background image

ŚWIADECTWO NAWRÓCENIA WOJCIECHA 
 
Gdy najdalej sięgnę pamięcią do czasów wczesnego dzieciństwa, pamiętam jak bałem się Piekła. 
Śniły mi się płomienie i ludzie wśród nich. Bardzo się wtedy modliłem o to, by w to miejsce 
cierpienia nie trafić. Modliłem się jak umiałem. Polegało to najczęściej na powtarzaniu w kółko 
wciąż tych samych modlitw „Zdrowaś Maryjo” i „Ojcze nasz”', rzadko modliłem się swoimi 
słowami. Miałem wtedy jakieś 8 lat i byłem wychowywany po katolicku i z reguły co niedzielę 
chodziłem z rodzicami i z młodszym bratem do kościoła. Rodzicom jednak słowo usłyszane w 
kościele nie zapadało zbyt głęboko do serca. W naszym domu nie było Pana. Ojciec regularnie się 
upijał, urządzał awantury, a matka nie miała sobie nic do zarzucenia, obrzucała ojca 
wyzwiskami,prowokując go i tak często dochodziło też do rękoczynów. Można powiedzieć: 
„normalna” polska rodzina na Białostockim „blokowisku”. Nie rozumiałem tego. Często pytałem 
rodziców: „dlaczego tak postępujecie ? Przecież Pan Jezus nauczał inaczej...”. Nie otrzymałem 
zadowalającej odpowiedzi. Najczęściej słyszałem coś w rodzaju: „Tak już w życiu jest”. 
 
MOJA PIERWSZA BIBLIA 
 
Miałem około 8 lat, gdy na którejś lekcji religii usłyszałem od prowadzącego księdza, że na Panu 
Jezusie wypełniły się proroctwa z Biblii, z Księgi Izajasza. Chyba wówczas pierwszy raz 
usłyszałem to imię. Zaciekawiło mnie to. Poprosiłem mamę, by kupiła mi Biblię. Mama zgodziła 
się, ale ponieważ nie wiedziała, czym jest Biblia, kupiła mi w kościele „Pismo Święte Nowego 
Testamentu”. Zacząłem czytać. Jednak byłem jeszcze za młody, by Słowo do mnie dotarło i 
zniechęciłem się, doczytując zaledwie może do 5. rozdziału Ewangelii Mateusza. Pamiętam, że 
próbowałem modlić się. Ponieważ bałem się śmierci, zachęceni niedzielnym kazaniem w kościele o 
tym, że Bóg wysłuchuje modlitw płynących z wiary, postanowiliśmy wraz z młodszym bratem 
modlić się o to, by nie było śmierci. Pamiętam jak czekaliśmy na jakieś doniesienia o tym, że ludzie 
przestali umierać. Jak zapewne łatwo się domyśleć, wkrótce spotkał nas zawód. Miałem wówczas z 
9-10 lat i myślę, że był to czas, gdy Bóg rozpoczął pracę nad moim zbawieniem. 
 
ŚWIADKOWIE 
 
Lata mijały. Gdy miałem ok. 14 lat przeniesiono do naszej klasy Krzysia, chłopca z innej szkoły. 
Wiedzieliśmy, że był Świadkiem Jehowy, był też najniższy i najsłabszy w klasie. Jak łatwo się 
domyślić, nie miał łatwego życia. Często znęcaliśmy się nad nim z kolegami z powodu jego 
odmienności. Cierpiał – niestety także przeze mnie. Mieszkał całkiem niedaleko mnie, więc nieraz 
wracaliśmy razem ze szkoły. Wkrótce zaprzyjaźniliśmy się. Rozmawialiśmy o jego religii. Na moje 
„zaczepki” odpowiadał: „Wszystko jest oparte na Biblii”. To mnie złościło: „Jak to? – myślałem, 
byłem katolikiem, przecież to moja religia jest najlepsza, najstarsza i w ogóle. Po pewnym czasie 
poznałem też matkę Krzysia, dzięki której mocno zbliżyłem się do Biblii. Ona to jako pierwsza 
pokazała mi proroctwa o Jezusie i ich wypełnienie w Nowym Testamencie. Nie waham się 
powiedzieć, że Bóg wówczas posłużył się tą kobietą, by mnie do Siebie przybliżyć. Ponieważ ja 
Biblii zupełnie nie znałem, a byłem szczery, szybko uwierzyłem, że ci ludzie mówią mi prawdę; 
Bóg w ten oto sposób prowadził mnie do społeczności z Sobą. Pamiętam, że nieraz idąc samotnie 
modliłem się: „Boże, czy Ty naprawdę jesteś ?”. Modliłem się o proste rzeczy: o pomoc w szkole i 
w ogóle w życiu codziennym. Bóg objawiał mi się jako DOBRY, KOCHAJĄCY, 
ODPOWIADAJĄCY na modlitwy OJCIEC. Czułem Jego miłość do mnie. Pewnego razu, gdy Bóg 
w moim życiu zadziałał nigdy chyba nie zapomnę. Miałem przyjaciela, Marka, z którym często się 
spotykałem. Mieliśmy wspólne zainteresowania – kochaliśmy ryby akwariowe i wszystko, co z 
nimi związane. Pewnego razu poróżniliśmy się i ów przyjaciel zrobił mi przykrość, którą bardzo 
przeżyłem. Gdy następnego dnia szedłem do szkoły zacząłem modlić się: „Boże, wierzę, że Ty 
istniejesz, ale proszę, upewnij mnie o tym. Proszę Cię więc: widzisz, jaką Marek wyrządził mi 
przykrość. Spraw, by przeprosił mnie za to”. Ów przyjaciel był znany ze swojej zawziętości. Tak 

background image

sobie szedłem wpatrzony w swoje buty, modląc się i nieomal na kogoś nie wpadłem. Ten ktoś, to 
był ...MAREK, szedł do mnie naprzeciw! Stał teraz patrząc mi w oczy ze smutnym wyrazem na 
twarzy. „Wojtek – mówił do mnie – dużo myślałem o tym, co wczoraj ci powiedziałem. 
Wyrządziłem ci przykrość, ale żałuję tego. Wybacz”. Chyba się wówczas popłakałem, ale nie 
pamiętam dokładnie. „Więc Ty naprawdę jesteś !” – wyszeptałem. Spojrzałem w niebo, dziękując 
Bogu i odczułem WIELKĄ BOŻĄ MIŁOŚĆ na sobie. BOŻĄ BEZGRANICZNĄ DOBROĆ i 
akceptację. Odczułem, jakby jakaś dobra moc wręcz spłynęła na mnie z nieba. Bardzo dobrze to 
zapamiętałem, chociaż minęło od tego czasu prawie 30 lat. Coś się wówczas stało. Coś, czego przez 
wiele lat nie rozumiałem. Dziś wiem, że wówczas narodziłem się na nowo i Dobry Bóg przyjął 
mnie do grona Swoich dzieci. Bóg stał się dla mnie REALNY ! Wkrótce niemal w każdej wolnej 
chwili rozmawiałem z Nim jak z Przyjacielem, który zawsze mnie rozumie i zawsze ma czas dla 
mnie. Bardzo też zmieniło się moje życie i to bardzo szybko. Byłem znany z przeklinania. 
Przekleństwo wypowiadałem niemal co drugie słowo. Odtąd Bóg mi to odjął CAŁKOWICIE! 
Przestałem też palić papierosy, które paliłem z przerwami od ósmego roku życia ! Stałem się dobry 
i uprzejmy dla wszystkich wokoło. To wszystko nie pozostało niezauważone w środowisku 
młodzieży, w jakim się obracałem. „To Bóg mnie zmienił” – brzmiała z reguły odpowiedź, gdy 
byłem pytany o przyczynę tych zmian. Były „zakręty” i momenty zwątpienia, ale wkrótce zostałem 
ochrzczony jako Świadek Jehowy na jednym ze zgromadzeń latem 1992 roku.  
 
BÓG WOŁAĆ NIE PRZESTAJE 
 
Podczas programowego „studium Biblii” na podstawie książki Będziesz mógł żyć wiecznie w raju 
na ziemi
 byłem zachęcany do myślenia i zastanawiania się nad moim życiem i nad światem, w 
którym żyję. Niestety to skończyło się wraz z chrztem. Odniosłem wrażenie, że odtąd wszelkie 
przejawy samodzielnego myślenia były niemile widziane. Jak wielu z nas przekonało się o tym na 
własnej skórze, „Organizacja” zmierza do tego, by swoje owieczki całkowicie uzależnić od swojej, 
jedynie słusznej wykładni Pisma Św., którą nazywa „pokarmem na czas słuszny”. Ponieważ byłem 
łatwowierny i umysł miałem podatny, szybko stałem się małym trybikiem w wielkiej maszynie pod 
nazwą „Watchtower”. Regularnie wyruszałem do służby kaznodziejskiej, przez co poznawałem 
więcej braci i sióstr. W taki też sposób poznałem swoją żonę.  
 
Zacząłem coraz częściej zastanawiać się nad moimi przeżyciami z Bogiem, jakie miałem wcześniej, 
ponieważ zauważyłem, że po ok. 2 latach w „Organizacji” moja społeczność z Bogiem znacznie 
osłabła. Rozglądałem się też wokoło. Zauważyłem, że gdy osoby myślące i badające Biblię we 
własnym zakresie zaczynają dzielić się swoimi spostrzeżeniami lub wątpliwościami z innymi, 
wówczas są traktowane jako słabe duchowo i potencjalnie niebezpieczne. Zaobserwowałem, że 
ślepe i całkowite oddanie się Organizacji cechuje przede wszystkim starszych zboru, nadzorców 
podróżujących, sług pomocniczych (odpowiednik diakona w kościele – przyp. red.) i jest 
podstawowym kryterium przy nominacji do usługiwania w poszczególnych zborach.  
 
Będąc 4 lata ŚJ stwierdziłem w końcu, że ja prawie nie znam Biblii. Pamiętam ten dzień, gdy 
siedząc na zebraniu ogólnym obserwowałem grzbiety kartek swojej Biblii, na której wyraźnie 
odznaczały się ciemniejsze miejsca od ciągłego otwierania jej ciągle na tych samych fragmentach. 
Skłoniło to mnie do refleksji nad sobą i moim podejściem do Prawdy. Postanowiłem zaangażować 
się bardziej i zacząłem intensywnie rozważać Biblię odnajdując odnośniki, co wkrótce 
zaowocowało moim wzrostem duchowym. Dużo pomógł mi w tym kieszonkowy egzemplarz 
Nowego Testamentu – „Gedeonitka”, którą czytałem w każdej wolnej chwili. Im więcej czytałem, 
tym więcej powstawało w mojej głowie pytań, na które współczesna literatura ani starsi w zborze 
nie potrafili udzielić mi odpowiedzi.  
 
Skłoniło mnie to do studiowania starej literatury Organizacji, która została uznana przez nią samą 
za „stare światło” i zostałem ostrzeżony przed jej czytaniem, ponieważ (jak twierdzili starsi) może 

background image

to być dla mnie niebezpieczne. Ciekawość i chęć znalezienia prawdy była jednak silniejsza. 
Szczególnie interesowała mnie sprawa roku 1975, ponieważ pokątnie mówiło się o tym roku jako o 
dacie końca Świata, którą Towarzystwo wyliczyło, a jednak nic takiego się nie stało. Zdobyłem 
dostęp do literatury drukowanej przed rokiem 1975, a także niektórych publikacji Sędziego 
Rutherforda (drugiego prezesa Towarzystwa Strażnica – przyp. red.). Wraz z upływem czasu 
wątpliwości mnożyły się, a ja wzrastałem w poznawaniu Pisma Świętego. Ponieważ wiedziałem, że 
powinienem głosić, robiłem to, ale za pomocą literatury kierującej uwagę raczej na Źródło Bożego 
objawienia, czyli Biblię niż na literaturę doktrynalną Organizacji. Moje zaufanie do świadkowej 
literatury malało.  
 
Zauważyłem, jak wielką wagę przywiązuje się do roku 1914 jako domniemanej daty 
niewidzialnego powrotu Chrystusa oraz jak liche podstawy to ma w Słowie Bożym. Podstawa 
wyliczenia, tzn. 607 rok p.n.e.,jako data upadku królestwa Judy i uprowadzenia Judejczyków do 
niewoli także wzbudzała wątpliwości – wszystkie źródła historyczne wskazują na datę o 20 lat 
późniejszą. Zrozumiałem, że rok 1914 jako data powrotu Chrystusa w sposób niewidzialny to 
swoisty „dogmat”. Wkrótce zrozumiałem, dlaczego to takie ważne dla Organizacji. Jeżeli więc nie 
ma dowodów biblijnych na poparcie tezy o dokonanej Paruzji w 1914 roku, to wiele z nauk upada 
na zasadzie kostek domina. Jedną z nich jest nauka o tym, że istnieje „niewolnik wierny i 
roztropny”, czyli grupa ludzi bezpośrednio namaszczona do tego, by po powrocie Pana „rozdzielać 
pokarm” czeladzi. Dotarła nareszcie również do mnie odwieczna prawda zawarta na kartach Pisma 
Św., że „Syn Człowieczy przyjdzie o GODZINIE, KTÓREJ SIĘ NIE DOMYŚLACIE” (Mt 24:42-
44).  
 
Powoli „odpływałem”. Zacząłem „grzebać” w literaturze drukowanej przez „odstępców” (byłych 
Świadków – przyp. red.). Stałem się rozgoryczony i poniekąd oszukany. Przytłaczająca była 
świadomość zła, jakie wyrządziły braciom oraz ludziom z zewnątrz liczne, niespełnione 
„proroctwa” Towarzystwa. Okazało się „w praniu”, że wpadka z 1975 rokiem nie była pierwszą. 
Wcześniej były przynajmniej dwie: w 1914, kiedy miał nastąpić upadek mocarstw światowych i 
zabranie Kościoła oraz w 1925 roku, kiedy miało nastąpić zmartwychwstanie mężów wiary Starego 
Testamentu. Poznałem też skrywaną tajemnicę „Bet Sarim”, pokaźnego pałacu zbudowanego 
specjalnie na tę okoliczność, oraz kto faktycznie w nim później zamieszkał. Oczywiście 
poszczególni „szeregowi” bracia o takich rzeczach z reguły nie wiedzą i wszystkiemu zaprzeczą, 
gdyż Towarzystwo w ich oczach jest jak kryształ – bez najmniejszej skazy. To był czas bolesny dla 
mnie. Świat, w który wierzyłem i kochałem zaczął walić mi się przed oczami. Pan jednak dodawał 
mi sił w tym trudnym dla mnie doświadczeniu. Jego Słowo było dla mnie pokarmem. Odkrywałem 
w nim prawdziwe skarby – był to czas, gdy Biblię czytałem po kilka godzin dziennie. Na krok nie 
rozstawałem się też z moją starą, wysłużoną „Gedeonitką”. Czytałem ją wszędzie: na przystanku, w 
autobusie, jadąc do pracy, w pociągu, nawet spacerując. Znajdowałem w niej swoją radość, a 
właściwie, w Tym Kimś w niej opisanym – Moim Zbawcy.  
 
Swoimi wątpliwościami, jakie miałem do nauk Organizacji zacząłem coraz częściej dzielić się z 
innymi. Jak łatwo się domyśleć, wkrótce spotkał się ze mną „komitet sądowniczy”, złożony z trzech 
starszych z mojego zboru. Udzielone przeze mnie odpowiedzi na kilka pytań, które mi zadano 
upewniły owych starszych, że nie mogę być już dłużej Świadkiem Jehowy. Na koniec padło 
pytanie: „Czy wierzysz, że Ciało Kierownicze Świadków Jehowy jest kanałem łączności z Bogiem 
?”. „Nie” – padła z moich ust odpowiedź. Pozwoliłem sobie przy okazji na odrobinę sarkazmu: 
„Inaczej musiałbym uznać wpadki z 1914, 1925, 1975 rokiem za skutki błędów w transmisji z 
Nieba, a tego bym nie chciał”. Zostałem tym samym pozbawiony społeczności za – jak to nazwali  
– „odstępstwo”, a bracia zostali ostrzeżeni przed kontaktami ze mną. Nie mam do nich o to żalu, 
stałem się przecież jednostką szczególnie dla nich niebezpieczną – wiedziałem o „Organizacji” 
więcej niż powinienem.  
 

background image

Co ciekawe, po moim wykluczeniu, moją żonę TRAKTOWANO TAK JAK MNIE, chociaż ona nie 
była wówczas jeszcze gotowa na opuszczenie Organizacji i chciała w dalszym ciągu utrzymywać z 
nią kontakt. Moje wykluczenie przeżyła też moja teściowa. Przy pewnej rodzinnej okazji zapytała 
mnie:  
„Wojtek, co się stało, że odszedłeś od Organizacji, skoro do niedawna byłeś taki gorliwy ?”.  
„Mamo, a dlaczego ty zostałaś Świadkiem Jehowy ?” – zapytałem. 
„Wiesz, poznałam ich, że to porządni ludzie – odpowiedziała – Nie pili i nie palili i dobrze czułam 
się w ich towarzystwie”. 
„Więc mama znalazła, to czego szukała. Ja przyszedłem DLA PRAWDY i z tego samego powodu 
odszedłem” – odrzekłem. 
 
NA DRODZE WOLNOŚCI 
 
W międzyczasie nawiązałem kontakt z pobliskim zborem Wolnych Badaczy Pisma Świętego – 
społeczności, która przed laty odłączyła się od macierzy i pozostała przy naukach założyciela 
„Strażnicy” –  C. T. Russella. To od nich dostałem książkę Boski Plan Wieków, pozostałe tomy 
Wykładów Pisma Świętego oraz całkiem sporo archiwalnej literatury Towarzystwa, i nie tylko. Ich 
lektura pomogła mi w zrozumieniu, jak kształtowała się doktryna Organizacji. Wydawało mi się, że 
powinienem sięgnąć do „źródeł” – tak też zrobiłem, jednak jak się miało później okazać – 
sięgnąłem zbyt płytko.  
 
Szybko zostałem ciepło przyjęty, jako pełnoprawny członek zboru. Chociaż nie byłem z Badaczami 
całkowicie zgodny w najważniejszych naukach, spodobała mi się duża wolność, jaką tolerują przy 
rozważaniu Biblii. Szczerze urzekła mnie też jedna z nauk, charakterystycznych dla wszystkich 
społeczności badackich – RESTYTUCJONIZM, czyli przekonanie, że wszystkim ludziom, którzy 
nie przyjmują w obecnym czasie Ewangelii, zostanie otworzona ponownie ta możliwość w 
Tysiącletnim Królestwie, po zmartwychwstaniu w ciele tu na ziemi. Przez kilka lat usługiwałem też 
w zborze jako diakon oraz nauczyciel „szkółki niedzielnej”. Nawiązywałem kontakty w Polsce i za 
granicą. Nieustannie też wzrastałem w poznawaniu Słowa Bożego. Jak potrafiłem, głosiłem też w 
swoim otoczeniu. Przez pewien czas wydawało mi się, że znalazłem w końcu to czego tak bardzo 
szukałem – PRAWDĘ.  
 
Euforia nie trwała jednak długo. Było to dla mnie smutne, ale zacząłem nabierać przekonania, że 
wiele z „flagowych” nauk badackich mija się z czystą prawdą Biblii. Rozumiałem już z samej 
Biblii, że ludzie po śmierci odpowiedzą za grzechy doczesne, staną przed sądem Bożym i będą za 
nie ukarani (Dz 17:30-31; 24:25). Nabrałem też przekonania, że człowiek nie jest tylko ciałem – 
jest też duchem i ten duch po śmierci ciała egzystuje dalej. Chociaż nie zdawałem sobie w pełni 
sprawy z doktrynalnych i eschatologicznych konsekwencji takiego rozumowania, w swoim 
poglądzie byłem tak ugruntowany, że byłem w stanie udowadniać moje racje o każdej porze dnia i 
nocy. Po kolei upadały w moim umyśle kolejne tezy Russelizmu, a poglądem zbliżałem się do 
chrześcijan ewangelicznych.  
 
Swoimi poglądami dzieliłem się z innymi i przez kilka lat byłem aktywny na różnych 
„chrześcijańskich” forach internetowych pod pseudonimem. Zdawałem sobie jednak sprawę, że 
jeżeli nie będę na te tematy milczał, to długo wśród Badaczy się nie utrzymam – podważałem w 
końcu poglądy, które odróżniały zdecydowanie społeczność, której byłem członkiem od poglądów 
innych denominacji chrześcijańskich. Zrozumiałem, czym właściwie jest Zbawienie i przed czym 
ono ratuje. Co ciekawe: zaobserwowałem, że ta wolność w rozważaniu Słowa Bożego, za którą tak 
wcześniej ceniłem Badaczy, dość szybko ustąpiła miejsca dogmatyzmowi, gdy dotykało się kwestii 
NA PRAWDĘ ISTOTNYCH DLA ZBAWIENIA, w których to Badacze w moim przekonaniu się 
mylili.  
 

background image

Bóg otworzył też moje duchowe oczy na POKUTĘ, czyli żal za popełnione grzechy, jako 
ABSOLUTNIE NIEZBĘDNY WARUNEK zbawienia (Dz 2:37-38, Łk 13:1-5). To skłoniło mnie z 
kolei do refleksji nad swoim życiem – czy prawdziwie było ono godne Ewangelii ? Wcześniej 
wydawało mi się, że jestem zbawiony, teraz jednak zbawienie miałem zaledwie w zasięgu wzroku. 
Od tamtego czasu Bóg wiele rzeczy w moim życiu wyprostował, np. nieprzebaczenie, oraz mój 
przyzwalający stosunek do alkoholu (dziś jestem abstynentem). W tym czasie także w moim 
otoczeniu nastąpiło szereg daleko idących w skutkach przemian: Nawrócił się mój bliski przyjaciel 
– Badacz od czterech pokoleń – w 6 lat po chrzcie wodnym. Jego żona, widząc olbrzymie zmiany, 
jakie w nim zaszły, wkrótce sama zwróciła swe serce ku Bogu ! Obserwując tę rodzinę, 
przypomniałem sobie, co kiedyś stało się ze mną. Jak będąc młodym jeszcze chłopcem, nawiązałem 
społeczność z Bogiem. Wiele razy płakałem „jak bóbr”, gdy sobie to przypominałem. Niebawem 
oddał życie Bogu także mój rodzony brat, który od czasu odejścia od Organizacji ŚJ pogrążył się w 
marności, a także kilka innych osób z naszego otoczenia – także byłych Świadków. Co ciekawe – 
gdy wszystkie te osoby zaczynały czytać Słowo Boże TAK JAK JEST NAPISANE, a nie tak JAK 
KTOŚ CHCE, BY BYŁO, także nabrały przekonań takich, jak moje w kwestiach doktrynalnych. 
Jako ostatni bastion Russelizmu w mojej głowie upadł w końcu Restytucjonizm, którym wcześniej 
byłem tak urzeczony. W obliczu czystej nauki Biblijnej, byłem zmuszony wręcz uznać tę naukę 
uznać za diabelskie oszustwo (J 3:36; 8:24). Zacząłem odtąd mawiać: „Restytucja jest najbardziej 
humanitarną, piękną i ujmującą za serce nauką znaną w chrześcijaństwie. MA TYLKO JEDNĄ 
WADĘ – NIE MA JEJ W BIBLII”. 
 
Jak łatwo się domyślić, w niedługim czasie musieliśmy opuścić społeczność Badaczy Pisma 
Świętego. Różnice między nami stały się nie do zaakceptowania i dla nas, i dla nich. Oprócz 
kwestii różnic doktrynalnych, z którymi można było nauczyć się jakoś żyć, różniliśmy się w kwestii 
dążeń, co było już znacznie trudniejsze. Kolejnym powodem było moje przekonanie, że Badacze po 
prostu tkwią w zwiedzeniu, będąc przekonani, iż dążenie do wiedzy biblijnej praktycznie z 
pominięciem pokuty zapewni im zbawienie (Jana 5:39-40). Uznałem Russelizm i wszelkie jego 
pochodne za takie konary wykrzywionego drzewa, którego Niebiański Ojciec nie zasadził. Bóg 
wszczepił w nas zapał i pragnienie głoszenia Ewangelii i staraliśmy robić to jako Gedeonici, zbór 
raczej nie podzielał naszego entuzjazmu, a wręcz staliśmy się obiektem złośliwych pomówień z ust 
niektórych jego decydentów. Opuszczając zbór Badaczy Pisma Św., szedłem całkowicie w 
nieznane, byłem jednak całkowicie pewien, że jest to na tamten czas Boża wola dla mnie i mojej 
rodziny. Odeszliśmy w pokoju wraz z całą naszą grupą nowo narodzonych naśladowców Chrystusa. 
Co ciekawe, każdy z nas otrzymał w tej sprawie od Boga indywidualne objawienie Jego woli. 
 
NA DRODZE PRAWDY EWANGELICZNEJ 
 
Po pewnym czasie okazało się, że nasza grupa nie była gotowa na to, by stać się w pełni 
samodzielnym zborem i rozeszliśmy się po różnych lokalnych społecznościach ewangelicznych. Ja 
z rodziną regularnie zacząłem uczęszczać do zboru Chrześcijan Baptystów. Nie czułem jednak, że 
to zbór, do pracy w którym Pan mnie powołuje, chociaż do dzisiaj mam tam prawdziwych braci i 
przyjaciół. Niedługo potem Bóg zaprowadził moją rodzinę do zboru o kierunku zielonoświątkowym 
w miejscowości, gdzie mieszkamy, i tu staramy się służyć Bogu. Bracia wiedzieli, że jakaś rodzina 
się do nich przyłączy, bo wcześniej objawił im to Duch Święty (w zborze funkcjonuje duch 
proroctwa). Gdy zobaczyłem prawdziwą miłość braterską, jak bracia modlą się jedni za drugich i 
wzajemnie się błogosławią, odczułem jakby Bóg mówił do mnie: „Teraz, synu, zaprowadziłem cię 
do domu”. Płakałem klęcząc, a łzy leciały na podłogę. Dziękowałem Bogu za łaskę, jaką mi 
wyświadczył i na głos prosiłem: „Boże, uczyń mnie świętym człowiekiem”. Nie boję się już Piekła 
(właściwsze byłoby biblijne określenie „Jezioro Ogniste”, lub „Śmierć Druga”), nie dlatego, że go 
nie ma, ale dlatego, że Pan Jezus mnie przed nim URATOWAŁ. Obecnie pełnię odpowiedzialną 
funkcję w zborze, usługuję regularnie Słowem Bożym. Przez szereg lat służyłem też w lokalnych 
zakładach karnych jako kapelan i ewangelista. Aktywnie działam wśród ludzi bezdomnych i 

background image

związanych nałogami w służbie „Coffee House”. W dalszym ciągu jestem też aktywnym Gedeonitą. 
Od czasu opuszczenia Organizacji ŚJ, wiele razy doświadczałem Bożej opieki i ochrony, 
cudownego prowadzenia, by z kimś podzielić się Ewangelią, wiele razy widziałem też na własne 
oczy Boże cuda, gdy Bóg kogoś uzdrawia z nieuleczalnej choroby lub rozwiązuje problemy – na 
ludzki sposób myśląc – nie do rozwiązania. Chociaż nie wiem, jak potoczą się jeszcze nasze losy, to 
wiem, że Bóg nigdy nas nie zostawi. Bóg zaprowadził mnie, tak jak błądzącą owieczkę do swojego 
Kościoła – za co niech Jemu będzie chwała. Poznałem ŻYWEGO BOGA i nie daj Boże, abym 
kiedykolwiek się Go zaparł. Przemiana, jaką Bóg po raz kolejny uczynił w moim życiu, nie 
pozostała bez echa wśród moich bliskich. Spośród rodzeństwa mojej żony, od tamtego czasu 
nawrócił się jeden z braci mojej żony, z którym razem służymy Bogu w jednym zborze. Rodzona 
siostra mojej żony, mieszkająca w zupełnie innym mieście, także się nawróciła i wyszła za mąż za 
wierzącego ewangelicznie człowieka. Moja teściowa, niedawno również doszła do przekonania, że 
ŚJ nie uczyli jej prawdy i po 40 latach pobytu w Organizacji odeszła. Obecnie regularnie uczęszcza 
do lokalnego Kościoła Chrześcijan Baptystów, a w jej domu odbywają spotkania „grupy domowej”. 
Cioteczna siostra mojej żony, także nawróciła się i służy Bogu, chociaż mieszka w innym kraju. To 
wszystko czyni Bóg, w odpowiedzi na modlitwę Jego dzieci, oraz przez moc świadectwa o Nim. 
 
PRZESŁANIE DO AKTYWNYCH I BYŁYCH ŚWIADKÓW JEHOWY 
 
Drogi Czytelniku! Jeżeli natrafiłeś na tę książkę, z pewnością nie jest to przypadek. Być może 
wciąż jesteś jeszcze w Organizacji i jest ona dla Ciebie wszystkim, co masz. Rozumiem to, bo 
byłem sam kiedyś w takiej sytuacji. Może pojawiają się u Ciebie wątpliwości, gdy analizujesz 
wciąż zmieniające się „nowe światło”, może spotykasz na swojej drodze ludzi, szczerych 
chrześcijan – członków innych grup religijnych i zastanawiasz się, dlaczego mieliby zginąć w 
Armagedonie ? Może zadajesz sobie pytania: „Po co mi to wszystko ?”, „Po co mi ten cały Raj ?”, 
„Czy nie lepiej pożyć sobie tu, ile się da, używając wszystkiego, a potem umrzeć ? Przecież i tak 
nie będzie żadnego sądu ?”. Jeżeli miewasz takie pomysły, wiedz, że to szatan wkłada Ci je do 
głowy. On ma w stosunku do Ciebie tylko jeden plan: CHCE CIĘ ZGUBIĆ!  
 
Wiedz, że Bóg nie chce dla Ciebie takiego losu. On ma dla Ciebie lepszy plan: chce, byś był 
pełnym radości i Ducha Świętego chrześcijaninem, ale dał Ci wolną wolę i jeżeli zdecydujesz się 
całkowicie o Nim zapomnieć i prowadzić życie po swojemu, USZANUJE TO, ale gdy ono się 
skończy, wówczas nie będzie już dla Ciebie ratunku. Na zbawienie masz szansę dopóki żyjesz, a 
Bóg zapłacił za nie wysoką cenę. Nie namawiam Cię tu, byś znowu zmienił religię na lepszą, 
ponieważ to nie religia czyni człowieka zbawionym. Można wiele razy zmienić religię na lepszą, a 
także kilka razy przyjąć chrzest i dopóki szczerze nie nawrócisz się, i Jezus PRAWDZIWIE NIE 
ZAMIESZKA W TWOIM SERCU, na nic Ci się to nie przyda. W oczach Bożych nadal będziesz 
grzesznikiem. Tylko wiara w to, że krew Chrystusa zmywa Twoje wszystkie grzechy i pokuta, czyli 
szczery żal za nie, powoduje, iż człowiek odnajduje przystęp do Boga (Dz 26:28). Jeżeli pragniesz 
społeczności z Bogiem, zacznij od początku. Po prostu zwróć się do Niego w modlitwie (najlepiej 
na kolanach – Flp 2:10), szczerze przeproś Go za swoje grzechy i wyznaj, że wierzysz, iż krew 
Chrystusa je z Ciebie zmywa, potem poproś, by On dalej prowadził Twoje życie. Codziennie też 
czytaj Biblię jako SWÓJ RATUNEK i staraj się naśladować w życiu Pana Jezusa.  
 
Nie ma innej drogi do PRAWDZIWEGO ŻYCIA (J 4:13-14; 10:10; 14:6). Jezus 2000 lat temu 
cierpiał i umierał za mnie i za Ciebie, i to w pohańbieniu, by Ci je dać. Zrobił to z MIŁOŚCI do 
Ciebie i do mnie. Nie pozwól, by Jego krew lała się na darmo. Tylko On ma moc uleczyć Twoje 
rany.