background image
background image

MICHAELNOONAN

POWIETRZNATAKSÓWKA

TłumaczyłaEwaKołaczkowska

background image

Rozdział1
ZIELONYBUMERANG

Zawirowałhoryzont.Zawirowałaziemiainiebo.NikStringermiałwrażenie,że

wdoleprzelewasięzielonykrajobraz.

PotemKyliewyprowadziłmaszynęzostregowirażuiwtedydopierospojrzałna

chłopca,którysiedziałobokniego.

–Mdlicię?–zapytałzcierpkąnutązłośliwejnadziei.

–Nie–przezornieodpowiedziałNik.–Aczypowinnomniemdlić?

Właścicielipilotpowietrznejtaksówkiwjednejosobienajeżyłsięgniewnie.

–Albocięmdli,albonie–uciąłkrótko.

Musielimówićpodniesionymgłosem,abysiędosłyszećprzyhukusilników

iszumiepowietrza.Nikczuł,żeprawiekrzyczyikażdejegosłowonabiera
przeraźliwegobrzmienia.

Zaryzykowałterazukładnyuśmieszek.

–Mamnadzieję,żewkońcuwylądujęjakopanapomocnik.Gdybytomiało

przemówićnamojąkorzyść,gotówjestempowiedzieć,żeteakrobacjewywróciły
miżołądekdogórynogami.

–Akrobacje!–powtórzyłzezgroząKylie.Nikjęknąłwmyśli:znowupalnął

głupstwo!Przytrafiałomusiętozawsze,ilekroćusiłowałrobićdobrewrażenie.
Wskutekpodniecenianerwowegomyśliisłowanastępowaływodwrotnej
kolejnościiNikstwierdzał,żebyłobylepiejmilczeć,dopierowtedy,gdypowiedział
coś,czegonienależałopowiedzieć.AtymczasemKyliemówiłdalej:

–Poprostupoddałemmaszynęprzepisowejkontroli.Tonieżadneakrobacje,

tylkozwykłakolejrzeczy,gdysamolotwyjdziespodrąkmechaników.Obrabialigo
przezcaływczorajszydzień.

–Takjest,proszępana–powiedziałNik,któregodobryhumorwyparował.–

Panmitojużpoprzedniowyjaśniał.

–Wtakimrazieproszęniezapominaćmoichwyjaśnień–odburknąłKylie.

Skierowałswojądwusilnikowąmaszynęwstronęlotniskamiędzynarodowego

naprzedmieściachMelbourne.Miastowidniałoteraznaprawo–zamglona,
nieregularnamasadachówinowych,połyskliwychwieżowców.

background image

ANikstwierdził,żejużzbytdługoniestarasięwywieraćdobregowrażeniana

pilocie,inatychmiastuczyniłkrokwtymkierunku.

–Czujęsięwspaniale–oświadczył.–Aleczułbymsięjeszczelepiej,gdybym

wiedział,żemniepanzaangażuje.

–Wtejgrzeniecierpliwośćmożebyćwielkąprzeszkodą–zauważyłsuchoKylie.

Nikjęknąłwduchu,boznowuwyrwałsięniepotrzebnie!Surowonakazałsobie

trzymaćjęzykzazębamiisiedziećwmilczeniuoboktegotęgiego,gburowatego,
krótkoostrzyżonegolotnika.Chłopiecuważał,ichybaniebezpowodu,żejego
cierpliwośćjestwystawionanaciężkąpróbę.

OgłoszeniewkolumniewolnychposadNikStringerznalazłwgazecie

poprzedniegowieczoru.Przedsiębiorstwopodnazwą„Taxi-Lot-Kylie”poszukiwało
zdolnegoucznia,którybypomagałwłaścicielowi.Wbiurzeprzedsiębiorstwa
kandydacimieliprzedstawićreferencjeipozwolenierodziców.Nikwprawdzie
nigdydotądnielatał,alelotnictwozawszegopasjonowałoiotomiałprzedsobą
okazjęzapoznaniasięzprawdziwymsamolotemzamiastzabawyzmodelami,
któresamzmajstrował,czyprzeżywaniawwyobraźniwrażeńswobodnegolotu
wpowietrzuzdalaodziemi.

Zreferencjaminiebyłokłopotu.Nikszukałzajęciaodchwiliukończeniaszkoły

imiałzaświadczenieodjejdyrektoraioddomowegolekarza.Gorzejbyło
zotrzymaniempisemnegozezwoleniaojca,szczególniewtakkrótkimterminie.
Matkaprzyznawałamurację,żewłaśnietentypposadyspełniłbyjegomarzenia
opodróżachipracynaotwartejprzestrzeni,nawetjeślipodróżemiałyobjąćtylko
jegowłasnykraj,Australię.

ImatkanamówiłapanaStringera,abynapisałsynowizezwolenie.Właściwie

samapodyktowałatreśćlistu.

Niknastawiłbudziknapiątą,bopostanowiłwstaćiwyruszyćoświcie.Złapał

pierwszyautobusidącyzmiasta,którymjechalinalotniskorobotnicyimechanicy
zatrudnieniprzyobsłudzeinaprawiemaszyn.

Kantorfirmy„Tiaxi-Lot-Kylie”mieściłsięwjednympokoju.Przezzakurzone

okienkoNikzajrzałdohangaru,doktóregokantorprzylegał.Stałatam
dwusilnikowamaszynawypucowananawysokipołysk.Całabyłasrebrzystaoprócz
białejizolacyjnejpowierzchninadkabiną,jaskrawozielonegobumerangu–znaku
rozpoznawczegosamolotu–iczarnychznakówrejestracyjnych.KiedyNikczekał,
nalotniskustopniowowzmagałsięhałas.Corazsilniejdrgałopowietrze,gdyje

background image

siekłyśmigłakonwencjonalnychpłatowcówzsilnikamitłokowymi,jakrównież
samolotówzsilnikamiturbośmigłowymi–toprzedpierwszymilotamiporannymi
rozgrzewanoViscounty,LockheedElektryiinnetypy.Następnieodrzutowcetypu
Boeing,Comet,DC-8dołączyłyswojeprzeciągłewyciedotegoporannegochóru,
którywprawdzieniebrzmiałzbytharmonijnie,alezatomógłwywołaćdreszcz
niemałegopodniecenia.

Pośródpióropuszyipodmuchówrozgrzanegopowietrza,wczystymświetle

wczesnegodniazaczęłydrgaćimigotaćdworceiinnebudynkilotniska.Aw
stronękantoruzmierzałprzyciężki,otwartybentleyozarysiegroteskowo
rozmazanymwdrgającymzgorącapowietrzu.Autostanęłonakawałkuasfaltowej
bieżniprzedwrotamihangaru.

ZautawysiadłpanKylieiNikzarazmupodałzaświadczeniepisemne

ipozwolenieodrodziców.Właścicielfirmy„Taxi-Lot”przeczytałjeszybko,lecz
uważnieioddałchłopcumówiąc:

–Zanimpojawisiętujakiśklientzżądaniem,abymgobezzwłoczniewiózłtam,

gdziepieprzrośnie,muszęwziąćmaszynęnapróbnylot.Poleciszzemną?

–Nawetbombaatomowamnieniepowstrzyma!–zawołałNik.

Zorientowałsięponiewczasie,żeentuzjazmwyrażanywtensposóbnieznalazł

uznania,bonatychmiastprzeszyłogoostrespojrzeniejasnoniebieskichoczu
pilota.

WczasieoczekiwanianasygnałstartuzwieżykontrolnejNikzauważył

dryfującysamolottransportowypodobnydoniezdarnegopelikana.Alepo
wystartowaniu,gdykołapodwoziaschowałysięwkadłubieiskrzydłachzgłuchym
stuknięciem,mielijużcałeniebodlasiebie.WdoleNikzłatwościąodnalazł
hangarizrobiłomusięniewyraźnienawidokjednegomłodzieńcastojącegoprzed
drzwiamikantoru,adrugiegopodjeżdżającegonarowerze.Wkrótcejednak
pochłonęłygocudowneprzeżycia.Budynkinalotniskuidomymieszkalnezaczęły
malećdorozmiarówdziecinnychzabawek,asamochodyiciężarówkinadrogach
wokółlotniskarobiływrażeniemikroskopijnychmodeli.Nikauderzyłozwłaszcza
to,żezgórywszystkonaziemiwyglądaporządnieischludnie.

Ateraz,gdyjużKyliewypróbowałswojąmaszynę–ipierwszegokandydatana

pomocnika–nieulegałowątpliwości,żeinnimłodzieńcyubiegającysię.otę
posadęprzypuściliataknakantor.Stalitampoprostuwkolejce!

NatenwidokNikaogarnąłszałniepokoju:musiwykazać,żejestnajbardziej

odpowiednimkandydatem,obojętne,jakiekwalifikacjeposiadająrywale!

background image

Niezdążyłjednakpoczynićżadnychkrokówwtymkierunku,boKyliejużzaczął

nawiązywaćłącznośćzwieżąkontrolną.

Mówiącdomikrofonu,zawieszonegonacienkim,wygiętympałąkuprzy

słuchawkach,podałznakirejestracyjneswojejmaszyny,cowpierwszejchwili
zabrzmiałowuszachNikajakobcyjęzyk.

–Victor–Hotel–Delta–Julia–Golf.Dowieży:podchodzędolądowania.

ZnakirejestracyjnesamolotubyłyVH-DJG.DlapouczeniaNikaKyliewymienił

ichpełnebrzmienie.Normalniepodawanotylkodwiepierwszealbotrzyostatnie
litery.

Dwiepierwszelitery,wrazzinnymiwymalowanewyraźniepodskrzydłemina

statecznikupoziomym,stanowiłymiędzynarodowyznakrozpoznawczydla
Australii.Natomiasttrzypozostałezaczerpniętozmiędzynarodowegoalfabetu
fonetycznego,opracowanegonapodstawiewymowywłaściwejjęzykom
anglosaskim,romańskimigermańskim,abyosiągnąćmożliwienajwiększąjasność.

Czekającnapotwierdzenieodbioru,Kyliedoskonaleodczuwałzainteresowanie

swegotowarzysza.Podchwyciłwyraztwarzychłopca,takjakjednymrzutemoka
umiałstwierdzićstanlicznychprzyrządówpokładowych,iodczepiwszyzapasowy
hełmofonpodałgoNikowi.

Zesłuchawkaminauszachchłopiecodrazuznalazłsięwświecieosobliwych

głosów,któreszemrały,syczałyiwzniecaływielokrotneecho.Pilociczekającyna
przydziałpasówstartowychipilocinadlatującychmaszynwspółzawodniczylize
sobą,abyściągnąćuwagęwieży,zachowującprzytympozorykamiennego
spokoju.BeznamiętnyichtonwprawiałNikawjeszczewiększepodniecenie.Nagle
zabrzmiałgłoskontroliruchu–czysty,wyraźny,opanowany.

–WieżapotwierdzazgłoszenieVictor–Hotel–Delta–Julia–Golf.Możecie

lądować,pasnumertrzy.

–Dziękuję–odparłKylie.

Nastąpiłprzechyłnajpierwniecowlewo,potemniecowprawoiKyliezaczął

schodzićdolądowaniawlekkiejbryziewczesnegoporanka.Przypowolnymwyciu
silnikówwychyliłklapyskrzydłowetrochępodobnedokocichpazurów,aby
zwiększyćopór,przełamaćprzepływpowietrzawzdłużskrzydełiwtensposób
zredukowaćprędkośćlądowania.Chłopiecmiałwrażenie,żesiedziwkabinie
uczepionejgrzbietuogromnegoptaka.

Widział,żepilotstaleodczytujestanwysokościomierza.Instrumenttenmiał

background image

trzywskazówki:jednaoznaczałatysiące,druga–setki,atrzecia–dziesiątkistóp.
Wtejchwilipierwszawskazówkastałanazerze,adrugaopadałastopniowodo
ośmiu,siedmiu,sześciu,pięciu,czterech…

ChociażKyliebyłtęgimmężczyznąiabywtłoczyćsięwsiedzeniepilota,musiał

wykonaćspecjalnymanewr,ruchymiałniezwykleprecyzyjneidelikatne.Niknawet
podświadomieniewątpił,żejestcałkowiciebezpiecznywrękachtegoczłowieka.
Tylewnimbyłospokojnejpewnościsiebie,żemiałosięstuprocentowezaufanie
dojegoumiejętności.

…Wskazówkaodsetekminęłacyfrętrzy,dwaijeden.

Terazuwagaskupiłasięnatejwskazówcewysokościomierza,którapokazywała

dziesiątkistóp.Ionarównieżopadała:osiemdziesiąt…siedemdziesiąt…
sześćdziesiąt…pięćdziesiąt…czterdzieści…trzydzieści.

Nato,żebygłównekołapierwszedotknęłyziemi,Kylieodrobinęzadarłprzód

maszyny.Nastąpiłwstrząs,najpierwsilniejszy,apotemsłabszy,przódopadł
ikadłubzająłpozycjępoziomą.Terazkółkonosowepodwoziatrójkołowego
zetknęłosięzziemią.

Niknawetniezauważyłmomentuopuszczeniapodwozia.Izdałsobiesprawę,

iletoczynnościwymagaprzypilnowaniaiwykonaniaszybkoisprawnie,aby
bezpieczniesprowadzićsamolotnaziemię.

Terazdoznałnowegowrażeniaszybkości.Wprzeciwieństwiedonieomal

zupełnejnieruchomościkażdejrzeczywidzianejzgóry–wkażdymrazieprzezten
krótkiczas,kiedysięnaniąpatrzałozpowietrza–wszystkoprzesuwałosięobok
niegobłyskawicznie,atenpędzacierałkonturytrawyiasfaltowejbieżni.

Samolotlekko,corazwolniej,sunąłpopasiestartowym.Zanimjeszczedotarli

dozakrętuprzedhangaremikantorem,Kyliezatrzymałgoprawiecałkowicieprzez
włączeniehamulcówkół.Następniepoprowadziłmaszynęzapomocąśmigieł,
sterująckółkiemnosowymprzyużyciupedałów.Poczymskręcilizgłównegopasa
startowegoiwjechalinakawałekbieżnistanowiącyprywatnąwłasnośćKylie’ego.

Przedkantoremczekałodwudziestudwóchkandydatówwwiekuodszesnastu

dosiedemnastulat.Nikniepomyliłsię–policzyłichdokładnie.Zauważyłteż
zdziwienie,obrazęiwrogośćnaichtwarzach,skorotylkospostrzegligoprzy
pilocie.Zdjąłzgłowyhełmofonakuratwmomencie,kiedyKyliewyłączyłsilniki
izapadłanagłacisza.

–Cóżtujestśmiesznego?–zapytałpilot.

background image

Abyodeprzećwrogieuczuciaodmalowanenatwarzachstojącychrządkiem

rówieśników,Niknieświadomieprzybrałzuchwalerozpromienionywyraztwarzy.
Terazprzełknąłślinęiusiłowałwykrztusićodpowiedźdopasowanądosytuacji.

–No,jazda!Wychodźpierwszy!–popędzałgoKylie.

Jegogłoszabrzmiałzezwielokrotnionąmocąwobecustaniahukusilników

iświstupowietrza.Ciszęodczuwałosięjakbynamacalnąpróżnięwotaczającej
atmosferze.

Kyliewysunąłruchomeschodki.Fotelpilotaznajdowałsiępolewejstronie,

wyjściezaśbyłopoprawej,kołoNika.Drzwiotwierałysięnadprawymskrzydłem,
naktórymprzedschodkamiwyjściowymiumieszczonopasblachy
przeciwślizgowej.

–Niespodziewałemsiętakiegotłumu–stwierdziłKylie,gdywysiedli.–Jeśli

miałbymzkażdymporozmawiać,zajęłabymitopółdnia.

–Oszczędzipansobiefatygidecydującsięnamnie!–zawołałpośpiesznieNik,

zrozpacząchwytającsiętejostatniejdeskiratunku,abywykorzystaćswoje
pierwszeństwo.

Zarazjednakspostrzegł,żepalnąłgłupstwo.

–Oszczędzęsobiemnóstwafatyginadłuższąmetę–powiedziałKyliesucho–

jeślizdecydujęodrazu,żesięnienadajesz.

Tauwagaskuteczniedokonałatego,czegoniedokonałcałyciężkilot–Nik

maglepoczułmdłości.

Wtejsamejchwilispostrzegliautopędzącenaprzełajprzezterenlotniskado

stającegonauboczuhangarupowietrznejtaksówkiKylie’ego.Byłatorównież
taksówkapomalowananajaskrawopomarańczowykolor.Szoferjeszczeniezdążył
wyłączyćmotoru,ajużwyskoczyłzwozuszczupłymężczyznawdobrzeskrojonym
garniturze.

Widokprzybyszamaszerującegosprężystymkrokiempowstrzymałkandydatów

wliczbiedwudziestudwóch,którzyjuższarżowalinaKylie’ego.

–Tochybaklient–mruknąłKylie.

–Czypanjestpilotemtejpowietrznejtaksówki?–zapytałnieznajomy.

–Takjest.

–Jakszybkomożepanwystartować?

background image

–Tozależy,dokądpanchcelecieć.

Wedługregulaminutaksówkipowietrznebyłyobowiązanezabieraćpasażerów

iładunek,dokądkolwiekzażądano,itonatychmiast.AleKylienieśpieszyłsię
zpodejmowaniembylejakiegozobowiązania.Niebrakłomuostrożności.Zbyt
pochopniewyrażonazgodamogłaczłowiekanarazićnanieobliczalnekłopoty.
Kiedyśomaływłosnieoddałsięnausługizbiegłegowięźnia,któremudla
oczywistychprzyczynzależałonabłyskawicznymodlociezMelbourne,zanim
będziemiałpolicjęnakarku.

–NaraziedoAdelaide–powiedziałnieznajomy.Kyliezastanawiałsięprzez

chwilę.

CzterystaosiemnaściemildzieliłolotniskowMelbourneodlotniskawAdelaide.

Wramachnormalnychliniilotniczychkursowałytam,kilkarazywciągudnia,
szybkieodrzutowcelubmaszynyzsilnikamiturbośmigłowymioprzeszło
dwukrotnejprędkościwporównaniudoZielonegoBumeranga.Nadchodziła
właśnieporajednegoztakichlotów.Nawetgdybyniebyłożadnegomiejscanatę
godzinę,wkrótcenastąpiłybyinneodlotyigośćdostałbysiędoAdelaide
wcześniejniżtaksówkąKylie’ego.Pozatymnapytanie,dokądchcejechać,
nieznajomyodparł,żenaraziedoAdelaide–brzmiałototajemniczoiintrygująco.
Sądzącpoeleganckimubraniu,najwidoczniejzajmowałniebylejakiestanowisko
imiałforsywbród,aledlaczegojestbezkapeluszaibagażu?

Szofertaksówkimiałminęczłowiekaczekającegonazapłatę.Kyliedomyśliłsię,

żenalotniskomusiałjechaćnapełnymgazie.Wdodatkuwtejsytuacjipilota
krępowałaświadomość,żerozmowieprzysłuchujesięgromadawścibskich
chłopaków.

–Owszem,mogęsiępodjąćtegolotu–odpowiedziałwkońcu.–Proszę,niech

panwejdziedokantoru…

–Słuchajpan!–uciąłnieznajomy.–Potrzebujęsamolotunatychmiast!

Natychmiast,rozumiepan?Jeślinie–będęzmuszonyzwrócićsiędoinnejfirmy.

–Możenajprzódomówilibyśmywarunki?

–Niechsiępannieboi.Pieniądzeniegrajążadnejroli.Chcępoleciećsam,ito

bezzwłoki.

–Niktniewystartujezpanemtakszybkojakja–zapewniłgoKylie.–Muszę

jednakzałatwićpewneformalności.

Mężczyznazesztywniał,oczyzwęziłymusięniebezpiecznie.

background image

–Naprzykładjakie?

–Muszęzameldowaćozamierzonymlocie–powiedziałKylie.–Toprzepis

obowiązującywszystkietaksówkipowietrzne.Nikomuniewolnowystartować
przeddopełnieniemtejformalności.Imszybciejzatelefonujęizałatwięto,tym
szybciejodlecimy.

Kylieruszyłwtłumkandydatów,zktórychkażdychciałbyćwysłuchany.Nic

jednakniezdziałali–pilotminąłichobojętnie.Nieznajomymężczyznazawahałsię,
potemposzedłzanim,alestanąłnawidokczekającegoszofera.

–Ilepłacę?–zapytał.

–Biorącwszystkopoduwagę…–zacząłszofer.

–Dobrze,dobrze–niecierpliwierzekłtamten.–Przywiózłmniepantakszybko,

jakchciałem.–Zeskórzanegoportfelawyciągnąłdwabanknotyjednofuntowe.–
Czytowystarczy?Proszę!Czterydolarybędziedosyć?

Australiawłaśniezmieniłaswójsystemmonetarnyopartynafuntach,szylingach

ipensachnasystemdziesiętny.Alezanimweszłycałkowiciewobiegnowe
pieniądze,używanojeszczebanknotówjednofuntowych,któremiaływartość
dwóchaustralijskichdolarów.

Sumatabyławięcejniżwystarczającadlaszofera.Uśmiechnąłsięrozanielony

izacząłdziękowaćpasażerowi,któryjednakpędziłjużdokantoru.Wróciłwięcdo
swejtaksówkiiodjechał.

TerazNikaStringeraotoczyłtłumrywali.

Usiłowałprzybraćpostawęabsolutnejobojętności–rywaleprzyjmątoza

pewnik,żejegokandydaturaprzeszła,ijuż.Alepierwszauwaga,jakąusłyszał,
zburzyłajegopozornyspokój.

–Wylalicię,co?–zapytałjedenzchłopców.

–Jakto?–Nikazatknęłozezdumienia.–Japrzecieżtakżezgłosiłemsię

dopierodziśrano!

–Dostałeśtępracę?–zapytałzpowątpiewanieminnymłodyczłowiek.

–Ajakcisięzdaje?–odparowałNikpróbujączawszelkącenęodzyskaćminę

ipostawęczłowieka,któryzostałprzyjętyiobsadzonynanowymstanowisku.Nie
przychodziłomutołatwo–pooszołamiającychdoświadczeniachpierwszego
wżyciulotuczułpustkęwgłowie.

Zpobliskiegooknawychyliłasięduża,krótkoostrzyżonagłowaigórnaczęść

background image

spalonegonabrązuchaponadczarnąsłuchawkątelefoniczną.

–Chłopaki!–zawołałKylie.–Nikogodzisiajniezałatwię.Wkrótcenadejdzie

mojasekretarkaijejzostawicieswojenazwiska,adresyizaświadczenia–to
najlepszarada,najakąmniestać.Skontaktujemysiępomoimpowrocie.

Nikowizrobiłosięsłabo–tymrazemzuczuciazawodu.

–Hej!Tytam!–ryknąłnagleKylie.Dwadzieściatrzyoblicza,pełnenadziei,

zwróciłysięwjegostronę.AleKylienietylkoprzeczytałreferencjeNika–
zapamiętałrównieżjegonazwisko.

–Stringer!

–Jestem!–odparłNik,błyskawiczniewysuwającsięnaprzód.

–Zabieramcięzsobą.Zgoda?

–Nochyba!

–Tylkonatenjedenlot.Zrozumiano?

–Takjest.

Abyuniknąćobrażonychigniewnychoczuinnychkandydatów,Nikzwiałdo

kantoru.Tuzdążyłusłyszećsłowaklientawynajmującegopowietrznątaksówkę.

–PanieKylie,wynająłempanaipanamaszynę,natomiastnieżyczęsobie

obecnościinnejosoby.

„Takiemojepieskieszczęście”–pomyślałNik,wściekły,żepozwoliłsobiena

uczucietriumfu,jakkolwiektrwałoonokrótkoiniezostałouzewnętrznione.

Możejednakjeszczeniewszystkoprzepadło!Kylieprzybrałpostawęwyrażającą

absolutnąobojętnośćnażyczenieklienta.

–Wybaczypan,aletenchłopakjestmipotrzebny.

–Naco?

–Panagodność?–zapytałKylielekceważącpoprzedniepytanie.

–Tasker.JosephTasker–odparłnieznajomyzminąpełnążalu,żetowyjawił.

–Awięc,panieTasker,cośmisięzdaje,żeczekanasdalekadroga.Itocałyczas

wpośpiechu.Będęwięcpotrzebowałpomocy,naprzykładprzypobieraniupaliwa.

–Dlaczegóżbymjaniemógłpanuwtympomóc?

–Niechmibędziewolnozauważyć,żepańskigarniturkosztowałniebylejaką

sumkę.

background image

–Mniejszaomójgarnitur!Todrobiazgwobecstawki,októrąterazidziegra.

–Dodatkowapararąkwczasielotumożeokazaćsięnaderpożyteczna,niech

mipanwierzy–powiedziałpilotcorazbardziejzaintrygowany,któremujużteraz
zależałonazawarciuumowy.

–Jachcęuniknąćdodatkowejparyoczu!

–Przecieżpanjestgotówmuzaufać.Jazaśjestemgotówzaufaćmłodemu

Stringerowi.

Spórzostałprzerwany,boTaskerzdałsobiesprawę,żegadaninapochłaniaza

wielecennegoczasu.AzresztąKylieotrzymałwłaśniepołączeniezurzędnikiem
kontroliruchuiomawiałznimszczegółylotu.

Pilotniemijałsięzprawdąmówiąc,żedodatkowapararąkmożebyć

potrzebna.Potodałogłoszenie,żeposzukujepomocnika,abymiećkogoś,ktogo
wyręczyprzytankowaniu,anawetprzyprowadzeniumaszyny.Aponadto,wobec
tajemnicy,jakąwyczuwałwokółosobyTaskera,niezawadziktośtrzecina
pokładzie.

Nikowidałwyraźniedozrozumienia,żezabieragojednorazowo.Wżadnym

wypadkunieoznaczałotoostatecznegowyboruchłopcaspośródinnych
kandydatów.JeślimłodyStringernienadasięwczasiepierwszegolotu,inna
kandydaturazostaniewziętapoduwagę.

AleupórNika,żemusizdobyćtęposadę,wzmagałojeszczepodniecenie,jakie

ciągleodczuwałpopierwszymlocie,igorącachęć,abystaleszybowaćponadtym
malutkimświatempodobnymdozabawki.

Rozdział2
GÓRYDYMU

Samolotzeznakiemzielonegobumerangawystartowałpodwudziestu

minutachzpełnymizbiornikami.Tymrazemniehuśtałotakjakpoprzednioinie
rzucałoNikiemnaprawoilewo.Maszynazatoczyłakołoiruszyławokreślonym
kierunku,wprostkuświetlistemuhoryzontowi,ziemiazaśiniebotonęły
wtajemniczychoparachpodobnychdoopakowaniazcelofanunapodarkach
gwiazdkowych.

ZanimizostałoMelbourne,stolicastanuWiktoria,miastodrugiecodo

wielkościwAustralii,zprzeszłodwomamilionamimieszkańców.Samolot,mając
napokładziepilota-właściciela,jednegopasażeraipraktykanta(oczywiściena

background image

próbie),sunąłnazachód,kuAdelaide,stolicystanuAustraliaPołudniowa.

Taskernastawał,abyNikusiadłobokpilota.Samzająłmiejscewjednym

zdwóchwygodnychfotelizapilotem.Zdjąwszymarynarkęzostałwsamejkoszuli,
cienkiejieleganckiej,inapewnobardzodrogiej,takjakiszelki.

Chłopiecsądził,żeprzedstartemKylieiTaskeromówiąstronęfinansowąlotu,

ależadenznichtejsprawynieporuszył.

ChociażKylieutrzymywałsięzeswojegoprzedsiębiorstwa,nienawidziłmiećdo

czynieniazpieniędzmi.Poswojemuoceniałklientaiponosiłryzykocodozapłaty.
Taskerzresztąnalegał,abypilotobejrzałwydrukowanąwizytówkęznazwą
iadresemfirmy,którejbyłwspólnikiem.Zespółkąfinansistów,Pimm,Tasker
iMalley,Kyliemiałdoczynieniawokresiezdobywaniapieniędzynakupno
samolotuiprzypominałsobie,żetawłaśniespółkadysponowałaolbrzymimi
funduszamizzagranicy,przeznaczonyminarozwójkrajówzacofanych
gospodarczo.Postanowiłwięcniezadawaćpytań.Przynajmniejnarazie.

Nikmiałterazprzedsobąkompletnyukładpodwójnegosterowania:nalewo

przyrządynawigacyjneipilotażowe,naprawoprzyrządyzespołunapędowego.Po
prostuświerzbiłygopalce,abyschwycićzakołosterownicy.Dotknąłgo–było
napięteiwibrowałojaklinkaodlatawca.Wwyobraźnichłopcasamolotnabierał
cechżywejistoty,zdolnejniemaldowyczuwaniaskładupowietrza.Anawet–kto
wie–czynieprzeniknąłjużrąbkatajemnicy,którąoniKyliepoznajądopiero
wczasietegolotu!

Chłopiecmiałsięteraznabaczności,abynieodpowiednimzachowaniemnie

ściągnąćnasiebiezimnegoikarcącegospojrzeniapilota.Osądziłgojako
ponuregofaceta,któryrzadkoodzywasię,jeśliniejestzapytany,agdycośpowie
–będzietonapewnouwagasuchaicierpka.

AjednakterazKyliestałsięnawetrozmowny–choćnaswójzwięzły,rzeczowy

sposób–wyjaśniającNikowibudowęidziałaniemaszynyorazelementarnezasady
lotuinawigacji.

PodkoniecdrugiejwojnyświatowejKyliepracowałjakoinstruktor,bez

większegoentuzjazmuzresztą,bomiałpretensję,żegoskażanonasłużbęna
ziemi.Musiałsięjednakprzyznaćdopewnegowyczerpaniapodwóchturnusach
bojowychnadEuropąjakopilotbombowca.

–Cotozalicznik?–zapytałNika.

–Prędkościomierz–szybkoodparłchłopiec.

background image

–Doczegosłuży?

–Domierzeniaprędkości,zjakąlecimy.

–Odpowiedźniezupełniedokładna.Prędkościomierzwykazuje,jakszybko

lecimywpowietrzu.Wwęzłach.Rozumiesz?Niewmilachnagodzinę,tylko
wwęzłach.

Kylietłumaczyłdalej,żewskładtegoprzyrząduwchodzidługa,cienkarurka

wystającazkadłuba–jesttorurkaPilotaalboaerodynamiczna.Prędkościomierz
działapodwpływemciśnieniapowietrzawytwarzanegoprzezruchsamolotu.
NastępniekazałNikowiodczytaćstanprędkościomierza.

–Stosiedemdziesiątpięć–odparłNiksprawdzająclicznik.

–Iletowyniesiewmilachnagodzinę?–egzaminowałgodalejKylie.–Damci

wskazówkę.Milatopięćtysięcydwieścieosiemdziesiątstóp,węzełzaś–pamiętaj,
żetojestzawszewęzełmorski–sześćtysięcyosiemdziesiątstóp.

–Chwileczkę…–powiedziałNikzabierającsiędoobliczeniawmyśli.

–Oniecałąjednąszóstąwięcejniżwmilach–odezwałsięTasker–cośponad

dwieście.

–Patrzcie!–zawołałKylie.–Ktośfruwałconiecowswoimczasie!

–Tylkowcharakterzepasażera–odparłfinansista.–Alemamdużodo

czynieniazcyframiitodziałaniearytmetyczneniebyłodlamniespecjalnietrudne.

Nikwszakżeniemógłsięznimuporać.Usiłowałniewyglądaćnapobitegoczy

podrażnionego.

–Nanasząprędkośćwzględemziemiwpływawiatr.Obniżająwiatrczołowy…–

ciągnąłKylie.

–Awiatrztyłujązwiększa,prawda?

–Tak,chłopcze.Dzisiajmamyszczęście,bowedługostatniegokomunikatu

opogodziedlatychokolicmamywiatrpomyślny,ztyłu,oszybkościdwunastu
węzłów.

–Toznaczyokołoczternastumilnagodzinę–pośpieszyłzodpowiedziąNik,

zaniepokojony,żegoznowuubiegnieTasker.

–Mniejwięcej–przyznałKylie,jednocześnienastawiającokrągłysuwak,tak

zwanyprzeliczniknawigacyjny,abyszybkootrzymaćdokładnącyfręaktualnej
szybkościwstosunkudoziemi.Idodał:–Trzebajeszczebraćpoduwagę

background image

znoszeniezkursualbonalewo,albonaprawozależnieodkierunkuwiatru.Wtej
chwilitozjawiskoniewywołujeżadnychpoważniejszychzmian.

Nikwziąłprzelicznikipróbowałposługiwaćsięnim.Kylienatomiastbardziejniż

przelicznikiembyłzainteresowanyswoimpasażerem.Niepozostawałomujednak
nicinnego,jakczekaćcierpliwie,ażhistoriaTaskerasamawyjaśnisięzbiegiem
czasu.Wiedziałzdoświadczenia,żeciekawośćczęstoprowokujeodpowiedzi
owątpliwejprzydatności.

Każdypasażermajakąśhistorięiprawiekażdylotsamwsobiestanowihistorię.

PomimoniebezpieczeństwikłopotówKyliemiałwesołewspomnieniazwiązane
zniektórymirejsami.

Kiedyświózłtrzechspecjalistówodstrzyżyowieczjednejstacjihodowlanejna

drugą.Weszlidosamolotujużpodochoceniizrobilizakładnatematodległoścido
następnejstacji.Gdyalkoholznichtrochęwyparował,jedenzpasażerów
przyczepiłsiędopilota,żenaumyślnieleciokrężnądrogąiżeprzezniegoprzegra
zakład.Kyliewłaśnieporałsięzgwałtownąburząimiałdosyćrobotybez
postrzygacza,któremuwgłowierozpętałasięinnaburza,wskuteknadużycia
alkoholu.

Kyliepamiętałtakżedoskonalestaregokolonistę,którywswoimczasie

pracowałjakostangretwfirmieCobbiSpółka.Omnibusykonne,kursującena
szlakachtegoprzedsiębiorstwa,wielezdziałaływudostępnieniuwnętrzakraju.
Otóżpatrzączgórynaokolice,kędyongiśprowadziłzaprzęgiuznojonychkoni,
weteranzapragnąłprowadzićsamolot.AKylie,zajętywybijaniemmuzgłowytego
zamiaru,nieostrożniewpadłwstadodzikichkaczek.Przedniaszybazostała
zgnieciona,twarzpilotaskaleczonairaczejdziękiłutowiszczęścianiżzręczności
Kyliezdołałbezwypadkuwylądowaćnazupełnympustkowiu,chociażkrawędzią
skrzydłazawadziłotwardykantkopcamagnetycznychtermitów*.

*Kopcetermitówbywająsześciometrowe.Termitymagnetycznebudująkopceszerokieapłaskie,

przypominającekształtemustawionąnasztorcpłytę.

Nieominęłygorównieżskutkiprawdziwegoiświadomegopodstępu.

Zpowoduuszkodzenianiewielkiegosamolotupocztowegowynajęto
wnastępstwiepowietrznątaksówkęKylie’go.Izpocztąnapokładziewpadł
wpułapkę:spostrzegłszybłaganieopomocwypisanewielkimiliterami,wylądował
napłaszczyźnieobokwyschniętegosłonegojeziora.Pomoc–cozaironia!Bandzie
rabusiówniechodziłobynajmniejopomoc,leczozawartośćprzesyłek
pieniężnych.NaszczęścieKyliemiałzesobąbroń.

Wynajmowałagopolicja,prywatnidetektywi,reporterzyifotografowie.

background image

Czasami,wrazieawarii,Kyliebyłnausługachlatającychlekarzyipielęgniarek,
latającychchirurgów,dentystówiweterynarzy.Woziłchłopcówidziewczynki
wracającychdodomuzeszkółwmieście,poganiaczybydła,kopaczystudzien
ipannypoślubioneperprocuraprzezgrackichfarmerów.Zabierałtakżeturystów
doAyersRock,tejnajwiększejskałynaświecie.Międzypasażeramikorzystającymi
zjegosamolotu-taksówkiznajdowalisięgórnicyiinżynierowiezatrudnieniprzy
eksploatacjikrajowychzasobówżelaza,miedzi,srebra,ołowiu,boksytu,opali
iszafirów.

WgłąbkrajuKyliezabierałludzi,którzyszukalipracylubspokojuuciekającod

wielkiegomiasta.Woziłosobystateczneipostrzeleńców,awanturników
iflegmatyków.Trafiałmusięczasemizbrodniarz–pewiendyrektorwielkiego
przedsiębiorstwawracałdoSydneyzinspekcjiodkrywkowejkopalnimiedziwraz
zdwomawspólnikami.Jedenznichmiałchoreserce,coukrywałprzedwszystkimi.
Aleówdyrektorznałtensekretichcącpozbyćsięwspólnika,usiłowałnamówić
Kylie’go,abyleciałwyżej,bojakobywysokościomierzdziałałwadliwieimoglinie
ominąćłańcuchagórskiego.Liczył,żeserceniewygodnegowspólnikanie
wytrzymalotuwrozrzedzonympowietrzu.Byłoto,wgruncierzeczy,planowane
morderstwo.

Zajścieztymczłowiekiembezskrupułówprzypomniałpilotowijegoobecny

pasażerJosephTasker.Kyliebynajmniejniezakładał,żenależyondogatunku
osóbnieprzebierającychwśrodkach,chociażTaskerniewątpliwiemusiałbyć
twardyizdecydowanynawszystko.Wyglądałtakżenainteligentnego.Jego
pośpiechzpewnościąwynikałzbardzoważnychpowodów.Chciałpodróżować
dyskretnie,aniesamolotemregularnejliniilotniczej.Zastrzeżeniecodoobecności
Nikanapokładzierównieżdawałodomyślenia.Powiedziałwyraźnie,żenieżyczy
sobiedodatkowejparyoczu.Kylieprzerwałrozmyślaniairzuciłpytanie:

–Cotamwidziszprzednami?

–Chmurę–odparłNik.

Odnosiłwrażenie,żezwałychmurpędząkunim,podczasgdywistocietooni

lecieliwichkierunku.

–Tostwierdzikażdy,ktoniejestślepy!Wlotnictwiezaśmusimyumieć

identyfikowaćchmury,bojednesąnieszkodliwe,ainnewrogie.Odróżnianie
chmurpomagawprzewidywaniupogody;Jaktystoiszzłaciną?

–Złaciną?Czyżwlotnictwiemusisięznaćłacinę?–powiedziałzdumiony

iprzerażonyNik,jednakżewobectyluskomplikowanychprzyrządówimającjuż

background image

pewnewyobrażenie,iluobliczeńnależydokonywaćwczasielotu,gotówbył
uwierzyć,żeiłacinajestniezbędna.

–Musiniemusi,chociażkażdyjęzyk,żywyczymartwy,możesięprzydać.Nigdy

niewiadomo,jakimjęzykiemprzemówidociebiepasażer,wierzącwdodatku,że
gozrozumiesz.

–Chodziłemnałacinęwszkole,alepotemprzerzuciłemsięnafrancuski–

powiedziałNikzpewnąulgą,jednaknadalzaintrygowany.

–Dziurywniebieniebędzieztegopowodu.Myślałem,żejeśliwiesz,jakjestpo

łaciniekłąb…

–Kłąb?…–powtórzyłNik.–Niestety…

Gdyzwielkimżalempotrząsałprzeczącogłową,znowuzajegoplecami

odezwałsięgłospanaTaskera.

–Cumulus–powiedział.–Natylepamiętamsłówkałacińskie.

–Świetnie–pochwaliłKylie.

–Torodzajchmury,co?–wtrąciłNikpostanawiając,żemusiwykazaćsię

bystrością.

–Towłaśniechmury,jakiemamyprzedsobą–potwierdziłKylie.–Naogół

cumulusytochmurydobrejpogody,chociażczasemtworząchmuryburzowe.

Kyliepochyliłsięwtyłiprzezramięzapytałswojegopasażera:

–Ajakjestpołacinie:pukiel?Toteobłoczki,het,nadnami.

–Zaraz,zaraz.Chyba„cirrus”.

–Doskonale.Noidochodzimydojeszczejednejgłównejformacji.Chmury

rozciągającesięjakpuchzpierzyny?Jakjest„rozciągaćsię”połacinie?

TerazNikpośpieszyłzodpowiedzią.Niedlatego,żeznałwłaściwełacińskie

słowo:poprostupamiętałnazwęchmury,która–jaksądził–pasujewtym
miejscu.

–Stratus?–poddał.

–Bystryzciebiechłopak–powiedziałKylie.–Nazwaczwartegogłównegotypu

chmurrównieżpochodzizłaciny,odsłowa,któreznaczy„deszcz”.

–Nimbus!–zawołałTasker.

Kylieuśmiechnąłsię–pierwszyuśmiechnatwarzypilota,jakiNikzauważył,

background image

wywołałarywalizacjamiędzyjegoewentualnympomocnikiemapasażerem.Kylie
zresztązłapałsięnatym,żechłopakzaczynagointeresować.Poprostuczuł
sympatiędokażdego,ktouparciedoczegośdążył.

–Właśnie.Nimbustoniskiechmury,szybkopłynące,szareinabrzmiałe

deszczem.Alewtejchwili–chybażesięgrubomylę–czekanasprzeprawaprzez
chmuręzupełnieinnegorodzaju.

Nikprzysunąłsiębliżejdoszybyiusiłowałcośdostrzec.Kyliezaśzdawałsobie

sprawę,żezajegoplecamiTaskertakżewyciągaszyjędoprzodu.

–Dym–powiedziałswoimpasażerom.–Niemamzamiaruchwalićsię

rozpoznaniemtegozjawiska.Poprostuczytałem,wgazecieowielkichpożarach
buszuwtejokolicy.Nawetwspomnianomiotym,gdyinformowałemsię
owarunkachlotu.Boczasemciąggorącegopowietrzadobrzepotrafidokuczyć.

–Jątakżeczytałemotychpożarach–powiedziałNik.Istotniebyłaonich

wzmiankawtejsamejgazecie,wktórejznalazłogłoszenie.

JosephTaskerjeszczebardziejpochyliłsiędoprzodu.

–Pożar!

IKylie,iNikspojrzelinaniegozdziwienipowagąjegotonu.

–Nigdyniewiadomo,kiedy,gdzieijakdostaniesięwłeb–powiedziałTasker.–

Człowiekrobiplany,pracuje,apotemjegowysiłkiidązdymem.

TeraziKylie,iNikzadawalisobiewmyślitosamopytanie:dlaczegoTaskertak

sięprzejąłpożarem?Czyżbyjegopośpiechprzyodlociemiałzwiązekzogniem?

Wkrótcepotemmaszynalekkobujającwpłynęławszarożółtąmasęinawet

trochędymuprzeniknęłodokabiny.Łatwobyłoodgadnąć,copochłaniają
płomienietamwdole:drzewagumowe,różnegatunkieukaliptusów,rosnących
wbuszuinalesistychterenachAustralii.Zapachdymubyłostryigryzący.

Wdoleolbrzymieprzestrzenieznajdowałysięwszkarłatnychszponachognia,

azranprzezeńzadanychbuchałgęstydym,jakburakrew.Nazboczachpasma
Grampianówwidniałyrozległeczarneplamyiosmalonekikutydrzew.

Nikaprzeraziłogromzniszczonychterenów,aleKylieniewidziałwtymnic

niezwykłego.Nierazwynajmowanogodoprzewozużywnościinawetwodyna
obszarydotknięteklęską,asięgającesetekmilkwadratowych.

Australiabyłaolbrzymimkontynentem,takwielkimjakStanyZjednoczone.Ijej

pożaryipowodzie,okresysuszyiokresyurodzajumiałygigantycznerozmiary.

background image

Kylieznowusprawdziłswojepołożenie.ZwróciłsięterazdoNika,którego

pochłonęłyrozmyślania,ileczasujeszczeupłynie,zanimznajdziesięwdomu
ibędziemógłwreszcieopowiedziećrodzicomirodzeństwu,jakdoszłodotego,że
przyjętogonapróbę,iopisaćpodniecającewrażenialotu.

–Twójzegarekźleidzie–powiedziałpilot.

Nik,zanimodpowiedział,przezorniespojrzałnazegarekistwierdził,żetym

razemznajdujesięnapewnymgruncie.

–Nie,proszępana,godzinęmamdobrą,bosprawdzałemją,zanimwsiadłem

doautobusujadącnalotnisko.

–Śpieszysięopółgodziny.

–Toniemożliwe!

–Najwidoczniejniewiesz,gdziejesteś.Nikspojrzałnaniegoniepewnie.

–WłaśnieminęliśmygranicęmiędzystanemWiktoriaistanemAustralia

Południowa.

–Aha!Jużwiem,ocochodzi!–zawołałchłopiecizabrałsiędoprzestawiania

wskazówek.–Jesteśmywinnejstrefie!

–Notak.Półgodzinyopóźnieniawstosunkudoczasuwschodniego.Apoza

tymjużmuszęzameldowaćsięwkontroliAustraliiPołudniowej.

–Wstrzymajsiępanztym,Kylie!–warknąłTasker.

PrzezjednąstrasznąchwilęKyliemiałwrażenie,żepopełniłniewybaczalną

pomyłkęwocenieswegopasażera.Ztonujegogłosumógłsięspodziewać,że
odwróciwszysięzobaczyzasobąbłyskstalowejlufyrewolweru.

Taskerzrozluźnionymkrawatemirozpiętymkołnierzykiem–alebezrewolweru

–pochyliłsiędoprzodumiędzyoparciamifoteliipowiedziałzespokojną
pewnościąsiebieczłowiekanawykłegodorozkazywania:

–NielecimydoAdelaide.

Kyliegłębokozaczerpnąłpowietrza,poprawiłsięwfotelu,spojrzałuważnie

przedsiebieipochwilizauważył:

–Niemogępowiedzieć,żebymbyłspecjalniezdziwiony,panieTasker.Zabiorę

panatam,gdziepanzechce,pragnęjednakzwrócićpanuuwagęnadwierzeczy.
Popierwsze,musimyzameldowaćozmianiewplanowanymlocieijeślitazmiana
spowodujeprzelotnadstrzeżonymterenem,jaknaprzykładwyrzutniarakietowa,

background image

powinniśmyotrzymaćpozwolenie…

–Nieżyczęsobie,abytenlotwzbudziłczyjejkolwiekzainteresowanie.Niech

pandołożystarań,abyleciećszybkoinieściągającnanasuwagi–towszystko,
czegożądam.Czytojasne?

–Taxi-Lot-Kyliezawszedbaospełnienieżyczeńklientów.

–Niemamcodotegozastrzeżeń,jakdotejpory.Atadrugarzecz,októrejpan

wspomniał…cototakiego?

–Paliwo.Przedodlotemnapełniliśmywszystkiecysterny.Torazemsto

trzydzieścigalonówiteoretyczniedosyćnatysiącdwieściemilprzynormalnej
prędkościprzelotowej,bezuwzględnieniaprzeciwnegoczypomyślnegowiatru.

–Naraziewystarczy–zdecydowałTasker.

–Ojakiejtrasiepanmyśli?–zapytałKylie.

Taskerznowupochyliłsiędoprzoduiwskazałpalcemdługą,wąskązatokęna

mapie,którąKylietrzymałprzedsobą.

–Mójsamolotniejestamfibią–odparłpilot.–Niemożemylądowaćwśrodku

ZatokiSpencera.

Taskerudał,żeniesłyszytejkwaśnejuwagi.

–NaZatoce,niedalekoPortLincoln,pewienczłowiekpolujenarekiny.

–Nieonjeden.Łowcyrekinówprzyjeżdżajątamzewszystkichstronświata.

Rekiny-ludojadywZatoceSpenceratonajwiększeinajbardziejkrwiożerczebestie
zewszystkichstworzeńżyjącychwmorzuinalądzie.

–Muszęnawiązaćkontaktztymczłowiekiem–powiedziałTasker.

–Czyonznajdujesięnapokładziebarki?–Tak,topięćdziesięciostopowabarka.

–Prawdopodobnierozporządzaaparatemnadawczo-odbiorczym?

–Oczywiście.Tochybanajlepiejwyposażonystateczektegotypu,jakimożna

wynająć.Aleczłowiek,zktórymchcęsięskontaktować–zktórymmuszęsię
skontaktować–poleciłwyjeżdżając,abyniewysyłaćdoniegowezwańradiowych,
boniebędzieichodbierał.Aradionadawczenapokładziebarkiraczejbędzie
milczało,chybażebynastąpiłytamniespodziewanekomplikacje.

Kyliestęknąłiprzejrzałjakieśnotatkinabloczkupodmapą.

–CifaceciodpogodywMelbournemówili,żenaZatoceSpencerazbierasięna

sztorm.Niesądzę,abytakadużabarkamogłaodtegoucierpieć,aorekinyłatwiej

background image

wczasieniepogody.Przymałejfaliiprzejrzystejwodzienieryzykują
podchodzeniazabliskodoprzynęty.

–Musimywypatrzyćbarkęzgóryiskomunikowaćsięzniąnieprzezradio,lecz

wjakiśinnysposób.

–Możezrzucićwiadomość?

TaskerspojrzałchłodnonaKylie’egoipowiedział:

–Obejrzałemcałysprzętnatejmaszynieizauważyłemlampęsygnalizacyjną.

Mamnadzieję,żepanumiesięniąposługiwać.

–MójMorsemocnozardzewiał–burknąłKylie.

–Alemójniezardzewiał!–zawołałNikchwytającochoczookazjędodziałania.

–CóżtymożeszwiedziećosygnałachMorse’a?–zapytałzpowątpiewaniem

Kylie.

Chłopcaopuściłouczucietriumfu.Właśniemiałzamiarpopisaćsięswoją

wiedzą,którąnabyłwharcerstwie,aleuznał,żebezpieczniejobraćtaktykę
skromności,irzeczowopowiedział,coumie.

–Twojaobecnośćmożeistotnieokazaćsiępotrzebna–rzekłKylieniebez

sarkazmu,poczymumieściłsłuchawkinauszachiodpowiednioustawiłmikrofon
nadajnika.

–Chwileczkę!–wrzasnąłTasker.

Kylienieusłyszał,więcpasażerzłapałgozaramię,Pilotrzuciłmuniechętne

spojrzenieiuchyliłjednąsłuchawkę.

–Ocochodzi?–zapytałgniewnie.

–Czypanmeldujeozmianiekierunkulotu?

–PanieTasker,wAustraliisystemkontroliruchulotniczegojestznakomicie

zorganizowany.Jeślisamolotniemeldujesięwokreślonychgranicachczasu,
następujealarmiposzukiwania,jeślizajdziepotrzeba.

–Notak,tak.Rozumiemdoskonałe,żeprzepisówniemożnaobejść.Chodzimi

jedynieoto,abypananisłowemniewspominałomojejtuobecności.Gdybyktoś
powziąłnajmniejszepodejrzenie,żebioręudziałwtymnagłymlocie,mogłyby
ztegowyniknąćpoważnekonsekwencje.Zwłaszczawchwili,gdyrozpoczniemy
głównączęśćtejwyprawy.

KylierzuciłnaTaskeraprzenikliweipytającespojrzenie,powtarzającwmyśli

background image

jegosłowa:„Głównaczęśćtejwyprawy”.Finansistanieudzieliłżadnego
wyjaśnienia.Nikakorciłopytanie,dlaczegoKylieniedowiadujesięonicwięcej,ale
powoliprzywykałdotrzymaniajęzykazazębami.

Kyliezpowrotemnasunąłsłuchawkęnaucho,połączyłsięzkontroląiczekając

napotwierdzeniezłożonegomeldunku,zacząłwspominaćjedenzeswoich
najdłuższychlotów.

ByłwłaśniewmieścieDarwinprzywiózłszytamsprzętdonurkowania

zamówionyprzezokrętowąfirmęremontowąitamwynająłgonalotdo
Melbournejakiśjegomość,którywygrałwkartygrubsząforsę.Kylie
zzadowoleniempowitałtęokazję.Natomiastmusiałodrzucićinnąpropozycję.
Pewnapanichciała,abyjązawiózłnawyspęMacauarie,gdziejejmążprzebywał
służbowonastacjimeteorologicznej.Wyspatabyłapołożonaodziewięćsetmilna
południeodTasmaniiiwydananałuphuraganówwiejącychodAntarktyki.Kylie
nieodmówiłby,gdybychodziłoonagływypadek,nawetjeślibymiałmiećkłopoty
zpaliwemprzysilnychprzeciwnychwiatrach.Aletymrazemusiłował
wyperswadowaćmłodejosobietenprojektiwreszcieprzyznałamurację:poczeka
namężawdomu.Szoferzwyczajnejtaksówkinierazjestzamieszanywróżne
krytycznesytuacjeludzi.Wypadki,najakietrafiapilottaksówkipowietrznej,
bywająjeszczebardziejosobliwe.

Otrzymawszyzezwolenienazmianętrasylotu,Kylienadalleciałnazachód,

jednakżelekkoskręcająckupołudniowi.ZostawiliAdelaidedalekozasobą
iznaleźlisięteraznaddługimmorskimzalewem.

Nikmiałdobrąocenęzgeografiiiniepotrzebowałpatrzećnamapę:byłato

ZatokaŚw.Wincentego,mniejszazdwóchzatoksąsiadującychzesobą.Obie
leżaływtejczęściAustralii,którejmapęsporządziłMatthewFlinders,podróżnik
angielski,podkoniecXVIIIwieku.Ionnadałwieleztutejszychnazw.TerazNik
miałokazjęobejrzeniawnaturzeprzynajmniejfragmentustronznanychmu
zmapy.

MinęlitęczęśćpółwyspuYorke,któraprzypominałaobcas–całypółwysepmiał

kształtbutagumowego.Widocznośćbyłacorazgorszawobecgęstniejącejmgły.
NadZatokąSpencerasamolotzacząłbujaćsięistawaćdęba,przedzierającsię
poprzezwiatrywiejącekupółnocy.Morzebyłoszarezbiałymigrzebieniamipiany.
Wyglądałogroźnie,aleNikczułsiębezpiecznywmetalowymkokoniesamolotu
jakwodrębnymświecie.

Taskerzachowywałnadalpostawęczłowiekaostrożnegoipowściągliwego.

Udzieliłwszakżegarstkiinformacji:barka,którejmieliszukać,została

background image

zaprojektowanaizbudowanaspecjalniedopołowurekinów.Nazwanoją„Łowca
Oceanu”.

„CzyzdołająwypatrzyćStateczekwrosnącymmroku?”–myślałNik.Zobaczył,

żeKyliemiękkimołówkiemkreślipółkoleponadZatokąSpenceranaarkuszu
przezroczystegoplastyku,którychroniłmapę.LiniawychodziłazPortLincoln–był
toośrodekrybackiiwypoczynkowy.Zanimchłopiecugryzłsięwjęzyk,natarczywe
pytaniepoprostusamosięzadało:

–Proszępana,ocotunaprawdęchodzi?

–Niemożeszwytrzymaćbezgadania!–burknąłKylie.

–Przecieżmilczęjakrybaodniewiemilugodzin!–jęknąłNik,słusznie

uważając,żezostałskrzywdzony.

Wkącikachustpilotazamajaczyłocośwrodzajuuśmiechuizarazwyjaśnił:

–PanTaskerpowiada,że„ŁowcaOceanu”wypłynąłnamorzedzisiajoświcie…

–Itakjest–przerwałżywoTasker,znowupochylającsiędoprzodu,abylepiej

słyszeć.

–Nowięcdobrze–ciągnąłKylie,zirytacjąspojrzawszyzukosanaswego

pasażera.–Wtakimraziebarkawtejchwilipowinnaznajdowaćsięgdzieśnalinii
tegopółkola.Niewiemy,czywzięłakurswgóręzatoki,czyteżnagłębszewody
oceanu.Mamzamiarleciećażdotegopunktu.–Ostrzemołówkastuknął
wmiejsce,gdzienakreślonajegorękąliniaprzecinałakonturwybrzeża.–Wtedy
skręcimynaprawoipolecimywzdłużłuku.Iobejrzymysobiedokładniekażdą
łódź,któramogłabyby愣owcąOceanu”.

–Planwyglądanapraktyczny–przyznałTasker.

–Dziękuję–odparłsuchoKylie.–Będęwtedyleciałmożliwienisko–aleznaleźć

sięwmorzuniemamochoty.Lubiępopływać,jednakżebezświadomości,że
wielki,białyrekin-ludojadmożewziąćmojebutyzaprzynętę.

Nikparsknąłśmiechem.

–Cóżwtymśmiesznego?–zapytałKylie.

–Nicanic–zapewniłgochłopiec.

–Możelepiej,żebymcięostrzegł–zauważyłKylietłumiącśmiech–żeniesłynę

zpoczuciahumoru.

Nikwtowątpił.PrzypozorachszorstkościKyliezpewnościąlubiłpożartować.

background image

Pilotprzypominałchłopcujednegoznauczycieli,któregobałasięcałaklasa,
dopókiniewyszłonajaw,żemiałdziwacznysposóbokreślaniawszystkiegona
opak.Mówiłcoinnego,amyślałcoinnego.Wspominającto,.Nikjeszczeraz
roześmiałsięgłośno.

Znowupalnąłgłupstwo.

–Słuchaj!–warknąłKylie.–Gdybędęmiałochotęnachichy-śmichy,kupię

sobiegadającąpapugę.Atywtejchwiliniejesteśpapugą,leczpraktykantemna
próbie.

Kyliepatrzyłuporczywieprzedsiebie,aNik,usiłującwyglądaćnaskruszonego,

spoglądałwbok.WdolezprawejstronycośprzyciągnęłouwagęTaskera.

–Musidobrzedąćnadsamymmorzem–zauważył.–Patrzcie,jakwiatr

odwiewadymzkominategostatku.

Wgłąbzatokipłynąłfrachtowiec,„Jakzacisznieiwygodniejestwsamolocie

wporównaniudowarunkówmarynarzynapokładziestatku”–pomyślałNik.

Przelecieliponadkilkomatrawleramirybackimi.Zichkominówsączyłysięwątłe

pióropuszedymu.Widaćstądbyłodalszy,wewnętrznybrzegzatoki–długipas
jasnegopiasku.

Kylieopuściłpraweskrzydłoiwykonałostrywirażoddalającsięodlądu,po

czymznowuwyrównałlot.Wziąłterazkursodpowiadającypółkolistejlinii
nakreślonejnaplastykuchroniącymmapę.JednocześnietłumaczyłNikowi,
dlaczegoskręcającobróciłsięzwiatrem.

–Toryzykownezmieniaćkierunekpodwiatrrobiącostrywirażnamałej

wysokości,awdodatkunadburzliwymmorzem.Wtedyjesttendencjadoześlizgu
iostatecznietracisięnawysokości.Alboteżkatastrofalniewytracasięszybkość.

Kylieniezdawałsobiesprawy,jakienamiętnościzostałyporuszone!Nika

ogarniałacorazgwałtowniejszaniecierpliwość;chciałwreszciepoczućmaszynę
wswoichrękach,choćbyprzezparęsekund!Byłotonapięciestokroćwiększe,niż
gdyczekałnaswojąkolej,abywreszciechwycićzakołosterowemałejbarki,
należącejdodrużynySkautówMorskich,którejbyłczłonkiem.

Dostrzegliwreszciedużąbarkęnamorzu.Nieżebywyglądałanadużą:

zpowietrzarobiławrażeniesrebrzystegodrewienka,powoliunoszonegonafalach
razwgórę,razwdół.Ajednakbarkamiałapokładireling,tyletylko,że
wrozmiarachdziecinnejzabawki.Napokładzieruszalisięludzie.

–Zarazjąobejrzymydokładniej–powiedziałKylieizacząłspadać.

background image

Barkęprzystosowanodołowieniarekinów;napolnymmorzuamatorzytych

połowówmogliprzywiązaćsiępasaminaobrotowychsiedzeniachzamocowanych
dopokładu.Zgórybyłowidać,jakktośzajmujejednomiejscezabezpieczającsię
wtenwłaśniesposób.Zkońcałukujegowędziskazwisałalinka.

Nikprzekonałsięteraz,żeniskilotnadwzburzonymmorzemmógłistotniebyć

niebezpieczny.Samolotniepokojącochwiałsięiopadał,afalepodobnedo
rekinów,jakrekinywyciągałykłydojegozałogi.

Napokładziekilkumężczyznzaczęłopowiewaćchustkami.

WtejwłaśniechwiliKylie,NikiTaskerjednocześnieodczytaligłośnonazwę

barkiwymalowanąnadziobie:

„SallyAnnę”.

Kyliewzbiłsiętrochęwgórę,poczymzacząłkrążyćnadbarką.

–JeżelitabarkawypłynęłazPortLincolnmniejwięcejwtymsamymczasie,co

„ŁowcaOceanu”–powiedział–ciludziebędąmoglinamudzielićinformacji.

Przygotowałlampęsygnalizacyjną;nadawałaonaczerwonelubzielonesygnały

zależnieodzastosowanegofiltru.Sygnałymogłyteżbyćbezbarwneiwtejchwili
Kylietaklampęnastawił.

Nacisnąłspust,którymwywoływałosiędługieikrótkiesygnałyświetlne.Kabinę

zalałotakostreświatło,żeświatnazewnątrzwydałsięNikowipogrążony
wfiołkowymmroku.

Nadlatującrównolegledobarkiodprawejstrony,Kyliezacząłnadawać:

–Szukamy„ŁowcyOceanu”…stop…czymożeciepomóc?

Woczekiwaniunaodpowiedźkrążyłnaokołobarki,sarkającnaopóźnienie.Nik

miałnakońcujęzykauwagę,żeKyliesammówiłniedawnoocierpliwości
niezbędnejwzawodziepilota.

ZaledwiekilkagodzinminęłoodpróbnegolotuwMelbourne,achłopiec

odnosiłwrażenie,żetobyłoprzedwiekamiiżeprzedwiekamitelefonował…do
matkizkantoru,zawiadamiającjązpodnieceniem,żeodlatujepowietrzną
taksówką.Powiedziałbyjejwtedy,żelotjestnagłyizwiązanyzjakąśtajemnicą,
gdybynieTasker,któryobserwowałgoisłuchał.

–Noipatrzcie!–utyskiwałKylie.–MójMorsewcaleniejesttakizły,aniktnie

odpowiada.Możeniematamżywejduszy,któraumiałabyodczytaćsygnały.

–Niechsiępanniemartwi!–zawołałNikdostrzegającpierwszebłyskilampy

background image

sygnalizacyjnejnapokładziebarki.

Kylie,rozpromieniony,skupiłsięnaodczytywaniuodpowiedzi.Nikodczytywał

jąrównież,gotówpowtórzyćgłośnojejtreść,gdybyrzeczywiścieKyliezupełnie
wyszedłzwprawy–wcozresztąniewierzył.

–Awięcmiałemrację!–powiedziałKylieizarazstreściłiskomentował

wiadomość.–„ŁowcaOceanu”wyruszyłnakrótkoprzed„SallyAnne”.
Przypuszczają,żepopłynąłnapołudnie,prawdopodobniedoprzylądka
Catastrophe.Notowporządku!Teraz,jeślipotrafięjednocześnieprowadzićten
gruchotinadawaćsygnały,podziękujętymtamwdolezainformacje.

–Możepotrzymałbympanustery?–skwapliwiezaproponowałNik.

–Jużtysiedźspokojnie,mójkochany.Czekanasterazniełatwyodcinekdrogi.

Kylienastawiałlampę,kiedyprzerwałmuTasker:

–Zależyminaczasie,więcniechpanzaniechatychuprzejmościileciwzdłuż

wyznaczonegoszlakudoprzylądkaCatastrophe.

Naszybachukazałysięruchomekroplewody,bowłaśniepruliprzezgąbczastą

chmurę.

–Nimbus?–zaryzykowałNik.

–Tak–SkinąłgłowąKylieiwłączyłwycieraczkę,PrzezparęminutNikwcichości

duchaupajałsięświadomością,żepoprawnieokreśliłchmurę.Apotemzaczął
rozważać,coichczekawczasiedalszejpodróży.PrzylądekCatastrophe.Togdzieś
tutajMathewFlindersstraciłkilkuswoichludzi,którzyodpłynęliwmorzemałą
łódką.Nazwatazabrzmiałazłowieszczo,aruchwycieraczeksunącychwprawoiw
lewoposzybieprzypominałostrzegawczekiwaniepalcem.

Rozdział3
WODYBIAŁEJŚMIERCI

Nikpierwszywypatrzył„ŁowcęOceanu”nazawietrznejpłaskiejwyspywprost

przylądka.

Obokbarkinarozkołysanymmorzupłynęłocośszarobiałego.Pochwilidopiero

chłopieczorientowałsię,żetowielkirekinprzywiązanydołodzi,zogonem
ściśniętymlinką.Krwiożerczyrozbójnikjużnieżył.

–Mieliszczęście–zauważył.

background image

–Musząterazzapomniećopołowie–powiedziałKylie,znowusięgającpo

lampę.–Jeślinieuszanująnaszegoczasu,panTaskerkażemiichskarcić
Morse’em.

Kylieniespojrzałzasiebie,abysprawdzić,jakzostałyprzyjętejegosłowa.Ale

zrobiłtoNikisłuszniewywnioskowałzwydętychniechętniewargTaskera,żeich
pasażerniejestczłowiekiem,którytylkostraszygroźnąminą.

–Ototekst,którypanimnada–powiedziałpodającpilotowikartkęwydartą

znotesu.

Rzuciwszyokiem,Kyliestwierdził,żesobieznimporadzi.

Zamknąłgaz,abyjaknajwolniejpodejśćrównolegledobarki.Niknaliczyłpięciu

mężczyznnapokładzie.Barkabyławiększaismuklejszaniż„SallyAnne”.

GdyKylienakierowywałmigacz,mocnonimikołysało,więcpodałgoNikowi,

żebymócchwycićkołosterownicyobiemarękami.

–Choleraztymwiatrem!–mruknął.

–Możejabympotrzymał?–zaofiarowałswojeusługiNik.

–Idałnurkaprostowmorze?!Niezapominaj,żewszystkieswojeoszczędności

wsadziłemwtengruchot.

–Niesterownicę,tylkomigacz!–pośpieszniewyjaśniłNik.

Kylieniemiałnicprzeciwkotemu,alezdecydowałTasker.

–Todobramyśl,chłopcze.No,jazda!

Nikwahałsięjeszczewobawieprzedreakcjąszefa.

–Nacoczekasz?!–huknąłpilot.–Niesłyszałeś,copowiedziałpanTasker?–

Ioderwawszynachwilęrękęodsteru,podałNikowinotatkę.

„TumówiTaskerzpokładusamolotu.Proszępotwierdzićodbiór”–przeczytał

chłopiec.

–Nadajnarazieto–poleciłmuTasker.–Podyktujęcidalszyciąg,skorotylko

będziemywiedzieli,czynasrozumieją.

background image

Nikazdjąłlęk,żenicjużniepamiętazalfabetuMorse’a.Pochwilistrachminął

ichłopieczacząłpalcemnaciskaćspustkierującbłyskiwstronębarki.Wczasie
przeszkoleniawdrużynieSkautówMorskichdziwiłsięczęsto,żetakdobrzemu
idziesygnalizacja.

Kylieznowuwykonałskręt.

Azdołuwysyłanojużodpowiedź.

–„Proszępowtórzyć”–odczytanojąwsamolocie.

–Tebałwanynierozumieją!–wściekałsięKylie.

Musiałjeszczerazwykonaćwirażipowtórnieokrążyćbarkę.

ANikaogarnęłoprzerażenie,żetoprzezjegonieumiejętnośćsygnałysą

nieczytelne.

Powtórzyłpolecenieitymrazemotrzymalinatychmiastowąodpowiedź:

–„Słuchamy,Tasker.Proszęmówić”.

ZanimNikzdążyłzwrócićsiępodalszeinstrukcje,Taskerjużdyktował:

–„Koniecznarozmowa.Natychmiastprzybijajciedowyspy”.

–Jużnadaję!–zawołałNikizająłsięsygnalizacją.

TymczasemKyliepowiedziałprzezramiędoTaskera:

–Topańskasprawa,nacojestkoniecznarozmowa.Proszęmijednakwybaczyć

pytanie:conastąpi,gdybarkainiewątpliwieczłowiek,któregopanchcespotkać,
rzeczywiściepodpłynądowyspy?

–Jesttammoloodstronyzawietrznej…iplaża.

–Jakwidzę,panjużsobieWszystkoobmyślił.Barkaprzybijadomola,aja

lądujęnaplaży,co?

–Rzeczywiście,otomichodzi.

–Plażamożewsobiekryćmnóstworzeczynielubianychprzezsamoloty.Na

przykładrozmiękłemiejsca,głazy,ukrytewpiaskuszczątkirozbitychstatków.

–Wedługmnie,Kylie,taplażajestszerokairówna.

–Może.„ŁowcaOceanu”dobijedopomostubeztrudności,natomiastplażę

musimynajpierwdokładnieobejrzeć.

Kylieskierowałmaszynęnawyspę.

background image

–No,awiadomość?–zapytałNik.

–Wstrzymajsię–krótkopowiedziałKylie.

NikzerknąłnaTaskera–jakteżnatozareaguje?Finansistamocniejzacisnął

wargi.Byłnajwidoczniejczłowiekiem,któryzawszepostępowałwedługswego
widzimisię,ajeślicośstawałomunaprzeszkodzie,czułsięsrodzedotknięty.
Przypominałchłopcuniezwyklesurowegodyrektoraszkoły.

Wzgórzanawyspiehamowałysiłęwiatruilotbyłcorazspokojniejszy,wmiarę

jakKylieopuszczałsięniskonadplażą.Przeleciałnadniąizarazwydałwyrok:

–Niewyglądanato,abytambyłyskałyozyinnepułapki.Potrzebanam

jakiegośtysiącastópnalądowanie…

–Przecieżdługośćplażyjesttrzykrotniewiększa–przerwałmuTasker.

Kyliezmarszczyłsięgroźnie,tłumiącgwałtownąchęćzgromieniaswego

pasażerazaprzerywanie.

–Jamyślęrównieżiostarcie–powiedziałzlodowatąuprzejmością.–Jeśli

piasekjestmiękki,przylepimisiędokółibędępotrzebowałwięcejmiejscaniżna
twardejbieżni.Noaterazproszęzapiąćpasy!

Chciał,żebyNikiTaskerzabezpieczylisiępasami,zanimzaczniewypróbowywać

powierzchnięplaży.Wylądowałnaprostymkawałku,opuściłpodwozietrójkołowe
iklapyskrzydeł,abyzmniejszyćszybkość.

–Nazywamytenmanewr:„dotknijizjeżdżaj”–objaśniłNika.

INikodrazuzrozumiałsenstegowyrażenia.Kołazetknęłysięzziemiąna

przestrzeniparujardów.Ztakprzelotnegoprzyziemieniajedyniebardzo
doświadczonypilotmógłpoznaćjakośćpodłoża,aleKyliebyłtakimwłaśnie
starymwygą.Zanimrozkręciłswojewłasneprzedsiębiorstwo,latałnalinii
komunikacyjnej,któraobsługiwałarozrzuconepokrajustacjehodowlane.
Pracowałteżnawielkichsamolotachpasażerskichkursującychmiędzygłównymi
miastamiAustralii.Przezpewienczassłużyłrównieżnaliniachmiędzynarodowych,
natrasiebiegnącejprzezPacyfikdoAmerykiiprzezWschóddoAnglii.Noiw
czasiedrugiejwojnyświatowejbyłpilotemnabombowcu.Czytozwyboru,czy
zkonieczności,lądowałnabardzoróżnychterenach.Nalodzie,natopniejącym
śniegu,naglinieczynawyschłychsłonychjeziorach.Nieraznajadłsięstrachu
czując,żekołamugrzęzną,asamolotpodskakujenadziurzealboskręcawbok,
umykającspodkontroli.

ZapomocąkółpodwoziaKylieniejakowymacał,nibypalcami,powierzchnię

background image

plaży.Zasobąmógłledwiedostrzeckoleinypozostawioneprzezopony.Ito
potwierdziłojegonadzieję,żeplażanadasiędobezpiecznegolądowania.

Znagłymodruchemdobregohumoruobejrzałsięnapasażeraipowiedział:

–Dobremapanoko.Jakośwylądujemynatympiachu.

–Świetnie–odparłTaskerchłodno.

–Oczywiście,oilelądowaniemasens.

–Dlaczegomaniemiećsensu?–zapytałTasker.

–Bojeślibarkaitenczłowiek,októregopanuchodzi,nieprzybijądomola,na

cozdasiętrudnaszegolądowania?

–Barkamusipodpłynąćdowyspy!–oświadczyłTasker,stanowczymtonem

dającdozrozumienia,żechodziocośdużoważniejszegoniżuczynieniezadość
jegoosobistymżyczeniom.

Krążylijużzpowrotemnadbarką.

–Gzymamnadaćimtosamo,copanmiprzedtempodyktował?–zapytałNik.

–Oczywiście.„Koniecznarozmowa.Natychmiastprzybijajciedobrzegu”.

PrzeduruchomieniemmigaczaNikjeszczespojrzałnaKylie’ego,chcąc

potwierdzeniarozkazu.

–Jazda!Nacoczekasz?–popędzałgopilotszorstko,alechłopiecjużwiedział,

żetaszorstkośćjestjakniegroźnepowarkiwaniepsa.

Wkrótcesygnałamiprzekazałpolecenieprzezboczneoknosamolotu.

NastąpiłjaszczejedenwirażiNikodniósłwrażenie,żepodróżujenagrzbiecie

olbrzymiegoskrzydlategopotwora.

Gdywrócilinadbarkę,odebraliodpowiedź:„Dlaczego?”

–„Dlaczego?”–przedrzeźniałTaskerzezłością.–Gdybytenczłowiekwiedział,

ocochodzi,napewnoniepowodowałbyaniminutyzwłoki.Aleprzecieżnie
powiemmuwszystkiego,ryzykującniepożądanągadaninę.Muszęgojednak
przynaglić…

Taskerurwałtogłośnerozważanieigniewniecośmruczałdosiebie,obmyślając

następnytekstdosygnalizacji.

Nieczekającnainstrukcje,Kyliewykonałnowyskręt,abybyćwpogotowiu,

kiedyNikzabierzesiędoroboty.

background image

Taskernienamyślałsiędługo.

–Jużmam!Sygnalizujim:„Galionplonie”.

Kylie,zdziwiony,odwróciłgłowęispojrzałnaswegopasażera,Nikzaś

powtórzyłzniekłamanymzdumieniem:

–Galionpłonie?!

–Jużontozrozumie,chociażbyusiłowałudawać,żejesttępyjakstołowanoga,

iupierałsięjakosioł.Dalej,śpieszsię!

DopieropoprzesłaniuwiadomościNikzacząłsięgłowićnadjejznaczeniem.

Galion?Torodzajstatku.GalionypodpływałyprzedwiekamidowybrzeżyAustralii
iwieleznichuległorozbiciu.Gnijąceszczątkigalionówznajdowanowśródkorali
uwybrzeżyPółnocnegoQueenslanduiAustraliiZachodniej.Alewjakisposóbtaki
statekmógłpłonąć?

Kylie’emusnułysiępogłowiepodobnepytania.Byłbyskłonnysądzić,że

wchodzituwgrętajemnyszyfrznanyczłowiekowinapokładziebarki,żebynie
jedenfakt:Taskerpoprzedniomówiłjużoogniu,opożarze,kiedylecieliwśród
gorącychprądówpowietrzanadlasamiwpłomieniach.Zbarkinadawano
odpowiedź.

Nikzawahałsięchwilę,zanimprzekazałostrąiniegrzecznątreśćsygnałów

Morse’a.ZatoKyliepowtórzyłzezłośliwąsatysfakcjąijadowitymnaciskiem:

–„Zgoda,dojasnejcholery”.Uprzejmaodpowiedź–dodał.

–Wjegostylu–burknąłTasker.

–Wczyim?–zapytałKylie.

–Spotkagopanwewłaściwymczasie.Niechmipanwierzy,sytuacjabędzie

naprawdęrozpaczliwa,jeślionsiędonasnieprzyłączy.

Urażonylekceważącympominięciemswegozapytania,Kylieironicznie

przytaknął,żetadziwnasytuacjaistotniebędzierozpaczliwa.Wtejchwili
spostrzegłuśmiechnatwarzyNikaipoczerwieniałzezłości,alewidząc,jak
chłopiecniespokojnieprzełykaślinę,świadomyswejwiny,wkońcumrugnąłdo
niegoporozumiewawczo.Międzyzwierzchnikiemipraktykantemzawiązywałsię
przyjacielskisojuszwobecnieprzyjemnegotonuinieufnościTaskera.

Tymczasembarkapłynęławkierunkumola,aKylieprzygotowywałsiędo

lądowania.

Samolotposzybowałlekkozchwilą,kiedywyspadałamuochronęodwiatru.

background image

Nikmógłobserwowaćczynnościzwiązanezlądowaniem,awięcopuszczanie
podwoziaiklapskrzydłowychwceluzredukowaniaprędkościiodejmowaniagazu.
Patrzałrównieżnalicznikigłównychprzyrządów:wysokościomierza,wskaźnika
zakrętów,chyłomierzapoprzecznegoiwariometru–wskaźnikaprędkości
wznoszeniaiopadania.

Moloznajdowałosięprzyjednymkrańcuplaży,onizaślądowalinaprzeciwnym

krańcu.Pohukuwczasiewirażyprzyokrążaniubarki,obecniesilnikijedynie
szeptały.

Wmomencieprzyziemienianastąpiłzłagodzonywstrząs,potemdrugiijuż

kołowali.Nikczuł,jakpiasekuginaSiępodciężaremmaszyny–zupełnieinnebyło
wrażenieprzygładkimlądowaniuwMelbournepolociekontrolnym.

Iwtedygwałtowneszarpnięciezachwiałosamolotem.Praweskrzydło

podskoczyłowgórę.Byłatosekunda,dośćjednak,abyKyliewybuchnął:

–Aniemówiłem!Tenpiasektylkowyglądaniewinnieirówno,apodspodem

kryjecośtwardego.

Uruchomiłhamulceiosadziłmaszynęnamiejscu.Zamknąłgaziwyłączyłsilniki.

–Mogłobyćgorzej–stwierdziłostatecznie.

–Założyłbymsię,żeprzytrafiałysiępanugorszerzeczy–powiedziałNik,

zaskoczonynagłymszarpnięciem.Takjakbysamolotdostałporządnegokopniaka.

–Gdybymwylądowałdogórynogami,niebyłobytoporazpierwszy–sucho

stwierdziłKylie.

Taskerowipilnobyłowysiadać,więcKylieprzynaglałNika.

–Złaźpierwszy.Schodkijużopuszczone.Wreszciewszyscytrzejznaleźlisięna

plaży.

–Całemorzenanaswali–zauważyłTaskerusiłującwypatrzy愣owcęOceanu”

ponadfalami,poprzezmgłęrozpryskuiniskichdeszczowychchmur.Barka
podpływaładomola,silniesiękołysząc.

–Tenichrekintakżemadobrąszkołę!–powiedziałześmiechemNik.

–Powinniuważać–mogągozgubićjaknic–dodałKylie.

Taskerzaśmiałsiękrótko.

–Naszprzyjacielniebyłbytymzachwycony.

ZarównoKylie,jakiNikuświadomilisobie,żeTaskermówioczłowiekuzbarki

background image

niebezzłośliwości.Wytężaliwięcoczy,żebygowreszciezobaczyć.Barka,która
podpływałajużdomola,naobuburtachmiałaciężkieodbijacze.

Taskerruszyłkuniej.

–Idźity.Widzę,żeumieraszzciekawości–powiedziałKyliewyczuwając

niecierpliwośćchłopca.

Nikazatkało.Wściekałgofakt,żektośztakąłatwościączytajegomyśli!Przez

chwilęzamierzałzostaćprzysamolociepoprostunaprzekór.Alepotemzobaczył
kpiącyuśmieszeknatwarzyswegoszefa.

–Będęmiałnanichoko–powiedziałzapominającozłości.

–Todobramyśl–pochwaliłgoKylie.–Mamwrażenie,żeobydwajbędziemy

musielimiećnanichokowczasietejpodróży.

Zacząłoglądaćwlotpowietrzaprzyjednymz.silników,aNikodszedłpo

śladach,jakiewpiaskuwycisnęłoeleganckie,miejskieobuwieTaskera.

Zawydmami,nazawietrznejgłównegogórzystegopasmawyspy,Stałokilka

baraków.Ztablicypokrytejzłuszczonąfarbąisterczącejprzyzarośniętejścieżce
międzybarakamiamolemNikdowiedziałsię,żebyłatukiedyśprzetwórnia
rekinów.Gdybrnąłdalejprzezkupypiaskuigruzów,spostrzegłjakiśbiały
przedmiot–byłtodługi,nierównyząbodłamanyprzykorzeniu,ząbrekina.Nik
schowałgodokieszeni–otonietylkopamiątka,aleinamacalnydowód,że
naprawdętrafiłwtoosobliwemiejsce.Przecieżwdomumoglibymunieuwierzyć!

Taskerczekałwpołowiemola;rzadkiewłosyrozwiewałmuwiatr,aidealnie

białakoszulawydymałasięwjegopodmuchach.

Barkapodpływałapowoli.Silnikzacząłobracaćśrubęwprzeciwnymkierunku

istateczekprzybiłdopomostuciągnącnalincerekina,któryziałotwartąpaszczą
wkotłowaniniebiałychfal.

MarynarzpokładowywdżinsachiwiatrówcerzuciłTaskerowizwójliny,

krzycząc,abyjąomotałwokółpachołkadocumowanianamolu.Taskerzabrałsię
dotego,alenajwidoczniejbrakmubyłowprawyczłowiekanawykłegodopracy
fizycznej.PozabezpieczeniulinymarynarzwyskoczyłnabrzegizastąpiłTaskera.

Grubeodbijaczezpowrozazmniejszyłysiłęzderzeniazmolem.WtejchwiliNik

byłjużnamoloiprzybiciebarkitrochęnimzachwiało.Czuł,jakwdrewnianym
pomościekażdespojenietrzeszczyiskrzypi.

Marynarzepomagaliwysiąśćzbarkiwysokiemu,siwemumężczyźnie

background image

ogniewnej,ciemnejtwarzy.Miałnasobiewiatrówkęiszarespodnie
znieprzemakalnejtkaniny.Jegodużestopywydawałysięjeszczewiększe
wgranatowympłóciennymobuwiuogrubychpodeszwach.Jegomościa
najwyraźniejrozzłościłapomocprzywysiadaniu.Znalazłszysięnapomoście,
skrzyżowałramionaizezłościąwlepiłwzrokwTaskera.

Nikpaliłsięzciekawości,abyusłyszećichrozmowę,alewłaśniefalaprzyniosła

nieżywegorekinadodziobubarkiichłopcapochłonąłbezresztywidok
olbrzymiegopyska,którynibywdrwiącymuśmiechuszczerzyłnierównerzędy
trójkątnych,ostrychjakbrzytwazębów.Tułówpotwora,podobnydotorpedy,
stanowiłarcydziełokształtuopływowego,łebzaśbyłpoprostukoszmarny.Jakiza
życia,takterazwbezruchutengatunekrekinazwany„białąśmiercią”byłtworem
jednocześniegroźnymipięknym.

Nikpodświadomiezląkłsię,żepotwórożyje,iodszedłprzezornie.Achociaż

zbliżyłsięjużdoTaskeraisiwegomężczyzny,ciąglejeszczeabsorbowałgorekin
idopieropochwiliusłyszałichrozmowę.

Olbrzym,łowcarekinów,byłniewątpliwieAmerykaninem.

–Słuchajno,Tasker–mówił.–Całasprawazostałajasnopostawiona,czyżnie?

Tomojewakacjeiniktniepowinienwiedzieć,gdziejestem.Atakże,kimjestem.

–Wiem,otym,wiem,Olsen–powiedziałpojednawczoTaskerusiłującukryć

rozdrażnienie.–Zcałymszacunkiemodnoszęsiędotwoichżyczeń.

Przecieżsamzorganizowałemdlaciebietęwyprawęwędkarską.

–Toczemu,udiabła,zawracaszmigłowę?

–Olsen,palisięgalion,wiesz,cotoznaczy.

–Czyżbyniktinnyniemógłsobieztymporadzić?

–Niktinny,tylkoty.PoprostunieznamywAustraliinikogo,ktobytopotrafił.

Apożartrzebaugasić,zanimwiadomośćonimrozejdziesiępocałymświecie.
Wynająłempowietrznątaksówkęijeślipośpieszymysię,dotrzemyjeszczedzisiaj
namiejsce.

–Posłuchaj,Tasker.Przybywamilat,apieniędzyniepotrzebuję.Naprawdę,nie

znajdujęjużżadnejprzyjemnościwwalce…

–Nieopowiadaj!–zawołałTasker.–Czyżniechęćwalkisprowadziłacięnate

łowiska?Brałeśjużudziałwewszystkichrodzajachwalki,jakiejczłowiekmoże
zaznać,ajesteśtutaj,borekin-ludojadstanowiwyzwanie,zktórymniezetknąłeś

background image

sięjakdotąd.

Olsenwskazałnaswojązdobycz.

–Tenrekinważytylkotysiącpięćsetfuntów.Mamnadzieję,żezłowię

większego!

WtymmomencieTaskerzauważyłNika.

–Coturobisz?–zapytał.

–Oglądałemrekina–odparłchłopieczaskoczonyostrymtonempytania.

–Zmiatajstądnatychmiast!–powiedziałTasker.OdchodzącNikusłyszałjeszcze

pytanieOlsena:

–Cotozachłopak?

–A,takizawalidroga,pilotuparłsię,żebygozsobązabrać…–brzmiała

odpowiedź.

Urażonyokreśleniemswojejosoby,Nikprzyśpieszyłkroku.Minąłtablicęipuste

barakizastanawiającsię,jakiewłaściwiefunkcjespełniałaprzetwórniarekinów.

Kyliecofnąłsięnapoczątekplażyiterazwracałdziobiącpatykiemwpiasku

wzdłużśladówpozostawionychprzezwszystkietrzykołapodwozia.SpotkałNika
przysamolocie.

–Znalazłemtylkokawałekbelki,októryzawadziliśmyprzylądowaniu–

powiedziałwyjaśniającNikowicelwykonywanejczynności.–Sprawdziłemobie
koleinyinicinnegonieodkryłem.

–Zdajesię,żeprzystarciebędziepanterazmiałdodatkoweobciążenie–

powiedziałNik.

–Zezbytwielkimobciążeniemwogólenieruszymy.Taskerwspominałtylko

ojednejosobie.Czyżbymiałnamjeszczekogośwpakowaćnapokład?

–Nie,aletajednaosobastarczyzakilka.

Iopowiedziałszefowi,comimowoliusłyszał.

–JeśliTaskerjestrzeczywiścietakitwardy,najakiegowygląda,napewno

znajdziesposób,żebyzabraćtegoOlsena.Atocidopierotajemniczahistoria,co?

–Jatakżeuważam,żetocałkiemsensacyjne!–zawołałNik.

–Tylkożebyśniezadawałzawielepytań!–ostrzegłgoKylie.

Postaramsię.

background image

Kyliemruknąłcośpodnosemispojrzałwdrugąstronę.Spostrzegłtablicę

znapisem,nieczytelnymztejodległości.

–Tubyłaprzetwórniarekinów–objaśniłgoNik.

–A,prawda!Samotymczytałemkilkalattemu.Jacyśfaceciwyobrazilisobie,

żezrobiąwielkąforsęłowiącrekiny,garbującichskóry,wytapiająctranisusząc
skrzela,abyjepóźniejsprzedawaćChińczykom.Kiepskoprowadzilicałyinteres
izbankrutowali.Aleniezbrakurekinów.Tosąokolicenajgęściejzaludnionena
świecie…

Iprzerwał.

Nikspojrzałpytająco.

–…jeślichodziorekiny–skończyłKyliezledwiewidocznymuśmiechem.

–Ależzpanakawalarz!–zawołałNikparskającśmiecheminaglezamilkł

przerażonytym,copowiedział.

–Co?–warknąłKylie.

–Jatopowiedziałemjakokomplement–próbowałtłumaczyćsięNik.

–Gdybędęmiałochotęnakomplementy,samoniepoproszę!–uciąłKylie.–

O,zdajesię,żeTaskerdokonałtego,cochciał.

Chłopiecuprzytomniłsobie,żejesttylkonapróbieijeszczeparętakich

niefortunnychpowiedzeń,apilotuzna,żekandydatnapraktykantanienależydo
bystrychmłodzieńców,którychstałaobecnośćwprzedsiębiorstwie„Taxi-Lot-Kylie”
byłabypożądana.

OdstronymolazbliżałsięTasker,wyprostowanyisprężysty.Olsenszedłzanim,

przygarbiony,stawiającdługiekroki.Jegobujna,siwaczuprynafruwałanawietrze.
Wyglądałjakstarylew,azarazemprzypominałzawodnikasportowego.Dojakiej
towalkiciągnąłgoterazTasker?Pożar–otojedynawiadomawtychtajemniczych
zapasach.

GdyTaskerzapoznawałgozKylie’em,naczoleOlsenaciągletkwiłachmura

niezadowolenia.

–BuckOlsen?!–powtórzyłKylieusłyszawszyjegonazwisko.–Cośmito

zaczynaprzypominać…

–Wtakimrazieniechpanprzestaniesobieprzypominać!–rzekłkrótkoTasker,

dającdozrozumieniapilotowi,żebyniewtrącałsiędonieswoichspraw.

background image

–Mamnadzieję,żepanumieprowadzićswojąmaszynęgładkoirówno,bo

osiągnąłemjużwiek,kiedydbasięowygody–oświadczyłOlsen.

–Zrobię,cosięda,alenicniemogęobiecać,dopókiniedowiemsię,dokądpan

Taskerchcelecieć.

Olsenroześmiałsię.

–Wprawdzienieczujęnakarkulufyrewolweru,niemniejjestempodpresją.

Taskerbyłnadalchmurnyikwaśny.

–Ocelulotupomówimypowystartowaniu.Kylieniepytałwięcej.

Nikwlazłnaskrzydłoiprzytrzymałdrzwi,gdywchodzilikolejnoOlsen,Tasker

iKylie.Potemsiadłnaswoimmiejscuizamknąłorazzabezpieczyłdrzwi.

Kylieuruchomiłsilnikiipodrolowałpowybranymdostartuterenie.Obyłosię

bezwstrząsów.Potemdodałgazu.Samolotdrgnął,aplażazamigotaławoczach
Nika.Przelewającsięwotaczającepowietrzehukniejakoprzetwarzałjewcoś,co
ożywiałomaszynę–takzdawałosięchłopcupomimoobjaśnieńpilota,że
przepływpowietrzastwarzassanieponadskrzydłamiipowstajesiłanośna
skierowanadogóry.

–Startujemy!–zawołałKyliewłączającpełnygazobusilnikówizwalniając

hamulcekółpodwozia.

Nastąpiłachwilaoporu,apotemsamolotzacząłkołowaćpopiasku,wpadając

wrówny,płynnyruch.PrzednimigroźniewyrosłyskałyiNikakorciło,aby
pociągnąćzadrążekispowodowaćoderwaniesamolotuodziemi.AleKyliesam
właśnietozrobił–choćnieraptownie–zadzierającmaszynęwgóręzdalaod
niebezpieczeństwczyhającychnaziemi.

Spojrzawszywdół,Nikdostrzegłjeszczebarkęiupiorny,szarawykadłubrekina.

Potemweszliwgęstąchmurę.Naprzedniejszybiezmieniałsiękapryśnie
koronkowy,niesymetrycznywzórkropeldeszczu.Lecielijużzwielkąszybkością.

–Wktórąstronę?–zapytałTaskeraprzezramięKylie.

–Narazienapółnoc.

Kylieniekwestionowałpolecenia.Wiatrmieliztyłu,cozwiększałoprędkość

iułatwiałospełnienieżyczeńOlsena,jeślichodziowygody.

–Ozymapanmapę?–zapytałTasker.–DokładnąmapęcałejAustralii?

–Jestmapawkieszeniprzydrzwiach,kołociebie–powiedziałKyliedoNika.

background image

Chłopiecznalazłparęzbiorówprzepisówikilkazłożonychmap.Wybrałspośród

nichmapęcałegokontynentuaustralijskiego.

Taskersięgnąłponiąirozłożyłjąnakolanach.

–PanieKylie–zacząłpatrzącnamapę.–Niechcęobciążaćpana

niepotrzebnymiszczegółami.OczywiściepanOlsenwie,dokądmamzamiarlecieć.
Ijaksądzę,zdajesobiesprawęażnadtodobrze,jakdalecejestpotrzebna
najściślejszadyskrecjawtejdziadzinie.Wobectegobędępanupodawałmarszrutę
stopniowo.Otóżtaczęśćkraju–mówiłdalej,wskazującpalcemnaobszar
sięgającyodAustraliiPołudniowejwgłąbAustraliiZachodniej–jestbardzosłabo
zaludnionaalbowogóleniemamieszkańców.

–Apozatymsątuterenystrzeżonezpowoduwyrzutnirakietowych

ipoligonówdoświadczalnych–przypomniałmuKylie.

–Właśnie–suchoprzyznałTasker.–Sądzę,.żepowinniśmywziąćkursnaAlice

Springs.–IpalcemwskazującymstuknąłnieomalwsamśrodekAustralii.

–Jakpiansobieżyczy,tylkożezużyliśmyjużsporododatkowejbenzyny

wskutekkrążenianadbarkami.DoAliceSpringswyczerpiemycałynaszzapas.

–Owszem,biorętopoduwagę–odparłTasker.–Sądzę,żepanpowinienznać

jakieśmiejsce,jakąśodosobnionąfarmę,gdziedałobysiępobraćpaliwo.Mamna
myślimiejscezamieszkaneprzezniewieleosób,któreniezacznąnatychmiast
opowiadaćonaszejbytnościiodlocieprzeztelefonczyprzezswoje
radionadajniki.Ponadtoabsolutnienieżyczęsobielądowaniawtakdużymmieście
jakAliceSprings.

Kylieznałniejednomiejsce,gdziemógłzatankowaćmająccałkowitąpewność,

żeniktniebędziezadawałkłopotliwychpytańigdzieunikniesięniepożądanej
gadaniny,jeślitylkopowietymludziom,żemapowierzonesobiepoufnezadanie.
WczasieswoichrejsówwtestronynasamolociepocztowymKyliepoznał
osobiściewieluwłaścicielistacjihodowlanych.Zanimjednakmógłcoś
zaproponować,biorącpoduwagężyczeniaTaskera,potrzebowałparu
dodatkowychszczegółów.

–JakdalekadrogaczekanasjeszczezokolicAliceSprings?

Taskerjużkierowałpalecnaokreślonemiejscenamapie,alezreflektowałsię

wporęiniezdradziłostatecznegocelupodróży.

–Mniejwięcejtakasama,jakstąddoAliceSprings.

–Ztejstronytegomiastaniebędziekłopotówzpobraniempaliwa.Znam

background image

odpowiedniemiejsce.

–Tojużzostawiamdopanadecyzji.

Taskerzłożyłmapę,alezatrzymałjąprzyslabie.

Samolotprzebijałsięprzezmrocznepowietrze.Nikmiałuczucie,żetenświat

wgórze,zupełnieprzecieżdlaniegonowy,łączysięzjakimiśznanymimu
doświadczeniami.Gęstymrokiwilgoćprzypominałyotoczeniepodwodne,
nurkowaniewpochmurnydzień,kiedywodakotłujesięoddna,anadgłowąciążą
wzburzonefale.

MinęlidymyhutołowiuwPortPirieipoczątekZatokiSpencera,apotemlecieli

nadolśniewającąbieląsalin.

Olsenstęknąłrozpaczliwie.

–Dodiabła,Tasker!Żeteżmusiałeśmiprzerwaćwakacje!Wtejchwilimoże

bymwłaśniepobiłrekordświatowywpołowachrekina-ludojada.

–Jeszczecimałorekordówwżyciu?–zapytałTaskerzapominającoostrożności

idającnowąpożywkęchciwymuszomKylie’egoiNikaStringera.

Kyliewmyślipowtórzyłrazjeszczenazwiskoswegopasażera.BuckOlsen?Tak,

niewątpliwiesłyszałjużjeprzedtem.

Nikzaśwtejchwilizastanawiałsięnadznakiemrozpoznawczymsamolotu.

Kyliewybrałgochybadlatego,żebumerangwracadomiejsca,skądzostał
wyrzucony.Abysprawdzićsłusznośćswegodomysłu,odważyłsięnapytanie.

–Widaćnieznaszzupełniejęzykatubylców!–powiedziałKyliekujego

zdumieniu.

–Nopewnie!–przyznałNikśmiejącsięgłupawo.

–Taksięskłada,żemojenazwisko–Kylie–wjęzykutubylcówjestjednymze

słówużywanychnaoznaczeniebumeranga.

–Cośtakiego!Niewiedziałem!

–Nowięcterazjużwiesz.

KyliemiałtrochęuciechyzpouczaniaNikawtensposób.Iuśmiechałsiędo

siebieprzezpewienczas,dopókinieprzypomniałsobieodwóchpasażerach
siedzącychzajegoplecami.Jeden–zimnyiniecierpliwy,drugi–człowiek
niewątpliwieowielkimsercu,aleprzypominającykudłatego,staregoniedźwiedzia
wzłymhumorze.

background image

Rozdział4
ŚMIERCIONOŚNYTUMANCZERWONEGOPYŁU

Chmury,corazjaśniejsze,stopnioworzedłyiprzebijałoprzezniesłońce.

Ajednaknadaltkwiliwśnieżnobiałymświecie.

Nikmrużyłoczyoślepionytąjasnością,kiedyzastrzeliłogonagłepytanie

Kylie’ego:

–Jakmożeszdowieść,żenielecimydogórynogami?

Czyżbypilotnaumyślnieobróciłmaszynęnaplecy,abygopoddać

dokuczliwemuegzaminowi?Ostatecznieniktnieodpiąłpasówwobeczłych
warunkówlotumiędzychmurami…

–Nowięc…–zacząłNik,szybkonabierającufnościwewłasnesiły.–Po

pierwsze,mamyteninstrument–sztucznyhoryzont*…

*Sztucznyhoryzont–przyrządpokładowywskazującypołożeniesamolotuwstosunkudohoryzontu

naturalnego.

–Sztucznyhoryzontprzechylasięwostrymwirażuidopieropopewnymczasie

wracadowłaściwegopołożenia.Apozatymmożewogóleprzestaćdziałać.

PrzezchwilęNikbyłskłonnyuwierzyć,żeistotniesamolotobróciłsięjakimś

sposobemiterazlecinaplecach.

Naglerozpoznałwdolecośbłyszczącego.

–Toprzecieżsłonejezioro!–zawołał.

–Skądtapewność?–dręczyłgodalejKyliezzimnąkrwią.

Nikniedostrzegałanijednejznajomejrzeczy,takiejjakdomczystodoła,ani

jednejpostaciludzkiejczyowcy,nawetdrzewa,niczego,cobyświadczyło,żelecą
normalnienadziemią.Wreszcie,jaksądził,znalazłwłaściwyargument.

–Chmurynigdytakniebłyszczą–powiedział.

–Niewmawiajsobietego,mójkochany.Chmurypotrafiąświecićtakjaskrawo,

żecięnieomaloślepiają.Anato,żebysprawdzićwłasnepołożenie,jestjeden
sposób.Zobaczymy,czynatowpadniesz.Wdoleprawiedokładniepodnami.

Nikspojrzał…iodrazudostrzegłcieńdwusilnikowejmaszynymuskającyjasną

powierzchnięziemi.

–Aha!–zawołał.–Tojestwłaśniedowód,żenielecimynaplecach,bowtedy

background image

słońcenierzucałobytakiegocienia.

–Niezapędzajsięzbytdaleko–ostrzegłgoKylie.–Lecimyniewątpliwie

normalnie,aleniejedensamolotrzucacieńnachmurę.Nawetprzyświetle
księżycowym.

Nikprzytaknąłwmilczeniu.

–Gdywytężyszwzrok,dostrzeżeszśladynapowierzchnipokrytejsolą,ślady

emuczykangura.Widziszje?Nachmurachnigdynieznajdziesztakrównego
konturu.Musiszrównieżpamiętaćjeszczeojednejrzeczy:należybyćostrożnym
wokreślaniuwysokościlotunapodstawietakiegocienia.Najakiejkolwiek
wysokościlecimy,natrzechsetkachczytrzechtysiącach,samolotzawszerzuca
cieńtejsamejwielkości.Itostanowipułapkę.Patrzyszwdółiwidzącstosunkowo
małycieńsądzisz,żeznajdujeszsiębardzowysoko.Pamiętajotym:toważny
szczegół,gdybyciwysiadłwysokościomierz.

–Aozytosięczęstozdarza?–zapytałNik.

–Bardzorzadkowsamolocieprzyzwoicieobsługiwanym.

KylierzuciłchłopcuwymowneasurowespojrzenieiNik,speszony,odwrócił

głowę.ZanimTaskersiedziałlekkoskrzywiony,takjakbyrozmowa,którejmimo
wioliwysłuchał,niebyłanapoziomiegodnymjegozainteresowań.BuckOlsenzaś
spałopartyościankękabiny.Uśpionyolbrzym–czytoczłowiek,czyszczytgórski,
staryczymłody,zawszenasuwamyśl,żewmomenciejegoprzebudzenianastąpi
jakiśwybuch.Nikmiałwrażenie,żegdyBuckOlsenockniesięodświeżony
drzemką,zaczniegwałtowniejprotestowaćprzeciwkozaładowaniuswojejosoby
dopowietrznejtaksówkiiprzeciwtajemniczejpodróżywsamosercelądu
australijskiego,czerwonożółtegoodkolorugleby.

Mijalijużsłonejeziorowdoleijegoostatniebezbarwnejęzykizastąpiłaziemia

spieczonasłońcem,pustkowieożywionejedynieszczecinąuschłychzarośli.Nikowi
tenkrajobraznasuwałporównaniedoopalonegopoliczkamężczyzny,który
gwałtowniepotrzebowałogolenia.

MinęlirównonakreślonągranicęstanuPółnocneTerytorium.Przestawienie

zegarkówbyłozbędne,botutaj,nadalobowiązywałczaspołudniowoaustralijski.
Pogodęmielibezchmurną,aleodprzoduzaczynałnanichdmuchaćwiatr.

Kyliesprawdzałcośnamapie.

–Czybyłeśkiedynaterenach,gdziewydobywasięopale?–zapytałNika.

background image

–Nie,chociażnierazotymmarzyłem.

–Szkoda,żeniezdążyszpokopać.Będzieszmiałpełneręcerobotypomagając

miprzytankowaniu.

–Cotampanmówiokopalniopali?–zapytałTaskerznagłym

zainteresowaniem.

–Toterendawnojużwyeksploatowanyiopuszczony–powiedziałKylie,aby

uspokoićfinansistę,żestankopalnigwarantujebrakwścibskichoczu,którychtak
bardzochciałuniknąć.–Mieszkatamtylkojedenczłowiek;prowadzimałysklep
przeważniezkonserwamidlaprzejeżdżającychautomobilistówiszoferów
ciężarówek.Uniegomożnatakżedostaćbenzynęismary,noipaliwodla
latającychdoktorów,samolotówpocztowychipilotówtakichjakja.

–Aprzecieżzainteresowanieopalaminiewygasło.Podejmujesięnanowo

eksploatacjęwieluopuszczonychkopalń.Chętnieobejrzałbymtenteren.

–Możemygoobejrzeć.Tenczłowiek,HarryNorton,nieprzepadazaludzkim

towarzystwem,anapewnoabsolutniegonieobchodzi,ktoidlaczegowynająłode
mniesamolot.

Kyliezrobiłzwrotnalewo,pochylającleweskrzydło.Praweuniosłosięwgórę

izasłoniłoNikowiwidok.Terazlecieliwprostnaniewielkiterenkopalniopali.

Nikpatrzyłwdółnakrajobraz,któryjakbynienależałdojegoojczyzny.Byłto

krajobrazzinnejplanety.Pustkawydawałasiętunieskończeniewielkaistwarzała
iluzjeczasowe.Czyż,tomożliwe,albytakzupełnieinnyświatznajdowałsię
zaledwieokilkagodzindrogiodjegorodzinnegomiasta?–myślałchłopiec.
Płowe,krętelinieipętleznaczyłyłożyskarzek,którenanapełnieniewodączekały
czasemdziesięćlat.Wśrodkupustychkorytrosłydrzewagumowe.Niektóre
potrafiłyprzetrwaćpowódź,następującątuczasemodrazuponagłejulewie.Inne
zaśdrzewa,czerpiącewilgoćzwnętrzaziemiprzezcałelata,wyrywałapierwsza
falawezbranejwody.

Kyliezacząłpotrochuopadać.

–Niematutajlądowiskawścisłymznaczeniutegosłowa–poinformował

pasażerów–tylkodługipasgliniastegogruntumiędzydwomakopcami
pozostałymiporobotachziemnych.

Podmuchypołudniowegożarubuchaływgóręisamolothuśtałsięwfalującym

powietrzu.Nikznowumiałuczucie,żemaszynażyje,żemagiętkigrzbietna
kształtludzkiegokręgosłupaiprzystosowujegodonarzucanychjejwysiłków.

background image

WskutekhuśtaniaBuckOlsenbyłjużbliskiprzebudzenia.Stękałgniewnieprzy

każdymdrgnięciusamolotu.Taskerwychyliłsiędoprzoduiszepnąłdoucha
pilotowi:

–Niechpansiępostaralądowaćbezwstrząsów.Kylieskinąłgłowąnaznak

zgody.Odtegoolbrzyma,któremuprzerwanopolowanienarekiny,możnabyło
oczekiwaćpoprzebudzeniuczegośgorszegoniżgniewnestękanie.

AleostateczniesamKyliewyrwałOlsenazesnu,bozbliżywszysiędobiałych

kraterów,którymibyłupstrzonyprzekopanyteren,krzyknąłzezgrozą:

–Patrzcie!Tamsięroiodludzi!

Nikazatkałozezdumienia.Okołosetkimężczyznikobietwjaskrawych,

kolorowychubiorachikapeluszachochronnychwszelkiegofasonustało
wpalącymsłońcunazboczachpagórków.Musieliprzedchwiląkopaćłopatami
ikilofamiiporuszaćkołowroty,aleterazcałagrupaobserwowałasamolot,którym
Kyliezataczałkręginaniewielkiejwysokości.

–Gotentłumturobi?–niemógłnadziwićsiępilot.

–Możetogorączkaopali–poddałmyślNik.

Wgłębiduszynabrałnadziei,żeterazznajdziecoścenniejszegoniżząbrekina

–niezbitydowódbytnościwtychosobliwychmiejscach.

–Toprzecieżzawszezaznaczająnamapach–powiedziałTasker.

–Chybanietakąimprezę–rozstrzygnąłKylie,ciąglezataczającciasnekręgi.

Nikprzytknąłnostakmocnodobocznejszyby,żeomałojejniewypchnął,

iwkrótceznalazłodpowiedź.

–Proszępopatrzeć!Stoitamciężarówka-bufetinamiot.Io!Napisnapłótnie:

„AmatorskieStowarzyszeniePoszukiwaczyKamieniSzlachetnych”.

–Musieliwybraćakurattomiejsce!–piorunowałKylie.–Teraztrzebabędzie

spuścićimwiadomośćiostrzec,abyjakiśbęcwałniewyskoczyłmiprzedlądujący
samolot.

–Toniepotrzebne–szybkowtrąciłTasker.

–Jestemubezpieczonyodróżnychwypadków,panieTasker,alenieodzabijania

ludzi,jeśliwylądujęnieostrożnie.

–Niebędziemytutajlądować.

–Nieznaminnegomiejscawpromieniustumil,gdziemógłbymsiąść

background image

izatankować.

–Jeślipantutajwyląduje,będziemymielizaraznakarkutłumciekawskich.

–Nowięcdobrze–rzekłKyliezrezygnacją.–Wtakimraziemamwybraćinne

miejscenalądowanie,takczynie?

IwtedyzabrzmiałdonośnygłosBuckaOlsena,jakbyzwielokrotnionyechem

wjegopotężnejpiersi:

–Obiecałemprzywieźćżonieprawdziwyopal.Możetutajzdobędęgotanim

kosztem.

–Ależ,Olsen…–zacząłTasker.

–Cóżtokomuprzeszkadza,żewylądujemywtymmiejscuiposzukamsobie

tegokamyka?–zapytałOlsengrzmiącymgłosem.

–Ciludziezasypiąnaspytaniami–syknąłTaskerprzezzęby.

–Najwyżejnieotrzymająodpowiedzi!

–Zetknięciesięzkimkolwiekmożespowodowaćkatastrofalnyrozgłos.Nie

będziemytulądować!

Samolotnadalzataczałkoła.

–PanieKylie!–zawołałTaskergłosem,którynieomalsypałiskrami.–Chyba

mojepoleceniebyłodostateczniejasne.Niebędziemytutajtankować!

–Czekam,żebypanowieuzgodnilitomiędzysobą–powiedziałkrótkoKylieze

znaczącymmrugnięciemwstronęNika.

–Janiepozwolę…–grzmiałOlsen.

–Niechpanleciwjakieśinnemiejsce–upierałsięTaskerzlodowatą

stanowczością.

Wyprowadziwszymaszynęzwirażu,KyliespojrzałzasiebienaOlsena.

Olbrzym,zaczerwienionyczęściowopośnie,aczęściowozezłości,kiwnięciem

wielkiej,opalonejłapydałznaćpilotowi,abyleciał,dokądzechce.

–Trudno.Dałemsięwciągnąćwtękabałęimuszętojakośprzetrzymać.

–Dziękujęci,Olsen–powiedziałTasker.

BuckOlsenwyraziłcałąswojąwzgardęgłośnymwarknięciem.Zaszyłsię

zpowrotemwswójkątipowiedział:

–Załogana„ŁowcyOceanu”wie,kimjestem.Gdywrócądoportu,mogązacząć

background image

gadać,ainnimogązacząćpytać,coznaczyłtwójnagłyprzyjazdpowietrzną
taksówkąiporwaniemnie.

–Mówiłemzkapitanem.Obiecał,żeniedopuścidoniewczesnejgadaniny–

odparłTasker.

–Ciekawośćpotrafirozwiązaćjęzykniejednemu.Marynarzynabarce

najbardziejzaintrygowałowłaściweznaczeniewiadomości„Galionpłonie”
przekazanejMorse’em.

–Możebyśmyzaprzestalinarazietejdyskusji?

–Postaramsię–rzekłzwestchnieniemOlsenidodał:–Słuchaj,Tasker,czyna

pewnoniechodziłociwyłącznieoosobistyzysk,gdywynajmowałeśtensamolot?

–Zrozumżewreszcie!Jeślitahistoriawyjdzienajaw,zawalisięcałyrynek,ato

byłobykatastrofalnedlakraju!

Olsenrozjaśniłsięizamilkł.

Nikobserwował,jakKyliezareagujenatennowystrzępinformacjiopowodach

dziwnegowynajęciapowietrznejtaksówki.Chłopiecciąglemiałsięnabaczności,
żebyniechlapnąćjęzykiemwnieodpowiednimmomencie–jeszczenieopanował
wsobietejniebezpiecznejprzywary.Kylienatomiastwalczyłzpokusązapytania,
czyniejestzamieszanywcośniezgodnegozprawem.

–Dokądwłaściwielecimy?–zapytałTasker.

Kyliezwykleprzybierałironicznyton,gdyzadawanomunagletakbezpośrednie

pytanie.Przezwyciężyłsięjednakiodparłspokojnie:

–Paręmiesięcytemubyłemwtychstronach,odwożącpewnegostarego

pracownikanastacjęhodowlaną.Jeślirobotnicysąterazzbydłemnapastwiskach,
wdomubędzietylkowłaścicielka-staruszkaigłuchakucharka.Mechpansięnie
martwinazapas,panieTasker–najpierwdokładnieobejrzymysobietomiejsce.

–Mamnadzieję!–odparłfinansista.

KylieuniósłbrewwgóręizerknąłnaNika,aNik,abyukryćuśmiech,zaczął

gwałtowniewycieraćustachusteczką.Taskerprzybierałotwarciecorazbardziej
władcząpostawę.Olsenoddychałciężko,aleniespał.

–Przedrokiemznalazłemsięwtychstronach,wypełniającosobliwąmisję–

powiedziałKyliedoNikanatyległośno,abymogligosłyszećpasażerowie
siedzącyztyłu.–Brzmitonieprawdopodobnie,alesłowodaję,żeniełżę.Pewnej
dziewczynce,któratuspędzaławakacje,zachorowałulubionykotiwynajętomnie,

background image

abymzawiózłdziewczynkęikotadoAdelaide,doweterynarza.Biednykocurmiał
dosyćlotuicałyczaswalczyłzeswojąpanią,usiłującwyrwaćsięzpledów,którymi
gootuliła.Nieznamzresztąkońcatejhistorii.

Kyliepokiwałgłową,wspominającinneosobliweloty,dojakichgo

wynajmowano.

–Wmoimzawodzie–ciągnął–należybyćprzygotowanymnawszystko.Trzeba

zabieraćulubionerybki,papugi,anawetwęże.Arazprzewoziłemmałegolwado
objazdowegocyrku.

–Amałpy?Woziłpanmałpy?–zapytałNik.

–Ajakże–powiedziałKyliezporozumiewawczymmrugnięciemilekkim

skłonieniemgłowydotyłu,wstronęTaskera.–Itosameosobliwegatunki.

Niknieśmiałspojrzećnapobudliwegopasażera,aleBuckOlsenniewątpliwie

słuchał,boparsknąłkrótkodonośnymśmiechem.

Lecieliwtymsamymkierunkuprzezpółgodziny.PotemKylieraptowniezrobił

skręt,mówiąc:

–Natejbocznejdrodzejestparęosóbidająnamjakieśznaki.

Istotnie,trzyosobystałykołomałejfurgonetkimachającbiałymiszmatami–

mogłytobyćchustkidonosaluboddartekawałkikoszul.

–Ozymusimyzboczyćzkursu?–zapytałTasker.

–Niestety–odparłKylie.–Gdyludziedająznakipilotowi,trzebaupewnićsię,

ocochodzi.Boalborobiątodlazabawy,chcącwyrazićprzyjacielskieuczucia,albo
żebyprzyciągnąćnasząuwagę.

Tymrazemnieznajominiewątpliwiechcielizwrócićichuwagę.Kobieta

idziewczynkanadalmachałychustkami,amężczyznawybiegłnaśrodekdrogi
ijakimśostrymnarzędziemwypisałtrzywielkielitery.

–SOS!–odczytałgłośnoNik.

–Takteżmyślałem,żesąwpotrzebie–powiedziałKylieprzygotowującsiędo

opuszczeniapodwoziaimanewrowaniaklapamiskrzydłowymi.

–Tonienaszinteres,panieKylie!–powiedziałstanowczymgłosemTasker.

–Bardzomiprzykro,proszępana,ale…

–Niechpannieprzerywalotu!

–Cipodróżnisąnaodludnejdrodzedalekoodjakiejkolwiekzamieszkanej

background image

miejscowości.Możezepsułaimsięciężarówkaalboniemająbenzyny.Wkażdym
raziejestjakaśważnaprzyczyna,skorowzywająpomocy.Naszymobowiązkiem
jestsprawdzić,ocochodzi.Proszęzapiąćpasy.Lądujemy.

–Niewynająłemsamolotupoto,abyopóźniłmniejakiśbagatelnywypadek.

–PanieTasker,ludziwtympustkowiumożebardzoszybkospotkaćśmierć–

tłumaczyłKylie,jednocześniewykonujączwykłemanewryprzylądowaniu.Leciał
jużniskowzdłużprostegoodcinkapłowejdrogi.

–Chodzioważniejszesprawy!

–Naprzykład?

TuwtrąciłsięOlsen:

–Słuchaj,Tasker,stanowczoniezgadzamsięnadalszylot.Przynajmniej,dopóki

panKylieniesprawdzi,coznaczątesygnały.

–Dziękujępanu–odpowiedziałKylie.

Taskerciasnoskrzyżowałramiona.Całyzesztywniałzoburzenia:Kylieśmiał

zapytać,jakieważniejszesprawymogąwchodzićwgrę!Pytaniebyło
niedwuznaczne,aleteraz,przylądowaniu,pilotchybaniebędziepytałdalej.

–Lądowaniebędzieciężkie!–ostrzegłKylie.Zniżyłsię,żebyzbadać

powierzchniędrogi–byławzględnierówna,boniedawnowywalcowana.
Gdzieniegdzietylkowidniałynaniejpłytkiekoleiny.Apoobustronachdrogigrunt
byłtwardyirówny.

Nadsamąziemiąkonturydrgającegocieniasamolotuzaostrzyłysię

iściemniały.PrzyziemienienieodbyłosiębezwstrząsówiBucikOlsenodczułje
nieprzyjemnie,sądzącpojegostękaniuiskrzywionejminie.Naszczęścienie
trwałotodługo.Samolotskręciłlekkonaprawo.Kylienakierowałmaszynę
zpowrotem,objaśniającNika,żetenmanewrnieróżnisięwieleodkierowania
jakimkolwiekpojazdem.Wczasiehamowaniapędpowietrzaodśmigławzniecał
gęstytumanczerwonawegopyłuiwzbijałgowgórę.Wreszciesilnikistanęły.

–Niechwszyscywyjdą!–zawołałpilot.

Nikwyszedłpierwszy,Kyliezanim,BuckOlsenwłaśniedźwignąłzfotelaswoje

potężnecielsko,aleTaskerzatrzymałgo.

–Zostaniemytutaj–powiedział.

–Zostaniemy?–warknąłOlsen;pierwszawybuchowareakcja,której

spodziewalisięKylieiNik.

background image

–Tak,zostaniemy–powtórzyłkrótkoTaskertonemosobynawykłejdo

wydawaniarozkazówidoposłuchu.Olsenjednaknienależałdoludzi,którymi
możnadyrygowaćczypomiatać.

–Wkrótcebędzietugorącojakwpiecu.Możetymaszochotęupiecsię

żywcem,alejanie!

OdepchnąłTaskera,mruczącgniewniepodnosem,poczłapałdowyjściaizszedł

zeschodkówzoczamizmrużonymiwjaskrawymsłońcu.

OstatecznieTasker,wściekły,równieżwyszedłchcącprzypilnowaćOlsena,żeby

czasemniewygadałsięoceluichpodróżyprzynieznajomych,którzypełni
wdzięcznościwitaliKylie’ego.

–Pannasnaprawdęuratował–żarliwiedziękowałakobieta.

–Wedługwskaźnikabenzynypowinniśmymiećjeszczejednątrzecią,

atymczasemzbiornikjestpusty.Jesteśmypanuniesłychaniewdzięczni–wtórował
jejmąż.

–Acozzapasowympaliwem?–zapytałKylie.

–Niemieliśmyżadnegozapasu–powiedziałmężczyznazprzygnębieniem.

–Tobardzolekkomyślniezpanastrony!

–Zajęliśmysięładowaniemzapasuwody,żywnościicałegosprzętuiwidocznie

zapomnieliśmyobenzynie–tłumaczyłnieznajomy.

Nikpoczułwspółczuciedlatychludziizaryzykowałprzyjemnyuśmiech

wstronędziewczyny.Onaodpowiedziałaleciutkimuśmieszkiem.Najwyraźniejnie
mogłaprzyjśćdosiebieposzokustrasznejprzygody,którejofiaramibywają
turyści,przezwłasneniedbalstwozapominającozasadniczychrezerwachnaczas
samotnychpodróży.

MężczyznaprzedstawiłsięjakoBertWatson.ŻonamiałanaimięJoy,acórka

Mairgaret.

–JestemKylie,takjaknaznakurozpoznawczymsamolotu–powiedziałpilot.–

Atomójpomocnik,NikStringer.

Nikrozpromieniłsię.Sposób,wjakiKyliegoprzedstawił,niewątpliwiebył

dowodem,żezdobyłnastałeposadępraktykanta.

–Napróbiejeszcze,napróbie–śpieszniedodałKylie.BłogiuśmiechNika

zwróciłjegouwagęnanieścisłośćokreślenia.

background image

Ojciec,matkaicórkawymownymuśmiechemdodaliNikowiotuchy.Aleradość

chłopcazgasła.

Wszyscyterazspojrzeliwstronę,gdziestaliTaskeriBuckOlsen.Stanowilioni

paręmogącąwzbudzićciekawość:jedenszczupły,ciemny,oprzerzedzonej
czuprynie,wyraźniezniecierpliwiony;drugiowyglądzieczłowiekadobrodusznego
iposiadającegowielkieosiągnięcianaswoimkoncie,jakrównieżwielkierozmiary.
Powolispowijałaichmgłapyłu.Tumanwznieconyprzezpędpowietrzaodśmigła
opadłtylkoczęściowoiterazsunąłnasamolot.

–Skorotylkousłyszeliśmywarkotsilników–mówiłBertWatson–

postanowiliśmywjakiśsposóbzwrócićnasiebiepanauwagę.

–Cotupaństworobiąwtejżyznejibogatejczęścikraju?–zapytałKylie.

BertWatisonpozwoliłsobienakwaśnyuśmiechwodpowiedzinatęironiczną

uwagę.

–Planowaliśmytakąwyprawęodlat–wyjaśnił.–Mójojcieczażyciawiele

opowiadałomalowidłachtubylcówwjaskiniachnatychterenach.Byłonjednym
zpierwszychbiałychludzi,którzytemalowidłaoglądali,gdyżnależałdo
ekspedycjibadawczejokołosześćdziesiątlattemu.Mójbiednyojciecnapewno
niepochwaliłbymojegoniedbalstwa,jeślichodziozapasowykanisterbenzyny.

–Wjegoczasachużywanowielbłądów,awielbłądyzapasowepaliwomiałyze

sobą–powiedziałKylie,jeśliniezbytzręcznie,tojednakszczerzeusiłującdodać
otuchyrodzinieWatsonów.

Korekprawegozbiornikaznajdowałsięrównozpowierzchniąskrzydła.Kylie

miałgowłaśnieodkręcić,alezewzględunakurznależałozachowaćostrożność,
abyzbytwielkailośćnieczystościniewpadładośrodka.

Taskerswójprotestprzeciwkokurzowiiopóźnieniuwpodróżywyrażałgłośnym

iprzeraźliwymkaszlem.

Pilotudał,żetegoniesłyszy,lizwróciłsiędoWatsonów:

–Dosilnikówsamolotowychużywamywysokooktanowejbenzyny,którajest

niezbytodpowiedniadlasamochodów.Jestmocnoetylizowanaimożespalić
zaworywtakimtypiesilnika,jakipanmawswoimwozie.

–Musimyponieśćtoryzyko–powiedziałBertWatson.–Mającparęgalonów,

dopchamysięjakośdonajbliższejstacjibenzynowej.

Kurzopadałterazcorazgęściej.

background image

–PanieKylie,proszęsiępośpieszyć!~zawołałTasker.–Tracimycennyczas.

background image

KylienieznosiłpopędzaniaiobdarzyłTaskeraniechętnymspojrzeniem.

Olsenazdawałysiębawićniecierpliwośćikaszelfinansisty.WalnąłTaskera

wplecy,aten,czerwonyiwściekły,usunąłsiępozazasięgtychpotężnychramion
imięsistychdłoni.

–Nieulegajmypanice!–powiedziałKylieWatsonom.

–OBoże!–jęknęłazrozpaczonapaniWatson.–Ilemyrobimykłopotu!

Opóźniamytęnapewnobardzoważnąpodróż.

–Lotjestjakobybardzoważny,takmiprzynajmniejpowiedziano–mruknął

podnosemKylieidodałgłośno:–Zarazwyjmęlewar.

Ruszyłwstronędrzwidoprzedziałubagażowego,alenaglestanął.Poprzez

gęstąchmuręczerwonawegopyłudochodziłrosnącywarkot.

Pochwiliztumanukurzuwyłoniłsięmglistykształt.

Tonapełnymgazienadjeżdżałaciężarówka!

FurgonetkaWatsonówstałanadrodzewodległościparustópodlewego

skrzydłasamolotu.Aciężarówkęodobupojazdówdzieliłojużzaledwiesześćstóp.

Mężczyznawszofercedopieroterazspostrzegłzezdumieniem,costoiprzed

nimnadrodze,igwałtownienacisnąłpedałhamulców.Wózwpadłwnagłypoślizg
iniestanąłwporę.Wprawdzieniezawadziłofurgonetkę,alerąbnąłwkrawędź
lewegoskrzydłasamolotu,powodującjegoobrót.

Manewrciężarówkiwznieciłjeszczewięcejkurzu,któryprzysłoniłcałąscenę.

Podczasgdysilnikdławiłsięikrztusił,zszoferkiwyskoczyłkierowca,nietylko
zdumiony,lecztakżewściekły.

–Cotowszystkomaznaczyć?Coturobicie?–zapytałschrypniętymgłosem,

nieproporcjonalnienikłymjaknaokazałegoikrzepkiegomężczyznę.–Zamachna
mnie?

Kyliezaniemówiłzezdumienia,takjakiNik,OlseniWatsonowie.

NatomiastJosephTaskerbynajmniejniestraciłpewnościsiebie.

–Zamachnapana?!Cozabrednie!–zawołałpiskliwymzpasjigłosem.–Topan

najechałnanas,nieomalnaswywracając,niemówiącjużouszkodzeniusamolotu.

Kyliewłaśniejużoprzytomniałioglądałmaszynę.Zacząłodlewegoskrzydła.

Najegoprzedniejkrawędzi,wpołowiedrogimiędzysamymkońcemaosłoną
silnika,widniałaszczerbapozostawionaprzezostrymetalowykantnadwozia

background image

ciężarówki.–Całeszczęście,Jim,żeśzwolniłwmomenciezderzenia–powiedział
Kylie.Najwidoczniejbyłwprzyjacielskichstosunkachzkierowcą,auszkodzenienie
wyglądałozbytpoważnie.

–Wiesz,Kylie–powiedziałtamtentargającpalcamiciemnewłosy–jeździsię

przecieżtuiówdzie,ależebynatakimodludziutrafićnasamolotzaparkowany
pośrodkudrogi…Poprostuwgłowiesięniemieści.

–Jakimprawempanjeździztakąszybkością?–zapytałTasker.

Kierowcazwróciłnaniegozdumioneoczy,apotemspojrzałnaKylie’ego

szukającuniegowyjaśnieniaiobrony.

–TojestJimMcCann,parnieTasker–powiedziałchłodnoKylie.–

Prawdopodobnieijemuzależynapośpiechu.

–Jeszczejak!–potwierdziłJimMcCann.–Mówionomi,żenapółnocnym

zachodziezbierasięnaniepogodęiburzaidzienawschód.Chciałbymdojechać
docelu,wyładować,comamdowyładowania,iuciekać,zanimburzamnie
przyłapie.

–Jakwyglądająnaszesprawy?–zapytałTasker.–Czysamolotmoże

wystartować?

–Szczerbajestpaskudna–rzekłKylieoglądającjąjeszczeraz.–Aletentyp

maszynyzbudowanozuwzględnieniemryzykamocnychstuknięć.Ostatecznie,
Skoroprzyszybkościparusetekwęzłówwpadasięczasemwgradowąchmurę,
awaligradwielkościkurzegojajka,samolotmusiprzetrzymaćiinnekanonady.
TylkobłyskawicamożeuderzyćmocniejniżciężarówkaJima…itodużomocniej.

Zbadałjeszczecałeskrzydło,ażdospojeniazkadłubem.

–Nie–orzekłwkońcu.–Niewidzężadnegowiększegouszkodzenia,oprócztej

szczerby,któranieprzeszkodzinamwlocie.

–Doskonale–powiedziałTasker.–Wtakimraziestartujmy.Jeśliciludzie

potrzebująbenzynydofurgonetki,możepanMcCannużyczyimjej.

–Zabrakłowam,co?–zwróciłsiękierowcaciężarówkidoBertaWatsona,pełen

dobrychchęci,abypowetowaćszkodę.

–Nowłaśnie–przyznałWatson.

JimMcCannwskazałrękąnaplatformęswojejciężarówki.

–Popatrzpan,cojatamwiozę!Setkigalonówbenzynywbeczkach.–Idodałze

śmiechem:–Wiozętodoobozuamerykańskichnaukowców,którzyodkopują

background image

jakieśprzedhistorycznekości.Niepożałująpanukapkibenzyny.

–Czytyczasemniewieziesztakżepaliwadosilnikówsamolotowych?–

zainteresowałsięKylie.

Normalniepaliwodlasamolotówrozwożąciężarówkiwszędzietam,gdzie

docierają.

–Owszem.Itonawetsporo–odparłJim.–Ciuczenimająwobozieawionetkę.

KyliepodszedłdoTaskera.

–Możebyśmy…–zaczął,aTasker,kujegoirytacji,szybkoskończyłzaniego

zdanie:

–Możebyśmymoglitutajzatankować?

JimMcCannpowtórniespojrzałpytająconaKylie’ego,któryzacisnąłwargi

powstrzymującsięodzgromieniaswegopasażera.

–Wyratowałobynasto,Jim–powiedziałwreszcie.–Uregulujęrachunekpo

powrociedobazy.

–Jakaśpilnasprawa,co?–zapytałMcCann.

–Owszem,itobardzo–wtrąciłsięznowuTasker.Zaostrzyłotociekawość

kierowcy,aleKylie,któregodobrzeznał,dałmudozrozumieniawzrokiem,żenie
poranakłopotliwepytania.

–Nabierzsobie,ilechcesz–powiedziałJimMcCannwskazującrękąna

wyładowanąplatformę.

Napełnionozbiornikisamolotu,aNiktakbyłzajętyprzenoszeniembeczek

ipompowaniem,żeniemiałokazjinachwilęrozmowyzMargaretWatson,chociaż
bardzopragnąłpomówićzkimśwswoimwieku.

Dopierowchodzącdosamolotupowiedziałjej,żemożesięjeszczekiedyś

spotkają.

–Dowidzenia–odparładziewczyna.

–Widziszteraz,jaktosiędziejewtymzawodzie–powiedziałmuKylie,gdy

zapięlipasy.

Nikspojrzałnaniegopytająco,nierozumiejącjeszcze,ocochodzi.

–Dziśjesteśtutaj,ajutrootysiącmildalej.Stalewruchu.Woziszróżnych

pasażerów,spotykaszróżnychludzi.Iprzeważnienigdyichjużwięcejnieoglądasz.

background image

Zapuściłsilniki.WatsonowieiJimMcCannodczekali,ażsamolotwzniósłsię

wpowietrzeiznikłimzoczu,idopierowtedyzaczęlinapełniaćbenzynązbiorniki
furgonetki.

Wtrakciewszystkichfazstartuiwznoszeniasięwgórę,arównieżiwtedy,kiedy

jużlecieliciąglenatejsamejwysokości,kupółnocy,Kyliebezprzerwyczuwałnad
ewentualnymizmianamiczyusterkamiwfunkcjonowaniumaszyny.Ilerazy
spojrzałnalewo,dostrzegałszczerbęwkrawędziskrzydła.Nieprzejmowałsię
samąszczerbą–byłatobagatelkawporównaniuzwypadkiem,jakimiałwczasie
burzy,kiedyskrzydłozostałorozpruteażdożebrowania.Albozwybuchem
pociskuprzeciwlotniczego,któregostaloweodłamkiucięłypołowęskrzydła
iwysadziłyjedensilnikzobudowy.Obecneuszkodzeniemogłonadwerężyć
urządzeniawewnętrznesamolotu,osłabićczęśćjegokadłuba,linkęsterowąlub
przewodyprzekazującedanelicznikomiwskaźnikom.

Taskersamniepotrafiłwyczućżadnejzmianywpracymaszyny.Zdawałsobie

sprawę,żemusizaufaćpilotowi,botylkoKyliemógłwydaćtutajfachowyosąd,
iwobectegonieodzywałsięprzezparęminut.

–Noico?–zapytałwkońcukłótliwymtonem.–Tenzwariowanykierowcanie

wyrządziłnamchybaciężkiejkrzywdy?

–Możesięjeszczetakzaraznierozlecimy–odparłKylie.

–Tobrzmipocieszająco–powiedziałTaskerztakąsamądrwinąwgłosie.

–Wkażdymrazie,proszępana,mamyzapaspaliwaiprzynormalnych

warunkachwystarczygonamnatysiącdwieściemil.Dokądmamlecieć?
Wspomniałpanpoprzedniooewentualnymdyskretnymlądowaniugdzieśna
odludziuwokolicyAliceSprings.

–Owszem,wspomniałem.Niechmipanpodamapę,całąpanoramicznąmapę

Australii.

Kyliepodałmuprzezramięciasnozłożonąmapę,którąTaskerzarazrozpostarł

nakolanach.

–Potrzymajmijąztejstrony–zwróciłsiędoolbrzyma.

ProśbawywołałagwałtownywybuchOlsena,wedługKylie’goiNika

powstrzymywanydotejpory.

–Słuchaj,Tasker!–ryknąłstarszypan.–Czasjużwreszcieskończyćztąwielką

tajemnicą!Wkońcuitysamzgubiszsięwtymwszystkim.Przecieżwiadomo,
dokądmamylecieć!Tu!–rąbnąłpięściąwmapę.–Tu!

background image

–Uwaga!–warknąłTasker.Byłojużjednakzapóźno.

KylieiNikspojrzelizasiebiewporę,abydostrzecmiejsce,któreOlsenpokazy

wałpotężnympalcem:byłtopunktnapółnocno-zachodnimwybrzeżuAustralii.

–Awięczostaliśmyuświadomieni!–powiedziałKylie.

–Doskonale,zostaliścieuświadomieni!

Taskerusiłowałzpowrotemzłożyćmapę,alewcalemutonieszło.

BuckOlsenspokojniezabrałmują,rozłożyłpowtórnieijednocześnie

przypomniał:

–Czypamiętasz,comówiłtenkierowca,JimMcCann?

–Pamiętamtylkoto,żenieraczyłnasprzeprosićzakatastrofę,którejnieomal

niespowodował–odparłTasker.–Czemu,ulicha,wpakowałsięnanasztaką
szybkością,kiedymiejscawAustraliichybaniebrak?

–Mówił,żewpółnocno-zachodniejczęścikrajujestniepogoda,któraposuwa

sięwkierunkuwschodnim–ciągnąłswojeOlsen.

–Rzeczywiście!–zawołałTasker,naglezaniepokojonymyślą,codlanichmoże

oznaczaćniepogoda.

TerazwłączyłsiędorozmowyKylieiwskazującsłuchawkęnauchupowiedział:

–Całyczassłuchamkomunikatówopogodzieiorientujęsięwjejogólnym

stanie.Tamgdziepanchcelecieć,panieTasker,zaczynasięporadeszczowa.
Możemytrafićnaniezgorszeburze.

Taskerstęknął.Chociażfinansistamiałniemiłycharakteriwładcze

usposobienie,Nikwyczuwał,żejegorozdrażnieniewobecprzeszkódwpodróży
musiałypowodowaćważnesprawy,możeistotnieobawaoloswieluosób.

–Wtejchwiliniemaabsolutnejkonieczności,abymznałdokładnemiejsce

przeznaczenia–powiedziałKylie.–Przekażemipantęwiadomośćwswoimczasie.
Naraziewezmękurspoprostunazachód.

–Tak,tak,otomiwłaśniechodzi.

–Czymożnaspodziewaćsięzapasupaliwalotniczegotam,gdziemamy

lądować?–zapytałKylie.

–Oczywiście.

–Wtakimrazietrzebajeszczerazzatankować,zanimdolecimynawybrzeże.

background image

–Gdziepanplanujetenpostój?

Teraz,gdyKylienienalegałobliższeinformacjecodocelupodróży,Taskerbył

względnieuprzejmy.

–Tam,gdziemożnabycośzjeść.

–O,tak!–poparłgoNik,któremukiszkimarszagrałyzgłodu.

–Czyżbyśbyłgłodny?–zapytałKylietonemdezaprobaty.Alechłopiectaktego

nieodczuł.

–Jazawszejestemgłodny–powiedział.

–WtakimraziebędzieszciężaremponadsiłydlafirmyTaxi-Lot-Kylie.

–Wobectego–spieszniepoprawiłsięNik–wogóleniebywamgłodnyijem

jakwróbelek.Całymitygodniamiżyjęosuchymchlebieiwodzie,itowilościach
mikroskopijnych.

Kylieroześmiałsięserdeczniezwysiłkówchłopcapoprawieniaswoichszans.

Wziąłterazkursbardziejnazachód.Dlautrzymaniakierunkuposługiwałsięna
razietylkokompasemidobrąznajomościąterenu.Wkrótcejednakmusiałjuż
radzićsięmapyiwykresów,abyustalićkierunekiprędkośćpodróżną.Dojej
pomiarupomagałmuwskaźnikzużytegopaliwa.

ZmienianykursmiałichzaprowadzićdalekonapołudnieodAliceSprings,

apotemwzdłużciągujasnychplamnazwanychnamapiejeziorami.Wistociebyły
tonieckizglinąisolanką,tylkowczasiepowodziwypełnianewodą.Zanimi,na
szlakukupółnocno-zachodnimwybrzeżomAustralii,leżałnajbardziejjałowy
obszarkraju,stanowiącydużączęśćcałegokontynentu,toznaczytrzechmilionów
milkwadratowych.

WtejchwiliKylieiNikznalicelpodróżyprzynajmniejnawzględniekrótkiej

trasie.Chłopiecciąglerozmyślał,comogąznaczyćtajemniczesłowa:„Galion
płonie”.

Lecielikuokolicom,gdzienaczołogospodarkiwysuwałosięrybołówstwo,

gdzieoperowałyflotyllepoławiaczypereł;kuwodomtropikalnym,naktórych
czasamiodbywałysiętajnemanewrymarynarkiwojennej.Ówtajemniczygalion
Nikłączyłzmarynarką.Amożeraczejchodziłoojakiśstaryokrętholenderski,
hiszpański,portugalskilubangielski,któryrozbiłsięnatymwybrzeżuwczasach,
kiedymapaświatazaledwiezostałanaszkicowanaicałekontynentystanowiły
mgławicęwwyobraźnimężczyznoawanturniczymduchu?Niejedentakiokręt
leżałnarafachutworzonychprzezżywekorale.Inneodnalezionowwydmach

background image

złotegopiasku.Aterazon,NikStringer,lecizogromnąszybkościąwstrony,które
takżemożnabyokreślićjakomgławicę.

Wszystkotobyłotakdaleceintrygujące,żenawetprzytłumiałoostreuczucie

głodu.

Rozdział5
LÓDNADPUSTYNIĄ

Lżejsiosześćdziesiątgalonówpaliwamielijużzasobąsześćsetmil.Aminęło

tylkopółtorejgodziny,gdyżpoprzekroczeniugranicystanowejzAustralią
Zachodniąmusielicofnąćzegarkiodwiegodziny.

Lottegopopołudniaodbyłsię,kużalowiNika,bezszczególnychwydarzeń.Pod

nimiterenstanowiłnieskończoneiraczejodrażająceczerwonawepustkowie–
lądowyodpowiednikmonotoniioceanu.

Kyliepowiedział,żezmniejszyliprędkośćwobecstopniowowzrastającego

wiatruczołowego.Ateraz,imdalejwnikaliwgłąblądu,tymwyraźniejwiatr
uderzałrównieżzboku,powodującznoszenie,któretrzebabyłokontrolować.
Samolotciąglezbaczałnapołudniezeswegokursu.DopierogdyNikdostrzegł
wątłąniteczkędymu,mógłzorientowaćsięwkierunkuwiatru.

Dympozwoliłpilotowiokreślićstopieńznoszenia.Kylieużyłwtymcelu

znoszeniomierza.Przyrządten,jakbyodwróconyperyskopłodzipodwodnej,miał
okulariprzezroczystąpodziałkęiprzechodziłprzezpodłogękabiny.Kręcącgałką
Kylieustawiałliniepodziałkirównolegledoliniidymuimógłodczytaćstopień
znoszeniawlewo.Wskazówkądlaustawieniapodziałkibywałwinnychwypadkach
kierunekprzechyłudrzewporuszanychwiatremlubbiegufalnamorzu.

TerazKyliemógłwyznaczyćtrójkątwiatruiokreślićswojepołożenie.

Cododymusądził,żejegoźródłemsąniewątpliwieogniskakoczowniczych

szczepówrdzennejludnościaustralijskiej.Tubylcynieświadomiepomagali
wustaleniukierunkuszalonymbiałymludziom,którzyfruwalinametalowych
ptakach.

Nikzapytał,czytomożliwe,abyistotyludzkiemogłyżyćnatakichsuchych

terenach,bezpożywieniaiwody.Kylieobjaśniłgo,żegdzieniegdziezziemi
wyciekatuwoda,akorzenieroślin,złowioneczasemszczury,anawetptaki
wystarczajądoprzeżyciatymludziomzepokikamiennej,którychprzodkowie
mieszkaliwAustraliinatysiącelatprzedprzybyciempierwszycheuropejskich

background image

osadników.

–Pewnieniejedenznichniewidziałnaoczybiałego–powiedziałNik.

–Wkażdymrazienapewnoniewidzielitakiegotowarzystwa,jakiewiozędzisiaj

–odparłKylie.

Nikroześmiałsię,alezarazspochmurniał–dręczyłgopotwornygłód.Na

pociechęKylieobiecałchłopcu,żezakwadransbędąunajbardziejgościnnych
ludzi,jakichmiałokazjęspotkaćwciąguswojejkariery.Bylitowłaścicielestacji
hodowlanej,jednejzpierwszychpozagranicąobszarupustynnego.

Wdoleterenzacząłzlekkafalować,wskutekczegosamolottowznosiłsię,to

opadał;jednocześniecorazcieplejszepowietrzepowodowałorównieżnieznaczne
zaburzeniawlocie.

Mignęłaimwoda,odrobinawodyrobiącawrażenieżyłkicennegometalu

wmartwejskale.

–Czyżbyniewyschniętystrumień?–zapytałNik.

–Niematakdobrze–powiedziałKyliepotrząsającprzeczącogłową.

–Przecieżtoniewątpliwiebyławoda!–Niktwardoobstawałprzytym,comu

powiedziałyoczy.

–Owszem,woda,alepochodzącazwiercenia.Wytryskazziemidziesięćmil

dalej,kołozabudowańfarmy.Jesttakgorąca,żeugotowałbyśsiężywcem,
używającjejdoprysznicu.

–Dziękuję!–powiedziałNik.

Ciąglepatrzałprzedsiebiezciekawością.

Wkońcudostrzegłbiałągrzywęparyniedalekoblachąkrytychdachówdomu

mieszkalnegoisąsiednichbudynków.

Parapomogłatakżepilotowizorientowaćsięwkierunkuwiatru.Okrążył

zabudowaniaizarazwybiegłoznichkilkaosób.Wostrymkontynentalnymsłońcu
wyglądalinamałefigurkizrobionezpatyczków,pozbawionecienia,którymgroziła
zagłada,gdybyżarwzmógłsięchociażoparęstopni.

Taskerznowuzdradzałpodniecenie.

–PanieKylie…–zaczął.

–Spokojnagłowa,panieTasker.TojestRedDesertDowns,własność

wspaniałychstarszychpaństwa,HenrykaiMabelWillisów.Przeżylitutaj

background image

pięćdziesiątlat,wytrzymującpowodzieisusze,iwszelkieinneprzyjemności.
Wiemydoskonaleija,imójpomocnik,żepanowienieżycząsobieniedyskretnych
pytań,iwobectegozachowamyabsolutnemilczenie.Zresztątutajnapewnonikt
nasniebędzienagabywał.

–Alejawidzętamnietylkoparętychstarszychludzi–ciągnąłswojeTasker.

–Ręczępanu,żeichpracownikomrównieżmożnazaufać.

–Wkażdymraziemiejmysięnabaczności.

–Ija,iNikwiemytakmało–odparłKylie–żenapytanie,coturobimy,

dalibyśmyodpowiedźzupełniedezorientującą.Aterazproszędobrzezapiąćpasy,
bomamywiatrwprostwtwarz.

Wylądowalibeztrudnościigładkonanieprzygotowanymterenie,wzniecając

chmurębrunatnegopyłu,którywszakżewiatrrozwiał,zanimjeszczeKylie,Nik,
TaskeriOlsenwyszlizsamolotu.

Poprzezwyschniętepastwiskopędziłykunimoboksiebiejeepifurgonetka

podskakującnawybojach.

ZiemiabyłatutajjałowaibrakłopaszydlabydłaStudniaartezyjskajeszcze

dostarczaławody,alezadaleko,abygłodnebydłotamdoszło.Wobectegostada
zRedDesertDownspasłysięostomilnapółnoc,nastosunkowobogatych
pastwiskachwgórach.

Czekającbezczynnie,Nikspojrzałpodnogiizauważyłokrągły,ciemnoceglasty

kamyk.Chłopiecotarłgozglinyiwłożyłdokieszeni,tamgdziejużschowałząb
rekina.Chociażtonieopal,alezawszecośzgłębikraju.

NikaStringeraczekałojeszczewieleniespodzianekwtychstronach.Takjak

TaskeraiOlsena,zdumiałgowyglądkobietyimężczyznyprzykierownicachobu
pojazdów.Obydwojeopaleni,niebieskoocyisiwi,mielikażdeponad
siedemdziesiątlat.AleHenrykiMabelWillisniezatraciliwesołegousposobienia.
Wtejchwiliścigalisię,ktoszybciejdojedziedosamolotuipowitaprzybyszy.

–Remis!–zawołałKylieześmiechem.

–Taksądzisz?–powiedziałHenrykWilliswyskakujączjeepa.–Japrzecież

pozwoliłemjejprześcignąćmnieowłos.

–Pozwoliłsięprześcignąć!Patrzciego!–zawołaładrwiącojegożona

wygrażającmupięścią.–Niechpanniewierzywto,coongada.

–Nigdymuniewierzę–odparłKylie.

background image

–Cotozaludzie?–zapytałapaniWillis.

–Tenmłodzieniec–toNikStringer,mójpraktykantipomocnikzaangażowany

najedenlot.

PaństwoWillisserdecznieuścisnęlirękęNika.

–Acidwajpanowie…–ciągnąłKylieiprzerwałwidzącostrzegawczespojrzenie

Taskera.–Tosąmoiklienci.

–Poufnasprawa,co?–powiedziałWilliszprzenikliwościąchochlika.

–Właściwie…–zacząłKylieizawahałsię.Obcesowy,choćniezłośliwydomysł

staregofarmerazaskoczyłgo.

–Henryku!–zgromiłamężapaniWillis.–Niezadawajwścibskichpytań.Nikt

tegonielubi.Wtwoimwiekupowinieneśotymwiedzieć.Miewamyzresztąnieraz
takichprzelotnychgości.

Taskerzarazpodchwyciłostatniesłowo.

–Ktotutajbywaprzejazdem?–zapytałzwracającsiędoobojgapaństwaWillis.

–PrzeważnieAmerykanie.Zawszenatejsamejdwusilnikowejmaszynie–

powiedziałaMabelWillis.–Sątosympatyczniidobrzewychowaniludzie.Chociaż
niemożnapowiedzieć,żebybyligadatliwi.

–Prawdęmówiąc,milcząjakryby–dodałHenrykWillis.–Lądowaliunastylko

wtedy,gdynadgóramizbierałosięnaburzę.

–Skądwłaściwieprzybywali?–uparciepytałdalejTasker.

ZwróciwszysięnapółnocnyzachódHenrykWilliszakreśliłrękąszerokiłuk.

–Gdzieśstamtąd.Ato„tam”obejmujeobszartakwielki,żepomieściłbyAnglię,

Szkocję,WalięiIrlandięrazemwzięte,aktowie,czyniewiększy.

–Alepanowienienależądotamtejgrupy?–zapytałaMabelWillis.

–Napewnonie!–odparłTaskerzprzekonaniem.

–Boonilądująnanaszejfarmie,kiedyjestwłaśnietakapogodajakdzisiaj–

dodałpanWillis.

–Toznaczyjaka?–zapytałTasker.

–Wtamtejstroniezbierasięnaburzę,widzipan?Willisznowuwskazałrękąna

północnyzachód.

–Cozaszkoda,żenieskręcitudonasinieprzyniesienamodrobinydeszczu–

background image

powiedziałapaniWillis.

WzmiankaoburzyzwiększyłajeszczeniepokójTaskera.

–PanieKylie–powiedział.–Niechpanzałatwito,comamydozałatwienia.

Przednamijeszczedługadroga.

–Jużsięrobi,panieTasker.

Finansistaskrzywiłsięsłyszącswojenazwisko,aleniewątpliwieniewywołało

onożadnegooddźwiękuuHenrykaczyMabel.

PaństwoWilliszapraszaliichnagorącyposiłek,aleKyliewytłumaczył,że

istotniebardzosięśpieszą.Mimotogospodarzeniewypuściligościbezjedzenia.
Nakładanoimolbrzymieporcjezimnejwołowinyzpółmiskóworozmiarach,jakich
Nikwżyciuswoimniewidział.Nastolestałyrównieżsalaterkipełneświeżejsałaty,
pomidorówirzodkiewek.

Taskertniepotrzebowałprzypominaćoupływającymczasie,abyNik,Kylie

iBuckOlsennapełnialisobiespiesznieżołądki.Poprostujedlizniesłychaną
łapczywością.MabelWilliszzachwytempatrzałanaichwyczyny.NatomiastTasker
jąrozczarował,czegonieomieszkałamupowiedzieć.Finansistajadłodniechcenia,
apotemprzestałizapytałWillisa:

–Codotychnieznajomych,októrychpanwspominał…Jakpansądzi,coich

mogłosprowadzićwokolicepołożonenapółnocnyzachódodpańskiejfarmy?

–Chybajakieśinteresyzwiązanezgórnictwem–odparłWillis.

TaskeriOlsenwymieniliznaczącespojrzenia.

ZauważylitoKylieiNikikażdemubłysnęłatasamamyśl.„Górnictwo?!”

Znowuzdobylistrzępekinformacjiwartzachowaniawpamięci,dopókistrzępki

niezłożąsięwcałość.

Obfityiwyśmienityposiłektrwałzaledwiedwadzieściaminut.PodczasgdyKylie

iinnijedli,dwajmiejscowirobotnicy,dobrzeobznajmieniztankowaniem
samolotów,napełnilizbiorniki.Musielibardzoostrożnieprzelewaćbenzynę
zbeczekopojemnościczterdziestuczterechgalonów,sprawdzając,czyfiltrysą
wporządku,abyoddzielićwodęczynieczystościwrodzajurdzy.

Pojechalizpowrotemdosamolotujeepemifurgonetką.BuckOlseniNik

namawialipaństwaWillisnanowewyścigi,aleTaskerbyłponadtakiedziecinady.
Kyliezaśmiałnagłowieważniejszesprawy.

Naziemiodczuwałosięsilniejszywiatr,ananiebiepierzastechmurytworzyły

background image

długieogonywypływajączjednegopunktunapółnocnymzachodzie.Kyliewie
działażnadtodobrze,żemimoniewinnegowyglądutakiechmurybyły
zdradzieckimizwiastunamiburzy.

Niepokoiłagoprzedewszystkimkwestiaczasu.Nawetwobectychdwóch

godzin,któreimprzybyły,ucelupodróżyniewątpliwiezaskoczyichmrok,chyba
żebyimpomógłpoczciwywiatrodtyłu.

Sympatycznemałżeństwopionierówżyczyłoimszczęśliwegolotu.Jednocześnie

państwoWillisjeszczerazzgromiliswoichgości,żeniechcąprzedłużyćpobytu.

Każdyzająłswojemiejscewsamolocie,zamkniętodrzwiizapiętopasy.

GdyKyliezapuszczałsilniki,zauważyłspadekciśnieniaatmosferycznego–nowy

znakbliskiejburzy.Jużwpowietrzuustaliwszykurs,zacząłsłuchaćkomunikatów
opogodzienadawanychwprogramielotniczymAustraliiZachodniej.Jądroburzy
leżałogdzieśponadgórami,międzyfarmąWillisówawybrzeżem.Mógłalbo
bezpośredniostawićczołoniebezpieczeństwu,albowyminąćjezapomocą
strategicznegomanewru.

Nikazaintrygowałykitypierzastychchmuribyłdumnyrozpoznającpierwsze

cumulusywypływającenaniebo.Niektóremiaływyglądwróżącyniepogodę.

Odchwilistartuwskazówkiwysokościomierzastaleszływgórę.Kyliezwiększał

wysokość,gotówprzezwyciężyćkażdąprzeszkodę,jakążywioływzniosąnajego
trasie.

Zbliżałsięmoment,kiedybędziemusiałzapytaćTaskeraonoweszczegóły

kierunkulotu.Pilotsprawdziłprędkośćpodróżną.Wiatrmieliczęściowoczołowy,
aczęściowozboku,copowodowałorosnąceunoszenie.Mimoto,jeślitewarunki
pozostałybyniezmienione,przyjazdnawybrzeżewypadłby,wedługjegoobliczeń,
ozachodziesłońca.Niemógłbyjednakdaćzatogłowy.

KylieprzechyliłsiędotyłuiwskróciezameldowałTaskerowiosytuacji.

Tasker,wysłuchawszygo,powiedział:

–Lecimydalejniżnawybrzeże.

–Jakto?–zapytałKyliezezdziwieniem.–Czyżbyśmymielipociemkulecieć

nadoceanem?

–Tak–potwierdziłTaskerpodnoszączkolanodcinekmapy.–Przecinamy.

wybrzeżewtymmiejscuilecimydalejokołosiedemdziesięciupięciumil.

–Dotychwysp?

background image

–Właśnie.

Kyliepotrząsnąłgłową.

–Toniemożliwe.

–Cotoznaczy,„niemożliwe”?–warknąłTasker.

–Nadwyspamibędziemyjużpóźnownocy.Wtychstronachmrokzapada

momentalnie.Poprostusłońceznikajakzłotamoneta.Niezostajenajmniejszy
odblask,zaledwiewąskasmugajaśniejszegonieba.Jeślisamolotmalądowaćpo
ciemku,proszępana,potrzebnejestcoś,conazywamyoświetleniem.

–Oświatłoniechsiępanniemartwi.Światłabędziemnóstwo.

Taskerbyłwyraźnierozbawiony.SpojrzałnaOlsena,aleolbrzymniepodzielał

tegonastroju.Przeciwnie,nachmurzyłsię.Taskerjednakmówiłdalejtymsamym
tonem:

–Oświetleniebędzienaprawdęefektowne.

KylieciąglepotrząsałgłowąiNiksłyszał,jakmruczypodnosem:

–Niemaco,trzebabędzielecieć…żebymchociażwiedział,pocotowszystko…

Wznosilisięciąglewyżej.Przednimigórycumulusówmroczniałygroźnie

irosły.Samolotemzaczęłomocnorzucać,gdylecieliprzesmykiemmiędzyzwałami
chmur.

Nikmiałlekkiegostracha,ależebytegoniezdradzić,wyglądałprzezoknotak,

jakbyodbywałwycieczkęwśródpięknejiimponującejscenerii.To,nacopatrzał,
przypominałomutrochęgórylodoweoglądanenafilmach,ztąróżnicą,żezwały
chmurbyływełnisteiwypuszczałyzsiebiecośpodobnegodogęstej,gnuśnie
pełzającejpary.

Chłopieckręciłsięnaswoimmiejscuiwkońcuzirytowałtympilota.

–Rozkoszujeszsięwidokami,co?–powiedziałKyliedrwiąco.

–Nigdyniebyłemtakbliskochmur–odparłNikusiłującukryćswójzachwyt.

.–Ajabyłeminiemogępowiedzieć,abymzanimiprzepadał.

KylieSkręciłnalewo,potemnaprawo,szukającprzejściaprzezskłębionądolinę

chmuristalepnącsięwgórę.

Taskersiedziałzanimwponurymnapięciu,aBuckOlsenwierciłsię,złorzecząc

podnosemchwiejbie.Aprzyjakiejśdotkliwszejdziurzewpowietrzuwrzasnął
głośno:

background image

–Byłbymbezpieczniejszynabarce,polującnatebestie!

–Musimywznieśćsięwyżej–powiedziałKylie.

–Eh!–mruknąłOlsen.–Ilerazywznosisiępanwyżej,wypływająnowechmury.

–IzwróciłterazswojenarzekaniawstronęTaskera.–Niechtodiabliwezmą!Nie
mogłeśposzukaćkogośinnegodotejroboty?

–Niewsławiłemsięprawieniemludziomkomplementów,wieszotymdobrze.

Alewtymszczególnymwypadkujesteśjedynymczłowiekiem,którymożecoś
pomóc.

Olsenpodszedłdotegoinaczej.

–Jedynymczłowiekiemnatyleszalonym,abydaćsięprzekonaćiporwaćnatę

rozkosznąprzejażdżkę.

Jeszczesilniejszerzucaniezamknęłomuusta.

Kyliewyszukiwałprzerwwścieśniającychsiękłębachchmur.Wciąguparu

minutgórowalinadnawałnicą,apotemznowuwyrastałaprzednimiinna
przeszkoda.

Mimotychciężkichwarunkówpilotniezaprzestałkrótkichwykładówdla

pouczeniaNika.

–Otejporzeroku,późnymlatem,częstozdarzająsiętropikalneburze.Słońce

jestwtedydokładnienadrównikiemipromieniepadająprostopadlena
powierzchnięziemi.Chłodniejszepowietrzesuniekuokolicomrównika,bogorące
masypowietrzaunosząsiętamwgórę.Wiatrwiałbyprostopadledorównika,
gdybynieruchziemidookołaosi,którypowodujetakżewirowanienapływającego
kurównikowipowietrza.WiatrwięcSkręcaciągleidmiecorazmocniej.Itego
właśnieusiłujemyuniknąćlecącnadużychwysokościach.

Błyskawicarozdarłachmurytak,jakbywłączononamomentniewidzialną,

potężnąlampę.

NikbyłterazzajętynieomaltaksamojakKyliepilnującaparatówpomiarowych.

Lecieliteraznaosiemnastutysiącachstóp.Nicdziwnego,żenatejwysokościBuck
Olsenztrudemłapałoddech.

–Jeszczeparętysięcystópiosiągniemynaszpułap–powiedziałKyliedoNika.

–Podciągniemyjeszczetrochętegograta,zwłaszczajeślitrafinamsiędobryciąg
wgórę.

Omijającgłównąmasęchmur,parliprzezchmurydeszczowe.Ponadsobą

background image

równieżczuliobecnośćciemnychzwałów,któretylkoczekały,żebyzasilićburzę.

NagleKyliewyraźniesięczymśzaniepokoił.Sprawdziłkilkakontaktówna

tablicyprzyrządówpokładowych.

–Przecieżwszystkiesąwłączone!–powiedział.–SkręcękarktemuJimowi

McCannprzynastępnymspotkaniu!–dodałpodnosem.

–CopanuJimzawinił?–zapytałNikstającwobronieczłowieka,którywzbudził

jegosympatię.

–Jegoprzeklętaciężarówkazrobiłanamnielichąszkodę.Wlewymskrzydlenie

działaurządzenieprzeciwoblodzeniowe.

Nikspojrzałnalewo.Szczerbawprzedniejkrawędziskrzydłaistotnieobrosła

lodem.Acałeskrzydłowyraźnienabrzmiało.

Taskerwyczuł,żedziejesięcośniedobrego,izapytałwsadzającgłowęmiędzy

pilotaijegopomocnika:

–Cosięstało?

Kylieobjaśniłmu,ocochodzi.

–Aostrzegałempana!–wrzasnąłTaskerzfurią.–Ostrzegałempana,żeta

ciężarówkajestniebezpieczna.

–Jeślipanchcewczymśpomóc,niechpanprze.czołgasięnaskrzydło

iodłupielód.Wprzeciwnymrazieproszęospokój!

Taskermiałwłaśniewyrazićswojeoburzenie,kiedywmieszałsięBuckOlsen

mówiącjakzwyklekrótko,aletreściwie:

–Siedźcicho,Tasker.Zdajesię,żetopoważnasprawa.

Samolotsamtozdradzałchwiejącsięwgroźnysposób.Leweskrzydłoopadało

poddodatkowymciężarem.Nazewnątrztemperaturabyłacorazniższaideszcz
szybkozmieniałsięwdrobinkilodu.Dodającciężaru,lódponadtozniekształcał
zarysskrzydła,któreniemogłodziałaćnormalnie.

Kylieciąglemruczałcośpodnosem,takjakbystrofowałiostrzegałswój

samolot,wyrażałmuswojewspółczucieiprosiłopomoc,amaszynazastraszająco
szybkospadała,całyczasgwałtowniesięchwiejąc.

KuzdumieniuNikaKyliedoznawałpewnegorodzajudzikiejuciechywtejwalce

zżywiołami.Cowięcej,krzyknąłprzezramiędoswegoklienta:

–Tenmałyepizodbędziepanakosztowałładnądodatkowąsumkę,gdyobliczę

background image

kosztyiprzedstawiępanurachunek!

JegowybuchśmiechuiodpowiedźTaskerastłumiłodudnieniegrzmotu,

któregosiła,wmniemaniuNika,mogłabyławybićszybywoknach.

Naglechmurypojaśniałyizrzedły.Samolotzacząłleciećrówno.Takjakby

nastąpiłoraptowneprzebudzeniezezmorysennej.Kabinęzalałooślepiające
słońce.

–Noiproszę!–krzyknąłztriumfemKylie.

Nadsobąmielibłękitneniebo,podsobąbrunatnygórzystyteren.Patrzelina

światpodobnydooazy–alejużprzednimiwypływałanowazaporachmur.

Kylieciąglespadał–wszystkietrzywskazówkiwysokościomierzabyłytego

dowodem.ANikciąglemiałnieprzyjemnesensacjewżołądku.

–Patrznatoskrzydło,chłopcze–powiedziałmuKylie,głowąwskazującna

lewo.–Lódtopniejeiniedługozobaczysz,jakodpadnie.

IzwróciłsiędoTaskera:

–Niemamzamiarupowtórnieryzykowaćtakiejprzeprawy.

–Notak–zgodziłsięTasker.

–Wyszlibyśmycałoztejburzy,żebyniedefektwurządzeniu

przeciwoblodzeniowym.Terazwylądujemyi…

–Wylądujemy?–warknąłTasker.

–Wswoimczasieznajdowałemodpowiedniemiejscewgorszymterenieniżto,

copanwidziobecnie.Wdużogorszymterenie.

–O,jużodpada!–krzyknąłNik.

Kawałekloduoderwałsięimignąłdotyłu.Nikniemógłodżałować,żeniebyło

sposobuschwycićgoiprzechowaćrazemzinnymipamiątkamiztejpodróży.

–Acobędzie,jeślitenlódgrzmotniewogon?

–Mójdrogi–odparłKylie–czyżniedośćbiedyzwaliłosięnanasbeztwoich

proroctw?

–Przepraszam–powiedziałNik.Rozumiał,żeKyliepotrzebujeodswego

pomocnikaczegośinnegoniżkrakanie.

Taskerwdalszymciąguokazywałrozdrażnienie,czymzkoleiirytowałOlsena;

wychylałsięnawszystkiestrony,patrząc,czywdolejestjakiśdostateczniepłaski

background image

terenodpowiedninalądowisko.

Znajdowalisięteraznawysokościtysiącastópnadwzgórzami,którejużnie

robiływrażeniajednostajniebrunatnych.Możnabyłodostrzeczielonepastwiska
inawetposzczególnesztukibydła.

–Powinnatubyćjakaśfiliastacjihodowlanej–powiedziałKylieznadzieją

wgłosie.

PrawiejednocześnieNikwypatrzyłcośowieleważniejszego:obozowiskoipas

startowy!

–Diabełnasmawswejopiece!–zaśmiałsiępilot.

–Cotozamiejscowość?–zapytałTaskerznowuwładczymtonem.

–Schodzimydolądowaniaizarazsiędowiemy.Kylieponiekądusprawiedliwiał

niepokójTaskera.

Każdykontaktzludźmikryłwsobieniebezpieczeństwo.Wynajemsamolotu

zostałspowodowanyczymś,odczegomogłoucierpiećwieleosób…czymś
mającymzwiązekzgiełdą…zpożarem…zgórnictwem…

Pilotprzetrawiałtestrzępkiinformacjiwnadziei,żeułożąsięwzrozumiałą

całość,ajednocześnierozpoznałcharakterobozowiska,którewidzielizgóry.

–Nafta!–oznajmił.

Nikodróżniałjuższkieletywieżwiertniczych,anakońcupasastartowego

wypatrzyłnowoczesnydwusilnikowysamolot.

–Awięcitutajktośjest!–zawołałBuckOlsen.–Niematerazmiejscana

świecie,gdziebyniekręcilisięludzie.

Taskerwpadłwpanikę.

–Zatrzymajgo,Olsen!Kylie!Niechpannieląduje!

Kyliespojrzałnaniegobezsłowa,leczzobrzydzeniem.

–Niemożemytutajlądować!–upierałsięTasker.

–Niechpanmnieuważnieposłucha,panieTasker.Poprostuniemamywyboru:

musimylądować.Mogęmiećkraksębezprawidłowegofunkcjonowaniaurządzeń
przeciwoblodzeniowych.

–Tak,oczywiście,rozumiem,żegdzieśmusimylądować.Alenietutaj!

–Towielkieryzykociąglekusićlos–ostrzegłKylie.

background image

–Napewnoznajdziemyinnemiejsce–usiłowałprzekonaćgoTasker.–Może

panjeszczeprzepatrzyteren?

–Agdywrócę,niebędziewarunkówdolądowania,co?Naokołozbierająsię

burzę.

Kyliebyłzły.Toabsurdrozumowaćwtensposób,kiedymieliszaloneszczęście

trafićnaterenmożliwydolądowania,niemówiącjużodobrzeutrzymanejbieżni.
Zdrugiejstrony,miałnowypowóddoirytacji:ludzie,którzyobserwowaliich
zdołu.Anijedenniemachałdonichrękązprzyjaznympowitaniem.Osobyobce
byłytuniepożądane–tojasne.Wiercenianajwidoczniejprowadzonowsekrecie.
Itotłumaczyłoteżlotymaszyny,któraodczasudoczasulądowałanafarmie
Willisów.

–Nie,panieKylie!–ciągnąłswojeTasker.–Niemożemyspotkaćsięztymi

ludźmiwdole.

–Schodzędolądowania,panieTasker.

–Chybachcepanotrzymaćzatenlotzapłatę?

–Owszem.Aletakżechcężyć,abypodjąćforsę.TerazBuckOlsendoszedłdo

wniosku,żeionmacośdopowiedzenia.

–Słuchaj,Tasker,panKyliewie,corobi.Samolotmusilądowaćiteurządzenia

odladzającemusząbyćnaprawione.Ajeślitobiesiętoniepodoba,uprzedzamcię,
żegdywreszciedolecimydowyspy,janiebędęnatwojeusługi.

–Wymuszasznamniezgodę–mruknąłTasker.

–Niemamywyboru–zapewniłgoOlsen.–Anity,anija,aniKylie,aniten

chłopiec.

Awięcwylądowali.

Kyliepodkołowałdokońcabieżniistanąłobokwieżwiertniczych.Czekałatu

grupaopalonychmężczyzn,jedniwszortach,inniwdługichspodniach.Wszyscy
mielinagłowachczerwonehełmyochronne.Anijednatwarzniezdradziła
najlżejszymuśmiechemprzyjaznychuczuć.Niepadłoteżanijednosłowo,gdyNik
iKylie,apotemTaskerwyszlizsamolotu.AlegdyztrudemwygramoliłsięBuck
Olsen,jakiśczłowiekzzaczerwienionymioczami,twarząspalonąsłońcemibiałą
szczecinąniegolonegozarostu,wskazałnaniegorękąikrzyknąłzezdumieniem:

–Patrzcieno,ktotoidzie!Słowodaję,BuckOlsen,mójstarykumpel!

Głoszamerykańskimakcentemznaczącopodkreśliłsłowo„kumpel”inie

background image

ulegałowątpliwości,żewchodzątuwgręuczuciakrańcowoodmienneod
przyjaźni.

Taskerjęknął,jakbyodczułrzeczywistyfizycznyból.

Rozdział6
BURZEISEKRETY

Dwudziestupięciumężczyznoglądałoczterechprzybyszyiprzezchwilęniktnic

niemówił.

Wpowietrzurozbrzmiewałhuk,któryNikpoczątkowoprzypisywałwiertarkom,

dopókiniestwierdził,żetoodgłosynadchodzącejburzy.

PierwszyodezwałsięTasker.Wskazującnaogorzałegostaregoosadnika

wczerwonymhełmieochronnymzapytałOlsena:

–Znasztegoczłowieka?

BuckOlsenspojrzałnadrwiącouśmiechniętągębęiprzeczącopotrząsnął

głową.

–Nie–odparł.–Niewydajemisię,żebymgoznał.

–Boniechceszsobieprzypomnieć!–powiedziałtamteniwniemiłym

uśmiechupokazałsczerniałeodtytoniuzęby.

–Dosyćtego,Pop!–wtrąciłsięterazdużomłodszymężczyznawystępującdo

przodu.Niewątpliwiekierowałgrupą,sądzącposposobie,wjakiinnigo
przepuszczali.Wskazałrękąnaznakrozpoznawczysamolotuizapytał:–Który
zwasjesttenKylie?

–Ja–powiedziałKylie,dużympalcemdziobiącsięwpierś.

–Atamci?–mężczyznawskazałnaNika,TaskeraiOlsena.

–Chłopiecjestmoimpomocnikiem…

–Amyjesteśmypasażeramitejpowietrznejtaksówki–wtrąciłTasker.

–Dokądlecicie?

–Tonaszasprawa–odparłTasker.Odpowiedźniepodobałasię.

–Jesttonaszasprawa,skorowylądowaliścienanaszymlotnisku.

–Nieprzybywamyzwizytą!Toprzymusowelądowanie–powiedziałTasker

zwracającsiędopilotaopotwierdzenie.

background image

–Tofakt–przyznałKylie.–Urządzenieprzeciwoblodzeniowenalewymskrzydle

zostałouszkodzone.Ponaprawieniudefektunatychmiastwystartujemyinie
będziemywammącićspokoju.

–Jestemkierownikiemterenu–powiedziałmłodymężczyzna.–Bardzoproszę,

żebyścietowłaśniezrobiliizapomnieli,żeścietuwogólebyliikogokolwiek
widzieli.

–No,tozabieramsiędoroboty–powiedziałKylieiskinąłnaNika.–Chodźno,

pomóżmi!Trzebawyjąćtorbęznarzędziamizsamolotu.

Torbabyławschowkupodtylnymifotelami.

–Niechpanpatrzy!–zawołałNik,którywłaśnieobserwowałdwusilnikową

maszynęzakotwiczonązapomocąlinkiprzewleczonejprzezpierścienie
zamocowanedoskrzydełiprzezoczkasolidnychkołkówstalowychwbitych
wziemię.–Czytaksięzabezpieczylizestrachu,żeimktośzwędzisamolot?

–Zestrachuprzedwichurą–uciąłkrótkoKylie.Zwałychmur,przezktóre

dopierocosięprzedarli,nadciągnęłyznaczniebliżejodchwililądowania.

–Musimysięśpieszyć–powiedziałpilotchłopcu.TymczasemTaskerstałkoło

Olsenapogrążonegowrozmyślaniach.Mężczyzna,którytwierdził,żeznaOlsena,
kierownikterenuiinnistalitrochędalej.JedniobserwowaliKylie’goiNika,który
jużwyniósłtorbęznarzędziami,ainni,ztroskąwoczach,patrzylinaruchomyzwał
chmur.

BuckOlsenstękałiprzeczącotrząsłgłową.

–Niemożeszsobieprzypomniećtegozarośniętegoczłowieka?–zapytał

wkońcuTaskerzgadując,żeOlsenbezskutkugrzebiewpamięci.

–Wżadensposób.Sądzącjednakpojegowymownymuśmieszku,możeon

mnierzeczywiściezna.

–Takwygląda.Czycięznaosobiście,czynie,nieulegawątpliwości,żewie,kim

jesteś.

–Możemaszrację.

–Napewnomamrację.

Mężczyzna,októrymmówili,ruszyłwstronęsamolotu,alekierownikzłapałgo

zaramięizatrzymał.

–Gdziesiępchasz?

background image

–Idęimpomóc.

–Niepójdziesz!

–Niechceszichwypuścić,co?

–Jasamimpomogę.Ty,Flanagan,niepchajsiędalej,wywszyscytakże.

Patrzcie,burzaszybkonadciąga.Trzebawszystkozabezpieczyć.

Ludzieniechętniewrócilidoroboty,którąprzerwałoniespodziewanelądowanie

samolotuKylie’ego.Wiatrsięwzmagałwzniecająctumanykurzu,niosąckępy
uschłejtrawyiodłamkichrustuihulającpoterenieobozu.

Kylieodmontowałkoniecskrzydła,abydostaćsiędożebrowaniailinek.

Kierownikstanąłobok,obserwującnieboirzucającczasamirozkazyswoim
ludziom.

–Jakpanuidzie?

–Toprzerwanykontakt.Gdygonaprawię,uruchomięodladzaczeisprawdzę,

czygrzeją.

–Radzęsięśpieszyć.Burzanadchodzi.

Kyliewiedziałotym.Wiatrwnikałpodskrzydłaiwstrząsałsamolotem.Pilota

zaniepokoiłygęstniejącetumanykurzu,więcszybkozamocowałzpowrotem
usztywnionączęśćsamolotu.Potemprzebiegłpodskrzydłem,otworzyłdrzwi
isięgnąwszyrękąwłączyłurządzeniaprzeciwoblodzeniowe.

TymczasemNik,sądząc,żeprzyśpieszaprocesnaprawy–amieliprzecieżtak

małoczasu–położyłdłońnaprzedniejkrawędziskrzydła.

–Czymaszzapasowąrękęwtorbieznarzędziami?–zapytałgoKylie.

Chłopiecodrazucofnąłrękę.

–Dobra–pochwaliłgoKylie.–Tosiębłyskawicznienagrzewa.

NadszedłTasker,którynakroknieodstępowałOlsenawobawie,abysiędo

niegoniedobrałbrodatyFlanagan.

–Wporządku?–zacząłniecierpliwiewłaściwymsobietonem.–Będziemy

startować?

–Może–odparłKylie.

IkuniesmakowiTaskerasplunąłnaprzedniąkrawędźskrzydła.Żarodrazu

spowodowałparowanie,awiatrszybkouniósłmałyobłoczekpary.

background image

–Działa,co?

–Takjakby.

–Chodź!–skinąłTaskernaOlsena.–Tysiadaszpierwszy.

–Chwileczkę,panieTasker.Trzebajeszczeschowaćtorbęznarzędziami…

–Kylie!–krzyknąłostrzegawczofinansista,alebyłojużzapóźno.

–Musimynajpierwschowaćtorbęznarzędziami!–odwrzasnąłKylie,niezdając

sobiesprawy,conieświadomiewyjawił.

–Tasker?–powiedziałkierownik.–ChybanieJosephTasker?

background image

–Tonieważne,kimjestem.

–Dlamnieważne.JeślibypanJosephTaskerzjawiłsiętuiniuchałpomoim

terenie,musiałbymzawiadomićdyrekcjętowarzystwa.

–Gotowe!–zawołałKylie.

TaskerpchałprzedsobąOlsenawstronędrzwi,którepilotprzytrzymywał.

Alezastąpiłmudrogękierownik.

–Przepraszampana,tojednaknależydomoichobowiązków.Muszęsię

dowiedzieć,jakiinterespanatutajsprowadził.

–Człowieku,niemożemytracićanichwili!Patrzpan!–Taskerwskazałrękąna

chmuręzaciemniającąniebo.–Powinniśmynatychmiaststartować,jeślimamy
uniknąćburzy!

–Dosamolotu!–ryknąłKylie.–Nieobiecuję,żemisięudawystartować,

wkażdymbądźraziespróbuję.

–Niemamowy–obstawałprzyswoimkierownikobozugórniczego.–Panowie

niewyruszą.

Taskernormalniebyłblady,alewtejchwilizłośćiponureświatłonadałyjego

twarzyodcieńczerwonawo-fioletowy.

–Awięcdobrze!Chodźpantutaj!–powiedziałpopychającprzedsobą

zdumionegokierownika.

StanęlinauboczuokilkanaściekrokówodsamolotuiTaskerzacząłszybką

inamiętnąprzemowę.NawetgdybystalibliżejigdybyTaskermówił
podniesionymgłosem,KylieiNiknieusłyszelibyanisłowaprzyświszczącym
wietrzeihukugrzmotów.

Kierowniksłuchałuważniezeschylonągłową,zuchemtużprzyustach

mówiącego.Paręrazyodwracałgłowę,patrzącnastadopapug,którewniskim
lociewyfruwałyzczarnychbałwanówchmur.Potemznowuzwielkąpowagą
wlepiałoczywTaskera,słuchałipotakującokiwałgłową,beztruduzgadzającsię
nacoś.

BuckOlsenwychyliłsięspomiędzyKylie’egoiNikaijegogrubyszeptzadudnił

imwuszach:

–Cootymwszystkimmyślicie?

Nikniemiałswojegozdania,wzruszyłwięctylkoramionami.Kyliezaś

background image

powiedział:

–Możedopieroterazzaczynatodlamnienabieraćtrochęsensu.

–Naprzykładjakiego?–pytałOlsen.

–Niechpanniekusi.PanTaskerbyłbyniezadowolony,gdybymwypowiedział

siępublicznie–nawetwgrupiezłożonejznastrzech.

BuckOlsenzaśmiałsiękrótkoizarazspoważniał.

–Chwilamimiałbymochotępodbićmuoko.Ajednakpowinniśmywziąćpod

uwagę,żetenczłowiekjestbardzozgnębiony.Inapewnoniemijasięzprawdą
mówiąc,żewieleludzijestwmieszanychwtękabałę.Każdyznichmożecoś
oberwać,jaktosięmówi.Wistocietojestjedynywzgląd,dlaktóregopozwoliłem
Taskerowioderwaćsięodpolowanianarekiny.

Przerwałpatrzącnagęstniejącechmuryinastadoszarych,wrzaskliwych

papug,któreznichwyfrunęły.Znowusięzaśmiał.

–Tojestponiekąddużobardziejfascynująceniżpolowanienarekina-ludojada.

O,patrzcie!–dodałwidzącparęczarnychłabędziusiłującychosiąśćnaziemi.
Jednakzauważywszyludzi,pokrótkimwahaniu,znowuznikływmroku
zrozpaczliwymbiciemskrzydeł.–Jeślitewielkiełabędziemogąutrzymaćsię
wpowietrzu,tochybaimymożemy–powiedziałniebezzłośliwości.

Kyliemruknąłcośtonempowątpiewania.

Taskerbiegłkunimspieszniezkrawatempowiewającymnawietrze.Zostawił

kierownikaterenuwpoważnejzadumie.

–Doszliśmydoporozumienia–powiedział.–Fatalniesięstało,żemusieliśmy

tutajwłaśniewylądować…

–Jauważam,żemieliśmywyjątkoweszczęście–wtrąciłKylie.

–Niezależnieodmoichspraw–ciągnąłTaskerzcierpkimuporem–muszę

stwierdzić,żetutejszeprzedsięwzięciejestważneikosztowne.Wimieniunas
wszystkichzobowiązałemsięnikomuniezdradzić,cowidzieliśmy.

BuckOlsen,KylieiNikobiecalidyskrecję.

–Dobrze–rzekłTasker–ateraz…

Ispojrzałnasklepieniechmur,odruchowozasłaniającgłowęprzedstadem

nadlatującychpapug–tymrazemodspodubyłwidocznyróżowypuchnaich
brzuchach.

background image

–Aterazchciałbypanstartować?–zapytałKylie.

–Musimysięśpieszyć!

–Lećmywtakimrazie.Proszędosamolotu.TuzaprotestowałBuckOlsen.

–Pantegoniemówinaserio!

–Mamzamiarspróbować.Jeśliprzynajmniejniespróbujemy,panTaskergotów

mnieposądzićochęćwykręceniasięodtego,cojestmożliwe.Awięcpróbujmy.

BuckOlsennawetnieusiłowałukryćniezadowolenia,gdysiadałnaswoim

miejscu.Taskerspieszniewszedłzanim.ApotemKylieiNikzajęliprzednie
siedzenia.

Kierownikterenustałipatrzyłnanich.Kilkuinnychludzirzuciłorobotę

iobserwowałozniedowierzaniemscenęstartu.

Stojącnaziemisamolotdrżałichwiałsię,takjakbyleciałwczasienawałnicy.

Kyliezapuściłsilniki,odwróciłmaszynęizwiatrempodkołowałdokońcapasa
startowego.Następnieotworzyłprzepustnicęwgaźnikuprawegosilnika
iraptownieodwróciłsamolotpodwiatr.

Chmurynapływały.Odczasudoczasuprzelatywałystadaptaków,akępytrawy

ipatykipędziłykunim,podskakująciwirując.

Trzymającmaszynęnahamulcach,Kyliewykonałwstępneczynnościdostartu,

dającobusilnikompełneobroty.

Wobecrykusilników,połączonegozodgłosamiburzy,musiałkrzyczećgłośno,

abypasażerowienatylnychfotelachgousłyszeli.

–Pasyzapięte?

Nieczekałnawetnaodpowiedź,tylkopowtórniedodałgazu,ciągletrzymając

maszynęnahamulcachkół.Jeszczekilkaptakówwpadłonanich,kołując,
podlatującwgóręiopadającwdół,ikilkawirującychkęptrawyipatyków
uderzyłowprzedniąszybę.

Nikmimowoliodchyliłsięwtył,chociażchroniłagopodwójnapłytaszkła

warstwowego.

Kyliejeszczerazdodałgazu.Zwolniłhamulce.Przezchwilęsamolotstałbez

ruchu,apotemwbiłsięwwiatr.Chwiałsięnaboki,rozwijającszybkość;terazatak
ptactwaiodpadkówprzybierałnatempieisile.

ZtylnegofotelazabrzmiałkrzykTaskera:

background image

–Nie,Kylie,nie!Toczysteszaleństwo!

Kylienatychmiastzmniejszyłgaz,lekkowprawiłwruchhamulcetarczowe

ipozwoliłsamolotowikołować,podczasgdywiatrodrazuzacząłredukowaćjego
prędkość.

–Niemamowyostarciewtakąpogodę–dodałTasker.

–Panmniewynajął,więcniechajbędzietak,jakpansobieżyczy–powiedział

Kylie.

ImrugnąłdoNika,którywtedydopierozrozumiał,żepilotniemiał

najmniejszegozamiarustartować.Wykonałwstępneczynnościpoto,abyTasker
samzdałsobiesprawęzwarunkównazbytniebezpiecznychnawetprzypróbie.

–Musimyschronićsięwśrodkuobozowiska,amaszynętrzebaprzywiązaćaż

dochwili,kiedywiatrustanie–powiedziałKyliekierującsamolotdokońcapasa
startowego.

Wieżewiertniczebyłyledwiewidoczne.Kierownikstałpodosłonąbudynków

wrazzrobotnikamiikazałkilkuludziompomócwzakotwiczeniusamolotu.

KylieiNikdogoniliTaskeraiOlsenawkantorzekierownika.

ByłtoinżynierBurkę,górnik,któryprowadziłposzukiwanianaftywróżnych

częściachświata.

Kantorznajdowałsięwbarakuzfalistejblachy.Chociażbudynekbyłnowy

isolidny,każdykawałekblachyzdawałsięnaprzemianodrywaćod
podtrzymującychgwoździiwracaćdonichwrytmpodmuchówwichury.

Zestołówzabranowszystkiepapiery,bowiatrhulałpocałymbaraku.

BurkęzauważyłzdziwienieTaskera,żewszystkieoknasąpootwierane.

–Dziwipana,żeniepozamykaliśmyokien!–krzyknął,bomożnabyło

rozmawiaćtylkopodniesionymgłosem.

–Nowłaśnie!

–Gdybyzamknąćoknaidrzwi,całatabudawyleciałabywpowietrze.

–Wyleciałabywpowietrze?

–Atak.Ciśnieniezzewnątrzpotrafigwałtownierosnąćiprzystosowującsiędo

niegopowietrzewpomieszczeniuzaczynadrgaćtakszybko,żemożewszystko
rozwalićjakbomba.

Taskertrochęwtowątpił,aleKylieiOlsen,którzysłyszeli,oczymmowa,

background image

przytaknęliinżynierowi.

–Miejmynadzieję,żeburzapozostaniesucha–dodałKylie.

Taskeritymrazemniezrozumiał,ocochodzi.

–Deszczwzmacniaburzę,takjakbyuzbrajałjąwpociski–wyjaśniłpilot.–Jeśli

doburzydochodzideszcz,szkodymogąbyćistotniepoważne.

Niknadalniemógłuwierzyć,żejeszczeciągnąłsiętensamdzień,wktórym

wczesnymrankiemwyruszyłzdomunalotniskowMelbourne.Jeszczetrudniej
byłopojąć,żezaledwieprzeddwudziestuczteremagodzinamiprzeczytał
wgazecieogłoszenieowolnejposadziepraktykanta.Jaktodobrze,żerodzicenie
mielinawetcieniaprzeczucia,wjakieprzygodymożebyćwmieszanataksówka
powietrzna!Nikwżadensposóbniemógłsobiewyobrazić,żebymatkastanęłapo
jegostronieiwymogłanaojcupozwoleniestaraniasięotomiejsce,gdybymogła
przeczuć,cojego,Nika,spotkawczasiepierwszegolotu.Apotemchłopieczaczął
rozważaćnajnowszyrozwójwypadkówiinformacje,którewypsnęłysięTaskerowi
iOlsenowi.GoteżTaskertakdługoopowiadałinżynierowi?Nikaintrygowałokilka
rzeczy:wzmiankiogiełdzieinacisk,zjakimmówiłosię,żewgręmożewchodzić
loswieluosób.Wtejchwilibyłskłonnysądzić,żechodziopłynnezłoto,jak
nazywanonaftę.

Wkrótcerozmowanawetpodniesionymgłosemstałasięniemożliwa.Dobaraku

wiatrnawiewałcałekępytrawy,aześcianzdzierałmapyitablice.

Kylie,opartyonagąblachęfalistą,czuł,jakwibruje,jakbydrżączlękuprzed

furiąburzy.Myślał,żewiatrwkrótceosiągnieprędkośćrównąnajwiększej
prędkościprzelotowejjegomaszyny,cowpowietrzuutrzymałobysamolot
wbezruchu.Napoczątkuswojejkariery,pilotująckiedyśraczejpowolnąmaszynę,
napotkałwiatrdochodzącydoprędkościstuwęzłów,awięcsamolotleciałwtył
zszybkościądwudziestumilnagodzinę.

Kylie,takjakNik,równieżzastanawiałsię,coskłoniłoTaskeradopodróżyna

owąwyspę,dniemiałjużwątpliwości,żenafta.

Samolot,ledwiewidocznymiędzytumanamikurzu,byłsilniezakotwiczony,ale

nawetzodległościpięćdziesięciujardówKyliewidział,jakdrgawdzikich
podmuchach.Miotłozupełniesuchymkurzemiprzypanującejduchocienarazie
niezanosiłosięnadeszcz.Alejeślibywiatrnabrałnasileizaczęłolać…

Kyliewolałniemyślećoskutkachulewy.

Całelatamusiałciężkopracować,żebykupićtęmaszynę,używanązresztą.Żeby

background image

niewłasnysamolot,byłbyjednymzwielupilotów,weteranówostatniejwojny,
żyjącychwpogonizapracą.Kyliesnułpewneplanywzwiązkuzeswoim
przedsiębiorstwem.Planyraczejskromne,awkażdymrazieichnieforsował.Miał
zamiarmianowiciewyszkolićpraktykantaiosadzićgonadrugiejmaszynieze
znakiemzielonegobumerangainapisemTaxi-Lot-Ky’lie.

Myślijegoprzerwałświszczącydźwięknadgłową.

Arkuszblachy,częściowozdartyzdachu,klapałwścieklewrytmszalonego

tempanawałnicy.Gdybyoderwałsięcałkowiciedpofrunąłwstronęsamolotu,
mógłbyrozciąćgonapółjakolbrzymieostrze.

Kylieskupiłterazcałąuwagęnablaszeidopieropodłuższejchwilizdałsobie

sprawę,żezmniejszyłasięczęstotliwośćjejklekotania.

WtymmomenciespojrzałnaNikainiemógłpowstrzymaćśmiechu.

–Copanatakrozśmieszyło?–zapytałNik.

–BawiszsięwIndian?–odpowiedziałpytaniemKylie.

–Nie…aboco?

Nikbyłzaintrygowany.

WtedyKyliezdjąłmuzgłowybiałepióropapuzie.Chłopiecschowałjeskrzętnie

razemzinnymipamiątkami.

Kurzopadłizaczęłosiętrochęprzejaśniać.Samolotwidzielijużterazwyraźnie.

–Pójdęsprawdzić,cosiętamdzieje–oznajmiłKylie.–Skorowidocznośćjest

lepsza,moglibyśmyspróbowaćszczęścia.

Nikposzedłzanim,aleniedoceniłsiływiatru,któryzarazpowaliłgonaziemię.

Zauważyłniechętnespojrzenieszefa.„Znowuzłapałemzłystopień”–pomyślał.

Kylieobejrzałmaszynęizzadowoleniemstwierdził,żeniezostałauszkodzona

przezburzę.Wyjąłtrochętrawyzwlotówpowietrzaikawałekkoryspod
wycieraczkiprzyprzedniejszybie.

Nadworzebyłojeszczetrudnoporozumiewaćsięnormalnymgłosem,więc

wrzasnąłNikowiwucho:

–Jeszczeniemożnaodkotwiczyć!

Popięciuminutachukazałosiętrochębłękitu.Ptakialbozniżałylot,albo

dawałysięnieśćprądompowietrzawgórze.Kyliewobectegopostanowił
odmocowaćlinkiistartować.InżynierBurkęjednocześnieobejrzałsamolot

background image

należącydotowarzystwagórniczegoirównieżznalazłwszystkowporządku.
Kantornieucierpiał,opróczjednegonaderwanegokawałkablachyimapzdartych
ześcian.

Zanimweszlidosamolotu,Taskerprzypomniałjeszczeinżynierowi:

–Wszystkojestjasne,prawda?Mynikomuniepowtórzymy,cowidzieliśmyna

tymterenie,apannikomuniezdradzi,żepannastutajoglądał.

–Takjest,proszępana.

Inżynierskłoniłsię,dotykającrękąhełmuochronnego.KylieiNikpomyśleli,że

najwidoczniejJosephTaskerjestosobistościąważnąiszanowanąwswojej
dziedziniemimonieprzyjemnegoidespotycznegocharakteru.

BuckOlsenstałprzysamolocieobokTaskera.Miałwłaśniewchodzićpo

schodkachdośrodka,kiedywstrzymałgookrzykbrodategoFlanagana:

–Hej!Olsen!Zanimodjedziesz,musimyzałatwićnaszeporachunki!

Biegłkunimzezdumiewającąszybkościąjaknaczłowiekawjegowieku.Zanim

Olsenzdążyłsięzorientować,byłjużosaczony:Flanagantańczyłipodskakiwał
przednim,wyzywającgodowalki.

–Zwariowałpanczyco?–zapytałOlsen.

–Nieudawaj!Wieszdoskonale,ocochodzi.Niezapomniałeś!

–Jeślipanmanamyśli,żeniezapomniałemboksu,topewniemapanrację!

Iolbrzympodciągnąłspodnieizacisnąłpięści.

–Dosyćtychgłupstw!Dosamolotu!–wmieszałsięTasker.

–Zjeżdżajty,rybiooki!–wrzasnąłFlanagan.

–Spokojnie,Flanagan–mitygowałgoBurkę.–Niewiesz,zkimmówisz!

–Mamtownosie!

FlanaganznowudoskoczyłdoOlsena.

–Napoczątekożywiętrochętwojąpamięć.Czywswoimczasieniezyskałeś

pewnejsławyjakozapaśnik?

–Nigdyniebyłemzapaśnikiem,takjakpantorozumie,człowieku.Byłem

bokserem.

Flanaganwyszczerzyłnatesłowaczarneodtytoniuzęby.TerazKyliejuż

wiedział,skądjestmuznajomenazwiskoOlsenaiskądpamiętajegotwarz.Za

background image

młodychlatKyliesamuprawiałpoamatorskubokswwadzeciężkiejiztego
powoduostatniozwróciłuwagęnasprawozdaniawdziennikachiwywiadradiowy
natematpobytuwAustraliiamerykańskiegoboksera-amatoraniewystępującego
jużnaringu.Niezamieszczonożadnejwzmiankibcelujegoprzyjazdu.Nik
równieżprzypomniałsobietęnotatkęwgazecie.WrzeczywistościOlsenwręczał
zwycięzcompucharnaspecjalnejuroczystościwbokserskimklubiejuniorów.

Obydwajzzadowoleniempowitaliprzynajmniejtęodpowiedźnaintrygujące

ichpytania.NatomiastFlanaganwcaleniepoczułsięzadowolony.

PodtykałpięśćpodsamnosOlsenaiwrzeszczał:

–Niewykręcajsię!Stańdowalki!

–Jużdawnominęłyczasy,kiedybyłembokserem!–broniłsięOlsen.

–Tak?Awidzisz,jakąmamdobrąpamięć!Wielkatoszkoda,Olsen,wielka

szkoda,żesięwtedydałeśpobić!Postawiłemnaciebiewszystko,comiałem,do
ostatniegocenta,atymisprawiłeśtakizawód.Odtejporypieniądzeunikająmojej
kieszeni–wszystkoprzezciebie.

–Dobrzecitak,dostałeśnauczkęzahazard.Jatambyłempoto,żebysię

boksować,aniepoto,żebytacydurniejaktystawialinamnie.Czyżtomojawina,
żelepszyboksermniepokonał?

–Niechciałocisięwalczyć,tydraniu!Położyłeśsięnaringujakpierwszylepszy

patałach…

–Słuchajno,tymnieniekuś!–ostrzegłgoOlsen.Terazonpodniósłzaciśnięte

pięści.

–Patrzcie!Mamgoniekusić!–podrwiwałFlanagan.–Patałachjesteś,nie

bokser!Zpapierowątorbąsobienieporadzisz.

Nik,odpoczątkuoburzonyzachowaniemFlanagana,wrzasnąłteraznacały

głos,biorącwobronęOlsena:

–Onbycizarazłebstrąciłzkarku!

–Zobaczętojakswojeucho!–odwrzasnąłFlanaganipięściąwycelował

wszczękęOlsena.

Olbrzymodchyliłsięipięśćledwiegomusnęła.Alezapomniał,żemazasobą

samolotiprzycofaniustuknąłoleweskrzydłoistraciłrównowagę,gdyFlanagan
zzaciekłościąstarego,ciętegofoksteriera,zamierzyłsięnaniegopowtórnie.Nie
pociągnęłobytopoważniejszychskutków,gdybynieuderzyłgłowąokrawędź

background image

śmigła.

–Jakmożnabyłozrobićcośrównieidiotycznego!–pieniłsięzezłościTasker,

gdyKylie,inżynierijakiśrobotnikruszylinapomocOlsenowi.Innirobotnicyzłapali
Flanaganaiodciągnęligo.

Nikzrozumiał,żesłowaTaskeraodnosiłysiędoniego.Acogorsza,Kylietakże

rzuciłmurozwścieczonespojrzenie.BroniąchonoruOlsenaNiknieświadomie
podjudziłFlanaganadonapaści.Chłopiecpomyślał,żerzeczywiścierobiwszystko,
abynieotrzymaćposadypraktykanta.

BuckOlsenbyłznokautowany,chociażtylkoprzezmoment.Chciałodtrącićręce

śpieszącemuzpomocą,alenieustałbyowłasnychsiłach.Dotknąłbolesnego
miejscanagłowieinarazienikomuniepozwoliłgoobejrzeć,ażwkońcu
skapitulowałiwszyscyzobaczylizadraśnięcieirosnącyguz.Starybokserzaciskał
powieki,potrząsałgłową,nachwilęotwierałoczy,usiłującprzyjśćdosiebie.

–Nicminiebędzie!–zapewniałTaskera.–Nieróbciewokółmnietakiego

rwetesu.

–Niepowinniśmybylidopuścićdociebietegowariata–powiedziałTasker,

znowurzucającNikowizabójczespojrzenie.

–Chodźcie!Trzebastądruszyć–popędzałichOlsenusiłująciśćpewnym

krokiem.–Nicminiebędzie,Tasker,nieprzejmujsię.Uciekajmystąd,pókinie
nadejdzieburzalubtendzikusFlanaganniewyrwiesięswoimkumplominie
powtórzyataku.

WchwiliodjazdutrzymanoFlanaganazdala,wbaraku.

Gdyzapiętopasy,KylieobróciłmaszynęwkierunkuWiatru.Chwilęprzeczekał,

ażznikłomałestadkopapug,apotemotworzyłgaz,zwolniłhamulce
iwystartowali.

Samolotpiąłsiępowoliwbłękitnieba,aleizasobą,iprzedsobąmiałburzowe

chmury.Pilotzrównałsięzichwierzchołkiemiwkrótcewysokościomierz
wykazywałtysiącosiemsetstóp.WmiaręjakKyliewnikałwdolinymiędzy
chmurami,omijającolbrzymiezamczyskaiwieżyczki,cumulusów,skrzydłazaczęły
błyszczećzdradzieckąpokrywąlodu.Uruchomiłwięcurządzenie
przeciwoblodzenioweizzadowoleniemstwierdził,żedziałaonodoskonale
równieżinalewymskrzydle.

Terazciężkimrokogarnąłcałąolbrzymiąkrainęchmur,którenabierałyszarych,

liliowychisinychodcieni.

background image

–Dzieńdobiegakońca–powiedziałKyliepodłuższymokresiemilczenia.

UwagabyłaprzeznaczonaprzedewszystkimdlaTaskera–ostrzeżenie,że

wkrótcenastąpinagłaciemność.Noczapadnie,zanimdolecądowyspy,którą
Taskerpoprzedniowskazałnamapie.

–Niezapominamotym.Obiecałempanu,żebędzieażnadtoświatłaprzy

lądowaniu.Prawda,Olsen?

Szturchnąłstaregoboksera,aleOlsenniezareagował.Byłpogrążony

wgłębokimśnieponiewygodachcałegodniainapaściFlanagana.

Nikobserwowałzachódsłońca,światłozmieniającebarwęicieniewchmurach,

coimnadawałojeszczebardziejzłowrogiwygląd.Cienietesunęłyku
zachodniemukrańcowizwałuchmur.

Kyliepołożyłsobiemapęnakolanach,koordynowałdanedotycząceprędkości

wiatruiznoszeniaizapomocąsuwakaprzeprowadzałinneobliczenia,abyustalić
położeniesamolotu.

NagleusłyszałzasobąmocnozdenerwowanygłosTaskera:

–Kylie!Tusięcośniedobregodzieje!

BuckOlsen,silniezaczerwieniony,oddychałszybko.Głowaopadłamu

bezwładnie,gdyTaskernimpotrząsałusiłującgoobudzić.

–Zastąpmnie,chłopcze!–krótkopowiedziałKyliedoNika.

Gdytenspojrzałnaniegopytająco,pilotwyraziłsięjaśniej:

–Prowadźmaszynę!

Nikująłwręcestery.Całąswojąwiedzęoprowadzeniusamolotuopierałna

tym,cousłyszałodpilotaicosamzaobserwował.Uchwyciłsterownicębardzo
mocnoimiałwrażenie,żetrzymaczłonkiciała,przezktóreprzepływazupełnie
obcakrew,iżedreszczeidrżeniastanowiąreakcjęistotywykonanejprzez
człowieka,aprzynależnejdoprzestworzy,nawiatryhulającewtych
przestworzach.Chłopiecbałsię,żetaistotawykorzystajegobrakdoświadczenia
iwyrwiemusięzrąk.

–Damymutlenu–powiedziałKyliewyciągającbutlęspodsiedzenia.

WłożyłOlsenowiwustaujściegumowejrurkiiżyciodajnygazzacząłprzenikać

zestalowegorezerwuaru.

Nikzbytbyłzaabsorbowanyutrzymaniemsamolotuwrównowadze,abymóc

background image

choćbyrzucićokiemnato,cosiędziałozanim.Wkrytycznejchwilinękałago
świadomość,żenicniewie,mimoinstrukcjiszefaiwłasnychobserwacji.Tarcze
przyrządów,licznikiiwskaźnikiwyzywającoobracałynaniegodrwiącetwarze,tak
jakbywypominającmuniewiedzę.Koncentrowałsięnapilnowaniu,abymaszyna
leciałarówno.Alerazznajdowałwniejszybkioddźwięk,akiedyindziejnapotykał
opór.

Niebyłowątpliwości,nakogoTaskerzwaliłcałąwinęzaomdleniestarego

Olsena,kiedypowiedział:

–Nigdybydotegoniedoszło,gdybytenszaleniecFlanaganniezostał

sprowokowany.

Nikaogarnęłojeszczewiększeprzygnębienie,gdyusłyszałdalszesłowa

Taskera:

–NaOlsenaczekaważneipilnezadanie.Tojedynyczłowiekzdolnyjespełnić.

Bezjegopomocydlasetekludzimożenastąpićkatastrofa.

Rozdział7
POŻARPŁYNNEGOZŁOTA

Kyliewróciłdosterownicy.

–Dziękuję–powiedziałNikowi.

Tylkotyle.Nikniemógłodgadnąć,czyprowadzącwciąguminutysamolot,

zmazałswojąwinę:podjudzenieFlanaganadonapaści.Wkażdymraziemiałdobrą
nauczkę,żeniewystarczazaspokajaćciekawościobserwując,copilotrobize
sterami.Należałopojąć,wjakimcelutorobi.Chłopiecnietraciłnadziei,że
następnymrazemlepiejsobieporadzi.

Terazobejrzałsięnieznaczniewtył.Taskertrzymałmaskętlenowąnadtwarzą

Olsena,któryoddychałrówniej,alenadalsiedziałbezwładnie,wspartyościankę
samolotu.

–Zachwilęodczujeulgę,bozaczniemysięzniżać–powiedziałKylie.

–Dlaczegomutopomoże?–zapytałNik.

–Powietrzebędziezawieraćwięcejtlenu.PanOlsenpobierzepotrzebnąilość

wprost,zamiastużywaćmaski.

Nikstwierdził,żemógłbysiętegosamdomyślić,zamiastpytać.

background image

WoddaliblaskzachodzącegosłońcapadałnapołacieOceanuIndyjskiego

najbardziejwysuniętekuwschodowi.WMelbourneiAdelaidejużzapadłanoc.
Całydzieńgonilizasłońcem,któreimskutecznieumykało.

OdmomentukiedyTaskerwyjawiłcelpodróży,Kyliesnułwłasneplany,jakie

wybraćmiejsceodpowiedniedolądowaniapociemku.Znajdowalisięniedaleko
odmałegoportuwDerby.Moglirównieżskręcićnapółnocipotemnawschóddo
Wyndhamzzaładowczymportemdlabydła.Byłtamtakżeośrodekjednego
zoddziałówaustralijskiejlotniczejsłużbyzdrowia.Zraportówradiowychwbazie
Kyliewiedział,żelotniskowWyndhambędziewolneidlanichodpowiednie.

Takjakprzypuszczał,obniżenielotuprzyniosłoulgęwoddychaniuOlsenowi,

któryjednakzacząłsięniepokoićwyczuwającmaskęnatwarzyipróbowałją
zrzucić.Nagleotworzyłoczyiodepchnąłjązcałąsiłą.

–Co,udiabła,zemnąrobisz,Tasker?Chceszmnieudusić?

–Straciłeśprzytomność.

Taskerpowiedziałtobezogródek,abyOlsenzdałsobiesprawę,żejego

zasłabnięcieniebyłobagatelką.

–Notoco?–odparłstarybokserwcalenieprzejęty.–Tospóźnionareakcjapo

tymnokaucie.Kylie,możepanprześlewiadomośćradiowądotegoobozu,że
ostatecznieFlanaganwygrał.

–Kylietegoniezrobi!–oświadczyłstanowczoTasker.

Olsenześmiechemprzyjąłreakcjęnaswójżarttegopozbawionegopoczucia

humoruczłowiekainteresu.Jednaknieprzyjemnepulsowaniewtyległowy
stłumiłojegowesołość.

–Jaksięczujesz?–zapytałTasker.

–Nierazczułemsięgorzej–odpowiedział.

–Jeśliniepodołasz,tonaprawdęniewiem,cozrobimy.

–Przestańkrakać!Głowamnieztegojeszczebardziejrozboli!

Taskerzamilkł.

KylieiNikznowuwyczuli,jakbardzognębiTaskeratatajemniczasprawa.

Obydwajmielipoważnewątpliwości,czyOlsenjest.doczegokolwiekzdolny.
Zanimpodanomutlen,wyglądałnaniezmierniewyczerpanego.

Słońcezawisłonadsamymmorzemnaliniihoryzontuiniepostrzeżenieznikło.

background image

Poparuminutachzłotegoodblaskunawodziespłynęłynaniącienienocy.

Lecieliwciemnościiciemnośćmieliprzedsobą.Naniebiezaczęłymrugać

pierwszegwiazdy,awdoleczarnąpaszcząziałocean.

Taskerchciałzapalićżarówkęnadfotelem,abyobejrzećmapę,aleOlsen

zaprotestowałmówiąc,żeświatłogorazi.Kyliesprawdziłswojepołożenie
wświetletablicyprzyrządówpokładowych.

Oilewiedział,grupawysp–celichlotu–byłazupełnieniezamieszkana.

Wpobliżunieprzechodziłażadnalinialotnicza,zaśstatkikursującezPerthdo
Darwinprzepływałymiędzywyspamiawybrzeżem.Natomiastkursstatkówdo
Jawy,SingapuruczyKolomboleżałwodległościsetekmil.

Nikmiałwrażenie,żewtejchwilimoglibylizłatwościąwniknąćwprzestrzeń

kosmiczną.Odkądustałyzakłóceniawprądachpowietrza,obasilnikigrały
wharmonijnymduecie.Chłopieczacząłsamsiebieegzaminowaćztechniki
lądowania–tomudodałootuchy,żejednakniesąwprzestrzeni
międzyplanetarnejiżewkrótcewrócąnaziemię.Cotosięnajpierwopuszcza?
Klapyskrzydełczypodwozia?Jakżemałojeszczeumiał.

Wtemzobaczyłnahoryzonciejakiśżarzącysiępunkt.

–Trzymasiępanidealniekursu!–powiedziałTasker.Byłtokomplementdla

Kylie’ego.

–Widaćspodziewalisięnasizapaliliognisko.

–Ognisko?–powtórzyłTaskerizaśmiałsiękrótko.–Jabymtegotaknie

nazwał.

Kylieniewyraziłjużżadnegoprzypuszczeniaaniniedopytywałsięonic.Zato

mózgNikadziałałniezmiernieszybko.Odrazuznalazłrozwiązaniezagadkiiczym
prędzejjeogłosił:

–Ajawiem,cotojest!Wulkan!

–Byłabytozbytprostaodpowiedź–odparłTaskerznajdującwidocznie

przyjemnośćwotaczaniusięmgłątajemnicy.

Kyliezaśjużznalazłwłaściwewyjaśnienie.Gdyjakopilotliniipasażerskichlatał

nadŚrodkowymWschodem,nierazwidywałnocąsilneerupcjepłonącychgazów
zszybównaftowych.Doszedłdowniosku,żenawyspie,doktórejlecieli,
znajdowałsięjeszczejedensekretnyterenwierceń,skąd„płynnezłoto”już
czerpanozodwiecznychzbiornikówpodskorupąziemską.

background image

Ajednak,gdyzmalałaodległośćodwyspy,Kyliezorientowałsię,żepatrzyna

innezjawisko.NaŚrodkowymWschodziewidywałpłomieniebuchającezwysokich
wieżwiertniczych.Tutajcałyogieńzdawałsiękoncentrowaćwjednejwielkiej
grzywiepożaruprzypominającraczejnocnewidowiska,jakieoglądałna
przeciwnymwybrzeżuAustralii,wQueenslandzie,gdypalonoposzycienapolach
trzcinycukrowej,abyodsłaniaćciężkiełodygiiułatwićichzbiór.

Tutajpłomieniekotłowałysięgwałtowniewśródchmuryczarnego,chwiejnego

dymu.Wońspaleniznywnikałajużprzezwentylatorysamolotu.

WtejchwiliiKylie,iNikprzypomnielisobiewiadomośćnadawanąsygnałami

świetlnymidozałogibarki:„Galionpłonie”.

Cośtuistotniepłonęło,choćbyłtochybaraczejpożarszybunaftowego.

Kyliezniżyłsiędopięciusetstóp.Leciałrównolegledokierunkuognia,ale

jeszczedośćdaleko.Jeszczenieczuliżarurozszalałych,niepohamowanych
płomieni,zatomigotliwyodblaskichczerwonychjęzykówdocierałażdokabiny.

Nikdostrzegłnaziemibladyzaryspasastartowego,jakrównieżparęszop

iciężarówek.Wpobliżuleżałystaloweszkieletywieżwiertniczychobalonesiłą
pożaruiwjegoświetlepodobnedoosobliwychkości.

–Miałpanrację–powiedziałKyliedoTaskera.–Światłatuniebrak.

–Lądowiskojestznakomite–zapewniłgoTasker.

–Oileprzyjegokońcuniewjadęwsamśrodektegorozpalonegopieca.Cosię

tuwłaściwiestało?

–Dowiercilisiędonaftywczorajrano,alezanimjeszczezdążyliwymierzyćjej

strumień,wybuchłaburzatropikalnaifontannaropyzaczęłapłonąć.

–Paskudnypożar–zauważyłBuckOlsen.Ztrudempatrzałwdół,rękąchroniąc

oczyprzedjaskrawymblaskiem.

–Dawałeśsobieradęzgorszymi–powiedziałTaskertonemkomplementu.

–Owszem.Aleczasemtrzebabyłowielumiesięcy,abyjeugasić.

KylieiNikdowiedzielisięwreszcie,naczympolegaławażnośćosobyBucka

Olsena.Byłtodoświadczonynafciarz,rekordzistaświatowywgaszeniupożarów
nafty.

Późniejdowiedzielisięjeszcze,żeOlsenprzyjechałdoAustraliinainspekcję

terenównaftowychzramieniaswojejspółkiamerykańskiej.Postawiłwszakże
warunek,żepołączyinspekcjęzpolowianiemnarekiny.Jegospółkamiała

background image

powiązaniazfirmąPimm,TaskeriMalley,więcTaskerwiedział,gdziegoszukać,
mimożeOlsenzastrzegłsię,abymunieprzerywanoodpoczynku.

TegodniaNikoglądałjużkilkawybrykównatury:pożarlasu,rekina-ludojada

zwanegobiałąśmiercią,imponującąpustkęwsercukontynentuifurięburzy
tropikalnej.Aterazpatrzałnakrwiożerczegowampira,zachłannegokolosa,który
zamiastkrwikarmiłsiępłynnymzłotemzwnętrzaziemi.CzyBuckOlsenwyzwie
potworanabój?Nikmiałpoczuciewiny,żemimowoliutrudniłmuzadanie
prowokującFlanaganadonapaści.

Kyliezapaliłświatłapotrzebneprzylądowaniu.

Skoroobawa,żewiadomośćopożarzemożeprzeniknąćnazewnątrz,stałasię

jużnieaktualna,Taskerokazałpełnągotowośćdoudzielaniainformacji,ale
dopierowtedy,kiedygoKyliewprostzapytał:

–Dlaczegozostałoużytesłowo„galion”,gdyprzesyłaliśmysygnałyświetlne

panuOlsenowi?

–Toszyfrnaoznaczenietegoterenunaftowego.

–Dlaczegowłaśnietosłowo?

–Boprawdopodobniewjednejzzatokleżytutajzatopionygalionportugalski.

„Awięcmiałemrację!”–pomyślałNik.Taskermówiłterazjużbezprzynaglania:

–Gdytutejszaekipazdałasobiesprawę,żesaminieugasząpożaru,ktośłodzią

przepłynąłzwyspynaląd–użyciemałegosamolotuspółkistanowiłozaduże
ryzyko.Musiałprzedostaćsięprzezwzburzonemorze,alejakośdobrnąłdo
telefonu.Otrzymaniepołączeniazemnąbyłotrudneitrwałodługo.Dostałem
wiadomośćprzedsamymwyjściemzdomudobiura.Odrazupowziąłemdecyzję,
conależyzrobić,mojażonasprowadziłataksówkę,adalszyciągsamiznacie…

–Niemogęodżałować,żeznamtendalszyciąg–powiedziałOlsen.–Wtej

chwilibyłbymnapewnorekordzistąświatowymwpolowaniunatebiałepotwory.

–Uwaga!–przerwałKylie.–Spróbujemylądować.

Naszczęściewiatrzwiałpłomienieidymwstronęprzeciwnąodlądowiska.

Przemknęlinadwodązopuszczonympodwoziemiklapamiskrzydeł.Gruntna
wyspiebyłpiaszczysty,pokrytycienkąwarstwątwardejtrawy.Wszystkolśniło
wblaskupłonącejropynaftowej,utrudniającwłaściwąocenęwysokości.AleKylie
dobrzewidziałpasstartowyimiałmocneświatłanaprzodzieskrzydeł.

WtymmomencieNikazaczęłyniepokoićchwiejnecienierzucaneprzezogień.

background image

Mieniłysiędziwnymiplamamibieli.Ciąglegotointrygowało,nawetwchwiligdy
bocznekoładotknęłyziemi,itogwałtownie.

Wtedyzabrzmiałrozwścieczonyokrzykpilota:

–Mewy!

Wyjaśniłasięzagadkabiałychplam!Mewy!

Siedziaływzdłużpasastartowegoiwidoczniespłoszyłjehuksilnikóworaz

światłasamolotu.

Masaoślepiającobiałychskrzydeł,podobnadochmury,zerwałasięnagle

przednimi,właśniegdykołonosowenadałoprostykieruneklądującemu
samolotowi.Stadoptakówjużznikałozpolawidzenia,alejednajegocząstka,
zapóźnionamewa,uderzyławprzedniąszybęodstronyKylie’ego.Mewa
wsekundęstraciłażycie,adoszkłaprzylgnąłniekształtnykłąbpierzaikrwi,
całkowicieprzesłaniającwidoczność.

Zpasastartowegosamolotskręciłwbok.Nikdługopotempamiętał

alarmującykrzykpilota.Chłopieczareagowałbłyskawicznie,chwytając
instynktowniezadrugąsterownicę.Kyliekiedyśwspominał,żenaziemiprowadzi
sięsamolottakjakkażdyinnypojazdmechaniczny.INiktowłaśniezrobił.Poczuł,
żemaszynapoddajemusię,skierowałjązpowrotemnaśrodekpasastartowego
ipoprowadziłdalejprosto.Alenagleodniósłwrażenieniebezpiecznejszybkości
inieośmieliłsięzastosowaćhamulców,bozrozumiał,żejeślitozrobi
nieumiejętnie–samolotalboobrócisiędotyłu,albozatoczykoło.Wrzasnąłwięc
doKylie’ego,abyonnacisnąłpedałyhamulców.

Poparupodskokachsamolotstanął.

Abyupewnićsię,żejużmunieumknie,Niksięgnąłrękąiwyłączyłgaz,cojak

podpatrzył,Kylierobiłprzypoprzednichlądowaniach.

Wewzględnejciszy,jakazapadła,najmniejszeszmery,wywołaneochładzaniem

sięrozgrzanychczęścimaszyny,brzmiałynadmierniegłośno.Kylietakżeoddychał
głośnoigłęboko,takprzynajmniejwydawałosięNikowi.

Wkońcupilotprzemówił:

–Widaćztego,mójkochany,żewtwoimwypadkunaukanieidziewlas.

–Dziękuję–odparłNik,zażenowanypochwałądoświadczonegopilota,idodał

żartobliwie:–Miałemstracha,żeznowuwyrwałemsięniewporę.

–Maszdotegozdecydowanytalentisądzę,żeniezmieniszsiępodtym

background image

względemdośmierci–powiedziałKyliebezlitośnie,alezarazdorzuciłze
śmiechem:–Aprzecieżtowada,któraczasamiokazujesiępożyteczna.

Kierownikterenu,Williams,ikilkupracownikówzebrałosiękołosamolotu,

patrzącztroskąnaszczątkimewyprzylepionedoprzedniejszyby.Odetchnęliz
ulgąnawidokuśmiechniętegoNika,którypierwszywyszedłzsamolotu.Kylie
stanąłnaskrzydle,abypomóczejśćposchodkachnajpierwTaskerowi,apotem
Olsenowi.

–Cieszęsię,żeścietakszybkoprzybyli–powiedziałWilliams.–Widaćlotodbył

siębezprzeszkód,co?

Podróżniwybuchnęliśmiechem.NawetTasker.

–Czyjestpanprzygotowanynamałypojedynekzogniem?–zapytałWilliams

olbrzyma.

–Owszem–odparłOlsen;zdawałsięlekceważyćwypadek,któremuuległ

niedawno.

BezsłowaWilliamspoprowadziłgowstronępożaru.Taskerposzedłzanimi

wpewnejodległości.KyliezaśiNiknajpierwopowiedzielizdarzeniezmewą
zaciekawionymrobotnikom.

–Trzebiąwyczyścićszybę,bopewniewypadnienamstartowaćwpośpiechu–

powiedziałpilot.

Nikrównieżmiałnieprzyjemneuczucie,żecaławyspamożeniebawemwylecieć

wpowietrze.

WilliamsiOlsenwłożylikombinezonyzazbestuihełmyochronneiprzykucnęli

zaogniotrwałązaporąnakółkachzłożonązżelaznejramy,blachyfalistejipłyt
azbestowych.

Urządzenieto,choćprymitywne,pozwalałojednakprzysunąćsięcałkiemblisko

domiejsca,gdziefontannanaftytryskającazszybuwybuchałapłomieniami
iczarnymdymem.

Hukpożarubrzmiałnieustającągroźbą.

Potężnepompydostarczaływodyhydrantom,którymizdalekalanowodęna

WilliamsaiOlsena,wmiaręjakpodjeżdżalicorazbliżejdotegopiekła.

NafciarzeodnieślisiężyczliwiedoKylie’egoiNika.Wszyscyzdradzali

zmęczenie,uczuciezawoduitroskę.Odmiesięcyprowadziliwiercenianatym
bezludziuznadziejąnadotarciedonafty,agdywreszciewytrysła–pochłonąłją

background image

ogień.

Niktnarazienieznałwartościnowoodkrytegozłożaroponośnego.Dojej

oszacowaniadawałypodstawępomiarywytryskunafty,atobyłoniemożliwe,
dopókiszalałogień.

IwtymtkwiłoźródłotroskiTaskera.

ObjaśniłonKylie’egoiNika–staliwetrzechprzedbiuremzarządu–żedopóki

szybpłonie,dopótypomiarywypływającejnaftymusząpozostaćwsferze
domysłów.

–Spójrzcienatensygnał!–rzekłwskazującrękąnapióropuszogniarwącyku

niebu.–Jeśliktośgozauważy,zaczniesięgadanina.Powiedzą,żetakwielkipożar
świadczyoniemałychzasobachnafty,najaki©trafiono.Nazwanaszegoterenu
jestzaszyfrowana,aledowierceńpotrzebnebyłopozwoleniewładz.Nic
łatwiejszego,jaksprawdzić,jakietowarzystwonaftowetutajdziała,noinastąpi
szaleńczeskupywanieakcji,którychcenapoleciwgórę.Wywrzetowpływnaakcje
innychspółeknaftowychwkraju.Akcjemogąpójśćwgóręwciągujednejnocy.
Niektórzy,ciszczęśliwsi,jesprzedadzą,aleinnijekupią,acobędzie,gdyzgasimy
pożariokażesię,żezasobynaftyniesąnadzwyczajne?Akcjespadnąnałeb
izrujnująludzi,którzyjużwsadziliwteninteresswojeciężkozarobione
oszczędności.Inneakcjenaftowerównieżspadną,cospowodujeróżnegorodzaju
katastrofy,agdymy,finansiści,zechcemysprzedaćakcjejakiejśinnejspółki
onajlepszychwidokachnarozwój,napotkamyniedowierzanieiopór.Ludzie,
którzyrazsięsparzylinanafcie,niebędąwtosamoinwestowaćpieniędzy.Abez
ichpieniędzymusząustaćposzukiwaniaieksploatacjazłóżroponośnychczyto
wgłębikraju,czytonawybrzeżach.

Nikwreszciezrozumiał,naczympolegaławagaichśpiesznegolotu.Odszukali

izabraliwybitnegospecjalistęodgaszeniapożarównafty.Pokonaliwiele
niebezpieczeństw,abygodostawićnamiejscepożaru,aleryzyko
niepohamowanychiszkodliwychpogłoseknieustanie,dopókipłomiennysygnał
naniebiegrozićbędzieprzyciągnięciemuwagijakiegośstatkuczysamolotu
irozgłosemtego,cosięstało.

PodszedłterazdonichBuckOlsen,ociekającywodąwłasnympotem,przejęty

powagąsytuacji,leczpełenradościnamyślowalce,któragoczeka.

WtakimnastrojubyłbyzłapałzakołnierznapastliwegoFlanaganaicisnąłnim

oziemię.Czułsięwswoimżywiole.Dziwiłsięsamsobie,żemógłsarkaćnaprze
rwanieodpoczynkuipolowanianarekiny.KylieiNikmieliwtymSwójudział.

background image

Rekintogroźnyprzeciwnik,aleBuckOlsen,człowiekwielkiegokalibru,za
prawdziwegoprzeciwnikapoczytywałdopieropożarnafty.Irwałsiędowalki
znim.

–Niebędziemytracićczasunapróby–powiedziałdoTaskera.

–Dobrze,rób,jakuważasz–odparłfinansista,ciąglepodenerwowanym,jednak

mniejostrymtonem.

–Williamsijegoludzieprzygotowująjużproszeknasenny.

–Proszeknasenny?

OlsenzauważyłzdziwienieNika.

–Taknazywamygelignit.Zrobiępotężnąporcjęipodejdędoogniatakblisko,

jaknatopozwolinaszatarczaochronna.Potemwepchnęładunekdługim
metalowymprętem,ciąglegoprzedłużając,dopókiniesięgniewpobliżeodwiertu.
Władunkubędąspłonkiikablepołączonezelektrycznązapalarką.Jedno
pociągnięcieiładunekwybucha.Tocośjakbydmuchanienapłomieńświeczek
wtorcieurodzinowym!Czasemudasięzajednymrazem,aczasemtrzeba
dmuchaćadmuchać.

DlaNikajeszczeniewszystkobyłojasne.

–Wiem,żetotylkobrzmibardzoprosto–ciągnąłOlsenzuśmiechem.–Cały

dowcipwtym,gdzieumieścisięładunek.

–No,ajeślizapalisięgelignit?–zapytałNik.

–Zapalićsięmoże.Aleniewybuchniebezspłonki,jeślibyłprzechowywany

wodpowiednichwarunkach.Gdybyzaśwybuchł,będęmusiałzaczynaćnanowo.

Kyliepodrolowałnanajdalszykraniecpasastartowego.

Naotwartymterenieniegroziłowiększeniebezpieczeństwozestronywybuchu,

chybażebyzniszczonekonstrukcjestaloweijakiśInnysprzęt–silnikiczypompy–
znalazłysiębliskomiejsca,gdziepłomieniewysysałyropętryskającązodwiertu.
Unoszonewpowietrzemogływtedyzagrażaćpersonelowiicenniejszym
instalacjom,którenależałousunąćzichzasięgu.

ZkilkunastomarobotnikamiKylieiNiksiedzieliwschroniewykopanym

wpiaszczystympagórkukołolądowiska.Robotnicyprzyhydrantachciąglelali
wodęnaOlsenaidwóchludzi,którzyposuwalidoprzoduurządzenieztarczą
ochronną.

PotemcidwajrównieżodeszlidoschronuiOlsenzostałsam.

background image

Ztrudemśledzilijegoruchywjaskrawym,chwiejnymświetle.Nikzauważył

ładunekśrodkówwybuchowych,któryOlsenpopychałmetalowymprętem.Potem
zamocowywałprzedłużenieipchałdalej,ażładunekdotarłnieomal
wbezpośredniesąsiedztwoognia.

Nikczułsięokropnie.Takjakbyosobiściebyłodpowiedzialny,żeBuckOlsen

możepaśćofiarąpłomieniinadmiernegowysiłku.Będzietoskuteknapaści
Flanagana,którąon,Nik,częściowospowodowałiktórapociągnęłazasobą
uderzenieśmigłaiomdleniestaregobokserawsamolocie.

Olsenzacząłsięcofać.Hełmikombinezonochronnylśniłyodwodyciąglena

niegolanej.Robiłtowolno,zrozmysłem,sprawdzającpołożeniekabli.Wmiaręjak
odchodziłodźródłaognia,cofalisięrównieżludzieobsługującyhydranty.
Wreszciedałimznak,żejużichniepotrzebuje.

Hydrantyunieruchomionoirobotnicypośpieszylidodrugiegoschronu.

BuckOlsenzostałzupełniesamnaplacuboju,cofającsiępotrochu,wkażdej

chwiligotówpaśćnaziemię,jeślipłomień,rozpalającgelignit,spowoduje
przedwczesnądetonację.

Dotarłdowykopu,gdzieumieszczonozapalarkę,ipochyliwszysiępołączył

zniąprzewody.Wyprostowałsięiuważniesprawdził,czywszyscysąbezpieczni
wschronach.Teraz,znowupochylony,nacisnąłspustzapalarkiiszybkoodbiegł.

Nastąpiłakrótkadetonacjaiciemność.Ciemnośćiwzględnacisza.Odgłos

detonacjipowędrowałdalekopowodachoceanu.Agdyzamilkł,zabrzmiał
przeraźliwywrzaskspłoszonychmew.Wszakżeciemnościnicnierozproszyło.

Apotemdałysięsłyszećinnedźwięki–świszcząceechaigłuchyhukwgłębi

ziemi,izgrzytodłamkówmetalupadającychnażwir.pasastartowego.Ktoś
ostrzegłKylie’egoiNika,abyprzywarlijaknajbliżejdościanyschronu.

Gdyustałdeszczodłamków,wschronachzerwałsięokrzyktriumfu.

Skierowanosnopświatłanawieżęwiertniczą.Jeszczeżarzyłsiętammetal

rozgrzanydoczerwoności,alewkrótceprzygasł.Pierwszyładunekzgasiłogieńi,
jednocześniewyzwoliłpotężnypodmuch,któryzgiąłstalowąruręodwiertu
powstrzymującwtensposóbwyciekropy.Inżynierowiebędąmogliwkrótce
podjąćpracęizamocowaćnowągłowicęikrany.

Alenikomujeszczeniepozwolonotampodejść.Częścimetalowemusiały

najprzóddobrzeostygnąćiniewykluczone,żenaftamogłazacząćsięsączyćna
nowo.

background image

Jednonieulegałowątpliwości:sławnyBucikOlsenporadziłsobiezpożarem.

Znikłzniebaniedyskretnysygnałświetlny.Wydajnośćszybuzostaniesprawdzona
pouruchomieniugonanowo.Niebezpieczeństwopanikinagiełdziebyło
zażegnane.

NikzacząłdopieroterazprzetrawiaćobjaśnieniaTaskera.Przypomniałsobie

otym,czegoichuczonowszkoleogorączcezłotawpierwszymokresie
kolonizacjiAustralii.Nastąpiływtedyzaburzeniawnormalnejgospodarce.Ludzie
porzucaliposadyogarnięcigorączkązłota.Bylimiędzynimiurzędnicyisubiekci,
policjanciinauczyciele.Przykażdymnowymodkryciunaftysytuacjawyglądała
podobnie.Wprawdziekobietyimężczyźninieporzucaliswoichzajęć,aby
osobiścieprowadzićposzukiwania,aletrwonilioszczędnościnakupnoakcjispółek
naftowychwpowszechnymipełnymnadzieiszaleństwie.

–Noicosobieterazmyśliszotejcałejhistorii?–zapytałchłopcaKylie.

StalirazemzTaskeremiOlsenem.Taskerowiznaczniepoprawiłsięhumor,

aOlsenodczuwałprzyjemnezmęczenie.

–Bardzożałuję,żenicniemogłempomóc–odpowiedziałNikmającnamyśli

pomocprzygaszeniupożaru.

–Czyżby?–zapytałześmiechemKyliekuzdumieniuchłopca.–Aprowadzenie

samolotu,gdymewaprzylepiłamisiędoprzedniejszyby?Czytegocijeszcze
mało?

–Przecieżpanbysobiejakośporadził.

–Jak?Naślepo?

Nikzdecydowałwtedynagle,żejegoakcjestojądostateczniewysoko,iz

szaleńcząodwagązabrałsiędozbieraniaowocówszczęśliwegotrafu.

–Czywobectegopanmniezaangażuje?–zapytał.

–Cozabezczelnychłopak!–zawołałKylieudajączaskoczenie.

Niezdążyłpowiedziećnicwięcej,boprzerwałmuOlsen:

–Sądzę,żerekinynadalkręcąsięwZatoceSpencera.Jakszybkomożemnie

pantamdowieźć?

–TozależyodpanaTaskera.

–Jarównieżwracam–powiedziałTasker.–Aledopierogdysprawdzę

wydajnośćtegoszybu.

background image

Zostaliwięcnanocnawyspieidlawszystkichczterechurządzononocleg

wbarakachrobotniczych.Zasypiającsłyszelijękliwewrzaskimew.

Ramekbyłjasnyiświeży.Nikpopływałsobiewzatoce,gdziewodawyglądała

jakszkłoo.jaskrawozielonymodcieniu.Piaszczystednoodbijałopromienie
słoneczne.

Chłopiecniewypatrzyłwgłębinieżadnegorozbitegostatku,natomiastroiłosię

tamodkolorowychtropikalnychryb.Nigdyprzedtemniezetknąłsięzegzotyką
dnamorskiego.Ktowie,czyswejbarwyiurodyrybyniezawdzięczająskarbom
zrozbitychokrętów,którewiozłyzłotoisrebro,iklejnotywysadzaneszmaragdami
irubinami?

Robotnicyzamocowalinowykrandorurywiertniczejinaftaspływałaterazdo

cystern,przywiezionychjużwcześniejnawyspęwnadziei,żeituznajdziesię
płynnezłotoziemi.

Minąłcałydzień.Nikznalazłkilkadropiatychmuszli,którewrazzzębemrekina,

kamykamiorazpiórkiempapugistanowiłynamacalnydowódjegoprzygód.

Kyliezacząłzdradzaćniecierpliwość.

–Niechpansięniedenerwuje–powiedziałmuTaskerbardzouprzejmie.–

Przecieżjauregulujęrachunekizatoczekanie.

–Nieotochodzi,proszępana.Poprostunieznoszębezczynności.

–Jużladamomentotrzymamodpowiedźwsprawie,któramnietuzatrzymała.

Mógłbypanprzygotowaćsobiewszystkodostartu.ZostawimypanaOlsena
wPortLincoln,asamidolecimydoMelbournejeszczetegosamegodnia.

–Lecącnawschód,stracimydwiegodzinyświatładziennego,alecoś

wykombinuję,żebytemuzaradzić–powiedziałKylie.

CzekałichwobectegonowypostójnafarmieWillisów.Kylieniemógłzdaćsię

natrafspotkaniaciężarówkizładunkiembenzynylotniczej,zaplanowałwięc
następnypostójwkopalniopali.TerazjużTaskerniemiałzastrzeżeńcodopostoju
iNikskorzystazokazji,abywzbogacićswojąkolekcjęprawdziwymdrogim
kamieniem.

Wreszcieoznajmionorezultatpomiarów,cozjednejstronyprzyniosło

Taskerowiulgę,azdrugiejrozczarowanie.

–Wydajnośćdzienna–powiedział–niejestnatylewysoka,abyzapewnić

zainteresowanieakcjonariuszy.Trzebabędziewiercićgdzieindziej.Wkażdymrazie

background image

wiadomo,żewtymwypadkuludziedobrzedostalibywskórę,gdybynastąpił
gwałtownypęddoskupywaniaakcji.Popewnymczasietenterenmożeokazaćsię
dochodowy,alenarazieniemanadzieinaobfitezasobyiszybkąeksploatację.

Wystartowalinadrugidzieńoświcieipolecieliwprostwsłońce.BuckOlsen

wsiadłzaspanyiprawiezarazusnąłnaswoimfotelu,oddychającspokojnie
irówno.Przedtempoprosiłjeszcze,abygozbudzono,gdybędątankowaćprzy
kopalniopali–musiałprzecieżkupićjakiśładnykamykdlażony.

PoprzedniegodniaNikzdeterminacjątrzymałswójjęzyknawodzy,abyznowu

niepalnąćjakiegośgłupstwa.Imógłbyprzysiąc,żeniewypsnęłomusiężadne
niepotrzebnesłowo.Coprawdaosiągnąłswójcelmilczącjakryba.

Kyliezauważyłtozdumiewającezjawiskoiuznałjezacośniepokojącego.

–Oczymtakdumasz?–zapytał.

–Naprawdęniemogępowiedzieć.

–Nojazda!Powiedz,cocięgnębi!

–Nowięc…

–Nowięcco?

–Tosprawatejposady…

Kylieroześmiałsię.i

–Słuchaj,Nik–porazpierwszyzwróciłsiędochłopcapoimieniu.–Chętnie

powiedziałbymci„tak”,gdybyniejednarzecz.Amianowicie,czyotrzymaszzgodę
twoichrodzicówpotym,cozdarzyłosięodnaszegowyjazduzMelbourne?

Nikodparłbezwahania:

–Napewnominieuwierzą,gdyimopowiem,jakbyłonaprawdę.

Kylieroześmiałsięznowu,apotemzwróciłuwagęNikanajeszczejeden

szczegół:

–Mającszesnaścielatmożeszconajwyżejotrzymaćświadectwoucznia

pilotażu,toznaczy,żeniebędzieciwolnoniczegoruszyćbezmojejosoby,
siedzącejcinakarku.

–Niechpansobiesiedzi!

Kyliebyłbytrzymałchłopcawniepewnościjeszczedłużej,możeażdo

Melbourne,odsieczdlaNikaprzyszłajednakzzupełnieniespodziewanejstrony.

background image

–PanieKylie–odezwałsięzanimiTasker.–Jeślipanniezaangażujetego

chłopca,jamudamjakieśzajęcieusiebie.

PrzezjednąstrasznąchwilęNikujrzałsięwpułapceświatacyfr,wśródgniewnej

atmosferyludzipokrojuTaskera.AleKylieodrazugouratował.

–Nowięcdobrze–powiedział–posadajesttwoja,jeśliniezmieniłeśzdania.

–Niepożałujepanwyboru!

–Oszczędzimitoprzynajmniejtrudurozmowyztymcałymogonkiem

kandydatów–powiedziałsuchoKylie.

Nikniebezradościpomyślałorozczarowaniurywali,zanimpoświęciłwięcej

uwagiswojejprzyszłości.

Napewnoczekałygonudneikrótkieloty,mozolneładowanieiwyładunki,ale

trafiąsięrównieżniespodziankiipodróżenaodległewybrzeżaAustralii.Amoże
nawetjeszczedalej?PrzecieżKyliegotówbyłpilotowaćswójZielonyBumerang
wszędzie–a„wszędzie”oznaczakażdemiejscenacałejkuliziemskiej.


Document Outline