background image

Lepszy jest lepszy, bez względu na płeć

A. 2009-07-03, ostatnia aktualizacja 2009-07-03 18:13:40.0

Nie jestem nawet w połowie tak mądry jak prof. Osiatyński czy pisarz S. Chwin, ale 

Moje "ale" to wrażenie zamieniające się w niezachwianą, niepodważalną pewność, że w dyskusji toczącej się od 
wieków, ba! Od początku świata, o wyższości i niższości płci, ludzie krążą wokół problemu, a on sam nie pozwala 
dyskutującym ani przybliżyć się do sedna, ani oddalić od centrum.

Z tego, co widzę i wiem z doświadczenia oraz danych statystyczno-encyklopedycznych, po prostu jesteśmy: kobiety i 
mężczyźni, samice i samce.

Jeśli popatrzeć na zjawisko antagonizmów płciowych z punktu widzenia czysto biologicznego, na istotach rodzaju 
żeńskiego spoczywa przeważająca część ciężaru odpowiedzialności za trwałość gatunku. Ale czy z tego powodu 
samice żądają specjalnego traktowania? W okresie lęgowym czy popołogowym (narodziny młodych, okres ich karmienia 
i wychowywania) zdecydowanie tak. Ale potem? Pojedyncze osobniki, pary i stada żerują zgodnie lub mniej zgodnie bez 
względu na płeć.

Z punktu widzenia religii, opartych zresztą na obserwacji zjawisk przyrody i racjonalnych (choć często wyrażonych 
symbolicznie) wnioskach stąd wypływających, jest podobnie: mężczyzna i kobieta mają różne obowiązki. Zatem 
wyznając jakąś wiarę czy ideologię wypada się temu podporządkować, a jeżeli ktoś nie chce, to reformuje to, co jest, 
albo proponuje nowe.

Ale na tym najlepszym ze światów nic nie może być proste. Bo pojawia się bardzo medialny problem-samograj. Niby 
chodzi o to, że nie jesteśmy równi, że mężczyźni dyskryminują kobiety, ale tak naprawdę szukamy argumentów, by 
potwierdzić, że my, przedstawiciele takiej to płci, jesteśmy bardziej udanymi przedstawicielami gatunku ludzkiego, a tu 
nas się traktuje niewłaściwie.

Więc kto jest lepszy? Logika podpowiada: lepszy jest lepszy, bez względu na płeć. Wprawdzie dla mnie kobieta na 
ringu, na podeście czy w czołgu jest śmieszna, ale to nie znaczy, że kixbokserka nie położy mnie jednym ciosem (różne 
sposoby fizycznego pokonywania przedstawiciela swego gatunku znam na szczęście jedynie z filmów), Agata Wróbel 
na pewno podniesie więcej niż ja, a pułkowniczka w czołgu szybciej trafi we mnie niż ja w nią, jeśli ktoś powierzyłby mi 
na chwilę czołg albo armatę. Z kolei one nie dokonają lepiej niż ja rozbioru gramatycznego i logicznego wypowiedzenia 
wielokrotnie złożonego. Lecz czy to powód, by się wzajemnie wytykać palcami?

W moim rodzinnym domu były trzy kobiety i pięciu mężczyzn, ale to one częściej decydowały o czymś niż my. W mojej 
"dorosłej" rodzinie - żona, dwaj synowie, wnuk i ja - ona decyduje o wszystkim. Podobnie dzieje się wokoło nas. Jakoś 
nie udaje mi się wypatrzeć tych tysięcy pokrzywdzonych i wykorzystywanych niewiast - mówię o środowisku wiejskim i 
inteligenckim. 

Przez lata pracowałem w szkołach (jestem polonistą-emerytem) i tam także nie zauważyłem hegemonii i tyranii 
mężczyzn. W naszej gminie funkcje najwyższe sprawowali naczelniczka, a po niej naczelnik, potem wójcina, a obecnie 
wójt. Ale w latach podległości kobiecie rodzina, szkoła czy gmina nie rozkwitała jak czarodziejski kwiat ani nie więdła 
pod niszczącą męską ręką. 

Szanowni państwo, panie, panowie! Przyjmijmy lepiej, że istnieją dobrzy i źli ludzie, a nie dobre kobiety i źli mężczyźni, i 
przestrzegajmy tej zasady, byle trochę lepiej niż dziesięciorga przykazań.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 1 z 1

Lepszy jest lepszy, bez względu na płeć

2010-12-31

http://wyborcza.pl/2029020,97848,6787487.html?sms_code=