background image

Płk dypl. Stanisław Szot, ps. "Kot"

ZE WSPOMNIEŃ OFICERA GL i AL 

 Robotniczo-Chłopska Organizacja Bojowa w Lubelskiem

W Zakrzówku w pow. kraśnickim powstała na początku okupacji szkoła spółdzielcza, do której i ja 
uczęszczałem.   Ogółem   chodziło   do   tej   szkoły   około   70   osób,   przeważnie   synów   małorolnych 
chłopów.   Wokół   spółdzielczości   skupiało   się   wtedy   wielu   przedwojennych   radykalnych 
"wiciowców", a także członków KPP i KZMP.
Szkoła   w   Zakrzówku,   dzięki   panującej   atmosferze   i   pracy   wychowawczej   prowadzonej   przez 
wykładowców, a głównie przez dyrektora Pawła Chodaja, znanego działacza ruchu ludowego, stała 
się z czasem kuźnią kadr przyszłego lewicowego ruchu podziemnego. Słuchacze żywo interesowali 
się polityką, dyskutowali żarliwie o wszystkich sprawach dotyczących zarówno walki z Niemcami, 
jak i przyszłych problemów wewnętrznych wyzwolonej Polski. Często w świetlicy szkoły i poza 
szkołą wygłaszane były referaty polityczne.
W   dyskusji   wyróżniał   się   Michał   Wójtowicz   jako   człowiek   inteligentny,   mądry,   odważny   w 
myśleniu. We wszystkich podstawowych sprawach zajmował stanowisko radykalne, proradzieckie, 
prokomunistyczne,   antyniemieckie   i   antyfaszystowskie.   Zaprzyjaźniłem   się   z   nim   serdecznie. 
Zbliżyło się do nas również kilku innych kolegów, jak Frąc, Sciborek, Studziński. W ten sposób 
powstało   w   szkole   grono   ludzi,   których   łączyła   przyjaźń   oparta   na   wspólnych,   radykalnych 
poglądach.
Szukaliśmy   organizacji   podziemnej.   Docierała   do   nas   prasa   podziemna   BCh,   ZWZ,   nawet 
"Szaniec". Dzięki temu mogliśmy się zorientować w charakterze i ideologii tych organizacji. Nie 
odpowiadały   nam   one.   Uważaliśmy   je   za   reakcyjne,   zwłaszcza   NOW   i   ZWZ.   Od   "Rocha" 
odpychała nas jego uległość wobec rządu emigracyjnego, który uważaliśmy za rząd burżuazji i 
obszarników. Pocieszaliśmy się, że chyba jest gdzieś organizacja lewicowa, z którą w końcu uda się 
nam nawiązać kontakt.
W   1941   r.,   po   napadzie   Niemiec   hitlerowskich   na   ZSRR,   szkoła   nasza   została   rozwiązana. 
Wójtowicz, jeszcze kilku słuchaczy i ja rozpoczęliśmy pracę w "Społem" w Kraśniku. Funkcję 
sekretarza   okręgowej   rady   "Społem"   w   Kraśniku   pełnił   Aleksander   Szymański,   o   którym 
dowiedzieliśmy się, że był znanym działaczem KPP. Sądziliśmy, że na pewno ma kontakt z jakimiś 
organizacjami lewicowymi. Nikt jednak z nas nie znał Szymańskiego osobiście, tzn. nikt z nas nie 
znał go dostatecznie blisko. Mimo to udaliśmy się do niego i powiedzieliśmy mu otwarcie, po co 
przychodzimy, wyraziliśmy opinię, iż należy rozpocząć działalność konspiracyjną i że takie są 
dążenia ludzi. Pierwsza rozmowa z Szymańskim nie dała wyników: mówił nam, że on nie ma 
żadnych kontaktów i że trudno mu jest samemu coś robić. Dopiero podczas drugiego spotkania 
zgodził   się   na   utworzenie   organizacji.   Już   wspólnie   zastanawialiśmy   się   nad   nazwą.  Wszyscy 
byliśmy zgodni co do tego, by dla naszej organizacji nie używać nazwy "komunistyczna".
W końcu lipca lub na początku sierpnia 1941 r. wybrano 3-osobowy komitet organizacyjny, do 
którego  weszli  Wójtowicz,  Szymański  i  ja. Organizacji  nadaliśmy  nazwę  Robotniczo-Chłopska 
Organizacja   Bojowa.   Na  sekretarza   wybraliśmy  M. Wójtowicza.  Al.  Szymański   miał   kierować 
pracą propagandową oraz prasą. Mnie przypadły sprawy finansów i kolportażu.
Organizacja stawiała sobie następujące cele i zadania: skupienie robotników, chłopów i inteligencji 
do   walki   z   okupantem   o   niepodległość   Polski,   o   wprowadzenie   ustroju   demokratycznego   w 

background image

wyzwolonej   Polsce,   rozparcelowanie   majątków,   rozdanie   chłopom   ziemi,   upaństwowienie 
przemysłu, udostępnienie oświaty dla wszystkich.
Postaraliśmy   się   o   pieniądze   i   kupiliśmy   radio,   które   zainstalowaliśmy   w   piwnicy   magazynu 
"Społem" w Kraśniku. Na podstawie wiadomości radiowych pisaliśmy komunikaty, które następnie 
drukowano w wydawanej przez nas gazetce; redaktorem był Al. Szymański.
Z braku środków finansowych zarówno gazetkę, jak i odezwy nawołujące społeczeństwo do walki z 
okupantem wydawaliśmy w małej ilości i z wielkim trudem, gdyż nie mieliśmy ani maszyny do 
pisania, ani powielacza, ani papieru, woskówek, ani farby. Korzystaliśmy ukradkiem po godzinach 
urzędowania w "Społem" ze spółdzielczego sprzętu i papieru. W ten sposób organizacja dawała 
znak życia, nie zapewniało to jednak możliwości prowadzenia systematycznej pracy.
Każdy z nas obrał sobie pseudonim: Wójtowicz - "Zygmunt", Szymański - "Ali", ja - "Kot". Poza 
funkcjami,   jakie   sobie   wyznaczyliśmy   w   charakterze   członków   tymczasowego   komitetu 
organizacyjnego, każdy z nas miał za zadanie werbować nowych ludzi. Było to zadanie trudne, 
dlatego że działały już wtedy inne organizacje podziemne, jak ZWZ i NOW, które w poważnej 
mierze utrudniały nam pracę. Poza tym program RChOB był ludziom nie znany, nie mieliśmy 
bowiem masowych wydawnictw. Nasz werbunek musiał więc mieć charakter indywidualny. Pod 
tym względem byliśmy w dogodnej sytuacji; wszyscy trzej pochodziliśmy z tych stron, mieliśmy 
dużo osobistych znajomości, a ponadto silne oparcie w aktywie spółdzielczym "Społem".
Al. Szymański - "Ali" jako sekretarz rady okręgowej "Społem" bardzo często wyjeżdżał w teren. 
Był  to człowiek niezwykle inteligentny,  wykształcony,  ukończył  Akademię  Nauk Politycznych, 
czynny był do 1938 r. w KPP, przy tym osobiste cechy charakteru zjednywały mu powszechną 
sympatię.   Urodzony  w   1902   r.,   miał   więc   ok.   40   lat,   zarówno   wiedzą,   jak   i   doświadczeniem 
górował nad nami. Ale prostota, serdeczność, bezpośredniość w obejściu, dar przekonywania i 
sposób bycia, nie wyróżniający go od ludzi wsi, sprawiały, że cieszył się on dużym autorytetem nie 
tylko w  swojej wsi rodzinnej Rzeczycy,  ale we wszystkich innych, dokąd jeździł organizować 
spółdzielczość "Społem", a jednocześnie prowadzić agitację i werbunek do naszej organizacji. O 
tym,  jak  wielki  był   autorytet   Szymańskiego,  świadczy sytuacja  w  jego  wsi  rodzinnej. Wieś   ta 
prawie w całości wstąpiła do naszej organizacji, a w okresie późniejszym znajdowała się tu siedziba 
komitetu obwodowego PPR.
Wspaniałym   organizatorem   i   agitatorem   był   także   Michał   Wójtowicz,   o   13   lat   młodszy   od 
Szymańskiego.   Jak   już   pisałem,   wywodziliśmy   się   wszyscy   z   tych   samych   stron.   Wójtowicz 
pochodził z kolonii Góra w gminie Zakrzówek, gdzie jego ojciec miał małe gospodarstwo rolne. 
Bardzo   wcześnie   wstąpił   Michał   do  "Wici",   później   działał   w   szeregach   KZMP. Też   miał   dar 
zjednywania   sobie   ludzi,   zwłaszcza   młodzieży.   Utrzymywał   bardzo   liczne   kontakty   z   b. 
"wiciowcami", ludowcami, kazetempowcami. Ludzie darzyli go bezgranicznym zaufaniem, co w 
czasach   okupacyjnych   miało   ogromne   znaczenie.   Kilkudziesięciu   chłopów   z   gmin   Zakrzówek, 
Kraśnik, Brzozówka wstąpiło za jego pośrednictwem do naszej organizacji, m.in. wielu takich, 
którzy uprzednio byli w ZWZ i BCh.
Osobiście miałem liczne  kontakty w gminach Annopol oraz Kosin i stamtąd  zwerbowałem do 
RChOB sporą liczbę członków, zwłaszcza z Grabówki, Świeciechowa, Ludmiłówki i Opoki.
Po   miesiącu   intensywnej   pracy  werbunkowej   odbyła   się   narada,   na   której   każdy   z   nas   złożył 
sprawozdanie z pracy organizacyjnej. Jak się okazało, tkwiliśmy już jako organizacja w siedmiu 
gminach. Wobec tego postanowiliśmy zwołać konferencję aktywu powiatowego. Odbyła się ona 
28.8.1941 r. w Kraśniku przy ul. Zaklikowskiej w domu Biega j o we j (zamordowanej przez 
Niemców w 1943 r.).
Na   pierwszej   tej   konferencji   obecni   byli   m.in.:   Jan   Ziętek,   Aleksander   Szymański,   Michał 
Wójtowicz, Wyganowska (z gminy Dzierzykowice), Jan Pytel (z gminy Kosin), Cyran (z gminy 
Annopol), Walenty Kupiec (z gminy Trzydnik, w 1943 r. został zamordowany przez NSZ).

background image

Referat   programowy   o   celach   i   zadaniach   RChOB   wygłosił   na   tej   pierwszej   konferencji  AL 
Szymański, o sprawach organizacyjnych mówił M. Wójtowicz. Później wywiązała się dyskusja. 
Postanowiliśmy   przystąpić   do   tworzenia   komitetów   gminnych   i   kół   RChOB   oraz   zbierania   i 
czyszczenia broni, ułatwiania jeńcom radzieckim ucieczek z obozów śmierci i nawoływania do 
nieoddawania   Niemcom   kontyngentów.   Rozważano   także   możliwość   tworzenia   oddziałów 
partyzanckich.
Do   najtrudniejszych   spraw   należało   zdobywanie   broni,   tak   przecież   potrzebnej   do   rozpoczęcia 
działań zbrojnych przeciwko okupantowi. Na zakup broni nie mieliśmy środków finansowych, a 
wtedy można ją było nabyć tu i ówdzie. Dobrowolne składki i ofiary nie mogły pokryć wciąż 
rosnących potrzeb. Sprawy finansowe należały do mojego "resortu". Trzeba było sięgnąć do kas 
okupanta.   Nie   była   to   sprawa   łatwa,   jeśli   uwzględnimy   fakt,   że   nie   mieliśmy   jeszcze   wtedy 
oddziałów zbrojnych, przy których pomocy moglibyśmy dokonać "eksów". Postanowiliśmy więc 
zdobywać   pieniądze   w   inny   sposób.   Pracowałem   wówczas   w   magazynie   nr   4   w   Kraśniku. 
Znajdował się on na parterze budynku, na piętrze zaś mieściły się niemieckie magazyny zbożowe. 
Zboże pochodziło z kontyngentów. Porozumiałem się z dwoma robotnikami, którzy tam pracowali, 
dorobiliśmy do magazynów klucze i wynosiliśmy stamtąd systematycznie zboże. W ciągu roku 
zabraliśmy ok. 250 t. Czynność tę "zmechanizowaliśmy": zboże spuszczaliśmy rurami na parter, do 
pomieszczeń, w których pracowałem, tam zsypywaliśmy je do worków, a następnie sprzedawaliśmy 
na wolnym rynku ludności polskiej po zniżonej cenie.
Była to akcja bardzo niebezpieczna, gdyż zsypywanie zboża trwało za każdym razem bardzo długo 
i mogło być zauważone przez pilnujących magazyny Niemców. Niebezpieczne było też wywożenie 
i sprzedaż. Mimo to organizacja nasza uzyskała z tej akcji około pół miliona zł. Była to już solidna 
podstawa   finansowa   dla   naszej   pracy.   Znacznie   też   rozszerzyliśmy   działalność   wydawniczą; 
odezwy i pisma docierały masowo na wieś, popularyzując nasze hasła i czyniąc RChOB coraz 
bliższą   i   coraz   bardziej   znaną   ludności.   Głoszone   przez   nas   hasła   znalazły   silny   oddźwięk   w 
społeczeństwie. W ciągu zaledwie pięciu miesięcy od chwili utworzenia RChOB liczyła już ok. 
tysiąca członków. Nawiązaliśmy kontakty w pow. puławskim, krasnostawskim, w Lublinie i w pow. 
lubelskim, gdzie powstały liczne komórki naszej organizacji. W listopadzie skontaktowaliśmy się z 
działaczami robotniczymi w Warszawie.
Na zakończenie tej garstki wspomnień o RChOB pragnę podać nazwiska 9 sekretarzy komitetów 
gminnych RChOB pow. kraśnickiego. Byli to: w gminie Annopol (siedzibą komitetu gminnego była 
Grabówka)   -   Jan   Ziętek   -   "Murzyn".   W   gminie   Dzierzykowice   (siedziba   komitetu   była   w 
Ludmiłówce) - Wyganowska. W gminie Kosin (siedziba komitetu w Opoce Dużej) - Jan Pytel. W 
gminie Trzydnik - Wacław Czyżewski, Tadeusz Szymański. W gminie Zakrzówek - Studziński. W 
gminie   Janów   -   Czesław   Kulpa.   W   gminie   Brzozówka   -   Józef   Surma.   W   gminie   Urzędów   - 
Grochulski - "Sokół". W gminie Jarocin - Anna Pelc - "Rena".
Referat   programowy   o   celach   i   zadaniach   RChOB   wygłosił   na   tej   pierwszej   konferencji  Al. 
Szymański, o sprawach organizacyjnych mówił M. Wójtowicz. Później wywiązała się dyskusja. 
Postanowiliśmy   przystąpić   do   tworzenia   komitetów   gminnych   i   kół   RChOB   oraz   zbierania   i 
czyszczenia broni, ułatwiania jeńcom radzieckim ucieczek z obozów śmierci i nawoływania do 
nieoddawania   Niemcom   kontyngentów.   Rozważano   także   możliwość   tworzenia   oddziałów 
partyzanckich.

Powstanie Polskiej Partii Robotniczej na Lubelszczyźnie

Na początku stycznia 1942 r. dowiedzieliśmy się, że w Warszawie powstała organizacja pod nazwą 
Polska Partia Robotnicza. Nie znając programu ani kierownictwa tej partii, obawialiśmy się, że jest 
to jedna z organizacji sanacyjnych pod zamaskowaną nazwą. Jednakże zdecydowaliśmy się na 
nawiązanie kontaktów, po uprzednim zebraniu informacji o tej partii.

background image

Po kilku dniach Szymańskiemu udało się skontaktować z przedstawicielami PPR w Warszawie. Ale 
po tym pierwszym spotkaniu nie zgodziliśmy się jeszcze na połączenie.
W   tym   czasie   podziemna   prasa   sanacyjna   zamieściła   artykuł   o   powstaniu   PPR.   Wyczuliśmy 
nienawiść, jaką pałała do PPR. Wywnioskowaliśmy stąd, że PPR jest organizacją antyfaszystowską 
i antysanacyjną, a więc taką, jaka nam odpowiadała.
Po   ponownym   skontaktowaniu   się   z   PPR   przyjechał   do   nas   przedstawiciel   KC,   Włodzimierz 
Dąbrowski ("Wujek"), z którym odbyliśmy posiedzenie komitetu organizacyjnego RChOB (obecni: 
Szymański, Wójtowicz i ja). "Wujek" przedstawił nam program partii, po czym, po ożywionej 
dyskusji,   postanowiliśmy   połączyć   się   z   PPR.   Na   tym   posiedzeniu   Michał   Wójtowicz   został 
mianowany   sekretarzem   komitetu   okręgowego,   Aleksander   Szymański   członkiem   komitetu   i 
redaktorem prasy podziemnej, ja natomiast członkiem komitetu okręgowego, pełniącym funkcję 
skarbnika.   Równocześnie   nakreśliliśmy   plan   pracy   na   najbliższy   okres.   Przede   wszystkim 
postanowiono skompletować skład komitetu wojewódzkiego i powołać w terenie komitety partyjne. 
Wydaliśmy specjalną odezwę o naszym wejściu w skład partii.
Członkowie RChOB fakt połączenia się z PPR przyjęli entuzjastycznie i z zapałem przystąpili do 
dalszej pracy. RChOB po swym akcesie do partii stała się fundamentem PPR na Lubelszczyźnie.
W   kwietniu   1942   r.   ktoś   doniósł   do   gestapo,   że   Al.   Szymański   należy   do   konspiracji. 
Dowiedzieliśmy się o tym w porę i Szymański wspólnie z Wójtowiczem zrezygnowali z pracy w 
"Społem".   Pierwszy   z   nich   przeniósł   się   do   Trzydnika   i   tam   prowadził   działalność   partyjną, 
Wójtowicz natomiast wyjechał do Lublina, skąd kierował całokształtem pracy w województwie.
Na początku 1942 r. w Lublinie powstał komitet miejski PPR, w którego skład weszli: Tadeusz 
Wiśniewski,   Stanisław  Wcisło,   Ziętkowa   ("Siwa"),   Paweł   Dąbek,   Bogdan   Parczyński.   Komitet 
powiatowy  w   Lubartowie   tworzyli:  Tomasiak,   Niecko   i   inni.  W  tym   samym   okresie   powstały 
komitety w Puławach i Kraśniku, na czele z sekretarzem Grochulskim ("Sokół"), później Janem 
Czarneckim i innymi.
Tymczasem   "Zygmunt"   nawiązał   kontakt   z   samodzielną   Bojową   Organizacją   Ludową   w   pow. 
włodawskim. Na czele tej organizacji, która później w całości weszła do PPR, stał Kazimierz Sidor. 
Wówczas we Włodawskiem powstał komitet powiatowy PPR, którego sekretarzem był Kazimierz 
Tkaczyk ("Twardy").
Praca partyjna na Lubelszczyźnie w 1942 r. była bardzo ciężka z powodu braku aktywu. Większość 
dawnych działaczy KPP znalazła się w Związku Radzieckim, na miejscu pozostała tylko niewielka 
grupa. Dlatego też, budując partię, opieraliśmy się na nowym aktywie, z którego w większości 
składały się komitety powiatowe, gminne i gromadzkie.
Poważne utrudnienia w pracy sprawiały nam organizacje sanacyjne, które prowadziły oszczerczą 
kampanię   przeciw   PPR,   dekonspirując   naszych   działaczy,   a   często   wskazując   ich   Niemcom. 
Nastąpił okres silnego terroru, czego najlepszym dowodem było zorganizowanie obozu śmierci w 
Majdanku.
Pod koniec 1942 r., na skutek donosu b. kapepowca Zbiczaka (schwytany przez Niemców, załamał 
się   i   zgodził   się   na   współpracę   z   nimi),   zostali   aresztowani   wszyscy   członkowie   komitetu 
miejskiego w Lublinie wraz z kilkoma najlepszymi aktywistami, m.in. dowódcą okręgu lubelskiego 
GL, Pawłem Dąbkiem, i dowódcą GL na pow. lubelski, Stanisławem Stecem. Mimo okropnych 
tortur nie wyjawili jednak tajemnic partyjnych.
Z więzienia w Zamku Lubelskim Paweł Dąbek został przeniesiony na Majdanek. W strasznych 
warunkach, jakie panowały w obozie, nawiązał kontakty i utworzył tajną organizację, która miała 
na   celu   przygotowanie   ucieczki   więźniów.   Projektowano   zbrojny   napad   z   zewnątrz   w   celu 
uwolnienia więźniów, jednakże akcja ta nie doszła do skutku.
Dopiero w 1944 r. Dąbek wraz z kilkoma towarzyszami uciekł z obozu i natychmiast przystąpił do 
pracy partyjnej na terenie pow. lubelskiego.

background image

Na skutek aresztowań czołowych działaczy z Lublina miejscowa organizacja partyjna znacznie 
osłabła.   W   pow.   kraśnickim,   puławskim,   włodawskim   i   lubartowskim   rozwijała   się   natomiast 
pomyślnie. Najlepszym tego  dowodem były nowe komitety gminne,  gromadzkie oraz  poparcie 
ludności dla PPR. W późniejszym okresie powstały w tych powiatach komitety okręgowe PPR, 
dowództwa okręgów GL i AL. Powiaty te były bazą oddziałów partyzanckich GL i AL, które swoją 
bojowością i poświęceniem promieniowały na inne tereny województwa.
W grudniu 1942 r. porzuciłem pracę w "Społem" w Kraśniku, poświęcając się wyłącznie pracy 
partyjnej. Wójtowicz ze stanowiska sekretarza obwodowego został przeniesiony na komendanta 
obwodowego GL. Na jego miejsce przyszedł, skierowany przez KC PPR, Hilary Chełchowski. Po 
kilku miesiącach przyjechał, delegowany przez KC PPR, Jan Sławiński ("Tyfus"), który w 1943 r. 
objął stanowisko sekretarza obwodowego, Chełchowski został odwołany do Warszawy.
W styczniu 1943 r. w Lublinie przy ul. Żelaznej w domu Stanisława Wcisły ("Adam") odbyło się 
posiedzenie komitetu obwodowego PPR, na którym byli obecni: Chełchowski, Sidor, Wcisło, "Irka" 
i ja. Po zreferowaniu sytuacji politycznej przez Chełchowskiego i sprawozdaniach poszczególnych 
członków   komitetu   postanowiono   powołać   organizacje   partyjne   w   tych   powiatach   naszego 
województwa, gdzie ich jeszcze nie było. Sprawa dotarcia do nich nie była łatwa. Dla wzmocnienia 
pionu wojskowego Sidor z komitetu obwodowego został przeniesiony do pracy wojskowej, a na 
jego   miejsce   dokooptowano   Wcisłę.   W   rezultacie   komitet   składał   się   z   Chełchowskiego   - 
sekretarza,   Wcisły   -   technika,   i   mnie   jako   skarbnika.   W   nowym   podziale   pracy   zostałem 
odpowiedzialny za utworzenie komórek partyjnych i kierowanie nimi w powiatach południowych, 
Chełchowski w północnych, a Wcisło za zorganizowanie pracy w Lublinie oraz utrzymywanie 
kontaktów z Warszawą.
W lutym 1943 r. wyjechałem do pow. krasnostawskiego, gdzie nawiązałem łączność z Jureckim 
(członek b. KPP) ze wsi Baraki, Stanisławem Lisikiem i jego bratem Antonim z Żabna w gm. 
Turobin, b. członkami KPP, oraz Jurkiem, b. członkiem KPP, zamieszkałym w Krasnymstawie. Po 
kilku   rozmowach   i   dostarczeniu   im   prasy   partyjnej   -   "Trybuny   Wolności",   "Gwardzisty" 
zdecydowali się na wstąpienie do partii. Oni to utworzyli pierwszy komitet powiatowy, w którego 
skład   weszli:   Lisik   ("Chwetko")   -   sekretarz,   Jurek   i   Komsa   ze   wsi   Huta   Turobińska.   Za 
pośrednictwem   komitetu   udało   mi   się   -nawiązać   bliższe   kontakty   z   powiatami:   chełmskim, 
zamojskim i hrubieszowskim.
W   skład   komitetu   w   Chełmie   wchodzili:   Konstanty   Krasowski   ("Wojno")   -   sekretarz,  Aleksy 
Filipczuk ("Leon") (obaj członkowie b. KPP). Sekretarzem w samym Zamościu był Józef Małysz 
("Marek"),   zaś   na   powiat   hrubieszowski   Feliks   Kozak,   b.   okręgowiec   KPZU.   Aktyw   z 
wymienionych powiatów rekrutował się w większości z członków b. KPP.  Działacze ci wysuwali 
sprawę tworzenia KPP, a nie PPR. Ale mimo to udało mi się dość szybko wciągnąć ich do naszej 
organizacji. W tym samym okresie utworzono komitet na pow. lubelski, którego sekretarzem został 
Pawłowski, a w 1943 r. pracował z komitet powiatowy w Biłgoraju.

Rozwój partii w 1943 r.

Organizacja partyjna w 1943 r. rozwijała się szybko, ogarniając swym zasięgiem coraz więcej 
powiatów. Niemcy tymczasem stosowali silny terror, paląc wsie, mordując oraz wysiedlając ludzi z 
powiatów:   zamojskiego,   hrubieszowskiego   i   częściowo   biłgorajskiego;   wywozili   zupełnie 
niewinnych ludzi do obozów śmierci lub na przymusowe roboty do Rzeszy. W tym gorącym okresie 
został aresztowany w Lublinie Wcisło wraz z żoną i kilkoma towarzyszami, a następnie zesłany na 
Majdanek,   gdzie   w   krótkim   czasie   zginął.   Podobnie   działo   się   w   innych   miejscowościach.  W 
Ludmiłówce, pow. kraśnicki, zostaje aresztowana Wyganowska, w gminie Grabówka   - "Kozak" 
(zamordowany w Majdanku).

background image

W związku z rozwojem partii i GL wysunęło się zagadnienie usprawnienia pracy. W tym celu 
województwo zostało podzielone na 3 okręgi i zorganizowano komitety okręgowe.
Okręg 4, tzw. północny, obejmował powiaty: włodawski, lubartowski, radzyński, m. Lublin, część 
pow. puławskiego.
Okręg   5,   tzw.   południowy   -   powiaty:   kraśnicki,   część   puławskiego   i   chełmskiego,   lubelski, 
krasnostawski, zamojski, hrubieszowski, biłgorajski i tomaszowski.
Okręg 6 - pow. siedlecki, łukowski, bielski i jeszcze kilka powiatów z woj. warszawskiego.
Sekretarzem okręgu 4 był Kwiatek - poległ w walce z Niemcami w 1943 r. po jego śmierci został 
wyznaczony na to stanowisko Bonat ("Szymon", zginął w lipcu 1944 r.). Skład komitetu okręgu 5 
był następujący: sekretarz Wacław Czyżewski ("Im"), członkowie - Szymański ("Ali"), Jan Pytel 
("Leon"), Jan Ziętek ("Murzyn") i Wach ("Mewa").
W  1944   r.   na   miejsce   Czyżewskiego,   który  został   przeniesiony   do   pracy  wojskowej,   przyszła 
Wacława Marek ("Pola"), która została zamordowana przez Niemców już w czasie wyzwalania 
Lubelszczyzny przez Armię Radziecką.
Najsłabsza była organizacja partyjna w okręgu siedleckim, gdzie miały duże wpływy ugrupowania 
związane z rządem emigracyjnym. W późniejszym czasie okręg ten został przyłączony do obwodu 
warszawskiego.
Ponieważ   okręg   5   był   największy   pod   względem   obszaru,   został   podzielony   na   podokręgi,   w 
których   skład   weszły   powiaty:   hrubieszowski,   chełmski,   zamojski   i   część   krasnostawskiego. 
Sekretarzem podokręgu został mianowany Feliks Kozak ("X"), skarbnikiem - Aleksy Filipczuk 
("Leon"),   technikiem   -   Michał   Dawidiuk   ("Jałowiecki").   Wszyscy   należeli   dawniej   do   KPP   i 
ograniczali  się   wyłącznie   do  działalności   wśród  wąskiego  grona   swoich   przyjaciół.  Z   tego  też 
powodu w lutym 1944 r. komitet uległ reorganizacji. Na sekretarza podokręgu został wytypowany 
"Andrzej",   dawny   członek   KPP,   który   dał   się   poznać   jako   towarzysz   dobrze   wyrobiony  
politycznie   i   oddany   sprawie partii. W 1944 r. został zamordowany przez bandy reakcyjne.
W okręgu 5 zostały zorganizowane w większości gmin i gromad komitety gminne, gromadzkie, a w 
miastach   fabryczne   i   koła   partyjne.   Zadaniem   komitetów   i   kół   było   kształtowanie   poglądów 
społeczeństwa,   podtrzymywanie   go   na   duchu,   zaszczepianie   mu   nastrojów   bojowych   oraz 
mobilizowanie wokół PPR do walki.
Lata 1943 i 1944 przeszły pod znakiem masowego werbunku do partii. Biorąc pod uwagę skład 
socjalny   jej   członków,   bezwarunkową   większość   stanowili   chłopi,   bo   ok.   70%,   robotnicy   i 
rzemieślnicy - 25%, inteligencja pracująca - 5%.
Najsilniejsze   organizacje   były   w   powiatach:   kraśnickim,   krasnostawskim,   puławskim, 
lubartowskim, włodawskim; słabsze  - w biłgorajskim i hrubieszowskim.
 
Kolportaż prasy

Wielką rolę w uświadomieniu członków partii i mas odgrywała prasa partyjna. Dlatego też komitet 
obwodowy kładł duży nacisk na jak największy nakład prasy i sprawną organizację kolportażu. 
Prasę przewozili specjalni kolporterzy lub przychodziła ona pocztą na fikcyjne nazwiska. Zdarzały 
się wypadki niedocierania prasy na miejsce przeznaczenia z powodu aresztowania kolportera bądź 
też zatrzymania przesyłki na poczcie. W pierwszym etapie działalności partii docierało do nas 
niewiele   prasy   centralnej,   ale   już   w   okresie   późniejszym   stopniowo   ilość   jej   się   zwiększała. 
Jednakże w dalszym ciągu ilość otrzymywanej prasy centralnej była niewystarczająca. Powstała 
więc   konieczność   wydawania   prasy  miejscowej.  Tzw.   technika   mieściła   się   w   okręgu   4,   pow. 
włodawski, we wsi Rudka. Jedynym sprzętem redakcji była maszyna do pisania i powielacz. W 

background image

okręgu 5 "technika" składała się z 5 maszyn do pisania różnego typu i kilku powielaczy zabranych z 
niemieckich urzędów, a zespół redakcyjny z 7 osób. Redaktorem gazety był Al. Szymański, dlatego 
też   prasa   stała   na   odpowiednim   poziomie.   Kierownikiem   technicznym   był   Edward   Szymański 
("Krakus"),   młody,   zdolny,   inteligentny,   szczerze   oddany   partii   (zginął   w   1944   r.   w   walce   z 
Niemcami  w lasach Lipskich). Ostatnie locum drukarni mieściło się we wsi Rzeczyca w pow. 
kraśnickim. Wydawaliśmy miejscową gazetę partyjną i wojskową - "Żołnierz Lubelszczyzny", oraz 
odezwy i komunikaty radiowe. Największy nakład wydawnictw nie przekraczał liczby 5 tys. egz. 
miesięcznie.   W   1944   r.   zaczęły   ukazywać   się   w   podokręgu   w   pow.   zamojskim   powielane 
wiadomości   radiowe.   Wówczas   redaktorem   był   "Andrzej",   a   kierownikiem   technicznym 
"Mochejski".
Prasę   kolportowaliśmy   poprzez   zorganizowany   aparat   partyjny   przy   komitetach   powiatowych, 
gminnych, gromadzkich oraz przez oddziały partyzanckie GL i AL.
 
Walki oddziałów GL w 1942 i 1943 roku.

Pierwszym dowódcą lubelskiego obwodu GL został Wójtowicz. W niedługim czasie GL istniała już 
w   powiatach:   kraśnickim,   puławskim,   lubelskim   i   m.   Lublin,   lubartowskim,   włodawskim. 
Równocześnie   utworzono   dowództwa   powiatowe   i   gminne   oraz   powołano:   sekcje,   drużyny, 
plutony, kompanie i bataliony GL. Zaczęto przygotowywać gwardzistów do walki z okupantem 
przez praktyczne i teoretyczne szkolenie. W marcu zorganizowaliśmy niedaleko wsi Studzianek 
oddział partyzancki liczący ok. 25 ludzi, do którego weszło kilku jeńców radzieckich. Żywot tego 
oddziału   był   jednak   krótki.   W   kilka   dni   po   utworzeniu   został   przez   Niemców   rozbity.   Nie 
zraziliśmy się tym niepowodzeniem, przeciwnie, dodało to nam bodźca do nieugiętej walki.
W sierpniu został zorganizowany drugi z kolei oddział GL, liczący zaledwie 7 ludzi, uzbrojonych w 
2 karabiny i jeden pistolet, pod dowództwem Grzegorza Korczyńskiego. W sierpniu w skład tego 
oddziału weszła grupa Antoniego Palenia ("Jastrząb") licząca 11 osób uzbrojonych w karabiny 
ręczne. Grupa ta przed tym dokonała już akcji na areszt w Zaklikowie, gdzie po sterroryzowaniu 
strażnika uwolniła 18 więźniów, w tym kilku skazanych na karę śmierci za posiadanie broni. Po 
przyłączeniu się grupy "Jastrzębia" oddział miał 21 osób.
Pierwszą akcję przeprowadzili partyzanci na st. kol. Rzeczyca, na transport benzyny idący na front 
wschodni. Zdobyto wtedy dwa karabiny. Tejże nocy oddział spalił posterunek granatowej policji w 
Potoku, gdzie zabito jego komendanta. Po akcji oddział odmaszerował do lasów Lipskich. Niemcy, 
powiadomieni o wydarzeniu, urządzili na drodze marszu naszego oddziału zasadzkę w okolicy wsi 
Łysaków. Ukryci przy drodze, otworzyli silny ogień, od którego zginęli najlepsi partyzanci, tacy 
jak: Kuba, "Edek" (dąbrowszczak), a ciężko ranny został "Luby" (Płowaś). Pomimo strat oddział 
nadal przeprowadzał wypady na posterunki policji, urzędy gminne, urządzał zasadzki na Niemców i 
zdrajców.
W tym czasie nowo zorganizowany oddział GL w pow. włodawskim (w lasach Parczewskich) 
dokonał kilku akcji we Włodawskiem i Lubartowskiem. zadając Niemcom dotkliwe straty.
Pod koniec 1942 r. został utworzony nowy oddział partyzancki GL pod dowództwem Konstantego 
Mastalerza   ("Stary"),   b.   kapepowca,   któremu   Niemcy   wymordowali   całą   rodzinę   i   spalili 
zabudowania   gospodarcze.   Bazą   oddziału   były   lasy  Bonieckie   w   pow.   krasnostawskim.   Mimo 
słabego uzbrojenia i niewielkiej    liczebności    oddział    ten    rozbił   5.6.1942   r.   samochód   na  
szosie  Zamość - - Tomaszów, zabijając 2 Niemców, i zdobył ręczną broń.
W lipcu 1942 r. oddział zaatakował ochroną majątku Sarów, pow. krasnostawski, gdzie w jego race 
wpadły m.in. 3 karabiny i 8 granatów. Niebawem też powiększył swój stan liczbowy.
Powstanie pierwszych oddziałów GL na Lubelszczyźnie i ich zbrojne akcje z okupantem odbiły się 
szerokim   echem   wśród   ludności.   Przyjmowała   ona   entuzjastycznie   bohaterskich   partyzantów, 

background image

udzielała im wszelkiej pomocy. Obserwowaliśmy coraz większy napływ ochotników ze wsi i miast. 
Brak broni uniemożliwiał jednak wcielenie ich do GL. Dopiero w miarę rozwoju walki gwardziści 
zdobywali coraz więcej broni, dzięki czemu mogli powiększać swoje szeregi.
Prócz oddziałów partyzanckich GL podstawowa masa jej żołnierzy znajdowała się w garnizonach.
W   1942   r.   jednostki   garnizonowe   były   najliczniej   zorganizowane   w   powiatach:   kraśnickim, 
puławskim, włodawskim, lubartowskim. W maju 1942 r. jednostki garnizonowe, podzielone na 
grupy,   przystąpiły   do   walki   zbrojnej.   I   tak   np.   grupa   wypadowa   ze   wsi   Rzeczyca   dokonała 
pierwszej akcji na mleczarnię we wsi Sulów w gminie Zakrzówek. Mleczarnię zdemolowano, a 
urządzenia zniszczono.
Nowo   powstałe   sekcje   grup   wypadowych   miały   na   celu   niedopuszczanie   do   ściągania 
kontyngentów, kolczykowania bydła, przerywanie linii telefonicznych i likwidowanie szpicli.
W   początkowym   okresie   nie   wszyscy   żołnierze   grup   wypadowych   mieli   broń,   niektórzy   byli 
uzbrojeni jedynie w siekiery lub kije. W miarę zdobywania broni oddziały wypadowe podejmowały 
walkę z policją granatową i niemiecką. Ich akcje przynosiły okupantowi duże straty,   a przede 
wszystkim   dezorganizowały   administrację   -   życie   gospodarcze,   a   w   społeczeństwie   wzniecały 
nastroje bojowe.
Niemcy urządzali masowe obławy na oddziały partyzanckie, organizowali zasadzki, dokonywali 
licznych aresztowań. Terror niemiecki nie zdołał załamać PPR i GL, przeciwnie, wpływy partii 
coraz bardziej umacniały się wśród miejscowej ludności, a oddziały partyzanckie GL na represje 
odpowiadały wzmożonymi akcjami zbrojnymi.
Na przełomie 1942 r. Niemcy rozpoczęli masowe, brutalne wysiedlanie ludności polskiej   z pow. 
hrubieszowskiego   i   zamojskiego.  W  tej   sytuacji  postanowiliśmy  wysłać   oddział   GL  na   tereny 
objęte wysiedleniami w celu mobilizacji   ludności   do   oddziałów  partyzanckich,   by   poprzez   
walkę   przeszkodzić w przeprowadzeniu tej akcji.
Na wiosnę 1943 r.  spadł na GL nowy cios.  Na stacji w Lublinie został aresztowany  przez  gestapo  
Wójtowicz.   Próbował  ratować   się   ucieczką,  lecz kilkoma strzałami zabili go.
Rok 1943 przeszedł pod znakiem wzmożonych walk i rozwoju GL. W okręgu 5 powstały nowe 
oddziały.   Jednym   z   najbardziej   bojowych   był   oddział   "Jastrzębia".   Po   krótkim   okresie   swej 
działalności liczył on już 47 ludzi; uzbrojony był w 8 erkaemów. Sam jego dowódca, "Jastrząb", był 
człowiekiem młodym, bo zaledwie 22-letnim, ale niezwykle odważnym, zahartowanym w ogniu 
walki z Niemcami. Kilkakrotne wypady na hitlerowców kończyły się zwycięsko dla partyzantów. 
W czerwcu oddział uległ reorganizacji. Kpt. "Jastrząb" został przeniesiony do pracy w garnizonie 
na stanowisko komendanta GL na pow. kraśnicki. W dniu 22.10.1943 r., będąc w lasach Lipskich, 
na    inspekcji    oddziałów  "Jastrząb"    natrafił     na obławę  niemiecką.  W   czasie   walki    został 
ciężko ranny i po dwóch dniach zmarł.
W drugiej połowie 1943 r. walka GL stała się bardziej intensywna. Nastąpił też ogromny wzrost 
liczbowy   oddziałów.   Wymagało   to   usprawnienia   pracy   kierownictwa   GL   i   ujęcia   oddziałów 
partyzanckich  w  nowe ramy organizacyjne,  w  związku  z  czym  utworzono  większe  jednostki  i 
bataliony. W okręgu 4 sformowano dwa bataliony. Dowództwo nad jednym objął por. Jan Dadun 
("Janusz"),   z   zawodu   gajowy,   podoficer   WP,   bezpartyjny.   2   batalion   składał   się   z   b.   jeńców 
radzieckich   pod   dowództwem   mjr.   Fiodora   -   oficera   radzieckiego.   Oprócz   tych   batalionów 
zorganizowano   samodzielne   grupy   specjalne   dywersyjno-sabotażowe,   których   celem   było 
wykolejanie pociągów. W okręgu 5 powstało 5 batalionów. Dowództwo 3 batalionu sprawował 
Władysław Skrzypek ("Grzybowski"), syn małorolnego chłopa z Łysakowa w pow. kraśnickim, 
podoficer WP. W 1943 r. przeszedł z ZWZ do GL, przynosząc z sobą broń maszynową i ręczną. 
Cechowało go wielkie poświęcenie dla sprawy i bojowość. Zginął w 1944 r. od kuli eneszetowskiej. 
Batalion   4   został   utworzony  z   jeńców   radzieckich;   dowodził   nim   kpt.   "Lemiszewski"   -   oficer 
radziecki (poległ w czasie walki z Niemcami we wsi Franciszków).

background image

Dowódcą   5   batalionu   był   kpt.   Aleksander   Szymański   ("Bogdan")   z   koi   Trzydnik   w   pow. 
kraśnickim, syn chłopa, podoficer WP. Poległ w ciężkich walkach w 1944 r. w lasach Janowskich.
Najbardziej bojowy był 6 batalion, dowodzony przez Feliksa Kozyrę ("Błyskawica"). Był on synem 
małorolnego   chłopa   ze   wsi   Polichno.   Dzięki   dużej   energii   zaprowadził   w   oddziale   żelazną 
dyscyplinę   i   własną   postawą   dawał   przykład,   jaki   powinien   być   gwardzista.   Okoliczni   chłopi 
widzieli   w   "Błyskawicy"   opiekuna   przed   Niemcami   i   NSZ-owcami,   którzy   barbarzyńsko 
pacyfikowali wsie i terroryzowali ludność. W 1944 r. zginął z rąk NSZ.
Dowódcą 7 batalionu był Edward Gronczewski ("Przepiórka"), a jego zastępcą Bolesław Kowalski 
("Cień"). "Przepiórka" wykazał się wybitnymi zdolnościami    wojskowymi,    wielką    odwagą   i   
bojowością.   W   ogniu   długotrwałej walki z Niemcami wyrósł na doskonałego dowódcę.
Każdy z batalionów liczył przeciętnie 80-140 żołnierzy, rekrutujących się w większości z chłopów i 
robotników.   Najbardziej   nieugięta   w   walce   z   okupantem   okazała   się   młodzież,   która   swoją 
ofiarnością   i   poświęceniem   zdobyła   sobie   przodujące   miejsce   w   historii   wojny   wyzwoleńczej 
narodu.
Dowództwo okręgu 4 i główne siły partyzanckie GL rozlokowane były w lasach Parczewskich. 
Pozostała część oddziałów była rozmieszczona we wszystkich powiatach okręgu. Działaniem swym 
obejmowały   powiaty:   włodawski,   lubartowski,   bielski,   chełmski,   radzyński,   lubelski   i   część 
puławskiego.
Dowództwo  okręgu  5,  główne  siły  oraz  ich   baza   mieściły się  w   lasach   Janowskich,   Lipskich, 
Gościeradowskich i pow. kraśnickim. Terenem działalności partyzantów były powiaty: kraśnicki, 
część puławskiego, lubelski, krasnostawski, biłgorajski, niżański.
W lasach Biłgorajskich, w Puszczy Solskiej stacjonawał oddział im. Tadeusza Kościuszki. Terenem 
jego działalności były powiaty zamojski i biłgorajski.
W   lasach   Bonieckich   w   pow.   krasnostawskim   znajdowała   się   główna   baza   oddziału   GL 
dowodzonego   przez   "Starego".   Działał   on   w   pow.   hrubieszowskim,   częściowo   w   zamojskim, 
krasnostawskim i chełmskim.
Bataliony i oddziały GL nie zawsze operowały zwartymi jednostkami, ich taktyka polegała głównie 
na   przeprowadzaniu   akcji   małymi   grupami,   jak:   sekcja,   drużyna,   ewentualnie   pluton.   W  razie 
organizowania większych wypadów oddziały walczyły całymi batalionami lub mobilizowały do 
pomocy garnizony GL.
W drugiej połowie 1943 r. walka partyzancka przybierała na sile, a szeregi GL z dnia na dzień 
zwiększały się. Rozbrajano posterunki policji granatowej i ochronę majątków ziemskich. Zmusiło 
to   okupanta   do   likwidacji   mniejszych   posterunków   granatowej   policji   i   koncentrowania   ich   w 
większych ośrodkach, głównie w powiatach.
Oddziały   partyzanckie   od   walki   z   administracją   wroga,   granatową   policją,   akcji 
przeciwkontyngentowej   przechodzą   do   bardziej   intensywnych   form   działań   i   atakują   placówki 
niemieckiej   żandarmerii,   oddziały   Wehrmachtu,   a   przede   wszystkim   transport.   Uderzenia   w 
transport wroga, do których przywiązywaliśmy specjalne znaczenie, utrudniał nam brak materiałów 
wybuchowych. Stosowaliśmy środki bardzo prymitywne, jak: rozkręcanie szyn lub podkopy, ale to 
wymagało dłuższego czasu, by osiągnąć pozytywny wynik. Mimo tych trudności oddziały GL od 
1943 r. wykoleiły na Lubelszczyźnie ok. 45 pociągów towarowych i osobowych. Również w walce 
przeciwkontyngentowej i z administracją wroga GL osiągnęła duże sukcesy. W większości gmin 
zniszczono   ewidencję   ludności,   część   urzędów   gminnych   spalono,   zdemolowano   mleczarnie   i 
maszyny do przerabiania mleka, nie dopuszczano do kolczykowania bydła, rozbijano magazyny ze 
zbożem, które w miarę możności rozdawano ludności. W 1943 r. oddziały GL stoczyły kilkadziesiąt 
walk i potyczek z żandarmerią, policją i wojskiem niemieckim. Jedna z większych akcji miała 
miejsce   w   maju.   Dowodził   nią   mjr   Andrzej   Flis   ("Maksym").   Postanowiliśmy   zaatakować 
niemiecki   pociąg   pospieszny   na   trasie   Kraśnik   -   Lublin.   Oddział   nasz   liczył   29   żołnierzy, 

background image

uzbrojonych   w   2   erkaemy,   w   tym   jeden   uszkodzony.   Z   powodu   małej   ilości   materiału 
wybuchowego nie mogliśmy wysadzić torów. W związku z tym postanowiono pociąg zatrzymać. 
Następnie   oddział   nasz   podjął   próbę   opanowania   go   od  wewnątrz.   Kilku   z   nas   wdarło   się   do 
wagonów i po półgodzinnej walce cały pociąg, z wyjątkiem parowozu i węglarki, gdzie ukryło się 
kilkunastu   Niemców,   znajdował   się   w   naszych   rękach.   W   wyniku   walki   zostało   zabitych   27 
oficerów niemieckich i zdobyto broń. Po naszej stronie l gwardzista został ciężko ranny i po dwóch 
dniach zmarł, a dowódca oddziału lekko ranny w rękę. Po akcji jedna drużyna z rannymi wycofała 
się z lasu Kraśnickiego, druga pozostała na miejscu. Niemcy następnego dnia ściągnęli znaczne siły, 
obstawiając nimi lasy, gdzie kwaterowali gwardziści. (Znajdowałem się w tym czasie w pobliskiej 
wsi, odcięty od towarzyszy.) Na noc nieprzyjaciel okopał się i czekał dnia, by przystąpić do obławy. 
W   tej   sytuacji   partyzanci   postanowili   pod   osłoną   nocy   wydostać   się   z   pułapki.   Nad   ranem 
zaatakowali jeden odcinek i z okrzykiem "hurra" zaczęli przedzierać się przez niemieckie okopy. 
Hitlerowcy, uciekając w popłochu, pozostawili znaczne ilości broni i amunicji. W czasie potyczki 
jeden z partyzantów został lekko ranny; Niemcy mieli 2 zabitych. Nazajutrz hitlerowcy ponownie 
zorganizowali na nas obławę, ale bez rezultatu.
Akcja ta dodała bodźca do walki innym partyzantom, wskazała bowiem, że nawet słabo uzbrojone 
oddziały mogą przeprowadzać skuteczne działania bojowe.
Od   czerwca   wszystkie   oddziały   GL  podjęły   masowe   uderzenia   w   transport   wroga.   Najwięcej 
pociągów wykoleili i opanowali partyzanci na linii: Lublin -Rozwadów, Lublin - Łuków. I tak np. 
m.in.   w   październiku   1943   r.   oddział   pod   dowództwem   mjr.   Grzybowskiego   wykoleił   pociąg 
wojskowy między stacją Rzeczyca a Zaklikowem.
Na   wszystkich   drogach   i   szosach   urządzano   zasadzki   na   samochody   i   Niemców.   Jedną   z 
największych   zorganizowano   w   maju   pod   dowództwem   kpt.   "Jastrzębia"   na   szosie   w   Liśniku. 
Zabito   niemieckiego   generała,   przy   którym   znaleziono   ważne   dokumenty   i   plany;   samochód 
spalono. Oddział GL nie poniósł przy tym żadnych strat.
W sierpniu 1943 r. na szosie Kraśnik - Janów, 4 km od wsi Stóża, zabito starostę z Biłgoraja. I tym 
razem oddział nie poniósł żadnych strat. Samochód starosty spalono.
Kilkanaście walk stoczono  z hitlerowcami  podczas  obław przeciwpartyzanckich. W maju 1943 r, 
oddział nasz, stacjonujący w lasach Gościeradowskich, został zaatakowany przez przeważające siły 
nieprzyjaciela. Musieliśmy się wycofać na inne stanowisko. Na miejscu pozostawiliśmy tabory. 
Niemcy weszli do lasu z drugiej strony. Postanowiliśmy wyjść im naprzeciw. Niebawem ujrzeliśmy 
ich prowadzących nasze tabory (kilka wozów). Ruszyliśmy do ataku i po półgodzinnej walce w 
głębi lasu odzyskaliśmy tabor i wycofaliśmy się. Wyszliśmy bez strat, Niemcy natomiast mieli 
rannych i zabitych.
Zaledwie kilka dni potem hitlerowcy przygotowali nową akcję przeciwpartyzancką. Oddział nasz 
znajdował   się   już   w   innym   terenie.   Niemcy   w   ciągu   nocy   okopali   się   i   wczesnym   rankiem 
przystąpili do przeczesywania lasu. Ich samoloty przez cały dzień bezskutecznie bombardowały 
domniemane pozycje partyzanckie.
22.10.1943   r.   hitlerowcy   urządzili   obławę   w   lasach   Lipskich,   gdzie   stacjonował   oddział   mjr. 
Grzybowskiego.   Partyzanci   na   jednym   odcinku   zaatakowali   Niemców   i   przedarli   się   przez 
okrążenie.  W  czasie   walki   poległo   5   gwardzistów,   4   odniosło   ciężkie   rany  i   7   lżejsze.   Straty 
niemieckie były o wiele większe. Była to największa bitwa w 1943 r.
Gwardia Ludowa zadawała okupantowi poważne straty w ludziach, w gospodarce i transporcie. 
Lecz nie tylko wróg ponosił straty. W 1943 r. zginęło kilkuset gwardzistów, którzy walczyli do 
ostatniego naboju. Tak polegli oficerowie sztabu oddziału partyzanckiego im. Tadeusza Kościuszki 
w lasach Biłgorajskich, tak zginął komendant obwodu Wójtowicz -  "Zygmunt". Luki w szeregach 
zapełniali nowi bohaterzy i mścili śmierć swoich towarzyszy.  Walka partyzancka zadawała kłam 
teorii,   że   represje   i   mordy   dokonywane   przez   Niemców   na   ludności   polskiej   są   odwetem   za 
działalność bojową GL. Tymczasem było wręcz przeciwnie. Akcje bojowe GL uratowały tysiące 

background image

chłopów od wywózki do Niemiec lub śmierci. Najlepszym tego dowodem jest przerwanie akcji 
wysiedleńczej  na  Zamojszczyźnie na skutek walki podjętej przez GL, BCh i AK. Były regiony na 
Lubelszczyźnie, gdzie nie ważył się stanąć okupant, nie narażając się na groźbę śmierci.
W  sierpniu   1943   r.   z   polecenia   partii   wszedłem   w   skład   dowództwa   obwodowego   GL,   gdzie 
pełniłem   funkcję   oficera   oświatowego,   tzn.   organizowałem   pracę   polityczno-wychowawczą.  
Dowództwo   obwodu   składało   się:    z   dowódcy,   Mieczysława   Moczara,   jego   zastępcy,   ppłk. 
Grzegorza Korczyńskiego, szefa sztabu, ppłk. Jana Wyderkowskiego ("Grab"), płk. Kazimierza 
Sidora, Hołoda, mjr. Fiodora i mnie.
Dowódcą okręgu 4 (północ) był płk Sidor, komendantem powiatowym pow. włodawskim - Józef 
Szymanek - "Pochroń" (zabity przez Niemców), pow. lubartowskim - kpt. "Franek".
Okręgiem   5   dowodził   mjr   Tadeusz   Szymański   ("Lis").   Dowództwo   powiatowe   w   Kraśniku 
tworzyli: dowódca Żak ("Słowik") oraz Bolesław Marcinkowski ze Studzianka.
W  pow.    krasnostawskim   komendantem  był  Antoni   Lisik   ("Ptak"),   jego  zastępcą   "Semen"   z 
Giełczwi,   a   potem   Kuryło   ("Drucik"),   w   pow.   hrubieszowskim   funkcję   tę   pełnił   Edward 
Januszewski ("Lis"), w pow. chełmskim -Władysław Kowalczyk ("Jurek").
 
Powstanie Wojewódzkiej Rady Narodowej

Rok 1943 obok poważnych osiągnięć GL na odcinku wzrostu sił i walki z okupantem przyniósł 
również większą konsolidację społeczeństwa w wyniku nieustannie prowadzonej przez PPR i GL 
akcji tworzenia wspólnego frontu narodowego. Przystąpiła do niego oprócz GL przede wszystkim 
część BCh i SL. Z chwilą powstania Wojewódzkiej Rady Narodowej konsolidacja ta przybrała 
jeszcze wyraźniejszy charakter. Pierwsze posiedzenie Wojewódzkiej Rady Narodowej odbyło się w 
pow. włodawskim 18.2.1944 r. W jej skład weszli przedstawiciele poszczególnych organizacji: K. 
Sidor  -  przewodniczący;  Zygmunt  Goławski,  kolejny przewodniczący  (BCh);  Zbigniew   Stępka 
(AK); Ludwik Czugała (GL); Anna Gadzalanka (SL); Marian Czerwiński (związki zawodowe); 
Czarnotówna   -   nauczycielka;   Markiewicz   -   nauczyciel;   Stanisław   Szczepański.   Ponadto 
dokooptowani zostali: Jan Sławiński, Franciszek Łojak, Adela Gadzińska oraz ja.       
Na   posiedzeniu   postanowiono   powołać   do   życia   powiatowe   i   gminne   rady  narodowe   i   za   ich 
pośrednictwem dążyć do zjednoczenia społeczeństwa do walki z okupantem.
Wydaliśmy też specjalną odezwę. W skład powstałego w 1944 r. obwodowego dowództwa AL 
wszedł   również   przedstawiciel   WRN.   Proponowaliśmy   kierownictwu   organizacji   AK   i   BCh 
utworzenie wspólnego frontu walki pod przewodnictwem WRN, lecz propozycje nasze zostały 
odrzucone. Wobec tego zaczęliśmy montować front z szeregowymi  żołnierzami  AK  i BCh. W 
rezultacie duża część członków BCh, SL oraz wielu z AK, wbrew swojemu dowództwu, przeszła do 
AL. Do czerwca 1944 r. powołano powiatowe rady narodowe we wszystkich powiatach oraz rady w 
przeważającej   większości   gmin.   W  skład   tych   rad   wchodzili   członkowie   PPR,   GL,   SL,   BCh, 
częściowo AK oraz nauczycielstwo i bezpartyjni.
 
Służba sanitarna

W pierwszym okresie działalności nie mieliśmy swoich lekarzy. Leczenie rannych nastręczało nam 
więc dużo kłopotu. Przy końcu 1943 r. przywiozłem z pow. hrubieszowskiego lekarza "Znachora", 
który wszedł  w  skład  dowództwa  obwodu  jako  szef służby sanitarnej. W gminach  i  wioskach 
zorganizowaliśmy sekcje służby sanitarnej oraz specjalne kursy dla sanitariuszek. Praca tej służby 
była bardzo trudna - brakowało lekarzy chirurgów, lekarstw i środków opatrunkowych. Bardzo 

background image

często,   z   braku   odpowiednich   narzędzi,   ranni   byli   operowani   zwykłym   nożem   lub   brzytwą. 
Lekarstwa   i   opatrunki   zdobywaliśmy   przeważnie   na   wrogu,   część   kupowaliśmy   lub 
otrzymywaliśmy bezpłatnie od właściciela apteki, Czerwińskiego, z Kraśnika.
W 1944 r. w jednej tylko gminie Trzydnik przebywało stale ok. 40 rannych. W tej dziedzinie wprost 
nieocenionej   pomocy   udzielała   nam   okoliczna   ludność,   przechowując   i   pielęgnując   rannych, 
pomimo   niebezpieczeństwa   jakie   zagrażało   ze   strony   Niemców.   Znalezienie   rannego   groziło 
zagładą całej rodziny.
 
Dzień l Maja podczas okupacji

Dzień   l   Maja   1943   i   1944   r.   obchodzono   niezwykle   uroczyście   we   wszystkich   powiatach. 
Urządzano   pogadanki   w   kołach,   w   garnizonach   i   oddziałach   partyzanckich.   W   niektórych 
powiatach odbywały się akademie z udziałem kilku tysięcy miejscowej ludności, jak np. we wsi 
Bójki, w pow. włodawskim.
Był   to   dzień   mobilizacji   wszystkich   sił   do   walki   z   okupantem.  W Wigilię   święta   garnizony  i 
oddziały partyzanckie przeprowadzały setki akcji bojowych. Jedno z takich uderzeń wykonała w 
1943 r. grupa wypadowa ze wsi Rzeczyca pod dowództwem sekretarza obwodowego komitetu PPR 
Jana Sławińskiego, na transport niemiecki na st. kol. Karkówka w pow. kraśnickim W tym dniu 
Niemcy zawsze koncentrowali swoje siły i trzymali je w ostrym pogotowiu.
PPR   i   jej   zbrojne   ramię,   GL   i  AL,   chlubnie   zapisały   się   w   dziejach   walki   o   niepodległość 
Lubelszczyzny.   W   walce   tej   poległo   bohaterską   śmiercią   4   sekretarzy   wojewódzkich   PPR,   3 
sekretarzy okręgowych, kilku sekretarzy powiatowych, kilkudziesięciu oficerów oraz ok. 2 tys. 
żołnierzy   GL,  AL.   Mogiły   ich,   często   bezimienne,   rozsiane   są   po   lasach,   polach   i   wioskach 
Lubelszczyzny.
Jeszcze   w   przededniu   wyzwolenia   spadł   na   nas   ciężki   cios   -   straciliśmy   naszych   najlepszych 
towarzyszy. 27.7.1944 r. wojska niemieckie wszystkimi drogami wycofywały się za Wisłę. Nasz 
oddział   wraz   z   częścią   dowództwa   obwodowego   i   okręgowego  AL   oraz   członkami   komitetu 
okręgowego   PPR   był   rozlokowany   w   małym   lasku   między   wsią   Trzydnik   a   Salominemi. 
Postanowiliśmy urządzić w kilku miejscach zasadzki na uciekających Niemców. Dzięki dobrze 
zaplanowanej akcji zginęło kilkudziesięciu żołnierzy hitlerowskich. M.in. z broni przeciwpancernej 
rozbiliśmy   niemiecki   samochód   pancerny,   w   którym   jechali   oficerowie   dowództwa   dywizji. 
Zdobyliśmy mapy i sztandar dywizji. Po tej akcji Niemcy rzucili przeciwko nam przeważające siły. 
Zaczęta się walka. Musieliśmy wycofać się przez pola do lasu Gościeradowskiego.
Oddział rozlokował się w lasach między wsią Marnopole a Liśnik Mały, gdzie spędziliśmy całą 
noc. O świcie następnego dnia wartownik doniósł nam, że wojska niemieckie - piechota, czołgi i 
artyleria wokół lasu i w lesie zajmują pozycje do walki z Armią Radziecką.
Byliśmy   ze   wszystkich   stron   otoczeni.   Nie   upłynęło   wiele   czasu,   gdy   niemiecki   patrol, 
przeszukując las, natknął się na nasz oddział. Postanowiono schwytać cały patrol bez strzału, by nie 
zaalarmować   okrążających   nas   wojsk   nieprzyjaciela.  Akcja   nie   powiodła   się,   kilku   żołnierzy 
niemieckich   schwytano   ale   pozostali   zdążyli   zbiec   i   sprowadzić   przeciwko   nam   kilkakrotnie 
przeważające siły. Zaczęła się 2-godzinna walka. Hitlerowcy otworzyli przeciwko nam piekielny 
ogień. W nierównym boju straciliśmy 13 ludzi. Poległ m.in. sekretarz komitetu obwodowego PPR, 
Szymański ("Ali"), zginęła też "Pola", sekretarz okręgowego komitetu PPR; ja zostałem ranny.
Na drugi dzień Armia Radziecka przyniosła nam wolność. Polegli bohaterowie znaleźli miejsce 
wiecznego spoczynku już na wyzwolonej Ziemi Lubelskiej. Pochowano ich w Rzeczycy, której 
mieszkańcy przez cały czas okupacji otaczali naszych działaczy i partyzantów serdeczną opieką. 
Nad grobami poległych towarzyszy przysięgliśmy do ostatnich sił bić się z okupantem, dochować 

background image

na zawsze wierności wielkim ideałom, o które walczyła nasza partia i za którą oddali życie najlepsi 
towarzysze.
Natychmiast po wyzwoleniu Lubelszczyzny około 20 tys. żołnierzy w tym 10 tys. PPR-owców, 
stanęło do budowania fundamentów Polski demokratycznej. Większość żołnierzy AL wstąpiła w 
szeregi   WP,   walcząc   o   całkowite   wyzwolenie   Polski   aż   do   zupełnego    rozgromienia   armii   
hitlerowskiej.   Część   zasiliła   szeregi   MO,   aparat   państwowy   i   samorządowy,   uruchamiała 
przemysł, przeprowadzała reformę rolną.

 

Stanisław Szot urodził się 12.4.1917 r. w Opoce Dużej pow. kraśnicki, w rodzinie małorolnego 

chłopa. W 1935 r. był sekretarzem związku zawodowego robotników zatrudnionych w kamieniołomach na 
terenie Annopola. W tym samym roku wstąpił do KZMP. Po wybuchu wojny polsko-niemieckiej w 1939 r. 
należał w Kraśniku do organizatorów Robotniczo-Chłopskiej Organizacji Bojowej, która weszła do PPR. Był 
członkiem komitetu okręgowego PPR, a od 1943 r. - lubelskiego komitetu obwodowego PPR oraz zastępcą 
komendanta obwodu GL-AL do spraw politycznych (oficer oświaty). W 1944 r. został ranny w walce z 
okupantem. Po wojnie pełni czynną służbę wojskową, zajmując szereg odpowiedzialnych stanowisk, m.in. w 
dowództwie   KBW,   w   Inspektoracie   Obrony   Terytorialnej   Kraju,   GZP   WP.   Odznaczony:   dwukrotnie 
Sztandarem Pracy I kl., Orderem Odrodzenia Polski III kl., Krzyżem Grunwaldu III kl., Orderem Virtuti 
Militari   V   kl.,   Krzyżem   Walecznych,   Złotym,   Srebrnym   i   Brązowym   Krzyżem   Zasługi,   Krzyżem 
Partyzanckim i in.