background image

 

 

Spotkanie Klubu poświęcone 60. rocznicy walki o Wilno 

 

W  dniu  7  lipca  2004  roku  w  sali  konferencyjnej  Instytutu  Pamięci  Narodowej  –  Komisji 
Ścigania  Zbrodni  przeciwko  Narodowi  Polskiemu  odbyła  się  kolejna  sesja  Klubu 

Historycznego  im.  gen.  Stefana  Roweckiego  „Grota”  poświęcona  operacji  „Ostra  Brama”  w 

60. rocznicę walki o Wilno, pt. „Przed Warszawą było Wilno...”. 

 

 

Okręgi AK Wileński i Nowogródzki po 1944 roku. Zarys problemu 

Piotr Niwiński 

OBEP Gdańsk 

 

7  lipca  1944  roku  oddziały  Armii  Krajowej  Okręgów  Wileńskiego  i  Nowogródzkiego 
rozpoczęły  operację  „Ostra  Brama”  –  akcję  mającą  na  celu  opanowanie  Wilna.  Po  6 

dniach  ciężkich  zmagań,  po  włączeniu  się  do  walki  Armii  Czerwonej,  Wilno  zostało 
zajęte. Skoncentrowane jednostki AK rozpoczęły, w myśl rozkazów Rządu Polskiego i 

Naczelnego Wodza, reorganizację, aby już jako regularna armia walczyć dalej u boku 
Sowietów.  Jednak  początkowo  pozornie  dobre  stosunki  z  „aliantami  naszych 
sojuszników”  załamały  się  17  lipca  1944  roku.  Decyzje  dotyczące  rozbrojenia  AK 

zapadły w dowództwie sowieckim już 14 lipca, zgodnie z dyrektywą Stalina nr 220145. 
Opracowano  błyskawicznie  plan  rozbrojenia  oddziałów  AK.  Początek  operacji 

wyznaczono  na  18  lipca,  na  godz.  4.00.  Do  pomocy  w  wykonaniu  tego  zadania 
przydzielono  gen.  Czerniachowskiemu  (dowódcy  III  Frontu  Białoruskiego, 
prowadzącemu  rozmowy  z  AK)  gen.  Iwana  Sierowa  z  ramienia  NKWD. 

Skoncentrowano  kilka  dużych  formacji  NKWD  w  ogólnej  liczbie  12  tys.  żołnierzy,  w 
tym  m.in.  dywizję  wojsk  wewnętrznych  NKWD,  jeden  pułk  i  dwa  bataliony  NKWD 
oraz  4  oddziały  Wojsk  Ochrony  Pogranicza.  Pod  pozorem  „planowego 

rozmieszczania”  jednostek  polskich  na  terenie  przyfrontowym,  spenetrowano  ich 
miejsca  pobytu,  szczególną  uwagę  zwracając  na  kadrę  dowódczą  i  uzbrojenie 

oddziałów.  Jednocześnie  toczono  dalej  rozmowy,  kamuflując  faktyczny  ich  cel. 
Żądane  przez  stronę  sowiecką  listy  obsady  przyszłych  jednostek  polskich  stać  się 
miały wkrótce listami osób przeznaczonych do aresztowania. 

Akcja  NKWD  rozpoczęła  się  jednak  17  lipca  aresztowaniem  komendanta 
Krzyżanowskiego  i  jego  szefa  sztabu  mjr  Teodora  Cetysa  „Sława”,  zaproszonych  na 

rzekomą odprawę do budynku dowództwa Frontu Białoruskiego. Tego samego dnia, 
w  godzinach  popołudniowych  w  miejscowości  Bogusze  odbyć  się  miała  odprawa 

dowódców  oddziałów  partyzanckich,  na  którą  zapowiedział  przybycie  zarówno  ppłk 
„Wilk”  jak  i  gen.  Czerniachowski.  Odprawa  zakończyła  się  jednak  rozbrojeniem 
oficerów  przez  oddział  NKWD.  Cała  ta  część  operacji  zakończyła  się  pełnym 

powodzeniem  strony  sowieckiej,  pomimo  próby  zabezpieczenia  miejsca  odprawy 
przez 7  Brygadę pod  dowództwem por. Wilhelma Tupikowskiego „Wilhelma”. Tylko 
nieliczni oficerowie – ci, którzy nie przybyli na odprawę – uniknęli aresztowania. 

background image

 

 

Spośród  nich  najstarszy  stopniem  był  ppłk  Izydor  Zygmunt  Blumski  „Strychański”, 
który  pełnił  w  tym  momencie  funkcję  szefa  operacyjnego  Dowództwa  Oddziałów 
Partyzanckich w Polu. Polecił natychmiast nadać depeszę do Londynu, informującą o 

zajściu:  „W  dniu  17.7.  podstępnie  Sztab  Okręgu  Nowogródek  i  Wilno  aresztowany. 
Oddziały  AK  w  sile  około  sześć  tysięcy  w  marszu  na  Puszczę  Rudnicką,  gdzie 
przyjmiemy  walkę.  Strychański,  płk.”  Nakazał  także  natychmiastowy  odwrót 

wszystkich  oddziałów  do  Puszczy  Rudnickiej.  W  oddziałach  ogłoszono  alarm  i 
natychmiast  szybkim  marszem  ruszono  do  najbliższego  kompleksu  leśnego.  W 

zależności  od  terminu  otrzymania  rozkazu,  marsz  rozpoczął  się  albo  późnym 
wieczorem  albo  w  nocy  z  17  na  18  lipca  1944  roku.  Do  świtu  oddziały  polskie 
maszerowały  we  względnym  spokoju,  nieniepokojone  w  zasadzie  przez  sowieckie 

formacje.  Akcja  rozbrajania  polskich  oddziałów  miała  bowiem  zacząć  się,  jak  już 
wspomniałem,  zgodnie  z  rozkazem,  o  godz.  4.00.  Ten  krótki  okres  bierności 
nieprzyjaciela  wykorzystano  na  przerzucenie  jak  największej  liczby  oddziałów  do 

Puszczy, która jednak stała się pułapką. Otoczone zewsząd przed jednostki sowieckie, 
polskie  oddziały  zmuszone  zostały  do  rozwiązania  się.  19  lipca  kadra  dowódcza 

zwolniła  z  szeregów  podległych  jej  żołnierzy.  Znaczna  część  ruszyła  do  domów  i  w 
większości  została  internowana  przez  władze  sowieckie  w  miejscowości  Miedniki. 
Część  żołnierzy  zamierzała  kontynuować  walkę  i  utworzyła  dwa  zgrupowania: 

wileńskie (około 150 żołnierzy) i nowogródzkie. Niewielka grupa żołnierzy natomiast 
postanowiła przebijać się na zachód. 

Internowanych w Miednikach, ogółem około 6000 żołnierzy, starano się zachęcić do 
wstępowania  do  armii  Berlinga.  To  zadanie  skończyło  się  jednak  dla  sowietów 

spektakularną klęską. Praktycznie wszyscy partyzanci odmówili, skandując wspólnie 
hasło  „My  chcemy  Wilka”.  To  przywiązanie  do  osoby  dowódcy,  jako  symbolu 
niepodległej 

Polski, 

uświadomiło 

sowieckiemu 

dowództwu 

niemożność 

podporządkowania  sobie  zatrzymanych  żołnierzy.  Wywieziono  ich  następnie  do 
obozu  w  Kałudze,  gdzie  próbowano  wcielić  akowców  do  Armii  Czerwonej.  Wobec 
ponownej  odmowy,  utworzono  z  nich  bataliony  robocze,  wykonujące  prace  leśne. 

Oficerowie  zostali  zaś  wywiezieni  w  dużej  części  do  obozu  w  Griazowcu.  Zarówno 
żołnierze,  jak  i  oficerowie  byli  zwalniani  z  obozów  od  początku  1946  roku.  Część 

jednak  z  nich  została  poddana  procesom  sądowym  i  wróciła  z  zesłania  dopiero  po 
1956 roku. Niektórzy nie wrócili nigdy. 

Te  oddziały  partyzanckie,  które  wyrwały  się  częściowo  z  sowieckiego  okrążenia, 
wznowiły  swoją  działalność.  Rozproszone  jednostki  szybko  połączyły  się,  tworząc 
większe  zgrupowania.  Miało  to  na  celu  zwiększenie  szans  w  ewentualnej  walce  z 

nieprzyjacielem.  Początkowo  istniały  dwa  takie  oddziały:  grupujące  jednostki 
wileńskie, pod dowództwem mjr Czesława Dębickiego „Jaremy” i nowogródzkie, pod 

komendą mjr Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”. Szybko jednak realia nowej okupacji 
wymusiły  podzielenie  sił  partyzanckich  na  mniejsze  części.  Powstały  dwa  oddziały 
wileńskie.  Pierwszy  pod  kryptonimem  „Wisińcza”  pod  dowództwem  kpt.  Edmunda 

Banasikowskiego  „Jeża”  działać  miał  na  terenie  Oszmiańszczyzny,  zaś  oddział 
„Solcza”  pod  dowództwem  por.  Adama  Boryczki  „Tońki”  –  w  okolicach  Wilna. 
Podobnie  podzieliły  teren  Nowogródczyzny  tamtejsze  oddziały:  powstało 

zgrupowanie  północne  (obejmujące  odpowiedni  obszar  woj.  nowogródzkiego), 
dowodzone przez por. Jana Borysewicza „Krysię” oraz południowe, pod komendą kpt. 

Stanisława Szabuni „Licha”. 

background image

 

 

Na  początku  sierpnia  do  „Jaremy”  dotarły  pierwsze  szczegółowe  wytyczne 
odbudowanej  Komendy  Okręgu,  bowiem  rozbite  struktury  konspiracyjne  obu 
Okręgów  odbudowały  się.  Na  czele  Okręgu  Wileńskiego,  w  miejsce  aresztowanego 

ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”, stanął ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”. 
Okręg  Nowogródzki  po  ppłk.  Adamie  Szydłowskim  „Poleszuku”  przejął  mjr  Maciej 
Kalenkiewicz  „Kotwicz”.  Otrzymane  rozkazy  nakazywały  wykorzystanie  Puszczy 

Ruskiej  jako  tymczasowej  bazy,  niewdawanie  się  w  walki  z  Sowietami  i  czekanie  na 
dalsze rozkazy. Głównym zadaniem miała być zarówno ochrona mieszkańców wsi, jak 

i opieka nad uciekinierami, szukającymi schronienia w lesie przed poborem do Armii 
Czerwonej  czy terrorem NKWD. Podobne wytyczne przyjęły oddziały nowogródzkie. 
Tym  razem  celem  partyzantów  stała  się  samoobrona,  a  nie  walka  dywersyjna  z 

okupantem. Zastosowanie się do tych wytycznych, wobec wielkiego nasycenia terenu 
jednostkami sowieckimi, było bardzo utrudnione. 

Już  19  sierpnia  obława  NKWD  przeprowadzona  w  rejonach  stacjonowania 
partyzantów  doprowadziła  do  całkowitego  rozbicia  oddziału  „Wisińcza”  w  majątku 

Borowe,  3  km  od  Dubicz.  Ta  sama  obława  sowiecka  natknęła  się  na  oddział 
nowogródzki  pod  dowództwem  kpt.  „Bustromiaka”,  osłaniający  sztab  mjr 
Kalenkiewicza  w  miejscowości  Poddubicze  (3  km  od  poprzedniego  miejsca  walki). 

Mjr „Kotwicz”, mimo że został ostrzeżony przez ocalały oddział, który oderwał się od 
nieprzyjaciela, postanowił pozostać na miejscu. 21 sierpnia doszło do kolejnej bitwy w 
miejscowości Surkonty, na wschodnim skraju Puszczy Ruskiej. W jej efekcie oddział 

nowogródzki  został  całkowicie  rozbity.  Polegli  też  oficerowie  sztabu  nowogródzkiej 
Komendy  z  mjr  Maciejem  Kalenkiewiczem  „Kotwiczem”  na  czele.  Komendę  nad 

Okręgiem  Nowogródzkim  przejął  dotychczasowy  szef  sztabu  kpt.  Stanisław  Sędziak 
„Warta”.  Od  tego  momentu  oddziały  nowogródzkie  prowadziły  już  walkę 
samodzielnie, kontakt z Okręgiem Wileńskim nawiązując sporadycznie. 

Oddział  „Solcza”,  jedyny  ocalały  z  Okręgu  Wileńskiego,  przeniósł  się  do  Puszczy 
Rudnickiej i tam czekał na dalsze rozkazy W pierwszej połowie września do oddziału 

dotarła  łączniczka  z  nowymi  wytycznymi.  Rozkaz  nakazywał  rozwiązać  jednostkę, 
zamelinować  broń  i  zapewnić  bezpieczne  zakonspirowanie  partyzantów  w  terenie. 

Komenda  Okręgu  uznała  za  bezcelowe  dalsze  utrzymywanie  w  terenie  oddziałów 
zbrojnych  wobec  olbrzymich  sił  rzuconych  przez  władze  sowieckie  do  likwidacji 
partyzantki.  W  tym  czasie  na  terenie  obu  okręgów  działały  specjalne  jednostki 

NKWD, jednostki Armii Czerwonej oraz tzw. „istrebitielnyje bataliony”, stworzone z 
miejscowej  ludności  jednostki  pomocnicze  NKWD,  pełniące  funkcje  sił 
pacyfikacyjnych.  „Solcza”  została  rozwiązana.  Zakończył  się  kolejny  etap  historii 

Okręgu Wileńskiego. 

Nie  był  to  jednak  koniec  partyzantki.  Bowiem  oprócz  wileńskiego  i  nowogródzkiego 
zgrupowania w terenie działały jeszcze inne liczne oddziały zbrojne, próbujące szukać 
kontaktu  z  siatką  konspiracyjną.  Były  to  albo  pozostałości  rozbitych  Brygad 

Partyzanckich,  albo  oddziały  utworzone  z  osób  „spalonych”,  ukrywających  się  przed 
sowieckim terrorem. 

Jednym  z  nich  była  grupa  dowodzona  przez  ppor.  Hieronima  Piotrowskiego  „Jura”, 
która  działała  na  terenie  Puszczy  Nalibockiej.  Inny  oddział,  pod  komendą  ppor. 

Mariana  Plucińskiego  „Mścisława”,  działał  w  obwodzie  święcianskim.  Oprócz  nich 
wymienić  by  można  choćby  grupę  pod  dowództwem  por.  Witolda  Zyndram-
Kościałkowskiego „Fakira” czy liczne samoistnie powstałe oddziałki, składające się  z 

background image

 

 

młodzieży  chroniącej  się  przed  poborem  (m.in.  oddział  Mariana  Brancewicza 
„Branta”).  Podobnie  działo  się  na  terenie  Okręgu  Nowogródzkiego.  Te  jednostki, 
działające  samodzielnie,  stwarzały  niebezpieczeństwo  dla  miejscowej  ludności 

(obarczanej  odpowiedzialnością  przez  władze  sowieckie  za  działalność  zbrojną,  co 
prowadziło do wielu tragedii – m.in. w ciągu jednego tygodnia na Oszmiańszczyźnie 
rozstrzelano  157  osób).  Należało  więc  w  jakiś  sposób  otoczyć  je  opieką.  Najlepszym 

wyjściem wydawało się rozwiązanie jednostek przy zagwarantowaniu bezpieczeństwa 
ich  członków.  Podstawą  stała  się  więc  wzmożona  akcja  legalizacyjna.  Istniejąca  w 

Wilnie  komórka  legalizacyjna  wydawała  masowo  dokumenty,  które  pozwalały 
uniknąć  aresztowania  i  dawały  szansę  rozpoczęcia  nowego  życia.  Jednak 
przekazywanie tych dokumentów poprzez siatkę zarazem uaktywniało ją i narażało na 

infiltrację NKWD. Na efekt nie trzeba było długo czekać. 

W grudniu rozpoczęły się kolejne, po lipcu i sierpniu, fale aresztowań. Grudzień 1944 

roku  stał  się  dla  władz  sowieckich  okresem  intensywnych  działań  na  rzecz 
całkowitego  rozbicia  oporu  polskiego  społeczeństwa.  Na  ulice  wyszły  liczne  patrole, 

których celem było wyłapanie jak największej liczby młodych Polaków. Nie pomagały 
żadne  dokumenty,  gdyż  te  po  prostu  darto  i  wyrzucano.  Potem  taką  osobę  „bez 
dokumentów” aresztowano i zazwyczaj wysyłano na Wschód. Zaostrzyło to znacznie 

sytuację  i  doprowadziło  do  częściowego  ograniczenia  działalności  polskiego 
podziemia.  Akcja  legalizacji  oddziałów  została  więc  częściowo  zawieszona.  Dla 
ratowania  najbardziej  zagrożonych  Komenda  Okręgu  postanowiła  zmienić  po  raz 

kolejny  dotychczasową  taktykę.  Konspiracja  i  wyrabianie  dokumentów  już  nie 
zapewniały bezpieczeństwa. Wiele osób znowu uciekało do lasu. Dla opanowania tego 

ruchu  ppłk  Kulikowski  postanowił  stworzyć  cztery  oddziały  partyzanckie,  tzw. 
Oddziały Samoobrony Ziemi Wileńskiej. 

Pierwszym z nich dowodzić miał rtm. Władysław Kitowski „Grom”, „Orlicz”. Drugim 
oddziałem  dowodził  por.  Witold  Turonek  „Tur”,  „Tumry”.  Oddział  trzeci  stworzony 
został  na  bazie  działającego  ciągle  oddziału  pod  komendą  ppor.  Witolda  Zyndrama-

Kościałkowskiego  „Fakira”.  Czwarty  natomiast  znalazł  się  pod  komendą  por.  Jana 
Lisowskiego „Korsarza”. 

Warto dodać, że w terenie działały też dwa oddziały nowogródzkie pod dowództwem 
por.  Jana  Borysewicza  „Krysi”  oraz  por.  Czesława  Zajączkiewicza  „Ragnera”. 

Przełożonym  tych  oddziałów  był  Ludwik  Nienartowicz  ps.  „Miedzianka”,  „Mazepa” 
mianowany  przez  Komendanta  Okręgu  Nowogródzkiego  komendantem  Zgrupowań 
Samoobrony  AK  Rady  Obrony  Ziem  Wschodnich  (takie  nazewnictwo  przyjęto  na 

Nowogródczyźnie). 

Oddziały  te  miały  za  zadanie  podporządkowywanie  sobie  „dzikich”  jednostek  w 

terenie i ich stopniową legalizację. Dla osób nieufnych wobec perspektyw normalnego 
życia,  organizowano  także  szlak  przerzutowy  na  zachód.  Na  Białostocczyźnie 

utworzono  bazy  „podchwytowe”,  które  miały  przejmować  przedzierających  się 
partyzantów.  Niewiele  jednak  osób  skorzystało  z  tej  drogi  (zaledwie  kilkanaście 
drobnych oddziałków). Oddziały Samoobrony walczyły więc dalej na Wileńszczyźnie i 

Nowogródczyźnie. Także i ta droga okazała się krótką. 

NKWD  zorganizowało  w  terenie,  w  oparciu  o  uzyskane  z  poprzednich  aresztowań 

informacje,  liczne  obławy,  w  celu  całkowitego  rozgromienia  ruchu  partyzanckiego. 
Doszło  do  wielu  bitew  i  potyczek,  z  reguły  kończących  się  przebiciem  części 

background image

 

 

okrążonego oddziału. Do największej bodaj doszło 2 lutego 1945 roku w Rowinach, 25 
kilometrów  na  wschód  od  Nowogródka.  Skoncentrowane  tam  zostały  dwa  oddziały 
Samoobrony  pod  Komendą  „Orlicza”  i  “Tumrego”  w  liczbie  około  150  ludzi.  Celem 

koncentracji  było  przerzucenie  obu  oddziałów  przez  granicę  na  teren  Okręgu 
Białostockiego.  Wydzielony  oddział  Olgierda  Wirgiasa  “Wrzosa”  przetarł  co  prawda 
drogę,  ale  w  międzyczasie  obydwa  macierzyste  oddziały  zostały  rozbite.  Nad  ranem 

doszło  jednak  do  walki  z  otaczającymi  wieś  znacznie  przeważającymi  liczebnie 
jednostkami  NKWD  wspomaganymi  przez  „istrebitielnyje  bataliony”.  Z  pogromu 

ocalało niewielu partyzantów – 82 zostało zabitych, 25 dostało się do niewoli, reszta 
rozproszyła  się  w  terenie.  Ocaleli  obydwaj  dowódcy,  którzy  razem  z  innymi 
żołnierzami, po różnych perypetiach, zostali w końcu przerzuceni do Polski. 

Dwa dni po klęsce w Rowinach, 4 lutego 1945 roku, obława NKWD rozbiła częściowo 
trzeci oddział Samoobrony pod Komendą „Fakira”. W walce został zabity dowódca. 23 

lutego  tropiony  nieustannie  oddział  pod  nową  komendą  Włodzimierza  Mikucia 
„Jaremy”, został ostatecznie doszczętnie rozbity we wsi Ławże, gmina Turgiele. 

Podobną  tragedię  przeżywały  oddziały  partyzanckie  Okręgu  Nowogródzkiego.  6 
stycznia  część  skoncentrowanych  oddziałów  nowogródzkich  pod  komendą  Czesława 

Stankiewicza „Komara” (wywodzących się ze Zgrupowania „Ragnera”) została rozbita 
w  bitwie  w  rejonie  Wisińczy,  w  Puszczy  Rudnickiej.  Resztki  zgrupowania  zostały 
ponownie  rozbite  na  przełomie  lutego  i  marca.  Także  drugi  oddział  nowogródzki 

poniósł  znaczne  straty  w  walce  z  obławami  NKWD.  M.in.  zgrupowane  w  rejonie 
Puszczy  Nalibockiej  pod  dowództwem  „Krysi”  oddziały  nowogródzkie  zostały  19 

stycznia  zaatakowane  i  częściowo  rozbite  przez  Sowietów.[1]  Kilka  dni  po 
wspomnianej  walce,  21  stycznia,  pod  Kowalkami  zginął  dowódca  oddziału  por.  Jan 
Borysewicz „Krysia”. 

Sowiecki  terror  nie  ominął  także  siatki  konspiracyjnej.  M.in.  8  stycznia  1945  roku 
zatrzymany został ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”. Nowym Komendantem Okręgu 

Wileńskiego  AK  został  niejako  automatycznie  dotychczasowy  szef  sztabu  mjr 
Stanisław Heilman „Wileńczyk”. 

Po  okresie  wzmożonego  terroru,  pod  koniec  stycznia  1945  roku,  władza  sowiecka 
zastosowała  specyficzny  manewr.  Za  pośrednictwem  aresztowanych  wcześniej 

oficerów AK nawiązano kontakt z polskim podziemiem. Sowieci oferowali, w zamian 
za  ujawnienie  struktur,  bezpieczną  ewakuację  na  terytorium  Polski.  Propozycje  te 
jednak  nie  zostały  przyjęte  przez  stronę  polską.  Słusznie  obawiano  się  podstępu 

(manewr ten częściowo powtórzono w marcu w Warszawie, zwabiając w ten sposób w 
pułapkę  przywódców  Polskiego  Państwa  Podziemnego).  Jedynym  sukcesem  strony 
sowieckiej  było  ujawnienie  ostatniego  w  zasadzie  Oddziału  Samoobrony,  pod 

dowództwem  por.  Jana  Lisowskiego  „Korsarza”  (Lisowski  po  ujawnieniu  przebywał 
jeszcze  jakiś  czas  w  Wilnie  a  potem  ślad  po  nim  zaginął,  jego  żołnierze  natomiast 

zostali  deportowani  na  Sybir).  Wobec  tego  Sowieci  uderzyli  po  raz  kolejny.  W 
kwietniu, podczas kolejnej fali represji, aresztowany został mjr Heilman „Wileńczyk”. 
Jego  miejsce  zajął  ppłk  Antoni  Olechnowicz  „Pohorecki”.  Funkcję  Komendanta 

Okręgu  sprawował  do  czerwca  1948  roku.  Olechnowicz  rozpoczął  zakrojoną  na 
szeroką skalę ewakuację struktur konspiracyjnych obu Okręgów. Żołnierze AK weszli 

w  skład  Urzędów  Repatriacyjnych  i  przy  pomocy  wileńskiej  komórki  legalizacyjnej 
rozpoczęto  masowe  przerzucanie  przez  granicę  żołnierzy  obu  Okręgów.  Do  sierpnia 

background image

 

 

1945  roku  udało  się  rozwiązać  większość  oddziałów  partyzanckich  i  zapewnić  im 
bezpieczny transport. 

Także Nowogródczyzna przeżywała kryzys. Komendant Okręgu Nowogródzkiego kpt. 
dypl. Stanisław Sędziak „Warta” funkcję swoją sprawował do końca 1944 roku. Potem 
przeniósł  się  na  terytorium  Polski  centralnej,  gdzie  z  czasem  zaangażował  się  w 

działalność  organizacji  WiN.  Od  stycznia  1945  roku  p.o.  Komendanta  Okręgu 
Nowogródzkiego  AK  został  por.  Jan  Skorb  ps.  „Boryna”.  Natomiast  od  marca  1945 

roku  p.o.  Komendanta  Okręgu  Nowogródzkiego  AK  został  Ludwik  Nienartowicz  ps. 
„Miedzianka”, „Mazepa”. Aresztowany  został przez NKGB 15 sierpnia 1945 roku. Po 
tym okresie w zasadzie struktura akowska na tych terenach przestała istnieć. 

Tylko niektóre oddziały – te, do których nie dotarł rozkaz ewakuacji, bądź które nie 
zamierzały opuścić Wileńszczyzny czy Nowogródczyzny ze względów pryncypialnych 

(dom,  rodzina)  –  działały  dłużej.  Jednym  z  najdłużej  walczących  był  oddział  pod 
dowództwem  por.  Aleksandra  Radziwonika  ps.  „Olech”.  Jego  bazą  była  Ziemia 

Lidzka. Dowodzenie oddziałem przejął latem 1945 roku, kiedy poległ dotychczasowy 
dowódca  Jan  Urbanowicz  „Laluś”.  Oddział  „Olecha”  został  rozbity  dopiero  w  1949 
roku,  kiedy  to  w  maju  w  potyczce  pod  Rokowszczyzną  koło  Wasiliszek  (pow. 

Szczuczyn) zginął dowódca wraz z 8 żołnierzami. 

W  sierpniu  1945  roku  ostatnia  wielka  fala  terroru  doprowadziła  do  rozbicia  resztek 

organizacji  podziemnej.  Jednak  zdecydowana  większość  żołnierzy  i  oficerów  obu 
Okręgów  znajdowała  się  już  wtedy  na  terytorium  Polski  centralnej.  Tam  też  zostały 
odtworzone struktury Okręgu Wileńskiego AK. Podjęła działalność Komenda Okręgu, 

nawiązując kontakt z Naczelnym Wodzem i bezpośrednio się mu podporządkowując. 
Do lipca 1948 roku prowadziła działalność w trzech kierunkach: 

-  samopomocy  –  ułatwienie  podjęcia  nowego  życia  konspiratorom  i  partyzantom 
poprzez  wydawanie  dokumentów  masowo  produkowanych  przez  wileńską  komórkę 

legalizacji, udzielanie zapomóg finansowych i ułatwianie podjęcia pracy; 

-  mobilizacyjną  –  poprzez  stworzenie  szkieletowej  siatki,  która  w  razie  otrzymania 

odpowiednich  poleceń  była  w  stanie  odtworzyć  patrole  dywersyjne  lub  oddziały 
zbrojne na własnym terenie; 

-  wywiadowczą  –  prowadzenie  szeroko  zakrojonej  działalności  informacyjno-
wywiadowczej na Rzecz Rządu Polskiego w Londynie. 

W  lipcu  1948  roku  siatka  Okręgu  została  ostatecznie  rozbita  wskutek 
przeprowadzonej przez MBP w całej Polsce „Akcji X”. W jej wyniku aresztowano kilka 

tysięcy  osób.  Zgodnie  z  wytycznymi  MBP  („Repatriacja  wileńska  wg  naszej 
klasyfikacji jest OŚRODKIEM NIEBEZPIECZNYM”) aresztowano wszystkich wilnian 
podejrzewanych tylko o kontakty, nawet towarzyskie czy rodzinne, z siatką Okręgu. 

To  zainteresowanie  środowiskiem  wileńskim  nie  zakończyło  się  w  latach  40-tych. 

Kolejne  większe  akcje,  mające  na  celu  penetrację  środowiska  wileńskiej  AK,  SB 
podejmowało w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych. 

[1]  Z  kotła  wyrwał  się  wówczas  m.in.  por.  Lech  Beynar  wraz  z  4  oficerami  i  17 
partyzantami.  Nie  widząc  sensu  dalszej  walki  w  terenie  całkowicie,  jak  się  im 

background image

 

 

wydawało,  opanowanym  przez  NKWD,  oddział  ten  ruszył  na  zachód.  Rozbrojony 
został  jednak  wkrótce  na  terytorium  Białostocczyzny  przez  Rosjan.  Por.  Beynar 
wcielony  został  w  efekcie  do  Armii  Berlinga.  Wkrótce  zdezerterował,  trafiając 

ostatecznie do V Brygady mjr „Łupaszki" na Białostocczyźnie. 

 

http://www.klub-
generalagrota.pl/portal/kg/38/658/Okregi_AK_Wilenski_i_Nowogrodzki_po_1944_roku_Zarys_probl
emu.html