszewidzitamdziecięceubranka

nawystawieinowoczesnetrójkołowewózkistojącenachodniku,którychnie

sposóbprzeoczyć.Zgniotłatrzymanąwrękukarteczkę,alenadalniemogłasięjej

pozbyć.Żadnegokoszawzasięguwzroku!

Rozglądającsięwokół,czyniktniewidzi,upuściłakompletniezgniecionyświstek

natrawnik,tużzaprzejściemdlapieszych.

background image

9

Nawidoksprzedawcyćwierkającychglinianychptaszkówprzypomniałyimsię

straganyrozstawianewlatachosiemdziesiątychprzedkościołemwichrodzinnym

mieściepodczasodpustu.Coprawda,tutajstałtylkojedenskromnystraganik-bez

balonów,wiatraczkówicukrowejwaty,aletendźwięk,przypominającyśpiew

nieokreślonegoptaka,obudziłwspomnieniazczasów,kiedywwiekuośmiulatz

niecierpliwościączekalinazakończeniemszy,abywreszciewejśćwtenświat

buchającykolorami,dźwiękamiizapachamitysięcyzupełnieniepotrzebnychrzeczy,

którewszystkietrzebakonieczniemiećipodziwiać,takjakszklanekulez

opadającympowoliśniegiemwśrodkulubpistoletynakorek.Towspomnienie

trwałojednakniezwyklekrótko,bostraganikbyłskromnyitylkojeden,otoczony

drzewami,trawąiludźmi,którzyspacerowalipowoli,zgodnością,zupełnienie

interesującsięćwierkającymiptaszkami.

Pałacowydziedziniecokalałapłytkafosapozbawionawody,awejścieprowadziło

przezmostzniskimibalustradamizcegieł.Małychłopieczpatykiemwręku

próbowałprzegonićczarneptaki,siedzącenajednejzbalustrad.Biegłszybko,az

przejęcianiepatrzyłprzedsiebieijednanogaosunęłamusiępozboczufosy.Lidia

odruchoworzuciłasięnaratunek,alezdrugiejstronydobiegładoniegoinna

kobieta,prawdopodobniemama.Lidiagwałtowniesięodsunęła,jednakkobieta

musiaławidziećjejruchwcześniej,botrzymającjużchłopcazabluzeczkę,rzuciła

krótkie„dziękuję”.FilipchwyciłwtedyLidięzarękę,obejrzałsięzasiebiena

nieuważnąmatkęijużspokojnieweszlirazemnadziedziniecprzedpałacemw

Wilanowie.

ByłarezydencjakrólaJanaIIISobieskiegoliczysobieponadtrzystalati

mieszkańcystolicylubiątutajprzyjeżdżaćnaweekendowespacery.

-Wchodzimydoogrodu?-spytałFilip.

-Poilebilety?-Lidiaodpowiedziałapytaniem.

-Niewiem.Dziesięćzłotych?Chyba.

Lidianieodpowiedziała.Skierowalisięwlewo,wstronęwejścianateren

ogrodówotaczającychpałacztrzechstron.

MieszkalijużkilkalatwWarszawie,aletutajbylipierwszyraz.Zachwyciłyich

czystealejkiwyłożonebiałymikamieniamiistarannieprzyciętekrzewy.Nie

wiedzieli,wktórymkierunkuiść,każdykolejnyzakrętwybieraliprzypadkowo,

niekiedywidzieli,cosięzanimkryje,itenwidokdecydowałoichwyborze,a

niekiedywszystkoprzesłaniałimżywopłotwysokinadwa,dwaipółmetra.

Spacerowalipowoli,wymieniającuwagiotym,coprzykuwałoichwzrok:tuładny

kwiatekorozłożystychbiałychpłatkach,atamptakipodrywającesiędolotu,

spłoszonegwałtownymruchemjakiegośspacerowicza.

Otejporzewogrodachbyłjużsporytłumek.Rodzinyzdziećmi,starsze,

eleganckoubranepanie,któreumówiłysięnasobotnispacer.Wbiciwgarnitury

obcokrajowcy,którychprzyprowadzilitutajwspółpracownicy,bypodługich

służbowychspotkaniachwpiątekobejrzelijakieścharakterystyczneiciekawe

miejscewstolicyegzotycznego,choćeuropejskiegokraju.Minęłaichnawetpokaźna

grupaChińczykówlubKoreańczyków,samychmężczyznwróżnymwieku,ubranych

wprawieidentyczneszaregarnituryzjakimiśsrebrnymiznaczkamiwpiętymiw

klapymarynarek.

Krążącalejkami,LidiaiFiliptrafilinadstaw,którywyznaczałwschodnikraniec

ogrodówpałacowych.Udałoimsiętamznaleźćwolnąławkę,więcusiedlii

przyglądalisięłabędziompodpływającymdobrzegu.Zastanawialisię,jakmogłytu

wyglądaćpopołudniadwieścielubtrzystalattemu,czypływanołódkami,ajeślitak,

toktowiosłowałiczypodczaswiosłowaniastałczysiedział,czyprowadzono

rozmowyoliteraturzeisztuce,czyraczejopogodzie?Lidiawyobrażałasobie,że

background image

damydworuprzychodziłynadstawwdługich,szeleszczącychsukniachiżena

pewnobyłotookropnieniewygodne.Filipjednakzapewniał,żenaspacerywkładały

krótsze,luźnesukienki,abalowesuknienaspacerachtostereotypstworzonyprzez

sentymentalnefilmykostiumowe.Lidiaprotestowała,chwilęsięspierali,

wymyślająccorazdziwniejszestroje.

Wtymczasiełabędziewyszłynabrzeg,jednakniedoczekawszysięsmakołyków,

odpłynęły.FilippołożyłrękęnaramieniuLidii,delikatniedotykałpalcamijejkarkui

ucha.

Onawystawiłatwarzdosłońca.

-Iletumiejsc,żebykochaćsięwukryciu-rozmarzyłasię.

-Moglibyśmyznaleźćjakiśzacisznykącikdlasiebie-zaproponowałjejFilip.

-Teraz?

-Czemunie?

Lidianieodpowiedziała.

-Napewnoksiążętadopadalituwkrzakachmłodepokojówki-wyobraziłsobie

Filip.

-Tyzboczeńcu-Lidiazganiłagołagodnie.-Pokojówkicisięmarzą?Chybaza

dużofrancuskichfilmówpornooglądałeś.

-Nieprawda-zaprzeczył.-Towyobraźnia.

Przysunąłsiędoniejipocałowałjąwszyjętużponiżejucha.Onaodwróciłasiędo

niegopowoli,otworzyłustaizaczęlisięcałować.Onpołożyłdrugąrękęnajejudzie,

naprężonympodobcisłymmateriałemdżinsów,potemprzesunąłjąwyżej,aleLidia

złapałajegodłońiprzeniosłazpowrotemnaławkęjakoślizgłążabę.Odsunęłasię

odniego,zaczerpnęłapowietrza,rozejrzaławokołoipokazaławzrokiem,żealejką

tużzanimiprzechodziwłaśniekilkaosób.Filipnatychmiastodsunąłsięodżony,

wyprostowałplecy,ułożyłdłonierówniutkonaudachiogólnieprzyjąłpozycję

grzecznegolicealistyprawiczka.Kątemokazerkałtylkonaścieżkę,oczekującaż

hałaśliwagrupaznikniezazakrętem.

Lidiaśmiałasię,zatykającustaotwartądłonią.Filipznówzbliżyłsiędonieji

zacząłcałowaćjejdrobnądłoń,najpierwkażdypalecoddzielnie,potemkostkina

wierzchudłoni,wreszciepocięteliniamiwnętrze.Wkońcuonapociągnęłajego

twarzkuswojejicałowalisiępowoli,spokojnie,odczasudoczasuzerkającnaboki,

czyktośnienadchodzi.Wpewnejchwilijednaktaksięzapamiętaliwnamiętnych

pocałunkach,żeniezauważyli,jaktużoboknichstanęłamłodakobietawletniej

sukiencezzawiązanymnabiodrachswetrem.Wyrosłatamjakspodziemiiz

rękomazałożonyminapiersiachstała,przyglądającsięmałemuchłopcu,którykucał

nadbrzegiemjeziorkaiwrzucałkawałkibułkidowody.Nieskazitelniebiałełabędzie

pływałyleniwiedośćdalekoodbrzegu,alechłopiecnierezygnowałinadalrzucałim

bułkę.

TymrazemLidiaiFilipodsunęlisięodsiebiedyskretnie,jakbyliczylinato,że

kobietaniespostrzegła,corobiliprzedchwilą.Obserwowaliscenkęzkilkuletnim

chłopcemwroligłównejiłabędziamiwdrugoplanowej.Ptakipotwierdziły

słusznośćporadzpopularnychmagazynów:zawszenależywytrwaledążyćdocelu,a

zostanienamtonagrodzone-łabędziewkońcuruszyływstronębrzegu.Zanurzały

pomarańczowedziobywwodzieiwyłapywałyrozmoczonekawałkibułki.W

pewnymmomenciejedenzptakówzauważyłsmakowitykąseknabrzegu,tużobok

butówchłopca,itamskierowałswójdziób.Natensygnałnasceniebłyskawicznie

pojawiłasięmłodakobietawletniejsukienceipodbiegładosyna,odciągającgo

gwałtowniedotyłu.Nicprzytymniepowiedziała.Chłopieczaprotestował,

próbowałsięwyrwaćipokazywałmatcekawałekbułki,któregojeszczeniezdążył

rzucićwygłodniałymptakom.Pokrótkiejiraczejcichejwymianieuwag,matka

zgodziłasię,abychłopiecnadalkarmiłłabędzie,jednakprzezorniestanęłazanimi

trzymałagozasweterwobawieprzedkolejnymatakiemptakalubupadkiemdo

wody.

background image

LidiazFilipem,całyczaszapatrzeniwtęscenę,spojrzeliteraznasiebiez

mieszaninąrozbawieniaiwspółczucia:awięczwykłyspacerpoparkuzkilkuletnim

dzieckiemmożeokazaćsięemocjonującymfilmemakcji,anawetdramatem!

Tymczasemmatkachłopcazaczęłanamawiaćgodozakończeniazabawy.Nie

wszystkiesłowadocierałydouszusiedzącychnaławce,aleztego,cousłyszeli,

wywnioskowali,żenamawiałachłopcadowrzuceniaresztekbułkidowody,bo

czekająichjeszczeinneatrakcje.Natesłowachłopiecjakbycelowoskubałcoraz

mniejszekawałkibułkiiprzedwrzuceniemkażdegodowodydługowybierał

miejsce,gdzietaporcjapowinnawylądować.Ponieważdostawypieczywamocnosię

zmniejszyły,większośćłabędziodpłynęła,jednakchłopiecniezamierzałzmieniać

taktyki.FilipszturchnąłLidięłokciem,pokazującmałegospryciarza.Lidiapokręciła

głowązudawanąnaganą.

Wreszciekobietawletniejsukiencestraciłacierpliwość,podniosłachłopcado

góry,zakręciłanimkilkarazywpowietrzu,ażzacząłsięgłośnośmiaćizapomniało

okruszkach,którejeszczezostałymuwdłoni.KobietaodeszłaiFilipteżwstałz

ławki.

-Chodźmy-powiedziałdożony.

-Jeszczemisięniechce.-Lidiawyciągnęłanogiprzedsiebieiprzeciągnęłasię.

-Chodź,dosyćleniuchowania.

-Gdziecisięspieszy?

-Zobaczysz,tambędziecośfajnego-Filippowiedziałtowtakisamsposób,wjaki

kobietaprzedchwiląprzekonywałaswojegosynka.

-Ciekaweco?-Lidiawstała,ociągającsię.

-Cośbardzofajnego.-Filipzbliżyłsiędoniejipołożyłrękęnajejpupie.

Lidiaodtrąciłajegodłoń,rozejrzałasiępookolicyibłyskawicznymruchem

mocnościsnęłajegokrocze.Zawyłzbólu,aleonajużodeszła.Kiedyjądogonił,na

ścieżcepojawiłasięjakaśpara,trzymającasięzaręce:czarnoskórychłopaki

dziewczynaojasnychwłosach.

Filipmusiałwięczaniechaćzemsty,choćmiałnaniąwielkąochotę.

Szlidalejprzezpark.Zatrzymalisięnatarasienatyłachpałacu.Chwilęstali

niezdecydowani.Zauważyli,żepodmurempałacurozstawionostylowe,drewniane

krzesła,naktórychzasiadłoczterechmuzyków:jedenzwiolonczelą,drugiz

kontrabasem,adwóchpozostałychzeskrzypcami.Mielinasobieletniegarnituryw

kolorzekawyzmlekiemiczekoladowekoszule,apodszyją-białemuchywbrązowe

groszki.Całośćwyglądałabyćmożeelegancko,aletrochępretensjonalniei

kiczowato.Zakończylienergiczniepierwszyutwóriwskupieniuprzewracalinuty,

jakbychcielisobieprzypomnieć,cotamwłaściwiejestzapisane,lubdopieroteraz

uczylisiękolejnegoutworu.Zaczęligraćnagle,bezspoglądanianasiebieczycichego

liczeniadoczterech.

JużpierwszetaktywydałysięFilipowiznajome,niemógłjednakrozpoznać,coto

zakompozycja.Spojrzałzasiebie,podszedłdoszerokiej,kamiennejbalustrady,

którabiegławokółtarasu,iusiadłnaniej.Lidiapowoliiniepewniedołączyłado

niego.

-Posłuchamy-oznajmiłFilip.

-Chodźmyjużdodomu-zaprotestowała.

-Takapięknapogoda,zostańmyjeszcze-poprosił,spoglądającwbłękitneniebo

bezżadnejchmurki.

Lidiazamierzałajeszczecośpowiedzieć,alezrezygnowała.Wreszcieoparłasięo

balustradętużobokmęża,wystawiłatwarzdosłońcaiprzymknęłaoczy.

-Znamto-odezwałsięFilip.-Toniejestmuzykapoważna,aleniemogęsobie

przypomnieć,cototakiego.

-Możezjakiegośfilmu?-powiedziałaLidiabezprzekonania.

-Nie,nie.Mamtogdzieśztyługłowy.

Znówzamilkli.Filippróbowałprzypomniećsobietytułutworu,takbrawurowo

background image

wykonywanegoprzezkwartetsmyczkowy,aledaremnie.Lidiarozkoszowałasię

promieniamisłonecznymiibyćmożezupełnieniesłuchałamuzyki.

-Ajutroznówdopracy-odezwałsięFilip.

-Jamuszębyćpunktualnieowpółdodziewiątej-oznajmiłaLidia.

-Zebranie?-Tak.Otwieramynowyoddział.-Firmasięrozwija-podsumował

Filip.-

Czyjawiem?Wtymrokuzlikwidowaliśmyjużkilka.Filipzmieniłtemat.-Wiesz,

pomyślałem,żebyiśćnastudiaMBA.-Zwariowałeś?-Lidiazdziwiłasię.-Wiesz,ile

tokosztuje?

-Dużo,wiem.Aleniemuszęiśćnanajdroższe.

-Icocitoda?

-Dlapracodawcówtosięnaprawdęliczy.Mógłbymprzebieraćwofertach.Poza

tymjużnastudiachpoznajeszwieluludzinastanowiskach,maszkontakty…

-Jacidamkontakty!-przerwałamu.

-Dajspokój,mówiępoważnie.-Spojrzałnanią,aleonanadalopalałatwarzinie

otwierałaoczu.

-Ktocitosfinansuje?-spytała.-Napewnonieja.

-Niewiemjeszcze.Możejakiśkredyt?

-Nastudia?

-Czemunie?Toinwestycjanacałeżycie.Dostanępracęwjakimśbanku,potrzech

latachawansujęnawiceprezesaizobaczysz,jakabędzieszzemniedumna.

-Tylkozkogo?Zmęża,zktórymbędęmogłasięumówićrazwmiesiącu,między

dziewiętnastączterdzieściadwudziestądziesięć.

-Dlaczegotakmówisz?

-Wiesz,jakmęczącesątakiestudia?Zajęciawkażdyweekendodranado

wieczora,awtygodniupopracy-nauka.Dotegowyjazdy,zjazdy,szkolenia,

konferencje.Kilkalatwyjętezżycia.Apotemznajdzieszwymarzonąpracęibędziesz

wracałdodomuodwudziestejpierwszej.

-Alejeślicośchcęosiągnąć,toniemaminnegowyjścia.Niezamierzamciągle

pracowaćwbadaniachrynku.

-Ajaniezamierzamwidywaćmężatrzyrazywroku-Lidiaucięłarozmowę.

-Przesadzasz-Filipzauważył,żejestnaprawdęzdenerwowanaipowolichciałsię

wycofać.-Poprostuchciałbymcośosiągnąć.

-Możesąinnesposoby-rzuciłakrótko.

-Może-przytaknął.

Słońcewłaśnieschowałosięzakoronąrozłożystegodrzewaimiejsce,gdziestała

Lidia,pogrążyłosięwcieniu.Natychmiastotworzyłaoczyispojrzaławokołonieco

nieprzytomnymwzrokiem.Wyglądało,jakbyzbudziłasięzesnu.Spojrzałana

zamyślonegomęża,złapałagozarękęiszepnęła:

-Idziemy?

-Dodomu?-spytałcicho.

-Tak,zgłodniałam.

-Jateż-przyznał.-Iniechodzimitylkooobiad.

Lidiauśmiechnęłasię,odepchnęłabiodramiodzimnegomuruipociągnęłaFilipa

zasobą.Odchodząc,spojrzałjeszczewkierunkukwartetusmyczkowego,który

właśnieskończyłwłasnąwersjęShineonyoucrazydiamondzespołuPinkFloyd.Jak

mógłtegonierozpoznać!?Muzycyprawieodrazuzaczęlinastępnyutwór.Tym

razemjużpopierwszychtaktachFiliprozpoznałChelseaMondayMarillionuibyłz

siebiedumny.

background image

10

Tejsobotypadałojużodrana.Obudzilisięprzeddziesiątą,niewyspanipo

piątkowejnocy,którąspędzilizeznajomymiwklubie.Długoleżeliwzmiętej

pościeli,zastanawiającsię,comożnarobićwszarą,mokrąsobotęlipca.

Przekomarzalisię,ktomawstaćpierwszy,zrobićśniadanieipodaćjedrugiemudo

łóżka,wreszcieFilipwyciągnąłspodsiebiepoduszkę,cisnąłniąwLidkęiwstał.

-Czekamnaświeżebułeczkiiczerwonąherbatę-krzyknęłazanim,odwróciłasię

nabokiwygodnieumościławwygrzanejpościeli.

OdkryłaprzytympośladkiiFilipniemógłpowstrzymaćsięprzedsoczystym

klapsem.

-Auuuu!-ażjęknęła.-Tydraniu!

Spalinagoodpoczątkumałżeństwaizastanawialisięczasem,jakkiedyśmogli

wkładaćcośnasiebie,idącspać?Totakieniewygodne,zawszecośsięzawija,

rękawysiępodwijają,gumkauciska,adotegojakczłowiekwtymwygląda!Jak

staruszekzzakładuopiekispołecznej.Filip,nawetkiedyspałkilkarazypozadomem

podczassłużbowychwyjazdów,niezabierałpiżamy.Ubieraniesiędosnujesttakie

nienaturalne!

Azatempokuchnikrzątałsięnago-nastawiałwodęnaherbatę,kroiłwczorajszy

chlebizastanawiałsię,cojeszczepodaćnaromantyczneśniadaniewedwoje.

Niestety,Lidiazniszczyłajegowyśmienityplan,wstałazłóżkaizajęłałazienkę.

Musieliwobectegozjeśćposiłekprzystole,oncałyczasnago,onawrozpiętym

żółtymszlafroku.Potemdopołudniasnulisiępomieszkaniu,trochęsprzątali,

oglądalitelewizję,liczyli,ilemająnakoncie,izastanawialisię,nacomoglityle

wydaćodzeszłejniedzieli.Icałetoleniwe,ospałeprzedpołudniemusiałosię

skończyćseksem.Kochalisięteżtrochęsennie,powoliidługo,anastępniezasnęli

nawąskiejkanapiewsalonie.

Kiedysięobudzili,bolałyichmięśnieikarkiodleżeniananiewygodnymłóżku.

Filipnarzuciłnaplecykoszulkęiwziąłsiędoprzygotowywaniaobiadu.Lidiaw

szlafroku,bozazwyczajbyłojejchłodno,zaczęłaprasowanie.Czasmijałimna

rozmowach,którychcelemniebyłorozwiązanieżadnegoproblemuanipodjęcie

jakichkolwiekdecyzji,oraznazwykłychczynnościachdomowych.Filip

podszczypywałżonęwpośladki,aonastraszyłagorozgrzanymżelazkiem.Zjedli

obiadiusiedliprzedtelewizorem.Wciągnąłichnadawanynakanaleregionalnym

serialNoceidnie;nerwowa,rozdygotanaBarbaraiprostolinijnyBogumił,ich

zmaganiazprzyrodą,deszczemniszczącymplonyoraz-możeprzedewszystkim-

zmaganiazesobą,kłopotyzwzajemnymzrozumieniemswoichoczekiwańitego,że

miłośćtoniezrywaniekwiatówwstawietylkowspólna,codziennapodróż,razw

błocie,razwsłońcu,bezprzewodnika,byćmożeniekiedynieconudna.

Kiedyfilmsięskończyłiwybrzmiałyostatnieakordysłynnegowalca,Filip

wyszedłdołazienki.Jeszczenieskończył,kiedypojawiłasięLidia.

-Jeszczechwila-powiedział.

-Jużniemogę-poprosiła,przebierającnogami.-Kończże.

Powiesiłaszlafroknawieszakuistałanaga,czekajączniecierpliwościąnaswoją

kolej.

Filippodszedłodniejizakryłdłoniąjejwłosyłonowe.Kilkarazyporuszył

palcami,wyczuwającwilgotność.

-Bosięzsikam!-Odepchnęłago.

-Muszętozobaczyć-powiedział.

-Co?

-Niesiadaj.Stań,ajasiępołożęnapodłodze-poprosił.

-Oszalałeś?

-Proszę.Muszęzobaczyć.

background image

Ułożyłsięnapodłodze,bokiemdomuszliipoprosił,abystałanalekkougiętych

nogach.

-Otwórzją-poprosił.

Lidiazrobiła,ocoprosił,ikiedyrozłożyłapalcamiswojewargisromowe,poczuła

podniecenie,dzikieichore.Zamknęłaoczy,boniemogłasięskoncentrować.Lekka

strużkamoczuwytrysnęłaiurwałasię;zgłośnymchlupotemwpadładomuszli.Po

chwiliLidiarozluźniłasięiterazpoleciałmocny,szerokistrumień.Trwałototylko

kilkasekund;kiedyskończyła,zerwałalistekpapierutoaletowego,aleFilipbył

szybszy.Wstałbłyskawicznie,posadziłżonęnamuszliiwpiłsięzębamiwjejciepłą,

mokrącipkę.

-Nie!-krzyknęła,próbującodciągnąćjegogłowę.

AleonjużssałjąigryzłiLidiaprawieodrazuzrezygnowała.Szarpałagozawłosy,

aonwgryzałsięwniąmocniejimocniej.Przerwałiwtedyonarozszerzyłanogi

najszerzejjakmogła.

-Wejdźwemnie-wysyczała.-Teraz.Już.

Opierałajednąstopęobiałekafelkinaścianie,aonklęczałmiędzyjejudami,

poruszałsięrytmicznie,odchylającgłowęwtył.Właziencebyłobardzociepłoiich

podbrzuszabłyskawiczniepokryłacieniutkawarstwapotu.Poruszalisię,jakpo

lodzie,onwbijałsięwniąmocniejimocniej,onaprzytrzymywałagojednąrękąza

włosy.Podniosłaręcedogóry,jednądłoniąodpychałasięmocnoodściany.Kilka

kropliprzezroczystego,błyszczącegopotuspłynęłospodjejniedokładniewygolonej

pachywdół,ominęłopierśznabrzmiałymsinobordowymsutkiemipopłynęłodalej.

Zaczęlicałowaćsię,gryźćswojewargiiszyje.

GłowaLidiirzucałasięnabokijakwkonwulsjach,jeszczedwa,trzyruchyi

zamarli,oddychającgłośno.

Kiedyskończyli,odpoczywalichwilębezsłowa,apotemLidiaweszłapod

prysznic.

Filipprzezchwilęobserwowałją,jakopartaościanęwystawiaplecyipośladkina

strumieniegorącejwody.Potemwstałipierwszyraztegodniaubrałsię.Wieczór

spędziliwkinienawzruszającymfilmieBillyElliot.Lidiapłakałakilkarazy,ai

Filipowiteżzdarzyłosięuronićkilkałez,szczególniepodczassceny,gdyojciec

Billy’ego,prostyitwardygórnik,zostajełamistrajkiempoto,byopłacićszkołę

baletowąsyna.Syna,którymiałbyćbokserem,miałbyćtwardy,atucośtakiego-

balet!

background image

11

-AmożeStaś?-Chybażartujesz-Filipjęknąłzoburzenia,nieodrywającwzroku

odksiążki.

Minęłajużjedenastawieczorem,aleniemielijeszczeochotyspać.Leżeliwłóżkui

czytaliksiążki.FilipprzekroczyłjużpołowęApokryfuAgłaiJerzegoSosnowskiego,

któryprowadziłniekiedywieczorneaudycjewradiu,izastanawiałsię,gdzie

recenzentidiotadostrzegłtuelementysciencefiction?Powieśćwciągnęłagojednak

natyle,żeniemógłoderwaćsięodzwykłej,wydawałobysię,historiiporzuconego

przezżonęnauczyciela,któryspotykaniewidzianegoodlat,prawiezapomnianego

kuzyna(jakwbrazylijskowenezuelskiejtelenoweli).ZkoleiLidiawłaśniezaczęła

MuryHebronuStasiuka,aletaknaprawdęjedyniewodziławzrokiempozdaniach,

myślączupełnieoczymśinnym.

-PodobamisięStaś-upierałasię.

-Tak-potwierdziłFilipzprzekąsem.-Apotempaniwprzedszkolubędziemu

zwracałauwagę:„Stanisławie,niezabierajkoledzesamochodzika,przecieżmożecie

pobawićsięrazem”.

Obojezaśmialisię,wyobrażającsobieszarpaninęmałegoStasia.

-Dobrze,dobrze-Lidiapoddałasię.-Tomoże…Tymon?

-Acotysięuparłaśnachłopaka?-Takjakoś,bojawiem?Aty,mądralo,możesam

cośzaproponujesz?

-Julia-odpowiedziałbezwahania.

Lidiaprychnęła.

-Teżmi?!AmożeEwa?

-Nie!!KtobychciałmiećimieninywWigilię?Karpnastole,opłatek,prezentypod

choinką,aonawyjeżdżazcukierkami.Aco…-Filipspojrzałnaniązbłyskiemwoku-

jakby,taknaprzykład,weźmynato…Lidia?

Sądziła,żetożart,przyglądałamusięuważnie,aleonnadalmiałpoważnąminę;

zamknąłksiążkę,przytrzymującpalcemstronę,naktórejprzerwał…ioczekiwałjej

odpowiedzi.

-Awiesz,że…-zaczęła,obserwującjegoreakcję.-Awiesz,żemożetobybyło…

-No?-ponagliłją,unoszącbrwidogóry.

-Beznadziejne!-krzyknęłaizarzuciłamukołdręnagłowę.

background image

12

Zabiligojużdrugirazwtymsamymmiejscu,tużzamostemprowadzącymdo

ogromnegozamku.Wiedział,żejestichdwóch,wychodząztajnego,niewidocznego

wcześniejtunelu,jedenzadrugim,wodstępiedwóchsekund.Odruchowostrzelasz

dotegopierwszego,atotendrugimaśmiercionośnąbroń,przypominającąwielki,

zakrzywionypancerfaust.Itowłaśnieon,zzaplecówkolegi,któryjużzachwilę

padniemartwy,porażacięstrzałemniedoobrony.

Tymrazemszedłbardzopowoli,dwakrokidoprzodu,stop,rękanaspuście,znów

jedenkrokdoprzoduiodrazujedenwtył.Ajednakdopadligo.Podwóchstrzałach

jużnieżył.Wkolejnympodejściupostanowiłwięccałkowiciezmienićtaktykę,

skoczyłdofosy,żebyopłynąćzamekidostaćsiędoniegoinnymwejściem,alebyło

głęboko,miotałsię,chciałzawracać,zanurkować,potemsięwynurzyć,jednakjużza

późno.Utonął.Nawetniekrzyczał,poprostuprzestałsięruszać.Pokilkusekundach

miałkolejnąszansęiterazpostanowiłskoczyćipłynąćjaknajszybciejwjednym

kierunku.

-Cotyrobisz?!-szefprzechodziłobokinieomalkrzyknąłnaFilipa.

-Cicho-zgasiłgo.-Zarazmisięuda.

-Cojest?-zainteresowałsięsiedzącydwabiurkadalejkolegaFilipaobardzo

wymownymnickuPiękny.

-Ożeż!-zakląłeleganckoFilip.-Abyłemtakblisko.

-Ha!-zaśmiałsięPiękny,przekrzywionytak,bywidziećmonitorFilipa.-Zajebał

cię.

-Uspokójsię,Piękny-odezwałsięszef,zerkającjednakcałyczasnaekran.-Aw

ogóletowracaćdoroboty,gamonie-dodał,rozglądającsiępobiurze.-Już,już.

Pracowaliwjednymogromnympokoju,nazywanymprzeznichhalą.Stałotam

dziesięćbiurek,osiemzajętychprzezosobyzatrudnionenastałenastanowiskach

badaczyrynku.Dwapozostałeprzeznaczonebyłydlakilkupracującychnazlecenia

studentów.Częstopanowałtuharmiderniedoopisania,kiedyzaczynałsięakurat

jakiśważnyprojektitrzebabyłozrobićszkolenie,jakprzeprowadzaćwywiadyz

losowodobranymirespondentami.Wtedywhalitłoczyłosięnawetdwadzieścia

pięćosób.Wówczasjednistaralisięskupićprzybiurkunaswoichzadaniach,ktoś

opowiadał,jakzadawaćpytaniadotycząceużywaniapastydozębów,innipytali,jak

zapisywaćodpowiedzi,inadodatekzazwyczajzjawialisięteżtacy,którzyakuratnie

mielinicdoroboty.Przychodzili,żebypogadać.Zapytać,czyjestrobota.Żeby

podkurwićtych,którzypoprzedniegodniasiedzieliwbiurzedopierwszejwnocy.

Apotemprzychodziłtakidzień,jaktenlipcowyczwartek.Niezaczynałsiężaden

ekscytującynowyprojekt.Niebyłodonapisaniaofertnaprzedwczoraj.Adotego

kilkaosób-niewiedziećczemu-wybrałosięnaurlop.Dozrobieniatylko

zaplanowanewcześniejzadania,spokojnaanalizaodpowiedzinapytaniao

znajomośćmarekmajonezóworazpreferencjeszefówfirmbudowlanychwzakresie

różnychrodzajówstyropianu.Nicsięniedzieje.Nuda.Możnanawetzagraćw

Quake’a.Jeśliszefniebędziesięwtrącał.

Agnieszka,zajętapoprawianiemtabelwkomputerze,słyszałajednakich

rozmowębardzodokładnie.

-Czytoniejestten…-zaczęła,nieodrywającwzrokuodmonitora-…jaktobyło?

Harassment?Odgamoniwyzywać?

-Adajciemispokój-szefmachnąłręką.-Idępodzwonićdoklientów,zarazwam

przyślątylezapytań,żesięwamproszkidopraniapomylązzupamiwproszku.

-Ajestjakaśróżnica?-zdziwiłsięmilczącydotejporyJanek.

-Zupymająmniejszeopakowania-wyjaśniłFilip.

Zakończyłgrępotym,jakzabiligoporazpiątyzrzędu,iterazprzeglądał

skończonedwadnitemuwykresy.Poczułsiętrochęnieswojopotejuwadzeszefai

background image

chciałpokazać,żejednakmajeszczedziścośdozrobienia.

Tymczasemszefschowałsięjużdoswojejkanciapy.Takwszyscynazywalijego

gabinetutworzonywroguhalizdwóchgipsowokartonowychścianek.Szefbyłtak

naprawdęwłaścicielempołowyudziałówfirmyitytularnymprezesem.Jeszczepięć

lattemupracowałrazemzFilipemikilkomainnymiswoimipodwładnymiuinnego

pracodawcyjakokierownikprojektu.KiedywWarszawiepodkoniec1997rokubył

szczytkapitalistycznegoboomu,Michał-botakmiałnaimięszefFilipa-postanowił

założyćwłasnąfirmę.Ryzykowałtyleconic:wtedysukcesmógłosiągnąćnawet

absolwentbibliotekoznawstwasprzedającyniemieckiepilarkidodrewna

mieszkańcomblokówzwielkiejpłyty.

Popięciulatachnowafirmazatrudniałajużpiętnaścieosóborazzlecała

dorywczepracekilkudziesięciustudentomiMichałmógłporazpierwszy

przeznaczyćczęśćzyskuspółkinabonusdlazarządu,czylidlasiebie.Pracownikom

corokuwypłacałrocznepremie,nawetjeślibyłototylkokilkasetzłotych.Starałsię

byćuczciwymiwymagającymszefem.Wychodziłomujednaktylkotopierwszei

powolizaczynałakceptować,żejegopodwładnitraktowaligojakkolegę.Przestał

nadzorowaćichbieżącąpracę.Upewniałsię,żewszyscywiedzą,codonichnależy,a

samzajmowałsiępisaniemartykułówdopismbranżowych,ściąganiemmuzykii

filmówzInternetu,montażemnagrywanychprzezsiebieamatorskichfilmóworaz

naukąjazdykonnejswojejcórki.

Wzamianpracownicymielipoczucie,żesamimusządbaćoprzyszłośćfirmy,

czylitaknaprawdęswoją.Traktowalizadaniajakciekawehobby,atrochę

zaniedbanebiurotakżejakmiejscespotkańwceluwymianypoglądówlub

przegranianajnowszejpłytyzespołuMassiveAttacklubPortishead.

Potym,jakszefzamknąłdrzwiodswojegopokoju,wszyscypracowaliwciszy

jeszczeprzezpewienczas.TużprzedsiedemnastądobiurawpadłZappa.Kończył

właśnieporaztrzeciczwartyrokpsychologii,niepotrzebnamuwięcbyłaumowao

pracęiwbiurzezjawiałsiętylkowtedy,gdypracowałnadjakimśprojektem.Był

świetnymmoderatorem,czylikimś,ktoprowadzidyskusjezwytypowanymi

osobami,naprzykładprzeciętnyminabywcamikawy,natemattego,kimmogłaby

byćkawaJacobs:gdziemieszka,jakimasamochód,jakspędzawolnyczasiczyma

dzieci.Wtakichrozmowachzazwyczajpomijasiękwestię,czypaniJacobsrodziła

naturalnie,czymiałacesarkę.PozatymZappagrałwamatorskimzespolerockowym

ipróbowałwzorowaćsięnapewnymkontrowersyjnymmuzykuoimieniuFrank.

-Hej!-krzyknąłzarazpowejściu.-Cotakstukacie?Fajrant.

-Kurwa,Zappa,niedrzyjryja-warknąłJanekzzaswojegomonitora.

Zappausiadłnajegobiurku,nastosikuzadrukowanychpapierów.

-Zabierzdupę!-oburzyłsięJanek.

Wyszarpnąłkilkazbindowanychraportówspodkolegiirozprostowałjena

piersiach.

-Dobra.-Zappawstałizaklaskałwdłonie.-Wyłączamykomputerki,raz,dwa,

przycisk„start”,potem„wyłączsię”,enterigotowe.Bardzoproszę,zaczynamy.

Naturalnie,wszyscyzignorowaligokompletnie,dalejpracująclubprzeszukując

Internetbezkonkretnegocelu.Zappa,niezrażony,zmieniłtaktykę.Wyciągnąłzszafy

projektormultimedialny,używanydoprezentacjidlaklientów,izacząłrozstawiać

gonajednymzwolnychbiurek.Przesuwałgotak,abyuzyskaćjaknajwiększyobraz

najednejześcian.

Potemwydobyłzkieszeniblaszanepudełeczko,wyjąłzniegokilkabiałych,

grubychpapierosówonieregularnejpowierzchniiułożyłjestarannieobok

projektora.

-Szanownipaństwo!-zaczął.-Zapraszamynawieczórfilmowy.Dziś

prezentujemyfilmDavidaFincheraFightClub.Napierwszyrzutokaostra

naparzanka,ataknaprawdęwielkatajemnica.Wobsadziesamegwiazdy,piękny

BradPittimrocznyEdwardNorton.Awszystkozupełniezadarmo,właśnieteraz…

background image

Wtymmomencieotworzyłysiędrzwipokojuszefa.

-Zappa-zacząłspokojnie.-Dlaczegotakhałasujesz?Przecieżwszystkomożna

powiedziećspokojnie,cicho,kulturalnie.

-Dobrze,dobrze,szefie-przerwałmuZappa.-Będziespokojnie.Szefsięzałapie,

tak?

-Naco?

-Nafilm.

-Nie-skrzywiłsięMichał.-Muszęwracaćdodomu.

-Słyszałem,żetoniezłejest-odezwałsięJanek,nadaltrzymającwrękuraport

ocalonyspodtyłkaZappy.

-No!-Zappazatarłręce.-Chodźcie,ustawimykrzesła.

Filipodsunąłsięodmonitoraipotarłoczy.Niemiałjużdziśnicdoroboty,

skończyłnawetofertę,którąmiałwysłaćjutro.Byłowpółdoszóstejpopołudniu,

pomyślał,żeLidiapewniejużwracadodomu.Albojestnazakupach.Siedział,

czekając,ażwłączysięwygaszaczekranu.Potemobserwowałmigającykolorowy

kształt,którymiałudawaćkwiat.

Złapałzatelefoniwystukałnumerżony.

-Cześć,kochanie,jedzieszdodomu?…Dogalerii?…Tylkoniekupujznów

czarnej…

Jakąśinną,możefioletowąalbozieloną…Aczytymusiszbyćtakamodna?Ktow

ogólezwracauwagęnatęcałąmodę?…Muszęzostaćtrochęwpracy…Niewiem

dokładnie,musimycośskończyć.Możeoósmej…Tylkoniezostawtelefonuw

samochodzie…Dobrze,dobrze,jużniemarudzę.Pa…Cześć.

Odłożyłpowolisłuchawkę.Poruszyłmyszką,żebyzniknąłtenidiotyczny

komputerowykwiatek,iwstał.

Filmoglądałosiedemosób.Projektorrzucałnaścianęniezbytostryobrazz

podłączonegokomputera,aonisiedzieliwbiurowychfotelachiodczasudoczasu

komentowali.Agnieszce,któraskończyłapsychologięipracowaładopieroodroku,

orazMarysi,pracującejodpoczątkuistnieniafirmywrecepcji,filmsięniespodobał.

Zniechęcałyjewalkinapięściwpodziemnychklubach.PięknyiZappabyli

zachwyceni,aJanekiFilipoglądaliwmilczeniu,natomiastMichał,któryjednak

został,całyczasporównywałtenfilmdowcześniejszegofilmutegosamego

reżysera.Poostatniejsceniewszyscyzaczęlizażarciedyskutowaćispieraćsię,kim

naprawdębyłbohatergranyprzezNortonaiczyrzeczywiścieonorazpostaćgrana

przezPittatotasamaosoba?Zappachciałichuspokoićipodałleżąceobok

projektorapapierosy.

-Topocałym-powiedział.-Narozluźnienie.

-Janiepalę-Filippokręciłgłową.

-Toniepapierosy.-Janekuśmiechnąłsię,wąchającniespodziankęZappy.

-Aco?-spytałaMarysia.

-Skuny-odpowiedziałPiękny.

-Franek-MarysiazawszezwracałasiędoZappypoimieniu.-Cotytu

przyniosłeś?

-Pewnytowar-zapewniłją.-Sofcik.

Filipobracałwpalcachnieudolniezwiniętegoskręta,zbliżyłgodonosaiwyczuł

zapachziół.Polekkimnaciśnięciuwysypywałysięzniegozasuszonekawałkiliści,

przypominającezielonąherbatę.PięknypodsunąłmuzapalniczkęiFilipostrożnie

sięzaciągnął.Nachwilęzabrakłomutchuipoczułwgłowieleciutkiszum,który,ku

jegorozczarowaniu,szybkominął.Wypuściłdymirozkasłałsię.Zadzwoniłjego

telefonkomórkowy.

-Cześć-powiedziałdożony…-Tak,jeszczetrochęposiedzę…-Niewiem.Już

niedługo.Zadzwonię,jakbędęwychodził…-Pewnie,żenierób!Niebędęjużjadł…-

Zadzwonię,pewnie,żezadzwonię.Narazie.

Wcisnąłprzyciskzczerwonąsłuchawkąiodłożyłtelefonnabiurko.Wstałw

background image

poszukiwaniujakiegośpojemnikanapopiół.

-Nodobra-odezwałsięZappa.-Drugiseans.

Dziewczynystanowczoodmówiłyiniebawemobiewyszłyzbiura.Szefodebrał

telefonodżonyiteżsiępożegnał.Zostaliweczterech.

-Noidobra-odezwałsięZappa,wypuszczająckółkogęstegosinegodymu.-

Piękny,lećpopiwonadół.

-Podwie?-spytałtamten.-Narazietak-powiedziałJanek.-Wozemjestem-

uśmiechnąłsię.

-Możejeszczeguinnessa?-zaproponowałFilip.

-Możebyć-zgodziłsięZappa.

-Tylkodajciemikasę,boniemamtyle-upomniałsięPiękny.

-Tokartązapłać-zaproponowałZappa.

-Iresztęprzynieś-zaśmiałsięJanek.

DrugimfilmemokazałasięanimowanaMrówkaZ.Siedzielizwyciągniętymi

nogami,popijalipiwoiwmilczeniuoglądalihistorięmrówki,któramarzyo

wolnościiolepszymżyciu.LidiajeszczedwarazydzwoniładoFilipa,aonza

każdymrazemodsuwałterminpowrotudodomu.

FilmskończyłsiępóźnąnocąiFilipprzeraziłsię,żeotejporzeautobusymogąjuż

niejeździć.Wybiegłzbiuraiczekającnaprzystanku,wysłałSMSadoLidii.Zbliżała

sięjedenastaiautobusrzeczywiścienienadjeżdżał.Filipzastanawiałsię,czynie

lepiejzadzwonićpotaksówkę.Wtejchwilijednaknadjechałniskopodłogowy,

prawiepustyautobus.Filipdotarłdodomuprzedwpółdodwunastejikiedystarał

sięjaknajdelikatniejprzekręcićkluczwzamku,poczułszarpnięcie.ZaspanaLidia

uchyliładrzwiijejmążledwoprzecisnąłsiędośrodka.

-Nieśpisz?-spytał.

-Cotakdługo?

-Nowiesz,musieliśmycośdokończyć?

-Cotakśmierdzi?-Powąchałajegowłosyizmarszczyłanos.-Gdzietybyłeś?

-Wpracy,agdzie?-obruszyłsię,zdejmującbuty.

-Przecieżczuję.

-Chłopakipalili.

-Aty?

-Nie.

Zbliżyłatwarzdojegoust.-Niekłam.-Zajarałemjednego,głupiobyłoodmówić.-

Aledlaczegokłamiesz.-Chodźmyspać,późnojuż.-Toczemuwracaszotejporze!-

Lidiapodniosłagłos.-Ipocoopowiadaszjakieśbzdury?Gdzietybyłeśotejporze?!

-Wpracy,gdziemógłbymbyć?Przynieślijakieśskrętyizapaliliśmy.

-Jakieskręty?-wykrzyknęła.-Tychceszbyćjakimśnarkomanemczyco?

-Niechcę-odpowiedziałspokojnie.

-Ichceszmipowiedzieć,żepaliłeśwpracy?

-Agdzie?

-Niewiem.Niewiem,gdzietysięwłóczyszotejporze.Izkim.

-Oj,dajspokój.

-Niedam!Niebędzieszmnieokłamywał,rozumiesz?Jezu,ijamammiećzkimś

takimdziecko.-Odwróciłasięodniego.-Dlaczegosięnatozgodziłam?Dlaczego?

Filipstałosłupiaływsamychslipkach,właśniemiałzamiariśćpodprysznic.

-Lidka-zaczął.-Posiedziałemtrochęzkumplamipopracy.Tonictakiego.Nicsię

niedzieje.

-Janiewytrzymamwciąży,całydzieńwdomusama,odranadowieczora.

-Ależkochanie-przytuliłją.-Niejesteśwciąży.

-Skądwiesz?-Wyrwałasięzjegoobjęć.-Powinnamdostaćokresdwadnitemui

jeszczeniemam.Nawetbrzuchmnienieboli.Alecociebietoobchodzi.

Odwróciłasięnapięcieiznikławsypialni,trzaskającdrzwiami.

background image

13

Autobuskrążyłmiędzyblokami,jakbykierowcaniemógłsięzdecydować,dokąd

jedzie.

Lidiaspoglądałanerwowonazegarek,choćnawetniebyłaumówionana

konkretnągodzinę.

Alinazadzwoniłaranoi-jaktoona-mówiłakrótkoinatemat:knajpanarogualei

NiepodległościiOdyńca,międzypiątąaszóstą,samebaby.Właśniezbliżałosię

wpółdoszóstejiwszystkowskazywałonato,żeLidiadotrzenaspotkanie

punktualnie.Ajeślinawetodrobinęsięspóźni,tonicwielkiego.Uspokajałatak

siebie,ajednakniepotrafiłazwalczyćwewnętrznegonapięcia,któreczuła,gdycoś

działosięinaczej,niżzaplanowała.Dokuczałjejlekkiuciskwklatcepiersiowej,

oddechstawałsięnieregularnyipłytki.Ażwkońcuzaczynaładenerwowaćsiętym,

żeniepotrafizapanowaćnadsobązpowodutakiejbłahostki.

NaszczęścieautobuswjechałwreszciewulicęPuławską,Lidiarozpoznałato

miejsce,byłajużniedaleko,uspokoiłasięwięcizaczęłaoglądaćgraffitinamurze

wyścigówkonnych.

Kojarzyłyjejsięzkomiksamialbookładkamiksiążeksciencefiction,którychnie

znosiła,musiałajednakprzyznać,żeniektórerysunkibyłydoskonałe,przypominały

jejobrazyBeksińskiego.Tociekawe,mieszkałaniedalekostąd,adopieroteraz

zwróciłauwagęnatenkolorowymur,darmowąwystawęsztukinowoczesnej,która

niejestpromowanawmediach,jejtwórcyniesączłonkamiżadnego

stowarzyszenia,aichdziełnieomawiasięnawarszawskichikrakowskichsalonach.

Zazwyczajjeździłatędysamochodem,tymrazemjednakFilipnamówiłjąna

komunikacjęmiejską,„bopewniecośtamwypijecie,azpowrotemweźmiesz

taksówkę”.Idziękitemumogłapoznaćnowykawałekstolicy.

Pochwilidoszładowniosku,żeniepodobajejsięto,cowidzizaszybą,izaczęła

myślećoczymśinnym.Zastanawiałasię,jakieploteczkiprzyniesieAlinaiczyma

nowegofaceta;niewidziałysięodczasu,gdyMałgosiawyprowadziłasięodAliny,

czyliodkilkumiesięcy.Ciekawiłojąteż,czyMałgosianieżałujeswojejdecyzjio

zamieszkaniuzMichałem.

Lokalznalazłazpewnymtrudem,ponieważniebyłotamżadnegoszyldu

zachęcającegodojegoodwiedzenia.Należałowejśćprzezbramę,skądwychodziło

sięnaogromnyplaczabawdladzieci.Piaskownica,huśtawki,drewniane

konstrukcje,naktóredzieciwchodziłyposchodach,wspinałysiępominiściance

alpinistycznejlubpodrabiniezesznurka.

Dziewczynysiedziałyprzystolikupodparasolem,naszczęściewpewnej

odległościodrozwrzeszczanejdzieciarni.Roześmiane,nachylonedosiebie,musiały

zwierzaćsięsobiezjakichśtajemnic.Popijałykolorowenapojezwysokichszklanek.

Ajednakjestemostatnia,pomyślałaLidia,podchodzącdostolika.Alejużją

zobaczyły,odsunęłysięodsiebie,zamachałydoniej.Iwtedytennikłygest,który

zastanowiłLidię:MałgosiazdjęładłońzkolanaAliny,wcaleniegwałtownie,raczej

niechętnie,zociąganiem.Aletomogłobyćtylkozłudzenie,więcLidianatychmiasto

tymzapomniała.

Rozmawiałydługoosprawachzcałegotygodnia,nieważnychdlamężczyzn,

nawetniezbytistotnychdlanichsamych,októrychjednakkoniecznietrzeba

porozmawiać,abypoczućsiękobietąwsobotniepopołudnie.

Alinaniemiałanikogo,wogólewyrażałasięomężczyznachlekceważąco,jako

kimśmałoważnym,wręczzbędnym.Dostałaawanswpracyipowyprowadzce

Małgosiporazpierwszywżyciumieszkałasama.Zaczęłauczyćsięfrancuskiego,

chodziłanafestiwalefilmoweimodnesztukiteatralne.Żyładlasiebieibyła

szczęśliwa.AMałgosiamieszkałazMichałem,wszystkiejednakwiedziały,żegonie

kocha,jestznimtylkodlatego,żetakwygodniejitaniej,awieczoramimożna

background image

porozmawiaćlubsiękochać.Matkanarazieprzestałapytaćjąomęża,choćtonie

potrwazbytdługo,rodzinazarazzacznieprzebąkiwaćodacieślubuidzieciach.

TymczasemjednakMałgosiamiałaswojąkruchąstabilizacjęicieszyłasięnią.

Agnieszka,najbardziejzamkniętaznichwszystkich,byławWarszawiejedyniedla

pracyipieniędzy,wkrótcemiaławrócićdodomu,żebyopiekowaćsięojcem.

Wkońcuwyczerpałytematkosmetyków,któreniepowodująpodrażnień,oraz

sklepów,gdziemożnakupićnajlepszetorebkinawieczór,iAlinaztajemniczym

uśmiechemzwróciłasiędoLidii:

-Jakiemaszplanywakacyjne?

-Co?-spytałaLidiazdezorientowana.

-Jedzieciegdzieś?

-Niewiem-odpowiedziała.-Jeszczesięzastanawiamy.Chybawewrześniu

gdzieśpojedziemy.

-Todobrzesięskłada-wtrąciłaMałgosia.

Lidiaspoglądałapytającotonajedną,tonadrugą.

-WybieramysięnaKretę-oznajmiłaMałgosiauroczyście.

-Bezfacetów!-zaznaczyłaAlina.

-Kiedy?-zapytałaLidia,niewiedząc,jakmarozumiećtooświadczenie.

Małgosiazaczęłatłumaczyć,jaktowpadłyzAlinąnapomysłwyjazdunawakacje

tylkowdamskimgronie.Tymbardziejżeakuratwtymrokuniebyłototrudne:Alina

iAgnieszkamieszkałysame,aMichał,narzeczonyMałgosi,niemógłwziąćurlopudo

końcalistopada.WdodatkuAgnieszka,którazawszeoszczędza,dostała

niespodziewanąpremięidałasięnamówićkoleżankom,żebyczęśćprzeznaczyćna

własneprzyjemności.

-Toco,jedziesz?-MałgosiaspytałaLidięnakoniecswojegowywodu.

-Pewnieżejedzie-orzekłaAlina.-Powiedzmężulkowi,żemajedynąszansęna

tydzieńsamotności.Możenawetniepraćgaciiskarpetekprzeztenczas.

-Amyślisz,żeteraztorobi?-Lidiachciałażartempokryćzakłopotanie.

-Niesądzę-Małgosiapowiedziałatozestuprocentowąpewnością.

-Pewniewrzuciłbydopralkiręcznikirazemzeswetrami-zaśmiałasięAlina.

Lidianiechciałaprotestować,szukaławmyślachjakiejśwymówki,byzniminie

jechać.

-Mójfacetkiedyśwziąłsięzaprasowanie-Małgosiazawiesiłagłosdla

zwiększeniaefektu.-Najpierwspaliłswojeulubionespodenkipiłkarskie.Apotem

przezgodzinębawiłsięzdwiemakoszulami.Wtakimtempietojabymmusiała

zrezygnowaćzpracy,żebyzrobićwszystkowdomu.

-Unasmatka-wtrąciłamilczącadotejporyAgnieszka-tonawetszykujeojcu

bieliznędowłożeniapokąpieli.Zawszetakbyło.Nawetniewie,wktórejszufladzie

maskarpetki.

-Nocoty?-zdziwiłasięAlina.

-Wieczoremmatkaszykujemuzestawnarano-dodałaAgnieszka.

Dziewczynyzamilkły,niewiedząc,jakskomentowaćjejsłowa.AAgnieszka

opowiadaładalej:

-Ale,zdrugiejstrony,matkaniepotrafinapalićwpiecuanikupićwęgla.Unas

nigdywannasięniezapchałaanidachnieprzeciekał,ojciecwszystkosprawdzaco

kilkadni,czegośtamdolewa,cośdokręca,sprawdzadachówkiirynny.A

najciekawsze,żeoninigdyotymnierozmawiają,każdyrobiswoje,tylkoczasem,

przykolacji,ojciecoznajmia:„Wymienimyoknategolata,teodulicy,bostraszniesię

rozeszły”.Matkakiwagłową,onicniepyta,wie,żesprawęmożnauznaćjużza

załatwioną.

-Ha!-pierwszaodezwałasięAlina.-Idealnyukład.Alenieztyminaszymi,pożal

sięBoże,chłopami.Żebykrannaprawić,musielibywyłączyćwodęiprądwcałym

bloku.

-Oj,Alinko-Małgosiapokiwałagłową.-Tobietylkoprzyjaźńkobiecawgłowie.

background image

Zaśmiałysięwszystkie,przemieszałyrurkamikoktajlewszklankach,podeszła

kelnerkazpytaniem,czywszystkowporządku.Lidiaczuła,żeczekająnajej

odpowiedźiżenapięcierośniejakbalon.

-Mamyjużrezerwację-Alinawróciładozasadniczegowątku.-Siedemdni,od

czternastegowrześnia.Musimypotwierdzićwewtorek.

-Wśrodę-poprawiłająMałgosia.

-Tojak?-spytałyjednocześnie.

-Niewiem-powtórzyłaLidia.

-Czegoniewiesz?

-MuszęjeszczepogadaćzFilipem.PlanowaliśmypoleciećdoTurcji.

-Dajspokój-zgasiłająAlina.-Wymyśliłaśtoprzedchwilą.

-Będziemymogłyleżećnaplażycalutkidzień-zachęcałaMałgosia.-Iżadnego

zwiedzaniazabytków.

Planbyłwspaniały,Lidiamusiałatoprzyznać.Onateżotymmarzyła.Alejeślite

mdłościwczorajranotoniebyłazwykłaniestrawność?

-Muszęznimpogadać-powtórzyłaLidia.-Niewiem,czyczegośnie

zarezerwował-skłamała.

-Kręcisz-oceniłaAlina.-Chceszstracićtakąokazję?Możenigdysięjużnie

powtórzy?

Nawetniewiesz,jakbardzomożeszmiećrację,pomyślałaLidia.

-Zadzwońdomniewponiedziałek-zakończyłaAlina.-Odmowaniewchodziw

grę.

-Zadzwonię-zgodziłasięLidia.Iwtymmomenciepoczuła,żejejobawysą

bezpodstawneipowinnazgodzićsięnawyjazdnaKretęjużteraz.Nieodezwałasię

jednak.

Rozeszłysiętużprzeddziesiątą.Małgosia,którapiłatylkosok,zaproponowała,że

odwieziejedodomów.Lidiajednakniechciałajeździćznimipomieście,więc

zamówiłataksówkę.Dziewczynyuparłysięzaczekaćzniąnataksówkę.Kiedystały

nachodnikuprzedkawiarnią,minęłojedwóchtrzymającychsięzaręcemężczyzni

wszystkiezaczęłysięśmiać,zasłaniającsobieustadłońmi.Alinazastanawiałasięna

głos,czyoniteżkłócąsię,którydziśprasuje,aktóryzmywa,inicjużniemogło

powstrzymaćichchichotu.

Taksówkarzzjawiłsięwreszcie,alechciałnatychmiastodjechać,bouważał,że

niemanicgorszegoniżpodpitebabki.Uspokoiłsiędopiero,widząc,żenatylne

siedzeniewsiadatylkojedna.Lidiarzuciłamuadresiodwróciłasię,żebypomachać

koleżankom.Nadalroześmiane,AgnieszkazAliną,przepychałysięnatylnesiedzenie

małego,trzydrzwiowegorenaultMałgosi.PrzezułameksekundyLidiamiała

wrażenie,jakbyjejkoleżankibyłyowielelatmłodszeodniej,takiebeztroskie,

zadbaneiszalone.

background image

14

Wpiątkizazwyczajonwracałwcześniejdodomu,aletymrazemLidiaprzyjechała

oczwartejtrzydzieści.Niezdjęłanawetżakietu,abutyzostawiłanaśrodku

przedpokoju.Weleganckiejspódnicy,terazjużcałkiempogniecionej,półleżałana

kanapieibawiłasiępilotemodtelewizora.Otejporzemogławybieraćmiędzy

programamidlamłodzieży,prowadzonymiwslangusprzedpięciusezonów,a

serialami,którychdialogimożnadowolniewymieniaćmiędzyjednymadrugim

filmeminikttegoniezauważy.Czekała.Jejwilgotnedłoniezostawiałyciemniejsze

śladynaczarnymtworzywiepilota.Zmarzniętestopyokryłanarzutązkanapy.

Spoglądałanazegarekcodwie,trzyminuty.UsłyszałaFilipa,kiedybyłjeszczena

parterze,zerwałasięistanęłaprzeddrzwiamiwejściowymi.

-O,cześć!-powitałjąwesoło.-Fajnie,żejesteś.Obiadgotowy?-Mrugnąłdoniej

jednymokiem.

-Idźdoapteki-powiedziałapoważnie.

-Źlesięczujesz?-spytał,momentalnietracącświetnynastrój.

-Kupten…test-wypowiedziałaostatniesłowojakoryginalne,obrzydliwe

przekleństwo.

-Test,test-powtarzał,zdejmującbuty.-Jakitest?

-Idźteraz,proszę.

-Możemytozrobićjutro,spokojnie,bezpośpiechu.

-Muszęwiedziećteraz.Niewytrzymam,niezasnę.

-Kochanie-przytuliłją.-Dziśjestpiątek,trzebaodpocząćpocałymtygodniu.

Caływeekendprzednami.

-Niemogęodpoczywać,idźteraz,idź-odsunęłagoodsiebie.

-Dobrze-zgodziłsięzrezygnowany.

Włożyłbutyiwyszedł.

 

Czekanie.Cisza.Szelestubrań,głośnyoddech.-Niemogę-odezwałasięz

łazienki.-

Spokojnie-powiedziałdoniejprzezdrzwi.-Musiszsięrozluźnić,weźkilka

głębokichwdechów.

-Samsobieweź!

-Nodobrze.Wyjdźzłazienki.Zjemykolację,wypijemycoś,napewnocisię

zachce.

-Chcemisię,aleniemogęsięskupić,rozumiesz!?Cholera!-Cosięstało?-

szarpnąłzadrzwiiwpadłdołazienki.-Nic,nic-uspokoiłago.-Zasikałamsobie

rękę.-Niestraszmnie.

Moczmawłaściwościlecznicze,skóracisięwygładzi.

-Cotypowiesz?Chcesz,żebytobieteżsięwygładziła?Dobrze,masz-podałamu

półprzezroczysty,ciepłypojemniczekzżółtącieczą.-Jawychodzę.

-Gdzie?

-Jaknajdalej.

 

Delikatnie,jakszalonynaukowiecpracującynadodkryciemkamienia

filozoficznego,wlałkilkakropeldomałegootworuwplastikowejpłytcewielkości

kartykredytowej.Potem,dlapewności,drżącymirękami,wlałjeszczekilka.Zerknął

doinstrukcji,jakprzedpodłączeniemodtwarzaczaDVD.Wynikpokażesięwdrugim

otworze,dwiepionowekreski-pozytywny,jedna-negatywny.Czydolaćjeszcze,czy

zaczekać?Zamykaoczy,liczydodziesięciu,potemoddziesięciudozera.Otwiera

oczy.Dlaczegotekreskisąfioletowe?Czykolormaznaczenie?

background image

15

Tenzapachniedawałjejspokojujużodwczoraj.Rozkładającysiępot.Ciężki,

kwaśnysmród;czućgonawetwtedy,gdyoddychasięprzezusta.Czyonsięnie

myje?Jakmogłategonieczućwcześniej,tydzieńtemu,miesiąctemu?Czyinniteżto

czują?Muszą!Tojestniedowytrzymania!PrzecieżAlinasiedzitużobokniego,a

kiedyrozmawiają,przysuwasięjeszczebliżej.Nadodatekwbiurzeniemożna

otworzyćżadnegookna;tenzapachunosisię,przywieradomebli,ścian,ubrań,

nawetdoklawiaturykomputera,aklimatyzacjaroznosigopocałymbudynku.

-Lidka?-AlinapodeszładoLidiiiprzykryłajejdłoń,zaciśniętąkurczowona

komputerowejmyszy.-Wporządku?-spytała.

-Tak,tak-potwierdziłaLidiabłyskawicznie.-Muszęsięnapić,pójdędokuchni

poherbatę.

-Idęztobą-Alinapodeszładodrzwi,jakbytylkonatoczekała.

Wyszłyzpokoju,wktórympracowałyrazemztrzemakolegami.

-Dobrzesięczujesz?-Alinaniedawałasięzbyć.

-Tak,aczemupytasz?-Lidiaszła,niepatrzącnakoleżankę.

-Niewiem,wyglądałaśjakośdziwnie.

-Czylijak?

-Bojawiem?Jakbycościębolało?Albojakpoprzepiciu-zaśmiałasię.

Lidianieodpowiedziała.Czułacośgęstego,klejącegowgardle.Niechciałosię

przesunąćwżadnąstronę.

-Muszęjeszczedołazienki-Lidiazłapałanaglezaklamkędrzwioznaczonych

kółeczkiemizostawiłazaskoczonąAlinęnakorytarzu.

Czuła,żezarazzwymiotuje.Weszładojednejzkabin,stanęłazpochylonągłową,

opierającsiędłońmiochłodnąścianę,ipatrzyłananieruchomątaflęwodyw

lśniącejczystościąceramicznejmuszli.Iwłaśnietaczystość,zapachdetergentówi

odświeżaczy,wszystkietechemicznesztuczkimającenaceluzniszczyćnajbardziej

naturalneludzkiezapachy,podziałałnaniąjaklekarstwo.Rozchwianyżołądeki

kluchawgardlepowoliustępowały;mogławreszciegłębiejodetchnąćidopiero

wtedyzdałasobiesprawę,jakpłytkooddychałaprzezcałyranek.Wstrzymywała

oddech,abyjaknajdłużejnieczućtegoobezwładniającegoodoruludzkichciał.

Musiaławrócićdopokojuitojąprzerażało,alełudziłasię,żemożejużjejprzeszło.

WkuchniAlinamieszałaherbatęwkubku;stałaopartaościanę,ze

skrzyżowanyminogami,zjednąrękąwkieszeniczarnych,delikatnieprążkowanych

spodni.

-No,Lidka-zaczęła,oblizującjęzykiemgorącąłyżeczkę.-Wszystkosięteraz

zgadza.

-Cocisięzgadza?-Lidiawyjęłazpudełkatorebkęmocnoaromatyzowanej,

malinowejherbaty.

-Nieudawaj…

-Co?

-Którymiesiąc?

Lidiaopuściławzrok,najejbladepoliczkiwyszedłlekkirumieniec.

Odpowiedziałacicho.

-Alina,nicminiejest,czemumniedręczysz?

-Okej.Woliszniemówić,towporządku.Rozumiemcię.Niechcesz,żebysięod

razuwfirmiedowiedzieli.Alejatowidzę.Mojasiostraurodziłatrzymiesiącetemu.

Przezcałąciążęrzygaładalej,niżwidziała.Jakdomnieprzychodziła,toniemogłam

otwieraćlodówkinawetnachwilę.

Lidianiewiedziała,jakzaprzeczyć.Możeniechciała?Słuchałazaciekawiona.

-Poczułasiędobrzegdzieśnapoczątkuósmegomiesiąca.Noizarazurodziła,

prawiemiesiącprzedterminem.

background image

LidiaspojrzałapytająconaAlinę.

-Ważyłdwakilo-kontynuowałaAlina.-Dłońmiałmniejsząniżłapamojejkotki.

Aleszybkowrócilidodomu.Aterazmałyjetyle,żejejpokarmuniestarcza.

Przerwała.Pociągnęłałykgorącejherbaty.Milczały.

-Drugimiesiąc-wyznałaLidia.-Dowczorajczułamsiędobrze.Adziśtenzapach,

nieczułamtegowcześniej…

-A!-Alinasięzaśmiała.-ToRomek,pocisięjakmysz.

-Jakmogłamwcześniejniezwrócićnatouwagi?

-Wcześniejniebyłaśwciąży.Tocizarazminie.

-Atwojejsiostrzenieminęło.

-Onajestwyjątkowa.

-Alejaktowytrzymać?

-Włóżsobiewatędonosa.Nieprzyjemnieuwiera,aleniebędzieszczuła.I

przynośdopracypomarańcze.Połóżsobienabiurku,żenibyzjeszpóźniej.

-Dzięki-Lidiasięuśmiechnęła.-Skądtowszystkowiesz?

-Odsiostry.

Obieniemiałyzamiaruwracaćdoswoichbiurek.

-Odważnajesteś-zaczęłaAlina.

-Dlaczego?

-Trzebaodwagi,żebyzdecydowaćsięnadziecko.Pozatym,myślałam,żenie

chcesz.

Nigdyniemówiłaś,żechcesz.

-Niemyślałamotym.

-Niemów,żewpadłaś.

-Pewnie,żenie.

-Czylichciałaś.

Lidianieodpowiedziała.Alinawłaściwieniespytała,stwierdziłafakt.

-Niesądzę,żebymkiedykolwiekzdecydowałasięnadziecko-oświadczyłaAlina.

-Niebądźtakapewna-przestrzegłająLidia.-Spotkaszkiedyśtegojedynegoi

inaczejbędzieszmówiła.

-Możeispotkam.Aledzieciniebędzie.Umówiłamsięjużnazabiegpodwiązania

jajowodów.

-Dlaczego?!-Lidiaspojrzałananiązszokowana.

-Poprostuwiem,żeniechcęmiećdzieci.Cowtymmożebyćprzyjemnego?Okej,

możesampoczątekjestnienajgorszy,podwarunkiem,żefacetznasięnarzeczy.Ale

potem…Jużpokilkutygodniachrzyganieikompletnybraksiłynawszystko.Brzuch

cirośnieiwyglądaszjakrozdętakrowa.Aporód!?Szpital,ból,leżyszwjakiejś

wypłowiałejkoszulinie,lekarzegapiąsię,jakleżyszrozłożona,pociszsię,stękasz,w

końcutnącięalbosamasięrozrywasz.

Aletodopieropoczątek.Dalejkarmieniepiersią,wystawiaszsię,jaksukaprzed

młodymi,amiędzykarmieniamiciągleświeciszmokrąbluzką.Przewijanie,kupa

sześćrazydziennie,praniedwarazydziennie.Ajakmyślisz,żewychodziszna

prostą,tozaczynasięszukanienajlepszegoprzedszkola,adodobrejszkołymusisz

dzieckozapisać,jakskończytrzylata.

No,awszkolesfrustrowaninauczyciele,narkotyki,adladziewczynypierwsza

skrobankaprzedpiętnastymrokiemżycia.

Przerwała,abypociągnąćłykherbaty.

-Notochybatrochęzapóźnomitomówisz-Lidiapróbowaławszystkoobrócić

wżart.

-Nie-Alinapoczuła,żepowiedziałajednakzadużo.-Przepraszam.Jamówiłamo

sobie.

Dziecisąfajne,podwarunkiemżeniemoje.

Lidianiewiedziała,copowiedzieć,comyśleć,jaksięzachować.Zobaczyłasiebie

wtychwszystkichsytuacjach,októrychmówiłaAlina.

background image

-Chodźmydopokoju.-Alinawstawiłakubekzniedopitąherbatądozlewu.-

PewnieCzarnajużwpadłazpytaniemoraport.

Lidiastarałasięprzypomniećsobie,corobiładziśodranawpracy,alemiaław

głowiekompletnąpustkę.Spojrzałanazegarek.Zostałyjeszczetrzygodzinydo

wyjściazbiura.

background image

16

Wyszedł,zamykajączasobądrzwinajdelikatniej,jakumiał,aleonajużniespała.

Chciałanawetkrzyknąć,daćjakiśznak,żesięobudziła,wtedybywróciłiją

pocałował,zapytał,jaksięczuje,czycośjejprzynieść,potemobiecałbyzadzwonićz

pracy,niemiałajednaksiłysięodezwać,niepotrafiłazmusićsięnawetdootwarcia

ust,głębszegonabraniapowietrza,napięciamięśnibrzucha.Otworzyłaoczy,kiedy

przekręciłkluczwzamku,izobaczyłananocnejszafcekubekparującejherbatyicoś

dojedzenianatalerzuprzykrytymżółtąsalaterką.

Odwróciłasięnadrugibok.Obserwowałaprzezchwilęwiszącenaścianiecztery

obrazki;każdyznichmiałprzedstawiaćinnąporęroku.Próbowaławmyślach

ustalićichkolejność.

Najpierwwydawałojejsię,żepierwszapolewejpowinnabyćwiosna,czylitakjak

teraz.Alejużposekundzieuznała,żetojesienneklonyikasztanowceobrązowychi

żółtychliściachpowinnyzaczynaćtenszereg,adalejgórskachataprzysypana

śniegiem,jakotrzeci-strumykibrzozazsoczyściezielonąkoroną,anakońcu-złote

łanyzbożazestodołąwtle.Potemwyobraziłasobie,żekażdyztychobrazkówwisi

nainnejścianie,każdastronaświatamaswojąporęroku.Tojednakwydawałojejsię

zbytpretensjonalne.Spróbowaławięcułożyćobrazkiposkosie,zaczynającod

wiosny,akażdykolejnywisiałniecowyżejniżpoprzedni.

Następnieułożyłajewkoło,wkwadrat,anakoniecwprzypadkową,chaotyczną

figurę.

Wreszciewszystkiepomysłyuznałazabeznadziejne,asameobrazkizatragicznie

kiczowate.

Zamknęłaoczy.Poczułapierwszetegodnia,jeszczelekkiemdłościiwiedziała,że

terazmusicośzjeść,choćwcaleniemiałaochoty,asamamyślojedzeniutylko

wzmagałanudności.Alepoznałajużreakcjeswojegociała-gdybyniezjadła,byłoby

tylkogorzej.

Właśnieranodopadałojączasamitopoczucienierzeczywistości.Tylerazy

powtarzałasobiewmyślach:„jestemwciąży,jestemwciąży,jestemwciąży”,ażte

słowatraciłysens.

Byławswoimmieszkaniuiniemusiałachodzićdopracy-miaławrażenie,żepo

prostuźlesięczuje,jestnazwolnieniu,możeodpocząć,poleżeć,poleniuchować,

posłuchaćprzedpołudniowejaudycjiMarkaNiedźwieckiegoalboobejrzećserialdla

gospodyńdomowych.Czemunie?

Potemdopadałajątakluchawgardle,którejniemożnaanipołknąć,ani

zwymiotować.

Dotegonawracającazgaga,nieznośnepaleniewgardleiprzełyku,które

próbowałazapićwodą,awtedyodzywałsiępustyżołądek,wydającnieprzyjemnie

dźwiękiipróbującwypchnąćcośzsiebiewyżejiwyżej,alekluchawgardlewszystko

tamowała,awięczpowrotemwdół,ażżołądekrósłjakbania,próbowałprzecisnąć

sięprzeznapiętąskóręnabrzuchu.Inawetwtedyzdawałojejsię,żeźlesięczujei

dlategoniechodzidopracy,aleskądpomysłociąży!

SpojrzałanacyfrowyzegareknawyświetlaczuwieżySony.Godzinęodminut

oddzielałydwiekropki,zktórychtanadolepulsowała.Pochwilinagórzezaczęła

migotać,podczasgdytadolnawydawałasięnieruchomaodwieków.Lidiastarała

sięliczyć,ilerazypojawiasięgrafitowakropka,izakażdymrazemwychodziłojej

cośmiędzy28a31.Odwróciłagłowęizdałasobiesprawę,żenadalniewie,która

godzina.Zastanawiałasię,czytojestważne?Czytomaznaczenie?Cozrobi,jeśli

okażesię,żejestdziewiąta,acojeślidziesiąta?

Herbataprzestałaparować,mimotegokubekbyłjeszczeciepły.Prawienie

otwierającust,przełknęłatrzyłykiinadalleżałanieruchomozzamkniętymioczami.

Poczuławtedypierwsząfalę,aleczekałakilkasekunditobyłbłąd.Zerwałasięz

background image

łóżkaipognaładołazienki,aleniezdążyłajużotworzyćtejcholernejbiałejdeski.

Zwymiotowaładowanny,przechylającciałomocnowdół.Niewieletegobyło,ale

wystarczyło,byopróczwannyzachlapaćtakżepłytkinaścianie.Pospiesznie

spłukaławszystkosilnymgorącymstrumieniem.Spojrzaławlustro,wytarłaresztki

śluzuzpodbródkaidwukrotniewymyłazębymiętowąpastą.

Metalicznyposmakwustachiszorstkośćzębówjednakpozostały.Mimoto

poczułasięniecolepiej.

Włożyładwieparywełnianychskarpetnalodowatenogi,wskoczyładołóżkai

odkryłatalerz,któryzostawiłdlaniejranoFilip.Kanapkizwędzonymżółtymserem.

Poczułagłód,alemusiałajeść,zatykającnos,botegodniazapachseraznalazłsięna

liściezakazanych.

Przezkilkanastępnychgodzinczułasiębardzodobrze.Kiedyszukałajakiejś

książkiwksięgarniinternetowej,zadzwoniłaKasia.Opowiadała,jaksięmiewają

rodzice,żemamaczasamiczujesięnaprawdędobrzeizachowujesię,jakprzed

chorobą.Lidiamiałajednakwrażenie,żesiostrajestzmęczonaiprzerażona,bo

dopierozacząłsiępaździernik,ajejurlopzdrowotnypotrwadowrześniaprzyszłego

rokuiprzezcałytenczas,dnieminocą,będzieskazananatowarzystworodziców.

Lidiawspółczułajej.Czułaprzygnębieniezpowodustarzeniasięrodziców,choć

obojeniemielijeszczesześćdziesiątki.Lidiaporazpierwszyzdałasobiesprawę,że

toonamusibyćsilnaiwspieraćich,anieodwrotnie.Chociażbędąsięprzedtym

jeszczebronić.

Znówniepowiedziałasiostrzeociąży.UstalilizFilipem,żeuroczyścieogłoszątę

szczęśliwąnowinęnapoczątkulistopada,podczasnajbliższejwizytyurodziców.

Czułasięjednakdziwnie,jakbypróbowałazataićcośprzedsiostrą.Chciałachociaż

powiedziećcośmiędzywierszami,dziękiczemuKasiazaczęłabysiędomyślać,

jednakporazkolejnystchórzyła.

Tarozmowaucieszyłają,byłaurozmaiceniemmonotonnegodnia,alezarazpo

niejzaczęłaniecierpliwieczekaćnatelefonFilipa.Dlaczegojeszczeniezadzwonił?

Czyniemożeznaleźćpięciuminut?Wystarczywystukaćpalcemsiedemcyfr,telefon

manabiurku,niemusinawetruszaćtyłka.Czytotakietrudne?Znaleźćpięćminut

dlażony,któramaurodzićjegodzieckoisiedzisamawdomu!?

Zdenerwowanaizmęczona,zdjęłazpółkipierwsząlepsząksiążkęileżącna

kanapie,próbowałaczytać.Literyzlewałyjejsięprzedoczami,poraztrzeci

zaczynałaczytaćdrugiakapit,opisjakiegośmiasteczka,pełnegobrudnychulici

zepsutychlatarni,„gdziemożnaudawać,żemożnanaspacerwyjść”.Poczuła

znajomepieczeniewgardleimusiaławciągnąćpowietrzeustami,żebyugasićto

paskudnepaleniewprzełyku.Zagięłarógkartkiwksiążceiposzładokuchni.Jadła

nastojącorybęwędzonązkawałkiemchleba.Obserwowałaprzezoknomatki

spacerującepochodnikuzdziećmiwwózkach.Miałaochotęnaherbatę,ale

czekanie,ażwodasięzagotuje,przekraczałojejsiły.Złapałabutelkęwody

mineralnejipoczłapaładosypialni.Ostatkiemsiłwyszorowałajeszczezębyiznów

położyłasiędołóżka.

Tak,jakstała:wskarpetachigrubymszlafrokufrotté.Zamknęłaoczy,niebyła

jednaksenna,poprostuniemogłajużanistać,anisiedzieć.Chciała,abytendzień

minął,niechFilipjużwróci,będziechociażmogłasiępoużalaćiwypomniećmu,że

niezadzwonił.

Leżącwciszy,zzamkniętymioczami,wciepłejpościeli,bezpoczuciaczasu,miała

wrażenie,żetenjejstantrwawiecznie,niemiałpoczątkuiniebędziemiałkońca.

Zrezygnowana,nieoczekiwałazmiany.Wtedynaglepoczułacośmokregomiędzy

nogami.

Najpierwpomyślała,żedostałaokres,zastanawiałasię,czymajeszczepodpaski,

okropnieniechciałojejsięwstaćisprawdzić.Inagleolśnienie:toniemożliwe!Oblał

jązimnypot.

Krew.Dziecko.Cośzłego.Nie!Obezwładniająceprzerażenie.Włożyłarękędo

background image

majtekiostrożniedotknęłasię.Niemogławyczućniczegoszczególnego,poprostu

wilgoć.Wyjęładłoń,obejrzałajądokładniezobustron,przyłożyładonosa,

powąchałaiuspokoiłasię.

Sprawdziłajeszczeraz,wytarłarękęoszlafrok.Totylkozwykłyśluz.Pachniał

inaczej,zmieniony,jakbyniejej.Wtedyoprzytomniała-uświadomiłasobie,żejej

światniebędziejużtaki,jakdawniej.

background image

17

Pracowalinadtąofertąodrana.Specjalnyklient,specjalnewymagania.Filip

przygotowałwięcpięknąprezentacjęwPowerPoint,ponaddwadzieściaslajdów,ze

zdjęciamiproduktówfirmy,skomplikowanychwykresówzprzykładamianalizy

korespondencji,któramiałaklientowipokazać,jakiepotrzebyzaspokajająjego

produkty,anajakieodpowiadająproduktykonkurencji.Wszystkowysłałpocztą

elektronicznądwiegodzinyprzedterminem.

Jakbyniedośćtego,tużposzesnastejzadzwoniłaasystentkadyrektora

marketingu,którymiałoceniaćjegoprezentację,ipoprosiłaoprzesłaniedojutra

przeddziewiątąranotrzechkopiiprezentacjiwkolorze.Towłaśniewtakich

sytuacjachprawdopodobieństwouszkodzeniadrukarkilubzawieszeniasięserwera

niebezpieczniewzrasta.

Przeklinającpodnosem,żejeszczeodziewiętnastejmusibyćwbiurze,Filip

starałsięoprawićprezentacjęwprzezroczystefoliezlogoswojejfirmy.Uprzedził

jużLidię,żewrócipóźniejizdziwiłsię,kiedyusłyszałjejniemalwesołygłos.

Ostatniobyłaciąglezmęczona,przygnębionalubśpiąca.Anajczęściejwszystkona

raz.

RazemzFilipemwbiurzepracowałajeszczewrecepcjiMarysia,którazsamego

ranamiaładostarczyćefektpotu,znojuiprzegrzanegointelektuFilipaprostodo

biuraklienta,bytenwydałprawomocnywyrokbezmożliwościodwołania.Chwilę

wcześniejsiedziałjeszczeznimiPiękny,jednaktajemniczytelefonkazałmu

niezwłocznieopuścićbiuro.MarysiapodejrzewałanowądziewczynęPięknego,a

Filipcałkowiciesięzniązgadzał-osobanajejstanowiskuznawszystkietajemnice.

MarysiabyłakilkalatmłodszaodFilipa,zaczęłaniedawnozaocznestudiaw

SzkoleGłównejGospodarstwaWiejskiegoiplanowałazałożyćkiedyśwłasną

restauracjęindyjskązprawdziwym,sprowadzonymzPendżabupiecemtandoori.

Nosiłanajczęściejspodnieiobcisłebluzki,ciemnoblondwłosyprzycinałakróciutko,

zostawiająckilkapostrzępionychkosmykównaduszami.Świetnieradziłasobiez

klientamipodczasrozmówprzeztelefon,zawszeskupionanapracy,rzadko

wdawałasięwrozmowyzinnymipracownikaminatematyprywatne.Wiedzielio

niejniewielelubzgołanic.

TegopopołudniaFiliprobiłwięcswojeiwymieniałzMarysiątylkouwagi

dotyczącepracy.Onaczekała,ażonskończy,abypotemzabraćwydrukowanei

oprawioneprezentacjeiranopojechaćdobiuraklienta.Wpośpiechu,trochę

zdenerwowanytym,żeLidiaczekananiegoinapewnosięniecierpliwi,zabrałsiędo

ostatniejkopii.Iodrazupopełniłbłąd-przedziurkowałpołowękartekwzłym

miejscu.Znówmusiałpodejśćdokomputera,wcisnąćikonędrukarki,zaczekać,aż

maszynaprzetrawizlecenieizaczniepowoliwypluwaćstronęzastroną.

Czekając,FilipobserwowałMarysię.Miałamałe,płaskiepiersiznaprężonymi

sutkami,podkreślonymijeszczeprzezobcisłymateriałbluzki.BiustLidiibyłwtej

chwilizpewnościądwalubtrzyrazywiększy.Marysiapisałacośnakomputerze,

częstoprzytymprzerywając,jakbyzastanawiałasięlubczytałaskończonewłaśnie

zdanie.Nieokazywałazniecierpliwienia.Wpewnymmomenciezmarszczyłaczoło,

wyraźnieniezadowolonaztego,coujrzałanaekranie,otworzyłalekkoustaipalcem

wskazującymwodziłapodolnejwardze.

Spostrzegła,żestarłasobiecałąpomadkęizaczęłanerwowogrzebaćwtorebce.

Filippodszedłdoniejzchusteczką.

-O,dzięki-spojrzałananiego.

-Jużkończę-powiedział.

-Niemaproblemu-zapewniłago.-Piszępracęnazaliczenie,mamcorobić.

-No,alepewniewolałabyśwdomu.

-Nie,wolętutaj-zawahałasię.-Toznaczy,mogętutaj,mogęwdomu,niema

background image

różnicy.

Głośneszczęknięciepodajnikadrukarkioznajmiło,żewydrukjestgotowy.Filip

wróciłdopracy.

Kiedyzapakowałwszystkodobiałej,poszerzanejnadolekoperty,aMarysia

wykaligrafowałanazwiskoodbiorcy,Filipzaproponowałjejpodwiezieniedodomu.

Miałwyrzuty,żetozjegopowodumusiałazostaćdłużejwpracy.Najpierw

odmówiła,alegdyzaczekałzniąrazemnaprzystankuiprzezdziesięćminutnie

pojawiłsięautobus,poddałasięiwsiadładojegosamochodu.PonieważLidiabyła

wciąży,toonjeździłsamochodemdopracy,zwyjątkiemdni,wktórychonamusiała

jechaćdolekarzalubnawiększezakupy.

MarysiamieszkaławPiasecznie,coFilipprzyjąłzzadowoleniem,niemusiał

bowiemjechaćnadrugikoniecWarszawy.Porazpierwszybyłtakbliskoniejiod

razupoczułzapachjejperfum:ciężki,znutąegzotycznejprzyprawy.Jechaliw

milczeniu,spikerwradiuzapowiadałkolejnebossanovyijazzowepiosenki.Na

światłachFilipprzeprosiłMarysięizadzwoniłdożony.Byłazniecierpliwionaiźle

sięczuła;obiecałjej,żeniedługobędziewdomu,ajutrowyjdziedopracygodzinę

później.

Kiedyskończył,Marysiaspojrzałananiego.

-Twojażonaniepracuje?

-Pracuje.Aleterazjestnazwolnieniu-przerwałnachwilę,zastanawiającsię,czy

powiedziećzjakiegopowodu.

Czekałanaciągdalszy,aleFilipmilczał.-Powinieneśspieszyćsiędodomu,

zamiastmnieodwozić-powiedziała,patrzącprzedsiebie.

-Atyilebyśczekałanaautobus?Zresztą,niedługobędę.

-Mogęzobaczyć,jakiemaszpłyty?

-Pewnie.

Sięgnęładoschowkamiędzyfotelemkierowcyapasażera.Jejpalecprzypadkowo

dotknąłudaFilipaipospiesznieuciekł.

-Niezłazbieranina-skomentowała.-Marillion,TheCure,EdytaBartosiewicz.

-Tomójzestawzasadniczy.

-Zasadniczy?-prychnęła.

-Poprostumojeulubionepłyty.

-Która?

-Wszystkie.

-Ulubionajesttylkojedna.

-Nieprawda.

-Prawda-zaśmiałasiękrótko.

Znówjechaliwmilczeniu.Minęładwudziesta,dzieńbyłpochmurnyizapaliłysię

latarnie,alenarazienieoświetlałydrogi,ajedynieprzyciągaływzrokledwie

żarzącymisiężarówkami.

-Acozżoną?-spytałaMarysia,aleFilipniewiedział,coodpowiedzieć,iczekałna

ciągdalszy.

-Maszjedną,ulubioną?-ciągnęła.-Czycośukrywasz?

-Tak,odkryłaśmójsekret.Wkażdejrzeczywistościmamjednążonę.Tylkoczyw

alternatywnejrzeczywistościjatojestemja?Bojeślizawszetojestemtensamja,to

tak,mamwtedynieskończonąliczbężon.Pocieszamsiętylko,żewkażdymświecie

jesttylkojednajedyna.

-Zdecydowaniezadużopracujesz-skomentowała.-Toźlewpływanatwoje

zdrowiepsychiczne.

-Wiem.

-Twojażonanienarzeka?

-Bezprzesady,takczęstoniezostajępogodzinach.-Itakczęstonieodwozisz

koleżanekpopracy.Spojrzałnanią.Patrzyławczerwoneświatłahamującychprzed

nimisamochodów.

background image

Przezułameksekundykusiłogo,bywysadzićjąteraz,natymskrzyżowaniu.

Otworzyćdrzwiibezsłowapokazać,bynatychmiastwyszła.

-Natychświatłachwprawo-poinstruowałago.

-Zaprzystankiem?

-Tak.

Wjechaliwosiedle,Filipkluczyłwąskimiuliczkami,kierowanykrótkimiuwagami

Marysi.Hamowałprzedułożonymicokilkasetmetrówgumowymispowalniaczami

ruchu.

WreszcieMarysiapokazałamublok,wktórymmieszkała,iFilipzatrzymał

samochódobokśmietnikazbiałejcegły.

-Maszprzesyłkęnajutro?-upewniłsię.

-Pewnie-odpowiedziała.

Niewychodziłazsamochodu.Odpięłapas.Przekręciłasiętak,bysiedziećtwarzą

doniego.

-Zaprosiłabymcię-powiedziałapowoli.-Alepewniesięspieszysz.

-Raczejtak.

-Raczej?-spytałazprzekąsem.-Toznaczy,mamjużiśćczynie?

-Pewnieteżsięspieszysz,jużpóźno.

-Dlamnietobezznaczenia.

Onmilczał.Patrzyłnajejpiegiiwystającekościpoliczkowe.Najejpiersi,których

podswetremprawieniebyłowidać,najejkolanoprzyciskającelewarekskrzyni

biegów.

-Niemamdokogosięspieszyć-zaczęła,choćniechciałtegosłyszeć.-Mieszkam

sama.

Nieznamnikogowtymmieścieinielubięgo.Moirodziceicałarodzina

mieszkajątrzystakilometrówstąd.Awszyscynajlepsifacecisąjużdawnozajęci,

więcnawetnieszukam.

Filipodpiąłpas,położyłdelikatniedłońnajejudzie.-Hej,niejesttakźle-

próbowałcośpowiedzieć,aleprzypominałymusiętylkodialogizamerykańskich

filmówklasyB.-Napewnoczekają,tylkootymniewiesz.Marząokimśtakimjakty.

-Dajspokój-machnęłaręką.-Przepraszam.Idę,dozobaczeniajutro.

Zebrałasiędowyjścia,leczFilipzłapałjejdłoń,ścisnąłkilkarazy,chcącją

pocieszyć.

Odwróciłasięichwilępatrzylisobiewoczy.

-Dziękizapodwiezienie-powiedziałaipocałowałagodelikatniewpoliczek.

Ondotknąłjejwłosów.Apotemprzysunąłtwarzimocnopocałowałjąwusta.

Oddałapocałunek,mocniejprzywarładoniegowargami,rozpychałasięjęzykiem,

jakwposzukiwaniuczegoś,conapewnomusitambyć.RękaFilipaniepewnie

uciskałajejmałemiękkiepiersiztwardymisutkami.Powędrowaławbok,

wyczuwającciepłoiwilgoćpotupodpachą.Marysiaodsunęłasięodniego.

-Maszżonę,Filip-powiedziałazwyrzutem.

-Totylko…-tłumaczyłsięzaskoczony-…nictakiego.

-Nictakiego?!Cotywygadujesz?

-Niemiałemżadnychplanów.

-Oczywiście,żeniemiałeś.Ajednakstałosię.

-Muszęjechać-wygładziłkurtkęizapiąłpas,niepatrzącnanią.

-Cotywyprawiasz?

-Ja?Tyzaczęłaś?

-Janiczegoniezaczynałam.Podziękowałamcizapodwiezienie.

-Muszęjechać.Naprawdę-trzymałjednąrękęnagałceskrzynibiegów,adrugą

nakierownicy.

-Dociepłejżony,tak?Któraczekaiczeka.

-Idźjuż-poprosiłją.-Pewnie,żepójdę.Wyszła,zamykajączbytlekkodrzwi,tak

żeFilipznówmusiałodpiąćpas,wyciągnąćsię,otworzyćdrzwipostroniepasażerai

background image

jeszczerazjezatrzasnąć.Odjechałzpiskiemopon,niezwalniającprzed

spowalniaczaminadrodze.

background image

18

Miałobyćuroczyście,odświętnieiradośnie.Niespodzianka,którejwszyscy

oczekiwali.

Wzruszenie,gratulacje,uściski,pocałunkiikilkamęczącychpytań.Tomusiałbyć

tendzień!

Samtelefonniewchodziłwgrę,aniemoglitegoodkładaćdonastępnego

spotkaniarodzinnegozaplanowanegodopieronaBożeNarodzenie-wtedymocno

zaokrąglonybrzuchLidiisprowokowałbypytania,uwagi,możepretensje.Możnateż

byłowogólezrezygnowaćzprzyjazdu,wyłgaćsiępracą,tojedynypowód,któryby

podziałał,aletegoniechcieli.Niemielisiływymyślaćhistorii,którebychoćtrochę

ocierałysięoautentyczność.

Wyjechalizestolicypóźnymwieczorem,aleitakmusieliswojeodstaćwkorku,

przezpięćkilometrówtylkojedynkaihamulec,ażdobiałejtablicyznazwą

Warszawaprzekreślonąukośnączerwonąkreską.Uciekliodpomarańczowychgłów

zdyniigumowychmasekrozkładającychsięzombiezadziewiętnaście

dziewięćdziesiąt,odżółtychchryzantemizniczyzpodobiznamipapieża.Takmiasto

broniłosięprzedoczywistąprawdą,jedynąiniepodważalną,żewszyscyjego

mieszkańcyumrą.Prawdą,wktórąitakniktniewierzy.

DotarlidorodzicówLidiiprzedjedenastąwnocy.Wyściskani,wycałowani,

musielijeszczeprzedsnemzjeśćpotalerzuzupygulaszowej.

Anastępnydzieńtobyłpierwszylistopada.Odrazupoprzebudzeniuzaczęli

zastanawiaćsię:kiedy?Kiedylepiej?Dlaczegojutro?Dlaczegodziś?Wkońcu

postanowili,główniepoto,żebyodsunąćtęchwilęodsiebie,ogłosićwszystko

następnegodnia.PodobniejakpołowaPolski,wzięliwolnewpiątek,drugiego

listopada,itendzieńwydałimsięnajodpowiedniejszy.Planowaliwrócićdodomuw

sobotępopołudniu,zostawiliwięczarównorodzicomtrochęczasunapytania,jaki

sobienakinolubkawiarniępopowrociedoWarszawy.Lidiaczułasięterazjuż

trochęlepieji-jaksamitookreślali-byliteraznaetapiekorzystaniazostatnich

chwilwolności.Ichoćczęstokończyłosiętowedwojewdomuprzedtelewizorem,

toprzynajmniejplanowaliwyjścia,awolnośćpolegałanatym,żemogliztychwyjśćz

własnejwolizrezygnować.

Wieczoremwybralisięnacmentarzwpiątkę:Lidia,Filip,rodziceLidiiiKasia.

Zapalilizniczenagrobachwujków,ciotekidziadków,aFilipporazkolejnymógł

pytać,kto,kiedy,wjakimwieku,gdziemieszkałiczyjeszczeżyjądziecitegowujka

lubprababci.Trochęmusięmieszałyhistorie,któresłyszałcoroku,jednaktak

naprawdęlubiłsłuchać,jakrodziceLidiipróbująsobieprzypomniećispierająsię,

czyciociaKrysiaumarłaprzeddziadkiem,czytużponimijakabyłaprawdziwadata

urodzinstryjaIdziego,bowtedyniktniemiałgłowydoinformowaniaurzęduo

fakcienarodzindziecka.Zmarliiżyjący,całabliższaidalszarodzina,wszyscy

mieszkającywjednympowiecie,przesuwalisięprzedoczymaFilipajaknakaruzeli.

Wsumiebyłtowięcprzyjemny,rodzinnywieczór,pełennostalgicznegosmutkui

zarazemradościzżycia,ztegozakorzenienia,byciarazemipoczuciastałości.Itak

stojącmiędzynagrobkami,wświetlesetekzniczy,wduszącymdymie,LidiaiFilip

upewnilisię,żenajlepiej,jeślipoinformująociążyLidiinazajutrzprzyobiedzie,

międzypierwszymadrugimdaniem.

AlenadrugidzieńKasiaiojciecpojechalinagróbjegoprzyjacielazmłodościi

przyobiedziebylitylkowtrójkę.WieczoremzkoleizadzwoniłakoleżankaLidii;nie

widziałysięodlat,aponieważspotkałaKasię,którawygadałasię,żejejstarsza

siostrazostajedosoboty,niemogliwymówićsiępowrotemdodomuiodwiedziliją.

Porozmawialiosprawachiemocjach,którebyływażnedziesięćlattemu,ikiedy

wrócili,rodziceLidiijużspali.

Pozostałimwtensposóbtylkojedendzień,nadodatekniecały,odranado

background image

piętnastej.

Filipzdecydowałsięnieczekaćnajakiśspecjalnymomentczyodpowiedni

nastrój.

Powiedziałtowdwóchkrótkichzdaniachpodczassobotniegośniadania.Lidia

siedziałaprzystole,trzymaławdłoniachkubekgorącejherbatyidmuchała

rytmicznie,byostudzićwrzątek.

Ojciecsmarowałgrubąpajdęchlebamasłem,apóźniejnakłuwałśrodekkromkii

przeciągałprzezniąnożem,abynawetśladmasłaniezostałnaostrzu.Kasiagryzła

małymikęsamikanapkęzszynką,przeczesującdłoniąświeżoumyte,wilgotne

włosy.Amamazastanawiałasięprzedlodówką,któremięsowybraćnasobotni

obiad.Właśniewtedy,siedzącprzystolenadtalerzemzniedojedzonąkanapkąz

jajkiem,Filipogłosił,żeLidiajestwciąży.

Wydawalisięmocnozaskoczeni.Momentalnieprzerwaliswojeczynności,

spojrzelinaLidięizaczęlimówićjednoprzezdrugie:„Naprawdę?Nicnie

mówiliście!Którymiesiąc?

Jaksięczujesz?Świetniewyglądasz.Jacośprzeczuwałam,takdziwniewyglądałaś.

Gratulacje!Będziechłopak,topewne!Aleniespodzianka!Babciu,dziadku!Musisz

terazdbaćosiebie,nieprzemęczaćsię,dobrzesięodżywiać”.Itakdalej,itakdalej,i

takdalej.

Iwtedynaglemamausiadłanakrześleprzyotwartejlodówceizaczęłapłakać.

Skryłatwarzwdłoniach,zaczęłaszlochaćbezgłośnie,drgałyjejtylkoramiona,kilka

łezwypłynęłospomiędzypalcównabrodę.

-Tozradości-powiedziałojciecwzruszony.-No,dajspokój,niedenerwujcórki.

Przytuliłją,pogłaskałpowłosach,aleonanieprzestawała.

Podniosłasię,przeszładosypialniizamknęłazasobądrzwi.Córkipobiegłyzanią

zaniepokojone.Ojciecwstałodstołu.

-No,zięciu-zacząłuroczyście,wyjmujączkredensudwakieliszkinawysokiej

nóżce.-

Koniecznietrzebatoopić.

RozlałwódkęistuknąłkieliszekFilipa.

-Zasyna-powiedział.

-Albocórkę-dodałFilip.

Wlałwsiebiecałykieliszekszybkimruchemiprzełknąłciepły,piekącynapój.

Wolałniepopijaćgorącąherbatą,odczekałtylko,ażminiepieczeniewprzełyku.

Tymczasemdziewczynykucnęłyprzymamieizaczęłyprosić,abysięuspokoiła,

botoprzecieżwielkieszczęścieinietrzebatakbardzopłakać.Kilkałezjestnawet

wskazanych,alenieszloch,nietakiesceny.Podziałałotonanią,powoliuspokajała

się,opuściładłonie,próbowałasięuśmiechać.

-Jategoniedoczekam-wyszeptała.

-Cotymama!-Kasiapodniosłagłos.-Przestańpleśćbzdury.Jeszczewesele

wnukowiwyprawisz.

-Niejednemu-LidiaspojrzałaznacząconaKasię.

-Tomojeostatniemarzenie-powiedziałamama.-Zobaczyćwnuki.Potemjuż

mogę…

-Przestań-krzyknęłaKasia.-Chcesz,żebycośjejsięstało?Niemożesięteraz

denerwować.Znowutosamo?

-Cosiędzieje?-zapytałazaniepokojonaLidia.

-Nic-Kasiazaprzeczyłaruchemgłowy.-Mamawymyśliłasobie,żetojużjej

ostatniechwile.

-Dlaczego?

-Abojawiem?

-Alemamo-Lidiaspojrzałanamatkę.-Możepojedźmydolekarza,jeślicoś…

-Byłyśmy,byłyśmy-Kasiaprzerwałajej.-Nicjejniejest,wszystkowporządku.

-Cooniwiedzą,cilekarze?-odezwałasięmama.-Jatoczuję.Aletysięnie

background image

denerwuj,córeczko,myślodziecku.Tylkoodziecku.

-Dobrze,aletymusiszskończyćztymimyślami.

-Chodź,Lidka-Kasiapociągnęłasiostręzarękę.-Niedaszrady.Jajejtłumaczę

jużodkilkutygodni.

-Kilkutygodni!!-Lidiaprzeraziłasię.-Nicminiemówiłaś.

-Apococimiałamzatruwaćgłowę?Icobyśporadziła?Przyjechałatuitrzymała

jązarękę?

Weszłydokuchniiusiadłyprzystole.Butelkawódkibyłajużopróżnionawjednej

trzeciej,mężczyźnisiedzieliwmilczeniu.

-Ico?-spytałFilip.

-Nic,nic-pospieszniezapewniłagoKasia.

-Ilewypiłeś?-rzuciłaLidiadomęża.

-Dwa-odpowiedział.-Niepełne.

Lidiaspojrzałanaojca,naFilipa,nastół.

-Nodobra,trzy-przyznałFilip.

-Toniepijjużwięcej-poprosiłagoLidiaspokojnie.-Zarazpoobiedziejedziemy

dodomu.

background image

19

Zacząłpadaćgęsty,ciężkiśnieg.Filipklęczałnałóżku,łokcieopierałnaparapecie,

abrodęnadłoniach.Patrzyłprzezokno,jakchodnikiistojącewzdłużnich

samochodypowoliinieubłaganiepokrywająsięwarstwąśniegu.Wmiejscu,gdzie

podpowierzchniąbiegłyprzewodysiecicieplnej,śniegnatychmiastsiętopił.

Ciemnyśladciągnąłsiępoasfalcie,szarychpłytachchodnikaimiękkiejziemiz

marnymiresztkamitrawnika,wreszciedocierałdościanyblokuiznikał.Burzył

porządekbiałego,świeżego,czystegoświata.

-Wracajpodkołdrę!-LidiaklepnęłaFilipawnagiwypiętypośladek.

Położyłsięzociąganiemobokniejiprzykryłobojeposamąszyję.

-Terazciepło?-spytał.

-Jeszczenie.

Leżał,starającsięniedotykaćjejwypiętegobrzucha.

-Czuję,żejesttwardy-mruknęła.

-Dawnoniebyłużywany.

-Chcesz?

-Aty?

-Niewiem.

Zaśmiałsię.

-Musiszwiedzieć.Albocisięchce,albonie.

Odsunęłasięodniego.Złapałajegosztywniejącyczłonek,zaczęłaprzesuwać

dłoniąwgóręiwdół.

-Zrobięcitak-szepnęła.

-Aty?

-Lepiejnie.

-Przecieżnicsięniestanie.

-Bojęsię.

Filippołożyłdłońnajejpodbrzuszu,zacząłbawićsięwłosamiłonowymi,potem

przesunąłrękęwdół,wyczuł,żejejcipkajestsucha.

-Ciekawe,czybędęmiałachęćpoporodzie?-spytałaLidia,bardziejsamąsiebie

niżFilipa.

-Napoczątkupewnienie-odpowiedział.

-Możeonabędzietakaduża,żeniebędęnicczuła?-Dajspokój-zgasiłją.-Nie

słyszałemotym,żebykobietymasowokończyłyżycieseksualnepoporodzie.

-Aletoniemożliwe,żebypourodzeniudziurkabyłatakasamajakwcześniej.

-Myślę,żeakuratotonaturazadbaładoskonale.Wjakisposóbprzetrwałbynasz

gatunek?Jakmiałybysięrodzićkolejnedzieci?

-Jacidamkolejne!-Ścisnęłamocnojegojądra.

Lidiaprzekręciłasięnaplecyostrożnieichwilękręciłabiodrami,próbując

znaleźćnajwygodniejsząpozycję.Powiększonybrzuchzaczynałjużjejdoskwierać.

Byłjeszczewysokoinieuciskałnapęcherz,alejużograniczałswobodęruchów.Filip

przyłożyłuchotużobokjejpępka.Wstrzymałoddechinasłuchiwał.Docierało

stamtądtylkolekkiebulgotanie,równiedobrzemogłopochodzićzmacicy,jakiz

żołądka.Lekkorozczarowanybrakiemefektówspecjalnych,odsunąłgłowęi

delikatniegłaskałbrzuchżony,zastanawiającsię,czydzieckowśrodkuteżtoczuje.

Potemzacząłzataczaćrękąkręgicorazwyżejiwyżej,dotykałnabrzmiałychpiersi,

chłodnychwtejchwiliramion,szyi,policzków,apóźniejponowniezawędrował

palcamiwdół,nanapęczniałybrzuch,pachwiny,uda,kolana.

-Alemisięzachciałospać-Lidiasięprzeciągnęła.-Muszęspać.

Odwróciłasiętyłemdoniegoiowinęłakołdrą.Filipprzytuliłsiędojejpleców,

włożyłdłońmiędzyjejuda,ajeszczesztywnyczłonekwcisnąłsięmiędzyjej

pośladki.PrzedzaśnięciemFilipwyobraziłsobie,jakjegoczłonekzapadasięw

background image

szerokiejpochwieLidii,ginietamjakwjaskinibezwyjścia,ruszasię,alezupełnie

niedotykaścianek,aonaprosigo„mocniej,kochanie,wejdźgłębiej,nicnieczuję,nie

czujęgo,mocniej,mocniej”.

background image

20

Zaczynałsięwłaśnienajtrudniejszymoment.Choćtaknaprawdę,wszystko

zostałojużprzygotowanewcześniej.Michał,wystrojonywgrafitowygarniturw

jasnoszareprążki,muszkępodszyją,skończyłwłaśnieprezentacjęoferty.Mówił,jak

zwykle,zogromnąswobodą,wplatająccojakiśczasobcojęzyczne,pseudonaukowe

zwroty.Dyskretniechwaliłproduktyklientaijednocześniewskazywał,comożnaw

nichpoprawićlubzmienić.Pytaniapadałyrzadko,comogłooznaczać,żesłuchacze

sąpoddużymwrażeniemprezentacjialbożejużwybralikogośinnego,ateraz

musząwysłuchaćinnychoferentów,tylkopoto,bynieposądzonoichoprotekcję.

KiedyMichałskończył,zapadłacałkowitacisza.FilipiJanekprzeglądaliz

zainteresowaniemjakieśnotatkiiwykresy,główniepoto,żebywypełnićczymśczas

oczekiwanianaewentualnepytania.Michałsiedziałnadotwartymnotatnikiemw

skórzanejoprawie,zwiecznympióremwręku,woczekiwaniunareakcjękogośpo

drugiejstroniestołu.Atamtrwałanarada,szeptalicośnadnotatkami,tabelami,

kserokopiamiróżnychpism.

Iwłaśniewtymmomencieodezwałsiętennieznośnytelefon.OczywiścieFilip

wyłączyłdzwoneknaczasspotkania,jednakalarmwibracyjny,wtakiejciszy,

usłyszeliwszyscy.

PoczątkowoFilipchciałgopoprostuzignorować,miałnadzieję,żepokilku

sekundachtenktośsięwyłączy,nieuzyskawszypołączenia.Itakwłaśniebyło.Ale

potrzydziestusekundachniepokojącebuczenieponownieodezwałosięzteczki

Filipa.Dopierowtedysięzaniepokoił.Złapałtorbę,zostawiłpapierynastolei

mruczącponosem„przepraszam”,wybiegłzpokoju.

TobyłaLidia.

-Cosiędzieje?!-krzyknąłzdyszany.

Apotemkrótkiepytania:-Kiedy?…-Dużo?…-Bolicię?…-Jeślitak,tochybanic

sięniedzieje…-Spokojnie,zadzwońdoMajewskiego,jajużjadę.

Wróciłdopokoju,gdziezaczęłasięjużsesjapytańiodpowiedzi,jakbytowłaśnie

jegowyjściejąprzyspieszyło.Przeprosił,powiedziałcośonagłejsytuacji-Michałjuż

siędomyślił,ocochodzi-ipospieszniewyszedł.

Musiałprzebićsiędodomuprzezzatłoczonąprawieokażdejporzealeję

Niepodległości.

Naszczęście,tużzaalejąArmiiLudowejzrobiłosięluźno;przyspieszyłwtedyi

pokonałkilkaskrzyżowańnapomarańczowymświetle.NawiadukcienadDolinką

Służewieckązarzuciłogonaprawypasiwtedyzwolnił.Podrodzekilkarazydzwonił

doLidiiizakażdymrazemupewniałsię,czywszystkowporządku.

Wbiegłdodomuspoconyizziajany.

-Jak?-tylkotylezdołałwykrztusićwdrzwiach.

Lidiasiedziałanakanapie,aobokniejnapodłodzestałatorbaprzygotowanado

szpitala.

-Niewiem-wzruszyłaramionami.-Miałamkrwawienie.Aleterazjużnieleci.

-Bolicięcoś?-dopytywałsię.

-Nie.Chybanie.

-Toco,jedziemy?

-Tak.

Filipzdjąłmarynarkęirzuciłjąnafotel,złapałtorbęLidiiizeszlidosamochodu.

Wszpitalupokrótkiejrozmowiekazanoimczekać,zamiastodrazupodstawić

łóżkoiwieźćjąnasalęporodową.Filipzastanawiałsię,czytoznaczy,żewszystko

jestwnajwiększymporządku,czykażąimczekaćprzezzwykłąbiurokracjęi

lenistwopersonelu.Wreszcieprzyjęliich,aleFilipowikazanozaczekaćpod

drzwiami.Chodziłniespokojniewwąskimkorytarzuidopieropokilkurundach

zreflektowałsię,żepewniedenerwujetymkobietysiedzącezwypiętymi,

background image

dziewięciomiesięcznymibrzuchami.Uśmiechnąłsięwtedydojednejiusiadłna

krześle.Nerwowoprzeglądałleżącenastolikubroszuryomaściachprzeciw

rozstępomiporadnikinatematpozycjirodzącejwczasieporodu.

Lidiawyszłapopiętnastuminutach.

-Ico?Ico?-dopytywałsięniespokojnie.

-Wracamydodomu-odpowiedziała.

-Toznaczy?

-Nicsięniedzieje,alemamjużrozwarcienapółpalca.

-Palceciwkładał!?

-Tobyłapanidoktor.Wszystkojestwporządku,uspokójsię.Mogęurodzićjutro

lubzapięćdni.

-Jutro?!-Filipprzeraziłsię.-Niepowinnaśtuzostać?

-Poco?Niechciałam.Mamtuleżećiwysłuchiwaćstrasznychopowieści?Jeszcze

bymichcielisztucznieporódwywołać.

-Notak,ale…-Filipszukałargumentównausprawiedliwienieswojegostrachu.-

Alejakmówisz,żetomożebyćnawetjutro,tomusimy…

-Czekać-przerwałamu.-Ajawolęwdomu.Zarazwezmęprysznic,zrobiszmi

masaż.

-Czemunie?Niebędęjużwracałdopracy.

Kiedyzatrzymalisamochódpodblokiem,Lidianabrałastrasznejochotynacoś

słodkiego.

Weszlidopobliskiejkawiarni,gdziezamówilinajwiększąwuzetkędlaniej,adla

niegokawęicroissanta.

Zbliżałosiępołudnie.Dzieńbyłpochmurnyiwlokalupanowałlekkipółmrok.O

tejporzebylijedynymiklientami.Kelnerka,lubmożewłaścicielkalokalu,podeszła

doichstolikaizapaliłagrubą,sześciennąświecę,którajednakdawałaniewiele

światła,drgającypłomykrozpraszałtylkouwagę,niepółmrok.

Dostaliciastkanabiałychkwadratowychtalerzykachbezżadnychwzorków.Lidia

poprosiłajeszczeoherbatę,kawaniesłużyłajejwciąży,mogłatylkopićciepłe

mlekozdodatkiemtrzech,czterechłyżeczekgorącejkawy.Częstozamawiałasamo

mleko,kelnerzyzazwyczajdwarazyupewnialisię,czyrzeczywiściechodziosamo

mleko,akiedywreszcieprzynosilije,Filipdolewałdojejfiliżankikilkałyżeczek

czarnejkawy,apotemdodawałdoswojejfiliżankikilkałyżeczekmlekaodLidii.

Tymrazembyłajednaktylkoherbata.Siedzieliwmilczeniu,Lidiazajadałaze

smakiemciastko.Przymykałaoczyilekkosięuśmiechała.Byłazadowolona.Filip

dotknąłjejdłonileżącejnastoliku.Głaskałpalceikostki,patrzącjejwoczy.Ten

leniwyruch,chłodna,gładkaskórajejrąk,jejzadowolenieiuśmiech,wszystkoto

zrelaksowałogoiwyciszyło.

Zastanawiałsię,dlaczegoonaprzyjmujetowszystkotakspokojnie,przecieżmoże

urodzićwkażdejchwili,jutroalbonawetdziś!Imbyłobliżejwyznaczonejdaty

porodu,tymspokojniejszastawałasięLidia,bardziejpewnasiebie,pogodzonaz

tym,comasięzdarzyć,awostatnichdniachjużwyraźnieoczekiwałatejchwili.Bała

sięnaturalnie,abyporódnienastąpiłzawcześnie,botomogłobyćgroźnedla

dziecka,liczyłajednakjużdnidotejnajważniejszejdlanich,wyznaczonejdaty,którą

zapamiętająnacałeżycie:23kwietnia.

Iototendzieńbyłtużtuż.Jutro?!Czemunie?Tymczasembyłodziśimoglijeszcze

delektowaćsięresztkamiznanegoimświatawoczekiwaniunanastanienowego,

zupełnienieznanego.

-Dobrzesięczujesz-Filipchciałzadaćpytanie,alewyszłomustwierdzenie.

-Tak-odpowiedziałamimowszystkoLidia.

-Niebolicię?

Pokręciłaprzeczącogłową.

-Ato…krwawienie?-Podobnotonormalne,zdzieckiemnicsięniedzieje.-To

dobrze-

background image

Filipzagryzłwargę,wcalenieuspokojony.-Comamyrobić?-spytałjącicho.-

Czekaćwzruszyłaramionami.-Acochciałbyśrobić?-Niewiem.Tonaprawdęzaraz

sięstanie.-

Chybaniemyślałeś,żetociążaurojona?Filipdopiłzimnąjużkawę;zaschnięte

resztkinapojuosiadłynawewnętrznychściankachfiliżanki,jakkożuchmleka,które

wykipiałonakuchenkę.WziąłdłońLidiiipodniósłjądoswoichust,delikatnie

całowałjejpalce,odnasadyażpopaznokcie.Białylakier,położonytylkonakciuk,

odprysnął,tworząclekkiuskokwyczuwalnyjęzykiem.Lidiatrzymałasztywnorękę,

gotowazabraćją,gdybyktośwszedłdokawiarni.WkońcuFilipodłożyłjejdłońna

stolik,tużobokwaniliowejświecy.

-Kochamcię-powiedział,patrzącnanią.

-Jaciebieteż-odpowiedziałapospiesznie.

-Będziedobrze-dodał.

-Tomiałomniepocieszyć?Czyciebie?

Uniósłbrwiipokiwałgłową,dającdozrozumienia,żechodziłoiojedno,io

drugie.

-Zjadłabymjeszczejedno-powiedziała,patrzącłakomiewkierunkuprzeszklonej

ladychłodniczej.

-Jesteśpewna?

-Aco,żałujeszmi?Niedługoschudnęodziesięćkilo,więcmogęzjeśćterazjedno

więcej.

-Możesz,możesz-zgodziłsię.

-Niepytałamcięozgodę.

-Dlaczegojesteśwtakimbojowymnastroju?

Wzruszyłaramionami,nieodpowiadając.Skinęłanakelnerkęizamówiłatorcik

bezowy.

Filipsiedziałniespokojnie,wyjadającpalcemokruchyrogalikazeswojegotalerza.

-Tojakterazbędzie?-zapytał.Lidiaodłożyławidelec.-Filip,ococichodzi?-O

nic,naprawdę.Zastanawiamsiępoprostu,jakbędzienamzdzieckiem.Pobudkiw

nocy,płacz,niewiadomozjakiegopowodu,butelkiipieluchywcałymmieszkaniu,

wanienkawłazience,zabawkinapodłodze,szafapełnadziecięcychubranek.A

potemzaczniechodzićirobićprzeglądwkażdejszufladzie.Wszystkosięzmieni,

całenaszemieszkanie,całenaszeżycie.

-Filip,narazietomojeżyciesięzmieniło,botojawyglądamjakmutantz

brzuchemjużprawiedokolan.Apotemtojamuszęurodzić,anadalniewyobrażam

sobie,jaktowogólejestmożliwe.Więcnarazieuciebiejeszczenicsięniezmieniło.

-Żonamisięzmieniła.

-Nowłaśnie.

-Alewkrótcezmienisię…wszystko.

-Nozmieni.Toco?

-Taktylkomyślę.

Lidiawstała,wspierającsięjednąrękąnaoparciukrzesła,adrugąpodtrzymując

brzuch.

-Chodźmy-powiedziała.-Skurczemniełapią,muszęsiępołożyć.

-Skurcze?!-przestraszyłsięFilip.

-Włydki.Tylkomituniezemdlej.

Kiedyonpodszedłdobaruuregulowaćrachunek,Lidiazamknęłaoczyidelikatnie

masowałabrzuch,starającsięwyczućruchydziecka.Przestraszyłasięprzez

moment,takbyłospokojne,alepochwilicośzaczęłoprzesuwaćsiępodjejskórą.

Stopalubkolanopróbowałoznaleźćlepszą,wygodniejsząpozycję.Terazdziecku

byłojużtamtakciasno,żechybaniemogłodoczekaćsięwyjścia.Amożebyło

odwrotnie,możetowłaśnieterazzbliżałysiędokońcanajszczęśliwszegodzinyjego

życia?

background image

21

Popierwsze,śpiochy.Zatrzaskimająułatwiaćzadanie,alezawsze,przynajmniej

jeden,zazwyczajtenśrodkowy,sięzacina.Wtedyszarpieszmocniej,ażpuszczają

szwylubmateriałprzedzierasięiznówmusiszzacząćpowoliimetodycznie,a

wówczaszatrzaskpuszczabezoporów,jakbynigdyniesprawiałproblemów.Jużpo

kilkudniachwiadomo,żenajlepiejcałkowiciewyłuskaćnogizubrankaipodsunąć

nogawkijaknajwyżej.Wtedyjestszansa,żenieubrudząsięiniebędzietrzeba

zmieniaćczwartychlubpiątychśpiochówtegodnia.Terazpielucha.Najpierwodpiąć

samoprzylepnepaskizprzodu,złapaćjedenróg,odkleićpewnym,płynnymruchem,

bezszarpania.Tyleteoria.Wpraktycedzieckowierzganogami,przesuwasiępo

śliskimmaterialespecjalnejnakładkinakomodę,wreszciezaczynakrzyczeć,czytoz

zimna,bonoginaglewyjęteznagrzanegoubranka,czyzwyczajnie,dlazasady,żeby

oznajmićświatuswojeistnienie.Ijużpotrzydziestusekundachmasztegodość,

chceszskończyćjaknajszybciej,apłynnośćtwoichruchówzostajedramatycznie

zaburzona.Mimotomusiszbrnąćdalej.

Pierwszyjestzapach.Filippopierwszychkilkurazachskonstatowałzdziwiony,że

niejesttakistraszny.Lekkosłodkawy,trochęprzypominającyskwaśniałemleko.I

trwatylkokilkasekund.Najpierwtrzebaunieśćnóżkimocnodogóry,wyciągnąć

zużytąpieluchę,szczelniejązawinąć,zakleićpaskamiirzucićnapodłogę.Dalej

wilgotnąchusteczkązetrzećresztkijasnożółtychśladówzmikroskopijnych

pośladkówimocnopomarszczonego,nieproporcjonalniedużegoworka

mosznowego.Terazwyciągnąćwcześniejnaszykowanączystąpieluchę,

rozprostowaćjąipodsunąćpodkręcącesię,gładziutkiepośladki.Ijeszczekrem,

krótkawalkazwykręconymciałemiwierzgającyminogami-wreszciepaski

pieluchyprzyklejoneimożnanakładaćnogawkinachłodnejużstópki.

Potymwszystkim,ocierajączwilgotniałeodpotuczoło,FilipoddałsynaLidii,a

samposzedłwyrzucićdośmiecito,coprzedchwiląrzuciłnapodłogę.To

przerażające,ileteraz,jużjakotrzyosobowarodzina,produkująśmieci!Dziesięć

pieluchikilkanaściechusteczekdziennie.Pudełkapooliwce,kremie,szamponie.Do

tegopraniecodwadni.Okazujesięwięc,żepierwszedniżyciaczłowiekasązabójcze

dlaśrodowiskanaturalnego.Todziwne,żeekologowiejeszczeniezaczęli

protestowaćiprowadzićkampaniiprzeciwkorozbuchanejhigienieniemowląt.

Filipusiadłnakanapieobokżony,wziąłodniejsynaiprzyglądałsięjegooczom,

zastanawiającsię,czyrzeczywiściejeszczeniczegoniewidzi?Czyrozróżnia

kształty?

Kolory?Amożewidziciemneijasneplamy?Albokształtyikolory,aleniewie,co

oneznaczą,więcniezwracananieuwagi,niepodążawzrokiemzaniczym,bonie

wie,cotojest?

-Będziespał-LidiaprzerwałarozmyślaniaFilipa.

-Tojagouśpię-zaoferował.

-Nie,dajgomnie.

-Dlaczego?Jesteśzmęczona.Pozatympowinienzasypiaćwłóżeczku,anieciągle

wtwoichramionach.

-Notospróbuj.

Powiedziałatotonemoznaczającym„napewnocisięnieuda”.Minąłtydzieńod

dnia,kiedywrócilizsynemzeszpitala.PrzeztenczasmałyOskartylkokilkarazy

zasnąłsamwłóżeczku.Każdyrodziczdajesobiesprawę,jakmożesiętoskończyć,

jednakniewieluunikanoszeniadzieckanarękachlubzasypianiaznimw

małżeńskimłożu.

Filippodjąłwyzwanie.Ułożyłsynkawłóżeczkunakokosowymmateracuwżółte

uśmiechnięteksiężycenatleprzesadniebłękitnegoniebaiprzykryłgolekkąróżową

kołderkąażposamąszyję,wyciągającmałerączkinawierzch.Zadowolonyidumny

background image

ztakdobregopoczątku,jużprawieuwierzyłwswójnaturalnytalentdousypiania

dzieci.Jednaksynszybkowyprowadziłgozbłędu.Kilkarazywierzgnąłnóżkamii

różowakołderkazsunęłasięnabok;wyraźniezadowolonynadaltrzymałstopy

wysoko,uniemożliwiającponowneokrycieich.

Ojciecpróbowałdelikatnieułożyćjeznówwpozycjipoziomej,aleonezakażdym

razemwznosiłysiędogóryjakniegrzecznykosmykwłosównagłowie.Filip

postanowiłzignorowaćtendrobiazg,narzuciłkołderkęnauniesioneicałyczas

poruszającesięnogisynaizacząłmruczećcoś,comiałoprzypominaćkołysankę.Nie

znałżadnychsłów,niepotrafiłnawetimprowizować,miałtylkonadzieję,że

monotonne„luli,luli”iczułegłaskaniepopoliczkuuspokoidzieckoiuśpije.

Uświadomiłsobie,żedopieroteraz,porazpierwszyodnarodzinsyna,może

dokładnieprzyjrzećsięjegotwarzy,zadartemunoskowi,okrągłymgładkim

policzkom,lekkozapadniętym,jeszczeopuchniętympoporodzieoczomorazprawie

niewidocznym,jasnymbrwiom.Jegodłoniezzawszezaciśniętymipaluszkami

poruszałysięgwałtownieibezładnie.

KiedyFilipprzysunąłswójmałypalecdodłonisyna,jejmikroskopijnepaluszki

natychmiastzacisnęłysięnanimjakzaprogramowanewłaśniedotegoruchu.

NiespodziewaniedlaFilipa,uściskbyłdośćsilnyiserceojcawypełniładuma,a

kącikioczumuzwilgotniały.Pochwilidłońdzieckaponownieszarpnęłasię,

wykonującnieskoordynowaneruchyiwypuszczającpalecojca.Filipodruchowo

znówzbliżyłswojąrękędodłonisyna.Chciałpoczućdotyktejnajdelikatniejszejna

świecieskóry,ruchdopieropowstającychmięśni.Chciałdotykaćciała,którejeszcze

tydzieńtemuunosiłosięwdoskonałymśrodowiskumacicy,wświecieniemożliwym

dowyobrażenia,takodległym,jaknajodleglejsze,nieodkrytejeszczegalaktyki.

Ajednaktakbardzobliskim,żeniesposóbsobiewyobrazićnicbliższego.

NakrótkąchwilęFilipzapomniałozadaniu,jakiemiałwykonać,iniezauważył

zbliżającejsięporażki.Nagłypłaczsynaprzywróciłgodorzeczywistości.

-Zostaw-usłyszałzmęczonygłosLidii.

Podeszładodrewnianegołóżeczka,odsunęłamężabiodremiwzięłasynanaręce.

PrzeszławdrugikątpokojuirzuciłastamtądrozczarowanespojrzenieFilipowi.

Zaczęłarytmiczniekołysaćsięnaboki,całyczastrzymającstopynieruchomo.

Wpatrywałasięwoczysynazlekkimuśmiechemnaustach.Atenpochwiliprzestał

płakać.

Filip,gwałtownieobrabowany,stałbezradnieprzypustymłóżeczku.Zastanawiał

się,copowinienterazrobić,czystaraćsiępomóc,czyraczejzejśćjejzoczu,zająćsię

czymśzupełnieinnym?Postanowiłprzygotowaćkolację.

Właśniekończyłsmarowaćmasłemostatniąkromkęwczorajszegochleba,kiedy

usłyszałodległyodgłoswodyuderzającejodnoakrylowejwanny.-Usnął-wyrwało

musięwestchnienieulgi.Ułożyłpospieszniekanapkinatalerzachiprzeszedłdo

sypialni.Zbliżyłsiędołóżeczkaiwjakimśatawistycznymodruchuprzyłożyłdłońdo

drobnejklatkipiersiowejsyna.Oddychał.Wszystkowporządku.Znamaszczeniem

pogłaskałjeszczezaciśniętepiąstkiOskara,przyjrzałsięmiękkim,elastycznym

paznokciom,poprawiłtuiówdziekołderkęiwyszedłzsypialnidołazienki.

Lidia,zzamkniętymioczamiigłowąodchylonądotyłu,leżaławwannie

zanurzonaposzyjęwwodzie.Białapianazakrywałajejciało,pozostawiającpoledo

popisustęsknionejwyobraźniFilipa.Kiedydotknąłniecowystającegoznadwody

kolanażony,onadrgnęłaiotworzyłaoczyzdziwiona,jakbyrzeczywiścieniesłyszała

jegowejściadołazienki.

-Udałocisiębardzoszybko-pochwaliłjejsukceswuśpieniusyna.

Uśmiechnęłasiętylkoiznówprzymknęłaoczy,rozkoszującsięwykradzioną

chwilądrobnejprzyjemności.Filipsięgnąłdopienistejgłębiwannyiwyjąłzniej

stopężony.Nakolanach,jakwkościelepodczasmszy,zacząłcałowaćjejpalceunóg,

ajednocześniedrugąrękąugniatałśrodekjejstopy,imitującprofesjonalnymasaż.

Pominuciejednak,zamiastrozluźnićsięzupełnie,Lidianiespodziewaniewstała.

background image

-Podajmiręcznik-poprosiła.

-Cosięstało?-spytałzdezorientowany.

-Bardzozachciałomisięspać.

Podałjejręcznikiprzezkrótkąbolesnąchwilęprzyglądałsięjejpowiększonymod

karmieniapiersiomibrodawkom,brązowymjakskórkaciemnegochleba.Niemógł

powstrzymaćsięoddotknięciaichprzezgrubymateriałfrotté.

-Pójdęspać-oznajmiła,uprzedzającniezadanepytanie.

-Jestkolacja!-zaprotestował,osuszającręcznikiemresztkiwilgocizjejbrzuchai

ud.

-Bojęsię,żezasnęnadtalerzem.

Toostrzeżenieniemiałojednakszanssięziścić.Donośnypłacznaglezbudzonego

dzieckaprzerwałichczułości.Lidiawyskoczyłazwannyjeszczezmokrymistopami,

aleFilipbyłszybszy.Zapomniałoudachicudowniepełnychpiersiachżony,pobiegł

dosypialniiwyjąłkrzyczącegosynazłóżeczka.Pokilkuminutachlekkiegokołysania

Oskaruspokoiłsięiojciecmógłbyćzsiebiedumny.

-Połóżgoznami-poprosiłaLidia,stającwdrzwiachsypialni.

Zrzuciłajednymruchemszlafrokibłyskawiczniewskoczyłapodkołdrę,

przykrywającsięposzyję.Filipowimignęłytylkojejpośladki,zaczerwienioneod

gorącejwody.

-Niepowiniensięprzyzwyczajać-zaprotestował,alebezprzekonania.

Lidianiemusiałajużnicdodawać.MałyOskarekwylądowałnaprześcieradletuż

obokgłowymatki.AFilipprzyniósłsobieiżoniekolacjędołóżka.Lidiazjadłainie

zasnęłanadtalerzem.Aonpołożyłsięobokniej,uważając,bynieprzycisnąć

malutkiejdłoniichtygodniowegosyna.

Najedzeni,zperspektywąbyćmożenawetkilkugodzinnegosnu,smakowalitę

chwilębyciarazem,wetrójkę.Lidia,jużgotowadozaśnięcia,całowaładrobnerączki

syna.

-Takimaluchsiedziałtamwemnietyleczasu-powiedziałaraczejdosiebie,nie

oczekującreakcjiFilipa.

-Tak-potwierdziłwzamyśleniu.-Tysiącedziecirodzisięcodziennie,alejanadal

nierozumiem,jaktowogólemożliwe.

Lidianieodpowiedziała.Wpatrzonawtwarzsyna,leciutkodotykaławierzchem

dłonijegopoliczków.

-Wkażdymrazie-Filippodjąłswójwątek-niepotrafięsobiewyobrazić,żeon

zmieściłsięwtobie.Żenajpierwtobyłakomórka,którapoprosturosłaizmieniła

sięwdziecko?

Dlaczegowdziecko?Cośwtobierosło,ateraztuleżynałóżku.Jaktamsobieżyło?

Wabsolutnejciemności,zwinięte.Ijakwyszło?Przeztęwąskąszparkę?Tojest

bardziejniesamowiteniżlądowaniekosmitównadachuparlamentu.

-Cośmnietamszczypie-Lidiaporuszyłasięnałóżku.

-Gdzie?-Filipnatychmiastporzuciłswoichkosmitów.

-Notam.Takmnieciągnie.

-Pokaż.

-Bojęsię.

-Czego?

-Żetosięjeszczeniezrosło.Ibędziemniebolało.

-Niebędędotykał-zapewnił.-Zobaczę,czywszystkowporządku.Jaktozszyli.

Lidiawysunęłasięspodkołdry.Ułożyłanabrzegułóżka,nogiopuściłana

podłogę.

Podciągnęłakoszulęnocnądobioder.Filipdelikatnierozsunąłjejnogi.

-Nicniewidać-powiedział.-Podnieśwyżejkolana.

Wpozycji,jaknafoteluginekologicznym,uniosłanogiwyżejiabyodgrodzićsię

odtego,coonmożetamzobaczyć,trzymaławdłoniachdółkoszuli,jakkurtynę

teatralną.

background image

Filipusiadłnakolanachmiędzyjejudami.Podnieconymożliwościądokładnego

przyjrzeniasięjejskarbomporazpierwszyodwielutygodni,ajednocześnie

zaniepokojonytym,comógłznimiuczynićskalpelginekologa,rozpocząłwnikliwą

obserwację.Starałsiędostrzecróżnicemiędzytym,cowidzi,atym,copamiętał

sprzedporodu.Towłaśnietędydzieckoprzeciskałosięnaświat!Porównującgłowę

dzieckaipochwęLidii,wydawałosiętoniemożliwe.Ajednak!Przecieżbyłprzytym!

Czyktośpodrzuciłtodziecko,kiedynasekundęodwróciłgłowę?MożeZAWSZEtak

robią?Cozabzdury!

Napierwszyrzutokawszystkowyglądałowporządku.Dobrzeznana,

ciemnoczerwona,pofałdowanacipkaLidii.Brakśladówcięcia,szycia,ingerencji

ostrza.Dlapewnościucisnąłkilkarazyjejkroczewskazującympalcem.Lidia

zasyczała.

-Tochybatutaj-Filippowiedział.

-Boli-potwierdziła.

-Niemaśladów-zapewniłją.-Wogóle.Tylkotakielekkiezgrubienie,

wyczuwalnepalcem,aleniczegoniewidać,zupełnie.

Filipspoglądałmiędzyjejnogiinabierałprzekonania,żejednakcośbyłoinaczej,

niżpowinno.Inaczej,niżpamiętał.Jejwejściebyłozpewnościąwiększeniżkiedyś.

Rozchylone.

Jakotwartarana,jużniekrwawiąca,alejeszczeniezasklepiona.

Lidiazakryłasiękoszuląnocnąischowałapospieszniepodkołdrę.Filip

przysunąłsiędoniejiobjąłją,głaszczącpobrzuchu.Całowałjejwłosy,policzki,

szyję.Onaprzywarłaustamidojegoustizaczęlisięcałować.Przerwaligwałtownie

dlanabraniaoddechu.

-Chcemisięspać-szepnęła.

-Kochamcię-odpowiedziałnato.

-Jaciebieteż.-Lidiapogłaskałagowpoliczekiuśmiechniętazamknęłaoczy.Mąż

patrzyłnanią,aonapokilkuminutachjużspała.

Filipchciałjeszczepoczytać„GazetęWyborczą”sprzeddwóchdni,alewpołowie

drugiegoartykułuzgasiłlampkęiodłożyłnapodłogęszeleszczącypapier.

 

Obudziłgoruch,niedźwięk.Synleżałnakołdrzemiędzynimiiniespokojniesię

kręcił.

PrzezkilkasekundFilipnierozumiał,cosiędzieje.Dlaczegodzieckoleżywich

łóżku?

Dlaczegonakołdrze?PłaczniepozwoliłFilipowinadalszerozmyślanie.Synek

kwilił,jakbynacośsięskarżył.

Lidiazareagowałaodruchowo,otwierającoczytylkonamoment.Wyjęłapierś

przezspecjalnerozcięciewkoszulinocnejiprzysunęładzieckodosiebie.Lekkosię

skrzywiła,kiedysynzacząłssać.Filippatrzyłnanichprzezpewienczas,musiał

jednakwkońcuzasnąć,przebudzenieodczułboleśnie.Synkrzyczał,aLidiakołysała

gowramionach.Najpierwlekko,rytmicznie,alejużpochwilibardziejenergicznie,

nerwowo.PłaczOskaraniecichłnawetnamoment.

-Możejagowezmę?-zaproponował.

-Cośmujest-powiedziałaLidiadrżącymgłosem.

-Co?

-Niewiem!-krzyknęła.-Musimywezwaćpogotowie.

-Opanujsię,poprostuniemożezasnąć.Możetrzebagoprzebrać.-Zaczęli

wspólnieoperacjęwymianypieluchyiprzeztenczasniespodziewaniesynnie

płakał.Uspokojeni,spróbowaliułożyćgoznównałóżkumiędzysobą.Jużniemyśleli,

jakmożetowpłynąćnajegorozwój,psychikę,przyszłezachowania.Chcielispać.Ale

ichsynmiałinneplanyiinformowałotymdonośnie.

Filippostanowił,żetymrazemtoonuspokoiiuśpiOskara.Wstałzsilnym

przekonaniem,żenapewnomusięuda,izacząłprzechadzaćsięposypialniz

background image

synkiemnarękach.Jednostajnyruchmiałkojącodziałaćnaniemowlę.Poniezwykle

długichpięciuminutachsynrzeczywiścieprzestałpłakać,choćnadalniespał.

Rozglądałsiępościanachimeblachniewidzącym,lekkoprzestraszonymwzrokiem.

Filippomyślał,żemożetenpłaczdzieckawpierwszychtygodniachjegożyciajestpo

prostuwywołanylękiem,żeznalazłosięwkompletnieobcymmuświecie?Totak,

jakbydorosłyczłowiektrafiłnagleiwniewytłumaczalnysposóbnaobcąplanetę,

gdzieciążeniejestdziesięćrazywiększe,aoddychaniemożliwetylkoprzezrurkę

podłączonądoucha,gdziesłońceprażytakmocno,żeoczywidząjedynie

niewyraźnecienie.

Dzieckoleżałocicho,Lidiazasnęła.AFilip,zadowolonyzniewielkiegosukcesu,

postanowiłdoprowadzićsprawędokońca.Całyczaskołyszącdzieckowramionach,

podsunąłnogąfoteliksamochodowybliżejłóżka.Ułożyłsynawfoteliku,asam

położyłsięobokżony.

Zacząłporuszaćtąprowizorycznąkołyskąwgóręiwdół.Zamknąłoczy,starając

sięskupićnarytmie,cojakiśczasuchylałlekkopowiekiikontrolowałsytuację.

Momentamiprzysypiał;traciłświadomośćnakilkasekund.Synkabudziłbezruchi

Filip,wystraszony,znówwprawiałfotelikwruch.Silniejszynacisknaoparciei

ponowniezaczynałosiękojącekołysanie.Wgóręiwdół.Delikatnie,jednostajnie.

Razzarazem.Niezaszybko,bezgwałtownychruchów.Trzymaćrytm.

background image

22

Późnomajowesłońceświeciłomocnoioślepiająco,jednakzimnepodmuchy

wiatruprzypominałyotym,żewtejczęściEuropywiosnamawięcejwspólnegoz

zimąniżzlatem.

DlategoLidiajużpodziesięciuminutachzawróciławózekizdecydowałasię

zakończyćspacer.

SzybkimkrokiemzbliżalisiędoposesjirodzicówFilipa,Lidiaprzodem,całyczas

poprawiająckołderkęwwózku,abyjeszczeszczelniejokrywałamałegoOskarka,a

Filipztyłu,zociąganiem,jakbychcącprzedłużyćzakrótkiwedługniegospacer.

Wostatnichtygodniachobojeodkryli,jakbardzoróżniąsięwodbiorzeświata

zewnętrznego.Wszystkoprzezdziecko,amożedziękiniemu.Jużprzedwyjściemna

spacerspieralisięnatematgrubościkaftanikówiczapek.Te,któreFilipuznawałza

zbytciepłe,Lidiaoceniałajakoprzewiewne,zalekkie.Niewchodziłowgrę

znalezienieczegośpośredniego,zawszejednoznich-zpoczuciemprzegranej-

musiałoustąpić.ZazwyczajFilip.Prawdziwakonfrontacjanastępowałajednakna

spacerze.Lidiawykorzystywałakażdypodmuchwiatru,abyprzykryćsyna

dodatkowymkocykiem.TensampodmuchdlaFilipabyłpowodemdozmartwienia,

żeOskarmanasobiezawieleubranek,napewnojestprzegrzanyimożesię

przeziębić.Takiscenariuszpowtarzałsięzakażdymrazem.Dochodziłodotego,że

Lidianiegodziłasięnaspacersynazsamymojcem,kiedyuznawała,żejestza

zimno.Byłaprzekonana,żeFilipcelowoodkryjesynalubprzeznieuwagęnie

przykryjegododatkowąkołderką,jeśliwiatrmocniejzawieje.

Tymrazembyłopodobnie,aleFilip-jaktodziałosięcorazczęściej-zrezygnował

zudowadniania,żedzieckujestzwyczajniezaciepło!Wramachprotestuszedłdwa

krokizażoną.Zrównalisię,kiedyLidiastanęłaprzedfurtkąwoczekiwaniu,aż

rodziceFilipawpuszcząichnapodwórko.

Tobyłaichpierwszawizytazdzieckiemujegorodziców.Planowalitozrobić,

kiedyOskarskończytrzymiesiące,aleniewytrzymalinaciskówiprzyjechalijuż

miesiącpoporodzie.Usprawiedliwialisięsamiprzedsobą,żeszkodatakpięknej

pogodynaspędzenieweekenduwWarszawie.Oznaczałotojednak,żeulegli

naciskomdziadków,iLidiamiałalekkiepretensjedoFilipa.Ichprotestograniczył

siędotego,żenasobotnispacerwybralisięzsynemsami,tylkowtrójkę.

RodziceFilipamieszkaliwjednopiętrowymdomuzpołowylat

siedemdziesiątych,położonymkiedyśwspokojnej,willowejdzielnicy,terazpełnej

kilkupiętrowychbloków,wzniesionychpodkonieclatosiemdziesiątychjeszczeprzy

wykorzystaniuwielkiejpłyty,awyróżniającychsięjedyniemocnowysuniętymi

balkonami,pomalowanyminajaskrawoniebieskikolor.RodziceFilipamogli

obserwowaćzeswojegopodwórka,jakwniedzielnepopołudnianatychwłaśnie

balkonachmężczyźniwystawiajądosłońcaswojebladeciaławbiałych

podkoszulkachbezrękawów,akobietypokrzykująnadzieciodbijającepiłkęod

ścianyśmietnika.Niekiedy,szczególniepodkonieclata,balkonyzapełniałysię

grillami,ainnymrazempościelą,abywywietrzałzniejzapachspoconych,

niedomytychciał.

NiebieskiebalkonyprzyciągaływzrokikiedyFilipiLidiaczekali,ażfurtkasię

otworzy,patrzyliwtamtymkierunku.Wreszcieusłyszelidomofon,furtkaotworzyła

się,aoniszybkoprzeszliprzezpodwórkoiwnieśliwózekdomieszkania,bomały

Oskarzacząłjużpłakać.

Jeszczewprzedpokojuusłyszeligłośnerozmowy.Gościezaproszenina

prezentacjęwnukaniezawiedliistawilisięwkomplecie.Filipbłyskawicznie

opracowałwgłowieplanobronyprzedatakiemroześmianych,wdzięczącychsię

ciotekiwujów.PospieszniewyjąłOskarazwózkairuszyłznimdoswojejbyłej

sypialni,któraterazsłużyłazapokójgościnny.

background image

-Gdzieznimidziesz?-Lidiazdziwiłasię,spokojniezdejmującbuty.

-Przebioręgo-Filipodpowiedział,jakbypytałagoocośtakoczywistegojak

oddychanie.

-Jeszczeniepotrzeba-Lidianierozumiałajegozachowania.

-Przecieżpłacze.

-Chcejeść.

Wtymmomencieotworzyłysiędrzwiodkuchniiwyjrzałaprzeznie

zaniepokojonamatkaFilipa.

-Czemuniewchodzicie?-spytała.

-Muszęgoprzebrać-szybkoodpowiedziałFilip.-Zarazprzyjdziemy.

-Jeszczewytrzyma-Lidiabyłainnegozdania.-Dostałświeżąpieluchęprzed

spacerem.

-Notowchodźcie-ponagliłaichbabcia.

Filipspojrzałnajednąkobietę,potemnadrugąinaglepoddałsię.Zabrakłomu

energii,zwyczajnieodechciałomusięspierać,przekonywać,argumentowaći

wymyślaćpowody,dlaktórychniechciałjeszczewystawiaćsynanapastwę

roześmianejrodziny.Oddałkwilącedzieckożonieipatrzył,jakobiewchodządo

kuchnipełnejgościniczymdojaskinizwygłodniałymismokami.

 

Zachwytynaddzieckiemispory,dokogojestpodobne,trzebabyłoszybko

przerwać,bomaluchdomagałsięswojejporcjimleka.Lidiazabrałagoiposzła

nakarmić.TymczasemmamaFilipazaczęłanakrywaćdostołu,aLidiapo

nakarmieniusynazaczęłajejpomagaćimałymOskarkiemzajmowalisięnazmianę

ojciecidziadek.Dzieckoprawiecałyczasspało,więcniewielemielidoroboty.W

końcuwszyscyzasiedlidostołu:LidiaiFilip,jegorodzice,dwiesiostrymatkiFilipa,

jejkuzynkaorazbratojcaFilipazżoną.Rodzinka.

Dzieckozaniesionodosypialni,ajegorodziceprzezotwartedrzwizamierzali

obserwowaćwózek,wktórymspało.Niestety,zkuchniniebyłowidać,cosiędzieje

wjegownętrzu,icojakiśczas,razLidia,razFilip,wstawaliodstołuizaglądalido

wózkajakdopudełkapełnegodrogocennychprzedmiotówwobawie,bystamtądnie

znikły.

Przystolerozmawianoodzieciach.Kobietywspominałyczasy,kiedycodziennie

prałystertytetrowychpieluchwpralceFrania,amlekowproszkugotowanena

elektrycznejkuchenceprzypalałosięlubkipiałonapodłogę.OjciecFiliparozlewał

winodomowejrobotyiwtrącałopinielubhistoryjki,którezapamiętałzczasów,gdy

Filipmiałkilkamiesięcy.Niebyłotegowiele.

KiedyLidiapodniosłakieliszekipoprosiłateściaowino,tenspojrzałnanią

uważnieizawahałsię,alenalałjejjednątrzeciąkieliszka.MatkaFilipadostrzegłato

kątemoka.

-Toterazmożnapić,kiedysiękarmi?-spytałacicho,alezlekkimwyrzutem.

Lidianieodpowiedziała,trzymałakieliszekzanóżkęiobracałanimdelikatnie.

-Przecieżtowinodomowe-Filipstanąłwobronieżony.-Todlazdrowia.

-Dajspokój,matka-odezwałsięojciecFilipa.-Onisięnatymznają.

Nagledzieckozapłakało,Filippoderwałsięzeswojegomiejscaitrzemasusami

dotarłdosypialni.Lidiazerknęławtamtymkierunkuispokojnieupiłamałyłyk

cierpkiegowinaobarwieciemnychczereśni.

-Dzieckotoobowiązek-odezwałasięzwestchnieniemciociaKrysia,siostra

mamyFilipa.

CiociaKrysiaodkilkulatbyławdową.Niemiaładzieci,aFilipnigdyniesłyszał

dlaczego.Mieszkałasamaizawszebardzoszybkoucinaławszelkieuwaginatemat

ponownegowyjściazamąż.

-Oj,tak-potwierdziłamamaFilipa.-Janiewiem,jakmytowszystko

przetrwaliśmywtamtychczasach?Pracaodsiódmejdotrzeciej,potemwkolejkach

pomięsoalbomlekodladziecka.

background image

-Jakrzucili-wtrąciłojciecFilipa.

-Jakrzucili,totrzebabyłosięzrobotyurwać.Apotemgotowanieobiadu,

zmywanie,pranie,prasowanie,sprzątanie.Nieto,coteraz-pampersdokoszai

gotowe.

-JatoBogudziękuję,żeniemieliśmydzieci-odezwałasięciociaKrysia.

Zapanowałomilczenie,widelceprzestałystukaćotalerze.

-Dlaczego?-spytałaLidia.

-Natakiświatmiałamdzieckosprowadzać?Przestępcystrzelająnaulicachw

białydzień,wszkołachnarkotykiigangi,aterazciterroryści.Musiałabymciągle

umieraćzestrachu.Pocomito?

-Alechybasąteżprzyjemnechwile?-wtrąciłaLidia,najmniejzszokowana

niespodziewanymwyznaniemcioci.

-Nojakie?-rzuciłaciotka.-Kiedy?Gdzie?Wszkole,jakwkładająnauczycielom

kosznagłowę?Albo,o!Cotubyłoniedaleko.-Pokazałarękągdzieśzasiebie.-

Dwóchchłopaków,jeszczewpodstawówce,czywtymichgimnazjum,trzeciego

zabiło,bomiałjakąśkomórkęnowączycośtamdogier.Czternaścielatikomórka

mupotrzebna-oburzyłasię.

-Jużprzestań,Kryśka.-MatkaFilipapoczerwieniałanatwarzy.

-Azobaczysz,żeniedługowojnabędzie-odcięłasięciociaKrysia.

Filipwszedłwtymmomenciedokuchni,nieświadom,najakietory

niespodziewaniezeszłarozmowaprzystole.

-Jakawojna,ciociu?-zaśmiałsię.-Komubysięchciałoterazwalczyć?Każdydo

supermarketuwoliiść.

-Acotytamwiesz-ciociamachnęłaręką.

-Tomożejeszczetrochęwina?-wtrąciłojciecFilipa.

MałyOskarznówzapłakał,więcFilipnatychmiastzerwałsięzkrzesłaipobiegłdo

niego.

-Cotytakbiegasz,synu?-krzyknąłzanimojciec.-Dajdzieckomatcenachwilę,

chciałemsięztobąnapić.

Filipcośodpowiedział,alejegosłowaprzerwałoznowukwileniedziecka.Lidia

wstała,powiedziałapodnosem„przepraszam”iwyszłazkuchni.Otworzyładrzwi

wejścioweiwyszłanapodwórko.Stanęłazrękomaskrzyżowanyminapiersiach,

mrużącoczyprzedsilnym,popołudniowymsłońcem.

background image

23

Wieczoramizazwyczajbylijużbardzozmęczeniizostawialipodniesioneroletyw

oknachnacałąnoc.Dlategowpierwszejchwili,gdyobudziłichpłaczdziecka,

pomyśleli,żetojużpóźnegodzinyporanneisynwspaniałomyślniepozwoliłim

wyspaćsięchociażwniedzielę.

AlekiedyLidiaprzystawiłasynadopiersi,Filipspojrzałnazegarekinatychmiast

poczułsięokropnieniewyspany.

-Siódma-oznajmiłLidiizmęczonymgłosem.

Onapokiwałatylkogłową,wpatrzonawtwarzsynaprzyklejonegodojejpiersi.

Filippoczątkowoobserwowałtęscenę,aleodtegowidokuzrobiłsięjeszcze

bardziejsenny,więcodwróciłsięnadrugibok.Poczuł,jakłóżkougięłosię,kiedy

LidiapołożyłaOskarazpowrotemdołóżeczka.Musiałzasnąćnachwilęalbotakmu

sięwydawało.Usłyszałnaglepłaczdzieckaipoczułszturchnięciewramię.

-Weźgo-poleciła.

-Niechśpiznami-odpowiedziałsennie.-Notoweźgo.-Tymaszbliżej.-

Mógłbyśrazwstać.-Takjakbymnigdyniewstawał.Lidianieodpowiedziała,

podniosłasięzzamiaremwstaniazłóżka,alebyłszybszy.

-Jużgobiorę,jużgobiorę-obruszyłsię.

Wziąłsynanaręceiprzyniósłdołóżka.Ułożyłgosobienaklatcepiersioweji

zacząłdoniegoprzemawiać,całowaćgownosipoliczkiigłaskaćpoplecach.

Chłopiecbyłbardzozadowolony.Potemojciecułożyłgonapoduszcemiędzynimii

bawiłsięznim,podającmudłoń,amałepaluszkichwytałyzzainteresowaniemraz

jeden,razdrugipalecojca.

Lidiazamierzałazasnąć,jednakradosneminymężaisynasprawiły,żezmieniła

zdanie.

Jeszczekilkamiesięcytemuleżaławtymsamymłóżkusama,zmagałasięz

nudnościami,beznadziejnymprogramemtelewizyjnymiczekałanapowrótFilipaz

pracy,któryzamiastprzynieśćjejukojenieitrochęrozrywki,rozdrażniałjeszcze

bardziej,boonmógłbyćzludźmiwbiurze,oddawałsięintelektualnymzajęciomi

przychodziłdodomuwypocząć,onazaśprzewalałasięcałydzieńzjednegobokuna

drugialbosnułamiędzykanapą,kuchnią,łazienkąisypialnią.Awszystkozasprawą

kilkukroplijegospermywjejdrogachrodnych.

Minęłokilkamiesięcyitosamołóżkozajmująjużtrzyosoby.Zrobiłosięciasnoi

niewygodnie,jednakniespodziewanieszybkoobojeprzywyklidotego.Inawettaka

wczesnapobudka,początkowoodczuwanajakoniezasłużonakara,stajesięmałym

radosnymwydarzeniem.

Filipprzerwałpotokjejmyśli.

-Ciekawe,czytosięstałowtedy,włazience?-spytałbardziejsiebieniżją.

-Cosięstało?-Lidiazmarszczyłabrwi,nierozumiejącpytania.

-On-odpowiedziałFilip,całyczaspatrzącnasynka.

Oskarchwyciłmocnonajmniejszypalecojcainatychmiastwpakowałgosobiedo

ust.

Próbowałssać,przygryzaćswoimibezzębnymidziąsłami,aFilippozwalałmuna

to,mimożetemałedziąsławcaleniebyłymiękkie.

-Chybajestgłodny-zauważyłFilip.-Ijak?-SpojrzałnaLidię.-Myślisz,żeto

mogłobyćwtedy?

-Alekiedy?

-Kochaliśmysięwłazience,namuszli,apotemposzliśmydokinanafilm

BillyElliot.

Możetobyłodlaniegopierwszewyjściedokina?-Uśmiechnąłsięispojrzałna

syna,któryterazpróbowaługryźćkciukojca.

-Raczejnie-zaprzeczyłaLidia.-Jakitobyłmiesiąc?

background image

-Wakacje.Chybalipiec.Właściwiedrugapołowalipca.Amożepierwsza?Nie

jestempewien.

-Tobynawetpasowało.

-Właśnie.Chociażwtedyrobiliśmytoprawiecodziennie.

-Czasamiczęściej.

-Tak-Filiprozmarzyłsię,wspominająctamtenokresichmałżeństwa.

MałyOskarmiałjednakzupełniecośinnegonamyśli.Palceojcaprzestałymu

smakowaćirozpłakałsię.Lidiaspokojniepodsunęławyżejpoduszkęiusiadła,

opierającsięościanę.

Poprawiłasiędwarazy,abyprzyjąćjaknajwygodniejsząpozycję.Wtedypoprosiła

Filipa:-Podajmigo.Wziął-terazjużwrzeszczącego-synanaręceipodałgożonie

jakkruchypakunek.Lidiaprzystawiłagodoswojejpiersi.Wciszy,któranagle

zapadła,słyszeli,jakchłopiecłapczywieprzełykamleko.Lidiawpatrywałasięw

synkazuśmiechemidelikatniegłaskałajegopoliczek.Filipobserwowałtęscenę,

wstrzymującoddech,iczuł,jakogarniagosenność,jakbyonsamrozgrzałsię

ciepłymmlekiemibliskościąmatczynegociała,jakbytojegoukołysałoddechi

rytmicznebiciesercamatki.

-Zasnął-szepnęłaLidia,odsuwającOskaraodpiersi.

Jegolśniące,lekkorozchyloneustajeszczeprzezchwilęporuszałysięjakuryby

chwytającejpowietrze.

WzrokFilipazbłądziłwokolicepiersiżony.Sterczący,mocnopowiększonysutek,

spękanynakońcujakskorupazastygłejlawy,pokrytybyłkroplamimleka.Lidia

ścisnęłagomocnopalcamiikilkakropliwyciekłoześrodka,spłynęłowdółiw

końcuskryłosięwzagłębieniupodpiersią.Filipniemógłsięopanować,zbliżył

twarz,abyzlizaćmleko,jednakwostatniejchwiliprzestraszyłsięswojego

pożądaniaidotknąłjęzykiempieprzykanapiersipowyżejsutka.Poczułerekcję.

Momentalnąitrwałą.

-Połóżgodołóżeczka-powiedziałcichodożony.-Możejeszczepośpi.

Kiedypochyliłasięnadłóżeczkiem,onwsunąłrękępodjejkoszulęnocnąi

delikatnieścisnąłjejpośladek.Niezareagowała.Onjednakczuł,żetoniejestjuż

kwestiaochotyczyjejbraku,tylkokonieczność.Lidiapołożyłasięzpowrotem,a

wtedyonprzyciągnąłjejrękę,abyobjęłajegoczłonek.Dotknęłagomechanicznie,ale

wyczułatwardośćibezdalszejzachętyzaczęłaporuszaćdłoniąwgóręiwdół.Filip

starałsiętakżejejsprawićprzyjemność,jednakczyniłtozbytpospiesznie,bez

wyczucia.Ibardzoszybkojegospermawytrysnęłanaprześcieradło,jejkolana,jego

uda.Filipopadłnapoduszkę,przymknąłoczy,celebrująctęjakżeżałośniekrótką

chwilęrozkoszy.

Wtedy,drugiraztegoporanka,dałosobieznaćmałyOskar.Jegosenokazałsię

tylkokróciutkądrzemkąpośniadaniu.Byćmożechwilowąprzerwąprzeddrugim

śniadaniem.WkażdymrazieLidiazareagowałaszybkoiponownieprzystawiłasyna

dopiersi.Filipchciałimzrobićwięcejmiejscaiprzesunąłsięwbok;zrobiłtotak

nieudolnie,żedotknąłswoimudemstopysyna.Gęstniejącaspermazostawiłana

kaftanikuciemnyślad.FilippostanowiłniemówićtegoLidiiiuznać,żetaktylkomu

sięwydawało.

background image

24

-Notopolewaj,ojciec.-MichałzatarłdłonieipodstawiłFilipowipustykieliszek.

Specjalniekupionenatęokazję,południowoafrykańskieczerwonewinoodmiany

Syrahpopłynęłodokieliszka.Anastępniedoczterechkolejnych,przyczymdo

ostatniegojedyniekilkakropel.

-Karmisz?-spytałaMałgosia,patrzącnakieliszekLidii.

-Tak,pewnie-odpowiedziałaLidia.

-Imożesz?-Małgosiaurwaławpołowiepytania.

-Totylkoodrobina-usprawiedliwiłasięLidia.-Zresztą,możeOskarbędzielepiej

spał?-zaśmiałasię.

-Tozazdrowiemłodego!-Michałuniósłkieliszek.

Wszyscyzgodnieupiliwinazeswoichkieliszków:FilipiMichałporządnyłyk,

AlinaiMałgosia-poskromnymłyczku,aLidiajedyniezamoczyłausta.

Natospotkaniezaprosilidziesięćosób-wszystkichprzyjaciółzŁodzi,atakże

kilkuznajomychzpracy.Większośćniemadzieci,więcmożedlategotaksię

skończyło…

PrzyjechalitylkoMichałzMałgosiąorazAlina.Ingaodwołałaswojeprzyjściew

ostatniejchwili,kiedywszyscysiedzielijużprzystole.Wymówiłasiępracą,nagłym

telefonemodszefa,ważnymprojektem,którymusibyćgotowynaponiedziałek

rano,atylkoonajestwstanietozrobić.Siedzieliwięcwpiątkę,nieliczącOskara

leżącegorazwwózku,razwfotelikusamochodowym,azazwyczajnakolanachtaty

lubmamy,rzadziejjednejz„ciotek”.

Michałnieodważyłsięwziąćnaręcetakruchliwego,hałaśliwegostworzenia.

PopierwszejbutelcewinaFilipzaproponowałMichałowipiwo.Zbutelkamiw

rękachwyszlinabalkon.Oparciobalustradęspoglądalinamieszkańcówstolicy

wracającychzcotygodniowegonabożeństwakuczcinatury.Narowerachlubpieszo,

wgronierodzinnym,zgodniezporadamikolorowychtygodników,abypopięciu

dniachciężkiejpracy,gdzierealizująswojepasje,doktórychmająprzecieżprawo,

poprostubylizrodziną,robilicośwspólnie.ZakładająwięcobuwiemarkiReebok

lubPuma,wsiadająnaroweryKonalubGaryFisher,acizmaluchamibiorą

trójkołowewózkinagrubych,terenowychoponachiruszajądorezerwatuprzyrody

LasKabacki.Wtłumiepodobniewyglądającychdonichpodążająszerokąścieżką

przez„prawdziwylas”wkierunkułąkwPowsinie,którybyłkiedyśznanym

podwarszawskimuzdrowiskiem,bytamleżećnatrawie,graćwpiłkę,w

badmintona,pićpiwoi„spędzaćaktywnieczaszrodziną”.Filipjużskryciemarzyło

tym,żeteżtampójdą,jakOskarniecopodrośnie.

Teraz,kiedyzbliżałasiędwudziesta,wracałyprzedewszystkimrodzinyz

dziećmi.

Niektórzyrowerzyścinatomiast,szczególniemłodeparynanowiutkich,

najlepszychrowerachgórskichpokilkatysięcyzłotych,wybieralisięwodwrotnym

kierunku.

-Janaraziesobieniepojeżdżę-zacząłFilip,choćtaknaprawdęniewyciągał

roweruodroku.

-Dlaczego?-zdziwiłsięMichał.-Zobacz,bierzesztakifotelikjaktenfacettutaj-

wskazałgłowąjednegozrowerzystów,którywiózłzasobąrocznedziecko.Maluch-

wyposażonywczerwonykask-zasnąłijegobezwładneciałoprzechylałosięna

zakrętachjakpluszowazabawkanasprężynie.-Imożeszspokojniejechać-

dokończył.-Oczywiście,bezszaleństw,bowpewnymmomenciemógłbyśpoczuć,że

jedziecisięniespodziewanielekko.

Obajzaśmialisiętrochęwymuszonym,urwanymnagleśmiechem.

-Jatozsynem,jaktylkoskończyrok,zaraznameczykpojadę-rozmarzyłsię

Michał.

background image

-Tutaj?-Filipzdziwiłsię.

-Nie-Michałskrzywiłsięzobrzydzeniem-naWidzewoczywiście.

-SpecjalniedoŁodzipojedziesz?

-Aco?

-Inatrybunachpieluchybędzieszzmieniał?

Michałniebyłpewien,czytożart.Filippoczuł,żepowiedziałtotylkopoto,aby

wykazaćniedojrzałośćMichała.Stracilikrucheporozumieniemiędzysobą,

wypracowanenatymbalkonie.Zamilkli.Zerwałsięlekkiwiatriporuszyłkwiatami

rosnącymiwbalkonowychskrzynkach.Ulicąprzejechałoczterechrowerzystówi

dwieosobynarolkach:piętnastoletniadziewczynaijejczterdziestoletniamatka.

Prawdopodobnie.Byćmożebyłytodwieprzyjaciółki,jednastarsza,drugamłodsza.

Ubraneprawieidentycznie.

Filipupiłłykzbutelki,spojrzałpodświatło,pochwiliopróżniłjąijużmiał

pretekstdoprzerwanianiezręcznegomilczenia.

-Wezmęjeszczejedno-powiedział.-Chodźmy.

Michałbezsłowa,choćzociąganiem,podążyłzaFilipem.

Kobietysiedziałyprzystoleinadalmiałypełnekieliszki.Czytoznaczy,żewogóle

niepiły,czynapełniłyjeponownie?KiedyweszliMichałzFilipem,nachwilę

zamilkły,udając,żetonaturalnykoniecjakiegośwątku.Filipzacząłotwieraćdwie

kolejnebutelkipiwaiMałgosiauznała,żezarazznówwrócądoswoichsprawna

balkonie.Odezwałasiędoobuprzyjaciółek,patrzącjednaknaLidię.

-Mojasiostrawogóleniemiałapokarmu.-Amiałacesarkę?-spytałaAlina.-Nie.

Rodziłanaturalnie.Bardzonaturalnie.Nawetjejniechcielinacinać,więc

rozerwałasięsama,ażjejpotemmusielidziesięćszwówzakładać.

-Cholernemetodynaturalne-wtrąciłaAlina.-Wymyśloneprzezfacetów.

-Tak-przyznałaMałgosia.-Podalijejdzieckozarazpoporodzie,jeszczecałew

śluzie.Imówią:proszęprzystawićdopiersi,tobudujekontaktzdzieckiem,czycoś

takiego.Onależy,kompletniewykończona,cieszysię,żeprzeżyłaidzieckojestcałe,

atukażąjejodrazubudowaćwięź!Przystawiławkońcu,boniemiałasiłykłócićsię

zpielęgniarką.Amałaodrazujakośjąugryzłaczyścisnęłamocno.Onawkrzyk,

pielęgniarkananiąfuknęła,żestresujedziecko,znówkażejejprzystawiać,więc

mojasiostrawpłacz.Wtedyzabralijejdziecko,jakbybyławyrodnąmatką.Ajakjąz

powrotemprzynieśliisamająsobieprzystawiała,bezasysty,tomałaciągnęłainic.

-Zablokowałasię-oceniałaAlina.

-Apotemwdomupróbowała?-spytałaLidia.

-Małaniechciała.Trochęssała,alezarazwypluwałapierśiwpłacz.

-Przecieżniewszystkiekobietykarmią-powiedziałaLidia.

-Tak,spróbujtylkoniekarmićpiersią!-Alinapodniosłagłos.-Zarazmążbędzie

marudził,teściowacięwyklnie,alekarznakrzyczy.Żeleńjesteś.

-Chybaprzesadzasz?-wtrąciłacichoLidia.

-Uciebiebyłowszystkowporządku,toniewiesz-upomniałająAlina.-Irodziłaś

zFilipem,tosiętrochębalinaciebiekrzyczeć.

Przyskromniezastawionymstoletoczyłasięrozmowa,aponiżej,obokjednegoz

krzeseł,stałsamochodowyfotelikkołysanybosąstopąLidii.Leżałwnimmały

Oskariprzezponadpółgodzinybyłniespodziewaniespokojny.Wpewnym

momenciewszyscypomyśleli,żeprawdopodobniezasnął,bocomożerobić

sześciomiesięczneniemowlę,leżąctakspokojnie.

Tozłudzeniejednakzostałobrutalnieunicestwione,bodzieckonaglezaczęło

płakaćtakprzeraźliwie,żerozmowaurwałasięjakuciętanożem.FilipiLidia

równocześnierzucilisięwkierunkufotelika,aleonamiaładopokonaniaznacznie

krótsząodległośćisynznalazłsięwjejramionach.Onzatrzymałsięwpółkroku,a

następniepowoliklapnąłnakrzesło.Całyczaswpatrzonyzniepokojemwsyna,nie

zauważyłstojącejszklankiistrąciłjąłokciem.Piwobłyskawicznierozlałosiępo

stolezprawdziwegodrewna,zmoczyłoserwetkiikorkowepodkładkinatalerze,

background image

spłynęłowąskimstrumyczkiemnapodłogęzjasnegojesionowegodrewna.Michał

pierwszyrzuciłsięnateserwetki,którejeszczebyłysuche,izacząłpospiesznie

układaćjewmiejscu,gdziebyłonajwięcejpłynu.Nasączonepiwemserwetkizwijał

delikatnieiodkładałnaswójtalerz.Filipwstałizacząłwycieraćpodłogękuchennym

ręcznikiem.

Oskaruspokoiłsięnieco,alenadalpłakał,tylkociszejizkrótkimiprzerwami.

-Chybazgłodniał-oznajmiłaLidiazuśmiechem.

-Napiłbysię-wtrąciłMichał,wycierającstół.Wszyscypiją,aonosuchympysku

masiedzieć.

-Atobietylkojednowgłowie-ofuknęłagoMałgosia.-Piwoimecz.

-Todwierzeczy-zauważyłaLidia.

-Aleuniegozawszewystępująrazem!

-Właśnie-przerwałjejMichał.-Możemeczykbyśmyobejrzeli?-zwróciłsiędo

Filipa.

-JestliganaCanalPlus.

-Niemamy-powiedziałFilip.

-Aleterazjestodkodowany.

-Toczemunie?-Filippodałmupilotaodtelewizora.-Tylkomusiszznaleźć,ja

tegojeszczenigdynieoglądałem.

Michałzająłsiętym,colubiłnajbardziej.MałgosiazAlinązaczęłynakładaćsobie

sałatkęztuńczykaisałatylodowej.Lidiawstałaiposzładosypialninakarmićsyna,a

Filipskończyłwycieraćpodłogęistałchwilęniezdecydowany.Wreszciezająłsię

wyjmowaniemzszafkiciasta,krojeniemgo,układaniemnatalerzu.Robiłtotak

długo,ażLidiawróciłazsypialni.

-Niezjadłwiele-powiedziaładomęża.

-Zasnął?

-Tak.

FilippostawiłciastonastoleiusiadłobokMichała,którybłyskawicznieodnalazł

odpowiednikanałiterazwydawałcicheokrzykidezaprobaty.

-Dwazerojużprzegrywamy-oznajmiłrozczarowany.

-Którapołowa?-spytałFilip.

-Pierwsza.

-Tojeszczemająszansę.

-Dajspokój.Ztakągrą?

WtymmomenciemałyOskarprzebudziłsięitymrazemtoFilipbyłszybszy.

Pobiegłdosypialni,aLidiazostałaipopijałaherbatę.

-Weźgotutaj-krzyknęłazamężem.

JednakFilipdługonieprzychodził,aOskarrazpłakał,razcichł.

-Dajgotutaj-powtórzyłazniecierpliwiona.

Wtedyzjawilisięobaj,Filipusiadłprzystole,trzymającnakolanachsyna,który

nagleuspokoiłsięispoglądałzfascynacjąnaświatłoztelewizora,odbijającesięw

szklankachstojącychnastole.

-Dajgo,niechsobiepopatrzy-zaproponowałMichał.-Musisięuczyć.

-Natakimecz?-Filipsięskrzywił.-Popatrzy,jakbędzieLigaMistrzów.

-Odmałegomusisięuczyć,którebarwyklubowesąwłaściwe-wyjaśniłMichał.

-Lepiejniechzacznieodlepszychprzykładów.-Michał-Małgosiaprzerwałaim

rozmowę.-Patrzyszczynie?IMichałprzestałsięodzywać,wróciłdooglądania.A

Oskarznówzacząłpłakać,tymrazemgłośniejibardziejprzeraźliwie.

-Cośmusięstało?-spytałzaniepokojonyFilip.

Lidiawestchnęłaiwstałaodstołu.

-Nienajadłsię-wyjaśniłaspokojnieiznówprzeszładosypialni.

PrzezchwilęniedochodziłstamtądżadendźwiękiuspokojonyFilipteżzamierzał

zaangażowaćsięwoglądaniemeczu,jednakprzeciągłygwizdeksędziegoogłosił

przerwę.

background image

-Cozaszmaciarze.-Michałzdegustowanywstałiwróciłdostołu.

Chwilęrozmawialiopiłcenożnej.Michałwierzył,żewtymrokumistrzem

zostanieWisłaKraków,aWidzewbezproblemówawansujedopierwszejligi.Filip

zdziwiłsię,gdyżbyłpewien,żeWidzewcałyczasbyłijestwpierwszejlidze.

NatomiastAlinaoznajmiła,żeitaknajładniejsisąwłoscypiłkarze,szczególnie

Maldini,kiedyświdziałacałąichdrużynęwobcisłych,niebieskichkoszulkachi

wszyscywyglądalimęskoiseksownie.

RozmowęprzerwałaLidia,wchodzącdopokojuzOskaremnarękach.

-Niemogęgouśpić-oznajmiła.

-Cosiędzieje?-rzuciłFilip.

-Nic.Kołyszęgoikołyszę,aonniezasypia.Tylkooczycorazszerzejotwiera,

jakbyprzyglądałsięczemuściekawemu.

-Możepołóżgowłóżeczku?-zaproponowałaAlina.

-Próbowałaminic.

-Jaspróbuję.-Filipwstał,wziąłsynaodżonyiznikłwsypialni.

-Wreszciecośzjemspokojnie.-Lidiausiadłaizaczęłarozglądaćsiępostole.

-Awiesz…-zaczęłaAlina.-Wyglądasz,jakbyśnawetschudła.

-Pewnie,żeschudłam-zaśmiałasięLidia.-Półrokutemuważyłamjakieś

trzynaściekilowięcej.

-Nie,nie.-Alinapróbowaławybrnąćztejniefortunnejsytuacji.-Chodziłomioto,

żeschudłaśwporównaniudotego,jakwyglądałaśprzedciążą.

-Możekilo,dwa-zgodziłasięLidia.-Tenmałymipomaga.-Wskazałana

sypialnię.

Lidiazaczęłajeść.TymczasemzsypialniznówdobiegłpłaczOskara.Azaraz

potemusłyszeliodgłosrytmicznychkroków,adotegojakiejśtrudnejdo

zidentyfikowaniapiosenkilubmruczanki.JednakpokilkuchwilachFilipwpadłdo

pokoju,gdziewszyscysiedzieli.

-Niechcezasnąć-powiedziałzwyrzutem.

-Jagouśpię-Lidiawstała.

-Jateżmogę!-obruszyłsięFilip.

-Wiem.Alejatozrobięszybciej.

-Niewtymrzecz.

-Awczym?-zdziwiłasięLidia.

-Możetelewizortrochęściszyć?-zaproponowałFilip.

-Michał!-krzyknęłaMałgosia.-Wyłącztenmecz,dzieckoniemożespać.

-Tojestostatnikwadrans!-zaprotestowałMichał.-Możewyłączęgłos.

-Nie,możebyć-powiedziałFilip,alejegonieszczerośćwyczulichybawszyscy.

-Spróbujęjeszczeraz-zwróciłsiędoLidii.

Iznówusłyszelijegomruczenie.AleOskarniezwracałnanieuwagi.Chwilami

cichł,jednakznacznieczęściejpłakał,choćnietakgłośnojakwcześniejibardziej

regularnie,jakbysięnacośskarżyłibyłzmęczonytym,żeniktniechcemupomóc.

WpewnymmomencieFilipniewytrzymał.

-Lidka,chodźnachwilkę!-krzyknął.

-Cosiędzieje?-wstałairuszyławjegokierunku.

Nieweszłajeszczedosypialni,kiedyFilippowiedział:-Chybaprzeszkadzamu

hałas.-Jakihałas?-spytała,jakbymiaładoczynieniazosobąniespełnarozumu.

-Tomyjużpójdziemy-odezwałasięnagleAlina.

-Tak.-Małgosiapodniosłasiępospieszniezkrzesła.-Chodź,Michał.

-Zostańcie-zaprotestowałaLidia.-Ontakmaczasami.Zarazmuprzejdzie.

Niewiedzieli,czymówiosynu,czyomężu.

-Nie,jużpóźno-odpowiedziałazdecydowanieMałgosia.

Czekałajużwprzedpokoju,ażMichałwłożybuty.Alinaotworzyładrzwiizaczęli

wychodzić.

-Cześć!-Michałkrzyknąłwstronęsypialni.

background image

-Cześć,Filip-powiedziałaAlina.UcałowałaLidięwpoliczekiszepnęłajejdoucha

„trzymajsię”.

-Cześć-krzyknąłkrótkoFilipprzezuchylonedrzwisypialni.

Niewyszedł,abyichpożegnać,aniniewyjrzałzpokoju.Lidiaskonsternowana

tym,żegościewyszlitakbłyskawicznie,patrzyłajeszczeprzezkilkasekundnadrzwi,

któreMałgosiazamknęłatakdelikatnie.Potemspojrzaławkierunkusypialni,gdzie

Oskarnadalniespałimarudził,ipochwiliwahaniawróciładopokojuskończyć

sałatkę.

background image

25

Jednakprzyjechałzawcześnie.Naczerwonychkanapachpodścianamisiedziały

jużdwiekobietyzdziećminakolanach,alepozatymwpoczekalnikinabyłopusto.

Młodziutkakasjerkawfioletowymuniformierozmawiałaznastoletniąkoleżanką,

siedzącąnaladzieprzykasie.Zwiesiłaluźnoszczupłenogiwdługichzamszowych

kozaczkach,apupączęściowozakrywałamonitorumieszczonypodszkłem,który

pokazywałliczbęwolnychizajętychmiejscwsalikinowej.

Filippodszedłpowolidokasyiwtedykoleżankakasjerkiodsłoniłamonitor,

przesuwającsięnaladzie,jednakniezeszłanapodłogę.Chwilęzastanawiałsię,

gdziepostawićfotelikześpiącymsynem-naladzieobokmonitorabyłozamało

miejsca,aniechciałstawiaćfotelikazdzieckiemnapodłodzejaktorbyzzakupami.

Dziewczynazauważyłajegowahanieizociąganiemzeszłazlady.

-Powiemmuotym-rzuciładokasjerki,kończącswojąkwestię.

-Możelepiejnie?-odrzekładziewczynaprzykasie.

-Powiem!-Dziewczynawkozaczkachodeszła;wyglądałonato,żepodjęła

właśnieodważnądecyzję.

Kasjerkaniczegojużniedodała,spojrzałanaFilipaipróbowałasięuśmiechnąć.

-JedennaPorozmawiajznią.Najedenastą-powiedział.

-Proszęwybraćmiejsca.-Wskazałanamonitor,jeszczeprzedchwiląukrytypod

pupąmłodejdziewczyny,którawłaśniesiedzącnanim,podjęłajakąśważnądecyzję.

-Gdzieśzbrzegu.Możerząd„H”.-Filipdotknąłpalcemszybynaladzie,starając

sięwyczuć,czyjestjeszczeciepła.

-Miejscetrzynasteiczternaste.

-Dwa?-zdziwiłsię.

-Tak,naseansachzmałymidziećmiwceniesądwamiejsca.

Jasne,pomyślałFilip,gdziebympostawiłfotelik?

Odebrałwydrukowanybiletiprzeszedłwgłąbkina.Zanimskierowałsiędosali,

stanął

przyczerwonejkanapieustawionejpodścianą,abyzdjąćkurtkę.Spojrzałna

siedzącejużdwiekobiety,równieżzfotelikamiustawionymioboksiebie.

Zastanawiałsię,czyskinąćimgłowąlubwjakikolwiekinnysposób

zademonstrować,żeidąnatensamseans.Miałabsurdalnepoczucie,żepowinien

jakośdaćimznać,siedzieliwtejpoczekalnitylkowetroje(nieliczącdzieci)i

wszyscywiedzieli,żezachwilęspotkająsięnatejsamejsali.Zdobyłsięjednaktylko

nalekkiuśmiechdojednejzkobiet.Ona,byćmoże,nawettegoniezauważyła.

Oskarzacząłsiękręcić,gdyFiliprozpiąłjegokombinezon.Powiniengocałkiem

zdjąć,aleniewiedziałjeszcze,jaktozrobić,żebynieobudzićsyna.Postanowiłkupić

jeszczeobowiązkowypopcornipoczućsięjakpodczasprawdziwegowyjściado

kina,choćobawiałsię,czychrupanieprażonejkukurydzyniebędziezagłośne.

Nasalisiedziałojużokołodziesięciukobiet,wszystkiewbezpiecznejodległości

odsiebie,abynienaruszaćswojejintymności,jedyniedwiesiedziałyoboksiebie,

więcprawdopodobnieprzyszłyrazem.Namiejscuobokkażdejkobietystałfotelik,

choćczęśćznichtrzymaładziecinakolanach.Wsalipanowałprzyjemnypółmrok,

byłojednakzdecydowaniezaciepło,znaczniecieplejniżwpoczekalni.Filipzajął

przypadkowemiejscebezsprawdzanianumerunabilecie.Pospieszniezaczął

wysupływaćręceinogiOskarazkombinezonu,przerażonytym,żerobitozapóźno.

Onjestnapewnocałyspocony!Nadodatektutajjesttakgorąco!

WtrakciecałejszamotaninyOskarobudziłsię,jednakFilipbyłnato

przygotowany.

Wyjąłsynazfotelika,ułożyłgosobienakolanach,wolnąrękąwyjąłzplecaka

przygotowanąwcześniejbutelkęzmlekiem.Toonwpadłnapomysłzawinięcia

butelkiwgrubyręcznikfrotté,abypopierwszymprzebudzeniudaćOskarowiciepłe

background image

mleko.Lidiatylkokiwałagłowązpolitowaniem,aleniekomentowała,byłazbyt

zajętaprzygotowywaniemstrojunawyjściedopracy-coprawdamusiałatylko

zanieśćpodanieourlopwypoczynkowyposkończonymurlopiemacierzyńskim,

jednakczułasię,jakbyszłanaspotkaniezdyrektoremwsprawieocenyrocznej;nie

byłaprzecieżwfirmieodponadrokuichciaławypaśćjaknajlepiej,pokazać,że

mimorocznegopobytuwdomunadaljestelegancką,zadbanąinowoczesnąkobietą.

Machnęławięctylkorękąnadrobiazgoweprzygotowaniamęża.

Aon,dumnyzeswejpomysłowości,karmiłsyna,opierającsięofotelkinowy,

obserwującukradkiemsalęicałyczasmającpodkontroląbutelkę.Nasali

przybywałokobiet,zazwyczajzkilkumiesięcznymidziećmi,choćprzyszłateżjednaz

niemowlęciemchybasześciu,czyośmiotygodniowym.Niektórezarazpozajęciu

miejsca,nawetniezdejmującpłaszcza,sięgałygdzieśwokoliceswojegobiustui

przykładałydzieckodopiersi.Karmiłyswobodnie,jakbywłaśniewtejsytuacji

robiłytowielokrotnie.Filipprzyłapałsięnatym,żecorazczęściejzerkawkierunku

właśnietamtychmatekwnadziei,żeukażemusięnaułameksekundyjasny,gładki

fragmentodkrytejpiersi.Imbardziejstarałsięukryćswojezainteresowanie,tym

częściejtrafiałwzrokiemdokładniewokolicetużponiżejszyikarmiącychkobiet.

Jegociekawośćniezostałazaspokojona-Oskarprzerwałjegoposzukiwaniapo

tym,jakledwiemignęłomukilkajaśniejszychplamiFilipniebyłnawetpewien,co

taknaprawdęwidział.Chłopiecwyplułsmoczek,okazującpogardędlaposiłku

pieczołowicieprzygotowanegoprzezojca.Filipspojrzałnabutelkęiskrzywiłsię.

Tylkotrzydzieścimililitrów!?Toprawienic!

-Jeszczetrochę-zachęcałsyna.-Późniejwystygnieibędzieszmógłsięnapić

tylkoherbatki.

Oskarjednakwyraźnieniemiałochotynajedzenie.Niechciałteżspać.Filip

oczekiwałzniepokojem,kiedysynzaczniepłakaćijedynymratunkiembędzie

spacerimocnekołysanienarękach.Jużułożyłwmyślachplanwyjściazsalii

powrotudopieropozaśnięciusyna.Niemógłprzecieżchodzićposalikinowej

międzyfotelamizdzieckiemwramionach.

Grzecznysynniemiałjednakzamiarunarażaćtatynazmarnowaniebiletu.

GaworzyłwyraźniezainteresowanynowymmiejscemiFilipodprężyłsięnachwilę.

Wtedydopierodotarłodoniego,żenasaliniemażadnegomężczyznypozanim.

Pomyślał,żejestwyjątkowy,innyniżwiększośćojców.Poczułdumęztego,żejest

świadomymojcem,mającymtakiesameprawaiobowiązkijakmatka,azarazem

niepewność,czyprzypadkiemniejestprzeztoniepełnymmężczyzną?Skoro

wszyscyojcowiedzieci,którewtejchwili,możepierwszyrazwżyciu,byływkinie,

sąterazwpracy,tomożemężczyźniikobietymająjednakinneroledowykonaniai

niepowinnosięztymwalczyć?

Możeniepowinienudawaćkogoś,kimniejest?Przecieżniemożeurodzićdziecka

anikarmićgopiersią,więcrównypodziałobowiązkówzawszebędziefikcją!

Światłowkinielekkoprzygasło,alenadalmożnabyłorozpoznaćtwarze

siedzącychwpobliżu.Towłaśnieobiecywanowreklamie:„Podwyższona

temperaturasali,przyciemnioneświatła”.PrzezułameksekundyFilipłudziłsię,że

filmwyjątkowoniebędziepoprzedzonyreklamami,właścicielkinaniemógłjednak

zrezygnowaćztakprecyzyjnieokreślonejgrupydocelowej.Przezdziesięćminut

wszystkiematkiijedenojciecmusieliobejrzećkrótkiefilmyotym,jakłatwosprać

plamypozupiezkaftanikadziecięcego,atakżejakijędrnyipłaskibrzuchmożna

uzyskaćpozastosowaniukremuprzeciwrozstępom.Potembyłojeszczetrochę

reklamoradosnych,nigdynieodczuwającychzmęczeniaanizdenerwowania

rodzinachzdziećmi,ponichreklamatelefonudlawszystkich,anakonieccośdla

kobiet,które,choćzapewneteżmajądzieci,aleprzedewszystkimdbająosiebiei

swojezdrowie.

FilmodpierwszychscenwydałsięFilipowimęczący.Jużsamapostaćgłównego

bohaterawywoływałaniepokój;wyglądałjakhomoseksualistalubpedofil(tylkoczy

background image

oniwyglądająjakośinaczej?)iopiekowałsięczulepięknądziewczynąpogrążonąw

śpiączce.

Narzeczoną?Siostrą?Żoną?Potemokazałosię,żeniebyłażadnąznich.Iten

drugi,napozórzwyczajny,alezakochanywkobiecietorreadorze!Czynaprawdę

chcemyoglądaćtylkoto,codziwne,wynaturzonealbostraszne?Czynawetw

historiimiłosnejmusimymieć,naprzykład,sentymentalnegooperatoradźwigu,

recytującegowwolnychchwilachwierszeT.S.Eliota,orazzakompleksioną

nauczycielkęgrynapianinie,osiągającąorgazmtylkoprzeznacięciekroczażyletką?

Filipniepotrafiłutożsamićsięzbohateramifilmu.Czuł,żetojestdobrekino,ale

zupełnieniedocierałodojegowrażliwości.Oskarwypiłjeszczetrochęmlekailekko

kołysanywramionachzasnął.Większośćinnychdziecinasalirównieżspała,ale

kilkoroniespokojnychcoruszpodnosiłokrzyk.Niektórekobietyszeptałymiędzy

sobą,niezbytzainteresowanetym,codziałosięnaekranie.Filipjeszczedyskretnie

omiótłwzrokiemfotelewposzukiwaniuprzynajmniejjednegomężczyzny.

Bezskutecznie.

Właśniewtedyzadzwoniłtelefon.ZtegowszystkiegoFilipzapomniałwyłączyć

dzwonek.Chwilęszarpałsięzkieszenią,wreszcieprzerwałpołączenie,nawetnie

spojrzawszynaekran.Wydawałomusię,żewszystkietwarzezwróciłysięnaniego.

Pewniemyślą:„Cotenfacetturobi?Przyszedłnienatenseans.Ijeszczenieumiesię

zachować,niewyłączyłtelefonu.Todlanichtypowe-arogancja.Jedenfacet,a

wszystkimprzeszkadza”.

Filippoczułsięniezręcznie.Jakbywszedłdodamskiejtoaletyijakaśkobieta

nakryłagonasikaniudomuszlizopuszczonądeską.Starałsięskupićnafilmie.

PotemzacząłpoprawiaćkaftanikOskara,alenadalczułnasobiespojrzeniatych

wszystkichlasek,jakbyrobiłcośniestosownego.Chciałwyjść,aleznówznalazłbysię

wcentrumuwagi.

Wtedywstałajednazmatek,którejdzieckocałyczaspopłakiwało.Podeszłado

wózkastojącegoprzywyjściu,spokojniezamontowałananimfotelikipowoli

wyjechałazsali,całyczaspatrzącnależącedziecko.TopomogłoFilipowipodjąć

decyzję.Niecouspokojony,zarzuciłnaramięplecakwypełnionyubrankamina

zmianę,butelkami,pieluchami,wilgotnymichusteczkami.Miałteżzupełnie

niepotrzebniezabranąksiążkęzopowiadaniamiJerzegoSosnowskiego.Kiedyniby

miałjąpoczytać?Wyszedłzsalikinowej,trzymającwjednejręcefotelikzOskarem,a

wdrugiejkurtkę.

Wpoczekalnipostawiłfoteliknaczerwonejkanapie.Oskarspał,aleFilip

niepokoiłsię,żezarazsięprzebudzi.Wmyślachopracowywałscenariuszeubrania

synawkombinezon,alekażdyznichkończyłsięnieuchronnąpobudkąOskara,więc

Filipzacząłsięzastanawiać,czyniepoprzestaćnaszczelnymprzykryciudziecka

kombinezonem,bezwkładaniadoniegorączekinóżek.Wkońcumiałzaledwie

kilkadziesiątmetrówdoparkinguasłońcezdawałosięświecićznaczniemocniejniż

godzinętemu.

Telefonnerwowozawibrowałwkieszeni.Pomyślał,żetomożeLidia,iszybko

odebrał.

Tobyłjednakjegoojciec.Filipstarałsięodpowiadaćmożliwienajciszej.

-Mogę,mogę…Dobrze.Oskarzdrowy…Jeszczenie.Jaktylkopowie„dziadzia”,od

razuzadzwonię…Niewiemy.Alemyślę,żetak.Chciałempojechaćnagróbbabci,

więcraczejprzyjedziemy…Tak,napierwszegojedziemydoteściów.Wracamydo

domudrugiego…Nieprzeszkadzasz,niejestemwpracy…JestemzOskarem…Lidia

musicośzałatwićwpracy…

Kiedypopołudniu?Przecieżichbiuropracujedosiedemnastej.Czemupytasz?…

Przecieżmuszęmiećczasnasprawyprywatne,więcczasamimogęwziąćwolne…

Niewpłynietonanic.Cotysiętakprzejmujeszmojąpracą?…Tato,dajspokójztymi

teoriamiprawicykatolickiej.Mążcałydzieńwrobocie,ażonawkuchni,tak?Tou

nasnieprzejdzie…Niestracępracy,niebójsię…Tyspędzałeścałedniewpracy,a

background image

pracadałacikopawtyłek.Janiezamierzamprzegapićpierwszychmiesięcyilat

życiadziecka,żebysięwykazywaćiharowaćpokilkanaściegodzindlajakiegoś

dupka…Inneczasy,inneczasy.Toniemanicdorzeczy.

Synzawszepotrzebuje,żebyojciecspędzałznimczas…Najwyżejkupięmu

gorszepieluchy.

Alezatoczęściejbędęmuczytałksiążki.Jategoniemiałem…Wiem,żemusiałeś

pracować.

Alejakbyśrazwtygodniuniebrałpraczleconych,zgłodubyśmynieumarli…Oj,

tato,dajspokój.Robiłeśtak,jaknajlepiejumiałeś.Jachcętorobićinaczej…Nie

martwsię,damysobieradę…Tocześć.

Schowałtelefondokieszeni.Byłzłynasiebie,żerozmawiałtakdługoipanienkaz

kasynapewnowszystkosłyszałaiżepodniósłgłos,ipowiedziałojcukilka

nieprzyjemnychsłów.

Nawetjeślitakmyślał,niepotrzebnietomówił.Niepotrzebnieterazi

niepotrzebnieprzeztelefon.Dałsięsprowokować.

TymczasemOskarzacząłsiębudzić.Zapłakałzzamkniętymioczami.Filipszybko

włożyłkurtkę,potemprzykryłsynakombinezonemiwyszedłzkina.Wtedybyłjuż

pewien,żetegorankapowinienzostaćwdomu,poczytaćopowiadania

Sosnowskiego,napićsięspokojniekawy,możenawetcośzrobićwdomu,uprasować

czyuprać?Noioczywiściezająćsięsynem,takjaktylkoojciectopotrafi.

background image

26

Dłońtonadalświetnazabawka.Możnałapaćipuszczać,iznówłapać,iznów

puszczać.

Jeszczeweselej,gdyuciekaitrzebajągonić.Jestprzytymdużośmiechu.Ale

najprzyjemniejszejest,kiedymożnająmocnochwycić,włożyćsobiedoust,a

następniezacisnąćzębycałąsiłąośmiomiesięcznychszczęk.

-Auuu!-FilipkrzyknąłiwyszarpnąłdłońzustOskara.-Tonaprawdęboli,ty

łobuziaku.

-Pogroziłmupalcem.

Obejrzałdokładnieśladydwóchmalutkichząbków.Małynaprawdęsiępostarał!

-Terazprzygotujęcikaszkę-powiedziałdosyna.-Chociażniewiem,czycisię

należyzatwojezachowanie.

Włożyłsynadokojca,którystałpośrodkusalonu,włączyłelektrycznyczajniki

przyszykowałzestawdoprzyrządzaniakaszkiryżowejzbananami:opakowanie

kaszkiotwartewczorajiszczelniezamkniętebiurowymspinaczem,plastikowa

miseczkawczerwonemisieorazłyżeczka,teżplastikowa.Włączyłtelewizorz

nadzieją,żeudamusięobejrzećkonkursskokównarciarskich.

Lidiaoznajmiłategoranka,żemusisięwybraćnaporządnezakupy,ażedoświąt

BożegoNarodzeniazostałjeszczemiesiąc,wsklepachniepowinnobyćtłoku.Tużpo

obiedziepojechaładonajwiększejgaleriihandlowejWarszawyiFilipliczyłsięztym,

żewrócijużpozmroku.Nawetnamawiałjądotego,abyspędziłatamwielegodzinw

nadzieinato,żezaspokoipotrzebęrobieniazakupów(samejczynnościzakupów,bo

niezauważyłuniejbrakówwszafie)nawieletygodni.Aonzajmiesięsynemwto

sobotniepopołudnie,przecieżwtygodniuwidzigotylkokilkagodzindziennie.

Iotozostalisami.Filipstał,opierającsięoszafkękuchennąileniwiemieszał

wodę,żebyostygła.Obserwowałsyna,który,postękując,ćwiczyłzzapałem

unoszeniebioderwpozycjileżącejnabrzuchu.Zerkałteżnatelewizor,gdziena

rozbieguskoczninarciarskiejczekałjużpierwszyznaszychzawodników.Czułcośna

kształtprawdziwegoszczęścia.Rzadkachwila,wktórejnietylkotoczujesz,aletakże

zdajeszsobieztegosprawę.Niedziejesiętakwieczorem,kiedyprzedtwoimi

oczymaprzesuwająsięwydarzeniadnia,aninieprzeżyjesztegozapięćlat,kiedyjuż

jesteśporozwodzieiwspominasz:„Wtedyzdzieckiemwdomubyłemszczęśliwy,

szkodażetobezpowrotnieminęło”.Tylkotawłaśniechwilatuiteraz,kiedynie

musiszsięzastanawiać,pocożyjesz.Rzadkai…krótka.Bootopolskiskoczekląduje

zaledwienadziewięćdziesiątymmetrze,cooznaczaprawdopodobnietrzecielub

czwartemiejsceodkońca.AOskarowinudzisięgimnastykaioznajmiatokrzykiem.

Dokładniewtedy,gdywodawmiseczceosiągnęłajużodpowiedniątemperaturę.I

coteraz?

Musipodjąćbłyskawicznądecyzję:czywyjąćdzieckozkojca,uspokoić,apotem

jeszczerazpodgrzaćwodę,czyteższybkozrobićkaszkę,wysłuchująctegonaglącego

wrzasku?Nadenerwowaniesięzpowodunieudolnegowystępunaszegosportowca

napewnoniestarczyczasu.

Filippodniósłsynaiposadziłgonakuchennymblacie.Blokowałgoswoim

ciałem,abyniespadł,iwsypywałbiałyproszekdowody.Całyczasprzemawiałdo

Oskara,abyzająćjegouwagęiwtensposóbzapobiecawanturze.

-Terazzrobimysobieobiad-mówił.-Mamawrócizzakupówidacitroszkę

mleka,alenateprzyjemnościmusiszjeszczezaczekać.Terazcoś,comożezrobić

takżetata.Zobacz,jaktosięrobi.Wsypujemyimieszamy.Mieszamyimieszamy,aż

uzyskamydoskonaległadkąkremowąkonsystencję.Takbypowiedzieliwreklamie.

Wtedygotoweibędzieszmógłzjeść.

Mniam,mniam.Maszochotę?

Oskarmiałochotęizjadłwięcejniżpółmiseczki.Filipsiedziałnakanapiez

background image

synemnakolanachikarmiłgo,zerkającwtelewizor.PierwsząrundęwygrałNorweg

Pettersen.

PoobiedzieFilipzsynemnarękachudałsięnakrótkispacerpomieszkaniu:z

kuchniprzezłazienkędosypialniizpowrotem.Pokazywałmuróżnerzeczy,naktóre

człowiekprawienigdyniezwracauwagi:kwiatkinafirankach,pudełkoz

długopisamistojącenapółce,drewnianąfigurkęwojownikaprzywiezionązGrecji,

pokazywał,jakdziaładozownikmydławpłynie,wreszcieposadziłgonapoduszce

naparapecieiobserwowaliprzezoknoludzispacerującychzpsamiwdeszczu.

OskarjużpominuciestraciłzainteresowanietymwidokiemiFilipzacząłgolekko

podrzucaćdogóry.Synśmiałsięgłośno.Przyjednymzwyrzutówzwymiotował

gwałtownie,prostonapoliczekiszyjęojca.Jeszczeniestrawiona,ciepłakaszka

oblepiłajegoskóręcienkąwarstwą,alenaszczęścieniespływaławdół.Filip,lekko

przestraszony,opuściłsyna,rozejrzałsiępokuchniwposzukiwaniuczegoś,czym

mógłsięwytrzeć,idelikatnieposadziłchłopcawfotelikudokarmienia.Niechciałgo

kłaść,abysięniezakrztusił-tylesięnaczytałozadławieniachniemowląt.Następnie

dokonałszczegółowychoględzinjegotwarzy,jakbymiałotopomócwznalezieniu

przyczynywymiotów,iwytarłpapierowymręcznikiemresztkikaszkizokolicyust.

Dopierowtedyzdjąłkoszulkęiwytarłsiebie.Oskarowinajwyraźniejnicnie

dolegało,byćmożewogóleniezauważył,cosięstało.

PotemjeszczeprzezkilkanaścieminutFilipobserwowałsynauważnie,oczekując

zniepokojemkolejnychobjawówniestrawności.Wreszciedoszedłdowniosku,żeto

przeztęzabawęwpodrzucanieijużspokojny,zacząłsięznimbawićnakanapie.Syn

leżałnaplecachznogamilekkouniesionymidogóry,aojciectozbliżałdoniego

głowę,robiącprzytymidiotyczneminy,toznówoddalałsięzobojętnymwyrazem

twarzy.Razszybko,arazpowoliiociężale,razcałowałsynawnos,arazwbrzuch.

Typowezabawyojcazsynem,którynieukończyłjeszczepierwszegorokużycia.Dla

kogośobcego-szczytidiotyzmuiinfantylizmu.

Dlanichjednaknajwspanialszarozrywka,która-byćmoże-niczegonieuczy,nie

rozwija,niekształtujecharakteru.Niewiadomonawet,czybudujewięźipoprawia

kontakt.Obajpoprostuśmialisięidobrzebawili.

Filipzrobiłkrótkąprzerwę,zerknąłnaekrantelewizora,gdziepokazywano

klasyfikacjęgeneralnąPucharuŚwiatapoczterechkonkursach.ProwadziłNorweg,

Małyszpiąty.Azatemprzegapiłzakończeniezawodów,niezauważyłnawet,kto

wygrał.NagleusłyszałkrzykiwtejsamejsekundziezobaczyłOskarależącegona

podłodze.Musiałzsunąćsiębłyskawicznie.

Filipszybkopodniósłgoiprzytulił.

-Ciii,ciii-uspokajałsyna.

Położyłgonakanapieiobmacałmunóżki,ręce,brzuch.Niewyczułniczego

niepokojącego.Jeszczegłowa.Przyjrzałsięjejzjednejizdrugiejstrony,delikatnie

zbadałjąpalcami.Oskarzapłakałgłośniej,aserceFilipanachwilęzamarło.Ze

strachuniemógłoddychać.Wziąłsynanaręceizacząłgokołysać,aletennie

przestawałpłakać.Chociażniebyłtojużtakrozpaczliwy,rozdzierającysercekrzyk.

Filipskupiłsięnarytmicznymkołysaniu.PopięciuminutachOskarzasnął.Filip

położyłgodołóżeczkaijeszczeprzezchwilęprzyglądałmusięzniepokojem,

szukającśladówuderzenia.Niczegojednaknieznalazłiwreszciemógłspokojnie

odetchnąć.Zmęczonystresem,położyłsięnapodłodzeobokłóżeczkaiobserwował

sufitsypialni,ściany,okno.Niemyślałoniczym.

 

Lidiawróciłaokołoosiemnastej.Radosna,pełnaenergii,przywitałaich,jakbynie

widzielisiękilkadni.

-Jakmoifaceci?-Pocałowałamężawpoliczek.

Rzuciłatorbynakanapę,zsunęłabutyijeszczewpłaszczuzajrzaładopokoju

dziecka.

-Oskarśpi?-spytała,choćwidziała,żeśpi.-Tak.Jużprawiedwiegodziny.

background image

Zamierzałemgowłaśnieobudzić.

-Niechśpi-powiedziała,zdejmującszalikipłaszcz.

-Jakbyłonazakupach?-spytałFilip,udajączainteresowanie.

Taknaprawdęcałyczaszastanawiałsię,czypowiedziećowypadkuOskara.Nie

chciałniczegoprzedniąukrywać,aletłumaczyłsobie,żeprzecieżnicsięniestało,

jeszczewielerazydzieckobędziesięprzewracać,spadaćzczegośczyuderzaćocoś.

Jednocześnieobmyślałprzeróżneodpowiedzi,gdybyjednakLidiacośzauważyła.

Możejakiśguzztyługłowy?

-Bardzodobrze.-Lidiaprzeszładokuchniizaczęłaotwieraćszafki.-Znalazłam

kilkafajnychrzeczy.

-Topokazuj!

-Najpierwcośzjem.

-Jacizrobię.Jużprzygotowałemsałatkęztuńczykiem,zarazbędątosty.

-Uhmm-westchnęła.-Toróbszybko,jestembardzogłodna.

Filipzacząłkrzątaćsiępokuchni,otwieraćszuflady,wyjmowaćtalerzeisztućce,

Lidiawtymczasieszeleściłatorbami.Kiedystawiałtalerzenastole,onawciągałana

siebiekakaowe,przezroczystemajtkibokserki.Podspodemmiaładrugie,białe,

koronkowe,wktórychwyjechałanazakupy-noweubraniawkładaładopieropo

upraniu.

-No!-Filipcmoknął.-Tegomitrzeba.

-Mogąbyć?-spytałazalotnie.-Sąjeszczedrugie.

Pospiesznieściągnęłakakaowemajtkiiwłożyłakolejne,różowezogromną

purpurowąróżązprzodu.

-Trochękiczowate-skomentowałFilip.-Ajakwyglądająztyłu?

Lidiaodwróciłasię,wypięłapośladkiwstronęmężaiklepnęłasiędłoniąwjeden

znich.

Następniepodniosłazkanapygrafitowyżakiet,takżenowy,iwłożyłago.Stanęła

przedlustremweleganckimżakiecieiróżowychmajtkach,boso.

-Aspódnica?-spytałFilip,nalewającwrzątekdokubków.

-Jużniechcemisięwkładać-odpowiedziała,zapinająciodpinającguzikiżakietu,

ustawiającsięrazbokiem,razprzodem.

-Wartokupowaćteraztakikostium?-spytałFilip,nakładającsałatkęnatalerze.–

Wstyczniu,nawyprzedażach,kupiłabyśtosamostozłotychtaniej.

-Alejestmipotrzebnyteraz.

-Poco?

-Idędopracy.

-Dojakiejpracy?-Filipnabrałmasłanakoniecnożaispojrzałnanią.

-Domojej.Przecieżwracamwprzyszłyponiedziałek.

-Kiedy?!

-Wponiedziałek.Drugiego.

-Jakto?

-Mówiłamci,niepamiętasz?

-Comimówiłaś?Rozmawialiśmyopracy,ourlopiewychowawczym,możeo

dodatkowymzwolnieniu…

-Alemówiłam,żeniebioręiwracamoddrugiego.

-Tobyłyżarty-powiedziałzlekkimwahaniem.

-Niesądzę.Musiałeścośźleusłyszeć.

-Lidka,niemówiłaś,żewracaszjużteraz.Myślałem,żebędzieszwdomujeszcze

rok,możedziewięćmiesięcy,jakOskarjużpodrośnie,będziechodził…

-Niechcęstracićpracy.

-Nodobrze,acozOskarem?

Lidiaschowałazakupydoszafyiprzebrałasięwdżinsy.

-Opiekunka.Przychodziwewtorek,żebyOskarsięprzyzwyczaił.

-Iterazmiotymmówisz?Lidka,niewiem,cosiędzieje,jakbyśmymieszkaliw

background image

dwóchoddzielnychdomach.Dlaczegoniemówiłaś,żewracaszjużteraz,że

opiekunka,że…

-Mówiłamci.

-Widocznieniezbytdokładnie.

-Widocznieniedokładniemniesłuchałeś.

Lidiawzięłajednegotostaigryzącmałymikęsami,usiadłanakanapie.Włączyła

telewizor.

-Odechciałomisięjeść-powiedziała,patrzącwekran.

background image

27

Agnieszkaopowiadałaoswoimprojekciejużponadpółgodziny.Każdytelefonod

klientamusiałzostaćpoddanydokładniejanalizie:cozostałopowiedziane,jakim

tonem,wjakisposóbiczywszyscytaksamozrozumielibyjegosłowa.Jakbytomiało

jakiekolwiekznaczenie.Chcąpowtórzyćbadanie,więctrzebatozrobić-przecieżnie

możemystracićklienta.Chybażechcemygostracićiwtedynierobimynic.To

proste.Pocotylegadać?

Filipzerknąłnazegarek;zbliżałasięszesnastatrzydzieści,zebraniebadaczy-

centralnypunktponiedziałkowegoprogramudnia-zaczęłosięponadgodzinętemu,

awkolejceczekałojeszczekilkaosób.NastępnymiałbyćPięknyzeswojąhistorią

sukcesuiprzyszłymiprojektami.Wreszcietrafiłnaklienta,dlaktóregoważniejszy

byłsposóbprezentacjiwyników,elokwencjaiwyglądbadaczaniżwynikisamego

badania.Firmazajmowałabardzomocnąpozycjęnarynku,przynosiłaogromne

zyski,ajejpracownicytaknaprawdęniebylizainteresowaniżadnymizmianami,bo

niewidzielitakiejpotrzeby.Robilibadaniarynkowetylkodlatego,żektoś

przeznaczyłnatobudżet.

Pięknywiedział,żetookazja,jakanieprędkomusiętrafi-niemusiałwykonywać

skomplikowanychanaliz,wystarczyłoubraćsięeleganckoiprzeczytaćslajdyna

prezentacji-dziewczynyzdziałumarketinguklientabyłyzachwycone.Aponieważ

klientpłaciłregularnieiniewalczyłoupusty,byłbardzoważnydlafirmyFilipa.

Pięknywreszciezostanieuważniewysłuchanynazebraniu,jegosłowabędą

analizowaneikomentowane,anietylkokwitowaneżartamiiuśmiechami.Bow

końcusamPięknyteżniebędziedowcipkował,anawetjeśli-nicnieszkodzi:klient

jestważny,więcmuwybaczą.Pięknyzdajesobieztegosprawęiczuje,żewłaśnie

terazzezwykłego,niezbytwnikliwegoanalitykamożezmienićsięwpoważnego

badaczarynku.

Podczassławnegoponiedziałkowegozebraniakażdypracownikprowadzącyw

danejchwiliprojektomawiałjegostatus,uwagiklienta,planowanezakończeniei

oczekiwaneproblemy,aczęstozabawnesytuacjezprzebieguprojektu.Właśnieone

częstostanowiłypretekstdonieformalnejrywalizacji-ktomabardziejupierdliwego

klienta,ktonajmniejrozgarniętego,którynieumieczytaćtabelorazkomuzepsułsię

laptopwkulminacyjnymmomencieprezentacjiwyników.Dziękitymemocjom,kto

tymrazemwygrarywalizacjęnanajciekawsząopowieść,zebraniawfirmieFilipanie

byłytakprzerażająconudnejakwtysiącachinnychfirm.Tymrazemjednakżartów

byłoznaczniemniejizanosiłosięnanajnudniejszezebraniemiesiąca.

Filipsłuchałniezbytuważnieiniecierpliwiłsię.Referowałswójprojektnasamym

początku.Wkilkukrótkichzdaniachpodsumowałwynikbadaniaireakcjęklientana

prezentowanerezultatyiwnioski.Niebyłozastrzeżeń,aleteżwidokównakolejne

zlecenie.

Małoprestiżowyklientirutynowatechnikabadawczasprawiały,żeniktnie

zadawałpytańipodziesięciuminutachFilipskończyłswojewystąpienie.Niemiał

planównakolejneprojekty.Terazsiedziałibezmyślniekreśliłwkalendarzuszlaczki

igwiazdki.Czekałzniecierpliwością,kiedyszefogłosikoniecionbędziemógłwyjść.

Dziśzarazpozebraniuzamierzałwrócićdodomuisprawdzić,coOskariopiekunka

robiąotejporze.

ProjektPięknegozainteresowałwszystkich,zadawalipytania,aPiękny

odpowiadałwyczerpująco.Dopierodziesięćminutprzedpiątązaszurałykrzesłai

wszyscypowoliwrócilidobiurekprzeczytaćemaileiodpowiedziećnanie.

Filipszybkowyłączyłswójkomputer,nawetniesprawdzającpoczty.Włożył

kurtkę,rzuciłniedbale„cześć”natylecicho,żebyniktniespytałironicznie:„Już?Na

urlopiejesteś,czyco?”,izamierzałwyjść.Przybiurkurecepcjinatknąłsięnaszefa.

-Idziesz?-spytałFilipa.

background image

-Tak,muszędziścośzałatwić.

-WysłałeśofertędoRenault?

-DoRenault?!-Filiprozpaczliwieszukałwpamięcijakichkolwiekskojarzeń.

-Testcenynowegomodelu-podsunąłmuszef.

-Tobyłonadzisiaj?-zdziwiłsięFilip.

-Niewiem.Totwójklient.

-Wyślęjutrododziesiątej.Napiszęwieczorem.

-Wykorzystajichzapytanie,jeślidobrzepamiętam,bardzodokładnieokreślili

swojewymagania.

-Tak,tak.Wziąłemfakszzapytaniemispokojnienapiszętowieczorem.-Filip

poprawiłtorbę,pokazując,żezamierzajużwyjść.

-Dobra-szefpokiwałgłową.-Narazie.UścisnęlisobiedłonieiFilipwyszedłz

firmy.

Byłpewien,żeniewziąłzesobąfaksuzzapytaniemklienta.Nieprzypominał

sobienawet,żebywkładałgodoteczki,niepamiętał,żebywogólewidziałten

cholernyfaks.Musiałwczorajprzykryćgoinnymipapierami.Alejakmógłotym

zapomnieć?!Niezdarzałomusiętowcześniej.

Jednakniezmieniłplanu.Chciałczymprędzejwrócićdodomu.Napewnoczytał

wcześniejtozapytanie,przypominałsobienajważniejszepunktyibyłpewien,żena

tejpodstawiebędziemógłnapisaćofertę.Zresztąrobiłtakiebadaniajużkilkarazy,

tonicodkrywczego.Uspokojony,wyszedłzbiuraszybkimkrokiem.

Zprzystankuruszyłprostododomu.Spoglądałwoknabloku,alezdużej

odległościniepotrafiłocenić,czywichkuchniświecisięświatło,czynie.Dopiero

tużprzedklatkąschodowącoś,cobrałzaświatłomałejlampkinastolekuchennym,

okazałosięodbiciemzoknanaprzeciwko.Awięcniemaich!Otejporze?!Czyto

możliwe,żeopiekunkajeszczeniewróciłazespaceru?Jestprzecieżzimno,poniżej

zera.AlboOskarjeszcześpi.Przeztoznówzaśnieojedenastejwnocy,powinnago

obudzićokołoczwartej.Trzebazniąkoniecznieporozmawiać!TakmyślałFilip,

wchodzącposchodach.Ostatniepółpiętrapokonałnapalcach.Niechciał,bygo

słyszano.Pomyślał,żemożejednakopiekunkaiOskarsąwdomu,wsypialni.Może

kobietamazwyczajoszczędzaniaenergiiigasizbędnążarówkę?

Przezkrótkąchwilęwahałsię,czypowinienzapukać,czyodrazuotworzyćdrzwi

kluczem.Jeśliktośjestwdomu,zazwyczajpukamylubdzwonimy.Alepukaćdo

własnegomieszkania?Wdodatku,kiedymasięwkieszeniklucz?Tomożesięwydać

dośćdziwne.

JużpoddrzwiamiFilipkilkarazyporuszyłwpowietrzukluczem,którywydał

charakterystyczny,brzęczącydźwięk.Chciałwtensposóbdaćopiekuncedo

zrozumienia,żesięnieskradaaniniepodsłuchujepoddrzwiami.Chociażwłaśniena

tomiałterazochotę.

Kluczniedałsięprzekręcićwzamku,Filipcichozastukał.Cisza.Pochwiliznów

zapukałidopierowtedyusłyszałkroki.

-O,panFilip-zdziwiłasięopiekunka,stającwotwartychdrzwiach.

Byłakobietąpopięćdziesiątce-nieznalijejdokładnegowieku-szczupłą,

energicznąiczasamiegzaltowaną.Naprzykładwtedy,gdycośjązaskoczyło.

-Dzieńdobry,paniKrysiu-powiedziałFilipuprzejmie.

-Dzieńdobry,dzieńdobry.Pantakwcześnie?

ZezdziwieniacałyczasstaławdrzwiachiFilipmusiałprzeciskaćsięmiędzy

ścianąijejkościstymciałem,żebywejśćdomieszkania.

-Taksięzłożyło,żemogłemdziśwyjśćwcześniej-odpowiedział,zdejmującbuty.

-Szkoda,żepanniezadzwonił-powiedziałazwyrzutem.-Wstawiłabymzupę.A

takjestzupełniezimnaimusipanpoczekać.

-Niemaproblemu.AjakOskar?

-Ha!-krzyknęłaniecozagłośnoizakryłaustaręką.-Mamyniespodziankę.

-Jaką?-spytałiwszedłdosypialni.

background image

MałyOskarleżałwpoprzekłóżeczkaiuderzałmałymistópkamioszczebelki.

Pierwsze,cozwróciłouwagęFilipa,tostary,zszarzałykaftanik,jakisynmiałna

sobie,aktóregoniewkładalimujużoddawna.Miałtylenowychubranek,takszybko

znichwyrastał.

-Jaksięmasz,kolego?-Filipprzesunąłsynaiułożyłrównowzdłużłóżeczka.-Co

tozasztuki?Chceszbyćcyrkowcem?Chodźdotaty.

Podałmudłonie,awtedyOskarchwyciłjemocnoiusiadłprawiebezwysiłku.

-Łoł!Cozasiła!-krzyknąłFilipzaskoczony.-Synu,samsiadasz.No,no.Jeszcze

raz,dobrze?

IOskarpowtórzyłtoćwiczenie.

-Pięknaniespodzianka,prawda?-spytałapaniKrysia,stojącwdrzwiachpokoju.-

Niezdążyłamjeszczenicpowiedzieć,aonjużsamsiada.

-Robiłtakjużwcześniej?

-Tak,odsamegoranarwiesiędosiadania.

-Pięknie-Filipwziąłsynanaręceipocałowałwpoliczkiinos.-Chodź,młody,

zmienimycikaftanik.

-Niedobrywzięłam?-spytałapaniKrysiazniepokojem.

-Nie,dobry,bardzodobry.Alenawieczórwłożymynowy,takaniespodziankadla

mamy.

-Myślałam,żetenjeszczedobry,pocomasięzmarnować.

-PaniKrysiu,nicsięniestało,proszęsięnieprzejmować.

-Tojajużpójdę,tak?-spytała,mającnamyśliwyjściedodomu.

-Pewnie.-Filippodrzuciłsynadogóry,atamtenzaśmiałsięgłośno.-Mysobie

damyradę.

-Zupajestnapiecu-dodałapaniKrysia,wkładającpłaszcz.-Znaczy,nakuchni-

poprawiłasię.

-Dziękuję-krzyknąłzsypialniFilip.

PaniKrysiawciągnęłakozaki,włożyłaberetnagłowęipokrótkim„dobranoc”

wyszłapospiesznie.

 

TegowieczoruOskarzasnąłpóźniejniżzwykletylkodlatego,żesamirodzice

bawilisięznimdłużej.Bylidumniztego,żeumiejużsiadać,ichcielijeszczechoć

trochęprzedłużyćtenpierwszydzieńsiadania.Wrezultacie,rozbawionychłopiec

zasnąłodziesiątej.GodzinępóźniejrodziceteżleżeliwłóżkuidopierowtedyLidia

zdecydowałasięporozmawiaćzFilipem.

-Byłeśdziśwcześniej,tak?-Tak,chybapiętnaściepopiątej.-Mogłeśzadzwonić

dopaniKrysi,uprzedzićją.-Dlaczegomiałbymjąuprzedzać,żewracamdodomu?-

Filipuniósłsięnałokciu.-Askądwiesz?

-Dzwoniładomnie.

-Poco?

-Dlaczegowróciłeśtakwcześnie?

-Bomogłemwyjśćwcześniejzbiura.

-Todlaczegosiedziałeśterazprzedkomputerem?

-Musiałemcośskończyć.Niewiem,ococichodzi?-Filipodwróciłgłowę,jakby

szukałczegośnaścianie.

-Onic.Poprostutrudnojestznaleźćdobrąopiekunkę.

-Niemamzamiaruzniejrezygnować.

-Niemusiszjejsprawdzać.Jestpoleconaprzezmojąkoleżankę.PozatymOskar

dobrzesięrozwija.Niemapowodówdoobaw.

-Lidka.-Filipusiadłnałóżku.-Byłemwcześniejwdomu,bomogłemwyjść.

Chybamogę?Muszęjąuprzedzać,żebędęgodzinęwcześniejwswoimdomu?

-Nie.Aleonamogłapomyśleć,żechceszjąsprawdzić.Ategokaftanikatojuż

naprawdęniemusiałeśzmieniać.

-Teżcipowiedziała?

background image

-Chybanaprawdęgłupiosiępoczuła.

-Lidka,przecieżonaunaspracuje!Atojestnaszedzieckoitomydecydujemy,w

cojeubrać.

-Atojestnaszaopiekunkaiciężkobędzieznaleźćnamnową-ucięłaLidia.

-Dobrze.-Filip,zrezygnowany,przykryłsiękołdrąposzyjęizamknąłoczy,jakby

natychmiastzamierzałzasnąć.

Lidiachwilęgłaskałagoporamieniu,alewyczułanapięciemięśniiszybko

przestała.

Lekkodotknęłastopąjegostopy,aleFilipodwróciłsięplecamidoniej.Wstała,

żebysprawdzić,czyOskarniezrzuciłzsiebiekołdry.Oczywiściezrzuciłiwłożył

nogęmiędzyszczeblełóżeczka.Przykryłagoichwilęprzyglądałasię,jakśpizrękami

ułożonyminadgłową.Jejsamejniechciałosięjeszczespać.Otworzyłaszafkęz

ubraniamisynaizaczęławybieraćte,którebyłyjużzamałe.Przykażdym

odkładanymnabokubrankustarałasięprzypomniećsobie,kiedyOskarbyłwnie

ubrany.Niektóreniekojarzyłyjejsięzniczymkonkretnym.

background image

28

„Ponadpołowabadanychwogólenielokujeswoichoszczędności.Wgrupietej

znacznieczęściejznajdująsięmieszkańcywsi,osobyzwykształceniem

podstawowym,emeryciirenciści.Zdecydowanawiększośćtejgrupy(68%)opisuje

swojąsytuacjęfinansowąjako«wystarczamitylkonabieżącepotrzeby».Jednakw

tejgrupiejesttakżeniewielkiodsetekosóbdeklarujących,że«wystarczamina

bieżącepotrzebyoraznaskromneoszczędności».

Wśródtychbadanychznacznąwiększośćstanowiąosobymłode(do

dwudziestegodziewiątegorokużycia),mieszkańcywielkichmiastiprzedstawiciele

wolnychzawodów.

Wielkośćpróbywtymbadaniuniepozwalanaprecyzyjnyopistejgrupypod

względemdemograficznym,postawspołecznychczyzachowańnarynku

finansowym,jednakfaktdeklaracjioposiadaniuoszczędności,ajednocześnie

niekorzystaniazżadnychsposobówichlokowania,wydajesięnatyleinteresujący,iż

wartotęgrupędokładniejzbadać.

Faktlokowaniaoszczędnościwykazujesilnąkorelacjędodatniąztakimi

zmiennymi,jak:wyższewykształcenie,pracownikumysłowy,dochodynajedną

osobęwgospodarstwiedomowympowyżejśredniej”.

Filipprzerwałpisanie.Jegopalecwskazującypowędrowałdoklawiszabackspace

izawisłnadnim,lekkodrżąc.„Cośjestnietak-pomyślał.-Czylokowanie

oszczędnościtofakt?Toprzecieżtylkodeklaracja.Alefaktdeklaracjijestfaktem,

więcchybawszystkowporządku?”.Jednymuderzeniemskasowałkilkaostatnich

wyrazówigorączkowoukładałinnąwersjęzdania,którebymożliwienajlepiej

wyrażałoto,cochciałprzekazać.

Zadzwoniłtelefon.

-Cześć-odpowiedział,słyszącgłosżony…-Pamiętam-powiedziałdosłuchawki,

nieodrywającwzrokuodekranu…-Wiem,będęopiątej,najpóźniej…Dobrze…

Kochanie,muszęcośskończyć.Zadzwonię,jakbędęwychodził,dobrze?…Będęna

pewno,przecieżpowiedziałem…Pa.

Odłożyłsłuchawkę,nadalpatrzącwmonitor.Naglepoczułzmęczenie,zakrył

dłoniąoczy,potarłje;wstałzkrzesła,przeciągnąłsię,wyginającmocnoplecy,a

splecionedłoniewyciągającwysokonadgłową.Uniósłsięnapalcach,wyrwałomu

sięlekkiewestchnienie.

-Takciężko?-spytałaAgnieszka,którejbiurkostałorównolegledojego.

-Dosyć-przyznałwymijająco.

Spojrzałnazegarek,dochodziłapiętnasta,więcmiałjeszczepółtorejgodzinyna

skończeniepierwszejczęściraportu.ObiecałLidii,żewrócinajpóźniejopiątej,tak

abyzdążyłanaautobus,którymiałzawieźćpracownikówjejfirmynaMazury.

Ledwiedwamiesiącetemuwróciładopracypourlopiemacierzyńskimijuż

zaczynająsięwyjazdy,szkolenia,kolacjebiznesowe.

Filipnietaktosobiewyobrażał.Teraz,kiedydzieckomajużprawierokidobrze

sięrozwija,kiedyzaczynanawiązywaćkontaktzotoczeniem,kiedyreagujenasłowa

czygesty,odpowiadauśmiechemlubpłaczem,teraz,kiedytrzebazacząćpokazywać

muświat,właśnieteraznajwięcejczasuspędzaznimopiekunka,anierodzice.Oboje

widząOskaratrzygodzinywieczoremigodzinęrano.Razemczterygodziny

dziennie!Mająznimjeszczekontaktwnocy,gdysiębudzi,domagapicialub-coraz

rzadziej-mleka.Aletoopiekunkaspędzaznimcałydzień-wtedy,kiedyOskarjest

najbardziejaktywny.Toonapierwszawidziała,jaksampiłsokzkubka.Ipewnieto

onapierwszazobaczy,jakOskarprzejdziekilkakrokówsamodzielnie.Jegopierwszy

wżyciukrokzdarzysiętylkoraziFilipprawdopodobnietegoniezobaczy.

Wydawałomusię,żetowszystkojestbeznadziejniezorganizowane:rodzice

powinniwracaćdopracydopiero,kiedydzieckoskończykilkanaścielat,

background image

przynajmniejdziesięć.Ataknajciekawszy,najbardziejradosnyinajważniejszyczas

swojegożyciamałyczłowiekspędzazopiekunką,babciąlubwprzedszkolu,a

rodzicesąznimtylkozdoskoku.

AkiedyprzychodziweekendimoglibywreszciespędzićzOskaremcałedwadni,

Lidiamusiwyjeżdżaćzludźmizpracy.Musiczychce?Takamyślpojawiłasięw

głowieFilipa,aleszybkojąodrzucił.

Potejkrótkiejprzerwieniemógłodrazuwrócićdopisania,telefonodLidii,a

właściwiewłasnemyśli,wybiłygozrytmu,poszedłzrobićsobieherbatę.Wkuchni

byłMichał,szeffirmy.Wyjmowałzlodówkibutelkęcoli.

-Jakieplanynaweekend?-spytałFilipa.

-Bezszaleństw-odpowiedziałFilip,nalewającwodędoczajnika.-Chybawdomu.

Aty?

-Będęskakałzespadochronem.Pierwszyrazwżyciu-Michałuśmiechnąłsię,

jakbytobyłżart;wdłoniachobracałbutelkępokrytąszronem.

-Serio?-Filipudałzainteresowanie,choćzupełniegotonieobchodziło,sam

nigdynieskakałiniemiałzamiaru.

-Mojakobietamnienamówiła-Michałzdecydowałsięnałyklodowatejcoli.-

Onamajużzasobądziewięćskokówiwłaśnietendziesiątymabyćrazemzemną.

-No,toniezłyzaszczytcięspotkał-skomentowałFilip,możeniecozbyt

sarkastycznie.

-Będziemyleciećrazem,wtandemie-MichałnieusłyszałtonuFilipa.-

Wyskakujemyjednocześnie,lecimyrazemionadecyduje,kiedyotworzyć

spadochron.Podobnoskaczącpierwszyraz,niepotrafiłbymocenićodległości.

Wyrzuciłbymczaszęodrazuizerofanu.

-Toświetnie-Filipzalałwrzątkiemherbatę.

Michałschowałbutelkędolodówki.

-Jakraport?-spytał,stojącjużwdrzwiachkuchni.

-Dobrze-odpowiedziałFilip.-Zarazskończępierwszączęść,wponiedziałek

będziedrugaiwnioski.

-Okej.Chciałbymgoomówićwponiedziałekkołoczwartej,potembędęzajęty.

-Wporządku.

Michałskinąłgłowązaprobatąiwyszedł,aFiliptużzanim.

-Aha,Filip!-Michałkrzyknął,stojącjużprzydrzwiachdoswojegopokoju.-

Prześlijmidziśpierwszączęść,jakskończysz.

-Dobra.

Filipwróciłdopracy,aleszłomuznaczniegorzejniżwcześniej.Zastanawiałsię,

czyLidiajednakniemogłabyodwołaćtegowyjazduiczymaprawojąotozapytać?

Przesuwałkursorempoekranie,poprawiająctuitamniektórezdaniaiwstawiając

brakująceprzecinki,tworzącakapity.Igłowiłsię,pocoszefchcedostaćdzisiaj

pierwszączęśćraportu?Będziegoczytałwsamolociewoczekiwaniunaskokczyjuż

wtrakcielotuzespadochronem?

Dodomuwszedłdziesięćminutprzedpiątą;zasapanyispocony,bocałądrogęod

przystankudodomuprzebiegłlekkimtruchtem.LidiastaławpokojuzOskaremna

rękach,ubranawśliwkowyżakiet,zróżowąchustkązawiązanąpodszyją.Miałajuż

nawetbutynanogach.

-Cześć-powiedziałdoniej.-Chybazdążyłem?

-Cześć-odpowiedziała.-PotrzymajOskara,muszęsięumalować.

Filipzdjąłbuty,kurtkęrzuciłnakanapęiwziąłsynanaręce.

-Jakżyjesz,młody?-spytałzuśmiechem,poczymzacząłmucałowaćpoliczkii

włosy,podrzuciłgokilkarazydogóryiOskar-jakzawsze-zacząłsięgłośnośmiać.

-Jedzieszmetrem?-krzyknąłdoLidii,którazaszyłasięwłazience.

-Możemniepodrzucisz?Niechcemisięiść-zaproponowała.

Filipwszedłdołazienki,usiadłnapodłodze,opierającsięplecamiościanę.Oskar

natychmiast,kiedyznalazłsięnapodłodze,poraczkowałdoszafkipodumywalkąi

background image

zacząłwyjmowaćzniejmydła,szampony,podpaskiichusteczkihigieniczne.

-Lepiejweźtaksówkę-poradził,patrzącwodbiciejejtwarzywlustrze,podczas

gdyonastarannienakładałaczarnytusznarzęsy.-ZanimubioręOskara,tyjuż

dotrzesznamiejsce.

-Maszrację-przyznała.-Pozatymonniedługobędziegłodny.Dajmukaszę,ale

ryżową,niemleczną.

-Znowumawysypkę?

-PaniKrysiamówiła,żeranocałenóżkimiałwkrostach.Terazjużmuprzeszło,

alenigdyniewiadomo.

-Dobrze.

Oskartymczasemzacząłwyjmowaćpodpaskizpaczkiiukładaćjednąnadrugiej.I

ktopowiedział,żedzieckopotrzebujeekologicznych,edukacyjnychzabawek?

Wystarcząmuprzedmiotycodziennegoużytku.

-Widzisz,synku-Filipzaczął.-Mamazostawianasisobiejedzie.Taktojestz

kobietami.

-Cotywygadujesz?-Lidiaspojrzałananiegozdziwiona.

Wkręciłaszminkę,nałożyłaprzykrywkęizaczęłaszukaćczegośwkosmetyczce.

-Żartuję-Filipodpowiedziałpochwili.-Przecieżonniewie,ocochodzi.

-Cotozagłupieżarty?-Lidianadalbyłaoburzona.-Jakniedługozacznie

rozumieć,teżbędzieszmutakierzeczyopowiadał?

-Dlaczegosiędenerwujesz?Czujeszsięwinna?

-Filip,przestań,dobrze.Tojestpracaimuszęjechać.Niestarajsiębyćjakimś

domorosłympsychoanalitykiem.

-Myślałem,żemożetoodwołasz…

Filipwstał,żebyzabraćOskarowipodpaski,któretenzacząłjużrozpakowywaćz

pojedynczychopakowańiprzyklejaćjednądodrugiejlubdoswoichspodni.

-Dlaczegomiałabymodwołać?-spytała.

-Żebyśmybylirazemwweekend.Totakiedziwne?

-Pierwszyrazwyjeżdżamsłużbowowweekend,niemogęodwołać,toważne

szkolenie.

-Dobra,zamówięcitaksówkę.-Filipwyszedłzłazienki,żebyzadzwonićpo

radiotaxi.

Ostatniewspólnedziesięćminutwtenpiątekspędziliwoddzielnychpokojach-

Lidiajeszczeprzeglądałaspakowanątorbę,aFilipbawiłsięzOskaremwsypialni.

Dopierokiedystojącjużwdrzwiach,powiedziałacelowogłośno„idę”,Filippodszedł

doniejipocałowałjąwusta.

-Będętęskniłazawami-powiedziałaprzepraszającymtonem.

-Uważajnasiebie-odparłFilip.-Iniepijzadużo.

-Dobrze,pa.Wycałowałasynawobapoliczki,potemwobierączki,nakoniecw

czubekgłowyiwyszła.FilippodszedłzOskaremdooknaiczekał,ażLidiapojawisię

przedklatką.

Taksówkajużstała,kierowcaczytałcośprzyzapalonymświetle.

-Widzisz,zostawianasnacaływeekend-szepnąłojciecdosyna.-Niegrzeczna

mama.

background image

29

Panitrenerwolnoprzechadzałasięmiędzyurządzeniamidoćwiczeń.Ubranaw

obcisłeczarnelegginsyirównieobcisłąoliwkowąkoszulkębezrękawów,

przystawałacojakiśczasprzyćwiczącychiwydawałakrótkieinstrukcje,

demonstrując,jakpoprawniewykonaććwiczenie.Miałaokołoczterdziestulat,

umięśnione,sprężysteciało,pozbawionejednakopalenizny.Wyglądałanaosobę,

którazłatwościąnarzucasobiereżimćwiczeńlubdietyinierobitegonapokaz.

Imponowaławszystkim,którzyprzychodzilidotejsiłowni,mimożećwiczących

traktowałachłodno,niemalzniechęcią.Wydawałosię,żezupełnieniezależyjej,czy

ktośwykonujećwiczeniazzaangażowaniem,czybez,ainstruowałatylkoz

obowiązku.

Mówiłaswojeiodchodziła.Niepatrzyłanawet,czyktośzastosowałsiędojej

poleceń.

KiedypodeszładoMałgosi,siedzącejnastacjonarnymrowerze,tylkozerknęłana

wyświetlacz,zmieniłaprogramdwomadotknięciamiśrodkowegopalcaiodeszła.

Małgosianiezdążyłaoniczapytać,spojrzałapytająconaLidię.

-Terazlepiej?-LidiaspytałaMałgosię.

-Niewiem-Małgosiawzruszyłaramionami.-Bezzmian.Obiesiedziałyna

rowerachipokonywałyrealnekilometry,nieruszającsięzmiejscainiepodziwiając

pięknychokolicznościprzyrody.ToMałgosianamówiłająnasiłownię.Lidiazawsze

wymawiałasiębrakiemczasualboniechęciądoodwiedzaniamiejscaokupowanego

przezogolonychnałysofacetów,wpatrzonychzuwielbieniemwswojebłyszczące

ciałaodbitewlustrach.Niemogłajednakodmówić,kiedyMałgosiawyciągnęłajądo

siłownipodpretekstemplotek.Zastrzegłajedynie,żeniebędziepodnosićżadnych

ciężarówiwtensposóbstanęłonarowerach.Jednakplotkimusiałyodłożyćna

później:zgłośnikówzawieszonychpodsufitempłynęłygłośnedźwiękinajnowszych

iubiegłorocznychprzebojówmuzykipop,atelewizorprzedniminadawałrelacjęz

turniejutenisowego.

Potrzydziestuminutachmozolnejjazdy,razpodgórkę,razpopłaskim(nigdyw

dół),zgodniezprogramemnumerpięć,Lidiazeszłazsiodełkaistanęłanaszeroko

rozstawionychnogach.

-Mamdość-oznajmiła,poklepującsiępoudach.

-Idź-powiedziałaMałgosia.-Jazarazskończę.

Spotkałysiępopiętnastuminutachwszatni.Obiewprzepoconychkoszulkach;u

jednejbyłtobardziejefektlampwsolarium,udrugiejwyczerpującejjazdyzgodniez

programemdlaśredniozaawansowanych.

-Bierzeszprysznic?-spytałaMałgosia.

-Wolęwdomu.-Lidiazdjęławilgotnąkoszulkęiwsamymstanikuszukała

świeżejwplecaku.

-Wogóleniewidać,żerodziłaś-powiedziałaMałgosia.

-Acomiałobybyćwidać?-Lidiawyjęłanowąkoszulkę,aleprzedjejwłożeniem

wytarłatamtączołoiramiona.

-No,niewiem…-Małgosiabyłaniecozakłopotana.-Masztakipłaskibrzuch…

Lidiaspojrzałanaswójbrzuch,ścisnęłapalcamiskórę.-Nowiesz,tobyłorok

temu.

Wciągnąłsię,alejeszczetrochęzostało.Jesttakimiękki.

-Nieżartuj.-Małgosiazdjęłaswojąkoszulkę.-Zobacz,jakijamamwystający.To

straszne.Zaczynamsięrobićgrubąbabą.

-Uspokójsię.Wciążytodopierobędzieszgruba.

Obieprzebrałysięibyłygotowedowyjścia.

-Możeusiądziemynachwilęwkawiarni?-zaproponowałaMałgosia.-Jesttu,na

dole.

background image

-Niemogę-powiedziałaLidiazociąganiem.-Filipmajakąśpracęwieczorem.

-Pracę?

-Musiskończyćraportczycoś.

Siedziałynaławeczkach,ktośwchodziłiprzebierałsięalboszedłpodprysznic.

Mogłyjużwyjść,aleociągałysię,bojeszczenicniezdążyłysobiepowiedzieć,a

przecieżspotkałysięnaplotki.Małgosiaupinaławłosyzrękamiuniesionymido

góry,podpachąwykwitłyjejniewielkieplamypotu-jejciałojeszczenieochłonęło

powysiłku,więctaświeżakoszulkateżbędziemusiałaiśćdoprania.Lidia

odpoczęławsolarium,jejskórateżbyłalepkaodpotu,alejużniewilgotna.

-KarmiszjeszczeOskara?-Małgosiawyraźniechciałasięczegośdowiedzieć,o

cośspytaćlubcośwyznać,aleniewiedziała,jakzacząć.

-Nie-odpowiedziałaLidia.-Popowrociedopracykarmiłamgotylkownocy,

przezmniejwięcejmiesiąc.Potemsamjużniechciał.Niewiem,czymiałamzamało

pokarmu,czyniesmakowałomu.

-Ico,nieczułaśsięztymźle?

-Źle?Dlaczego?Wreszciemiałamspokójisuchystanik.

-Czytałam,żematkaodbieratojakodrzucenieprzezdziecko.

-Dajspokój-zaśmiałasięLidia.-Nieczytajtychnawiedzonychksiążek.

Małgosianachwilęzamilkła,aleLidiaczekałananastępnepytanie.

-Nacinalicię?

-Tak.Prawiekażdąnacinają.

-Zgodziłaśsię?Niemogątegorobićtakbezpytania!-Małgosiasięoburzyła.

-Niepamiętam.Chciałam,żebytosięskończyło,nawetniepoczułam,kiedy

nacięli.

Szyciebyłogorsze.

-Niewiem,jakbymtoprzeżyła-Małgosiapowiedziałatobardziejdosiebieniżdo

koleżanki.

-Aco?Jesteśwciąży?-spytałaLidia,patrzącprzyjaciółcewoczy.

-Nie!-Małgosiazaprzeczyłagwałtownie.

-Niezarzekajsię.

Znówzapadłacisza.Lidiaspodziewałasię,żeMałgosiawłaśnieterazpowiejej

cośważnego,zwierzysięzczegoś,coplanowaławyznaćwtedy,gdysięumawiały.

Jednakmilczała.Wstała,jeszczerazsprawdzając,czyniezostawiłaczegośwszafce.

-Toco,jesteśczynie?-zapytała.

-Nie-Małgosiaodpowiedziałacicho,odwróconaplecamidoLidii.Wreszcie

usiadłaispojrzałanaprzyjaciółkę.-Właśnieotochodzi,żeniejestem.

-Toniejestzbyttrudne-Lidiapróbowałażartować.

-Dlamnietrudne.Mamjużtrzydzieścijedenlatitojużnaprawdęnajwyższapora.

Zakilkalattomożebyćjużniebezpieczne.

-Tonieprawda-zaprotestowałaLidia.

-Mojamamamiaładwadzieściadwalata,jakmnieurodziła,awiększośćjej

koleżanekrodziłajeszczewcześniej.Onaciąglemówiownukach.Chciałabymjuż

miećtozasobą.

-Niemożeszjejulegać,totwojasprawa.-Niewiem,czyjejulegam,czysamatego

chcę.

Aleniestety,Michałniechce.Ciąglemniezapewnia,żetakjestlepiej.Czasamisię

znimzgadzam.

-Maszjeszczetrochęczasu-powiedziałaLidiabezprzekonania.

-Pewnietak.Ajakbyłouciebie?

-Jakośsamoprzyszło.Nierozmawialiśmyotymspecjalnie.Kiedyśzrobiliśmyto,

wiesz,bezzabezpieczenia,itakjakośczuliśmy,żechcemy.Filipteżmiał

wątpliwości,aleterazzajmujesięmałymchybawięcejodemnie.Przewijago,karmi,

bawisięznim.Czasamiwydajemisię,żeprzesadza.Trzyrazysprawdzadatę

ważnościnasoku,czytadokładnieskładmlekawproszku,urywasięzpracy,żeby

background image

zobaczyć,jakopiekunkasięnimzajmuje…

-Nowidzisz-Małgosiaprzerwałajej.-Jasięobawiam,żeMichałtakbynieumiał.

-Wiesz,onitylkoudajątakichtwardzieli,apotemuwielbiajądziecibardziejod

nas.

-Ajaksięczułaśwciąży?

-Dobrze.Trochęmniemdliło,chybaprzezmiesiąc.

-Przezcałymiesiąc?!

-Tak.

-Codziennie?

-No…-Lidiazastanowiłasię.-Kilkarazydziennie.

-Tostraszne-Małgosiazamyślonamięławrękachpasekodsportowejtorby.-

Chybapourodzeniudzieckawszystkosięzmieniło?-spytała,patrzącnaLidię.

-Czyjawiem?-Lidiazaczęłamalowaćusta,wydymającwargi.-Napewno,aleto

wszystkotrwajednakdośćdługo,ciąża,poród,pierwszemiesiącepo,torazem

ponadrok.

Gdybytosięzdarzyłozdnianadzień,pewniebyłybyszok.

Wyszłyjużzsiłowniischodziłyposchodachdowyjścia.Nagóręwchodziło

dwóchmłodychmężczyznweleganckichgarniturach.

-Czyterazdzieckojestdlaciebienajważniejszenaświecie?-spytałaMałgosia.

Lidiaczekałazodpowiedzią,ażdwajmłodziyuppieszniknąwdrzwiachsłowni.

Jedenznichniósłnaramieniudużąsportowątorbęzwyraźnymlogonajmodniejszej

markitegoroku.

Kiedymijałkobiety,torbaboleśnieuderzyławramięMałgosię.

-Niechpanuważa!-krzyknęła.

Onniezatrzymującsię,spojrzałtylkonaLidięiMałgosięizniknąłwdrzwiach.

-Cholera-Małgosiazaklęła,masującsobieramię.-Cozacham.Jakbymbyław

ciąży,teżbypewnieniezauważył.

-Wtedyniebyłabyśwsiłowni-rzekłaLidia.

-Dlaczegonie?Właśnieżebymchodziła,żebyniemiećzwiotczałegociała.

-Ocopytałaś?-odezwałasięLidia,kiedyjużwyszłyzbudynku.Szukała

wzrokiemswojegosamochodu.

-Niepamiętam-Małgosianadaltrzymałarękęnaramieniu.-Mówiłam,że

dzieckojestterazdlawasnapierwszymmiejscu.

-Pewnietak-przyznałaLidia.

-Pewnie?-zdziwiłasięMałgosia.

-Gosia-Lidiawestchnęła,jakbymusiałatłumaczyćrzeczjasnąjaksłońce.-Janie

mamczasunazastanawianiesię,cojestwżyciuważne.Rano,przedwyjściemdo

pracy,mówięopiekunce,comazrobićnaobiad,popracynatychmiastdodomu,

potemgotowanie,przewijanie,zabawa,kąpiel,usypianie,dopierowtedycośzjadam,

prasujęubranianajutroiidęspać.Marzęotym,żebyjakiśfilmobejrzećodpoczątku

dokońca.Odporodubyłamtylkorazukosmetyczki.Ababskiepismoostatniraz

przeglądałamwpoczekalniukosmetyczki,tylkotenjedenraz.

-Boterazcośinnegosiędlaciebieliczy-powiedziałaMałgosia.

-Niewiem,cosiędlamnieliczy.Chcęsięwyspać,ostatniotojestdlamnie

najważniejsze.

background image

30

MałyOskarsprawdzałdokładniekażdeźdźbłotrawy.Szedłpowoli,jeszcze

niezdarnie,naszerokorozstawionychnogach.Cokilkakrokówpochylałsię,jakby

czegośszukał.Kiedyznaleziskookazywałosięwyjątkowociekawe,opadałnakolana,

opierałsięnajednejdłoni,adrugąrozgrzebywałtrawęiziemię.Filipstałnadnim,

obserwującczujnie,czyniegrozimużadneniebezpieczeństwo.Listapotencjalnych

zagrożeńbyłanaprawdęimponująca:upadekiuderzenieoziemięczołem,buziąlub

kolanem,skaleczeniesięwpalecostrątrawąlubkawałkiemszkłaczydrutu,

zjedzeniegrudkiziemi,jakiejśroślinylubwogóleczegokolwiekznalezionegow

trawie,wreszciewdepnięcielububrudzeniesiępsiąkupąbądźinnąobrzydliwą,

szkodliwąsubstancjąorganicznąlubnieorganiczną.

Naszczęście,podczastegosobotniegospacerujeszczenictakiegosięnie

zdarzyło,ainnesprawyFilipignorował,inaczejwogóleniewychodzilibyzdomu.

Czytałniedawnowmiesięcznikudlarodziców,żeprzesadnasterylnośćniewpływa

korzystnienazdrowiedzieckaiprawdopodobniejestprzyczynąpowstawania

alergii.KiedywięckilkadniwcześniejOskarspróbował,jaksmakujezupazpiasku,

niewpadłwpanikę,niewybierałmupalcamiziarenekpiaskuzust,poczekałtylko,

ażsynprzestanieplućiwycieraćsobiezobrzydzeniemusta,poczympodałmu

wodę.Wieczoremoczekiwałzniepokojemjakichśsensacji,nawetsprawdzał

konsystencjętego,cosynzostawiłwpieluszce,aleniczegopodejrzanegonieznalazł.

Nieoznaczałoto,żepostanowiłterazcodzienniedorzucaćmudokaszkiłyżeczkę

piasku,aleniestarałsięwycieraćrąksynapokażdymzetknięciuzziemiączy

chodnikiem.TłumaczyłLidii,abyteżtakpostępowała,aleonarobiłaposwojemui

nakażde,nawetnajkrótsze,wyjścienaspacerzabierałazesobąchusteczki

dezynfekujące.

Niepostrzeżenieoboknichpojawiłsięnaglemały,kudłatypiesokrótkichnogach

idługimtułowiu.WpierwszymodruchuFilipstanąłmiędzysynemapstrokatym

kundlem.

TamtenjednakniezwracałuwagianinaFilipa,aninaludzkieszczenięstojące,

zupełniejakjegopobratymcy,naczterechłapach.DwarazyobwąchałOskarai-

podobnie,jakon–zacząłczegośwytrwaleszukaćwtrawie.Przystawał,wąchał,

potemodbiegał,znówprzystawał,znówwąchał,wkońcuskubnąłtrochętrawyi

odszedłkawałekdalej.

Oskarnatychmiastzainteresowałsiękundlem.Zerwałgałązkęjakiegośchwastui

podszedłdopsa.Filipchwyciłsynazarękęigotówbyłdobłyskawicznejreakcji,

gdybypiesjednaknieokazałsięprzyjazny.

-Pieseknielubitrawy-powiedziałłagodniedosyna.

-Niam-powiedziałOskar.-Au,au!Niam.

-Pieseklubimięso-Filiptłumaczył.-Trawęjedząkozy.Albokróliki.

-Au,au,niam-powtarzałOskaripodtykałpsuliściepodpysk.

Pies,zniechęconynatarczywościądziecka,odbiegłkilkametrówistanął.

Obwąchałmiejscewokółsiebie,przykucnąłnatylnychłapachizrobiłkupę.Prosto

narównoprzycięty,soczyściezielonytrawnikrozciągającysięwokółblokuFilipai

Lidii.

-Ej,zmiatajstąd!-krzyknąłFilipnapsa,podbiegłdoniegoizamachnąłsięnogą.

-Panie,panie!-Filipusłyszałwołaniezasobą.-Samsiępankopnij,niepsa.

Nachodnikustałmężczyznaokołopięćdziesiątkizwydatnymbrzuchem,ubrany

wjasne,luźnespodnieikoszulęwkwiaty;wrękutrzymałskórzanąsmycz.

-Panapies?-zaczepniespytałFilip.-Widzipan,coonrobi?Trzebazwierzaka

pilnować.

-Copilnować?Copilnować?-Facetwkoszulizacząłmachaćręką.-Gdziema

robić?Nachodniku?

background image

-Przecieżtutajdziecichodzą!Niechpantoposprząta.

-Potopłacępodatek,żebysprzątali-mężczyznaniezamierzałłagodzićsytuacji.

Wtymmomenciepiesponownieprzykucnął.Zrobiłswoje,poczymkilkarazy

machnąłtylnymiłapami,zagrzebującodchody.Filipniewytrzymał,podszedłdopsa

i-całyczastrzymającOskarazarękę-lekkotrąciłgowzadek.Piespodskoczył,

zaskowyczał,odbiegłzpodwiniętymogonem.

-Tychamie!-MężczyznapodbiegłdoFilipa.-Bojacięzarazkopnę!

WtedyFilipszybkimruchemwyrwałmuzrękismyczizdzieliłmężczyznękilka

razypołydkach.

-Sprzątaj,świntuchu,popsie-powiedziałspokojnie.

Mężczyznapoślizgnąłsięiupadłsiedzeniemnatrawnik,byćmożenawettam,

gdzieprzedchwilązałatwiłsięjegopies.ZdenerwowanyFiliprzuciłsmyczzasiebie,

jaknajdalejodwściekłegofacetawlnianychspodniach,poczymchwyciłOskarana

ręceiszybkopobiegłwkierunkuswojejklatkischodowej.Kiedywstukiwałkod

domofonu,obejrzałsięzasiebie.

Facetwkwiecistejkoszulijużwstał,zapinałpsusmycz,krzyczałcośwściekły,ale

ztejodległościniemożnabyłousłyszećco.Filipbałsię,żezarazpodbiegniedo

niego,będziewrzeszczałiawanturowałsię,ajegonagleopuściłaodwagaichciałjak

najszybciejznaleźćsięwdomu.Bałsię,żefacetsiędowie,gdziemieszkają,ibędzie

ichnachodził,naślepolicjęalbokażepsunarobićnaichwycieraczkę.Liczyłnato,że

nieudamusiędowiedzieć,któremieszkaniezajmują.Jednakfacetbyłzajętypsem,

oglądałgo,jakbyuległpoważnemuwypadkowi,iwcaleniezamierzałgonić

prześladowcy.Filipwszedłidopierowwindziepoczuł,jakijestzdenerwowanyi

spocony.Oskarnarękachojcarobiłminydolustra.

background image

31

Sprzedawcęćwierkającychglinianychptaszkówudałosięominąćtylkodlatego,

żenatrawnikupojawiłysięnagleprawdziwesroki.Oskarznalazłcienkipatyki

zacząłgonićbiedneptakiszukającejedzeniamiędzypierwszymiopadłymiliśćmi.

Rozczarowaniedzieckabyłonaprawdębolesne,gdyptaki,jedenpodrugim,

podrywałysiędolotunajegowidok.Niezniechęciłsięjednakiprzestałbiegać

dopierowtedy,gdywzasięguwzrokunieujrzałjużanijednego.

Potembyłmostnadwyschniętąfosą.Oskarpróbowałwdrapaćsięnaniegopo

ułamanejcegle.Zawszeczuwającematczyneręcepomogłymuwtymiuchroniły

przedniebezpiecznymupadkiem.Kiedymamazdjęłagozzabytkowegomostu,nie

protestowałidałsięspokojniewprowadzićnadziedziniecprzedpałacemw

Wilanowie.

-Wchodzimydoogrodu?-spytałFilip.

-Poilebilety?-Lidiaodpowiedziałapytaniem.

-Niewiem.Dziesięćzłotych?Chyba.-Azaniego?-Nic.Taksądzę.Oskarnie

słuchał

jednaktejkrótkiejrozmowy,gdyżmiałzupełnieinneplany.Zainteresowałygo

kamienieułożonerównowzdłużścieżkibiegnącejwokółdziedzińcaprzedpałacem.

Najednymznichciekawskichłopczykodkryłmozolniesunącegoślimaka,zaczął

pokrzykiwaćzzachwytemipróbowałwsadzićpalecdootworuwmuszli,gdzie

przezornieschowałosiężyjątko.

-Zostaw!-krzyknęłazodraząLidia.-Tojestbrudne.

-Dajspokój-powiedziałFilip.-Przecieżniemożeniczegoniedotykać.

-Chybazostanietutaj.-Lidia,zrezygnowana,usiadłanakamieniuiprzyglądała

się,jaksynodkrywawsobiepasjęprzyrodnika.

Pokilkuminutachudałoimsięjednakkupićdwabiletyiwejśćnaterenogrodów

przypałacowych.Dzieciiślimakiniepłacą.Następnekilkanaścieminutspędzilina

ganianiuzaOskarem,którywchodziłnapięknieutrzymanerabatkizkwiatkami,a

gdywracałnaścieżkę,zaczynałzbieraćjasnegładkiekamienie,którymiwyłożone

byłyalejki,irzucałnimiprzedsiebie.Imimożeskończyłdopieroszesnaście

miesięcy,mogłosiętookazaćnaprawdęniebezpiecznedlainnychspacerowiczów.

Naszczęście,zabawaszybkomusięznudziła,alerównocześnieodechciałomusię

teżchodzić,czepiałsięnógrodzicówipodnosiłręcedogóry.

-Dlaczegoniewzięliśmywózka?-spytałaLidiazwyrzutem.

-Niechtrochępochodzi-odpowiedziałFilip.

-Właśniewidzisz,jakchodzi.

-Niechciałomisiępchaćtegowózka-Filipznalazłinnyargument.

-Achcecisięgonosić?-Lidiaspojrzałanamęża.-Bomnienie.

NadstawdotarliwięczOskaremnaramionachFilipa.Tamchłopczyk

zainteresowałsięłabędziamipodpływającymidobrzeguwnadzieinajakieś

smakołyki.Filipprzezorniezabrałzesobądrożdżowąbułkę,przeznaczoną

pierwotnienapodwieczorekdlasyna,jednakkawałekzniejmożnabyłooddać

łakomymptakom.Oskarekrzucałniezdarnieokruszki,Lidiaprzytrzymywałagoza

kurteczkę,abyniewpadłdowody,aFilipsiedziałnatrawie,obserwująccałąscenęz

pewnejodległości.

-Jakgoterazstądodciągniemy?-LidiazwróciłasiędoFilipa,patrzącnaniegoz

nadzieją.

-Amusimy?

-Niemamzamiarusterczećtugodzinami.Jeszczetełabędzienaspodziobią.

-Wporządku.

Filipwstał,podszedłdosynaipodniósłgo.Zakręciłnimkilkarazywpowietrzu,

ażchłopieczacząłsięgłośnośmiać.Wtedyodeszli,zostawiajączasobą

background image

rozczarowanełabędzie.

Następnyprzystanekzrobiliprzydrzewie,którenaswojeschronieniewybrała

szarobrązowawiewiórka.Filiprozłożyłnatrawiekurtkęiusiadłnaniej,

przyglądającsię,jakOskaruderzeniamiznalezionegopoddrzewempatykapróbuje

wywabićzdziuplizwierzątko.

Obchodzącpieńdookołaizadzierającgłowędogórywposzukiwaniuwiewiórki,

niezauważyłwystającegokorzeniaiupadłnaziemiępokrytąliśćmi.

Lidiarzuciłasiędzieckunaratunek.

-Mógłbyśgoprzypilnować-powiedziałazirytacją.

-Przecieżnicsięniedzieje-odpowiedziałspokojnieFilip.-Dzieckomusisię

przewrócić„określonąliczbęrazy”,inaczejnigdynienauczysiępewniechodzić.

-Ciekawe,czysamwymyślasztakiedurnemądrości,czymożeznajdujeszjew

tychidiotycznychgazetkachofantastyce.

Filipnieodpowiedział.Wstał,strzepnąłkurtkęirozejrzałsięwposzukiwaniu

dalszegokierunkuspaceru.Lidiawtymczasieodeszłajużzsynkiemnarękach,

prawdopodobniewstronęwyjścia,sprawabyławięcchybarozstrzygnięta.Dogonił

jąidalejszliwmilczeniu.

Zatrzymalisięnatarasienatyłachpałacu.Oskarpostawionynawłasnychnogach

natychmiastzacząłzbieraćbiałekamienie,którymiwyłożonybyłtaras.Tymczasem

podmurempałacurozstawionostylowedrewnianekrzesła,naktórychzasiadło

czterechmuzyków:jedenzwiolonczelą,drugizkontrabasem,adwóchpozostałych

zeskrzypcami.

Mielinasobieletniegarniturywkolorzekawyzmlekiemiczekoladowekoszule,a

podszyją-białemuchywbrązowegroszki.Całośćwyglądałabyćmożeelegancko,

aletrochępretensjonalnie,kiczowato.Zakończylienergiczniepierwszyutwóriw

skupieniuprzewracalinuty,jakbychcielisobieprzypomnieć,cotamwłaściwiejest

zapisane,lubdopieroterazuczylisiękolejnegoutworu.Zaczęligraćnagle,bez

spoglądanianasiebie,czycichegoliczeniadoczterech.

JużpierwszetaktywydałysięFilipowiznajome,niemógłjednakrozpoznać,coto

zakompozycja.Wyjąłzkieszenikurtkidrożdżówkęizawołałsyna.

-Pewniejesteśgłodny-pokazałmubułeczkę,którączęściowozjadłyjuż

wcześniejptaki.

-Wdomuzje-zaprotestowałaLidia.

-Takapięknapogoda,zostańmyjeszcze-powiedziałłagodnie,spoglądającw

niebo.

Lidiazawahałasię.

-Chodź,Oskarek-Filippociągnąłsynazarękę.-Przekąsimycoś.

Zdjąłkurtkę,rozłożyłjąnaszerokiej,kamiennejbalustradziewokółtarasu,usiadł

naniejiwziąłsynanakolana.Oskarwyrwałojcubułkę.Lidiastanęłaoboknich,

opierającsiębiodremozabytkoweogrodzenie.Wystawiłatwarzdosłońcai

przymknęłaoczy.

-Znamto-odezwałsięFilip.-Toniejestmuzykapoważna,aleniemogęsobie

przypomnieć,cototakiego.

-Możezjakiegośfilmu?-powiedziałaLidiabezprzekonania.

-Nie,nie.Mamtogdzieśztyługłowy.

Oskarnaglezeskoczyłzkolanojca.Wjednejrączcetrzymałkawałekdrożdżówki,

drugąszukałczegośmiędzykamieniami.Filipchciałgozłapać,przytrzymać,ale

cofnąłsięwpółkroku.Dzieckunicniegroziło,pozwoliłwięc,byzaspokoiłoswoją

ciekawość.

-Ijutroznówdopracy-Filipchciałnawiązaćneutralnąrozmowępoincydenciez

upadkiemOskara.

-Jamuszębyćpunktualnieowpółdodziewiątej-oznajmiłaLidia.

-Zebranie?

-Tak.Otwieramynowyoddział.

background image

-Firmasięrozwija-podsumowałFilip.

-Czyjawiem.Wtymrokuzlikwidowaliśmyjużchybaczteryczypięć.

Filipzmieniłtemat.

-Chciałbymkiedyśpracowaćnienaetacie.

-Tylkogdzie?-Lidiazzainteresowaniemspojrzałanamęża.

-Możezałożyćwłasnąfirmę?

-Sklep?-zasugerowałatrochęlekceważąco.

-Nie!-zaprotestował.-Raczejusługi.Myślałemostatniooprywatnym

przedszkolu.

-Wiesz,ilepotrzebadotegopozwoleń?

-Wiem.Aleinnizakładają,więctojednakmożliwe.Tylkooczywiściemusiałobyto

byćwyjątkoweprzedszkole,żebyczymśprzyciągnąćklientów.Zajęciasportowe,na

przykładpływanie,awiosnąilatemjazdakonna.

-Dlatrzylatków!?-prychnęłaLidia.

-Nie,dlanajstarszych.Dotegobyłabyteżnaukajęzyków,angielskiifrancuskido

wyboru.Pozatymfajniebybyło,gdybyopiekunamibyliteżfaceci.Dziecimusząbyć

wychowywaneiprzezkobietę,iprzezmężczyznę,zwłaszczateraz,gdywiększość

dzieciwidujeojcajedynietużprzedzaśnięciem.Itoniecodziennie.

-Gdziebyśznalazłtakichopiekunów?-spytałaLidia,niecozaskoczonatym,że

Filipjużtowszystkoprzemyślał.

-Napewnobysięznaleźli.

-Akasa?-spytałazprzekąsem.

-Jeszczeniewiem.Muszęnajpierwsiędowiedzieć,ilepotrzebanapoczątek.Nie

planujętegozakładaćwtymroku,alejużmniemęczypracadlakogoś.Apozatym

łatwiejbynambyłoplanowaćróżnesprawyimógłbymsięwięcejzajmować

Oskarem.

-Myślisz,żeprowadzącwłasnybiznes,będzieszmiałmniejpracy?

-Nasamympoczątkumożenie,alepóźniejchybatak.

-Wątpię-Lidiaznówprzymknęłaoczyinadstawiłatwarzwkierunkusłońca.

-Oskar,cotyrobisz!?-krzyknąłnagleFilip.

Szybkopodbiegłdosynaipodniósłgo.Chłopieczprzejęciemnadstawiałwłaśnie

nadgryzionądrożdżówkęzielonymchrząszczom,którejednakuciekałyprzedtym

gigantycznym,bezkształtnymnarzędziemichniechybnejzagłady.Jedenzowadów

przykleiłsiędobułkiiprzerażonypróbowałsięwniąwgryźć,abyczymprędzej

ukryćsięprzedolbrzymami.Filipwyrwałbułkęzrękisyna.

-Myślisz,żezjadłto?-Lidiaspoglądałaprzerażona.-Wyrzućto-poleciła.

-Niemakosza.

-Toco!Wyrzuć!Synku,pokażjęzyczek-dotknęłapalcamiustOskara.

-Boże,możeugryzłbułkęzrobalem!-Lidiawcisnęłapalecdoustsyna,próbując

wyjąćichzawartość.-Wypluj-poleciłasynowi.-Wyplujwszystko.

Chłopiecnieumiałjeszczepluć,dmuchałtylkoiwystawiałjęzykzust.

-Dajspokój-uspokajałżonęFilip.-Robakiniesątoksyczne.Nawetjakbyzjadł,to

nicmuniebędzie.

-Niegadajtakichgłupot!

JeszczechwilęLidiausiłowaławyjąćresztkipieczywazustsyna,jednakbyłotego

bardzoniewiele,adodatkowochłopiecbroniłsię,jakmógł:wiłsięimachałgłową.

-Onchybajużtejbułkiniejadł-pocieszałżonęFilip.-Zszedłzmoichkolaniod

razuzacząłsiębawić.

-Dobra,idziemystąd-zdecydowałaLidia.-Weźgonaręce,chcęjużbyćw

samochodzie.

Filipniezamierzałzniądyskutować,przewiesiłkurtkęprzezramię,aOskara

wziąłnaręce,podtrzymującjednąrękąjegopupę,adrugąplecy,żebynieprzechylił

siędotyłu.

Odchodząc,spojrzałjeszczewkierunkukwartetusmyczkowego,którywłaśnie

background image

skończyłswojąwersjęWishyouwereherezespołuPinkFloyd.Jakmógłtegonie

rozpoznać!?Muzycyprawieodrazuzaczęlinastępnyutwór.Tymrazemjużpo

pierwszychtaktachFiliprozpoznałFugaziMarillionuibyłzsiebiedumny.

background image

32

PrzedpostawieniemszklaneknastoleMałgosiakażdąznichkilkakrotnie

przecierałasuchąkraciastąściereczką.Robiłatomechanicznie,niesprawdzając

nawetefektów.Tosamorobiłazłyżeczkamiiwidelczykamidociasta.Myślamibyła

jednakzpewnościągdzieindziej;Lidiazauważyła,żesztućcekładłanierówno,byle

jak.Wkońcuniewidziałysiętrzymiesiące,wtymczasieumawiałysiękilkarazy,

planowaływizytyusiebieprzynajmniejztygodniowymwyprzedzeniem,abykażda

mogłasobiewszystkopoukładać,jednakzawszewostatniejchwilimusiały

wszystkoodwoływać.InagledziśranotentelefonLidii:„Możesięspotkamy?…”.

„Czemunie?”.Ottak,poprostu.IsiedząterazuMałgosi,którajestlekko

podekscytowana,spodziewasiębowiemniecodziennychwieściodprzyjaciółki.Nie

pytajednakonic,czeka.Tylkotoniedbałeukładaniełyżeczekzdradzajejemocje.

-Amożezjeszkolację?-Małgosiawpadanaoczywistąmyśl.-Przecież

przyjechałaśprostozpracy!

-Możecośmałego…-zastanawiałasięLidia.

-Mamysałatęlodową,zarazcośwymyślę-ucieszyłasięMałgosia.

-Pomogęci.

Lidiawstała,podeszładokuchniichwilęrozglądałasięwposzukiwaniu

odpowiedniegonoża.Małgosiawyjęłazlodówkigłówkęsałatyzawiniętąszczelniew

folię,dotegokoktajlowepomidorki,małysłoikoliwekiplasterwędzonegołososia.

Lidia,jużznożemwręku,zauważyłanagle,żetaknaprawdętapotrawaniewymaga

krojenia.Zabrałasięwięcdoodrywanialiścisałatyiopłukiwaniaichpodbieżącą

wodą.Małgosiatymczasemsprawdzałaświeżośćłososia,ostrożniegowąchając.

-Świeży?-spytałaLidiazuśmiechem.

-Kupiłamwczoraj,alepachniejakośdziwnie.

Lidiatakżezbliżyłanosdoróżowegomięsa.

-Dajspokój,pachniejakryba.Ażmisięjeśćzachciało.

Pokilkuminutachusiadływygodniezmiseczkamisałatkiwdłoniach-Lidiaw

głębokimfotelu,aMałgosianakanapie,podrugiejstroniestolikazeszklanym

blatem.Nogiwluźnychsrebrnychspodniachdoćwiczeńpodłożyłapodsiebiei

półleżąc,zmiseczkąopartąnabrzuchu,czekałanato,coLidiazamierzajejoznajmić.

ZamiasttegozaczęławypytywaćMałgosię.

-DlaczegowłaściwieniejesteśzMichałem?

Małgosiazaczęłajeśćsałatkę,żebyzyskaćkilkanaściesekundnazastanowienie

się.

Chwilęwalczyłazniesfornymipomidorkami,wkońcunabiłajedennawideleci

włożyłagodoust.Wzruszyłaramionami,sugerując,żeodpowiedźniejesttaka

prosta.

-Wygoniłaśgoczysamuciekł?-próbowałazażartowaćLidia.

Małgosiazaśmiałasię.

-Ito,ito-odpowiedziała.

-Musiałcięporządniewkurzyć.

-Właściwienie-Małgosiaspoważniała.-Nictakiegowyjątkowegosięniestało.

Kiedyśranoobudziłamsięipatrzyłam,jakonśpi.Byłaszósta,nadworzejeszcze

szaro,ajaniemogłamjużzasnąć,choćzazwyczajwstajęposiódmej.Myślałamo

tym,jakbywyglądałtakiporanekzadziesięćlat.Będziemyjużpoczterdziestce,w

pracyawansujemylubnie,niemamyprzecieżnatodużegowpływu,jeśliwszystko

dobrzepójdzie,kupimysamochód,większemieszkanie,awnimmywedwoje.

ZwiedzimyjużwieleciekawychmiejscwEuropie,adoAfrykinasnieciągnie.Ico

dalej?Możebędziemyjużznudzenisobą?Możeonsobiekogośznajdzie?

-Alboty-wtrąciłaLidia.

-Właśnie.Możenaglezakochamsięwkimś?Michałjestfajny,dobrzesięznim

background image

rozmawia,możemyiśćrazemdokina,bomamypodobnygust,pooglądaćtelewizję,

nawetpokłócićsię,apotempogodzić.Ale…

-Gośka-Lidiaweszłajejwsłowo.-Pokilkunastulatachrazemitakbyśjużnie

wiedziała,czygokochasz,czytylkojesteśdoniegoprzywiązana.Towszystkostaje

siętakiepowszednie.Więccozaróżnica,żegoterazniekochasz?Zresztą,czyto

takiepewne?

-Alejestjeszczecoś.Niechcęmieszkaćtylkoznim,wedwoje.Onzawszemówi

„poconamdziecko?Chceszsięroztyć?Niesypiaćwnocy”.

-Świnia-wysyczałaLidia.

-Co?

-Czyjaprzytyłam?

-Coty?-Małgosiazaprzeczyłagwałtownie.-Świetniewyglądasz.

-Noto,ocochodziztymtyciem?

-Poprostu,onniechcemiećdzieckaipróbowałmniewtensposóbzniechęcić.

Małgosiaskończyłasałatkę,odstawiłamiseczkęnastolikipodeszładokuchni.

Zaczęławyjmowaćfiliżanki,spodeczkiiłyżeczki.

-Chceszkawy?-spytała,nieodwracającgłowy.

-Takpóźno?Jużnie.-Lidiazmarszczyłanos.

-Zrobięcitakąsłabą.Zpianką.Ilikieremkarmelowym.

-O!Wtakimrazienieodmówię.

Lidiarównieżwstała,podeszładostolikaztelewizoremizaczęłaprzeglądać

leżącenapółcekolorowemagazyny.Chwilęrozmawiałyotym,którepismasąwtej

chwiliwarteuwagi,ioczywiściedoszłydowniosku,żewewszystkichsątakiesame

artykułyiidentycznereklamy.Lidiawybraładwapierwszezbrzeguiznówusiadła

wfotelu.Spróbowałacappuccinozlikieremkarmelowym.

-Niechciałaśgoprzekonać?-spytała.

-Przekonywałam-przyznałaMałgosia.-Alejużmiałamdość.Możewkońcu

byśmymielijednodziecko,aleniechciałamczekać.Kiedyrodzić?Jakskończę

trzydzieścipięćlatczyczterdzieści?Pozatymniechciałam,żebymiciągle

wypominał,żetojagonamówiłamnadziecko,któregoonniechciał.

-Aleteraztojużnapewnomusiszzaczekać.Chybażeczegośniewiem…

-Nie-Małgosiazaprzeczyłazdecydowanie.-Niemamnikogo.Iwiem,żenarazie

niebędęmiećdziecka.Możenawetwogóleniebędęmieć…Alezatosytuacjajest

jasna,niemuszęłudzićsię,żezakilkamiesięcyzmienizdanieiteżzechce.Teraznie

mamtakichzłudzeń.Możekogośspotkam.Ajaknie,toadoptujędzieckozadwa,trzy

lataitojestchybanawetlepszewyjście.

-Wszystkojużprzemyślałaś-zauważyłaLidia.

-Mamterazwięcejczasu.

-To,oczymmarzę-Lidiazaśmiałasię-tochociażjedendzieńtylkodlasiebie.

-PrzecieżFilipcipomaga-powiedziałaMałgosia.

-Pewnie-potwierdziłaLidia.-Pomaga.Ostatniotonawetonwięcejzajmujesię

dzieckiem.Wracawcześniejzpracy,robimukaszkę,kąpiego,przewija.

-Tymaszszczęście,Lidka-Małgosiarozmarzyłasię.-Jaktakiegoznalazłaś?

-Wypożyczyćci?

-Ciasteczka!-Małgosiapodskoczyłanakanapie.-Wczorajkupiłamwcukierni,tu

nadole.Sąpyszne.

Wyjęłazszafkipudełkokruchychciasteczekzsezamemiziarnamisłonecznikai

ułożyłajenatalerzu.Lidiaspojrzałanazegarwiszącynaścianie.Przezchwilę

poczuławyrzutysumienia,aleprzecieżFilipsamnamawiałją,żebyodwiedziła

Małgosię,odtakdawnasięniespotykały,akontaktyzprzyjaciółmitrzeba

podtrzymywać.Niemogłasięznimniezgodzić.

Sięgnęłapociasteczko.

-Majądwarazymniejcukruniżzwykłe-Małgosiazachwalałaciasteczka,jakby

samajeupiekła.

background image

-Muszęzarazwychodzić-uprzedziłająLidia.

-Mówiłaśprzecież,żeFilipdobrzesobieradzi.

-Muszęsięprzygotowaćdopracy-Lidiapodałainnąwymówkę,alebez

przekonania.

Małgosiawyczułatoinienamawiałajejdalej.

-SłyszałaśoIndze?

-Coznią?-zainteresowałasięLidia.

-Jestwciąży.

-Nieżartuj?!Wktórym?

-Czwartymiesiąc.

-Poniejbymsiętegoniespodziewała.-Lidiapokręciłagłową.-Takawyzwolona,

zawszemówiłaofacetachzwyższością,aturodzina?

-Coty?Niktnawetniewiezkim.

-Icozamierza?Samawychować?

-Oczywiście-potwierdziłaMałgosia.-Znalazłajakiegoś,żebyjejtrochęspermy

upuścił,aletwierdzi,żeonnawetniezobaczydziecka.Podobnotojakiśaktorz

teatru.

-Aktor?!

-Poznałagopospektaklu,wiesz,żeonabyławjakimśklubiemiłośnikówteatru

czycośtakiego?Zostawałapospektaklach,robiławywiadyzreżyserami,aktorami…

-Tosięteraznazywawywiad?-zażartowałaLidia.

-Chybatak.

-No,proszę.-Lidiasięgnęłapokolejneciastkoipoprawiłasięwfotelu.-Nigdy

niemyślałam,żebędziechciałamiećdziecko.

-Chybakażdakobietachce-podsumowałaMałgosia.

-Pracujeczyjestnazwolnieniu?-spytałaLidia.

Małgosianiezdążyłajednakodpowiedzieć.ZadzwoniłtelefonLidiiiokazałosię,

żejednakFilipniejestsamowystarczalny.Tymrazemsprawabyłapoważna,Oskar

dwarazyzwymiotowałiLidia,przestraszona,pospieszniepożegnałasięz

przyjaciółkąiwyszła.Niechciałaczekaćnawindę,zbiegłaposchodach,na

pierwszympiętrzepotknęłasięiboleśnieuderzyłakolanemościanę.Potemjechała

dodomu,ignorującżółteświatła,arazczydwaprzejechałaskrzyżowanienawetna

czerwonym.ZdrogizadzwoniładoFilipaiokazałosię,żedzieckowreszciezasnęło.

Lidiauspokoiłasięniecoiwyobraziłasobie,jakmieszkasamazOskarem.Napewno

niemogłabypójśćnawieczornespotkaniezprzyjaciółką,tylkowedwie.

Alemożepowinnawięcejprzebywaćzsynem?Czynaprawdęopłacajejsię

pracowaćpogodzinach,staraćsię,uczyćciąglenowychrzeczy?Pocotowszystko?

background image

33

Niektórzynazywajątozbiegiemokoliczności.Szczęściem.Przypadkiem.Marząo

tym,pewni,żeimsięnapewnonieprzytrafi.Tojestzarezerwowanedlainnych,dla

wybranych,którzytylkodziękitemuodnosząsukcesy.Jednakci,którzytensukces

odnoszą,postrzegajątakiezdarzeniajakoodpowiedniąreakcjęnanastępującepo

sobiewydarzenia.Szybkadecyzjatokluczdosukcesu.

WłaśnietakzachowałsięFilippewnegopogodnegopaździernikowegodnia.

Dokładniewpołudniedowiedziałsię,żeMichał-jegoszef-wychodzinakonferencję

czyinnespotkanieijużsięniepojawitegodniawbiurze.Filipcałyranekszukał

pretekstu,żebynadwiegodzinywyjśćzpracy,aleponieważjegonotowaniauszefa

ostatnioniebyłynajlepsze,miałkłopotzeznalezieniemwiarygodnegopowodu.Atu

takizbiegokoliczności-nietrzebaniczegowymyślać,anawetinformować.

Wystarczywyjść.Niezastanawiałsięwięcnawetpięciusekund.

Jużkwadranspotym,jakMichałwyszedłzbiura,żegnanygłośnymi

komentarzamiPięknegowstylu„chłopaki,wyciągajciebrowar,szefajużdziśnie

będzie!”,Filipwyłączyłkomputer,wstałiwrzuciłjeszczekilkapapierówdotorby.

Właściwieniepotrzebowałich,alesamprzedsobąchciałstworzyćpozory

zaangażowaniawpracę.Przyrecepcji,gdywkładałkurtkę,nieuniknąłkąśliwego

wzrokuMarysi.Odczasu,kiedypewnegopóźnegopopołudniaodwiózłjądodomui

wsamochodziepożegnałsięzniąniecozbytczule,zawszepatrzyłananiegoz

lekkimpolitowaniem.Nigdymutegoniepowiedziaławprost,jednakuważałago

chybazadobrzeukrywającegosiękobieciarzaiodczasudoczasuniemogłasobie

odmówićkrótkiegokomentarzalubchociażwymownegospojrzenia,przezco

niektórekoleżankizpracypodejrzewałyFilipaoromanszMarysią.Na

wypowiadanegłośno,zawszeżartem,sugestieaniFilip,aniMarysianiereagowalii

tojeszczepodsycałociekawośćkoleżanek.

PoczątkowoFilipunikałprzebywaniasamnasamzMarysiązewstydu,żebyła

świadkiemipowodemjegosłabości,którejnawetonsamnierozumiał.Starałsię

wychodzićzpracywczyimśtowarzystwie,nawetranozdarzałomusięczekaćprzed

wejściemdobiura,udając,żeczegośszukawtorbielubzawiązujesznurowadło,aby

tylkoniewchodzićsamemuiniemusiećprzezchwilębyćsamnasamzniąw

recepcji.AleitaknieudałomusięuniknąćuwagMarysiwstylu„zktórądzisiaj?”,

kiedypowiedziałprzyniej,żemaspotkanie,lub„dzwonitatwoja,wieszktóra”,kiedy

łączyłarozmowęzkobietą.JednakpopewnymczasieFilipprzestałsiętym

przejmować.Takbyłoprzezdłuższyczas,alepodwóch,trzechmiesiącachznów

zaczęłogotoirytować.SpecjalnieczekałnajakiśkomentarzMarysi,abymiećokazję

docelnejriposty.Czasamizastanawiałsiętylko,czynieskończysiętodlaniegoźle,

gdyzadzwoniLidiaiusłyszyodMarysidziwnąsugestię.Lidiajednakzazwyczajnie

dzwoniłanatelefonstacjonarny,byływięcmałeszanse,żezłośliwejrecepcjonistce

nadarzysiętakaokazja,więcFilipmachnąłnatorękąiprzestałunikaćspotkańz

Marysiąsamnasam.

Wkurtce,ztorbąnaramieniu,zerknąłwlustro,bysprawdzićułożenie

kołnierzyka,wnadziei,żeMarysiasięodezwie.Rybabyłałakomanatakąprzynętę.

-Piękniewyglądasz-powiedziałazironicznymuśmiechem.-Napewnojejsię

spodobasz.

-Liczęnato-odpowiedziałFilip,zwróconydoniejtyłem.

-Jakżonazadzwoni,tomampowiedzieć,żegdziejesteś?-spytałazudawanym

zainteresowaniem.

-Powiedz,cochcesz-odpowiedział,odwracającsię.-Maszwprawęw

wymyślaniuróżnychhistorii.

-Niejesteśzbytprzemądrzały?Kobietytegonielubią.

-Napewno?-rzuciłzaczepnie.-Będęzagodzinę,mamspotkanie-rzucił

background image

pospiesznieiwyszedłzbiura.

Naschodachzastanawiałsięjeszczechwilę,czyniebyłdlaniejzbytarogancki.W

końcumiałaprawodoswoichkomentarzy,choćzdrugiejstrony,toniefortunne

zdarzeniemiałomiejscejużdwalatatemuipowinnadaćsobiespokój.Na

przystankuczekałniedłużejniżdwieminutyikiedywsiadałdoautobusu,

zapomniałocałejsprawie.Zacząłsięzastanawiać,nacozwrócićuwagęijakie

pytaniazadaćpanidyrektoriinnymosobom.

Zamierzałodwiedzićjednozbardziejznanychprzedszkolipublicznychna

Mokotowie,ponieważwłaśnieorganizowanotamtydzieńotwartydlarodziców

przyszłychprzedszkolaków.„Zwiedźnaszeprzestronnesaleiobejrzyjstarannie

dobranezabawkiorazpomocedydaktyczne.Przyjrzyjsięcodziennejpracynaszej

wykształconejkadry.

Porozmawiajzdyrektorem.Iprzekonajsię,jakzadowolonemożebyćtwoje

dzieckounas”.

Takmówiłoogłoszenie.Filipzapragnąłwięcsięprzekonać.Szefułatwiłmu

zadanieiototerazFilipzbliżałsiędopamiętającegolatasześćdziesiąte,piętrowego

budynku,otoczonegoniskimidrzewamiozupełnieżółtychliściach.Budynekstał

przybocznejuliczce,międzyblokamimieszkalnymiztegosamegookresu.Zulicy

niebyłowidaćżadnegoplacuzabawanipodwórkaitonastawiłoFilipanegatywnie.

Aleskorojużtutajprzyszedł,postanowiłsprawdzićwszystkodokładnie,zanim

wyrobisobieostatecznezdanie.

Druganiemiłaniespodziankaspotkałagoprzywejściu.Otworzyłdrzwibez

problemu,obejrzałwywieszonenaścianiepraceplastycznedzieci,przeczytałkartkę

zmenunadziś,przypiętąpinezkądotablicynaścianie,anastępnierozejrzałsiępo

dośćciasnejszatnipełnejkolorowychubrańdziecięcych.Niktgonieprzywitał,nie

zapytał,czegosobieżyczy.Mógłspokojnieukraśćwszystkiekurteczkilubpodmienić

butywszafkach.Każdyprzypadkowolubcelowoprzechodzącytąulicąmógłtu

wejść.

-Przepraszam,panpodziecko?-usłyszałnaglezasobą.

Drgnąłiodwróciłsię-przednimstałaniska,pięćdziesięcioletniakobieta,ubrana

wspodnieibluzkęwciemnymkolorze.Niemiałpojęcia,jakąmogłapełnićfunkcjęw

przedszkolu,niewyglądałaaninapaniądyrektor,aninasprzątaczkę.

-Janatydzieńotwarty-wyjaśnił.

-A!-Kobietauśmiechnęłasię.-Tozapraszam.Wjakimwiekumapandziecko?

-Dwalata-skłamałszybko;Oskarniemiałjeszczeosiemnastumiesięcy.

-Dobrze,bardzodobrze-ucieszyłasiękobieta.-Awięc-zatoczyłarękąkoło-to

jestszatnia,chybazdążyłpanjąjużpoznać-uśmiechnęłasię,jakbytomiałbyćżart.

-Tak-potwierdziłiponownierozejrzałsię,notującwpamięcikolorowesymbole

przyklejonedokażdejszafki.Zastanawiałsięmiędzyparowozemauśmiechniętym

księżycem,gdybymiałwybieraćdlasiebie.

Następniepaniprzewodnikoprowadziłagopoinnychpomieszczeniach

przedszkola.

Pozwoliłazajrzećdodwóchsal-wjednejdziecisiedziaływkółkunapodłodzei

odpowiadałynapytaniapaniprzedszkolanki,wdrugiejleżałynamałych

rozkładanychłóżeczkach,przykryteniebieskimikocami.Niektórespały,większość

jednakleżałazotwartymioczami,patrzącwsufitlubnakolegówikoleżankipo

bokach.Mimożeniebyłyzwiązane,wyglądałotojaktortura,którąmusząprzetrwać.

Filipowiprzemknęłamyśl,żemożewłaśnienatympolegaterrorwtejuznanej

placówceoświatowej-koniecznośćleżenia,nawetkiedyniechcesięspać,bez

możliwościrozmowy.Imożewłaśniedlategotoprzedszkolejesttakdobrze

oceniane?

Filipprzechadzałsiępoprzedszkoluwtowarzystwiekobiety,którejfunkcjalub

stanowiskonadalpozostawałozagadką,oglądałsalezzabawkami,toalety,korytarz,

nawetkuchnięzuśmiechniętymikucharkami,którestałynadrozgrzanymi

background image

patelniami,smażącnaleśnikinapodwieczorek,aminacorazbardziejmurzedła.Nie

wiedziałjużtaknaprawdę,nacopowinienzwracaćuwagę.Czekałagojeszcze

rozmowazpaniądyrektor-chciałjejzadaćconajmniejkilkanaścieprzemyślanych

pytań,awgłowiemiałpustkę.Skądmógłwiedzieć,jakOskarbędziesięczułwtym

miejscu?Czymożnazaufaćtutejszymnauczycielkom?Iczywogólemożnazaufać

komukolwiekobcemuizostawićznimwłasnedzieckonawielegodzin?Wdomunie

wolnospuścićgozoczunawetnakilkasekund,boniebezpieczeństwoczyha

wszędzie:dzieckomożespaśćzkanapyirozbićsobiegłowęalbowdrapaćsięna

krzesłowkuchniidotknąćgorącegoczajnika.Tylerzeczygrozimuwdomu,aco

dopierowprzedszkolu!Dwiepaniezajmująsiędwudziestomamaluchami.Czy

chodzązakażdymdołazienki?Iwdodatkuteschody!Przecieżwystarczykilka

sekund,żebyciekawskitrzylatekwszedłnagórę,potknąłsięispadłdotyłuna

głowę!

Filipowinaglecałainstytucjaprzedszkolawydałasięabsurdalna.Toniemożliwe,

byrodzicezostawialitudziecidobrowolnie.Najchętniejodrazubywyszedłi

zapomniałoistnieniuprzedszkoli.Byłjeszczeczas,Oskarmiałiśćdoprzedszkola

dopierozarok.MożewtedyFilipzobaczytoinaczej?Boterazniewidziałtegowcale.

Poszedłjeszczedogabinetupanidyrektor,zadałjejkilkapytańozasady

przyjmowaniadoprzedszkola,ozajęciadodatkowe,miejscedozabawnapodwórku

(jednakbyło)iposiłki,alejużpodziesięciuminutachjegorepertuarpytańsię

wyczerpał,Filippożegnałsięzczterdziestoletnią,zadbanakobietąiwyszedłzjej

gabinetu.NaschodachnatknąłsięnaOsę.

Tak,toniebyłjegosobowtóraniprojekcjamultimedialna.TobyłżywyOsa.

Przyjacielzeszkołyśredniej,którąobajskończyliczternaścielattemu.Którego

ostatnirazwidziałprawieczterylatatemunaimprezie,którąpospieszniemusieliz

Lidiąopuścićzpowoduchorobyjejmatki.

-Hej!-krzyknąłFilipiklepnąłgowramię.

-Cześć.-Osazatrzymałsięnaostatnimstopniuschodów,spojrzałstamtądna

Filipajakbyzlekkimwahaniem,czytodziejesięnaprawdę.

-Coturobisz?!-Filipspytałpodekscytowany.

-Zwiedzam-odpowiedziałOsa.

-Co?!-Filipzaśmiałsię.-Przedszkole?

Jakaśkobieta,mrucząc„przepraszam”,przecisnęłasięobokFilipa,napierającna

niegobrzuchemibiustemwsztywnymstaniku.

-Idziesznagórę?-zapytałOsę.-Tak,dodyrektorki.-Zaczekamnazewnątrz

przedwejściem.-Zarazbędę-Osapodniósłotwartądłoń,abyFilipzaczekałna

niegoiodszedł.

Filipzszedłnadół,pożegnałsięzpaniąprzewodnik,siedzącąnaminiaturowym

krzesełkuwszatni,iwyszedł.Słońceświeciłomocno,aledawałojużniewieleciepła.

Cozazbiegokoliczności!-pomyślałFilip-Skądonsiętuwziął?Niewidzielisię

tyleczasu.Anawetwtedy,naostatnimspotkaniuklasowymrozmawialiniewiele.

Wszyscywspominalispędzonerazemlata,układalilistęnajbardziejszalonych,

najweselszychinajgroźniejszychwydarzeńzczasów,kiedymieliposiedemnaście,

osiemnaścielat,wnadziei,żeznówpoczujątębeztroskę,gdycałyświatstoiprzed

tobąotworem,atyzanicnieodpowiadasz.Ostatnielatażyciaspędzonenazabawie.

Otym,coteraz,mówilinaimpreziekrótko,jakbymimochodem,byleszybciejmieć

tozasobąiwrócićdotego,conajlepsze-wspomnień.DlategoFilipniemiałpojęcia,

czymOsasięzajmuje.Napewnoteraznikttakdoniegoniemówi,tylko-panie

Tomaszu.Nowięc,copanterazrobi?Ipocoprzyszedłpandoprzedszkolaw

Warszawie?Bochybaniepoto,żebyzapisaćdziecko?

Osarzeczywiściewróciłjużpokilkuminutach.Spodczarnego,rozpiętegoodgóry

płaszcza,połyskiwałmuczerwonykrawat.Zszedłposchodachistanąłprzed

Filipem.

-Coterazrobisz?-spytałbezżadnegowstępu.

background image

-Pracuję,mieszkamtutaj-odpowiedziałzaskoczony.

-Wiem.Alecorobiszwtejchwili?

-Wracamdopracy-Filipwzruszyłramionami.-Przynajmniejtakimamzamiar.

-Chciałbymcośzjeść.Możepójdzieszzemną?

-Czemunie?Wkońcuwidujemysiętakrzadko,żekolejnaokazjamożesiętrafić

zakilkalat.

-Takizbiegokolicznościnapewnojużsięniepowtórzy.Chodź!-Osaruszyłi

skinąłdoFilipa,abypodążyłzanim.

Błysnęłykierunkowskazyzaparkowanegoniedaleko,kilkuletniegoczerwonego

volkswagena.Osa,nieczekającnaFilipa,wsiadłdośrodka.Pochwiliruszyli.

-Dokądmożemypojechać?-spytałOsa,manewrującmiędzyciasno

zaparkowanymisamochodami.

Dwiekobietyzdziećmiwchodziłyposchodachdoprzedszkola.Jedenzmaluchów

potknąłsięiupadł.Odrazuzacząłpłakać.Matka,jaknasygnał,szybkogopodniosłai

zaczęłaprzytulać,jakbyzdarzyłsięstrasznywypadek.Filippomyślał,żewkrótce

codzienniebędąwchodzićpotychczyinnychschodachzOskarem.Jestszansa,

oczywiście,żewprzedszkolu,którewybiorą,niebędzieschodów.Ale,prawdę

mówiąc,tomałoprawdopodobne.

-Jesttuniedalekotakaknajpaturecka-powiedziałFilip.

-Turecka?-Osasięskrzywił.

-No,niewiemdokładnie-Filipzacząłsięwycofywać.-Jakaśarabska.Nigdynie

jadłemunich,alewyglądaporządnie.

-Kebab?

-Nie,knajpa.

-Niechbędzie-zgodziłsięOsa.-Prowadź.

ChwilęjechaliwedługwskazówekFilipa.Skręciliwgłównąulicę,aleję

Niepodległości,jednakwposzukiwaniumiejscadozaparkowaniaznówmusieli

zjechaćwbocznąuliczkę.

Osanarzekał,żenigdynieprzeprowadziłbysiędoWarszawywłaśniezpowodu

koszmarnegoruchuulicznegoichronicznegobrakumiejscdoparkowania.

Dopierowrestauracji,kiedyzłożylijużzamówienia,Filipwreszciespytał:-Coty

właściwietutajrobisz?

-Praca-odpowiedziałkrótko.

-Czylico?-Mamtakąfirmę.-Jaką?Dostarczaszkredkidoprzedszkoli?-Mam

przedszkole.Kelnerkaprzyniosładzbanekztureckąherbatą,esencjonalnąibardzo

słodką.

Przezkilkachwilbylizajęcinapełnianiemfiliżanek.Filippopadłnaglew

przygnębienie.

-Tonieźle-mruknął.-Nigdyniemówiłeś.

-Niebyłookazji-wyjaśniłOsa.

-Oddawna?

-Jakieśpięćlat.Mamamnienamówiła.Onaznawszystkieprzepisy,wie,jakie

trzebaspełnićwarunki,maznajomościwkadrze.Ajużmiałemdośćpracydlakogoś,

poprawianiatychprogramówdlaksięgowych.

-Czylijesteśpieprzonymbiznesmenem-podsumowałFilip.

-Kapitalistą-przyznałOsa.

-Wiedziałem,żetakskończysz-Filipżartemchciałprzykryćzazdrość:„onto

zrobił,dlaczegojatylkootymmyślę?”.

Przyniesionoimtalerzezmięsemzkurczakairyżem.

-WŁodziniezabardzomożnazarobić-rozgadałsięOsa.-Ludzieniemajątyle

kasy.

Niktniebierzedodatkowychzajęć.Iniezawszemamypełnegrupy.Pomyślałem,

żebyzałożyćoddziałwWarszawie,tutajsąinnezarobki,tuniktniebędziesiękłócił

ostozłotychczesnego.

background image

-Toprawda,sporoludzizarabiatunieźle-przyznałFilip.

-Nowłaśnie.Iprzyjechałemzobaczyć,cooferująprzedszkolapubliczne,żeby

zaoferowaćcoślepszego.

-Amaszjużmiejsce?

-Jeszczenie.Rozglądamsię.

-Chybaniejestłatwoznaleźćcośdobrego.Noiwprzyzwoitejcenie.

-Wiesz,jakiesąstawkizaczynsz?-zainteresowałsięOsa.

-Dokładnieniewiem,alesłyszałem,żewysokie.Zależyoczywiścieoddzielnicy.

-JawogólenieznamWarszawy.

Osapoprosiłprzechodzącąkelnerkęopaprykęwproszku.Rezolutnadziewczyna

odwróciłasięipostawiłaprzednimpojemnikzprzyprawamizsąsiedniegostolika.

-Aletymieszkasztujużparęładnychlat-zauważył.

-Tak,trochęjużminęło-przyznałFilip.

-Właśnie!-Osaodłożyłwidelec.-Możespróbowałbyśsięzorientować,poilesą

lokalewWarszawie?Napoczątekpotrzebujędwieście,trzystametrów,zkuchnią,

łazienkąiogródkiem.

-Gdzie?

-Niewiem-Osarozłożyłręce.-Tam,gdziejestnajwięcejdzieci.

-MożenaUrsynowie?-podsunąłFilip.

-Może.Mógłbyśsięzorientować?Niespecjalnie,alejakbyśsłyszałczyzobaczył

jakieśogłoszenie,todajznać.

-Niemasprawy.

-Damcikomórkę.-Osawyjąłdługopisinaserwetcezapisałnumertelefonu.-

Puśćmisygnał,tozapiszęsobietwójnumer.Niespieszymisiętakbardzo.Zakilka

miesięcyzajmęsiętymnapoważnie,wtedyzadzwonię.

-Mamnadzieję,żezadzwoniszwcześniej,głąbie-powiedziałzwyrzutemFilip.

Niewiedział,coodpowiedziećnaprośbęprzyjacielaiwolałzmienićtemat.-Jedziesz

doWarszawy,adokumpla,cogoniewidziałeśodlat,towpaśćniemożesz,co?

-Wcaletakczęstoniejeżdżę.

-Dobra,dobra,nietłumaczsię.

OsajeszczeprzezpewienczasopowiadałFilipowioprzedszkolu,którezałożyłi

prowadzizpomocąmamy.JednakFilipmyślałtylkootym,wjakisposób

wykorzystaćtowydarzenieiniespodziewanąprośbęOsy.Najpierwpotraktowałto

jakochęćpodtrzymaniarozmowy,nawiązaniakontaktu.AlewmiaręopowieściOsy,

poczuł,żeontraktujetoniezwykleserioisamzacząłwidziećsiebiejakowspólnika,

współwłaścicielanajlepszegoprywatnegoprzedszkolawWarszawie.Doktórego

będziechodziłtakżejegosyn!Toniezwyklekuszącaperspektywa.

background image

34

Otejporzedniaruchmiejskiwyraźniesięzmniejszał.Większośćbiałych

kołnierzykówpracującychwWarszawiestraciłanadziejęnaawanslubnigdyjejnie

miałaionikończylipracęoprzepisowejsiedemnastejlubsiedemnastejtrzydzieści.

Towłaśnieimnajbardziejspieszyłosiędodomu,dożony,męża,dziecilubpsa

(biedaczek,tylegodzinbezspaceru!),itowłaśnieonimusielistaćwnajwiększych

korkachitracićnajwięcejczasu,siedzącbezczynniewsamochodzie.Sznury

pojazdówciągnęłysięodcentrumWarszawywkierunkunajwiększychosiedlilub

podmiejskichmiejscowości.Gdybywkażdymznichzamiastjednejosoby,siedziały

chociażdwie,problemykorkówulicznychmogłybyzniknąćraznazawsze.

Rozwiązaniejestnaprawdęproste,jednakczykomukolwieknatymzależy?

Natomiastdlatych,którzyopuszczająbiurookołodziewiętnastej(zlekkim

niepokojem,czynapewnowszystkozostałodziśzrobione:Wszystkieraporty

wysłane?Wszystkieemaileodczytane?CzyprezesdostałodpowiedźnaWażne

Pytanie?),dlanich-ulicepustoszeją.

Biorąwięcswojelaptopyiwychodzą,obiecującsobie,żejutrojednakzabiorąsię

dopracyzwiększymzapałem,zwiększymentuzjazmemiwyegzekwująwszystkie

zaległezadaniaodswoichpodwładnych.Imsięniespieszydodomu,ichżonyi

mężowiemusząrozumiećichzaangażowanielub-częściej-jużichniemaitylko

trzebapamiętać,czydzieckoprzychodziwtenweekend,czywnastępny.Oninie

stojąwcholernychkorkach.

TobyłokiepskimpocieszeniemdlaLidii,któraporazdrugiwtymtygodniu

musiałazostaćdłużejwpracy.Szefpowierzyłjejbardzoodpowiedzialnyi

skomplikowanyprojekt-taknaprawdęchybanajpoważniejszyodczasujejpowrotu

pourlopiemacierzyńskim.Aonaodpłaciłasiępełnymzaangażowaniem.Zawszelką

cenęchciałajeszczedziśukończyćpierwszączęśćraportunatematotwarcia

nowegooddziałubankuiranoodziesiątejprzedstawićgoszefowi.Jednakokazało

się,żejutro,wpiątek,szefbierzewolneiraportspokojniemożepoczekaćdo

poniedziałku.Apotem,czymzaskoczyłLidięjeszczebardziej,zaproponowałjej

podwiezieniedodomu.Filipwziąłtegodniasamochód,żebypojechaćzOskaremna

szczepienieprzeciwżółtaczce,skazanawięcbyłanajazdęmetrem.Aleszefwybawił

jąodtego.

Otworzyłjejszarmanckodrzwinowiutkiego,czarnegovolvaikilkaminutpo

dziewiętnastejruszyliwkierunkuUrsynowa.NajpierwreprezentacyjnąalejąJana

PawłaII,którastałasięjużkorytarzemnowoczesnościizachodniegoblichtru,

szczególnienaodcinkumiędzyulicamiElektoralnąaProstą.Eleganckiebiurowce

wyrosłytujakgrzybypodeszczu,aobok-HalaMirowska,targowiskoprawie

niezmienioneodkilkudziesięciulat,gdziekwiaciarkihandlująobokpunktu

dorabianiakluczy,opodalkobiecinysprzedająsznurówki,adrobnipijaczkowie

siedząobokrozłożonychnachodnikustarych,nikomuniepotrzebnychksiążek

pisarzykomunistycznych,którewyciągnęlizjakiegośstrychu.Zzabiurowców,po

obustronachalei,wyłaniałysięogromnewieżowcezwielkiejpłyty,szarei

przytłaczające.Adotegojeszcze,zaledwiekilkakrokówdalej,koszmarnyDworzec

Centralny-wrażenieelegancjipryskało.

Lidiaobserwowałakolorowewieczornemiastoigorączkowoszukałatematudo

rozmowyzszefem.Milczeniejąkrępowało.Niewiedziała,czywspomniećraczejo

pracy,czywręczprzeciwnie-trzymaćsięjaknajdalejodtematówzawodowych?Czy

powinnapowiedziećcośosobie?Czyteżtaktowniezapytaćocośszefa?

Taknaprawdę,niconimniewiedziała.Czymiałżonę?Zerknęładyskretniena

jegodłonietrzymającekierownicę-niezauważyłaobrączki.Alemężczyźniczęstojej

nienoszą.

Wsamochodzieniebyłożadnychosobistychdrobiazgów,żadnegozdjęciaza

background image

osłonąprzeciwsłonecznąaninawetbutelkizulubionąwodąmineralną-mogłabysię

chociażdowiedzieć,czywoligazowaną,czybezgazu?Przypomniałasobie,żekiedy

wsiadładosamochodu,niezauważyłaztyłufotelikadladziecka.Czymógłmiećjuż

starsze,kilkunastoletniedziecko?Miałokołoczterdziestki,więctobyłomożliwe.

RzuciłakilkauwagoruchuulicznymwWarszawie,wymienilisięopiniamina

tematkorkówipomysłaminato,jaksobieznimiradzić,alewkońcuobojezgodzili

się,żesąniedouniknięcia.WczasierozmowyLidiaprzyglądałasięszefowi.Miał

ciemne,lekkojużsiwiejącenaskroniachwłosy.Natwarzyniebyłowidaćzarostu,

czyżbygoliłsiędrugirazwpracy?Brunecimająprzecieżmocny,wyraźnyzarost,

Filipwieczorempotrafiłjąnieźlepodrapać,kiedydawałjejcałusanapowitanie.Tak,

szefmusiałgolićsięwpracy,czyliprzywiązywałdoswojegowyglądunaprawdę

dużąwagę.Wypielęgnowanedłonietrzymałnakierownicyidealnierówno,

paznokciemiałstarannieprzycięte.Czyżbychodziłdomanikiurzystki?

Niewykluczone.Ijeszczetenzapach.Lekki,świeży,alewyraźny.

Nagleszefzerknąłnaniąszybko.Ichspojrzeniaspotkałysięnaułameksekundy.

PotemLidiapoczułajegospojrzenienaswoichkolanach,odruchowojeścisnęła,

wyprostowałanogi,potemznówjezgięła.Chrząknęła.Szefmilczał,jechaliwciszy.

Lidiastarałasiępatrzećprostoprzedsiebie,nasamochodyjadąceprzednimi.

Wtedyodezwałsięsygnałtelefonu,szefwcisnąłprzyciskwkierownicyichwilę

rozmawiałzkimśnatematyzawodowe.NastępnieprzeprosiłLidięisamzadzwonił.

Tymrazembyłatorozmowaprywatna,zżonąlubpartnerką.Całyczasużywał

jednakzestawugłośnomówiącegoiLidiaczułasiętrochęskrępowana,kiedy

rozmówcyustalalizesobą,cokupićnakolacjęicobędąrobićjutrowieczorem.O

ewentualnymdzieckuniepadłonawetsłowo.

WtymczasiesamochódminąłAlejeJerozolimskie,potemskrzyżowaniezaleją

ArmiiLudowejidopierozabudynkiemPolskiegoRadiaznówzapadłacisza.Jednak

Lidiauznała,żesłowasąmniejkrępujące,izaczęłaprzedstawiaćwskróciewyniki

swoichanaliziuzgadniaćzszefemplanpracynapiątekiponiedziałek.Tematów

wystarczyłoażdomiejsca,wktórymzbudowanojedynekinonacałymUrsynowie,

czylijużniedalekoosiedlaLidii.

Wtedyszefzacząłzachwycaćsię,jakbardzozmieniłasiętadzielnicamiastaw

ciąguostatnichkilkulat.Spoglądałprzytymnajczęściejwprawo,wstronępoktórej

siedziałaLidiaipodziwiałnajnowszeosiedla,akiedyodwróciłasiędoniego,żeby

potwierdzić,znównapotkałajegowzrok,utkwionyraczejwokolicyjejbiustuniż

budynkówzaoknem.Szybkoodwróciłspojrzenieiwłaśnieto,żesięspłoszył,

sprawiło,żeLidiaprzestałaczućtremęizobaczyławnimnietylkoprzełożonego,ale

teżmężczyznę,któryzapomocąchłodnejrezerwypróbujezamaskowaćswoje

zainteresowanieniąjakokobietą.Tejegospojrzeniabyłyjednaktakdyskretnei-

byćmoże-nieśmiałe,żewogóleniepoczułazdenerwowaniaanizagrożenia.

DojechalidoKabatwmilczeniu,aleLidianiebyłajużtakaspiętajaknapoczątku.

Pożegnalisięmocnym,krótkimuściskiemdłoni.

WdomuFilipkończyłwłaśniewycieraćOskarapokąpieli.Stałwprzybrudzonym

podkoszulku,mokrymodszamotaniasięzsynemwwodzie,zdwudniowym

zarostemizbytdługimijużwłosami.Obajrzucilisięnanią,gdyweszładołazienki.

Oskarzokrzykiem„mama!”zatłuściłjejbluzkęoliwkądociała.Całowałajegomokre

włosy,czując,jakzmęczeniezniejuchodzi.Nieprzebierającsię,weleganckiej

spódnicy,dokończyławycieraniesynaiusłyszała,jakFilipwkuchniwłączyłczajnik

zwodą.

background image

35

So,ifyouaskedme

WheredoIgofromhere.

Mynextdestinationevenisn’treallythatclear.

So,ifyoujoinme

Andgetonyourkneesandpray

I’llshowyousalvation,

We’lltakethealternativeway.

Clutchingtheshortstraw.

 

Powinienwiedzieć,żetoniemożeichobudzićnaczas.Cozapomysł,żeby

ustawićjakoalarmbudzikapiosenkęotytuleThattimeofthenight?Coztego,żejest

dynamiczna,ozmieniającymsięrytmie,zmocnozaznaczonąperkusjąwrefrenie,a

dotegomatrudny,nieprzyjemnyiniepokojącytekst.Słowo„noc”wtytulejest

decydujące.Filipobudziłsiępiętnaścieminutpóźniej,niżpowinien,kiedyz

odtwarzaczapłynąłjużkolejnyutwórMarillionu.Otejporzepiętnaścieminutznaczy

więcejniżgodzinawieczoremczytrzygodzinywczasieweekendu.Piętnaścieminut

mniejrano,przedwyjściemdopracy,sprawia,żetwójdzieńzaczynasięw

nieznośnympośpiechu,możeszwtedypowiedziećojednosłowozadużo,wykonaćo

jednączynnośćzamało,przeznieuwagęzrobićcoś,czegonigdybyśniezrobił.

Lidiaobudziłasiędopiero,gdyFilipwyłączyłodtwarzacz.

-Która?-spytałanapowitanie.

-Wpółdoósmej-odpowiedział.

-Co?!-Spojrzałanaelektronicznywyświetlaczzegara,stojącegonanocnejszafce.

-O,nie!

Usiadłanałóżkuiskryłatwarzwdłoniach.

-Niezdążę-powiedziałaprzezczęściowozakryteusta.

-Niemartwsię.-Filipusiadłnałóżkuposwojejstronieiprzeciągnąłsię.-Ja

ubioręOskara,jaksięobudzi,ipowiemopiekunce,comazrobićnaobiad.Tysię

ubierajipędźdopracy.

-Atysięmożeszspóźnić?-Lidiajużwstała,zdjęłakoszulkęiluźnemajtki

bokserki,wktórychostatniospała,inagapobiegładołazienki,nieczekającna

odpowiedź.

Filipnajpierwzajrzałdopokojusyna,którynadalspałzrękamiułożonyminad

głowąiobowiązkowoodkrytyminogami.Chciałgopogłaskaćpopoliczku,ale

powstrzymałsięprzedtym,żebygonieobudzić.Wolałzostawićsobiejeszczekilka

minutspokoju.Patrzyłchwilęnasynazdłoniązawieszonąnadjegotwarzą,poczym

wyszedłdokuchninastawićwodęiprzygotowaćśniadanie.Zastanawiałsięchwilę,

czyzrobićgrzanki,czyzwykłekanapki.IczyLidiawogólebędziecośjadła,przecież

bardzosięspieszy!Przygotowałkanapkidopracydlaniejidlasiebie,potemwłączył

tosteriwyjąłzlodówkidżem.Niechciałbezczynnieczekać,ażzrumienionagrzanka

wyskoczyzurządzenia,poszedłsięogolić.Lidiastaławsamychrajstopachistaniku

przedlustremimalowałaoczy.

-Zjeszcoś?-spytałjąFilip.

-Niezdążę-odpowiedziała,wpatrującsięwlustro.

-Zrobiłemcikanapeczkędopracy.

-Dzięki.

Filipwyjąłzszafkielektrycznąmaszynkędogolenia,stanąłobokżonytak,abyw

rogulustrawidziećswojątwarz,izacząłsięgolićzlekkoprzechylonągłową.Kiedy

skończyłiwcierałwtwarzbalsampogoleniu,Lidia-jużumalowana-sprawnie,ale

bezpośpiechuwyplątywałazwłosówwałki.

-Czymożekończyszjutrowcześniej?-zapytał,patrzącnadalwlustro.

background image

-Nie-odpowiedziałakrótko.

-Niezwolniąwasnawetgodzinęwcześniej?-zdziwiłsię.-PrzecieżjutroWielki

Piątek.

Zakręciłbutelkębalsamupogoleniuisięuczesał.

-Nie-Lidiaodpowiedziałaizawiesiłagłos,jakbychciałajeszczecośdodać.

Filipstanąłtużprzyniejipołożyłdłońnajejbiodrze.Kilkarazydelikatnieiz

czułościąpogłaskałjąizatrzymałrękęnajejpośladku.Lidiaprzesunęłasię,żeby

schowaćwałkiidłońFilipazostaławpowietrzu.

-Pracujemytakżewsobotę-oznajmiła,układającwłosy.

-Wsobotę?!-Filipspojrzałnaniąpytająco.

Lidiapatrzyławlustro,przechylającgłowęnabokiisprawdzającfryzurę.

-Musimyskończyćważnyprojekt.

-WWielkąSobotę!?-Filippodniósłgłos.

-ObudziszOskara-skarciłagospokojnie.

-Kiedywampowiedzieli?

-Wczoraj.

-CzyliniejedziemynaWielkanocdotwoichrodziców.

-Możemyjechaćwsobotępopołudniu-zaproponowała.-Wiesz,żeOskarnie

lubijeździćwieczorem,niemożezasnąćwsamochodzie.

-Towniedzielęrano.

Lidiawyszłazłazienki,ubrałasięwżakietizakładającnarękęzegarek,jęknęła

cicho„onie!”,bozobaczyłajakjużpóźno.Filipstanąłzanią,nadalwbieliźnie,w

którejspał.

-Lidka-zacząłspokojnie.-Pracujeszdopóźnawtygodniu,czasamiwsobotyi

terazjeszczewświęta?!Ciągleniemacięwdomu.Jaktosobiewyobrażaszdalej?

-Musimyskończyćtenprojektzwiązanyzotwarciemnowychoddziałów.Wtedy

będzie…

-Wtedybędziecośinnego-przerwałjej.-Jakiśinnyniezwykleważnyprojekt.

Możezamykanieoddziałów.Toniejestnormalnapraca,gdziekażąludziom

pracowaćwwolnedni.

-Ktośmusiutrzymywaćdom-odcięłasię.-Tymasznakoncietysiączłotychjuż

odkilkumiesięcy.

-Mamymniejprojektów,toniemojawina-usprawiedliwiałsięFilip.-Mniej

pracuję,alejestemsporowdomu.Imniejwydajemynaopiekunkę,ajamogęwięcej

czasupoświęcićdziecku.Onmatylkorazwżyciudwalata,tosięjużnigdynie

powtórzy,niewolnotegoprzegapić.

-Ciekawe,cobyśmyjedli,jakbyśmyobojepoświęcalimucałynaszczasinie

chodzilidopracy?

-Nieprzesadzaj,niktunasniegłoduje.

Lidiaposzładokuchni,wypiładwałykiherbatybezcukru,schowałakanapkędo

torebkiizaczęławkładaćbuty.Filipczekałjeszczenajakieśwyjaśnienia,jednak

Lidiabyłajużwpłaszczuiniezamierzałasięwięcejodzywać:aniniczegotłumaczyć,

anirobićFilipowiwymówek.Gotowadowyjścia,zajrzałajeszczedopokojuOskara,

pocałowałagowczołoijużzrękąnaklamcekrzyknęławkierunkukuchni,gdzie

Filipjadłgrzanki.

-Kupiszchleb?-Tak-odpowiedział.-Czytopewneztąsobotą?-Pewne-

powiedziałastanowczo.-Cześć.Zamknęładrzwiniecomocniej,niżzamierzała,co

byłojedynąoznakąjejzdenerwowania.Filipwstałzkrzesłaikończyłśniadaniena

stojąco,opierającsięoparapet.

Obserwowałświatzaoknem.Trasa,którąmusiałapokonaćopiekunkaod

przystankuautobusowegodoklatkiichbloku,byładobrzewidocznazoknakuchni.

Filipczekał,ażkobietapojawisięnachodniku,dopierowtedysięubierał.Zbliżała

sięósmadziesięć,zostałomupięćminut,przezktóremógłjeszczepostaćbez

spodni.

background image

Rozważałwgłowiescenariusz,kiedytoonpoświęcasiępracy,wychodzizdomu

oósmejiwracadodomuodziewiętnastejlubpóźniej.Zastanawiałsię,czymożeto

zrobić?Czymiałbyszansenaawanswfirmie?Czymiałbymotywacjędopracy,tak

byiśćdoszefazprośbąoprzydzieleniemudodatkowegoprojektu?Ostatniomiał

niewieleobowiązków,toprawda,szefprzestałmuprzydzielaćnowezadania,zostali

mustaliklienci,którychpozyskałdlafirmydwa,trzylatatemu.Niebyłoichwielu,

czasamimiałpracętylkonakilkagodzindziennieiwtedywychodziłzbiurao

czternastejlubprzychodziłojedenastej.Mógłjednakspróbowaćjeszczerazpokazać

zaangażowanie-boczuł,żenarzeczywiste,stuprocentowezaangażowaniejużgo

niestaćipozostajetylkostwarzaniepozorów.Możepowinienzadzwonićdokilku

klientów,którzyoddawnaniezlecaliimprojektów,przypomniećosobie,spotkać

się-anużudałobysięktóregośnamówićnaskromnyprojekt?Wówczasdoceniliby

gowfirmie,miałbynowezlecenia,nowezadaniaitematyimożeznówodkryłbyw

sobiepasję?Pracowałbydopóźna,więcejzarabiałipokazałLidii,nacogostać?

Obmyślałtenscenariuszszczegółowo,zastanawiałsię,czywogólemaochotęgo

zrealizować.Imdłużejmyślał,tymmniejgointeresował.Nachodnikupojawiłasię

opiekunka,szłapowoli,patrzącprzedsiebie.Nachwilęuniosłagłowęwkierunku

okna,wktórymstałFilip,podskoczyłjakoparzony,pewny,żegozauważyła.Wrzucił

doustostatni,niecozadużykawałekgrzankiipobiegłdosypialnisięubrać.Nie

zdążyłjeszczezapiąćspodni,gdyusłyszałpłaczOskara.Chłopieczawszeciężko

znosiłchwilęprzebudzenia.WrozpiętejkoszuliFilippodbiegłdosynaiwziąłgona

ręce,żebyutulić,pokazać,żeświatmożebyćmiłyiżeniemusisięniczegoobawiać,

boojciecjesttutajikochago.ToFilipainteresowałoznaczniebardziej.Opiekunka

zadzwoniładodrzwi.

background image

36

Szefbyłwyraźniespięty.Rozmawializesobątegodniadwarazy,ajednakwtedy

niepoprosiłgodoswojegogabinetu.Napewnozaplanowałtęrozmowęwcześnieji

jużodranawiedział,cozamierzazrobićpopołudniu,niezdradziłsięjednakżadnym

gestemaniwyrazemtwarzy.AprzynajmniejFiliptegoniezauważył.Byćmożeszef

zachowywałsięinaczej,leczniepotrafiłodczytaćtychsygnałów,boniemiałdonich

klucza.

WłaściwieFilipzamierzałjużwyjśćzbiura.Skończyłwszystko,comiałdo

zrobienianadziś,istałprzyrecepcji,wymieniajączMarysiąuwaginatematplanów

urlopowych.Onawyjawiłazzadowolonąminą,żemaodniedawnachłopakairazem

zamierzająspędzićromantycznytydzieńnagreckiejwyspieSantorini.Filip

pogratulowałjej,zarównowyjazdu,jakichłopaka.Wduchubyłprzekonany,żeich

związekniedotrwadoczasuplanowanegowyjazdu.Kątemokazauważył

przechodzącegoMichała,szefafirmy,któryrzuciłodniechceniadoFilipa.

-Wpadnijdomnienachwilę.

-Teraz?-spytałzdziwiony.

-Zachwilę.

FilipzrobiłzdziwionąminędoMarysi,niemiałpojęcia,oczymszefchciałbyz

nimrozmawiać.Marysiazażartowała,żetonapewnoawansnaczłonkazarządu.„Do

sprawkserowaniaibindowaniaraportów”-dodałFilipzprzekąsem.Iodszedł.

Pokójszefabyłzawszeotwarty,więcFilipwszedłiusiadł,abynaniegopoczekać.

Zzaciekawieniemoglądałleżącenabiurkupłyty.Odczytałtytuły:najednej-Without

youI’mnothing,nadrugiej-Blackmarketmusic.Naobutasamanazwazespołu-

Placebo.Filipniesłyszałonimnigdywcześniej.Zaintrygowałagoszczególnie

okładkatejpierwszej-dwiemłodeszczupłekobietyodługichwłosachspiętych

gumkąsiedziałynaprzeciwkosiebie,przystolelubbiurku,wpatrzonewblat,alez

pewnościąnictamniewidziały.Wyglądały,jakbywłaśniejednadrugiejwyznała

jakąśwstydliwątajemnicę.Byłybardzopodobnedosiebieinawetnasuwałasię

myśl,żetojednaitasamakobieta.Możepostanowiłapopełnićsamobójstwo,

ponieważporzuciłjąktoś,zkimbyłaodlatikogobezgraniczniekochała,aonokazał

sięzwykłąświnią.Jednakwahałasię;podjęładecyzję,alenachwilęusiadłaidopadły

jąwątpliwości:czyonjesttegowart?

MichałwszedłenergicznymkrokiemiodrazuzauważyłpłytywrękachFilipa.

ChwilęrozmawialiozespolePlacebo,onteżgonieznał,dopierojekupił,boktośmu

polecił.

ZgodziłsiępożyczyćFilipowi,alenarazietylkojedną-sambyłciekaw,cotoza

muzyka.Apotem,widocznieuznawszyrozmowęomuzycezadoskonaływstęp,

przeszedłdorzeczy.

Musząciąćkoszty.TobędzienawetkorzystnedlaFilipa,bozapłacimniejszy

podatek.

Właściwienicsięniezmieni.Będzierobiłtosamocoteraz.Możepracowaćw

domu.

Oczywiście,powiniensiępojawiaćwbiurze,nawetcodziennie,jeślizajdzietaka

potrzeba,aleprawdopodobniedwa,trzyrazywtygodniuwystarczy.Wzależnościod

projektów.Zwrotkosztówtelefonu.Iurlopbezzmian.Pomimożeniebędzieumowy

opracę.

Filipnawetgorozumiał.Rozmawialirzeczowo,argumentybyłyprzekonującei

Filipniemiałpretensji.Przezchwilębyłpewien,żetaknaprawdęniewielesię

zmieni,amożetonawetokażesiękorzystne;sambędziesobieplanowałdzieńpracy

tak,bymiećczasnazałatwienieprywatnychspraw,zwyczajnie-więcejwolności.I

możeporozmawiazOsąowspólnymbiznesie.Mogąprzecieżprowadzić

przedszkolerazem.Tak,musiznimotymporozmawiać.

background image

Terazmawięcejczasu,tonajlepszymoment.

DopierogdywyszedłzpokojuMichałaispojrzałnaswojebiurko,awuszach

brzmiałymujeszczejegosłowa:„możeszprzychodzićdobiura,kiedychcesz,alenie

będzietokoniecznecodziennie”,poczułnagle,żetobiurko,tenkomputer,całeto

biurosąmuobce.

Zabrałtorbę,pożegnałsięgromkim-możenawetzagłośnym-„cześć!”iwyszedł.

Wautobusieprzeliczał,ilezaoszczędzinapodatku.Wtamtymrokuzapłacił

trzydzieściprocent,terazodkażdegozleceniaoddatylkodziewiętnaście,czylizysk

powinienbyćzauważalny.Ktowie,możedadząmuwięcejprojektów,skorobędzie

mniejkosztownydlafirmy?Jeszczeokażesię,żetylkonatymzyska!

WłaśniewtensposóbprzedstawiłtoLidii.Aonauczepiłasiętylkotejcholernej

umowy.

Tego,żejejniebędzie.Wieleosóbpracujenazlecenialubprowadziwłasną

działalność,sametegochcąidobrzenatymwychodzą.Lidiatrochękrzyczała,a

potemrozpłakałasię.Siedziałanakrześlewkuchnizezwieszonągłową,opierając

łokcienastole,aFilipcałowałjąpowłosach.Niestarałsięwyjaśniaćjejwszystkiego

odnowa.Oskarmusiałcośusłyszeć,boprzerwałzabawęiprzyszedłdonichz

gumowymdinozauremwrączce.Ojciecwytłumaczyłmu,żemamauderzyłasięw

nogę,chłopiecnatychmiastdomagałsięplasterkanastłuczonekolanomamy.Filip

zaprowadziłgodołazienki,gdziewybieralinajładniejszyplasterdlamamy,jednak

Lidiaprzyszładonichipostanowiławziąćprysznic.Jużniepłakała,zdradzałają

tylkolekkozaczerwienionatwarz.Oskardomagałsię,żebynatychmiastprzykleićjej

plaster,próbowałotworzyćdrzwiodprysznicaiwejśćdomamy,akiedyFilip

wytłumaczyłmu,żeplasterjużniebędziepotrzebny,chłopiecsięrozpłakał.Stałz

wybranymprzezsiebieplasterkiemibezskuteczniepróbowałdostaćsiępod

prysznic.Lidiamyłasię,odwróconatyłemdonich.Chłopieczmagałsięz

zamkniętymidrzwiami.Filipstałbezradnie.

background image

37

Długoczekałnaodpowiednimomentiprzeztozupełnieniemógłsięskupićna

pracy.Wostatnichdniachniespodziewanieprzybyłmujeszczejedenprojektimimo

żeniebyłjużetatowympracownikiemfirmy,nadalprzychodziłtucodziennie.Jakna

razienicsięniezmieniłoodczasu,gdyMichałwezwałgodoswojegogabinetu,żeby

oznajmićmutrudnąwiadomość.PopierwszejrozpaczliwejreakcjiLidianiewracała

jużdotematu.Możedlatego,żeprzezostatniedwatygodnieFilippracowałowiele

więcejniżostatnio,niewiadomo.

Niechciałwykonywaćtegotelefonuprzyinnych.Toniebyłyżadnetajemniczeczy

intymnesprawy,jednakniemiałochotytłumaczyćkolegom,ocochodzi.

Odpowiednimomentnadarzyłsięokołodrugiej,kiedywiększośćznichwyszłana

lunch-wWarszawiejużsięniejadaobiadów.Przynajmniejodponiedziałkudo

piątku.Filippospieszniewyjąłzkieszeniskrawekkartkiwydartejzkalendarzai

szybkowystukałnumer.

-Dzieńdobry,wsprawielokalu-zaczął.-Dzwoniłemwczoraj.Czymógłbymdziś

gozobaczyć?…Tak,możebyćwieczorem…Dobrze,niechbędzieodziewiątej…Wpół

dodziesiątej?Dobrze…Tak,znamadres.Awięcdozobaczenia…

OdłożyłsłuchawkęizobaczyłMarysięobokswojegobiurka.

-Znówsięzjakąśumawiasz?-spytała.

-Tak,aco?-odpowiedziałzaczepnie.

-Nic.Dziświeczorem,tak?Tobrzmiromantycznie.

-Niepodsłuchujrozmów-zganiłją.

-Nowiesz,niekryjeszsięztym-powiedziałatotak,jakbyprzyłapałagonaczymś

obscenicznym.

Filipnieodpowiedział.PodniósłsłuchawkętelefonuiwystukałnumerOsy.

Czekającnapołączenie,zerknąłnaMarysię,którazociąganiemodeszła.

-Cześć,dzwoniłemdotegogościaodlokalu…Dziświeczorem…Potem.

Zadzwoniędociebie.Nara.

Kiedyodkładałsłuchawkę,spojrzałwkierunkurecepcji.Marysiarównieżpatrzyła

naniego,ichspojrzenianakilkachwilsięspotkały,jakbybylikochankami,którzy

ukrywająsięprzedświatem.Wjejoczachniebyłoironii.Obojeprawierównocześnie

odwróciliwzrok.

 

UlicaNowoursynowskaprzypominawieś,choćleżywprestiżowejdzielnicy

stolicy.Zlewejstrony,jadącwkierunkupółnocnym,mamynowoczesne,eleganckie

kilkupiętrowebloki,ogrodzoneimonitorowane,oświetlonestylizowanymilampami

ipołyskująceniebieskimświatłemtelewizorów,bijącymzokien.Natomiastpo

prawej-polauprawne,starezabudowaniagospodarczeizabytkowyparkzamknięty

dlapubliczności.Otejporzewszystkookrywająciemności.Taulicajestjakby

granicąmiędzystaryminowymświatem-jeszczesiębroniprzedekspansjąświatła

ibetonu,jeszczewyglądasurowoitajemniczo,alewkrótcenapewnoulegnie.

Jakaśzakochanaparawyłoniłasięzmrokuwświetlereflektorówjego

samochodu.Filipwcisnąłhamulec,choćitakjechałnajwyżejtrzydzieścikilometrów

nagodzinę.Niebyłspóźniony,naszczęście,bopotychkocichłbachszybciejbysię

niedało.Młodziludzie,czuleobjęci,niezwróciliuwaginajadącypojazd.Apowinni

jakośzareagować,bowtejsamejchwiliFilipomalnierozjechałniewielkiegopieska,

któregoprowadzilinaczerwonej,rozwijanejsmyczy.Filipowizgasłsilnik,pies

obszczekałsamochód,amłodzizakochanispokojniezniknęliwciemności.Filip

przekręciłkluczykwstacyjceiznówruszył.Samochódpodskakiwałnakamieniach.

Minąłukrytyniecozaniskimidrzewamibudynekdawnejstajni,przerobionyna

modnąrestaurację,iwkrótcezatrzymałsięprzeddwupiętrowymbiurowcemz

elewacjązeszkła,stojącymsamotniemiędzyosiedlemekskluzywnychdomów

background image

jednorodzinnychapolemjakiegośtrudnegodozidentyfikowaniazboża.

Totutajznajdowałsięlokaldowynajęcia,wktórymFilipmiałzamiarrazemzOsą

urządzićprzedszkole.Kilkadniwcześniejkolegazpracynapomknąłonim

mimochodem,kiedyspieralisięoto,czygospodarkasięrozwija,czyraczejmamydo

czynieniazrecesją.

Filipprzekonywał,żelekkosięrozwija,kolega-naprzykładziewolnegolokalu

biurowego-optowałzarecesją.Obajpozostaliprzyswoichzdaniach.Filippotej

rozmowieodnalazłogłoszeniewInternecie,zadzwoniłiumówiłsięnaspotkanie.Na

dziś.Nagodzinędwudziestąpierwszą.

Minęładwudziestapierwsza,alokalbyłzamkniętyipanowaływnimkompletne

ciemności.Filipjeszczeraznacisnąłklamkę,zajrzałprzezokna,zakrywającotwartą

dłoniąoczy,poczymwróciłdosamochodu.Czekał.Wradiuredaktorzachwycałsię

płytązespołuInterpol.ŻeprzypominaJoyDivision.Wszystkomusicoś

przypominać,doczegośnawiązywać,odnosićsiędo,czerpaćz.Każdapłyta,książka,

film.Mimotego,żecośprzypominała,muzykabyłanaprawdęinteresująca.

Melodyjna,aleniepokojąca.Abudynek-nadalciemny.

DziesięćminutpodziewiątejFilipzadzwoniłdowłaścicielalokalu.Tamtennie

przeprosiłzaspóźnienie,alezapewnił,żezarazbędzienamiejscu.Alepięćminut

późniejnadalgoniebyłoinieodbierałjużtelefonu.Filipzaczynałsiędenerwować.

Pomyślał,żetomożejakiśpodstępichcąmuukraśćsamochód.Wypatrywał,czy

gdzieśniepojawisiędwóchlubtrzechosiłków,którzykażąmuotworzyćdrzwilub

znienackawybijąbocznąszybę.Isambyłzłynasiebie,żesięboi.

Wreszcie,dwadzieściaminutpodziewiątej,Filipzauważyłnikłeświatełkow

oknachnaparterzebiurowca.Początkowomyślał,żetoblaskodbityodbudynku

naprzeciwko,jednakświatełkoporuszałosięrytmicznienajednejwysokości.

Zatelefonowałjeszczerazdowłaścicielalokalu.Tamten,jakgdybynigdynic,

oznajmił,żejestwśrodkuiczeka.Filipzawahałsię,alechciałjużtomiećzasobą,nie

przyjeżdżaćtukolejnyrazinietłumaczyćsięprzedOsą,dlaczegowłaściwienie

obejrzałtegolokalu.Wysiadłwięczsamochodu,zamknąłgoidwarazyszarpnął

klamką,byupewnićsię,żedrzwisązamknięte,poczymwszedłdobiurowca.

-Dzieńdobry!-krzyknął,całyczasstojącwproguiniezamykajączasobądrzwi

wejściowych.

-Dobrywieczór-usłyszałgłoszgłębi.-Proszęwejść,proszęwejść.

-PanWidacki?-upewniłsięFilip.

-Tak,tak.-Przednimpojawiłsięszczupłytrzydziestoletnimężczyzna,ubranyw

dżinsyiTshirtzangielskiminapisami.-Wsprawielokalu,tak?Proszęwejść,proszę

dalej–zachęciłFilipagestem.

-Niemaświatła?-spytałFilipzdziwiony.

-Niema-odpowiedziałWidacki.-Toznaczyjest,aleniechcęzapalać.To

przeszkadzasąsiadomotejporze.Mamlatarkę.

-Aleprzecieżniebędęgomógłdobrzeobejrzeć-zaprotestowałFilip,nadalstojąc

dwakrokioddrzwiwejściowych.

-Tojestmocnalatarka.Zresztą,itakpewniechciałbypanjeszczeprzyjechaćw

dzień.

-Pewnietak.Jeśliwogóle-przyznałFilip.

-Nowłaśnie-ucieszyłsiętamten.-Terazzobaczypantakzgrubsza.

-Inaprawdęniemożnazapalićświatła?

-Można,nazapleczu.Iwłazience.Tegoniewidaćzulicy.

Filippoprosiłwięcopokazanienajpierwłazienki.Widackiprzeszedłpospiesznie

wdrugikonieclokaluiotworzyłjednezdrzwi.Filipniepewnieruszyłzanim.Po

łazienceobejrzelipomieszczenie,gdziemożnabyurządzićkuchnię,iwreszcie

największe,zfilaramipodtrzymującymisufitwczterechmiejscach,idealnie

dzielącymicałośćnaczterypotencjalnesale.Wystarczyłowstawićściankidziałowe.

Właścicielniewielemówił.Nawetspecjalnieniezachwalałlokalu,niewymieniał

background image

jegozalet,niewspominałoodnowionychścianachaniwysokościlokaluczydużych

oknach.

Sprawiałwrażenie,jakbymusięspieszyło,choćnapewnozależałomuna

znalezieniuklienta,boinaczejnieumawiałbysięzFilipem,tymbardziejżeniemógł

zapalićświatła.Poobejrzeniuwszystkiegouzgodnili,żeFilipzastanowisięi

najpóźniejzadwadnizadzwoni.

Właśniewtedyusłyszeli,jakktośenergicznieotwieradrzwiwejściowe.

-Jesteśtu?!-usłyszeligłosmłodej,bardzozdenerwowanejkobiety.

-Chodźmy-WidackiponagliłFilipa.-Pansięzastanowiizadzwonidomnie,tak

jakuzgodniliśmy.

Filipociągałsięjeszczezwyjściem,zaskoczonytakimfinałemspotkaniaitym,że

właściciellokaluwłaściwiegowyprosił.Niemiałjednakwieleczasunamyślenie.

Drzwiodkorytarzaotworzyłysię,pchniętemocnozdrugiejstrony,idogłównego

pomieszczeniaweszłamłoda,dośćwysokakobieta,trzymającazarękękilkuletnie

dziecko,którenatychmiastschowałosięzajejplecami.Staławdrzwiach,jej

sylwetkawyraźnieodcinałasięodjasnegotłaoświetlonegoblaskiemświatełulicy,

onajednaksłabowidziałastojącychpośrodkulokalumężczyzn.

-Zkimtujesteś?!-krzyknęła.-Cotozajedna?!

-Haniu,dajspokój-powiedziałłagodnieWidacki.

Filipchciałwyjśćnatychmiast,alekobietawypełniałaswoimciałemcałedrzwi,a

onobawiałsię,czybędziemógłprzejśćkołoniejbezpiecznie.Wydawałasię

okropniezdenerwowana,ladamomentmogławybuchnąć.Filipliczył,żeWidacki

rozwiążetęsytuację.

Tymczasemmężczyznazrobiłdwakrokiwkierunku-prawdopodobnie-żonyi

jużzamierzałcośpowiedzieć,kiedyonapodniosłagwałtowniedłoń,jakbychciałago

zatrzymaćczarodziejskąmocą.

-Stój!-krzyknęła.-Niezbliżajsiędomnie,tyłachudro,tyświnio,ty,ty…-

ostatniesłowawydyszała,całaroztrzęsiona.-Wychodziszbezsłowaiciąglesięz

nimispotykasz…

-Haniu-przerwałjejłagodnieWidacki.-Uspokójsię.Tojest…

-Milcz!Niczegosięniewyprzesz!Przecieżwidzę!-Tojajużpójdę-Filipzwrócił

siędoWidackiego.-Dobranoc-powiedział,kierującsiędodrzwi,mimożekobieta

nadaltamstała.

Byłpewien,żenieporozumieniewyjaśnisię,gdyonazobaczy,zkimspotykasię

jejmąż.

ŚmierćzrękizazdrosnejżonyniebyłanaraziewplanachFilipa.Kiedyznalazłsię

tużprzyniej,kobietaosłupiała.

-Typedale!-krzyknęła.-Jakmogłeśmitozrobić!?

Wpadławfurię,całasiętrzęsła,wykrzykiwałahisterycznie:„ty,ty!”,jakbynie

potrafiłaznaleźćżadnegodośćobraźliwegoepitetunaokreśleniemęża.Dziecko

tymczasempołożyłosięnapodłodzeikurczowotrzymałonogawkispodnimamy,

drugąrękązakrywającgłowęwprzekonaniu,żewtensposóbniktgoniedostrzeże.

Filipzatrzymałsię,przerażony,żekobietamożegozaatakować,aleteżpełen

współczuciaizażenowaniatym,żeznalazłsięnieoczekiwaniewśrodkutakintymnej

scenymiędzydwojgiemnieznanychmuludzi.

-Kochanie-przemówiłWidackinadalłagodnymgłosem,jakdodziecka,które

denerwujesięzpowoduzepsutejzabawki.-Jestemtuwsprawielokalu,zaraz

wracamdodomu.

-Nietłumaczsię!-przerwałamu.-Spodziewałamsię,żemniezdradzasz,alenie

żezmężczyzną!Jakmożesz?!Jategoniezniosę.

-Haniu,tenpanchcetylkowynająćlokal.

-Lokal?Lokal?-kobietapowtarzałatesłowa,nierozumiejącichznaczenia.-Co?

Co?

RozejrzałasięwokołoiutkwiłaprzestraszonywzrokwFilipie.Wreszcie

background image

zrozumiała.Iuzyskałanowypowóddoataku.

-Nadziwkipotrzebujesz!-wykrzyknęła.-Zadarmopieniądzechceszmieć!Do

robotylepiejbyśposzedł,anietylkolokale,biznesy,interesy…Cotutakciemno?-

Dopieroteraztozauważyła.-Włączświatło.

-Niemapotrzeby-zaprotestowałWidacki.-Panjużwychodzi,wracajmydo

domu…

-Przedemnąsiękryjesz,tak?!-Zaczęłaznówgooskarżać.-Tyzdrajco!Ty

chamie!

WzięłaprzestraszonedzieckonaręceizrobiładwakrokiwkierunkuWidackiego.

Filip,jaknasygnał,ruszyłwkierunkudrzwi,minąłwzburzonąkobietęiwyszedł.

Drogęoddrzwidosamochodupokonałbiegiem.Wsiadł,zamknąłdrzwii

natychmiastzablokowałzamki.

Spojrzałnalokal.Wśrodkunadalbyłociemno,odgłosówkłótniniesłyszał.

Zupełniezdezorientowany,odpaliłsilnikiodjechał.

Chciałstamtąduciec,zapomniećotejhistoriiznieszczęsnązazdrosnążoną,

zadzwoniłwięcdoOsy.Starałsięmożliwieszczegółowoopisaćlokalijego

wyposażenie.Wspomniałteżoewentualnychkłopotachzwynajęciemzewzględuna

niezrównoważonążonęwłaściciela.DlaOsyniestanowiłotoproblemu,całąhistorię

zbyłkrótkim„nieważne,toichżycie”.Umówilisię,żeOsaprzyjedziedoWarszawyza

trzytygodnieirazembędąnegocjowaćostatecznącenę.NarazieFilipmiał

zarezerwowaćlokalicałyczastrzymaćrękęnapulsie,czywłaścicielniezaczynasię

niecierpliwić.Taktykamiałapolegaćnaodwlekaniusprawyprzyjednoczesnym

podtrzymywaniuzainteresowaniatak,abyzmusićwłaścicieladoznaczącejobniżki

ceny.Mogłosięoczywiściezdarzyć,żeprzeztetrzytygodniektośjednakbędzie

chciałwynająćlokalbezspecjalnychnegocjacji.WtedyFilipmiałwkroczyći

ostateczniepotwierdzićrezerwację.Niebyłotołatwezadanie,Filipobawiałsię,czy

nieokażezbytdużegozainteresowaniaalbo-przeciwnie-właścicielzniecierpliwi

sięiwidzącjegopowściągliwość,wynajmielokalkomuinnemu.Osanawetprzez

sekundęnieokazałzaniepokojeniatym,żecośmożepójśćnietak.Filippodziwiał

jegoprofesjonalizm.Inawetodczuwałpewnepodekscytowanietągrąitym,żeprzy

pomocyOsymożezrealizowaćswójplan.

KiedywdomuopowiadałotymLidii,starałsięukryćswójentuzjazm-ona

podchodziładojegopomysłuzdużąrezerwą,aletymrazemobyłosiębezkrytykiz

jejstrony.Zbliżałasięjedenasta,Oskarspałodgodziny,aLidianakanapie,z

poduszkąpodgłowąikieliszkiemlikieruwdłoni,oglądałafilmPożegnaniezAfryką.

Napodłodze,rzuconyniedbale,leżałmagazyndlakobiet,znaderwanąkartką,do

którejprawdopodobniebyładoklejonapłytazfilmem.Filipniechciałżonie

przeszkadzać,zrobiłsobieprostąkolację,zjadł,potemumyłsięiusiadłobokLidii.

Niemiałochotyoglądaćkońcówkifilmu,przeglądałwięcpismodlakobieti

głaskałstopyLidii.Nierozmawiali,ciszęprzerywałytylkodialogiaktorów.Jego

pieszczotasprawiałaLidiiprzyjemność:ułożyłasięwygodniejnakanapie,

przesuwającnogitak,abykażdaczęśćotrzymałaswojądawkę,imruczałapod

nosem.Filippoczułlekkiesztywnieniemiędzynogami,nadalnieodrywałjednak

wzrokuodpsychologicznychporadwstylu:„Jakradzićsobiezromansemwpracy”.

Powoliprzechyliłsięizacząłdelikatniegłaskaćwewnętrznąstronęudżony,

dotykająccojakiśczas,bardzoprzelotnie,miękkichwargskrytychpodbiałą

bielizną.Pokilkuminutachpoczuł,żejejmajtkisąwilgotne,zobaczyłnanich

ciemniejsząplamkęiniemógłpowstrzymaćsięprzedmocniejszymnaciśnięciemna

jejkrocze.Jęknęłacicho.

-Długojeszczedokońca?-zapytał,starającsię,żebyzabrzmiałotoobojętnie.

-Jeszczetrochę-odpowiedziaławpatrzonawekran.-Jużsiękończy-dodałaz

przepraszającąnutkąwgłosie.

Filipzacząłlekkomasowaćjejcipkęprzezmajtki.Zupełniejużstracił

zainteresowaniekolorowymmagazynem,któryterazleżałnajegokolanach,

background image

maskującerekcję.Poczułlekkiuciskwżołądkuimrowieniewjądrachnamyślotym,

cogozachwilęczeka.NiekochalisięoddwóchlubtrzechtygodniiciałoFilipasię

tegodomagało.

Tymczasemnaekraniektośumierał.Filipstarałsięnatoniepatrzeć,niechciał,

żebyhistoriagowciągnęła,bomiałjednakzamiarobejrzećtenfilm,aniemanic

gorszego,jakoglądaniefilmu,któregozakończeniesięzna.Wreszciepojawiłysię

napisykońcowe.Lidiawestchnęła,jakbywstrzymywałaoddechprzezconajmniej

połowęfilmu.Jednym,niespodziewaniedynamicznym,ruchempostawiłanogina

podłodzeipodeszładokuchninapićsięwody.Filipstanąłzanią,jednąrękępołożył

najejprawejpiersi,drugąnapodbrzuszu.Delikatnieprzeczesywałjejwłosyłonowe

podmajtkami.

-Podobałcisię?-spytałFilip.

-Tak-jeszczerazwestchnęła,terazjużniecosłabiej.

-Idziemydołóżka?-spytał.

-Tak,aco?-spytałafiglarnie.

-Nic,zupełnienic-odpowiedział.

Zanimznaleźlisięwłóżku,Lidiaumyłajeszczezębyisprawdziła,czyOskarnie

zrzuciłzsiebiekołdry.Oczywiściezrzucił.Filipczekałnanią,leżącwyprostowanyna

plecach,zkołdrąnaciągniętąposzyję.Weszła,zrzuciłaszlafrokiwbieliźniepołożyła

sięobokniego.

-Twardy!-krzyknęłazuznaniem,gdynatrafiłapodkołdrąnaczłonekFilipa.

-Namyślotobie-odpowiedziałzdumą.

Lidia,ściskającjegoczłonekcałądłonią,zaczęłapowoliporuszaćrękąwgóręiw

dół.

Filippomyślał,żemężczyźni-kiedyjużsąnago-wystawienisąnapokazwcałej

swejokazałości,nicniedasięukryć.Adostaćsiędotychnajsmaczniejszychkąsków

kobietyniejesttakłatwo,nawetjeśliniemanasobieubrania.Musiałwięc

przekręcićsięnabok,rozłożyćjejudaidopierowtedymógłdotknąćtego,oczym

marzył.LidiabyłasuchaiFilipmusiałterazdokładnieoblizaćswójpalec,

zostawiającnanimjaknajwięcejśliny,ponowniedotrzećdojejcipki,rozchylićwargi

sromoweilekkomasowaćprawieniewyczuwalnąłechtaczkę.Ślinawysychała

jednakszybko,szukałwięcniecowilgociprzywejściudopochwy.Jeszczezadobrze

niezabrałsiędorzeczy,ajużpoczuł,żezasekundęwystrzeli.

-Zaczekaj-szepnąłdoniej.

Lidiazabraładłońzjegoczłonkaizaczęładotykaćjegokrocza,ściskaćwszystko,

nacotamnatrafiła.Filipssałjejsutekimasowałłechtaczkę,cojakiśczaswkładając

swójpalecdoust.

-Możepoliżęcię?-zaproponowałwpewnymmomencie.

-Nie,takjestdobrze-odpowiedziałaszybko.

FilipstarałsięjednocześniedawaćrozkoszLidiiiwstrzymywaćswójorgazm.

Obierzeczybyłyrównietrudne.Lidiależałanaplecach,wsłuchanawsiebie,cojakiś

czasjejoddechstawałsięszybszyigłośniejszy.WtedyFilipstarałsiękontynuować,

zachowująctensamrytm,alemusiałrobićcośnietak,boLidiapochwiliznów

wracaładoswojegopoprzedniego,spokojniejszegooddechu.Filipcorazczęściej

zmieniałpozycję,siadałmiędzyjejnogami,kładłsię,zmieniałręce,którepieściły

Lidięcałyczaswposzukiwaniutegoidealnegomiejsca.Kiedyponownieprzesunął

swojądłońwdółinachwilęjegopalceopuściłynapuchniętąłechtaczkę,Lidia

odetchnęłaizacisnęłanogi.

-Chybasięnieuda-powiedziałazdyszana.

-Dlaczego?-spytałFiliptrochęrozpaczliwie.

-Niewiem,jestemjakaśsucha.

-Możewezmękrem?

-Nie.

-Niemaszochoty?

background image

-Niewiem-powiedziała,podnosząckolanadogóry.

Filipułożyłsięnawznak,uspokoiłoddech.

-Cośjestnietak?-spytał,patrzącwsufit.

-Czyjawiem-odpowiedziała.

-Lidka,albomaszochotę,albonie-powiedziałzlekkąirytacjąwgłosie.-

Kochamysiętakrzadko,atyniewiesz,czychcesz.

-Tomojawina,żetakrzadko?-broniłasię.

-Aco,moja?

-Tywłóżkutoalbocośczytasz,albo,albo…leżyszisłuchaszradia.

-Niewidzęuciebieżadnejochoty,tocomamrobić?Codzienniesiędociebie

zabieraćiliczyć,żekiedyśsięuda?

-Askądmamwiedzieć,żechcesz,jakniedajeszmiznaków?

-Cicho!-Filipprzekręciłgłowę,nasłuchując.

-Co?

-Chybasięobudził.

-Niesłyszałam-powiedziałaobrażonanamęża.

Wtymmomencieusłyszelitupotmałychstópnadeskachpodłogiidoichsypialni

wszedłzaspanyOskar.Wspiąłsięnałóżkoiułożyłcentralniemiędzytatąamamą.

Przykryłsiękołdrą,odwróciłnabokidotykającrękądoramieniamamy,astopądo

udaojca-zasnął.

Filippospiesznieukryłswójsztywnyjeszczeczłonekwdłoniwobawieprzed

przypadkowymkopniakiemsyna.

Obojezamilkli,żebysynsięnierozbudził.Filipzgasiłnocnąlampkę.Lidia

odszukaławciemnościpośladkimężaipogłaskałajeczule.Niemielijużpotrzeby

wracaćdowcześniejszejrozmowy.To,cotrzyminutytemubyłodlanichważne,

możestanowiłonawetoistociezwiązku,naglestałosięodległe,nierealne.

Przytulenidosyna,zasnęliwyciszenijakpoporządnymseksiezakończonym

orgazmem.

background image

38

Chłopieczawszestarałsiępomagaćrodzicomwsprzątaniu.Lubiłwycierać

ściereczkąlustrowprzedpokojuitymsamymręcznikiemścieraćkurzezszafek,a

następnieczyścićszybęwokniebalkonowym.Wswoimpokoju,gdyrodzicenakilka

sekundspuścilizniegowzrok,wyrzucałubraniazpółeknapodłogę,bypotem

układaćjeponowniewedługsobieznanegoschematu,wszystkopomieszanei

upchanenasiłęnajednejpółce.Najbardziejjednakfascynowałgoodkurzacz,czyli

ryczącamaszynazcienką,długąszyjąiowłosionąpaszczą.Bałsię,aleniemógł

oderwaćodniejoczu.Reagowałpanicznąucieczką,gdyzbliżałasiędoniego,a

jednakznówpodchodził,kiedyzanadtosięoddaliła.Wydawałosię,żechłopiec

prowadzipolowanienagroźnezwierzę:czekanamomentjegosłabościlub

nieuwagi,bywreszciemócobejrzećjedokładnie,dotknąćgo,poczućpodpalcami

jegoskórę,nawetwłożyćdłońdoprzerażającejczeluściowłosionegopyskaiwyczuć

ostre-boprzecieżmusiałybyćostre-zębiska.Alepotwórcałyczasbyłwruchu,

ryczećprzestawałdopierowtedy,kiedytatanaciskałjegoplecystopą,wówczas

stawałsięmartwy,aprzezto-anigroźny,aniciekawy.Tataciągnąłpopodłodze

bezwładnecielskoichowałjedoszafy,gdziemiałooczekiwaćnaponowne

przywróceniedożycia.

Filipuwielbiałprzyglądaćsięzmaganiomsynazwłasnymisłabościami,kiedyw

napięciupróbowałprzełamaćstrach.DlategoodkurzanieczęstozajmowałoFilipowi

ponadpółgodzinyiLidiazaczynałasięniecierpliwić.Zazwyczajponaglałago

kilkakrotnie,aniekiedynawetwyjmowałazjegorąkruręodkurzaczaisama

kończyłasprzątaniekilkomanerwowymi,małoprecyzyjnymiruchami.

Tegoprzedpołudnia,mimoprzedłużającejsięzabawyFilipazOskaremw

groźnegowęża,odgrywanegoprzezzwijanykabelodkurzacza,wydawałosię,że

Lidiadarowałasobieponaglaniemęża.Posprzątałałazienkęizabrałasiędolustraw

przedpokoju,którespryskiwałaspecjalnympłynemikolistymiruchamiwycierała

dosucha.

-Schowajciejużtenodkurzacz!-wkońcujednakzwróciłauwagęFilipowi.

-Jużkończymy-odpowiedziałroześmiany.-No,Oskar,wążmusisięjużschować

iiśćspać.

Chłopieczaprotestował.

-Ostatniraz-upomniałgoFilip.-Teraznaaaajdłuższywążświata.

Wyciągnąłkabeldokońca,achłopiecklaskałwdłoniezuciechy.PotemFilip

wcisnąłnogąprzyciskzwijaczaprzewoduiwążzacząłsięchowaćdoswojejnorki.

Oskarpopiskiwałzzadowolenia.

-Pa,pa,wężu.-Filippodniósłodkurzacziposzedłschowaćgodoszafy.

Oskarprotestował,alewidział,żenicniewskóra.

-Filip-Lidiaskończyłalustroizaczęłapolerowaćkinkiety-mógłbyśzajrzećdo

łazienki?Trzebaprzepchaćumywalkę,wodabardzowolnospływa.

-Dobrze.Zaczekam,ażskończysz,izrobięto.

-Jamamjeszczetrochęsprzątania,możeszteraz.

-MuszęprzypilnowaćOskara-wyjaśniłtakimtonem,jakbybyłotocoś

oczywistego.

-Nicmusięniestanie,jakchwilępobawisięsam.

-Myślę,żewsobotępowinniśmysięnimzająć.Całytydzieńjesteśmydopóźnaw

pracy.

-Tonawetdziesięćminutniemożesamsiępobawić?-powiedziałaLidiaz

wyraźnąpretensjąwgłosie.

Filipnieodpowiedział,uznał,żetoniebyłopytanie,tylkostwierdzenie.

Przyglądałsię,jaksynpróbujeschowaćżołnierzykawkabinieplastikowejwywrotki.

-Awogóle,topocotadziennikarkaprzychodzi?-Filipzmieniłtemat.

background image

-Zrobićwywiad,jużcimówiłam-odpowiedziałazniecierpliwiona.

-Wiem,aledlaczegoztobą?Przecieżtysiącepracującychkobietmamałedzieci.

Wtymczasieichsynporzuciłjużzabawki,wszedłnałóżkowsypialni,azłóżka

zamierzałwdrapaćsięnaparapetokna.Ojciecbyłjednakczujny.

-Zejdź,Oskar,cotyrobisz?-Przytrzymałsyna,abytenniespadł,aleniezdjąłgo.

-Lidka,dlaczegoztobą?-Filipponowniezwróciłsiędożony,któraterazbyła

zajętaczyszczeniemdrzwi;najwięcejrobotymiałazwycieraniemśladówmalutkich

palcównawysokościokołoosiemdziesięciucentymetrówodpodłogi.

-Będzietakiartykuł…-zawahałasię.-Okobietach,które…omatkach,które

odniosłysukcesczycośtakiego.Dokładnieniewiem,jaktomawyglądać…

-Sukces?-przerwałjej.-Naprzykładjaki?

-No,opowiedząokilkukobietach,okażdejmożezdziesięćlinijek,nicwielkiego…

-Nieotomichodzi-Filipczuł,żeLidiacośukrywainiewie,jakotym

powiedzieć.-

Chodź,Oskarek-zwróciłsiędosyna.-Pójdziemypokredki.

Filipstanąłwdrzwiachpokojusynawtensposób,bymócjednocześniepatrzeći

nachłopcawybierającegoodpowiedniekredkizogromnegopiórnikaozdobionego

rysunkiemsamochodówwyścigowych,inaLidiękrzątającąsiępoprzedpokojuze

ściereczkąwdłoni.

-Tojakisukcesodniosłaś?-spytał.-Jakiśawans?Nicniemówiłaś.

-Botojeszczeniejestpewne…

-Czylijednak!-wykrzyknąłzdziwiony.

-Notak-przyznałazociąganiem.-Kimbędziesz?-Kierownikiemoddziału.-Łoł!

-

Filipponowniewykrzyknął.-Dlaczegoniemówiłaś?-Tojeszczenieoficjalne.-A

gazetyjużwiedzą?-Zwrócilisiędonaszejfirmyiszefwskazałmnie.Jateż

dowiedziałamsięniedawno.

-Świetnie-Filipsięucieszył.

PodszedłdoLidiiipocałowałjąwpoliczek.

-Mamypaniąkierownik-dodałzuznaniem.-Chodź,Oskar,musimymamie

pogratulować.

-Dajspokój-powiedziała.-Jeszczeniczegoniepodpisałam.

-Aleniedługopodpiszesz,totylkoformalność.

-Niewiem-dodałacicho.

-Jakto,niewiem?

Oskarniewiedział,oczymrodzicemówią,alejemuteżudzieliłsięradosny

nastrójojca;stałprzedlustremwprzedpokojuzżółtoczerwonąwywrotkąw

dłoniach,kołysałsięnabokiipokrzykiwał:„Hurra!Hurra!”,wymawiając„j”zamiast

„r”.

-ToniejestwWarszawie-wyznaławreszcie.

-Co?-spytałFilipzupełniezaskoczony.-Agdzie?

-WGorzowie.

-Gdzie?-zapytałodruchowo,choćwiedział,przynajmniejwprzybliżeniu,gdzie

leżyGorzów.

Lidiaprzerwałaczyszczeniedrzwi,chwilowoskończyłapracęizastanawiałasię,

czypowinnaposprzątaćcośjeszczeprzedprzyjściempaniredaktor.Rozglądającsię

naboki,unikaławzrokuFilipa.

-Nicnierozumiem.-Filipstałzupełniezdezorientowany.-Jeślitadziennikarka

przychodzi,tosprawajestjużpewna.Askorotak,to…to…Jaktomawyglądać?

-Firmawynajmienammieszkanie,zapłacizaprzewózmeblii…przeniesiemysię.

-Lidka,jakto„przeniesiemysię”?Jaktytosobiewyobrażasz?

-Filip,trafiamisięokazjaawansu,którabyćmożesięniepowtórzy:wyższe

stanowisko,wyższapensja,dużemożliwościnaprzyszłość.Jaktegonie

wykorzystam,będężałowaćdokońcażycia.Atyitakniemaszpewnejpracy,więc

background image

niewieletracisz.

-Jaktoniewieletracę?

Oskarbezbłędniewyczuł,żeradosnynastrójprysł.Przyniósłzeswojegopokoju

dwaniebieskiemetalowesamochodzikii-naśladującdźwięksilnika-zacząłjeździć

nimipopodłodze,zakażdymrazemuderzającwstopętaty.

-Oskar,zarazsiępobawimy-powiedziałFilipdosyna.-Przecieżmampracę–

zwróciłsiędoLidii.-Zarabiammniejniżwcześniej,alezatomniejpracujęimam

czasnazajmowaniesięOskarem.Tojestbardzoważne,nierozumiesz?Apozatym,

mniejpłacimyopiekunce.

-Wiem,Fil,wiem-Lidiachciałagouspokoić.-Aletyniemaszwtejchwiliszans

naawans.Ajaniemogętegoodrzucić.

-AcozOskarem?

Uderzeniasamochodzikówwnogęjednakzadziałałyiojciecusiadłnapodłodze,

abypobawićsięwnajbardziejrozpowszechnionąwEuropie(możenaświecie?)

zabawęmałychchłopców.Awłaściwiechłopcówwkażdymwieku,tylkopóźniejjest

toznaczniebardziejkosztowne.

-Pojedzieznami.-Lidiawzruszyłaramionami.-Acomabyć?

-Aleczytamsąwogólejakieśnormalneprzedszkola,znormalnymidziećmi?Aco

znaukąangielskiego?Jakiśsport,jazdakonna?

-Jakajazda?!

-CzybędziemymoglimuzapewnićtowszystkocowWarszawie?

-Adlaczegonie?

-Tojeststrasznaprowincja!Niesądzę,żebytobyłdobrypomysł.

-Będęzarabiaćdwarazywięcej-Lidiapodała,wedługniej,rozstrzygający

argument.

-Pieniądzetoniewszystko-upierałsięFilipiniemiałzamiaruzmieniaćzdania.

-Tyjesteśstuknięty-podsumowałacicho.

Rzuciłaszmatkęnapodłogę,odwróciłasięiposzładołazienki.Zatrzasnęłaza

sobądrzwi.

-Mamabach?-spytałzaniepokojonyOskaripokazałnadrzwiłazienki.

-Uważaj,jedziedociebie!-Filipstarałsięodciągnąćuwagęchłopca.

-Mama?-zapytałponowniechłopiec.

-Poszłasiusiu,zarazprzyjdzie-wytłumaczyłmuFilip.

WtymmomencieLidiawypadłazłazienki.Miałalekkoopuchnięteoczyimokrą

twarz.

Wbiegładosypialni,pokilkusekundachwyszłazniejzezmiętąbieliznąwręku.

Znówwpadładołazienki,trzaskającdrzwiami.Niespojrzałaaninasyna,anina

męża.Aoninadal,wmilczeniu,puszczalimiędzysobąsamochodziki.

 

-Jakzareagowałarodzina?-dziennikarka„GazetyWyborczej”zadałaswoje

drugiepytanie.

Byłatomłoda,dwudziestokilkuletniadziewczyna.Mimożeminęłajużpołowa

października,miałanasobietylkoróżowypodkoszulekzdelikatnymwzorkiemi

krótkądżinsowąkurtkę.Razemzniąprzyszedłniecostarszymężczyznazdługimi

włosamispiętymiwkitkę,ubranyjużodpowiedniodojesiennejaury.Był

fotografem.

Najpierwprzezkilkanaścieminutwybieralimiejsceodpowiedniedozrobienia

zdjęciawstylu:„Profesjonalistkawzaciszudomowym”.Pokrótkiejwymianie

specjalistycznych-wyraźnienapokaz-uwagnatematświatłaispodziewanychjego

efektównastąpiłaczęśćkosmetyczna.DziennikarkapoprosiłaLidięopodkład,

puder,szminkęituszdorzęsiurządziłasobietymczasowygabinetkosmetyczny.

Dopieropotychzabiegachfotografprzystąpiłdowłaściwejpracy.Zrobiłkilka,może

dziesięć,ujęćLidiisiedzącejnakrześlewkuchni,ubranejweleganckikostiumjakdo

pracy(właściwietobyłojednoitosamoujęcietylkopodróżnymkątem),poczym

background image

wyszedł.

Ledwiezamknąłzasobądrzwi,dziennikarkajakbyrozluźniłasię;rozsiadłasię

wygodniejnakanapie,wyjęłanotatnikwkolorowejokładceitanidługopisz

przezroczystegotworzywa.

SpytałaLidięomieszkanie,ookolicęiskwapliwieprzyjęłapropozycjęwypicia

herbaty,złożonąprzezFilipa.Jeszczekilkaminuttrwałauprzejmawymianazdańo

pogodzie,warszawskichkorkachizaletachmieszkaniananowychosiedlach,a

potemdziennikarkawypiładwałykigorącej,niesłodzonejherbatyipowiedziała:

„Przejdźmyterazdorzeczy”.

Filip,jaknasygnał,wyszedłdopokojuOskaraitambawiłsięzsynemklockami,

całyczassłuchającjednaktego,oczymrozmawiałykobietywkuchni.Niechciał,

żebyOskarprzeszkadzałmamie,idlategozająłjegouwagę,alezżerałagociekawość,

jakwłaściwiewyglądatakiwywiadorazcoLidiamadopowiedzenia.

-Rodzina?-Lidiazastanawiałasięchwilę.-Byłotonapewnodużezaskoczenie.

Dumairadość,tonapewno.Aleteżtaka…takiniepokój,jakbędzie.Wkońcuczekają

nasprzecieżdużezmiany.

-Właśnie-dziennikarkaweszłajejwsłowo.-Jakiezmianyczekająterazpaństwa?

-Przeprowadzka-tonajwiększazmiana.ZaczynampracęwGorzowiezatrzy

miesiące,dotegoczasumusimyznaleźćmieszkanie,przewieźćmebleiinnerzeczy.

-Czypanimążteżznalazłpracęwnowymmiejscu?-spytaładziennikarka,

spoglądającwnotatnik.

-Nie.Mążzajmujesięanalizamimarketingowymi,będziepracowałwdomu.-To

profesjonalnekłamstwowyszłoLidiiniezwykległadko.

-Czylibędziezajmowałsięsynkiem?

-Tak.

-Dobrze-dziennikarkaprzewróciłastronęwzeszycie.-Ostatniepytanie-

uśmiechnęłasiędoLidii.-Jakwiem,paniwróciładopracypourlopienatosamo

stanowisko,którezajmowałapaniprzedurlopem.

-Toprawda-Lidiaprzytaknęła.

-Iteraz,popółtorarokudostałapaniawans,tak?

-Odmojegopowrotuminęłyprawiedwalata-uściśliłaLidia.

-Zgadzasię.Ipodwóchlatachpaniawansuje.Tonieczęstosięzdarza.Jakto

wyglądazpaniperspektywy?Czytoświadomapolitykafirmy,czyjednak

odosobnionyprzypadek?

-Firmadocenialojalnychizaangażowanychpracowników-Lidiazaczęłajak

rzecznikprasowyfirmy,alekobietajejprzerwała.

-Aletakodsiebie,jakpanitoodbiera?-spytałaciepłym,niemalkoleżeńskim

tonem.

-Taknaprawdę,toniewiem-Lidiateżzmieniłasposóbodpowiadanianamniej

oficjalny.-Prowadziłamostatniodużyprojekt,pracowałampogodzinachiz

zaangażowaniemidocenilito.Aleniesłyszałamojakiejśspecjalnejpolitycefirmy

wobeckobietzdziećmi.Tylkoniechpanitegoniepisze!-Lidiazastrzegłanakoniec.

-Spokojnie,prześlępanitekstdoautoryzacji-uspokoiłajądziennikarka,nie

podnoszącgłowyznadzeszytu.-Dobrze-skończyłanotowaćizamknęłazeszytz

długopisemwśrodku.

-Dziękujępani,towszystko-powiedziałaniespodziewanie.

Przedwyjściempaniredaktorzajrzałajeszczedopokoju,gdzieFilipiOskar

niszczyliwłaśniezbudowanywcześniejzamekzklocków.DlaOskarajedynymcelem

budowyzamkubyłojegopóźniejszezniszczenie,zupełnieniemógłsobiewyobrazić

innegozastosowaniaklocków.Filippoderwałsię,czułsięniezręcznie,siedzącna

podłodzewśródzabawek,podałkobiecierękęnapożegnanie,atauścisnęłają

zaskakującomocno.NakoniecpotargałajeszczewłosyOskaraiwyszła.

Filipwróciłdozabawyzsynem.

background image

39

Dospotkaniazostałyjeszczedwiegodziny,aFilipjuższykowałsiędowyjścia.

ObudzilisiędziśzOskaremowpółdodziesiątej,potembawilisię,wygłupiali,robili

śniadanieitakminęłajedenasta,izjawiłasiępaniKrysia.Teraz,kiedyFilip

pracowałmniej,anawetmającnowyprojekt,wykonywałgoprzeważniewdomu,

moglibysięobyćbezopiekunki.Mimotozapraszalijądwa,trzyrazywtygodniu,

główniepoto,żebymócjejzapłacić,atymsamym-

utrzymaćprzysobie.Właściwie,bardzoimnaniejzależało,nietylkodlatego,że

Oskarlubiłjąichętniezniązostawał,aleprzedewszystkimjakogniabalisięcałego

procesuposzukiwanianowej,który-nawetnajbardziejstarannieprzeprowadzony-

niezapewniałpowodzenia.LidiacojakiśczasprzypominałaFilipowi,abyposzedł

dopracy,nawetjeśliniematamnicdoroboty.Wostatecznościmógłnawetiśćdo

kinalubnadługispacer.Ważne,żebywyszedłzdomu,aOskarzostałpodopieką

paniKrysi.

TymrazemFilipumówiłsięnaprawdziwespotkanie,choćponiedawnejwizycie

dziennikarkiwichdomuiniespodziewanymwyznaniuLidiijegozapałdootwarcia

przedszkolamocnoosłabł.NiechciałjednakwycofywaćsięitłumaczyćprzedOsą.W

głębiduszymiałnadzieję,żetojakaśpomyłka,spodziewałsię,żepewnegowieczoru

przykolacjiLidiaodsunietalerz,odłożywidelecipowie:„Dobra,żartowałam”.Nie

chciałnigdziewyjeżdżać.Toniemiałosensu.Ijemu,iOskarowibędzietamgorzej,

więczostałaprzegłosowana,czyżnie?Nawetniebędziemiaładużowyższejpensji.

Toabsurd!

JegorozmyślaniaprzerwałapaniKrysia,przypominając,cotaknaprawdęliczysię

wżyciu.

-CozrobićOskarkowinaobiad?-spytała.

Filipchrząknął,spojrzałnaniąipowoliwróciłdoświatarzeczywistego.

-Niewiem,chybanicniemamy-odpowiedziałjeszczewzamyśleniu.-Może

zupę?Alenie…

-Tocośwymyślimy-przerwałamu.-Pójdziemynaspacerisięzastanowimy,tak,

synku?-PogłaskałapogłowieOskara,stojącegowprzedpokojuprzedlustrem.

-Tak!-odpowiedziałchłopiec.

-Nie,naleśniki-wpadłnapomysłFilip.-Tylkoniezserem,bomaostatniojakieś

uczulenie,takieplamynarączkach.

-Dobrze,damysobieradę,niechsiępanniemartwi.

-Niemartwięsię.Nocześć,synku-podniósłchłopca,zakręciłnimwpowietrzu,

potempołaskotałnosemwbrzuchipostawiłjeszczeroześmianegonapodłodze.

-Niedługowracam-powiedziałdosyna,chwyciłpłaszczprzeciwdeszczowyi

wyszedł.

-Dowidzenia-powiedziałjużzadrzwiamiizbiegłposchodach,przeskakującpo

dwastopnienaraz,jakzwykłtorobićjegosyn,kiedywychodzilirazemnaspacer.

Mamaraczejtegonielubiła.

Osajużczekał,mimożeFilipbyłdziesięćminutprzedczasem.Ostrożniepopijałz

filiżankigorącąherbatę.Klimatyzacjawkawiarnidziałałabezzarzutu,choćczerwiec

nierozpieszczałupałamiiFilipodrazuprzybarzezamówiłgorącąkawęzmlekiem.

-Cześć-powiedział,siadającprzystoliku.

Osamruknąłcośwodpowiedzi,dmuchającnaparującypłyn.

-Jaksięjechało?-spytałFilip,odwlekającrozmowęzasadniczą.

-Wporządku.

-Todobrze.

KelnerkapojawiłasięniespodziewanieszybkoijakbyczytającwmyślachFilipa,

postawiłaprzednimfiliżankęzkawąimalutkąpaczkąkruchychciasteknaspodku.

Małydeser-właśnienatomiałterazochotę.

background image

-Facetdzwoniłdomniewczoraj-zacząłOsa.

-Tenodlokalu?

-Tak.Widać,żemuzależy.Jeszczecośutargujemy.

-Todobrze-orzekłFilip,alebezentuzjazmu.

-Myślę,czybyniezadzwonićiniepowiedzieć,żedziśniemożemy.

-Poco?

-Możeodrazuobniżycenę,jaksięprzestraszy,żemożemyzrezygnować.-Osa

zamierzałrozegraćcałąsytuacjęjakpartięszachów.

-Lepiejpojedźmyizaproponujmywłasnącenę-podsunąłFilip.

-Teżtakmyślałem.Alenapoczątekzaoferujemydwatysiącemniej.

-Dwa?-Filipsięzdziwił.

-Będziezczegodorzucać-wyjaśniłOsa.

Filipnigdybyniepomyślał,żeOsaokażesiętakimwytrawnymnegocjatorem.W

liceumniedałsiępoznaćztejstrony.Godziłsięnapierwsząocenę,jaką

zaproponowałmunauczyciel.Aposzkoleinteresowałsięprawiewyłączniemuzyką,

jakwszyscy.

-Tojedziemy?-Filipciekawbyłtychnegocjacjiiniecierpliwiłsię.

-Jeszczechwilę-powstrzymałgoOsa.-Niechtrochępoczeka.

Zamilkli.Pilinapojeiwymienialiuwagiokelnerkach,Osabyłpewien,żetak

brzydkiemogąpracowaćtylkowWarszawie,wŁodziżadnaznichniemiałaby

szans.Filipniespierałsię,niebyłooco.Osaodstawiłswojąfiliżankęispojrzałna

przyjaciela.

-Czychcesz,żebytwójsynchodziłdotegoprzedszkola?

-Tak-odpowiedziałFilip.-Raczejtak-poprawiłsię.

-Dlanauczycielektobyłbydużystres:synekprezesa.-Osasięzaśmiał.

-Wice-Filippoprawiłgo.

-Cozaróżnica.Itakbędąmiałyproblem.

-Zobaczymy.-Filipzamyśliłsię.

-Cozobaczymy?

-Zobaczymy,czybędzietamchodził.

-Możeszgodaćdoinnego.Takbyłobylepiejidlaniego,idlabiznesu.Alejednak

trochędziwne.

-Wogóleniewiem,czytowyjdzie.

-Co?-zdziwiłsięOsa.-Cotypieprzysz?!Cosięstało?

-Nie,nictakiego-Filipmachnąłręką.-ULidkiwpracytrochęsiękomplikuje.

-Zwalniająją?

-Przeciwnie-Filipzaśmiałsiękrótko.-Awans.

-Notoocochodzi?

-MawyjechaćzWarszawy.

-Sama?!

-Znami.

Osaniespodziewałsięczegośtakiego,niewiedział,copowiedzieć.Błyskawicznie

zmieniłmusięwyraztwarzy.

-Toczemuniedzwoniłeśwcześniej?-spytałzdenerwowany.

-Tojeszczeniejestpewne.

-Stary,albowtowchodzisz,albomówteraz,żenie.

Filipskończyłkawę,odsunąłfiliżankę.Zająłsiępustymopakowaniempo

ciastkach,darłjenamałekawałki,ate-najeszczemniejsze.

-Toniejesttakieproste-zaczął,patrzącnaswojeręce.-Onadostałaawans,ma

wyjechaćzWarszawy,amyrazemznią,alejategoniechcęimamnadzieję,żeją

przekonam.

-Jak?

-Niewiem.

Chwilęmilczeli.Kelnerkaprzyniosłaimrachunekwmałymwiklinowym

background image

koszyczkuipostawiładokładnienaśrodkustołu,niewiedząc,któryznichbędzie

płacił,poczymodeszłabezsłowa.

-Słuchaj-OsazwróciłsiędoFilipa,jużspokojniejszymtonem.-Wejdźwten

biznes,rozkręcimytoszybko,ona,nawetjeśliwyjedzie,toszybkowróci.

-Ico,sammamtumieszkać?

-Jeślirzeczywiściepostanowiwyjechać,totyzostaniesz.Nakilkamiesięcy,nie

więcej-

Osazapewniłgo.-Będzieszmiałtufirmę,pieniądze,asyn-najlepsze

przedszkole,jakiemożnasobiewymarzyć.Własne.Togdziemożeciemiećlepiej?

Samatozobaczy.

-Racja-przyznałniepewnieFilip.-Aleniechcę,żebyśmysięrozstawali.Muszęją

przekonać.

-Takbybyłonajlepiej.Alejakniedaszrady,tonaszbiznesprzekonająnapewno.

Tylkomusiruszyć.

-Racja.-Filippokiwałgłowąwzamyśleniu.-Niestety,Lidkaniewierzy,żetosię

uda,więcmnienieposłucha.

-Jakzobaczy,touwierzy-powiedziałOsa,bardzopewnysiebie.

-Niewiadomo-mruknąłdosiebieFilip.

-Niepierdol,idziemy.

Osawstał,zostawiłnastolikudwabanknotynakwotęrachunkuisutegonapiwku

iodszedł,nieoglądającsięzasiebie.Filipruszyłzanim.

background image

40

Odkilkutygodniwpokojubyłomniejdyskusji.Zwłaszczatychopracy.Kino,

telewizja,moda,kosmetyczka-ograniczałysiędotakichtematów.Kiedyjednak

rozmowaschodziłanasprawyzawodowe:zleconychzadań,planówfirmyna

przyszłyrok,niesprawnego(bozawszebyłniesprawny)systemuinformatycznego,

czy-przedewszystkim-kierownictwaiichpoleceń,kończyłasiębardzoszybko.

Kilkazdawkowychuwagwstylu:„No,tak,zgadzasię”,„Wszędzietakjest”,„Nicnie

poradzisz…”itympodobne.Lidiazdawałasobiesprawę,dlaczegotaksiędzieje,nie

wiedziałajednak,jaksięzachować.Ciągnąćrozmowęisamejkrytykowaćszefów?

Czywyjaśniaćtedecyzjekierownictwa,któresamarozumieiuważazasłuszne?Oba

rozwiązaniawydawałysiękiepskie,dlategomilczała,wogóleniewłączałasiędo

takichrozmów,chociaż,byćmoże,woczachkoleżanekwyglądałotojeszczegorzej,

niżgdybysięodzywała.Wkońcu-mówiłasobie-jużniedługoprzestaniepracować

wtympokojuiztymiludźmiisytuacjasamasięrozwiąże.

NaszczęściebyłajeszczeAlina.Wydawałosię,jakbyzupełnienierobiłnaniej

wrażeniaawansLidii.Pytałaotozwyczajnieiszczerzeprzyznawała,żejejzazdrości.

Samachciałabyznaleźćsięnamiejscukoleżankiiniemiaławątpliwości,żenależy

skorzystaćztejokazji.

DlategoLidiachętniezniąrozmawiała,szczególniegdybyłysame.Jedynykolega

wichpokojunieliczyłsię,nieprzejmowałysięjegoobecnością,itakprawiecały

czassiedziałznosemwekraniemonitoralubprzeglądałwydruki,awprzerwach

międzytymiczynnościamijadłkanapki,równieżpochłoniętytymbezreszty.

Tegodniabyływedwieodrana,dwiepozostałekoleżankizpokojuposzłyna

urlop.

Lidiawtymrokumiałaspędzićurlopnaprzygotowaniachdowyjazdudo

Gorzowa,aAlinaplanowałaegzotycznąwycieczkęwpaździernikuidziękitemukilka

dniupalnegosierpniaspędzaływpracywedwie,nieliczączapatrzonegowmonitor

Łukasza,naktóregoprawieniktniezwracałuwagi.

Pomimowakacji,amożewłaśniedlatego,obiebyłyodranazapracowanejak

nigdyiniewielerozmawiały.Siedziałyprzybiurkachzwróconebokiemdosiebiei

głównienarzekałynabrakdanychnatematsprzedaży,utrudniającyim

przygotowanieraportów.Okołodwunastejwpadłdoichpokojuszefdziałuistojącw

drzwiach,zwróciłsiędoLidii.

-Dzieńdobry-powiedziałinieczekającnaodpowiedź,dodał:-PaniLidio,czyo

trzynastejmożepaniwyjśćnalunch?

-Tak-odpowiedziałazaskoczona.

-Tozapraszam.Spotkajmysięprzyrecepcji.

-Dobrze.

Szef,jakbyuspokojonytym,żezaproszeniezostałotakłatwoprzyjęte,rozejrzał

sięzuśmiechempoichpokojuiwyszedł,zamykającdelikatniedrzwi.

-Łoł!-jęknęłazuznaniemAlina.

-Ciekawedojakiejknajpy-wtrąciłsięŁukasz.-Przecieżniedonaszejkantyny-

zakończyłiwróciłdoswoichtabelwkomputerze.

Dziewczynybyłyzdumione,zarównonagłymwejściemszefaijegopropozycją,jak

i-możejeszczebardziej-niespodziewanąuwagąŁukasza,którywydawałsięprzez

całeprzedpołudniepochłoniętyswoimisprawami,ajednakokazałosię,żeanina

chwilęnietracikontaktuzrzeczywistością.

-Tytomaszfarta-przyznałaAlina.

-Dlaczego?-odpowiedziałamechanicznieLidia.

-Jakto?Lunchzszefem!Niekażdemusiętozdarza.Tytowiesz,jaksięustawić.

-Dajspokój!-zdenerwowałasięLidia.-Pewniechceporozmawiaćowyjeździe.

Tojużniedługo.

background image

-Ztymwyjazdemteżmaszfarta-powiedziałaAlina.

-Czyjawiem?

-Jakto,niewiesz?-Alinaspytałazaskoczona.-Jatupracujęjużsiedemlatinigdy

niemiałamżadnejrozmowyoawansie.

Lidianieodpowiedziała.Alinamiałarację,tonapewnojestsukcesiinnipewnie

jejzazdroszczą.Możenawetczują,żeniezasłużony,osiągnięty,byćmoże,przez

jakieśspecjalnekontaktyzszefem?Takiemyślenieuruchamiasięautomatycznie,

nicnatonieporadzą.Niemateżsensuztymwalczyć.

-Iniedość,żeawans,tojeszczeobiadzszefem-dodałazudawanązazdrością

Alina.

-Zwykłylunchwczasiepracy-poprawiłająLidia.

-Ktowie,możekolacjateżbędzie?

-Alina,przestań-Lidiajużniemiałaochotyprzerzucaćsięripostami.-Jeszcze

niewiem,czypojadę,atyopowiadasztakierzeczy.

-Jaktoniewiesz,czypojedziesz?!-ZszokowanaAlinaodsunęłasięodbiurkai

spojrzałanaLidięuważnie.

-Niewiem,poprostuniewiem-Lidiaodwróciłagłowę.-Filipniechcejechać.

Mówi,żewWarszawiebędzienamlepiej,żetamniemaprzyszłościdlanaszegosyna

iżenazawszejużutknęwtymbanku,boinnejpracytampoprostunieznajdę.

-Toakuratracja-wtrąciłaAlina.

-Nowidzisz.

-Czyliniezdecydowałaśjeszcze?

-Właściwietozdecydowałam,aleniewiem,czytojestdobre.Ontaksięupiera.

Niewiem,możenawetzostanie.

-Cotymówisz?!-Alinapodjechałanakrześledokoleżanki.-Toco,tybyś

pojechała,aonnie?

-Niewiem.Powiedział,żeniechcetamjechać.Jakiśbiznesmaotwierać.

-Aletotwojajedynaszansa-Alinazaczęłamówićszeptem.-Wszyscyci

zazdroszczą,czylitomusibyćwyjątkowaokazja.Popracujeszkilkalatjako

kierownikoddziału,ajakniebędziecisiępodobać,wróciszdoWarszawy.Ztakim

doświadczeniemniebędzieszmiałaproblemówzeznalezieniemczegościekawego.

Musiszgoprzekonać.

-Onuważa,żetozłypomysł.ŻewGorzowiejestmniejmożliwości.

-Pojedzie,tosięszybkoprzekona.

-Ajakniepojedzie?-Lidiaspytałaledwiesłyszalnymgłosem.

-Pojedźsama,aondociebiedołączy-wypaliłaAlinabezzastanowienia.

-Nieżartuj.

-Nieżartuję.Zobaczysz,żebardzoszybkozmienizdanieiprzyjedzie.

-Ajaknie?

-No,coty?Chybaniejestzwamitakźle?

Lidianieodpowiedziała.Przysunęłasiędoswojegobiurka,zerknęłanamonitori

otworzyłaprzypadkowąwiadomośćwpoczcieelektronicznej.Nadawcaoczekiwał

pilnejodpowiedzi,więczaczęławystukiwaćsłowa:kasowałate,któreniebrzmiały

dobrze,potemznówpisała,wreszcieprzeczytałapowolicałytekstidopierowtedy

wysłałaodpowiedź.

Alinarównieżwróciładopracy.Poczuła,żebyćmożepowiedziałaojednozdanie

zadużo,więcwolałamilczeć.Wciszysłychaćbyłotylkostukanieklawiszyidźwięki

dochodzącezkomputerów.

 

Szefzaprosiłjąnalunchdojapońskiejrestauracjikilkaprzecznicodichbiura.

Pojechalijegoeleganckimsamochodemsłużbowymzdoskonaleklimatyzowanym

wnętrzem.Kiedywysiadała,poczułauderzeniegorącego,suchegopowietrza.Szef,

jakzwyklewnienagannieskrojonymgarniturze,zperfekcyjniezawiązanym

krawatem,zachowywałsiędośćpowściągliwie,jakbyniemiałniczegodo

background image

powiedzenia.ZadawałLidiiogólnepytaniaoto,jakjejsiępracujewfirmie,cojejsię

podoba,aco,wedługniej,należałobypoprawić.Lidiamiałanadzieję,żetebłahostki

totylkowstępdoprawdziwejrozmowy.Kelnerpodszedłdonichbezszelestnie,

zaproponowałprzystawkiizasugerował,któregodaniagłównegopowinni

spróbować.Lidianigdyniebyławjapońskiejrestauracjiijedynąpotrawą,jakąznała,

byłosushi.Tylkoznazwy,oczywiście;nigdytegoniejadła.

Zarazpozłożeniuzamówieniadostalidzbanekzzielonąherbatąidwiemałe

porcelanowefiliżankibezuszek.Dotegokelnerpołożyłkażdemunastoledrewniane

pałeczkizapakowanewpapierzjapońskiminapisamiorazzwiniętywrulonmały,

wilgotnyiciepłyręcznik.Lidiaczułazażenowanie,niebyłapewna,doczegosłużą

wszystkieteakcesoria,jednakszefnalałjejherbatydofiliżankiiwtensposóbmogła

czymśzająćręce,kiedyobserwowałagościprzyinnychstolikach.

Powstępnychuwagachszefwypytałjądelikatnie,czyjestzadowolonaznowego

stanowiskaizwyjazdu.Lidiaprzytaknęła.Niezamierzaładzielićsięznimswoimi

wątpliwościami.Czuła,żepowinnapowiedziećwięcej,podziękowaławięcza

wyróżnienieikrótko,bezkonkretów,opisała,jakzamierzaprowadzićoddział.Ten

aspektwyjazdupociągałjąnajbardziej-organizowaniepracymałegooddziału:

ustalanieiwdrażaniestrategii,wcielaniewżycienowychpomysłów-tutajczułasię

pewnie,niemusiałaudawaćentuzjazmu,bonaprawdęgomiała.Szefsłuchał

uważnie,tylkoczasemzadająckrótkiepytania.Ponowniedolałjejzielonejherbatyi

wtedyzadzwoniłjegotelefon.Lidianatychmiastzamilkła,aonodebrałdopieropo

trzecimdzwonku,jakbyliczyłnato,żedzwoniącyzrezygnuje.Chwilęsłuchał,potem

powiedziałcicho:„Mamterazspotkanie,zadzwoniępóźniej”.

Tennawpółintymnygłosszefawtrakciepoważnej,choćniecosztucznej,

rozmowy,wyprowadziłjązrównowagi.Milczała.Podpatrzyłajuż,cosięrobiz

ręczniczkiem,iwytarłanimstaranniedłonie.Wtymczasiekelnerprzyniósłim

surówkęzmarynowanejkapustypekińskiej,zaczęliwięcjeśćiwymieniaćuwagio

potrawach.SzefkilkalattemubyłwJaponiiiopowiedziałLidiiotamtejszych

zwyczajachkulinarnych.Opowieśćotrującejrybiefubu,przysmakuJapończyków,z

powoduktóregokilkadziesiątosóbrocznieumierawmęczarniach,trochęją

zaniepokoiła.Kiedykelnerprzyniósłtacęzsushi,wybierałatylkoryżowerulonikiz

łososiemlubzogórkiemwśrodku,omijającinnesuroweryby.Niepotrafiłajeść

pałeczkami,dwarazyporcjasushiwpadłajejdomiseczkizsosemsojowym,na

szczęściciejednaksosniepobrudziłjejkremowegożakietu.

Potelefonieszefzrobiłsięmniejoficjalny.Dałjejkilkarad,nacozwracaćuwagęw

pierwszychtygodniachdziałaniaoddziału.Powiedział,ktobędziezniąpracowałi

czymbędąsięzajmowaćnajważniejszeosoby.Izapewnił,żemożedzwonićdoniego

wkażdejchwili.

Nawetżyczyłbysobieczęstychtelefonów,ponieważdoświadczeniaprzy

otwieraniutegooddziałubędąwykorzystaneprzytworzeniunastępnych.Lidia

zapewniła,żebędziewstałymkontakciezfirmą.

Daniegłówneprzypominałojejtrochęto,cojadłakiedyśwbudceprzyulicy

Marszałkowskiej,prowadzonejprzezWietnamczyka:smażonyfiletzłososiaz

warzywami,dotegobiały,zupełnieniesłonyryżwczarnejmiseczce.Zabawaz

pałeczkamiwymagaładużejzręczności,jednakwidziała,żeszefteżniejest

mistrzemwtejdziedzinie,więcprzestałasięprzejmować.Zajęcimozolnym

przenoszeniempożywieniaztalerzydoust,niewielerozmawiali.Szefopowiedział

jeszcze,jakzacząłpracęwfirmiepiętnaścielattemu,kiedytodziesięćosób

pracowałonaczterechkomputerach,akserokopiarkasłużyłaimjakostolik.Tego

typubiurowelegendyinteresowałytylkotych,którzyuczestniczyliwichtworzeniu,

dlakażdegoinnegosłuchaczabyłystratączasu.JednakLidiauśmiechnęłasiękilka

razyiniebyłotowymuszone.Wyobraziłasobie,jaktoonazadziesięćlatbędzie

opowiadaćnowympracownikomoddziałuwGorzowiehistoriępowstaniabiura,i

byłapewna,żedlanichtobędziezwykłenudziarstwo.Alecóżinnegostarszystażem

background image

pracownikmożeopowiadaćmłodszym?

Poobiedzienamówiłjąnakawę.Jeszczerazpodkreślił,jakważnedlafirmyjest

otwarcietegonowegooddziału,izapewnił,żeLidiazawszemożeliczyćnajego

pomoc.

Zaproponował,żebynanastępnymspotkaniuprzedstawiłamukilkapomysłów

nato,odczegozamierzazacząćnanowymstanowisku.Powiedzmyzatydzień.Tym

razem-nakolacji.Wtorekodwudziestej.

Lidiazamarłazfiliżankąwdłoni.Przełknęłakawę,któranagleprzestałajej

smakować.

Odstawiłafiliżankęichoćstarałasięzrobićtodelikatnie,porcelanawydała

głośnynieprzyjemnydźwięk.Zrobiłojejsięgorąco,czuła,jakpocisiępodżakietem.

Wiedziała,żepowinnacośpowiedzieć,jakośzareagować,szefzamilkłiwyraźnie

czekał.Przesuwałakciukiempouchufiliżanki.

-Odpowiadapani?-zapytałmiękko.-Niewiem,czybędęmogła-odpowiedziała

niepewnie.-Tomożebyćśroda-zaproponowałszybko,jakbybyłnato

przygotowany.

Zaskoczonaniewiedziała,copowiedzieć.Szefwyjąłzeszklankiprzyniesionena

deserowocelychi.ZbiałąkuleczkąnałyżcejeszczerazzwróciłsięwkierunkuLidii.

-Tomożepotwierdzipanijutro,dobrze?

-Aczyniemożemytegoomówićwbiurze?-odważyłasięzapytać.

-Wbiurzejesttylespraw-włożyłowocdoust,rozgryzłipołknął.-Atojesttemat

wymagającyskupienia-dodał.

-Jeślimożna,wolałabymwbiurze-Lidiapowiedziałatojużbardziejstanowczo.

-Wiepani-zaczął,patrzącjejprostowtwarz-kolacjetoczęśćpracymenedżera.

Szefopuściłwzrok,zajrzałdoszklanki,alewszystkieowocebyłyjużzjedzone.

Lidiazorientowałasię,żecałyczastrzymawgórzeprawąrękęzłyżeczką,

niezdecydowana,czychcewziąćowoczeszklanki,czynie.Rękazupełniejej

zesztywniała.Spojrzałananiąiopuściłałyżeczkę,uderzającoporcelanowyspodek.

Natendźwiękkilkaosóbprzysąsiednimstolikunachwilezwróciłowzrokw

kierunkuLidii,poczymnatychmiastodwróciligłowy,coprzypominałokiwaniesię

zabaweknasprężynce.

-Dobrze,czylipotwierdzimyjutro-podsumowałirozejrzałsięwposzukiwaniu

kelnera.

Lidiamiaławrażenie,żezakażdymrazem,kiedywzrokszefaprześlizgujesiępo

niej,zatrzymujesięwyłączniewokolicachjejbiustu.Mechaniczniedopiłaresztkę

kawy,jednaknieczułasmaku.Wytarłaserwetkąustaizauważyłaresztkipomadki

nabiałympapierze.

Wyjęłaztorebkiszminkęipomalowaładolnąwargę,alepomyślała,żenie

powinnategorobićprzystole,iszybkoschowałaszminkędotorebki.Wstała,

bąknęła„przepraszam”iwyszładołazienki.Zpanikąmyślałaodrodzepowrotnejdo

biura,szukałarozpaczliwiepretekstu,abymócwrócićtramwajemlubnawetpieszo,

alekażdywydawałsięabsurdalny.

Mogłanajwyżejwyjśćteraz,wtejchwili,zrestauracji,cowydawałojejsię

najlepszymrozwiązaniem,alezarazpomyślała,żeprzecieżwrócidopracy,gdziego

codzienniespotyka.

Wkońcu,możesięprzecieżumówićinieprzyjść,więcwczymproblem?Po

drodzedołazienkizauważyławgłębikuchnijapońskiegokucharza,któryzręcznie

podrzucałskwierczącenapatelnikrewetki.

background image

41

Międzysnemajawąjestmoment,kiedywiesz,żesiębudzisz.Najczęściejdociera

dociebiejakiśdźwięk,rzadziejświatło,iwracaświadomośćtego,żeistniejesz.

Budziszsię,ajednocześnieprzebywaszjeszczeweśnie.Czasemtrwatoułamek

sekundy,czasemkilkasekund,alenawetwtedyniejesteśwstaniezapamiętaćtego

stanu.Ichoćbyśnajbardziejsięstarał,postanawiałsobiewieczorem,żetymrazem

zdołaszuchwycićtenmoment,boprzecieżtonictrudnego,nigdycisiętonieuda.

PrzezkrótkąchwilęFilippoczułweśnie,żesiębudzi.Posekundzieniepotrafiłjuż

sobiejejprzypomnieć.Czułjeszczecoś,cośnieokreślonego,aleitoznikło.Otworzył

oczy;światłodniasączyłosięprzezpółprzezroczysterolety.Wokółpanowałacisza.

SpojrzałnaLidię-spała,oddychającprzezlekkootwarteusta,kosmykiwłosów

przykrywałyjejleweoko.

Policzekprzyciśniętydopoduszkibyłzaczerwieniony.Prawapierśwysunęłasięz

czerwonejatłasowejkoszulki,którąkupiłjejnaostatnieimieniny.Filipprzesunąłsię

nałóżkuidelikatniepocałowałgładkąskórężony.Odczekałchwilę,akiedynie

poruszyłasię,przytuliłpoliczekdojejpiersiiwdychałledwiewyczuwalnyzapach

skóry.

Lidiaporuszyłasię,odwróciłanadrugibok,wystawiającdoniegoplecy,iFilip

czuleprzesunąłdłoniąpojejudachigołejpupie,wsunąłpalcetam,gdziejejuda

schodziłysię,gdziebyłociasno,ciepłoitrochęwilgotno.Leżałtakbezruchuw

oczekiwaniunaerekcję.

Niemusiałdługoczekać,przytuliłsiędożonyiztrudemwcisnąłswojegoczłonka

międzyjejpośladki.Czułwnimpulsowanie.

JużpokilkuchwilachLidiaprzebudziłasię,jednakniezmieniłapozycji,ajedynie

odszukałaswojąrękątocoś,couciskałojąodtyłu,wyswobodziłaspomiędzyswoich

pośladkówichwyciłapewniecałądłonią.Filip,jaknasygnał,zacząłpieścićjejpierś,

alenajpierwmusiałzsunąćkoszulkę,któraterazzakryłabiustżony.Takapozycja

trwałajednakbardzokrótko.Latamałżeństwaizwyczajspaniabezbieliznyskracały

ichgręwstępnądoledwiekilkuminut.Lidiaodwróciłasiędoniego,bezsłowa

zarzuciłaswojeudonajegobiodro,arękąnakierowałajegoczłonkatam,gdzie

powiniensięznaleźć.Ontylkoczekałnatensygnałiwszedłwnią,najpierw

ostrożnie,azadrugimrazemjużdosamegokońca.

Przewróciłjąnaplecy,podniósłjejnogiwysokodogóry,opierającsięswoimi

dłońmiojejnaprężoneudaizacząłporuszaćsięwolnoirytmicznie.

-Zaczekaj-tobyłopierwszesłowo,jakieLidiapowiedziałategodnia.-Pobawsię

niątrochę.

Wyszedłzniejniechętnie,usiadłnakolanach,aonaotworzyłaprzednimswoje

nogitakszeroko,jaktylkomogła,przyjmującnajbardziejbezwstydnąpozycję,jaką

mogąsobiewymarzyćmężczyźni.Filipzacząłgłaskaćjejcipkętrzemapalcami,z

górydodołuiznówdogóry.Nakierowałajegopalecnaswojąłechtaczkę,więcnie

miałinnegowyjścia,jakzacząćlekkopieścićmałojeszczewyczuwalnąfałdkęskóry,

skrytąmiędzywłosamiłonowymi.Lidiależałazzamkniętymioczami,czekałana

rozkosz.Niebyłomuwygodniewtejpozycji,położyłsięwięcobokżonyirozpoczął

swojąpracęwskazującympalcem.Cojakiśczaswyczuwałsuchośćiniechcąc

sprawićjejbólu,przesuwałpalecwdół,tamjednakniebyłodośćwilgoci.Lidiaw

tymczasieprzesuwałakurczowozaciśniętądłońnajegoczłonku,robiącdługie

przerwy,byzachwilęruszyćzezdwojonąsiłą,jakbyprzypominałasobieojego

istnieniu.PopewnymczasieFilipwyczuł,żejegosztywnośćjużniejestidealna,a

kiedyuświadomiłtosobie,zrobiłosięjeszczegorzej.WtedyLidiawznowiłaswoje

działaniazjeszczewiększąsiłą.AleśluzuiślinynadalbyłozamałoiłechtaczkaLidii

szybkozrobiłasięszorstka,aonasamauchylałabiodra,chcącuniknąćdotyku.

-Chybasięnieuda-powiedziaławkońcu.

background image

-Możezrobimytozwyczajnie-zaproponowałFilip.-Zarazwezmęgumkę.

-Nie,wolętak-powiedziała.

-Jestsucha-zauważył.

-Wiem-powiedziałazwyrzutem.-Spróbujjeszczeraz,tutaj.

Naprowadziłajegodłońtam,gdzie-wedługniego-przedchwiląwłaśnieją

pieścił.

Jednakpotrzechruchachzacisnęłaudaiwyszarpnęłaspomiędzynichjegorękę.

-Nietak-syknęła.

-Zawszetakrobimy-usprawiedliwiłsię.

-Izawszetakciwychodzi!

-Przeztylelatniemówiłaśmitego.

-O!-wykrzyknęłaobrażonaiodwróciłasiędoniegotyłem.

Wtymmomencieusłyszelitupotbosychstóppopodłodze.ToOskarobudziłsięi

jakpiesPawłowaodrazu,jeszczewpółśnie,przybiegłdosypialnirodziców.

Wdrapałsięnaichłóżko,przeszedłprzezleżącegoojca,uderzającgoprzytym

kolanemwciąglejeszczesztywnyczłonekiułożyłsiędokładnietak,żebydotykaći

mamy,itaty.

Chłopiecniezasnąłjuż.Iniezamierzałmarnowaćczasunabezczynneleżenie.

Zacząłturlaćsiępołóżkuodbrzegudobrzegu,traktującciałarodzicówjak

przeszkodydopokonania,potemchowałsiępodkołdrąikazałsięszukać,wreszcie

zacząłskakaćiprzyjednymlądowaniuuderzyłlekkogłowąwścianę.Rozpłakałsięi

takskończyłasięzabawawsobotniporanekwpołowiewrześnia.

Potembyłajużtylkozwykłakrzątanina,mycie,ubieraniesię,zabawa,

przygotowywanieśniadania,zabawa,jedzenie,płacz,sprzątanienaczyńiznów

zabawa.WpewnymmomencieLidiaotworzyłaszafkęzbutami.

-Idzieszgdzieś?-spytałFilip,grajączsynemwpiłkę.

-Odebraćsamochód-powiedziała,wsuwającstopęwczarnypantofelnaniskim

obcasie.

-Samochód?-zapytał,nicnierozumiejąc.

Lidianiezdążyłaodpowiedzieć,bozadzwoniłtelefoninastąpiłakrótkachwila

konsternacji…

-Jaodbiorę!-rzuciłFilip.

Lidia,gotowadowyjścia,usiadłanakanapieizaczęłatoczyćpiłkędoOskara.

Chłopiecdenerwowałsię,żesiędotegonieprzykładairzucapiłkęzbytlekko.

-Cośsięstało?-spytała,kiedyFilipodłożyłsłuchawkę.

-Nic-odpowiedziałzniecierpliwiony.-Totata.

-Icomówił?

-Szkodagadać.

-Aleprotestowałeś-niedawałazawygraną.

-Przeczytałgdzieś,żeogłosiliegzaminnaurzędnikówdoUniiEuropejskiej,i

uważa,żekonieczniepowinienemskorzystaćztejokazji.

-Takieegzaminysąchybacokilkamiesięcy-zauważyłaLidia.

-Chybatak.Alemnietonieinteresuje.

-Czemu?-Lidiawstała.-Mógłbyśspróbować.

-Poco?-zdenerwowałsię.-Chodź,Oskar-wziąłsynanaręceizacząłrobićdo

niegominy.

-Tojestniezłapraca-powiedziałaLidia,poprawiającwłosyprzedlustrem.-

Pewna,dobrzepłatna…

-AleniewPolsce-Filipuciąłstanowczo.

-Notak-przyznałaLidia.-Tojalecę-pocałowałasynkawobapoliczkiiwczoło,

amężamusnęłaustamiwjedenpoliczek.

-Odbieraszsamochódsłużbowy,tak?-upewniłsięFilip.

-Tak.

-Musiałaśsięumówićwsobotę?-spytałzwyrzutem.

background image

-Wtygodniujestotwartetylkodoszóstej,niezdążyłabym.Idę,bosięspóźnię.

Niedługowrócę,pa!

Wyszła,zamykającdelikatniedrzwi,awesołystukotobcasównaschodach

świadczyłojejdobrymhumorzetegoprzedpołudnia.Zostaliwdomuwedwóch,

ojciecisyn.

FilipjeszczeprzezkilkaminutskarżyłsięOskarowi,jakaniegrzecznajestjego

mama.

Szybkosięjednakzreflektowałizacząłsiębawićzsynem,układającnapodłodze

torwyścigowyzklockówiróżnychpudełek,naktórymustawialisamochodziki.

Leżelinapodłodze,wydawalidźwiękiimitująceodgłosysilnikówsamochodówi

przesuwalipojazdypotorzelubpuszczalijetak,byuderzałyosiebie.Bawilisięw

tensposóbprawiegodzinę,śmiejącsięiwygłupiającjaktypowidwuipółletni

chłopcy.

Jednemuznichwkońcuzabawasięznudziła,wstałwięcizacząłprzygotowywać

przekąskę.Oskar,pozostawionysamsobie,zniszczyłtorwyścigowywmniejniż

dziesięćsekund,apotemzacząłsiędomagaćsokuowocowego,czekolady,filmudla

dzieciwtelewizjiorazpodniesieniadogóryprzezojca.IFilipstarałsięspełniaćjego

zachcianki,jednąpodrugiej,ajednocześnieprzygotowaćposiłekdlaOskara.Kiedy

chłopiecsiedziałpotureckunapodłodze,zkartonikiemsokuwdłoniachioglądał

kreskówkinakanaleMiniMini,zadzwoniłtelefonkomórkowyFilipa.Zanimodebrał,

odsunąłgorącyczajnikjaknajdalejodkrawędzikuchni.OsazacząłbezwstępuiFilip

wpierwszymmomencieniezrozumiał,oczymmówi.

-Wdomu,agdziemambyć-odpowiedziałFilip,zaskoczony,najegopierwsze

pytanie.-

Unotariusza?!-zdziwiłsię…-Ocholera!Umowawsprawielokalu!…

Zapomniałem,zupełniewyleciałomizgłowy…Mogłemzapomnieć.Zdarzasię

przecież…Ilemożeciejeszczezaczekać?…Niedamrady,niemogęterazwyjśćz

domu…Niewiem.Możezagodzinę,czterdzieściminut…zaczekajchwilę!

ZtelefonemwrękuFiliprzuciłsięwkierunkuOskara,jednakniezdążyłisok

owocowyzprzechylonegokartonurozlałsięnapodłogęispodnieOskara,akilka

kropelzabarwiłoteżtelefonFilipa.

-Fuck!-zakląłojciecizabrałchłopcupustyjużpojemnik.

PrzetarłklawiaturętelefonurękawemTshirta,alekiedyprzyłożyłaparatdoucha,

usłyszałjużtylkosygnał.Osarozłączyłsię.Niezaczekał,ażFilipbędziemógł

odpowiedzieć,atymsamymnajegoostatecznądecyzję.Jednymprostymruchem,

trwającymułameksekundy,położyłkresdylematomFilipa,którybyłokrokod

spełnieniaswojegoplanu,możenawetmarzenia,alezabrakłomuodwagi.

Miałjeszczeostatniąszansę,mógłszybkozadzwonićdoOsy,stanowczymgłosem

umówićsięnaspotkaniezakilkanaścieminutlubpoprosić,żebyOsaponiego

przyjechał.

Mógłzdecydowaniemprzykryćswojeroztargnienieibrakpewności.Alesię

wahał.Stałbezruchu.Oskar,niezwracającnatouwagi,wszedłwrozlanysok,

decydująctymsamymoprzyszłościFilipa,któryspokojniewytarłklejącysięnapójz

podłogi,nałożyłbudyńdomiseczek,abyzjeśćgorazemzsynem,oglądając

animowanyfilmowielkimczerwonympsieijegorezolutnych,choćniekiedy

lekkomyślnychprzyjaciołach.

background image

42

Nazjeżdżalnibyłonajzabawniej.Żółtysłonikzesztucznegotworzywaprzyciągał

wzrokwszystkichdzieci,alepochwiliwiększośćznichodchodziławinneczęści

basenu.

TymczasemOskarmógłnanimzjeżdżaćcałągodzinę,aitaknienudziłomusię.

Wchodziłpowolipowąskichschodkachnaplecysłonia,przytrzymywanyprzezojca,

odganiającsięodniegonerwowojakodnatrętnejmuchyikrzycząc:„jasam,ja

sam!”,poczymstawałnaszczyciezjeżdżalnizzadowolonąminą.WtymczasieFilip

obiegałzjeżdżalnięjaknajszybciej,abystanąćzdrugiejstronyichronićsynaprzy

lądowaniu.Filipledwienadążał.

Oskarznówsiadałizsuwałsiępogłowieitrąbiesłonia,aojciecłapałmalca,kiedy

synekwpadałdowody,starającsięjednakrobićtozwyczuciemiwostatniejchwili,

żebydzieckomiałojaknajwięcejfrajdyinieodczułointerwencjizatroskanego

rodzica.

PopiętnastuminutachtakiejzabawyFilipbyłoczywiściebardziejzmęczonyod

syna.

Próbowałwyszukaćmunowezajęcie,zainteresowaćczymśinnym,ale

rozbawionyOskarniezwracałuwaginazabiegiojcaizokrzykiem„jeszczeraz!”

znówwychodziłzbrodzikaiwdrapywałsiępoplecachsłonianajegogłowę.

UmordowanegoFilipa,któryoczywiściecieszyłsięradościądzieckaichciał,by

trwała,jaknajdłużej,uratowałaprzedśmierciązwycieńczeniaLidia.Podeszłado

niego,ociekającawodą,poprawiającwłosy,któreoblepiłyjejtwarz.

-Idź,popływaj-powiedziaładoFilipa,wyciskającrękąwodęzwłosów.

-Jużskończyłaś?-spytał,choćtonieulegałowątpliwości.

-Terazjasięnimzajmę,idź.

Filipwstałbezsłowa,aLidiachwyciłapodramionaOskarabiegnącegoznówna

zjeżdżalnię.Wzięłagonaręceiposzłaodpocząćwjacuzzi.Chłopiecpoczątkowo

protestował,chciałwyswobodzićsięześliskichramionmamy,niemożnaprzecieżw

tensposóbprzerywaćdzieckuzabawy!Buzująceigorącejacuzziszybkojednakgo

zainteresowało.Stałpośrodkudużej,okrągłejwannymiędzywyciągniętymiudami

mamyiłapałnajwiększebąbelki.Wydawałprzytymróżneokrzyki,zazwyczaj

zupełnieniezrozumiałe,nawetdlarodziców.Pochwiliwpadłnapomysł,żeznacznie

zabawniejbędziełapaćbąbelkiustami.Musiałpołknąćkilkałykówchlorowanej

wody,zanimmamaprzerwałamutęświetnązabawę,wobecczegodużawanna

natychmiastmusięznudziła.WstałizacząłciągnąćLidięzapalec,wołającwswoim

języku„mamo,chodź,mamo,chodź,idziemytam”.

ZdyszanyFilipstanąłkołonichwmomencie,gdyLidiauległasynkowiiz

ociąganiemwychodziłazjacuzzi.

-Już?-spytałamężazaskoczona.

-Tak,jużmiwystarczy-wysapał.

-Tata,chodź,mama,chodź,tu-powiedziałOskar,łapiącrodzicówzanogi.

-Niezmieścimysię,synku-powiedziałFilip.

-Nie,nie!-krzyczałchłopiec.-Mamatuitatatu!

-Gdzieidziemyteraz?-LidiazwróciłasiędoFilipa.

-Możedotegowiększegobrodzika?

-Jakchcesz.-Lidiaodwróciłasięiruszyławkierunkujednegozbasenów.

Całapływalniaskładałasięzregularnego,dwudziestopięciometrowegobasenu

dopływania,jednegomniejszegoomaksymalnejgłębokościmetrtrzydzieści

(okupowanegoprzezrodzicówzmałymidziećmiorazmłodedziewczynyi

chłopców,którzyniegarnęlisiędopływania)orazmalutkiegobrodzikaze

zjeżdżalniąsłonikiem,gdziewodasięgałaznudzonymdorosłymledwiedokolan.Od

kilkumiesięcyprzychodzilituzOskaremizakażdymrazemmusieliodwiedzać

background image

wszystkietrzybaseny:dwamniejsze,asystujączabawomsyna,oraztentrzeci-

pływającsamemu.Narazieniekorzystalijeszczezdużejzjeżdżalni:zakręconej,

żółtejtuby,częściowowychodzącejnawetnazewnątrzbudynku,aleFilipzakażdym

razemprzymierzałsiędozjechaniazniejrazemzOskaremizakażdymrazemLidia

odwodziłagoodtegozamiaru.

Tegodniapozostałimjeszczedozaliczeniaśrednibasen,wktóregokierunku

zmierzałaLidia.Oskarowijednakniepodobałosię,żerodziceznówsięrozdzielili-

niemógłnadążyćzamamą,atata-wedługniego-szedłzdecydowaniezawolno!

-Mama!-krzyczał.-ChodźdotatyiOskara!Mamatu!

-Jużdoniejidziemy-Filipstarałsięuspokoićsyna.-Popływamywwiększym

basenienatakiejfajnejdesce.

ZazwyczajtoFilipuczyłsynapływać,Lidianiemiałaotympojęcia,więcgłównie

pilnowała,żebychłopcuniczłegosięniestało.Tatanakłaniałchłopcadotrzymania

sięstyropianowychprzedmiotównazywanychdeskamidopływaniaicierpliwie

tłumaczył,jakpowinienporuszaćnóżkamiwwodzie.Oskar,równiecierpliwie,nie

słuchałojca,robił,cochciał,iwkońcunajczęściejFilipmusiałwyławiaćgozwody,

bomalecpuszczałdeskę,całkowiciesięzanurzając.Lidianiemogłanatopatrzeći

wciążpróbowałaimprzerwać.

Jednakchłopiecuwielbiałnurkowanie,jakwięczabronićmutegonabasenie?

Tymrazemnaukapływaniatrwałaznaczniedłużejniżzwykle,gdyżLidia

relaksowałasiępodwodnymibiczamiiniewidziała,jaksynznikałpodwodąna

jedną,dwiesekundy.

Chłopcujednakszybkosięznudziłoipoprosił,bypodpłynęlidomamy,gdyżsam

bałsięporuszaćwmiejscach,gdzieniewyczuwałnogamidna.Jeszczetrochę

wszyscytrojechlapalisięwodąiwreszcieskierowalisiędowyjścia.Filipobliczył,że

moglijeszczezostaćpiętnaścieminut,abywpełniwykorzystaćczas,którywykupili,

aleniemielijużpomysłunateostatniechwile.FilipwziąłOskarazarączkęiruszyli

domęskiejprzebieralni.

-Zaczekamwkawiarninagórze-rzuciłaLidia,idącdodamskiejprzebieralni.

-Uhm-bąknąłFilip.

-Mamatu,znami!-OskarzłapałLidięzadłońiniezamierzałjejpuszczać.

-Mamapójdziedoswojejprzebieralni,dlapań-wyjaśniłFilip.-Amypójdziemy

donaszej,dlafacetów.

-Nie!MamaitatarazemzOskarem-powiedziałchłopiecstanowczo.

-Mamaniemoże-tłumaczyłmuFilip.-Panieniemogąiśćznami,onemająinny

prysznic.

Filipwziąłgonaręce,aletrudnobyłomuutrzymaćwierzgającegomalca.

-Comusięstało?-zaniepokoiłsięFilip.

-Bojawiem-Lidiawzruszyłaramionami.

-Janiechcę,janiechcę!-histeryzowałOskar.-Mamaznami,chodź!

-Idźjuż-powiedziałFilipdoLidii,trzymającwyrywającegosięchłopca.-Jasię

nimzajmę.

Lidiaznikłajużwprzebieralnidlakobiet,aFilipjeszczedłuższyczaswalczyłz

Oskarem,którywymyśliłsobie,żerodzicemusząsięznaleźćrazemwtymsamym

pomieszczeniu.ZtegowszystkiegoFilipzrezygnowałzprysznica,aOskarajedynie

trochęopłukał,poczymposadziłgonaławceobokszafkiipospieszeniewytarł

ręcznikiemzwyhaftowanymsamochodemterenowym.

Oskarwkońcuprzestałpłakać,alenadalbyłrozżalony,kiedywchodzilipo

schodachdokawiarninaostatnimpiętrze,skąd,popijająckawę,możnabyło

obserwowaćludzipluskającychsięwbaseniedwapiętraniżej.Wreszcieujrzał

mamęprzyjednymzestolików,zerwałsiędobieguiboleśnieuderzyłsięo

wysuniętekrzesło.Znówpłaczituleniesię,tymrazemdomamy.Minęłokilkaminut,

zanimzabrałsiędojedzeniakanapkiipiciasoku-pływaniewzmagałoapetyt

małegoitobyłjedenzpowodów,dlaktórychcotydzieńwybieralisięnabasenw

background image

porzekolacji.

Filipzamówiłkawęipoprosiłpodwójnemleko,Lidiaczekałananaleśnikize

szpinakiem.

Wszyscytrojeobserwowalibasenwdole.

-TwojasiostraprzyjedziedonasczyodrazudoGorzowa?-spytałFilip,patrząc

nadziewczynkę,którapokazywałamłodszemubratu,jakbezpieczniezanurkować.

-Donas-odpowiedziałakrótko.

-MajużpracęwGorzowie?-spytał.

-Tak,zadzwoniliiobiecalijejumowę.

-Ico?Odrazuweźmiecałyetat?

-Mogłabymiećcały-Lidiawyjaśniła.-Oskarbędziewprzedszkoludo

czternastej,więcnapewnozdążyłabygoodebrać.Aledyrektorszkołynaraziedałjej

półetatu.Chybaprzestraszyłsiętego,żebyłatrzylatanaurlopiezdrowotnym.Nie

powiedziałtego,aletakpodejrzewam.

Zamilkła.Filipniemiałjużpomysłunakolejnepytanie.

-Spakujęwas-zaproponowałFilip.

-Niemapotrzeby.

-Jest,pomogęci.

-Dobrze-westchnęłaLidia.Kelnerkaprzyniosłanaleśniki.Byłygorące,parowały.

Oskarskończyłkanapkęiwstałzkrzesła.

-Mama,tusiedzi-powiedziałOskar,ciągnącLidięzarękaw.

-Gdziemamusiąść,synku?-spytałaLidia,głaszczącgopogłówce.

-Tu,dotaty-pokazałchłopiec.

-Aty?-spytałFilip.

-Jatutaj-chłopiecwskazałkrzesłopodrugiejstroniestolika.

OskarprzysunąłswojekrzesłodokrzesłatatyipociągnąłLidię,abyprzysunęła

siędomęża.Przesunęłasięzociąganiem,takjednak,byniedotykaćFilipa.Chłopiec

stałzanimiiwskazywałpalcemjakwwyliczance.

-Mamatu,tatatu,razem-mówiłzadowolony.

-AleniechOskarteżusiądzie-powiedziałFilip.

-Oskarpilnuje-odpowiedziałchłopieczprzejęciem.

-Kogopilnujesz?-zapytałaLidia.

-Pilnujemamasiedzitu,tatatu,obok-wyjaśniłchłopiec.

-Alemynigdzienieidziemy-uśmiechnąłsięFilip.-Niemusisznaspilnować.

-Oskarpilnuje.

Chłopiecstał,awidząc,żerodzicenarazieniezamierzająwstawać,zająłsięswoją

buteleczkązsokiem.Pił,całyczaspatrzącnasiedzącychwmilczeniurodziców.

Potemodstawiłbutelkęichwyciłrękęojca.Przesunąłjąpostolekilkacentymetrów

wkierunkuLidiiizatrzymał,niezdejmujączniejswojejmałejrączki,jakbyw

obawie,żeodfrunie.

Następniedrugądłoniąpróbowałchwycićrękęmamy.Niemógłjednak

dosięgnąć,całyczaszajętypilnowaniemrękitaty.Przezchwilęzastanawiałsię,czy

jejniepuścićnaułameksekundy,alebałsię,żeucieknie.Rozglądałsiępostole,w

końcuchwyciłmocnomałypalecFilipaiznówzacząłciągnąć.Filipmusiałsam

przysunąćrękęwkierunkuLidiiichłopcuwreszcieudałosiędotrzećdodłoniLidii.

Stałprzezchwilę,trzymającwlewejrączcemałypalecFilipa,awprawej-kciukLidii.

Teraz,jakbyzmagającsięznadludzkimciężarem,ciągnąłdłonierodzicówdosiebie.

Cośmujednakwtymprzeszkadzało.Cośbyłonietak.

WreszcieFilipprzesunąłsiętrochęcałymciałem,aLidiauniosładogórylewą

rękę.Ichłopiecdopiąłswego:dłonierodzicówspoczywałyjednanadrugiej.Przez

kilkachwilrodzicechłopcapatrzylisobiewoczy,alezarazodwróciligłowy,jakby

lekkozawstydzenilubprzestraszeni.

background image

43

Zbudziłsięobolałyiniewyspany.Obolałydlatego,żeniewyspany.Wyczuł

nieznośnąsztywnośćwkroczuiwiedział,żejużniezaśnie.Obmacałnabrzmiały

członek,poczułswędzenieworkamosznowegoichwilęugniatałrękąjądra.Zrobiłto

jednakzbytnerwowo,zbytmocnoipopodbrzuszurozlałmusiętępyból.Odwrócił

sięnabokipodciągnąłkolanadoklatkipiersiowej.Wyświetlaczzegarapokazywał

dwunastądziesięć.Znówprzespałcałyranek!Pomyślał,żedziśmiałosięcoś

wydarzyć.„Chybaopiątej.Możeoszóstej?Ilejeszczezostało?Czterygodziny?”.

Ogarnęłagopanika,usiadłnałóżku,poczułlekkizawrótgłowyiucisnąłsobieskroń

kciukami.„Nie!-uspokoiłsię.-Pięćgodzin!Jeszczemamczas”.

Odetchnąłgłęboko,sięgnąłpokubekstojącynanocnejszafce.Wodęwśrodku

pokrywałalekkawarstewkakurzu,musiałtustaćdłużejniżodwczoraj.Zawahałsię,

poczymjednakwypiłduszkiemcałązawartośćkubka,nieodrywającgoodust.Bólw

kroczutrochęustąpił.

Wstałipowlókłsiędołazienki.Zerknąłprzelotniewlustronaswójzarosti

potargane,jużtrochęzadługiewłosy.Podszedłdomuszlioddaćmocz.Kiedy

strząsnąłjegoresztki,znówpoczułsztywnienieczłonkainiemógłsięopanować.

Kilkomagwałtownymiruchamidoprowadziłsiędowytrysku,wystarczyło,że

wyobraziłsobie,jakcałowałLidię,tutaj,włazience,wpijałsięustamiwjejwargi

sromowe,starałsięrozepchaćjęzykiemjejpochwę.

Spermawystrzeliłanapłytkinaścianie,aonzakląłkilkarazy,dającraczejupust

obrzydzeniudosiebiezato,żeznówniemógłsiępowstrzymaćizrobiłto,niżzły,że

musiposprzątać.

Podtrzymującczłonekprawądłonią,abyniepobrudzićpodłogi,zrobiłkilka

krokówiodkręciłprysznic.

Postanowiłwyjśćdosklepupóźniej,żebyzrobićwiększezakupyprzedWizytą-na

śniadaniezostałamuwięcwczorajszabułkazjogurtemnaturalnym.Wygrzebałz

szafkikilkaczekoladowychciastekizjadłje,popijającwodązkranu.Wiedział,że

musiposprzątać,zrobićzakupyiwogóleprzygotowaćsiędoWizyty,alenadal

siedziałtylkoprzystolejakzesztywniały.Niewiedział,odczegozacząć.Spoglądał

przezoknonaspacerującychludzi,łapiącychrozkosznepromieniesłońcawto

wrześniowewczesnepopołudnie.Patrzyłtęponasąsiadów,którychznałzwidzenia.

Jakiśmężczyznatrzymałzarękępięcioletniącórkę,któracałyczaspodskakiwała,a

wkońcuwyrwałasięojcuiodbiegłakilkakroków.Uklękłanatrawnikuizaczęła

zrywaćresztkimizernychkwiatków.Własnoręczniezrobionybukietwręczyłaz

przejęciemmamie,atapogłaskałająpogłowie.Znaprzeciwkaszłamłoda,

eleganckakobietazdużympsemobiałejsierści.Piesprzystanąłtużobokmiejsca,

gdziestałarodzinazcórką,uniósłtylnąłapęzzamiaremoddaniamoczu.

Właścicielkapociągnęłagwałtowniesmycz,jednakkilkakroplipsiegomoczu

zdążyłoskapnąćnabrzegtrawnika.

Mężczyznazwróciłuwagęwłaścicielcepsa,pokazującznakzakazu

wyprowadzaniapsównatrawnikpodblokiem,tamtajednakzignorowałagoi

oddaliłasię,ciągnączasobąbiednegozwierzakazpełnympęcherzem.

WkońcuFilipwstał,zebrałtalerze,sztućceiresztkijedzeniapośniadaniui

wczorajszejkolacji.Otworzyłlodówkęispojrzałpopustychpółkach,zastanawiając

się,cokupić.Oskarzawszelubiłmleko,aleminęłoponadpółroku,mógłmusię

zmienićgust.Postanowiłzrobićlistęzakupów,leczsiępoddał,niemogącznaleźć

kawałkaczystejkartki.

Potemprzezchwilęsprzątałwsypialni,ułożyłładniepościelnałóżku,poustawiał

leżącenakomodzieiparapecieksiążki,długopisyirachunkizaprąditelefonwrzucił

doszuflady,abrudneubrania,któreniemieściłysięjużwkoszuwłazience,upchnął

wszafie.WszedłteżdonieużywanegoterazpokojuOskarainiewiadomopoco

background image

zacząłotwieraćpusteszafki.Wjednejzszuflad,nasamymkońcu,odnalazłdwa

niebieskiesamochodziki,którychLidianiezabrała.Filipwyjąłje,postawiłna

podłodzeizacząłpuszczaćrazjeden,razdrugitak,abyzderzałysięczołowo.Potem

przerwałzabawęiułożyłsamochodzikirówniutkonaśrodkupokoju.Zaczął

przeglądaćwszystkieszafkiiszufladywposzukiwaniupozostawionychzabaweki

innychrzeczysyna.Znalazłjeszczekilkakredek,figurkędinozaurazodłamanąłapą

orazksiężyc-pozytywkę,którywisiałnadłóżeczkiemsyna,kiedytenmiałkilka

miesięcy.Wszystkieteskarbyułożyłnapodłodzeiprzyglądałimsiękrytycznie,

wreszciepostanowiłułożyćjenałóżkuOskara,któreteżniepojechałodoGorzowa.

Zadowolonyzsiebie,postanowiłposprzątaćwpokojustołowym.Kiedywrzucał

staregazetydoszuflady,natknąłsięnaniewielkialbumzezdjęciami.Naokładce

widniałokropniekiczowatyzachódsłońcanadjakimściepłymmorzem,awśrodku

byłyichostatniewspólnezdjęcia.Filip,siedzącnapodłodze,oglądałzdjęcia:Oskarw

parkuwokółpałacuwWilanowiegoniwiewiórkęumykającąnadrzewo,Oskarstoi

nakamieniu,zpatykiemwdłoniniczymbohaternacokole,Oskarkarmiłabędzie

nadbrzegiemjeziorka,aLidiaprzytrzymujegozakurteczkę,abyniewpadłdowody.

Przykażdymzdjęciuzatrzymywałsięnakilkadługichchwil,przyglądałsiękażdemu

podróżnymikątami,gładziłfotografie,jakbychcącwyczućtamobecnośćjejlubjego.

Dzwonektelefonupoderwałgonarównenogi,zdjęciawyjętezkoszulekw

albumierozsypałysiępopodłodze.WsłuchawceusłyszałgłosLidii.

-Cześć-odpowiedział.-Nieśpię,oczywiście,żenieśpię…Musiałemwyłączyć

wczoraj.

Albomisięrozładował…Tak,posprzątałem…Dobrze,czylikołopiątej,tak?…

Rozumiem,uważajcienadrodze…Dozobaczenia.

Odłożyłsłuchawkędrżącąręką.Będązatrzygodziny.Dobrze.Cojeszczetrzeba

zrobić?

Zakupy!

Pospieszenieubrałsięiwyszedłdosklepu.Spędziłgodzinęnawybieraniu

produktów,próbującsobieprzypomnieć,coOskarlubinakolację(chybaserkiri),a

coLidianaśniadanie(chybatosty).Wracającdodomuzpełnymitorbamiwobu

rękach,nadalwmyślachplanowałmenunanajbliższedwadniiporównywałztym,

cowłaśniekupił.Wydawałosię,żejestwszystko,alenadalczułlekkiniepokój,że

mógłoczymśzapomnieć.

Otwierającdrzwi,usłyszałdźwięktelefonukomórkowego,któregozapomniał

zabrać.

Pewien,żetoLidia,zostawiłsiatkinawycieraczceiwpadłdomieszkania.Tobył

jednakMichał,szeffirmy,wktórejFilipkiedyśpracował.

-Wszystkowporządku-odpowiedziałFilip,zastanawiającsię,pocoMichałmoże

dzwonićwsobotępopołudniu.

-Nie,niemamżadnejpilnejroboty…O!Super!Cotozaprojekt?…Mógłbymwpaść

wponiedziałek?…Tylkodziś?!…Dziśnaprawdęniemogę,mambardzoważną

sprawę.Cholernieważną.Jutroteżnie.Dopierowponiedziałek…Odbioręmateriały

wponiedziałekzsamegoranaidowtorkusięuporamzrobotą…Michał,zależymi

natym.Zdążę…Damradę,naprawdę.Umówmysięnaponiedziałekrano…Napewno

bymzdążył!Nastoprocent…

Trudno,cześć.

-Kurwa,kurwa,kurwa!-Filipcisnąłtelefonemościanę,ażzrobiłlekkie

wgnieceniewtynku.

Zdenerwowanytymjeszczebardziej,kopnąłwdrzwi,potemwalnąłwniekilka

razyczołem.Takaokazja!Odkilkumiesięcyrobiłtylkokorektypraclicencjackichi

wyciągałmiesięcznietysiączłotych.Wreszcieterazmiałokazjęwrócićdoswojej

poprzedniejpracy,przynajmniejdorywczo,aleMichałmusiałzadzwonićwłaśnie

dziś!Dziś!Dlaczegonietydzieńtemu,dlaczegoniepojutrze?Dlaczegoprzez360dni

-nic.Pustka.Spanie,jedzenie,brandzlowanieiwłaśniedziśzjawiasięwszystko-i

background image

praca,ioni!Fuck!

Jeszczełudziłsię,żemożejednakMichałnieznajdzienikogoinnegoizadzwonido

niegoponownie,aleznającMichałaiobecnąsytuacjęnarynku,byłpewien,żetaksię

niestanie.

Szukałgorączkowojakiegośrozwiązania,możezdążyłbyodebraćtemateriały

jeszczedziśipopracowałbyprzezcałąnoc?AleniemożewyjśćdoMichała,bo

przecieżLidiaprzyjeżdża.

Dopierobyłabyzła,gdybyniezastałagowdomu!GotowajeszczezawieźćOskara

doznajomychnaŻoliborzuiniepojawićsiętuwięcej.Corobić?!Corobić?!

Spojrzałnazegarekizrezygnowanywniósłzakupy,którezostawiłna

wycieraczce.

Pochowałwszystkodoszafekidolodówki,nastolepostawiłsokwkartonikui

czekoladowejajkozniespodzianką-dlasyna.Poczułgłódiusmażyłsobiemrożoną

rybę.Potemprzestraszyłsię,żeLidiiniespodobasięzapachrybywmieszkaniu,

pootwierałwięcwszystkieoknaiwkuchni,iwpokojach,żebyzrobićprzeciąg.

Usiadłprzystoleipopijałchłodnąjużherbatę.Czekał.Byłazapiętnaściepiąta,mogli

zapukaćwkażdejchwili.„Todziwne-pomyślał.-CzyLidiabędziepukaćdo

własnegomieszkania?Możeodrazuzłapiezaklamkę?Czynielepiejwięc,żeby

drzwibyłyotwarte?Alewtedypomyśli,żeonniezamykadrzwi,izaczniemu

przypominać,abykonieczniezamykał,kiedyonapojedzie,aonizostanąsamiz

Oskarem.Lepiejwięcniechbędązamknięte.Tylko,czyniepoczujesięźle,zmuszona

pukaćlub-cogorsza-szarpaćzaklamkędowłasnegomieszkania?”.Wkońcu

postanowiłzostawićzamknięte.

Obserwowałparkingpodoknami.Czekał.Miałnadzieję,żeLidiazaparkujeztej

stronyblokuibędziewidział,jakwysiadajązsamochoduijakLidiaotwiera

bagażnik,wyjmujetorbępodróżną,stawiająnachodniku,potemotwieratylne

drzwi,odpinaOskara,siedzącegowfoteliku,aon,jakzwykle,niewysiada,tylko

wyskakujezsamochoduiodrazułapiezajednąztoreb-przecieżjestsilnyi

powinienpomagaćmamie!Pomagać!Filipuświadomiłsobie,żetrzebapomócjej

wnieśćtorbydomieszkania.Powinienwięczejśćiczekaćpodblokiem!Ajeśli

podjedziezdrugiejstrony,wjadąnagóręiniezastanągowdomu?

Kompromitacja!Corobić?Corobić?Możezadzwonićiumówićsię,żebędzie

czekałnaparkingu.Dlaczegoniewpadłnatowcześniej?!Sięgnąłpotelefon,chwilę

bawiłsięprzyciskami,jednakwkońcuzrezygnował.Odłożyłaparatnastół,spocona

dłońzostawiłaciemneśladynaczarnejobudowie.

Minęłapiąta.Wydawałomusię,żewskazówkasekundnikapokażdym

przesunięciuminimalnie,prawieniedostrzegalnie,odskakujedotyłu,jakbyodbijała

sięodniewidzialnejgranicykolejnejsekundy,bypochwili(dokładnie,posekundzie)

znówprzesunąćsięokrokdoprzodu.Nadolezobaczyłmężczyznęzpsem.Byłto

sąsiadmieszkającydwieklatkidalej,naktóregokiedyśnaskoczyłzato,żejegopies

nasikałnatrawnikwmiejscu,gdziespacerowałOskar.Chłopiecwłaśnieuczyłsię

chodzićiczęstojeszczeopadałnaręce,główniepoto,byprzyjrzećsięjakimś

tajemniczymskarbomukrytymwtrawie.Apotemtebrudnedłoniepakowałdobuzi.

Pustealbopełneznalezionychprzedchwiląwtrawieskarbów,jakpatyczekpolodzie

czyszczypczykdobielizny.Filipnieznosiłwłaścicielipsów,którzypozwalająswoim

zwierzakomzałatwiaćsięnatrawnik.Choćzdrugiejstrony-gdziemajątorobić?Na

chodnik?Mimotonadalzwracałuwagęwłaścicielompsów,gdywidział,jak

zanieczyszczająosiedlowązieleń.Idodziśniemówił„dzieńdobry”tamtemu

sąsiadowi.

Mężczyzna,wrewanżu,odwracałgłowę,kiedymijalisięnachodniku.

Dziesięćpopiątej.Możejednakzadzwonić?Tylkojakietomożemiećteraz

znaczenie?

Przecieżitakniemiałdorobotynicopróczczekanianażonęisyna.Jakwogóle

mogłodotegodojść,żeczekałteraznanich?Toabsurdalne.Ichrozstanieniema

background image

żadnegosensu.Imożedlategozupełnieniewiadomo,jakwyjśćztejsytuacji.

Niemógłsobieprzypomnieć,kiedywogólezdecydowalisięnadziecko.Iczyw

ogólemożnatumówićojakiejśdecyzji-niebyłoprzecieżżadnejrozmowy,poktórej

wstalibyodstołuipowiedzielisobie:„Okej,oddziśrobimydziecko”.Uśmiechnąłsię

natakąmyśl.Ajednak,mająsyna,więcjakośmusiałosiętozacząć.Byćmożewtedy,

gdywyjechalinakilkadnidoBrukseli;udałomusięznaleźćtaniebiletyimogli

zwiedzićstolicęEuropynakilkamiesięcyprzedwstąpieniemPolskidoUnii

Europejskiej.Odtegoczasuprzestaliużywaćprezerwatyw,asekssprawiałimdziką

radość.Kochalisiępopołudniu,przedkolacjąirano,przedpójściemdopracy.

Czasamispędzalipółsoboty,leżącwłóżkuitulącsięlubprzechadzającnagopo

mieszkaniu;kochalisięwkuchni,włazience,napodłodze.

NatewspomnieniaFilipmomentalniepoczuł,jakspodniemiędzynogamirobią

musięciasne.Dotknąłczłonekprzezmateriał,alepowstrzymałsięprzedkolejnym

ulżeniemsobiewtymdniu.Przemknąłmuprzezgłowękoszmarnyobraz,jakLidia

dzwonidodrzwi,aonotwierajejzdyndającym,lepkimfiutemnawierzchu.Czasem

miałochotęupaśćtaknisko,nadno,wtedywiedziałby,żejestzerem,śmieciem,i

całatasytuacjanabrałabyjakiegośsensu.

Byłobywiadomo,ktozawinił.IFilipniemusiałbysięjużonicstarać,bonie

mógłbyniczegonaprawić.

Siedemnastaosiemnaście.Czyjużpowiniensięniepokoić?Postanowił,że

zaczekadowpółdoszóstej.Popatrzyłnakartonikzsokiemijajkodlasynaipoczuł,

żetozamało,potakiejpodróżypowinienimprzygotowaćprawdziwąkolację;zaczął

sięzastanawiać,nacomogąmiećochotę.Lodówkabyłapełna,liczyłnato,żeLidia

cośwybierze,aonprzygotuje.

Niechciałjejrozczarowaćzłymdoborempotraw.CzyOskarlubijużkanapki?

Kiedymieszkalirazem,prawienigdyichniejadł:napodwieczorekwybierałsobie

samąszynkę,anakolację-samąbułkę,nawetbezmasła.Todziwactwozaczęłosię,

nimchłopiecskończyłdwalata,wcześniejjegodietabyławręczpodręcznikowa:

zupki,kaszki,owoce.Ajeszczewcześniej-mlekomamy.

Filipprzypomniałsobiepierwszednipopowrociezeszpitalaztymmałym

zawiniątkiem,któremiałokompletniezmienićichżycie.NajpierwLidiakarmiła

dzieckotaknieporadnie,ażobawialisię,czywszystkozniąwporządku,wertowali

podręczniki,dzwoniładokoleżanekiwysłuchiwałaichopowieści.Poniektórych

uspokajałasię,poinnychwpadaławhisterię,żenapewnojestzłąmatką.Ipokilku

dniachnaglestałasięprofesjonalistką,wiedziała,jakgotrzymać,jakąprzyjąć

pozycję,isamamogłajużzacząćudzielaćporad.Chłopiecrósłskokowo,jednego

miesiącaprzybierałnawadzekilogram,drugiegodwieściegram.Potemprzeszlina

innejedzenie,aLidiakarmiłagojużtylkownocy.Ażwkońcuwróciładopracyi

wszystkosięzmieniło.Czymożewróciłodonormy?Dojakiejnormy?Nadal

pamiętał,jakibyłnaniązły,żezdecydowałasięwrócićdopracyodrazupourlopie.

Nietaktosobiewyobrażał,miałnadzieję,żezostaniezdzieckiemnawetdo

drugiegorokużycia.Aleonaniechciałaotymsłyszeć.Taknaglezmieniłazdanie.Bo

przecieżwcześniejwcaletegoniechciała.PrzynajmniejFiliptakuważał.

Siedemnastatrzydzieścipięć.Wziąłdorękitelefon,którycałyczasleżałnastolei

wybrałnumerLidii.Niezdążyłnawetoniczapytać,odrazuzapewniłago,żesąjuż

blisko,niemożerozmawiaćirozłączyłasię,nieczekającnajegoodpowiedź.

Uspokoiłsię.

Postanowiłjednakzrobićherbatę,przygotowaćpieczywoimasło,ustawićna

stolerazemzseremiwędliną,zrobićwrażenie,żekolacjajestjużprawiegotowa.

Potemjeszczerazprzeszedłsiępomieszkaniu,poprawiłręcznikiwłazience,

wyrównałchodniknapodłodzewprzedpokojuidalejczekałwkuchni,opierającsię

łokciamioparapetokna.Naulicyniewielesiędziało,dzielnicajakbywymierałaotej

porze.Wgłowiemiałpustkę.

Nagleusłyszałdzwonekdomofonu.Zawahałsięchwilę,boniezauważył

background image

parkującegosamochodu,akiedypodbiegałdodrzwi,rozległsiędrugidzwonek.

Wcisnąłprzyciskbezpodnoszeniasłuchawki.Nieczekając,ażwejdąnapiętro,

przekręciłkluczwzamkuilekkouchyliłdrzwi.Usłyszałpowolnekrokinaklatce

schodowej-Oskarniewbiegałjakzwykle.

Jakrobiłtowcześniej.Kiedyś.

Otworzyłdrzwiszeroko,zanimjeszczedotarlinagórę.Lidiaubranabyławdługi

eleganckipłaszczwkolorzekasztanów,aOskarwpomarańczowąkurtkę,którejFilip

wcześniejniewidział,zobrazkiemkosmonautynaprzodzie.Zatrzymalisięprzed

drzwiami,chłopiecpatrzyłwpodłogę,onalekkopopychałagodoprzodu.Miałatylko

jednątorbę,chłopiecniósłmały,kolorowyplecaczek.

-Cześć!-Filippowitałichradośnie.-Cześć-odpowiedziałaLidiapospiesznie.

Weszli.

Filipwziąłodniejtorbę,zamknąłdrzwi,kucnąłprzysynu.

-Cześć,stary-powiedziałcicho,zlekkimwahaniem.

-Cześć-odpowiedziałchłopiec,niepatrzącnaojca.

Rozejrzałsiępomieszkaniu,jakbypróbowałsobiecośprzypomnieć,apochwili

wszedłdoswojegopokoju,niezdejmującbutów.

-Mamo,mamo!-dobiegłstamtądentuzjastycznyokrzykOskara.-

Zapomnieliśmywziąćtychsamochodzików,zostałyutaty!

-Tak,kochanie,zostałytuspecjalnie-odpowiedziałamuLidia.

-Nierozbieraszsię?-spytałFilip,widząc,żeonanadalstoiwpłaszczu.

-Muszęjużjechać,dzwonili,żebymbyławcześniej.

-Gdziedokładniebędziesz?

-WJachrance,nadZalewemZegrzyńskim,niepamiętamnazwyhotelu.Alemam

komórkę.

-Naładujjąwieczorem.

-Dobrze.Oskar-zwróciłasiędosyna.-Jaterazjadędopracy,takjakcimówiłam.

Zostanieszztatą,wrócęzadwadni.Niebędziemnietylkojednąnoc.

-Niechcę-zaprotestowałchłopiec,alechybatylkotak,dlazasady.

-Kochanie,mówiłamci,żemuszęjechać.Będziefajnieutaty,zobaczysz.

-Tak,wiem-chłopiecodpowiedział,jakbymówiłdosiebie.Patrzyłz

zaciekawieniemnaprzedmioty,któreFilippołożyłnałóżku.

-Jadę-oznajmiłaLidia,patrzącFilipowiprostowoczy,nieruszającsięjednakz

miejsca.

-Wporządku-powiedziałFilipuspokajającymtonem,choćonawcalenie

wyglądałanazaniepokojoną.-Jedź.Nicsięniemartw.

-Niemartwięsię.

Stalinieruchomo,każdezastanawiałosię,czycośpowiedzieć.Czymającośdo

powiedzenia.

-Pięknypłaszcz-pochwaliłFilipidotknąłdelikatnieramieniaLidii,sprawdzając

fakturęmateriału.

Lidiauniosładrugąrękę,żebypoprawićwłosy,natensygnałFilippospiesznie

cofnąłdłońiznówstalinieruchomo.

-Mama,pić!-krzyknąłOskariwybawiłichzkłopotliwejsytuacji.

-Jużcidaję-powiedziałFilip.-Chodźdokuchni.

-Tonarazie-powiedziałachłodnoLidia.-Synku!-zawołaławkierunkuOskara.-

Dajmijeszczebuziaka.

-Oj,mamo-chłopiecsiężachnął.-Dawałemciwsamochodzie.

-Dobrze,dobrze-zaśmiałasię.-Toidę,trzymajciesię,pa.

-Pa-powiedziałFilip.-Dojutra.

Lidiawyszła,zamykającostrożniedrzwi.Filipwyjrzałnaniąprzezwizjerw

drzwiach.

Widział,jakpokilkukrokachprzystanęłaipatrzyłanazamkniętedrzwiich

mieszkania.

background image

Wydawałomusię,żeichspojrzeniasięspotkały.Chciałpobieczanią,krzyknąć

coś,nieważneco,jednakjużsięodwróciłairuszyłaposchodach.Dopierogdyznikła

muzoczu,przekręciłkluczwzamkuistanąłwprzedpokoju,opierającsięościanę.

Oskarnadalbawiłsiędawnoniewidzianymizabawkamiwswoimpokoju.

-Chodź,Oskar,nasok-powiedziałFilip.

-Idę,idę.

Chłopiecwziąłjedenzniebieskichsamochodzikówiposzedłdokuchni,mijając

ojca.

Filipposzedłzanimiwręczyłmusokwkartoniku.

-Tato,otwórz,janieumiem-poprosiłchłopieczpretensją.Filipzerwałrurkę

zapakowanąwfolięiprzyklejonądopudełka,przezktórądziecipowinnypićsok,

żebyniezalewaćsobieubrań.Następniedrżącymirękomazerwałfolięipodał

synowikartonikzsokiemiplastikowąrurką.Pamiętał,żechłopieclubił,abymu

pomagaćtylkodotegomomentu.Oskarsprawniewbiłrurkęwkartonikizacząłpić.

Filipniemógłoderwaćwzrokuodsyna.Ręcenadallekkomudrżały.

„Copowinienemzrobićteraz?Jaksięzachować?Rzucaćpropozycjamizabawjakz

rękawaczyczekaćnato,czegobędziechciałOskar?”-zastanawiałsięFilip.To

przecieżjegosyn,byłprzyjegonarodzinach,przewijałgo,bawiłsięznim,nosiłna

rękach,pokazującświatzaoknem,chroniłprzedniebezpieczeństwamipodczas

spacerówiwyjmowałzłóżeczkawnocy,żebyLidiamogłagonakarmić.Ajednak

terazczułniepokójprzedspędzeniemznimsamnasamkilkunastugodzin.Niepokój

przedodrzuceniem,przedtym,żesynbędziegowiniłzarozstaniezjegomamą.Ale

czyprzeztakkrótkiczasmożnaspróbowaćcośodkręcić?

Towątpliwe.Zbliżasięosiemnastatrzydzieści,niedługozapadniezmrok,

czteroletnichłopiecijegoojciecmająniewielemożliwościdowyboru.

Chłopiecprawdopodobnieteżbiłsięzmyślami,kiedyjednakodstawiłpusty

kartonikposoku,zwyczajnieodwróciłsięiposzedłdoswojegopokoju,żebywyjąć

zabawkizmałegoplecakaozdobionegorysunkiemdinozaurazgroźnieotwartą

paszczą.FilipchwilęprzyglądałsięOskarowi,potemostrożniewłączyłsiędo

zabawyiniezostałodrzucony.Dalszaczęśćwieczoruupłynęłaimspokojniei

przyjemnie.Niebyłoszaleństw,siłowaniasięikotłowanianałóżku,aleniebyłoteż

nieznośnejciszyanisiedzeniawoddzielnychpokojach.Oglądalirazemfilmy

rysunkowe,bawilisięzabawkami,przeglądaliatlasgeograficzny,potemFilipzrobił

kolację,Oskartrochęwybrzydzał,jednakwkońcucośzjadłinawetchętnieposzedł

dokąpieli.Filippostanowiłpołożyćsięrazemzsynemwsypialnirodziców-teraz

należącejtylkodoniego.Długoczytaliksiążkiioglądalipismamotoryzacyjne;Oskar

niemógłzasnąć,kręciłsię,chciałpić,pytałomamęiraznawetzapłakał.Wreszcie

podziesiątejzapadłwgłębokisen.Filipposprzątałszybkomieszkanieipołożyłsię

oboksynazksiążkąwdłoni.

Tużprzedzaśnięciemprzyglądałsięjeszczejegospokojnejtwarzyiczuł,żeporaz

pierwszyoddawnabędziezasypiał,zprzyjemnościąmyślącominionymdniu.Itej

radościniezmącimunawetstraconaszansanapracę.

WnocyFilipbudziłsiękilkakrotnie.Odzwyczaiłsięodspaniazkimkolwiek,a

zwłaszczaztakruchliwymczterolatkiem,którywciążzmieniałpozycję,układałsię

wpoprzekłóżkaiściągałkołdręzojcaizsiebie.Filipprzykrywałgoodruchowoiza

którymśrazempoczuł,żechłopiecjestrozgrzany.Początkowozignorowałtoi

próbowałznówzasnąć,alecośniedawałomuspokoju.Przyszłomunamyśl,żeLidia

byłabyokropniezła,gdybyczegośniedopilnował,ichoćbyłpewien,żeniema

powodudoniepokoju,niemógłsięjużrozluźnićiznówzapaśćwciepłąstudnięsnu.

PostanowiłzmierzyćOskarowitemperaturę,wstał,odnalazłpociemkutermometr

wszafcewłazienceiwróciłdosypialni.Zastanawiałsię,wjakisposóbumieścićgo

podpachąsynatak,abygonieobudzić.Ostrożniepodniósłjegoramię,wsunąłpod

piżamęmetalowąkońcówkętermometruipowoliopuściłbezwładnąrękęchłopca.

Oskarporuszyłsię,aletermometrpozostałnaswoimmiejscu.Filipwstrzymał

background image

oddechiczekał.WpewnymmomencieOskargwałtownieodwróciłsięnaboki

przykryłciałemtermometr.Filipprzestraszyłsię,żemożesięboleśnieukłuć,ale

chłopiecleżałnieruchomoioddychałspokojnie.Miałstanowczozbytciepłeczoło,i

toniebyłozłudzenie.

Termometrpotrójnymsygnałemdźwiękowymoznajmiłkoniecpomiaru.Tym

razemFilipwyciągnąłgoszybko,niezważającnato,czydzieckosięobudzi.

Trzydzieściosiemitrzy.Ocholera!Trzydzieściosiemitrzy!

Filipwstał.DotknąłjeszczerazczołaipoliczkówOskara,jakbyniedowierzał

wskazaniomwyświetlacza.Wpadłwpanikę,niewiedział,corobić.Zacząłchodzić

bezcelu,właziencesprawdzał,jakielekisąwdomu,wsypialniznówdotykałczoła

chłopca,jakbychciałsięupewnić,żetoniepomyłka.Wreszcieznalazłwszafcew

łaziencebuteleczkęsyropudladziecinaobniżeniegorączki.Wróciłdosypialnii

próbowałobudzićsyna.Ten-

jaknazłość-niereagowałaninagłaskanieidelikatnepotrząsanie,aninawetna

zapaloneświatło.Filipztrudemposadziłgo,oparłplecamioswójbarkidelikatnie

nalałróżowegopłynunałyżeczkę.BezwładnyOskarześliznąłsięnapoduszkęiFilip

wylałleknapościel.

Zupełnieniezwróciłnatouwagi,powtórzyłcałąoperacjęizłyżeczkąwdłoni

zacząłlekkopotrząsaćciałemOskaraigłośnowymawiaćjegoimię.Wkońcu

chłopiecobudziłsięinatychmiastzażądałzgaszeniaświatła.Filipowiudałosięwlać

mudousttrochęsyropu,delikatniegopołożył,podbiegłdowyłącznikaświatłai

dwomasusami,jaktrójskoczek,wróciłdołóżka.

Oskarzasnął.Filipprzezchwilęuważniemusięprzyglądałiwsłuchiwałwjego

oddech.

Wkońcu,trochęuspokojony,położyłsię.Niemógłzasnąć.Włączyłradioiustawił

jemożliwienajciszej.Postanowiłnarazieniemierzyćdzieckutemperatury.W

głowiemiałchaos.Popiętnastuminutachwydałomusię,żeczołochłopcaniejest

jużtakrozpalone.

Zainteresowałagonocnaaudycja,wktórejmówionootym,jakdostrzegać

pozytywneaspektywewszystkim,conasspotyka.Minęłapierwszawnocy.Zostało

muprawdopodobniesześćgodzinsnu.Topozytywne.

KiedyFilipporazkolejnysprawdzałczołosyna,poczuł,żejestchłodne.Możezbyt

chłodne?O,Boże!Ajeślidałmuzadużosyropuprzeciwgorączkowego?Sprawdzał

dawkowanienaopakowaniu,aleczydobrzeodmierzył?PrzezkilkaminutFilipna

zmianędotykałczołasynaiczytałporazkolejnyopisnaopakowaniuleku.Całeciało

chłopcazrobiłosiędziwniechłodne.Cośbyłonietak!

Filipwpadłwpanikę.Złapałzatelefon,wystukałnumerLidiiinatychmiast

przerwałpołączenie.NapisałSMSazjednymtylko,idiotycznympytaniem:„śpisz?”.

Czekałnaodpowiedź,wiedział,żetenkomunikatnapewnozdenerwujeLidię.Ciało

chłopcabyłochłodne,aleoddychałspokojnie.Radiocichomruczało.Nadeszła

odpowiedźLidii:„zadzwoń”.Cotoznaczy?Jestzdenerwowanaczytylko

zainteresowana?Zadzwonił.Odrazuzapytałago,cosiędzieje?

-Nictakiego-odpowiedział…-Trochęmiałgorączkę,alejużmuprzeszło–

odpowiadałnajejpytania…-Tak,panadoldladzieci,byłajednabutelkawdomu…

Jednąłyżeczkę…

Terazśpi…Niemapotrzeby…Możeszstamtądwyjść?Szefnicciniepowie?…No

dobrze,toprzyjeżdżaj.Tylkouważajnadrodze.

Rozłączyłasię.Filipzastanawiałsię,dlaczegochciała,żebydoniejzadzwonił,

mogłaprzecieżsamatozrobić.Czuł,żerozmawiającznim,ważyłakażdesłowo,aw

tlesłyszałszumigłosy.Możeniebyłasama?Napewnomielijakąśkolację,imprezę,

natychsłużbowychwyjazdachniktniemożeprzecieżzostaćsamnawetnadwie

minuty.

Filip,jużcałkiemspokojny,położyłsięoboksynaiprawdopodobniezapadłw

lekkisen.

background image

Niesłyszał,gdyweszła,obudziłsiędopiero,jakusiadłanałóżkuobokniego.

-Śpij-powiedziałaLidia,kiedyzobaczyła,żemążotworzyłoczy.

-JakOskar?-spytałzaspanyFilip.Odwróciłsię,przyłożyłdłońdoczoła,

policzków,rąksyna.

-Nicmuniejest-odpowiedziałałagodnie.

-Byłtakizimny,myślałem…-zacząłsiętłumaczyć.-Niewiem,czydobrze

odmierzyłem…

-Narazieśpi,niemagorączki.

Filipniewiedziałjuż,copowiedzieć.Zaproponowaćjej,abypołożyłasięrazemz

nim?

Wstaćipołożyćsięwdrugimpokoju?

-Bezproblemuwyrwałaśsięztegospotkania?-spytał.

-Tak-odpowiedziałakrótko.

-Wracasztamranoczy…czyteraz?

-Niewracam.

-Jakto?

-Powiedziałam,żemamchoredziecko,niemuszęjużtamjechać.

-Ico,niebędzieproblemu?

-Niewiem-odpowiedziała.-Nieobchodzimnieto.

-Jakto?

-Niebędęznimisiedziećwniedzielę.

Filip,zaskoczonyjejodpowiedziami,tymniechętnymtonem,zamilkł.Nie

spodziewałsię,żeLidiawtakisposóbbędziemówićopracy.Cotakiegowydarzyło

sięprzezostatniemiesiące?Czytocośoznacza?Byłtymzaintrygowany,jednaknie

odważyłsięzadaćżadnegopytania.Leżał,przykrytykołdrą,pojegoprawejstronie

spałsmaczniesyn,polewej,nabrzegułóżkasiedziałażona.Opierałałokciena

udach,agłowęskryławdłoniach.Ubranawdżinsyibiałąbluzkę,wyglądałana

młodądziewczynęzarazpostudiach.Właśniewtakimstrojuzapamiętałjązich

ostatniegowyjazduprzedurodzeniemOskara,kiedyzwiedzaliBrukselę,on

codzienniezjadałdwagofryzLiège,aonadopieroostatniegodniaprzekonałasiędo

ichsmakuinawetkupiłapaczkędodomu.WWarszawieniesmakowałyjużtakjakw

Belgii.

Lidiapodniosłagłowę,ajejtwarzniebyłazmartwiona,lecztylkozmęczona.

Potrząsnęłagłowąipoprawiłasobiewłosy.Filippoczułzapachdymutytoniowego,

jakiczęstoprzynosisiędodomuzkawiarnilubklubu.Lidiawstała,zdjęłaspodnie,

któremocnotrzymałysięnajejbiodrach,irzuciłajenapodłogę.

-Śpij-powiedziaładomęża.

Wychodzączpokoju,zdjęłazsiebiebluzkęiwsamejbieliźniezniknęławłazience.

Pochwiliusłyszałodgłoswodyuderzającejodnobrodzika.Filipzamknąłoczy.Ten

niespodziewanyiniedokończonystriptizwwykonaniujegożonybyłtak

intensywnymprzeżyciemerotycznym,żeerekcjapojawiłasięmomentalnie.

Próbowałmyślećoczyminnym,alecałyczaswidział,jakciasnoprzylegającedo

ciałaspodnieztrudemzsuwająsiępojejbiodrachiudach,apotemjednym

kopnięciemstrzepujejezsiebieijużwsamychmajtkachwychodziiznika.Szum

wodyucichł.Zachwilęwyjaśnisię,czyspędzątęnocwetrójkęwjednymłóżku.

 

background image

 

WarszawskieWydawnictwoLiterackieMUZASApoleca

 

HarukiMurakami

Ślepawierzbaiśpiącakobieta

 

Znajdziemytuuczłowieczonewrony,drańskiemałpy,lodowegoludaisny,które

kształtująnassamychiotaczającenasprzedmiotywedługnaszychżyczeń.Czyto

przypadkowespotkanieweWłoszech,romantycznywypaddoGrecji,wakacjena

Hawajach,czyteżzwykłabezbarwnacodzienność,wszędzietambohaterowie

opowiadańMurakamiegoprzeżywająswemiłości,rozczarowaniainiedosytw

kontaktachztymi,naktórychnajbardziejimzależy.

 

HarukiMurakami

Kafkanadmorzem

 

background image

 

PiętnastoletniKafkauciekazdomuprzedklątwąojcanadalekąwyspęShikoku.

NiezależnieodniegopodążatamautostopempanNakata,staruszekanalfabeta

umiejącyrozmawiaćzkotamiorazmłodykierowcazkońskimogonemlubiący

hawajskiekoszule.

OjciecKafkizostajezamordowanyiwszystkichtrzechposzukujepolicja.Po

spotkaniachzzakochanąwoperachPucciniegokotkąMimi,JohnniemWalkeremi

innymifantastycznymipostaciamibohaterowietrafiająwkońcudotajemniczej

prywatnejbiblioteki,wktórejczassięzatrzymał.Nocamiodwiedzająduch

młodziutkiejdziewczynywniebieskiejsukience…

 

BartoszMarzec

NawzgórzachIDAHO.

OpowieśćoBronisławieZielińskim,tłumaczuiprzyjacieluErnestaHemingwaya

 

OpowieśćoBronisławieZielińskim(1914-1985),znakomitymtłumaczu,

przyjacieluErnestaHemingwaya,JohnaSteinbeckaiTrumanaCapote.Zawiera

obszernefragmenty

nigdyniepublikowanegodziennika,atakżenieznaneunikatowezdjęciazarchiwum

Zielińskiego,m.in.reprodukcjefotografiizdedykacjamiHemingwayaiSteinbecka.

 

„Marzecopowiadaotejniezwykłejpostacibardzozajmująco.Udanydebiut.

RyszardKapuścińskinapewnobysięucieszyłztejksiążki”.

ElżbietaSawickaPulsBiznesu

 

AleksanderKościów

Przeproś.Przewodnikgracza

 

WdręczonejupałamiWarszawiesplatająsięlosyMarty,poszukującej

background image

zaginionegosynka,iBłażeja,którypozerwaniuzaręczynosiadłnamieliźnieżycia,a

takżeczternastoletniejZuzanny,przeświadczonej,żejestbohaterkąprzeniesionejw

rzeczywistośćgrykomputerowej.Poszukiwaniedzieckaokazujesięswoistąwalkąz

uniwersalnymzłem,ucieleśnionymwsferzefantastycznychwizjidziewczynki…

background image

Wydawca

MUZASA

00-590Warszawa

ul.Marszałkowska8

 

tel.226297624,226296524

email:info@muza.com.pl

 

Działzamówień:226286360

Księgarniainternetowa:www.muza.com.pl

KonwersjadoformatuEPUB:MAGRAFs.c.,Bydgoszcz

background image

Spis treści

1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41

background image

42
43
Wydawca

MUZA SA


Document Outline